 
Eliza Orzeszkowa 
M a   a 
ycie kobiety to wiecznie gorejcy pomie mioci  powiadaj jedni. 
ycie kobiety to zaparcie si  twierdz inni. 
ycie kobiety to macierzystwo  woaj tamci. 
ycie kobiety to igraszka  artuj inni jeszcze. 
Cnota kobiety to lepa wiara  chrem zgadzaj si wszyscy. 
Kobiety wierz lepo; kochaj, powicaj si, hoduj dzieci, bawi si... 
speniaj zatem wszystko, co wiat spenia im nakazuje, a jednak wiat 
krzywo jako na nie spoglda i od czasu do czasu odzywa si w ksztacie wyrzutu 
lub napomnienia: 
 le dzieje si z wami! 
Spomidzy kobiet samych przenikliwsze, rozumniejsze lub nieszczliwsze, 
wgldajc w siebie lub rozgldajc si dokoa, powtarzaj: 
 le dzieje si z nami! 
Na wszelkie ze niezbdnym jest rodek zaradczy; ci i owi upatruj go w 
tym lub w owym, ale choroba nie ustpuje przed recept. 
Niedawno jeden z najsuszniej powaanych w kraju naszym pisarzy (pan 
Zachariasiewicz2 w powieci pt. Albina) poda do wiadomoci publicznej, e 
kobiety fizycznie i moralnie choruj dlatego, e brak im wielkiej mioci (naturalnie 
dla mczyzny). 
Nieba! jaka to olbrzymia niesprawiedliwo! 
Niech rowy boek Eros3 zleci nam ku pomocy i zawiadczy, i cae ycie 
nasze nie jest czym innym jak kadzidem na cze jego nieustannie palonym! 
Zaledwie odrsszy od ziemi syszymy ju, e przeznaczeniem naszym bdzie 
kocha jednego z panw stworzenia; podlotki, marzymy o tym panu i 
wadcy kadego wieczora, w ktrym na niebiosach ksiyc wieci lub gwiazdy 
byszcz, kadego poranku, w ktrym niene lilie rozwijaj ku socu wonne 
swe kielichy, marzymy i wzdychamy. Wzdychamy do chwili, w ktrej wolno 
nam bdzie, jak liliom ku socu, zwrci si ku temu, ktry z mgy porannych 
obokw lub powodzi ksiycowego wiata wyania si przed wyobrani 
nasz z postaci Adonisa4 picego na tajemnicy... Potem... c potem? 
Adonis zstpuje z chmur, wciela si, zamieniamy z nim obrczki i wychodzi
2 Zachariasiewicz Jan (18251906)  powieciopisarz, w szczytowym okresie twrczoci 
przedstawiciel realizmu krytycznego. W okresie Wiosny Ludw by postpowym dziaaczem 
politycznym, obroc programu walki narodowo-wyzwoleczej i przemian buruazyjnodemokratycznych. 
Po klsce rewolucji 1848 . w ideologii jego zaszed zasadniczy zwrot w 
kierunku liberalizmu i organicznikowskiej aprobaty tendencji buruazyjnego reformizmu. Na 
tej drodze spotka si z warszawskimi pozytywistami. 
3 Eros (Amor)  grecki boek mioci, przedstawiany zwykle w postaci pacholcia ze skrzydami. 
4 Adonis  wedug poda staroytnych Grekw niezwykle pikny modzieniec, kochanek 
bogini mioci Afrodyty (Venus). 
33 
my za m... Jest to take akt mioci, a chocia wyej nadmieniony pisarz w 
bardzo zreszt piknych swych powieciach utrzymywa chce, i zawsze i 
nieodmiennie jest to tylko akt rachuby, nie zgadzamy si z nim w tej mierze. 
Akt rachuby w wyjtkowych sferach i okolicznociach, powszechnie bywa to 
akt mioci. Jakiej mioci? Wcale to ju inna a wielce subtelna i drogiego 
mwienia o sobie wymagajca materia, do przecie, e gdy w biaych mulinach 
wstydliw twarz sonic tiulowymi zwojami idziemy do otarza, liczniutki 
Eros leci przed nami i wstrzsa nam nad gow pochodni o ranych 
pomykach. 
Potem? c potem? Kochamy znowu... Jeeli nie tego z panw stworzenia, 
ktry podlotkowi objawia si w marzeniu, a dziewicy obrczk lubn na 
palec woy  to innego, jeeli zreszt nie kochamy adnego, to kocha pragniemy... 
usychamy, suchot dostajemy, jdzami czstokro si stajemy z 
pragnienia kochania... 
A z tego wszystkiego co wynika? Jedne z nas, otulone skrzydami boka 
mioci, przelatuj wprawdzie przez cae ycie uczciwie, cnotliwie i szczliwie, 
inne przecie, liczniejsze, daleko liczniejsze, zakrwawionymi stopami 
chodz po ziemi walczc o chleb, o spokj, o cnot, zy lejc obfite, cierpic 
straszliwie, grzeszc okrutnie, spadajc w otchanie wstydu, umierajc z godu... 
Recepta tedy zamykajca si w sowie k o  h a j  i e! nie na wszystkie 
suy choroby. 
Moe by doda jej jedn jeszcze ingrediencj5 , aby skuteczniejsz bya. 
Jak? 
Powie nam to moe karta wydarta z ycia kobiety...
 * 
Ulica Graniczna jest jedn z do oywionych ulic Warszawy. Lat temu par 
w bardzo pikny dzie jesienny ulic t szo i jechao mnstwo ludzi, z 
ktrych kady pieszy to do interesw swych, to do przyjemnoci; nie oglda 
si ani na lewo, ani na prawo i wcale a wcale nie zwraca uwagi na to, co 
dziao si w gbi jednego z dziedzicw, ulicy dotykajcych. 
Dziedziniec to by czysty, do obszerny, z czterech stron otoczony wysokimi 
murowanymi budowlami. Budowla znajdujca si w gbi bya najmniejsza, 
ale po wielkich oknach, szerokim wejciu i adnym ganku wejcie 
to przyozdabiajcym wnosi mona byo, e znajdujce si w niej mieszkania 
byy wygodne i ozdobne. 
Na ganku staa moda kobieta w aobnej sukni z blad bardzo twarz. 
Blada rwnie i w aob przyodziana czteroletnia dziewczynka czepiaa si 
rk jej, ktre, nie zaamane wprawdzie, zwisay jednak bezsilnie, nadajc postaci 
kobiety pozr wielkiego smutku i znkania. 
Z czystych, szerokich wschodw6 prowadzcych na wysze pitro budowli 
schodzili Wci ludzie w grubej odziey i grubym, opylonym obuwiu. Byli tam 
tragarze nioscy najrozmaitsze sprzty, jakimi tylko napenionym i przybranym 
by moe mieszkanie, jeli niezbyt obszerne i wytworne, to przynajmniej 
5 Ingrediencja  skadnik, domieszka. 
6 Wschody (prow.)  forma wystpujca w caej twrczoci Orzeszkowej zamiast schody. 
34 
adnie i wygodnie urzdzone. Byy tam ka mahoniowe7, kanapy i fotele 
obite psowym wenianym adamaszkiem8, ksztatne szafy i komody, par 
konsolek9 nawet z marmurowymi pytami par sporych zwierciade, dwa 
wielkie drzewa oleandrowe10 w doniczkach i datura11, na ktrej gaziach 
zwieszao si jeszcze kilka niezupenie okwitych kielichw biaego kwiecia. 
Tragarze wszystkie przedmioty te znosili ze wschodw i mijajc stojc na 
ganku kobiet ustawiali je na bruku dziedzica albo umieszczali na dwch 
wozach w bliskoci bramy stojcych, albo jeszcze wynosili na ulic. Kobieta 
staa nieruchomo i wioda oczami za kadym z wynoszonych sprztw. Zna 
byo, e przedmioty te, z ktrymi rozstawaa si widocznie, posiaday dla niej 
nie tylko materialn cen; egnaa je ona tak, jak si egna widome znaki, 
krelce przed oczami naszymi dzieje znikej bezpowrotnie przeszoci, jak 
si egna niemych wiadkw utraconego szczcia. Blade czarnookie dzieci 
silniej pocigno sukni matki. 
 Mamo!  szepna dziewczynka  patrz! biurko ojca! 
Tragarze znosili ze wschodw i ustawiali na wozie obszerne biurko mskie, 
zielonym suknem obite i adnie rzebion galeryjk ozdobione. Kobieta w aobie 
dugim spojrzeniem okrya sprzt wskazywany jej drobnym paluszkiem 
dziecka. 
 Mamo!  szeptaa dziewczynka  czy widzisz t wielk czarn plam na 
biurku ojca?... Ja pamitam, jak si to stao... Ojciec siedzia przed biurkiem 
i trzyma mi na kolanach, ty, mamo, przysza i chciaa mi ojcu odebra. 
Ojciec mia si i nie oddawa mi, ja swawoliam i rozlaam atrament... Ojciec 
nie gniewa si. Ojciec by dobry, nigdy nie gniewa si ani na mnie, ani 
na ciebie... 
Dziecko szeptao sowa te kryjc twarzyczk w fady aobnej sukni matczynej, 
caym drobnym ciakiem swym tulc si do jej kolan. Zna i nad tym 
dziecinnym sercem wspomnienia wywieray ju moc swoj, ciskajc je blem 
niewiadomym samego siebie. Z suchych dotd oczu kobiety spyny 
dwie zy grube; chwila wywoana przed pami jej sowami dziecka, zagubiona 
niegdy w milionach chwil podobnych jej, codziennych, umiechna si 
teraz ku nieszczliwej czarujc gorycz utraconego raju. By moe, i pomylaa 
take, e swoboda, wesoo owej chwili opacon zostaa dzi utrat 
jednego z ostatnich ksw chleba, pozostaych jej i jej dziecku, opacon zostanie 
jutro  godem; plama atramentowa, powstaa rd miechu dziecka i 
pocaunkw rodzicw, kilkanacie zotych uja wartoci sprztu. 
Po biurku ukaza si na dziedzicu adny kralowski fortepian12, ale kobieta 
w aobie obojtniej ju za nim wzrokiem powioda. Nie bya zna wcale 
7 Maho  jasno lub ciemnobrunatne drewno o czerwonym odcieniu, suce gwnie do 
wyrobu wysokowartociowych przedmiotw stolarskich. 
8 Adamaszek  ozdobna tkanina wzorzysta, uywana m. in. do pokrycia mebli. Bywa jedwabny, 
lniany, baweniany, a wreszcie  co najrzadziej  take weniany (jak w tekcie). 
9 Konsolka  ozdobny stolik na dwch nogach, umocowany pod lustrem. 
10 Oleander  krzew i drzewko o skrzastych liciach i wonnych kwiatach biaych rowych 
lub czerwonych Pochodzi z krajw rdziemnomorskich. Hodowany jako domowa rolina 
ozdobna. 
11 Datura  ozdobna rolina doniczkowa o biaych kwiatach w ksztacie podwjnych kielichw, 
odmiana szlachetna pospolitego chwastu o te] samej nazwie, znanego te jako bielu. 
12 Kralowski fortepian  wyprodukowany przez cenion w owym czasie firm polsk Krall i 
Seidler, ktra bya prawdopodobnie fili wytwrni wiedeskiej Tomaschek i Krall. 
35 
artystk, instrument muzyczny najmniej obudza w niej alw i wspomnie, 
za to malutkie mahoniowe eczko, orzucone nakryciem z kolorowej wczki 
wyrabianym, wyniesione z domu i ustawione na wozie, przykuo do siebie 
spojrzenie matki, napenio zami oczy dziecicia. 
 eczko moje, mamo!  zawoaa dziewczynka  ludzie ci i eczko moje 
zabieraj, i t koderk, ktr mi sama zrobia! Ja nie chc, aby oni to zabierali! 
Odbierz, mamo, od nich eczko moje i koderk. 
Za ca odpowied kobieta przycisna silniej do kolan gow paczcego 
dziecka, oczy jej czarne, pikne, zapade nieco, suche byy znowu, blade, delikatne 
usta zwarte i milczce. 
adne dziecice eczko owo byo ju ostatnim z wyniesionych sprztw. 
Otworzono na ocie bram, wozy naadowane sprztami wjechay w adn 
ulic, za nimi odeszli tragarze niosc na barkach reszt ciarw, a zza szyb 
kilku ssiednich okien poznikay gowy ludzkie, ciekawie dotd na dziedziniec 
wygldajce. 
Ze wschodw zstpia moda dziewczyna w okryciu i kapeluszu i stana 
przed kobiet w aobie. 
 Pani  rzeka  zaatwiam ju wszystko... zapaciam, komu byo potrzeba... 
oto jest reszta pienidzy... 
Mwic to moda dziewczyna podawaa kobiecie w aobie may zwj asygnat13. 
Kobieta zwolna zwrcia twarz ku niej. 
 Dzikuj ci, Zosiu  rzeka cicho  bya dla mnie bardzo dobr. 
 Pani to bya zawsze dobr dla mnie  zawoaa dziewczyna  suyam u 
pani cztery lata i nigdzie nie byo mi i nie bdzie ju lepiej jak u pani. 
Rzekszy to przecigna po oczach zwilonych zami rk, na ktrej 
znaczne byy lady igy i elazka, ale kobieta pochwycia rk t zgrubia i 
ucisna j silnie w swych biaych drobnych doniach. 
 A teraz, Zosiu  rzeka  bd zdrowa... 
 Ja pani odwioz do nowego mieszkania  zawoaa dziewczyna  zaraz 
zawoam doroki. 
W kwadrans po tej rozmowie dwie kobiety i dzieci wysiaday z doroki 
przed jedn z kamienic przy ulicy Piwnej stojcych. 
Kamienica to bya wska od frontu, ale wysoka, trzypitrowa, pozr miaa14 
stary i do smutny. 
Maa Jancia szeroko otwartymi oczami patrzya na ciany i okna budowy. 
 Mamo, czy tu mieszka bdziemy? 
 Tu, moje dziecko  cichym zawsze gosem odpara kobieta w aobie i 
zwrcia si do stojcego w bramie stra: 
 Prosz pana o klucz do mieszkania, ktre dwa dni temu najam. 
 A! na facjatce15 zapewne  odpar str i doda:  Niech pani idzie na gr, 
otworz zaraz. 
Z maego kwadratowego podwrka, z dwch stron otoczonego lepym mu-
rem ceglastej barwy, a z dwch innych starymi, drewnianymi drwalniami i 
spichrzami, kobiety i dzieci weszy na wschody wskie, ciemne i brudne. 
13 Asygnata  tu: banknot, pienidz papierowy. 
14 Pozr mie czego (prow.)  mie wygld czego; wyraenie to wystpuje w caej twrczoci 
Orzeszkowej. 
15 Facjatka  poddasze. 
36 
Moda dziewczyna wzia dzieci w objcia i posza przodem, kobieta w aobie 
zwolna postpowaa za ni. 
Izba, ktrej drzwi str otworzy, bya do obszerna, ale niska i ciemna, 
jedno niewielkie okienko, otwierajce si nad dachem, le j owietlao, sufit, 
pochylajcy si z gry na d w ukonej linii, zdawa si uciska ciany, od 
ktrych wia wilgotny zapach wapna, jakim wieo je zna pobielono. 
W kcie obok pieca z prostej cegy by tam niewielki komin do gotowania, 
naprzeciw pod jedn ze cian staa niewielka szafka, dalej jeszcze ko bez 
porczy, kanapka podartym perkalem obita, st na czarny kolor umalowany 
i kilka tych krzeseek ze somian siatk, w czci porwan i wkls. 
Kobieta w aobie zatrzymaa si chwil na progu, orzucia izb powolnym 
spojrzeniem, po czym postpiwszy kilka krokw opucia si na kanapk. 
Dzieci stano przy matce i nieruchome, blade wodzio dokoa oczami, w 
ktrych maloway si zdziwienie i przestrach. 
Moda dziewczyna odprawia dorokarza, ktry wnis do izby dwa mae 
tomoczki, i krzta si zacza koo uporzdkowania rzeczy z tomoczkw 
wyjtych. 
Nie byo ich wiele, porzdkowanie wic trwao krtko. Dziewczyna, nie 
zdejmujc okrycia i kapelusza, uoya w jednym z tomoczkw par sukienek 
dziecinnych i troszk bielizny, drugi wyprniony usuna w kt izby, 
ko zasaa dwoma poduszkami i wenian kodr, u okna zawiesia bia 
firank, w szafie ustawia kilka talerzy i garnuszkw, dzbanek gliniany do 
wody, tak miednic, mosiny lichtarz i may samowarek. Uczyniwszy to 
wszystko wzia jeszcze zza pieca wizk drewek i rozpalia na kominie wesoy 
ogie. 
 Ot, tak  rzeka powstajc z klczek i twarz zarumienion od rozdmuchiwania 
pomienia zwracajc ku nieruchomej kobiecie  rozpaliam ogie i zaraz 
tu bdzie pani cieplej i widniej. Drzewo na opa  mwia dalej  znajdzie 
pani za piecem, bdzie tam jego pewnie na jakie dwa tygodnie, suknie i bielizna 
w tomoku, naczynia kuchenne i kredensowe w szafie, wieca wprawiona 
w lichtarz take w szafie. 
Mwic to poczciwa suga zdobywaa si widocznie na ton wesoy, ale 
umiech zsuwa si z ust jej, a oczy napyway zami. 
 A teraz  rzeka ciszej, skadajc rce  a teraz, pani moja, trzeba mi ju 
i! Kobieta w aobie podniosa gow. 
 Trzeba ci ju i, Zosiu  powtrzya  to prawda  dodaa rzucajc spojrzenie 
za okno  zmierzcha ju zaczyna... bdzie ci straszno i wieczorem 
przez miasto. 
 O, nie to, droga pani!  zawoaa dziewczyna  ja dla pani poszabym w 
noc najciemniejsz na koniec wiata... ale... nowi moi pastwo jutro bardzo 
rano wyjedaj z Warszawy i kazali mi przyj przed zmrokiem. Musz i, 
bo bd im dzi jeszcze potrzebn... 
Przy ostatnich wyrazach moda suca schylia si i ujwszy bia rk 
kobiety chciaa podnie j do ust. Ale kobieta podniosa si nagle i oba ramiona 
zarzucia na szyj dziewczyny. Obie pakay, dzieci rozpakao si 
take i obiema rczkami pochwycio sukienne okrycie sucej. 
 Nie id, Zosiu!  woaa Jancia  nie id! tu tak straszno jako, tak smut-
no! 
37 
Dziewczyna caowaa dawn pani swoj w ramiona i w rce, przyciskaa 
do piersi paczce dzieci. 
 Musz, musz i!  powtarzaa kajc  mam biedn matk i mae siostry, 
musz dla nich pracowa... 
Kobieta w aobie podniosa twarz blad i wyprostowaa wiotk kibi. 
 I ja take, Zosiu, pracowa bd  wyrzeka gosem pewniejszym ni ten, 
ktrym przemawiaa dotd  i ja mam dzieci, na ktre pracowa powinnam... 
 Niech Pan Bg ci nie opuszcza i bogosawi, dobra, droga pani moja!  
zawoaa moda suca i raz jeszcze ucaowawszy rce matki i zapakan 
twarzyczk dziecka, nie ogldajc si, wybiega z izby. 
Po wyjciu dziewczyny zrobia si w izbie wielka cisza, przerywana tylko 
trzaskiem ognia palcego si na kominie i gwarem ulicy gucho i niewyranie 
dochodzcym na wysokie poddasze. Kobieta w aobie siedziaa na kanapce, 
dziecko pakao zrazu, potem przytulio si do piersi matki, ucicho i zmczone 
usno. Kobieta wspara gow na doni, ramieniem opasaa drobn kibi 
picego na kolanach jej dziecicia i nieruchomymi oczami wpatrzya si w 
migotliwy blask pomienia. Z odejciem wiernej i przywizanej sugi odesza 
od niej ostatnia twarz ludzka, ktra bya wiadkiem jej przeszoci, ostatnia 
podpora, pozostaa jej po znikniciu wszystkiego, co wprzdy suyo jej 
wsparciem, pomoc i usug. Pozostaa teraz sama, oddana na moc losu, 
trudy samotnej doli, si wasnych doni i gowy, a z ni razem bya tylko ta 
maa, saba istotka, ktra moga tylko przy piersi jej szuka spoczynku, od 
ust da pieszczoty, z doni jej wyglda poywienia. Dom jej, niegdy urzdzony 
dla niej kochajc rk ma, opuszczony przez ni, przyjmowa teraz 
w ciany nowych mieszkacw; dobry, ukochany czowiek, ktry dotd otacza 
j mioci i dostatkiem, od kilku dni spoczywa w mogile... 
Wszystko mino... mio, dostatek, spokj i pogoda ycia, a jedynym ladem 
znikej jak sen przeszoci byy dla nieszczliwej kobiety bolesne 
wspomnienia i to blade, wte dzieci, ktre teraz, otworzywszy oczy ze snu 
chwilowego, zarzucio jej rczta na szyj i drobne usteczka przyciskajc do 
jej twarzy szepno: 
 Mamo! daj mi je! 
Teraz jeszcze proba ta nie miaa w sobie nic takiego, co by obudzi mogo 
obaw lub smutek w sercu matki. Wdowa signa do kieszeni i wydobya 
pugilares zawierajcy kilka asygnat  cay majtek jej i crki. 
Zarzucia chustk na ramiona i powiedziawszy dziecku, aby spokojnie na 
powrt jej czekao, wysza z izby. 
W poowie wschodw spotkaa stra, ktry wizk drzewa nis do jednego 
z mieszka znajdujcych si na pierwszym pitrze. 
 Kochany panie  rzeka wdowa uprzejmie i nieco niemiao  czy nie 
mgby pan mi przynie z jakiego bliskiego sklepiku mleka i buek dla 
dziecka? 
Str nie zatrzymujc si sw tych wysucha, po czym odwrci gow i 
odpar z zaledwie tajon niechci: 
 A kto tam ma czas chodzi po mleko i buki... Ja tu nie dlatego jestem, 
abym lokatorom jedzenie przynosi. 
Wymawiajc ostatnie sowa znikn za zaomem muru. Wdowa zstpia niej. 
38 
Nie chcia mi odda przysugi  mylaa  bo domyla si, e jestem biedn... 
Tym, od ktrych spodziewa si otrzyma zapat, cik wizk drzewa 
ponis. 
Zesza a na dziedziniec i rozejrzaa si dokoa. 
 A czego to pani tak si oglda?  zabrzmia koo niej gos kobiecy, chropowaty 
i niemiy. 
Wdowa ujrzaa stojc przed niskimi drzwiczkami znajdujcymi si w pobliu 
bramy kobiet, ktrej twarzy w zmroku nie rozpoznawaa, ale ktrej 
krtka spdnica, wielki pcienny czepiec i gruba chustka krzywo na plecy 
zarzucona, a take dwik gosu i ton mwienia oznajmiay kobiet z ludu. 
Wdowa domylia si w niej ony stra. 
 Moja dobra pani  rzeka  czy nie znajd tu kogo, kto by mi przynis 
mleka i buek? Kobieta namylaa si chwilk. 
 A z ktrego to pitra?  zapytaa  coci ja pani jeszcze nie znam. 
 Dzi zamieszkaam na facjatce... 
 A, na facjatce! To po c asani16 gadasz o przynoszeniu ci tam czego? 
nie moesz sama pj do miasta? 
 Zapaciabym za fatyg  szepna wdowa, ale ona stra nie syszaa, 
czy udaa, e nie syszy sw jej, otulia si lepiej chustk i znikna za maymi 
drzwiczkami. 
Wdowa staa przez chwil nieruchoma, nie wiedzc widocznie, co czyni i 
do kogo si ju uda, westchna i opucia rce; po chwili jednak podniosa 
gow i wszedszy w bram otworzya furtk wiodc na ulic. 
Wieczr nie by jeszcze pny, ale do ciemny, rzadkie latarnie le owiecay 
ulic wsk i napenion tumami ludzi; na chodnikach byy szerokie 
miejsca w zupenych prawie pogrone cieniach. Fala chodnego jesiennego 
wiatru wpyna w bram przez otwart furtk, rzucia si w twarz wdowy i 
zakrcia kocami czarnej jej chustki; turkot doroek i gwar zmieszanych 
rozmw oguszy j, cienie zalegajce chodniki przeraziy. Cofna si kilka 
krokw w gb bramy i staa znowu chwil ze spuszczon gow, nagle jednak 
wyprostowaa si i postpia naprzd. Przypomniaa sobie moe dziecko 
swe, ktre czekao poywienia, albo uczua, i powinna bya zdoby od woli 
swej i odwagi to, co odtd zdobywa ju jej przyjdzie w kadym dniu, w kadej 
godzinie. Zarzucia chustk na gow i przestpia prg furtki. Nie wiedziaa, 
w ktrej stronie szuka naleao sklepiku z wiktuaami17. Usza spory 
kawa, pilnie przygldajc si wystawom okien sklepowych, mina par 
dystrybucji cygar18, jak kawiarni, jaki sklep z bawatnymi towarami19 i 
wrcia. Nie miaa dalej zapuszcza si w ulic ani prosi kogo o objanienie. 
Udaa si w inn stron. Po kwadransie wracaa z kilku bukami w biaej 
chusteczce. Mleka nie przynosia: nie byo go w sklepiku, w ktrym znalaza 
buki. Nie chciaa, nie moga szuka duej, niespokojn bya o dzieci, wracaa 
szybko, biega prawie. Bya ju o kilka krokw od bramy, gdy tu za so
16 Asani (arch.)  forma grzecznociowa o zabarwieniu poufaym lub lekcewacym. Jeden z 
popularnych skrtw wyraenia waszmo pani. Forma waszmo jest z kolei skrtem 
dawniejszego wyraenia wasza mio. 
17 Wiktuay  artykuy spoywcze. 
18 Dystrybucja cygar  sklep z cygarami i wyrobami tytoniowymi, nazwa w owych czasach 
popularna. 
19 Bawatne towary  take okciowe, dawna nazwa wszelkiego rodzaju tkanin, materiaw. 
39 
b usyszaa gos mski nuccy piosenk: Stj, zaczekaj, moja duszko, skd 
drobniutk strzyesz nk. Usiowaa w duchu upewni siebie, e piosenka 
nie do niej si stosuje, przypieszya kroku i ju dotykaa furtki, gdy gos 
piewajcy przemieni si w mwicy. 
 Dokd tak pilno? dokd? Wieczr pikny! Moe by troch pospacerowa! 
Bez tchu, drca caa z trwogi i obrazy, moda wdowa wpada w bram i 
furtk za sob zatrzasna. W par minut potem Jancia widzc wchodzc do 
izby matk rzucia si ku niej tulc si w jej objcia. 
 Tak dugo nie wracaa, mamo!  zawoaa, ale nagle umilka i wpatrzya 
si w matk.  Mamo, ty znowu paczesz i znowu wygldasz tak... tak jak 
wtedy, gdy ojca wynoszono w trumnie z naszego mieszkania. 
Moda kobieta draa w istocie caym ciaem, zy obfite pyny po rozognionych 
jej policzkach. To, co przeniosa przez kwadrans wycieczki swej na 
miasto, walka z trwoliwoci wasn, szybki bieg po liskiej ulicy rd tumu 
ludzi i zimnych fal wichru, obelga nade wszystko, doznana od nieznanego 
wprawdzie czowieka, ale doznana po raz pierwszy w yciu, wstrzsny 
zna ni do gbi. Zna byo jednak, e postanowia zwycia sam siebie na 
kadym kroku, bo szybko uspokoia si, otara zy, pocaowaa dziecko i rozniecajc 
ogie na kominie rzeka: 
 Przyniosam ci buek, Janciu, a teraz nastawi samowar i urzdz herbat. 
Wzia z szafy gliniany dzbanek i zaleciwszy dziecku ostrono z ogniem, 
zesza znowu na dziedziniec ku studni. Wrcia niebawem zdyszana i zmczona, 
z ramieniem uginajcym si pod ciarem dzbanka napenionego wod; 
nie spocza jednak ani chwili, tylko zaraz wzia si do nastawiania samowaru. 
Czynno ta, ktr speniaa widocznie po raz pierwszy w yciu, 
sza jej z trudnoci, niemniej przeto w niespena godzin herbata bya wypit, 
Jancia rozebran i upion. Rwny, cichy oddech dziecka oznajmia sen 
spokojny, z bladej twarzyczki znikny lady ez, tak obficie przez dzie cay 
wylewanych. 
Ale moda matka nie spaa; w aobnej sukni swej, z rozpuszczonymi czarnymi 
warkoczami, z twarz opart na doni, siedziaa nieruchoma naprzeciw 
dogasajcego ogniska i mylaa. Zrazu gryzca bole sfadowaa biae czoo 
jej w kilka zmarszczek gbokich, oczy zaszy zami, pier podnosia si cikim 
westchnieniem. Po chwili jednak wstrzsna gow, jakby odpdzi 
chciaa oblegajce j tumy alw i obaw, powstaa, wyprostowaa kibi i rzeka 
z cicha: 
 Nowe ycie! 
Tak, kobieta ta, moda, pikna, z biaymi rkami i wiotk kibici, wstpowaa 
w nowe dla siebie ycie, dzie ten mia by dla niej pocztkiem nieznanej 
przyszoci. 
Jak bya jej przeszo?
 * 
Przeszo Marty wickiej krtk bya ze wzgldu na lata, prost ze wzgldu 
na wypadki. 
Marta urodzia si w dworku szlacheckim, niezbyt wspaniaym i bogatym, ale 
ozdobnym i wygodnym. 
40 
Posiado ojca jej, o kilka mil zaledwie od Warszawy pooona, skadaa 
si z kilkunastu wk20 urodzajnej ziemi, kwiecistej, spor przestrze gruntu 
zajmujcej ki, piknego brzozowego gaju, ktry dostarcza opau w zimie i 
pontnych przechadzek w lecie, z obszernego sadu penego drzew owocowych 
i adnego domku z szeciu frontowymi oknami, wychodzcymi na okrgo 
wykrojony, gadk muraw zasany dziedziniec, z zielonymi, wesoo wygldajcymi 
aluzjami. Z gankiem o czterech supach, na ktre piy si fasole z 
psowym kwieciem i powoje o bujnych liliowych kielichach. 
Nad kolebk tedy Marty sowiki pieway i stare lipy powanymi czoami 
powieway, re kwity i kosy pszeniczne fale zota toczyy. Pochylaa si te 
nad ni pikna twarz matki i gorcymi pocaunkami okrywaa czarnowos 
gwk dziecicia. 
Matka Marty bya kobiet pikn i dobr, ojciec czowiekiem uksztaconym 
i take dobrym. Jedyne dzieci rodzicw tych wzrastao rd mioci ludzi i 
pieszczot dostatku. 
Pierwsz boleci, ktra spada na bezchmurne dotd ycie piknej, wesoej, 
hoej dziewczyny, bya utrata matki. Marta miaa wtedy lat szesnacie, 
rozpaczaa czas jaki, tsknia dugo, ale modo balsam gojcy pooya na 
pierwsz ran jej serca, rumiece odkwity na jej twarzy, wesoo, nadzieje i 
marzenia wrciy. 
Inne przecie klski nadeszy wkrtce. Ojciec Marty w czci nieopatrznoci 
wasn, a gwnie wskutek zaszych w kraju zmian ekonomicznych ujrza 
si zagroonym utrat swej posiadoci. Zdrowie jego zachwiao si, 
przewidywa zarwno upadek swej fortuny, jak bliski koniec ycia. Los jednak 
Marty zdawa si ju wtedy zabezpieczonym. Kochaa i bya kochan. 
Jan wicki, mody urzdnik zajmujcy do wysok ju posad w jednym 
z biur rzdowych w Warszawie, pokocha pikn czarnook pann i wzbudzi 
w niej wzajemne uczucie szacunku i mioci. lub Marty o kilka tygodni zaledwie 
poprzedzi mier jej ojca. Zrujnowany szlachcic, ktry niegdy marzy 
moe dla jedynaczki swej o wietniejszym losie, z radoci skada do jej w 
rk niemajtnego, lecz pracowitego czowieka; mylc, i wraz z odejciem 
Marty od lubnego otarza przyszo jej otrzymaa dostateczne ochrony od 
cierpie samotnoci i niebezpieczestw ubstwa, umar spokojnie. 
Marta po raz drugi w yciu spotkaa si z wielk boleci, ale tym razem 
koia j nie tylko ju sama modo, ale i mio ony, a potem matki. Pikne 
miejsce jej rodzinne zostao dla niej na zawsze straconym, przeszo w rce 
ludzi obcych, ale natomiast ukochany i kochajcy m rd gwaru miejskiego 
usa jej mikkie, ciepe, wygodne gniazdo, w ktrym wkrtce ozwa si 
srebrzysty gos dziecicia. 
rd uciech i obowizkw rodzinnych pi lat zeszo dla modej kobiety 
szczliwie i szybko. 
Jan wicki pracowa sumiennie i umiejtnie, pobiera znaczn pac, do 
znaczn, aby mc otoczy kobiet, ktr kocha, wszystkim, do czego od kolebki 
przywyka, co stanowi mogo urok kadej chwili, spokj kadego jutra. 
Kadego? Nie! Najbliszego tylko. Jan wicki nie by do opatrznym, aby 
myle o dalszej przyszoci z najmniejszym choby uszczerbkiem dla pory 
obecnej. 
20 Wka  dawna miara powierzchni gruntu, l wka= 30 morgw = 16,796 ha. 
41 
Mody, silny, pracowity, liczy na modo sw, si i pracowito, mylc, 
i skarby te nie wyczerpi si nigdy. Wyczerpay si jednak zbyt prdko. M 
Marty uleg chorobie cikiej i nagej, z ktrej nie uratoway go rady lekarzy 
ani starania zrozpaczonej ony. Umar. Wraz ze mierci jego skoczyo si 
nie tylko szczcie domowe Marty, ale usuna si spod stp jej podstawa 
materialnego jej bytu. 
Nie na zawsze wic lubny otarz uratowa mod kobiet od cierpie samotnoci 
i niebezpieczestw ubstwa. Stary jak wiat aksjomat21 opiewajcy, 
e nic nie ma staego na wiecie, sprawdzi si na niej o tyle, o ile jest prawdziwym. 
Nie jest on bowiem prawdziwym w zupenoci. Wszystko, co z zewntrz 
ku czowiekowi przybywa, mija i mieni si dokoa niego pod wpywem 
tych tysicznych prdw i zagmatwie, jakimi postpuj, w jakie wi si 
spoeczne stosunki i ustawy, pod wpywem czstokro najstraszniejszym, bo 
najmniej przewidzie i obrachowa si dajcym, lepego trafu. Ale los czowieka 
na ziemi byby w istocie poaowania godnym, gdyby caa moc, 
wszystkie bogactwa i rkojmie jego zawieray si w tych tylko ywioach zewntrznych, 
zmiennych i urokliwych jak fale wodne, poddane rozkazom wichrw. 
Tak, nic nie ma staego na ziemi prcz tego, co czowiek posiada we 
wasnej piersi i gowie: prcz wiedzy, ktra wskazuje drogi i uczy stpa po 
nich, prcz pracy, ktra rozjania samotno i odegnywa ndz, prcz dowiadczenia, 
ktre naucza, i wysoko podniesionych uczu, ktre od zego 
chroni. I tu jeszcze stao wzgldn jest zapewne, amie je pospna, lecz 
niezomna potga choroby i mierci. Ale dopki niewzruszenie i prawidowo 
trwa i rozwija si ten proces ruchu, myli i uczu ludzkich, ktry zwie si yciem, 
poty czowiek nie rozstaje si z samym sob, poty sam sobie suy, dopomaga, 
stale podpiera si tym, co uzbiera sobie zdoa w przeszoci, co 
suy mu orem w walce z zawikaniami ycia, ze zmiennoci losu, z okruciestwem 
trafu. 
Mart zawiodo i opucio wszystko, co przybywajc z zewntrz przyjaznym 
jej byo dotd i opiekuczym. Los, jakiemu ulega, nie by wcale wyjtkowym 
losem, nieszczcie jej nie wzio rda z dziwnej jakiej, niepospolitej przygody, 
ze zdumiewajcej jakiej, w rocznikach ludzkoci rzadko pojawiajcej 
si katastrofy. Ruina i mier odegryway dotd w yciu jej rol niszczycielek 
spokoju i szczcia. C pospolitszego wszdzie, c mianowicie w spoeczestwie 
naszym pospolitszego nad pierwsz? co konieczniejszego, czstszego, 
bardziej nieuniknionego nad drug? 
Marta spotkaa si oko w oko z tym, z czym spotykaj si miliony ludzi, 
miliony kobiet. Kt w yciu swym po wielokro nie napotka ludzi paczcych 
nad wodami Babilonu22 opywajcymi gruzy utraconej fortuny? Kto zrachuje, 
ile razy w yciu swym patrza na szat wdowi, na blade twarze i zami 
zmczone oczy siert? 
Wszystko wic, co towarzyszyo dotd yciu modej kobiety, rozstao si z 
ni, umkno od niej, ale ona nie rozstaa si z sam sob. Czym moga by 
sama dla siebie samej? co uzbiera sobie zdoaa w przeszoci? jakie ore 
wiedzy, woli, dowiadczenia suy jej mogy w walce z zawikaniami spoecz
21 Aksjomat  pewnik, prawda oczywista, ktrej nie trzeba udowadnia. 
22 Ludzie paczcy nad wodami Babilonu  rozpaczajcy, aluzja do podania biblijnego o 
niewoli babiloskiej ydw. 
42 
nymi, bied, trafem, samotnoci? W pytaniach tych miecia si zagadka jej 
przyszoci, kwestia ycia i mierci jej, i nie tylko jej, ale jeszcze i jej dziecka. 
Materialnie moda matka ta nie posiadaa nic albo prawie nic. Parset 
zotych, pozostae ze sprzeday sprztw po opaceniu drobnych dugw i 
kosztw pogrzebu ma, troch bielizny, dwie suknie  stanowiy cay jej 
majtek. Klejnotw wielkiej ceny nie miaa nigdy; te, ktre miaa, spienione 
przez ni w czasie choroby ma, zapaciy nadaremne rady lekarskie i rwnie 
nadaremne leki. Ubogie nawet sprzty napeniajce nowe jej siedlisko 
nie byy jej wasnoci. Wynaja je razem z izb na poddaszu, za uywanie 
ich, rwnie jak za izb, paci obwizaa si z kadym pierwszym dniem 
kadego miesica. 
Bya to teraniejszo smutna zapewne, naga, ale wyranie ju okrelona. 
Nieokrelon pozostawaa przyszo. Trzeba j byo zdoby, stworzy niemal. 
Czy moda, pikna ta kobieta ze smuk kibici, biaymi rkami i jedwabistym 
kruczym wosem, opywajcym ksztatn gow, posiadaa jak si 
zdobywcz? czy z przeszoci swej wyniosa cokolwiek, z czego by stworzy 
moga przyszo? Mylaa o tym siedzc na niskim drewnianym stoku przed 
arzcymi si wglami ogniska. Oczy jej z wyrazem niewymownej mioci 
tkwiy w dziecicej twarzyczce, spokojnie upionej rd bieli poduszek. 
 Dla niej  wymwia po chwili  dla siebie, na chleb, na dach, na spokj 
pracowa bd! 
Stana przed oknem. Noc bya ciemna, Marta nie widziaa nic: ani stromych 
dachw, ktre jeyy si poniej wysokiego poddasza mnstwem 
wschodw i zaomw, ani ciemnych, zakopconych kominw nad dachami 
sterczcych, ani latarni ulicznych, ktrych mtne blaski nie dosigay wysokoci 
jej okienka. Nie widziaa nawet nieba, bo pokryte byo chmurami i nie 
wiecio adn gwiazd. Ale gwar wielkiego miasta dochodzi uszu jej nieustannie, 
cho nocny, oguszajcy, cho stumiony odlegoci. Pora nie bya 
zbyt pn; na szerokich, wspaniaych ulicach zarwno jak rd ciasnych i 
mrocznych uliczek ludzie chodzili jeszcze, jedzili gonili za przyjemnoci, 
szukali zysku, biegli tam, gdzie wzywaa ich ciekawo myli, rozkosz serca 
lub nadzieja zdobyczy. 
Marta opucia czoo na splecione rce i zamkna oczy. Wsuchiwaa si w 
tysiczne gosy, zlane w jeden gos olbrzymi i cho niewyrany, monotonny, a 
jednak peen gorczkowych wybuchw, nagych ucisze si, guchych wykrzykw 
i tajemniczych szmerw. Wielkie miasto stano przed oczami wyobrani 
jej w ksztacie olbrzymiego ula, w ktrym poruszao si, wrzao yciem 
i gonitw mnstwo istot ludzkich. Kada z istot tych posiadaa miejsce, 
na ktrym pracowaa, i to, na ktrym spoczywaa, cele, do jakich dya, narzdzia, 
jakimi drog sobie torowaa rd tumu. Jakim bdzie dla niej, dla 
biednej, w bezbrzen samotno strconej kobiety, miejsce pracy i spoczynku? 
kdy ten cel, do ktrego pody ona? skd wezm si ore, ktre utoruj 
drog ubogiej i opuszczonej? A take jakimi bd dla niej te istoty ludzkie, 
ktre tam tak gwarz nieustannie, z ktrych oddechu powstaje ten 
szmer gorczkowy, w ktrego to podnoszcych si, to opadajcych falach ona 
teraz such swj zatapia? Bd one dla niej sprawiedliwymi lub okrutnymi, 
litociwymi lub miosiernymi? Otworz si przed krokami jej te cile zwarte 
43 
falangi23 toczce si ku szczciu i dobrobytowi lub zewr si cilej jeszcze, 
aby nowoprzybya nie zwzia im miejsca, nie ubiega ktrej z nich w mozolnej 
gonitwie? Jakie ustawy i obyczaje przyjaznymi jej bd, a jakie wrogimi, l 
ktrych wicej bdzie, pierwszych czy drugich? Nade wszystko za, nade 
wszystko  potrafi ona sama przezwycia ywioy wrogie, wyzyskiwa 
przyjazne, kad chwil, kade uderzenie serca, kad myl przelatujc 
przez gow? kade drgnienie poruszajce fibrami24 ciaa skupi w jedn moc 
rozumn, wytrwa, niespoyt, w moc tak, jaka jedynie odegna zdoa ndz, 
zabezpieczy od ponienia si godno czowieka, uchroni od bezowocnych 
blw, rozpaczy i  mierci godowej? 
W pytaniach tych skupia si caa dusza Marty. Wspomnienia rozkoszne i 
zarazem gryzce, wspomnienia kobiety, ktra niegdy, hoym i wesoym bdc 
dziewczciem, lekkimi stopami deptaa wie muraw i barwne kwiecie 
rodzinnej wioski, potem u boku ukochanego ma pdzia dnie szczliwe, 
wolne od trosk i smutkw a teraz we wdowiej szacie staa u maego okienka 
poddasza, z bladym czoem opuszczonym na zaamane donie  wspomnienia 
kobiety, ktre przez cay dzie miniony otaczay j rojem widm nccych po 
to, aby krwawi i rozdziera, uleciay teraz od niej przed gronym, tajemniczym, 
lecz dotykalnym jak rzeczywisto zjawiskiem teraniejszoci. Zjawisko 
to pochaniao jej myli, ale nie zna byo, aby j przeraao. Czy odwag sw 
czerpaa z mioci macierzyskiej napeniajcej jej serce? czy posiadaa w 
sobie t dum, ktra brzydzi si trwog? czy... nie znaa wiata i samej siebie? 
Nie lkaa si. Gdy podniosa twarz, byy na niej lady ez, obficie od dni 
kilku wylewanych, by na niej wyraz alu i tsknoty, ale obawy i zwtpienia 
nie byo.
 * 
Nazajutrz po przeniesieniu si swym na poddasze Marta o godzinie dziesitej 
z rana bya ju na miecie. 
Pilno jej zna byo doj do celu, palca jaka myl, niespokojna nadzieja  
popdzay j naprzd bo sza prdko, a zwolnia kroku wtedy dopiero, gdy 
znalaza si na ulicy Dugiej. Tu jednak sza ju coraz wolniej, saby rumieniec 
wybi si na blade jej policzki, oddech sta si pieszniejszym, jak bywa 
zwykle przy zblianiu si chwili upragnionej i zarazem strasznej, wzywajcej 
do wysile wszystkie wadze umysu i woli, obudzajcej nadziej, niemiao, 
kto wie? wstyd moe mimowolny, z przyzwyczaje caego ycia, z surowej 
nowoci pooenia powstay. 
Przed bram jednej z najpokaniejszych kamienic zatrzymaa si, spojrzaa 
na numer domu. By zna tym samym, ktry miaa w pamici, bo po jednym 
duszym nieco i gbszym odetchniciu zwolna zacza wstpowa na widne 
i szerokie wschody. 
Zaledwie przebya kilkanacie stopni, ujrzaa zstpujce dwie kobiety. 
Jedna z nich ubrana bya starannie, z pewnym nawet wykwintem, postaw 
miaa pewn siebie, wyraz twarzy wicej ni spokojny, bo zadowolony. Druga, 
modsza, bardzo moda, w ciemnej wenianej sukience, wyszarzaym nieco 
23 Falanga  w czasach staroytnych, zwarty, wieloszeregowy szyk bojowy. Tu w znaczeniu 
przenonym. 
24 Fibra  wkno miniowe, take: cewka nerwowa. 
44 
szalu na ramionach, w kapelusiku, ktry widocznie niejedn ju jesie pamita, 
sza z opuszczonymi rkami, ze wzrokiem wbitym w ziemi. Zaczerwienione 
nieco powieki, blada cera twarzy i szczupo kibici nadaway caej 
postaci modziutkiej i do adnej dziewczyny tej wyraz smutku, saboci i 
zmczenia. Dwie te kobiety znay si wida z bliska, bo rozmawiay z sob 
poufnie. 
 Boe mj, Boe!  mwia modsza z cicha i nieco jkliwie  co ja teraz, 
nieszczliwa, poczn? ostatnia nadzieja mnie zawioda. Jak powiem matce, 
e i dzi jeszcze nie dostaam lekcji, rozchoruje si gorzej... A tu i je w domu 
tak dobrze, jak nie ma ju czego... 
 No, no  odrzeka starsza tonem, w ktrym obok wspczucia odzywaa 
si struna silnie uczuwanej wyszoci wasnej  nie martw si tak bardzo! oto 
popracuj jeszcze troch nad muzyk... 
 Ach! gdybym ja tak gra moga jak pani!  zawoaa modsza  ale nie 
mog... 
 Talentu nie masz, kochanko!  wymwia starsza  c robi? talentu nie 
masz! 
Zamieniajc te wyrazy dwie kobiety mijay Mart. Byy tak zajte, jedna 
zadowoleniem swym, druga swym smutkiem, e najmniejszej nie zwrciy 
uwagi na kobiet, ktrej aobna suknia z bliska przesuna si koo nich. 
Ale ona stana nagle i wioda za nimi wzrokiem. Byy widocznie nauczycielkami, 
ktre opuszczay miejsce, do jakiego ona dya. Jedna z nich wprawdzie 
odchodzia z twarz promieniejc, ale druga ze zami. Za p godziny, 
za kwadrans moe, ona take zstpowa bdzie z tych wschodw, po ktrych 
teraz wstpuje. Czy rado, czy zy dostan si jej w udziale? Serce jej uderzao 
silnie, gdy poruszya dzwonek przytwierdzony do drzwi, na ktrych poyskiwaa 
mosina blacha z napisem: 
BIURO INFORMACYJNE DLA NAUCZYCIELI I NAUCZYCIELEK 
LUDWIKI MISKIEJ 
Z maego przedpokoiku, ktrego drzwi otworzyy si na odgos dzwonka, 
Marta wesza do obszernego pokoju, owietlonego dwoma wielkimi oknami 
na ludn ulic wychodzcymi, ostawionego adnymi sprztami, spord ktrych 
wyrnia si i wchodzcemu od razu w oczy wpada nowiutki, bardzo 
ozdobny i kosztowny fortepian. 
W pokoju znajdoway si trzy osoby, z ktrych jedna powstaa na spotkanie 
Marty. Bya to kobieta redniego wieku, z wosami niepewnego koloru, 
gadko przyczesanymi pod ksztatnym biaym czepeczkiem, z postaw troch 
sztywn. Twarz jej, do regularnych rysw, nie nosia na sobie adnej wyranej 
cechy i tak jak popielata suknia, pozbawiona wszelkich ozdb i rzdem 
monotonnych guzikw spita na piersi, nie razia niczym i niczym nie 
pocigaa. Bya to posta od stp do gowy obleczona w wyraz urzdowoci; 
kobieta ta umiaa moe w innych porach i w innym miejscu umiecha si 
swobodnie, patrze z czuoci, serdecznym ruchem wycign do do ucisku, 
ale tu, w saloniku tym, w ktrym przyjmowaa osoby wzywajce jej porady 
i pomocy, wystpowaa w charakterze urzdowej poredniczki pomidzy 
osobami tymi a spoeczestwem, bya tak, jak zapewne by bya powinna, 
grzeczn i przyzwoit, ale powcigliw i ostron. Salonik ten mia tylko po
45 
zr saloniku; w gruncie by miejscem handlu takim, jakim bywaj wszelkie 
inne miejsca handlu; wacicielka jego ofiarowywaa porady swe, wskazwki, 
stosunki tym, ktrzy ich od niej dali, w zamian wzajemnej usugi tumaczcej 
si monet. By to take czyciec, przez ktry przechodziy dusze ludzkie, 
wstpujc ze w niebo zdobytej pracy lub zstpujc w pieko przymusowego 
bezrobocia. 
Marta zatrzymaa si chwil przy drzwiach i ogarna wzrokiem twarz i posta 
postpujcej na spotkanie jej kobiety. Oczy jej, ktre wczoraj napeniay 
si co chwila zami, dzi suche i poyskliwe, nabray wyrazu niepospolitej bystroci, 
przenikliwoci niemal. Skupiy si w nich widocznie wszystkie wadze 
mylenia modej kobiety i usioway przez zewntrzn powok przedrze si 
w gbi istoty, ktrej usta wyda miay sd o przyszej niedoli jej lub spokoju. 
Pierwszy to raz i w swym yciu Marta przychodzia do kogo za interesem; 
interes za ten by jednym z najwaniejszych interesw ludzi biednych: 
potrzeba zarobku. 
 Pani dobrodziejka do biura informacyjnego zapewne?  wymwia gospodyni 
domu. 
 Tak, pani  odrzeka przybywajca i dodaa:  Jestem Marta wicka. 
 Chciej pani usi i zaczeka chwil, a ukocz rozmow z tymi paniami, 
ktre przybyy pierwej. Marta usiada na wskazanym sobie fotelu i teraz 
dopiero zwrcia uwag na dwie inne znajdujce si w pokoju osoby. 
Osoby te rniy si ze sob niezmiernie wiekiem, ubiorem i powierzchownoci. 
Jedn z nich bya dwudziestoletnia moe panna, bardzo adna, z 
umiechem na rowych ustach, bkitnymi oczami, ktre patrzay pogodnie, 
prawie wesoo, w jedwabnej sukni jasnego koloru i malutkim kapelusiku, 
piknie strojcym jasnopowe wosy. Z ni wanie rozmawia musiaa Ludwika 
miska przed wejciem Marty, bo do niej zwrcia si zaraz po przywitaniu 
przybyej. Mwia po angielsku, a z pierwszych zaraz wyrazw odpowiedzi 
modej panny odgadn w niej mona byo rodowit Angielk. Marta 
nie rozumiaa rozmowy dwch kobiet, bo nie znaa jzyka, ktrym j prowadzono, 
widziaa tylko, e swobodny umiech nie znika z ust piknej Angielki, 
e twarz jej, postawa i sposb mwienia wyraay miao osoby przywykej 
do powodzenia, pewnej siebie i losu, ktry j czeka. 
Po krtkiej rozmowie gospodyni domu wzia wiartk papieru i pocza 
zakrela j biegym pismem. 
Marta z wyton uwag cigajca szczegy sceny, ktra blisk czno 
miaa z wasnym jej pooeniem, widziaa, e Ludwika miska pisaa list po 
francusku, umiecia w nim cyfr wyraajc sum 600 rubli, na kopercie 
za wypisaa jedno z hrabiowskich nazwisk krajowych i dodaa do nazw 
najpikniejszej w Warszawie ulicy. Uczyniwszy to wszystko z grzecznym 
umiechem wrczya pismo Angielce, ktra powstaa, skonia si i wysza z 
pokoju krokiem lekkim, z gow podniesion i umiechem zadowolenia na 
ustach. 
,,Szeset rubli rocznie  mylaa Marta  jakie to bogactwa, mj Boe! 
jakie to szczcie mc tyle zarobi! Gdyby mi cho poow sumy tej przyrzeczone, 
byabym spokojna o Janci i o siebie! 
Mylc tak moda kobieta z zajciem i mimowolnym politowaniem spogldaa 
na osob, z ktr po odejciu Angielki gospodyni domu rozmow rozpocza. 
46 
Bya to kobieta mogca mie okoo lat szedziesiciu, drobna, chuda, ze 
zwid twarz, okryt mnstwem zmarszczek, z zupenie prawie biaymi 
wosami, w dwa gadkie pasma przyczesanymi pod kapeluszem czarnym, 
zmitym i bardzo dawn mod pamitajcym. Czarna weniana suknia i jedwabna 
staroytna mantylka25 zwisay na chudym ciele staruszki, rce jej, 
przezroczyste, biae i drobne, niespokojnym ruchem miy wci i obracay w 
kocistych palcach lec na kolanach bia, pcienn chustk. Podobna 
niespokojno malowaa si w bkitnych zna niegdy, lecz teraz spowiaych 
i pozbawionych blasku jej renicach, ktre to podnosiy si na twarz gospodyni 
domu, to okryway si zaczerwienionymi powiekami, to przebiegay z 
przedmiotu na przedmiot, odzwierciedlajc tym niejako niepokj i bolesne 
targanie si steranego umysu, szukajcego dla siebie jakiego niby punktu 
oparcia, jakiego przytuku i ukojenia. 
 Czy pani bya ju kiedy nauczycielk?  wymwia po francusku Ludwika 
miska zwracajc si do staruszki. 
Biedna kobieta poruszya si na krzele, przebiega oczami wzdu i wszerz 
przeciwleg cian, konwulsyjnym ruchem zacisna palce wkoo zwinitej w 
kb chustki i zacza z cicha: 
 Non,madame, cest l e p  e mi e  fo is que je... je...26 
Urwaa; szukaa widocznie obcych wyrazw, ktrymi by wypowiedzie moga 
myl swoj, ale one umykay zmczonej jej pamici. 
 Javais...  zacza po chwili  javais la fortune... mon fils avait le malheur 
de la perdre...27 
Gospodyni domu zimna i wyprostowana siedziaa na kanapie. Bdy jzykowe 
popeniane przez staruszk, trudna i przykro brzmica jej wymowa nie 
wywoay na usta jej umiechu, tak jak znkanie jej i bolesny niepokj nie 
zdaway si budzi w niej wspczucia. 
 To smutno  rzeka  i pani tego jednego tylko masz syna? 
 Nie mam go ju!  zawoaa po polsku stara kobieta, lecz nagle przypominajc 
sobie obowizek wykazania umiejtnoci obcej mowy, dodaa: 
 Il est mourru par desespoir!28 
Spowiae renice staruszki nie zwilyy si z ani zawieciy najmniejszym 
blaskiem, gdy wymawiaa ostatnie wyrazy, ale blade, wskie usta jej drgny 
rd roju otaczajcych je zmarszczek i pier wklsa zadraa pod starowieck 
mantylk. 
25 Mantylka  dawne okrycie damskie, rodzaj pelerynki. 
26 Non, madame... itd.  wszystkie odpowiedzi staruszki pene s racych bdw gramatycznych 
lub polegajcych na dosownym tumaczeniu utartych zwrotw polskich. Non madame, 
cest le premier fois que je...je... (popr.: la premiere fois)  Nie, pani, po raz pierwszy, 
ja... ja... 
27 Javais la fortune...  miao oznacza miaam majtek ziemski (fortun), wyraz la fortune 
oznacza jednak szczcie, nie majtek, a sowo avoir (mie) nie jest take waciwie 
uyte. Mon fils avait le malheur de la perdre (popr : eut le malheur)  mj syn mia nieszczcie 
j (ow fortun) utraci. Bd polega tu na uyciu czasu przeszego niedokonanego 
zamiast dokonanego. 
28 Il est mourru par dsespoir!  wyraenie wiadczce o zupenej nieznajomoci gramatyki 
Miao to znaczy umar z rozpaczy  il est mort de dsespoir. Staruszka uya niewaciwego 
imiesowu i przyimka: mourru zam. mort i par (przez) zam. de (z). 
47 
 Pani posiadasz muzyk?29  zapytaa gospodyni domu po polsku, jakby z 
kilku sw zamienionych dostatecznie ju owiadomion zostaa z francuskim 
uksztaceniem staruszki. 
 Grywaam kiedy, ale... bardzo ju dawno... nie wiem doprawdy, czy mogabym 
ju teraz... 
 A wic moe niemiecki jzyk... 
Za ca odpowied staruszka przeczco wstrzsna gow. 
 A wic czeg pani dobrodziejka naucza moe? 
Pytanie to zadanym byo tonem grzecznym wprawdzie, ale zarazem tak suchym 
i zimnym, e znaczyo tyle, ile wyrana odprawa. Stara kobieta przecie 
nie zrozumiaa lub wysilia si na niezrozumienie. Francuski jzyk by 
zna t z umiejtnoci jej, na ktr rachowaa najwicej  przez ktr spodziewaa 
si otrzyma ks chleba, majcy uchroni od ndzy ostatnie dnie 
steranego jej ycia. Czujc, e grunt usuwa si pod jej stopami, e wacicielka 
biura informacyjnego zamierza ukoczy rozmow z ni nie udzieliwszy jej 
adnej informacji, pochwycia t jedyn, ostatni wedug niej desk zbawienia 
i coraz silniej mnc pcienn chustk w drcych palcach, popiesznie 
zacza: 
 La gographie, la histoire, les commencements de larithmtique...30 
Umilka nagle i osupiay wzrok utkwia w przeciwlegej cianie, bo Ludwika 
miska powstaa. 
 Przykro mi to bardzo  zacza zwolna gospodyni domu  ale nie mam 
obecnie na widoku adnego miejsca, ktre by dla pani odpowiednim by mogo... 
Skoczya i staa z rkami zaoonymi na surowym staniku popielatej 
sukni, oczekujc wyranie poegnania. Ale staruszka siedziaa jak przykuta 
do miejsca, ruchliwe dotd rce jej i oczy znieruchomiay, blade usta za to 
roztworzyy si i drgay nerwowo. 
 adnego!  wyszeptaa po chwili.  adnego!  powtrzya i sztywna, niezalen 
jakby od niej samej moc poruszona, zwolna podniosa si z krzesa. 
Nie odchodzia jednak. Teraz dopiero powieki jej nabrzmieway, blade renice 
zaszy szklist powok. Opara trzsc si do na porczy krzesa i 
rzeka z cicha: 
 Moe potem... moe kiedykolwiek potem... bdzie jakie miejsce... 
 Nie, pani, przyrzeka nie mog  jednostajnie zawsze grzecznie i sztywnie 
odrzeka gospodyni domu. 
Przez par sekund zupene milczenie panowao w pokoju. Nagle po 
zmarszczonych policzkach starej kobiety popyny dwa strumienie bujnych, 
obfitych ez. Nie wydaa jednak adnego gosu, nie wymwia ani jednego 
sowa, skonia si gospodyni domu i szybko opucia pokj. Wstydzia si 
moe ez swych i pragna ukry je co najprdzej albo moe do miejsca innego, 
lecz podobnego temu, jakie opuszczaa, pieszya z now nadziej po nowy 
zawd... 
29 Pani posiadasz muzyk? typowy galicyzm, to jest zwrot ywcem przeniesiony z jz. francuskiego. 
Znaczy tyle, co; Czy pani umie gra (na fortepianie)? 
30 La gographie, la histoire, les commencements de larithmtique (franc.)  dwa bdy:  la 
histoire zam. l histoire oraz dosowne a niedopuszczalne przetumaczenie polskiego wyraenia 
pocztki arytmetyki. 
48 
Teraz Marta zostaa sam na sam z kobiet, ktra rozstrzyga miaa kwesti 
spenienia lub upadku najdroszych dla niej nadziei, najusilniejszych pragnie. 
Nie czua si przelknion, tylko gboko smutn. 
Sceny, ktre od kilku chwil przesuway si przed jej oczami, wywary na 
umyle jej silne wraenie, tym silniejsze, e cakiem nowe. Nie bya przyzwyczajon 
do widoku ludzi szukajcych zarobku, updzajcych si za ksem 
chleba, me odgadywaa, nie przeczuwaa nigdy, aby gonitwa ta zawieraa tyle 
w sobie niepokojw, udrcze, zawodw. Praca zjawiaa si w wyobrani 
Marty, ilekro dotd mylaa o niej, w postaci czego, po co nachyli si tylko 
trzeba, aby osign przedmiot upragniony. Tu, na pierwszej zaraz stacji nieznanej 
tej drogi, zaczynaa domyla si rzeczy strasznych, niemniej jednak 
nie draa, upewniaa siebie w myli, e j, kobiet mod i zdrow, starannie 
kiedy wychowywan przez najlepszych rodzicw, j, towarzyszk czowieka 
rozsdnego i umysow prac zarabiajcego sobie na ycie, spotka nie moe 
los podobny temu, jaki spotka t biedn, smutn dziewczyn, ktr spotkaa 
na wschodach, i t stokro nieszczliwsz jeszcze staruszk, ktra odesza 
przed chwil z dwoma strumieniami ez opywajcymi zmarszczone policzki. 
Ludwika miska zacza od pytania, od ktrego zwyczajnie zna zaczynaa 
rozmowy ze zjawiajcymi si kandydatkami na nauczycielskie posady: 
 Pani trudnia si ju nauczycielstwem? 
 Nie, pani; jestem wdow po urzdniku zmarym przed kilku dniami. Teraz 
dopiero po raz pierwszy pragn rozpocz zawd nauczycielki. 
 A! wic posiadasz pani moe wiadectwo ukoczenia ktrego z wyszych 
naukowych zakadw? 
 Nie, pani; wychowaam si w domu. 
Sowa te dwie kobiety zamieniay ze sob po francusku. Marta wyraaa 
si w jzyku tym poprawnie i z atwoci, wymowa jej nie bya jak najdoskonalsz, 
ale nie razia adnymi osobliwszymi uchybieniami. 
 Jakiche przedmiotw pani moesz i yczysz sobie udziela? 
Marta nie zaraz odpowiedziaa. Rzecz dziwna, przysza tu z zamiarem wyjednania 
dla siebie miejsca nauczycielki, ale nie wiedziaa dobrze, czego waciwie 
naucza moga i chciaa. Nie bya przyzwyczajon do rachowania si z 
posiadanymi zasobami umysu, wiedziaa tylko o tym, e to, co umiaa, byo 
zupenie wystarczajcym dla kobiety, zostajcej w tych pooeniach, w jakich 
ona zostawaa, dla crki szlacheckiej. dla ony urzdnika. Nie czas jednak 
by namyla si dugo; pamici Marty nasuny si naturalnie te przedmioty, 
nad ktrymi w dziecistwie pracowaa najwicej, ktre stanowiy to 
uksztacenia jej i jej rwienic. 
 Mogabym dawa lekcje muzyki i francuskiego jzyka  rzeka. 
 Co do drugiego  odpara gospodyni domu  uwaam, i pani posiadasz 
wymow francusk do bieg i poprawn, a chocia nie jest ona jeszcze 
wszystkim, czego potrzeba dla monoci nauczania, to jednak pewn jestem, 
i pani i gramatyka, i pisownia, i moe nieco pimiennictwo francuskie obcymi 
nie s. Co do muzyki... racz pani przebaczy... ale musz zna stopie 
artystycznego jej wyksztacenia, aeby znale sposb odpowiedniego dla 
zuytkowania. 
Na blade policzki Marty wystpiy rumiece. Wychowaa si w domu, nie 
zdawaa nigdy egzaminw adnych przed nikim, nie produkowaa si nawet 
przed wiatem, bo w kilka miesicy po lubie, zamknwszy kupiony jej przez 
49 
ma fortepian, otwieraa go zaledwie par razy, i to wtedy zawsze; kiedy gry 
jej suchay tylko cztery ciany adnego jej saloniku i drobniutkie uszki Janci, 
skaczcej na kolanach piastunki w takt muzyki matczynej. A jednak danie 
wacicielki informacyjnego biura nie miao w sobie nic takiego, co by 
obraa powinno, zasadzao si na tym prawidle prostym i powszechnie w 
wiecie pracujcych przyjtym, e aby powiedzie co o cenie i waciwociach 
przedmiotu, trzeba go naprzd obejrze, zway i tak dopasowa, kdy 
on okae si potrzebnym i stosownym. Rozumiaa to Marta, podniosa si z 
fotelu i zdjwszy rkawiczki przystpia do fortepianu. Tu staa chwil z 
oczami spuszczonymi na klawiatur. Przypominaa sobie panieski swj repertuar 
muzyczny i wahaa si pomidzy kompozycjami, ktre darzyy j niegdy 
pochwa nauczycielki i uciskami rodzicw. Usiada i rozmawiaa jeszcze 
wci ze swoj pamici, gdy drzwi otworzyy si z oskotem, a od progu 
ozwa si gos kobiecy, ostry i przenikajcy: 
 Eh bien, mame! La comtesse arrive--elle a Varsovie?31 
Ze sowami tymi wpada raczej, ni wesza do pokoju kobieta wawa, przystojna, 
ciemnej pci, redniego wzrostu, w oryginalnym paszczyku z psowym 
kapiszonem32, jaskrawo odbijajcym przy gbokiej czarnoci wosw i 
niadoci cery. Czarne poyskliwe oczy przybyej obiegy szybko pokj i spotkay 
si z postaci kobiety siedzcej przy fortepianie. 
 Ah, vous avez du monde, madame!33  zawoaa  continuez, contynuez, je 
puis attendre!34 
Mwic to rzucia si w fotel, opara gow o tyln porcz, skrzyowaa nogi, 
przez co ukazaa bardzo zgrabne stopy obute w adne buciki, i zakadajc 
rce na piersi, ciekawy, przenikliwy wzrok utkwia w twarzy Marty. 
Na policzkach modej wdowy wzmogy si rumiece, nowy wiadek popisowej 
gry jej nie ujmowa przykroci jej pooenia. Ale Ludwika miska 
zwrcia ku niej gow z tym szczeglnym zajciem i wyrazem twarzy, ktre 
zdaj si mwi: Czekamy! 
