Argonauci
Tom I
I
Byo to mieszkanie milionera. Na sprztach i cianach salonw barwy i poyski przeleway si jak na powierzchni konchy perowej. Zwierciada odbijay w sobie obrazy, posadzki lniy jak zwierciada. Tu i owdzie kobierce ciemne i firanki cikie przytumiay wietno, ale na pozr tylko, w rzeczy samej podnoszc j do uroczystoci prawie kocielnej. Gdzie indziej wszystko janiao, byszczao, mienio si bkitem, szkaratem, zotem, bronzem, rozmaitymi odcieniami biaoci, ktre wydaj z siebie: gips, marmur, mora, ko soniowa, porcelana. Chiszczyzna, japoszczyzna, style kilku oddalonych wiekw, najwyszukaszy wykwint md najwieszych, lampy, pajki, wieczniki, wazy, sztuka zdobnicza w najwyszym swym rozwoju. Przytem, wiele smaku i umiejtnoci, pewnego taktu w dobieraniu rzeczy i oywienia w ich ukadzie, ktre niemylnie znamionoway rk i umys kobiety wyszej nad pospolito.
Urzdzenie tego mieszkania pochon musiao sum kolosaln dla biedakw, a dla monych nawet bardzo znaczn. Waciciel jego by milionerem.
Alojzy Darwid nie odziedziczy milionw, lecz zdoby je wasn, elazn prac i odtd, cigle pracowa nad ich pomnoeniem. Pracowito, energia i pomysowo jego byy niewyczerpane. Interesy zdaway si by dla niego tem, czem jest woda dla ryby: ywioem dajcym swobod i bogo. Jakie interesy? Przedsibiorstwa wielkie i powikane: tworzenie drg ldowych i wodnych, wznoszenie gmachw publicznych, kupna, sprzedae, zamiany bogactw rnej natury, obroty pienine na targach i giedach. Aeby tego wszystkiego dokonywa, trzeba byo posiada przymioty najsprzeczniejsze: miao lwi i ostrono lisi, szpony jastrzbie i elastyczno koci.
Byo to ycie pdzone przy stole karcianym, ktry stanowia cakowita przestrze olbrzymiego pastwa; bya to dugoletnia i zaarta poniterka do banku, trzymanego najczciej przez lepy los. Bo rachuba i umiejtno, znaczc tu bardzo wiele, nie mogy w zupenoci usuwa tego, co jest trafem. Wic trzeba byo nie dawa si obali trafowi, pod ciosami jego przypada do ziemi i kurczy cigna, ale tylko dlatego, aby uczyni skok elastyczniejszy, cios odbi i nowy up pochwyci. Bya to pomylno wzbierajca i opadajca jak rzeka, bya to take gorczka, nieustannie kpana w chodnej rozwadze i rachubie.
Zreszt, bryczki pocztowe, wagony, dzwonki na dworcach, naglce do popiechu, iskrzce si niegi dalekich pnocy, gry pitrzce si na granicy, rozdzielajcej dwie czci wiata, rzeki przerzynajce przestwory bezludne, horyzonty  podkrelone ponuremi liniami od pocztku wiekw samotnych tajg. Potem, na przemian: zgiek, blask, cisk, wietno stolic, a w stolicach mnstwo drzwi, z ktrych jedne naocie otwarte, inne zamknite szczelnie; wic wzgldem tych drugich gitko kociej apy, robicej szczeliny tam, gdzie duego otworu uczyni niepodobna.
Rodzin wypadao opuszcza na dugie miesice, niekiedy na cae lata, a nawet yjc z ni pod jednym dachem, stawa si jej rzadkim gociem, a nie by nigdy jej staym, poufnym towarzyszem. Na stao, poufno, wszelk czuo w stosunkach z ludmi, nawet najbliszymi, Alojzy Darwid czasu nie mia, zarwno jak nie mia go dla skupienia myli na przedmiotach jakichkolwiek, nie zostajcych w zwizku z cyfr, lini, dat, czyli okami tej sieci, w ktr oplata swoj myl i swoj elazn prac.
Co do uciech i rozkoszy ycia, byway niemi czasem miostki, zapalane naprdce, w przejedzie, przelocie i rozwiewajce si razem z dymem pdzcej naprzd lokomotywy, czasem przysmaki waciwe strefom rozmaitym, albo wspaniay krajobraz przemoc wdzierajcy si do oczu i w mgnieniu oka znikajcy, albo jeszcze kilka godzin oywionej gry karcianej  ale nadewszystko stosunki z rnorodnymi wierzchokami spoecznymi, ktre byy z jednej strony uyteczne, a z drugiej dla mioci wasnej niezmiernie zaszczytne. Pienidze i znaczenie  byy to dwie osie, okoo ktrych obracay si wszystkie uczucia, myli i dze Darwida, a przynajmniej zdawa si mogo, e wszystkie, bo kt upewni zdoa, e w czowieku istnieje tylko to, co objawia si w jego czynach? Nikt najpewniej, ani nawet on sam.
Teraz, po trzyletniej nieobecnoci, Aloizy Darwid, od kilku miesicy zaledwie powrci do rodzinnego miasta i na ono rodziny, pord ktrej, tak jak i dawniej, bywa rzadkim i roztargnionym gociem. Pracowa znowu. Odrazu, w pierwszym tygodniu, niemal dniu, upatrzy tu nowe pole do pracy i szo mu bardzo o to, aby je zagarn i roztoczy na niem swe Heraklesowe boje. Lecz zaleao to od pewnej osobistoci, umieszczonej bardzo wysoko i do ktrej dotychczas dotrze nie mg.
Ju kilka razy kocia apa zaokrglia si dla wytworzenia szczeliny w drzwiach zamknitych  nadaremnie! da parogodzinnej, poufnej rozmowy i otrzyma jej nie mg. Chwyci si rodka, ktry nieraz oddawa mu usugi skuteczne.
Znalaz indywiduum, posiadajce sztuk wciskania si wszdzie, wyjednywania wszystkiego, wygrzebywania z pod ziemi stosunkw, okolicznoci, wpyww. Indywidua podobne bywaj zwykle mtne, ale nie obchodzio go to wcale. Mniema, e spodem ycia musz pyn mty, podobne do muu rzek, toczcych piasek zoty. Z lekcewacym umiechem myla o mtach, ale nie waha si bra ich w do, aby przyjrze si, czy nie zawieraj zotych ziaren. Mtnych pomocnikw swoich nazywa ogarami, bo tropiy zwierzyn w gszczach niedostpnych dla myliwca. Mniejszego wzrostu, prawie niewidzialni, lepiej jeszcze od niego umieli kurczy si, przeskakiwa i podazi. Takiego ogara wypuci przed kilku dniami po audyency podan i dotychczas wieci o nim nie mia. Niepokoio i niecierpliwio go to ogromnie. Radby ju by rzuci si na now prac, jak lew na aren i na up.
Zmrok wieczorny opuszcza si na szereg wielkich i maych salonw. Aloizy Darwid, w gabinecie urzdzonym z bogactwem tak powanem, e prawie surowem, w obfitem wietle lamp, przyjmowa ludzi przybywajcych ze sprawami rozmaitemi: ze sprawozdaniami, rachunkami, propozycyami, probami.
W gabinecie tym wszystko byo ciemne, cikie, rozmiarw duych, drogocenne, ale nie bijce w oczy. Najmniejszej jaskrawoci, ani fantastycznoci, tylko powaga i komfort. Ksiki za szybami wspaniaej szafy, dwa wielkie obrazy na cianach, biuro z mnstwem papierw, porodku pokoju st okrgy, okryty mapami, broszurami, grubymi tomami; dokoa stou fotele cikie, nizkie, gbokie. Pokj by obszerny, pod bardzo wysokim sufitem, z ktrego zwieszaa si nad okrgym stoem wspaniaa, jasno palca si lampa.
Daleki protoplasta Aloizego Darwida, Jazon Argonauta, wcale inaczej wyglda musia, gdy pyn do Kolchidy po zote runo. Czas, zmieniajc sposoby walczenia, odpowiednio do nich rzebi ksztaty rycerzy. Jazon ufa sile ramienia i miecza, Darwid tylko mzgowi i nerwom. Wiec mzg i nerwy rozwiny si w nim ze szkod muskuw, wytwarzajc przecie si specyaln, na ktrej trzeba byo zna si, aby j pozna w postaci szczupej, niewysokiej, w twarze z policzkami pocigymi i okrytymi skr such, blad, tak ruchliw, jakby drgaa od kadego z powieww, nioscych okrt ku brzegom podanym.
Z obu stron policzkw prawie miedzian rudoci iskrzyy si wzkie pasy faworytw, ktrych jedwabiste koce opaday na sztywny konierz koszuli; rudawy ws, krtki i twardy, ocienia wargi cienkie, bladawe, majce umiech, w ktrego zmiennoci spoczywaa wielka wymowa: zachca on, oniemiela, pociga, zatrzymywa w oddaleniu, pochwala, niedowierza, przymila si, drwi  czsto drwi. Ale gwnem siedliskiem siy zdaway si tu by oczy, zatrzymujce si na kadym przedmiocie uwanie i dugo, ze renic stalow, zimn, bardzo gbok i pen wiate przenikliwych, czsto ostrych, pod brwiami wypukemi, ktre lini rud podkrelay czoo wysokie, powikszone jeszcze przez zaczynajc si ysin, majce gadko i poysk koci soniowej, a pomidzy brwiami gruby snop zmarszczek, jak chmur myli i troski. Bya to twarz zimna, rozumna, energiczna, z wytoczonem pomidzy brwiami pitnem myli i przecignitym przez usta rysem ironii.
Prawnik, jeden z najsynniejszych w tem wielkiem miecie, trzymajc w rku otwarty tom kodeksu, czyta gono szereg jego ustpw. Darwid w postawie stojcej sucha uwanie, ale w umiechu jego wzrastaa ironia, a gdy gos czytajcego umilk, przemwi z cicha. Jedn z waciwoci jego by ten gos o dwikach jakby przez ostrono przytpionych.
 Przepraszam, ale to wszystko, co pan przeczyta, nie stosuje si do zajmujcego nas wypadku.
Wziwszy z rk prawnika ksik, przerzuca przez chwil jej stronice i z kolei czyta zacz. Do czytania uywa binokli w rogowej oprawie, od ktrej pogbiaa si tawa blado jego suchej twarzy. Synny prawnik zmiesza si i zadziwi.
 Ma pan suszno. Myliem si. Zna pan prawo wybornie.
Jakeby mg go nie zna, skoro byo mu i orem i klap bezpieczestwa!
Prawnik, zasiad w milczeniu na jednym z rozoystych i nizkich foteli, a z kolei budowniczy rozoy na stole plan gmachu publicznego, ktry, przed rozpoczciem robt na wiosn, musia by w zimie wykoczony. Darwid sucha znowu, milczc, mylc, patrzc na wskazywane rysunki renicami stalowemi, w ktrych czasem przelatyway iskry pomysw, wytryskajcych z mzgu i ktre po chwili biegemu specyalicie przedstawia zacz. Mwi z cicha, pynnie, bardzo zwile i jasno. Budowniczy odpowiada z uszanowaniem i jak przedtem prawnik, nie bez pewnego zdziwienia. Boe wielki! ten czowiek umia wszystko i zna si na wszystkiem; po obszarach prawoznawstwa, matematyki, budownictwa przechadza si swobodnie, jak po swoim pokoju! Darwid spostrzeg zdziwienie otaczajcych i na wakich wargach osiada mu ironia. Czy ci ludzie wyobraaj sobie, e on mg do takich przedsiwzi zabiera si jak lepiec do rozpoznawania barw? Czyni tak niektrzy i gin! On rozumia, e dzi tylko wiedza kolosalna moe by fundamentem dla wznoszenia piramidalnych fortun i jedna tylko jego pami znaa te dugie szeregi nocy, ktre przepyny mu nad gow bezsenn i zdobywajc wiedz.
Teraz stan przy stole chopak wysmuky, chudy, z genialnym wyrazem w ciemnych oczach, w odziey zniszczonej, z gestami prawie rubasznymi. By to artysta-rzebiarz, bardzo mody, ale ju sawny, z pocztkami suchot, wytryskujcymi na twarz zbyt silnym rumiecem i blaskiem oczu, a z piersi kaszlem krtkim i ostrym. Mwi! o rzebach ornamentacyjnych, ktre mia wykona dla gmachw, wznoszonych przez wielkiego przedsibiorc, pokazywa rysunki, rozwija pomysy, wpada w zapa, mwi coraz goniej, kaszla coraz czciej. Darwid podnis gow, wraliwa skra na policzkach mu zadrgaa i ruchem delikatnym, kocem dwch biaych i cienkich palcw dotkn ramienia artysty.
 Niech pan odpocznie  rzek  panu szkodzi dugie mwienie.
Potem do innych obecnych przemwi:
 Moja modsza crka tak samo kaszle, i... niepokoi mi to troch...
 Moeby do Woch  zacz budowniczy.
 Zapewne... mylaem ju o tem, ale lekarze nie widz nic gronego...
Zwrci si do rzebiarza:
 Panu trzebaby zwiedzi Wochy, skorzysta tam ze zbiorw sztuki i  z klimatu.
Artysta, nie rad z wmieszania si w jego sprawy, nie odpowiedzia bezporednio, lecz zacz dalej przedstawia i motywowa swoje projekty, ale krtki oddech i coraz czciej powtarzajcy si kaszel mow mu utrudniay. Wtedy Darwid wyprostowa si i mwi zacz:
 Na rzeczach sztuki znam si bardzo mao, nie dlatego, abym je lekceway, owszem, sztuka musi by potg, skoro wiat przed ni czoem uderza, ale dlatego, e czasu nie miaem. Niech si wic pan dalej nie utrudz przedstawianiem mi swych pomysw i zamiarw. Z gry je zatwierdzam, wiedzc dobrze co czyni. Wszake to ksi Zenon, ktrego umys i dobry smak podziwiam, doradzi mi udanie si do pana. U niego te widziaem dziea duta paskiego, ktre mi zachwyciy. Powiadaj niektrzy, e my, przemysowcy i finansici, posiadamy w sobie tylko matery, a nie posiadamy Psychy. Jednak Psyche paska, ktra przyozdobia paac ksica, sprawia na mnie wraenie takie, jak gdybym nie by sam matery.
Ironia zalaa mu wargi, ale z uprzejmoci wzmoon rzek do rzebiarza:
 Ustanwmy cyfr honoraryum.
I spiesznie doda:
 Niech mi pan pozwoli wzi inicyatyw.
Tonem zapytania wymwi cyfr bardzo znaczn. Artysta skoni si, utai nie chcc, lub nie mogc, zdziwienia i uciechy. Darwid zlekka wzi go pod rami i poprowadzi ku wielkiemu biuru, ktrego jedn z szuflad otworzy. Pozostali przy okrgym stole prawnik i budowniczy zamieniali si spojrzeniami.
 Protegowany ksicia!  szepn jeden.
 Zrczno! reklama!  odszepn drugi.
Darwid za do modego rzebiarza mwi:
 Ze syszenia wiem, i rzebiarze przed rozpoczciem robt potrzebuj ponosi znaczne koszta na wstpne przygotowania. Oto zaliczka. Niech pan si nie krpuje. Pienidze powinny by na usugi talentu.
Artysta by zdumiony. Wcale inaczej wyobraa by sobie tego milionera.
 Pienidze powinny by na usugi talentu!  powtrzy.  Pierwszy raz sysz to z ust posiadacza pienidzy! Czy doprawdy pan tak myli?
Darwid zamia si, ale wnet spochmurnia.
 Mj drogi panie  rzek  ja myl, e dabym mnstwo pienidzy za to, aby takiego kaszlu jak paski na wiecie nie byo.
 Dlatego, e crka paska...  zacz rzebiarz, ale Darwid ju ochd, zesztywnia i zwraca si ku ogrgemu stoowi. Jednoczenie lokaj oznajmi we drzwiach nowego gocia:
 Pan Artur Kranicki.
Tu za lokajem go wszed i rozmin si u drzwi z odchodzcym rzebiarzem.
By to czowiek, ktry pity dziesitek lat dwiga z modziecz elastycznoci ruchw i przymilonym, zalotnym wyrazem na piknej jeszcze twarzy. Wogle zdawa si by oblany ostatkami wielkiej piknoci mskiej, z za ktrych, jak zbrukana podszewka z dziur wietnej niegdy odziey, ukazywaa si starannie tajona, moe nawet przedwczesna staro.
Wysoki brunet, z regularnym, czarnymi faworytami otoczonym owalem twarzy, z wosami, ktrych czarne kdziory niedobrze zakryway rozpoczynajc si z tyu gowy ysin, z wsem nad rumianemi wargami modzieczo podniesionym, modzieczym krokiem przebywa gabinet, z wyran intency powitania pana domu w sposb serdeczny i poufay. Ale w zimnych oczach Darwida zawieciy byski prawie grone; kocami palcw zaledwie dotkn wycignitej ku niemu rki gocia, biaej, podunej, prawdziwie rasowej, bardzo wypielgnowanej.
 Przebaczenia, przebaczenia, kochany panie Aloizy, e przybywam w tej godzinie, w tej wanie godzinie twoich wanych, ogromnych, kolosalnych zaj! Ale otrzymawszy wezwanie twe, pospieszyem...
 Tak,  rzek Darwid  potrzebuj pomwi z panem... Niech pan chwil zaczeka.
Zwrci si ku stojcym u stou dwom ludziom, ktrzy na przywitanie jego z Kranickim patrzyli z niepodobn do utajenia ciekawoci. Oddawna ju kade spotkanie si Darwida z tym wiecznym gociem i epigonem arystokratycznych rodw posiadao waciwo obudzania ciekawoci ludzkiej. Darwid nie wiedzia o tem dugo; teraz, od niedawna si dowiedzia, i bystry wzrok jego pochwyci na ustach znakomitego prawnika ledwie dostrzeony umieszek, na ktrego spotkanie podobny zlecia z ust budowniczego. Kilka minut jeszcze rozmawia z nimi, poczem odchodzcych przeprowadzi do drzwi, i gdy zamkny si, rzek do pozostaego gocia:
 Teraz su panu.
Nikt nigdy nie widzia suby, tak lodowato zimnej i majcej w sobie odcie powciganej groby. To te Kranicki duej ni byo trzeba, umieszcza kapelusz na jednym ze sprztw, a pochylon twarz jego obla wyraz niepokoju, ktry w mgnieniu oka przez zmarszczenie czoa i osunicie si w d policzkw, uczyni j o lat dziesi starsz. Z gracy jednak ruchw pomimowoln, bo oddawna w zwyczaj przesz, zwrci si ku Darwidowi:
 Pisae do mnie, kochany panie Aloizy...  Wezwaem pana  przeci mu mow Darwid  w celu zaproponowania pewnej umowy i zamiany...
Z duej, podugowatej ksigi wycina kartk, na ktrej przedtem ju piesznie kilka sw nakreli, i podajc j Kranickiemu, zacz:  Oto jest czek do banku na sum... znaczn... Interesy pana, jak syszaem, s w stanie bardzo niepomylnym.
Twarz Kranickiego rozpromienia si od radoci i znowu o lat dziesi odmodniaa. Biorc podawany mu czek, z pewnem jednak wahaniem zacz:
 Kochany panie Aloizy... ta przyjacielska prawdziwie usuga, ktr mi oddajesz, nawet bez proby z mojej strony, to prawdziwa wspaniaomylno, ale chciej wierzy, e gdy tylko dochody z dbr moich znowu si powiksz...
Darwid przerwa mu znowu:
 Zbyt dawno znamy si, abym mg nie wiedzie, jakiemi s dobra pana i jakie pan z nich moe mie dochody. Pan nie ma adnych dbr. Pan ma jedn wiosk niedu, ktrej dochody nie starczyy nigdy na zaspokojenie poowy nawet potrzeb pana. W tej wiosce spdziby pan ycie, wielkiemu wiatu nieznany, gdyby matka pana nie bya krewn ksicia Zenona i kilku innych koron dziewiciopakowych. Ale poniewa mia pan przez matk parentel tak wietn, wic wielki wiat straty tej nie ponis. Wiem o panu wszystko. Niech pan pod adnym wzgldem nie prbuje w bd mnie wprowadzi... Wiem wszystko.
Na ostatnich wyrazach kad nacisk, ktry zdawa si wprawia Branickiego w zmieszanie gbokie, nad ktrem zapanowa nie mg.
 Parole d'honneur  zacz  nie rozumiem, nie pojmuj... Taka prawdziwie przyjacielska usuga i taki ton... nie rozumiem...
 Zaraz pan zrozumie. Ta ofiarowana panu suma to nie usuga przyjacielska, lecz prosty akt handlowy. Wymagam naprzd, aby pan wszelkie stosunki zerwa z synem moim Maryanem.
Kranicki cofn si o kilka krokw.
 Z Marysiem!  zawoa, jakby uszom swoim wierzy nie chcc;  ja z Marysiem zerwa mam wszelkie stosunki! Czy podobna? Dlaczego? Jak to by moe? Przecie Pan sam....
 To prawda, sam daem temu pocztek. Pragnem, aby rodzina moja, stale i w czstej nieobecnoci mojej tu mieszkajca, moga obraca si w sferze stosunkw dla mnie najpodniejszej, i prosiem, aby pan by cznikiem pomidzy ni a t sfer...
 danie speniem  podnoszc gow, z kolei przerwa Kranicki.
Darwid, twardo w twarz mu patrzc, mwi z cicha powoli, a ld jego gosu zdawa si czasem pka od zamknitego w nim kipitka namitnoci.
 Tak, ale zdemoralizowa mi pan syna. Sam przez si nie doszedby do takiego stopnia marnotrawstwa i zepsucia. Pan to odcign go od nauk, zaprawi do wszystkich moliwych sportw, wprowadzi do wszystkich miejsc zabawy, od najwyszych do najniszych. Wrciwszy tu po trzyletniej nieobecnoci, znalazem Maryana zwidego moralnie. Na szczcie, jest jeszcze dziecko, ma lat dwadziecia trzy, moe by uratowanym. Akcy ratunkow rozpoczynam od wzbronienia panu jakichkolwiek dalszych stosunkw z moim synem.
Nie czynic wcale gestw, nie podnoszc gosu, Darwid przy ostatnich sowach sta si gronym. Palce jego wpiy si w st, o ktry opiera rk. Snop zmarszczek pogbi si pomidzy brwiami, oczy miay blask stalowy, cay by nienawici, zoci, wzgard. A i Kranicki, ktry zrazu sucha go tak jak od zdziwienia odej nie mg, gniewem wrza.
 Plait-il?  zawoa  co pan mwi? Czy such mnie nie myli? Pan mi czyni wyrzuty! Mnie, ktry w czasie wiecznych zai i nieobecnoci pana, od lat kilkunastu, jestem mona powiedzie, jedynym opiekunem paskiej rodziny i przewodnikiem paskiego syna? A to dobre! wic pan ju nie pamita naszej dawnej zayoci i tego, e to ja, ja zapoznaem pana z najwyej postawionymi domami tego miasta i caego kraju? Wic pan nie pamita zwierze swoich, e chciaby crki swoje wyda za m w tych sferach, do ktrych moje stosunki mogy by wygodnym mostem? Wic pan nie pamita prb swoich, abym wprowadzi Marysia w towarzystwa najlepsze i zaprawia do zwyczajw, panujcych w tych towarzystwach. To wyborne! Pan sobie spokojnie robi swoje miliony, jedc po nie na krace wiata, ja speniaem wszystko, czego pan sobie yczy i spotykam si teraz z wyrzutami, co najmniej niedelikatnie wypowiadanymi... des reproches, des crossirets... Mais ca 'a pas de nom! 'est inoui! To wymaga zadouczynienia, satysfakcyi honorowej...
Oburzenie jego byo szczere i gbokie i wytrysno na twarz jeszcze pikn ciemnym rumecem. Na Darwida za spado zrazu osupienie kamienne. Tak, tak, czowiek ten mwi prawd. Czowieka tego uywa do swoich celw, lubi go, prawie kocha i obdarza zaufaniem wielkiem. Nie zbada go, nie pozna; albo mia czas na badanie i poznawanie ludzi, ktrzy w interesach jego udziau nie brali? Ale faktem byo, e cokolwiek si stao, stao si z jego wasnej woli. Z dna piersi, z tajemnego legowiska, podnis si kb ww, i ckliwy, zimny, lizki, pez mu pod gardo. Podnis jednak gow.
 W tem, co pan powiedzia, jest wiele prawdy; drugiem stanowczem niemniej daniem mojem jest, aby w domu moim bywa przesta.
Kranickiemu krew zalewaa czoo, i wyrazy wistay w ustach, gdy zawoa:
 Wobec takich usposobie pana dla mnie, jake mam tmaczy sobie tylko co wyrzdzon mi przysug?
 Jako zapat za te, ktre pan mnie, albo mojej rodzinie kiedykolwiek odda. Pac, kwitujemy si wzajemnie i egnamy  na zawsze.
 Panie!  zawoa Kranicki:  nie pan jeden istnieje na wiecie, nie pana jednego wola moe mi otwiera, albo zamyka drzwi tego domu...
Darwid, tak blady, e nawet wzkie wargi kropli krwi nie zdaway si posiada, doby z pugilaresu i w dwch palcach Kranickiemu ukaza licik w kopercie maej, eleganckiej, noszcej adres pani Malwmy Darwidowej. Kranickiego ciemne rumiece zniky bez ladu, zblad bardzo i rk opar o porcz fotelu; oczy mu si szeroko rozwary. Kilka sekund trwao milczenie; pomidzy tymi dwoma pobladymi jak ptno ludmi, wisiaa groza odkrytej tajemnicy. Darwid pierwszy, gosem tak zdawionym, e ledwie dosyszanym, mwi zacz:
 Jakim sposobem list ten dosta si w moje rce, mniejsza o to! Po prostu trafem. Takie trafy s bardzo pospolite, a to tylko maj w sobie dobrego, e kad czasem koniec oszustwu i  podoci.
Kranicki, cigle blady bardzo i tylko z czerwonemi plamami wybijajcemi si na czoo, nagle bardzo postarzae, postpi kilka krokw i stan naprzeciw Darwida, okrgym tylko stoem od niego rozdzielony. Sumionym gosem, ale czarne, rozarzone oczy miao w twarz Darwida wlepiajc, przemwi:
 Oszustwo! podo! atwo to powiedzie! Czy pan nie wiedzia o tem, e ona pana bya w pierwszej modoci naszej prawie narzeczon moj ?
Darwid, ustami zalanemi ironi, odpowiedzia:
 Ktr pan opuci z rozkazu mamy, posyajcej pana do stolicy po zote runo...
 A kiedy pan po swoje jedzi na krace wiata  odpowiedzia Kranicki  uzna pan za stosowne pozostawi mi na stray kobiety, ktr niegdy kochaem. Uwaa si pan za niezwycionego nawet wtedy, gdy dzieliy j z panem setki albo tysice mil...
 Przerwijmy t mieszn dyskusy...  zacz Darwid.
 Co do mnie  ywo wtrci Kranicki  kocz j ofiarowaniem panu satysfakcyi takiej, jakiej tylko pan ode mnie da. Oczekuj wiadkw pana...
Darwid zamia si gono, ostro.
 Pojedynek! Czy pan myli, e wiat o przyczynie jego wiedzie nie bdzie? Jak wysza na tem paska dawna narzeczona... mniej dbam, chocia dba musz, bo nasi moje nazwisko, ale mam crki i interesy...
Milcza chwil, potem dokoczy:
 Skandal mgby zaszkodzi moim interesom, a najpewniej zaszkodziby przyszoci moich crek... Dlatego ani wyzw pana na pojedynek, ani lokajom swoim obi nie rozka!
Drgnienie wstrzsno Kranickim od gowy do stp, jakby pod dotkniciem ciosu; wyprostowa si, zmnia, i zmiwszy w doni trzymany dotychczas czek bankowy, t papierow kul tak celnie w twarz Darwidowi rzuci, e odbia si o pocztek miedziano-rudych faworytw i stamtd pod stopy mu upada. Potem z ruchami elastycznymi i penymi niewiadomej i niepospolitej ju gracyi, zwrci si ku drzwiom i wyszed. Darwid pozosta sam. W pokoju obszernym, wysokim, bogato przybranym w obfitem wietle drogocennej lampy, pozosta sam, i obu rkoma objwszy pochylon gow, biaymi, suchymi palcami cisn j, jak kleszczami. Ile zgryzot i niepokojw spotkao go tu po nieobecnoci dugoletniej! Znajdowao si wrd nich co potniejszego, nawet nad zgryzot i niepokj. Kb ww przewala si mu Hr piersiach i pez pod gardo. By to bl, zmieszany z uczuciem nieznonego niesmaku. Ale Darwid unika wyrae grnobrzmicych i nie powiedziaby, ani pomyla nigdy: bl, niesmak. To sposb mwienia poetw i prniakw. On, czowiek elaznej pracy, zna tylko sowa: zgryzota, niepokj, kopot. Co on teraz uczyni z t kobiet? Przepdzi j jak zwierztko, ktre przez waciciela swego w mleku i miodzie kpane do krwi go uksio ? Niepodobna. Dzieci, zwaszcza crki, interesy, stanowisko  dom... Skandale wszechstronnie s szkodliwe. Wic ly z ni dalej pod jednym dachem, spotyka si z widokiem jej twarzy, jej oczu... tych oczu, ktre jednak dawniej, niegdy, byy dla niego... Tak, inaczej nie mona. Trzeba bdzie znosi to i tylko panowa nad sob, mocno panowa aby do adnych scen, wyrzutw, eksplikacyi, nie dopuci. Naturalnie, adnych scen, ktni, tomacze. Bo naprzd, na co si to przyda moe? Daremny tylko wydatek energii, ktrej mu tyle potrzeba! A potem, najlepsz kar dla tej kobiety bdzie wanie to niezomne milczenie ktre pomidzy ni a sob postawi, jak cian nieprzebyt. Ze sw, choby jak miecze [...]cych, moe jeszcze doby si jaki dwik, jaka iskra nadziei lub wybawienia, ale milczenie, z utajon w niem wiadomoci tego, co zaszo, to grb, w ktry codziennie, od pocztku do koca dnia, ka si bdzie i duma tej kobiety i wszystko, co w niej jeszcze ludzkiego pozosta mogo. Wzgarda jak grb milczca. Bdzie jada jego miliony, zmieszane z jego wzgard, bdzie stroia si w jego miliony, przetkane jego nienawici. Nienawici? O! niezawodnie. Nienawidzi j namitnie, bez granic' i tylko czasem, czasem, imi jej dziwnie koace mu po mzgu takimi dwikami, jakby to byy echa rzeczy bardzo drogich, ubiegych i nieodaowanych. Czy podobna? Czy podobna, aby to czynia ona, Malwina, ta niegdy dzieweczka idealna, a potem, przed dziesiciu jeszcze laty kobieta tak kochajca, e gdy odjeda mia na dugo, z paczem rzucia mu si do kolan bagajc, aby nie odjeda! Scen t pamita doskonale. Jej wosy, majce kolor bladego zota, w nieadzie rozsypay si wwczas po piersi plecach... pyszne wosy, w ktrych oprawie zy, zalewajce twarz, wieciy jak brylanty!...
Podnis gow, wyprostowa si. Co za gupstwo! Na jakie sentymenty i egzaltacy traci on czas i energi! Potrzebuje ich przecie na co innego. Potrzebuje skupi wszystkie siy, aby.
do podanego celu doprowadzi nowe swoje namiary. Dlaczego ten ogar nie ukazuje si dotychczas i podanej wieci nie przynosi? Ach, gdyby mu si udao zdoby godzin, jedn tylko godzin tej rozmowy, przekonaby, podbi, wspzawodnikw zwyciy i nowe pole pracy i spekulacyi w wyczne posiadanie swe zagarn! S przeszkody, intrygi, konkurencye niebezpieczne, wie o tem i to wanie najbardziej go podnieca. Teraz zwaszcza, przy tych zgryzotach i niepokojach, to zwycistwo i ta nowa praca byyby mu yk haszyszu i szklank mocnego, pokrzepiajcego wina. Trzeba pojecha do rekursy. Gra w karty, ktrej tam czsto kilka godzin nocnych powica  nic osobliwie przyjemnego, ale grywa z ludmi wysoko stojcymi w wiecie, albo takimi, ktrzy mu dla interesw s potrzebni. Znajdzie te tam moe i tego czowieka, ktrego od dni ju kilku oczekuje nadaremnie.
Wycign rk do guzika elektrycznego dzwonka, gdy za portyer, nawp osaniajc drzwi w gb mieszkania prowadzce, ozwa si gos cienki i niemiay, trudno byo rozpozna odrazu czy dziecinny, lub dziewczcy:  Mona wej?
Darwid spiesznie postpi ku drzwiom, spiesznie te mwic:
 Mona! Mona.
Jednoczenie, z czarnej ciemnoci, ktra zalegaa salon ssiedni, na obfite wiato napeniajce gabinet, wysuna si dziewczynka pitnastoletnia, w jasnej sukni, bardzo wysoka i bardzo szczupa, cienka w pasie, z piersi wzk. Ogromny warkocz barwy bladego zota, zdawa si ciarem swym odgina nieco w ty jej ma, zgrabn gow; drobna, okrga twarz miaa rumieniec wiosenny, usta winiowe i pod lukami brwi ciemnych due, ciemne oczy. Tu za rbkiem jasnej sukni tego dziecka toczyo si stworzonko niewielkie i kudate, kulka z popielatych jedwabiw, piesek pinczerek.
 Karo!  zawoa Darwid  przysza przecie, maleka! Tyle razy ci mwiem: wchod zawsze miao! Jake si czujesz? Nie bardzo dzi kaszlaa? Odbya codzienn przejadk? Z kim jedzia? Z miss Mary, czy z Iren? Chod, chod, usid tu, na fotelu.
Trzyma jej drobn rk w swojej i prowadzi j ku stoowi, otoczonemu fotelami. W ruchach jego byo co uprzedzajcego i wytwornego: jakby grzeczno dla osoby bardzo miej a mao znanej, posunita do tego stopnia, na ktrym otrzymuje nazw galanteryi. czyo si z ni uczucie uciechy. Ona, take ucieszona i umiechnita, bya jednak sponion i zmieszan. Drobnym krokiem obok niego postpujc, co chwila nizko pochylaa si ku jego rce i skadaa na niej pocaunek. Byo to, pene niemiaego wdziku, wp swawol. Oboje wygldali na ludzi bardzo ucieszonych ze spotkania, ale zostajcych z sob w stosunku ceremonialnym. Przyjmowa j w gabinecie swoim jak krlewn, posadzi na fotelu, poczem, usiadszy bardzo blizko, rce jej zatrzyma w swoich. Pomidzy nimi, na brzeku sukni swojej pani, usiad w postawie zaniepokojonej i niepewnej pinczerek z popielat sierci; zna byo, e nie by przyzwyczajony do znajdowania si w tem miejscu. Ona take, z wyrazem niemiaej szczliwoci na rozwartych w umiechu ustach, wodzia wzrokiem po sprztach i cianach, niepewna czy ma mwi, nie wiedzc moe co mwi. Trzymaa si bardzo prosto; drobna jej rka nieruchomo spoczywaa w obu ojcowskich doniach. Nakoniec, cichutko przemwia:
 Tak mi tskno byo do ciebie, ojczulku, tak chciaam porozmawia z tob, e... przyszam.
 Wybornie zrobia, maleka. Dlaczego nie przychodzisz czciej? Ilekro przyjdziesz, zrobisz mi zawsze wielk przyjemno.
Mwic, patrza cigle w twarz jej, prawie dziecinn. Tak podobn bya do matki, e poprostu odradzaa si w niej modo Malwiny. Tylko, e Malwina, w czasie gdy j pozna, bya znacznie starsz; ale te same wosy bardzo jasne i oczy z ciemn brwi i renic, ten sam wykrj czoa. Z pogbionym snopem zmarszczek pomidzy brwiami, powtrzy:
 Dlaczego nie przychodzisz czciej?
 Jeste, ojczulku, zawsze tak zajty!  szepna.
 Wic c?  spiesznie i szorstko odpowiedzia.  Powiedziaa to z wyrzutem w gosie. Czy zajcia moje s wystpkiem? Praca, owszem, jest zasug, wartoci czowieka. Dzieci moje wyej ni ktokolwiek ceni powinny moj prac, bo pracuj dla nich zarwno, albo i wicej jeszcze, ni dla siebie!
Ani spodziewa si mwi do tego dziecka gosem tak szorstkim i z tak chmur na czole; ale przyszo mu to skdci, z wewntrz, z dalekiego uczucia czego, czemu dotychczas nigdy w oczy nie spojrza. Wszake on tej dziewczynki prawie nie zna! Gdy po raz ostatni odjeda, bya dzieckiem; teraz zupenie prawie dorosa.
A ona, w mgnieniu oka zsuna si z nizkiego fotelu na kobierzec, i klczc, ze splecionemi rkoma, prdko, gorco mwi zacza:
 Dziecko twoje na klczkach przed tob, tateczku. Kiedy bye daleko, czcio ci, wielbio, tsknio do ciebie; gdy powrcie, kocha ci bardzo, nad wszystko...
Tu odwrcia si i zdja z sukni kulk popielatego jedwabiu, ktra wtaczaa si jej na plecy.
 Id sobie, Puf, id sobie! Nie mam teraz czasu dla ciebie.
Odepchna pieska, ktry o kilka krokw na kobiercu usiad. Darwid uczu, e ze sw crki spyn mu w piersi strumyk miego ciepa; ale z zasady nie lubi uniesie i nadewszystko ceni powcigliwo w uczuciach i ich objawach. Podnis obu domi chylc mu si do kolan gow dziewczynki.
 Nie uno si, nie egzaltuj. Spokj jest rzecz pikn i konieczn; bez spokoju, aden rachunek nie moe by dokadnym, ani adna praca dobrze wykonan. Twoje przywizanie uszczliwia mi, ale uspokj si, wsta z klczek, usid wygodnie...
Zoya rce, jak do modlitwy.
 Pozwl mi tak zosta, tateczku, u kolan twoich. Marzyam, e gdy powrcisz, bd moga czsto, dugo rozmawia z tob, o wszystko ci zapyta, o wszystkiem si dowiedzie...
Zakaszlaa. Darwid ogarn j ramieniem i nie podnoszc z klczek, do piersi przycisn.
 Widzisz! kaszlesz jeszcze! Czy czsto tak bywa? No, nie mw nic, nie mw! niech przejdzie! Czy zazwyczaj przechodzi prdko?
Przeszo. Przestaa kaszla, zamiaa si. Zby, jak pery, bysny wrd warg purpurowych. W stalowych renicach Darwida przemkn bysk zachwycenia.
 Przeszo ju!... nie czsto kaszl, czasem tylko. Zdrowa jestem zupenie. Byam bardzo chora, wtedy, kiedy to przezibiam si przy otwartem oknie, kiedy tatusia jeszcze tu nie byo...
 Wiem, wiem. Egzaltowana gwka wymylia otworzy okno rd zimowej nocy, aby przypatrzy si, jak wyglda przy ksiycu ogrd zasypany niegiem...
 Drzewa, tateczku, drzewa!  ywo i miejc si podja:  nie cay ogrd, lecz drzewa, ktre przy ksiycu, niegiem i szronem okryte, wygldaj jak supy marmurowe, alabastrowe, krysztaowe, brylantami osypane, koronkami swemi przypierao go do muru! Z wahaniem w gosie odpowiedzia:
 Cele bywaj rozmaite...
 A ty, tateczku, w jakim celu pracujesz?  z chciw ciekawoci podchwycia.
Bardzo dobrze wiedzia, w jakim celu przedsiwzi teraz pragn olbrzymi prac wznoszenia mnstwa gmachw dla pomieszczenia wojska, ale mge to dziecku temu tmaczy? Tymczasem, ciemne oczy tego dziecka tkwiy w jego twarzy, naglc do odpowiedzi.
 C?  rzek  ja... mnie praca daje znaczne, czasem ogromne zyski...
 Pienidze?  zapytaa.
 Pienidze.
Uczynia gow ruch, oznaczajcy, e o tem wiedziaa ju oddawna.
 Ale ja  zacza  gdybym chciaa pracowa, nie wiedziaabym dlaczego... Dlaczego, w jakim celu ja pracowabym moga?
Zamia si.
 Ty pracowa nie potrzebujesz; ja czyni to za ciebie i dla ciebie...
Teraz, z gonym, jak gama, miechem zawoaa:
 Tateczku! wic c? Wielbi, kocha to egzaltacya... obowizek to praca, a pracowa nie trzeba, wic c?
Znowu ze zdziwieniem, z pytaniem rozoya drobne rce; oczy jej pony, wargi drgay. Darwid z wyrazem przykrego uczucia na twarzy, po zegarek sign.
 Nie mam czasu  rzek  musz jecha do resursy...
W teje chwili lokaj we drzwiach od przedpokoju oznajmi:
 Ksi Zenon Skirgiello.
Na twarz Darwida wybuchnlo uradowanie. Kara zerwaa si z klczek i ogldajc si zawoaa:
 Puf! Puf! chodmy, piesku! chodmy!
 Gdzie jest ksi?  spiesznie zapyta Darwid  tu ju, czy w powozie?
 W karecie  odpowiedzia lokaj.
 Pro! pro!
W uradowaniu, ktre sprawio mu niespodziane w tej porze przybycie ksicia, nie spostrzeg wyrazu alu, ktry okry twarz Kary. Podnoszc z ziemi pieska i ramieniem przytrzymujc go u piersi, szepna:
 Ju trzeci, czy czwarty raz... ju niewiadomo ktry raz!
Darwid zwrci si ku niej:
 Moesz zosta! Przecie znasz ksicia...
 O, nie, tateczku! uciekam... jestem nieubrana!
Suknia jej biaa w bkitne kropki miaa form szlafroczka i warkocz by nieco potargany. Z pieskiem na rku biega ku drzwiom, za ktremi panowaa ciemno.
 Poczekaj!  zawoa Darwid i wzi jedn ze wiec, palcych si na biurku w wysokich wiecznikach.  Ksi powoli wchodzi na schody. Powiec ci w przejciu przez ciemne pokoje.
Mwic to, wszed razem z ni do ssiedniego salonu, a gdy go przebywali, ona, idc obok niego z pieskiem na rku i drobnym krokiem, nadajcym jej wysokiej postawie wdzik dziecistwa, powtrzya:
 Ju moe czwarty raz... niewiadomo ktry raz tak si staje!
 Co si staje?
 Gdy tylko zaczn rozmawia z tob, tateczku, paf! co przeszkodzi!
 C robi?  z umiechem odpowiedzia  skoro ojciec twj nie jest pustelnikiem, ani drobnym pionkiem na wielkiej szachownicy tego wiata...
Szli spiesznie i drugi ju salon przebywali.
Pomyk wiecy, przez Darwida niesionej, krzesa przelotne byski w pozotach i politurach cian i sprztw. Byy to jakby gnomki figlarne ukazujce si i znikajce w ciszy, ciemnoci i pustce. Darwid pomyla:
 Jak tu ciemno i pusto!
Karolcia, jakby t myl odgada, rzeka:
 Mama i Ira s dzi na proszonym obiedzie u...
Wymienia nazwisko jednego z potentatw wiata finansowego i dodaa:
 Potem przyjad, aby zmieni toalet i pojad do teatru.
 A ty?  zapyta Darwid.
 Ja ? Nie bywam jeszcze w wiecie, a w teatrze doktor jeszcze bywa mi zabrania. Bd czytaa, albo rozmawiaa z miss Mary i bawia si z Pufem.
Pogadzia doni jedwabist gow pieska. Darwid we drzwiach trzeciego salonu stan i poda jej wiecznik, od ktrego ciaru ugio si troch jej szczupe rami.
 Id dalej sama. Spieszy musz do ksicia.
Nachylia si do rk jego, okrya je mnstwem spiesznych, gorcych pocaunkw i z pomykiem wiecy przed row twarz, z pieskiem u piersi, z osuwajcym si na plecy blado-zotym warkoczem, posza w ciemno. Darwid zwrci si w inn stron ciemnoci, a gdy spiesznie przebywa dwa due salony, dowiadczy w mgnieniu oka takiego uczucia, jakby z tyu, z przestrzeni, kad si mu na plecy jaki ciar. Obejrza si. Nic, tylko cisza, ciemno i pustka.
 Gupstwo! trzeba kaza mieszkanie owietla!  pomyla i wbieg do gabinetu, gdzie z ruchami troch nazbyt elastycznymi, z umiechem przymilonym, z wielokrotnem owiadczeniem, e czuje si szczliwym, powita ksicia, czowieka lat rednich, powierzchownoci przyjemnej, uprzejmego i mwnego. Gdy obaj na wielkich fotelach zasiedli, ksi objawi cel swej wizyty, ktrym byo zaproszenie Darwida na zabaw myliwsk, majc wkrtce odby si w jego dobrach. Darwid przyj zaproszenie z objawami uciechy, troch zanadto spiesznymi i gorcymi. Ale on nigdy nie umia wobec tych ludzi wysoko urodzonych tak dobrze, jak wobec innych miarkowa swoich sw i porusze. Czu to sam, ale nie umia. Znajdowa si wobec nich pod wpywem jednej ze swych namitnoci i porywaa go ona. Ksi mwi o modym rzebiarzu, ktrego talent wysoko ceni, a ktry wprost od Darwida uda si do niego i opowiedzia o wszystkiem, co tu sysza i czego dowiadczy.
 Byem prawdziwie rozrzewniony dobroci pana dla tego genialnego chopca i ucieszony, e zdoby on sobie w panu tak wspaniaomylnego protektora.
Darwid pomyla, e jednak strzay jego zawsze do celu trafiay. Postpkowi swemu z modym rzebiarzem winien by zapewne i t wizyt niejako nadetatow. ksicia i zaproszenie. Z umiechem, w ktrym mid si rozlewa, mwi zacz:
 Modzieniec ten wydaje si bardzo chorym. Wyjazd do klimatu przyjaniejszego mgby go jeszcze uratowa. Stara si te bd, aby nie odrzuci rodkw pieninych, ktre mam zamiar ofiarowa mu w tym celu. Przewiduj opr, ale uczyni wszystko moliwe, aby go przeama, ze wzgldu na dobro sztuki i przez wspczucie dla modzieca, ktry obok wielu przymiotw sympatycznych posiada ten jeszcze, e cieszy si wyjtkow yczliwoci ksicia.
Gdyby mg, byby samego siebie za frazes ten pocaowa, tak uczu si z niego zadowolonym, zwaszcza, gdy ksi z uniesieniem odpowiedzia:
 Ot to jest w caem znaczeniu piknie mwi i piknie czyni ! W sposb prawdziwie wspaniay uywa pan darw fortuny.
 Nie fortuny, ksi, nie fortuny!  zawoa Darwid  lecz pracy elaznej!
Ksi z ywoci odpowiedzia:
 Tacy pracownicy, jak pan, to rycerze dzisiejszego wiata, nowoytni Duguesclin'y i Cydowie!
Wsta i ciskajc rce Cyda, zapisywa w jego pamici niedalek ju dat zabawy myliwskiej. Byt to arystokrata najczystszej krwi, posiadajcy popularno szerok i do zasuon. Darwid promienia. Towarzyszc ksiciu do drzwi przedpokoju, wyglda tak, jak gdyby nigdy aden kb ww nie wi si w jego piersi, dyszcej teraz uciech i dum. U drzwi ksi zatrzyma si jeszcze, co sobie przypomina.
 Niech pan przebaczy niedyskrecy zapytania, ale interesuje mi to niezmiernie. Ile jest prawdy w pogosce, obiegajcej miasto, e baron Emil Blauendorf bdzie mia zaszczyt otrzyma wkrtce rk starszej crki pana?
Wyraz twarzy Darwida uleg nagej zmianie; sta si ostrym i surowym.
 Gdyby jaka cz prawdy miecia si w tej pogosce  odpowiedzia  usiowabym zniszczy j razem z pogosk.
 I miaby pan suszno! miaby pan zupen suszno!  zawoa ksi.
Zarazem przychyli usta prawie do ucha jego i szepn:
 Niema takiego paktolu, ktregoby taki jelonek, jak baron Emil, wypi nie zdoa. To prawdziwy poeracz fortun. Ju pokn jedn i p...
Zamia si i zaraz z uprzejmoci niezmiern doda:
 Syna paskiego widuj czsto... Przedstawi go nam przed rokiem ten poczciwy Kranicki i jestemy mu za to, ja i ona moja, bardzo, bardzo wdziczni... Sympatyczny, pikny, wysoce inteligentny modzieniec! Czyni panu honor, czyni honor!
Wyszed. Darwid stan przy okrgym stole, zamylony, ze szpilkami ironii w umiechu i oczach, z chmur zmarszczek pomidzy brwiami. Mody rzebiarz, ulubieniec ksicia, w odziey prawie dziurawej, swobodnie dostawa sobie suchot, a zjawi si parweniusz, sakiewk sw wyrczy kiesze arystokraty i w zamian  otrzyma wizyt i zaproszenie.
Oto znaczenie pienidzy! Prawie wszechmoc... Cha, cha, cha!
Porwa go miech wewntrzny i w mzgu zaszumia wyraz: "Ndza! ndza!"
Co waciwie nazywa ndz? Nie zdawa sobie jasnej sprawy, ale przenikao go jej poczucie. Usysza znowu ksicia, mwicego: "Ten poczciwy Kranicki" i fala krwi zalaa mu czoo. Wszystko, o czem na chwil zapomnia, wrcio do pamici, w uszach brzmia gos ksicia: "Ten poczciwy Kranicki!" Sam kilka razy powtrzy wiszczcym szeptem: "poczciwy! poczciwy!" I zaraz znowu doda:
 Ndza!
Albo ten baron Emil, jelonek zdolny do wyopania mnstwa paktolw! I on to miaby posi rk jego crki, znaczn cz jego fortuny, zdobytej elazn prac? Czy Irena w nim si kocha? Ale to wibryon, pomieszany z map! Trzeba bdzie i o tej sprawie rodzinnej pomyle, aby nie stao si nieszczcie. Wzrokiem spotka si z drzwiami, za ktremi staa gruba, cicha, nieruchoma ciemno. Wygldao to, jak okno otwarte na wielk i nieprzeniknion tajemnic.
 Trzeba kaza owietla mieszkanie  pomyla i w teje chwili usysza guchy turkot karety, w bram domu wjedajcej. Przycisn guzik elektrycznego dzwonka.
 Czy to pani przyjechaa?
 Tak, janie panie.
 Powiedz wonicy, aby zaczeka. Zawiezie mi do resursy.
Kiedy wychodzcy lokaj drzwi otwiera, do gabinetu, jak szum wiatru, wpad szelest jedwabiw. Dwie dugie, jedwabne suknie przesuny si po pododze przedpokoju i posuny dalej, w ciemno, napeniajc salony, a rozpraszan przez wiato lampy, ktr nis wyprzedzajcy je z unionoci lokaj.
Przez to wiato wywoywane byszczce gnomki skakay po zoceniach i politurach cian i sprztw, wybiegay z ciemnoci, kryy si w niej znowu, zapalay si i gasy na pochylonych czoach, spuszczonych powiekach, milczcych ustach dwch piknych, wystrojonych, pospnych kobiet.
II
Bo Malwina Darwidowa bya jedn z tych kobiet, dla ktrych staro przychodzi bardzo pno, i ktrych pikno, w kadej porze ycia inna, nie opuszcza nigdy. T ostatni zawdziczaa mniej rysom twarzy, ni niezmiernemu wdzikowi porusze, umiechu, spojrzenia, mowy. Miaa jeszcze takie same, jak przed laty, wosy blado-zote, ktre zaczesywaa wysoko nad czoem nizkiem, przypominajcem posgi Greczynek, a od tych wosw i przywidej, ale delikatnej cery, odbijay pod ciemnemi brwiami oczy take ciemne, due, ze spojrzeniem ciepem, bardzo agodnem, niekiedy penem blasku, a niekiedy zgaszonem przez grub i niepozbyt chmur zamylenia. W sukni okrytej koronkami, z tczowem migotaniem brylantowej gwiazdy w jasnej aureoli wosw, witaa znajomych, licznie wchodzcych do teatralnej loy, z uprzejmoci i swobod doskonale wiatowej kobiety. Znan zreszt bya w tera wielkiem miecie z przymiotw, ktre skadaj si na tak zwan wiatowo, i ktre w znajcych przeszo jej. budziy niejakie zdziwienie. Wiedziano powszechnie, e przeszo ta bya wielce skromn. Darwid w modoci swej, daleko mniej wietnej, ni bya teraniejszo, oeni si z ubog sierot, nauczycielk. Ale Malwina Darwidowa naleaa snad do kobiet, ktrym potrzeba byo zotej oprawy, aby janiay, jak brylanty. Janiaa na wielkim wiecie wdzikiem, elegancy i wymow tak, jak gdyby bya jego rodzon crk. Bia tez od niej promienno zadowolenia, pogody  czsto nawet wesoego oywienia, i tylko niekiedy, niekiedy, cienka zmarszczka, lini zaledwie dostrzeon przerzynajca greckie czoo, pogbiaa si, rzucaa na twarz wyraz znuenia, albo kty warg jeszcze ponsowych i ksztatnych w d opaday i nagle czyniy t twarz okrg, bia, delikatn  o dziesi lat starsz, ni wydawaa si zazwyczaj. Ale byy to tylko momenty krtkie i rzadkie, po ktrych Malwina Darwidowa stawaa znowu caa oblana blaskiem piknych oczu i wietnego stroju, dwikami metalicznego, ciepego, penego sodyczy gosu. Wydawaa si zaledwie o lat kilka starsz siostr swej crki. Chwilowi gocie jej loy opuszczali j ze sowami:
 Pikniejsza od crki!
A czciej jeszcze:
 Milsza, sympatyczniejsza od crki!
Jednak i dla Ireny Darwidwny natura nie bya macoch, tylko ycie, chocia tak krtkie ieszcze, na powierzchownoci jej wycisno pitno, ktre zadziwiajc, zraao i odtrcao.
Jeeli modsza siostra zdawaa si by yjcym portretem matki, starsza przypominaa ojca czoem wysokiem, wargami cienkiemi i  rzecz dziwna w wieku tak modym!  przecignitym po nich rysem ironii. Wosy jej, tak jak ojcowskie, mieniy si ognistymi poyskami zota i miedzi, a blad cer twarzy, troch zbyt dugiej, owiecay ostre czsto byski oczu, tak, jak u Darwida nieduych, ze renic szar i spojrzeniem zimnem, przenikliwem, rozumnem. Ksztatna kibi jej bya troch za sucha, postawa i ruchy zbyt sztywne i zimne. Uchodzia w wiecie za dumn, zimn, mao przystpn i  oryginaln, nawet ekscentryczn.
Na scenie wystawiano sztuk, ktr poprzedzi wielki rozgos; w teatrze zgromadzio si wszystko, co w tem miecie nosio nazw wielkiego i modnego wiata; loe byy napenione, z wyjtkiem jednej, ktra dopiero przed rozpoczciem drugiego aktu, otworzya si z trzaskiem i zawrzaa rozmow mia, gon, bodn. Napenio j kilku modziecw, wytwornie poruszajcych si i ubranych, zwizanych z sob widocznem koleestwem stanowiska, przyzwyczaje, upodoba. Z wyszych i niszych pitr sali, wszystkie twarze i lornetki zwrciy si ku tej loy. Krlewicze, modzi nababi, synowie rodw staroytnych, albo fortun ogromnych! Po loach, krzesach, galeryach, potoczyy si imiona, wsawione przez postpki oryginalne, swka dowcipne, zbytki zdumiewajce; imiona, osnute przdz historyjek miosnych i pieninych, ktrych tre mona byo powtarza tylko szeptem, a cyfry wymienia z oczyma szeroko od zdziwienia otwartemi. Dwaj z pomidzy nich szczeglnie zajmowali sob tej zimy opini publiczn: baron Emil Blauendorf i Maryan Darwid, obaj pochodzcy z rodzin wzbogaconych wieo, ale potnie. Blauendorfowie byli o kilka pokole dawniejsi i szeroko ju z rodami staroytnymi spokrewnieni; w zamian fortuna ich, w rku tu obecnego potomka szybko topniejca, wobec zupenie nowego gmachu Darwidw, wydawaa si zrujnowan lepiank. Na nich dwch z najwiksz ciekawoci skupiaa sie uwaga powszechna, i o nich tej zimy i zeszej, wrd tej teatralnej publicznoci take, najliczniejsze rozbiegay si pogoski. Tacy modzi, a ju tak sawni! Blauendorf jednak znacznie starszy, trzydziestoletni i taki niepozorny! May, wty, z rudymi, nizko ostrzyonymi wosami, z rysami, a nazbyt delikatnymi i okrytymi cer spowia, z maemi oczyma, ktre z powodu krtkiego wzroku, albo ukryway si za szkami binokli, albo patrzay na wiat z za powiek przymruonych i pokych, co nadawao im wyraz dumy i znuenia. Powierzchowno nieadna, drobna, spowiala, zgnieciona, chora. Jednak, przez te mae, chude, tawe rce, przepyna ju fortuna zmarego przed kilku laty starego Blauendorfa, a teraz przepywa druga, ktr przed rokiem zaledwie zostawia w spadku synowi, synna ze swej bawochwalczej dla niego mioci, baronowa Blauendorf. Ludzie patrz i dziwi si, jakim sposobem przez stworzonko tak mae i niepozorne przeciec moe tak wielki strumie zota. Co innego Maryan Darwid! Ten zadziwia take, ale zarazem budzi powszechn sympaty. Takie dziecko! I tak doskonale pikny chopak! Ma podobno dwadziecia trzy lata niepena, wzrost adny, ruchy zgrabne i wytworne, gow cherubina, z jasnymi, kdzierzawymi wosy i twarz okrg, row, z ktrej patrza oczy bkitne, jak turkusy, rozumne, moe zbyt na wiek tak modzieczy rozumne, bo zdajce si niedowierza, szydzi, albo nudzi si i bezskutecznie czego po wiecie szuka. Kobiety szepc sobie do ucha, e chopak ten, bdc w Anglii, zacign si by do Armii Zbawienia, ale niedugo w szeregach jej przebywszy, by w Paryu czonkiem klubu haszyszystw i przywiz tu z sob zwyczaj zaywania narkotykw dla obudzenia w sobie stanw i widze niezwykych. Jeeli to miasto posiada w tej chwili na czas jaki piewaczk Biank Bianetti, to tylko dziki temu dzieciakowi, ktry gdzie na dalekim wiecie posiad jej serce. Jedni utrzymuj, e wyda na ni sumy bajeczne; inni przecz, powiadajc, e pochna je nie Bianka piewaczka, lecz Aurora, amazonka cyrkowa, ta sawna, o ktrej wzgldy ubiegali si w stolicach ksita krwi krlewskich. Ten liczny nababik przyby, spojrza i zwyciy, a potem up, zdobyty kosztem bajecznym, porzuci i Biank Bianetti tu przywiz. Zreszt czy tylko tyle opowiada o nim mona! On i baron Blauendorf s studniami podobnych powieci. Baron jest duo starszy, ale ten dzieciak ojca. Wanie ojciec ten jest rdem kredytu nieograniczonego. Miody Darwid ma tyle dugw, ile zotych kdziorw na cherubinowej gowie. C na to papa? C? Niedawno wrci z koca wiata, po nieobecnoci dugiej; zapewne swawoli chopicej koniec wkrtce pooy. Wtpliwo: czy dokona tego zdoa ? Biae czoo chopca posiada wyraz dojrzaoci i niekiedy czego wicej jeszcze, bo znuenia, a w oczach bkitnych byska mu czasem co twardego: upr i wzgarda. Wyglda czasem tak, jakby pogardza caym wiatem. Obaj z baronem zajmuj si wiele sztuk i literatur. Na dziea sztuki wydaj tyle prawie, co na kobiety i wesoe kolacy. S bardzo wyksztaceni. Baron gra, jak artysta, Darwid tmaczy wiersze z jzykw rozmaitych. Jzykw zreszt znaj tyle, ile Apostoowie po nawiedzinach Ducha -go.
[...]zu byo ich w loy, podobnych do siebie kilku, ale inni mieli w teatrze swoje miejsca: przyszli tu na chwil i lo opucili, a pozostali w niej tylko ci dwaj: Blauendorf i Darwid. Za krzesami ich siedzia jeszcze kto trzeci, bardzo cichy i pragncy widocznie jak najmniej zwraca na siebie uwagi. By to Artur Kranicki. Publiczno przyzwyczajon bya do widywania go tu i wszdzie indziej z tymi dwoma modziecami, i z innymi take, ale z tymi najczciej. Wyfryzowany, wywieony, z czarnym wsem, modzieczo nad czerwonemi ustami podniesionym, wyglda dzi jednak znacznie skromniej i starzej, ni zazwyczaj. Zazwyczaj, rozmow obfit i mia, miechena, ktry mu gow w ty odrzuca, ruchami penym oywienia i gracyi, usiowa dorwnywa i dorwnywa tym modym nababkom, ktrych zdawa si by mentorem i zarazem rwienikiem, wiecznym gociem i zarazem askawym protektorem. Dzi chmurny i ociay, z kilku czerwonemi plamami na postarzaem czole, siedzi w kcie loy, na publiczno, ani na widowisko uwagi nie zwracajc, i co wiksza, niczyjej uwagi na siebie zwrci nie usiujc. Tylko zza plecw siedzcych naprzeciw loy modziecw rka jego jakby si nieprzepart rzdzona co chwila skierowuje lornetk ku loy Malwiny Darwidowej. Czuje, e nie powinien tak uporczywie wpatrywa si w t kobiet z brylantow gwiazd nad zamylonem czoem, wic co chwila spuszcza rk z lornetk, aby wnet podnie j znowu i ku temu samemu punktom skierowa... Ale jakby naladujc Kranickiego, chocia w rzeczy samej nie pamitajc nawet o jego istnieniu, baron Emil czyni to samo wzgldem Ireny Darwidwny, wpatrujc si wzgldem lornetk w jej twarz obojtn i prawie znudzon, z zupenem lekcewaeniem dla reszty publicznoci i zaczynajcego si na scenie drugiego aktu sztuki, z zuchwalstwem te, ktre inn kobiet moeby zmieszao lub rozgniewao. Ale Irena, obojtna przez czas jaki, po chwili take podnosi lornetk do oczu i skierowuje j ku twarzy barona. Za pomoc szkie zbliaj ku sobie twarze, patrz sobie prosto w oczy, wyosabiaj si z tumu i we dwoje panuj nad nim z wysokoci dwu l pierwszopitrowych, peni lekcewaenia dla wszystkiego, co dzieje si dokoa. Dwie te lornetki, ustawicznie przeciw sobie wystawione, zwracaj uwag publiczn, ale oni jej nie spotrzegaj i wcale o niej wiedzie nie chc, tak, jak i o rozgrywajcych si na scenie dziejach miosnych i tragicznych. Patrz sobie w twarze dugo, obojtnie, tak obojtnie, e monaby zapyta: po co to czyni? Moe tylko dla oryginalnoci w celu obudzenia ciekawoci, albo nagany publicznej? Jednak, po upywie dugiego czasu na obu ich twarzach zjawia si umiech drwicy, swawolny, z odcieniem przyjacielskoci koleeskiej, zmieszanej u barona z przelotnym byskiem oczu, a u Ireny z bladym rumiecem, ktry oblewa na chwile jej wysokie czoo i wnet znika. Opuszczajc rk z lornetk, baron przechyla si ku Marynowi ze sowami:
 Trs garconnire, ta soeur! miaa, gardz, wszystkiem, rozczarowana. Une dsabuse! Bardzo, coraz wicej interesujca!
 Czy budzi w tobie nowy dreszcz?  zamia si Maryan.
 Tak, jest zupenie now. To gatunek kobiecy zaledwie si rozpoczynajcy. Dwadziecie lat i doskonaa odrbno indywidualna! dwadziecia lat i doskonae poznanie si na mul wanych garnkach!
 To ju u nas rodzinne!  odrzuci mody Darwid, a Blauendorf mwi jeszcze:
 Twoja matka ma pikno niemiertelna. Jakie pyszne wosy i oczy! Ale to zupenie inny rodzaj...
 Dawny!  wtrci Maryan.
 A tak, dawny, jasny. A panna Irena jest now i zawikan. Oui, 'est le mot: zawikana. Jestemy teraz wszyscy zawikani, peni kontrastw, dysonansw, zgrzytw...
W sali rozleg si grzmot oklaskw. Dwaj modziecy spojrzeli na siebie i zamieli si prawie gono.
 Co oni takiego graj?  gow wskazujc scen, zapyta Blauendorf.
 Ma foi! jednego sowa nie syszaem. Zwrci si do Branickiego:
 Mon bon mewo, co si tam dzieje na scenie?
Kranicki nagle opuci rk z lornetk i wybekota:
 Pait-il? Co mwie, Marysiu?
Oczy jego, pikne jeszcze w podunej swej oprawie, oszklone byy Iz.
 Ho, ho! romantyk nasz z ma w oku! Rzecz musi by rozczulajca! Suchajmy! Zaczli sucha, ale wcale inaczej, ni wszyscy. Kiedy cierajce si na scenie namitnoci przypieszay bicie serc wszystkich, albo poezya, tryskajca w sowach podniosych, zachwyceniem rozpromieniaa twarze, oni umiechali si niedbale i lekcewaco; kiedy gupota, sobkostwo, dowcip, wywoyway miech lub umiechy, zastygali w powadze chodnej, nadtej, wzgardliwej; kiedy nakoniec, wobec spuszczajcej si kurtyny rozleg si oguszajcy i nieskoczony grzmot oklaskw, rce ich z ostentacyjn bezczynnoci spoczy na brzegu loy. To sprzeciwianie si oglnym wraeniom i uczuciom wydawa si mogo dziecinn chci wyrnienia si z pord tumu; jednak czu w niem byo nadto miae rzucanie rkawicy pospolitym gustom i pojmowanie naodwrt rozmaitych skadnikw i wartoci ycia.
