 
Eliza Orzeszkowa 
Dziurdziowie 
2 
WSTP 
W ogromnej, wysokiej sali aparat sdowy roztoczy ca wspaniao sw i groz. By to 
zimowy wieczr. Zwisajce od sufitu yrandole i lampy, gorejce u cian biaych i gadkich, 
potoki wiata lay na szkaratne opony okien i stow, na pstrocizn twarzy i ubra tumnie 
zgromadzonej dzi publicznoci. W gbi zasiadali czonkowie sdu, z boku pod jedn ze 
cian na dwu wysokich i ozdobnych awach miejsca swe ju zajli przysigli. U jednego z 
okien oskaryciel publiczny, schylony nad obficie owietlonym stoem, wczytywa si pilnie 
w rozwart ksig praw, przy drugim sekretarz sdu przerzuca stosy papierw. Urzdnik 
przeznaczony do strzeenia porzdku, w ubraniu zdobnym w zote hafty, szybkim i cichym 
krokiem przebiegszy sal, z pirem w rku usiad na stronie. Wrd wielkiej ciszy, nie zmconej 
nawet powstrzymywanymi na chwil oddechami kilkuset piersi, przewodniczcy sdowi 
gono i wyranie obwieci zbrodni, o ktr podsdni oskaronymi zostali. Nie byo to 
przestpstwo, ale bya to zbrodnia, straszna zbrodnia, jedna z tych, ktre niekiedy jak sny 
zoliwe i ponure przesuwaj si przed udrczonymi oczami ludzkoci. Kim byli, do jakiej 
spoecznej warstwy naleeli, jak wygldali ci nieszczni i okropni ludzie, ktrzy j popenili? 
Kilkaset oczu jednomylnie zwrcio si ku awie obwinionych. 
Naprzeciw wysokich i ozdobnych siedze sdziw przysigych, obroca z urzdu, zamylony, 
niespokojny, nerwowym ruchem rki owkiem kreli na kawaku papieru jakie lune 
notatki. Tu za nim nad wysok porcz awy podniosy si i w penym wietle stany cztery 
mskie postacie w wiziennych, dugich, szarych ubraniach. Przed chwil weszli tu oni przez 
niskie drzwi, zza ktrych ukazao si cakiem prawie ciemne wntrze bocznej jakiej sieni. 
Zdawa si mogo, e wychodzili z otchani. Niskie drzwi zamkny si wnet za czterema 
uzbrojonymi onierzami, ktrzy stanwszy z obu stron awy zanurzyli sterczce nad ich gowami 
bagnety w olniewajcym wietle lamp. Pomidzy lnicymi ostrzami bagnetw, twarz 
w twarz z sdziami swoimi, w potokach wiata uwydatniajcych kady rys i kad niemal 
zmarszczk ich twarzy, czterej podsdni stojc w nieruchomych i oczekujcych postawach 
odpowiadali na zwracane ku nim pytania przewodniczcego. 
Nazwiska ich? 
Cztery mskie gosy do wyranie, gono odpowiedziay z kolei: 
 Piotr Dziurdzia. 
 Stefan Dziurdzia. 
 Szymon Dziurdzia. 
 Klemens Dziurdzia. 
Stan ich? 
Chopi, rolnicy i posiadacze ziemi. Ostatni tylko ziemi wasnej jeszcze nie mia, ale by 
synem i dziedzicem pierwszego, Piotra Dziurdzi, ktry nie tylko e j posiada, ale przed laty 
kilku piastowa w swej wiosce wany w spoecznym yciu chopw urzd starosty. 
Teraz pytanie najciekawsze. 
Czy przyznaj si do popenienia zbrodni, o ktr obwinieni zostali? 
Znowu cztery gosy z kolei ciszej lub dononiej, lecz zawsze wyranie odpowiedziay: 
 Przyznaj si. 
Przyznaj si. Nie ma wic ju wtpliwoci, e popenili t zbrodni. Nie ndzarze, nie 
wczgi, nie czonkowie proletariatu yjcego w trujcej atmosferze palcych zawici i podstpnych 
upw, ale rolnicy, ktrym wiatry boe nios rzewo i zdrowie... posiadacze, ktrym 
ziemia wasna rodzi bujne kosy... pracownicy, ktrych uznojone czoa rwna si mog 
4 
w powadze i czystoci czoom uwieczonym wawrzynem. Co to znaczy? Czy urodzili si ju 
potworami? Czy kiedy jeszcze w kolebkach byli, geniusz zbrodni napoi ich swym oddechem? 
Czy nie mieli serca ani sumienia, ani w piersiach swych adnej z tych strun dobroci, 
litoci, prawoci, ktre z wiekowym mozoem ludzko wypracowaa w swym onie? Byli to 
moe szalecy, idioci, gupcy, ktrzy dobrego od zego odrni nie mogli? 
Rzecz dziwna! Daremnie kilkaset par ludzkich oczu zatapiao si w ich twarzach: zgodnoci 
pomidzy nimi a tym, co popenili, dostrzec nie byo podobna. Nie wygldali na tych, ktrzy 
ju na wiat ze sob przynieli zadatki zbrodniczych przeznacze, ani na szalecw, ani 
na idiotw. 
Pierwszy z nich, ten, ktry nazywa si Piotrem Dziurdzia, by wysokim, do szczupym i 
ju niemodym, ale jeszcze krzepkim i silnym czowiekiem. Wosy mia bardzo gste, ciemnopowe, 
siwizn przysypane i tak dugie, e spaday mu a na konierz wiziennej opoczy. 
W oprawie tych dugich, siwiejcych wosw i krtko ostrzyonego zarostu twarz jego, bladawa 
nieco, agodnoci i powag wyrazu swego pocigajce sprawiaa wraenie. Policzki 
jego, w wizieniu moe wychude, zakrelay prawidowy i agodny owal, usta pod powym 
wsem dray troch, na wskim czole ciemniao kilka gbokich zmarszczek, a siwe, zamylone 
oczy spod brwi wypukych i gstych wodziy dokoa powolnym, powanym i bardzo 
smutnym wejrzeniem. W chwili gdy stan w awie obwinionych, mona byo dostrzec zaledwie 
widzialny ruch rki, ktrym na piersiach swych skreli znak krzya, a gdy ju odpowiedzia 
na wszystkie zadane pytania, splecione rce zoy na porczy lawy i oczy wznis w 
gr. Wwczas w twarzy jego zjawio si co marzycielskiego, co, co zdradzao wewntrzn, 
pokorn, w gbinach duszy szeptan modlitw. Wkrtce jednak powieki przykryy mu rozmodlone 
renice, grzbiet przygi si, gowa na pier opada i tak ju ze splecionymi rkami, 
powany, agodny, bardzo smutny pozosta. 
Zupenie niepodobnym do Piotra by stryjeczny brat jego, Stefan. Wysoki take, ale barczysty 
i bardzo wyprostowany, brunet z czarnymi jak noc wosami i czarnym, bujnym wsem, 
byby on pysznym okazem silnego, ksztatnego i piknego chopa, gdyby nie szczeglne i 
uderzajce przedwczesne zestarzenie twarzy. Nie mia jeszcze lat czterdziestu, a cige i 
prawidowe rysy jego byy tak zorane, zmite, pomarszczone, e niepodobna by na nich znale 
najmniejszego gadkiego miejsca. Przy tym mogo si zdawa, e wielki jaki ogie 
opala twarz t tak dugo, a powlek j ciemn, prawie brzow cer. Widocznym te byo, 
e nie ndza fizyczna uczynia j tak, lecz e zmiy j i spaliy w ten sposb gwatowne 
namitnoci i srogie zgryzoty. Bya to twarz ponura i zrozpaczona, miaa i roztropna. Czarne 
oczy Stefana pospnie, lecz roztropnie i nawet bystro spoglday wprost przed siebie; w postawie 
i ruchach jego malowaa si energia, ktrej zbytek musia znajdowa sobie ujcie w 
nieposkromionej, gwatownej popdliwoci. 
Trzecim i zupenie rnym od tamtych typem chopskim by Szymon Dziurdzia. Niski, 
chudy, z wenistym, spltanym wosem, ktry mu czoo cakiem prawie zakrywa, z otwartymi 
nieco usty i nosem maym, bombiastym, u czoa wklsym, by to czowieczek niemody, 
brzydki, gapiowaty, bardzo widocznym naduyciem alkoholu ogupiony i prawie zezwierzcony. 
Pijackie oczy jego z bladobkitn renic pyway w chorobliwej wilgoci; czasem grubym 
i ciemnym palcem ociera sobie z z powiek i bezmylnym ruchem rozmazywa j po 
chudym i tym policzku. W ruchach, postawie i spojrzeniach jego malowao si przeraenie 
z rozaleniem poczone. Strwoony, rozalony, ogupiay, nie wiedzia, co pocz z rkami, 
ktre splata, to wzdu ciaa opuszcza, ust przy tym ani na chwil zupenie nie zamykajc. 
Najmodszym ze wszystkich, bardzo jeszcze modym, bo dwadziecia dwa lata zaledwie 
majcym, by Klemens, syn byego starosty, Piotra Dziurdzi. Urodziwy, jasnowosy ten parobek, 
z okrg, rumian twarz i bkitnymi jak niebo oczami, wydawa si makiem polnym, 
bujnie rd pola wyrosym, i tu w t cib ludzk, w t atmosfer przeniknit wiatem 
sztucznym i groz wacych si przeznacze gwatownie przesadzonym. Panujcym uczu
5 
ciem, ktre malowao si na modzieczej i jak zorza wieej jego twarzy  by wstyd. Kiedy 
po raz pierwszy zwrciy si ku niemu spojrzenia tumu, ognisty rumieniec buchn mu do 
policzkw i czoa. Zarumieni si znowu wymawiajc wyraz: Przyznaj si! i rumieni si 
potem za kadym razem, gdy w cigu rozpraw sdowych imi jego wymawiano. Czasem zamyla 
si i daleko, daleko kdy patrza. Wtedy do oczu jego nabiegay zy. Czasem znowu 
moda ciekawo przezwyciaa w nim wszelkie inne uczucia. Wtedy spod powiek niemiao, 
ale chciwie przypatrywa si wszystkiemu, co go otaczao, a o czym pod strzech swoj 
ani nawet ni kiedy. Boe mj! tak tu jasno, jak gdyby niebiosa otworzyy si i wszystkie 
swe blaski na ziemi wylay; tak tu ludno, jak gdyby zbiego si p wiata: takie tu pikne 
ubiory, jak gdyby odby si mia wielki jaki i wesoy festyn. A on tu co? zbrodniarz, ktrego 
sdzi maj. Jak osdz? Bg to jeden wie. Za tymi cianami wiatry boe wiej, ku jego wiosce 
rodzinnej lec, ku tej chacie lec, gdzie stara matka z zaamanymi rkami zostaa, ku temu 
polu lec, ktre on ora ju od lat paru, kiedy sonko wiecio jasno, zioa pachniay, serce bio 
rwno, cicho, wesoo, nie tak, jak teraz, gdy koace w piersi ze wstydu i trwogi, niby na pogrzebie 
bijcy dzwon... 
Wic to ci czterej ludzie popenili t zbrodni przeraajc i ponur jak sen zimowej, 
burzliwej nocy? Bya to te wtedy zimowa, burzliwa noc... Ale dlaczego? jakim sposobem? 
pod wpywem jakich pokus i poszeptw? 
Z zezna wiadczcych, z rozpraw sdowych, ze starannie wywoywanych pniej a pilnie 
suchanych gawd ludzkich, ze zwierze, ktre podsdni czynili przed swym obroc, od pocztku 
do koca swego odsonia si przed tymi, ktrzy j pozna zapragnli, historia nastpujca. 
6 
I 
W Suchej Dolinie zapanowa ruch umysw widoczny i stopnia wzburzenia dosigajcy. O 
co tak bardzo szo mieszkacom tej wioski, dugim szeregiem czterdziestu moe chat i ogrodw 
do malowniczo rozcignitej pord pl z lekka falujcych i zdobicych je osinowych i 
brzozowych gajw? Wikszo chat miaa pozr dostatni; byy wprawdzie pomidzy nimi 
niziuchne, ubouchne i nadprchniae, ale nie brakowao i takich, ktre wieciy biaymi kominami, 
sporymi oknami i porzdnymi ganeczkami opartymi na supkach i zaopatrzonymi w 
wskie aweczki do siedzenia. Te pola falujce i gajami zwieczone miay pozr yznoci i 
niezej uprawy, za nimi zielenio si troch k i dobrych pastwisk, w ogrodach gste konopie 
stay gotowe do zdjcia, okwite kartofle wyglday obiecujco, bujne gowy kapusty dojrzeway, 
gsto sadzone winiowe drzewa dawa musiay obfite plony owocw. Ndza wic zagldaa 
tu chyba kiedy niekiedy i tylko do najuboszych chat: najdostatniejsze wyglday tak, 
jak gdyby w nich nie tylko chleba, a nawet mleka i miodu, a moe i groszy nie brakowao. 
Jaki wic niepokj wstrzsn w ten pikny wieczr letni mieszkacami tej wioski? O czym 
gromada bab przed jednym z najdostatniej wygldajcych domostw zebrana gwarzya tak 
ywo, e a dokoa niej zebraa si gromada dzieci starszych i modszych? Dziewczynki od 
lat siedmiu do czternastu, w sinych spdniczkach i szarych koszulach, bose, z gowami ukrytymi 
w czerwonych chusteczkach, spod ktrych wymykay si kosmyki jasnopowych wosw, 
stany pod potem dugim szeregiem i spltszy na spdniczkach mae, ciemne jak ziemia 
rce, szeroko pootwieray oczy napenione wyrazem ciekawoci, a w ktrych bkitnych 
lub piwnych renicach zachodzce soce rozarzao ruchome iskry. Przypatryway si i przysuchiway 
babom, a baby gaday, gestykuloway, krzyczay. Chopcy lat rnych stali za babami, 
nie tak przecie nieruchomo jak dziewczta, ktre umieciy si pod potem. Bosi take, 
jasnowosi, w szare ptno odziani, wciskali si oni pomidzy matki i ciotki, podnosili ku 
twarzom kobiet twarze swe opalone, miae i wesoe, ktre wykrzywiali w sposb najrozmaitszy, 
swawolnie przedrzeniajc gadatliwo i zaarto babsk. Starsi targali kobiety za fartuchy 
i natarczywie wtrcali si do rozmowy; jeden z modszych, picioletni moe, w dugiej do 
stp koszuli, z wypukym brzuchem i opuchymi, tymi policzkami, trzyma wci palce w 
olinionych ustach i bezmylnymi bkitnymi renicami patrza nieruchomo w twarz swojej 
matki, a paczliwym, przecigym grosem od chwili do chwili woa: 
 Ta... ta! 
Na wskim dziedzicu chaty, pod ktr toczyy si baby i dzieci, panowa take gwar pewien, 
ale znacznie mniejszy, bo podnosia go gromadka mczyzn mniej i ciszej od niewiast 
mwicych. Jeden z nich u wrt stajenki przyklknwszy siekier rozszczepia kloc drzewa 
na drobne drewienka, a tak bardzo pogronym by w tej robocie, jak gdyby spenia jak 
uroczyst i arcywan czynno. Z pochylon gow i zgitymi plecami chop ten, niemody 
ju i szczupy, ale jeszcze silny i czerstwy, by to jeden z najzamoniejszych i najroztropniejszych 
gospodarzy Suchej Doliny, waciciel tej chaty, a zwa si Piotr Dziurdzia. Tu za nim 
stali dwaj synowie jego, modzi, lecz ju doroli parobcy, dalej stryjeczny brat Piotra, ale 
wcale do niepodobny, Stefan, w wymowie chopw Stepan, Dziurdzia, przypatrywa si jego 
robocie z ponurym wyrazem na przedwczenie zestarzaej, zmitej i jakby spalonej twarzy; 
dalej jeszcze sta take Dziurdzia, imieniem Szymon, mizernie i smutnie wygldajcy, a za 
kadym odetchnieniem wydajcy z siebie mocny zapach wdki. Wdka to zapewne zaprawia 
mu biaka oczw krwist barw, wysuszya i zacia policzki, ona te moe bya przyczyn, 
e mia podart koszul i stopy bose, gdy inni przyodziani byli w porzdne samodziaowe 
7 
kapoty i grube, ale dostatnie, a do kolan sigajce obuwie. Oprcz tych piciu Dziurdziw, 
byo tam jeszcze kilkunastu chopw starszych i modszych, wicej i mniej oywionych, ktrzy 
jednak wszyscy zdawali si by mocno zajtymi tym, co czyni Piotr Dziurdzia, spogldali 
na siebie z umiechami na ustach i wyrazem ywej ciekawoci w oczach, wzruszali czasem 
ramionami i rzucali pojedyncze sowa lub wykrzyki. A przed wrotami dziedzica baby 
gaday wci, krzyczay, gestykuloway; ta i owa z ferworu wielkiego a przysiadaa czasem 
ku ziemi albo rkami uderzaa o policzki i plecy ssiadek, ktre odwracajc si, spiesznie je 
odpychay i dalej swoje prawi zaczynay a do utraty tchu, a do podniesienia gosw ku 
najwyszym i najprzeraliwszym dwikom ludzkiej krtani. Takim to wanie gosem jedna z 
nich ku dziedzicowi chaty zwracajc si zawoaa: 
 Pietruk! hej, Pietruk! Skoczysz ty kiedy czy nie? A to soce zajdzie i psy, nie ludzie, 
po polach chodzi bd! 
 Pora i d   i (i), dalibg, pora!  chrem powtrzyo kilka piskliwych kobiecych gosw. 
Inne doday: 
 Czy wam nie wstyd, Pietruk, tak marudzi? Oj! m u  z  z y  a (mczyzna) niby to 
silny! A baba prdzej by tych trzasek naszczepia jak on... gospodarz wielki! 
Piotr Dziurdzia wykrzyknikw tych ku niemu zwrconych jakby nie sysza, ani gowy 
podnis, ani ustami poruszy. Rozszczepia wci i odszczepia polana na cienkie drewienka 
z tak powag i uroczystoci, i zdawa si mogo, e tu, tu przeegna si i robot sw 
przeegna, tak bya dla ona wan i niemal wit. Dwaj w pobliu niego stojcy chopi jednoczenie 
stryjecznego brata jego, Stepana Dziurdzi, zapytali: 
 Nie ma! no i ani troszeczk nie ma? 
Zmarszczony, zgryziony Stepan odpowiedzia: 
 Tak, jak nic nie ma! Kropelk z siebie puci i eby j zabi wicej ju nie da! Dziecku, 
jak rozkrzyczy si, nie ma czego w gb wla... 
 A-a-a-a-a!  gono i przecigle dziwili si pytajcy. 
 A wprzdy jak byo?  zapyta kto z boku. 
 Wprzdy  odpowiedzia chop  bywao i wicej jak garniec dadz... 
 Dwie? 
 A dwie. 
 To tak jak i u mnie!  zauway mizerny Szymon  jedna tylko, a bywao, z garniec da... 
Chopi trcili si okciami i wejrzeniami ukazali sobie wzajem ponur twarz Stepana. 
Przy tym ozwa si artobliwy gos jaki: 
 Oj, bieda tobie, Stepanie! To to tam teraz u ciebie pieko gorce... 
Inny z grubym miechem doda: 
 Ja wczoraj sysza, jak  a j a (ta) wrzeszczaa w swojej chacie jak o  z y  i o  a 
(optana)... 
 Kto?  zapyta kto z boku. 
 A Rozalka, Stepanowa onka... 
 Oj, za baba, to za... jak ogie...  doda jeden z rozmawiajcych. 
Stefan niej jeszcze pochyli gow i milcza. 
Zza wrt dolecia jeszcze znowu ten sam co wprzdy gos niewieci, tylko jeszcze piskliwszy 
i wicej rozgniewany ni wprzdy: 
 Pietruk! oj, Pietruk! skoczysz ty kiedy czy nie? 
Kilku spomidzy mczyzn zamiao si chrem. 
 Ot, jak Stepanowa onka h o  a  i , pilno jej wiedm apa! Hej, Pietruk,  h u  k o 
(prdko) i d z i! bo baba jak po swojemu rozgniewa si, to bieda bdzie... ju ty jej nie poradzisz... 
wybije!... 
8 
Piotr Dziurdzia siekier odda jednemu z synw, aby j do chaty zanis, a sam z klczek 
powsta, nie dlatego zapewne, aby przelk si gniewu Stepanowej onki, ale dlatego ze ju 
robot swoj ukoczy. Pod cian stajenki lea duy stos cienkich, suchych, do zapalenia 
wybornych drewienek. Pochyli si, uj ten stos w ramiona i wyszed z nim za bram chaty. 
Tu powita go chralny okrzyk bab i otoczy rj dzieci. Dziewczynki poodryway si od plota 
i podchodziy do z wolna, chopcy jak rebita, skakali dokoa niego wierzgajc i wrzeszczc. 
 Won! poszli!  krzykn Dziurdzia na dzieci, ktre te rozbiegy si na wsze strony, ale 
w pobliu stanwszy przypatryway si wci niesionemu przeze drzewu, jakby to by 
przedmiot po raz pierwszy w yciu przez nie widziany. Jedna z bab, ta, ktra wanie rej pomidzy 
wszystkimi innymi wioda, wysoka, chuda, niada, z czarnym paajcym okiem, Rozalka, 
Stepanowa ona, wyskakujc naprzd i rkami za biodra swe chwytajc, z niezmiernym 
zapaem do Piotra zawoaa: 
 A osinowe drzewo? 
 Nu, a jakie?  pogardliwie odrzuci powany chop. 
 Czy pewno osinowe? 
I zacza dalej prdko i z zawzitoci trzepa jzykiem: 
 Bo jeeli nie osinowe, to nic z tego nie bdzie... wiedma nie przyjdzie na inne drzewo, 
tylko na osinowe... P  y  i a h  i j, Pietruk, e osinowego drzewa narba, p  y  i a h  i j, 
 u - e zaraz palce na krzyz i p  y  i a h  i j, e osinowe... 
Tracc dech od szybkiego mwienia targaa rkaw i poy samodziaowej kapoty Piotra, a 
obu okciami odtrcaa od siebie towarzyszki, ktre chwytajc j za ramiona i koszul zapalczywo 
jej powciga prboway. Sprbowa uczyni to i Stepan. Ciemne oczy jego zaiskrzyy 
si: cinit pici uderzy on w plecy tak silnie, e zatoczya si o krokw kilka 
i byaby upada, gdyby nie pot, o ktry opara si rk. Wnet przecie szybka jak byskawica, 
zwinna jak wiewirka, przyskoczya do ma, wycia mu gony policzek i, w najmniejszym 
stopniu nie zajmujc si nim dalej, biega znowu za Piotrem drog mu zabiegajc i wci na 
rne tony powtarzajc: 
 A osinowe drzewo? Pewno osinowe?... P  y  i a h  i j, Pietruk, e osinowe... 
W gromadzie postpujcej za Piotrem wybuchny grube i piskliwe miechy. Stepan szed 
ze zwieszon gow, milczc jak grb. Do policzka, ktry od otrzymanego uderzenia nabieg 
krwist czerwonoci, ani si dotkn ale ciemna i gruba skra jego twarzy sfadowaa si w 
takie ju mnstwo zmarszczek, e niepodobna by wynale na niej najmniejszego gadkiego 
miejsca. Roziskrzone oczy wlepi w ziemi i przez zacinite zby wyrzuci krtkie, niewyrane 
przeklestwo. Wstydzi si moe i wrza cay. 
 W   y d  o!  rzeka gono niemoda i widocznie schorowana, ale jeszcze urodziwa 
ona Piotra Dziurdzi, najdostatniej ze wszystkich kobiet ubrana i najmniej krzyczca.  Ja z 
moim wiek przeyam, synw pohodowaam, e wyroli jak te dby, a nigdy pomidzy nami 
swarw i bitwy nie byo, dalibg nie byo. 
 W   y d  o!  powtrzyo kilka gosw, a jeden z chopw, na Stepana wskazujc, z 
umiechem doda: 
  a k i j z niego m u  y k? Babie przywodzi pozwala! ja by j... 
Nad tym gwarem sw i miechw wzbi si znowu gos Rozalki, ale tak ju tym razem 
ostry i rozpaczliwy, jakby jej n do garda przykadano: 
 A osinowe drzewo? pewno osinowe? p  y  i a h  i j, Pietruk, e osinowe... 
Stary, niski, chudy chop, ktrego zwano Jakubem Szyszk, wystpi z gromady, zbliy 
si do kobiety, ktr wtpliwo co do gatunku narbanego drzewa w rodzaj wciekoci 
wprawiaa, i z powag przemwi: 
9 
 Nie d u  y , Rozalka! Ja tam by i widzia, e drzewo jest osinowe... To i u mnie nieszczcie... 
i ja chc tej wiedmie przekltej w oczy zajrze... czy ja by zgodzi si, eby 
drzewo insze byo jak osinowe?... 
Rozalk sowa te jakby zimn wod oblay, umilka i cofnwszy si nieco od Piotra, 
spiesznym i nierwnym krokiem, zwykym istotom gwatownym i niespokojnym, na czele 
innych niewiast postpowaa. Zreszt, w miar trwania pochodu gromada malaa. Na dziedzicach 
chat, ktre mijano, porykiway krowy tylko co z pastwiska przygnane, drcym, 
jkliwym gosem odzyway si owce, nie wyprzone pugi i brony stay tak, jak je waciciele 
ich popiechem i ciekawoci zna pobudzani opucili. Tu i wdzie kto pozostay w 
chacie roznieci ognisko, a wijce si za maymi oknami zote jego blaski, na wieczerz zapraszajc, 
gd przypominay. Mczyni tedy i kobiety odczali si od gromady i za opotkami 
dziedzicw albo we wntrzach domostw znikali. Przedtem jednak zbijajc si na krtk 
chwil w mae gromadki, zamieniali si urywanymi a ca myl ich majcymi streci wyraeniami. 
 K a m e d i j a!  wzruszajc ramionami mwili jedni. 
 Niech  u j u k a m e d i j u licho porwie!  sierdzicie odpowiaday kobiety.  H e  o 
bieda jest, z h  y z o  a, u   a  a wielka, a nie k a m e d i j a... 
 Ciekawo! nu, ciekawo, kto h e  a wiedma? 
 Przyjdzie ona na ogie czy nie przyjdzie? 
Ostatnie to pytanie zawiso na ustach wszystkich; gosy rne, mskie, kobiece i dziecice, 
stare i mode, powtarzay je w chatach, oborach, stajenkach, na dziedzicach i u studzien, u 
ktrych dziewczta przy skrzypie urawi wod czerpay. 
 Przyjdzie ona na ogie czy nie przyjdzie? 
Najstarsi odpowiadali: 
 Czemu przyj nie ma! Za d z i d  w, p  a d z i d  w naszych przychodzia, to i teraz 
przyj musi... 
Tymczasem Piotr Dziurdzia szed wci naprzd krokiem powolnym i miarowym. Wychodzc 
z dziedzica swojej chaty woy by na swe gste, siwiejce, dugie wosy star 
czapk zniszczonym futrem baranim oszyt. W dugiej kapocie z ptna na czerwony kolor 
zafarbowanego, w wysokich butach, w tej czapce, ktrej strzpy zwisay mu nad gstymi 
brwiami, z grub wizi drzewa w ramionach, mia pozr kapana niby, gotujcego si do 
spenienia uroczystego i publiczne sprawy na celu majcego obrzdu. Wyraz twarzy jego 
cigej, krtkim zarostem otoczonej nie by wcale ponurym ani rozgniewanym, tylko gboko 
zamylonym, prawie uroczystym. Milcza jak grb, patrza wprost przed siebie siwymi 
oczami, w ktrych malowaa si pokora, jakby proba wewntrznie do kogo zanoszona. 
Mona by przypuci, e w gbi duszy swej odmawia on w tej chwili arliwe pacierze. Tu 
za nim szli dwaj jego synowie, roli, jasnowosi, z otwartymi i wesoymi twarzami parobcy; 
dalej, nisko chylc gow, cikim krokiem postpowa Stepan, obok ktrego wlk si w 
obdartym odzieniu swym i z pijack twarz Szymon Dziurdzia i bardzo powanie stpa stary, 
niski, siwy Jakub Szyszko. Z kobiet pozostay tylko ony trzech Dziurdziw i jaka hoa 
dziewczyna z weso min wci na modego Klemensa Dziurdzi zerkajca, i na niej koczy 
si ju ten pochd. Dzieci wszystkie, tak dziewczynki, jak chopcy, chciay bardzo przyczy 
si do orszaku, ale je odpdzono i jeden w tylko czteroletni chopczyna w koszuli, z 
wydtym brzuchem i nabrzmiaymi policzkami odpdzi si nie da. W kilka krokw za idcymi 
prdko, prdko swymi maymi, bosymi stopkami drepta on po czarnych nierwnociach 
i bruzdach wiejskiej ulicy i od czasu do czasu paczliwie, przecigle woa: 
 Ta... to! 
Ludzie jednak skadajcy pochd na to dziecice woanie adnej nie zwracali uwagi. Tu i 
wdzie gobie zryway si z dachw i ze sodkim gruchaniem ulatyway w powietrze na srebrzystych 
albo rowych skrzydach; pyszne, jaskrawo opierzone koguty, sposzone ttentem 
10 
licznych krokw, ciko podlatyway z ziemi i siaday na potach; przez wrota pootwierane 
wybiegay te, czarne i pstre kundle, a poznawszy swoich ciekawie tylko lub obojtnie na 
przechodzcych spoglday. Tam, het, za wiosk, polami i gajami, soce ju wnet zaj 
miao, bo ostatnie jego wiata rzucay na ciany chat i twarze ludzkie nietrwae, rowe uny. 
Rubinowe zaognione przed chwil szyby okien blady i gasy, natomiast coraz czciej zoci 
je blask roznieconych ognisk. Dymy nad kominami, wprzd rumiane i srebrne, szarzay; ryk 
byda, beczenie owiec, stuki otwieranych i zamykanych wrt cichy i milky. 
Za wiosk, polami i gajami ciemne, gste chmury pkolem objy zachodni skraj nieba; 
soce przejmowao jeszcze ich gbie fioletem i purpur, ale byo ju niewidzialnym. W pobliu 
ostatnich, lecz jaskrawych blaskw jego blade i prawie liliowe, ciemniejsze potem i w 
rodku swym a prawie szafirowe sklepienie wznosio si nad ziemi, bardzo powoli okrywan 
zmrokiem tak przezroczystym, e odbijay si w nim wyranie te barwy ciernisk i 
widncych k, szara zielono gajw i piaszczysta biao drg przerzynajcych pola. Mniej 
ni o wiorst od ostatnich domostw wioski cztery drogi rozbiegay si z jednego punktu w 
kierunki rne. Jedna z nich prowadzia do wioski, druga falujc wraz z falujcym gruntem 
przepadaa kdy w niedocignionej dla oka oddali, trzecia, prosta i gadka, kocem dugiej 
swej tamy znikaa w gbiach najbliszego gaju; czwarta, najkrtsza, tu i wdzie wierzbami i 
dzikimi bzami osadzona, koczya si u potu otaczajcego chat w pewnej odlegoci od 
wioski zbudowan, samotn, ocienion kilku starymi drzewami. W pobliu tej chaty wida 
byo budow niewielk, nisk, bez okien, w ktrej od razu kady wiadomy spraw wiejskich 
rozpoznaby kuni. Byy to wic drogi rozstajne. W miejscu, z ktrego rozchodziy si one w 
rne strony wiata, z gstego szlaku zielonoci otaczajcego pole wystrzeliwa stary, wysoki 
krzy. Naprzeciw krzya, rozdzielony z nim wskim szlakiem drogi, lea ogromny, siwym 
mchem obrosy kamie. O par krokw od kamienia Piotr Dziurdzia stan i ciar swj z 
ramion na ziemi zrzuci, po czym wyprostowa si, gono odetchn, w niebo spojrza i z 
kieszeni kapoty hubk wydobywszy, w milczeniu ogie krzesa zacz. Gbokie milczenie 
zapanowao te pomidzy towarzyszcymi mu ludmi. Zbili si oni wszyscy w cinit gromadk, 
wzrok w rce jego wlepili i zdawali si oddech w piersi wstrzymywa. Widocznie 
zapominali o wszystkim, co nie byo t szczegln czynnoci, dla ktrej tu przybyli. Stefanowa 
silnie zacisna swe wskie usta, ona Piotra i jeden z jego synw, przeciwnie, rozwarli 
je tak szeroko, e mae jakie ptasz wygodnie wlecie by w nie mogo; Jakub Szyszko wyprostowa 
si i tak uroczyst przybra postaw, e wydawa si daleko wyszym ni zazwyczaj; 
wnuczka jego, hoa ta dziewczyna, ktra w czasie pochodu wci na Klemensa Dziurdzi 
zerkaa, teraz ze zmieszaniem ciekawoci i przeraenia na twarzy ukrya si za plecy adnego 
parobka, przygarna si caa do niego i brod sw na ramieniu mu pooya. adny parobek, 
najmniej spomidzy wszystkich obecnych zajty odbywajcym si aktem, wybornie spostrzeg 
to zblienie si do dziewczyny, umiechn si nieznacznie, wp z przyjemnoci, 
wp z urganiem. Zdawao si, e i hoej France, i temu, co si przed oczami jego dziao i 
dzia miao, troch urga. Wtem Piotr Dziurdzia pochyli si ku ziemi i cz przyniesionych 
przeze suchych drewienek buchna ogniem. Cztery kobiety jednogonie i na cae gardo 
wrzasny: 
 O Jezu! 
Dlaczego ogie tak bardzo przelk je czy wzruszy? Wszak z blaskiem i gorcem jego 
oswajay si one od pierwszego dnia istnie swoich i od rana do wieczora kadego dnia! Tym 
razem przecie wyglday tak, jak gdyby nigdy w yciu swym ognia nie widziay. Wszystkie 
cztery wrzasny zrazu: O Jezu!, a potem Stefanowa zawioda dalej jeszcze: 
 O Jezu mj, Jezu najmiosierniejszy! 
Piotrowa wzdychaa gono i raz po raz, Szymonowa gow w obie strony koysaa i take 
wzdychaa. Franka za w obie garcie pochwyciwszy rami Klemensa tak mocno je cisna, 
e parobek okciem rzuci i wzgardliwie j oburkn: 
11 
 O   z e p i ! Czego do mnie przykleia si... jak ten kleszcz! 
Kleszczem nazwana dziewka nie odczepia si jednak i przyklejajc si do plecw parobka 
jeszcze mocniej w samo ucho pgosem mu jczaa; 
 Oj, Klemens, Klemens, Klemens! oj, oj, Klemens! 
Mczyni milczeli, wkrtce te umilky i kobiety, znowu usta pozaciskay lub szeroko 
pootwieray i oddechy w piersi powstrzymujc czekay. Czekali wszyscy... na co? Na skutek 
ognia, ktry t strug obejmujc osinowe drzewo pali si zrazu nisko przy ziemi, potem 
pomienistymi jzyki strzela zacz coraz wyej. 
Na polach pusto byo i cicho. Stojca na zachodzie chmura zagasa cakiem i tylko jeszcze 
wypywajca zza niej blada, zota una rozwiecaa widnokrg. Kdy za wzgrzem zaturkotay 
koa wozu i w dali umilky; od wioski dochodziy poszczekiwania psw i guchy szmer 
ludzkiego mrowia; na adnej z drg, w cztery strony rozchodzcych si od krzya, ywego 
ducha wida nie byo, tylko u koca jednej z nich drzwi kuni rozpaliy si czerwono i ozwao 
si kilka uderze mota, ktre w najbliszym gaju echo powtrzyo gono i przecigle. Ale 
potem przez dugie kilka minut nie odezwa si ju i mot kowalski; w niskich wierzbach za 
to, rosncych przy drodze, ktra do kuni wioda, par razy paczliwie zaskomli lelak. W 
gromadzie ludzkiej toczcej si u ognia, przy omszaym kamieniu i naprzeciw krzya roznieconego, 
mski, wiey gos gono i wyranie wymwi: 
 Albo to prawda? 
Wszyscy, nawet powany i skupiony w sobie Piotr Dziurdzia, obejrzeli si na mwicego. 
By nim wysoki, adny Klemens. 
 Co takiego? co takiego? co ty gadasz?  zaterkotaa Stefanowa. 
 Albo to prawda, e wiedma na ogie przyjdzie?  z nogi na nog przestpujc powtrzy 
parobek. 
Tym razem wszystkie kobiety pootwieray szeroko usta, a Franka pgosem znowu zajczaa: 
 Oj, Klemens! Klemens! 
Ale siwy, chudy, niski Jakub Szyszko uroczystym gosem rzek: 
 Za d z i d  w, p  a d z i d  w naszych przychodzia, to czemuby i teraz nie miaa 
przyj? 
 A-le!  powtrzy chr gosw. 
Klemens znowu z nogi na nog przestpi i mniej troch miao ni przedtem zauway: 
 Moe jej ze wszystkim na wiecie nie ma? 
 Kogo?  wrzasna Stefanowa. 
 A wiedmy...  wahajcym si ju gosem odpowiedzia parobek. 
O! tym razem przeciw tak zupenie ju kracowym wtpliwociom wybuchna burza. Stefanowa 
porwaa si obu rkami za biodra i do Klemensa przyskoczya. 
 Wiedmy nie ma?  krzykna  a dlaczeg mleko u krw przepado? ha? dlaczego 
przepado? Czy to ja g, e przepado? Jeeli ja g, to spytajcie si rodzonej matki czy nie 
przepado?... I u Szymona spytajcie si, i u Jakuba, i u wszystkich... Oj! biedna gweczka 
moja! Mleka u krw kropeleczki nie ma... dziecku w gb wla czego nie ma... a on mwi, e 
wiedmy nie ma... Oj, dolo moja nieszczliwa! oj, paskudniku ty, niedowiarku, h a  a  y k 
u taki, e niech Pan Bg broni... 
W ten potok sw i krzykw niewiecich Klemens wla zdoa jeszcze sw kilka, wicej, 
zda si, dla drwiny i na przekr babie ni z przekonania wymwionych. 
 Wiadomo! susza taka, e niech Pan Bg broni, pasza kiepska, to i mleko przepado... 
Ale tym razem zwrci si ku synowi sam celebrujcy w tym uroczystym akcie Piotr 
Dziurdzia i agodnie, ale z wielk powag mwi zacz: 
 H o d z i, Klemens, kiedynasze d z i d y, p  a d z i d y w h e  o wierzyli, musi h e  o 
12 
p  a u d a. Nie b  e  z y (szczekaj) darmo i czekaj. Moe cud boski okae si nam niegodnym, 
a  a ja,co nam  a k u j u k ry u d u zrobia,przyjdzie na ogie zapalonyztego osinowego 
drzewa, na ktrym powiesi si Judasz, psia jego dusza, co w ydowskie rce wyda 
Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen. 
Przemwieniu temu odpowiedziao kilka gonych westchnie, nad ktrymi wzbi si jkliwy, 
donony, zapalczywy gos Stefanowej: 
 A osinowe drzewo? pewno osinowe? 
Ale Jakub Szyszko uciszy niespokojn kobiet porywczym gestem i znowu w gromadce i 
dokoa niej zapanowaa cisza. W niskich wierzbach przy drodze zaka lelak, o kilka krokw 
za stojcymi nad ogniem ludmi dziecicy, saby, zmczony gos zapaka: 
 Ta... to! 
Nikt na ten biedny, may gos nie zwrci uwagi oprcz ponurego Stefana, ktry obejrza 
si, kilka krokw postpi i z guchym, swarliwym sarkaniem podnis z ziemi malca w koszuli, 
z wydtym brzuchem, nabrzmiaymi policzkami, palcem pogronym w ustach i bkitnymi 
oczami penymi ez. By to syn jego i Rozalki, jedyny. Ze swarliwym sarkaniem Stefan 
podnis go z ziemi, ale wnet cile ramionami otoczy, do piersi przycisn i bose stopy jego, 
mokre od wieczornej rosy, po kapoty swojej osoni. Dziecko blade i obrzke gow na 
ramiona ojca pochylio i wnet oczy przymkno. O! widocznie potrzebowao ono, niezmiernie 
potrzebowao tego dobrego, sodkiego mleka, ktre krowom jego rodzicw odebraa zoliwa 
wiedma! 
Cicho i cicho! Na polu i drogach wci ani ducha ywego. W kuni znowu odzywa si 
stuk mota; echo powtarza go w najbliszych gaju, w ciszy powietrza ogie pali si z wolna, 
lecz coraz wyej. Piotr rzuci we jeszcze spor wi drzewa (Stefanowa ma okropn ochot 
zawoa znowu: Czy osinowe drzewo? czy pewno osinowe?, lecz lka si troch Piotra i 
starego Szyszki, wic milczy i tylko niecierpliwie obu rkami fartuch swj targa), pomie 
buchn wysoko, a blaski jego pady na stojcy naprzeciw krzy i mnstwem zotych wy 
wiy si po nim coraz wyej a ku rozpitym jego ramionom... Ujrzawszy krzy nagle w zocie 
stojcy wszyscy obecni bez wyjtku pochylili gowy i przeegnali si powoli, nabonie... 
W teje chwili za paru wzgrzami, na drodze, ktra falujc po wzgrzach przepadaa w 
dalekich przestworzach, dao si sysze dalekie jeszcze, ale rozgone piewanie. Po uciszonych 
przestrzeniach, po pustych polach, po drzemicym wiecie piewanie to pyno melodyjnie 
i szeroko, na nut agodn i tskn. piewajcy gos kobiecym by, silnym, czystym, 
rozlegym, wyranie rzucajcym w przestrze miosne sowa pieni: 
 Czerez reczeku, czerez bystruju 
Podaj ruczeku, podaj miuju; 
Czerez baoto, czerez rdeko 
Chodzi do mienie, moje serdeko. 
Na twarzach gromadki stojcej przed ogniem i naprzeciw ozoconego krzya odmaloway 
si zmieszane uczucia zadowolenia, przeraenia, nade wszystko za ciekawoci. Sam nawet 
niedowiarek Klemens szeroko oczy roztworzy i rk podnosi, aby przeegna si po raz 
wtry, ale ze wzruszenia zawisa mu ona w powietrzu. 
 Idzie! u  e idzie!  szepny kobiety. 
Franka ze strachu przed wiedm na ziemi przysiada, z caej siy przy tym trzymajc si 
obu rkami kapoty Klemensa. 
Niewidzialna piewaczka, zbliajc si coraz, piewaa dalej: 
 Hdzie ty, dzieuczyno, mylami budzisz? 
Skay ty praudu, kaho ty lubisz? 
13 
Oj, znaju, znaju, kaho kachaju, 
Tolko nie znaju, z kim sia zwieczaju! 
Tym razem trzy Dziurdziowe jednomylnie na siebie spojrzay. 
 Kowalicha (kowalowa) czy co?  szepna ona Piotra. 
 Ale!  odszepna ona Szymowa  nikt h e  a k nie  p i e w a j e, tylko ona! 
Stefanow od gowy do stp wstrzsno namitne drgnienie; przeciw zwyczajowi swemu 
nie rzeka nic, tylko prdko, z urgliwym wyrazem w oczach, ktre jak ule zapony, obejrzaa 
si na ma. Dziwna rzecz! Stefan tak szyj wypry i tak cakiem poda si naprzd, 
jakby chcia poprzez wzgrze przejrze i zobaczy t, ktrej gos tylko uszu jego dolatywa. 
Przy czym od wyprenia muskuw wygadzia si cakiem ciemna skra jego twarzy i tylko 
czoo zmarszczone, zmite rzucao na ni wyraz cierpienia. 
Na szczycie maego wzgrza ukazaa si i szybko zstpowa ze zacza posta kobieca, 
ktrej rysw jeszcze rozpozna nie byo mona. Szybko idc dalej pie sw piewaa: 
 Oj, pojdu, pojdu w las i lasoczki, 
Hdzie rozwietaju drobne listoczki, 
Tam ja chadzia i hawarya, 
Sudzi mnie, Boe... 
Nagle gos piewajcej urwa si i zamilk. Znalaza si ona o kilka krokw od roznieconego 
ognia i jak w ziemi wryta stana. Teraz przy ostatnich wiatach dnia i mieszajcych si z 
nimi blaskach pomienia posta i twarz jej uwypukliy si z wyrazistoci rzeby. Mod jeszcze 
bya, wysok, siln i ksztatn. Spod wysoko podniesionej sinej spdnicy wida byo silne 
i nagie jej nogi bosymi stopami tonce w gstej trawie. Oprcz sinej spdnicy miaa na sobie 
tylko grub koszul, wielki pasiasty fartuch dwoma rogami mocno do pasa przytwierdzony i 
napeniony takim mnstwem kwitncych zi, e wyleway si ze one na jej spdnic i czepiajc 
si wzajem a ku ziemi spyway. Byy to liliowe czbry i brunelki, koniczyny rowe i 
biae, gwiadziste rumianki, bkitne cykorie polne. Oprcz tego w obu ramionach niosa ona 
ogromny snop rolin o dugich, twardych odygach, tej dziewanny i nienego tysicznika, 
a by to snop tak wielki, e ca pier i cz twarzy jej okrywa i e nad nim wida byo tylko 
gow jej wposonion czerwonaw chustk, spod ktrej ze stron wszystkich na grub koszul, 
ogorza szyj i wskie, gadkie czoo wymykay si gste, krtkie pasma wosw 
ciemnych, spltanych i bez poysku. Wposonita kwiatami i wosami twarz jej wydawaa 
si grub i pospolit, ogorzaa, rumiana, z winiowymi usty, wypukymi policzkami i wesoo 
zadartym nosem, janiaa ona tylko dwojgiem oczu wielkich i podunych, ktre szar, byszczc, 
wymown renic zdaway si mwi, mia si, pieci i piewa... Tak z nagimi nogami 
zarowionymi odblaskiem ognia, z mnstwem kwiatw wylewajcych si z fartucha i 
osaniajcych piersi, z rozrzuconymi wosy i byszczcym, miaym, miejcym si spojrzeniem 
stana ona tu pod krzyem, ktry teraz sta cay w pomiennym blasku. Pierwszy 
dwik, ktry z ust jej wyszed, brzmia gapiowatym troch zadziwieniem: 
 Aaaa!  rzeka  co wy tu takiego robicie, ludzie? 
Ale wnet, jakby przypomniawszy sobie rzecz dobrze znan, tonem zapytania dodaa: 
 Wiedm na ogie apiecie? czy co? 
A potem skina gow i z zupen ju wiadomoci dokoczya: 
 Aha! mleko u krw przepado. 
I koyszc gow w obie strony, przecigle, zadziwia si znowu: 
 Aaaa! umum! dziwy to, dziwy! 
W gromadce panowao milczenie grobowe. Zdawa si mogo, e dusze wszystkich tych 
ludzi zlay si w tej chwili w jedn dusz, ktra ca si swego mylenia, czucia, wzroku i 
14 
suchu niby ostre do w t kobiet utopia. Wszyscy powycigali ku niej szyje i oczy w ni 
wlepili. W kilku parach tych oczu nic jeszcze innego nie byo, tylko zdziwienie i troch 
obrzydzenia. Lecz wzrok Stefanowej rozpalony i peen zjadliwych umiechw szybko przenosi 
si z twarzy kobiety stojcej pod rozpomienionym krzyem na twarz ma, ktra 
szczeglny przybraa wyraz; mtny umiech wewntrznego niby lubowania si rozla si po 
niej caej i star z niej cakiem zwyk ponuro zastpujc j gupowato wygldajcym, lecz 
na wskro przenikajcym go zachwyceniem. Patrza tak, jak gdyby na co czy na kogo dosy 
napatrze si nie mg. Kobieta z zioami tymczasem zapytaa znowu. 
 C? Czy ju przechodzia? 
Nikt nie odpowiedzia. W byszczcych i miejcych si jej renicach mign niepokj. 
 C?  powtrzya  widzieli ju wiedm? przechodzia? 
Tym razem z gromadki ozwa si agodnie brzmicy, ale bardzo powany gos Piotra 
Dziurdzi: 
 A b o  i e w i e d a j e  i e, e ktra pierwsza przejdzie koo ognia, ta jest wiedm. 
 Nu  tonem gbokiego przekonania odpara kobieta  eby ja tego nie wiedziaa, wiem! 
To i ktra pierwsza przesza? 
Dwa powane gosy mskie, z ktrych jeden nalea do Piotra Dziurdzi, a drugi do Jakuba 
Szyszki, odpowiedziay: 
 Ty. 
A w mgnieniu oka potem, niby raca z trzaskiem wybuchajc w powietrze, wybuchn jeden 
niewieci gos wszystkimi tonami namitnoci doprowadzonej do furii i alu jakiego 
graniczcego z rozpacz, powtarzajcy w nieskoczono ten jeden wyraz: 
 Ty, ty, ty, ty! 
Nic nad ten jeden wyraz Stefanowa wymwi nie moga, bo trzsa si od stp do gowy, a 
z paajcych jej oczu toczyy si na niade i chude policzki strumienie ez. miaa si, draa, 
pakaa i tupic nogami, wygraajc piciami, krzyczaa: 
 Ty, ty, ty, ty! 
 Ja?  wymwia kobieta stojca ,pod rozpomienionym krzyem i opucia ramiona tak, 
e te dziewanny i biae krwawniki rozsypay si po trawie i okryy jej bose stopy. 
 Ja!  powtrzya i zaamaa na spdnicy ciemne, spracowane rce. Winiowe jej wargi 
rozwary si szeroko, w oczach migno uczucie zgrozy. Trwao to jednak krciutk chwil i 
wnet po rumianych, pulchnych jej policzkach, po czole wskim i ustach rozwartych drga 
poczo mnstwo figlarnych, wesoych umiechw, a zwyciywszy zdumienie i przeraenie, 
miech dwiczny i zanoszcy si wybuchn z jej piersi. Jak przedtem pie, tak teraz 
miech jej rozlega si po drodze i polu szeroko, dwicznie, rozgonie. Czu w nim byo 
dusz yw i wie, co na ksztat naiwnoci dziecka i niezmconej wesooci ptaka. 
 Ja! ja!  woaa wrd miechu  ja pierwsza na ogie przysza! Ja mleko krowom odebraa! 
ja wiedma! oj, ludzie, ludzie, co wy wymylili! czy wy z d u  e l i! (zgupieli), czy 
wam pomieszao si w gowach! 
I miaa si wci tak, e a domi boki sobie przycisna i przeginaa na wszystkie strony 
sw siln i ksztatn kibi. A gdy ju tak wymiaa si, e a obu piciami oczy z ez ociera 
musiaa, z drgajc jeszcze reszt miechu piersi, gono spluna. 
 Pfu!  zawoaa  tak b  z y d k  rzecz na chrzecijask dusz powiedzie! Czy wam 
nie wstyd? 
