 
Eliza Orzeszkowa 
Meir Ezofowicz 
TOM PIERWSZY 
Wszystkim ziomkom moim z dobr wiar 
i wol pragncym wiata i pokoju, bez 
wzgldu na to, gdzie jak oddaj oni cze 
Bogu  powie t powicam. 
AUTORKA 
4 
WSTP 
U szczytw cywilizacji zbiegaj si i zgodnie cz si ze sob rnorodne gazie 
wielkiego drzewa ludzkoci. Owiata najlepszym jest apostoem powszechnego braterstwa. 
Wygadza ona chropowatoci zewntrzne i cina wewntrzne wybujaoci, dozwala 
przyrodzonym cechom plemion rnych rozwija si obok siebie we wzajemnym 
poszanowaniu, same nawet religijne wierzenia oczyszcza z naroli wytworzonych przez 
zmienne czasy, a sprowadzajc je do najprostszego ich wyrazu sprawia, i spotykaj si one 
ze sob bez wstrtw i szkd. 
Inaczej dzieje si w gbokociach, w spoecznych dolinach, nad ktrymi nie wieci soce 
wiedzy. Tam ludzie s jeszcze dzi takimi, jakimi byli w odlegych stuleciach. Czas, kopic 
mogiy przodkom ich, nie zagrzeba wraz z nimi form i treci, ktre, wci odradzajc si, 
tworz pord zdumionych spoeczestw niepojte ju im anachronizmy. Tam istniej 
odrbnoci, ostrymi kantami odpychajce wszystko, co nie jest nimi, czogaj si ndze 
fizyczne i moralne, z imienia nawet nie znane tym, ktrzy stanli u szczytw. Tam s 
zbiorowiska ciemnych postaci odskakujce od jasnego ta reszty wiata w mtnych zarysach 
sfinksw strzegcych grobw i szeroko rozkadaj si skamieniaoci wiar, uczu i 
obyczajw, istnieniem swych zdajce si wiadczy o tym, e geniusze wielu stuleci 
jednoczenie nad wiatem panowa mog. 
Patrycjat i plebs przeistaczajc z upywem czasu natur sw i racj swego bytu zamienili 
dzi dawne swe role. Pierwszy sta si obroc i krzewicielem rwnoci, drugi uparcie trwa 
przy wyrnieniach i odrbnociach. I jeeli niegdy przemoc i uciski przybyway od tych, 
ktrzy stali wysoko, ku tym, ktrzy w prochu i pokorze roili si na gbokociach, teraz z 
gbokoci podnosz si niezdrowe wyziewy te i cikie kamienie obrazy, ktre zatruwaj 
ycie i utrudniaj drogi wybracom cywilizacji. 
Nieszczsne i unieszczliwiajce doliny takie, otoczone i z reszt wiata rozdzielone 
grubym acuchem gr z mgie i ciemnoci, istniej w spoeczestwie izraelskim rwnie jak 
w innych, wicej nawet ni w innych. Zbyt przeduone istnienie ich wynikiem jest wielu 
przyczyn dziejowych i cech plemiennych. Dzi s one zjawiskami wabicymi ku sobie wzrok 
myliciela i artysty niezmiernym wpywem, ktry wywieraj dokoa, i niepospolitoci 
kolorytu swego, na ktry skadaj si mroki tajemnicze i przerzynajce je jaskrawe ognie. 
A jednak  kt bada je i zna? Ci nawet, ktrych jedno krwi i tradycji pociga by 
powinna ku miejscom tym zagubionym w ciemnociach, nie posyaj ku nim malarzy ani 
apostow, nie zawsze nawet wierzy chc w ich istnienie. 
Jake, na przykad, zdziwionym byoby towarzystwo izraelskie zgromadzone w 
najwikszym z miast krajowych, zoone z panw wyksztaconych, uczonych, oddajcych si 
zawodom stojcym na czele umysowoci ludzkiej, i pa, ktre we wdziku, wykwintnoci, 
dowcipie nie ustpuj czstokro najwydatniejszym postaciom kobiecym innych 
spoeczestw  jake zdziwionym byoby towarzystwo to ubrane w czarne fraki i jedwabne 
suknie, gdyby ktokolwiek opowiada mu zacz nagle o tym, co to jest Szybw i co si dzieje 
w Szybowie! 
Szybw? na jakiej planecie znajduje si miejsce to? a jeeli na naszej, jaka je zamieszkuje 
ludno, z biaych, czarnych czy brzowych ludzi zoona? 
Ot, czytelnicy, podejmuj si zaznajomi was z t gbok, bardzo gbok dolin 
spoeczn, ktra nosi tylko co wymienion nazw. Niedawno odegra si w niej dramat 
5 
ciekawy, godzien yczliwego spojrzenia waszego, silnego uderzenia serca i dugiej, smtnej 
chwili zadumy. e jednak dla penego uwydatnienia faktw i postaci naley ukaza je na tle, 
rd ktrego powstay one i rozwiny si i w ktrego gbokich perspektywach mieszcz si 
ywioy bdce przyczyn ich bytu, pozwlcie, abym przed odsoniciem zasony 
ukrywajcej pierwsze sceny dramatu opowiedziaa wam w krtkich rysach zawart h i   o  
i  m a  e g o m i a   e  z k a. 
* 
Daleko, daleko od tej gazi kolei elaznych, ktra przerzyna biaoruskie strony, daleko 
nawet od przebiegajcej je spawnej rzeki Dwiny, w jednym z najustronniejszych zaktkw, 
jakie dotd jeszcze istnie mog w Europie, pord gadkich, cichych, rozlegych rwnin, na 
zbiegu dwch szerokich piaszczystych drg, ktre wywijajc si spod skonw bladego nieba 
znikaj w gbiach czarnego lasu  szarzeje gromada kilkuset domostw mniejszych i 
wikszych, tak cile zblionych ku sobie, e patrzc na nie mona by rzec, i byy one kiedy 
w wielkiej jakiej trwodze i zbiegy si tak ku sobie, aby we skupionej gromadce mc atwiej 
zamienia si szeptami i zami. 
Jest to Szybw, miasteczko zamieszkiwane przez izraelsk ludno wyczniej jeszcze ni 
wiele innych miejsc podobnych, cakiem prawie wycznie, bo z wyjtkiem jednej tylko 
uliczki znajdujcej si na samym skraju miasteczka, przy ktrej w kilku chatach i dworkach 
mieszka kilkudziesiciu bardzo ubogich mieszczan i bardzo cichych, starych emerytw. 
Jedyna te to jest uliczka, rd ktrej panuje cisza i w lecie kwitn skromne kwiaty. Gdzie 
indziej nie ma kwiatw, ale panuje wielki i nieustanny gwar. Gwarz tam ludzie i ruszaj si 
nieustannie, zapobiegliwie, namitnie we wntrzach domostw i na ciasnych, botnistych 
przejciach noszcych nazw ulic, i na okrgym, do obszernym rynku porodku miasteczka 
umieszczonym, dokoa ktrego otwieraj si niskie drzwiczki cuchncych kramikw, na 
ktrych po cotygodniowych targach sprowadzajcych okoliczn ludno pozostaje 
niezmierzona i nieprzebrana ilo bota i miecia, nad ktrym na koniec panuje wysoki, 
ciemny, dziwnego ksztatu dom modlitwy. 
Budowa ta jest jednym z rzadkich ju okazw architektoniki izraelskiej. Malarz i 
archeolog mog zatrzymywa na niej wzrok swj z jednostajn ciekawoci. Od pierwszego 
zaraz rzutu oka pozna mona, e jest to witynia, jakkolwiek pozr jej czyni j niepodobn 
do wszystkich innych wity. Cztery jej grube, wysokie, cikie ciany zarysowuj 
monotonne linie ogromnego czworokta i maj ciemn, brunatn barw przyoblekajc j 
pitnem powagi, staroci i smutku. Stare te to s, odwieczne ciany niezawodnie, bo 
podunymi pasy porasta je tu i wdzie zielonawy mech. U gry, wysoko, przerzyna je szereg 
dugich, wskich, gboko osadzonych okien, przypominajcych ksztatem swym strzelnice 
warownych murw; powyej za ca budow okrywa dach, ktrego trzy cikie, wzajem na 
siebie opadajce pitra podobne wydaj si do trzech brunatnych, omszonych, olbrzymich 
grzybw. 
Wszystko, co tylko pokaniejszy posiada pozr i do oglnego uytku suy, skupia si tu i 
chroni pod oson brunatnych cian wityni i grzybiastego jej dachu. Tu, dokoa obszernych 
dziedzicw, stoj przyszkki, chedery, miejsca zgromadze zwierzchnoci kahalnej; tu 
przysiad niziuchny, czarny domek o dwch okienkach, istna lepianka, ktr od kilku ju 
wiekw i wielu pokole zamieszkuj rabini ze synnej w gminie i daleko poza gmin rodziny 
Todrosw pochodzcy; tu na koniec panuje zawsze czysto wzorowa, a cho gdzie indziej, w 
jesiennych szczeglnie i wiosennych porach, ludzie topi si niemal w bocie i zakopuj w 
mieciu, podwrze szkolne okrywaj zawsze suche i biae kamienie; dba somy nawet 
6 
trudno by na nich dopatrze, bo jeli i znajdzie si kiedy jakie, wnet podnosi je rka 
przechodnia, dbaego o pikno miejsc cielcych si do stp wityni. 
Jakie znaczenie Szybw posiada dla ludnoci izraelskiej zamieszkaej w stronach 
biaoruskich, a nawet dalej jeszcze, na szerokich przestrzeniach Litwy, wnie mona z 
kopotliwego do wydarzenia, ktre spotkao szlachcica pewnego, wicej wesoego ni 
mdrego, w rozmowie z pewnym ydkiem  faktorem pokornym, wicej jednak dowcipnym 
ni pokornym. 
ydek  faktor sta u drzwi gabinetu paskiego, pochylony nieco ku paskiemu obliczu, 
umiechniony, gotw zawsze do sprystego poskoku w celu usuenia panu i do dowcipnego 
swka w celu oburzenia dobrego jego humoru. 
Pan by w dobrym humorze i artowa z ydka. 
 Chaimku  mwi  czy bye ty w Krakowie? 
 Nie byem, janie panie! 
 To ty, Chaimku, bardzo niemdry! 
Chaimek ukoni si. 
 Chaimku, czy bye ty w Rzymie? 
 Nie byem, janie panie! 
 To ty, Chaimku, bardzo niemdry! 
Chaimek ukoni si powtrnie, ale zarazem o dwa kroki bliej pana przystpi. Na ustach 
zaigra mu jeden z tych umiechw waciwych ludziom jego plemienia, sprytnych, 
przebiegych, o ktrych powiedzie na pewno nie mona, czy pokora w nich maluje si albo 
tajemny tryumf, pochlebstwo albo szyderstwo. 
 Przepraszam jasnego pana  rzek z cicha  czy jasny pan by w Szybowie? 
Szybw odlegym by od miejsca, na ktrym toczya si rozmowa, o jakich mil 
dwadziecia. 
Szlachcic odpowiedzia: 
 Nie byem. 
 A co teraz bdzie?  ciszej jeszcze szepn Chaimek. 
Podanie zamilcza o tym, co na kopotliwe pytanie to odpowiedzia wesoy szlachcic, ale z 
posuenia si Szybowem jako argumentem odpierajcym ubliajce twierdzenie, a raczej 
wywzajemniajcym si za nie, wnie mona, i dla Chaimka Szybw by tym, czym dla 
szlachcica by Krakw i Rzym, wic miejscem skupiajcym w sobie i przedstawiajcym 
cywilne i religijne powagi. 
Gdyby ktokolwiek zapyta by podwczas ydka  faktora, dlaczego tak wysokie 
znaczenie przywizuje do mieciny maej, zapadej wrd guchych rwnin, wymieniby on 
prawdopodobnie dwa tylko nazwiska bdce nazwiskami dwch rodw od wiekw w 
Szybowie zamieszkaych: Ezofowiczw i Todrosw. Pomidzy dwoma rodami tymi taka 
zachodzia rnica i tak wytworzy si podzia, e Ezofowiczowie przedstawiali sob do 
wysokiego stopnia spotgowany ywio wieckich wietnoci, jako to: licznego rozrodzenia 
si i zestosunkowania, bogactwa i bystrej zrcznoci w robieniu interesw i powikszaniu 
majtku  Todrosowie za przedstawicielami byli ywiou duchownego: pobonoci, 
religijnej uczonoci, surowej a do ascetyzmu czystoci ycia. 
By moe nawet, i Chaimek zapytany o przyczyn znaczenia przywizywanego do maej 
mieciny zapomniaby o wymienieniu Ezofowiczw; jakkolwiek bowiem bogactwem i 
wpywami rodu tego chlubili si Izraelici wszyscy na wiele dziesitkw mil dokoa niby jedn 
ze swych chwa narodowych, blask ten, czysto wiatowy, blad przy promieniach duchowej 
witoci, ktrymi otoczonym byo od niezmiernie dawna imi Todrosw. 
Todrosowie uwaanymi byli od dawien dawna przez ca ludno izraelsk, Biaoru i 
Litw zamieszkujc, za skoczony wzr i nienaruszon ark prawowiernoci religijnej. Czy 
byo tak w istocie? Znajdowali si tu i wdzie uczeni talmudyci, ktrzy na wzmiank o 
7 
talmudycznej prawowiernoci Todrosw umiechali si jako dziwnie i gdy si zeszli z sob, 
smutnie co o niej szeptali. Wiele, wiele do mylenia dawaa uczonym talmudystom owa 
sawiona prawowierno talmudyczna Todrosw. Stanowili oni przecie ogromn 
mniejszo; kilku ich byo zaledwie lub kilkunastu wtpliwych wobec wierzcych tumw. 
Tumy wierzyy, wielbiy i do Szybowa dyy, jako do miejsca uwiconego, z pokonem, po 
nauk, rad, pociechy i leki. 
Nie zawsze przecie Szybw posiada tak saw prawowiernoci. Owszem, pierwszymi 
zaoycielami jego byli odszczepiecy, przedstawiciele w Izraelu ducha opozycji i rozbioru, 
karaici. Niegdy, bardzo dawno temu, nawrcili si oni byli na wiar sw mony lud 
zamieszkujcy pync winem i zotem ziemi Chersonesu i stali si jej krlami. Potem ze 
wspomnieniami krlowania tego, z jedyn religijn i prawodawcz ksig sw, Bibli, 
powdrowali w wiat podwjni wygnacy Palestyny i Krymu, a maa czstka ich, 
sprowadzona na Litw przez w. Ksicia litewskiego Witolda, posuna si a na Biaoru i 
tam osiada w gromadce domkw i lepianek, ktr nazwano Szybowem. 
Natenczas w pitkowe i sobotnie wieczory planowaa w miasteczku gucha cisza i 
ciemno, karaici bowiem wbrew talmudystom nie spotykali witego dnia sabatu wiatem 
rzsistym, gwarnym weselem i obfitymi ucztami, ale witali go ciemnoci, milczeniem, 
smutkiem i rozmylaniem nad upadkiem wityni chway i mocy ojczystej. Wtedy z czarnych 
wntrzy domostw, zza maych mtnych okienek, wypyway na zewntrz przyciszone, 
przecige, piewne i aoliwe dwiki, ktrymi ojcowie opowiadali dzieciom swym o 
prorokach, ktrzy nad rzekami Babilonu tukli harfy swe i ucinali palce u rk, aby nikt zmusi 
ich nie mg do piewu w niewoli o bogosawionej krainie Chawili, kdy na poudniu Arabii 
poonej, w ktrej dziesi pokole izraelskich mieszkao w swobodzie, szczciu i pokoju, 
nie znajc, co to ktnia albo miecz, o witej rzece Sabationu, kryjcej izraelskich tuaczy 
przed oczami ich wrogw. 
Przysza jednak pora, w ktrej tu i wdzie w pitkowe wieczory okienka domkw byska 
poczy wiatami i rzuca na zewntrz gwar gonych rozmw i chralnych modlitw. 
Rabbanici przybywali. Czciciele talmudycznych powag, przedstawiciele lepej wiary w 
podania ustne zebrane i przekazane przez kohenw, tanaitw i gaonw nachodzili i wypierali 
z siedlisk garstk kacerzy  rozbitkw. Pod wpywem najcia tego gmina karaicka topniaa z 
wolna; ostatni cios zada jej m znany w dziejach Izraelitw polskich, Micha Ezofowicz, 
Senior. 
Pierwszy to by Ezofowicz, ktrego imi wyonio si z cieniw niewiadomoci. Rodzina 
jego, niezmiernie dawno w Polsce osiada, jedn z tych bya, ktre za krlw Jagiellonw pod 
wpywem praw i zwyczajw, wytworzonych niezwykle wysokim na one czasy stanem 
owiaty w Polsce, yczliwymi wysokim na one czasy stanem owiaty w Polsce, yczliwymi 
wzy poczyy si z miejscow ludnoci. Seniorem, czyli starszym nad ydami wszystkimi 
i Litw, i Biaoru zamieszkujcymi, mianowa go krl Zygmunt I dyplomem, ktrego ustp 
gwny brzmia, jak nastpuje: 
My, Zygmunt, Z Boej aski itd., wiadomo czynimy wszystkim ydom zamieszkaym w pastwie, Ojczynie 
naszej...Zwaywszy na wierne ku nam usugi yda, Michaa Ezofowicza, i baczc, abycie w sprawach waszych 
z Nami w niczym nie doznawali przeszkody i opnienia, wedug sprawiedliwoci stanowimy: aby Micha 
Ezofowicz wszystkie wasze sprawy przy Nas zaatwia i by nad wami wszystkim starszym, a wy macie za jego 
porednictwem do Nas si udawa i by jemu we wszystkim ulegymi. Bdzie on was sdzi i rzdzi wami 
wedug zwyczaju waszego prawa, i winnych kara z przyzwoleniem Naszym, kadego wedug zasugi... 
Z kilku wzmianek, ktre czyni o nim historia, atwo pozna w Seniorze czowieka silnej i 
sprystej woli. W pewn siebie do uj on powierzone mu nad wspwyznawcami rzdy, a 
na tych, ktrzy podda si im nie chcieli, na karaitw mianowicie, rzuci kltw wyczajc 
8 
ich spord spoeczestwa izraelskiego i odbierajc im prawo do wspplemiennej pomocy i 
przyjani. 
Pod uderzeniem ciosu tego egzystencja dawnych mieszkacw Szybowa, do smutna, 
uboga i bezczynna przedtem, ostatecznemu ulega rozpreniu. Potomkowie chazarskich 
wadcw, kacerze, stanowicy, jak zwykle bywa, rd spoeczestwa swego ogromn 
mniejszo i bdcy dla przedmiotem niechci i wstrtu, znkani i biedni, z upartym swym a 
wycznym przywizaniem do Biblii w sercu, ze swymi poetycznymi legendami na ustach, 
opucili miejsce, ktre im dao chwilowy przytuek. Rozeszli si w wiat szeroki 
nieprzyjazny, za cay lad dwuwiekowego pobytu swego w szarej gromadce domostw 
rzuconej rd biaoruskich rozogw pozostawiajc kilka rodzin wytrwalszych, namitniej 
przywizanych do starych grobw, ktre schroniy koci ich ojcw, i do wzgrza usianego 
gruzami wityni ich, obalonej przez zwyciskich rabbanitw. 
Rabbanici zajli Szybw w posiadanie zupene i, co prawda, czynnoci sw, 
zapobiegliwoci, cis spjnoci dziaa swych, ktre rdo siy swej czerpay z 
bezprzykadnej niemal wzajemnej pomocy, zamienili szar miecin z miejsca ciszy, smutku i 
ubstwa w miejsce ruchu, gwaru, zachodu i bogactw. 
W ogle zreszt dobrze si dziao w czasach onych ydom poddanym wadzy Seniora. 
Oprcz materialnych powodze wita dla nich zacza nadzieja wydwignicia si z 
umysowej ciemnoty i ze spoecznego ponienia. Senior posiada musia umys bystry i jasny, 
skoro zza wiekowych uprzedze i przesdw dojrze potrafi ducha czasu i potrzeby ludu 
swego. Nie przez fanatyzm religijny zapewne, ale dla czysto administracyjnych lub i szerzej 
spoecznych celw odrzuci on by karaitw od Izraelowego ona, jakkolwiek bowiem 
rabbanit by, wic obowizanym do bezwzgldnej czci i wiary wzgldem religijnych powag, 
skeptycyzm, najlepsza ta, a moe i jedyna droga ku mdroci, nawiedza niekiedy umys jego. 
W jednym z poda swych do krla odpierajc zarzuty, ktre czyniono sprawiedliwoci 
dokonywanych przeze sdw, smutnie i nieco ironicznie pisa on: 
Ksigi nasze rnie i rnie nakazuj; nie wiemy czsto, jak postpi, kiedy Gamaliel tak, a Elizer inaczej 
rozkazuj. W Babilonie jedna, w Jerozolimie druga jest prawda1. My suchamy drugiego Mojesza2, a nowi 
nazywaj go kacerzem. Zachcam ja uczonych do pisania takich mdrych rzeczy, aby rozumni i gupi sucha 
ich mogli. 
Bya to wanie pora, w ktrej na Zachodzie wrd Izraelitw osiadych w Hiszpanii i 
Francji podnis si wielki spr o to, czy nauka wiecka wzbronion lub dozwolon ma by 
wyznawcom Biblii i Talmudu. Zdania wayy si, lecz dugo way si nie mogy, gdy 
stronnicy bezwarunkowego wyczenia si Izraela spord umysowych prac i de 
ludzkoci stanowili wikszo ogromn. Na spoeczestwo kade nachodz niekiedy chwile 
takiego zapadania w ciemno. Zdarza si to wtedy najczciej, gdy ywotno i energia 
narodu zmczon uczuje si dugim pasmem dokonanych wysile i przetrwanych mczarni, 
osabion potokami wylanej krwi. ydzi zachodni po kilku stuleciach istnienia w trwodze, 
tuactwie, we krwi i ogniu przebywali w wieku XVI chwil tak. Dalekimi ju byy od nich 
czasy te, w ktrych z ona ich powstawali sawni doktorowie umiejtnoci wieckich, 
miowani przez ludy, powaani przez samych krlw; dalek od nich, zapomnian ju, 
wzgardzon bya szeroka i wysoka myl Majmonidesa, ktry oddajc nalen cze 
izraelskiemu prawodawcy wielbi te greckich mdrcw, ktry nauk biblijn i talmudyczn 
oprze i utrwali usiowa na podstawach matematycznych i astronomicznych prawd, 
otwarcie wyznawa pragnienie zawarcia dwu tysicy piciuset arkuszy Talmudu w jednym 
chociaby, byle jasnym jak dzie rozdziale, ktry mniema nierozsdnych religijnymi nawet 
nie usprawiedliwiajc wierzeniami utrzymywa, e oczy umieszczonymi s z przodu gowy 
1 Dwa wydania Talmudu, babiloskie i jerozolimskie, niezupenie ze sob zgodne (przyp. aut.). 
2 Majmonidesa (przyp. aut.). 
9 
czowieka, nie za z tyu, dlatego, aby wolno mu byo patrze przed siebie. I przepowiada, 
e wiat cay napeni si kiedy wiedz, tak jak wod napenionymi s otchanie morza. 
Cztery wieki mino, odkd znikna z powierzchni wiata powana, sodka, wysoce 
sympatyczna posta izraelskiego myliciela, ktry zreszt by jednym z najwikszych w ogle 
mylicieli rednich wiekw. Olbrzyma z orlim wzrokiem i pomiennym sercem zastpiy 
kary o piersi zmczonej i przesyconej gorycz, o spojrzeniu spogldajcym na wiat mtnie, 
ciasno, podejrzliwie. 
Strze si mdroci greckiej  woa do syna swego Jzef Ezobi  albowiem podobn ona 
jest do sodomskiej winnicy lejcej w gow czowieka pijastwo i grzech. Obcy ludzie 
wciskaj si w bramy Syjonu!  wyrzek Abba  Mazi na wie o ydowskiej modziey 
uczcej si u innowierczych mistrzw. A wszyscy spoem, rabini i naczelnicy gmin 
ydowskich na Zachodzie, wydaj rozkaz, aeby nikt przed skoczeniem trzydziestu lat ycia 
nie ima si zaj okoo nauki wieckiej. Ten tylko bowiem  powiadaj  ktry napeni ju 
umys swj Bibli i Talmudem, posiada prawo ogrzewania si przy obcych pomieniach. 
Rabbi!  odpowiadali na to mielsi nieco, lubo niemniej poddajcy si kornie 
rozporzdzeniu duchowych zwierzchnikw swych  a jako bdziemy badali wiedz wieck 
po trzydziestu latach naszego ycia, skoro do czasu tego umysy nasze stpiej, pami 
umczy si i nie bdziemy ju mieli ochoty i siy modoci? 
Stao si przecie tak, jak nakazanym byo. Umysy ich stpiy si, pami zmczona 
omdlaa, opady z nich siy i chci modoci. Grb Majmonidesa, milczcy i nieruchomy, sta 
pord morza ciemnoci, ktre rozlao si na lud, przez niego wiedziony ku wiatu. Na 
pami jego rzucono kltw, a zuchwaa rka stara mu z grobowca napis peny wdzicznoci 
i chway, zastpujc go sowami suchymi i okrutnymi jak ciemnota i fanatyzm: 
Tu spoczywa Mojesz Majmonides, wyklty kacerz. 
Te spory w tyme samym czasie powstay i wrd Izraelitw w Polsce osiadych, tylko e 
nie tyle znueni udrczeniami, ktrych dowiadczyli nieskoczenie mniej ni wspbracia ich 
na Zachodzie, swobodniejsi, pewniejsi praw swych do bytu i przyszoci, mniej namitny 
wstrt okazywali oni do obcych pomieni. 
Owszem, utworzyo si rd nich do liczne stronnictwo, ktre wielkim gosem woao o 
nauk wieck, o pobratanie si z reszt ludzkoci w umysowych trudach i deniach. 
Jednym z ludzi stojcych na czele stronnictwa tego by Senior litewski, Ezofowicz. Za jego to 
przewanie staraniem wydan zostaa przez synod ydowski w czasie tym zgromadzony 
odezwa do wszystkich ydw polskich, ktrej gwny ustp brzmia, jak nastpuje: 
Jehowa ma liczne sefiroty, Adam mia rne doskonaoci wypywy. Izraelita te na jedne nauce (religijnej) 
przestawa nie powinien. Pierwsza jest wita nauka, ale dlatego inne nie opuszczaj si. Najlepszy jest owoc 
rajskie jabko, ale dlatego czyli nie mamy mniej smacznego je jabka?... Byli ydzi u krlw na dworze, 
Mardochej by uczonym, Ester bya mdra, Nehemiasz by radc perskim  i lud wybawili z niewoli. Uczcie si, 
bdcie uytecznymi krlami i panom, a bd was szanowa. Ile gwiazd na niebie, ile piasku w morzu, tyle jest 
ydw na wiecie; ale nie wiec oni jako gwiazdy, lecz kady ich depcze jako piasek... Jednak rzuca wiatr 
nasiona rnych drzew i nikt si nie pyta, skd najpyszniejsze drzewo ma pochd. Czemuby i z nas cedr 
libaski miasto tarniny powsta nie mg? 
M, pod ktrego natchnieniem napisan zostaa odezwa wzywajca ydw polskich, aby 
obracali si twarzami w stron, z ktrej nadchodziy wiata przyszoci, spotka si oko w 
oko z czowiekiem zapatrzonym w przeszo i w ciemno. 
By nim wieo przybyy z Hiszpanii do Polski a w Szybowie osiady Nehemiasz Todros, 
potomek owego synnego Todrosa Abulaffi Haleviego, ktry przez czas jaki syn z 
talmudycznej mdroci swej i prawowiernoci, da si potem uwie ponurym tajemnicom 
kabalistyki i wspierajc j powag sw, przyczyni si znacznie do wytworzenia w Izraelu 
jednego z najstroszych obdw, jakiemu duch narodu ulec moe. Wie niesie, e tene 
Nehemiasz Todros, noszcy tytu ksicy nassi, pierwszy przywiz do Polski ksig Zohar, 
10 
zawierajc w sobie wykad, a raczej kwintesencj zgubnej doktryny, i e odtd wanie 
datuje si w Polsce zmieszanie nauk talmudycznych z kabalistyk, ktre coraz oglniej i 
szkodliwiej dziaa miao na umysy i ycie polskich ydw. Historia milczy o rozterkach i 
walkach wznieconych innowacj t wrd ludu, ktry ju, ju wybi si mia z ogarniajcych 
go dugo ciemnoci, ale podania, witobliwie przechowywane w onach rodzin, opowiadaj, 
i w walce, ktra dugo i zawzicie toczya si pomidzy Michaem Ezofowiczem, ydem z 
dawna polskim, a Nehemiaszem Todrosem, hiszpaskim przybyszem, pierwszy zwycionym 
zosta. Strawiony zgryzot, ktr sprawia mu widok ludu jego zwracajcego si na drogi 
bdne, gnbiony intrygami wzniecanymi przeciw niemu przez pospnego przeciwnika, umar 
on w sile lat i wieku. Imi jego przechowywanym byo w rodzinie Ezofowiczw z pokolenia 
na pokolenie. Wszyscy oni szczycili si wspomnieniem tym, jakkolwiek z upywem czasu 
coraz mniej rozumieli istotne jego znaczenie. 
Od czasu to owego datuje si wielka powaga duchowa Todrosw i stopniowe umniejszanie 
si wpyww moralnych wywieranych przez Ezofowiczw. Ci ostatni, wyparci przez 
pierwszych z dziedziny szerokich spoecznych dziaa, wszystkie zdolnoci swe zwrcili na 
pole stara i zabiegw majcych na celu dobra materialne. Spawne rzeki okryway si 
rokrocznie statkami bdcymi ich wasnoci a wiozcymi ku dalekim portom ogromne 
zasoby przernych przedmiotw handlu; dom ich stojcy wrd lichej mieciny stawa si 
coraz bardziej gwnym ogniskiem krajowego kredytu i przemysu; ku nim, jak ku 
nowoczesnym Rotszyldom, zwracali si wszyscy ci, ktrzy dla powodzenia zamiarw swych 
i przesibierstw potrzebowali zotej podpory. Ezofowicze dumni byli zdobyt potg kruszcu 
i przestali cakiem troszczy si o inn, o t potg wpyww na ducha i los narodu, ktr 
posiada pradziad ich, a ktr na zawsze, zda si, wydarli im z rk Todrosowie, ci 
Todrosowie, ktrzy ubodzy wiecznie, ndzarze niemal, zamieszkujcy lich chatk u stp 
wityni przysiad, gardzcy wszystkim, co miao pozr wykwintu, pikna, a choby 
wygody, synli przecie szeroko na wsze strony kraju i pocigali ku sobie najpoboniejsze 
westchnienia, najgortsze marzenia i tsknoty ludu swego. I raz tylko w cigu dwch wiekw 
jeden jeszcze Ezofowicz pokusi si nie ju tylko o materialne, ale i moralne dostojestwo. 
Zdarzyo si to u koca zeszego stulecia. W Warszawie zasiada wielki Sejm Czteroletni. 
Odgosy toczonych tam obrad doszy a do biaoruskiej mieciny. Ludno zamieszkujca j 
ciekawie nadstawia ucha, suchaa, czekaa. Z ust do ust biega wie nabrzmiaa nadziej i 
trwog; radz tam i o ydach! 
 Co tam o nas gadaj? co tam o nas pisz?  zadawali sobie wzajem pytania dugobrodzi 
przechodnie ciasnych uliczek Szybowa, ubrani w dugie chaaty i w wielkie futrzane czapki. 
Ciekawo wzrastaa z dniem kadym tak bardzo, e a powstrzymywaa w sposb zupenie 
niezwyky ruch pieninych i handlowych interesw. Niektrzy puszczali si nawet w dalek 
i trudn podr do Warszawy, aby znale si bliej rda, z ktrego wychodziy 
wiadomoci, a znalazszy si tam przesyali wspbraciom pozostaym w biaoruskiej 
miecinie dugie listy, zmite i wyplamione dzienniki, kartki powydzierane z rozlicznych 
broszur i ksiek. 
Spomidzy tych wszystkich, ktrzy pozostali w miasteczku, najpilniej i najniespokojniej 
nadstawiali ucha dwaj ludzie: Nochim Todros, rabin, i Hersz Jzefowicz, bogaty kupiec. 
Stosunek wzajemny tych dwch ludzi zawiera w sobie guch, tajemnie wrzc niech. 
Nie lubili si. Na pozr zostawali ze sob w zgodzie, ale przy kadej waniejszej sposobnoci 
wychodzi na jaw i burzliwie nieraz wybucha antagonizm zachodzcy pomidzy prawnukiem 
Michaa Seniora, Majmonidesowego ucznia, a potomkiem Nehemiasza Todrosa, fanatyka 
kabalisty. 
Raz na koniec przybya z Warszawy do Szybowa kartka papieru zkego i zmitego w 
dugiej podry, a na niej wypisanymi byy nastpujce wyrazy: 
11 
Wszelkie rnice w ubiorze, jzyku i obyczajach pomidzy ydami a miejscow ludnoci zachodzce 
znie. Wszystko, co si religii tyczy, pozostawi nietykalnym. Sekty nawet tolerowa, jeeli te nie bd 
wpywa szkodliwie na moralno. adnego yda, zanim dojdzie dwudziestu lat ycia, do chrztu nie 
przyjmowa. Prawo do nabywania gruntw ydom udzieli, a nawet tych, ktrzy by si rolnictwem zatrudnia 
chcieli, na pi lat od podatkw uwolni i inwentarzem rolnym obdarzy. Wzbroni zawierania maestw przed 
rokiem dwudziestym dla mczyzn a osiemnastym dla kobiet. 
Kartk t noszono po ulicach, placach i domach, czytano po setne razy, powiewano ni w 
powietrzu niby chorgwi triumfu lub aoby dopty, a w tych tysicach rk niecierpliwych i 
drcych rozpada si ona w drobne szmatki, ulotnia si w tawy py i  znikna. 
Zdania jednak o tym, co przeczytanym zostao, ludno Szybowa nie wyraaa zrazu. 
Cz jej, znacznie mniejsza, pytajce spojrzenia zwrcia ku Herszowi, inna, ogromnie 
wiksza, badaa twarz reba Nochima. 
Reb Nochim wyszed przed prg swej lepianki i chude rce swe w znak grozy i rozpaczy 
wznoszc nad gow okryt siwymi wosy, zawoa po razy kilka: 
 Asybe! asybe! dajge! 
 Nieszczcie! nieszczcie! biada!  powtrzy za nim tum zalegajcy w dniu owym 
podwrzec wityni. Ale w tej samej chwili Hersz Ezofowicz stojcy u samych drzwi domu 
modlitwy zaoy bia rk za szeroki pas atasowego chaata, drug powid po niadej, 
rudawej brdce, podnis wysoko gow okryt cenn bobrow czapk i nie mniej dononie 
od rabina, innym tylko wcale gosem zawoa: 
 Ofenung! ofenung! frajd! 
 Nadzieja! nadzieja! rado!  niemiao troch, z cicha i z ukonym na rabina 
wejrzeniem powtrzya za nim nieliczna gromadka jego przyjaci. 
Ale stary rabin such mia dobry. Usysza. Biaa broda jego zatrzsa si, czarne oczy 
rzuciy w stron Hersza wejrzenie pene byskawic. 
 Rozka nam brody goli i krtkie suknie nosi  zawoa aonie i gniewnie. 
 Rozum nasz uczyni duszym i serca w piersiach naszych rozszerz  odpowiedzia mu 
od drzwi wityni doniosy gos Hersza. 
 Zaprzg nas do pugw i ka nam uprawia krain wygnania!  krzycza reb Nochim. 
 Otworz przed nami skarby ziemi i rozka jej, aby ojczyzn nam bya!  woa Hersz. 
 Zabroni nam koszery zachowywa i z Izraela uczyni lud chazarnikw! 
 Dla dzieci naszych szkoy pobuduj i z Izraela uczyni cedr libaski miasto tarniny! 
 Twarze synw naszych brodami porosn, zanim wolno im bdzie ony poj sobie! 
 Kiedy pojm oni swe ony, rozum w ich gowach i sia w ich rkach bd ju wyrose! 
 Rozka nam grza si przy obcych pomieniach i pi z sodomskiej winnicy! 
 Przybli do nas Jobel-ha-Gadol, wito radoci, w ktrym jagni bezpiecznie 
spoczywa bdzie obok tygrysa! 
 Herszu Ezofowiczu! Herszu Ezofowiczu! przez usta twoje mwi dusza pradziada twego, 
ktry wszystkich ydw zaprowadzi chcia do cudzych pomieni! 
 Reb Nochim! Reb Nochim! przez oczy twoje patrzy dusza twego pradziada, ktry 
wszystkich ydw zatopi w wielkich ciemnociach! 
Tak wrd oglnej gbokiej ciszy tumu, z dala od siebie stojc, rozmawiali ze sob dwaj 
ci ludzie. Gos Nochima stawa si coraz cieszy i ostrzejszy, Hersza brzmia coraz 
silniejszymi, gbszymi tony. te policzki starego rabina okryy si plamami ceglastych 
rumiecw, twarz modego kupca zblada. Rabin trzs nad gow wyschymi domi, rzuca 
posta w ty i naprzd, a srebrna broda jego rozwiaa mu si na oba ramiona; kupiec sta 
prosto i nieruchomo, w szarych oczach jego byskao gniewne szyderstwo, a rka za pasem 
tkwica odbijaa biaoci od gbokiej czerni atasu. 
Par tysicy oczu szybkimi spojrzeniami biegao od twarzy jednego z dwch przywdcw 
ludu ku twarzy drugiego, par tysicy ust drao, lecz  milczao. 
12 
Na koniec rozszed si po podwrzu wityni przeszywajcy powietrze, ostry, przecigy 
krzyk reb Nochima: 
 Asybe! asybe! dajge!  jcza starzec z kajc piersi i zaamanymi nad gow rkami. 
 Ofenung! ofenung! frajd!  podnoszc w gr bia rk i gosem radoci brzmicym 
wykrzykn Hersz. 
Tum milcza jeszcze chwil i sta nieruchomy, potem gowy jego pochyla si zaczy ku 
sobie na ksztat fal koysanych w przeciwne strony i na ksztat wd szemrzcych szemra 
poczy usta, a nagle par tysicy rk podnioso si w gr z gestem trwogi i blu i par 
tysicy piersi wydao chralny ogromny okrzyk: 
 Asybe! asybe! dajge! 
Reb Nochim zwyciy. 
Hersz powid okiem dokoa. Stronnicy jego otaczali go cinionym koem. Nie powtarzali 
wprawdzie okrzykw tumu, ale  milczeli. Pospuszczali gowy i niemiae wzroki utkwili w 
ziemi. 
Po ustach Hersza przelecia umiech wzgardliwy i kiedy lud tumn, jczc fal cisn si 
do wityni, kiedy reb Nochim biegnc na czele jego potrzsa wci nad siw gow tymi 
rkami i przed progiem wityni jeszcze rozpoczyna wielkim gosem modlitw odmawian 
w godzin niebezpieczestwa, kiedy na koniec brunatne ciany domu modlitwy 
rozbrzmieway ogromnym, kajcym krzykiem: Boe, ratuj nard Twj! zbaw zguby ostatki 
Izraela!  mody kupiec sta dugo nieruchomy, z gbok zadum w ziemi wpatrzony, 
potem wolnym krokiem przeszed obszerny rynek miasteczka i znikn w gbi stojcego przy 
nim obszernego i pokanego domu. 
Dom by to najobszerniejszy i najpokaniejszy z caego miasteczka, nowy jeszcze 
zupenie, bo przez Hersza samego zbudowany, tymi cianami i jasnymi oknami 
byszczcy. We wntrzu jego, w izbie duej, na bardzo prostym drewnianym sprzcie Hersz 
przesiedzia dugo z chmurnym wzrokiem i z czoem w doniach ukrytym. Podnis potem 
gow i zawoa: 
 Frejda! Frejda! 
Na woanie to otworzyy si drzwi ssiedniej izby i w zotym owietleniu ogniska szeroko 
tam poncego ukazaa si w progu moda, wysmuka kobieta. Na gowie miaa ona wielki 
biay zawj, biay fartuch spada od szyi jej, zdobnej w kilka sznurw pere, a ku doowi 
kwiecistej spdnicy. Ogromne, czarne oczy jej wieciy wesoo i pomiennie pord cigej, 
agodnej twarzy. Stana naprzeciw ma i zapytywaa go wzrokiem tylko. 
Hersz wskaza jej oczami aw, na ktrej te wnet usiada. 
 Frejdo!  zacz  czy ty syszaa o tym, co u nas dziao si w miasteczku? 
 Syszaam  odpowiedziaa z cicha  brat mj, Joze, zachodzi do mnie i mwi, e ty 
bardzo kci si dzi z reb Nachimem. 
 On chce mnie zje, tak jak pradziad jego zjad mego pradziada. 
W czarnych oczach Frejdy odmalowaa si trwoga. 
 Hersz!  zawoaa  ty z nim nie k si! on wielki i wity! za nim wszyscy bd. 
 Nu  po chwili milczenia odpowiedzia z umiechem m  ju ty nie lkaj si! Teraz ju 
inne czasy id! On mnie nic nie zrobi. A ja nie mog zamyka moich ust, kiedy moje serce 
gono krzyczy na mnie, ebym ja gada! I ja nie mog patrze na to, jak ten czowiek mwi, 
e to, co dobre jest, ze jest, a gupi nard patrzy jemu w oczy i krzyczy potem to, co i on, 
cho nic nie rozumie. Nu! a skd on ma co rozumie? Czy Todrosy uczyli jego kiedy 
rozpoznawa ze od dobrego i to, co byo, z tym, co bdzie? 
Po chwilowym milczeniu Hersz zacz znowu: 
 Frejda! 
 Co, Herszu? 
 Czy ty nie zapomniaa jeszcze tego, co ja tobie opowiadaem o Michale Seniorze? 
13 
Kobieta splota nabonie rce. 
 Na co ja miaam zapomina!  zawoaa.  Ty mnie pikne historie o nim opowiada! 
 To by wielki, bardzo wielki czowiek! Todrosy go zjedli. eby go oni nie zjedli, on by 
wielkie rzeczy dla ydw zrobi. Ale to nic. Ja jego zapytam si, jak on chcia robi; to on 
mnie nauczy  i ja zrobi! 
Frejda zblada. 
 A jak ty jego zapytasz si  szepna z trwog  kiedy on ju dawno nie yje! 
Tajemniczy umiech przelecia 
 Ju ja wiem jak! Czasem Pan Bg tak daje, e i ci, ktrzy dawno nie yj, gada mog i 
uczy prawnukw swoich. 
 Frejda!  zacz po chwili  czy ty wiesz, co Micha Senior robi, jak poczu, e Todrosy 
zjedz go i e on umrze wprzd, nim inne czasy przyjd? 
 Nu, co on robi? 
 On zamkn si w izbie sam jeden i dugo tam siedzia nic nie jedzc i nic nie pijc, i nie 
pic i  tylko pisa. A co on pisa? tego jeszcze nikt nie dowiedzia si, bo on pisanie swoje 
gdzie schowa bardzo gboko; a kiedy jemu ju le przyszo i on poczu, e bdzie po nim, 
to on swoim synom powiedzia: Ja napisa wszystko, co ja wiedzia i co ja czu, i co ja zrobi 
myla, ale pisanie moje schowaem przed wami, bo teraz takie czasy przyszy, e ono na nic 
si nie przyda. Todrosy panuj i dugo panowa bd, i tak zrobi, e ani wy, ani wasze dzieci 
i wnuki pisania mego zobaczy nie chc; a eby i zobaczyli, toby rozszarpali je i wiatrom dali 
na zniszczenie, i mwiliby, e Micha Senior by kofrim (niedowiarek), i wyklliby go tak, 
jak wyklli drugiego Mojesza. Ale przyjdzie znw czas taki, e praprawnuk mj bdzie 
bardzo chcia pisanie moje mie, eby u niego zapyta si, co myle i jak robi, eby ydw 
z niewoli Todrosw wybawi i ich do tego soca zaprowadzi, przy ktrym grzej si inne 
narody. Ten praprawnuk mj, co tego bardzo zechce, pisanie moje znajdzie, a wy tylko 
wszyscy mwcie w godzin mierci waszej najstarszym synom waszym, e ono jest i e w 
nim bardzo mdre rzeczy napisane stoj. I nich tak bdzie z pokolenia na pokolenie. Ja wam 
tak rozkazuj. Pamitajcie posuszni by temu, ktrego dusza zasuya sobie na to, aeby by 
niemierteln!3 
Hersz skoczy mwi. Frejda siedziaa nieruchoma, wpatrzona w twarz ma wzrokiem 
penym ciekawoci. 
 Ty tego pisma bdziesz szuka?  zapytaa z cicha. 
 Ja jego bd szuka  powtrzy m  i ja je znajd, bo ja jestem ten praprawnuk, o 
ktrym mwi Micha Senior, kiedy umiera. Ja pisanie to znajd. Ty, Frejda, szuka mi 
pomagaj! 
Kobieta stana wyprostowana, rozpromieniona radoci. 
 Ty dobry jeste, Hersz!  zawoaa z gbi piersi  ty dobry jeste, e mnie, kobiet, do 
takich wanych interesw i do takich wielkich myli przypuszczasz! 
 A czemu bym ja ciebie przypuszcza do nich nie mia? Czy ty domu mego le pilnujesz 
albo dzieci moje le hodujesz? Ty wszystko dobrze robisz, Frejda, i twoja dusza taka sama 
pikna jak twoje oczy! 
Szkaratnym pomieniem oblaa si biaa twarz modej Izraelitki. Spucia oczy, ale 
koralowe usta jej szeptay z cicha niedosyszalne wyrazy jakie  mioci czy dzikczynienia. 
 Hersz wsta. 
 Gdzie my pisania tego szuka bdziem?  zacz w zamyleniu. 
 Gdzie?  powtrzya kobieta. 
3 Doktryna Mojesza Majmonidesa o niemiertelnoci duszy ludzkiej, wedug ktrej czowiek kady 
ksztaceniem umysu swego i doskonaoci moraln niemiertelno sobie zdobywa musia, a kar zych 
czynw jego miao by  nicerstwo (przyp. aut.) 
14 
 Frejda  mwi m  Micha Senior pisania swego schowa nie mg w ziemi, bo on 
wiedzia, e gdyby je schowa w ziemi, robaki by go zjedli albo zamienioby si ono w proch. 
Czy te pisanie jest w ziemi? 
 Nie  odpowiedziaa kobieta  jego w ziemi nie ma! 
 I w ciany on go schowa nie mg, bo on wiedzia, e one sprchniej prdko i ich 
zrzuc, aeby nowe postawi. Ja te nowe ciany sam stawi i w starych cianach szuka 
bardzo, ale pisania w nich adnego nie byo. 
 Nie byo!  z alem ozwaa si Frejda. 
 I w dachu on go schowa nie mg, bo on wiedzia, e dach zgnije i e jego rozrzuc, 
eby nowy zrobi. Jak ja urodzi si, to ju na starym domu naszym by dziesity moe dach, 
ale mnie zdaje si, e pisania tego w dachu adnym nie byo. 
 Nie byo!  powtrzya kobieta. 
 To gdzie ono moe by? 
Zamylili si oboje. Nagle po dugiej chwili kobieta zawoaa: 
 Hersz! ja ju wiem! te pisanie jest tam! 
M podnis gow. Kobieta wycignitym palcem wskazywaa wielk oszklon szaf 
stojc w rogu izby i napenion od gry do dou wielkimi ksigami w szarej opylonej 
oprawie. 
 Tam?  zapyta Hersz wahajcym si gosem. 
 Tam  stanowczo powtrzya kobieta.  Czy ty mnie nie mwi, e to ksiki Michaa 
Seniora i e je tu wszyscy Ezofowicze na pamitk po nich chowali, ale e ich nikt nigdy nie 
czyta, bo takich ksiek Todrosy czyta nie pozwalaj? 
Hersz powid doni po czole, kobieta mwia dalej: 
 Micha Senior mdry by czowiek i przed oczami jego widna bya przyszo. On 
wiedzia, e tych ksiek dugo nikt czyta nie bdzie i e ten tylko, kto czyta ich zechce, 
bdzie tym praprawnukiem jego, co innych czasw doczeka i pisanie jego znajdzie! 
 Frejda! Frejda!  zawoa Hersz  ty jeste mdra kobieta. 
Pod nienym zawojem czarne oczy kobiece skromnie spuciy si ku ziemi. 
 Herszu! ja pjd, zobacz dzieci nasze i zakoysz najmodsze, ktre zapakao. Rozdam 
robot sugom naszym i zgasi ka ognisko, potem przyjd tu pomaga tobie w robocie 
twojej. 
 Przyjd!  rzek Hersz, a gdy kobieta odchodzia do izby, w ktrej gwarzyy gosy dzieci 
i domownikw, wid za ni wzrokiem i pgosem mwi: 
 Mdra ona drosz jest nad zoto i pery. Przy niej serce ma spokojne! 
Wrcia po chwili, zasuna rygle u drzwi i z cicha zapytaa ma: 
 A gdzie klucz? 
Hersz znalaz klucz od szafy pradziada, otworzy j i zaczli oboje zdejmowa z pek 
wielkie ksigi. Kadli je potem na ziemi, przysiadali nad nimi i powoli, z uwag 
nadzwyczajn, odwracali jedn po drugiej karty, zke od wielkiej staroci. Chmury pyu 
podnosiy si ze stosw papieru nie tknitych przez wieki rk niczyj, osiaday na nienym 
zawoju Frejdy i szar warstw przysypyway zotawe wosy Hersza. Oni jednak pracowali 
niezmordowanie, a z tak uroczystym wyrazem na twarzy, e mogo si zdawa, i 
rozkopywali grb pradziadka, aby wydoby ze zagrzebane z nim razem wielkie jego myli. 
Dzie ju mia si ku kocowi, kiedy nareszcie z piersi Hersza wydoby si krzyk podobny 
do tego, jakim ludzie witaj szczcie i zwycistwo. Frejda nic nie rzeka, tylko z ziemi 
powstaa i splecione rce wycigna wysoko nad gow dzikczynnym ruchem. 
Potem widziano Hersza modlcego si dugo i arliwie przed oknem, z ktrego wida byo 
wschodzce na niebo pierwsze gwiazdy nocy. Potem przez noc ca w oknie tym wiato nie 
gaso, a przy stole, z gow na obu doniach wspart, Hersz wczytywa si w te jakie, 
wielkie, rozwarte przed nim arkusze. O wicie za, zaledwie wschodni kraniec nieba pon 
15 
pocz rowymi barwami, wyszed on przed prg domostwa swego ubrany w paszcz 
podrny i wielk sw czapk bobrow, usiad na wz usany som i odjecha. Odjedajc 
by tak zamylony, e ani dzieci swych, ani domownikw toczcych si w sieni domu nie 
egna, tylko gow skin ku Frejdzie, ktra staa na ganku w biaym zawoju swym 
zrowionym od wiate jutrzenki i czarnymi oczami penymi smutku i dumy zarazem cigaa 
dugo odjedajcego ma. 
Kiedy potem Frejda wrcia do wntrza domu i zamylona stana u rozpalonego przez 
sugi kuchennego ogniska, przybieg do niej najstarszy syn jej, kilkoletni Saul, i zapyta: 
 Dokd tate pojecha? 
 Tate  odpowiedziaa kobieta  pojecha daleko, za gry i lasy... 
 A po co on tam pojecha?  dopytywao si dzieci. 
 On tam pojecha, aeby wielkie rzeczy robi!  odpara matka. 
May Saul myla dugo, potem wspinajc si ku szyi matczynej, tak aby dosign 
zdobicych j pere, zapyta jeszcze: 
 Czy tate duo zota stamtd przywiezie? 
Frejda umiechna si, ale nic nie odpowiedziaa. Czua ona zapewne, wiedziaa, e s na 
ziemi rzeczy waniejsze i drosze nad zoto, lecz dla okrelenia rzeczy tych synowi 
umiejtnoci i sw jej zabrako. 
Dokd Hersz pojecha? Za gry, za lasy, za rzeki... W dalek stron kraju, kdy wrd 
bagnistych rwnin i czarnych borw Piszczyzny mieszka wymowny poplecznik sprawy 
rwnouprawnienia i cywilizacji ydw polskich, pose sejmowy, Butrymowicz. Szlachcic, 
karmazyn to by i  myliciel. Widzia jasno i daleko, nietajnymi mu byo, tajne dla innych, 
zwizki, czynniki i koniecznoci dziejowe. 
Kiedy Hersz, wprowadzony do wntrza szlacheckiego dworu, stan przed powanym 
obliczem mdrego posa, pokoni mu si nisko i w sposb nastpujcy mow sw zacz: 
 Jestem Hersz Jzefowicz, kupiec z Szybowa, praprawnuk Michaa Ezofowicza, co nad 
wszystkimi ydami starszym by i nazywa si wedug rozkazu samego krla Seniorem. 
Przyjechaem ja z daleka. A po co ja tu przyjechaem? Po to, eby zobaczy wielkiego posa i 
pogada z wielkim autorem, z ktrego sw upad na oczy moje i twarz blask taki jasny, jak 
od promieni soca. Blask ten jest bardzo wielki, ale mnie nie olepi, bo jak rolinka ziemska 
okrca si koo gazi wysokiego dbu, tak ja chc, eby myl moja okrcia si okoo twojej 
wielkiej myli i eby one obie rozpostary si nad ludmi jako tcza, po ktrej nie bdzie ju 
na wiecie ktni ani ciemnoci! 
Kiedy na przemow t pose odpowiedzia uprzejmie i zachcajco, Hersz cign dalej: 
 Jasny pan to powiedzia, e trzeba zrobi wieczn zgod pomidzy dwoma narodami, 
ktre na jednej ziemi tocz ze sob wojn?... 
 Powiedziaem to...  przytwierdzi pose. 
 Jasny pan to powiedzia, e yd, porwnany z chrzecijaninem we wszystkim, nigdy 
szkodliwym nie bdzie? 
 Powiedziaem to. 
 Jasny pan to powiedzia, e ydw ma za obywateli polskich i e trzeba, aeby oni dzieci 
swoje do wieckich szk posyali i eby oni mieli prawo ziemi kupowa, i eby midzy 
nimi skasowane byy rne rzeczy, ktre ani dobre s, ani rozumne? 
 Powiedziaem to  powtrzy pose. 
Wtedy wysoki, okazaej postaci yd, z dumnym czoem i rozumnym wejrzeniem, pochyli 
si szybko i zanim pose mia czas obejrze si i obroni, rk jego do ust swych przycisn. 
 Ja tu przybysz  rzek z cicha  go w tym kraju, modszy brat... 
Wyprostowa si potem i signwszy do kieszeni atasowego ubrania wydoby z niej zwj 
zkego papieru. 
16 
 Ot, co ja panu przywiozem  rzek  to drosze dla mnie jak wszystkie zoto, pery i 
diamenty... 
 C to jest?  zapyta pose. 
Hersz uroczystym tonem odpowiedzia: 
 To testament przodka mego, Michaa Ezofowicza Seniora. 
Przez ca noc siedzieli we dwch i przy wietle wiec woskowych czytali. Potem przestali 
czyta, a zaczli rozmawia. Rozmawiali z cicha, z blisko ku sobie pochylonymi gowami, z 
twarzami paajcymi. Potem, przy wietle dnia ju, powstali obaj, razem, jednoczenie 
wycignli ku sobie donie i spoili je w silnym ucisku. 
O czym przez ca noc czytali, o czym mwili, co uradzili, jakie uczucia zapau i nadziei 
poczyy ich rce ucinieniem przymierza? Nikt nie dowiedzia si nigdy. Zapado to w t 
ciemn noc tajemnic dziejowych, na dnie ktrej skryo si przed nami wiele sonecznych 
pragnie i myli. Przeciwnoci je tam strciy. Skryy si one, lecz nie przepady, bo gdy 
zapytujemy siebie nieraz: skd byskawice te myli i pragnie, ktrych nikt wprzdy nie zna? 
 nie wiemy, e rdem ich bywaj czsto chwile, ktrych na kartach adnych nie zapisa 
aden kronikarz... 
Nazajutrz przed ganek szlacheckiego dworu zajechaa szeciokonna karoca. Wsiad do niej 
dziedzic dworu wraz z izraelskim gociem swym i pocignli w drog dalek  do stolicy 
kraju. 
Z Warszawy Hersz wrci do Szybowa po paru miesicach. Wrciwszy rusza si po 
miasteczku i okolicy wawo i gorliwie, mwi, opowiada, tumaczy, przekonywa, jedna 
stronnikw dla przygotowujcych si zmian i przeksztace we wszechstronnym yciu jego 
ludu. Potem wyjeda znowu, wraca i wyjeda... Trwao tak lat par. 
Nagle Hersz z podry jednej, ostatniej wrci zmieniony bardzo, z mtnym wzrokiem i z 
czoem zoranym trosk. Wszed do domu swego, ciko opuci si na aw i podparszy 
gow rk gono wzdycha. 
Frejda staa przed nim zasmucona, niespokojna, lecz cicha i cierpliwa. Pyta nie miaa. 
Oczekiwaa spojrzenia i zwierzenia ma. Podnis na koniec wzrok mtny, smutny i 
wymwi: 
 Wszystko przepado! 
 Dlaczego przepado?  z cicha szepna Frejda. 
Hersz uczyni rk gest oznaczajcy upadanie czego wielkiego. 
 Kiedy budowa jaka rozpada si w kawaki  rzek  tym, ktrzy w niej mieszkaj, belki 
padaj na gowy i py zasypuje oczy... 
 To prawda!  potwierdzia kobieta. 
 Jedna wielka budowa rozpada si...4 Belki pospaday na wszystkie wielkie dania i 
wielkie prace nasze, a proch przysypa je... na dugo! 
Wsta potem, spojrza na Frejd oczami, w ktrych wielkie zy stay, i rzek: 
 Trzeba schowa testament Seniora, bo on znw na nic si teraz nie przyda... Chod, 
Frejda, schowamy go bardzo gboko... Moe go prawnuk jaki nasz szuka bdzie i znajdzie... 
Od tego dnia Hersz starza si widocznie. Oczy jego gasy, plecy garbiy si. Siadywa 
czsto na awie godzinami caymi, przechylajc posta ca z boku na bok, wzdychajc gono 
i z cicha powtarzajc: 
 Asybe! asybe! asybe! dajge! Nieszczcie! nieszczcie! nieszczcie! biada! 
Dokoa smutnego czowieka tego cicho i troskliwie krya smuka posta niewiecia w 
kwiecistej sukni i biaym zawoju. Czarne oczy jej czsto napeniay si zami, a krok by tak 
ostronym i lekkim, e pery nawet zdobice jej szyj nie przerway nigdy zadumy jego 
najlejszym dzwonieniem. Niekiedy Frejda ze zdumieniem patrzaa na ma. Smutek jego 
zasmuca j, ale nie rozumiaa go dobrze. Nad czyme biada? Bogactwa jego nie umniejszyy 
4 Aluzja do rozbioru Polski w . 1795 (przyp. red.) 
17 
si, dzieci wzrastay zdrowo, wszystko byo jak przedtem, jak przed dniem owej wielkiej 
ktni z reb Nochimem i wynalezienia owych starych, zkych papierw! Nie rozumiaa 
dobrze kobieta, kochajca i roztropna, lecz cay wiat swj widzca w czterech cianach 
swego domu, e duch ma jej porwany zosta w krg wielkich idei i upodoba sobie w 
pomiennym tym wiecie, a wygnany ze si wrogich wypadkw uleczy si nie mg z 
tsknoty i alu po nim. Nie wiedziaa ona, e s na ziemi tsknoty i ale nie tyczce si ani 
rodzicw, ani dzieci, ni ony, ni majtku, ni domu wasnego i e z takich tsknot i alw 
duchowi ludzkiemu, ktry zazna ich raz, uleczy si najtrudniej... 
W czarnej lepiance reb Nochima tymczasem rozlegay si z kolei wykrzyki radoci: 
 Frajd! Frajd! Frajd!  woa do ludu stary rabin dowiedziawszy si, e wszystko 
przepado, e zatem ci, ktrzy mieli rozkazywa ydom, aby brody golili i krtkie suknie 
nosili, krajowym jzykiem mwili i w szkoach krajowych si uczyli, roli si imali i w 
dziecinnym wieku maestw nie zawierali  rozkazywa ju prawa nie maj. 
 Frajd! Frajd! Frajd! Zbawione s brody i dugie chaaty; zbawione kahay, chajrymy, 
koszery, zbawione od zetknicia si z nauk Edomu wite ksigi Miszny, Gemary i Zohar! 
Zbawionymi od cignicia pugu donie wybranego ludu! Zbawionym wic od zagady lud 
Izraela! 
Radowa si Todros i do radowania si wzywa wierzc w mdro jego i wito sw 
trzod. Tryumfowa, ale chcia tryumfowa bardziej jeszcze. Zniszczy Ezofowiczw 
znaczyoby to zniszczy prd dcy w przyszo i walczcy z tym, ktry usiowa wci 
zamieni lud w skamieniao przeszoci. Kt wie, co sta si moe kiedy? czy z 
przekltego rodu tego nie powstanie kiedy czowiek do mocny, aby zniszczy ca, 
dugowiekow robot Todrosw? Wszak gdyby wypadki przyjy by inny obrt, dokonaby 
ju tego Hersz sam wraz z swymi monymi przyjacimi, edomitami! 
Na Hersza Ezofowicza, jak niegdy na przodka jego, Michaa, posypay si ze storn 
wszystkich oskarenia, niechci, przeciwnoci wszelkiego rodzaju. W domu modlitwy 
wykrzykiwano na gono, e sabatw nie strzee, e z gojami si przyjani i do stou z nimi 
zasiadajc trefne miso spoywa, e w zajciach interesownych sdw ydowskich unika, a 
do krajowych si udaje; e rozporzdze kahalnej zwierzchnoci nie sucha i nieraz nawet 
gono przygania im mie, e cadyka nie szanuje, reb Nochimowi nalenej czci nie oddajc... 
Dumnie broni si Hersz odpierajc niektre czynione mu zarzuty, do innych przyznajc 
si, lecz usprawiedliwiajc je pobudkami, ktrych przecie ani lud, ani przodownicy jego za 
suszne uzna nie chcieli. 
Trwao tak do dugo, w kocu trwa przestao. Umilky obwinienia, znikny intrygi; 
umilk, bo te i znikn moralnie ten, kto by ich przedmiotem Zestarzay przedwczenie, 
zgorzkniay, zmczony jaowymi walkami, Hersz zamkn si szczelnie w obrbie 
prywatnego ycia, zajmowa si znowu handlem i rnymi interesami, ktrej jednak nie szy 
mu tak dobrze, jak innym, bo nie posiada, tak jak inni, sympatii i pomocy swych wspbraci. 
Co czu, o czym myla w tych ostatnich latach ycia swego, nikt nie wiedzia, bo nie 
zwierza si z tym nikomu, przed mierci tylko mia on z Frejd dug rozmow. Dzieci jego 
byy jeszcze zbyt mae, aby powierzy im mg tajemnic zawiedzionych pragnie swych, 
zmarnowanych stara i stumionych blw. Przekazywa j im przez usta swej ony. Ale czy 
Frejda zrozumiaa i zapamitaa sowa konajcego ma? czy chciaa i potrafia powtrzy je 
potomkom jego? Nie wiadomo. Co pewna, to e ona jedna pozostaa w posiadaniu 
wiadomoci o miejscu, w ktrym ukryty zosta testament Seniora, owo pisanie odwieczne 
bdce dziedzictwem nie tylko rodu Ezofowiczw, ale caego izraelskiego ludu, dziedzictwo 
nieznane i zapoznawane, lecz w ktrym  kto wie?  mieciy si moe skarby stokro 
wiksze ni te, ktre napeniay pichrze i skrzynie bogatej kupieckiej rodziny. 
Ostatnie dania i myli Seniora spay wic kdy w ukryciu, czekajc znowu miaej i 
wiedzy chciwej rki jakiego prawnuka, ktra by przebudzi je i na jaw wydoby zapragna, a 
18 
w miasteczku tymczasem po mierci Hersza nie pozosta ju ani jeden duch tsknicy za 
wiatoci, ani jedno serce, ktre by uderzao dla czego wicej jak dla wasnej ony, 
wasnych dzieci i wasnego przede wszystkim majtku. 
Gwarno tam stao si od zabiegw i stara majcych za cel jedyny pienine zdobycze, 
ciemno od mistycznych trwg i roje, ciko i duszno od nieubaganej, drobiazgowej, 
bezdusznej prawowiernoci. 
W oczach jednowiernego plebsu w kraju caym ludno Szybowa uchodzia za potn 
materialnie i moralnie, mdr, przeprawowiern, wit niemal... 
Sdy kryminalne krajowe rekrutoway spord niej ogromny corocznie procent 
winowajcw: faszerzy, kontrabandzistw, podpalaczy, oszustw... 
Nad ca t gbok, zapad dolin spoeczn zawisa chmura zoona z najciemniejszych 
ywiow, jakie istniej w ludzkoci, a jakimi s: cze dla litery, z ktrej duch umkn, 
kazuistyka sroga, gruba niewiedza, podejrzliwe i nienawistne obwarowanie si przeciw 
wszystkiemu, co pyno z szerokich, sonecznych, lecz cudzych wiatw. 
19 
I 
Byo to przed trzema laty. 
Wilgotne mgy podnosiy si z botnistych ulic miasteczka i ciemnym czyniy, 
przezroczysty gdzie indziej, zmierzch gwiadzistego wieczora. Marcowe powiewy wraz z 
woni wieo zoranych gruntw leciay nad niskimi dachami, lecz nie mogy rozegna 
mtnych i dusznych par kbicych si u drzwi i okien domostw. 
Pomimo jednak mgy i wyzieww, ktre je napeniay, miasteczko miao pozr wesoy i 
witeczny. Zza szarych, kbistych zason tysice okien byskao owietleniem rzsistym, a 
zza owietlonych okien wydobyway si na zewntrz odgosy gwarnych rozmw lub 
zbiorowych modw. Ktokolwiek by przechodzc ulicami zajrza z kolei przez to i owo okno 
do wntrza tego i owego domostwa, ujrzaby wszdzie wesoe rodzinne sceny. Porodku izb 
mniejszych lub wikszych rozpocieray si dugie stoy witecznie nakryte i zastawione, 
dokoa nich krztay si kobiety w barwistych czepcach, przynoszc, ustawiajc i z 
umiechami na twarzach podziwiajc umieszczone na stoach dziea rk wasnych; brodaci 
mowie trzymajcy w ramionach mae dzieci przykadali usta swe do ich pulchnych 
policzkw lub z gonym cmokaniem podrzucali je a pod niskie sufity ku wielkiej uciesze 
dorolejszych i dorosych czonkw rodziny; inni zasiadali na awach w licznej gromadce i z 
ywymi gestami gwarzyli o sprawach minionego tygodnia; inni jeszcze, okryci mikkimi 
fadami biaych taesw, stali twarzami zwrceni ku cianom, a szybkimi ruchy podajc 
postacie swe w ty i naprzd, arliw modlitw gotowali si na spotkanie witego dnia 
sabatu. 