Niewiele przed kocem ostatniego aktu dramatu, do loy Malwiny Darwidowej wszed Kranicki, i oddawszy obu kobietom ukon milczcy, stan w gbi loy, nieruchomy. Malwina lekko skina mu gow, poczem zaraz na twarz jej wystpi cie, jakby przemoc wydzierajcej si z niej chmury wewntrznej Ze cignitemi brwiami, z pogbion zmarszczki; na czole, z ktami ust nieco w d opadymi, gowa jej, z brylantow gwiazd w aureoli jasnych wosw, przybraa na czerwonem tle draperyi, zdobicych lo, wyraz bolesny.
Ale trwao to krtko. Lo napenio grono wietnych, wesoych mczyzn, z ktrych jeden szczeglnie, z siwymi wosami i postaw do stojnika, skada przed on Aloizego Darwida nizkie ukony i zdawa si sa jej do stp umiechy pene uwielbienia. Powstaa wic uprzejma, oywiona, pena gracyi w ruchach i modulacyi w piknym gosie, ktrym odpowiadaa grzecznociami na grzecznoci, obietnicami na zaproszenia, uwagami o odegranej tylko co sztuce na zapytania. Baron Emil tymczasem zbliy si do Ireny, i oczyma wskazujc wrzc od zapau publiczno, zapyta:
 Jak si pani podobaj te wrzeszczce pastuszki?
Biorc na ramiona okrycie, ktre jej podawa, odpowiedziaa:
 Szczliwi!
 Dlaczego?
 Bo naiwni!
 Znakomicie pani rzecz okrelia!  z zachwyceniem zawoa.  Tylko pastuszkowie mog by tak szczliwi...
 Aby wierzy w te malowane garnki...
 Pradziadowskie  doda.
 Kto wie,  z gbokim jakby namysem wymwia  czy pradziadowie nawet naprawd w nie wierzyli, albo tylko...
 Wiar udawali! Cha! cha! cha! Nieocenione! wyborne! Jak my si z pani zgadzamy, prawda? To akord!
 Nie bez dysonansu  mwia.
 Tak, tak  odpowiedzia  nie bez zgrzytu. Ale to nic. To owszem irytuje...
W czasie tej zamiany zda, podobnej do migotania zimnej i wyostrzonej stali, Kranicki wrd tumu, otaczajcego Malwin, zdoa szepn do niej:
 Jutro o jedenastej.
Nie patrzc na niego, z drgnieniem brwi, ktre zsuny si nieco, odpowiedziaa:
 Zbyt wczenie.
 Trzeba koniecznie. Katastrofa! nieszczcie!  zaszepta jeszcze.
Podniosa na niego wzrok, do gbi przez niepokj zmczony, ale w teje chwili Maryan poda jej rami.
 Dla oryginalnoci, dla zbudowania pastuszkw i dla przyjemnoci wasnej, bd dzi cnotliwym synem, sprowadzajcym ze schodw swoj liczn mam!
Zgrabny, wytworny, z prawie dziecinnem teraz rozbawieniem w bkitnych oczach, ale z sarkastycznym umiechem, przyrosym jakby do warg, ocienionych drobnym wsikiem, modzieniec ten prowadzi przez korytarz teatralny t kobiet niemod, lecz ktrej gowa pikna i oryginalna, a take strj bogaty, zwracay na siebie wszystkie oczy.
 Dumny jestem z ciebie, mamusiu! Syszaem dzi cae ody na cze twoj wypiewywane; nawet Emil utrzymuje, e piknoci [...]sisz Iren.
miaa si i gniewaa zarazem. Jej ciemne, byszczce oczy z mioci znosiy si ku piknej twarzy syna. Jednak silc si na powag, zacza:
 Mj Marysiu, wiesz, e ci lubi, kiedy mwisz do mnie takim tonem...
Zamia si gono.
 To trzeba byo, mamusiu, postarze jak najprdzej, czepeczek woy i z poczoch przy kominku usi... bybym wtedy peen niemiaej czci i zmykabym z caej siy od takiej nudnej mamy.
 A poniewa nie jestem nudn, bdziesz grzecznym i pojedziesz z nami do domu. Razem herbat wypijemy.
 Au dsspoir, chre maman! ale to by nie moe. Ostatek dnia, czy nocy, przyrzekem dzi kilku przyjacioom...
 Czy tylko dzi?  z odcieniem smutku wymwia.
 Dla prawdziwego mdrca wczoraj i jutro nie istniej  odpowiedzia.
Stali ju u otwartych drzwiczek karety. Maryan pochyli si i rk matki pocaowa.
 Nie gniewaj si, mamusiu! Ale ty si nigdy nie gniewasz. Jeeli co jeszcze uwielbiam na ziemi, to twoj przedziwn sodycz.
 Zbyteczn  odpowiedziaa.  Gdybym umiaa by surow...
miejc si, przerwa:
 Tobym zmyka, a tak wszake stosunki pomidzy nami panuj wyborne, chocia konstytucyjne, albo i republikaskie...
 Gosuj za anarchi!  wtrci baron Emil, pomagajc Irenie wsi do karety.
Mwi nieco przez nos i przez zby, trudno zgadn, czy z natury, lub z przyzwyczajenia, ale nadawao to jego mowie cech lenistwa i wzgardliwoci.
 A o dysonansach jutro, 'est ce pas?  zapyta.
 I o zgrzytach!  dokoczya ze miechem Irena, przyczem rka jej o kilka sekund duej, ni byo trzeba, pozostaa w doni barona.
Wkrtce potem, Malwina Darwidowa siedziaa w gabinecie nieduym, do wywatowanego i wyzoconego wntrza kosztownej bomboniery podobnym, przed stolikiem, okrytym przyrzdami do herbaty. Srebra cikie i kunsztownie wyrobione, porcelana drogocenna, przysmaki wyszukane, wabice wzrok zdobnoci, a smak woniami, przytumionemi jednak silnym zapachem hyacyntw, bzw, fijokw, rozkwitajcych u okien, u cian, na stoach i stoliczkach, wszdzie.
Sukni, ktr miaa w teatrze, zmienia na negli, zoony z koronek i mikkiej, jak puch materyi. Postawa jej w gbokim i nizkim fotelu, sam nawet sposb, w jaki uoyy si fady sukni, zdaway si oddycha rozkosz spoczynku: jednak umys pracowa i napenia oczy wyrazem niepoju. Katastrofa! Nieszczcie!
Co to by mogo? Udrczenie wi si zaczo dokoa ust jej, rce silnie sploty si na kolanach. Moe to ten list zagubiony? Trzeba gowy tak egzaltowanej i charakteru tak... sabego, jakie ma Kranicki, aby pisywa takie listy. By moe... nawet tak jest zapewne, bo od dni kilku i ona take czua w powietrzu katastrof. A gdyby?... c! czy to nieszczcie? O, raczej przeciwnie! Przypuszczenie, e cika, ciemna prawda jej ycia odkrya si przed oczyma tego, ktry za ni zemsty szuka bdzie budzio w niej zamiast trwogi, nadziej gorzk, lecz upragnion. Niechby ju raz, w sposb jakikolwiek, rozwika si lub rozerwa ten wze ohydny, w ktry spltao si jej ycie! Sama rozci go lub rozwika nie bdzie miaa nigdy do siy, ona taka wiecznie saba, saba, saba! A jednak wszystko lepiej, ni to, co jest teraz! Dwie byszczce zy zwolna toczyy si po jej policzkach, nad spuszczonemi powiekami porobiona zmarszczka ciemn lini przerna czoo, a brylantowa gwiazda, ktra we wosach rozpalaa tczowe blaski i kwiaty, gsto centkujce pokj blademi barwami, pod tragizm tej kobiecej gowy kada to bogactwa.
Z filiank w rku, Irena staa we drzwiach przeciwlegych i patrzaa na matk niespokojnie, przenikliwie, z wyteniem takiem, e powieki jej kilka razy zamrugay. Dalekie od niej teraz byy te umiechy suche i drwice, z jakimi rozmawiaa z baronem. Spokojnie jednak przesza pokj i naprzeciw matki usiada.
 Zdaje si, e przedstawienie dzisiejsze nie najlepiej mam zabawio  przemwia.
Tak pilnie wpatrywaa si w filiank z herbat, e ez, ani wyrazu twarzy matki widzie nie moga. Ale i twarz ta, nagle, jakby pod dotkniciem rdki czarodziejskiej, rozpogodzia si i okrya umiechem swobodnym.
 Czy Kara ju pi?  zapytaa Malwimi.
 Zapewne; cicho zupenie w pokojach jej i miss Mary... Dlaczego mama nie pije herbaty?
Darwidowa, zwolna yeczk do ust poniosa, a Irena spokojnie mwi zacza:
 Syszaam dzi wiadomo bardzo niespodziewan. Podobno ojciec mwi ksiciu Zenonowi, ktry go o to zapytywa, e nie przystaje na to, abym wysza za barona Blauendorfa.
Darwidowa wpatrzya si w crk.
 Dlaczego wiadomo t nazywasz niespoziewan?
Irena powoli wzruszya ramionami.
 Nie przypuszczaam, aby ojciec chcia powica drogi czas swj takim drobnostkom, Jest to niespodziewane i moe sprowadzi kopoty.
 Jakie?  niespokojnie zapytaa Malwina.
 Moemy, ja i ojciec, mie rne zdania.
 W takim razie twoje zdanie ustpi.
 Wtpi  odpowiedziaa Irena.  Mam swoje zamiary, potrzeby, gusta, o ktrych ojciec nic wiedzie nie moe.
Do dugo milczay, przyczem Malwina kilka razy podnosia wzrok na crk, chcc co powiedzie, ale nie mogc, przynajmniej wahajc si. Jednak gosem wahajcym si, prawie niemiaym, zapytaa:
 Iro, czy ty go kochasz?
 Czy kocham barona?
Sowa te wyszy z ust modej dziewczyny, nabrzmiae ogromnem zdziwieniem.
 Gdyby baron Emil pytanie to usysza, pierwszy nazwaby je pasterskiem, lub pradziadowskiem.
Zamiaa si.
 To s rzeczy nieistniejce, a co najmniej zmienne, chwilowe, zalene od stanu wyobrani i nerww. Ja mam wyobrani chodn i nerwy spokojne. Mog obej si bez malowanych garnkw.
Malwina, w miar, jak sowa te powoli i chodno cieky z ust crki, prostowaa si i okrywaa bladym rumiecem. Przechowaa rzadk i nawet dziwn w jej wieku skonno do rumienienia si.
 Iro!  zawoaa  nie pierwszy raz sysz te zdania twoje, i tak mi one bol!
Splota rce.
 Mio... sympatya, kiedy si czyni wybr...
Nagle, gos zerwa si w jej gardle Spucia powieki, opada plecami na porcz fotela i umilka.
Irena, miejc si, uczynia rkoma gest zdesperowany.
 C ja na to poradz?  artobliwym tonem mwi zacza:  nie ja wiat stworzyam i przerobie go nie mog. Moebym i chciaa ale nie mog!
Spowaniaa potem i mwia dalej:
 Mio, sympatya, mog by rzeczami bardzo miemi, nawet przypuszczam, e takiemi s najpewniej, gdy istniej, ale krtko zazwyczaj istniej, byskaj i gasn... troch lat, moe najczciej tylko dni, przeminie i  jest, tak jak by ich wcale nigdy nie byo. Wic po-c zudzenia, skoro po nich nastpi musi koniecznie rozczarowanie? Tworz one tylko zbyteczne wymagania od ycia, zawd i bole.
Gdy to mwia, sowa jej i ton ucinkowy, ostry, dziwnie sprzecza si z dziewicz okrgoci ramienia, ktre obnay szeroki rkaw szlafroczka, ze wieym karminem ust delikanych, z blaskiem siwych renic.
 Zreszt  dodaa  ja do barona Blauendorfa mam sympaty... pewien rodzaj sympatyi.
Malwina, po chwili milczenia, z cicha przemwia:
 Jaki to rodzaj?
Po sekundzie wahania, Irena odpowiedziaa ze miechem suchym, krtkim:
 Zdaje si, e bardzo pospolity, powszechnie znany. Wzrusza mi czasem jego sposb patrzania na mnie, lub ucinienia rki. Podoba mi si jednak najwicej przez to, e jest szczery i nic nie udaje. Nigdy nie powiedzia mi, jak tamci trzej, czy czterej konkurenci moi, e mi kocha. Ma dla mniej tak jak i ja dla niego, pewien rodzaj  sympatyi, uwaa mi pininie za wyborn party i dla tych dwch przyczyn chce podzieli si ze mn swoim tytuem baroskim i pokrewiestwem z kilku ksicy i hrabiowskiemi rodzinami. A e ja z moje strony, potrzebuj mie jak najrychlej niezaleno i dom wasny, wic jedno za drugie zamiana przysug i interes skoczony. Nie kryjemy si wcale przed sob z temi pobudkami naszemi, i to wytwarza pomidzy nami stosunek szczery, koleeski, wcale przyjemny, a do adnych tyrad i elegii, w ktrych dba prawdy niema, do adnych te egzaltacyi, desperacyi, na przyszo prawa nie dajcy. O wszystko.
Po dugiej chwili milczenia, Malwina szepna:
 Iro!
 Co, mamo?
 Gdybym moga... gdybym miaa prawd Milczay obie.
 Co, mamo ?
 Gdyby chciaa uwierzy, pomimo e... Zegar zocony i kunsztowny ttni pomidzy liliowymi bzami: tik  tak! tik  tak!
 Co, mamo?
 Podaj mi ciastka, Iro!
Kiedy drc troch rk braa ciastko ze srebrnego koszyka, Irena z wesoym miechem zawoaa:
 Nakoniec zjesz cho ciastko! Ogromnie zmienia si, mamusiu. Ju teraz nie mogabym tak, jak dawniej, nazywa ci maym aroczkiem, bo od pewnego czasu jadasz, mamusiu, tak mao, e prawie nic.
Malwina z pieszczot umiechna si do artobliwej nazwy, ktr niegdy nadawaa jej crka, a Irena artowaa dalej:
 Pamita mama, jakemy we dwie na wspk, z maem tylko przyczynieniem si Kary, zjaday cae koszyki ciastek, albo takie due, due pudeka cukierkw? Teraz to ju przeszo. Oddawna spostrzegam, e nic prawie nie jadasz, mamusiu, i adnie ubierasz si tylko z musu. Gdyby to byo podobne, chciaaby nieraz woy zamiast swojej piknej sukni morowej  wosienic. Prawda? czy zgadam?
Z bladem rumiecem, opywajcym znowu czoo i policzki, Malwina odpowiedziaa:
 Zgada.
Irena zamylia si, a po chwili, nie podnoszc oczu na matk, cicho zapytaa:
 Skd si to wzio? Darwidowa po do dugiem take mile odpowiedziaa:
 Z powracajcych fal ycia. I z zamyleniem mwia dalej:
 Bo widzisz, moje dziecko, fale rzeki, gdy raz przepyn, nie powracaj ju nigdy, [...] fale ycia powracaj. Ty wiesz, e pocztek modoci miaam ubogi, cichy, pracowity, owiecony ideaami, od ktrych odeszam... daleko! Dawno to byo, jednak byo. Czasem tyle [...] tyle lat przeminie, e to, co je poprzedzio, daje si snem, jednak byo rzeczywistoci, ktre powraca.
Irena suchaa tej wahajcej si, cichej mowy ze spuszczonemi powiekami i czoem opartem na rku. Nie odpowiedziaa nic. Malwina take zamylona umilka.
W kilka minut potem nie byo ju na stole przyrzdw do herbaty, bez adnego prawie szelestu zdjtych i wyniesionych przez mod garderobian.
Ze spuszczonemi wci powiekami, jakby koczc myl uparcie snujc si po gowie. Irena zamylonemi usty wymwia:
 Wosienica!
Zarazem wstaa i tumic poziewanie [...]
 Spa mi si chce. Dobrej nocy, mamusiu! Krtki pocaunek zoya na rce matki,  Czy zawoa Rozalii?
 Nie, nie! Powiedz jej, aby spa sza. Rozbior si i poo sama.
 Dobrej nocy!
Cicho po kobiercu stpajc, odesza. Malwina wzrokiem cigaa j do drzwi, a gdy tylko zostaa sam, zarzucia na gow ramiona, twarz wzniosa w gr i gonym szeptem kilka razy powtrzya: Boe! Boe! Potem opara okcie na porczy fotelu, twarz ukrya w doniach, szerokie rkawy ubrania opady z jej ramion, jak zgniecione skrzyda. Tak, w nieruchomoci zupenej; zapada w otcha wspomnie, alw, czy trwg.
Noc upywaa. W gabinecie zegar pomidzy bzami wybi godzin pierwsz po pnocy, potem drug, a za kadym razem, z ciemnoci napeniajcej salony, odpowiada mu inny, gosem basowym i dononym. Bzy i hyacynty pachny coraz silniej, chocia w pokoju stawao si coraz zimniej. Mrona noc zimowa wkradaa si nawet do starannie ogrzanego mieszkania i napeniajc je ciemno przejmowaa chodem; po plecach Malwiny, nad porcz fotelu pochylonych, przebiega zaczy dreszcze.
W ciemnoci, przejtej chodem nocnym ozwa si lekki szelest, i na tle jej, we drzwiach ukazaa si Irena. Miaa na sobie ju tylko krtkie, batystowe ubranie, cae w haftach i ognisty warkocz spuszczony na plecy. Staa, we drzwiach z szyj wycignit w stron matki, poczem cicho w mikkiem obuwiu stpaa jak cie przesuna si przez pokj i znika za przeciwlegemi drzwiami. Byo co widmowego w dwu tych kobietach, z ktrych jedna bez najlejszego szelestu przechodzia obok drugiej, spoczywajcej na nizkim sprzcie bez lejszego poruszenia. Za cianami domu, ulice miasta zapaday w coraz dusze i gbsze cisze.
Zegar w gabinecie wybi godzin trzeci, odpowiedziay mu w gbi ciemnoci trzy uderzenia dalekie i basowe. W powietrzu wo przelotna i mdawa saa si spodem narkotycznej i zwyciskiej woni hyacyntw. Obie je bolesnym kontrastem opywa wzrastajcy chd. We drzwiach, za ktremi bya znika, ukazaa si znowu Irena, rwnie cicho, jak przedtem, przesza pokj i szalem niesionym w rku zwolna okrya plecy matki.
Malwina, ucz u wszy dotknicie mikkiej materyi, jakby obudzia si ze snu.
 Co to?  zawoaa, podnoszc twarz, ktrej policzki zawieciy wilgoci w wietle lampy, ale ujrzawszy crk, zaraz umiechna si swobodnie.
 To ty, Iro! Dlaczego nie pisz jeszcze?
 Nie mogam usn i poszam do sypialni mamy po ksik, ktrmy wsplnie czyta zaczy. Chodno si robi, wic przyniosam szal. Dobranoc.
Odesza, ale nie wysza z pokoju. Ksiki adnej nie miaa w rku; wic moe szukaa jej w licznej rzebionej szafce, napenionej ksikami, ktr otworzya. Staa przed t szafk, z ramionami podniesionemi ku grnym jej plkom, z warkoczem nieruchomo lecym na biaym batycie, okrywajcym szczupe plecy.
W oczach Malwiny, patrzcej na crk, odmalowaa si niecierpliwo, oczekiwaa jej odejcia.
 Czy pno ju?  zapytaa.
 Bardzo pno  nie odwracajc gowy, odpowiedziaa Irena.
 Czy Kara kaszle tej nocy?
 Wcale dzi nie syszaam jej kaszlu. Malwina wstaa i zachwiaa si na nogach tak musiaa rk oprze o brzeg stolika, wydawaa si bardzo zmczon.
 Id spa. Dobranoc!  rzeka, przechodzc obok crki.
Irena patrzaa na chwiejny krok jej i ywo postpia za ni kilka krokw.
 Mamo!  zawoaa.
 A co, Iro?
Chwil staa przed matk, z ustami drgajcemi jakiemi powstrzymywanemi sowy, a pochylia si, krtko pocaowaa rk matki i w sposb zwyky, codzienny, rzeka:
 Dobranoc.
Potem staa jeszcze chwil przed otwart szafk, suchajc szelestu, ktry w ssiednim pokoju sprawiao ukadanie si matki do snu, a gdy umilk, zamkna szafk i cicho wsuna si w stojc za drzwiami ciemno.
W tej samej chwili, gono wrd ciszy zahucza turkot karety, wjedajcej w bram. Stumiony ruch powsta w przedpokoju, z ktrego jeden lokaj wybieg na sabo owietlone schody, a drugi rzuci si do gabinetu i sypialni pana domu, aby spiesznie roznieca w nich wiata lamp. Darwid szybko i sprycie wbieg na schody, na rce lokaja zrzuci futro kosztowne i oryginalne, bo z dalekiej Pnocy przywiezione, i zaraz, przy okrgym stole, czyta zacz przez szka binokli notatki, wieo poczynione w kieszonkowej ksieczce. Bya ona oprawiona w ko soniow, miaa zoty monogram i w zoto oprawny owek. Czytajc jeszcze, Darwid rzuci lokajowi krtkie pytanie:
 Pan Maryan wrci?
Odpowied bya przeczca; snop zmarszczek zgrubiay i ciki, stan pomidzy brwiami Darwida. Notatki jednak czyta dalej, a potem przez kwadrans prawie, pisa co jeszcze pochylony nad biurkiem, w postawie stojcej. Wkrtce w sypialni ubranej przez najbieglejszego z dekoratorw stoecznych, lampa nocna z gzymsu ozdobnego kominka, owiecaa ko zdobne w bogate rzeby, rk bia i such, wycignit na jedwabnej kodrze, i twarz such take, do rzeby z koci soniowej podobn i wiecc dwojgiem siwych, ostro poyskujcych oczu. Byy one bezsenne. Darwid wzrokiem roztargnionym wodzi po sypialni, nad ktr, w bladem wietle lampy, zdaway si unosi dwie pikne gwki kobiece, odbijajce si i powtarzajce w zwierciadle przeciwlegem. By to najpewniejszy i najpikniejszy Greuze. W zdobyciu tych arcydzie, Darwid wysokoci ofiarowanej za nie sumy, ubieg by kilku wysoko stojcych ludzi; tryumfowa wwczas i cieszy si. Ale teraz, bezsenny wzrok jego z roztargnieniem przesuwa si po tych klejnotach sztuki. Noc spdzona w resursie, zamiast rozerwa go i uspokoi, znudzia i rozdrania. Zaszczytny partner jego by nudziarzem i w dodatku gburem. Nigdy nie zadawaby sobie przymusu grywania z nim, gdyby stosunek ten nie by zaszczytnym i  co waniejsza  potrzebnym. Kobiety maj przysowie: il faut souffrir pour etre belle; dla mczyzn zmieni trzeba tylko ostatni wyraz: il faut souffrir pour etre puissant. Ale zaczyna go to ju nudzi i przedewszystkiem mczy. Teraz dopiero po pooeniu si do ka, czuje, e jest zmczony. Spa nie moe. Sypia le ju od kilku tygodni, od czasu gdy ten nieszczsny list... Przy tem wspomnieniu w piersi Darwida poruszy si kb wy, ale na utajone legowisko zepchn go sykniciem: "Gupstwo!" I dugo, niespokojnie myle pocz o tym czowieku, wysanym dla interesu wanego, a ktry nie powraca.
Moe szansa nie dopisze mu tym razem, a pole pracy i wielkich z niej zyskw pochwyci inna rka. Wie o tem, e ma wspzawodnikw i wrogw; zazdroszcz mu i kopi pod nim doki. No, da on sobie z tem rad, tylko e wolaby ju  co? Sam nie wie... Moe  odpocz. Pojecha do Woch, do Szwajcaryi, na czas jaki... Po co? Sztuki i natury niezbyt jest ciekawy, zakocha si w nich nie mia czasu.. Bez zajcia, nudziby si wszdzie, i trzeba zreszt te sprawy rodzinne zakoczy. Maryana poskromi musi i maestwu Ireny z baronem Blauendorfem zapobiedz. Stoczy walk z synem i crk. Tylko z malek Kar walczy mu nie trzeba. liczna i agodna. Ma gwk przewrcon take, ale na sposb inny, milszy. Bardzo przywizana do niego, kochane dziecko! Wta... Musi rozmwi si o niej z lekarzem. Moe do Woch j wysa... Z kim? z matk? Nie pozwoli na to nigdy. To dzieci do niego naley. Sam z Kar pojedzie. Ale w takim razie, co si stanie z antrepryz?
W gbi mieszkania, za cianami, rozlegy si dwiki metaliczne, basowe. Zegar wybija godzin pit.
W gbi mieszkania, na dalekim jego kocu, w pokoju owietlonym bkitn lampk nocn, ozwa si saby, suchy kaszel, i szczupa, wysoka dziewczyna, w bielinie penej haftw, usiada wrd bkitnej i biaej pocieli.
 Miss Mary! Miss Mary!  z przestrachem w gosie zawoaa.
Z ssiedniego pokoju, gos przyjemnie brzmicy i troch zaspany, odpowiedzia pytaniem:
 Nie pisz, Karo?
 Spaam. Kaszel mi obudzi!, ale to dobrze, bo miaam straszny sen. nio mi si, e ojczulek i mama...
Nagle urwaa, i cho nikt na ni nie patrzaj, drobn twarz schowaa w bkitnej kodrze. Jej te tylko szeptem powierzya koniec snu swego.
 Gniewali si z sob... tak okropnie si gniewali... Ira obejmowaa mam... Mary odchodzi gwidc... a ja uczepiam si tatki i tak pakaam, pakaam...
Istotnie, od snu tego oczy jej teraz jeszcze byy cae we zach. Wycigna si jednak na pocieli i z gow na poduszkach mylaa chwil, a znowu zawoaa:
 Miss Mary! czy pisz?
 Nie, droga, czy potrzebujesz czego?
Kara podniesionym gosem mwi zacza:
 Ogromnie, ogromnie chc, Mary, pojecha z tob do Anglii, do twoich rodzicw. O, Boe, jakbym pragna by kiedy u twoich rodzicw, w tem probostwie, gdzie twoje siostry ucz ubogie dzieci i pielgnuj chorych, a twoja matka gotuje przy kominku herbat dla twego ojca, wracajcego do domu po witych kazaniach. O, Mary gdybymy tam z tob kiedy pojecha mogy! Tam tak dobrze!
W bkitnem wietle i ciszy nocnej, cienki gos jej przypomina szczebiot skowronka.
 Pojedziemy tam kiedykolwiek, droga! Rolce twoi pozwol, i pojedziemy. Ale teraz pij spokojnie.
 Dobrze, miss Mary, bd spaa. Dobranoc, miss Mary... Moja droga, dobra Mary!
Kilka minut leaa spokojnie, zamylona, a znowu usiada na pocieli, kaszlc. Gdy kaszel przemin, ozwaa si po cichu:
 Miss Mary! Mary!
Nie byo odpowiedzi.
 pi  szepna, a po chwili obejrzaa si i jeszcze ciszej zawoaa:
 Puf! Pufik!
Na to woanie, z poblizkiego sprztu zeskoczy szary pinczerek i w mgnieniu oka znalaz na pocieli.
Kara gadzia jedwabist szer pieska i chylc si ku niemu, szepta zacza.  Pufik! Pufik! piesek kochany! le tu! pij sobie!
Pooya si, pieska na piersi, prawie pod sam brod umiecia i z rk na jego sierci z szeptem: Pufik, dobry Pufik! usna.
Wtedy ozwa si turkot dorki, szybko i z haasem przed dom zajedajcej, i znowu powstay w domu ciche ruchy i odgosy. Na wschody wstpowali dwaj mczyni, z ktrych jeden starszy, w starannie wygadzonym, ale troch zniszczonym kapeluszu i w modnem, lecz troch zniszczonem futrze, znionym gosem do drugiego mwi:
 Tak, tak! 'est quelqae chose d'inoui! kaza rai zerwa z tob wszystkie stosunki i przesta bywa w jego domu.
 Tysic nocy i jedna! Skde to? dlaczego?  zawoa drugi.
Nagle zatrzyma si pord wschodw i wp drwico, wp z politowaniem na towarzysza patrzc, zapyta:
 Czyby dowiedzia si?
Kranicki twarz odwrci.
 Mj Marysiu... z tob... o tem...
 Malowane garnki!  zamia si Maryan.  Czy bierzesz mi za mego pradziadka? C? dowiedzia si?
Z czerwonemi plamami na policzkach i czole, Kranicki twierdzco powiekami mrugn.
 Sapristi!  zakl Maryan i zaraz rozemia si znowu.
 I dlatego? za to? Czyby i on wierzy malowane garnki ? Miaem go za czowieka nowego!
 Hlas!  westchn Kranicki.
Szli chwil w milczeniu, minli pierwsze pitro domu. Kawalerski apartament Maryana znajdowa si na drugiem.
al mi ciebie, mon bon vieux, al ogromnie  zacz znowu mody Darwid. Tak si z tob zyem, tak przywykem... Bdziesz mia przykroci i biedna mama take... Skd mu si to wzio? Czowiek tak rozumny! Mylaem, e ma gow lepiej wywentylowan...
Nie mg dokoczy, bo Kranicki u samych drzwi mieszkania na szyj mu si rzuci. Paka. Batystow i woniejc chustk ocierajc czy, mwi zacz:
 Mj Marysiu, ja tego ciosu nie przeyj! a tak was wszystkich kocham... ty... dla mnie... jak brat modszy.
Usiowa caowa go, ale Maryan usun si od ucisku i ez, ktrych wilgo z przykroci czu na twarzy.
 Mais 'est absrude!  zawoa.  Mamy atego zrywa z sob stosunki, e si one komu nie podobaj! Czy jestemy niewolnikami? miej si z tego, mj drogi, i przychod do mnie, jak zawsze przychodzie, a dzi u mnie przenocuj, bo ciko ci ju bdzie i do domu, tak pno!
Pocisn guzik elektrycznego dzwonka, a gdy natychmiast drzwi si otworzyy, w progu rzek do towarzysza:
 Znakomicie aryetk t z Kawaleryi piewa Bianca, nieprawda? La, la, la...
Chcia zanuci, ale gos mu nie dopisa. Wic za zamykajcemi si drzwiami znikn, wygwizdujc aryetk, ktr tylko co sysza na kolacyi u sawnej piewaczki.
Na dole, dwa zegary, jeden po drugim, wydzwoniy godzin szst. Przez wielkie okna, z ulicy okrytej niegiem, do mieszkania pocz wstpowa wit. Byo to jakby powolne i stopniowe rozchylanie si czarnej zasony, z za ktrej coraz wyraniej wystpoway sprzty, obrazy, zwierciada, wieczniki, wazy, kobierce, plusze, mory, politury, pozoty, mozaiki, bambusy, ko soniowa, porcelana. A wszystko to, stanwszy w penem wietle poranku zimowego, poczo jak koncha perowa przelewa rozmaite barwy i poyski, a ze cian i sufitw na byszczce posadzki kapa odbiciami zota.
III
Na schody okryte kobiercem, przyozdobione lampami i posgami, Kranicki wchodzi w troch zniszczonem futrze z kosztownym konierzem, w byszczcym kapeluszu, krokiem swobodnym i ze swobodnym umiechem pod starannie zakrconym wsem. Bo schody to prawie ulica. Ludzie zstpuj z nich i wstpuj na ni a gdziekolwiek spotka mona ludzi i ich oczy, tam swoboda, pewno siebie, elegancya s jedenastem przykazaniem boskiem, ktrego Mojesz tylko przez niepojte jakie zapomnienie do dekalogu wcign zaniedba.
Wszedszy do przedpokoju, rzuci na rce lokaja futro, z pod ktrego rozlaa si wo wybornych perfum. Z kieszeni surduta wyglda brzeek kolorowej chusteczki do nosa. Przed zwierciadem poprawi wosy, gste jeszcze nad czoem, a z tyu gowy wiecce ma okrg ysin i z kapeluszem w rku, krokiem sprystym, pewnym siebie, wszed do salonu. Tylko dwie czerwone plamy mciy nad brwiami [...] o czoa lekko pomarszczonego i renice piwne, zwykle byszczce lub przymilone, okryte byy mg.
We drzwiach przeciwlegych tym, przez ktre wchodzi Kranicki, pod czerwon drapery firanki, z otwart ksik w rku staa Irena. Kranicki szed ku niej z tem charakterystycznem, lekkiem koysaniem si postaw z ktrem eleganci zwykli s zblia si do kobiet i elastycznie pochyliwszy si, rk jej caowa.
 Czy mona?  zapyta, przymilonym spojrzeniem drzwi dalszych pokojw wskazujc.
 Prosz, niech pan wejdzie. Mama jest w swoim gabinecie.
Ukon i dwik gosu Ireny zawieray w sobie tyle tylko uprzejmoci, ile jej najkonieczniej wymagaa przyzwoito, ale Irena bya taka zawsze i dla wszystkich. Chd bi od niej i to obojtne, e czasem a wzgardliwe lekcewaenie ludzi i rzeczy. Jednak, gdy Kranicki z kapeluszem w rku przebywa dwa salony, wioda za nim wzrokiem, w ktrym obok niepokoju, malowao si uczucie yczliwe, a wic moe jeszcze litociwe. Do widoku jego przywyka od dziecistwa; by agodny, usuny jak niewolnik i jak przyjaciel powolny na yczenia i uwany na potrzeby nietylko pani tego domu, lecz kadego z jej dzieci. Mia w sobie cisz i delikatno ludzi, ktrzy nie czuj si warci posiadanego dobra i dr wiecznie, aby go nie utraci. Mia przytem talent piknego czytania w kilku jzykach. Od lat kilku Irena nie pamitaa wieczorw milszych nad te, ktrych nie zabieray im stosunki wiatowe i ktre razem z tym czowiekiem spdzaa w pokoju matki. Czasem w domowych zebraniach tych bray udzia Kara i miss Mary; czasem take, cho coraz rzadziej, oywiaa je obecno Maryana, ktry w przestankach czytania artowa z matk i siostrami, a z Kranickim prowadzi sprzeczki o rozmaite kierunki i smaki w literaturze. Najczciej jednak Kara zajta bya lekcyami, Maryan wiatem, a ona tylko i Malwina, z kunsztownemi robotami w rku, spokojne i zamylone suchay tego dwicznego, mskiego gosu, ktry z doskonaem zrozumieniem i odczuciem czyta arcydziea ludzkiej myli i poezyi. W wieczory takie, niekiedy, Iren ogarniay marzenia o jakich ciszach wielkich, czystych, ciepem serdecznem owianych, od huku ulic, szelestu jedwabi, zgieku sw marnych, ktrych prni i fasz przenikna, oddalonych; ale zaraz mwia do siebie: Malowane garnki, idylle! tego wcale niema!  i taki gest czynia, jakby z nad gowy opdzaa piknego motyla, o ktrym bya pewn, e jest tylko widmem-motylem. Dzi, z drobnych spostrzee powsta w niej domys, e co niezwykego zaszo i jeszcze zaj musi, bya wicej ni kiedy sztywna i chodna, z gorc iskr niepokoju w gbi przejrzystych, siwych renic. Miaa na sobie obcise ubranie sukienne, z krojem stanika troch mskim, a u wierzchu czaszki wze japoski z ognistych wosw, przebity szpilk ze stalowymi poyskami. W rku trzymaa otwart ksik, z ktr te zacza zwolna przechadza si po dwch duych salonach. Wzrok jej nie podnosi si z nad ksiki, ale kart jej nie przewracaa wcale. U jednych drzwi zawracaa si zaraz, u innych, zamknitych, przystawaa na kilka sekund i wtedy dolatywa j szmer rozmowy, toczonej za drzwiami, przez dwa znione gosy. Nie chciaa sysze nic z tej rozmowy, o, nie chciaa! Jake dawno ju usiowaa by lep, guch, a nieraz tak martw aby aden rzut oka, adne drgnienie twarzy nie zdradzio w niej posiadania wzroku i suchu
Ale teraz, ilekro dwik goniejszy z za drzwi zamknitych uszu jej dolecia, stawaa jak wryta i powieki jej mrugay, jak wiatrem wstrzsane licie. Oddawna ju przychodzio jej na myl, e moe kiedykolwiek sta si w domu co strasznego, co, na co ona nie bdzie ju moga pozosta lep i guch. Moe stanie si dzi wanie?... Powolnym, rwnym krokiem, po byszczcej posadzce, pomidzy purpur, bkitem i rnymi odcieniami biaoci, ktre napeniay dwa salony, chodzia od jednych drzwi do drugich, ze wzrokiem utkwionym w ksik, w obcisem swem ubraniu, wicej ni kiedy sztywna i chodna, z twarz szczup i nieruchom, nad ktr duga szpilka wyrzucaa z wosw metaliczne byski.
Nagle, za innemi drzwiami, z za ktrych dochodzi dotychczas dwik rozmowy, przez dwa gosy kobiece po angielsku prowadzonej, rozleg si wybuch srebrnego miechu, drzwi otworzyy si z trzaskiem i do salonu, na ktrego purpury i biaoci soce zimowe rzucao zote wstgi, wpada para szczeglna. Bya to pitnastoletnia dziewczyna w jasnej sukni, jasnowosa, rowa i wysoka, ktra nizko pochylajc si trzymaa za przednie apki szarego pinczerka i razem z nim okra zacza sprzty salonu krokiem walcowym, przyczem nucia modnego walca: La, la, la! la, la la! Para drobnych stpek w wytwornych pantofelkach i pary kosmatych apek zwierzcych, zwijay si po byszczcej pododze, dokoa szezlgw, stoliczkw, kolumn z wazonami, prdko, prdko, a we drzwiach nastpnego salonu spotkay si z Iren. Kara podniosa z ziemi pieska, wyprostowaa si, i oczy jej spotkay dziwne spojrzenie siostry. Irena kilka razy zamrugaa powiekami jakby przykre jakie wiato wzrok jej uderzyo:
 Jaka ty zawsze wesoa jeste, Karo!
 Ja?  zawoaa dziewczynka.  A tak... rozmieszy mnie Pufik i... soce dzi tak adnie wieci. Prawda, Iro, e dzie jest liczny? Czy zauwaya, jakie iskry brylantowe byszcz na niegu? Drzewa w szronie cae... Pjdziemy z miss Mary na przechadzk... Pufika wezm z sob, tylko okryj go czapraczkiem, ktry wczoraj haftowa skoczyam. Czy mama zdrowa ?
 Dlaczego pytasz o zdrowie mamy?
 Bo jak oddawaam dzie dobry, zdawao mi si, e jest chor... taka bya blada... blada! Pytaam si, ale powiedziaa, e nic, zdrowa... Jednak mnie si zdaje...
Irena prawie opryskliwie przerwaa:
 Niech ci si nic nie zdaje! Domysy takich dzieci jak ty najczciej nie maj sensu. Dokd idziesz?
 Do ojczulka.
Oczyma na drzwi do pokojw matki wskazaa.
 Czy tam... ten pan?
Nie wiedzie dlaczego wymwia to znionym gosem. A Ireny glos brzmia prawie twardo, gdy zapytaa:
 Jaki pan?
 Pan Kranicki?
Teraz ponsowe, drobne wargi na mgnienie oka i pomimowoli zarysoway lini krzyw, poczem, pochylajc si ku siostrze, szeptem prawie zacza:
 Powiedz mi, Iro, tylko prawd, czy ty... czy ty... lubisz tego pana... Kranickiego?
Irena zamiaa si gono, swobodnie, tak, jak nie miaa si prawie nigdy.
 mieszna jeste!... Ach, jakie z ciebie zabawne jeszcze dziecko! Dlaczegbym miaa go nie lubi? Przecie to nasz taki dawny i dobry znajomy!
I wracajc do zwykej sztywnoci, dodaa:
 Zreszt, ty wesz, e ja nikogo [...] nie lubi.
 Ani mnie?  pieszczotliwie zapytaa Kara, ponsowemi usty dotykajc bladego policzka siostry.
 Ciebie... troch! Ale id ju sobie. Przeszkadzasz mi czyta...
 Pjd. Chodmy, Pufiku... chodmy!
Z pieskiem na rku odesza, ale we drzwiach stana i zwracajc si do Ireny, nieco naprzd podana, stumionym gosem zawoaa:
 Bo ja go nie lubi... sama nie wiem za co, ale nie lubi. Dawniej lubiam, ale od jakiego czasu nie lubi, nie znosz, nie cierpi... sama nie wiem za co!
Przy ostatnich sowach okrcia si swawolnym ruchem i posza dalej. Irena szepna nad ksik:
 Sama nie wie! Nie wie! Dlatego taczy moe z pieskiem! Jakie to szczcie by pastuszkiem!
Maa, idc, zacza znowu nuci, ale w pobliu drzwi ojcowskiego gabinetu umilka i stana. Z gabinetu doszed j gwar kilku rozmawiajcych gosw mskich. Spucia gow i szepna:
 U ojczulka gocie!... c my teraz zrobimy, Pufku? jake my tam wejdziemy?
Po chwili namysu i wahania, cichutko przelizna si pod drapery portyery i w mgnieniu oka siedziaa ju na nizkim taborecie, stojcym za wysok etaerk, pen ksiek, ktra przy drzwiach umieszczona, tworzya ze cian wzki trjkt. By to ktek wyborny, prawdziwe asylum, do ktrego dosta si moga niedostrzeona, ktre te przedtem ju tu sobie upatrzya. Ksiki na etaerce ustawione zasaniay j w zupenoci przed wszystkimi, pozostawiajc jednak drobne szczeliny, przez ktre ona moga widzie wszystkich. Ile razy znajdzie u ojca goci, wprost od drzwi, jednym cichutkim krokiem wsunie si tu, goci przeczeka i gdy pjd sobie, z ojcem troch porozmawia.
Dokoa okrgego stou, penego ksiek, map, broszur, na rozoystych fotelach siedziao kilkunastu ludzi, rozmaitych wzrostw i wiekw, z kapeluszami w rku. Nie byy to interesy, ale wizyty: krtsze lub dusze, ale cigle ustpujce miejsca innym, nadchodzcym nieustannie, a raczej napywajcym, jak fala za fal. Jedni wychodzili, drudzy wchodzili. Ucinienia rk, mniej lub wicej nizkie ukony, grzeczne i wyszukane sowa, coraz rwce si i znowu nawizujce rozmowy o rzeczach powanych i wanych, o polityce europejskiej, sprawach miejscowych wyszego rzdu, zagadnieniach spoecznych, zwaszcza natury ekonomicznej i finansowej.
Gos Darwida przyciszony, a jednak jasny i metaliczny, rozchodzi si po gabinecie, suchany przez wszystkich z uwag prawie nabon; wogle, nad tym wci zmieniajcym si tumem ludzi Darwid zdawa si panowa sowem, gestem, oczyma zimno i przenikliwie byszczcemi z za szkie binokli. Z czowieka tego wydobywa si pewien gatunek siy, ktra uczynia go tem, czem by, a wiat ulega jej urokowi, bo bya to sia, wytwarzajca przedmiot najpowszechniejszych i najnamitniejszych podali  bogactwo. Ale i on sam uczuwa w tej chwili ca jej potg. Kiedy u drzwi gabinetu, oznajmiane przez lokaja, rozlegay si imiona gone staroytnoci, dostojestwem, saw, ktr daje nauka i talent, dowiadcza uczucia takiego, jakiego zapewne kot gaskany po grzbiecie dowiadcza musi. Czu gaszczc go do losu i rozkoszy, ktr mu to sprawiao, stawa si coraz wicej uprzejmy, mowny, janiejcy pewnoci sdu i atwoci sowa. Pychy najlejszej zna w nim nie byo, tylko blask gloryi, bijcej z wygadzonego czoa i tajemne uczucie apoteozy, ktre pod stopy wsuwao mu piedesta niewidzialny i czynio go wyszym, ni by, istotnie.
W pewnej chwili, do gabinetu weszo kilku ludzi prawie unionych i zarazem prawie uroczystych. Bya to delegacya od znanego w tem miecie stowarzyszenia filantropijnego, przybywajca z prob o udzia w jej czynnociach pieninych i czynnych. Darwid zacz od ofiarowania znacznej sumy pieninej, ale udziau czynnego odmwi. Nie mia czasu, ale gdyby nawet mia czas, z zasady wszelkim czynnociom filantropijnym by przeciwny. Filantropia piknie wiadczy o tych ktrzy si jej powicaj, ale klskom trapicym ludzko nie zapobiega; owszem, utrwala istnienia bezuyteczne i wytwarza premia dla niedostwa i prniactwa.
 Wytanie sil, panowie, tylko wytanie wszystkich sil do pracy niezmordowanej i elaznej, moe wybawi ludzko od trapicego j raka ndzy. Gdyby za niczyimi plecami nie staa adna pomoc, niczyje rce nie opadayby bezczynnie, wszyscy wytaliby siy i ndza zniknaby ze wiata.
Wrd obecnych, ostrone i niezmiernie grzeczne, podniosy si jednak zaprzeczenia:
 Sabi, kalecy, opuszczeni starcy i dzieci...
 Filantropia  odpar Darwid  nie zapobiega istnieniu tych odpadkw spoecznych, tylko je przedua i utrwala,
 Jednak, te odpadki maj odki godne, serca smutne i dusze  naszym rwne.
Z rozwarciem doni, poaowanie wyraajcem, Darwid odpowiedzia:
 C robi? Na wiecie musz by zwycizcy i zwycieni, a im prdzej ci ostatni zgadzeni s ze wiata tem lepiej dla nich i dla wiata.
Na twarzach kilku obecnych rozla si wyraz niesmaku, jednak milczeli, a najstarszy, powstajc, z najmilszym w wiecie umiechem sprzeczk zakoczy:
 Gdyby jednak filantropia posiadaa wielu takich jak pan patronw, czynnoci jej naprawiayby nieraz niesprawiedliwo losu...
 Nie nazywajmy losu niesprawiedliwym  z umiechem odrzuci Darwid  gdy sprzyja sile, a gnbi niedostwo. Owszem, jest on w tem dziaaniu swem dobroczynnym, bo utrwala to, co ycia jest godnem, a niszczy, co niepotrzebne.
 To pewna, e dla pana okaza si sprawiedliwym i naley mu si za to od nas wszystkich wdziczno  spiesznie zakoczy spr najstarszy z delegacyi.
Przytem, w obu doniach trzymajc rk Darwida, wstrzsa j w ucinieniu serdecznem, a siwa gowa jego i twarz zorana zmarszczkami chylia si w gbokim ukonie. Dla tych, nad ktrymi litowao si jego poczciwe serce, unosi std dar tak znaczny, e pomimo sw, na ktre si nie zgadza, uwielbienie i wdziczno jego byy zupenie szczere.
Nakoniec pokj opustosza zupenie i na ustach Darwida osiad umiech podobny do kolcej szpilki. I poc wysypa tak du gar pienidzy na to, co mu byo obojtne, czego potrzeby nie uznawa? C! Zwyczaj, stosunki, opinia publiczna, wyraajca si w ustnem i drukowanem sowie! Komedya! Ndza! Spochmurnia, zmarszczki pomidzy brwiami zaczy si mu pogbia, gdy usysza za sob lekki szelest. Obejrza si i zawoa:
 Kara! Skd si tu wzia? A! w tym ktku, za temi ksikami siedziaa! Trzeba by tak jak ty trzcink, aby wcisn si w t szczelin! Czego chcesz, maleka?
Umiecha si do crki, ale wzrok jego zwraca si ku stojcemu w rogu pokoju zegarowi. Kara za, z powag na rowej twarzy, wycigna ku niemu tylko co obudzonego i jeszcze zaspanego pieska.
 Przedewszystkiem, ojczulku, prosz pogadzi Pufka... Pufik adny jest i grzeczny; niech ojczulek cho raz go pogadzi.
Z roztargnieniem powid kilka razy doni po jedwabistym grzbiecie pinczerka.
 Ju pogadziem  rzek.  A teraz, jeeli nic innego nie masz mi do powiedzenia, to...
 Nie mam czasu!  miejc si, dokoczya i opuciwszy Pufka na fotel, obu ramionami ojca oplota.
 Nie puszcz!  zawoaa  musi tateczko darowa mi kwadrans, dziesi minut, om, pi minut czasu. Bd mwia prdko, prdko! Czy nic wicej nie mam do powiedzenia? Ale mnstwo rzeczy! Siedziaam sobie w ktku, patrzaam, suchaam i nie rozumiem, tateczku, po co tylu ludzi do ciebie przychodzi? Kiedy si na to wszystko patrzy z ktka, to takie mieszne! Wchodz, kaniaj si...
Tu poskoczya ku drzwiom i zacza ruchami, gestami, mimik odgrywa to, o czem mwia. Pufik poskoczy za ni i stojc na rodku pokoju, oczu z niej nie spusza.
 Wchodz, kaniaj si, ciskaj twoj rk, ojczulku, siadaj, suchaj...
W mskiej pozie usiada na fotelu i drobne rysy uoya w wyraz gbokiej uwagi. Pufik z oczyma w ni wlepionemi zaszczeka.
 Albo tak...
W mgnieniu oka zmienia min, z uwanej i skupionej, na gapiowat.
 Potem...
Zerwaa si z fotelu. Pufik porwa si take i drobnymi zbami pochwyci brzeg jej sukni.
 Wstaj, kaniaj si znowu, mwi wszyscy to samo: Mam honor!... Bd mia honor!... Pragn mie honor! Szast! szast! szast!
Kaniaa si po msku, drobne stopy w pantofelkach zsuwajc i rozsuwajc, a Pufik wstrzsa brzegiem jej sukni, odskakiwa, wydawa kilka szczekni i znowu zbami chwyta j za sukni.
 Puf, nie przeszkadzaj! Puf, id sobie! Szast! szast! wychodz, a inni wchodz i kaniaj si... Znowu: Mam honor!... Pragn mie honor! Pufik, ide sobie!... ciskaj ci, ojczulku, za rce!... O, Boe, zmczyam si!
Od szybkich ruchw i prdkiego mwienia oddech jej sta si przyspieszonym, jaskrawy rumieniec twarz okry, zakaszlaa i kaszlc znowu obja ojca ramionami.
 Niech tateczko nie ucieka! Wiele mam do powiedzenia. Bd prdko mwia.
Darwid sta przedtem porodku pokoju i ywe poruszenia jej ciga wzrokiem, z pobaliwym zrazu, a potem coraz weselszym umiechem. Wezbrane ycie bio z tego dziecka, spryt take, umiejcy przenika ludzi i rzeczy, wraliwo niezmierna, czynica z niej instrument z mnstwem strun, wiecznie drgajcych. Dziwnie przypominaa matk z czasw jej modoci. Gdy zakaszlaa, Darwid obj j ramieniem.
 Nie spiesz si tak, nie mw tyle, mw mniej, usid!
 Nie mam czasu, ojczulku, mwi powoli... nie mog siada... bo zaraz uciekniesz... Musz trzyma ci i spieszy! Chc, aby mi powiedzia, po co tak wielu ludzi do ciebie przychodzi i ty nawzajem do nich jedzisz? Czy ty ich kochasz? Czy oni ci kochaj? Czy ci z nimi przyjemnie i wesoo? Czego oni od ciebie chc? Co z tego wynika? Przyjemno, czy korzy? A czyja korzy: ich czy twoja? Moe jeszcze kogo innego? Na co to wszystko? Nieprawda, e te wizyty przypominaj teatr? Byam przecie nieraz w teatrze... Tu, jak w teatrze, kady gra jak rol, ukada si, robi miny... nieprawda? Po co? Czy ty to lubisz, ojczulku? Prosz mi tylko na wszystko, na wszystko odpowiedzie, bo ja chc, chc, aby ty, tateczku, by mistrzem moim, wiatem mojem... Ty taki rozumny, uwielbiany, wielki!
Zapa roziskrza ciemne jej renice, ku twarzy ojca wzniesione. Darwid such doni gaska jej blado-zote wosy.
 Dzieciaku!  rzek  maleka!...
Po chwili doda:
 Czy ty jeste dzikuskiem, z Afryki lub Australii przywiezionym, e o takie rzeczy zapytujesz? Patrzysz na nie przecie od dziestwa. Czy nie widziaa mamy, przyjmujcej zawsze mnstwo wizyt?
 Tak, tak, ojczulku, ale mama bawi si wprowadza w wiat Ir... A tobie po co? Czy bawisz si take?
 Gdzie tam!  umiechn si:  nudzi to najczciej, chocia skd ind przyjemno sprawia.
 Jak?
 Ty tego nie rozumiesz jeszcze. Stosunki, stanowisko w wiecie, znaczenie...
 A na co ci, ojczulku, znaczenie? Dlaczego pragniesz wysokiego znaczenia w wiecie? Jak korzy sprawia to znaczenie? Czy ono daje szczcie? Widzisz, ojczulku, ja znani jedn tak history... Ojciec miss Mary, pastor anglikaski, ma parafi w takim guchym, ubogim kcie, gdzie niema wcale znaczcych i bogatych ludzi, tylko jest mnstwo biednych i nieowieconych... Wic on tylko pomidzy tymi biedakami ma znaczenie, to jest nie ma adnego znaczenia, a jednak jest taki szczliwy i wszyscy tam tacy szczliwi! Kochaj si, yj razem... Tak ciepo, jasno w tym domku pastora, stojcym pomidzy staremi drzewami!... Miss Mary odjechaa stamtd, aby troch pienidzy zebra dla najmodszej siostry, ktr bardzo kocha. Dobrze jej tu, ale tskni do nich i tyle mi zawsze o nich opowiada, a ja kiedykolwiek poprosz ci, tateczku, aby pozwoli mi z miss Mary pojecha do Anglii, do tej ubogiej parafii wiejskiej i zobaczy to wielkie, ciepe, jasne szczcie, ktre tam panuje!
Teraz zy, jak brylanty, wieciy w roziskrzonem zocie jej oczu, a Darwid, ramieniem otaczajc wt jej kibi, sta milczc, owadnity zadum kamienn. To dziecko, na zapytaniach swych, jak na nici, spuszczao myl jego na dno rzeczy, ktrego przedtem nie oglda nigdy. Czasu nie mia. Mge jej powiedzie, e wysokie znaczenie w wiecie gaszcze prno, pochlebia dumie, dopomaga nieraz w prowadzeniu interesw ku kocom pomylnym, to jest, ku pieninym zyskom? Mge sam przed sob wyzna, e w pastor anglikaski, w cichej parafii pod staremi drzewami, wyda mu si nagle, w tej chwili, czowiekiem bardzo szczliwym!... Po chwili rzek:
 Tak by musi. Szczcie i nieszczcie innemi s dla ludzi ubogich, a innemi dla bogatych.
Spojrza na zegar.
 A teraz...
 Ju nie mam czasu!  zamiaa si Kara  Nie, nie, ojczulku, jeszcze dwie minuty, minuta... jeszcze o co zapytam...
 Jeszcze bdziesz pytaa!  zawoa ze miechem takim, jakim nie mia si prawie nigdy.
 Tak, tak!... nawet o co waniejszego ze, ni tamto! Jestem o to niespokojna... tak mi to boli...
Przestpowaa ze stopy na stop i z caej siy obejmowaa ojca, jakby lkajc si, aby nie uciek.
 Czy tateczko naprawd mwi, e biednych, godnych, smutnych nie trzeba wspiera, ani pociesza, tylko trzeba ich opuszcza, aby sobie jak najprdzej poumierali? Jak ojczulek to mwi, mnie si zrobio tak jako... le... Mama i Ira oddawna utrzymuj dwoje staruszkw takich siwych, licznych, do ktrych i ja czsto z miss Mary chodz. Czy mama i Ira le robi? Czy trzeba tak zrobi, aby oni sobie co najprdzej z godu umarli?... Brrrr! straszno! Czy tateczko tak myli naprawd, czy dlatego tylko tak mwi, aby prdzej odczepi si od tych panw? Ty, tateczku, dobry, najlepszy, kochany, zloty! Czy naprawd tak mylisz, czy... aby odczepi si? Prosz mi powiedzie, prosz!...
Tym razem wzrok jej wpija si mu w twarz z blaskiem prawie gorczkowym, a on znowu sta milczc, peen zdziwienia. Dlaczeg usta otworzy si mu nie mogy dla wypowiedzenia przed tem dzieckiem tego, co byo najgbszem jego przekonaniem?
Ze snopem zmarszczek pomidzy brwiami bez umiechu, rzek:
 Aby odczepi si. Mwiem to, chcc co prdzej odczepi si od tych panw.
Stopki Kary z radoci po kilka, razy uderzyy o posadzk.
 Tak, tak! pewn tego byam! Mj najlepszy, kochany...
A on, gaszczc j po wosach, mwi:
 Trzeba by dobr. Bd zawsze dobr... Utrzymuj przy yciu siwych, licznych staruszkw. Nie zabraknie ci na to pienidzy...
Caowaa jego rce; nagle wzrok jej upad na biurko ojcowskie i krzykna:
 Pufik! Pufik! gdzie wlaze! Masz tobie! Wlaz na biurko i zrobi jeszcze jak szkod!
Na wielkiem biurze synnego aferzysty, u szczytu wysokiego stosu papierw, popielaty pinczerek siedzia z pyszczkiem przytknitym do szyby okna i warcza na przelatujce z gonem krakaniem wrony. Po gabinecie tak powanym, e prawie uroczystym, gam srebrnych tonw rozleg si miech Kary.
 Spjrz, ojczulku, jak on si gniewa! Na wrony tak si gniewa! O, jak mu si pyszczek w gr podnosi, gdy ktra przelatuje! Widzisz, ojczulku?
Widz, widz! pierwszy to raz tak szanowny pomocnik gospodaruje na mojem biurku. Ach, ty maleka! Otoczy j ramieniem i przycisn do piersi krtko, ale silnie. W tej samej chwili przemkno mu po gowie przypomnienie rzeczy widzialnej niegdy i niewanej: zotego promienia ktry wybysn z za chmur, rozdar je i odkry smug czystego bkitu. Widzia to niegdy przez okno wagonu, machinalnie, tak jak si widzi mnstwo rzeczy obojtnych. Teraz przy. pomnia sobie.
U drzwi przedpokoju lokaj przemwi:
 Konie gotowe!
 Ju!  zawoaa z alem Kara.
 Jeste ma baamutk  patrzc na zegarek, rzek Darwid.  Ju przed kwadransem powinienem by wyjecha z domu.
Pobiega do sprztu, na ktrym sta kapelusz jego i podaa mu go z niziutkim dygiem. Szybko schyliwszy si, podja rkawiczk, ktr upuci.
 Nie zapomnij zostawi tu Pufika, aby papiery mi uporzdkowa!
Z tym artem na ustach wyszed do przedpokoju, a kadc futro i zstpujc ze schodw, myla o licytacyi, na ktr, jecha, aby kupi dom sprzedawany za dugi: wyborny interes!
Szwajcara, ktry otwiera przed nim drzwi od ulicy, zapyta:
 Pan Maryan w domu?
Szwajcar wiedzia od lokajw, e mody pan pi jeszcze.
Jaki ndzny sposb ycia! Trzeba raz pochwyci za cugle tego rozhukanego jelonka! C kiedy nigdy czasu nie ma, chronicznie czasu nie ma! Wsiadajc do karety, zawoa na wonic:
 Prdko! jak najprdzej!
Za pno wyjeda z domu. Zabaamucio go to dziecko szczebiotem i pieszczotami... Promie soca!...
Kara zdja z papierw ojcowskich Pufika i umieciwszy go jak zwykle na piersiach, prawie pod brod, spiesznie przechodzia salony. Ona take spnia si na lekcye z miss Mary. W jednym z salonw rozmijaa si z Iren. Powolna przechadzka wysokiej i sztywnej panny, z otwart ksik w rku, trwaa jeszcze. Kara, przechodzc i nie zatrzymujc si, przemwia gosem, w ktrym brzmiaa rado:
 A ja dzi dugo, dugo rozmawiaam z ojczulkiem!
Irena obojtnie odpowiedziaa:
 Dokazaa tej sztuki!
Kara stana, jak wryta. W obojtnym gosie siostry dosyszaa ironi i zdawao si, e stawaa do walki z nagle cignitemi brwiami i wzrokiem peym iskier. Ale Irena, pogrona w czytaniu, znajdowaa si ju o kilkanacie krokw. Kara te po kilku sekundach znikna za drzwiami pokojw swoich i miss Mary.
Rysy Ireny, nieco zbyt suche i wyduone byy wci nieruchome, a blado cery wzmagaa na nich wyraz chodu. Tylko, im wicej czasu upywao, tem wiksze zmczenie kado si na jej spuszczonych powiekach. Ilekro mijaa jedno z okien salonu, szpilka przebijajca u wierzchu gowy wze wosw, rzucaa w wietle soca krtkie, ostre byski.
Nakoniec otworzyy si drzwi gabinetu Malwiny i wyszed z nich Kranicki, zupenie inny, ni by, gdy tu przybywa. Plecy mia przygarbione, gow spuszczon, czerwone plamy na policzkach i mocno pomarszczonem czole. Wyglda tak, jakby przed chwil paka. Wsy nawet aonie zwisay mu nad starannie ogolon brod. Irena stana i z ksik w opuszczonych rkach na zbliajcego si patrzaa. On te kroku przyspieszy i rk jej pochwyciwszy, spiesznie cicho mwi zacz:
 Jestem najnieszczliwszy z ludzi! Nie wart byem tak wielkiego dobra, jak... jak przyja matki pani, wic je trac. Je suis fin completement et cruettement fini! egnam pani panno Ireno... Tyle lat! tyle lat!... Ja was wszystkich tak serdecznie, tak mocno kochaem! Nazywaj mnie niektrzy starym romantykiem. Takim jestem. Cierpi. Je souffre horriblement... ycz pani wszelkiego szczcia. Moe si ju nigdy nie zobaczymy. Moe wyjad na wie. egnam pani. Tyle lat! tyle lat! Oh, Dieu!
Z zaczerwienionemi powiekami i wicej, ni przedtem, przygarbiony, odszed, a na twarz Ireny wytrysn niepokj ogromny.
 Wic tak! Wic tak!  zaszeptaa i jak ptak zerwawszy si z miejsca, jak ptak szybko i cicho salon przebiega. Niewidzialne skrzyda niosy j ku zamknitym drzwiom pokoju matki. Ale gdy wchodzia do tego pokoju, ruchy jej miay ju zwyky spokj i dystynkcy, tylko oczy z niespokojn troskliwoci ogarny posta kobiec, lec na gbokim fotelu, z twarz ukryt w doniach. Malwina pakaa cicho, gboko; kania jej nie wydaway adnego dwiku, tylko rytmicznie wstrzsay plecami, ktrych pochylenie miao taki wyraz, jakby ciar niewidzialny gnit je ku ziemi i wtoczy mia a pod ziemi.
Irena cicho przebiegaa pokj i z ssiedniej sypialni przyniosa flakon, z ktrego troch pynu na do wylawszy, delikatnymi ruchami dotkna skroni i czoa matki. Malwina podniosa twarz, wyrazem przestrachu do gbi wstrznit. Monaby myle, e w tej chwili zlka si widoku crki, ale Irena gosem zupenie zwykym, spokojnym, rzeka:
 Bezsenno zawsze mamie szkodzi. Znowu ta nieznona migrena!
Malwina sabym gosem odpowiedziaa:
 Tak, czuj si troch chor.
Wstaa i usiowaa umiechn si do crki, ale poblade wargi jej drgny tylko i powieki od ez nabrzmiae w d opady. Krokiem, ktremu usiowaa nada pewno i rwno, sza ku drzwiom sypialni.
Irena postpia za ni kilka krokw.
 Mamo!
 Co, moje dziecko?
Usta Ireny kilka razy otworzyy si i zamkny; zdawao si, e wyjdzie z nich jaki wykrzyk, ale wyszy tylko sowa, przytumionym gosem wymwione:
 Moe przynie troch wina, albo bulionu?
Malwina przeczco wstrzsna gow i uczyniwszy kilka krokw, obejrzaa si:
 Iro!
Przywoywana ju przed ni staa, ale teraz ona z kolei nie moga wymwi nic. Pochylone jej czoo powoli zapywao rumiecem a cicho zapytaa:
 Czy... ojciec twj jest w domu?
 Przed kilku minutami syszaam, jak odjeda.
 Jeeli po powrocie zechce widzie si ze mn, powiedz, e na niego czekam.
 Dobrze, mamo.
We drzwiach odwrcia si jeszcze:
 Jeeli ktokolwiek inny... nie mog!
Nie zbliajc si, o kilka krokw od matki stojc w sztywnej postawie modnie ubranej panny, Irena odpowiedziaa:
 Niech mama bdzie spokojn. Nie odejd std ani na krok i nie pozwol, aby ktokolwiek przerwa spoczynek mamy. Nawet ojciec, jeeli zechce... to moeby lepiej jutro!
 O, nie, nie!  z nag ywoci zawoaa Malwina  owszem, jak najprdzej... ojca pro i mnie oznajm... jak najprdzej!
Irena odpowiedziaa:
 Dobrze, mamo!
Malwina, drzwi sypialni za sob zamkna; i kilka krokw uczyniwszy, upada na klczki przed bogato usanem kiem. Wrd sprztw i tych adamaszkiem pomaraczowej barwy, nad pociel puszyst od batystw i koronek wycigna wysoko splecione rce, z szeptem penym kania:
 Boe! Boe! Boe!