Schylona zbieraa przez chwil z ziemi upuszczone z rk zioa i kwiaty. Potem wyprostowaa 
si i tu koo gromadki przechodzc rzeka jeszcze: 
 Stjcie tu i czekajcie wiedmy, bo jak Bg jest w niebie, ona nie ukazaa si jeszcze. 
Mnie pilno do mego i do dzieci. Bywajcie zdrowi! 
Skina gow ku obecnym tak wesoo i uprzejmie, jakby o tym, co j od nich spotkao, 
cakiem ju zapomniaa, wawym krokiem posza drog wiodc ku samotnej chacie i czer
15 
wono byszczcej obok niej kuni. Idc, zaraz w pocztku drogi na skoczn, hulaszcz nut 
piewa zacza najweselsz z pieni wiejskich: 
Hili, hili, szare husi, 
Szare husi na reku, 
O, jak zwiau biae ruczki, 
Nie rozwiau do wieku!... 
Ludzie pozostali u ognia stali z pochylonymi gowami w milczeniu, ktre pierwszy przerwa 
Piotr Dziurdzia: 
 Ot i okaza nam Pan Bg wszechmogcy krzywdzicielk nasz... 
ony Piotra i Szymona gono westchny, a Stefanowa poskoczya i przed mem trzymajcym 
w objciu dziecko stana. Obu rkami trzymajc si za biodra, naprzd pochylona, 
z wlepionymi we oczami, przez zacinite zby wymwia: 
 Wiedma kowalicha! wiedma mia twoja! Wiedma twoje serdeko najmilsze! 
Zdawao si, e trzy te wykrzykniki niby trzy policzki w twarz mu rzucaa. On gow sw 
ku gowie upionego dziecka pochyli i wyglda zgryzionym, ponurym, lecz ani mniej, ani 
wicej ni zwykle. ony jakby nie widzia i popdliwych, gwidcych sw jej jakby nie 
sysza. Sam do siebie z cicha mrukn: 
 To ja ju dawno wiedzia, e ona jest wiedm! 
Hoa Franka opucia plecy i rami adnego parobka i zwrcona w stron, w ktr posza 
kowalowa, z palcem do ust przyoonym, gboko nad czym rozmylaa. Ogie nie podsycany 
przygas i blaski jego spezy ju z krzya, ktry wznosi si teraz na tle zmroku wysoki, 
czarny, niemy. Ludzie, ktrzy niby motyla na wiec zapali wiedm na ogie rozniecony z 
osinowego drzewa, mogli ju i do domw swych odej, nie odchodzili jednak, dumali i suchali, 
jak przy drodze wiodcej do kuni, w wierzbach i dzikich bzach coraz czciej jczay i 
kay lelaki. Para gonicych si nietoperzy krtym lotem przemkna nad drog i na ciernisko 
upada. Na drodze wiodcej do kuni rozleg si jeszcze rozgony i czysty gos kobiecy wypiewujcy 
drug strof skocznej pieni: 
Hili, hili, szare husi, 
Szare husi na piesok, 
Pacieraa lata mode, 
I swj tonki haasok. 
piewowi temu zdaway si wtrowa coraz czstsze uderzenia kowalskiego mota, a 
przez drzwi kuni ulatywa zaczy w mroczn przestrze coraz gstsze roje czerwonych 
iskier. piewajca kobieta przypieszaa kroku, a gdy niewielka przestrze dzielia j od samotnej 
chaty, z napenionego jaskrawym wiatem wntrza kuni ozwa si mski, basowy 
gos, ktry przy nieustajcym stukaniu mota poczy si z gosem niewiecim i dononie, 
wesoo zawtrowa trzeciej strofie pieni: 
Hili, hili, szare husi, 
Szare husi na Dunaj, 
Nie chaciea idci za mu, 
Ciepier siedzi i dumaj! 
16 
II 
Oj, dawno ju, dawno mieszkacy Suchej Doliny podejrzewali Pietrusi, wnuczk lepej 
Akseny, e posiadaa ona wiadomoci i moce takie, jakich posiada nie mona bez niejakich 
stosunkw z nieczyst si. Byy to wprawdzie podejrzenia niejasne i przez nikogo gono nie 
wyraane, ale pochodzio to tylko std, e wrd niezliczonych trudw i trosk powszedniego 
ywota nie zajmowano si nimi bardzo, i std jeszcze, e nikt nie posiada jasnych dowodw, 
aby Pietrusia uczynia komukolwiek cokolwiek zego. Niemniej podejrzenia te, w stanie 
zwizkowym wprawdzie i guchym, istniay. A jakeby mogy nie istnie, skoro pewne okolicznoci 
ycia Pietrusi, jako te pewne jej postpki i cechy charakteru wyjtkowymi byy, to 
jest niezupenie takimi, jak wszystkich innych mieszkanek Suchej Doliny. Te wszystkie inne, 
na przykad, rodziy si w tej wiosce przed oczami ludzi, tak e ludzie pamitali ich chrzciny i 
dziecice lata; nastpnie, po wyjciu za m, yy one w chatach nie samotnie rd pola stojcych, 
ale rzdem przy sobie zbudowanych, tak e w jednej wybornie wida i sycha byo 
wszystkie sprawy i sprawki drugiej, a ycie ich upywao rnie, swarliwie lub zgodnie, pracowicie 
lub leniwo, dostatnio lub ubogo, jak tam ju ktrej natura bya i Pan Bg da, ale tak 
jak Pietrusia, onka Michaa kowala, nie wychodzia za m i nie ya adna. adna te nie 
wiedziaa tyle dziwnych rzeczy, co ona. Skd ona je wiedzie moga? Chyba od lepej babki 
swojej, Akseny, ktra przed wielu laty przywdrowaa tu skdsi z malutk wnuczk i wtedy, 
jeszcze lep nie bdc, prosia u ludzi o prac jak o ask, a otrzymawszy j, czyli penic 
rne suby, to u najdostatniejszych gospodarzy Suchej Doliny, to w pobliskich dworach, 
Pietrusi swoj na doros dziewk wyhodowaa. Zdawao si, e na to tylko czekaa, aby 
olepn, a gdy to si ju stao, nie krzyczaa, nie lamentowaa, tylko wgramoliwszy si 
omackiem na piec kdziel i wrzeciono w rce wzia i do wnuczki rzeka: 
 Teraz ty dua i, chwali Boga, silna. Moesz pracowa i mnie ywi do koca ycia me-
go, tak jak ja ciebie ywia od malekoci, kiedy ci ojciec i matka jednego roku zmarli. Na 
przyodziewek sama sobie zarobi. Prz i na pami potrafi. 
Sucha to ju wtedy i bardzo stara bya babina, z twarz, ktra wygldaa tak, jakby j kto z 
tej koci wyrzebi, i z oczami zaszymi jak bia polew. Nos miaa dugi i spiczasty, 
wargi tak wysche i te, e ich prawie wida nie byo, czoo w tysic drobnych zmarszczek 
sfadowane. Przyodziewek jej by tak may, e mona byo uwierzy, e zarobi na sobie, na 
pami przdzc. Samodziaowa sina spdnica, fartuch, koszula gruba i czepek z czarnej bawenicy 
tak cile i gadko oblepiajcy gow, e troch tylko biaych jak mleko wosw wydobywajc 
si spod niego otaczao jej czoo. Jakby na dowd, e to, co mwia, prawd byo, 
na piecu siedzc jedn rk do kdzieli podniosa, a drug z wrzecionem przed siebie wycigna 
i prz zacza. Nie widziaa nic a nic, ani nawet dnia od nocy rozrni nie moga, 
jednak spod palcw jej wywijaa si nitka duga, a tak rwna i cienka, e i z najlepszymi 
oczami wyprz by tak nieatwo. Od chwili do chwili palce linia i ni dug, rwn, cienk 
snua; w tej i jakby z koci wyrzebionej jej rce wrzeciono krcio si, furczao; wysche 
jej wargi zarysoway zaledwie widzialny umiech, a biakiem powleczone oczy zdaway 
si patrze w twarz wnuczki i mwi: 
 A co? widzisz? ja, cho lepa, do niczego jeszcze nie jestem. Tylko straw mi daj, a na 
przyodziewek sama zarobi. 
Pietrusia, siedemnastoletnia podwczas dziewka, zdrowa i rumiana, cho jeszcze jak moda 
topola cienka i wysmuka, siedziaa na brzeku pieca i oczy majc pene ez ju-ju wybuchn 
miaa wielkim nad kalectwem babki paczem i lamentem; jednak widzc, e babka 
nie pacze, lecz, owszem, umiecha si troch i wrzecionem furka a furka, pochylia si, kolana 
i stopy jej ucaowaa i rzeka tylko: 
17 
 D o b  e, babulo, ywi ja ciebie bd i pilnowa jak oka w gowie, tak jak ty mnie ywia 
i pilnowaa od malekoci, kiedy mi ojciec i matka jednego roku pomarli. Tak mnie Boe 
dopom, e bd. 
Przy ostatnich wyrazach uderzya si pici w piersi i zapakaa troch, ale niedugo, bo i 
sama paksiw nie bya, i babka po gowie j pogaskawszy zaraz rzeka: 
 Nu,  i e p i e  (teraz) do roboty i d z i. Nie ma czasu bzdurzy. Piotrowa dzi  i e d u 
 a (saba), krw sama nie podoi i wi nie nakarmi. Id krowy doi i winie karmi. 
Posza i niby wawy duch skrztnoci uwijaa si po zagrodzie. Bya to zagroda Piotra 
Dziurdzi, ktrego onka chorowaa wtedy albo niedomagaa przez lat kilka, a e crki w do-
mu nie byo i synowie, pacholtami zaledwie bdcy, eni si jeszcze nie mogli, wic gospodarstwem 
kobiecym za straw i przyodziewek trudnia si Aksena wprzdy, teraz trudni 
si zacza Pietrusia. Piotr by gospodarzem dostatnim i mogcym pozwoli sobie na ten 
zbytek, aby chor on jego suga zastpowaa. Byo to zreszt koniecznoci, na ktrej wychodzi 
nienajgorzej. Jak wprzdy Aksena tak teraz Pietrusia robia wszystko, co naleao, z 
gorliwoci kobiet, ktre nic a nic na caej ziemi boej nie posiadajc, ludziom, ktrzy co 
posiadaj, z caych si zasugiwa si musz; zasugiway si te one, jak tylko mogy. Chata 
Piotra pen bya nie tylko pracy niewieciej, oszczdzajcej i przysparzajcej dobra wszelkiego, 
ale i czego innego jeszcze, co, nie bdc do ycia niezbdnym, uprzyjemnia je przecie 
i rozwesela. Dwie te kobiety, z ktrych jedna bardzo star i lep, druga modziutk, 
waw i wysmuk bya, napeniay mu chat bajkami i pieniami. Aksena umiaa mnstwo 
bajek, a Pietrusia mnstwo pieni. Byy tam bajki i pieni tutejszej okolicy waciwe i te, ktre 
Aksena przyniosa z sob z tych stron do dalekich, z ktrych przed kilkunastu laty tu 
przywdrowaa. Wdrowaa, wdrowaa przytuku i pracy szukajc, a tu przywdrowaa, 
przytulia si wraz z dzieckiem i wszystko, co miaa, mieszkacom Suchej Doliny oddaa. 
Bajki z rnych stron pozbierane, w wieczory zimowe opowiadaa, a pieni, cho ju sama 
nie piewaa nigdy, to nauczya ich wnuczk swoj, ktrej ywioami rodzinnymi zdaway si 
by: ruch, miech i piewanie. Skd u tej sieroty i tuaczki ubogiej wzia si ywo i wesoo 
taka, e porwna by j mona do ustawicznie tryskajcej przejrzystej wody rdlanej? 
Trudno powiedzie. Zapewne w sposb taki utworzya j sama natura, a wiele take znaczyo 
i to, e cho biedy i godu zaznaa czasem, zego obejcia si nie zaznaa nigdy. Osaniaa j 
przed nim babka, ludziom zasugujc si na to, aby jej nie krzywdzili, a sama za dzieckiem 
przepadajc, jak podrujcy w noc ciemn przepadaby za jedyn gwiazd, ktra by przywiecaa 
jego samotnej i kamienistej drodze. Wszystkich swoich na kamienistej swej drodze 
Aksena potracia; crk, ktra urodziwszy Pietrusi wkrtce potem umara; zicia, ktrego z 
tej ziemi zdmuchno tchnienie zarazy; ma, ktry z rk zdruzgotan w kole mocarni umar 
w szpitalu; syna, ktry poszed do wojska kdy na skraj wiata i nigdy ju nie powrci: 
rozajdaczy si moe i w turmie zgni albo go na wojnie zabili... Oprcz tych wszystkich 
swoich ludzi stracia ona jeszcze jedn rzecz swoj: mianowicie wiosk rodzinn, ktra piaszczyste 
grunta majc, a k i pastwisk nie majc, tak ubog bya, e kawaka chleba, gdy go 
zapotrzebowaa, da jej nie moga. Nie z wasnej woli, ale z koniecznoci posza w wiat cudzy. 
I kt o tym wszystkim wiedzc zaprzeczy by mg albo chocia dziwi si temu, e 
wnuczka bya dla niej t jedyn gwiazd, ktra przywieca ciemnej i kamienistej drodze podrnika. 
Tote nie bia jej ona i nie ajaa nigdy. Wprawdzie pocaunkami i pieszczotami 
obdarzaa j bardzo rzadko; po prostu, nie miaa na nie czasu i zawsze zmczona fizycznie, z 
twardymi muskuami i silnymi nerwami swymi, potrzeby ich nie czua. Ale nie zjada nigdy 
yki strawy, zanim wprzd wnuczki nie nakarmia, nie kupia sobie przyodziewku adnego, 
zanim j czysto i cao nie przyodziaa; na noc braa j z sob na piec i sukienn derk starannie 
okrywaa; w niedziele i wita piewa j uczya i opowiadaa jej rne dzieje o dawnych 
czasach i ludziach, o dalekiej stronie rodzinnej, o czartach, upiorach, zbjcach i  anioach, 
18 
ktre sieroty strzeg i nad nimi srebrzyste skrzyda swe roztaczaj. Pietrusia czua si otoczona 
skrzydem anielskim i czasem do rwienic swych mwi zaczynaa: 
 Ona jak ten anio nade mn... 
Lecz nigdy rozpocztej mowy nie koczya. Wyrazw jej brakowao czy te wstyd j 
ogarnia, e tak miao tajemne myli swe wypowiada zamierza. Milka, powieki z dugimi 
rzsami na szare renice spuszczaa i rg fartucha w palcach krcia. Ale zmieszanie to, jak 
wszelkie uczucie smutne albo przykre, przemijao w niej bardzo prdko. Ani w smutku, ani w 
milczeniu, ani w nieruchomoci dugo wytrzyma nie moga. Idc podskakiwaa zwykle, jakby 
j do taca braa ochota; pracujc przypiewywaa sobie, jedzc nawet gadaa i gadanie 
miechem przeplataa. Tak ju bya jej natura. Po zupenym olepniciu babki na dni kilka 
spowolniaa troch i umilka, ale i to jej prdko przeszo. Aksena nie skarya si wcale, 
owszem, po caych dniach i wieczorach na piecu siedzc spokojnie sobie przda i gdy potrzeba 
jej wypada, z ludmi rozmawiaa, doradzaa im i rozpowiadaa rzeczy rne, jak gdyby 
nie wydarzyo si jej nic osobliwego. Pietrusia nosia jej na piec straw, dmuchajc na ni, 
gdy bya gorc, kartofle w krupniku yk drobic, skwarki z zacierki lub kaszy wyawiajc. 
W rce lepej, ktre wycigay si po ywno i w powietrzu bdziy, yk i chleb wkadaa 
tonem namowy mwic: 
 J e  z (jedz), babulu, j e  z sobie, ja misk potrzymam. 
Kadej niedzieli z rana, gdy wszystko zrobia, co tylko w chacie do zrobienia byo, z kubem 
wody i grzebieniem w rku na piec wazia i przez cae p godziny trudnia si myciem 
i czesaniem babki. Szmat umoczon w wodzie mya i szorowaa twarz jej tak gorliwie, e 
przez par dni potem byszczaa ona zupenie tak, jakby wyrzebion bya z tawej i wypolerowanej 
koci. Potem na biae jej wosy wkadaa czepiec z bawenicy czerwonej lub czarnej, 
a jeli kiedy, w sobot wicej ni zwykle czasu majc, suto go bawenian tam wygarnirowaa 
lub wziutkim i byszczcym galonikiem oszya, to ju bardzo zadowolona, z luboci 
przed ustrojon tak babul koysaa gow, jzykiem o podniebienie uderzajc i powtarzajc: 
 Ot, jak licznie! oj! jak licznie! 
Czerwonym garnirowaniem albo byszczcym galonikiem otoczona, kociana twarz starej 
lepymi oczami swymi zdawaa si surowo wpatrywa w okrg, rumian, rozemian twarz 
wnuczki. tym palcem dotykajc czepca swego, stara pytaa: 
 A skd wzia galonik? 
 Piotr jedzi do miasta, to go prosiam, eby kupi. 
 A skd h  o  z e miaa? 
 Z lata jeszcze schowaam, kiedy to  chodziam do dworu. 
Stara milka. W gosie wnuczki syszaa szczero. Ale po chwili zapytywaa znowu: 
 A nie udaje si kto do ciebie? 
Oczy spuszczajc dziewczyna odpowiadaa: 
 A udaj si. To ju ja tobie, babulo, przeszej niedzieli mwia. 
 Stepan Dziurdzia?  tonem zapytania szeptaa stara. 
 Ale! 
 A wicej kto? 
 To ja mwia! Michako Kowalczuk. 
 Aha! to nic... Na to ty dziewka, eby do ciebie k a w a l i  y udawali si. Ale galonu od 
nich nie braa ani paciorek, ani h  o  z y, ani nic? Nie braa? 
 Nie braam. 
 Pewno? 
 Dalibg. 
 Pamitaj. Sierot jeste i tylko na boskiej opiece, nie daj si skrzywdzi, bo zginiesz, tak 
jak ta kropla wody w wielkiej rzece... Ja ju teraz na ciebie nie patrz, ale Pan Bg patrzy i 
19 
ludzie take patrz. Pamitaj, eby na tobie grzechu przed Bogiem, a wstydu przed ludmi nie 
byo. Kiedy ktry lubi, niech eni si, a kiedy eni si nie chce, to ty jego przy przyblieniu 
si wszelakim, raz, dwa, trzy  w pysk!  a j h o d z i! Dziewczyna powinna by jak ta 
szklanka, kiedy j w wodzie krynicznej wymyj, ot co! 
I dugo jeszcze staruszka w sposb taki do wnuczki przemawiaa, a powtarzao si to kadej 
niedzieli. Jednej za niedzieli tak do niej rzeka: 
 Jeeli kogo polubisz i zechcesz koniecznie, eby on z tob oeni si, to powiedz mnie. 
Ja na to sposb znajd... Na to ju ja twoj babk i jedyn na tym wiecie opiekunk jestem, 
eby ciebie w kadej godzinie ratowa... 
Bardzo zawstydzona, ale zarazem i zaciekawiona Pietrusia szepna: 
 A jaki to sposb, babulo? 
Stara po cichutku prawi pocza: 
 Wszelakie s na to sposoby. Mona nietoperza w mrowisku zakopa i jak go mrwki ze 
wszystkim zjedz, z kosteczek jego jedn tak wybra; mona i ziela takiego poszuka, co 
nazywa si z a h a  d u  z k , a korzonki ma takie jak niby to dwie rczki poczone... 
Mona i innego ziela... 
Wszystko to stara prawia z powag wielk i tajemniczoci niejak, a prawiaby bya daleko 
duej, gdyby j bya Pietrusia mocno za fartuch nie pocigna. Przy tym wstydliwie, 
lecz zarazem radonie zachichotaa. 
 H o d z i, babulo  szepna  h o d z i! Niczego mi tego nie trzeba. Ani nietoperza, ani z 
a- h a  d u  z k i, ani innego ziela nie trzeba. On i tak oeni si ze mn. 
Stara widocznie z nateniem wielkim uszy nastawia: 
 Ktry?  zapytaa. 
 A Michako. 
 Kowalczuk? 
 Ale. 
Babka przyzwalajco pokiwaa gow. 
 Dobrze  rzeka  dobrze, czemu nie? chatynk swoj i kawaek swojej ziemi po ojcach 
ma. Przy tym rzemielnik... Ajaj... Jakby byo dobrze! K a b  o l k o  e  i   i a! 
 Oj, oj!  tryumfujco zadzwonia Pietrusia  dalibg, oeni si! mwi mnie nie raz, ale 
sto razy... 
Tak mwic rozpromienia si caa. Z modziutkich, wesoych oczu jej trysn snop promieni, 
zby jak pery bysny zza czerwonych warg. I wielka, niezmcona rado tak j ca 
napeniaa, e nie mogc na miejscu wysiedzie zeskoczya z pieca i zacza, po izbie krcc 
si, na cae gardo wypiewywa: 
 Je u menie mj mileki, 
Wsia moja rodzina, 
Jak przyjedzie on do menie, 
Szczliwa hadzina! 
Izba bya pust, bo w niedzielny ranek Piotr z Piotrow pojechali do kocioa, a chopcy na 
ulicy wiejskiej z rwienikami hulali. Piosenka przez Pietrusi rozpoczta miaa drug, trzeci 
i czwart strof i dziewczyna przepiewaa je wszystkie, jak fryga zwijajc si po izbie, st 
mokr szmat wycierajc, do pieca na gotujc si straw zagldajc, kury na koniec, ktre na 
rodek izby powyaziy, do ciemnych spdzajc podpieckw. Kiedy na koniec piewanie 
dziewczyny i gdakanie kur, i chrzkanie wypdzonego do sieni wieprzka umilky, ze szczytu 
pieca ozwaa si Aksena: 
 Pietrusia! 
 A co? 
20 
  h a d z i tu! 
Wskoczya na tapczan u pieca stojcy i zapytaa: 
 Co, babulo? 
 Ot co. Michaku teraz dwudziesty pierwszy roczek idzie. 
 Ale  potwierdzia dziewczyna. 
 Toto i bieda. Jake on z tob oeni si, kiedy jemu trzeba do wojska i? 
Dziewczyn uwaga ta babki przestraszya zrazu bardzo. 
 Nie moe by!  krzykna. 
Stara gow pokiwaa. 
 Oj, dziecko z ciebie gorzkie! albo ty o tym nie wiedziaa? 
Co ona tam miaa o jakim wojsku wiedzie? Ani pomylaa nigdy, e jakie wojska s na 
wiecie. I m i  y nie mwi jej ani razu, e w  o  d a  y pjdzie, cho o tym dobrze wiedzie 
musia, ale zwyczajnie mody, kiedy lubi dziewczyn, szepta z ni u opotka albo i 
kibi jej obejmowa, wtedy o tym, co bdzie kiedy, nie myla. Stara Aksena wiele wiadomoci 
o wiecie i dowiadczenia posiadaa. Czy raz ju, czy raz w swym yciu widziaa 
chopcw w  o  d a  y branych, ktrzy wracali nieprdko, nieprdko, a czasem, tak jak i jej 
syn, rodzony, nie wracali nigdy? Jeeli ktra dziewczyna czekaa na nich, rutk przez ycie 
cae sia bya zmuszon, bo cho powrci ktry, to z innym sercem, z innymi mylami. A 
jeeli lub z nim wzia, zanim w wiat poszed, jeszcze gorzej byo, bo ycie sodatki to ju 
takie ycie, e niech od niego Bg wity obroni! Wszystkie te i wiele innych rzeczy dugo 
Aksena do ucha dziewczynie szeptaa, a Pietrusia spltszy na twarzy rce rozpakaa si 
rzewnymi zami. 
 Nu  tonem perswazji zacza babka  to id za Stepana Dziurdzi. I on do ciebie chtny, 
a gospodarz z niego dostatni. Sodkie ci ycie z nim bdzie. 
Dziewczyna zatupaa po tapczanie bosymi stopy. 
 Z a  i  z  o! (za nic)  krzykna  eby tam nie wiem co, Stepanow onk nie bd. 
 Czemu? gospodarz taki, i mody, i wyronity jak ten db, i b  a   w ma bogatych. 
Pietrusia oczw nie odsaniaa i z ruchami gwatownej niechci i niecierpliwoci wci 
tylko powtarzaa: 
 Z a  i  z  o! nie pjd za niego! nie pjd! nie pjd! 
I, dopiero na gwatowne dopytywanie si babki niechci swej przyczyn wyznaa. Byo 
tam raczej przyczyn dwie. 
 H a d k i j (wstrtny) mnie on i w i e l m i z a p a l  zy w y j. B i  b u d z i e! 
Ani sowa przeciw temu Aksena powiedzie nie moga. Znaa Stepana Dziurdzi od dawna 
i wiedziaa, e istotnie by on gniewliwy, porywczy, atwy do swarw i bjek. Oczy jego 
mieway od modu byski silnych i srogich namitnoci, gesty byy prdkie i zapalczywe, gos 
szorstki i gruby. Pracowitym by, roztropnym w radzie i rozmowie, upija si bardzo rzadko, 
gospodarstwo mia dostatnie, a dugu grosza jednego nie mia; jednak we wsi miru i powagi 
nie posiada, bo opryskliwoci sw, grubym ajaniem i skor do bjki pici narazi si 
wszystkim, a dziewczta to ju wprost uciekay od niego, tak si go bay. Kilka razy ju do 
chat rnych swaty posya i nigdzie go nie przyjto. Dziewczta zanoszc si od paczu krzyczay 
wniebogosy: 
 B i  b u d z i e! jeszcze kiedy zabije! 
I rzucay si do ng rodzicom bagajc, aby nie wydawali za tego H e  o d a. Stepan wykrzykiwa 
pocz, e nie dba o te d u   e i pole swatw do drugiej wioski, ale wtem w 
chacie stryjecznego brata jego, Piotra, Pietrusia dorosa i odtd Stepan na adn inn dziewk 
ani spojrza. W ni oczy wlepi i do chaty braterskiej chodzi a chodzi. Przyjdzie, bywao, i 
bez potrzeby adnej zasiedzi si na awie godzin i dwie. Czasem ora trzeba albo kosi, albo 
mci, a on siedzi i za dziewczyn oczami wodzi, na krztanie si jej i skoki patrzy, piewa
21 
nia jej sucha i gniewliwa twarz jego agodnieje tak, e mona by j, zda si, niby maso na 
chleb posmarowa. Piotrowi ju raz powiedzia: 
 Biedna ona czy nie biedna, ja do niej swatw przyl... 
 Przybda  zauway Piotr. 
 Przybda czy nie przybda, swatw przyl, ebym tylko u niej przychylno jak zobaczy. 
Ale przychylnoci, dla niego w Pietrusi nie byo ani ladu. Jak Stepan w ni, tak ona w Michaka 
Kowalczuka oczy wlepia i tak samo jak inne dziewczta z paczem teraz babce mwia: 
  i e  h a  z u! Za  i  z  o  i e  h a  z u! bi bdzie! jeszcze kiedyzabije! 
Po tym, co powiedziaa jej babka o przyszym a niezawodnym losie Michaka, wypakaa 
si i znowu krzta si po chacie i piewa zacza: 
 Ni tam szczacie, ni tam dola, 
Hdzie bohaty ludzie, 
Kto z mioci si zauczy, 
Tomu mio budzie! 
Przerywajc sobie piewanie rzeka: 
 Ot, moe nie pjdzie... co tam! Moe Michaek w sodaty i nie pjdzie... 
Potem dodaa: 
 eby tylko dzi przyszed... 
Aksena, ktrej moe al byo, e wnuczk do paczu gadaniem swym doprowadzia, 
ozwaa si z pieca: 
 Rzu wiennik do ognia! 
 A na co?  zadziwia si Pietrusia. 
 Rzu wiennik do ognia  powtrzya stara  jak spalisz wiennik, gocie bd. 
Pietrusia wrzucia w ogie star miot, a gdy dnia tego Kowalczuk przyszed istotnie do 
chaty Piotra, uwierzya wicie w cudown skuteczno tego rodka i doradzaa go potem 
wszystkim rwienicom swoim. I czy jedn rwnie dziwn i jeszcze dziwniejsz rzecz Pietrusia 
ludziom mwia i doradzaa? O tych wszystkich rzeczach dowiedziaa si od babki, a 
poniewa ustawicznie trzepaa jzykiem, niczego w tajemnicy nie zachowaa i nie pomylaa 
nawet nigdy o tajeniu si z czymkolwiek. Jednak pomimo wczesnej mdroci swej nie odgada 
raz wrby, ktra tyczya si wasnej jej doli. Dnia pewnego chleb z pieca opat dostawaa. 
Zazwyczaj pieczenie chleba udawao si wybornie. Dowiadczone nawet gospodynie 
dziwoway si zawsze doskonaoci jej pieczywa szepcc pomidzy sob, e chyba jej jaka  
i  a dopomaga, kiedy tak nigdy w niczym nie chybi. Si t bya istotnie pilno i zrczno 
dziewczyny, ktra gdy cokolwiek robia, to ju ca dusz i z dziwn zgrabnoci. Tote i 
teraz bochny chleba jeden po drugim ukazyway si na opacie i z opaty zsuway si na st, 
rumiane, pulchne, w miar wypieczone, pachnce tak, e a izba caa zapachniaa. Dobry ks 
chleba  wesele chopa. Piotr siedzc na awie z okciami o st opartymi umiecha si w 
zwyky sobie sposb, agodny i powany; wci jeszcze niedomagajca Piotrowa, piorc jednak 
u pieca grube szmaty, z umiechem te o czym prawia; dwaj dorastajcy chopcy, haasujc, 
palcami pulchnoci chleba prbowali i jedna tylko doskonaa piekarka nie miaa si i 
nie umiechaa nawet. Tak wan czynno, jak wydobywanie z pieca chleba, speniaa ona 
zawsze z policzkami rozognionymi od gorca, z rkami koszuli zawinitymi po okie, z wydtymi 
wargami i troch nawet zmarszczonym czoem. Nagle krzykna: 
 Aj! aj! 
I ostatni bochen chleba na st zsunwszy, opat na ziemi upucia i rce zaamaa. 
 Oj, Boe, mj Boe!  z paczem prawie zawioda. 
22 
Piotr i Piotrowa jednoczenie szyje powycigali, na chleb spojrzeli i jednogonie rzekli: 
 Pknity czy co? 
Nie mylili si. Ostatni bochen chleba wyszed z pieca na wskro prawie pknity, jakby 
noem na dwoje rozkrojony. 
 Pknity  powtrzya Pietrusia. 
Kilka sekund trwao milczenie, a z pieca ozwa si stary gos Akseny: 
 Ktoci odczy si! 
Piotrowa rk do czoa i piersi podniosa. 
 W imi Ojca i Syna... Niech Pan Bg miosierny... nas od wszelkiego nieszczcia broni! 
 Ktoci odczy si!  powtrzya stara. 
 Z chaty czy ze wsi?  zapyta Piotr. 
Aksena po chwili namysu odpowiedziaa: 
 Moe z chaty, a moe i ze wsi, ale ktoci, co kogo w chacie Piotra Dziurdzi dusznie 
obchodzi. 
Istotnie, odczy si od Suchej Doliny kto, co kogo w chacie Piotra Dziurdzi dusznie 
obchodzi: Micha Kowalczuk los wycign i ze wsi wywdrowa  do wojska. Przedtem 
jednak widziano o zmroku dwoje ludzi dugo siedzcych na wielkim, omszaym kamieniu za 
wsi, tam, gdzie drogi rozchodziy si w cztery strony wiata i wznosi si stary, wysoki 
krzy. Dwaj parobcy przechodzili tamtdy ze dworu, w ktrym najmowali si do mocarni, i 
rozpowiedzieli w wiosce, e Pietrusia na kamieniu pod krzyem egna si ze swoim Kowalczukiem. 
Mwili o tym miejc si na cae gardo. Zamiay si kobiety. 
 Niechaj egna si  mwiy  bo to ju bdzie na wieki wiekw, amen. 
Wszyscy we wsi jednogonie utrzymywali, e Pietrusia poegnaa si ze swoim miym na 
wieki wiekw, amen. Powrci to powrci on tutaj pewno, bo swoj ziemi i chat w Suchej 
Dolinie ma, ale a za sze lat, a sze lat to dla dziewczyny wiek. Albo za kogo innego tymczasem 
pjdzie, albo i zestarzeje, a Kowalczuk jej nie zechce. Gdzie by on tam za sze lat 
jeszcze jej zechcia! Z innym sercem i z innymi mylami z dalekiego wiata powrci. Nawet 
stara Aksena to samo mwia wnuczce, ktra jednak przeczco gow wstrzsaa i wci 
powtarzaa: 
 Powiedzia, e jak powrci, oeni si ze mn. Powiedzia: Czekaj ty na mnie, Pietrusia... 
 I ty, d u   a, bdziesz czeka? 
 Bd. 
Stara zaniepokoia si bardzo; zesche wargi jej i kociane policzki czsto odtd poruszay 
si w sposb taki, jakby co z trudnoci wielk w bezzbnych dzisach swych przeuwaa. 
Kilka razy jeszcze do wnuczki rzeka: 
 Id za Stepana: moe nie bdzie bi, a jeeli kiedy i wybije, to co? Lepiej zawsze w mowskiej 
chacie siedzie, jak przez cae ycie na cudzym horowa. 
Ale na te wszystkie perswazje i namowy Pietrusia jedn tylko miaa odpowied: 
 Nie  h a  z u, nie p a j d u. 
Piotrowa take namawiaa j, eby za Stepana sza. 
 Bogaty  mwia  i pracowity, gospodarny, niepijcy. Bdziesz u niego w kupnych perkalach 
chodzi i sado yk je. 
Dziewczyna odpowiadaa: 
 Niechaj Stepanowe sado winie jedz. 
Te namowy, ktre spotykaa ze stron wszystkich, obudziy w niej gniew, pierwszy zapewne 
w yciu. Zaciskaa potem usta i nie odpowiadaa nic. eby tam nie wiadomo co mwili 
przed ni o Michaku i o Stepanie  milczaa. Baby swoje, a ona swoje. One gadaj, namawiaj, 
ualaj si nad jej gupot, aja nawet  ona milczy; krowy, bywao, doi czy szmaty 
pierze, czy winie karmi, czy chleb miesi i milczy. Upara si. Mniemaa te zapewne, e lu
23 
dzie pogadaj, pogadaj i w pokoju j zostawi pozwalajc, aby sobie ya wedle woli. I byoby 
to najpewniej nastpio, gdyby tylko Stepan odczepi si od niej. Ale on o tym ani myla. 
Kilka razy chcia ju obj j i pocaowa, to na dziedzicu, to w ogrodzie, to w oborze; 
zawsze jednak zdoaa ona uciec od niego, tak e ani do uciskw, ani do ktni nie przyszo. 
Raz przecie przyszed w niedziel, kiedy w chacie prcz niej i starej Akseny nie byo nikogo. 
Ujrzawszy go we drzwiach Pietrusia skoczya do komory, gdzie zacza niby to groch z worka 
na wieczerz do garnka sypa, ale Stepan wnet znalaz si przy niej i obejmujc j jedn 
rk, drug prbowa zasun z wewntrz drzwi komory. Przy czym wyglda tak strasznie i 
tak przeraliwie kl dziewczyn, ktr ju teraz na pewno, jak mwi, w puapk pochwyci, 
e zrazu krzykna ona w niebogosy i ciemno zrobio jej si przed oczami. W mgnieniu oka 
przecie odzyskaa przytomno i moe na pami przyszy jej sowa i rady babki, bo z twarz 
czerwon jak piwonia, z iskrzcymi si oczami, zacinitymi usty wyrwaa si z obj 
chopa i obie rce w gr podniosa. Raz, dwa, trzy w pysk!  a j h o- d z i! Stepan jak oparzony 
z komory wyskoczy, a potem i z chaty. Uczyni to gwnie dlatego, e usysza w sieniach 
kroki Piotra, a wiadka wstydu swego mie nie chcia. Pietrusia w ogniu i zach caa 
upada do kolan babki, ktra na krzyk jej zsuna si z pieca i na kiju wsparta staa przed 
drzwiami komory, kocianymi szczkami gwatownie poruszajc i bielmem zacignitymi 
oczami zdajc si z nateniem wpatrywa w przestrze. I teraz jednak nie wybuchna ona 
ani gniewem, ani lamentem, tylko te jej rce po chwilowym bdzeniu w powietrzu znalazy 
gow wnuczki i ogarny j tak, jak gdyby drogi jaki przedmiot utracony na nowo 
chwytay. Po chwili rzeka: 
 Nu, Pietrusia, ju nam tu nie ma czego popasywa... Ju tobie tutaj dobrej doli nie bdzie. 
Pokomy si Piotrowi i Piotrowej onie za chleb i za sl, i gdzie indziej m a  d  u j m 
y. 
Chleb i sl Pietrusia z atwoci znalaza, bo syna ju w okolicy caej za pracownic 
wyborn. W maym, ssiednim dworku szlacheckim wzito j za folwarczn dziewk i pozwolono 
babk trzyma przy sobie, z warunkiem, aby za straw stara przda dla dworu len i 
wen. W dwa dni po owej ostatecznej rekuzie, ktr w postaci trzech rozgonych policzkw 
Stepan Dziurdzia od ubogiej sieroty otrzyma, o samym wicie otworzyy si drzwi Piotrowej 
chaty i wysza z nich Pietrusia, w krtkiej siermice i sinej spdnicy, w pytkich trzewikach i 
czerwonej chustce na gowie. Cay przyodziewek swj i babki w pciennym worku na plecach 
niosa, a u piersi trzymaa owinit w ptno przlic. Za ni sza lepa Aksena, w siermidze 
take, pytkich trzewikach i czarnym czepcu. Jedn rk kijem wci dotykaa ziemi, 
drug trzymaa mocno rkaw siermigi wnuczki. Byy obie jednostajnie prawie wysokie i 
szczupe; wyszy z chaty Piotra i szy przez wie wyprostowane i milczce. Nad nimi pod 
wiosennym niebem tuay si jeszcze biae mgy nocne, z obu stron stay domostwa pozamykane 
i nieruchome drzewa ogrodw. Krowy nie ryczay, kury nie gdakay i psy nawet nie 
szczekay jeszcze. Tu i wdzie tylko okoo wrt otwartych albo za niskim potem ukazywaa 
si wczeniej od innych zbudzona jaka posta ludzka i ujrzawszy te dwie kobiety, w sinym 
witaniu przez wie idce, obojtnie albo z litoci w gosie je pozdrawiaa: 
 Z Bogiem idcie! 
One jednogonie odpowiaday: 
 Z Bogiem zostawajcie. 
I szy dalej. Rumiana dziewczyna z wesoymi oczami prostowaa si i przypieszaa kroku, 
a do rkawa siermigi jej przyczepiona stara babka dreptaa za ni popiesznie, lecz spokojnie, 
w wiat, ktrego nie widziaa, wlepiajc swe lepe renice i dotknicie jego czujc w powiewie 
rannego wiatru, ktry dokoa jej czarnego czepca i tej, kocistej twarzy podnosi i 
strzpi biae jak mleko wosy. 
Co tam dziao si z Pietrusi w folwarku szlacheckim o trzy wiorsty od Suchej Doliny, 
mieszkacy wsi niewiele o tym wiedzieli. Suya i koniec. Za m nie sza. W rok po wyjciu 
24 
jej ze wsi Stepan Dziurdzia formalnie i wedug zwyczajw wszelkich swaty do niej posya. 
Odprawiaa swatw z niczym, a Stepan potem przez cay tydzie wdk pi w karczmie i bi 
si, z kim popado. Ludzie na dobre mwi ju zaczli, e dziewka coci mu zrobia, kiedy 
tak zapomnie jej nie moe i desperuje po niej; napi mu si czego daa, aby nigdy ju od 
niej nie odsta. I na co jej to, kiedy go nie lubi i nie chce? Bdca wwczas przy yciu matka 
Stepana, za syna na Pietrusi rozgniewana srodze, raz rzeka; 
 Wiadomo! Babk ma wiedm, co tylko to i wymyla, eby ludziom bied jak zrobi. 
Niebawem przecie Stepan oeni si z dziewk z ssiedniej wioski i gadaniny ludzkie o 
Pietrusi ustay. Widywano j rzadko; czasem tylko dziewki z Suchej Doliny idc od niwa lub 
grabienia spotykay si z ni, gdy take sza. do domu z sierpem lub grabiami, i mijajc 
dziewczyn, ktrej lata za dwudziestwk ju przeszy, niby tak sobie, ale w rzeczy samej do 
niej piewa zaczynay: 
 Hili, hili, szare husi, 
Szare husi na Dunaj, 
Nie chaciea idci za mu, 
Ciepier siedzi i dumaj! 
Czasem te kto dawno znajomy spostrzegszy j z politowaniem gow pokiwa albo i zaartowa: 
 A c, twj Kowalczuk? prdko powrci? 
Nieprdko, ale powrci i byo to dla niego rzecz konieczn, bo mia pode wsi po ojcach 
odziedziczon ziemi i chat, w ktrej tymczasem cudzy jaki czowiek, dzierawca podobno, 
gospodarowa. Dnia pewnego, w niedziel, gruchna po wsi wie o tym, e Kowalczuk powrci 
ju z wojska i w swojej chacie porzdek z dzierawc robi, a wieczorem, kiedy mnstwo 
ludzi rozmawiao, pio i taczyo w karczmie, on sam ukaza si tam, ale w postaci tak 
zmienionej, e zaledwie pozna go zdoano. Gdy wie opuszcza, suchy by jaki, chuderlawy, 
na dorastajce pachol wicej ni na urodziwego mczyzn wygldajcy i tak jak wszyscy 
chopi w Suchej Dolinie ubierajcy si w sukienn siermig albo kapot z sinego czy czerwonawego 
ptna. Teraz gdzie! Lata wojskowych wicze i marszw rozszerzyy mu ramiona 
i piersi, a twarz wprzdy blad oblay zdrow, gbok niadoci, zmnia i wyprostowa 
si; czarny ws urs mu nad wargami, oczy patrzay miao i roztropnie, a mia na sobie nie 
siermig i nie kapot, ale surdut z ciemnego sukna, porzdne buty na nogach, a na szyi jaskraw 
chustk. W tym ubraniu, z papierosem w rku zjawi si w karczmie, a ze stron 
wszystkich witany i podziwiany, wszystkich nawzajem poznawa i wita zacz. Od razu pozna 
mona byo po nim, e duo wiata widzia, porozumnia, wygrzecznia, ale do wioski 
swojej z radoci powraca. Dawnym znajomym garniec wdki zafundowa i sam par kruczkw 
wypi, ale wicej to ju za nic nie chcia. Papierosy pali, rozprawia, o szerokim wiecie 
rozpowiada i, pomidzy taczcych wmieszawszy si, z dziewcztami m i e  i e l i   i k  
u  i e l a tak zawzicie i zgrabnie wywija, jak gdyby by nigdy ze wsi nie wyjeda. Na 
rodku karczemnej izby wznosiy si takie chmury pyu, e mtnie tylko rozrnia w nich 
mona byo cikie postacie taczcych parobkw i pstr odzie dziewczt. Ale Kowalczuka 
kady mgby zaraz wyrni w tej gromadzie wirujcej rd gstej kurzawy nie tylko po 
ciemnym surducie i jaskrawej chustce na szyi, ale najbardziej po zrcznoci i gibkoci ruchw. 
On to z najwiksz fantazj wykrzykiwa w tacu: hu, ha! i po kilkudziesiciu obrotach 
m i e  i e l i  y z najbardziej zamaszyst gracj zdyszan sw tancerk dokoa izby 
oprowadza. Ze wszystkimi dziewcztami artobliwe ktnie porozpoczyna, ze wszystkimi 
cho raz przetaczy, w oczy kadej zajrza, jedn nawet wstydliwie od niego uciekajc pomidzy 
piecem a drzwiami schwyci i wycaowa  a o Pietrusi ani wspomnia, ani si o ni u 
kogokolwiek zapyta. Przypomniay mu j starsze kobiety, ktrego wprost spomidzy tacz
25 
cych porwawszy cisym koem obstpiy i jzyki porozpuszczay. Tak i tak z Pietrusi byo, 
mwiy, tak i tak. To i to dziao si pomidzy ni a Stepanem, to i to doradzali jej ludzie, tam 
i tam posza, tak a tak dogryzaj jej czasem i mieszne pieni do niej piewaj. Kowalczuk 
sucha babskiego gadania i mia si tak, e a mu spod czarnego wsa biae zby byskay, 
e a gruby miech jego przygusza babskie gadanie, ale nie mwi nic. Ani o Pietrusi, ani o 
swoich zamiarach nie powiedzia jednego sowa i poczstowawszy baby wdk i serem, znowu 
taczy i hula zacz jeszcze sierdziciej ni wprzdy. Wtedy jasno zrobio si wszystkim, 
e on ju o Pietrusi ani myli. 
 Z innym sercem i z innymi mylami powrci  powiadano. 
Inni dodawali: 
 Gdzie jemu teraz o niej myle. Przybda ona i tyle tylko, e koszulin jak na grzbiecie 
ma, a ju i stara z niej dziewka, ot, chyba ju jej dwudziesty czwarty roczek idzie. On by 
mg teraz oeni si i z panienk jak... 
Moe ci, ktrzy tak utrzymywali, nie mylili si wcale, moe istotnie Kowalczuk nie myla 
ju o Pietrusi i upynione lata, zaznane wraenia zatary w nim pami o dziewczynie i przyrzeczeniach, 
ktre po sobie jej pozostawi. Przez dwa tygodnie ani widzia jej, ani stara si 
zobaczy. Powiadano, e ze swoim dzierawc wci porzdek robi, co waciwie znaczyo, 
e wyprawia go z chaty nie bez gonych ktni i pretensji o zrujnowanie gospodarstwa, z 
ktrymi nawet do sdw poszed. Wida byo od razu, e zamierza porzdnie rkawy zawin 
do pracy, nie tylko rolnej, ale i kowalskiej; owiadczy bowiem gromadzie, e tak jak 
dziad i ojciec jego kowalstwem si tu trudnili, tak i on trudni si nim bdzie, czyja wic aska, 
niechaj do kuni jego przybywa. W par tygodni dopiero po swym powrocie w gorcy 
dzie letni poszed sobie drog, het daleko, pomidzy szerokie pola. W biaym, pciennym 
surducie i wojskowej czapce na gowie szed wida bez celu, z wolna, papierosa pali i z fantazj 
przegina si troch w obie strony, zwyczajnie jak kawaler dostatni, rozumu swego 
wiadom i ktrego o nic gowa nie boli... Tak zaszed a za brzozowy lasek, jedno z okolicznych 
wzgrz obrastajcy, a za ktrym leaa szmata pola dojrzaym zboem okryta. Dzi wanie 
zboe to  zaczto; kilkanacie niwiarek pochylao si nad zocist fal, ktra w miar 
poruszania si ich rk zdawaa si do stp im si skania. Kowalczuk stan u skraju lasku i 
patrza na jedn ze niwiarek, ktra wyprostowawszy si podja w ramionach wielki snop 
yta i kilka krokw uszedszy rzucia go tam, gdzie wiele ju innych snopw leao. Potem 
sierpem w powietrzu bysnwszy pochylia si znowu i  zacza; nc zbliaa si coraz ku 
temu miejscu, na ktrym sta Kowalczuk, ale gowy nie podnosia wcale i tylko rce jej poruszay 
si prdko, coraz prdzej, krzeszc sierpem tu nad ziemi stalowe byskawice. Kowalczuk 
usta troch otworzy i w t niwiark wpatrywa si jak w tcz, papieros nie dopalony 
za siebie rzuci i rce na piersi skrzyowa. U skraju lasku pomidzy brzozami sta jak sup i 
pod czarnym wsem umiecha si zacz. Dostrzeg wyranie, e zbliajca si ku niemu 
niwiarka, jakkolwiek schylona, doskonale wiedziaa, e on tam stoi; zerkaa czasem na niego 
spod powiek, ale nie odzywaa si ani swkiem i gowy nie podnosia, owszem, coraz prdzej 
i zapalczywiej a. Kiedy na koniec o kilka krokw tylko znalaza si od niego, Kowalczuk 
odezwa si sam: 
 Dobry wieczr, Pietrusia! 
Wtedy i ona wyprostowaa si, rce z sierpem na spdnic opucia i odpowiedziaa: 
 Dobry wieczr. 
Ale nie patrzaa na niego; powieki z dugimi rzsami okryway jej renice; profilem ku 
niemu zwrcona zdawaa si oczekiwa czego albo po prostu rd pracy przez chwil odpoczywa. 
Kowalczuk z gracj opar si okciem o wystajcy sk drzewa i mruc oczy, przemwi 
znowu: 
 Czy to piknie tak obojtno dawnemu znajomemu okazywa? 
26 
niwiarka wzruszya ramionami i nie podnoszc powiek gniewnym jakby tonem odburkna: 
 Jaka tam obojtno! 
 A jake! czy to tak Pietrusia przywita si ze mn powinna? 
 Kiedy kto ze mn nie wita si, to i mnie wita si potrzeby nie ma. 
Kowalczuk opuci drzewo, o ktre wspiera si, i par krokw ku niej postpi. Oczy jej 
byy cigle spuszczone, a rce z sierpem na spdnic opaday. Od kilku ju godzin a, dzie 
by skwarny i gste, bujne krople znoju wieciy na ogorzaym jej czole i policzkach, tak prawie 
czerwonych jak polny mak, ktry z ciemnych wosw opada jej za ucho. Kowalczuk 
patrza w ni jak w tcz. Zdawao si, e przypatrywa si tak tym kroplom potu, ktrymi 
twarz jej gsto skropion bya. 
 C ty?  zacz znowu  pracujesz, a horujesz... 
 Horuj  odpowiedziaa. 
 Jak ten w w jarzmie? 
 Jak ten w... 
 U cudzych ludzi? 
 U cudzych. 
 I star babul przy sobie ywisz? 
 ywi. 
Znowu krok bliej ku niej postpi. 
 A czemu za Stepana Dziurdzi nie posza?  zapyta. 
 Bo nie chciaam  odpowiedziaa. 
 A namawiali ludzie? 
 Namawiali. 
 I babula kazaa? 
 Kazaa. 
 To i czemu nie sza? Byo i; we wasnej by chacie pracowaa, w kupne perkale ubieraa 
si i co dzie 
j a j e  z  i  ze sonin jada... 
Tym razem dziewczyna ywo z nogi na nog przestpia i odburkna: 
 Niechaj Stepanow jajecznic winie jedz... 
 A teraz dziewczta mieszne pieni do ciebie piewaj, e niby ju stara dziewka z ciebie. 