Marta zacza gra. Graa la Priere dune Vierge35. W porze, w ktrej uczya 
si muzyki, mode panny gryway powszechnie la Priere dune Vierge, t tkliw 
kompozycj, ktrej tony w cao pen melancholii zleway si z wnikajcymi 
przez okna ksiycowymi promieniami i ulatujcymi z piersi dziewiczymi 
westchnieniami. Ale salonik informacyjnego biura owietlony by jasnym, 
trzewym blaskiem dziennym, westchnienia kobiety grajcej la Priere dune 
Vierge nie byy takimi westchnieniami, ktre lec w nadziemskie krainy lub 
na w an zielony, kdy pdzi ,,konik wrony, ale takimi, ktre tumione, 
spychane na dno piersi, wci si jednak podnosz, wlewajc w ucho kobiety-
matki prosty, ziemski, pospolity, trywialny, a jednak tragiczny, grony, 
natarczywy, rozdzierajcy wykrzyk: 
Chleba! zarobku! 
31 Eh bien! mame (sowo madame w niedbaej potocznej wymowie)! La comtesse arrive-telle 
a Varsovie? (franc.)  A wic, pani, czy hrabina przybywa do Warszawy? 
32 Kapiszon  rodzaj kapturka przy paszczu damskim. 
33 Ah, vous avez du monde, madame! (franc.)  Ach, pani ma goci! 
34 Continuez, continuez, je puis attendre! (franc.)  Prosz sobie nie przerywa, mog zaczeka. 
35 La Priere dune Vierge  Modlitwa dziewicy, popularna sentymentalna kompozycja na 
fortepian Tekli Bondarzewskiej (18381862). 
50 
Wskie brwi Ludwiki miskiej zsuny si bardzo nieznacznie, przez co 
jednak fizjonomia jej staa si wicej jeszcze chodn i surow, jak bya 
wprzdy; po niadej twarzy Francuzki rozpartej w fotelu mkny roje figlarnych 
umiechw. Marta czua sama, e gra le. Nie rozumiaa ju dzi tej 
wizanki czuych tonw, ktra niegdy wydawaa si jej melodi anielsk; 
palce jej utraciy wpraw i pltay si po klawiszach, nie zawsze na waciwe 
trafiajc, mylia si w pasaach36, cisna zbytecznie peda, opuszczaa cae 
takty, zatrzymywaa si i szukaa po klawiaturze drogi, ktr gubia. 
 Mais cest une petite horreur quelle joue la37  zawoaa Francuzka pgosem 
wprawdzie, ale wykrzyk jej usyszaa i Marta. 
 Chut! madmoiselle Delphine!38 szepna gospodyni domu. 
Marta uderzya ostatni akord tkliwej kompozycji i zaraz, nie podnoszc 
oczu ni rk znad klawiszw, zacza gra Nocturne Zientarskiego39. Czua, jak 
niepomylne dla niej wraenie gra jej wywara na kobiet trzymajc w 
swoim rku najdrosze jej nadzieje; czua, e niezrcznie dotykajc klawiszw 
wypuszcza zarazem z doni jedno z nielicznych narzdzi zarobku, na jakie 
liczya, e kady faszywy ton, spod palcw jej wychodzcy, rwie i przecina 
jedn z nielicznych nici, na ktrych zawis byt jej i jej dziecka. 
Musz zagra lepiej!  powiedziaa sobie w myli i bez chwili namysu zacza 
gra smtny Nocturne. A jednak nie graa lepiej ni wprzdy, graa nawet 
gorzej, kompozycja bya trudniejsza, w rkach odzwyczajonych od gry 
uczuwa zacza bl i zesztywnienie. 
 Elle touche faux, mame! h! h! comme elle touche! faux!40  zawoaa 
znowu Francuzka strzelajc miejcymi si oczami i zgrabne stopy opierajc 
na pobliskim fotelu. 
 Chut, je vous en prie, mademoiselle Delphine!41  powtrzya gospodyni 
domu z lekkim niezadowoleniem wzruszajc ramionami. 
Marta wstaa od fortepianu. Rumiece jej, lekkie wprzdy, przemieniy si 
teraz w purpurowe plamy, oczy byszczay poyskiem silnego wzruszenia. 
Stao si! z doni jej wypado jedno z narzdzi, na jakie rachowaa, jedna z 
nici mogcych prowadzi j ku zarobkowi urwaa si stanowczo. Wiedziaa 
ju teraz, e lekcji muzyki otrzyma nie moe; nie spucia oczu i pewnym 
krokiem przystpia do stou, przy ktrym siedziay dwie obecne w pokoju 
kobiety. 
 Nie miaam nigdy talentu do muzyki  zacza gosem do cichym, ale 
nie stumionym i nie drcym  uczyam si jej przecie przez lat dziewi, 
ale do czego si nie ma zdolnoci, to zapomina si atwo. Przy tym przez pi 
lat po zampjciu nie grywaam wcale. 
Mwia to z lekkim umiechem. Utkwione w ni spojrzenia bystrych oczu 
Francuzki ciyy jej dotkliwie, lkaa si ujrze w nich lito lub szyderstwo. 
36 Pasa  w muzyce: kilka szybko po sobie nastpujcych tonw. 
37 Mais cest une petite horreur quelle joue la (franc.)  Ale to jest okropno, co ona wygrywa. 
38 Chut! madmoiselle. (wa.: mademoiselle) Delphine! (franc.)  Tss. panno Delfino! 
39 Zientarski Romuald (18311874)  kompozytor polski, ucze Elsnera, autor wielu kompozycji, 
przede wszystkim z zakresu muzyki kocielnej. 
40 Elle touche faux, mame! he! he! comme elle touche faux (franc.)  Faszuje, prosz pani, 
oj, oj, jak ona faszuje! 
41 Chut, je vous en prie, mademoiselle Delphine! (franc.)  Tss, prosz pani, panno Delfino! 
51 
Ale Francuzka nie zrozumiawszy sw Marty, wymwionych po polsku, ziewna 
szeroko i gono. 
 Eh bien! mame!42  zwrcia si do gospodyni domu  skocz pani ze 
mn, mam do powiedzenia kilka sw tylko. Kiedy hrabina przyjedzie? 
 Za dni kilka. 
 Pisaa pani do niej o warunkach, jakie pooyam? 
 Tak, i pani hrabina przyja je. 
 Wic moje czterysta rubli s pewnymi? 
 Najzupeniej. 
 I ma siostrzenic moj bd moga mie przy sobie? 
 Tak. 
 I bd miaa osobny pokj, osobn sug, konie do przejadki, kiedy zechc, 
i dwa miesice wakacji? 
 Na wszystkie warunki te zgodzia si pani hrabina. 
 To dobrze  powstajc rzeka Francuzka  za kilka dni przyjd dowiedzie 
si znowu o przyjedzie pani hrabiny. Jeeli jednak za tydzie nie przyjedzie 
lub nie przyle po mnie, zerw umow. Czeka duej nie chc i nie potrzebuj. 
Mog mie miejsc podobnych dziesi. Bonjour, madame43. 
Kiwna gow gospodyni domu, Marcie i odesza. U progu nasuna na 
gow psowy kapiszon i otwierajc drzwi zanucia faszywie francusk piosenk. 
Marta po raz pierwszy w yciu uczua co na ksztat zazdroci. Suchajc 
rozmowy francuskiej guwernantki z wacicielk biura mylaa: 
Czterysta rubli i pozwolenie zatrzymania przy sobie maej siostrzenicy, 
osobny pokj, suga, konie, dugie wakacje! Boe mj! ile to warunkw, jake 
szczliw, wietn jest pozycja tej kobiety, ktra jednak nie wydaje si 
ani bardzo uksztacon, ani wielce pocigajc! Gdyby mi przyrzeczono czterysta 
rubli rocznie i pozwolono mie Janci przy sobie... 
 Pani!  ozwaa si gono  rada byabym otrzyma sta jak posad. 
miska namylaa si chwil. 
 Nie jest to zupenie niepodobnym, ale nie jest take i atwym, a do tego 
wtpi, aby dla pani byo korzystnym. Spodziewam si, i pani uznasz, e w 
stosunkach z osobami udajcymi si do mnie otwarto jest moim obowizkiem. 
Z francuszczyzn pani niez, ale niezupenie parysk, z maym, adnym 
prawie uksztaceniem muzykalnym mogaby pani zosta nauczycielk 
tylko na pocztki. 
 Co znaczy?  z bijcym sercem zapytaa Marta. 
 Co znaczy, e otrzymywaaby pani 600, 800, najwyej l 000 zotych44 
rocznie. 
Marta nie namylaa si ani chwili. 
 Zgodziabym si na t zapat  rzeka  gdyby przyjto mi wraz z ma 
moj creczk. 
Oczy Ludwiki miskiej, wyraajce przed chwil nadziej budzcy namys, 
ochody. 
 A!  wymwia  pani nie jeste wic sam, masz dziecko... 
42 Eh bien! mame! (franc.)  A wic, pani. 
43 Bonjour, madame (franc.)  Tu: egnam pani; wyraenie ,,bonjour moe znaczy zarwno 
dzie dobry, jak egnam, do widzenia. 
44 Zoty  zwyczajowo i nieoficjalnie na ziemiach zaboru rosyjskiego 15 kopiejek odzywano 
zorwk., a 1 kop.  groszem, 30 gr. == 15 kop., l rubel = 6 z 20 gr. 
52 
 Czteroletni dziewczynk, agodn, spokojn, ktra nikomu nie wyrzdziaby 
nigdy przykroci adnej... 
 Wierz  rzeka miska  a jednak nie mog udzieli pani najmniejszej 
nadziei otrzymania miejsca wraz z dzieckiem. 
Marta patrzaa na mwic ze zdziwieniem. 
 Pani  wymwia po chwili  osob, ktra tylko co std odesza, przyjto 
przecie wraz z ma jej krewn... i tylu... tylu innymi warunkami. Czy jest 
ona tak wysoce wyksztacon? 
 Nie  odpowiedziaa miska  wyksztacenie jej nie przechodzi granic 
miernoci; ale jest ona cudzoziemk. 
Po ustach surowej wacicielki biura po raz pierwszy w cigu rozmowy 
przewin si umiech, a zimne jej oczy spojrzay w twarz Marty z wyrazem, 
ktry zdawa si mwi: 
Jak to! nie wiedziaa wic o tym? Skde przybywasz? 
Marta przybywaa z rodzinnej wioski, kdy re kwity i sowiki pieway, z 
adnego mieszkania przy ulicy Granicznej pooonego, kdy byy cztery ciany 
ustrojone, ogrzane, dokoa wiat przed oczami jej zasaniajce; przybya 
ona z krainy, w ktrej panuj naprzd naiwno i niewiadomo dziewicy, 
potem wesoo i niewiadomo modej matki, przybywaa ona z tego krgu 
ywiow ludzkich, w ktrym niewiasta spuszcza oczy, a wic nic nie widzi, 
nie zapytuje o nic, a wic o niczym nie wie... Nie wiedziaa lub mimochodem, 
przelotnie zaledwie zasyszaa bya co o tym, e co wolno Jowiszowi, 
tego nie wolno woowi45. Oczy Ludwiki miskiej zimne, ale rozumne, z bdzc 
w renicach ironi w tej chwili na ni spogldajce, mwiy jej; 
,,Tamta kobieta w psowym kapiszonie, ostro mwica, gono wykrzykujca, 
stopy na krzeso zakadajca, jest Jowiszem, ty, biedna istota, trywialnie 
urodzona na tej samej ziemi, na ktrej rodz si wszystkie matki wszystkich 
naszych dzieci, jeste woem. 
 Gdyby si pani rozsta moga ze sw creczk, gdyby umiecia j 
gdziekolwiek, bardzo by moe, i znalazaby dla siebie miejsce z tysicem 
zotych rocznie. 
 Nigdy!  splatajc rce zawoaa Marta  nigdy nie rozstan si z moim 
dzieckiem, nie oddam go w rce obce... Jest ono wszystkim, co pozostao mi 
na ziemi... 
Wykrzyk ten przemoc wydar si z piersi matki, ale Marta poja szybko 
niestosowno jego i bezuyteczno. Uczynia nad sob wysilenie i spokojnie 
mwi zacza: 
 Skoro wic nie mog mie nadziei otrzymania posady staej, racz pani 
dostarczy mi lekcji prywatnych... 
 Lekcji francuskiego jzyka?  wtrcia gospodyni domu. 
 Tak, pani, i innych przedmiotw take, jak na przykad geografii, historii 
powszechnej, historii literatury polskiej... Uczyam si kiedy tego wszystkiego, 
potem czytywaam, niezbyt wiele wprawdzie, zawsze jednak troch czytywaam. 
Pracujc nad sob dopeniabym moich wiadomoci... 
 Na nic by si to pani nie przydao  przerwaa miska. 
 Jak to, pani? 
45 Co wolno Jowiszowi, tego nie wolno woowi  dosowne tumaczenie znanego przysowia 
aciskiego: Quod licet Jovi, non licet bovi. 
53 
 Tak, bo ani ja, ani adna z wacicielek biur informacyjnych nie mogybymy 
sumiennie przyrzeka pani lekcji wspomnianych przez pani nauk... 
Marta szeroko otwartymi oczami spogldaa na mwic kobiet; ta po 
krtkiej chwili przestanku dodaa: 
 Poniewa zajmuj si nimi wycznie prawie mczyni. 
 Mczyni  wyjkaa Marta  dlaczego wycznie mczyni? 
miska podniosa na mod kobiet oczy, ktre mwiy znowu: ,,Skde 
przybywasz? 
Gono za rzeka: 
 Dlatego zapewne, e mczyni s mczyznami. Marta przybywaa z 
krainy bogiej niewiadomoci niewieciej, zamylia si wic przez chwil 
nad wyrazami wacicielki biura. Po raz pierwszy w yciu zawikania i zagadnienia 
spoeczne jawiy si przed jej oczami, mtne, niewyrane; spltane ich 
zarysy, wywierajc na ni bezwiedne, dolegliwe wraenie, nie nauczay jej 
przecie niczego. 
 Pani  odezwaa si po chwili  zdaje mi si, i zrozumiaam, dlaczego 
mczyni wicej podanymi s, gdy idzie o nauczanie; posiadaj oni wyksztacenie 
wysze, gruntowniejsze ni kobiety... Tak, ale wzgld ten moe 
mie miejsce tam tylko, gdzie nauczanie przybiera szerokie ju rozmiary, 
gdzie wiedza nauczyciela powinna by tak obszern i gruntown, aby odpowiedzie 
moga potrzebom dojrzewajcego ju umysu ucznia. Ale ja, pani, 
nie roszcz tak wysokich pretensji. Chciaabym naucza pocztkw historii, 
geografii, historii pimiennictwa naszego... 
 Pocztkw tych nauczaj zazwyczaj take mczyni...  przerwaa miska. 
 Wtedy zapewne, kiedy idzie o dawanie lekcji chopcom  wtrcia Marta. 
 I dziewcztom take  dokoczya wacicielka informacyjnego biura. 
Marta zamylia si znowu. 
 A wic  rzeka po chwili  c w dziedzinie nauczycielstwa pozostaje kobietom?... 
 Jzyki, talenta... 
Oczy Marty zawieciy nadziej. Ostatni wyraz miskiej przypomnia jej 
jedno jeszcze narzdzie zdobywcze, o ktrym dotd nie mylaa. 
 Talenta  wymwia z popiechem  a wic nie tylko przecie muzyka... 
Ja uczyam si rysowa... chwalono nawet kiedy moje rysunki. 
Na twarzy miskiej osiad znowu wyraz obiecujcego namysu. 
 Zapewne  rzeka  umiejtno rysunku moe si pani na co przyda, 
daleko mniej jednak, niby si przydaa biego w muzyce... 
 Dlaczego, pani? 
 Dlatego zapewne, e rysunek jest cichy, a muzyka gona... W kadym 
razie  dodaa miska  przynie mi pani prby swego rysunku. Jeeli jeste 
w nim pani bardzo biega, jeeli potrafisz wyrysowa co, co by oznajmiao 
talent wielki i wysoko uksztacony, bd moga znale dla pani jedn 
lub dwie lekcje... 
 Bardzo bieg w rysunku nie jestem  odpara Marta  nie zdaje mi si 
te, aby talent mj do rysowania by wielkim, uksztacenie za, jakie w nim 
posiadam, nie moe wcale nazwa si wysokim. Znam przecie rysunek o 
tyle, abym pocztkowych prawide jego naucza moga. 
54 
 W takim razie nie przyrzekam pani pocztkowych lekcji rysunku  spokojnie, 
krzyujc rce na piersi rzeka miska. 
Ale donie Marty splatay si coraz silniej pod wpywem coraz przykrzejszego 
uczucia. 
 Dlaczego, pani?  szepna moda kobieta. 
 Dlatego, e udzielaj ich mczyni  odrzeka wacicielka biura. 
Marta pochylia gow na piersi i tym razem przesiedziaa ze dwie minuty 
w gbokim pogrona zamyleniu. 
 Przebacz pani  wymwia po chwili, podnoszc twarz, na ktrej malowa 
si wyraz drczcego niepokoju  przebacz pani, e tak dugo zajmuj j m 
rozmow. Jestem kobiet niedowiadczon, za mao moe dotd zwracaam 
uwagi na stosunki ludzkie i na porzdek spraw, ktre nie tyczyy si mnie 
osobicie. Nie rozumiem wszystkiego, o czym mi pani powiadasz, rozsdek 
mj, a zdawao mi si, e go mam, sprzecza si z tymi licznymi niemonociami, 
jakie mi pani wskazujesz, bo nie dostrzega, jakie mogyby by ich 
przyczyny. Otrzymanie pracy, jak najwikszej iloci pracy, jest dla mnie wicej 
ni kwesti ycia i mierci, bo kwesti ycia, a potem i wychowania mego 
dziecka... Myli moje wikaj si... pragnabym susznie sdzi o rzeczach, 
zrozumie... ale... nie mog... nie rozumiem... 
Gdy Marta mwia te sowa, wacicielka biura patrzaa na ni zrazu obojtnie, 
potem bacznie i ze skupion uwag, potem jeszcze chodne oczy jej 
rozgrzay si cieplejszym wiatem. Spucia szybko wzrok i chwil milczaa, 
po surowym czole jej przesuno si par ruchomych zmarszczek, smutny 
umiech owin na chwil obojtne zwykle usta. Urzdowa powoka, ktr 
okrywaa si wacicielka informacyjnego biura, nie opada z niej cakiem, ale 
staa si przezroczysta; mona byo teraz dostrzec zza niej kobiet, ktra 
przypomniaa sobie niejedn kart z wasnego ycia, niejeden obraz z ycia 
innych kobiet. Podniosa zwolna gow i spotkaa spojrzeniem utkwione w 
ni, gbokie w tej chwili, byszczce i niespokojne oczy Marty. 
 Nie pani pierwsza  zacza gosem mniej suchym, ni dotd mwia  nie 
pani pierwsza przemawiasz do mnie w ten sposb. Od lat omiu, to jest od 
czasu, w ktrym stanam na czele zakadu tego, przychodz tu wci kobiety 
rnych wiekw, stanw, uzdolnie, rozmawiaj ze mn i mwi: Nie 
rozumiemy! Ja rozumiem to, czego one nie rozumiej, gdy wiele widziaam i 
niemniej dowiadczyam sama. Tumaczenia jednak rzeczy dla niedowiadczonych, 
ciemnych i niezrozumiaych nie podejmuj si, wytumacz je kademu 
dostatecznie walki niezbdne, zawody nieuniknione, fakty jasne jak 
dzie i zarazem ponure jak noc. 
Gorzka jaka ironia przebrzmiewaa w gosie niemodej kobiety o surowych 
rysach, gdy wymawiaa te wyrazy. Oczy jej spoczyway wci na bladej ju 
teraz twarzy Marty. Byo w ich gbi nieco tego wspczucia, z jakim czowiek 
dojrzay, znajcy dobrze ciemne strony ycia, spoglda na naiwne dzieci, 
ktre cae je ma jeszcze przed sob. Marta milczaa. Powiedziaa przed chwil 
prawd: myli wikay si w jej gowie, nie mogc adnym wyrazem obj tego, 
co przedstawio si nagle jej wyobrani, obiego jej rozwag. Jedn tylko 
rzecz spostrzega jasno i wyranie: spostrzega, e praca nie jest wcale 
przedmiotem takim, po ktry czowiek, po ktry mianowicie kobieta schyli 
by si tylko potrzebowaa, aby go posi. I jeszcze jedn rzecz widziaa jasno 
i wyranie: bia twarzyczk Janci i wielkie, czarne oczy dziecicia, ktrych 
55 
wzrok bd serce jej jak nieustanne, natarczywe przypomnienie jakiej wielkiej, 
gwatownej, nieodegnanej potrzeby... 
 Daremnie pani amiesz si z mylami swymi  cigna po chwili Ludwika 
miska  nic one ci nie powiedz, bo nie ya dotd rd wiata rzeczywistego, 
miaa swj wiat marze panieskich naprzd, uczu rodzinnych 
potem, co byo poza tym, to ci nie obchodzio. Nie znasz wiata, cho przeya 
na nim lat dwadziecia kilka, tak jak nie umiesz gra, cho uczya si 
muzyki lat dziewi. Ot fakty, ktre ze wszech stron pani otocz i wasnym 
yciem twym rzdzi bd, naucz ci wiata, ludzi, spoeczestwa. Co 
do mnie, to tylko powiedzie chc, mog i powinnam. W spoeczestwie naszym, 
pani, taka tylko kobieta zdoby sobie moe zarobek dla ycia dostateczny 
i los swj od wielkich cierpie i ndz ochroni, ktra posiada wysokie 
udoskonalenie w jakiejkolwiek umiejtnoci lub prawdziwy jaki i energiczny 
talent. Wszelkie pocztkowe wiadomoci i mierne uzdolnienia nie zdobywaj 
nic wcale albo, co najwicej, zdobywaj suchy i twardy ks chleba, rozmoczony 
chyba w zach i okraszony  upokorzeniami. rodka tu nie ma, kobieta 
musi w jakimkolwiek dziale pracy by doskona, doskonaoci t wyrobi 
sobie imi, rozgos, a wic wzito. Jednym, dwoma stopniami stojc niej w 
umiejtnoci, talencie, wszystko ma przeciwko sobie  za sob nie ma nic. 
Marta sw tych suchaa z chciwoci, ale im duej suchaa, tym wicej 
stawao si widocznym, e i do jej gowy takie napywaj myli, na usta tocz 
si wyrazy. 
 Pani!  wymwia  czyli wszyscy mczyni take musz posi doskonao 
jak, aby zdoby sobie byt wolny od wielkich cierpie i ndzy? 
miska zamiaa si z cicha. 
 S  rzeka  doskonaymi w jakiejkolwiek umiejtnoci kancelici kopiujcy 
po biurach cudze pisma, sklepowi i subiekci, metrowie uczcy pocztkw 
jeografii, historii, rysunkw itd.? 
 A wic  zawoaa Marta z niezwykym sobie uniesieniem  a wic przebacz, 
pani, e raz jeszcze powtrz: dlaczego, dlaczego pole pracy, otwarte dla 
jednych od pocztku do koca, mierzy si innym na pidzie i cale? Dlaczego 
brat mj, gdybym go miaa, mgby udziela lekcji rysunku, tyle co ja majc 
talentu i uzdolnienia, a ja nie mog? Dlaczego mgby kopiowa po biurach 
cudze pisma, a ja nie mog? Dlaczego jemu pozwolonym by byo zuytkowa 
dla siebie i swoich wszystko, wszystko, cokolwiek by posiada w zasobach 
swego umysu, a ja nic wicej, zuytkowa nie mog jak gr na fortepianie, 
do ktrej nie mam zdolnoci, i znajomo obcych jzykw, ktr posiadam w 
niskim stopniu? 
Marta mwia to ustami drcymi, oczy i policzki jej zapaay. Nie bya 
wietn dam, na aksamitnej sofie salonu snujc dowcipn gawdk o 
rwnouprawnieniu kobiet, ani teoretykiem w czterech cianach gabinetu, 
wacym i mierzcym mzg mski i kobiecy w celu wynalezienia pomidzy 
nimi podobiestw i rnic. Pytania, cisnce si na jej usta, byy pytaniami, 
ktre targay serce matki, rozpalay gow kobiety ubogiej, wysuway si 
przed ni jak puklerz zasaniajcy od  mierci godowej! 
miska wzruszya lekko ramionami i rzeka zwolna: 
 Powtrzya pani wiele razy: dlaczego? Nie formuujc kategorycznie odpowiedzi, 
powiem pani, i dlatego zapewne najbardziej i przede wszystkim, e 
mczyni s gowami domw, ojcami rodzin. 
56 
Marta patrzaa w mwic kobiet jak w tcz. Silne poyski oczu jej, wywoane 
przed chwil ciekawoci myli i gwatem uczu, kryy si za dwoma 
zami, ktre wypyny spod powiek i oszkliy renice. Rce jej sploty si jakby 
mimo woli. 
 Pani  wymwia  i ja take jestem matk. 
Ludwika miska powstaa. W przedpokoju ozwa i si dzwonek zwiastujcy 
przybycie nowej jakiej osoby, wacicielka biura zmierzaa do ukoczenia 
rozmowy z mod wdow. 
 Uczyni wszystko, co bd moga, aby wynale, dla pani odpowiednie 
zajcie; nie spodziewaj si pani jednak otrzyma je prdko. W ogle w dziedzinie 
nauczycielstwa ofiara pracy46 przewysza o wiele jej danie. Nauczycielki 
z bardzo wysokim jzykowym i artystycznym uzdolnieniem byyby podanymi 
i otrzymuj wietne stosunkowo posady, takich jest przecie , 
najmniej, za mao nawet w stosunkach do potrzeby; co do pocztkowego za 
nauczania, zajmuje si nim lub zajmowa pragnie takie mnstwo kobiet, e 
nadmierna ta konkurencja nie tylko sprowadza do niesychanie niskiej cyfry 
cen pracy, ale utrudnia, dla wikszoci uniemoebnia zdobycie tej ostatniej! 
Powtarzam jednak, e uczyni wszystko, co bd moga, aby znale dla pani 
lekcje. Idzie tu zreszt tak dobrze o interes pani, jak o mj wasny. Za dni 
kilka, za tydzie, chciej pani przyj tu znowu, a moe znajdziesz ju jak 
wiadomo. 
Mwic te sowa, wacicielka biura od stp do gowy okryta ju bya urzdowym 
chodem i sztywnoci, w pokoju bowiem ukazaa si nowa posta 
kobieca. 
Marta odesza. Zstpowaa ze wschodw powoli. Nie pakaa tak, jak owa 
moda dziewczyna, ktra przed godzin t sam przebywaa drog, ale bya 
gboko zamylon. Wyszedszy dopiero na ulic oderwaa wzrok od ziemi i 
przypieszya kroku. Miaa jeszcze dnia tego wiele do uczynienia. 
W kamienicy ssiadujcej z t, w ktrej byo jej mieszkanie, znajdowaa si 
garkuchnia47. Marta wesza do zakadu tego i prosia o przynoszenie jej obiadw. 
Przez wzgld na blisko miejsca i z warunkiem maej dopaty zgodzono 
si przysya jej obiady na poddasze przez maego posugacza. dano tylko 
opaty z gry, ktra wynosi miaa dziesi zotych tygodniowo, sum wielk 
dla Marty, ktrej majtek cay wynosi niespena zotych dwiecie. 
Otwierajc pugilaresik, ktry majtek ten mieci w sobie, Marta uczua 
pewien nieokrelony, ale dolegliwy niepokj. Uczucie to zwikszyo si w niej 
jeszcze, gdy wstpiwszy do mieszkania rzdcy domu, wrczya mu dwadziecia 
pi zotych miesicznej opaty za wynajmowanie izdebki i znajdujcych 
si w niej sprztw. Wprzdy jeszcze kupia w sklepiku z wiktuaami troch 
cukru, herbaty, kilka buek, ma lampk i troch nafty. Wszystko to razem 
o czwart cz zmniejszyo jej majtek. 
Jancia, zamknita przez cay ranek w izdebce, wydaa okrzyk radoci, 
usyszawszy klucz obracajcy si w zamku. Rzucia si na szyj wchodzcej 
matki i twarz jej okrya pocaunkami. 
46 Ofiara i danie pracy  terminy odpowiadajce dzisiejszym poda i popyt na rynku 
pracy. 
47 Garkuchnia  podrzdna restauracja, w ktrej mona byo take zamawia obiady do 
domu. 
57 
Wraenie chwili jest jedyn moc silnie dziaajc na organizacje dziecice. 
Przyszo nie istnieje dla ich myli, przeszo zaciera si szybko w ich pamici 
Dzie wczorajszy jest ju dla dziecka odleg przeszoci, to, co byo, 
dziao si lub stao przed kilku dniami, znika i rozlewa si przed ich oczami 
w mgle zapomnienia. Jancia bya weso. 
Wski promie soca, wnikajcy do izby na poddaszu przez mae okienko, 
radowa j, kominek z okopcon gbi zastanawia i zaciekawia, zawieraa 
znajomo z nowymi sprztami, miaa si z dwch krzese, u ktrych 
jedna noga krtsz bya od trzech innych, i porwnywaa je do kalek staruszkw, 
widywanych przez ni na ulicach miasta. Samotno, rd jakiej 
przepdzia cay ranek, utworzya w gwce jej zapasik myli, ktre jzyczek 
spragniony mwienia z popieszanym i gonym szczebiotem wypowiada 
przed matk. 
Po raz pierwszy wesoo dziecicia cikie wraenie wywara na umyle 
Marty. Wczoraj gdy Jancia lepiej jeszcze pamitaa o znikej sprzed oczu jej 
postaci ojca, kiedy zasmucona utrat cian, rd ktrych ya dotd, i 
wszystkich piknych rzeczy, do ktrych widoku nawyka, z paczem odmawiaa 
poywienia, wielkie czarne swe oczy podnosia na twarz matki z wyrazem 
bolesnego bagania i bezwiadomego przeraenia, Marta oddaaby 
wszystko, co pozostao jej jeszcze, aby wywoa umiech na drobne jej 
usteczka, rumieniec zdrowia na poblade policzki. Dzi srebrny miech 
dziecka napenia j nieokrelon, ale cik trwog. C wic zmienio si w 
jej pooeniu? Bya samotn jak wczoraj, ubog jak wczoraj, ale pomidzy 
wczoraj i dzi sta w ranek probierczy, w ktrym po raz pierwszy, wszedszy 
w wiat nieznany, cilej ni kiedykolwiek poratowaa si sama z sob. Wczoraj 
bya pewn, e nim doba upynie, bdzie ju posiadaa w rku mono 
pracowania i obrachowania si ze spodziewanym zarobkiem, majcym pewne 
okrelone zarysy nada jej przyszoci. Doba upyna, a przyszo pozostaa 
nieokrelon. Kazano jej czeka, nie oznaczajc nawet czasu oczekiwania, 
czeka na co, co w kadym razie bdzie musiao by bardzo drobnym.
 Jake byam niedowiadczon mylc, i oczekiwa nie bd potrzebowaa, 
jake byam nierozumn. spodziewajc si od siebie samej rzeczy wielkich! 
Tak mylaa Marta stojc wieczorem u okna, za ktrym wisiao czarne 
niebo jesienne i wielkie miasto gwarzyo nieustannie. 
Co za natok! wszystkie stany, wieki, narodowoci cisn si tam, kdy ja 
i zamierzyam! Czy utoruj sobie drog rd tego tumu i czym utoruj, 
skoro tak mae posiadam narzdzia do walki! A jeli nie wpuszcz mi wcale 
na drog t, jeeli upynie tydzie, dwa, miesic, a ja nie znajd zarobku? 
Na myl t zimny dreszcz przebieg po ciele Marty. Odwrcia gow szybko 
i ogarna upion gwk Janci takim wzrokiem, jakby si o ni nagle przelka, 
jakby nagle ujrzaa wiszce nad ni grone jakie niebezpieczestwo.
 * 
Brzydki to by szary, ddysty, botnisty dzie listopadowy, w ktrym 
Marta bardzo popiesznym krokiem dya z ulicy Dugiej na Piwn, z biura 
informacyjnego do domu. Oboki pakay, ale twarz modej kobiety janiaa. 
Ludzie osaniali si przed deszczem parasolami, przed chodem paszczami, 
ale ona nie osaniajc si niczym, obojtna na dokuczliwo natury, tak jak 
58 
obojtn byaby zapewne w tej chwili na jej pieszczoty, biega lekko po zboconych 
chodnikach, z gow podniesion, ze wzrokiem byszczcym. 
Nigdy jeszcze, odkd na wysokim zamieszkaa poddaszu, przebycie wskich, 
brudnych, ciemnych, trzy pitrowych wschodw nie przyszo jej z tak 
atwoci. umiechaa si wydostajc z kieszeni klucz ciki i rdzewiay, z 
umiechem przestpia, przeskoczya niemal prg izby, przyklka, otworzya 
ramiona i milczc przycisna mocno do piersi czarnookie dzieci, ktre z 
krzykiem radoci rzucio si na jej spotkanie. Przylgna ustami do czoa 
dziewczynki. 
 Dziki Bogu, dziki Bogu, Janciu!  szepna chciaa co wicej powiedzie, 
nie moga; dwie zy spyny na umiechnione jej usta. 
 Czego ty, mamo, miejesz si? Czego ty paczesz?  zaszczebiotaa Jancia, 
drobnymi rczkami muskajc rozpalone policzki matki. 
Marta nie odpowiedziaa; zerwaa si z ziemi i spojrzaa w czarn gbi 
komina. Teraz dopiero uczua, e bya zmoknit, e w izbie byo zimno. 
 Moemy dzi sobie ogie rozpali na kominku  rzeka, biorc zza pieca 
jedyn znajdujc si tam wizk drzewa. 
Jancia poskoczya z radoci. 
 Ogie! ogie!  woaa  Ja lubi ogie, mamo! Tak dawno nie zapalaa 
ju go na kominku! 
Kiedy te pomienie strzeliy do gry, gorcym blaskiem napeniy czarn 
gb komina i fal przyjemnego ciepa rozlay po izbie, Marta usiada przed 
ogniem i wzia dzieci swe na kolana. 
 Janciu!  rzeka pochylajc si ku bladej twarzyczce  jeste ma jeszcze 
dziecin, ale powinna zrozumie ju to, co ci powiem. 
Mama twoja bya bardzo, bardzo biedn, bardzo smutn. Wydaa wszystkie 
swoje pieniki i za kilka dni nie miaaby ju za co kupi ani obiadu dla 
ciebie i dla siebie, ani drewek do zapalenia w piecu. Dzi dano mamie twojej 
robot, za ktr jej zapac... Dlatego przychodzc mwiam ci, aby podzikowaa 
Bogu, dlatego rozpaliam ten pikny ogie, aby nam byo dzi ciepo i 
wesoo... 
Marta otrzymaa w istocie robot. Po miesicu oczekiwania, po kilkunastu 
bezowocnych wycieczkach do informacyjnego biura, Ludwika miska 
owiadczya modej kobiecie, i otrzymaa dla niej lekcj francuskiego jzyka. 
Zarobek w, p rubla codziennie wynosi majcy, wyda si Marcie otworzon 
przed ni kopalni bogactw. W tej samej izbie, w ktrej mieszkaa teraz, 
rwnie oszczdnie, oszczdniej moe ni dotd opdzajc swe potrzeby, z 
zasobem tym y moga z dzieckiem. y moga! Dwa te wyrazy znaczyy 
wiele dla kobiety, ktra w przeddzie jeszcze otrzymania pomylnej tej wiadomoci 
dowiadywaa si, gdzie i komu sprzeda mona zbywajc czstk 
odziey. 
Do tego jeszcze pierwszy bysk pomylnoci owieci perspektyw z lepsz 
przyszoci u koca. 
 Jeeli  rzeka miska  w domu, do ktrego ci wprowadzam, zdobdziesz 
sobie imi nauczycielki sumiennej i umiejtnej, bardzo by moe, i 
lekcje jej zadanymi bd przez wielu innych. Wtedy otrzymasz pani prawo 
nie tylko wyboru, ale wymagania warunkw zyskowniejszych nad te, ktre ci 
teraz ofiarowanymi zostay. 
59 
Byy to sowa, ktrymi Ludwika miska zakoczya rozmow z mod 
wdow. W gowie Marty uwizy gboko dwa wyrazy ,,sumienn i umiejtn. 
Pierwszy z dwch tych wyrazw nie budzi w niej najlejszej obawy ni wtpliwoci, 
drugi, nie wiedziaa sama, dlaczego odpychaa od siebie; pragna o 
nim zapomnie, niby o czym, co zmci jej mogo pierwsz od dawna chwil 
uspokojenia. 
O oznaczonej godzinie Marta wchodzia do jednego z mieszka przy ulicy 
witojerskiej pooonych. W piknym, smakownie i do kosztownie urzdzonym 
saloniku spotkaa j kobieta moda jeszcze, bardzo adna, bardzo 
adnie ubrana, prawdziwy typ warszawianki, z ukadem48 ywym i penym 
wdziku, z twarz owiecon wyrazem bystrego pojcia, z mow prdk, oywion 
i wytworn. Bya to ona jednego z goniejszych literatw miejscowych, 
pani Maria Rudziska. Tu za ni wbiega do saloniku dwunastoletnia 
dziewczynka, miejca si, byskajca pojtnymi oczami, powiewajca krciutk, 
ozdobn, wedug ostatniej mody sporzdzon sukienk i cignca za 
sob dugi psowy sznur, z ktrym przed chwil odbywaa zapewne po wygodnym 
i obszernym mieszkaniu swych rodzicw gimnastyczne wiczenia. 
 Pani Mart wick zapewne mam przyjemno widzie  przemwia 
gospodyni domu wycigajc jedn rk ku przybywajcej, drug wskazujc 
jej jeden z fotelw przy kanapie stojcych.  Pani miska mwia mi wczoraj 
wiele o pani, szczerze wic ciesz si, e j poznaj. Przedstawiam pani moj 
crk a przysz jej uczennic. Jadwisiu! Ta pani jest tak dobra, e chce dawa 
ci lekcje francuskiego jzyka, pamitaj, aby nie sprawiaa jej najmniejszego 
zmartwienia i uczya si tak dobrze jak przy pannie Dupont! 
Dziewczynka ze smuk i gitk kibici, z fizjonomi pen swobody i pojtnoci, 
bez najmniejszego zmieszania ukonia si przyszej nauczycielce 
swej bardzo zgrabnie. 
W tej samej chwili w przedpokoju ozwa si dzwonek; do salonu jednak 
nikt nie wszed, tylko po kilkunastu sekundach portiera, cakiem prawie 
przysaniajca drzwi ssiedniego pokoju, poruszya si i w szczelinie, utworzonej 
pomidzy cikimi fadami psowej materii, ukazaa si para czarnych 
jak wgiel, ognistych oczu, nalecych widocznie do twarzy mskiej, bo ponad 
ni wida te byo kawaek niadego czoa, z gst, czarn, krtko przystrzyon 
fryzur, a poniej ukazywa si roek czarnej sterczcej brdki. 
Wszystko to jednak zaledwie byo widocznym wrd gstych zaomw materii, 
a pozostao zupenie niewidzialnym dla osb rozmawiajcych w salonie, 
profilem do drzwi zwrconych. 
Gospodyni domu cigna dalej rozmow sw z Mart. 
 Ostatnia nauczycielka crki mojej, panna Dupont, uczya bardzo dobrze 
i Jadzia czynia przy niej znaczne postpy. M mj przecie sdzi i mnie o 
tym przekona, e niezupenie dobrze byo z naszej strony dawa sposobno 
pracowania cudzoziemce wtedy, gdy naokoo nas tyle znajduje si najzacniejszych 
kobiet miejscowych, tak usilnie poszukujcych pracy i z tak trudnoci 
j znajdujcych. Do wszystkich zreszt nauczycieli, ktrzy ksztac 
umys naszej crki, tak ja, jak m mj zanosimy jedyn prob, aby nauczanie 
byo gruntowne, szerokie, wyczerpujce, aby obejmowao wszystkie 
48 Ukad  tu: sposb bycia. 
60 
gazie danego przedmiotu, tak iby dziecko nasze mogo kiedy wada nim i 
mie go w zupenym swym posiadaniu. 
Marta skonia si w milczeniu i powstaa. 
 Jeeli pani od dzi ju rozpocz raczysz lekcje...  rzeka gospodyni domu 
powstajc take i uprzejmym gestem wskazujc drzwi z portier, zza ktrej 
wraz z powstaniem dwch kobiet znikna para oczu, wsiki i brdka  
oto jest gabinet przeznaczony do nauki dla mojej crki. 
Gabinet skromniej by urzdzony ni salon, panoway w nim przecie dobry 
smak i wygoda. Pod jedn ze cian sta duy st zielonym suknem 
okryty, peen ksiek, zeszytw i przyborw do pisania. Jadzia czua si tu 
ju u siebie i podnoszc adne oczy na twarz przyszej nauczycielki, z powan 
mink przybliya do stou wygodny fotel i pooya przed nim kilka ksiek 
i spor ilo grubych zeszytw. 
Marta jednak nie zaraz usiada. Twarz jej, ktra po upynionym wieo 
miesicu oczekiwania chudsz i bledsz bya ni przedtem, okrya si w tej 
chwili wyrazem gbokiego zamylenia, powieki w d opady, rce, ktrymi 
obja krawd stou, dray nieco. Staa tak par minut, z nieruchom twarz 
i postaw. Mona by rzec, e rozmylaa nad tylko co usyszanymi sowami 
matki swej uczennicy albo sama sobie zadawaa pytanie jakie, odpowiedzi 
na nie szukajc w rozumie swym lub sumieniu. Gdy podniosa wzrok, 
spotkaa si oczami z utkwionym w ni spojrzeniem gospodyni domu. Spojrzenie 
to opyno przez chwil od stp do gowy smuk, delikatn, wytwornie 
pikn posta nowej nauczycielki. Zatrzymao si przyduej na szerokiej 
biaej tamie, aobn prg okalajcej czarn jej sukni, i spoczywao teraz 
na bladej, zamylonej jej twarzy z wyrazem wspczucia i troch ciekawoci. 
 Pani nosisz aob  znionym, agodnym gosem wymwia Maria Rudziska 
 po matce moe lub po ojcu... 
 Po mu  wyrzeka Marta z cicha, a powieki jej znowu w d opady 
zwolna i ciko. 
 Pani wic jeste wdow!  zawoaa Maria, a w gosie jej brzmia ten al, 
ta trwoga, jakich kobieta szczliwa w maestwie dowiadcza, ilekro syszy, 
e kto podobne szczcie utraci, a wic e i jej wasne wiekuistym zapewne 
nie jest  i moe... moe pani masz dzieci? 
Tym razem Marta podniosa wzrok, w ktrym ywe zadrgay wiata. 
 Mam crk, pani!  odrzeka, a jakby wyraz ten uderzy j nagym jakim, 
nakazujcym przypomnieniem, usiada na podanym jej przed chwil 
fotelu i rkami, ktre jeszcze dray troch, zacza jedn po drugiej otwiera 
zoone przed ni ksiki. 
Z ksiek tych Marta dorozumiewa si moga, e dwunastoletnia Jadzia 
wiele ju uczya si i daleko zasza w nauce; o wysokiej znajomoci jzyka, 
jak posiadaa przesza nauczycielka dziewczynki, wiadczyo tu i wdzie 
rozsypane po zeszytach pismo biege, przeamujce z widoczn atwoci 
najwiksze trudnoci jzykowe, wnikajce w grunt i subtelne odcienie 
przedmiotu. Marta powioda doni po oczach, jakby wzrok sobie rozjani 
lub myl jak natrtn odpdzi od siebie chciaa, i zamykajc kajety i 
ksiki, zadaa uczennicy swej kilka pyta. Maria Rudziska tymczasem 
odesza ku oknu i wziwszy do rk drobn jak robtk, gotowaa si usi 
z ni przy maym stoliczku, gdy portiera rozchylia si nieco i ozwa si zza 
niej gos mski i dwiczny: 
61 
 Kuzynko Maryniu! prosz tu na chwil! 
Maria cicho przebya pokj, przyjazne spojrzenie raz jeszcze zatrzymaa na 
twarzy nowej nauczycielki swej crki i z cicha zamkna za sob drzwi za 
portier ukryte, z gabinetu do salonu wiodce. 
Na rodku salonu sta mody, dwudziestoszecioletni moe mczyzna, 
szczupy, zgrabny, wedug ostatniej mody ubrany, ze niad, cig twarz, 
kruczymi wosami i jak wgiel czarnymi oczami. Powierzchowno czowieka 
tego mi bya, a nawet na pierwszy rzut oka zajmujc. Uderzaa w niej 
przede wszystkim niezmierna peno ycia swobodnego, wesoego, niecierpliwie 
jakby rwcego si i kaprynie wybujaego. Peno ta ycia po bliszej 
uwadze wydawaa si nawet jego nadmiarem. renice modego czowieka 
paay, migotay, wkoo ust na wp okrytych czarnym wsikiem wiy si roje 
umieszkw, to przymilajcych si, to figlarnych, to artobliwych, caa fizjonomia 
w jednej sekundzie, jednym mgnieniu oka, mienia si wyrazem dowcipu, 
artu. By to widocznie czowiek wiekuistej wesooci, wiekuistego 
miechu, ale zarazem wida byo, e by to czowiek wesoego, o nic nie dbajcego 
ycia. To ostatnie objawiao si w zmczonej nieco cerze jego twarzy, 
ktr uwydatniay z przeciwiestwem modo caej postaci, ognisty poysk 
renic, dziecinna niemal pustota umiechw. 
W chwili gdy Maria Rudziska wchodzia do salonu, postawa modego 
czowieka tego bya co najmniej osobliwa. Sta on twarz zwrcony do zamknitych 
przez gospodyni domu drzwi gabinetu, z postaci w ty nieco odgit, 
rkami wzniesionymi w gr, ze wzrokiem utkwionym w suficie. Teatralnej 
postawie tej towarzyszy wyraz twarzy, oznaczajcy rwnie teatralne 
i wielce komicznie Wygldajce zachwycenie. 
 Olesiu!  napominajcym tonem wymwia Maria  c to znowu za niedorzeczno? 
 Bogini!  pgosem, nie zmieniajc postawy ni wyrazu twarzy, wymwi 
mody czowiek.  Bogini!  powtrzy i wzdychajc na sposb bohaterw komedii, 
opuci w d gow i rce. 
Maria nie moga powstrzyma si od umiechu. Wzruszya jednak ramionami 
i z robot w rku siadajc na sofie rzeka tonem lekkiej wymwki: 
 Zapomniae przywita si ze mn, Olesiu! 
Na te sowa mody czowiek poskoczy i kilka pocaunkw zoy na rku 
gospodyni domu. 
 Przebacz, Maryniu, przebacz!  mwi tym samym wci co pierwej patetycznym 
tonem  byem tak zachwycony! och! 
Usiad na krzele obok modej kobiety i przycisnwszy do do serca podnis 
znowu wzrok na sufit. Maria patrzaa na niego tak, jak si patrzy na 
rozswawolone dziecko. 
 Jakie znowu dziwactwo zajechao ci do gowy?  spytaa po chwili, silc 
si widocznie na powag, lecz nie mogc w zupenoci ukry umiechu. Czy 
to w drodze do mego domu spotkae t now jak bogini, ktra ci w taki 
zachwyt pogrya? Boj si doprawdy bardzo, aby na cay ju dzie nie pozbawia 
ci ona rozsdku. 
 Okrutna jeste, Maryniu, z tym twoim rozsdkiem  z nowym westchnieniem 
wymwi mody czowiek  w twoim to wanie domu ujrzaem t pikno... 
62 
Przy ostatnim wyrazie z przesadzonym gestem wskaza na drzwi gabinetu. 
Maria wydawaa si na wp rozmieszon, na wp zdziwion. 
 Jak to?  rzeka  wic to o nowej nauczycielce Jadzi mwisz? 
 Tak, kuzynko  przybierajc nagle powan min odpar mody czowiek 
 mianuj j krlow wszystkich bogi moich... 
 Ale gdziee j widzia, wietrzniku? 
 Przychodzc do ciebie dowiedziaem si w przedpokoju, e jeste zajta 
rozmow z now nauczycielk swojej crki. Nie chciaem ci przeszkadza i 
wszedszy drzwiami od kuchni zajrzaem przez portier... art na stron jednak 
 mwi dalej  c to za pikna osoba! jakie oczy! co za wosy! wzrost 
krlewski! 
 Olesiu!  z lekk niechci przerwaa gospodyni domu  jest to widocznie 
nieszczliwa jaka kobieta: nosi aob po mu... 
 Moda wdwka!  podnoszc znowu oczy w gr, zawoa mody czowiek 
 nie wiesz moe o tym, kuzynko, e nie ma na ziemi milszych istot jak mode 
wdwki... naturalnie wtedy, gdy s adne... twarz blada, oczy sentymentalne... 
Uwielbiam blade twarze i sentymentalne oczy u kobiet. 
 Bredzisz!  wyrzeka Maria wzruszajc ramionami  gdyby nie by moim 
ciotecznym rodzonym bratem i gdybym nie wiedziaa, e pomimo caej twej 
pustoty jeste w gruncie dobrym chopcem, mogabym znienawidzi ci doprawdy 
za to dziwne lekcewaenie kobiet... 
 Lekcewaenie!  zawoa mody czowiek  ale, kuzynko, ja uwielbiam 
kobiety! S to boginie serca mego i ycia... 
 Boginie, ktre liczysz na tuziny. 
 Im wicej czowiek ma przedmiotw mioci, kuzynko, tym wicej kocha... 
S to egzercycje49, a tylko przez egzercycje serce nabiera tej siy, tego 
ognia, ktry... 
 Dosy ju tego, Olesiu  z yw ju i widoczn niechci przerwaa gospodyni 
domu  wiesz dobrze, jak martwi mi kierunek umysu twego i serca... 
 Kuzynko! Kuzyniu! Kuzyneczko! Amen! na Boga powiedz ju amen!  zawoa 
mody czowiek odsuwajc si wraz z krzesem, na ktrym siedzia, i 
skadajc rce jak do pacierza  piknym usteczkom kobiecym nic mniej nie 
przystoi jak kazanie... 
 Gdybym bya prawdziwie dobr siostr, mwiabym ci je od rana do wieczora... 
 l nic by dobrego nie uczynia, siostruniu. Kazanie powinno by krtkim, 
przepis wyjty z praw moralnych, filozoficznych, artystycznych. Oto lepiej 
opowiedz mi cokolwiek o tej czarnookiej nimfie50, ktra zaprawd warta jest 
lepszego losu ni lczenie nad twoj Jadzi. 
 Oto lepiej  ywo podja gospodyni domu  powiedz mi, dlaczego w tej 
porze dnia jeste tutaj? 
 I gdzie mam by, jeli ni u stopek twoich, droga kuzynko? 
 W biurze  krtko odpowiedziaa Maria Rudziska. 
Mody czowiek westchn, rce zaama i gow na pier opuci. 
49 Egzercycje  wiczenia. 
50 Nimfa  w podaniach staroytnych Grekw nimfy  boginki uosabiajce pikno i wdzik 
przyrody. 
63 
 W biurze!  szepn  o Maryniu! jake jeste okrutn! Czyli jestem ledziem? 
powiedz mi, czy naprawd podobny jestem do ledzia? 
Wymawiajc te pytania czowiek wiekuistego miechu podnis gow i 
patrza na gospodyni domu tak szeroko rozwartymi oczami, z tak komicznym 
wyrazem alu, obrazy i zdumienia, e Maria nie moga wstrzyma si od 
gonego prawie miechu. 
Wkrtce jednak powaga zastpia u niej chwilowe rozweselenie. 
 Nie jeste ledziem wyrzeka patrzc na robot, ktr trzymaa w rku, z 
obawy zapewne, aby nie zamia si znowu  nie jeste ledziem, ale jeste... 
 Nie jestem ledziem!  zawoa mody czowiek, jakby po wielkim przeraeniu 
oddychajc gboko  dziki Bogu, nie jestem ledziem! Poniewa za 
nim nie jestem, rzecz prosta, i nie mog po caych dniach dusi si w biurze 
jak led w beczce... 
 Ale jeste czowiekiem i powiniene raz ju przecie powaniej zastanowi 
si nad yciem i jego zadaniami. Mona tak zawsze bki tylko zbija i za boginiami 
si updza? al mi doprawdy twego dobrego serca, ktre masz, i 
twych zdolnoci, ktrych ci take nie brak. Jeszcze lat par takiego ycia, a 
staniesz si jednym z tych ludzi bez celu, bez zajcia, bez przyszoci, ktrych 
i tak ju u nas za wiele... 
Urwaa i z wyrazem prawdziwego smutku spucia twarz ku robocie. Mody 
czowiek wyprostowa si i wymwi z uroczystoci: 
 Amen! Kazanie dugie byo, nie mona mu przecie odmwi pewnej 
esencji moralnej51, w ktrej skpane serce moje, jak w zach umoczona gbka, 
pada do stp twoich, droga kuzynko! 
 Olesiu!  rzeka powstajc gospodyni domu  jeste dzi nierozsdniejszym 
jeszcze jak zwykle... Nie mog duej rozmawia z tob; id do biura, a 
ja pjd do kuchni! 
 Siostruniu! Maryniu! do kuchni! fi donc! cest mauvais genre!52 . ona literata 
do kuchni! M jej pisze moe o poetycznoci obowizujcej niewiast, 
a ona idzie do kuchni! 
Mwic to wsta i z wycignitymi rkami patrza na odchodzc kobiet. 
 Siostro!  zawoa raz jeszcze  Mario! ach, nie opuszczaj mi! 
Maria nie odwrcia si i bya ju przy drzwiach od przedpokoju. Wtedy 
mody czowiek poskoczy ku niej i pochwyci jej rk. 
 Czy rozgniewaa si na mnie, Maryniu? Czy naprawd rozgniewaa si 
na mnie? No, wstyd si! daj pokj! czy chciaem ci obrazi? Czy nie 
wiesz, e ci kocham jak rodzoniutek, najrodzesz siostr? Maryku! no, 
spjrze na mnie! Cem winien, em mody! Poprawi si, zobaczysz, niech 
tylko wprzdy postarzej troch! 
Mwic to wszystko, caowa rce modej kobiety, a fizjonomia jego mienia 
si takim wyrazem poczonych lub szybko po sobie nastpujcych  alu, 
pustoty, smutku, czuoci, przymilenia, e patrzc na ni mona byo mia 
si lub odej wzruszajc ramionami, ale gniewa si na to dorose dziecko 
nie byo sposobu. Tote Maria Rudziska opierajc si chwil pieszczotom i 
przeprosinom brata skoczya na umiechu. 
 Ile bym daa za to, aby ty mg zmieni si, Olesiu... 
51 Esencja moralna  sens moralny. 
52 Fi donc! cest mauvais genre! (franc.). Fe, to jest w zym tonie! 
64 
 Ile bym da za to, abym mg zmieni si, Maryniu! ale... natura nie 
suga, wilka do lasu... cignie... 
Mwic ostatni wyraz skurczy si na ksztat dziecka niemiao wyraajcego 
swe danie i wskazujcy palec wycign ku drzwiom od gabinetu. 
 Czy znowu?  rzeka Maria kadc do na klamce. 
 Ani sowa ju wicej nie powiem o czarnookiej tej bogini, ktr, jak widz, 
niby anio str osaniasz skrzydami pobonej opieki!  zawoa Ole 
pochwytujc znowu rk kuzynki  ale przedstawisz mi jej, siostruniu? Nieprawda, 
e przedstawisz? 
 Ani myl o tym  odpara Maria. 
 Moja droga! moja mia! moja jedyna! przedstaw mi jej, gdy tu wejdzie! 
Powiedz: oto jest brat mj, wzr wszystkich przymiotw i doskonaoci, chopak 
poczciwy... 
 I zarazem wielkie nic dobrego! 
Z ostatnimi sowami Maria wysza z salonu. Ole sta chwil przy 
drzwiach, jakby niepewny, czy ma zosta, czy pj za siostr, po czym okrci 
si na picie, stan przed lustrem, poprawi krawata i fryzury, zanuci 
piosenk, przesta nuci, na palcach podszed ku drzwiom od gabinetu i 
uchyliwszy portier ucho przyoy do drzwi. 
Za drzwiami sycha byo gos maej Jadzi mwicy: 
 Limparfait du subjonctif!53 zapomniaam, jak mam pisa trzeci osob. Z 
jakiego czasu, pani, tworzy si 1imparfait du subjonctif? 
Odpowied nie zaraz nastpia. Sycha byo przewracanie kartek ksiki. 
Nauczycielka szukaa zna w ksice odpowiedzi, jak zmuszona bya da 
swej uczennicy. 
 Du pass dfini de lindicatif54  wymwia po chwili Marta. 
Ole wyprostowa si, wznis oczy w gr i powtrzy z cicha: 
 De 1in-di-ca-tif! co za anielski gosik! W gabinecie panowaa znowu cisza. 
Uczennica zajta wida bya pisaniem i po chwili dopiero ozwaa si: 
 Bateau!55 nie wiem, pani, jak si pisze bateau. Eau czy au? 
Odpowiedzi nie byo, nauczycielka milczaa. 
 O!  szepn Ole  ciko co idzie mojej bogini! nie wie podobno, co odpowiedzie 
na pytanie tej maej mdrali... a moe marzy... ach! 
Na palcach odszed od drzwi i stan przy oknie, zaledwie jednak spojrza 
przez szyby na do ludn i ruchliw ulic, zawoa: 
 Co widz! panna Malwina tak rano ju na miecie? Biegn, lec, pdz! 
Mwic to, pdzi w istocie ku drzwiom i z wielkim impetem otwierajc je, 
spotka si oko w oko z Mari, ktra do salonu wracaa. 
 Dlaboga  rzeka gospodyni domu cofajc si do przedpokoju  dokde 
tak pdzisz? Czy do biura? 
 Zobaczyem przez okno pann Malwin  spiesznie wkadajc paltot odpowiedzia 
mody czowiek  posza ku placowi Krasiskich, zapewne do 
sklepw po sprawunki. Musz przecie by tam z ni koniecznie... 
 Czy obawiasz si, aby panna Malwina nie wydaa w sklepach za wiele 
pienidzy, jeli opiekowa si ni nie bdziesz?... 
53 L imparfait du subjonctif. (franc.)  czas przeszy niedokonany trybu wzgldnego. 
54 Du pass dfini de l indicatif (franc.)  z czasu przeszego dokonanego trybu oznajmujcego. 
55 Bateau (franc.)  d. 
65 
 Gupstwo pienidze! ale kawaeczek serca swego zgubi moe po drodze. 
Do widzenia, Maryniu... kaniaj si ode mnie czarnookiej bogini... 
Ostatnie sowa wymawia ju na wschodach. W niespena godzin potem 
Marta wchodzia do izby swej na poddaszu. Opuszczajc j miaa twarz oywion, 
krok lekki, z umiechem przyciskaa do piersi i caowaa w czoo ma 
crk, nauczajc j, jak w czasie nieobecnoci jej bawi si ma ze sw lalk i 
dwoma kalekimi krzesami, sucymi lalce za ko i koysk; wrcia powolnym 
krokiem, ze spuszczonymi oczami i wyrazem cikiego zamylenia na 
twarzy. Powitalnym wykrzykom i uciskom dziecka odpowiedziaa przelotnym 
zaledwie, milczcym pocaunkiem. Jancia popatrzya na matk swymi 
wielkimi, pojtnymi oczami. 
 Mamo!  rzeka otaczajc szyj matki drobnym ramieniem  czy nie dali 
ci roboty? Nie miejesz si ju, nie caujesz mi, jeste znowu tak, jak bya 
wtedy... wtedy, kiedy ci nie dawano roboty. 
Dwie te istoty rnych wiekw tak zeszy si ze sob wrd biedy i osamotnienia, 
e dziecko z wyrazu twarzy i siy pocaunku odgadywao smutki i 
niepokoje kobiety. Tym razem jednak Jancia pytaa daremnie, matka jej 
wspara czoo na doni i w tak gbokie zapada zamylenie, i nie syszaa 
nawet jej gosu. Po chwili jednak Marta powstaa. 
 Nie  rzeka z cicha  tak by nie moe! Naucz si, musz nauczy si, 
musz umie! Trzeba mi ksiek  dodaa i po chwilowym namyle otworzya 
may tomoczek, wydobya ze jaki przedmiot, owina go chustk i wysza 
na miasto. Wrcia przynoszc ze sob trzy ksiki. Bya to gramatyka francuska, 
chrestomatia56 i przeznaczona do uytku szk historia francuskiego 
pimiennictwa. 
Wieczorem w izdebce na poddaszu palia si maa lampka, a przy niej nad 
roztwart ksik siedziaa Marta. Opara czoo na doniach i poeraa oczami 
karty ksiki. Zawie prawida gramatyczne, tysiczne zagadnienia jednej 
z najtrudniejszych w wiecie pisowni pltay si przed oczami jej Jak pasma 
powikanych nici, jak labirynt57 wskazwek i faktw naukowych nieznanych 
cakiem lub tak dobrze jak nieznanych, bo zapomnianych. Marta skupiaa 
ca moc swego pojcia, wszystkie siy swej pamici, aby w cigu jednego 
wieczoru, jednej nocy, zrozumie, zapamita, przywaszczy sobie to, czego 
zrozumienie wymaca pracy lat kilku, pracy powolnej, cierpliwej, systematycznej, 
loicznie58 prowadzonego, stopniowo zaokrglanego kursu. Biedna 
kobieta mylaa, e wytone, gorczkowe wysilenie wynagrodzi zdoa umysowi 
lata zastoju, e drobna chwila obecna zaway na szali z przeszoci 
ca i przeway j, e pragnienie niezmiernie jednoznaczy w yciu z monoci. 
udzia si. Dugo udzi si jednak nie moga. Wysilenia jej trawiy si 
w gorczce, nuyy ciao i ducha, samym swym napreniem uniemoebniay 
postp wszelki, chwila obecna, na wskro przejta dolegliwym niepokojem, 
niewyran jeszcze, lecz ju gryzc gorycz sczya w serce kobiety, ktra, 
opuszczona przez wszystko na ziemi, zaczynaa pojmowa, i zawioda si na 
samej sobie, e najmniej bya przyjazn dla studiw, ktre, aby obfite przyniosy 
owoce, jak ptak dla rozwoju skrzyde swych powietrza, potrzebuj 
56 Chrestomatia  wypisy, wybr tekstw. 
57 Labirynt  w staroytnoci budynek o zagmatwanych przejciach, w ktrych atwo byo 
pobdzi. Tu: gmatwanina. 
58 Loicznie (arch.)  logicznie. 
66 
spokoju. Najsilniejsze pragnienie, najgortsza aspiracja ducha59, najgwatowniejsze 
porywy woli nie mogy sprawi, aby umys niewiadomy przejrza 
od razu tajemnice nauki, aby wadze pojcia i pamici nie wywiczone giy 
si jak delikatne struny, jak byskawice zakrelay szybkie krgi, jak wosk 
rozmikczony w probierczym ogniu wsikay w siebie to, czym je pojono. 
udzi si dugo Marta nie moga, ale guszc w sobie rozbir wszelki, ca 
si umysu swego i woli upieraa si przy myli: Naucz si!  tak jak rozbitek 
walczcy z falami morza ca si obu rk swoich upiera si przy jedynej 
desce, ktrej wsparcie wlewa mu do gowy myl: Utrzymam si na powierzchni! 
Teraz, jak wprzdy, w cigu dugich jej jesiennych nocy na ksztat szumicych 
wichrw huczay i nieskoczon gam wzdymay si i opaday 
tajemnicze gwary wielkiego miasta, ale Marta ju ich nie suchaa, sucha 
lkaa si, bo przejmoway j t nieokrelon zgroz, ktra ogarnia istot 
ludzka uczuwajc bezpomocne zapadanie w ywio potny, nieznany, 
przepacisty. 
Teraz, o pnocnej godzinie, chodzia po izbie owietlonej bladawym pomykiem 
lampki, z jaskrawymi rumiecami na policzkach, z opuszczonymi na 
plecy czarnymi warkoczami, rkami splecionymi z nerwow si, ustami 
szepccymi wci, szepccymi wyrazy obce zaczerpnite z tej ksiki, ktra, 
roztwarta pod promieniem lampy, jeya si jak kolcami rzdami tysicznych 
kocwek, znakw, cyfr oznaczajcych prawida, nawiasw  wyjtki. Ksik 
t byo owo dzieo Chapsala i Nola60, nauczajce mnogich tajemnic subtelnej 
mowy Frankw61. Wyrazy powtarzane ustami Marty od zmroku do pnocy, 
czstokro od pnocy do biaego witania, byy to owe nudne deklinacje62 
i koniugacje63, nad ktrymi na kuli ziemskiej poziewaj codziennie tysice 
dzieci. 
Ale Marta nie poziewaa. Brzmienia suche i monotonne, ciany szk napeniajce 
echami nudy, w ustach jej posiaday znaczenie tragiczne. amaa 
si z nimi i z sob, z pojciem swym niewprawnym, z pamici nie wywiczon, 
z myl ulatajc gdzie indziej, z niecierpliwoci wprawiajc ciao w 
nerwowe drenie. amaa si ze wszystkim, co byo wkoo niej, nade wszystko 
z tym, co byo w niej samej, a z tej walki upornej nie wynosia nic lub 
prawie nic. 
Postpowaa zwolna, bardzo zwolna, dzie jutrzejszy niszczy i w otcha 
zapomnienia pogra czstokro to, co z cikim mozoem zdoby zdoaa 
wczoraj; wiedza przybliaa si i cofaa, dawaa okruchy poytku, a zabieraa 
ogromy si i czasu. Marta zaamywaa rce, jak posg nieruchomy ze skamienia 
twarz przesiadywaa nad ksik godziny cae; wstawaa, gorczkowym 
krokiem przebiegaa izb, pia zimn wod, znurzaa w niej czoo i 
oczy i uczya si znowu, aby nazajutrz obudziwszy si powiedzie sobie: ,,Nie 
umiem jeszcze nic! 
59 Aspiracja ducha szczytne denie. 
60 Chapsal Charles Pierre (17881858) i Nol Jean Franois (17551841)  znani jzykoznawcy 
francuscy, autorzy Nowej gramatyki francuskiej, bardzo popularnej w tumaczeniu 
polskim (40 wyda w cigu 30 lat). 
61 Frankowie  tu: Francuzi. 
62 Deklinacja  odmiana rzeczownikw wg liczb i przypadkw. 
63 Koniugacja  odmiana czasownikw wg osb, czasw, liczb, stron i trybw. 
67 
Czasu! czasu!  woaa niekiedy w myli swej moda kobieta obrachowujc, 
ile wierszy wyuczy si moe co dzie lub stronic co tydzie.  Gdybym 
miaa przed sob dwa lata, rok, choby kilka miesicy czasu!... 
Ale czas, tak hojny dla niej kiedy w chwili bezczynnoci i spoczynku, gna 
j teraz postrachem godu, chodu, wstydu, ndzy. Pragna na wyczn 
wasno sw posi choby rok jeden, a jutro nie naleao ju do niej. Jutro 
ju powinna bya umie wszystko, czego zaledwie rok, szereg lat nauczy 
moe; powinna bya, musiaa, jeli nie chciaa, aby z doni jej wypado narzdzie 
zarobku. Pora, w ktrej kobieta ta rozpoczynaa walk o byt swj i swego 
dziecka, nie bya ju dla niej por do nauki sposobn, a jednak ona uczya 
si... 