Naleaa do istot sabych, zarwno jak powietrza potrzebujcych dla ycia ukochania serdecznego i takiem ukochaniem zaraajcych si, bez monoci oporu. Takiemu tez, w chodzie i pustce bogatych salonw, ulega niegdy, dawno ju temu, tem sabsza, e chwia ni powiew wiosny ycia, wsplnie spdzonej z czowiekiem, cielcym si jej do stp. Ju wtedy, odrazu, wpad w ni kamyk, ktrego ciar wzrasta, wraz z upywem lat i wzrastaniem dzieci. Ani przez chwil nie mniemaa, e jest bohaterk dramatu. Przeciwnie, w gowie jej; gdy mylaa o sobie, powtarza si zawsze zarumieniony od wstydu wyraz: "Saba! saba! saba!" i od do dawna ju czy si zacz z innym: "Wystpna..." Bya sab; przecie dzi, nakoniec, zdobya si na si rozcicia jednego z tych wzw, w ktre ohydnie oplatao si jej ycie. Gdyby co prdzej zerwa si jeszcze drugi, a ona moga potem zapa w jaki cie samotny, daleki od wiata, bezdenny, i tylko jej bezbrzenym alem napeniony! Powoli w gowie jej dojrzewao postanowienie. Pragna iak najprdzej rozmwi si z Darwidem i nie wtpia, e on take wkrtce tego zada. Crki? c? czy nie lepiej, aby oddalia si od nich znikna im z oczu?... taka matka!
Irena przysuna do okna stolik z przyrzdami do malowania, usiada przy nim i ze skupion uwag w oczach, zacza cieniowa, na kawaku bkitnego atasu wi pysznych kwiatw. Byy to chryzantemy, jakby do mistycznych pocaunkw rozwierajce niene i ogniste patki. Cisza gboka panowaa w domu i dopiero po upywie pewnego czasu, z odlegego pokoju doleciao kilka dwikw szka i porcelany, a we drzwiach gabinetu lokaj oznajmi podane niadanie. Irena podniosa gow z nad roboty:
 Oznajm pannie Karolinie i miss Mary, e mama i ja do stou nie przyjdziemy.
Dodaa rozkaz przyniesienia dwch filianek bulionu i sucharkw; w chwil potem, z filiank w rku staa u zamknitych drzwi matki.
 Czy mona wej?
Przychylia ucho ku drzwiom: odpowiedzi nie byo. Powieki jej niespokojnie zamrugay; powtrzya pytanie, dodajc:
 Moja mamo, prosz...
 Wejd, Iro!  ozwa si za drzwiami gos Malwiny.
Leaa na pocieli, jak fal poyskliw, opynita jedwabn sukni. Irena wesza. Postawia przy ku bulion i sucharki, potem cicho przesunwszy si przez pokj, spucia u okien story. agodny pzmrok napeni pokj.
 Tak bdzie lepiej. Kiedy gowa boli, wiato jest niemie.
Zbliya si do ka.
 W tych bucikach mama za nic w wiecie zasn nie bdzie moga, a bez kilku godzin snu migrena nie przejdzie.
Nim sw tych domwia, ju szczupe jej rce zamieniy na stopach matki obcise obuwie na mikkie i lune. Pochylia si i jednem dotkniciem palcw rozpia kilka haftek stanika, u piersi matki.
 Teraz bdzie dobrze.
Stana ze spuszczonemi na sukni rkoma, troch umiechnita. Pomimo modnej sukni i fantastycznego upicia wosw, byo w niej teraz co z siostry miosierdzia, cierpliwej i ostronej.
 A teraz  zacza z umiechem  niech mama bdzie maym aroczkiem: wypije bulionu i zje sucharek, a ja pjd malowa dalej swoje chryzantemy.
Bya ju przy drzwiach, kiedy usyszaa woanie:
 Iro!
 Co, mamo?
Dwoje ramion wycigno si ku niej i objo iei szyj, a usta tak gorce, e a pieky, czoo i twarz jej osypay pocaunkami. Irena wzajem przylgna ustami do czoa i rk matki, ale przez kilka sekund tylko, poczem agodnym ruchem wysuwajc si z jej objcia, oddalia si nieco i rzeka:
 Niech si mama nie wzrusza, bo to moe powikszy migren.
U drzwi odwrcia si jeszcze:
 Jeeli czego trzeba bdzie, prosz tylko szepn; mama wie, jak nadzwyczajny such mam: usysz. Bd cigle malowaa w gabinecie. Chryzantemy te s liczne i mam dla nich nowy pomys, ktry mi bardzo zajmuje.
W spywajcem z okna martwem wietle zimowem, w gabinecie penym pozot, fraszek artystycznych, rozkwitych bzw i hyacyntw, Irena siedziaa przed stolikiem z przyrzdami do malowania, bezczynna i zamylona. Z pod brwi, ktre nad oczyma zakrelay lini delikatnych pomykw, szkliste jej oczy patrzyy w przeszo.
Miaa wwczas lat dziesi i z ogromnem zajciem strojc lalk w now sukni, nie zwracaa zrazu uwagi na rozmow rodzicw, w przy. legym pokoju prowadzon. Potem, jednak, gdy suknia, jak ulana, ju na lalce leaa, podniosa gow i przez drzwi otwarte zacza patrze i sucha. Ojciec, z artobliwym umiechem, siedzia na fotelu; matka, w jakiem biaem ubraniu, staa przed nim z takim wyrazem w oczach, jakby modlia si o zbawienie.
 Aloizy!  mwia  czy nie do jeszcze posiadamy? Czy niema na wiecie nic, nie wicej oprcz zarobkw, zyskw, caego tego boka zotego?...
On, z maym sykiem ironii, przerwa:
 Przepraszam ci, jest jeszcze co innego: ten zbytek, ktry ci otacza i wrd ktrego jest ci tak do twarzy!
Wtedy ona usiada naprzeciw niego i ku niemu pochylona, prdko troch, bezadnie mwia:
 Aloizy, czy my yjemy z sob? Wcale nie. Widujemy si tylko. Na adn wsplno pomidzy nami czasu niema. Ciebie pochaniaj interesy, mnie wiat. Polubiam zabawy, to prawda, ale w gbi serca bywam czsto bardzo smutna. Czuj si. samotn. Wiesz, miaam modo skromn, ubog, pracowit i odzywa si ona do mnie czsto z wyrzutem. Ty o tem nie wiesz, bo pomidzy nami na zwierzenia czasu niema.
Jestem jedn z tych kobiet, ktre potrzebuj czu nad sob opiek, mie przy sobie ucho, ktreby suchao ich serca i rozum, ktryby kierowa ich sumieniem. Jestem sab. Jestem lkliw. Lkam si, czy potrafi w twojej nieobecnoci czstej, prawie cigej, dobrze wychowa dzieci. Umiem tylko kocha je, daabym za nie ycie, ale jestem sab. Prosz ci, aby nas, mnie i ich, tak czsto, tak prawie cigle nie opuszcza... niech raczej zmniejszy si ten zbytek... owszem, bd rada, zbliy to nas ku sobie. Prosz ci, Aloizy...
Pochwycia jego rce i zdaje si, e je caowaa; co pewna, to e opada na nie blado-zota fala jej rozpuszczonych wosw. Irena, chocia miaa wwczas lat dziesi tylko, uczua al nad matk i z wyton ciekawoci czekaa odpowiedzi ojca.
 Czeg waciwie chcesz?  przemwi.  Sucham, sucham i cigle niebardzo jeszcze wiem o co idzie. Czy o to, abym przerwa prac, ktr lubi i ktra mi si powodzi?
Snisz chyba na jawie. To s idee z tamte wiata, zachcianki zupenie dziecinne...
Tu myli Ireny przerwao wejcie do pokoju Kary.
 Iro, czy mama chora, e nie przysza na niadanie?
 Mama czsto miewa migren; wiesz o tem dobrze.
Kara zwrcia si ku drzwiom sypialni matczynej, ale powstrzymaa j Irena sowami:
 Nie id tam; moe usna.
Dziewczynka zbliya si do siostry.
 Mnie si zdaje...  szepna i urwaa.
 C ci si znowu zdaje?
 e w domu co si dzieje...
Irena zmarszczya brwi.
 Jak ty masz wyobrani! Wiecznie musisz sobie wyobraa co nadzwyczajnego. Tym czasem wszelkie nadzwyczajnoci to malowane garnki, czyli iluzye. ycie toczy si zawsze trybem pospolitym, prozaicznym. Przesta lepiej malowane garnki i id na przechadzk z miss Mary i Pufikiem.
Kara suchaa uwanie, lecz z niedowierzajcym wyrazem oczu, wlepionych w twarz siostry.
 Dobrze  odpowiedziaa  pjd przechadzk, ale to, co powiedziaa, Iro, jest nieprawd. To nie malowane garnki. Mama martwiona i chora, tateczko ju od tygodnia wyjeda do miasta na obiad i wcale tu nie przychodzi, nawet ten... pan, wychodzc, dzi w przedpokoju paka... Wypadkiem zobaczyam... chcia do mnie co mwi, ale uciekam...
Irena wzruszya ramionami.
 Poetk chyba bdziesz, tak wszystko przesadzasz. Mama nie jest zmartwion, tylko ma migren. Ojciec nie jada z nami obiadw, bo otrzymuje mnstwo zaprosin, a pan Kranicki pewnie nos uciera, co ty w swojej poetycznej wyobrani za pacz wzia. Mczyni nie pacz nigdy i rozsdne dziewczynki, zamiast napenia sobie gow malowanymi garnkami, id na przechadzk, dopki pogoda pikna trwa i soce wieci... Lekarz kae ci przechadza si codzie, ale nie wieczorem, tylko o tej porze.
 Id ju, id! Tak mi napdzasz!
Postpia kilka krokw i jeszcze zwrcia si do siostry:
 Tateczko gniewa si na Marysia... ju ja to dobrze zauwayam... Wszystko u nas jako tak... dziwnie!
Wysza, a Irena splota rce i na kilka sekund z caej siy je zacisna. Jeszcze troch, a ten dzieciak zobaczy ycie z tej samej strony w jakiej ona oddawna ju je zobaczya. Temu, trzeba zapobiedz, koniecznie trzeba!
Wrcia do wspomnie. Matka jej mwia:
 Fortuna nasza jest ju znaczna.
 W tym kierunku  odpowiedzia ojciec  nigdy nie moe by za wiele, ani nawet dosy.
Potem, bawic si z jej piknymi wosami zapyta:
 Przecie wierzysz, e ci kocham? Po chwili wahania odpowiedziaa:
 Nie. Oddawna ju wiar t utraciam.
Byo potem wiele innych jeszcze sw, z ktrych Irena niektre zapamitaa.
 Najlepsz w wiecie opiek  mwi jej ojciec  jest duy majtek. Kto go ma, temu nawet rozumu nigdy nie zabraknie, bo w potrzebie kupi go u ludzi. Na wychowanie dzieci wydawa moesz, ile tylko bdzie potrzeba. Crki wychowasz mi na wielkie panie, prawda? Staraj si, aby mogy, gdy dorosn, wej w najwysze, sfery towarzyskie, jak do rodzinnego domu. A co do siebie, baw si, zawizuj [...] strj, bryluj. Im wyej piknoci, dowcipem, umiejtnoci ycia podniesiesz nazwiska ktre nosisz, tem wiksz przysug oddasz mi w zamian tych, ktre ja ci oddaj. Zreszt, jeeliby miaa jaki kopot, jak trudno z domem z nauczycielami, ze stosunkami towarzyskimi, masz tego poczciwego Branickiego, ktry najchtniej suy ci bdzie. Bardzo rad jestem z tej znajomoci. Takiego wanie czowieka byo mi potrzeba. Posiada szerokie i bardzo pikne stosunki, jest przytem doskonale wychowany, grzeczny, uczynny. Zbliyem si z nim w przewidywaniu, e moe nam by bardzo uytecznym. Wprawdzie poyczy ju u mnie kilka razy pienidzy, ale i odda mi kilka przysug. Comptant, comptant, tak najlepiej.
Przeszed si kilka razy po pokoju; na czole, w spojrzeniu, w ruchach mia wyraz doskonaej pewnoci siebie, swoich praw i swego rozumu. Nagle zwracajc si ku drzwiom od dalszych pokojw, z uciech zawoa:
 O wilku mowa, a wilk tu! Witam, witam kochanego pana.
Z temi sowami wycign rk do wchodzcego gocia. By nim Kranicki, znajdujcy si podwczas w peni swej mskiej piknoci i dla niej moe, albo i dla innych take zalet, w najwyszych sferach towarzyskich lubiony, pieszczony. Serdecznie powita, z uciech go witajcego pana domu, a przed on jego stan w takiej postawie i z takim wyrazem twarzy jakby tego tylko na ziemi pragn, aby mdz upa jej do stp...
Ta rozmowa, ta scena pozostay na zawsze w pamici Ireny. Wysnuwaa z nich niegdy dugie wnioski, potem zupenie myle o nich przestaa, dzi mylaa znowu, zapominajc o malowanych chryzantemach, ktre z bkitnego atasu, zdaway si na ni spoglda, rwnie delikatne i zagadkowe, jak ona.
Lokaj we drzwiach oznajmi:
 Pan Baron Blauendorf.
Zrazu zacza spiesznie.
 Nikogo...
A potem rozkazaa lokajowi, aby zaczeka i przy biurku matki, na wzkiej kartce brystolu, po angielsku napisaa:
Mania chora na migren, pielgnuj j i widzie Pana dzi nie mog. auj tego, bo rozmowa o dysonansach zacza wczoraj by zajmujc. Niech mi Pan cig jej dalszy jutro przyniesie.
Kartk t w zaadresowanej do barona kopercie lokajowi oddaa i znowu nad rozpocza robot siada, tym razem, z umiechem drwicym i razem wesoym. Dziwna rzecz! Ze zjawieniem si w tym domu, chocia niewidziany, baron Emil uwyrani w gowie jej pewien pomys dziwaczny. Wiedziaa, e by dziwaczny, ale wanie dlatego jej si podoba i baronowi take podoba si musia. Prdko, prawie z zapaem, zacza malowa pomidzy kwiatami ciemne zarysy dyabekw. Umieszczaa je tak, e zdaway si rozdziela, roztrca korony kwiatw. Jedne wdrapyway si w gr, inne spuszczay si na d, wyglday z za lici, pezay po odygach, ale wszystkie filuterne, wykrzywione; swawolne, tak roztrcay korony kwiatw, jakby nie dopuszczay ich nawp rozchylonym patkom zetkn si w pocaunkach. Malujc szybko, Irena miaa si. Wyobraaa sobie barona Emila, mwicego na widok tej roboty:  C'est du nouveau! To nie malowany garnek! to pomys indywidualny! Jest w tem nowy dreszcz! To zgrzyta!
Wyraenia: malowane garnki, pastuszki, zgrzyt, nowe dreszcze, reumatyzm myli i wiele jeszcze innych miaa od niego. I nie tylko ona. Rozeszy si te wyraenia w do licznem kku ludzi, pogardzajcych wszystkiem co jest, szukajcych tego co nowe i zadziwiajce. Baron Emil by wyksztaconym, czyta wiele. Czyta czsto ksik Nitsche'go p.. Zaratustra i mwi o nadchodzcym rodzie "nadludzi". Troch przez nos i przez zby mwi:
 Nadczowiekiem jest ten, kto umie warunkowo i bezwzgldnie chcie!
Gdy Irena mylaa, e moe wkrtce nie on barona i dom ten opuci, brwi jej cigny si i drwicy umiech znikn. O, nie sama jedna go opuci! Ma do postawienia baronowi warunek stanowczy, na ktry on przystanie najpewniej, przez wzgld  na cyfr jej posagu. Energia bysna w jej siwych renicach. Zwrcia twarz ku drzwiom pokoju matki ruchem tak ywym, e metalowa szpilka w wle wosw rzucia jej nad gow bysk wyostrzonej stali.
 Trzeba umie chcie!  szepna.
IV
Kiedy po spdzeniu nocy u Maryana i dugiej rozmowie z Malwin Darwidow Kranicki wchodzi do swego mieszkania, stara Klemensowa, z za wielkich okularw na niego spojrzawszy, rkoma plasna.
 Chory jeste, czy co? Awantura arabska! Jak ty wygldasz! Co ci si stao? Moe te boleci schwyciy, co to ju kilka razy... Czemu futra nie zdejmujesz? Poczekaj! Zaraz pomog! Ot, i rozchorujesz si w dodatku do wszystkiego!
Bya to kobieta przysadzista, gruba, w kraciastej chustce na plecach i krtkiej spdnicy, z pod ktrej ukazyway si paskie stopy w podartych kaloszach. Miaa pewnie lat siedmdziesit; wielka twarz jej, z cer t, bardzo zwid, w oprawie wosw siwych i biaego czepka, janiaa blaskiem ciemnych oczu, jeszcze ognistych i bystro patrzcych z pod wysokiego, pomarszczonego czoa. Z caej tej postaci wiao co wiejskiego i pierwotnego, co z salonikiem tym i jego wacicielem zdawao si nie zostawa w zwizku najmniejszym. Bo by to salonik, posiadajcy wszystko, co zwykle znajduje si w salonikach, wic: kanap, fotele, stoy, zwierciado z konsol, a nadto otoman nizk i szerok, poduszki w smaku wschodnim, figurynki porcelanowe na konsoli, szafk starowieck z ksikami w piknej oprawie, kilka malowideek maych, ale adnych na cianach, mnstwo fotografii gustownie ugrupowanych nad otoman, wielkie album z fotografiami na stole przed kanap. Tylko, e wszystko to byo zbieranin, gromadzon w czasach rnych i przez czas nadweron. Haft na poduszkach wypowia, z ram zwierciada gdzieniegdzie stara si pozota, skrzane obicie na sprztach popkao i wiecio otwartemi na pil szczelinami, album byo podarte, porcelanowy postument lampy wyszczerbiony. Na pierwszy rzut oka, salonik sprawia wraenie elegancyi, po chwili jednak przez dziury i plamy jego wyazia starannie atana ndza. ataa j gwnie doskonaa, drobiazgowa czysto, w ktrej zna byo jakie rce czujne, pracowite, niezmordowanie wymiatajce, wycierajce, zszywajc naprawiajce... Byy to mae, stare rce, z szerok doni i krtkimi palcami, ktre teraz pomagay Kranickiemu zdejmowa futro. Przytem gos gderliwy, szorstki, z czuoci na dnie prawi:
 Ot i znowu nie nocowae dzi w domu. Pewno tam z karteczkami, albo i madamkami jakiemi! Oj, obraza Boska! A teraz chory przychodzisz! Ju ja widz, e chory! Caa twarz w czerwonych plamach i na nogach ledwie utrzyma si moesz! Awantura arabska!
Kranicki gosem zbiedzonym odpowiedzia:
 Niech mi matka da pokj! Jestem chory i najnieszczliwszy z ludzi. Ju wszystko skoczyo si dla mnie. Tout est bien fini pour moi. Prosz Klemensowej drzwi pilnowa, aby nikt nie wszed. Zanadto cierpi, abym mg znie natrtw. Je souffre trop.
Mia istotnie zy w oczach i wygld jego by opakany. Nikt oprcz starej i jak pies wiernej sugi nie widzia go w tej chwili, wic pozwoli, aby opady z niego kajdany sztucznej modoci i elegancji. Plecy mia przygarbione, policzki obwise, nad brwiami gste zmarszczki i czerwone plamy. Tak znikn za wp zamknitemi drzwiami sypialni a Klemensowa wrcia do roboty, ktr przerwao jego przyjcie. Porodku saloniku na otwartym stole karcianym, lea rozpostarty szlafrok mski, z piknej niegdy materyi tureckiej, teraz spowiay i z podpart podszewk. Naprawianie i latanie tej podszewki przerwa Klemensowej powrt do domu Kranickiego; teraz znowu przy stole usiada i w wielkich okularach z drucian opraw, z mosinym naparstkiem na grubym palcu, zacza przyglda si dziurze, przez ktr ciekawie wygldaa na wiat wata. Pomimo jednak skupienia uwagi nad robot, szeptaa, a raczej cicho i monotonnie mruczaa:
 Drzwi pilnowa, aby kto nie wszed! Jakby tu kto kiedykolwiek wchodzi? Przychodzili dawniej kamraty i protektory rne; przychodzili czasem, potem ju rzadko kiedy, a teraz, moe ju ze dwa lata bdzie, jak i pies tu nie zajrza. Natrtw zniecby nie mg! A jake! peno ich tu zaraz nalezie, ksit, grafw, bogaczw rnych! A jake! Pki by nowy i wieci, to bawili si nim, jak byszczcym guzikiem, a gdy opatrzy si i wytar, w kt rzucili. Krewni, przyjaciele, kamraty! Awantura arabska! Oj, wiat!
Pomilczaa chwil, przyoya do dziury kawa starannie dopasowanej materyi, podniosa kilka razy rk z dug nici i zamruczaa znowu:
 Albo to wiat? Grzech, nie wiat! Wierci si to w grzechu, jak dyabe w smole, a potem lamentuje, e smoa piecze! Oj, oj!
Cisza panowaa w pokoju; tylko zegar, ten niezbdny lokator wszystkich mieszka i towarzysz wszystkich ludzi, monotonnie ttni na konsuli, pod zwierciadem, pomidzy porcelanowemi figurynkami. Klemensowa, szyjc pilnie, mruczaa dalej. Ciga samotno i uzbierany w starej gowie zapas myli, a w sercu trosk, day jej przyzwyczajenie mwienia do samej siebie.
 A czy tak jeszcze bdzie! Dugw ma co niemiara! Przyjdzie mu jeszcze na barogu, albo w szpitalu zamrze. eby to nieboszczka pani widziaa! Awantura arabska! Chyba my ze Steankiem wycigniemy go z tej otchani!
Przestaa szy, okulary podniosa na czoo, tak, e dwojgiem szklanych oczu wieciy nad siwemi brwiami i zamylia si gboko. Poruszaa czasem wargami, ale nie mruczaa. Po tym ruchu warg i zmarszczek pozna mona byo, e ukadaa plany jakie, marzya. Wtem z sypialni da si sysze gos Kranickiego:
 Klemensowa! Klemensowa!
Porwaa si z ywoci dwudziestoletni i z gonem klapaniem starych kaloszw, do drzwi pobiega.
 A co?
 Niech mi matka da szlafrok. Niedobrze mi, nigdzie dzi nie pjd.
 Masz tobie! szlafrok! a kiedy podszewka podarta!
 Podarta, czy nie podarta, niech go Klemensowa da i pantofle take... bo mi niedobrze.
 Masz tobie! niedobrze! Zgadam, e chory! Boe kochany, co z tego bdzie?
Jednak pomagajc mu do wcigania szlafroka, niedowierzajco zapytaa:
 Czy to prawda, czy arty, e dzi z domu wcale nie wyjdziesz?
 arty!  z gorycz odpowiedzia.  Gdyby matka wiedziaa, jakie to arty! Nie wyjd z domu ani dzi, ani jutro, ani moe ju nigdy. Bd tu lea i gryz si, a si na mier zagryz, oby jak najprdzej! Voil!
 Awantura arabska! Jeszcze tak nigdy nie byo! Dobrze wida smoa przypieka!  zaszeptaa do siebie Klemensowa.
Gono za rzeka:
 Nim zagryziesz si, trzeba ci obiad zgo-
Zbiegam do miasta po miso. Drzwi za sob i z tamtej strony zamkn.
I z ironi dodaa jeszcze:
 Aby natrty... grafy i barony rne... nie naleli!
Branicki pozosta sam w zamknitem na klucz mieszkaniu i okryty szlafrokiem, niegdy kosztownym, teraz spowiaym i z wystrzpionymi brzegami rkaww, lea na szezlongu, naprzeciw kunsztownie uoonej przy cianie kolekcyi fajek. W wiecie, pord ktrego si obraca, kolekcyonerstwo byo powszechne. Jedni zbierali obrazy, inni miniatury, sztychy, autografy, porcelany, stare ksiki, stare yki, stare materye. Kranicki zbiera fajki. Troch nabywa je, daleko wicej otrzymywa je na imieniny, w dowd przyjacielskiej pamici, w upominku z podry. Zebrao si ich przez lat wiele sztuk ze sto; byy pomidzy niemi kosztowne, byy liche, ale oryginalne, albo i mieszne. Od ogromnych do malutkich, od jaskrawych do prawie czarnych, stay u ciany na pkach, ustawione w sposb gustowny i efektowny.
Oprcz tych fajek, znajdoway si w sypialni inne jeszcze przedmioty cenne: biurko do pisania z osobliwego drzewa, ramy porcelanowe z amorami u szczytu, dokoa zwierciada owalnego, osawionego flakonami, puszkami, pudekami toaletowemi, szczerozota, podugowata papieronica, ktr Kranicki nosi z sob zawsze, a teraz, lec na szezlongu, machinalnie w palcach okrca. Ta papieronica bya pamitk drog. Otrzyma j wkrtce po przybyciu do tego miasta, przed dwudziestu kilku laty, od ciotecznej siostry swej matki, hrabiny Eugenii, ktra od pierwszego poznania, zacza po prostu przepada za nim. wiat nawet utrzymywa, pomimo wieku wicej ni dojrzaego, szalenie kochaa si w chopaku niepospolicie piknym, wieym, przez matk z troskliwoci niezmiern wychowanym i uoonym tak, aby mg z powodzeniem obraca si w rodzinnym jej wiecie. Sama, wskutek rnych przyczyn, stawszy si ofiar mezaliansu, przetskniwszy i skrycie przepakawszy ycie w wiejskim zakcie, w maestwie ze szlachcicem zupenie uczciwym, ale ani wiatowym, ani bardzo majtnym, matka Kranickiego pragna dla jedynaka losu nad swj lepszego i zdala ju go do niego przygotowywaa. Po francusku mwicy z akcentem paryskim, a wcale niele te po angielsku, oczytany w literaturach zachodnich, tancerz znakomity, przytem usuny, z wrodzonym instynktem yczliwoci dla ludzi, by lubiony, zapraszany, pieszczony; gdy rodki pienine, ktrych dostarczaa mu matka, okazay mu si nie wystarczajce, przez protekcy monych krewnych otrzyma may urzd, ktry oprcz zwikszenia dochodw, dawa mu pewne pozory niezalenoci. Dni cae spdza w domach wielkich i bogatych, gdzie ksinom i hrabinom czytywa gono ksiki, ksiniczkom i hrabiankom trzyma na rozpostartych rkach motki zwijanych jedwabi. Zaatwia sprawunki i rne drobne sprawy, na wieczorach prowadzi tace, bawi si, kocha si, bywa nawzajem kochany, niekiedy wieczory i noce spdza w salach klubowych, w gabinetach restauracyjnych, w teatrach i za kulisami scen teatralnych, gdzie uderza czoem przed synnemi artystkami rnych rodzaju w i stopni. Byy to czasy prawdziwie wesoe, zote. Nie mia jeszcze wtedy przy sobie Klemonsowej, ale lokaja; jada, jeeli nie u krewnych i przyjaci, to w pierwszorzdnych restauracyach. W tej rwnie porze dopeni piknego czynu, ktry przynis mu nagrod w postaci wielkiej korzyci umysowej. Z krewnym swym, hrabi Alfredem, chorym na suchoty, przepdzi cay rok we Woszech, pielgnujc go rozrywajc, pocieszajc, z przywizaniem, cierpliwoci i czuoci, ktre byy zupenie szczere, pochodziy z serca skonnego do ciepych, niemal pokornych uczu. W zamian, rok ten przynis mu biego w jzyku woskim i szerokie zaznajomienie si z dzieami i szkoami sztuki, ktrej by entuzyastycznym wielbicielem. Wkrtce potem pojecha z ksiciem Zenonem do Parya, pozna dobrze Francy i jej stolic, a po powrocie, stale przez czas jaki przebywa u boku chorujcego na oczy ksicia, w charakterze lektora. Wwczas to talent jego piknego czytania w kilku jzykach zdobywa sobie saw najszersz, a on sam poznajomiony ze wiatem, ze sztuk, z pimiennictwami, jania w salonach swobod sowa i tonu, bywa dla jednych cennym pomocnikiem w zajmowaniu goci i miym towarzyszem godzin samotnych, dla innych prawie mistrzem w dziedzinie zabaw, elegancyi, sztuki przy podobania si i uycia. W tej to rwnie porze pozna Aloizego Darwida i spotka si z jego on, ktr zna od dziecistwa i ktra bya pierwszym ideaem kobiecym jego lat modzieczych... Odtd, stosunki jego z innymi domami rozluniy si znacznie, bo temu odda si dusz i ciaem. Chocia dzieci Malwiny mieway wielu nauczycieli, on jedn z jej crek uczy po wosku, druga po angielsku, a czyni to z oddaniem, z radoci.
spywa zaczyna na dziedziniec Lipwki i gaj lipowy czarnym pasem przerzyna palc si na zachodzie zorz. Klemensowa, z oczyma wlepionemi w gaj i w zorz, przemwia:
 Oj! Tulek, Tulek! jake to bdzie? Pojedziesz, wemiesz i pojedziesz, a soce bdzie wschodzi i zachodzi, gaik szumie, ytko dojrzewa i nieek pada  bez ciebie!
On, siedzc na awce gankowej, milcza. W zamian, na polach dalekich, w gstniejcym zmroku, trbka pastusza graa; tony proste i monotonne, czyste, leciay polem, jak pacz przestrzeni.
 Od czego jedziesz, wiesz; do czego  jeden Bg wie. Co porzucasz?  ot, piknoci Boskie. Z czem powrcisz?  moe z botem ludzkiem.
Krowa rykna w oborze, spniona robotnica zanucia gdzie w gbi ogrodu. Zorza gasa; natomiast z nad dachu wypywa sierp ksiyca, cienki i srebrny.
Klemensowa szeptaa:
 Biedny ty! biedny ty!
Ogromnie daleki by od mniemania, e jest biednym, jednak w sercu mu co bolao po wiosce rodzinnej, po Malwinie i pomyla: moeby osta?!
Pojecha jednak. Pojecha w wiat dwudziestokilkoletni argonauta, wysmuky, zgrabny z czarnem okiem ognistem, jak modo, z ksztatnymi policzkami, wieymi, jak brzoskwinia z czoem biaem i gadkiem, jak patek lilii, po on z majtkiem, po wszelkie rozkosze wiata po zote runo...
Teraz owija si szczelnie w poy spowiaego szlafroka i gow tak nizko zwiesza, e wida byo bielejc u jej wierzchoka ysin dolna warga w d mu opada, czerwone prgi stay nad czarnemi brwiami na zmarszczonem czole. W rku trzyma pamitkow papieronic od hrabiny Alfredowej,. ktra mieszkaa w Paryu i czasem ruchem niewiadomym okrca j w palcach, a byszczcy przedmiot rzuca na wystrzpione rkawy szlafroka, na twarz cierpic, na dugie, wypieszczone rce, migotliwe poyski zote.
Tymczasem, Klemensowa z miasta powrcia, do kuchenki wesza i tam, nie bez gonego klapania kaloszw, obiad gotowa zacza. Ale Kranicki nie sysza nic i nie spostrzega gowy w wielkim czepcu, ktra co chwila wygldaa przez drzwi w kuchni, i niespokojnie na niego popatrzawszy, cofaa si, aby wnet znowu wyjrze.
Nakoniec przemwia:
 Czy bdziesz zaraz je obiad? Ju gotowy.
Stumionym gosem poprosi o obiad, jednak nie jad nic prawie; Klemensowa nigdy jeszcze nie widziaa go tak zgnbionym. Nie zapytaa jednak o nic. Gdy nadejdzie stosowna chwila, sam powie jej wszystko. Nie nalea do tych, ktrzy tajemnice swe nios do grobu. Usugiwaa mu, podawaa jado, przyniosa herbat, st uprztna  milczc. Raz wpada w kopot. Spiesznie przechodzc przez pokj, zgubia jeden z kaloszw, ktre miaa na nogach.
 A nieche ci! co moment z ng spadaj !  mrukna i przez kilka minut walczya z kaloszem, ktry ucieka od stopy, z szelestem posuwajc si po pododze. Kranicki gow podnis.
 Co tam takiego?  zapyta.
Nie odpowiedziaa, ale kiedy bya ju blizko drzwi kuchennych, on zawoa:
 Co Klemensowa masz takiego na nogach, e tak klapie? To irytujce!
Zatrzymaa si przy drzwiach.
 Co mam na nogach? A twoje stare kalosze! Czy mam moe trzewiki na codzie niszczy, a potem zaraz nowe kupowa? "Irytujce!..." Awantura arabska! Daj Boe, aby gorszych irytacyi nie mia, ni ta, e kalosze po pododze klapi!
A w kuchence, z wyprnion szklank ku samowarowi idc, mruczaa jeszcze:
 Miaby ty szczypt herbaty w domu, gdybym ja w nowych wiecznie trzewikach chodzia!
Zmrok zapad. Kranicki pali teraz papierosy jeden po drugim, tak zamylony, e drgn cay, gdy Klemensowa wniosa lamp z mlecznym kloszem, ktra napenia pokj wiatem biaem i agodnem. Kranicki wpatrzy si w oblan tem wiatem gow starej kobiety i pierwsza raz od kilku godzin przemwi:
 Chod, matko, tu! bliej!
A gdy podesza, schwyci w obie rce jej grub pi i silnie ni wstrzsn.
 Co jabym pocz? co teraz staoby si ze mn, gdyby tu ciebie nie byo? Ani jednej duszy, ani ywej duszy, swojej! Seul, seul, comme au dsert!
Przypyw czuoci zerwa tam. Polay si zwierzenia. Po raz ostatni w yciu kocha, le dernier amour i wszystko si skoczyo. Zabronia mu widywa siebie. Oddawna ju dojrzewao w niej to postanowienie. Wyrzuty sumienia, wstyd rozpacz nad dziemi. Jedna crka wie o wszystkiem, druga lada dzie dowiedzie si moe... Ona wypucia z rk ster tych serc i sumie, bo gdy rozmawia z niemi, wasna wina, jak palca piecz, zamyka jej usta. Czuje si najndzniejsz z istot. Nie chce duej uywa bogactw ma i stanowiska, ktre one jej daj w wiecie. Pragnie oddali si std, osi w jakim cichym zakcie, znikn z oczu ludzkich. Tu w mow Kranickiego, tak rozrzewnion, e blizk szlochania, wpad gos szorstki i szyderczy:
 Dobrze, e cho raz przysza do upaminia!
 Jakie upamitanie! Co matka pleciesz! Matka nic nie wiesz. Mio nigdy wystpkiem nie jest. Ils ont pch, mais le ciel est un don...
 Czy ty zwaryowa, Tulek? Czy ja madama jaka, eby do mnie po francusku gada?
On jednak koczy.
 Ils ont souffert, 'est le sceau du pardon. Ja to matce przetmacz: Zgrzeszyli, lecz niebo jest darem...
 Tulek, daj pokj niebu! Takie rzeczy miesza z niebem... awantura arabska!
 Czy Klemensowa jest ksidzem? Ja Klemensowej opowiadam o cierpieniach swoich i tej drogiej, cudnej istoty... de cet etre noble e doux.
Tu, w przedpokoju, ktrego drzwi Klemensowa, powracajc z miasta, nie zamkna, si sysze stpania i mski, mody gos woa:
 Pan w domu?
 Awantura arabska!  splatajc rce szeptaa Klemensowa.
 Mary!  z radoci wykrzykn Kranicki i gono odpowiedzia:
 W domu jestem, w domu!
 Wypadek godzien zapisania w kronikach wiata  troch przez nos i zby odezwa si w przedpokoju drugi gos mski.
 I baron!  zawoa Kranicki, poczem szepta:
 Niech Klemensowa drzwi od salonu zamknie. Musz si przecie troch... odwieya
Z poza zamknitych drzwi przemawia do tych, ktrzy znajdowali si w saloniku:
 Natychmiast, moi drodzy, natychmiast suy wam bd. Un quart de minute et je suis pret.
Jako, w wietle lampy, ktr Klemensowa w bawialnym pokoju zapalia, ukaza si po kilku minutach ubrany, uczesany, wyperfumowany, elegancki, z ruchami sprystymi i swobodnym umiechem na ustach. Powieki tylko mia zaczerwienione i duo niepodobnych do wygadzenia zmarszczek na czole. Klemensowa z przeraliwem klapaniem kaloszw do kuchni wracajc, mruczaa:
 Komedyant! ot komedyant!
Dwaj modziecy przyjacielsko ucisnli mu rk. Zna byo, e go lubili.
 C pan nam znikn dzi na dzie cay?  zapyta baron Emil.  Czekalimy na pana u Borela... wyborny dzi da nam obiad... A moe pan poci?...
 Daj mu pokj, on ma zmartwienie  wtrci Maryan.  Tak mi ci al, mon bon vieux, e namwiem barona, aby ze mn. do ciebie zajecha. Nie mog przecie pozostawi ci na pastw melancholii...
Kranicki by rozrzewniony, wdziczno i czuo patrzay mu z oczu.
 Merci, merci! quel coeur! Rozrzewniacie mi...
Ucisn po kolei ich rce, rk Maryana duej, ni barona w doni zatrzymujc, ze sowami:
 Mon cher... cher... cher...
Modzieniec mia si.
 Nie rozczulaj-e si tak, bo to na wtrob szkodzi! Jeste przecie synem generacyi ktra posiada andidotum od melancholii.
 Jakie?  zapyta Kranicki.
 No, wiar, nadziej, mio, rezygnacy i... inne malowane garnki. My ich nie mamy wic jedziemy do Tron-tron, gdzie Lili Kerth piewa bdzie. Wydajemy dzi dla niej wieczerz u Borela, ktry przyrzek mi wszystko, na co zdoby si moe pi czci wiata.
 Co za zagadkowa natura tej Liii  zauway baron.  Bywaj chwile, w ktrych nabiera czego zawiatowego, idealnego...
Kranicki wybuchn.
 Qulle ide, cher baron! Liii i  zawiatowo, idealno! Mais 'est un animalcule, qui chante merveilleusement des choses abjectes!
 Oto to, ot to!  twierdzenia swego broni baron  zwierztko w postaci anioa... piewanie szansonetek z takim diable au corps, a zaraz potem cera twarzy, wzrok, umiech, rozlewajce jak wo liliow, mistyczn... To jest wanie ten dysonans, ten zgrzyt, ce mystre, ktrymi podbia Europ... To zaciekawia, drani, sprzeciwia si szablonowi, harmonii... Czy pan tego nie rozumie?...
 Laissez, Emil!  miejc si, zawoa Maryan:  przemawiasz do stranika grobw. On jeszcze czci harmoni.
Kranicki wydawa si nieco upokorzonym, przesuwa do po wosach i niemiao zacz:
 Ale tak, moi drodzy. Sam spostrzegam, e staj si starowieckim. Rwienicy moi i ja nazywalimy kota kotem, a filuta filutem. Jeeli taka Lili przybieraa pozory anielskoci, mawialimy: A to filut kobiecina! I wiedzielimy co o tem myle. Ale to wasze teraniejsze mieszanie du prophane et du sacr, najgrubszych cielesnoci z popdem do mistycyzmu...
Baron i Maryan mieli si.
 Tout cela est et restera pour toi du grec, mon bon vieux! Urodzie si w epoce harmonii, harmonijnym pozostaniesz. Ale teraz treve des canversations. Jedziemy. Jed z nami! Posuchasz Lili, zjemy razem wieczerz...
 Niech pan z nami jedzie, mamy w powozie miejsce dla pana  popar zaproszenie modego Darwida baron.
Kranicki zajania, jakby mu blask soca na twarz spyn.
 Dobrze, mes tres chers, dobrze, merci, pojad z wami, to mi rozerwie, orzewi. Chwilk czasu tylko... pozwolicie?
 Owszem. Chtnie. Zaczekamy.
Wpad do sypialni i drzwi za sob zamkn. W gowie jego kryy wyobraenia i wyrazy teatr, piewy, muzyka, wieczerza, rozmowy, rzsiste wiato, wszystko, sowem, z czem zy si czem przez lat wiele y. Cik jego zgryzot przenikn przedsmak rozkoszy. Po gorzkiej miksturze uczu w ustach smak karmelka, ku gotowalni, ale porodku pokoju stan wryty.
Wzrok jego spotka si z pikn heliomimatur, stojc na biurku, w wietle lampy. Kranicki, ze rodka pokoju, w postawie nieruchomej, wlepi wzrok w twarz kobiec, ujt w ozdobne ramy.
 Pauvre, pauvre, chere ame! Noble crature!  szepta i wargi mu dray, a nad brwiami ukazyway si znowu czerwone prgi. Za drzwiami Maryan woa:
 Spiesz si, mon vieux! Ju si spniamy!
W kilka minut potem Kranicki wszed do ba wialni. Plecy mia przygarbione, powieki czerwiesze, ni przedtem.
 Nie mog... Jak was kocham, nie mog jecha z wami! Czuj si niezdrw.
 Naprawd, on musi by niezdrw!  woa Maryan  spjrz, Emilu, jak nasz stary wyglda! Zmieniony? prawda?
 Ale przed chwil pan le nie wyglda!  bkn Emil i doda:  Nie stae si pan nudnym, nie choruj. Ludzie chorzy to nawz pod niwo mierci... i nudy!
 Wybornie powiedziane!  zawoa Maryan.
 Non, non  tumaczy si Branicki  to nic wanego, une ancienne maladie de foie. Tylko dzi si odzywa... musicie jecha bezemnie.
Prostowa si, umiecha, usiowa czyni swobodne gesty, ale w rysach i wyrazie oczu odbijao si nieprzezwycione udrczenie.
 Moe ci przysa lekarza?  zapyta Maryan.
 Nie, nie  zaprotestowa Branicki, a baron wzi go pod rami i skierowa ku sypialni.
Chocia Kranicki mia w tej chwili przygarbione plecy, postawa jego bya ksztatna i imponujca; uczepiony mu do ramienia baron, may i wty, przypomina komara.
W sypialni z cicha mwi zacz:
 Il y a du nouveau! Po miecie kry wie, e papa Darwid przeciwny jest moim zamiarom wzgldem panny Ireny. Czy pan wie co potem?
Od kilku miesicy baron czsto mwi z Kranickim o swoich zamiarach, radzc si go nawet niekiedy i o wskazwki proszc. Nie bye on najbliszym przyjacielem tego domu, prawie opiekunem i pewnie doradc rodziny? Kranicki o baronie Emilu nie inaczej myla i nawet mwi:
 Ce brave garcon ma najlepsze w wiecie serce, jest bardzo wyksztacony i inteligentny, oui, tres intelligent, a matka jego, ta mia i anielska baronowa Blauendorf, bya jedn z najpikniejszych gwiazd, ktre yciu memu przywiecay.
Wic przez wrodzon skonno do optymistycznego zapatrywania si na ludzi i wdziczn pami o jednej z najpikniejszych gwiazd by baronowi bardzo yczliwy i dla zamiaru jego wzgldem Ireny przyjazny, tem bardziej. e i w niej zajcie si baronem dostrzega. Zwykle wic udziela baronowi rad i odpowiedzi chtnie, wyczerpujco. Tym razem jednak spad mu na twarz wyraz przymusu i cierpienia.
 Nie wiem, kochany baronie, doprawdy, nie mog nic... powiedzie... bo ju... bo ja...
Kilka kropel potu wystpio mu na czoo: z trudnoci wymwi jeszcze:
 Zdaje si, e panna Irena...
 Panna Irena  nie spostrzegajc wzruszenia Kranickiego przerwa baron  to sonet z Budelaire'a Les fleurs du mal. Jest w niej co niejasnego, przewrotnego...
Kranicki uczyni ywe poruszenie.
 Mj baronie...
 Ale nie zrozumiae mi, kochany panie Arturze. Nie mam intencyi obmawia panny Ireny. W moich ustach, epitety, ktre wymieniem, s najwysz pochwa. Panna Irena dlatego wanie jest interesujc, e jest niejasn i zawikan. To jest kobieta rozczarowana. Posiada t wszechironi, ktra jest cech natur wyszych. O, panna Irena nie jest fijokiem, chyba z zielnika Baudelaire'a! Ale wanie przez to zaciekawia, irytuje... Une desabuse... Une vierge desabuse. Czy pan to rozumie? Jest w tem zabach tajemniczy... nowy dreszcz. Tylko, e z naturami takiemi nigdy niczego pewnym by nie mona.
 To natura szlachetna!  z zapaem zawoa Kranicki.
Baron z umiechem podj:
 Pan dzieli natury na szlachetne i nieszlachetne, a ja  na nudne i zajmujce.
Za drzwiami ozwa si podniesiony gos Maryana:
 Emilu, zostawiam ci tu i sam do Trontron jad. Lili powiem, e zostae na noc u chorego przyjaciela, aby go pielgnowa.
Sowa te wyday si im obu tak zabawnemi, e z dwu stron drzwi zamknitych jednogonie si zamieli.
 Bon!  zawoa baron  zrobisz mi saw dobrego chrzecijanina. Jak Brandeburczyk tylko Boga, lkam si tylko miesznoci i jad z tob.
W kilka minut potem dwch przyjaci nie byo ju w mieszkaniu Kranickiego, ktry siedzia znowu na szezlongu i zgarbiony, z gow pochylon, okrca w palcach zot papieronic. Ulica za oknami bya do ustronna; sycha tu byo turkot oddalajcego si powozu. Kranicki ciga go suchem, a gdy umilk, przez chwil poaowa namitnie, e nie pojecha tam, gdzie piewaj, artuj, jedz, pij, w rzsistem wietle, w fali miechu. Ale zaraz uczu do tego wszystkiego wstrt niezmoony. By tak smutny, zgnbiony, chory... Dlaczeg oni, ci dwaj modzi przyjaciele, duej tu nie pozostali? Przecie oddawa im nieraz przysugi najrozmaitsz zawsze by poprostu na ich usugi i kocha ich, szczeglnie Marysia, ce cher enfant... I innych wielu... Ile razy pielgnowa w chorobach, pociesza, wyrcza, bawi... Teraz, gdy on, jak pinczer za sw pani, w lad ich biedz nie moe, towarzyszkami jego s tylko ciemno i cisza.
Ciemno panowaa w saloniku, cisza grobowa w caem mieszkaniu. Przerwao j klapanie kaloszw po pododze i we drzwiach kuchni stana Klemensowa, Na czole wysokiem, nad siwemi brwiami, wieciy szklane oczy okularw, a lewa rka powleczona bya msk skarpetk, ktrej cerowanie przed chwil rozpocza. We drzwiach stojc, patrzaa na zgarbionego, zestarzaego, w ponurem milczeniu pogronego czowieka i trzsa gow.
Potem, najciszej, jak tylko moga, zbliya si do szezlonga, na taborecie blizko stojcym usiada i szepna:
 No, c tak milczysz i zgryzot sam ujesz? Porozmawiaj ze mn, lej ci bdzie...
Gdy patrzc na ni, milcza, jeszcze cichszym szeptem zapytaa:
 C ona? kochaa ci bardzo? naprawd? Jak to si stao, e powrcilicie do siebie?
Po kilku minutach wahania, czy namysu, Kranicki, z okciami opartymi o brzeg szezlonga i czoem w doniach, zacz mwi:
 Matce wszystko powiedzie mog, bo do naszego wiata nie naleysz i jeste istot szlachetn, wiern, jedyn na ziemi moj...
Po cichym pokoju rozleg si jakby odgos trby: to Klemensowa wycigna z kieszeni rg grubej chustki i nos utara, Oczy jej byy mokre. Kranicki drgn, skrzywi si, ale mwi dalej:
 Kiedymy si pierwszy raz po rozstaniu z sob spotkali, wiosna nas owiaa. Matka wiesz e rozstalimy si tylko dlatego, e ja byem za mao bogaty, aby mdz oeni si z ubog dziewczyn... Mama sucha o tem nie chciaa, abym oeni si z guwernantk... Wzi j wkrtce potem ten bogacz. Fiu, fiu! co si z tej guwernantki, z tej dziewczyny, jak fioek skromnej, zrobio! Dama wiatowa, pena oywienia, elegancyi, szyku... Ale wiosna nasza nas owiaa, wspomnienia wsi, kwiatw polnych, pierwszych wzrusze serdecznych. Czy ona kochaa ma? Pauwe, chere ame! zdaje si, e z pocztku przywizaa si bya dla niego, ale opuszcza j, zaniedbywa, miliony po wiecie apa, nieugity, twardy... Wiecznie samotna! W wiecie i w domu samotna... bo dzieci jeszcze mae, a taka tkliwa i saba, przyjani, pieszczoty, serca danego potrzebujca. Ja od razu duchem padem przed ni na klczki i ona to czua,; odjedajc, zostawi mi przy niej jako doradc, opiekuna, poniekd nawet protektora, tak, pro-tek-to-ra... Parweniusz! gupiec! Taki mdry, a taki gupi, cha, cha, cha!
miech szyderczy, mciwy, twarz mu wykrzywi, czerwone prgi nad brwiami rozszerzyy si a do polowy czoa, cignitego w grube fady.
 Nie irytuj si, Tulek, nie irytuj si... zachorujesz  perswadowa zacza Klemensowa, ale on, raz zwierzenia rozpoczwszy, mwi dalej:
 Rok przecie, czy wicej, nic pomidzy nami nie byo. Bylimy przyjacimi, ale trzymaa mi w oddaleniu, walczya... Matka wiesz, czy miaem szczcie do kobiet...
 A miae, na wieczne zgubienie swoje, miae!  sarkna kobieta.
 Od modoci miaem dar piknego czytania, ktremu wiele zawdziczam...
 Oj zawdziczasz! Co zawdziczasz? Obraz bosk, zmarnowanie si...  znowu do ktni porwaa sio Klemensowa, ale on nie zwaajc na to, mwi dalej:
 Raz czua si sab, po silnej migrenie, wieczr by pny, wielkie mieszkanie puste i ciemne, dzieci spay... Otaczaem j staraniami, jak brat i jak matka. Byem delikatny, to, co dziao si we mnie, ukryem, postpowaem tak, jakbym czuwa nad chrem, ukochanem dzieckiem. Bawiem j rozmow, mwiem z cicha, podawaem lekarstwa i cukierki. Potem zaczem czyta. Nieraz mwia, e czytanie moje to muzyka. Czytalimy Musseta. Matka nic wiesz, kto to taki. Poeta mioci, takiej wanie, ktr wiat nazywa wystpn. Zadaa, czego z przylegego pokoju, poszedem, a gdy wrciem, spotkay si oczy nasze i... "juemy dnia tego wicej nie czytali".
Ostatnie sowa zaledwie mg wymwi, twarz zakry chustk, gow opar na porczy szezlonga, znieruchomia, moe paka. Klemensowa pochylia si, rg grubej chustki ukaza si z kieszeni i po pokoju rozleg si znowu odgos trby. Potem, razem z taburetem przesuna si bliej jeszcze i rk w skarpetce ramienia jego dotykajc, zaszeptaa:
 Daj pokj, Tulek, nie desperuj! Niech tam Bg was sdzi, sdzia sprawiedliwy, ale i miosierny! Mnie ciebie al, a i tamtego biedactwa take! C? serce nie kamie, czowiek nie anio! Tylko ju nie desperuj! Wszystko przechodzi i al twj przejdzie! Moe tobie bdzie jeszcze lepiej na wiecie, ni teraz! Moe ty jeszcze spokojnoci miej zayjesz, w Lipwce, we wasnej chacie... Moe my ze Stefkiem co takiego obmylim, eby ty z tego miejskiego bota wylaz.
Kranicki nie odpowiedzia; kobieta mwia dalej:
 Od Stefka znowu list miaam...
Kranicki wyszepta:
 C pisze ten poczciwy czowiek?
Klemensowa zaindyczya si znowu:
 A pewno, e poczciwy i niepotrzebnie nazywasz go tak, jakby z laski, albo drwic sobie. Awantura arabska! To mj chrzestny syn tylko, ale lepszy od innych rodzonych... Pisze, e gospodarstwo w Lipwce idzie dobrze, e znowu sto drzewek fruktowych w ogrodzie zasadzi, e za dwa, albo tam cztery tygodnie przyjedzie i pienidzy troch przywiezie.
 Pienidzy!  wyszepta Kranicki  a to dobrze!
 Pewno, e dobrze, bo juby ci ten yd graty zabra, ebym ja go raz ze schodw nie zepchna, a drugi raz o poczekanie nie uprosia.
Zamiaa si.
 Zepchn atwiej byo, ni uprosi, bo ja silna, a on may jak komar. No, ale prawiem go w rce caowaa i obieca czeka... "Dla Klemensowej to zrobi, powiedzia, bo Klemensowa to taka suga, co to jak matka". A pewno, e jak matka! Swoich dzieci nie mam, nikogo na wiecie nie mam, ciebie jednego mam!
Kranicki patrza na ni i ruchem powolnym gow wstrzsa zacz. Ona take, ogniste i pospne oczy w jego oczach zatapiajc, gow wielkim czepkiem okryt zwolna wstrzsaa.
Palca si na biurku lampa biaem wiatem oblewaa te dwie gowy, melancholijnie bez sw rozmawiajce i ustawion przy cianie pstr kolekcy fajek, a w zotej papieronicy, ktr Kranicki obraca w palcach, wzniecaa przelotne byski.
V
Aloizy Darwid czul si w humorze wietnym, bo bardzo pomylnie naby na licytacyi dom obszernym placem. O dom dba niewiele  bya to rudera, ktrej zniesieniem zajmie si wkrtce  ale plac, okryty teraz rozlegym ogrodem, przedstawia interes niezwykle korzystny. Pooony w blizkoci jednego z dworcw kolei elaznej, naby musia ceny wysokiej, wskutek potrzeby wystawienia na nim wielkiego, publicznego gmachu.
Darwid odprzeda go potrzebujcym, a potem podejmie si wznoszenia budowy. Trzecie to ju przedsibiorstwo, ktre mu wpada w rce, odkd tu powrci, to. jest od kilku miesicy. C, kiedy tamtego, najwaniejszego, za ktre te trzy oddaby chtnie, dotd jeszcze nietylko otrzyma nie moe, ale nie wie dobrze, co si z niem dzieje! Spa mu to czasem nie daje, przecie nie zniechca do zajmowania si tem, co ju jest zdobyte, rozpoczte.
Dzie by pogodny, lekko mrony, miryady brylantw iskrzyy si w szronach okrywajcych drzewa i na niegu, zacielajcym rozlegy ogrd. Darwid, w towarzystwie geometry, architekta i inyniera, przechadza si po ogrodzie, ale celem jego przechadzki nie bya wcale kontemplacya przyrody, zakutej w usiane brylantami marmury i alabastry. Inynier przynis mu propozycy nabycia placu i z energi popiera interesy swoich mocodawcw; geometra i architekt mwili o swojem, gestami wskazywali wymiary i rne punkty przestrzeni. Darwid, w obcisem futrze, z oryginalnym i bardzo cennym konierzem, w poyskujcym kapeluszu na gowie, chodzi po niegu krokiem rwnym, wicej sucha, ni mwi, w umiechu mia milczce zadowolenie, gdy nagle wzrok mu olnia ogromna jasno, bijca od stojcego tu przed nim drzewa. Do wysokiej kolumny podobne, miao ono na wszystkich gaziach pirka delikatnie wyrzebione z alabastru, z ktrych kade pono jak wieczka, w tczy zapalona. Snopy tczowych promieni wystrzeliway z tej misternej rzeby i z tej fontanny rnorodnego wiata. Darwid szybkim ruchem zarzuci na nos binokle i z przykrem skrzywieniem ust wymwi:
 Jakie nieznone wiato!
Budowniczy, przypatrujc si drzewu, rzek z umiechem:
 Takiej kolumny aden nawet grecki mistrz nie wykona!
 Szkoda tylko, e jest nieuyteczn  umiechajc si take, odpar Darwid.
 Pan nie jest mionikiem natury!... to tak, jak ja...  zacz inynier.
 Owszem, owszem... spostrzegaem czasem w naturze to i owo  artobliwie koczy Darwid.  Ale zosta, jak pan mwi, jej mionikiem, czasu nie miaem. To jest zbytek... Praca elazna tego nie zna... na to trzeba mie czas!
Z temi sowami odwrci si od piknego dziea natury i mia i. dalej, ale znowu stan. Znajdowa si u samych sztachet, rozdzielajcych ogrd od ulicy i wrd ulicznego ruchu spostrzeg co, co zajo go niezmiernie.
Bya to pora odchodzenia jednego z pocigw kolei elaznej. Ulic szerok i niezupenie jeszcze zabudowan, wiele karet na koach i mnstwo sanek dyo w stron poblizkiego dworca. Sanie przesuway si z brzkiem uprzy, pod koami nieg piskliwie skrzypia, wonice wydawali krtkie okrzyki. Kapelusze kobiece i mskie, futra rozmaite, liberye stangretw, konie buchajce par, tu i owdzie kolorowemi sieciami okryte, tworzyy szlak pstry, zmienny, tumny, przesuwajcy si z brzkiem i gwarem po biaym niegu, w powietrzu roziskrzonem od soca i mrozu.
Jedna z karet wydawaa si zamknitym w pudle ogrodem kwiatowym. Wydobyway si, wprost wyleway si przez jej okna  re, kamelie, godziki, fioki. Byo tam peno wiecw, bukietw, koszw, pord ktrych, jak w powodzi rnobarwnej, ukazywa si w gbi karety kapelusz kobiecy z szerokiemi skrzydami. Tu za karet pdziy sanie, w par rosych koni zaprzone, ze stangretem w ogromnym konierzu futrzanym i z dwoma modymi mczyznami, u ktrych stp sta znowu kosz kwiatw, ale najrzadszych i najdroszych, bardzo rzadkich i drogich orchidei. Kareta i sanie przemkny wrd pstrocizny ulicznej, jak czarodziejskie zjawisko wiosny, ze niegu wyrosej i znikny.
Darwid zwrci si ku towarzyszom:
 Kto to ta pani w karecie penej kwiatw?
 Bianka Bianetti.
Byo to imi, komentarzy nie potrzebujce.
Darwid umiecha si z zadowoleniem. Nic dziwko e Maryan, razem z tym baronkiem, towarzyszy na dworzec kobiecie, majcej saw europejsk i wiezie dla niej kwiaty! Owszem, owszem. On sam kilka razy w yciu... A jeeli nie czciej, to dlatego, e czasu nie mia.
 Zabawna historya dzia si dzi bdzie na dworcu  zacz inynier. Zamwiono dla Bianki pocig nadzwyczajny, majcy odej w pi minut po zwyczajnym.
 W jakim celu?  zapyta budowniczy.
 Domyli si atwo: aby pi minut duej korzysta z widoku i towarzystwa wielkiej piewaczki.
 Pocig nadzwyczajny! To szalestwo!  rzek Darwid.  Kt to uczyni?
Inynier i budowniczy zamienili si znaczcemi spojrzeniami, a po chwili pierwszy odpowiedzia:
 Syn pana.
Skra na policzkach Darwida zadrgaa, ale zupenie spokojnie rzek:
 A prawda! przypominam sobie! Maryan mwi mi co o tem. Perswadowaem mu troch, ale poniewa si upiera... C robi? Il faut, que la jeunesse se passe!
Powiedziawszy to, zacz towarzyszom rk na poegnanie podawa.
 Przykro mi, e nie skoczymy dzi naszych debatw, ale przypomniaem sobie interes wany. Prosz panw do siebie, na jutro, o zwykej porze moich przyj.
Uchyli kapelusza, odszed. Wsiadajc do karety, rzuci wonicy sowa:
 Na dworzec! Spieszy!
Przed dworcem sta ju szereg wagonw, z buchajc kbami dymu lokomotyw. Tum ludzi wypywa na peron, usany niegiem i dy ku wagonom. Darwid wyszed take, szukajc oczyma modej twarzy, ktra bezsenne noce napeniaa mu niepokojem. Zrazu dostrzedz jej nie mg, ale po chwili znaczn cz tumu pochony wagony, a spora gar ludzi, ktrzy znajdowali si tu w biernej roli widzw, skupia si w gromad, zwracajc spojrzenia na jeden punkt peronu. Rozkwita tam w rku kilku osb ogrd piknych kwiatw i tu przy inm dwoje ludzi prowadzio z sob po wosku rozmow niezmiernie oywion. Artystka bya Woszk, pikn brunetk, z oczyma gorejcymi jak czarne gwiazdy. Rozmawia z ni chopak modszy od niej, bardzo mody, adny i wytwornie nie ubrany blondyn. O kilka krokw od tej pary, w postawie niedbaej i z roztargnionym wzrokiem, stal wty, rudawy, trzydziestoletni baron Blauendorf.
Dzwonek, wzywajcy podrnych, rozleg si w mronem powietrzu po raz drugi. Artystka ze licznym umiechem skina gow na znak poegnania i uczynia krok ku wagonom, ale towarzysz jej zrcznym ruchem drog jej zagrodzi, wci przytem mwic do niej i trzymajc j pod upartem spojrzeniem bkitnych oczu. Nie okazujc jeszcze niepokoju, z umiechem zatrzymaa si i suchaa.
Aloizy Darwid sta na peronie, z tumem ciekawych zmieszany i o uszy jego obija si zaczy urywki rozmw:
 Nie pojedzie!  ozwa si gos jaki.
 Pojedzie! Jeszcze jest do czasu!  zaprzeczy inny.
 On umylnie j zatrzymuje, aby nie odjechaa!
 Bo te jest liczna! Rwnie zachwycajco umiecha si, jak piewa!
Okoo drugiego ucha Darwida kilka innych gosw rozmawiao:
 Zuch chopak! Patrzcie, patrzcie, jak on j zagaduje, umylnie... Biedna kobieta, jak niepyszna pani bdzie musiaa do miasta wrci!
 Ale gdzie tam! Byoby to przecie z jego strony niegrzecznoci!
 Kt to taki ten adny blondynek ? zagadn jaki gos niewieci.
 Mody Darwid. Syn tego sawnego spekulanta.
 Jaki mody! To dziecko?
 Czowiek z milionami, jak brzoskwinia na socu, prdko dojrzewa.
 Po jakiemu oni mwi? Dosysze nie mog, ale nie po francusku.
 Po wosku, bo ona Woszka.
 Ale trzepie po wosku, jakby Woch rodowity!
Ten sam gos, ktry mwi o brzoskwini, zauway:
 Miliony to jak Duch w.: kogo dotkn, ten zaraz wszystkimi jzykami wiata mwi zaczyna!
Wszyscy odjedajcy ju zniknli we wntrzu wagonw, ktrych drzwi z suchymi stukami zamyka si zaczy. Artystka tym razem szybko postpia naprzd, ale mody Darwid powiedzia sw kilka, od ktrych zrazu na twarzy jej odmalowao si zdziwienie, a porozla si najpikniejszy w wiecie umiech. Skina gow, na co zgadzajc si, za co dzikuic w taki sposb, w jaki skromne krlowe zgadzaj si przyjmowa od swych poddanych oznaki najwyszej czci.
W tumie, otaczajcym Aloizego Darwida, kto zamia si:
 Chwat chopak! nie puci!
 Jaki on liczny, ten mody Darwid!  ozwa si gosik niewieci.
 Wyglda na ksitko!  doda inny.
 No i c z tego bdzie? Ona nie pojedzie!
 Pojedzie!
 Nie pojedzie!
 O zakad!
 O zakad!
W minut, za plecami Aloizego Darwida stano kilka zakadw o to, czy kobieta, rozmawiajca z jego synem, odjedzie dzi z tego miasta, czy nie odjedzie. Na cienkich ustach jego zjawi si umiech zadowolenia, oczy z za szkie binokli wpatryway si w syna z wyrazem niemal mikkim. Ksitko! Tak! co za swoboda i razem gracya ruchw! Jakie adne niedbanie o przypatrujce si mu posplstwo! Szczliwy snad do kobiet! Ta artystka z europejsk saw wprost poera go swemi czarnemi oczyma.
Dzwonek po raz trzeci rozleg si po peronie i jednoczenie powietrze przeszy gwizd przecigy. Kola wagonw ruchem miarowym i zrazu powolnym zaczy obraca si na relsach.
 Stao si!  zawoa kto w tumie.  Nie pojechaa!
 Przegraem zakad!  wymwio kilku gosw.
 Jak to dobrze, e ten liczny chopak postawi na swojem!  zadzwoni gosik niewieci.
Wtem, z najdalszej gbi peronu dolecia znowu gwizdnicie lokomotywy i zahuczao miarowe stukanie k o relsy; w dali ukazaa si jaka czarna masa, suna naprzd coraz prdzej, a pod piropuszem dymu zarysowa si wyranie cylinder lokomotywy, cigncy za sob krtki szereg wagonw. By to pocig cacko; may, wywieony, byszcza w socu toci mosidzw, iskrzy si lakierem szafirowym, byska przez okna purpur poduszek aksamitnych. Stan. Konduktor otworzy drzwi wagonu i stan przy nich w postawie oczekujcej, a Maryan, gestem zapraszajcym, wskaza je synnej artystce.
Teraz, stojca wrd peronu gromada ludzi domylia si wszystkiego i wpada w zachwyt. Fantazya, ktra zdobya si na ten pomys i wyrzucia dla niego wielk gar pienidzy, uderzya wyobrani, obudzia sympaty dusz miernych dla zota i postpkw dziwacznych, bez wzgldu na ich cel i warto. Po peronie rozleg si suchy oklask kilkudziesiciu par doni, i wkrtce potem lokomotywa raz jeszcze gwizdna i may pocig nadzwyczajny posun w przestrze, o pi minut tylko od wielkiego i zwy[...]ego oddalony.