Wzruszya ramionami. 
 Niechaj sobie piewaj. 
Kowalikowe oczy roziskrzyy si i rce zatrzsy si troch. 
 Co ty tak do mnie niby gadasz, niby nie gadasz... jak do psa jakiego... Rzuci sweczko i 
znw milczy, i w oczy nawet nie spojrzy... co ja tobie zego zrobi? 
Tym razem Pietrusia z rk sierp upucia i donie do gowy podnoszc zajczaa: 
 Oj, zrobi ty mnie, zrobi niedol dla ycia caego i pomiewisko dla ludzi... Dwie niedziele 
ju temu powrci, a o mnie ani wspomnia, ani nawet przyszed dobre sowo powiedzie, 
ani w t stron, gdzie ja bya, spojrza... 
Wstrzymaa zy, ktre niemal wytryskay jej z oczu, schylia si po sierp i czynic ruch taki, 
jakby odej miaa, wp z paczem, wp z gniewem zawoaa: 
 Nie chcesz ty mnie, nie chc ciebie i ja... I d z i z abudow crk  e  i  i a... najbogatsza 
w  a  o m  i e l e i oczy ma takie, e jedne na prawo patrzy, a drugie na lewo... I d 
zi do abudowej crki... z B o h o m o d m e  i e. 
Ot te oczy, te oczy, ktre u abudowej crki zezowate byy i przebrzyde, stanowiy u 
Pietrusi czar taki, e silniejszego nade adna wiedma wymyli by nie moga. Zreszt, nic 
tak bardzo osobliwego w niej nie byo. Rwnie zgrabnych i wieych jak ona znale by 
mona na wiecie mnstwo. Ale oczy jej przez to byy osobliwymi, e wprost mwiy i wy
27 
mow sw przycigay jak zotym sznurkiem. Opowiaday one ca jej dusz, o ktrej usta 
wiele mwi ani umiay, ani miay. I teraz take w szarych jej renicach, ktrymi ogarniaa 
twarz Kowalczuka, byo takie mnstwo wyrazw namitnej skargi i aoliwej proby, wrodzonej 
wesooci i dugiej tsknicy, e Kowalczuk schwyci j za rk i troch ku sobie pocign. 
 Na mnie czekajc za Stepana nie sza?  przypieszonym szeptem zapyta. 
 A na kog?  odszepna. 
 A ciko byo y? 
Palcem, na ktrym od sierpa czy noa pozostaa czerwona kresa, z z policzka ocierajc 
odpowiedziaa: 
 Ciko. 
 Na mnie czekajc w takim horowaniu i ludzkim pomiewisku ya?  pyta jeszcze. 
 A na kog? 
 P o b    i ! 
Palce na krzy zoya i oczy ku roziskrzonym bkitom nieba podniosa. 
 Tak mnie Boe i Najwitsza Panno dopom, e za tob wasnej duszy nie czuam i tak 
na ciebie czekaam, jak na tego ptaka, co kiedy przyleci, to ju soce zawieci i mia wiosna 
bdzie... 
Schwyci j teraz wp i do gaju pomidzy brzozy pocign. 
 To i doczekaa si, bo jak Bg jest na niebie, tak ci za on wezm i na gospodyni do 
swojej chaty wprowadz. Zapomnia ja troszk o tobie, to jest prawda, ale jak tylko twoje 
horowanie i ten twj ciki pot zobaczy, to zaraz serce coci cisno mi jak w kleszczach, a 
jak twoje oczy popatrzay na mnie, to coci we mnie rozpyno si jak ten mid... 
Pord brzz, pord zielonych, w powiewach wietrzyku i wiergocie ptastwa przyciska 
j mocno do piersi, rk, jakby stworzon do kowada i mota, z twarzy jej ciera pot i zy, i 
usta, z ktrych wydobyway si miech i kania, pocaunkami zamyka. 
Dugo potem w Suchej Dolinie ludzie gadali, e Pietrusia i  e m u take  o   i  z  o b 
i  musiaa. Bo kt kiedy sysza, aby chopiec, szczeglnie jeli w szeroki wiat pjdzie, 
sze lat o dziewczynie pamita, a jeszcze taki, ktremu by najbogatsze dziewczta wieszay 
si na szyj; aby oeni si z dziewk nie tak to ju mod, ze wszystkim ubog, przybd... 
Stepanowi zrobia i temu zrobia, tylko tamtemu odrobia potem, a tego ju sobie zabraa. 
Jakie takie ziele zna czy co? a moe i co gorszego jeszcze... 
III 
Znaa Pietrusia istotnie mnstwo sposobw zaradzania rnym przypadociom ycia, w 
ktrych skuteczno ani na chwil nie zwtpia sama i ktrymi przysugiwaa si innym. Dowiadczyli 
tego na sobie jednoczenie, ale w sposb rny, Piotr Dziurdzia i Jakub Szyszko. 
Pierwszy by jednym z najbogatszych gospodarzy w Suchej Dolinie. Czy grunt jaki lepszy 
od innych przypad im w udziale, czy trzewiejsi i pracowitsi byli ni inni, do e dziad jego, 
ojciec i on sam uchodzili we wsi za bogaczw. Wkrtce po nastaniu wolnoci Piotr zbudowa 
chat majc pozr porzdnego domku. Miaa ona komin, dwa spore okna, may ganek i ciany 
z zewntrz pobielone. Wewntrz nic tam osobliwego na pierwszy rzut oka spostrzec si nie 
dawao. Sie, dua izba i obszerna komora; w duej izbie ogromny piec do gotowania strawy 
i pieczenia chleba, awy, stoy, krosna tkackie, gospodarskie statki drewniane  nic wicej; 
wszystko tak jak u innych. Ale zajrze tylko do komory, obory, stajni, spichlerza! Tam ju 
dziao si wcale niepospolicie. W najwikszy choby nieurodzaj zboa nie brakowao, bo z 
28 
roku na rok zostawa zawsze jaki taki zapas i zbytek lat jednych ata braki drugich. Cztery 
krowy, dwa konie, z ktrych jedna kaczka co roku przyprowadzajca rebi, sze owiec, 
wieprze, kury, gobie gniedce si na dachu, w ogrodzie gsty gaik drzew winiowych 
zmieszanych z dzikimi gruszami, ktrych owoc dostarcza na zim wybornych gniek, 
wszystkiego tam byo peno. W komorze na pkach i na ziemi pitrzyy si worki i garnki z 
wszelkim dobrem, jedna ciana czerniaa caa od pozawieszanych na niej motkw nici, stojce 
pod cian skrzynie napeniay po brzegi przyodziewki mskie i niewiecie, jako te nie 
pokrojone jeszcze ciany szarych pcien isztywnych sa-m o d z i a   w w sinei 
czerwone pasy na domowych krosnach wytkanych. Ale nie tylko niezwyky dostatek napenia 
chat Piotra; pen bya ona take i niezwykego spokoju. Piotr by czowiekiem charakteru 
flegmatycznego, ruchw ociaych, mowy rozwanej, ona jego kobieta wysoka, urodziwa 
i agodna. W modoci swej jeszcze zaniemoga na reumatyzmy i inne jakie choroby, 
ktre uczyniy j take powolniejsz i mniej od innych niewiast do ktni skor. Stkaa czsto, 
szeroko i dugo ualaa si na cierpienia swoje, u kogo tylko moga, rady na nie zasigaa, 
gdy ble srodze dokucza jej zaczynay, popakiwaa sobie w kcie albo i na ca chat gone 
lamenty zawodzia, ale do ktni z mem nigdy nie stawaa. Gdzie by jej tam, z osabymi 
nogami i powykrzywianymi palcami rk, jej, niezdarze, ktra jak jaka pani wyrczycielek 
potrzebowaa, do ktni jeszcze stawa! Szczciem ju dla niej wielkim byo i to, e m z 
chaty jej nie wygania, za niedostwo nie aja, a nawet czsto ulitowa si, aoliwie nad ni 
gow pokiwa i po ludzku z ni pogada. Do bya roztropn, aby szczcie to oceni i kad 
wol ma tak szanowa, jakby to bya wola boska. Rozumowanie jej pod tym wzgldem 
byo proste. W chwilach wylania do ssiadek mwia: 
 Dlaczego oeni si on ze mn? Nie dla posagu oeni si, bo nijakiego nie miaam, ale 
dlatego eby w chacie dobr gospodyni mie. O, jaka ze mnie gospodyni? Do pracy rw si 
jak ten ko do studni, co zdam, zrobi, ale mao zd  a m.Jak  h w a  o b a 
schwyci, to i rce od wszystkiego odpadn. A on mnie za to nigdy nic, eby cho jedno ze 
sowo powiedzia! Cierpi i milczy. Jeszcze czasem i zapyta si: Moe tobie, Agatka, trzeba 
czego? Moe ciebie znw do znachora zawie? Dobry czowiek. To ja jemu nie sprzeciwiam 
si w niczym. Niech jemu i Pan Bg przenajwitszy nie sprzeciwia si... 
Zreszt sprzeciwia si Piotrowi nie byoby rzecz atw. Miewa i on przystpy gniewu, 
rzadkie, ale straszne. Mona by rzec, e w naturze tej cichej i powanej burze wybuchay tym 
gwatowniej, im powolniej i duej wzbieray. Kiedy, za modu, by on dla rodzicw swych 
synem ulegym i o stare lata ich dbajcym, jednak gdy matka, ze staroci zdziwaczaa ju nieco, 
dokuczya mu cigymi ktniami z synow i raz komor przed ni zamkna, tak e wrciwszy 
z pola strawy zgotowanej nie znalaz i godnym by musia, uderzy j tak silnie, e 
stara zaniemoga, przeleaa na piecu czas jaki i umara. Moe ona i nie od uderzenia synowskiego 
umara, bo wprzdy ju nic prawie si w niej nie byo, ale Piotr zgryz si tym tak bardzo, 
e dugo jak nieprzytomny po wiecie chodzi. onie i kumowi, ktrego bardzo lubi, 
powiedzia wtedy, e sam siebie tak ba si zacz, jakby ju diabu dusz by zaprzeda. Odtd 
te sta si bardzo nabonym. Do kocioa jedzi i spowiada si czciej od innych, za 
pugiem idc pacierze czasem odmawia, w kade uroczyste wito wielkie bochny chleba i 
grube zwoje ptna u kocielnego otarza na ofiar skada. Mona by rzec, e myl, i krzywda 
zrzdzona matce dusz jego w posiadanie diabelskie oddaa, napeniaa go trwog i dz 
oczyszczenia si przed Bogiem. Z czasem wzniecio to w nim niejak skonno mistyczn, 
ktrej ustawiczna a cika praca fizyczna wybuja nie pozwalaa, lecz ktra malowaa si w 
marzycielskim troch wyrazie, z jakim niekiedy siwe jego oczy patrzay na wiat spod gstych 
brwi, jako te w szczeglnym zaciekawieniu do cudw, czarw i wszelkich nawet opowiada 
o nadprzyrodzonoci. Skonno ta zwikszya si jeszcze wypadkiem, ktry wydarzy 
si w dziecistwie modszemu z synw jego, Jasiukowi. Chopak przyszed na wiat wtedy 
wanie, gdy Piotrowa chorze zaczynaa, i okoo piciu lat ycia swego majc wysech i 
29 
wyk tak, e podobniejszym sta si do figurki z wosku ni do dziecka. Nogi mia na wewntrz 
powykrzywiane, gb wiecznie otwart, gdy biec chcia, pada. Klemens hodowa si 
zdrowo i jak wzdu, tak wszerz rs niby na drodach; nad Jasiukiem pakaa matka, ssiadki 
aoliwie kiway gowami, a ojciec, wedug zwyczaju swego z cicha i powoli co pomrukujc, 
ponuro czasem gow zwiesza. Doszo do tego, e Agata, ktrej obrzydy i kwkania 
chopca, i cige pilnowanie go, jakby przez tyle lat niemowlciem by nie przesta, w gniewie 
i alu rzeka raz do ssiadek: 
 Ot, niechajby go ju lepiej Pan Bg sobie zabra... 
Wtedy Piotr rozgniewa si znowu. Od mierci matki przez dugie lat kilka nie gniewa si 
nigdy; teraz znowu w gniew wpad i byby wybi on, gdyby mu ona z paczem do rki nie 
przypada proszc o zmiowanie nad jej chorob i niedol. Krzycza wic tylko okrutnie, ssiadki, 
ktre macierzysk ao Agaty gadanin sw draniy, z wielkim dla nich wstydem z 
chaty wypdzi, a wkrtce potem z chorym dzieckiem na wz wsiad i do cudownego miejsca 
na odpust pojecha. Jeeli tam innym Pan Bg cuda swe okazywa, czemuby i jemu okaza 
nie mia? Powiedzia mu kto, e dla uproszenia tej aski trzeba kupi jedn z woskowych 
figurek, ktre w niektrych kruchtach kocielnych sprzedaj, i zoy j na otarzu. Piotr kupi 
tak figurk i jeszcze msz na intencj dziecka zakupi, a przesucha j klczc i gono, arliwie, 
z cikimi westchnieniami i uderzeniem si pici w pier odmawiajc pacierze. Gdy u 
stp otarza chopcy dzwonili na podniesienie, on w obu ramionach okrytych rkawami baraniego 
koucha podnis chopca swego w gr, tak jakby go zmiowaniu Boemu ukazywa, a 
sam twarz, brunatn i gsto zaros, wysoko take podnoszc marzycielskim spojrzeniem 
swym ciga bkitne dymy, ktre nad gowami ludzkimi, blaskiem wiec i rzebami otarza 
wzbijay si pod mroczne sklepienie wityni. Dziecko wrcio z odpustu do chaty tak, jak 
odjedao: wysche, te, sabe, z wykrzywionymi nogami i otwart gb, lecz wkrtce, 
moe w par miesicy potem, widocznie poprawia si zaczo: bielao, tyo, prostowao si, 
wprost odywao. Wprawdzie bya to wiosna ciepa i soneczna, w ktrej odywao wszystko, 
co na wiecie byo: drzewa, trawy, kwiaty, a take i dzieci. Wprawdzie Aksena, ktra podwczas 
wieo w Piotrowej chacie bya osiada, doradzia Piotrowej, aby codziennie wyprawia 
Jasiuka na ten suchy piasek, ktry bia awic sa si u koca wioski. 
 Niechaj biedulek grzebie si sobie w tym piasku  mwia  to jak go soneczko mocno 
rozgrzeje, dziecko zdrowe bdzie. Taka ju wita sia jest w gorcym piasku, e on dzieci 
uzdrawia  koczya Aksena i Pietrusi, ktra wtedy jeszcze niedoros bya dziewczynk, 
rozkazywaa, aby Jasiuka na piasek prowadzia i tam pilnowaa go i zabawiaa. 
Jasiuk nigdy wprawdzie nie sta si silnym ani tak piknym i roztropnym jakim by niewiele 
ode starszy Klemens. Wyzdrowia przecie, nie kwka ju tak jak pierwej, nie pada 
co krok, wicej mwi zacz, wybiela. W chacie Piotra mwiono czsto o tym wyzdrowieniu 
i przyczyny jego rozwaano. Jedne z bab nabonie skadajc rce na brzuchach mwiy: 
 Taki to Piotrowa ofiara na odpucie. 
 Piasek ten, co go Aksena doradzia  twierdziy inne. 
Piotr za przemawia: 
 I ofiara na odpucie, i piasek, a wszystko Pan Bg przenajwitszy zrzdzi; bo  z powag 
mwi dalej  jeeli piasek ma tak wit si, to mu j Pan Bg da. Ot co. 
 Jest na wiecie i  z a   o u  k a j a sia  zauwayajedna z bab. 
 A jest  z przekonaniem potwierdzi Piotr i po dugim namyle doda:  ale w piasku jest 
sia boska, bo ot, dobrze zrobi; a eby w nim bya sia czartowska, toby le zrobi. 
Zastanowi si jeszcze troch, wskazujcy palec w gr wznis i dokoczy: 
  z a   o u  k a sia zawsze le czowiekowi zrobi, a boska dobrze. Ot co. 
Bosk tedy moc zjednywa sobie Piotr Dziurdzia coniedzielnym jedeniem do kocioa, 
odmawianiem pacierzy, ofiarami skadanymi kocioowi w postaci chlebw, serw i pcien, 
diabelskiej za lka si okrutnie, cho nigdy jej na sobie, w widoczny przynajmniej sposb, 
30 
nie dowiadczy i mia j w obrzydzeniu i nienawici wielkiej. Jeeli ktokolwiek opowiada 
przed nim o ludziach, ktrzy, jak na przykad wiedmy i czarownicy rni, przez ni ze figle 
innym ludziom patali, spluwa z obrzydzeniem i ze zoci przez zby wymawia: 
 K a b im rce poamao! K a b im skonanie cikim byo! K a b oni krlestwa niebieskiego 
nie ogldali! 
O krlestwie niebieskim Piotr wspomina czsto; zdaje si, e byo ono tym przedmiotem, 
ktry kdy, wysoko, w zarysach mtnych i nieokrelonych unosi si nad nim wtedy, gdy 
oczy jego pod gstymi, wypukymi brwiami przybieray wyraz zamylony i troch marzycielski. 
Jednake rojc sobie dziwne moe obrazy krlestwa niebieskiego dbaym by i o ziemskie. 
Gospodarstwo swe pracowicie i zapobiegliwie prowadzi, a wielce ucieszy si, gdy go 
mieszkacy Suchej Doliny na urzd   a  o   y swego wynieli. Wtedy okazao si widocznie, 
e od ambicji wszelkiej wolnym nie by i e zaszczyt, ktry go spotka, przyjemnie 
pogaska jego dum. Wprzdy trzyma si by troch pochyo; zostawszy   a  o    
grzbiet wyprostowa, umiechn si tak szeroko i swobodnie, jak nigdy przedtem, lecz za to z 
wiksz jeszcze ni przedtem powag stpa zacz i z widoczn luboci, niemal uroczycie, 
na zewntrznej cianie swojej chaty przybija sin tablic, na ktrej wielkimi biaymi literami 
wypisane byo: P i o   D z i u  d z i a,   a  o   a. Sprawami publicznymi, ktre ssiedzi 
w rce jego zoyli, zaj si gorliwie i cierpliwie. Gdy oblegy go rne z urzdem jego 
zwizane trudy i przeciwnoci, ze skruch w gosie mawia: 
 Pan Jezus wicej cierpia. 
Albo: 
 Pan Jezus mnie to w krlestwie niebieskim wynagrodzi. 
I swoje robi, ani na dokuczanie ludzkie, ani na fatygi rne nie zwaajc. Czsto take 
unosia go ludzka duma. Podnosi palec do gry, umiecha si szeroko i w zwyky sobie, 
powolny sposb mwi: 
Ciepier, jak toj k a z a u, j a  u  pierwszy j e z d e m i zewszystkich  a j w 
y- z e j  z y... 
Starszemu synowi take czasem perory prawi: 
 Patrzaj, Klemens, bd taki jak ja, a Pan Bg przenajwitszy da tobie panowanie ziemskie 
i krlestwo niebieskie. Nie pij, cudzego nie daj, co do ciebie naley, rb, a w moc 
czartowsk nie oddawaj si. W moc bosk oddaj si, a w moc czartowsk nie oddawaj si, bo 
jak  o j k a-z a u, gospodarstwo zginie i dusz zgubisz. Ot co. 
Wany wypadek zostania   a  o    wiejskim zaszed w yciu Piotra w par lat po weselu 
Michaka Kowalczuka z Pietrusi, a wkrtce po tym roztrzsaniu mieszkacw wsi nastrczya 
si sprawa wielkiej dla nich wagi. Magazyn wiejski, w ktrym mieciy si zapasy 
zboa przeznaczone dla wspomagania lat nieurodzajnych, tak ju by starym, e cakowitym 
upadkiem grozi.   a  o w y (policyjny urzdnik) kilka razy zapowiada konieczno zbudowania 
innego i mieszkacy Suchej Doliny konieczno t czuli sami, ale z przystpieniem 
do roboty z roku na rok zwlekali. Wiadomo, kosztw lkali si, a i nowego kopotu nie bardzo 
dali. Teraz jednak przyszed ju kres ostateczny zwlekania. Magazyn trzeba byo budowa 
chcc nie chcc, bo tak stanowczo i nieodwoalnie przykazano z gry. W chacie starosty 
a ciemno zrobio si od ludzi, ktrzy zeszli si tam dla narady o tej kosztownej i do 
skomplikowanej sprawie. Piotr Dziurdzia przewodniczy naradzie ze zwyk sobie powag i 
roztropnoci, doradzajc, jak i kiedy pienidze na ow budow zebranymi by maj, gdzie i 
jakie drzewo kupi na ni naley, kogo i za jak cen wezwa do wymierzenia ziemi, ktr 
budynek na inne miejsce przenoszony zaj musia. We wszystkich tych rozwaaniach i wyliczeniach 
skutecznie pomaga mu stryjeczny jego brat, Stepan, majcy jedn z najlepszych 
gw we wsi, ilekro nie by pijanym albo nie wpada w pasj. Mia on nawet t nad drugimi 
wyszo, e biegle liczy umia. Nikt go tego nigdy nie uczy, ale z natury ju t zdolno 
31 
posiada i nauczy si sam. e za tym razem trzewym by i nie gniewa si na nikogo, a przy 
tym kroi sobie koniecznie na najbliszych wyborach sdzi wiejskim zosta, siedzc tedy 
obok Piotra szeroko i roztropnie prawi, biegle rne liczby dodawa i mnoy, sowem, zapominajc 
o tym, co gryzo go i drczyo w yciu prywatnym, sprawom publicznym odda si 
cakiem. Przy tej czynnoci rozjania mu si nieco i wypogodzia twarz, przedwczenie pomarszczona 
i najczciej ponura a gniewna. Pomimo jednak roztropnoci i powagi dwch 
Dziurdziw, w izbie wybuchaa czsto wrzawa taka, e ludzie jedni drugich zrozumie nie 
mogli. Wszyscy tam jednoczenie mwi zaczynali, okciami i ramionami odpychali si 
wzajem od stou, za ktrym siedzia starosta, o kady grosz zawodzili ktnie, na kad propozycj 
odpowiadali zaprzeczeniami. Piotr cierpliwie to znosi; kilku uwaniejszym suchaczom 
swoje prawi, a czasem, kiedy ssiedzi aja go ju i przeklina zaczynali, pomrukiwa: 
 Pan Jezus wicej cierpia! 
Bydo! p ra k l a  o j e bydo! K a b na w a  chalera!  wykrzykiwa popdliwy 
Stepan i najnatarczywszych pici od stou odpychajc zaczyna ju w paroksyzm zoci 
wpada, gdy nagle ktliw wrzaw mskich gosw niby ostrzem noa przerzn piskliwy i 
rozpaczliwy krzyk niewieci. Bya to Piotrowa, ktra z komory wypadszy rce amaa i z 
boku na bok przechylajc si wniebogosy krzyczaa i zawodzia: 
 J a z u mj! J a z u! O J a z u  mj, J a z u najmiosierniejszy! 
Tu i dziewka, ktra w zastpstwie Pietrusi w gospodarstwie jej dopomagaa, tu za ni take 
z komory wypada, wosy sobie z gowy wyrywajc, a po chacie te biegajc, jeszcze dononiej 
i piskliwiej wtrzya: 
 A Matko Boska przenajwitsza! zmiuj  i a, zmiuj  i a, zmiuj  i a Ty nad nami 
nieszczliwymi! 
Mczyni rozprawia i kci si przestali i z gbami pootwieranymi, jak supy stojc, 
bdnymi wzrokami wodzili za niewiastami, ktre jakby w konwulsjach rzucay si po izbie. 
Sporo czasu upyno, zanim gospodarz chaty zrazu perswazj, a potem grob spuszczenia 
im pici swych na plecy dopyta si u niewiast zdoa, co si stao. Staa si istotnie rzecz 
zasmucajca: z komory zginy dwa sada, dwanacie par kiebas i dziesi   i a  wieo 
utkanego ptna. Wszystko to ukradzione zostao nie wiedzie kiedy, przez kogo, kto odpowiednim 
narzdziem wewntrzn okiennic przepiowa, zamykajc j zasuw usun, przez 
okno do komory wlaz i tyle dobra z niej wycign. Okno komory wychodzio na ogrd, w 
tej pnej jesiennej porze pusty i tylko botem pokryty, noce jesienne dugie s i ciemne... 
Piotrowa rozpaczaa; Piotr strat poniesion mniej ywo do serca biorc zmartwi si jednak i 
nade wszystko oburzy si przeciw nieznanemu zoczycy. Ludzie, ktrzy tu obradowali i 
obrady swej nie tylko nie skoczyli, ale po razy kilka jeszcze koczy nie mieli, rozeszli si z 
wolna; w izbie pozosta Piotr, w zamyleniu na awie siedzcy i okciami na stole rozparty, i 
trzy kobiety, ktre przed ogniem, ywo poncym w piecu, gono o zaszym wypadku rozprawiay. 
Byy to trzy Dziurdziowe: ony Piotra, Stepana i Szymona Dziurdziw. Byy to 
take trzy zupenie rne z sob typy chopek i trzy wyranie rne dole kobiece. Niemoda 
ju i schorowana, ale spokojna i jeszcze do urodziwa Piotrowa, ona ma dobrego, gospodyni 
chaty dostatniej i matka dwch dorastajcych synw, skrzyowaa na piersi ramiona i 
smutnie ju tylko nad strat swoj gow kiwaa, z cicha powtarzajc: 
 J a k i j e ze ludzie! a j, j a k i j e niegodziwe! 
Zwinna jak mijka, czarnooka, niada i ognista Stepanowa, sawna na ca okolic zonica 
i plotkarka, o ktrej zreszt wszyscy wiedzieli, e m jej cierpie nie mg i e wiecznie bia 
go lub przez niego bit bya, na pierwsz wie o tym, co si w chacie Piotra przytrafio, porzucia 
niedawno urodzone a przez cztery lata maeskiego poycia jedyne dziecko i przyleciawszy 
tu krzyczaa, zodziejw przeklinaa i miotaa si tak srodze i haaliwie, jakby j 
sam i stokro od tej wiksza strata spotkaa. Szymonowa, przeciwnie, przywleka si z wolna 
i z dzieckiem na rku, ktre ju byo szstym czy sidmym. Niestar bya jeszcze i niebrzyd
32 
k, ale strasznie wymizerowan, z czoem zmarszczonym i wiecznie skrzywionymi usty. Piotrowa, 
cho starsza i schorowana, daleko lepiej od niej wygldaa. Wiadomo, ona pijaka siedzcego 
po uszy w dugach, u yda arendarza zacignitych, majca chat kurn jeszcze i 
drobnych dzieci pen, a komor prawie pust, to i wesoo sobie b a j d u  z y  nie moga. 
Na Agacie wyranie odbijay si spokj i dobrobyt, na Rozalii Stepanowej charakter zapalczywy 
a zym poyciem maeskim do stopnia prawie wciekoci rozjtrzony; na Parasce, 
once pijaka Szymona  skopotanie i ndza. Tulc i koyszc dziecko, ktre w piersi matczynej 
mao znajdowao pokarmu i rozkrzyczao si wniebogosy, z podziwem penym witobliwego 
jakby poszanowania wci powtarzaa: 
 Dwa sada i dziesi   i a  ptna! oj, Boe mj, Boe! dwa sada, dziesi   i a  
ptna i dwanacie par kiebas... oj, Boe, mj Boe!... 
Bogactwu takiemu, ktre a tyle rzeczy bez ostatecznego ogodzenia poszkodowanych z 
komory ukra pozwalao, dosy nadziwi si i nalubowa nie moga! Nie zazdrocia, 
owszem, aowaa krewniakw, e im si taka szkoda staa, ale oczy jej zachodziy zami. 
Dawao to jej miar i ywe uczucie biedy wasnej. Za czarne oczy Rozalki rozpalay si coraz 
bardziej, byskay i latay jak u oszalaej, a jzyk szybciej jeszcze lata ni renice. Przeklestwa 
najstrachliwsze na nieznanego zodzieja miotaa, lecz wiadomym to ju byo, e 
zawsze co lub kogo przeklina musiaa; podobno sprawiao to ulg nieustannej zgryzocie, 
ktra u innych roztopiaby si w zy, a j napeniaa warem i pomieniem. 
Zasmucony, lecz ju uagodzony gos Piotrowej przebi si przez wrzaskliwe zawodzenia 
Rozalki. 
 eby tam nie wiem co  rzeka  ja taki bd wiedzie, kto to ten zodziej. 
Zwrcia si do Piotra. 
 Pietruk  rzeka gosem, ktry objawia zgodny i przyjacielski stosunek jej z mem  i d 
z i do Akseny... p o p y  a j  i a, moe ona zna co takiego, eby tego zodzieja odkry... 
Nad wszelkie spodziewanie niewiast Piotr ani jednym sowem nie sprzeciwi si temu daniu, 
wsta, na gow czapk barani woy i z chaty wyszed. 
Wieczr to by jesienny, ciemny; wiatr szumia w ogrodach i miota drzewami; pod niebem 
szmaty chmur, lecc jak cikie ptaki, przysaniay, to znowu odsaniay gwiazdy. Botnist 
ciek wijc si pomidzy cianami obr i gumien a opotkami ogrodw wysoki, barczysty 
chop, w kouchu i baraniej czapce, z grzbietem nieco przygarbionym, szed szerokim i cikim 
krokiem w kierunku zagrody kowala. Z dala ju wida byo kuni buchajc czerwonym 
wiatem i sycha turkot odjedajcych wozw. Przed t kuni zawsze jak na odpucie 
albo jarmarku. Z caej okolicy ludzie do Michaa Kowalczuka przyjedaj, bo takiego jak on 
kowala nigdzie nie ma. Ale teraz ju wieczr i ci, co tu dzi konie podkuwali, obrcze na koa 
i siekiery robi, a pugi i wozy naprawia kazali, jad do domw drog pomidzy wierzbami i 
bzami, w ktrych puszczyki i lelaki gnied si i skoml. Przed otwartymi drzwiami kuni 
nie ma ju nikogo, tylko ley szeroko boto straszne, koami wozw i kopytami koskimi rozbite 
i pogbione. Piotr Dziurdzia w bocie tym stan i przez chwil we wntrze kuni wpatrywa 
si z przyjemnoci niejak. Czerwonym wiatem napenione jaskrawo odbijao ono 
od ciemnoci panujcych na zewntrz. W tym wietle piknie przedstawiaa si posta modego 
kowala, ktry pracowa jeszcze nie przesta. W majtkach i koszuli z wysoko odwinitymi 
rkawami, silny i zgrabny, chop wawo podnosi ylaste rami, co siy bi motem po 
rozpalonym elastwie, skry spod mota sypay si w d deszczem, a supem tryskay w gr, 
niada twarz z czarnym wsem i czarna jego czupryna stay w czerwonym blasku. wawo 
pracowa i wesoo. Nade wszystko wesoo. Co chwil zagadywa co do pomagajcego mu 
chopaka, czasem i przypiewywa sobie albo gdy uderzenie silniejszym czy zrczniejszym 
by musiao, podnoszc i opuszczajc rami niby do taca wykrzykiwa sobie: 
 Hu, ha! 
33 
Piotr, z zadowoleniem niejakim na t ran i weso prac popatrzawszy, uszed jeszcze ze 
dwadziecia krokw i wszed do chaty kowala. 
Izba tam bya taka prawie jak u Piotra, obszerna, z drewnian podog i wolna od dymu, 
ktry przez komin uchodzi, tylko spostrzega si w niej daway pewne wymysy, jakich u d 
z i- d  w i p  a d z i d  w nie bywao. Oprcz stow i aw stay tam trzy drewniane 
krzesa, u sporych okien zieleniao w wazonach kilka niskich rolin, na maej szafce z dwoma 
szybkami poyskiwa blaszany samowar. Wymysy te przywiz z sob Kowalczuk z szerokiego 
wiata, a moe te zapoznaa si z nimi i Pietrusia w tym szlacheckim dworku, w ktrym 
za dziewk folwarczn suya. Wymylno ta jednak nie dosza do tego stopnia, aby 
gdzie indziej umieci ogromny piec z okopconym wntrzem, w ktrym, jak o tej porze w 
kadej z chat chopskich, pali si ogie wielki. Nie dosiga te ta wymylno ani wiec, ani 
lampy; pomidzy cegy pieca wetknite uczywo palc si czerwonawym i dymnym pomieniem 
owietlao posta starej Akseny w ten sposb, e komu wchodzcemu do izby musiaa 
ona naprzd rzuca si w oczy. Wedug starego swego zwyczaju kociana babka siedziaa na 
piecu i w dostatniej siermice, w czarnym czepcu, wyprostowana, jedn rk wycigaa z 
kdzieli ni lnian, w drugiej krcia wrzeciono. Pietrusia nosia po izbie roczne dziecko koysaniem 
i pgonym piewaniem upi je usiujc. W drzwiach izby powanym i uprzejmym 
gosem wymwione zabrzmiao pozdrowienie Piotra: 
 Niech bdzie pochwalony... 
 Na wieki wiekw...  z uradowaniem widocznym odpowiedziaa Pietrusia i z dzieckiem 
na rku, z rozbysymi od zadowolenia oczami, ku gociowi podbiegszy w rk go pocaowaa. 
Aksena, ktra od czasu olepnicia swego such miaa ostry, poznaa te Piotra po gosie 
i, na chwil prz przestajc, w znak powitania gow tak kiwa zacza, a si jej dokoa 
czarnego czepca biae, siwe wosy rozwiay. Przy tym chropowatym i z powodu braku zbw 
szeplenicym gosem dzikowaa mu za to, e sobie o nich przypomnia i chat ich nawiedzi. 
Pietrusia tymczasem upione ju dziecko pooya w koysk, jedno z trzech krzese fartuchem 
otara i w radosnym umiechu ukazujc biae zby zapraszaa byego gospodarza swego, 
aby na nim usiad. Piotr popatrza na krzeso, tak jakby przekona si chcia, e nie zamie 
si ono pod jego ciarem, i z ostronoci niejak na nim usiad. 
 Nu  zacz ogldajc si po izbie  po pasku tu u was, piknie... K  e   a sobie wymylili 
i samowar... oho! 
 Po pasku, nie po pasku  podchwycia Aksena, ktrej zaledwie widzialne wargi z 
wielkiego ukontentowania rozcigny si od ucha do ucha  ale chwaa Bogu niczego nie 
brakuje... wszystko jest... i chleb jest, i zgoda wita jest... jak Pan Bg przykaza... 
 I syn jest...  doda Piotr z artobliw dobrotliwoci na Pietrusi patrzc. 
Ona zawstydzia si troch i spucia oczy, ale wesoo wci umiechajc si odpowiedziaa: 
 A jest, d z i a d  k u... 
 I drugi zaraz bdzie...  artowa dalej starosta. 
Tym razem moda matka zaczerwienia si jak burak, odwrcia troch twarz i z cicha 
zachichotaa. Aksena ze swej strony miaa si na piecu swoim starym miechem, ktry suchy 
klekot drewnianej grzechotki przypomina. 
 Czy jeden jeszcze... oj, oj, czy jeden jeszcze bdzie!  mwia. 
 Daj Boe szczliwie  z yczliwoci zakoczy Piotr, a tu i kowal wszed do izby. 
Przed opuszczeniem kuni woy by na siebie szary spencer sukienny, zielon tam oszyty, 
i wyglda w nim bardzo zgrabnie. Twarz mia zaognion i spocon od pracy; na widok Piotra 
ucieszy si bardzo i w obadwa ramiona go ucaowa. Ani on, ani Pietrusia nie zapominali o 
tym nigdy, e stara Aksena i jej wnuczka przez lat wiele w Piotrowej chacie chleb jady. Nie 
darmo wprawdzie go jady, ale by on dobrym i omast yczliwoci obojga gospodarstwa 
34 
przyprawionym. e tam potem stao si inaczej i na tuaczk znowu i musiay, w tym ju 
winy Piotra nie byo. 
 Pietrusia!  zawoa do ony kowal  zrb no dla d z i a d  k a herbaty... 
Piotr poprawi si na krzele. Lubi bardzo herbat, cho popija j tyle tylko, co czasem w 
miasteczku, kiedy na odpust albo na targ przyjecha; we wasnej chacie samowara mie nie 
chcia, bo go d z i d y, p  a d z i d y nie miewali. 
 Oho!  zauway  wy jak pany... h a  b a   sobiej pijecie... 
 Co dzie nie pijem, ale czasem pijem  odpowiedzia kowal  a co robi? wdki do gby 
nie bierzem, to czasem trzeba czym innym ywot rozegrza... I starej babuli ziele to ycie 
przedua, i jak go   a p i  i , potraktowa dobrze... 
 Dobrze, czemu nie, dobrze?  potwierdzi Piotr i zacz kowala wypytywa si o rne 
rnoci, ktrych on mnstwo wiedzia, bo i kawa szerokiego wiata schodzi, i teraz cigle z 
mnstwem ludzi, zwyczajnie jako rzemielnik, do czynienia mia. Michaka nie trzeba byo 
dugo do rozmowy zachca, bo z natury by wielomwnym i wesoym. Wic te szeroko i 
dugo opowiada zacz gociowi o jakim wielkim miecie, w ktrym jako onierz lat par 
przebywa, a tymczasem Pietrusia z popiechem zagotowaa wod w samowarze i po kilku 
minutach z glinianego czajnika nalaa herbat do trzech szklanek z grubego, zielonawego 
szka i do kadej z nich woywszy cynow yeczk, na biaym spodku kilka kawakw cukru 
pooya. Naczynia i cukier z szafki wyjmowaa, zwijaa si po izbie bosymi nogami ywo 
i zgrabnie, szklanki i yeczki jak wesoe dzwonki w rku jej dzwoniy. Dwie szklanki z 
herbat postawia na stole przed gociem i mem, trzeci, na aw wskoczywszy, na piecu 
umiecia i gdy dwaj mczyni bezprzestannie gawdzili z sob, ona gorc herbat na 
spodek wylewaa i wydymajc policzki z caej siy gono na ni dmuchaa. Potem kocem 
palca dotykaa pynu, a przekonawszy si, e ju by ostudzony, brzeg spodka do ust babki 
przykadaa mwic: 
 P i e j, babulo, p i e j! 
Siedziaa na brzegu pieca i lep babk herbat poia. Chustki na gowie w domu nie nosia. 
Ciemne wosy rozrzuciy si troch dokoa jej twarzy, a czoo miaa takie gadkie i pogodne, 
a oczy tak od wesooci byszczce, e cho tam w koysce usypia roczny ju chopak, na 
dziewczyn wygldaa. Michaek z Piotrem rozmawiajc spojrza na on, raz, drugi, a potem 
opowiadanie jakie przerwa i zapyta: 
 Pietrusia! a ty z  o u h a  b a  y nie pijesz? 
Wyda troch wargi i bosymi stopami po cianie pieca bbnic odpowiedziaa: 
Nie  h ac z u!  i e l u b l u! p a  k u d  o j e zie le. Mnie lepszazacierkazsadem. 
To wspomnienie o sadle przypomniao Piotrowi cel dzisiejszych jego odwiedzin. Wspar 
tedy okie na stole, twarz na rku i wypadek, ktry chat jego nawiedzi, opowiada zacz. 
Obecni dziwili si i bardzo ubolewali. Zajo ich nade wszystko pytanie: kto to taki  ten zodziej? 
Kowal przypomnia sobie, e wczorajszej nocy wraca wanie z ssiedniej wsi, do ktrej 
za interesem by chodzi, i widzia jakiego czowieka, ktry z workiem na plecach prdko 
szed pod potami. 
 A jake on wyglda, ten czowiek?  ciekawie zapyta Piotr. 
Kowal odpowiedzia, e by to czowiek chudy, maego wzrostu i zdaje si, e siwy zarost 
mia dokoa twarzy. Tego ostatniego na pewno nie utrzymywa, bo noc bya, ale e widzia go 
do z bliska i gwiazdy wieciy, wic zdaje mu si, i mia siwy zarost dokoa twarzy. Piotr 
zaduma si, a potem rzek: 
 To zupenie tak, jakby Jakub Szyszko... 
W podejrzeniu wyraonym wzgldem Jakuba Szyszki nic nieprawdopodobnego nie byo. 
Nieraz ju on w yciu swoim na zodziejstwie by zapanym, a ot, dwa lata temu za wdarcie 
35 
si przez dach do stodoy dworskiej p roku w turmie przesiedzia. Jednak byo to tylko podejrzenie. 
Piotr wlepi oczy w lep twarz Akseny. 
 Ja do was z prob, ciotko  rzek.  Moe wy znacie jaki sposb, eby tego zodzieja 
odkry... 
Baba milczaa chwil, potem chropowatym swym i bezzbnym gosem, ale powoli z namysem 
mwi zacza: 
 Czemu mam nie zna? znam. Wecie sito, wbijcie w nie noyce i niech dwoje ludzi 
podoy palce pod ucha noyc, a d  u g i e l u d z i e niech mwi rne nazwiska, rne, 
jakie sobie tylko wspomn... Na czyje nazwisko sito zakrci si, ten zodziej... I to jest taka 
pewna prawda, e ja nie raz, ale sto razy na wasne oczy widziaa... 
Umilka, wycigna rami i par razy w tych palcach wrzeciono pokrcia. Kowal zamia 
si gono. 
 Gupstwo!  rzek. 
 Michaek!  z przeraeniem prawie zawoaa Pietrusia  ty zawsze taki! tobie wszystko 
gupstwo! ej, niedowiarek paskudny! 
A zaczerwienia si caa, tak j niedowiarstwo ma oburzyo. On pobaliwie wymwk 
jej przyj i tylko z cicha jeszcze zamrucza. 
 Oj, baby, baby d u   yj e! 
Ale Piotr z nadzwyczajn uwag i powag sucha sw Akseny, ktra rk z wrzecionem 
opuciwszy dodaa jeszcze: 
 Mona na sito zodzieja wywry, mona i na Ewanieli. To ju jak gdzie... w jednych 
stronach na sito wry si, a w drugich na Ewanieli wry si... To ju wszystko jedno... jak 
kto woli... 
Piotr rk do wosw podnis. 
 To ju na Ewanieli wol  rzek, a po chwili doda:  Zawsze to boska rzecz jest i boska 
sia... 
 No, to tak samo w Ewanieli noyce wbi...  nauczaa baba. 
 Gupstwo!  zamia si znowu kowal, a Pietrusia skoczya i rk mu usta zamkna. On 
j wp pochwyci, dwa razy si z ni w kko okrci, a potem tak zaaskota, e zachodzc 
si gonym miechem na aw upada. Piotr na te swawole modych adnej uwagi nie zwraca. 
Jemu waniejsza sprawa na sercu leaa i przy tym wszelkie rozmowy o wrbach, cudach 
i czarach przejmoway go na wskro tajemnicz i trwoliw uroczystoci. Wsta z krzesa 
i z niejakim zakopotaniem zacz: 
 D z i a k u j u wam, Aksena, za wasz rad... Tylko jak to zrobi... trzeba, eby to kto z 
 a- j   y robi... 
 Ja wam to, dziadku, zrobi...  zrywajc si z awy zawoaa Pietrusia  czemu nie! Tyle 
lat chleb wasz jadam, a teraz bym tej przysugi wam nie zrobia?... Ot, ju id... 
I ju na nogi trzewiki wkadaa. Nigdy do wioski bez trzewikw nie chodzia. M, ktry 
mia w tym przyjemno i ambicj swoj, wszelakie stroje dla niej kupowa, a i jej podobao, 
si to bardzo, e szczciem swym popisa si moga przed ludmi, pord ktrych kiedy 
najubosz i najpoledniejsz bya. W trzewikach tedy, w kupnej perkalowej spdnicy, w 
zgrabnej, nowiutkiej siermice i kwiecistej chustce na gowie w kilka minut potem wesza do 
chaty starosty i, przed dawn gospodyni sw pokoniwszy si nisko, w rk j pocaowaa. 
Dwom innym kobietom za to ledwie gow kiwna. Wiedziaa dobrze, e dla obydwch jest 
tym samym, co sl w oku. Jedna jej sw maesk niedol przypisywaa, druga zazdrocia 
dostatku. Teraz przecie na chwil o urazach swych zapomniay, ciekawo przemoga nad 
nienawici. Skupiy si dokoa przybyej i zarzuciy j pytaniami, ale ona z dwoma niedorosymi 
jeszcze chopcami gospodarstwa zaraz gwarzy i chichota zacza. Znaa ich niemal od 
niemowlctwa; Klemensa w czerwony policzek uszczypna, a Jasiukowi palec woya w 
usta, ktre najczciej gapiowato otwiera. Oni j za to za nogi tak pochwycili, e jak duga na 
36 
rodku izby upada. Baby i dzieci a za boki bray si od miechu i wiadomym to ju byo, e 
gdzie Pietrusia wpada, tam peno by musiao gadania, piewania i miechu. Jedna tylko Rozalka 
ani mylaa mia si. Na klocku drzewa przed piecem usiada, rk brod podpara i 
zadumaa si ponuro. Wtem jakby makiem posia, zrobio si w izbie cicho. Piotr wyszed z 
komory, niosc w rku niewielk ksieczk w podartej oprawie i ze zkymi kartami. Bya 
to Ewanielia, ktr z poszanowaniem chowa on na dnie skrzyni od lat wielu, odkd, mu j po 
sobie w sukcesji zostawi dziad bardzo stary, ktry z ni od dworu do dworu i od wsi do wsi 
chodzi, a na koniec w Suchej Dolinie w Piotrowej chacie umar. Piotr dziadowi trumn wasnymi 
rkami z czterech desek zbi, uczciwie go pogrzeba, a ksik starego ebraka jako 
rzecz wit uwaajc w chacie j swej pozostawi. Nie otwiera jej nigdy, bo czyta nie 
umia, ale obecno jej na dnie skrzyni za niejakie ubezpieczenie chaty od nieczystej siy 
uwaa, a ot, teraz, z poszanowaniem z komory j wynisszy, w milczeniu Pietrusi poda. 
Ona z kieszeni siermiki wyja noyce, ktre z sob przyniosa, i w tym mgnieniu oka tak 
spowaniaa, e aniby w niej pozna weso moodyc, ktra tylko co po izbie z niedorosymi 
chopcami uganiaa si i kozioki wywracaa. Spowaniaa, czoo troch zmarszczya, a 
wzniesione w gr jej oczy wyraz modlitewny przybray. Westchna gono, westchny za 
ni i inne kobiety, nawet Rozalka. Piotr przeegna si; naladowali go synowie obaj: rosy i 
czerstwy Klemens z rozbysymi od ciekawoci oczami i blady, chuderlawy Jasiuk z gb 
szerzej ni kiedykolwiek otwart. Nagle jednym zamachem Pietrusia rozwarte noyce w 
grzbiet ksiki wbia i pod jedno ucho noyc palec wskazujcy podkadajc drugie Piotrowej 
wskazaa. 
 Trzymajcie, ciotko! 
Piotrowa uczynia, co jej rozkazano. Ksika na ostrzu noyc wiszca szeroko ku doowi 
rozwieraa swe stare, poke karty. 
 G a d a j  i e  teraz  zadysponowaa Pietrusia  rne a rne nazwiska, g a d a j  i e. 
Na czyje nazwisko Ewanielia pokrci si, ten zodziej... 
Rozalka pierwsza wyskoczya z pytaniem. 
 Anton Budrak?  pytajcym tonem wymwia, a pragna, aby ksika uczynia owe zapowiedziane 
poruszenie, bo wczoraj wanie nad stawem przy pukaniu bielizny pobia si z 
Budrakow. Ale ksika ani drgna. 
 Lewon Kuziauka?  cienkim dyszkantem zapytaa Szymonowa, by to albowiem jeden z 
najdokuczliwszych wierzycieli jej ma. Ale ksika pozostaa nieruchom. 
Nazwiska za nazwiskami wypaday z ust kobiet i chopcw uszczliwionych tym, e w 
tak wanym akcie niejak rol gra mog. Ksika jednak wci nie odpowiadaa nic. Na 
koniec Piotr, ktry dotd adnego nazwiska nie wymieni, basowym i przytumionym swym 
gosem rzek: 
 Jakub Szyszko. 
Nie darmo przed pgodzin u kowala wyraano podejrzenie na czowieka, ktry si tak 
nazywa. Palec Pietrusi drgn tak lekko, e drgnicia tego nie tylko nikt nie spostrzeg, ale 
ona sama nie uczua, a ksika powolnym i zaledwie te dostrzegalnym poruszeniem dokonaa 
may pobrt. 
 Aha!  zawoao chrem gosw siedem. 
Pietrusia ostronie i z uszanowaniem z grzbietu ksiki ostrza noyc wycigna i pochyliwszy 
si, nabonie star okadk ucaowaa. Za jej przykadem poszli inni. Caoway ksik 
wszystkie z kolei kobiety, caowali, tak e a prawie smokta j zdawali si, dwaj chopcy; 
dugim i skruszonym pocaunkiem usta swe do niej przyoy Piotr i natychmiast uczywem 
sobie wiecc do komory j znowu ponis. Potem kobiety i chopcy wymwili znowu chralne: 
Aha!, w ktrym mieciy si uczucia rne: oburzenia, uradowania i wdzicznoci 
dla tego czego; co im zodzieja odkry pozwolio. Czym byo to co, nie zapytywali o to i ani 
dorozumie si mogli. Czuli tylko i myleli, e bya to jaka sia, ktra usug im oddaa za 
37 
porednictwem Pietrusi. Tego wieczora jeszcze ognista Rozalka lataa po wsi, a zgnbiona 
Paraska ze skwierczcym dzieckiem swym na rku od chaty do chaty azia, a obie na wycigi, 
jedna prdko i zapalczywie, druga powoli i mazgajowato, rozpowiaday o wszystkim, co 
dziao si i stao w chacie starosty. 
Potem guche ju tylko chodziy wieci o tym, co pomidzy Piotrem i Jakubem zaszo. Podobno 
pierwszy w rzadko u niego zdarzajcym si, ale gwatownym przystpie gniewu zbi 
Jakuba we wasnej jego chacie i pocigniciem go przed sd zagrozi, jeeli nie przyzna si 
do winy i skradzionych rzeczy nie odda. Jakub wiedzia ju z dowiadczenia, e od sdu nie 
zawsze bezpiecznie wykrci si mona, a na stare lata nie chciao mu si po raz trzeci turm 
nawiedza. Przy tym gdy synowie i crki z maymi dziemi na rkach rzuciy si do ng starocie 
proszc, aby gospodarstwa ich nie rujnowa, winowajca rozpaka si, wszystko przed 
Piotrem wyzna i zwrci mu dwa sada i pi cian ptna. O reszcie ptna utrzymywa, e 
gdzieci je zgubi, a o kiebasach, e je jakimci przypadkiem psy zjady. Paka, bi si pici 
w piersi i na zbawienie wieczne zaklina si, e tak byo. Synowe i crki wiedzc dobrze, 
e tak nie byo, skupiy si w kcie izby i milczay. A nu Piotr uwierzy, a pi cian ptna i 
kiebasy w chacie pozostan! Piotr nie uwierzy, ale gniew odszed mu nieco i widzia zreszt, 
jak ubog bya ta Jakubowa chata i jaka j napeniaa gromada. Byo tam dusz ze trzynacie, 
starych, modych i maych. Tyle ludzi za win jednego gubi i samemu niemaych kopotw 
nabra si. Rk tedy machn, to, co oddano mu, zabra, a o tym, czego nie oddano, przez 
zby mrukn: 
 Pan Bg przenajwitszy t moj krzywd w krlestwie niebieskim wynagrodzi... 