By to albowiem wieczr pitkowy. 
I jedno tylko znajdowao si miejsce w caym miasteczku, w ktrym panoway ciemno, 
pustka i cisza. Bya nim maa, szara chatka, pochy, niziuchn cian przylepiona jakby do 
niezbyt wysokiego wzgrza, ktre wznosio si z jednej strony miasteczka i stanowio naok, 
pord ogromnej rwniny, jedyn wypuko gruntu. Wzgrze to zreszt nie byo naturalnym. 
Podanie nioso, i usypiali je tu niegdy domi wasnymi karaici i wznieli na nim swoj 
wityni. Dzi wityni kacerskiej nie byo ju ani ladu; wzgrze, nagie i piaszczyste, 
osaniao od wichrw i nienych zamieci ma tylko lepiank, ktra te kornie jakby i 
wdzicznie tulia si do stp jego. Nad dachem jej, na pochyoci wzgrza rosa wielka grusza 
dzika. W gaziach jej wiatr z cicha szumia i migotao kilka maych gwiazd. Znaczna 
przestrze gruntw pustych albo pod upraw jarzyn zaoranych rozdzielaa miejsce to z 
miasteczkiem. Cisza nad nimi panowaa gboka i leciay tylko niewyrane, przytumione 
echa dalekiego gwaru; po czarnych w zmierzchu zagonach czogay si i ciko ku chatce 
pyny wydobywajce si z uliczek miasteczka grube szlaki pary i mgy. 
Wntrze chatki zza dwch malutkich okienek, sklejonych z drobnych, rnoksztatnych 
szkieek, ukazywao si czarne jak przepa, a w czarnym wntrzu tym brzmia i na zewntrz 
ze wychodzi zgrzybiay, trzscy si, lecz do donony gos mski: 
 Za dalekimi morzami, za wysokimi grami  mwi spord grubych ciemnoci gos ten 
 pynie rzeka Sabation... Nie wod ona pynie, nie mlekiem i nie miodem! Pynie ona 
wirem tym i wielkimi kamieniami... 
Chrypicy, trzscy si, zgrzybiay gos umilk i w czarnej otchani widnej zza dwch 
maych okienek przez chwil panowao gbokie milczenie. Przerway je tym razem dwiki 
zupenie inne: 
20 
 Zejde! mw dalej! 
Wyrazy te wymwionymi zostay gosem dziewiczym, dziecinnym prawie, lubo 
przecigym i zamylonym. 
Zejde (dziadek) zapyta: 
 A czy oni jeszcze nie id? 
 Nie sycha!  odpar bliej okna odzywajcy si gos dziewczcy. 
W gbi czarnej otchani zaczo si znowu chrypice i drce opowiadanie: 
 Za wit rzek Sabationu mieszkaj cztery pokolenia... cztery pokolenia izraelskie: Gad, 
Asur, Dan i Neftali... Te pokolenia ucieky tam od strachw i uciskw wielkich, a Jehowa... 
niech bdzie pochwalone wite imi Jego... schowa ich przed nieprzyjacioami rzek ze 
wiru i kamieni... A ten wir tak wysoko podnosi si jak bawany wielkiego morza, a te 
kamienie tak hucz i szumi jak wielki las, kiedy nim wielkie burze koysz... A jak 
przychodzi dzie sabatu... 
Tu nagle urwa si znowu gos zgrzybiay, a po krtkiej chwili zapyta ciszej: 
 Czy oni jeszcze nie id? 
Dugo nie byo odpowiedzi. Mogo si zdawa, e druga istota znajdujca si w czarnym 
wntrzu lepianki przed daniem odpowiedzi nadstawiaa ucha, suchaa. 
 Id!  wymwia na koniec. 
W gbi czarnego wntrza rozleg si przyciszony, przewleky jk: 
 Aj! aj! aj! waj! aj! waj! aj! waj! 
 Zejde! mw dalej!  rzek bliej okna gos dziewczcy, tak samo czysty i dwiczny jak 
wprzdy, mniej tylko dziecicy w tej chwili, silniejszy. 
Zejde nie mwi dalej. 
Od strony miasteczka ku lepiance przypartej do wzgrza lecia i zblia si wci wrzask 
dziwny. Zoony on by z biegu kilkudziesiciu par ng ludzkich, z piskliwych krzykw i 
srebrnych, zanoszcych si miechw dziecinnych. Wkrtce na pustej przestrzeni ukaza si 
w zmierzchu wielki punkt ruchomy, toczcy si jakby po powierzchni czarnych gruntw. 
Wkrtce punkt ten znalaz si tu obok lepianki, rozproszy si na kilkadziesit drobnych 
czstek, ktre wszystkie z krzykiem, piskiem, miechem i wrzaskiem nieopisanym rzuciy si 
do cian pochyych i niskich okienek. 
Byy to dzieci, chopcy rnego wieku. Najstarszy z nich mg mie lat czternacie, 
najmodszy  pi. Ubioru ich w ciemnoci dojrze nie byo podobna, ale spod maych czapek 
albo wielkich spltanych wosw oczy ich poyskiway blaskiem namitnej swawoli i innych 
jeszcze, moe ywo rozbudzonych uczu. 
 Gut Abend! Karaite!  wrzasna jednogonie zgraja ta stukajc piciami w drzwi z 
wewntrz zaryglowane i wstrzsajc ramami okien, w ktrych sabej oprawie dzwoni 
poczy drobne szyby. 
 A czemu ty wiata w sabat nie zapalasz? A czemu ty jak diabe w czarnej norze 
siedzisz? Kofrim, iberwerfer: niedowiarku: odszczepiecze:  krzyczeli starsi. 
 Aliejdyk giejer! oreman! miszugener! Hultaj! ebrak! wariat!  z caej piersi swej 
wrzeszczeli modsi. 
ajania, miechy i trzsienie drzwiami i oknami wzmagay si z kad chwil, gdy we 
wntrzu lepianki ozwa si znowu gos dziewczcy, spokojny jak wprzdy i dwiczny, ale 
tak silny, e przebi sob kipic dokoa wrzaw. 
 Zejde! mw dalej! 
 Aj! aj! aj waj!  odpowiedzia z gbi gos zgrzybiay  jak ja bd mwi, kiedy oni tak 
krzycz! tak krzycz! i tak aj! 
 Zejde! mw dalej! 
Tym razem gos dziewczyny brzmia niemal rozkazujco. Nie by ju wcale dziecinnym. 
Czu w nim byo bl, wzgard i walk o zachowanie spokoju. 
21 
Jak smutny piew wmieszany w ryk i wycie wzburzonych ywiow, tak w dzik wrzaw 
dziecicej tuszczy, ajajcej, miauczcej, wyjcej i miejcej si, wmieszay si drce, 
jkliwe sowa: 
 A w wity dzie sabatu Jehowa, niech bdzie pochwalone wite imi Jego, daje 
spoczynek witej rzece Sabation... wir przestaje pyn jak wielkie bawany i kamienie nie 
hucz jak las... tylko znad rzeki, co ley i nie rusza si, powstaje wielka mga, taka wielka, e 
a wysokich obokw dostaje, i chowa znw przed nieprzyjacioami cztery pokolenia 
izraelskie: Gad, Asur, Dan i Neftali... 
Niestety! dokoa lepianki z pochyymi cianami i czarnym jak otcha wntrzem nie 
pyna rzeka Sabationu i ani bawanicym si wirem, ani wysok mg nie zasaniaa 
mieszkacw jej przed nieprzyjacimi! 
Nieprzyjaciele ci byli mali, ale byo ich wielu. Z ostatecznym wysileniem zoliwej 
swawoli kilkunastu z nich targno ramami lichych okienek, kilka szybek dwikno silniej i 
rozleciao si w kawaki. Chralny krzyk tryumfu rozleg si daleko po polu z jednej strony, a 
pustych gruntach z innej. Przez pozostae po szybach otwory posypay si do wntrza chatki 
grudki ziemi i drobne kamyki. 
Gos zgrzybiay, bardziej jeszcze usunity w gb, jakby istota ludzka, do ktrej nalea, 
tulia si gdzie w najdalszym kcie, trzsc si i chrypic coraz bardziej krzycza: 
 Aj! waj! aj waj! Jehowa! Jehowa! 
Gos dziewiczy, dwiczny zawsze, powtarza nieustannie: 
 Zejde! sza! Zejde, nie krzycz! Zejde, nie lkaj si! 
Nagle z tyu dziecicej zgrai uczepionej do cian, drzwi i okien lepianki kto dononie i 
nakazujco zawoa: 
 Sztyl! bube! A co to wy wyrabiacie tutaj, niegodziwe bachory! Precz! 
Dzieci umilky nagle i odpada zaczy jedne po drugich od belek, klamek i ram. 
Czowiek, ktry dononym i rozkazujcym dwikiem gosu swego sprawi to uciszenie 
si, wysok mia i ksztatn postaw. Dugie ubranie jego obcise byo i dostatnio oboone 
futrem. Twarz jego w zmroku wydawaa si bia, a oczy poyskiway tak ognicie, jak mode 
tylko oczy poyskiwa mog. 
 Nu, a co wy tu wyrabiacie?  powtrzy gosem gniewnym i stanowczym.  Czy tu, w tej 
chacie, wilki mieszkaj, eby tak na nich krzycze i aja, i okna im tuc? 
Chopcy milczeli zrazu i skupili si w jedn cis gromadk. Po chwili wszake jeden z 
nich, najwyszy wzrostem i najmielszy zna take, sarkn: 
 A czemu oni w szabas wiata nie zapalaj? 
 A co wam do tego?  rzek przybyy. 
 Nu, a co tobie do tego?  broni si krnbrny chopiec  my tu co tydzie przychodzim i 
tak samo robim... To i co? 
 Ja wiem, e wy co tydzie tak robicie... to ja i pilnowa, eby was kiedy tu zapa... ot i 
dopilnowa... Nu, gej do domw! ywo! 
 A czemu ty, Meir, sam do swego domu nie idziesz? Twoja bobe i twj zejde dawno ju 
ryb o okszyn bez ciebie jedz... Czemu ty nas std pdzasz, a sam sabatu nie pilnujesz? 
Oczy modego mczyzny ogniciej jeszcze zapony. Uderzy nog o ziemi i takim 
gniewnym gosem krzykn, e modsze dzieci rozbiegy si wnet w rne strony i tylko 
najstarszy chopak, w znak jakby wzgardy dla otrzymywanych przestrg i poaja, pochwyci 
grudk botnistej ziemi i podnoszc z zamachem rk cisn j mia do wntrza chaty. 
Ale dwie silne donie pochwyciy go za rk i za konierz od spencerka. 
 Chod!  rzek mody przybyy  ju ja ciebie sam do domu odprowadzi musz. 
Chopiec wrzasn zrazu i targn si. Ale trzymaa go do silna i silny, spokojny ju gos 
nakaza mu milczenie. Umilk i trzymany wci za odzie pochyli gow. 
22 
Dokoa chatki byo ju cicho zupenie. Z gbi ciemnego wntrza wychodziy cikie, 
chrapliwe westchnienia bardzo starej piersi jakiej, a u samego ju okienka, o kilku 
stuczonych szybkach, zabrzmia stumiony gos dziewczcy: 
 Dzikuj! 
 Nie ma za co  odpowiedzia mody mczyzna i oddali si wiodc z sob swego 
maego winia. 
Wizie i karciciel przebyli w milczeniu par uliczek miasteczka i wszedszy na plac 
rodkowy zmierzali ku jednemu z umieszczonych przy nim domostw. 
Domostwo to byo niskie, dugie, zaopatrzone w podjazd oparty na drewnianych supach i 
w gbok sie przez ca dugo domu cignc si, ktrych istnienie z daleka ju 
zapowiadao tak zwany dom zajezdny. Tote okna umieszczone z jednej strony budowli a 
nalece do izb przeznaczonych dla podrnych goci ciemne byy zupenie. W innych za to, 
w tych, ktre znajdoway si tu naprzeciw mizernych, le pobielonych supw 
podjazdowych i o p okcia zaledwie wzniesione byy nad ziemi przysypan grup warstw 
siana, somy i wszelkiego rodzaju miecia  mtnie zza brudnych szyb poyskiway sabatowe 
wiata. 
Zajezdny dom ten by wasnoci Jankla Kamionkera, ma zajmujcego wysoki urzd w 
zarzdzie kahalnym, a wrd ludnoci izraelskiej miasteczka i okolic wysoko powaanego dla 
wielkiej nabonoci swej, uczonoci i nie mniejszej te umiejtnoci, z jak wid on interesy 
swe i powiksza swj majtek. 
Mody mczyzna wraz z dzieckiem, ktre wid za rk i ktre zreszt nie tylko nie 
zdawao si zmartwione swym pooeniem, ale owszem, podskakiwao idc co kilka krokw i 
nucio sobie swobodnie  przeby mikki od miecia i elastycznie pod stopami uginajcy si 
grunt, wrd supw podjazdowych i okien owietlonych pooony, wszed do gbokiej sieni, 
w ktrej ciemnych zapadociach ko jaki uderza kopytem o ziemi i krowa jaka zapewne 
gono przeuwaa, omackiem wynalaz drzwi, ku ktrym wstpowao si po trzech 
sprchniaych, chwiejcych si wschodkach, i na wp je otworzywszy wepchn 
przywiedzionego malca do wntrza mieszkania. 
Uczyniwszy to nie cofn si jednak, ale wsunwszy gow przez na wp otwarte drzwi 
zawoa: 
 Rebe Jankiel! ja tobie Mendla przyprowadzi. Poaj go albo i ukarz swoj ojcowsk rk. 
On wczy si w ciemnociach po miasteczku i na niewinnych ludzi napada: 
Przedmowa ta, dononym gosem wypowiedziana, nie otrzymaa adnej odpowiedzi. Z 
wntrza mieszkania wychodzio tylko na zewntrz nieustajce i zawodzce mruczenie 
pgosem i arliwie modlcego si czowieka. 
Przez drzwi, ktre mody czowiek trzyma wci na wp otwartymi, wida byo izb do 
du, o cianach bardzo brudnych i ogromnym piecowisku, czarnym od pyu i sadzy. 
Porodku izby sta dugi st nakryty ptnem wtpliwej czystoci, lecz rzsicie owietlony 
siedmiu pomykami wiec, palcymi si w zawieszonym u sufitu wieczniku. 
Uczta sobotnia jeszcze si bya nie rozpocza, bo jakkolwiek z dalszego wntrza 
mieszkania dochodzi wielki gwar gosw kobiecych i dziecinnych, znamionujcy liczn 
rodzin, w izbie z piecowiskiem i dugim stoem nikogo nie byo prcz czowieka, ktry sta 
w kcie izby, plecami zwrcony do drzwi od sieni, a twarz do ciany. Czowiek ten by 
redniego wzrostu, bardzo chudy i nadzwyczaj gitki. Wyraenie   a  niedobrze okrela 
pooenie jego postaci, na ktre wszake odpowiedniego wyraenia znale by trudno. Nie 
chodzi on wprawdzie i nie skaka, a jednak w ustawicznym i gwatownym zostawa ruchu. 
Gow sw, okryt silnie rudymi wosy, rzuca on w ty i naprzd, pochyla gitk i cienk 
sw posta a prawie do samej ziemi i odrzuca j znw w ty z nadzwyczajn szybkoci. Od 
gwatownych ruchw tych szeroko rozwieway si biae fady taesu, ktrym by okryty, 
trzsy si i rozwieway dugie przewizki ciskajce rk jego nieco powyej pici, trzsa 
23 
si i za ramiona rozwiewaa si duga, gsta, ruda broda, opadaa mu prawie na czoo tefila 
spoczywajca, a raczej podskakujca na jego gowie. Z gwatownymi ruchami tymi zgadzay 
si te odgosy wychodzce z ust jego i piersi, to szemrzce z cicha, to wybuchajce 
namitnymi krzyki, to wylewajce si przecigym, aosnym, zawodzcym piewaniem. 
Mody czowiek stojcy u progu do dugo patrza na posta t modlc si tak ca dusz 
albo raczej caym swym ciaem. Czeka widocznie przerwy w modlitwie lub jej koca. 
Wiadomym jednak byo powszechnie, e dugo czeka by musia ten, ktokolwiek chciaby 
widzie reba Jankiela koczcego mody swe, gdy raz modli si on zacz. Oczekujcemu na 
to w tej chwili modemu czowiekowi na sercu zna leaa zoliwa swawola maego Mendla. 
By on moe zreszt z natury ju swej niecierpliwym i porywczym. 
 Rebe Jankiel!  rzek gono po do dugiej chwili  twj syn wczy si po nocach i na 
niewinnych ludzi napada! 
Nie byo odpowiedzi. 
 Rebe Jankiel, twj syn aje niewinnych ludzi bardzo brzydkimi wyrazami! 
Rebe Jankiel modli si wci z jednakow gorliwoci. 
 Rebe Jankiel! twj syn biednym ludziom biedne, mae ich szyby po nocach tucze! 
Rebe Jankiel przewrci kilka kart duej ksigi, ktr trzyma w obu rkach, i piewnie, 
tryumfujco rozgonie zawid: 
 piewajcie Panu pie coraz now, albowiem On stworzy wszystkie cuda! piewajcie! 
grajcie! na arfach grajcie z gonym przypiewywaniem! W trby i rogi dzwocie przed 
Krlem, Panem!... 
Ostatnim wyrazom towarzyszyo zamknicie si drzwi od sieni. Mody czowiek szybko 
zbieg z koyszcych si pod stopami jego schodkw i opuciwszy ciemn, ogromn sie 
brn znowu po wycieajcym podjazd miecisku. Kiedy mija ostatnie z owietlonych okien, 
do uszu jego doszed piew pgosem nucony. Zatrzyma si, i kady na miejscu jego 
znajdujc si uczyniby to samo. piew to by mski, mody, czysty jak dwik pere, mikki 
jak szmer skargi, nabrzmiay prob, smutkiem i tsknot. 
 Eliezer!  szepn przechodzie i stan u niskiego okna. 
Okno to miao szyby czystsze daleko jak te, ktre znajdoway si w innych oknach  
zupenie nawet czyste. Wida byo przez nie malutk izdebk, w ktrej prcz ka, stou i 
szafy z ksigami nic wicej nie byo. Na stole palia si maa, ta wieczka, a przy nim 
okciami o st wsparty i z gow w doniach siedzia mody, dwudziestoletni chopak z 
nadzwyczaj bia, cig, agodn twarz. Na twarzy tej nie byo ladu rumieca, ale wydatne 
usta jego, wolne od wszelkiego zarostu, posiaday koralow barw. Z ust tych wychodzi w 
piew przeliczny, ktry zwrci by mg na siebie zachwycon uwag najwikszego choby 
z mistrzw muzyki. 
Nie dziw te! Eliezer, syn Jankla, by kantorem gminy szybowskiej, piewc ludu i Jehowy. 
 Eliezer!  powtrzy si za oknem szept mikki i przyjazny. 
piewak szept ten usysze musia, bo szyby w oknie byy pojedyncze, a on blisko nich 
siedzia; podnis te powieki i zwrci ku oknu renice bkitne, omglone, agodne i smutne. 
Nie przerwa jednak piewu swego, ale owszem, podnis w gr obie donie biae jak 
alabaster i w ekstatycznej postawie tej, z zachwyconym wyrazem twarzy, zanuci goniej: 
 Ludu mj! zrzu z siebie kurzaw drg cikich! powsta i przywdziej szat piknoci 
swojej! Popiesz, ach, popiesz z ratunkiem ludu Twego, Jedyny! Niepojty! Boe ojcw 
naszych! 
Stojcy u okna mody czowiek nie wzywa ju wicej po imieniu piewcy modlcego si za 
lud swj. Odszed on, z ostronym uszanowaniem tumic odgos swych krokw, a idc 
pustym, ciemnym placem ku znajdujcemu si nie opodal wielkiemu, rzsicie owietlonemu 
domowi, spoglda na kilka gwiazd blado zza wilgotnej, dusznej mgy nad placem 
wieccych i z cicha, w gbokiej jakby zadumie nuci: 
24 
 Popiesz! ach, popiesz z ratunkiem ludu Twego, Jedyny! Niepojty! Boe ojcw 
naszych! 
25 
II 
Wielki, rzsicie owietlony dom stojcy naprzeciw brunatnej wityni i ca szerokoci 
placu z ni rozdzielony by tym samym, ktry budowa by Hersz Ezofowicz i w ktrym y 
on z pikn on sw, Frejd. Stuletnie ciany jego, od dawna ju poczerniae od st i 
kurzawy, stay jednak prosto i wysokoci sw groway nad wszystkimi innymi w caym 
miasteczku. 
Od godziny ju we wntrzu domu tego, w izbie duej i ostawionej starowieckimi, 
niezmiernie prostymi awami i stoami, rozpocz si ju by obchd spotykania witego dnia 
sabatu. 
Spomidzy kilkudziesiciu osb rnej pci, ktre przybyway stopniowo i napeniay izb, 
powsta gospodarz domu i naczelnik rodziny, Saul Ezofowicz, syn Hersza, i przybliy si do 
ogromnego stou, nad ktrym wisiay dwa cikie szczerosrebrne siedmioramienne 
wieczniki. Starzec ten, z ktrego pochylonej nieco, lubo barczystej postaci, zoranej twarzy i 
brody biaej jak mleko odgadn mona byo osiemdziesit z gr lat wieku, wzi z rki 
najstarszego z synw swoich, siwego te ma, pomyk migoccy na dugim drgu i 
podnoszc go ku wiecom umieszczonym w wiecznikach, suchym od staroci, lecz silnym 
jeszcze gosem zawoa: 
 Bogosawionym bd, Boe, Panie wiata, ktry owieci nas przykazaniami Twoimi i 
rozkaza nam zapala wiata w dzie sabatu! 
Zaledwie to wymwi, w wiecznikach zapono kilkanacie jasnych wiate, a 
kilkadziesit piersi wybuchno zbiorowym okrzykiem: 
 Pjdmy! pjdmy spotyka oblubienic! Z witaniem dob sabatu spotkajmy! 
...Zapo! zapo, wiato krlewskie! Z gruzw swych powsta, stolico! Dosy ci 
mieszka w dolinie paczu! 
...Ludu mj! strznij z siebie kurzaw drg cikich! Przyodziej si szat piknoci 
swojej! Popiesz, ach, popiesz z ratunkiem ludu Twego, Boe ojcw naszych! 
...Pjdmy! pjdmy spotyka oblubienic! Z witaniem dob sabatu spotkajmy! 
Dugi, piewny, gorcy gwar modlitw, ktre nastpoway jedna po drugiej, napenia 
wielk izb i wezbranymi falami rozchodzi si poza okna, daleko po obszernym, ciemnym i 
pustym placu. 
Dosysza go ju z dala mody czowiek w zamyleniu plac przebywajcy i przypieszy 
kroku. Kiedy przeszedszy ganek, wzniesiony nad ziemi kilku wschodami, i dug wsk 
sie, rozdzielajc dom na dwie poowy, otworzy drzwi od izby, ktra pona caa od 
wiate  modlitwy zamieniy si ju w niej na rozmowy, a zgromadzone towarzystwo ze 
ladami jeszcze uroczystego nastroju ducha na twarzach, lecz i z wesoymi ju umiechami 
stao przy awach i stokach otaczajcych st dugi, z wielk obfitoci zastawiony. 
Towarzystwo to skadao si z rnych postaci i fizjonomii. Byli tam dwaj synowie Saula 
wraz z ojcem swym mieszkajcy, Rafa i Abram, siwiejcy ju, czarnoocy, o surowych i 
zamylonych twarzach mowie, i zi jego, jasnowosy, blady, z agodnym okiem Ber; byy 
crki, synowie i wnuczki gospodarza domu, niewiasty dojrzae, z okazaymi kibiciami i 
wysokimi czepcami na starannie uczesanych perukach, lub mode dziewczta o niadych 
licach i ogromnych warkoczach, spod ktrych byskay mode oczy rozweselone witem i 
witecznym strojem. Kilku modych bardzo mczyzn do rodziny nalecych i kilkanacioro 
dzieci najrniejszego wieku otaczao niszy koniec stou; u miejsca najpokaniejszego sta 
26 
stary Saul i z wyrazem oczekiwania na twarzy spoglda na drzwi wiodce do dalszych izb 
domostwa. Po chwili we drzwiach tych zjawiy si dwie kobiece postacie, od jednej z ktrych 
posypay si i zaiskrzyy tczowe, olniewajce niemal blaski. 
Bya to kobieta bardzo, bardzo stara, wysoka jednak i bynajmniej nie zgarbiona, owszem, 
trzymajca si prosto i wygldajca silnie. Gow jej otacza zawj barwisty, ktrego koce 
spite byy nad czoem ogromn klamr z diamentw. diamentowe spicie zamykao 
naszyjnik, ktry z mnstwa sznurw ogromnych pere zoony opada na pier jej a po 
zwizanie nienego fartucha okrywajcego z przodu kwiecist, szeleszczc cikim 
jedwabiem spdnic. Diamentowe te kole, tak dugie, e a dotykay ramion kobiety, a tak 
cikie, e przytrzymywa je trzeba byo nimi uczepionymi do jej zawoju, mieniy si i 
migotay blaskami brylantw, szmaragdw, rubinw i za kadym poruszeniem z dwicznym 
szmerem uderzay o pery i poyskujcy zza nich gruby, zoty acuch. 
Podobn iloci kosztownych i wietnych ozdb janie mog tylko ksice niewiasty na 
balach albo  wite relikwie w wityniach. Stuletnia ta izraelska niewiasta, przybrana we 
wszystkie kosztownoci od wiekw nabywane i zgromadzone w jej domu, bya zna dla 
wszystkich ludzi tych, pord ktrych teraz wchodzia, wysok cze budzc relikwi 
rodzinn. 
Kiedy prowadzona przez jedn z prawnuczek swoich, dziewczyn o smagej twarzy i 
kruczym warkoczu, stana na progu izby, wszystkie oczy zwrciy si ku niej, wszystkie usta 
umiechny si i zaszemray: 
 Bobe!  albo:  Elte Bobe! Babka! Prababka! 
Wikszo osb wymwia wyraz ostatni, albowiem wicej tu byo prawnukw i 
praprawnukw jej ni wnukw. Jeden tylko gospodarz domu i naczelnik rodziny caej rzek 
do niej z cicha: 
 Mame! 
Dziwnie sodko jako i uroczycie zarazem zabrzmia wyraz ten, dziecicym ustom 
zwyky, w zwidych tych wargach Saula, poruszajcych si wrd biaego jak mleko 
zarostu. Pod biaymi te jak mleko wosami, okrytymi aksamitn jarmuk, wygadzio si te 
przy wymawianiu wyrazu tego zorane czoo jego. 
Lecz gdzie podziay si smage, gadkie lica, czarne, ogniste oczy i smuka kibi Frejdy, 
cichej, roztropnej, pracowitej ony i powiernicy Hersza Ezofowicza? Przeya ju ona je od 
dawna, tak jak przeya ma, pana i zarazem przyjaciela swego. Z upywem czasu kibi jej, 
cienka niegdy i wysmuka, rozrosa si i przybraa ksztat pnia, ktry wypuci z siebie wiele 
silnych i urodzajnych gazi. Twarz jej pokryt bya teraz takim mnstwem drobniutkich 
zmarszczek, e rd nich ani najmniejszego gadkiego miejsca wynale nie byoby podobna; 
oczy zmniejszyy si, zapady i spoglday zza pomarszczonej, z rzs ogooconej powieki 
spowia, bladozotaw renic. Ale na twarzy tej, zmitej w doni czasu, rozlewa si spokj 
niezmcony i sodki. Mae, zotawe renice spoglday dokoa z umiechajc si cisz ducha 
usypiajcego wrd bogich dla szmerw; cichy umiech sodkiego usypiania okra te, 
zaledwie widne wargi, ktre od dawna ju milkn poczy, otwierajc si coraz rzadziej dla 
wymwienia coraz krtszych wyrazw. 
Teraz, ramieniem ubranym w biay bufiasty rkaw otaczajc szyj hoej i silnej 
dziewczyny, stana ona przy rodzinnym stole i, zza mrucej si od rzsistych wiateek 
powieki powidszy spojrzeniem po wszystkich otaczajcych twarzach, wymwia gonym 
szeptem: 
 Wo ist Meir? 
Prababka przemwia. 
Zgromadzenie cae poruszyo si od sw jej niby drzewa od powiewu wiatru. Mczyni, 
kobiety i dzieci ogldali si jedni na drugich i po wielkiej izbie rozszed si szept gromadny: 
 Wo ist Meir? 
27 
Wrd wielkiej iloci zebranych tu czonkw rodziny nieobecno jednego z nich 
zauwaon dotd nie zostaa. 
Stary Saul nie powtrzy pytania matki, ale czoo jego zmarszczyo si bardziej jeszcze, a 
oczy z surowym i gniewnym nieco wyrazem patrzay na drzwi od sieni. 
Drzwi te otworzyy si w tej samej chwili. Do izby wszed wysoki i ksztatny mczyzna w 
dugim ubraniu przybranym u szyi i piersi kosztownym futrem. Wszed, zamkn drzwi za 
sob i stan tu u proga, oniemielony jakby czy zawstydzony. Spostrzeg, e spni si, e 
oczy dziada jego, Saula, dwch stryjw jego i kilku starszych kobiet spotkay go wejrzeniem 
surowego wyrzutu i badawczego pytania. 
Tylko zotawe renice prababki nie bysny na widok wchodzcego gniewem ni 
niepokojem. Owszem, powikszyy si one i zajaniay radoci. Zmarszczone powieki jej 
nawet dre i mruy si przestay, a te, wskie wargi poruszyy si i wymwiy takim, jak 
wprzdy, szeptem gonym, cho bezdwicznym: 
 Ejnykchen! Kleiniskind! Wnuczku! Dziecitko! 
Na dwik szeptu tego brzmicego radoci i pieszczot zamkny si usta Saula, ktre 
otwieray si ju byy dla wymwienia surowych sw zapytania lub wyrzutu, spuciy si ku 
stoowi pytajce i gniewne oczy dwch synw jego. Spnionego przybysza powitao tylko 
oglne milczenie, ktre jednak przerwaa znowu prababka powtarzajc raz jeszcze: 
 Kleinisking! 
Saul wycign rce nad stoem i pgosem poda obecnym motyw modlitwy odmawianej 
przed uczt sobotni. 
 Bogosawionym niech bdzie Pan...  zacz. 
 Bogosawionym niech bdzie...  rozszed si o izbie gwar przytumiony i wszyscy stali 
przez minut kilka dokoa stou, modlitw powicajc znajdujce si na nim potrawy i napoje. 
Przybyy mody czowiek nie poczy si jednak z chrem oglnym, lecz usunwszy si w 
gb izby odmawia opuszczone przez si dnia tego modlitwy sobotniego Kiduszu. Czynic to 
nie dokonywa ciaem swym adnych porusze, rce spokojne mia skrzyowane na piersi, a 
wzrok nieruchomo utkwiony w okno, za ktrym wisiaa gboka ciemno wieczoru. 
Rysy twarzy jego, cige i agodnie zarysowane, okryte byy bladoci waciw naturom 
nerwowym i namitnym. Bujne, ciemnopowe wosy ze zotymi odbyskami opaday mu na 
biae czoo, spod ktrego oczy, gboko osadzone, z wielk, szar, byszczc renic, 
patrzay wejrzeniem zamylonym i troch smutnym. W caym zreszt wyrazie twarzy 
modego czowieka tego mieszay si ze sob cechy chmurnego prawie smutku i dziecicej 
nieledwie niemiaoci. Czoo i oczy jego zdradzay tajemn myli jak dolegliw, 
niespokojn i niemal gniewn, ale cienkie usta posiaday zarys mikkiej czuoci i zaledwie 
dostrzegalnie dray od chwili do chwili pod wpywem jakby tajemnie doznawanej obawy. 
Zwierzchni warg i krace policzkw okrywa mu gsty puch zotawy, objawiajcy, i 
dosign on lat dziewitnastu lub dwudziestu wieku, wic pory ycia, ktra dla wczenie 
dojrzewajcych mw izraelskiego plemienia uwaan bywa za por pozwalajc ju, a 
nawet zmuszajc niejako do zajcia si na wasn rk rodzinnymi i yciowymi sprawami. 
Kiedy mody czowiek ukoczy swe modlitwy i zbliy si do stou, aby zaj przy nim 
zwyke swe miejsce, spord zgromadzonych odezwa si gos chrapliwy nieco i zanoszcy 
si w taki sposb, jakby mwicy czowiek kady wyraz swj nie wymawia, lecz 
wypiewywa: 
 A gdzie ty, Meir, by dzi tak dugo? co ty tak pno robi w miecie, kiedy ju sabat 
rozpocz si i nikomu nic robi nie wolno? Dlaczego ty dzi sobotniego Kiduszu z ca 
swoj famili nie odprawi? Czemu u ciebie czoo takie blade i oczy takie smutne, kiedy dzi 
sabat, wesoy dzie, w niebie caa niebieska familia cieszy si, a na ziemi wszyscy poboni 
ludzie cieszy si powinni i dusze swoje utrzymywa w wielkiej radoci? 
28 
Wszystko to wypowiedzianym zostao przez czowieka dziwnie wygldajcego. By to 
czowiek raczej may, chudy, suchy, z wielk gow jec si twardymi, ciemnymi wosy, z 
twarz ciemn, okrg, opatrzon wielkim, spltanym zarostem, wielk brod zdradzajc 
miertelny wstrt do grzebienia i szczotki i okrgymi oczami, ktre zza wypukej powieki 
ruszay si z szybkoci nieporwnan, rzucajc dokoa przelotne, ostre byski. Chudo i 
sucho ciaa czowieczka tego uwydatnionymi byy strojem dziwniej jeszcze ni on sam 
wygldajcym. By to te strj prostoty niezwykej, bo skadajcy si z jednej koszuli tylko, a 
raczej z woru, ktry zszyty z szarego, szorstkiego ptna, u szyi i w pasie grubym sznurem z 
konopi przewizany, opada a do ziemi i na wp przykrywa ciemne, bose zupenie nogi. 
Kim by czowiek ten w stroju ascety, z oczami fanatyka, a z ustami penymi wyrazu 
mistycznego, gbokiego, pijanego niemal rozradowania? By to reb Mosze, meamed, czyli 
nauczyciel religii i hebrajskiego jzyka, doskonay, pobony; w wichry, soty, mrozy i upay 
jednostajnie bosonogi, w pcienny swj wr przyodziany, na wzr ptakw niebieskich 
yjcy nie wiedzie czym  ziarnem jakim chyba tu i wdzie rzuconym; prawe oko zreszt i 
prawa rka wielkiego rabina szybowskiego, Izaaka Todrosa, i pierwszy po rabinie tym 
przedmiot czci i podziwu dla gminy caej. 
Usyszawszy tumnie wychodzce z ust meameda a ku niemu zwrcone pytania, Meir 
Ezofowicz, prawnuk Hersza, a wnuk starego Saula, nie usiad jeszcze przy stole, ale 
wyprostowany, ze spuszczonym ku ziemi wzrokiem, gosem przytumionym widoczn 
niemiaoci odpowiedzia: 
 Rebe! ja nie by tam, gdzie wesel si albo dobre interesy robi. Ja by tam, gdzie ciemno 
i gdzie w ciemnociach bardzo biedni ludzie siedz i pacz... 
 Nu!  zawoa meamed  a gdzie to dzi smutno by moe? Dzi sabat, wszdzie wiato 
i wesoo... gdzie dzi moe by ciemno? 
Kilku starszych czonkw rodziny podnioso gowy i chralnie powtrzyo zapytanie: 
 Gdzie dzi moe by ciemno? 
I wnet potem chralne znowu wybuchno pytanie: 
 Gdzie ty by Meir? 
Meir nie odpowiedzia. Na twarzy jego, o spuszczonych powiekach, maloway si 
niemiao i wewntrzne wahanie. 
Nagle jedna z dziewczt siedzcych u niszego koca stou, ta sama, ktra przed chwil 
wprowadzia bya do rodzinnego koa star prababk, dziewczyna ze smag twarz i 
czarnym, figlarnym okiem, zawoaa, wesoo uderzajc w donie: 
 Ja wiem, gdzie dzi jest ciemno! 
Wszystkie spojrzenia zwrciy si ku niej i wszystkie usta zapytay: 
 Gdzie? 
Pod wpywem cignitej na siebie powszechnej uwagi Lija zarumienia si i ciszej ju, z 
niejakim zawstydzeniem, rzeka: 
 W chacie Abla karaima, tej, co tam przy karaickim pagrku stoi. 
 Meir! czy ty by u karaimw? 
Pytanie to wymwionym zostao przez kilkanacie gosw, spord ktrych wyrnia si 
wszake wszystkie inne przenoszc piskliwy, ostry gos meameda. 
Na oniemielon dotychczas twarz modego czowieka wybija si pocz wyraz przykrego 
gniewnego nieco rozdranienia. 
 Ja u nich nie by  odpowiedzia goniej ju nieco ni wprzdy  ale ja ich od wielkiej 
napaci obroni. 
 Od napaci? Od jakiej napaci? a kto na nich napada?  drwicym tonem zapyta 
meamed. 
Tym razem Meir podnis powieki i byszczce renice utkwi w twarzy pytajcego. 
29 
 Reb Mosze!  rzek  ty wiesz, kto na nich napada. Napadali na nich twoi uczniowie... 
Oni tak co pitku robi... a dlaczego oni nie maj tak robi, kiedy wiedz... 
Zatrzyma si i spuci znowu oczy. Obawa i gniewne uczucie walczyy w nim widocznie. 
 Nu! co oni wiedz! dlaczego ty, Meir, nie skoczy? Co oni wiedz?  mia si reb 
Mosze. 
 Wiedz, e ty, rebe Mosze, pochwalisz ich za to... 
Meamed przypodnis si na krzele, oczy jego zaiskrzyy si i szeroko rozwary. 
Wycign ciemn, chud rk i chcia co mwi, ale nie dopuci go tym razem do sowa 
silny ju i dwiczny gos modego czowieka. 
 Reb Mosze  mwi Meir pochylajc nieco przed meamedem gow, ktra widocznie z 
trudnoci podawaa si kornym pokonom  reb Mosze, ja szanuj ciebie... ty mi uczy... ja 
ciebie nie pytam, dlaczego ty swoim uczniom nie zabronisz biednym ludziom w 
ciemnociach gwaty wyrzdza... ale ja sam na te gwaty patrze nie mog... mnie serce boli, 
jak na nie patrz, bo do gowy mi myl przychodzi, e z takich zych dzieci bd li ludzie i 
e kiedy one teraz trzs biedn chat starca i kamienie na niego przez okna rzucaj, to potem 
bd domy podpala i ludzi zabija! Oni by dzi t biedn chat rozwalili i tych biednych 
ludzi pozabijali, ebym ja tam nie przyszed i nie obroni... Ale ja przyszed i obroni... 
Po ostatnich wyrazach Meir usiad za stoem na przeznaczonym dla siebie miejscu. Nie 
byo ju na twarzy jego obawy ni niemiaoci. Gboko zna czu suszno swej sprawy, bo 
miaym wzrokiem spojrza dokoa i tylko usta jego zadrgay w sposb waciwy naturom 
wieym i wraliwym. W teje jednak chwili stary Saul i dwaj synowie jego podnieli rce w 
gr i jednogonie wymwili: 
 Sabat! 
Gosy ich byy uroczyste, a wzroki, ktre na Meira zwracali, surowe i niemal gniewne. 
 Sabat! Sabat!  podskakujc na krzele swym i szeroko rozrzucajc rkami podchwyci i 
krzycza meamed.  Ty, Meir, w wity wieczr sabatu, zamiast Kidusz odmawia i ducha 
swego wielk radoci napenia, i oddawa jego w rce anioa Matatrona, co pokolenia 
Jakuba przed Bogiem broni, aeby on go odda w rce Sar  ha  Olama, co jest anioem nad 
anioami i ksiciem wiata, aeby Sar  ha  Olam odda go dziesiciu sefirotom, co takie 
wielkie siy s, e cay wiat stworzyy, aeby przez te dziesi sefirotw duch twj dosta si 
a do tego wielkiego tronu, na ktrym siedzi sam En  Sof, i z nim pocaunkiem mioci 
zczy si  ty, Meir, zamiast to wszystko robi, chodzi broni jakich ludzi od jakich 
napaci, domu ich pilnowa i ycia ich strzeg! Meir! Meir! ty sabat naruszy! Tobie trzeba i 
do szkoy i przed caym ludem oskary si gono, e ty wielkie grzechy i wielkie zgorszenie 
wyrabiasz! 
Przemowa ta meameda wywara na zgromadzeniu caym silne wraenie. Saul i synowie 
jego wygldali gronie, kobiety zdumione byy i przeraone; w czarnych oczach Lii, ktra 
pierwsza zdradzia tajemnic stryjecznego brata, krciy si nawet zy. I tylko zi Saula, 
agodny, bkitnooki Ber, spoglda na oskaronego ze smutnym jakby wspczuciem, a kilku 
modych ludzi, rwienikw Meira lub modszych od niego, patrzyli w twarz jego jak w 
tcz, z ciekawoci i niepokojem przyjaznym. 
Meir odpowiedzia drcym troch gosem: 
 W witych ksigach naszych, rebe Mosze, w Torze ani w Misznie, nie ma nic o 
sefirotach ani o En-Sofie. Ale tam za to wyranie stoi, e J e h o w a, cho sabat wici 
rozkaza, pozwoli jednak, aby dwudziestu ludzi naruszyo go dla ratowania jednego 
czowieka. 
Samo ju odpowiadanie meamedowi, doskonaemu pobonemu i prawej rce rabina 
Todrosa, byo zuchwaoci niesychan i zdumiewajc. C dopiero, gdy w odpowiadaniu 
tym miecio si niewyrane chociaby zaprzeczenie sdom jego! Tote wypuke oczy 
30 
meameda zaledwie nie wystpiy ze swych zagbie, tak roztworzyy si szeroko i tak 
rozjtrzonym spojrzeniem okryy poblad nieco wrd utarczki twarz Meira. 
 Karaimy!  krzycza miotajc si na swym stoku i rkami chwytajc si brody swej i 
wosw  ty karaimw ratowa! odszczepiecw! niedowiarkw! wykltych! Na co ich 
ratowa? Dlaczego oni w sabaty wiate nie zapalaj i w ciemnociach siedz? Dlaczego oni 
zwierzta i ptaki, co do jedzenia su, nie z przodu, ale z tyu szyi zarzynaj? Dlaczego oni 
Miszny, Gemary i Zoharu nie znaj? 
Zachysn si z uniesienia wielkiego i umilk, a w przerwie tej ozwa si czysty i 
dwiczny gos Meira: 
 Rebe! oni s bardzo biedni! 
 En-Sof mciwy jest i nieubagany! 
 Oni cierpi wielkie przeladowania od ludzi! 
 Niepojty ich przeladuje  krzycza rebe. 
 Przedwieczny przeladowa nie kae. Rabbi Huna powiedzia: Jeeli przeladujcy 
sprawiedliwym nawet jest, a przeladowany zoczyc, Przedwieczny ujmuje si za 
przeladowanym. 
Reb Mosze pomienne mia rumiece na ciemnych policzkach. Oczy jego zdaway si 
zjada i poera blad twarz modzieca o paajcym, miaym ju teraz wejrzeniu i ustach 
drcych mnstwem nie dopowiedzianych, przemoc w piersi stumionych wyrazw. 
Zebranie cae miao pozr zdumienia, przeraenia, smutku. Sprzeczna podobna z 
meamedem jednym wydawaa si grzechem, innym wstydem, innym jeszcze 
niebezpieczestwem dla zuchwaego modzieca lub i dla jego caej rodziny. 
Tote Saul spod siwych swych brwi najeonych wlepi grone wejrzenie w twarz wnuka i 
przecigle ku niemu sykn: 
 Szaaa! 
Meir pochyli przed dziadem gow w znak pokory i poddania si, a jeden z synw Saula 
dla zagodzenia gniewu reb Mosza, a zapewne te i dla wasnego zbudowania, zapyta go, 
jakie rnice zachodz pomidzy powag i witoci ksig talmudycznych i Zoharu, ksigi 
Kabay, i czy doskonay pobony zajmowa si powinien badaniem pierwszych raczej czy 
drugich. 
Wysuchawszy zapytania tego meamed obu okciami szeroko rozpar si na stole, oczy 
swe nieruchomo i z wyrazem gbokiego namysu utkwi w przeciwlegej cianie i z wolna, 
uroczystym gosem mwi zacz: 
 Simon ben Jochai, wielki rabbi, co y okropnie dawno temu i wiedzia wszystko, co w 
niebie i na ziemi dzieje si, powiedzia: Talmud  to nikczemna niewolnica, a Kabaa  to 
wielka Krlowa. Czym Talmud napeniony? On napeniony bardzo maymi, podrzdnymi 
rzeczami. On uczy, co czyste jest, a co nieczyste, co pozwolone, a co niepozwolone, co 
skromne, a co nieskromne. A czym Zohar, ksiga blasku, ksiga Kabay, napeniony? On 
napeniony wielk nauk: czym jest Bg i jego sefiroty. On ich wszystkich imiona zna i 
naucza, co oni robi i jak oni wiat buduj. W nim napisane, e Bg nazywa si En  Sof, a 
drugie jego imi  Notarikon, a trzecie jego imi  Gematria, a czwarte jego imi  Zirufi. A 
sefiroty, co s wielkimi niebieskimi siami, nazywaj si: rdo czowiecze, narzeczona, 
biaa gowa, wielka twarz, maa twarz, lustro, pitro niebieskie, pitro ziemskie, lilia i ogrd 
jabeczny. A Izrael nazywa si Matrona, a Bg dla Izraela nazywa si Ojciec. Bg, En  Sof, 
nie stworzy wiata, tylko stworzy jego siy niebieskie, sefiroty. Pierwszy sefirot urodzi si 
bosk, drugi wszystkich aniow i Tor (Bibli), z trzeciego wyszli prorocy. Czwarty sefirot 
urodzi z siebie bosk mio, a pity bosk sprawiedliwo, a szsty tak si, co wszystko 
rwie, drze i niszczy. Z sidmego sefirota urodzia si pikno, z smego wspaniao, z 
dziewitego przedwieczna przyczyna, a z dziesitego  takie oko, co nad Izraelem cigle 
czuwa i za nim po wszystkich drogach jego chodzi i ng jego strzee, aeby nie zraniy si, a 
31 
gw  aby na nie wielkie nieszczcia nie spaday. Tego wszystkiego uczy Zohar, ksiga 
Kabay, i ona jeszcze uczy, skd te sefiroty wziy si i jak one rozdzielaj si, i jak z liter, 
ktre skadaj ich imiona, i z tych, ktre imiona Boga skadaj, wszystkie tajemnice wiata 
odgadywa. I to jest wielka nauka, pierwsza nauka dla kadego Izraelity. Wiem ja, e wielu 
izraelitw mwi, e Talmud waniejszy, ale oni wszyscy, co tak mwi, gupi s i nie wiedz 
o tym, e pty ziemia trz si bdzie od wielkich boleci i pty Bg i Izrael, Ojciec i 
Matrona, nie pocz si pocaunkiem mioci, dopki niewolnica nie ustpi przed krlow, 
Talmud przed Kaba. A kiedy ta pora przyjdzie? Ona wyjdzie wtedy, jak na wiecie zjawi si 
Mesjasz. Wtedy bdzie dla wszystkich ludzi pobonych i uczonych Jobel-ha-Gadol, wielkie 
wito radoci! Wtedy Pan Bg kae ugotowa ryb Lewiatan, co taka wielka jest, e na niej 
cay wiat stoi, a wszyscy do wielkiej uczty usid i ryb t je bd, poboni i uczeni od 
gowy, a lud prosty i nieuczony od ogona!... 
Skoczy meamed, odetchn gboko po dugim mwieniu i spuciwszy wzrok ku stoowi 
spad nagle z mistycznych wysokoci ku ziemskim realnociom. Na talerzu bowiem przed 
nim woniaa pieprzem i korzeniami rnymi cz wybornej ryby, nie Lewiatana jeszcze 
wprawdzie, ale zawsze smacznego wielce jakiego mieszkaca wd. Meamed za w 
ascetyczny sposb cae ycie swe pdzc, uczty sobotnie lubi i obficie ich uywa, 
przekonanym by bowiem, e utrzymywanie ciaa i ducha swego we wszechstronnej radoci 
obowizkiem byo do dnia sabatu przywizanym jak dugie i arliwe mody. Z reszt wic 
mistycznej ekstazy w okrgych oczach i z bogim umiechem na ustach pocz ciemnymi 
rkami rozrywa i do ust nosi podany mu przysmak. Zgromadzenie przecie cae dugo 
jeszcze po umilkniciu jego  milczao. Mdra przemowa jego sprawia na wszystkich prawie 
obecnych silne wraenie. Stary Saul sucha jej z wyrazem gbokiego uszanowania na 
twarzy. Grube zmarszczki okrywajce jego czoo drgny kilka razy pod wpywem jakby 
tajemniczej, nerwowej trwogi. Synowie jego utkwili w st zamylone oczy i w skupieniu 
ducha rozwaali mdre nauki reb Mosza, mimo woli moe i z pewnoci z szacunkiem dla 
nich nieograniczonym szukajc w mrocznych tych przepaciach rozbujaej fantazji ludzkiej 
przewodniego promyka, ktry by je widniejszymi nieco uczyni. Kobiety posplatay 
pobonym gestem donie na piersiach, przechylay w znak podziwu gowy swe z jednej strony 
na drug i umiechnionymi od zachwytu usty szeptay cichuteko: 
 Nauczny czowiek! Mdry czowiek! Doskonay pobony!. Prawdziwy ucze wielkiego 
rabbi Izaaka! 
Ktokolwiek by jednak bada w tej chwili uwanie fizjonomie osb st obsiadujcych, 
spostrzec by musia dwa spojrzenia, ktre szybkie jak byskawice, niedostrzegalne wszystkim 
obecnym, strzeliy wzajem ku sobie w czasie przemowy meameda. Spojrzenia to byy Bera i 
Meira. Pierwszy rzuci ku drugiemu smutnym wzrokiem, drugi odbysn mu oczami penymi 
powciganego gniewu i szyderstwa. Kiedy meamed mwi o rybie Lewiatanie, tak wielkiej, 
e cay wiat stoi na niej, a ktr w dzie Mesjaszowy uczeni spoywa bd od gowy, a 
nieuczeni od ogona  po cienkich, inteligentnych wargach Meira przemkn umiech. By to 
umiech podobny do sztyletu. Uku on z pewnoci bolenie tego, na czyich ustach si 
ukaza, zdawao si te, i rad by by uku i tego, kto go wywoa. Ber na umiech ten 
odpowiedzia westchnieniem. Ale dostrzegli go trzej czy czterej modzi ludzie, ktrzy 
naprzeciw Meira siedzc czsto na z wyrazem pytania w oczach spogldali; spostrzegli go, i 
po twarzach ich przebiegy jak odblaski lub echa Meirowego umiechu... Po chwilowej ciszy 
przerywanej tylko dzwonieniem now o talerze i gonym poruszaniem si szczk meameda 
stary Saul gos zabra: 
 Wielkie to s rzeczy, mdre i bardzo straszne rzeczy, o ktrych nam reb Mosze  niech 
dziki jemu bd  opowiedzia. Suchajcie ich, dzieci, wnuki i prawnuki moje, i napeniajcie 
nimi gowy wasze jako winem, ktre rodzi ycie, a zabija grzech, szanujcie uczonych mw, 
ktrzy wielk mdroci swoj utrzymuj chwa i moc Izraela, bo napisane stoi, e uczeni 
32 
s fundamentem wiata. Kto szanuje ich i o mdre rzeczy, ktre oni wiedz, czsto ich 
zapytuje, temu przebaczone bd wszystkie grzechy jego ycia. A kto z nas grzechw nie ma? 
Kto nie zatrzsie si ze strachu, kiedy umiera bdzie i przypomni sobie wszystko, co on 
przez cae ycie zego zrobi? 
Tu urwa si nagle suchy, stary gos Saula, lekkie drgnienie przebiego po caym ciele jego, 
a siwe, gste brwi zsuny si i zjeyy. Mia wtedy pozr czowieka przejtego tajemn 
trwog. Czyliby w pamici jego istniay dokuczliwe wspomnienia popenionych kiedy 
grzechw, ktre odkupi pragn zatapianiem si w mistycznej nauce i czci dla jej mistrzw? 
Reb Mosze podnis twarz znad talerza i ustami penymi jada, ktre spoywa, wybekota: 
 Dobre czyny czowieka sprowadzaj na niego nieprzerwany potok aski i przebaczenia. 
One otwieraj przed nim tajemnice nieba i ziemi i dusz jego zanosz pomidzy sefiroty! 
Pene czci i skupienia ducha milczenie odpowiedziao sowom tym penym obietnic, lecz 
po kilku sekundach przerwa je, u niszego koca stou brzmicy, dwiczny gos 
modzieczy: 
 Reb Mosze! a co nazywa si dobrym czynem? Co czyni trzeba, aby dusz od grzechu 
wybawi i cign na siebie wielki strumie aski?  gono zapyta Meir. 
Meamed podnis wzrok na pytajcego. Spojrzenia ich spotkay si znowu ze sob. Bure 
oczy meameda zaiskrzyy si gniewnie i gronie; po szarych, przezroczystych renicach 
modzieca przelatyway srebrne byski tajonych jakby umiechw. 
 Ty, Meir, uczniem moim by i o takie rzeczy pyta si teraz moesz! Czy ja wam nie 
mwi tysice tysicy razy, e najlepszym uczynkiem czowieka jest zagbianie si w witej 
nauce? Kto robi to, temu wszystko wybaczonym bdzie, a kto tego nie robi, ten przekltym 
zostanie i od ona Izraela i od wiata czystych duchw odepchnitym, choby rce jego i serce 
czyste byy jako nieg i choby on pier sobie rozdar, aby ciaem swoim godnych nakarmi, 
a krwi swoj napoi tych, ktrzy pragn... 
Wymwiwszy to zwrci si do Saula i ciemnym palcem swym wskazujc Meira rzek: 
 On nic nie umie i nie wie! on zapomnia ju wszystkiego, czego ja jego nauczy! 
Starzec pochyli nieco przed meamedem zbrudone swe czoo i pojednawczym gosem 
rzek: 
 Przebacz jemu, rebe, to jeszcze dziecko! Jak jemu rozum do gowy przyjdzie, on pozna, 
e usta jego byy bardzo zuchwae, kiedy on mia sprzeciwia si tobie, i on bdzie z 
pewnoci taki nauczny i taki pobony, jak byli wszyscy ludzie z familii naszej... 
Wyprostowa si, duma zawiecia mu w przymglonych od staroci oczach. 
 Suchajcie mi, dzieci, wnuki i prawnuki moje!  wyrzek.  Familia nasza, familia 
Ezofowiczw, to nie byle jaka familia. My, dzikowa Bogu  niech pochwalone bdzie 
wite imi Jego  wielkie bogactwa mamy w skrzyniach i w spichrzach, i na wicinach 
naszych, ale wiksze jeszcze s te bogactwa, ktre my mamy w przeszoci familii naszej. 
Prapradziad nasz by Seniorem, starszym nad wszystkimi ydami, co w kraju tym mieszka, i 
bardzo ulubionym od samego krla, a tate mj, Hersz, wielki Hersz, mia przyjanie z 
najwikszymi purycami i oni go do swoich karet sadzali, i dla wielkiej mdroci jego wozili 
go do krla i do sejmu, co wtedy w Warszawie siedzia... 
Umilk starzec na chwil i rozjanionymi dum i tryumfem oczami spoglda dokoa. 
Zgromadzenie cae utkwio we oczy jak w tcz; meamed schmurzy si i z wolna popija 
wino ze sporego kielicha, a stara, drzemica ju prababka obudzia si nagle i zza mrucych 
si powiek byskajc zotaw renic, gonym swym, bezdwicznym szeptem zawoaa: 
 Hersz! mj Hersz! mj Hersz! 
Po chwili Saul mwi zacz znowu: 
 W naszej familii jest jeden wielki skarb, taki skarb, jakiego nie ma w caym Izraelu. A 
skarb ten to dugie pisanie, ktre zostawi pradziad nasz, Micha Senior, i w ktrym bardzo 
wielkie i mdre rzeczy napisane stoj... Tam napisane stoi, jak czowiek robi powinien i jak 
33 
Izrael cay robi powinien, aeby bardzo bogatym i bardzo potnym zosta, wszystkich 
nieprzyjaci swoich zwycia i na ich miejscu na tronie caego wiata zasi. eby my te 
mdre pisanie mieli, tobymy bardzo szczliwi byli, w tym tylko bieda, e nie wiadomo, 
gdzie to pisanie jest... 
Od czasu jak Saul mwi pocz o mdrym pisaniu dziada swego, pomidzy patrzcymi na 
niego kilkudziesiciu parami oczu dwie pary renic zaiskrzyy si namitnym, ale cakiem 
sprzecznym uczuciem. Byy to oczy meameda, ktry chichota z cicha i zjadliwie, i Meira, 
ktry wyprostowa si na swym siedzeniu i z palc ciekawoci wpatrywa si w twarz 
opowiadajcego. 
 Pisanie to  mwi dalej Saul  dwiecie lat leao schowane i nikt jego nie tkn. A 
kiedy dwiecie lat skoczyo si, znalaz je tate mj, Hersz. Gdzie on je znalaz, tego nikt nie 
wie, tylko jedna ta stara prababka... 
Tu palcem wskaza na matk sw i dokoczy: 
 I ona jedna wie, gdzie on te pisanie znowu schowa, ale ona tego nikomu jeszcze nie 
powiedziaa... 
 A dlaczego ona tego nikomu nie powiedziaa?  chichoczc wci zjadliwie i z cicha 
zapyta meamed. 
Saul odpowiedzia smutnym gosem: 
 Reb Nochim Todros  niech bogosawion bdzie pami jego  mwi jej o tym 
zabroni. 
 A dlaczego wy, reb Saulu, nie szukalicie sami pisania tego? 
Saul jeszcze smutniej odrzek: 
 Reb Baruch Todros, syn reb Nochima, i reb Izaak  niech sto lat yje  syn reb Barucha, 
szuka mi go zabronili! 
 I niech nikt go nigdy nie szuka!  wykrzykn z caej siy swej meamed podnoszc 
wysoko rk uzbrojon w widelec  niech nikt nigdy nie szuka pisania tego, bo ono pene jest 
wielkiego blunierstwa i plugastwa! Rebe Saulu, zaka ty dzieciom, wnukom i prawnukom 
swoim, aby pisania tego nie szukali, a jeeli je znajd, aeby je ogniu na poarcie dali! Bo kto 
pisanie to znajdzie i gono ludowi przeczyta, na tego padnie  h a j  y m i on wyrzuconym 
bdzie z ona Izraelowego. Tak mwili reb Nochim i reb Baruch  niech bogosawion 
bdzie pami ich, tak mwi reb Izaak  niech sto lat yje! W pisaniu tym kltwa jest i 
wielkie nieszczcie dla tego, kto je znajdzie! 
Gbokie milczenie nastpio po sowach tych z nadzwyczajnym uniesieniem przez 
meameda wymwionych, a wrd milczenia tego dao si sysze dugie, drce, namitne 
westchnienie. Wszyscy obejrzeli si wkoo siebie, chcc dowiedzie si, czyja pier wydaa z 
siebie ten szmer rozrywajcego jakiego pragnienia, lecz nikt nie dowiedzia si o tym. 
Ujrzano tylko Meira, jak w wyprostowanej postawie, z poblad twarz, gorejcymi oczami 
wpatrywa si w twarz prababki. Ona odczuwajc jakby ten przeszywajcy j wzrok 
ulubionego dziecicia, podniosa zmarszczone powieki i wymwia: 
 Meir? 
 Bobe?  odpar wezwany gosem nabrzmiaym mikk pieszczot. 
 Kleiniskind!  szepna prababka i umiechajc si bogo, usna znowu. 
Uczta sobotnia blisk bya koca, gdy u stou zaszed wypadek, ktry dziwnym wielce 
wydawa by si musia wszelkiemu obcemu oku, ale dla zgromadzonych tu osb stanowi 
zupenie zwyky i powszedni widok. 
Reb Mosze, ktrego ciemne policzki paay od kilku kielichw wina gocinnie mu przez 
gospodarzy podawanych, porwa si nagle ze stoka swego i kilku szerokimi susami, z 
gonym okrzykiem i z twarz ku sufitowi wzniesion, wyskoczy na rodek izby. 
 Sabat! Sabat! Sabat!  krzycza, gwatownymi ruchy trzsc gow i ramionami.  Frajd! 
frajd! frajd!  powtarza  caa niebieska familia raduje si i taczy w niebie! Dawid taczy i 
34 
skaka przed ark przymierza. Dlaczegby doskonay pobony tacem i skakaniem serca 
swego rozradowa nie mia? 
Taczy i skaka, wzdu i w poprzek przebiega szerokimi kroki pust przestrze 
znajdujc si dokoa stou, przysiada do ziemi i nagle zrywajc si podskakiwa wysoko, 
wycignitymi w gr rkami dotykajc niemal belek sufitu. Policzki jego paay, oczy 
pony namitn ekstaz, bose nogi z guchym oskotem uderzay o podog, a zza 
szorstkiego ptna dugiej koszuli wida byo, jak konwulsyjne drgania przebiegay wszystkie 
czonki jego ciaa. 
 Sabat! Sabat! Frajd! Frajd!  rzuca okrzyki z dyszcej gwatownie piersi i coraz 
szerszymi susy przebiega izb, coraz niej ku ziemi pochyla si, a potem coraz wicej 
wypra w gr ramiona i twarz ku sufitowi podnosi. Coraz te ciej i goniej cikie, 
nagie stopy jego, plczce si w wskiej pochwie pciennej, opaday na drc pod nimi 
podog. 
Dla wszelkiego obcego oka ciekawym byby widok uczu, ktre odbijay si na twarzach 
ludzi obecnych temu ekstatycznemu tacowi. Stary Saul i dwaj synowie jego spogldali na 
taczcego z nadzwyczajn powag i uwag. Najlejsze drgnienie umiechu nie poruszyo ich 
ustami. Zdawa by si mogo, e na szalone skoki meameda patrzali oni, jak wierzcy zwykli 
patrze na dokonywanie mistycznego, lecz witego obrzdku. Wprawdzie w przymionym 
latami, lecz mdrym jeszcze oku Saula migotay od czasu do czasu wiateka jakie do 
tajonych, przykrych umiechw szyderstwa podobne, lecz nikt ich dostrzec nie mg, bo 
starzec przykrywa na wp renice swe zkymi powieki. Ber z powymi wosy i gbokim 
wejrzeniem siedzia wyprostowany i powany take, lecz czoo jego zmarszczyo si w 
sposb niemal bolesny, a oczy tkwiy w ziemi. Meir na obu doniach wspar gow i zdawa 
si mogo, e nie sysza i nie widzia lub usiowa nie sysze i nie widzie tego, co dziao si 
dokoa. Kobiety za to dziwoway si wielce tacowi reb Mosza, koysay postacie swe w takt 
wybijany przez bose stopy jego, cmokay zachwyconymi usty i oczami daway sobie wzajem 
znaki podziwu i uwielbienia. Przy niszym kocu stou, tam gdzie siedzieli najmodsi chopcy 
i mode, hoe dziewczyny, sycha byo cichutki szmer przemoc tumionych w piersi 
chichotw... 
Zmczy si na koniec reb Mosze, wyczerpay si siy jego, drgajce od uniesienia i zapau 
ciao jego runo ciko na ziemi u podna wielkiego pieca z zielonych cegie. 
Przypodnis si jednak po chwili, odetchn ciko, zamia si gono i rkawem szarej, 
szorstkiej swej koszuli ociera pocz pot bujnymi kroplami opywajcymi mu szkaratem 
zasze czoo i policzki. 
Wtedy powstaa od stou Sara, najstarsza crka Saula, i pocza wszystkim obecnym 
podawa do umycia rk peen wody srebrny dzbanek i srebrn miednic. Szepczc 
dzikczynne modlitwy obecni rce swe oblewali wod i ocierali je rcznikiem wiszcym na 
ramieniu Sary, biaym jak nieg i w hafty zdobnym. Uczta sobotnia skoczon bya. 
W kilka minut potem sprztnitymi zostay ze stou okrywajce go srebrne naczynia. 
Towarzystwo cae podzieliwszy si na kilka grup oddzielnych napenio izb gwarem 
gonych i oywionych rozmw. 
Meir, ktry przez kilka chwil sta samotnie u okna z zamyleniem wpatrujc si w 
ciemnoci wieczoru, zbliy si do najpowaniejszej wiekiem grupy, ktra zgromadzia si 
dokoa najparadniejszego w izbie miejsca, przyozdobionego starowieck kanap z wielk, 
t porcz. Tu Abram i Rafa, synowie Saula, i Ber, zi jego, zdawali spraw ojcu z 
interesw w cigu tygodnia dokonanych, zapytywali go o rady i prosili o pomoc. Tu brzmiay 
nazwy cyfr przerozmaitych przy wyliczaniu nabytych beczek zboa i zapaconych za nie 
pienidzy, poruszay si szybko palce kilku par rk. Tu przy wzmiankach o zagranicznych 
portach i panujcych w nich cenach zboa i drzewa zapalay si oczy uczuciem nadziei, 
obawy i  dzy zysku. Stary Saul wyglda tak, jakby teraz dopiero znalaz si we 
35 
waciwym sobie ywiole. Jakkolwiek wysokie i mdre nauki mistycznych mdrcw gminy 
obudzay w nim cze i trwog, a raczej cze z trwogi wypywajc, interesy wiecie 
zdaway si by umysowi jego bardziej bliskimi, ywotnymi i znanymi. W oku jego, ktre 
rozbyso bystr i oywion myl, nie byo ju zna staroci i tylko biae wosy jego i biaa 
duga broda czyniy go podobnym do patriarchy i dostojnika rozdzielajcego pomidzy 
czonw rodziny swej rady, pochway i sdy. 