Aloizy Darwid stan u drzwi dworca, skd mg widzie syna, ktry powolnym krokiem przebywa cz peronu. A patrza na niego z ciekawoci niespokojn, bo zadziwio go w Maryanie co niespodziewanego. Wbrew temu, czego spodziewa si byo mona i co zdawao si naturalnem, w wyrazie twarzy i ruchach Maryana nie byo ani uciechy modzieczej z dokonanego postpku, ani alu nad odjazdem kobiety, dla ktrej go dokona. Kiedy przed chwil ozwa si by na peronie oklask, obejrza si i rzuci na klaszczc gromad ludzi spojrzenie przelotne, tak obojtne, jakby to by przedmiot, pogardy nawet niegodny. Teraz take, ca osob jego okrywa wyraz obojtnoci doskonalej, nawet znudzenia, od ktrego skurczyy si usta i poka nieco rowo okrgych policzkw, a w oczach bkitnych, szklisto w dal zapatrzonych, malowao si co jakby niezadowolenie, lub uczucie dowiadczonego zawodu, marzenie, czy marzycielstwo, nadaremnie po przestrzeni cigajce mary nieuchwytne. Nie spostrzeg ojca, bo szklistemi oczyma kdy daleko patrza; nie zobaczy te Darwida i baron, czego pilnie w portmonetce szukajcy, a wyj z niej dziesiciorublowy papierek i rzuci tragarzom, ktrzy umiecili byli w wagonie pakunki i kwiaty piewaczki. Przytem rzuci przez zby:
 Nie mam drobnych!
Maryan, nie budzc si z zamylenia, jakby machinalnie wymwi:
 To dziwne!
 Co?  zapyta baron.
 To, e wszystko na wiecie jest tak drobnem, drobnem...
 Oprcz apetytu mego, ktry w tej chwili jest kolosalny!  zawoa baron.
 No i tych sum bajoskich, ktre Maryan wydawa musi!  pomyla Aloizy Darwid, idc ku swej karecie.
Nim do niej doszed, usysza jeszcze kilka urywkw rozmw:
 Za kilka minut rozmowy z pikn kobiet tyle pienidzy sypn  to charakter!
 Obiecujcy bben! co?
 Szczeglnie dla papy!
 Dugw te ma podobno tyle ju, co kdzierzawych wosw na gowie!
 Poycza te na rachunek kieszeni papinej...
 Albo i mierci...
Inni mwili:
 W takich rkach to maleparta prdko pjdzie do czarta!
 Dlaczego: maleparta?
 A no, czy moesz wyobrazi sobie w. Franciszka z Asyu, zbierajcego miliony?
Gdy kareta toczya si po ulicach miasta, owa Darwida pen bya mnstwa sprzecznych myli. Tak, tak; ten jelonek posiada szczegln zdolno do wyerania zotego piasku w Paktolu! Ale w jaki sposb, peen wdziku i prawdziwie ksicy, umie to czyni! Dumny jest z tego syna i zarazem ciko niespokojny i zgryziony. Bo jednak zawsze trwa tak nie moe. Zaciga dugi na ewikcy  jego mierci. I to prniactwo absolutne! Czeg wart czowiek bez pracy? Zna te po nim skutki bezczynnoci: jaki uwid przedwczesny, jakie marzycielstwo bez celu... Chopak liczny! wyglda tak, jakby urodzi si z ksic mitr na gowie!
Wchodzc na marmurowe schody swego mieszkania, do wygalonowanego szwajcara rzek:
 Gdy pan Maryan bdzie wraca do do mu, powiedzie, e prosz, aby do mnie przyszed.
Godzin lub wicej przepdzi w gabinecie swoim sam jeden, nad papierami, piszc, notujc, przegldajc rne listy i rachunki, ale po skrze twarzy przebiegay mu niekiedy przykre drgnienia, i od nerwowych ruchw rki w przykry sposb szeleciy arkusze papierw. Nakoniec, otworzyy si drzwi przedpokoju i z kapeluszem w rku wszed do gabinetu Maryan. Od drzwi ju zacz mwi:
 Dzie dobry, mj ojcze. Ciesz si, e mi wezwae, bo dawno ju nie miaem przyjemnoci rozmawiania z tob. Jestemy obaj bardzo zajci. Mnie od kilku tygodni pochaniaa cakiem Bianka Bianetti.
By zupenie swobodnym, chocia nie wesoy wcale. Darwid, stojc przy okrgym stole i bystro na syna patrzc zapyta:
 Czy kochasz si w tej aktorce?
Teraz dopiero Maryan rozemia si szczerze, prawie gono:
 Takie, zapytanie, mj ojcze, to witynia wznoszona na ziarnie maku; bo mio jest podobno wityni, a moja fantazya dla tej licznej Bianki...
 Ziarnkiem maku, ktre wozisz po wiecie pocigami nadzwyczajnymi  dokoczy Darwid.
 Syszae o tem, ojcze?
 Widziaem to.
 A, bye na dworcu! Dziwna rzecz, e ci nie spostrzegem.
Uczyni rk gest lekcewacy.
 Dowiadczyem zawodu. Tak byem sobie wymarzy uczynienie Biance tej niespodzianki i tak miaem pewno, e dowiadcz ywej przyjemnoci... Tymczasem, przekonaem si, e bya to drobnostka, nie nowa i baha jak wszystko. I tak jest zawsze: co imaginacya buduje dugo, to krytycyzm obala w mgnieniu oka. Nic szczeglnego wymyli niepodobna. wiat jest tak stary, e nam dosta si ju w postaci zuytego achmana!
Usiad na jednym z fotelw, st otaczajcych, kapelusz postawi na kobiercu. Darwid, nie zmieniajc postawy, odpowiedzia:
 Nic dziwnego, e gdy wyobrania buduje gupstwa, krytycyzm w mgnieniu oka gmachy te obala.
 Kt moe by pewnym, e buduje mdro?  przerwa Maryan.
I zaraz, wyjmujc z kieszeni papieronice zapyta:
 Czy pozwolisz, ojcze?
Potem z wielk grzecznoci podajc ojcu papieronic, zapyta znowu:
 A moe zapalisz take?
Darwid z grubym snopem zmarszczek pomidzy brwiami, przeczco gow wstrzsn i siadajc zapyta:
 Dlaczego zaraz po wyjedzie moim przestae uczszcza na uniwersytet? Zapytywaem ci o to nieraz listownie, ale nie udzielie mi nigdy jasnej odpowiedzi.
 Przepraszam ci za to, mj ojcze, ale jestem dziwnie leniwy do pisania listw. W ustnej rozmowie chtnie to wytmacz...
Darwid przerwa:
 Nie mam czasu na dugie rozmowy, wic powiedz mi odrazu: czy nie lubisz nauki?
Maryan wypuci z ust nitk dymu i z namysem, mwi zacz:
 Owszem. Nie mam wcale wstrtu do nauki.
Czytuj wiele i ciekawo umysowa stanowi w nie jedn z najwybitniejszych cech mojej indywidualnoci. W dziecistwie ju pochaniaem monumentalne liczby ksiek, ale lekcyi szkolnych nie uczyem si nigdy. Wszyscy si temu dziwili, a jednak to rzecz prosta, zupenie na wierzchu leca. Indywidualnoci bierne poddaj si reguom, a energiczne i wysze, ich nie znosz. Regua i obowizek to obory, do ktrych ludzko zamyka swoje bestye, aby jej na uprawnych polach szkd nie czyniy. Woy i barany stoj cierpliwie w zagrodach; organizacye powysze burz je i wychodz na swobod. Ja potrzebuj mie we wszystkiem swobod absolutn i dlatego przestaem uczszcza do szynkowni nauki, ktra wydaje j w okrelonych porach, gatunkach i dozach. Okazaem nawet pod tym wzgldem, na proby i nalegania mamy, wiele dobrych chci: ze studyw prawnych przeniosem si na przyrodnicze, z tych na filozoficzne, mylc, e cokolwiek mi zajmie i e bd mg zaegna t prawdziw burz desperacyi, ktra ogarniaa biedn mam. Ale nie mogem. Profesorowie byli nudziarzami, koledzy halastr. Stosunki wiatowe bawiy mi jeszcze i pochaniay: imaginacya porywaa dalej, wyej. Przerwaem wic robot nudn, irytujc i w dodatku, nie majc adnego celu.
Zgasi na popielnicy dopalony papieros i znowu pograjc si w gbokim fotelu, mwi dalej:
 Bo, o ile zauway mogem, ludzie odbywaj regularne studya naukowe dla jednego z dwch celw: albo zamierzaj odda si temu, co nazywa si zbawieniem wiata, albo potrzebuj zdobywa sobie kawaek chleba. aden z tych celw nie mg by moim, bo co do pierwszego, rzdz si zasad indywidualistyczn, posunit a do anarchizmu. Tak zwane zbawianie wiata dla naszej schykowej epoki jest ju bani zaledwie prawdopodobn, a nag prawd to, e kady yje dla siebie i wedug siebie. Komu los dobrze suy, ten spdza ywot w sposb mniej wicej przyjemny, komu le  przepada. Wszystkiem rzdzi traf i przypadkowe spotkanie si przyczyn. Niepodobna przemieni ziemi w raj powszechny, zarwno jak sprawi, aby z maej planety przemienia si na ogromn. Zbawianie wiata jest jednym z narkotykw, wymylonych na usypianie zgryzot ludzkich. Altruici posiadaj ca ich aptek; kto sobie yczy, moe z niej czerpa, ma prawo, ale co do mnie, wol nie by usypianym. Jestem indywidualist i nie rozumiem dlaczego Pawe ma cierpie w celu zmniejszenia cierpie Gawa. Niechaj Gawe, zarwno jak Pawe myl o sobie, a jeeli s roztropni, dadz sobie jako rady, bez uciekania si do flaszki z etykietami. Oto jest przekonanie moje o jednym z celw dla ktrych ludzie odbywaj regularne studya naukowe. Co do drugiego...
Wyj znowu papieronic i zapalajc papieros, dokoczy:
Co do drugiego celu, to rzecz prosta, e bdc synem twoim, mj ojcze, nie potrzebuj by piekarzem swojego chleba. Takiem jest moje wyznanie wiary, ktre zoyem ci, mj ojcze, z tem wiksz chci, e dla potgi i niepodlegoci umysu twego ywi oddawna cze prawdziw. Pewny te jestem, e przez nikogo lepiej, ni przez ciebie, mj ojcze, zrozumianym by nie mog.
Myli si. Ten, do ktrego tak pynnie i grzecznie przemawia, nie rozumia go zupenie. Po raz pierwszy moe w yciu, Darwid nie rozumia czowieka, z ktrym rozmawia. By zdumiony. Spodziewa si znale lekkomylnego modzieca, ktrego namitnoci popchny w rozrzutno i prniactwo; tymczasem, siedzia przed nim mdrzec, rozumujcy, rozczarowany, z kwasem na ustach, z ironi w spojrzeniu i mowie. Ta kwana mdro i towarzyszca jej niezmierna pewno siebie, swego zdania swojej niezalenoci, mieszkay w chopcu wysmukym i delikatnym, z row twarz i bkitnemi, jak niezapominajki, oczyma, wydobyway si z ust, ktrych barwa bya nieco zmczona, ale ktre ocienia drobny, modzieczy wsik. Przytem, gadko form doskonaa, estetyczno i grzeczno nieskazitelna w ruchach, gosie, w komplemencie, ktry przemwienie bardzo piknie zaokrgla.
Darwid by zdumiony. Nie mia czasu na spostrzeganie nowych kierunkw, ktre przybieraj w wiecie myli i charaktery, na przypatrywanie si zmiennym formom, w jakie czas ulewa rne pokolenia ludzkie. Osupia, milcza i po chwili dopiero na usta wystpowa mu zacz umiech ironiczny... Ten dzieciak ze swojemi teoryami jest wprost mieszny!
 Wszystko, co powiedziae, jest wprost mieszne  rzek.  Tworzysz zasad z absolutnego braku zasad. W twoim wieku takie zdania, taki chd, to nieprawdopodobne. Ze swoim wiekiem prawie dziecinnym i z tym bagaem jeste wprost mieszny.
Teraz, Maryan ywym ruchem podnis gow i ze zdziwieniem wpatrzy si w ojca. On take spodziewa si wcale czego innego.
 mieszno! mieszne! mieszny!  zawoa:  co to znaczy, mj ojcze? To nie argument. Byem pewny, e si zgodzimy zupenie. Z najgbszem zdumieniem spostrzegam, e tak nie jest. Jak to, mj ojcze, wic nie jeste zwolennikiem hasa: kady dla siebie i wedug siebie? Nie mona jednak posuwa dalej pogardy dla wszystkich malowanych garnkw, ni ty, ojcze, czynie to cale ycie. Ale moe ta niezgoda zda naszych jest tylko pozorn? Prosz o argumenty. mieszno to nie argument. Mog by miesznym i mie suszno. Brak zasad? Dobrze. Zasady to jeden z garnkw najjaskrawiej pomalowanych i dlatego najtrudniej jest rozpozna, e to glina. Ale nic to. Prosz o okrelenie blisze. O jakie zasady idzie ci, ojcze?
Darwid, z silnem drganiem skry na twarzy, odpowiedzia:
 O jakie? O moralne. Naturalnie, e moralne...
 Tak, tak, ale prosz o okrelenie cise. Jak nazywaj si, jak brzmi te zasady?
Darwid milcza znowu. Jak nazywaj si? Czy on jest ksidzem, albo guwernantk, aby mia nad takiemi rzeczami gow sobie ama?
Gdyby szo o prawo, matematyk, budownictwo gied, banki... Ale moraami nie zajmowa si nigdy, nie mia czasu. Guchy gniew ogarnia, go zacz i sowa syczay mu nieco w ustach, gdy po chwili milczenia przemwi:
 Mj kochany, omylie si w adresie. Nie do ojca naley wszczepia w dzieci zasady moralne. To rzecz matek: Ojcowie na to czasu nie maj. Cofnij si pamici w swoje dziecistwo, przypomnij zasady, ktre wszczepiaa w ciebie twoja matka, a znajdziesz odpowied na swoje pytania.
Maryan zamia si.
 To, co powiedziae, ojcze, przypomina mi jednego z moich przyjaci, ktry ksiki pisze. Un pauvre diable, ale przyjlimy go do naszego towarzystwa, bo ma talent: to legitymacya. Ot raz, kto go zapyta: Co czynisz, gdy w pisaniu spotykasz si z trudnoci ?  Staram si j przezwyciy  odpowiedzia.  A jeeli nie zdoasz przezwyciy?  To daj kominka, czyli, jak zajc, rzucam si w stron i nie mwie tego, czego powiedzie nie umiem. Ot, zrobie, drogi ojcze, jak ten autor. Dae kominka! Cha, cha, cha!
mia si. Ale Darwid coraz wicej pospnia i sztywnia. Dziwnem byo, ale prawdziwem, e wobec tego profesora czu si coraz wicej  akiem. Maryan za mwi dalej:
 Dajmy pokj biednej, kochanej mamie. Jest ona uosobieniem wdziku i sodyczy. Jeeli jeszcze cokolwiek w tym rodzaju nie jest dla mnie malowanym garnkiem, to ta tkliwo, ktr dla niej uczuwam. Mawiaa mi te czsto i teraz jeszcze mawia o zasadach, ale najlepsza i najmilsza kobieta jest tylko kobiet. Sentyment, rutyna i w dodatku nielogiczno: teorya do lasa, a praktyka do sasa, nie prawda? Wiesz o tem lepiej ode mnie, mj ojcze, bo miae wicej czasu do eksplorowania tej czci wiata...
Bkitne oczy byskay mu iskrami, zote kdziory nizko opady na biae czoo, a z ust, ocenionych, drobnym wsikiem, sowa wychodziy coraz pynniejsze, mielsze i gciej krtkim miechem przeplatane.
 Co do mnie, gdybym by star pann, zostabym siostr miosierdzia, bo jest to zawsze jaka pozycya w wiecie i sztywny kwef rzuca zbawienny cie na zmarszczki. Poniewa jestem tym, kim jestem, wic o zasadach myl tak: zale one od miejsca, czasu, stopnia geograficznego i ewolucyi, ktrej dokonywa cywilizacya. Gdyby nieba stworzyy mi staroytnym
Grekiem, zasad moj byoby bi si za wolno z Azyatami i kocha si w piknym chopcu W rednich wiekach walczybym o honor swej damy i smaybym ludzi na rozpalonych stosach. Na Wschodzie jawnie posiadabym liczb on, zastosowan tylko do mojej chci; na Zachodzie zasada rozkazuje udawa, e posiadam tylko jedn. W Europie obowizkiem moim jest czci ojca i matk; na wyspach Fidi bybym wystpny, gdybym we waciwej porze nie zada im mierci. Galimatias! Bigos, ktrym czas nasz karmi si ju nie chce! Jest zbyt stary i podniebienie ma zbyt wytrawne, aby mg nie rozpoznawa pomaraczy od figi. My, dzieci starego czasu, schykowcy, wiemy dobrze, e czowiek wiele zdoby moe, ale nie posidzie nigdy bezwzgldnej prawdy. Niema jej. Wszystko jest wzgldne. Jedynym dla mnie pewnikiem jest to, e ja jestem i chc, a jedynym interesem umie chcie. Mnstwo jeszcze rzeczy monaby o tem powiedzie, ale po co? Wszake przemawiam do dawno nawrconego. Jeste, mj ojcze, czowiekiem niezwykle rozumnym, musisz wic tak samo myle, a mwie inaczej tylko dlatego, e w ten sposb przemawia si zwykle... do dzieci!
Aloizy Darwid zdawa si z przyzwyczajenia tylko mowy tej dosuchiwa do koca, a gdy Maryan z krtkim i troch ostrym miechem ostatnie wyrazy wymwi i umilk, z ust jego szybciej, ni kiedykolwiek bywao, zerway si sowa:
 Nieprawda. Mylisz si grubo. Inaczej myl i czyni. Nad teory zasad rozmyla nie miaem czasu, ale cae ycie moje byo oparte na jednej z nich, na pracy. Praca umiejtna i elazna bya moj zasad i uczynia mi tem, czem jestem...
 Przepraszam ci, mj ojcze, e przerywam...  zawoa Maryan  bardzo przepraszam, ale jedno tylko zapytanie: jakim by cel twojej pracy? Cel? Cel? To nam rozstrzygnie wszystko. Bo zasada moe tkwi w celu tylko, nie w pracy, ktra jest tylko rodkiem do osignicia celu. Co byo twoim celem, mj ojcze? Przecie nie zbawienie wiata, lecz zadowolenie wasnych da, wasnych, nie adnych z gry narzuconych i pokornie przyjtych, ale wasnych,. indywidualnych. Przedmiotem ich by wielki majtek, wysokie stanowisko. Przez prac dye do ich zdobycia i nie spostrzegam tu adnej zasady, oprcz tej, ktr sam wyznaj: trzeba umie chcie. W samej wic istocie rzeczy zgadzamy si z sob, mj ojcze, tylko ja, zawsze z najszczerszem uwielbieniem, uznawaem w tobie mistrza. Nieraz mylaem o tem, z jak doskona logik, z jak niezomn wol otrzsne si z tych etykiet, ktremi inni ludzie, nawet rozumni poniekd, oblepia si jeszcze nie przestaj! Gdyby w deniach swych potyka si o malowane garnki z etykietami: rodzina, ojczyzna, ludzko, miosierdzie itd. itd.. szedby znacznie powolniej i nie zaszedby tak daleko. Ale bye zdumiewajco logiczny. Ze zdumiewajc si i bezwzgldnoci umiae chcie. To wanie, odkd dojrzaem, napeniao mi dla. ciebie, ojcze, uwielbieniem prawdziwem. W czasie ostatniej twej nieobecnoci, przeszo trzyletniej, nazywaem ci nieraz w myli: nadczowiekiem. Takich jak ty, ojcze, wyobraa sobie zapewne Fryderyk Nietsche, gdy... Tu urwa, peen zdziwienia wzrok podnoszc n twarz ojca. Aloizy Darwid, bardzo blady, ze skr drgajc na policzkach i skroniach, wsta, silnie opar do na stole i wymwi:
 Dosy!
Gwatownego wzruszenia, ktrego dowiadcza, pod ironicznym tonem i umiechem ukry nie mogc, mwi dalej:
 Dosy tego rezonerstwa, tej argumentacyi tej caej gadaniny  pustej. Jeeli zamiarem twoim byo zda przede mn, egzamin, daj ci pitk z plusem. Masz wymow pynn i wcale bogaty dykcyonarz sw. Ale ja nie mam czasu i przystpuj do rzeczy realnych: do faktw i cyfr. ycie, ktre prowadzisz, jest niemoliwe i zmieni je musisz. Musisz rozpocz inne ycie.
Na wyrazie: musisz kad nacisk. Maryan patrza na niego wci ze zdumieniem, ktre zdawao si mow mu odejmowa.
 Nie masz jeszcze skoczonych lat dwudziestu trzech, a ju romansowe historye twoje Kilka razy zdobyy szeroki rozgos w wiecie...
Maryan zwolna dobywa si z osupienia.
 Sprawy tak zupenie osobiste...  wahajcym si gosem zacz.
Darwid, nie zwaajc na przerw, cign dalej:
 Suma, ktr w czasie ostatnich wycigw przegrae w zakady, bya dla mojej nawet fortuny znaczn... Trzydzieci tysicy... Maryan by ju blizki odzyskania rwnowagi.
 Jeeli konieczn ju ma by ta... spowied, to cyfr poprawi. Trzydzieci sze tysicy.
 Wieczerze, ktre wydajesz dla przyjaci i przyjaciek, posiadaj saw lukullusowskich...
Maryan, z iskrami skrywanej irytacyi w oczach, zamia si:
 Przesada! Nasz biedny Borel pojcia nic ma o Lukullusie, ale e obdziera nas bezwzglnie, to prawda.
 Umie chcie!  rzuci Darwid. Maryan podnis na niego wzrok i rzek:
 Robi majtek.
Teraz z kolei zdumienie odmalowao si na twarzy Darwida, do tego stopnia wzburzonej, e a sabe rumiece wybiy si na policzki zazwyczaj blade.
 Gupstwo!  sykn i zaraz powcign si.
 Zacigasz dugi ogromne... na jak ewikcy?
Maryan, pozornie przynajmniej, wrci ju do zupenej pewnoci siebie. Przymruonemi troch oczyma przyglda si zdawa obrazowi na cianie.
 To rzecz moich kredytorw  odpowie dzia.  Musz oni to mie na oku, e jestem twoim synem, mj ojcze.
 A gdybym nie chcia zapaci twoich dugw?
Maryan z niedowierzaniem si umiechn.
 Wtpi. Taka degrengolada, jak niewypacalno, dotykajc mnie, zaszkodziaby i tobie, ojcze. Zreszt, nie s to sumy bajoskie...
 Ile?  zapyta Darwid.
 Dokadnej cyfry powiedzie nie mog, ale przypuszczalnie wynosi ona...
Wymieni cyfry. Darwid obojtnie j powtrzy:
 Okoo wier miliona. adnie. Daleki jeszcze bd od ruiny tym razem, ale nadal... Wyrzutw ci nie czyni, bo byby to czas stracony. Co w przeszo wpado, przepado. Ale przyszo musi by inn.
Na wyrazie: musi znowu nacisk pooy. Szybkim ruchem zarzuci na nos binokle i z piknego kubka wyjwszy papieros, koniec jego przytkn do pomyka jednej ze wiec, palcych si na biurku. Wydawa si ju zupenie spokojnym, tylko za szkami binokli przelatyway stalowe iskry i papieros dugo jako zapali si nie mg w troch drcych palcach. Od biurka do okrgego stou powracajc, mwi zacz:
 Dugi twoje zapac natychmiast i pensy, ktr ci przed trzema laty wyznaczyem, to jest 6.000 rocznie, nadal w rozporzdzeniu twem zostawi. Ale najdalej za dwa tygodnie opucisz to miasto i udasz si do...
Wymieni miejscowo bardzo odleg, w gb Pastwa pooon.
 Istniej tam dwie fabryki: wyrobw e szklanych i szklanych, ktrych jestem jednym z funkcyonaryuszw gwnych. Tam obejmiesz urzd fabryczny, ktry ci wyznaczy dyrektor, splnik i przyjaciel i pod dependency jego i kierunkiem rozpoczniesz ycie pracy.
W oczach Maryana znowu malowao si zdumienie bez granic, ale na ustach drga umiech troch niedowierzajcy, troch drwicy.
 Co to ma by?  zapyta  pokuta za grzechy? kara?
 Nie  odpowiedzia Darwid  tylko szkoa. Nie dla rozumu szkoa, nie dla rozumu, bo masz go a nadto, lecz dla charakteru. Musisz nauczy si trzech rzeczy: powcigliwoci, skromnoci i pracy.
Gaszc na popielnicy pity czy szsty papieros, Maryan zapyta:
 A gdybym... wypadkiem... nie zgodzie si wstpi do tej szkoy?
Darwid natychmiast odpowiedzia:
 W takim razie pozostaniesz tu, ale bez adnych rodkw do samoistnego bytu. Bdzie ci wolno mieszka pod tym dachem i przychodzi do rodzinnego stou, ale osobistych dochodw nie otrzymasz adnych. Przytem, ogosz w dziennikach, e dugw twoich wicej paci nie bd. Co powiedziaem, uczyni. Wybieraj.
e uczyni, jak mwi, kady patrzcy na niego w tej chwili mg by pewnym.
Rumiece Maryana przybiera zaczy barw ceglast, oczy napeniy si stalowemi iskrami.
 System brania fortecy przez ogodzenie...  rzek pgosem, a potem, z gow nieco pochylon i wzrokiem utkwionym w kobierzec, mwi dalej:
 Jestem zdumiony. Mylaem, ojcze, e pomimo rzadkiego widywania si z tob, znaem ci dobrze; teraz spostrzegam, e nie znaem wcale. Wielbiem w tobie moc umysu, ktry potrafi zdj z siebie pta wszelkich przesdw; teraz przekonywam si, e pojcia twoje s nietylko patryarchalne, lecz despotyczne. Jest to zawd, ktry boli. Dziwi si nawet samemu sobie, e dotyka to mi tak silnie, ale spadajc z wyyn, zawsze cho koniec nosa stuc sobie trzeba. Jeszcze jedna nauka, aby nie wdrapywa si na wyyny. Mam w sobie przeklte marzycielstwo, ktre mi zwodzi. Jeszcze jeden mira pierzch i malowany garnek wypowia. C robi?
Mwi to z cicha, przygryza czasem doln warg, by zmartwionym istotnie i gboko.
Po chwili mwi dalej:
 C robi? Na zawd, ktry mi spotka, zrezygnowa si musz, ale co do rozporzdzania si tak bezwzgldnego moj osob, protestuj. Jeeli zamiarem twoim, mj ojcze, byo zrobienie ze mnie wyrobnika fabrycznego, trzeba byo t robot zaczyna wczeniej. Teraz indywidualno moja jest ju rozwinita i nie da si wtoczy w adne cmentarne wrota. Wychowywa mi na wielkiego pana i przez czas do dugi pozwala, nawet da, abym uywa wszelkich dbr wiata i jak najzaszczytniej dla ciebie jania w wiecie, a potem zapakowywa mi do szkoy powcigliwoci, skromnoci i pracy, jest to, chciej przebaczy, mj ojcze, e nazw rzecz po imieniu, jest to nielogiczno i brak konsekwencyi. Mgbym jeszcze doda: brak sprawiedliwoci, ale nie chc broni si argumentami, czerpanymi z malowanych garnkw. Co tylko pewne, to, e ofiar despotyzmu patryarchalnego nie zostan.
Wsta, podj z ziemi kapelusz i zgrabny, spokojny, tylko z ceglastymi rumiecami na policzkach i sin prg nabrzmiaej yy na czole, mwi jeszcze:
 Nie wiem, co uczyni. Wypadnie mi moe by twrc wasnego losu. To i owo umiem i atwiej zdecyduj si zosta wyrobnikiem z wasnej woli, ni z cudzej. Zapewne wyjad std. Nieraz ju ekspatryowanie si przychodzio mi na myl, ale nie w tym kierunku, ktry raczye wskaza mi ojcze. Zreszt, nie wiem jeszcze, bo spado to na mnie tak niespodziewanie. Rozejrz si w sobie i dokoa siebie. Tymczasem, odej ju musz, bo komu z przyjaci przyrzekem znale si o wyznaczonej godzinie u pewnego kolekcyonisty, dla obejrzenia niezmiernie ciekawego obrazu. Jest to oryginalny, autentyczny Overbeck. Rzadko. Une vraie trouvaille... egnam ci, mj ojcze.
Zoy ukon gboki i odszed. Wyszukana elegancya nie opucia go ani na chwil; pomimo to, w wyrazie twarzy, a szczeglnie we wzburzonej cerze, w gosie take, czu byo oburzenie i zmartwienie, stopnia blu sigajce.
Drzwi przedpokoju otworzyy si i zamkny. Darwid sta, jak skamieniay. Co to byo? Co si stao? Czy podobna, aby takim by wynik tej rozmowy i aby taka rozmowa skoczya si na Overbecku i doskonale eleganckim ukonie?
Dziwny czowiek! Tak, bo to nie jest rozswawolony dzieciak, z dziecinnemi probami, wykrtami, wybuchami, ale przedwczesny czowiek, prawie starzec. Rezoner, sceptyk, pesymista. Gowa genialna! Jaka elokwencya! Jakie panowanie nad sob! Powierzchowno ksica! Dziwny czowiek! C on teraz z nim pocznie? Gdyby o przebaczenie poprosi, przyrzeka w czci choby zastosowa si do jego ycze, troch choby sposb ycia odmieni! Ale ten upr elazny i pewno siebie niezachwiana, poczona z grzecznoci nieskaziteln i z rezonerstwem, ani kroku ustpi nie chccem! Co z tem pocz? Fortece zdobywaj si czasem przez ogodzenie, ale, jeeli zdecydowana na wszystko, oprcz poddania si... No, sprbuje, sowa dotrzyma, zobaczy...
Lokaj we drzwiach oznajmi:
 Konie gotowe.
Obiad proszony u jednego z najwikszych w miecie dygnitarzy. Dalby wiele, aby dzi pozosta w spokoju. Jednak, jecha musi. W jego pooeniu, przy jego interesach, obraenie takiej osobistoci mogoby sprowadzi nastpstwa bardzo przykre. Oprcz tego spotyka si tam z kim, czyja yczliwo take mu jest potrzebn. Nie chce jecha, ale zmusi siebie i pojedzie. Nie jeste to twardem i surowem wykonywaniem zasady? Co ten dzieciak prawi, e on nie uznaje i nie wykonywa adnych zasad? Kt nad niego sroej, bezwzgldniej obchodzi si moe z samym sob? Ile on najpikniejszych kwiatw ycia porzuca, bezsennych nocy trawi, nawet fizycznych trudw ponosi, dla zasady pracy niezmordowanej, nieubaganej, elaznej!
We fraku, z piersi okryt najpikniejsz moliwie bielizn i poyskujc brylantowemi spinkami, z rudawymi faworytami, otaczajcymi twarz blad i kocist, sztywny, nieskazitelnie w ubiorze i postawie poprawny, sta porodku gabinetu i bardzo dugo wciga na rk jasn rkawiczk. Biorc kapelusz, myla, e stanowczo czuje w sobie kwas i gorycz, ktre najwymienitsze potrawy u stou dostojnika uczyni mu niesmacznemi. C robi? Jecha trzeba. Zasada przedewszystkiem!
Kiedy w futrze i kapeluszu zstpowa ze schodw, u dou klatki schodowej da si sysze szelest jedwabnych sukien i do gona rozmowa, po angielsku prowadzona. Pozna gosy starszej crki i barona Emila, ale zobaczy naprzd Malwin, ktra mod par poprzedzaa. Z wyszukan grzecznoci usun si pod cian, aby onie wicej miejsca zostawi i podnoszc kapelusz z najprzyjemniejszym umiechem, na jaki wargi jego zdoby si mogy, zapyta:
 Panie zapewne z wizyt?
Spotkanie to miao wiadkw. Malwina, owinita futrem, ktrego biae brzegi ukazyway si z pod gbokiej czarnoci aksamitu, z umiechem take odpowiedziaa:
 Tak; oddaymy kilka wizyt...
Ale Irena, o jeden schodek niej stojca, z niezwyk w niej ywoci podchwycia:
 Teraz wracamy z magazynw, gdzie spotkaymy si z baronem.
 Jakie projekty na wieczr?  zapyta znowu Darwid.
 Pozostaniemy w domu  odpowiedziaa Malwina.
 Jakto?  zacz  a dzisiejszy wieczr u ksistwa Zenonostwa?
 Nie miaymy zamiaru  sprbowaa broni si Malwina, ale wzrokiem spotkaa spojrzenie ma i gos zaama si jej w gardle.
 Pojedziesz z crk na ten wieczr  wymwi szeptem cichym, ale ktry sycza mu w ustach.
I zaraz doda gono, z umiechem:
 Radz paniom znajdowa si na tym wieczorze.
Malwina staa si prawie tak bia, jak futro, ktre otaczao jej szyj, a w teje samej chwili Irena przemwia:
 Czy bdziesz take na tym wieczorze, ojcze?
 Wpadn tam na godzin. Jak zwykle, czasu nie mam.
 Co za szkoda  odezwa si baron Emil  e nie mog ofiarowa panu w podarunku czci mojego! Jestem pod tym wzgldem prawdziwym bogaczem.
 A ja ndzarzem! I dlatego poegna ju pastwa musz.
Uchyli kapelusza i zacz schodzi ze schodw, gdy usysza za sob gosy Ireny:
 Mj ojcze!
Powiedziaa matce i baronowi, e chce kilka sw zamieni z ojcem i ze schodw zbiega. Wspaniaa sie bya pust i w obfitem wietle lamp tylko wygalonowany szwajcar na widok pana domu stan z rk zoon na klamce szklonych drzwi. U dou schodw, wysoka panna, w czarnych puchach futrzanych, nieco sztywna i bardzo biaa, po francusku mwi zacza:
 Przepraszam, e w miejscu tak niewaciwem... ale musz powiedzie ci, mj ojcze, e bal, o ktrym mwie Karze, nie bdzie mg tej zimy odby si w naszym domu.
Bardzo zdziwiony, Darwid zapyta:
 Dlaczego?
Z byskiem siwych oczu pod fantastycznemi skrzydami kapelusza, Irena odpowiedziaa:
 Bo mam sama myl o tym balu mocno zaniepokoia.
Darwid, po chwili milczenia, zwolna wymwi:
 Czy matka twoja nabraa wstrtu do zabaw?
 Tak, ojcze i o przyczynie tego jej usposobienia owieca ci nie potrzebuj. S charaktery, ktre w pewnych... pooeniach bawi si nie mog.
 W pewnych pooeniach? W jakieme pooeniu znajduje si twoja matka?
Zapytanie to wymwi gosem, w ktrym dwiczao niepodobne do ukrycia przeraenie. W gowie zaszumiaa mu myl: "Mogaby wiedzie?" A Irena prawie oschle mwi zacza:
 Wiemy o tem, mj ojcze, oboje rwnie dobrze. Tylko, co si tyczy tego balu...
 Ten bal  przerwa Darwid  potrzebny mi jest dla przyczyn rozmaitych i odbdzie si w domu naszym za kilka tygodni.
Z suchym, nerwowym miechem, Irena zawoaa:
 O, mj ojcze, je vous adresse ma sommation rspctueuse, aeby si nie odby! Obie z mam jestemy bardzo, bardzo do niego nieusposobione. I dlatego pozwoliam sobie zatrzyma ci na chwil, aby powiedzie ci, mj ojcze...
miech zbieg do szcztu z warg jej, gdy dokoczya:
 Aby powiedzie ci, mj ojcze, e bal ten do skutku nie przyjdzie.
 Co to znaczy?...  zacz Darwid, ale wnet powcign si.
Szwajcar sta u drzwi, u gry schodw ukaza si lokaj. Wic uchylajc przed crk kapelusza, w jzyku dla suby zrozumiaym, dokoczy:
 Przepraszam ci, w tej chwili czasu nie mam. Spniam si. Potem rozmowy tej dokoczymy.
Kiedy kareta, skrzypic po niegu, toczya si ludnemi ulicami miasta, w wiatach latarni ulicznych, czasem wpadajcych do jej wntrza, ukazywaa si twarz Darwida, okryta wyrazem przeraenia. Ta blada, sucha twarz, w rudawych faworytach i w konierzu ze srebrnawego futra, ukazywaa si na chwil z oczyma szeroko rozwartemi, z brwiami podniesionemi, z wiszcem na wargach sowem: Wie o wszystkiem!... Okropno!  i po chwili pograa si znowu w napeniajcej karet ciemnoci.
VI
Po raz pierwszy zapewne w miecie tem, rozdzielonem od Anglii przez ldy i morza, pewna liczba ludzi, bardzo zreszt ograniczona, podziwia moga apartamencik kawalerski, ubrany w obicia, rzeby i szka malowane, pochodzce z fabryki londyskiej: Morys, Fokner, Marshal et Compagnie. Salonik by niewielki, ale nie znajdowao si w nim nic zupenie, coby pochodzio skdind, ni z tej fabryki, zaoonej przez synnego poet i czonka prerafaelitycznego bractwa. Synny poeta i malarz, Wiliam Morys, sta si przemysowcem, w celu poprawienia u ogu estetycznego smaku i napenienia siedlisk ludzkich dzieami czystego pikna. Te, ktre si tu znajdoway, byy istotnie pikne. Obicie na cianach przedstawiao szereg obrazw, zaczerpnitych z romansw rycerskich i legend cudownych: Trystan i Izolda na pokadzie okrtu, Flor i Blancheflor w ogrodzie ranym, mnich Alberyk w dominikaskiej szacie zstpujcy do piekie. Obicia na sprztach pene skrzydlatych gwek i fantastycznych kwiatw, wszdzie wielki kunszt tkania i szlaczki misterne, przypominajce marginesy starych modlitewnikw. Barwy spowiae, przygase, sprawiajce wraenie rzeczy, dobywajcych si z mgy wiekw i tylko u okna parawan szklany w oprawie z kolumienek i ostroukw, poncy barwami rubinw, szmaragdw i szafirw. Byy to szyby z malowanemi rozetami i postaciami witych, w bladych profilach i jaskrawych szatach. Na jednym ze stow pulpit bronzowy, w ksztacie kapliczki gotyckiej; gdzieindziej, postument lampy, wyobraajcy Tryumf mierci, w postaci niewiasty ze skrzydami nietoperza sukni rozwiewn, zakrzywionymi pazurami u ng i kos w rku. Ten postument to rzebiona kopia Orcagna, znajdujcego si w pizaskiem Campo Santo. Porodku jadalni, widzialnej z za drzwi otwartych, st w stylu w. XIII, zupenie prosty, taki, pod jaki miasto kobiercw kadziono warstw siana; szafa bufetowa (wiek XIV), z rzebami malowanemi, kufer (w. XIV kopia z muzeum Cluny) z wyrzebionemi na wierzchu chimerycznemi zwierztami, a na przorzy, dam, mnichw, parw Francyi i Tryumfw mierci. Kranicki nie dziwi si niczemu, bo o wielu rzeczach czyta i wiedzia, ale te i zachwyca si bardzo nie mg. Gdy instalacya, z czynn i umiejtn pomoc jego, bya ju ukoczona, pomyla: 'est funebre et peu commode  i zyzem troch popatrza na kufry z parami Francyi i Ludwikiem XI-ym, ktrych powierzchnia, twarda i rzebami pogarbiona, nie wydawaa si mu najprzyjemniejszem z siedze. Nie powiedzia jednak nic, bo wstydzi si przyzna, e nie rozumie, albo nie podziela tego, byo kwiatem najwieszej i egzotycznej mody. Bywa u barona czsto, w mieszkaniu tem spdza wiele czasu i wkrtce wprowadzi tam drugiego, modego przyjaciela swego. Maryan Darwid, po raz pierwszy znalazszy si w towarzystwie i mieszkaniu medyiwialisty, zmiesza si zrazu, jak czowiek, stojcy wobec czego niezmiernie od siebie wyszego. O dziesi prawie lat starszy, baron przeciga go niezmiernie we wszystkich gaziach wiedzy ksikowej i yciowej, a mae mieszkanko jego byo cudem oryginalnoci i kosztownoci. Maryan uczu si ubogim w duchu i materyi. Te sze tysicy rocznej pensyi, od ojca otrzymywanej dotd mu nie wystarczay, ale teraz wyday si wirem, godnym tylko popchnicia nog. Co za do strony duchowej, wprost zawstydzi si, e mg jeszcze znajdowa co przyjemnego w tym wiecie, ktry go otacza i w tem yciu, jakie prowadzi. Pospolito, powszednio, gminno! Znaczenie trzech tych wyrazw zrozumia w peni, przebywajc w towarzystwie barona. I przedtem ju uczuwa zaczyna potrzeb czego wyej, czego nadto, ni te uciechy zmysw, umysu i mioci wasnej, znaczne jednak, ktrych dowiadcza. Tre i gatunek tych uciech leay na wierzchu, one same dostpnemi byy znacznej liczbie ludzi. Baron za, w zwyky sobie sposb, troch przez nos i przez zby mawia:
 Nous autres, dowiadczeni i rozczarowani, poszukujemy nowych dreszczw tak, jak redniowieczni alchemicy poszukiwali zota. Nous sommes  la recherche du singulier et du rare!
Na to poszukiwanie rzadkoci i szczeglnoci dreszczw, czyli wrae wszechstronnych: zmysowych, umysowych i estetycznych, Maryan puci si raz z baronem, drugi raz sam jeden, w podr po Europie, Zwiedzi wiele krajw i stolic. W Anglii, dla zbadania Armii Zbawienia, zacign si by na czas jaki do jej szeregw; w Niemczech dotar do legendowej prawie sekty religijno-politycznej, noszcej nazw Fahrende Leute i znowu przez czas jaki w olbrzymim wozie, cignitym przez olbrzymie meklembury, tua si pord wzgrzystych lasw Harcu i nad brzegami malowniczej Saali; najduej by w Paryu, gdzie z teozofami wywoywa duchy i z gronem dekadentw, inaczej inkoherentw, inaczej jeszcze: poetw przekltych (potes maudits), w klubie haszyszystw club des hachichins), dowiadcza snw i widze, sprowadzanych przez zaycie narkotyku. Zreszt, dowiadcza wielu innych jeszcze rzeczy rzadkich i szczeglnych, krpowany jednak zawsze szczupoci rodkw pieninych i potrzeb zacigania wielkich dugw, draniony niepodobiestwem znalezienia czegokolwiek, coby stale, a przynajmniej na dugo, zadowoli go mogo. Zadowolenia miewa, ale krtkie. Wszystko, o czem roi, otrzymane  wydawao si niniejszem, gminniejszem, sabszem, ni w rojeniu. Na jaskrawoci ukazyway si spowienia, na blasku skazy; upalne tchnienia, wiejce zdaleka, przy zetkniciu si krzepy, jak oliwa, gdy wystpuje na wierzch pynu. W smaku rzeczy, ostro i sodycz przeradzay si w mdo i ckliwo, zaledwie dotknwszy podniebienia.
Nie by to wcale przesyt, pozbawiony pragnie, ale owszem tak wielkie wezbranie tych ostatnich, e zbuntowana ich fala uderzaa o dziedzin niepodobiestwa, z gniewem, e wedrze si do niej nie moe. Byo to take rozognienie wyobrani, wyrastajcej z umysu ruchiwego, a ktr dowiadczenia wczesne i liczne wprawiy w stan jtrzcej si rany. Byo to take nakoniec umieszczenie samego siebie na jakim wyimaginowanym szczycie, odosobnionym i wyniosym, poza wszystkiem i ponad wszystkiem. Ja  i gmin. Co nie jest mn i garci podobnych do mnie  to jest gminem. Co ma by moje, nie moe by gminne; co jest gminne. musi by nie moje. Duma to bya nie rodowa ani pienina; nazwa j mona: umysowo-nerwow. Inne, ni u gminu, szczyty umysowe i inne wymagania nerww; najwyszy wykwit cywilizacyi ludzkiej, chorobliwy, ale i najwyszy; degrengolada i zarazem ukoronowanie ludzkoci. W tem wszystkiem zasada jedna, ale niezomna: poszanowanie indywidualnoci wasnej strzegce jej od wszelkich ogranicze i przeksztace, mogcych przybywa z zewntrz poszanowanie, stopnia kultu sigajce. Wszystko moe by wedug czasu i miejsca malowanym garnkiem, ale indywidualno wasna, to jest sposb, w jaki wyksztaciy si u czowieka chci, smak, sposb mylenia  rzecz wita, jedyna rzecz wita. Tego nie wolno oddawa w niewol nikomu i niczemu, ani poddawa krytyce, ani poprawkom. Jestem, jakim jestem, ale samym sob pozostan. Chc i powinienem umie chcie. Co naksztat nadludzi, przepowiadanych przez Fryderyka Nietschego.
Apartament barona by nietylko oryginalny i bajecznie kosztowny, lecz posiada w sobie jeszcze to, co Niemcy okrelaj przez wyraz: Stimmung. Kilku modych poliglotw dugo przebierao sowa w rnych mowach europejskich w celu znalezienia takiego, ktreby jak najlepiej niemieckiemu Stimmung odpowiadao, a Maryan pierwszy, posiadajcy najwiksze zdolnoci lin, gwistyczne, wpad na polski wyraz: nastrj. Tak, zgodzono si powszechnie, e mieszkanie barona jest nastrojowe, czyli e nasuwa wraenia nie tego, co si w niem znajduje, ale czego, czego jest tajemnym wyrazem, czyli symbolem. Nasuwa ono mianowicie wraenie zawiatowoci. Wierzy w zawiatowo nie znaczy to wyznawa jak religi. Budda, Zoroaster, Chrystus, ah, par exemple! to byo dobre dla czasw i ludw nowych, dziecicych; stare take przepadaj za baniami, bo istnieje w nich pierwiastek pikna, ale nie pozwalaj im wodzi siebie za nos. Zawiatowo za to zupenie co innego, to dreszcz rozkoszy nieznanych i tylko przeczuwanych, idcy od wiata, niedostpnego zmysom ludzkim. e taki wiat istnieje, dowodzi tego ogromne ubstwo i szalona jednostajno tych rde rozkoszy, ktre zawiera w spobie wiat dostpny zmysom. Poeta jest o tyle poet, esteta  estet, o ile zdoa przez intuicy, przez niesychane udelikatnienie nerww wedrze si do wiata nadzmysowego i uczu jego przedsmak, a raczej przedzapach. Bo warunek konieczny: aby uczucie byo mgliste, czem naksztat woni, albo lepiej jeszcze echa woni. adnego klawisza nie naciska, adnych wyranych rysw nie nakrela, tylko dawa nastrj. Mieszkanie barona dawao nastrj zawiatowoci. On i jego jednomylni wierzyli w wiat inny, zaziemski i zagrobowy, na podstawie ubstwa i szaroci tego przedgrobowego wiata, to jest: en dsespoir de cause. Nie ulegao te dla nich wtpliwoci, e w wiat, ktrego lekkie wonie zalatyway ich w chwilach nastroju, by napeniony doskonaem piknem, ni czem tylko piknem, ktre i na tym wiecie samo jedno wznosio czowieka nad poziom gminnoci, ktre gdyby nie istniao, naleaoby hartmanowsk teory o zbiorowem samobjstwem ludzkoci zaakceptowa i na ycie cisn krwaw plwocin wzgardy. Krwawa plwocina jak wiadomo z sonetu Artura Rimbaud'a o samogoskach, staje przed oczyma kadego, kto a wymawia samogosk i, tak jak samogoska a nasuwa obraz czarnych kosmatych much, ktre brzcz, dokoa srogich smrodliwoci.
 Ah, non, mes amisl Non, tum! Przechodzi to moje siy! Au nom du ciel! bagam was, ani sowa wicej!
Z tym wykrzykiem, Artur Kranicki, jak szczupak z wody, wyrzuca si z niezmiennie gbokiej katedry i z ramionami w powietrzu woa dalej:
 Srogie smrodliwoci! Krwawe plwociny! to nie poezya! to nawet nieprzyzwoite! A te kosmate muchy, krce dokoa... tego... Nom! czuj mdoci, qui me montent la gorge! Non, mes amis! Nie zgodz si nigdy, aby to byo poezy!
A mu gos w dyskant wpada, tak czu si zraniony w swoich pojciach estetycznych. Modziecy mieli si. Ten kochany, poczciwy p. Artur by niewinitkiem! Pomimo swoich lat czterdziestu kilku bien sonns, swoich historyi romansowych, swego zamiowania w gastronomii i innych dobrych rzeczach, najwyszym szczytem wszelakiej lunoci byli dla niego: Boccacio, Paul de Cock, Alfred Musset  prost albo dzieci.
Kranicki po przejciu pierwszego wraenia doznawa uczucia wstydu.
 Pardon, mes chers! Niewinitko! Nie takie, jak wam si zdaje! Beaucoup 'en fant, abym by niewinitkiem. Wszystko rozumiem i wszystkiego dowiadczy jestem zdolny. Tylko, voye vous, rnica gustw. Jasno, prostota, harmonia, voila ce que j'aime, a wasze... wasze...
Znw porywao go oburzenie estetyczne wic rzucajc si w gb katedry, z rozstawionemi ramionami koczy:
 Wasze poetyzowanie plwocin i smrod woci, to... savez-vous? to jest skraplanie kloak wicon wod! Voila!
W saloniku, pomidzy parawanem ze szkie malowanych a t czci ciany, na ktrej rycerz okrgego stou skada ukon Izoldzie w szeroko rozstawionej sukni, sta may organ, a przed organem, w godzinie poudniowej, siedzia baron Emil i gra jedn z najpowaniejszych Fug Sebastyana Bacha. May i wty w rannem ubraniu z tawej flaneli, w poczochach w kolorowe pasy i trzewikach z e tej skry, z bardzo zaostrzonymi nosami, plec opiera o porcz krzesa, wyrnit w trjlistnej koniczyny (w. XIV), ramiona sztywnie wyciga i dugie, kociste palce opiera na rozmaitych punktach klawiatury. Delikatne jego rysy, z t cer oblewa wyraz wielkiej powagi; mae, siwe oczy marzco patrzay w przestrze, a od szklanego parawanu, rozarzonego przez padajce z okna wiato soneczne, promyki purpurowe i bkitne paday mu na zwide czoo i rude, nisko ostrzyone wosy.
Oprcz grajcego barona, w pokoju tym znajdowa si jeszcze Branicki, ktry przyszed by przed godzin i od kamerdynera usysza, e baron pi jeszcze. Ale nie byo to prawd, bo w kilka minut po wejciu do saloniku, Kranicki usysza w gbi mieszkania wybuch kobiecego miechu, ktremu odpowiedzia nosowy, o czem do dugo prawicy gos barona. Go umiechn si i do Tryumfu mierci, na ktry patrza, szepn:  Liii Kerth!
Potem tak zanurzy si w katedrze, e pomimo wysokiego wzrostu, prawie w niej znikn. Wkrtce baron ukaza si we drzwiach saloniku i przyzwyczajony do widywania u siebie Kranickiego w porach rozmaitych, z krtkiem: Bon jour! gow mu skinwszy, skierowa si ku organowi.
Siadajc przed organem, przez rami rzuci:
 Ze niadaniem poczekamy na Maryana.
 A ona?  z gbi szerokich i wysokich porczy zapyta Kranicki.
Baron odpowiedzia:
 Dokoczy toalety i pjdzie sobie precz.
Poczem gra zacz Fug Bacha. Gra, a Kranicki, zanurzony w katedrze, sucha i stawao si mu coraz smutniej, smutniej. W dniach ostatnich postarza widocznie, zmizernia, na czole przybyo mu zmarszczek, postawie ubyo pewnoci siebie i sprystoci. Wyglda na czowieka dotknitego ciosem cikim. Ale by jak zawsze starannie ubrany, otaczaa go wo perfumy i kolorowa chusteczka ukazywaa si z kieszeni surduta. Przy muzyce barona stawao mu si coraz smutniej. Od tej muzyki, w mieszkaniu czynio si te coraz bardziej jak w kociele. wite postacie na parawanie, pod zotemi gloryami, zdaway si zatapia w arliwej modlitwie. Tryumf mierci skrzyda nietoperzowe rozpociera na tle spowiaych barw pokoju; w powietrzu, organ z cisz pieway duet majestatyczny. Kranicki z wielk moc zacz dowiadcza nastroju. Plecy jego przygarbiy si, machinalnie doby z kieszeni zot papieronic i okrcajc j w palcach, myla:
 Tout passe! Wszystko jest ju za mn... [...]mour et Ie reste!... Grb wszystko koczy... Dni, jak proch, lec w przeszo, w wieczno! Bternit! l'nigme!
Nagle, w duet, piewany przez organ i cisz, wpado gone trzaniecie drzwiami, potem szelest jedwabnych spdnic, a przez jadalny poki przemkno i we drzwiach saloniku stano stworzenie adne, niedue, nadzwyczaj szumne zgrabne. Miao ono sukni krtk, stopki drobne, peleryn futrzan najwieszej mody i olbrzymi kapelusz, oskrzydlajcy twarzyczk chud, zmit, ciemn, z oczyma paajcemi, ule i wosami byszczcymi, jak weneckie zoto. Jedwab, sobole, nieprawdopodobnie dugie pira strusie, brylanty w uszach i gony wyli miechu, ktry, jak srebrna pia, fug Ba[...] rozci w powietrzu.
 Eh bien, ne veus-tu pas me dire bonjour, [...] grand bta? Tiens, voila!
Z wyrazem: voila! rozleg si gony caus, na policzku barona wycinity, poczem Lili Kerth z byskami jedwabi, brylantw, oczu i wosw zwrciwszy si ku drzwiom od przedpokoju spostrzega Kranickiego:  Oh, te voila aussi, vieux beau!
Przyskoczya ku katedrze i zaamujc rce, zawoaa:
 Bige! quelle mine de funerailles!
I dalej mwia, raczej trzepaa po francusku:
 Czy masz zmartwienia? To le! Trzeba nie dba o nic. Czy, jak ja. Mam take zmartwienia, mais je m'en fiche. Oto jak si  niemi obchodz!
Tu dokonaa pas, tak elastycznego, e malutka stopka podleciaa w gr i kocem pantofelka dotkna brody Branickiego. Byo to pogldowe ukazanie sposobu, w jaki obchodzi si naley ze zmartwieniami.
 Et adieu Ia compagnie!  zawoaa, bransoletami zadzwonia, znikna.
W pokoju staa si znowu cisza, wrd kto rej Trystan skada rycerski ukon przed Izold, mnich Alberyk spuszcza si do czeluci piekielnej. mier tryumfujca rozpocieraa nie toperzowe skrzyda i wici w zotych gloryach pobonie splatali blade rce na jaskrawych, szatach.
Baron siedzia przed organem, z gow na pier spuszczon. Kranicki, zanurzony w katedrze, kilka sekund gono sapa, a zgryliwym tonem przemwi:
[...] dogminable! Nie lubi, aby mi ko[...]
[...] na szyj zarzucaa, wtedy, gdy my[...] wiecznoci. Jakie wy macie mieszane gu[...] Diantre! Zaraz po wyjciu z objcia Liii [...], gra tego niebiaskiego Bacha! Gralima[...]! mikstura! Nie jestem mnichem  beaueoup [...] fant!  ale takie skcenie w jednej flaszce sacr et du prophane, non, 'est de Ia cochonerie mailote dans l'art. Tak tak! Jeszcze raz prosz o przebaczenie, ale i w Pimie w. jest co [...] wiedzianego o zotej bransolecie na ryju wi[...]. Voila!
Baron umiecha si pod rudym wsem. [...]  To subtelne  zacz po chwili  i nie [...] kadego moe by zrozumiae. Fuga Bacha [...] uciskach Liii Kerth  to zgrzyt, to ironia [...] eczy. Czy znasz pan czterowiersz Baudeire'a..
Wsta i bez deklamacyi, owszem niedbale, przez nos i przez zby, wypowiedzia czterowiersz:
Qand chez le debauch, l'aube blanche, et vermeil
Entre en socit de l'idal rongeur,
Par Popration d'un mystre vengeur,
Dans la brute assoupie un Ange se rveille!
Z rkoma w kieszeniach flanelowej kurtki, pocz przechadza si po pokoju.
 Maryan wcale adnie przetmac [...] czterowiersz.
Nie przerywajc powolnej przechadzki, [...] wtarza przekad:
Gdy wraz ze wiatem jutrzenki ranej
rcy idea wchodzi do onicy. Zdarza si, e dziaanie mciwej tajemnicy budzi Anioa w bestyi wyuzdanej.
Dzwonek zabrzmia w przedpokoju; do saloniku wszed Maryan. Bledszy, ni zwykle, oczy mia podkrone i bardzo byszczce. Kranicki wyrzuci si z katedry i modzieca za obie rce pochwyci, z tkliwoci w twarz mu patrzc
 Enfin! enfin! Nie widziaem ci od dwch tygodni blizko. Z domu nie wychodziem. Miaem troch nadziei, e mi odwiedzisz.
 Bon, bon!  odpowiedzia Maryan i dotknwszy jeszcze rki barona, usiad na kufrze z pomazaniem Ludwika XI-go, plecy opar o bo [...] stopy Alberyka i znieruchomia.
Maryan znieruchomia tak dalece, e nie tylko czonki ciaa, lecz i rysy twarzy wydaway si zmartwiaymi. Gdyby nie oczy; silnie byszczce, monaby go zdaleka wzi za wypchanego i elegancko ubranego manekina. Baron Emil i Kranicki wiedzieli, co to znaczy.
Byo to, wedug wyraenia Maryana, zastyganie, w ktre popada zawsze, ilekro dowiadcza zmartwienia, niepowodzenia, lub rozczarowania. Ogarnia go wtedy brak woli, wszelkie poruszenie, fizyczne nawet, czynicy trudnem i nieznonem, w poczeniu z tak wzgard dla wszystkiego w wiecie, e nic na poruszenie rk lub ustami nie zdawao mu si zasugiwa. Jaki pisarz francuski stan podobny nazwa: wysychaniem wntrznoci serca. Maryan okrelenie to znajdowa bardzo trafnem. Gdy tak nieruchomy, guchy, niemy, siedzia, albo jak autoat przez spryn nakrcony, chodzi, dowiadcza wyranego uczucia, e mu wntrznoci serca wysychaj.
Baron miewa take stany podobne, z niejakiemi jednak rnicami, bo wzgardy dowiadczajc, zamiast braku woli uczuwa czerwon zo, czyli to, co Francuzi nazywaj colre rouge. Porywaa go wtedy ch ciskania pici, bicia i tuczenia, jako bi czasem sucych i tuk kosztowne przedmioty. W wysychajcemi wntrznociami serca u przyjaciela obchodzi si z szacunkiem, nawet ze wspczuciem. Z rkoma w kieszeniach tawej flaneli, chodzi po saloniku i przez zby cedzi:
 Jestemy wszyscy neurastenicy. Nous dgringolons!... bah! il est temps! wiat stary! [...] starego ojca rodz si z rakiem we wntrznociach!
Kranicki, suchajc, myla:
Po co to, zdaje si, degrengolowa i dostawa raka, kiedy si ma modo i majtek.
Ale nie sprzecza si. Marysia al mu byo. Patrza na niego z wyrazem oczu, podobnym do tego, z jakim przywizane piastunki spogldaj na niemowlta chore, lub rozkapryszone.
Przy niadaniu, pikna twarz Maryana, poka i nieruchoma, jak woskowa maska uwypuklaa si na tle wysokiej porczy krzesa Milcza, jak kamie. Apetytu nie mia. Zjad tylko troch kawioru i zacz pochania nieskoczon liczb filianek czarnej kawy, ktr sam baron Emil, wedug jakiego przepisu osobliwego, przyrzdza i nalewa. Baron pi wino kieliszek po kieliszku, a zreszt, daleko wicej poziewa, ni jad. Kranickiemu za to apatyt dopisywa. Po kilku tygodniach chudej kuchni Klemensowej, zmiata jaja, kotlety, sery, a oczy mu rozbysy. Gastronomia bya zawsze jego sab stron; dawni znajomi dodawali: i kobiety. Pi za to niewiele i w karty nie grywa nigdy. Pomimo duego jedzenia, nie zapomina o obowizkach miego gocia. Podtrzymywa mow z gospodarzem domu, ktry niedbale dzieli si z nim wiadomoci o wynalezionym u jakiego kolekcyonisty rzadkim i piknym obrazie.
 Prawdziwy, autentyczny Overbeck. Mielimy go obejrze z Maryanem, ale poniewa Maryan nie przyszed...
Zwrci si do modego Darwida:
 Pourquoi 'est-tu pas venu?
Odpowiedzi nie byo. Maska woskowa, oparta o porcz fotelu, pozostaa nieruchom i byszczcemi oczyma nieruchomo wpatrzon w pust przestrze.
 Overbeck!  podj Kranicki i doda:  prerafaelita ?
Po nieruchomych rysach Maryana przebiego przykre drgnienie. Bez najlejszego jednak poruszania rysw lub postaci, mrukn:
 Nazarejczyk!
Krynicki z zawstydzeniem i piesznie podchwyci:
 Oni, oui! pardon! Nazarejczyk! Baron oywi si.
 Ale naturalnie! Nazarejczyk pur sang! Zupenie bdnie profani mieszaj nazarejczykw prerafaelitami. To s osobne szkoy. Ten obraz Overbecka, tutaj, 'est une trouvaille. Wicej powiem: 'est une dcouverte! Gdyby go wycign z tej dziury i wywie za granic, monaby zrobi interes wietny!
Rozgrzany znaczn iloci wina, z cer niezarowion, baron zacz opowiada Kranickiemu pomys, ktry oddawna chodzi mu po gowie: une ide, qui lui trottait dans le cerve [...] Jest w Polsce sporo starych rodzin,. ktre majtkowo podupadaj, a znajduj si w posiadaniu mnstwa zabytkw starodawnej zamono Bywaj to nieraz rzeczy wysokiej wartoci, nie tylko dziea sztuki czystej, lecz najrozmaitsze wytwory dawnego bogactwa i smaku, jak . p. makaty, stare pasy, fajanse, kobierce, sprzty, wyroby jubilerskie etc. Waciciele, przez z[...] interesy przycinici do muru, sprzedawaliby chtnie i za bezcen przedmioty, majce teraz wielki kurs na obu pkulach wiata. Wprawdzie, poszukiwa ich trzeba tak prawie, jak niegdy humanici poszukiwali manuskryptw aciskich i greckich, ale przed tym, ktoby umia znajdowa, nabywa i sprzedawa, otworzyaby si prawdziwa kopalnia wielkich zyskw. W Europie, Anglia jest krajem najwicej przyjaznym dla operacyi handlowych w tym kierunku, al? grunt najyniejszy pod tym wzgldem przedstawia Ameryka. Tu nabywa za bezcen, w Stanach Zjednoczonych sprzedawa na wag zota. Tylko do tych Stanw Zjednoczonych przed rozpoczciem interesu pojecha trzeba, teren obejrze, stosunki pozawizywa, kroki wstpne poczyni. Nadewszystko za  przystpowa do przedsiwzicia z kapitaem znacznym i znawstwem wielkiem, wielkiem.
Wykadajc pomys i plan operacyi, ktra oddawna ju do gowy mu przychodzia i sczc z kieliszka wyborny likier, baron oywi si, odmodnia, mae oczy jego pod rudemi brwiami silnie rozbysy. Ale i Maryan nagle gosem mrukliwym wymwi:
 'est une idee!
 'est-ce pas?  rozemia si baron.
Kranicki sucha z ciekawoci i milcza.
Potem, wahajco si jako, troch artobliwie, rzeki:
 Jeeli ten pomys bdzie urzeczywistniony, niech pan wemie mnie za agenta swego. Znam si troch na tych rzeczach, wiem gdzie ich szuka i ofiaruj panu swoje usugi gorliwe... bardzo gorliwe...
Pomimo artobliwoci tonu, we wzroku bagajcym i umiechu penym drgnie niemiaych, niepewnych, czu byo gwatownie uczuwan potrzeb przywizania si, przyczepienia si do kogo i czego, uniknicia wielkiej pustki rozwierajcej si pod stopami.
Palc cygara, wszyscy trzej weszli do saloniku, gdzie Maryan usiad znowu na Ludwiku XI-tym, Kranicki zanurzy si w katedrze, a baron u okna rozpostar arkusz angielskiej gazety ktry zasoni go przed wiatem od kolan do wierzchu gowy. Do dugo milczeli, a za papierow kurtyn dal si sysze nosowy gos barona:
 'est renrersant!
 Co takiego?  zapyta Kranicki.
 Ta przygotowujca si wystawa w Chicago!
I zacz gono czyta opisy przygotowa do kolosalnej wystawy powszechnej, majcej odby si w miecie amerykaskiem. Czytanie przeplata uwagami, zawierajcemi porwnania Europy z Ameryk. Stara cz wiata  stara cywilizacya, stare wszechstronnie sposoby i procedury. Przytem, przestrzenie szczupe, horyzonty, a nadto znane. Ameryka za jest jeszcze czem, czem niezupenie zachmanionem. Dziwnym trafem baron nie by tam dotd, ale gdy myli o Ameryce, przychodzi mu na pami wiersz Rimbauda. Wsta i przechadzajc si pokoju, mwi ten wiersz:
Vibrements divins des mers virides,
Paix des patis sems d'animaux;
Silences, trayerss des Mondes, des Anges..
 Et des miliom  najniespodziewaniej od stp biaego Alberyka ozwa si gos Maryana.
Oderwa plecy od mniszej szaty i rzek jeszcze:
 Nigdzie niema tak kolosalnych fortun i tak potnych rodkw do ich zdobywania, jak na tych patis semes d'animaux.
I jakby mu nagle wysychajce wntrznoci serca oyy, wsta, zacz, szybko przechadzajc si po pokoju, rozmija si z powoli przechadzajcym si baronem i mwi:
 'est une ide! Trzeba si nad tem zastanowi! Tam, czy gdzieindziej, musz wyjecha, z sob zrobi. Wypdza mi std najwikszy z zawodw, jakich kiedykolwiek dowiadczyem. Zstpiem wczoraj na dno rozczarowa. Dlatego nie przyszedem obejrze Overbecka. Byem pogrzebany. Pk mi ostatni garnek malowany. Zawiodem si na jedynym czowieku, ktrego miaem co naksztat czci... Mwi po angielsku. Baron po angielsku te zapyta:
 Co si stao?