I sprawy zaniecha, ale inni mieszkacy wsi dugo zapomnie o niej nie mogli. Nie zapomnia 
o niej przede wszystkim Jakub, ktry odtd, ilekro Pietrusi spotka, spluwa na stron 
i z gniewem mrucza: 
 Zgi, przepadnij,  i e  zy   a j a  i  a! 
Nic w wiecie nie zdoaoby zachwia w nim przekonania, e tej kobiecie moc jaka tajemnicza 
i jej samej tylko znana postpek jego wyjawia. Nienawidzi jej i zarazem lka si 
zacz. Lka si jej te zaczy niektre z niewiast, a przecie byy i takie, co przepaday za 
ni. Modej abudowej, na przykad, gdy sroga febra ni trzsa, doradzia ona na pierwsze 
wiosn wylgnite kurcz albo kacz spojrze i w teje chwili co prdzej wze na fartuchu 
lub chucie zawiza. 
 Jak rk odejmie  upewniaa. 
Istotnie, ujo jak rk. abudowa, ktra ju schn, szpetnie i siy traci zacza, febr, 
utracia; e za miaa ma modego, wiekr gderliw i roboty wymagajc, wdziczno jej 
dla Pietrusi bya wielk. Inn znowu kobiet w cikim poogu bdc napoia pynem z dziesiciu 
gatunkw zi przyrzdzonym, a zwanym dziewiciorank, ktry take okaza si wielce 
skutecznym. Miaa zawsze w chacie peno suszonych zi, z ktrych kade suyo na chorob 
inn. Od garda dawaa brunelk, od kaszlu laz i dziewann, od blw krzya krwawnik, 
od ciskania w ywocie czber i mit. Przeciw chorobom jednym doradzaa koniczyn 
bia i winiow kor w d z drzewa zeskrobywan, przeciw chorobom innym koniczyn 
rowa i tak kor tylko w gr z drzewa zeskrobywan. Dzieci, ktre dostaway konwulsji, 
kada na desce pord koa zarysowanego kred, a te, ktre koklusz mczy, poia sokiem 
rzepowym, nie z czego innego dawanym, tylko z sameje rzepy w form kielicha wydronej. 
Sowem, nieprzebran bya w rodkach zaradzajcych cierpieniom najpospoliciej dolegajcym 
mieszkacom wsi. I nie tylko znaa je, ale ich udzielaa zawsze z uprzejmoci i chtnoci 
wielk. Inna braaby za to jaja, len, ptno, kury, miarki zboa i Bg wie co jeszcze. Ona 
nie. Nigdy niczego w zamian rad swoich nie daa, a gdy ktra z niewiast i przyniosa jej 
kiedy cokolwiek w fartuchu lub pod chustk, nie przyjmowaa. Rk wycigajc si z datkiem 
odpychaa mwic: 
 Nie chc, nie trzeba, na co mnie to? ja z yczliwoci... 
38 
I bya ludziom yczliw istotnie. Bywao, gdy przez wie idzie, a jak biedn kobiecin albo 
zndzniae dziecko zobaczy, staje i zapytuje si: 
 A to co? A gdzie boli? A moe to ze zgryzoty jakiej? a jaka to zgryzota? 
Wypytawszy si, czasem jakie ziko albo inny sposb na ludzk bied doradzi, a jeeli 
rady nie wymyli, to z dorosym o biedzie jego pogada i gow pokiwa, dziecko w ramionach 
pokoysze, w chude ciako pocauje i potem ju w swoj drog idzie. Stara Aksena syszc 
cigle, e ludzie do niej po rad przychodz, z rok czy ze dwa milczaa, ale potem zaniepokoia 
si czego i wnuczk gdera zacza. Z wysokoci pieca swego mwia do niej: 
 A czego ty, jak ta suka, cigle przed ludmi jzyk wywieszasz? To i to pij, tak i tak zrb! 
Bdziesz ty za to podzikowanie miaa, jeszcze ci wiedm zrobi... 
Pietrusia na miotle okie wspara i zamylia si. Po chwili z namysem zacza: 
 Ot, widzicie, babulo, mnie zdaje si, e kiedy mnie Pan Bg szczcie da, to ja ten wiat 
bardzo ju polubiam... i wprzdy ja jego lubiam, ale kiedy Michaek ze mn oeni si, polubiam 
jeszcze wicej... A teraz co? Michaek coraz lepszy... i dostatku wszelkiego przybywa, 
i dzieci przybywa, i cigle mnie na wiecie lepiej i lepiej, a ja ten wiat lubi wicej i 
wicej, i wszystko, co jest na wiecie, lubi... i soneczko to boe ciepe, i gwiazdy te boe 
janiekie, i drzewa te szumice, i kwiaty pachnce, i ludzi wszelakich, i kade ywe stworzenie... 
Wszystko lubi... I Kusego lubi... Kusy! Kusy! na, masz! 
Brzydkiemu kundlowi w czarne i biae plamy kromk czerstwego chleba rzucia, po twardej 
szerci go pogaskaa i dalej izb zamiatajc na ca chat zapiewaa: 
 Tam na dole, na pryhore, 
Posiejali proso, 
Oj, tam chodzi Jasiuleko 
Do dzieuczyny boso! 
Aksena chciaa jeszcze gdera. 
 Oj, m a  a d a j a, d u   a j a!  szeptaa, lecz promie soca przez okno padajcy agodnie 
ogrzewa star jej gow, a izb napenia zapach skwarzcej si na piecu soniny i 
wesoy rozgony piew wnuczki. Co tam byo szczliwej tej roztrzepanicy napomnienia 
jakie prawi albo ze wrby gada? Sama wic w uszczliwionym umiechu rozcigaa wskie 
swe wargi od ucha do ucha i na bok nieco przechyliwszy gow pilnie nasuchiwaa, czy 
nie zbudzi si czasem i w koysce swej nie zaskwierczy malutka Krysieka. A to ju rce od 
przdzenia zabolay i bogo byoby na kolanach potrzyma prawnuczk!... 
IV 
Po Stasiuku i Krysiece urodzia si Helenka, a po Helence przyszed na wiat Jadamek i 
czworo ju dzieci, z ktrych najstarsze miao lat sze, zdrowo i wesoo hodowao si w chacie 
kowala w porze owej, gdy mieszkacy Suchej Doliny rozniecili wrd drg, rozstajnych 
ogie z osinowego drzewa. Na ogie ten niby motyl nocny ku zgubie swej blaskiem pomienia 
zwabiony pierwsza nadesza Pietrusia. Ona wic bya t dusz zoliw i nieczyst, ktra 
w chatach kilkunastu mleko krowom odebraa. Gdyby zamiast niej przysza tam bya kobieta 
inna, opinia publiczna wioski byaby take ywo zaniepokojon i silnymi przeciw niej podejrzeniami 
nurtowan; jednak podejrzeniom tym towarzyszy by mogy wtpliwoci niejakie. 
Dla ustanowienia zupenej pewnoci faktu tego trzeba byo szeregu faktw poprzedzajcych. 
Tu nikt zaprzeczy nie mg, e przeszo potnie wspieraa chwil obecn. To dziecko 
39 
nieznane przywdrowao tu kiedy ze star bab, ktr nie wiedzie jaka sia, dobra czy za, 
po wiecie gnaa. Baba widocznie kawa wiata obesza i z  a  a tyle, ile wszystkie mieszkanki 
wsi razem wzite nie z  a  y. Skd jej przyszy te wiadomoci wszystkie? A potem 
olepa. Czy to nie byo czasem kar Bo za jakie brzadkie postpki, ktrych dopuszczaa si 
kiedy za oczami ludzkimi, albo za jakie stosunki z nieczystym? A to srogie lubienie, jakie 
uboga dziewczyna, przybda, rozbudzia w jednym z najbogatszych gospodarzy, w Stepanie 
Dziurdzi? A to wyjcie za m za chopca, ktry sze lat jej nie widzia, a nie zapomnia? A 
to odgadnicie zodzieja? a wszystkie jej leki i inne porady? Za jej to przykadem teraz 
wszystkie dziewki paliy wienniki, gdy chciay goci do domu sprowadzi, wskutek jej 
ostrzeenia nikt nigdy nie podj z ziemi tasiemki zwizanej w szereg wzw, bo zaraz by 
dosta brodawek. Wprawdzie spory zapas podobnej mdroci yciowej istnia w Suchej Dolinie 
i w ogle w caej okolicy niezalenie od Pietrusi i przed przybyciem jej w te miejsca. 
Wprawdzie od d z i d  w, p  a d z i d  w adna z tutejszych niewiast w dniach rozdzielajcych 
Narodzenie Paskie ze witem Trzech Krli za nic w wiecie nie pokrciaby ni razu 
wrzecionem, boby przez to na wiosn wszelkie ptactwo domowe z zawrotu gw pozdychao; 
adna w dzie Podwyszenia Krzya witego nie chodzia do lasu po grzyby i jagody, boby 
przez to wszelkie robactwo i gady las zamieszkujce na chat sw nawioda; adna przy ciu 
zboa nie upuszczaa z pilnej uwagi tego, aby przypadkiem nie ci sierpem kosw w pewien 
sposb zwizanych lub zaamanych, bo zwizuje je zwykle lub zaamuje ta rka nieyczliwa 
na nieszczcie tej, ktra je zenie. I wiele, wiele podobnych wskazwek i wiadomoci 
od d z i d  w, p  a d z i d  w posiadaa ludno Suchej Doliny, ale Aksena i jej 
wnuczka posiaday ich bez porwnania wicej. A to teraniejsze bogactwo kowala i jego ony? 
Chata ledwie nie jak domek w jakim takim szlacheckim dworze, wz jakoby bryczka 
okuty, klaczka do zaprzgu tga, krowy, owce, wszystkiego peno. A w chacie samowar i 
yki byszczce i jeden, drugi biay talerz. Maa to rzecz bogactwa takie? Skd oni je maj? 
Od dawna ju Rozalka Stepanowa, a za ni i wiele innych kobiet na cay gos dziwi si i wykrzykuje, 
e kowalicha jak pani jaka h a  b a   w domu pije, suknie z kupnych perkalw 
nosi, do kocioa czasem pjedwabn chustk na gowie zawizuje, a on sam w spencerach 
chodzi, surdutach, butach piknych, czapeczkach zgrabnych, a siermigi i chopskiej baraniej 
czapki to ju na nim ani zobaczy. Rozalka a wcieka si, a rozlaza Paraska a pacze, gdy 
zapytuj si samych siebie i ssiadek: skd u kowala i kowalichy tyle bogactwa by moe? 
Ssiadki, szczeglniej moda abudowa, ktra Pietrusi bardzo lubi, wspominaj co o tym, 
e Michaek podobno troch pienidzy z sob przywiz, a zarobi je swoim rzemiosem, e i 
teraz pracowity jest bardzo, i ludzie z robotami jak na odpust do niego przyjedaj; e kawa 
ziemi ma urodzajny, e Pietrusia dobr jest gospodyni itd. Ale Rozalka i Paraska, a z nimi i 
inne kobiety wzgardliwie gowami kiwaj, a proszcymi oczami spogldaj na Jakuba Szyszk, 
ktry najczciej rozmowom tym obecny bywa i uroczycie prostujc si mwi: 
  z o   wiedmie przez komin h  o  z e nosi. Ot, skd u nich te bogactwo. 
Teraz stary Szyszko tryumfowa. 
 A co  mwi  kto przyszed na ogie? Kto krowom mleko odebra? 
Wie bya du i nie caa zajmowaa si t spraw. Ale w kilkunastu chatach wrzao wieczoru 
tego jak w garnku. Mczyni dziwowali si i oburzali zarazem, ramionami wzruszali i 
pici ciskali, ale jak zwykle bywa, gdy im wdka ust nie rozwizuje, mwili mao. Babskie 
jzyki za to latay jak myskie skrzyda. Rozalka ze swymi ywymi ruchami wiewirki a 
syczcymi ustami mijki uwijaa si midzy ludmi po rnych izbach i dziedzicach wtedy 
jeszcze, gdy ju na godzin przed pnoc koguty zapiay. Stepan z dzieckiem na rku do pustej 
chaty wszed, ogie roznieci, uczywo zapali i w szczelin ciany wetkn, a potem 
zmarszczon i srog twarz sw pochyli nad dzieckiem, ktre w objciu jego spao. Czy naprawd 
do yjcego dziecka naleaa ta nieksztatna gowa, lnianymi wosami z rzadka okryta, 
z twarz nabrzmia i zamknitymi powiekami, ktrych te rzsy leay na woskowej 
40 
toci policzkach? Przy wietle uczywa Stepan przypatrywa si tej twarzy. Dlaczego syn 
jego by mizeractwem takim, kiedy on sam nalea do najsilniejszych i najrolejszych chopw 
we wsi i caej okolicy? Wiecznie zgryzot jak cignite usta Stepana nad sam twarz 
dziecka zaszemray: 
 Oj, biedulku ty, biedulku! kiedy ty by w ywocie matki, b a  k o twj bi onk, bo  
a- w i d z i  jej nie mg... a kiedy ledwie od ziemi odrasta, paskudna matka opat ci po 
gowie uderzya... 
Srogo jego twarzy topniaa w okrywajcym j wyrazie blu. Pocaowa w czoo upione 
dziecko, ono zbudzio si i rczynami u szyi mu zawiso: 
 Tatku, je! 
Jednym ramieniem przytrzymujc je u piersi, drugim sign w przepacist gbin pieca i 
wycign z niej garnek z jak ledwie ciep reszt krupniku. Wzi drewnian yk i wlewa 
ni krupnik w usta dziecka. Cz krupniku wylewaa si z yki i ust dziecka na brzeg 
pieca, dziecko krztusio si i miao zarazem; Stepan take rd niezliczonych zmarszczek 
swej twarzy umiecha si zacz. Wkrtce jednak srogo znowu brwi zsun i z ust wyrzuci 
ciche przeklestwo. Dlaczego w dostatniej chacie jego panuje niedostatek taki, e ot dziecko 
swe karmi musi zimn resztk krupniku, a sam godnym bdc je czego nie ma? Komora 
przecie pena. Tak, ale chata pusta. Dziecko w niej to jedno tylko, a onka po wiecie lata z 
jzykiem wywieszonym jak u suki. 
 Suka!  zamrucza i znowu zakl. 
Potem jeszcze do dziecka rzek: 
 Oj, eby  a m  a twoj matk bya, nie tak by ty wyglda... 
Po chwili ojcowskimi rkami na sienniku uoone mizerne dziecko znowu zasno, a Stepan, 
przyniesion z komory kromk chleba z kawakiem soniny zjadszy, siedzia przy cianie 
na awie i drzema. Ora dzi przez dzie cay, tak wic znuony by, e a ca sw postaci 
koysa si od sennoci to w ty, to naprzd. Jednak do snu si nie ukada. Na on czeka. 
Bye to objaw czuoci maeskiej? Dowiadczy tego miaa Rozalka, gdy na godzin przez 
pnoc do chaty wracaa. Wracaa za w humorze wybornym. Uszczliwiao j to, e Pietrusi 
zapano dzi na gorcym uczynku szkodzenia ludziom i e odtd nie tylko caa wie, ale 
i Stepan w obrzydzenie j wemie najpewniej. Ta ostatnia nadzieja rozpywaa si po jej 
wntrzu namitn rozkosz. Ona przecie nie z przymusu i nie z chciwoci, ale z lubienia za 
Stepana posza. Ostrzegali j ludzie, e on wielki zonik. 
 Ju ja jemu dam rady  mawiaa.  Na zo jest zo i nie wiadomo jeszcze, kto kogo 
przezwyciy. Niechaj bije, byle lubi. 
A tu przekonaa si, e on jej nie lubi, a poj j tylko dlatego, e kiedy matka umara, 
gospodyni w chacie konieczn ju si staa. Tamt to lubi, i jak jeszcze lubi! O, gdyby nie 
baa si kryminau i sdu, byaby ju t tamt sto razy zabia! Ale teraz zabita ju ona i tak. 
Wiedma, ludzi krzywdzca i z nieczystym bdca w zmowie. Teraz to i Stepan plunie na ni 
tylko, gdy j zobaczy. Nadzieja ta uczynia j szczliw i bardzo dla ma czu. Wsuna si 
do chaty z cicha i, ujrzawszy Stepana siedzcego jeszcze na awie, jak wiewirka przyskoczya, 
usiada przy nim i za szyj go ramieniem obja. Oczy jej wyglday jak dwa czarne 
pomyki, wskie usta ukazyway w umiechu rzd nienych zbw. Na szyj ma rami 
zarzuciwszy chciaa przycisn si do jego boku, gdy nagle on pi podnis i uderzy j w 
plecy tak silnie, e a z awy na ziemi kolanami upada. Zarazem krzycze zacz zapytujc 
j, gdzie tak dugo siedziaa, czemu wieczerzy nie zgotowaa, czemu do dziecka nie przysza. 
Wtedy ona znowu zoci wybuchna i zerwawszy si z klczek a rce na biodrach oparszy 
zacza skaka mu w oczy, zjadliwie miejc si i woajc: 
 Wiedma twoja Pietrusia! Wiedma twoja mia! wiedma twoja lubka najmilsza! 
wiedma! wiedma! 
41 
Stepan zerwa si z awy i, za wosy j porwawszy, znowu na ziemi rzuci. W teje chwili 
krzyk i oskot obudzi maego chopczyn, ktry ujrzawszy rodzicw bijcych si na rodku 
izby szybko wysun si spod  a d  a i cicho, z przestraszonymi ruchami wlaz pod tapczan. 
Z dowiadczenia wiedzia o tym, e po kadej bitce z mem matka porywaa go za wosy lub 
koszul i jak szczeni na rodek izby z pocieli wyrzucaa. Ojciec go wtedy najczciej na 
rce bra i po izbie w ramionach nosi tulc i caujc, ale czasem, kiedy ju by bardzo rozzoszczony, 
take go nog kopn... 
Pietrusia tymczasem, zaszedszy do kuni i chwilk z mem pogadawszy, do domu wrcia. 
Przez ten dzie napracowaa si w ogrodzie okoo pielenia burakw i kapusty, a na godzink 
przed zachodem soca wybiega w pole, aby troch ulubionych zi swoich narwa. 
Wiedziaa, e w por jeszcze przyjdzie, aby wieczerz zgotowa. 
Dokoa Akseny tymczasem, ktra przez wnuczk do ogrodu wyprowadzona cay dzie na 
trawie przesiedziaa, a teraz ju zwyke swe miejsce na piecu zaja, skupio si troje starszych 
dzieci. Najmodsze spao w koysce. W zmroku letnim, ktry napenia izb, gwiazdami 
do niej przez szyby okien zagldajc, grupa zoona z czterech istot ludzkich rnej wielkoci 
ciemniaa i poruszaa si w zarysach mtnych pod samym prawie sufitem izby na ksztat grupy 
cieniw. W ciszy, ktr przeryway tylko oddalone stukania kowalskiego mota, chrypia i 
szepleni gos lepej baby i jak srebrne dzwonki rozlegay si cienkie gosiki dziecice. Ona 
im co to z powag wielk, to ze swym suchym, klekotliwym miechem opowiadaa; one jej 
mnstwem wykrzykw i zapyta mow przeryway. Najczciej i najmielej odzywa si szecioletni 
Stasiuk, najmilszy pierworodny ojca, po trochu ju pomocnik matki w pielgnowaniu 
najmodszego dziecka, po trochu te ju i opiekun lepej babki, ktr czasem na piecu 
karmi, a po dziedzicu i ogrodzie za rk wodzi. Teraz by on czego niezmiernie rozciekawionym 
i gosem rozpieszczonego dziecka nieustajcymi zapytaniami prababk napastowa. 
 Gdzie on by, babulko? gdzie Jadamek by, nim do naszej chaty przyszed? Gdzie on 
pierwej by? 
Szo mu waciwie o to, skd przyszed najmodszy braciszek, ktry przed miesicem zjawi 
si w chacie, i co on robi przedtem, zanim tu przyszed? Stara miaa si dugo, a potem 
rzeka: 
 W lesie Adamek by, w lesie by twj braciszek mileki, nim tu przyszed. 
 A co on tam robi?  zabrzmiao znowu pytanie. 
 Zajczki w lesie pas  odpowiedziaa mu babka. 
 A ja gdzie by pierwej, nim tu przyszed? 
Stara bez namysu ju odpowiedziaa: 
 Ty na wysokim, wysokim drzewie siedzia i wronki w powietrzu pas... 
 A ja? a ja? babulko, a ja? 
 Ty, Kryka, na dnie siniekiej wody siedziaa i rybki pasa... 
 Halenka? babulko? a Halenka? 
 A ja babulko? a ja gdzie bya? 
Wida prababka trzyletni Helenk pocaowaa, bo po izbie rozlego si gone cmoknicie. 
Potem ze miechem, w ktrego starym klekocie czu byo rozkosz, odrzeka: 
 Halenka w gstej trawie siedziaa i robaczki pasa... 
Wtem drzwi stukny i po izbie rozszed si mocny zapach zi polnych. 
 Czy to ty, Pietrusia?  zapyta w zmroku gos chrapliwy i szeplenicy. 
 Mama!  zadzwoni dziecicy chr. 
 Wszyscy wy tutaj?  zapytaa wchodzca. 
 A wszyscy. 
 Adamek pi? 
 A pi. 
42 
 To i chwaa Bogu. Ot, zaraz ogie rozniec i kartofli zgotuj, com ich dzi w ogrodzie 
nakopaa. 
 Oj, dobre kartofle... mode...  z wyran rozkosz zaszeplenia babka. 
 Dobre... oj, dobre...  powtrzy dziecinny chr. 
Szeroki ogie zapon w piecu i owietli izb, w ktrej przez upynione lat kilka zaszy 
niejakie zmiany. Ale byy to zmiany na dobre. Wicej dostatku i wicej wymysw. Pomidzy 
oknami staa komdka, a na niej dwa mosine lichtarze i lampka ze szklannym kominkiem. 
U okien firanki z kwiecistego perkalu i pachnce geranium cae w czerwonym kwiecie; za 
szybami szafki biae talerze, a na jednej cianie kilka obrazkw w byszczcych ramkach. 
Wszystko to Michaek poprzynosi do domu. Gdy tylko gdziekolwiek za interesem jakim pojedzie, 
zawsze co adnego przywiezie do domu, a potem sam z tych przybytkw cieszy si 
jak dziecko i once cieszy si kae. Gdyby i nie kaza zreszt, ona cieszyaby si sama. Oczy 
jej kochaj si w jaskrawych barwach perkalowych firanek i zotawych poyskach mosinych 
lichtarzy, a jeli std dowiadcza jakiego zmartwienia, to tego chyba, e lepa babka 
tych wszystkich piknoci i wygd, w jakie ona teraz opywa, widzie nie moe. Opowiada 
jej o nich za to dugo i szeroko i kad rzecz now do pomacania jej daje. Zreszt, wszystkie 
stare rzeczy pozostay w tej izbie, tak jak i byy. awy, stoy, statki gospodarskie, trzy krzesa 
z drewnianymi porczami, krona tkackie Pietrusi, w kcie jednym wielki stos rnego elastwa 
i nad nim na cianie kilka nowych, tylko co w kuni zrobionych siekier, pi, krukw i 
szczypiec. Na kronach tkackich Pietrusia  a d  o rozesaa i na nie wysypaa z fartucha 
rozsypane zioa. Potem zakrztna si okoo wieczerzy; dzieci niby ptaki z pieca zleciawszy 
biegay koo niej bosymi stopy i szczebiotay te dziwy, ktre im babula o zmroku opowiadaa. 
 Mamo! ja na dnie siniekiej wody siedziaa i rybki pasa... 
 A ja w gstej trawie siedziaa i robaczki pasa... 
 A ja na wysokim, wysokim drzewie siedzia i wronki w powietrzu pas... 
 A Jadamek w lesie siedzia i zajczki pas... 
Sypic kartofle do garnka Pietrusia artobliwie przekomarzaa si z dziemi, na piecu stara 
a zachodzia si od miechu, e te d u  e  k i tak zupenie we wszystko, co mwia, uwierzyy. 
W p godziny potem wrci do domu kowal. Dzieci ku niemu si rzuciy. 
 Tatku, ja w siniekiej wodzie... 
 A ja, tatku, na wysokim drzewie... 
 A ja w gstej trawie... 
 A Jadamek w lesie... 
Michaek jedno po drugim na rce je bra, jak pirka wysoko nad gow sw podnosi i pocaowawszy 
na ziemi znowu stawia. Szeroko przy tym i z przyjemnoci widoczn rozpytywa 
si dzieci, co tam w tej wodzie, w tej trawie i na tym drzewie robiy i kiedy to byo? Teraz 
sta si on mczyzn zupenie ju dojrzaym, z ramiony od kowalskiej pracy szeroko rozrosy, 
z twarz od opalenia prawie brzow i wielkim, czarnym wsem nad agodnymi usty. 
Zna w nim byo si pracownika i powag czowieka, ktry tylko od wasnej swej pracy zalea. 
Z czarnych oczu jego. gdy dzieci caowa i po penej dostatkw izbie si rozejrza, patrzao 
szczcie. Siadajc na awie zawoa: 
 Zuzulu! zmachaem si przy robocie, mao rce nie poodpadaj! Je chc. 
Nigdy prawie inaczej ony nie nazwa jak z u z u l , imieniem tego miego ptaka, ktry 
wesoym kukaniem oznajmia rozkwit wiosn. 
 W mig bdzie wieczerza!  wesoo odpara kobieta i postawia na stole lampk z dugim 
kominkiem. 
Od lat paru Michaek chcia ju zawsze wieczerza przy wietle lampki, uczywo palili tylko 
w zimowe wieczory, aeby w chacie janiej i weselej byo. W mgnieniu oka dwie mae 
dziewczynki znalazy si na kolanach ojca, Stasiuk na stole siedzia i wszystko troje razem 
43 
gadao, lecz nikt ich nie sucha. Pietrusia na stole postawia mis dymicych si kartofli, bochen 
chleba i n mowi podaa, a potem z sieni przyniosa jeszcze hadysz z kwanym mlekiem. 
Wkrtce po wieczerzy dzieci zasny: Stasiuk pod kraciastym kilimkiem na tapczanie, 
Kryka i Halenka na piecu obok babki. lepa baba, przez prawnuka nakarmiona mlekiem i 
kartoflami, nacaowawszy si prawnuczek i namiawszy si z ich szczebiotu i swawoli, zabieraa 
si take do rozcignicia na piecu starych swych koci, kiedy Pietrusia myjc miski i 
yki odezwaa si nagle: 
 Aha! ja wam nie opowiedziaa jeszcze, co mnie si dzi przytrafio... 
Przez cay wieczr zajta mem, dziemi i wieczerz, zapomniaa o wszystkim, co nie 
byo najbliszym i najmilszym jej otoczeniem. Zreszt do dzisiejszego swego wypadku ma 
przywizywaa wag i opowiadaa o nim babce i mowi ze miechem, zwyczajnie jak moda 
kobieta, ktra ma gow nabit swoim kochaniem i swymi pomylnociami, tak e nic z tego, 
co si jej zdarza, na ze sobie tumaczy nie umie. Kowal grubym swym i serdecznym miechem 
mia si take i z chopw, ktrzy ogie na przyciganie wiedm rozniecaj, i ze zdarzenia, 
ktre na ten ogie on jego przywiodo. Ale stara Aksena widocznie zmarkotniaa. 
Wprzdy ju konia si bya ku swemu posaniu; teraz siedziaa wyprostowana, nieruchoma, 
a kociste jej szczki porusza si zaczy tak, jak gdyby co z trudem przeuwaa. By to u 
niej znak niemylny zgryzoty lub troski. Kiedy Pietrusia opowiada przestaa, a wymyte miski 
i yki umieszczaa na przybitej do ciany desce, stara gosem objawiajcym gbokie zamylenie 
ozwaa si z pieca: 
 To niedobrze, oj, to niedobrze, e ty, Pietrusia, pierwsza na ten ogie przysza!... 
 Gupstwo!  zamia si kowal i rk machn, ale Pietrusia ywo ku babce twarz zwrcia: 
 Czemu?  zapytaa. 
Po chwilowym jeszcze namyle baba mwi zacza: 
 Bo najpierw wiadomo, e na taki ogie z a u  i u d y (zawsze) wiedma przychodzi. To 
ju wiadomo, to ju tak musi by, tak ju Pan Bg najwyszy si nieczyst ludzkim oczom 
objawia. To czemu ty, Pietrusia, d z i  i a k a (dzi) na ten ogie przysza? 
Rce modej kobiety opady nagle i sploty si na spdnicy. Oczami, ktre otworzyy si 
szeroko, na babk patrzaa. 
 Czy ja wiem, czemu?  wymwia z cicha i usta jej zdumienie czy przeraenie rozwaro. 
 Ot!  lekcewaco ozwa si kowal  sza, to i przysza. Szkoda gby na to marnowa! 
Ale Aksena nie zwaaa na sceptyczne odezwania si Michaka, a Pietrusia nawet ich nie 
syszaa. Z otwartymi wci usty, rozszerzonymi oczami patrzaa na babk, ktra dalej mwia: 
 A druga rzecz jest, e teraz ju ze ludzie spokojnoci tobie nie dadz. Teraz to ju pew-
no za wiedm ci ogosz i... 
Szczkami gwatownie porusza zacza i po chwili dopiero dokoczya: 
 I niech ciebie ju Pan Bg od wszelkiego nieszczcia broni. 
Tu rk, jakby z tej koci wyrzebion, uczynia w powietrzu kilka znakw krzya; lepe 
jej oczy moe od wypronego wzniesienia powiek rac biaoci odbijay rd tej 
twarzy. Pietrusia tam, gdzie staa, osuna si i na ziemi usiada z rkami wci splecionymi i 
otwartymi usty. Michaek mniej ni wprzdy lekcewacym gosem burkn: 
 Ju to i ja od wszelakiego nieszczcia broni jej bd... ale jakie tam z tego moe by 
nieszczcie? Nie daj, Boe, nieszczcia! 
Wida byo, e jakkolwiek do rzeczy podobnych daleko mniejsz ni inni wag przywizywa, 
jednak gadanie lepej baby sprawiao i na nim wraenie niejakie. Ona za po chwilowym 
milczeniu znowu mwi zacza: 
44 
 Dawno ju ja, oj, dawno na tym wiecie yj, wiele wiata schodziam, wiele ludzi syszaam 
i takich syszaam, co ywymi oczami patrzali jeszcze na stare czasy, takie stare czasy, 
e o nich ju teraz i pami pomidzy ludmi przepada. Ot, kiedy ja z malek Pietruk na 
rku w cudzy wiat posza, to zasza raz do jednej wioski, w ktrej y jeden taki stareki 
czowiek, e mu ju na twarzy zielony mech wyrs, a ludzie mwili, e jemu moe i wicej 
jak sto lat byo. Za modu on sodatem podobno by i we dworach suy, i duo wiata schodzi, 
to jak zacznie, bywao, gada a rozpowiada, wszyscy gb otwieraj i suchaj; wszyscy... 
h  o b y  i e b y ... p a  y nawet i bardzo uczone ludzie przychodz, bywao, i 
prosz jego, aby im rne rzeczy gada... I ja, bywao, prosz i sucham... Oj, stary Zachar, 
stary Zachar! ju teraz i kosteczki jego rozsypay si w mogice i dusza przed Panem Bogiem 
stana, a to, co on gada i rozpowiada,  a k i po wiecie chodzi jak ywe... Ot, ja lepa, a 
jak ywe stoi przed oczami mymi to, co on o tej wiedmie rozpowiedzia, a sysza to on sam 
od swego ojca, ktry j ju na swoje ywe oczy widzia. A mnie teraz to wszystko jakby ywe 
przed lepymi oczami stano... 
Znowu na chwil mwi przestaa. Wspomnienia, ktre przed lepymi jej oczami stay i 
poruszay si jakby ywe, wyrway j z nieruchomoci uprzedniej. Koysaa cienk, kocian 
sw posta to w ty, to naprzd i nim znowu mwi zacza, par razy westchna gono. 
Biae jej oczy nie wieciy ju wrd tej twarzy, tak jak przed chwil, bo przesta pada na 
ni blask ognia, ktry, powoli przygasajc w piecu, rzuca na izb smugi bladawe koyszcej 
si w zmroku wiatoci. W jednej ze smug takich siedziaa na ziemi Pietrusia z zamknitymi 
ju usty, ale splecionymi dokoa kolan rkami i niepokojem zmcon twarz. Pod drug cian 
potna posta kowala rozpieraa si na awie i stole. Przez oszczdno zapewne zgasi on 
lampk, gow na doni opar i z uwag sucha gadania starej. Sucha on zawsze bajek jej i 
opowieci z uwag i przyjemnoci pewn, pacc jej wzajemnymi opowiadaniami o wdrwkach 
swych po wiecie i rnych widzianych i syszanych rzeczach. Tak im przechodziy 
do czsto niedzielne popoudnia i spore kaway zimowych wieczorw. Teraz, cho spa mu 
si troch chciao, sucha jednak, a lepa baba w zmroku zalegajcym wierzchoek pieca 
chropowatym swym i szeplenicym, lecz silnym jeszcze gosem tak prawi zacza: 
 Bya, ya w siole ludnym i bogatym dziewczyna, do czerwonej maliny podobna, suszna 
jak ta topolka i taka pikna, e dziwowali si jej wszyscy ludzie. Parobki mode to wprost ju 
szaleli za ni, a i panicze do niej przychodzili i mwi, bywao: Cho spjrz ty na mnie, 
Marcysia! cho razik  u  z k u mnie  w o j u podaj! Ale Marcysia nikogo nie chciaa, ani 
chopa, ani pana. Pjdzie, bywao, do studni, jak krlewna jaka, w spdnicy   u  k a m i 
(wstkami) naszywanej, w koralach i bursztynach na szyi, kwiatw sobie peno we wosy 
nakadnie i mieje si tylko ze wszystkich, biae zby pokazujc. I ju zaczli ludzie gniewa 
si na ni i rnie j przezywa, i bardzo jej przypatrywa si, co ona takiego robi, e wszyscy 
do niej lgn jak te muchy do miodu, a ona sama to nikogo nie chce. A tu patrz, patrz i 
widz, e Marcysia nie zawsze mieje si i z parobkami albo paniczami baraszkuje, ale czasem 
te bardzo pochmurna chodzi, na ludzi zyzem patrzy, do lasu idzie i siedzi w lesie dzie, 
dwa, trzy dni, a jak wrci, potajemnie zioa jakie warzy szepcc nad nimi i dziwne znaki 
robic, a potem ju ludziom rnym te zioa do picia daje, od blw i od kolek, i od nudnoci, 
i od zgryzoty, i od wszelakiego ucisku, jaki tylko jest. Byli tacy ludzie, co od niej napoje te 
kupowali i potem dzikowali jej, i chwalili j przed wszystkimi mwic, e ona bardzo ciekawa 
i dlatego wiele rzeczy poznaa, a za ciekawoci swoj to ju i lubienia adnego zna 
nie chce. Milsze jej byo ziko w lesie ni chop na dobrej roli albo nawet i panicz we dworze. 
I byaby sobie Marcysia spokojnie ya i swoje robia, bo nie miaa nikogo, co by j do 
czegokolwiek przymusza, a w siole wszyscy ju i przyzwyczaili si do tego, e inn sobie 
bya jak wszystkie dziewki. Bywao, mwi o niej: Z innym sercem i innymi mylami si 
urodzia. I dawali jej wity pokj. Ale ot, na nieszczcie Marcysi, polubi j jeden dworski 
czowiek, g u b e   e  czy p i  a , czy co takiego. A ona z niego artowaa sobie tak, jak i 
45 
ze wszystkich. Stanie, bywao, przed kocioem, tam gdzie i on stoi, jak krlewna jaka, w 
spdnicy   u  k a m i naszywanej, w cienkiej koszuli, w koralach i bursztynach na szyi i 
mieje si z g u b e  ne  a biae zbymu pokazujc. Ondugocierpia i w  zy stko j 
prosi, eby go polubia, a kiedy zobaczy, e nic z tego nie bdzie, w straszn zo wpad, 
do miasta pojecha, przed k  i  d z a m i i wielkimi urzdnikami skary si, e ot, tak a tak, 
Marcysia jest wiedm. Wtenczas w siole zrobio si jak w piekle. Pozjedali si k  i  d z 
y i urzdniki wielkie i zaczli nad Marcysi robi ledztwo. Zebrali z sioa ludzi i pytali si: 
co ona robi? a czego ona do lasu chodzi? a co ona szepce, kiedy zioa warzy? a jakie to zioa? 
a czy do niej czart w gocin chodzi? a skd u niej tyle   u  e k i koralw, i bursztynw, i 
wszelakich ubiorw jest? Wypytawszy si o wszystko, Marcysi rce i nogi zwizali, na wozie 
j pooyli i do miasta powieli. A w miecie na rynku pokazali j wszystkim ludziom i powiedzieli, 
e to jest wiedma. Tak i tak, mwili, tak i tak. Nieczystemu dusz swoj chrzeciajsk 
zaprzedaa, mwili, z nieczystym w lesie rozmawiaa, mwili; nieczysty jej przez 
komin   u  k i, bursztyny i wszelakie bogactwa nosi, mwili. A potem na rodku rynku 
naoyli duo drzewa, a potem kat w czerwonej sukni Marcysi za wosy schwyci i w ogie 
wrzuci. Ogie buchn tak wielki, e prawie nieba dostawa, a Marcysia palia si w nim jak 
ta trzaska, tak okropnie jczc, e jczenie jej na cay wiat rozchodzio si i prawie nieba 
dostawao, a od jej ciaa, co palio si w wielkim ogniu, smrd rozchodzi si po caym miecie, 
a k  i  d z y na chwa Panu Bogu wite pieni gono wypiewywali i sam krl na 
tronie siedzcy cieszy si i wszystkim ludziom cieszy si przykazywa, e tak ot ukaran 
jest wiedma, co dusz sw chrzecijask nieczystemu zaprzedaa... 
Umilka Aksena i gbokie milczenie w izbie zapanowao. Kowalowi przy suchaniu opowieci 
o wiedmie wszelka ochota do spania przesza. Czy wierzy on albo nie wierzy w istnienie 
diabw i wiedm? Sam dobrze nie wiedzia. Po prostu wesoy temperament i przewaga 
praktycznych instynktw skaniaa go do lekcewaenia podobnymi zagadnieniami i nawet 
do wesoych nad nimi artw. Jednak opowiadania takie, jak to, ktre w tej chwili usysza, 
czyniy na nim wraenie, chwiay silnie jego niewiar, budziy w nim yw ciekawo. Tak 
byo z Michakiem. Co do Pietrusi, ta z wytrzeszczonymi oczami i zblad od przeraenia 
twarz suchaa opowiadania babki; gdy bya w nim mowa o ogniu, ktry a prawie nieba 
dostawa, wydaa z piersi stumiony okrzyk zgrozy, a gdy usyszaa o smrodzie, ktry z piekcego 
si ciaa Marcysi rozchodzi si po caym miecie, dreszcze wstrzsny silnie jej ciaem 
od stp do gowy. W par minut dopiero po umilkniciu babki ozwaa si gosem tak cienkim 
i jkliwym, jakim nie mwia nigdy: 
 Babulo! czy ona naprawd wiedm bya? czy tylko tak  ze ludzie na ni wymylili?... 
 To ju nie wiadomo  z namysem i powoli odpara Aksena  tego ju i stareki Zachar 
nie wiedzia. Moe bya, moe nie bya. Jeeli bya, to u niej na plecach czerwony znak od 
czortowskiego kopyta musia by. Tego znaku ja nigdy nie widziaa i Zachar nie widzia, ale 
mwi, e d z i d jego ojcu jego rozpowiada, e widzia i e tak musi by... 
Po chwilowym milczeniu zakoysaa si znowu na mrocznym wierzchoku pieca kociana 
posta lepej baby i chropowaty gos zamrucza: 
 Oj, stary Zachar; stary Zachar! kosteczki twoje rozsypay si ju w mogice i dusza twoja 
przed Panem Bogiem stoi, a to, co ty gada i rozpowiada  a k i po wiecie chodzi jak ywe... 
Kowal wsta z awy. 
 At!  zawoa  gupstwo! Ja te duo wiata schodzi i niemao widzia i sysza, a nigdy 
nie widzia i nie sysza, eby gdzie wiedm palili. Teraz ju tego robi nie wolno. Teraz ju 
tego nie ma. Chod spa, zuzulo! 
Wstaa powoli, ciko jako, a w wymownych jej oczach malowa si niepokj. Policzki 
jej zblady nieco i wydaway si mniej okrgymi; natenie myli twarz jej wyduyo. Po 
kilku minutach zupena cisza napenia izb. Przerwao j wkrtce gone chrapanie kowala, a 
46 
prawie jednoczenie ozwa si szelest krokw i kto wyranie wdrapa si na piec. W ciemnoci 
na wierzchoku pieca zaszemra szept: 
 Babulo! czy ty pisz, babulo? 
Spaa, ale stary jej sen by bardzo lekkim i do przerwania atwym. Przywyka zreszt do 
tego, e rd nocy budziy j sypiajce przy niej prawnuczki. Tym razem jednak obudzia j 
nie maa prawnuczka, ale kobieta, ktra, pooywszy si przy niej, gorcym ramieniem suche 
jej ciao obja. 
 To ty, Pietrusia? 
 Ja, cicho tylko, babulo, eby Michaka i dzieci nie zbudzi... 
 Ale czego ty tu przysza? Czy ci kolki tak jak przeszego roku spary? Czy Adamek 
spa ci nie daje? 
Przez dug minut odpowiedzi nie byo; potem cichsze jeszcze ni szept uprzedni zaszemrao 
pytanie: 
 Babulo, czy kiedy ja urodziam si, ojciec i matka nosili mi do kocioa do chrztu witego? 
 Nu, a jake?  odpowiedzia szeplenicy szept starej  jakeby ty bez chrztu witego 
ya? Wiadomo, e nosili... 
 Babulo, a kiedy ja maa byam, egnaa ty mnie na noc krzyem witym? 
 Nu, jake? egnaa, kadego wieczora egnaa... 
 Dlatego eby nieczysty dostpu do mnie nie mia? 
 Dlatego eby nieczysty dostpu do ciebie nie mia i eby Pan Bg najwitszy opiekowa 
si tob, biedn sierot... 
 Babulo! mnie zdaje si, e ja przed Panem Bogiem niczym wanym nie zgrzeszya... 
Po chwilowym milczeniu stary szept odpowiedzia: 
 Mnie zdaje si, e ty przed Panem Bogiem taka czysta jak ta biaa l e l e j a, co w kociele 
przed otarzem stoi... 
Po tej odpowiedzi dao si sysze przecige westchnienie ulgi. Potem mode usta zaczy 
znowu cichutk rozmow: 
 Babulo! to i czemu ja dzi na ten ogie przysza? 
Odpowiedzi dugo nie byo. Zapytanie miecio w sobie zagadk niezmiernie do rozwizania 
trudn. Po dugiej chwili dopiero Aksena szepna: 
 Bo moe to i nie wiedma te mleko krowom odebraa? 
 A kt, kiedy nie wiedma? 
 Moe ropucha.... 
 Aha! 
Ostatni wykrzyk brzmia tryumfem. 
 Pewno ropucha. Ropuchy, kiedy rozgniewaj si na ludzi, tak samo mleko krowom odbieraj. 
 A-le! 
 Un, to pewno ropucha. 
 A ropucha, bo eby nie ropucha, toby wiedma na ogie przysza... nie ty!... 
 A-l-e. Spije z Bogiem, babulo. 
 Spij spokojnie, zuzulu ty moja, pij... 
Nazajutrz bya niedziela, a wiadomo, e w niedziel chopu i chopce wszystko na wiecie 
janiej i pikniej wyglda, bo cho i dnia tego jak tak robot dokona musz, lecz po jej 
dokonaniu nie schylaj ju twarzy nad zagonem lub tokiem stodoy, nad bali albo nimi rozpitymi 
na kronach. Przez poow dnia najmniej patrze sobie mog na soce, niebiosa i 
wszystko, co z ziemi wysoko wyrasta, chodzi, siedzie, mia si, gada i piewa  co kto 
chce. Tej niedzieli pogoda bya pikna. Pietrusia wody ze studni przyniosa i ogie w piecu 
rozniecia w tej jeszcze chwili poranku, gdy nad brzozowym gajem jutrzenka rozwina r
47 
ow szarf, a pierwsze promienie soca z dou w gr strzelajc zote podszewki daway 
liciom ogrodu. Potem nad staw pobiega i przynisszy stamtd pk pachncego ajeru rozrzucia 
go po pododze izby, wprzdy ju czysto wymiecionej i biaym piaskiem posypanej. 
Kiedy kowal obudzi si, stara babka na pocieli swej usiada i dzieci gwarzy zaczy, w 
chacie od ajeru pachniao jak na ce, przez dwa otwarte okna lay si strugi sonecznych 
wiate, a Pietrusia w biaej koszuli spitej u szyi byszczcym guzikiem, w kwiecistej perkalowej 
spdnicy i czerwonej chustce na wosach przed ogniem stojc kartofle oskrobywaa z 
upin, ktre starannie do cebrzyka zrzucaa, aby nie szpeciy niedzielnej podogi. Kowal oczy 
ze snu otworzywszy spojrzeniem powid dokoa, na on popatrzy i wycigajc nad  a d  
e m potne swe ramiona, a szeroko jeszcze poziewajc, zawoa: 
 Oj, zuzula ty moja, zuzula! 
Ona za ca odpowied zamiaa si gono i gar upin kartoflanych tak zrcznie na rzucia, 
e zasypay mu one twarz i piersi. Do samego prawie poudnia krztaa si po chacie. 
Poywieniem obdzielia ca rodzin, babk i starsze dzieci mya, czesaa i w czyst odzie 
ubieraa, malutkiego Adamka piersi sw karmia i w ramionach koysaa, ma do miasteczka 
na dzie cay wyprawiajc zaopatrywaa go w zapas ywnoci i o tym, co mia tam nabywa 
i sprzedawa rozwanie i po przyjacielsku z nim rozmawiaa. Po poudniu dopiero Stasiuk 
w czystej i kolorowym pasikiem przewizanej koszuli prababk do ogrodu poprowadzi. 
Malutk sw rk trzymajc jej t, kocist rk spenia on czynno przewodnika z powag 
i uwag wielk, z wydtymi wargami, w milczeniu. Stara sza za nim kijem wci ziemi 
przed sob dotykajc, w samodziaowej, sinej kapocie, w pytkim obuwiu i witecznym 
czepcu, ktrego byszczcy galonik wieci na socu dokoa biaych jej wosw. Pod dzik 
jaboni na trawie usiada w zwykej postawie swej wyprostowanej i tak sztywnej, e czynia 
j ona podobn do figury wyrzebionej z drzewa czy koci. Nie widziaa nic, ale czua ciepe 
wietrzyki muskajce jej twarz i gow, syszaa szczebiot ptactwa i gosy prawnukw, czua 
pod rk wie mikko trawy. Szeroki wic umiech rozcign jej wskie i bezbarwne 
wargi, a biae oczy zdaway si z nateniem i rozkosz wpatrywa w ten pikny wiat. Pietrusia 
wyniosa przed chat  a d  o, na ktre wczoraj uzbierane zioa zsypaa, i usiadszy na 
niskim kamieniu tu przy progu chaty pocza dobiera je i gatunkowa. W kupki osobne 
ukadaa czber, brunelk, dziewann, krwawnik, macierzank i inne jakie rne trawki i 
listki. T robot zajta, od czasu do czasu przypiewywaa sobie pgosem, czasem na zioa 
patrze przestawaa i wzrok puszczaa po pustym polu, na ktrym ju zboa nie byo, a dzi i 
ludzi nie byo. Ciche i drzemice leao dzi ono pod zot pacht soca jakoby na wzr ludzi 
w niedziel odpoczywajc. Od wsi za to przylatyway gwary zoone z gosw zwierzcych 
i ludzkich; przed karczm, ktr z dala od innych domostw rozrni byo mona, rj 
ludzki porusza si i hucza. Pietrusia w stron wsi patrzc zmarkotniaa troch. Wska, krta 
cieka, ktra pomidzy stodoami a opotkami ogrodw od wsi do chaty kowala wioda, pust 
dzi bya. Tylko usychajce w ogrodach konopie wychylay zza opotkw swe rozczochrane 
gowy albo wyjrza przez nie ty kwiatek pima, albo kura gono zagdakaa i kogut 
zaopota skrzydami i zapia. Ale ludzkiej duszy nie byo dzi na ciece ani jednej. Przecie 
kadej prawie niedzieli kobiety z Suchej Doliny licznie Pietrusi odwiedzay; jedne po rad 
przychodziy, inne tak sobie na pogadank i z lubienia. Przychodzia tu zwykle w niedziel 
moda abudowa i chopcw swych z sob do Stasiuka przywodzia; przychodzia crka 
Maksyma Bodruka, ktr Pietrusia kiedy d z i e w i   i o  a  k  sw w cikiej saboci 
ratowaa, i inne, i inne. Dzi adna nie przysza i onie kowala markotno zrobio si koo serca. 
Niedugi ju dzie sierpniowy mia si ku kocowi, soce bliskim byo zachodu. Teraz 
ciek wijc si pod opotkami powinny przechodzi dziewczta. Dziewczta w dnie witeczne 
przychodziy do Pietrusi na piewanie. Nikt w caej wiosce nie piewa takim silnym i 
czystym gosem jak ona; nikt tylu pieni nie umia. Bywaa zwykle przewodniczk chrw, 
48 
tych chrw, ktre kadej prawie letniej niedzieli o zmroku przed chat kowala na kamieniach 
i trawie zasiaday i a do pnego wieczora napeniay powietrze rozgonym piewaniem. 
