Bolesław Prus ORESTES I PYLADES  Poznałem ich w restauracji, a kilka wyrazów sprawiły to, żem od razu do nich przylgnął. Po kolacji bowiem, gdy Orest zapytał Pyladesa: „mój drogi, gdzie są papierosy?“ — ten mu je podał ze swojej cygarnicy. A w chwilę później Pylades rzekł do Oresta: „czy ty wziąłeś portmonetkę?“ — „Ja“ — odparł Orest. — „No, to płać — zakończył Pylades — i idźmy do domu“.  Ludzie, którzy posiadają wspólne papierosy i portmonetę, zasługują na uwagę. W pierwszej chwili sądziłem, że to jacyś wyjątkowi bracia, lecz objaśniono mnie, że to tylko dobrzy znajomi.  — Bardzo dobrzy znajomi — dodałem w duchu i złożyłem im wizytę.  W drodze, ich wspólny przyjaciel powiedział mi, że gdy pewnego razu ktoś w złośliwy sposób odezwał się o dochodach Oresta, Pylades wyzwał go na pojedynek. Szczęściem Orest, dowiedziawszy się o zajściu, zaczepił swego oszczercę i zapowiedział, że — zabije go, jeżeli Pyladesowi spadnie bodaj włos z głowy.  Wobec tego oszczerca cofnął się i przeprosił obu przyjaciół.  Zapoznawszy się z tak wyjątkowymi ludźmi, odkrywałem w nich coraz nowe dowody wzajemnego przywiązania. Oto, co się trafiło zeszłego karnawału.  Byłem u Oresta w godzinie, w której wybierał się na maskaradową schadzkę. Już kazał przynieść bieliznę i balowy garnitur, gdy wszedł Pylades.  — Co ci jest? — zapytał go Orest, spostrzegłszy niezwykły odcień na twarzy przyjaciela.  — Mam schadzkę na maskaradzie — odparł zapytany — no, ale cóż... kiedy mi nie odnieśli fraka...  — Więc bierz mój... — zawołał Orest.  — Tak, ale w dodatku praczka nie oddała mi koszuli.  — Moja jest w tej chwili kupiona, niechże ci służy — dodał Orest i trochę pobladł.  — A tobie co?... — spytał zalękniony Pylades, patrząc przyjacielowi w oczy.  Orest milczał; zato ja się odezwałem:  — Ma schadzkę na maskaradzie.  — O, facecie! — zawołał Pylades, ściskając przyjaciela. — I ty myślisz, że ja w podobnych warunkach wziąłbym twój frak i koszulę?...  A widząc, że Orest nie zmienia zamiaru, dodał poważnie:  — Jeżeli nie chcesz, ażebym z tobą zerwał, ubieraj się i idź...  Orest zaczął się ubierać i śmiejąc się, rzekł:  — Pani Zofja ma szczęście, no, no!... A gotów byłem dziś nie dotrzymać jej placu.  — Pani Zofja?... — krzyknął Pylades.  Orest stanął przed nim jak posąg i przeszywając go wzrokiem, zapytał:  — Więc to ty miałeś się z nią, dziś zobaczyć?...  — No... tak! — odpowiedział Pylades tonem szlachetnej rezygnacji.  — Więc... ja zostanę w domu — rzekł Orest z mocą.  — Nie, zostaniemy obaj — odparł Pylades.  Przecz chwilę mierzyli się wzrokiem, lecz w końcu uścisnęli się za ręce i obaj zostali.  Nie mogłem pohamować wzruszenia i ucałowałem każdego pokolei. Przyjaźń ich wytrzymała najcięższą próbę.  Dziś — siedzą obaj w więzieniu, pod zarzutem, że fałszowali stemple. Orestes posiadał wyjątkowy talent do niepochwytnego wyskrobywania liter: K, O, P, a Pylades z nieporównanem mistrzostwem wypisywał litery: R, U, B.