Meir sta przez kilka minut przy gromadce ludzi tych rozprawiajcych o handlu, zarobkach 
i stratach z wyrazem twarzy zupenie obojtnym. Zna byo, e w sprawach podobnych nie 
bra on jeszcze nigdy osobistego udzia i e wieej natury jego nie dotkny jeszcze i nie 
napocza gryzca gorczka zysku. Z niejakim zdziwieniem popatrza on na flegmatycznego 
Bera, ktry zdawa si by w tej chwili przemienionym w innego czowieka. Opowiadajc 
teciowi o sprawach swych i zamiarach handlowych i przekadajc mu konieczn potrzeb, w 
jakiej zostawa, zacignicia u braci swej ony znacznej poyczki, sta si on wymownym, 
ruchliwym, zapalczywym niemal. Oczy jego pony, usta poruszay si z niezmiern 
szybkoci, rce dray. 
Meir dotkn doni ramienia Bera, jakby chcc przekona si, e by to ten sam czowiek, 
ktry przy wieczerzy w czasie mistycznych rozpraw meameda postaw mia i fizjonomi 
apatyczn a do sennoci i martwoty, potem oddali si i stan przy grupie innej. 
W grupie tej, zebranej u koca drugiego stou zasanego jeszcze biaym obrusem, panowa 
meamed. Otaczao go osb kilkanacie, a on, jak zwykle obu okciami rozpierajc si na 
stole, uroczycie i wrd skupionej uwagi suchaczw prawi: 
 Wszystko, co jest na wiecie, kady czowiek i kade zwierz, i kada trawa, i kady 
kamie korzenie swe maj wysoko, w kraju tym, gdzie mieszkaj duchy. I dlatego cay wiat 
jest jak drzewo ogromne, ktrego korzenie znajduj si pomidzy duchami. I jest on jak 
ogromny acuch, ktrego korzenie znajduj si pomidzy duchami. I jest on jak ogromny 
acuch, ktrego ostatnie koa wisz tam, gdzie mieszkaj duchy. I jest on jak ogromne 
morze, ktre nigdy nie wysycha, bo leci we nieprzebrany strumie duchw i cigle je 
napenia... 
Meir odszed od grupy suchajcej meameda i zbliy si ku oknu. Tam dwaj modzi 
ludzie z czoami w doniach, z gbokim zamyleniem rozprawiali o tym, gdzie i jak napisane 
stoi, e czowiek, ktry w noc witeczn idc cienia swego nie ujrzy, w tym samym roku 
umrze... 
Meir obejrza si dokoa. W przylegej izbie starsze niewiasty zebrawszy si skupionym 
kkiem toczyy gon rozmow o gospodarstwie swym i wielkim rozumie swoich maych 
dzieci; mode dziewczta przysiadszy w kciku nisko przy ziemi szeptay pomidzy sob, 
rozplatay dugie warkocze swe, chichotay i nuciy z cicha. 
Z twarzy Meira wida byo, e nie czu si on pociganym do adnej z licznych jednak 
gromadek ludzkich, dom napeniajcych. Znajdowa si pomidzy swoimi, pomidzy tymi, 
ktrzy najblisi mu byli krwi i sercem, a jednak... Mona by rzec, i znajdowa si na 
pustyni, tak samotnie stan na rodku izby i takim smutnym, znudzonym okiem powid 
dokoa. Wkrtce nie byo go ju w izbie. Zstpowa ze wschodw gankowych i przez plac 
ciemny skierowa si ku dugiemu, niskiemu domostwu reba Jankiela. 
* 
Po rzsicie owietlonych, obszernych, czystych i ludnych izbach domu dziada jego 
mieszkanie reb Jankla, waciciela najwikszej w Szybowie obery, handlarza gorzak i 
urzdnika kahau, wyda si musiao Meirowi ciasnym, ciemnym, brudnym i smutnym. 
36 
W czasie gdy tam uczta sobotnia zaledwie przed chwil ukoczon zostaa, tu od dawna 
ju sprztnito z rodzinnego stou wieczerz, ktra krtko trwaa, bo bya szczup; i 
odbywaa si w pospnym milczeniu, przerywanym tylko gderliwym swarzeniem 
zoliwymi ucinkami ojca rodziny. Wiadomym byo zreszt powszechnie, e reb Jankiel 
skpym by, wielkie pienidze zbiera, a o porzdki i wygody domowe mao dba, bo sam w 
domu przebywa bardzo rzadko, trudnic si dzierawieniem gorzelni i karczem po wsiach 
ssiednich, a do miasteczka zagldajc wtedy tylko, gdy wymagay tego religijne obchody 
albo kahalne interesy. ona jego, Jenta, i dwie dorastajce jej crki trudniy si 
gospodarstwem zajezdnego domu, nie zasiaday nigdy do wsplnego stou z mskimi 
czonkami rodziny, peniy funkcje i zajmoway stanowisko pierwszych suebnic domu. 
Przyjazne gwarne pogadanki, ktre napeniay ciany Ezofowiczw, tu znanymi nie byy. 
Dostatek ukazywa si wtedy tylko, gdy reb Jankiel przyjmowa dostojnych goci jakich: 
witego rabina, ktrego by ulubiecem, kahalnych swych kolegw lub bogatych kupcw. 
Czysto i wesoo nie ukazyway si tu nigdy. 
W pierwszej izbie, do ktrej wszed Meir przez drzwi otwierajce si do przepacistej, 
ciemnej sieni, dopala si na stole jeden tylko ogarek tej wieczki tkwicy w otuszczonym 
mosinym lichtarzu. Zapach jada tylko co sprztnitego ze stou miesza si tu ze stchlizn 
brudnych cian i tuszczowymi wyziewami okopconego komina. Cicho tu byo i pusto 
zupenie. W drugiej za to izbie, w ktrej adne ju nie palio si wiateko, rozlegao si 
gone chrapanie pana domu zasypiajcego ju snem twardym. W trzeciej, maej i tak 
zastawionej kami i kuframi, e zaledwie wymin je byo podobna, przy chwiejnym 
wiateku lampki poncej na piecu obwieszonym suszcymi si szmatami, Meir ujrza 
niewyran wrd mroku posta niewieci, ktra koyszc nog kolebk, cichym nuceniem 
usypiaa dzieci z cicha, te paczce. Powita j przechodzcy skonieniem gowy i 
przyjaznym sowem. Pozdrowia go wzajemnie i wrd miarowego stuku kolebki, jak te 
chrapania kilku picych w izbie osb nucia dalej. 
Za niskimi drzwiczkami sycha byo stumiony gwar kilku rozmawiajcych mskich 
gosw. Meir otworzy drzwiczki te i znalaz si w izdebce Eliezera, kantora o biaej twarzy i 
cudownym gosie. 
Elizer nie by sam jeden. Wraz z nim przy stole, na ktrym palia si ta wieczka, 
siedziao kilku modych ludzi, ktrzy naleeli do rodziny Ezofowiczw i wraz z Meierem 
jedli dnia tego wieczerz. Meir odetchn szerzej, dlatego moe, i w izdebce kantora mnie 
duszne i cuchnce jak w innych czciach mieszkania tego panowao powietrze albo e 
znalaz si wrd twarzy, na ktre patrze lubi i ktre te na widok jego owieciy si 
przyjaznymi umiechy. 
Eliezer podnis turkusowe swe oczy na twarz przybyego, gdy ten w milczeniu zaj 
miejsce przy stole. 
 Meir!  rzek mikkim gosem. 
 A co?  zapyta go. 
 Ty dzi nie mia cierpliwoci i niepotrzebne rzeczy meamedowi gada! Mnie o tym o  i 
ju opowiedzieli. 
Wskaza na obecnych modych chopcw. Meir przenikliwy i drwicy nieco wzrok utkwi 
w biaej twarzy piewcy. 
 Czy ty, Eliezerze, naprawd mwisz, e te rzeczy, ktre ja dzi meamedowi 
powiedziaem, niepotrzebne byy i ze?  zapyta z wolna. 
Kantor pochyli gow. 
 One byy dobre  rzek  ale ty ich nie powiniene mwi, bo na ciebie za to wielkie 
nieprzyjemnoci mog spa. 
Zamia si mody czowiek z przymusem jako i smutnie. 
37 
 Nu!  rzek z determinacj  niech spadaj! Ja duej ju wytrzymywa nie mog i 
milczc patrze i sucha, jak oni wszystkim nam zawrt w gowach robi... 
 Dziecko! dziecko! a co ty na to poradzisz?  ozwa si za rozmawiajcymi gos 
przecigy i leniwy. 
Obejrzeli si. By to flegmatyczny Ber, ktry wszed przez niskie drzwiczki, starannie 
zamkn je za sob i odpowiedziawszy w powyszy sposb na porywczy wykrzyk modzieca 
pooy si z twarz ku sufitowi wzniesion na ku Eliezera. Obecni zwykli zna byli 
widywa go pomidzy sob, nie okazali bowiem na widok jego najmniejszego 
niezadowolenia ani zmieszania, owszem, rozmowa toczya si dalej. Jeden z modych 
chopcw, krewnych Meira, na wsp z powtpiewaniem i miechem, na wp z obaw i 
przejciem si, zacz powtarza kantorowi sowa meameda o En-Sofie i sefirotach, o dniu 
Mesjaszowym i ogromnej rybie, Lewiatanie. Drugi zapyta Eliezera, co myli on o tym, e 
do jest zagbia si w nauk Miszny i Zoharu, aby wszystkie wystpki swe mie 
odpuszczone. 
Elizer sucha w milczeniu i z pochylon twarz. Dugo nie odpowiada, potem podnis z 
wolna gow i rzek: 
 Czytajcie Tor! Tam napisane stoi: Jeden jest Bg! Jehowa! Nie znajduje On 
zadowolenia swego w ofiarach waszych, piewach i kadzidach, ale da od was, abycie 
miowali prawd, bronili ucinionych, nauczali ciemnych i leczyli chorych, bo te s pierwsze 
powinnoci wasze! 
Dwaj modzi ludzie szeroko roztworzyli oczy. 
 Nu!  zawoali jednogonie  czy meamed nieprawd mwi? 
Eliezer milcza znowu dugo. Wida byo, e rad by by nie odpowiada. Ale mode, 
niecierpliwe rce szarpay go za rkaw odziey, domagajc si odpowiedzi. 
 Nieprawd!  odrzek na koniec niemiaymi usty. 
W tej chwili Meir pooy mu do na ramieniu. 
 Eliezer!  rzek  ty mnie tak samo powiedzia dwa lata temu, kiedy z wielkiego miasta, 
gdzie ciebie piewa uczyli, wrcie. Ty wtedy otworzye oczy moje, co same ju zaczynay 
szuka wiata, i nauczye mi, e my nie jestemy prawdziwi izraelici, e wiara nasza nie 
jest ju t wiar, ktr nam dano na grze Synaj, e judaizm zmci si i zabrudzi jak woda, 
kiedy w ni gar bota rzuc, i e od tego bota poczerniay gowy nasze i serca. Ty mnie to 
powiedziae, Eliezerze, i ja  przejrzaem. Od tego czasu ja kocham ciebie jak brata, ktry 
dopomg mi wyj z ciemnicy, ale od tego czasu take ja czuj na sercu wielk ciko i 
wielk tsknot... 
 Eliezer uczy ciebie, Meirze, i Eliezer milczy... A ty, ucze jego, gada zaczynasz  
ozwa si gos Bera, w ktrego leniwych dwikach przebrzmiewao szyderstwo. 
 ebym ja umia gada!  zawoa mody czowiek z roziskrzonym okiem  i ebym ja 
wiedzia, co i jak robi! 
I po chwili doda ciszej: 
 Ale ja ani gada, ani robi nie umiem... Ja prosty, ciemny yd! Mam tylko w sercu 
wielk nienawi dla tych, co oszukuj, i wielk mio dla oszukiwanych... 
 I wielk zuchwao!  wtrci niedbale wycignity wci na ku Ber. 
 Zuchwaoci ja dotd nie mia, ale... ale ebym tylko wiedzia, co zrobi, tobym j mia! 
Przez kilka chwil panowao milczenie. Przerwa je Meir. 
 Ty szczliwy jeste, Eliezerze! 
 A czemu ja szczliwy? 
 Na szerokim wiecie bye, rozumne rzeczy widziae, mdrych ludzi suchae... Aj! aj! 
eby to mnie na szeroki wiat!... 
 Eliezer! opowiedz nam co o szerokim wiecie!  ozwali si dwaj modzi chopcy. W 
oczach ich wlepionych w twarz kantora malowaa si ciekawo i dziwna tsknota. 
38 
Eliezer jedynym by rd modziey szybowskiej modziecem, ktry widzia wiat 
szeroki. Zawdzicza to cudownemu gosowi swemu, dla uksztacenia ktrego wysano go 
na nauk do wielkiego miasta. Wszystko, co mia on do opowiedzenia, opowiedzia by ju 
wsptowarzyszom swym od dawna. Zasb to zreszt nie by wielki. Ale oni suchaliby go 
chtnie co dzie, gdyby co dzie jedno i to samo opowiada im on chcia. Jak wyglda 
wielkie miasto? Jakie tam wysokie domy stoj i pikne pojazdy po ulicach jed? Jacy 
ludzie bogaci, grzeczni i uczeni w domach tych mieszkaj i ilu pomidzy nimi znajduje si 
izraelitw, ktrzy moc pienidzy, pikne pokoje, bogate suknie i wielki szacunek u ludzi 
maj? A dlaczego wszyscy ich szanuj? Czy dlatego, e oni bogaci? Nie, bo i w Szybowie 
bogaci kupcy s, a puryce wtedy tylko szacunek im okazuj, kiedy potrzebuj ich pienidzy, a 
kiedy nie potrzebuj, to bardzo brzydko i ze wzgard do nich i o nich mwi. Ich szanuj 
dlatego, e oni wiele uczyli si i umiej, ale nie tylko Miszny i Gemary uczyli si, ale rnych 
innych bardzo piknych i potrzebnych nauk. A dlaczego w Szybowie nie ma szkoy takiej, 
ktra by nauk tych uczya, i dlaczego rabin Izaak i reb Mosze mwi, e te nauki to sodomska 
winnica i cudze pomienie i e kady prawy Izraelita ucieka od nich powinien? 
 Eliezer! jak to tam wielkie wozy bez koni po wiecie chodz i kto je tak mdrze 
wymyli? 
 Eliezer! czy tam wszyscy Izraelici koszery zachowuj? 
 Eliezer! co tam mwi o naszych rabinach Todrosach? 
 le mwi. 
Wielkie zdziwienie! Izraelici sami na szerokim wiecie le mwi o Todrosach i w En-
Sofa ani w sefirotw, ani w ca Kaba nie wierz? 
 A co oni mwi o Talmudzie? 
 Oni o Talmudzie mwi, e to pikna i mdra ksiga jest przez mdrych i witych ludzi 
napisana, tylko e j skrci trzeba i wiele z niej powyrzuca, bo teraz czasy nastay inne i to, 
co byo kiedy potrzebne, teraz jest ju szkodliwe. 
Wielkie znowu zdziwienie! Talmud trzeba skrci, bo Gemary trudno bardzo uczy si i 
ona pami i rozum u dzieci zabija. 
Prawda! Pytajcy pamitaj sami, jak im trudno byo uczy si Gemary i jak meamed bi 
ich srodze za to, e ona im do gowy wchodzi nie chciaa, i jak oni od tego sabli na pamici 
i rozumie, a may Lejbele, syn biednego krawca, zosta nawet od tego na zawsze gupim i 
chorym! 
A kto to kiedy skrci Talmud i uczyni go atwiejszym do nauczenia si? 
 Skrci go wielki i wity mdrzec, Mojesz Majmonides, ktrego potem rabini wyklli. 
Rabini wyklli wielkiego i witego mdrca? Rabini wic mog by li i niesprawiedliwi i 
nie zawsze wierzy trzeba w to, co oni mwi! 
 A co napisa wicej Mojesz Majmonides, ktrego potem rabini wyklli. 
 On napisa jeszcze More Nebuchim, przewodnik dla zbkanych... mdr i pikn 
ksik, ktr czytajc chce si czowiekowi paka z czuoci i mia si z radoci! 
 A masz ty t ksik, Eliezer? 
 Mam! 
 A skd ty j masz? 
 Da mi j jeden Izraelita, ktry tam w wielkim miecie jest wielkim adwokatem. 
 Eliezer, przeczytaj nam co z tej ksiki! 
W taki to sposb naiwnym umysom tym, mimowiednie tsknicym za socem wiedzy i 
szerokim onem caej ludzkoci, objawia si czstkowo i chaotycznie wiat wirujcych po 
szerokich przestworzach zjawisk i myli. Nie wyrabiay si z tego stae przekonania adne, 
nie wysnuwaa si jasno przewodnia ni innego, lepszego ycia, ale w sumienia wchodziy 
wtpliwoci, w piersi pragnienia, mode oczy przesaniay si smutkiem myli poczynajcej 
czu swe kajdany. 
39 
Pno ju byo, gdy po dugiej rozmowie modziecy powstali z siedze swych i stanli 
naprzeciw siebie z pobladymi twarzami i gorejcym wzrokiem. Po chwilowym milczeniu 
Meir ozwa si: 
 Eliezerze! czy my nigdy wielkim gosem nie krzykniem do ludu, aby rozejrza si i 
przejrza? Czy my zawsze gni bdziemy jak robaki przesypane ziemi i patrze, jak lud cay 
dusi si i gnije? 
Eliezer spuci ku ziemi zawe swe oczy, wznis w gr biae rce i harmonijnym gosem 
swym wyrzek: 
 Ja za lud mj co dzie piewam i pacz przed Panem! 
Meir uczyni gest niecierpliwoci, a w teje chwili Ber podnoszc si ciko z ka 
zamia si grubym, pospnym miechem. 
 piewaj i pacz!  rzek do Eliezera  ciebie twj srogi ojciec takim wielkim strachem 
napeni, e ty nic innego zrobi nigdy nie bdziesz mg... 
Potem pooy do na ramieniu Meira i doda: 
 Ten tylko zuchway jest i  przeciwko wodzie popynie. Ale woda mocniejsza od 
czowieka. Gdzie ona jego zaniesie? 
Opuszczajc mieszkanie Jankla Meir zobaczy znowu w jednej z izb t sam, co wprzdy, 
posta niewieci siedzc nad kolebk upionego dziecka. Pochylia si ona tylko i obu 
okciami o brzeg kolebki wsparta drzemaa. wiateko lampki poncej na piecu padao teraz 
wprost na ni, owiecao szafirowy, podarty kaftan, ktry okrywa plecy jej i piersi, nie 
okrywajc ramion, ocignitych rkawami grubej koszuli. Na gowie miaa ona jeszcze 
czepiec witeczny z wielkim, zmitym kwiatem, ktrego czerwona barwa dziwnie odbijaa 
przy zkej, pomarszczonej skrze niskiego czoa i zwidych policzkw. Niestara to 
jeszcze bya niewiasta, ale spracowana, sterana, znkana. Jedno na ni spojrzenie wystarczao, 
aby przekona si, i ycie jej upywao rd trudw i upokorze i e nie odwieya go nigdy 
adna kropla domowego szczcia. Patrzc na ni atwo te byo zgadn, i nie doyje ona, 
jak Frejda, ona heretyka Hersza, stuletniej rocznicy swych urodzin i e nie bdzie z wolna i 
sodko usypia do snu wiecznego wrd bogiego sercu jej gwaru licznych wnukw i 
prawnukw. Jenta, ona pobonego reb Jankla, bya duchem zabitym w zmordowanym 
ciele... 
Kiedy kroki odchodzcych goci, mieszajc si czas jaki z chrapaniem kilku osb gboko 
upionych, umilky, Eliezer stan w niskich drzwiach swej izdebki i przez kilka sekund 
spoglda z dala na drzemic matk. 
 Mame!  ozwa si z cicha  czemu ty si spa nie pooysz? Maa Chajka zasna 
dawno i paka ju nie bdzie. Po si i ty, mame... spocznij. 
Szept syna dosign drzemicej gowy Jenty. Podniosa powieki, zwrcia wzrok mtny 
ku wysmukemu modziecowi, ktrego delikatna twarz wiecia rd zmroku biel alabastru 
i  o dziwy!  mae, mruce si jej oczy mruy si przestay, a z bezbarwnych renic 
wymkno si wiateko radoci. 
 Eliezer! chod tu!  szepna. 
Modzieniec zbliy si i usiad na krawdzi ka. 
 Jak ja mog zasn?  szeptay do te, zwide wargi kobiece  kiedy moja gowa 
taka biedna! Chajka chora i co moment zapaka moe, a jak ona zapacze gono, Jankiel 
obudzi si i w wielk zo wadnie. 
 pij, mame!  odszepn syn  a ja tu posiedz i Chajk koysa bd... 
ta, pomarszczona twarz, z wielk, czerwon r nad czoem, pochylia si i spocza 
nie na wysoko usanych, brudn bielizn okrytych poduszkach, ale na kolanach siedzcego 
obok modzieca. 
Eliezer wspar rami o krawd kolebki, czoo zoy na doni i duma. Niekiedy porusza 
nog bieguny kolebki i z cicha nuci. 
40 
 Oj! biedna, biedna moja gowa!  szeptaa przez sen drzemica na kolanach syna ta 
twarz kobieca. 
 Biedna gowa twoja, o Izraelu!  w zadumie szeptay rowe usta czuwajcego nad 
kolebk modzieca. 
* 
Kiedy tak dziao si w mieszkaniu reb Jankla, maa i zwinna posta ludzka mkna w 
ciemnociach przez obszerny podwrzec szkolny ku stojcej przy nim niskiej chatce rabina 
Izaaka Todrosa i znikna za niskimi drzwiami jej, ktre zamkny si za ni z gonym 
skrzypniciem. 
Skrzypniciu temu odpowiedzia z wntrza chatki gos mski, o czystym, lecz niskim, 
basowym brzmieniu: 
 Czy to ty, Mosze? 
 Ja, nassi! suga twj wierny! ndzny podnek stp twoich! Niech sen twj nawiedzaj 
anioowie pokoju! Niech kade tchnienie ust twoich wonne bdzie i przyjemne tobie, jako 
oliwa zaprawiona mirr! A kiedy ty spa bdziesz, niech dusza twoja kpie si z wielk 
rozkosz w strumieniu duchw. 
Basowy gos wychodzcy z wntrza ciemnej izby znajdujcej si za malutk, rwnie 
czarn sionk zapyta: 
 A gdzie ty tak dugo by, Mosze? 
Czowiek znajdujcy si w sionce odpowiedzia: 
 Ja wieczerz sobotni jad w domostwie Ezofowiczw. U Ezofowiczw wiec sabaty ze 
wspaniaoci wielk i ja do nich na sobotnie wieczerze czsto chodz, aeby dusz swoj w 
wielkiej wesooci utrzymywa! 
 Ty dobrze robisz, Mosze, e w sabat dusz swoj w radoci utrzymujesz. A co tam u nich 
sycha? 
 le sycha, nassi! Midzy rami i liliami lgnie si tam bardzo brzydki robak! 
 Jaki to robak? 
 Robak taki, co wit wiar nasz gryzie i z Izraela zrobi moe lud gojw i 
chazarnikw! 
 A w czyim sercu lgnie si ten brzydki robak? 
 On lgnie si w sercu Meira Ezofowicza, wnuka bogatego Saula. 
 Mosze! czy ty zobaczy robaka tego wasnymi oczami i posysza go wasnymi uszami? 
Mw, Mosze! Na mojej gowie ley wielki ciar wszystkich dusz, co s w tej gminie, i ona o 
wszystkim wiedzie powinna. 
W sionce panowao przez chwil milczenie. Czowiek, ktry tam wrd gbokich 
ciemnoci siedzia w skurczonej postawie u zamknitych drzwi witego rabina, zbiera zna 
myli swe i wspomnienia. Po chwili chrapliwym swym i piewnie zanoszcym si gosem 
mwi zacz: 
 Ja na wasne oczy widziaem i na wasne uszy syszaem. Meir Ezofowicz nie odprawia 
dzi sobotniego Kiduszu z ca famili swoj i przyszed do domu wtedy, kiedy sabat dawno 
ju by zacz si. Ja jego zapytaem si, co on robi, a on mnie powiedzia, e broni od 
wielkich napaci chat Abla karaima i wnuczki jego, Gody... 
Umilk. Basowy gos we wntrzu zamknitej izby wymwi: 
 On broni odszczepiecw i naruszy sabat! 
41 
 On w wity dzie sabatu duszy swojej w radoci nie utrzymuje. Smutny przyszed i 
smutny przez ca wieczerz by. A dlaczego on smutny? Bo dusza jego rwie si do gojw i 
do ich nauki... 
 Niech wyklt bdzie nauka ta! niech Izrael ucieka od niej i niech nie przebaczy jej Pan! 
 wymwi za drzwiami gos basowy. 
 On mwi, e w witych ksigach Izraela nie ma nic napisanego o En  Sofie ani o 
sefirotach i e Przedwieczny odszczepiecw przeladowa nie kae... 
Basowy gos wyrzek: 
 Obrzydliwoci lej si z ust modzieca tego. W ciao jego przesza dusza pradziada 
jego, Hersza Ezofowicza. 
 Nassi!  goniej ni dotd zawoa Mosze. 
Niewyrane mruknicie za drzwiami zachcio go do dalszego mwienia: 
 On szuka bdzie pisania Michaa Ezofowicza, Seniora, ja to z oczw jego widziaem, i 
on pisanie to znajdzie! A jak on je znajdzie i ludowi gono przeczyta, zbuntuje si przeciw 
twoim naukom duch Izraela! 
Dugie po sowach tych panowao milczenie, a gos basowy ozwa si znowu: 
 Kiedy on pisanie to znajdzie, spocznie na gowie jego cika prawica Pana i w proch j 
rozsypie... Mosze! a co on po wieczerzy robi? 
 On poszed do domu reb Jankiela i z kantorem Eliezerem dugo rozmawia  ja 
przechodzi tamtdy i przez okno widzia. 
 Mosze! a kto by tam wicej? 
 Byli tam Chaim i Mendel, co oni z Ezofowiczami w pokrewiestwie s, i Ber, zi 
Saula... 
 A co oni pomidzy sob mwili? 
 Nassi! dusza moja wesza w ucho moje, kiedy ja pod ich oknem sta... Oni bardzo 
narzekali, e ich w wielkiej ciemnoci trzymaj i e prawdziwa wiara Izraela zbrudzia si jak 
woda, kiedy w ni kto rzuci gar bota... Ale Eliezer mwi, e on na to wielkie skargi przed 
Pana zanosi piewajc i paczc, a Meir mwi, e piewa i paka nie do, ale trzeba od 
ludu wielkim gosem krzykn i zrobi co, aeby on innym by, jak jest... 
 Pokolenie jaszczurcze...  mrukn gos z gbi chaty. 
 Kto jest pokoleniem jaszczurzym, nassi?  pokornie zapyta Mosze. 
Po chwilowym milczeniu odpowiedziano w ciemnociach: 
 Rd Ezofowiczw! 
42 
III 
Par miesicy mino. Ciepy dzie majowy koczy si wieczorem wonnym i pogodnym. 
Niewiele przed zachodem soca brzegiem wskiej uliczki, najuboszymi spomidzy 
wszystkich domostwami ostawionej, postpoway z wolna dwie istoty. Jedn z nich bya koza 
biaa jak nieg, drug  dziewczyna wysmuka i chuda. Koza sza naprzd, podskakiwaa co 
chwila, aby uczepi si gazi drzew rosncych tu i wdzie. Wydawaa si zwinn, swawoln 
i szczliw. Idca za ni dziewczyna powan bya i zamylon. Wiek jej trudno by byo 
okreli. Moga mie lat trzynacie albo siedemnacie. Jakkolwiek bowiem wysok bya, 
ksztaty ciaa jej, drobne, suche, z powstrzymanym moe rozrostem, wydaway si 
dziecinnymi. Ale chd jej i wyraz twarzy posiaday powag i smutek wczesnej dojrzaoci. 
Na pierwszy rzut oka wydawaa si brzydk. Nie przyozdabia j wcale, wdzikw jej, jeeli 
miaa jakie, nie uwydatnia strj ubogi, zoony ze spowiaej perkalikowej sukni, spod ktrej 
wskich fad ukazyway si stopy na wp tylko okryte obuwiem grubym i pytkim, a ktrej 
stanik luny i obwisy kry si u szyi pod kilku sznurami drobnych, w rne ksztaty 
poamanych korali. Od czerwonoci jedynej tej zbytkownej ozdoby jej stroju ywo odbijaa 
gboka niado okrywajca chude i zapade nieco jej policzki; pod gstymi brwiami 
wielkie, gboko osadzone oczy patrzay czarn jak aksamit renic, a nad wskim, ciemnym 
czoem wiy si spltanymi kdziory wosy hebanowej czarnoci. 
W caej postaci dziecka tego czy tej kobiety byo co dumnego i dzikiego zarazem. Sza 
wyprostowana, powana, zamylonym wzrokiem miao patrzca kdy w dal  lecz przy 
kadym ywszym usyszanym szmerze ludzkich gosw przystawaa i przycisnwszy si do 
potu albo ciany spuszczaa oczy, nie trwonie, pospnie raczej i niechtnie, tak jakby 
wszelkie spotkanie si z ludmi przykrym jej by musiao. Jedna tylko biaa koza nie 
sprawiaa jej obecnoci sw adnej przykroci. Owszem, wioda ona za ni od chwili do 
chwili bacznym wejrzeniem, a gdy zwinne stworzenie oddalao si od niej zbytecznie, 
przywoywaa je ku sobie przyciszonymi, krtkimi wykrzyki. Wzajemnie koza rozumiaa j 
zna dobrze i woaniu jej posuszna wracaa ku niej z pytajcym jakby beczeniem. U koca 
ciasnej, biednej uliczki bysna wiea, majowa, ros operlona i socem pozocona 
zielono. Bya to czka niewielka, tu za miasteczkiem leca, z jednej strony otoczona 
gstym brzozowym gajem, z drugiej otwierajca si na ogromne rozogi pl., za ktrymi w 
gbokiej dali sinia dugi pas wielkich borw. 
Na widok czki dziewczyna nie przypieszya jednak kroku, owszem, zwolnia go, a po 
chwili przywoawszy ku sobie koz sw i rk ujwszy jeden z maych jej rokw stana. 
Stana i patrzaa na ruchliw scen, ktra odbywaa si na czce i od ktrej dolatywa uszu 
jej gwar zmieszany z dziecicych miechw, krzykw i ze zwierzcych becze. Zrazu scena 
ta wydawaa si tylko tumnym i chaotycznym migotaniem po zielonym tle stworze 
mlecznej biaoci i pstrokatych postaci dziecinnych. Po duszym dopiero patrzeniu rozezna 
mona byo kilkanacie maych dziewczt spdzajcych z pastwiska kilkadziesit kz. 
Dziewczta byy swawolne i pieszyy si do domw. Kozy byy uparte i chciay pozosta 
na ce. Pomidzy jednymi i drugimi zawizyway si uporne walki, w ktrych zwierzta 
odnosiy nad dziemi najczstsze zwycistwa. Wymykay si one z rk przewodniczek swych 
i w zwinnych podskokach biegy ku porastajcym gdzieniegdzie k krzaczastym 
leszczynom. Dziewczta goniy je, a dogoniwszy i pochwyciwszy obu rkami dugie pasma 
szorstkiej ich sierci nie wiedziay, co czyni dalej. Jedne przyzyway na pomoc towarzyszki 
43 
swe, rwnie jak one zajte i zakopotane, inne zabiegay drog nieposusznym pupilom i gdy 
ju znajdoway si naprzeciw nich, wycigay przed siebie oba ramiona obroczym gestem, 
inne jeszcze topiy obie rce w kdziorach swych wosw i wydaway rozgone krzyki 
rozpaczy albo upaday na ziemi i tarzajc si po mikkiej murawie zanosiy si swawolnymi 
miechy. Krzyki te, miechy i woania poczone z przecigym beczeniem kz 
pochwytyway powiewy ciepych wiatrw lecce nad k i niosy je pomidzy pospne 
uliczki miasteczka, na szerokie zote bonia, w dalekie gbie gaju. W pozoconym te 
powietrzu migotay i przelatyway krzyujc si ze sob nagie, drobne stopy depczce zielon 
traw, mae gowy okryte wosami wszech odcieni, od czarnoci hebanu do czerwonoci 
miedzi i bladej toci lnu. 
Wysmuka, powana dziewczyna, przebywajca wraz ze swawoln, lecz posuszn koz 
sw ciasn uliczk ku ce wiodc, stojc przypatrywaa si ruchliwej i gwarnej scenie 
wzrokiem obojtnym. Zna byo, e nie ncia j tam wesoo ani pocigaa ciekawo. Jak 
wprzdy sza, tak teraz staa spokojnie i powanie. Zdawaa si czeka czego, zniknicia 
moe z zielonego kawaka gruntu migoccych tam gw i brzmicych krzykw dziecinnych. 
Krzyki te zlay si po chwili w jeden chralny okrzyk. Zwiastowa on rado i tryumf 
powszechny. Po dugich walkach, gonitwach i wysileniach kozy opanowanymi na koniec 
zostay, ani jedna z nich nie pozostaa ju przy pontnych im krzakach leszczyny, lecz 
wszystkie znalazy si w mocy swych przewodniczek, ktre teraz ju w jedn spjn zebray 
si gromadk. Jedne z nich wiody uparte i do buntu zawsze gotowe stworzenia za krtkie ich 
rki, cignc je z caej siy za sob i przechylajc gowy ich a prawie do ziemi, inne obu 
ramionami objwszy ich szyje biegy wraz z nimi krokiem podskakujcym i piesznym, inne 
jeszcze, najmielsze i najsilniejsze, dosiady niskich ich grzbietw i unoszone przez 
osobliwych wierzchowcw tych, cienionymi piciami trzymajce si najduszych pasem 
ich sierci, penym kusem leciay ku miasteczku. Caa kawalkada ta, tumna i gona, 
wcisna si w jedn z szerszych ulic miasteczka i znikna w kbach kurzawy. 
Zielona czka bya teraz pust i cich, lekki wiatr tylko szemra w gaziach brzz i 
leszczyny, a od zachodzcego soca spuszcza si na ni przezroczysty obok rowy. 
niada dziewczyna uwolnia z objcia szyj swej kozy, pieszniejszym ni wprzdy 
postpia krokiem i po chwili znalaza si na skraju czki. 
Tu jednak stana i wzrok utkwia w punkt jeden z nagym jakby osupieniem radoci. 
Punktem tym by gruby pie brzozowy obalony przez wichry i u samego podna gaju 
lecy, a na ktrym z du ksig na kolanach rozwart siedzia mody mczyzna. 
Osupienie dziewczyny krtko trwao. Z oczami utkwionymi w schylon nad ksig twarz 
modzieca, prosta i lekka, przesza ona ca szeroko ki, a stanwszy tu przy pniu, na 
ktrym on siedzia, pochylia si, rk jego w swe ciemne donie pochwycia i do ust swych j 
podniosa. 
Zatopiony w czytaniu mody czowiek podnis szybko gow, zdumionym wzrokiem 
okry twarz dziewczyny, cofn szybko rk sw z jej ucisku i spon cay gorcym 
rumiecem. 
 Ty mnie nie znasz?  wyrzeka dziewczyna stumionym nieco, ale nie drcym 
bynajmniej gosem. 
 Nie  odpowiedzia mody czowiek. 
 A skd moesz mi zna? Ale ja znam ciebie. Jeste Meirem Ezofowiczem, wnukiem 
bogatego Saula. Widuj Ci czsto, jak siedzisz na ganku piknego domu swego albo jak z t 
ksik przechodzisz koo karaimskiego wzgrza. 
Wszystko to wymwia gosem pewnym, z wyprostowan sw i powan postaw. Na 
twarzy jej nie ukaza si najlejszy wyraz zmieszania ni niemiaoci, nie wybi si na ni 
najsabszy cie rumieca. Tylko czarne renice jej powikszyy si jakby i zapony gorcym 
blaskiem, a blade, powane usta przybray zarys agodny i mikki. 
44 
 A kt ty jeste?  zapyta z cicha Meir. 
 Jestem Goda, wnuczka Abla karaima, pogardzanego i przeladowanego przez 
wszystkich twoich... 
Teraz dopiero gos jej drgn i ozwao si w nim par brzmie pospnych. 
 Wszyscy twoi pogardzaj i przeladuj Abla karaima i wnuczk jego, God, a ty ich 
bronisz. Ja tobie dawno podzikowa chciaam. 
Meir spuci powieki. Biae czoo jego okrywaa wci rowa barwa rumieca. 
 yjcie w pokoju, ty i dziad twj, Abel  wymwi z cicha  i niech nad biednym domem 
waszym rozpostrze si prawica Przedwiecznego, ktry kocha i broni tych, co cierpi... 
 Dzikuj tobie za dobre sowa twoje  cicho ju szepna dziewczyna; zaraz osuna si 
na traw u ng modzieca i podnoszc nieco splecione rce szeptaa dalej: 
 Ty, Meir, dobry jeste, rozumny i pikny. Imi twoje znaczy wiato i mnie przed 
oczami robio si wiato, ile razy ja zobaczyam ciebie. Ja dawno chciaam ciebie znale i 
porozmawia z tob, i powiedzie, e ja chc przez cae ycie moje do ostatniego dnia o tobie 
myle... Ja tobie chciaam powiedzie, e cho ty wnuk bogatego kupca, a ja wnuczka 
biednego karaima, co koszyki plecie, my jednacy w oczach Pana Przedwiecznego i mnie 
wolno na ciebie oczy podnie i na twoj wiato patrzc by szczliw!... 
I wygldaa w istocie szczliw. niade, zapade policzki jej teraz dopiero opyny un 
pomiennego rumieca, wargi purpur zaszy i drgay, a w czarnych oczach wzniesionych ku 
twarzy modzieca i napenionych uwielbieniem namitnym stay dwie srebrne zy. 
Meir sucha j ze spuszczonym wzrokiem, a gdy umilka, podnis powieki, patrza na ni 
przez chwil i szepn z cicha: 
 Jaka ty wdziczna jeste, Godo, i  pikna! 
Po raz pierwszy w cigu rozmowy swej z Meirem Goda oczy spucia i machinalnie 
zgarnia pocza ku sobie wysokie trawy o puszystych kiciach rosnce dokoa. 
Meir patrzy na ni dugo w milczeniu. Przedziwna niewinno serca objawiaa si w 
zawstydzeniu, ktre mu wci rumiecami okrywao czoo, i w niemiaej radoci, od ktrej 
zdwojonym blaskiem wieciy szare renice jego konice si wci ku ziemi. 
 Usid tu przy mnie  rzek na koniec cichym gosem. 
Dziewczyna podniosa si z ziemi i usiada na wskazanym jej miejscu. Odzyskaa ju ca 
miao sw i powag. Milczc patrzaa na modzieca, ktry nie patrza na ni. 
Milczeli dugo. Milczenie te panowao dokoa, tylko nad gowami ich szemray z cicha 
wysmuke brzozy, a wkoo pobliskiej sadzawki porosej oz botne ptactwo odzywao si 
rzadkim, krtkim krakaniem i gwizdem. 
Meir patrzc wci na cielce si u stp jego gste trawy przemwi pierwszy: 
 Dlaczego tak pno wypdzasz koz sw na pastwisko? 
Goda odpowiedziaa: 
 Bo nie chc przychodzi wtedy, kiedy s tu ze swymi kozami inne dziewczta. 
 Czy i one przeladuj ci take? 
 miej si ze mnie, gdy mi zobacz, przezywaj mi rnymi brzydkimi nazwiskami i 
odpdzaj mi od siebie, ebym blisko nich nie bya. 
Meir podnis na dziewczyn wzrok, w ktrym malowaa si lito. 
 Czy ty, Goda, boisz si tych dziewczt? 
Goda powanie w znak przeczenia wstrzsna gow. 
 Ja ze strachem razem wyrosam  odpowiedziaa, on mj brat i z nim oswoiam si. Ale 
kiedy do domu powracam, tary zejde pyta si: czy ty tam kogo spotkaa? Czy tobie kto co 
zego nie zrobi? Ja przed nim kama nie mog, a jak powiem prawd, stary zejde smuci si 
bardzo i pacze... 
 Czy zejde ci sam wyhodowa? 
Twierdzon skina gow. 
45 
 Tate mj umar i mame moje umara, kiedy ja jeszcze od ziemi nie odrosam tyle nawet, 
co ten maleki krzaczek. Zejde innych dzieci nie mia, wzi mi do siebie i hodowa, i 
koysa mnie, kiedy ja chora byam, i nosi po chacie w rkach swoich, i bardzo caowa. A 
jak ja wyrastaam, prz mi nauczy i czyta w Biblii, i wszystkie pikne historie zna, co ej 
karaimi przynieli sobie z dalekiego wiata... Zejde dobry jest, zejde kochany i taki stary, taki 
stary... i taki biedny... Wosy jego jak nieg od staroci, a oczy od paczu jak korale... Ja 
czsto u ng jego le i kiedy on koszyki plecie, gow moj u niego na kolanach trzymam, a 
on swoj star rk, co bardzo trzsie si, po wosach mi gadzi, wzdycha i mwi: Josejme! 
Josejme! (sierota). 
Mwic to siedziaa w pochylonej nieco postawie, z okciem opartym o kolano, a 
policzkiem ukrytym w doni; koysaa si z lekka i nieruchomym wzrokiem patrzaa w dal. 
Meir patrza teraz w twarz jej jak w tcz, a gdy wymwia ostatni wyraz, mikkim, 
litoci nabrzmiaym gosem powtrzy za ni: 
 Josejme! 
W teje chwili o kilkadziesit krokw za nimi w gstwinie gaju ozwao si po kilka razy 
beczenie kozy. Meir obejrza si. 
 Czy twoja koza nie zabdzi w lesie?  zapyta. 
 Nie  odpowiedziaa spokojnie dziewczyna  ona daleko ode mnie nie pjdzie, a jak j 
zawoam, wrci do mnie. To moja siostra. 
 Strach twj brat, a koza twoja siostra!  z umiechem rzek mody czowiek. 
Dziewczyna zwrcia z wolna gow w stron gaju i wydaa par krtki, urywanych 
okrzykw. Natychmiast w gstwinie zaszumia bieg szybki i pomidzy zielonymi splotami 
brzozowych gazi stano mlecznobiae, o dugiej sierci stworzenie. Stano i patrzao na 
siedzc obok siebie par ludzi czarnymi oczami. 
 Chod tu!  zawoaa Goda. 
Koza zbliya si i stana tu przed ni. Ciemna pomaraczowa a prawie rka Gody 
przesuna si po wycignitej jej szyi, pogadzi j te umiechajc si Meir. Koza wydaa 
krtki wykrzyk, poskoczya i w mgnieniu oka zawiesia si na gazi rozrosej leszczyny. 
 Jaka ona posuszna!  rzek Meir. 
 Ona mi bardzo kocha  powanie odpowiedziaa Goda  jak zejde mnie, tak ja j 
wyhodowaam. Ona bya malekim kolciem, kiedy zejde przynis j raz do domu i mnie 
darowa, i ja j potem na rkach moich nosiam, i z rk moich karmiam; a kiedy ona bya 
chora, piewaam nad ni tak, jak zejde piewa kiedy nade mn. 
Mwic to umiechaa si, miaa pozr dziecka i nie wygldaa na wicej jak na lat 
czternacie. 
 A chciaaby ty mie znowu mae koltko?  zapyta Meir. 
 Czemu nie?  odpowiedziaa  chciaabym bardzo. Jak zejde kiedy duo koszykw 
sprzeda, a ja duo weny naprzd... kupim sobie znw na targu takie biae koltko... 
 A dla kog ty wen przdziesz? 
 S takie dobre kobiety, co mi j daj. Hana, ona Witebskiego, i ciotka twoja, Meir, Sara, 
ona Bera, daj mi prz wen, a potem pac mi miedzianymi, czasem i srebrnymi 
pienidzmi... 
 To ty, Godo, przychodzisz czasem do naszego domu bra wen do przdzenia od Sary, 
ony Bera? 
 Przychodz! 
 A czemu ja ciebie nigdy nie widziaem? 
 Bo oni mnie pod wielkim sekretem woaj i robot daj. Ber i ona jego, Sara, s bardzo 
litociwi ludzie, ale nie chc, eby kto dowiedzia si, e oni zejd i mnie znaj i nam 
pomagaj. Ja do nich przychodz wtedy, kiedy nikogo w domu nie ma, chyba jedna Lijka, 
twoja siostra stryjeczna, Meir, i zawsze tak id, eby mi czarny czowiek nie zobaczy... 
46 
 Jaki czarny czowiek? Kto to ten czarny czowiek?  z zadziwieniem zapyta Meir. 
 Rabbi Izaak Todros!  bardzo cichym, tajemniczym szeptem odpowiedziaa Goda. 
Na dwik wymwionego przez God imienia twarz Meira, rozpromieniona wprzdy, 
litociwa na wp, a na wp zaponiona wzruszeniem, nerwowo drgna. Umilk nagle i 
wpatrzy si w daleki punkt przestrzeni oczami, w ktrych zagray pospne wiata. Zamyli 
si tak gboko, a mu gboka zmarszczka powstaa na biaym czole. Zdawao si, i 
zapomnia nagle o tym, i nie by sam jeden. 
 Meir!  ozwa si tu przy ramieniu jego szept agodny  o czym ty tak zamyli si i 
czemu oczy twoje zrobiy si takie smutne? Imi twoje znaczy wiato. Czy tobie nie 
wieci zawsze soce pociech i radoci? 
Mody czowiek nie zmieniajc kierunku spojrzenia w zadumie wstrzsn powoli gow. 
 Nie!  odszepn  na moim sercu ley wielki smutek! 
Dziewczyna pochylia si ku niemu blisko. 
 Meir!  zawoaa  a skd u ciebie ten smutek na sercu? 
Milcza chwil, potem odpowiedzia z wolna: 
 Std, e u nas czarni ludzi s i e u nas wszdzie tak czarno... tak czarno... 
Dziewczyna spucia czoo na do i jak smutne echo powtrzya: 
 Oj, czarno! 
Meir zamylonymi oczami patrza wci w dal, w stron, kdy dugi szlak lasu rozdziela 
zot rwnin z liliowym skonem nieba. 
 Goda!  ozwa si pgosem. 
 Co, Meir? 
 Czy ty nigdy nie chciaa wiedzie i widzie, co tam, za tym lasem gstym i wysokim, 
dzieje si daleko... daleko, na szerokim wiecie? 
Dziewczyna milczaa. Z postawy jej pochylonej ku modziecowi i oczu jej szeroko 
rozwartych, pomiennych pozna mona byo, e kiedy patrzaa na niego, nic ju wicej na 
caym szerokim wiecie widzie ni wiedzie nie chciaa. 
Ale Meir mwi dalej: 
 Ja bym od ptaka skrzyde sobie poyczy, aby tam, za ten las, daleko polecie... 
 Czy tobie pikny dom bogatego Saula niemiy? czy tobie niemie twarze braci, krewnych 
i przyjaci twoich, e ty by od nich skrzydami ptaka odlecie chcia?  z tumionym 
uniesieniem alu czy przestrachu szepna dziewczyna. 
 Miy mi dom dziada mego, Saula  odszepny usta zadumanego modzieca  i mie mi 
twarze wszystkich braci i krewnych moich... Ale ja bym chcia za ten las polecie, aeby 
wszystko widzie i wszystko wiedzie, i bardzo mdrym sta si, a potem tu powrci i 
wszystkim tym, co w ciemnicy siedz i w kajanach chodz, powiedzie, jak oni maj zrobi, 
eby z ciemnicy wyj i kajdany swoje z siebie otrzsn... 
 I ja bardzo ciekawy  mwi dalej po chwili milczenia  ja bym chcia wiedzie, jakim 
sposobem gwiazdy po niebie chodz i trawy z ziemi wyrastaj... jak wszystkie narody na 
ziemi yj i jakie s rozumne i wite ich ksigi i ja bym chcia wszystkie rozumne ksigi te 
przeczyta i z nich nauczy si myli boej doli ludzkiej, aeby dusza moja staa si tak pen 
wiedzy, jak pen wody jest wielka przepa morza... Ja taki ciekawy... ja tak bym chcia... 
Urwa nagle, bo westchnienie wybuchajce z gbin piersi ognistej, rozebranej 
niewysowion tsknot i nienasyconym pragnieniem, gos mu przerwao. 
Po chwili milczenia doda ciszej: 
 Ja bym chcia by taki szczliwy, jak by rabbi Akiba... 
 A kto to taki by rabbi Akiba?  niemiao zapytaa Goda. 
Zadumane oczy Meira rozwieciy si i bysny. 
 To by wielki czowiek, Godo! Ja jego histori czsto sobie czytam i teraz j czytaem, 
kiedy ty przysza do mnie... 
47 
 I ja duo piknych historii wiem  rzeka Goda  one w mojej duszy wyrastaj jak 
czerwone i pachnce re! Daj ty mi, Meir, jeszcze jedn r tak; niech ona przede mn 
wieci, kiedy ja na ciebie patrze nie bd moga... 
Spojrzenia ich spotkay si. Mikki umiech okry usta Meira. 
 Umiesz po hebrajsku?  zapyta. 
piesznie skina gow w znak twierdzenia. 
 Umiem, zejde nauczy... 
Meir odwrci par kart wielkiej ksigi, ktra na kolanach jego leaa, i gono czyta 
zacz: 
Kolba Sabua by czowiek bogaty. Paace u niego byy wysokie jak gry, a suknie jego od 
zota byszczay, a w jego ogrodach rosy cedry pachnce i palmy z szerokimi limi i kwity 
wonne re Saronu. 
Ale pikniejsz od paacw wysokich, od cedrw pachncych i psowych r, pikniejsz 
od wszystkich dziewic w Izraelu bya crka jego, moda Rachela. 
Kolba Sabua mia tyle trzd, ile gwiazd jest na niebie, a trzody te pasa modzieniec ubogi, 
co wzrost mia wysoki jako cedr mody, a twarz blad i smutn, jak u czowieka bywa, ktry 
dusz swoj z ciemnicy wybawi chce, a nie moe. 
Modzieniec ten nazywa si Jzef Akiba i mieszka na wysokiej grze, po ktrej pasy si 
trzody pana jego. 
I zdarzyo si raz, e pikna Rachela przysza do ojca swego, upada przed nim na ziemi, 
nogi jego caowaa, bardzo pakaa i mwia: Ja chc pj za Akib i mieszka w tej niskiej 
czarnej chatce, co stoi tam na wierzchoku gry i w ktrej on mieszka! 
Kolba Sabua by czowiekiem dumnym i twardego serca. Wielkim on unis si gniewem 
na crk swoj, pikn Rachel, i zakaza jej myle o modym pasterzu. 
Ale pikna Rachela wysza z wysokiego paacu nic nie zabrawszy z sob prcz czarnych 
oczw swoich, ktre jak wielkie brylanty byszczay zami, i czarnych swych wosw, co 
podnosiy si nad jej czoem jak wielka korona. I posza na wysok gr, do czarnej chatki 
wesza i powiedziaa: Akibo! oto ona twoja do domu twego wchodzi! 
Akiba by w wielkiej radoci, wypi z oczu Racheli jej zy brylantowe, a potem bardzo 
pikne rzeczy zacz jej mwi. Mdre sowa jak mid lay si z ust jego, a ona suchaa i 
szczliw bya, i powiedziaa: Akibo! ty bdziesz wielk gwiazd, co nad drogami Izraela 
zawieci! 
Kolba Sabua by czowiek dumny i twardego serca. Nie posa on crce swej na wysok 
gr adnej ywnoci ani adnej sukni i mwi: Niechaj gd pozna i zobaczy ndz. 
Pikna Rachela poznaa gd i zobaczya ndz. by taki dzie, e nie miaa ona czego 
woy w usta Akiby i zamylia si bardzo nad tym, e m jej godny. 
Akiba mwi: Nic to, e ja godny! i zacz jej znowu mdre rzeczy opowiada, ale ona 
wstaa, z wielkiej gry zbiega, do miasta wesza i zawoaa: Kto mi da miark jagy za t 
czarn koron, co j na gowie nosz? I dali jej miark jagy, a czarn koron, co pikniejsza 
bya jak brylant i pery, z czoa jej zdjli. 
Wrcia na gr, do maej chatki wesza i powiedziaa: Akibo! usta twoje mam ju czym 
nakarmi, ale dusza twoje godna i pokarmu dla niej ja nie dostan! Id ty w wiat i karm 
dusz swoj wielk mdroci, co z ust uczonych pynie. Ja tu zostan, przed progiem domu 
twego usid, prz wen i pasa trzody bd, i patrze na t drog, ktr ty kiedy 
powrcisz jak soce, ktre powraca na niego, aby ciemnoci nocy rozpdzi. 
Akiba poszed... 
Tu gos czytajcego urwa si i oczy jego opuciy karty ksiki, tu bowiem przy jego 
ramieniu ozwa si zdziwiony jakby i pytajcy szept: 
 Akiba poszed? 
Wymwia to Goda z szeroko rozwartymi oczami i oddechem zapartym w piersi. 
48 
 Akiba poszed!  powtrzy Meir i znowu czyta pocz: 
Pikna Rachela przed progiem domu jego usiada, wen przda, trzod pasa i na drog 
patrzaa, ktr powrci on mia, jasny cay od wielkiej mdroci. 
Siedem lat przeszo. I by wieczr taki, w ktrym miesic leje na ziemi morze srebrnej 
wiatoci, a drzewa i trawy stoj cicho i nie ruszaj si, jakby wion na nie duch 
Przedwiecznego, co witu niesie pokj i cisz. 
Tego wieczora zza wysokiej gry wyszed czowiek wysoki i blady. Nogi jego trzsy si 
jako licie, gdy nimi wiatr miota, a rce podnosiy si do nieba. A kiedy on zobaczy ma, 
biedn chatk, zy wielkim strumieniem puciy si mu z oczu, bo by to Akiba, m piknej 
Racheli. 
Akiba stan przy oknie chatki swojej, ktre otwarte byy, i sucha, jacy tam w niej ludzie 
gadali. 
Gadaa tam ona jego, Rachela, z bratem swoim, ktrego ojciec jej przysa do niej. 
Powr do domu Kolby Sabuy mwi jej brat, a ona odpowiedziaa: Czkam tu na Akib i 
domu jego strzeg. Brat mwi: Akiba nie wrci ju nigdy. On porzuci ciebie i wielki 
wstyd tobie zrobi. Ale ona odpowiedziaa: Akiba mi nie porzuci. Ja jego sama posaam 
do rda mdroci, aeby on z niego pi. On ze rda mdroci pije, a ty kpiesz si we 
zach i ciao twoje wysycha do ndzy! Niech oczy moje ze zami wypyn i niech ciao 
moje zje ndza, ja domu ma mego strzec bd. I eby teraz stan przede mn ten, dla 
ktrego mio w sercu moim czuj, i powiedzia: Rahelo! wrciem do ciebie, aby nie 
pakaa duej, ale ze rda mdroci mao jeszcze piem!  powiedziaabym jemu: Id i pij 
wicej. 
Blady podrny, co sta pod oknem, ktre otwarte byo, jak posysza to, co mwia 
Rachela, zblad jeszcze wicej, zatrzs si bardzo, odszed od maej chatki swojej i wrci 
tam, skd by przyszed. 
Znowu przeszo lat siedem. I nadszed dzie taki, w ktrym soce leje na ziemi potoki 
zotych jasnoci, a drzewa szumi i kwiaty kwitn, i ptaki piewaj, i ludzie miej si, jakby 
powia na nich duch Przedwiecznego, ktry niesie wiatu ycie i rado. 
Na drodze, co wysok gr podnosia si do niskiej chaty pasterza, szumiaa wielka 
gromada ludzi. Porodku niej szed czowiek wysoki; twarz jego janiaa jako soce wielk 
mdroci, a z ust jego paday sowa sodkie jak mid, a wonne jak mirra. Lud kania si 
przed nim nisko, sowa jego chciwymi uszami chwyta i z wielk dla niego mioci woa: 
O rabbi! 
Ale przez gromad ludu przeleciaa kobieta i upadszy na ziemi obja kolana mistrza. 
Wrzeciono ona w rku swym trzymaa, achmany j okryway, twarz jej bya chuda, bo przez 
lat czternacie zjadaa j ndza, i oczy gboko schowane, bo przez lat czternacie wypyway 
zami. 
Id precz! ebraczko!  krzykn lud na kobiet; ale mistrz podnis j z ziemi i do piersi 
swej mocno przycisn, bo by to Jzef Akiba, a kobieta bya on jego, Rachel. 
Oto zdrj, co smutne serce me poi nadziej, kiedy gowa moja w tsknocie i pracy 
wielkiej nurzaa si w rdle mdroci. 
Tak mistrz do ludu powiedzia i chcia na gow Racheli woy koron ze zota i pere. 
Ty Rachelo  rzek  zdja kiedy z gowy twojej pikny swj warkocz, aby godne usta 
moje nakarmi, ja teraz czoo twoje przyozdobi bogatym wiecem! 
Ale ona zatrzymaa rami jego i podnoszc na oczy, ktre znowu pikne stay si jak 
przed wielu laty, rzeka: Rabbi, chwaa twoja jest moj koron! 
Skoczy czyta mody czowiek i powolne spojrzenie zwrci na siedzc obok niego 
dziewczyn. 
Goda miaa twarz ca w pomieniu i w zach. 
 Pikna historia?  zapyta Meir. 
49 
 Aj! aj! jaka pikna!  odpowiedziaa i z policzkiem opartym na doni koysaa przez 
chwil wysmuk sw kibi w rozmarzeniu jakby lub zachwyceniu. Nagle zy oschy na 
oczach jej, poblada i wyprostowaa si. 
 Meir  zawoaa  eby ty by Akib, a ja crk bogatego Kolby Sabuy, ja bym dla 
ciebie to samo zrobia, co pikna Rachela! 
Powolnym gestem uja w obie rce pyszny warkocz hebanowej czarnoci, ktry niedbale 
zwisa jej na plecy, i okrcajc go wkoo gowy rzeka: 
 I ja mam tak sam, jak Rachela, czarn koron! 
Potem podniosa na Meira renice swe gbokie i pomienne i miao, powanie, bez 
umiechu, rumieca i uniesienia rzeka: 
 Ja bym dla ciebie, Meir, i oczy moje z gowy mojej wyja! A na co by mi oczy, kiedy 
bym na ciebie patrze nie moga? 
Gwatowny rumieniec wytrysn na twarz modzieca, ale nie by to ju wstyd, byo to 
wzruszenie. Dziewczyna ta bya tak naiwna, taka dzika i zarazem tak pikna w swym 
ogromnym, potarganym warkoczu nad czoem i z namitnymi sowami na miaych, 
powanych ustach. 
 Goda!  rzek Meir  ja przyjd kiedy do waszego domu i starego dziada twego 
nawiedz! 
 Przyjd!  odpowiedziaa  z tob razem przyjdzie do domu naszego wielka wiato! 
Soce zaszo ju byo prawie za wysoki obok z purpury i fioletu. Maa sadzawka zza 
splotw wysokich z wiecia z dala liliow szyb. W stron t upado spojrzenie Gody i 
zatrzymao si na wodzie i wzrastajcej dokoa niej zielonoci. 
 Czego ty, Godo, tak patrzysz na t sadzawk?  zapyta Meir, ktry wzroku swego od 
twarzy jej oderwa ju nie mg. 
 Ja bym chciaa gazi tych, co tam rosn, duo nacina  odpowiedziaa. 
 A na co tobie te gazie? co ty z nich robi bdziesz? 
 Ja bym ich do domu zaniosa. Zejde z nich kosze i kobiaki robi, a potem je na targu 
chopom sprzedaje i za to chleb, a czasem i ryby troch kupuje. Teraz ju zejde nie ma z 
czego koszw robi i bardzo smuci si... 
 Dlaczeg ty ich sobie nie wemiesz, kiedy one tobie potrzebne? 
 Mnie bra ich nie wolno... 
 Czemu nie wolno? Wszystkim z caego miasteczka wolno pa tu trzody i cina gazie. 
Ta ka i ten gaj do szybowskiej gminy nale. 
 To co, e nale? Mnie nie wolno. My w Talmud nie wierzym, w soboty wiate nie 
palim... nam nic nie wolno! 
Meir podnis si z siedzenia nagym ruchem. 
 Chod!  rzek do Gody  nacinaj sobie gazi tych, wiele zechcesz; ja bd przy tobie 
sta... i ju ty niczego si nie bj! 
Twarz Gody zajaniaa radoci. Wzia z rk Meira skadany n, ktry on jej poda, i 
pobiega ku sadzawce. Teraz, gdy czua si bezpieczn pod oson silnego a drogiego jej 
ramienia, gdy umiechna si jej nadzieja sprawienia radoci staremu dziadkowi, ruchy jej 
utraciy powag, ktra dawaa jej pozr dojrzaej kobiety. Biega ogldajc si wci na 
Meira, ktry szed za ni, i woajc kozy swej, ktra biega ku niej z przeciwlegego kraca 
ki. 
Stanli nad wod. Najgstsze ozy rosy w wodzie ju, o kilka krokw od mokrego brzegu. 
W mgnieniu oka Goda zrzucia ze stp swych pytkie swe obuwie i zakadajc nieco dug 
sw sukni za przewizanie fartucha, aby uczyni j krtsz, wbiega do wody. Meir zosta na 
brzegu i patrza na dziewczyn, ktra podnoszc ramiona ciemnymi rkami cinaa szybko 
gitkie gazie. miaa si przy tym; usta jej roztwierajc si w umiechu ukazyway rzd 
50 
zbw biaych jak pery, blaski jaskrawych obokw obleway ciemn twarz jej row un i 
zociy owinit wokoo jej czoa czarn koron. 
Meir nie spuszcza z niej wzroku i umiecha si take. W pobliu biaa koza stana te w 
zielonych krzakach i wycigajc szyj patrzaa na pani sw, stpajc po liliowej wodzie. 
Nagle Goda wydaa gony okrzyk i pochylia si. 
 A co tam?  zapyta Meir. 
Z zielonej gstwiny, w ktrej skrya si cakiem posta dziewczcia, ozwa si gos 
wesoy: 
 Tu, Meir, pikne kwiaty s! 
 A jakie to kwiaty? 
Wysmuka kibi wychylia si na wp z zieleni, wygia si ku brzegowi i wycigajc 
szczupe rami podawaa stojcemu u brzegu mczynie szerokolistn, t lili wodn. 
Meir pochyli si nieco, aby dosign podawanego mu kwiatu, lecz nagle rami Gody 
drgno, rowa twarz jej poblada, oczy jej otworzyy si szeroko z uczuciem grozy. 
 Czarny czowiek!  szepna, zarazem upucia do wody lili i z cichym krzykiem trwogi 
zanurzya si cakowicie w nadwodnej zieleni. 
Meir obejrza si. O kilkanacie krokw za nimi wychodzi z gstwiny gaju i szybko 
przesuwa si k czowiek dziwnej postaci. By to czowiek redniego wzrostu, bardzo 
chudy, z bardzo ciemn twarz, z czarnymi, siwiejcymi ju nieco wosy i z czarn, siwiejc 
brod opadajc mu do pasa. Ubrany by w dug, wsk sukni z grubego, wyszarzaego 
sukna; szyja jego, naga i ta, wychylaa si zza roztwartej, grubej koszuli. Trzyma si 
bardzo pochyo i szed bardzo prdko. Kroki jego nie czyniy adnego szelestu, bo na nogach 
mia pytkie, znoszone obuwie. W obu rkach nis ogromn wi rnobarwnych zi 
dzikich, nad gow jego i za nim leciaa gromada ptakw, ktre znay go zna dobrze, bo 
niekiedy na czarnych wosach jego lub zgarbionych plecach siada prboway. 
Kiedy czowiek ten nie patrzc na Meira mija go o kilka krokw, modzieniec machinalnie 
pochyli gow nisko w znak pokory i czci. Wnet przecie podnis j. Twarz jego bya blad, 
brwi cigny si z tumion boleci. Pospnym wzrokiem powid za przygarbion 
postaci cicho mknc przez k  i zza zacinitych od gniewu czy blu zbw wymwi: 
 Rabbi Izaak Todros! 
51 
IV 
Rabbi Izaak Todros nosi na powierzchownoci swej, a moe i w duchownym swym 
ustroju, wybitne lady kilkowiekowego przebywania przodkw jego w palcym klimacie 
Hiszpanii. 
Tuaczy lud, zdumiewajco wytrway w zachowywaniu cech wyrniajcych go spord 
plemion innych, si niezwalczonych wpyww przyrody zaczerpn tu i wdzie co z 
widnokrgw rnych, po ktrych rozsiewaa go dola wygnacza. 
Istniej tu rd oglnych podobiestw rnice wane: ludzie wzgldnie niedawno przybyli 
z Poudnia lub Wschodu i ci, nad ktrymi od wiekw rozciga si niebo blade i wiej mrone 
wichry, duchy powolne i namitne, mistyczne i zatopione w rzeczywistoci, wosy czarne jak 
najczarniejsze pira krucze i oczy bkitne jak barwa pogodnych obokw, czoa biae i 
niade, organizmy silne, hartowne i ciaa chude, suche, nerwowe, drgajce namitnoci, 
napojone marzeniem, trawione fantazj. 
Najniadsz spord niadych twarzy, najczarniejsze z najczarniejszych wosw i oczy, 
najnamitniejszego i najbardziej marzeniem rozebranego rucha spord wszystkich ognistych, 
bezadnych duchw posiada Izaak Todros. 
Jakie waciwie stanowisko zajmowa on w swej gminie i na czym wspierao si ono? 
Kapanem nie by; rabini kapanami nie s, a aden nard moe tak dalekim nie jest z natury 
swej, jak izraelski, od teokratycznych rzdw i czci. Administratorem gminy swej nie by 
take, sprawami cywilnymi jej bowiem trudnili si urzdnicy kahau, rabini za posiadaj w 
skadzie kahau jedyn rol stranikw religii, przepisw jej i obrzdkw. Posiada on 
przecie wysze nad wymienione powyej godnoci. Pochodzi ze staroytnego ksicego 
rodu, pomidzy przodkami swymi liczy wielu mdrcw dawnych a niedawnych 
witobliwych i czczonych rabinw; by doskonaym pobonym, wic cadykiem i 
chachamem, ascet, cudotwrc niema, a take gboko, niezmiernie uczonym. 
To ostatnie stosowao si do uczonoci religijnej tylko, ale bya te to w oczach gminy 
szybowskiej uczono jedyna. Uczono ta obejmowaa sob nieporwnan znajomo ksig 
witych: Tory, czyli Biblii, najmniej, Tamudu wicej, najwicej Kabay. 
Izaak Todros by najbieglejszym kabalist czasw najnowszych i stanowio to kamie 
wgielny, na ktrym wpieraa si budowa jego wielkoci. 