I Kranicki, z troch gorszym akcentem w tym samym jzyku, kilka razy pytanie powtrzy. Maryan, cigle po saloniku chodzc, opowiada rozmow swoj z ojcem i postawione mu ultimatum. Baron mia si z cicha, Kranicki wydawa okrzyki oburzenia, Maryan z twarz rozognion i ruchami gorczkowymi mwi:
 Odkd zaczem myle, czowiek ten by przedmiotem podziwu mego. Logiczny, konsekwentny, niezwalczony, z jednej bryy wykuty. Wspaniay monolit! adnych sentymentw, adnych przesdw. Niczem nie dajce si zachwia rozwijanie wasnej indywidualnoci. Rozumiaem, e sposb wychowywania mi, a potem popychanie ku najwyszym sferom ycia, zmierzay ku temu, abym y na chwa jego. Miaem by jedn z kolumn wityni, ktr wznosi na cze swoj. Ale wanie ta bezwzgldno, z jak zuytkowywa wszystko dla celw swoich, budzia we mnie uwielbienie. Sia produkcyjnoci jego bya rwn sile jego egoizmu. Tak by musi u kadej indywidualnoci, pomylanej przez natur nie szablonowo, lecz oryginalnie. Znaem go niewiele, ale pragnem bliszej z nim znajomoci. Byem pewny, e zrozumiemy si zupenie, e ujrz zblizka wspaniay monolit. Tymczasem... peno etykiet, rnych starzyzn, cay okryty pidziesiciu plamami przeszoci...
 W por przypomnia sobie szko karnoci i pracy  zamia si Kranicki.
 Peste!  sykn baron.  Co za reumatyzm myli!
Kranicki zawoa:
 Zasady moralne!... piknie je sam praktykuje! Nieche chr poow swoich milionw odda na wstydzc si ebra ndz. O, que non! Nie uczyni tego! atwo to z zasad moralnych na cudzych plecach wyskrobywa rdki wicone!
 Ot to!  zawoa Maryan:  trafie, mon vieux, w samo jdro! Na cudzych plecach! Yes! Tyle lat nie dba o nic, nie oglda si na nic; teraz, nagle wstrzsn gmachem przez siebie samego zbudowanym. Nie wiem jak kto, ale co do mnie, obstaj przy swoich prawach. Nie mog pada ofiar tego smutnego wypadku, e ojciec mj ma reumatyzm myli...
Zastanowi si, myla chwil, potem doda
 To nawet jest wicej, ni reumatyzm myli. To jest wysik rozkadajcej si przeszoci napeniajcy mzg  trupi rop.
 Trupia ropa! bien trouve cette trupia ropa!  zawoa baron.
Kranicki skrzywi si w fotelu i zaszepta:
 Non, non! Quelle horreur! Nie zgodz si nigdy na trupi rop!
Ale cichego protestu tego nikt nie sysza. Baron teraz z kolei, coraz prdzej chodzc po pokoju, mwi.
Maryan siedzia na Ludwiku XI-tym, a baron chodzi i wyrzeka na ciasnot stosunkw miejscowych i nizki poziom cywilizacyi miejscowej.
 To prawdziwa ojczyzna szkarpetek cerowanych. Wszystko to pachnie tchlin zamknitych spichrzw. Brak przestrzeni i wentylacyi. W Anglii np. taki William Morris, wielki poeta, zaoy fabryk przedmiotw sztuki stosowanej i robi miliony. Prosz tutaj dokaza czego podobnego! Aloizy Darwid zdoby fortun kolosaln tylko dlatego, e nie by lepcem, trzymajcym si ojczystego potu. Ojczyste, ojczysty, ojczyzna  szkarpetka cerowana, jedna z tych etykiet, ktremi oblepiaj si ludzie z pstr powierzchni, wrota, przed ktremi stoj grabarze! Trzeba si z tego wydoby, trzeba umie chcie!
On, baron, gdy tylko pewne zamiary swoje do skutku doprowadzi i majtkowe interesy ureguluje, a nawet przed uregulowaniem interesw, najmie si wykonaniem swego planu... Zwrci si do Maryana:
 Bdziesz splnikiem moim? 'est ce pas? Z trudnoci mgbym si obej bez ciebie.
Masz wyborne czucie ze sztuk, jeste subtelny...
 Czemuby nie?  odpowiedzia Maryan.  Trzeba tylko przedewszystkiem dla zbadania terenu pojecha do Ameryki jeszcze przed wystaw...
 Naturalnie przed wystaw, aby w czasie wystawy rozpocz akcy. W kwestyi kapitau...
 Sprzedam ruchomo swoj, ktra niejak warto posiada i raz jeszcze zacign dug  niedbale dokoczy Maryan.
Baron stan, myla chwil, zwida twarz nabieraa tego wyrazu filuternoci, ktry Francuzi nazywaj polisonery. Ogarniaa go wesoo.
 Czmychniemy!  zawoa i uczyni przytem taki ruch nog, jakiego dokonywa ulicznik dla zapania na stop podrzuconego w powietrze chodaka.
Maryan wsta i zupenie ju otrzsajc si z martwoty, prawie wesoo take zawoa:
 'est une ide! Do Ameryki!
Wtedy z gbi niezmiernie szerokiego i gbokiego fotelu ozwa si gos Branickiego, niemiay, sierocy:
 A mnie czy zabierzecie z sob, mes chers? Gdy bdziecie czmychali, zabierzecie mi z sob, 'est ce pas?
Odpowiedzi nie byo. Baron siedzia ju przed organem i zaczyna gra jak wielk kompozycye kocieln, w ktrej brzmieniu uroczystem Trystan skada rycerski ukon przed Izold, Tryumf mierci czarnym zarysem odbija na tle biaej szaty Alberyka, a malowani wici u okna, w zotych gloryach, pobonie splatali blade rce na jaskrawych szatach.
Tom II
I
Baron Emil mawia czasem do Ireny:  Pani posiada arystokratyzm ducha. Umys pani jest nowy. Ma pani w sobie mnstwo adnej ironii. Nie daje si pani apa na malowane garnki!
Sowa te sprawiay jej tak przyjemno, jak niewprawnemu wdrowcowi sprawia pochwaa grala, e umie wspina si na karkoomne szczyty. Wiele ironii wpyno w ni istotnie z pewnych, tajemnych stron jej ycia. Ale po raz pierwszy zdaa z niej sobie spraw pod wpywem i przewodnictwem barona. Imponowa jej oryginalnoci poj i mowy, absolutn szczeroci swojej niewiary i swego egoizmu. W dziecistwie jeszcze, ujrzaa mask, ktra przerazia umys jej i ugodzia j w samo serce. Odtd, wszystko wydawao si jej lepszem i milszem nad maski. Przytem, Baron w mniemaniu jej, by skoczonym estet, wybornym znawc caej dziedziny sztuki, i pod tym wzgldem niewiele si mylia. Opinie artystyczne i filozoficzne, ktre wygasza, zajmoway j swoj nowoci, a wyraenia,. ktrych uywa, wymylne, czasem brutalne i zaczepiajce o rynsztoki zaciekawiay dziwactwem i zuchwalstwem. Naladowaa go w mowie; w obecnoci jego staa na stray ust, aby nie wymwiy czego, czem mogaby zasuy na nazw pastuszka.
 Pani jest bardzo oddalon od stanu pastuszkw, z ktrym spotykam si tu na kadym kroku. Pani jest skomplikowan, podobn do orchidei, ktrej jedna odyga ma kwiat z ksztatem motyla, a druga trupiej gwki.
Z krtkim miechem przerwaa:
 Motyl jest banalnoci...
miech jej brzmia ostro, bo zimne poyski oczu barona obleway j miao i uparcie.
 Nie  zaprzeczy  nie, poczenie trupiej gwki z motylem tworzy dysonans. To zgrzyta i przeciga po duszy now pi.
A harmonia grecka?...  wtrcia zapytanie.
Z pobaliwym umiechem, ktry j upokarza, baron mwi zacz:
 Niech pani nigdy nie mwi o harmonii.
Bya ona mleczkiem, ktrem karmiy si pacholta. My yjemy czem innem. Lubi pani zwierzyn, prawda?  ale tylko w stanie rozkadu. Il 'y a que du gibier faisande, 'est-ce pas? Eh bien nous nourrissons du monde faisand. ywimy si wiatem, bdcym w stanie rozkadu. 'est ainsi. A pani mwi o tej cerowanej skarpetce, ktr jest harmonia! cha, cha, cha! Ale pani czasem myli tak, a czasem inaczej. Dusza pani jest pena zgrzytw! Ma pani w sobie idyll i satyr. Szydzi pani z idylli, a czasem do niej jeszcze troch tskni. Czy dobrze zgaduj? Czy prawda ?
 Prawda  odpowiedziaa, spuszczajc powieki.
Spucia powieki, bo zawstydzia si odkrycia, ktre baron w niej uczyni, i dlatego jeszcze, e czua na twarzy jego oddech i sama oddychaa woni jakich dziwnych perfum, ktr z siebie wydawa. Oczy jego szukay jej oczu i usioway wlewa w nie swoje zimne i zarazem palce poyski. Sprbowa wzi jej rk, ale ona j usuna, a on przyciszonym, przewlekym, troch nosowym gosem, mwi:  Pani chce, to znowu nie chce, czuje w sobie krzyk ycia i stara si zamieni go w piosenk liryczn...
Krzyk ycia! Nad wyraeniem tem zastanawiaa si potem, ale krtko. Dotknitej wiedz przedwczesn, znaczenie jego prdko stao si jasnem. Baron, may, wty, z twarz zwid i o rysach nieregularnych, by mistrzem w wywoywaniu u kobiet krzyku ycia. Obejcie si jego z niemi byo wykwintne, ale zarazem i zuchwae. W siwych renicach, okronych zaczerwienionymi brzegami powiek, miewa spojrzenia, hypnotyzujce uporem i zimnym ogniem. Byo to podobne do blasku stali, bladego i przeszywajcego. Ze sposobu, jakim ujmowa rk kobiety i skada na niej pocaunek, ze spojrze, ktremi zdawa si odziera j z zason, z intonacyi, nadawanej pewnym sowom, dobywaa si, pozorami wyrafinowanej ogady przysoniona, pierwotno dania i podbijania. Wrd nudy i ckliwoci flirtw pospolitych, zuytych, przedstawiao to si cyniczn, ale mia i szczer. Mona j byo porwna do kosmatej gowy zwierza, wychylajcej si z kosza heliotropw, wiecznie jednostajnych i jednostajn wo wydajcych. Szpetn jest ta gowa, ale pachnie jaskini i troglodytem, co wrd mdych i pospolitych kwiatkw nadaje jej urok oryginalnoci i potgi.
Irena czynia zrazu przypuszczenie pradziadowskie. Gdy w obecnoci barona, nerwy jej drgay, jak struny targane w sposb dotd nieznany, zapytywaa samej siebie: Byabym zakochan? ale skoro tylko oddali si, zapytanie to wywoywao z niej miech krtki i ironiczny Analizowaa i krytykowaa wwczas istot barona fizyczn i moraln z doskonaym chodem, czasem nawet z odcieniem pogardy. Wibryon! w wyrazie tym zawierao si pojcie uwidu fizycznego i moralnego, prawie dotykalny obraz yjtka, ktre drga w przestrzeni, zaledwie zdolne do ycia. Wobec tego obrazu dowiadczaa przeczucia jakiej siy zdrowej, szlachetnej, piknej i odraza do barona zaczynaa oblewa jej serce, przedostajc si a do ust smakiem ckliwym i do mzgu myl gorzk: Dlaczego na wiecie tak jest, jak jest? Dlaczego nie inaczej? A moe gdziekolwiek jest inaczej, ale nie dla niej? Ona w idylle wierzy przestaa. Nazbyt zblizka i nazbyt dugo patrzaa na tragedy i ironi rzeczy, aby wiar w idylle zachowa moga. Moe gdziekolwiek s, ale nie w tej sferze, wrd ktrej ona yje, nie dla niej! Tskni do tego, czego moe wcale na wiecie niema, czego dla niej najpewniej niema! Co za reumatyzm myli! Gowa jej z japoskim wzem ognistych wosw u wierzchu czaszki, pochylaa si czasem nisko, bo podnosi si ku niej pyncy od serca potok oowiu. Zwykym sobie ruchem splataa dugie rce i silnie je zaciskajc, mylaa:
 C? Trzeba przecie zrobi sobie jak przyszo, a dlaczeg jakakolwiek inna miaaby lepsz od tej? Tu jest przynajmniej szczero obustronna i zgodno pogldu na rzeczy.
Z czasem powiedziaa sobie, e to, co uczuwa dla barona, jest pewnym gatunkiem mioci, i e w gruncie rzeczy innych mioci wcale niema, a jeeli i jest jaka inna, to mao na tem zaley, bo kada prdko mija. Zacza wogle do tej strony ycia przywizywa wag coraz mniejsz i jednoczenie samo ycie zaczo mie dla niej urok coraz mniejszy. W pospnoci znudze i apatyi, w ktre popadaa, to, co wizao j z baronem, porwnywaa sobie do czerwonej latarni elektrycznej, wieccej w ulicznym toku i zmroku. Nie soce promienne, nie ksiyc srebrzysty, lecz ot, taka sobie latarnia czerwona, ktra przywiecajc ulicznemu tokowi, pozwala widzie wiele rzeczy ciekawych lub wietnych.
O Lili Kerth, roli, ktr ona odgrywaa wobec wiata wogle, a wobec barona w szczeglnoci, Irena wiedziaa. Baron i w tym wypadku, tak, jak w innych, maski nie nosi, towarzyszy niekiedy Lili Kerth na publicznych przejadkach i kilka razy ukaza si z ni nawet w loy teatralnej. Byo to sprzeczne ze zwyczajami, zwaszcza przez wzgld na stosunek jego do Ireny, ale ulego zwyczajom nie byaby stawaniem na stray grobw, lub cerowan szkarpetk?
W tym wypadku, Maryan, nie wiedzie dlaczego, przyjaciela nie pochwala.
 'est crne, mais trop cochon  osdzi i d si troch na barona, a z ciekawoci patrza na siostr, take w teatrze obecn. Irena jednak siedziaa w loy jak zwykle, spokojna i dystyngowana, troch sztywna, niczem nigdy nie zachwycona, ani rozmieszona. Jak zwykle tez, rozmawiaa z baronem w antraktach, a Maryan, patrzc na ni, umiecha si zacz:
 Jake ci si podoba twoje vis--vis?  zapyta.
Irena niedbale odpowiedziaa:
 Qui? cette filie?... kolor wosw ma przepyszny. Czyste zoto weneckie.
Ani obrazy, ani zawstydzenia.
 Brawo!  rzek Maryan.
I z komiczn uroczystoci w gosie doda:
 Chere soeur, jeste umysem zupenie nowym. Przesza moje oczekiwania, i odtd nazywa, ci bd ma vraie soenr!
Co? Albo bya naiwn z teatru? Wie dobrze, e takie rzeczy dziej si wszdzie i w yciu barona by musz. A jeeli musz by, to ju lepiej niech bd otwarcie, bo tajemnice... o! nad tajemnice i maski woli ju wszystko. Rzecz przecie bya w tem gwnie, e ta historya barona ze synn szansonistk nic a nic jej nie obchodzia.
Za oknami domu rozpoczyna si biaawy od niegu zmierzch. W salonie wrd zimnej biaoci rzeb, przyozdabiajcych ciany i przelewania si na sprztach poyskw bkitnej mory, u jednego z okien, na wysokim taburecie siedziaa Irena. Na tle szyby, napojonej biaawym zmierzchem, dugi jej stan z wskiemi ramionami i troch zanadto wyduonym profilem, nad ktrym wznosi si wze ognistych wosw, przypomina posgi hieratyczne, wyprostowane i zagadkowo umiechnite. Powieki miaa spuszczone, dugie rce spokojnie splecione na sukni, ale umiechy, po ustach jej bdzce, coraz inne, spokojnymi nie byy. W dniach ostatnich czciej ni kiedy przestawaa z baronem, ktry coraz wicej usiowa widywa j, spotyka. Po prostu ciga j, znajdowa nieraz w magazynach, do ktrych przybywaa z matk, lub sama jedna. Przybywajc, nie osania si zrzdzeniem trafu, ale ze zwyk sobie szczeroci mwi:
 Chciaem dzi pani widzie i widz. Umiem chcie!
Dzi zaledwie wesza do zakadu synnego krawca wszed tam take i odrazu, z oywieniem niezwykem mwi jej zacz o swoim wielkim projekcie wyjechania do Ameryki i osiedlenia si tam na dugo, jeeli nie na zawsze. By przez t myl podniecony, prawie wyegzaltowany; rozogniaa mu wyobrani nadzieja nowych widokw i wrae, moe wielkich zyskw. O tych ostatnich mwi take Irenie.
 Trzeba si rusza, budzi fantazy, wprawia w czynno nerwy, bo inaczej ulegn wyschniciu. Trzeba zwycia i podbija. Kto nie odnosi zwyciztw, wart grobu. Pienidz jest przedmiotem godnym podboju, bo otwiera wrota ycia. William Morris jest synnym poet i malarzem, jednak zosta fabrykantem. Zrozumia, e lekcewaenie przemysu, to tak samo, jak wiele innych rzeczy, malowany garnek. Ulepili go i na pikne kolory wymalowali poeci, poczem pomarli z godu. Ameryka posiada jeszcze nowe horyzonty.
Mwi dugo, sam dziwic si entuzyazmowi swemu.
 Mylaem, e nigdy ju entuzyazmu nie dowiadcz, i to nawet, e jest on reumatyzmem myli. Tymczasem, czuj entuzyazm, tak, entuzyazm! I przejmuje mi to miym dreszczem. Czy pani go ze mn nie podzieli? Czy pani, rwnie jak mnie nie pocigaj perspektywy dalekie, horyzonty, nowe, les ribremets divins des mers virides, les silences traverss des Mondes, des Anges...
I czynic plagiat, powtrzy dodatek Maryana:
 Et des millions!
Owszem, pocigay. Nie miliony; bya z nimi a nadto oswojon, ale dalekie perspektywy, nowe horyzonty, bezbrzene przestrzenie mrz i bezdenne cisze przestrzeni, ktre w mgnieniu oka rozwiny si przed jej wyobrani. Guche ble i pospne niesmaki, nurtujce j oddawna, krzykny: Tak! tak! Jecha, lecie daleko, jak najdalej, pod nowe nieba, pomidzy inn ludzko! Jecha, ucieka, szuka.
Z bladym rumiecem na policzkach, do najwyszego stopnia udelikatnionych, wszystko to powiedziaa baronowi, ktrego zmita i zwida twarz zajaniaa radoci.
 Vous me faites heureux, vous me faites vraiment heureunc!  zaszepta i doda:  Kae mi pani czoem uderzy przed sob, Korz si i uderzam!
Tymczasem, w wielkim magazynie, co chwila dzwonek rozlega si u drzwi, i jaka fala przesuwajcych si obok postaci przypominaa Irenie, po co tu przybya. Skierowaa si ku wytwornemu gabinetowi, w ktrym oczekiwaa ju na ni rozrzucona po sprztach ulewa materyi. Baron posiada znawstwo kobiecego stroju, mwi o niem lubi i nieraz, z dokadnoci krawca i upodobaniem artysty, opowiada o widywanych w stolicach toaletach oryginalnych i nadzwyczajnych. Teraz, w gabinecie krawca, pomidzy wielkiemi zwierciadami, w powodzi rozwijajcych si materyi, mwi:
 Prosz tylko nie urzdza sobie nic szablonowego, prosz mi nie psu rozkoszy patrzenia na pani adn koczkodanery miejscow. Ja tu nie spotykam kobiet, ktreby miay subtelno gustu. Bogactwo jest, czsto nawet i gust jest, ale pospolity, szablonowy. Dla pani trzeba wymyli co nowego, co... symbolicznego, a raczej symbolizujcego. Strj kobiety powinien by symbolem jej indywidualnoci. Dla pani trzeba wymyli strj, ktryby symbolizowa arystokratyzm ciaa i ducha.
I wymyla; wymylali oboje. Przebierali pomidzy barwami i gatunkami materyi, rozpatrywali wzory, rysunki; baron poprawia je i uzupenia szczegami, czerpanymi z fantazyi wasnej. Po upywie pewnego czasu, zgodzili si na jedno: suknia bdzie koloru flamme. Przy delikatnej cerze Ireny i jej ognistych wosach utworzy to, wedug zdania barona, cao irytujc.
 Bdzie pani w tej sukni dziwn i irytujc...
Waciciel zakadu, elegancki i powany, wchodzi i wychodzi, zapytywa, doradza i znowu pozostawia ich namysom i decyzyom wasnym. Oni za bawili si coraz lepiej, otoczeni lekkim obokiem perfum, unoszcym si z ich sukien i chrzstem jedwabiw, spadajcych im do stp, jak rnobarwne kaskady. Materya flamme bya ju wybran, jednak oni wybierali jeszcze. Baron, z wybijajcymi si na policzki rumiecami, zawoa:
 Przepysznie czas spdzamy, nieprawda? I ktby si spodziewa? U krawca! Ale ja i pani, umiemy doznawa sensacyi takich, jakich nikt nie doznaje. Na to trzeba posiada szsty zmys. Ja i pani, posiadamy szsty zmys.
Irena zacza traci zwyk sztywno i dystynkcy, mwia prdko i wiele, kilka razy zamiaa si gono, ruchy kibici jej i ramion staway si nierwne, zbyt ywe chwilami, albo pene psennej gracyi. Baron umilk i przypatrywa si jej przez chwil, potem z zachwyceniem w oczach, mwi zacz:
 Jak si pani w tej chwili zmienia! Jak si pani przelicznie i niespodziewanie zmienia! Takie niespodzianki interesuj, irytuj... Posiada pani rzadki dar sprawiania niespodzianek...
Z byszczcemi oczyma, natarczywie zacz  prosi, aby powiedziaa, czy zmiana, ktrej ulega, humor, w ktry wpada, byy mimowolne, albo sztuczne, wynikiem nastroju, czy kokieteryi?
 Jest pani bez wtpienia produktem wysokiej hodowli, wic trudno rozezna, co w pani jsst natur, a co sztuk. A taka pani w tej zmienionej postaci zawia, zagadkowa... Prosz, proz, niech mi pani powie, czy jest to w pani natur, czy sztuk?
Suchajc sw tych, podszytych myl bardzo zuchwa, miaa si i odwracaa oczy. A on, pochylony ku niej, umiechem satyra przypominajcy, z prob w gosie zapytywa:
 Est-ce nature? est-ce art?
Z nag determinacy odpowiedziaa:
 'est nature!
I miaoci odpowiedzi chciaa sprosta miaoci spojrzenia, ale pomienny rumieniec na twarz jej wytrysn i powieki przykryy renice, w ktre uderzyo zawstydzenie. Pomimo, e wstyd dziewiczy by malowanym garnkiem, nowa ta zmiana, ktrej ulega Irena, wywara na barona znowu wpyw irytujcy. Z pord szeleszczcych materyi wzi obie jej rce i w twarz sponion rzucajc z oczu snop promieni magnetycznych, delikatn jej kibi ku sobie pocign. Ona targna rce i ruchem gwatownym sprbowaa kibi w ty odrzuci, ale wty baron by w tej chwili bardzo silnym, rce jej ciska w swoich, jak w kleszczach, i przy samej twarzy jej szepta:
 Niech si pani nie sprzeciwia temu krzykowi ycia, ktry si w pani rozlega... Ja jestem despot... umiem chcie...
Razem z ostatniem sowem usta swoje do jej ust przycisn. Ale wwczas i ona zdobya si na si niespodziewan, i w mgnieniu oka ju o kilka krokw od niego oddalona, bardzo blada teraz i caa drca, zawoaa:
 Oh! 'est trop nature!
Gow miaa podniesion, i z oczu jej sypay si iskry, ktre jednak wkrtce stopniay w zimnej ironii.
Wzruszajc ramionami, z umiechem penym szpilek wymwia:
Ditu! que 'tait vulgaire!
Poczem obu rkoma zgarniajc sukni tak, jakby adnego pyku z tego pokoju zabra z sob nie chciaa, wesza do magazynu, i baron widzia j rozmawiajc z krawcem przez chwil ze spokojem zwykym, a potem ze zwykemi sowami krtkiego poegnania, zmierzajc ku wyjciu.
Teraz siedziaa na wysokim taburecie u okna, otoczona przygasajcymi poyskami bkitnej mory, i na tle szyby, przeniknitej biaawym zmrokiem, wydawaa si posgiem o delikatnym torsie i nieco wyduonym, w kamienn nieruchomo zakutym profilu. Krzyk ycia, ktry w postaci sowa posiada urok nowoci i zuchwalstwa, w czyn zamieniony, podnis w niej wszystkie dziewicze wstydy i obrazy. Kudate zwierz zanadto wysuno si z pomidzy heliotropw i wydao z siebie zbyt siln wo jaskini i troglodyty. Cest vulgaire!  krzykna do barona i istotnie poja odrazu, e to, co si ustao, nie byo ani nowem, ani rzadkiem, ale starem jak wiat i gminnem jak ulica. Magazyn krawca peen ludzi, nieustanne dzwonienie u drzwi, gwar kupiecki, przechodnie za oknami... ulica. Pocaunek otrzymany  na ulicy. Przygoda uliczna. Plecy jej, od gry do dou przeszed dreszcz. Przed wyobrani przesuny si ndzne postacie kobiece, cignce w zmrokach wieczornych brze gami ulic. Na twarz pochylon wytrysn rumieniec; ten malowany garnek, ktry nazywa si wstydem kobiecym, pod postaci instynktu odziedziczonego i dumy niewieciej, pracowa w niej bolesny i niepozbyty. Po chwili, zastpi go niewysowiony niesmak.
Baron, ktrego jedynym urokiem bya subtelno, ukaza si w postaci gminnej. Ten gatunek mioci, o ktrym mniemaa, e wzajemnie dla siebie uczuwaj, z blizka ujrzany, przypomnia jej obrazy, na ktrych Fauny z koziemi brodami cigaj po lesie Nimfy. Na ustach Ireny usiad umiech drwicy, prawie zy. Co on takiego mwi o szstym zmyle? Po co tu szsty zmys? Puste sowa! Baron drwi z malowanych garnkw, a sam je lepi i na stare kolory maluje. Idylla, rzecz stara i jaskinia rzecz stara, lecz idylla byaby lepsz, gdyby  bya. Ale gdzie ona? Oczy jej nie spotkay si z ni ani razu, natomiast widziay, ach, widziay! co dzieje si i staje z ludzkiemi miociami i takimi zwikami, ktre nosz nazw witych! Wic c? C bdzie z baronem... i Ameryk? Oblay j, napeniy ca, taka wzgarda dla wszystkiego, taka niewiara we wszystko, takie uczucie lekcewacego pomiatania wszystkiem i sam sob?? u koca rozmyla mwia sobie: Wszystko jedno! Splota i silnie zacisna u piersi rce, gow nieco pochylia i mylaa: Wszystko, wszystko, wszystko jedno!.
Kilka ez, jedna po drugiej, upado na silnie splecione palce. Wszystko jedno! Byle prdzej!
Co prdzej? Dlaczego prdzej? Powolnym ruchem zwrcia twarz w stron pokojw macki; usta jej, drgajce i spad na nie z wiecce, miay wyraz taki, jaki bywa u paczcego pocichu dziecka. Z podniesionemi nieco brwiami, szepna:
 Mama!
I po chwili, pod temi brwiami, podobnemi do delikatnych pomykw, oczy jej zaczy agodnie, traci z i ironi, a nabray wyrazu takiego pocieszenia, jakby dostrzegy idyll!
Jednoczenie powietrze, zaprawione ju szaroci zmroku, przerna jasna ruchoma linia. Bya to Kara, ktra sza od strony pokojw ojca z toczcym si tu za sukni Pufkiem. Idc, nucia. Ujrzawszy siostr, przestaa nuci i z koca salonu zawoaa:
 Wiesz, Iro? Ojczulek bdzie dzi z nami jad obiad!
W cienkim gosie jej brzmia tryumf. Od wielu tygodni, po raz pierwszy ojciec zasidzie z niemi do rodzinnego stou, a gdy tylko si to stanie, no, to ju i wszystko dobrze pjdzie! Co mianowicie szo le? I dlaczego szo le? Nie wiedziaa. Ale miaa swoje spostrzeenia, zadziwienia i niepokoje. Co czua; tym prawdziwie szstym zmysem, ktry posiadaj istoty z wyegzaltowan uczuciowoci, czua w powietrzu jaki ciar, jak grob, i nie wiedzc, co znacz, skd pochodz, cierpiaa. W ten sam sposb organizacy z nerwami nadczuymi przeczuwaj atmosferyczne burze. Teraz jednak sza swoim drobnym krokiem, prosta i cienka, z Pufkiem u sukni wesoo nucc.
Kiedy wkrtce potem Irena wesza do gabinetu matki, ujrzaa w wietle lampy grup, zoon z trzech osb. Na kanapce, z poyskami czarnych detw w jasnych wosach, siedziaa Malwina Darwidowa, obok z nizkiego fotelu pochyla si ku niej elegancki jak zwykle Maryan, a przed ni, z okciami opartymi o jej kolana, klczaa Klara, bladobkitn smug przerzynajc czarno morowej sukni matczynej.
 Obraz godny oczu Sary i Rebeki!  zaartowaa Irena, idc wprost ku wielkiemu zwierciadu, przed ktrem, z podniesionem! ramionami zacza poprawia i przerabia wze wosw u wierzchu gowy. Maryan, wesoo usposobiony, prosi matk, aby pozwolia malowa swj portret jednemu z najsynniejszych malarzy miejscowych.
 To znakomity pendzel! Nie pojmuj, jakim sposobem na onie starzyzny tutejszej powsta mg talent do tego stopnia nowy, indywidualny. On ma w krajobrazach przepyszny plein-air, a jako portrecista, umie chwyta dusz. Moja mamo, niech ja mam dusz mamy zaklt w portrecie... Czy mama uwaaa, e oczy niektrych portretw patrz na wiat, jakby z za wiata. Jest w nich zaklta dusza. Niech ja mam portret mamy, wymalowany przez artyst, z ktrego pcien wieje tchnienie zawiatowoci...
Pochyli swoj cherubinow gow i rk matki, opart na ramieniu Kary, pocaowa. zawoaa:
 I mnie za jednym zachodem pocauj!
 Sentyment!  prostujc si, rzek Maryan  strze si sentymentw, ja ci to mwi, twj pradziadek!
 Wybornie powiedziane!  ozwaa si od zwierciada Irena.  Kara ma dusz tak pierwiastkow, a ty...
 Tak schykow  wtrci Maryan.
 e masz prawo do tytuu jej pradziadka...
 Witam ci prababuniu!  zamia si ku siostrze, a do matki mwi:  Bo widzi mama, z du siostr juemy si doskonale zrozumieli, a z ma jeszcze nie, ale i to kiedy nastpi, nawet zapewne wkrtce. Mais revenons  nos moutons. Co bdzie z portretem?
Malwina miaa si. Twarz jej, przed godzin zmczona bardzo, znowu odmodniaa. Jaki promie przerzyna w tej chwili jej grub chmur. Od myli o portrecie bronia si.
 Po co? jest ju tych portretw moich a nadto, o, a nadto!
 Karykatury!  zawoa Maryan  i aden wycznie do mnie nie naley. Ja prosz o portret mamy specyalnie dla siebie, na swoj wasno wyczn.
 Po co?  powtrzya Malwina  ile razy czujesz potrzeb tego, patrz na orygina. Lepiej nawet, aby nie mia portretu, bo moe czciej uczuwa bdziesz t potrzeb.
 Point des reproches, ch?re maman! Niechaj wyrzuty, groby, cay arsena patryarchalizmu, pozostan wycznie po jednej stronie... tamtej...
Gestem wskaza drzwi, prowadzce w gb mieszkania. Kara z nad kolan matki gow podniosa i oczy jej zamigotay.
 A z tej strony niech bdzie sama sodycz, sam wdzik, sama ta droga, liczna sabo, przed ktr jestem zawsze na klczkach! Co za do tego, e bd mg widzie orygina portretu, o ktry prosz, ilekro tego zapragn, to kwestya! Jestemy ziarnami piasku, ktremi miota po wiecie wiatr... interesujcych wojaw!
 Czy masz znowu jaki zamiar podrniczy?  zapytaa Malwina.
 Tak! To i owo.... w zarysach jeszcze lekkich, ale coraz wicej si uwyraniajcych. Bdzie to krok olbrzyma, zmykajcego przed t rdk, ktr Duch w. dziateczki bi radzi!
Znowu gestem wskaza drzwi, prowadzce do pokojw dalszych, i w krtkim miechu, ktry towarzyszy ostatnim jego sowom, zabrzmiaa zjadliwo, prawie nienawi. W tej samej chwili spotka si z oczyma Kary i zawoa:
 Czego ty maa, tak patrzysz na mnie ? Voil? des yeux! Ciekawe, a chciwe i wystraszone, jak u ciganej ani! Czego ty taka ciekawa ? I czego tak si lkasz ?
Kara szybko ukrya twarz w sukni matczynej, a Irena odezwaa si nagle z przed zwierciada:
 A jakby si mamie podobao zrobi razem ze mn fug do Ameryki?
Upia ostatecznie wosy, przebia je fantastyczn szpilk, i odwrciwszy si od zwierciada mwia dalej:
 Ja mam takie buty du petit Poucet, e jak je wo, to trzy due kroki  i jestemy obie z mam za morzami. Jak si mamie ta myl podoba?
 Jestecie dzi deszczem projektw!  zaartowaa Malwina.  Portret, ucieczka od rdki, Ameryka...
 Bal!  podnoszc gow, zawoaa Kara.  Bo przecie ty o niczem nie wiesz, Marysiu... za kilka tygodni bdzie u nas prawdziwy wielki bal!
 Ciekaw history prawisz, maa; praw dalej!  odpowiedzia Maryan.
Kiedy szo o prawienie, Kary nigdy nie trzeba byo dwa razy prosi. Zerwaa si z klczek i zacza opowiada history godziny, ktr przed kilku dniami spdzia w gabinecie ojca. Matce i siostrze o projekcie balu oznajmia zaraz, ale skd wynik, nie powiedziaa. Co przeszkodzio. Teraz wszystkim opowie. Do ojczulka przyszo z wizyt trzech panw: ksi Zenon, hrabia Czarski i trzeci jaki, ktrego nazwiska nie pamita, ale taki duy pan, wysoki i szeroki, z piersi byszczc od gwiazd i krzyw Ona, Kara, chciaa przed gomi schowa si za etaerk... tam jest taka etaerka, za ktr ona czsto siaduje, i sama niewidzialna wszystko widzi i syszy: ogromnie wygodne schowanko, w ktrem z Pufkiem tylko bied miewa, bo co kto wejdzie do pokoju, to on chce szczeka, ale ona wtedy mu pyszczek mocno rk cinie i cicho! Tego dnia jednak, nie posza za etaerk, bo ojczulek stanowczo kaza na fotelu usi. Wic tak usiada z powag...
Tu, siadajc na taborecie, pokazywaa w jakiej postawie siedziaa wobec ojcowskich goci, rce opuszczone na kolana, prociuteka, z powag na ranej twarzy. Powag t mci tylko Pufik, ktry wlaz jej za plecy, apki pooy na ramieniu, a mokry pyszczek przytkn do samego ucha. Jeden z panw zwrci si wwczas do niej i powiedzia:
 licznego ma pani pieska!
 Jest bardzo grzeczny  odpowiedziaa.
 A na imi mu?  zapyta drugi.
 Pufik!  objania.
Nie miaa si wcale, bo nie byo z czego. Pufik jest naprawd grzeczny i imi ma adne, ale ci panowie, patrzc na ni, umiechali si bardzo przyjemnie, a jeden z nich rzek do ojczulka:
 Jak szybko czas upywa! Niedawno jeszcze widywaem modsz crk pana dzieckiem, a teraz....
Drugi podchwyci:
 Jest ju prawie doros. Wzrostem dorwnywa si zdaje starszej siostrze...
Tamten znowu zacz:
 Bardzo rzadko tej zimy mamy przyjemno widywania rodziny pana w towarzystwach...
Drugi potwierdzi:
 ona i crka pana prowadz w tym roku ycie bardzo zamknite...
 ona moja uskara si na czste migreny  odpowiedzia ojczulek, a wtedy i nieznajomy, duy pan si odezwa.
Dotd Kara, opowiadajc rozmow dwch panw, zmieniaa gos, naladowaa ruchy i postaw kadego; teraz sowa duego pana powtrzya gosem najgrubszym, na jaki tylko zdoby si moga:
 Nie miaem jeszcze zaszczytu by przedstawionym onie i starszej crce pana, a tyle syszaem, e itd.
Potem rozmawiali jeszcze z ojczulkiem o czem innem, a odchodzc powiedzieli jej kilka adnych komplementw. Ona dygaa. miao powiedzie moe, e z blaskiem odegraa rol dorosej panny. Ojczulek po odejciu goci powiedzia, e cieszy si z wizyty duego pana, bo znajomo z nim jest mu potrzebna dla interesw. Potem zamyli si, a rzek:
 Wiesz co, maleka? Trzeba, aby zacza ju pokazywa si w wiecie!
Tu Maryan pgosem mrukn:
 Nowej kolumneczki zapotrzebowa do swojej wityni...
Irena umiechna si; Malwina udaa, e nie syszy; Kara rozszczebiotana, nie syszaa i szczebiotaa dalej:
 Potem ojczulek mwi, e mama i Ira prowadz ycie klasztorne, mao przyjmuj i wyjedaj. Ma to min nieszczcia domowego, albo bankructwa. Taki pozr jest czem brzydkiem wogle i dla interesw szkodliwem.
Aby mu zapobiedz, trzeba urzdzi jedno przyjcie, ale wielkie, jak najokazalsze. Karnawa skoczy si wkrtce, a u koca karnawau wydamy bal, na ktrym maleka pierwszy raz ukae si w wiecie. Dzisiaj za przed godzin, ojczulek powiedzia, e przyjdzie do nas na obiad i z mam o tym balu obszernie pomwi. Na tem Kara skoczya opowiadanie, ktre byo troch przedstawieniem dramatycznem, a Maryan nagle z siedzenia si podnis.
 Trzeba, abym sobie std szed  wymwi z postaw zesztywnia i rysami zastygajcymi.
Malwina ozwaa si z cicha:
 Zosta, Marysiu!
Twarz jej staa si udrczon, z pogbion lini zmarszczki na czole; w gosie brzmiaa proba. Maryan patrza na ni, chwil waha si, a ruchem automatu opuszczajc si na fotel, wymrucza.
 Que votre volont soit faite! Niech bd garnkiem pomalowanym na kolor mioci synowskiej... dla ciebie, mamo!
Od myli, e zaraz spotka si ma z ojcem, wntrznoci serca wysycha mu zaczy.
Lokaj oznajmi podany obiad. Kara zerwaa si z tabureta.
 Pjd, ojczulka przyprowadz!
Biega ku drzwiom, ale od drzwi wrcia, i przed matk osunwszy si na klczki, kilka dugich, namitnych pocaunkw na jej kolanach i rku zoya. Ku szyi jej wspia si i cicho zaszeptaa:
 Mamciu zota, jedyna, najdrosza!
I porwaa si z klczek, jak ptak z pokoju wyfruna. Co znaczy ten gwatowny wybuch czuoci dla matki ? Nikt nie wiedzia, ani moe ona sama. Bya to proba za kim, czy ch upewnienia, e nie tylko tego kogo, ale i matk take bardzo kocha? czy rado, e nakoniec oboje ich razem zobaczy? Jak ptak leciaa przez salony, owietlone palcemi si gdzie niegdzie lampami, a cicho, jak promie wsuna si do gabinetu ojca i stojcemu u biurka rke pod rami wsuna. Caa zarowiona, udajc gruby i uroczysty gos lokaja, rzeka:  Obiad podany! Darwid uczu spywajcy mu do piersi strumie ciepa i sodyczy.  O, ty, swawolnico!  rzek.  Promyku! Maleka! Kiedy po chwili wchodzi z Kar do sali adalnej, przez drzwi przeciwlege Maryan wprowadza tam matk, ca w czarnych poyskach mory i detw.
Darwid pochyli si i rki ony dotkn ustami; na twarzy Malwiny rozlewa si umiech uprzejmy.
 Tak jestem niezmiernie zajty  rzek  e nie codzie mam czas zapyta ci o zdrowie.
 Dzikuj ci, mam si wybornie  odpowiedziaa.
Dzieci, miss Mary, suba. U ozdobnego bufetu krztali si dwaj lokaje, przy stole, byszczcym od krysztaw i sreber staa miss Mary, zgrabna i jeszcze moda, z purytask prostot w stroju obcisym i gadkich pasmach wosw nad spokojnem czoem. Gospodarz domu powita Angielk i wyrazi al, e z powodu zaj tak rzadko widywa j moe, a gdy wszyscy ju zajli miejsca u stou, Malwina ze swobod wprawnej gospodyni rozmow rozpocza:
 Mwilimy przed chwil o Stanach Zjednoczonych, ktremi od jakiego czasu Ira i Maryan ywo interesowa si zaczli.
 Zapewne z powodu wystawy, przygotowujcej si w Chicago  podj Darwid;  istotnie, ma to by co kolosalnego.
Miss Mary wspomniaa o majcym zebra si z okazyi tej wystawy kongresie niewiecim,
Malwina i Irena wiadomo t uzupeniay szczegami; rozmowa popyna gadka, atwa, wiadomociami rozmaitemi napeniona, chodna, Maryan adnego w niej nie bra udziau. Siedzia sztywny, guchy, niemy, z rysami staymi. Gdy jad, ruchy jego miay pozr automatycznych, powieki nawet mrugay bardzo rzadko. Obraz apatyi i wzgardy, limfy i ci. Nawet blada cera mu poka i wargi przyblady. Sprawia dokadne wraenie lalki woskowej, w eleganckiem ubraniu i byszczcemi oczyma.
Darwid z pobaliw artobliwoci mwi o gmachu, ktry mia by wzniesiony w Chicago, wedug planu dokonanego przez kobiety architektki.
 Obawiam si o losy tych, ktrzy w nim przebywa bd. W budownictwie znaczenie ogromne posiada umiejtno zachowania rwno wagi, a to jest dla kobiet najtrudniejsze. Kobiety tak atwo, tak zawsze, tak prawie nieuchronnie trac rwnowag...
Byo to mwione w sposb zupenie lekki, artobliwy, jednak, nie wiedzie czemu, w gosie mwicego drgno kilka zjadliwych tonw, a na czoo Malwiny wystpi blady rumieniec. Ale Irena z wielk ywoci mwi zacza do miss Mary o najnowszych objawach de emancypacyjnych u kobiet angielskich, i Darwid sam, z niejakim popiechem, o deniach tych, sdy spokojne, cho nieco ironiczne, wypowiada zacz.
Wielka lampa, w bronzy ubrana, rzucaa obfite wiato na st, okryty poyskami sreber i krysztaw. Lokaje w biaych rkawiczkach, jak ciche widma zmieniali talerze, zdobne w malowane i wyzacane monogramy, z butelkami w rku, zapytywali o gatunki win, ktre nalewa maj, roznosili pmiski, z ktrych ulatyway kapitalne wonie trufli, pikli, rzadkich misiw i jarzyn. Kilka wysoko umieszczonych kinkietw owietlao ciany, ubrane w obrazy z silnie byszczcemi ramami i w festony cikich firanek u drzwi i okien. Rozmowa, ktra opuciwszy Ameryk, spyna na stolice europejskie i rozmaite objawy ich ycia, brzmiaa dwikami mowy angielskiej i francuskiej. Mwiono po angielsku przez wzgld na miss Mary, a chwilami po francusku, bo Darwid i jego ona woleli posugiwa si tym jzykiem, ni angielskim. W zamian, Irena i Kara mogy by wzite za rodowite Angielki. Biega i poprawna angielszczyzna, biega i czysto paryska francuzczyzna, w rozmowie mnstwo wiadomoci rnostronnych, pod pacht wiata, padajc z gry na st roziskrzony poyskami naczy drogocennych, cisza i powana ozdobno wielkiej sali, wysoka skala ycia, niewtpliwy higlilife...
By moment, w ktrym Alojzy Darwid wzrokiem powid dokoa i gow nieco w ty odrzuci; czoo jego pozbyo si zmarszczek, i gadkie, mdre, nieco u skroni lnice, zdawao si by z koci soniowej wyrzebionem, a nozdrza delikatne i nerwowe rozwieray si i zwieray, jakby razem z zapachem win i przysmakw wcigay subtelniejsz i bardziej upajajc wo wasnej wielkoci. Ale trwao to krtko; niebawem, jakie kamyki zamyle i powiewy roztargnie zaczy chwia mow jego i mci dum. W dwu palcach koyszc deserowy do miss Mary:
Bardzo bardzo powaam ziomkw pani za ich praktyczno i wysoki rozum... Jest to nard... jest to nard...
Zajkn si, co w mowie jego przyciszonej i pynnej nie zdarzyo si nigdy. Myla o czem innem.
 Jest to nard, ktry powiedzia sobie:
Czas to pienidz... ktry te...
Znowu zajkn si. Oczy, nieprzezwycion si pocigane, skierowyway si wci ku temu punktowi przy stole, na ktrym bogato i. pospnie byszczay czarne dety, a roztargnione usta koczyy zdanie rozpoczte:
 Ktry te posiada dzi najwysz potg pienin...
Tu Maryan po raz pierwszy przemwi:
 Nietylko pienin. Anglia teraz przewodniczy najnowszym kierunkom sztuki.
Byo to powiedziane brzegami warg, bez udziau innych rysw twarzy, ktre trway w stanie staoci, a na usta Darwida wystpi umiech, o ktrym mwiono, e by, najeony szpilkami.
 Najnowsze kierunki sztuki!  wymwi, a wyrazy troch syczay mu w ustach.  Sztuka jest rzecz wspania, szkoda tylko, e czasem przerabia si na cacko, psute przez niegrzeczne dzieci!
Maryan podnis na ojca wzrok, z ktrego wylewaa si caa fala ironii i brzegiem warg odpowiedzia:
 Ten tylko nie jest dzieckiem, kto wie, e wszyscy jestemy dziemi, przerabiajcemi wszystko na cacka dla siebie. Tylko, e cacka bywaj rozmaite.
Malwina, z niepodobnem do pokonania zazaniepokojeniem, szepna.
 Marysiu!
A Darwid nagle ku niej twarz obrci, i spojrzenia ich, dotd unikajce si starannie, utony w sobie na kilka zaledwie sekund, ale wystarczyo to, aby oczy Darwida napeniy si blaskami wyostrzonej stali, i aby Malwina tak nizko twarz nad talerzem pochylia, e w rzsistem wietle wida byo tylko czoo jej, przerznite pod jasnymi wosami ciemn prg bardzo pogbionej zmarszczki. Ale w tej samej chwili Irena zagadna ojca o Londyn, w ktrym par razy do dugo przebywa, a on, natychmiast odpowiadajc crce, mwi dugo pynnie, w sposb zajmujcy, wcigajc te do rozmowy angielk, do ktrej zwraca si czsto i uprzejmie.
Rozmowa znowu pyna gadko, atwo, chodno. Nad stoem, zamiast kapitalnych zapachw mis i sosw, unosiy si lekkie wonie owocw i wanilii. Lokaje roznosili wety. Darwid mwi o owocach, waciwym rnym strefom, ktre zwiedza w podrach swych, prawie nieustannych; nagle przerwa mow w poowie okresu i zwrci si do Kary, ktra kilka razy zaniosa si kaszlem suchym i uporczywym.
 Zdawao mi si, e ju zupenie wyzdrowiaa. Kaszlesz jeszcze! To smutno!
Dziewczynka miaa na ognicie zarumienionej twarzy wyraz alu czy gniewu. Porywczo, prdko, z ust jej wydtych jak u rozalonego dziecka, wypady sowa:
 Tyle jest na wiecie rzeczy smutnych, ojczulku, e mj kaszel to w porwnaniu z niemi pyek...
Byo to odezwanie si zupenie niespodziewane, ale wraenie, ktre sprawi mogo, Irena stumia natychmiast miechem i wykrzykiem moe troch za gonym:
 Voila ole pessimisme va se nicher! Czy Pufik zachorowa?
 Obserwacya Kary wczesna jest, ale trafna!  brzegiem warg przemwi Maryan.
Malwina take zacza mwi. Malutk filiank podajc synowi, zapytaa:
 Dla twego upodobania w czarnej kawie powinnam zarezerwowa jeszcze jedn filiank, nie prawda?
Maryan nie odpowiedzia, ona za z ciemn prg zmarszczki na czole i z umiechem na ustach, prdko, piesznie mwia dalej:
 Podzielam gust Marysia. Niedawno jeszcze piam mnstwo czarnej kawy, ale spostrzegam, e szkodzi rai na nerwy i sen odbiera. Bardzo jest przykro nie mdz sypia, i lepiej wyrzec si ulubionego przysmaku, ni by naraon na bezsenno... Mwia, mwia. Z wielkim wdzikiem w u-miechu i poruszeniach gowy, ze sodycz, ktra przepajaa zawsze brzmienie jej gosu, mwia zupenie o niczem, wic zdanie ze zdaniem wprost tylko dla mwienia, dla zabijania minut, lub zapobiegania innym mowom. Darwid za, z podniesion nieco twarz, przez szka, ktremi oczy osoni, znowu na ni patrza, a przed poyskami, w tych szkach migoccymi, znowu nad filiank pochylia gow bardzo nizko, i oblk j niepodobny do ukrycia pozr istoty, ktra pragnie znikn pod ziemi, rozwia si w powietrzu, sta si cieniem, pyem, trupem, byle nie by tu, gdzie jest, i  tem, czem jest. Wtedy Irena z lekkim stukiem filiank na spodek opuszczajc, zacza:  Musisz zna dobrze, ojcze, sposb, w jaki na Wschodzie przyrzdzaj kaw ? Zna go dobrze, bo na Wschodzie bywa, i w sposb do malowniczy opowiada teraz o Turkach, jak zasiadszy w koo, zwolna scz do ust napj ulubiony. Delektuj si nim, powani, jak magowie, milczcy, jak ryby.
 Moment, w ktrym oddaj si temu absolutnemu spoczynkowi, zoonemu z czarnej kawy i milczenia, nosi u nich nazw kijejf. Nazwa ta wywoaa umiech na wszystkie usta. Darwid umiecha si take. Na wszystkich czoach, st otaczajcych, malowao si znuenie. Cienki gosik Kary zagada:  Turcy dobrze czyni, e milcz, bo c z tego, e ludzie rozmawiaj z sob? c z tego ?  Oto jest maa gwka, pyta i odpowiedzi nigdy nie syta!  zaartowa Darwid.  Zdolno do krytycyzmu jest. familijn cech nasz  zamiaa si Irena.  Kara od dziecistwa odznaczaa si ciekawoci  z umiechem przemwia Malwina. Nawet Maryan, patrzc na modsz siostr, przemwi:  Zawsze przychodzi czas, w ktrym dzieci zamiast papla, zaczynaj mwi! Miss Mary, z czoem pod purytaskimi pasmami wosw, stroskana, nie powiedziaa nic Na czoach tych wszystkich, ktrzy mwili malowaa si troska, i we wszystkich oczach nad umiechajcemi si ustami, wiecio udrczenie. Malwina powstaa z krzesa, Darwid take opuci swoje, wszystkim dokoa oddawszy ukon, wyszukanej grzecznoci peen, i postpiwszy kilka krokw, poda rami onie. Przeszli may, rzsicie owietlony salonik i zatrzymali si w nastpnym, w tym, ktry pord cian, ozdobionych biaemi girlandami, mia bkitn mor na sprztach i firankach. Za nimi, w maym saloniku, miss Mary zasiadaa z Maryanem do partyi szachw, Kara umiecia si obok nich w roli obserwatorki, a Irena rozwina w wietle lampy kawa materyi kocielnej, bardzo starej i przez czas nadweronej, ktr jako rzadko przynis jej baron Emil, a ona naprawia zamierzaa haftem z nici jedwabnych i zotych. Darwid i Malwina stanli pord bkitnych sprztw, w przymionem wietle lampy, palcej si pod zason. Malwina bya bardzo blada, i serce jej silnie bi musiao, bo oddech miaa przypieszony. Przyszo nakoniec to, czego oczekiwaa oddawna i nadaremnie: stanowcza i rozstrzygajca rozmowa. Z caej siy pragna wyjanienia, zmiany, czegokolwiek i w formie jakiejkolwiek, byleby pooeniu jej przynioso zmian. Staa, czekajc, gotowa podda si wszystkiemu, znie wszystko, byleby raz przemwi. Przemwi:
 Jutro wyjedam na polowanie do dbr ksicia Zenona, a poniewa stamtd udam si jeszcze do pewnej miejscowoci, w ktrej mam interes do zaatwienia, wrc mniej wicej za dni dziesi. Zaraz po powrocie moim, w ostatni niedziel karnawau, odbdzie si w domu naszym wieczr, poprostu bal, jak najwietniejszy moliwie bal. Wymagaj tego interesy moje i opinia domu. Chc take, aby na balu tym Kara po raz pierwszy ukazaa si w wiecie. Sporzdziem i przyl ci spis osb, do ktrych trzeba wysa zaproszenia, a o ktrych mogaby sama nie pomyle; reszt za towarzystwa znasz lepiej odemnie. Wiem, e rzeczy takie urzdza umiesz wybornie, i spodziewam si, e tym razem take uczynisz wszystko jak najlepiej. Ksig czekow do banku przyniesie ci mj sekretarz, ktrego sprytem i czasem moesz rozporzdza si nieograniczenie, zarwno jak t ksig. Na wydatki oglda si nie trzeba; jakiekolwiek bd, wszystko powinno by tak, jak bywa rzadko u kogo, albo raczej jak nie bywa u nikogo. Zebranie to potrzebne jest dla interesw moich i dla opinii domu troch, wicej ni troch, za... chwia... nej! Mwi powoli i grzecznie, z akcentem na dnie grzecznoci rozkazujcym. Przy ostatnich sowach, rzuci jej w twarz bysk oczu twardy i przeszywajcy, poczem skoni si i uczyni ruch do odejcia. Ale ona, z silnie splecionemi rkoma, zawoaa:
 Alojzy!
Zacza dre. Jakto? Bal i nic wicej! Jej szo o rzeczy tak wane, jak godno czowieka, sumienie, przymus nieznony, trwoga przed wzrokiem dzieci...
Zatrzyma si i zapyta:
 Co rozkaesz ?
Z pochylon twarz, zacza:
 Potrzebuj, pragn pomwi z tob obszernie i stanowczo...
Umiechn si.
 Po co?  zapyta.  Nie mamy do powiedzenia sobie nic przyjemnego, a rozmowy nieprzyjemne, wicej szkody przynosz nerwom, ni  czarna kawa!
Podniosa gow i z moc, na ktr z trudnoci si zdobywaa, zacza znowu:
 Tak, jak jest, pozosta nie moe. Pooenie moje...
Z wyrazem najgbszego zdziwienia na twarzy przerwa:
 Pooenie twoje! Ale pooenie twoje jest wietne!
Uczyni taki gest, jakby wskazywa wszystko, co znajdowao si w tym salonie i w caym domu, ona za oblaa si rumiecem gwatownym, i jak kto, w kim dotknito miejsca najwicej bolesnego, zawoaa:  Ale mnie wanie to najwicej... ja wanie tego najwicej  nie chc! Mam prawo da, aby mi wolno byo usun si, zrzuci z siebie ten blask... odej gdziekolwiek... Z caej siy walczya z porywajcym j paczem. On z najgbszem zdumieniem powtrzy:  Nie chcesz? Masz prawo? Wszystko w nim: policzki, zmarszczki na czole, usta poblade, drgao uniesieniem, ju do pohamowania niepodobnem. Tylko nad gosem jeszcze panowa. Mwi cicho, ale z sykiem:  Jakie prawo? Nie masz adnego prawa! Utracia wszystkie prawa! Nie chcesz? Nie masz prawa chcie, albo nie chcie. Musisz. Musisz tak y, jak wypada i trzeba. Rozmw obszernych i stanowczych scen teatralnych adnych! Ja ich nie chc... ja, ktry nie straciem prawa chcie. Milcz i wymagam milczenia. Takiem jest i nazawsze pozostanie nasze modus vivendi, ktre zreszt powinno by dla ciebie do zachowania najatwiejszem w wiecie. Posiadasz wszystko: stanowisko wysokie, zbytek i blask, nawet, jak si zdaje, mio dzieci... posiadasz wszystko, oprcz... oprcz... Zawaha si. Przyzwyczajenie do zachowawania we wszelkich wypadkach poprawnoci form walczyo z uniesieniem, ktre przemogo, i cicho, lecz jadowicie zasyczaa mu w ustach:
 Oprcz... kochanka, ktrego odprawia, czego ci winszuj, i... mego szacunku, ktry utracia, ale bez ktrego na zawsze ju obchodzi si bdziesz musiaa. O przedmiocie tym rozmawiamy z sob po raz pierwszy i  ostatni. Za dugo rozmawiamy. Pilno mi do zaj moich. ycz ci dobrej nocy. Ukon, ktry zoy przed on, mg zdala wydawa si penym uprzejmoci przyjacielskiej, odszed te w sposb zupenie spokojny i swobodny, a jednak Irena sza ju ku matce krokiem rwnym, lecz piesznym i z rozpostartym w rku kawakiem starej materyi, idc zacza ju mwi:  Przyszam do przekonania, e bez pomocy mamy zadaniu nie podoam. Zrestaurowanie tego redniowiecznego cudu wymaga gustu, oka, wycieniowania, przechodzcego moje sabe zdolnoci.
Stana przed matk i pomidzy wielkimi kwiatami materyi, mienicej si srebrem i szafirem, wskazywaa kilka zepsu przez czas zrzdzonych. Powieki jej mrugay dziwnie prdko, i dlatego moe nie spostrzegaa ani kredowej bladoci, ani drenia rk, ani zrozpaczonego wyrazu oczu matki. Nie spostrzegajc nic, wesoo i gono mwia:  U mamy s przepacie jedwabiw rozmaitych, ktre zostay od tylu naszych wsplnych robt. Pjdziemy rozejrze si pomidzy nimi, dobrze ? S w pokoju mamy. Pjdmy tam, moja mamo. Tak jestem niecierpliw, aby ju rozpocz restaurowanie tej piknej ruiny! Mama pomoe mi dobra jedwabie, prawda ? Mj Boe, ilemy to ju licznych rzeczy wsplnie z mam wykonay... temi czterema apkami naszemi, ktre zawsze byy razem, razem! I teraz take byy razem. Wsuna rk pod rami matki i z zawieszonym na ramieniu pasem materyi srebrno-lazurowej prowadzia bardzo blad kobiet w czarnych detach przez salonik rzsicie owietlony, obok stolika z szachami, przy ktrym siedziay trzy osoby, przez sal jadaln, po ktrej krztali si lokaje, przez ten gabinet, w ktrym upyno jej z matk najwicej godzin ycia, a weszy obie do sy- pialni Malwiny, gdzie rd tych adamaszkw palia si przymiona lampa. Tu w mgnieniu oka, zasuna u drzwi bronzowy rygielek i twarz ku matce obrcona, z rozpomienionymi nagle policzkami, obie rce jej w obie donie swe uja.  Do ju tych tajemnic, niedomwie, zagrd, wznoszcych si pomidzy naszemi sercami i ustami... Spieszny szept ten wybucha z niej, jak gorce tchnienie z naczynia napenionego arem i nagle otworzonego.  Powiedzmy sobie wszystko... Albo nie, nie mw nic... nie mw... nie mw... Ja wszystko , wiem i take mwi nie bd!... tylko naradzimy si... namylimy si wsplnie... o, mamo! Jej zazwyczaj sztywna i dystyngowana kibi, jak trzcina gia si i chwiaa, a usta, synce z chodu i ironii, gradem pocaunkw osypyway rce drce i twarz matki, ktrej [kredow blado obla pomie rumieca.  Iro!  zawoaa  przebacz. Niech mi Bg przebaczy! Nic wicej, oprcz tych wyrazw, wymwi nie mogc, osuna si na klczki i gow dotkna tych poduszek nizkiego sprztu. Wydawaa si zdruzgotan, unicestwion. Wwczas
Irena ostyga znowu. Myl trzewa i wola silna zajaniay w jej oczach. Pochylona nad matk, prawie opiekuczym ruchem do delikatn naramieniu jej skadajc mwi zacza:
 Moja mamo, prosz nie rozpacza, a nadewszystko nie drczy si tem, co mama wyrzuca sobie, co poczytuje sobie za win. Niech mama nigdy nie mwi do dzieci swoich: Przebaczcie!  bo my sdziami twymi by nie moemy... ja najmniej. Bya dla nas zawsze dobr i mi, jak anio, ylimy z tob, kochamy ci  ja najwicej. Trzeba zawsze pamita, e si posiada przy sobie serce bardzo oddane i... rodzone, bo serce crki! I trzeba dwign si, mie wol, co obmyli, uoy, postanowi, ratowa si...
Patrzc w twarz matki, z dziwnym umiechem dodaa:
 Moe i mnie ratowa, bo i ja biedna, niemdra, nie wiem sama co czyni...
Malwina podniosa gow, wyprostowaa si i zwolna powstaa z klczek.
 Tak  szepna  ty... ty... tak dawno, tak wiele chciaam mwi... o tobie i... nie miaam!
 Wic nakoniec mwmy!  zawoaa Irena.
I znowu rk pod rami matki wsunwszy, prowadzia j ku kanapce, w przymionem wietle lamy stojcej.
 Drzwi zamknite: nikt nam nie przeszkodzi, pomwimy dugo! Tylko trzeba nam by rozsdnemi, spokojnem!, patrze na rzeczy i w same siebie jasno i zupenie jasno wiedzie czego chcemy, a potem sprbowa chci i zamiary nasze do skutku doprowadzi... umie chcie!
Przy ostatnich wyrazach naladowaa nosowy glos barona Emila, zamiaa si i, jednoczenie, przed matk, ktra na nizkim sprzcie usiada, osuwajc si na kobierzec i rce jej w swoje ujmujc, z oczyma w oczach jej utopionemi, zacza:
 Moja mamo, jeeli chcesz, bardzo prdko zostan on znakomitego medyiwialisty, pana Emilia Blauendorfa, i wszyscy troje wyjedziemy std do Ameryki... za morza!  O, nie! nie! nie!  zawoaa Malwina, i z takim przestrachem pochyliwszy si ku crce, ramieniem j otoczya, jakby przed upadajc cian domu porywaa si j osania.
 Nie, nie to! nie to! Co innego... Co zupenie innego...
Tu, jaka popdliwa, czy niecierpliwa rka wstrzsna klamk u drzwi.
 Nie mona!  zawoaa Irena i zapytaa jeszcze: - Kto tam?
Nie byo odpowiedzi, tylko klamka poruszya si raz jeszcze, ale ju w sposb niemiay, jakby proszcy.
 Nie mona!  powtrzya Irena.
Za drzwiami zaszeleci po dywanie i oddali si krok lekki i szybki.
 Kara!  szepna Malwina.
Irena, z nagle cignitemi brwiami rzeka:
 Dla niej, zarwno jak dla nas, trzeba temu pooeniu jak najprdzej koniec pooy.
Kara to istotnie od drzwi pokoju matki odchodzia ze zwieszon gow i silnie zmarszczonem czoem, bez adnej pamici o Pufku, jak zwykle za brzegiem jej sukni drepccym. Przed pgodzin, gdy Maryan i miss Mary wstawali od partyi szachw, wstaa take i wsuwajc rk pod rami brata rzeka:
 Mam z tob do pomwienia, Marysiu! Powaga jej bya tak wielka, e Maryan z umiechem odpowiedzia:
 Jeeli mowa twoja bdzie rwnie uroczyst, jak mina, to nie wesoo si zabawimy. Co mi masz do powiedzenia?
Nie odpowiedziaa i prowadzia go przez lon bkitny do nastpnego, najsabiej owieconego. Tu stana, obejrzaa si, i widzc dookoa same tylko nieoywione przedmioty, zapytaa
 Dlaczego jeste porniony z ojcem? Zadziwio go pytanie to w jej ustach. Wzajemnie zapyta:
 Po c ci ta wiadomo? Miaabym marzy o roli medyatorki?
Ona bez cienia umiechu, z czoem troch zmarszczonem, pod bardzo jasnymi kdziorkami wosw, pytanie powtrzya:
 Dlaczego jeste porniony z ojcem? Czy go nie kochasz? Za co moesz go nie kocha? Dla mnie ojczulek to idea! Taki rozumny, szlachtny, wielki! Gdy go tak dugo nie byo niedzy nami, marzyam o nim, pragnam powrotu jego. Wyobraaam sobie, jak bdziemy wszyscy szczliwi, gdy ju powrci... Tymczasem wcale nie! Wszyscy w domu wydaj si pornionymi z sob, rozgniewanymi na siebie, zmartwionymi Widz to dobrze, tylko zrozumie nie moe dlaczego? dlaczego? dlaczego?
Maryan, uwanie w ni wpatrzony, zamia si, ale nieszczerze, krzywo jako.
 Ciekawo  rzek  pierwszy stopie do pieka i najpewniejsza droga do wczesnej staroci. Przedwczenie postarzejesz, maleka.  To nie ciekawo!  przerwaa  to jaki taki smutek i sama nie wiem co, ale co takiego niemiego i... strasznego. Czasem, zdaje mi si, e kto umrze, albo tak jako  zniknie, i e wogle stanie si z kimkolwiek co okropnie zego... sama nie wiem co... ale bardzo zego. Nie wiem co, ale co jest... co jest... Maryan, ze cignitem! brwiami, przerwa:
 Skoro nie wiesz co, ani z kim, ani jak, czeg chcesz odemnie? Czy jestem kabalark, aby ci sny dziecinne tmaczy?