Miesic upywa od dnia, w ktrym moda wdowa po raz pierwszy wchodzia 
do adnego mieszkania przy witojerskiej ulicy. Pani tego mieszkania 
witaa j zawsze uprzejmie, przemawiaa do niej przyjanie, nawet serdecznie, 
ale do serdecznoci przycza si coraz widoczniejszy odcie milczcego 
politowania, zakopotania, nawet niekiedy przymusu powstrzymujcego na 
ustach trudne do wymwienia wyrazy. Maa Jadzia wzgldem nauczycielki 
swej zachowywaa nieprzerwanie grzeczno dobrze wychowywanego dziecka, 
ale z ruchliwych, penych ycia jej oczw strzela od czasu artobliwy promyczek, 
na wieych ustach przebieg umieszek figlarny szybko wprawdzie 
stumiony, niemniej przecie zdradzajcy wewntrzne zadowolenie lub zdumienie 
uczennicy, podchwytujcej smutn tajemnic niewiadomoci swej 
nauczycielki, mwicej sobie w duchu: Ale ja wicej umiem od niej! 
Nadszed dzie, w ktrym Marta otrzyma miaa od matki swej uczennicy 
zapat za caomiesiczn sw prac. Maria Rudziska siedziaa w saloniku z 
robot w rku, ktr jednak w zamyleniu opucia na kolano. Pogodne zwykle 
czoo szczliwej kobiety dnia tego zachmurzone byo nieco, pikne oczy 
jej z wyrazem smutku tkwiy w zamknitych i portier okrytych drzwiach gabinetu. 
 Czy mona wiedzie, co drog siostr moj wprawio dzi w tak ponure 
usposobienie?  ozwa si przy oknie gos mski. 
Maria zwrcia wzrok w stron mwicego. 
 Jestem w istocie bardzo zmartwion, Olesiu, i prosz ci, aby mia 
wzgld na to moje usposobienie i nie niecierpliwi mi adnymi artami... 
 O! o! o! o!  wymwi mody czowiek skadajc gazet, ktr dotd twarz 
sobie przysania co za uroczysto mowy! C si stao? Czy artykuu nakrelonego 
utalentowanym pirem szwagra mego do druku nie przyjto? Czy 
maej Jadzi koniec noska zabola? Czy melszpejs64 z jabek nie dopiek si 
dostatecznie? Czy... 
Mody czowiek zadawa pytania te ze zwyk sobie komiczn emfaz65 w 
gosie, nagle jednak przesta mwi, powsta, zbliywszy si do siostry usiad 
przy niej i przez chwil popatrzy jej w twarz z dusz i baczniejsz uwag, 
ni mona si byo spodziewa po tak ruchliwej i roztrzepanej istocie. 
 Nie  wyrzek po chwili  to nie artyku i nosek Jadziny, i nie melszpejs. 
Jeste, Maryniu, zmartwiona naprawd i czym wanym... Co to takiego? 
Ostatnie wyrazy wymwi z prawdziw czuoci w gosie. Wzi przy tym 
rk siostry i przycisn j do ust. 
64 Melszpejs (niem. Mehlspeise)  rodzaj leguminy. 
65 Emfaza  nacisk, przesada. 
68 
 No  rzek patrzc jej w oczy  co to takiego, co ci tak martwi? powiedz... 
W tej chwili czowiek ten wiekuistego miechu wyglda na chopaka dobrego 
i szczerze do siostry swej przywizanego. Tote Maria przyjanie na 
spojrzaa. 
 Wiem, e masz dobre serce, Olesiu, i e smutek mj martwi ci szczerze. 
Rada bym ci powiedzie go, ale lkam si wywoa twe arty. 
Ole wyprostowa si i do do serca przyoy. 
 Mw miao, siostro!  wyrzek  sucha ci bd z powag ksidza siedzcego 
w konfesjonale i z uczuciem brata, dla ktrego ty nieraz bya dobrym 
anioem spowiednikiem... Sucha ci bd z gotowoci na wszystko... 
jeli ci si zachciao drzewka piewajcego lub ptaszka gadajcego, pjd po 
nie za gry i morza... Jeeli Jadziuni nzia lub buzia zabolaa, zwoam wnet 
wszystkich doktorw, jacy tylko w Warszawie pi i jedz... Jeli ci kto obrazi... 
wyzw na pojedynek lub... lub kijem obo, a e to wszystko zrobi i 
wykonam, przysigam na wszystkie pikne oczy wszystkich moich bogi... na 
pami lat dziecinnych z tob, Mario, spdzonych, na okurzone ciany mego 
biura i na komrki serca mego, w ktrych jedna z twoj, siostro, krew pynie! 
Kiedy mody czowiek mwi to wszystko, kameleonowa66 natura jego 
okrywaa mu twarz i posta tak rozlicznymi i szybko mienicymi si barwami 
pustej trzpiotowatoci, serdecznego uczucia, przesadnej emfazy i rzeczywistej 
gotowoci do powice, e Maria czua widocznie ochot i do gniewu, i do 
miechu, i do ucinienia rki temu wietrznikowi, ktry jednak przypomina 
jej lata dziecinne wsplnie z nim spdzone i jedn krew w ich yach pync. 
 Nie jest to zreszt rzecz tak nadzwyczajnie wana  rzeka po chwili wahania 
si  nic takiego, co by wpyn mogo na los mj lub bliskich mi osb. 
Ale al mi strasznie tej biednej kobiety, ktra w tej chwili jest tam, za tymi 
drzwiami... 
 A! wic to o czarnook bogini chodzi? No! chwaa Bogu! Odetchnem 
swobodniej... Mylaem ju doprawdy, e jakie nieszczcie... 
 Jest to w istocie nieszczcie, tylko nie nas tyczce si, ale jej... 
 Nieszczcie, doprawdy? No, to chyba i ja poauj ju troch interesujcej 
tej wdwki. Ale i c jej sta si mogo? Czy nieboszczyk m przyni si? 
czy... 
 Daj pokj z artami, Olesiu! Jest to, jak widz, nieszczliwsza kobieta, 
ni zrazu sdziam... biedna, a podobno nic nie umie... 
Ole szeroko oczy roztworzy. 
 Nic nie umie! i to cae nieszczcie! cha! cha! cha! beau malheur, ma foi!
67 Taka moda i adna... 
Umilk nagle, bo psowa portiera uchylia si i do salonu wesza Marta. 
Wesza, postpia par krokw i stana z rk opart o porcz fotelu. Bya w 
tej chwili bardzo pikn. Cika jaka walka, ostatnia moe chwila dugo w 
piersi jej toczcej si walki okrya blade policzki jej ywym rumiecem; przed 
minut lub dwiema w przystpie wielkiej jakiej boleci zapuci musiaa 
rce w czarn gstwin swych wosw, bo dwa ich pasma krucze i kdzierzawe 
opaday teraz na czoo jej, gbok bladoci pospnie niemal odbijajce 
od rumiecw opywajcych policzki. Gdy stana z pochylon nieco gow i 
66 Kameleonowa  zmienna. Kameleon  gatunek jaszczurki nadrzewnej o zmieniajcej si 
zalenie od otoczenia barwie skry. 
67 Beau malheur, ma foi! (franc.)  A to mi adne nieszczcie! 
69 
na wp spuszczonymi oczami, postawa jej nie wyraaa ani wahania si, ani 
znkania, tylko gboki, ostateczny namys. 
Do byo jednego na ni spojrzenia, aby odgadn, e waya si ona w tej 
chwili na co, co posiadao dla niej wag ogromn, na krok jaki, ktrego 
uczyni nie moga bez wielkiego wysilenia, bez skupienia wszystkich wadz 
swej woli. Podniosa na koniec gow i postpia ku gospodyni domu. 
 Lekcja ju ukoczona?  ozwaa si Maria, ktra przy wejciu modej 
wdowy powstaa i silia si na umiech swobodny. 
 Tak, pani  znionym nieco, ale pewnym gosem odpowiedziaa Marta  
skoczyam dzisiejsz lekcj z pann Jadwig i przyszam, aby oznajmi pani, 
e bya ona ostatni. Nie mog duej uczy crki pani... 
Na twarzy Marii Rudziskiej maloway si: zdziwienia, smutek i zmieszanie. 
Ostatnie byo najsilniejszym. Serce dobrej kobiety nie pozwolio jej wobec 
dobrowolnego tego zrzeczenia si wymwi sowo, o wymwieniu jednak ktrego 
mylaa sama od dawna. 
 Pani nie bdziesz ju uczya crki mojej?  wymwia Maria jkajc si  
dlaczego, pani? 
 Dlatego  zwolna i cicho odrzeka Marta  dlatego, e nie umiem uczy. 
Mwic to spucia oczy; rumieniec okrywajcy jej policzki podnis si na 
czoo i okry twarz ca wyrazem pognbiajcego wstydu. 
 Omyliam si na samej sobie  mwia dalej.  Zostajc ubog pojam, 
e pracowa powinnam... Widziaam, syszaam, e ubogie lub zuboae kobiety 
po wikszej czci zostaj nauczycielkami... mylaam wic, e i ja take 
w zawodzie tym znajd dla siebie prac i chleb... Powiedziano mi, e jednego 
tylko francuskiego jzyka naucza jestem zdoln, sdziam w istocie, e jzyk 
ten posiadam, bo mwi nim do poprawnie i z atwoci. Teraz przekonaam 
si, e dobre mwienie nie stanowi jeszcze caej znajomoci jzyka, em 
nigdy nie uczya si gruntownie, a t troch wiadomoci, ktr nabyam w 
dziecistwie, zapomniaam... Byy to oderwane, pobiene, niedokadnie zrozumiane 
wiadomoci, nic wic dziwnego, e wyszy mi z pamici. Cudzoziemka, 
ktra dotd udzielaa lekcji crce pani, bya doskona nauczycielk... 
panna Jadwiga daleko wicej umie ode mnie... 
Umilka na chwil, jakby potrzebowaa na nowo zebra swe siy. 
 Zarobek jest dla mnie, zapewne, rzecz bardzo wan  rzeka  niemniej 
jednak, gdy przekonaam si, e nie mog nauczy si prdko wszystkiego, co 
umie mi trzeba, pomylaam, i nie powinnam postpowa wbrew memu 
sumieniu... Wszak zawierajc ze mn umow powiedziaa mi pani, i przede 
wszystkim i wycznie prawie dasz od nauczycieli swej crki, aby nauczanie 
jej byo szerokie i gruntowne, obejmowao wszystkie gazie przedmiotu... 
Ja o nauczaniu takim marzy nawet nie mog... Przy tym pani bya dla 
mnie tak dobr, e oprcz nieuczciwoci byabym jeszcze niewdziczn, gdybym... 
Tu Maria nie pozwolia ju nieszczliwej kobiecie mwi duej. Pochwycia 
obie jej rce i ciskajc je mocno w swych doniach rzeka: 
 Kochana, droga pani! nie mog, zapewne, zaprzeczy temu, co mwisz o 
sobie samej, ale wierzaj, e bardzo, bardzo mi smutno rozstawa si z pani. 
Moe przynajmniej mog ci by w czym uyteczn... mam znajomoci, stosunki... 
70 
 Pani  rzeka Marta podnoszc oczy  jedynym pragnieniem moim jest 
otrzyma mono pracowania... 
 Ale jake, nad czym pracowa by pani chciaa i moga?  z popiechem 
zapytaa pani domu. Marta milczaa dugo. 
 Nie wiem  odrzeka w kocu cichym gosem  nie wiem, co umiem, czy 
umiem dobrze cokolwiek? 
Przy ostatnich wyrazach powieki jej w d opady, w gosie zadrao gbokie 
upokorzenie. 
 Moe by pani yczya sobie udziela lekcji muzyki? Jedna z moich 
krewnych poszukuje teraz wanie kogo, kto by lekcje muzyki dawa jej crce. 
Marta przeczco wstrzsna gow. 
 Nie, pani  rzeka  w muzyce dziesi razy jeszcze sabsz jestem ni we 
francuskim jzyku. 
Maria zamylia si. Nie wypuszczaa jednak rki Marty ze swych doni, 
jakby obawiaa si, aby kobieta ta nie odesza od niej bez otrzymania rady i 
pomocy. 
 Moe  ozwaa si po chwili  moe pani pracowaa cho troch nad naukami 
przyrodniczymi? M mj wychowuje modego chopaka, ktremu 
trudno idzie w szkoach, dla przygotowania go wic, dla korepetycji... 
 Pani  przerwaa Marta  wiadomoci moje z dziedziny nauk przyrodniczych 
tak s pobiene, e zupenie prawie adne... 
Zawahaa si nieco i po chwili dodaa: 
 Umiem troch rysowa. Jeli pani zna kogo, kto by potrzebowa lekcji rysunku... 
Maria po chwili namysu przeczco wstrzsna gow. 
 Z tym  rzeka  najtrudniej... mao osb uczy si rysunku, a do tego 
jeszcze nauczaj go przewanie mczyni... Taki ju zwyczaj. 
 A wic  zacza Marta ciskajc rk gospodyni domu  pozostaje mi 
tylko poegna pani i podzikowa jej za okazywan mi dobro i uprzejmo. 
Maria signa rk po zgrabn kopertk, w ktrej wida byo par asygnat, 
ale w tej chwili kto z boku dotkn jej rkawa. By to wesoy Ole, ktry 
przez cay czas rozmowy sta z dala w postawie bardzo skromnej i z wyrazem 
twarzy wcale niewesoym. Oczy jego na wp z zachwyceniem, na wp ze 
szczerym politowaniem tkwiy w twarzy modej wdowy, ktra na obecno 
jego nie zwracaa najmniejszej uwagi. By moe, i wchodzc do salonu widziaa 
go, ale c obchodzi j mg jeden czowiek wicej, majcy by wiadkiem 
upokarzajcego jej wyznania, skoro najstraszniejszym a nierozcznym 
z ni wiadkiem jego bya ona sama? C obchodzi j mogo przypuszczenie, 
i oczy czyje patrz na ni w chwili, w ktrej wzrok jej wasny zapada z 
przestrachem w gbi wasnej jej nieudolnoci, w gbsz jeszcze otcha 
czekajcej j doli? Marta tedy nie zwracaa uwagi na obecno modego czowieka, 
Maria zapomniaa o niej i czujc, e j kto z lekka pociga za rkaw, 
odwrcia twarz z troch zdziwienia. Zdziwia si bardziej jeszcze na widok 
fizjonomii Olesia. Ruchliwe oczy jego byy teraz pene smutku, usta okrone 
zwykle pustym umiechem uoyy si w zarys agodny, a nawet troch jakby 
powany. 
71 
 Maryniu!  rzek z cicha mody czowiek  m twj pracuje przy jednym 
z pism ilustrowanych, moe by tam potrzebowano kogo, kto umie rysowa... 
Maria klasna w rce. 
 Masz suszno  zawoaa  zapytam o to ma! 
 Ale trzeba to zrobi zaraz!  zawoa Ole ze zwyk ju sobie ywoci  
dzi wanie sesja w redakcji... 
 I m mj jest na sesji... 
 Na sesji najatwiej by o tym dowiedzie si mona... 
 Napisz zaraz do mego ma... 
 Ale co tam to pisanie! to za dugo, pjd i wywoam Adama z sesji... 
 Id, id, Olesiu... 
 Id, lec, pdz!  zawoa mody czowiek, pochwyci kapelusz i z nadzwyczajnym 
popiechem nakadajc go na gow przed progiem jeszcze, zapominajc 
o poegnaniu si z dwoma kobietami wypad do przedpokoju. Tam 
narzuci palto na plecy i woajc raz jeszcze:  Biegn, pdz, lec!  bieg w 
istocie, pdzi i lecia ze wschodw tak samo, jak czyni to przed miesicem, 
kiedy szo mu o dogonienie ujrzanej przez okno modej piknoci. Maria nie 
mylia si przypisujc ciotecznemu bratu swemu dobro serca, tote z rodzajem 
zadowolenia przeprowadzia go oczami do progu, po czym zwrcia si 
wnet znowu ku Marcie. Moda wdowa staa nieruchoma, z gortszym jeszcze 
ni wprzdy rumiecem na twarzy. Nie moga nie widzie, e obudzia lito 
nie tylko w tej kobiecie, ktra przed chwil ciskaa jej donie, ale i w owym 
modym czowieku, nie znanym jej prawie, zaledwie bowiem par razy mimochodem 
przez ni widzianym. Po raz to pierwszy w yciu swym bya przedmiotem 
litoci ludzkiej, wywoaa j niemal sama, uchyli si od niej, odrzuci 
j, naglona gwatown potrzeb, nie moga, a jednak uczucie to okazywane 
jej, dobre samo przez si, przytaczajcym ciarem spado na gow jej i 
w d j chylio... Nie bya zadowolon z siebie, ze swej rozmowy z Mari, ktra 
u ludzi cakiem jej obcych wywoaa oznaki litoci nad ni... Przebiegaa 
jej przez gow myl, i powinna bya by silniejsz, skrytsz, powcigliwsz, 
dowiadczaa takiego poczucia, jakby w tej chwili ubya czstka godnoci jej 
osobistej, czowieczej, jakby po raz pierwszy wycigaa do po jamun. 
Kiedy siostra i brat zamieniali ze sob ywe wyrazy, j majce na celu, kiedy 
mody czowiek wybiega z pokoju, aby kdy do nieznanych, nigdy przez ni 
nie widzianych ludzi nie prob w jej imieniu, powstao w niej niezmierne 
pragnienie odej, odej natychmiast, za chwil litoci zapaci sowem podziki, 
ale jamuny nie przyj i powiedzie: 
Mam nadziej, e sama poradz sobie. 
Pragnienie to byo silne, zatamowao gos w piersi modej kobiety, fala krwi 
rzucia jej si do gowy, a jednak nie ulega mu, nie odesza, staa nieruchoma 
z gow pochylon i splecionymi rkami. W najdalszej gbi jej istoty rozlega 
si szept pospny: 
,,Nie mam nadziei, abym sobie poradzi moga. Nie mog ufa sobie! 
Byo to rodzce si poczucie nieudolnoci wasnej. Pod wpywem uczucia 
tego rs w niej wstyd nieokrelony, lecz dolegliwy. ,,Gdybym bya sama na 
wiecie!...  mylaa.  Gdybym nie miaa dziecka! 
 Chciej mi pani powiedzie  przemwia Maria  jakim sposobem oznajmi 
jej bd moga o wyniku stara, jakie ja i m mj czyni bdziemy w 
celu pozyskania dla niej zajcia... Zostawisz mi pani moe swj adres? 
72 
Marta mylaa chwil. 
 Jeeli pani pozwoli  odrzeka  przyjd tu sama zasign wiadomoci. 
Chciaa zrazu da swj adres, ale przemkna jej przez gow myl. e 
moda, szczliwa kobieta zapomnie o niej moe. Zawstydzaa j lito, jakiej 
bya przedmiotem, ale bardziej jeszcze przestraszao przypuszczenie. e 
nadzieja zarobku, ktra bysna przed jej oczami, zniknie znowu i zostawi j 
w okropnej niepewnoci, nieokrelonoci pooenia. 
Zarobek! jaki to prozaiczny, trywialny, czysto ziemski wyraz!  zawoacie 
moe czytelnicy. Gdyby na miejscu jego bya tu jaka paajca mio, sercowa 
tsknota, wzniose marzenie, uczucia i myli modej kobiety obracayby 
si we waciwszym dla nich krgu moralnych zjawisk, obudzaaby sympatii 
wicej, wspczucie silniejsze! By to moe, nie wiem. Co pewna, to e Marta 
mylaa albo przeczuwaa, e jedyn rkojmi ycia i zdrowia jedynego na 
ziemi przedmiotu jej mioci, dziecicia jej, ukojenia tsknoty, ktrej penymi 
byy samotne kty ubogiej jej izby, nie ju wzniosoci, ale czystoci i uczciwoci 
jej marze i myli, bya praca  przynoszca zarobek. Marta mylia si 
moe; przyszo jej dopiero udowodni miaa prawdziwo lub bdno tego 
jej mniemania. 
Po kilku jeszcze zamienionych wyrazach Marta wicka egnaa gospodyni 
domu. Maria signa znowu po kopert z liliowymi brzekami. 
 Pani  rzeka z troch niemiaoci  oto jest dug, ktry wzgldem niej 
zacignam za caomiesiczne nauczanie mej crki. 
Marta nie wycigna rki. 
 Nic mi si nie naley  rzeka  bo ja niczego wcale crki pani nie nauczyam. 
Maria Rudziska chciaa nalega, ale Marta pochwycia jej rk, ucisna 
j silnie w swych doniach i spiesznie opucia pokj. Dlaczego uchodzia 
tak? spiesznie? Pragna moe umkn po raz pierwszy w yciu dowiadczanej 
zej pokusie? Czua, e pienidze, ktre jej ofiarowywano, nie naleay do 
niej, e nie zarobia na nie niczym, chyba bezowocnymi dobrymi chciami, e 
gdyby je przyja, popeniaby postpek nieuczciwy. Tote nie wzia ich, ale 
gdy o szarej godzinie, dla oszczdnoci nie rozniecajc w izbie lampy, przy 
niepewnym wietle dnia dogorywajcego otworzya swj pugilaresik i przeliczya 
znajdujce si w nim sztuki drobnej monety; gdy pomylaa, e oprcz 
pienidzy tych, starczy mogcych zaledwie na dni par, adnych ju innych 
nie ma, a te s resztkami sumy otrzymanej ze sprzeday jednej z dwch posiadanych 
przez ni sukien; kiedy maa Jancia, tulc si do jej kolan, poskarya 
si na zimno panujce w izbie i poprosia o zapalenie ognia na kominie, 
a ona odmwi jej tego musiaa, bo zasb drewek by bardzo ju 
szczupym, a o zwikszeniu go i marzy teraz nie moga; kiedy na koniec 
ogarny j ciemnoci nocne powikszajce smutek, niepokj zamieniajce w 
trwog, przed oczami jej tajemn jak si wyobrani wywoana przesuna 
si zgrabna kopertka ozdobiona liliowymi brzekami, z trzema piciorublowymi 
asygnatami wewntrz. Marta zerwaa si z siedzenia i zapalia lamp. 
Widmo nie zapracowanych pienidzy zniko wraz z ciemnoci, ale w umyle 
Marty pozostao po nim guche przeraenie. 
 Mogoby to by  zawoaa  abym aowaa tego, i nie popeniam nieuczciwoci? 
73 
Gboko zawstydzajca myl ta wzbudzia w niej reakcj ducha, nowe wyprenie 
upadej na chwil energii. 
 Zdaje mi si  rzeka sobie  e daremnie niepokoj si tak bardzo. 
Wszak obiecano mi nowe zajcie... Rysowaam przecie kiedy niele, znajdowano 
we mnie do wielk nawet zdolno do rysunku... Zadanie to, jeli 
mi je tylko do spenienia dadz, speni ju chyba dobrze! Mj Boe! jake 
gorliwie stara si bd, aby tym razem ju praca nie wymkna si z rk 
moich. A e dostarcz mi jej ludzie obcy przez lito, przez wspczucie? c 
std? Nie powinno mi to upokarza! Jestem jeszcze za dumn! Syszaam 
wprawdzie nieraz, e ubstwo z dum chodzi w parze mog, ale musz to 
by tylko teorie; przekonywam si, e jest inaczej! 
Ostatnia myl ta ponowia si w gowie Marty, gdy nazajutrz z rana schodzia 
na d i niemiao pukaa do drzwi mieszkania rzdcy. 
Rzdca domu przyj j w pokoju dobrze ogrzanym i wygodnie urzdzonym. 
 Panie!  rzeka Marta  za dwa dni nadejdzie termin, w ktrym obowizan 
jestem uiszcza opat za najem mieszkania i sprztw. 
 Tak, pani  tonem twierdzenia i zarazem pytania odpowiedzia rzdca. 
 Przyszam, aby oznajmi panu, e nie bd jeszcze w stanie opat t 
uici... 
Wyraz twarzy rzdcy objawi na te sowa pewne, do widoczne niezadowolenie. 
Nie by to jednak czowiek zbyt surowy, fizjonomi mia uczciw, agodn 
i noszc lady dugich lat przebytych i wielu trosk dowiadczonych. 
Spojrza uwanie na twarz modej kobiety i po chwili namysu odpowiedzia: 
 Bardzo to przykro jest... ale c robi? Lokal, ktry pani wynajmujesz, 
jest niewielki i sdz, e waciciel domu nie zechce odmawia go pani przy 
pierwszej nieakuratnoci68 w opacie. Jeeliby jednak powtrzya si ona... 
 Panie!  z ywoci przerwaa Marta  mam przyobiecan robot, ktra, 
jak sdz, dostarczy mi rodkw do ycia. 
Rzdca skoni si w milczeniu, Marta sponiona i ze spuszczonymi oczami 
wysza na ulic. Niebawem wrcia do izby swej, przynoszc w chustce rozmaite 
zakupione na miecie przedmioty. Nie moga ju bra obiadw z garkuchni, 
wyrzucaa sobie nawet, e braa je dotd, poniewa wydaa na nie 
wicej, ni wyda moga. O sobie mao mylaa; wobec trosk, ktre j obiegy, 
i celu, ku ktremu dya, ilo i rodzaj ywnoci majcej podtrzyma jej ycie 
nie mogy w 
mylach jej wielkiego zajmowa miejsca. Sdzia, e szklank 
mleka i par bukami dziennie zdoa przez za jaki dostatecznie podtrzyma 
swe siy. Ale maa Jancia, drca nieraz od chodu w izbie le ogrzanej, potrzebowaa 
koniecznie raz na dzie przynajmniej ciepego pokarmu. 
Tote moda wdowa za pozostae jej kilka zotych zaopatrzya si w troch 
masa, kaszy i may garnuszek. 
Zamiast z rana, pali w piecu teraz bd w poudnie  mylaa  i zarazem 
zgotuj co dzie dla Janci troch gorcej strawy! 
Nie moga te oswoi si z myl, e dziecko jej zaprzestanie je miso. I 
tak ju byo ono blade, wte, mczone licznymi niewygodami, ktrych dawniej 
nie znao. Ale miso wiee kosztuje duo, dla sporzdzenia ze potrawy 
trzeba te sporo drzewa spali. Marta upia wic funt wdzonej szynki. Gdy 
68 Nieakuratno  niesumienno, niedotrzymywanie terminw. 
74 
zaatwiaa wszystkie te sprawunki, przychodziy jej na myl talie kuchnie. 
Syszaa o nich kiedy, wtedy gdy bya jeszcze on urzdnika pobierajcego 
znaczn pac sama hojn rk przyczyniaa si do skadek na rzecz dobroczynnych 
instytucji urzdzanych. Oprcz tego jednak, e kuchnia tania w 
obecnym jej pooeniu mogaby dla niej by jeszcze za drog, Marta czua 
intynktowy, nieprzezwyciony wstrt do uciekania si pod skrzyda jakiejkolwiek 
filantropijnej69 instytucji. 
Istnieje to dla starcw  mylaa  dla chorych, kalek, dla dzieci zreszt 
pozbawionych opieki lub ludzi ostatecznie niedonych czy zniedoniaych 
moralnie i umysowo. Jestem mod i zdrow, wielu jeszcze rzeczy robi nie 
prbowaam, ktre moe robi potrafi, a e nie udao mi si znale zarobku 
w jednym zawodzie, mame dlatego ucieka si do dobroczynnoci publicznej? 
Nigdy!  zawoaa w duchu i otworzywszy znowu swj pugilaresik przeliczya 
pozosta w nim po zaatwieniu sprawunkw drobn monet. Znajdowao 
si tam jeszcze okoo trzech zotych. 
,,Wystarczy to jeszcze przez tydzie na mleko i buki dla mnie i dla Janci  
mylaa  tymczasem dobrzy ci ludzie znajd dla mnie pewno robot... 
Znajomi Marty przy witojerskiej ulicy mieszkajcy byli w istocie ludmi 
bardzo dobrymi i szczerze zajmowali si przyniesieniem pomocy ubogiej kobiecie, 
ktra wzbudzia w nich wspczucie poczone z szacunkiem. 
Poczciwym tym usiowaniom dopomagao wielce szczliwe pooenie, jakie 
zajmowa m Marii Rudziskiej wzgldem jednego z pism warszawskich ilustrowanych, 
najzamoniejszych i najwicej rk zatrudni mogcych. By on 
wsppracownikiem pisma tego dawnym, zasuonym i wysoko szacowanym. 
Gos jego tak u wydawcy jak na sesjach redakcyjnych znaczy wiele, wstawienie 
si za kim, sowo proby przez niego wymwione lekcewaonym by 
nie mogo. Do tego jeszcze Adam Rudziski by pisarzem wycznie prawie 
powicajcym si badaniom kwestii spoecznych, a pomidzy nimi i pooeniem 
w spoeczestwie kobiet ubogich. Mart widzia on kilka razy w swym 
domu, gdy udzielaa lekcji jego crce, a zajmujca powierzchowno modej 
kobiety, aobna jej suknia, peen godnoci ukad w poczeniu ze szlachetnym 
postpkiem jej, o ktrym w sowach penych zapau opowiedziaa mu 
Maria, wzmogy gorliwo jego usiowa. 
Skutek usiowa tych pomylny by i prdki. Jedna wicej para rk nie 
okazaa si zbyteczn dla pisma, ktre potrzebowao szerokiego wspdziaania, 
i szo ju tylko o stopie uzdolnienia nowej robotnicy, majcy wyrokowa 
o przyjciu lub odrzuceniu jej proby. 
Jakkolwiek jednak starania Adama Rudziskiego wzgldnie do natury 
okolicznoci otrzymay skutek bardzo prdki, wzgldnie do pooenia Marty 
czas trwania ich by bardzo dugim. Od dnia, w ktrym dobrowolnie zrzeka 
si zawodu nauczycielskiego, upyn tydzie, szczupe pienine zasoby 
modej kobiety wyczerpay si cakiem prawie, oprcz tego przymusowa bezczynno 
ciya jej straszliwie, sen odbieraa i sumienie niepokoia. Marta 
wyszedszy pewnego ranka na miasto udaa si na ulic Dug i zapukaa do 
biura informacyjnego. Ludwika miska przyja j daleko zimniej i urzdowniej 
ni wprzdy. 
69 Filantropijny  dobroczynny. 
75 
 Syszaam  rzeka  e pani nie udzielasz ju lekcji w domu pastwa 
Rudziskich. To szkoda, wielka szkoda, jak dla pani, tak dla mnie, od zdania 
bowiem takich domw zaley po wikszej czci opinia podobnych mojemu 
zakadw. 
Marta oblaa si rumiecem; zrozumiaa wymwk mieszczca si w sowach 
wacicielki biura. Szybko jednak podniosa gow i z wyrazem otwartoci 
rzeka: 
 Przebacz mi, pani, e naraziam j na zawd... 
 Zawd osobicie mnie sprawiony bardzo tu ma posiadaby wag  przerwaa 
miska  ale jeeli ludzie zawodz si na moim sowie, zakad mj 
cierpi na tym bardzo... 
 Omyliam pani  cigna Marta  dlatego, e omyliam si na samej sobie. 
Panna Rudziska bya uczennic zbyt daleko ju dla mnie posunit w 
nauce. 
Sdz przecie, i gdyby szo o waciwe pocztki, zdoaabym odpowiedzie 
moe zadaniu. Z t myl przyszam raz jeszcze do pani. Czy nie mog 
otrzyma lekcji pocztkw? 
Postawa Ludwiki miskiej bya bardzo zimna. 
 Osb poszukujcych pocztkowych lekcji jest daleko wicej ni takich, 
ktre pobiera je potrzebuj  odrzeka po chwili z odrobin ironii w gosie.  
Konkurencja ogromna, ceny wic bardzo niskie. Czterdzieci groszy, dwa 
zote najwyej za godzin... 
 Przystaabym na wszelk opat  wymwia Marta. 
 Zapewne, przysta trzeba, skoro inaczej by nie moe. Ja jednak nic pani 
nie przyrzekam. Zobacz, postaram si... W kadym razie wszystkie wiadome 
mi miejsca s dzi zajte i przyjdzie pani dugo czeka. 
Gdy wacicielka biura wymawiaa te sowa, Marta bacznie na ni patrzaa. 
Oczy jej, smutne, zamylone, lecz spokojne, szukay moe na twarzy niemodej 
kobiety tego bysku rozrzewnienia i yczliwoci, jaki zjawi si na niej, 
gdy bya tu po raz pierwszy, ale miska bya tym razem niewzruszon, 
chodn i urzdow. Marcie przyszy na myl sowa przed dwoma miesicami 
z ust jej usyszane: 
,,Kobieta wtedy tylko utorowa sobie moe drog pracy, zdoby byt niezaleny 
i pooenie szacunek nakazujce, jeli posiada wyczny jaki talent 
lub doskona jak umiejtno. 
Marta adnego z warunkw tych nie posiadaa; wacicielka informacyjnego 
biura, raz ju zawidszy si u niej, poznawszy szczupy zasb jej wiadomoci, 
ma donioso jej uzdolnienia, uwaaa j widocznie za klientk 
bardziej natrtn i kompromitujc ni jakkolwiek korzy zakadowi jej 
obiecujc. Tam za, gdzie zjawiao si codziennie kilka lub kilkanacie osb 
w tym samym pooeniu, w jakim ona bya, zostajcych, z tymi samymi 
probami na ustach, z takim samym niedostatecznym zasobem w gowie, o 
trwaym wspczuciu ze strony osoby, ktra je przyjmowaa, i mowy by nie 
mogo. 
Marta poja, e kariera jej w zawodzie nauczycielskim stanowczo skoczon 
zostaa, e gdziekolwiek z daniem swym udaaby si teraz, przejrzano 
by naprzd towar wiedzy przez ni przynoszony, a przekonawszy si o 
podrzdnym jego gatunku odprawiono by j z niczym lub zepchnito w sze
76 
regi czekajce dugo na zarobki malekie. Ona poprzestaaby zapewne na 
zarobku maym, ale czeka dugo nie moga. 
Z ulicy Dugiej idc na witojersk Marta jedn tylko myl miaa w gowie: 
,,Jake nierozsdn byam, jak nie znaam wiata i siebie samej wtedy, 
gdym owego pierwszego wieczoru po zamieszkaniu w ndznej izbie mylaa, 
e trzeba mi tylko pj owiadczy si z chci pracowania. aby zosta 
przyjt w szeregi pracujcych. Oto id teraz z ulicy w ulic, od jednego domu 
do innego i szukam.... A jednak... gdybym umiaa!... 
Maria Rudziska spotkaa przychodzc do niej z weso twarz, ucisna 
gorco jej rce i uprzedzajc pytanie rzeka: 
 Pismo, ktrego m mj jest wsppracownikiem a po czci i wspredaktorem, 
potrzebowao wanie osoby umiejcej rysowa. Oto jest szkic narysowany 
przez znanego u nas rysownika, ktrego skopiowanie pani powierzonym 
zostao. Co do opaty zalee ju ona bdzie cakiem od zalet pracy 
pani, ta, ktr wykonasz teraz, ma by prb stanowic o zamwieniach 
dalszych. 
Blady promie grudniowego soca, przebijajc si przez las gzymsw i zasony 
murw, ozaca mae okienko poddasza i lizga si po czarnej powierzchni 
stou, nad ktrym siedziaa Marta z oczami utkwionymi w lecy 
przed ni rysunek. Byo tam tylko par drzew rozoystych, kilka gstych 
krzeww, w cieniu ich siedzca pikna posta kobieca i par umiechnitych 
gwek dziecicych, wychylajcych si zza upiorw gazi. Na najdalszym 
planie w niepewnych ju, ale wdzicznych zarysach ukazywa si domek 
wiejski z werand oplecion bluszczem i wybiegajca zza niego droga, ktrej 
szlak krty i mg przysoniony rozpywa si i nikn w oddaleniu. Bya to 
kompozycja prosta, jedn ze scen codziennego wiejskiego ycia przedstawiajca, 
ale wykonana bieg i natchnion rk utalentowanego rysownika, stanowia 
pikne, acz drobne dzieo sztuki. Od wiejskiego domku, czterema 
swymi prostymi oknami wdzicznie spogldajcego na widza, i smukej postaci 
kobiecej, w penej rozkosznego zaniedbania postawie siedzcej pod cieniem 
drzewa, do figlarnych twarzyczek dziecicych, przegldajcych zza 
uplotu ranych gazi, i krtego szlaku drogi, rozpywajcego si rd mgy i 
przestrzeni, wszystko tu nosio na sobie pitno szczliwie pochwyconej i dobrze 
uwydatnionej charakterystyki, zachwycao oko, budzio wyobrani, 
skaniao myl do porwna i odgadywa. Wyborna poprawno i przedziwna 
lekko rysunku sza tu w parze z poetycznoci pomysu, uwydatniajc i 
podnoszc jego zalety. Natchnienie i znajomo techniki zarwno dopisay 
artycie w chwili, gdy lekk a zarazem pewn siebie rk rzuca na papier t 
wizk linii, z ktrej powstaa cao pena gbokiego uczucia, prostego 
wdziku i cichej harmonii. 
Techniczne zalety rysunku nie od razu przecie przykuy do siebie uwag 
Marty; si wspomnie i tragicznoci kontrastu pochwycia j naprzd myl 
kompozycji. Z wiejskiego domu, z drzew cienistych i krzeww gazistych, z 
twarzy modej matki, cigajcej wzrokiem falujce za przeczyst gstwin ruchy 
dwch drobnych postaci dziecicych, trysny ku modej kobiecie wspomnienia 
zalewajce pier jej fal uczucia bolc i razem rozkoszn. I ona 
take ya kiedy w takiej cichej, kwiecistej, cienistej ustroni, deptaa lekk 
stop puszyst muraw, zrywaa re z chylcych si ku niej gazi krzeww i 
77 
z drobnymi rkami penymi wonnego kwiecia biega ku takiej werandzie, takim 
jak tu bluszczem ocienionej, rd czterech okien rozgrzanych upalnym 
socem rozwieszajcej namiot zielony, pod chodn i orzewiajc oson 
gotowy przyj ukochane dzieci domu! 
I za jej take chyymi stopami posuwao si niegdy troskliwe spojrzenie 
matki, i ku niej take trwony gos macierzyski woa, aby nie wybiegay poza 
dom daleko, na t drog, ktra pena kamieni i wwozw, zawad i niebezpieczestw 
krto wia si i przepadaa rd tajemniczych wzgrz i niedojrzanych 
przestrzeni. Daremne woanie! daremne drenie macierzyskiego serca! 
Przyszed czas. w ktrym dzieci wiejskiego domu wyszo na ow drog zza 
cian jego wybiegajc krtym, kamienistym szlakiem i poszo w wiat pomidzy 
tajemnicze wzgrza, w nieznane przestrzenie, pomidzy zawady i niebezpieczestwa 
i zaszo tu, gdzie u szczytu wysokiej miejskiej budowy wznosiy 
si cztery ciany ciasne nagie, zimne, duszne samotne... By to kontrast 
przeszoci z teraniejszoci. Marta oderwaa oczy od rysunku, powioda 
spojrzeniem wok izby, zatrzymaa je na bladym dzieciciu ktre owinite od 
chodu wenian chustk matki drao jednak i na ksztat znkanej ptaszyny 
tulio gwk do jej kolan... W uchu kobiety dwicza znany, dobrze zapamitany 
piew maego ptaszka, tego samego, zda si, ptaszka, ktry na rysunku 
muska rozpitymi skrzydami szczyt ranego krzewu, a z tym echem 
oddalonego wspomnienia czy si ciki, drcy od zimna oddech jej dziecka... 
Po nici wspomnienia przypyna ku niej pikna twarz matki, potem agodne 
oblicze ojca, potem jeszcze ujrzaa zawieszone przed sob w powietrzu 
ciemne oczy modzieca, ktre wpatrzone w ni z gbokim wyrazem mwiy 
jej: Kocham! w czasie gdy usta jego wymawiay: Zosta moj on! 
Wszystkie te rysy drogie jej nad ycie, pomrok mierci pochonite na zawsze, 
wszystkie miejsca, w ktrych rozwijaa si bezchmurna sielanka dziecistwa 
jej i pierwszej modoci, wszystkie wiata pogaso, uroki rozwiane, radoci 
zatrute i poamane podpory drgny yciem, przybray dawne ksztaty i 
barwy, skupiy si w jeden obraz i zawisy przed ni, niby w ramy przeraajcej 
brzydoty i nagoci, oprawione w puste, szare, zimne kty samotnej izby. 
Marta nie patrzaa ju na rysunek; utkwione w pust przestrze nieruchome 
jej renice zaszy szklist powok, ktra jednak nie topia si w zy, 
pier jej odpychaa szybko i ciko, ale ka nie wydawaa. Pacz gwatowny 
rozrywa widocznie wntrze tej kobiety, ale ona walczya z nim, walczya z 
sercem swym, usiujc stumi przypieszone jego bicie, i z rozgorza sw 
gow, odtrcajc od niej roje wspomnie i fal parzenia. By w niej tajemny 
gos jaki, ktry woa, i z kad z, ktra wypynie z jej oka, z kadym kaniem, 
ktre wstrznie piersi, z kad sekund, spdzon w tej strasznej 
mczarni ducha paczcego nad grobami nadziei swych i mioci, ujdzie 
czstka si jej woli, ubdzie odrobina energii, cierpliwoci i wytrwaoci. A jej 
tych si, tej woli, tej wytrwaoci trzeba byo tyle! tyle! Poudnie ycia jej stao 
si dla niej tak surowym i wymagajcym, jak pieszczotliwym i pobaliwym 
by jego poranek. Jancia podniosa ku matce blad twarzyczk. 
 Mamo!  ozwaa si jkliwym gosem  jak tu dzi zimno! Rozpal ogie na 
kominku! 
Za ca odpowied Marta schylia si, wzia dziewczynk w objcia, przycisna 
mocno do piersi drobne jej ciako, do czoa jej przylgna ustami i tak 
zostaa przez chwil nieruchoma... Nagle powstaa, cilej owina Janci 
78 
wenianym szalem, posadzia j na niskim stoeczku, przyklka przed ni, 
umiechna si, pocaowaa j w blade usteczka i zupenie prawie swobodnym 
gosem rzeka: 
 Jeeli Jancia spokojnie bawi si bdzie swoj lalk, jutro lub pojutrze 
skocz robot, drewek kupi i rozpal dla Janci taki liczny, ciepy ogie. 
Czy dobrze, Janciu? czy dobrze, moje dziecko kochane? 
Umiechna si mwic to i rozgrzewaa w swych doniach zzibnite rce 
dziewczynki. Jancia umiechna si take, usta jej dwoma pocaunkami 
zamkny na chwil wpatrzone w ni oczy matki, signa po lalk swoj, po 
par drobnych drewnianych zabawek i przestaa patrze w okopcon, pust i 
chodem wiejc gbi komina. Cisza zupena panowaa znowu w izbie, 
Marta siedziaa za stoem i przygldaa si robocie wybornego rysownika. 
Teraz zwycione i odepchnite rozkazem woli wspomnienia i ale legy na 
dnie jej piersi, nie umare, lecz milczce, twarz jej wyraaa spokojne skupienie 
wszystkich wadz umysu i tylko oczy janiay ywym poyskiem zapau, z 
jakim przystpowaa do tej nowej prby si swych i uzdolnie. Teraz nie w 
pomyle ju artysty, nie w rzewnej uczuciowoci i poetycznoci obrazka zatona 
uwaga Marty, ale w technice wykonania, w tej technice, ktra, biega w 
znawstwie, bogata w rodki, sigaa do gruntu istoty sztuki i zarazem z lekkoci 
ptaszcego pira lizgaa si po jej powierzchni, maymi sposobami 
tworzya rzeczy pikne, wcielaa pomys w kad, by najsubtelniejsz linijk, 
posugiwa si umiaa kad czstk paskiej powierzchni, ktr dowolnie 
jakby orzucaa smugami wiate i cieniw. Marta nie rysowaa nigdy z natury, 
ale kopiowaa niegdy mae krajobrazy, drzewa, kwiaty, twarze ludzkie. 
Doskonao wic lecego przed ni rysunku zachwycia j, ale nie zniechcia. 
Nie jestem zapewne tak artystk jak ten, ktry narysowa ten liczny obrazek 
 mylaa  ale skopiowa robot czyj potrafi chyba... potrafi musz. 
Mylc tak, otworzya podugowate pudeko, w ktrym mieciy si przyrzdy 
do rysowania. Maria Rudziska, wiedziona dobroci serca i delikatnoci 
uczu, odgada now potrzeb, w jakiej znajdzie si uboga kobieta, i 
wrczya jej to pudeko wraz ze wzorem, z ktrego kopia wykonan by miaa. 
Owek Marty posuwa si po gadkim papierze; czua, e rka jej bya 
lekk, e myl jej spajaa si cile z myl artysty, e oko jej dostrzegao bez 
trudnoci najzawikasze zgicia linii, najsubtelniejsze rnice i przelewania 
si wiate z cieniami. Serce jej uderzao coraz silniej i radoniej, oddech 
stawa si coraz atwiejszym, rumieniec wstpowa na blade policzki, oczy 
rozpomieniay si pogod i pony zapaem. Pocieszycielka strapionych, towarzyszka 
samotnych, piastunka burzami ycia miotanych, praca, wstpia 
na ubogie poddasze i przywioda ze sob  spokj. Daremnie promie soca 
pieszczcy z rana nagie ciany izby znikn za wysokimi dachami domostw, 
daremnie wielkie miasto toczyo w dole guche swe, tajemnicze, nieustanne 
gwary, Marta nie widziaa nic i nic nie syszaa. 
Podnosia czasem oczy od roboty, aby popatrze na cicho w kacie izby bawice 
si dzieci, przemawiaa do sw par i znowu pograa si w swym 
zajciu. Niekiedy brwi jej zsuway si, wyraz gbokiego namysu osiada na 
czole. Trudnoci i zagadnienia sztuki zjawiay si wtedy przed ni i stawiy jej 
twarde, urgliwe czoo. Ale ona amaa si z nimi i zdawao si jej, e przea
79 
mywaa je szczliwie. Gdy podnosia gow i przypatrywaa si swej robocie, 
miaa umiech na ustach, ktry znika, gdy porwnywa j zaczynaa z robot 
mistrza. W umyle jej rodziy si zna wtpliwoci i obawy, ale ona 
usuwaa je od siebie jak co zbyt natrtnego, zbyt dla niej cikiego, dla serca 
dolegliwego. Pracowaa z wielkim skupieniem umysu, z niezmiernym wyteniem 
woli, z porywajcym zapaem wyobrani rozkochanej w przedmiocie 
swej pracy; pracowaa z caego rozumu, z caej duszy i z caych si swoich i 
przestaa pracowa wtedy dopiero, gdy do izby napywa poczy pierwsze 
cienie wieczornego zmroku. Wtedy zawoaa do siebie Janci, posadzia j na 
kolanach i patrzc w dziecic twarzyczk, umiechna si do niej znowu. 
Ale teraz umiech jej by innym ni z rana, nie wymuszonym przemoc na 
cinitym boleci sercu, nie sprzeczajcy si z pospnym wyrazem oczu. 
Wykwit on sam przez si i bez wysiku z piersi modej matki, ukojonej prac, 
rozgrzanej nadziej. 
Marta opowiadaa maej creczce swej jedn z owych bajek, ktrych tre 
upleciona ze zjawisk cudownych, z barw tczowych, ze pieww ptaszcych i 
skrzyde anielskich tak bardzo pochania umysy i zachwyca wyobranie 
dziecice; ale gdy usta jej snuy dla biednego, uczty podobnej od dawna 
spragnionego uszka dugie nici fantastycznych opowieci, gow jej napeniaa 
myl jedna, powtarzajca si wci niby przygrywka mieszczca w sobie 
temat pieni ycia: Gdybym potrafia... jeeli potrafi... jeeli umiem!... 
Czy potrafiam? czy umiem?  mylaa Marta w par dni potem wstpujc 
na wschody mieszkania Rudziskich. 
Wewntrzne pytania te modej kobiety nie otrzymay tym razem stanowczej 
odpowiedzi. Wkrtce jednak nastpi ona miaa; dzie jutrzejszy bowiem by 
dniem przeznaczonym na sesj redakcyjn, na ktrej ludzie kompetentni wyda 
mieli sd o mierze artystycznych uzdolnie Marty i wartoci dokonanej 
przez ni roboty. 
 Przyjd pani pojutrze z rana  rzeka Maria Rudziska.  M mj przyniesie 
dla niej z jutrzejszej sesji pewn ju wiadomo. 
Marta przybya w oznaczonej porze. Wacicielka adnego saloniku spotkaa 
j ze zwyk uprzejmoci i ukazaa jej fotel stojcy przy stole, na ktrym 
leaa przed dwoma dniami ukoczona robota Marty i przy ktrym siedzia 
mczyzna redniego wieku, z twarz rozumn, szlachetn i agodn. 
By to Adam Rudziski; powsta na powitanie Marty, z penym uszanowania 
ruchem poda jej rk, a gdy usiada, usiad take, spuci oczy i milcza 
chwil. 
Maria usuna si w gb salonu i widocznie zasmucon twarz oparszy na 
rku siedziaa te ze spuszczonymi oczami w milczeniu. Przez kilkanacie 
sekund cika cisza panowaa w salonie. Kadej z trzech obecnych osb 
pierwsze sowo majcej toczy si rozmowy trudnym zna byo do wymwienia. 
Adam Rudziski pierwszy przerwa milczenie. 
 Smutno mi bardzo  rzek  i jestem posem przynoszcym pani niezbyt 
zapewne mie wiadomoci. Nie byo przecie w mocy mojej uczyni je innymi, 
ni s... 
Umilk i patrza na Mart oczami, w ktrych malowaa si szlachetna 
otwarto poczona ze szczerym wspczuciem. Przerwa na chwil mow 
swoj dlatego moe, aby da czas modej kobiecie do zebrania si, do przygotowania 
si na przyjcie ciosu, ktry mia j spotka. Marta zblada troch 
80 
i spucia nagle oczy, ze skupion uwag wpatrzone dotd w twarz przemawiajcego 
do niej mczyzny. Z ust jej nie wyszed przecie wykrzyk aden 
ani z piersi westchnienie. Adam Rudziski z postawy i wyrazu twarzy modej 
kobiety odgad, e umiaa powciga si i moga by mn. Po chwili tedy 
mwi dalej: 
 W sprawie, ktra obecnie pani zajmuje, sam osobicie kompetentnym70 
sdzi nie jestem i powtrz tu tylko sowa, ktre zlecono mi przed pani powtrzy. 
Uczyni za to z zupen otwartoci dlatego, aeby oszczdzi pani 
nowych zawodw i rozczarowa, i dlatego take, i materialnie i moralnie nic 
szkodliwszym nie jest dla czowieka, jak nieznanie wasnych zasobw, z ktrymi 
przychodzi do wrt spoecznego ycia, jak czste mylenie si na samym 
sobie. Z roboty, ktr pani wykonaa, widocznie si okazuje, e uczya si 
pani rysunku i posiadasz istotne zdolnoci, ale... uczya si go pani za mao, 
za pobienie, za powierzchownie, przez co zdolnoci jej niedostatecznie wywiczone, 
w wymagania sztuki nie wtajemniczone, naleytego stopnia rozwoju 
i siy nie dosigaj. Sztuka wszelka posiada dwie strony: jedn, ktra 
wypywa z samej natury powicajcego si jej czowieka, z przyrodzonego 
mu talentu, i drug, z ktr nikt ju nie rodzi si, ktr naby mona tylko 
prac, nauk. Z talentu powstaje zapewne natchnienie, ale natchnieniem, 
raz ju istniejcym, rzdzi umiejtno. Umiejtno techniczna nie oywiona 
talentem prawdziwego dziea sztuki stworzy nie moe i posuguje co najwicej 
rzemielniczym robotom. Ale nawzajem talent, choby najwyszy, pozbawiony 
umiejtnoci technicznej, jest si pierwotn, lep, nierozwinit i zarazem 
nieokieznan, zdoln co najwicej tworzy rzeczy kalekie, chaotyczne 
i niekompletne. Pani posiadasz do rysunku talent, talent do nawet wysoki, 
skoro odgadn go mona w robocie pani pomimo wicej ni wadliwej techniki 
jej wykonania. Ale... 
 Adamie!  ozwa si w tej chwili gos gospodyni domu. Maria Rudziska 
powstaa i zbliajc si do stou, przy ktrym toczya si rozmowa, patrzaa 
na ma z wyrazem proby w oczach, na suchajc go kobiet z alem i 
trwog. Marta zrozumiaa obaw dobrej kobiety. Podniosa gow i rzeka 
pewnym gosem: 
 Pani! ja pragn usysze ca, ca prawd. Z krtkich dotd dowiadcze 
moich przekonaam si o wielkiej susznoci tego, co m jej powiedzia 
przed chwil; nic materialnie i moralnie szkodliwszym nie jest dla czowieka, 
jak nieznanie wasnych zasobw, z ktrymi przychodzi do wrt spoecznego 
ycia, jak czste mylenie si na samym sobie. 
Maria usiada przy stole. Marta zwrcia wzrok na Adama Rudziskiego, 
ktry mwi dalej: 
 Sztuka posiada rne stopnie, znajomo jej ludzie nabywaj dla rnych 
celw. Do niski nawet stopie artystycznego wyksztacenia dostatecznym 
jest, aby dostarczy posiadajcemu go czowiekowi pewn sum przyjemnoci, 
ktr upiksza, urozmaica on chwile ycia sobie i otaczajcym. Pobiena 
ta znajomo sztuki, owadanie drobn czci wiadomoci o niej i rodkw 
ku jej wcieleniu sucych nazywa si dyletantyzmem71 artystycznym, posiada 
pewne dodatnie znaczenie w salonach, a choby w salonikach, zgadza si 
70 Kompetentny  uprawniony do wyrokowania na dany temat, znajcy si na rzeczy. 
71 Dyletantyzm  niepena, niedokadna znajomo jakiego przedmiotu, poczona czsto z 
pewn byskotliwoci. 
81 
z bytem zamonym, co najmniej dostatnim, zaprawiajc go pewn doz 
wdziku, poezji, witecznoci wrae i zaj. Dyletantyzm ten jednak, jakkolwiek 
nie pozbawiony cakowicie stron szlachetnych i poytecznych, jakkolwiek 
do szerokie miejsce zajmujcy w duchowej ekonomice ludzkoci, 
nie moe by niczym innym jak dodatkiem, przyozdobieniem ycia, wdzicznym 
wzorkiem rzuconym na osnow istnienia dla ubarwienia jej i urozmaicenia. 
Budowa na nim byt fizyczny, owija wkoo niego przdz ducha tak 
dug, jak dugim jest ycie ludzkie  nie podobna i nie godzi si. Nie podobna, 
gdy z przyczyny niekompletnej wynika nie moe skutek kompletny; nie 
godzi si, gdy to, co oddaje wiatu drobn i wielce czstkow przysug, nie 
posiada prawa roci do wiata pretensji o przysug wzajemn, tak wan i 
zupen, jak jest byt fizyczny i spokj moralny. Ponad dyletantyzmem artystycznym 
dopiero, w wysokociach, o ktrych czstokro ten najlejszego nie 
ma wyobraenia, istnieje  artyzm, sia potna, kompletna, z rozwinitego 
do ostatecznych granic, prawidowo uksztatowanego, przyrodzonego talentu 
i gruntownej, szerokiej wiedzy zoona. Dyletantyzm jest zabawk ycia  artyzm 
tylko moe by dla opok. Moe on by dla ycia opok fizyczny byt, 
zarwno jak moralny, podpierajc. Ale w dziedzinie sztuki, jak nauki, jak 
rzemiosa, ten otrzymuje najwicej, kto w dziea swe, spoecznoci ofiarowywane, 
wkada najwikszy kapita czasu, pracy, umiejtnoci i wprawy. Tu, 
jak gdzie indziej, istnieje konkurencja, danie i ofiara staj naprzeciw siebie, 
przygldaj si sobie i wa si wzajemnie; tu, jak gdzie indziej, stopie 
dobrobytu robotnika zostaje w prostym stosunku ze stopniem doskonaoci 
wyrobw. W dziedzinie sztuki, tak jak w kadej innej dziedzinie ofiarujcej 
pole dla pracy ludzkiej, czowiek zdoby moe dostateczne, niekiedy wietne 
warunki bytu, zdoby je przecie moe wtedy tylko, jeli posiada talent nie 
tylko przyrodzony, ale wyksztacony, jeli nie jest dyletantem tylko, ale artyst. 
Wypowiedziawszy to wszystko Adam Rudziski powsta i z uszanowaniem 
skaniajc si przed Mart, doda: 
 Przebacz, pani, e mwiem tak dugo. Nie mogem jednak rozmowy mej z 
ni zawrze w kilku sowach. Lkaem si, aby pani nie przypucia, i ci, 
ktrzy moimi usty odrzucaj jej prac, powoduj si kaprysem lub uprzedzeniem 
jakim, ktre by w tym razie byo niemal wystpkiem. Rysunek pani nie 
odpowiada potrzebom pisma, ktremu mia suy. Nie jest on do poprawnym 
ani do dokadnym, nie powtarza dostatecznie myli i charakterystyki 
pierwowzoru. Twarz modej matki, na przykad, rysowan bya przez pani z 
widocznym uczuciem i zamiowaniem, a jednak jake rysy jej wydaj si 
mglistymi w porwnaniu z wyrazistoci, ktr im nada umiejtny i wprawny 
rysownik. Jake wskutek mglistoci tej wiele ubyo wyrazowi tych oczu, 
cigajcych poruszenia ukochanych im istot, charakterowi tej gowy, podanej 
nieco naprzd, z gotowoci niby wydania ostrzegajcego lub pieszczotliwego 
wykrzyku. Drzewo to, tak bogato na wzorze rozwijajce gazist sw gstwin, 
wyglda tu ubogo i chorobliwie; droga wybiegajca zza domu, ktr artysta 
umylnie orzuci mg tajemniczoci, na rysunku pani cakiem prawie 
osonita zbyt grubymi pocigami owka staje si dla oka patrzcego zagadkowym 
prawie, niezrozumiaym, czarnym szlakiem. Zrozumiaa pani pomys 
artysty, wnikna we i polubia go; jest to widocznym, niemniej przecie 
widocznie przy kadym szczegle, przy kadym pocigniciu owka amaa 
82 
si pani z technik sztuki i nie przeamaa trudnoci, jakie ci ona stawiaa; 
nie przemkna jej zagadnie, poniewa w rku swym nie posiadaa dostatecznych 
rodkw umiejtnoci, wprawy... Oto jest caa prawda, ktr 
wypowiadam z podwjnym smutkiem. Jako znajomy pani, auj, e pani 
nie otrzymaa podanej ci pracy; jako czowiekowi, smutno mi, e pani nie 
ksztacia dostatecznie swego talentu. Posiadasz pani niezaprzeczony talent; 
szkoda, e nie uczya si wicej, gruntowniej, obszerniej, e uczy si teraz 
ju jej podobno niesposb... 
Marta powstaa, zwolna opucia splecione rce i wymwia z cicha: 
 Tak, uczy si teraz ju mi niesposb... Nie mam na to czasu  dodaa po 
chwili, po czym umilka i staa chwil ze spuszczonymi oczami w milczeniu. 
Adam Rudziski patrza na ni z wielkim zajciem, z troch podziwu nawet. 
Spodziewa si, obawia si moe ez, jkw, wyrzutw, mdle i spazmw, 
natomiast usysza kilka zaledwie sw, wyraajcych al nad niemonoci 
uczenia si, nad brakiem czasu do uczenia si koniecznego. 
Wiotka, delikatna, z wynios postaci i pikn twarz, kobieta ta posiada 
musiaa wiele energii, skoro potrafia bez zy, bez westchnienia wysucha 
surowego wyroku, skazujcego na mier drog jej nadziej, przyj na barki 
swe ten niewymowny ciar niepewnoci, nieokrelonoci pooenia, jaki po 
krtkiej uldze spad na nie znowu. Serce i gowa modej kobiety bardzo cikimi 
musiay by w tej chwili, nie rozpakaa si ona jednak, nie jkna, nie 
westchna nawet. 
Zna pora jkw gonych i paczu nie wstydzcego si oczw ludzkich nie 
przysza jeszcze dla niej, duma jej czowiecza nie bya jeszcze zaman ani 
siy starganymi. Wszak staa ona u pocztku dopiero kalwaryjskiej swej drogi, 
dwie stacje jej tylko przebya, dwa razy tylko pona wewntrznym wstydem, 
zadraa do gbi w poczuciu wasnej nieudolnoci. 
Posiadaa jeszcze do si, aby dum i wol powciga wybuchy wasnych 
uczu; nie posiadaa do znajomoci samej siebie, aby przesta spodziewa 
si... 
Adam Rudziski uszanowa milczcy al ubogiej kobiety; obcy jej w zupenoci, 
kilka razy zaledwie przez ni widziany, uczu, e w tej chwili oddali 
si powinien. Poegnawszy Mart, acz penym szacunku ukonem, wyszed z 
salonu, ale ona jego wtedy dopiero pochwycia rce Marty i ciskajc je w 
swych doniach, rzeka popiesznie: 
 Nie tra nadziei, droga pani! Nie mog pogodzi si z myl, aby tym razem 
jeszcze opucia dom mj nie pocieszona i nie zaspokojona w susznych 
swych daniach. Nie znam przeszoci twej, ale zdaje mi si, i odgaduj 
trafnie, sdzc, e ubstwo zaskoczyo ci niespodzianie, e nie bya przygotowan 
do zajcia rd spoecznoci miejsca pracownicy, dla siebie i dla 
innych byt zdobywajcej... 
Marta podniosa nagle oczy na mwic. 
 Tak  przerwaa z ywoci  tak, tak... 
Spucia znowu oczy i chwil milczaa. Zna byo, e myl jej uderzona zostaa 
z naga uwyranieniem tego, co dotd w nieokrelonych stawao przed 
ni zarysach. 
 Tak  powtrzya po chwili z moc.  Ubstwo i potrzeba pracy zaskoczyy 
mi niespodzianie. Nic mi nie uzbroio przeciw pierwszemu, nic nie 
83 
nauczyo drugiej... Przeszo moja bya caa cisz, mioci i zabaw... na 
burz i samotno nie wyniosam z niej nic... 
 Okropny los!  wyrzeka po chwili milczenia Maria Rudziska.  Gdyby 
przenikn go, odgadn, zrozumie ca jego okropno mogli wszyscy ojcowie, 
wszystkie matki!... 
Powioda doni po oczach i zwyciajc szybko swe wzruszenie zwrcia 
si ku Marcie. 
 Mwmy o pani  rzeka.  Jakkolwiek z dwch ju drg, na jakie wstpi 
prbowaa, wytrci ci brak stosownych do torowania ich narzdzi, nie tra 
nadziei i odwagi. Zawody nauczycielski i artystyczny okazay si dla pani 
niestosownymi, ale praca umysowa i artystyczna to jeszcze niecay zakres 
dziaalnoci ludzkiej, a nawet kobiecej. Pozostaje jeszcze przemys, handel, 
rzemioso. Gdy pani rozmawiaa z moim mem, przysza mi do gowy myl 
szczliwa... Znam z bliska wacicielk jednego z najzamoniejszych sklepw 
bawatnych... byam z ni nawet par lat na pensji i odtd zachowaymy 
pomidzy sob stosunki, jeli nie przyjani, to przynajmniej dobrej znajomoci. 
Sklep obszerny, modny i zasobny do usug swych potrzebuje prawdziwej 
armii komisantw72, subiektw73 itd. Co wicej, nie dawniej jak przed tygodniem 
Ewelina D., spotkawszy si ze mn w teatrze, mwia mi, e utracia 
nieraz jednego z najuyteczniejszych sklepowi jej subiektw i znajduje si z 
tego powodu w pewnym kopocie. Czy zgodziaby si pani sta w sklepie za 
kontuarem, przyjmowa goci sklepowych, mierzy materie, urzdza w 
oknach wystawy itd.? Miejsca takie bywaj bardzo dobrze opacane. Aby 
spenia przywizane do nich czynnoci, niczego wicej nie trzeba jak uczciwoci, 
przyzwoitoci ukadu i dobrego smaku. Czy pojedziesz pani ze mn do 
Eweliny D.? Przedstawi ci jej, w potrzebie poprosz, namwi... 
W kwadrans po wymwieniu sw tych przez Mari Rudziska doroka 
wiozca dwie kobiety zatrzymaa si przed jednym z najokazalszych sklepw 
przy ulicy Senatorskiej istniejcych. Przed drzwiami opatrzonymi w szerokie 
zwierciadlane szyby stay dwie karety, piknymi bardzo komi zaprzone, ze 
stangretami w liberii na kole. 
Dwie kobiety wysiady z doroki i weszy do sklepu. Na odgos dzwonka 
zawieszonego u drzwi zza dugiego stou, cakiem prawie przedzielajcego 
sklep na dwie poowy, wybieg mody mczyzna i z bardzo zgrabnym ukonem 
zapyta je, czego daj. 
 Chciaabym widzie si z pani Ewelin D.  rzeka Maria Rudziska  
czy jest w domu? 
 Nie wiem z pewnoci  z nowym ukonem odpowiedzia mody czowiek  
ale natychmiast suy pani bd odpowiedzi. 
Koczc te sowa poskoczy ku przeciwlegej cianie i przyoy usta do 
otworu tuby prowadzcej na wysze pitra domu gos mwicy na dole. 
 Wysza, ale zaraz wrci  odpowiedziano z gry. 
Mody czowiek poskoczy znowu ku dwom niedaleko drzwi stojcym kobietom. 
 Racz panie usi  wymwi wskazujc stojc w rogu sklepu aksamitem 
obit kanapk albo  doda wycigajc rk w stron wschodw zasanych 
kobiercem  moe na gr... 
72 Komisant  czowiek sprzedajcy powierzone mu towary na rachunek ich waciciela. 
73 Subiekt  sprzedawca sklepowy. 
84 
 Zaczekamy tutaj  odrzeka Maria Rudziska i wraz z towarzyszc jej 
kobiet usiada na kanapie. 
 Mogybymy pj na gr i doczeka si powrotu pani Eweliny w jej 
mieszkaniu  pgosem mwia Maria do swej towarzyszki  zdaje mi si 
jednak, e dobrze bdzie, jeli przed rozmow z wacicielk sklepu przypatrzysz 
si pani zwykym zajciom osb sprzedajcych towary i zobaczysz, na 
czym one polegaj. 
Widok, jaki oczom dwch kobiet przedstawia si w gbi sklepu, niezmiernie 
by oywiony. Skadao go osiem istot ludzkich gono i z nadzwyczajnym 
zapaem mwicych i stosy materii rozwijanych, zwijanych, szeleszczcych, 
poyskiem jedwabiu i wszystkimi barwami tego wiata mienicych si i byszczcych. 