Kto zaznajomiony cho troch z rzeczami dotyczcymi wiary izraelskiego plebsu 
przypuci zapewne, e ludno szybowska bya odamem licznej a pospnej sekty chasydw, 
ktra na czele wszystkich nauk duchownych i wieckich stawia Kaba. 
Nie, mieszkacy Szybowa nie uwaali si za odszczepiecw, owszem, szczycili si tym, 
i s prawowiernymi talmudystami i rabbanitami. Ale naleeli oni do tych, licznych zreszt w 
najniszych warstwach spoecznych talmudystw, ktrzy do Tory i Talmudu przyczyli 
Kaba, uznali j za ksig wit i rozmiowali si w niej z namitnoci usuwajc w cie 
dwie ksigi pierwsze. 
Zreszt, przelecia te nad ludnoci szybowsk i chasydyzm, zetkn si z ni z bliska i 
pozostawi rd niej lady. Znaczna cz ludnoci tej bya w istocie chasydzk, nie wiedzc 
o tym sama, a wie niosa, e dziad Izaaka Todrosa, w reb Nochim, ktry to stacza walki o 
idee z Herszem Ezofowiczem, by czas jaki uczniem Beszta, zaoyciela dziwnej tej sekty, 
widywa go czsto i jakkolwiek nie przyczy si do niej cakiem, wnis w gmin, ktrej 
duchowym przewodnikiem by, wiele z zasadniczych jej pierwiastkw. 
52 
Gwnymi pierwiastkami tymi s: nieograniczona cze dla kabay, bawochwalcze niemal 
wielbienie cadykw i wstrt nabony, gboki, niezomny ku edomitom (obcym narodom) i 
ich naukom. 
Pierwiastki te zwikszay si i rozrastay coraz za spraw syna Nochimowego, Borucha, a 
wnuk jego, Izaak, uj w donie dostojestwo przez przodkw dzierone w czasie ich 
najszerszego rozkwitu. 
Religia wic szybowskich mieszkacw nie bya mozaizmem ani talmudyzmem, ani 
chasydyzmem, ale chaotycznym pomieszaniem wszystkiego tego, pomieszaniem, ktre 
panowao na przestrzeni wielu dziesitkw mil dokoa Szybowa, a najwyszy wyraz swj 
znajdowao w osobie szybowskiego rabina. 
Rabbi Izaak mia ciemne czoo, zorane cae gbokimi bruzdy, ktre powstay na nim 
wtedy, gdy myl wyton przenika on usiowa tajemnice nieba i ziemi za pomoc 
odpowiedniego ukadania liter skadajcych imiona Boga i aniow. Mia on te w czarnych 
jak wgle swych oczach byski ponure lub zachwycone, lecz zawsze namitne, ktre rozpaliy 
si przy rozpamitywaniu niezmiernej grozy i nieporwnanych rozkoszy nadprzyrodzonego 
wiata. Plecy jego przygarbione byy od pochylania si nad ksigami, rce drce od 
nieustannych wzrusze umysu bojujcego z widmami, ciao wysche i policzki gboko 
wklse od udrcze ducha i umartwie ciaa. 
Celibat, post i bezsenne noce wypisanymi byy na ciemnej powierzchownoci czowieka 
tego, zarwno jak mistyczna ekstaza, tajemna groza i przebaczenia nie znajca nienawi dla 
wszystkiego, co yo, wierzyo, pragno inaczej ni on. 
Za modu onatym by, a raczej oeniono go wtedy jeszcze, gdy najmniejszy wosek 
dojrzaoci mskiej nie ukazywa si na policzkach jego. Wkrtce rozwid si z on, ktra 
krztaniem si swym mcia mu nabone skupienia lub uniesienia ducha; troje dzieci jego 
wzrastao w domu brata jego, a on sam, pustelnik w niskiej swej czarnej chatce, y caym 
wypronym do ostatnich granic ycia fantazji, namitnych modw i przepacistych 
mistycznych rozmyla. 
Pod wzgldem cielesnym y on darami, ktre przysyali mu arliwi czciciele jego. Dary to 
zreszt powszednie byy i drobne. Wielkich, kosztownych podarkw rabbi Izaak nie 
przyjmowa ani nawet zapaty adnej nie bra za udzielanie przybywajcym do wiernym rad, 
lekw i przepowiedni. 
Ale codziennie przed wschodem soca przez dziedziniec szkolny przesuwaa si niemiaa 
posta jaka i na awce drewnianej stojcej u okna chaty stawiaa bez szelestu adnego 
gliniane naczynia napenione jadem i kromki chleba lub witecznego ciasta. 
Rabbi w porze tej odmawia zwykle poranne modlitwy, albowiem bya to pora, w ktrej 
barw bia od bladobkitnej rozrni ju mona, w ktrej zatem prawowierny Izraelita 
wszelki poranne szemy i tefile odmawia powinien. 
Potem otwiera okno i spord tych powiek dugo renic ognist, pywajc po 
zaczerwienionych od trudu biakach ocznych, patrza na rowe blaski jutrzenki. Tam, w 
stronie tej by Wschd daleki, Jeruzalem, niewidzialne ju gruzy Salomonowej wityni, 
Palestyna paczca po synach swych i widnce od smutku palmy Syjonu. 
Niekiedy ogie poncy w oczach rabina gas w zie, ktra spywajc chodzia spalone od 
poarw wewntrznych jego policzki... Chodziy je te czasem wiatry mrone i wilgotne 
mgy, ale Izaak Todros przez mgy i tumany deszczowe lub niene dugo zawsze co ranek 
patrza ku Wschodowi... 
Potem pochyla si i bra z awy przygotowane dla przez pobon rk poywienie. Nie 
spoywa go nigdy cakiem, bo chleb i ciasto ama na drobne okruchy i penymi garciami 
rzuca je ptakom, ktrych gromady wielkie zlatyway wtedy z ssiednich dachw, z ulic, 
zewszd, aby przezroczyst zason ruchliwych skrzyde przysoni mae, otwarte okienko. 
Niektre z nich poryway okruchy i odnosiy je do gniazd swych z radosnym szczebiotem, 
53 
inne nasyciwszy si wlatyway w okienko i obsiaday gromadnie czarne i przygarbione 
ramiona karmiciela swego. Pod nisk strzech chatki gniedce si licznie jaskki 
wychylay si te z gniazd i spuszczajc ku niemu dzioby swe patrzay na miaymi oczami. 
Wtedy ciemna twarz rabina stawaa si troch mniej ciemn i czasem, rzadko kiedy przecie, 
umiech agodny igra po wargach jego zacinitych i gstymi wosami obrosych. 
Ptaki znay go dobrze i z bliska, nie tylko te, ktre zamieszkiway miasteczko, ale i te 
take, ktrych peen by gsty gaj brzozowy. 
Izaak Todros wychodzi czsto do gaju i zagbia si niekiedy a w ssiadujce z nim 
ogromne puszcze sosnowe. Co czyni tam? Karmi ptaki, ktre spostrzegszy go zlatyway si 
wnet ze stron wszystkich i towarzyszyy mu przez cay cig jego przechadzki; modli si 
wielkim gosem nieraz, podskakujc wysoko nad ziemi, podnoszc w gr trzsce si rce i 
odgosami namitnych krzykw swych wywoujc chry lenych ech; szuka na koniec 
rnych traw i zi dzikich, ktre zrywa ogromnymi wiziami i do maej swej chaty z sob 
unosi. Roliny te poosiaday lecznicze wasnoci, ktrych znajomo spadaa w rodzinie 
Todrosw z ojca na syna. Byli oni wszyscy z rodzaju pierwotnych lekarzy tych, ktrych 
penymi byy wieki rednie i ktrzy sztuk leczenia cierpie cielesnych otrzymywali nie od 
akademii adnej, ale z rk dzikiej natury, badanej fantastyczn i ciekaw wicej ni umiejtn 
myl. Jeden zreszt z dalekich przodkw Izaaka Todrosa synnym by niegdy w Hiszpanii 
lekarzem, wtedy gdy w niedoli izraelskiego ludu zaszed by krtki przestanek jaki i gdy 
wolno im byo wraz z innymi narody czerpa wszechstronne yciowe pokarmy ze rde 
wszelkich. Przestanek to by krtki, po ktrym zniknli ze wiata sawni i istotnie uczeni 
izraelscy lekarze, ale ten z nich, ktry nosi imi Todrosa Haleviego, przekaza wiadomoci 
swe synom swoim i powdroway one potem z pokolenia w pokolenie, przeinaczajc si w 
rne sposoby, strojc si w liczne fantastyczne szaty, ukadajc si w dziwne, cudowne 
legendy, ktrych bohaterami byy skromne roliny te ze skromnymi barwy a przejmujc 
woni, po ktrych deptay wzgardliwie stopy lenych przechodniw. 
Izaak Todros wyszukiwa pilnie i skrztnie zbiera drogocenne te przedmioty starej wiedzy 
i dugich poda swych rodzinnych, unosi je ze sob i wrciwszy do niskiej lepianki swej 
rozkada je cienkimi warstwami na brudnej pododze ciasnej izby, aby rzadkie tu i ubogie 
promienie soca padajc na nie przenikay je na wskro dobroczynn sw si. 
Zawsze te, a w letniej i jesiennej porze najczciej, atmosfera maej izdebki rabina 
przejta bya caa silnymi i dusznymi woniami suszcych si zi i kwiatw dzikich. Blade 
barwy uwidych rolin smtnie janiay na otaczajcym tle cian szarych od pyu, przez 
dziesitki lat gromadzcego si w grube warstwy, i wrd miecia zalegajcego kty i 
przysypujcego grubo podog wyglday jak tskne, z zielonych rajw porwane diamenty. 
Izdebka to zreszt bya przypominajca surowe cele pustelnikw i anachoretw. Nic w niej 
nie byo prcz niskiego, twardego oa, biaego stou umieszczonego przy jednym z okienek, 
paru stokw drewnianych i kilku mocnych desek wpojonych w cian i napenionych 
ksigami. rd ksig tych znajdowao si dwanacie tomw ogromnej wielkoci odwiecznym 
drukiem napenionych i w zky pargamin oprawnych. By to Talmud. Powyej leay: Ozar 
 ha  kabod, dzieo skrelone przez jednego z przodkw Izaaka, przez owego Todrosa 
Haleviego, ktry pierwszym talmudyst by w Kaba wierzcym; Toldot Adam, epopeja 
opiewajca dzieje pierwszego czowieka i wygnaca; Sefer Jecira (Ksiga Stworzenia), 
apokaliptyczny obraz powstania wiat; Kaarat Kezef, w ktrym Ezobi przestrzega Izraelitw 
przed zgubnymi wpywy wszelkiej wieckiej nauki; Sziur Koma, plastyczny opis Boga 
owiecajcy czytelnikw o fizycznej Jego postaci, olbrzymich rozmiarach gowy, ng, rk i 
szczeglniej brody Boej, posiadajcej, wedle twrcy dziea tego, dziesi tysicy piset 
parasangw dugoci. Ale na najwyszym miejscu zoona i czstym uywaniem zniszczona 
najbardziej znajdowaa si tam Ksiga Blasku, Zohar, najobszerniejsza i najgbsza zarazem 
54 
rozprawa o Chochma  Nistarze (Kabale), ktr w imieniu yjcego przed wielu wiekami 
rabina Szymona ben Jochai wyda w wieku XIII Mojesz z Leonu. 
Takim by ksigozbir Izaaka Todrosa, nad ktrym spdza on bezsenne noce, czerpic ze 
wielk uczono i mdro swoj, trawic nad nim wszystkie siy swego ciaa. Z niego to 
ulatujc woni upaja on ducha swego mistycznymi wzruszeniami i gorzkim, ostrym jadem 
bezbrzenych wstrtw dla wszystkiego, co obcym byo lub niechtnym zawierajcemu si w 
nim wiatu, penemu nadprzyrodzonych blaskw i ciemnoci. Nad nim to przesiadywa on 
noce, nie tylko powszednie i zwyke, ale nawet witeczne. Tylko e w witeczn4e noce nie 
bywa sam jeden, lecz przy nogach jego siadywa ucze i ulubieniec jego, reb Mosze, 
meamed, aeby ucina, gdy zajdzie tego potrzeba, czarny knot tej ojwki. Pobonemu 
bowiem, ktry w noc witeczn czyta wite ksigi, objania wiecy nie wolno i trzeba, 
aeby podwczas znajdowaa si obok niego uwana zastpcza rka. Czytywa wic cadyk w 
noce witeczne Sziur Kom i Zohar, a siedzcy obok niego may czowieczek w grubej 
koszuli podnosi si od chwili do chwili z niskiego siedzenia swego, oywia ciemniejcy 
pomyk tej wiecy i okrge oczy swe w twarz mistrza wpija czekajc lada chwila, e 
krelone, ustawiane i przestawiane rk jego litery imion boskich, Notarikon i Gematria, 
uo sowo, ktre wielkich cudw dokonywa bdzie i odkryje przed ludmi wszystkie 
tajemnice nieba i ziemi. 
Meamed zreszt, ktry take w wieku dojrzaym rozwid si z on sw, zalubion we 
wczesnej modoci, aby mc pdzi ascetyczne, przez Kaba wychwalane ycie, przepdza 
w towarzystwie i na usugach wielkiego rabina cay czas wolny od nauczycielskich zaj w 
chederze. 
I teraz take Izaak Todros wracajc wnet po zachodzie soca do domu swego z wielk 
wizi dzikich rolin w doniach znalaz wiernego czciciela swego siedzcego w kcie 
ciemnej sionki. W skurczonej postawie siedzc opiera on twarz na obu doniach i pogra 
si w rozmylaniach gbokich. 
 Mosze!  ozwa si rabin szybko i cicho przesuwajc si przez sionk. 
 Co rozkaesz, nassi?  pokornym gosem zapyta Mosze. 
 Id, Mosze, zaraz do starego Saula i powiedz jemu, e rabin Izaak Todros jutro 
domostwo jego odwiedzi! 
Skurczona i szarzejca w ciemnym kcie posta porwaa si jak spryn z ziemi 
poruszona i bosymi stopami pomkna szybko przez plac ku wysokiemu domostwu Saula. Tu 
wpadszy na ganek i przebiegszy dugi korytarz meamed otworzy na wp drzwi i 
wchylajc gow do obszernej izby zawoa dononym i tryumfalnym gosem: 
 Rebe Saul! Ciebie wielkie szczcie i wielki honor spotyka! Rabbi Izaak Todros, 
doskonay pobony i pierwszy mdrzec wiata, jutro dom twj nawiedzi! 
Z gbi obszernej bawialnej izby bogatego kupca suchy od staroci, lecz silny gos 
odpowiedzia: 
 Ja, Saul Ezofowicz, dzieci, wnuki i prawnuki moje czeka bdziemy jutro nawiedzin 
rabbi Izaaka z wielk radoci i z wielkim pragnieniem w sercu. Niech sto lat yje! 
 Niech sto lat yje!  powtrzya wychylajca si przez drzwi twarz ciemna z okrgymi 
oczami i znikna. 
Drzwi zamkny si. Stary Saul siedzia na kanapie i czyta Zohar, ktrego jednak 
gbokich objawie pomimo najwikszych wysile obj nie mg umys jego, do wieckich 
interesw przywyky. Zbrudone czoo jego chmurnym nagle stao si i niepokj zamigota 
mu w oczach. Zwrci si ku najstarszemu z synw swych, Rafaowi, ktry przy stole 
pobliskim siedzc spisywa w rachunkowej ksice cyfry kosztw i zyskw miesica, i 
zapyta: 
 Czego on tu przyjdzie? 
Rafa wzruszy ramionami w znak niewiadomoci. 
55 
 Czy on do nas przyczepk jak ma?  zapyta znowu starzec. 
Rafa podnoszc twarz znad rachunkowej ksiki odpowiedzia: 
 Ma. 
Saul drgn. 
 Nu!  zawoa  a co to za przyczepka moe by? Czy kto z naszej familii zgrzeszy? 
Rafa rzuci krtko: 
 Meir! 
Twarze ojca i syna stay si smutnymi i niespokojnymi. Izaak Todros nawiedza 
zwyczajnie czonkw gminy swej bardzo rzadko i wtedy tylko, gdy szo o wane jakie 
religijne sprawy lub przekroczenia. A i te jeszcze nawiedziny rzadkie spotykay 
najbogatszych tylko, najdostojniejszych i najwpywowszych czonkw gminy. Biedny, szary 
lud oblega sam lepiank rabina i na kade skinienie jego przylatywa z niewysowion 
radoci lub trwog. 
* 
Rabin Izaak Todros ascet by i mamon gardzi. Zaszczytw jednak wszelkich i oznak 
czci, ktrymi go otaczano, nie odrzuca i wtajemniczeni w gbsze myli jego i uczucia 
wiedzieli o tym, i lubi je nawet bardzo, a nawet dopominaby si o nie stanowczo, gdyby 
ktokolwiek pomyla kiedy o odmwieniu mu ich lub umniejszeniu. Dlatego cay lud ubogi i 
wszyscy, ktrzy mu si szczeglniej przypodoba pragnli, dawali mu tytu ksicy, mwic 
do niego nassi, dlatego te wszelkie przejcie jego przez miasteczko, bdce zawsze dla 
ludnoci ewenementem o tyle ciekawym, o ile uroczystym, otaczane byo pewnym, do 
powanym ceremoniaem. 
Par godzin jeszcze brakowao do poudnia, gdy Saul Ezofowicz stojc u okna bawialnej 
izby zaniepokojonym nieco wzrokiem i spod zjeonych brwi spoglda na orszak z wolna 
przez plac suncy. Spogldali te na czonkowie rodziny jego, synowie, synowe, crka, zi 
i najstarsze z wnukw, witecznie przybrani, z uroczystymi twarzami, zebrani tu dla 
powitania w progach domu swego najwyszej dostojnoci gminy. 
Przez plac, od szkolnego dziedzica ku domostwu Ezofowiczw, suna gromadka ludzi 
czarno ubranych. Porodku z postaci jak zwykle podan naprzd, w wyszarzaym odzieniu 
swym i z grub koszul odkrywajc cakiem dug, t szyj, szed Izaak Todros zwykym 
swym, prdkim, cichym krokiem. Z dwch stron jego postpowali dwaj urzdnicy kahau: 
may i gitki rebe Jankiel, ze sw bia, piegami okryt twarz i rud jak ogie brod, i Dawid 
Kalman, jeden z dostojnikw miasteczka, morejne, bogaty handlarz bydem, wysoki, 
wyprostowany, powany, biay, z rkami w kieszeniach atasowego chaatu, z umiechem 
sodkiej bogoci na pulchnych wargach. Za trzema ludmi tymi i po obu ich stronach cisno 
si jeszcze kilkanacie gw, mniej lub wicej nisko lub wysoko trzymajcych si, i twarzy, 
mniej lub wicej umiechnitych i kornych. Cae towarzystwo to wyprzedza reb Mosze w 
sposb taki, e twarz zwrcony by ku twarzy rabina, a plecami ku celowi wycieczki. Nie 
szed wic, ale cofa si, przy czym podskakiwa, w rce klaska, ku ziemi nisko si pochyla, 
o nierwnoci gruntu zaczepia nagie swe stopy, potyka si, skaka znowu, twarz ku obokom 
podnosi i wydawa urywane krzyki radoci. W pewnej na koniec odlegoci postpowaa za 
orszakiem grupa zoona z kilkudziesiciu dzieci rnego wieku, ktre przypatryway si 
orszakowi z zaciekawieniem nadzwyczajnym, a widzc taniec i skoki meameda poczy go 
naladowa, skaczc take, gestykulujc, padajc na ziemi, klaszczc w rce i napeniajc 
powietrze wrzaskiem nieopisanym. 
56 
Po chwili otwary si z oskotem drzwi bawialnej izby Ezofowiczw i wpad przez nie 
meamed, zaczerwieniony, zziajany, potem oblany i nadzwyczaj radoci rozpromieniony. 
Cieszy si szczerze, rozgonie, namitnie. Z czego? Biedny meamed! 
 Rebe Saul!  zawoa ochrypym od krzyczenia gosem  spotykaj wielkie szczcie i 
wielki honor, ktre do ciebie przychodz! 
Z twarzy Saula odgadn mona byo, e tajemny niepokj walczy w nim z istotnie 
uczuwan radoci. Ale co si tyczy rodziny jego, ktrej czonkowie poprzyciskali si do 
cian i sprztw, ta cieszya si ju widocznie i bardzo, promieniaa chlub i uczuwan 
bogoci, z wyjtkiem Bera, niemego, leniwego, apatycznego, jak zwykle bywa, gdy nie 
szo mu o interesy handlowe i pienine. Stary Saul stan przed samym progiem bawialnej 
swej izby, na ganku za rebe Jankiel i morejne Kalman ujli rabina pod obie rce, podnieli 
prawie nad ziemi such jego posta i przenisszy j przez korytarz i prg naprzeciw Saula 
postawili. Po czym ukonili si nisko, opucili dom i na ganku usiedli, oczekujc chwili, w 
ktrej wracajcemu orszakowi towarzyszy mieli. 
Saul tymczasem pochyli przed gociem swym siw, powan sw gow. Naladoway go 
wszystkie osoby otaczajce dokoa ciany izby. 
 Pozdrawiajcy mdrca pozdrawia wspaniao Przedwiecznego  wymwi. 
 Pozdrawiajcy mdrca pozdrawia...  powtarza zacz za Saulem chr gosw mskich i 
eskich. Ale w teje chwili Izaak Todros podnis nieco w gr wskazujcy palec, strzeli 
dokoa paajc sw renic i sykn: 
 Szaaa! 
W izbie zrobia si cisza grobowa. 
Palec gocia zatoczy szerokie koa wskazujc tym cay szereg postaci stojcych pod 
cian. 
 Weg! (precz)  zawoa podniesionym gosem. 
W izbie zaszeleciy suknie i szybkie stpania, zamigotay zmartwione i przelknione 
twarze; toczc si wcisnli si wszyscy obecni w drzwi prowadzce do wntrza mieszkania i 
zniknli. 
W pustej zupenie izbie pozostali tylko dwaj ludzie: srebrnowosy, barczysty patriarcha i 
suchy, ognistooki mdrzec. 
Kiedy mdrzec krtkim rozkazem i nakazujcym gestem odpdza od oblicznoci swej 
rodzin jego, synw siwiejcych, crki powane i urodziwe dziewice, siwe brwi Saula 
drgny i zjeyy si znowu na chwil. Zawrzaa zna w nim duma rodowa i ojcowska. 
 Rabbi!  rzek przyciszonym nieco gosem i z mniej niskim ni wprzdy ukonem  racz 
zaj pod dachem moim miejsce, ktre ci si najwygodniejszym wydaje. 
Nie udzieli gociowi ksicego tytuu. Nie nazwa go nassi! 
Rabbi Izaak chmurnie na spojrza, przesun si przez izb i usiad na kanapie z wysok, 
t porcz. 
Nie by w tej chwili przygarbionym. Owszem, usiad prosto i sztywnie, ze wzrokiem 
wlepionym nieruchomo w twarz starca, ktry zaj miejsce naprzeciw. 
 Ja ich wypdzi!  rzek wskazujc na drzwi, przez ktre wypyna z izby gromadka 
rodzinna.  Na co ty ich tu zebra? Ja chc z 
tob tylko pogada! 
Saul milcza. 
 Ja tobie nowin przynosz  wyrzuci znowu rabin prdko i chmurnie.  Wnuk twj, 
Meir, nieczyst ma dusz. On kofrim! (niedowiarek). 
Saul milcza jeszcze, tylko zmarszczone jego powieki drgay nerwowo nad spowia od lat 
renic. 
 On kofrim!  goniej powtrzy rabin  on brzydkie sowa na religi nasz wymawia, 
mdrcw nie szanuje, sabaty narusza i z odszczepiecami przyjanie trzyma! 
 Rabbi!  zacz Saul. 
57 
 Ty suchaj, kiedy ja mwi!  wpad mu w mow rabin. 
Zacisny si wargi starca, tak e znikny cakiem wrd mlecznego zarostu. 
 Ja przyszed tobie powiedzie  zacz znowu Todros  e ty wnuka swego le trzymasz, 
e to twoja wina jest, kiedy on taki. Czemu ty jego nie pozwala meamedowi wiczy i bi, 
kiedy on do chederu chodzi, Gemary uczy si nie chcia, a z gadania meameda mia si 
czasem i innych do miechu kusi? Czemu ty jego posya do edomity, co tam pomidzy 
ogrodami mieszka, eby on jego uczy czytania i pisania w jzyku gojw i innych jeszcze 
edomickich obrzydliwoci? Czemu ty jego nie skarci swoj ojcowsk rk wtedy, kiedy on 
sabat naruszy i przy twoim stole meamedowi sprzeciwia si? Czemu ty dusz jego grzeszn 
twoj mioci psujesz, do witych nauk go nie skaniasz i na wszystkie jego obrzydliwoci 
patrzysz tak, jakby lepym by? 
Zmczy si rabbi dugim mwieniem i sapic odpoczywa. 
Wtedy stary Saul przyciszonym i drcym nieco gosem mwi zacz: 
 Rabbi! niech serce twoje rozgniewane na mnie nie bdzie. Ja inaczej robi nie mg, jak 
robi. Dziecko te to syn syna mego, najmodszego spomidzy wszystkich dzieci moich, 
ktrego mi Pan w staroci ju mojej da i ktry bardzo prdko z oczw moich znikn. Po 
mierci ojca jego i matki jego ja te dziecko do domu swego wzi i chcia, eby ono nigdy nie 
przypomniao sobie, e jest sierot. Ja wdowcem ju wtedy byem i sam jego na rku swoim 
hodowaem. I hodowaa go take stara prababka jego, ktra by dusz swoj przed Panem 
pooya, eby tylko dla duszy jego szczcie kupi. On w koronie jej gowy pierwszym 
brylantem jest, a teraz usta jej nie otwieraj si ju z wielkiej staroci dla nikogo, tylko dla 
niego. Oto, rabbi, wszystkie przyczyny s, dla ktrych ja jemu pozwala wicej jak innym 
dzieciom moim i sabsz rk jego trzyma, dla ktrych bolaa mnie bardzo dusza, kiedy 
meamed w chederze aja jego i bi, tak jak inne dzieci. Ja wtedy zgrzeszy, do chederu jak 
szalony wpad, meamedowi brzydkich sw nagada i chopca z sob wzi. Ja zgrzeszy, 
rabbi, bo meamed jest mdry i wity czowiek, ale niechaj grzech ten zniknie z oczu twoich, 
rabbi, kiedy ty pomylisz sobie o tym, e ja na te sice, co na ciele swoim nosi syn syna 
mego, patrze nie mogem i milcze! Kiedy sice te nosili na sobie dzieci syna mego, Rafaa, 
i syna mego, Abrama, ja milczaem, bo ojcowie ich yli, dzikowa Bogu, i sami za dziemi 
swymi patrzali; ale jak ja zobaczy ich na plecach i na ramionach sieroty  rabbi!  ja 
zapaka, krzykn wielkim gosem i zgrzeszy! 
 Nie jeden to grzech twj!  wyrzek rabbi, ktry mowy Saula wysucha z nieruchom 
surowoci i powag sdziego.  A po co ty jego do edomity na nauk posya? 
 Rabbi!  odpar Saul  a jake by on potem da sobie rady na wiecie, gdyby nie 
rozumia mowy, ktr wszyscy ludzie w tym kraju gadaj, i nazwiska swego podpisa nie 
umia na kontrakcie ani na wekslu adnym? Synowie moi, rabbi, i starsze wnuki moje wielkie 
interesy prowadz, i on prowadzi je bdzie, jak tylko oeni si... Cae dziedzictwo ojca jego 
do niego naley. On bdzie bogaty i z wielkimi purycami trzeba jemu bdzie rozmawia. A 
jake by on z nimi rozmawia, ebym ja jego do edomity na nauk nie posa? 
 Niech przepadnie Edom z plugaw nauk swoj i niech nie przebaczy mu Pan!  
mrukn rabin, po chwili za doda:  A dlaczego ty syna syna swego uczonym nie zrobi, 
tylko na kupca go kierowa? 
 Rabbi!  odpar Saul  familia Ezofowiczw jest famili kupieck. My kupcy z ojca na 
syna i taki jest u nas obyczaj. 
Mwic to podnis nieco gow kornie dotd pochylon. Przy wspomnieniu o rodzie 
swym uczu si dumnym i mielszym. Ale nic dorwna nie moe wzgardzie i szyderstwu, 
jakimi sykny usta rabina, gdy wymwi on za Saulem: 
 Familia Ezofowiczw! 
 Familia Ezofowiczw  powtrzy goniej  bya zawsze ziarnkiem pieprzu na 
podniebieniu Izraela... 
58 
Saul podnis nagle gow. 
 Rabbi!  zawoa  w niej byy brylanty, na ktre patrzc edomici sami w poszanowaniu 
mie zaczynali cay Izrael... 
Drgna i zakipiaa pomidzy dwoma ludmi tymi stara nienawi wzajemna Ezofowiczw 
i Todrosw. 
 W waszej familii  mwi rabin  jest jedna brzydka dusza, ktra chodzi od jednego do 
drugiego Ezofowicza i oczyci si nie moe. Bo tak napisane jest: Wszystkie dusze, ktre z 
sefirotw wypyny, jak krople wody wypywaj z pochylonej butelki, odbywaj ibur  
gilgul, podr po ciaach, z jednego do drugiego przechodzc, a oczyszcz si ze wszystkich 
grzechw i nazad do sefirotw powrc. Kiedy czowiek pobony i witobliwy jest, dusza 
jego powraca do sefirotw, a kiedy ona tam powrci, to na jej miejsce inna dusza idzie na 
wiat i ciao sobie bierze. I pty bieda, smutek, boleci i grzechy mieszka na ziemi bd, 
pki wszystkie dusze od sefirotw oderwane ibur  gilgul nie odbd i przez ciao nie przejd. 
A jak one mog wszystkie przez ciaa przej, kiedy na ziemi bdzie wiele obrzydliwych, 
nieczystych i nauki witej nie szanujcych? Ci obrzydliwi trzymaj sobie cigle ciaa, z 
jednego do drugiego przechodzc, a tam wysoko inne dusze czekaj, eby oni ciaa od siebie 
uwolnili i dla nich je zostawili. Oni musz czeka, bo tyle cia razem na wiecie by nie 
moe, ile jest dusz midzy sefirotami. I sam Mesjasz czeka, bo on wprzdy na wiat nie 
przyjdzie, nim ostatnia dusza w ciao nie wejdzie i ibur  gilgul nie zacznie. Obrzydliwi 
zajmujc cigle ciaa jedno po drugim, nie dopuszczajc do nich dusz oczekujcych, 
odsuwaj w dalek przyszo Jobel  ha  Gadol  Dzie Mesjaszowy  wielkie wito 
radoci! W waszej familii jest taka obrzydliwa dusza. Ona wstpia naprzd w ciao Michaa 
Seniora, potem bya w ciele Hersza, a teraz ona we wnuku twoim, Meirze, siedzi! Ja dusz t, 
pyszn i buntownicz, poznaem w oczach i na twarzy wnuka twego i dlatego moje serce 
odwrcio si od niego! 
W czasie gdy Todros wykada siedzcemu naprzeciw starcowi doktryn wdrwki dusz i 
jej nastpstw, w starcu tym zasza uderzajca zmiana. Wprzdy by on ju omieli si 
znacznie, a nawet podnosi gow z niejak dum i godnoci. Teraz pochyli si znowu 
nisko, smutek i trwoga zagray wrd zmarszczek twarzy jego. 
 Rabbi!  ozwa si z pokor  bogosawionym bd za to, e odkrywasz przed oczami 
moimi wit mdro twoj! Sowa twoje s prawdziwe, a oczy twoje umiej poznawa 
dusze, co w ciaach ludzkich mieszkaj. Ja tobie, rabbi, tak rzecz opowiem. Kiedy 
malekiego Meira przywiz do mnie syn mj, Rafa, ja wzi dziecko z rk jego i bardzo je 
caowa, bo mnie wydao si, e on do Beniamina mego a swego ojca bardzo podobny; ale 
stara prababka jego odebraa go ode mnie, postawia go przed sob na ziemi i bardzo jemu 
przypatrywa si zacza, a potem wielkim gosem krzykna: On nie do Beniamina, ale do 
mego Hersza podobny! zy cieky z jej starych oczw, usta jej powtarzay: Hersz, Hersz, 
mj Hersz!, a dziecko ona do piersi swej przyciskaa i powiedziaa: To moje kleiniskind 
najulubiesze! to oko w mojej gowie i brylant w tej koronie, co mi j wnuki i prawnuki moje 
robi, bo on do Hersza mego podobny! I ona za nim przepada, i teraz jego jednego tylko zna, 
i do siebie woa, bo on do ma jej, Hersza, bardzo podobny! 
 Dusza Michaa wesza w ciao Hersza, a z ciaa Hersza przesza do wnuka twego, Meira 
 powtrzy rabin i doda:  Pyszna to, buntownicza dusza! nie ma w niej pokory i spokoju! 
Zagodzonym zdawa si by Todros pokor Saula i uznaniem, jakie okaza on sowom 
jego. 
 Dlaczego ty go nie enisz, kiedy jemu due ju wosy wyrosy na brodzie i twarzy?  
zapyta. 
 Rabbi! ja go chcia eni z crk pobonego Jankla, ale dziecko u ng moich leao i 
prosio, ebym ja jego nie przymusza... 
59 
 Dlaczego ty stopy swojej nie postawi wtedy na plecach jego i nie zrobi tak, eby on by 
tobie posuszny? 
Saul spuci powieki i milcza. Czu si winnym. Mio dla wnuka  sieroty wprowadzaa 
go wci na drogi grzechu. 
Todros mwi znowu zacz: 
 Oe ty go jak najprdzej, bo napisane jest, e kiedy u modego czowieka wosy rosn 
na brodzie i twarzy, a on ony jeszcze nie ma, to dusza jego w nieczysto wpadnie... Dusza 
wnuka twego wpada ju w nieczysto... ja wczoraj widziaem go sam na sam z 
dziewczyn... 
Saul niespokojnie podnis na mwicego oczy. 
 Ja jego widziaem  cign rabin  jak on na ce z karaimk rozmawia... 
 Z karaimk!  powtrzy Saul gosem zdumienia i przeraenia penym. 
 On na brzegu sadzawki sta i z jej rki bra jakie kwiaty, a na ich twarzach ja czyta, e 
dusze ich obejmowa nieczysty ogie... 
 Z karaimk!  powtrzy raz jeszcze Saul, jakby uszom swoim wierzy nie chcia. 
 Z kacerk!  wyrzek rabin. 
 Z ebraczk!  wymwi Saul i energicznie podnis gow. 
 Rabbi!  zacz  ju ja teraz bd z nim inaczej! Ja nie chc, eby na staro wstyd mi 
oczy wyjada, dlatego, e wnuk mj z ebraczkami nieczyste przyjanie trzyma. Ja jego 
oeni! 
 Ty go skar!  zawoa rabin.  Ja dlatego tu przyszed, eby tobie powiedzie, aby ty 
nog swoj na plecach jego postawi i pych jego zgi w k. Ty go nie auj! bo pobaanie 
twoje dla niego bdzie wielkim grzechem, ktrego nie przebaczy tobie Pan. Jeeli ty sam jego 
nie skarcisz, ja opr rk moj na jego gowie, a wtedy bdzie wam wszystkim wielki wstyd, 
a jemu takie nieszczcie, e on w proch rozsypie si jak ndzny robak! 
Na sowa te wymwione gronym gosem Saul drgn. Przerozmaite uczucia walczyy 
wci w piersi starca tego: tajemny wstrt do Todrosa i gboka cze dla uczonoci jego, 
duma i obawa, rozgniewanie srogie wzgldem wnuka i mioci dla niego. Groba rabina 
dotkna ostatniej struny tej. 
 Rabbi!  zawoa  przebacz ty mu! to jeszcze dziecko! Jak on oeni si i interesy 
prowadzi zacznie, on zrobi si inny! Jak on urodzi si, ojciec jego napisa do mnie: Tate! 
jakie imi ty chcesz, aby wnuk twj nosi? A ja odpisaem: Niech imi jego bdzie Meir, 
czyli wiato, aby on przede mn i przed Izraelem caym wielk wiatoci wieci!... 
Nie mg mwi duej, bo dwie zy zapyny mu renic i staczajc si po obwisych, 
pomarszczonych policzkach gos mu zatamoway. 
Rabin wsta z kanapy, podnis wskazujcy palec w gr i wymwi: 
 To tylko pamitaj o rozkazaniach moich! Ja tobie ka, aby ty stop swoj na plecach 
jego postawi, a ty rozkazania mego suchaj, bo napisane jest, e uczeni s fundamentem 
wiata! 
Rzekszy to posun si ku drzwiom, u ktrych oczekujcy na rebe Jankiel i Kalman 
morejne pochwycili go znowu pod oba ramiona, przenieli przez korytarz i progi i u stp 
ganku na ziemi postawili. 
I znowu suna przez plac w stron szkolnego podwrka kierujc si czarna gromada ludzi, 
znowu meamed cofajc si przed rabinem skaka, taczy, w rce klaska i krzycza, i znowu 
gromada dzieci postpujc za orszakiem w pewnym oddaleniu naladowaa nauczyciela 
swego, jak on skaczc, krzyczc, w rce klaszczc, niekiedy te padajc i rozdzierajc 
powietrze paczliwymi wrzaski. 
A w bawialnej izbie Ezofowiczw stary Saul siedzia z twarz ukryt w doniach, gdy w 
drzwiach przeciwlegych stana stara Frejda. Promienie soneczne wpadajce przez okno 
60 
rozpaliy tczowe blaski w zocie i brylantach, ktrymi bya okryt, a ona toczc dokoa izby 
przymruon sw zotaw renic wymwia zwykym swym szeptem gosu pozbawionym: 
 Wo ist Meir? 
61 
V 
Meir nieobecnym by w domu w czasie odwiedzin rabina. Wczenie bardzo dom 
opuciwszy skierowa si on ku najbardziej oddalonym od rodkowego placu uliczkom 
miasteczka. Tu znalaz si rd domostw malutkich, nadzwyczaj ubogich, z ktrych adne nie 
miao wicej jak po dwa drobne okienka, przed ktrych progami stay szerokie, cuchnce 
kaue, ktre owiewao dokoa duszce, cikie powietrze. Z czarnych kominw domkw 
tych wydobyway si cienkie bardzo nici dymu, zdradzajce szczupoci sw szczupo 
gotowanej tam strawy; przegnie i upadajce poty otaczay malutkie podwrka zasypane 
mieciem; tu i wdzie widziay zza nich wskie zagonki ziemi, porose z rzadka mizernym 
warzywem. Przed niskimi drzwiami kobiety chude, z ciemnymi, zbolaymi twarzami, w 
szafirowych kaftanach i zrudziaych perukach, pray w baliach szar, grub bielizn; 
zgarbione i zgrzybiae niewiasty siedzc na wskich awkach robiy poczochy z bkitnej lub 
czarnej weny; dziewczta mode, ale opalone, w brudnej odziey i z roztarganymi wosami, 
doiy chude kozy. 
Bya to dzielnica miasteczka zamieszkiwana przez najnisz warstw ludnoci 
szybowskiej, przybytek ubstwa, ndzy nawet, brudu i chorb. 
Przy rodkowym placu stojce domostwa Ezofowiczw, Kalmanw, Witebskich i 
Kamionkerw paacami rozkoszy wydawa si mogy wobec siedlisk tych ludzkich, ktrych 
sam zewntrzny widok przywodzi na myl wyobraenie ziemskiego czyca. 
Nie dziw. Tam, przy placu, mieszkali kupcy i uczeni, arystokracja zatem wszelkiej 
izraelskiej gminy, tu gniedzia si rzemielnicza i wyrobnicza ludno, gmin zarabiajcy na 
ycie prac rk, nie gowy, a spord ktrego nikt prawie wywie si nie mg z adnej 
staroytnej rodziny ani pochlubi si posiadaniem w swym rodzie  bogacza lub uczonego. 
Jakkolwiek wczesny to by jeszcze poranek, wszdzie tu ju rozpoczt bya praca 
codzienna. Zza mtnych szybek drobnych okienek, wida byo podnoszce si wci i 
opadajce, rkawami koszul okryte ramiona krawcw i szewcw. Za cienkimi cianami 
dzwoniy narzdzia blacharzy i stukay moty kowalw, z chaty fabrykanta wiec ojowych 
wydobyway si nieznone, tuszczem przejte wyziewy. Niektrzy z mieszkacw 
korzystajc z kilku promieni wschodzcego soca, ktre zaglday na ich uliczk, pootwierali 
okienka swe, a przechodzie mg ujrze przez nie izby malutkie, z czarnymi cianami, 
natoczone ludnoci, ktra ruszajc si na podobiestwo mrwek dotykaa niemal gowami 
czarnych belek sufitw. Wychodzi te przez okienka te gwar zoony z modlcych si 
gosw mskich, z wrzaskliwych ktni kobiecych i wrzaskliwych jeszcze dziecinnych 
paczw. Wszake malutkie tylko dzieci rozdzieray krzykami swymi duszne powietrze 
czarnych i natoczonych izdebek, starsze za wielk gromad wylegy na ulic, odbyway rd 
niej krzykliwe gonitwy lub z zatopionymi w gstych kdziorach rkami tarzay si po 
piaszczystym jej gruncie. Podrastajcy chopcy, nie w krtkich spencerkach ju 
pozbawionych rkaww, jak dzieci modsze, ale w szarej, dugiej odziey, tali przed progami 
chatek, o ciany ich wsparci, bladzi, mizerni, osowiali, z pootwieranymi szeroko ustami, 
jakby dochodzce ku nim rzadkie promienie soneczne i powiewy wiee wciga pragnli do 
wyzibych i chorych swych piersi. 
Ku jednemu z wyrostkw takich, u cian domw stojcych, zbliy si Meir. 
 Nu! Lejbele  rzek  jak przyszed, eby ciebie zobaczy! Czy ty zawsze taki chory 
jeste i tak jak sowa na wiat oczy wytrzeszczasz? 
62 
Wida byo, e Lejbele by chory i wzrokiem osowiaym na wiat patrza, bo z rkami 
wsunitymi w rkawy ubogiej odziey do piersi przycinionymi dra on z zimna, cho ranek 
by ciepy, a na przemwienie Meira nie odpowiedzia ani sowa, tylko usta szerzej 
roztworzy i oczy swe o wielkich, czarnych martwych renicach bezmylnie w twarz 
mwicego wlepi. 
Meir pooy do na jego gowie. 
 Czy bye wczoraj w chederze?  zapyta. 
Chopiec bardziej jeszcze trz si zacz, ale ochrypym gosem odpowiedzia: 
 Aha! 
Oznaczao to twierdzenie. 
 I znowu ci tam bili? 
zy napeniy martwe oczy dziecka, wci ku twarzy wysokiego modzieca wzniesione. 
 Bili!  wymwi. 
Pier jego zakaa pod cisncymi j i w rkaw schowanymi rkami. 
 A niadanie ty jade? 
Dziecko przeczco wstrzsno gow. 
Meir zdj z pobliskiego ubogiego stragana wielk cha (buk), za ktr rzuci 
straganiarce miedziany pienidz, i da j dziecku. Lejbele pochwyci cha w obie donie i 
chciwie poera zacz, lecz w teje chwili wyskoczy z chatki wysoki, chudy, gitki 
czowiek, z gstym czarnym zarostem, z blad, stroskan twarz, i rzuci si ku Meirowi. 
Pochwyci naprzd rk jego i do ust j podnis, a potem wyrzuty czyni mu zacz. 
 Morejne!  zawoa  na co ty jemu cha dae? ty odwrci od niego powiniene twarz 
swoj! To takie gupie, paskudne dziecko! uczy si nie chce i mnie wstyd robi! Maemad  
niech sto lat yje  mczy si bardzo, eby jemu gow owieci, ale to taka gowa, co nic nie 
rozumie! Meamed jego bije i ja jego boj, eby nauka do gowy jemu laza  a co to jemu 
pomaga? Nic nie pomaga! On alejdyk gejer (prniak) jest, osio, paskudztwo! 
Meir patrza na chopca poerajcego wci buk. 
 Szmulu!  rzek  on nie jest prniak ani osio, ale on chory! 
Szmul wzgardliwie rzuci rk. 
 Jaki on chory?  krzykn  on chorowa zacz wtedy, jak jego do nauki popdzili! 
Wprzd by on zdrw, wesoy i rozumny! Ach! jakie to byo pikne i rozumne dziecko! Czy 
ja mg spodziewa si takiego nieszczcia, co z nim teraz zrobio si! 
Meir wci gadzi doni roztargane wosy bladego dziecka z idiotycznym wzrokiem. 
Wysoki, cienki Szmul pochyli si znowu i pocaowa go w rk. 
 Morejne!  rzek  ty bardzo dobry jeste, kiedy litujesz si nad tym gupim dzieckiem! 
 Na co ty mi, Szmulu, morejne nazywasz?  zacz Meir. 
Przerwa mu Szmul popiesznie: 
 Ojcowie ojcw twoich byli morejnami, zejde twj i stryjowie twoi morejnami s i ty, 
Meir, prdko morejnem bdziesz! 
Meir ze szczeglnym jakim umiechem gow wstrzsn. 
 Ja, Szmulu, nigdy morejnem nie bd!  rzek.  Mnie tego honoru nie zrobi i ja... jego 
nie chc! 
Zastanowi si Szmul i pomyla. Potem nachyli si do ucha modzieca i cicho szepn: 
 Ja sysza! ty, Meir, z wielkim rabinem naszym i kahalnymi zgody nie trzymasz! 
Meir spojrza dokoa, jakby ca t ndz, ktrej obrazy go otaczay, wzrokiem obj 
pragn. 
 Jacy wy biedni!  wymwi, nie dajc Szmulowi bezporedniej odpowiedzi. 
Sowa te dotkny zna bardzo draliwej struny serca i ycia Szmula, bo a zatrzsy mu 
si rce i zaiskrzyy oczy. 
63 
 Aj! jacy my biedni!  zajcza  ale najbiedniejszy z wszystkich, co na tej uliczce 
mieszkaj, jest chajet (krawiec) Szmul! Star lep matk i on, i omioro dzieci utrzyma 
trzeba. A z czego ja ich utrzymywa bd? U mnie majtku adnego nie ma prcz dwch tych 
rk, ktre dzie i noc szyj, jeeli tylko jest co szy... 
Mwic to wyciga i pokazywa Meirowi dwie rce swoje, istne rce ndzarza; ciemne, 
brudne, chude, ig wskro nakute, bliznami od noyc pokryte, a drce teraz od alu... 
 Morejne!  mwi coraz ciszej i coraz bliej pochylajc si nad uchem suchacza swego 
 nam ciko y, bardzo ciko... wszystko u nas drogo kosztuje, a co nam paci trzeba, 
gwat! Urzdnicy cesarscy podatki od nas bior, od koszernego misa pudekowe my pacim i 
od wiec tych, co je w szabasy palim, pacim, i bractwu pogrzebowemu pacim, i na 
urzdnikw kahalnych pacim, i na co my nie pacim? Aj waj! Z tych domkw naszych 
biednych rzeki pienidzy pyn... A skd my je bierzem? Z potu naszego my bierzem je, z 
krwi naszej i z wntrznoci naszych dzieci, co z godu wysychaj! Ty mnie pytae si 
niedawno, morejne, dlaczego u mnie w chacie tak brudno i tyle miecia. A jak w niej nie ma 
by brudno, kiedy nas jedenacioro w jednej maej izbie mieszka, a w sionce stoj dwie kozy, 
co nas mlekiem swoim ywi? Ty mi pytae si, morejne, dlaczego moja ona taka chuda i 
stara, cho lat jej jeszcze niewiele, i dlaczego moje dzieci tak cigle choruj. Morejne! 
koszerne miso u nas bardzo drogie i my jego nigdy nie jemy... chleb jemy z cebul i kozie 
mleko pijem... Na szabas wtedy tylko u nas ryba bya, kiedy ty, morejne, zaszed do nas i 
srebrny pienidz nam da! My biedni... bardzo biedni na caej tej uliczce, ale najbiedniejszy ze 
wszystkich jest chajet Szmul ze swoj matk lep, ze swoj on bardzo chud i ze swymi 
omioma dziemi... 
aonie wstrzsn gow chajet Szmul i patrza w twarz Meira swymi czarnymi oczami, 
w ktrych malowao si osupiae jakby nad wasn ndz zdziwienie. Meir z doni zoon 
wci na gowie bladego dziecka dogryzajcego ogromnej buki sucha z uwag mowy 
ndzarza. Usta jego uoyy si w zarys litoci, ale cignite brwi i spuszczone powieki 
nadaway twarzy jego wyraz gniewnej zadumy. 
 Szmulu  rzek z cicha  a dlaczego ty tak czsto roboty nie masz? 
Szmul zmiesza si widocznie i podnisszy rk ku gowie przekrzywi jarmu 
przykrywajc czarne, spltane jego wosy. 
 Ja tobie powiem  cign z cicha Meir  tobie roboty nie daj dlatego, e ty od tych 
materii, z ktrych suknie ka ci szy, due kawaki odkrajasz i sobie ich bierzesz. 
Szmul obu ju rkami chwyci za jarmuk. 
 Oj! biedna moja gowa!  jkn.  Morejne! co ty na mnie powiedziae! usta twoje 
bardzo brzydk rzecz na mnie powiedziay! 
 Rafa, stryj mj, Ber i ony ich przestali tobie dawa robot, bo ty im materii duo 
odcina i sobie bra  ze smutkiem bardziej ni z surowoci rzek Meir. 
Szmul podskoczy, schyli si ku ziemi, potem znw podskoczy i zawoa: 
 Nu, prawda! Morejne! ja otworz serce moje przed tob! ja kawaki materii odcina i 
sobie bra... A dlaczego ja to robi? Bo moje dzieci byy goe! ja je nimi okrywa! i jak moja 
lepa matka chora leaa, ja je sprzeda i misa kawaek dla niej kupi... Morejne! niech twoje 
oko ze  ja tyle pienidzy mia, ile oni ich bior dla siebie z pracy naszych rk i z potu naszego 
czoa, ja bym  nie krad. 
 A na co reb Jankiel i morejne Kalman bior dla siebie wasze pienidze?  z zamyleniem 
zacz Meir i chcia dalej mwi, ale Szmul wyprostowa si i przerwa mu nagle: 
 Nu, oni maj prawo! oni s nad nami starsi! Co oni zrobi, to wite! Kto ich sucha, ten 
jakby samego Pana Boga sucha! 
Smutnie jako umiechn si Meir i sign rk do kieszeni. Szmul ciga ruch ten jego 
wzrokiem, ktry roziskrzy si nagle. Byszczaa w nim chciwo. 
64 
Meir pooy na otwartym oknie ndznej chatki par srebrnych monet; Szmul rzuci si ku 
niemu i rk jego caowa. 
 Ty dobry jeste, morejne! ty zawsze wszystkim biednym ludziom pomagasz! Ty i nad 
moim gupim dzieckiem lito masz! 
Ochonwszy nieco z uniesienia wdzicznoci wyprostowa si i pocz Meirowi na ucho 
szepta: 
 Morejne! ty dobry jeste i wielkiego bogacza wnuk, a ja biedny, gupi chajet! ale ty jeste 
jak mid na moich ustach i ja przed tob cae serce moje otworzy musz. Ty le robisz, e z 
wielkim rabinem naszym i kahalnymi zgody nie trzymasz! Nasz rabin, to taki wielki rabin, e 
drugiego takiego na caym wiecie nie ma! Jemu Pan Bg wielkie rzeczy objawi, on sam 
Kaba Maszjat5 rozumie. Za nim wszystkie ptaki lataj, jak on na nich zawoa, i wszystkie 
choroby on umie leczy, i wszystkie serca ludzkie przed nim otwieraj si! Kade tchnienie 
ust jego wite jest, a jak on modli si, to dusza jego z samym Panem Bogiem cauje si! A ty, 
morejne, odwrci od siebie serce jego. 
Z powag wielk mwi to ndzarz Szmul i pokuty ig, ciemny swj palec w gr 
wznosi uroczystym gestem. 
 A kahalni  cign dalej  to bardzo poboni ludzie s i wielcy bogacze. Ich take 
szanowa trzeba i sucha i choby oni co zego robili, oczy zamyka. Oni mog ciebie przed 
Panem Bogiem oskary i przed ludmi. Pan Bg rozgniewa si, jak ich skarg posyszy, i 
kar na ciebie spuci, a ludzie powiedz, e ty bardzo zuchway jeste, i odwrc od ciebie 
twarze swoje. 
Trudno by odgadn, jakie wraenie wywieray na Meirze pokorne i zarazem powane 
przestrogi Szmula. Trzyma on wci do sw na gowie maego Lejbele i wpatrywa si w 
twarz jego o piknych rysach i ogromnych, czarnych renicach, tak jakby w dziecku tym 
bladym, chorowitym, zidiotyzowanym i drcym widzia upostaciowanie caej tej licznej 
czci izraelskiego ludu, ktra przegryzana ndz i chorobami wierzya jednak i wielbia 
lepo, kornie, lkliwie i niezmordowanie. 
Skin potem gow z wolna, przyjanie i odszed. Szmul bieg za nim kilkanacie krokw 
jeszcze. 
 Morejne!  jcza  nie gniewaj si ty na mnie, e ja przed tob serce moje otworzyem! 
Bd kuger! (mdrym) Niech na ciebie uczeni i bogacze skarg do Pana Boga nie wznosz! 
Bo lepiej takiemu czowiekowi, co pod ziemi ley, ni takiemu, na ktrego gowie opr oni 
swoje rozgniewane rce! 
Wrci potem i do lepianki swej wszed, i nie zauway, e Lejbele nie sta ju przy cianie 
domu. Gdy tylko Meir odszed, blade dziecko od ciany odeszo i za nim poszo. Z rkami 
wsunitymi wci w rkawy ndznej odziey, z otwartymi usty, dzieci ndzarza Szmula 
postpowao krok w krok za idcym w zamyleniu, piknym, wysokim modziecem przez 
ca dugo ulicy. U koca jej dopiero zatrzymao si, jakby lkajc si i dalej, i 
gardowym, ochrypym gosem wymwio: 
 Morejne! 
Meir obejrza si. Przyjazny umiech owieci mu twarz, gdy zobaczy dziecko, ktre a tu 
za nim przyszo. 
Czarne, martwe renice dziecka podnosiy si ku jego twarzy, z szarego rkawa wysuna 
si ku niemu rka maa i chuda. 
 Chay!  wymwi Lejbele. 
Meir obejrza si za straganem. Stao tam wzdu uliczki peno ubouchnych straganikw, 
przy ktrych kobiety osaniajce achmanami wychude swe ciaa sprzedaway buki twarde 
jak kamienie, drobne gwki cebuli, czarne i wstrtliwe wyroby jakie z miodu i maku. 
5 Najwysza cz Kabay, uczca za pomoc kombinowania liter i wyrazw cuda czyni i tajemnice odgadywa 
(przyp. aut.) 
65 
Z biaej doni Meira do chudych i czarnych rk dziecicych przesza znowu wielka, 
wyplatana chaa. Lejbele pochwyci j, podnis do ust obu rkami i odwrciwszy si wraca 
do domu rodkiem ulicy, idc powoli, prosto i powanie. 
Po chwili Meir znalaz si na rodkowym placu miasteczka. Zdawa si mu mogo, e z 
otchani wyszed na wiato dzienne. Soneczny blask zalewa okrg przestrze, wysusza 
znajdujce si tu i wdzie kaue bota i rozpala zote iskry w oknach domw otaczajcych 
rynek. Na dziedzicu pobonego reb Jankla wznoszono budynek jaki nowy i obszerny; rudy 
gospodarz nadzorowa sam robotnikw, lubujc si widocznie tym pomnaaniem si dobra 
swego; stuk siekier i zgrzytanie pi napeniay yciem otoczenie niskiego domu, przed 
sklepion sieni ktrego stao par powozw przejezdnych goci. Dalej nieco, na ganku domu 
swego, sta lnicy od atasw morejne Kalman; jedn rk podnosi do umiechnitych warg 
cygaro, a drug gaska zociste wosy dwuletniego dziecka, ktre siedzc na awie gankowej 
trzymao w rku ogromny kawa chleba obficie posmarowanego miodem i obmazywao nim 
sobie pulchn, miejc si do wspaniaego ojca twarzyczk. 
Na dziedzicu Ezofowiczw sonecznie te byo, gwarnie i wesoo. Porodku dwaj 
barczyci tracze piowali drzewo przygotowane na zim, rd mikkich odpadkw drzewnych 
bawio si kilkoro dzieci czysto odzianych i stroio sobie gowy wiecami z piowin; u studni 
dziewka suca, hoa i wesoa, czerpaa wod, gono przemawiajc si z traczami; przez 
otwarte okna domostwa wida byo powane gowy Rafaa i Abrama, ktrzy z wielkim 
zajciem rozprawiali o interesach, Sar stojc przy szeroko rozpalonym ognisku kuchennym 
i adn Lij, ktra przed maym lusterkiem zaplataa swe ogromne warkocze. 
Gdy Meir wchodzi w bram, tracze przerwali robot sw, umiechnli si ku niemu i 
przyjanie skinli gowami. Pochodzili oni z tej samej uliczki, ubogiej, brudnej, ktr opuci 
on przed chwil, lecz znali go wida dobrze. 
 Szolem alejchem! (pokj tobie)  zawoali. 
 Alejchem szolem  wesoo odpowiedzia im Meir. 
 Nie pomoesz nam dzi w robocie naszej?  zapyta artobliwie jeden z robotnikw. 
 Czemu nie?  odpowiedzia Meir i zbliy si do pracujcych. 
Wida byo, e praca fizyczna ulubionym bya i czstym zajciem Meira i e robotnicy 
dziada jego przyzwyczajeni byli do tego, i dzieli on j z nimi. Jeden z nich ustpowa ju mu 
miejsca swego przy kodzie drzewa, kiedy przez otwarte okno wychylia si Lijka i koczc 
zaplatanie czarnego warkocza zawoaa: 
 Meir! Meir! gdzie ty tak dugo by? Zejde dawno ju woa ciebie! 
Kwadrans zaledwie min od wizyty rabina, Saul pochyla jeszcze gow na donie w 
gniewnej i smutnej na poy zadumie, a o kilka krokw od niego stara Frejda siedziaa u okna 
otwartego na plac, oblana caa zotem soca i migotliwymi iskrami diamentw. 
Ciekawym wielce by proces duchowy, ktry odbywa si w starej, lecz krzepkiej jeszcze 
piersi Saula. W gbi duszy nie lubi on Izaaka Todrosa. Nie rozumiejc dobrze gbszego 
znaczenia dziaa i stanowiska przodka swego, Michaa, ani ojca, Hersza, wiedzia przecie o 
tym, e posiadali oni szerokie wpywy pomidzy swymi i oglny szacunek monych, cho 
cudzych ludzi, dumny wic by obu rodowymi wspomnieniami tymi, a niewyrana te 
wiadomo o krzywdach, ktre wyrzdzili tymi, a niewyrana te wiadomo o krzywdach, 
ktre urzdzili tym gwiazdom rodu jego przodkowie Izaaka Todrosa, budzia w nim dla tego 
ostatniego guch i nie okrelon dobrze niech. Obok tego, bogaty sam i bogactwem swym 
chlubicy si wielce, uczuwa on dla ubstwa i, jak wyraa si w gbi myli swej, dla 
niechlujstwa Todrosw tajemn wzgard. Wszystko to jednak byo niczym w porwnaniu 
czci, ktr uczuwa dla witej, mdrej i gbokiej nauki, ktrej gwnym przedstawicielem 
by wielki rabin. Podstaw czci tej bya groza. Wiedzieli ludzie dobrze o tym, i bogaty i 
zrczny kupiec, przez cae dugie ycie swe handlujc, gorliwie i namitnie ubiegajc si za 
zyskiem, niejednego dopuci si postpku, ktry rozmija si z niejednym przykazaniem 
66 
synajskim. Ludzie wiedzieli o tym, ale wobec bogactwa, siwej gowy i wielkiej liczby 
wnukw i prawnukw jego  zapominali. Saul sam nie zapomina. Uczuwa czsto we 
wntrzu swym niespokojne jakie poruszenia si sumienia i uspokoi je pragn arliw 
pobonoci i wczytywaniem si w ksigi wite. Do ksig tych jednak nie przywyk by 
umys jego, przez dugie lata zaprztany czym innym. Czyta je teraz Saul, ale nic a nic 
spltanych i tajnych sensw ich nie rozumia, a im wicej nie rozumia, tym wicej je czci i 
tym wiksze wywieray na nim wraenie grozy i pokory. Teraz groza ta i pokora stany 
naprzeciw mioci istotnej, tkliwej nawet, ktr uczuwa on dla wnuka  sieroty, i toczyy z 
nim walk. 
Co jemu z tego przyjdzie? czy on z tego korzy jak bdzie mia?  myla stary Saul i 
gniewnym spojrzeniem spotka wchodzcego wnuka. 
Meir wszed do bawialnej izby niemiaym nieco krokiem. Wiedzia o odwiedzinach 
rabina, domyla si ich celu, lka si gniewu, a bardziej jeszcze smutku starego dziada. 
 Nu  ozwa si starzec  chod tu bliej! ja tobie pikne rzeczy powiem, z ktrych ty 
wielk rado bdziesz mia! 
A kiedy Meir stan o par krokw przed nim, wlepi we wzrok spod brwi zjeonych i 
rzek: 
 Ja ciebie dzi zarcz i ty za dwa miesice musisz by onaty! 
Meir zblad, ale milcza. 
 Ja ciebie z crk Jankla Kamionkera zarcz! 
Po sowach tych do dugie panowao milczenie. Pierwszy przerwa je Meir. 
 Zejde!  rzek cichym, lecz stanowczym gosem  ja crki Kamionkera za on sobie nie 
wezm! 
 Dlaczego?  tumic gniew zapyta Saul. 
 Dlatego, zejde  omielajc si wci odrzek mody czowiek  e Kamionker jest zy i 
niesprawiedliwy czowiek. I ja z nim w pokrewiestwo adne wchodzi nie chc! 
Saul wybuchn. aja wnuka za zuchwalstwo sdw jego i wychwala pobono reb 
Jankiela. 
 Zejde!  przerwa Meir  on biednych ludzi krzywdzi! 
 A co tobie do tego?  krzykn dziad. 
Tym razem oczy modzieca bysny gorco. 
 Zejde!  zawoa  on do swoich kieszeni bierze duo potu i pracy tych nieszczliwych, 
co tam na kocu miasteczka mieszkaj, i oni przez niego zodziejami staj si! A jak oni nie 
maj by zodziejami, kiedy u nich dzieci goe, a reb Jankiel za to nowe domy sobie buduje! I 
on w karczmach tych i browarach, ktre od purycw w dzierawie trzyma, brzydkie rzeczy 
robi! Chopw szynkarze jego poj i oszukuj, a wdk pdzi on wicej, jak pozwolone... 
Zejde! ty nie patrzaj na to, jak on modli si, ale na to, jak on robi, bo napisane jest: 
Niepotrzebne mi modlitwy ani ofiary wasze! Kto uciska biednych, ten krzywdzi Stwrc! 
Saul bardzo by zagniewanym, ale cytata wnuka zagodzia go nieco, bo pragn on gorco 
widzie go uczonym i biegym w znajomoci ksig witych. 
 Nu  mrukn gniewnie, ale bez uniesienia  to co, e reb Jankiel chopw poi i wdki 
pdzi wicej, jak pozwolonym jest! Ty nie wiesz jeszcze, co to takiego interesy i jak one si 
robi. Jak ty oenisz si z crk reb Jankla i on ci do interesw swoich przypuci, bdziesz 
tak samo pdzi i sprzedawa wdk! 
 Zejde!  szybko odpar Meir  ja wdki ani pdzi, ani sprzedawa nie bd! U mnie do 
tego ochoty nie ma adnej! 
 A do czego u ciebie ochota jest? ty do niczego ochoty nie masz!... 
Nie dokoczy jeszcze wyrazw tych stary Saul, gdy Meir pochyli si ku ziemi, 
ramionami kolana jego obj i usta swe do nich przyciskajc mwi zacz: 
67 
 Zejde, pu mi std! pozwl mi w wiat szeroki! Ja pjd uczy si! ja uczy si chc, 
tu oczom moim ciemno! Ja ciebie ju o to dawno, dwa lata temu, prosi, ale ty na mnie 
zagniewae si i kazae zosta! Ja zostaem, zejde, bo ja ciebie szanuj i rozkazania twoje s 
dla mnie wite. Ale teraz, zejde, pu ty mi std!... Jeeli pjd w wiat z pozwoleniem i 
bogosawiestwem twoim, uczony zrobi si, nazad tu powrc i wtedy naprzeciw wielkiego 
rabina stan i bd wiedzia, jak mu pokaza, e on may jest... Teraz... 
Nie pozwoli mu Saul mwi dalej. 
 Szaaa!  zawoa. 
Przeja go trwog sama wzmianka o tym, i wnuk jego stan moe kiedy do walki z 
wielkim rabinem. 
Ale Meir wyprostowa si i z czoem w ogniu a zami na rzsach mwi dalej: 
 Zejde! przypomnij ty sobie histori rabbi Elizera. Kiedy on mody by, ojciec go w wiat 
puszcza nie chcia, on ziemi ora i patrza na ciemne lasy, co przed nim wiat zasaniay, a 
serce jego ciekawo i tsknota gryzy tak, jak teraz moje serce gryz... I nie wytrzyma on tej 
zgryzoty i uciek... Uciek on do Jerozolimy, poszed do wielkiego mdrca, co wtedy na cay 
wiat syn, i powiedzia mu: Niech ja bd twoim uczniem, a ty bd moim mistrzem! 
Stao si, jak powiedzia. A kiedy w kilka lat pniej ojciec jego, ktry nazywa si Hirkanos, 
do Jerozolimy przejecha, zobaczy on tam piknego modzieca, co na wielkim rynku z 
wysokoci do ludu bardzo mdrze mwi, a lud sucha jego i dusza roztapiaa mu si jak 
mid z wielkiej sodyczy i wszystkie gowy chyliy si nisko przed modziecem i woay: 
Oto nasz mistrz! Hirkanos dziwowa si bardzo mdrym sowo tego, co sta na wysokoci, i 
wielkiej mioci, ktr dla niego cay lud mia. I spyta si on czowieka, przy ktrym sta: 
Jak nazywa si modzieniec ten, co stoi na wysokoci, i gdzie mieszka jego ojciec, bo chc 
pj i pokoni si temu, ktrego wntrznoci syna takiego wyday? A czowiek, ktrego on 
tak zapyta si, odpowiedzia: Modziecowi temu na imi Eliezer, gwiazda nad gow 
Izraela, a ojciec jego nazywa si Hirkanos. Jak Hirkanos to usysza, krzykn wielkim 
gosem, do modzieca pobieg i ramiona swoje przed nim otworzy. I bya wtedy wielka 
rado w sercach ojca i syna, a lud cay pokoni si Hirkanosowi za to, e wntrznoci jego 
takiego syna z siebie wyday... 