Dzi adna nie przysza. Soce ju zachodzio, kiedy Pietrusia zobaczya na ciece 
jedn posta kobiec ku chacie jej zmierzajc. Z dala poznaa Frank, wnuczk Jakuba 
Szyszki. Odwitnie niby, ale ubogo ubrana, krpa troch dziewka, z nieadn, lecz ho twarz 
i byszczcymi, bkitnymi oczami, jkliwym jakim gosem Pietrusi pozdrowia i zaproszenia 
nie czekajc tu przy niej na przyzbie usiada. Dwie kobiety znay si z sob od lat 
najmodszych i czsto y na jednym zagonie, grabiy na jednej ce, razem pieway i w 
karczmie lub na odbywajcym si pod goym niebem i h  y  z  z u taczyy i dokazyway. 
Wczoraj, gdy kowalowa pierwsza na ogie przysza, Franka zadumaa si o czym tak gboko, 
e nawet na chwil o bliskiej obecnoci Klemensa zapomniaa. Z twarzy jej mona byo 
wtedy wyczyta, e co sobie obmyliwaa, jakie zamiary i nadzieje w gowie swojej snua. 
Teraz z tymi zamiarami i nadziejami do kowalowej przysza i chwil pomilczawszy jkliwym 
gosem zacza: 
 Oj, biedna ty, Pietrusia, biedna! W i e l m i j u  ludzie na ciebie nastaj. Wykrzykuj, 
 a j wymylaj... 
Kowalowa ywo zwrcia si ku dziewczynie i pytaniami j, zasypaa: 
 Co mwi? Kto mwi? Czy i Piotr Dziurdzia take rozgniewany, i Piotrowa, i abudowie, 
i Bodruki? 
Franka wszystko, co we wsi o Pietrusi gadano, powtrzya, a potem rami swe zarzucia jej 
na szyj. Przymilajc si, oczy mruc, doni po twarzy kowalowej gadzc zacza: 
 Ja do ciebie, Pietrusia, z wielk prob... Kiedy ty tak znachork jeste, e moesz ludziom 
robi i dobrze, i le, to ty mnie poratuj w mojej wielkiej biedzie i zgryzocie... 
Pietrusia cofna si ywo i niechtnie odwrcia twarz rozognion od gniewu i alu. 
 Jaka ja znachorka!  krzykna prawie.  Id ty sobie ode mnie... nie dokuczaj... 
Ale Franka przysuna si ku niej jeszcze bliej i znowu j za szyj obja. 
 Nie gniewaj si, Pietrusia, nie gniewaj si ty na mnie... ja nie ze zego serca... oj, eby ty 
wiedziaa, jaka ja nieszczliwa, to ju nieszczliwszej chyba na wiecie nie ma... Wiadomo, 
sierota i uboga, i tak jak w cudzej chacie zostajca. Dziadowska chata nie ojcowska... Poniewieraj 
si nade mn d z i a d  k i (stryjowie) i poniewieraj si ich onki... Pracuj, horuj, 
jak ten w w jarzmie, a dobrego sowa od nikogo nie posysz... Jak pobij si z sob, to i 
mnie bij  a cigle ten chleb, co u nich jem, wymawiaj... Ju mnie i ycie zbrzydo, i za 
zgryzot i pakaniem boego wiata nie dojrz... 
Obu czerwonymi i w istocie spracowanymi rkami twarz sobie zakrywszy rozpakaa si 
rzewnie. 
Wtedy ju Pietrusia sama przysuna si do niej i zasmuconym gosem rzeka: 
 Wiem, ja wiem, e tobie w dziadowskiej chacie ycie niesodkie... D z i d  k i twoje 
zoniki i pijaki, a ich onki paskudne... I niebogato u was. Ale c ja tobie na te twoje biedy 
zaradzi mog? 
 Oj moesz, moesz, k a b  y l k o  h a  i e  a!  rce od twarzy odejmujc zajczaa 
Franka i oba ju ramiona na szyj powiernicy swej zarzuciwszy caowa j zacza tak zapalczywie, 
e pocaunkami i zami swymi oba policzki jej zwilya. Potem caym swym krpym 
ciaem na ramieniu jej zwieszona, przez par minut cichutko co jej do ucha szeptaa. 
Pietrusia uczynia znw ywe poruszenie oporu i niechci. 
  i e  h a  z u!  zawoaa  nikomu ju nic doradza nie bd, eby tam nie wiem kto 
by, nikomu! Dalibg, nie bd. 
Franka szyi jej z ucisku swego nie puszczaa i znowu jej do ucha na wp z paczem, na 
wp ze miechem co szepta zacza. Pietrusia powtarzaa cigle: 
 Nie chc! nie dam! nie poradz! p o b o  y  a m  i , e nie poradz! 
49 
Ale widocznie al jej robio si Franki i ogarnia j zacza ciekawo niewiecia. Odpowiedzi 
przeczce dawaa, jednak szeptu Franki suchaa ze wspczuciem i ciekawoci. 
 A lubi on ciebie cho troch?  zapytaa. 
Dziewczyna mokry od ez policzek na grubej doni wspara i smutne oczy wlepiajc w powiernic 
sw odpowiedziaa: 
 Bg e to jeden wiedzie moe, ale mnie zdaje si, e  a k i troszk lubi. D w a  o k i 
ju od tego czasu mino, jak pierwszy raz mnie zaczepi. Modzieka ja byam i na adnego 
parobka jeszcze ani patrzaam... A tu raz pod studni jak da mnie ktci w kark, to a w 
krzyach trzaso. Patrz, Klemens. Ja mu wody z wiadra wprost w oczy, a on mnie wp 
schwyci i po plecach gaszcze. Ty, Franka, mwi, nie do tej studni przychod po wod, ale 
do tamtej, co bliej naszej chaty. I potem ju tak cigle. Niech tylko gdzie zobaczy, to zaraz 
zaczepi. Zimow por gniki za pazuch przynosi i garciami mnie w fartuch sypa, a ot, 
dwie niedziele temu z nikim w karczmie nie taczy, tylko ze mn... 
 To i dobrze  zauwaya Pietrusia  to znaczy, e lubi... 
Dziewczyna wstydliwie oczy rk sobie zakrywajc cicho odpowiedziaa: 
 Kiedy bo innym razem, to miesic, i dwa, i trzy ani na mnie spojrzy i tak samo inne 
dziewczta zaczepia... A tu mnie w chacie taka bieda, e niech Pan Bg wity obroni. Dziad 
aje i d z i a d  k i aj, i d zi a d k o w e y  k i z chaty wygnachc. Idz i w   
u  b u, mwi, kto ciebie durn wemie?  mwi; Klemens nie wemie, mwi; ot, ju dwa 
roki, mwi, jak zwodzi ciebie i oszukuje; a ty wierzysz... 
Rce zaamaa i znowu paka zacza. 
 Ja i wierz, i nie wierz...  rd paczu mwia  czyby mnie Pan Bg takie wielkie 
szczcie da, eby mnie wzi za onk syn gospodarski... Oj, szczcie to, takie szczcie, e 
wikszego ju chyba na wiecie nie ma... 
Pietrusi zwierzenia te widocznie wzruszay. 
Kadej ywej istocie yczliw ona bya, a biadania i pragnienia tej przypominay jej przeszo 
wasn. Franka w obie rce caowa j zacza. 
 Ratuj, Pietrusia, ratuj, dopom...  jczaa  ja tobie przez cae ycie wdziczn bd. 
 Kiedy bo  wahajcym si ju gosem zacza kowalowa  kiedy bo, eby i to... b a  
k o jemu z tob eni si nie pozwoli... syn gospodarski... bogaty i taki urodziwy... Sysz, 
Pietruk tej zimy do Budrakwny dla niego swaty ma sa... 
Oj  zajczaaFranka  k a b tylkoon  ha  i e , kab tylkoonsam  h a  ie,z 
bakiem ju atwy j e   er e .On u ba  ki swegopraweoko w gowie, bako 
wiata za nim nie widzi... 
 To jest prawda  potwierdzia Pietrusia  on u rodzicw tak jak jeden, bo z d u   e g o 
Jasiuka maa pociecha... 
 K a b tylko  h a  i e ! K a b naprawd polubi...  wzdychaa Franka i znowu rce 
kowalowej caowaa, a policzki jej pocaunkami i zami swymi moczya. 
Pietrusia namylaa si jeszcze, z wielkiego kopotu a chustk na gowie przekrzywia, 
bardzo nie w por przysza jej ta arliwa proba przyjaciki. Lecz serce nie kamie. Istotnie, 
gdyby Franka za Klemensa wysza, byoby to dla niej takim samym szczciem, jak dla niej 
byo wyjcie za Michaka. Istotnie, Piotr by dobrym czowiekiem, syna lubi i moe by bardzo 
nie sprzeciwia si jego woli, gdyby on naprawd mia t wol. 
 Nu  rzeka  dobrze... babula mnie kiedyci rozpowiadaa o takim ziku... Nigdy ja go 
jeszcze nikomu nie dawaam... ale tobie, c ju robi? Moe i dam. Jeeli znajd, to dam, ale 
nie wiem, czy znajd. Przyjd dowiedzie si jutro... 
Franka a na ziemi osuna si z radoci i kolana z  a  h o  k i objwszy caowa je 
zacza. Potem z ziemi podskoczya i wyprostowana obie rce na kbach opara. Bya to postawa 
tryumfujca. Rado i tryumf biy z czerwonej, pucoowatej jej twarzy i bkitnych, 
50 
byszczcych oczu. Zdawa si mogo, e nawet may, u czoa wklsy nos jej sta si wicej 
zadartym. Nog tupna i splasna rkami. 
Ot,jaimwtedydam,ot, jaimwtedypokai d z i a d  kom, i dz i a d  k o wy m 
onkom. Na prg do swojej chaty nie puszcz... kupn spdnic wo i przed oczami ich 
chodzi w niej bd... jak zobacz, e ktra chleb je, jedn rk kiebas, a drug fig jej poka... 
Pietrusia a zachodzia si ze miechu z tryumfujcej miny i zawzitych pogrek Franki. 
Widocznym byo, e dziewczyna daleko mniej podaa lubienia Klemensa ni wietnego 
losu, ktry by dla niej z maestwa tego wypad. Ale i te take uczucia kowalowa nieco rozumiaa 
i dzielia. Jej take, upoledzonej niegdy sierocie, przyjemnie byo teraz w kupnej 
spdnicy po wsi chodzi i dawnych chlebodawcw swych w dostatniej swej chacie przyjmowa. 
 Dobrze  powtrzya  co robi? Jak tu ludzi nie ratowa... kiedy mona? przyjd jutro... 
Franka pdem strzay pucia si ku wiosce. Pilno jej byo do karczmy, gdzie skrzypce gra 
ju zaczynay i Klemens by pewno. Nazajutrz cakiem ju o zmroku znowu od kowalowej 
wracaa. Sza tym razem powoli, zamylona, moe troch rozmarzona i co moment przyciskaa 
rk co, co u piersi za koszul miaa. Wtem u koca cieki, pomidzy gstymi krzakami 
ostw zarastajcych brzeg pola a rosnc za potem ogrodu jaboni, kto j za spdnic 
przytrzyma. Zlka si tak, e a krzykna i egna si zacza, gdy nagle w przechylonej 
nad potem postaci poznaa Rozalk. Zwinnie przez niski pot przeskoczywszy Stepanowa 
wiszczcym szeptem pyta zacza: 
 A skd ty, Franka? Od kowalichy? ty i wczoraj tam chodzia. Nie b  j ! ja wszystko 
widz. A co u kowalichy sycha? Zioa warzy, ropuchy hoduje czy z czortem rozmawia? ha? 
Franka zrazu odpowiada nie chciaa i sprbowaa i dalej, lecz Rozalka znowu za spdnic 
j przytrzymaa: 
 Czego uciekasz?  mwia  pilno tobie do d z i a d  k o w y  h kuakw i dziadowego 
ajania? Na, masz, siadaj tu i jedz. P o g a d a m o. 
W rk wcisna jej ogrek, chodny, duy, zielony ogrek, i taki sam drugi zza koszuli 
wyjwszy, na spadzistoci pola pomidzy ostami usiada. Ofiarowany przysmak zjedna 
Frank dla kobiety, wzgldem ktrej zreszt adnych przyczyn do niechci lub gniewu nie 
miaa. Owszem, Rozalka okazywaa jej nawet niejak yczliwo i gdy jej w chacie bardzo 
dokuczano, ujmujc si za ni, ze stryjenkami jej srodze si raz pobia. Byo to zreszt rzecz 
do prost. Nie miaa nic do zazdroszczenia France, a litowaa si troch nad jej sieroctwem. 
Obie tedy usiady pod krzaczastymi ostami i gryzc ogrki w zmroku szepta zaczy. Ogrd, 
przy ktrym znajdoway si, by pusty, na ciece ywej duszy nie byo. Rozalka dopytywaa 
si u dziewczyny, czego do kowalichy chodzia, a Franka wnet rozrzewnia si znowu nad 
swoj dol i jcze zacza. 
 Oj, jaka ja nieszczliwa, to ju nieszczliwszej chyba na wiecie nie ma. Wiadomo, 
sierota i uboga, tak prawie jak w cudzej chacie zostajca. 
I wszystko to samo i tak samo wyjczaa jak godzin temu przed Pietrusi. Rozalka gow 
ze wspczuciem kiwaa, a potem zapytaa: 
 A czego ty do kowalichy chodzia? 
Ale Franka swoje dalej prawia: 
 Bg e to wiedzie moe, czy on lubi, czy nie lubi, ale mnie zdaje si, e taki troszk lubi. 
Ju dwa roki temu pod studni, jak da mnie ktoci w kark, to a w krzyach trzaso. Patrz... 
Klemens. Ja mu wod z wiadra wprost w oczy... 
I tak dalej, do koca. Wszystko to samo i tak samo jak przed Pietrusi. Rozalka nie sprzeciwiaa 
si i nie przerywaa, po chwili jednak zapytaa znowu: 
 A czego ty do kowalichy chodzia? 
51 
Ale Franka nie wygadaa jeszcze wszystkiego, co jak codzienny pacierz w gowie jej siedziao. 
 A innym razem  jczaa  to miesic i dwa, i trzy ani spojrzy i tak samo inne dziewczta 
zaczepia... 
 Czego ty do kowalichy chodzia? 
 Ja i wierz, i nie wierz, eby mnie Bg wszechmogcy takie wielkie szczcie da... 
 Czego ty do kowalichy chodzia? 
Pomimo caej dyplomacji, jakiej w tym razie uy zamierzya, Rozalka ju bya blisk wybuchu. 
Franka nie wiedzc skd i dlaczego w rk j pocaowaa i palcami z oczu zy ocierajc 
zacza: 
 Ratuj, ciotko, dopom, ja tobie przez cae ycie wdziczn bd... 
 Aha!  przecigle wymwia Stepanowa i oczy jej w zmroku bysny jak dwa pomyki. 
 To ty do kowalichy o porad prosi chodzia... 
 Ale! 
 Daa jak? 
 A daa... niech jej Pan Bg wszystko dobre daje... 
Rozalka caym swym gitkim ciaem zwiesia si na szyi dziewczyny i do ucha jej prawie 
szepta zacza spieszne, naglce, namitne pytanie. Franka bronia si przez chwil, wstydliwie 
i z bojani, twarz odwracajc. Wstydzia si i lkaa tajemnicy swojej. Ale Rozalka, 
obejmujc j jedn rk, drug pchaa jej w usta kawaek swego nie dojedzonego ogrka, a z 
wielkiej serdecznoci przyginaa j ku ziemi tak, e obie omal pooyy si na trawie. Przy 
tym osypywaa j pieszczotliwymi nazwami gobki, zuzuli, robaczka, rybki. Do czuoci 
takich Franka w twardej, sierocej swej doli przyzwyczajon nie bya. Pochlebiao jej, e w ten 
sposb obchodzi si z ni kobieta starsza i gospodyni chaty zamonej. W rk Rozalk pocaowaa, 
ciotk j nazwaa i znowu skary si i lamentowa zacza. Rozalka j pocieszaa, 
pocieszanie wci zapytaniami przeplatajc, a gdy po upywie godziny powstay obie z ziemi, 
czarne oczy Stepanowej pomimo zmroku wieciy radoci i tryumfem. Wydobya ju z 
dziewczyny wszystko, o czym wiedzie chciaa, i nagle, pozostawiajc j rd ostw stojc, 
pdem strzay ku wiosce pobiega. Bez tchu prawie biega przez uciszon ju ulic wiejsk, a 
u wrt chaty Piotrowej stana. Miaa zrazu widoczny zamiar wpadnicia tam na ksztat burzy 
i wygadania wszystkiego, o czym si dowiedziaa. Nagle przecie w gowie jej powsta plan 
inny. Teraz o niczym jeszcze nikomu nie powie, a wtedy dopiero, gdy w rodzinie Piotra stanie 
si bieda, gdy Klemens z Frank koniecznie eni si zada, a ojciec temu sprzeciwia si 
bdzie, gdy pomidzy ojcem i synem wybuchnie ktnia i niezgoda, ona przyjdzie do nich i 
powie, kto temu wszystkiemu jest winien. Ciekawa to rzecz, co uczyni wtedy Piotr, ktry za 
nic nie zgodzi si na to, aby syn jego eni si z dziewczyn byle jak i w dodatku ze zodziejskiej 
chaty pochodzc. Sam nie krad nigdy i wnuczki zodzieja za synow mie nie zechce. 
Oj, bdzie tu, bdzie w tej chacie ktni i zgryzoty wszelakiej; oj, bdzie za to, bdzie kowalisze 
od Piotra i wszystkich porzdnych ludzi! Dadz ju wtedy, o! dadz tej, ktra jej ycie 
popsua, przez ktr ona mowskiego lubienia nie zaznaa, a na caym ciele tyle ma sicw, 
ile jest gwiazd na niebie. Niechby bi, ale lubi. I nie lubi, i bardzo bije, a wszystko przez 
t... 
W zmroku przed chat Piotrow stojc zapakaa, fartuchem oczy otara i powoli dalej i 
pocza. Czeg popiesza miaa? Wszak wiedziaa z gry, co j w domu czeka. Z rana 
dziecko zachorowao, a wiadomo, e kiedy dziecko zachoruje, Stepan sw ao w srog 
zo przemienia i na niej j spdza. Jakby ona temu winn bya, e dziecko urodzio si takie 
nijakie. Wprawdzie, kiedy dwa lata miao, grzmotna je raz opat w gow, tak e od rozumu 
odeszo i na kilka niedziel zaniemwio. Ale czy ono od tego sabe jest i nierozgarnite? 
Gdzie tam! Taka ju jej we wszystkim dola p o h a  a  i tyle! 
52 
V 
Do chaty Piotra istotnie zajrzao nieszczcie, nie zaraz jednak i nie takie, jakie przewidywaa 
Rozalka. Obszern izb w soneczny dzie padziernikowy napeniali ludzie, ktrzy tam 
z radami i pocieszeniami przychodzili. Jakkolwiek Piotr od lat ju paru przesta by starost, 
jednak powaga obejcia si, rozwano mowy, nade wszystko za moe zamono jego 
jednay mu szczeglne powaanie i przychylno wrd mieszkacw Suchej Doliny. Gdy 
tylko wie o nieszczciu, ktre go dotkno, rozesza si po wsi, ten i w z gospodarzy 
przychodzi, aby rozpyta si o szczegy zdarzenia i ze zmartwionym ssiadem pogada, 
powzdycha, gow pokiwa. Zdarzao si to tym czciej, e roboty letnie i jesienne byy ju 
prawie skoczone, a od cepa i toku stodoy atwiej oderwa si na godzink nieli od puga i 
zagona. Piotr modszemu synowi rozkaza yto w stodole mci, a sam zamierza z rana uda 
si za pugiem na pole dla wyorywania kartofli. Ale poudnie ju byo bliskim, a on nie mg 
jeszcze wydali si z chaty. Myla wci o kartoflach, kilka razy ju drzwi otwiera, aby i 
konie do puga zaprzga, za kadym razem wraca i znowu na awie pod cian izby siada. 
Nie wyrzeka gono i nawet nie wzdycha, tylko widocznie rce mu bezwadnie na kolana 
opaday, ochota do niczego nie braa i czoo zmarszczyo si w gbokie fady. Na pozdrowienia 
wchodzcych ssiadw odpowiada krtkim: Na wieki wiekw!  i znowu zapada 
w milczenie. Czasem rk do czoa podnosi i ustami porusza zaczyna, tak jakby egna si i 
pacierze mwi. Ssiedzi stawali przed nim albo rozsiadali si na awie i zadawszy kilka zapyta, 
podziwiwszy si troch, gowami pokiwawszy milczeli take, wzdychali i odchodzili, a 
na ich miejsce przychodzili inni. Tak byo z mczyznami. Ale z kobietami dziao si wcale 
inaczej. Tumnie otaczay one tapczan, na ktrym lea chory, gaday, doradzay, nad Agat, 
ktra, na ziemi u tapczana siedzc, cicho pakaa, gone lamenta zawodziy. Chorym by 
Klemens. Urodziwego parobka sroga jaka gorczka niby kosa traw podcia. Pod kraciastym 
kilimkiem lea on nieruchomy na ksztat kody drzewa, z twarz ziejc ogniem, wci 
jkliwym gosem matk ku sobie przywoujc. Piotrowa podnosia si z ziemi, stojcy obok 
dzbanek z wod braa i klczc brzeg jego do ust synowskich podawaa. On pi chciwie, jej 
zy cieky po zkej od zgryzoty twarzy. Nie krzyczaa jednak, rk nie amaa i rzadko nawet 
odzywaa si do ssiadek. Zawsze bya ona najcichsz prawie z caej wsi niewiast, tak ju 
przy swoim powanym mu i w swojej spokojnej chacie by przywyka. Inne za to kobiety 
tapczan cile otaczajc i choremu przypatrujc si gwarzyy jak na targu lub zawodziy jak 
na pogrzebie. abudowa, gospodyni, tak i jak Agata, zamona i powana, prawia: 
 Nie wytrzyma, ju ja wiem, e nie wytrzyma, ju ja moe dziesiciu ludzi w takiej chorobie 
widziaa i aden nie wytrzyma. 
Piotrowa rzewniej jeszcze paka zacza i z twarz w doniach a zakoysaa si caa z 
aoci, ale ona Maksyma, Bohdanka, tga i zamaszysta baba, zowrbn ssiadk od tapczana 
odepchna. 
 Czemu nie wytrzyma? czy to zmiowania boskiego nad grzesznymi ludmi nie ma? Pan 
Bg najwyszy zmiuje si i uzdrowi. Agata! hadysz mi dajcie, prdko! Syszycie, Agata? 
jemu trzeba hadysz do ywota przystawi! 
Paraska Szymonowa z maym dzieckiem na rku i dwoma starszymi, ktre czepiay si jej 
spdnicy, skora do paczu, bo zawsze prawie godna i skopotana, palcami rozmazywaa sobie 
zy po chudych policzkach i zawodzia: 
 Oj, bogate takie i szczliwe ludzie, ataki spada na nich zgryzota! Oj, Klemens, Klemens, 
eby ty by lepiej na t k nie pojecha, na tym deszczu nie przemk i nie wyspa si 
53 
na tej zgniej kopicy! Oj, z tej zgniej kopicy choroba ta wylaza i w twoje ciao wlaza... oj, 
biedna twoja moda gwka, biedna! 
Mody parobek istotnie przed kilku dniami jedzi na do oddalon k dla zabrania z 
niej wprzdy ju skoszonej otawy, w drodze zmk na ulewnym, jesiennym deszczu i noc 
przespa na stoku zgniej od wilgoci trawy. Nazajutrz, do domu wrciwszy, kouch woy, 
bo go dreszcze trzsy, lecz e dnia nastpnego chopcy wiejscy mieli w stawie niewodem 
ryby owi, poszed wraz z nimi, zdj na brzegu odzienie, po ramiona prawie wlaz w wod i 
przez par godzin pomaga niewd cign. Po tej ju wyprawie by na tapczanie i od dwch 
dni ze nie wstawa. Przytomnym by zupenie, tylko czasem na rne ble wyrzeka, a teraz 
tak zajcza, e stara abudowa rce jak do pacierza splota i z nogi na nog przestpujc 
Agat zapytaa: 
 A gromnica jest u was? Ju jemu, biedakowi, gromnic by w rczki woy. 
Budrakowa ze swej strony woaa o hadysz, aby go do ywota choremu przystawi, inne 
kobiety szeptay o ksidzu i przenajwitszych sakramentach; modziutka, wysmuka dziewczyna, 
w cienkiej koszuli i z tym kwiatem za uchem, ktra przy oknie staa i na chorego 
Klemensa jak w tcz patrzaa, zajczaa gono: 
 Oj, Boe, mj Boe! 
Bya to crka Maksyma Budraka, najadniejsza i najbogatsza dziewczyna we wsi, ktra tu 
niby po matk, ale w istocie z niespokojnoci o adnego parobka przysza i wstydliwie, w 
milczeniu przy oknie stana. Piotrowa zachodzc si od paczu dwigna si z ziemi i posza 
do komory po hadysz i po gromnic, a flegmatyczna Paraska, krok w krok za ni wraz z trojgiem 
dzieci swych chodzc, z uporem ogupiaych i rozlazych istot wci swoje powtarzaa: 
 Oj, eby on by nigdy na t k nie jecha, na tym deszczu nie zmk i nie przespa si 
na tej zgniej kopicy! 
Wtem pomidzy gwarzcymi kobietami i tu za Piotrow, ktra hadysz Budrakowej podawszy 
z kawakiem woskowej wiecy w rku znowu na ziemi u ng syna usiada, zabrzmia 
najdonolejszy ze wszystkich, ostry i syczcy gos niewieci: 
 Ale, albo to od ki i od deszczu, i od kopicy ta choroba na niego przysza? Od czego innego 
ona na niego przysza i nie boska w tym wola jest, ale czyja inna! 
Sowa te wymwia Rozalka, ktra dnia tego ju kilka razy wpadaa do Piotrowej chaty i 
popatrzywszy chwil na chorego wybiegaa z niej, aby po kwadransie lub godzinie powrci 
znowu. Z ruchliwej i ognistej jej twarzy pozna by mona, e czua si czym mocno zdziwion 
i zakopotan. Spodziewaa si wcale czego innego ni to, co si stao. Za wrotami 
Piotrowej chaty stawaa i z palcem do ust przyoonym dumaa gboko. Potem biega do 
domu, aby straw gotowa i lnu cho troch natrze, bya to bowiem pora tarcia lnu, a Rozalka 
za lnem przepadaa i pomimo wszystko zupenie o nim zapomnie nie moga. Przy tym 
Stepan, ktry yto mci, par razy ju przez drzwi stodoy na ni zawoa, aby z chaty nie 
odchodzia, bo zaraz pjdzie za nim na pole kartofle zbiera. Bya, wic dnia tego na wszystkie 
strony rozrywan. Tu len trze chciaa, tam m j woa, wdzie znowu, w chacie Piotra, 
wan spraw zaatwi musiaa. Ze wszystkiego jednak, co na wiecie istniao, ta sprawa najbardziej 
na sercu jej ciya, wic raz jeszcze wpada do chaty Piotra i usyszawszy dowodzenia 
Paraski o przyczynach choroby Klemensa, zawoaa: 
 Ale, nie od ki i nie od deszczu, i nie od zgniej kopicy ta choroba na niego przysza! 
Nie boska w tym wola, ale czyja inna. 
A gdy wszystkie prawie obecne kobiety, nie wyczajc Budrakowej, ktra ju z hadyszem 
w rku nad chorym staa, oczy na ni zwrciy, splota na fartuchu ciemne swe, mae, 
ruchliwe rce i wymwia: 
 To jest z  o b i o  e! 
 Co?  zapyta chr niewiecich gosw. 
 A ta choroba. J ktoci z  o b i . 
54 
Teraz kilku mczyzn, ktrzy w milczeniu naprzeciw Piotra siedzieli, i sam Piotr przysuchiwa 
si zaczli babskiej rozmowie. Chory nawet zwrci ku mwicej przymione cierpieniem, 
ale przytomne i pytajce oczy. 
 Aaaa!  zadziwio si par kobiecych gosw  a kt to taki zrobi? 
 Ja wiem kto. Ta, co jemu ziele jakie na lubienie dawaa. M u  i  nie takie ono byo, 
jak trzeba, to i zamiast lubienia chorob z  o b i  o. 
Paru mczyzn lekcewaco skino rkami, a Klemens na Rozalk popatrzy i wstydliwie 
brod pod kilimek wsuwajc pomimo blw swych parskn krtkim miechem. Wiadomo 
o tym, e kto mu ziko na lubienie dawa, zawstydzia go nieco, lecz wicej jeszcze ucieszya. 
Zajcza zaraz, bo go w krzyach srodze zabolao, niemniej przecie przymiony wzrok 
swj na adn Budrakwn zwrci, jakby chcia jej powiedzie: 
 A co? widzisz, jaki to ja! 
Ale hoa dziewczyna a zblada od przestrachu i wylke swe oczy w Rozalk wlepia. In-
ne kobiety pootwieray zrazu usta, potem zwiastunk dziwnej wieci pytaniami osypywa 
zaczy. One ze zwyk swoj ywoci do Piotra si zwrcia. 
  h a d z i, Pietruk  zawoaa  tobie  k a  u. Nikomu nie  k a u, ale tobie skau. 
Ty ojciec i pomstowanie za krzywd syna do ciebie naley. 
Piotr wsta i za kobiet, ktra go za rk chwycia, do sieni wyszed. Tam w pzmroku z 
kwadrans ze sob rozmawiali. W izbie tymczasem zapanowaa cisza. Budrakowa hadysz do 
odka chorego niby olbrzymi bak przystawiaa. Na dworze da si sysze gos mski 
niecierpliwie woajcy Rozalki. Ona mu z sieni krzykliwie odpowiedziaa: 
 Zaraz! zaraz! 
Stepan z pugiem zaprzonym par koni zatrzyma si przed chat stryjecznego brata i 
ony doczeka si nie mogc kl j straszliwie. Po kwadransie dopiero Piotr wrci do izby 
widocznie wzruszony i rozgniewany. Czoo jego sfadowao si wicej jeszcze ni przedtem, 
a zwykle agodne oczy rzucay ostre byski spod cignitych i zjeonych brwi. Zrazu jednak 
nic nie rzek, tylko ze zgitym grzbietem i pochylon gow na awie usiadszy splun i zamrucza: 
 Z h i , p  z e p a d  i j,  i e  zy   a j a  i  a! 
Potem na syna badawczy wzrok zwrci i zapyta. 
 Klemens! pi ty niedawno mid z Frank, Jakubow wnuczk? ha? pi czy nie? Odpowiadaje! 
Parobkowi trudno byo na to pytanie odpowiedzie. Wstydzi si, brod wraz ju z ustami 
pod kilimek wsuwa. 
 Nie dokuczajcie, b a  k u, w i e l m i w kociach boli!  zajcza. 
 Ja nie dla dokuczania pytam si, tylko dla wiadomoci  odpar Piotr i proszcym prawie 
gosem doda:  Po ojcowsku ja pytam si ciebie: czy ty pi w karczmie mid z Frank, Jakubow 
wnuczk? 
adna Budrakwna w pomieniach caa stana. Ona wiedziaa o tym, e Klemens brzydk 
i biedn Frank zaczepia, i chciaa nieraz gniewa si za to na niego srodze, ale nigdy nie moga. 
W naturze ju jej gniewu nie byo. Odwrcia si wic tylko znowu do okna i gono nos 
w palce utara. Po czym pilnie suchaa, co bdzie dalej. 
 Nu  bada dalej Piotr syna  pi czy nie pi? 
 Pi  jkliwie odpowiedzia Klemens.  Taj c takiego, e pi? 
Piotr rozpaczliwym ruchem gow rzuci. 
 Nu  rzek  to ty z tym miodem i chorob t wypi. Dziewka ci do niego paskudnego 
ziela nasypaa. Na mier, nie na ycie, na p o h y b e l, nie na lubienie ziele to wiedma ludziom 
daje... 
Kilka kobiet splasno w donie. Piotrowej oczy, zmczone, spakane, z wyrazem obkania, 
prawie, na mwicego patrzay. 
55 
 Wiedma!  rozleg si chralny krzyk. 
 Kowalicha!  przez zacinite zby dokoczy Piotr, przy czym z awy wsta i do komory 
poszed. 
Po chwili wrci niosc Ewanieli ow, z ktrej pomoc Pietrusia niegdy zodzieja odgadywaa. 
Przystpi do chorego syna i uczyniwszy w powietrzu znak krzya star ksik nad 
sam gow na poduszce mu pooy. 
Czynic to szepta: 
 Moe jeszcze Pan Bg zlituje si nad nami nieszczliwymi. Moe boska sia przezwyciy 
 z a   o u  k u j u  i  u. Moe ty, synku, wyzdrowiejesz i sam na tej nieprzyjacice 
ludzkiego rodu krzywd sw pomcisz! Moe ja jeszcze na wiosn ora z tob razem pjd; 
moe ja jeszcze na twoje wesele patrze bd... 
Kreli w powietrzu nad synem nieskoczon ilo krzyw, wit ksig do gowy mu 
przyciska, a kilka grubych ez stoczyo si z jego oczu po cigych, bladawych policzkach. 
Klemens udzielon mu wiadomoci i sowami ojca przerazi si i wzruszy bardzo; gowa 
silniej mu zapona, oczy nabray racego blasku, zaczyna traci przytomno, okropnie 
jcze i kl. Kobiety ze swej strony uderzyy w krzyk i pacz, woay, e ju po wszystkim, 
e po ksidza posya trzeba, e nawet ksidza chory nie doczeka; abudowa gromnic zapalia 
i w rce chorego wetkna; Budrakwna przed oknem na klczki upada i z gonym paczem 
krzycze zacza: 
 Wieczne odpocznienie duszyczce jego daj Panie! 
Piotr gow tracc szed ju, aby konie zaprzga i po ksidza jecha, a idc trzs si cay 
z alu i ze zoci, od czasu do czasu zza zacinitych zbw wyrzucajc straszne przeklestwa. 
 K a b jej nogi poamao! k a b ona wiata za paczem nie widziaa, wiedma ta przeklta, 
nieprzyjacika Boa, dusza chrzecijaska  z a   o u  k i e j sile zaprzedana! 
Piotrowa, zapalon gromnic w rkach syna ujrzawszy, po raz pierwszy przeraliwie 
krzykna, zarazem z byskawiczn szybkoci chustk na rozczochran gow narzucia i z 
chaty wybiega. Biega naprzd ulic wiejsk, potem skrcia na t wsk ciek, ktra pomidzy 
cianami stod a opotkami ogrodw ku domostwu kowala wioda. 
Byy to jasne dnie babiego lata. Nad ziemi wisiay bkity nieba, blade, lecz tak czyste, e 
niepodobna by na nich dopatrze najbliszej chmurki. Z pobladej i jakby zmalaej tarczy sonecznej 
pachta niezmconego wiata spadaa na ciemne pola, ktrych nagoci nie przysaniay 
szczupe cienie drzew na wp ogooconych z lici. Gaje rozrzucone po wzgrzach stay 
cae w zocie i w przernych odcieniach purpury, a powietrze przeniknite rzewym i suchym 
chodem byo tak ciche i czyste, e najlejsze drgnienie nie poruszao srebrnych pajczyn 
wieszajcych si po gaziach drzew, krzewach polnych i badylach ogrodw, e widnokrg 
wyglda jak okrga tarcza wypukymi rzebami napeniona i kloszem z najprzeroczystszego 
krysztau okryta. W cichym krysztale powietrza i agodnym wietle soca, pomidzy 
szmat zoranej roli a ogrodem penym uschych badyli, domostwo kowala przedstawiao 
obraz gbokiego spokoju, oywionego migoccymi w socu szybami maych okien. 
Cisza zalegaa pole i ogrd, bielejc za ogrodem awic piasku i srebrnie za piaskiem poyskujc 
szyb stawu; przeryway j tylko dwa odgosy pracy ludzkiej: miarowe, twarde, silne 
uderzenia kowalskiego mota i miarowe take, lecz daleko szybsze i mniej gone stukanie 
trcej len  i e  l i  y. To ostatnie zdawao si wtrzy pierwszemu, a z cikich uderze 
mota i szybkiego ttentu cierlicy, z dymu wijcego si nad kominem domu i pomienia byskajcego 
za otwartymi drzwiami kuni, z rozlegajcych si w ogrodzie gosw dziecinnych i 
guszcego je czasem piania kogutw w agodn harmoni i ciche ukojenie otaczajcej natury 
tryska zdrj czystego, zdrowego, pracowitego ycia. 
Micha naprawia w kuni pugi nadwerone ork jesienn, Aksena, pod zotaw jaboni 
ogrodu na uschej trawie siedzc, w ostatnim cieple sonecznym rozgrzewaa swe stare koci, 
56 
a przy niej may Stasiuk ku zachwyceniu dwch mniejszych jeszcze dziewczynek dmucha w 
drewnian gwiazdk, wydajc z siebie piszczce i przeraliwe tony. W izbie chaty, przyciemnionej 
niskim sufitem, firankami z kwiecistego perkalu i kilku doniczkami z geranium, 
mirtem i pimem, oprcz picego w koysce dziecka nikogo nie byo. Na ziemi, awach, 
stokach, nawet na trzech paradnych krzesach pitrzyy si tam ciemne snopy wymoczonego 
i wysuszonego lnu, jeden za kt sporej sieni napeniay wysoko biaawe gowy kapusty. Nie 
darmo te ostatnie dni pogody i soca nosz nazw babiego lata. W nich to na pracownice 
wiejskie spada istotny grad robt rnych. Pietrusia dzi od witu cinaa kapust i znosia j 
do domu, a teraz pod cian chaty ustawiwszy narzdzie dugie i wklse lnu we nakada i 
uderzajc go desk opatrzon w nagwek mikkie wkna roliny ogaacaa z ich suchej i 
twardej powoki. W podniesionej nieco spdnicy i grubej koszuli, bosa i w okrgym czepku z 
czerwonej bawenicy, spod ktrego ciemne i gste wosy wymykay si na szyj jej i czoo, 
prdko, coraz prdzej uderzaa desk cierlicy, a sucha k o    z y  a wzbijaa si w powietrze, 
osypywaa jej odzie i owijaa j ca zotaw w socu kurzaw. Robota bya cik; 
pracownica krztusia si suchym pyem, oddychaa szybko i gono, grube krople potu wystpiy 
na czoo jej i policzki; jedna z jej rk zakrwawia si w paru miejscach. Ani na chwil 
jednak roboty tej nie przerywaa i bya w niej tak pogrona, e nie usyszaa otwierania si 
wrt maego dziedzica ani spiesznych stpa zbliajcej si ku niej kobiety, i wtedy dopiero 
gow podniosa, gdy o kilka krokw od niej gos kobiecy, od paczu i gniewu ochrypy, wymwi: 
 Niech  z o   pomaga! Bodajby ty ze lnu tego sobie i swoim dzieciom miertelne koszule 
utkaa! 
Podniosa gow i oczy jej spotkay si z byszczcymi oczami Agaty. Wyprostowaa si, 
rce jej wzdu spdnicy opady. Sowa Piotrowej przeraziy j widocznie. Wczoraj ju Franka 
przybiegaa do niej z wieci o chorobie Klemensa. Byaby zaraz do dawnych gospodarzy 
swoich pobiega, aby dowiedzie si, co tam sycha, pocieszy, moe dopomc, ale wiedziaa, 
e le tam o niej gadaj i e odwiedzin jej nie daj wcale. Piotrowa sama przysza i 
od przeklestwa zacza. Nie przywyka do aja i krzykw, zrozpaczona matka z twarz 
zk i zmala staa i teraz, w swych pytkich trzewikach i duej chucie na gowie, nie 
miotajc si, jakby czyniy inne, owszem, bez ruchu prawie i tylko srogim wzrokiem na ni 
patrzca. Na Pietrusi nieruchomo ta, ten wzrok w ni utkwiony i te wyrzucone przeklestwa 
wywary wraenie takie, e a jkna i niby przed widmem cofna si o krokw par. 
 Czego chcecie, ciotko?  wyjkaa. 
Teraz Piotrowa gow kiwaa i po razy kilka, jakby jej oddechu do duszego mwienia 
brakowao, powtrzya: 
 Oj ty! oj ty! oj ty! 
 Oj, ty niegodziwa!  wybuchna na koniec  to ty przez tyle lat, chleb nasz jada, to 
my ciebie jak co dobrego lubili i houbili... Za co ty nam teraz syna otrua?... ha? 
Pietrusia rkami splasna. 
 Ja wam syna otrua? ja! 
Agata postpia naprzd i zbliya si do niej tak, e rozdzielia je tylko wska cierlica. 
Szyj wycigna i w twarz modej kobiety wpia jadowite, byszczce spojrzenie. Z przecigym 
syczeniem sowa z jej ust wychodziy. 
 Co ty jemu zrobia?  k a  y, co zrobia? jakie ziele tej dziewce daa, eby go ona nim 
napoia? Nie dawaa moe? ha?  k a  y, e nie dawaa! Zeyj, co tobie szkodzi? ty ju i tak 
zgubiona,  z o   u zaprzedana, Boga obrazi nie boisz si!  k a  y, e nie dawaa! 
Do zarumienionej od pracy twarzy Pietrusi buchny ogniste rumiece, zaamaa rce i 
krzykna: 
 Aha! 
57 
Zrozumiaa teraz, czemu w Piotrowej chacie jej przypisywano chorob Klemensa, i nagy 
strach zatrzs jej sercem, ktre gwatownie bi zaczo. A moe to i od tego ziela, moe naprawd 
i od tego ziela on zachorowa? zy nabiegy do wylknionych jej oczu, do Agaty 
zwrcia si profilem i staa nieruchoma jak sup, oniemiaa. 
 Aha!  krzykna ju teraz Piotrowa  nie p o b o  y  z si ty, e nie daa! bo i daa! 
ju ja i z twarzy twojej widz, e daa, i e to prawd jest, co Rozalka mwia! No, kiedy tak, 
to odrbe teraz, co zrobia!  z u j e  z? Daj co takiego, eby jemu trucizn z ciaa wypdzio. 
Kiedy ty wiedma, to ty wszystko znasz... Kiedy ty le moesz robi, to i dobrze moesz... 
Odrb, co zrobia!  z u j e  z? odrb... 
Wycigajc obie rce nad cierlic, kobiet w niemy sup zamienion za koszul i ramiona 
targaa, a we wzroku jej obok gniewu i nienawici zjawia si zacz wyraz trwogi i proby. Z 
nienawici, to z prob w gosie powtarzaa. 
 Znasz, moesz... jak zrobia, tak odrb... 
Pietrusia targna si, z rk jej koszul sw wyrwaa i zaamujc rce jkna: 
 Co ja zrobi?... odczepcie wy si ode mnie. 
Wtedy Piotrowa, cho osaba ze zgryzoty i paczu, jak ania skoczya i osunwszy si 
przed ni na ziemi, kolana jej obja. 
 Pietrusia, mileka, zuzula! ratuj ty jego! daj jemu co takiego, eby ta trucizna z ciaa mu 
wysza... ty sama j dawaa... jak zrobia, tak i odrb... ja tobie za to wszystko dam... co tylko 
zechcesz... lnu dam, i weny, i jajek, i ptna, i h  o  z y, kiedy zechcesz; oboje z Pietrukiem 
nie poaujem, tylko odrb, co zrobia... niechaj on przy yciu zostanie, nasz gobek mileki, 
nasza podpora na stare lata.. Ty wiesz... Jasiuk jest tak jak do niczego... A ten prawa rka nasza... 
pracownik nasz najlepszy... Ratuj ty jego... z  a  z, moesz... jak zrobia, tak odrb... 
ciskaa kolana jej, brzeg jej spdnicy caowa zacza. Pietrusi ten al matczyny i to 
rozpaczne baganie widocznie na torturach rozcigay. Sama przecie matk bya, a z t kobiet 
tyle lat niegdy yczliwie i zgodnie przeya. Podniosa rce do gowy i zawioda: 
 Oj, Boe mj, Boe! co ja poczn! nie robia ja i odrabia nie mog... 
Agata porwaa si z klczek i syczcym gosem zapytaa: 
 Nie zrobia?moe p o b o ys z  i , e nie zrobia? 
Pietrusia znowu profilem zwrcia si ku niej i oniemiaa. W gowie jej zrobio si ciemno 
jak w noc jesienn i wichrem tylko tuky si po niej sowa: 
 I zrobia, i nie zrobia... Moe to nie od tego, a moe i od tego... 
Mczarni tej dugo znie nie moga, od grocej jej znw kobiety odskoczya i wp z 
aoci, wp z gniewem krzykna: 
 Odczepcie si, ciotko... czego wy ode mnie chcecie... idcie o rad dla syna znachorki 
jakiej prosi, nie mnie! 
Teraz Piotrowa wybuchna i po nieskoczon ilo razy wiedm j nazwaa. Nie przeklinaa 
bardzo, bo ju przyzwyczajenia tego i umiejtnoci tej nie miaa, wzywaa tylko boskiego 
gniewu na gow jej i jej dzieci, a potem pomst Piotra i wszystkich poczciwych ludzi 
grozia. Potrzsajc pici przez zacinite zby mwia: 
 Poczekaj! poczekaj! bdzie tobie kiedy od ludzi za wszystkie nasze krzywdy i  z o  , 
twj przyjaciel, nie wyratuje ciebie, kiedy na twoj gow pomstowanie ludzkie przyjdzie... 
Wtem przypomniaa sobie, e gdy ona tu kci si z wiedm, syn jej moe tam ju i nieywy 
ley, obu rkami schwycia si za gow, z dziedzica wypada i z powrotem ku wsi 
pobiega, Pietrusia za tam, gdzie staa, osuna si na ziemi i twarz rkami zakrywszy rozpakaa 
si gono i rzewnie. Pakaa jednak niedugo. W izbie dao si sysze skwierczenie 
obudzonego dziecka; skoczya i do chaty wbiega. Musiaa tam dziecko karmi i bawi je 
przez czas jaki, bo sycha byo, jak pieszczotliwie do przemawiaa, kilka piosenek piewa 
zaczynaa i przerywaa je sobie krtkim miechem i gonymi pocaunkami. Dziecko widocznie 
bkaniem swym i ruchami maych rczek rozmieszao j i usta jej ku sobie cigno. Po
58 
tem sycha byo miarowe stukanie biegunw koyski, a potem znowu zapanowaa cisza. 
Adamek usn znowu, a Pietrusia z pkiem upranej bielizny na ramionach na dziedziniec wysza. 
Dzie by pikny, trzeba byo przed wieczorem bielizn w stawie wypuka. Parset 
krokw zaledwie dzielio ten staw niewielki od ostatnich domostw Suchej Doliny. Z jednej 
jego strony saa si owa awica piasku, na ktrej z porady starej Akseny bawi si niegdy 
caymi dniami chory syn Piotra Dziurdzi, dalej ju obejmowa go w pkole wski pas ki, za 
ktrym ciemniay i na pobliskie wzgrza piy si uprawne role. Z ki tej od dawna ju uczyniono 
pastwiska dla byda. W lecie brzeg stawu by z tej strony miejscem penym zielonych 
gszczy, szczebiotu ptactwa, skrzeczenia ab, kwiatw bkitnych i tych, czerwonych jagd 
kaliny, rozoystych gazi wierzbowych, w ktrych cieniu byskaa biaa kora wysmukych 
brzz. Teraz pod brzozami, ktre na bkitnym tle nieba rysoway si jak delikatnie ze 
zota rzebione kolumny, pod zrowionymi, o wiecznie drcych liciach osinami, pod 
wierzbami, ktre maczay w wodzie swe osiwiae gazie, na trawie suchej, pod stopami 
trzeszczcej a usianej zwidymi limi i siwym puchem ostw  kilkanacie kobiet pochylao 
si nad cich i gadk wod. Pray one albo pukay wypran w domu bielizn, a odgosy ich 
rozmw i suche, rytmiczne uderzenia pralnikw rozchodziy si daleko po pustym polu. Na 
polu, jak okiem sign, wida byo tylko dwoje pracujcych ludzi: chopa, ktry prowadzi 
pug, i chopk, ktra w pewnej odlegoci za nim postpujc wyorywane kartofle do fartucha 
zbieraa, a napeniwszy go zsypywaa je do umieszczonych w rozorze workw. Zagony, na 
ktrych pracowali ci ludzie, dotykay wskiego pasu pastwiska. Chopem pug prowadzcym 
by Stepan Dziurdzia, kobiet zbierajc kartofle  Stepanowa ona, Rozalka. Skadali oni 
par ponur. On zaledwie troch nad pugiem pochylony szed w milczeniu, silny i chmurny, 
od czasu do czasu tylko basowym gosem na konie swe przecigle woajc: 
 Hoo! hoo! hoo! 
Ona z grzbietem tak zgitym, e niada twarz jej prawie ziemi dotykaa, na klczkach czasem 
pezaa po zagonie, rkami w ciemnym piasku grzebic i ze szczupym swym, gitkim 
ciaem majc chwilami pozr wijcego si po glebie robaka. Jednak ta wsplna praca z mem, 
cho cika, niemi zna jej nie bya, bo nie ustajc w niej ani na chwil czasem do 
idcego przed ni mczyzny uprzejmym gosem zagadywaa. 
 Ot, chwaa Bogu! b u l b a w tym roku jak ta rzepa wielka!  mwia. 
A potem znowu: 
 Ciekawo, jak tam Klemens ma si? czy umar ju, czy jeszcze przy yciu? 
Albo jeszcze: 
 Stepan! w przysz niedziel do kocioa pojecha warto, taj Kaziuka wzi ze sob i Pa-
nu Bogu go poleci, aeby zdrowszy by... 
Mczyzna nie odpowiada, ot tak, jakby nie sysza tego, co mwia. A jednak w jej gosie, 
najczciej syczcym i zapalczywym, brzmiay teraz tony serdeczne. Zaczepiaa go, do 
rozmowy wyzywaa, raz nawet zamiaa si i na zagonie uklkszy kartofel mu w same plecy 
cisna. On obejrza si tylko, co zamrucza i, dalej pug popychajc, ponuro na konie zawoa: 
 Nuuu! 
Nie rozgniewa si wprawdzie, ale i twarzy nie rozchmurzy, sowa dobrego nie rzek. 
Kobieta znowu nad zagonem grzbiet pochylia i jak zgnbiony robak w milczeniu, smutnie 
po ciemnej glebie peza zacza. Nagle podniosa gow. Stepan, ktry teraz twarz ku stawowi 
by zwrcony, konie zatrzyma i niby co koo puga robic, patrza w t stron, z ktrej 
brzegiem stawu nadchodzia kobieta z ramionami owieszonymi mokr bielizn. Patrza na 
nadchodzc z wyteniem takim, e a rozcigny si i wygadziy muskuy jego twarzy i 
zarazem okrya si ona gupowato wygldajcym, lecz w rzeczywistoci bogim umiechem. 