 To nie sny  odpowiedziaa  to co takiego, co bka si w powietrzu... dotyka... dmucha... znika i znowu powraca... jak mga... jak wiatr... Ty, Marysiu, jeste dorosym, i wszyscy mwi, e rozumnym. Prosz ci, aby mi wytmaczy... Myl te, e gdyby chcia, mgby zrobi tak, aby wszystka lepiej poszo. To twj obowizek. Czy nie kochasz mamy, ojczulka, Iry? Ja ich ogromnie kocham... Powiciabym i oddaabym wszystko dla nich, za nich. Nie rozumiem nawet, jak to by moe, aby ktokolwiek y, nie kochajc kogo z caego serca, z caej siy... Jabym nie moga... Ale c ? jestem niedorosa, niemdra, nic nawet zrozumie nie mog... Ty co innego, ale jeste porniony z ojcem! Nie lubisz go nawet! Widz to dobrze. Za co? dlaczego? Mj Marysiu, mgby przynajmniej powiedzie mi cokolwiek, wytmaczy...
Umilka, a on patrza na ni z coraz wzrastajcym wyrazem przykroci na twarzy. Co zatrwoonego i troch tkliwego byszczao mu w oczach. Przez kilka sekund mogo si zdawa, e otoczy j ramieniem, albo doni pogaszcze, aby z dziecinnego czoa zetrze zmarszczki. Ale  bye pastuszkiem ? Wic powoli i chodno mwi zacz:
 Moja droga, daremnie mordujesz sobie ma gow sprawami tego wiata; jeszcze do nich nie dorosa. Nic powiedzie, ani objani ci nie mog, bo ty i ja znajdujemy si na dwu przeciwlegych biegunach poj... Prawisz o powiceniu, obowizku i kochaniu, jak guwernantka, bo tez i masz jeszcze guwernantk. Co si tyczy mojej niezgody z ojcem, nie znasz si na tem, co j wzniecio, jednak, aby by grzecznym bratem, odpowiem kilku sowy. Oto widzisz, spotkay si tu i jak dwie planety stary si z sob dwie wyrobione i energiczne indywidualnoci. Dwa egoizmy take... Nie rbe takich przestraszonych oczu. Gupie mamki strasz dzieci dziadem, cyganem i egoizmem, ale ludzie doroli wiedz, e egoizm jest prawem powszechnem i w dodatku  interesem dobrym. Bd take egoistk. Nie troszcz si o to, co si nie tycz ciebie samej, i staraj si rozwija wasn indywidualno. W tym celu, pobaw si wesoo z Pufkiem i id wczenie spa, bo dugie czuwanie psuje modym dziewcztom wieo cery. Jutro zacznij myle o sukni, ktr woysz na ten wietny bal, przez ojca naszego na utrapienie mamy wymylony  et a im! Na te mgy, sny i inne mary, ktre to dotykaj, to uciekaj, nie zwaaj! S to takie stany duszy bardzo jeszcze podlegajcej marzeniom i innym malowanym garnkom. Oto wszystko, co ci powiedzie i doradzi mog, ja, twj pradziadek. Zapatruj si na Ir i naladuj j w mdroci, ktra umie ze wiata artowa. Dobranoc ci, maleka!
Ucisn jej rk w sposb tak przyjacielski, e a ni wstrzsn, odszed i w kocu szeregu salonw znikn.
Kara przez chwil staa ze wzrokiem wbitym w ziemi, a podniosa twarz i obejrzaa si, po pustce, na ktr kada si cisza. Kuliste lampy, gdzie niegdzie u cian ponce, obleway salon mglistem pwiatem, w kt- rem gdzieniegdzie migotay zote poyski i majaczyy na obrazach zarysy twarzy i pejzaw. Dalej, z cienistych ktw drugiego salonu dobyway si niepene ksztaty waz wysmukych i pkatych, urywki biaych girland na cianach, delikatne mgieki spowiaych kolorw na gobelinach. Dalej jeszcze w maym saloniku, gorejcym od rzsistego wiata, w kandelabrach paliy si snopy wiec i zwisay wiece krysztaw byszczcych, jak sople lodowe, lub ogromne, zastyge zy. Najdalej, w sali jadalnej z ciemnemi cianami, jak punkt wietlisty, janiaa wielka, bronzami nad stoem ociekajca lampa. Ten punkt, z miejsca, na ktrem staa Kara, wydawa si bardzo daleki, a na caej przestrzeni, ktra j z nim rozdzielaa, nie byo adnego gosu, ani szmeru  nic ywego. Raz tylko czarno ubrany lokaj przeszed na palcach sal jadaln, przesun si w penem wietle poncych snopw wiec i za jakiemi drzwiami znikn. Potem znowu adnego gosu, stpania, szmeru  nic ywego. Nagle w jednym z salonw zegar zacz wybija godzin dziewit. Troch basowe, mataliczne jego brzmienie rozlegao si dononie w ciszy, kadncej si na pustce. Raz, dwa, trzy... Przy czwartem uderzeniu da si sysze z oddalonego gabinetu dwik drugiego zegara, cieszy, piewniejszy... Wydawao si to gosem i echem, tajemnicz rozmow, prowadzon przez rzeczy nieyjce.
Wtedy Kara porwaa si z miejsca i na palcach, bardzo prdko biedz zacza przez salony, ku pokojom matki. W szeroko rozwartych oczach miaa wyraz przestrachu, a pod jasnymi kdziorkami wosw, czoo gsto zmarszczone...
II
Dziesi dni nieobecnoci sprawio, e Darwid po powrocie z zabawy myliwskiej, ktra szumnie i wspaniale odbya si w dobrach ks. Zenona, wpad w wir interesw, zaj, wizyt, nawet dla niego, tak bardzo w rzeczy te wprawnego, kopotliwy i utrudzajcy. Wyjeda, przyjmowa, dugiemi godzinami sam i z pomoc innych pisa i rachowa, naradza si, toczy spory, zawiera umowy z mnstwem ludzi. Czasem, w bardzo krtkich przestankach pomidzy zajciami, w karecie, po nocy gwarnej i trudzcej, na bezsenny prawie jej koniec kadc si do pocieli, mysla, e jednak ta zabawa, z ktrej przed niewielu dniami powrci, kosztuje go zbyt drogo. ycie jego to pasmo prac i obowizkw, tak gsto utkane, e kada przerwa sprowadza na innym punkcie takie ich skupienie, ktre prawie przenosi jego siy, jego nawet siy. I po co? dlaczego tam pojecha? Czy dowiadczy przyjemnoci? Gdzie tam! Ci doroli, albo i starzy ludzie, czynicy sobie szczcie lub nieszczcie z trafnoci lub nietrafnoci dokonanego wystrzau, ci wielcy panowie, trawicy czas na rozrywce, ktra gwarem, rodzajem toczonych rozmw, widokiem krwi przelanej przypominaa stan umysowy i zmysowy dzikich, wydawali si mu dziemi, czasem nudnemi, czasem miesznemi. Taka wesoo lekka, prniacza, troch dzika, a troch rycerska, nie znajdowaa przystpu do jego mzgu, od tak dawna opanowanego surowoci cyfry i daty. Spotka si tam wprawdzie, cho tylko raz jeden, z nastrojem lirycznym. Jaki modzieniec, na jednej z wycieczek obok niego jadcy, a potem stojcy, skoni go usiowa do zachwycania si widokiem pola zasanego niegiem, rzewoci powieww, unoszcych si nad tem polem, gbokiemi perspektywami lasu itd. By to liryk. Wyznawa otwarcie, e myliwstwo byo mu obojtne, a udzia w wyprawie bra nie dla zwierza, lecz  dla natury. Kocha natur. Owszem, owszem. Darwid wiedzia, e mnstwo ludzi kocha natur. Sztuka i natura musz by istotnemi potgami, skoro mnstwo ludzi uderza przed niemi czoem. Moe uderzyby i on, gdyby droga ycia prowadzia go tamtdy, ale szlak jej rozwin si w innym kierunku, zdala od nich, wic nie zapozna si z niemi, nie mia czasu. Patrzy na pole, nieg las  i widzi pole, nieg, las, nic nadto i nic wicej. Naley do ludzi, ktrzy nazywaj kota kotem, a filuta filutem, wszelkie hyperbole, ody i egzaltacye majc w cichej pogardzie. Lirycznego towarzysza sucha zrazu z ciekawoci, badajc w nim pewien rodzaj ludzi, mao sobie znany, potem ju tylko przez grzeczno i z ukrywanem znudzeniem. Znudzenie ukrywa, a jawnie usiowa udawa, e podziela zachwyty, zapay, wesoo. Naturalnie, znajdowa si w gronie ludzi bardzo monych, bardzo wysoko stojcych, pywa w morzu krwi czysto bkitnej, wic ironi, lekcewaenie i poziewanie wpycha do wntrza, a na zewntrz mia tylko sam gadko, gitko i wszechstronn przyjemno postawy, rozmowy, umiechw. Bya to take praca, zrazu wynagrodzona pewnym rodzajem ywej rozkoszy. Zrazu sam nie czu tego, e przechadzajc si po salonach ksicych, rwny ksitom, przyjacielsko bawic si i rozmawiajc z ksitami, wysoko podnosi mdre i wygadzone czoo, wydawa si wyszym, ni by w istocie, i ruchomemi nozdrzami, ktre zwieray si, to znowu rozwieray, wchania wo wielkoci, otaczajcej i wasnej. Ale wkrtce stan ten ustpi przed czem przykrem, niezupenie jasno okrelonem, lecz sprawiajcem to, e nie czu si zupenie pewnym siebie i odpowiednioci caego siebie do otoczenia. Bo jakkolwiek nieskaziteln i najwykwintniejsz w wiecie bya grzeczno otaczajcych, jakkolwiek pochlebne sowa uznania dla jego pracy i zasug w such mu wpaday, jakkolwiek silnie stopy jego opieray si na gruncie wykutym ze zota, czu si tu obcym, zapltanym w koo zjawisk nowych, najeonych trudnociami. Niekiedy mwiono tu o rzeczach, ktrych on nie zna, uywano wyrae dla niego dziwnych, wspominano stosunki pokrewiestwa, wypadki jemu nie wiadome. Zacz stawa na stray swoich sw i porusze, z tajemn obaw, aby ktrekolwiek nie odskoczyo zbyt wypuke, czy jaskrawo od ta, wrd ktrego si znajdowa. Pomimo wszystkiego, co go z tem tem czyo, zacz uczuwa szerokie prnie, ktre go z nim rozdzielay.
To oniemielenie, rzecz zupenie nowa, od najwczeniejszych lat niedowiadczana, bya udrczeniem, ktre w ostatnich dniach zabawy spado wraz ze znudzeniem i czem jeszcze trzeciem... z uczuciem obcoci wzgldem otoczenia i otaczajcych. Nic nie pomogo: ani elazna praca, ktr gono tu wysawiano, ani zgromadzone przez ni miliony, dla ktrych wyznawano cze nietajon. Pomidzy tymi ludmi, do ktrych koa pragn zawsze wej jako cz jego integralna, na tym szczycie spoecznym, ku ktremu wspina si marzeniem i staraniem, uczu si jak w krzele niewygodnem, na chodne powietrze wystawionem i wszelkich widokw pozbawionem. Nie mia tu na czem oprze wzroku i myli. Pustka. Pustka i nuda. Troch upokorzenia take, ktre jak robaczek drobniutki, lecz zjadliwy, widrowao mu dno serca. Nic wic dziwnego, e zdajc sobie spraw ze sposobu uycia tego czasu, ze wszystkiego, co widzia, sysza i czego dowiadczy, mia na ustach jeden ze swych umiechw najwicej szpilkami najeonych, a w myli powtarzajcy si wyraz:  Ndza!
By zbyt rozumnym, aby wielu rzeczom tego wiata, tym nawet, ktrych pragn i ku ktrym dy, imienia tego niekiedy nie nadawa. Po kilku dniach pracy tak wytonej, e zdumiewao tych, ktrzy na ni patrzali, a z si obieraa udzia w niej biorcych, w godzinie przedwieczornej przyjmowa jak zwykle w gabinecie swoim wszystkich, ktrzy bd dla interesw, bd z odwiedzinami przybywali. Nie zna wycze dla nikogo, ani ulg dla samego siebie. Przyjmowa wszystkich, rozmawia ze wszystkimi, bo niepodobna przewidzie, co kto przynie moe, na co kto przyda si moe, jeeli nie zaraz, to kiedykolwiek, jeeli nie bardzo, to troch. Jednak policzki jego wydaway si chudszymi, ni zwykle, i chwilami mowa bya mniej pynn. Ta wyprawa myliwska i wszystko, czego wrd niej dowiadczy, a potem dni ruchu i wytenia myli niesychanego, wybiy si mu na twarz wyrazem zmczenia. A chwilowe i lekkie jkanie si w mowie pochodzio z odbiegania myli ku przedmiotowi, ktry jtrzy go, podnosi mu z dna piersi kb lizkich ww. Przed kilku godzinami, sekretarza, ktry pomimo modoci, gorliwoci i sprytu, ugina si pod brzemieniem walcych si na trudw, zapyta: czy wszystko jest gotowe do majcej wkrtce odby si w domu zabawy i czy w czasie nieobecnoci jego wiele rozporzdze od pani domu otrzyma ? Sekretarz okaza zdziwienie ogromne. Jakto? Wic zamiar ten porzuconym nie zosta ? Nazajutrz po odjedzie pryncypaa w celu tym porozumie si pragn z pani domu, ale mg zobaczy tylko pann Iren, ktra owiadczya, e zlece adnych nie otrzyma, i e usugi jego w tym kierunku potrzebnemi nie bd. Potem w domu panowaa cisza, nienaruszona przygotowaniami adnemi...
 Tak!  przerwa Darwid:  ona moja musi czu si niezdrow. Jej czste migreny... C robi? Nerwy kobiece to  force majeure...
Ale teraz, przyjmujc wizyty i rozmawiajc o interesach, odbiega myl w stron tego oporu, niespodziewanie spotkanego. Jakto! ona... ta, dla ktrej lask najwysz, szczytem szczcia, bya mono stania jeszcze na czele domu jego, w blasku bogactwa i czci powszechnej, miaa... miaa bezwstyd sprzeciwia si jego woli! Czul w sobie tak pogard, e w myli obala na ziemi t kobiet i depta po niej; pomimo to, prawie bezwiednie win przypisywa nie jej, lecz Irenie. Prawie bezwiednie stawaa mu przed oczyma wysoka panna, chodna i dystyngowana, ktra u dou wschodw, w puchach czarnego futra, z prawie twardym byskiem oczu pod fantastycznym kapeluszem, mwia:
 Ten bal nie przyjdzie do skutku.
To ona, Irena. Tamta nie zdobyaby si na to. Czyli jej nie zna? Bya zawsze tak agodn i sab... Bezsilna, ndzna! Na jak energi ona zdobyby si zdoaa! To Irena!
Mylc tak, ostatniemu z goci uprzejmie ciska rk i a do progu mwi mu, e trzeba koniecznie, aby stowarzyszenie handlowe o ktrem bya mowa, usiowao zdoby sobie szersze podstawy dziaania, przez zdobycie szerszych i pewniejszych rde kredytu.
 Kredyt, kochany panie, kredyt! Pierwsza litera w abecadle finansowoci teraniejszej... Niech pastwo wyl kogo do stolicy... kogo...
Zawaha si. Myla: To Irena! Potem koczy:
 Kogo z odpowiedni kompetency i powag, najlepiej t osob, o ktrej mwilimy. Tak jest rada moja.
Za ostatnim ukonem gocia zamkny si drzwi przedpokoju. Darwid odwrci si i zobaczy stojc u okrgego stou Iren. Dnia tego rozmijajc si na schodach, gdy ona wracaa z wycieczki do miasta, a on dy ku oczekujcej go karecie, witali si z sob przelotnie i popiesznie. Nie mia wtedy ani sekundy czasu, aby z ni mwi; jej take pilno byo, bo szybko na schody wbiegaa.
 Bonjour, pre!  rzeka wwczas, szybkim ruchem skaniajc gow.
 Bonjour, Irene!  odpowiedzia, uchylajc kapelusza.
Za nim, niosc cik tek z papierami, szed sekretarz; za ni postpowa jaki kupczyk, z jakiem pudem. Jakkolwiek bd powitanie potrzebnem ju nie byo, Irena, stojc u okrgego stou, odrazu mwi zacza:
 Przyszam, mj ojcze, aby w imieniu mamy i swojem prosi ci o pl godziny rozmowy, ale dzi, zaraz, koniecznie.
Stanik jej, ciemny i obcisy, mia stojc, bardzo wysok krez, ktra, jak wp otwarta pochwa licia pk biaego kwiatu, obejmowaa jej twarz szczup, wyduon, bardzo blad.
I caa zreszt, w tym pokoju bardzo wysokim, z wielkimi sprztami, wydawaa si mniejsza, nisz, ni gdzieindziej. Jednak sowa: za raz i koniecznie, wymwia z naciskiem tak stanowczym, e Darwid zatrzyma si porodku pokoju i utkwi w ni przenikliwe spojrzenie.
 W imieniu matki i swojem... przysza  powtrzy:  c to za uroczysto i stanowczo mowy! Zapewne chcesz mi wyjani przyczyny, dla ktrych twoja matka i ty uznaycie za stosowne sprzeciwia si mojej woli...
 Me ojcze  odpowiedziaa;  mam zamiar wszem oznajmi ci, jak jest wola mamy i moja...
Z ywoci zapyta:
 Co do tego balu?
 Nie, idzie o rzecz niezmiernie waniejsz od balu.
Na chwil umilkli oboje. Gdyby sowa, ktre pomidzy sob zamienili byy mniej ucinkowe i mniej szybko po sobie nastpujce, byliby moe usyszeli w kcie pokoju, za cian z ksiek ustawionych na bardzo ozdobnej etaerce, lekki i krtko trwajcy szelest. Co si tam poruszyo i wnet znieruchomiao.
 Idzie o rzecz niezmiernie waniejsz od balu,  powtrzya Irena  bo o spokj, honor i sumienie mojej matki.
 Co za pompatyczno wyrae!  z lekkim miechem zawoa Darwid;  coraz wicej spostrzegam, e egzaltacya jest chorob w rodzinie mojej panujc! Wolabym aby mwia poprostu...
 Rzecz, o ktrej mam mwi, nie jest prost, wic uywam stylu stosownego do treci  odpowiedziaa i na jednym z fotelw usiada wyprostowana, z rkoma na kolanach, sztywna. wrd rozoystych i cikich porczy.
 Rzecz, o ktrej mam mwi z tob, mj ojcze, jest bardzo skomplikowan i subteln Czy nie podzielasz zdania mego, ojcze, e mona popeni to, co powszechnie nazywa si bdem, a posiada jednak serce szlachetne i cierpie niezmiernie? Zdaniem powszechnem, to cierpienie jest suszn kar, czy pokut za bd popeniony, ale ja to zdanie uwaam za malowany garnek, bo, mj Boe, wszystko na wiecie jest tak zawikane, marne, wzgldne... Mwia z zupenym spokojem, przy ostatnich jednak sowach lekko wzruszya ramionami. Darwid wpatrywa si w ni oczyma osupiaemi.
 Jakto?  przytumionym gosem zacz:  ty... ty... przysza mwi ze mn o... tem!... Wiesz? rozumiesz? przysza, aby o... tem mwi?
 Mj ojcze,  odpowiedziaa  aby rozmowa do jakiego wyniku doprowadzi nas moga, trzeba przedewszystkiem, abymy usunli z pomidzy siebie malowane garnki...
 Co to znaczy?  zapyta.
 Co? Malowane garnki? To s takie zlepki gliny liche i tylko na pikne kolory pomalowane, jak np. byaby w tym wypadku z mojej strony: naiwno, zawstydzenie, skromno i tym podobne cerowane skarpetki!
Zamiaa si.
 Oddawna wiem o wszystkiem, co zaszo... Byam ma dziewczynk, w kcie pokoju ubierajc lalk, kiedy pewna rozmowa pomidzy tob, ojcze, a mam obia mi si o uszy i znacznie dopomoga do zrozumienia tego, co potem zaszo. Z powodu interesw i zatrudnie, ktre ci pochaniay, bye, ojcze, zawsze nieobecny. O, nie myl krytykowa ci, mj ojcze, wcale nie! Tylko przedstawia si tu kwestya logiki, prostej logiki. Gonie, ojcze, za tem, co byo szczciem twojem, radoci twego ycia, a mama... biedna mama pochylia si, aby dla siebie take podj troch szczcia i radoci. Tylko, e twoje szczcie i radoci, ojcze, byy jasne, jawne, tryumfujce, a mamy... zawsze pene ciemnoci, trucizny i wstydu.
Po raz pierwszy w tej rozmowie gos jej drgn, i, pochyliwszy twarz, rowym kocem palca zmiota z sukni jaki spady na ni pyek; potem znowu, jasnym, spokojnym wzrokiem patrzc na ojca, ktry naprzeciw niej usiad, dalej mwia:
 Aby ci ojcze przekona, e rozmowa nasza posiada znaczenie zupenie powane i stanowcze, pozwol sobie odkry przed tob tajemne, lecz dla mnie widoczne spryny, ktre zarzdziy tak zwanym bdem i teraniejszem usposobieniem mamy...
Nerwowym ruchem zarzucajc na nos binokle, Darwid odezwa si:
 Moeby lepiej to omin i wprost do rzeczy przystpi?
 Nie, ojcze  odpowiedziaa  prosz ci aby mi pozwoli zabra sobie kilka minut czasu. To potrzebne. Kady czowiek ma . zw. dusz, osobn, do innych niepodobn...
Zatrzymaa si na chwil, wzruszya ramionami.
 Czy ja wiem zreszt ? Moe to take malowany garnek ta dusza ? Ale tak jest nazwa, pospolita, rnym naszym uczuciom i skonnociom nadawana. Wic pour Ia commodit de Ia conversation, uywa jej bd...
Umiechna si i mwia dalej:
 Dusze s rozmaite: twarde jak stal, mikkie jak wosk, niedostpne dla sentymentw i sentymentalne. Dusza mamy jest mikk i sentymentaln. Jak powietrze do oddychania, potrzebuje tkliwoci, opieki, zaufania... czy ja wiem zreszt?., rozmaitych ingredyencyi, ktre skadaj tak zwane kochanie, przywizanie, etc. Ty, mj ojcze, miae dusz ze stali i tak niezmiernie wiele interesw... mymy byli dziemi... Kara podwczas zaledwie mwi zaczynaa... C ? przyszed moment... czy ja wiem jaki?
Na tem to ju si nie znam... ale... ostatecznie mj ojcze.... stao si to, co z tob samym, w twoich tak dugich, licznych, dalekich podrach, nieraz stawa si musiao... nie prawda? nie prawda?
W wysokich fadach ciemnej kryzy, twarz jej stana w rumiecu, ale miaa si troch i dziwnie wyiskrzonemi oczyma prosto w twarz ojca patrzaa.
 Bo  dodaa  trzeba mie reumatyzm myli, aby wierzy, e ty, ojcze, jedn tylko mam cigle kochae i e nawet wogle j kochae... Mama zapewne w to nie wierzya...
 Ireno!  zawoa Darwid, ale ona przerwa sobie nie daa.
 Przepraszam ci, mj ojcze, pozwl mi powiedzie, e nie krytykuj! Cienia krytyki niema w tem co mwi. Stwierdzam tylko i wyjaniam fakty i przyczyny. Tylko. To potrzebne. Bez tego niepodobna byoby zrozumie dania mamy i mego, ktre zaraz wypowiem. A teraz powracam do kwestyi duszy, indywidualnej duszy! To rzecz wagi kapitalnej. Tak zwane bdy wyrastaj z tak zwanych dusz podych albo szlachetnych. O pierwszym wypadku mao wiem, ale jeeli bd wyrasta z duszy szlachetnej, to jest, mj ojcze, wielka, okropna mka... Ja na ni patrzaam i, patrzc, przyszam do nazywania tak zwanej mioci i tak zwanego szczcia malowanymi garnkami. Idylle! Moe gdziekolwiek s, ale ta, na ktr ja patrzaam, bya... upewniam ci, mj ojcze, nie zachcajc... nie zachcajc do zapatrywania si na rzeczy pod ktem... idylicznym!
Darwid porywczym ruchem wsta.
 Przystp do rzeczy, Ireno, przystp do rzeczy! Mw o tem jakiem daniu swojem, dla ktrego tu przysza! I czeg to tak bardzo drczya si twoja matka?... Lepiej byoby, aby bez tych wstpw, odrazu powiedziaa czego chcesz. Czy wyrzuty sumienia jej dokuczay ? Na psychologiczne analizy czasu nie mam i chciabym prdzej rozmow t skoczy. C? moe oprcz sumienia i innych podobnych rzeczy... nie znalaza w kochanku wymarzonego przez sentymenty... Wstyd mi, e z tob o tem rozmawiam. Mw prdzej, czego chcesz.
Trzsc si rk zblia koniec papierosa do pomyka wiecy, palcej si na biurku, twarz mu zmalaa i skurczya si od zmarszczek, ktre pokryy czoo i niezliczonych drgnie, przebiegajcych po skrze policzkw. Irena bardzo blada, obracajc twarz za ojcem; prawie sinemi usty odpowiedziaa:
 Tak, ojcze, sumienie. W duszy mamy bardzo mocno wprawion jest ta rzecz, ktra nazywa si sumieniem. Oprcz tego, uczucie wstydu przed nami i upokorzenie, e wszystko, co posiada, pochodzi od ciebie.
W tej chwili, znowu w pokoju co zaszelecio, gdzie w kcie, ale nikt na to uwagi nie zwrci.
Darwid, ktry kilka razy szybko pokj przebieg, stan znowu.
 Mwe prdzej!  rzek.  Nie rozumiem, czego matka twoja da moe. Pozostawiem j na stanowisku szanowanej ony, matki i pani domu. Jest otoczona zbytkiem, janieje w wiecie i uywa ycia...
Irena, ruchem oznaczajcym poaowanie, otworzya rce.
 Wanie tego, wanie tego, co ty, ojcze, za najwysz ask dla mamy uwaasz, ona nie chce. Nie chce cieszy si szacunkiem wiata, na ktry, myli, e nie zasuya, ani uywa zbytku, ktry pochodzi od ciebie i zaprawiony jest twoj milczc pogard. Mama chce opuci i dom ten, i wogle ycie wiatowe, z caym jego zbytkiem i blaskiem. Wiem o tem od do dawna, i dlatego miaam zamiar wkrtce wyj za m i razem z mam std si oddali...
Darwid pokona wzruszenie; sowa crki zbliay si do faktw, a fakty wymagaj zimnej krwi.
 Jeeli chcesz mwi o swoim zamiarze polubienia barona Blauendorfa, to powiedzie ci musz...
 Nie potrzebujesz mwi o tem, ojcze, bo zamiar ten ju porzuciam. Miaam go, ale porzuciam. Zastpi go wcale inny. Posiadasz, ojcze, wie, ktr po rodzicach otrzymae, w zapadej prowincyi pooon. Chc prosi ci, mj ojcze, aby mi wie t darowa, aby mi ni wyposay, ale zaraz. Przypuszczam, nawet wiem, e miae zamiar da mi posag dziesi razy wikszy. Oto dziewiciu dziesitych gotowa jestem wyrzec si ustnie, pimiennie, w kadej formie i na wszelki sposb, jaki tylko wskaza mi zechcesz. Ale o t jedn dziesit i o to, abym j moga niezwocznie otrzyma, prosz ci, jako o ask, serdecznie prosz...
Ca kibici pochylia si nizko, a oczy jej, ku ojcu wzniesione, zaszy zami, ktre jednak natychmiast powcigna. Darwid po chwili milczenia odpowiedzia:
 Jakkolwiek nie rozumiem tego kaprysu, nie widz w nim nic niemoliwego, ani szkodliwego. Owszem, rad bd zrobi ci przyjemno, i jutro choby zostaniesz wacicielk tej... nudnej dziury. Ale c z ni uczynisz i po co ci ona?
Irena wstaa, szybko dokoa st obesza i szybkim ruchem schyliwszy si, rk ojca do ust przycisna; potem, na uprzednie miejsce wracajc, mwia:
 Dzikuj ci, ojcze. Speniasz najgortsze pragnienie moje. Ta, jak j nazywasz nudna dziura, jest wanie takiem miejscem, jakiego mama pragnie. Jak najprdzej moliwie wyjedziemy std i tam si osiedlimy...
 Co?  od zdziwienia pochylajc si naprzd, zawoa Darwid, ale wnet spokojnie zacz mwi:  Przychodz do przekonania, e gdy rozmawiam z dziemi memi, nic dziwi mi nie powinno. Na wszelkie niespodzianki przygotowanym by musz...
 To naturalne, mj ojcze: wszake nie znamy si prawie...  przerwaa Irena i mwia dalej:  W wyrzutach sumienia i rnych innych uczuciach tego rodzaju, mama dochodzi do egzageracyi, do podania jakiej pokuty, kary, dobrowolnie przyjtej. Gdyby czas i okolicznoci byy po temu, wstpiaby zapewne do klasztoru i oblokaby si we wsienic. To jest egzageracya, ale c robi ? Charaktery bywaj rne; ten jest taki. Jednak ch, ktrej mama dowiadcza, oddalenia si od wiatowego zgieku i blasku, rozumiem zupenie, bo naprzd... Uczynia rk gest lekcewacy.
 Te wszystkie honory, blaski, zbytki itp. s wrotami, przed ktremi stoj grabarze, to jest, e za niemi panuje proch, pustka, nic...
 Wielki Boe!...  rzek Darwid.
 Co mwisz, mj ojcze?  zapytaa.
 Twj wiek, to wietne pooenie, w ktrem znajdowaa si od dziecistwa  i to rozczarowanie...
 Wanie to wietne pooenie, mj ojcze... wanie moe z powodu tego wietnego pooenia... Ale nie o mnie idzie... Tylko, e wskutek tego, co we mnie rozczarowaniem nazywasz, zdolna jestem zrozumie ch mamy opuszczenia wiata, tembardziej, e gdybym znajdowaa si w jej pooeniu, i dla mnie, tak jak dla niej wszystkie hody, blaski, zbytki, zabawy  byyby niepodobne. To ju od charakteru zaley. Oprcz tego, mama pamita, e wszystko, czego uywa, naley do ciebie, mj ojcze, a uywanie, zaprawione pogard i widocznem niepodobiestwem, aby kiedykolwiek do jakiegokolwiek porozumienia doj mogo, to taka trucizna... Dlatego te prosiam ci, ojcze, o darowanie mi
Krynicznej. Jestem twoj crk i, jak mi si zdaje, wydziedziczy mi nie zamierzae, wic gdy otrzymam od ciebie Kryniczn, mama mieszka bdzie u mnie i otrzymywa wszystko tylko odemnie.
Gos jej zacz stawa si sabszym, a kibi coraz mniej sztywn; na ca posta wybija si wyraz zmczenia. Wszystko, co powiedziaa kosztowao j, pomimo przeciwnych pozorw, wiele wysilenia i udrczenia. Darwid milcza chwil, potem zacz:
 Wydaje mi si, e jestem Ali Bab i sucham opowiadania Szecherazady... Przypuszczajc, e zgodzibym si na urzeczywistnienie tego zamiaru, c wy... co ty tam robi bdziesz ?
 Nie wiem jeszcze dobrze... To myl mamy, jej pragnienie, ona co wynajdzie i mnie wskae. Rozejrzymy si, zobaczymy... Do planw mamy oprcz ciszy, cienia, skromnoci ycia, wchodzi take  praca...
Mwia gosem cichym, zmczona.
 Idyla!  zamia si Darwid.
 Tak, ojcze, miaam si ze wszystkich idyl, a nie wiedziaam, e jedn z nich mam w sobie. Ona te uratowaa mi od wielu rzeczy, moe bardzo okropnych. Tak, mam swoj idyl: kocham mam...
Teraz, cienkie jej wargi, synne w wiecie z przedwczesnej i cierpkiej ironii, dray, jak u dziecka, ktremu na pacz si zbiera. Darwid obrci si ku niej z ywym ruchem i z przecigym sykiem wymwi:
 Za co?
Podniosa na niego oczy smutne i gosem, w ktrym ozway si sodkie brzmienia gosu Malwiny, odpowiedziaa:
 Nie wiem, czy ktokolwiek moe jasno odpowiedzie na pytanie: za co kocha? Mama bya zawsze dobr... nie wiem zreszt... jest bardzo mil... ja i ona byymy cigle razem... czy ja wiem?... to jeszcze moe, e nieraz... widziaam j tak nieszczliw... Widzisz mj ojcze, szczera jestem, odpowiadam na wszystkie pytania twoje, jak tylko umiem... Prosz ci miej wzgld na skrupuy mamy... na moj prob i nie sprzeciwiaj si naszym zamiarom.
Darwid stan porodku pokoju, podnis gow, oczy wieciy mu stalowo.
 Nie  rzek  nie przystan na to nigdy, aby moja crka wida w zapadym kcie dlatego, e jej matce podoba si ukrywa w nim swoj  hab.
 Mj ojcze  odpowiedziaa Irena  musz powiedzie ci, e opr twj moe tylko od- daleniu si naszemu nada form jaskrawsz i dla ciebie nieprzyjemniejsz...
Wstaa, i znowu sztywna na twarzy, objtej fadami wysokiej krezy, miaa wyraz postanowienia i energii. Zmczona i wzruszona przed chwil, widzc potrzeb obrony, odzyskaa energi.
 Czy przypuszczasz, ojcze, e moesz to... co byo, wyrozumie, jak si to powszechnie nazywa., przebaczy i zwrci mamie swj szacunek i swoj przyja?...
Z postaw, jak elazo zesztywnia i ze zym umiechem na ustach, Darwid odpowiedzia natychmiast:
 Nie. Bardzo mi przykro, e nie mog odegra komedyi wspaniaomylnoci, bo jest to podobno popularna komedya. Ale to, o czem mwia, jest zupenie i na zawsze niemoliwe.
Irena twierdzco skina gow.
 Wic mama i ja oddali si std musimy  rzeka;  tylko, jeeli nie do Krynicznej, to do jednego z miast oddalonych, za granic... Znam dobrze cztery jzyki europejskie, umiem malowa i troch innych rzeczy, mama posiada do rozmaitych rzadkich robt prawdziwy dar wieszczek i z atwoci przypomni sobie swoj liczn muzyk. Bdziemy daway lekcye, jeszcze cokolwiek robiy... nie wiem... znajdzie si mono istnienia. Ale prosz ci, ojcze, aby chcia wierzy, e w adnym wypadku tu nie zostaniemy. Tak blademi, e prawie sinemi wargami, umiechna si i dodaa:  Albo mieszkankami Krynicznej, albo wyrobnicami bytu swego w ktrem z miast oddalonych... co wolisz, ojcze. W ostatniej instancyi od ciebie to zaley. Jedno z dwojga uczynimy najpewniej, to jest, ja waciwie uczyni, ktra jestem... jedyn obron mamy. Jestem te od kilku miesicy penoletni, skoczyam rok dwudziesty pierwszy, i... nikt, nic przeszkodzi mi nie zdoa tak uczyni. Patrzc na ni w tej chwili, trzeba byo wierzy, e nikt i nic przeszkodzi jej w spenieniu postanowienia nie zdoa. Pomimo rnicy pci i wieku, wydawaa si yjcym portretem ojca. Ta sama co u niego chodna pewno siebie, to samo spojrzenie jasne, przenikliwe, stalowe, ten sam umiech zagadkowy na wraliwych i razem chodnych ustach. Jakby pomimo woli gos zniajc, mwia jeszcze:  Powinnymy radykalnie pooy koniec naszej idyli rodzinnej, przez wzgld take na niego. To jeszcze pastuszek... o niczem nie wie... wszystkich kocha... nietylko kocha, lecz uwielbia. ycie nie dotkno jej jeszcze ani kocem adnego ze swych pirek... anielskich. Chciej sobie wyobrazi, ojcze, co byoby, gdyby teraz dotkno... gdyby w ten wulkanik uczu wzniosych wpad uel... tej wiedzy! A moe si to sta lada chwila. Jeeli nie zmienimy pooenia rzeczy, moe si sta...
Umilka, i Darwid milcza take. Zdawa si mogo, e ostatni dopiero argument Ireny za godzien uwagi uzna. W milczenie wpady jeden po drugim dwa odgosy: naprzd, gdzie w kcie pokoju dal si sysze szelest, nie tak ju cichy jak przedtem, lecz daleko silniejszy, sabe stuknicie raczej, ni szelest, i prawie jednoczenie z tem, w otworzonych drzwiach przedpokoju lokaj wymwi:
 Konie gotowe.
Irena, ktra zwrcia twarz w stron szelestu, czy stuknicia, pomylaa, e osun si ze sprztu ktry z niezliczonych w tym pokoju papierw, albo ksika jaka upada, Darwid, ktry take szelest czy stuknicie usysz zapomnia o niem, patrzc na zegarek.
 Ju si opniam  rzek.  Powiedziaa mi rzeczy, nad ktremi zastanowi si musz. Nie mog zaprzeczy, e posiadaj znaczn! wag. Wic zastanowi si i wkrtce poprosz o dalszy cig tej rozmowy. Dobra noc, i moe do jutra. Prosz ci, ojcze, aby to byo tylko do jutra rzeka Irena.  Jutro?... Miss Mary siedziaa w pokoju uczennicy swej licznem gniazdku, ktre bogactwo uwio w symbol pierwszej wiosny ycia. Od gry do dou cian, kretony, mieszajc si z mulinami, tworzyy wiee zwoje, na ktre wiosna zdawaa si sypa najwiesze swe kwiaty. ciany, okna, sprzty, stay w ulewie niezapominajek i pkw ranych, rozsianych na tach wiato blado tych, jakby je zlekka przenikaa wiato soneczna. Klomby zielonych rolin z okien zdaway si by gajami, przygotowanymi dla pieww sowiczych; cacka kunsztowne figurki porcelanowe przywodziy na myl dziecko, ktre jeszcze bawi si lalkami; ale mnstwo ksiek w formatach wielkich, pobyskujc pozot opraw, mwio o pracowitem i wymylnem rozwijaniu umysu dziecicego, ktremu rajskie zapewne sny marzyy si na pocieli z atasu i koronek, okrywajcej ko, mienice si inkrustacy z konchy perowej. Na wszystkich zreszt sprztach, maych krzesekach, stoliczkach, parawanikach, przypominajcych motyle skrzyda, mieniy si w mlecznej bieli tczowe barwy konchy perowej. Tony wiosenne, motywy wesoe, formy lekkie i zgrabne napeniay ten pokj maej milionerki dziecic niewinnoci i pieszczot; owietlao go od gry do dou i od brzegu do brzegu wesoe wiato, lejce si z rowego tulipana wielkiej lampy.
Miss Mary w rowem wietle lampy wydawaa si stroskan. Pod gladkiemi pasmami wosw czoo jej miao zarys czysty i spokojny, ale w zamylonych oczach i w sposobie opuszczenia gowy na rk wida byo trosk. Sumiennie oddanej obowizkom przyjtym, nawskro przeniknitej ciepem i czystoci, ktre napeniay plebani anglikaskiego pastora, traf powierzy do pielgnowania w atmosferze dziwnej dusz rzadk, jedn z tych, ktre przychodz, na wiat w ksztacie pomieni. Ju przed trzema laty, Kara wydaa si jej odrazu jedn z tyli dusz, dla ktrych y, znaczy kocha, uwielbia, ufa i  nic wicej. adnych oprcz tego marze, ani ambicyi. Wszystko, myli i chci, wychodzio z serca i skupiao si w sercu Uczuciowo wrodzona, ze rdem niewytmaczonem, tak jak u organizacyi innych bywa genialno. W uczuciowoci za popdliwo, domagajca si spenienia da tak natarczywie, jak u organizacyi innych dopomina si moe tylko gd o nasycenie ciaa. Natury iskry ptaka. Zagadka ycia zamknita w dwu sowach: pon i lecie. Przytem ruchliwa i swawolna, terkotka i chichotka. Z zamyle, w ktre popadaa coraz czciej, budzia si dzieckiem wesolem i rozpieszczonem; szybkiej mowy jej, cienkiego gosu, prawie teatralnych gestw, miechu, nucenia  peny bywa ten pokj, i rozlegaa si nimi czasem pustka salonw. Dzi obudzia si rozszczebiotana i przed woeniem sukni, nagie ramiona zarzucia na szyj miss Mary, w oczy jej patrzc, czoo caujc, opowiadajc sen dziecinny.
 Z czego tak cieszysz si?  zapytaa miss Mary.  Czy z tego blizkiego balu?
Pogardliwie wyda ponsowe wargi i odpowiedziaa:
 Bal! Co mi tam! Nie chc adnego balu! Mama i Ira nie chc go take, wic owszem pjd i poprosz ojczulka, aby ten zamiar odoy na pniej. Ale tak mi dzi wesoo! Soce dzi tak wesoe! Czy widzisz miss Mary, jak te promyki drgaj, skacz, lizgaj si pomidzy limi... jak ywe wyki! jak zote motylki!
Wycignitym palcem wskazywaa gr sonecznych wiate pord ustawionych u okien klombw zielonych, i sama, w biaych batystach, okrywajcych szyj wysmuk, pier jeszcze dziecinn i ramiona obnaone, przypominaa szczup posta motyl, dobywajc si z przdzy dziecistwa. Wieczorem, czas jaki, z ustami penemi nazw historycznych i strof poezyi, ktremi zajmowaa si przez dzie cay, krcia si po pokoju, a schwycia na rce Pufka, i skadajc przed miss Mary dyg tak nizki, e a do ziemi przysiada, oznajmia, e idzie do ojca. Ju od niepamitnych czasw nie rozmawiaa z nim ani przez chwil. Wyjeda, potem czasu nie mia. Ale dzi dopilnuje, przeczeka interesy, goci, wszystko, pochwyci ojczulka i przyprowadzi go do gabinetu mamy. Miss Mary tam przyjdzie, moe i Mary take...
Sielankowa jej dusza, jak ptak o gaju, marzya wiecznie o ustroniach cichych, rozmowach poufnych, zwizkach serc i uciskach doni. Z opowiada miss Mary zaczerpnity obraz plebanii anglikaskiej, w gstwinie starych dbw, mia si do niej kawakiem raju. A gabinet mamy taki zaciszny i peen pachncych kwiatw...
Godzina upyna, odkd z Pufkiem na rku i odbiciem kawaka raju w oczach posza. Miss Mary czua si niespokojn. Od jakiego czasu czua si cigle niespokojn. Bacznie ledzia zmiany, zachodzce w usposobieniu Kary, i odkrywaa w niem przyczyny troski. Ale nic nie moga. Sprzyjajc rodzinie, wrd ktrej los j rzuci, i dowiadczajc od niej yczliwoci penej szacunku, bya jej obc. Spostrzegaa wszystko, milczaa. Usiowaa by coraz wicej nierozczn z Kar i umys jej zwraca ku przedmiotom odlegym od tego domu. By to dom wspaniay, lecz po salonach jego, pord pluszw, adamaszkw, mor, pozot, zwierciade, bdziy  strachy.
Z bramy domu wytoczy si turkot karety, sabi w ulicy i umilk w oddaleniu. To pan domu zanurza si w zgiek wielkiego miasta, aby powrci zaledwie u koca nocy. Kwadrans upyn, Kara nie wracaa. Moe posza do matki? Jeszcze kwadrans. Miss Mary wstaa i wzia do rki may lichtarz ze wiec, ktr zapali, aby przywiecaa jej w wdrwce po szeregu salonw. Ale wrd puszystych zwojw kretonu mulinu, wysokie drzwi, zdobne w wyzacane arabeski i szlaczki, otworzyy si zwolna, i do pokoju, z Pufkiem na rku wesza Kara. Twarz miaa tak pochylon, e dolna jej cz krya si w jedwabistej szerci pieska. Miss Mary, siadajc znowu zapytaa:
 Gdzie bya, Karo, po odjedzie ojca? Czy u marny?
W odpowiedzi, o kilka krokw od drzwi, rozlego si guche stuknicie. To Pufik upad na kobierzec z rk, ktre opuciy si wzdu sukni. Nigdy Kara nie obchodzia si z ulubiecem tak obojtnie, czy nieostronie. Miss Mary, naprzd podana, wzrok w niej utkwia. Boe! Co si stao? Kt wiedzie moe co, ale stao si co najpewniej. Policzki Kary, barw przypominajce zwykle patki polnej ry, byy biae, jak wycielajce jej pokj puchy mulinu, a wargi zawsze purpurowe, zakrelay ledwie widzialn lini wzk i blad. Wysoka, cienka i wyprostowana, bez najmniejszego poruszenia rk lub gowy, suchemi oczyma kdy daleko patrzc, przesza przez pokj i automatycznym ruchem opucia si na nizki sprzt, obok miss Mary. Angielka dotkna rki jej i uczua zimno lodu.
 Co ci jest, droga? Czy czujesz si chor? Zamiast odpowiedzie, wstaa i posza ku klombowi zielonych rolin u okna. Plecami ku miss Mary obrcona, zdawaa si patrze na roliny, ale po minucie odwrcia si, i uczyniwszy kilka krokw, stana ze wzrokiem wlepionym w ziemi.
 Karo! chod do mnie!  zawoaa miss Mary.
Przysza i obok woajcej usiada. Angielka wpatrzya si w ni przenikliwie i z cicha zapytaa:
 Czy dowiadczya jakiej przykroci? Czy ktokolwiek...
Nie dokoczya, bo drobna, zbielaa twarz ywym ruchem obrcia si od niej i bardzo piesznie wymwia:
 Nie, nie, nie!
Potem wysmuka posta dziewczca zwolna osuna si ze sprztu na kobierzec, a maa gowa, bardzo cika, na kolanach miss Mary spocza. Ale zaledwie mikka do Angielki dotkna jej wosw, Kara podniosa si z ziemi i posza w gb pokoju, gdzie wrd nagromadzonych sprztw, lekki parawanik, sukni jej potrcony, zachwia si i upad ze stukiem. Na stuk nie zwaajc, Kara wracaa teraz ku lampie i z coraz wicej blednc twarz naprzeciw Angielki usiadszy, otworzya jedn z lecych na stole ksiek. Od brwi podniesionych czoo jej byo gsto zmarszczone; przez chwil zdawao si, e czyta; wtem porywczym gestem zamknwszy ksik, wstaa znowu i sza ku drzwiom, prowadzcym do salonw.
 Czy idziesz do mamy?
Nie odpowiedziaa, tylko przy samych drzwiach na nizkim taburecie usiada. Wtedy Pufik zbliy si i przedniemi apkami o kolana jej oparty, poliza j w rk. Ale rka ta, zwykle tak pieszczotliwa, ruchem popdliwym daleko od siebie odepchna zwierztko. Miss Mary wstaa i sza ku stojcemu u drzwi taburetowi, ale zaledwie znalaza si na rodku pokoju, gdy Kara wstaa take i sza jakby na jej spotkanie. Angielka pochwycia j za obie rce.
 Droga!  zacza:  przeraasz mi! Co ci si stao? co zaszo? Powinna przecie mie zaufanie do mnie... Jestem przyjacik twoj i rodziny twojej... moe poradz ci cokolwiek, czy wytomacz... Co si stao? Czy co zaszo? Co ci jest?
Suche, ciemne, jakby z dalekiej gbi patrzce oczy dziewczynki spotkay si z dobrem zatrwoeniem spojrzeniem przyjacioki, i z ust jej doby si szept:
 Nic! Nic!
Potem uszedszy kilka krokw, stana u stolika z lamp i znowu otworzya jedn z lecych na nim ksiek. Miss Mary, tu za ni otoczya j ramieniem i chciaa ku sobie pocign, ale Kara ruchem strwoonym i lizkim wysuna si z jej objcia, zoya ksik i odwrciwszy si, znowu kdy sza.... Angielka zwrcia si ku drzwiom, mwic:
 Pjd po twoj matk!
Ale wnet stana zlkniona, bo Kara, nagle zdobywajc si na gos, krzykna:
 Nie!
Zarazem renice jej rozszerzyy si i zacza dre.
Nie byo wtpliwoci. W szeregu pustych salonw, ktre cigny si za temi drzwiami zdobnemi w zote szlaczki i arabeski, zobaczya jakiego stracha. Ale jakim waciwie by ? skd wypez ? Angielka nie wiedziaa i, usiadszy, poblada z trwogi, zoya na kolanach bezwadne rce. Wobec tych ust zsiniaych i tak milczcych, jakby je zamkna jaka wita czy piekielna piecz, co uczyni moe? Ojca niema w domu, matki wzywa, gdy samo imi jej, wydziera z piersi dziecka krzyk przeraenia, byoby okruciestwem nadaremnem. Brat!.. Siostra starsza!.. Rka Angielki poruszya si w sposb oznaczajcy wtpliwo. Czeka trzeba, pozostawi j czas jaki samej siebie. Moe uspokoi si, zwalczy stracha, przemwi...
Pozostawiona samej sobie Kara posza ku ku, uklka przy niem i zatopia twarz w puchach pocieli, ale ju po kilku minutach, wowym skrtem zwinwszy gibk kibi, twarz ku sufitowi obrcia. W tej postawie pozostaa do dugo, zmieniajc tylko co chwila pooenie gowy, o krawd ka opartej. Miss Mary przypomniaa sobie ludzi zdjtych cikimi blami, ktrzy w nadaremnej nadziei umniejszenia ich, nieustannie zmieniaj miejsca i postawy. Przyszy jej te na myl te ckliwoci i nudy, ktre twarze ludzkie powlekaj bladoci i wyrazem nieznonego smaku. Jaki niesmak ckliwy i nieznony pracowa musia w tej szczupej piersi dziewczcej, z ktrej czasem, gdy gowa w rne strony obracaa si na krawdzi ka, dobywao si ciche stkanie.
 Karo najdrosza! czy ci co boli ?
Od ka dolecia szept ledwie dosyszany:
 Nie.
Wstaa, przysza do Miss Mary i, usiadszy na kobiercu, gow na jej kolanach pooya twarz ku sufitowi. Rce zarzucia na potargane wosy, a potem opucia je tak bezwadnie, e jak przedmioty nieywe na kobierzec upady. Wci suche i rozpalone oczy jej patrzay w sufit. Angielka pochylia si i, mow sw czynic najcichcz, najpieszczotliwsz z mw ludzkich, zapytaa znowu:
 Co si stao? Co ci jest?
Zmieniajc pooenie gowy i tak ni wstrzsajc, jakby z niej zrzuci co chciaa szepna:
 Nic.
I powstawszy, sza znowu w gb pokoju. Warkocz jej, niedugi i gruby, podobny do starganej plecionki z lnu jedwabistego, nieruchomo lea na wakich plecach, rce opuszczone wydaway si dwoma opadajcymi z krzaka pkami r. Staa chwil przed klombem zielonych rolin, a obesza go dokoa i ukrya si przed wzrokiem miss Mary, pomidzy gstwin palm a oknem. Za oknem panowaa czarno zimowego wieczoru, nieco rozwiecona niegiem, okrywajcym duy ogrd, i poplamiona czerwonemi wiatami latarni, owiecajcych ulic za ogrodem. Na ten to ogrd przed kilku miesicami, Kara wrd nocy otworzya okno, aby przypatrzy si w ksiycowem wietle pierwszym niegom i szronom. Teraz, u skonu zimy, leay tam niegi zapewne ostatnie.
Sporo czasu upyno. Miss Mary wstaa i wesza w ciasn przestrze, dzielc klomb rolin z oknem. Kara staa tam u samego okna, zapatrzona w ciemno, czy w rozrzucone po niej czerwone plamy latarni. Miss Mary spostrzega, e w twarzy jej zasza zmiana. Nie bya blad, jak przedtem: przeciwnie, wybiy si na ni ywe rumiece.
Rysy te stay si mniej sztywne; zamiast ckliwego niesmaku i mki guchej, okrywa je wyraz gbokiego namysu. Jak czsto bywa w gbokich rozmysach, Kara miaa koniec palca przyoony do ust. Miss Mary doznaa ulgi. Nie jest ju blada, zastanawia si nad czem, dugo na jednem miejscu stoi, powraca wic do rwnowagi, wkrtce zapewne uspokoi si zupenie i powie co zaszo.
 Moe chcesz, abym ci co przeczytaa ? Przeczco wstrzsna gow i szepna:
 Chc spa.
 Spa! tak wczenie? Ale pewnie czujesz si zmczon... Dobrze, droga! Po si i odpocznij. Zawoam Ludwiki, aby ci ko posaa. Albo nie... uczyni to sama. Nie trzeba, aby ktokolwiek robi tu haas i rozmawia nam przeszkadza.
Z wielk dobroci i agodn gracy urzdzajc pociel, jedwabiami szeleszczc i falami koronek opywajc jej rce, miss Mary z oywieniem mwi zacza o wielu rzeczach blizkich, poufnych, zawsze obchodzcych Kar, i jakkolwiek z za zielonego klombu nie dochodzia jej adna odpowied, gos jej mile brzmicy rozprasza ponuro i cisz pokoju, usianego w wietle lampy tczowymi byskami konchy perowej.
W p godziny potem, otworzyy si nawp drzwi do salonw, i gos Ireny kilka sw po angielsku wymwi. Miss Mary szybko na palcach do drzwi podesza.
 Kara ju pi  szepna  budzi jej nie trzeba, bo jest troch niezdrowa.
Drzwi zamkny si z cicha i cicho, po kilku minutach, garderobiana wniosa na tacy herbat z obftymi przyborami. Wkrtce potem do pokoju wesza Malwina. Z niepokojem i cicho zbliya si do ka crki.
 Co jej jest?  szepna.  Dlaczego usna tak wczenie?
Angielka odpowiedziaa kilku uspokajajcemi sowy. Bya to ostrono. W domu tym czua zawsze, a dzi wicej ni zwyke, potrzeb ostronoci w mowie, w wyjawianiu spostrzee jakichkolwiek. Obie patrzay na dziecko, ktre zdawao si gboko upionem, oddychao powoli i rwno, z silnymi rumiecami na policzkach. Malwina pochylia si i dugim pocaunkiem dotkna czoa picej. Wtedy miss Mary spostrzega co, o czem nie bya pewn, czy jej si tylko zdawao. Spostrzega, e gdy usta matczyne spoczy na jej czole, po ciele Kary, caem od tylu czaszki do stp, przebiego drgnienie. Ale miss Mary nie bya pewna, czy istotnie Kara od gowy do stp zadraa, czy te tylko tak jej si zdawao. Po odejciu Malwiny, staa jeszcze przy ku, z oczyma pogronemi w drobnej twarzy, coraz wicej rozarzajcej si rumiecem coraz jaskrawszym. Na wargi purpurowe wybio si kilka plamek czarnych; byy spieczone, wpotwarte i pobyskiway z za nich pery drobnych zbw.
Chora jest, ale usna!  mylaa miss Mary. Moe ten strach, o ktrym mniemaa, e dziecko w pustych salonach pochwyci, by wymysem jej wyobrani? Byo to zapewne nic wicej, tylko niezdrowie, moe nawet mae niezdrowie, skoro tak prdko usn jej dao.
W pokoju Kary, jak bkitna iskra, wiecia maa lampka nocna; obok za otwartemi drzwiami dugo w noc szeleciy karty ksiki, przez czuwajc Angielk przewracane. Miss Mary czuwaa dugo i wiele razy stawaa we drzwiach, pochylona, zdala wpatrzona w pociel, od ktrej dochodzi j jednostajny wci szmer oddechu. pi. Kilka razy poruszya si i stkna potem znowu ucicha. U ng jej, podobny do kbka popielatych jedwabiw, Pufik zlekka chrapa. Ulica za ogrodem milka i umilka. U okien wit zacz pobiela spuszczone story i rozprasza nad sprztami czarn zason ciemnoci. Miss Mary znuona, w dugim penioarze, gotowa do szybkiego zerwania si z pocieli, usna, spaa czas jaki i obudzia si z uczuciem wielkiej trwogi. Obudzi j dotkliwy chd, powiew mronego powietrza, wpadajcy przez otwarte drzwi. Zerwaa si i z krzykiem wbiega do pokoju Kary. Tu, od progu, zobaczya z za szeroko rozchylajcych si lici palmowych wielkie okno otwarte naocie i na niem siedzc wysmuk posta, bia w szarem witaniu. Kiedy to uczynia ? Jak dugo tak siedziaa, z plecami opartemi o ram okna, ze zwisajcemi w powietrze nagiemi stopy, z piersi i ramionami nawet z wtego batystu obnaonemi? Nikt nigdy dowiedzie si nie mia. Miss Mary, z si, ktr tylko przeraenie da moe, niosc j do pocieli, czua w objciu czonki tak zesztywniae, jakby do ostygego ju trupa naleay; ale pier podnosia si i opadaa w oddechu cikim, gonym, policzki i czoo pony. P minuty, okno zamknite; miss z caej siy rk dugich i gitkich rozgrza usiuje pier i ramiona zimne jak ld, ze skr cierp.
 Dziecko! niedobra! najdrosza! biedna. Po co to uczynia? Czy podobna czyni rzeczy tak straszne? Czy wiedziaa co czynisz? Czy to wypadek nieszczliwy, albo umylnie? Powiedz, czy umylnie? Powiedz! powiedz!
Kara po raz pierwszy spojrzaa prosto w twarz mwicej, ywym ruchem przechylia gow, oczy jej strzeliy tryumfem, umiech rozwar spieczone wargi. W tem zamigotaniu oczu i umiechu, w przegiciu szyi, na mgnienie oka bysna raz jeszcze swawolna, przekorna Kara, poczem zaraz zby jej uderza o siebie zaczy, i cae ciao dre w gorczkowym dreszczu tak, e jedwabie pocieli gono chrzciy. Z chrzstem tym poczy si kaszel suchy, cigy, wstrzsajcy piersi wt, jak ld zimn, w skrze cierplej, pogarbionej z pozorem zwidym. Miss Mary porwaa si z klczek. Na ustach jej pltay si wyrazy:
 Rodzicw! lekarza!
Turkot karety ozwa si w ulicznej dali, zblia si, zbliy, wtoczy si w bram domu, umilk. Miss Mary, caa w bieli, z wosami opadymi na ramiona, sza szybko w kierunku pokojw pana domu, przez salony, w ktrych z pod czarnych woalw, przez blady wit zgarnianych, z mtnymi pobyskami barw, szkie i kruszcw, wystpoway obrazy, zwierciada, plusze, mory, politury, pozoty, mozaiki, marmury, porcelana...
W gabinecie pana domu witao take; jednak lokaj zapali tam nad okrgym stoem wiszc lamp. Darwid, bardzo blady, ruchem nerwowym zrywa raczej z rk, ni zdejmowa rkawiczki.
 Wic ode mnie przysza?... std przysza?... Mwi pani, e bya u mnie i wrcia... taka?... Ale ona wczoraj nie bya tu wcale, nie widziaem jej, nie bya...
 Bya  odpowiedziaa miss Mary;  mwia, e idzie do pana, nie wracaa duej ni przez godzin...
 Moe u matki?
 Nie  zaprzeczya Angielka;  zapytywaam o to jej siostr. Nie bya u matki, bya tu...
Darwid, zdumiony, zamyli si i nagle wykrzykn:
 A!
Byo co tragicznego w gecie, ktrym wskaza du etaerk pen ksiek, tworzc ze cian wzki trjkt, a potem w sposobie, ktrym splt palce.
 Bya! I... syszaa! A!
Sta na chwil skamieniay, z przygryzion warg, twarz ca w drganiach skry na policzkach i zmarszczek na czole; potem zbliy si do Angielki i tak cicho, e ledwie dosysze moga, przemwi:
 Czy umylnie?... czy umylnie... Czy umylnie?
Z rkoma zaamanemi, bardzo cicho szepna:
 Nie mog tai... moe od tego cokolwiek zalee bdzie... Umylnie!
Wtedy czowiek ten, zazwyczaj tak we wszystkich poruszeniach swych spokojny i poprawny, skokiem tygrysa rzuci si ku drzwiom przedpokoju.
 Karety!  krzykn.
Kiedy najsynniejszy w miecie tem lekarz po raz ju drugi dnia tego wychodzi z pokoju chorej, Darwid w bkitnem salonie spotka si z nim sam na sam. By ju jak zwykle zamknity w sobie i wobec czowieka z wielkiem imieniem mile umiechnity.
 Czy choroba ju jest okrelon?  zapyta.
Bya ju okrelon i bardzo powan. Zapalenie obejmowao coraz wiksz przestrze puc i gwatownie pracowao w organizmie wtym, ju przedtem przez chorob napocztym. Oprcz tego zachodzia tu jaka komplikacya, co pochodzcego z mzgu, z nerww, co psychicznego. Darwid wspomnia o potrzebie zoenia narady lekarskiej:
 Moeby z za granicy... z Parya, z Wiednia, mamy na usugi nasze telegrafy i koleje... co za do kosztw...  obojtnie dokoczy  co do kosztw pieninych, szczdzi ich nie bd. Caa fortuna moja jest do rozporzdzenia panw...
I zatopi w oczach lekarza spojrzenie, w ktrem bya ch milczcego porozumienia si.
 Nie jest to hyberbol ani adn inn figur retoryczn  doda jeszcze:  gotw jestem zwoa poow Europy medycznej i zapaci poow majtku...
Skra drgaa mu u skroni, przy ustach, dokoa oczu, ale umiecha si. Lekarz umiechn si take.
 Kochany panie  rzek  wypadek nie jest tak osobliwy, aby go sdowi Europy poddawa trzeba byo. Jednak niech pan sprowadza Europ, owszem. Nazwiskami zagranicznych kolegw moich natychmiast suy bd. Tylko co do kolosalnych ofiar pieninych, to powiedzie musz, e si na nic nie przydadz. mier, kochany panie, to taka olbrzymka, e jeeli ma przyj, gry zota jej nie powstrzymaj. Nie twierdz, aby tu koniecznie przyj musiaa. Ale jeeli przyj ma, poowa fortuny pana... wic c? gry zota? tak, gry zota, na przeszkodzie jej nie stan. Przeskoczy je i  przyjdzie.
Po odejciu lekarza, na chwil pozosta sam i ze wzrokiem wbitym w ziemi, mysla: Olbrzymka! Zote gry jej nie powstrzymaj! Tak, tylko, e nauka jest rwnie rzecz olbrzymi. I jest take rzecz ludzk, a wszelkie rzeczy ludzkie na zotych wozach jed. Aby olbrzymk naprzeciw olbrzymki postawi, trzeba zota i energii.
Przez czas jaki wielki gabinet wrza od wysyania listw i telegraficznych depesz, rozlega si przyciszonym zawsze, lecz dobitnie gosem pana domu, wydajcego zlecenia i rozkazy. Darwid by stanowczy, chodny i czynny jak bywa zwykle, gdy stawa do walki. Potem w przecigu kilku minut, przed bram domu zatrzymyway si jedna po drugiej nadjedajce karety. Wysiadali z nich ludzie peni wagi z imionami gonemi, wielcy uczeni, teorytycy i praktycy, specyalici, starzy i modzi, tacy, niekiedy, ktrych nigdzie ju prawie widywa nie byo mona, bo spoczywali na laurach i dostatkach, lecz ktrych ze spoczynku wyrwa turkot przybywajcego po nich zotego wozu. Byo ich wielu. Od ubra ich, jak od chmury, zaczernia bkitny salon. Darwid ciska ich rce nieco mocniej, ni zwyk by to czyni, moe te faworyty jego z mniejsz, ni zwykle poprawnoci opuszczay si u policzkw nieco bledszych, ni zwykle, ale innych zmian nie byo w nim adnych. Owszem, kiedy chmura czarnych ubra z bkitnego salonu wpyna do pokoju jego crki, w oczach bysna mu iskra tryumfu. Niech zmierz si dwie olbrzymki! Zobaczymy, ktra zwyciy. Potga nauki stanowia jeden z bardzo nielicznych artykuw jego wiary; musiaa by ogromn, skoro bya niezbdn dla zdobywania bogactwa. Potgi tej dowiadczy nieraz w Heraklesowych bojach swych o bogactwo, dowiadczy i teraz. To dopiero pocztek boju. Choroby przecie trwaj szeregi dni, czasem tygodni, a jutro, pojutrze ju zjeda si tu zacznie Europa  na zotym wozie. Olbrzymka przeciw olbrzymce! Zobaczymy!
Zapalenie, z wielkim gwatem rozlegajce si coraz szerzej w wtej piersi dziewczcej, i przytem nieznaczna, ale wiele do mylenia dajca komplikacya mzgowa, zachwiany w normalnoci swej stan psychiczny... Duga narada, pgosem prowadzona, kilka lekarstw i kilka rad z dziedziny hygieny. Pomidzy karetami, ktre oddaliy si od bramy domu, dwie byy puste. Dwu pozostaych w domu jego dostojnikw nauki, Darwid prowadzi do gabinetu swego na czarn kaw, wyborne likiery, niezwykej doskonaoci cygara. Pozosta tu mieli kilka godzin, poczem zastpi ich inni. daniu temu ludzie ci opierali si zrazu, bo sprzeciwiao si ich zwyczajom, obowizkom przyjtym gdzieindziej, potrzebie istotnej, ale Darwid, bardzo uprzejmie, z oczyma w ich oczach, wymwi sowo magiczne. Bya mem cyfra  niesychana, prawie bajeczna. Jeszcze wahali si, opierali, potem, porozumieli si o kolej i sposb i  pozostali. Czoo Darwida wygadzio si na chwil tak, e znikny z niego wszystkie zmarszczki. Jego dziecko (w myli doda: Maleka moja!) ani przez jedn godzin dnia lub nocy nie pozostanie bez olbrzymki dobroczynnej, majcej toczy walk z olbrzymk zowrog!