Saul sucha opowiadania tego bardzo uwanie, z twarz na poy chmurn jeszcze, na poy 
rozjanion. Drogimi mu byy ojczyste podania i lubi sysze je w ustach najulubieszego z 
wnukw. Jednak nie zawahaa si ani przez chwil z odpowiedzi. Przymruy nieco oczy, 
zakoysa gow i zacz: 
 eby w Jerozolimie naucza teraz wielki jaki mdrzec izraelski, ja bym sam, bez twego 
proszenia, posa ci do niego na nauk. Ale na Jerozolimie spocza mciwa prawica Pana... 
ona ju nie nasza... bdzie ona kiedy znw nasza... jak przyjdzie wielki dzie Mesjaszowy, 
ale teraz tam umiera tylko Izraelicie sodko i dobrze, a uczy si nie ma gdzie i u kogo. A w 
cudzy wiat po cudze nauki ja ciebie nie pol... One Izraelicie niepotrzebne... Ty od edomity 
nauczye si ju tyle, ile ci trzeba, aby w cudzym wiecie mg interesy prowadzi... A i za 
to ja miaem ju od wielkiego rabina wymwk... A dla mnie jego wymwki to wielki wstyd i 
wielka zgryzota... bo cho to mdry i wielki rabin, ale moja dusza cierpi, kiedy on do mego 
domu przychodzi aja mi, jak meamed mae dzieci w chederze aje... 
Zaspi si stary mwic to i ponuro w ziemi patrza. Meir sta przed nim jak skamieniay 
i tylko we wzroku jego szklisto w przestrze wpatrzonym malowaa si bezdnia smutnych i 
buntowniczych uczu. 
 Zejde!  ozwa si na koniec wp proszco, wp porywczo  to ty mi rzemielnikiem 
pozwl by! Ja bd z biednymi ludmi na jednej ulicy mieszka, razem z nimi rkami mymi 
pracowa i dusze ich do grzechu strzeg. A kiedy oni spytaj si mi o co, odpowiem im 
zawsze: tak albo: nie! Kiedy m chleba zabraknie, rozdziel pomidzy nich wszystek ten 
chleb, ktry bdzie w moim domu! 
68 
Znowu czoo jego zapaaa i zy bysny na rzsach. Ale Saul podnis na niego wzrok 
osupiay od zdziwienia i po chwili dopiero odpowiedzia: 
 Jak ty bdziesz mia dwa albo trzy lata wicej, wtedy poznasz, jaki ty gupi bye, kiedy 
do mnie takie rzeczy gadae. W familii Ezofowiczw nie byo nigdy rzemielnika adnego i, 
dzikowa Bogu, nigdy nie bdzie. My kupcy z ojca na syna i pienidzy u nas do, a z ojca 
na syna coraz wicej. I ty kupcem bdziesz, bo Ezofowicz kady kupcem musi by. 
Ostatnie wyrazy wymwi stanowczym gosem, po chwili, agodniej nieco, cign dalej: 
 Ja tobie ask chc zrobi... Kiedy ty nie chcesz eni si z crk reb Jankla, ju ja ci 
pozwol nie eni si z ni... Ale ja ciebie zarcz z crk Elego Witebskiego, wielkiego 
kupca. Tobie smutno za nauk, nu! to ja tobie dam on edukowan... J rodzice na pensji w 
Wilnie trzymaj... Ona po francusku gada umie i na fortepianie gra... Nu, kiedy ty taki 
kapryny jeste, to ta dziewczyna bdzie dla ciebie jak raz... Ona ma szesnacie lat, ojciec da 
za ni wielki posag i zaraz ciebie do swoich interesw przypuci... 
Z wyrazu twarzy Meira pozna mona byo, e wrza wewntrz. 
 Ja crki Witebskiego nie znam! moje oczy nigdy jej nie widziay  wyrzek ponuro. 
 A na co tobie j zna?  krzykn Saul.  Ja j tobie daj! Ona za miesic wrci z Wilna 
do rodzicw i ty z ni za dwa miesice oenisz si! Ot, co ja tobie mwi, a ty milcz i 
rozkaza moich suchaj. Ja tobie do tego czasu za wiele pozwalaem, ale teraz ju bd z tob 
inaczej... Izaak Todros powiedzia, ebym ja stop swoj na twoich plecach postawi... 
Rumiece wytrysny na blad twarz Meira. Z oczu jego posypay si iskry. 
 Niech rabbi Izaak sam stawi stop swoj na plecach tych, co jak psy li jego nogi!  
zawoa.  Ja Izraelita jak i on... ja niczyj niewolnik... ja... 
Skonay sowa na drcych ustach jego, bo stary Saul stan przed nim wyprostowany, 
potny, rozpomieniony gniewem i rk sw na niego podnosi. Lecz w teje chwili 
pomidzy rk t starca, such, lecz siln jeszcze, a twarz modzieca, wzburzon i 
pomienn, zawisa do maa, od staroci wyscha, pomarszczona i drc rozdzielia je z 
sob. Bya to do Frejdy, ktra, obecna caej rozmowie dziada i wnuka, zdawaa si drzema 
na socu i nic nie sysze, ale kiedy rozleg si w izbie namitny wykrzyk Meira, a Saul 
powsta rozgniewany i grony, ona powstaa take, wyprostowana i milczca postpia par 
krokw i biedn, star doni sw niby tarcz zasonia prawnuka... Rka Saula opada w d i 
zmikym ju nieco gosem zawoawszy tylko ku Meirowi:  Weg!  opuci si on na aw i 
ciko oddycha. 
Prababka usiada znowu przy otwartym oknie, w socu caa, Meir opuci izb. 
Wyszed z gow schylon i chmurnym czoem. Uczu w tej chwili ca niemoc sw wobec 
wszystkiego, co wznosio si nad nim wiekiem, znaczeniem, powag; uczu cice na sobie 
kajdany patriarchalnego ustroju rodziny. I tylko przy wspomnieniu o tej maej, wyschej, 
drcej doni kobiecej, ktra zasonia go przed grubiaskim aktem przemocy, umiech 
rzewnej tkliwoci przewin si mu po ustach. By to take umiech nadziei. 
 ebym ja to pisanie mg dosta!  rzek do siebie, do przesuwajc po czole. 
Myla o pisaniu Michaa Seniora i o tym, e jedna tylko stara prababka wiedziaa, kdy 
szuka go trzeba, i o tym take, i gdyby je mia, wiedziaby moe, co mwi, jak czyni... 
Saul tymczasem siedzia dugo na awie, sapic ze zmczenia i ze zmartwienia wzdychajc. 
Par razy spojrza na matk i umiechn si. Dziwnym zdawao mu si moe to nage 
wstawienie si za prawnukiem wiecznie drzemicej i milczcej stuletniej rodzicielki jego, a 
moe i wdzicznym jej by w gbi serca za to, i nie pozwolia ona, aby w uniesieniu 
gwatownym skrzywdzi on wnuka  sierot. 
 Rafa!  zawoa po chwili dononym gosem. 
Do izby wszed najstarszy z synw jego, powany, siwiejcy, czarnooki mczyzna. By 
on po Saulu najstarszym w rodzinie; wnuki ju dorose mia, szeroko rozgazione interesy 
handlowe po wiecie prowadzi, ale woanie ojca usyszawszy porzuci wnet rachunkowe 
69 
ksigi swe, przerwa yw rozmow o interesach, ktr prowadzi z bratem Abramem, i stan 
przed ojcem. 
 Czy Eli Witebski jest w domu?  zapyta Saul. 
 On wczoraj z dalekiej drogi powrci i teraz w domu swoim odpoczywa  odrzek syn. 
 Niech ktokolwiek zaraz pjdzie do niego i powie, e ja chc, aby on przyszed tu i ze 
mn o wanych rzeczach pogada. 
 Ja pjd sam  rzek Rafa  ja wie, o jakich rzeczach ty, tate, chcesz z Witebskim gada. 
Z Meirem le bdzie, jeeli on prdko nie oeni si i interesw prowadzi nie zacznie. 
Saula oczy z niepokojem utony w twarzy syna. 
 Rafa! czy ty mylisz, e jak oeni si, to bdzie zaraz inny? 
Rafa twierdzco skin gow. 
 Tate!  rzek  przypomnij sobie Bera. On by na takiej drodze, na jakiej teraz Meir jest, 
ale jak oeni si z nasz Sar, a ty, tate, do interesw swoich jego przyje i jak dzieci jego 
zaczy rodzi si jedno po drugim, jemu wszystkie gupstwa z gowy powylatyway. 
 Id! zawoaj do mnie Witebskiego  zakoczy rozmow Saul. 
Rafa wyszed po chwili z domu i zmierza ku domostwu, ktre przy zbiegu dwch 
najpokaniejszych ulic stojc okna miao due i wysoki ganek. Na ganku siedziaa kobieta, 
otya nieco, w jedwabnej sukni i mantyli spitej zot brosz, ze zotymi, dugimi kolcami w 
uszach i taranie uczesan peruk na gowie. Lat moga mie okoo czterdziestu, wygldaa 
wieo i rumiano, na ustach miaa umiech zadowolenia i dumy, a w rku trzymaa robtk 
jak z cienkiej baweny. Kiedy Rafa wchodzi na wschody wysokiego ganku, kobieta 
powstaa i z najwytworniejszym dygiem, jaki kiedykolwiek dokonanym mg by w 
Szybowie, na powitanie ku przybywajcemu wycigna rk. adna kobieta w Szybowie 
oprcz pani Hany Witebskiej nie witaa si w ten sposb z adnym mczyzn. Owe 
angielskie shake-hand, rozpowszechnione po caym ucywilizowanym wiecie, nie bardzo 
zna przypado do smaku powanemu Rafaowi, bo z troch niechci dotkn on kocami 
swych palcw pulchnej doni pani Hany i po krtkim wzajemnym pozdrowieniu zapyta j o 
jej ma. 
 On w domu  rzeka kobieta umiechajc si wci z chronicznym jakby zadowoleniem i 
rwnie chroniczn dum.  A jake! on wczoraj z wielkiej drogi wrci i teraz w domu 
swoim odpoczywa. 
 Ja przyszedem, aby z nim pogada!  rzek Rafa. 
 Prosz! prosz!  zawoaa kobieta z popieszn uprzejmoci otwierajc drzwi 
prowadzce do sieni domu.  Mj m bdzie bardzo kontent z takiego gocia! Prosz! 
prosz! 
Rafa na wiatowe grzecznoci pani Hany odpowiedzia w sposb bardzo umiarkowany 
szybkim skinieniem gowy i wszed w gb domu. Pani Hana usiada znowu na awce 
gankowej, wzgardliwie nieco przymruya oczy i szepna do siebie: 
 Nu! jacy tu ludzie w tym Szybowie! Oni z kobietami gada nie chc i tacy grubi s jak 
niedwiedzie! 
Westchna, pokiwaa gow i dodaa: 
 Czy ja do takich ludzi przyzwyczajona! U nas, w Wilnie, ludzie grzeczni i edukowani, 
nie tak, jak tu! pfe! 
Spluna lekko, westchna raz jeszcze i znowu robic machinalnie robtk sw, z 
umiechem dumy i zadowolenia patrzaa na miasteczko i ruszajcych si po nim ludzi. 
Niebawem w drzwiach domu ukazali si dwaj mczyni; rozmawiajc przeszli szybko przez 
ganek, na pani Han ani spojrzeli i ku domowi Ezofowiczw skierowali si. 
Eli Witebski, idcy teraz przez plac obok Rafaa, bynajmniej do towarzystwa swego 
podobnym nie by. Kupiec, tak jak i tamten, przedstawia on przecie powierzchownoci sw 
odrbny cakiem rodzaj kupca-Izraelity. wiatowcem by widocznie i elegantem. Ubranie 
70 
jego, niezupenie wprawdzie krtkie, najmniej przecie o p okcia krtszym byo d 
sigajcego stp ubrania Rafaa innym nieco krojem sporzdzone. Na atasowej kamizelce 
jego poyskiwa gruby acuch zoty, a na rku  piercie z wielkim brylantem. Twarz mia 
on pogodn i agodn, oczy bystre i przenikliwe, ma zotaw brdk, ku ktrej czsto 
podnosia si rka jego, brylantem ozdobiona, gestem powolnym i rozwanym. 
Szed on obok Rafaa z popiechem i ochot widoczn. Nie byo zreszt w Szybowie 
caym ani jednego, by najbogatszego, kupca i gospodarza domu, ktry by w podobny sposb 
nie pieszy na wezwanie Saula Ezofowicza. Od dziesiciu ju lat bowiem Saul na wasn 
rk interesy prowadzi przesta i nigdzie z domu swego, prcz do domu modlitwy, nie 
wychodzi. Przychodzili za to do niego wszyscy, ktrzy czerpa chcieli ze skarbnicy 
wielkiego dowiadczenia i nie mniejszej biegoci w interesach handlowych starego kupca. 
Zdarzao si czsto, i siadywa on w bawialnej izbie na kanapie owej z t, wysok 
porcz, przed nim, na stole, spoczywaa rozwarta ksiga nabona, ktrej czytanie przerwano 
mu, wkoo niego siedzieli mowie dojrzali, uchodzcy w gminie caej za bogaczy i 
uczonych, a do niego przybyli po rad, pomoc, a niekiedy nawet rozsdzanie i godzenie spraw 
spornych. Stary Saul radzi, pomocy, o ile mg bez krzywdy dzieci swych, udziela, 
rozstrzyga, godzi i wielk z tego dum na pomarszczonym czole swym mia. A kiedy potem 
sam dla wasnych spraw swoich potrzebowa z dostojnikami gminy rozmawia, wzywa ich 
przez synw lub wnukw swoich, a oni chtnie i uprzejmie do popieszali. 
Popiesza wic na wezwanie starego patriarchy gminy elegancki i bogaty Eli Witebski. 
Do bawialnej izby Ezofowiczw umiechniony i rozpromieniony wszed i gospodarza powita 
starym izraelskim: 
 Szolem alejchem (pokj tobie). 
Nie wita on ju w ten przestarzay sposb nikogo poza Szybowem, owszem, do 
spotykanych na wiecie ludzi bardzo poprawnie mawia umia: Gut morgen albo: Dzie 
dobry! Lecz obyczajem jego niezomnym byo stosowa si we wszystkim do przekona i 
upodoba tych wszystkich, z ktrymi do czynienia mia. 
Rafa chcia odej, ale gestem rozkazujcym zatrzyma go ojciec. Zamknli wszystkie 
drzwi izby i we trzech rozmawiali dugo i z cicha. Jakkolwiek jednak rozmawiajc zniali 
gosy, ciekawa i swawolna Lijka, crka Rafaa, prztyknwszy zgrabny nosek swj do drzwi 
zamknitych, a czarne oko do dziurki od klucza, usyszaa wyranie powtarzane czsto 
imiona Meira i Mery, crki Witebskich, naprzd, a potem swoje i jakiego Leopolda, kuzyna 
pani Hany, na wielkim wiecie przebywajcego. Odskoczya ode drzwi sponiona caa, 
zawstydzeniem na wsp, a na wp tajemn radoci zdjta, i wci ju tylko wygldaa 
przez okno, aeby ujrze co prdzej wracajcego do domu stryjecznego brata. 
Soce zachodzio ju, kiedy Witebski opuci dom Ezofowiczw, rozpromieniony, 
umiechniony, rad wielce widocznie z zaatwionego interesu czy moe z dwch razem 
interesw zaatwionych. 
W teje prawie chwili Meir wraca do domu. Lijka wybiega na spotkanie brata i w bramie 
dziedzica otoczywszy ramieniem szyj jego do ucha mu szeptaa: 
 Czy ty wiesz, Meir! dzi wielkie rzeczy u nas dziay si. Zejde nasz i tate mj dugo 
rozmawiali z Elim Witebskim i o nas umwili si. Witebski przyrzek dla ciebie crk swoj, 
Mer, a mnie zejde i tate przyrzekli dla siostrzeca pani Hany, co na wielkim wiecie yje i 
bardzo edukowany jest... 
Szeptaa to ponc caa i nie mic ze wstydu podnie oczu na brata. Nagle uczua, e 
wysun si on szybkim ruchem z jej objcia. Kiedy podniosa oczy, zobaczya Meira 
odchodzcego znowu od wrt domowych. 
 Meir!  zawoaa za nim dziewczyna.  Gdzie ty idziesz? Czy ty wieczerzy je z nami 
nie bdziesz? 
71 
Odchodzcy nie odpowiedzia nic na dwiczny dziewiczy gos, ktry przyzywa go ku 
rodzinnemu stoowi. Gboka zmarszczka przerzynaa mu gniewne czoo. Zrozumia w tej 
chwili ca nico wykrzyku wydanego wobec dziada przed kilku godzinami: Ja niczyj 
niewolnik! Rozporzdzono si, bez najlejszego w tym udziau woli jego, rodzinn jego 
przyszoci, a on wiedzia, e jak rozka   a   i, tak sta si bdzie musiao... 
Nie! Wzdrygn si on cay na myl, aby sta si  a k mogo. Dlaczego? Wszak nie zna 
modej Mery, ktra kdy na wiecie uczya si nauk tych, ktrych on sam tak bardzo by 
dny! Lecz idc wci przez miasteczko i puste grunta rozdzielajce je z karaickim 
wzgrzem, idc powoli, z rkami zaoonymi w ty i pochylon gow, myla on wci 
uparcie, machinalnie prawie, nieprzerwanie: Ja niczyj niewolnik! Wrzaa w nim i kipiaa 
duma i dza swobody, nie wiedzie skd w nim powstaa, z tych tajemniczych zapewne 
tchnie przyrody, ktre na wszelkich gruntach siej duchy szlachetne i mocne, wolnoci, 
sprawiedliwoci i wiedzy spragnione... 
* 
U stp karaickiego wzgrza, w chatce tulcej si do piaszczystej jego ciany byszczao 
mae, te wiateko. Nad ni, w gaziach wierzby rosochatej, poyskiway drobne gwiazdy, 
a dalej, na polach szerokich say si szare cienie wieczoru. 
We wntrzu chatki pod cian nisk siedzia na snopie zmitej somy starzec zgarbiony, 
bezksztatn odzie okryty i drcymi rkami przebiera gitkie prty oziny. Posta jego 
szarzaa zaledwie wrd mrocznego kta, a rysy pochylonej twarzy byy niewidzialnymi. 
Bliej tego pomyka wiecy na stoku drewnianym siedziaa wysmuka dziewczyna z 
chud twarz i wyprostowan postaci. W spuszczonej rce jej okrcao si z cichym 
fruwaniem wrzeciono, a nad gow podnosia si deska prznicy z przymocowanym do niej 
grubym zwojem weny. 
Spod ciany, przy ktrej szarzaa zgarbiona posta stara, wydobywa si gos trzscy si i 
chrypicy: 
 Porodku pustyni takiej wielkiej, e jej koca nigdzie wida nie byo, podnosiy si 
dwie gry takie wysokie, e gowy ich choway si w chmurach. gry te nazyway si Horeb i 
Synaj. 
Chrypicy, trzscy si gos starca umilk, a dziewczyna, ktra przdc wci suchaa z 
powanym wzrokiem i milczcymi usty, wymwia: 
 Zejde! mw dalej! 
Lecz w teje chwili ozwa si tu za otwartym oknem przyciszony gos mski: 
 Goda! 
Przdk nie przelko ani zdziwio to nage wymwienie imienia jej przez gos obcy. 
Mona by rzec, i co chwil spodziewaa si ona usysze gos ten obok siebie, tak powanie i 
bez najlejszego drgnienia powstaa i ku oknu podesza. Tylko oczy jej zapony gorco zza 
czarnych rzs, a gos nabrzmiay by niewypowiedzian sodycz, gdy stanwszy u okna 
rzeka z cicha: 
 Meir! 
Za oknem na szarym tle wieczoru rysowaa si wyranie blada twarz modzieca. 
 Meir!  powtrzya dziewczyna  ja wiedziaam, e ty obietnicy swej dotrzymasz i 
przyjdziesz! 
 Ja przyszedem do ciebie, Godo  mwi za oknem przyciszony gos mski  bo mnie 
dzi bardzo ciemno przed oczami, i ja chciaem popatrze na ciebie, eby wiat zrobi mi si 
janiejszym... 
72 
 A dlaczego tobie dzi tak ciemno zrobio si przed oczami?  zapytaa dziewczyna. 
 Ja mam wielk zgryzot. Rabin Izaak oskary mi przed zejdem i zejde chce mi 
oeni... 
Umilk i spuci oczy. Dziewczyna nie drgna. Najlejsze poruszenie postaci ni twarzy nie 
zdradzio wzruszenia jej, tylko niada i ogorzaa twarz jej staa si na mgnienie oka bia jak 
opatek. 
 Z kim zejde chce ci oeni?  zapytaa, a w gosie jej ozway si brzmienia ponure. 
 Z Mer, crk kupca Witebskiego. 
Wstrzsna gow. 
 Nie znam jej  rzeka. 
A potem zapytaa nagle: 
 Czy ty z ni oenisz si, Meir? 
Mody czowiek nie odpowiedzia, a jednak Goda nie pytaa duej. niade czoo jej 
opyno rumiecem, a wyraz szczcia niewysowionego napeni oczy, bo wzrok Meira 
tkwi w jej twarzy, agodny, litociwy jaki, gboki i zarazem ognisty. 
Milczeli oboje, a w ciszy przerywanej tylko cichym szemraniem gazi wiszcych nad 
dachem chrypia i dygota znowu gos siedzcego pod cian starca: 
 Kiedy Mojesz zstpowa z gry Synaj, umilky grzmoty, zgasy byskawice, wichry 
pokady si na ziemi, a Izrael cay powsta jako jeden czowiek i wielkim gosem krzykn: 
Mojeszu, powtrz nam sowa Przedwiecznego! 
Meir wsuchiwa si w stary gos opowiadajcy prastare dzieje Izraela z naton uwag. 
Goda spojrzaa na dziadka. 
 On tak zawsze rne historie opowiada  rzeka  a ja przd albo przy nogach jego le 
i sucham... 
 Meir  dodaa z powag w wejrzeniu i gosie  wejd ty do domu naszego i pozdrw 
mego dziada... 
Po chwili skrzypny drzwi od maej sionki. Stary Abel podnis gow znad prtw 
ozowych, ktre przebieray wci i splatay drce, lecz czynne donie jego, i widzc 
rysujc si w zmroku dorodn posta modzieca zapyta: 
 A kto tam przyszed? 
 Zejde!  rzeka Goda  Meir Ezofowicz, wnuk bogatego Saula, przyszed do domu 
naszego, aby ci pozdrowi... 
Na dwik nazwiska wymwionego przez God szara posta skurczona przy cianie 
przypodniosa si nagle i wspierajc si rkami o wi zmitej somy wycigna t, z 
achmanw dobywajc si szyj. Wtedy wychylia si te pod wiato tego pomyka 
gowa, z ktrej zwisay a na ramiona dugie, bujne pasma wosw srebrzystej biaoci, i 
twarz maa, skurczona, niewidzialna prawie spod ogromnego zarostu, ktry j okrywa. Goda 
mwia prawd, e wosy jej dziada stay si od staroci jako nieg, a jak korale byy od ez 
jego oczy. Teraz spod koralowych tych, nabrzmiaych powiek renice zgase patrzyy z 
osupieniem strachu naprzd, a potem z nag byskawic oburzenia czy nienawici. 
 Ezofowicz!  wymwi starzec gosem nie tak ju drcym i ochrypym jak pierwej.  A 
po co ty tu przyszed i prg domu mego przestpi, kiedy ty rabbanit jeste... wrogiem... 
przeladowc... a pradziad twj wykl przodkw moich i wityni ich w proch obrci?... 
Ty id std! niech stare oczy moje nie truj si patrzc na ciebie! 
Mwic ostatnie wyrazy trzsc si rk wyciga ku drzwiom, ktrymi wszed 
modzieniec, oczy jego rozpalay si coraz ogniciej pod czerwon powiek, a powiew wiatru 
wlatujcy przez okno rozwiewa srebrzyste wosy dugiej jego brody. 
Ale Meir z wolna postpi naprzd i chylc nisko gow przed rozgniewanym starcem 
wymwi: 
 Pokj tobie! 
73 
Na dwik gosu tego o agodnym, gbokim brzmieniu i wymwionych przeze wyrazw, 
ktre bogosawiestwo i prob o zgod zawieray w sobie, strzec umilk, opuci si ciko 
na niskie we siedzenie i po dugiej chwili dopiero aoliwym ju tylko, jczcym gosem 
mwi zacz: 
 Po co ty do mnie przyszede? Rabbanit jeste i prawnukiem potnego Seniora. Ciebie 
wykln twoi, gdy zobacz, e ty mj prg przestpie, bo ja ostatnim karait jestem, co tu 
pozosta, aeby gruzw wityni naszej i popiow naszych ojcw strzec! Ja ndzarz! ja 
ebrak! ja wyklty przez twoich! ja ostatni karaita! 
Meir sucha aoliwych sw starca w milczeniu penym szacunku. 
 Rebe!  ozwa si po chwili  ja przed tob nisko gow moj pochylam, bo trzeba, eby 
sprawiedliwo na wiecie staa si i eby prawnuk tego, co wyklina, pokoni si 
prawnukowi wykltych... 
Abel karaim sucha wyrazw tych z uwag wielk i nadstawionym uchem. Potem milcza 
jeszcze dugo, jakby znaczenie ich w zmczonej myli swej rozwaa, a na koniec zrozumia 
je cakiem i szepn: 
 Pokj tobie! 
Goda staa z ramionami skrzyowanymi na piersi i w Meira wpatrywaa si, jak w obraz 
wity wpatruj si poboni. Usyszawszy wyraz pokoju wychodzcy z ust dziada, przysuna 
Meirowi jeden z dwch stokw znajdujcych si w chacie, wzia z kta izdebki may, 
lnicy dzbaneczek i wysza z sieni. 
Meir usiad opodal nieco od starca, ktry pogry si znowu w swej robocie i zrazu 
szepta co zacz. Po chwili szept ten stawa si coraz goniejszym, a przemieni si w 
chrypice i drce opowiadanie. Opowiadania takie byy zna cigym zwyczajem Abla. Mia 
on ich pen pami i pier i nimi sobie ndzne ycie swe rozpromienia. 
Pierwszym wyrazw, szeptem przez Abla wymwionych, Meir nie dosysza i wtedy 
dopiero pochwyci wtek sw jego, gdy starzec goniej zacz: 
 Nad brzegami Babilonu siedzieli oni paczcy, a wiatr jcza w lutniach ich, ktre oni 
sobie z ojczyzny przynieli i w smutku zawiesili na drzewach. 
I przyszli do nich panowie ich i mwili: Wecie do rk waszych te lutnie wasze, grajcie i 
piewajcie! A oni odpowiedzieli: Jako gra i piewa bdziemy na ziemi wygnania, kiedy 
jzyk nasz usech od wielkiej goryczy, a serca nasze woa umiej tylko: Palestyna! 
Palestyna! Ale rzekli do nich panowie ich: Zdejmcie z drzew lutnie wasze, grajcie i 
piewajcie! 
Wtedy prorocy Izraela obejrzeli si na siebie i zapytali: Kto z nas pewny, e mki 
wytrzyma, a gra i piewa nie bdzie na ziemi wygnania? 
A kiedy nazajutrz przyszli do nich panowie ich i powiedzieli: Zdejmcie z drzew lutnie, 
grajcie i piewajcie!  prorocy Izraela popodnosili swoje rce krwawe i zawoali: Jake 
zdj je moemy, kiedy rce nasze przecite s na dwoje i palcw u nich nie ma! 
Rzeki Babilonu gono szumiay od wielkiego dziwu, a wiatr paka w lutniach na 
drzewach wiszcych, bo prorocy Izraela rozcili sobie rce na dwoje, aeby nikt zmusi ich 
nie mg do piewu na ziemi wygnania! 
Kiedy Abel wymawia ostatnie wyrazy starej legendy, do izby wesza Goda. Niosa ona w 
jednej rce na splecionej ze somy podstawie dwa kubki gliniane, w drugiej  dzbanek lnicy 
napeniony mlekiem. W drzwiach, ktre rozwartymi za ni zostay, stana koza odbijajc 
biaoci na czarnym tle sionki. Dziewczyna, w dugiej, spowiaej spdnicy, z czarnym 
warkoczem przerzuconym na plecy szarej koszuli, wylaa w kubki pienice si mleko i 
podawaa je dziadowi i gociowi. chodzia po izbie cicha i lekka, z umiechem tylko na 
powanych ustach. Potem usiada i prz znowu zacza. Izb zalega cisza zupena, stary 
Abel rozpoczyna jeszcze dawn histori jak cichym szeptem, ale wkrtce zamkny si 
usta jego, rce opady na snop ozowych prtw, a gowa nieruchomo spocza przy cianie. 
74 
Koza znikna z progu, sycha byo jeszcze przez chwil szamotanie si jej w ciemnej 
sionce, lecz po chwili i to umilko. Modzi ludzie zostali sami jedni wobec upionego starca i 
gwiazd, ktre zaglday przez niskie okienko. Ona przda, ze wzrokiem utkwionym w twarz 
modzieca siedzcego z daleka, on spuci powieki i myla. 
 Goda!  ozwa si po dugiej chwili  prorocy Izraela, ktrzy sobie rce rozcili na woje, 
aby niewolnikami swoich panw nie by, wielkimi byli ludmi... 
 Oni nie chcieli robi nic przeciw sercu swemu!  powanie odpowiedziaa dziewczyna. 
Milczeli znowu. Wrzeciono szemrao w rku Gody, ale coraz ciszej jako i wolniej. Przez 
le spojone stare deski cian wnikay powiewy wiatru i chwiay tym pomykiem wiecy. 
 Goda!  ozwa si Meir  czy tobie nie straszno w tej samotnej chacie, kiedy jesie i 
zima dugie, czarne ciemnoci na wiat spuszczaj, a wichry wielkie przez te stare ciany do 
izby wlatuj i jcz? 
 Nie  odpowiedziaa dziewczyna  mnie nie straszno, bo Przedwieczny strzee biednych 
chat, co w ciemnociach stoj, a kiedy wiatry wlatuj tu i jcz, ja sucham historii tych, ktre 
opowiada zejde, i jczenia tego nie sysz! 
Wzrok Meira, mikki i peen litoci, spoczywa na twarzy powanego dziecka. Goda 
patrzaa na niego nieruchomymi oczami, ktre byszczay z dala jak czarne, ogniste gwiazdy. 
 Goda!  rzek znowu Meir  czy ty pamita histori o rabbi Akibie? 
 Ja jej do koca ycia mego nie zapomn...  odpowiedziaa. 
 Goda!... czy ty by moga, jak pikna Rachela, czeka czternacie lat... 
 Ja bym do koca ycia mego czekaa... 
Wymwia to spokojnym gosem i powanymi usty, ale wrzeciono wypado z jej rki, 
ktra opada w d jak bezwadna. 
 Meir  rzeka tak cicho, e sowa jej przyguszay nieledwie ciche szepty wieczornego 
wiatru  daj ty mnie obietnic jedn! Kiedy tobie niedobrze bdzie w domu dziada swego, 
Saula, i kiedy ty smutek na sercu swoim poczujesz, przychod ty wtedy do domu naszego. 
Niech ja o kadym smutku twoim wiem i niech zejde mj pociesza ciebie tymi piknymi 
historiami, ktre on opowiada umie! 
Meir nie odpowiada dugo. Bye to blask tego pomyka, ktry mu pada na twarz? 
Czoo i oczy jego byy cae w ogniu. 
 Godo!  rzek silnym gosem  ja jak prorocy Izraela rce swoje na dwoje raczej 
rozetn, ni cokolwiek kiedy przeciw sercu memu zrobi! 
Rzekszy to wsta i skin gow ku dziewczynie. 
 Pokj tobie!  rzek. 
 Pokj tobie!  odpowiedziaa cicho i gow z wolna ku niemu skina. 
Wyszed z chaty, a po chwili dziewczyna powstaa ze stoka, zdmuchna ty pomyk 
dogorywajcej wiecy i, owinwszy si szar jak pacht, u ng upionego na somie starca 
spocza. Spocza, lecz dugo jeszcze patrzaa szeroko roztwartymi oczami na gwiazdy, ktre 
migotay za oknem. 
75 
VI 
Eli Witebski posiada w umyle swym i charakterze niepospolite dyplomatyczne zdolnoci. 
Nie urodzi si on i nie wzrs w Szybowie jak wszyscy bez wyjtku mieszkacy miejsca 
tego, ale od trzech lat zaledwie sprowadziy go tu interesy i rne rodzinne okolicznoci. 
By wic wrd miejscowej ludnoci znajcej si wzajem od dziadw, pradziadw 
cudzoziemcem nieledwie, a w dodatku ycie cae spdziwszy w duym gubernialnym miecie 
przywiz ze sob wiele nowoci, ktre zadziwia i razi mogy ultrakonserwatywnych 
mieszkacw zapadego kta. Nowociami tymi byy: strj odmienny znacznie co do kroju i 
dugoci, noszenie piercienia z brylantem na palcu, nienoszenie jarmuki na gowie, krtkie 
przystrzyganie zotawej brdki, zupeny brak w mieszkaniu ksig talmudycznych i 
kabalistycznych, przede wszystkim za posiadanie ony takiej, jak bya pani Hana, crki 
uczcej si gdzie na pensji i oprcz tej ostatniej dwojga  y l k o dzieci. Nowoci te, wane 
niezmiernie, niewidziane, niesychane, powinny byy cign na eleganckiego kupca ogln 
niech publicznoci szybowskiej. Nie cigny jednak. Zrazu cigny jednak. Zrazu 
wprawdzie ci i owi poszeptywali pomidzy sob, e jest on misnagdimem, postpowcem, i w 
rzeczach wiary indyferentem. Podejrzenia te jednak rozproszyy si szybko, a si, ktra je 
zaegnaa, bya nadzwyczajna agodno, uprzejmo i gitko Elego. Grzeczny zawsze, 
umiechniony, pogodny, nie sprzecza si nigdy z nikim, ustpowa kademu, potwierdza 
wszystko, spierajcych si ludzi unika, aby nie by zmuszonym do wzicia strony jednego z 
nich, a obraenia na siebie drugiego, jeeli za w aden sposb unikn nie mg, to tak 
adnie, pynnie, sodko i przekonywujco przemawia umia, i zwanione strony elokwencj 
jego zachwycone miky, godziy si, a dla niego wdziczno i uwielbienie w sercach 
unosiy mwic z zachwytem: A kuger mensz! Co do waciwych obrzdkw i religijnych 
przepisw, Witebski okazywa si ortodoksem doskonaym. wici sabaty zachowywa 
koszerny z punktualnoci najdrobiazgowsz; wielkiemu rabinowi, ilekro go spotka, kania 
si bardzo nisko i umia nawet to, czego nikt w gminie caej nigdy nie potrafi  rozchmurza 
pospne czoo i rozjania zadumane oczy mdrca wesoymi przypowieciami jakimi, 
branymi nie wiedzie skd, ale ukadanymi zawsze w ten sposb, i posiaday co z 
mistycznego lub patriotycznego zapachu i trafiay tym do smaku najsurowszym nawet 
suchaczom. Niewiele czasu spdza on w domu, jedc wci po wiecie za interesami, 
ktrymi zajmowa si gorliwie, ale ilekro znajdowa si w Szybowie, widywano go 
nieodmiennie w bet  ha  midraszu suchajcego ze czci przynalen mdro naucze 
rabina Todrosa i umiechajcego si z luboci, gdy kilkunastu lub kilkudziesiciu starych i 
modych mdrcw gminy zawzicie toczyo ze sob pilpul, czyli rozprawy i spory nad 
rnymi komentarzami i komentarzami komentarzw, ktrych penymi s dwa tysice piset 
drukowanych arkuszy Halachy, Hagady i Gemary. W domie modlitwy bywa te zawsze, 
ilekro bywali tam wszyscy, a jeeli nie mg zaliczy si do rzdu najgorcej modlcych si, 
wic najgoniej krzyczcych i najgwatowniej koyszcych si nabonych, to jednak postawa 
jego i wyraz twarzy byway nieodmiennie i doskonale przystojne. 
Nie naley przecie mniema, aby postpujc w ten sposb Witebski by obudnikiem. 
Bynajmniej; lubi on szczerze zgod i spokj, nie chcia wic ich zamca sobie i innym. 
Powodzio mu si w yciu, szczliwym i zadowolonym czu si, lubi wic ludzi wszystkich 
i najzupeniej, najszczerzej byo mu to obojtnym, czy czowiek, z ktrym do czynienia mia, 
talmudyst by, kabalist, chasydem, prawowiernym, odszczepiecem lub nawet edomit, 
76 
byleby tylko nie szkodzi mu osobicie. O edomitach zreszt dowiedzia si po raz pierwszy 
wtedy dopiero, gdy do Szybowa przyjecha; w kku bowiem, w ktrym obraca si dotd, 
nazywano chrzecijan g o j a m i, ale to rzadko kiedy i tylko pod wpywem wyjtkowych 
uczu gniewu lub obrazy, najczciej za po prostu chrzecijanami. Gdy jednak przyjecha do 
Szybowa i usysza o edomitach, pomyla w duchu: Niech sobie bd i edomici! Odtd te 
nie dawa innej nazwy chrzecijanom, gdy rozmawia o nich z ktrym z szybowskich 
mieszkacw. Ale nie byo w tym nazywaniu ani najmniejszej odrobiny nienawici albo 
choby niechci. Edomici nic mu dotd osobicie zego nie wyrzdzili, za c by wic mia 
ich nie lubi? Poza Szybowem przyjani si z nimi i wielu z nich nawet lubi, ale w 
Szybowie  jak wszyscy, tak i on. 
Religijn edukacj otrzyma on by w dziecistwie, ale potem rozwiao si jako wszystko 
i rozproszyo w pamici jego rd wieckich cakiem zatrudnie i stara. W Jehow wierzy i 
czci go gboko, o Mojeszu wiedzia, co take o staroytnej niewoli babiloskiej i 
nowoytnych dziejach ydowskiego narodu, ale co si tyczy gbszych rzeczy teje natury, 
nie zna si na nich wcale. W gruncie niewiele go te obchodzio, co i jak powiedzia lub 
nakaza tanaita albo rabin jaki. Nie przeczy jednak niczemu ani sowem, ani postpkiem, ani 
nawet myl. Robi wszystko, co wszystkim przykazanym byo, mwic sobie: Co to 
szkodzi! Moe to tak sobie ludzkie wymylenie jest, a moe i rozkazanie samego Boga. A 
jeeli to rozkazanie Boga, na co ja mam przeciw sobie Jego obraca?... 
Dyplomatyzujc w ten sposb z ludmi i Bogiem, nie obawia si niczego i dobrze mu 
byo na wiecie. 
Byoby mu na wiecie zupenie a zupenie dobrze, gdyby nie przywiz by ze sob 
najwikszej i najbardziej dla mieszkacw Szybowa zdumiewajcej nowoci, ony swej, 
Hany. O ile on yjc w maej miecinie pragn i usiowa okazywa si takim, jakimi byli 
wszyscy, o tyle najpilniejszym staraniem pani Hany byo czyni inaczej ni wszyscy. Gdy 
przebywali rd szerszego wiata, panowaa pomidzy nimi harmonia niebieska, oparta 
zreszt na rzeczywistym przywizaniu i jednostajnoci gustw. Tu jednak pani Hana staa si 
dla ma swego przedmiotem cigego kopotu i niejakiej obawy. 
Pani Hana rozkochana bya w cywilizacji, ktra przedstawiaa si jej w postaci adnych 
sukien, wasnych wosw na gowie, piknie umeblowanych pokojw, bardzo grzecznego 
obchodzenia si z ludmi, francuskiego jzyka i muzyki. Za muzyk przepadaa. Mieszkajc 
w duym miecie chodzia zawsze sucha jej do publicznego ogrodu, gdzie przechadzajc si 
z przyjacikami swymi w szeleszczcej jedwabiem sukni i kwiecistym kapeluszu i 
przypatrujc si piknym panom rozmawiajcym grzecznie z piknymi paniami czua si 
doskonale szczliw, a bardziej jeszcze z towarzyskiego pooenia swego w wiecie dumn. 
Pewne szczeglniej produkty cywilizacji wprawiay j w prawdziwy zachwyt. Raz ujrzawszy 
kdy. w publicznym ogrodzie jakim fontann, przypatrywaa si jej przez par godzin z 
rozkosz niewysowion, a wrciwszy do miasta swego, ktre nie posiadao jeszcze fontanny 
adnej, przez rok cay opowiadaa przyjacikom swym o widzianym nadzwyczaj piknym 
zjawisku. Zwierciada posiaday te szczegln jej predylekcj i ilekro znalaza si 
naprzeciw jakiej tafli zwierciadlanej wikszych nieco rozmiarw, nie moga oczu oderwa od 
niej, a zwaszcza od ukazujcego si w niej obrazu wasnej osoby, ktr znajdowaa wcale 
pikn, wwczas zwaszcza, e gdy miaa w uszach zote kolce, a na gowie adny czepeczek 
z kwiatami. Co do filozofii religijnej i w oglnoci yciowej, na tej pani Hana mniej jeszcze 
znaa si od ma swego. W Pana Boga wierzya, a nawet w gbi serca srodze si Go baa, i 
w szatanw wierzya, bojc si ich jeszcze sroej ni Pana Boga; wierzya take w to, i 
ktokolwiek cienia swego w noc witeczn nie zobaczy, ten w cigu roku umrze, i w to 
jeszcze, i kto wiec postawion na sabatowym stole z miejsca poruszy, temu wielkie 
nieszczcie moe sta si. W zamian przecie w wiele innych rzeczy zupenie tamtym 
podobnych nie wierzya, nazywajc je wzgardliwie zabobonami, bdc za gospodyni 
77 
skrztn i zapobiegliw znajdowaa w duszy, i lepiej by byo daleko, aby ydzi jedli takie 
samo miso, jak chrzecijanie, bo przychodzioby im ono daleko taniej, i aby w 
gospodarstwie niepotrzebnym byo takie wielkie mnstwo naczy kuchennych, ktre istnie 
musz w kadym domu prawowiernym dla utrzymania jada w stanie doskonaego koszeru. 
Co si za tyczy tkanin zawierajcych w sobie mieszanin lnu i weny, tych pani Hana, 
zamykaj oczy i uszy na zakazy wszelkie, stanowczo uywaa, bo byy one adne i tanie. 
Przybywszy do Szybowa pani Hana przeraon formalnie zostaa widokiem miejsce, do 
ktrego m j przywiz. Ani ladu cywilizacji! Publicznego ogrodu adnego, muzyki 
grajcej na otwartym powietrzu adnej, fontanny ani ladu, piknych pa i panw grzecznie 
rozmawiajcych ze sob ani cienia, francuskiego jzyka ani echa! Gwatu! Pani Hana 
pooya si do ka i zakopana w piernatach dwa dni i dwie noce pakaa i lamentowaa, 
woajc, e ona tu nie wytrzyma, e umrze i dzieci swoje sierotami zostawi! Nie umara 
przecie, z ka wstaa, bo trzeba byo sprzty przywiezione rozpakowa, gospodarstwo 
urzdzi i dzieci adnie poubiera, aby wychodzc pierwszy raz na ulic zadziwiy piknoci 
sw i strojem cae to, jak wyraaa si pani Hana ze wzgardliwym gestem, postlstwo. 
Wystrojone zostay, wybiegy i istotnie zadziwiy wszystkich. Bya to pierwsza pociecha, 
ktrej nieszczsna wygnanka cywilizacji na wygnaniu swym dowiadczya. Przyszy potem 
rne inne pociechy tej podobne. Pani Hana zadziwiaa, imponowaa, czym moga: strojem, 
meblami, manier, wysowieniem, a ilekro zdarzy si to mogo, czua si 
niewypowiedzianie szczliw. W gruncie bya moe szczliwsz jeszcze ni w 
opuszczonym przez si wielkim miecie. Tam patrzaa tylko na wiat cywilizowany i pysznia 
si tym, e jest drobn jego czstk, tu bya sam cywilizacj, ca sum cywilizacji, jaka 
istniaa w Szybowie. 
Zadziwianie to i imponowanie, ktre stanowio teraz po gospodarstwie i dzieciach 
pierwsze zajcie umysu pani Hany i gwne rdo jej szczcia, nabawiao Elego 
niepokojem i obaw. Zasysza on odzywajce si zrazu szemrania, i misnagdimem by, 
dowiedzia si, e publiczno oburzon jest srodze na on jego, i nosi ona tkaniny 
mieszane z lnu i weny, w sobot w domu swym samowar nastawia kae i gono z tym si 
odzywa, i Szybw jest nie na ziemi, ale pod ziemi. Dowiedzia si o tym, struchla i 
poowicy swej walki wytacza zacz: o tkaniny z lnu i weny, o samowar w sobot i 
pooenie nadziemne czy podziemne miasta Szybowa. Poowica walczya dugo, ale 
dyplomatyczny m zwyciy w kocu co do tkanin i samowarw. Co do pooenia 
Szybowa nie zwyciy, bo pani Hana, gdyby nawet najmocniej postanawiaa z naleytym 
uszanowaniem zostawa wzgldem miejsca pobytu swego, nie potrafiaby tego dokona. 
Jeeli usta jej milczay, mwiy za to oczy wzgardliwie przymruajce si, usta dumnie 
umiechnite, trj zawsze wyszukany i maniera tak pena wykwintnej grzecznoci, i 
grzeczniejszej nad ni trudno by chyba znale na wiecie. 
W gruncie rzeczy pani Hana doskonale bya szczliw ze swym agodnym, acz w 
niektrych razach stanowczym mem, z adnymi i zawsze ustrojonymi dziemi i z 
wiekuistym w duszy poczuciem wyszoci wasnej nad wszystkim, co j otaczao. I jedn 
tylko miaa istotn zgryzot, a bya to myl, e nigdy ju nie bdzie moga zaimponowa 
mieszkacom Szybowa wasnymi woami, raz dlatego, e na odchowywanie ich byo ju za 
pno, nastpnie, e Eli na podobne publiczne zgorszenie i niebezpieczne naraanie si nie 
dozwoliby nigdy. Nosia wic bardzo pikn czarn peruk na trapionej swej gowie i 
pocieszaa si myl, i chwila powrotu z Wilna crki jej, Mery, ostateczny ju i najwikszy 
sprowadzi jej tryumf. Eli niepokoi si tym mocno, e z pojawieniem si w miasteczku Mery 
okae si ojcem nie takim jak wszyscy szybowscy ojcowie, pani Hana za nie posiadaa si z 
radoci, i okae si matk inn ni wszystkie szybowskie matki. 
Stao si na koniec. W miesic niespena po rozmowie Elego z Saulem w bawialnym 
pokoju Witebskich znajdowao si pi osb: trzy kobiety i dwch mczyzn. 
78 
A by to pokj bawialny nie lada! Przyozdabiaa go kanapa sprynowa, zielonym rypsem 
wybita (jedyny tego rodzaju egzemplarz w caym Szybowie), kilka podobnych kanapie 
krzese i fotelw, spore zwierciado na cianie, dywanik na pododze i fortepian. By to 
wprawdzie fortepian nie pierwszej modoci. Owszem politura w wielu miejscach starta, 
wsko klawiatury i to klawiszy zdradzay gbok nawet jego staroytno. Zawsze 
jednak by to fortepian jedyny w caym Szybowie, a przywieziony tu przed rokiem, w 
przewidywaniu powrotu Mery i dla niej wycznie, wywoa by w miasteczku ma 
rewolucj, a serce pani Hany napenia wci wielk dum. Nie brakowao te w saloniku tym 
firanek u okien i kilku glinianych naczy, w ktry rosy bardzo brzydkie, co prawda, i le 
utrzymywane kaktusy i pelargonie. Zdarzyo si przecie raz, przed rokiem, e jeden z 
kaktusw wypadkiem jakim rozkwit. Pani Hana postawia go na oknie od ulicy, a wszystkie 
dzieci z caego miasteczka zbiegay si pod dom jej i przypatryway si godzinami caymi 
wielkiemu, czerwonemu kwiatowi. 
Ow, na sprynowej zielonej kanapie siedziaa pani Hana i siostra jej, kupcowa z Wilna, 
w ktrej domu mieszkaa Mera uczszczajc stamtd przez trzy lata na pensj, a ktra teraz 
osobicie odwioza do rodzicw siostrzenic sw, przywoc zarazem syna swego, Leopolda. 
Posta miaa ona okaza, tak jak i pani Hana, aksamitn mantyl, wasne wosy na gowie i 
wiele zota wszdzie. Z dwch stron stou przed kanap Posta miaa ona okaza, tak jak i 
pani Hana, aksamitn mantyl, wasne wosy na gowie i wiele zota wszdzie. Z dwch stron 
stou przed kanap stojcego siedzieli gospodarz domu i mody siostrzeniec pani Hany, 
Leopold. Mera, adna dziewczyna z powymi wosami i bia twarz, krya dokoa 
fortepianu, pragnc widocznie uderzy co prdzej w klawisze, aby odgosem hucznej muzyki 
swej napeni cae miasteczko, ale nie mic uczyni tego, bo by to dzie sobotni. 
W dzie sabatu na instrumencie adnym gra nie wolno. Wiedziaa o tym Mera, ale nie 
robiaby sobie nic z tego, gdyby nie wzrok ojca, ktry wci zwraca si ku niej i strzeg j 
tym od popenienia grzechu. Tytoniu pali w dzie sabatu nie wolno take. Jednak mody 
Leopold, adny, wysmuky chopak lat dwudziestu, siedzc na fotelu w arcyniedbaej 
postawie pali papierosa, z ktrego, na domiar biedy, cienkie nici dymu przez otwarte okno 
ulatyway w wiat. Eli wsta i okno zamkn. Na ksztatnych ustach Leopolda ukaza si 
wzgardliwy umieszek, Mera nieznacznie ramionami wzruszya, a pani Hana spona caa 
wstydem czy gniewem. 
Na stole, na posrebrzanej tacy, stay rne czstunki: konfitury w miodzie smaone, 
pierniki z miodu i maku, sodkie wino itd. Pani Hana uprzejmie raczya goci swych 
przysmakami tymi, ktre uzupeniay obiad zoony z ryby gotowanej wczoraj i wczoraj 
upieczonego kugla. Ale kupcowa z Wilna zajta bya czym innym wcale ni zjadaniem 
przysmakw. Z wielkim zajciem i zachwyceniem przygldaa si ona piknym zotym 
broszom, kolcom i bransoletom, ktre byszczay przed ni na tle aksamitem wybitych 
pudeek, a z ktrych niektre przyozdobione byy nawet rubinami, perami i brylantami. 
Byy to zarczynowe podarunki, ktre Saul w imieniu Meira przysa Merze nazajutrz 
zaraz po jej przybyciu do Szybowa. Od dwch dni patrzyy ju na nie matka i ciotka 
narzeczonej, a napatrzy si jeszcze nie mogy. Matka Leopolda czua si jednak zmartwion 
nieco tym, e syn jej przywiz przyrzeczonej sobie Lii podarunki nierwnie skromniejsze ni 
te, ktre od Meira otrzymaa Mera. 
 Nu! szczliwa dziewczyna  mwia koyszc gow  jej Pan Bg prawdziwe szczcie 
da: takie podarunki! tacy bogaci ludzie! Co to! a dlaczego on tu nie przychodzi?  zwrcia 
si z zapytaniem do siostry. 
 Iii!  z pogardliwym gestem odrzeka pani Hana  to proci ludzie! U nich taki zwyczaj, 
e narzeczeni nie bywaj u swoich narzeczonych. 
 On mody!  wtrci Eli  wstydzi si!... 
79 
Mera usiada w tej chwili przy stole i oparszy gow na rku smutnie jako zamylia si. 
Leopold w zamian zamia si gono. 
 Ju ja na pewno nie pol zarczynowych podarunkw  rzek  dopki dziewczyny tej 
nie zobacz! 
 Nu! ty j zobaczysz!  uspokajajco odrzeka matka  by do nich dzi z wizyt wszyscy 
pjdziem! 
 A co to za dziewczyna?  zapytaa znowu siostry. 
 Iii!  odpara jak pierwej pani Hana  prosta dziewczyna! 
 Ojciec jej, Rafa, daje za ni sze tysicy rubli!  wtrci Eli. 
Leopold cign brwi chmurnie. 
 A co mnie z tego?  rzek  czy ja mog z szeciu tysicy utrzyma si? 
 Handel zaczniesz!  zauway kupiec. 
Ale matka adnego chopca z gniewem nieledwie zwrcia si ku szwagrowi: 
 Handel!  zawoaa  on nie do handlu wychowany! Czy my na to dawalimy jemu 
wielk edukacj, eby on handlowa? On pi klas skoczy i urzdnikiem jest! Teraz on 
bierze ma pensj, to prawda! ale co to mona wiedzie, co z czowiekiem stanie si! On 
moe gubernatorem bdzie! Co to mona wiedzie? 
Leopold podnis brwi w sposb oznaczajcy, i czu si w istocie stworzonym do 
przepowiadanych mu przez matk zaszczytw i e przeciw ukazywanej mu perspektywie 
gubernatorstwa nic a nic nie mia. 
Eli umiechn si nieznacznie, ale nie zaprzeczy niczemu. A co to szkodzi  myla  e 
oni gupstwa gadaj? niech sobie gadaj! 
W teje chwili adniutka Mera podniosa utrefion gwk i do ciotecznego brata 
przemwia_ 
 Cousin! Comme cest ennuyant ici! 
 Oui, cousine! cette wilaine petite wille est une place tres ennuyante!  odpar wydymajc 
usta mody czowiek. 
Siedzce na kanapie matki nic a nic nie zrozumiay, ale spojrzay wzajem na siebie, 
zarumienione z radoci, a pani Hana wycigajc przez st pulchn sw rk pogaskaa ni 
wosy crki. 
 Fiszele!  rzeka z nieopisanym umiechem bogoci i mioci na ustach. 
Na Elim francuskie mwienie crki sprawio take niejakie wraenie. Twarz jego, 
stroskana nieco w dniu tym, staa si znowu pogodn jak zwykle. Wsta i zawoa wesoo: 
 Nu, chodmy! ju czas! 
Po kilku minutach cae towarzystwo zstpowao z ganku na ulic. Eli mia znowu min 
zafrasowan. Nic na wiecie heretyczniejszym by nie mogo jak ubranie modego jego 
krewnego. Skadao si ono z krtkiego modnego tuurka, poyskujcego obuwia i bardzo 
szeroko roztwartej kamizelki, ktra ukazywaa cae piersi okryte nienej biaoci koszul. 
W dodatku modzieniec ten mia na gowie malutk, zgrabn czapeczk z urzdnicz srebrn 
gwiazdk i  przed wyjciem z domu zapali znowu papierosa. 
Elemu z trudnoci przychodzio sprzeciwia si komukolwiek w czymkolwiek, tym 
bardziej wic gociowi swemu i ulubiecowi dwch wspaniaych kobiet, ktre swoj drog 
szanowa te wielce. Wyszedszy jednak na ganek i spostrzegszy tumy ludu, ktre w dzie 
sobotni jak mrowie wychodziy na soce, nie mg powstrzyma si od przestrogi. 
 Suchaj, Leopold!  rzek z cicha i agodnie  rzu ty tego papierosa! To gupi lud! na co 
jego przeciw sobie obraca!... A moe  doda natychmiast  i sam Pan Bg zabroni pali w 
sabat! co to mona wiedzie? 
Leopold zamia si gono. 
 Ju ja nie boj si niczego!  rzek i zbiegszy z ganku poda rami Merze. 
80 
Leopold tedy i Mera szli przodem trzymajc si pod rce. Za nimi postpoway dwie 
wspaniae matki w bombiastych sukniach, aksamitnych mantylach i kapeluszach z 
ogromnymi kwiatami. Eli zamyka orszak idc z wolna, z twarz widocznie stroskan i 
rkami w ty zaoonymi. 
Jeeli zwrcenie na siebie uwagi licznego tumu poczytanym by moe za triumf, pochd 
rodziny Witebskich przez plac miasteczka by triumfalnym pochodem. W mgnieniu oka 
zbiega si za nimi ogromna gromada dzieci rnej pci i wieku i z cichymi zrazu okrzykami, 
potem z wrzaskiem nieopisanym biec za nimi zacza. Wkrtce do dzieci przyczyli si 
podrastajcy, a nawet cakiem doroli ludzie; dostojniejsze rodziny wysypay si na ganki 
domostw otaczajcych rynek, we wrotach szkolnego dziedzica sta meamed w zwykym 
pierwotnym ubraniu swym i nie chcc jakby wierzy wasnym szeroko roztwartym oczom, 
patrza na sunce rynkiem dziwowisko. 
Najwiksz jednak uwag zwracaa na siebie moda para idca przodem: Leopold w swym 
eleganckim tuurku i z papierosem przy ustach i Mera w zbyt bombiastej nieco, barwnej 
sukni, zwieszona na ramieniu kuzyna i krygujca si nieco, aby tym lepiej okaza sw 
wielkowiatow manier. 
Eli szed jak po arzcych si wglach, pani Hana stpaa jak po wawrzynach. Kupcowa z 
Wilna rozgldaa si po ciemnym tumie z przymruonymi oczami i odniesion gow. 
 Zi! Zi a szejne puryc! a szejne panienkies!  krzyczay dzieci biegnc, skaczc, palce 
wycigajc i chmury pyu nogami podnoszc. 
 Kto oni s? czy to Izraelici?  zapytywali doroli i palcami wskazywali na krtkie 
ubranie i papieros Leopolda. 
 Misnagdim!  nagle kto krzykn w tumie i may kamuszek, nie wiedzie przez kogo 
rzucony, przelecia obok gowy Leopolda. Mody czowiek zblad i odrzuci papierosa, 
przedmiot oglnego zgorszenia. Eli zmarszczy czoo. Ale pani Hana wyej jeszcze podniosa 
gow i do gono rzeka do siostry: 
 Nu, trzeba im to przebaczy! to taki ciemny lud! 
Leopold przecie nie przebaczy cinionego na kamuszka; wida to byo po zalknionych 
oczach jego a zacinitych ustach, z jakimi wszed do bawialnej izby Ezofowiczw. 
Tam na honorowym miejscu, wic na kanapie z t porcz, siedzia stary Saul w 
otoczeniu synw swych, synowych i kilkorga starszych wnukw. Przy jednym z okien w 
wygodnym fotelu siedziaa ubrylantowana jak zwykle i jak zwykle drzemica prababka, przy 
drugim sta Meir. 
Kiedy rodzina Witebskich wesza do obszernej bawialnej izby, Meir przelotnie tylko 
spojrza na Mer, jakby osoba jej nie obchodzia go wcale, ale ciekawy, bystry, wzrok utkwi 
w Leopolda. Zdawaoby si, i pragn co najprdzej zbliy si ku czowiekowi temu 
przybywajcemu z szerokich wiatw i przenikn go na skro. 
Przez czas jaki jednak trway gwarne powitania i wstpne rozmowy. Saul nie opuci 
honorwego miejsca swego na kanapie, crka jego, Sara, ona Bera, robia honory domu, 
czstujc goci przysmakami i podziwiajc gono pikno kapeluszw i sukien przybyych 
pa. 
Mera usiada z gracj na brzeku prostego stoka i, bawiona przez niemia, zawstydzon 
a zarazem rozradowan Lij, rzucaa z ukosa wejrzenia na stojcego u okna modzieca, o 
ktrym domylia si, e by jej narzeczonym. Ani razu przecie nie spotkaa si z jego 
wzrokiem. Meir zdawa si nie wiedzie wcale o jej istnieniu, patrza wci na Leopolda. 
Pani Hana, opowiadajc z oywieniem wielkim i dum nie mniejsz otaczajcym j 
kobietom o piknej fontannie, ktr widziaa kdy na wielkim wiecie, i o muzyce grajcej 
co niedzieli w publicznym ogrodzie wileskim, rozgldaa si po bawialnej izbie 
Ezofowiczw. Naprawd, izba ta, obszerna i schludna, ze swym dugim stoem rodzinnym 
porodku, z prostymi drewnianymi stokami i figurujc rd nich odwieczn t kanap, 
81 
posiadaa charakter zamonoci, oszczdnej a porzdnej, i bya niezrwnanie pikniejsza od 
pstrego saloniku pani Hany. Znajdoway si w niej te dwie szafy: jedna oszklona i pena 
starych ksig, ktre, wedle tradycji rodzinnej, naleay niegdy do Michaa Seniora, druga 
napeniona naczyniami stoowymi, a u szczytu ktrej sta poyskujcy jak zoto ogromny 
samowar. Kiedy oczy pani Hany upady na ostatni ten przedmiot, spona ona lekkim 
rumiecem zawstydzenia. Samowar w bawialnym pokoju rodziny jej przyszego zicia! Byo 
to wrcz sprzeczne ze wszystkimi przepisami cywilizacji, o ktrych wiedziaa! Wnet potem 
jednak z wysoce nieprzystojnego przedmiotu tego wzrok jej przesun si na barczyst i 
drzemic w fotelu posta prababki. W tej chwili promie zachodzcego soca pada na 
nieruchom posta t i roziskrza klejnoty, ktrymi bya okryt. Jak gwiazda pomienna 
janiao nad pomarszczonym czoem spicie barwistego zawoju, kolce u uszw rzucay 
tysice iskier, a pery okrywajce pier przybray bladorow barw. 
Pani Hana lekko trcia siostr ramieniem. 
 Zi!  szepna wskazujc jej gow prababk  jakie brylanty! 
Kupcowa z Wilna a przymruya oczy z zachwytu. 
 Aj! aj!  zawoaa  to to skarby! A na co takiej starej kobiecie takie bogate rzeczy na 
sobie nosi? co jej z tego? 
Usysza wykrzyk ten stary Saul i z grzeczn powag pochylajc si ku gociom wyrzek: 
 Ona sobie na to zasuya, eby u nas takie powaanie mie i ebymy j wszystkimi 
drogociami okrywali, jakie caa nasza familia posiada. Ona bya koron swego ma i my 
wszyscy, jak gazie od drzewa, od niej pocztek bierzem! 
Przymruy nieco oczy, zakoysa gow i mwi dalej: 
 Ona bardzo stara jest teraz, ale kiedy bya mod i bardzo pikn. A gdzie pikno jej 
podziaa si? J stary te lata, te miesice i te dni, co przeleciay nad ni jak te ptaki, ktre 
jeden za drugim lecc obrywaj z krzaka po jagodzie, a wszystkie oberw. Ona teraz ma 
wiele zmarszczek na swojej twarzy, to prawda! Ale skd wziy si te zmarszczki? Ja to 
wiem, bo kiedy ja na nie patrz, to w kadej z nich widz jaki obraz. Kiedy ja patrz na te 
zmarszczki, co na powiekach i przy oczach swoich ma, to ja przypominam sobie, jak byem 
may i chorowaem bardzo, a ona nad koysk moj siedziaa, piewaa mi do snu, a z jej oczu 
lay si zy. A kiedy ja patrz na te zmarszczki, co ona ich tak wiele na policzkach swoich ma, 
mnie przypominaj si wszystkie kopoty i zgryzoty, ktre ona przenosia, jak wdow zostaa, 
drugi raz za m nie chciaa i, a handel sama prowadzia i powikszaa majtek swoich 
dzieci. A jak patrz na t zmarszczk, co ona j porodku czoa swego nosi, mnie zdaje si, e 
ja widz ten moment, jak dusza ojca mego, Hersza, rozwioda si z ciaem i jak moja matka 
pada na ziemi jak nieywa i dugo tak leaa nie paczc, nie krzyczc, nie jczc, tylko 
wzdychajc bardzo cicho: Hersz! Hersz! mj Hersz! By to najwikszy smutek, co spotka 
j w jej yciu, i od tego powstaa porodku jej czoa najwiksza zmarszczka... 
Tak prawi stary Saul ze wskazujcym palcem uroczycie wzniesionym w gr i z 
zamylonym umiechem na tych wargach. Suchajc go kobiety wstrzsay gowami wp 
smutnie, wp przytwierdzajco i spogldajc na siebie mwiy z cicha: 
 Herst! herst! 
Pani Hana za bya tak rozrzewnion i zachwycon, e a zy ukazay si na jej rzsach. 
Otara je batystow chustk, ktr trzymaa wci w rku, a potem rk t wycigna ku 
Saulowi. 
 Danke! danke!  mwia z umiechem wdzicznoci na ustach. 
 Danke!  powtrzya za ni wikszo obecnych, a kupcowa z Wilna, Witebski i par 
innych obcych rodzinie osb rzekli pgosem: 
 A kuger mensz! erycher mensz!... 
Mio i cze synowska okazana przez Saula, a take obrazowe opowiadanie jego o 
macierzyskich zmarszczkach mile wzruszyy tu wszystkie serca i wyobranie. 
82 
Mody Leopold tylko, ktry dotd albo siedzia milczcy i chmurny, albo pgosem do 
Mery po francusku przemawia, powsta z miejsca swego i zbliy si ku oknu, przy ktrym 
sta Meir. Wkoo kanapy rozpocza si znowu oywiona rozmowa zagajona wyraonym 
przez pani Han ubolewaniem, e bya to sobota i e fortepianu tu nie byo, e zatem crka 
jej nie moe zagra takich piknych melodii, e od nich roztapia si jej serce, a przed oczami 
staje ogrd botaniczny wileski, grajca w nim orkiestra i rozmaite inne rzeczy nalece do 
utraconego przez ni raju cywilizacji. 
Dwaj modzi ludzie pozostali w odosobnieniu zupenym, rozmowy ich usysze nikt nie 
mg. Zdawao si, e Leopold nie mia zrazu zamiaru przemwienia do Meira. Oddali si on 
od towarzystwa w innym wcale celu, w celu, ktry zdradzaa wydobyta z kieszeni kamizelki 
srebrna cygarnica. Ale Meir, gdy tylko zobaczy go zmierzajcego ku sobie, postpi par 
krokw naprzd. Twarz jego zajaniaa radoci. 
 Jestem Meir, wnuk Saula  rzek podajc gociowi rk  chc bardzo ciebie pozna, 
aeby wiele rzeczy tobie powiedzie i od ciebie posysze... 
Leopold ukoni si wykwintnie, lecz ceremonialnie i zaledwie dotkn otwartej, ciepej 
doni rwienika. Smutek mign w rozjanionych radoci oczach Meira. 