Z jednej strony dugiego stou, cakowicie zakrytego pitrzcymi si 
jedne na drugich lub rozwinitymi i falujcymi sztukami kosztownych materii, 
stay cztery kobiety ubrane w atasy i sobole, wacicielki zapewne dwch 
przed drzwiami sklepu oczekujcych karet. Z drugiej strony stou znajdowao 
si czterech modych mczyzn... tak, znajdowao si, nie podobna bowiem 
dla okrelenia pozycji, w jakiej zostawali, uy innego wyrazu jak ten, ktry 
okrela pozycje cia ludzkich wszelkie: stojce, chodzce, skaczce, przeginajce 
si na wszystkie strony, wdrapujce si na wszystkie ciany, rozdajce 
ukony wszelkich znacze i rozmiarw, dokonywajce gesty najrozliczniejsze 
za pomoc najrozliczniejszych porusze rk, piersi, gowy, ust, brwi, nawet 
wosw... Te ostatnie, jakkolwiek w zwykym porzdku rzeczy do poledni 
grajce rol w organizmie i powierzchownoci czowieka, tu na szczegln 
zasugiway uwag. 
Wypomadowane, wyperfumowane, poyskujce, woniejce, w misterne 
piercienie poskrcane lub w penym znaczenia nieadzie na czoa opadajce, 
stanowiy one arcydziea sztuki fryzjerskiej i zaraz do bardzo wysokiego stopnia 
podnosiy wytworno postaci modych sklepowych. By moe, i postacie 
te nie byy z przyrodzenia wielce wytwornymi, zna byo nawet, e natura 
obdarzya je niepospolit si fizyczn, gruboci i jdrnoci muskuw, w 
zupenoci upowaniajc do zajcia si rodzajem pracy ciszym nieco, 
mniej wybrednym i przyjemnym, jak rozwijanie jedwabnych tkanin, przesuwanie 
w dwch palcach pajczych koronek i wywijanie politurowanym, leciuchnym, 
zgrabniuchnym okciem74 . Ramiona ich byy szerokie, rce due, 
palce grube, twarze niezbyt nawet modziecze, dojrzaoci rysw i bujnoci 
zarostu trzydziestk z gr objawiajce. Ale z jakime penym najwybredniejszego 
smaku wytworem sporzdzone byy czarne tuurki75, szerokie 
ramiona te obejmujce, jak wspaniale poniej bujnych zarostw kolorowe 
krawaty rozwijay motyle swe skrzyda, jak wdzicznymi gestami poruszay 
si te due muskularne rce, jakie gustowne, a zarazem bijce w oczy piercienie 
zdobiy te grube palce! Nic na wiecie, z wyjtkiem jednego niegu, 
przecign nie mogo w biaoci koszul, puszystymi abotami i wypukymi 
haftami wzdymajcych si na ich piersiach, nic na wiecie, adna struna, 
adna spryna, adna gutaperczana76 pika ani gorsetem wyksztacona kibi 
74 okie  dawna miara dugoci, 44 cm. 
75 Tuurek  odwitny ubir mski z owych czasw, rodzaj surduta, marynarki. 
76 Gutaperczana  zrobiona z gutaperki, tj. masy pochodzenia rolinnego o wasnociach 
podobnych do gumy. 
85 
niewiecia i nie moga w zawody z gitkoci porusze ich, sprystoci 
poskokw, ruchliwoci oczw i doskonaym wywiczeniem jzykw. 
 Kolor Mexique w biae ramae!77  mwi jeden z tych modych panw 
rozwijajc przed oczami dwch kupujcych kobiet jedn ze sztuk materii. 
 Panie przeo moe Mexique pur!78  zawoa drugi. 
 Albo gros grains79 , vert de mer!80 jest to ostatniej mody... 
 Oto s koronki Cluny81 do oszycia peplonw82 i wolantw83  brzmia 
dwiczny gos mski przy drugim kocu stou. 
 Walansieny, alansony, briue84, imitacje85, blondyny86, iluzje87... 
 Fay koloru Bismarck! moe troch zbyt wiaty, zbyt voyant88? Oto inny z 
ramaem czarnym. 
 Bordeaux, couleur sur couleur!89 Pani da czego lejszego? 
 Mosambique! Sultan!90 kolor de chair!91 wyborny dla brunetek! 
 Panie ycz sobie czego w pasy! W horyzontalne czy w perpendykularne92 
? 
 Oto jest materia w rejony! biae i rowe, efekt wyborny! bardzo voyant! 
 Rejony93 popielate, zupenie dystyngowane! 
 Rzut bkitny na biaym fond94! dla osb modych! 
 Koronka na puf albo na papiliona95? Oto s barby96  z brzegami dentles 
i unis97  ktre panie wol? 
 Panie kupuj Bismarck z ramaem? bardzo dobrze! ile okci pitnacie? 
nie! dwadziecia? 
 Panie przekadaj barby z brzegami dantelowanymi? gust wyborny! czy 
na papiliona? 
 Dla pani rejony popielate, a dla pani rzut bkitny na biaym fond? po ile 
okci? 
77 Kolor Mexique w biae ramae itd.  Orzeszkowa daje prbk argonu subiektw w sklepie 
bawatnym. Na uwag zasuguje fakt, e wszystkie przytoczone terminy byy w istocie 
uywane. Oto te z nich, ktrych znaczenie udao si wyjani. Wszystkie niemal s terminami 
francuskimi. 
78 Mexique pur (franc.)  kolor Mexique czysty, jednolity. 
79 Gros grains (franc.)  gatunek jedwabiu, 
80 Vert de mer (franc.)  ziele morska. 
81 Koronki Cluny  wyrabiane we francuskim miecie tej nazwy. 
82 Peplon (ac.peplum)  szeroka suknia fadowana. 
83 Wolant  suknia lekka, powiewna, przejrzysta. 
84 Walansieny, alansony, briue  nazwy koronek od miejscowoci, w ktrych je wyrabiano: 
Valencienne, na pnocy Francji (koo Lille), Bruges w Belgii i Alenon w Normandii (Fran
cja). 
85 Imitacje  koronki, majce imitowa (naladowa) hafty. 
86 Blondyna  cienka koronka z surowego jedwabiu. 
87 Iluzja  rodzaj przezroczystej tkaniny jedwabnej. 
88 Voyant (franc.)  jaskrawy, miay, rzucajcy si w oczy. 
89 Bordeaux, couleur sur couleur ( franc.)  bordo (odcie czerwonego), kolor wietnie do
brany. 
90 Sultan (franc.)  sutaski. 
91 Kolor de chair (franc. )  kolor cielisty. 
92 Horyzontalne i perpendykularne pasy (ac.)  poprzeczne i podune. 
93 Rejony  paski. 
94 Fond (franc.)  to. 
95 Puf, papilion  koronkowe ozdoby kapeluszy damskich. 
96 Barby  rodzaje koronek. 
97 Dentels i unis (franc.)  zbkowane i gadkie. 
86 
Urywki te rozmw prowadzonych przez czterech modych panw z czterema 
kupujcymi paniami skaday si na pewien, jeli tak wyrazi si mona, 
szczebiot, ktry wychodzc z ust mczyzn sprawia efekt wcale niepospolity. 
Gdyby nie brzmienia gosw, ktre jakkolwiek przedziwnie uksztaconymi 
modulacjami98 naladoway mikko szelesty falujcych materii i ciche szmery 
rozwijanych koronek, niemniej przecie wychodziy z piersi mskich, zaopatrzonych 
wyranie przez natur w do potne puca i doskonale zbudowane 
organa gosowe, nie podobna by nawet wpa na domys, aby owe ramae, 
rejony, rzuty, fondy, barby, wolanty, peplony, papiliony, aby cay ten szczebiot 
niezrozumiay wszelkiemu nie powiconemu uchu, niesychan erudycj99 
w dziedzinie gagankw rozwijajcy, wychodzi mg w istocie z ust 
mczyzn  mczyzn, tych przedstawicieli powanej siy, powanego mylenia 
i powanego pracowania. 
 Pani Ewelina D. wrcia!  rozleg si po sklepie basowy gos, z otworu 
tuby wychodzcy. Maria Rudziska szybko powstaa. 
 Zaczekaj tu pani chwil  rzeka do Marty  rozmwi si wprzdy sama z 
wacicielk sklepu, aby w razie odmowy z jej strony nie naraa pani na daremn 
przykro. Jeeli, jak mam nadziej, wszystko pjdzie dobrze, przyjd 
wnet po pani. 
Marta z wielk wci uwag przypatrywaa si odbywajcej si z dwch 
stron dugiego stou manipulacji100 sprzedawania i kupowania. Po bladych jej 
ustach przesuwa si od czasu do czasu umiech: bywao to wtedy, gdy poskoki 
sklepowych panw staway si najsprystszymi, fryzury najruchliwszymi 
i oczy najwymowniejszymi. 
Maria Rudziska tymczasem przebiega szybko wschody puszystym zasane 
kobiercem, dwie due sale osawione dokoa oszklonymi szafami i wesza 
do bardzo piknie umeblowanego buduaru101, w ktrym po kilku zaledwie 
sekundach da si sysze szelest szybko suncej po posadzce jedwabnej 
sukni. 
 Ach! Cest vous, Marie!102  zawoa dwiczny, pieszczony, bardzo mile w 
ucho wpadajcy gosik niewieci i dwie biae zgrabne rczki pochwyciy w 
ucisk obie rce Marii. 
 Uside, moja droga, usid, prosz ci! uczynia mi prawdziw niespodziank! 
Jestem zawsze tak szczliw, gdy ci widz! Jake licznie mi 
wygldasz! A szanowny maonek twj czy zdrw i zawsze tak wiele pracuje? 
Czytaam ostatni artyku jego o... o... nie pamitam ju doprawdy o czym... 
ale przeliczny! A miluchna Jadzia czy dobrze uczy si? Mj Boe! gdzie si to 
te czasy podziay, kiedymy z tob, Maryniu, uczyy si take razem u pani 
Devrient! Nie wyobrazisz sobie, jak drogim mi jest wspomnienie tych chwil z 
tob na pensji spdzonych! 
Zgrabna, wystrojona, trzydziestoletnia przeszo kobieta, z bardzo misternym 
kokiem z tyu gowy, bardzo regularnymi, cho nieco ju zwidymi rysami 
twarzy i z ruchliwymi czarnymi oczami, ocienionymi brwi czarn i sze
98 Modulacja  w muzyce: harmonijne prowadzenie tonw melodii z jednej tonacji do drugiej. 
Tu: staranne cieniowanie gosu, nadawanie mu brzmie miych dla ucha. 
99 Erudycja  tu: drobiazgowe wyksztacenie. 
100 Manipulacja  tu: czynno. 
101 Buduar  wytworny pokoik damski do przyjmowania bardziej poufaych goci. 
102 Cest vous, Marie (franc.)  to pani, Mario. 
87 
rok, wymwia ten potok wyrazw szybko, bez odetchnicia prawie, nie wypuszczajc 
z doni swych rk Marii, ktra usiada przy nie na kozetce palisandrowej103, 
kosztownym adamaszkiem obitej. Mwiaby pewno duej jeszcze, 
ale Maria przerwaa jej mow. 
 Droga Ewelino!  rzeka  przebacz, e skrc tym razem powitanie moje 
z tob i nie wdajc si w adne wstpy zaczn rozmow o interesie, ktry mi 
bardzo ley na sercu! 
 Ty, Maryniu, masz do mnie interes? Mj Boe! jake jestem szczliw! 
Mw, mw co najprdzej, w czym ci mog by uyteczn! Gotowam dla ciebie 
pj pieszo na koniec wiata... 
 O, nie tak wielkiej ofiary da od ciebie bd, kochana Ewelino!  zamiaa 
si Maria, po czym dodaa powanie:  Poznaam niedawno pewn 
biedn kobiet, ktra wzbudzia we mnie bardzo ywe zajcie... 
 Biedn kobiet!  z ywoci przerwaa wacicielka bogatego sklepu  
dasz wic pewno, abym jej w czym dopomoga? O, nie zawioda si na 
mnie, Maryniu! rka moja otwart jest zawsze dla tych, ktrzy cierpi! 
Mwic ostatnie wyrazy signa do kieszeni i wydobywszy z niej spory pugilares 
z koci soniowej miaa ju go otworzy, ale Maria zatrzymaa jej rk. 
 Nie o jamun tu idzie  rzeka.  Osoba, o ktrej chc ci mwi, nie da 
i nie przyjaby moe jamuny... pragnie ona i poszukuje pracy... 
 Pracy!  podnoszc lekko czarne brwi powtrzya pikna pani Ewelina  
c wic przeszkadza jej pracowa? 
 Wiele rzeczy, o ktrych zbyt dugo by mwi  powanie odpara Maria i 
ujmujc rk dawnej towarzyszki nauk z prob i uczuciem w gosie dodaa: 
 Do ciebie wanie przybyam, Ewelino, z prob, aby jej daa mono pracowania. 
 Ja... jej mono pracowania? a to jakim sposobem, moja droga? 
 Aby j przyja za pann sklepow. Brwi wacicielki sklepu podniosy 
si wyej jeszcze. Na twarzy jej maloway si zdziwienie i zakopotanie. 
 Droga Mario  zacza po chwili jkajc si z widocznym zmieszaniem  
to do mnie nie naley... w ogle interesami tyczcymi si sklepu zajmuje si 
m mj... 
 Ewelino!  zawoaa Maria  dlaczego mwisz przede mn nieprawd? 
M twj jest wacicielem sklepu wobec prawa, ale ty zarzdzasz interesami 
wsplnie z nim, wicej nawet od niego, i wszyscy wiedz dobrze, tym bardziej 
ja wiem, e znasz si na interesach wybornie i masz duo energii w przeprowadzaniu 
swych planw... dlaczeg wic... Ewelina nie pozwolia jej dokoczy. 
 A wic tak, tak  wymwia z ywoci  przykro mi byo odmawia twej 
probie, Maryniu, i chciaam wymwi si znalezionym naprdce pretekstem, 
rzuci wszystko na mego ma... Postpiam le, nie byam od razu otwart, 
wyznaj, ale te, droga Mario, yczenie twoje najzupeniej niepodobnym jest 
do spenienia, najzupeniej... najzupeniej. 
 Dlaczego? dlaczego?  pytaa Maria z tak sam ywoci, z jak przemawiaa 
do niej Ewelina. 
Obie kobiety posiaday zna charaktery ywe i wraliwe. 
103 Palisander  drewno piknego ciemnego koloru; pochodzi z drzewa rosncego w Poudniowej 
Ameryce, uywane na kosztowniejsze wyroby stolarskie. 
88 
 Ale dlatego  zawoaa Ewelina  e w sklepie naszym kobiety nie zajmuj 
si nigdy sprzeda towarw, tylko mczyni. 
 Ale dlaczeg, dlaczego kobiety nie zajmuj si tym, tylko mczyni? 
Czy trzeba umie po grecku albo mc gi w palcach sztaby elazne, aby... 
 Ale nie, nie!  przerwaa znowu gospodyni domu  mj Boe, wprawiasz 
mi, droga Mario, w prawdziwy kopot. Jake ci ja odpowiem na twoje: dlaczego? 
 Czy naleysz do osb, ktre nie zdaj sobie sprawy z powodw swoich 
czynnoci? 
 Ale naturalnie, e nie nale do takich osb... Gdybym do nich naleaa, 
nie mogabym by, tak jak jestem, czynn wsplniczk ma mego w przemysowym 
przedsiwziciu... Oto, widzisz, dlatego, e... e taki ju zwyczaj. 
 Znowu chcesz mi zby niczym, Ewelino, a jednak nie uda ci si to. 
Dawne koleestwo daje mi prawo do pewnej nawet wzgldem ciebie niedyskrecji. 
Powiadasz, e taki jest zwyczaj... ale zwyczaj kady musi mie swoje 
przyczyny, lece w interesach lub okolicznociach osb, ktre si go trzymaj. 
Gospodyni domu zerwaa si z sofki i szybko par razy przebiega pokj. 
Dugi ogon jej sukni szemra sunc si po posadzce, na twarz jej, na ktrej 
tu i owdzie ukazyway si lady niedobrze startego pudru ryowego, wybi si 
lekki rumieniec zakopotania. 
 Przypierasz mi do muru!  zawoaa stajc przed Mari  przykro mi bdzie 
wymwi to, co wymwi... ale przecie ciebie bez odpowiedzi pozostawi 
nie mog. Odpowiem ci: publiczno nasza nie lubi kobiet sprzedajcych w 
sklepie... przekada nad nie mczyzn. 
Maria zarumienia si troch i wzruszya ramionami. 
 Mylisz si, Ewelino  zawoaa  albo mwisz znowu nieszczerze; to by 
nie moe... 
 A ja ci powiadam, e tak jest... modzi, dobrze uoeni, przystojni sklepowi 
sprawiaj dobry efekt, pocigaj do sklepu nabywcw, a raczej nabywczynie... 
Tym razem twarz Marii zapona wstydem i oburzeniem. Ostatnie przemogo. 
 Ale to szkaradziestwo!  zawoaa.  jeeli mwisz prawd, nie wiem ju 
doprawdy, czemu j przypisa... 
 I ja nie wiem, czemu fakt ten przypisa naley, po prawdzie nie zastanawiaam 
si nigdy bardzo nad jego powodami ... co mi do tego... 
 Jak to... co ci do tego, Ewelino?  przerwaa znowu Maria  czy nie rozumiesz, 
e stosujc si do tego, jak powiadasz, zwyczaju, schlebiasz jakiemu 
zemu, nie wiem dobrze, jakiemu mianowicie, ale najpewniej zemu... 
Wacicielka sklepu stana na rodku pokoju i wpatrzya si w Mari szeroko 
otwartymi oczami. 
W oczach tych byo wiele sprytu, nawet rozumu, w tej chwili jednak po 
powierzchni czarnych byszczcych renic przelatyway powcigane 
umieszki. 
 Jak to?  wymwia powoli  czy sdzisz, Mario, e dla jakich tam teorii 
powinnam antrepryz104 nasz, jedyny fundusz nasz i naszych dzieci, nara104 
Antrepryza  przedsiwzicie, przedsibiorstwo, 
89 
a na straty, na niebezpieczestwa?... Dobrze to wam, literatom rezonowa105 
w ten sposb siedzc nad ksik i pirem; my, przemysowcy, musimy 
by praktycznymi... 
 Czyli przemysowcy dlatego, e s przemysowcami, uwaa si maj za 
uwolnionych od uczu i obowizkw obywatelskich?  zapytaa Maria. 
 Wcale nie!  z nowym uniesieniem zawoaa wacicielka sklepu  tote 
ani m mj, ani ja nie uchylamy si nigdy od spenienia tych obowizkw. 
Dajemy zawsze, ile tylko moemy... 
 Wiem o tym, e jestecie dobroczynnymi, naleycie do wszystkich skadek 
i filantropijnych projektw, i zakadw, ale czy to o jamun tylko idzie, 
o filantropi? Jestecie ludmi zamonymi, pod pewnym wzgldem wpywowymi, 
powinnicie bra inicjatyw we wszystkim, co ma na celu poprawienie 
zych zwyczajw, prostowanie bdw spoecznych! 
Ewelina zamiaa si z przymusem. 
 Moja droga  rzeka  poprawianie i prostowanie naley do takich ludzi, 
jak m twj, na przykad... do uczonych, pisarzy, publicystw... My jestemy 
ludmi cisego rachunku... najcilejsze za rachunki prowadzi musimy 
z publicznoci, z jej gustami i wymaganiami... ona jest nasz pani, od 
niej zaley byt nasz... pomylno i przyszo naszego przedsiwzicia... 
 Tak  z moc rzeka Maria  i dlatego powinnicie schlebia jej bezsensownym 
kaprysom i bardzo podejrzanej czystoci i podejrzanego smaku 
sympatiom... Aby ci za to, co powiedziaa, zmartwi troch przynajmniej, 
powiem ci, kochana Ewelino, e twoi sklepowi, krygujcy si i na ksztat papug 
paplajcy o ramaach i papilionach, doskonale miesznie wygldaj... 
Ewelina parskna miechem. 
 Wiem o tym!  zawoaa zanoszc si od miechu. 
 I e gdybym bya na twoim miejscu  cigna Maria  doradziabym tym 
panom, aby zamiast do jedwabiw i koronek wzili si do puga, siekiery, 
mota, kielni lub czego podobnego. Daleko by z tym przyzwoiciej wygldali... 
 Wiem o tym, wiem!  miejc si wci woaa gospodyni domu. 
 A na miejsce ich  koczya Maria  wziabym kobiety, ktre zbyt mao 
maj si fizycznych, aby ora, ku i kamienice wznosi... 
Ewelina przestaa nagle mia si i z wielk powag spojrzaa na Mari. 
 Droga Mario!  rzeka  ci ludzie potrzebuj take zarobku i potrzebuj 
go daleko niezbdniej, gwatowniej ni kobiety... s oni przecie ojcami rodzin... 
Tym razem Maria umiechna si. 
 Moja droga  rzeka  musz znowu odwoa si do praw koleestwa, 
aby ci powiedzie, e machinalnie powtrzya w tej chwili to, o czym mwicych 
syszysz cigle, a nad czym nigdy chyba nie zastanowia si sama. Ci 
ludzie s ojcami rodzin, by moe, ale kobieta, za ktr wstawiaam si do 
ciebie, ma take dzieci, ktre wyywi i wychowa musi. Gdyby mnie, na 
przykad, spotkao nieszczcie otrcenia zacnego i dobrego czowieka, ktry 
nie tylko daje mi szczcie sercu, ale prac sw byt mi zabezpiecza, nie byabym 
matk i odpowiedzialn opiekunk mojej rodziny? Gdybycie oboje, 
m twj i ty, za lat kilka zeszli ze wiata i, jak bywa czsto, nie pozostawili 
po sobie majtku, czyli najstarsza crka wasza nie byaby obowizan do 
105 Rezonowa  rozprawia, filozofowa, mwi o czym w sposb ganicy. 
90 
podtrzymania bytu, do stara okoo wychowania i pokierowania w wiecie 
modszego rodzestwa? 
Ewelina suchaa sw tych ze spuszczonymi oczami, trudno jej byo widocznie 
zebra si na odpowied. Niemniejszej jednak trudnoci dowiadczaa 
w odrzuceniu bez dostatecznych powodw proby kobiety, z ktr stosunek 
miym zna by jej sercu, a moe i pochlebia jej mioci wasnej. Niepospolity 
spryt, malujcy si w wyrazie twarzy jej i oczw, podda jej po 
chwili now odpowied. 
 Gdyby zreszt i nie to  rzeka podnoszc oczy  znajdujesze, droga Mario, 
przyzwoitym, aby moda kobieta (protegowana twoja jest zapewne kobiet 
mod) po caych dniach przebywaa za jednym stoem z kilku modymi 
ludmi? Czy podobna okoliczno nie byaby powodem zaj zgubnych dla 
niej, przykrych dla mnie, a sklep mj naraajcych wobec publicznoci na 
pewn kompromitacj? 
 Powtrzya znowu, Ewelino, jeden z krcych po wiecie komunaw106. 
Obawiacie si, aby praca wsplnie z mczyznami podejmowana nie 
nadwerya cnoty i honoru kobiety, a nie obawiacie si, aby tego samego nie 
uczynia bieda. Protegowana moja, jak nazywasz osob, o jakiej mowa, przed 
trzema miesicami utracia ma, ma dzieci, ktre kocha, smutna jest, powana, 
caa zajta wyszukaniem dla siebie rodkw zarobkowania i, jak o 
tym przekonaam si sama, bardzo uczciwa. Czyli moesz przypuci, aby 
kobieta w takim zostajca pooeniu, z takimi uczuciami, wspomnieniami, z 
tak trwog o jutro, moga najlejsz zwrci uwag na twoich wyelegantowanych 
pomocnikw? Zarczam ci, e adna myl pocha nie powstaaby w 
jej gowie. 
 Droga Mario!  zawoaa Ewelina  tego, co powiedziaa, niczym dowie 
nie podobna. Kobiety s tak poche... tak poche... 
 Prawda  z powag patrzc na dawn koleank sw odpara Maria  ale 
czy odpychanie ich od wszelkiej pracy dobrym jest lekarstwem na pocho? 
Raz jeszcze powtarzam ci, Ewelino, e kobieta, o ktrej mwi, nie jest teraz 
ani poch, ani nieuczciw... Jeeli jednak ebrzc pracy, jak jamuny, od 
wielu drzwi odejdzie tak, jak od twoich za chwil odej jej przyjdzie, nie rcz 
wcale, jak stanie si w przyszoci. 
 Przypierasz mi znowu do muru!  zawoaa wacicielka sklepu  a wic 
dobrze, wierz ci, e osoba, ktr si zajmujesz, jest wzorem i uosobieniem 
cnoty, powagi, uczciwoci... ale czy rwnie bdziesz mi moga zarczy, e 
posiada ona tego ducha porzdku t umiejtno cisego rachunku, t akuratno 
w stawieniu si do roboty i penieniu jej, ktra nie cierpi ani chwili 
zwoki, ani cienia zaniedbania? 
Teraz przysza na Mari kolej zawahania si z odpowiedzi. Przypomniaa 
sobie niepowodzenie, jakie z powodu niedostatecznej umiejtnoci spotkao 
Mart w nauczaniu i rysowaniu, przypomniaa sobie wasne sowa Marty, 
przed kilku godzinami do niej wyrzeczone: ,,Nic nie uzbroio mnie przeciw 
ubstwu, nic nie nauczyo pracy. 
Maria milczaa. Gospodyni domu, przenikliwa i ywa jak iskra, pochwycia 
w locie chwil zakopotania i wahania si towarzyszki. 
106 Komuna  sd, mniemanie utarte, wywiechtane, cho niekoniecznie prawdziwe. 
91 
 Mwia przed chwil, droga Mario, e osobom zajmujcym si sprzeda 
towarw trzeba tylko umie rozwija, ukada i mierzy materie. Tak to si 
zdaje na pozr. W gruncie, powinny one posiada wiele innych przymiotw, 
jak na przykad: przyzwyczajenie do jak najcilejszego porzdku, jeden bowiem 
przedmiot nie na waciwym miejscu umieszczony, jedna fada materii 
le zagita, jeden zwj koronki niedbale rzucony sprawia zamieszanie w sklepie 
lub przyczynia mu wane straty. Trzeba take, aby sklepowi umieli rachowa, 
i nie byle jak rachowa, tam bowiem, gdzie w kadej godzinie, minucie 
niemal, wpywaj sumy coraz nowe i coraz inne cyfry reprezentujce, 
opuszczenie jednego grosza sta si moe przyczyn nieadu w rachunkach, 
ktrego my najpilniej strzec si musimy. Na koniec i przede wszystkim sklepowi 
powinni zna wiat, ludzi, wiedzie w jaki sposb z kim si obej, jak 
komu dogodzi, komu wierzy na sowo, komu odmwi kredytu itd. Wszystkich 
przymiotw tych najczciej pozbawione s kobiety. Nie przyzwyczajone 
do porzdku, nieakuratne, dla przerachowania najdrobniejszej sumy nosi 
musz w kieszeni tabliczk mnoenia, niewinne trusitka, tylko co odczepione 
od spdniczki mamy, zaledwie miej podnie oczy na twarze kupujcych, 
nie wiedzc, jak do nich przemawia, co o kadym z nich myle, albo 
te, puszczone samopas, rozhukane, roztrzepane, pozuj na lwice, wdzicz 
si, mwi i postpuj bez taktu naraajc siebie na niesaw, zakad, w ktrym 
pracuj niby, na kompromitacj. Mczyni jakkolwiek miesznymi wydaj 
si z powodu ukadu swego i zaj niezupenie mskich, dla wacicieli 
sklepw s bardzo dogodnymi i uytecznymi. Dlatego moe kady sklep na 
wiksz skal do usug swych uywa mczyzn, kto tylko za prbowa zastpi 
ich kobietami, le na tym wyszed. Kobiety, moja droga, nie s dzi 
jeszcze wychowane tak, aby pogodzi si mogy z surowoci obowizku, despotycznoci107 
cyfry i wymaganiami tak rnolitej spoecznoci, jak jest 
spoeczno kupujcych. 
Wacicielka sklepu przestaa mwi i z pewnym triumfem patrzya na sw 
towarzyszk. Miaa w istocie do triumfowania suszn przyczyn. Maria Rudziska 
staa ze spuszczonymi oczami, z wyrazem smutku na twarzy i milczaa. 
Ewelina wzia j za rk. 
 No, powiedz mi, droga Mario  rzeka  powiedz szczerze: czy moesz rczy 
za to, e twoja protegowana jest osob porzdn, akuratn, bieg w rachunkach, 
pen taktu i znajomoci ludzi, tak jak rczya, e jest ona 
uczciw? 
 Nie, Ewelino  z trudnoci wymwia Maria  za to rczy nie mog. 
 A teraz  z coraz wiksz ywoci nacieraa na towarzyszk wacicielka 
sklepu  powiedz mi, czy moecie wy, ludzie teorii i rozumowa, sprawiedliwie 
wymaga od nas, ludzi rachuby i praktycznoci, abymy przez filantropi, 
przez, jak mwia, inicjatyw obywatelsk przyjmowali do zakadw naszych 
osoby do interesw niezdatne, a przez to naraali si na kopoty, straty, 
cakowity moe upadek naszych przedsibiorstw? Powiedz mi, czy ktokolwiek 
moe susznie wymaga od nas tego? 
 Zapewne, e nie  wyjkaa Maria. 
 Widzisz wic  rzeka Ewelina  e powinna mi mie za usprawiedliwion, 
jeli yczeniu twemu zado nie uczyniam. Fakt wytrcania z dzie107 
Despotyczno, despotyzm  wadza nieograniczona, bezwzgldna, take: tyrania, 
ucisk. 
92 
dziny przemysu kobiet ubogich jest zapewne smutny, ale na konieczno 
jego i nieunikniono skadaj si tak kaprysy i niezupenie jasne instynkty 
kobiet bogatych, dnych rozrywki i Bg wie jakich wrae, jak niedono, 
pocho, pytko kobiet ubogich potrzebujcych pracy, a peni jej nie 
umiejcych. Kiedy pierwsze porozumniej i wyszlachetniej, a drugie oka 
si lepiej przygotowanymi do penienia zaj cisych i obowizkowych, wtedy 
odprawi moich subiektw, a ciebie poprosz, aby na ich miejsce wybraa 
dla mnie z liczby twych protegowanych panny sklepowe. 
Przy ostatnich sowach Ewelina D. z cechujc j ywoci ucaowaa Mari 
w oba policzki. 
Siedzca w sklepie kobieta w aobie usyszaa szelest sukni i krokw swej 
chwilowej opiekunki wtedy, gdy ta znajdowaa si jeszcze u szczytu schodw. 
Such jej by zna wyprony, niecierpliwo wielka. Powstaa i zatona 
oczami w twarzy zstpujcej ze wschodw kobiety. Po kilku sekundach patrzenia 
rka jej zadraa lekko i opara si o porcz krzesa. Ze spuszczonych 
oczu Marii i ywych rumiecw, ktre wystpiy na jej policzki, odgada 
wszystko. 
 Pani!  zbliajc si do Marii rzeka z cicha  oszczd sobie przykroci 
opowiadania mi szczegw. Nie przyjto mi... wszak prawda? 
Maria potwierdzajco skina gow i w milczeniu ucisna do Marty. 
Wyszy ze sklepu i stany na szerokim chodniku ulicy. Marta bya bardzo 
blad. Mona by rzec, e ogarn j chd dolegliwy, bo draa troch pod futrzanym 
okryciem, i e wstydzia si czego gboko, bo nie moga oderwa 
oczu od kamieni chodnika. 
 Pani!  pierwsza ozwaa si Maria  Bg widzi, jak mocno boli mi niemono 
dopomoenia ci na twej trudnej drodze. Z jednej strony zapiera ci j 
wasne twe niedostateczne przygotowanie, z drugiej obyczaj, brak inicjatywy, 
za sawa, ktrej uywaj kobiety pracownice... 
 Rozumiem  zwolna i cicho wyrzeka Marta  nie przyjto mi tu, bo opiera 
si temu zwyczaj, bo nie obudzam zaufania... 
 Daj mi, pani, swj adres  unikajc odpowiedzi rzeka Maria  moe dowiem 
si o czym dla pani poytecznym, moe bd kiedy moga by jej pomocn... 
Marta wymienia nazw ulicy i numer domu, w ktrym mieszkaa, potem 
podnoszc oczy, w ktrych malowaa si gorca wdziczno, obie rce wycigna 
ku dobrej kobiecie, chcc uj i ucisn jej donie. 
Zaledwie jednak rce dwch kobiet poczyy si, Marta usuna ywo 
swoj i cofna si par krokw. Maria Rudziska wsuna jej w do t sarn 
kopert Z liliowymi brzekami, ktrej ona dwa tygodnie temu przyj od 
niej nie chciaa. 
Marta staa chwil nieporuszona, przedchwilowa blado jej ustpia przed 
pomiennym rumiecem. 
 Jamuna!  szepna  jamuna!  i razem z tym wyrazem stumiony jk 
i guche jakie kanie wstrzsny jej piersi. Nagle zacza biec szybko w 
stron, w ktr posza Maria. Fala przechodniw, pynca nieustannie chodnikiem, 
zakrywaa przed ni osob, ktr dogoni pragna, i utrudniaa gonitw. 
Na rogu ulicy dopiero Marta ujrzaa skrcajc w przeciwn stron 
dorok, a w niej siedzc Mari. 
 Pani!  zawoaa. 
93 
Gos jej by saby, guchy; przytumi go, zdawi cakiem gwar i turkot 
uliczny. 
Kobieta obdarzona litociw rk skierowaa si ku witojerskiej ulicy z 
zamiarem zapewne zwrcenia daru, ktry gorcym rumiecem upokorzenia 
pitnowa jej czoo. Krok jej, szybki zrazu i gorczkowy, po chwili jednak 
stawa si coraz powolniejszym i mniej pewnym. Czy wzruszenia moralne, 
jakich tyle dowiadczya w dniu tym, zachwiay jej fizyczn si? Czy moe 
ogarnia j namys jaki gboki, jakie wahanie si wewntrzne wstrzsao 
zamiarem, ktry powzia bya przed chwil? ciskaa w doni delikatn kopert, 
w ktrej szelecio par wartociowych papierkw, na rogu ulicy 
witojerskiej stana. Stana i przez chwil pozostaa nieruchoma, rk 
oparta o rg muru, z twarz blad i pochylon nisko. Nagle zwrcia si w 
inn stron i podya ku swemu mieszkaniu. 
Duma i trwoga stoczyy w niej walk cik, rozdzierajc, w ktrej pierwsza 
ulega drugiej. Moda i zdrowa, niczym jeszcze nie sterana i nie znuona, 
aknca pracy wszystkimi siami i podaniami swej istoty, Marta przyja 
jamun. Nie przyjaby jej moe, uczucie godnoci osobistej nie ustpioby 
w niej moe przed obaw ndzy, gdyby bya sam na wiecie. Ale u szczytu 
wysokiej kamienicy, pomidzy czterema nagimi cianami dzieci jej drao od 
zimna, tsknymi oczami spogldao w okopcon gbi pustego komina, bladoci 
twarzyczki, zapadniciem policzkw, chorobliw szczupoci drobnego 
ciaka wzywao obfitszego poywienia...
 I by to w yciu modej kobiety dzie bardzo wany, lubo ona z wanoci 
jego nie zdawaa sobie moe dokadnej sprawy. By to dzie, w ktrym po raz 
pierwszy przyja ona jamun,  wic skosztowaa lego chleba, ktry, gorzki 
dla starcw i kalek, trujcym jest i rozkadajcym jadem dla modych i zdrowych.
 Tego wieczora w izbie na poddaszu pali si na kominie wesoy ogie, przy 
stole nad talerzem penym rosou siedziaa Jancia. Po raz pierwszy od dawna 
dzieci to dowiadczao przyjemnego poczucia ciepa i zajadao ze smakiem 
starannie sporzdzon, posiln potraw. Tote due czarne oczy dziewczynki 
przenosiy si z kolei to na ozocon promieniem gbi komina, to na lec 
obok talerza krajank chleba powleczon warstewk masa, a usta nie zamykay 
si ani na chwil. Marta siedziaa przed ogniem w postawie nieruchomej; 
profil jej rysujcy si na czerwonawym tle pomienia surowy by i zamylony. 
Oczy jej byszczay suchym poyskiem, brwi zbiegy si i utworzyy pord 
biaego czoa gbok bruzd.
 Przed ni, zawieszona w pustej przestrzeni, staa posta kobieca ze 
mierteln trwog na twarzy, z rumiecem wstydu na czole, z zaamanymi 
rkami. Posta ta bya wasn jej postaci odbit w zwierciadle jej wyobrani. 
Tye to jest  mwia w myli Marta do zjawiska wyonionego z wasnego 
jej ducha  tye to jest t sam kobiet, ktra rak piknie przyrzekaa sobie 
i dzieciciu swemu, e pracowa bdzie, e wytrwaoci, energi drog sobie 
pomidzy ludmi utoruje i miejsce pod socem zdobdzie. Ce od chwili 
owych bohaterskich postanowie uczynia? Jak spenia obietnic w gbinach 
ducha dan drogim cieniom ojca tego dziecicia? 
Posta niewiecia zakoysaa si w przestrzeni na wzr gazi wiotkiej, 
miotanej wichrami; za ca odpowied silniej zaamaa donie i drcymi usty 
szepna: 
94 
 Nie potrafiam! nie umiem! 
O niedona istoto!  zawoaa w myli Marta  jestee godn nosi nazw 
czowieka, skoro gowa twa tak bezmylna, e nie wie dobrze, co sdzi o 
sobie samej, rce tak sabe, e nie zdoaj osoni opiek jednej drobnej, 
biednej gwki dziecicej! Za c wic ludzie szanowali ci kiedy? Moesze 
teraz szanowa sam siebie? 
Zawieszona w przestrzeni posta kobieca rozplota donie i zakrya nimi 
twarz sw, ktra schylia si nisko. 
Z suchych dotd oczu Marty zy potoczyy si gorcym strumieniem i bujnymi 
kroplami przeciekay przez palce ktrymi sobie twarz przysonia. 
 Ty paczesz, mamo!  zawoaa maa Jancia i zerwaa si z krzesa. 
Stana przed matk, oczami wpzdziwionymi, wprozalonymi patrzaa 
na ni chwil, a nagle osuna si na ziemi drobnymi ramionami obja jej 
kolana i pocaunkami okrywa zacza nogi jej i rce. Marta odja donie od 
twarzy i kilka sekund siedziaa jak skamieniaa. Sodkie pocaunki ust dziecicych 
paliy j jak lizgajce si po ciele we zgryzoty; gorca mio tej 
drobnej, u kolan jej klczcej istotki rozrywaa jej serce i na torturach rozcigaa 
sumienie... 
Pochylia si, wzia dzieci w objcia, po kilka razy przycisna usta do 
czoa jej policzkw, potem zerwaa si z siedzenia, poskoczya ku oknu i upadaic 
na kolana wzrok i rce podniosa ku kawakowi nieba, ktrego to 
ciemne i gbokie byszczao gwiazdami. 
 Boe!  zawoaa gono prawie  daj mi miejsce na ziemi! mae, biedne 
choby miejsce, ale na ktrym pomieci bym si moga wraz z dzieckiem 
moim! Nie pozwl, abym omdlaa i bezsilna po raz drugi jeszcze przyj musiaa 
jamun, abym nie spenia macierzyskiego obowizku, utracia spokj 
sumienia i szacunek dla samej siebie. 
Zaiste! proby, ktre kobieta ta zanosia do nieba, niedorzecznie, niesprawiedliwie 
wymagajcymi byy, nieprawda, czytelnicy? Nie daa ona 
wprawdzie zasiada na ministerialnym krzele ani imienia swego gosi po 
wiecie stugbn saw, ani w wyuzdanej swobodzie uywa zabronionych 
rozkoszy, ale pragna y i jedynej istocie, ktr kochaa na ziemi, ycie kawakiem 
chleba podtrzyma, pragna unikn doli ebraczej i mc przed 
sam sob wstydem nie pon... Jake ambitn bya, zazdrosn, podliw i 
w podaniach swych rozuzdan! nieprawda? 
Zwyciya siebie znowu, zgnbia i do milczenia zmusia szarpice j 
wstyd, al, trwog; powstaa z klczek ze spokojn twarz, rozpakan dziewczynk 
wzia na swe kolana i cichym, agodnym gosem opowiada zacza 
ulubion jej bajeczk. Posiadaa ona w sobie widocznie spor sum si ducha 
i woli. Miayby siy te pozosta dla niej bez uytku, posugiwa jej tylko w 
walkach uczu, a gi si kornie i upada bezwadnie pod wrog moc niedonoci 
gowy i rak, uciliwoci otaczajcych j ywiow zewntrznych? 
Przez ca dug noc zimow Marta nie zamykajcymi si ani na chwil 
oczami patrzaa w ciemno zalegajc izb, machinalnie cigaa uchem 
spokojny oddech picego obok niej dziecka i mylaa nad tym, co jej jutro 
czyni wypada. 
Nazajutrz okoo poudnia kobieta w aobie wchodzia do niezbyt wielkiego, 
lecz bardzo wytwornego magazynu, za ktrego oknami zwieszay si bufiaste 
kobiece suknie i na ksztat roju motylw najrozliczniejszymi barwami migo
95 
tay zgrabne kapelusiki i malutkie czepeczki. By to magazyn, w ktrym niegdy 
Marta zaopatrywaa si zwyczajnie w przedmioty do stroju potrzebne. 
Na odgos dzwonka, ktry zakoysa si u drzwi, z przylegego pokoju wysza 
kobieta moda jeszcze, z pikn kibici i bardzo przyjemn twarz. Spojrzawszy 
na Mart umiechna si i ukonia bardzo uprzejmie. Zna poznaa 
dawn sw klientk i widziaa j znowu u siebie z przyjemnoci. 
 Jake dawno pani u nas nie bya!  z jednostajnie uprzejmym umiechem 
rzeka wacicielka sklepu; wnet jednak szybkim spojrzeniem obrzucajc 
aobn sukni Marty dodaa:  Mj Boe! syszaam o nieszczciu, 
ktre pani spotkao. Znaam przecie dobrze pana wickiego! 
Wyraz boleci przesun si po twarzy modej wdowy. Dwik nazwiska 
czowieka ukochanego i utraconego ostrzem sztyletu drasn wie ran jej 
serca. Nie wolno jej byo przecie zatrzymywa si dugo rd drogi i bezczynnie 
sucha rozmawiajcych w jej wntrzu gosw, alw i wspomnie. 
 Pani!  rzeka podnoszc oczy na stojc przed ni kobiet  dotd przychodziam 
tu zwykle, aby nabywa rne rzeczy, teraz przychodz do pani z 
prob, aby chciaa naby u mnie czas mj i prac rk moich. 
Mwic to poskromia drenie gosu i na bladych ustach swych wymoga 
umiech. 
 Szczerze pragnabym sta si pani w czym uyteczn, ale... nie zrozumiaam 
dobrze znaczenia sw jej. 
 Czy nie przyjmiesz mnie pani do zakadu swego na szwaczk? 
Wacicielka magazynu usyszawszy sowa te nie wydawaa si wcale zdziwion 
ani zmieszan, nie zmienia wyrazu twarzy penego uprzejmoci i 
wspczucia. Przez chwil staa w milczeniu, namylajc si, potem wskazaa 
rk na drzwi przylegego pokoju i bardzo grzecznie rzeka: 
 Chciej pani wej do pracowni; bdziemy tam mogy wygodniej pomwi 
o interesie. 
Pracownia przytykajca do magazynu zawieraa si w do duej sali, w 
ktrej przy stole pod oknami umieszczonym, mnstwem wstek, koronek, 
pir, kwiatw i kawakw materii zarzuconym, siedziay trzy mode kobiety 
sporzdzajce kapelusze, stroiki na gow i ozdoby do sukien delikatnego obrobienia 
wymagajce. W gbi sali rozlega si turkot dwch maszyn do szycia, 
nad ktrymi pochylay si take dwie postacie kobiece, porodku za sta 
st cay okryty tablicami kroju i wielkimi kawaami sukien, pcien, batystw, 
mulinw, pord ktrych byszczay stalowe noyce, w ow oprawne 
kredki i owki. Wszystkie kobiety znajdujce si w pracowni pilnie zajte 
byy swymi robotami, jedna z nich tylko przy wejciu Marty podniosa gow 
znad maszyny, popatrzaa na wchodzc i spotkawszy si z jej wejrzeniem 
oddaa jej grzeczny ukon. 
Wacicielka magazynu wskazaa Marcie krzeso, przy jednym ze stow 
umieszczone, po czym zwrcia si do modej panny, ktra w tej chwili wanie 
przypinaa bogate strusie piro do aksamitnego kapelusza. 
 Panno Bronisawo!  rzeka  pani ta yczy sobie pracowa u nas. Zdaje 
mi si, e okolicznoci skadaj si bardzo szczliwie. Wczoraj wanie mwiymy 
z pani, e jedna jeszcze para rk byaby nam bardzo uyteczn. 
Panna w ten sposb wezwana i widocznie pomidzy pracownicami magazynu 
pierwsze miejsce zajmujca powstaa i zbliya si do stou. 
96 
 Tak, pani  rzeka  od oddalenia si panny Leontyny jedna z maszyn pozostaje 
bezczynn. Panna Klara i panna Krystyna nie mog wydoa szyciu. 
Mnie take niesposb zaj si krojem tyle, ile trzeba, poniewa musz dyrygowa 
wyrabianiem kapeluszy. Robota opnia si, zamwienia nie speniaj 
si we waciwej porze. 
 Masz pani zupen suszno  po chwili namysu odpowiedziaa wacicielka 
sklepu  mylaam ju o tym sama. A poniewa pani wicka przybya 
tu z chci pracowania u nas, zdaje mi si, i nic nie przeszkadza, abym moga 
speni yczenie osoby, ktra w innej porze bya na nas askaw. 
Panna Bronisawa skonia si grzecznie. 
 Zapewne  rzeka  jeeli tylko pani zna si na kroju... 
Sowa te wymwione byy tonem pytania. 
W tej samej chwili jedna z maszyn umilka, a siedzca przy niej moda kobieta, 
podnisszy gow, z widoczn uwag zacza przysuchiwa si rozmowie. 
Trzy osoby stojce przy wielkim stole porodku sali umieszczonym milczay 
chwil. Wacicielka magazynu i jej pomocnica z wyrazem pytania patrzay 
na Mart; Marta wioda wzrokiem po rozpostartych na stole tablicach 
kroju, od gry do dou zakrelonych czarnymi linijkami, kropkami, wykami, 
ktre biegnc wzdu i wszerz arkusza, krzyujc si, zbiegajc, rozbiegajc, 
zakrelajc najrozmaitsze figury jeometryczne, przedstawiay nieumiejtnemu 
oku chaos do rozwikania niepodobny. Powieki Marty podniosy 
si zwolna i ciko. 
 Nie mog  rzeka  przyznawa si do umiejtnoci, ktrej nie posiadam, 
byoby to z mej strony nieuczciwoci i zreszt nie przydaoby si na nic. Krj 
znam troch, ale bardzo mao, o tyle, aby mc wykroi konierzyk, moe koszul... 
sukien, okry, a nawet wytworniejszej troch bielizny kraja nie potrafi. 
Wacicielka magazynu milczaa, ale po ustach panny Bronisawy przelecia 
niechtny troch umieszek. 
 To dziwne!  rzeka zwracajc si do naczelniczki zakadu  mnstwo 
osb da zajmowa si szyciem. a tak trudno znale kogo, kto by by biegy 
w krajaniu. Jest to przecie podstawa caej roboty. 
Tu biega i niewtpliwie wysoko opacana szwaczka zwrcia si do Marty. 
 Co za do samego szycia?  wymwia pytajcym znowu tonem. 
 Szy umiem niele  odrzeka Marta. 
 Na maszynie, zapewne. 
 Nie, pani, na maszynie nie szyam nigdy. 
Panna Bronisawa zesztywniaa, zaoya rce na piersi i staa w milczeniu. 
Wacicielka magazynu wygldaa te w tej chwili sztywniej i chodniej troch 
ni wprzdy. 
 Prawdziwie...  zacza po chwili, jkajc si i z troch zmieszania  jestem 
prawdziwie bardzo zmartwion... potrzebowaam gwnie osoby zdatnej 
do kroju... zreszt i do szycia, ale na maszynie... u nas nie szyje si inaczej 
jak na maszynie. 
I znowu pomidzy kobietami stojcymi przy stole panowaa chwila milczenia. 
Usta Marty dray troch na twarzy jej gorce rumiece mieniy si bladoci. 
97 
 Pani  wymwia podnoszc oczy na wacicielk magazynu  czy nie 
mogabym nauczy si... pracowaabym tymczasem darmo... byleby mc nauczy 
si... 
 To nie podobna  ostrym troch tonem zawoaa panna Bronisawa. 
 To trudno  przerwaa wacicielka magazynu i grzeczniejsza od swej 
domownicy, mwia dalej:  Sporzdzamy rne ubiory, po wikszej czci na 
zamwienia, z materiaw kosztownych, do nauki i wprawiania si suy nie 
mogcych... roboty wykonywa musimy spiesznie, bo i tak z przyczyny niedostatku 
doskonale uksztaconych pracownic czujemy troch brak dostatecznej 
iloci rk i opniamy si... co przynosi nam straty i nieprzyjemnoci. 
Dlatego moemy przyjmowa takie tylko pracownice, ktre s dostatecznie 
ju przygotowanymi... Bardzo auj, niech pani wierzy, i bardzo auj nie 
mogc speni jej dania... 
Wtedy dopiero, gdy wacicielka magazynu koczya te sowa, maszyna, 
ktra umilka bya przy rozpoczciu si rozmowy, zaturkotaa znowu. Schylona 
nad ni kobieta z miaa w oku. 
Marta po wyjciu z magazynu skierowaa si nie ku mieszkaniu swemu, 
ale w inn zupenie stron. Z wyrazu twarzy jej pozna by mona, e sza bez 
celu, rce jej zasunite byy w rkawy okrycia i cile z sob zwarte. Marta 
dowiadczaa wci bezwiednego, lecz gwatownego pragnienia podniesienia 
w gr splecionych doni i cinicia nimi gowy, ktra pona i ciya jej 
niewymownie. W gowie tej bya zrazu jedna tylko myl powtarzajca si z 
uporczyw nieustannoci i nadzwyczajn szybkoci: Nie umiem. Myl ta 
rozstrzeliwaa si na tysice byskawic, na tysice sztyletw, ktre przeszyway 
mzg, kuy w skronie i ostrzami spuszczay si a na dno piersi. Po kilku 
minutach Marta pomylaa: Zawsze i wszdzie to samo... 
Przez chwil nie mylaa znowu o niczym, a raczej bezwiednie ju, ale nieustannie 
powtarzaa w myli: 
Nie umiem! 
Nagle wrcia do przedchwilowego twierdzenia i dodaa do pytanie: ,,Co to 
jest, co idzie za mn zawsze i wszdzie, wypycha mi zewszd?... 
Potara doni czoo i sobie samej odpowiedziaa: 
Wszdzie i zawsze id ja sama ze sob i sama siebie wypycham zewszd... 
Zdobya si na wysilenie wielkie, aby mc myle, i signa w przeszo, 
poczynajc od owej chwili, w ktrej w salonie informacyjnego biura siadaa 
do fortepianu, aby niefortunnie zagra niefortunn Priere dune Vierge, a do 
ostatniej, w ktrej stojc w pracowni bogatego magazynu na zadawane jej 
pytania odpowiada musiaa: Nie potrafi!... 
Zawsze to samo!  powtrzya w myli  wszystkiego po trochu, nic gruntownie 
i do dna... wszystko dla ozdoby lub drobnych wygdek ycia, nic dla 
jego uytku... 
Kilkanacie sw tych wymoonych na umyle oplatanym, jak sieci, jednym 
sowem: Nie umiem! zmczyy j. Dnia tego wychodzc z domu bya 
tak stroskan, tak zajt, rozgorczkowan niemal nowym powzitym planem, 
e nie pomylaa o przyjciu posiku. Patrzc na Janci wypijajc 
zwyk sw porann szklank mleka czua nawet pewien wstrt do jedzenia. 
Targana wci i raniona w niej strona moralna oddziaywaa na fizyczn. Nogi 
chwiay si pod ni, serce uderzao z moc i szybkoci niezwyczajn, cho
98 
cia sza zwolna. Teraz tylko po gowie jej szamotao si nowe pytanie, zawarte 
zrazu w krtkiej formule: 
,,Dlaczego? Po chwili do wyrazu tego przyrasta poczy inne wyrazy, 
bezadne zrazu, potem szykujce si w pewien logiczny wtek myli. 
,,Dlaczego... tak, jest?  pytaa sam siebie moda kobieta.  Dlaczego ludzie 
wymagaj ode mnie tego, czego nikt mi nie da? Dlaczego nikt mi nie da tego, 
czego dzi ludzie wymagaj ode mnie? 
W tej chwili Marta drgna. Uczua, e kto dotkn z lekka jej ramienia. 
 Czy pani pozwoli, abym przypomniaa si jaj znajomoci?  zadwicza 
za ni agodny, niemiay nawet troch gos kobiecy. 
Marta odwrcia si i zobaczya t sam kobiet, ktra przy wejciu jej do 
pracowni magazynu podniosa gow znad maszyny i oddaa jej grzeczny 
ukon, a potem szy przestaa i z uwag przysuchiwaa si rozmowie o losie 
jej stanowicej. Bya to osoba nieadna i wcale niepokana, do zgrabna 
jednak, jak kada prawie warszawianka, bardzo porzdnie ubrana, z wyrazem 
rozsdku i dobroci na osp oszpeconej twarzy. 
 Pani nie poznaje mi moe  postpujc obok Marty mwia panna  jestem 
Klara, pracuj w magazynie pani . od piciu lat blisko, szyam kiedy 
suknie dla pani i odnosiam je pani na Graniczn ulic. 
Marta patrzaa na postpujc obok niej kobiet omglonymi oczyma. 
 W istocie, przypominam sobie  wymwia po chwili z trudnoci. 
 Przepraszam pani, e jestem tak miaa i zaczepiam pani na ulicy  
cigna dalej Klara  ale pani bya dla mnie kiedy tak dobr i grzeczn... 
Miaa tak liczn, malutk creczk... Czy creczka pani... 
Zawahaa si z dokoczeniem pytania, ale Marta myl jej odgada. 
 Dziecko moje  rzeka  yje... 
Ostatni ten wyraz wyrwa si z ust jej mimo woli zapewne, bo szybko i 
niewyranie, zadwiczaa w nim jednak gorycz taka, jakiej dotd w gosie jej 
nie byo nigdy. Klara milczaa chwil, jakby namylajc si, potem rzeka: 
 Syszaam o mierci pana wickiego i zaraz pomylaam, jak te to pani 
da sobie rad na wiecie... a jeszcze z dzieckiem. Ucieszyam si bardzo zobaczywszy 
pani przychodzc do naszego magazynu i mylaam, e pani 
pracowa z nami bdzie. To byoby bardzo dobrze, bo pani . jest dobr i 
paci niele... panna Bronisawa tylko troch kapryna i czasem ffry stroi, 
ale kiedy czowiek biedny, to musi przecie znie czasem cokolwiek... byle 
robota bya. Tote byo mi przykro, bardzo przykro, jak posyszaam, e pani 
. odmawia pani roboty... Przypomniaam sobie zaraz moj biedn Emilk... 
Ostatnie sowa szwaczka wymwia ciszej i jakby do siebie, ale Marta uderzona 
nimi bya wicej ni wszystkimi poprzedzajcymi. 
 Kt to taki ta biedna Emilka, panno Klaro?  zapytaa moda wdowa. 
 To moja siostra cioteczna, o par lat ode mnie modsza. Moja matka i jej 
matka byy rodzonymi siostrami, ale jak czsto bywa, niejednostajne miay 
dole. Jej matka wysza za urzdnika, moja za rzemielnika. Kiedy dorastaymy 
obie, Emilka bya panienk, a ja prost dziewczyn. Do tego jeszcze ona 
bya adn, a mnie ospa do reszty ju zeszpecia, kiedym jeszcze miaa lat 
dwanacie. Tote ciotka, bywao, mwia zawsze: ,,Emilce dam edukacj108, a 
potem za m j wydam dobrze. Trzymaa do niej guwernantk109 na po108 
Edukacja  wyksztacenie. 
109 Guwernantka  nauczycielka domowa. 
99 
cztki, potem na jak ma pensyjk110 posyaa. Moja matka martwia si 
naprzd okropnie, e mi ospa tak zeszpecia, ale ojciec nie bardzo martwi 
si. ,,To i c?  mwi  brzydka bdzie, za m nie pjdzie, wielka bieda! 
Albo to jeden mczyzna nie eni si, a dlatego yje na wiecie i nie bardzo 
mu le!. Moja matka odpowiadaa: Mczyzna to co innego! Bro Boe czego 
na nas, to Klara nie wyszedszy za m z godu umrze! Ale ojciec, zamiast 
martwi si tak jak matka, mia si, a czasem i gniewa si. ,,Oj, wy baby, 
baby!  mwi  u was tak, jak tylko za m nie pjdzie, to i z godu umrze! 
Albo to dziewczyna rk nie ma, czy co? A trzeba wiedzie, e sam by ciel i 
lubi chwali si swoj si. Bywao, mwi: Rce, panie, to grunt! Gow Pan 
Bg jednemu daje, drugiemu nie daje, rce kady ma! Miaam tedy lat trzynacie, 
kiedy rodzice zaczli posya mi na nauk do szwalni; naturalnie, e 
pacili za mnie, i duo pacili, ale te chwaa Bogu nauczyam si wszystkiego, 
czego trzeba... 
 I dugo pani uczya si?  zapytaa Marta, ktra z coraz wikszym zajciem 
suchaa prostego opowiadania szwaczki. 
 O! uczyam si dobre trzy lata!  odpowiedziaa panna Klara  a i potem 
jeszcze od razu zarabia nie mogam, tylko cay rok pracowaam darmo w 
magazynie, aby tylko wprawi si w krajanie, w szycie na maszynie i nabra 
gustu. Teraz za to umiem ju tyle, e mogabym sama zaoy szwalni albo 
magazyn, gdybym miaa pienidze, bo na to trzeba mie cho troch pienidzy... 
Ale trzy lata temu ojciec nas odumar oprcz mnie zostao przy matce 
dwch modszych braci, z ktrych jeden terminuje u stolarza, a drugi do 
szk chodzi... za nauk obydwch trzeba paci, a i matce, niemodej ju kobiecie, 
jak tak da wygod... 
 I pani sama pracujesz na to wszystko? 
 Prawie sama, bo po ojcu zosta si nam tylko may domek na Solnej, w 
ktrym mieszkamy... no, to ju za mieszkanie paci nie potrzebujemy... 
Zreszt, pani . paci mi dobrze i jako tym, co od niej bior, atamy si jako 
tako, eby i wyy, i braci w wiecie pokierowa. 
 Mj Boe!  zawoaa Marta  jaka pani szczliwa! 
 Tak  odrzeka Klara  po prawdzie, nie bardzo to wesoe ycie siedzie 
tak po caych dniach przy robocie i tylko w niedziel albo wito na wiat boy 
wychodzi, ale kiedy pomyl sobie, e robota moja daje sposb do ycia 
matce i jak tak przyszo zapewnia braciom, czuj si bardzo szczliw i 
wielk mam lito nad tymi. ktrzy, jak, bywao, ojciec mj mwi, ani gowy, 
ani rk nie maj. Com si ja nie namartwia nad t Emilk, com ja nie napakaa 
si z jej przyczyny... 
 Czy nie wysza za m?  zapytaa Marta. 
 Ot, tak jako si stao, e cho miaa edukacj i bya adn, nie wysza. 
Ojciec jej straci posad i ze zgryzoty zaniemg; do tego czasu jeszcze ley w 
ku biedaczysko, ni to ywy, ni to umary. Matka take chorowita i, prawd 
mwic, kapryna kobieta, zgryliwa; oprcz Emilki ma jeszcze w domu 
modsz crk i syna, z ktrymi nie wie, co ma zrobi, bo za nauk wszdzie 
paci trzeba, a tu w domu bieda, gd, nie tylko co... Emilk ciotka zacza 
od razu pdzi do pracy, jak tylko zuboeli, ale oprcz tego, e dziewczynie 
czynie rozbaamuconej balami i strojami nie chciao si wzi do pracy, po110 
Pensja  prywatny zakad wychowawczy i szkoa dla dziewczt. 
100 
kazao si, e ta wielka edukacja, ktr jej ciotka dawaa, nie daa jej ani 
gowy, ani rk. Chciaa by nauczycielk, ale gdzie tam! brzka, brzka na 
fortepianie i po francusku podobno niele mwi. ale jak przyszo do uczenia, 
ani w zb... nikt jej nie chcia... dostaa bya dwie lekcje po 40 groszy za godzin, 
a i te prdko jako stracia... Zreszt, nic dobrze nie umie... Gdzie tylko 
udaa si proszc o robot, odprawiali j z kwitkiem. A tu matka w domu 
gryzie za prniactwo, chory ojciec w ku stka, brat bki zbija po ulicach i 
tylko patrze, jak zodziej z niego bdzie, siostra z nudw i ze zoci kci si 
z ca famili, je czego nie ma ani w piecu czym zapali... Emilka ma dobre 
serce, tote martwia si okrutnie, wymizerniaa, mylelimy, e ju suchot 
dostanie, a dwa miesice temu dopiero znalaz si zarobek... 
 Znalaz si jednak!  zawoaa Marta i odetchna gboko, jakby z piersi 
jej zsun si toczcy jaki ciar. Gdy suchaa historii biednej, nieznanej 
dziewczyny, zdawao si jej, e kto opowiada dzieje kilku ostatnich przez ni 
sam przeytych miesicy. Podobiestwo smutnej doli tej do wasnego jej losu 
budzio w niej palce wspczucie i ciekawo. Klara przecie milczaa 
chwil. Po namyle dopiero i lekkim jakby wahaniu si niemiaym troch 
gosem zacza mwi: 
 Kiedy pani wysza z naszego magazynu, staraam si j dopdzi na ulicy... 
Na szczcie jest to pora, w ktrej co dzie id do domu na dwie godziny 
aby obiad zje i matce w uporzdkowaniu kuchni dopomc, potem wracam 
znowu na pi godzin do magazynu... Oto? wybiegam za pani, aby pani 
powiedzie, e jeeli... jeeliby pani wypadkiem... w takim samym znajdowaa 
si pooeniu, w jakim dwa miesice temu bya moja biedna Emilka, to 
moe... moe by pani zgodzia si pracowa tam, gdzie ona teraz pracuje... 
Niemiao, z jak sowa te wymwionymi byy, uprzedzaa ju z gry, e 
zawierajca si w nich propozycja nie bya arcywietn. Ale Marta szybko i 
jakby z dugiego snu zbudzona pochwycia rk szwaczki. 
 Panno Klaro  zawoaa  mw pani, mw prdzej, na wszystko zgodz 
si, na wszystko w wiecie! jestem przywiedziona do ostatecznoci. 
Gos jej, gdy mwia stumiony by i drcy, do z konwulsyjn niemal 
si ciskaa rk szwaczki. 
 Ach, mj Boe!  zawoaa z kolei panna Klara  jake to szczliwie, e 
mi ta myl przysza do gowy, skoro pani w takim przykrym zostajesz pooeniu, 
a jeszcze z dzieckiem... z tym licznym aniokiem, z ktrym pani pozwalaa 
mi czasem bawi si, kiedy odnosiam suknie jej na Graniczn ulic. 
Chocia znowu doprawdy... niezazdrosny111 to los tych kobiet, ktre u Szwejcowej 
pracuj... 
 Kt to jest ta Szwejcowa? gdzie mieszka? czym zajmuje si?  pytaa 
Marta z gorczkow ciekawoci i niepokojem. 
 Szwejcowa, pani, ma przy ulicy Freta zakad szycia, w ktrym sporzdzaj, 
najrozmaitsz bielizn. Ale to dziwny zakad, doprawdy, obszerny i 
bardzo nawet zamony, pracuje w nim okoo dwudziestu kobiet, a ani jednej 
nie ma maszyny112. Od szeciu z gr lat we wszystkich szwalniach i magazynach 
nie szyj inaczej jak na maszynach, ale Szwejcowa nie kupia ani 
111 Niezazdrosny... los  los nie do pozazdroszczenia. 
112 Ani jednej nie ma maszyny  zakad Szwejcowej to typowa, w owych czasach ju spniona 
rkodzielnia i manufaktura. Jedynie godowe pace robotnicze pozwalay takim przedsibiorstwom 
konkurowa z firmami stosujcymi maszyny. 
101 
jednej, krojem zajmuje si sama z crk, a do szycia przyjmuje takie tylko 
robotnice, ktre na maszynie szy nie umiej, a roboty na gwat potrzebuj... 
tote paci im, paci... a wstyd i jak o tej zapacie mwi... 
 Wszystko to nie zmienia postanowienia mego, panno Klaro  przerwaa 
ywo Marta  ja take, tak jak cioteczna siostra twoja nic dobrze nie umiem i 
musz i tam, gdzie wymagaj najmniej. 
 I daj najmniej  ze smutkiem dokoczya Klara.  Zapewne  mwia 
dalej  lepiej przecie mie co jak nic. Skoro wic pani yczy sobie tego, mog 
pani zaprowadzi do Szwejcowej. 
 Daj mi pani tylko dokadny adres, pjd sama. Wszak nie masz wiele 
czasu do stracenia. 
 Nie, pjd z pani; spni si tylko na obiad, ale to nic nie szkodzi; 
matka moja nie bdzie niespokojn o mnie, bo zdarza si czasem, ze zatrzymuj 
mi w magazynie duej ni zwykle, gdy pilna jest robota. Zreszt i 
Emilki dawno ju nie widziaam, pjdziemy razem. 
Marta nowym uciskiem rki podzikowaa poczciwej szwaczce i obie kobiety 
poszy drog prowadzc ku ulicy Freta. Po drodze Klara mwia do 
Marty: 
 Szwejcowa jest kobiet niemod i rnie ludzie o przeszoci jej opowiadaj. 
Zaoya szwalni lat temu ju ze dwadziecia, ale nieszczeglnie jej 
szo, dopki maszyn do szycia nie byo. Odkd zaczto szy na maszynach, 
Szwejcowa wzbogacia si. Moe to komu wyda si dziwnym, a jednak tak 
jest. Syszaam, jak pani . rozmawiajc z pann Bronisaw mwia, e 
Szwejcowa eksploatuje113 biedne robotnice, ktre mao umiej i z wielkiej 
biedy musz pracowa za byle co. Nie rozumiem dobrze, co ten wyraz znaczy, 
ale zdaje mi si, e jeeli Szwejcowa krzywdzi biedne kobiety, nie tylko jej w 
tym wina, ale jeszcze i kogo innego... 
Tu szwaczka umilka i zamylia si. Nie umiaa widocznie zda sobie dokadnej 
sprawy z jakiej myli, ktra witaa w jej gowie. 