W miecie mwiono, e Darwid z trwogi o crk popenia szalestwa, ale ci, ktrzy go widzieli, wzruszali na to ramionami. Gdzie tam! Nie byo na wiecie czowieka, ktryby w wypadku podobnym zachowa mg wicej krwi zimnej, pewnoci siebie, pynnoci mowy, uprzejmoci doskonaej, chocia chodnej. Czasem tylko, z drgnie przebiegajcych po twarzy, z chwilowego osupienia renic, z drobnego zaniedbania w ukadzie wosw, odgadn w nim byo mona gracza o stawk wielk, Istotnie, w walce, ktr wszcz i prowadzi, szo mu nie tylko o Kar  o ni nadewszystko, ale nietylko. W gbi istoty swej czu si teraz graczem, tak, jak niezliczone razy bywa w wypadkach wcale innych, graczem, wspierajcym si na energii, pienidzach i rozumie wszechstronnym, wasnym i za pienidze nabytym. Stawk gry byo nietylko ycie jego dziecka, ale jedyna jego wiara we wszechmoc i wszechskuteczno energii, rozumu i pienidzy.
Tymczasem, kiedy niekiedy, z lekarzami lub bez nich wchodzi do pokoju crki. Tu z porady lekarskiej nie zasoniono wielkich okien, przez ktre soce lalo potoki zotego wiata. Przenikay one u cian tawe zwoje kretonw, nadajc pozr ycia usiewajcym je niezapominajkom i pkom ranym, swawoliy wrd lici palmowych, kady si na kwiecistym kobiercu, krzesay ogniska iskier w pozocie cacek i ksiek, tczowemi barwami igray w inkrustaeyach z perowej konchy. W tem wietle penem migota, u zwierciada, otoczonego wiecem porcelanowych kwiatw, wrd flakonw wyzacanych i emaliowanych, rowy kupidyn naciga na uk zot strza, a gdzieindziej kotek marmurowy kad si u stp statuetki z gobiem na ramieniu; na maem biurku z szafirowego, jak niebo, lapis-lazuli, bronzowy posek, wyobraajcy Ros, z gracy przechyla amfor nad rozwart ksik; motki rnobarwnych jedwabiw zwisay u maych krosien. Wrd tych tonw wionianych, motyww wesoych, form zgrabnych i lekkich, wiata soneczne przybyway a do pocieli Kary i od biaych batystw, na ktre si kady, nabieray bladej powoci jej wosw. Na poduszce, w puchu koronek, trudno byo zrazi rozrni, gdzie koczyy si pachty blaskw sonecznych, a zaczynay wosy dziewczyny Ale pord powych i wiate i wosw, twarz jej drobna, okrga, w rumiecach jaskrawych wydawaa si kwiatem szkaratnym. Wargi rozkwitajce purpur krwist, i oczy, wiecce ogniem suchym, milczay. Pier tylko pracowaa cikim, piesznym, chrapliwym oddechem, i kaszel wstrzsa ciaem, ktrego ksztaty wysmuke i wte, jak delikatna rzeba rysoway si pod bkitnym jedwabiem kodry. Kiedy Darwid wchodzi do pokoju, od ka chorej oddalaa si kobieta w ciemnej sukni, nie sprawiajcej szelestu najlejszego, i stawaa daleko, z twarz zmczon, zwid, pod gadko uczesanymi wosami, zupenie tej samej barwy, co te, ktrych potargana gstwina zlewaa si na poduszce chorej z blademi wiatami soca.
 Jake ci jest, maleka? Moe czujesz si nieco lepiej ? Moe chcesz czego?
Za ca odpowied, twarz do szkaratnego kwiatu podobna zwracaa si ku cianie, zalanej gazkami niezapominajek i pkami r.
 Czemu nie odpowiadasz, Karo? Moe chcesz czego ? Powiedz tylko... szepnij! No, powiedz na ucho ? Moe przynie ci co, sprowadzi, kupi? Moe cokolwiek lubisz? cokolwiek posiadaby chciaa? na cokolwiek popatrze? Wszystko mie moesz... wszystko... powiedz tylko... szepnij mi na ucho!
Ale daremnie, nizko pochylony, ucho swe prawie do samych ust jej zblia, nie wychodzi z nich aden dwik, ani szept, tylko twarz odwracaa si coraz wicej, i oddech stawa si ciszym, chrypliwszym.
Ilekro tu przyszed i mwi do niej, zapytanie: Moe czego chcesz? powiedz, czego chcesz?  wracao mu na usta. Myla, e moda dziewczyna, chocia chora, musi mie w pamici jakie dania, marzenia, ktrych spenienie mogoby ulg sprawi, pocieszy. On by mocen speni wszystkie, choby najszalesze, i nie posiada tylko monoci wywoania z ust jej choby najkrtszego sowa.
Kilka dni upyno. Przed domem karety lekarzy wci zajeday i odjeday, spotykajc si po drodze z mnstwem innych powozw, z ktrych mnstwo ludzi wysiadao i wchodzio do gabinetu pana domu, lub tylko do sieni, dla zapisania imion swych w ksidze, podawanej przez szwajcara. Darwid przyjmowa goci, dzikowa, rozmawia, wyjeda do miasta, powraca, z sekretarzem swym zaatwia interesy najpilniejsze. Raz wracajc, wstpowa na schody z dwoma ludmi, ktrzy mwili jzykiem obcym. Rozpromieniony by, mowny, tryumfujcy. Byy to posiki, przybywajce z za granicy na pomoc siom miejscowym, ktre do narady z niemi stany w penym skadzie. Znowu chmura czarnych ubra z bkitnego salonu wpyna do pokoju, penego barw wiosennych, igraszek dziecinnych, tczowych byskw konchy perowej. Jeszcze jedna gra zota i rozumu usypana, jak szaniec obronny u pocieli chorej dziewczyny, do ktrej, po odpyniciu chmury czarnych ubra i powanych twarzy, zbliya si matka.
 Zmczyli ci ci panowie! Nic to. Bdziesz za to zdrow. S to ludzie bardzo rozumni; dwaj nowoprzybyli to Niemcy, na cay wiat synni. Wylecz ci z pewnoci. A teraz, moe przekniesz troch tych wybornych konfitur, na ktre zgodzili si ci panowie? Albo kropl wina? A moe yk ma, jedn yk bulionu?
Za ca odpowied, twarz w szkaratnych rumiecach, na powem swem podcielisku, zwracaa si ku cianie, osypanej wiosennymi kwiaty. Malwina, nizko schylona caowaa drobn rk, ktrej gorco pieko jej usta, i ktra pod jej ustami draa, jak li w powiewie wiatru.
 Dlaczego nie odpowiadasz, Karo? Jedno sowo! jedno mae, krtkie sowo! Czy poda ci kropl wina? Ci panowie kazali... chcesz teraz? szepnij!
Ale nadaremnie ucho swe prawie do ust jej zbliaa, nie wychodzi z nich aden dwik, ani szept, tylko twarz odwracaa si coraz wicej, z oddechem coraz chrapliwszym.
Do pokoju wszed Maryan z wielk wizi kwiatw w rku.
 C, ma?  zacz  chorujemy! No nic nadzwyczajnego! Ju krl Salomon mwi, e dla kadego musi by czas chorowania i czas taczenia. Pochorujesz troch, a potem bdziesz taczya. Tymczasem na pociech, przyniosem ci kwiaty, takie, ktre nie pachn, bo podobno od zapachu kwiatw chore dziewczta dostaj blu gowy. Te nie pachn, ale s bardzo pikne. Poetycznie wyglda bdziesz, gdy ci je na ku rozsypi. Rozwesel ci one wzrok po widoku tych nudnych pedantw, ktrzy wygldaj jak stado mdrych krukw. Ojciec sprowadza dla ciebie z caego wiata najmdrsze kruki, ja zbieraem po caem miecie najpikniejsze kwiaty. Mein Liebehen, was willst du mehr?
miejc si, rozsypywa na bkitnej kodrze i uwypuklajcych si pod ni wysmukych ksztatach dziewczyny, najpikniejsze z kwiatw, na jakie zdoby si mog najwymylniejsze z cieplarni, a ona patrzaa na niego wielkiemi gorejcemi oczyma, i gdy odwrci si, powolnym, monotonnym ruchem zacza zrzuca je z pocieli. Nie patrzaa na kwiaty, tylko rka jej duga, sucha, rowa rka podlotka pracowaa, pracowaa jednostajnym, powolnym gestem zsuwajc z pocieli pyszne gazie i wspaniae korony, ktre jedna po drugiej, z guchym szelestem spaday na zacielajcy podog kobierzec. Nie chciaa nic... Jednak, wrd nocy gdy Malwina i miss Mary mniemay, e usna, w gbokiej ciszy rozleg si z pocieli szept woajcy:
 Pufik! Pufik!
Miss Mary natychmiast ze sprztu ssiedniego zdja i podaa jej pieska. Wzia go w gorce rce, ale wnet, tym samym powolnym gestem, jakim zrzucaa kwiaty, usuna go na brzeg pocieli, i odwracajc twarz ku cianie, cicho szepna:
 Nie!
Nazajutrz twarze mdrych krukw byy bardzo pospne. Ci, ktrzy codziennie przylatywali z poblia, i ci, ktrzy z daleka przylecieli, nabierali coraz wicej tej tajemniczej uroczystoci, ktra przypomina pogrzebowe dzwony. Ale Darwid czeka jeszcze; nie skada broni, nie traci wiary w moc olbrzymki dobroczynnej, czeka posikw nowych. Przybyy w postaci czowieka, mwicego innym, ni poprzedzajcy, jzykiem zagranicznym. Byo to ju najwiksze w Europie imi lekarskie, sawa prawie cudotwrcy. Bya to te znowu usypana gra zota i rozumu, najwysza ze wszystkich. W bkitnym salonie rozlega si gwar przyciszony i wielojzyczny. Lokaje roznosili przekski i napoje. Darwid cygara podawa dostojnym gociom, z ktrych najdostojniejszy, tylko co przybyy, ze skupion uwag sucha objanie kolegw o wypadku, wobec ktrego mia si znale. Nakoniec, spokojny i doskonale poprawny, z miym umiechem na ustach i czoem prawie tryumfujcem, Darwid gestem penym uprzejmoci wskaza gociom drzwi pokoju crki. Najsawniejszy ze sawnych wszed pierwszy i o kilka krokw od progu stan; za nim stanli inni. Na spieczonych ustach chorej wieciy, jak rubiny krople krwi, oczy jej byy bardzo szeroko otwarte, do czoa wilgotnego od potu przylgno kilka pasem blado - powych wosw. Po pokoju rozlega si gony, chrypliwy szept:
 Iro! Iro!
Irena zbliya si szybko i, nachylona, cienk chustk delikatnie z ust siostry zdejmowaa pynne rubiny.
 Czego chcesz, maleka ? czego chcesz ? Kara wlepia w ni oczy, z ktremi stawa si zaczo co nadzwyczajnego, bo ciemne renice robiy si coraz wicej, coraz wicej wypuke, zdaway si wyrasta i nabrzmiewa, jakby skupiajc si na jednym punkcie ca si wejrzenia, a zachodzie pocza na nie powoka szklista, i zarazem wargi skropione krwi poruszyy si kilka razy, chcc co wymwi i nie mogc. Nakoniec z za szklistej powoki wlepiajc w siostr wzrok nabrzmiaych renic, Kara, jakby na znak porozumienia, wstrzsna ma gow i szeptem, ktry nut trwogi i skargi rozlega si po pokoju, wymwia:
 Malowane garn...ki!
Jednoczenie w piersi jej zagraa wielka orkiestra, niesforna, piskliwa, chrypliwa, i gowa nagle ociaa, gboko zapada w puchy poduszek. Z grona ludzi u drzwi stojcych najznakomitszy, may, wawy, siwy, z twarz niezmiernie mylc Francuz, postpi kilka krokw, u ka stan i po kilku minutach, z doni na grajcej piersi opart, w guche milczenie, zalegajce pokj, rzuci sowo:
 Agonia!
Jakby w odpowied na to sowo, u samych drzwi, za chmur czarnych ubra, rozlego si gone klanicie. To Alojzy Darwid, ruchem u niego najniespodziewaszym, w ten sposb zaama rce, splt je z si niemal kruszc palce i wysoko nad gow podnis...
Wic wszystkie gry przeskoczya i  przysza!
III
Z ulicy w ulic, a potem z jednej alei ogrodu publicznego do drugiej, Artur Kranicki przechodzi krokiem i z min czowieka, bdzcego po miecie bez celu i wielkiej chci. W byszczcym cylindrze i zgrabnem futrze, na ktrego konierzu kosztownym mona byo dostrzedz lady zniszczenia, wyglda znacznie starzej i jako biedniej, ni przed niedawnym jeszcze czasem. W wyprostowanej postawie jego i sprystoci kroku czu byo t przykr staranno, z jak ludzie czuwaj nad sob wtedy, gdy lkaj si, aby oczy innych ludzi nie przenikny jakiej ich smutnej tajemnicy. Ale pomimo starania, tajemnica wychodzia na jaw chwilami w postaci przygarbiajcych si plecw, gowy na pier opadajcej, policzkw obwisych, wzroku gasego. Wszystko to byo tem widoczniejsze e Kranicki posuwa si w penym blasku sonecznym, ktry zalewa chodniki ulic i aleje wielkiego ogrodu. Koniec zimy by wyjtkowo pogodny i promienny, niegi topniay, gdzieniegdzie ju tylko mieszajc jeszcze mtn biao z bkitem nieba i zocistoci powietrza. Rozmijajc si z mnstwem ludzi, Kranicki czsto podnosi rk do kapelusza, a kilka razy z umiechem przymilonym, prawie zalotnym, uczyni poruszenie takie, jakby ku osobom spotkanym zbliy si, nawet poskoczy zapragn. Ale one, z ukonem grzecznym, lecz pobienym, mijay go szybko. Byli to modzi panowie eleganccy i z oywieniem z sob rozmawiajcy, mode kobiety take, piesznie kdy dce. Oddawali mu ukony za ukony, ale chci jego zblienia si, wyranej, nikt jednak nie zauway, czy zauway nie chcia. Kady mia przy sobie kogo, z kim szed, rozmawia, i przed sob co, ku czemu dy, nawet pieszy. Jake oddawna i jak zblizka zna on tych ludzi  od samego ich dziecistwa! Wiedzia o nich wszystko: imiona i historye ich rodzicw, pieszczotliwe lub artobliwe przezwiska, ktre im nadawano wtedy, gdy zaledwie bekota umieli, wszystkie pokoje, niemal kty domw, w ktrych wzroli. Kiedy niejednego z nich niegdy z ziemi podnosi i w silnych ramionach  modny wwczas, porywany, wychwalany, kochany!  Bawi, rozmiesza, mge myle o dniu, w ktrym tak zdaleka i obojtnie na chodniku ulicy rozmija si z nimi bdzie? Gdzie tam! Z rowemi szkami na synnych z piknoci oczach, do rozczule i przywizali skonny, wierzy, e ludzkie stosunki i uczucia nie kocz si nigdy. Jednak, z przyczyn rnych skoczyo si ich mnstwo... a teraz kocz si do ostatka. Mia wyrane uczucie zawisania w prni i coraz wikszej potrzeby zaczepienia si o co lub o kogo, aby nie run kdy  nie wiedzia kdy, ale czu, e w gbin. Z pocztku przechadzki myla, e w tej pogodnej godzinie dnia, gdy eleganckie tumy zalegay chodniki, lub rodkiem ulicy przesuway si powozami, ktokolwiek zatrzyma go, zaprosi, uprowadzi lub uwizie z sob. Bo co czyni ? Dokd pj ? Baron Emil, ktrego medyiwialistyczne mieszkanie byo mu w ostatnich czasach prawie jedynem schronieniem przed nud i samotnoci, wyjecha do dbr swoich w celu czynienia wycieczek w strony rozmaite i poszukiwania znajdujcych si pod wiejskimi chatami i strzechami zabytkw sztuki czystej lub stosowanej. Wrci mia wkrtce, ale tymczasem Kranicki nie mg zajmowa miejsca swego w szerokiej katedrze, naprzeciw Trystana, skadajcego na cianie pokoju ukon Izoldzie, ani zasiada u stou, przy ktrym, oprcz gastronomicznych przysmakw, znajdowa rozmowy, do ktrych przywyk, ani wobec unoszcego si w powietrzu na nietoperzowych skrzydach Tryumfu mierci  dowiadcza nastroju zawiatowoci... Jednoczenie z wyjazdem barona utraci te jedyny grunt, na ktrym spotyka si z Maryanem, avec ce cher enfant, ktrego samo wspomnienie, teraz, gdy po tylu latach wsplnego ycia by z nim rozczony, prowadzio mu z do oka...
Usiad na ogrodowej awce i doby z kieszeni zot papieronic, w celu zapalenia papierosa. Nie zapali go jednak, bo tu za nizkiemi sztachetami, u ktrych siedzia, przesun si koczyk zgrabny, par koni zaprzony, ze sub w liberyi. W koczyku siedzia czowiek trzydziestoletni, na ktrego widok Kranicki pochyli si naprzd, tak, jakby za nim w lad pogoni, powietrzem polecie zapragn. Syn hrabiego Alfreda, tego, ktrego on niegdy z tak niezmiernem oddaniem pielgnowa w chorobie pod woskiem niebem... Modzieniec ten by nadwczas dzieckiem i mao pamita czasy, w ktrych Kranicki zajmowa miejsce najlepszego z przyjaci, a potrosze najwierniejszego ze sug jego rodziny. Potem zapomnia o nich cakowicie i stopniowo oddali od siebie cet excellent Kranicki, gui se faisait vieux, i chocia niegdy odda tam jakie usugi jego ojcu, ale by za nie sowicie wynagrodzony i wieloletniem bywaniem w domu i podobno nawet pienidzmi, niejednokrotnie poyczanymi na wiekuiste nieoddanie. Bardzo bogaty, czsto wojaujcy, mia w gowie i na gowie zbyt wiele rnych rzeczy, aby chcia j jeszcze przepenia starowieckimi gratami. To usposobienie modego syna dawnych przyjaci i protektorw Kranicki rycho przenikn i oddawna poczytywa dom ten za utracony i czowieka tego za obcego sobie. Przez czas dugi niewiele go to zasmucao, bo posiada port, do ktrego pyn zawsze z rozwinitymi aglami. Ale teraz widok przejedajcego modzieca obla mu serce czem piekcem i ostrem. Tout passe! Przysugi zapomniane, wzy porwane, l'oubli du pass, l'ingratitude humaine! A jednak, z jak rozkosz w ten dzie wiosenny przejechaby si po ulicach miasta tym koczykiem na gumowych koach, podnoszcym jadcego na sprynowych poduszkach agodnym ruchem kolebki! Z wikszem jeszcze uczuciem szczcia gawdziby, jadc z kim posiadajcym te same, co on, przyzwyczajenia, stosunki, gusta; z ywem te zadowoleniem za jechaby przed jedn z najlepszych restauracyi tego miasta, aby wrd cian adnie przybranych i gwaru wesoego zje wyborne niadanie... Ale wszystkie te rzeczy, niegdy tak powszednie, jak dzie dobry, byy mu teraz tak dalekie i niedosignione, jak bkitne niebo!
W obcisem futrze, tak przygarbiony, e plecy jego przybray ksztat p obrczy, w cylindrze, z pod ktrego wida byo czarne wosy i szlak zmarszczek nad czarnemi brwiami, patrza na ulic, cignc si za sztachetami, i w palcach, obcignitych dusk rkawiczk, z przyzwyczajenia okrca zote cacko. Cylinder przelewa mu nad gow poyski atasowe. W papieronicy, obracajcej si w palcach, soce krzesao zote byski...
Ulica za sztachetami mijaa plac miejski do rozlegy, nad ktrym zdaway si panowa dwa gmachy wysokie, z wielkim ruchem ludnoci przed ozdobnemi wejciami. Przez szerokie ich drzwi wchodzio i wychodzio mnstwo ludzi, zajeday przed nie powozy, na kilku prowadzcych ku nim schodach sta, falowa, zmniejsza si i znowu powiksza tum postaci czarno ubranych, gwarny, gestykulujcy, czem namitnie zajty. Nie dziw! Byy to naprzeciw siebie umieszczone i mnstwem okien zdajce si oczyma w oczy sobie patrze: bank i gieda. Kranicki na te dwa gmachy i na wirujcy dokoa nich tum ludzi i koni nie zwraca! uwagi adnej. Nigdy nie mia z nimi nic wsplnego. Jednak nagle pochyli si znowu naprzd i wzrok wlepi w omijajcy sztachety powz, a raczej w jadcego powozem tym czowieka.
By to Alojzy Darwid, ktry w ten dzie pogodny, jecha powozem odkrytym, zaprzonym par rosych, drogocennych koni, ktre w uprzy lekkiej, nie uderzajcej byskotk adn, stpay zwolna, z powag i gracy. Na kole, stangret i lokaj w wysokich kapeluszach i ogromnych konierzach futrzanych; w powozie, na tle szafirowego adamaszku, posta nie dua, szczupa, z twarz blad w rudawych faworytach i z migotaniem zotej iskry w szkach, okrywajcych oczy. Zwolna, powanie, z guchym turkotem k gumowych, powz zatoczy si przed wspaniae wejcie do bankowego gmachu. Lokaj zeskoczy z koza, stan u drzwiczek, i z rki pana swego wziwszy jak kartk, wbieg do wntrza budowy. Pi minut nie upyno, a wyszli z niego dwaj ludzie powani, krokiem popiesznym zbliali si do powozu i z wacicielem jego rozmawia zaczli.
Zapewne urzdnicy bankowi, moe nawet dostojnicy, ktrych dwoma sowy nakrelonemi na kartce ku sobie przywoa. Aby pj do nich, moe wspi si na wysokie schody, jak zwykle, czasu nie mia, wic oni do niego zbiegli ze schodw, na widok nazwiska wypisanego na kartce: nie zeszli, lecz zbiegli, i teraz, z najmilszymi w wiecie umiechami, z uchylaniem kapeluszw nad powanemi gowami, zdaj si nad czem naradza z nim, o czem mu oznajmia, co obiecywa. A on zawsze jednostajny, doskonale grzeczny, cho chodny, z cieniem umiechu na suchej twarzy, wicej sucha ni mwi i ze zotem migotaniem w szkach, okrywajcych oczy, na tle adamaszku, iskrzcego si szafirem, ma pozr pboka.
Pi minut  rozmowa skoczona. Darwid do nizko, urzdnicy daleko niej uchylili z nad gw kapeluszy, powz z guchym turkotem k gumowych, z wolnem i powanem stpaniem przepysznych koni, potoczy si dalej, zakreli wielkie koo, a zatrzyma si u kilku dugich i szerokich schodw, prowadzcych ku wejciu do gmachu przeciwlegego. To ju lokaj otworzy drzwiczki, i Darwid, wysiadszy z powozu, zacz wstpowa na schody, gdzie gsty tum czarno ubranych udzi, jak fala wodna przed nadpywajcym statkiem, rozstpowa si przed nim zacz. Nielada jaki musia to by statek, bo po fali ludzkiej, jak przy zblieniu si do ywego organizmu iskry elektrycznej, rozbiegy si drgnienia. Rozstpujcy si tum zawirowa, zaszepta, ucich; mnstwo rk podnioso si ku gowom i zawiesio w powietrzu czapki lub kapelusze; mstwo twarzy obrcio si ku tej jednej, z oczyma w ni wlepionemi. Ruchy te miay w sobie wyraz niemiaej ciekawoci, prawie pokory. mielsi wystpowali ze cisku i z odkrytemi gowami, krokiem zbyt powolnym, lub zbyt popiesznym, lecz zawsze nie takim, jakim przechadzali si tu przedtem, podchodzili ku przybyemu, o czem do niego zagadujc zapewne pytajc, radzc si, moe proszc, bo wszystko to byo w poruszeniach ich i na twarzach. Utworzyo si z tego co naksztat orszaku wybracw, ktry otoczy pboga, i pomidzy dwiema cianami gminu, po wspaniaych stopniach schodw, wspina si razem z nim coraz wyej, a do wrt wityni, w ktrej wntrzu razem znikn. Wwczas gowy gminu okryy si znowu czapkami i kapeluszami, ale wiele oczu, nie mogc ju spoglda na Faetona, zwrcio si ku jego tryumfalnemu wozowi i dugo jeszcze tkwio w rozarzonym przez blask soneczny szafirze wycieajcego ten wz adaszku i w parze rosych koni, ktre z karn nieruchomoci, do wykutych z bronzu rumakw soca podobne, stay przed wrotami pieninego rynku, noszcego nazw giedy.
Kranicki, na ogrodowej awce, w postawie naprzd podanej, skamienia. Usta jego wykrzywiy si, oczy zapony. Wic tak! W kilka tygodni po mierci biednej Kary, znowu czynny i tryumfujcy, na zotego cielca arkan zarzuca, nowe miliony apie! Pbg! Tytan! Krl targowisk w siedmiomilowych butach, kroczcy po drodze, u ktrej kresu znajduj si amerykascy miliarderzy, nie milionerzy ju, lecz miliarderzy! Oto jest czowiek, ktry jakby baron Emil powiedzia, umie chcie!
Jednak... jaki on zdawa si may i niczego ju nie chccy wwczas, tam... gdy sta naprzeciw zwok umarej dziewczyny, poczony z niemi dymami kadzida, ktre, jak lekkie mgieki, unosiy si w powietrzu! Jak on wwczas zdawa si may, niby przez olbrzymi rk jak spaszczony, nie pl bg, ani tytan, owad raczej, wtaczajcy si do ciasnej szczeliny przed drapienym ptakiem! Kranicki widzia go wwczas, bo gdy usysza wie o nieszczciu, adna sia ziemska albo piekielna nie mogaby mu przeszkodzi biedz, lecie... To nieszczcie przeszyo mu serce. Cela lui avmt fendu le coeur... I zaraz te uczu te ble wtrobiane i inne, ktre od pewnego czasu coraz czciej i sroej go napastuj. Pomimo blw jednak pobieg, nie mylc wcale ani o wzbronieniach wchodzenia do tego domu, ani o tem, co go tam spotka moe, wszed i dobrze znanemi drogami wprost do pokojw pani domu poszed. Niech stanie si co chce, on t kobiet, t wit, cet tre noble et doux, w tej strasznej chwili zobaczy musi! Bya bardzo otoczona, znajdowao si dokoa niej udzi mnstwo, ale on nie wiedzia kim byli ci ludzie, ani myla co powiedzie o nim mog. Na oczach mia mg, ktra zasaniaa przed nim wszystko, oprcz tej jednej twarzy kobiecej, tak okropnie w dniach ostatnich zmienionej i postarzaej, nie majcej ju nad czoem swojej wietnej aureoli z blado zotych wosw, tylko na czole przez ca jego szeroko ciemn prg gbokiej zmarszczki! Nie widzc, ani witajc nikogo, szed prosto ku niej i, upadszy na klczki, przycisn do ust brzeg jej aobnej sukni. Uczyni to bez cienia namysu, ani przesady, z popdu, ktry go rzuci do stp tej kobiety. Cela lui est venu du coeur, rien, que du coeur... Bo tez nigdy... nikogo... tak, jak j! Mia szczcie do kobiet, wiele razy w yciu by kochany i kocha  na sposb rny, ale jak t... nigdy... adnej!...
Nie wie, nie pamita, nie zdawa sobie sprawy z tego, co potem byo, ale zdaje si, e gono paczc wzia j w objcia crka, e Mary by tam take i wiele innych osb, ktre wchodzc, wychodzc, cichymi krokami i sowami sprawiay co podobnego do szelestu opadajcych z drzew lici. On w jakim kcie pokoju siedzia, czy sta, nie pamita... tylko przypomina sobie, e otacza go zapach bzw kwitncych, ktrych pokj ten by peen, a nakoniec uczu, e ju pno, e trzeba mu ju wyj, tak, jak wychodzili inni. Nie mdz by w nieszczciu z istot kochan  to bl najnieznoniejszy ze wszystkich. Ale ycie miewa czasem okruciestwa takie. La vie est guelguefois atroce! Poszed jeszcze zobaczy malek, i tam, oprcz niej, zobaczy tego... pboka, w takiej postaci, e pomyla: Voil? aussi un homme fini! W tem miejscu myli swoich Kranicki opar rami o porcz ogrodowej awki, doni zasoni oczy i stawi sobie przed wzrok wyobrani widzenie dziwne, ktre wydawao si bajk, snem...
Co za przepych, jaka oryginalno pomysu i smaku! I jaka gra usypanego zota! By to podobno pomys i smak Maryana. Duy salon zamieni si w grot, ktr od szczytu do dou okryway puszyste fady biaych krep i mulinw, zbiegajce si u gry w sklepienie, zamknite w rozet olbrzymi, przypominajc czterolistne re mistyczne, malowane na oknach gotyckich wity. Tylko, e ta, ku ktrej tutaj zbiegay si fadziste puchy, wycieajce ciany i sufit, bya biaa i tak lekka, jakby wytworzya j fantastyczna gra obokw. Wszystko tu zreszt: ciany, sklepienie i rozeta, zdawao si by utworzonem z obokw i ze niegu, na ktre spada niezmierna ulewa biaych kwiatw. Tylko biaych. W girlandy splecione, albo w naladujcym rk przypadku bezadzie rozrzucone, czepiay si one po cianach i sklepieniu, okryway posadzk, osypyway wszystko, wyglday i spada zdaway si zewszd. Oprcz nich i wrd nich tylko wiata rzsiste; gwiazdy, snopy, kolumny utworzone ze wiec, gorejcych w yrandolach i wiecznikach, nie wiedzie gdzie wynalezionych, tak byy niezwyke, fantastyczne i stylowe, zdawaoby si, e ze snw rozgorzaej wyobrani do rzeczywistoci przeniesione. adnych barw, ani byskotek, adnych te gode mierci. Tylko wrd morza nieystej bieli nawanica nienych kwiatw i olniewajcy blask jarzcych wiate. Upajajce take wonie konwalii, r, bzw, hyacyntw, z ktremi czy si zapach jakiego kadzida, tak osobliwego, jak byo tu wszystko, ktre palc si nie wiedzie gdzie, kiedy niekiedy sao w powietrzu szarawe mgieki dymu, tu i owdzie przez blask wiec dotykanego pozot. Dziewiczo, wydajca z siebie wo mistycyzmu, wymylno, nie chcca zna niemoliwoci, ustp bajki czarnoksiskiej, lub strofa poematu, a w tem wszystkiem, jako punkt rodkowy, szczupa posta dziewczca, na wysokiem podniesieniu, spokojnie upiona w stroju do lubnego podobnym, z drobn twarz, ktra w bladozotych wosach zaledwie spostrzeganym odcieniem biaoci dobywaa si z powodzi nieystych krep i kwiatw. W powodzi nieystej bieli, w jarzcym blasku palcych si ogni, w gstwinie upajajcych woni, pod pyncemi powietrzem mgami palcego si kadzida, Kara spokojnie spaa, z gadkimi ukami ciemnych brwi pod greckim zarysem czoa, z prawie wesoym umiechem na zamknitych ustach.
Godzina nocna pn ju by musiaa, kiedy Kranicki powsta z klczek i zobaczy si w tym pokoju umarej, zupenie samotnym. Kdy za drzwiami i cianami szemray rozmowy i modlitwy ludzi czuwajcych, ale tu zdawa si pa nowa sam tylko sen mierci. Po chwili jednak u jednej ze cian co zaszelecio. Branicki obejrza si i zobaczy czowieka, ktry zrazu wyda si mu majaczc na tle nienem niewyran plam. Po kilku sekundach, rozpozna rysy Darwida w faworytach rudawych, ale do dugo wzrok wyta, zapytujc, czy go nie myli. Nie al, ani rozpacz, pospolicie przez mier u ywych obudzana, lecz co wicej jeszcze i co nadto malowao si we wzroku i w postawie tego czowieka. Oczy jego, zwykle tak jasne, trzewe, do byszczcej stali podobne, pene byy teraz przepacistej zadumy, na ktrej dnie taio si przeraenie, a posta wydawaa si zmala i spaszczon. Ani ironii, ani energii, ani wyprostowanej pewnoci siebie. Niszym wydawa si ni zwykle i w sposobie pochylenia szyi mia co zwycionego. Puszyste fady, u ktrych sta, obejmoway go w sposb taki, e wydawa si spaszczonym i wyranie przypomina owad, ktry cofa si i wtoczy usiuje do ciasnej szczeliny przed czem nagle nadlatujcem, ogromnem. Zwrci wzrok w stron, gdzie sta Kranicki, zobaczy go i, przesunwszy po nim spojrzenie obojtne, znowu zapatrzy si kdy, w co ogromnego. Ani obrazy, ani nienawici, ani pogardy. Kranicki ze swej strony take adnego z tych uczu nie dowiadczy. Myla, e rozmaite powieci i dramaty przedstawiaj miertelnych wrogw, ktrzy w chwilach takich podaj sobie rce do zgody. Patos nie prawdziwy! Bo po co ? Czeme s ludzkie niezgody lub zgody wobec... tego? Jeszcze troch popatrza na dziewczyn, pic w ulewie biaych kwiatw i szepcc: La mort! oni, oui! la mort! le sommeil ternel! z gow zwieszon wyszed ze nienej i od wiate gorejcej groty. Wywlk si z niej raczej, tak by zgnbiony.
Teraz, na ogrodowej awce, podnis twarz z nad doni i spojrza ku gmachowi giedy. Kruganek z kilku szerokimi schodami by ju pusty, ale przed nim sta jeszcze powz Darwida, na soneczno powietrza rzucajc plam roziskrzonego szafiru, i konie take stay w karnej nieruchomoci, podobne do wykutych z bronzu posgw. Usta Kranickiego wykrzywiy si niesmakiem. Ze zjadliwoci, na ktr rzadko zdobywaa si agodna jego natura, szepn:
 Praca! elazna praca!
Z ustami zalanemi gorycz, nie mylc ju o prostowaniu plecw i nadawaniu krokom pozoru elastycznoci, wlk si znowu z ulicy w ulic, zatrzymujc si czasem na chwil przed bramami najokazalszych domw. Kada z nich mu co przypominaa, jaki wietny lub szczliwy moment, czy fragment przeszoci. W t wchodzi niegdy, dc do jednej z mniejszych czy wikszych gwiazd swego ycia, z tamtej wyjeda, wiozc do Woch chorego hr. Alfreda; przez t pieszy codziennie na usugi ks. Zenona; tamta nasuwaa mu wspomnienie pewnego balu tak wietnego, e prawie bajecznego. Teraz, wszystkie te bramy i wszystkie te domy byy dla niego jak sala balowa, ktr opucili biesiadnicy, w ktrej pogasy wiata, i po ktrej, nocn latarenk sobie przywiecajc, przechadza si i rozpamitywa, gdzie janiay obnaone ramiona piknej kobiety, a gdzie miay si twarze wesoych towarzyszw, gdzie pachny kwiaty, a gdzie pieczone baanty...
Nakoniec, duo po poudniu, Klemensowa usyszaa w przedpokoju dzwonek, i klapic po pododze starymi kaloszami, pobiega drzwi otworzy. Miaa na szerokich plecach chustk kraciast, w rku ig z grub nici, a nad piwnemi oczyma drug par szklanych oczu, od okularw podniesionych na pomarszczone czoo.
 Uhm!  zacza odrazu  mylaam, e ju na cay dzie w jakiej miej kompanii ugrzze, a tu, awantura arabska! jeszcze przed wieczorem powrcie! To dobrze, bo gocie przychodzili i zaraz znowu przyjd!
 Gocie?  zapyta Kranicki, i twarz mu nieco wypogodniaa, ale na krtko, bo Klemensowa sarkna:
 A jeden to szczeglnie bardzo wany! Ciesz si z honoru! Berek Szyldman! Mwi, e jak Bg Bogiem za tydzie ju graty ci sprzeda!
Widzc jednak, e Kranicki, po zdjciu futra, przez salonik idzie nogi powczc i e mu czerwone prgi nad brwiami wystpuj, zagodniaa i przemwia weselej:
 No, a z tych dwch, co oprcz tamtego jeszcze byli, to ju ucieszysz si naprawd. Eleganty wielkie i kompany twoje, choby synami twymi mogli by...
 Kt to taki? kto? kto? mwe matka!
 Albo ja tam te arabskie nazwiska zapamita mog? Ale bilety zostawili... poczekaj, zaraz przynios... w kuchni pooyam.
Skierowaa si do kuchni, ale tu za ni, na pity jej prawie nastpujc, szed take Kranicki, ucieszony, niecierpliwy, i wyrwa jej prawie z rki dwie karty wizytowe, na ktrych wyczyta nazwiska: Maryan Darwid i baron Emil Blauendorf.
 Ach!  wykrzykn  ces chers enfants!
Wic baron ju powrci! I pierwsz myl po powrocie mia o mnie! Quel coeur! Id, biegn! I naprawd bieg ku drzwiom przedpokoju rozpromieniony, odmodzony, ale Klemensowa stana mu na drodze, krtkie ramiona w kraciastej chustce rozpocierajc.
 Dokd? czego? eby na schodach spotka si z nimi, albo w bramie? Powiedzieli, e za godzin znowu przyjd. Pomidzy sob mwili, e pjd tymczasem Nazarejczyka zobaczy...
 Jakiego Nazarejczyka?  zadziwi si Kranicki.  Jaki Nazarejczyk?
 A ja skd wiedzie mog, jaki to Nazarejczyk? Moe obraz Pana Jezusa Nazarejskiego. Mwili tylko, e pjd go zobaczy i  powrc.
 Powrc!  powtrzy Kranicki  to dobrze. Pogawdzimy sobie... tak dawno z nikim ju nie gawdziem... I Marysia zobacz, ce cher, cher enfant!
Zaciera rce, krokiem sprystym, z wyprostowanemi plecami po saloniku chodzi, i tylko policzkw, ktre w ostatnich dniach obwisy, uwypukli, ani cery zkej odwiey  nawet rado ju nie moga. Klemensowa, po rodku pokoju stojc, obu parami oczu swoich za nim wodzia.
 Patrzcie pastwo! Jakby odrodzi si! jakby oy!
Stan przed ni zmieszany.
 Wie matka co?  zacz:  niech matka biegnie po pasztet strasburski i... buteleczk likieru...
Klemensowa a pod cian si cofna:
 Jezusie Nazarejski! Czy ty zwaryowa, Tulek? Berek Szyldman graty tobie...
 Co tam Berek! Co tam graty!  zawoa Kranicki.  Kiedy te szlachetne serca przypomniay sobie o mnie...
 Serca brzuchw nie maj, aby w nie zaraz pcha...
 Co Klemensowa wie? Klemensowa jest zacna kobieta, ale pozioma, terre  terre... O ten przeklty pienidz tylko dba!
 A pasztet to wity? Awantura arabska! Oboje gosy nieco podnieli. Kranicki rzuci si na kanap, do do prawego boku przycisn, zastka. Wtedy Klemensowa obrcia ku niemu twarz zagodnia i strwoon.
 A co? czy ble chwytaj?
Zna byo po nim, e cierpia istotnie. Une ancienne maladie de foie. I jeszcze co sercowego. w dodatku! Klemensowa, klapic kaloszami, do kanapy podesza.
 No, nie irytuj si ju. C robi? Ile na ten arabski pasztet pienidzy trzeba?
 I na likier!  wtrci Kranicki. Uspokajajc si, wytmaczy, e baron lubi likiery, a Mary przepada za pasztetem strasburskim i... za czarn kaw.
 eby to matka zgotowaa jeszcze czarnej kawy... doskonale umiesz j gotowa!
 Jeszcze czego!  ofukna  moe szyby z okien powyjmowa i piec rozwali?
Kranicki rce rozoy.
 I po c tu mwi o szybach i piecu? Jakie tu znaczenie mog mie piec i szyby ? Niema adnej analogii pomidzy czarn kaw a szybami i piecem! Klemensowa mnie irytuje...
Znowu zmieni si na twarzy i zastka; Klemensowa znowu kapitulowaa, ale pozostaa kwestya pienina. Kranicki wyj z pugilaresu papierek, trzyma go w dwu palcach, myla. Za mao! Gatunek, likieru, przez barona pijany by bardzo drogi. Zmartwienie zaczo odbija si mu na twarzy. Klemensowa ozwaa si:
 No, przesta ju medytowa, bo i przez to lat rubla, kiedy go niema, nie wymedytujesz. Ju bd spokojny. Tylko mi na karteczce wszystko zapisz, pjd i kupi.
Kranicki zaszamota si na kanapie.
 Za jakie pienidze matka kupisz?
Ale ona bya ju we drzwiach ssiedniego pokoju i nie odpowiedziaa.
 Za swoje?  woa za ni Kranicki  pewnie za swoje! Ju ja wiem, e matka dawno swj kapitalik wydajesz...
Wracaa w chustce kraciastej na gowie i bez okularw na czole, do wyjcia gotowa.
 To i c, e wydaj? Albo to nie masz Lipwki ? Masz i co ci poyczam, oddasz. Oj, oj! Jedn nog ju w grobie stoj, jeszczebym si nad rublem kiedy tobie potrzebny trzsa!
Kranicki rce i oczy w gr wznis.
 Quel coeur!  szepn  jakie przywizanie! Niema to, jak stare sugi naszych starych rodw!
Po kilku minutach, w przedpokoju ozway si kroki wchodzcych, i wiey gos mski zawoa:
 Peut-on voir Ie maitre de cans?... Kranicki bieg ju do przedpokoju.
 Mais, oui, mes chers! Vous me faites heureux! tout  fait heureux.
I mia istotnie min czowieka uszczliwionego, a zarazem rozrzewnionego, gdy siedzc na jednym z fotelw, naprzeciw Maryana, ktry siedzia na drugim, sucha opowiadania barona o wynikach wieo odbytej wycieczki. Baron Emil by niezwykle oywiony, ale zarazem wydawa si wicej ni kiedy zdenerwowanym, podnieconym. Nie usiad wcale.
 Merci, merci!  rzek do wskazujcego mu miejsce gospodarza  jestem w takiem usposobieniu, e formalnie nie mog na miejscu usiedzie. Co we mnie pracuje, krzyczy, zgrzyta... Jestem peen drcych gnieww i nadziei. Ceglasto-rowe rumiece wybijay si mu na te policzki, mwi juk zwykle nieco przez nos i przez zby, ale prdzej ni zwykle. Przechadzajc si po saloniku, opowiada, e w kilkunastu dworach wiejskich wikszych i mniejszych, ktre zwiedzi, znalaz troch zabytkw dawnej zamonoci, dziel sztuki i przemysu ozdobniczego, majcych warto znaczn, czasem nawet wysok. Mnstwo tych bogactw nabyli ju Anglicy, ktrzy nieraz w tym celu krcili si po kraju, ale wiele zostao jeszcze, i trzeba tylko dowiadywa si, szpera, szuka, a znale mona prawdziwe skarby, czsto nawet najniespodziewasze... Stan przed Maryanem.
 Bo naprzykad ktby mg spodziewa si, przypuci, e u jakiego bakaarza, u jakiego nauczyciela geografii, u jakiego pur sang pas-tusz-ka znajdziemy gdzie za drzwiami powieszony, okurzony, przez muchy zmasakrowany karton Steinlego... Najczystszy, niewtpliwy Steinle... Edward Steinle...
 Czy tylko niewtpliwy? przerwa Maryan;  raz jeszcze zwracam uwag twoj na niektre cechy, zdajce si przemawia za Kupelwieserem...
 Ale gdzie tam!  zawoa baron, w szybsz jeszcze ni przedtem przechadzk puszczajc si po saloniku.  aden Kupelwieser, mon cher, aden Kupelwieser, ani cienia Kupelwiesera! Kupelwieser, chocia by nauczycielem Steinlego, jest w rysunku znacznie od niego niszy... Ta pewno i elegancya rysunku, ta harmonijno kompozycyi, to naboestwo... cette vraie componction, panujce na twarzach witych  to Steinle, najczystszy Steinle, niewtpliwy Steinle, ktrego zbir kartonw we Frankfurcie...
 Czy Steinle... bo nie przypominam sobie... by prerafaelit ?  wtrci Kranicki niemiao, wstydzc si nieco swej niewiadomoci.
 Tak, si vous voulez  odpowiedzia baron  jeli do prerafaelitw zaliczy mona szko niemieckich nazarejczykw. Ale to jest szkoa osobna...
 Wic zapewne tego Steinlego ogldalicie dzi, mas chers, przed przyjciem do mnie?
 Tak, dowiedzielimy si o nim wypadkiem, poszlimy obejrze, i niech pan sobie wyobrazi, znalelimy ten klejnot u takiego pastuszka, ktry pojcia, cienia pojcia nie ma ani o tem, co to nazarejczycy, ani kto to Steinle...
 To mu chyba przebaczy trzeba  umiechn si Maryan  bo sami Niemcy prawie nie wiedz o Steinlem, ktry u potomnych popad w nieask...
 Przeciwnie!  zawoa baron  przepraszam ci, mj drogi, prawdziwi znawcy zawsze go wysoko ceni i jest do muzew poszukiwany bardzo. Jego kartony, umieszczone obok Tryumfu religii w sztuce Overbecka, nic nie trac; owszem, ta komponkcya, odznaczajca jego figury.
 Nie moesz go przecie porwna z Overbeckiem!  oburzy si Maryan.
 Owszem, mog! mog! Z Overbeckiem go porwnywam, a od Fhricha i Veita uwaam za wyszego...
 Veita ustpuj ci, ale co do Overbecka, to ta przedziwna melancholia, ktra napenia oczy jego kobiet...
 Ziemska jest. wicej ziemska, ni doskonale zawiatowa ekspresya, panujca w postaciach Steinlego... Pod tym wzgldem on jeden porwna si moe z Fra Angelico...
 Jabym prdzej porwna go do Lippo-Mani'ego.
 Moe, moe!..  nawp zgodzi si baron  tak jak Fhrich znowu, ile razy na niego patrz, przypomina mi Buffalmaca...
 A mnie Piera di Cosimo...
 Nie, nie!  zaprzeczy baron.  Piero di Cosimo jest inny... w kolorycie jest inny od Fhricha, a Buffalmaco...
 Buffalmaca ja z jednym dzi tylko Rossettim porwna mog...
W ten sposb przez czas jaki jeszcze rozmawiali o malarzach woskich z epoki poprzedzajcej Rafaela i o nowoytnych ich naladowcach, czasem sprzeczajc si z lekka, czciej entuzyazmujc si wsplnie, a zgodzili si na jedno zdanie, mianowicie, e najwyszym, nie dajcym si z nikim z pomidzy wspczesnych porwna mistrzem malarstwa jest Anglik, Dante Gabryel Rossetti, a szkoa nazarejczykw niemieckich, do ktrej naleeli Overbeck, Steinle, Fhrich i inni, pomimo pewnych swych nierwnoci i saboci, jest jednak caa czystem Quatrocento.
 Tak, Quatrocento  zakoczy baron  kto wie nawet, czy nie czystsze, doskonalsze Quatrocento, ni u Rossetti'ego i Morris'a...
Kranicki sucha, odzywa si rzadko, i co w nim paka zaczynao. On take kocha sztuk, ale teraz jake daleki by od tych najwyszych jej wymylnoci! ileby da za to, aby ces chers enfants, ces nobles coeurs, pomwiy z nim o czem innem, bliszem! Po chwili, z umiechem, na ktry zdobywa si z trudnoci, zagadn:
 Wic ju posiadacie pocztki tego zotego runa de cette toison d'or, ktre macie uwie za morza?...
 Cha, cha, cha!  zamia si baron  zote runo! wybornie powiedziane! Istotnie, strzyemy barany, albo, si vous voulez, pastuszkw... Bo nie moe pan sobie wyobrazi, jaki w tym kraju panuje pod tym wzgldem reumatyzm myli. Nikt nie zna ceny rzeczy posiadanych, nikt nie wie, co posiada... adnych poj ani wiadomoci estetycznych... W tym objedzie okolicy, ktry uczyniem, dowiadczaem wraenia, e podruj po staroytnej Scytyi. Wszystko to s krewni, albo dawni ssiedzi moich rodzicw, witali mi z otwartemi ramionami. Pocaunki ze lin i zrazy zawijane z kasz! Pokoje pene progenitury, o ktr jest obawa, aby nie wytworzya klasy sans-culotte'w. Rodzicw mona ju prawie nazwa sans-chemise'ami. Std prawdziwa furya spieniania wszystkiego za byle co. Propozycya moja wyciskaa im z oczu zy wdzicznoci. Widzieli we mnie zbawc. Gdybym chcia, mgbym zdoby saw patryoty, nioscego ratunek rodakom. Ale to s malowane garnki. Nie jestem czowiekiem dla oblepiania etykietami. Kupuj tanio, aby sprzedawa drogo, voici mon jen... A cho im to mwiem, jeszcze mnie caowali. Byem patyn dla ich ust, cierpicych na przednwkowe gody. Otwierali przedemn stare szafy i lamusy, jeden nawet otworzy kaplic, w ktrej znalazem niesychanie dawne materye kocielne. Jedn z nich podejrzywam, e pochodzi z fabryk flandryjskich i siga czasw Roberta Pobonego. Zupenie tak sam widziaem w muzeum w Cluny. Zreszt, kilka obrazw, kilka pasw i makat, troch starej broni, ktra Johanemu drezdeskiemu bardzoby si przydaa, voici mon butin. Tu odkrylimy ju jednego Overbecka i jednego Steinlego, a Maryan w czasie nieobecnoci mojej znalaz gdzie nieprawdopodobnie star porcelan sask, w stanie zachowania wcale dobrym... Ale to tylko pocztek. Il y en aura des ces choses cae niwo, une moisson!
 Une toison d'or!  szepn Kranicki. Robio mu si coraz smutniej i w prawym boku czu bl prawie nieznony. Ton, ktrym baron opowiada o swojej wycieczce, do rodzinnej okolicy, sprawia mu przykro niemal instynktow. Czu co nielitociwego w sposobie mwienia o wiejskich progeniturach i sans-chemise'ach, co take niesmacznego w tej odkrytej grze, ktra si nazywaa: kupuj tanio, sprzedaj drogo. Ale nie wznieca sprzeczki. Na Marysia patrza. Czyby i on ? Po chwili zapyta znowu:
 Wic ten amerykaski projekt skrystalizowa si ju zupenie? sta si postanowieniem ? Wic naprawd wyjedacie do Ameryki?
 Tak dalece si skrystalizowa  odpowiedzia Maryan  e ja wyjedam nie pniej, ni jutro. Emil jeszcze zostaje na kilka miesicy; ja w celu zapoznania si z ludmi i terenem, wyjedam jutro.
Kranicki wyprostowa si i przez chwil ze wzrokiem nieruchomym siedzia niemy. Potem powtrzy:
 Jutro!
 Nieodwoalnie  potwierdzi Maryan, i kiedy baron po dugiej przechadzce usiad, on wsta i z kolei po saloniku przechadza si zacz, mwic, e dlatego wanie dzi tu przyszed, aby z Kranickim si poegna.
 Nie mgbym pojecha bez poegnania si z tob, nion bon vieux.
Byby moe nie wyjecha jeszcze tak prdko, gdyby nie kilka okolicznoci, ktre mu ycie niemoliwem uczyniy. Jedn z nich byo to, e przed tygodniem ojciec cofn mu wypacan. dotychczas pensy. Wanie przed tygodniem przyszed jaki termin, i z rozporzdzenia zwierzchnika, kasa odmwia wypaty.
Opowiadajc o tem, Maryan zarumieni si, ya na czole nabrzmiaa mu, jak sina prga, oczy silnie rozbysy. Czul si a we wntrznociach serca obraonym ostatni rozmow, ktr stoczy z ojcem, krtk, ale stanowcz. Opowiedzia j Kranickiemu. Z opowiadania mona si byo domyli, e Alojzy Darwid zrazu okazywa skonno do zagodzenia wymaga swych wzgldem syna, ale potem przemogy w nim despotyczne przyzwyczajenia i praktyczne wzgldy. Wymaga nieodwoalnie, aby Maryan rozpocz w jednej z nalecych do niego fabryk szkol powcigliwoci, karnoci i pracy.
 Dwie indywidualnoci nasze  mwi Maryan  uderzyy o siebie i odskoczyy  w stanie nienaruszalnoci kompletnej. Najmniejszej szczerby ani u niego, ani u mnie. Wole nasze pozostay nienaruszone. Zreszt, to czowiek z wielk wol. Zdawao si z pocztku, e mier tej biednej maej przygniota go, ale wyprostowa si prdko i teraz znowu wyprawia prawdziwe orgie swojej elaznej pracy. Podziwiam w nim t cakowito woli i przyznaj, e jest ona si pierwszorzdn, ale nie myl wyrzeka si swojej indywidualnoci dlatego, e ojciec mj, przy wszystkich swych niezaprzeczonych przymiotach, posiada gow le wywentylowan. Moeby kto z pradziadkw powiedzia, e gdy jedno z dzieci oddao si na er glistom, drugie powinno odda si na zgruchotanie ojcowskiemu wozowi. Ale ja nie jestem swoim pradziadkiem i wiem, e wszelkie oddawanie si na mki Paww dla pocieszenia Gaww  to malowany garnek!
 Cerowana skarpetka!  uzupeni baron. A druga przyczyna, dla ktrej Maryan musia niezwocznie to miasto opuszcza, byy wraenia, sprowadzone przez mier tej biednej maej. Nie przypuszcza nawet, aby pracowao w nim jeszcze tyle instynktw atawistycznych. Jest czowiekiem nowym, ale dowiadcza teraz stanw duszy pradziadowskich, ktre sprawiaj, e jak Hjalmar Maeterlincka, chciaby garciami ziemi rzuca na nocne puszczyki. mier tej malej i wszystko co dzieje si i staje w domu, czyni mu dusz blad od niemocy. Zrozumia teraz wyraenie Maeterlincka: wej w smutek po same oczy. Kiedy ten Intruz, wiecznie koszcy traw za oknami ycia, przyszed po t ma, w myli mia nieustanne pytanie: Dlaczego gasn lampy? Teraz, tak jak Hjalmar w ksiniczce Malenie, czuje co chwila potrzeb zawoania: Kto tu pacze koo nas! Miewa chwile, w ktrej napada go taka impotencya nerwowa, e nie czuje si zdolnym do poruszenia palcem, albo mrugnicia powiek. Stanowi temu towarzyszy doskonale zrozumienie, e wszystkie te familijno-sentymentalne rozczulania si  to malowane garnki, bo wiadomo przecie, e na wiecie umiera mnstwo dziewczt, e kade ycie to wrota, przed ktremi stoj grabarze, i e niema w tem najmniejszej przyczyny, aby ci, pod ktrych oknami Intruz jeszcze trawy nie kosi dostawali duszy bladej i chorej. I wanie ta nowa wiedza, ktr posiada, wytwarza z uczuciami, pyncemi od pradziadowskiej przeszoci, dysonans, ktry najgoniej zgrzyta.
Musi ucieka od puszczykw i lamp gasncych, od impotencyi nerwowej i spleenu duszy, musi ucieka w wiat po nowe horyzonty i zetknicia... vcrs los contacts nouveaux... ustami z usty, de muqueuse ? muqucusc z przestrzeni, po ktrej pywaj wiaty nowe i od pidziesiciu plam przeszoci wolne!
Skoczy i usiad. Krapicki mia zy w oczach i po do dugiej chwili milczenia wymwi:
 Wic wyjedasz!
A potem, wahajcym si gosem zapyta:
 Powiedziae: to, co dzieje si i staje w domu. C si tam dzieje i staje?
Ale na to baron z powikszonymi na policzkach rumiecami odpowiedzia:
  Comment? Nie wie pan o tem? Pani Darwidowa i panna Irena wyjedaj w tych dniach na rekolekcye!
 Do Krynicznej  uzupeni wiadomo Maryan.  Ojciec uczyni Iren wacicielk Krynicznej, i w tych dniach tam wyjedaj. Kranicki, bardzo poblady i tylko z wielkiemi plamami czerwonemi nad oczyma, patrzc na barona.
 Wyjedaj?
 Wic szybko podj baron  pomidzy mn Iren wszystko skoczone. Ciesz si z tego, bo jakeby mj zgrzyt i idylla panny Iren pogodzi si mogy? Byby to; jak w cieplarniach Maeterlincka, zapach eteru w dzie soneczny. Naturalnie, e ja reprezentuj eter, a panna Irena dzie soneczny.
Umiech, z ktrym mwi, stawa si coraz wicej drwicy i zy.
 Nie wiem tylko, jak si udadz  rekolekcye. Bo pomimo idylli, panna Irena ma w sobie wiele, bardzo wiele tego krzyku ycia, tego adnego popdu do... jak pisa Ruysbroock, do amour jouissant, do rozkoszujcych si wrae, a z takiem usposobieniem, ile znam si na tem, trudno poprzesta na widoku kochajcych si za oknami wrblw.
 Trve des mechancetes, Emil!  przerwa Maryan;  nie jeste zagroony losem Wertera z powodu zerwania z tob mojej siostry...
 Oh, que non!  zamia si baron. A Maryan ywo dokoczy:
 I powiniene nawet ofiarowa jej ten maglowany garnek ktry nazywa si wdzicznoci, za to, e nie zamkna tobie drogi do jakiej Jankeswny, po wiele razy milionowej. Ameryka posiada mw elaznej pracy, ktrzy maj crki daleko jeszcze bogatsze od crek... ah, helas! od jedynej ju crki mego ojca...
 Moe! moe!  zgodzi si baron;  u crek najbogatszych ojcw amerykaskich tytuy europejskie popacaj bardzo. Moe na sposb taki, albo inny uczyni... albo na oba sposoby uczyni fortun kolosaln. Owszem... bogactwo to wrota, przed ktremi stoj heroldowie ycia... Nie jestem czowiekiem, oblepiajcym si etykietami. Wyznaj, e nci mi ta perspektywa. To, co posiadam, jest drobn okruch dla mego godu ycia. Wyjad dny nowych dreszczw i wielkich zyskw... pre  Vamour jonissant et au gaiu  aussi!
Po minucie milczenia Kranicki szepn:
 Wyjedaj!
A potem, przesuwajc spojrzenia po twarzach dwu modych przyjaci, rzek jeszcze:
 Wic wyjedacie!
 Tak podchwyci baron  i z tego powodu mamy do uczenienia panu pewn propozycy. Moe pan przyjmie na siebie obowizki jednego z naszych agentw...
Przedstawi szczegowo plan przedsiwzicia swego i czynnoci, ktre spenia w niem bd agenci, po caym kraju rozrzuceni w celu poszukiwa i zakupw.
 Potrzebujemy ludzi estetycznie i towarzysko wyksztaconych, a o takich tutaj trudno, trudno... W tym kraju, jaowo panuje na caym obszarze szarej masy mzgowej... 'est la strilit du grand territoire de Ia substance grise.. Jeeli pan yczy sobie...
Kranicki milcza. Niedawno jeszcze yczyby moe i tego, i czegokolwiek, co uczepiby go mogo do ycia i ludzi. Ale teraz... w czasie tej rozmowy z dwoma przyjacimi, opanowywa go niesmak coraz wikszy. Sarkazm barona o sans-ekemisc'ach, ktrzy go jak patyn caowali ustami, cierpicemi od przednwkowych godw, widrowa mu serce w sposb przykry. Po myli krciy si sowa: wyjazdy, mierci! i przed wyobrani stawaa wizya jakiego rozlatujcego si we wszystkie strony stada ptakw. Tanio kupowa, drogo sprzedawa: Une nilenie! Przytem czu, e ble jego wtrobiane i sercowe staj si coraz wyraniejsze, i opanowywao go uczucie niemocy. Po chwili namysu rzek:
 Nie, moi drodzy; zdaje mi si, bd mg odda si na usugi wasze, jestem i prdko starzej... Je me fais vieu tem musz, mes chers, powiedzie wam o sobie.
Zawaha si i wzi ze stou swoj papieronic, ktr by przed gomi otworzy. Chwil namyla si, potem dokoczy:
 e wasze przedsibiorstwo ma strony, ktre troch ra... qui blessent im peu, moje uczucia delikatnoci. Bdzie to zawsze kupczenie... w wityni, nawet, si vous voulez, w wityniach, bo sztuka jest wityni i ojczyzna take... Jestecie zbyt rozumni, abym potrzebowa wam to tmaczy. Osamotnienie, w ktrem pozostan bez was, przeraa mi i boli... tak, boli, ale musz powiedzie, e w tym wypadku nie bd z wami, mes chers, non, decidement, je ne serai pas de votre hord!
Z natury nie lubi sprzeczek i z wielu przyczyn by do nich nieprzyzwyczajony, wic zaczyna mwi z wahaniem i przykroci. Ale potem opar plecy o porcz kanapy i z gow nieco podniesion, z okrcajc si w palcach zot papieronic, mia pozr wielkiego pana, szczeglnie w porwnaniu z baronem, ktry zawsze przypomina troch sposobicego si do ukszenia kogo komara. I teraz take z drwicym umiechem zacz:
 Jest pan zawsze pomalowany na kolor witej pamici poezyi romantycznej. Gdy pan mwi, zdawao mi si, e sysz pocztyliona, grajcego pod oknami nieuleczalnie chorych i...
Ale Maryan, powstajc z krzesa, przerwa:
 Co do mnie, szanuj kad indywidualno; skoro u kochanego pana Artura ona w ten sposb si rozwina, nie mamy prawa na ni nastawa ani naleganiem, ani wymiewaniem. mieszno zreszt niczego nie dowodzi. Jeste mieszny  to aden argument. Mog by miesznym dla kogo, a dla samego siebie mie racy. Ale teraz ju trem des discussions. Przypominam ci, Emilu, nasz porcelan...
 A tak, tak!  zgodzi si baron i powsta take.  Musimy kochanego pana poegna...
W tej chwili, z drzwi sypialni wesza Klemensowa z wielk tac w obu rkach. Skoro ju dogadzaa ulubiecowi, chciaa to uczyni jak najlepiej. Wic na gowie miaa biay jak nieg czepek, na nogach nie miaa klapicych kaloszy, i chustk kraciast porzdnie, nawet z pewn elegancy, na piersiach skrzyowaa. Na tacy znajdoway si kieliszki, butelka z likierem, pasztet i trzy filianki, z ktrych ulatywaa wyborna wo kawy. Wszystko to umiecia na stole przed kanap i z okiem chmurnem, ale krokiem spokojnym, salonik opucia.
Kranicki zerwa si z kanapy.
 Moi najdrosi, prosz was... kieliszek likieru, tego, ktry lubisz, baronie... troch pasztetu, Marysiu...
Ale oni jednoczenie signli po zegarki.
 Nie, nie  zacz broni si baron  mamy ju tylko trzy minuty.
 Bylimy na niadaniu u Borela, ktry, iak si wyraa mj ojciec, sprawia nam lukulusowe uczty...
Kranicki zaprasza nie przestawa. Jakie szlacheckie przyzwyczajenia, czy instynkty zapalay mu oczy i wprawiay ramiona w gesty zapraszajce. Ale oni upierali si. Za pi minut musieli ju znajdowa si w ndznym z pozoru sklepiku antykwarskim, w ktrym Maryan wynalaz t zadziwiajc porcelan... Baron podajc Branickiemu rk na poegnanie, mwi:
 My si jeszcze zobaczymy... Pan mi odwiedzi. Nie wyjad prdzej, ni za kilka tygodni... A o tej porcelanie wtpi, aby jak Maryan utrzymuje pochodzia z Minii. W ktrym to roku powstaa fabyka w Misuli?
 W 1709-ym  odpowiedzia Maryan i do Kranickiego mwi:  Adieu, mon bon, adieu, porte-toi bien i napisz tam kiedy do mnie. Adres znajdziesz u Emila...
Zwraca si ku drzwiom, ale Kranicki przytrzyma go za rk i patrza mu w twarz oczyma, ktre mg zachodziy.
 Wic tak! wic tak! na dugo! Moe na zawsze!
Bon! bon! ot i rozczulasz si...  zacz Maryan, ale urwa, i po jego rowej twarzy przesun si take cie rozczulenia.
 No, mon brave, Ucinij mi!
A gdy Kranicki dugo trzyma go w objciu, mwi:
La! La! daj pokj alom! Ju jaki przedwieczny poeta napisa, e czowiek to cie, ktremu ni si cienie. nilimy si sobie, mon bon! Jedyne lekarstwo: artowa ze wszystkiego i  vogue la galre!
I z temi sowami wszed do przedpokoju, a gdy wkada paltot, baron mwi:
 Nie, to nie moe pochodzi z Minii, ani by z 1709-go roku. To znacznie mniej stare. To pochodzi z fabryki ilmenauskiej...
 Jakto? Czemu ju lepiej nie powiesz, e z frankentalskiej?
Baron, ogldajc si za swoj lask, zauway:
 Jest na tak dawn dat zbyt gadk i poyskujc...
Maryan z rk na klamce odpowiedzia:
 Polerowana agatem...
I wyszed. Baron za, prg przestpujc, zacz:
 A co do tych czerwono-brunatnych biskwitw...
Drzwi si zamkny, gosy umilky. Kranicki, do dugo jeszcze sta w przedpokoju, a zwrci si ku salonikowi, szepczc:
 Polerowana agatem... Biskwity... i koniec!