 Ty nie bardzo chcesz mi pozna  rzek  i ja temu nie dziwi si. Ty jeste 
edukowanym, nauki wszystkie posiadasz, a ja prosty yd, ktry Bibli i Talmud zna dobrze, 
ale wicej nic. Jednak ty mi posuchaj! Ja wiele rnych myli w mojej gowie nosz, ale 
tylko one jeszcze w nieporzdku s. Moe ty mi powiesz co takiego, co mi mdrym zrobi! 
Leopold sucha mowy tej, drcej naprzd agodn pokor, a potem zapaem 
modzieczym, z ciekawoci, w ktrej by te odcie szyderstwa. 
 I owszem!  rzek  jeeli pan chce dowiedzie si czego ode mnie, to ja panu powiem! 
Czemu nie? ja wiele mog powiedzie! 
 Leopold! ty nie nazywaj mnie panem. Mnie to przykro, bo ja ciebie bardzo kocham... 
Leopolda zdziwio widocznie naiwne to owiadczenie. 
 Mnie to bardzo mio  wymwi  ale my pierwszy raz widzimy si z sob! 
 To nic!  zawoa Meir  ale ja dawno ju chciaem zobaczy takiego Izraelit, jak ty 
jeste... i powiedzie jemu, jak rabbi Elizer powiedzia jerozolimskiemu mdrcowi: Niech ja 
bd twoim uczniem, a ty bd moim nauczycielem! 
Tym razem zdziwienie wyranie ju bardzo odmalowao si na twarzy modego wiatowca 
i wyraniejszym sta si towarzyszcy mu odcie szyderstwa. Wida byo, e nic a nic nie 
rozumia sensu mowy modzieca i e wydawa si on mu wpdzikim czowiekiem. 
Meir w zapale swym nie spostrzeg wywieranego przez si wraenia. 
 Leopold!  zacz  wiele ty lat uczye si w cudzej szkole? 
 W jakiej cudzej szkole?  zapyta Leopold. 
 Nu, w tej szkole, w ktrej rnych nieydowskich nauk ludzie ucz si? 
Leopold zrozumia. Przymruy oczy, wyd usta i odpowiedzia: 
 No! ja do gimnazjum przez pi lat chodzi! 
 Pi lat!  zawoa Meir.  To ty bardzo uczonym jeste, kiedy tak dugo do tej szkoy 
chodzie! 
 No  z pobaliwym umiechem odpar go  s na wiecie ludzie i uczesi jeszcze ode 
mnie! 
Meir przyblia si coraz to towarzysza i oczy jego coraz gorcej byszczay. 
 A czego tam ucz w tej szkole?  zapyta. 
 Rnych rzeczy! 
 A jakie to s te rne rzeczy? 
Leopold z ironicznym nieco umiechem na ustach z wolna recytowa zacz: 
 No! rnych rzeczy tam ucz! Jzyka aciskiego, greckiego, francuskiego, matematyki, 
zoologii, fizyki, historii... 
83 
Przerwa mu ywo Meir: 
 I ty wszystkie te nauki znasz? 
 A jake!  odpowiedzia go. 
 A co ty teraz z tego robisz? 
Pytanie to, wymwione z ciekawoci nadzwyczajn, wprawio w osupienie adnego 
chopca. 
 Jak to: co robi?  zapyta. 
 Nu, ja chc wiedzie, jakimi mylami nauki te napeniy twoj gow i co ty z mylami 
swymi na wiecie robisz? 
 No! jak to: co ja robi? Ja urzdnikiem jestem, w kancelarii samego gubernatora wane 
bardzo papiery przepisuj. 
Meir pomyla chwil. 
 To nic, e ty w kancelarii papiery przepisujesz, ja nie o tym chcia wiedzie. Ty to dla 
zarobku robisz. Kady czowiek zarabia musi. Ale ja chciaem wiedzie: co ty sobie mylisz, 
jak czasem sam jeden zostaniesz si, i co tobie te myli twoje robi na wiecie ka? 
Leopold szeroko otworzy oczy. 
 No!  zawoa zniecierpliwiony  o czym ja mam myle? Ot, jak powrc z biura, to 
siedz sobie w domu, papierosa pal i myl, e jak oeni si i posag wezm, a ojciec mi 
odda to, co mi od niego naley si, kamienic sobie kupi, na dole w kamienicy pikne sklepy 
urzdz, pierwsze pitro bogatym jakim ludziom w arend puszcz, a sam na drugim 
mieszka bd. Teraz nawet sprzedaj tam jedn kamienic bardzo pikn i ja bym j chcia 
sobie kupi. Ona ze dwa tysice rubli na rok dochodu da i oficyny s przy niej dobre... 
Tym razem przysza na Meira kolej dziwienia si. 
 I ty, Leopold, o niczym wicej nie mylisz, tyko o tej kamienicy? zapyta. 
 No, a o czym ja mam myle? U nie, dzikowa Bogu, kopotw adnych na gowie nie 
ma. Mieszkanie i st u rodzicw mam, a na ubranie si wystarcza mi ta pensja, co j w 
kancelarii bior. 
Meir utkwi wzrok w ziemi. Na czole jego zarysowaa si zmarszczka, jak zwykle u niego 
bywao, gdy uczuwa si czym przykro dotknitym. 
 Suchaj, Leopold  rzek po chwili gbokiego namysu  czy tam u was, w wielkim 
miecie, nie ma wcale biednych i ciemnych ydw? 
Leopold zamia si. 
 A gdzie ich nie ma? Jest ich i tam bardzo duo! 
 A co ty sobie mylisz, kiedy na nich patrzysz?  gwatownie zapyta Meir. 
 Co ja mam myle? Myl, e oni bardzo gupi i brudni s. 
 I ty patrzc na nich o niczym wicej nie mylisz?  powtrzy Meir, ale szeptem ju 
prawie. ciar jaki bolcy spad mu zna na serce. 
Leopold otworzy cygarnic i wydobywa z niej zacz papierosa. Meir w zamyleniu 
swym nie zwrci na to uwagi. 
 Leopold!  zacz po chwili z rozbudzon na nowo energi  ty tej kamienicy w wielkim 
miecie nie kupuj! 
 A dlaczego ja jej kupowa nie mam? 
 Ja tobie powiem, dlaczego. Tobie siostr moj stryjeczn, Lijk, przyrzekli. To dobra i 
rozumna dziewczyna. Ona edukacji adnej nie ma, ale chciaa zawsze j mie i bardzo 
ucieszya si, jak jej powiedzieli, e ona edukowanego ma bdzie miaa. Ty z ni oenisz 
si, a jak oenisz si, to popro wielkich urzdnikw, eby tobie w Szybowie pozwolili szko 
dla ydw urzdzi, tak szko, w ktrej by nie tylko Tory i Talmudu, ale i innych, cudzych 
nauk uczyli... Ty sam nad t szko ca zarzd bdziesz trzyma, a mnie nauczysz, jak ja 
tobie pomaga mam... 
84 
Leopold mia si, ale Meir, cay rozpromieniony radoci, jak sprawia mu pomys 
wasny, nie spostrzeg tego. Pochyli si bardziej jeszcze ku towarzyszowi i na ucho mu 
prawie szepta: 
 Ja tobie powiem, Leopold! U nas w Szybowie wielka ciemnota panuje i jest wielu bardzo 
biednych ludzi, co w wielkiej ndzy yj. ale s tutaj i tacy ludzie, oni wszyscy modzi, 
ktrym bardzo smutno, e oni innego wiata i innych nauk nie znaj. Oni bardzo chcieliby je 
pozna, ale nie ma nikogo, kto by pomg duszom ich z ciemnicy powychodzi. I jest tu jeden 
wielki rabin, Izaak Todros, bardzo srogi, ktrego wszyscy lkaj si, i s tu kahalni urzdnicy, 
ktrzy biedny nard bardzo uciskaj... eby ty tu przyjecha i innych edukowanych ludzi ze 
sob przywiz, i razem z nimi dopomg nam wszystkim wyj z ciemnoty, biedy i smutku! 
Mwi to wszystko z nadzwyczajnym zapaem, z tryumfujcym czoem i gorc prob w 
gosie. Lecz nic dorwna by nie mogo zdziwieniu i zarazem szyderstwu, z jakim mowy jego 
sucha mody Leopold. Wydobywa on teraz ze srebrnego pudeeczka zapak i twarz 
pochyli nieco, by nie ukaza wstrzsajcych ni umiechw. 
 Nu  rzek Meir  co ty sobie mylisz o tym, co ja powiedziaem? czy to dobry projekt? 
Leopold dotkn ciany kocem zapaki i odpowiedzia: 
 Ja myl sobie, e jak ja o twoim projekcie powiem mojej familii i moim kolegom w 
biurze, to oni z niego bardzo bd mia si... 
Iskrzce si przedtem oczy Meira zgasy nagle. 
 Z czego tu mia si?  szepn. 
W teje chwili Leopold zapali trzymany w rku papieros. Bkitny, wonny dymek 
rozszed si po izbie i zalecia ku miejscu, w ktrym liczne towarzystwo odsiadywao st 
przed t kanap. Rafa i Abram popodnosili gowy ze zdziwieniem i obejrzeli si. Spojrza 
te w stron okna stary Saul i przypodnis si nieco z kanapy. 
 Bardzo przepraszam  rzek grzecznie, ale stanowczo  ja nie pozwalam, eby w moim 
domu ludzie robili to, czego nie pozwala wity nasz Zakon! 
Rzekszy to usiad znowu, patrzc jednak na Leopolda spod siwych brwi, ktre zjeyy si 
nieco. 
Leopold zarumieni si do szkaratu, rzuci papieros na ziemi i z tumionym gniewem 
zgasi go nog. 
 No! jaka tu u was grzeczno!  rzek do Meira. 
 A na co ty, Leopold, w sabat papierosy palisz? 
 A ty nie palisz?  z ironi i niedowierzaniem patrzc w oczy towarzyszowi zapyta go. 
 Nie pal  stanowczo odpar Meir. 
 To ty chcesz dusze ludzkie z ciemnicy wyprowadza, a wierzysz, e nie pali tytoniu w 
sabat to wity Zakon? 
 Nie, ja w to dawno przestaem wierzy!  rwnie stanowczo jak pierwej odpar Meir. 
 To ty chcesz buntowa ludzi przeciw wielkiemu rabinowi i kahalnym, a sam 
ustpujesz?... 
Oczy Meira zawieciy znowu, ale tym razem gniewnie jako i jakby szydersko. 
 eby szo o to  zacz  aby jak dusz ludzk od ciemnoty albo jakie ciao ludzie od 
ndzy wybawi, ja bym nie ustpowa, bo to wane rzeczy s... ale kiedy idzie o to, czy ustom 
moim przyjemno zrobi  ja ustpuje, bo to gupstwo jest... a cho ja nie wierz, aby Zakon 
ten witym by i od samego Pana Boga pochodzi, ale starsi w to wierz, a mnie si zdaje, e 
kto starszym sprzeciwia si dla gupstwa  ten wielk niegrzeczno robi! 
Leopold wysuchawszy przemwienia tego odwrci si od Meira i poszed ku siedzcej 
wci na brzeku krzesa Merze. Meir wid jeszcze za nim przez chwil wzrokiem, w 
ktrym maloway si uczucia zawodu i gniewu, potem odszed od okna i szybko izb opuci. 
Nage to oddalenie si modego czowieka wywaro silne wraenie na kobiecej czci 
towarzystwa. Mczyni zaledwie zwrcili na nie uwag, tak im si to naturalnym, a po 
85 
czci i chwalebnym wydawao, e narzeczony przez skromno i zawstydzenie unika 
widoku wybranej dla siebie przez starszych oblubienicy. Ale kupcowa z Wilna i pani Hana 
zaspiy si widocznie, a Mera pocigna matk za sukni i szepna: 
 Maman! idmy ju do domu! 
Meir tymczasem szybko zmierza ku mieszkaniu przyjaciela swego, Eliezera, lecz zajrza 
tylko przez otwarte okno niskiej budowy i poszed dalej, bo izdebka kantora bya pust. 
Wiedzia zna, gdzie szuka towarzyszy swych. Zda prosto ku znajdujcej si za 
miasteczkiem ce. 
Jak przed kilku tygodniami ka ta, prawdziwa tu oaza ciszy i wieoci, kpaa si caa w 
rowych blaskach zachodu. Porastajce j bujne trawy nie posiaday ju wprawdzie 
wiosennej szmaragdowej barwy, bo zwarzyy je nieco letnie upay. W zamian rozkwitay 
pord nich puszyste kpy albo wysmuke kielichy dzikich kwiatw napeniajcych powietrze 
mocnymi woniami. 
U stp gaju, pod gsto rosncymi brzozami, siedziaa i wp leaa na trawie gromadka 
ludzi zoona z dorosych ju, lecz jeszcze bardzo modych mczyzn. Jedni z nich, pochyleni 
ku sobie, rozmawiali pgosem, inni machinalnie rwali wzrastajce dokoa nich roliny i 
ukadali z nich barwiste wizie, inni jeszcze, z twarzami zwrconymi ku bkitnym obokom, 
po ktrych mkny zotawe chmury, nucili z cicha. 
Opodal nieco, przy sadzawce, ktrej brzegi zwieczone byy teraz gstymi kpami 
niezapominajek, a powierzchni pokryway dugie licie i szeroki kwiaty wodnych rolin, 
wiedziaa w nieruchomej postawie wysmuka dziewczyna z ciemn, chud twarz, z 
ogromnymi, czarnymi oczami i koralowym naszyjnikiem opadajcym na grub koszul. Obok 
niej, wrd kalinowych krzakw obcionych gronami psowych jagd, pasa si biaa koza, 
skubic tu i wdzie traw i licie. 
Meir szybko zda ku gromadce modych ludzi czerniejcej u stp gaju. Wida byo, e 
oni take oczekiwali przybycia jego z niejak niecierpliwoci, bo ci z nich, ktrzy leeli na 
trawie, spostrzegszy go przypodnieli si i usiedli z wlepionymi w twarz jego oczami. 
Wszed pomidzy towarzyszy swych nie witajc ich ani jednym sowem, nie patrzc 
prawie na nich i usiad na obalonym burz grubym pniu brzozowym. Modzi ludzie milczeli i 
patrzali na niego z niejakim zdziwieniem. Eliezer, ktry lea na trawie z ramieniem 
wspartym o kod, na ktrej usiad Meir, pierwszy zapyta: 
 Nu, a co? widziae jego? 
 Widziae jego?  powtrzyo teraz chrem kilka gosw.  Jaki on jest? czy on bardzo 
uczony i rozumny? 
Meir podnis twarz i z uniesieniem zawoa: 
 On uczony jest, ale  bardzo gupi! 
Wykrzyk ten obudzi pord modych ludzi najwysze zdziwienie. Po do dugim dopiero 
milczeniu Ariel, syn wspaniaego morejne Kalmana, wymwi z namysem: 
 A jak to moe by, eby czowiek uczonym by i razem gupim? 
 A skd ja mog wiedzie, jakim sposobem to moe by?  odpowiedzia Meir i oczy 
jego roztworzyy si szeroko, jakby spoglda on w niezgbion dla jak a straszn 
przepacisto. 
Wnet potem zawizaa si rozmowa zoona z nadzwyczajnie szybko nastpujcych po 
sobie pyta i odpowiedzi. 
 Co on tobie mwi? 
 On mnie same tylko gupie i ze rzeczy mwi! 
 Dlaczego ty nie pytae si go o rzeczy rozumne? 
 Ja pytaem si, ale on nie rozumia nawet, czego ja od niego chc! 
 A czy on tobie nie powiedzia, o czym on myli? 
86 
 On powiedzia, e myli o tym, eby kupi sobie pikn kamienic, co jemu dwa tysice 
rubli dochodu dawa bdzie! 
 O kamienicy on moe sobie myle, ale o czym on wicej myli? 
 On powiedzia, e o niczym wicej nie myli! 
 A co on tam na wiecie robi? 
 On w kancelarii papiery przepisuje, a jak powrci z kancelarii, papierosy pali i o 
kamienicy myli. 
 A co on o tych ydach myli, ktrzy edukacji takiej, jak on, nie odebrali i w wielkiej 
ciemnoci albo w wielkiej ndzy yj? 
 On o nich myli, e to gupi i brudny nard jest! 
 A co on tobie mwi, jak ty jemu opowiedziae o nas wszystkich, co chcemy dusze 
nasze z ciemnicy wybawi, a nie moemy? 
 On mwi, e jak o tym swojej familii i swoim kolegom opowie, oni bd bardzo mia 
si! 
 A z czego tu mia si?  zapytali chrem modzi ludzie. 
Potem nastpio dugie milczenie, a ze wszystkich razem piersi wybuchn nagy i 
namitny wykrzyk: 
 A szlechter mensz! (o! zy czowiek). 
Po chwili stryjeczny brat Meira, Chaim, syn Abrama wymwi: 
 Merir! to ta edukacja i nauka, ktrej my bardzo chcemy, z chyba jest, kiedy ona ludzi 
zymi i gupimi robi? 
A dwaj czy trzej inni modziecy jednogonie zawoali: 
 Meir! wytumacz ty nam to! 
Meir spojrza po twarzach towarzyszy mtnym wzrokiem i opuszczajc blad twarz na 
obie donie odpowiedzia: 
 Ja ju nic nie wiem! 
W krtkiej odpowiedzi tej ozwao si gbokie, stumione kanie. Ale w tej chwili 
podniosa si w gr biaa rka kantora i odcigna od zmartwionej twarzy przyjaciela 
ukrywajce j donie jego. 
 Niech serca wasze w wielki smutek nie zapadaj!  wymwi Eliezer  ja zaraz poprosz 
mistrza naszego, aeby on na pytania wasze ustami mymi odpowiedzia. 
Mwic to podnis z ziemi wielk ksig starannie w zarolach gaju ukryt i z 
tryumfujcym umiechem na agodnych ustach ukaza towarzyszom pierwsz jej kart. Na 
karcie tej wielkimi literami wydrukowane byo imi i nazwisko Mojesza Majmonidesa. 
Modzi ludzie, przedstawiajcy teraz cile zblion ku sobie gromadk, wyprostowali 
postawy swe, a na twarzach ich rozla si wyraz uroczystej uwagi. Mdrzec izraelski 
przemwi do nich mia ustami ukochanego ich piewcy! Mistrz to by stary, zapomniany 
przez jednych, przez innych wyklty, lecz dla nich wity i drogi, bo dotd jedyny. Odkd 
duch mistrza tego, w postaci kilku ksig grubych przywiezionych tu przez wracajcego z 
dalekich wiatw Eliezera, wion na ich gowami, uczuli oni nie znany im dawniej wir myli 
i bunt uczu; smuci si, tskni i pragn zaczli. A jednak za smutek i tsknot wdziczni 
mu byli, a w strapieniach i wtpliwociach swych biegli ku niemu. Niestety! nie na wszystkie 
zapytania i skargi ich mia on odpowied i pociech! Wieki upyny, czasy zmieniy si, 
dugi acuch nowych coraz i coraz nowe prawdy nioscych geniuszw nad wiatem 
pocign. Ale oni o adnych innych geniuszach, prcz tego jednego, nie wiedzieli nic, a 
teraz, gdy otworzono przed nimi wielk ksig, gotowali si z radoci i uroczystym 
nastrojem do przyjcia w piersi swe oddechu starej jego mdroci. 
Eliezer jednak nie zaraz czyta zacz. Przewraca on karty ksiki szukajc ustpu 
stosownego do okolicznoci. 
87 
Tymczasem dziewczyna siedzca dotd u brzegu sadzawki powstaa spord 
niezapominajek i kalin i brzegiem gaju, z wolna i cicho, przesuwaa si ku gromadce modych 
ludzi. Z dala ju widzie mona byo, jak czarne, ogromne jej oczy tkwiy nieruchomo w 
twarzy Meira. Zdawa si mogo, e dostrzega ona z dala rozpaczny ruch, ktrym zakry on 
sobie twarz domi, i e pocigna j wtedy ku niemu nieprzezwyciona sia pocigu. Biaa 
koza sza tu za ni. Znikny obie na chwil w zarolach gaju, po czym wrd uplotw gazi 
brzozowych zjawia si i o par krokw za Meirem stana Goda. Przysza tak cicho, e nikt 
jej nie spostrzeg; ramieniem otoczya cienki pie brzozy i gow opierajc na koyszcej si 
lekko gazi, wzrokiem obja pochylon nieco gow Meira. Innych obecnych tam ludzi 
zdawaa si nie widzie. 
W teje chwili dwicznym, czystym jak kryszta gosem Eliezer zawoa: 
 Suchaj, Izraelu! 
Sowami tymi zaczyna si wiele witych psalmw i kade pobone czytanie Izraelitw. 
Dla modziecw otaczajcych Eliezera suchanie sw starego mistrza psalmem czci i 
gbok modlitw ducha by miao. 
Eliezer piewnym i koyszcym si nieco gosem czyta zacz: 
Uczniowie moi! zapytujecie mi, jaka sia pociga w gr wietliste istoty niebieskie, 
ktre zowiemy gwiazdami, i dlaczego jedne z nich podnosz si tak wysoko, e gin w 
mlecznych mgach, a drugie ciko pyn pod niebo i zostaj daleko za siostrami swymi. 
Odkryj przed wami tajemnic, ktrej ciekawi jestecie. 
Si pocigajc w gr wietliste ciaa niebieskie jest Doskonao, ktra mieszka na 
wysokociach najwyszych, a ktra w jzyku ludzkim ma imi Bg. Gwiazdy zdjte dla 
Doskonaoci mioci i tsknot podnosz si wci w gr, aby dostpi wikszej jej 
bliskoci, a z Mdroci jej i Dobroci co dla siebie wzi. Pyn one po przestrzeni przez 
wieki wiekw i te z nich, ktre najwicej rozkochane s w Doskonaoci, zapyny ju 
najwyej, a te, co z ciszej materii zoonej mniej pragn przyj w siebie czstk boskiej 
wiatoci, zostay daleko za siostrami swymi... 
Uczniowie moi! od tych istot wietlistych, ktre najwicej tskni i pragn, i najbliej 
Doskonaoci s, pochodz wszystkie zmiany, ktre staj si na podksiycowym wiecie... 
One to sprawiaj przechodzenie i powstawanie, z nich rodz si ksztaty i obrazy rzeczy... 
Umilk Eliezer i podnis twarz znad ksiki. Turkusowe oczy jego promieniay radoci. 
Modzi ludzie jednak milczeli i myleli dugo, usiujc dopatrzy w przeczytanym im 
ustpie mdrca rozstrzygnicia drczcych ich wtpliwoci Meir pierwszy zawoa: 
 Eliezer! ja zrozumiaem! 
 Wytumacz nam!  zawoali chrem modziecy. 
Meir z rozwag odpowiedzia: 
 S ludzie, co jak wietliste istoty niebieskie, o ktrych pisze mdrzec, podnosz dusze 
swoje w gr z tsknoty za Doskonaoci. Oni wiedz o tym, e Doskonao jest, i pragn z 
mdroci i dobroci jej wzi co w siebie. Ale s i tacy ludzie, co jak te gwiazdy z ciszej 
materii zoone, o ktrych pisze mdrzec, nie kochaj Doskonaoci i nie pn si pod gr z 
tsknoty za ni. Tacy ludzie trzymaj duchy swoje bardzo nisko... 
Zrozumieli teraz wszyscy. Rado promieniaa na wszystkich twarzach. Tak drobnej, 
drobnej okruchy wiedzy i prawdy trzeba byo, aby rozradowa duchy te ubogie, a przecie tak 
bogate! 
Meir pochwyci z rk przyjaciela dobrze zna znan sobie ksik i na innej karcie jej 
przeczyta jeszcze: 
Anioowie sami rwni sobie nie s. Stoj oni jeden nad drugim jak na szczeblach drabiny, 
a najwyszym z nich jest Duch wydajcy z siebie myl i poznanie. Ten Duch jest 
oywiajcym Rozumem, a Hagada nazywa go ksiciem wiata! (Sar  ha  Olam). 
88 
 Najwyszym anioem jest Duch wydajcy z siebie myl i poznanie, a Hagada nazywa go 
ksiciem wiata  powtrzy za Meirem chr gosw modzieczych, dwicznych, 
wieych, a jednak tsknych. 
Wtpliwoci ich rozproszonymi zostay. P o z  a  i e odzyskao znowu cze w ich 
umysach, obudzio tsknot w sercach, a przed oczami przesuno si w postaci anioa nad 
anioami leccego nad wiatem w purpurze ksicej, ze wietlist obson wyonionych 
przez si myli. 
Zaduma lega na czoach i w oczach modziecw. Zadum cichego wieczora oblekaa si 
wkoo nich kwiecista ka i leca za ni ta rwnina. Przed nimi stany nad dalekim lasem 
szkaratne chmury, za ktre skrya si tarcza soneczna, za nimi gaj zielony drzema 
nieruchomo i w mroczny cie zapada. 
Po ce i dalekich polach popyn srebrzysty, przecigy gos Eliezera. 
 We nie ujrzaem ducha ludu mego!  piewa zacz biay pierwca Jehowy. 
A pie to bya nie wiedzie skd, nie wiedzie jak powstaa. Kto utworzy j? Nikt 
powiedzie by nie potrafi. Wiersz jej pierwszy poda podobno przyjacioom swym Eliezer po 
jednym ze snw swych tajemniczych i ekstatycznych, ktre nawiedzay go czsto, drugi 
dorobi Ariel, syn Kalmana, wtedy gdy w cienistym gaju samotnie gra na skrzypcach. Byy w 
niej i takie, ktre wybuchny z piersi Meira, i inne, ktre niemiao wyszepta dziecicymi 
prawie usty Chaim, syn Abrama. 
Tak powstaj wszystkie pieni ludowe. Rodowodem ich  serca tsknice, myli ucinione, 
instynktowne rwania si ku lepszemu yciu. 
Tak powstaa i w Szybowie pie, ktr teraz piewa zacz kantor: 
We nie ujrzaem ducha ludu mego! 
Czy mia on na ramionach purpurow szat? 
Czy po wiecie nosiy go wozy bogate?... 
Tu z gosem piewcy doczyy si gosy inne, a po kach i polu rozleg si potny chr 
odpowiedzi: 
W prochu drg kamienistych byy stopy jego! 
I prochem siwa gowa bya osypana! 
I achmany soniy mu chude kolana, 
Ktre dray! 
W tym miejscu w chr piewajcych gosw modzieczych wmiesza si szept 
wychodzcy z brzozowych zaroli: 
 Szaa! tu s ludzie, co was suchaj! 
W istocie na drodze gaj przerzynajcej czerniao w zmroku kilka postaci mskich, bardzo 
powoli postpujcych ku ce. Ale piewacy nie syszeli ani przestrogi Gody, ani szmeru 
nadchodzcych krokw. 
Druga strofa pieni rozbrzmiewaa po ce: 
Och! smutny, biedny duchu ludu mego! 
Czy na los twj zamknite oko Pana twego? 
Gdzie rozwiaa si wielka pyszno twego tronu? 
Czy na wieki powidy ju re Syjonu? 
Czy zamay si na wskro ju cedry Libanu? 
Czy nie zabrzmi nigdy na podzik Panu 
Chralny Twj piew? 
Ostatni wiersz pieni brzmia jeszcze, gdy z drogi gaj przerzynajcej weszli na k trzej 
mczyni. Mieli oni na sobie odwitne czarne, dugie ubrania, a przepasani byli 
89 
kolorowymi chustkami, ktre w dzie sabatu noszone zwykym sposobem by nie mog, ale 
opasujc odzie cz jej stanowi i grzechu nie czyni. 
Porodku szed ojciec kantora, Jankiel Kamionker, po obu stronach jego postpowali 
Abram Ezofowicz, ojciec Chaima, i morejne Kalman, ojciec Ariela. 
Pomimo zmroku przy ostatnich wiatach dnia ojcowie poznali synw swych, a synowie 
ojcw. Gosy modziecw zadray, przycichy i z kolei milky, a umilko cae grono 
piewakw i jeden tylko gos nie umilk, lecz piewa dalej sam jeden: 
Czy nie wyjdziesz ju nigdy z gbokich ciemnoci, 
Czy nie zadr w mogiach ojcw twoich koci 
Z dumy i rozradowania? 
By to gos Meira. 
Powani mowie przebywajcy k stanli i obrcili si twarzami ku skupionej w gaju 
gromadce modziecw, a w teje chwili z samotnym gosem mskim poczy si gos 
kobiecy, czysty, donony gos Gody, ktra ujrzawszy rozgniewane postacie mw stojcych 
rd ki zawtrowaa Meirowi, tak jakby chciaa poczy si z nim we wsplnej odwadze i 
we wsplnym moe  niebezpieczestwie. 
I nie zwaajc na milczenie towarzyszy ani na grone, ciemne postacie rd ki stojce, 
dwa poczone ze sob gowy te pieway dalej: 
Niech nogi twe spoczn, niech rany si zgoj, 
Niech blaski wietliste ze zdroju mdroci 
Ukoj twe ble, ndze i ciemnoci! 
Niech zabrzmi dla ciebie rg zmartwychwstania! 
Niechaj z kajdan uwolni smutn dusz twoj 
Anio poznania! 
Pie miaa tylko trzy te strofy. Umilky wic z ostatnim jej wierszem piewajce jej gosy: 
mski i kobiecy 
Dostojnicy gminy stojcy dotd rd ki zwrcili si ku miasteczku i gono, gniewnie 
rozmawiajc ze sob dyli ku domowi Ezofowiczw. 
* 
Abram, syn Saula, rni si wielce ze starszym bratem swoim, Rafaem. O ile wysoki, 
czarnowosy, pikny jeszcze mimo swych lat pidziesiciu kilku Rafa powanym by, 
rozwanym i maomwnym, o tyle niski, przygarbiony, z popielatymi od siwizny wosami 
Abram zapalczywym wydawa si, wraliwym i namitnym. Mowa jego bya prdk, gesta 
posiaday gwatowno namitnej natury, wzrok iskrzy si i ponuro najczciej spuszcza si 
ku ziemi. 
Obaj bracia byli uczeni i uczonoci sw zdobyli sobie od dawna wysoko cenion w 
gminie godno morejnowsk. Ale Rafa studiowa przede wszystkim Talmud i uchodzi za 
jednego z najwikszych znawcw jego, Abram za przekada mistyczne zaciekania si w 
przepaciste tajemnice Zoharu. Rafa posiada w daleko wyszym stopniu ni brat jego 
szacunek i zaufanie innowiercw, z ktrymi wid interesy liczne, Abram za to cieszy si 
ywsz sympati ludnoci szybowskiej, wiksz ask rabina i cilejsz przyjani z 
dostojnikami, wic z mdrcami i bogaczami gminy. 
Najcilejsza przyja czya go z dwoma wysokimi urzdnikami kahau; morejne 
Kalmanem i pobonym Janklem Kamionkerem. Poza miasteczkiem trzej ci mowie 
90 
wsplnikami byli w wielu handlowych sprawach, takich jak kupna, sprzedae, dzierawy; w 
miasteczku, w dniach odpoczynku schodzili si ze sob czsto na wsplne nabone czytania i 
rozmylania, a kadej soboty odbywali razem przechadzki zamiejskie, o tyle dalekie, o ile 
pozwolonym jest prawemu Izraelicie oddala si w dzie ten od cian mieszkania swego. 
Nigdy wic nikt nie widzia, aby oddalili si oni od mieszka swych wicej ni o dwa tysice 
krokw i czasem tylko, kiedy gbie cienistego gaju wabiy zbyt pontnie czoa ich spalone 
skwarem i osypane kurzaw napeniajc miasteczko, pochylali si oni ku ziemi i na miejscu 
tym, na ktrym stopa ich stana po raz dwutysiczny, zakopywali may okrawek chleba. Tym 
sposobem miejsce chronice w sobie okrawek domowe chleba przedstawiao ju sam dom ich 
i wolno im byo przeduy przechadzk sw o drugie dwa tysice krokw. Idc zreszt 
milczeli zazwyczaj, poniewa ze skrupulatnoci nieporwnan liczyli w myli swej czynione 
przez si kroki, ludzie za proci, ubodzy na ciele i duchu, widujc ich idcych tak z wolna w 
milczeniu i z zamylonymi twarzami, dziwowali si wielce mdroci i uwielbiali 
prawowierno uczonych swych i bogaczy, podnosili si z miejsc swych na widok ich i nie 
siadali pty, dopki nie tracili z oczu powanie suncych si ich postaci, albowiem napisane 
jest: Kiedy zobaczysz przechodzcego mdrca, powstawaj i nie siadaj dopty, dopki nie 
zniknie on z twych oczu. 
Przy powrocie jednak z przechadzek rozwizyway si jzyki trzech dostojnikw. Nie 
potrzebowali ju oni zwraca pilnej uwagi na kade stpienie ng wasnych, toczyli wic 
rozmowy poufne i oywione, w ktrych przecie Kamionker przyjmowa udzia najwikszy, a 
Kalman najmniejszy; pierwszy bowiem najgadatliwszym by, a drugi najbardziej milczcym 
spomidzy wszystkich mdrcw, ktrym przywiecao kiedy boe soce. Kalman umiecha 
si zawsze pulchnymi usty i wydawa si wzorem agodnoci, jak te doskonaego 
zadowolenia z caego wiata i przede wszystkim z samego siebie; Kamionker, przeciwnie, nie 
mia si nigdy prawie, mia pozr czowieka wiecznie czym zgryzionego, a mae oczy jego 
mieway czasem byski dzikiej srogoci. 
Nigdy przecie mieszkacy ndznych uliczek pooonych u skraju miasteczka nie widzieli 
trzech powanych i powaanych mw idcych tak piesznie i rozmawiajcych tak gwarnie, 
jak wieczoru tego, w ktrym po zielonej ce i tej rwninie rozbrzmieway echa chralnej 
pieni modzieczej. Sam nawet wspaniay Kalman odzywa si od czasu do czasu, 
niezmienny umiech swj utraci i jedn rk z kieszeni wydoby. Co si tyczy Jankla 
Kamionkera, ten tak gwatownych ruchw dokonywa idc, e a poy dugiej odziey jego 
rozwieway si na obie strony na ksztat czarnych, opoccych skrzyde. A Abram Ezofowicz 
chustk, ktr opasany by, rozwiza i w rku nie j zacz. Oznak t bezprzytomnego 
prawie uniesienia spostrzeg wspaniay Kalman i wnet cichymi sowy przestrzeg przyjaciela 
przed popenianym w nieuwadze grzechem. Abram umilk nagle, bo strasznie przerazi si 
wasnym czynem, i z popiechem wielkim biodra swoje na nowo chustk przepasa. 
Stao si to ju na ganku domostwa Ezofowiczw. W ciemnym, wskim korytarzu 
zaszumiay szybkie kroki i gwatownie rozwiewajce si poy sukien. Trzej mowie weszli 
do izby, w ktrej stary Saul siedzia jeszcze na tej kanapie, czytajc wielk ksig jak 
przy wietle dwch wiec palcych si w cikich, starowieckich, srebrnych lichtarzach. 
Ujrzawszy wchodzcych goci zdziwi si nieco, pora bya bowiem spniona i do odwiedzin 
niewaciwa. Powita ich przecie przyjaznym skinieniem gowy i wskaza rk krzesa przy 
kanapie stojce. Przybyli dostojnicy nie zajli miejsc im wskazanych, lecz stanli wszyscy 
trzej przed Saulem. Jakkolwiek twarze ich gniew rozognia, postawy ich uroczystymi byy. 
Uoyli si zna ze sob o sposb i porzdek oskarenia, pierwszy bowiem Kamionker gos 
zabra. 
 Rebe Saul!  rzek  my przyszlimy tu ze skarg na wnuka twego, Meira! 
Po twarzy Saula przebiego przykre, bolesne niemal drgnienie. 
 A co on zego znowu zrobi?  zapyta cichym gosem. 
91 
Kamionker zrazu uroczycie, potem za coraz wicej unoszc si i miotajc mwi zacz: 
 Wnuk twj, Meir, synw naszych psuje! on dusze ich buntuje przeciw nam i witym 
zakonom naszym; czyta im ksiki wyklte i w sabat wieckie pieni z nimi piewa! Ale on 
nie tylko jeszcze to robi! On z karaimsk dziewczyn nieczyst przyja trzyma i my 
widzielimy jego teraz na ce, jak synowie nasi u ng jego, jak u ng mistrza jakiego leeli, a 
nad gow jego karaimska dziewczyna staa i razem z nim piewaa obrzydliwe pieni! 
Zdyszany od zapalczywego mwienia umilk na chwil reb Jankiel, a morejne Kalman, 
patrzc na Saula swymi miodowymi i nieco osowiaymi oczami, wyrzek z wolna: 
 Mj syn, Ariel, tam by i ja jego za to ukarz! 
Abram patrzc ponuro w ziemi wymwi take: 
 I mj syn, a twj, tate, wnuk, Chaim, tam by i ja jego za to ukarz! 
A potem wszyscy trzej rzekli razem: 
 Ukarz Meira! 
Saul pochyli nisko twarz zasmucon bardzo. 
 Panie wiata!  szepn drcymi usty  czy ja zasuyem na to, aby wiato oczu 
moich w ciemnoci zamienia? 
Potem podnis gow i wyrzek stanowczym gosem: 
 Ja jego ukarz! 
Abrama oczy tkwiy w twarzy ojca i iskrzyy si. 
 Tate  rzek  myl ty najwicej o tej karaimskiej dziewczynie. Ona Meira psuje, a on 
psuje naszych synw. Ta nieczysta przyja, ktr oni ze sob trzymaj, wstydem jest 
wielkim dla caej familii naszej. Ty wiesz, tate, jaki u nas obyczaj jest. aden z prawych 
Izraelitw zna nie powinien przez cae ycie swoje innej kobiety jak t, ktr rodzice jego za 
on mu dadz... 
 Nie powinien!  krzykn gwatownie reb Jankiel, a twarz Kalmana z rowej staa si 
psow. Czysto obyczaju ludzi tych bya tak wielk, e siwe wosy na gowie majc 
rumienili si oni ze wstydu przy rozmowie o nieczystej przyjani mczyzny z kobiet. 
Zdawao si, e nawet pomarszczone czoo Saula obleko si bladorow barw. 
 Ja Meira oeni prdko!  rzek. 
Abram odpowiedzia: 
 Dopki on karaimsk dziewczyn widywa bdzie, dopty on eni si nie zechce! 
 A co z ni zrobi, eby on jej nie widywa?  z rozpacz prawie zawoa starzec. 
Trzej stojcy przed nim mowie spojrzeli wzajem na siebie. 
 Z ni trzeba co zrobi  wymwili jednogonie. 
Po chwili dugiego milczenia, mylenia i wzajemnego na siebie patrzania dwaj gocie 
skoniwszy si przed Saulem odeszli. Abram pozosta w izbie. 
 Tate!  rzek  a jak ty jego ukara mylisz? 
 Ja jemu ka przez cay tydzie w bet  ha  midrasz siedzie i psalmy mwi, i Talmud 
czyta... 
 Co to pomoe!  z niecierpliwym gestem rzuci Abram  ty, tate, ka go lepiej wybi! 
Saul trzyma wci twarz nisko pochylon. 
 Ja jego bi nie ka!  odpowiedzia po chwili milczenia. 
I doda ciszej: 
 Dusza Michaa przesza w ciao ojca mego, Hersza, a dusza ojca mego, Hersza, 
zamieszkaa w ciele Meira... 
 A skd to mona wiedzie?  zapyta Abram, tknity jednak ywo i widocznie sowami 
ojca. 
 Dusz t poznaa naprzd prababka jego, ona Hersza, a potem pozna j rabbi Izaak. 
Westchn ciko Saul i powtrzy: 
92 
 Ja jemu ka przez cay tydzie w bet  ha  midrasz siedzie i Talmud czyta! On przez 
cay tydzie nie bdzie jad ani spa pod dachem moim, a szames (posaniec synagogi) kar i 
wstyd jego po caym miecie ogosi!... 
93 
TOM DRUGI 
94 
I 
Bet  ha  midrasz by to budynek obszerny, widny i do okazay, stojcy przy 
synagogalnym dziedzicu, tu obok domu modlitwy. Przeznaczenie mia on rne. Tu 
zgromadzano si na mniej uroczyste mody, toczono dugie i zapalczywe rozprawy nad 
przernymi punktami i wyjanieniami Talmudu; tu mieciy si ksigozbiory bractw, czyli 
stowarzysze majcych rne cele, a ktrych kada izraelska gmina posiadaa w onie swym 
znaczn ilo; tu take, w wypadkach wyjtkowych wprawdzie i wyjtkowej surowoci 
wymagajcych, modzi ludzie wykraczajcy przeciw religii lub obyczajom przesiadywali 
krtszy lub duszy czas pokuty, wicej zawstydzajcej ni cikiej. 
Naprzeciw ha  midraszu wznosia si budowa inna, mniejsza nieco, lecz z t sam 
starannoci wzniesiona i utrzymywana. By to bet  ha  kaho, czyli izba kahalna, miejsce 
posiedze i obrad czysto administracyjnych wadz miejscowych. Dalej jeszcze, w 
skromniejszym ju nieco budynku, zawiera si hek  desz, przytuek dla ubogich, do ktrego 
wszyscy godni, zmczeni, schronienia i spoczynku potrzebujcy koata posiadali prawo. 
Naprzeciw domu modlitwy, w ciasnym, niskim domku mieci si cheder, czyli szkoa, w 
ktrej naucza uczony i czczony reb Mosze. 
Podwrze to, sowem, wraz z otoczeniem swym przedstawiao istotn stolic maego 
udzielnego pastewka. Wszystko tu, poczwszy od czarnej chatki mdrca-ascety, przysiadej 
u samej prawie wityni, a do widniejcej ju z dala obszernej i drzewami ocienionej 
lecznicy, od wspaniaego domu modlitwy do niziuchnego, szczupego chederu, odnosio si 
do spraw i potrzeb publicznych, na celu je majc. 
Pierwotne te pochodzenie i cele kadego z budynkw tych posiaday myl tak pikn i 
wysok: porzdku spoecznego, miosierdzia, nauki, wznoszenia ducha ku Bogu lub 
rozmylania nad wysokimi rzeczami. W jaki za sposb wynaturzyy si niektre z 
pierwotnych poj tych i dlaczego niektre z celw tych pierwotnych przybray sens i 
charakter wbrew sprzeczny z tymi, ktre nadaje im wiat cay? Inna to ju rzecz i pyta o ni 
naley historii. 
Osiem dni mino od wieczoru tego, w ktrym na zielonej ce marzyo, piewao i poufnie 
gwarzyo grono modych przyjaci. W dziewitym dniu, okoo zachodu soca, z wntrza ha 
 midraszu wyszed i na wysokim ganku jego stan Meir. Posuszny rozkazaniu 
zwierzchnika rodu swego przepdzi on dnie ubiege w samotnoci zupenej, czytajc i 
rozwaajc talmudyczne ksigi, ktre zna biegle, wzgldem ktrych zrodziy si w umyle 
jego mnogie wtpliwoci, lecz dla ktrych czci wpojonej mu od dziecistwa utraci cakiem 
nie mg i nie utraci. Pokuta, na ktr skazano go, nie bya cik, nie przynosia mu 
najlejszych cierpie fizycznych, bo w poywienie nawet, przynoszone mu dwa razy dziennie 
z rodzinnego domu, czue i litociwe rce kobiet wkaday najlepsze kski. A jednak 
zmienionym by bardzo. Poblad i schud, zarazem przecie wydawa si wyszym i 
barczystszym. W postawie i wyrazie twarzy jego nie byo ju ani ladu tej dziecicej prawie 
niemiaoci, ktra cechowaa go przed kilku jeszcze miesicami. Rozum jego oburza si 
moe na niesusznoci wymierzonej na kary; samotno, w ktrej go pogrono, ponowne 
wczytanie si w odwieczne ksigi, ktrych penymi byy szafy otaczajce ciany ha  
midraszu, wytworzyy moe w gowie jego wiele nowych poj, plczc i wzburzajc je 
bardziej jeszcze. Co pewna, to e gorca blado jego czoa zdradzaa mozoln, bo 
bezpomocn prac ducha, a w blasku rozpomieniajcym mu renice objawiao si namitne, 
95 
przemoc tumione rozdranienie. Zadana pokuta chybia celu. Zamiast uspokoi i ukorzy 
burzliwego i zuchwaego modzieca, uczynia go ona zuchwalszym i skonniejszym do 
buntu. 
Kiedy zszed z ganku ha  midraszu i z wolna przechodzi zacz dziedziniec szkolny, 
wida byo, e do uczu innych czy si w nim jeszcze i wstyd. Na widok kilku ludzie 
wkraczajcych w bram dziedzica spuci oczy i zarumieni si. Ludmi tymi byli urzdnicy 
kahalni, ktrzy piesznie dyli ku zwykemu miejscu obrad swoich. Ujrzawszy Meira mia 
si zaczli i wskazywa na niego palcami. Jeden tylko Jankiel Kamionker nie mia si i nie 
spostrzeg nawet Meira. Szed on prdko bardzo i w pewnym od towarzyszy swych 
oddaleniu, a wyraz twarzy mia wicej jeszcze zgryziony i zakopotany ni zwykle. Porodku 
dziedzica znalazszy si, zboczy nieco z drogi i zamiast wej za towarzyszami swymi do ha 
 kahou, przesun si pod cian hek  deszu, przytuku ubogich. Przesun si tylko pod 
cian t, ale wystarczyo mu czas tego, aby zamieni kilka cichych sw i tajemniczych 
gestw z czowiekiem jakim, ktrego gowa rozczochrana i twarz nabrzmiaa wychylaa si 
przez otwarte okno hek  deszu. 
Meir zna czowieka, z ktrym tajemniczym, krtkim szeptem zamieni si Kamionker, i 
zdziwi go nieco poufay stosunek dwch tych ludzi. 
Nu!  pomyla  co to za znajomo moe by midzy pobonymi i bogatym reb 
Janklem a takim wczg i zodziejem jak furman Jochel? 
Niedugo jednak myla o tym. Postpowa z wolna i nie w stron rodzinnego domu swego, 
do ktrego zna pieszno mu nie byo, ale w stron maej uliczki, ktra dotykajc szkolnego 
podwrza wioda ku polom. Pragn zna wyj z miasteczka i pj na ten szeroki, widny 
rozg, ktry jania ostatnimi blaskami dnia i szemra z dala leccymi nad nim wieymi 
powiewy. U koca jednak podwrza przystan. O uszy jego obi si gwar dziwny, zoony z 
mnstwa gosw dziecinnych, to zniajcych si do szeptu prawie, to podnoszcych si do 
wrzaskliwego i piewnego zawodzenia. W gonym tym i koyszcym si szmerze 
dziecinnych gosw ozyway si tu i wdzie piskliwe jki i westchnienia zmczonych jakby i 
udrczonych piersi, a nad nimi panowa gos mski, gruby, to opowiadajcy niby co lub 
czytajcy, to ajcy i rozgniewany. 
Po ustach Meira przewin si umiech szczeglny. W umiechu tym byy: bl, gniew i 
lito. Sta on tu obok chederu, w ktrym naucza meamed, reb Mosze, i w ktrym wanie 
kipia i wrza w gwar niezrozumiay, chaotyczny, a posiadajcy w sobie co dziwnie 
smutnego i grubiaskiego zarazem. 
Przekornym jakby i gniewnym uczuciem pocigany ku chederowi, Meir wspar si obu 
ramionami o niskie otwarte okienko i patrzy przez nie na wntrze budynku. Wntrze to 
ciasne byo, ciemne, cuchnce i natoczone. Pomidzy niskim, czarnym sufitem, czterema 
ciasnymi, czarnymi rwnie cianami i podog ukryt cakiem pod grub warstw miecia i 
brudu, w wilgotnym, stchym, cikim powietrzu koysaa si i wrzaa chralnym, 
zapalczywym mruczeniem szara masa jaka, ktrej istoty i skadowych czci niepodobna 
byo rozrni przy pierwszym wejrzeniu. Po chwili zaledwie przed wzrokiem patrzcego, 
niby z mgy czy kurzawy, wyania si zaczynay twarze i postacie dziecinne. Twarze to byy 
rne: jedne  grube, ciemne, chorobliwie nabrzmiae, inne  biae, drobne, delikatne i 
przelicznie zarysowane; jedne  z ustami wpidiotycznie rozwartymi i mtnym, sennym 
wzrokiem, inne  z oczami byszczcymi hamowanym gniewem i wargami drgajcymi od 
nerwowego zniecierpliwienia, inne jeszcze  blade, uwane, pokorne, cierpice, lecz 
cierpliwe. Ubiory dzieci tych byy rne: od dostatnich surducikw znamionujcych dzieci 
bogaczy do spencerkw pozbawionych rkaww i szarych, achmaniastych kapot ndzarzy. 
Byo ich kilkadziesit w izdebce mogcej pomieci wygodnie kilkanacie zaledwie, a 
wszystkie toczyy si i jedne na drugich niemal siedziay na awach zbyt wskich i wysokich, 
twardych, brudnych, wszerz izby ustawionych. 
96 
Chederw podobnych byo w Szybowie niemao, ale aden z nich tak licznie 
uczszczanym nie by jak ten, ktremu przywodzi reb Mosze. Bogacze i ndzarze z rwn 
gorliwoci starali si o miejsce w nim dla dzieci swoich, albowiem reb Mosze by 
meamedem nad meamedami, ulubionym uczniem wielkiego rabina, a przy tym kabalist 
biegym i ascet, prawdziwym chachamem, doskonaym pobonym. 
Nie naley jednak mniema, aby reb Mosze ponia si a do nauczania pierwszych stopni 
wielkiej nauki najdrobniejsze dzieci gminy. Byoby to marnowaniem wysokich jego 
zdolnoci, ktre ku czemu wyszemu ju uywanymi by musiay. Wyrostki przepeniajce 
cheder jego miay od dziesiciu do dwunastu lat wieku i od siedmiu ju lat ywione byy 
witym chlebem nauki. W chederach innych, niszych, nauczono ju ich hebrajskiego 
czytania i wyoono im Humesz (Picioksinic) z wielu wyjanieniami jego i 
komentarzami, teraz za pod przewodnictwem reb Mosza wstpoway one na trzeci stopie 
mdroci, ktrym jest nauka Talmudu wraz z nieprzeliczon iloci skadajcych go dziaw, 
rozdziaw, poddziaw, paragrafw, punktw spornych, rozstrzygnie, wyjanie, 
komentarzy, wyjanie wyjanie i komentarzy nad komentarzami. 
Byo to ju, jak si zdaje, do szerokie pole dla rozwijania si rozumu i pamici 
wyrostkw tych, bladych, obrzkych, zniecierpliwionych albo z pokor cierpicych; ale reb 
Mosze w rzeczach religii i nauczania jej nie zwyk by przestawa na maym. Napeniajc 
rozum i wiczc pami swych uczniw, rozbudza on jeszcze usiowa fantazj ich przez 
wprowadzanie jej w zaczarowane krainy przypowieci i alegorii, ktrych pen jest Hagada, a 
nawet przez dawanie im do zakosztowania czego z wysokiej i mistycznej metafizyki Kabay. 
Opowiadania te lub czytania stanowiy rodzaj odpoczynku, ktrego bogo gboko uczuwa 
musiay dusze suchajcych ich dzieci, ktre zdarzay si jednak wtedy tylko, gdy meamed 
uczu si w dobrym i radosnym usposobieniu ducha. 
W chwili gdy Meir przypatrywa si zacz przez otwarte okno odbywajcej si we 
wntrzu chederu lekcji, uczniowie uczyli si na pami wskazanego im na dzi ustpu 
Talmudu, a nauczyciel, siedzc naprzeciw nich na katedrze zoonej z drewnianego stoka, 
wczytywa si ze swej strony w lec przed nim na kulawym stole wielk i bardzo star 
ksig. Wczytywa si on w ksig t z zajciem wielkim i nie mniejsz widocznie luboci; 
bogi umiech pojawia si zaczyna na wargach jego, zaledwie widzialnych rd ogromnego 
zarostu, przy czym koysa si z wolna w ty i naprzd, poruszajc tym st kulawy, ktry 
koysa si take. Koysali si rwnie na awkach swych, kady nad rozwart przed nim 
wielk ksig, uczniowie jego, szemrzc z cicha, to podnoszc gosy niekiedy, jakby dla 
przyguszenia wewntrznego blu jakiego, uderzajc cinionymi piciami o brzegi awek 
albo obu rkami chwytajc si za gowy i strzpic tym wicej jeszcze i tak ju w mozole 
wielkim a rozpaczy postrzpione i sczochrane wosy. 
Nagle meamed koysa si przesta, podnis rozpromienion twarz, uj w obie rce 
wielk ksig i z caej siy uderzy ni o st kulawy. Znaczyo to rozkaz umilknicia. w 
mgnieniu oka te umilkli i koysa si przestali uczniowie. Popodnosili oczy na twarz 
nauczyciela, jedni z trwog nadzwyczajn a wzbudzon mniemaniem, i przysza ju pora 
wydawania na pami zadanej lekcji, inni ze zoliw przekor i tajonym naigrawaniem si. 
Ale meamed nie spostrzega wrae malujcych si na twarzach jego uczniw. Nie 
spostrzega on i nie widzia w tej chwili nic naokoo siebie. Duch jego porwanym zosta 
prdem niewymownej sodyczy i uniesionym w krain zachwycenia. O tyle jednak czu si 
mistrzem i obowizki mistrza rozumia, i cz zachwycenia swego przela zapragn na 
rozczochrane i strapione gowy swych uczniw. 
Podnis w gr wskazujcy palec i z podniesion twarz, ze sterczc brod, z oczami w 
ogniu i miodzie czyta zacz gono ustp ze Sziur Komy: 
 Wielki ksi wiadectwa tak opowiada wielko Jehowy. Od domu stolicy 
wielmonoci Jehowy do gry jest sto osiemnacie razy dziesi tysicy mil. Wysoko jego 
97 
jest sto sze i trzydzieci razy tysic mil. Od prawej rki Jehowy do lewej jest siedemdziesit 
siedem razy dziesi tysicy mil. Czaszka gowy jego ma trzy razy dziesi tysicy wzdu i 
wszerz. Korona na gowie jego ma szedziesit razy dziesi tysicy mil. Podeszwy krla 
krlw maj trzydzieci tysicy mil. Od pity jego a do kolan dziewitnacie razy dziesi 
tysicy mil; od kolan a do kbw liczy si dwanacie razy dziesi tysicy i cztery mil. Od 
bioder a do szyi dwadziecia cztery razy dziesi tysicy mil. Tak jest wielko krla nad 
krlami, Pana wiata! 
Po wydaniu ostatniego wykrzyknika reb Mosze pozosta chwil nieruchomo jak posg na 
katedrze swej, z rkami podniesionymi a spojrzeniem pywajcym w rozkoszy. Uczniowie 
jego siedzieli rwnie nieruchomi i wlepiali w niego osupiae wejrzenia. Wszyscy ju teraz 
bez wyjtku, pokorni i figlarni, wspidiotyczni i roztropni, szeroko pootwierali usta swe. W 
podobny sposb opisana wielko Jehowy w odrtwienie wprawia wszystkie umysy. 
Meamed przecie wkrtce ockn si z ekstazy swej i rozkazujcym gosem zawoa: 
 Gej! 
Na ten wykrzyk, ktrego znaczenie dobrze zrozumiaym im byo, chopcy rzucili si 
znowu do wielkich ksig swych, zakoysali postacie swe i wypiewywa poczli dany im do 
nauczenia si ustp Talmudu. Jak brzmia i co opiewa ustp ten? Nie zrozumiaoby tego, 
wrd mieszaniny kilkudziesiciu gosw, adne nie powicone ucho. Meir przecie, ktry 
sam zupenie podobny temu kurs nauk odbywa przed niewielu jeszcze laty, a przy tym 
obdarzony pamici wyborn, nic ze nie zapomnia, poj od razu, e dnia tego chopcy 
uczyli si VIII rozdziau traktatu Berachot (o bogosawiestwach). 
Jednogonie tedy, nieprzerwanie, z zapalczywoci nadzwyczajn, z umczeniem, 
wywoujcym jki z piersi a pot na czoa, dzieci czytay i wypiewyway: 
Miszna 1. Oto s sporne punkty pomidzy szkoami Szammaja i Hillela. Szkoa 
Szammaja mwi: Bogosawi naley dzie (sobotni), a potem wino. Szkoa Hillela twierdzi: 
Niech bogosawi wino, a potem dzie. 
Miszna 2. Szkoa Szammaja mwi: Umywaj rce, a potem napeniaj puchar. Szkoa 
Hillela twierdzi: Napeniaj puchar, a potem umywaj rce. 
Miszna 3. Szkoa Szammaja mwi: Po otarciu rk skadaj ptno na stole. Szkoa Hillela 
twierdzi: Skadaj je na poduszce. 
Miszna 4. Szkoa Szammaja mwi: Zamiataj pokj, a potem umywaj rce. Szkoa 
Hillela twierdzi: Umywaj rce, a potem zamiataj pokj. 
Miszna 5. Szkoa Szammaja mwi: Ogie, pokarm i wo. Szkoa Hillela utrzymuje: Ogie, 
wo i pokarm. Szkoa Szammaja mwi: Stworzywszy jasno ognia. Szkoa Hillela 
utrzymuje: Stworzywszy jasnoci ognia... 
Tu rozleg si znowu po izbie podwjny stuk: ksigi uderzajcej o kulawy stolik i 
kulawego stolika uderzajcego o podog. Uczniowie zamienili si te znowu w sztywne i 
milczce posgi. Meamed toczy po wszystkich ich twarzach spojrzeniem takim jak gdyby 
ofiarnikiem by majcym wybra jedno z tych dzieci na caopaln ofiar. Wycign na 
koniec palec ku jednej z ostatnich awek i zawoa gronie: 
 Lejbele! 
Na woanie to podnioso si spord towarzyszy wysmuke, blade dzieci w szarej, dugiej 
surducinie i patrzao w twarz meameda ogromn, czarn, osupia renic. 
 Kom her! (chod tu)  zawoa mistrz. 
Pomidzy uczniami zrobi si ruch. Przej przez izb t nie byo atwo. Chopcy usuwali 
si wezwanemu z drogi, toczc si jedni na drugich, spadajc pod awki i przez tum 
popychajc towarzysza piciami. 
Lejbele wyszed na koniec z tumu i stan wrd wziuchnego przejcia rozdzielajcego 
katedr mistrza z pierwsz awk uczniw. W obu chudych rkach swych trzyma on wielk 
ksig, ktrej ciar co chwil rce jego ku doowi opuszcza; usta mia szeroko roztwarte, a 
98 
ramiona poruszay si mu od chwili do chwili nerwowym drganiem. Nie patrza teraz na 
meameda. Twarz jego pochylaa si ku stronicom pochylajcej si wci ksigi. 
Reb Mosze uderzeniem wymierzonym pod brod podnis mu gow. 
 Nu  krzykn  czego ty jak rozbjnik jaki na ziemi patrzysz? Patrzaj na mnie! 
Dziecko patrzao mu znowu w twarz nieruchom renic, ktra opywa pocza zaw 
zason. 
 Nu!  zacz meamed  co mwi szkoa Szammaja, a co mwi szkoa Hillela? 
Dugie nastpio milczenie. Siedzcy na pierwszej awie chopcy trcali nieznacznie 
piciami w boki wspucznia szepczc mu: 
 Szprich! szprich! (mw! mw!) 
 Szkoa Szammaja  zacz Lejbele drcym i ledwie dosyszalnym gosem  mwi: 
Bogosawi trzeba wino... 
 Dzie! dzie! a potem wino!  zaszeptay z pierwszej awki litociwe, pomocnicze gosy. 
Ale w teje chwili rka meameda znalaza si w bliskoci ucha jednego z 
podpowiadajcych tak bezporedniej, e z piersi waciciela jego wydoby si pisk 
przeraliwy, a inni wspuczniowie pozamykali usta, a w zamian pootwierali oczy ze strachu i 
osupienia. 
Reb Mosze zwrci si znowu do egzaminowanego ucznia: 
 Miszna pierwsza!  zawoa  co mwi szkoa Szammaja? 
Cichszy jeszcze ni wprzdy, trzscy si gos dziecicy odpowiada zacz: 
 Szkoa Szammaja mwi: Bogosawcie wino... 
Pi meameda opucia si ciko na rami ucznia, z ktrego rk wypada zarazem 
wielka ksiga. 
Meamed poskoczy ze swej katedry. 
 A szlechter, dummer, ferszotener bube! Alejdyk geher, szganet!  krzykn rzucajc si 
ku dziecku.  Ty wielkiej nauki uczy si nie chcesz i kiedy ja tobie lekcj zada, mwisz, e 
szkoa Szammaja kae bogosawi najpierw wino, a potem dzie... i jeszcze wite ksiki na 
ziemi rzucasz... a czy ty nie czyta, e Szammaj kaza bogosawi pierwej dzie, a potem 
wino... 
Tu za krzyczcym i miotajcym si meamedem ozwa si gos mski, dwiczny, lecz 
drcy jako i szyderski. 
 Reb Mosze! to biedne dziecko nigdy na oczy swoje wina nie widziao, a w kadym dniu 
swego ycia bicie i gd cierpiao  to jemu i trudno zapamita, co pierwej bogosawi 
trzeba: wino czy dzie! 
Ale reb Mosze przemwienia tego nie sysza. Obie cinione pici jego opuciy si 
niezmiernie szybko i po razy kilka na gow i ramiona bladego dziecka, a gdy ono nie 
wydajc najlejszego jku cichutko tylko osuno si pod razami tymi na upuszczon 
wprzdy wielk ksig, podniosy si raz jeszcze, aby opa na osonione podart surducin 
plecy jego. Zanim jednak zdoay dokona tego, silna rka jaka porywczo odepchna go na 
stron, tak e a uderzy si on o rg kulawego stolika i przewracajc go sam na wznak upad 
na ziemi. 
 Reb Mosze!  zawoa tene gos modzieczy, popdliwy a szyderski, ktry wymwi 
kilka uprzednich wyrazw.  Reb Mosze!  powtrzy.  Czy to nie izraelskie dziecko jest, 
aby ty na nie morze zoci swej wylewa mia? Czy to nie ubogie dziecko ndzarza jest? czy 
to nie nasz brat? 
Woajc tak Meir, z gorcym rumiecem na bladej wprzdy twarzy, pochyli si nad 
skurczonym przy ziemi, niemym i nieruchomym dzieckiem i wzi je na rce. Wnet te 
zmierza zacz ku drzwiom. Odwrci si jednak raz jeszcze i zawoa: 
99 
 Reb Mosze! ty z gw izraelskich dzieci wyjmujesz rozum, a z serc ich wydzierasz 
lito... Ja syszaem, jak niektrzy z chopcw tych mieli si, kiedy ty Lejbele bie, a u 
mnie od miechu ich serce pene ez! 
Powiedziawszy to wyszed z dzieckiem w objciu. Reb Mosze teraz dopiero obudzi si z 
osupienia, w ktre pogry go najniespodziewaszy dla napad. Porwa si z ziemi i 
krzykn: 
 A merder! rozbjnik! ferszotener! 
I zwracajc si ku szkole swej ze cinitymi piciami woa: 
 Gocie! apcie! bijcie! kamienujcie! 
Nie byo jednak nikogo, kto by rozkazw tych wysucha i speni je mg. Szkoa 
wiecia najpikniejszymi pustkami. Poobalane tylko awy i porzucane na ziemi ksigi 
wiadczyy o gwatownie dokonanej dezercji kilkudziesiciu chopcw, ktrzy widzc 
wspucznia swego wyratowanego spod pici mistrza, a samego mistrza obalonego na 
ziemi i walczcego z kulawym stoem, ktry, acz kulawy, przygniata go i powsta mu z 
upadku przeszkadza, czci ze strachu, czci ze swawoli i tsknoty za wolnoci, 
gromadnie ruszyli si z aw swych i z wrzaskiem przeraliwym wyskoczywszy z chederu, 
czym kto mg, drzwiami czy oknami, rozsypali si po miasteczku caym, na ksztat stada 
ptakw z klatki uwolnionego. 
Cheder by pusty, dziedziniec szkolny by pusty i tylko na ganku bet  ha  kahou stao 
powanie ze sob rozmawiajc kilku urzdnikw kahalnych. Ku nim to, w podskokach 
przebywajc dziedziniec, chwytajc si obu rkami za rozczochran gow, krzyczc i dyszc 
pobieg zniewaony mdrzec, reb Mosze. 
Meir tymczasem szybko idc nis w objciu swym dzieci, po ktrego chudych 
policzkach spyway teraz wielkie zy. Dziwna rzecz przecie! Zza ez ku twarzy Meira 
wzniesione oczy Lejbelego mniej byy martwe i mniej idiotyczne ni zwykle, a po ustach jego 
drcych od paczu pomimo przestrachu i blu, ktrego dowiadczy, kry umiech. 
Umiechajc si dzieci wybawione pakao i patrzao w twarz wybawiciela swego. 
 Morejne!  szepn po chwili Lejbele. 
 Morejne!  powtrzy ciszej i nic wicej powiedzie nie umia. 
Na rogu biednej uliczki w domkach malutkich i ciemnych Meir postawi dzieci na ziemi. 
 No!  rzek wskazujc mu widniejc z dala chat krawca Szmula  id teraz do domu... 
Lejbele zmartwia znowu. Wsun rce w rkawy surduciny i sta rd drogi jak 
nieruchomy posek. Meir umiechn si i spojrza w twarz dziecka. 
 Boisz si?  zapyta. 
 Aha!  odpowiedzia mu posek gardowym gosem. 
Mody czowiek zamiast wrci, jak mia zamiar, poszed ku chatce Szmula. Tu krok w 
krok za nim, z rkami w rkawach i otwartymi usty, szed Lejbele. 
Dzie koczy si. Na ubogiej uliczce koczyy si te dzienne prace. Ludno mizerna, 
ogorzaa, oachmaniona, cuchnca, wysypywaa si przed progi domostw. 
Zaledwie Meir kilkadziesit uszed krokw, spostrzeg szczegln zmian, ktra wrd 
ludnoci tej zasza wzgldem niego. Dawniej przechodzcego wnuka bogacza Saula witano tu 
z niskimi pokonami, blisi znajomi przybliali si do i z poufaoci pen przyjani 
powierzali mu troski swe, biedy, a niekiedy nawet skrupuy sumienia, inni z okien otwartych 
lub spod cian domostw przesyali mu gone i przyjazne szolem alejchem! (pokj tobie). 
Teraz zwrcio uwag jego kilkanacie spojrze rzuconych na, skonych i niechtnych; 
kobiety przypatryway si mu z rodzajem osupiaej ciekawoci i szepczc midzy sob 
wskazyway na palcami; jeden nawet z traczw owych, ktrzy przez miesic cay pracowali 
na dziedzicu domu Saula i z ktrymi nieraz dzieli on prac wesoo i przyjacielsko, nie 
pozdrowi go, lecz na widok jego smutnie troch, a troch niechtnie wsun si do szarego 
wntrza swej chatki. 