Rozalki oczy take nad staw pobiegy. W nadchodzcej kobiecie poznaa Pietrusi i sykna 
tak, jakby pod dotkniciem rozpalonego elaza. 
59 
 Czeg stan jak ten sup!  na ma krzykna i gos coraz podnoszc nalegaa, aby 
szed dalej. Bl caego jej ycia, srogi bl ku j znowu zacz i budzi w niej furi zoci. 
Pietrusia zbliajc si do kobiet nad wod pochylonych uprzejmie je pozdrowia. Jeden 
tylko gos, i to z cicha jako, odpowiedzia jej wzajemnym pozdrowieniem. Bya to moda 
abudowa, ktra, jako synowa jednego z najbogatszych gospodarzy we wsi, przez ma i ca 
rodzin lubiona, omielia si, cho nieco trwonie, przychylno sw jej okaza. Inne kobiety 
albo milczc opuszczay pralniki swe na pogron w wodzie bielizn, albo te gowy znad 
roboty podnisszy, rzucay na ni wejrzenia, w ktrych ciekawo i lkliwo mieszay si z 
gniewem i obrzydzeniem. 
Rozumiaa ju dobrze, co wszystko to znaczyo, i stana na uboczu, pod rozoyst wierzb, 
u ktrej stp spuszczao si ku wodzie sznurem do pnia wierzby przywizane czno. Byo 
to czno, ktrym chopcy wiejscy po stawie pywali wdami owic potki i karasie, na ktrym 
te czsto kobiety z tej strony stawu dla skrcenia sobie drogi na tamt jego stron do wsi 
przepyway. Obok czna stana, przyniesion odzie w wodzie zanurzya i tak jak inne wybija 
j pralnikiem i puka zacza. Nie przeszkadzao to jej jednak sysze rozmowy toczcej 
si pomidzy jej ssiadkami. Zrazu z cicha one pomidzy sob szeptay, ale dugo to trwa 
nie mogo, bo gdzieby im dugo powciga uczucia czy gosy! Zaczy wic mwi gono, 
a mwiy o tym, czym dzi zajmowaa si wie caa: o chorobie Klemensa Dziurdzi i jej przyczynach. 
Opowiaday, e Piotr po ksidza pojecha, e choremu dwa razy ju zapalon gromnic 
do rk dawali, e matka tylko co nie umiera z aoci, e jeli Klemens umrze, gospodarstwo 
Piotrowe zginie, gdy on sam zestarzeje si rycho, a modszy syn jest, jak wiadomo, 
niedoga i gupiec. Par gosw zajczao: 
 O j, b i e d  e, b i e d  e,  i e  z  z   l i w e ludzie! 
A jedna z kobiet goniej jeszcze ni inne, mazgajowatym, przewlekym gosem zawioda: 
 K a b temu, co h e  o zrobi, dobrego ycia nie byo! K a b on za krzywd ludzk 
zmarnowa si i na pogrzebach dzieci swoich paka! 
Bya to Paraska, ktra mwic to na Pietrusi spod oka patrzaa. 
 Patrzajcie  dodaa po chwili  czemu to kowalicha dzi kupnej spdnicy i materialnej 
chustki na siebie nie woya? 
Oj, ta kupna spdnica i pjedwabna chustka, w ktre kowalowa czasem si przystrajaa, 
dawno ju, dawno dolegay Parasce, maczajcej teraz w wodzie liche, stare achmany swoje i 
swej rodziny. 
Wtem na polu rozlegy si grube i piskliwe krzyki. Kobiety mia si zaczy. Stepan 
Dziurdzia znowu skci si z on. Kcili si oni z sob tak ju czsto, e dla jednych byli 
przedmiotem surowej przygany, w innych wzbudzali miech. Teraz ze sw tu dolatujcych 
wnie byo mona, e szo im o jaki worek na kartofle, po ktry Stepan onk do chaty posya. 
Czy naprawd worek by przyczyn ktni? A moe on tej chwili zada, aby ona z 
oczu mu zesza, ona za w tej chwili wanie za nic go samego zostawi nie chciaa. Boe! 
jake czua si nieszczliw! Poczucie tego nieszczcia zdawao si podnoci j nad ziemi, 
tak szybko, z rkami u gowy, ku stawowi biega. Biega wprost na Pietrusi i pochylon 
ku wodzie tak j caym ciaem potrcia, e zatoczya si ona i aby nie upa, rkami ga 
wierzby pochwyci musiaa. Przy tym zazdroci i blem oszalaa, Rozalka aja pocza t, 
ktr za rywalk sw poczytywaa, mnstwem grubych wyrazw, wrd ktrych najczciej 
powtarza si wyraz wiedma. Kowalowa uczynia zrazu ruch taki, jakby pierwszym jej popdem 
byo rzuci si na napastujc j kobiet i obelgi, ktre ona rzucaa na ni, odwzajemni. 
Wida byo jednak, e bardzo prdko ogarn j wstyd przed bjk, a gniew jej przemieni 
si w al i przestrach, od ktrych rumiece z policzkw jej znikny. Schylia si znowu 
nad wod i stukiem pralnika zaguszy usiowaa krzyki Rozalki, ktra miotajc si nad ni 
wygraaa jej piciami i osypywaa j gradem przeklestw i aja. Niektre z kobiet piorcych 
bielizn miay si i artoway gono tak z napastujcej, jak z napastowanej, inne wzru
60 
szay ramionami, spluway i wskazujc na Rozalk nazyway j  h w i k  a  k  (wariatk), 
gadzin, jdz. Byy jednak i takie, ktre ujy si za Pietrusi. Moda abudowa krzykna 
do Rozalki, e niesprawiedliwie przyczepia si do kowalowej, ktra na jej ma i patrze nie 
chce, nie tylko co! Jedna z Budrakowych, synowa starosty, targaa nawet wciek kobiet za 
koszul i spdnic, powanie j za jej zo i szalestwo gromic. Wszystko to przecie nic 
nie pomogo, dopki Rozalka nie zobaczya ma swego biegncego ku niej z tym samym 
biczem w rku, ktrym konie pogania. Wtedy, jak ptak zraniony, krzyczc i ramionami w 
powietrzu miotajc zerwaa si do biegu i ku wsi jak na skrzydach poleciaa. Dugo jeszcze 
sycha byo jej piskliwe i rozpaczliwe krzyki przeplatane ajaniem i pogrkami na Pietrusi 
miotanymi. 
Co tam ju dalej dziao si nad stawem, Pietrusia nie wiedziaa i wiedzie nie chciaa. Nie 
podniosa gowy ani oczu, bo przed spojrzeniami ludzkimi robio si jej i wstydno, i straszno. 
Wolaa nie patrze na te kobiety, ktre podziwiwszy si, pogadawszy jeszcze, bielizn sw z 
brzegu zbieray i gromadkami lub kolejno ku wsi odchodziy. Niebawem po ciszy, ktra zapanowaa 
nad stawem, odgada, e ju poszy sobie wszystkie. Wtedy wyprostowaa si i 
oczy podnisszy zobaczya Stepana, ktry o kilka krokw od niej pod row osin na pniu 
citego drzewa siedzc, z okciami na kolanach i brod w doniach, wzrok swj w ni wlepia. 
ona kowala twarz od niego odwrcia i w milczeniu skrcon bielizn do czna wkada 
zacza. On odezwa si zaraz: 
 Dawno ju, Pietrusia, ja ciebie nie widzia i z tob nie rozmawia. Ot, z rok ju bdzie, 
jak ty mnie z chaty swojej wypchna i drzwi za mn zaryglowaa. Od tego czasu ju ja nie 
przychodzi do was i nigdzie ciebie nie zaczepia... 
 Bo i nie trzeba!  nad cznem schylajc si, gniewnie mrukna kobieta. 
Chop mwi dalej: 
 Trzeba czy nie trzeba, a tak ju musi by... tak ty mnie ju zrobia, e gdzie ty, tam moje 
chci i cae moje mylenie... Kiedy nie chciaa, eby tak byo, to na c robia... czy na 
wieczne moje nieszczcie robia? ha? 
Tym razem odwrcia ku niemu twarz z wylkymi i razem rozgniewanymi oczami. 
 ebym ja wiedziaa jaki sposb, tobym co takiego zrobia, eby ciebie, Stepanie, nigdy 
na oczy nie widzie, nigdy, a do koca mojego ycia. Ot, co bym ja zrobia, ebym wiedziaa, 
jak robi, ale cho wy wszyscy wiedm mnie przezywacie, nie wiem, na moje wieczne 
nieszczcie, nie wiem! 
Znowu bielizn do czna skada zacza; psowe wargi jej wydy si jak u rozgniewanego 
dziecka, do oczu nabiegy zy. 
Stepan poprawi si na swym twardym siedzeniu i oczu z niej nie spuszczajc mwi zacz; 
 Wiedma ty czy nie wiedma, lepszej od ciebie i  a  k a w  z e j (agodniejszej), i pracowitszej 
w caej wsi nie ma, gdzie tam! w caej okolicy, a moe i na wiecie nie ma! Moe ty 
mnie kiedy i daa napi si tego ziela, ktrego za twoj przyczyn napi si od Franki Klemens, 
a moe i nie dawaa, czy ja wiem? Moe to ziele, co mnie w ywot weszo, to twoja 
taka  a  k a w o   (agodno) i wesoo, e kiedy jeszcze dziewczyn bya, to jak na 
ciebie, bywao, popatrz, a twego piewania i miechu posucham, to i sam zrobi si inny, ot, 
 a k i j  e  a  k a w y, cicheki i wesoyjak ty... 
Po chwili milczenia mwi dalej: 
 Ja bardzo lubi cichekich i wesoych ludzi... Ot, ja z Piotrem i z Agat dobrze yj dlatego, 
e pomidzy nimi zawsze wita spokojno i obchodzenie si adne, i Klemensa lubi 
za to, e on posuszny starszym i wesoy. A sam ja zonik, to prawda, i niespokojny jak ten 
wicher, i pochmurny jak to niebo na deszczu... Tak ju ja wida urodzi si, z tak chorob w 
duszy urodzi si, a nie wyleczya mnie z niej matka, jdza taka, e za jej ajaniem a biciem ja 
dziecinnych lat swoich nie pamitam, i nie wyleczy brat, co ze mn o ten mj kawa ziemi po 
61 
sdach ciga si... i nie wyleczya onka, h a d z i  a... i nie wyleczya wdka, ktr w gar-
do lej... Nikt nie leczy i nic nie wyleczyo... 
Mwi powoli, smutnie, z wlepionymi w ziemi oczami. Po chwili podnis znowu wzrok 
na Pietrusi. 
 Ty by mnie z tej choroby wyleczya, ale nie chciaa  doda. 
Kobieta uspokojona agodnoci jego gosu, a smutkiem jego moe wzruszona, roboty 
swej nie przerywajc spokojnie odpowiedziaa: 
 Przeznaczenia ju takiego wida nie byo. Ale jakie tobie nieszczcie? Daremnie narzekasz 
i Pana Boga obraasz. Czego tobie brakuje? Chat i gospodarstwo porzdne masz... onk 
i dziecko masz... ot, Bogu by dzikowa i kontent byby... eby tylko chcia. 
 To prawda  odpar Stepan  onka taka dobra i taki zdrowy, silny syn! Bdzie z niego 
kiedy robotnik tgi i podpora moja! oj! 
W gosie jego brzmiaa gruba, ale bolesna ironia; zamia si i zakl z cicha, dlatego moe 
z cicha, aby nie sposzy tej kobiety, ktra po raz pierwszy od dawna rozmawia z nim 
chciaa. 
 Ot, prawd ja tobie powiem, Pietrusia, e mnie ju i gospodarstwo obrzydo. Dla kogo 
czowiekowi stara si i pracowa? Czy u mnie chata pena dzieci? Jedno tylko, a i to takie, e 
tylko tchu w nim suchaj, czy jeszcze yje. I wicej ju nie bdzie. onka mnie nie onka. Ja 
na ni i patrze nie chc, nie tylko co. Przyjd do chaty z pola, taj poo si jak pies, do nikogo 
sowa nie przemwiwszy. Dobrze jeszcze, jeeli ta milczy, ale jak przyczepi si do mnie 
ze swoj zoci albo ze swoim lubieniem, to zaraz i wyjemy oboje jak te dwa wilki, eby ich 
razem zamkn. Ot, jakie moje szczcie! Ludzie ze mnie namiewaj si, jak gdybym ju ja 
by ostatni, i gospodarstwo prdko czort wemie... bo czowiek do niczego ochoty nie ma, 
tylko by wiat przeklina   a j h o d z i! 
 Wstyd!  zawoaa Pietrusia  wstyd bo tobie, Stepan, tak robi i tak gada! Pilnowaby 
gospodarstwa, a z onk y, jak Pan Bg przykaza, zgodnie, w spokojnoci... ot, jak ja z 
moim yj, e u nas nigdy jednej minutki gniewu ani nienawidzenia jeszcze nie byo... 
 Tylko ty mnie o swoim nie wspominaj...  z byskajcymi oczami rzuci Stepan. 
Ona nie patrzc na niego wzbierajcych w nim namitnoci nie dostrzega. 
 eby ty dla onki swojej taki by, jak mj dla mnie, to i ona byaby lepsza  zauwaya. 
 K a b oni potopili si oboje! K a b im oczy prdzej na ten wiat pozamykay si  ponuro 
mrukn Stepan. 
 Phi! jaki zy i niegodny czowiek! ludzkiej mierci da!  ze zmarszczonym czoem i 
rozgniewanymi oczami spluna kobieta, a podnoszc z ziemi reszt skrconej bielizny, ktr 
do czna wrzucia, dodaa: 
 By u mnie rozum, kiedy ja za ciebie i nie chciaam... dobrego bym ma miaa... 
Widzc, e bliska jest wejcia do czna i odpynicia, zerwa si z siedzenia i tu przy niej 
stan. 
 Poczekaj, Pietrusia, poczekaj troszeczk  zaszepta  jeszcze minutk porozmawiamy... 
co tobie szkodzi? jeszcze jedn minutk! Ja dla ciebie byby inny jak dla tej... ja bym z tob  
a - k a w y zrobi si i cicheki jak ten pies, co pana swego pozna... ty by mnie dzieci inaczej 
hodowaa, jak ta... ty by mnie w chacie miaa si i piewaa jak ta makolgwa w gniedzie... 
a ja by tobie rce i nogi przez cae ycie caowa, ja bym z tob pracujc rce sobie od 
pracy pokrwawi... Oj, Pietrusia ty moja, mileka ty moja... nie uciekaj cho teraz ode mnie... 
niech ja cho minutk pociesz si tob... 
Z poncymi oczami, z umiechem namitnoci miosnej na twarzy nastpowa na ni, 
pcha j pod rozoyste gazie wierzby, palcym oddechem oblewa szyj jej i plecy, elaznym 
jakby ramieniem stan jej otacza. Ona krzykna z przeraenia i gniewu, skokiem ani 
do czna wskoczya i wioso schwyciwszy, w mgnieniu oka odbia je od brzegu. Minuta zaledwie 
upyna, a czno znajdowao si ju w pewnej od brzegu odlegoci. Po gadkiej, 
62 
bkitnej wodzie mkno ono prdko, rwno, nie koyszc si prawie i unoszc ku przeciwlegemu 
brzegowi kobiet wysok i zgrabn, zaledwie troch przechylajc si ruchem rytmicznym 
nad wiosom roztrcajcym wod. Spod czerwonej chustki opadajce wosy zaledwie 
dostrzec daway ognist rumiano jej twarzy, nagie a prawie do kolan jej nogi i wiosom 
poruszajce ramiona rowio i ozacao zachodzce soce. Pozostay pod wierzb 
chop byska za ni oczami jak dwoma snopami pomieni. Umiech miosnej namitnoci 
ustpi z jego twarzy przed zmarszczkami zgryzoty i gniewu, co okrutnego, zawzitego 
przewino si mu po ustach. 
 Kiedy tak  za odpywajc kobiet krzykn  to ty doprawdy wiedm jeste! Czartowsk 
si cigniesz do siebie ludzi, a potem ich na zgubienie wieczne oddajesz! Poczekaj ty! 
bdzie tobie! Ju ja na ciebie pomst za swoj krzywd znajd, ty wiedmo, przeklta dusza 
twoja! 
Odlego bya tak, e krzyki jego sysze musiaa. Nie odpowiedziaa jednak nic, tylko 
czno zakoysao si pod ni, jakby dreniem jej ng wstrznite. Potem jednak popyno 
znowu rwno, szybko, a nienawistny, okrutny umiech przewija si po brzowej twarzy 
mczyzny stojcego w cieniu gazi wierzbowych. Z cienia, w ktrym sta, kobieta w 
ogniach sonecznych po bkicie stawu pynca wydaa mu si moe strasznym, zowrogim i 
zarazem wietlistym, pontnym zjawiskiem. 
 Wiedma! dalibg, wiedma!  zaszepta, a gdy ona u przeciwnego brzegu do biaych 
piaskw ju przybia i ku domostwu swemu piesznie sza, z zacinitymi piciami ku pugowi 
swemu wracajc doda: 
  a k i ona nie powinna po boym wiecie chodzi...  a k i nie powinna! 
Ma swego Pietrusia w domu nie zastaa. Stasiuk, ktry na jej spotkanie a ku brzegowi 
stawu wybieg, brnc w biaym piasku i czepiajc si jej odziey w drodze ju wyszczebiota, 
e tatko poszed do karczmy, aby z arendarzem pomwi. Wiedziaa o tym, e arendarz strczy 
mu du i zyskown robot w jednym z ssiednich dworw, nie dziwia si te ani bya 
niespokojn, e Michaek w porze zwykej do domu nie wraca. Interes by wanym i duo o 
nim z ydem do mwienia byo. Gotujc wieczerz, gdy dzieci w kcie izby bawiy si drewnian 
piszczak i chrupay wysuszone ziarna sonecznikw, przyciszonym gosem opowiedziaa 
babce wszystko, co j dzi od Piotrowej i nad stawem spotkao. Przy opowiadaniu tym 
Aksena przda zrazu coraz prdzej, ale wkrtce u kdzieli nitka rwa si zacza i wrzeciono 
wysuno si z jej palcw. Na kolanach zoywszy rce siedziaa wyprostowana jak struna i 
cho Pietrusia dawno ju mwi przestaa, nie przemwia ani sowa jednego, tylko te jej 
szczki prdszym ni kiedykolwiek ruchem przeuway uczut zgryzot, a biae oczy z wikszym 
ni kiedykolwiek wyteniem zdaway si wpatrywa w przestrze izby owietlon 
chwiejnym pwiatem pomienia. Wieczerza bya ju zgotowana, ale kobiety czekay z ni 
na gospodarza chaty, ktry lada chwila nadej musia. Pomie w piecu przygas, dzieci uciszyy 
si i drzemice pod stojcymi u ciany snopami lnu utworzyy grup zmieszanych z 
sob bosych stopek i maych rumianych twarzy. 
Pietrusia z podwrza do sieni wniosa cierlic, chwil jeszcze krztaa si po izbie, a 
westchnwszy gono usiada take na ziemi i plecy o len opierajc zadumanym wzrokiem 
przed siebie patrzaa. W ciszy, ktra zapanowaa w izbie, ozwa si po chwili ochrypy i czego 
si dzi bardzo trzscy gos lepej baby. 
 Pietrusia!  zawoaa. 
 A co, babulo? 
 Spal zioa, te zioa, co z pola w tym roku nanosia, i te, co z przeszego lata zostay, i 
wszystkie, co w chacie s. 
 Czemu tak, babulo? 
 Spal!  krzykna prawie stara i ciszej, lecz gniewnie zamruczaa jeszcze:  Gupia! pyta 
si jeszcze, czemu? 
63 
Pietrusia podniosa si z ziemi, chwil jeszcze pomylaa, gow ze zdumieniem zakoysaa 
i do komory posza. Z komory, ze strychu, z sieni w fartuchu lub  a d  a  h znosia mnstwo 
uschych i kruchych lub tylko zwidych i jeszcze pachncych kwiatw i traw polnych, 
wszystkie je u stp wielkiego pieca na ziemi zsypywaa, a potem ogie podnieciwszy, garciami 
w pomie rzuca zacza; wszystko to czynia w milczeniu zupenym, z rozpalonymi 
oczami i troch zacinitymi usty. Z twarzy jej wida byo, e uczuwaa bl i trwog. Roliny 
te, w ktrych barwach i woni od niemowlctwa prawie kochay si jej zmysy, te czbry liliowe, 
te dziewanny, girlandy czepiajcych si wzajem traw i odyg, obejmoway teraz 
ogniste jzyki pomienia i owijay sine zwoje dymu, ktry supem wzbijajc si w komin, zia 
na izb silne, upajajce wonie. Gdy kilkanacie garci uschego ziela zgorzao ju w pomieniu, 
podniosa gow ku wierzchokowi pieca i zapytaa znowu: 
 Czemu tak, babulo? 
Stara nie odpowiedziaa. W takim zamyleniu pogron bya, e nie syszaa moe nawet 
zapytania wnuczki. Po chwili dopiero u wierzchoka pieca gos chrapliwy i troch drcy zagada: 
 Wiele ja na tym wiecie dziwnych dziww widziaa i syszaa, wiem ja, co z czego wynikn 
moe... Stara Prokopicha mnie teraz przed lepymi oczami jak ywa stana i jak ywe 
stany te zy, co po jej starekiej twarzy jak cieky, tak cieky... 
Im duej lepa baba mwia, tym wicej gos jej stawa si monotonnym i zarazem do 
piewnego, aosnego recytatywu podobnym. 
 Bya, ya w siele ludnym, ale bardzo niebogatym, Prokopicha, sodatka, najemnica uboga, 
chaty swej ani krewnych adnych nie majca. Ma jej na dalekim wiecie na wielkiej 
wojnie zabili, a zosta si przy niej jeden tylko synaczek nieboraczek, ktry nazywa si Pro-
kopek, imieniem, znaczy, ojcowskim. Biednieki by ten Prokopek, od wszystkich, prcz rodzonej 
matki, opuszczony. Ani u niego ojca i bratw, ani chatynki i pola nie byo, przyszed 
na wiat goy jak Jadam, a jak wyrs, do cudzych ludzi pracowa poszed. U cudzych ludzi w 
poniewierce i biedzie wielkiej pracowa, na cudze dobro zyzem patrza i pochmurny sta si 
jak noc jesienna. Choby wszyscy nie wiem jak weselili si, on sam jeden, jak wilk, bywao, 
chodzi, w ziemi patrzy, jakby ju sobie mogik chcia kopa, a wszystko o czymci myli i 
myli. Nie lubili jego ludzie za pochmurno i niechtno i nie szanowali go, zwyczajnie jak 
sierot j e d y  o k i e- g o, za ktrym uj si komu nie byo. A tu jednego roku zacz 
ktoci gospodarzom konie kra. Jednemu gospodarzowi ko zgin, drugiemu zgin, trzeciemu 
zgin. Po caym siole poszo krzyczenie  a j pakanie, bo ludzie byli tam niebogate i 
strasznie ywiow tych aowali, bez ktrych w gospodarstwie ciko. Szukali zodzieja, 
rozpytywali si, pilnowali  nie ma! Nie ma i nie ma, rozstp si, ziemio! A konie jak gin, 
tak gin! Jednego razu ktoci podpatrzy, e Prokopek czasem przepada z sioa. Przejdzie, 
bywao, dzie, dwa, trzy, przejdzie i  i e d z i e l a (tydzie) caa, a jego w siole nie ma, 
gdzieci m a  d  u j e. Z ydami niedowiarkami w lesie rozmawiajcym go widzieli i w 
miasteczku go widzieli, jak pi w karczmie i   u  k i dla jakiej dziewki kupowa, nie wiadomo, 
skd h  o  z e biorc. Wtedy ju wszystkim przyszo do gowy, e to Prokopek, parobek, 
konie kradnie. Wzili i do sdu jego zacignli. Sd sucha, sucha i powiedzia, eby 
sobie Prokopek do sioa powraca, bo, mwi, nie wiadomo jest, czy to on konie krad; pewnoci, 
mwi, nie ma; dowody, mwi, lepsze na niego dajcie... Prokopek do sioa powrci, a 
konie jak giny, tak giny. Wtenczas ju ludzi wielki gniew za ich dobro ogarn. Zaczaili 
si raz pod lasem i jak Prokopek z lasu fur drzewa gospodarzowi swemu wiz, zapali go,  
a j zaczli w niego wali kijami... 
 Jezu!  rozleg si po izbie krzyk Pietrusi, ktra z fartuchem penym zi i rk zatopion 
w usche roliny przed piecem stojc, oczy szeroko otworzya i zatrzsa si caym ciaem. 
 Kijami!  jkna jeszcze i opamitawszy si nieco znowu zioa w ogie rzuca zacza. 
64 
Pomie buchn ywiej, na izb wiona sina i pachnca mga, z wierzchoka pieca gos 
starej powtrzy: 
 Kijami. ebra jemu poamali, rce, nogi poamali, ludzk twarz krwi obleli i nieywego 
porzucili na szerokim polu, na pustym polu, biaemu niegowi na podci, czarnym krukom i 
kawkom na straw. 
W izbie zapanowaa chwilowa cisza, po czym lepa baba opowie sw koczya: 
 A Prokopicha sodatka z alu po swoim nieboraczku synaczku wzia i  f i k  o w a  a. 
Z litoci j ludzie karmili i odziewali, a ona, bywao, w ciemny kt zalezie i cigle o swoim 
parobku Prokopku opowiada i opowiada, a po zmarszczonej, starekiej jej twarzy, jakby kto 
grochem sypa, zy ciek a ciek... I ja tam bya, gadania jej suchaa, na zy jej patrzaa, a 
teraz to wszystko przed lepymi oczami mymi jak ywe stano... 
Kiedy chrapliwy i klekoczcy a zarazem piewny gos starej umilk, Pietrusia z cicha 
przemwia: 
 Babulo! 
 A co? 
 Czy ten Prokopek doprawdy konie krad? 
Stara z namysem odpowiedziaa: 
 Moe krad, a moe i nie krad. To ju nie wiadomo. Pewnoci nie byo... ale ludzkie posdzenie 
byo i straszny gniew ludzki by... 
 Straszny!  jak echo powtrzya kobieta przed ogniem stojca i piesznie, piesznie 
reszt zi uschych w pomienie rzuca zacza. 
Po chwili stara zagadaa znowu: 
 Pietrusia! 
 A co, babulo? 
 eby ty od tego czasu nie waya si doradza... 
 Nie bd  odpara moda kobieta. 
 Nikomu, pamitaj. eby tam nie wiem jak ciebie prosili.  z u j e  z? 
 Nie bd, babulo... 
 Cicheka taka bd jak ta rybka na dnie wody, eby ludzie i zapomnieli o tobie. 
 Dobrze, babulo. 
Drzwi izby otworzyy si i wszed kowal, na ktrego gdy tylko Pietrusia spojrzaa, zaraz 
krzykna: 
 Oj, Boe mj! a tobie co takiego p  z y   a p i  o si, Michaku? 
Musiao mu istotnie przytrafi si co zego Twarz mia rozognion, jedno oko zapuche i 
kilka sicw na policzkach i czole. Czapk z rozczochranych wosw zdj i na st j rzuciwszy 
dzieci, ktre obudziy si i do niego przybiegy, z gniewem od siebie odpdzi. Potem 
na awie siad i do ony zwracajc si ochrypym troch gosem mwi zacz: 
 P  z y   a p i  o si mnie to, czego jeszcze nigdy w yciu ze mn nie bywao. Sodatem 
byem i sze lat wtoczyem si po wiecie, a nigdy nie biem si z nikim; tutaj ju siedem lat 
yj i panuj, a ludzie szanowali mnie zawsze, bo sam siebie szanowaem. A ot, dzi pobiem 
si przed karczm z chopami. Z twojej przyczyny, Pietrusia, h a w a   u  a ta mnie spotkaa. 
Pfe, wstyd tylko, zgryzota,  a j ho d z i! 
Splun i gow od ony odwracajc skaleczone oko doni sobie zakry. Ona milczaa i 
stojc przed ogniem patrzaa na niego szeroko otwartymi oczami, z rkami wzdu ciaa opadymi. 
Po chwili ozwa si znowu: 
 Rozmawiam ja sobie z arendarzem o j e   e  e  i e, a sysz, przed karczm chopi na 
ciebie wykrzykuj, e ty Klemensu Dziurdzi chorob zrobia. Szymon Dziurdzia wykrzykiwa, 
Jakub Szyszko, zodziej ten wiadomy, i Stepan potem przyszed i tako gada zacz, i 
baby, co od zbierania kartofli tamtdy wracay, stany tako i jak wrony kraka zaczy: taka 
65 
ona, owaka ona, krowom mleko odebraa, a teraz Klemensa strua. Sucha ja, sucha, a nie 
wytrzyma, z karczmy wylecia, kci si o ciebie zacz. Od sowa do sowa, do bitwy przyszo. 
Bi ja, bili mnie... pfe! wstyd! Czowiek pracuje jak ten ostatni parobek, prowadzi si 
porzdnie, ludzi i samego siebie szanuje, a tu nie wiadomo skd przyjdzie na niego haba 
taka... co to? mio to sysze, e onk od wiedm i czartowskich kochanek przezywaj, a 
potem na twarzy nosi lady pijackich i zodziejskich kuakw! Oj, Boe mj, Boe, za co na 
mnie taka haba i ta zgryzota przysza! 
Przez rozalenie i zawstydzenie jego przebijaa si uraza do ony uczuwana. Ona wci 
milczaa, przestraszona tak, e a jej rce, ktrymi garnek ze straw z pieca wycigaa, dray 
widocznie. Ze spuszczonymi powiekami zapalia lampk i wieczerz na stole stawiaa. Kiedy 
wedle zwyczaju bochen chleba i n mowi podawaa, on przysaniajc wci doni spuchnite 
oko, drugim bacznie na ni popatrza. 
 Pietrusia!  rzek  co ty takiego ludziom zrobia, e oni na ciebie jak te kruki na cierwo 
napadli... 
Z wolna wzruszya ramionami. 
 Czy ja wiem?  szepna. 
 Ju to nie moe by bez przyczyny? ha?  zapyta jeszcze. 
Zapytywana w ten sposb kobieta sama pograa si w coraz gbsze zamylenie. 
 Czy ja wiem?  powtrzya. 
Widocznie sama zagadki losu swego zrozumie nie moga i czy w istocie przyczyna jego 
w niej samej nie spoczywaa, pewn nie bya. Pomimo tej niepewnoci inna roztopiaby si 
caa w zaprzeczeniach, przysigach, uniewinnianiu siebie, a zorzeczeniu ludziom. Ona tego 
nie uczynia. Nigdy jeszcze przed mem nie skamaa. yli oni z sob jedno drugiemu dusz 
w dusz patrzc, jak dwa przejrzyste, obok pynce potoki. A teraz kamaaby, gdyby mu powiadaa, 
e jest czegokolwiek pewn, gdy wntrze jej nurtowaa trwoga, nie tyle przed ludmi, 
ile przed czym nieokrelonym, tajemniczym, gronym uczuwana. 
 Czy ja wiem?  powtrzya i, z czoem zmarszczonym w dwie gbokie fady, od ma 
twarz odwrcia. 
On patrza na ni i dziwi si jakby czemu lub nad czym smutnie rozmylajc par razy 
gow zakoysa. Potem dzieci ku sobie przywoa, a do niej ju nic nie mwi i ani razu tego 
wieczora zuzul jej nie nazwa. Markotny i milczcy spa si pooy, ciemno i cisza zalegay 
izb, a w poowie nocy, w ciemnoci i ciszy ozwa si szelest ludzkich krokw i kto 
wdrapa si na wierzchoek pieca. 
 Babulo! Babulo! czy ty pisz? 
Na wierzchoku pieca zaszemra szept, wyranym przeraeniem przejty. 
Nie splu, d i  i a,nie  p l u! W  i e  k o o tobie myl odpowiedziaa Aksena, 
ktrej od czasu pewnego staro przywodzi ju zacza bezsenne noce. 
 Babulo!  zajcza gos drugi  coci mnie dzi okrutnie dusio... na ywocie i piersi coci 
pooyo si i tak dusio, e tylko co ju Panu Bogu duszyczki nie oddaam... 
  z  o h e  o?  zadziwia si stara, a po chwili zapytaa: 
 Moe ty w wit niedziel robia co takiego, co pozwolone nie jest? 
 Nie robia, babulo, nic w wit niedziel, nigdy nie robia... 
 P  y p o m  i j sobie tylko... moe robia! Bo jeeli robia, znaczy niedziela do ciebie 
przysza i dusia za to, e ty j obrazia... Takie rzeczy na wiecie bywaj... ja sama takiego 
czowieka znaam, co w niedziel zawsze wszystko robi. A tu razu jednego niedziela do 
niego przysza, taka wielka jak to soce zote, pooya si na nim i zadusia... na mier zadusia. 
P  y p o m-  i j tylko sobie, czy czego, bro Boe, w niedziel nie robia... 
 Nie robiam, babulo, p o b o   si, e nigdy w niedziel nic nie robiam... 
 No, to  z  o  h e  o, co ciebie dzi dusio? 
66 
Dugie potem zapanowao milczenie, a w ciemnoci szept mody i przeraony cichutko 
zaszemra: 
 Babulo, ja syszaam, e kiedy czort do kogo przyczepi si, to tak samo dusi... 
U wierzchoka pieca gwatownie co zaszelecio, moe lepa baba wyprostowaa si na 
swym sienniku. 
 Przeegnaj si, d i  i a, przeegnaj si ty krzyem witym... 
 W imi Ojca, i Syna, i Ducha witego. Amen. 
Znowu chwilowa zapanowaa cisza, potem stara Aksena zaszeplenia jeszcze: 
 Zgryzota to cika dusia ciebie, Pietrusia ty moja, z h  y z o  a i ao. 
 A-le!  twierdzco odszepn gos drugi. 
 Coci Michaek markotny by dzisiaj i h  i e w  y... 
VI 
Zima nadesza wczesna i ostra. W ostatnich dniach listopada mrz ci ju ziemi w twarde 
bruzdy i nieg przysypa j biaym pyem. Wieczorne niebo usiane byo mnstwem 
gwiazd, kiedy drog wiodc z najbliszego miasteczka do Suchej Doliny szli ku wiosce dwaj 
chopi. Obaj byli niewysokiego wzrostu ale jeden szczeglniej mg si nazwa zupenie niskim; 
w kouchach baranich, czapkach i skrzypicych butach, szli oni to powolnym i troch 
chwiejnym, to znowu prdkim i zamaszystym krokiem, bardzo gono ze sob rozmawiajc i 
zawzicie rozmachujc rkami. Nie byli zupenie trzewi. Grube ich gosy rozchodziy si 
daleko, a wtrowa im gony take i nierwny ttent ich stpa. Ze stw, ktre wyranie i 
dononie brzmiay w cichej i mronej przestrzeni, wnie byo mona, e wracali z miasteczka, 
gdzie obadwaj stawali przed sdem pokoju. 
 M i  o w y kae (sdzia pokoju mwi): S zt  a f za heto drzewo zapacisz...  
mwi jeden, a drugi nie suchajc towarzysza jednoczenie prawi: 
 Dug wita rzecz, k a  e, zapaci  u   o... 
 Drzewo, k a  e, ci w paskim lesie, sze sztuk ci, k a  e za kad sztuk po 
rublu sztrafu zapacisz... 
 A kiedy dugu nie zapacisz, k a  e, ziemi o p i  z ,  a j sprzedadz... Nie 
sprzedadz, mwi, bo jeszcze nie wykupiona, znaczy, od rzdu nie wykupiona... 
Teraz drugi zaczyna: 
 A ja do mirowego zjazdu... do Chackiela poszed i kaza jemuprob do m i  
o-w e g o z j a zdu pisa... Pisz, mwi, hapelac j u, ebym jatego sztrafu nie zapaci... 
Pierwszy swoje dalej prawi: 
 Ja do starszyny!... A co z tego bdzie?... u yda zaduy si i u innych ludzi zaduy 
si, i teraz oni na mnie do sdu podaj, a sd paci kae, a ziemia nie wykupiona, znaczy, od 
rzdu nie wykupiona i sprzeda jej nie mona... yd niedowiarek, poda jego dusza, pyta si 
zaraz: A wiele za napisanie dasz? Z o  o  o k u dam, mwi, p i  z y! A on mnie w oczy 
patrzc mieje si... Rubla dasz! mwi. Nie dam, mwi, dalibg, nie dam... dwa zote 
dam... A on: Rubla dasz... I obieca, dalibg, obieca rubla... K a b j e h o  z o   i... 
Ten za, ktremu o zacignite dugi szo, zataczajc si nieco prawi: 
 Dowiedzia si ja u starszyny, oj, dowiedzia si... K a b j e h o... Ziemi nie opisz, 
mwi, bo nie wolno, bo jeszcze nie wykupiona, ale gospodarstwo za dug opisz,  a j sprzedam 
p u b-l i  z  o, znaczy, sprzedam, w jednych koszulach zostaniecie... na co byo dugi 
robi? 
67 
Nagle stanli obaj i twarz w twarz patrze na siebie zaczli. 
 Jakub!  rzek jeden. 
 Szymon!  odpowiedzia drugi. 
I obadwa razem wydali z garda pytajce tony: 
 Ha? 
 eby to czowiek by bogaty! 
 Ale! 
 Toby dugw nie robi! 
 Ale! 
 Dziewi dusz w chacie... 
 U mnie trzynacie...  a j jeszcze i dwoje w koyskach... 
 Ziemia taka kiepska, e cho pacz... 
 A  w i e  o  e k (spichrzyk) to ju ze wszystkim zawali si... myl ja sobie, skd tu 
drzewa wzi... ot i pojecha nock do lasu... to i co? Nie dla jednego Pan Bg las zasia, dla 
wszystkich zasia... 
 Ziemi przyjdzie  y d u w arend za dug puci... cho p o  a j e m  o, a samemu w 
parobki do jakiego dworu naj si... O j, h o  k a j a dola przysza mnie i d i  k o m moim... 
 O j, h o  k a j a d o l a przysza mnie na stare lata moje... 
Obaj rkawami kouchw po oczach sobie powiedli i gono westchnwszy, dalej obok 
siebie i zaczli. Znajdowali si w tej chwili blisko krzya wznoszcego si nad rozstajnymi 
drogami. Naprzeciw nich to byszczay dwa owietlone okna karczmy, dalej ciemniay 
ciany stod i obr, a w pewnej od nich odlegoci samotne w polu i pord suchych szkieletw 
drzew szarzao domostwo kowala. Przy wietle gwiazd mona byo rozpozna zamknit 
dzi i milczc kuni, niegiem ubielon strzech chaty i dwa zotawe, blade, bo 
przez zamarznite szyby przedzierajce si odblaski palcego si w niej ognia. 
Jeden z chopw przechodzcych pod krzyem w kierunku tego domostwa rk wycign. 
 Szymon!  rzek. 
 Nu? 
 Ot, tam to h  o  zy duo! 
 Gdzie to? 
 A u kowalichy. 
 Aha!  potwierdzi Szymon  m u  i  b o h a  y ludzie, bo po pasku sobie yj... 
 Czemu im nie y, k o l i  z o   wiedmie pomaga... 
 Pomaga czy nie pomaga, a  a k i im dobrze, kiedy h  o  z e maj  zauway Szymon, 
a po chwili mylenia machn rk i zamrucza:  To i co z tego? Pies kudaty, jemu 
ciepo, chop bogaty, jemu dobrze... kowalu i once jego dobrze, a mnie od tego nie lej... 
 Jeszcze i ciej na cudze dobro patrze, kiedy czowiekowi samemu na wiecie gorzko... 
 Ale! 
Wtem Jakub Szyszko stan jak w ziemi wryty i z rk wycignit ku domostwu kowala 
przyciszonym, zdawionym prawie gosem wymwi: 
 B a  zy ?Szymon, b a  zy ?(widziae?) 
Szymon stan take i nic wymwi nie mogc usta tylko szeroko roztworzy. Zjawiskiem, 
ktre obu chopw tak bardzo uderzyo, bya spadajca gwiazda. Oderwaa si ona niby od 
ciemnego sklepienia i zoty wyk zakreliwszy  w powietrzu, nad sam chat kowala znikna. 
Na tle przejrzystej nocy bysk ten strzeli chwilow, lecz wietn wiatoci. Jakub powtrzy 
pytanie: 
 B a  zy  ty? 
Czemunie ba  zy ? B a  zy   zaszepta Szymononichmymwili i naiche 
chat gwiazda spada... 
68 
Jakub gow wstrzsa i gony, szyderski miech wychodzi z wskiej, starej jego piersi. 
 Oj, dure ty, dure!  mwi  to ty mylisz e to gwiazda spada... 
 Ale! 
 A to, ot  z o   by, co przez komin wiedmie h  o  ze nis! 
 Nie moe by?  krzykn prawie Szymon i rk do czoa niosc egna si zacz. 
 A czy ty tego nigdy nie sysza? 
 Sysza to, sysza, e tak na wiecie bywa, ale widzie, nie widzia... 
 No, to teraz zobaczy... W imi Ojca, i Syna, i Ducha witego... 
 Amen  jednogonie dokoczyli obaj, a Szymon raz jeszcze wyda z garda przecigy 
dwik zadziwienia. Potem szed ju przed siebie pewniejszym, rwniejszym krokiem, jakby 
mu dym wdki, ktr w miasteczku wypi, z gowy ulecia. Gboko nad czym rozmyla, 
potem ozwa si: 
 Jakub! 
 Ha? 
Wiesztyco?Jubymjai czar  o u  k i m i h  o sz am i niepogardzi, ebytylko 
z biedy wyle. eby gospodarstwa nie opisywali i nie sprzedawali... 
 Jak w i e d a j e  z... jak z  a j e  z...  obojtnie odpar Jakub. 
 Moe by kowalicha i poyczya...  wahajcym si gosem zacz znowu Szymon. 
 Jak w i e d a j e  z... jak z  a j e  z... ale kiepsko bdzie... 
 Czemu kiepsko?... 
 Ot, tak! Chrzecijask dusz zaprzeda nie godzi si... 
 I to prawda... 
 Ty tego nie rb  palec do gry wznoszc naucza Jakub  nie godzi si... ksidzu na 
spowiedzi powiedzie trzeba, e takie pokuszenie mia... 
Szymon rozmyla znowu, ale po chwili z nag determinacj gow podnis. 
 A szed ty do paskiego lasu drzewo kra, kiedy  w i e  o  e k budowa zapotrzebowa, 
ha? 
 Oj, ty, durniu!  krzykn Jakub  jak ty takie rzeczy porwnywa moesz? Las boski 
jest i Pan Bg jego dla wszystkich posia, a wiedmy h  o  z e czartowskie i ona sama jest 
nieprzyjacika boska i ludzka... 
 To co!  opiera si Szymon  taki tobie m i  o w y  z   a f zapaci kaza, a ty mnie 
od durniw nie wyzywaj... Syszysz? Prawa nie masz! Sam dure, a jeszcze do tego i zodziej! 
Zaczynali ju kci si, ale wtem oblaa ich wiato wychodzca z okien karczmy, przed 
ktr przechodzili. Z wntrza karczmy dolatywa gwar rozmw i rzpolenie skrzypiec. Stanli 
obaj jak w ziemi wryci. 
 Zajdziem  rzek Szymon. 
 Zajdziem  zgodzi si Jakub. 
 Na minutk. 
 Na minutk, poweseli si... 
Karczemn izb, do obszern, nisk, z podog glinian i a czarnym od brudu puapem, 
jaskrawo owietlay trzaski smolne wetknite w szczeliny pieca, od gry do dou zawieszonego 
wysychajc po praniu odzie arendarza i jego rodziny. Na dugim i wskim stole palia 
si krzywo w wydronej brukwi tkwica ojwka i stao kilka cynowych czarek, jakimi zazwyczaj 
chopi w karczmach wdk pijaj. Pili z nich przed chwil ci gospodarze powani i 
stateczni, ktrzy z obu stron stou na awach siedzc toczyli pomidzy sob gwarliw, ale 
powan, stateczn rozmow. Dostatnie kouchy ich zaopatrzone w szerokie konierze z 
czarnych lub siwych baranw, cikie, lecz cae i a do kolan wysokie obuwie, wyrazy ich 
twarzy spokojne lub umiechami rozjanione objawiay, e byli to najdostatniejsi i najlepiej 
prowadzcy si mieszkacy Suchej Doliny. Przyszli tu oni nie dla hulania ani z hultajstwa, ale 
69 
dlatego naprzd, aby w dugi zimowy wieczr rozweseli si troch w k o m p a  i i, a potem 
i dlatego, aby o rzeczach tyczcych si interesw wsi troch naradzi si i porozmawia. 
Kazali sobie zrazu poda wdki, pili j z cynowych czarek uprzejmie do ssiadw przemawiajc: 
Na zdrowie! na szczcie! Po czym czarki na rodek stou odsunli i wicej ju ich 
nie dotykali. Po kruczku wypili i dosy! Gdyby to bya jaka wesoa okazja: chrzciny, wesele, 
dobicie jakiego targu lub co podobnego, piliby pewnie daleko wicej. Ale bez okazji nie 
zwykli byli upija si, szanowali w sobie dostojno gospodarzy zamonych i prowadzcych 
si uczciwie, ojcw rodzin i byych lub teraniejszych urzdnikw gminy. 
Po samym rodku grona tego zasiad Piotr Dziurdzia, obok niego z okciami daleko na st 
wysunitymi rozpiera si Maksym Budrak, dalej obsiadali aw: stary abuda i dwaj dojrzali, 
dawno ju oenieni synowie jego, a za kilkoma jeszcze innymi, w samym kcie izby, tam 
gdzie najmniej dochodzio wiato, siedzia Stepan. Zawsze mia on pocig do przestawania z 
najpowaniejszymi i najuczciwszymi mieszkacami wsi, do wspudziau w rozprawach o 
rzeczach publicznych, do odegrywania we wsi roli czynnej i wpywowej. Ambitny i miay, 
pragn co znaczy, czym przewodzi, a cho mu ju lat czterdzieci wkrtce min miao, 
nie mg nigdy podanego celu tego docign. Ponuro i popdliwo jego odstraszay 
ode ludzi, ujmoway mu publicznego szacunku niepospolicie ju ze poycie z on i brak 
liczniejszej rodziny. Mia wprawdzie jedno dzieci, ale takie, e za bezdzietnego uchodzi, a 
bezdzietno chopa to naprzd niebogosawiestwo boskie, a potem bliska i nieunikniona 
jego ruina. Inaczej wcale pogldaj ludzie na tak chat, w ktrej rosn i dorastaj silni parobcy 
i pracowite dziewki, nieli na tak, w ktrej dwoje samotnych ludzi, jak ta para ponurych 
kretw, ziemi kopie, bez radoci na teraz, bez widokw na przyszo. W takiej chacie 
ani chrzcin, ani wesel, ani gonego igrania chopcw, ani dwicznego piewania dziewczt. 
Ludzie do niej nie zachodz nigdy i nigdy w niej do zastawionych boymi dary stow nie 
zasiadaj. eby tam nie wiedzie jaki dostatek by, to wprost okazji adnej nigdy nie ma, wic 
i szacunek ludzki i przyja ludzka nie maj tam kiedy przyby, objawi si i wzrosn. A 
jeeli jeszcze w chacie takiej wieczne pomidzy maestwem ktnie, krzyki i bijatyki, Panu 
Bogu na obraz, ludziom na zgorszenie i miech? Wtedy ju, chopie bezdzietny i beznadziejny, 
na ruin gospodarstwa i pomiewisko ludzkie wystawiony, sied chmurny i milczcy pomidzy 
weselcymi si i rozprawiajcymi ludmi, tak jak w ciemnym kcie siedzi Stepan 
Dziurdzia zo i zgryzot swoj przeuwajc. Ile razy odezwa si, tyle razy spostrzega wyranie, 
e nikt go sucha nie chcia. Rozprawiano jednak o rzeczy, na ktrej on zna si lepiej 
ni ktokolwiek inny: o gruntach i kach, do ktrych wie caa pretensj rocia i o ktre dotychczasowemu 
ich posiadaczowi proces wytoczy zamierzaa. Proces mia by kosztownym, 
koszta rozkaday si na wszystkich mieszkacw wsi w stosunku do czci przez kadego 
posiadanej w procesie; arytmetyczne takie wiczenia najbieglej Stepan dokonywa umia, 
najlepiej zreszt zna owe grunta i ki, ale obywano si bez jego pomocy i rady, sowa jego 
guszono, kiedy innych przekrzycze usiowa, okciami go trcano na znak, by umilk. Mody 
abuda, ktni wszczyna nie lubicy a lkajc si, aby go do niej zo Stepana nie wyzwaa, 
odsun si ode o okie, to samo uczyni Anton Budrak, brat Maksyma, obecny starosta wsi. 
Osamotnionym ujrza si i sponiewieranym. Zakl z cicha, usun si pod sam cian, na 
arendarza krzykn, aby mu ca kwart wdki poda, i pi j milczc, i roziskrzonymi oczami 
w cieniu jak wilk poyskiwa. Inaczej wcale dziao si z Piotrem Dziurdzi. Ten przez lat 
sze urzd starosty sprawia, wiedzia wic dobrze, co chop ktry posiada i w jakiej mierze 
do wsplnych kosztw przyczynia si by powinien. Anton Budrak, ktry wieo starost 
zosta, radzi si go o to i owo, inni suchajc potakujco gowami kiwali. Z rkami splecionymi 
na kolanach, z dugimi wosy, ktrych powe i siwiejce kosmyki opady na czarny, 
barani konierz koucha, z bladaw sw i ciemn twarz, oywion teraz czark mocnego 
napoju i prowadzon rozmow, Piotr rozpowiada szeroko i dugo, a sowa jego cieky mu z 
ust rozwane i przewleke, niby leniwy i z cicha toczcy si potok. Przypomina, kiedy i jak 
70 
owe grunta i ki od Suchej Doliny odpady i co o tym opowiadali ojcowie, rozwaa, jakie 
korzyci zwrot ich przynisby wiosce, i wyliczajc je a wzdycha, tak mu si one pontnymi 
wydaway. Pomimo jednak tego dosy ywego podania rzeczy ziemskich, o niebieskich nie 
zapomina. Podnosi czasem w gr wskazujcy palec i zdanie swe koczy sowami: 
 W  i e  k o to w mocy Boej. Kiedy Pan Bg zechce, to nam t ask swoj da, a kiedy 
nie zechce, to nie da, i cierp, czowiecze, bo taka ju wola paska... 
Innym razem mwi: 
Boskiejsiy,jak  o j k azau,nieprzemoesz.  zor  o u  k u j u  i  u krzyem 
witym przemoesz, a boskiej niczym nie przemoesz... Jak Pan Bg najwyszy zechce, tak 
bdzie. 