 Nie wiem ju doprawdy, czyja to wina, ale prosz pani, dlaczeg s na 
wiecie kobiety takie, ktre mona krzywdzi? co ja mwi! ktre chodz i 
prosz jeszcze, aby je krzywdzono, byleby tylko dano im take kawaek czarnego 
chleba? 
Marta przypieszaa wci kroku; sza tak prdko e Klara zaledwie poda 
za ni moga. Niebawem te znalazy si na ulicy Freta. 
 Tu, pani  rzeka Klara wchodzc w nisk, wilgotn bram jednej z kamienic. 
Z bramy weszy na dziedziniec wski, dugi, ciemny, z czterech stron otoczony 
wysokimi, starymi i wilgotnymi murami, z podugowatym kawakiem 
chmurnego nieba w grze. Pochmurno musiao by tam zawsze i duszno, bo 
nad wysokimi murami znajdowaa si znaczna ilo kominw, z ktrych wychodzcy 
dym party ku doowi wilgotnym powietrzem kbi si w ciasnym 
zamkniciu i grube szare opony rozpociera w rnych stronach dziedzica. 
W najdalszej gbi dziedzica, naprzeciw bramy, nad drzwiami nadprchniaymi 
nieco i kilku wschodkami nad poziom wyniesionymi, wisiaa wska i 
duga tablica, na ktrej brudnoszafirowym tle wielkie te litery skaday nastpujcy 
napis: 
113 Eksploatowa  wyzyskiwa. 
102 
ZAKAD SZYCIA BIELIZNY MSKIEJ I DAMSKIEJ 
B. SZWEJCOWEJ 
Klara prowadzc za sob Mart wesza do wielkiej sieni, w ktrej rd gbokiego 
zmroku wida byo wschody prowadzce na wysze pitra domu, i 
otworzya jedne z drzwi znajdujcych si po obu stronach sieni. Gsta fala 
stchego, wilgotnego powietrza uderzya twarze obydwch wchodzcych kobiet. 
Weszy jednak i znalazy si w izbie obszernej, wicej dugiej ni szerokiej, 
owietlonej trzema oknami na dziedziniec wychodzcymi i do potowy 
bia mulinow firank przysonionymi, z gbi zatapiajc si w zupenym 
prawie zmroku. Sufit by tam niski, belkowany i okurzony, podoga z prostych 
nie pomalowanych desek, ciany tynkowane, spopielaciae ju nieco od 
pyu, W ktach za powyej podogi wielkimi czarnymi i bkitnymi plamami 
wilgoci okryte. 
Spord szarego ta smutnej tej izby mtnymi barwami, lecz z wyranymi 
ksztaty wystpoway mnogie postacie kobiece, to grupami wkoo okien i 
stow umieszczone, to pojedynczo siedzce w pobliu ogromnych szaf, zza 
ktrych szyb wida byo stosy pcien uszytych lub do szycia przygotowanych. 
Porodku sta wielki, na czarno pomalowany st, a nad nim pochylay 
si dwie kobiety z noycami w jednym rku, z arkuszem szpilkami nasadzonym 
w drugim. 
Znalazszy si o par krokw od progu Klara skina gow kilku robotnicom, 
ktre na ni wzrok podniosy, potem zwrcia si do stojcego porodku 
izby stou. 
 Dzie dobry, pani Szwejc  rzeka. 
Jedna ze stojcych przy stole kobiet zwrcia si twarz ku przybyej i 
umiechna si bardzo uprzejmie. 
 A, to pani, panno Klaro! przychodzisz zapewne, aby odwiedzi swoj siostr. 
Panno Emilio! panno Emilio! 
Na dwik dwukrotnie powtrzonego imienia jedna z kobiet samotnie i w 
cieniu siedzcych podniosa gow. Bya zna tak zajta robot sw lub tak 
pogrona w mylach, e nic wcale nie widziaa, co si wkoo niej dziao. Teraz 
spojrzaa przed siebie mtnymi oczami i zobaczya Klar. Nie zerwaa si 
jednak z siedzenia i nie poskoczya ku siostrze. Powstaa zwolna, pooya 
robot sw na stoku i zwolna postpia kilka krokw. 
 A! to ty, Klaro!  rzeka, przy czym wysuna ku przybyej rk bia, 
bardzo chud, z palcami ig nakutymi. 
Teraz ca postaci wysuna si na wiato przez okna pynce, a Marta 
orzuciwszy j spojrzeniem poznaa w niej ow mod dziewczyn, ktr spotkaa 
na wschodach informacyjnego biura wtedy, gdy przybywaa tam po raz 
pierwszy. Emilia t sam nawet co wtedy miaa na sobie sukni, tylko e 
przez trzy upynione miesice suknia wyszarzaa si bardziej, wiecia tu i 
wdzie naprawkami i ataniami, a twarz modej dziewczyny poblada i schuda. 
Odzie i powierzchowno jej objawiay zarazem, e ycie przedwczenie 
zaczo i szybko odbywao na niej zowrogi proces niszczenia. 
Dwie siostry poday sobie rce, przywitanie ich byo krtkie i milczce. 
Emilia odesza na opuszczone przed chwil swe miejsce, Klara zwrcia si 
do naczelniczki zakadu. 
103 
 Pani Szwejc!  rzeka  oto jest pani Marta wicka, ktra yczy sobie 
znale u pani robot. 
Szwejcowa od kilku ju chwil patrzaa na Mart, ale wyrazu oczu jej nie 
mona byo dojrze, bo okryte one byy okularami. Gos jej przecie brzmia 
bardzo uprzejmie, sodko, nieledwie czule, gdy na odezw Klary odpowiedziaa: 
 Bardzo wdziczn jestem pani... jake? pani wickiej, e pomylaa o 
skromnym moim zakadzie, ale doprawdy... tyle ju mam robotnic, e nie 
wiem, czy bd moga... 
Marta chciaa co mwi, ale Klara pocigna z lekka rkaw jej okrycia i 
szybko wpada jej w mow. 
 Moja pani Szwejc  rzeka z rezolutnoci osoby zupenie niezalenej a 
poniekd wyszo sw czujcej  po co tu daremnie sowa traci? To samo 
mwia pani Emilce, kiedy po raz pierwszy tu przysza, a jednak przyja 
j... caa rzecz w tym, eby zgodzono si na jak najmniejsz opat, nieprawda? 
Szwejcowa umiechna si. 
 Panna Klara zawsze ywego temperamentu  rzeka z jednostajn sodycz 
 porwnywasz pani opat, jak pobieraj robotnice u pani ., z t, jak 
da moe biedny nasz zakad, i dlatego wydaje si pani, e pacimy zbyt mao... 
 O tym, co mi si wydaje, kochana pani Szwejc, wiem ju ja sama  przerwaa 
Klara  chciaabym tylko, aby pani jak najprdzej powiedziaa, czy 
pani wicka znajdzie tu dla siebie robot, bo w przeciwnym razie pjdziemy 
gdzie indziej... 
Szwejcowa splota rce na piersi i spucia gow. 
 Mio bliniego  zacza z cicha i przewlekle  mio bliniego nie pozwala 
odmawia pracy osobie... 
Klara uczynia niecierpliwe poruszenie. 
 Moja pani Szwejc  rzeka  mio bliniego nie ma tu nic do czynienia. 
Pani wicka ofiaruje pani swoj prac, za ktr pani paci jej bdziesz, ot i 
koniec. To tak samo, jak kiedy czowiek przychodzi do sklepu, bierze towar i 
kadzie za niego pienidze na st. Po co tu mio bliniego? Szwejcowa 
westchna z cicha. 
 Moja panno Klaro  rzeka  wiesz dobrze, jak dbam o zdrowie moich robotnic, 
a przede wszystkim o ich obyczaje... 
Przy ostatnim wyrazie twarz jej duga i pomarszczona okrya si w istocie 
wyrazem twardym i surowym. 
Klara umiechna si. 
 Wszystko to do mnie nie naley. Chciaabym tylko usysze na koniec: 
czy przyjmujesz pani pani wick do zakadu swego, czy nie? 
 C mam robi? c mam robi? chocia, doprawdy, tyle mam ju robotnic, 
e i roboty nie staje... 
 A wic na jakich warunkach?  ywo nacieraa Klara. 
 A c? Na takich, na jakich pracuj wszystkie te panie, czterdzieci groszy 
na dzie. Dziesi godzin roboty. 
Klara przeczco wstrzsna gow. 
104 
 Pani wicka nie bdzie za tak cen pracowa  rzeka rezolutnie i 
miejc si dodaa:  Czterdzieci groszy za dziesi godzin roboty, to znaczy 
cztery grosze za godzin... To art chyba. 
Zwrcia si do Marty i rzeka: 
 Chodmy, pani, gdzie indziej. 
Klara zwrcia si ju do drzwi, ale Marta nie postpia za ni. Staa chwil 
jak przykuta do miejsca, nagle podniosa gow i rzeka: 
 Zgadzam si na warunki pani. Bd szya po dziesi godzin dziennie za 
czterdzieci groszy. 
Klara chciaa jeszcze co mwi, ale Marta nie dopucia j do sowa. 
 Tak ju postanowiam  rzeka i ciszej dodaa:  Sama przed godzin 
mwia, panno Klaro, e lepiej mie co jak nic. 
Umowa stana. Od nastpnego dnia Marta rozpocz miaa zawd 
szwaczki w zakadzie Szwejcowej. Na koniec wic po dugich poszukiwaniach, 
po trudach podejmowanych nadaremnie, upokorzeniach rwnie 
nadaremnie przenoszonych, po bezowocnym szamotaniu si rd drg rnych 
i ebraczym pukaniu do drzwi wielu, Marta znalaza robot, mono 
zarobkowania, t podstaw, na ktrej budowa si musia byt jej i jej dziecka. 
A jednak, gdy zmczona dugim chodzeniem po miecie wrcia do swej 
izdebki, nie umiechaa si tak, jak owego dnia szczliwego powrotu z biura 
informacyjnego, nie otworzya ramion ku biegncemu ku niej dzieciciu i nie 
powiedziaa mu ze z w oku i z umiechem na ustach: 
 Dzikuj Bogu! 
Blada, zamylona, z gbok fad na czole i zwartymi usty, Marta usiada 
dzi przy maym okienku, szklanymi oczami wpatrzya si w dachy otaczajcych 
domostw i adnego dwiku rozrni niezdolnym uchem wsuchiwaa 
si w gwary wielkiego miasta. 
Niska cyfra przyobiecanego zarobku nie przestraszaa j; zbyt mao jeszcze 
upyno czasu, odkd pocza zwizywa i ata rodki do ycia na ksztat 
szmaty sprchniaej, rwcej si i rozpadajcej w rku; zbyt niewprawn jeszcze 
bya w groszowe rachunki ubogich i zbyt niewiadom tego roju codziennych 
szczeglikw, z ktrych kady, drobniejszy od najdrobniejszej muszki 
zawieszonej w przestrzeni, kamiennym przecie brzemieniem spada na barki 
ubogiego, aby od razu zmierzy moga przyszy zarobek z przyszymi potrzebami 
i jasno dojrze niewystarczalno pierwszego, dolegliwo drugich. 
Nie wiedziaa jeszcze dokadnie, czy wraz z dzieckiem swym wyy bdzie 
moga czterdziestu groszami dziennie; maa ta cyfra dzisiejsza bya zreszt 
wielk w porwnaniu z wczorajsz, ktra przedstawiaa zero. Ale jeeli Marta 
nowicjuszk114 bya, acz srodze ju dowiadczon nowicjuszk, w szkole 
praktyki yciowej i w pospnej korporacji115 idcej przez wiat, pod sztandarem 
ndzy, posiadaa przecie dostateczn doz rozsdku i owiaty, aby poj 
nisko tego szczebla pracy ludzkiej, na jaki zstpia, na jakim zatrzymaa 
si bez najmniejszego widoku podniesienia si kiedykolwiek na wyszy. 
By to szczebel, na ktrym zasiadao niedostwo wszelkie opierajc si 
mierci godowej. 
114 Nowicjusz  czowiek nowoprzybyy do jakiego zawodu lab grupy spoecznej, nie obeznany 
jeszcze z nowymi warunkami ycia. 
115 Korporacja  zwizek, zrzeszenie, tu w znaczeniu przenonym. 
105 
By to szczebel, ku ktremu zstpowali tylko ci, ktrym zabrako si do 
utrzymania si na wyszych. 
By to szczebel pogrony w nizinach, w ktrych panuje mrok nieustanny, 
praca nudna, mudna, odetchn nie pozwalajca, dajca chleb czarny ciau, 
ducha trzymajca na elaznej uwizi wiecznej i nigdy dostatecznie nie zadowolnionej 
potrzeby ciaa. 
By to szczebel na koniec, na ktrym pajki snuy gste pajczyny i opltyway 
muchy, dobrowolnie ku nim zlatujce, na ktrym panowaa krzywda i 
gniota gowy, kornie, w uznaniu nieudolnoci wasnej schylone. 
Nigdy, przenigdy, ani w dniach pomylnoci i dostatku, ani w chwili zapadnicia 
w samotno i ubstwo, ani nawet w porze, w ktrej prbowaa 
wstpowa na rne drogi i ze wszystkich po kilku krokach uczynionych cofa 
si musiaa, Marta nie wyobraaa sobie, aby siy jej byy tak sabe, wiedza 
tak ograniczon, aby zstpienie w tak niskie sfery przeznaczeniem jej by 
mogo. 
Przeznaczenie to przyja ona z gorczkowym popiechem i zupen i stanowcz 
gotowoci, a jednak byo ono dla niej niespodziank; cokolwiek w 
dniach ubiegych przygotowa j do mogo  byo ono zawsze niespodziank. 
Tumem gwarnym, ktliwym, pospnym tumem cisny si myli nowe, 
dotd nie znane, do gowy modej kobiety siedzcej w wielkiej, mrocznej, wilgotnej 
izbie ulicy Freta nad kawakiem ptna, ktre zszywaa pilnie, podnoszc 
i w d opuszczajc rk w jednozgodny takt z dwudziestu rkami, ktre 
wkoo niej podnosiy si i opaday. 
Przychodzc tu po raz pierwszy jako robotnica, Marta uwaniej ni dnia 
poprzedniego rozejrzaa si pomidzy licznym gronem wsptowarzyszek pracy 
i doli. 
Wielkim byo jej zdziwienie, gdy dostrzega, e wiksza ich cz skadaa 
si z kobiet, ktrych delikatne twarze, gitkie kibicie, biae rce objawiay pochodzenie 
z innej towarzyskiej sfery ni ta, w ktr zapady poranek ycia 
bynajmniej niepodobny by do poudnia jego i wieczora. Byy tam zreszt kobiety 
rnych wiekw, powierzchownoci, rnych te widocznie usposobie. 
Jedne z nich siedziay na stokach milczce i nieruchome z wyjtkiem rk, 
ktre poruszay si nieustannie. Gowy ich, godzinami spuszczone nad robot, 
w chwili opuszczania jej podnosiy si z widoczn cikoci; przy wyjciu 
z sali nogi ich wloky si powoli, a zagase renice, wci prawie okryte 
zaczerwienionymi powiekami, ani jedn iskr, ani jednym promieniem nie 
rozpalay si nawet na widok poudniowego Soca ozacajcego pene ruchu 
ulice miasta, nawet na widok tego ruchu, ani na odgos swobodnych gosw 
ludzkich, otaczajcych je penym ycia gwarem, wtedy gdy one, nieme i onieczulone, 
wychodziy na wiat boy z pospnej swej pracowni. 
Suknie ich byy podarte, botem ulic poplamione; wosy ich zaledwie przyczesane, 
w bezksztatny kb z tyu gowy zwinite, rozsypyway si w nieadzie 
po chudych szyjach i tylko kiedy niekiedy jeszcze jaki pcienny, lecz 
nieskaonej biaoci konierz, jaka obrczka lubna na palcu poyskujca i 
zotymi poyskami cae zndzniaej postaci urga si zdajca przypominay 
jakie przyzwyczajenia dawne, jakie uczucia i zwizki serdeczne, ktre 
upyny w dal niedocig na zbyt wartkiej fali niepowrotnej przeszoci. 
Byy to istoty, ktre, ju zmczone krtk przebyt drog, omdlae na sercu i 
106 
umyle, z chorym ciaem, a w nim z konajcym duchem, wloky ciemne, 
cikie, beznadziejne swe istnienia, milczeniem, niby ostatni przez los im 
zostawion szat, osaniajc upornie poranione swe wntrza. 
Nie one jednak, nie te omdlae ciaa i miertelnie smutne duchy, przedstawiay 
w pracowni Szwejcowej widok najsmutniejszy. Najbliej okien, na 
ksztat niewolnych ptaszkw pomidzy kratami klatki szukajcych blasku 
dziennego, umieszczay si robotnice modsze od innych, jeeli nie latami ycia, 
to latami cierpie, z wiksz ywotnoci w charakterach, z uporczywszymi 
pragnieniami w piersiach, z umiechem, ktry, dawiony i powcigany, 
skona jednak nie chcia ani w sercu, ani na ustach. Twarze ich byy 
blade i chude, odzie bardzo uboga. Ale pod bladymi czoami byskay tam 
oczy co chwil niemal podnoszce si znad roboty, spojrzeniem szukajce 
spojrze towarzyszek, figlarne niekiedy albo urgliwe i zoliwe, albo jeszcze 
niecierpliwie rwce si wzrokiem kdy poza wilgotne, mroczne ciany izby. 
Od czasu do czasu pord zapadych, co dzie prawie gbsz ci powlekajcych 
si policzkw zjawiay si umiechy, wyrazem swym do wyrazu 
spojrze podobne: swawolne, szyderskie tskne lub marzce. Byy tam gowy 
wspaniale okryte bogactwem warkoczw, rd ktrych niekiedy jaka wsteczka, 
kokardka, tasiemka choby byszczaa row lub niebiesk barw; 
sznur kolorowych paciorek otacza czasem szyj urgajc jakby dziurom i 
atom stanika, ktremu niby ozdob mia suy. A wszystkie spojrzenia te, 
umiechy i ozdoby boleniejszy i bardziej zagadkowy przedstawiay widok ni 
milczenie, omdlao i onieczulenie innych robotnic... Objawiaa si w nich 
jadowita sprzeczka uczu i pragnie gniotcymi je warunkami bytu, marze 
o zbytku z gbok ndz. Tam nastpi ju upadek bierny, tu grozi si zdawa 
co chwil upadek czynny. Tamte ndzarki bliskimi ju byy koca ziemskiej 
wdrwki, te zbliay si ku pocztkowi  wystpnego ycia. Przed tamtymi 
roztwiera si grb, przed tymi  kaua. 
Kiedy Szwejcowa i crka jej stay przy wielkim samym stole, zupena na 
pozr cisza panowaa w pracowni i jedynym wyranym odgosem byy ostre 
dwiki ogromnych noyc nieustannie prawie poruszanych wprawnymi palcami. 
Cisza ta przecie bya pozorn; oprcz jedynego panujcego nad ni wyranego 
odgosu byo tam mnstwo odgosw innych, niewyranych tylko, 
przerywanych, ale tworzcych szmer nieustanny i z cicha wybuchajcy niekiedy 
niecierpliw jakby fal, to znowu opadajcy i zlewajcy si niemal z 
cisz. Szmer ten skada si z szelestu dwudziestu przeszo poruszajcych si 
rk, z oddechu dwudziestu piersi, kaszlw suchych i krtkich lub gwatownych 
i zanoszcych si, z szeptw zaledwie poruszajcych si ust, z cichutkich 
i szybko tumionych chichotw. Robotnice siedzce w gbi pracowni 
kaszlay; robotnice garnce si ku oknom szeptay i chichotay. Szwejcowa 
podnosia niekiedy gow i zza okularw toczya dokoa izby rnym spojrzeniem. 
Oczy jej przenikliwym blaskiem poyskiway zza grubych szkie: dogldaa 
roboty. Niekiedy kada noyce na stole i przewlekym, miodowym gosem 
rozpoczynaa dug mow. 
Mwia o tym, jako w innych pracowniach robotnice trac zdrowie nad 
maszynami, ktre, jak wiadomo, wyczerpuj siy i sprowadzaj rne defek
107 
ty116, i jako ona wyrzeka si wszelkich korzyci, jakie by osign moga 
przez wprowadzenie do zakadu swego maszyn, byleby tylko nie obciy 
sumienia swego grzechem niszczenia zdrowia blinich. Sumienie bowiem to 
rzecz najwaniejsza, wszystko zreszt jest prn mamon117. Szwejcowa 
jedno tylko robotnicom swym stawia wymaganie. Oto, aby obyczaje ich byy 
nieskazitelnymi. Pod tym wzgldem jednak bya ona nieubagan, raz dlatego, 
e nie chciaa, aby zakad jej przedstawia widok zgorszenia, na koniec, e 
obawiaa si utraci klientel z osb zacnych i bezporednio zatem zosta 
pogron w ndzy z dziemi swymi i wnukami. 
Robotnice suchay przemwie tych w gbokim milczeniu. Prawdopodobnie 
nie byo pomidzy nimi ani jednej, ktra by wierzya sowom Szwejcowej. 
Prawdopodobnie wszystkie one wiedziay o tym, e byy wyzyskiwanymi, a 
jednak suchay i milczay kornie. Wiedziay, e poza cianami tej izby, ktra 
je miecia, dla adnej z nich nie byo nic prcz grobu albo  kauy. 
Niekiedy take Szwejcowa lub jej crka opuszczay pracowni wychodzc z 
niej drzwiami prowadzcymi w gb budowy. Przez drzwi otwierane dolatyway 
wwczas do uszu robotnic dwiki wybornego fortepianu, na ktrym to 
grano biegle i umiejtnie, to uczono si gra. Wida take byo przez te drzwi 
rzd pokojw osawionych zbytkownymi sprztami; byszczay tam woskowe 
posadzki i szerokie zwierciada, psowe adamaszki okrywajce sprzty raziy 
zmczone oczy robotnic. Tote jedne z nich umiechay si smutnie, inne 
patrzay przed siebie ponuro, inne jeszcze mrugay oczami zoliwie. Bole, 
zazdro,  nurtoway wtedy dwadziecia piersi kobiecych. O godzinie 
trzeciej zapalano u sufitu wielkie lampy i robotnice pracoway przy sztucznym 
wietle, dopki na ciennym zegarze w mieszkaniu Szwejcowej nie wybia 
dziewita. 
Gdy Marta przepdziwszy w miejscu tym dzie cay wracaa do domu, zaledwie 
moga utrzyma si na nogach. 
Nic j przecie nie zmczyo, nic nawet nowego nie zasmucio. Ale do gbi 
piersi i mzgu, do szpiku koci swych bya przeraon. 
* 
Wybredni czytelnicy, a przede wszystkim czue i wrae aknce czytelniczki, 
czy przebaczycie mi t opowie moj, pozbawion w zupenoci tajemniczego 
wza intrygi i zajmujcego widoku dwch serc przeszytych ognistymi 
strzaami? 
Kade zjawisko za przedmiot dla opowieci suce traktowa mona w 
rny sposb. Dzieje biednej Marty, zamiast rozsnuwa si przed oczami waszymi 
jednolit i jednobarwn nici, mogyby by zapewne upikszone, 
uwietnione mnstwem krzyujcych si uczu, uderzajcych kontrastw, 
piorunujcych wypadkw, mogyby by wpltane w wieniec epizodw118, z 
ktrych kady rzucaby na nie wdzik, urok lub groz, albo te same traktowanymi 
by epizodycznie jako dopenienie jakiej bardziej efektownej i pory
116 Defekt  uszkodzenie; tu: utrata zdrowia, kalectwo. 
117 Mamona  tu: zuda, uuda. 
118 Epizod  w literaturze: drobne zdarzenie, luno zwizane z gwnym tokiem opowiadania, 
108 
wajcej caoci, jako pendant119 przywizany do historii szczliwych lub 
rozpaczajcych, sielankowych lub bohaterskich, faworyzowanych losem lub 
przeze gnbionych  Numy i Pompiliusza120. 
Wybaczcie! Spotkawszy na wiecie Mart rozgldaam si wkoo, szukaam, 
lecz nigdzie w bliskoci nie znalazam Pompiliusza adnego. Nie znalazszy 
go, chciaam dzieje kobiety skrci, zdusi i zamkn w epizodzie  nie 
mogam, albowiem uznaam, e s one godne oddzielnej caoci; zamierzaam 
na koniec wplta je w wzy intryg, w wiece epizodw  nie uczyniam tego, 
gdy wydao mi si, e najlepiej im bdzie do twarzy, gdy pjd w wiat samotne. 
Wybaczcie prostot rodkw, ktrych uywam dla przedstawienia wam 
jednego z najrozpaczliwszych zjawisk spoecznoci dzisiejszej, i pjdcie za 
mn dalej na drog, po ktrej postpuje smutna posta kobiety ubogiej, godnej 
moe lepszego losu ni ten, ktremu poddao j... co? Wszak imi tego 
czego, ktre niby fatalistyczne121 przeklestwo ugniata gowy, pta stopy i 
miady serca mnstwa istot ludzkich, wyczytacie w dziejach Marty. 
Warszawa radowaa si, gwarzya, janiaa. By to tydzie witeczny. 
Przed kilku dniami zaledwie pogasy rzsiste wiata rozpalone rd zielonych 
gazi wigilijnych jode, a w powietrzu zdaway si jeszcze drga i plsa 
radonie gamy miechw dziecicych i gwarne rozmowy szczliwych rodzin 
zebranych wkoo witecznie przybranych stow. Nazajutrz zawita mia 
wiatu go tajemniczy; rok nowy. Wntrza domw i wystawy sklepw wyglday 
strojnie. Ulice zacielaa gruba warstwa niegu staego od mrozu a 
poyskujcego milionem iskier pod promiemi soca, ktre janiao na wypogodzonym 
niebie. 
Roje sanek mkny w rnych kierunkach, tumy przechodniw zaleway 
chodnik. Ile byo gw w tym rnobarwnym, ruchliwym tumie, tyle byo pasem 
myli tajemnie rozsnuwajcych si po przestworzu, niewidzialnie cigajcych 
po szerokim wiecie bliskie i dalekie, wzniosie i poziome przedmioty. 
Mio, chciwo, uwielbienia, nienawici, trwogi, nadzieje, najrniejsze interesa 
i namitnoci, najrozmaitsze pragnienia i denia wiy si i krzyoway 
w tysicznych gowach ludnoci wielkiego miasta, idcej, jadcej, biegncej 
tam, kdy gnay j wielkie cele ycia lub maluchne celiki dnia. rd tego tajemnego 
i adnemu cielesnemu uchu nieprzystpnego gwaru, na ktrym niby 
na spodnim pokadzie rozwia si ruch sw i czynw tysicy ludzi, przez nikogo 
nie badana i nie odgadywana, wia si cicho nitka myli w pokornej i 
przez nikogo nie spostrzeonej gowie kobiecej. 
Dwie dziesitki dziennie... osiem zotych na tydzie... dziesi groszy 
dziennie onie stra za dozorowanie Janci, gdy siedz u Szwejcowej... 15 
groszy chleb i mleko dla dziecka... 15 groszy obiad... na kad niedziel nie 
ma ju nic... 
Bya to myl Marty idcej zwolna i ze schylon gow chodnikiem Krakowskiego 
Przedmiecia. 
119 Pendant (franc.)  odpowiednik. 
120 Numa i Pompiliusz  w rzeczywistoci ta sama osoba, krl rzymski Numa Pompiliusz. 
Tu nawizanie do artobliwego zwrotu przysowiowego Numa wysza za Pompiliusza, oznaczajcego 
szczliwy koniec przygd i powika miosnych. 
121 Fatalistyczny  tu: nieuchronny, nieodmienny, niecofniony (od fatalizm: wiara w przeznaczenie, 
w nieuchronno losu). 
109 
Za dwa miesice mieszkania naley si zotych 45... w sklepiku winnam 
zotych 20... za sprzedane futro wziam zotych 100... 60 od stu... 40... Janci 
trzewikw na gwat trzeba, moje dr si ju take... drzewa kupi musz... 
dziecku cigle zimno... 
Koczc myl t Marta zakaszlaa suchym, krtkim, lecz uporczywym 
kaszlem. Miesic min od dnia, w ktrym po raz pierwszy zasiada ona jako 
robotnica w pracowni Szwejcowej. Przez czas ten zmienia si bardzo. Zza 
przezroczystej biaoci jej twarzy tu i owdzie przebijay si te smugi, ciemne 
koa podkryy oczy, ktre wklsy i rozszerzyy si, pord czoa, przedziwnie 
piknie zarysowanego, gboka leaa bruzda. Czarna suknia Marty, 
czysta i caa, zrudziaa przecie przez uywanie, wygldaa chdogo, lecz staro; 
na gowie jej nie byo kapelusza ani na ramionach futrzanego okrycia. 
Czarna weniana chustka okrywaa jej wosy, grubymi fadami otaczajc blade 
czoo i wklse policzki. 
Pyna, szumiaa ludno wielkiego miasta na szerokim chodniku wspaniaej 
ulicy, z ni razem pyny w przestrze tysiczne prdy myli ludzkich, 
a rd nich wia si wci cicha, pokorna, jednostajna myl przeciskajcej si 
rd tumw bladej kobiety. 
Dziesi groszy a pi... pitnacie, a dwa... siedemnacie... siedemnacie 
od czterdziestu... dwadziecia trzy.... 
Jaka to bya myl baha, niska, sucha! Czogaa si po ziemi wtedy, kiedy 
niebo zimowe przeczystym janiao lazurem, krzepa rd chodu cyfr wtedy, 
gdy wobec zbliania si roku nowego ludzko kipiaa pragnieniami, uczuciami, 
nadziejami... 
Tak; by to w istocie akt duchowy, speniajcy si we wntrzu istoty ludzkiej, 
wielce prozaiczny i poziomy, by to groszowy i szelgowy rachunek ubstwa... 
Nie zawsze przecie myli Marty czogay si tak nisko; bya pora, w ktrej 
i ona oczy swe podnosia ku lazurom, z bijcym sercem i z umiechem nadziei 
witaa zstpujcy na wiat rok nowy. Przypomniaa sobie o tym w tej 
chwili. Podniosa powieki i spojrzeniem powioda dokoa. W oczach jej, w ktrych 
zrazu wida byo tylko frasunek z zestawienia i kombinowania groszowych 
cyfr wylgy, zagray teraz wiata podnoszcych si w piersi uczu. 
Bya to naprzd tsknota potem al, na koniec niecierpliwy bunt ducha gnbionego 
fataln jak koniecznoci, z ktr jednak staego dotd nie zawar 
sojuszu. Zapade oczy Marty bysny gorcymi ogniami, co w niej podnioso 
si krzykno blem, zajczao trwog, zbuntowao si niewyczerpan jeszcze 
dotd energi woli. Przystana chwil, podniosa gow i drcymi ustami 
szepna: 
 Nie! tak dugo by nie moe! tak zawsze by nie powinno! 
Postpia dalej i mylaa, e jest to przecie rzecz niepodobn, zupenie 
niepodobn, aby stanowczym, jedynym, domiertnym miejscem jej przeznaczenia 
by w stoek w pracowni Szwejcowej, na ktrym rd mroku, wilgoci, 
stchego powietrza, w otoczeniu wyndzniaych, obumierajcych twarzy, 
szya po dniach caych, nie mogc w zamian zarobi tyle przynajmniej, aby 
mc w nocy spa spokojnie, a minuty wolne od pracy wyzwoli spod panowania 
cyfr przedstawiajcych grosze... 
Urodzeniem, ca przeszoci sw naleaa przecie do klasy ludzi owieconych, 
bya uwaan i sama siebie uwaaa zawsze za kobiet owiecon. 
110 
Dlaczeg wic, gdy dotkna j twarda rka losu, stana ona w hierarchii 
spoecznej, w dziedzinie prac, zyskw i zaszczytw ludzkich na tym szczeblu 
najniszym, na ktrym, zdawaoby si, i sta powinni najnieszczliwsi tylko, 
najsroej wydziedziczeni z dobrodziejstw ory i narzdzi przynoszonych 
ludziom owiat? Byaby ta owiata jej kalek z kapitalnej strony jakiej? 
Byaby ona tylko cackiem wyrzebionym, wypikszonym ku zabawie spokojnego 
ducha, mieszkajcego w sytym i zadowolnionym ciele, rozpadajcym 
si w nieprzydatne na nic prchno, ilekro by duch zapragn uy j ku 
ochronieniu siebie od zmordowania i upadku, ciao od utraty si posugujcych 
duchowi? Miaaby na koniec ta owiata jej by tylko zudzeniem? 
Owiata w tej mierze i postaci, w jakich posiada j Marta, budzia pragnienia, 
nie dajc nic, co by zadowolenie ich zdoby mogo, podsycaa tsknot 
za sferami ducha, przykuwajc go do ziemi wizami godnego ciaa, potgowaa 
w sercu uczucia na to tylko, aby zaprawia je gorycz, wstrzsa 
mierteln trwog... 
Marta mylaa o tym i czua to wszystko, ale nie uoglniaa swych myli i 
uczu, nie zdawaa sobie dokadnej sprawy z wielce skomplikowanego zjawiska, 
ktre rzdzio jej losami. Czepiaa si jednego przypomnienia, jednej 
wiadomoci, e naleaa do ludzi owieconych, przed ktrymi tyle, tyle przecie 
drg ley otworem. 
Miaaby na zawsze ju zatrzyma si na tej, rd ktrej stana? Nie byo 
dla niej na ziemi adnego innego miejsca jak to, do ktrego wchodzia ze 
wstydem, o ktrym z oddalenia mylaa ze zgroz? Bagaa ona wprawdzie 
Boga o mae, skromne miejsce pod socem, o takie miejsce, na ktrym dwie 
istoty ludzkie, zwizane ze sob najcilejszymi i najwitszymi zwizkami i 
uczuciami, y by mogy; ale to, ktre po wielu prbach i wysileniach stao 
si jej udziaem, nie byo miejscem pod socem, ale otchani ciemn, w 
ktrej dwie istoty ludzkie nie yy, ale skute kajdanami najprostszych, najniszych, 
a nigdy nie zadowolonych, nigdy nie koczcych si potrzeb powoli 
umieray. 
Tak, powoli umieray. Nie bya to metafora122 adna, ale przeraajca rzeczywisto. 
Niedawno jeszcze Marta zastanawiajc si nad pooeniem, w jakie 
popada, i nad obowizkami, ktre zaciyy na sercu jej i sumieniu, powtarzaa 
sobie jako zacht i pociech: ,,Jestem moda i zdrowa. Dzi poowa 
tylko sw tych wyraaa prawd. Bya mod, ale nie bya ju zdrow. 
ywioy fizyczne i moralne, poczone ze sob, tworzyy rodzaj piy niewidzialnej, 
ktra wycieczaa i osabiaa jej ciao. 
Marta kaszlaa, od tygodni kilku dowiadcza zacza nie znanych dotd 
osabie, sny jej byway gorczkowe, budzia si z nich z gow cik i bolc 
piersi. 
Tak zaczyna musiay karier sw owe wyrobnice, dzi na wp umare, z 
suchotniczymi rumiecami na twarzach. Niedawno jedna z nich opucia 
pracowni Szwejcowej o par godzin wczeniej, ni nakazywa regulamin zakadu, 
i nie wrcia wicej. Gdy nazajutrz Marta zapytaa o ni towarzyszki, z 
kilkunastu ust rozszed si po sali stumiony, niemniej przeszywajcy szept: 
 Umara! 
122 Metafora  przenonia. 
111 
Umara? A jednak Marta wiedziaa o tym, i liczya sobie dwadziecia sze 
lat zaledwie i e kdy, na poddaszu lub w suterenie, yo i kadodziennie 
powrotu jej oczekiwao dwoje maych dzieci... 
 Co stao si z jej dziemi?  z gorczkow ciekawoci pytaa towarzyszek 
moda matka licznej czarnookiej dziewczynki. 
Odpowied, jak otrzymaa, zabrzmiaa w jej uchu ostro, dziko: 
 Dziewczynk przyjto do ochronki, chopiec kdy zgin. 
Do ochronki? a wic na bary dobroczynnoci publicznej, w rce ludzi obcych, 
na przyszo niepewn. Zgin? gdzie si mg podzia? W dziecicej 
naiwnoci szuka moe matki, ktr zniesiono z wysokiego poddasza, i rd 
onieonych ulic w mron noc zimow umar kdy po cichu, przykryty caunem 
biaej zamieci, lub, o zgrozo! poczywszy si z rwiennymi sobie wyrzutkami 
spoeczestwa... 
Duej Marta myle nie moga o pospnej tej historii, w ktrej odzwierciedlaa 
si moe wasna jej przyszo. Wasna? O, mniejsza o to. Ukochane 
przez ni istoty byy ju poza wiatem, czua si znuon, miertelnie smutn, 
i z rozkosz moe zamknaby oczy do snu wiekuistego, w ktrym wiara 
przyrzekaa jej poczenie si z tymi, za ktrymi tsknio zranione serce. Ale 
przyszo jej dziecka... jak bdzie, jak by moe, jeeli jej zabraknie na 
ziemi, jeeli kiedy na policzkach jej osid takie krwiste, pomienne rumiece, 
czoo obleje si tak grobow bladoci, oddechu piersiom zabraknie, jak 
owej biednej wyrobnicy, ktra przed niewiel dniami opuszczaa chwiejnym 
krokiem szwalni Szwejcowej, aby nigdy ju nie powrci wicej... 
Posta Marty, w zamyleniu podana nieco naprzd, wyprostowaa si. 
 Nie!  z cicha, lecz z moc wyrzeka moda kobieta  tak by nie moe! 
tak by nie powinno! 
Mwic tak czua zna kademu czowiekowi wrodzon ch dwigania si 
z niedoli i kademu czowiekowi przysugujce prawo polepszenia, podnoszenia 
swego bytu. 
Marta powioda dokoa oczami, w ktrych na miejscu przedchwilowego 
frasunku i znuenia ukazay si znowu energia i badawczo. Mnstwo 
przedmiotw otaczao j zewszd, na jednym z nich zatrzymao si jej spojrzenie. 
Przedmiotem, ktry przyku do siebie wzrok Marty, byo szerokie i 
wysokie okno z bogat wystaw jednej z najzasobniejszych ksigami miasta. 
Na widok kilkudziesiciu tomw, ktrych rnobarwne okadki mieciy si 
za przezroczystymi szybami, moda kobieta dowiadczya trzech rnych 
uczu, a byy nimi: wspomnienia, tsknota i nadzieja. Przypomniaa sobie 
owe dni szczliwe, w ktrych wsparta na ramieniu modego i wyksztaconego 
ma przybywaa nieraz w to miejsce. Stskniona do wyszych uciech 
umysowych, ktrych od czasu do czasu kosztowaa niegdy, ktrych od 
dawna pozbawion bya najzupeniej, a ktre na ciemnym tle obecnego jej 
ycia zawieciy przed ni niewymownym czarem, zobaczya na koniec par 
imion kobiecych wydrukowanych poniej tytuw ksiek. Z imion tych jedno 
naleao do osoby, ktr znaa kiedy, w ktrej nikt nie podejrzewa talentu 
pty, pki nie objawia go, a i to ze stopniowym, bardzo powoli wzrastajcym 
powodzeniem. A jednak teraz imi jej figurowao zaszczytnie pomidzy wielu 
gonymi, wietnymi imionami krajowych pisarzy, teraz kobieta ta, o ktrej 
Marta wiedziaa, e bya samotn jak ona i jak ona ubog, posiadaa miejsce 
pod socem, szacunek ludzki i wasny... 
112 
 Kto wie?  drcymi usty szepna kobieta i blada twarz jej zapona 
rumiecem rd czarnych fad wenianych, ktre obejmoway j pospn 
ram. 
Postpia par krokw i stana przed drzwiami ksigarni. 
Zapucia wzrok za szyby i zobaczya w gbi wielkiej sali jej waciciela. 
Bya to twarz dobrze jej niegdy znana, czsto w dniach pomylnoci przez 
ni widywana, mylca, uczciwa i agodna... 
U drzwi oszklonych zadwicza dzwonek, Marta wesza do ksigarni. Zatrzymaa 
si chwil w bliskoci progu i bystre, niespokojne nieco spojrzenie 
rzucia wokoo. Obawiaa si zapewne znale w ksigarni kupujce osoby, 
wobec ktrych nie mogaby wypowiedzie tego, z czym przychodzia. 
Ksigarz sam jeden sta za kontuarem, zajty kreleniem rachunkw w 
wielkiej ksidze na maym podniesieniu roztwartej. Przy otworzeniu si drzwi 
podnis gow i na widok wchodzcej kobiety przybra postaw na wp witajc, 
na wp oczekujc. Marta postpia zwolna i stana przed czowiekiem, 
ktry widocznie oczekiwa pierwszego od niej sowa. 
Przez par sekund powieki jej pozostay spuszczonymi i blade wargi dray 
lekko. Szybko jednak podniosa na twarz ksigarza wzrok, w ktrym skupiy 
si w tej chwili wszystkie wadze woli i caa przytomno jej umysu. 
 Pan mi nie poznajesz?  rzeka gosem cichym, lecz pewnym. 
Od samego ju jej wejcia ksigarz przypatrywa si jej z wielk bacznoci. 
 W istocie!  zawoa  wszake to pani wick mam przyjemno widzie! 
Zdawao mi si od razu, e pani poznaj, ale... nie byem pewny. 
Mwic to szybkim spojrzeniem orzuci ubogie ubranie modej kobiety.
  Co pani rozkae?  wymwi uprzejmie i z lekkim odcieniem smutku w 
gosie. 
Marta milczaa chwil. Twarz jej bya bardzo blada, a wzrok gboki i nieruchomy, 
gdy mwi zacza: 
 Przyszam do pana z prob, ktra wyda si mu zapewne szczegln, 
dziwn... 
Gos jej urwa si nagle. Podniosa obie donie i powioda nimi po bladym 
czole. Ksigarz szybko wyszed zza kontuaru i przysun ku modej kobiecie 
aksamitem wybity taboret, po czym wrci na uprzednie swe miejsce. 
Wydawa si zasmuconym, a wicej jeszcze zmieszanym. 
 Chciej pani usi  rzek.  Sucham pani z uwag... 
Marta nie usiada. Splecione donie opara na kontuarze i patrzaa znowu 
w twarz stojcego przed ni czowieka gbokim, lecz coraz janiejszym wzrokiem. 
 Proba, z ktr przyszam, jest w istocie szczegln, dziwn  mwia  
ale... przypomniaam sobie, e zostawae pan kiedy w przyjaznych stosunkach 
z mem moim... 
Ksigarz skoni si. 
 Tak  przerwa  pan wicki pozostawi przyjazne i pene szacunku 
wspomnienie u wszystkich, ktrzy znali go bliej. 
 Przypomniaam sobie  cigna Marta  
e kilka razy przyjmowaam pana 
w domu moim jako miego gocia... 
Ksigarz skoni si znowu z uszanowaniem. 
113 
 Wiem o tym, ze jeste pan nie tylko ksigarzem, ale i wydawc... e zatem... 
Gos jej sab i cich stopniowo, umilka na chwil. Nagle podniosa znowu 
gow, splecione donie wycigna nieco przed siebie i odetchna gboko 
par razy. 
 Daj mi pan prac jak... wska drog... naucz mi, co mam czyni!... 
Ksigarz wydawa si w istocie nieco zdziwionym. Patrza przez chwil na 
stojc przed nim kobiet wzrokiem uwanym, niemal badawczym. Ale pikna 
i moda twarz Marty nie przedstawiaa bynajmniej trudnej do odczytania 
zagadki. Bieda, niepokj, daremne pragnienia i gorce baganie zakreliy j 
bardzo czytelnymi znakami. Rozumne, siwe oczy ksigarza, badawczo zrazu, 
a nawet nieco surowo patrzce spod szlachetnego czoa, miky zwolna, a w 
smutnym zamyleniu okryy si powiekami. Przez chwil pomidzy dwojgiem 
tych ludzi panowao milczenie. Ksigarz przerwa je pierwszy. 
 A wic  rzek z lekkim wahaniem w gosie  pan wicki umierajc nie 
zostawi po sobie adnego majtku? 
 adnego!  z cicha odpowiedziaa Marta. 
 Mielicie pastwo dzieci. 
 Mam ma crk. 
 I adnego dotd zajcia znale pani dla siebie nie moga? 
 Owszem... zajmuj si szyciem, za ktre otrzymuj czterdzieci groszy 
dziennie... 
 Czterdzieci groszy dziennie!  zawoa ksigarz  dla dwch osb! ale to 
ndza! 
 Ndza  powtrzya Marta  gdyby to bya ndza tylko i tylko dla mnie, i 
taka jeszcze, na ktr adnej ju rady nie ma na ziemi! O, wierzaj mi, panie, 
e potrafiabym cierpie odwanie, y bez ebraniny i umrze bez skargi! Ale 
nie jestem sam, jestem matk! Gdybym nie miaa serca macierzyskiego, 
ktre kocha, syszaabym w sobie gos sumienia, ktre obowizek przypomina; 
gdybym nie miaa sumienia, ktre kocha, syszaabym gos serca. Mam 
jedno i drugie, panie! Rozpacz mi ogarnia, gdy patrz na wychud twarz 
mego dziecka, gdy myl o jego przyszoci, ale gdy wspomn, i dotd nic 
dla uczyni nie potrafiam, wstyd mi taki, e pragnabym co chwil upa 
na ziemi i gow tarza si w pyle! Bo przecie s ludzie ubodzy, ktrzy siebie 
i dzieci swe dwigaj z niedoli, dlaczeg ja uczyni tego nie mog? O, panie! 
bieda cik jest do przeniesienia, zapewne, ale czu si przeciwko niej 
bezsiln, porywa si do wszystkiego i zewszd odchodzi z poczuciem wasnej 
nieudolnoci, cierpie i drog istot widzie cierpic dzi i myle, e 
cierpienie to trwa bdzie jutro, pojutrze, zawsze, i powiedzie sobie: Przeciw 
cierpieniu temu ja nic nie mog  o, to mczarnia taka, dla ktrej jedna jest 
tylko nazwa: ycie ubogiej kobiety! 
Marta wypowiedziaa sowa te szybko i z ogniem. Przy ostatnich wyrazach 
gos jej sta si cichszym i dwa strumienie ez z niepodobn do powstrzymania 
gwatownoci oblay jej policzki. Zakrya twarz chustka i przez chwil 
staa nieruchoma, walczc wyranie ze zami, ktre usta nie chciay, poskramiajc 
tkania, ktre coraz silniej wstrzsay jej piersi. Po raz to pierwszy 
dopiero zapakaa wobec wiadka, po raz pierwszy gon skarg wypowiedziaa 
to, co nosia w sobie od dawna. Nie bya ju ani tak siln, ani tak 
114 
dumn, jak wtedy, kiedy w domu Rudziskich z suchym okiem i spokojn 
twarz dobrowolnie zrzeka si pracy, ktrej wykonywa nie moga. 
Ksigarz sta za kontuarem z rkami na piersi skrzyowanymi w postawie 
nieruchomej. Zmieszany nieco zrazu gwatownym wybuchem uczu, ktrego 
by wiadkiem, sta si po chwili widocznie wzruszonym: 
 Mj Boe!  rzek pgosem  jakie to zmienne s losy ludzkie na ziemi! 
Znajc pani dawniej, czyli mogem spodziewa si, e zobacz j kiedykolwiek 
w tym stanie smutku i ubstwa. Takecie pastwo yli dostatnio, taka z 
was bya kochajca si, szczliwa para. 
Marta odja chustk od twarzy. 
 Tak  wymwia stumionym gosem  byam szczliw... Kiedy ukochany 
przeze mnie czowiek umiera, sdziam, e go nie przeyj... Przeyam... 
al i tsknota pozostay we mnie drczce, nie zgojone, ale dla serca zranionego 
miertelnie szukaam ulgi w spenieniu macierzyskiego obowizku i 
speni go dotd nie mogam. Samotna i smutna poszam w wiat, aby o troch 
spokoju dla siebie, o ycie i przyszo mego dziecka walczy  nadaremnie... 
Oczy ksigarza, powane i zamylone, tkwiy w przestrzeni. Mia on liczn 
rodzin. By bratem, mem, ojcem. By moe, i wywoane sowami Marty 
przed oczami jego przesuny si oblicza ukochanych mu kobiet: modej siostry, 
malutkiej crki, drogiej maonki. Czyli kada z nich nie moga kiedykolwiek 
poddan zosta takiemu losowi jak ten, ktry sta przed nim w postaci 
tej kobiety osamotnionej, bez dachu, z sercem rozbolaym i ustami 
spalonymi gorczk godu i rozpaczy? Wszak sam mwi przed chwil o 
okrutnej zmiennoci losu! 
Spojrzenie jego zwolna spyno na twarz Marty, wycign ku niej rk. 
 Uspokj si pani  rzek agodnie i powanie. Chciej usi i odpocz 
chwil. Nie poczytasz mi przecie pani za niedelikatno, jeeli pragnc jej 
by uytecznym zapytam o pewne nieodzowne szczegy. Czy prbowaa ju 
pani jakiej innej pracy prcz tej, ktra ci tak ndzne przynosi wynagrodzenie? 
Do jakiego zajcia czujesz si pani najbardziej usposobion, uzdatnion? 
Wiedzc o tym moe co obmyl... znajd... 
Marta usiada. zy oschy na twarzy jej, oczy nabray tego wyrazu rozsdku 
i przytomnoci, ktry by im waciwym, ilekro moda kobieta skupiaa 
wadz woli swej i umysu. Nadzieja wstpia w jej serce; zrozumiaa, e spenienie 
jej zaley od rozmowy, ktr prowadzi miaa; uczua si znowu 
mia i wydawaa si spokojn. 
Rozmowa ta przecie nie trwaa dugo. Marta mwia szczerze, lecz zwile, 
zatrzymywaa si tylko na faktach swej przeszoci. Powodowana dum, ktra 
ozwaa si w niej na nowo, o uczuciach doznanych mao lub nic prawie 
nie mwia. Ksigarz rozumia j wybornie. Bystre oko jego spoczywao na jej 
twarzy, lecz wida byo, e w opowiadaniu modej kobiety widzia on wicej 
ni j sam i jej jednej tylko losy. 
Wielkie zagadnienie spoeczne, wielka moe krzywda ono spoeczne nurtujca 
stany przed myl dobrego i owieconego czowieka wtedy, gdy z 
uwag, zajciem i wzruszeniem sucha on dziejw ubogiej kobiety, nie mogcej 
pomimo energii, wysile, trudw znale dla siebie miejsca na ziemi. 
Marta powstaa z taboretu, na ktrym przez kilka minut siedziaa, i podajc 
rk ksigarzowi rzeka: 
115 
 Powiedziaam panu wszystko. Nie wstydziam si wyznania zawodw, 
ktre spotykay mi dotd, bo jeli siy mi zawiody, chci moje byy uczciwe. 
Czyniam wszystko, co mogam i umiaam. Sowo nieszczcia mego zamyka 
si w tym, e mao mogam, nic dostatecznie nie umiaam. Ale dotychczasowe 
prby moje nie objy jeszcze caego krgu rozlicznych czynnoci 
ludzkich, pomidzy nimi znajdzie si jeszcze moe cokolwiek i dla mnie. Mog 
mie jak nadziej? Powiedz mi pan szczerze i bez wahania, proz ci o to 
w imi tego, ktrego darzye niegdy sw przyjani, a ktry ju nie yje, w 
imi istot, ktre ci s drogimi... 
Ksigarz ucisn podan sobie rk. Do jego ciepa bya i serdeczna. Po 
chwili namysu zacz mwi: 
 Poniewa rozkazaa mi pani by szczerym, powiedzie wic musz 
prawd smutn. Nadziej polepszenia losu swego za pomoc pracy ma tylko 
moesz mie pani i wielce niepewn! Wspomniaa pani o krgu dziaalnoci 
ludzkiej. Ale krg dziaalnoci w ogle ludzkiej i krg dziaalnoci kobiecej 
s to, do rozmiarw swych, dwa nieskoczenie rne pomidzy sob 
krgi. Ostatni wyczerpaa ju pani cakiem prawie w prbach bezowocnych. 
Marta suchaa sw tych ze spuszczonymi oczami. w nieruchomej postawie. 
Ksigarz patrza na ni wzrokiem penym wspczucia. 
 Powiedziaem pani to wszystko dlatego, aby nie udzia si zby wygrowan 
nadziej i nie dowiadczya nowego, boleniejszego moe od innych zawodu. 
Nie chciabym jednak, aby pani odesza std mylc. i nie chciaem 
poda ci rki pomocnej. Bya pani przez lat pi codzienn towarzyszk ycia 
czowieka uksztaconego, to wiele znaczy; wiem, e jesiennymi, zimowymi 
wieczorami mielicie pastwo zwyczaj czytywa wsplnie, musia si std 
uzbiera pewien zapasik wiadomoci. Oprcz tego pozwl pani sobie powiedzie, 
e sposb jej wyraania si, jak te zapatrywanie si na ycie wiadczy 
o umyle, ktry nie jest w zupenoci nieuprawnym. Dlatego sdz, e sprbowa 
pracy na nowym jeszcze polu moesz pani i powinna. 
Przy ostatnich sowach ksigarz zdj z pki niewielkich rozmiarw ksik. 
Oczy Marty zajaniay. 
 Jest to wiee dzieko jednego z francuskich mylicieli. ktrego przekad 
uytecznym by moe publicznoci naszej i moim interesom. Miaem zamiar 
powierzy go komu innemu, teraz jednak szczliwy jestem, e mog suy 
nim onie naszego kochanego i nieodaowanego pana Jana... 
Mwic to ksigarz zawija w papier bkitny tomik. 
 Jest to dzieo traktujce o jednej z biecych kwestii spoecznych; jasno 
przystpnie napisane, nie powinno by ono do przekadu zby trudnym. Aeby 
za pani wiedziaa, dla czego pracowa bdziesz, okreli mog, e honorarium123 
(przebacz pani urzdowy ten wyraz) udzieli jej bd mg w sumie 
szeciuset zotych. Jeeli zajcie to okae si dla pani odpowiednim, znajdzie 
si moe potem i co innego do przeoenia. Na koniec, nie ja to jeden jestem 
wydawc i byleby pani zyskaa sobie imi dobrego tumacza, zostaniesz wezwan 
tu i wdzie. O niemieckim jzyku mwia mi pani, e posiadasz go w 
bardzo sabym stopniu. To szkoda. Przekady z tego jzyka byyby podasze 
i popatniejsze. Ale jeeli jedna i druga praca uda si pani pomylnie, bdziesz 
moe w stanie wzi kilkadziesit lekcji... dzie przekada pani b123 
Honorarium  wynagrodzenie, paca. 
116 
dziesz dziea francuskie, nocami doskonali si w mowie Germanw...124 tak 
by musi praca kobiety. Krok za krokiem i self 
help125. 
Marta drcymi rkami wzia podawan jej ksik. 
 O, panie!  wymwia ciskajc w obu doniach rk ksigarza  niech ci 
Bg wynagrodzi szczciem tych, ktrych kochasz. 
Nic wicej powiedzie nie bya w stanie, po kilku sekundach znajdowaa 
si ju na ulicy. Sza teraz szybkim krokiem. Z rozrzewnieniem mylaa o 
szlachetnym postpku z ni ksigarza, o uprzejmoci uczynnoci, jak jej 
okaza. Z myli tej wywina si myl inna. 
,,Mj Boe  mwia w duchu moda kobieta  tylu dobrych ludzi na drodze 
mej spotykam, dlaczeg mi y tak ciko? 
Ksika, ktr niosa, palia jej donie. Pragnaby lotem strzay dosign 
swej izdebki, aby rozejrze si pomidzy kartami, ktre moe przynie jej 
miay zbawienie. Po drodze jednak wstpia do maego sklepu z obuwiem i 
kupia par malutkich trzewiczkw. 
Kiedy na koniec wbiega w bram wysokiej kamienicy przy ulicy Piwnej 
stojcej, nie posza wprost na wschody, ale skierowaa si w gb dziedzica 
ku maym drzwiczkom mieszkania stra. Tam bowiem, pod opacanym 
przez Mart dozorem ony stra, Jancia przepdzaa codziennie dugie godziny, 
w ktrych matka jej szya w zakadzie Szwejcowej. W powierzchownoci 
dziecka zaszy przez czas ubiegy wiksze jeszcze i gbsze zmiany ni w 
powierzchownoci matki. Policzki Janci wklsy i chorobliw okryy si toci; 
aobna, zrudziaa i w kilku miejscach rozdarta jej sukienka zwisaa na 
wychudym ciaku, czarne oczy rozszerzyy si, utraciy dawny blask i ruchliwo, 
a w wyrazie swym posiaday t niem, bolesn skarg, ktr odznacza 
si wzrok dzieci gnbionych fizycznie i moralnie. 
Ujrzawszy matk Jancia nie rzucia si jej na szyj, nie zaszczebiotaa, jak 
bywao dawniej, nie klasna w drobne donie. Ze schylon gwk i chudymi, 
zzibnitymi rczkami, zacinitymi wkoo wenianej chusteczki, ktr 
si otulaa, wesza z matk do izby na poddaszu i usiada wnet na ziemi 
przed pustym kominem w postaci skurczonej i znkanej. Marta pooya 
ksik na stole i wydobya par polan zza pieca. Jancia wodzia za ni swymi 
przygasymi i rozszerzonymi renicami. 
 Czy nie pjdziesz ju dzi nigdzie, mamo?  ozwaa si po chwili gosem, 
ktrego dwik stumiony i powany racy stanowi kontrast z drobn, dziecic 
postaci. 
 Nie, dziecko moje  odpowiedziaa Marta  nie pjd ju dzi nigdzie. Jutro 
wielkie wito i dzi po poudniu nie kazano nam przychodzi. 
Mwic to Marta pooya drewka na kominku i przyklkszy chciaa ucisn 
ma crk. 
Zaledwie jednak dotkna jej ramienia, z ust Janci wyrwao si syknicie 
blu. 
 Co ci to?  zawoaa Marta. 
 Boli mi tu, mamo!  bez skargi w gosie, ale bardzo cicho odparo dzieci. 
 Boli ci! dlaczego? jak dawno?  troskliwie dopytywaa si matka. 
124 Mowa Germanw  jzyk niemiecki. 
125 Self help  wyraenie nieprzetumaczalne, znaczy tyle, co liczenie na wasne siy. 
117 
Jancia milczaa i siedziaa nieruchomo ze spuszczonymi oczami. Blade 
usteczka jej tylko dray troch, jak bywa zwykle u dzieci, gdy pacz gwatowny 
powstrzyma usiuj. Mart niepokoio uparte milczenie dziecka wicej 
moe ni bl objawiony. Szybko rozpia luno zwisajcy staniczek i usuna 
go z jednej rki dziecka. Na chudym, biaym ramieniu, obnaonym rk matki, 
czerniaa ciemnosina plama. Marta splota kurczowo rce. Okropna jaka 
myl przej jej musiaa przez gow. 
 Czy upada albo uderzya si?  zapytaa z cicha, z oczami wlepionymi 
w ciemne pitno. 
Jancia milczaa jeszcze chwil, nagle podniosa spuszczone powieki i ukazaa 
renice oszklone zami. Wci jednak wstrzymywaa si od paczu, drobna 
pier jej pracowaa gwatownie, cienkie usteczka dray jak listki. 
 Mamo  szepna po chwili, chylc si ku matce  siedziaam dzi tam, 
przy piecu... zimno mi byo... Antoniowa niosa wod do ognia... zaczepia o 
moj sukienk, wod rozlaa i ze zoci uderzya mi tak mocno... mocno... 
Ostatnie wyrazy wymwia bardzo cicho, gow i piersi przylgna do 
piersi matki i draa caym ciaem. Marta nie wydaa jku ni krzyku; twarz jej 
wygldaa przez chwil jak skamieniaa ale poblade wargi zwieray si coraz 
silniej i z oczu, nieruchomo zapatrzonych w przestrze, buchao coraz jaskrawsze, 
pospniejsze wiato. 
 Ach!  jkna na koniec i paajce czoo obja splecionymi domi. W 
krtkim jku tym zabrzmia gniew guchy i bole bez granic. Przez par minut 
matka i dzieci tworzyy grup dwch piersi, cile do siebie przycinitych, 
dwch twarzy, z ktrych jedna, kobieca, z suchym i pospnie poncym 
okiem, pochylaa si nad drug, dziecic, bledziuchn i zami zalan. Po 
chwili dopiero Marta odja donie od czoa i opucia je na gow crki. Odgarniaa 
z czoa popltane jej wosy, cieraa zy z chudych policzkw, zapinaa 
u piersi may staniczek, rozgrzewaa w doniach zzibe, drobne rce. 
Wszystko to czynia w milczeniu. Par razy otworzya usta, jakby chciaa co 
powiedzie, ale nie stawao jej zapewne gosu. Powstaa na koniec z ziemi i 
podniosa Janci. Posadzia j na ku i wydobyta z kieszeni zawinite w 
papier trzewiczki. 
Na ustach jej lea teraz umiech, dziwny umiech. Byo w nim co 
sztucznego, ale zarazem i co bardzo wzniosego: obok wysilenia woli wida w 
nim byo mio i mstwo matki, ktra wasne, ble przerabia na umiechy, 
aby osuszy nimi zy swego dziecicia... 
Dzie skoczy si, zegary miejskie ogosiy pnoc, a w izbie na poddaszu 
palia si jeszcze lampa; izba ta wygldaa teraz smutniej jeszcze jak wtedy, 
gdy moda wdowa po raz pierwszy prg jej przestpowaa. 
Nie byo ju w niej szafy ani komody, ani dwch skrzanych tomoczkw. 
Pierwsze dwa przedmioty wraz z dwoma nowymi krzesami lokatorka oddaa 
rzdcy domu, nie mogc za najmowanie ich paci duej, drugie sprzedaa w 
dniach silnych mrozw, aby za otrzymane pienidze przysporzy opau. Pozostao 
w izbie jedno tylko ko, na ktrym w tej chwili, owinita czarn 
chustk matczyn, spaa Jancia, dwa krzesa kulawe i jeden na czarno pomalowany 
stolik. Oblana biaym wiatem lampy i otoczona grubym uplotem 
czarnych warkoczy, twarz siedzcej przy stole kobiety w piknych i surowych 
zarysach wystpowaa z pmroku. Marta nie pracowaa jeszcze, chocia 
wszystkie materiay przyszej jej pracy: ksika, papier, piro, leay przed 
118 
ni. Ale pochwycio j nieodparte, nieprzezwycione marzenie. Niespodziane, 
wietne perspektywy otworzyy si przed jej oczami, nie moga od nich oderwa 
ciemnoci zmczonego wzroku. Nie bya ju tak pen ufnoci, jak 
wtedy, kiedy przed tym samym stolikiem zasiadaa z owkiem w rku, ale 
nie miaa do siy, aby sucha poszeptw zwtpienia. Byy one w niej, te 
poszepty, ale ona odwracaa od nich ucho, a natomiast wsuchiwaa si 
wci w napeniajce myl jej sowa ksigarza. Ze sw tych snua si duga 
przdza zotych roje kobiety, matki. Mc wykonywa prac mi acz trudn, 
podnoszc ducha i odpowiadajc najgbszym jego potrzebom, jaka to 
rozkosz! Zapracowa przez kilka tygodni szeset zotych  co za bogactwo! 
Gdy raz ju zostanie tak bogat, wielk pani, pierwsz rzecz, jak uczyni, 
bdzie przyjcie jakiej uczciwej, niemodej sucej, ktra by dzieci swoje 
miaa, a przynajmniej je lubia, a wic dozorowa moga Janci troskliwie, 
rozsdnie. Potem... (tu Marta zapytaa sama siebie, czy nie jest w rojeniach 
swych zbyt mia) potem opuci moe t nag, zimn, ponur izb, w ktrej 
jej samej tak smutno, dziecku jej mieszka tak niezdrowo, a wynajmie gdziekolwiek, 
przy maej jakiej, lecz czystej, cichej ulicy dwa pokoiki ciepe, suche, 
soneczne... Potem... jeeli zdobdzie sobie imi dobrego tumacza i wezwan 
zostanie tu i wdzie, jeeli te szeset zotych, ta suma olbrzymia, po wiele 
razy do rk jej przyjdzie, poszuka nauczycieli jzykw i rysunkw, uczy si 
bdzie, o, uczy si bdzie dniami, nocami, bez odpoczynku, z zapaem i 
cierpliwoci, bo tak przecie by musi praca kobiety, krok za krokiem i o 
wasnych siach... Potem... Jancia dorasta zacznie. Z jak bacznoci oko 
matki ledzi bdzie i odgadywa wrodzone jej zdolnoci, aby adnej z nich 
nie pozostawi odogiem, ale z kadej, owszem, uku dla przyszej kobiety 
skarb dla ducha, zbroj do walki o ycie... Nauka Janci, jej wyksztacenie, 
sia, szczcie i bezpieczestwo przyszoci caej bdzie owocem pracy jej 
matki... Z jakime spokojem zamyka ona bdzie wtedy oczy swe do snu pokrzepiajcego, 
z jak rozkosz otworzy je co rano, witajc nowy dzie trudw 
i obowizku, lecz zarazem spokoju i zadowolenia! Z jak dum wejdzie 
wtedy pomidzy ludzi czujc, e jest im rwn w sile i godnoci czowieczej, z 
jak ulonym i bogo rozrzewnionym sercem uklknie na grobie czowieka, 
ktrego kochaa, i wiecznie oczom jej przytomnemu obrazowi jego powie: 
,,Zostaam godn ciebie! Nie ulegam zej doli! Uniknam mierci z godu i 
ycia z jamuny! Potrafiam osoni opiek i wychowa dla przyszoci dzieci 
twoje i moje! Potem... 
Tu oczy Marty spotkay obok niej wiszcy na cianie obrazek. By to rysunek 
w odrzucony przez pracodawcw i zwrcony jej przez nich. Przyozdobia 
nim biedn, nag izdebk, a teraz utopia w nim cicho gorejce oczy. Domek 
may, wiejski, rozoyste drzewo, ptaszyna piewajca nad krzakiem bzowym, 
przezroczyste powietrze wsi i gboka cisza pl woniejcych... O Boe! gdyby 
tyle zapracowa moga, a tyle, iby podobny kcik skromny, wiey, zielony 
mg sta si jej wasnoci! Bdzie ju wtedy podesz w wieku kobiet; 
wietrzyk szemrzcy w gaziach ochodzi trudem ycia uznojone jej czoo, 
zmczone oczy pi bd barw wieej zieleni, a ptaszek, ktry piewa, gdy 
bya w kolebce, nad gow jej usypiajc snem wiekuistym wydzwoni ostatni 
dla niej pie tej ziemi. 
