Mojemu kiedyś gościu chciał ściągnąć w lesie kaganiec, najlepsze że pies był na 20m lince. Szaman nieźle go poturbował tymże kagańcem (chopo, nowofundland). Gościu później się tłumaczył że chciał mu tylko poprawić, bo przecież nie ukraść... Ludzie są faktycznie dziwni, a najlepsze jest to że gdyby Szamanowi ktoś obcy faktycznie ściągnął kaganiec mogło by być różnie. Jednak faktycznie zastanawiam się nad sensem GPSu dla psa, czy może nie lepiej zostać 'przy swoim' i psa puszczać tylko na 20m lince lub ogrodzonym placu? Niby fajny bajer, jednak przy takim podejściu niektórych ludzi znajdę jedynie nadajnik u kogoś w kieszeni (o ile nadajnika nie wyłączy)...