Sowa te wywoyway zawsze westchnienie suchaczy, co nie przeszkadzao im jednak z 
ywym i nawet namitnym zajciem dalej o interesach ziemskich rozprawia. Piotr wzdycha 
take, ale szare, gboko pod gstymi brwiami osadzone oczy jego byskay czasem rozweseleniem 
takim, jakie ukazywao si w nich bardzo rzadko. Rozweselay si one w ten sposb 
zawsze, ilekro wypadkiem czy umylnie spojrza w t stron karczemnej izby, w ktrej bawia 
si i weselia nieliczna garstka modziey. Byo tam kilku dorosych chopcw i z pi 
dziewczyn, ktrzy otaczali siedzcego w kcie muzykanta woajc na o muzyk, a gdy gra 
ju zacz, tace rozpoczynali i nagle je przerywali dla swawoli jakiej lub gonitwy, od ktrych 
z podogi wznosi si tuman kurzawy i rozlatyway si na wsze strony ciemne dymy kbami 
buchajce z rozpomienionych smolniakw. Byo tam w tej zabawie peno grubych wykrzykw 
mskich i piskliwych jkw niewiecich, rubasznych miechw, artobliwych ktni, 
tupotu ng, brzczenia i piszczenia skrzypiec. Biae koszule i sine spdnice dziewczt migotay 
w kurzawie i dymie wrd szarych lub bkitnych ubiorw mskich. W gromadce tej 
nielicznej, ale bawicej si wybornie, rej gony i wesoy wid Klemens. Przed szeciu tygodniami 
wsta on z cikiej choroby, ktrej ju i znaku na nim nie byo. W czasie chorowania 
swego nieskoczon ilo razy trzyma by w rkach zapalon gromnic, wypi nieskoczon 
ilo zi, ktre mu z caej wioski przynosiy baby, odby przedmierteln spowied i utraci 
kwart krwi, ktr wytoczy ze z miasteczka przez Piotra przywieziony felczer. Stara Ewanielia 
przez cay ten czas nad sam gow jego na poduszce leaa; ojciec w kociele trzy 
msze na jego intencj zakupi. Na koniec wyzdrowia, wsta i po tygodniach paru wyglda 
ju tak, jakby mu nigdy nic nie byo. Odtd Piotr o chorobie i wyzdrowieniu syna lubi szeroko 
i dugo rozprawia. Opowiada, e sprawia j diabelska sia, ktr przezwyciya sia 
boska. O pierwszej mwic pici ciska i z obrzydzeniem spluwa, a bysk gniewu i nienawici 
przemyka mu w renicach. Dla drugiej gorc wdziczno i cze wida uczuwa, bo 
gdy j wspomina, gow skania, a oczy mimo woli prawie w gr wznosi. Teraz Klemens 
w zabawie i swawoli rej wodzi, a w ktrkolwiek stron izby okiem rzuciwszy wszdzie zobaczy 
go byo mona w parze z adn Nastk Budrakwn, crk Maksyma. To stojc przed 
muzykantem i o muzyk woajc do taca wp j obejmowa, to w gonitwie jakiej na aw 
j z takim rozmachem obala, e a krzyczaa z blu, niby rozgniewana w kt odchodzia i 
plecami zwracaa si do izby, a on stojc za ni przeprasza j i do drugiej gonitwy wyzywa, 
pociesznie twarz jakby w paczu przekrzywiajc a grubym miechem na ca izb chichoczc... 
Piotr na t zabaw syna poprzez gowy siedzcych naprzeciw niego ssiadw z przyjemnoci 
spoglda i robiy mu one nawet wyrane w rozmowie roztargnienie. Usta wtedy 
rozwiera i mia si cichym, piersiowym miechem. Lubowa si widokiem pary, ktr skadali 
Klemens z Budrakwn. Dziewczyna miaa z zamonej ojcowskiej chaty wnie z sob 
w chat ma zwikszenie wszelkiego dostatku, a prcz tego agodn bya, pracowit, prowadzc 
si przystojnie i przez Agat bardzo lubion; jeeli wic Klemens z ni si oeni, 
oprcz wszystkiego innego, zgoda wiekry z synow zapewnion bdzie. Piotrowi od dawna 
zwizek ten klei si w gowie, a tu, ni z tego, ni z owego, wykryy si te jakie umizgi Klemensa 
z Frank, z t krp, niepozorn, ubog wnuczk jednego z najpoledniejszych miesz
71 
kacw wsi, w dodatku zodzieja. Gdy tylko Klemens dwign si by z choroby, Piotr go 
zapyta: 
 Czy ty z t Frank z mylami jakimi zaczyna, czy tak sobie? 
Chopiec zawstydzi si bardzo, twarz od ojca rk zasoni i odpowiedzia: 
 Tak sobie! 
 A eni si z ni nie mylae? 
 Niechaj czort eni si z ni, nie ja  brzmiaa ju chmurna odpowied. 
 Nu, a Nastki Budrakwny chcesz?  indagacj sw dalej prowadzi ojciec. 
Chopiec doni usta zakry i parskn miechem. 
 Czemu nie, b a  k u?  zawoa. 
A mu oczy zawieciy si z radoci. Nastka bya adn dziewczyn, ale o posagu i o dostatniej 
wyprawie jej take pomyla. Swatw do chaty Budraka wnet po przejciu adwentu 
wysa umylili. 
Teraz porodku izby modzie wziwszy si za rce utworzya koo, w ktre na arty i ku 
rozmieszeniu wszystkich wkrcia si jaka stara, przysadzista baba, z pochwycon u arendarza 
ma poduszeczk w rkach. Przy piskliwej, lecz skocznej muzyce skrzypiec koo tancerzy 
z wielkim tupotem ng okrcao si dokoa tej baby, ktra jedn rk na kbie opierajc 
si, a w drugiej poduszeczk wysoko podnoszc, a w kko te skaczc z pociesznymi minami 
piewaa: 
Paduszeczki, paduszeczki, a wsie puchowyje; 
Moodzieki, moodzieki, sawsiem moodyje... 
Tu wybuchny ogromne miechy, tak sowa piosenki le stosoway si do przysadzistej, 
pomarszczonej, cho silnej jeszcze i uciesznej baby. Ona piewaa dalej: 
Koho lublu, koho lublu, 
Toho paceuju; 
Paduszeczku puchawuju 
Tomu podaruju. 
Wraz z ostatnim wyrazem piewki poduszeczk na Jasiuka Dziurdzi rzucia i wp go 
objwszy chciaa si z nim wedle prawide taca tego kilka razy okrci. Ale on za wstyd to 
sobie poczyta, e go tak niepowabna tancerka faworami swymi obdarzaa, pici bab odepchn 
i z gapiowat min a rozgniewanymi oczami jak sup na rodku izby pozosta. Kilka 
powanych gospody na awie pod cian gwarzcych a kado si ze miechu; gospodarze 
nawet rozmow o interesie przerwali i z umiechem na twarzach szumnej zabawie modziey 
przypatrywa si zaczli. 
Koo taneczne utworzyo si znowu, tylko e w jego rodku stana tym razem gwatem 
przez inne dziewki tam popchnita Nastka Budrakwna. Skrzypce wci przygryway, a wysmuka 
dziewczyna z grub kos na plecach i piersi zawieszon szklannymi paciorkami poduszeczk 
do gry wzniosa i nie skaczc tak, jak tanecznica uprzednia, lecz okrcajc si 
powoli i z wdzikiem, rd ttentu stp, dononym gosem zapiewaa: 
Paduszeczki, paduszeczki, 
A wsie puchowyje; 
Moodzieki, moodzieki, 
Sawsiem moodyje... 
72 
Tu cae taneczne koo piosenk podjo i wzbijajcemu si nad inne gosowi dziewczyny 
chrem wtrzy zaczo: 
Koho lublu, koho lublu, 
Toho paceuju; 
Paduszeczku puchawuju 
Tomu podaruju. 
Rzucona rk dziewczyny poduszeczka w kraciastej nawleczce z tak si Klemensa 
Dziurdzi w twarz uderzya, e a spsowia cay, a zotawe i gste wosy rozwiay mu si 
nad gow. Zarazem obu rkami Nastka zwiesia mu si na ramionach, on wp j obj i krcili 
si potem w kko tak dugo, e ju i prawida taca takiego dugiego krcenia si bynajmniej 
nie wymagay. Ale parobkowi rozognionemu zabaw i u piersi jego dyszc piersi 
Nastki i tego byo za mao. Krzykn na muzykanta, aby do k  u  i e l a przygrywa zacz, 
co gdy on uczyni, puci si z dziewczyn swoj w ten taniec szybki i zawrotny, prawie na 
jednym miejscu odbywany, a przerywany przechadzk we dwoje dokoa izby. Zote wosy 
parobka rozwieway si nad jego gow, kosa dziewczyny z czerwon wsteczk u koca 
lataa w powietrzu, na szyi jej brzczay szklanne paciorki i przewiecajce zza nich pozacane 
krzyyki i medaliki. A gdy umczeni zawrotnym okrcaniem si na jednym miejscu obchodzili 
dokoa izb, on podnosi wysoko twarz rozpalon i z bkitnych oczu rzuca snopy 
wesoych blaskw; ona rami mu za plecami trzymajc, w jednej rce ciskaa sin jego kapot, 
drug fartuszkiem pot z twarzy ocieraa. W ten sposb dwa, trzy lub wicej razy okrali 
izb powoli, miarowym krokiem, od czasu do czasu nogami przytupujc, on do modego 
dbu, ona do biaokorej brzozy podobna. Wszyscy gospodarze zwrcili si ju teraz twarzami 
ku izbie i na taczc par spogldali. Piotr Dziurdzia p czarki wdki jeszcze do ust niosc 
mia si swym cichym, piersiowym, powanym miechem; Maksym Budrak, niedbale niby 
na crk patrzc, radonie oczami byska. Mimo woli pewno dwaj ssiedzi na siebie spojrzeli, 
porozumieli si wzrokiem i kiwnli do siebie gowami. 
 K a b tylko wola boska bya...  mwi Piotr. 
 Czemu nie ma by woli boskiej?  odpowiedzia Budrak. 
Budrakowa, ktra pomidzy gospodyniami pod cian siedziaa i wprzdy ju wychylia 
bya czark wdki, zawia si i z rozczuleniem do ssiadek mwia: 
 Ju ja tego Klemensa, jak Boga kocham, na rwni z synami rodzoniekimi lubi... 
W tej wanie chwili weszli do karczmy Jakub Szyszko i Szymon Dziurdzia. Nikt na nich 
uwagi adnej nie zwrci. Ju z samej odziey, ktr na sobie mieli, pozna byo mona, e w 
gromadce ludzkiej, rd ktrej yli, najpoledniejsze zajmowali miejsce. Kouchy ich byy 
stare, bez konierzw, a lnice od brudu i zniszczenia, obuwie podarte i od wielu zna ju 
lat do zimowych tylko wycieczek w mrozy i niegi uywane, czapki nawet spaszczone i z 
podartym w strzpy baranim oszyciem. A c dopiero postawy ich i twarze! Stary Jakub 
trzyma si wprawdzie prosto i zawsze uroczyst jakby przybiera postaw, ale niski by, chudy 
a maymi, byszczcymi oczami patrzcy na wiat spod brwi jako przebiegle i razem nieufnie, 
z przebiegym, nieszczerym miechem na starych, zwidych ustach. Co do Szymona, 
tego krok ociay by i jakby niemiay, cera wyka, oczy zaczerwienione i wiecznie mokre, 
a na caej twarzy mia wyraz zbiedzenia, gdy by trzewym, a zuchwaej przekory, gdy 
tylko wdka zaszumiaa mu w gowie. Teraz troch tylko by podpitym, wic nikogo nie zaczepiajc, 
chykiem prawie i niemiao przeszed karczemn izb i wraz z Jakubem wszed 
przez wskie drzwiczki do drugiej, daleko mniejszej izby, bdcej mieszkaniem arendarza i 
jego rodziny. Tam sycha byo, jak gono i zapalczywie rozmawiali obaj z ydem, wzajem 
sobie przerywajc, popychajc si okciami i co chwil zrywajc si do ktni z gospodarzem 
miejsca tego, ktry gono i zapalczywie take u obydwch, szczeglniej jednak u Szymona, 
73 
dopomina si o pienine swe nalenoci. Nie przeszkodzio mu to da im po par czarek 
wdki. Szymon swoje wychyliwszy paka zacz i na gorzk dol swoj i swoich dziatek 
wyrzeka, potem jeszcze o jedn czark na arendarza zawoa, a gdy ten da jej na kredyt ju 
nie chcia, gono i okropnie przeklinajc go, nad plecami i przed twarz cinitymi piciami 
mu grozi. yd ustpi i da mu jeszcze wdki, pilnie czark kad kred na drzwiach zapisujc. 
Szymon wypi; mokre jego oczy rozweseliy si i bysny, czapk a po oczy na gow 
nasun i zamaszystym, cho razem i niepewnym krokiem z karczmy wyszed. Przed karczm 
pod gwiadzistym niebem stan i co do siebie mruczc namyla si zdawa. Z wielkim 
wyteniem oczu patrza w stron, w ktrej z daleka szarzao samotne w polu domostwo kowala, 
i nagle puci si ciek pod cianami stod ku niemu wiodc. Szed, to prdko i ranie, 
to znowu powoli i ze spuszczon gow cigle do siebie co niezrozumiaego mruczc. 
Par razy zatoczy si i rkami opiera o poty ogrodw, przed kuni stan i namyla si 
znowu. Zdja go trwoga jaka, bo rk do czoa i piersi podnis. Przeegna si i jeszcze 
kilkanacie krokw postpi. Gdyby by trzewym, z poowy drogi wrciby niezawodnie, 
alboby i cakiem w tamt stron nie szed, ale wdka dodawaa mu odwagi, a ujmowaa rozmysu. 
Rk na klamce drzwi pooy i raz jeszcze przeegnawszy si do chaty kowala 
wszed. Kowala w domu nie byo; Aksena, w ten dugi wieczr zimowy ciepem pieca rozgrzana, 
usna na swym sienniku. Nad siw jej gow sterczaa prznica ze zotaw kdziel, 
tylko co upuszczone wrzeciono na szorstkiej nitce zwisao z pieca, pod ramionami jej na 
ksztat skrzyde rozwartymi skurczone, jak zzibe ptaszyny, spay dwie mae, rumiane prawnuczki. 
Izba napeniona bya pzmrokiem i cisz, palcy si w piecu ogie krzesa bdne 
wiateka w szybach okien, na ktrych mrz wyrzebi sploty krysztaowych i lnicych lici. 
Przed ogniem na stoku siedzc Pietrusia dogldaa gotujcej si strawy i zarazem odzie rodziny 
naprawiaa. U stp jej leao kilka dziecinnych koszulek; na kolanach trzymaa sukienny 
spencer ma, zszywajc i przymocowujc zdobice go tamy zielone. Kilka ubiegych 
miesicy zmienio nieco wyraz jej twarzy, wskiemu czou odebrao jego dawn, jasn pogod, 
a w zarys ust wlao cichy, lecz rzewny smutek. wie jednak bya jak wprzdy i jak 
wprzdy z rumiecw jej twarzy i ksztatw kibici biy modo i sia. W twardym suknie 
grub ig zatapiajc i wysoko podnoszc rk z dug nitk, pgosem, na przewlek nut 
piewaa chopsk, pospn ballad: 
Matka syna z cicha nauczaje: 
Czemu ty, synku, onki nie karajesz?... 
0j, maju, maju nahajku mauju 
I budu karaci onku maaduju. 
Z wieczora komora krykom zazwiniaa, 
A z ponoczy pociel hromko hawarya, 
A switajuczy Hanulka nie ya... 
Tu piewaczka umilka na chwil, ig nawleka, w ogie szarymi oczami popatrzya i 
znowu nad szyciem schylona dalej przewlek nut zawioda: 
Oj, maci, maci, padnica u chacie, 
Poradzi ciepier, hdzie onku chawaci? 
Zawiezi Hanulu u czystoje pole, 
Skaut ludzie, szto Hanula pszenicu pole, 
A sam skaczi na torh do Janowa... 
W Janowie braty Hanuli pochadzaju 
I u szwagra siestry swajej pytaju: 
Hdzie Hanula, siestru naszu, podzieu? 
74 
Pryjechau do domu. Sugi najmilejsze, 
Podajcie konie mnie najworoniejsze, 
Pajedu ja do Hanuli w pole, 
Padajcie mnie skrypku hromku, 
Zahraju ja swaju dolu horku... 
Bodaj ty, matko... 
Z przecigym skrzypniciem otworzyy si drzwi izby, Pietrusia piew swj przerwaa i 
gow odwrciwszy zobaczya wchodzcego Szymona. Znaa go dobrze i nie zdziwia si, e 
tu przyszed. Moe z interesem do ma jej przyszed. Uprzejmie skina gow. 
 Dobry wieczr, Szymonie. Jak si macie? 
Nie odpowiedzia nic, tylko uczyniwszy kilka chwiejnych krokw wprost przed ni stan i 
z otworzonymi ustami wpatrywa si w ni zacz. W bladych jego oczach tak mieszay si z 
sob wyrazy ciekawoci i trwogi, dzikiego podania i pijanego rozczulenia, e wyglda z 
tym troch strasznie i troch te miesznie. Z otwartych ust jego w sam twarz kobiety ziona 
wo wdki. Rce w rkawy koucha wsun i z pomieszaniem trwoliwoci i zuchwalstwa 
zacz: 
 Pietrusia, ja do ciebie z prob... 
 A czego chcecie?  zapytaa. 
 K a b ty mnie hroszy poyczya... Do m i  o w e g o dzi na sdy chodzi... Dugi, k a 
 e, zapaci trzeba... Ziemi sprzedadz, k a  e... Nie sprzedadz, mwi, bo nie wykupiona, 
od rzdu, znaczy, nie wykupiona. A on, k a b jemu nogi p o k  u  i  o, dugi popaci, 
k a  e... ja do starszyny... 
Tak prawi przez dugie minut kilka po wiele razy jedno i to samo powtarzajc, ona suchaa 
go cierpliwie, szyciem swym zajta, na koniec podniosa gow i zapytaa: 
 To i c ja tobie, Szymonku, poradzi mog? 
 H  o  z y poycz  przystpujc bliej powtrzy chop. 
 Nie ma, dalibg, nie ma, a skd u mnie h  o  z e mogyby by? Wszyscy wiedz, e do 
mowskiej chaty w jednej spdnicy  a j w podartym kaftanie przyszam i on nie ma, p o b 
o-   si, e nie ma. Dostatek w chacie, chwaa Bogu, jest, ale h  o  z y nie ma... My 
jeszcze mode oboje... kiedy nam byo h  o  z e zbiera? 
Kamiesz!zawarczachophroszy ty m a je  z pod dostatkiem, tyle majes 
z, ile ich twoja dusza zada. 
I burkliwy ton na proszcy zmieniajc doda: 
 Poycz, Pietrusia, zlituj si, poycz... co tobie szkodzi? jak ty p  y j a  i e l u swemu 
powiesz, eby tobie wicej przynis, to zaraz i przyniesie... 
Oczy kobiety ze zdumieniem utkwiy w twarzy chopa, ktr wdka i wzruszenie zabarwia 
zaczy ceglastym rumiecem. 
 Czy ty  f i k  o w a   i a? (zwariowa)  przemwia.  Jaki to mj przyjaciel taki, co 
by mnie h  o  z e wedug dania nosi? 
Szymon do czoa rk podnis, jakby przeegna si zamierza, zarazem gosem znionym 
od trwogi, z gupowat min wymwi: 
 A czorte? ha? albo to on tobie h  o  z y nie nosi? ha? 
Na te sowa kobieta jak oparzona ze stoka si zerwaa, oczy jej otworzyy si szeroko, rce 
gestem obronnym przed siebie wycigna. 
 Co ty wygadujesz?  krzykna  czowieku, upamitaj si i Boga w sercu miej... 
 A  a k i nosi...  przystpujc bliej jeszcze i oczu z niej nie spuszczajc nalega chop. 
Ona piesznie i bardzo gono mwia: 
 Ja w kociele ochrzczona! Mnie co dzie na noc krzyem witym egnali! ja grzechem 
miertelnym nijakim duszy, swojej nie zgubia. 
75 
 A  a k i nosi!  tu przed ni ju stojc powtrzy chop  ja sam dzi widzia, jak on, 
ognisty taki, przez komin do twojej chaty wlatywa... 
Tym razem w szeroko otwartych oczach kobiety bysno przeraenie. 
 Kamiesz!  krzykna i czu byo, e pragna namitnie, aby zaprzeczy zaraz temu, co 
powiedzia.  Kamiesz! powiedz, e skama! 
 Dalibg, widzia... 
Pici uderzy si w pier i znowu zacz: 
 Poycz, Pietrusia, zmiuj si, poycz... Ju ja i na czortowskie h  o  z e zgadzam si, 
byle z tej gorzkiej biedy wyle... daj cho czortowskich... 
Nastpowa na ni, popycha j sob ku cianie, ziejc woni wdki twarz sw do samej 
twarzy jej przysuwa. 
 Ja do ciebie jak do matki... Pietrusia... cho ty wiedma, ale ja do ciebie jak do matki... 
ratuj... niech ju i na mnie ten wielki grzech spadnie... podzielim si z tob i h  o  z a m i, i 
grzechem... Ja do ciebie jak do matki i opiekunki... cho ty wiedma, ale ja do ciebie jak do 
tej opiekunki... 
Gniew, przestrach, wstrt do pijanego tego czowieka, ktry naogiem swym on i dzieci 
w ndzy pogra, a nad jej dachem latajcych diabw spostrzega, ogarny Pietrusi i obudziy 
w niej ca niepospolit jej si. Z iskrzcymi si oczami, nog w podog uderzya i 
krzykna: 
 Won!  zarazem chopa za kouch pochwycia i drzwi otworzywszy do ciemnej sieni go 
wypchna. Nie byo to rzecz zbyt trudn. Chop bardzo sabo trzyma si na nogach. W 
ciemnej sieni zatoczy si a do drzwi podwrzowych i stamtd jeszcze zawoa: 
 Nie dasz?  a k i nie dasz h  o  zy? 
Ale ona kowala na elazn zasuwk drzwi sieni zamkna. Chop pod zamarze okno podszed 
i tam to wykrzykiwa, to mrucza: 
 Ja do ciebie... wiedmo ty... jak do matki... daj h  o  z y... z l i  u j  i a... cho i czortowskich 
daj... nie dasz? taki nie dasz? Pietrusia! syszysz? M i  o w y k a  e, dugi popaci 
trzeba... ja do starszyny... Starszyna k a  e, ziemi nie sprzedam, ale gospodarstwo sprzedam, 
w jednych koszulach zostaniecie... oj, h o  k a j a dola moja i dziatek moich. Pietrusia, syszysz? 
daj h  o  z y... co tobie szkodzi? Przyjaciel twj nanosi tobie znw, wiele zadasz... 
Nie dasz?  a k i nie dasz? No, to poczekaje, dam ja tobie, zgubiona dusza twoja... niewierna... 
 i e p  y- j a  i e l u boskiemu zaprzedana... popamitasz! 
Poszed ciek ku karczmie i wsi, a idc z wolna i chwiejnie, pici ciska, w powietrzu 
nimi miota i wci z wykrzykami gniewnymi, to z pospnym mruczeniem do siebie mwi: 
 Nie daa! taki nie daa! zgubiona dusza jej... Panu Bogu niewierna... niepryjacielu boskiemu 
zaprzedana... dam ja jej... popamita... 
Od paru ju miesicy Pietrusia do wsi nie chodzia. Strach j przejmowa, gdy mylaa o 
spotkaniu si z ludmi i babka par razy powtrzya jej zlecenie, aby cicheka bya jak rybka 
na dnie wody. Jednak w tydzie przeszo po owych szczeglnych odwiedzinach Szymona 
wypada jej potrzeba konieczna do abudw pj. Szo o  a l k i, ktre dla abudowej 
uprzda Aksena, a ktre koniecznie odnie wypadao, aby duszym ich zatrzymywaniem 
wyrzutw lub i posdze nie cign. O zmroku, gdy kowal pracowa w kuni, Pietrusia do 
babki rzeka: 
 Pjd, babulo, dzi ju koniecznie do abudw pjd. 
Stara przemilczaa chwil, jakby jej to postanowienie wnuczki do smaku nie przypadao, 
potem jednak odrzeka: 
 Id, kiedy ju trzeba... tylko tam ludziom nie nasuwaj si na oczy... za gumnami przejd. 
 Za gumnami przejd  powtrzya Pietrusia. 
Siermik i trzewiki woya, chustk na gow zawizaa i posza. Aksena z dziemi na 
piecu pozostawszy w zupenej prawie ciemnoci bajk o smoku opowiada zacza. Bya to 
76 
bajka duga i straszna, po ktrej nastpia inna, tak mieszna, e dwoje starszych a zachodzio 
si od miechu i najmniejsza, Halenka, miaa si take, cho jeszcze dobrze zrozumie 
jej nie moga. Malutki Adamek zaskwiercza w koysce. Aksena Stasiukowi rozkazaa, aby z 
pieca zlaz i brata koysa. Dziecko zsuno si z pieca, wgramolio si na tapczan, przy ktrym 
staa koyska, i wkrtce po ciemnej izbie miarowy ttent biegunw zawtrowa chropowatemu 
gosowi baby opowiadajcej trzeci ju bajk. Wtem pod oknami i w sieniach da si 
sysze ttent szybko biegncych stp, drzwi otworzyy si z trzaskiem i otwartymi zna pozostay, 
bo do izby wion strumie mronego powietrza, zarazem rd ciemnoci rozleg si 
krzyk guchy, rozpacz czy trwog zdawiony:
  Jezu? ratujcie! ja nieszczliwa! bij ju! kijami bij! Boe mj miosierny. 
By to gos Pietrusi, ktra wida caym ciaem osuna si na podog, bo porodku izby 
co mocno stukno. Jednoczenie Aksena, ktra na kilka sekund oniemiaa, trzscym si 
gosem przemwia: 
 A tobie co, Pietrusia? a tobie co? Niech Pan Bg zmiuje si nad nami! co tobie? 
Krzykiem i stukiem przestraszona, trzyletnia Halenka wrzasna paczem, ciszej nieco zawtrowa 
jej Adamek. Przez wrzaskliwy pacz dzieci przebi si gos lepej baby, donony, 
nakazujcy: 
 Nie f i k  u j  i a (nie wariuj), Pietrusia. wiato zapal. Dzieci po ciemku pacz. 
Ciko, ze zdawionymi jkami, kobieta podniosa si z ziemi, a gdy wiato rozniecaa i 
palce si uczywo w szczelin pieca wsuwaa, rce jej trzsy si jak w febrze. Przy drcym 
blasku powstajcego ognia twarz jej z wyrazistoci rzeby wystpia na szare to izby, blada 
jak ptno, z czoem cignitym w kilka fad grubych, z oczami buchajcymi pomieniem. 
Chustka spada z jej gowy, spltane wosy okryy szyj i jeyy si nad czoem, dwie tylko 
zy wieciy na jej rzsach, ale gbokie kania wstrzsay ustami i piersi. wiato zapaliwszy, 
obu rkami schwycia si za gow i jak nieprzytomna po izbie biega zacza. To z szeroko 
rozwartymi oczami i rkami nad gow porodku izby stawaa, to twarz rzucaa si na 
st albo aw, to do pieca przypadaa i ku babce bagalnym jakby gestem obie rce wycigaa 
wysoko. Przy tym mwia cigle, tak jak si mwi w gorczce, prdko, bezadnie, z nagymi 
krzykami, to znowu ze znieniem gosu a do szeptu. W ten sposb opowiadaa rzecz, ktrej 
suchajc Aksena na swym sienniku prostowaa si jak struna, tymi szczkami coraz prdzej 
poruszaa, a kocianymi rkami bezwiednie moe szukaa gw maych wnuczek, ktre 
milczce ju, przelke, same si pod te rce i do jej piersi przysuny. Opowiadaa, e do 
abudw zasza szczliwie,  a l k i oddaa, wszystkim pokonia si piknie, ale w rozmow 
si nie wdajc zaraz nazad t sam drog posza. Na tej drodze czatowali na ni ludzie, 
ktrzy zna ju wiedzieli, e ona tamtdy od abudw wracajc i bdzie. Czatowali na ni, 
za potem ogrodu, za niskim potem, przy ktrym, gdy przechodzia, kto j kijem w plecy 
uderzy raz i drugi, a tak mocno, e a na ziemi upada. Ten, kto uderzy, by Szymon Dziurdzia, 
bo go dobrze, cho w zmroku, poznaa, ale za Szymonowymi plecami rozleg si miech 
Stepana, a Paraska, Szymonowa onka, coci o pienidzach i kupnej spdnicy zagadaa, i 
Rozalka przeklinaa, i wiedm j nazywaa, i jeszcze ze dwoje ludzi miao si i gadao, ale 
ona ju nie wie, kim byli, bo zerwaa si z ziemi i co si dalej pobiega. A oni przez pot na 
ciek przeleli i ku karczmie sobie poszli, nie uciekajc, pomau, jakby nic. Bili! kijami ju 
bi zaczli! co ona pocznie? Za co to na ni przyszo? 
Pakaa teraz rzewnymi zami, rce amaa, wida byo, e trwoga straszna mcia jej rozum 
i odbieraa wol. Na piecu zaszemra szept starej: 
 Parobku Prokopku... oj, parobku Prokopku... czemu ja sobie teraz gadanie i zy matki 
twej, Prokopichy, znw przypomniaa? 
Biae oczy pord tej twarzy szerzej rozwara i tym samym, co wprzdy, nakazujcym 
gosem przemwia: 
 Klknij i pacierz gono mw... 
77 
Rozkazywaa tak, jak gdyby wnuczka jej malutk jeszcze dziewczynk bya, a ona suchaa 
te jej jak dziecko. Wnet uklka. 
 Nie tak  przemwia stara  nie tak. Halenk z pieca zsad, Adamka na rce we, starszych 
do siebie zawoaj... ogarnij dzieci rkami i Najwyszemu Bogu je pokazuj... Pacierz 
mw i dzieci Bogu pokazuj... Ty matka... niech Bg Najwyszy lituje si nad dziemi... 
Z sennym niemowlciem na jednym ramieniu, a drugim ogarniajc maego chopca i dwie 
mniejsze ode dziewczynki moda kobieta klczaa porodku izby, a sowa modlitwy ze zmconej 
pamici jej uciekay i na drce usta nie przychodziy. lepa baba chropowatym swym i 
trzscym si gosem zacza: 
 Ojcze nasz, ktry jest w niebiesiech,  w i a   i a imi Twoje, p  y j d  krlestwo 
Twoje, b u d  wola Twoja... 
Wtrowa jej saby zrazu, potem coraz wyraniejszy gos modej kobiety. Jednogonie, 
arliwie wymwiy A m e , po czym stara wyrzeka: 
 Nu, wsta! moe Pan Bg Najwyszy posysza... 
Ciszej dodaa: 
 I dzieci zobaczy... 
Chwilowa cisza zapanowaa w izbie. Pietrusia niemowl do koyski kada, starsze dzieci 
skupiy si w kcie izby, tak szczelnie jedno do drugiego przytulone, jak przestraszona trzdka 
owiec. 
 Gdzie Michaek?  zapytaa Aksena. 
 W kuni. 
 Nie wie, co tobie p  z yt  a p i  o si... 
 A nie wie... 
Par miesicy temu z alem swym i strachem, tak jak z radoci i weselem, biegaby 
wprost do ma, przede wszystkim i bez namysu biegaby do niego. Ale teraz! o! z innym on 
ju sercem dla niej ni dawniej... Nie mona ju jej ze wszystkim do niego biec. Wiara jej w 
jego lubienie przepada, co dzie wicej przepadaa, a tam, gdzie bya jej sodycz, robio si 
tak gorzko, jakby j, na przykad, przysypa kto garci piekcej gorczycy. 
 Chod do mnie, d i  i a, pogadamy... 
Od koyski odesza, na tapczanik wskoczya, a stamtd atwo ju jej byo na brzegu pieca 
usi. Siedziay naprzeciw siebie; biae oczy lepej baby zdaway si z wyteniem wpatrywa 
we wzburzon i spakan twarz modej kobiety. Po do dugim namyle Aksena zacza: 
 Pietrusia! to to jutro wielkie wito. 
 Ale, babulo. 
 To to Niepokalane Poczcie Przenajwitszej Marii Panny, wielki fest w kociele i 
wielki targ w miasteczku. 
 Ale, babulo. 
 W kociele odpust wity, a na targu bdzie  a  o d u chmura. I z Suchej Doliny gospodarze 
pojad do kocioa i na targ. 
Znowu do dugo milczaa, myli swe i plany jakie zdajc si tymi szczkami przeuwa. 
 Posuchaj  rzeka  ju tobie nie ma innego ratunku, tylko do Pana Boga uda si i u 
Niego o wiadectwo przed ludmi poprosi. Niechaj o tobie Pan Bg zawiadczy, e nijakim 
grzechem miertelnym duszy nie zgubia. Do kocioa id, przed Panem Jezusem krzyem 
le, spowiadaj si i komuni przenajwitsz przyjm... Syszysz? 
 Sysz, babulo. Dobrze, babulo, zrobi, jak doradzacie. 
 Ale. Jak wyspowiadasz si, a od ksidza komuni przenajwitsz przyjmiesz, i sama 
pocieszysz si, i ludziom wszystkim pokaesz, e nieprzyjacik bosk nie jeste. Niechaj 
zobacz, e do Pana Boga krzyem lec modlisz si i e tobie ksidz komunii przenajwitszej 
nie odmwi. Kiedy to zobacz, poznaj, e ty nie taka, jak oni wymylili, i e miertel78 
nego grzechu ani adnego wanego przestpstwa na tobie przed Panem Bogiem nie ma. Pan 
Bg Najwyszy sam tobie dobre wiadectwo wyda... 
 Dobrze, babulo, dobrze  znacznie uspokojona powtrzya Pietrusia i zmczon gow 
na kolana babki pochylajc kocian rk jej pocaowaa. Ona t rk zacza j po wosach 
gadzi. Milczay obie. Potem moda kobieta ozwaa si znowu; 
 Franki poprosz, aby chaty i dzieci dopilnowaa i straw zwarzya, a sama o witaniu do 
miasteczka pjd. 
 Moe i Michaek pjdzie? 
 Pewno nie pjdzie. Do dworu tego pj jemu trzeba, z ktrego t du robot ma wzi. 
 Dobrze byoby, eby poszed. Razem by pomodlili si i wyspowiadali, eby dawniejsze 
dobro wrcio... 
Znowu milczay, w mylach pogrone. Dzieci w kcie szepta pomidzy sob zaczy i z 
gonym chrupaniem je surow brukiew, ktr Stasiuk gdzie w sieni zarzucon znalaz. I 
nikt nie zwrci uwagi na mskie kroki, ktre ozway si za drzwiami. Kowal do izby wszed, 
a Pietrusia wtedy dopiero gow znad kolan babki podniosa. Na twarzy Michaka nie malowaa 
si ju uprzednia wesoo bez troski ni cienia. Niezadowolenie i niepokj przymieway 
blask jego czarnych oczu, wargi pod czarnym wsem nieco wydte objawiay skonno 
do wyrzutw i gniewu. Dzieci, ktre rzuciy si ku niemu, po gowach pogaska i obejrzawszy 
si po izbie zdziwionym gosem zawoa: 
 A to co? to wieczerzy jeszcze i z a w o d u (zacztku) nie ma! 
Istotnie, smolniak tylko rzuca na izb skpe i chwiejne wiato; w czarnym, gbokim 
otworze pieca ognia nie byo. 
 O Jezu!  z pieca zeskakujc krzykna Pietrusia  to to ja dzi o wieczerzy zapomniaam, 
na mier zapomniaam! 
I z takim popiechem, e a rce jej dray, pocza ogie roznieca i w garnki nalewa 
wod. Pierwszy raz to w yciu zdarzyo si jej o domowych zajciach zapomnie, a przyczyny 
zapomnienia tego mowi powiedzie nie moga. On te o ni nie zapytywa. Usiad na 
awie i rzek tylko: 
 Ju chwaa Bogu o jedzeniu dla ma zapominasz, a dzieci surow brukiew z twojej aski 
gryz... jakby im ebrak jaki by ojcem... 
Wzi na kolana Stasiuka, brukiew mu z rk odebra i w kt izby j cisn. Wymwka, ktr 
uczyni onie, ostr nie bya, ale kobieta wolaaby moe, aby si rozgniewa, a potem znowu 
przyjanie do niej zagada. Ale on ju do niej nie przemwi wicej i tylko do dzieci odzywa 
si czasem. Spieszya z wieczerz, krupy do garnka sypaa, jaj troch przyniosa i urzdza 
zacza jajecznic ze sonin, aby mc jak najprdzej cokolwiek mowi poda. Aksena 
do ma wnuczki kilka razy zagadywaa: a co dzi w kuni robi? a kogo widzia? a czy jutro 
na fest pojedzie? On zbywa j zawsze par sowy, w ktrych ani niegrzecznoci, ani te 
yczliwoci nie byo. Jeeli co mwi, to ot tak, byle zby, z roztargnieniem i mrukliwie. Pietrusia 
zapalajc lampk, urzdzajc, a potem i podajc wieczerz ruszaa si wawo, popiesznie, 
a jednak wygldaa jak nieywa. Z ust ani pary nie wypuszczaa; chd jej by cichy 
i lkliwy; przed mem stajc powieki spuszczaa. Wida byo, e gdy on na ni patrza, 
drtwiaa caa z bojani. Wiedziaa przecie dobrze, e bi jej ani nawet aja nie bdzie. 
Czeg wic lkaa si? Moe spojrzenia jego, ktre gdy na ni patrza, stawao si dziwnie 
przenikliwym, czasem rozgniewanym, a czasem tak smutnym, e dostrzegszy je pacz powstrzymywa 
musiaa. Co pomidzy nimi murem stano. Ona dobrze wiedziaa, co to byo. 
Jako rzemielnik bardzo przez ludzi uywany, Michaek cigle z ludmi si widywa i bywa 
wszdzie, gdzie oni bywali, i sysza wszystko, co oni mwili. Ciekawy i rozmowny, tyle 
zawsze o wszystkim wiadomoci posiada, e niektrzy miejc si mawiali o nim, i syszy, 
jak trawa ronie. Sysza wic tym bardziej to, co tyczyo si jego ony i domu. Raz w bjk, 
a kilka razy w srog ktni wprowadziy go te gadaniny ludzkie o Pietrusi. Potem ju kci 
79 
si przesta i guchego udawa, ale co dziao si w jego sercu, to zdradzay wyraziste rysy jego 
twarzy i wypowiaday wyraziste take, skrytoci nie nauczone oczy. Mia wiele ambicji; 
przez ni to gwnie tak gorliwie pracowa, chat sw przyozdabia i wszelkim dostatkiem 
napenia, o oddaniu kiedy Stasiuka do szkoy marzy. A tu spotyka go wielki wstyd! Przy 
tym, kto wie, jakie tam jeszcze przypomnienia i powtpiewania po myli jego bdziy? Wierzy 
 nie wierzy w prawd tego, co ludzie o onie jego gadali; przecie patrza na ni tak, 
jakby j wzrokiem na wskro przenikn pragn, a zblienia z ni jakby instynktem jakim 
od niej odpychany unika. Czasem przecie tkliwo jaka podnosia si mu z serca do garda 
i oczu, a wtedy stawa si taki smutny, jakby z ojcowskiego pogrzebu powraca. Nigdy jednak 
okaza tego nie chcc, stosownie do pory, w ktrej si to zdarzao, albo z domu wychodzi, 
albo co najprdzej spa si kad. Teraz Pietrusia jajecznic na stole postawiwszy stana naprzeciw 
niego i ze spuszczonymi powiekami czekaa aby jej sobie na talerz nabra, reszt 
chcc dzieciom i babce rozda. On cynow yk w misce napenionej jajecznic pograjc 
utkwi w niej wzrok przenikliwy i razem troch aosny. 
 Oj, Pietrusia! Pietrusia!  kiwajc gow zacz  co tobie stao si? do czego ty teraz 
podobna? Wosy masz takie rozczochrane, jak eby z kim bia si, a oczy spuchnite od paczu. 
Czego pakaa? ha? 
Nic nie odpowiadajc odwrcia si prdko i stana przy ogniu plecami do niego zwrcona. 
To milczenie, ktrym odpowiadaa na serdeczniejsze pytanie jego, obrazio go widocznie, 
bo gdy mu chleba pod rk zabrako, podniesionym i grubym gosem krzykn: 
 Chleba daj! syszysz? Czego tam stoisz z opuszczonymi rkami jak pani jaka! 
A gdy oddaa mu dan usug, krzykn znowu: 
 Dzieciom daj je! nie ebraki one, eby przez czort wie jak matk do pnocy godne 
by musiay. 
Bya to ju obelga i najboleniejsza, bo macierzyskiemu sercu jej zadana, a ona i na to nie 
odpowiedziaa nic. Jedzenie babce i dzieciom rozdaa, naczynia od wieczerzy wymya i na 
pce poustawiaa, st stara, smolniak i lamp zgasia i na tapczaniku usiadszy nad koysk 
schylona Adamka, ktry obudzi si, piersi sw nakarmia. Ogie w piecu pali si jeszcze 
troch i w izbie panowao ruchome pwiato. Aksena na swym sienniku nieruchomo u 
wierzchoka pieca leaa. Spaa czy nie spaa, ale milczca i nieruchoma leaa. Dzieci natychmiast 
po wieczerzy usny. Michaek spa nie szed. Przy wieczerzy jad duo, potem na 
stole rozparty papierosy jeden po drugim pali, par razy nawet zagwizda co sobie pod wsem. 
Na pozr wic nie dolegao mu nic. Jednak do snu zabiera si ani myla. Papierosy 
wci pali i z czoem na doni opartym duma. Pietrusia koysk porusza i niemowlciu do 
snu nuci zacza. Nie piewaa, ale nucia pgosem, na nut monotonn, przewlek, ktra 
w gbokiej ciszy i chwiejnym pwietle pyna i koysaa si jak smutna, niemiaa fala. 
Niemowl usno, kobieta wstaa z tapczana i bosymi nogami cicho do ma podesza. Cicho 
te przemwia: 
 Michaek! 
 Ha?  gow znad doni podnoszc i na ni patrzc zapyta. 
 Ja chc jutro o witaniu do miasteczka i... 
 Czego? 
 Do kocioa na odpust. Frank poprosz, aby chaty i dzieci popilnowaa. 
Patrza na ni cigle, ale wyrazu oczu jego w zmroku widzie nie moga. 
 Czemu to tobie tak do kocioa zachciao si?  zapyta. 
Po chwilowym milczeniu odpowiedziaa: 
 Wyspowiadam si i komuni przenajwitsz przyjm. Niech mnie sam Pan Bg Najwyszy 
przed ludmi dobre wiadectwo wyda. 
kania powstrzymaa i zy, ktre gradem stoczyy si na policzki, fartuchem otara. 
80 
 Znw paczesz  zauway Michaek  ot, paksiwa ty teraz zrobia si... e wszystkim 
nie taka, jak bya... 
 Nie taka  powtrzya kobieta, a po chwili niemiao dodaa: 
 I ty nie taki, jak by... 
 A nie taki  potwierdzi m. 
W krtkich tych sowach, ktrymi wsplnie zeznawali przed sob zepsucie si szczcia 
dawnego, brzmiaa gboka ao. On wci przyglda si jej bacznie. 
 Taki doprawdy wyspowiadasz si jutro i komuni przenajwitsz przyjmiesz? 
 A jake  odpowiedziaa i zrobia ruch do odejcia. Ale on na ni zawoa: 
 Pietrusia! 
 A co? 
 Siadaj przy mnie, pogadamy. 
Zdziwiona i niemiaa usiada przy nim na brzegu awy. On mwi zacz: 
 Posuchaj, Pietrusia. Czy to my ju zawsze tak z sob bdziem y jak te nieme stworzenia?... 
Tego tylko brakuje, ebymy zaczli takie zgorszenie i taki miech ludziom robi, jak 
nie przymierzajc Stepan Dziurdzia i jego onka... Tak nie mona, Pietrusia. Tak nie trzeba. 
Ty matka dzieci i ja ciebie szanowa musz... 
Suchaa go tak chciwie, jakby kade sowo jego wyrokiem dla niej by miao, a gdy 
umilk, rce na fartuchu rozoya i szepna: 
 To i c ja zrobi, kiedy ty, Michaku, lubi mnie przesta... 
Wymwiwszy to widocznie na odpowied z przypieszonym oddechem czekaa. Ale kowal 
nie odpowiedzia nic. Sapn gono, westchn, kawaek nie dopalonego papierosa na 
rodek izby rzuci i znowu gow rk podparszy milcza. Wtedy ona, nie doczekawszy si 
zaprzeczenia sw, ktre wymwia, ze stumionym jkiem osuna si na ziemi i namitnym 
szeptem mwi zacza: 
 Michaku, lubku, ju ja dawno widz, e ty mnie lubi przesta, e ja tobie zrobiam si 
niemia, e ja tobie jestem, ot tak, jak ten ciki wr na plecach albo ten kamie, eby go do 
nogi przywiza... Nie ma twojej wesooci! nie ma twego gadania! nie ma twego miechu! 
aosny ty czasem taki, e kiedy na ciebie patrz, wolaabym ju pod ziemi lee... auj ja 
ciebie wicej jak ycia wasnego i nie chc, eby ty przeze mnie marnie przepad... kiedy ty 
mnie nie lubisz, to pjd ja sobie z chaty, od ciebie, w szeroki wiat pjd, gdzie oczy ponios... 
Babuli tylko do mierci dopatrzysz... nie duo ju jej na tym wiecie przebywa zostao, i 
jedne dziecko wzi mnie pozwolisz... na pamitk, oj, na pamitk jedyn! Jak babula ze 
mn kiedy po wiecie chodzia, taj na nas dwie pracowaa, tak i ja z dziecitkiem swoim 
chodzi bd, taj na oboje nas zapracuj... A jak zajd gdzie daleko, het daleko, a na skraj 
wiata, to i wie o mnie na zawsze przepadnie, ludzie pomyl, e ju midzy ywymi mnie 
nie ma, a tobie wolno bdzie wzi sobie onk inn i gospodyni inn i wszystko sobie we-
dug woli robi... Lubku, Michaku, pjd ja sobie od ciebie, pjd ja sobie z chaty od ciebie, 
na skraj wiata pjd, z jednym dziecitkiem swoim... kiedy ty mnie ju nie chcesz... oj, pjd... 
Mwic to kolana jego obejmowaa i czoo ku nim schylajc usta do nich pocaunkami 
przykadaa. Ale gdy czasem gow podniosa, to na jej twarzy pomimo nieznurtowanego alu 
tyle malowao si szczeroci i siy, e zdawa si mogo, e ot, zaraz, zaraz zerwie si z ziemi, 
dziecko ktrekolwiek w ramiona pochwyci i z chaty wybiegnie... Nie zerwaa si jednak z 
ziemi sama, lecz podniosy j i na awie posadziy dwa mskie ramiona. Rami jej jak w 
kleszczach w ogromnym rku swym ciskajc i widocznie zmuszajc si do miechu kowal 
mwi zacz: 
 Co ty pleciesz? co ty wygadujesz?  Ej, jaka durna, czysta wariatka! Z chaty ona pjdzie! 
na skraj wiata pjdzie! Albo to ja pucibym ciebie z chaty? Ot, prdzej rozstabym si z tym 
yciem... 
81 
W mgnieniu oka u szyi jego uwisa. 
 To ja tobie wida nie bardzo niemia... 
 Ty mnie tak samo mia jak wprzdy... 
Przy padajcej na nich smudze bladego wiata w twarze sobie z bliska popatrzeli. Ona zobaczya, 
e to, co powiedzia, prawd byo, i oczy jej oschy z ez, zawieciy, stay si znowu 
takie wesoe, szczere i wymowne jak dawniej. 
 Oj, ty, ty pleciuno! czy ty mylisz, e ja otr jaki albo rozbjnik, ebym tak ju od razu 
wszystkiego zapomnia i serce odmieni? Czy ty u cudzych ludzi horujc i ludzkie pomiewisko 
znoszc sze lat na mnie nie czekaa i dla mnie bogatym gospodarzem nie wzgardzia? 
 Ale  szepna kobieta. 
 Czy ja ciebie zbrudzon wzi albo jakkolwiek upoledzon? Czysta ty bya i bez plamy 
nijakiej jak ta szklanka w krynicznej wodzie wymyta, hoa ty bya i wesoleka jak ten ptak 
pod niebem latajcy... 
 Ale... 
 Siedem latek ja z tob y i a pki na nas nieszczliwe czasy nie przyszy, jednego 
smutnego dnia nie przey, zoci na twojej twarzy nie widzia, zego sowa od ciebie nie sysza... 
 Ale... 
 Dziatek ty mnie czworo urodzia i z pilnoci hodowaa, gospodarstwa strzega i rk nie 
zakadaa, dostatku wszelkiego przymnaajc... 
 Ale... 
 Nu, to widzisz! dlaczegbym ja ciebie lubi przesta? Oj, ty gupia! z chaty ode mnie i 
chciaa... a ja by za tob poszed, dogoni i wtedy by ju wybi... dalibg, wtedy, wtedy to ju 
byby tobie  z a b a  z! wybibym, nazad zawrci i w chacie posadzi. Sied, babo, kiedy ci 
dobrze? Ot! 
Wraz z ostatnim wyrazem rozleg si po izbie gony pocaunek. W same usta j pocaowa, 
wp obj i zapyta: 
 Nu, teraz mw, czego dzi tak pakaa, e a oczy zapuchy? Czy znowu ci kto co przykrego 
zrobi? ha? 
Upewniona, e lubi on j tak jak dawniej, z oczami byszczcymi od szczcia, chwil 
jeszcze wzbraniaa si ze zwierzeniem. Ale stare przyzwyczajenie mwienia mu wszystkiego 
przemogo, rk twarz ze wstydu zakrywajc, ale ju nie paczc, opowiedziaa mu swoj 
straszn, dzisiejsz krzywd. 
Micha z awy si zerwa i pici w st grzmotn. 
 Zabij!  krzykn  na mier ajdakw tych zabij! Czego oni do ciebie przyczepili si, 
otry te, chamy... 
Chamami chopw nazywa, jakby sam nie by chopem... Istotnie, mia siebie za co ju 
nieco wyszego nad sfer, do ktrej z urodzenia nalea. Pietrusia przyczepia mu si do ramion 
bagajc, aby nikogo nie bi i nawet nie zaczepia. Z y na czole nabrzmia i byskawicami 
w oczach siad na awie, sapa, papierosa z porywczymi gestami rk zapala. Potem 
kby dymu z ust wypuszczajc sarka jeszcze! 