Tak roia kobieta uboga. Nocy tej w izbie na poddaszu lampa nie gasa a 
do witania. Marta czytaa ksik, ktr z obcej mowy przeoy jej poleco
119 
no. Czytaa zrazu powoli, z uwag, potem z zapaem, z gorczkowym niemal 
zajciem. Zrozumiaa myl jej twrcy, przedmiot pisma przenikn jej umys, 
jasny i wyranie stan przed oczami. Pojcie jej stao si niby elastyczne 
koo i coraz obszerniejsz, kompletniejsz obejmowao cao; intuicja, ten 
rzadki i wysoki dar z czowieka czynicy pboga, podniosa si z gbokoci 
ducha modej kobiety i szeptaa jej do ucha stwa nie znanych dotd zagadnie. 
Dzie by biay, gdy Marta zgasia lamp i pochwycia piro. Pisaa, a kiedy 
niekiedy odrywajc oczy od papieru, przenosia je w stron izby, w ktrej 
stao ko z upionym dzieciciem. Przy biaym wietle zimowego poranku 
Jancia wygldaa blado i cierpico. Gdy pierwszy promie soca wnikn do 
izby, otworzya oczy. Wtedy matka powstaa, uklka przy ku i otaczajc 
ramieniem na wp upione ciako dziecka pochylia na poduszk zmczon, 
gorc gow. 
W tej samej chwili ruch zawrza na miecie. Zaturkotay powozy, zabrzmiay 
dzwony kocielne, gwarem zakipiay rozmowy, miechy i woania. 
Warszawa witaa rok nowy.
 * 
Od dnia, w ktrym Warszawa witaa rok nowy, sze tygodni mino. O 
pierwszej poudniowej godzinie Marta jak zwykle opucia szwalni, aby wrci 
do domu i obiad dla siebie i dziecka sporzdzi. Ucaowaa Janci, ktra 
smutna i znkana w ciasnej izbie stra oywiaa si nieco na widok matki, i 
przystawiwszy do maego ognia garnek ze straw moda kobieta wysuna 
szuflad stolika i wydobya z niej kilkanacie arkuszy papieru. Byo to ju 
skoczone tumaczenie francuskiego dziea. Nad wykonywaniem go pracowaa 
tygodni pi, nad przepisywaniem tydzie. Teraz z umiechem na 
ustach przegldaa kartki napenione ksztatnym i czystym pismem. 
Przez czas ubiegy w powierzchownoci jej zaszy nowe zmiany, ale wcale 
inne ni uprzednio. Pracowaa podwjnie, bo w dzie i w nocy. Dziesi godzin 
dziennie szya, dziewi godzin nocnych pisaa, godzin przepdzaa na 
rozmowie z dzieckiem, cztery godziny spaa. By to sposb ycia niezupenie 
zapewne odpowiadajcy prawidom higieny, a jednak smugi chorobliwej toci 
znikny z twarzy Marty, czoo jej wygadzio si, oczom wrci blask 
dawny. Kaszlaa rzadziej, wygldaa zdrowo i niemal wieo. Duch jej, skpany 
w spokoju i orzewiony nadziej, pokrzepi upadajce wprzdy ciao, 
szlachetne zadowolenie z siebie samej wyprostowao na nowo smuk kibi, 
pogod przywrcio czou. Po sporzdzeniu i spoyciu obiadu, skadajcego 
si z jednej prostej wielce potrawy i kawaka czarnego chleba, Marta przejrzany 
przed chwil manuskrypt126 owina arkuszem cienkiego biaego papieru. 
Czynia to ze staraniem jakim szczeglnym, z malujcym si na twarzy 
uczuciem pieczoowitoci i zarazem wewntrznej gbokiej rozkoszy. Na 
jednej z wysokich wiey miasta uderzya godzina druga. Marta odprowadzia 
Janci do izby stra i wysza na miasto. O trzeciej powinna bya znale si 
na zwykym swym miejscu w szwalni Szwejcowej, przedtem za jeszcze wstpi 
chciaa do znajomej sobie ksigarni. 
126 Manuskrypt  rkopis. 
120 
Ksigarz-wydawca sta jak zwykle za kontuarem, zajty zapisywaniem cyfr 
i notat w wielkiej ksice. Przy wejciu Marty podnis gow. Ukoni si 
wchodzcej bardzo uprzejmie. 
 Skoczya ju pani prac sw  rzek biorc rkopis z rki Marty  to 
dobrze, czekaem na ni z niecierpliwoci. Dzieo to wydanym by powinno 
teraz lub nigdy... kwestia bieca, palca czeka nie moe... dzi obchodzi 
og, jutro moe mu by obojtn. Z przejrzeniem rkopisu popiesz. Chciej 
pani przyj jutro o tej samej porze, a bd mg udzieli jej wiadomo stanowcz. 
Dnia tego w pracowni Szwejcowej Marta niewiele wykonywaa roboty. Usiowaa 
spenia jak najlepiej to, co pomimo wszystkiego mienia swym obowizkiem, 
ale nie moga. Rce jej dray, chwilami ciemna mga saniaa oczy, 
serce uderzao z moc oddech w piersi tamujc. Teraz, w tej chwili moe, 
ksigarz-wydawca rozwija jej rkopism, czyta go... przebiega moe oczami 
pit stronic... O! eby te przebieg j szybko, m wanie znajduje si 
ustp, ktry, najtrudniejszy do rozumienia, najmniej dobrze wyszed w przekadzie 
.. za to koniec rkopismu, ostatnie jego karty przeoone wybornie... 
Piszc je Marta czua sama, e porywa j rzeczywiste natchnienie, e myl 
mistrza odzwieciadla si w jej sowach, jak wspaniae oblicze mdrca w przeczystym 
zwierciadle... W mieszkaniu Szwejcowej zegar uderzy godzin dziewit, 
robotnice rozeszy si, Marta wrcia do swej izby. O pnocy wyobraaa 
sobie, e ksigarz-wydawca teraz wanie zamyka zakrelony przez ni a 
przez niego przeczytany zeszyt. 
C by bya daa za to, gdyby widzie moga w tej chwili fizjonomi jego! 
Jeste ona zadowolon lub zaspion, surow lub obiecujc spenienie jej 
nadziei? Biay dzie wnika do izby, gdy Marta, oparta o poduszk, oczami, 
ktre przez noc ca nie zamkny si ani na chwil, wpatrywaa si w widniejcy 
za drobnymi szybami kawaek nieba. W oczach tych, rozwartych szeroko, 
nieruchomych pod bladym czoem malowao si gbokie baganie, tryskaa 
z nich niema, lecz gorca modlitwa. O godzinie smej miaa wedug 
zwyczaju uda si do szwalni, ale nogi tak dray pod ni, gowa jej tak pona 
i piersi tak bolay, e opucia si na stoek, czoo obja domi i powiedziaa 
sobie: 
 Nie mog... 
Wstajc, czeszc swe dugie jedwabiste wosy, wkadajc aobn zestarza 
sukni, sporzdzajc napj poranny dla dziecka i nawet rozmawiajc z 
Janci, wci jedn myl miaa w gowie: ,, Przyjmie prac moj czy nie 
przyjmie? umiem prace takie spenia czy nie umiem? ,,Kocha nie kocha  
szeptaa urocza Gretchen127 obrywajc z kolei niene listki polnej astry. 
,,Umiem nie umiem  mylaa uboga kobieta rozpalajc na kominie dwa 
biedne polana, warzc ndzn straw, zamiatajc pospn izb i tulc do 
piersi blade ukochane swe dzieci. Kt zdoa na pewno okreli, w ktrej z 
dwch tych pytajcych kobiet spoczywa gbszy, straszniejszy dramat, ktr 
w okrutniejszy sposb odpowiedzi sw los mia zgruchota, ktra z nich 
bya nieszczliwsz i mniej wymagajc od ziemi sroej zagroon? 
Okoo godziny pierwszej po poudniu Marta bya znowu na chodniku Krakowskiego 
Przedmiecia. Im bardziej zbliaa si do mety, ku ktrej dya, 
127 Urocza Gretchen  Magorzata, bohaterka Fausta Goethego. 
121 
tym wicej zwalniaa kroku. Znalaza si ju przed drzwiami ksigarni i nie 
wesza jeszcze; postpia w przeciwnym kierunku, opara si rk o balustrad 
otaczajc jeden z pysznych paacw i staa chwil z pochylon gow. 
W kilka minut dopiero potem przestpia prg, za ktrym czekaa na ni 
rado lub rozpacz. 
Tym razem oprcz waciciela zakadu znajdowa si w ksigarni niemody 
mczyzna w okularach, z wyysia czaszk, z wielk twarz o szerokich i 
pulchnych policzkach. Siedzia w gbi obszernej sali nad kilkudziesiciu tomami 
rozrzuconymi po obszernym stole, z ksik w rku. Marta najmniejszej 
nie zwrcia uwagi na nie znanego sobie czowieka, nie widziaa go prawie. 
Wszystkie wadze jej ducha skupiy si w jej oczach, ktre od progu zaraz 
spotkay twarz ksigarza i w niej utony. Ksigarz siedzia tym razem za 
kontuarem i czyta gazet. Przed nim lea zwj papieru. Marta poznaa swj 
rkopism i uczua dreszcz przebiegajcy j od stp do gowy. Dlaczego rkopism 
ten znajdowa si tutaj i zwinitym by tak, jakby mia wnet oddanym 
zosta komu? By moe, i ksigarz gotuje si pj zaraz do drukarni i 
dlatego pooy przed sob ten zeszyt, moe zreszt nie przeczyta go jeszcze, 
nie mia czasu... W kadym razie nie na to ley on tu, aby wrczonym by tej, 
ktra spdzia nad nim kilkadziesit nocy, ukochaa go, wypiecia, zamkna 
w nim najdrosz sw nadziej... jedyn nadziej! Nie, tak by nie 
mogo! przez Boga miosiernego, tak by nie mogo! Myli te snopem palcych 
byskawic w kilku sekundach przeleciay przez gow Marty. 
Postpia ku ksigarzowi, ktry powsta i ogldajc si na obecnego w 
ksigarni niemodego mczyzn podawa jej rk. Trudno t Marta spostrzega, 
lecz wnet przypisaa j obecnoci wiadka. Ten ostatni przecie 
zdawa si by zanurzonym w czytaniu; od miejsca, na ktrym naprzeciw 
ksigarza staa Marta, dzielio go kilkanacie krokw, Marta odetchna z 
gbi piersi i zapytaa z cicha: 
 Czy przeczytae pan mj rkopism? 
 Przeczytaem, pani  odpowiedzia ksigarz. 
Na Boga! c znaczy moe ten dwik gosu, ktrym wymwi dwa te wyrazy? 
W znionych tonach jego zabrzmiao jakby niezadowolenie agodzone 
uczciwym alem. 
 I jak otrzymam od pana wiadomo?  ciszej jeszcze ni wprzdy wymwia 
kobieta i z zapartym oddechem szeroko otwartymi oczami wpatrzya 
si w twarz ksigarza. O, gdyby wzrok j myli! Wszake na twarzy tej byo 
zmieszanie poczone z tym samym wspczuciem, ktre brzmiao w gosie! 
 Wiadomo, pani!  zacz ksigarz pgosem i powoli  wiadomo niepomylna... 
Boli mi, bardzo boli, e powiedzie to pani musz... ale jestem 
wydawc odpowiedzialnym przed publicznoci, przemysowcem zmuszonym 
do strzeenia mych interesw. Praca pani posiada wiele zalet, ale... nie kwalifikuje 
si128 do druku... 
Usta Marty poruszyy si sabo, gosu jednak adnego nie wyday. Ksigarz 
po chwili milczenia, w czasie ktrej szuka widocznie w gowie swej sw okolicznoci 
odpowiednich, mwi zacz: 
 Mwic, e przekad pani nie jest pozbawionym pewnych zalet, powiedziaem 
prawd; co wicej, o ile znam si na tym, na pewno powiedzie mog, 
128 Kwalifikowa si  nadawa si, by odpowiednim, odpowiada okrelonym warunkom. 
122 
e posiadasz pani widoczne do pira zdolnoci. Styl pani nosi na sobie do 
energiczne pitno zdolnoci tych: jdrny jest, oywiony, miejscami peen werwy 
i zapau, Ale... o ile z pracy pani uwaa mogem, zdolnoci te jej niezaprzeczone 
pozostaj w stanie, przebacz pani, e si tak wyra, rudymentarnym129, 
nie obrobionym. Brakuje im wsparcia nauki, pomocy, jakich tylko 
znajomo techniki sztuki pisarskiej udzieli moe. Oba jzyki, z ktrymi 
miaa tu pani do czynienia, znasz zbyt mao, aby owadn nimi moga, jak 
wymaga ego przedmiot i nomenklatura130 naukowa. Co wicej, znaczna 
cz wysokiej mowy literackiej, posugujcej si mnstwem wyrae w potocznym 
uyciu nie istniejcych, jest pani widocznie bardzo mao znana. 
Std czste zamiany sw, nietrafno wyrae, ciemnoci i pltaniny stylowe. 
Sowem, zdolnoci pani masz, ale uczya si za mao, sztuka za pisarska, 
chociaby tylko ogranicza si miaa na wykonywaniu przekadw, wymaga 
niezbdnie pewnego, do szerokiego krgu odbytych ju studiw, 
pewnej do obszernej wiedzy, tak oglnie naukowej, jak specjalnie technicznej... 
Wypowiedziawszy to wszystko ksigarz umilk i po chwili dopiero doda: 
 Oto jest caa prawda, ktr wypowiedziaem ze smutkiem. Jako znajomy 
pani, auj, e pani nie zdobya sobie podanej ci sposobnoci pracowania; 
jako czowiekowi, smutno mi, e nie ksztacia dostatecznie swych zdolnoci. 
Posiadasz pani zdolnoci niezaprzeczone, szkoda tylko, wielka szkoda, 
e nie uczya si wicej, obszerniej, gruntowniej... 
Przy ostatnim sowie ksigarz wzi ze stou zwj papieru i poda go Marcie. 
Ale ona nie wycigna rki, nie uczynia najmniejszego poruszenia; staa 
wci wyprostowana, sztywna, jakby skamieniaa, i tylko na bladych ustach 
jej dra dziwny umiech. By to jeden z tych umiechw, ktre miliony razy 
smutniejszymi s od ez, bo wida w nich ducha poczynajcego szydzi z siebie 
i ze wiata. Sowa ksigarza sdzcego literack prac Marty byy dosownym 
prawie powtrzeniem sw literata wydajcego przed kilku miesicami 
wyrok na jej rysunek. Te to zapewne zblienie kurczowym umiechem 
poruszyo drce wargi kobiety. 
 Zawsze to samo!  szepna po chwili, po czym pochylia gow i goniej 
wyrzeka:  Boe mj, Boe, Boe! 
Jk ten wydar si z ust jej szybki, stumiony, lecz przeszywajcy. Nie tylko 
wic pakaa, ju wobec wiadkw, ale i wydawaa jki. Gdzie wic podziaa 
si dawna duma jej i mna powcigliwo? Przymioty te, waciwe 
charakterowi Marty, stajay w czci w stopniowo nabywanym 
przyzwyczajeniu do nieustannie przenoszonych upokorze, pozostao ich w 
niej jednak tyle jeszcze, e po kilkunastu sekundach zdoaa podnie gow, 
zatrzyma zy pod powiek i do jasnym nawet wzrokiem spojrze na 
ksigarza. Wzrok ten wyraa baganie, niestety! znowu baganie, a wic 
upokorzenie! 
 Panie!  rzeka  bye dla mnie tak dobry, a e z dobroci twej poytku 
odnie nie mogam, moja to ju wina... 
Zatrzymaa si nagle. Wzrok jej sta si szklanym i wewntrz cofnitym. 
 Czy moja?  szepna bardzo cicho tonem pytania. 
129 Rudymentarny  pocztkowy, podstawowy 
130 Nomenklatura  nazewnictwo, og nazw specjalnych danej dziedziny wiedzy. 
123 
Pytanie to zadawaa widocznie samej sobie, problemat131 spoeczny, ktrego 
bya jedn z przedstawicielek i ofiar, ujmowa j coraz cilej w twarde 
ramiona i rozkazywa jej spoglda w straszliwe swe oblicze. Otrzsa si 
jednak szybko z mimowolnej zadumy. Rozjaniony znowu wzrok podniosa 
na twarz stojcego przed ni czowieka. 
 Czy nie mogabym uczy si teraz jeszcze? Czy nie ma adnego na wiecie 
miejsca, w ktrym bym czegokolwiek wyuczy si moga? Powiedz mi pan, 
powiedz, powiedz! 
Ksigarz na wp by zmieszany, na wp wzruszony. 
 Pani  odpowiedzia czynic gest poaowania  o adnym miejscu takim 
nie wiem. Jeste pani kobiet. 
W tej chwili wyszed z ssiedniej sali i zbliy si do ksigarza jeden z subiektw 
z jakim dugim rejestrem czy rachunkiem w rku. 
Marta wzia rkopism swj i odesza. Kiedy na poegnanie podaa ksigarzowi 
rk, palce jej byy zimne jak ld i zesztywniae, twarz posiadaa nieruchomo 
marmuru i tylko na ustach jej dra wci migotliwy, przejmujcy 
umiech, zdajcy si w nieskoczono powtarza sowa tylko co wymwione: 
Zawsze to samo! 
Zaledwie drzwi zamkny si za Mart, niemody mczyzna z ys gow i 
wielk twarz rzuci na st ksik, w ktrej zdawa si dotd by zagbionym, 
i wybuchn gonym miechem. 
 Z czego si pan miejesz?  ze zdziwieniem zapyta ksigarz podnoszc 
oczy znad rejestru podanego mu przed chwil. 
 Jake si tu nie mia!  zawoa mczyzna, i oczy jego byskay zza 
grubych i mtnych szkie serdeczn wesooci  jak si tu nie mia! Zachciao 
si jejmoci zosta literatk, autork! No, prosz! cha, cha, cha! ale 
dae jej pan odpraw! Miaem, doprawdy, ochot porwa si z krzesa i uciska 
ci za to! Ksigarz patrzy na gocia swego surowym troch wzrokiem. 
 Wierz mi pan  odpar z odcieniem niezadowolenia  e z prawdziw 
przykroci, powiem nawet z alem, przyszo mi zasmuci t kobiet... 
 Jak to!  zawoa czowiek siedzcy nad stosem ksiek  i pan to mwisz 
na serio? 
 Zupenie na serio; jest to wdowa po czowieku, ktrego znaem, lubiem i 
szanowaem... 
 Ba! ba! rcz ci, e awanturnica jaka! Porzdne kobiety nie wcz si 
po miecie szukajc, czego nie zgubiy; siedz one w domu, gospodarstwa 
pilnuj, dzieci hoduj i Boga chwal... 
 Ale zmiuj si, panie Antoni, kobieta ta nie ma adnego gospodarstwa, 
jest ona w ndzy... 
 Ach, daby pokj, panie Laurenty! Dziwi si, e moesz by tak atwowiernym! 
To nie ndza, panie, ale ambicja! ambicja! Chciaoby si czym bysn, 
zasyn, najwysze miejsce w spoeczestwie zaj i zdoby sobie tym 
sposobem swobod czynienia, co si podoba, i osaniania wybrykw swych 
urojon wyszoci, kaman prac! Ksigarz wzruszy ramionami. 
 Jeste przecie literatem, panie Antoni, i powinien by wicej co wiedzie 
o kwestii wychowania i pracy kobiet... 
131 Problemat  powany problem, zagadnienie wielkiej wagi. 
124 
 Kwestia kobiet!  podskakujc na krzele z rozrumienion nagle twarz i 
paajcymi oczami wykrzykn mczyzna.  Czy wiesz pan, co to takiego, ta 
kwestia kobiet? 
Umilk na chwil, bo zasapany z wielkiego uniesienia zmuszonym by gbiej 
odetchn. Po chwili spokojniejszym ju gosem doda:  Na c ci 
zreszt mwi mam, co myl o tym przedmiocie. Przeczytaj moje artykuy. 
 Czytaem, czytaem i bynajmniej nie zostaem nimi przekonany, aby... 
 No! to jeli mnie nie wierzysz  wpad mu w mow literat w grubych 
okularach  nie bdziesz przynajmniej lekceway tego wszystkiego, co wypowiadaj 
o tym powagi... wielkie powagi... Oto niedawno doktr Bischof132... 
wiesz przecie, kto to Bischof? 
 Bischof  rzek ksigarz  jest zapewne wielkim uczonym, ale oprcz tego, 
e naduywacie sw jego i przesadzacie ich znaczenie, nie sdz, aby mg 
by wyroczni skazujc tysice nieszczliwych istot... 
 Awanturnic!  przerwa znowu literat  wierz mi, e awanturnic tylko, 
istot ambitnych, pysznych i pozbawionych moralnoci. Po co nam, prosz, 
kobiety uczone, jak wyraaj si niektrzy, niezalene? Pikno, agodno, 
skromno, ulego i pobono  oto s cnoty waciwe kobiecie, gospodarstwo 
domowe  oto zakres jej pracy, mio dla ma  oto jedyna stosowna i 
poyteczna dla nich cnota! Prababki nasze... 
W tej chwili weszo do ksigarni par osb, a opowiadanie o prababkach 
zawiso niedokoczone na otwartych, pulchnych ustach literata. Ale jakiche 
silnych argumentw zaczerpnby on dla tylko co wygoszonej swej teorii, jak 
wiele mgby nowego powiedzie i napisa o ambicji i zazdroci wiodcych 
kobiety do przekraczania nakrelonych im przez natur i wielkie powagi granic, 
gdyby mg w tej chwili przenikn myli idcej ulic Marty! 
Po wyjciu z ksigarni bya ona zrazu jakby oguszon i onieczulon. Nie 
mylaa o niczym i nie czua nic. Pierwsza myl przytomna, jaka powstaa w 
jej gowie, formowaa si sowami: Jacy oni szczliwi! Pierwszym uczuciem 
budzcym si w niej wyranie bya  zazdro. 
Sza wtedy chodnikiem przeciwlegym temu, za ktrym szerokie i wspaniae 
swe budowy rozpociera Kamirowski Paac133. Na obszernym paacowym 
podwrzu roiy si modziecze postacie z oywionymi twarzami, w dostojnych 
ubiorach wychowacw uniwersytetu. Jedni z modziecw tych 
trzymali pod ramieniem wielkie ksigi w prostej oprawie lub bez oprawy, 
zniszczone, na wp podarte od uywania, inni owijali w papier elastyczne 
lub stal poyskujce przedmioty, przyrzdy naukowe zapewne, ktre nieli 
do domw swych, aby z ich pomoc oddawa si uczonym eksperymentom134 
i obserwacjom. Przez kilka minut napeniali oni podwrze gwarem rozmw 
132 Doktr Bischof  chodzi prawdopodobnie o Teodora Ludwika Wilhelma Bischoffa, znanego 
anatoma i fizjologa niemieckiego (18071882). By on przeciwnikiem dopuszczania kobiet 
do nauk lekarskich, jeszcze w roku 1872 ostro wystpi przeciw uprawianiu tej gazi 
nauk przez kobiety. 
133 Kamirowski Paac  Paac Kazimierzowski w Warszawie, przy Krakowskim Przedmieciu, 
wybudowany przez Wadysawa IV, zniszczony w czasie wojny ze Szwedami a nastpnie 
odbudowany przez Jana Kazimierza  std nazwa. Za Stanisawa Augusta miecia si w nim 
Szkoa Rycerska, nastpnie Liceum Warszawskie. W latach pniejszych Paac Kazimierzowski 
wraz z przylegymi budynkami oddany zosta do uytku Szkoy Gwnej (1862), przemianowanej 
w . 1869 na Cesarski Uniwersytet. 
134 Eksperyment  dowiadczenie. 
125 
cichszych i goniejszych. Rozprawiali, gestykulowali ywo, od czasu do czasu 
z tej lub owej grupy wybiegaa gama135 modzieczego miechu albo podnis 
si goniejszy wykrzyk zdradzajcy uniesienie, zapa modej piersi i 
przedmiot ulubiony studiw rozpalonej gowy. Po kilku minutach grupy rozprzgy 
si; wida byo, jak modzi ludzie podawali sobie donie i jedni z wesoymi 
umiechami na ustach, w zamyleniu, inni jeszcze oywion prowadzc 
rozmow, pojedynczo lub parami opucili uniwersytecki podwrzec i 
zmieszali si z ludnoci szeroki chodnik zalegajc. 
Marta sza bardzo powoli, z gow zwrcon wci ku wielkiej budowie, 
ktra teraz przybraa dla wyobrani jej znaczenie wityni o tajemniczej sile 
pocigu. Modzi ludzie z ksigami pod ramieniem, z jasnymi lub powanie 
zamylonymi twarzami wydawali si jej istotnie dziercymi przywileje, dostojno 
i szczcie chyba pbogw. Biedna kobieta westchna z gbi piersi. 
 Szczliwi! och! szczliwi!  szepna i ogarniajc znowu wzrokiem 
wspania budow, ktr zostawiaa ju poza sob, dodaa:  Czemu ja tam 
nie byam? Czemu ja tam teraz by nie mog? 
Nie mog?  mylaa dalej  dlaczeg nie mog? Nie mam prawa! Dlaczego 
nie mam prawa? 
Jakie to s te tak bezgraniczne rnice, ktre zachodz pomidzy mn i 
tymi ludmi? Dlaczego otrzymuj oni to, bez czego y tak trudno, a ja nie 
otrzymaam i otrzyma nie mog? 
Po raz pierwszy w swym yciu w piersi Marty podniosa si fala palcego 
oburzenia, guchego gniewu, gorzkiej zazdroci. Zarazem dowiadczya uczucia 
niewysowionej, gniotcej pokory. Zdawao jej si, e najlepiej by uczynia, 
jeliby w tej chwili upada na kamienie chodnika, twarz ku ziemi, pod stopy 
przechodniw. Niechby mi deptali!  pomylaa  czegem wicej warta, ja, 
niedona, do niczego niezdatna, nikczemna istota! 
Ostatni wyraz tej myli przebrzmiewa w jej gowie, gdy zwj papieru, ktry 
niosa, wymkn si z jej doni i upad pod stopy. 
Zeszyt padajc roztworzy si; nachylia si, aby go podnie, i na tle zakrelonej 
przez ni karty ujrzaa dwa trzyrublowe papierki. 
By to dar litociwego ksigarza, ktry odrzucajc nieudoln prac kobiety 
pragn jednak da jej czynny dowd swej litoci. Marta wyprostowaa si z 
zeszytem w jednym rku, szeleszczcymi papierkami w drugim. Oczy jej 
miay w tej chwili blask ostry i przeszywajcy, pier draa tumionym, guchym 
miechem. 
 Tak!  wymwia gono prawie  im nauka i praca, mnie  jamuna... 
Wyrazy syczay w ustach jej, tak prawie biaych jak papier, ktry trzymaa 
w doni. 
 Dobrze!  szepna po chwili  niech i tak bdzie! Dlaczego nie dali mi tego, 
czego dzi wymagaj ode mnie, dlaczego wymagaj ode mnie tego, czego 
mi nie dali! Niech teraz daj pienidze... tak... pienidze... darmo... bd 
braa... niech daj... 
Szybkim nerwowym ruchem wsuna asygnaty w kiesze zniszczonej sukni 
i zachwiaa si na nogach. Teraz dopiero, gdy duch jej wtrconym zosta 
na nowo w odmt strasznej burzy, ciao przypomniao jej, e bya godn, e 
135 Gama  skala tonw kolejnych od tonu wyjciowego do smego, czyli tzw. oktawy. 
126 
kilkadziesit nocy spdzia nad prac, ktra nie przydaa si na nic. Nie moga 
i dalej. Przez mg, ktra wzrok jej przysaniaa, ujrzaa przed sob 
wschody. Byy to wschody witokrzyskiego kocioa. Osuna si na nie, 
opara gow na rku i przymkna oczy. Po krtkiej chwili zesztywniae jej 
rysy zmiky, ld, w ktrym uczucia ciy si w jej piersi, taja, spod powiek 
spuszczonych po marmurowo biaym policzku pyn poczy zy, kropla po 
kropli, bujne, cikie, paday na chude rce i kryy si pomidzy fadami aobnej 
sukni. 
Gdy tak si dziao z Mart, chodnikiem Krakowskiego Przedmiecia postpowaa 
para ludzi: kobieta i mczyzna. Szli krokiem prdkim i lekkim, rozmawiali 
sob z wielkim oywieniem. Kobieta mod bya, wystrojon i pikn, 
mczyzna modym take, wytwornie ubranym i bardzo przystojnym. 
 Mw pan, co chcesz, przysigaj, jak chcesz, a nie wierz ci, aby kiedykolwiek 
w yciu swym mg by naprawd zakochanym! 
Mwic to moda kobieta miaa si ustami i oczami. 
Zza ust jej koralowej barwy ukazyway si dwa rzdy biaych i drobnych 
zbw, piwne renice byskay i rzucay dokoa szybkie wejrzenia. Mczyzna 
westchn. Bya to parodia136 westchnienia, mieszczcego w sobie wicej 
artu i wesooci ni miech kobiety. 
 Nie wierzysz mi, pikna Julciu, a jednak Bg mi wiadkiem, em kocha 
si przez dzie cay nie tylko naprawd, ale szalenie, bez pamici! Wystaw bo 
sobie tak bosk istot! Wysoka jak topola, oczy wielkie, czarne, pe jak 
alabaster137, wosy jak krucze pira, olbrzymie i nie sztuczne, powiadam, e 
nie sztuczne, ale wasne, ju ja si na tym znam... Smutna, blada, nieszczliwa... 
o bogini! Ale to wszystko jeszcze nic, podobaa mi si od razu co 
prawda, powiedziaem przecie sercu mojemu: Milcz!, bo wiedziaem, e siostra 
moja nie artem j polubia i strzec j ode mnie postanowia, jak od 
ognia... Wtedy jednak, kiedy przysza do mojej siostry i tym swoim cudownym, 
lubym, 
sowiczym gosikiem powiedziaa: Nie mog uczy crki pani... 
Ale ja tobie, pikna pani... Julciu, opowiadaem ju t histori... ot wtedy 
to wanie zakochaem si w niej naprawd. Przez cay dzie potem chodziem 
jak odurzony po wszystkich ulicach szukajc mojej bogini... 
 I nie znalaze jej pan? 
 Nie znalazem. 
 Nie wiedziae, gdzie mieszka? 
 Nie wiedziaem. Siostra moja wiedziaa, ale ba!... Ilem razy spyta j o adres 
piknej wdowy, odpowiadaa mi zawsze: Czemu ty, Olesiu, do biura nie 
idziesz? 
Kobieta parskna miechem. 
 Siostra pana musi by okropnie powan osob!  zawoaa. Mczyzna 
nie zamia si tym razem ani westchn. 
 Nie mwmy o siostrze mojej, panno Julio  rzek gosem, w ktrym 
brzmiaa pewna stanowczo.  Oto lepiej posuchaj dalszego cigu dramatu 
mojego ycia. Ach! by to dramat... Wyobra sobie, e dnia tego spotkawszy 
na ulicy pann Malwin X., ukoniem si jej tylko z daleka, koo drzwi Stpkosia 
przeszedem ze schylon gow i z westchnieniem w piersi ujrzaem na 
136 Parodia  naladowanie rzeczy powanych w sposb komiczny. 
137 Alabaster  drobnoziarnista odmiana gipsu o nienobiaym kolorze; uywany w rzebiarstwie 
i do wyrobu ozdobnych przedmiotw. 
127 
afiszu Pikn Helen138, i nie poszedem do teatru, sowem, pogrony zostaem 
w rozpacz tak ponur, e gdyby mi poczciwy Bolek nie zaprowadzi 
nazajutrz do pewnego mieszkania przy ulicy Krlewskiej, gdzie ujrzaem najpikniejsz 
z bogi ziemskich... 
 O! o!  na wp ze miechem, na wp z zalotnym oburzeniem przerwaa 
kobieta  bez komplementw tylko, bez komplementw. 
 Bybym ju dotd  cign mczyzna  bybym ju dotd... znalaz t, 
ktra znika sprzed oczu moich... 
 I ktrej pan nie szukae wicej... 
 Nie szukaem... 
 I zapomniae o niej... 
 Nie zapomniaem, och, nie zapomniaem. Ale rana serca zablinia si jako... 
C robi? Vivre cest souffrir...139 
Wymwiwszy ostatnie wyrazy mody czowiek podnis w gr spojrzenie 
pene melancholii i zagwizda z cicha ari Kalchasa z Piknej Heleny. 
Nagle przesta gwizda, stan i zawoa: 
 Ach! 
Kobieta obok niego postpujca spojrzaa na zdziwiona. Wesoy Ole 
wzrok mia utkwiony w jednym punkcie i o dziwy! z ust jego zsun si 
umiech wiekuisty. Ksztatna i delikatna linia ust tych, jak te i wszystkie 
linie twarzy modzieca mieniy si i faloway, jak bywa zwykle u ludzi z natur 
wraliw, gdy s nagle wzruszonymi. 
 C tam takiego?  zapytaa pikna kobieta niechtnym troch gosem.  
Doprawdy  dodaa zalotnie  powinnam mie uraz do pana, panie Olesiu! 
Idziesz pan ze mn, a patrzysz, nie wiem na kogo... 
 To ona!  szepn Ole  ach, jake pikna! 
Przez chwil moda i strojna kobieta noszca imi Julii szukaa wzrokiem 
punktu, na ktrym tak upornie spoczywa wzrok jej towarzysza. Nagle pochylia 
si nieco i wycigajc przed siebie rce ukryte w sobolowej mufce, zawoaa: 
 Wszake to Marta wicka! 
Znajdowali si o kilka zaledwie krokw od wschodw witokrzyskiego kocioa, 
na ktrych siedziaa kobieta w aobnej sukni, w czarnej wenianej 
chustce zarzuconej na gow i skrzyowanej na piersiach. 
Marta ju nie pakaa. Ze zami, ktre przez chwil gwatownie, cho cicho 
pyny z jej oczw, wypakaa zna cz tych gryzcych uczu, ktrych burza 
obezsilnia j i na wp omdla rzucia na to miejsce. Teraz twarz jej bya 
biaa jak marmur i podniesiona w gr, a oczy suche, z gorcym poyskiem i 
gbokim wyrazem nieruchomo patrzyy w bkitne niebo. Caa zreszt posta 
jej bya nieruchom. Najmniejsze drgnienie nie oywiao podniesionych 
jej powiek ani ust zwartych, ani zzibnitych rk splecionych rd grubych 
fad sukni, Z daleka wzi by j mona byo za posg zdobicy wnijcie do 
wspaniaej wityni, posg wyobraajcy dusz modlc si lub zapytujc, 
albo te i modlc si, i zapytujc zarazem. 
138 Pikna Helena  tytu znanej operetki francuskiego kompozytora Jakuba Offenbacha 
(18191880). 
139 Vivre cest souffrir (franc.)  y to cierpie. 
128 
Marta patrzaa w niebo, w oczach jej bya modlitwa gorca, ale zarazem i 
gbokie jakie, namitne, natarczywe niemal pytanie. 
 Jaka ona pikna!  z cicha powtrzy wesoy Ole i pochylajc si ku 
swej towarzyszce, ciszej jeszcze doda:  Gdyby j tak z tymi wschodami razem 
przenie do teatru, na scen... dopiero to byby efekt! 
 Prawda, e jest pikna  odszepna towarzyszka wesoego Olesia  ale 
ja j znam wybornie... Co si z ni stao?... czego ona tu siedzi? i jak ubrana! 
ebraczka, czy co?... 
Zamieniajc te wyrazy moda para zbliaa si coraz bardziej do kobiety, 
ktra zwrcia jej uwag. 
Marta nie spostrzega, e jest czyjejkolwiek uwagi przedmiotem. Odkd 
bezsilna i burz uczu stargana usiada tu na chwilowy spoczynek, wiele 
moe osb przechodzcych ulic patrzao na ni, ale ona nie widziaa nikogo. 
Caa dusza jej bdzia za tymi bkitami, w ktrych zatony jej oczy; tam 
szukaa ona jakiej siy dobrej i potnej, ktra by chciaa i moga skruszy 
gnbic j fatalno. Tu nad gow zatopionej w zadumie kobiety ozway 
si dwa gosy. 
 Pani!  mwi gos jeden, mski i zniony wzruszeniem czy uszanowaniem. 
Marta nie usyszaa tego gosu. 
 Marto! Marto!  zawoa gos drugi, kobiecy. Gos ten Marta usyszaa, 
dwiczay w nim brzmienia znane jej dobrze z dawna. Wydao si Marcie, 
jakoby w tej chwili przeszo jej zawoaa na ni po imieniu. Powoli i jakby z 
cikoci renice jej oderway si od wysokich bkitw i spyny na twarz 
kobiety, ktra staa przed ni, sobolow mufk na nieg pod stopy swe rzucia, 
a ku niej wycigna dwie drobne rce zamknite w liliowych poyskujcych 
rkawiczkach. 
 Karolina!  szepna Marta ze zdziwieniem tylko zrazu, po chwili jednak 
janiejszy promie przebieg po twarzy jej i stopi nieruchomo jej rysw. 
 Karolcia!  wymwia goniej i powstaa. Pochwycia obie podawane sobie 
rce kobiety. 
 Karolcia!  powtrzya  mj Boe, tye to, doprawdy? 
 Tye to, Marto?  wzajemnie zapytaa kobieta w atasach i sobolach i 
byszczce swe oczy ze smutkiem zatapiaa przez chwil w bladej, wychudej 
twarzy, ktra na widok jej zadraa radoci. Ale w oczach tych smutek nie 
mg zna goci dugo. 
Kobieta w atasach zamiaa si i zwrcona do towarzysza swego rzeka: 
 Czy widzisz, panie Aleksandrze, jak si to ludzie spotykaj na wiecie? 
Wszake my z Mart znamy si od dziecistwa! 
 Tak, od dziecistwa!  powtrzya Marta, teraz dopiero spostrzegajc wesoego 
Olesia i witajc go ukonem. 
 Po kim nosisz aob?  pytaa kobieta w sobolach, szybkie spojrzenie 
rzucajc na ndzny ubir Marty. 
 Po mu. 
 Po mu! a wic owdowiaa! to szkoda! przystojny by chopak z twego 
Jasia, jeste wic wdow. Gdzie mieszkasz stale? na wsi czy tutaj? 
 Tu, w Warszawie. 
 Tu? a dlaczego nie wrcia na wie? 
 Wie mego ojca w kilka miesicy po lubie moim sprzedano z licytacji. 
129 
 Z licytacji! tak! to szkoda, nie masz wic adnego majtku, bo ten poczciwy 
Ja kocha ci szalenie i musia traci na ciebie wszystko, co mia. 
C wic robisz teraz? jak yjesz? 
 Jestem szwaczk. 
 Cika robota!  zamiaa si kobieta w atasach  i ja prbowaam jej 
troch, ale nie udao mi si. 
 Ty, Karolciu! Ty bya szwaczk!  z kolei zdziwiona zawoaa Marta. Kobieta 
w atasach zamiaa si znowu. 
 Prbowaam by szwaczk, ale jako mi si nie udao! C robi? tak 
chciao przeznaczenie, na ktre jednak nie uskaram si wcale... 
I znowu zamiaa si. Tak czsto powtarzajcy si miech jej, wppochy, 
wpzalotny zdawa si pyn wicej z przyzwyczajenia do cigego miania 
si ni z wesooci. Teraz Marta orzucia spojrzeniem bogaty strj stojcej 
przed ni kobiety. 
 Czy wysza za m?  zapytaa. 
Kobieta zamiaa si znowu. 
 Nie!  zawoaa  nie, nie! nie wyszam za m, moja droga! to jest, jak ci 
mam powiedzie? ale nie, nie! za m nie wyszam... 
miaa si wci mwic to, ale miech jej mia ju tym razem przykre, 
troch przymuszone brzmienie. Wesoy Ole, ktry nie spuszcza oczu z 
Marty, przy ostatnim jej pytaniu spojrza na Karolin, musn wsik i 
umiechn si. 
 C ja najlepszego czyni?  zawoaa kobieta w atasach  paplanin 
moj zatrzymuj pastwo na chodzie i wtedy, kiedy moglibymy wsi do 
doroki i wnet pojecha do mego mieszkania. Pojedziesz ze mn, Marto? 
prawda? porozmawiamy dugo i opowiemy sobie wzajemnie histori naszego 
ycia... 
Zamiaa si znowu i rzucajc dokoa szybkie, byszczce spojrzenia, dodaa: 
 O, te historie naszego ycia! jakie one s zabawne! opowiemy je sobie 
wzajem, Marto, nieprawda? Marta zdawaa si waha przez chwil. 
 Nie mog  rzeka  dziecko moje czeka na mnie. 
 A! masz dziecko! a wic c std? poczeka jeszcze troch. 
 Nie mog... 
 A wic przyjd do mnie za godzin... dobrze? Mieszkam na ulicy Krlewskiej... 
Wymienia numer domu, ciskaa w doniach swych rk Marty. 
 Przyjd! przyjd!  powtarzaa  czeka ci bd... przypomnimy sobie 
dawne czasy. 
Dawne czasy maj zawsze urok wielki dla tych, ktrym nowe nie przyniosy 
nic prcz ez i boleci. 
Marta czua si orzewion i ywo wzruszon widokiem odnalezionej niespodzianie 
towarzyszki swej modoci. 
 Za godzin  rzeka  przyjd do ciebie, Karolciu... 
Kto by wtedy na grup trzech tych osb rd chodnika stojcych piln 
zwraca uwag, mgby spostrzec, e gdy Marta wyrzeka sowo: Przyjd!'', 
Ole uczu niepohamowan prawie ochot podskoczy wysoko i wykrzykn: 
130 
Victoria!140 Nie uczyni jednak ani jednego, ani drugiego, rzuci si tylko w 
ty nieco i strzepn palcami. Czarne oczy jego arzyy si jak rozpalone wgle 
i tony w bladej twarzy Marty, ktr w tej chwili rozwieci umiech. Kiedy 
na koniec moda kobieta odesza, czowiek wiekuistego miechu zwrci si 
do swej towarzyszki. 
 Jak yj  zawoa z zapaem  jak yj, nie widziaem tak miego, pocigajcego 
stworzenia! Jak jej do twarzy w tej obrzydliwej chustce, ktr ma na 
gowie. O! ja bym j ubra w atasy, w aksamity, w zoto... 
Pani Karolina podniosa nagle gow i spojrzaa w rozognion twarz modego 
czowieka. 
 Doprawdy?  zapytaa przecigym tonem. 
 Doprawdy  odpowiedzia Ole i nawzajem znaczce wejrzenie utopi w 
oczach swej towarzyszki. 
Kobieta w atasach zamiaa si krtkim, suchym miechem.
 * 
Dzie zimowy mia si ku kocowi. W saloniku, ktrego okna wychodziy 
na ulic Krlewsk, na zgrabnym kominku otocznym elazn, kunsztownie 
wyrobion krat arzyy si wgle w takiej iloci, aby nie rac zbytnim gorcem, 
przyjemne tylko dokoa rozlewa mogy ciepo. 
Przed kominkiem staa kozetka wybita amarantowym adamaszkiem i niski 
fotel na biegunach, orzucony kwiecistym kobiercem, z podnkiem, na ktrym 
znajdowa si wyszyty wczkami, liczny, dugouchy wyeek. 
Na kozetce wp leaa smuka posta kobiety w czarnej sukni z szerok 
bia tam u dou. 
Na fotelu, drobne i wytwornie obute stopy opierajc o podnek, koysaa 
si lekko druga kobieta w modnym kostiumie z fiokowego atasu, aksamitem 
i frdzlami tego koloru bogato przystrojonym, w biaym jak nieg webowym141 
konierzyku spitym wielk w zoto oprawn kame142, z jasnopowymi 
wosami, wysoko nad czoem zaczesanymi, ledwie dojrzanym pykiem 
biaego pudru przysypanymi i w dugich krtych pasmach opadajcymi na 
plecy, piersi, szyj i rce, ktre, biae i drobne, wysuway si z webowych 
mankietw i splecione na atasowej tunice143 sukni poyskiway duym brylantem 
jedynego, lecz wielce kosztownego piercienia. 
Salonik, w ktrym znajdoway si dwie te kobiety, nie by obszernym, tym 
bardziej wic uderza w oczy wykwint tego przystroju. Jedwabne firanki 
spuszczay si nad dwoma wielkimi oknami i przyozdabiay drzwi wysokie; 
szerokie zwierciado odbijao w sobie rozrzucone pod cianami grupy niskich 
i mikkich sprztw, na kominku sta wielki zegar brzowy, a stoy i stoliczki 
dwigay krysztaowe czary napenione kwiatem, srebrne dzwonki, rzebione 
bombonierki, wieloramienne wieczniki. Przez drzwi na ocie roztwarte wida 
byo utopiony w pzmroku pokj ssiedni, z posadzk zasan puszystym 
kobiercem, z okrgym politurowanym stoem porodku i zwieszon 
nad nim wielk kul szklann, w ktrej rozniecony pomie przybiera mu
140 Victoria (ac.)  zwycistwo. 
141 Webowy  weba: gatunek bardzo cienkiego ptna lnianego. 
142 Kamea  kamie szlachetny, wypuko rzebiony, z figurami innej barwy ni to. 
143 Tunika  tu: cz sukni kobiecej, pokrywajca spdnic. 
131 
sia barw row. Delikatna wo cieplarniowych rolin pod oknami kwitncych 
napeniaa to mae mieszkanie; w pobliu kominka, ocieniony zielonym 
ekranem144, sta st z porcelanowym serwisem i resztkami tylko co zna 
spoywanych przysmakw. 
Kobiety siedzce przed kominkiem milczay. Twarze ich, owietlone rowym 
blaskiem aru, posiaday odrbny cakiem charakter. 
Marta pochylaa gow na poduszk mikkiej kozetki, oczy jej byy na wp 
zamknite, rce zwisay bezwadnie na czarnej sukni. Po raz pierwszy od 
wielu miesicy dotkna ustami smacznego i obfitego poywienia, znalaza si 
w atmosferze dostatecznie ogrzanej, w otoczeniu piknych i harmonijnie dobranych 
przedmiotw. Ciepo pokoju i delikatna wo kwiatw upoiy j na 
ksztat trunku. Teraz dopiero uczua, jak bardzo bya znuon, ile si odebray 
jej chd, gd, smutek, trwoga i walka. 
Wplec na mikkim sprzcie, ogarnita fal ciepa rozgrzewajc dugo 
zzibnite jej czonki, oddychaa powoli i gboko. Patrzc na ni mona by 
rzec, i zatrzymaa w sobie myl wszelk, usuna od siebie dolegliwe mary 
trwg i blw i zdziwiona cisz, woni, ciepem i piknoci tego nieznanego 
raju, do ktrego wstpia, odpoczywaa przed nowym zstpieniem w ciemne 
gbokoci swej doli... 
Karolina szeroko otwartymi, uwanymi, przenikliwymi oczami patrzaa na 
sw towarzyszk. Biae policzki jej zabarwione byy wieym rumiecem, 
usta posiaday barw koralu, a ciemne oczy  poysk mody i ywy. wieo 
jednak tej kobiety nie bya zupen. Wszystko w niej byo mode i na pozr 
przynajmniej pogodne, oprcz czoa. Na czole tym oko wprawne do czytania 
w twarzach ludzkich mogoby dojrze lady dugiej i nieskoczonej jeszcze 
historii ycia, serca, a moe i sumienia. Obok twarzy modej, wieej, piknej 
czoo to samo jedno zwide byo i na wp zestarzae. Przebiegay je wszerz 
zaledwie widzialne, lecz gste niteczki zmarszczek, pomidzy ciemnymi 
brwi. mi leaa na nim nieruchoma i na zawsze ju tam zapewne wyryta 
bruzda. Pomimo wieoci policzkw, karminu ust, blasku oka i bogactwa 
stroju tej kobiety, wyraz czoa jej obudzi mg w pilnym i pojtnym badaczu 
twarzy ludzkich trzy uczucia: nieufno, ciekawo i lito. 
Od kilku minut dopiero pomidzy dwoma kobietami tymi trwao milczenie. 
Marta przerwaa je pierwsza. Podniosa gow znad poduszki, na ktrej 
wspieraa si przez chwil, i zwracajc wzrok na towarzyszk, rzeka: 
 Opowiadanie twoje, Karolciu, wprawio mnie w zdumienie wielkie. Kt 
by mg przypuci, e pani Herminia postpi z tob kiedy w sposb tak 
okrutny! Ona, ktra ci przecie wychowaa, bliska krewna twoja podobno... 
Karolina opara plecy o wygit tyln porcz fotelu i drobn stop przyciskajc 
silniej pieska wyszytego na podnku, w szybszy bieg wprawia bieguny 
swej wytwornej kolebki. Z lekkim umieszkiem na ustach i oczami wpatrzonymi 
w sufit mwi zacza: 
 Blisk moj krewn pani Herminia nie bya, owszem, dosy dalek, ale 
nosiam po ojcu to samo co ona nazwisko. Byo to dostatecznym dla dumnej, 
bogatej pani, aby raczya sierot wyhodowa w domu swym i uczyni z niej 
potem rezydentk czy tam pann do towarzystwa. Wywiadczya mi w istocie 
dobrodziejstwo wielkie, gdy do koca ycia i cokolwiek bd nastpio po144 
Ekran  rozpita na ramach zasona od ognia i wiata, uywana jako mebel ozdobny. 
132 
tem, chlubi si mog, i wyhodowaam si razem z pieskami, faworytami 
znanej na wielkim wiecie pani Herminii. Edukacja nasza i sposb naszego 
ycia, to jest mego i pieskw, byy bardzo do siebie podobne: ja i one spalimy 
na mikkich poduszkach, biegalimy po woskowanych posadzkach, 
spoywalimy wyborne delikatesy, i ta tylko pomidzy nami zachodzia zawsze 
i zasza ostateczna rnica, e one nosiy jedwabne kapki i zote obroe, 
ja za suknie jedwabne i zote bransolety, e one na koniec pozostay w raju, 
mnie za wygna ze mciwy anio macierzyskiej dumy... 
Przy ostatnich wyrazach kobieta we fiokowym kostiumie zamiaa si 
krtkim, suchym miechem, ktrego dwik, sprzeczajc si z ca wie 
powierzchownoci, zgadza si ze zwidniciem czoa i tak jak ono obudza 
mg ku niej nieufno lub lito. Marta dowiadczy musiaa ostatniego tego 
uczucia. 
 Biedna Karolino!  rzeka  ile ty przecierpie musiaa wyszedszy w 
wiat tak sama jedna, bez adnych rodkw do ycia... 
 Dodaj do tego, moja droga  zawoaa Karolina patrzc cigle w sufit  
dodaj do tego, e wyszam w wiat z nieszczliw mioci w sercu... 
 Tak  dodaa prostujc si i zwracajc wzrok na towarzyszk  wiedz bowiem, 
e kochaam naprawd, kochaam okropnie syna pani Herminii, tego 
pana Edwarda, ktry (pamitasz go zapewne) piewa tak czule: O aniele, co 
z tej ziemi! i mia takie szafirowe oczy, ktrymi zdawa si patrze w sam 
gb duszy... Tak kochaam go bardzo... byam tak niedorzeczn, e kochaam... 
Mwia to wszystko tonem artobliwym, przy ostatnich wyrazach wybuchna 
gon, dug, dwiczn gam miechu. 
 Tak  woaa miejc si  byam tak niedorzeczn... kochaam!... o! jake 
byam niedorzeczn!.. 
 A on?  ze smutkiem zapytaa Marta  czy kocha ci take prawdziwie? 
Co uczyni wtedy, gdy ci matka jego z domu swego wyj rozkazaa na bied, 
samotno i tuaczk?... 
 On!  z przesadnym pathos145 wymwia Karolina  on patrzy na mnie 
przez rok cay swymi przelicznymi szafirowymi oczami, tak jak gdyby w gbi 
duszy mej przedrze si i zawojowa j wzrokiem swoim pragn; piewa 
na fortepianie pieni, od ktrych tajao mi serce, ciska mi rk w tacu, 
potem caowa obie moje rce i przysiga na niebo i ziemi, e kocha mi 
bdzie do grobu, potem pisywa do mnie z pokoju do pokoju listy strzeliste i 
pomieniste, potem... gdy matka jego, jeden z listw tych wypadkiem przeczytawszy, 
rozkazaa mi i, dokd mi oczy me ponios, pojecha na karnawa 
do Warszawy; spotkawszy mi na ulicy, a byam wtedy godna, zrozpaczona, 
w achmanach prawie ubrana, zarumieni si jak piwonia, spuci 
oczy, min niby nie poznajc i w kilka dni potem w kociele pp. Wizytek 
lubowa przed otarzem piknej i bogatej dziedziczce wiar i mio dozgonn... 
Tak on mi kocha i to dla mnie uczyni... 
I znowu zamiaa si, ale tym razem krtko i sucho. 
 Nikczemny!  z cicha wymwia Marta. 
Karolina wzruszya ramionami. 
 Przesadzasz, moja droga  wymwia z zupen obojtnoci.  
145 Pathos (gr.)  dzi patos, forma spolszczona, odmieniana przez wszystkie przypadki  tu: 
sposb mwienia podniosy i napuszony. 
133 
Nikczemny! Dlaczego? czy dlatego, e korzysta z prawa, o ktrym wiedzia, 
e przysuguje i przysugiwa bdzie na wiecie jemu i wszystkim 
towarzyszom jego? Czy dlatego nikczemny, e za przedmiot zabawy wzi 
sobie mod i ubog dziewczyn tak gupi, i uwierzya, e jest dla niego 
przedmiotem mioci? Bynajmniej, moja droga. Pan Edward nie by zapewne 
witym ani szczeglnym jakim bohaterem, ale nie by te, jak mwia, 
nikczemnym. Mia on swoje wielkie zalety, upewniam ci, a tylko czyni to, co 
czyni wiat pozwala? mu w zupenoci, korzysta z udzielonego mu prawa, 
by takim, jakimi s wszyscy modzi, ba! czsto i niemodzi mczyni. 
Mwia to z najzupeniejsz powag, bez najlejszego artu lub szyderstwa, 
gosem zupenego przekonania; skrzyowaa potem rce na piersi i nie 
spuszczajc wzroku z sufitu, zanucia z cicha piosnk z Dziesiciu cr na 
wydaniu146. Marta wlepia w ni zdumione oczy. 
Po chwili kobieta w atasach przestaa nuci, wplec postaw 
zamienia na siedzc i opierajc okie na kolanie a twarz na doni pochylia 
si nieco ku swej towarzyszce.
  Bo, na koniec  zacza mwi tym samym co pierwej, rozwanym tonem 
 w sdach o ludziach trzeba przecie mie wzgld na ich przyzwyczajenia i 
na ten punkt, z ktrego zapatruj si oni na ycie i jego sprawy. Jeeliby, na 
przykad, kolory biay czarny posiaday wadz mylenia i czucia, to pierwszy 
przyzwyczaiwszy si do wyszoci, jak mu nieustannie nad drugim przyznaj 
ludzie, mgby wybornie wyobrazi sobie, e kolor czarny na to tylko 
stworzonym zosta, aby sprawia wszelkiego rodzaju przyjemnoci, rozrywki i 
zabawy biaemu. Najwaniejsz i rzecz w stosunkach ludzkich, moja droga, 
s rnice, jakie pomidzy nimi zachodz, pomidzy za panem Edwardem a 
mn zachodziy rnice olbrzymie... 
 Zapewne  przerwaa z ywoci Marta  on by czowiekiem bogatym, a 
ty ubog dziewczyn, ale czy bogactwo upowania do pomiatania tymi, ktrzy 
go nie posiadaj? 
 Po czci  odpowiedziaa Karolina.  Nie o bogactwie jednak i ubstwie 
mylaam mwic o rnicach, bo przecie, gdybym bya nie ubog kobiet, 
ile ubogim mczyzn, pan Edward, ktry, powtarzam, posiada wiele dobrych 
zalet charakteru, nie pomylaby nawet o skrzywdzeniu mi lub obraeniu. 
Mczyzna bogaty i zarazem honorowy nie krzywdzi i nie obraa mczyzny 
ubogiego; jeeli kiedy tak uczyni, rzuca to plam na jego charakter, 
poddaje go chocie nagany publicznej. Ale ja nie byam mczyzn, byam 
kobiet; obraenie za, skrzywdzenie kobiety w ten sposb, jak to miao 
miejsce pomidzy mn i panem Edwardem, to rzecz wcale inna jak obraenie 
i skrzywdzenie mczyzny. a ne tire pas a consquence!147 Owszem, przynosi 
to chlub, nazywa si powodzeniem, dzielnoci msk, czyni modego 
czowieka interesujcym, rzuca na pewien urok sawy. Dzielny chopak z 
tego Edzia! Co za diabelski zjadacz serc! Urodzi si w czepku! Ma szczcie 
do kobiet! Jemu zbaamuci dziewczyn, to jak orzech zgry itd., itd. 
Kady czowiek, moja droga, nadzwyczaj lubi by chwalonym, a nagany lka 
si jak ognia. Mnstwo ludzi nie czyni zego przez obaw nagany, a czyni dobrze 
przez pragnienie pochway. Pan Edward mia do mnie sympati, nic 
146 Dziesi cr na wydaniu  Zehn Mdchen und kein Mann, operetka Franciszka 
Suppe, przeoona przez W. L. Anczyca w . 1865. 
147 ane ne pas a consquence (franc.)  To nie pociga ze sob konsekwencji. 
134 
dziwnego: miaam lat osiemnacie i byam pikn... pofolgowa sobie148 tej 
sympatii w sposb, ktry zapewne by dla niego przyjemnym, nic dziwnego 
take; wiedzia dobrze od dziecistwa, e takie folgowanie jest jego nieodebralnym149 
prawem, z ktrego gdy nie skorzysta, nazywa si bdzie w wiecie 
mazgajem i niedog, gdy za skorzysta, pasowanym zostanie na dzielnego 
chwata i zajmujcego modzieca. Uczyni to, co uczyniby na miejscu 
jego kady, tote nie mam do niego pretensji adnej, i owszem, jestem mu 
wdziczn... popchn mi w wiat, nauczy mnie ycia i wielkich prawd jego... 
Wycigna rk, wzia ze stojcego na stole krysztaowego spodka ran 
konserw i chrupic j w biaych zbach, przydeptaa znowu silnie drobn 
stop wczkowego wyeka. Bieguny poruszyy si wawiej i zakoysay lec 
na dugim fotelu kobiet. renice jej, powolnym ruchem bdzce po otaczajcych 
przedmiotach, podobne byy w tej chwili do wielkiego brylantu poyskujcego 
na palcu pod blaskiem ognia; jaskrawe barwy tczowe migotay 
w nich jak w wypoliturowanych mrozem krysztaach lodu. Ale oczy Marty, 
wpatrzone w twarz dawnej towarzyszki dziecistwa i modoci, wyraay gboki 
namys poczony z palcym niepokojem. 
 Pchn ci w wiat, mwisz  wyrzeka po chwili zwolna i znionym gosem 
 c to za dobrodziejstwo? wiat ten dla biednej kobiety taki straszny, 
duszcy... Nauczy ci prawd ycia? Czy tych, ktre ukazuj kobiecie, istocie 
ludzkiej przecie, bezdenne rnice lece pomidzy ludmi i ludmi? Okropne 
to prawdy! Nie stworzy ich Bg, ale wytworzyli ludzie... 
 A nam co do tego?  
zawoaa Karolina z krtkim swym, suchym miechem. 
 Czy Bg je stworzy, czy ludzie wytworzyli, do, e istniej one, te 
prawdy mwice mczynie: Bdziesz uczy si, pracowa, zdobywa i uywa!, 
kobiecie: ,,Bdziesz cackiem i za igraszk mczynie suy! Boskie 
czy ludzkie, prawdy te zna nam trzeba, aby nie zjada sobie serc w nadaremnych 
zgryzotach, nie trawi modoci w prnym chwytaniu nie dajcych 
si pochwyci promieni sonecznych; aby da za wygran temu, co nie dla 
nas istnieje na wiecie, i w gonitwie za cnot, mioci, szacunkiem ludzkim 
lub tym podobnymi bardzo piknymi rzeczami  nie umrze z godu... 
 Tak  ledwie dosyszalnym gosem wymwia Marta  nie umrze z godu... 
oto najwysze dobro, o jakim marzy, jakie osign wolno ubogiej kobiecie! 
 Doprawdy?  przecigym tonem zapytaa Karolina i palcem, na ktrym 
wanie byszcza brylant, wskazujc otaczajce przedmioty dodaa: 
 A jednak... zobacz, obejrzyj si... 
Marta nie obejrzaa si, tylko otworzya usta, jakby zada chciaa towarzyszce 
pytanie jakie, ktre jednak powcigna szybko. Obie kobiety milczay 
do dugo. Karolina koysaa si wci zwolna, chrupaa cukierek po 
cukierku, nie odrywaa wzroku od twarzy Marty, ktra pogrona w zamyleniu 
siedziaa ze skroni opart na rku i ze spuszczonymi powiekami. 
 Czy wiesz, Marto  przerwaa milczenie kobieta w atasach  e jeste 
prawdziwie pikn. Co za pyszny wzrost! Musisz by przynajmniej o p gowy 
wysz ode mnie. Bieda nie zeszpecia ci dotd wcale, chocia rowy 
148 Pofolgowa sobie  pozwoli sobie, odrzuci skrupuy, 
149 Nieodebralny (neolog.)  taki, ktrego nie mona odebra. Tego rodzaju nowotwory jzykowe 
charakterystyczne s dla Orzeszkowej. 
135 
odbysk aru, ktry w tej chwili pada na twarz twoj i naladuje delikatny 
rumieniec, podnosi bardzo pikno tw i przelicznie wyglda przy twych 
kruczych, olbrzymich wosach! C by to byo, gdyby jeszcze zamiast tej 
brzydkiej, wenianej, zrudziaej sukni woya ubranie ywej barwy i wykwintnego 
kroju, zamiast tego pciennego gadkiego konierza otoczya szyj 
sw przezroczyst koronk, eby warkocze twe podniosa wyej nieco i 
ubraa je psow r lub zotymi szpilkami... Byaby przeliczn, moja 
droga, i trzeba by ci byo tylko par razy ukaza si w loy pierwszego pitra 
na reprezentacji150 modnej jakiej komedii, aby modzie caej Warszawy zapytaa 
jednogonie: Kto ona? gdzie mieszka? czy pozwoli, abymy hody nasze 
u jej ng... 
 Karolino! Karolino!  przerwaa Marta prostujc si i wzrokiem penym 
zdumienia patrzc na towarzyszk  po co ty mwisz to wszystko? Jaki 
zwizek sowa twoje mie mog z pooeniem, w jakim zostaj, z boleci 
wdowy, z trwog matki? Po co mi pikno? po co mi stroje bogate? 
 Po co? po co? o! o! o! 
Wykrzykniki te paday w przestrze wraz z urywkowymi spadami krtkiej, 
suchej gamy miechu i wraz z ni umilky. 
Obie kobiety milczay znowu duej jak wprzdy. 
 Marto! ile ty masz lat? 
 Dwudziesty pity zaczam niedawno. 
 A ja dwudziesty czwarty. O rok wic modsza jestem, o ile mdrsza od 
ciebie! ile dalej zaszam w yciu ni ty, biedna ofiaro marze i zudze! 
Znowu milczay chwil. Marta z wyrazem stanowczoci na twarzy podniosa 
gow. 
 Tak, Karolino, widz sama, e mdrsza by musisz ode mnie, e dalej w 
yciu zasza. Posiadasz dostatek, jeste zapewne spokojna o swe jutro; gdyby, 
jak ja, miaa drobne dzieci, nie potrzebowaaby oddawa je na poniewierk 
ludzk ani patrze, jak ci w oczach sabnie, blednie, niknie... Znam 
ci tak dawno, jak dawno sign mog pamici; byymy razem dziemi i 
modymi dziewcztami, lubiymy si wzajemnie... a jednak jam dotd nie 
miaa zapyta ci, skd si wzi u ciebie ten dostatek, ktrym ci widz 
otoczon, jakim sposobem zdoaa wybrn z ubstwa, z ndzy, o ktrej napomykaa 
mi w swej rozmowie... Nie miaam zapyta ci o to, bo widziaam, 
e unikaa pyta moich, ale, wybacz mi, Karolino, le to z twojej strony... 
dawnej towarzyszce zabaw twych dziecinnych, niezbyt dawnej jeszcze powiernicy 
roje twych modych, powiedzie powinna, jak zwalczya fatalizm 
ten, ktry czepia si krokw i przygniata gowy kobiet ubogich... rzuci to moe 
i na moj drog wiato jakie... 
 O, rzuci, rzuci to niezawodnie na drog twoj wiato bardzo jasne, bardzo 
owiecajce!  wymwia kobieta z rozpuszczonym powym wosem. Oczy 
jej wyglday znowu jak dwa odamy zimnego krysztau, w ktrych przegldaj 
si barwy tczowe, na drobnych ustach dra migotliwy umiech, ale 
gos posiada brzmienia pewne i spokojne. 
Marta mwia dalej: 
 Kiedym po raz pierwszy sama jedna w wiat wesza, aby walczy o ycie 
swoje i dziecka, powiedziano mi, e kobieta wtedy tylko z walki takiej wyj 
150 Reprezentacja  tu: przedstawienie. 
136 
moe zwycisko, jeli posiada wyborn jak umiejtno, prawdziwy i wydoskonalony 
talent... Czy ty posiadaa umiejtno jak, Karolino? 
 Nie, Marto, nie posiadaam adnej. Umiaam tylko taczy, goci bawi i 
ubiera si adnie. 
 O talencie nie syszaam nigdy, aby go miaa... 
 Nie miaam adnego wcale talentu. 
 Moe miaa bogatych krewnych, ktrzy ci majtek dali? 
 Bogatych, krewnych miaam, ale nie dali mi oni nic. 
 A wic...  zacza Marta. 
 A wic  przerwaa kobieta w atasach i nagle podniosa si z ruchomego 
swego siedzenia. Wczkowy piesek zakoysa si za ni gwatownie, bieguny 
kolebki ze stukiem uderzyy o posadzk. Ona sama stana wyprostowana 
przed kozetk, na ktrej siedziaa Marta. 
 Byam pikn  wymwia  i... i zrozumiaam, jakie jest jedyne moliwe 
dla mnie miejsce na ziemi. 
 Ach!  z cicha zawoaa Marta i uczynia poruszenie takie, jakby porwa 
si chciaa z siedzenia. Ale stojca przed ni kobieta trzymaa j przykut do 
miejsca si swego wzroku. Staa z nieruchom postaci i twarz, powe wosy 
jej i gibka cienka kibi nurzay si w rowej unie poaru. Podniosa brwi 
lekko i w twarz Marty patrzaa gboko i upornie oczami, w ktrych teraz pali 
si ciemny blask pospnego zapau. 
 C?  zacza po chwili  przelka si, naiwna istoto, chcesz ucieka? 
dobrze, id sobie! masz wszelkie prawo podj z ziemi gar bota i w twarz 
mi j cisn. Kt ci prawa tego odmwi dzi moe? dzi posiadasz je jeszcze... 
Marta oczy doni przysonia. 