100 
Meir niecierpliwie wzruszy ramionami. 
Co to jest?  pomyla  czego oni chc ode mnie? co ja im zego zrobiem? 
Dziwnym mu si take wyda mogo, e krawiec Szmul nie wybieg z chaty swej, jak 
zwykle bywao, aeby spotka go, rzuci si mu do rk i obsypa go gradem podzikowa, 
pochlebstw, skarg i narzeka. Wszed jednak do maego domku, a Lejbele pozosta przed 
progiem i w skurczonej postawie usiad pod cian. 
Mody czowiek pochyli musia gow, aeby przej przez niskie drzwiczki prowadzce 
z ciemnej sionki, w ktrej rd zmroku ruszay si i bielay w kcie dwie kozy, do izby 
ciasnej i pomimo otwartego na ulic okienka dusznej i cuchncej. W progu rozmina si z 
nim kobieta chuda, z ciemn, pomarszczon twarz. Bya to ona Szmula, ktra wysza przed 
prg i milczc daa siedzcemu przy cianie dziecku kawa czarnego, suchego chleba. Bya to 
wieczerza, ktr Lejbele otrzymywa zwykle po powrocie z chederu. 
Caa zreszt rodzina Szmula w chwili wejcia Meira do izby spoywaa podobn 
wieczerz, z t rnic, e trzy dorose dziewczyny, dwaj mali chopcy, Szmul sam i stara 
matka jego do chleba dodawali drobne szczypty cebuli znajdujcej si w do skpej iloci na 
wyszczerbionym, czarnym talerzu. Oprcz dwch chopcw, znacznie modszych od 
Lejbelego, ktrzy przysiadszy w kcie na ziemi gryli zawzicie wydzielone im porcje 
stwardniaego chleba, dwuletnie dziecko pezao po pododze u stp ogromnego, czarnego 
pieca, a inne jeszcze, kilkumiesiczne, spao w kolebce zawieszonej na sznurach u belki sufitu 
i poruszanej przez jedn z dorosych dziewczt. Druga dziewczyna krztaa si okoo kz w 
ciemnej sionce, trzecia za amaa chleb na drobne kski, ktre posypywaa cebul i wkadaa 
w drce rce niewidomej matki Szmula. Stara ta, niewidoma matka siedziaa na jedynym 
ku, ktre znajdowao si w izbie, inne bowiem osoby rodzin skadajce sypiay na 
twardych, wskich awach lub na ziemi. Ale stara matka posiadaa ko do dsotatnio 
usane, chus6tka skrzyowana na piersiach jej caa bya i czysta, a wielki czepiec okrywajcy 
gow uszyty by z czarnego atasu i suto nawet wygarnirowany. Siedzca obok niej wnuczka 
w brudnej odziey i z rozczochranymi wosy wkadaa w rce jej, a czasem i w usta, mniej ni 
ubog ywno z powag tak, jak gdyby cigle mylaa o tym, i spenia co bardzo 
wanego. Niekiedy nawet grub, czarn prawie rk sw gadzia pomarszczon trzsc si 
rk babki i widzc trud, z jakim spoywaa ona twarde jedzenie, wstrzsaa gow 
umiechajc si pobaliwie i zachcajco... 
Jak w obszernym i zamonym domostwie bogatego Saula, tak w natoczonej, brudnej, 
ciemnej izdebce ndzarza Szmula najstarsza w rodzinie kobieta zajmowaa miejsce 
najwygodniejsze i przedmiotem bya oglnej troskliwoci i czci. Nigdy albowiem nie 
widziano wrd Izraela, aby syn, bogacz lub ndzarz, zaniedba w staroci czy w niedoli tych, 
ktrzy mu dali ycie. Jak gazie od drzewa swego, tak my wszyscy od niej pocztek 
bierzem!  powiedzia o matce swej zwierzchnik rodziny Ezofowiczw. Chajet Szmul nie 
umia wyraa uczu swych tak, jak kupiec Saul, lecz gdy matka jego olepa, w alu wielkim 
wyrywa sobie z gowy czarne, kdzierzawe wosy, potem wraz z rodzin sw poci przez 
trzy dni, aby za cen poywienia, ktrego si wyrzek, kupi dla niej stare, rozpadajce si 
ko, potem ko to wasnymi rkami zbija i naprawia, aby do ciany przyparte sta 
mogo, a otrzymawszy od Sary Ezofowiczwny, ony Bera, czarn atasow sukni do 
uszycia, odci spory kawaek cennej materii i uszy z niego dla matki wywatowany i 
wygarnirowany czepiec. 
Ujrzawszy wchodzcego do izby Meira Szmul porwa si ze stoka, na ktrym siedzia, i 
poskoczy ku gociowi. Pochyli si przed nim zwykym swym niskim, gitkim ukonem, ale 
nie pocaowa go w rk jak dawniej i nie zawoa z wielk radoci: Aj! co za go! co za 
go! 
 Morejne!  zawoa  ju ja wiem, co ty dzi zrobi! Bachury biegli tdy z chederu i 
krzyczeli, e ty mego Lejbele z silnych rk reba Mosza wyrwa, a jego samego popchn i 
101 
przewrci! Ty to z dobrego serca zrobi, ale to le, morejne! bardzo le! Ty przez to 
wielkiego grzechu dopuci si i mnie w wielkiej biedzie utopi! Teraz reb Mosze  niech sto 
lat yje  nie zechce ju mego Lejbele ani moich modszych synw do swego chederu przyj 
i oni nigdy uczonymi nie zostan! Aj waj! morejne! co ty przez swoje dobre serce sobie i 
mnie narobi! 
 Nade mn ty, Szmulu, nie biadaj, niech ju ze mn stanie si, co chce!  z ywoci 
odpar Meir  ale ty ulituj si nad swoim wasnym dzieckiem i w domu przynajmniej nie bij 
jego. On do ju w chederze cierpi... 
 Nu! jak to cierpi! to co, e cierpi!  zawoa Szmul.  Pradziady i dziady, i ojcowie moi 
do chederu chodzili i cierpieli! i ja chodziem i cierpiaem tak samo! a co robi, kiedy trzeba. 
 A czy ty, Szmulu, nigdy nie pomylae sobie, e moe inaczej trzeba?  agodniej ju 
zapyta Meir. 
Szmulowe oczy zawieciy. 
 Morejne!  zawoa  ty grzesznych sw w chacie mojej nie wymawiaj! Moja chata 
bardzo biedna jest, ale w niej, dzikowa Bogu, wszyscy witych zakonw strzeg i 
rozkaza starszych suchaj! Chajet Szmul biedny jest bardzo i z pracy dwch rk swoich 
utrzymuje on, omioro dzieci i star, lep matk! Ale on czysty przed Panem i ludmi, bo 
wite zakony on wiernie chowa. Chajet Szmul sabaty wici, koszerw pilnuje, wszystkie 
naznaczone szemy i tefile do Pana Boga krzyczc i jczc odmawia, a chazaru on nigdy na 
oczy swoje nie widzia i z gojami on przyjani adnej nie trzyma, bo wie, e Jehowa jednych 
tylko Izraelitw kocha i strzee, i e Izraelici tylko dusz w sobie maj. Tak robi biedny 
chajet Szmul, bo tak Pan Bg przykaza i tak robili pradziady, dziady i ojcowie jego!... 
Gdy cienki, gitki i zapalczywy Szmul wszystko to wypowiedzia, Meir zapyta go 
agodnie i z namysem: 
 A czy pradziady, dziady i ojcowie twoi szczliwi byli? A czy ty sam, Szmulu, 
szczliwy jeste? 
Na zapytanie to ozwao si znowu w Szmulu z ywoci ca poczucie ndz 
przenoszonych. 
 Aj! aj!  zawoa  takiego szczcia eby nieprzyjaciele moi nie mieli! Skra przyscha 
do koci moich, a w sercu moim ja zawsze wielkie boleci czuj... 
Tu w jkliw mow krawca wmiesza si odgos odzywajcego si w najciemniejszym 
kcie izby cikiego westchnienia. Meir obejrza si, a widzc szarzejc w zmroku pomidzy 
ogromnym piecem a cian posta jak wysok i barczyst zapyta: 
 Kto tam taki? 
Szmul aonie skin gow i rk. 
 Ot!  rzek  to furman Jochel zaszed do mojej chaty; my z sob dawno znajomi! 
W tej chwili wysoka i barczysta posta poruszya si z kta, w ktrym nieruchomo dotd 
staa, i zbliya si do rozmawiajcych. 
Jochel by mczyzn potnej budowy ciaa, pomimo to wydawa si zndzniaym i 
przygnbionym. Spencerem bez rkaww, podartym i brudnym przyodziany, stopy mia on 
bose i poranione, wosy rude, ogromne, spltane, usta obrzke i idiotyczne, oczy ze 
spojrzeniem zuchwaym, a jednak czsto spuszczajcym si ku ziemi. Przystpi do stou i 
wzi z talerza szczypt cebuli, ktr przysypa ks czarnego chleba trzymany w rce. 
 Meir!  rzek miao patrzc na modzieca  ty mj dawny znajomy! Ja stryja twego 
Rafaa woziem, kiedy on jecha po ciebie, maego sierot, a potem przywiozem jego i ciebie 
do Szybowa. 
 Ja ciebie, Jochelu, i pniej widywaem  rzek Meir  ty porzdnym furmanem bye... 
cztery konie miae... 
Umiechn si obrzkymi usty teraniejszy mieszkaniec hek  deszu. 
102 
 Nu  rzek  to prawda! Ale mnie potem nieszczcie przytrafio si! Ja chciaem jeden 
wielki interes zrobi... i ten interes mi zgubi. A jak on mi zgubi, to mnie drugie 
nieszczcie przytrafio si... 
 To drugie nieszczcie, Jochelu  rzek Meir  to by grzech twj... Na co byo tobie 
konie ze stajni puryca w nocy wyprowadza? 
Zapytany rozemia si cynicznie. 
 Jak to na co?  rzek  ja chcia je sprzeda i duo zarobi... 
Szmul litociwie wstrzsta gow. 
 Oj! oj!  westchn  Jochel jest biednym, bardzo biednym czowiekiem! On trzy lata 
pokuty swojej w turmie odsiedzia, a teraz, jak jego stamtd wypucili, on nie ma adnego 
zarobku i musi w hek  deszu siedzie... 
Jochel ciko westchn znowu, ale wnet potem energicznie podnis gow. 
 Nu  rzek  c robi? Moe i ja bd mia prdko wielki zarobek... 
Sowa te wczgi-ndzarza przypomniay Meirowi tajemnicz, krtk rozmow, ktr 
przez okno hek  deszu prowadzi on przed godzin z monym Kamionkerem. Uderzya go 
zarazem zmiana, ktr sowa Jochela wywoay na twarzy Szmula. Delikatna, blada, ruchliwa 
twarz ta zadrgaa mnstwem drgnie nerwowych, objawia mogcych zarwno gwatown 
rado lub bole. Zarazem oczy jego roziskrzyy si i rce zatrzsy. 
 Nu!  zawoa  co to mona wiedzie, co z czowiekiem jutro stanie si! Kiedy on dzi 
bardzo biedny jest, to jutro moe on by bardzo bogatym! Co to mona widzie? Moe i 
chajet Szmul wybuduje sobie kiedy pikny dom przy rynku i bdzie wielki handel prowadzi! 
Meir umiechn si smutnie. Bezzasadne, jak mu si zdawao, nadzieje dwch biedakw 
budziy w nim lito. Patrza on teraz w zamyleniu na widniejce przez okno na niskimi 
domostwami szerokie rozogi pl. 
 Ty, Szmulu  rzek  z pewnoci nie zbudujesz sobie nigdy wielkiego domu przy rynku 
i Jochel nie znajdzie tu sobie wielkiego zarobku! Nu! co to dziwnego? Was tu tyle jest w 
jednym miejscu, e nikt dobrego zarobku mie nie moe. Ale ja sobie myl: ebycie wy nie 
cisnli si tu wszyscy na tych brudnych, maych uliczkach, i ebycie wy rozsypali si po 
szerokim wiecie, i ebycie wy wielkich zarobkw nie spodziewajc si pracowa zaczli 
koo ziemi, jak pracuj chrzecijascy chopi, toby wam moe lepiej na wiecie byo. 
Mwi to w zamyleniu i mniej, jak si zdaje, mylc o dwch ludziach toczcych z nim 
rozmow, jak o caej tej tumnej ludnoci, ktra w tej chwili napeniaa powietrze nieopisan 
wrzaw zmieszanych razem modw krzykliwych, ktni kobiecych, haasw dziecinnych i 
nieokrelonych jakich, niewyranych lamentw, zawodze i westchnie. 
Ale krawiec Szmul usyszawszy sowa gocia dwa razy we wzburzeniu wielkim 
podskoczy i dwa razy jarmuk na gowie swej targn i przekrzywi. 
 Morejne!  zajcza  jakie brzydkie sowa z ust twoich wychodz! Morejne! czy ty 
chcesz wszystko w Izraelu do gry nogami przewrci? 
 Szmulu!  popdliwie zawoa Meir  to jest prawda! Kiedy ja patrz na ndz wasz i 
na cierpienia dzieci waszych i kiedy ja we wasne moje serce patrz  to ja bym wtedy chcia 
wiele rzeczy w Izraelu do gry nogami przewrci! 
 Gwat!  chwytajc si obu domi za gow krzykn gwatowny i wraliwy Szmul  ja 
nie chcia temu wierzy-! Ja ludziom tym, co gadali, w oczy plu, ale teraz ja sam ju widz, e 
ty, morejne, zym Izraelit jeste i e tobie wity Zakon nasz i obyczaje pradziadw nasze 
niemie! 
Meir drgn i cay wyprostowa si. 
 A kto to mwi, e ja zym Izraelit jestem?  zawoa z palcymi oczami. 
Szmul zmiarkowa si w uniesieniu swym. Zagodnia nieco i do Meira bardzo blisko 
przystpi. Nikt sysze nie mg tego, co mwi mia, bo Jochel sta ju znowu w gbokim 
cieniu pieca, przeuwajc gono chleb z cebul, a kobiety i dzieci wysypay si z chaty na 
103 
ulic. Jednak mwi on bardzo cicho i z wyrazem takiej grozy na twarzy, jakby sowa jego 
zawieray w sobie tajemnic potn i gron. 
 Morejne! ty darmo pyta si bdziesz: kto to mwi? Jak licie na drzewach szeleszcz, 
tak usta ludzkie szepcz, a nikt nie zgadnie, ktry li poruszy si i ktre usta zagaday. O 
tobie, morejne, cay nard ze rzeczy mwi zacz! O tobie mwi, e ty sabatw nie 
strzeesz, przeklte ksiki czytasz, obrzydliwe pieni piewasz, modziecw izraelskich 
przeciw witemu Zakonowi buntujesz, uczonych i bogaczy nie szanujesz i... 
Tu wstrzyma na chwil szybk mow sw Szmul, a potem zaledwie ju dosyszalnym, 
wstydliwym szeptem doda: 
 i... z karaimsk dziewczyn nieczyst przyja trzymasz! 
Meir sta jak skamieniay. Zblad, a oczy paay mu coraz gorcej. 
 Kto to wszystko mwi?  powtrzy stumionym od wzruszenia gosem. 
 Morejne!  odpowiedzia Szmul rozkadajc oba ramiona rozpaczliwym gestem.  Ty za 
pokut siedzia przez cay tydzie w bet  ha  midraszu, a my biedni ludzie, co przy uliczce 
tej mieszkamy, dowiedziawszy si o tym wielki gwat zrobili! I byli tu i tacy ludzie, co chcieli 
i do dziada twego, Saula, i do samego rabina, prosi ich, aby oni z ciebie ten wielki wstyd 
zdjli. Tracz Judel chcia i, i furman Baruch chcia i  nu!  i chajet Szmul take chcia 
i! Ale potem zaczy si pomidzy ludmi gadania rne. A jak my z tych gada dowiedzili 
si, za co ciebie ukarali, to midzy nami zrobio si cicho. My powiedzielimy sobie: Cho 
on dobry i litociwy bardzo, i pyszny z nami, ndzarzami, nie by, i wiele nam w biedach 
naszych pomaga, ale kiedy on Zakonu witego nie strzee, to niech stanie si tak, jak 
powiedzia zejde jego, wielki bogacz, i niech on ukaranym bdzie! 
Umilk na koniec zdyszany dugim i szybkim mwieniem Szmul, a Meir patrzc mu w 
twarz paajcym, przenikliwym wejrzeniem zapyta: 
 A eby mi bogacze i uczeni ukamienowa kazali, wy bycie znw powiedzieli: Niech 
si tak stanie? 
Szmul przerazi si zrazu strasznym przypuszczeniem Meira tak bardzo, e a o par 
krokw odskoczy. 
 Gwat!  zawoa  na co takie brzydkie rzeczy przypuszcza sobie do gowy! 
Potem jednak doda spokojniej: 
 Nu! Morejne! eby ty witego Zakonu naszego nie strzeg... 
Nie dokoczy, bo przerwa mu Meir penym uniesienia gosem: 
 Szmulu, a czy wy wszyscy wiecie, co jest wity nasz Zakon? Co w nim jest boskie 
rozkazania, a co ludzkie wymylenie? 
 Szaa!  sykn z cicha Szmul  nas ludzie suchaj! Ja nie chc, morejne, eby w mojej 
chacie spotkaa ciebie nieprzyjemno! 
Meir rzuci spojrzenie za okno i zobaczy, i w istocie kilku dojrzaych mczyzn obsiado 
dug, wsk aw stojc u ciany domostwa Szmula. Ludzie ci nie podsuchiwali 
bynajmniej, owszem, rozmawiali nawet sobie, ale par ostatnich wykrzykw Szmula i Meira 
usyszeli zna, bo nachylili twarze ku otwartemu okienku i patrzyli we wntrze izby oczami 
wpzdziwionymi i wpniechtnymi. Meir niecierpliwie rzuci ramionami i nie egnajc 
Szmula zmierza ku wyjciu. Ale gdy by ju przy progu, Szmul rzuci si ku niemu i 
schyliwszy szybko gitk sw posta w rk go ucaowa. 
 Morejne!  szepn  ja ciebie bardzo auj! Ty upamitaj si! U ciebie serce bardzo 
dobrze, ale gowa bardzo za! W niej ogie pali si! Aj waj! co ty z meamedem dzi zrobi! 
Morejne! ty upamitaj si i nie rb zgorszenia w Izraelu! 
Trzymajc wci rk Meira w twardej swej doni podnis ku niemu twarz nerwowo 
znw drgajc i doda popiesznie: 
 Morejne! eby ty nie by pod takim strasznym oskareniem, ja bym dzi przed tob 
serce moje otworzy. Bo dzi chajet Szmul ma wielkie kopoty! On sam nie wie, co zrobi! 
104 
On moe zosta si takim biednym na cae ycie, jakim jest, i moe zrobi si bogatym! On 
moe by bardzo szczliwym i bardzo nieszczliwym, bo do niego przychodzi teraz wielkie 
szczcie i w rce jemu lezie, ale on lka si jego bra, bo ono wyglda tak, jak nieszczcie! 
Meir ze zdumieniem patrza na ndzarza czynicego mu w ten sposb zagadkowe jakie 
pzwierzenia. Ale w tej chwili zza czarnego pieca ozwa si gruby, chrypicy gos Jochela: 
 Szmul! czy ty bdziesz milcza? Kom her! 
Szmul z drgajc wci, nieprzytomn prawie twarz odskoczy od Meira, ktry 
zamylony i z paajcym okiem wyszed na ulic. 
Tu na widok jego schmurzyy si widocznie twarze siedzcych u ciany ludzi. Paru z nich 
pozdrowio go krtko i obojtnie, nikt, jak zwykle bywao dawniej, nie wsta przed nim i nikt 
nie postpi ku niemu, aby towarzyszy mu i poufnie z nim porozmawia przez ca dugo 
ulicy. 
Tylko spod ciany domu podnioso si dzieci w szarej, dugiej surducinie i zaledwie Meir 
o par krokw oddali si od progu domostwa, postpio za nim. Rce miao ono wsunite w 
rkawy odziey i oczy zmczone, przymykajce si niemal od sennoci. Szo jednak, a e 
mody czowiek postpowa krokiem wzburzonym i szybkim, ono take przypieszyo kroku. 
Tak jeden za drugim idc, Meir i Lejbele przybyli dug uliczk i znaleli si wkrtce na 
pustych gruntach, rozdzielajcych ostatnie domostwa miasteczka z karaimskim wzgrzem. 
Zmierzch panowa ju zupeny, ale w chacie Abla karaima nie palio si te wiateko 
maej wieczki. Nie spano w niej jednak, bo zaledwie Meir zbliy si do otwartego okna, 
zarysowaa si w nim wysmuka posta Gody. 
Pozdrowili si wzajem milczcym skinieniem gowy. 
 Goda!  rzek Meir z cicha, lecz popiesznie  czy ciebie adna nieprzyjemno od 
nikogo nie spotkaa? czy tobie nikt nic zego nie zrobi? 
Dziewczyna milczaa chwil, a potem odpowiedziaa wzajemnym pytaniem: 
 Dlaczego ty, Meir, zapytujesz mi o to? 
 Bo lkam si, eby tobie jaka krzywda nie staa si. Ludzie zaczli o tobie gada! 
Goda wzgardliwie nieco wzruszya ramionami. 
 Ja o ich krzywdy nie dbam  rzeka  ja z krzywd razem wyrosam i ona jest siostr 
moj. 
Umilkli na chwil. Meir wydawa si wci niespokojny. 
 Dlaczego u was dzi ciemno w chacie?  zapyta. 
 U mnie weny nie ma do przdzenia, a zejde modli si sobie w ciemnoci. 
W istocie, w kcie izby szemra drcy gos modlcego si Abla. 
 A czemu ty weny nie masz do przdzenia?  zapyta Meir. 
 Odniosa Hanie Witebskiej i Sarze, onie Bera, to, co dla nich uprzdam, a one mi 
wicej roboty nie day. 
 Czy one tobie nic zego nie powiedziay?  porywczo zapyta Meir. 
Goda milczaa znowu przez chwil. 
 Ludzkie oczy mwi czasem gorsze rzeczy jak usta  wymwia spokojnie. 
Widocznie skary si nie chciaa ani obwinia nikogo. By moe zreszt, i mao 
obchodzio j wszystko, co si tyczyo jej samej, i e umys jej by czym innym zajty. 
 Meir!  rzeka  ty w tych dniach wielk nieprzyjemno miae... 
Meir usiad na maej, wskiej awce stojcej pod otwartym oknem, opar gow na doni i 
westchn ciko. 
 Najwiksz zgryzot ja dzi miaem  odpowiedzia.  Lud mj odwrci twarz swoj 
ode mnie i za wroga swego mi ogosi... Kdy przechodz, widz na miejscu przyjani  
nieprzyja, a ci, ktrzy przede mn serca swe otwierali, maj mi teraz w podejrzeniu... 
Goda smutnie pochylia gow, Meir mwi po chwili dalej: 
105 
 Ja ju teraz nie wiem sam, co robi i jakim by... wielkie wtpienie dusz moj objo. 
Jeeli ja bd mwi i robi wedug serca mego, lud mj znienawidzi mi i rne nieszczcia 
na mnie spadn... a jeeli bd mwi i robi przeciw sercu memu, sam siebie znienawidz i 
adne szczcie miym mi nie bdzie... W ha  midraszu siedzc ja sobie mylaem: Lepiej 
zgod ze wszystkimi trzyma, na gupie i ze rzeczy oczy zamyka i spokojnie sobie y..., 
ale z ha  midraszu wyszedszy ja zaraz nie mogem wytrzyma i za jedne biedne dziecko 
bardzo na siebie obraziem meameda, a przez meameda wszystkich starszych i cay lud... Ot, 
co ja dzi zrobiem! A teraz znw myl sobie: Na co to przyda si? Czy przez to meamed 
nie bdzie biednym dzieciom rozumu i ich gowy wyjmowa i zdrowie ich ciaom 
odbiera?... Co ja mog? ja jeden... mody... ony i dzieci jeszcze nie mam i interesw 
wielkich nie prowadz... to nade mn wszyscy wszystko mog, a ja nic nad nikim... Moich 
przyjaci przeladuj za to, e oni ze mn przyja trzymaj... oni zlkn si i mnie 
porzuc... Ciebie zaczli ju przeladowa za to, e ty serce swoje poczya z moim sercem i 
gos swj daa za towarzysza mojego gosowi... i ja ciebie przez to zgubi... Moe ju lepiej 
oczy i usta zamkn... smutkowi i tsknocie kaza, eby z serca szy precz... i y tak, jak oni 
wszyscy yj? 
Coraz ciszej mwi to Meir; w gosie jego czu byo, e pier mu targay srogie ble 
niepewnoci i zwtpienia. 
Do dugie potem zapanowao milczenie, a w teje chwili za wzgrzem, u stp ktrego 
staa chata, ozywa si poczy szczeglne jakie szmery. Zrazu sabo tylko rozrni mona 
byo rd szmerw tych turkoty k cicho suncych po piaszczystym gruncie, przyciszone 
rozmowy i tumne stpania ludzkie. 
Po chwili jednak coraz wyraniejszymi i bliszymi staway si odgosy te, a wrd ciszy 
gbokiej, ktra w miejscu tym panowaa, posiaday w sobie co tajemniczego. 
 Co to jest?  prostujc si wyrzek Meir. 
 Co to jest?  powtrzya spokojnie Goda. 
 Mnie si zdaje  zacz mody czowiek  jakby z tamtej strony gry wiele wozw 
jechao i stano... 
 A mnie si zdaje, jakby w tej grze huczao co i stukao... 
Istotnie, zdawa si mogo, e stpania ludzkie odzyway si teraz w samym wntrzu 
wzgrza, a oprcz nich sycha tam byo stuk rzucanych jakby czy ustawianych cikich 
przedmiotw. 
Trwoga odmalowaa si na twarzy Meira. Spojrza gboko w twarz Gody. 
 Zamknij okno i zarygluj drzwi!  rzek popiesznie  ja pjd, zobacz, co tam takiego. 
Widocznie lka si o ni. Ale dziewczyna wzruszya ramionami i odpowiedziaa: 
 Na to ja mam okno i drzwi zamyka! One s bardzo sabe i chobym je zamkna, kady, 
kto dotknie si do nich siln rk, otworzy je sobie. 
Meir okra ju wzgrze i wkrtce znalaz si po drugiej jego stronie. Widok, ktry tam 
ujrza, napeni go zdziwieniem. 
Na piaszczystych zagonach stay pkrgiem wzgrze otaczajc wozy jedno i dwukonne, 
naadowane drewnianymi beczkami najrozmaitszych rozmiarw. Okoo wozw ruszao si 
mnstwo ludzi: wieniakw-chrzecijan i Izraelitw. Wieniacy zdejmowali beczki z wozw i 
wtaczali niektre z nich w gbok jam wytworzon naturalnie czy sztucznie we wntrzu 
wzgrza, Izraelici za kryli pomidzy wozami, przypatrywali si beczkom, uderzali w nie 
lekko palcami, a potem skupiali si dokoa czowieka, ktry sta przycinity do ciany 
wzgrza, i toczyli w nim przyciszone, lecz nadzwyczaj ywe rozmowy. 
Pord Izraelitw tych Meir pozna kilku znanych mu z widzenia ssiednich szynkarzy, 
czowiekiem za, ktry przyciska si do wzgrza i wid z nimi tajemnicze, cho zapalczywe 
jakie targi i umowy, by Jankiel Kamionker. 
106 
Wieniacy dokonywujcy pracy przemieszczania beczek lub stojcy nieruchomo u wozw 
milczeli ponuro. Silna, odurzajca wo alkoholu rozchodzia si po rwninie i przejmowaa 
na wskro powietrze letniego wieczoru. 
Zdziwienie Meira krtko trwao. Zacz on zna domyla si znaczenia sceny, na ktr 
patrza, i wida byo, e powzi postanowienie jakie, bo w zamiarze jakby zblienia si do 
Kamionkera postpi par krokw naprzd. Lecz nagle od ciany wzgrza oderwaa si i 
drog mu zagrodzia wysoka, barczysta posta czowieka z bosymi nogami i rozczochranymi 
wosy. 
 Czego ty tu idziesz Meir?  stumionym szeptem wyrzek czowiek ten. 
 A czemu ty, Jochelu, i mi nie pozwalasz?  odpowiedzia Meir i chcia omin stojc 
mu na drodze przeszkod, ale Jochel przytrzyma go silnie za rkaw od surduta. 
 Czy ty ju na tym wiecie y nie chcesz?  szepta.  Mnie ciebie al, bo ty dobry jeste, 
i ja tobie mwi: id ty sobie std! 
 A jeeli ja ciekawy jestem wiedzie, co to tutaj takiego reb Jankiel ze swymi 
szynkarzami i z tymi beczkami robi? 
 A co tobie do tego?  zaszepta raz jeszcze Jochel  niech twoje oczy nie widz i twoje 
uszy nie sysz tego, co tutaj reb Jankiel robi! On wielkie interesy robi i ty jemu nie 
przeszkodzisz... A na co tobie przeszkadza? Czy ty bdziesz z tego korzyci jakie mia? Czy 
ty co przeciw niemu moesz? 
Meir sta chwil jak oniemiay. Potem odwrci si i poszed z wolna w inn stron. 
 Czy ja co mog?  wymwi drgajcymi wargami. 
Przechodzc mimo chaty Abla karaima zobaczy God, ktra staa jeszcze w oknie. Skin 
ku niej gow i wymwi: 
 pij w pokoju! 
Ale ona zawoaa go: 
 Meir! tu jakie dziecko siedzi na ziemi i pi. 
Meir zbliy si i spostrzeg w istocie u koca awki, na ktrej siedzia by przed chwil, 
skurczon na ziemi szar posta dziecic. 
 Lejbele!  rzek ze zdziwieniem. 
Nie widzia chopca, ktry tu za nim przyszed cicho za nim te usiad. Teraz spa on 
gboko, okcie wspierajc na podniesionych kolanach, a gow trzymajc w obu doniach. 
 Lejbele!  powtrzy Meir i pooy do na gowie picego. 
Dzieci obudzio si, otworzyo senne oczy i wznoszc je ku twarzy pochylajcego si nad 
nim modzieca umiechno si. 
 Czego ty tu przyszede, Lejbele?  umiechajc si te zapyta Meir. 
Dziecko namylao si chwil, potem odpowiedziao: 
 Za tob... 
 Tate i mame nie wiedz, gdzie ty podziae si... 
 Tatele ju pi i mamele ju pi...  zacz Lejbele przechylajc gow na obie strony i 
wci umiechajc si. 
 I kozy ju pi...  doda po chwili i na wspomnienie zapewne tych najlepszych 
towarzyszek swoich zamia si gono. 
Ale z ust Meira znikn przelotny umiech wywoany umiechem dziecka. Wyprostowa 
si, westchn i pochylajc gow wymwi do siebie: 
 Co mnie teraz robi? 
Goda obu domi obja swoj gow, podniosa twarz i smutnymi oczami patrzaa w 
gwiadziste niebo. Po chwili szepna z cicha i niemiao: 
 Ja zejdy spytam si! Zejde bardzo uczony jest... on ca Bibli na pami umie. 
 Spytaj si!  odpowiedzia Meir. 
Dziewczyna zwrcia si ku ciemnemu wntrzu chaty i zawoaa: 
107 
 Zejde! Co Jehowa czyni kae czowiekowi, od ktrego lud odwraca twarz swoj za to, 
e on przeciw sercu swemu robi i mwi nie chce? 
Na zapytanie to Abel przerwa modlitw odmawian pgosem. Przywyk by zna do 
czstych zapyta wnuczki i do udzielania na nie odpowiedzi, bo milcza dugo w rozwaaniu 
sw jej czy w przypominaniu sobie sw witych zatopiony. Potem w ciemnoci 
napeniajcej wntrze chaty ozwa si stary, trzscy si, lecz podniesiony nieco gos jego: 
 Jehowa rzek: Uczyniem ci, proroku, strem Izraela! Suchaj mowy mojej i 
powtarzaj j ludowi twemu. Jeeli czyni to bdziesz, nazw ci wiernym sug moim, lecz 
jeli milcze bdziesz, na gow twoj spadnie nieszczcie Izraela! 
Stary gos wymawiajcy sowa te umilk, a Meir sucha jeszcze z podniesion, poblad 
twarz i arzcym si okiem. Po chwili wskaza palcem ku temu punktowi ciemnej izby, w 
ktrym znowu szemra poczynaa modlitwa starca, i drcym gosem rzek: 
 To jest prawda! Przez usta jego przemwi Stary Zakon Mojeszowy! prawdziwy nasz 
wity Zakon! 
W oczach Gody wieciy wielkie zy, ale nie widzia ich Meir. Zatopiony w myli jakiej, 
ktra obja i rozpomienia ca jego istot, z wolna skin on gow ku modej dziewczynie 
na znak poegnania i odszed. 
Ona pozostaa u otwartego okna i patrzaa za odchodzcym. Postawa i twarz jej byy 
spokojne, ale po ciemnej, chudej twarzy zy perliste pyny jedna za drug. 
 Prorokowi Ozjaszowi gow cili... Proroka Jeremiasza z Palestyny wygnali...  
szeptaa. 
Meir za, o kilkanacie krokw od maej chatki znajdujc si, z podniesion ku niebu blad 
twarz wymwi: 
 Rabbi Akiba za prawd swoj w wielkich mczarniach umar! 
Oczy Gody szeroko otwieray si, aby mc jak najduej dojrze pord wieczornych 
ciemnoci oddalajc si z wolna posta modzieca. Powoli sploty si jej rce, a usta 
zwilone zami szepny: 
 Jak Ruth powiedziaa wiekrze swojej, Noemi, tak niech ja powiem tobie, wiatoci 
duszy mojej: Bg twj jest Bogiem moim, lud twj jest moim ludem, a smutek mj ja dam 
za towarzysza twemu smutkowi, i dusz moj rozwiod z ciaem razem z dusz twoj!... 
W ten sposb dzieci te, przejte na wskro tchnieniem starych dziejw i poda Izraela, 
ktre im ca mdro wiata zastpowa musiay, z nich czerpay dla siebie nauk, pociechy, 
mstwo i zy. 
108 
II 
Na wiecie dniao zaledwie, ale w domostwie Jankla Kamionkera, oprcz dzieci 
najmniejszych, nikt ju nie spa. Wschodzcy dzie wanym mia by dla waciciela 
zajezdnego domu, by to albowiem jeden z gwnych w roku dni targowych, sprowadzajcych 
do miasteczka tumy okolicznej ludnoci wszech stanw i stopni spoecznych. Tote dwie 
crki Jankla, dorose, silne, brzydkie i rozczochrane dziewczyny, z pomoc czternastoletniego 
brata, Mendela, gapiowata i zoliwa twarz ktrego nosia na sobie lady dugotrwaych ju 
studiw w chederze reb Moza odbywanych, uprztay z lekka dwa paradne pokoje, 
przeznaczone dla najdostojniejszych goci, przybrane w te, odwieczne, kulawe sprzty, 
popielate od brudu firanki i w gliniane wazony, z ktrych wyrastay ciemne jakie karykatury 
rolin. 
Obok paradnych apartamentw tych znajdowaa si ogromna izba szynkowna, w ktrej 
zazwyczaj w dnie podobnych zjazdw zgromadzay si, piy i taczyy tumy wieniakw. W 
izbie tej dziewka suca prbowaa czyci nigdy nie wyczyszczajce si dugie, wskie 
stoy ustawione dokoa aw otaczajcych ciany i rozniecaa skpy ogie w gbokim i 
czarnym jak otcha piecowniku, ranek bowiem chodny by, a wielk, nisk szynkowni 
napeniao powietrze stche i wilgotne. 
W mieszkaniu Jankla, w pierwszej od wejcia izbie, u dwch okien wychodzcych na plac 
targowy, pusty jeszcze zupenie i mg porann okryty, stay dwie osoby: Jankiel i on jego, 
Jenta. Twarzami zwrceni ku oknom, odmawiali oni oboje dugie modlitwy poranne. 
Jankiel, w takim ju ubraniu, w jakim zwykle dnie cae przepdza, wic w dugim, 
wyszarzaym chaacie i grubej czarnej chustce wkoo szyi okrconej, modli si gono: 
 Bogosawionym bd, Boe, Panie wiata, za to, e nie stworzy mi poganinem! 
Bogosawionym bd za to, e nie stworzy mi niewolnikiem! Bogosawionym bd za to, 
e nie stworzy mi kobiet! 
Wymawiajc to pieszcymi si i drcymi od arliwoci ustami koysa posta sw w ty i 
naprzd namitnymi ruchy. A w teje chwili Jenta, w szafirowym kaftanie bez rkaww i 
krtkiej spdnicy, spod ktrej ukazyway si stopy w ciemnych poczochach i pytkim 
obuwiu, skadaa przed oknem krtkie, szybkie pokony i znacznie ciszej od ma swego 
wymawiaa: 
 Bogosawionym bd, Boe, Panie wiata, za to, e stworzy mi tak, jak bya wola 
Twoja! 
Jankiel zarzuci sobie na piersi i plecy lekk pacht pcienn, u czterech kocw ktrej 
wisiay biae sznurki, i mwi: 
 Bogosawionym bd, Boe, Panie wiata, ktry owieci nas przykazaniami swoimi i 
da nam zakon o cycelach! 
Jenta z krtkim pokonem zaszeptaa goniej: 
 Bogosawionym bd, Panie wiata, ktry oswobadzasz winiw i prostujesz tych, co 
zgici s w k! 
Jankiel przebiera palcami nici wiszce u rozpostartego przed nim na stoku taesu mwic: 
 Wielkim jeste Boe, Panie wiata! bardzo wielkim! Obloke si wielkoci 
wiatoci jako paszczem! 
Jenta kaniajc si wci, wzdychajc ciko zacza: 
109 
 Bogosawionym bd, Boe, Panie wita  szeptaa  ktry dajesz si zmczonym, sen 
z oczu a drzemanie z powiek moich spdzasz. 
Wzi na koniec Jankiel ze stoka taes swj, a owijajc si paszczem tym z biaej, 
mikkiej materii o aobnych szlakach, podnis twarz wysoko i zawoa: 
 Bogosawionym bd, Panie wiata, za to, e owieci nas przykazaniami swymi i 
rozkaza nam obleka si w cycele! 
Potem jeszcze, koyszc si wci i poruszajc ustami, woy na gow rzemie ze sporym 
guzem, przylegajcym do czoa, a inny podobny okrcajc wkoo palca swego wymwi: 
 Zarcz ci z Sob na wieki! zarcz ci z Sob w prawdzie, mioci i asce! zarcz si 
z Sob w wierze, przez ktr poznasz Pana! 
Tak byli oboje zatopieni w modlitwach swych, e nie usyszeli rozlegajcych si za nimi 
krokw mskich i piesznych. 
Meir Ezofowicz przeszed szybko izb, w ktrej modlili si Jankiel i ona jego, w ktrych 
spao jeszcze dwoje maych dzieci, uchyli z cicha niskie drzwiczki prowadzce do izdebki 
kantora. 
Szaro tu jeszcze byo od porannego witania. W bkitnawym zmroku tym, ktry napenia 
izdebk, zwarz zwrcony ku oknu sta Eliezer i modli si take. Usysza on wejcie 
przyjaciela, bo zrazu gow ku niemu zwrci, modlitwy swej jednak nie przerwa. Owszem, 
wznis nieco w gr biae swe rce i jakby wezwa chcia przybyego do wsplnych 
modw, goniej wymwi: 
 Boe Izraela! zga pomienny gniew Twj i zdejm niedol z gowy ludu Twego! 
Meir stan o par krokw za modlcym si przyjacielem i odpowiedzia sowami, ktrymi 
zazwyczaj lud odpowiada kantorowi intonujcemu modlitwy: 
 Spjrz z niebios i ujrzyj, jakomy stali si pomiewiskiem i wzgard midzy narodami; 
jako jagni wiedziono nas na mki, hab i zniszczenie! 
 Jednak nie zapomnielimy imienia Twojego; nie zapomnije Ty i o nas!  intonowa 
znowu Eliezer. 
w ten sposb odpowiadajc sobie wzajem dwaj modzi ludzie odmawiali wsplnie jedn z 
najpikniejszych modlitw, ktre kiedykolwiek z rozbolaych serc ludzkich podnosiy si do 
nieba. W modlitwie tej sowo kade jest z, a kada strofa akordem opiewajcym tragiczne 
dzieje wielkiego ludu. 
 O! wyrzecz si pomsty swej i lito oka wybranemu Twemu!  mwi kantor. 
Meir odpowiada: 
 Obro nas, panie, i nie oddawaj nas w rce okrutnych! Bo i po c mwi maj ludzie: 
Kdy ich Bg! 
 Usysz jk nasz i nie oddaj nas w rce wrogw pragncych zgadzi imi nasze! 
Wspomnij, co zaprzysig przodkom naszym: Rozmno potomstwo wasze jako gwiazdy, 
a teraz z wielkiego mnstwa pozostao ju nas tak mao! 
 Jednak nie zapomnielimy imienia Twego; nie zapomnije Ty i o nas! 
 O, stray Izraelowa, chro ostatki Izraela, aeby nie zgin jedyny lud, wierzcy w 
jedyne imi Twoje i mwicy: Pan nasz, Bg jedyny! 
Postawy dwch przyjaci byy wrd modlitwy tak rne, jak rnymi byy ich 
charaktery. Eliezer wznosi w gr drce nieco rce, bkitne oczy jego zachodziy wilgoci 
mikkiego wzruszenia, a wiotka posta chwiaa si mimo woli, zdjta jakby rozmarzeniem 
czy zachwytem. Meir sta prosto i nieruchomo, z ramionami skrzyowanymi na piersi, z 
ognist renic utkwion w bkitnawe oboki i gbok zmarszczk na czole, ktra caej 
twarzy jego nadawaa wyraz tumionego gniewu i blu. Obaj jednak modlili si caym 
sercem, z wiar gbok w to, e stra Izraelowa, Bg jedyny, syszy ich gosy. U koca 
modlitwy dopiero rozdwoiy si ich duchy. Eliezer intonowa prob za izraelskich uczonych 
i mdrcw. 
110 
 Podtrzymuj, Ojcze nasz niebieski, mdrcw Izraela z onami, dziemi i uczniami ich 
wszdzie, gdziekolwiek przebywaj oni! Woajcie: Amen! 
Meir nie wymwi: Amen. Milcza chwil, a gdy kantor milcza take, odpowiedzi 
czekajc, Meir podniesionym nieco gosem i drcymi usty mwi zacz: 
 braci naszych z domu Izraelowego poddanych ubstwu i grzechom, gdziekolwiek 
przebywaj oni, wywied z okw na swobod, z ciemnoci na wiato jak najprdzej! 
Woajcie: Amen! 
 Amen!  zawoa Eliezer i zwrci si twarz ku przyjacielowi. 
Wycignli ku sobie rce i ucisnli je wzajem. 
 Eliezer!  rzek Meir  ty dzi nie tak wygldasz, jak tydzie temu! 
 I tym, Meirze, nie tak wygldasz!  odpowiedzia kantor. 
 Nad naszymi gowami jeden tylko tydzie przepyn, ale czasem jeden tydzie to wicej 
jak dziesi lat... 
 Ja przez ten tydzie wiele przeniosem  szepn kantor. 
Meir nie skary si. 
 Eliezer  rzek  daj mi More Nebuchim6. Ja po t ksik przyszedem dzi do ciebie tak 
rano. Mnie tej ksiki bardzo teraz potrzeba! 
Eliezer sta z pochylon gow. 
 U mnie tej ksiki nie ma ju!  wyrzek z cicha. 
 A gdzie ona jest?  zapyta Meir. 
 Ksiki tej, Meirze, ktr my tutaj tyle razy czytalimy, z ktrej gowy nasze piy 
wiato, a serca nadziej, na caym wiecie ju nie ma! J ogie poar, a prochy jej na 
mietnisko wyrzucono... 
 Eliezer! ty zlke si i oddae j na poarcie ogniwo!  zawoaa Meir. 
 Moje rce nie mogyby popeni takiego morderstwa; eby nawet usta moje rozkazyway 
im uczyni to, one by ust moich nie posuchay. Ale tydzie temu przyszed tu ojciec mj i z 
wielkim gniewem rozkaza mi, aebym odda mu t przeklt ksik, ktr my razem w 
sabat czytalimy na ce. Ja milczaem. On krzycza: Czy u ciebie jest ta ksika?  
powiedziaem: U mnie, ale kiedy znowu zapyta si mnie Gdzie ona jest?  ja milczaem. 
Biby mi, ale wspominajc na mj urzd w synagodze i na wielk mio, ktr lud ma dla 
gosu mojego, lka si dotyka ciaa mego. Zacz tylko wszystko rozrzuca w izbie, a jak 
pociel rozrzuci, to i ksik znalaz. chcia j nie do rabina, ale ja wtedy do ng jego 
upadem i prosiem, eby on tego nie robi, bo nie pozwolono by mi za to piewa przed 
Panem i odebrano by mnie t mio, ktr lud ma dla mnie za to piewanie moje. Ojciec sam 
tego zlk si, bo on dumny bardzo z tego, e syn jego taki mody ma ju wielki zaszczyt w 
synagodze, i on myli, e za to, i syn jego Panu piewa i ludowi sowa modlitwy podaje, Pan 
jemu powodzenie w interesach dawa bdzie i grzechy jego przebacza. Nie ponis ksiki 
do rabina, ale j sam w pomienie rzuci, a jak ona palia si, mia si i skaka z radoci... 
 I ty, Eliezer, patrzae na to i nic nie robie?...  drcym gosem zapyta Meir. 
 A co ja miaem zrobi?  odszepn kantor. 
 Ja bym ksik t na piersi mojej pooy... ja bym j ramionami mymi do siebie 
przycisn... ja bym powiedzia ojcu: Kiedy ty j do ognia rzuca chcesz, rzue razem i 
mnie!... 
Sowa te Meir mwi z iskrzcym si wzrokiem i pomieniem rumieca na czole; Eliezer 
sta przed nim smutny, zawstydzony, z pochylon twarz i spuszczonym wzrokiem. 
 Ja nie mogem  szepn  ja lkaem si, eby mi od otarza Pana nie odepchnito i 
przed ludem za bezbonego nie ogoszono... ale popatrz na mnie, Meir, i zobacz, czy pisania 
mistrza naszego ja nie kochaem tak, jak duszy mojej... odkd jego nie ma ju w izdebce 
mojej, twarz moja poblada, a powieki zaczerwieniy si od ez... 
6 Przewodnik bdzcych, dzieo Mojesza Majmonidesa (przyp. aut.) 
111 
 O, zy, zy, zy twoje!  zawoa Meir siadajc gwatownie na stoku i czoo ujmujc w 
obie donie.  O! te zy, zy, zy twoje, Eliezer!  powtarza szczeglnym gosem, szyderskim 
niby, niby zawym  one przez wiekuisto pyn mog, a nic dobrego nie uczyni ani tobie, 
ani mnie, ani izraelskiemu ludowi! Eliezer! ja ciebie kocham jak brata! ty renica w oku 
moim! ale ja ez twoich nie lubi i na powieki twoje od nich zaczerwienione patrze nie 
mog! Eliezer! nie pokazuj ty mi nigdy ez swoich, ale poka ty mi cho raz ogie w oczach 
swoich i si w tym gosie swoim, dla ktrego lud tak mio czuje, e byby jemu posuszny 
jak dziecko matce... 
Zorzeczc w ten sposb zom przyjaciela Meir sam oczy mia pene ez. Nie chcia moe 
ukaza ich, bo zakry twarz domi. Zakoysa te bolenie posta sw i mwi dalej: 
 Oj! oj! oj! Eliezer! co ty zrobie, ksik t ojcu swemu na spalenie dajc! Sd my teraz 
drugie rdo mdroci dostaniemy! Gdzie my teraz gos jedynego mistrza naszego 
usyszymy! Pomienie poary dusz dusz naszych, a prochy jej na mietnisko wyrzucono... 
roznios je wiatry na wszystkie strony, a jeeli dusza mistrza naszego zobaczy je lecce tak na 
zginienie, zasmuci si i rozgniewa bardzo, i powie: Oto drugi raz wyklli mi ludzie! 
Mwic tak nie mg ju utai namitnego paczu, ktry go porywa. zy bujne i gste 
przenikajc mu przez palce spaday na chropowat powierzchni stou. Nagle przesta 
wyrzeka i paka. Umilk i nie zmieniajc postawy pogry si w cichym alu czy 
rozmylaniu. 
Eliezer otworzy okno. 
Na piaszczystym gruncie rynku snuy si tu i wdzie rowe i zotawe cieki. Byy to 
pierwsze promienie soca, ktre wschodzi zaczynao. Jedn ze wietlistych cieek tych 
postpowa, ku domostwu Kamionkerw zmierzajc, wysoki, barczysty, bosonogi czowiek. 
Cikie stpania jego ozway si wkrtce w bliskoci okna, przy ktrym siedzieli dwaj modzi 
ludzie. Meir podnis twarz, a chocia gowa idcego czowieka o rozczochranych wosach i 
nabrzmiaych ustach migna mu tylko przed oczami, pozna, e by to Jochel. 
W par minut potem tu za otwartym oknem przeszli szybko dwaj ludzie czarno ubrani. 
Jeden wysoki by,, powany i bogo umiechniony, drugi niski, wawy i ze zmarszczonym 
czoem pod gstwin popielatych od siwizny wosw. Byli to morejne Kalman i Abram 
Ezofowicz. 
Dyli tu zna oni nie przez plac, na ktrym wida ich wprzdy nie byo, ale drog jak 
uboczn, ukryt za cianami i podwrzami domostw, bo ukazali si nagle skdci, zza wga 
niskiego zajezdnego domu. Szli blisko obok siebie, lecz nie rozmawiajc ze sob, piesznie, a 
jednak cicho. Z chodu ich, milczenia i z samej twarzy Abrama, schmurzonej i niespokojnej, 
zna byo, e yczyli sobie gorco, aby nikt ich tu przybywajcych nie widzia. Przebywszy 
elastyczny od nagrodzonego miecia grunt, ktry rozdziela okna domostwa od podjazdowych 
supw, zniknli, jak przed chwil Jochel, w sieni gbokiej, mrocznej jeszcze zupenie i 
bdcej zarazem stajni. 
Eliezer oderwa w tej chwili wzrok od nabonej ksiki, ktr czyta zacz, i spojrzawszy 
na Meira zawoa: 
 Meir! dlaczego twarz twoja zrobia si tak srog? Ja u ciebie takiej srogiej twarzy nie 
widziaem nigdy! 
Mogo si zdawa, e Meir nie usysza nawet wykrzyku przyjaciela. Ze wzrokiem 
utkwionym w ziemi szepn on do siebie: 
 Stryj mj Abram! Stryj mj Abram! Biada domowi naszemu! Wstyd i haba domowi 
Ezofowiczw! 
W izbie przylegej, cienkimi, niskimi drzwiami rozdzielonej z izdebk kantora, ozway si 
teraz gone i tumne szmery. Naprzd Jankiel krzykn tam na on, aby wyniosa i 
wyprowadzia dzieci, potem zaopotao po pododze przydeptane, pytkie obuwie Jenty: dzieci 
rozbudzone zapakay, a gdy coraz przeraliwszy wrzask oddala si w gb domu, tu za 
112 
cian ozway si stpania kilku ludzi, pieszne i gone posuwanie drewnianych stokw i na 
koniec stumiony, lecz do gony, bo gwatowny, szept rozpoczynajcej si rozmowy. 
Meir wsta nagle ze stoka. 
 Eliezer!  rzek piesznie  idmy std! 
 Dlaczego my mamy std i?  zapyta kantor odrywajc si znowu od nabonego 
czytania swego. 
 Bo ciana ta cienka jest...  zacz Meir. 
Nie dokoczy i umilk nagle, bo za cian da si sysze gwatowny wykrzyk stryja jego, 
Abrama: 
 Ja o tym nic nie wiedziaem! Ty, Jankielu, nic mi o tym nie powiedziae. 
Jednoczenie zabrzmia ciowy, przykry miech Jankiela. 
 Bo u mnie rozum w gowie jest!  zawoa  ja wiedziaem, e u ciebie, Abramie, zgoda 
na interes taki trudna bdzie! Ale jak ja sam interes ten zaatwi... 
 Sza!  sykn Kalman, a dwa gosy, ktre poniosy si byy przed chwil, zaczy znowu 
szepta. 
 Eliezer! id ty std!  zawoa Meir. 
Kantor nie rozumia nic. 
 Eliezer! Czy ty chcesz czci ojca swego, jak przykazanym jest na grze Synaj? 
Syn Kamionkera westchn. 
 Ja paczc prosz Jehow, abym mg czci ojca mego... 
Meir rk jego pochwyci. 
 Nu, to id std! id std! Bo jak zostaniesz tu jeszcze troch, nigdy ju... nigdy... nigdy 
czci ojca swego nie bdziesz... 
Mody czowiek mwi to z takim uniesieniem, e Eliezer zblad troch i zmiesza si 
bardzo. 
 A jak ja pjd teraz std?  szepn.  Jeeli oni o wielkim sekrecie rozmawiaj... 
Tu znowu zabrzmia za cian goniejszy nieco wykrzyk Jankiela: 
 Chajet Szmul, ndzarz, i furman Jochel, zodziej... oni obywa grube pienidze wezm... 
 A chopi, co wdk wieli?  zawoa Abram. 
Jankiel zamia si. 
 Oni u moich szynkarzy z ciaami, duszami i dobytkami swymi w kieszeniach siedz... 
 Szaa!  sykn znowu flegmatyczniejszy i ostroniejszy od towarzyszy swych Kalman. 
Tym razem Eliezer dre ju pocz. Przebysk domysu jakiego w umyle jego zawita. 
 Meir! Meir!  zaszepta z niezwyk sobie gwatownoci  ja chc std i, ale tamtdy, 
koo nich, lkam si... bo oni domyl si, e ja z ich sekretu dowiedziaem si czego... 
Meir blady by jak chusta. 
 Eliezerze! bracie mj  zawoa  ja nie chc, aby serce twoje pko od aoci. 
Mwic to jedn rk osun st przy oknie stojcy, drug popchn przyjaciela ku 
otwartemu oknu. 
 Okno niskie  szepn.  Id! Id do szkoy! Padnij twarz przed Panem, mdl si i 
pacz! 
W mgnieniu oka Eliezer znikn z izdebki. Wtedy Meir wyprostowa si i rzek do siebie: 
 Nu! Teraz ja im poka si! Niech wiedz, e tu byy uszy, ktre sysze mogy! 
Mwic to otworzy niskie drzwiczki i wszed do ssiedniej izby. 
Tu pod cian na trzech blisko ku sobie przysunitych stokach siedzieli trzej ludzie. 
Rozdziela ich may st z prostego biaego drzewa. Jankiel i Abram wspierali si na nim 
okciami i nisko pochylali ku sobie gowy. Kalman siedzia wyprostowany, wspaniay, 
byszczcy od okrywajcych go sajet i atasw jak zwykle. Jankiel twarz mia ponc od 
ceglastych, gorczkowych rumiecw, Abram by blady. Oczy pierwszego poyskiway ostro, 
chciwie, zoliwie, wzrok drugiego spuszcza si ku ziemi, w trosce jakby i srogiej 
113 
niepewnoci. Ale plastycznego spokoju Kalmana nic zachwia nie mogo. Policzki jego 
rumieniy si zwyk czerstwoci, a na pulchnych wargach spoczywa wiekuisty miodowy 
umiech doskonaego zadowolenia. 
Gdy Meir otwiera drzwiczki, do uszu jego doszy jeszcze wyranie sowa stryja jego, 
Abrama: 
 A jeeli cay dwr spali si razem z podwaem?7 
 Aj! aj! aj!  odszepn szyderczo Kamionker  wielka bieda! Jeden edomita wicej 
ebrakiem zrobi si! 
Nagle mwicy umilk i zatrzs si cay od trwogi czy gniewu. Zobaczy otwierajce si 
drzwiczki i wchodzcego przez nie Meira. Zobaczyli go te dwaj towarzysze jego. 
Umiechnite usta Kalmana otworzyy si szeroko, czoo Abrama zmarszczyo si gronie. 
Meir widzia wraenie, ktre sprawio wejcie jego. Przestpiwszy prg zatrzyma si na 
chwil i wzrok utkwi w twarzy stryja swego. Wzrok to by przenikliwy, miay, ale zarazem 
taki jaki pokorny, smutny i bagalny, e spotkawszy si z nim oczy Abrama niespokojnie 
zamigotay i spuciy si ku ziemi. Gowa jego, szar siwizn okryta, pochylia si take, a 
rce opady na kolana i dre zaczy. 
Meir z wolna przeszed izb i wnet znalaz si w innej, w ktrej nikogo nie byo oprcz 
stojcego pomidzy cian a piecem Jochela. Sta on tam w wyczekujcej jakby postawie, 
plecami achmaniastego spencera wyciera ndzn pobia ciany, a bezmylnymi oczami 
spoglda na bose swe stopy. 
Za odchodzcym ozwa si wykrzyk Jankiela: 
 A ferszotener (przeklty). 
Abram i Kalman milczeli dugo. 
 Dlaczego ty, Jankielu, w takie ze miejsce nas przyprowadzi?  flegmatycznie zapyta 
potem Kalman. 
 Dlaczego ty nas nie ostrzege, e za tymi drzwiami moe kto by i sysze?  
gwatownie zaszepta Abram. 
Jankiel tumaczy si, e za drzwiami tymi bya izdebka syna jego, kantora, ktry dla 
interesw zupenie obojtny jest, wcale ich nie rozumie, a czytajc zawsze i modlc si nic 
wkoo siebie nie syszy. 
 Skd ja mogem wiedzie, e ten przeklty dzieciak tam by? Ktrdy on wszed? Chyba 
przez okno, jak zodziej? 
 Nu  rzek po chwili, namylajc si i omielajc  a co to szkodzi, e on sysza? On 
Izraelit jest! naszym! On pary z ust przeciwko swoim wypuci nie bdzie mia! 
 On moe mie  zauway Kalman.  Ale my na niego oko mie bdziem i jeeli jego 
usta cho jedno sowo z siebie wypuszcz, zegniemy go w k... 
Abram wsta. 
 Rbcie, co chcecie  rzek porywczo  ja do tego interesu nalee nie chc... 
Jankiel rzuci na niego zjadliwe spojrzenie. 
 Nu  rzek  i owszem. dla mnie i dla Kalmana zarobek bdzie wikszy... bo czyje 
ryzyko, tego i korzy powinna by... 
Abram usiad. Cika walka malowaa si na twarzy jego, wraliwej, nerwowej, 
zbrudonej namitnociami w rne kierunki. 
Jankiel, ktry trzyma w rce kawaek kredy, zacz pisa ni na maej czarnej tabliczce. 
 Osiem tysicy wiader  mwi  po cztery ruble wiadro, trzydzieci dwa tysice rubli. 
Trzy w trzydziestu dwch tysicach... dziesi tysicy szeset szedziesit sze rubli 
szedziesit sze kopiejek i jedna trzecia... Po szeset rubli od kadego wezm Jochel i 
Szmul, nu! dla nas bdzie po dziesi tysicy szedziesit sze rubli szedziesit sze 
kopiejek i jedna trzecia. 
7 Podwa  miejscowa nazwa skadu spirytualnych napojw wyrobionych w gorzelni lub browarze (przyp. aut.) 
114 
Abram wsta znowu. Nic jednak nie mwi. Patrza w ziemi i w obu rkach mi chustk. 
Po chwili nie podnoszc oczu zapyta: 
 A kiedy to nastpi? 
 To bardzo prdko nastpi!  odpowiedzia Jankiel. 
Abram nic ju wicej nie mwic i nie egnajc towarzyszy szybkim krokiem wyszed z 
izby. 
* 
rd obszernego placu zaczyna si ruch, gwar i turkot przybywajcych na wielki targ 
wozw i ludzi. Ludno caego miasteczka staa ju na nogach, gotujc si do sprawiania w 
dniu tym licznych i najrnorodniejszych interesw. W domu Ezofowiczw nikt te ju nie 
spa; wstano tam take wczeniej ni zwykle. 
W tej stronie domu, ktr zamieszkiwali z rodzinami swymi Rafa i Ber, sycha byo kilka 
gosw mskich, rozmawiajcych ze sob ywo, gono i wesoo. Wymieniano tam rne 
przedmioty handlu i przy kadym z nich stawiano liczne szeregi cyfr. W rozmow t 
wmieszao si od czasu do czasu opowiadanie jakie, piewnym gosem wypowiadane, a po 
nim nastpoway wykrzyki zdziwienia, tumne zapytania albo wesoe miechy. Czu tu byo 
pokj i zadowolenie ludzi pracujcych gorliwie okoo dobrobytu swego i rodzin swych, lecz 
trosk o sprawy yciowe osadzajcych sobie wzajemn otwartoci, ufnoci i przyjani. 
W duej, widnej bawialnej izbie pachncej jedlin, ktrej gazkami usypano dnia tego 
podog, staranniej jeszcze ni zwykle wymyt i wymiecion; na starej tej kanapie przed 
stoem zasanym barwist serwet siedzia Saul w odwitnym ubraniu z byszczcej sajety, w 
aksamitnej czapeczce na srebrzystych wosach i z wolna szczerosrebrn yeczk popija 
woniejc, wyborn herbat. Ogromny, byszczcy jak zoto samowar nie sta poranku tego, 
jak zwykle, na szafie, przez szyby ktrej przeglday dostatnie naczynia kuchenne i stoowe, 
lecz arzy si wglami i bucha par w ssiedniej izbie wielkiej, czystej, awami i stoami 
dokoa ostawionej, a jaskrawo owietlonej szerokim pomieniem ogniska, roznieconym w 
wielkim kuchennym piecu. Nastawienie ogromnego samowaru tego, szeroko kuchennego 
ogniska, wawe krztanie si okoo niego niewiast i do licznej suby domowej, a take 
odwitne ubranie Saula i niepokalana biao firanek ozdabiajcych okna bawialnej izby 
objawiay, e w domostwie bogatej rodziny kupieckiej spodziewano si dnia tego licznych 
goci i na przyjcie ich czyniono wesoe i uprzejme przygotowania. 
Teraz przecie ranek by wczesny jeszcze i stary Saul siedzia sam jeden, lubujc si
 widocznie atmosfer adu i dostatku, ktra go otaczaa, jak te odgosami rozmw i krzta 
si napeniajcych od szczytu do podstaw dom obszerny i ludny. Bya to jedna z chwil do 
czstych zreszt, ktre powanemu patriarsze staroytnego rodu w caej peni uczu daway 
wszystkie aski i dostojestwa obficie zlane przez Jehow na bogosawion staro jego. 
Zaledwie jednak otworzyy si drzwi od sieni, a przez nie wszed do izby Meir, pierzchna 
bogo napeniajca przygase renice i rozjaniajca zbrudone czoo Saula. Widok wnuka 
przywid mu zna na pami bolcy cier jaki, o ktrym wrd wdzicznego 
rozpamitywania kwiatw ywota swego zapomnia by przez chwil. Pierwsze te spojrzenie 
na modego czowieka sprawiao wraenie faszywej, a raczej smutnej i burzliwej nuty, 
wmieszanej w akord harmonijny i wesoy. Troska i niepokj maloway si na pobladej 
twarzy jego, a w oczach pon ogie wzburzonych uczu i myli. Wszed do izby miao i 
prdko, ale gdy spotka si wzrokiem ze spojrzeniem dziada, pochyli twarz i zwolni nieco 
kroku. Niegdy zblia si on do dobroczycy i ojca ojca swego z ufnoci i pieszczot 
ulubionego dziecka. Teraz jednak czu, e pomidzy nim a starcem tym, ktry wypiastowa 
115 
dziecistwo i modo jego, wznosia si coraz wysza i twardsza zapora. Wiedzia te, e 
zapor t wznis sam sowami i postpkami swymi; tskno mu byo za dawn czuoci 
przygasych oczu tych, ktre teraz patrzay na surowo i gniewnie; tote zbliy si do dziada 
ze spuszczon smutnie powiek, stan przed nim w niemiaej postawie i proszcym, 
pokornym prawie gosem rzek: 
 Zejde! ja bym chcia z tob o jednej wanej rzeczy pomwi! 
Na widok niemiaoci tej, z jak ulubione mu niegdy dziecko zbliao si do niego, na 
przyciszony i proszcy dwik jego gosu Saul mniej surowym sta si, a wicej smutnym. 
 Mw!  odpowiedzia krtko, lecz agodnie. 
 Zejde! czy pozwolisz mi zamkn drzwi i okno, aby nikt rozmowy naszej posysze nie 
mg? 
 Zamknij!  odpowiedzia Saul i z pewnym ju niepokojem oczekiwa dalszej rozmowy z 
wnukiem. 
Meir zamkn drzwi i okno, a blisko dziada stanwszy zacz: 
 Zejde! ja wiem, e sowami moimi przynios tobie znowu zmartwienie i kopot. Ale do 
kog uda si mam? Ty dla mnie bye ojcem i dobroczyc... do ciebie naprzd cignie mi 
serce w kadej zgryzocie mojej... 
Gos jego zadra. Wida mu byo z twarzy, e gboka czuo serca cigna go do kolan 
i w ramiona starca tego, ktry zmikczony widocznie, z rozbysym nagle okiem, 
odpowiedzia: 
 Mw wszystko! Chocia ja mam przyczyny gniewa si na ciebie, bo ty nie jeste takim, 
jakim pragnie widzie ci dusza moja, nie zapomn ja nigdy o tym, e jeste synem syna 
mego, ktry prdko bardzo z oczu moich znikn... Jeeli ty kopot jaki masz, ja go z gowy 
twojej zdejm, a jeeli tobie kto krzywd jak wyrzdzi, ja stan naprzeciw krzywdziciela 
twego i ukarz go za ciebie... 
Na Meira sowa te wywary wpyw omielajcy i pocieszajcy. 
 Zejde!  rzek mielszym ju gosem  na gowie mojej, dziki tobie, kopotu adnego 
nie ma i mnie nikt krzywdy adnej nie wyrzdzi. Ale ja o jednym strasznym sekrecie 
dowiedziaem si i nie wiem sam, co z nim zrobi. Zatai go w sobie ja nie mog, bo jeeli ja 
go zataj, na wiecie stanie si wielki jeden grzech, a na cay lud izraelski wielki wstyd 
spadnie. Wic ja sobie pomylaem, e o sekrecie tym tobie, zejde, powiem, eby ty z 
siwymi wosami swymi i z powag swoj, ktr nad duszami ludzkimi masz, grzechowi i 
wstydu na przeszkodzie stan... 