W kilka minut potem, w tureckim szlafroku z poatan podszewk i wystrzpionymi rkawami, ea na szezlongu, naprzeciw kolekcyi fajek, i w gbokiem zamyleniu zot papieronic w palcach okrca. Daremnie Klemensowa namawiaa go, aby zjad troch arabskiego pasztetu i wypi kieliszek likieru; prbowa, ale nic przekn nie mg. Gardo mia cinite alem, ton we wspomnieniach. Zupenie dotykalnie czul owiewajcy go podmuch zimnego wiatru. W sposb ten dmucha na niego czas  psotnik straszny, ktry zawsze dokoa kry, rne figle patajc, ale w ktrego oblicze on nigdy uwanie nie spoglda. Niekiedy przybyway mu razem z tym figlarzem smutki i ale, lecz przemijajce, nie takie, ktre spadaj w gb serca, lecz takie, ktre lizgaj si po jego powierzchni. Zasmuci si, poaowa kogo lub czego i szed dalej swoim sprystym, zlekka koyszcym si krokiem, ze swoj dugotrwa modoci, z nud modnej piosnki lub czuym umiechem na ustach, lekko, wesoo, w wiecznej gonitwie za miymi drobiazgami ycia. W tej chwili, po raz pierwszy twarz w twarz przypatrywa si czasowi. Pyna przed nim jaka nieskoczona fala, rozwieraa si niezgbiona otcha. Fala unosia, otcha poeraa ludzi, domy, stosunki, uczucia, i nieustajcym szmerem pyno od nich jedno tylko sowo: Przemino! przemino! przemino! To, co skoczyo si dzi, wywoywao z pamici wszystkie rzeczy skoczone. Byo to co naksztat wielkiego grobu, a raczej katakumby, zoonej z mnstwa grobw, przez ktrych otwory wida byo pomare, nietylko przez mier, lecz take przez rozczenie, oddalenie, zapomnienie, pomare twarze niegdy drogie, uwide chwile mie, w proch upade fragmenty ycia. Przed katakumb sta czas, i z policzkami szydersko wydtymi, dmucha na czowieka wspominajcego powiewem zimnym, grobowym. Kranicki szczelniej owin si w poy szlafroka, gow tak nizko zwiesi, e wida byo bielejc u jej wierzchoka ysin, dolna warga w d mu opada, czerwone prgi stay nad czarnemi brwiami. Klemensowa stana we drzwiach kuchni.
 Bdziesz teraz jad obiad?  zapytaa. Nie odpowiedzia. Odesza, ale w p godziny potem powrcia, niosc filiank czarnej kawy.
 Wypij  rzeka  moe poweselejesz. A ja tymczasem bd nowiny o Lipowej opowiadaa.
Przysuna do szezlonga taburet, usiada i z rkoma na kolanach, z niezmiernem skupieniem w wyrazie bystrych i byszczcych, oczu, powtarza zacza tre listu, wieo otrzymanego od dzierawcy Lipowej, jej chrzestnego syna. Pisa, e dom mieszkalny wyporzdzi; sam mieszka w oficynie, a dom wyporzdzi czyciuteko, jak na przybycie dziedzica. Meble te same, co u nieboszczki pani byy, cae jeszcze i adne, cho stare, bo wyreperowane, wyczyszczone. Ogrd wikszy, ni by, bo drzew owocowych duo przybyo, pasieka wieo zaoona piknie idzie. Cicho tam, spokojnie, latem zielono, w zimie biao, nie taki, jak w tym miecie przekltem cisk, krzyk...
Zamiaa si.
 I Berka Szyldmana tam niema! A potem mwia jeszcze:
 O dugi bd spokojny. Sprzedasz swoje amory i fajki, a jeeli nie wystarczy, ja wszystko swoje oddam. Wszystko, co mam, oddam, a z pieka tego ciebie wycign. Awantura arabska! To jak duej tak potrwa, zdrowie do reszty stracisz, dugw wicej uzbierasz i umrzesz  w szpitalu. Julek, czy ty suchasz tego, co mwi, albo nie ? Dlaczego nie odpowiadasz ?
A poniewa i teraz jeszcze nie odpowiada, mwia dalej:
 A pamitasz ty ten gaik lipowy, co tu za dziedzicem sta?... Stoi i teraz. Stefan nie zniszczy go, bro Boe! A pamitasz, jak adnie spuszcza si za ten gaik soneczko, kiedy zachodzi?
I teraz kdy na wiecie zachodzio soce; w pokoju zaczynao ciemnie. W zaczynajcej si, lekkiej jeszcze ciemnoci, Klemensowa mwia:
 A pamitasz ty, jakie tam wieczory ciche... ciche?... Latem sowiczki piewaj, jesieni fujarki graj, zimow por wiatry Boskie za cianami lataj i szumi... Ale zawsze cicho, bezpiecznie i... poczciwie.
IV
To, co Maryan mwi Branickiemu o ojcu swym, byo prawd. Aloizy Darwid wyprawia teraz prawdziwe orgie pracy. Uginali si pod ni i oddech tracili pomocnicy i wsplnicy, on wicej ni kiedykolwiek wydawa si niezmordowanym. Narady, posiedzenia, rachunki, bilanse, korespondencye, porozumiewania si z organami wadzy, finansowoci i przemysu, banki, biura, gieda, targi publiczne itd., itd. W tem wszystkiem za ad, kolejno, punktualno, logiczno, nadajce biegowi tych olbrzymich interesw pozr machiny z mnstwem k, poruszanych si ywioow i nieprzezwycion. Dla tych nawet, ktrzy najdawniej i najbliej go znali, Darwid stawa si teraz niespodziank: przerasta sam siebie. Coraz wicej byo takich, ktrzy zaczli spoglda na niego jak na rzadki fenomen natury. Skd czowiek czerpie tak nadzwyczajne siy fizyczne i umysowe? Od poudnia, a do bardzo pnych godzin popnocnych nieustannie czynny. Kiedy ma czas spa i odpoczywa? Do czego doj zamierza? Do czego dojdzie? Ostatnie to pytanie nasuwao wyobraniom jakie szczyty pieninej potgi, ktra w dziejach tego kraju po raz pierwszy moe wzbi si miaa do tek zawrotnej wysokoci. Olbrzym rozumu i energii. Niektrzy mwili: nadczowiek!
Ale w ogromnej liczbie ludzi poczonych z Darwidem sieci stosunkw najrozmaitszych, byli i tacy, ktrym wydawa si on w tej chwili zagadk ciekaw, wyobraajc jak walk zaart, ktrej pobudki spoczyway na tajemniczem dnie jego istoty. To rzucenie si z wikszym ni kiedykolkiek gwatem w wir zaj i interesw, to do ostatecznych granic moliwoci wytanie ku jednemu celowa energii i myli wydawao si teraz oczom przenikliwym nie tyle ju dz zdobyczy i zyskw, ile walk zaart z czem niewidzialnem i niewiadomem prowadzon. Wydawao si niektrym, e w tej chwili swego ycia Darwid podobny jest do kogo, kto z caej siy i na olep biegnie przed siebie, bo czuje, e gdy zatrzyma si, co potnego za kark go pochwyci. Inni powiadali, e przypomina czowieka, ktremu wypadkiem wlaz do ucha nieustannie brzczcy owad i ktry chroni si do fabryki penej oskotw, . mogcych to ciche, jednak nieznone, brzczenie zaguszy.
Prawd byo to, e Darwid budowa w tej chwili z elaznej pracy cian pomidzy sob a t olbrzymk, ktr po raz pierwszy w yciu ujrza twarz w twarz, bardzo zblizka. Rzecz prosta, e nie tylko o istnieniu jej, lecz i o tem, e nic w wiecie nie jest od niej pospolitszem, wiedzia zawsze, lecz wiadomo ta znajdowaa si u niego w stanie martwym, w postaci czego oderwanego od codziennej treci ycia i nad czem rozmyla nigdy nie wypada potrzeba adna. Kto, jaki znajomy, wsptowarzysz zabawy znany albo nieznany potentat wiata, umar; c? szkoda go! lub: mniejsza o to! Zastanwmy si, jaki wpyw zniknicie czowieka tego wywrze moe na pewn sfer czynnoci ludzkich, na bieg takich, lub innych stosunkw i interesw! Potem, ycie jak wartki potok rwie yjcych naprzd, naprzd, a za nimi coraz dalej pozostaje mglista kraina, ktr napeniaj znikli i zapomniani. Kt kiedy myli o niej i wpatruje si w oblicze krlujcej nad ni olbrzymki? Ksia, dewotki, moe jeszcze niekiedy poeci, albo ludzie pyncy po strudze ycia leniwej i smutnej. Darwid nigdy nie mia na to czasu. Potok, ktry go nis, by rwcy, szumicy, byszczcy i niespokojny.
Wic wszystkie gry, usypywane ze zota, z rozumu i energii, przeskoczya i  przysza! Myla o tem w tej chwili, gdy Kranicki zobaczy go stojcego u ciany i wtaczajcego si w jej nieyste puchy, tak, jak przelkniony owad wtacza si w szczelin. Bya to szczelina jeszcze jednej gry, ktr usypa ze zota. W tem wielkiem miecie z podziwem opowiadano o bajecznej prawie kosztownoci tego ostatniego pokoju maej milionerki. Mg uczyni to i daleko wicej jeszcze. C z tego? Zmg w yciu swem niezmiernie wiele i mg teraz bardzo wiele. C z tego? skoro przyszo co, czego zmdz nie mg, przeciw czemu nic nie mg i co ugodzio w niego podwjnie  w serce blem, a w gow myl: c z potgi, ktra nie moe osoni przed blem? I nic to jeszcze, e przed blem, bo z nim mocowa si mona, ale przed zniszczeniem! To, na co tak zblizka teraz patrza, byo nagem i nieubaganem zniszczeniem ycia w caej peni i z wielkim wdzikiem rozkwitego. Co z powietrza, z przestrzeni, z za granic dostpnych ludzkim zmysem nadleciao i zdeptao to wiee, liczne ycie. Moc nieprzezwyciona, ktrej niepodobna przekupi pienidzmi, ani przekona rozumem, ani zwalczy energi. Moc tajemnicza, z pocztkiem i celem niewiadomym, przylatujca na skrzydach cichych i zmiatajca z ziemi wszystko, co tylko zmie chce, bez monoci oporu i ratunku. Zdawao mu si, e ponury szum jakich olbrzymich skrzyde od brzegu do brzegu wypenia ten nieny pokj umarej i po raz pierwszy w yciu dowiadczy uczucia rzeczy nadzmysowych i nadludzkich. W pier, ktra oddychaa dum, w gow, ktrej jedyn wiar bya moc rozumu i tego, co zdoby jest zdolny, uderzya tajemnica niepojta i po raz pierwszy wzniecia w nim uczucie niezmiernej maoci wasnej. Uczu si tak maym, jak ma czu si musi glista ziemska, gdy na trawy, po ktrych peza, spadnie cie zlatujcego od bkitw spa i jak glista w szczelin kamienia, cofa si i zanurza w okrywajce cian nieyste puchy krep i mulinw. Uczu si te tak sabym, jak gdyby nie by mem silnej woli i sawionych czynw, lecz niemowlciem, ktrego drobna rka nie moe odepchn stojcego przed niem stracha. Z plecami i poow gowy zanurzonemi w nieystych puchach, ze wzrokiem wlepionym w wynurzajc si z biaych kwiatw twarz upionej Kary, w myli mwi do niej: Nic nie mog uczyni dla ciebie, maleka! Wiele, prawie wszystko mog, ale dla ciebie nic nie mog! Wte, szarawe mgieki dymu unosiy si nad jej upion twarz i przez niewidzialne ruchy powietrza przdzione, powiewnemi nimi rozcigay si od niej ku niemu... W tej wanie chwili zobaczy wychodzcego z gbi mieszkania i klkajcego u stopni, okrytych kwiatami, Branickiego. Zobaczy, pozna i nie dowiadczy adnego z tych wzrusze, ktre obudzao w nim przedtem samo imi tego czowieka. Czeme byy ludzkie gniewy, nienawici, niezgody, wobec tego czego niezmiernego, na co w tej chwili twarz w twarz spoglda? Czeme ten czowiek, przedtem nienawistny, mg by mu w chwili, gdy mwi: Nie wiem, nie rozumiem, poj tego niepodobna, a przecie jest tak, e ja, ja, dla ciebie, maleka, nic nie mog!
Jednak, nie byo to odkrycie jedyne, ktre w momencie tym mia uczyni. Przybyy inne jeszcze. Nigdy nie zda przed sob sprawy z iloci godzin, ktre tam wwczas spdzi, ale widzia wit, ktry sinaw podszewk rozcign za okrywajcymi okna nienymi fadami i potem soce, ktre nalao je roztopionem zotem, po wiele razy sysza uderzenia zegarw, z ktrych jeden basowo i zwolna wygasza godziny kdy za nim, a drugi przed nim odpowiada tamtemu gosem cieszym i spieszniejszym, a nagle, za zamknitemi drzwiami, w jednym z salonw zabrzmiay dwiki instrumentu muzycznego. Darwid wiedzia, co to znaczy: jeszcze jedna gra zota, ktr usypa dla malekiej!
Wiele zota wysypa trzeba byo, aby sprowadzi tu te gosy, ktrych chr wznis nad umar dziewczyn pie alu i modlitwy. Ale nim si to stao, drzwi otworzyy si naocie i biay pokj umarej do poowy napeni si samym szczytem towarzystwa najwietniejszego, jakie znajdowao si w tem miecie. Z oznakami gbokiego uszanowania i wspczucia ksi Zenon wprowadzi Malwin Darwidow ca we zach i czarnych krepach. Irena wesza wsparta na ramieniu synnego z urody modego ksicia, Maryan prowadzi ksiniczk; dalej gwiazdy trzech potencyi: rodu, pienidzy i sawy. Nie byo tego bardzo wiele, bo szczyty zawsze bywaj wzkie, jednak powsta lekki rumor podawanych i przesuwanych krzese, szmer szeptw, chrzsty jedwabi.
Czarne jedwabie, koronki i krepy, czarne i z biel olniewajc zmieszane ubrania mczyzn, rce smutnie na kolanach splecione, albo z powag skrzyowane u piersi, twarze zamylone, milczenie uroczyste. Wrd milczenia, w salonie przylegym, wzniosa si wielka pie pogrzebowa, z towarzyszeniem instrumentu muzycznego, wykonywana przez chr artystw, w tem miecie najznakomitszych. Uroczysto aobna, ale zarazem wielkowiatowa, niezwykoci swoj obudzajca podziw dla tego, ktry hod tak wspaniay skada u stp zmarego dziecka. Z gry zotej wytrysn zdrj muzyki czarujcej, na ktrym dzieci to odpywao za granic  ziemskiego wiata.
Darwid nie powita wchodzcych, moe po raz pierwszy w yciu nie uczyni zado wymaganiom przepisw towarzyskich; oni take, szanujc usposobienie, ktre w nim odgadywali, nie mcili go niczem. Pozosta jak by, plecami oparty o cian i zdala podobny do sylwetki, ciemno na jej tle zarysowanej. Patrza na wietne grono, z ktrem rozdzielaa go poowa salonu i dowiadcza uczucia, e rozdziela go 7. nim przestrze tak wielka, jakby wszyscy ci ludzie znajdowali si na jednym kocu wiata, a on na drugim. Cienie, ktrych imiona zna, ale ktrym do niego nie byo nic, ani jemu do nich. Mogli istnie, mogli nie istnie, jemu to byo wszystko jedno. Po co tu przyszli? Po co s? Mniejsza o to, wie tylko, e nie s dla niego, tak jak on nie jest dla nich. Uderzyo we uczucie rozlegej pustki, oddzielajcej go od ludzi. Byo to co naksztat przestrzeni okiem niecignionej, z dwiema krawdziami, z ktrych na jednej znajdowa si on, a na drugiej oni. On osobno, oni osobno.
piew chralny wzbiera w potg, grzmia, lub opadajc pozwala gosom solowym rozlewa po przestrzeni nuty dwiczne i przeczyste. Niewidzialne ruchy powietrza lekkiemi drgnieniami przebiegay po krepach i niezmiern liczb wiate wprawiay w migotanie chwiejcych si pomykw. Darwid nie wsuchiwa si w muzyk; nie mia nigdy czasu sta si jej znawc i mionikiem, jednak czu, e tony jej wlewaj si mu do wntrza i poruszajc jego tajemne warstwy, wprawiaj je w ruchy dotd nieznane. Patrza na twarz Kary, wynurzajc si z biaych kwiatw i myla, raczej czu, e gdy tamci zdawali si oddzieleni od niego przestrzeni bezgraniczn, ona bya mu bardzo blizk. Ona jedna. Moja!  szepn. Ona jedna. Sam nie wiedzia, jak si to z nim wanie sta mogo, ale myl kad na ramieniu swem t ma gow w zotych wosach i mwi do niej:
 Uciekajmy, maa! Zapytywaa mi raz: po co mi ci ludzie? Ot powiem ci teraz, e na nic zupenie. Nie chc ich, s mi obcy, nie obchodz mi wcale, ty tylko mi potrzebna, ty jedna, promie soca taki, jaki raz w podry dostrzegem i zapamitaem, jasny i ciepy. Ty jedna, moja! Chodmy, uciekajmy razem od wszystkiego i wszystkich, bo wszystko i wszyscy na nic nam, obcy, dalecy.
Tu przypomnia sobie, e nigdzie i nigdy nie bdzie mg z ni pj, ani uciec. By czciowym posiadaczem kilku drg elaznych, mia mono wynajcia dla siebie samego mnstwa pocigw, przebiegajcych te drogi; kdy na Wschodzie, po olbrzymiej rzece, w kbach pary pyway statki jego wasne; w tej stolicy i w tamtej i w owem jeszcze miecie wielkiem roje ludzi zamieszkiway jego wasne, due domy  jednak, tej upionej dziewczyny, ani ldem, ani wod, ani do miasta, ani do domu adnego uwie nie mg. Do wzniesionych ku niej oczu nabiega mu zacza gryzca wilgo i skupiaa si w krople, ktrych kilka pocieko na policzki, drganiami skry we wszystkich kierunkach wstrzsane.
Ale jednoczenie na usta mu wybieg ten umiech, o ktrym mwiono, e by najeony szpilkami.
 C to? Egzaltacya!
Odkry w sobie egzaltacy. Przed kilku dniami, jeszcze nawet przed t jedn noc, byby mia si z przypuszczenia, e ona w nim zami moe jasno wzroku i rozsdku. Pomyla, e jednak czowiek bywa czasem sam dla siebie najdziwniejsz z niespodzianek. Pod wpywami rozmaitymi budz si w nim kreacye natury, od ktrych podejrzewania w sobie jest najdalszym. Odkry teraz w sobie rzecz najniespodziewasz: egzaltacy. Przyzwyczajenia caego ycia i to, co przez cae ycie poczytywa za niezachwiane przekonania swoje, powstao w nim z gonym nad samym sob miechem. Czy jak poeta zacznie pisa treny po umarem dziecku? albo jak mnich odda si rozmylaniom o mierci? Ndza! Ju i dawniej sowo to nieraz przychodzio mu do gowy; w tej chwili tylko rozpiera si w niej szeroko. Pomimo to, on egzaltacyi pobi si nie da. Trzeba wyprostowa si i trzewo na rzeczy patrze.
Wyprostowa si, oderwa plecy od ciany, si woli uspokoi twarz i spojrzenie, na usta sprowadzi umiech uprzejmy i postpi ku gociom. piewy wanie w tej chwili umilky, wic zacz gociom podawa rk z powitaniem bardzo grzecznemi, z nielicznemu lecz pynnemi sowami podzikowania. By to pocztek jednego z tych Heraklesowych bojw, ktremu podobnych stoczy w przeszoci swojej wiele. Ten za cig dalszy mia t orgi pracy, ktr od kilku tygodni wyprawia i ktra budzia u wszystkich na ni patrzcych zdziwienie, albo ciekawo.
Teraz, pomidzy powrotem z miasta a godzin przyj, sta w bkitnym salonie u okna i myla: jaki to ruch szczeglny panowa na schodach w chwili, gdy wracajc do domu na nie wstpowa? Tragarze znosili z nich jakie sprzty, ktrym si nie przypatrywa, lecz zdaje mu si, e byy to obrazy i co innego jeszcze. Czy Maryan dom opuszcza? By moe. Niepodobna przewidzie, co uczyni jest zdolny ten uparty i zarozumiay chopak. Ale cokolwiek si stanie, on nie ustpi i nie pozwoli dalej na ten sposb ycia marny, z szalonymi wybrykami, ktre szalenie kosztuj... Zreszt, w ostatnich czasach, wszystko, nie wyczajc Maryana, znacznie mniej ni przedtem obchodzi go zaczo. Dlaczego? Nie odpowiedzia sobie na to pytanie, bo usysza za sob szelest krokw i szept:
 Aloizy!
Obejrza si. Bya to Malwina, ogromnie zmieniona. Pod wosami z surow prostot uczesanymi, czoo jej przerzynaa ciemna prga gbokiej zmarszczki, kty bladych ust w d zwisay, z tyu gowy ciki wze wosw, niedbae zwizany, opada na stanik sukni czarnej, prawie zakonnej. Staa w zapadajcym zmierzchu, o kilka krokw za nim. Wymwia imi jego, lecz nic wicej mwi jeszcze nie moga. Biaa jej rka, wsparta o may stolik, draa; gow miaa schylon i wznosia ku niemu oczy przygase, ze spojrzeniem ciko zadumanem i niemiaem. Przez chwil patrzali na siebie milczc, poczem on zapyta:
 Czem suy mog?
Pytanie to brzmiao grzecznie i sucho. Ona, jeszcze po minucie wahania si, czy zbierania na siy, mwi zacza:
 Za kilka dni, ja i Irena odjecha std mamy. Niepodobna mi uczyni tego bez pomwienia z tob, Aloizy. Oczekiwaam chwili sposobnej i zobaczywszy ci tu, przyszam.
Umilka znowu. Oddychaa szybko, bya bardzo wzruszona. On, zwrcony do niej profilem, ktry delikatn i such lini rysowa si na tle szyby, zasnuwanej zmrokiem, zapyta:
 O co idzie? Szeptem odpowiedziaa:
 Bd cierpliwy... trudno mi...
I jakby lkajc si wyczerpywa t cierpliwo, o ktr prosia, piesznie, wic bezadnie, mwi zacza:
 Dotkno nas wsplne nieszczcie... bye, Aloizy, tak nieskoczenie dobry dla naszej biednej... gdy odjedziemy z Iren, zostaniesz tak samotnym... Mary ma jakie projekty wyjazdu... wic moe., jeeli to podobna... gdyby mg przeszo zapomnie... nie wiem zreszt... przebaczy... gdyby chcia, ja i Irena zostaniemy...
Mwic, omielaa si nieco; czu w niej byo wewntrzn pobudk, ktra zmuszaa j do mwienia.
 Nie bd usprawiedliwiaa si przed tob, Aloizy, ani zaprzecza temu, e byam winna... to tylko powiem, e szczliw nie byam take, i e wina moja bya mi cikim blem. Chciaabym powiedzie ci, Aloizy, e moe i z twojej strony... bo ty mi nie znae... to jest znae twarz moj, oczy, wosy, dwik gosu i podobay si one tobie, dlatego wzie mi za on, ale duszy mojej nie znae i nie chciae by ani powiernikiem jej, ani obroc. Bya ona nie bez dobrych chci, nie bez odrobiny serdecznego szczcia... ndzna dusza kobiety, rozpieszczonej w bogactwie i bezczynnoci... Wszake ty sam, Aloizy, z dziewczyny ubogiej, ale z czoem wysoko wzniesionem pracujcej, uczyni kobiet, bogat, bezczynn i... zawsze samotn. Wszake sam chcia, wymaga, abym jak najwietniej przedstawiaa w wiecie twoje imi, twoj... jak mwie... firm...
Umilka, bo oczy jej spotkay si z jego umiechem, najeonym szpilkami.
 Zdaje mi si  rzek  e w tej scenie tragicznej, ktr podoba ci si odegrywa, mnie to przypada rola charakteru czarnego...
 O, nie !  splatajc rce, zawoaa  o nie! nie chciaam oskara ci o nic, ani czyni wyrzutw... nie mam prawa... Tylko... myl, e poniewa wszyscy na wiecie jestemy na jakikolwiek sposb winni i ycie jest tak smutne i wszystko tak... biedne, wic moe najlepiej byoby przebaczy sobie nawzajem... ustpi, wyrzec si... Tak myl i cho oddawna ju duma moja ranion jest przez to, e uywa musz wszystkiego co twoje, ustpi i uywa bd... cho oddawna ju jedynem pragnieniem mojem jest odej, oddali si od wiata, zapa na zawsze w jaki kt samotny...
Glos jej dra wstrznity kaniem, ale powcigna je i dokoczya:
 Wyrzekn si tego pragnienia i pozostan, jeeli... tylko zechcesz tego, jeeli moesz... mn nie pogardza...
Z profilem, rysujcym si coraz twardsz lini na tle szyby, coraz od zmroku ciemniejszej, po chwili milczenia odpowiedzia:
 Nie mog. Bardzo mi przykro, ale na bohatera romansu chrzecijaskiego materyaw w sobie nie mam. Posiadasz zupen swobod ruchw. Kryniczna jest ju wasnoci twojej crki... Moesz razem z ni zapa w ten kt samotny, w ktrym miej zabawy winszowa paniom nie bd, albo tu pozosta i y jak dotd, cobym daleko lepiej rozumia, ale w adnym wypadku...
Urwa nagle i umilk.
Odkd rozmawia z t kobiet, mia pod gardem kb ww, ktry go dawi, ale jednoczenie w mzgu odzyway si mu jakie przypomnienia, woania, jakby echa czego dalekiego. Wydobyway si one z rysw tej kobiety, zmienionych, uwidych, tych samych jednak, w ktre niegdy z rozkosz zatapia oczy, z brzmienia jej gosu, ktre zawsze posiadao dla niego czar niezmierny... Gowa jego, jakby j z gry co niewidzialnego pochylio, prawie nieznacznym ruchem w d opada. Przebaczy? I c z tego wyniknie? Idylla? harmonia? powrt na ono rodzinnego szczcia? Gupstwo!
 To ju nigdy sta si nie moe. Jedna jest tylko na wiecie rzecz niewtpliwa i niezgadzona: fakt. Pakt by i niema takiej potgi, ktraby sprawi moga, aby nie by. Wszystko inne  egzaltacya! Po chwili milczenia, chodno i zwolna dokoczy:
 W adnym wypadku, ani uczucia moje, ani stosunki nasze zmianie uledz nie mog.
Ona silniej rk o st opara i niej jeszcze pochylia gow, w ktrej take bdziy jakie myli o powrocie na ono czystej czci niewieciej, przez ekspiacy, przez ulege poddanie si woli czowieka obraonego.
 Wic  bardzo cicho zacza  nie mog ci by w niczem pomocn?
Po sekundzie milczenia, odpowiedzia:
 Nie.
 Na nic nie potrzebn?  dokoczya pytanie.
Milcza duej troch i powtrzy:
 Nie.
Profilem ku niej zwrcony, patrza przez szyb na rowy obok, pyncy w zmierzchu nad przeciwlegym dachem. Co mu ten obok przypomina... co przypomina! Ona patrzaa na niego i po chwili przemwia jeszcze:
 Crka nasza pisywa bdzie do ciebie, Aloizy.
Spiesznie przerwa:
 Crka twoja!... Zdziwiona zacza:
 Irena...
On ju wiedzia, co mu ten rowy obok leccy pod zmierzchajcem niebem przypomina. Kara!
Odwrci si twarz w twarz ku stojcej przed nim kobiecie i powtrzy:
 Irena jest twoj crk... bo c znacz zwizki krwi, gdy adnych innych niema? Ja miaem dziecko jedno, swoje...
W tej chwili zakipiaa w nim dza mszczenia si i druzgotania, wic dokoczy:
 I utraciem je  przez ciebie!
 Przeze mnie?
Pytajcy wykrzyk ten by peen zdumienia.
 Nie wiesz wic o niczem? Utajono to przed tob? Suszny wzgld na delikatne nerwy kobiece! Ale moje mskie, grube nerwy czuj potrzeb podzielenia si z twoimi t wiadomoci.
Powoli i dobitnie wymawiajc te sowa, ktre kiedy niekiedy syczay mu na pobladych wargach, dokoczy:
 Twoja crka miaa raz ze mn interesujc, bardzo interesujc rozmow o... wszystkiem, co zaszo, o caej naszej idylli rodzinnej... Dziecko, za jakim sprztem ukryte, wysuchao tej rozmowy  i dostao obdu umysowego... o! chwilowego zapewne i ktryby przemin, ale pod jego wpywem wystawio si na zimne powietrze nocne, aby umrze. To zapalenie puc byo komplikowane przez rozstrj psychiczny. Ta mier  bya samobjstwem.
Ostatnie wyrazy wyszy mu ze cinitego garda szeptem zdawionym, niemniej tak dobitnym, e rozleg si we wszystkich ktach duego salonu. Ale zaguszy go przeszywajcy krzyk kobiecy i szelest osuwajcego si na ziemi ciaa. To pod Malwin ugiy si kolana i padajc na klczki, z gow w doniach, czoem uderzya o rg stolika, przy ktrym staa. W teje chwili do salonu wbiega Irena; podobna do jaskki, leccej na pomoc swoim maym, ku matce przypada i obu ramionami zaman kibi jej otaczajc, podniosa ku ojcu twarz, zalan deszczem ez.
 Nadaremne okruciestwo, ojcze!  zawoaa.  Ach, tak taiam to przed ni, tak utai usiowaam! Nadaremne okruciestwo! Mylaam, e czowiek tak rozumny, jak ty, ojcze, nic nadaremnie czyni nie moe! Jednak, nadaremnie, ojcze, popenie  nikczemno!
Darwid uczyni ruch gwatowny, ale powcign si i znowu twarz ku oknu zwrcony, sysza oddalajce si kroki dwch kobiet. Bya chwila, sekunda, w ktrej odwrci gow i wargi jego poruszyy si, jakby zlecie z nich miao jakie sowo, imi. Wwczas wanie dwie kobiety, splecione uciskiem, przebyway zwolna salon ssiedni i coraz dalsze, w powikszajcym si zmierzchu znikay. Nie wymwi nic... Co czu, gdy ona krzykna i czoem uderzya o brzeg stolika? Czy lito? By moe. Czy drgnienie alu po tej przeszoci, ktra opuszczaa go na zawsze i po tem dziecku, ktre odchodzio z wiszcem na ustach sowem: nikczemno? Moe. Ale nie powiedzia nic, nie wymwi adnego imienia. Pozosta sam jeden. Cicho byo dokoa, pusto. Pustka zalega kawaek nieba za oknem, bo obok rany, ktry mkn po niem przed chwil, znikn. Stojca u okna posta Darwida stawaa si ciemniejsz, w zmroku, ktry gstniejc gasi i zgasi biaoci, bkity, pozoty wielkiego salonu. Stopniowo zacieray si linie jego twarzy, rce drce i drgania skry na policzkach staway si niewidzialnemi, a na szarem tle okna zarysowa si lini wzk i zupenie czarn. Nie odchodzi, bo w mylach penych zadziwie, skamienia. Wic tak, wic w takie sposoby koczy si na wiecie wszystko! Chodz po wiecie olbrzymy niewidzialne: mier, bd, bl, gniew, depc, druzgoc, rozrywaj wszystko i nikt nic przeciwko nim nie moe! On nigdy o tych olbrzymach nie myla. Albo by filozofem? Czasu nie mia. Teraz myli i na dnie kamiennej zadumy widzi twarz bladego przeraenia. Co naksztat gowy Meduzy, zapamitanej z widzianego niegdy obrazu. Wydobywa si z jakich wzburzonych nurtw, na wznak na nich ley, wosy ma potargane, wzrok z gbin bez koca i na sinych ustach umiech  drwicy. Z czego drwi? Moe z wielkoci czowieka, ktry na szarem tle okna zarysowuje si lini wzk, czarn, w gstym zmierzchu i ciszy samotn? Wtem uczu na stopach mikkie, niemiae dotknicie i u samej ziemi zobaczy poruszajcy si u stp drobny punkt, w zmierzchu czarny. Pochyli si i zawoa:
 Pufik!
Przy ziemi ozwao si kilka cienkich szczkni. Tak zawsze poszczekiwa Puf, gdy chcia przypomnie si swej pani.
Darwid nizko schylony, z doni na jedwabistej szerci, powtrzy:
 Pufik!
Potem wyprostowa si i odchodzc od okna, kilka razy jeszcze zawoa:
 Pufik! Pufik!
Czarna w szarym zmroku linia posuwaa si przez dwa salony, a za ni, tu przy ziemi, toczy si czarny, niewielki, do kbka podobny przedmiot, a zajaniaa przed nimi pachta rzsistego wiata. Byy to naocie otwarte drzwi rzsicie owietlonego gabinetu.
We drzwiach lokaj gono wymwi nazwisko, na ktrego dwik Darwid przyspieszy kroku. Nakoniec przybywa! Pose, agent, ogar jego powraca! Niezawodnie przynosi wiadomoci pomylne, bo gdyby innemi byy, nie miaby po co przychodzi. Wic ten interes kolosalny, ta wielka arena walki i pracy, ktr przebiega gruba ya zota, mog dosta si w jego rce! Jake w por! To go otrzewi i wyrwie ze zych snw, w ktre od czasu pewnego popad. Bo wszystkie te egzaltacye, cay ten pierwiastek uczuciowy, ktry z tak moc w nim si ozwa, to sen niezdrowy i egzaltowany, z ktrego otrz si trzeba i powrci do jasnej, trzewej, rozumnej rzeczywistoci!
V
Do dugi szereg dni przemin, gdy do rzsicie owietlonego gabinetu swego Darwid wszed po odniesieniu jednego z najwikszych w yciu swym tryumfw. Ju nie futro, lecz do lekkie palto rzuci w przedpokoju na rce lokaja, bo po tym dniu dla niego szczliwym nastpi wieczr wiosenny i ciepy. Ktokolwiek widzia go dzi w chwili, gdy opuszcza wysokie progi najwyszego dygnitarza tego miasta, pomyle musia: Szczliwy! Pomimo, e w ostatnich czasach schud by widocznie, z oczu jego, z umiechu, wygadzonego czoa biy rado i duma. To, o co nadaremnie stara si przez czas dugi, posiada: trzyma w rku interes kolosalny, szerok aren dla pracy elaznej i grub y zota. Prawda, e przygotowujc si do tej chwili tryumfalnej, jak Benedyktyn spdza dni i noce nad stosami papierw i ksiek, rachujc, kombinujc, liczne arkusze okrywajc szeregami cyfr i argumentw. Pracowa ogromnie, o niczem oprcz przedmiotu tej pracy nie mylc i stan u celu tryumfujcy, wszyscy mwili: szczliwy! Otrzyma ju mnstwo powinszowa, wyczyta w oczach ludzkich mnstwo podziwu, wraca teraz z posiedzenia, na ktrem gruntownoci i pynnoci wymowy przekona i podbi liczne grono ludzi niepospolitego znaczenia i rozumu. Tak spdzi dzie; teraz, w poowie wieczoru powrci do domu i lokajowi wydawszy krtki rozkaz: Nie przyjmowa nikogo!  zapyta jeszcze:
 Gdzie piesek? Potem usiad w gbokim fotelu przy okrgym stole i przez chwil mia wyraz twarzy czowieka, ktry budzi si ze snu. Od kilkunastu dni by tak pogrony w mylach o tym wielkim interesie, a dzi od rana tak pochonity uczuciem odniesionego zwycistwa, e o niczem innem myle nie mia czasu; teraz, w pierwszej od dawna chwili bezczynnoci, dowiadczy uczucia budzenia si ze snu, i do myli wrcio mu zapytanie:
 I c? Po co?
Waciwie, zapytanie to byo teraz dla niego rzeczywistoci, a wszystko inne czynnociami penionemi si. przyzwyczajenia. Pracowa, rachowa, tryumfowa, tak jak ciao kuliste toczy si po powierzchni pochyej si raz nabyt Pod tem yciem zwierzchniem, od tak dawna mu waciwem, coraz rozleglejsz przestrze obejmowao inne, nowe, tajemne dla wszystkich dla niego dobitniejsze, ni cay wiat widzialny. Wyrastaa z niego nieprzeparta, natrtna zagadka, zamknita w krtkich sowach: Po co?
Te dwa krtkie sowa powracay mu do myli w kadej minucie spoczynku tak, e godziny ruchu i gwaru wydaway si snem, a wanie one, te dwa sowa, powracajce nieustannie, jedyn rzeczywistoci prawdziw, o ktr warto byo si troszczy.
Po co wzi na gow i rce ten nowy i wikszy jeszcze od wszystkich innych ciar pracy? Po co wogle to wspinanie si po niebotycznej drabinie z wyteniem caej siy mzgowej i nerwowej ? Ku jakiemu to niebu doprowadzi go ta drabina ? Nowe zyski i coraz wiksze bogactwo ? Ale on przesta ju ich poda! Jakkolwiek jemu samemu wydaje si to dziwnem, prawd jest, e przesta. Bo  po co? Mao posiada? Ogromnie wiele. Nie nalea nigdy do ludzi, ktrzy wykuwaj wz zoty dlatego, aby na nim zasi z Bachusem i bachantkami. A duma? Zamia si. Dobre to byo w czasie, gdy jeszcze nie zapozna si zblizka z olbrzymami, ktrzy czaj si niewidzialni po rnych ktach wiata. Teraz ich zna i wie co mog oni i co moe on... Wic  po co? Jakto? A warto jego, ta warto, ktr ludzie ceni tak wysoko, e prawie do stp mu si ciel? Czy tylko jemu do stp si ciel, albo jego zotemu wozowi? Czy gdyby wz ten z pod stp mu umkn, zachowaby nazwy: Cyda nowoytnego, tytana, nadczowieka? Dziwna rzecz, jak wyranie widzi w tej chwili na tym fotelu siedzcego Maryana i jak dobitnie syszy gos jego, mwicy: Jakim by cel pracy twojej, ojcze? Cel? cel? To rozstrzyga wszystko. Co byo celem? Przecie nie zbawianie wiata! Zamia si znowu. Co tu dugo rozmyla! Celem byo osiganie zyskw coraz nowych, bogactwa coraz wikszego, a poniewa teraz pragn ich ju przesta, wic  po co?
Jaki to jednak genialny chopak ten Maryan! Pytaniami swemi w istot jego sign tak gboko, e pozostay w niej i dalej prowadz sw inkwizytorsk prac. Pikny i genialny chopak! Ksitko i prawie myliciel. C z tego? skoro... brak mu czego? Czego mu tak brakuje, e jakby nic nie posiada. Czego mu brakuje ?
Ruchem powolnym, w ktrym malowao si znuenie, okrci szyj i twarz zwrci ku biurku, obficie owietlonemu wiecami, palcemi si w wysokich wiecznikach. Co mu te wieczniki przypominaj? Ach, tak, pamita! Jeden z nich podawa raz w gbi mieszkania Karze, aby palc si w nim wiec przywiecaa sobie w dalszej drodze. Jak, pod ciarem jego, gdy go drobn rk uja, ugio si wwczas jej szczupe rami podlotka i jak adnie pomyk wiecy odbi si w ciemnych renicach, na niego patrzcych z tak... Z czem? Z tak egzaltacy! Jednak, jakie to dziwne, wielkie byo szczcie, gdy dziecko to yo i tak go kochao! ono jedno! Potem, prosto przed row twarz trzymajc wiec w cikim lichtarzu, posza w ciemno...
Znowu obejrza si, ale ruchem nie jak przedtem znuonym, lecz owszem porywczym. Obejrza si na drzwi, za ktremi, nieprzejrzanie ukrywajc w sobie szereg salonw, staa gruba ciemno. Byo to podobne do stojcej za drzwiami czarnej ciany. Po plecach Darwida przebiego poruszenie skry takie, jakiego dowiadcza czowiek czujcy, e mu co cikiego z tyu kadzie si na plecy, nachodzi, lub najeda. Ta czarna ciana, w ktrej zaklty milcza szereg pustych salonw, zdawaa si na niego ka... Ale znowu spoglda ku biurku. Tam, pomidzy mnstwem innych papierw lea list Maryana, przed wielu ju dniami otrzymany. Nie schowa go, ani zniszczy, ale sam nie wiedzc dlaczego, pozostawi na biurku. List ten, w tym wielkim gabinecie, od zieleni malachowitowych przyborw do pisania, biaoci wyranie odbija. aden zreszt list. Kilka wierszy. Pisa, e chcc sobie i jemu oszczdzi jednej wicej rozmowy osobistej, listownie donosi o swoim wyjedzie do Ameryki. Ale i do pisania listw jest leniwy, wic ogranicza si kilku sowami. Poniewa niepojty brak logiki w kierowaniu jego yciem postawi go w koniecznoci zostania wyrobnikiem, woli teren i sposoby wybra wedug indywidualnoci wasnej. Spieniy ruchomo sw, co mu przynioso sum znaczn, inn sum poyczy, za co nie prosi o przebaczenie, bo jest to naturaln konsekwency pooenia, ktrego on nie by twrc, lecz raczej jest ofiar. Zreszt, wyrzutw nie czyni adnych, bdc zawsze zdania, e wszelkie takie rzeczy, jak winy i zasugi, cnoty i wystpki, to zupa gotowana z koci pradziadkw i w malowanych garnkach podawana na pokarm pastuszkom. Wszystko to zakoczone byo komplementem gadkim, okrgym, wybornie pod wzgldem stylowym pomylanym i wykoczonym.
Brak logiki! Dwa te wyrazy listu utkwiy w pamici Darwida i po wyrazach: po co? powtarzay si w niej najczciej. Mogyby naprawd stosowa si do niego? Czy istotnie popeni bd logiczny? Tak, zdaje si. Wic zawid go jasny, trzewy, logiczny rozum?... Wsta i profilem do drzwi zwrcony, uczu znowu wicej, ni zobaczy, stojc za drzwiami czarn cian ciemnoci. Znowu te skra zadrgaa mu na plecach, ktre nieco skurczyy si i przygarbiy. Tak poszed do biurka, z ktrego wzi list inny, przed chwil tam rzucony i jeszcze nie przeczytany. Co w pokoju zaszelecio; jakie drobne kroki cicho biegy po kobiercu. To Pufik obudzi si i przybiegszy, zacz wi si mu u ng.
 Pufik!  rzek Darwid i zacz czyta list. Byo to zaproszenie do ksistwa Zenonostwa na wielki wieczr poegnalny; wyjedali zagranic i wielkim wieczorem pragnli poegna znajomych, a w pierwszym rzdzie nowoytnego Cyda. Ksi Zenon czsto przydomek ten Darwidowi nadawa. Ale dzi Cyd nowoytny czyta list zapraszajcy z ustami wykrzywionemi od niesmaku. Nie by to w sawny umiech, najeony szpilkami, lecz wprost takie przykre skrzywienie warg, ktre towarzyszy przeykaniu rzeczy ze smakiem ckliwym, nudzcym. Wyobrazi sobie towarzystwo, z ktrem niedawno spdzi dni kilka na wyprawie myliwskiej, ktre w dniu oznaczonym napeni miao salony ksicia i do znalezienia si pord towarzystwa tego uczu nietylko zupeny brak chci, lecz nawet wstrt. Nie dlatego, aby wzgldem ludzi tych mia nienawi, lecz e byli mu doskonale obojtni. Zarzutw przeciw nim nie czyni adnych, ale gdy o nich myla, dowiadczy znowu uczucia przestrzeni bezgranicznej i pustej, ktra go z nimi rozdzielaa. Wyobrazi sobie salony ksicia, napeniajce twarze, stroje, rozmowy, stoy karciane i wydao mu si, e wszystko to istnieje w ogromnej od niego odlegoci, po drugiej stronie przestrzeni nieprzejrzanej i pustej. Na jednej krawdzi tej przestrzeni on, na drugiej oni. Pomidzy nim a nimi pusto, adnej nici, chociaby tak cienkiej, jak pajcza. Porodku wysokiego pokoju, nad okrgym stoem, lampa pona wiatem wielkiem i spokojnem, na biurku w cikich wiecznikach paliy si wiece. W tem obfitem owietleniu Darwid sta u biurka i z plecami przygarbionemi, ze snopem zmarszczek pomidzy brwiami, nizko pochyla twarz nad papierem, ktry trzyma w rku. U stp jego, na kobiercu, jak drobny posek nieruchomy, siedzia Pufik i z podniesion gow, z za opadajcych jedwabiw szerci, w twarz mu patrza. Ale on nie widzia pieska i nie czyta wypisanych na papierze sw pochlebnych, tylko w myli powtarza syszane niegdy sowa:
 Po co ci tak wiele ludzi, ojczulku? Czy ty ich kochasz? Czy oni ciebie kochaj? Co z tego wynika? Przyjemno czy korzy? Po co to wszystko?
 Nie kocham ich, maleka i oni mi nie kochaj. Wynikaa mi z tego korzy, znaczenie w wiecie.
 A na co ci, ojczulku, znaczenie? Dlaczego pragniesz znaczenia? Czy ono daje szczcie?
Tym razem po ustach przewin si mu sawny w wiecie umiech peen szpilek.
 Nie dao, maleka!
To dziecko, podwczas, na zapytaniach swych, jak na niciach spuszczao myl jego na dno rzeczy, ktrego oglda czasu nie mia. Teraz oglda i umiech jego jey si coraz ostrzejszemi szpilkami ironii. Myla dugo, a gono wymwi:
 Wic c?
A potem, tonem pytajcym, prawic krzykn:  Czy omyka? W bysku myli, e ycie jego, razem z trudami, walkami i zdobyczami swemi mogo by  omyk, ujrza znowu twarz bladego przeraenia. Pufik, moe przelkniony krzykiem, ktry wydar si z ust jego pana, szczekn kilka razy. Darwid odwrci si od biurka i wzrokiem spotka stojc za drzwiami czarn cian.
 Omyka?  powtrzy zapytanie.
Ciemno milczaa i obliczem bez oczu zdawaa si patrze na niego uwanie, uparcie. Szybko postpi kilka krokw i przycisn guzik dzwonka. Do wchodzcego lokaja, drzwi wskazujc, rzek:
 Owietli mieszkanie!
Po kilku minutach, szereg salonw wynurzy si z ciemnoci i stan w wietle pozapalanych lamp i wiecznikw. Kuliste lampy, u cian ponce, rozleway mgliste p wiato, w ktrem gdzieniegdzie migotay zote poyski i majaczyy zarysy malowanych twarzy i pejzaw. Z cienistych ktw dobyway si niepene ksztaty waz wysmukych i pkatych, urywki biaych girland na cianach, delikatne mgy spowiaych kolorw na gobelinach, jaskrawy szkarat i bkit jedwabnych draperyi. Dalej, w maym saloniku, w dwu kandelabrach paliy si snopy wiec, u ktrych zwisay wiece krysztaw, byszczcych jak sople lodowe, lub jak ogromne, zastyge zy. Najdalej, w sali jadalnej z ciemnemi cianami, punktem wietlistym janiaa wielka, bronzami nad stoem ociekajca lampa. Ten punkt od drzwi gabinetu Darwida wydawa si bardzo dalekim, a na caej przestrzeni, ktra go od niego oddzielaa, nie byo adnego gosu, ani szmeru  nic ywego. Pomimo mnstwa rozrzuconych lub gsto skupionych przedmiotw, rozlegaa si tu pustka, na ktr kada si cisza.
Od drzwi gabinetu do tych, za ktremi, jak punkt wietlisty, bronzami nad stoem ociekaa najwiksza z lamp, Darwid przechadza si krokiem zrazu powolnym, z twarz schylon, z gasnc, to znowu byskajc iskr zapalonego papierosa przy ustach. Za nim, tu za jego stopami, kocem pyszczka prawie dotykajc ziemi, toczy si do kbuszka peli podobny Pufik. Po chwili, krok przechadzajcego si czowieka stawa si zacz prdszym i nierwniejszym; odbija si w nim niepokj coraz wikszy. To wiato, rozkadajce si po przestrzeni pustej i milczcej, rozlego tej przestrzeni i on sam po niej bdzcy... Co wszystko to znaczy? Tu i owdzie, w pozotach i politurach, jak gnomki figlarne mrugaj byski drce; gdzieindziej, z zarzuconych na sprzty gobelinw, wychylaj si twarze blade, na tach bkitnawych; tam jeszcze wielkie zwierciado odbija dwa snopy wiec, ociekajce krysztaowymi soplami i wyduajc perspektyw, czyni przestrze jeszcze rozleglejsz i wiato rzsistszem; tu, z za bkitnych fad, zwieszajcych si nad drzwiami, wychyla si waza z porcelany chiskiej i w tej chwili przybiera w oczach Darwida pozr dziwny. Dua, okryta malowidem bkitnem, posiada ksztat wydty porodku, a u gry skupiony w dug szyj i nie caa widoczna, zdaje si wychyla z za fad firanki, spoglda na przechadzajcego si czowieka, ledzi kroki jego, mia si. Tak, waza chiska mieje si... Tuw jej zdaje si coraz wicej rozdyma od miechu, a wrd bkitnych malowide, biae to ma tu i owdzie udzce podobiestwo do wyszczerzonych zbw. Darwid usiuje omin wzrokiem waz i kroku przyspiesza; za nim spieszniej te drepc po pododze kosmate apki
Pufika, ale w drodze powrotnej, porcelanowy potwr znowu dug szyj z za firanki wychyla, na przechadzajcego si czowieka zerka i szczerzc, zby, zdaje si pka od miechu. Z innej za strony salonu, na tle bkitnawem, ley blada twarz starca i z nad siwej brody patryarchy wlepia w niego oczy badawcze i smutne.
Co to wszystko znaczy? Porodku jednego z salonw stan; tu za stopami jego kbuszek peli na kosmatych apkach zatrzyma si take. Co on tu robi wrd tych pustych salonw i po co owietli je rozkaza? Ma to pozr szalestwa. Przypomnia sobie niedawne dzieje krla obkaca, ktry w rzsicie owietlonym gmachu samotnie sucha piewu aktorw. Czy on take zaczyna by oblkacem ? Dlaczego nie pracuje raczej? Tyle ma do roboty! Szybko postpi naprzd i znowu stan. Waza chiska, do poowy z za firanki wychylona, pkaa ze miechu. Pracowa? Po co? Cel? Cel? Jaki cel? To rozstrzyga wszystko! Od szczerzcego zby potwora wzrok odwrci i spotka si nim z blad twarz patryarchy, ktrego oczy, z ta bkitnawego i z nad brody siwej badawczo i smutnie na niego patrzc, mwiy: Zmylona droga!
On  zmyli drog! Tylko przyzwyczajenie do powcigania wewntrznych porusze i ich objaww sprawio, e nie krzykn: Ratunku! Ale krzyk ten mia w sobie i krokiem szybkim, nierwnym poszed w kierunku wielkiej lampy, poncej u koca perspektywy, wrd ciemnych cian sali jadalnej. Za nim, przy ziemi, ca szybkoci kosmatych apek bieg Pufik.
Wtem, w jednym z salonw, zegar uderza zacz godzin jedenast. Raz, dwa, trzy... Dwiki basowe zwolna rozchodziy si po pustce, na ktr kada si cisza, a kdy, u innego koca perspektywy, dzwoni zaczy i tamtym jakby odpowiada inne, ciesze i spieszniejsze. Wydawao si to gosem i echem, tajemnicz rozmow, przez rzeczy nieyjce prowadzon.
Darwid wszed do gabinetu swego i przycisnwszy znowu guzik dzwonka, rzek do lokaja:
 Zgasi wiato!
Usiad na jednym z fotelw przy okrgym stole i uczu obejmujce go od wierzchu czaszki do stp niewymowne znuenie. Co lekkiego wskoczyo mu na kolana. Pooy do na jedwabistej szerci tulcego si do niego stworzenia i rzek:
 Pufik!
Myla, e tego kolosalnego interesu, o ktry dobija si tak dugo, stanowczo zrzec si musi, bo do pracy tak ogromnej brakuje mu siy i  ochoty, zwaszcza ochoty. Jest tak zmczony... Ale gdy prac opuci, co czyni bdzie? Po co y?
Siedzia naprzeciw drzwi, za ktremi staa znowu czarna ciana ciemnoci i myla.
 Cel ycia? Cel? cel? Po co y?
Ciemno milczaa i obliczem bez oczu zdawaa si patrze na niego uwanie, uparcie.
W kilka godzin potem, w sypialni ubranej przez najbieglejszego z dekoratorw stoecznych, lampa nocna, na gzemsie kominka umieszczona, owiecaa ko zdobne w bogate rzeby, rk bia i such, wycignit na jedwabnej kodrze, i twarz such take, w rudawych faworytach, do rzeby z koci soniowej podobn i wiecc dwojgiem siwych oczu. Byy one bezsenne i bdziy po obszernym, wp owietlonym pokj; spojrzeniem cikiem, zmartwionem. Nagle Darwid podnis si na ku i z okciem opartym na poduszkach zacz patrze w gr. W grze, u ciany, unosia si w powietrzu twarz dziewczca, drobna, okrga, rowa, z rozrzucon nad greckiem czoem gstwin jasnych wosw, i ruchem powiek zdawaa si patrzcego na ni czowieka woa ku sobie. Ponsowemi usty miechaa si mionie, a powiekami czynia wyrany, wyrany ruch przyzywajcy. Z podniesionemi brwiami i czoem skupionem w kilka grubych zmarszczek, ze wzrokiem ku grnemu zjawisku wzniesionym, Darwid wicej jeszcze pochyli si naprzd i drgajcemi wargami szepn:  Maleka! Ale zaraz potem przetar doni oczy i umiechn si. Obrazek Greuza! Dwa ich tu byo: jeden prawie niewidzialny w cieniu, drugi ten, wydobywajcy si z cienia na pwiato w taki sposb, e wymalowana na nim gwka dziewczca nabieraa wypukoci doskonaej i zdawaa si by zawieszon w powietrzu.
 Podobna, bardzo podobna do Kary! Ten sam typ... Takie same szczeglne usta, czoo, wosy...
Wiedzia ju o tem, e bya to twarz malowana, jednak, z gow na poduszkach, co chwila czy ku niej podnosi, a ilekro je podnis, widzia umiech miosny na ponsowych wargach wyrany ruch powiek, ktry zdawa si go woa, przyzywa.
Pomyla, e jest zdenerwowany, chory, i e musi wezwa porady lekarskiej. Nazajutrz, w gabinecie synnego lekarza usysza istotnie, e jest silnie zdenerwowany. Zmartwienie, wynike z ciosu, ktry go dotkn, przepracowanie... Za wiele pracowa. Rada jedyna: odpoczynek zupeny i dugi. Wyjazd za granic. Zmiana wrae, po pracy fachowej i suchej, przypatrywanie si dzieom sztuki, przebywanie wrd piknej natury.
Zastanawiajc si potem nad t rad lekarsk, myla, e do spenienia jej nie czuje ochoty najmniejszej. Ani sztuka, ani natura nie wywieray na niego adnej siy pocigu. Przez cae ycie nie mia na nie czasu, a teraz na now nauk byo za pno Jeeli za nie dlatego, to dlaczeg podr ma przedsibra? Podrowa w yciu swem bardzo wiele, ale zawsze dla interesu, z jasno okrelonym celem. Bez interesu i celu, jedenie po wiecie wydao mu si rzecz zupenie podobn do tego chodzenia wrd nocy po owietlonem, pustem mieszkaniu, czyli, wygldajc na obkanie.
Wic c? Kilka dni przeszo znowu w pracy, wrd narad, rachunkw, sporzdzania bilansw i sprawozda. Ciao kuliste toczyo si si nabyt. W godzinach oznaczonych przyjmowa wizyty. Przyj te ksicia Zenona, ktry przybywa, aby poegna go na dugie miesicy kilka, a do nastpnej zimy.
 Rozpraszamy si wszyscy  mwi ksiie.  Jak ptaki na wiosn, lecimy tem, gdzie soce najpikniej wieci. Pan take wyjedzie zapewne. Dokd? Na Poudnie, czy na Wschd? Moe na wie, gdzie maonka i crka pana przebywaj cikie dni aoby rodzinnej ? A propos wsi. Wie pan... cc pauvre Kranicki... by u mnie z poegnaniem. Opuci miasto, zupenie opuci. Przenis si na wie. Stale zamieszka ma w swoim majtku... maym, niezbyt wesoo pooonym. Byem tam niegdy, odwiedzajc jego matk, z ktr wizao mi pokrewiestwo. Nudna dziura! Ale que voules-vous? Ten pikny i miy niegdy czowiek strasznie postarza, mia tu dugi, warunki ycia cikie... wic wyjecha. Syn pana odbywa take dalek podr. Czy ju jest w Stanach Zjednoczonych? Baron Blauendorf wyjeda tam take, wczoraj wanie nas egna. Rozpraszamy si po wiecie, ale  do nowego spotkania, nie prawda? Koniecznie do nowego spotkania, bo bybym zrozpaczony, gdybym znajomo tak cenn i mi, jak paska, utraci!
Ach, jake wszystko jedno byo Darwidowi, czy zachowa lub utraci znajomo z ksiciem! Spostrzega i przyznawa w nim wiele piknych i miych przymiotw, ale wola nie widzie go wcale, tak, jak i wszystkich innych ludzi. Obcy, obojtni... Z najprzyjemniejszymi i najdostojniejszymi nawet rozmowa nuya go i nudzia. Po co ci, ojczulku, tyle ludzi? Czy ty ich kochasz? Czy oni ciebie kochaj?
Pochaniaa go teraz myl jedna. Ce pauvre Kranicki opuci miasto, aby stale w swoim majtku zamieszka, wioszczynie raczej, pooonej w tych samych stronach, co Kryniczna, nie zbyt blizko, ale w tych samych stronach. Zapewne bdzie czstym gociem Krynicznej... A moe nie. Pewno nawet nie. Przecie zerwaa z nim, i by w niej istotnie ogromny wstyd, bl... Zamia si. Magdalena pokutujca! I dokoczy myli:  Nieszczliwa!
Ale co to on mia dzi jeszcze do zrobienia? A! umwi si z tym modym rzebiarzem, e przed wieczorem znajd si razem na cmentarzu dla pomwienia o grobowcu Kary. Ma to by grobowiec niezmiernie pikny i cenny, nowa gra zota... ktra przytoczy malek.
Wielki cmentarz sta w jasnej zieleni lici, wieo na drzewach rozwinitych i w upajajcej woni fijokw. Nad mogi Kary, ktr okrywa kobierzec nie skromnych fijokw, lecz najwyszukaszych drogocennych kwiatw cieplarnianych, Darwid dugo rozmawia z modym rzebiarzem i kilku innymi ludmi, zdania i rady, tyczce si ustawienia grobowca, wypowiadajc uprzejmie i pynnie. Zarazem wzrok jego opuszcza si chwilami na mogi i tkwi w niej z tak sil, jakby chcia przebi kobierzec kwiatowy, warstw cegie, znajdujce si pod ni wieko trumny i zobaczy... to, co pod wiekiem. Nakoniec, grzecznem uchyleniem kapelusza poegnawszy towarzyszw, poszed ciek, wrd oplecionych koronkami jasnych lici urn, kolumn i posgw, w gb rozlegego miasta umarych. Takie miasto zwiedzi mia po raz pierwszy w yciu. Zna mnstwo miast rozmaitych, ale talach nie poznawa nigdy. Zaglda do nich niekiedy z potrzeby, na krtko, z gow pen myli, zupenie im obcych. Teraz poszed w gb cmentarza, z myl. Wic tak koczy si wszystko!... Dugo nie wraca. Powz odkryty, z poduszkami obitemi szafirowym adamaszkiem i para piknych koni, w karnej nieruchomoci zastygych, dugo stay przed cmentarnemi wrotami. U szczytu kaplicy zabrzmiaa i przebrzmiaa srebrna muzyka dzwonu, do modlitwy wieczornej wzywajcego; na wie ziele drzew i gsto wrd niej rozsypane urny, kolumny, posgi zmierzch spada zacz, gdy Darwid, od wrt cmentarnych odjedajc, myla:
 Kiedy kocioy tak dzwoni, ludzie modl si. Czy myl, e Bg ich sucha? Czy Bg jest? Moe, nawet podobno jest napewno, ale aby zajmowa si ludmi i ich probami!... Zreszt, nie wiem. Nie zastanawiaem si nad tem nigdy. I zdaje si, e nikt nie wie. Kc si o to ludzie od wiekw i  nie wiedz. Tajemnica. Wszdzie peno tajemnic, a rozum jest niby potg wielk... To omyka! Ndza! ktra tak si koczy! Wszystko si koczy  gupio! Wszystko  gupstwo!
Wstpujc na schody mieszkania, pomyla, e czuje si bardzo znuonym. Czy to ju staro? Niedawno przecie czu si jeszcze zupenie modym. Ale to wida tak bywa. Przyjdzie i pochwyci. Jeszcze jedna olbrzymka... Zdaje si mu, e ma sto lat. To samo z Malwin. Jaka ona bya zmieniona w czasie tej ostatniej ich rozmowy! Tak dugo zachowywaa modo i nagle  postarzaa. Musiaa bardzo cierpie. Nieszczliwa!
Wszed do gabinetu, usiad przy biurku. Pufik zaraz wskoczy mu na kolana. Jedn rk pooy na szerci pieska, a drug otworzy szuflad biurka, w gb jej zajrza, zasun znowu i wygodnie o porcz fotela plecy oparszy, nieruchomym, zmartwiaym wzrokiem w przestrze patrza.
By zbyt rozumny, aby prdzej lub pniej moga nie stan przed nim sroga ironia, zawarta w rzeczach ludzkich. Stawaa ju oddawna, lecz za woalami, ktrymi j okryway: praca, powodzenie, wieczny brak czasu. Teraz woale spady. Widzia j wyranie. Wcielia si w waz z porcelany chiskiej, ktra cho w tym pokoju nie istniejca, wychylaa si jednak z kta, skonemi oczyma szafirowych malowide zerkaa na niego, szerzya wrd tych malowide biae zby i wydtym tuowiem pkaa ze miechu. Coby naprzeciw tego potwora postawi? czem go zasoni?  nie wiedzia. Jasno zdawa sobie spraw, e na dnie tego wszystkiego ley omyka. Na drodze ycia czego nie dostrzeg, w sobie samym czego nie rozpozna, z rk, tak zdobywczych jednak, co upuci; budowniczy, z wielk pilnoci strzegcy we wznoszonych gmachach prawa rwnowagi, nie zachowa go we wasnym gmachu, tak, e mieszka w nim duej ju mu trudno i pragnie z niego wyj...
Jak wyjdzie, wszystkim bdzie lepiej. I jemu i wszystkim. Ta nieszczliwa stanie si woln i bdzie moga zosta  szczliw. Maryan powrci z koca wiata, choby dla odebrania dziedzictwa. Irena wejdzie napowrt w wiat. Irena! Jaki to dziwny charakter! Taka gboka czuo i takie zuchwalstwo! Jak ona zuchwale rzucia mu w oczy sowo: nikczemno! Ale miaa suszno. Popeni wwczas nikczemno, tak samo, jak i w ogle popeni musia wiele gupstw... No, ale okruciestwo nadaremne wynagrodzi... Irena dowie si, e nie by tak... Nie, ani ona, ani nikt nie dowie si o pobudkach jego czynu. Podnis gow, w ktrej raz jeszcze uczul przypyw dumy. Nie, z pobudek swoich zdawa sprawy, spowiada si, w postawie grzesznika skruszonego klka, ani te pozy bohatera przybiera, przed nikim nie bdzie. Niech myl co chc. C go to obchodzi moe? Mc go nie obchodzi.
Wypadkiem wznis oczy w gro i ujrza zawieszon w powietrzu twarz dziewczc, okrg, row, w jasnych wosach, ktra umiechaa si do niego mionie i powiekami czynia wyrany ruch przyzywajcy. Obrazka Greuza: tu nie byo, jednak zjawisko byo. Ze wzrokiem ku niemu wzniesionym, umiechn si:
 Dobrze, maleka, zaraz!
Wzi piro i zacz pisa depesz telegraficzn pod adresem Ireny. Skreli adres, a potem napisa: Przyjed jak najprdzej dla zabrania Pufka. Nic wicej. Pooy piro, zadzwoni i lokajowi powiedzia, aby depesza natychmiast wysan bya. Potem, do przesuwajc po szerci picego pieska, dugo siedzia zamylony. Sta przed nim wiat, ze wszystkiem, co kiedykolwiek on na nim widzia, posiada, uywa. Kraje, miasta, ludzie, ich mieszkania i rozmowy, banki, giedy targowiska, dostojestwa, gwary, tumy, walki, gonitwy, ruch, zamt  ycie! Wszystko, to nie stao waciwie przed nim, lecz jakby na olbrzymiej rzece odpywao od niego coraz dalej, dalej a znalazo si na przeciwnym brzegu przestrzeni rozlegej zupenie z nim rozdzielone i zupenie mu obojtne. Gdy pomyla, e mgby przestrze t, przeskoczy i znowu w to wszystko si wmiesza uczu odraz i trwog, wstrzsn przeczco gow i rzek do siebie: Me chc!
By bardzo spokojny. Po twarzy rozlewa si mu zacz wyraz bogoci. Gdyby go ktokolwiek pochwyci teraz i chcia przerzuci na t stron rozlegej przestrzeni, po ktrej znajdowa si  wiat, oparby si z caej siy i w pogrzebie bagaby nawet, aby mdz zosta po tej... Spojrza w gr i umiechn si.  Ju, maleka, id! Odsun szuflad biurka.
--------------------------------------------------------------------------------
Nazajutrz rozesza si po miecie wie piorunujca, e synny spekulant, finansista i bogacz, Aloizy Darwid, wrd nocy, w gabinecie swoim, wystrzaem z rewolweru ycie sobie odebra. Pierwszem przypuszczeniem powszechnem byo  bankructwo. Ale nie. Wkrtce stao si jawnem i najpewniejszem, e okrt z rozwinitemi w peni aglami pyn po szerokiej rzece pomylnoci i wiz ogromne, byszczce Runo Zote. Tylko Argonauta nie wiedzie dlaczego, z przyczyn zupenie nikomu nieznanych, skoczy z pokadu w ciemn i tajemnicz otcha.