 Zasaniasz oczy; nie chcesz patrze na mnie. Zapytujesz swej myli, czyli 
to ja doprawdy jestem t niewinn, naiwn, idealn Karolci, ktra biegaa 
z tob po kwiecistej ce twego ojca i fruwaa w zawrotnym walcu po 
lnicych posadzkach domu pani Herminii; ktra lubia namitnie biae re 
i konwaliowe wonie, a w powodzi ksiycowych promieni widziaa pywajce 
szafirowe oczy pana Edwarda?... O, ja to jestem, ja sama... ale jeli ci widok 
mj zbyt razi, moesz nie patrze na mnie... posuchaj tylko... 
Postpia par krokw i usiada na kozetce obok Marty. 
 Posuchaj  powtrzya.  Czy ty zapytywaa siebie kiedy i czy zdaa 
kiedy przed sob dokadn spraw o tym, czym jest na wiecie kobieta? Pewno 
nie. Ot ja ci powiem. Nie wiem ju, jak tam jest wedug praw boskich, o 
ktrych mwia przed chwil... ale wedle praw i obyczajw ludzkich kobieta 
nie jest czowiekiem, kobieta to rzecz. Nie odwracaj ode mnie gowy. Mwi 
prawd, wzgldn moe, ale prawd. Czy chcesz widzie ludzi? Patrz na mczyzn. 
Kady z nich yje na wiecie sam przez si, nie potrzebuje, aby dopisywano 
do jak cyfr dlatego, aby przesta by zerem. Kobieta jest zerem, 
jeli mczyzna nie stanie obok niej jako cyfra dopeniajca. Kobiecie daj 
byszczc opraw, aby jak w sklepie jubilera kunsztownie wypolerowany 
diament cigaa na siebie oczy jak najwikszej liczby nabywcw. Jeeli nie 
znajdzie dla siebie nabywcy albo znalazszy utraci go, pokrywa si rdz 
wiecznej boleci, plamami bezzaradnej ndzy, staje si na powrt zerem, ale 
zerem chudym z godu, trzscym si z zimna, rozszarpujcym si na szmaty 
w nadaremnych prbach ruszania si i dwigania. Przypomnij sobie wszyst137 
kie stare panny, opuszczone lub owdowiae kobiety, jakie znaa w swym yciu, 
spjrz na koleanki swe z zakadu Szwejcowej, spjrz na sam siebie... 
Co znaczycie wszystkie na wiecie? jakie s wasze nadzieje? gdzie mono, 
abycie wygrzzy z trzsawisk i poszy tam, dokd d ludzie? Jestecie 
rolinami, ktrych odygi wyhodowane w cieplarniach nie maj siy opiera 
si wiatrom i burzom, i tak by musi przecie; skoro wieszcze i mdrcy 
wiata nazwali kobiet ,,najpikniejszym z kwiatw przyrodzenia. Kobieta to 
kwiat, kobieta to zero, kobieta to przedmiot nie obdarzony si samodzielnego 
ruchu. Nie ma dla niej ani szczcia, ani chleba bez mczyzny. Kobieta musi 
koniecznie uczepi si, w jakikolwiek sposb uczepi si mczyzny, jeli 
chce y. Inaczej idzie do szwalni Szwejcowej i umiera zwolna. A c uczyni 
wtedy, jeli ogarnie j namitne pragnienie ycia? Zgadnij! zgadujesz? dobrze! 
zasoe sobie oczy drug doni, aby ju ani rbka sukni mojej widzie 
nie moga, ale suchaj mi dalej... 
 Byam mod, pikn, przyzwyczajon do zbytku i prnowania; gdy wygnano 
mi z domu bogatych krewnych, za ca wasno posiadaam par 
sukien, zot bransolet po matce i ten piercionek z niebiesk emali151, 
ktry ty mi daa, Marto, w dzie twego lubu. Sprzedaam bransolet i piercionek. 
Mylaam, e wystarczy mi to, dopki nie znajd zarobku. Wyobraziam 
sobie, e jestem czowiekiem, i przez t gupi omyk cierpiaam kilka 
miesicy mki piekielne. Cierpiaabym je moe duej jeszcze, gdybym na 
szczcie nie spotkaa na chodniku Nowego wiata pana Edwarda. Kochaam 
go jeszcze. Kiedy min mnie bez powitania, przekonaam si ostatecznie, e 
jestem rzecz, ktr wolno jest bra i rzuca dowolnie. Czy ktokolwiek postpiby 
z czowiekiem, jak postpi ze mn ten, o ktrym marzyam w 
dniach spokoju, ktrego rysy przywoywaam przed pami moj w godzinach 
godu i meczami? Od chwili, w ktrej utraciam wiar w czowieczestwo 
moje, skoczyy si me cierpienia. Syszaa moe o modym panu Witalisie, 
ktry ma star on, wielkie dobra pod Warszaw i pikny dom w Warszawie. 
Zachodzi on czsto do sklepiku przy ulicy Ptasiej, w ktrym wyrczaam 
wacicielk w sprzedawaniu wiec i myda, otrzymujc w zamian od niej 
siennik zasany w kcie izby dziecinnej w nocy, mis krupniku i szklank 
mleka w dzie. Po prawdzie, praca moja wart bya daleko wikszego wynagrodzenia, 
ale poczciwa kobiecina wyzyskiwaa robotnic, ktr podja z 
bruku znuon, godn i w achmanach. W dwa dni po owym spotkaniu pana 
Edwarda, po dwch nocach, o ktrych nie potrafiabym ju dzi i opowiedzie, 
przestaam sprzedawa wiece i mydo... Panu Witalisowi powiedziaam: 
,,Dobrze!, opuciam sklepik i izb, w ktrej wrzeszczao i bio si picioro 
brudnych dzieciakw; zamieszkaam tutaj... 
Marta siedziaa jak skamieniaa. Spod doni, ktr przykrywaa sobie oczy, 
wida byo twarz jej marmurowo blad i nieruchom. Ledwie dostrzegalne 
drgnienie przebiego j od stp do gowy, kiedy prawie przy uchu jej zadwicza 
suchy, krtki mieszek podobny teraz do grzechotki nocnego stra. 
 Nie wiem ju, jak si to stao, ale uwaam, e wpadam w deklamacj!  
woaa miejc si kobieta z rozpuszczonymi powymi wosami.  To twoja 
aobna suknia, Marto, zaciemnia mi salon. Nie lubi ciemnoci, kocham si 
151 Emalia  szklista powoka rnobarwna, ktr pokrywa si wyroby z metalu, szka i 
porcelany. 
138 
w blaskach, lubi mia si na komedii, a w domu je cukierki... Wierz mi, 
tak lepiej... 
Wzia rk wdowy zwisajc wrd fad czarnej sukni i przysuna si do 
niej bliej. 
 Suchaj, Marto  zacza przechylajc si do ucha prawie towarzyszki  
kochaam ci kiedy, dzi al mi ci wielki... Piercionek, ktry mi daa, ywi 
mi przez kilka tygodni, teraz ja ci wespr rad i pomoc... Dotd wypowiadaam 
ci sam teori tylko, teraz przechodz na pole praktyki... Obok 
mieszkania mego s do wynajcia trzy pokoje, takie prawie jak te... chcesz? 
jutro bdziemy ssiadkami. Przyprowadzisz tu twoje dziecko, bdzie mu ciepo 
i wygodnie... Pojutrze zdejmiesz t aobn brzydk sukni... 
Marta odja do od oczw i podniosa gow. 
 Karolino!  rzeka powstajc  dosy ju, nie mw ani sowa wicej... 
 C?  zawoaa kobieta w atasach  czy nie? 
Kobieta w aobie nie odpowiadaa chwil. Twarz jej mienia si mierteln 
boleci i krwawym rumiecem, gos dra i urywa si w piersi, gdy mwi 
zacza: 
 Niedawno jeszcze, niedawno, gdyby ktokolwiek omieli si mwi ze 
mn tak, jak ty mwia, Karolino, uczuabym mierteln obraz... moe 
gniew szalony... teraz nie czuj nic prcz wielkiej boleci, wikszego jeszcze 
wstydu. Musz by doprawdy czym mniej ni czowiekiem, skoro nie zawiniwszy 
nic, nie uczyniwszy cienia zego, nie szukajc po wiecie niczego, niczego 
prcz uczciwej pracy, spotkaam to, co... spotkaam... Och, jake nisko, 
nisko upadam! I za c? i za jak win? 
Staa chwil nieruchoma, z oczami pospnie wlepionymi w ziemi. Po 
chwili agodniej troch rzeka: 
 Nie pogardzam tob, Karolino, nie cisn na ciebie, jak mwia, garci 
bota. Boe mj! wszake ja wiem, czym jest ycie kobiety ubogiej... kosztuj 
go od kilku miesicy... dzi poknam kropl jego najbardziej gorzk. Nie pogardzam 
wic tob, ale pj w twoje lady nie mog... nie, nigdy... nigdy... 
Umilka znowu i tym razem jasnym wzrokiem patrzaa w jeden punkt 
przestrzeni. Tam oczami wyobrani ujrzaa jeden z obrazw swej przeszoci. 
Nie by to przecie aden z obrazw minionego wesela i szczcia, odzwierciedla, 
owszem, w sobie chwil boleci bez granic. Marta ujrzaa na ou 
choroby spoczywajcego jedynego czowieka, ktrego kochaa na ziemi. 
Twarz jego sztywniaa pod doni mierci, oddech ustawa w schorzaej 
piersi, ale oczy jego spoczyway na jej twarzy, rozpromienione ostatnim blaskiem 
ycia, rka poruszana spazmem konania w drtwiejcych palcach ciskaa 
jej rk. Biedna Marto moja, jak ty y bdziesz beze mnie! Ze sowami 
tymi na zsiniaych ustach opuci j na wieki. 
 O! jake kochaam go! jak kocham go jeszcze!  szepna wdowa; zarazem 
rce jej zaamane opady na czarn sukni, a pier uniosa si ogromnym 
westchnieniem.  Nie, Karolino! przez Boga, nie!  zawoaa podnoszc 
wysoko twarz oblan promienn bladoci  byam szczliwsz od ciebie. 
Czowiek, ktrego ukochaam, nie uczyni ze mnie rzeczy. Polubi mi, kocha, 
szanowa. Konajc myla jeszcze o mnie i o mej przyszoci. Kocham 
go jeszcze, cho go nie ma ju na ziemi, szanuj imi jego, ktre nosz. Mio 
dla niego i pami o nim wznosz si we mnie jak otarze; przed nimi 
pali si lampa napeniona zami mego serca i owieca smutn moj drog... 
139 
 Ktr postpujc dostaniesz si wkrtce na elizejskie pola152, kdy biali 
anioowie pocz ci z nieboszczykiem twoim mem!  zabrzmia przenikajcy 
i gam ostrego miechu spleciony gos Karoliny. 
Marta staa ju o kilka krokw od niej i zarzucaa na gow swoj czarn 
wenian chustk. 
 Bd zdrowa, biedna Karolino, bd zdrowa!  zawoaa stumionym gosem 
i wybiega do ssiedniego pokoju, gdzie nad okrgym mahoniowym 
stoem palia si ju rowa lampa. Bya blisko drzwi, gdy uczua si przytrzyman 
za rami. Obok niej staa Karolina z wargami drcymi od miechu, 
ze zwidym swym czoem falujcym drobnymi zmarszczkami i z ciemnym 
poyskiem w renicach. 
 Suchaj!  rzeka  mia mi si chce, doprawdy, z ciebie! Jeste egzaltowana153, 
przedziwnie naiwna, jeste, moja droga, wielkim jeszcze dzieckiem. 
A jednak w wierzeniach staroytnych Rzymian al mi ci! nie wiem nawet 
dlaczego, bo i c mi na koniec obchodzi moe, co si tam z tob stanie? 
Dla mnie i lepiej, i nie bdziesz moj ssiadk, jeste zbyt pikn... Ale... ale 
piercionek twj ywi mi przez par tygodni... nie jest przecie koniecznym 
obowizkiem powoania mego bytu, abym bya niewdziczn. 
Jedn rk silnie przytrzymywaa rami modej kobiety, drug wycigna 
ku oknu. 
 Pomyl  mwia  tam tak zimno, ludno i zarazem pusto. Tumy ci zadepc, 
pustka ci pochonie... Wr si... 
 Pu mnie  szepna gwatownie Marta  nie zorzecz ci, ale mwi z 
tob nie mog... przyszam tu po chwil przyjani i spoczynku, znalazam 
now bole i najwikszy wstyd ycia... pu mi! 
 Jedno jeszcze sowo posysze musisz... Mody ten czowiek, ktry szed 
dzi ze mn ulic, kocha si w tobie szalenie... odda wszystko, co ma... 
 Pu mi!  gono ju i z jkiem krzykna Marta i ze spazmatyczn si 
targna rami swe objte rk pochylonej ku niej kobiety. Rka ta opada. 
Marta rzucia si ku drzwiom. 
Przebya ju kilka stopni rzsicie owietlonych wschodw, kiedy usyszaa 
za sob szelest atasu. 
 Wr si!  zawoa na ni gos z gry  bdziesz ebraczk! 
Kobieta w aobie biega po wschodach nie odpowiadajc. 
 Bdziesz krada!  powtrzy gos. 
Kobieta nie odwrcia gowy i zstpia kilka wschodw niej. 
 Umrzesz z godu razem z twoim dzieckiem. 
Na dwik ostatniego wyrazu kobieta stana, odwrcia twarz miertelnie 
blad i oczy rozpalone ponurym ogniem wlepia w posta stojc u szczytu 
wschodw. Obfite wiato gazowe oblewao posta t, malujc srebrem fiolety 
jej sukni; wielka kamea wiecia u szyi bkitnaw barw, zote kolce154 
dray pomidzy gstwin dugich wosw, podnoszcych si lekko od przewiewu 
wiatru wnikajcego otwartymi na ulic drzwiami. Staa z pochylon 
naprzd gow i postaci, z wargami drcymi miechem, z zimnymi oczami, 
rzucajcymi tczowe poyski spod zwidego czoa. Marta wlepiaa w ni 
152 Elizejskie pola  miejsce pobytu zmarych 
153 Egzaltowany  przesadnie uczuciowy, przeczulony. 
154 Kolce  kolczyki. 
140 
przez chwil wzrok suchy, rozpalony, przeraony i ponury, potem odwrcia 
si nagle, poskoczya naprzd i w mgnieniu oka znikna w pzmroku ulicy. 
Kilka minut zaledwie upyno, gdy tymi samymi drzwiami, za ktrymi 
znikna Marta, wbieg wesoy Ole, kilku skokami przeby wschody i wpad 
do mieszkania Karoliny. 
 I c?  zapyta z kapeluszem w rku stajc na progu salonika.  Posza? 
Zdaje mi si, e poznaem j idc przeciwlegym chodnikiem. Kiedy wrci? 
Zadawa te pytanie tonem krtkim, popiesznie; w czarnych, byszczcych 
oczach jego malowaa si niecierpliwo czowieka bez woli i rozwagi poddajcego 
si doznanemu wraeniu, 
 Nie wrci wcale  odpowiedziaa kobieta siedzca przed kominkiem na 
tym samym miejscu, na ktrym przed kilku minutami siedziaa Marta. Ramiona 
jej skrzyowane byy na piersi, oczy utkwione w arzce si wgle. Nie 
zwrcia wzroku na wchodzcego modego mczyzn i na niecierpliwe pytanie 
jego odpowiedziaa tonem krtkim, wicej ni obojtnym, bo niechtnym. 
 Nie wrci?  zawoa Ole rzucajc kapelusz swj na sprzt najbliszy i 
postpujc w gb pokoju  jak to nie wrci? czyli nie jestecie, panie, przyjacikami 
od dziecistwa? 
Kobieta milczaa. Mody mczyzna niecierpliwi si coraz bardziej. 
 C powiedziaa?  zapyta naglco. 
 Powiedziaa  odpara zwolna kobieta nie zmieniajc postawy ani kierunku 
wzroku  powiedziaa, e dotd jeszcze kocha swego ma... 
Ole szeroko roztworzy oczy. 
 Ma?  wymwi, jakby nie dowierzajc uszom wasnym  nieboszczyka 
ma? 
Parskn miechem, podnis twarz ku sufitowi i mia si gono i dugo. 
 Ma!  powtrzy  i czeg ona chce jeszcze od tego biedaka? wszake 
on ju nie yje! O! wierne serce... niepocieszona wdowa, jake to czue! 
mia si wci, ale w miechu jego zadwiczay przy kocu faszywe nuty. 
Drgno w nich co na ksztat alu i przykrego rozdranienia. 
 Dalibg!  zacz znowu, szerokimi krokami przebiegajc salonik  kobieta 
to niepospolita! Kocha nieboszczyka ma w kilka miesicy jeszcze po 
jego mierci? Jake to wzniole! C by to byo dopiero, gdyby pokochaa teraz 
kogo yjcego! O, gdybym mg by tym szczliwcem! 
 Bardzo by moe, i mgby pan by tym szczliwcem  odezwaa si 
kobieta, siedzc przed kominkiem. Nie odwrcia jednak gowy i nie uczynia 
poruszenia adnego. On przyskoczy ku niej. ywe rumiece pokryway jego 
policzki. 
 Mgbym by!  zawoa  a wic nie wydara mi wszelkiej nadziei! O 
pikna, liczna, zota, brylantowa pani Karolciu, zlituj si nade mn! Jestem 
naprawd szalenie rozkochanym! mgbym by tym szczliwcem jeelibym... 
powiedz pani, bagam, zaklinam, jeelibym co?! 
Kobieta po raz pierwszy podniosa na niego oczy. Na dnie renic jej, w 
podniesionych nieco brwiach, w ruchomych ktach warg delikatnych lea 
nieopisany wyraz szyderstwa. 
 Jeeliby pan  wyrzeka powoli  jeeliby stara si o jej rek i chcia z 
ni oeni si. 
141 
Sowa te wywary na Olesiu wpyw oguszajcy i odurzajcy. Przez chwil 
sta nieruchomy, osupiay, z otwartymi nieco ustami i z oczami wlepionymi 
w twarz upornie patrzcej na niego kobiety. 
 Oeni si!  powtrzy gosem zdawionym. Wargi jego zadray, jakby 
si wnet mia rozmia; nie rozmia si jednak, tylko machn rk, wzruszy 
ramionami i na wp gniewnie, na wp obojtnie rzekszy: ,,artujesz 
pani!  odszed od kominka. Kobieta wioda za nim przez chwil wzrokiem 
zimnym i urgliwym. Po twarzy jej przebiego w jednej minucie tysic figlarnych, 
szyderskich, wzgardliwych umieszkw. Wesoy Ole stan znowu 
przed ni. 
 Jeste okrutn, pani Karolino!  zawoa  mwisz mi o oenieniu! jeste 
co niedorzeczniejszego? Wiza si na cae ycie z osob, ktr znam zaledwie, 
z wdow, ktra kocha jeszcze swego nieboszczyka ma? sta si od razu 
ojcem jakiego dzieciaka, wiat sobie zawiza, wzi na plecy tyle odpowiedzialnoci, 
tyle kopotw? i to w moim wieku? z moj szczliw na wiecie 
pozycj? Jest to pomys godny, doprawdy poczciwego mieszczanina, stsknionego 
do smacznej domowej kuchni i tuzina pyzatych dzieciakw. Sdz, 
e pani nie powiedziaa tego na serio; wtem, ze artowa lubisz! jest to jeden 
z gwnych twoich wdzikw. 
Karolina wzruszya ramionami. 
 Naturalnie, e artowaam  rzeka krtko i znowu patrzaa w rozarzone 
wgle. 
Wesoy Ole coraz bardziej by wzburzony. 
 W jakime humorze jeste dzi pani  sarkn.  Czy nie dowiem si niczego 
ju wicej? 
 Nudzisz mi pan miertelnie  odrzeka kobieta. 
 Gdzie ona mieszka?  nalega mody czowiek. 
 Nie wiem, zapomniaam j spyta o to. 
 A to wyborne! C ja teraz zrobi? Przyjdzie mi j szuka, ale miasto jak 
las, nim j znajd, znowu o niej zapomn... 
Wymwi to z nadzwyczajnym wzburzeniem, z gniewem prawie i alem w 
gosie. Obawia si, aby niestao pamici i codzienna wielka liczba wrae 
nie odebray mu tego, co go w tej chwili zajmowao namitnie. Nagle strzepn 
palcami, wyda okrzyk radoci i poskoczy znowu w stron kominka. 
 Eureka!155  zawoa  wszake jest szwaczk? gdzie? czy w jakim zakadzie? 
Pikna, liczna, zota pani Karolciu, powiedz... Kobieta wstaa i szeroko 
ziewna. 
 A tam... przy Freta ulicy, w szwalni Szwejcowej  rzeka z wyrazem najwyszego 
znudzenia ide ju pan sobie teraz, musz ubiera si do teatru... 
Ole zdawa si by uszczliwionym. 
 U Szwejcowej! wiem! wiem! bywam u niej! Jedna crka, ta, co kraje  
straszydo, ale druga, matka modziusia, za mem piwowarem, i wnuczka 
po synie, panna Eleonora, wcale niczego... Tam to wic przebywa moja bogini! 
O, jutro... jutro... biegn, pdz, lec. Pochwyci kapelusz i sta ju na 
progu. 
 Do widzenia!  zawoa. 
155 Eureka (gr.)  znalazem. Wedug podania tak zawoa mia Archimedes (najwikszy 
matematyk i fizyk grecki III w. . e.) odkrywszy swoje synne prawo wyporu. Dzi: okrzyk 
wyraajcy rado z dokonanego odkrycia. 
142 
Zza proga wrci jeszcze. 
 Pani Karolcia idzie dzi do teatru. A co daj? Kobieta staa przy drzwiach 
swej sypialni ze wiec zapalon w rku. 
 Flik i Flok  rzeka. 
 Flik i Flok!  zawoa czowiek wiekuistego miechu  musz by i zobaczy 
Laur w tacu egipskim! Ale czy to nie pno? Mam jeszcze zaj do 
Bolka! Do widzenia! do widzenia! biegn, pdz, lec! 
* 
Wszystkie wielkie miasta w oglnoci posiadaj, Warszawa za w szczeglnoci 
posiada w swym tonie pewn liczb mczyzn rnego wieku, cieszcych 
si doskonale ustalon i szeroko gon reputacj156 zjadaczy serc kobiecych 
i niszczycieli czci niewieciej. Ludzie ci, odkd tylko matka natura 
zwierzchni ich warg osypie pierwszym puszkiem wsika, a do chwili, a 
czasem i poza chwil, w ktrej te matka powszechna ustroi im gowy w biaawy 
szronik siwizny, czyni sobie niejako fach i codzienn praktyk ycia z 
admirowania157 wdzikw niewiecich, platonicznego, gdzie inaczej nie mona, 
nieplatonicznego wszdzie, gdzie tylko mona. Bywaj to ludzie bardzo 
przyjemni, oywieni, dowcipni, weseli, usuni, w towarzystwach poszukiwani, 
w koleeskich kkach wielbieni. Miewaj oni te czsto nie tylko czue, 
ale i dobre serca; z rozwag, z zastanowieniem i umylnie za nic nie chcieliby 
szkodzi nikomu, a jeli obok tego czste wyrzdzaj szkody, umys wyrozumiay 
i dokadnie ich rozumiejcy nie moe bez niesprawiedliwoci zastosowa 
do nich innych wyrazw jak ewangeliczne: ,,Panie, odpu im, bo nie 
wiedz, co czyni! Ze wzgldu zreszt na pospolito zjawiska, jakie przedstawiaj, 
na wszystko, co zwykle speniaj, i to, do czego w yciu i znaczeniu 
spoecznym dochodz, s to w ogle figurki w spoecznoci i dla spoecznoci 
bardzo mao znaczce, drobne pionki na wielkiej szachownicy ludzkoci, mikroskopijne158 
owadki, lizgajce si swobodnie na rozpitych skrzydekach 
po chropowatej dla innych korze ycia. Uwzgldniajc tedy t ich maluczko, 
mona by w rozwaaniu zjawisk spoecznych cakowicie pomin tych 
wesoych biedakw, a nawet z umiechem trawestowa159 na ich widok w 
sawny wykrzyk poety160 o puchu marnym, gdyby ten puch marny, te malutkie 
pionki wiecznie ruchliwe, te niewinne owadki wiecznie radosne nie byy 
miertelnie niebezpiecznymi dla pewnej klasy istot ludzkich. Klas t s kobiety 
ubogie. Nie idzie ju tu nawet o serca, bo te, tak pod jedwabnymi, jak 
pod wenianymi i perkalowymi stanikami, s u tak zwanej pci piknej draliwym 
i zarazem bezbronnym miejscem; byle co zrani je moe, byle co zawojowa. 
Std ble i ale, zy i jki, targania wosw i zgrzytania zbw, tak 
w salonach jak na poddaszach. Ale przedmiotem, ktry w salonach niezmiernie 
rzadko uszkadzanym bywa przez owych przyjemnych swawolnikw, 
na poddaszach za, w suterenach, szwalniach i rnych rkodzielniach w 
156 Reputacja  opinia, sawa. 
157 Admirowanie  podziwianie, wielbienie. 
158 Mikroskopijny  niedostrzegalny goym okiem, widzialny jedynie przez mikroskop. 
159 Trawestowa  przetwarza, przeksztaca. 
160 Wykrzyk poety  synny okrzyk Gustawa z IV czci Dziadw Mickiewicza (Kobieto, 
puchu marny!). 
143 
zupenej ich pozostaje mocy i miertelnie przez nich szwankuje  to reputacja 
kobiety. W tym wzgldzie bywaj pomidzy nimi tak potni mocarze, i bez 
dugich nieraz stara, bez intencji niekiedy, jednym zblieniem si, kilku 
krokami uczynionymi obok kobiety, kilku na ni rzuconymi spojrzeniami zabijaj 
dobr saw, stwarzaj w gowach ludzkich ze podejrzenia. Jest to 
bogi owoc dobrze ustalonej i szeroko gonej ich chway. Bogi zaprawd dla 
nich, bo dowodzi przed wiatem prawdziwie mskiej ich energii, olbrzymiej 
potgi wpyww na wiat wywieranych, ogromnego bogactwa wrae doznawanych 
i sprawianych, czynw dokonywanych; niezbyt bogi moe dla tych, 
na ktrych wypadkiem zatrzyma si oko pana stworze... 
Pan stworze idzie ulic wielkiego miasta, laseczk gitk jak berem wywija. 
Byszczy na gowie jego kapelusz, byszcz na rkach rkawiczki z podwjnym 
szwem, byszczy u piersi zoty acuszek i koysze si z gracj na 
ciemnym tle tuurka sporzdzonego dostojnymi rkami arcykrawca Chabou161. 
Co za wietno! Nuci pgosem piosenk z Piknej Heleny, bystrymi 
oczami rzuca dokoa. Brzegu kapelusza czsto rk dotyka, wszystkim si 
kania, wszyscy mu si kaniaj, wszystkich zna, wszyscy go znaj. Co za dostojna 
w spoeczestwie pozycja! Przerywa sobie nucenie, szyj wyciga i nog 
w powietrzu zatrzymuje na ksztat wya, ktry stropi zwierzyn, wzrok 
wysila, umiecha si... Tam, na rogu ulicy przemkn adny buziaczek, biae 
liczko zawiecio, czarne oczy zamigotay... Dalej! dalej w pogo! Baczno! 
zwierzyna ju blisko! co prdzej osaczy j trzeba, bo gotowa si wymkn! 
Zachodzi z boku, kapelusza uchyla, peen uszanowania (o ironio) ukon 
skada i gosem, ktry jest wiernym echem syszanego wczoraj na scenie gosu 
Parysa162, zapytuje: 
 Czy pozwoli pani towarzyszy sobie? 
Pozwala? idzie z ni. Nie pozwala? idzie take. Nie jeste panem stworze? 
Po drodze spotyka znajomych (posiada ich tylu, ile morze kropel wody), mruga 
figlarnie i ukazuje oczami na towarzyszk. Chwilami serce ze zwikszon 
moc uderza mu w piersi. S to pierwsze drgnienia budzcej si motylowej 
mioci lub moe upojenia tryumfu? I jedno, i drugie najczciej. Pan stworze, 
ilekro ujrzy pikny, a nawet choby adny egzemplarz twarzy kobiecej, 
przysiga przed wszystkimi i sam przed sob najpierw, e jest szalenie, 
miertelnie zakochanym. Czyni to w zupenej dobrej wierze. Serce jego to 
wulkan, ktry kilka razy na dzie i wybucha. Obok tego czuje on dobrze, i 
oczy ludzkie cigaj z zajciem nowy epizod wielkiej epopei163 jego i ycia. 
Oczy te ludzkie tak przywyky widzie go niezwycionym, e od pierwszej 
zaraz kartki odgaduj na ostatniej  zwycistwo! 
Zbliy si, a wic zachwyci. Spojrza, a wic zawojowa. Ani on, ani nikt z 
tych, ktrzy go znaj, nie przypuszcza, by mogo by inaczej. Sawa dzielnego 
chopca wzrasta; reputacja ubogiej kobiety tonie. W koronie, ktra wieczy 
weso jego gow, wyrasta nowy li wawrzynu164, na jej smutne czoo wy
161 Chabou Louis  waciciel pierwszorzdnej firmy krawieckiej w wczesnej Warszawie. 
162 Parys (Aleksander)  krlewicz trojaski, gwny sprawca wojny z Grekami. Bohater 
licznych utworw literackich od ,,Iliady poczwszy. Tu chodzi o Parysa z Piknej Heleny. 
163 Epopeja  poemat opisowy, ktrego tematem jest doniose dla historii narodu wydarzenie 
uchwycone w perspektywie przeszoci i w przekroju ycia wszystkich jego warstw. Tu 
ironicznie w znaczeniu przenonym. 
164 Li wawrzynu  laur, symbol zwycistwa. 
144 
stpuje plama... Takim by wesoy Ole, jeden z wielu... Samo zblienie si 
jego kompromitowao kobiet, rozmowa z nim bya dla niej dekretem165 niesawy... 
Szwejcowa miaa trzy crki i kilka modych wnuczek, a wic znaa Olesia. 
Bywa on w jej domu, a nawet sama gosia, e jedna z panien Szwejcwien, 
ta, ktra wsplnie z matk zajmowaa si krojem, z jego powodu na koszu 
osiada. Jakkolwiek bowiem brzydka, adn majc figurk i obrotny jzyczek, 
zwrcia bya na siebie kiedy oko pana stworze. C wic dziwnego, e wobec 
takich okolicznoci Szwejcowa okulary swe blisko ku oczom przysuna i 
twarz do szyby przykleia, ujrzawszy pewnego poranku jedn ze swych robotnic 
przebywajc dziedziniec w towarzystwie niezwycionego Olesia. 
Dziewczta w podartych sukniach, z tymi twarzami i spowiaymi kokardami 
we wosach, zerkay te przez szyby, oczami palcami przesyay sobie 
wzajem znaki porozumienia umiechay si. Spostrzega to wszystko i crka 
Szwejcowej stojca przy okrgym stole. Podniosa si na palce i rzucia 
wzrokiem za okno. Z miejsca, na ktrym staa, zobaczy moga wsik i brdk 
Olesia... a e byy to wsik i brdka jego... uczua si ogarnit wraeniem 
i wspomnieniem. Bardziej jeszcze wyprya szyj i tym razem ujrzaa czarn 
wenian chustk, pokrywajc wyranie gow kobiec. 
 Mamo! z ktr to z robotnic idzie pan Aleksander? 
Szwejcowa odja twarz od szyby. 
 Z pani wick  wymwia zbliajc si do stou. 
Czoo powanej matrony zaszo gstymi chmurami:  i  
zawierajce si w 
nazwisku Marty zasyczay przecigle z ust jej wychodzc. 
Modsze robotnice zamieniy ukradkowe spojrzenia. Wyraz twarzy 
brzmienie gosu naczelniczki nie wryy przyjemnych rzeczy. 
Jedna z nich rzeka z cicha: 
 Bdzie bura! 
 Moe odprawi j?  zapytaa inna ciszej jeszcze. 
 Oho!  szepna trzecia najciszej  ona ju teraz moe i nie dba o to! 
W tej chwili do pracowni wesza Marta. Sam wyraz twarzy jej by dnia tego 
taki, e mgby na ni zwrci spojrzenia wszystkich obecnych osb, gdyby 
spojrzenia te i tak ju nie byy przygotowanymi do ciekawego na ni patrzenia. 
Oczy jej byy ciemnymi krgami otoczone, renice zagase. Na zapadych 
policzkach leay okrge plamy krwistych rumiecw, brwi rozdzielaa gboka 
bruzda. Wchodzc podniosa cikie, nabrzmiae powieki i spotkaa si 
z utkwionymi w ni kilkunastu spojrzeniami. Nie okazaa przecie zdziwienia 
ani, adnego innego uczucia; zdja chustk z gowy i wziwszy robot, ktra 
przygotowana ju leaa na jej stoku, usiada w milczeniu. Rce jej dray 
jak w febrze, kiedy rozwijaa ptno i nawlekaa ig. Pochylia nisko gow 
owinit potarganymi nieco dnia tego warkoczami i pogrya si w swej robocie. 
Drca i zaczerwieniona od chodu jej rka podnosia si i opadaa 
szybko jakby w takt gorczkowej, zawrotnej myli. Oddychaa szybko i ciko, 
kilka razy otworzya wargi, aby zachwyci powietrza, ktrego zna wci 
niedostawao jej piersi. Przy okrgym stole dwie pary noyc dwiczay ostro 
i przecigle. 
165 Dekret  tu: wyrok. 
145 
Szwejcowa rzucaa spod okularw na wieo przyby robotnic ukone 
wejrzenia. Kty wydtych warg jej zawisy w sposb objawiajcy zy humor. 
Przestaa kraja i z pomarszczonych palcw nie wypuszczajc noyczek wymwia 
przecigym tonem i przyciszonym gosem: 
 Pani wicka nie bya u nas wczoraj. 
Marta usyszawszy nazwisko swe wymwione podniosa gow. 
 Czy pani mwia co do mnie? 
 Pani wicka nie bya u nas wczoraj. 
 Tak, pani, zaatwiaam interesa moje na miecie i przyj nie mogam. 
 Nieakuratno robotnic w przychodzeniu na robot szkodzi wielce zakadowi. 
Marta pochylia nisko gow. Szya znowu i milczaa. 
Jedna ju tylko para noyc przy okrgym stole dzwonia i skrzypiaa, ale 
coraz ostrzej. 
Panna, ktra osiada na koszu z powodu niezwycionego Olesia, czua si 
zna coraz wicej wzburzon. 
Matka jej staa z twarz zwrcon ku grupie robotnic, z nieruchomymi noycami 
w ciemnoskrej rce. 
 Ja wczoraj widziaam pani wick na miecie. Pani wicka staa wtedy 
przy wschodach witokrzyskiego kocioa z dwoma osobami. Marta nie odpowiadaa 
jeszcze. C miaa mwi? Fakt, o ktrym mwia Szwejcowa, by 
zupenie prawdziwym. 
 Znam take osoby, z ktrymi pani wicka rozmawiaa wczoraj na ulicy. 
Jedna z nich par lat temu pracowaa nawet czas jaki w naszym zakadzie. 
Niedugo jednak, niedugo, bo spostrzegam zaraz, e towarzystwo jej moe 
by niebezpiecznym przykadem dla naszych robotnic. Czy pani wicka zna 
dobrze t kobiet? Towarzystwo jej moe by bardzo niebezpiecznym. 
 Nie dla mnie, pani  po raz pierwszy odezwaa si Marta. 
Nie podniosa gowy znad roboty, ale drcy gos jej dwicza guchym i 
powciganym buntem dumy kobiecej, ktra czuje si deptan. 
 Ach!  przecigle westchna Szwejcowa  nie mona to tak bardzo ufa 
sobie. Pycha jest matk wszystkich grzechw. Lepiej unika lepiej daleko 
niebezpiecznych towarzystw unika... A pan Aleksander cki czy jest take 
bliskim znajomym pani wickiej? 
Dzwonica dotd wci i skrzypica para noyc dzwoni i skrzypie przestaa. 
Panna z nieadn twarz, ktra jednak cigna bya kiedy na siebie 
spojrzenie pana stworze, podniosa gow. 
 Musi by, mamo, dobrze i z bliska znajomym, skoro pani wicka spaceruje 
z nim codziennie. 
Mona by myle, e sowa te byy wami, ktre owiny Mart od stp do 
gowy i zapuciy da we wszystkie punkta jej ciaa, tak nagle wyprostowana 
si ona, gow znad kawaa ptna na kolanach rozpostartego podniosa i 
oczy szeroko otwarte w twarzy mwicej panny utkwia. 
 Co to znaczy?  wyrzeka cikim, zdawionym szeptem. Zarazem powioda 
spojrzeniem dokoa. Wszystkie robotnice, te nawet, ktre zazwyczaj najnieczulej 
i najnieruchomiej wyglday, siedziay teraz z podniesionymi gowami 
i oczami w ni utkwionymi. Na twarzach ich najrniejsze maloway si 
uczucia: al, ciekawo, szyderstwo. Marta pozostaa przez chwil jak ska146 
mieniaa. Psowe plamy, lece na jej policzkach, rozszerzay si zwolna, a 
zabarwiy purpur czoo i szyj. 
 Nie ma si za co gniewa, moja pani, nie ma si za co gniewa  zacza 
Szwejcowa.  Jestem od lat dwudziestu kilku naczelniczk zakadu, w ktrym 
po dwadziecia i wicej modych osb pracowao zawsze, nabyam wic 
duo dowiadczenia. Wiem przy tym, jakie s obowizki moje wzgldem dusz, 
ktre opatrzno powierza mej opiece; nie mog obojtnie patrze, jeeli ktra 
z nich dobrowolnie naraa si na niebezpieczestwa. Do tego jeszcze mam 
crki, modziutkie wnuczki. C by ludzie i o nich pomyle mogli, gdyby zakad 
nasz przedstawia, bro Boe, jakiekolwiek przykady zepsucia. Na koniec, 
na dziedziniec wychodz okna mieszkania pewnej monej i bogobojnej 
damy, ktra jest prawdziw protektork i dobrodziejk naszego zakadu. 
wita pani! c by pomylaa ona, gdyby zobaczya jedn z moich robotnic 
przechadzajc si tu pod jej i mymi oknami z modym i wiatowym kawalerem? 
Moe ju zreszt i zobaczya! Obawa mi, doprawdy, przejmuje na myl, 
co powiem protektorce naszej, gdy mi o to zapyta? Czy e robotnic odprawiam? 
Ale zgadza si to moe nie bdzie z miosierdziem chrzecijaskim?... 
 Powiesz jej pani, e robotnica, ktra miaa nieszczcie spotka na dziedzicu 
tym owego modego i wiatowego kawalera, odesza std sama i dobrowolnie. 
Sowa te rozlegy si po wielkiej izbie, wymwione gosem dwicznym i 
przenikajcym. Marta powstaa z siedzenia i z podniesionym czoem, z drc 
warg patrzaa prosto w twarz Szwejcowej. 
 Jestem kobiet biedn, bardzo biedn  mwia dalej  ale jestem uczciw 
i nie miaa pani adnego prawa mwi do mnie w ten sposb. Nie 
Opatrzno to oddaa mi opiece pani i przyprowadzia tutaj, ale wasna moja 
nieudolno. Przyszam tu, bo gdzie indziej pracowa nie umiaam: pani 
wiesz o tym bardzo dobrze i potrafia zrobi dla siebie dobry uytek z pooenia 
mego. Praca moja kilka razy wicej warta ni to, co mi pani za ni dajesz... 
Ale nie o tym mwi chciaam. Zawaram dobrowoln umow i dopeniam 
jej warunkw. Ndz cierpie musz, ale znosi obelgi... pomimo 
wszystkiego... nie mog... nie, jeszcze nie mog! egnam pani! 
Przy ostatnich wyrazach zarzucia chustk na gow i zwrcia si ku 
drzwiom. Robotnice cigay j spojrzeniami, modsze z sympati i rodzajem 
tryumfu na twarzach, starsze z politowaniem i wikszym jeszcze zdumieniem. 
Wszystko, co dziao si z Mart od wczoraj: zawd dowiadczony u ksigarza, 
gorzkie uczucie zazdroci, ktre po raz pierwszy owadno ni na widok 
Kamirowskiego Paacu i uczcej si, penej nadziei modziey mskiej; odwiedziny 
przy ulicy Krlewskiej, pospna propozycja, jak jej tam uczyniono, 
noc bezsenna, spdzona w potokach ez i pomieniach wstydu, nade wszystko 
za spotkanie si z czowiekiem, o ktrym wiedziaa, e oczekiwa tam na 
ni z habic j myl w gowie  wszystko to wprawio ducha jej w ten stan 
gorczkowego naprenia, ktry dugo trwa nie moe, w cichoci i za lada 
dotkniciem wybucha niepowstrzymaln burz. Dotknicie za, sprawione 
sowami Szwejcowej i jej crki, nie byo lada jakim. W piersi Marty struna 
uczu wyprona do ostatecznoci pka i wydaa z siebie aosnego jku 
krzyk buntowniczy. Czy dobrze uczynia ulegajc niezmoonemu wybuchowi 
147 
dumy niewieciej i godnoci czowieczej, rzucajc pod nogi kobiecie, ktra jej 
ubliya, ostatni swj ks chleba? Nie mylaa o tym, nie zdawaa sobie 
sprawy z postpku swego biegnc przez dugi dziedziniec ku bramie wiodcej 
na ulic. 
Zaledwie jednak wstpia w t bram, cofna si jakby przed ohydnym 
widmem jakim, wyraz miertelnej obrazy twarz jej okry. W bramie sta jeszcze 
Ole i rozmawia pgosem z modym jakim mczyzn, stojcym u dou 
wschodw, z ktrych zna zstpi przed chwil, aby uda si na miasto. 
Marta rzucia si w stron. Widocznym byo, e usiowaa nie spostrzeona 
przemkn pod cian, ale kiedy zwinna sarna uj moga oka wprawnego 
myliwca? 
 Pani!  odwracajc si zawoa Ole  co za niespodzianka! Nie mylaem, 
aby tak wczenie opucia dzi t jam, ktra  tu gos jego zniy si  od 
pewnego czasu staa si dla mnie rajem, do ktrego tskni! 
Mczyzna, z ktrym Ole rozmawia przed chwil, zbieg z ostatnich 
wschodw i wybieg na ulic, rzucajc przelotne spojrzenie na kobiet, do 
ktrej zwraca si jego towarzysz, i umiech dwuznaczny ukrywajc piosnk 
z Flik i Flok. Marta staa pod cian blada jak marmur, z wyprostowan kibici 
i byskawicami w oczach. Wesoy Ole zblia si ku niej z umiechem na 
ustach i marzcym spojrzeniem. 
 Czego pan chcesz ode mnie?  zawoaa kobieta. 
 Pani!  przerwa jej mow pan stworze  przed kwadransem odepchna 
mi od siebie bardzo surowym sowem, ale ja nie trac nadziei, e stao 
moja... 
 Czego pan chcesz ode mnie?  powtrzya kobieta odzyskujc gos, ktrego 
zabrako jej na chwil.  Tak  mwia dalej  opuciam t jam, w ktrej 
jednak znajdowa si ostatni mj zarobek, ostatni kawa chleba dla mnie i 
dziecka mego. Uczyniam to z powodu pana. Jakim prawem zachodzicie, panowie, 
drog nam, ktrym i bez tego i ju tak ciko? Macie cho troch 
serca i sumienia, aby ciga istoty, ktre i bez tego nie wiedz, kdy maj 
podzia si na wiecie? O! wam zapewne nie stanie si przez to nic zego! 
Wam ludzie dadz za to pochwa, nam obelg. My utracimy poczciwe imi, a 
czsto i ostatni kawaek chleba, wy ubawicie si wybornie... 
Mwia to wszystko popiesznie, bez odetchnicia prawie, z przeszywajcym 
szyderstwem w gosie i w oczach.
  Ubawicie si  powtrzya z przykrym miechem  ale pozwl pan, aby 
kobieta, ktr obra raczye za przedmiot swej zabawy, powtrzya ci sowa 
starej bajeczki: ,,le, o, le si bawicie, wam to zabawa, nam idzie o ycie!...
166 
Rzekszy to, mina osupiaego ze zdziwienia modzieca i znika za bram. 
Pan stworze pozosta sam jeden, spuci gow, rk dotkn wsika, 
zmcony wzrok utkwi w ziemi i sta tak dugo. Na twarzy jego byo zawstydzenie 
i rozalenie. Wstydzi si swej poraki, aowa powabnego i opornego 
(tym powabniejszego, e opornego) zjawiska, ktre znikno mu sprzed oczu. 
Moe te na widok kobiety z rozpalon renic, z chmur na czole i drc od 
166 le, o le si bawicie...  niedokadnie powtrzone zakoczenie znanej bajki Krasickiego 
pt. Dzieci i aby, ktre brzmi: Chopcy, przestacie, bo si le bawicie! Dla was to jest 
igraszk, nam idzie o ycie. 
148 
dumnego alu warg drgno w nim powaniejsze uczucie jakie, moe uczu, 
e le uczyni, e komu niechccy wyrzdzi krzywd. O tak! niechccy! 
Nam idzie o ycie  powiedziaa ona. 
Co za myl! miaeby on intencj zabija kogo? Nic na wiecie nie byo 
bardziej obcym czuemu sercu jego, nic bardziej nieprzystpnym myli, wcale 
do dramatw wszelkich nie skonnej, jak intencja jakiegokolwiek morderstwa. 
A jednak z jak si przemawiaa ona do niego! jaka bolesna byskawica 
strzelaa z jej renic, jak bya blad i jak pikn! Ole oddaby w tej chwili 
bez wahania par lat swego skrzydlatego, bogiego ycia, aby mc zobaczy 
j, baga o przebaczenie. wynagrodzi krzywd, jeli zada jej jak, i... odprowadzi 
j do jej mieszkania. 
Ba! ale gdzie byo to jej mieszkanie? nie wiedzia. Zmarszczy czoo, 
strzepn niecierpliwie palcami i podnoszc gow zawoa prawie ze zoci: 
 Teraz ju j chyba nie znajd! 
W tej samej chwili wbiega z ulicy w bram modziutka panienka, podlotek 
jeszcze prawie, w obcisej szubce i przedziwnie zgrabnym buciku. Na widok 
jej wyraz twarzy Olesia zmieni si nagle. Zdj z popiechem kapelusz i kaniajc 
si adnemu podlotkowi wymwi z umiechem: 
 Jake dawno nie miaem szczcia widzie panny Eleonory. 
Podlotek nie wydawa si niezadowolonym ze spotkania. 
 A! ju to pan Aleksander bardzo grzeczny, doprawdy! bardzo grzeczny! z 
miesic ju u nas nie by. Babcia i ciocia kilka razy mwiy, e pan Aleksander 
jest niegrzeczny. 
Pan Aleksander marzcym okiem ciga ruch rowych usteczek, ktre 
szczebiotay te wyrazy. 
 Pani!  rzek  serce cignie ku domowi pani, ale rozum odradza. 
 Rozum! ciekawa jestem, dlaczego rozum ma odradza panu bywa u 
nas? 
 Lkam si o mj spokj!  szepn pan stworze. Podlotek zarumieni si 
po wosy i uszy. 
 No, niech si ju pan nie lka i przychodzi do nas, bo inaczej babcia i 
ciocia gniewa si bd naprawd. 
 A pani? 
Chwila milczenia. Oczy podlotka patrz na gwd sterczcy w pododze 
bramy, oczy zdobywcy rachuj zote loczki wysypujce si spod kapelusika 
na biae czoo. 
 I ja take bd si gniewa na pana. 
 O! jeeli tak, przyjd, przyjd z pewnoci! 
Podlotek wbiega na dziedziniec, kdy pan stworze i za nim nie mie. Z 
ubog robotnic to co innego, ale z wnuczk kobiety, w ktrej domu si bywa, 
z pann Szwejcwn, ktra, jak powiadaj, mie bdzie ze sto tysicy 
zotych posagu, przechadza si ni std, ni zowd po dziedzicu nie wypada. 
Ole wychodzi na ulic, a przed oczami jego przesuwaj si dwie postacie 
kobiece: biednej wyrobnicy z pomieniem w oburzonym oku i adnego podlotka 
ze zotymi loczkami wkoo biaego czoa. Sam ju nie wie, ktra z nich 
pikniejsza i powabniejsza. Tamta  myli  to dumna i pomienista bogini; 
ta  liczniuchna maa boginka! Prawd mwi uczeni! c to za nieprzebrane 
bogactwa rozlane s po tym pastwie natury! Ile odcieni, ile rodzajw! Jak 
przyjdzie czowiekowi wybr czyni, to mu a w gowie si krci, a w sercu 
149 
taje. Ale na co tam wybr, tous les genres sont bons, hors le genre  vieux et 
laid!167 
Mczyzno! puchu marny! ty wietrzna istoto!
 * 
A Marta? 
Marta po silnych dowiadczonych wzruszeniach zapada znowu cakiem w 
rachunek groszowy. Sze rubli otrzymane od ksigarza oddaa rzdcy domu, 
spacajc tym sposobem dug, dotd nie opacony, i kupujc zarazem prawo 
mieszkania w izbie na poddaszu przez dwa jeszcze tygodnie. 
 Naley si jeszcze za sprzty  rzeki rzdca biorc z jej rk pienidze. 
 Zabierz je pan z mojej izby, bo za uywanie ich paci nie mog. 
Dostatni jacy pastwo, mieszkajcy na pierwszym pitrze, potrzebowali 
do kuchni swej czy przedpokoju stou, kilku krzese i ka. Nad wieczorem 
sprztw tych nie byo ju w izbie Marty. Rozcigna ona uszczuplon wielce 
pociel sw na nagiej pododze i usiada na ziemi przed pustym kominem. Z 
drugiej strony komina usiada Jancia. Postawa matki bya nieruchoma a do 
sztywnoci, dziecka  skurczona i drca od chodu, a moe i alu. Dwie twarze 
blade. stoczone pzmrokiem zapadajcego wieczora i gbok cisz samotnej 
izby. przedstawiay widok pospny. By to take widok tajemniczy. 
Dwie dole nieszczsne siedziay tam przed zimnym otworem okropnego komina. 
Jaki bdzie ich koniec? 
Jancia miaa tej nocy sen niespokojny i przerywany. 
Dotd, jeli czsto pakaa w dzie, w nocy spaa przynajmmej spokojnie. 
Ale wieczoru tego wyniesiono z izby ostatni przedmiot jej zabawy: dwa stare 
kulawe krzeseka. aowaa ich jak dobrych przyjaci, z ktrymi bawia si w 
chwilach swobodniejszych, ktrym cichutko powierzaa swoje biedy i ale: 
gd, chd szturchace Antoniowej, wtedy gdy wiedziona instynktem dobrego 
dziecka nie chciaa skarg swych zanosi przed matk. Dzieci rzewnie 
pakao widzc, jak wynoszono jej ukochanych, kalekich staruszkw, potem 
pooywszy si na ziemi przypomniao sobie moe swoje dawne mahoniowe 
eczko galeryjk otoczone, przykryte wczkow koderk, z ktrej rnobarwnych 
szlakw uczyo si rozrnia kolory i podziwia pikno... 
Pnoc ju bya blisk. Dzieci rzucao si na swoim niskim posaniu, stkao 
niekiedy i pakao przez sen. Marta siedziaa wci na ziemi u komina, 
pogrona w ciemnoci i gorzkich wyrzutach samej sobie czynionych. 
Gorzko, bolenie wyrzucaa sobie postpek swj ze Szwejcow. Po co uniosa 
si obraon dum? Po co opucia to miejsce, w ktrym miaa jakkolwiek 
mono jakiegokolwiek zarobkowania? Obelga wprawdzie, jak jej tam 
w oczy rzucono, bya nie zasuon, wielk, krwaw moe, ale i c std? 
Czy kobiecie w jej pooeniu wolno w zamian obelgi rzuci komu w oczy ks 
chleba czarny, twardy, gorzki, ale ostatni? Nie umie uczyni nic, aby dwign 
si z upoledzonego pooenia, i zarazem nie mc cierpliwie przenie 
ciosw i ponie tego pooenia, co za niekonsekwencja! Przez wasn nieudolno 
oddawszy si w rce kobiety wyzyskujcej t nieudolno, wymaga 
od niej dla siebie szacunku i wymiaru sprawiedliwoci? Co za bezrozum! 
167 Tous les genres sont bons, hors le genre  vieux et laid (franc.)  wszystkie rodzaje (kobiet) 
s dobre, z wyjtkiem jednego  starych i brzydkich. 
150 
Nie!  mylaa Marta  jedno z dwojga. Trzeba by na wiecie albo siln i 
dumn, albo sab i pokorn. Trzeba umie dwiga i chroni godno sw 
osobist albo zrzec si do niej wszelkiej pretensji. Jestem sab, powinnam 
by pokorn. Nie mog czynami mymi podnie si do takiego pooenia, aby 
nakaza ludziom szacunek dla mnie, nie powinnam go te wymaga, zreszt, 
za c ludzie szanowa mnie maj? Ja sama czy naprawd szanuj siebie? 
Czy mog bez wstydu i wyrzutw sumienia patrze na to dzieci, ktremu 
powinnam by opiek i podpor, a jestem niczym? Czy mog bez najgbszego 
upokorzenia myle, e na ksztat owcy bezbronnej i gupiej pochylam 
kark mj przed nieuczciw rk, pozwalajc, proszc nawet, aby z pracy dni 
moich, z potu mego czoa tworzya ona dla siebie i dzieci swych bogactwo? Za 
kogo zreszt ma mnie wiat cay, ludzie? Jeden odrzuca prac moj, bo jest 
nieudoln; inny z gry ju jej nie przyjmuje w przekonaniu, e musi ona by 
nieudoln; inny jeszcze wyzyskuje j nikczemnie, dlatego wanie, e jest 
nieudoln; inny na koniec nie widzi we mnie nawet czowieka rwnego mu w 
czci i cnocie, ale tylko niebrzydk kobiet, ktr mona... kupi! Dlaczeg 
wymagaam od Szwejcowej tego, czego cay wiat mi odmawia, czego zdoby 
sobie u ludzi, u samej siebie  nie potrafiam? 
Noc ustpowaa przed szarym zimowym witem. Marta siedziaa wci na 
jednym miejscu, z okciami opartymi o kolana, z gow w doniach. Czua si 
teraz pokorn, bardzo pokorn, umiechaa si sama z siebie na myl, e 
wczoraj jeszcze moga roci jakie pretensje do szacunku ludzkiego, bya 
pewn, e nigdy ju nie zadziwi si nad ponieniem wasnym i nie sarknie 
przeciw poniajcej j rce. 
Wraz ze wiatem dnia wstpiy do izby na poddaszu przypomnienia potrzeb 
codziennych. Marta wyja z kieszeni zotwk. Wicej pienidzy nie 
miaa i zarobku adnego. 
Trzeba i prosi!  pomylaa. 
Wysza na miasto i skierowaa si ku znajomej sobie ksigarni. Sza do 
czowieka, ktrego litociwa rka obdarzya j raz ju prac, drugi raz jamun. 
Otwierajc drzwi ksigarni Marta dowiadczya pewnego uczucia zdziwienia. 
Przed wyjciem z domu wyobraaa sobie, e z wielk cikoci przyjdzie 
jej prg ten przestpi, e tak jak dawniej przed wymwieniem sowa 
proby sponie wstydem, utraci na chwil gos. Mylia si. Serce jej nie uderzyo 
mocniej, rumieniec nie obla czoa, kiedy spotkaa wzrokiem spojrzenie 
ksigarza. 
Sta on jak zwykle za kantorem, pochylony nieco nad sporym stosem notat 
i rachunkw. Kiedy usyszawszy dzwonek podnis twarz, czoo jego mniej 
pogodne byo jak dawniej, w oczach malowa si lekki niepokj czy zmartwienie. 
By widocznie zakopotany czym czy zasmucony. Nie powiodo mu 
si moe przedsiwzicie jakie, z ktrego obiecywa sobie wiele, albo chory 
mu by kto z rodziny, z przyjaci? Z widoczn trudnoci oderwa myl od 
przedmiotu swego zajcia i zwrci na wchodzc kobiet wzrok mniej jasny, 
mniej dobry i uprzejmy jak wprzdy. Marta spostrzega to. Kilka dni temu 
byaby si cofna i wysza albo przynajmniej zataia cel swego przybycia; teraz 
jednak zbliya si do kontuaru i zamieniwszy ukon z ksigarzem rzeka: 
 Bye pan tak dobry, e wspomoge mi porad i datkiem, przyszam 
wic znw do pana... 
151 
 Czyme pani suy mog? 
Przemawia grzecznie, ale zimniej jak wprzdy. Roztargnione jego oczy 
zwracay si co chwil ku lecym na stole papierom. 
 Utraciam zajcie w szwalni, w ktrej zarabiaam czterdzieci groszy 
dziennie. Czy nie wiesz pan o jakim miejscu stosownym dla mnie, o jakimkolwiek... 
Ksigarz spuci oczy i sta chwil w milczeniu. Do uprzedniego zakopotania 
jego doczyo si teraz troch zmieszania, a nawet zniecierpliwienia. 
 A!  rzek po chwili, czynic obu rkami gest oznaczajcy poaowanie  
trudno, pani! trzeba co umie, trzeba koniecznie co umie... 
Nie dokoczy swej myli i umilk. Marta ciskaa w obu doniach koce 
chustki, ktr miaa na gowie. 
 A wic  rzeka po chwili  c ja uczyni? 
Powiedziaa to w taki sposb, e ksigarz podnis wzrok i popatrzy na ni 
uwanie. Gos jej posiada dwiki krtkie i nieco ostre, w zapadych oczach 
pali si ogie, ale nie boleci jak dawniej, nie milczcego, przejmujcego 
bagania, lecz jakby tumionego guchego gniewu. Patrzc na ni i suchajc 
jej gosu mona by rzec, e do czowieka tego, z ktrym rozmawiaa, czua 
jak uraz, e czynia go w duchu odpowiedzialnym po czci za to, czego 
dowiadczaa. ksigarz chwil jeszcze pomyla. 
 Smutno mi  rzek  bardzo smutno widzie w takim pooeniu on 
czowieka, ktrego znaem i uwaaem. Zdaje mi si, e bd mg jeszcze co 
dla pani uczyni... chocia bdzie to tylko nowa prba, znajomi moi, pastwo 
Rztkowscy, potrzebuj teraz wanie kogo... kogo do... pokojowej usugi... 
jeeliby pani miejsca takiego yczya sobie. 
 Prosz o nie pana  bez chwili namysu rzeka Marta. 
 W takim razie napisz kilka sw do pastwa Rztkowskich. Jeeli pani 
bdziesz yczya sobie, udasz si do nich z t kartk... 
 Udam si z pewnoci  wymwia kobieta. 
Ksigarz napisa popiesznie kilkanacie sw na kartce papieru i wrczy 
j oczekujcej kobiecie. pieszy si, niespokojny by i cigle jakby zmartwiony. 
Natychmiast po oddaniu listu ukoni si... 
Ukon ten by wyranie poegnalnym, znaczy tyle, co ,,nie mam czasu i 
nic wicej uczyni nie mog! Marta wysza z ksigarni. List, ktry trzymaa 
w rku, nie by zamknitym. Rozwina zoon we dwoje wiartk papieru i 
obrcia j kilka razy w rku. Zdawao si, e pomidzy cienkimi kartkami 
szukaa czego. W istocie, przebiega przez gow jej myl, e jak onegdaj w 
zeszycie z jej rkopismem, tak teraz w wiartce papieru ksigarz umieci 
moe dla niej datek jaki. Datku jednak nie byo. Marta pomylaa: 
Szkoda, e nic nie da. 
Ksigarz by dobrym czowiekiem i mia bardzo litociw rk. Ale litociwe 
rce tym s niedogodnymi dla tych, ktrzy ich potrzebuj, e nie zawsze w 
jednostajnym bywaj usposobieniu. Najlepszy nawet czowiek nie moe by w 
kadej chwili swego ycia jednostajnie skonnym do speniania dobrych 
uczynkw. Dobre uczynki s rodzajem zbytku dla ducha, ktrego chlebem 
codziennym jest obowizek. Litociwa rka w chwili pilnego speniania obowizku 
moe by bardzo nieusposobion do wykonywania litociwych czynw. 
152 
Jaka zmiana! kilka miesicy temu Marta jkna z blu, ze wstydu otrzymawszy 
jamun, teraz aowaa, e jej nie otrzymaa! 
Spojrzaa na adres trzymanej w rku kartki i skrcia na witokrzysk 
ulic. W kilka minut potem znalaza si w kuchni nalecej do obszernego i 
porzdnego mieszkania. Znalaza tam kuchark, ktrej wrczya kartk od 
ksigarza otrzyman. Kucharka udaa si w gb mieszkania. Marta usiada 
na drewnianej awce. Siedziaa tam dobre dziesi minut. Pastwo Rztkowscy 
namylali si zna czy naradzali. Po dziesiciu minutach wesza do 
kuchni niemoda kobieta z przyjemn powierzchownoci, w ubraniu oznaczajcym 
dostatek. Trzymaa w rku kartk ksigarza. Zbliya si do Marty, 
ktra na widok jej powstaa i kilka sekund patrzya na ni uwanie. 
 Przepraszam pani  rzeka z troch zmieszania w gosie  przed kilku 
dniami potrzebowalimy w istocie pokojowej, ale teraz ju nie potrzebujemy... 
bardzo auj... przepraszam. 
Rzekszy to niemoda pani ukonia si stojcej przed ni kobiecie daleko 
grzeczniej, ni si to czyni zwykle wzgldem kandydatki na pokojow, i opucia 
kuchni. 
W pokoju, do ktrego wesza, siedzia z fajk przy ustach szpakowaty mczyzna 
i dwie mode panienki haftoway przy oknie. 
 C?  zapyta niemody mczyzna  nie przyja jej? 
 Naturalnie, e nie przyjam... Wdowa po urzdniku... wymagaaby zapewne 
dla siebie szczeglnych jakich wzgldw... taka szczupa, delikatna... 
gdzieby jej tam pokoje wymiata albo godzinami caymi sta nad elazkiem... 
pewnie nawet i nie umie pra ani prasowa. Mielibymy z ni kopot tylko i 
nic wicej. 
 To prawda  rzek m niemodej pani  a jednak szkoda, e j tak z niczym 
odprawia. Musi by bardzo biedna, skoro, tak delikatna, jak mwisz, i 
wdowa po urzdniku, chce suy za pokojow. Naleaoby moe sprbowa... 
 Ale, mj Ignacy, pan Laurenty pisze, e ona ma dziecko! eby ju nie co 
innego, moemy przyjmowa sug z dzieckiem? 
 To prawda, to prawda! z dzieckiem niesposb, koszt wielki i kopot... Bg 
wie, jakie jeszcze dziecko... Tylko, e to Laurenty nam j rekomendowa168. 
Obawiam si, aby si nie obrazi na nas, emy j tak z niczym odprawili, 
aby nie wzi nas za ludzi bez serca... 
 No! to da jej tam trzeba cokolwiek! Wol ju da jej raz, choby rubla, 
jak nabawi si cigego kopotu... subiekcji169... i jeszcze przyjmowa do 
domu cudze dziecko... 
Marta bya ju na wschodach, gdy usyszaa za sob szybkie kroki i dwa 
razy powtrzony wykrzyk: 
 Pani! prosz pani! 
Obejrzaa si i zobaczya adn, mod panienk, ktra otulajc si ciepym 
kaftanikiem biega za ni. 
 Prosz pani  zacza moda panienka zatrzymujc si przed wdow.  
Mama moja kazaa mi pani bardzo przeprosi, e fatygowaa si do nas 
nadaremnie... dzi tak zimno, a pani fatygowaa si idc do nas... mama kazaa 
bardzo przeprosi... 
168 Rekomendowa  poleca. 
169 Subiekcja  kopot, fatyga. 
153 
Mwia to prdko i ze zmieszaniem; przy ostatnich wyrazach niemiaym 
troch gestem wycigna rk z rublow asygnat. Marta wahaa si sekund, 
ale tylko sekund, po czym wzia z rki adnej panny szeleszczcy papierek, 
rzeka: Dzikuj! i odesza. W drodze do domu kupia wizk drzewa, 
troch czarnego chleba, grubej mki i mleka. Chleb przeznaczaa dla siebie, 
mleko i mk dla dziecka. 
Tego dnia nie wysza ju na miasto. Zgotowaa straw z mleka i mki zoon, 
nalaa j na glinian misk i posadzia przed ni Janci. 
Ale dziewczynka jada niewiele. Milczca bya i wyjtkowo powana. Maa 
gwka ciya jej zna dolegliwie, bo podpieraa j cigle chud rczk, potem 
usiada na ziemi przy matce, pooya si na jej kolanach i usna snem 
cikim, dugim. 
Nazajutrz Marta przelka si spojrzawszy przy wietle poranku na twarz 
swego dziecka. Jancia bledsz jeszcze bya jak wczoraj, z zapadych i podkronych 
jej oczw przemawiaa cicha, lecz przejmujca skarga. Moda kobieta 
odwrcia si ku oknu i kurczowo zaamaa donie. 
Jeeli nie dam jej lepszych wygd  mylaa  zachoruje... Lepszych wygd, 
co za szalona myl! za dni dwa, trzy nie bd miaa za co izby ogrza i 
ciepej strawy dla niej zgotowa! 
 A!  rzeka do siebie po chwili  nie ma co czyni! trzeba i i przeprosi 
Szwejcow! Posza na ulic Freta. Otwierajc drzwi pospnej pracowni zdziwia 
si nad sob wicej jeszcze ni wtedy, gdy wchodzia do ksigarni. Czua 
si wprawdzie upokorzona nieco, ale uczucie to byo niczym w porwnaniu z 
panujc w niej dz zostania na powrt przyjt w to miejsce, ktre przed 
dwoma dniami opucia dobrowolnie. 
Szwejcowa nie okazaa na widok jej najmniejszego zdziwienia. Po obwisych 
wargach powanej matrony przemkn tylko szybki umiech i oczy jej 
bysny ostro zza okularw. Robotnice popodnosiy gowy i patrzay na przyby, 
jedne z ciekawoci, inne z ironi i zoliwym zadowoleniem. Pod spojrzeniami 
dwudziestu przeszo par oczw Marta uczua gorcy pomie na policzkach 
i czole. 
Bya to mczarnia straszna, ale trwaa zaledwie sekund. Naczelniczka zakadu 
i jej crka przestay kraja ptno. Oczekiway zna od dawnej swej 
robotnicy pierwszego sowa. 
 Pani!  zwracajc si do Szwejcowej rzeka Marta  dwa dni temu byam 
porywcz, nieuwan... obraziam si tym, co mi pani mwia, i odpowiedziaam 
niegrzecznoci. Przepraszam pani. Jeeli mona... chciaabym 
znowu pracowa u pani. 
Jak wprzdy zdziwienia, tak teraz triumfu nie zna byo na twarzy Szwejcowej. 
Owszem, umiechna si ona sodko i skina gow uprzejmie. 