 Durne chamy! eby w takie gupstwa wierzy! Ja nie wierz... dalibg, nie wierz, eby 
na wiecie jakie wiedmy byy... Czasem i mnie przechodzio przez gow, e to moe by 
prawda... zwyczajnie... pomidzy gupimi i najmdrszy czowiek czasem zgupieje... Ale  a k 
i wiem dobrze i rozumiem, e to wszystko bajki. Ciemny nard i koniec! To swoj drog, a 
bieda swoj drog! I wstyd, wstyd mnie jak pijakowi albo oberwacowi jakiemu bi si z 
chopami po karczmach i drogach, a i nic to nie pomoe. Durniom gupoty ich z gw nie powybijasz, 
eby nie wiem jak bi... Co tu robi? 
 Jutro przed wszystkimi wyspowiadam si i komuni przenajwitsz przyjm  szepna 
Pietrusia. 
82 
Micha rk machn. 
 Co to pomoe? jeden zobaczy, a drugi na odpucie w cisku i nie zobaczy. Kto by ze z 
wol dla ciebie i z zawici, ten tak i pozostanie. Zmarnujesz si w dokuczaniu ludzkim, a 
jeszcze kiedykolwiek znw ci tak skrzywdz, jak ot dzi... Niech Pan Bg broni... 
Rk sobie mocno twarz ca przetar, a potem nad gow wosy rozrzuca zacz. 
 Chyba zabra si, chat i gospodarstwo rzuci i w wiat i...  zamrucza. 
 Chat i gospodarstwo rzuci!  krzykna Pietrusia. 
 To c! c to wanego?  odpowiedzia. 
Jednak oczami, ktre wilgoci zaszy, dokoa izby wodzi. Mi mu bya ta chata jego, ciepa, 
dostatnia, wystrojona we wszystko, co do niej przez tyle czasu jak ptak do gniazda przynosi! 
Miym te by ten poojcowski ziemi kawa, na ktrym po dugiej onierskiej tuaczce z 
radoci w duszy osiad! Po dugiej chwili milczenia szyj ony obj i zacz: 
 eby mnie tutaj le byo y, poszaby ty za mn gdzie indziej? 
 A jake!  krzykna Pietrusia. 
 No, to kiedy tobie tutaj le, ja z tob pjd gdzie indziej. Ziemi w arend oddam, tak jak 
wtedy, kiedy do wojska szedem; a z rzemiosem moim cay wiat choby obejd, a chleba ani 
nam, ani dziatkom naszym nie zabraknie... W miasteczku gdzie osid i ku bd, a ciebie 
krzywdzi nie dam i jeszcze, bro Boe, bi... 
Kobieta pochylia si i rce jego caowa zacza. 
 Jaki ty dobry, oj, jaki ty dobry... lepszego ju chyba na caym wiecie nie ma... Ja w 
twojej twarzy zobaczyam i w twojej mowie posyszaam, i w caym tobie rozpoznaam, e ty 
taki dobry... Dlatego ja ciebie tak i polubiam, na zawsze, a do mierci, e mnie ju nigdy 
aden czowiek inny miym nie by i e bez twego lubienia mnie tak, jak bez tego soca 
grzejcego i bez tej wody pojcej... 
Wyprostowa pochylon jej kibi i obj j ramionami. 
 Id jutro do miasteczka, mszy witej wysuchaj, spowiadaj si, a po naboestwie do 
mojej siostry Hanuli, co tam za mem, za felczerem jest, zajd i rozpytaj si u niej, czy dobrze 
by mnie byo w miasteczku osi... Znaczy, z rzemiosem moim osi... czy tam kowala 
potrzebuj... a jeeli tam nie potrzebuj, to ja sobie moe zgodz si w tym dworze, do 
ktrego jutro o robot umawia si pjd. Wielki dwr i wielki majtek... zawsze kowal tam 
by, a teraz nie ma, moe mnie zechc. Chciabym ja z tob na odpust pojecha, ale do tego 
dworu trzeba... To id ty ju sobie jutro w swoj drog, a ja pjd w swoj, a potem nie bawic 
babul i dzieci na wz zabierzem i h a j d a, w drog! Ot tobie i droga zamierzana. Pjdziesz 
ty w wiat lepszego szczcia u ludzi szuka, tylko nie sama jedna, ale ze mn, z babul 
i ze wszystkimi dziemi, i z moj prac take, z ktrej wszdzie dobry kawaek chleba 
wyniknie... 
 Dzikuj, Michaku, oj, dzikuj tobie za wszystk twoj dobro... ebym tak moga, to 
zdaje si, caa bym przemienia si w dzikowanie... 
VII 
W miasteczku o sze wiorst od Suchej Doliny odlegym, przez cay ranek witeczny nad 
wielkim gwarem targowego rynku biy rozgone dzwony kocielne. Na rynku ludzi byo jak 
mrowia i wszelkich zwierzt mnstwo. Sprzedawano tam i kupowano: konie, krowy, woy, 
cielta, zboe, ptna, jaja i mnstwo innych produktw maej wasnoci. Sanie stay tam przy 
saniach dotykajc si szczelnie albo nawet pozami na pozy wjedajc, zwierzta i ludzie 
staczali si w ruchome kby, krzyk rozmw, ktni, przeklestw, targw, renia koni, rycze
83 
nia byda by ogromny i wielka pstrokacizna ubiorw i twarzy mskich i kobiecych, chopskich, 
ydowskich i maoszlacheckich. Czterej Dziurdziowie przybyli te na targ, kady ze 
swoim. Piotr i Klemens przywiedli na sprzeda konia i krow, Stepan dwuletniego wolika, a 
Szymon przywiz par omin yta i grochu. Wszystko jedno: opisz i sprzedadz, lepiej mu 
wic byo chwyta i na swoj korzy sprzedawa, co si dao. Mnstwo ludzi po zmwieniu 
kilku pacierzy odprawiao baby do kocioa i zostawao przy swoich saniach i towarach. Piotr 
dobro swoje powierzy pieczy syna, a sam skierowa si ku niewielkiemu biaemu kocioowi, 
z ktrego szczytw leciaa muzyka dzwonw, a z wntrza dochodziy chralne piewy towarzyszce 
procesji. 
W nieobszernej kruchcie cisk by taki, e powolny i uroczycie nastrojony chop zaledwie 
zdoa przebi si do kocielnego progu i par krokw jeszcze dalej postpi. Tu szerokie plecy 
w kouchach stany ju nieprzepartym murem, lecz poprzez kudate czupryny mskie i 
nad kobiecymi, odwitnie ustrojonymi gowami migno mu zoto niesionej pod baldachimem 
monstrancji, zapsowiay pelerynki kocielnej suby, bysny pomyki wiec, gr 
fruny chorgwie. Organy gray i kilkaset gosw chrem piewao. Piotr chcia uklkn, ale 
z powodu cisku uczyni tego nie mogc gow pochyli i pici cinit potnie bi si w 
piersi. 
 Ojcze niebieski, krlu ziemski, odpu nam cikie grzechy nasze... 
Modlitewk t wymyli sobie sam w porze owej, gdy go skrucha wielka za krzywd matce 
zrzdzon ogarniaa, i odtd powtarza j zawsze, ilekro by ju bardzo nabonie usposobionym. 
Rozpocza si suma. Piotr ze schylonym nieco grzbietem wznis oczy w gr i 
wpatrzy si w widziane ponad gowami tumu rzeby wielkiego otarza. Byy to jakie gipsowe 
wiece i arabeski, nad ktrymi stao kilka drewnianych posgw z krzyami, z wielkimi 
ksigami, z rkami powyciganymi gronie, bogosawico lub modlitewnie. Oczy chopa 
napeniy si mikkim zamyleniem, usta jego porusza si przestay. Przypomnia moe 
wszystko, co kiedykolwiek na ten sam otarz patrzc przecierpia i uprosi  skruchy i trwogi 
swego sumienia, choroby synw, zgryzoty wszelkie i pociechy a uspokojenia. Moe te nad 
otarzem i wieczcymi go posgami witych, pod samym sklepieniem wityni szuka 
wzrokiem blaskw tych i wietnoci, w jakich mtnie przedstawiao si wyobrani jego krlestwo 
niebieskie. Dugo tak wzrokiem po wysokociach bdzi i wzdycha raz po raz. 
 Ojcze niebieski, krlu ziemski, opiekunie ludzi... 
W bladawej twarzy jego, wzniesionych oczach i gonym, wzdychajcym szepcie wiele 
byo tsknoty, wdzicznoci, pokory... Wtem organy gra przestay i w uciszonym kociele 
zabrzmiao donone: 
 W imi Ojca i Syna... 
Rozpoczynao si kazanie. Piotr z miejsca swego widzia dokadnie na wysokiej mwnicy 
stojcego ksidza, nien jego kom i czerwon u piersi wstg. Jzyka, ktrym kazanie 
mwionym by miao, w codziennym yciu nie uywa, lecz rozumia go wybornie, a w potrzebie 
i mwi nim dobrze umia. Wic gow pochyli, ucha nadstawi i z caej siy wsucha 
si w gos czysty i donony, pod sklepieniami budzcy dwiczne echa. Otaczajcy ludzie 
suchali take, ale po wikszej czci z roztargnieniem lub sennie. Postawy ich byy pene 
uszanowania, wzdychali nawet czsto albo te i rzucali oczami dokoa, albo je przymykali 
drzemic. Piotr chciwie sucha sw rozchodzcych si po kociele, ale nie wszystkie czyniy 
na nim wraenie jednostajne. Byy takie, ktre w nim nie budziy adnych uczu ni poj, i 
takie, ktre wzruszay go do gbi. W dugim wstpie kapan opowiada ludowi o dobroci 
Boga i zoci szatana. Przy wspomnieniu o pierwszej twarz chopa tak wygldaa, jakby spywa 
na ni promie ideau. Mika, wypogadzaa si, pokrywa j wyraz bogoci i rozczulenia. 
Lecz gdy w powietrzu zabrzmiaa nazwa szatana, gste brwi jego zbiegay si nad oczami, 
usta drgay trwonie czy gniewnie i porusza si cay tak zupenie, jakby go ogarniaa dza 
splunicia. Powciga si przecie przez wzgld na wito miejsca. 
84 
Ogromny rumor kolan ludzkich padajcych na cegy posadzki. Organy graj znowu. Przy 
otarzu wznosi si piew melodyjny i bagalny, szepty i westchnienia falami szmeru pyn. 
Piotr gwatownymi ruchami okci miejsce swe rozszerzy, na klczki upad, do posadzki kocielnej 
ustami przylgn i gono zaszepta: 
 Niechaj sia boska przezwyciy si szatana... 
Wtem kto go mocno w okie trci. Obejrza si i zobaczy schylonego nad sob Klemensa. 
Parobek szepta mu w same ucho: 
 Tatku! starszyna konia chce kupi... nie wiem sam, co zrobi... 
Odtrci syna ramieniem i znowu pochyla si nad ziemi, ale Klemens za kouch go pociga. 
  h a d z i, tatku, a to targ stracim... 
  k a  y starszynie, eby sam do kocioa szed i ludziom Panu Bogu modli si nie 
przeszkadza... 
Powiedzia to takim tonem, e Klemens nie nalega duej, przyklkn, przeegna si, 
dwa razy ziemi pocaowa i z kocioa wyszed. Ale Piotr nie odzyska ju uprzedniego nastroju 
ducha. Co go korci i niepokoi zaczo. Ramionami wzrusza, oglda si, na koniec z 
klczek powsta i kilka razy jeszcze uderzywszy si w piersi koci opuszcza. W kruchcie 
spotka si ze Stepanem, ktry palce w wodzie wiconej zatapia. 
 A co tam z moim koniem sycha?  z widocznym niepokojem zapyta. 
 Starszyna go u Klemensa zatargowa. I d z i  h u  k o, a to targ stracisz... 
Stepan take niedugo zabawi w kociele, bo jeszcze wolika swego nie sprzeda; Szymon 
pomodli si tylko przed kocielnymi drzwiami i co prdzej z pienidzmi za yto i groch 
otrzymanymi do karczmy pocign. aden z nich nie dotar do rodka kocioa ani tym bardziej 
do wielkiego otarza, gdzie wielkie mnstwo ludzi spowiadao si przy konfesjonaach, 
a potem przed balustrad w oczekiwaniu komunii klkao. 
Na godzin przed zapadniciem zmroku rynek targowy oprnia si zacz; natomiast coraz 
wicej sa i koni zgromadzio si u wrt obszernej, murowanej karczmy. Dla ludzi, ktrzy 
przez dzie cay modlili si i zibli w kociele, zibli take sprzedajc i kupujc na rynku, 
koniecznoci prawie byo przed puszczeniem si w drog do domw wej na chwil w ciepe 
jakie ciany, ogrza si i gd zaspokoi. Przed karczm tedy, ktrej brama owalnie wykrojona 
i cay budynek wszerz przerzynajca miaa pozr czarnej otchani, na placyku twardym 
od mrozu, niegiem usanym, som zasypanym i zamarzymi kauami lnicym, stao 
mnstwo sa i koni, ktrych gowy i szyje nikny cakiem w przywizanych do nich worach 
z obrokiem. 
Izba karczemna znacznie tu bya wiksz ni w Suchej Dolinie. W miasteczku na znaczniejsz 
ilo goci rachowa musiano ni w wiosce. W dnie takie szczeglnie jak dzisiejszy 
zgromadzao si ich mnstwo. Na rozoystym kominie pali si wielki ogie, ludzie tu 
wchodzcy stawali przed nim, rozgrzewali zmarznite rce, dla rozgrzania ng uderzali stopami 
o podog, a potem ku stoom ciany otaczajcym idc zdejmowali z plecw pcienne, 
na sznurkach zawieszone worki. Wszyscy prawie worki takie posiadali. Znajdowaa si w 
nich ywno na dzie cay z domu przywieziona. Gatunek jej i ilo zaleay od wzgldnej 
zamonoci kadego z popasajcych. Jedni z woreczkw swych wyjmowali tylko kaway 
czarnego chleba, szczypty soli i odamy twardego sera; inni oprcz chleba i soli mieli jeszcze 
sonin, kiebasy, jaja ugotowane na twardo. Byli tacy, ktrzy do jedzenia szeroko rozsiadali 
si na awach, i tacy ktrzy jedli chodzc lub stojc. Tum wzrasta, gwar stawa si oguszajcym, 
zewszd sycha byo woanie o wdk, mid i piwo, ydzi rnego wieku, rodzin 
karczmarza skadajcy, nieustannie przewijali si wrd tumu z blaszanymi pgarncwkami, 
kwartami, czarkami, ze szklankami z zielonego szka, z glinianymi miskami penymi kwaszonych 
ogrkw i ledzi, ktrymi chopi przeksywali wdk. Znajdowali si tu mieszkacy 
wielu oddzielnych wsi, ale prawie wszyscy do jednej gminy nalecy. Prawie wszyscy te 
85 
znali si pomidzy sob z bliska albo z daleka i zaczepiali si wzajem rozmowami o dzisiejszym 
targu, o poniesionych stratach lub zyskach, o rnych okolicznociach gospodarstw 
swych i rodzin. W gbi izby starszyna, najwyszy urzdnik gminy, chop niemody, z dug 
brod i w czarnej baraniej czapce po same oczy na czoo wsunitej, do liczn kompani 
miodem czstowa. W poczstunku tym oprcz ludzi innych udzia brao kilku mieszkacw 
Suchej Doliny, a pomidzy nimi najwaniejsz rol odegrywa Piotr Dziurdzia, albowiem 
okazji do poczstunku dostarczy ko przez niego starszynie sprzedany. Rozmowa te toczya 
si o rnych zaletach tego konia, zaprowadzia do ywych rozpraw o koniach w oglnoci i 
wzmagaa si czasem w sprzeczki, ktre jednak starszyna przerywa zawsze, miodu do szklanek 
z blaszanego garnca dolewajc i z uprzejm powag do biesiadnikw przemawiajc: 
 Pijcie, panowie gromada, pijcie! na zdrowie wam! na szczcie! 
Wyraz: panowie gromada, powtarza si w jego ustach niezmiernie czsto. Czu si on 
gow i naczelnikiem gminy, czyli gromady, i lka si straci najmniejsz sposobno przypomnienia 
o tym wszystkim. Chopi gowami mu na podzikowanie skaniali i zielonawe 
szklanki do ust nieli. Klemens tylko nie pi i w rozmowie dotd udziau nie bra. Modym 
by, nieonatym jeszcze, gospodarstwa swego nie mia, z ojcem tu przyby i przez niego tylko 
co znaczy. Obecno starszyzny i zgromadzenie starych, powanych gospodarzy, oniemielay 
go i wstrzymyway od samodzielnego przystpienia do poczstunku. Stan tedy za 
ojcem i znad ramienia jego wychylajc twarz sw rumian i bkitnook, troch chciwie a 
troch niemiao na pgarncwk i szklanki poglda. Filuterne, ywe, a teraz miodem rozweselone 
oczy starszyny spotkay si z jego wstydliwym spojrzeniem.
  Aaaa!  zadziwi si ze miechem i palcem na parobka wskaza  aaa! panowie gromada! 
czy 
h e  o parobek jest, czy dziewczyna? 
Gow na obie strony, niby dla lepszego widzenia, przechyla. 
 Patrz, patrz i rozpozna nie mog! zdaje si, e parobek, ale za plecy b a  k a schowa 
si jak dziewczyna i wstydzi si bardzo... Nu, p o k a  y ... do stou p o d e j d z i j, a to 
doprawdy pomyl, e z m u   z y  y przemieni si w dziewczyn!... 
Dowcipkowaniu temu towarzyszy chr grubych miechw; Piotr zamia si take i syna 
ku stoowi popchn. 
 Nu, i d z i, kiedy pan starszyna woa... 
Nie tak ju bardzo wstydliwym by Klemens, za jakiego poczyta go starszyna. Usta 
wprawdzie doni zakry, ale wesoymi oczami wprost na dostojnika gminy patrza. Ten nala 
pen szklank miodu i modemu parobkowi j poda. 
 Pij!  zawoa  k a b y prdzej wsy pod nosem wyrosy. 
I wszystkim znowu do szklanek dolewajc powatrza: 
 Pijcie, panowie gromada, pijcie! 
Pili i mieli si z Klemensa, ktry na wspomnienie o wsach palcami powid po zotym 
puszku, ktry mu grn warg osypywa, a potem gow skin i ranie zawoa: 
 Na zdrowie, panie starszyno! 
 Na zdrowie tobie!  odpowiedzia starszyna, a do Piotra rzek:  W sodaty nie poszed? 
ha? 
Piotr z janiejc twarz odpowiedzia:
  A nie poszed; kiedy dla niego pora na losowanie przysza, Jasiuk jeszcze maoletni by, 
a mnie ju chwaa Bogu Najwyszemu, pidziesity sidmy roczek ycia mego szed. Brat 
may... ojciec stary... znaczy jemu l g o   dali i zosta si w chacie; niech za to Pan Bg 
bdzie pochwalony... 
 Ot i wykrci si  zauway kto z boku. 
 Nu, szczliwy!  dorzuci kto inny. 
 A szczliwy  powtrzy Piotr  k a b tylko Pan Bg we wszystkim tak bogosawi... 
Starszyna znowu szklank miodu szczliwemu parobkowi podawa. 
86 
 Pij!  woa  pij i pamitaj, kto to taki ten, co ciebie   a  h  u j e! 
Chopak zawaha si, na ojca spojrza, ale Piotr, ktrego zaszczyty wszelkie zawsze przyjemnie 
gaskay, rad zreszt ze skromnego dotd zachowania si syna, szturchn go w okie 
i zachci. 
 Pij, kiedy pan starszyna kae... 
Zupenie ju omielony i bardzo rozweselony, Klemens nie podnis tym razem szklanki 
wprost do ust, ale podnis j w gr z takim gestem, e a cz miodu wylaa si z niej na 
st, przy tym sam podskoczy. 
 K a b y tak ko bryka!  zawoa i dopiero szklanic do dna wychyli. 
Koncept ten podoba si otaczajcym, ktrzy take szklanki swe nad gowy podnoszc 
jedni po drugich powtarzali: 
 K a b y tak ko bryka, panie starszyno, k a b y tak ko bryka! 
Stosowao si to do konia tego, ktrego dzi od Piotra kupi starszyna. Wesoy z natury, a 
moe i interes w tym swj majcy, Anton Budrak, starosta Suchej Doliny, krzykn na arendarza 
jeszcze o garniec miodu. Teraz on starszyn i ca kompani wzajemnie poczstuje. 
Kilka gosw odezwao si: 
 Nie  h  e m o b o l  z m i o d u; kiedy   a  h  u j e  z, to wdki dawaj! 
Budrak krzykn o wdk, a starszynie, ktry mid wola, trunek ten do szklanki lejc, zacz: 
 J e   e  e  jest taki, panie starszyno.  h  e m o proces o te grunta i ki zacz... K a 
b y dawno nie zasza... co wiecie o tym, to gadajcie... moe cokolwiek nam poradzicie. J e  
 e- e  jest taki... 
I cho ju wiele miodu a troch wdki wypi, do przytomnie jeszcze wan dla caej wsi 
spraw opowiada zacz. Ale Piotr przebi mu mow i gos przed starszyna zabra. Maksym 
Budrak i trzej abudowie jednemu i drugiemu przerywali, z czego zrobi si wielki chaos 
gosw i sw. Ale starszyna do publicznych zapraw by ju nieco zaprawionym. 
 Po kolei, panowie gromada  zawoa  po kolei h a w a  y  i e. Wprzd jeden, potem 
drugi, a ja bd sucha. Ja midzy wami wszystkimi  a j w y   z e j  z y i wszyscy wy do 
mnie jak do ojca... 
 Jak do ojca!  chrem wszyscy potwierdzili, a w tym momencie pijany Szymon przytoczy 
si ku starszynie i w okcie go caujc zacz: 
 Ja do was, panie starszyno, jak do ojca... gospodarstwa nie sprzedawajcie... h o  k a j a 
bieda mnie i dziatkom moim... 
Par pici wycigno si i odepchno pijaka, ktry te krokiem chwiejnym polaz ku 
arendarzowi mruczc: 
 Chackielku, wdki daj... kiedy Boga boisz si, jeszcze ze dwa kruczki daj... jeszcze z par 
zotych mam... zapac... H o  k a j a bieda... 
Klemens ujrzawszy, e pomidzy starszyn i gospodarzami zanosi si na powan rozmow 
o interesie, wysun si z tego grona i poszed do innego, ktre przed kominem skadao 
kilkanacie kobiet. Jady one take to, co z domw przywiozy, o targu dzisiejszym rozprawiay, 
sprzeczay si lub rne swe troski wzajemnie sobie opowiaday. Przy zblieniu si 
Klemensa w gromadce tej wnet rozlegy si piskliwe krzyki i chichoty. Dwoma szklankami 
miodu rozweselony i uzuchwalony parobek znajom jak moodyc z Suchej Doliny w rami 
uszczypn, a drugiej co takiego do ucha powiedzia, e zaczerwienia si jak piwonia i twarz 
rk od niego zasonia. Inne, starsze, niby gniewajc si, niby artujc piciami go odpychay 
i krzyczay, aby sobie do mczyzn szed. Wkrtce jednak ucichy wszystkie i wspinajc 
si na palce ng jedne przez drugie patrze zaczy na przedmiot, ktry parobek zza siermigi 
wyj i im pokazywa. Przedmiotem tym byt spory obrazek przedstawiajcy jak 
wit i oprawiony w ramki pokryte zoconym papierem. wita miaa czerwon szat, zot 
koron nad gow, a w rku trzymaa bkitn palm. Grubo nakadane jaskrawe farby obraz
87 
ka i lnica przed ogniem pozota ramek wprawiy grono kobiet w peen zdumienia zachwyt. 
Szeroko otwieray oczy i usta, patrzay, luboway si i dopytywa si zaczy, czy Klemens 
dla siebie liczn i wit rzecz t kupi, czy dla kogo innego? On wiedzia dobrze, dla kogo 
obrazek ten kupi, ale nikomu o tym nie powiedzia i zanoliwie miejc si z ciekawoci i 
chciwoci, ktre maloway si na twarzach bab, znowu go za siermig schowa. Wtem z 
gromady gwarzcej i pijcej u okna zawoa go may, ruchliwy, z zadartym nosem czowieczek, 
wp z chopska, a wp ju ze szlachecka ubrany, lenik z pobliskiego dworu, ktry 
dzi u ojca jego krow kupi. 
 Klemens!  woa  hej, Klemens! wypij no z nami. eby krowie zdrowo byo! 
Wychyli podan mu czark i w sza wesooci wpadajc ku stojcej w kcie beczce poskoczy, 
przechyli j i znajdujc si w niej wod na podog wyla. 
 K a b y krowa tyle mleka dawaa!  krzykn. 
Grzmot miechu zatrzs izb, kobiety piszczay, spdnice podnosiy i do przeciwlegych 
ktw uciekay. Szeroki strumie wody od ciany do ciany pyn niosc po spadzistoci 
nierwnej podogi rzucone wprzdy na ziemi skorupki jaj, upiny ogrkw, gowy i ogony 
ledziw. Klemens znikn w wirze kilkunastu chopw, ktrzy go z czarkami w rkach otoczyli, 
a pomidzy ktrymi by take Szymon pocigajcy go wci za rkaw i z czark w rku 
mruczcy: 
 Poycz h  o  z y, Klemens, z m i  u j  i a, poycz... cho zotwk... wszystkie swoje 
ju przepi... H o  k a j a dola mnie i dziatkom moim... 
Zmrok zapad zupeny. Posugacze karczemni postawili na stoach w rnych miejscach 
izby trzy cienkie ojwki w mosinych i odtuszczonych lichtarzach. 
Stepan Dziurdzia gono do tej pory przywodzi w niewielkiej jakiej gromadce, widocznie 
uszczliwiony tym, e cho raz gdziekolwiek i komukolwiek mg przywodzi. Kiedy bysny 
wiateka ojwek, spostrzeg on starszyn otoczonego mieszkacami Suchej Doliny i 
powanie co do nich prawicego. Na brzow, pomarszczon twarz Stepana wybijay si 
rumiece pochodzce od ywych rozpraw, w ktrych rej wid, i od wdki, ktr wypi. Zaciekawio 
go jednak, co te ssiedzi ze starszyn rozprawiaj, i przysunwszy si ku grupie, 
ktr skadali, sucha zacz: 
 Tak ju trzeba, panowie gromada  prawi starszyna  inaczej nie mona, bez tego ju 
nic. P l a  i p o  e    w sobie wybierzcie, eby od was wszystkich do miasta poszli i h a 
dwo- k a  a najli. P i e  w  z a rzecz p l a  i po  e    w wybra... a druga hadw 
o k a  a naj. Ca gromad nie bdziecie do h a d w o k a ta i do sdu chodzi... Planip 
o  e   y wasze bd chodzi... ktrego tam dnia do starosty zejdcie si wszyscy i narad 
zrbcie; kogo wybra, kto u was najmdrzejszy i na najwiksze u w a  a  i e zasuguje! 
Dziurdziowie, Budrakowie, abudowie i kilku innych przed siedzcym starszyn stali 
uwanie sw jego suchajc. Gdy skoczy, par gosw ozwao si: 
 Na co nam na pniej odkada? My i teraz wybr zrobi moem... niechaj pan starszyna 
wiadkiem bdzie. 
 Ale  potwierdzili inni  moem, czemu nie moem. 
 Nie wszyscy my tu  kto zaprotestowa. 
 Nic nie szkodzi. Co my  u  postanowim, na to zgodz si wszyscy  twierdzi starosta 
Suchej Doliny, Anton Budrak. 
 A ile tych p l a  i p o  e    w trzeba?  zapyta Piotr. 
 Trzech  odpowiedzia starszyna  wicej nie trzeba, ale trzech, to ju koniecznie trzeba. 
Stepan w tej chwili pocign Piotra za rkaw i szepn: 
  k a y, Pietruk, ebymnie na p l a  i p o  e   a wybrali... 
Ale kilkanacie gosw szept jego zaguszyo. 
 Najpierwej to ju starost prosim... 
88 
Okrga, pulchna, z konopiastym wsem i zadartym nosem twarz Antona zajaniaa na 
ksztat ksiyca w peni. 
 Dobrze  odpowiedzia  bd, czemu nie bd? A wicej kogo? 
Stepan ju pici ca w bok Piotra uderzy. 
 Nu, odezwij si...  k a  y, eby mnie wybrali... 
Oczy mu a gorzay dz odznaczenia, a moe i przywizanej do ruchliwej czynnoci. 
Ale chopi plenipotentem drugim obwoali starego abud, ktry drapic si w ysin prosi, 
aby go od  h  o p o   w tych uwolnili, a obciyli nimi lepiej ktrego z jego synw. Najstarszy, 
Pilip, owiadczy sam, e nie odmwi, cho mu ciko bdzie gospodarstwo opuszcza 
i do miasta jedzi, ale nie odmwi. 
 Niechaj b u d z i e Pilip  zgodzili si chopi. 
 Nu, a trzeci?  zapyta starszyna. 
 Trzecim niechaj ju bdzie Pietruk Dziurdzia... 
Piotr wyprostowa si tak, jak kiedy, gdy go za starost wybierano, i z rozjanion twarz 
za uwaanie podzikowa. Stepan go pici w bok uderzy. 
  k a  y, Pietruk, eby za czwartego mnie obrali... 
Piotr rk do wosw z zakopotania niosc odezwa si jednak: 
 Moe by na czwartego Stepanka wybra. 
 Nie trzeba czwartego  zakrzyczano go ze stron wszystkich  pan starszyna powiedzia, 
e trzech trzeba, wicej nie trzeba... 
 To moe na moje miejsce Stepana obierzecie  zaproponowa Pilip abuda.  I o w  z e 
m  doda  mnie ciko bdzie i nie chce si... 
 Nie  h  e m o Stepana!  krzyknli wszyscy  na co nam on?z drugimi p l a  i p o  e 
-  a m i tylko kci si bdzie... o pierwszestwo i o wszystko... 
 Jeszcze h a d w o k a  a wybije  ozwa si kto ze miechem. 
Stepanowi krwiste rumiece buchny do twarzy, w sam rodek gromady wpar si i haasowa 
pocz. Dowodzi, e wybory nie byy prawne, bo wszyscy gospodarze Suchej Doliny 
niebylitu obecni, ejego na p la  i p o  e   a wybramusz, a jeeli nie, to on do sdu 
pjdzie... Wszcza si ktnia i przyszoby pewnie do pici, ale starszyna podnis si z awy 
i na Stepana krzycze zacz, grubych wyrazw i przezwisk nie aujc. Czul si on osobicie 
obraonym. 
 Co to nieprawne?  krzycza  kiedy ja tu jestem, to wszystko prawne! Ja tu  a j w y s 
z e j  z y i wszystko stanowi mog... Mnie sam cesarz nad wami utwierdzi... jeeli zechc, 
uaskawi, a jeeli zechc, do k a  o  g i zel... 
Stepan zmiesza si na chwil, ale wnet potem z zawadiack min na arendarza o garniec 
wdki krzykn i wraz z kilku przyjaniejszymi sobie ludmi opodal nieco od starszyny zawzicie 
pi zacz. 
Piotr tymczasem, trunkiem rozmarzony, spadym na zaszczytem rozweselony, z kolei 
czstowa starszyn i ssiadw. 
 D z i a k u j u! panie starszyno! d z i a k u j u, panowie gromada!  nieustannie powtarza, 
a potem stanwszy nad Antonem Budrakiem z czark w rku i przymruonymi oczami, 
mwi: 
Ty p l a  i p o  e   i j a p l a  i p o  e  ,tystarosta ija starosta... tak i pocauj 
m ys i a... 
Caowali si tak gono, jakby korki z butelek wyskakiway... 
Oglna zreszt pijatyka dosiga w tej chwili stopnia wysokiego, ale odznaczaa j szcze
glno pewna. Ludzi, ktrzy by, tak jak Szymon Dziurdzia, upijali si na swoj rk i bez 
przyczyny adnej, byo bardzo niewielu. Ogromna wikszo pia na zabj, ale z powodu 
traktamentw i okazji, a okazj byo tu wszystko: ko sprzedany, krowa kupiona, spotkanie 
si znajomych, pogodzenie si skconych, wspomnienie o ojcu, ktry rok temu umar, pro
89 
jekt oenienia syna lub wydania za m crki. Wesoe czy smutne zdarzenie, zysk czy strata, 
przyja czy ktnia, nadzieja czy ao, wszystko wywoywao traktament po wiele razy z 
kolei odwzajemniany. W izbie panowa niesychany chaos gosw na przerne tony nastrojonych 
i porusze, przerne stopnie i natury pijastwa objawiajcych. W jednym miejscu 
izby toczya si bjka zakoczona wypchniciem za drzwi zwycionych; w innym przyciskano 
do ciany yda-arendarza, ktry krzycza ze strachu, to znw aja chopw przeraliwie 
go ajcych; gdzie indziej dwaj parobcy ujwszy si pod boki, do dwch rozsierdzonych 
kogutw podobni, koysali si przed sob, monotonnym gosem wymawiajc wci jedne i te 
same sowa. Kilku mieszkacw Suchej Doliny z czarkami w rkach lazo caowa starszyn, 
ktry take mocno podpity rozpar si na awie i tak ju wielk sw czapk gboko na twarz 
nasun, e sam prawie rud brod spod niej wida byo. Chopi jednak dostawali si mu do 
policzkw i cmokajc w nie powtarzali: 
 Tyz nas  a j w y   z e j  zy, tynad nami wszystkimi jak ojciec... 
Szymon, przeciwnie, podszed teraz do niego z min zawadiack: 
 Ty mnie gospodarstwa opisywa nie miej!  krzycza  bo jak opiszesz, zabij... dalibg, 
zabij... cho ty starszyna, a taki zabij... i 
b u d z i e tobie  z a b a  z! 
Piotr Dziurdzia sta naprzeciw Maksyma Budraka. 
 U ciebie crka  prawi  a u mnie syn... niech bdzie pochwalony Pan Bg  a j w y s 
z e j  z y. 
A Budrak jednoczenie mwi: 
 U ciebie syn, a u mnie crka... Czemu nie ma by woli boskiej... bdzie... tylko swatw 
przysyaj... 
 Przysyaj!  twierdzco powtrzy Piotr i podnoszc w gr wskazujcy palec, z namaszczeniem 
zacz znowu: 
 U ciebie crka, u mnie syn... niechaj, j a k  o j k a z a u, boska sia przezwyciy czartowsk 
si... 
Wtem Klemens ojca za rkaw koucha pocign: 
 J e d z i o m do chaty, tatku  cienkim, proszcym tonem zapiszcza. 
By take pijanym, ale jeszcze do przytomnym. Zachciao mu si wraca do domu, aby 
co prdzej Nastce obrazek odda. Piotr spojrza na syna zdziwionymi jakby oczami i z gniewem 
krzykn: 
 A ty chory by! tylko co nie umar!  z a   o u  k a j a sia chorob t tobie robia... 
Klemens splun. 
 K a b ona wiata nie widziaa, ta, co mnie tej biedy narobia! J e d z i o m do chaty, tatku! 
I za rkaw od koucha cign ku drzwiom ojca, ktry dajc si powodowa synowi na 
Maksyma oglda si i krzycza: 
 Pamitaj, Maksym! u ciebie crka, u mnie syn... Niechaj przed krlestwem niebieskim 
przepadnie czartowskie krlestwo... 
Przy samym progu ojciec i syn natknli si na Szymona. 
 A ty czego tu jeszcze ajdaczysz!  krzykn na krewnego Piotr  do chaty tobie... a to 
ostatni kopiejk przepijesz... 
 Ju i przepi...  wnet prawi zacz Szymon  ju to, co za yto i groch wzi, do ostatniej 
kopiejki przepi... ju i  z a b a  z mnie i dziatkom moim... 
Wychodzc Piotr i Klemens wypchnli sob Szymona naprzd do sieni, a potem na placyk 
okryty jeszcze chopskimi saniami i komi, cho cz pewna biesiadujcych rozjechaa si 
ju przedtem. Tu zobaczyli Stepana, ktry z szyi konia swego worek zdejmowa i zabiera si 
do odjazdu. 
 Hej, d z i a d  k u!  krzykn Klemens  poczekaj, razem pojedziem... 
90 
Stepan mia pijastwo ponure i zoliwe; za ca odpowied zakl przez zby, a potem do 
Piotra krzykn: 
 A taki, szelmo ty, ja p l a  i p o  e   e m bd... syszysz? 
 A ty nie aj si... bo nie ma za co... niechaj bdzie pochwalony Pan Bg  a j w y   z e 
j- 
 z y na wieki w i e k o u...  odpowiedzia Piotr. 
Szymon laz take do sa swoich mruczc: 
 Nie daa... szelma wiedma h  o  z y nie daa... k a b ona tego wiata nie ogldaa... a 
teraz tobie i dziatkom twoim  z a b a  z! 
Troje sa Dziurdziw, z ktrych pierwsze zajmowali Piotr z Klemensem, jednoczenie od 
karczmy odjechao i drobnym truchcikiem chopskich koni przesunwszy si przez miasteczko 
znalazo si wkrtce pord niegiem usanych pl. 
Zimno! Mrz nieduy, dziesi stopni moe, nie wicej, ale wiatr silny dmie i z ziemi podnosi 
tumany niegu. Z gry te nieg pada, drobniutki jak py, twardy i gsty. Ksiyc wieci, 
ale nie wida go za biaymi chmurami, ktre ocigny cae sklepienie nieba, i cho noc 
ciemn nie jest, mao co widzie mona przez t mg nien, ktra pada z gry i podnosi si 
znad ziemi. Wiatr j skrca w kby lub wielkimi pachtami rozpociera w powietrzu, a wiato 
ksiyca zza biaych obokw przenika ruchome jej wntrze bia wiatoci, ktra nie 
owieca nic. 
Sze wiorst tylko dzielio miasteczko od Suchej Doliny i caa prawie prowadzca do 
droga wysadzana bya drzewami. W nienej mgle drzewa te szarzay na ksztat bdzcych 
po polu widm, ale Dziurdziowie rozpoznawali je od czasu do czasu i zacinajc konie coraz 
wicej przestrzeni za sob pozostawiali. aden z nich nie spa. Piotr czasem z akcentem naboestwa 
wzdycha lub co szepta; Klemens kilka razy gwizda rozpoczyna; Stepan konia 
swego gosem ponurym do popiechu zachca; Szymon, na saniach swych lec prawie, sta 
si dziwnie rozmownym i krzykliwym. Szumicy i gwidcy wiatr sowa jego zagusza, on 
jednak nie dbajc o to, czy jest przez kogo suchanym, wykrzykiwa, komu odgraa si, na 
co ali si i kogo przeklina. Nagle Klemens zawoa: 
 Ot i Pryhorki! 
Tak nazw nosio wzgrze obrose dbowym i brzozowym lasem, a o ptorej wiorsty 
moe oddalone od wysokiego krzya, od ktrego ju krtki tylko i prosty kawaek drogi do 
Suchej Doliny wid. Std ju przestrze paru zaledwie wiorst rozdzielaa ich ode wsi, a tu 
take znikay drzewa przydrone, a otwieraa si gadka rwnina wzdta tylko przed samym 
ju krzyem kilku niskimi pagrkami, ktrych w nienej zamieci zupenie wida nie byo. 
Minli Pryhorki i nic ju przed sob nie widzieli. Biao i biao: na niebie, ziemi i w powietrzu. 
nieg i nieg wszdzie, ani drzewa, ani wiorstowego supa, ani adnego wzgrza. Klemens 
skrci lejcami na lewo. Sanie zaryy si zrazu w niegu. 
 Gdzie ty pojecha?  zaszemra Piotr. 
 Dobrze, tatku, tak trzeba  odpar parobek i ranie zagwizda. 
W gruncie rzeczy, gdyby go kto zapyta, dlaczego zawrci na lewo, kiedy od Pryhorek do 
Suchej Doliny droga wycigaa si prosto jak struna, nie umiaby odpowiedzie. By pewnym, 
e wcale nie zawraca, i w potrzebie uroczycie by to zaprzysig. 
Tamci dwaj nie kierowali wcale komi swymi. Obaj na wznak na saniach leeli: Stepan 
ponuro milczc i jakby wsuchujc si w szmery wiatru, Szymon  wci gadajc i wykrzykujc. 
Jechali. Konie czasem tony w niegu i wydostaway si ze z trudnoci; czasem na 
gadszej przestrzeni biegy sobie truchcikiem; czasem te pod pozami sa czu byo zagony, 
ktre wiatr gooci. Nie drog jechali, ale polem, i nie zwracali na to adnej uwagi, dopki 
znowu nie zamajaczyy przed ich oczami wzgrze i las Pryhorek. 
 A to co?  zawoa Klemens  znw Pryhorki? 
 Aaa! po jakiemu ty jedziesz?  zadziwi si Piotr. 
91 
Wyrwa lejce z rk syna i chcc uczyni cakiem przeciwnie temu, jak uczyni tamten, konia 
na prawo skrci. 
 Nie tak!  z sa swoich krzykn Stepan. 
 Tak!  i e b  j , tak  odkrzykn mu Piotr i jecha znowu dopty, dopki ko Piotra 
nie zagbi si po kolana w jakim rowie. 
 Aaa!  zadziwi si chop   a k i znw nie tak pojechali! 
I z niewielk trudnoci, woaniem i ciganiem lejcw wyrwawszy z rowu tgiego konika, 
zawrci nazad. Dwoje sa innych zawrcio take, ale w ten sposb, e Szymon teraz 
znalaz si na przedzie. Jechali i jechali, a znowu Stepan z sa swoich do Piotra krzykn: 
 Znw Pryhorki! 
 Pfu! zgi, przepadnij, nieczysta sio!  splun Piotr i na Szymona zawoa: 
 Skr nazad! 
  a  z  o mnie nazad, kiedy tak dobrze!  odpowiedzia nowy przewodnik. 
 Moe i dobrze! czy ja wiem  mrukn Piotr. 
Klemens trz si zacz i dzwoni zbami. 
 Tatku  odezwa si  mnie zdaje si, e znw ta choroba mnie bierze! 
Choroba go nie braa, ale nieprzyzwyczajonego jeszcze do trunkw gowa od upicia si 
bole zacza, a wicher przenika kouch i chodem wdziera si a do szpiku koci. Piotr 
splun znowu i szepta zacz: 
 Panie niebieski, krlu ziemski, zlituj si nad nami grzesznymi!... 
 Zawracaj!  krzycza teraz na Szymona Stepan  zawracaj, Szymon! Nie widzisz, e nad 
staw pojechali? 
Rozpozna rd nieycy cienie drzew rosncych nad brzegiem stawu. Potny gos jego 
przebi si przez szum wiatru i dosign uszu Piotra, ktry wnet konia zawrci. Za nim zawrcili 
si dwaj inni. 
Godzina przeszo upyna, odkd, wp tylko przytomni i nien zamieci olepieni, kryli 
tak po rwninie zwracajc si w rne strony i nie mogc trafi na drog, ktr po razy 
wiele w rnych ju punktach wszerz przejechali. 
 Czort tuman na oczy puszcza!  odezwa si Piotr. 
 Ale  potwierdzi Klemens coraz wicej trzsc si od zimna. 
Stepan do siebie zamrucza: 
 Przyjdzie si czowiekowi jak psu zmarzn. 
A po chwili doda: 
 Jakby mnie nie stao, to ta  i e h o d  a ze wszystkim by ju Kaziuka zamczya... 
I westchn. 
A Szymon na swoich saniach lamentowa: 
 Oj, h o  k a j a, h o  k a j a dola mnie i dziatkom moim! 
Wtem Klemens podnis si troch na saniach i tonem wielkiego przestrachu krzykn: 
 Znw Pryhorki!... 
Piotr podnis si take i wzrok wyty. 
 A jake! Pryhorki  potwierdzi.  Czort wodzi, taki ju, nie inaczej... Czort uwzi si 
dzi na nas, tuman w oczy rzuca i wodzi... 
 Po jednym miejscu wodzi...  zauway Klemens. 
 Ale, po jednym miejscu. Czort nie inaczej... za z sa... 
Wysiad z sa i syna woa: 
 B u d z i e m drogi szuka... 
Wysiedli obaj, a nadjedajce sanie Stepana z tymi, ktre si zatrzymay, zetkny si tak 
blisko, e pozami zaczepiy si o ich pozy. 
  h a d z i o m drogi szuka!...  krzykn Piotr na Stepana i Szymona. 
Wszyscy czterej brnc w niegu postpili krokw kilka, wtem Klemens zawoa: 
92 
 B a  zy  z, tatku, b a  zy  z?(widzisz?) 
Rk wyciga do szarzejcego, ruchomego cienia, ktry teraz wanie wychyli si zza lasu 
Pryhorek i do z bliska powoli przesuwa si w nienej mgle. 
 W imi Ojca i Syna...  przeegna si Piotr  zgi, przepadnij, nieczysta sio... 
Stepan, najodwaniejszy, par krokw jeszcze naprzd postpi. 
 Czort czy baba?  wahajcym si gosem wymwi. 
 Baba...  zacz Szymon  szelma baba, h  o  z y nie daa, wiedma ta... ja jej jak matki 
prosi... Oho! poczekaj! 
I puci si naprzd. Po paru sekundach ca si swych pijanych ng ku zarytym w niegu 
saniom powraca. Przypad do swoich sa i sapic, klnc wyciga z nich zacz jeden z poprzecznych 
drgw skadajcych siedzenie i przykrytych som. 
 Ona sama  bekota  wiedma ta... czortowa przyjacika... kowalicha p  o k l a  a j 
a... h  o  z y nie daa, a po nocy ludzi na zamarznicie wodzi... 
 Ona! znw ona!  krzykn Piotr i take poprzeczny drg z sa wyciga zacz. 
 Niechaj czortowska przepadnie przed bosk si... niechaj boska sia przezwyciy czortowska 
si... P o h a  a dusza jej... synka mnie zgubi chciaa, a teraz znw na polu zamrozi, 
niedoczekanie jej... 
 Czego ona do naszej familii przyczepia si i przeladuje...  krzykn Klemens.  Czy to 
ju moja modzieka gowa przepada ma przez ni?... 
Stepan tchu z ust nie wypuszcza, ale take poprzecznic z wozu wyciga... 
W napeniajcych wiat biaych ciemnociach twarze ich niewidziane byy, ale z gonych 
sapa ich piersi, z ponurych mrucze i pijanych wykrzykw bi wzbierajcy wulkan namitnoci 
najsroszych: trwogi i zemsty. Minuta upyna, a w mgle niegowej o kilkanacie krokw 
od trojga skupionych z sob sa zaciemniaa szamocca si gromadka ludzi i wzniosy 
si krzyki i jki straszne, ktre jednak wicher przykrywa swym szumem i wraz z pogwizdami 
swymi nis na szerokie, burz huczce pola... 
Pi minut upyno, a wielka fala wiatru rozsuwajc na chwil mg nien ukazaa drog, 
jak struna prosto wycigajc si w przestrzeni, a na tej drodze troje sa, na ktrych siedzieli 
czterej chopi. Czartowsk moc zniszczyli i drog znaleli. Konie zacili, przecigymi 
gosy na nie zawoali, szybko posunli si gadkim szlakiem drogi i w gstych znowu zamieciach 
nienych zniknli. Za nimi Pietrusia, ona Michaa kowala, nieruchom plam ciemniaa 
na biaej ziemi. Kijami poamali jej pier i ebra, mod twarz krwi zalali i zostawili na 
pustym polu, na szerokim polu, biaemu niegowi na podci, czarnym krukom i kawkom na 
straw. 
ZAKOCZENIE 
W sali sdowej gorco od cisku i wiate. Od dugich rozpraw i pnej godziny nocnej 
cikie znuenie napenia powietrze. Drzwi szczelnie zamknite i pilnie strzeone otwieraj 
si na koniec. Z guchym szmerem powstaje z miejsc swych publiczno; obwinieni podnosz 
si take w swej awie. Dugim szeregiem sdziowie przysigli opuszczaj miejsce swych 
obrad; jeden z nich w postawie penej powagi dononym gosem odczytuje cztery pytania, z 
ktrych kade stosuje si do jednego z obwinionych, a zakoczone by ma odpowiedzi bardzo 
krtk: winien, niewinien. 
Cztery razy w gbokiej ciszy po rzsicie owietlonej i tumem ludzi napenionej sali dononie 
rozbrzmiewa wyraz: 
 Winien, winien, winien, winien. 
93 
Po krtkiej przerwie gos inny dononie ogasza wyrok: 
 Piotr, Stepan, Szymon i Klemens Dziurdziowie skazani na pozbawienie wszelkich praw 
ludzkich i obywatelskich, dziesi lat cikich robt w kopalniach i domiertne pozostanie w 
Syberii. 
Skazacy suchali, suchali. Gos ogaszajcego wyrok umilk... Stao si. Po bladej jak 
chusta twarzy Piotra jedna za drug cieky zy, ciche, cikie, a rce jego podnosiy si z wolna 
i splatay u piersi. 
 Panie niebieski, k  o l u ziemski, niech b u d z i e wola Twoja jak w niebiesiech, tak i 
na ziemi  wymwi gono, wyranie i zapatrzy si w gr. 
Stepan ani drgn, tylko na zmit w tysic zmarszczek twarz jego spad krwisty rumieniec, 
a z czarnych oczu strzelia rozpaczna i zarazem grona byskawica. 
Szymon pozosta jak by: z obwisymi rkami, otwartymi usty i mokrym, osupiaym 
wzrokiem. Zdawa si mogo, e wszystko na wiecie byo ju mu obojtnym albo e nawet 
nie rozumia wcale, czym odtd miaa mu by przyszo. 
Ale za tym pijakiem i gupcem podniosy si w gr dwa silne, modziecze ramiona i 
dwie donie, ktre nie miay jeszcze czasu stwardnie i sczernie w pracy, konwulsyjnym 
ruchem wpiy si w gstwin powych jak len wosw. Wosy swe w obie garcie Klemens 
pochwyci i gonym paczem rykn... 
Potem po jednemu aw swoj opuszcza zaczli i powoli, ciko stpajc, z kolei wchodzili 
w niskie drzwi, ktre otworzyy si przed nimi, a za ktrymi wida byo boczn sie 
budynku ciemnoci sw odbijajc czarno od rzsistego owietlenia sali. Z powodzi wiate 
jeden po drugim wstpowali oni w t czarn ciemno; za ostatnim z nich zniknli dwaj zamykajcy 
pochd zbrojni onierze. Niskie drzwi zamkny si z wolna, bez szelestu... 