 O, moja pani wicka!  zacza sodkim, miodowym gosem  ja si nie 
gniewam, wcale nie gniewam... i c tam, dobry Boe, tak bardzo wanego 
usysze jak niegrzeczno... znie przykre sowo. Wszak Odkupiciel nasz 
rozkaza, abymy rano i wieczr powtarzali: i odpu nam nasze winy, jako i 
my odpuszczamy! Byabym nieposuszn sowu boemu, jelibym gniewaa 
si na pani wick... ale przyj pani wickiej do zakadu mego nie mog, 
bardzo auj, ale doprawdy ju nie mog, bo na miejscu pani wickiej mam 
od wczoraj inn robotnic... 
154 
Przy ostatnim wyrazie wskazaa noycami mod kobiet, ktra siedziaa 
na dawnym miejscu Marty. 
 Zakad nasz posiada, chwaa Bogu, jak najlepsz reputacj... nie uywamy 
przy tym maszyn, ktre tak okropnie niszcz siy i nadweraj zdrowie 
osb pracujcych. Tote robotnice cisn si do nas, cisn. Prawdziwy 
natok. Nie ma dnia, w ktrym by dwie lub trzy osoby nie zgaszay si z 
prob o robot. Nie brakuje, chwaa Bogu, robotnic, nie brakuje, nadto za 
ich nabiera nie moemy, bo ja i moja crka, nie yczymy sobie obarcza si 
prac zbytecznie. Teraz wic, kiedy jest komplet robotnic, wicej nawet ni 
komplet, dla pani wickiej miejsca... 
 A moe, mamo, znalazaby si jeszcze robota i dla pani wickiej  
szepna nieadna panna pochylajc si ku matce. 
Od kilku chwil przypatrywaa si ona Marcie z uwag i ciekawoci. W 
maych, zezowatych troch jej oczach zjawio si co na ksztat politowania. 
Ale Szwejcowa wzruszya ramionami. 
 Nie  rzeka  nie ma roboty, nie ma! Nie moemy przecie dlatego, aby 
przyj pani wick, ktra dobrowolnie nas opucia, odprawi wczoraj 
przyjt pann Zofi? 
Usyszawszy ostatnie wyrazy kobieta siedzca na dawnym miejscu Marty 
podniosa gow znad roboty i spojrzaa na naczelniczk zakadu prawie z 
przestrachem. 
 Pani mnie ju nie przyjmie?  zapytaa Marta  nie mog mie adnej nadziei? 
 adnej, kochana pani wicka, adnej! Bardzo auj, ale miejsce ju zajte... 
nie mog. 
Marta ledwie dostrzegalnym ruchem skina gow i wysza z pracowni. 
Otwierajc drzwi usyszaa za sob szmer zoony z cichych bardzo szeptw, 
a jeszcze cichszych chichotw. Zrozumiaa, e jest przedmiotem szyderstwa 
lub jaowego politowania dwudziestu przeszo osb, i uczua znowu pomie 
w piersi i na czole. Znalazszy si jednak na ulicy opanowan zostaa zaraz 
jedyn, wyczn myl: 
Nie mog przecie wrci tak z pustymi rkami! Musz dzi koniecznie 
izb cieplej ogrza, a jutro urzdzi dla dziecka misn jak potraw... inaczej 
zachoruje... 
Przez chwil sza tak, jakby nie wiedziaa dobrze, dokd idzie; skrcaa na 
lewo i na prawo, zatrzymywaa si rd chodnika; ze spuszczon gow mylaa. 
Potem pewniej ju i w prostym kierunku zacza i ulic Dug. Idc, 
dusze i waniejsze spojrzenia zatrzymywaa na wystawach sklepowych. 
Przed jedn z nich stana. By to sklep jubilerski, niezbyt obszerny i niezbyt 
wytworny. Takiego zna szukaa moda kobieta, bo po chwilowym namyle 
otworzya drzwi szklanne, par wschodkami nad poziom wyniesione. Zewntrzno 
sklepu omylia j. Nie by on tak skromny, jak wyglda. 
Owszem, w do obszernym pokoju znajdowaa si znaczna ilo wyrobw ze 
zota i drogich kamieni. Tylko e istotna zamono wskutek nieumiejtnoci 
wykazywania jej albo i umylnej intencji nie wystpowaa na pokaz przechodniom. 
e zewntrzna prostota sklepu pochodzia z umylnej intencji jego 
waciciela, mona byo na pewno prawie przypuszcza widzc, jak w otoczeniu 
pomocnikw swych i zapewne uczniw pracowa on wasnorcznie. by to 
czowiek przysadzisty, rumiany, szpakowaty, dobrodusznym umiechem i 
155 
wielkim sprytem w maych burych oczach. Na widok wchodzcej kobiety powsta 
i z grzecznoci zapyta, czego da. 
 Przepraszam pana, jeeli le trafiam  rzeka Marta  sdziam, e nabdziesz 
pan moe u mnie pewien zoty przedmiot... 
 Dlaczegby nie, pani dobrodziejko, dlaczegby nie?  odpowiedzia jubiler 
ze sprytnymi byszczcymi oczami  jaki to jest przedmiot? 
Przez chwil nie byo odpowiedzi. Marta staa na rodku sklepu z oczami 
nieruchomie utkwionymi w ziemi. Rysy jej, powleczone bladoci marmuru, 
sztywne byy i wyprone. Mona by rzec, i skoczya rozmow z wasnym 
wntrzem swym rozpoczt i e zdobywaa si wanie na ostatnie sowo 
rozmowy tej, majce wyraa jakie z cikim trudem wywalczone postanowienie. 
 Jaki to jest przedmiot?  zapyta powtrnie jubiler i niecierpliwe troch 
spojrzenie rzuci na pierwsz sw robot. 
 Obrczka lubna  odpowiedziaa kobieta. 
 Obrczka lubna!  powtrzy przecigle jubiler. 
 Obrczka lubna  podnoszc gowy szepnli z cicha pomocnicy jubilera. 
 Obrczka lubna  wymwia raz jeszcze Marta, wysuna spod grubej 
chusty rk zzibnit i z cienkiego palca cigna zoty piercie. Zarazem 
zachwiaa si na nogach i jak osoba bliska omdlenia bezwiednym ruchem 
szukaa czego, na czym by wesprze si moga. 
 Niech pani siada, niech pani dobrodziejka siada  zawoa jubiler, z 
ktrego ust zsun si bez ladu dobroduszny umiech. Jeden z pomocnikw 
jubilera podsun w stron kobiety taboret. Ale Marta nie usiada. Przebya 
ona jedn z najciszych, najcisz moe chwil ze wszystkich, ktrymi znaczy 
si mozolny jej pochd po drogach ubstwa. Gdy cigaa z palca zot 
obrczk, wydao si jej, e raz jeszcze i ostatecznie rozstaje si z jedynym 
czowiekiem, ktrego kochaa na ziemi, ze szczliw, niezapomnian przeszoci. 
Serce jej cisno si kurczowo, w gowie zaszumiao. Ale chwil t 
ju przebya. Si woli pochwycia umykajc jej przytomno umysu, wytrzewiaa 
cakiem i podaa jubilerowi obrczk. 
 Czy to konieczne? mj Boe, czy to konieczne?  zapyta jubiler tonem 
politowania. 
 Konieczne  krtko i sucho odpowiedziaa kobieta. 
 A! jeli pani yczysz sobie tego, lepiej ju, e zbdziesz przedmiot ten 
mnie ni komu innemu. Otrzymasz pani przynajmniej ca jego warto. 
Mwic to sta ju za stoem pokrytym oszklonymi pudami zotniczych 
wyrobw i rzuca obrczk na niewielkie mosine szale. Dwa metale spotykajc 
si ze sob wyday dwik czysty i przecigy. 
 Dobre zoto  szepn jubiler. 
Marta odwrcia twarz od koyszcych si szalek. Wzrok jej przylgn teraz 
do widoku, na ktry dotd nie zwracaa uwagi. By to widok bardzo prosty. Z 
dwch stron podunego stou siedziao piciu modych mczyzn, od lat 
pitnastu do dwudziestu piciu, z delikatnymi narzdziami w rku. Jedni z 
nich szlifowali i polerowali drogie kamienie rnej wielkoci; inni topili zoto 
przy maych pomykach licych brzegi elaznych trjnkw; jeden rysowa 
wzory acuszkw, bransolet, brosz, kolcw, kopert do zegarkw i tym podobnych 
kunsztownych wyrobw. Marta wlepiaa wzrok w kad z kolei par 
rk poruszajcych si przy podunym stole. Oczy jej, zagase przed chwil, 
156 
zaczy pon silnym ogniem. Odmalowaa si w nich gorczkowa ciekawo, 
chciwa nieledwie dza. Przez par minut takiego patrzenia dostrzega 
wicej szczegw jubilerskiej sztuki, poja lepiej rodzaj jej i natur, niby 
kto inny w innych okolicznociach zostajcy dostrzec i poj mg w przecigu 
dugich godzin. 
 Prosz pani dobrodziejki  ozwa si zza stou jubiler  obrczka pani dobrodziejki 
warta jest rubli srebrem trzy i p. 
Na gos ten Marta odwrcia twarz od robotnikw i szybko przystpia do 
stou, za ktrym sta jubiler. 
 Panie!  rzeka  wszake panowie ci s paskimi pomocnikami? 
 Tak, pani  zdziwiony troch niespodzianym pytaniem odpowiedzia jubiler. 
 I paskimi uczniami zapewne... 
 Tak, pani, po czci i uczniami. Marta byszczcy wzrok zatapiaa gboko 
w twarzy stojcego przed ni czowieka. 
 Czy nie moesz pan przyj mnie za uczennic sw i pomocnic? 
Mae oczy jubilera roztworzyy si szeroko. 
 Pani! pani!  wyjka  jake to... dlaczego to... ale to... 
 Tak, mnie  powtrzya kobieta pewnym gosem.  Jestem bez adnego 
sposobu do ycia... widz, e robota jubilerska nie ma w sobie nic, co by 
przechodzio me siy, owszem, zdaje mi si, e speniaabym j dobrze, poniewa 
trzeba tu dobrego smaku, a ja kiedy miaam mono wyrobi go w 
sobie... Wprawdzie, musiaby pan mi uczy z pocztku, ale nie trwaoby to 
dugo... rcz panu, e pracowaabym usilnie i pojtnie... przyjabym zreszt 
zapat najmniejsz, choby jakkolwiek... jakkolwiek... 
Jubiler ochon ze zdziwienia. Zrozumia ju, o co szo kobiecie, ktra 
przyniosa mu do sprzedania obrczk lubn. Niskie jego czoo zmarszczyo 
si jednak do wyranie, bystre oczy migotay zmieszaniem. 
 Widzi pani dobrodziejka  zacz  ja waciwie uczniw w sklepie moim 
nie miewam; ci panowie s ju usposobieni, wyuczeni... 
Marta spojrzaa w stron stou, przy ktrym siedzieli robotnicy. Jeden z 
nich, ten, ktry rysowa, wsta wanie i wyszed do ssiedniego pokoju. 
 Umiem rysowa  rzeka Marta  to jest  poprawia si szybko  umiem 
rysowa o tyle, aby mc wykonywa dla jubilerskich wyrobw odpowiednie 
wzory. 
Wymawiajc te sowa z rodzajem gorczkowego popiechu, postpia ku 
podunemu stoowi i usiada na miejscu tylko co przez jubilerskiego rysownika 
opuszczonym. Modzi ludzie przy stole pracujcy usunli si nieco z 
krzesami, przerwali sw robot i patrzyli na zasiadajc rd nich kobiet ze 
zdziwieniem poczonym z ironi. Bez ironii, ale z wielkim take zdziwieniem 
patrza na ni jubiler. Ona nie zwaaa na nic, nie widziaa. Pochwycia owek 
i na wiartce biaego papieru, ktr przed sob znalaza, rysowa zacza. 
Cisza zupena panowaa w sklepie. Na pochylon twarz kobiety wystpowa 
rumieniec, pier jej oddychaa powoli i gboko, rka pewnym ruchem, 
bez najmniejszego drenia, rzucaa na papier lekkie, krtkie lub powczyste 
rysy. 
Rysownik, ktry przed chwil wyszed by do ssiedniego pokoju, wraca 
do sklepu, ale ujrzawszy miejsce swe zajtym, zatrzyma si w progu. By to 
dwudziestotrzyletni moe mczyzna, starannie ubrany, z ufryzowanymi wo
157 
sami i wymuskanym wsikiem. Zapuci rce w kieszenie, opar si niedbale 
o rg ciany i z umiechem na ustach zamienia wzrokiem z towarzyszami 
artobliwe znaki porozumienia. 
 Ale, pani dobrodziejko...  ozwa si zniecierpliwiony troch jubiler. 
 Zaraz, zaraz!  odpowiedziaa Marta nie odrywajc oczu od swej roboty. 
Po chwili wstaa i podaa jubilerowi kart, na ktrej rysowaa. 
 Oto jest wzr na bransolet  rzeka. 
Jubiler wlepi oczy w rysunek. Wzr wykonany by bardzo piknie. Skada 
si z wieca szerokich, ksztatnych lici, spitych klamr okrg, gadk, 
dwoma tylko krtymi odygami oplecion. 
Bransoleta wedug wzoru tego wykonana czyaby w sobie dwie gwne 
zalety podobnego rodzaju wyrobw: prostot i wykwintno. 
 adnie! nie ma co powiedzie! bardzo adnie!  mwi jubiler przechylajc 
gow na obie strony i z min zadowolonego znawcy przyglda si rysunkowi. 
 adnie, bardzo adnie!  powtrzy, ale tym razem troch zmieszany.  
Rysunki pani mogyby mi by bardzo uytecznymi, ale... ale... 
Umilk i biedzc si widocznie nad stosownym wypowiedzeniem swej myli, 
potar doni gst sw, szpakowat czupryn. 
Mody czowiek stojcy we drzwiach umiecha si cigle. 
 O mj Boe!  wymwi wzruszajc ramionami  jeeli pan wstrzymujesz 
si z przyjciem tej pani na rysowni... jake tu powiedzie... no, na rysownic... 
Siedzcy przy stole pitnastoletni chopak parskn miechem. Mody 
czowiek z ufryzowanymi wosami mwi dalej: 
 Jeeli tedy wstrzymujesz si pan od spenienia dania tej pani przez 
wzgld na mnie, nie rb sobie, prosz, adnej subiekcji. Wiesz pan przecie, e 
i bez tego nie bd ju pracowa u pana duej nad par tygodni, mam pewno 
bowiem, e w tym czasie otrzymam posad w biurze budowniczego miasta 
Warszawy... 
Mwi to z troch ironii i z zupen niedbaoci. Zna w nim byo czowieka, 
dla ktrego sklep jubilera by tylko stacj na drodze ku miejscom wyszym 
i zyskowniejszym. 
 Tak, tak  rzek jubiler  wiem o tym, e pan opucisz mi wkrtce... ale 
nie mog przecie... 
 Ile pan pacisz temu panu?  wpada mu w mow Marta. 
Jubiler wymieni cyfr zapaty, jak codziennie udziela ufryzowanemu 
modziecowi. 
 Poprzestan na poowie zapaty tej  rzeka kobieta. 
Tym razem jubiler obydwoma ju domi potar czupryn. 
 Aj! aj!  zawoa przechodzc od jednego stou do drugiego  to mi pani 
dopiero klina wbijasz w gow. 
Spojrza mimochodem na wyrysowany przez Mart wzr bransolety. 
 adnie! Nie ma co mwi! Bardzo adnie! 
 Aj! aj!  powtrzy, a sprytne oczy jego biegay niespokojnie po sklepie. 
Widocznie walczy z sob, czyli walczyy w nim chci posiadania dobrej i bardzo 
taniej pracownicy z obaw wprowadzenia do zakadu niebywaej dotd 
nowoci. 
158 
Stan na rodku sklepu i patrzc na swych pomocnikw wymwi pytajcym 
tonem: 
 Ha? Co? 
Prawdopodobnie lakoniczne170 pytania te zadawa samemu sobie, ale niby 
z widom odpowiedzi spotka si oko w oko z czterema twarzami siedzcych 
przy stole robotnikw. Na twarzach tych malowao si troch zdziwienia, ale 
daleko wicej szyderstwa. Co za do modzieca z ufryzowanymi wosami, ten 
zamia si prawie gono i jakby w intencji wymiania si do woli cofn si z 
poskokiem do ssiedniego pokoju. 
Czego ludzie ci umiechali si i miali? 
Trudno by na to odpowiedzie, a raczej dugo by o tym mwi. Jubiler 
wszake w umiechach tych znalaz zna potwierdzenie obaw swych i wstrtw. 
Obu rkami uczyni gest wyrazisty i patrzc na Mart, zawoa: 
 Ale, pani dobrodziejko! Pani dobrodziejka jeste kobiet! 
Wykrzyk ten by w zupenoci dobrodusznym. Zadwicza w nim nawet 
al przemysowca, ktry dla wzgldw nie obchodzcych go bezporednio traci 
dobry interes. 
Marta umiechna si. 
 Jestem kobiet  rzeka  tak, to prawda. I c std? Umiem rysowa 
wzory... 
 No, tak! Tak!  trc czupryn i siadajc pomidzy pomocnikami swymi 
zawoa jubiler  ale widzisz pani, byaby to rzecz nowa, cakiem nowa... Ja, 
przyznam si, nie bardzo lubi wszelkich nowoci!... Jak pani widzisz, pracuj 
tu u mnie modzi ludzie... wiat jest zoliwy... rozumiesz pani? 
 Rozumiem  przerwaa Marta  i dzikuj panu za objanienia, ktre nie 
s dla mnie adn nowoci. Czy nabywasz pan moj obrczk? 
 Nabywam, pani dobrodziejko, nabywam... Zerwa si z krzesa, pobieg 
do innego stou, wysun szufladk i sta nad ni przez chwil troch zamylony. 
 Oto s pienidze  rzek podajc kobiecie dwie asygnaty. 
Marta skina gow i zmierzaa ku drzwiom. Od progu ju zwrcia si 
twarz ku jubilerowi. 
 Mwie mi pan, ze obrczka moja warta rubli trzy i p, a dae mi cztery. 
Otrzymaam tedy p rubla nadto. 
 Ale, pani dobrodziejko  wyjka jubiler  mylaem... sdziem... chciaem... 
pani dobrodziejka wyrysowaa mi wzr... 
 Rozumiem  przerwaa Marta  i dzikuj panu! 
Ktry to ju raz od czasu, gdy od drzwi do drzwi ludzkich ciga pocza 
bied sw i gwatowne potrzeby, w zamian danej pracy otrzymaa jamun? 
Marta opuciwszy sklep jubilera nie pakaa, nie przypieszaa i nie zwalniaa 
kroku. 
Bez zy, bez umiechu i bez westchnienia sza prosto ku swemu mieszkaniu 
krokiem rwnym, wci jednostajnym. 
Przed godzin mylaa, e po otrzymaniu pienidzy za sprzedan obrczk 
kupi dzi jeszcze drzewa dla lepszego ogrzania na noc izby, wiktuaw dla 
sporzdzenia dziecku posilnej potrawy. Nie spenia jednak tych zamiarw 
170 Lakoniczny  zwizy, tu uyte z odcieniem ironii. 
159 
swoich, nie posza do sklepiku z wiktuaami, mona by rzec, e albo zapomniaa 
o wszystkim na wiecie, albo nie miaa siy zaj dalej lub odwagi 
pj gdzie indziej, jak tylko do tej wysoko wzniesionej, nagiej i zimnej nory, 
ktra bya jej mieszkaniem. Do dnia tego, ile razy wracaa do domu, biega 
zawsze spiesznie po wschodach; teraz wstpowaa na nie powoli, par razy 
potkna si o stromy stopie nie widzc go rd zapadajcego zmroku lub 
nie widzc nic przed sob. Niema i zimna jak grb wesza do izby, przelotne 
tylko spojrzenie rzucia na skurczon przed kominem dziewczynk, nie 
przemwia do niej, zdja z gowy chustk i przystpia do lecego na ziemi 
posania. Oczy jej szklanno patrzay w przestrze. 
 Wyrzutek spoeczestwa!  szepna, osuna si na ziemi i lega nieruchoma, 
z twarz ukryt w poduszk, z rkami splecionymi nad gow. 
Jancia przypeza raczej, ni przysza ku miejscu, na ktrym spocza milczca 
jej matka, usiada u ng posania, chudymi, zzibnitymi ramionami 
otoczya swe podniesione kolana i opara na nich ci꿹c widocznie ma 
gwk. 
Milczenie gbokie zalegao izb, tylko za oknem, nisko, na szerokiej przestrzeni 
szumiao i gwarzyo wielkie miasto, guche, falujce odgosy swych 
gwarw posyajc w to miejsce, w ktrym opuszczone, zda si, przez Boga i 
ludzi kamieniay w objciach niedoli i zwolna wyzieway ducha  kobieta i 
dzieci. 
Marta leaa na twardej pocieli w nieruchomoci kamiennej, bez adnej 
myli w gowie, bez adnego innego uczucia, jak miertelne zmordowanie. 
Praca, umiejtnie podejmowana i sprawiedliwie wynagradzana, jest najdzielniejszym, 
jedynie moe dzielnym, higienicznym rodkiem przeciw chorobom 
ciaa i ducha. Ale nic tak szybko i do dna nie wyczerpuje si fizycznych i moralnych, 
jak rzucanie si na rne drogi pracy, gorczkowe szukanie jej i rozpaczne 
nieznajdowanie. 
Marta nie widziaa ju teraz przed sob adnej drogi. Bya wprawdzie jedna, 
zawsze dla niej otwarta, ale ta zaprowadziaby j tam, do owego mieszkania 
przy Krlewskiej ulicy i kazaaby jej, kobiecie owej ze zwidym czoem i 
rozwianymi wosami powiedzie: Wracam! mwia prawd! nie jestem czowiekiem, 
jestem rzecz! Ale w piersi modej kobiety byy instynkty, uczucia, 
wspomnienia, ktre j od drogi tej odwracay, ktre j dla niej uniemoebniay. 
Nie mylaa te o niej, tak jak nie mylaa w tej chwili o niczym. Nagle 
usyszaa jakby przez sen, chrapliwy, zanoszcy si kaszel. Odgos ten 
wstrzsn j dreszczem i w jednym oka mgnieniu wyrwa z kamiennej nieruchomoci. 
Zerwaa si na posaniu i usiada wyprostowana: 
 Czy to ty kaszlaa, Janciu? 
 Ja, mamo! 
Gos matki by drcy i zdawiony, dziecka  cichy i chrapliwy. 
Porwaa dzieci na rce i posadzia je na swych kolanach. Doni dotkna 
czoa, ktre gorzao, przyoya rk do piersi, w ktrej dziecice serduszko 
uderzao moc spazmatyczn, rozrywajc. 
 O mj Boe!  jkna kobieta  tylko nie to! Wszystko ju, wszystko, tylko 
nie to! 
W gbokim zmroku nie moga wyranie dojrze twarzy crki. Zapalia 
ma lampk i czteroletni dziewczynk jak drobne niemowl unoszc w ramionach, 
wystawia gow jej na wiato. Na policzkach dziecicia leay 
160 
czerwone pitna gorczki, rozszerzone renice patrzay z gbok, cho niem 
skarg. Zakaszlaa po raz drugi i w zniemoeniu pochylia cik gwk na 
rami matki. 
O pnocy z wysokich wschodw kamienicy zbiegaa kobieta w czarnej 
chustce na gowie. Zupena prawie ciemno panowaa wkoo niej, a jednak 
nie chwiaa si ona jak przed kilku godzinami, nie potykaa si o strome 
stopnie i nie stawaa rd drogi dla nabrania oddechu. Mona by rzec, e 
miaa skrzyda u ramion, i nie byaby to wcale metafora prna. Niosy j w 
istocie i nad ziemi prawie podnosiy bole i przestrach. 
W niespena p godziny wracaa, ale nie sama. 
Szed z ni do mody jeszcze mczyzna, w kapeluszu i dostatnim futrze. 
Weszli do izby i oboje przybliyli si do lecego na ziemi posania. Dzieci z 
rumian od gorczki twarz rzucao si na nim nieprzerywanym kaszlem i 
niewyranymi skargami. 
Lekarz obejrza si, za krzesem zapewne. Nie ujrzawszy go, przyklkn na 
ziemi. Kobieta staa u ng posania, niema i nieruchoma, z ponurym ogniem 
w oczach. 
 Jak tu zimno!  rzek powstajc mczyzna. Kobieta nic nie odpowiedziaa. 
 Na czyme pisa bd? 
Na oknie staa flaszka z atramentem, leay pira i arkusz papieru. 
Lekarz, zgity na wp, zapisa recept. 
 Dziecko ma zapalenie kanau oddechowego, inaczej bronchit. Ogrzej pani 
izb i lekarstwo dawaj pilnie. 
Powiedzia jeszcze sw kilka i podj z ziemi kapelusz. 
Kobieta signa do kieszeni i w milczeniu podaa mu rk z pienidzem w 
doni. Lekarz raz jeszcze szybkie spojrzenie rzuci dokoa i nie wycign swej 
rki. 
 Nie trzeba  rzek ju przy progu  nie trzeba! Dziecko sabe jest i wyniszczone. 
Choroba bdzie duga i lekarstwa zapewne liczne. Jutro przyjd. 
Odszed. Wdowa upada na kolana przed niskim posaniem, przylgna 
piersi do piersi dziecicej. 
 O moje dziecko! jedyne dziecko moje!  szeptaa  przebacz twej matce, 
przebacz! Nie potrafiam ogrza ci i wyywi, daam ci na pastw zimnu i 
godowi! Jeste saba, wyniszczona... jeste chora... o dziecko moje... 
Zsuna si bezwiednie z pocieli, czoem uderzya o ziemi, rce zatopia 
we wosach. 
 O, jakam ja nikczemna, niegodziwa, wystpna! 
W godzin potem przyniesione ju z miasta lekarstwo stao obok chorego 
dziecka, rwno ze witem i otworzeniem si sklepikw z wiktuaami obfity 
ogie pali si na kominie i napenia izb orzewiajcym ciepem. 
Sprawdziy si sowa lekarza. Choroba Janci trwaa dugo. Lekarz, powtarzajcy 
odwiedziny swe co dzie, przyszed ju po raz dziesity. Dziecko pogrone 
byo jeszcze w silnej gorczce; mozolny i chrapliwy oddech jego, podobny 
do zgrzytu piy, rozlega si po pododze. 
Marta staa znowu niema i nieruchoma u ng posania. Lekarz zwrci si 
do niej: 
 Nie tra pani nadziei  rzek agodnie  dziecko moe wyzdrowie, ale teraz, 
szczeglniej dzi, jutro, trzeba mu stara wyjtkowo pilnych. Dzi jest tu 
161 
znowu za chodno. Temperatura powinna by ogrzana przynajmniej o sze 
stopni lub wicej. Lekarstwo za, ktre przepisaem, przynie pani jak najprdzej 
i dawaj je dziecku przez noc ca bez przerwy. Jest moe troch za 
drogim, ale ju  jedynym. 
Odszed. Marta staa na rodku izby ze skrzyowanymi na piersi ramionami, 
ze wzrokiem wbitym w ziemi. 
Ogrza temperatur izby! Czym? Kupi lekarstwo! Za co? 
Nie miaa ju w kieszeni ani grosza. W pierwszym dniu choroby dziecka 
posiadaa cztery ruble i par zotych; skarb ten poar komin, w ktrym ogie 
pali si co dnia, i aptekarska retorta171, do ktrej Marta przybiegaa kilka 
razy na dob. 
Nie targaa ju teraz wosw swych, nie padaa na ziemi i nie uderzaa si 
w piersi z bezdenn pokor. Bya zaledwie cieniem dawnej Marty. Wychuda i 
zka twarz jej powleka si wyrazem cierpienia, ktre, stawszy si normalnym 
stanem ducha, przeniknwszy sob najdrobniejsze fibry ciaa, wrzao w 
piersi i w gowie gucho i niemo, ale nieustannie. Zsiniae wargi kobiety cinite 
byy silnie jak u kogo, kto nawyk za zwartymi zbami powstrzymywa 
jki i okrzyki, zagase renice jej szklannym spojrzeniem obiegay dokoa 
izb. 
Moe byo co jeszcze do sprzedania? 
Nie, nic nie byo prcz poduszki, na ktrej wspieraa si gowa chorego 
dziecka, wenianego okrycia, pod ktrym dyszaa pier jego ochrypa, dwch 
koszulek i starych sukienek dziecicych, za ktre nikt nie da tyle nawet, ile 
za wi drzewa zapaci trzeba. 
Kobieta bezwadnie opucia rce. 
 C ja uczyni?  szepna  c uczyni mog? niech umiera! poo si 
przy niej i umr z ni razem! 
W tej chwili dzieci rzucio si na posaniu i wydao saby okrzyk. W 
okrzyku tym zabrzmia jakby miech radoci i niewyrany jk alu. 
 Ojcze!  zawoao dzieci wycigajc w powietrzu obie rce chude i rozpalone. 
 Ojcze! ojcze!... 
O boleci! mordercza gorczka przyniosa przed oczy dziecicia obraz jego 
ojca, umiechno si ono do niego, zajczao przed nim skarg i zawoao o 
ratunek. 
Marta podniosa schylon przedtem gow, do oczu jej, przed chwil suchych 
i zgasych, z nagym gwatem rzuciy si zy. Zaamaa donie i przez 
szklist oson utkwia wzrok w twarzy dziecicia. 
 Przyzywasz ojca  wyszeptaa ze wzdtej i falujcej piersi  on by ci pewno 
mg przynie ratunek! On zapracowaby dla ciebie na ciepo i poywienie 
wprzdy, na lekarstwo teraz... 
Staa chwil i milczaa. Nagle rzucia si ku posaniu i stana nad nim. 
 Ach!  zawoaa  i ja take nie pozostawi ci bez ratunku! Ojciec pracowaby 
dla ciebie... Matka  pjdzie ebra! 
Pomienny rumieniec okry zke jej policzki, w oczach zapon ogie 
silnego postanowienia. 
171 Retorta  specjalne naczynie, uywane przez chemikw do destylacji pynw. Tu w znaczeniu 
przenonym: aptekarska retorta poara skarb  pienidze zostay wydane na lekarstwa. 
162 
Zarzucia na gow czarn chustk i zbiega na d do mieszkania stra. 
Tam przed ogniem, przy ktrym gotowaa si strawa, siedziaa kobieta w 
wielkim czepcu i grubym obuwiu. 
Marta stana przed ni zdyszana biegiem. 
 Pani!  zawoaa  przez lito... przez miosierdzie... 
 Pewno pienidzy!  fukna kobieta  nie mam, nie mam, skd ja ich tam 
mie mog... 
 Nie, nie, nie pienidzy! pjd po nie do miasta! posied pani tymczasem 
przy moim chorym dziecku! 
Kobieta skrzywia si, cho nie tak gniewnie jak wprzdy. 
 Albo to ja mam czas siedzie przy acani chorym dziecku... 
Marta pochylia si, pochwycia wielk, grub, tward rk kobiety i przyoya 
j do ust. 
 Przez lito, pani, przez miosierdzie posied przy niej... Cigle pi chce... 
rzuca si i zrywa, nie mona dzi zostawi j sam... 
Caowaa t rk, ktra niedawno jeszcze zadawala razy ciau jej dziecka, 
 No, no, co tam acani robisz! pjd ju, pjd i posiedz, tylko nie baw si 
dugo, bo za godzin dziecko mi przyjdzie ze szkoy i musz je nakarmi!... 
Ciemna posta kobiety mkna rd zmroku pod sklepion bram kamienicy. 
 Pjd... wycign rk... wyebrz...  szeptaa do siebie Marta. 
Wybiega na ulic, stana, pomylaa jeszcze chwil i popdzia w kierunku 
witojerskiej ulicy. Pomieniste skrzyda, z ktrych jednym bya bole, 
drugim przestrach, niosy j znowu z szybkoci zadziwiajc. lepa, gucha, 
nie czujca potrce przechodniw, nie zwaajca na ich sarkania i ogldania 
si, jak byskawica przerzynaa zachodzce jej drog tumy ludnoci i 
mkna chodnikami ku miejscu, w ktrym bya jedna ze spotkanych przez 
ni rk litociwych. 
Stana na koniec przed bram, do ktrej niegdy wchodzia z radoci, 
nadziej, dum, odetchna gboko, wstpia szybko po owietlonych 
wschodach i trzsc si rk dotkna rczki elektrycznego dzwonka. Drzwi 
otworzyy si, moda, ustrojona, fertyczna suca stana w progu, zarazem 
fala wiata rzucia si w oczy i fala gwaru zoonego z gosw ludzkich uderzya 
such przybywajcej kobiety. Przedpokj obficie by owietlony, za 
drzwiami prowadzcymi do salonu szemrao, gwarzyo, miao si kilkanacie, 
kilkadziesit moe gosw ludzkich. 
 Czego pani yczy sobie?  zapytaa suca. 
 Mam interes do pani Rudziskiej. 
 O! to chyba niech pani jutro przyjdzie. Dzi u moich pastwa tygodniowy 
wieczr, gocie tylko co si zebrali, pani moja nie moe wyj z salonu... 
Marta cofna si na wschody. Suca drzwi za ni zamkna. Za drzwiami 
tymi mieszkaa istotnie dobra, szczerze miosierna kobieta. Litociwa rka 
jej nie moga przecie w tej chwili otworzy si dla Marty. I byo to rzecz 
bardzo naturaln. Litociwe rce posiadaj w sobie w ogle okrutny ywio 
niepewnoci. Najlepszy bowiem czowiek nie moe kadej chwili ycia swego 
powici dobrym uczynkom. Nie tylko zatrudnienia pilne i troski osobiste, 
ale bezwinne skdind, obowizkowe, nawet niekiedy towarzyskie zajcia ku 
innym celom i czynnociom zwracaj litociw rk, nie pozwalajc, aby dla 
biedy ludzkiej bya bezzawodn opok. 
163 
Marta sza teraz, biega raczej ku Krakowskiemu Przedmieciu. Miaa zapewne 
na myli dobroczynnego ksigarza. Zaledwie przecie stana przed 
drzwiami ksigarni i spojrzaa przez szyby, cofna si na chodnik. Zobaczya 
w ksigarni kilka osb par pa wystrojonych, dwch mczyzn z wesoymi 
twarzami, ktrzy wybierali i kupowali ksiki.
 * 
Byo to pomidzy godzin wieczorn sidm i sm, a wic w porze, w ktrej 
wewntrz i zewntrz wielkie miasto wre najzawrotniejszym ruchem, janieje 
najbogatszym strojem, do nieskoczonoci prawie mnoy w sobie zjawiska 
cywilizacji, ktre obejmuj w posiadanie swe wntrza gmachw i szlaki 
ulic, szerokie przestrzenie zalewaj rzsistym wiatem, muzyk, tumami, 
gwarem. ycie wieczorne to poowa ycia, wiksza moe dla ludnoci grodu, 
na ktrego niebie przez dugie miesice soce kilka zaledwie godzin janieje 
codziennie. 
Krakowskie Przedmiecie wrzao ruchem, kipiao yciem i popiechem, 
ktremu sprzyjaa pogoda wieczorna. Drobny nieek marcowy spad na 
zmarznit jeszcze ziemi i oczyci niebo z biaawych obokw. Teraz namiot 
niebieski roztacza si nad miastem, gboki, ciemny, gwiadzisty. 
Nieustanny turkot k, niby grzmot nieskoczony, bieg rodkiem szerokiej 
ulicy. Na chodnikach falowao tysice gw ludzkich. Widno tam byo tak 
prawie jak w dzie, bo prcz rozsianych gazowych latarni mnogie okna magazynw 
rzucay na szerok przestrze powodzie wiata. 
Na chodnikach gwnych ulic Warszawy nigdy nie bywa tak tumnie, jak w 
tej wanie porze. Jest to bowiem pora i pracowitych, i prniakw. Pracowici 
spiesz ku spoczynkowi lub rozrywce, prniacy lubuj si waciwymi sobie 
ywioami; wrzaw, w ktr wsuchuj si bezmylnie, rozmaitoci widokw 
na ktre si gapi, blaskiem pieszczcym zmys ich wzroku, a moe i tajemniczym 
pcieniem wieczoru. W biegncym tym, pieszcym, gwarzcym 
tumie znajduje si zapewne wiele dusz litociwych, ale dusze te czym innym 
teraz ni litowaniem s zajte. Pochwyci je wir wiata, dzie koczcy si 
wezwa do popiechu; zabawy, interesa, uczucia w tej porze porway wyobrani, 
zajy myli, day cel popiesznym krokom. Oprcz tego przy wietle 
sztucznym mniej wyranie ni przy dziennym wystpuj bruzdy na twarz 
cierpicego, w zagasych renicach przegldaj si promienie lamp naladujc 
blaski zdrowia i ycia, turkot i wrzawa gusz gosy zmczonych piersi. 
Litociwe za dusze i rce zatrzymuj si tam nade wszystko i najduej, 
gdzie szkielet ndzy najgoniej dzwoni nagimi komi, najstraszniej spoglda 
trupimi oczami. 
Od kwadransa ju Marta bya na Krakowskim Przedmieciu. 
Od kwadransa? Od roku, od wieku, od pocztku czasw! 
Nie biega ju teraz, ale sza powoli, sztywna, niema, z nieruchom twarz 
i oczami szklannym wejrzeniem, suncymi po twarzach przechodniw. 
Pomieniste skrzyda, ktre godzin temu miaa u ramion, opady, czua 
si ogarnit znowu miertelnym zmordowaniem. Sza jednak po smugach 
wiatoci; w pzmroku przed ni, nad ni, obok niej, pomidzy gwiazdami 
nieba i twarzami ludzkimi na ziemi unosia si i z milczc skarg patrzaa 
na ni twarz jej dziecka. Sza, bo na widok ludzi w gowie jej po raz pierwszy 
164 
wyranie ozwaa si myl obwiniajca. al do ludzi zawrza w jej piersi 
wszystkimi zami, ktre w niej skrzepy, a teraz przemieniay si zwolna w 
kipicy wrztek. Po raz pierwszy mylaa, e ludzie to winni s bezbrzenej 
jej niedoli, e powinni oni dwign ciar ycia jej i jej dziecka. W tej chwili 
zagaso w niej do szcztu uczucie osobistej odpowiedzialnoci. Czua si sab 
jak dziecko, bezsiln i znuon jak istota konajca. 
,,Ci silni  mylaa  ci umiejtni, ci szczliwi, niech dziel si tym, co im 
daje wiat, ze mn, ktrej on nic da nie chcia. 
A jednak nie wycigna jeszcze rki ani razu. 
Za kadym razem, gdy rozmijaa si z jak lekk, zgrabn, strojn postaci 
kobiec, wyjmowaa rk zza fad swej grubej chusty, ale jej nie wycigaa, 
otwieraa usta, ale nic nie wymawiaa. Zesaby gos jej cofa si ze strachem 
przed wrzaw uliczn, w ktrej uton by musia nie usyszany, w rk uderzaa 
moc niewidzialna i w d j rzucaa. 
Bya to jeszcze moc wstydu? A jednak jczao tam ono, biedne, chore 
dzieci ubogiej kobiety, rzucao si na swej twardej pocieli i spalonymi gorczk 
ustami, piersi ochryp i zamierajc wzywao ojca! 
Dwie panie w aksamitnych okryciach, wspierajc si wzajem o siebie, szy 
popiesznie i rozmawiay wesoo. Jedna z nich moda bya i pikna jak anio. 
Marta stana na ich drodze. 
 Pani!  wymwia  pani! 
Gos jej by cichy, ale nie jkliwy. Nie umiaa dostroi go, nie mylaa moe 
o tym, aby go dostraja do tonw ebractwa. Tote idce panie znaczenia wy. 
krzyku jej nie zrozumiay. W popiechu miny j par krokw, lecz potem 
przystany, a jedna z nich odwracajc gow zapytaa: 
 A co tam takiego, moja pani? czymy co zgubiy? 
Nie byo odpowiedzi, bo Marta zwrcia si w stron przeciwn i posza 
dalej tak szybko, jakby uciec chciaa i od tych kobiet, i od tego miejsca, na 
ktrym do nich woaa. 
Zwolnia kroku, na zke, zwide, zapade jej policzki wystpowa zaczy 
krwiste plamy rumiecw. Byy to pitna palcej pier jej gorczki. W 
zagasych renicach migotay ostre, przeszywajce byski. Bya to una tego 
poaru ciemnych myli, ktry obejmowa jej gow. 
Zwolnia kroku, przystana znowu. Chodnikiem szed mczyzna, zgarbiony 
troch pod ciarem, zbytecznym dla pewno, dostatniego futra. Marta 
wzrok przenikliwy zapucia w twarz przechodnia. Dobroduszn bya ona, 
agodn, ozdobion bujnym, jak mleko biaym wsem. 
Wyja znowu rk zza grubych fad chusty, nie wycigajc jej jednak goniej 
jak wprzdy wymwia: 
 Panie! panie! 
Mczyzna mia ju j min; zatrzyma si przecie nagle, spojrza w 
twarz kobiety, na ktr pada blask lamp zza szerokiego okna, zrozumia, 
czego chciaa. Zapuci rk w kiesze surduta, wyj z niej ma sakiewk. 
zdawa, si szuka czego pomidzy drobn monet, znalaz czego szuka, 
wcisn w do kobiety may pieniek i odszed. Marta spojrzaa na otrzymany 
datek i zamiaa si gucho. Wyebraa dziesi groszy. 
Siwy zgarbiony przechodzie mia litociw rk. Mge przecie wiedzie, 
jakimi byy potrzeby wzywajcej go o pomoc kobiety, a gdyby o nich wiedzia, 
chciaeby, mgeby zado im uczyni? A ile razy ebrzcej kobiecie przyj
165 
dzie do wycign, nim z datkw podobnych utworzy si najwysze teraz 
dla niej bogactwo  wizka drzewa, flaszka lekarstwa? 
ebrzca kobieta sza dalej, sztywna, niema, z drobnym pienikiem w 
cinitej doni. Stana znowu. Nie na przechodniw patrzaa teraz, ale zapuszczaa 
wzrok na przezroczyste, szerokie, rozpalone wiatem okno. Byo to 
okno sklepu, ktry przy owietleniu sztucznym mia pozr czarodziejskiego 
paacu. 
Przyozdabiay go w gbi marmurowe filary, rd nich zwieszay si bogate 
zwoje purpurowych firanek, rozwieszone po cianach wzorzyste kobierce pieciy 
wzrok barwami r i zieleni trawy, na tle ich bielay rzebione ksztaty 
posgw. Na brzowych podstawach gaziste ramiona rozwijay tam zotem 
byszczce wieczniki, wznosiy si srebrne wazy i puchary, porcelanowe kosze 
i krysztaowe dzwony przykrywajce grupy marmurowych poskw. Nie 
na te wszystkie przecie piknoci i bogactwa zwracao si czarne, rozpalone 
oko spogldajce z ulicy we wntrze sklepu. 
Przed dugim palisandrowym stoem, zawieszonym niby wiecami olbrzymiego 
kwiecia szlakami puszystych i wzorzystych kobiercw, stali dwaj ludzie. 
Jeden z nich by sprzedajcym, drugi kupujcym. Rozmawiali z oywieniem; 
sprzedajcy mia twarz rozjanion, kupujcy zamylon i nieco zafrasowan, 
wyborem pewno, jaki mu czyni przychodzio pomidzy przedmiotami, 
z ktrych kady by arcydzieem przemysu i smaku. 
Oszklone drzwi otworzyy si powoli, do bogatego sklepu wesza kobieta z 
szerok bia tam u dou czarnej sukni, w czarnej wielkiej chucie przykrywajcej 
gow i skrzyowanej na piersi. Zke i pomarszczone czoo tej 
kobiety na wp byo zarzucone potarganymi, spod chustki wydobywajcymi 
si wosami; na policzkach leay ciemne rumiece, usta za to biae byy 
prawie jak papier. 
Na odgos, jaki wyday otwierajce si drzwi, dwaj mczyni spojrzeli w 
stron wchodzcej. Ona stana u drzwi, w pobliu konsoli z marmurow 
pyt, stojcej poniej wielkiego zwierciada. Do tego przybytku bogactwa 
wsuna si jak widmo i jak widmo staa pod cian nieruchoma, niema. 
 Czego pani yczysz sobie? zapyta kupiec przechylajc nieco gow i zza 
bukietu sztucznych kwiatw spogldajc na ciemn, nieruchom posta. 
Ale ona nie patrzaa na niego. Wlepia oczy w twarz kupujcego pana, ktry 
w bogatym futrze niedbale zawieszonym na ramionach, z bia rk zoon 
na wzorzystym kobiercu, spoglda na ni roztargnionym wzrokiem. 
 Czego pani sobie yczysz?  pytanie swe powtrzy kupiec. Dugim spojrzeniem 
od stp do gowy okry ciemn posta i doda surowiej: 
 Czemu pani nie odpowiadasz? 
Ona patrzaa wci na mczyzn w bogatym futrze. 
Mona by rzec, e w piersi jej bya rka jaka okrutna, szarpica, a gow 
obejmoway pomienie, bo oddech jej stawa si coraz szybszym, a policzki i 
czoo zachodziy ciemn barw purpury. Nagle wyja rk zza fad chusty i 
wycigna j nieco przed siebie. Usta jej, zsiniae, drce, otwieray si i zamykay 
kilka razy. 
 Panie!  wymwia na koniec  dobry panie! na lekarstwo dla mego chorego 
dziecka! 
Rka jej, chuda i zzibnita, trzsa si jak li osiny, w przeszywajcym jej 
gosie brzmiay ju przecige i aosne dwiki ebracze. 
166 
Mczyzna w bogatym futrze popatrzy na ni chwil i wzruszy lekko ramionami. 
 Moja pani!  rzek sucho  czy nie wstydzisz si ebra? Jeste moda i 
zdrowa, moesz pracowa! 
Wyrzekszy to zwrci si ku palisandrowemu stoowi, na ktrym leay 
kobierce i stay srebrne kosze. 
Kupiec z umiechem na ustach rozwija jeden jeszcze kobierzec. Cignli 
dalej przerwan rozmow. 
Ciemna posta kobieca staa wci u drzwi, jakby zakla j sia jaka zowroga 
i niezmoona. Zowrogo te w istocie wygldaa w tej chwili twarz jej i 
posta. Sowa, ktre usyszaa, byy kropl przepeniajc t czar jadowitych 
wpyww, z ktrej pia od tak dawna Kropla ta spada w gb jej piersi z 
si narkotyku wyprajcego nerwy, olepiajcego myl, oguszajcego sumienie 
,,Moesz pracowa! Czy czowiek, ktry wyrzek te sowa, mg 
choby w czci wiedzie, jakie znaczenie szyderskie, niemiosierne posiaday 
one w stosunku do tej kobiety ktra zmordowaa miertelnie ducha, steraa 
siy ciaa w daremnych prbach pracowania? ktra utracia szacunek dla 
samej siebie, przed sam sob rozsypaa si w proch nikczemny dla tego, e 
pracowa nie moga? Czowiek ten nie mg wiedzie o tym. Postpek jego z 
t kobiet nie mg suy zym wiadectwem o mierze dobroci i litoci zawarte] 
w jego sercu. Bardzo by moe, i by dobrym i litociwym i otwarby 
do hojn przed bezsilnym kalectwem, zgrzybia staroci, obalajc chorob. 
Ale kobieta, ktra wycigna ku niemu rk ebrzc, bya moda i nie 
dotknita fizycznym kalectwem adnym, choroba nie wybia si na jej zewntrzno 
widzialnymi dla wszystkich znakami. 
O moralnym za jej kalectwie, ktre przywiodo j przed niego, o trawicej 
gorczce, ktra od tak dawna palia pier jej stopniowo, w proch i zgliszcza 
zamieniajc najlepsze uczucia czowiecze, obejmowaa gow jej, napeniajc 
j coraz gstszym, duszcym dymem ciemnych, trujcych myli, on nie wiedzia. 
Nie wiedzia, a wic wyrzek: ,,Jeste moda i zdrowa, moesz pracowa! 
Sowami tymi wypowiada rzecz cakiem suszn, a jednak zarazem 
bezwiednie popenia niesprawiedliwo okrutn. 
Przed kilku miesicami, przed par jeszcze tygodniami, moe Marta pojaby 
wszystko, co byo susznym i prawdziwym w zwrconych ku niej sowach 
mczyzny. Ale bo te wtedy, jeliby stana przed nim, woaaby o prac, 
o nic wicej, tylko o prac; teraz bagaa jamuny, teraz w sowach usyszanych 
nie usyszaa nic prcz szyderczej niesprawiedliwoci. 
Pomienne rumiece ktre miaa na twarzy i czole, gdy wycigna rk, 
znikny bez ladu. rd miertelnej bladoci, jak pokryy si jej rysy, zapade 
renice, czarne i gbokie jak otcha, paliy si jak wulkany. Wulkan te 
wybuchn w piersi jej, podnoszcej si i opadajcej gwatownie, wulkan 
gniewu, zawici i  podliwoci. 
Gniewu, zawici, podliwoci? Moe to by, aby Marta, to dzieci cichej, 
uroczej zagrody wiejskiej, ta niegdy szanowana maonka, szczliwa matka, 
ta prawa istota, ktra za cen ycia spenia nie chciaa pracy, do ktrej 
nie czua si zdoln, aby ta energiczna robotnica, w pocie oblicza i boleci 
serca szukajca po wszystkich drogach ziemi uczciwego kawaka chleba, aby 
ta dumna dusza wycigajca niegdy donie do Boga z baganiem, aby usu
167 
n od niej dol ebracz, sta si moga pastw tych okrutnych, piekielnych, 
w pieko zych dz i czynw wiodcych uczu? 
A jednak mogo tak by. Niestety! niestety! nie tylko mogo, ale musiao, 
musiao moc niezomnej, wiekuicie loicznej i w loicznoci swej niczym na 
ziemi zmci si nie dajcej natury czowieczej. Ona nie bya bezcielesnym 
anioem, nie bya napowietrznym ideaem, ktrego nie dotykaj i nie obalaj 
podmuchy wichrw ziemskich, dlatego e go nie ma na ziemi. Ona bya czowiekiem, 
a w naturze czowieczej jeeli s szczyty wyniose, na ktrych rozwijaj 
si rozum, cnoty powicenia, bohaterstwa, s take i dna przepaciste 
z przyczajonymi w ciszy i milczeniu gadami gronych pokus i ciemnych 
instynktw. Nie naley adnej istoty ludzkiej mordowa tak miertelnie, 
wstrzsa tak gwatownie, aby poruszy si w niej mogo to dno tajemnicze z 
zaczajonymi na nim w milczeniu zadatkami wystpkw. W naturze czowieczej 
s potgi olbrzymie, ale s take bezmiary niemoliwoci. Naley kad 
istot ludzk obdarza miar praw i ory, cile odpowiedni mierze cicych 
nad ni obowizkw i odpowiedzialnoci, inaczej bowiem nie uczyni 
ona, nie przetrwa tego, nie ostoi si przed tym. co uczyni i przetrwa, przed 
czym osta si nie bdzie moga. 
Trujca gorycz, od tak dawna kropla po kropli zbierajca si w piersi 
Marty, podniosa si w niej teraz ogromn fal, a wraz z ni wypyny pice 
dawniej gboko, budzca si potem stopniowo obudzone teraz cakiem i 
wciekle miotajce si gady pokus i we namitnoci. 
Mody pan w bogatym futrze wybiera kobierce, kosze srebrne, porcelanowe 
wazony i marmurowe poski. Kupowa wiele, myla zapewne o urzdzeniu 
piknego domu, do ktrego moe wprowadzi mia mod on. 
On i kupiec pochonici byli swym wsplnym zajciem, zapominali o kobiecie 
w nieruchomoci kamiennej i ciszy grobowej stojcej pod cian. Ona 
nie odrywaa oczu od rki kupujcego trzymajcej duy, gruby pugilares napeniony 
pienidzmi. 
,,Czemu on ma tak wiele, a ja nic nie mam?  mylaa.  Jakim prawem 
odmwi mi on jamuny? mnie, ktrej dziecko kona w chodzie i bez ratunku, 
on, ktry trzyma w doni tak wielkie bogactwo? On skama mwic, em 
moda i zdrowa! jestem wicej ni stara, bo przeyam sam siebie. Albo 
wiem, gdzie si podziaa dawna Marta? Jestem chora okropnie, bo bezsilna 
jak dziecko... Dlaczeg ludzie wymagaj, abym ya o wasnej sile, skoro mi 
jej nie dali? dlaczeg mi nie dali siy, skoro jej teraz wymagaj ode mnie? On 
jest jednym z krzywdzicieli moich, jednym z dunikw! powinien da! 
Myli kobiety tej byy okropne, bezrozumnie niesuszne, a jednak zarazem 
i wzgldnie do niej samej jake konieczne, jake zrozumiae! Rodowodem ich 
byy te same krzywdy, te same koleje, te same bezsilnoci z jednej strony, a 
odpowiedzialnoci i potrzeby z innej, ktre zrodziy wszystkie szalone doktryny, 
wybuchajce w wiecie od czasu do czasu poog i mordami, wszystkie 
wcieke namitnoci, ktre powstae z braku sprawiedliwoci trac same jej 
zmys i z krzywdy zrodzone zadaj krzywdy. 
 A wic  mwi pan kupujcy  trzysta zotych kobierzec, a piset te kosze, 
wazon porcelanowy dwiecie i... 
Wyjmowa pienidze, aby nalen sum wypaci kupcowi, nagle zatrzyma 
si. 
168 
 A!  zawoa  o mao nie zapomniaem! Miae mi pan da t grup brzow 
i tamt oto... Kupiec poskoczy, umiechnity, usuny. 
 Czy t?  zapyta. 
 Nie, tamt, Niobe z dziemi172... 
 Niobe? zdaje mi si, e chciae pan Kupidyna z Wener173? 
 By moe, musz przypatrzy si im raz jeszcze. 
Niedba rk, nawyk zna do rozrzucania bogactw rzuci rozwarty pugilares 
na marmurow pyt konsoli a sam poszed za kupcem w gb sklepu, 
kdy na palisandrowych pkach, pod krysztaowymi dzwonami, stay mitologiczne 
z brzu lane lub z marmuru rzebione grupy poskw. 
Pugilares niedbale rzucony roztworzy si szerzej, na marmurow pyt 
wypado z niego kilka asygnat rnej wartoci. 
Na asygnaty te patrzay rozpalone oczy stojcej pod cian kobiety. Jak 
pewne gatunki ww na ptaki, tak rnobarwne papierki te wywieray na 
czarne przepaciste renice czar przykuwajcy. 
Jakie myli kryy po gowie kobiety, gdy patrzaa ona w ten sposb na 
cudze bogactwo? Trudno wszystkie je zliczy, trudniej jeszcze wyprz z 
nich wtek rwny. Nie byy to myli, ale by to chaos; gorczka ciaa zrodzia 
go, burza ducha wzmagaa. Po dwch sekundach takiego patrzenia Marta 
dre zacza na caym ciele, spuszczaa powieki i wnet podnosia je znowu, 
wyjmowaa rk zza fad chusty i wnet j chowaa, walczya zna jeszcze, ale 
niestety! nie byo dla niej nadziei zwycistwa! Nie byo tej nadziei, bo nie byo 
ju w niej do siy, aby oprze si moga haniebnej pokusie; bo nie byo ju 
w niej do przytomnej myli, aby haniebno pokusy zrozumie moga; bo 
nie byo ju w niej sumienia, ktre utono w morzu goryczy zebranej w jej 
piersi; bo nie byo ju w niej wstydu odegnanego pogard, ktr czua dla 
samej siebie, dugim szeregiem przenoszonych upokorze i po tylekro 
przyjmowan jamun... Nie byo dla niej na koniec nadziei zwycistwa, bo 
nie bya ona przytomn, bo ciao jej palia gorczka z godu, zimna, bezsennoci, 
ez i rozpaczy powstaa, a ducha porway i oplatay ciemne furie z dna 
jej wzburzonej istoty wylge. 
Nagle kobieta uczynia szybki ruch rk, jeden z papierkw znikn z 
marmurowej pyty, zarazem drzwi szklanne otworzyy si i zamkny z gwatownym 
trzaskiem. 
Na ten silny i niespodziany odgos dwaj ludzie w gbi sklepu zajci wybieraniem 
grup mitologicznych odwrcili twarze. 
 Co to byo?  zapyta pan kupujcy. Kupiec poskoczy na rodek sklepu. 
 To ta kobieta tak nagle wybiega!  zawoa  pewno ukrada cokolwiek. 
Mody pan zwrci si take ku drzwiom. 
 W istocie  rzek z umiechem spogldajc na marmurow pyt  ukrada 
mi trzyrublow asygnat. Jedn tylko miaem tak, a teraz nie ma jej 
tu... 
 Ach, niegodziwa ebraczka!  krzykn kupiec  jak to? w moim sklepie 
kradzie? tu pod mymi oczami? ach, bezczelna! 
172 Niobe z dziemi  wedug podania greckiego krlowa Teb Niobe, ktra chepia si wobec 
bogini Latony swym licznym potomstwem, za kar musiaa by wiadkiem mierci swych 12 
dzieci, a nastpnie zostaa zamieniona w ska. 
173 Kupidyn  w wierzeniach staroytnych Rzymian boek mioci, syn Wenery (Venus), bogini 
mioci. 
169 
Przyskoczy do drzwi i otworzy je na ocie. 
 Rewirowy!174  stojc na progu krzykn dononym gosem  rewirowy! 
 A czego pan yczy sobie?  ozwa si gos z ulicy. ta blacha bysna 
na piersi czowieka, ktry stan na chodniku pod strug wiata buchajcego 
ze sklepu. 
 Tam  rzek kupiec dyszc z gniewu i palcem wskazujc ulic  tam pobiega 
kobieta, ktra przed minut ukrada w sklepie trzy ruble! 
 A w ktr stron pobiega? 
 W tamt  rzek przechodzie jaki, ktry sysza sowa kupca, zatrzyma 
si przed sklepem i wskazywa w stron Nowego wiatu.  Spotkaem j; caa 
w czerni, leciaa jak szalona, nic nie widzc przed sob; mylaem, e wariatka! 
 Trzeba j schwyta!  mwi kupiec do rewirowego. 
 Naturalnie, prosz pana!  zawoa czowiek z t blach, poskoczy naprzd 
i krzykn dononie: 
 Hej! ludzie! apajcie! tam, ku Nowemu wiatu pobiega zodziejka! 
Drzwi sklepu zamkny si, mody pan z umiechem wymawia kupcowi, 
e dla tak maej straty jego tyle sobie zada kopotu. 
Ulica za przedstawiaa po kilku sekundach scen gwarn i tumn. 
Jak byskawica przerzyna chmury, tak kobieta ubrana w czerni przeszywaa 
tumy przechodniw pdza na olep, zda si, w stron Nowego wiatu. 
Prawdopodobnie nie wiedziaa ona, w ktr stron biega ani w ktr biec jej 
naleao; bya nieprzytomn, na wp obkan. W tej chwili reszt myli 
wiadomej siebie aowaa moe, i popenia czyn haniebny ale ju go popenia 
i ogarnia j przestrach szalony. Wiedziona instynktem zachowawczym 
uciekaa od ludzi, a oni byli za ni, przed ni, wkoo niej; zdawao si jej zapewne, 
e bieg szybki, lepy, bezpamitny zaniesie j, kdy ich nie bdzie... 
Spotykajcy j, potrcani przez ni przechodnie ogldali si za ni zrazu 
ze zdziwieniem i przestrachem, usuwali si jej nawet z drogi, przypuszczajc 
w niej obkanie lub gwatown jak potrzeb popiechu. Wkrtce jednak 
rozleg si po ulicy wyraz: 
 apajcie! 
Wnet za nim zabrzmia inny: 
 Zodziejka! 
Wyrazy te nie byy wymwione jednym gosem, ale toczyy si z tej samej 
strony, z ktrej biega kobieta, rzucane z ust do ust, wzrastajce wci, przybierajce 
mocy gwatu, niby kule ogniste rzucone potn rk i toczce si 
wzdu drogi ze wzrastajcym szumem. Kobieta, ktra zaczynaa ju traci 
szybko biegu i w zniemczeniu zatrzymaa si bya na sekund, usyszaa 
gonice j zowrogie okrzyki. 
Przycza si do nich zarazem coraz rozgoniejszy ttent ng ludzkich 
biegncych po kamieniach chodnika. Straszne drenie wstrzsno j od stp 
do gowy, popdzia dalej z tak szybkoci, jakby skrzyda miaa u ramion. 
Miaa je znowu w istocie, tylko e teraz adne z nich nie byo boleci, oba 
wyrosy z przestrachu. 
Nagle uczua, e biec jej trudno, nie dlatego, aby si jej nie stawao  wszak 
unosiy j prawie nad ziemi skrzyda przestrachu  ale dlatego, e ludzie 
174 Rewirowy  stopie subowy funkcjonariusza policji carskiej. 
170 
idcy w przeciwnym kierunku zaczli zachodzi jej drog, wyciga rce, aby 
pochwyci jej sukni. Skrzyda jej stay si nie tylko ju szybkie, ale elastyczne, 
rzucay j w rozmaite kierunki, z zadziwiajc sprystoci i lekkoci 
ruchw unikaa rk przechodniw, ocieraa si o nich, a jednak im 
umykaa. 
Tam jednak, o kilka krokw, nie pojedyncze ju spotykaj j postacie, ale 
idzie kilku razem ludzi i ca szeroko chodnika zalega; wymin ich nie 
podobna, raz znalazszy si przed nimi bdzie przez nich schwytan. 
Zeskoczya z chodnika, na rodku ulicy k i kopyt koskich wiele, ale ludzi 
pieszo idcych mniej daleko, wcale prawie nie ma. 
Biega ulic, wymijaa teraz koa i kopyta koskie z t sam zrcznoci 
jak przedtem przechodniw. Ale w tej samej chwili, gdy rzucia si na rodek 
ulicy, rzucia si tam za ni ciemna masa zoona z gonicych j ludzi. Kim 
byli ludzie ci? Na czele ruchomego orszaku poyskiway te blachy; za nimi 
pdzia krzyczc i miejc si gawied uliczna, zawsze skora do uczestniczenia 
w kadej scenie ruchliwej, za gawiedzi jeszcze cignli wolniej nieco 
uliczni prniacy, w kadym widoku tumnym skorzy zawsze szuka dla siebie 
rozrywki. 
Doroki i powozy przerzedziy si nieco. Kobieta stana pord ulicy i 
obejrzaa si za siebie. 
Kilkadziesit krokw oddzielao j jeszcze od czarnej masy zoonej z postaci 
ludzkich, krzyczcej gosami ludzkimi. Staa par sekund tylko i pucia 
si znowu prosto przed siebie. Wtedy i naprzeciw niej take ukazaa si 
masa czarna, ruchoma, jak ta, ktra bya za ni, innego tylko ksztatu, bo 
poduna, wysoka, z wielkim okiem poncej u gry purpurowej latarni. 
Dzwonek srebrny, przezroczysty, donony zadwicza w powietrzu, dwicza 
dugo, przenikliwie, ostrzegawczo, purpurowe oko szybko suno naprzd, 
cikie koa turkotay gucho, kopyta koskie wydaway metaliczne 
odgosy, uderzajc o rozesane na ziemi sztaby elazne, po ktrych toczyy si 
koa. 
By to olbrzymi omnibus kolei elaznej175 cignitej czterema wielkimi, 
dzielnymi komi, napeniony ludmi, obciony pudowymi176 brzemionami. 
Kobieta biega wci rodkiem ulicy, za ni i przed ni biegy dwie masy 
czarne, jedna z krzykiem i pomiewiskiem, druga z przecigym dzwonkiem, 
guchym turkotem i purpurowym ogromnym okiem, suny one obie w prostym 
kierunku ku pdzcej pomidzy nimi kobiecie. Jeeli nie zeskoczy na 
bok, jedna lub druga pochon j musi. Zboczya z prostej linii, ktr biega 
dotd, stana i obejrzaa si. 
Teraz gonicy j tum ludzi by ju o kilkanacie zaledwie krokw od niej, 
taka przestrze dzielia j od toczcego si wci olbrzymiego wozu. Ale 
tum bieg wolniej od wozu, ktry toczy si bardzo szybko. 
Nie biega ju dalej. Si jej zabrako czy postanowia w jakikolwiek ju sposb 
pooy koniec tej strasznej gonitwie. Staa piersi zwrcona w stron, z 
ktrej przybywa omnibus, ale twarz odwrcia w t, z ktrej nadbiegali ludzie. 
Teraz byo w jej oczach wiato przytomnej myli. Mogo si zdawa, e 
czynia wybr. Jaki wybr? Z tej strony haba, pomiewisko, wizienie, du
175 Omnibus kolei elaznej  tramwaj konny. 
176 Pudowe  tu: wielopudowe, wielkie. l pud == 16 kg. 
171 
gie, nieskoczone moe mczarnie, z tamtej mier... okropna mier, ale 
naga, piorunujca. 
A jednak instynkt zachowawczy nie opuci j zna cakiem; mier wydawaa 
si jej straszniejsz od ludzi, bo przecie przed chwil zboczya z tej 
prostej linii, po ktrej wybawicielka ta biega ku niej. 
Tak, ale teraz znowu ku linii tej cofa si zaczyna; czowiek z t blach 
u piersi wyprzedzi lecc za nim gawied, wycign rk i dotkn brzegu 
jej chusty. Skoczya, stana na jednej z szyn elaznych. Z twarz podniesion 
ku ciemnemu sklepieniu wycigna w gr obie rce. Usta jej otworzyy 
si i wyday niewyrany wykrzyk. Rzucia ku gwiadzistemu niebu skarg 
aosn czy sowo przebaczenia, czy moe imi swego dziecka? Nikt nie dosysza. 
Czowiek z t blach, stropiony zrazu nagym rzuceniem si kobiety, 
znalaz si znowu przy niej i porwa j za skraj chusty. Ona byskawicznym 
ruchem chust zrzucia i w rku policjanta zostawia, a sama na 
ziemi upada. 
 Stj! stj!  rozleg si w tumie straszliwy okrzyk. 
Ale purpurowe oko sucha nie chciao, leciao wci w powietrzu, a kopyta 
koskie dzwoniy po sztabach elaznych. 
 Stj! stj!  krzycza tum nieustannie, przeraliwie. Wonica porwa si 
na kole, stan, zgarn w do dugie lejce i gosem ochrypym od przeraenia 
krzykn na konie, aby stany. 
Stany, ale wtedy, gdy cikie koo z lekkim stukiem zsuno si ju z 
piersi rozcignitej na ziemi kobiety. 
W grobowym milczeniu sta tum pord wspaniaej ulicy, poblade od 
zgrozy twarze i dyszce przestrachem piersi schylay si nad ciemn postaci, 
ktra na ksztat nieruchomej plamy leaa na biaej pocieli niegu. 
Koo olbrzymiego wozu zgruchotao pier Marty i wygnao z niej ycie. 
Twarz jej pozostaa nietknita i szklistymi oczami patrzaa w gwiadziste niebo. 