Teraz ju Saul wpatrywa si w twarz wnuka wp z ciekawoci, wp z 
niezadowoleniem. 
 Nu!  rzek  lepiej daleko tym ludziom jest, ktrzy adnych sekretw strasznych nie 
przenikaj i nigdy o nich ust swoich nie otwieraj. Ale ja boj si, e kiedy ty nie otworzy 
serca swego przede mn, otworzysz je przed innymi ludmi i znowu z tego nieprzyjemnoci 
jakie wypadn... Mw! jaki to jest ten straszny sekret? 
Meir odpowiedzia: 
 Sekret ten jest taki: Jankiel Kamionker trzyma w posesji od Kamioskiego dziedzica 
wielk gorzelni jego... On w tej gorzelni wypdzi sze tysicy wiader wdki, ale nie 
sprzedawa jej przez cae lato. On jej nie sprzedawa dlatego, e cena niska bya. Teraz cena 
podskoczya w gr i on j sprzeda chce, ale podatku, ktry od niej rzd bierze, zapaci nie 
chce... 
 Mw ciszej!  przerwa nagle Saul, ktrego twarz zdradzaa wzrastajcy niepokj. 
Meir gos zniy do szeptu prawie: 
 eby podatku nie zapaci, Kamionker wdk t wykrad ze dworu i przeszej nocy 
przewiz j pod karaimskie wzgrze, gdzie j szynkarze z rnych stron targowali i 
rozkupywali... Ale on pomyla sobie: A co bdzie, jak urzdnik przyjedzie rewidowa 
116 
podwa i wdki nie znajdzie?... Wielka bdzie odpowiedzialno za to i wielki sd... Jak on 
tak pomyla, to on dwch ludzi naj... Zejde!! on dwch ndzarzy pienidzmi skusi... 
 Sza!  zawoa nagle przyciszonym gosem Saul.  Milcz i niech adne sowo wicej z 
ust twoich nie wyjdzie! Ju ja koca twojej mowy domyliem si! 
Rce starca dray, siwe brwi jego zsuny si i zjeyy. Meir umilk i penymi 
niespokojnego oczekiwania oczami patrza na dziada. 
Saul milcza dugo, potem nie podnoszc spuszczonych powiek niepewnym gosem 
wymwi: 
 Twoje usta kamstwo wyrzeky. To nie moe by! 
 Zejde!  zaszepta Meir  to prawda jest taka, jak te soce, co dzi na niebie wieci! A 
dlaczego to nie moe by! Czy ty, zejde, nie syszae, e wypadki takie przytrafiay si ju 
zaprzeszego roku i przeszego roku w rnych stronach... Takie wypadki, zejde, przytrafiaj 
si coraz czciej, a od nich kademu prawemu Izraelicie serce ciska si od boleci, a czoo 
pali si od wstydu!... 
 Skd ty to wszystko moesz wiedzie? Skd ty to wszystko tak dobrze moesz 
rozumie? Ja tobie nie wierz! 
 Skd ja to wszystko mog wiedzie i rozumie? Zejde! ja w twoim domu chowaem si. 
A do tego domu wielu zawsze ludzi przychodzio i przyjedao: ydw i chrzecijan, 
kupcw i panw, bogatych i biednych... Oni z tob o interesach rozmawiali, a ja suchaem i 
rozumiaem. Czemu ja teraz nie mam rozumie?... 
Saul milcza znowu. Najsprzeczniejsze uczucia maloway si na twarzy jego, gboko 
zaniepokojonej. Nagle gniew na wnuka wezbra mu w piersi. 
 Ty zanadto rozumiesz!  zawoa  ty zanadto ciekawy jeste! Dusza twoja, pena 
niespokojnoci, niespokojno wszdzie roznosi! Ty mnie spokj mojej staroci trujesz! Ja 
dzi szczliwy byem, dopki ciebie moje nie zobaczyy! Jak ty wszede, wesza z tob 
zgryzota! 
Meir pochyli gow. 
 Zejde!  rzek smutnie  za co ty mnie ajesz? Ja nie ze swoim interesem do ciebie 
przyszedem... 
 A na co tobie do cudzych interesw miesza si?  z dziwnym jakim wahaniem si w 
gosie zawoa znowu starzec. 
 To nie jest cudzy interes!  ywiej ju odpar Meir.  Kamionker Izraelit jest... on 
nasz... a na co on brzydkimi postpkami swymi dusz Izraela psuje i saw jego przed 
wiatem plami?... Zejde! i dla ciebie interes ten cudzym nie jest! Syn twj, Abram, do 
interesu tego naley! 
Saul podnis si nagle z kanapy i znowu na ni opad. 
 Syn mj, Abram!  zawoa. 
Potem bystrym, przenikliwym spojrzeniem przeszy twarz Meira. 
 Ty nie kamiesz? 
 Ja widziaem i syszaem...  szepn Meir. 
Saul namyla si dug chwil. 
 Nu!  rzek z wolna  ty masz prawo skary si przede mn na stryja swego! On brat 
twego ojca i z jego postpku spa moe wielkie nieszczcie i wielka haba na ciebie i cay 
rd nasz. W rodzie Ezofowiczw takich paskudnych rzeczy nigdy nie bywao i ja synowi 
memu zabroni do interesu tego nalee... 
 Zejde! powiedz ty take Kamionkerowi i Kalmanowi, eby oni tego nie robili! 
 Ty gupi jeste!  rzek Saul  czy Kamionker i Kalman s synami mymi albo mami 
moich crek? Oni mi nieposucahj! 
 Jeeli oni nie posuchaj  zawoa Meir  to ty, zejde, oskar ich przed dziedzicem 
Kamioskim... oskar ich przed sdem! 
117 
Saul podnis na wnuka wzrok nagle roziskrzony. 
 Twoje rady gupie s!  zawoa z wybuchem  twoje serce napojone ci i piounem 
przeciw narodowi wasnemu! Co to? ty z dziada swego donosiciela chcesz zrobi! Ty chcesz, 
eby dziad twj gowy braci swych, Izraelitw, niebezpieczestwu poddawa! 
Chcia jeszcze co mwi, ale w tej chwili otworzyy si drzwi i do izby weszo kilku 
Izraelitw przybyych z ssiedztwa na targ szybowski. Byli to powani i zamoni kupcy lub 
dzierawcy ssiednich dbr wiejskich. Saul przypodnis si nieco na ich powitanie, ale oni 
szybko ku niemu podeszli, za rce go ciskali i wraz z uprzejmymi pozdrowieniami 
owiadczali, i celem przybycia ich do Szybowa byy mniej interesa, ktre tu dnia tego 
sprawi mieli, jak ch odwiedzenia mdrego i wysoce przez nich szanowanego reba Saula. 
Reb Saul na grzecznoci goci wzajemnymi grzecznociami odpowiada, powanym gestem 
wskaza im krzesa dokoa stou stojce, a sam nie opuszczajc poczestnego miejsca swego na 
tek kanapie, w rce chude i pomarszczone gono klasn. Haso to wywoao z ssiedniej 
izby ho dziewk, suc, ktra na srebrnej tacy kilka szklanek herbaty wniosa i przed 
gomi je ustawia. Oni za gocinno przyjcia sdziwemu gospodarzowi z umiechem i 
ukonami dzikowali, herbaty, ktrej mocna wo rozesza si po izbie, z wyran 
przyjemnoci zakosztowali i wnet o interesach swych handlowych i sprawach familijnych 
ywe opowiadania i rozmowy wie zaczli. 
Meir ujrzawszy, e daremnie oczekiwaby teraz na mono dalszego rozmawiania z 
dziadem, usun si do wielkiej kuchni kuchni, w ktrej wrzao teraz jak w garnku. Tu take 
znajdowali si gocie, cakiem tylko niepodobni do tych, ktrych w bawialni ugaszcza 
naczelnik domu. 
Na awach u cian stojcych siedziao tu kilkunastu mczyzn w ubogich, znoszonych 
ubraniach, a crka Saula, Sara, wraz z synow jego, on Rafaa, uprzejmie z nimi 
rozmawiajc czstoway ich czarkami miodu, wielkimi, biaymi chaami i dymicym si w 
misach krupnikiem. Siedzcy na awach ludzie odpowiadali uprzejmym gospodyniom domu 
wesoo, ale troch niemiao, a za ofiarowane im poywienie pokornie bardzo dzikowali. 
Pochodzili oni bowiem z ubogiej klasy okolicznych pachciarzy, szynkarzy, faktorw, 
przekupniw trudnicych si drobnym handlem. Ciemne twarze ich, chude ciaa i zgrubiae 
rce objawiay ycie ubstwa, trosk i cikiej walki o byt. Najdrobniejszy pienidz wydany za 
domem na konieczne poywienie byby dla nich wydatkiem i uszczerbkiem znacznym; 
przybywajc te na targi do Szybowa dyli oni wprost ku domostwu Ezofowiczw, ktrego 
drzwi szeroko i gocinnie otwieray si przed nimi zawsze, a w ktrym ugaszczanie ich chtne 
i dostatnie zwyczajem byo trwajcym od paru ju setek lat. 
Dwie kobiety wic, w jedwabnych spdnicach wysoko podniesionych, w zotych kolcach i 
kwiecistych czepcach, z umiechami na rumianych ustach, krztay si wawo pomidzy 
piecem kuchennym, z ktrego bucha jaskrawy blask ognia, a otwartymi oknami, u ktrych 
obsiadali awy pokorni i wdziczni ich gocie. Ale i za oknami jeszcze ukazyway si tumnie 
tam nagromadzone twarze i wycigajce si rce. Tam ju by zbir braci najuboszych, na 
targ przybyych nie w celu handlw i zarobkw, ale dla obudzenia miosierdzia 
szczliwszych swych wspwyznawcw. Z achmanw, ktre ich okryway, pozna mona 
byo ebrakw, rnymi kolejami losu w ostateczne ubstwo wtrconych, a ktrych 
miosierdzie publiczne, jakkolwiek w gminie szybowskiej do szeroko rozwinite, ogarn 
sobie nie zdoao. Ludziom tym dziewki suce rozdaway przez okna chleb, zsiade mleko i 
drobn miedzian monet. Gwar dzikczynie ich i bogosawiestw wnika do izby i bogo 
zna rozlega si w sercach dwch gospodarujcych kobiet, bo umiechay si one coraz 
weselej i dumniej i z gbokich kieszeni swych wyjmoway coraz nowe garcie miedzianych 
monet. 
Ale i w innej stronie izby kuchennej wesoe i gwarne odbyway si sceny. Gromadka 
dziatwy domowej, z kilkunastu chopcw i dziewczt najrniejszego wieku zoona, skupia 
118 
si tam pod cian, w odwitnych ubiorach i z odwitnymi akociami przy ustach. Starsi 
chopcy milczc przypatrywali si przybyym i przybywajcym wci obcym ludziom i 
ciekawie rozmw ich suchali; dziewczynki zdaway si, przeciwnie, nic nie widzie dokoa 
siebie, tak zajte byy barwnymi spdniczkami, w ktre je przybrano, sznurami pociorek, 
ktre otaczay ich szyje, i dugimi wstgami, ktrymi zwizano im powe lub czarne 
warkocze. Dziatwa najmodsza pezaa po ziemi, wrzaskliwie miejc si albo paczc, a 
wszystko to arliwie zajadao zociste obwarzanki albo kaway chleba, byszczce grub 
warstw miodu. Tu obok gromadki tej pr  i praprawnukw siedziaa na awie prababka 
Frejda. Dnie dzisiejszemu podobne gwarem swym i tumem napywajcych do domu obcych 
twarzy wstrzsay drzemicym jej umysem i budziy w nim wspomnienia dawnej przeszoci. 
W dniach takich przed pamici prastarej kobiety migotay obrazy wasnej przeszoci jej, 
obrazy dni, w ktrych, szczliw maonk ukochanego Hersza swego bdc, tradycje i 
zwyczaje domu jego przyja ona za swoje i do utrzymywania ich w caej wietnoci 
przykadaa si ca si serca swego, gowy i rk. Tote i dzi zotawe renice jej przytomniej 
ni zwykle spoglday dokoa, a na wargach zaledwie widzialnych rozkwita umiech 
doskonaego zadowolenia. Wnuczki obudziy j wczeniej ni zawsze, podniosy z oa, 
przyobleky w najkosztowniejsz i najkwiecistsz szat, a teraz przed wprowadzeniem jej do 
bawialni, gdzie zwyke miejsce swe u okna na najparadniejszym w domu fotelu zaj miaa, 
strj jej uzupeniay. Czarnooka Lijka spinaa zawj prababki diamentow gwiazd, jedna z 
modszych sistr jej wkadaa w jej uczy olbrzymie kolce z brylantw, druga owijaa 
pomarszczon jej szyj sznurami pere i ciki zoty acuch ukadaa na piersi, aby jak 
najpikniejsze ukada wzory wrd nienej bieli fartuch. Czynic to wszystko umiechay 
si mode dziewczyny, odchylay nieco gowy dla lepszego przyjrzenia si wasnemu dzieu, 
niekiedy spoglday figlarnie w zotawe renice prababki albo gone causy skaday na 
pomarszczonym jej czole. Pachciarze, arendarze, ubodzy przekupnie spogldali na grup t 
zoon ze stuletniej rodzicielki rodu i strojcych j hoych dziewczt, koysali gowami w 
podziwie nad wielk staroci jej, bogactwem jej klejnotw i otaczajc j mioci; z ust ich 
wychodziy cmokania i wykrzyki zachwytu, a oczy pene byy rozrzewnienia i czci. 
Druga za to strona domu, ta, w ktrej przed kwadransem rozlegay si ywe i wesoe 
rozmowy dojrzaych czonkw rodziny, pust teraz bya i cich zupenie. 
Meir przeszed wski korytarz i otworzywszy drzwi mieszkania stryja swego, Rafaa, 
spotka si w progu z wybiegajcym stamtd modym swym bratem stryjecznym i 
przyjacielem, Chaimem. Dziecinna jeszcze prawie twarz Chaima, ocieniona kdzierzawymi, 
zotawymi wosy, oywion bya i rozpromienion niezmiernie. 
 Gdzie stryj Rafa?  zapyta go piesznie Meir. 
 Gdzie on ma by?  z nadzwyczajnym popiechem odpowiedzia mody chopak.  
Poszed z Berem woy na rynku kupowa! 
 A ty, Chaim, gdzie idziesz? 
Chopak zapytania tego nie usysza nawet. Niecierpliwie usun z drogi brata i wkadajc 
na gow czepeczk z wesoym nuceniem wybieg z domu. Jego take rozweseli gwar i ruch 
dnia tego i nciy ku sobie tumne widowiska i rnorodne targi miejskiego rynku. 
Meir wyszed na ganek i rozejrza si po obszernym placu. Targ rozpoczyna si zaledwie, 
ale obok kilkudziesiciu wozw, ktre zebray si po samym jego rodku, zobaczy on Bera 
zawzicie ju rozprawiajcego z gromad wieniakw, u ktrej targowa kilka rosych, u 
wozw stojcych wow. Rafaa Meir dostrzeg take. Sta na ganku jednego z domw 
otaczajcych rynek wraz z kilku powanymi kupcami przybyymi z ssiedztwa i toczy z nimi 
oywion rozmow, ktrej tre pozna mona byo po gestach ywych, ktrymi poruszay 
si rce ich, liczce jakby na palcach przewidywane na dzi wydatki i zyski. 
Zblia si do dwch tych ludzi, najpowaniejszych po Saulu w rodzinie, i chcie z nimi 
rozpoczyna rozmow nie tyczc si bezporednio spraw dnia dzisiejszego daremnym by 
119 
byo. Meir wiedzia o tym i daremnych prb nie czyni. wiat cay, tak pstro i ruchliwie 
otaczajcy go dnia tego, widzia on jak przez mg lub sen. Dziwnym wydawao mu si, e 
nikt spomidzy ludzi tylu nie myla o tym, o czym on nie mg przesta myle, choby 
chcia. 
Co mi do tego?  mwi sobie w duchu.  Co ja mog?  dodawa i smtnym wzrokiem 
spoglda dokoa, a ktokolwiek by wtedy patrza na niego, rzec by mg, i znudzonym on by 
albo zmczonym. Lecz w gbi piersi wrzao mu i kipiao. Nie zdawa sobie sprawy z uczu 
swych, ale czu, e czeka w milczeniu pory, w ktrej wszystko w miasteczku uspokoi si i 
ucichnie, a za miasteczkiem bynie na niebie ognista una poaru  niepodobna mu bdzie. 
 Co ten czowiek zawini nam?  mwi do siebie. 
Myla o dziedzicu Kamioskim. 
Wzrok jego, niepewny, zwtpiay, bdzc dokoa rynku pad na ganek przyozdabiajcy 
dom kupca Witebskiego. Na ganku tym sta sam waciciel domu w rozwartym z przodu, 
pkrtkim surducie, z byszczcym acuchem na atasowej kamizelce. Pali on cygaro i 
spoglda na rozpoczynajcy si rd rynku ruch targowy ze spokojn min czowieka, ktry 
w ruchu tym adnego udziau bra nie zamierza. W istocie, handlujc przewanie drzewem, 
ktre w ogromnych ilociach skupowa u wacicielki wiejskich kilku powiatw, Witebski 
spraw adnych na targu szybowskim mie nie mg. Zbyt wytwornym by zreszt i 
przekonanym o wanoci prowadzonych przez si interesw, aby w pstry motoch ten, zajty 
detaliczn sprzeda zboa i byda miesza si chcia. 
Meir zbieg ze wschodw ganku i szybko zmierza ku Witebskiemu, ktry ujrzawszy go 
umiechn si uprzejmie i wycign do szeroko roztwart rk. 
 Aj! aj!  rzadki go! miy go! Nu! ja wiem, e ty do tego czasu przyj tu nie moge, 
aeby rodzicom narzeczonej swojej pokon odda! Srogi zejde w bet  ha  midraszu siedzie 
kaza i Talmud czyta! Nu! nic to nie znaczy! Zejde dobry jest, kochany staruszek! On nie ze 
zego serca ciebie ukara i ty nie ze zego serca zgrzeszy! Zwyczajnie, mody... poswawoli 
troch... Nu! chod do naszego salonu, a ja zaraz swojej onie powiem, eby przysza i 
przyjmowaa ciebie jak kochanego zicia! 
W ten sposb przemawiajc wiatowy kupiec umiecha si wesoo, poglda na 
przyszego zicia przyjanie i za rk trzymajc wid go z sob do salonu. Tam przed zielon 
rypsow kanap zatrzymujc si, figlarnie spojrza mu w oczy i doda: 
 e ty, Meirze, skromny jeste i narzeczonej swojej wstydzisz si, to dobrze! ja to lubi! 
ja sam taki byem i nasi wszyscy modziecy takimi powinni by! Ale moja crka edukowana 
jest i na wielkim wiecie ya, gdzie zwyczaje inne s. Ona bardzo dziwi si i pacze, e 
narzeczonego swego nie zna, wtedy gdy lub i wesele za miesic ju nastpi maj. Nu! ja 
pjd, przyprowadz j tutaj! Okna pozamykam, eby nikt nie widzia, e wy tu razem 
jestecie. Pogadajcie z sob troch... poznajcie si... 
Mwic to chcia odej, ale Meir przytrzyma go za rkaw surduta. 
 Rebe!  rzek  mnie teraz nie narzeczona i nie wesele w gowie siedz! Ja do ciebie z 
innym zupenie interesem przyszedem... 
Witebski spojrza przenikliwie w powan i poblad nieco twarz modego czowieka i 
spochmurnia nieco. 
 Nie ze swoim interesem ja do ciebie, rebe, przyszedem...  mwi dalej Meir, ale 
Witebski mow mu przebi: 
 Jeeli to nie twj i nie mj interes, to na co my mamy o nim mwi! 
 Bywaj na wiecie takie interesy  odpar mody czowiek  ktre do wszystkich nale i 
wszyscy o nich mwi i myle powinni. 
Mwic tak mia zapewne na myli to, co w cywilizowanym jzyku nosi imi spraw 
publicznych. Nazwy tej nie zna, ale gboko i gorco czu rzecz, ktr ona wyraa. 
 Ja dzi o jednym strasznym sekrecie dowiedziaem si... 
120 
Witebski podskoczy z fotela, na ktrym usiad by przed chwil. 
 Ja o adnym strasznym sekrecie wiedzie nie chc!  zawoa.  Po co ty masz mi o nim 
mwi? Ja nie ciekawy! 
 Po to, rebe, eby ty jemu na przeszkodzie stan... 
 A na co ja mam stawa? a co mnie do tego? a dlaczego ty do mnie z takim gadaniem 
przyszed? 
 Dlaczego, rebe, e ty bogaty jeste i piknie mwi umiesz, i z caym wiatem zgod 
trzymasz, nawet z samym wielkim rabinem, ktry a umiecha si, jak ciebie zobaczy. Twoje 
sowo wiele moe i eby ty chcia... 
 Ja nie chc!  przerwa Witebski ze stanowczoci w gosie i chmur na czole.  Ja 
bogaty jestem i zgod ze wszystkimi trzymam, to prawda, ale ja tobie co powiem, Meir. 
Tu zniy gos i doda: 
 ebym ja w sekrety ludzkie wdawa si i interesom cudzym na przeszkodzie stawa, ja 
bym ani bogaty nie by, ani zgody z nikim nie znalaz i mnie by nie byo tak dobrze na 
wiecie, jak teraz jest... 
 Rebe!  po chwili namysu rzek Meir  mnie bardzo mio sysze, e tobie na wiecie 
dobrze jest, ale ja bym nie chcia, eby mi dobrze byo przez krzywd ludzk... 
 Nu! a kto mwi o krzywdzie?  umiechajc si rzek Eli  ja nigdy nie krzywdz 
nikogo... ja handluj uczciwie i wszyscy, z ktrymi handluj, kontenci ze mnie s i przyja 
dla mnie maj... Ja, dzikowa Bogu, wszystkim ludziom miao w oczy patrze mog i na 
majtku, co go dla dzieci moich zbieram, nie ma zy ani szkody cudzej... 
Meir z uszanowaniem gow przed mwicym pochyli. 
 Ja wiem, rebe, e tak jest, jak powiedziae. Ty interesy swoje uczciwie prowadzisz, a 
uczciwoci swoj i tym rozumem, ktry ci Przedwieczny da, honor domowi Izraela 
przynosisz. Ale mnie si zdaje, e kiedy czowiek sam uczciwym jest, to on na cudz 
nikczemno obojtnie patrze nie powinien, bo kiedy on moe przeszkodzi krzywdzie 
ludzkiej, a nie przeszkodzi, to tak jest, jakby on sam krzywd t sprawi. Ja dowiedziaem si, 
e czowiekowi niewinnemu przez jednego z braci naszych Izraelitw wielka krzywda sta si 
ma... Sam ja nic nie mog, ale szukam ludzi takich, ktrzy mog niewinnego od nieszczcia 
ratowa... 
Tu najniespodzianiej w wiecie przerwa mwicemu gony i wesoy miech 
Witebskiego, ktry wsta z fotelu i artobliwie gocia swego po ramieniu poklepa. 
 No, no!  rzek  ju ja widz, e u ciebie, Meir, gorca gowa! Ty chcesz z niej kopot 
jaki wyj i w moj gow go woy! Nu! ja tobie bardzo piknie za prezent ten dzikuj, 
ale go od ciebie nie wezm! Daj pokj! po co my mamy ycie sobie tru, kiedy dzisiejszy 
dzie moe by dla nas bardzo wesoy? Ot, siadaj tu sobie na tym fotelu, a ja pjd i 
narzeczon twoj tobie przyprowadz. Ty nie syszae jeszcze jej muzyki!... aj! aj! jak ona 
gra! Dzi nie sabat i ona bdzie moga pogra sobie troch, a ty posuchasz... 
Mwic to z oywieniem i figlarnoci w gosie i wzroku odej chcia, ale Meir 
przytrzyma go znowu za rkaw odzienia. 
 Rebe!  zawoa  wysuchaj ty mi przynajmniej... 
Witebskiemu niecierpliwie troch oczy bysny. miejc si jednak odpowiedzia: 
 Aj! aj! Meir! jakim ty swawolnikiem jeste! Ty chcesz starszych od siebie ludzi gwatem 
przymusza do tego, czego oni robi nie chc. No! ale ja ci to przebaczam i id, eby 
narzeczon twoj tu zawoa... 
Mwic to posun si znowu ku drzwiom, ale Meir raz jeszcze zastpi mu drog. 
 Rebe!  zawoa, ja ciebie nie puszcz, pki ty mi nie wysuchasz! Bo do kog ja 
wicej udam si? Dzi wszyscy zajci gomi i interesami swymi... ty jeden, rebe, nic nie 
robisz i czas masz... 
121 
Umilk, bo Witebski przesta umiecha si i z chmur niezadowolenia na pogodnym 
zazwyczaj czole powanym gestem do mu na ramieniu pooy. 
 Suchaj, Meir  rzek  ja tobie co powiem. Ty na niedobr drog wszede. Wszyscy 
ludzie gono o tym gadaj i s tacy, co bardzo na ciebie za to gniewaj si, ale ja tobie 
pobaam. Pobaam ja tobie dlatego, e sam nie zawsze tak myl, jak wszyscy, i wiem, e 
niektre rzeczy u nas, w Izraelu, inaczej by powinny, ni s! Nu! ja tak myl, ale ja tego 
nigdy nie mwi i po sobie nie okazuj! Na co ja mam mwi i okazywa? co ja pomog? 
Jeeli Pan Bg rzeczy te takimi zrobi, to ja sprzeciwiajc si Jemu obrcibym Go przeciw 
sobie, a jeeli to ludzkie wymylenia i omyki s, to i beze mnie przyjd ludzie tacy, co je 
przerobi. Moja rzecz siebie, swojej familii i swoich interesw patrze. Czy ja sdzia? ja i nie 
rabin! Wic ja sobie milcz, Panu Bogu i ludziom dogadzam, nikomu w drog nie wa i 
spokojnie sobie yj. Ot, jak ja robi i chciabym, eby ty, Meirze, tak samo robi. Ja bym i 
tobie rad swoich nie dawa i pozwalabym tobie y wedug swoich chci, ale kiedy ty mem 
mojej crki masz zosta, to ja na ciebie oko musz ju mie... 
 Rebe!  przerwa Meir, ktremu w rozognionych renicach migota zaczynay zy 
rozdranienia  nie gniewaj si na mnie za zuchwae sowo, ktre ja tobie powiem. Ja crki 
twojej za on swoj nie pojm i mem jej nigdy nie bd!... 
Witebski osupia ze zdumienia. 
 Nu!  zawoa po chwili  a to znw jak ja nowo sysz? Czy dziad twj nie umwi 
si ze mn o moj Mer, a potem czy nie przysa od ciebie dla niej zarczynowych 
prezentw? 
 Dziad mj umwi si z tob  drcym gosem odpowiedzia Meir  ale on to zrobi 
przeciw mojej woli. 
 Nu!  z najwyszym ju zdumieniem zawoa Witebski  a dlaczego? Co ty masz 
przeciw crce mojej? 
 Ja, rebe, przeciw niej nic nie mam, ale mnie serce do niej nie cignie. I ona take, rebe, 
nie chce mi... Ja, przechodzc koo waszych okien, syszaem raz, jak ona pakaa i skarya 
si, e j chc za prostego, ciemnego yda wyda. Nu! to prawda! ja prosty, nieedukowany 
yd... ale jej edukacja mnie take nie w gucie... Po co na ni i na mnie acuchy nakada?... 
My ju nie dzieci i wiemy, czego da dusza nasza, a czego nie da... 
Witebski osupiaym wci okiem na mwicego patrza. Obie rce podnis ku gowie i 
zawoa: 
 Czy moje uszy dobrze syszay? czy mj rozum dobrze sowa twoje zrozumia? Ty nie 
chcesz mojej crki? ty nie chcesz mojej piknej i edukowanej Mery? 
Rumieniec wytrysn mu na czoo. agodny i dyplomatyczny wiatowiec zmieni si w 
obraonego i rozgniewanego ojca. Lecz w teje chwili ze stukiem i tu przy rozmawiajcych 
roztworzyy si drzwi prowadzce do dalszych pokojw mieszkania i w progu, z twarz w 
ogniu i pomiennymi oczami, zjawia si pani Hana. Koczya zna ona przed chwil toalet 
sw, ale nie skoczya jej jeszcze, nie miaa bowiem na sobie zwykej jedwabnej sukni, ale 
tylko krtk, czerwon spdniczk i luny szary kaftan. Przednia cz jej peruki starannie 
ju bya ufryzowan i uczesan, ale z tyu wisia nie spleciony jeszcze i sznurkiem tylko u 
gowy zwizany warkocz. W progu zjawia si i krzykna: 
 Ja wszystko syszaam! 
I nie moga mwi dalej, tak bya wzburzon. Pier jej dyszaa szybko, z oczw sypay si 
iskry. Poskoczya na koniec ku Meirowi, ramiona szeroko roztworzya i krzykna: 
 Co to? ty crki mojej nie chcesz? ty, prosty, ciemny yd z Szybowa! ty nie chcesz za 
on swoj wzi takiej piknej panny, z tak wielk edukacj! Pfuj! gupiec, miszugener! 
rozpustnik! 
Witebski prbowa miarkowa uniesienie ony przytrzymujc j za okie i syczc jej w 
same prawie ucho: 
122 
 Sza! Hana! Sza! 
Ale caa dystynkcja ukadu, caa dbao o estetyczne wygldanie osoby wasnej opuciy 
w tej chwili najzupeniej pani Han. Miotaa si wci przed Meirem, cinion pici 
wygraaa mu przed sam prawie twarz i krzyczaa: 
 Ty Mery nie chcesz? ty crki mojej nie chcesz? Aj! aj! jaka bieda! my przez to ze 
zgryzoty poumieramy! Ona sobie ju ma nie znajdzie i po tobie oczy wypacze! Oj! oj! tyle 
biedy, e jej gupi, ciemny yd szybowski za on wzi nie chce! Ja j do Wilna powioz i 
za jeneraa, za grafa, za samego ksicia j wydam! Pfuj! co ty sobie mylisz? e dziad twj, 
Saul, bogaty kupiec jest i e ty sam po ojcu wielki majtek masz, to ju ty wielki puryc i tobie 
wszystko mona! Ja poka twemu dziadowi i twojej caej familii, e my o was tyle dbamy, 
co o stary pantofel! 
Eli okna i drzwi starannie zamyka, a pani Hana ku komodzie jesionowej w pobliu 
fortepianu stojcej poskoczya, szuflad odsuna i z niej pudeka rne z kosztownociami 
wyjmowa zacza. 
 Na!  krzykna rzucajc pudeka na ziemi  na! masz nazad swoje prezenty! Zanie je 
tej karaimskiej dziewczynie, z ktr romans prowadzisz! Ona dla ciebie on bdzie jak raz! 
 Sza!  rozpaczliwie ju sykn ku onie Witebski i pudeka z kosztownociami z ziemi 
podnosi zacz. Ale wyrwaa mu je z rk pani Hana. 
 Ja to sama dziadowi jego odnion i zarczyny zerw  mwia. 
 Hana!  perswadowa m  ty gupstw tam narobisz... ja sam pjd i rozmwi si z 
Saulem. 
Ale pani Hana nie syszaa nawet sw ma. 
 Pfuj!  krzyczaa  ten gupiec, ten wariat, ten rozpustnik mojej crki nie chce! jemu 
karaimska dziewczyna od mojej crki lepsza! Nu! to i chwaa Bogu, e my jego pozbdziem 
si! ja Mer do Wilna powioz i za wielkiego barona wydam! 
* 
Byo ju koo poudnia, gdy Meir domostwo Witebskich opuci, cigany ajaniem i 
zorzeczeniami pani Hany, a cichymi wymwkami i pojednawczymi sowami Elego. 
Na rynku wrza ju w caej peni ruch targowy. Obszerna przestrze okryt bya wozami, 
ludmi, komi i bydem tak cile, e najmniejszy choby przedmiot nie pomieciby si ju 
w tumie tym gstym, pstrym, krzyczcym tysicami gosw i mrowicym si tysicami gw 
ludzkich i zwierzcych. Znajdowa si wszake w jednej stronie rynku ktek mniej nieco 
natoczony. Wznosia si tam do wysoka ciana licho pobielonej budowy jakiej, a pod 
biaaw cian t siedzia na ziemi starzec przygarbiony, w szarym, podartym, dugim 
ubraniu, z grub czerwon chustk okrcon wkoo szyi. Nogi okryte obuwiem znoszonym i 
opylonym przykryway cakiem prawie zgromadzone dokoa nich w znacznej iloci kosze i 
pkoszyki i ozy uplecione, somiane kobiaki i tym podobne okazy koszykarskiej roboty. 
By to Abel karaim. 
Jakkolwiek dzie by letni i soneczny, gow okrywaa mu wielka czapka, oboona lisim 
futrem, tym i puszystym, spod niej spyway na plecy i ramiona jego gste pasma biaych 
wosw, a duga, tawa broda szerokim wachlarzem rozkadaa si mu na piersiach. 
Promienie soca paday na twarz jego, okrg, ma i zaledwie spod ogromnego zarostu 
widzialn; sier lisiego futra opuszczaa si mu na pomarszczone czoo, lecz od racych 
blaskw dnia nie chronia oczu, ktrych te nabrzmiae i czerwone powieki mruyy si, 
cakiem prawie zakrywajc renice. 
123 
Obok starego Abla staa Goda, wysmuka, prosta powana jak zawsze, z koralowym 
naszyjnikiem swym spuszczonym nisko na szar koszul i z opywajcym plecy kruczym 
warkoczem. 
O kilka krokw przed dwojgiem ludzi tych stay rzdy wozw obcionych zboem, 
drzewem i najrozmaitszymi przerobami drobnych produkcji wieniaczych; pord wozw 
ryczay woy i krowy, beczay cielta, ray konie, uwijali si drobni faktorzy i przekupnie, z 
krzykiem wielkim targowali si o ceny towarw swych barczyci i okciami wkoo siebie 
tum rozpychajcy wieniacy. W tumie tym nic wicej sycha nie byo jak krzykliwe 
wymienianie cyfr rnych, zacite targi, grube miechy, wszczynajce si coraz ktnie, 
wrzaskliwe pacze dzieci i piskliwe krzyki kobiet, a z ca wrzaw t miesza si stary, 
chrypicy gos Abla, prawicego niezmordowanie prastare izraelskie powieci. Kipica 
dokoa niego wrzawa nie zastraszaa go zna, ale owszem, podniecaa, bo im goniejsz 
stawaa si, tym wicej on gos swj wysila i podnosi, tak e sowa jego przez kipitek ten 
wzburzonych gwarw przepyway wyranie, cho drce. 
 A kiedy Mojesz zstpi z gry Synaj  mwi, a raczej wypiewywa dononie stary, 
drcy gos Abla  z oblicza jego bia wiato taka, e lud upad na twarze i zawoa jako 
jeden czowiek: Mojeszu! powtrz nam sowa Przedwiecznego! I staa si wtedy na niebie 
i ziemi wielka cisza; grzmoty umilky, byskawice pogasy i wichry pokady si na ziemi, a 
Mojesz zawoa do siebie siedemdziesiciu izraelskich starcw i kiedy oni otoczyli go, jak 
gwiazdy otaczaj ksiyc, powtarza zacz ludowi sowa Przedwiecznego. 
W tej chwili wyonili si z wrzaskliwego tumu dwaj ludzie powanie, cho do ubogo 
wygldajcy i przechodzili koo opowiadajcego Abla. Szli piesznie, ale wymwione imi 
Mojesza dosyszawszy stanli i spojrzeli na Abla. 
 On znw opowiada!  rzek jeden. 
 On zawsze opowiada!  doda drugi. 
Umiechnli si, ale dalej nie poszli, owszem, kobieta jaka i dwch czy trzech wyrostkw 
obok nich stano. Kobieta stana w nasuchujcej postawie i zapytaa: 
 Co on takiego opowiada? 
 Histori i Zakon izraelskiego ludu  spokojnie odpowiedziaa Goda. 
Wyrostki pootwierali usta, kobieta bliej ku Ablowi pochylia gow, dojrzali mczyni 
umiechali si, ale stali i suchali. Abel mwi dalej: 
 Kiedy lud usysza rozkazania Pana, jednym gosem krzykn: Peni je bdziemy! 
Wtedy Mojesz opar o gr Synaj dwanacie kamieni, wypisa na nich rozkazania Pana, a do 
ludu powiedzia: Izraelskie pokolenia, wszyscy, starzy, modziecy, kobiety i dzieci, i kady 
czowiek z Izraelowego domu, i cudzoziemiec, co si pomidzy wami znajduje, i ten, co cina 
drzewo, i ten, co czerpie wod, przychodcie wszyscy zawiera przymierze z Jehow, abycie 
zaprzysigli peni rozkazania Jego, tak jak on przysig dotrzyma wam obietnic swoich! 
 Nu!  odezwa si pomidzy otaczajcymi gos jaki  on pikne rzeczy piknie 
opowiada. 
 I ten, co cina drzewa, i ten, co czerpie wod...  powtrzy czowiek jaki w ndznym 
ubraniu, westchn przy tym i rzuci okiem ku roziskrzonym obokom. 
Kobieta, z pochylon ku Ablowi gow przysuchujca si sowom jego uwanie, 
wydobya z kieszeni bezbarwnej spdnicy brudn chustk i rozwizawszy wzeek znajdujcy 
si u jednego z jej kocw rzucia na kolana Abla wielk miedzian monet. 
Za kilku osobami tymi stano teraz ju kilka innych. O kilka zaledwie krokw od 
nieruchomej gromadki tej zajadle kupczyli, kcili si, krzyczeli ludzie dni zarobku i zysku: 
ydzi i chrzecijanie, niewiasty, mowie i podrastajce zaledwie dzieci, lecz tu, pod biaaw 
cian wysokiego potu, kilkanacie jednostek od szumicego tumu tego oderwanych, w 
milczeniu i skupieniu myli, z umiechami na twarzach a westchnieniami w piersiach, mimo 
124 
woli przerzucao si duchem w wiat inny, duchowy, rd ktrego migotay obrazy i 
rozlegay si gosy prastarej, wspaniaej, witej przeszoci. 
Zdawa si mogo, e Abel czu t zwrcon na siebie uwag otaczajcej go gromadki i e 
mu wszystkie oczy te w jego twarz wlepione rozpalay serce i zapadniay pami. Zza 
czerwonych, mrucych si powiek renice jego bysny srebrzycie, ze zmitego czoa 
zsuna si w ty nieco puszysta czapka lisia, a gdy podnis gow, tawe pasma dugiej 
brody jego rozoyy si szerzej jeszcze i podniosy si a na ramiona. Wyglda wtedy jak 
stary, wplepy lirnik, radujcy i doskonalcy pieniami swymi dusz narodu. piewnym te, 
przewlekym a dononiejszym ni kiedykolwiek gosem mwi on zacz znowu: 
 Kiedy Izraelici przeszli Jordan, Jozue pooy na miejscu tym dwa wielkie kamienie i 
wypisa na nich dziesicioro rozkaza Jehowy. Jedna poowa ludu opara si o gr Geryzim, 
a druga o gr Hebal, a wszyscy usyszeli mocne gosy, ktre woay tak, aby je kady 
czowiek z iraelskiego domu uchem swoim sysze mg: Zerwie przymierze swe z Panem 
ten, kto pokon odda faszywym bogom i kto czci nie bdzie ojca swego i matki swojej! 
Zerwie przymierze swe z Panem ten, kto zada majtku cudzego albo lepego wprowadzi na 
drog faszyw! Zerwie przymierze swe z panem ten, kto skrzywdzi cudzoziemca, sierot i 
wdow, kto kamstwo woy do ucha bliniego, a o niewinnym powie: Niech umrze! A 
kiedy mocne gosy do uszu Izraelitw wszystkich sowa te woyy, lud cay odpowiedzia 
tak, jakby wszystkie usta jednym ustami i wszystkie gosy jednym gosem byy: Niech si 
tak stanie! 
 Nie si tak stanie!  zaszeptao wkoo Abla kilkanacie ust, ktre przed kwadransem 
jeszcze porwane wirem powszednich potrzeb i trosk zapamitale walczyy o szelg straty lub 
zysku. 
Przez skupion gromadk przebia si teraz chrzecijaska wieniaczka. Podja z ziemi 
jeden z koszw nagromadzonych dokoa Abla i o cen jego zapytaa. Goda udzielia jej 
odpowied zwykym swym, spokojnym gosem. Wieniaczka targowa si zacza, ale Goda 
nie odpowiedziaa ju jej po raz drugi. Nie dlatego, aby odpowiada nie chciaa, ale dlatego, 
e sw jej, do grubo jednak i krzykliwie wymawianych, nie syszaa nawet. Wzrok jej 
utkwi w jednym punkcie rynku, na czoo i twarz ca wybuchn pomienny rumieniec, a na 
ustach powanych rozkwita umiech dziecicy prawie i razem namitny. O kilkadziesit 
krokw od miejsca, na ktrym znajdowa si Abel i wnuczka jego, wynurzy si z tumu Meir 
i swobodniejszym nieco przejciem szybko postpujc, zmierza prosto ku nim. Nie widzia 
ich jednak; patrza prosto przed siebie oczami, w ktrych maloway si popiech i niepokj; 
min Abla i God nie spostrzegszy ich nawet i wszed w bram synagogalnego dziedzica. 
Przez synagogalny dziedziniec niewiele atwiej byo przej dnia tego jak przez plac 
targowy. 
Meir dy ku czarnej chatce rabina Todrosa, ku niej te par si tum ludzi rnego wieku 
i wygldania. Im bliej byo chatki tej, tym wikszy panowa cisk i natok, a wrd natoku 
tego tym mniej rozmawiano i ciszej, ostroniej stpano. Nie byo tu, jak na targowym rynku, 
krzykw, ktni, miechw, roztrca si wzajemnych, nie byo te twarzy namitnie 
rozognionych ani oczu poyskujcych gorczk zysku, ani gestw porywczych i grubiaskich. 
Gsty tum pyn ku niskiej lepiance w uroczystym milczeniu, przerywanym niemiaymi 
tylko szeptami. 
Meir wiedzia, gdzie i po co dy tum ten i z jakich ywiow by on zoony. Staych 
mieszkacw Szybowa nie byo tu wcale albo byo niewielu bardzo; posiadajc bowiem w 
bezporedniej bliskoci swej wielkiego rabina, nie potrzebowali oni oczekiwa dni 
szczeglnych, aby mc cieszy si radami, naukami i samym widokiem jego. Lud zalegajcy 
teraz synagogalne podwrze skada si z mieszkacw bliskich, dalszych i do nawet 
oddalonych okolic Szybowa. Zamonych kupcw, ludzi w ubraniach znamionujcych 
dostatek i pewien wyszy stopie wiatowej ogady znajdowaa si tu ilo pewna, ale bardzo 
125 
nieznaczna. Ogromn wikszo stanowiy ciaa mizerne, obleczone w suknie zszarzae i 
ubogie, twarze blade, cik walk o byt napitnowane, cierpice i cierpliwe. Bya to zreszt 
prawdziwa mozaika twarzy starych, modych, pdziecicych, niewiecich i mskich. 
W bliskoci ju chaty znajdujc si Meir zatrzyma si chwil. 
 Po co ja tam pjd?  rzek do siebie  on mi teraz sucha nie zechce! 
 Nu  doda zaraz  a do kog ja pjd? 
Po chwilowym namyle zmiesza si znowu z tumem i wkrtce znalaz si u roztwartych 
na ocie drzwi czarnej lepianki. 
Za roztwartymi drzwiami w ciasnej, ciemnawej sionce sta istny mur z plecw ludzkich 
zoony i panowao najgbsze ju milczenie, przerywane tylko trudnym oddechem 
kilkudziesiciu piersi. Meir rd muru tego torowa sobie drog, co przychodzio mu tym 
atwiej, e wiksz cz ludzi toczcych si w sionce skadali ubodzy i pokorni gocie, tak 
uprzejmie przed par godzinami czstowani w zamonej kuchni Ezofowiczw. Spostrzegszy 
czonka rodziny, pod dachem ktrej znajdowali czst i chtn gocinno, rozstpowali si 
oni, jak mogli, aby mu przejcie pomidzy sob umoebni. Z popiechem to jednak czynili i 
roztargnieniem wielkim, gdy wzroki ich skierowane byy ku wntrzu izby ssiadujcej z 
sionk. Aeby dojrze i dosysze, co si we wntrzu izby tej dziao, wspinali si oni na palce, 
wycigali szyje i szeroko roztwierali oczy rozpromienione, zdumione, ciekawe, podliwe i 
zarazem trwone. Ile razy uszu ich dosign uamek jaki rozmw tam wiedzionych, na ustach 
ich uwidych i bladych od biedy, choroby i pracy rozkwitay umiechy bogoci 
niewymownej, tak jakby sowa i same nawet dwiki gosu uwielbianego mdrca byy wonn 
oliw gojc wszystkie rany ich ycia. 
Izba, w ktrej drzwiach roztwartych take stan teraz Meir, wygldaa do dziwnie. W 
gbi jej, na awie umieszczonej pomidzy cian a ciemnym od staroci stoem, siedzia 
Izaak Todros, w ubraniu i postawie ktrego nie zna byo witecznoci adnej. Mia on na 
sobie t sam co zawsze dug sukni, zszarzan i podart, a gow jego przykrywaa 
zrudziaa czapka, na ty gowy zsunita w ten sposb, i zmity daszek jej stercza mu nad 
czoem tym, ocienionym ogromn gstwin wosw kruczych, z lekka tylko 
przyprszonych siwizn. Przygarbiony jak zwykle, grn poow ciaa naprzd podany, 
siedzia on w nieruchomoci zupenej i tylko czarnymi oczami wodzi po twarzach i 
postaciach kilkunastu istot ludzkich, ktre stoczone u przeciwlegej ciany podnosiy ku 
niemu wzroki nabone, zlknione, bagalne. 
Pomidzy szczupym, zgarbionym, nieruchomym mdrcem siedzcym na awie a 
kilkunastu istotami tymi, ktre dopuszczonymi ju zostay przed obliczno jego, znajdowaa 
si przestrze kilku krokw, ktrej nikt bez wyranego wezwania przekroczy nie mia, i 
krzyoway si dwa odmienne rodzaje wiate. Jedno ze wiate tych, bkitne od pogodnych 
obokw i zociste od soca, wnikao tam przez otwarte okna, drugie, jaskrawe, race, 
dymne, buchao z komina, na ktrym palio si szeroko rozniecone pomi. 
U komina, na pododze okrytej grub warstw brudu, siedzia nieodstpny ucze i suga 
rabina  meamed nad meamedami, pobony i mdry reb Mosze. W grubej koszuli swej, 
opasany powrozem, siedzia on na nagich swych pitach i przykadajc coraz drewek do 
ognia sypa garcie zi suchych do wody gotujce si w kilku garnkach. Zajty czynnoci 
t, jak si zdawao, aptekarsk, peni on take urzd wonego. Wywoywa spomidzy ludu 
znajdujcego si w izbie i sionkach tych, na ktrych, wedug mniemania i woli jego, 
przypadaa kolej zblienia si ku mistrzowi. 
Teraz wycign on gruby, ciemny swj palec ku cisncym si do ciany ludzkim 
postaciom i ochrypym gosem zawoa: 
 Szymszel, arendarz! 
Wezwany, noszcy przeinaczone i zepsute z biegiem czasu imi Samsona, w najmniejszej 
mierze nie przypomina powierzchownoci sw imiennika swego, poetycznego bohatera i 
126 
potnego atlety Biblii. May, suchy, ognicie rudy, wysun si on z tumu i stanwszy na 
rodku izby pochyli bia, piegowat twarz sw a prawie do samej ziemi. 
 Pozdrawiajcy mdrca pozdrawia wspaniao Przedwiecznego!  zawoa jkliwym, 
drcym gosem. 
Nie tylko zreszt gos jego dra, ale dray mu take rce i ramiona, a gdy podnis nieco 
twarz sw, bkitne renice jego obiega poczy izb z niepokojem i zmieszaniem bliskim 
obdu. 
Izaak Todros siedzia jak skamieniay. Oczy tylko jego utkwiy w przeraon twarz 
stojcego przed nim ryego czowieczka i po chwili dopiero, gdy czowieczek ten w 
przeraeniu swym do sowa przyj nie mogc milcza cigle, mdrzec wydoby z siebie 
dwik gardowo  nosowy i przecigle zawoa: 
 Nuu! 
Szymszel podnis ramiona i ze wsunit w nie gow mwi zacz: 
 Nassi! niech wiato twoja owieci ciemnoci moje! Rabbi! ja wielki grzech 
popeniem i serce moje dry od strachu, kiedy usta moje przed tob grzech ten opowiedzie 
maj! Nassi! ja jestem bardzo nieszczliwy czowiek... ona moja, Ryfka, zgubia dusz 
moj na wieki i chyba ty, rabbi, nauczysz mi, jak ja j teraz od wielkiego grzechu tego 
oczyci mam! 
Zajkn si tu pokorny pokutnik i po chwili dopiero zebra si na odwag i siy nowe. 
 Nassi! ja i ona moja, Ryfka, i dzieci nasze siedlimy przeszego pitku do satabowej 
uczty. Na jednym stole staa u nas misa z misem, a na drugim stole sta garnek z mlekiem, 
ktre ona moja, Ryfka, dla najmniejszych dzieci naszych zgotowaa. Moja ona, Ryfka, 
czerpaa mleko z garnka i yk nalewaa je najmniejszym dzieciom na miski. A kiedy ona to 
robia, u niej raz rka zatrzsa si i kropla mleka z yki upada na te miso, co byo w 
misie... Aj! waj! gupia kobieta! co ona zrobia! Ona miso strefia i zrobia je nieczystym... 
Znowu utkn w mowie swej trwoliwy Samson, a mdrzec bez najlejszego poruszenia w 
postawie lub mrugnicia okiem zapyta: 
 Nu, a co ty z misem zrobie? 
Zapytany gow sw znowu bardzo nisko pochyli i nie zmieniajc postawy tej wyjka: 
 Rabbi! ja z niego jadem, i ona moja, i dzieci moje z niego jady! 
Tym razem z pomiennych oczu Todrosa posypay si iskry. 
 A dlaczego ty nieczystoci tej na mietnisko nie wyrzuci?  krzykn.  Dlaczego ty 
obrzydliwoci t usta swoje i dzieci swoich zanieczyci? 
Po chwili milczenia gos pokorny, drcy, po ziemi jakby czogajcy si odpowiedzia: 
 Nassi! ja biedny bardzo jestem, lich karczm w arendzie trzymam i zarobku w niej mam 
niewiele! A u mnie w domu szecioro dzieci jest i ojciec stary, ktry przy mnie mieszka, i 
dwoje wnukw sierot, ktrym ojciec i matka odumarli! Rabbi! mnie trudno bardzo wyywi 
siebie i famili moj i my raz w tydzie tylko, w wity wieczr sabatu, miso jemy! 
Koszerne miso drogie... wic ja go kadego pitku trzy funty kupuj, a z tych trzech funtw 
jedenacioro nas je i siy swoje wzmacnia! Rabbi! Wiedziaem ja, e przez cay tydzie my 
ju nic do ust naszych nie woym prcz chleba, cebuli i ogrkw... to ja tego misa 
poaowaem i cho na nim bya kropla mleka, jadem z niego i je z niego pozwoliem 
familii mojej... 
W ten sposb ali si i obwinia zarazem mizerny Samson, a mistrz sucha go z 
nachmurzonym i gronym obliczem. 
Potem mwi zacz. Mwi z gniewem i oburzeniem zrazu, a jednak nieruchomy i 
sztywny pozosta. Szyj tylko ku wylkemu i upokorzonemu Szymszelowi wycigajc wpija 
we coraz ognistsze i groniejsze wejrzenie. Dugo, obszernie i subtelnie tumaczy, skd 
pochodzi zakaz mieszania potraw misnych z mlecznymi, co o zakazie tym pisali rni 
tanaici i rabini wielcy i jak pisanie ich tumaczyli, objaniali i komentowali pniejsi 
127 
niezliczeni nastpcy ich; jak wielkim przestpc jest czowiek taki, ktry z zakazem tym 
rozmijajc si, do ust swych wkada mie ks misa, na ktry upada kropla mleka. 
 Grzech twj ogromnym jest w obliczu Pana!  zagrzmia na koniec ku stojcemu wci 
w kornej postawie pokutnikowi.  Ty dla akomstwa swego zerwae przymierze, ktre 
Jehowa zawar z wybranym ludem swoim, przekroczye jedno z szeciuset trzynastu 
przykaza, ktre spenia powinien kady prawy Izraelita, i zasuye na to, aby na ciebie 
spado przeklestwo, ktrym Elizeusz przekl przeladujce go chopita i ktrym Jozue 
Nawin przeklina miasto Jerychon! Ale za to, e ciao tylko twoje zgrzeszyo, a dusza 
pozostaa wierzca w wito zakazu jedzenia misa z mlekiem, i za to, e ty z wielkim 
alem do mnie przyszede i przede mn upokorzye si, ja ci ten ogromny grzech twj 
przebaczam i tylko rozkazuj, ebycie, ty i ona twoja, i dzieci twoje, przez cztery tygodnie 
ani misem, ani mlekiem cia swoich nie karmili, a pienidze, ktre wydajecie na miso i 
mleko, ubogim rozdali. A kiedy cztery tygodnie przejd, dusze wasze oczyszczone zostan z 
wielkiego plugastwa, ktre na nich osiado, i bdziecie y w pokoju i pobonoci razem ze 
wszystkimi brami Izraelitami. Woajcie: Niech si tak stanie! 
 Niech si tak stanie!  zabrzmiay chrem gosy tych, ktrzy znajdowali si w izdebce, i 
tych, ktrzy napeniali sionk, i tych jeszcze, ktrzy toczc si dokoa lepianki chciwymi 
oczami zagldali do wntrza jej przez otwarte okno. 
May, rudy Samson, oswobodzony od ciaru toczcego mu sumienie w sposb 
straszliwy, chocia z innej strony obarczony pokut czterotygodniowego postu, majcego do 
ostatecznoci obostrzyc i tak ju wieczny post wszystkich dni jego, ze zami rozrzewnienia w 
oczach, z dzikczynnym szeptem na ustach cofn si ku sionce i znikn w napeniajcym j 
tumie. 
Wtedy reb Mosze wycign znowu ku stojcym pod cian ludziom wskazujcy palec i 
zawoa: 
 Reb Gerszon, meamed! 
Na woanie to z tumu wypyn czowiek krpy i zgarbiony, z czarnym wosem 
rozrzuconym w nieadzie na wielkiej, schylonej gowie, z twarz chmurn i zaduman. By to 
kolega reb Mosza, umysowy przewodnik izraelskiej dziatwy, w miasteczku blisko Szybowa 
pooonym yjcy i nauczajcy. Stan on na rodku izby z grub ksig rozwart w obu 
rkach i wedug zwyczaju pozdrowiwszy mistrza zacz w te sowa: 
 Rabbi! dusza moja znalaza si dwa dni temu w wielkim kopocie. Bachory moje czytay 
w witej ksidze, e wieczorne szemy odmawia rozkazanym jest do koca pierwszej stray. 
Nu! zapytay mi bachory moje  a co to takiego pierwsza stra? Kto przed kim i gdzie i 
gdzie t stra trzyma? Jak oni tak zapytali si, usta moje oniemiay. A dlaczego one 
oniemiay? Dlatego, e ja nie wiedziaem, co im odpowiedzie mam. Do ciebie, rabbi, 
przyszedem, eby na ciemny rozum mj spyn promie twojej mdroci. Powiedz ty mi, 
rabbi, jakie to strae s, wedug ktrych Izraelita kady mierzy powinien dugo modlenia 
si swego, gdzie i przed kim one stra trzymaj i co ja o tym powiedzie mam bachorom 
moim? 
Chmurny, zgarbiony czowiek mwi przesta, a zgromadzenie cae z ciekawoci 
nadzwyczajn wlepiao oczy w zapytywanego mdrca i odpowiedzi jego czekao. Odpowied 
ta daa si sysze wkrtce. Nie zmieniajc postawy swej, sztywnie naprzd podanej, 
najlejszego nie czynic poruszenia Izaak Todros mwi zacz: 
 A jakie mog by strae te, o ktre ty mi zapytujesz? Anielskie to s strae. A gdzie 
anioowie strae te trzymaj? W niebie je one trzymaj. A przed kim one je trzymaj? 
Trzymaj je one przed tronem Przedwiecznego! Kiedy dzie koczy si i mrok zapada, 
anioowie dziel si na trzy wielkie chry. Pierwszy chr staje u tronu Przedwiecznego i stra 
przed Nim trzyma a do pnocy, i wtedy jest pora odmawiania modlitw wieczornych. Drugi 
chr przychodzi o pnocy i trzyma stra a do witu, a o wicie, kiedy kolor biay od koloru 
128 
bladobkitnego odrni mona., przychodzi chr trzeci i stra przed Tronem 
Przedwiecznego trzyma zaczyna. Wtedy jest pora modlitw porannych... 
Umilk mdrzec. W tumie ozway si ciche cmokania i sykania objawiajce rado i 
zachwyt. Gerszon meamed jednak nie rusza si jeszcze z miejsca swego. Ze wzrokiem 
wlepionym w cik rozwart ksig ozwa si on znowu: 
 Rabbi! spu na ciemny rozum mj jeden jeszcze promie swojej mdroci i rozprosz 
nim wtpienie, ktre ogarno dusz moj... Blisko miasteczka, w ktrym ja yj, jest dwr 
bogatego jednego pana. Do dworu tego chodz czasem niektre bachory moje i rne rzeczy 
tam sysz. Raz jeden bachr mj wrciwszy ze dworu opowiada w miasteczku, e sysza, 
jak we dworze mwion, skd pochodzi grzmot. Mwiono tam, e grzmot wylatuje z nieba 
wtedy, jak dwie chmury spotkaj si ze sob i wypuszcz z siebie si jak, ktra nazywa si 
e l e k   y  z  o  . Ja o takiej sile nigdy nie syszaem i nie wiem, czy to prawda, e ona 
jest na wiecie i e z niej wielkie grzmoty powstaj... 
W czasie mowy tej Gerszona nieruchomy dotd mdrzec uczyni par niecierpliwych 
porusze, a po wargach jego, wskich i surowych, przesuny si szyderskie umiechy. 
 To nieprawda!  zawoa.  Takiej siy na wiecie nie ma i z niej nie powstaj grzmoty. 
Kiedy Izraelici mieszkali w Palestynie, a witynia Salomonowa wznosia si na grze 
Syjonu byszczca caa od diamentw i zota, grzmotw na wiecie nie byo. Ale kiedy 
rzymski cesarz8 wityni zburzy i lud izraelski rozproszy si po caej ziemi, na wiecie 
rykn pierwszy grzmot. A skd on pochodzi? On pochodzi z piersi samego Boga, ktry nad 
gruzami wityni swojej i nad niedol swojego ludu gono zapaka. I teraz Pan Bg czsto 
po wspaniaoci wityni swej i po minionym szczciu ludu swego pacze, a kiedy On 
zapacze, to kanie Jego rozchodzi si po caym wiecie wielkim grzmotem, a zy Jego padaj 
do morza i takie s ogromne, e morze od nich wzbiera i podnosi ziemi, ktra trzsie si i 
ognie z siebie wypuszcza. Oto powiedziaem ci, skd powstaj grzmoty i te wielkie trzsienia, 
ktre ziemia znosi. Id w pokoju i nauczaj bachorw swoich sw, ktre ode mnie usyszae! 
Z kornym pokonem i dzikczynnymi wyrazami oddali si i w tum wpyn ponury 
meamed z wielk sw ksig w rkach, a w tej samej chwili kdy pod sam cian gono 
zapakao dzieci. 
Reb Mosze zawoa: 
 Chaim, pachciarz z Kamionki, i ona jego, Maka... 
Z tumu wyszli mczyzna i niewiasta. Oboje mieli twarze zbolae i zlknione, niewiasta 
na rku swym niosa blade, wyndzniae dzieci. Rzucili si do kolan mdrca i wycigajc 
do owinite w bezbarwne szmaty, z cicha paczce dziecko bagali go, aby udzieli lekw na 
trapic ich z dawna chorob syna. Todros pochyli si nad drobn, blad twarzyczk i wpi w 
ni bystre, uwane spojrzenie. Reb Mosze za, u komina siedzc, wlepi wzrok w mistrza i 
mieszajc yk gotujce si w garnkach zioa oczekiwa jego rozkazw. 
W ten sposb dugo i z kolei zbliali si do uwielbionego mdrca, nauczyciela, lekarza i 
niemal proroka swego ludzie najrniejsi, zadajcy mu i z noszcy do najrniejsze pytania i 
proby. By tam pomidzy innymi strapiony maonek jaki, ktry wiodc ze sob on sw 
mod i ho prosi wielkiego rabina, aby uczyni nad ni rodzaj p   b y b o  e j za 
porednictwem tak zwanej w o d y z a z d  o   i, po wypiciu ktrej niewiasta podejrzana o 
niewierno maesk umrze musi natychmiast, jeli jest winn, a zdwojon piknoci i 
zdrowiem rozkwitnie, jeli podejrzewano j niesusznie. Kto inny zapytywa, co czyni 
trzeba, jeeli pora modlenia si zaskoczy czowieka w podry, a on ku wschodowi twarzy 
swej obrci nie moe, tak jak przykazanym jest, bo ze strony tej wiatr wielki wielk chmur 
kurzawy w oczy mu niesie. Znaczna te bya ilo takich, ktrzy, skarc si, paczc i 
biadajc nad ndzn dol swoj, bagali mdrca, aby proroczym okiem swym rzuci w 
8 Tytus (Titus Flavius Vespasianus, panowa 79-81 . .e.) w . 70 .e. zburzy Jerozolim i wityni 
jerozolimsk (przyp. red.) 
129 
przyszo i oznajmi: rycholi nadejdzie radosny dzie Mesjaszowy, dzie wyzwolenia, 
spoczynku i obfitoci? 
Wikszo jednak ludzi zgromadzonych w chatce i dokoa niej niczego nie daa, 
adnych nie zanosia prb i nie zadawaa pyta, lecz przybya tu, staa i dusia si w 
ciasnoci niezmiernej dlatego tylko, aeby mc odetchn tym samym powietrzem, ktrym 
oddychaa pier uwielbionego mdrca, napoi uszy swe sowa wychodzcymi z ust jego, a 
oczy wiatoci bijc z jego oblicza. 
Wida te byo, e Izaak Todros czu i rozumia wysoko stanowiska swego. Sprawowa 
on czynnoci swe z powag niezachwian, z niezmordowan gorliwoci i cierpliwoci 
niezmcon. Gromi, objania, tumaczy, opowiada, pokuty zadawa, lekw udziela, 
postawy swej nieruchomej ani na chwil nie zmieniajc i wpija tylko w twarze zbliajcych 
si do ludzi oczy swe surowe lub zadumane. Par razy, gdy w izdebce rozlegy si 
najaoniejsze skargi i proby o prorocze przepowiedzenie dnia Mesjaszowego, czarne te jak 
noc i pomienne jak namitno oczy zawieciy wilgotn powok. Kocha zna lud ten, 
ktrego aoliwe zwierzenia i jki z obleway mu surow renic. Chwilami te bujne 
krople potu spyway po tym czole jego, a pier strudzona dugim mwieniem z trudnoci 
oddycha zaczynaa. Podartym rkawem odziey ociera pot z czoa, wzmaga si na siy 
nowe i wid dalej dzieo nauczania, karcenia i pocieszania ludu. Pracowa ciko myl, 
pamici, wyobrani i piersi, z gbokim poczuciem obowizku, z arliw wiar w 
zbawienno i wito trudu swego, z najwysz bezinteresownoci czowieka, ktry nie 
potrzebowa dla siebie nic prcz czarnej lepianki odziedziczonej po przodkach, szczupej 
strawy codziennej, dostarczanej mu rkami wiernych, i tej lichej, brudnej, podartej odziey, 
ktra od dziesitka lat ju moe osaniaa chude ciao jego. 
Przez synagogalny dziedziniec tymczasem przechodzi czowiek pieszcy si widocznie i 
kogo w tumie szukajcy. By to Ber, zi Saula. Przejrza on bacznie mnogie twarze ludzi 
otaczajcych lepiank rabina, wpar si do natoczonej sionki i dostrzegszy na koniec 
stojcego w progu izby Meira pocign go za rkaw od surduta. 
Mody czowiek obudzony z oowianej zadumy, ktra pograa go w nieruchomo 
kamienn, obejrza si i zamylonym wzrokiem spojrza na stojcego za nim krewnego. 
 Chod std  szepn mu Ber do ucha. 
 Ja nie mog std i  rwnie cicho odpowiedzia Meir.  Ja mam wany interes do 
rabina i czeka tu bd, a ludzie ci wszyscy rozejd si, aeby z nim pomwi... 
 Chod!  powtrzy Ber i uj za rami opornego modzieca. 
Meir targn si niecierpliwie, ale Ber powtrzy raz jeszcze: 
 Chod! jeeli zechcesz, przyjdziesz potem, jak ci ludzie rozejd si... ale ja wiem, e nie 
zechcesz... 
Wyszli obaj z natoczonej chaty. Ber piesznie idc i milczc wid towarzysza swego w 
oddalon stron obszernego podwrza, kdy panowaa samotno zupena. Tu cian bet  ha 
 midraszu zakryci przed tumem kupczcym na rynku i w znacznym oddaleniu od tego 
drugiego tumu, ktry oblega chat rabina, pewnymi by mogli, e nikt rozmowy ich nie 
podsucha. 
Meir opar si plecami o cian budowy, Ber stan przed nimi i milczc jeszcze wpatrywa 
si we przez chwil. 
Powierzchowno Bera bya jedn z tych, okoo ktrych miliony ludzi obojtnych przej 
by mogy nie zauwaywszy jej nawet, lecz w ktrej oko bacznego i mylcego czowieka 
odkrywao cechy zaciekawiajce i ciekawoci godne. Czterdziestoletni, szczupy, ze starann 
czystoci, jakkolwiek ze cis te wiernoci starym przepisom i zwyczajom obrany, z 
rzadka jasnopowym zarostem i jasnymi, mikkimi wosy, nosi on na twarzy swej bladawej i 
delikatnie zarysowanej wyraz szczeglnego zobojtnienia jakiego, lenistwa i sennoci, ktre 
znikay i ustpoway przed ruchliwym, nerwowym oywieniem wtedy tylko, gdy rzecz sza o 
130 
kombinacje i dziaania interesowne. Poza zobojtnieniem jednak i sennoci baczne oko 
odkry by mogo utajone, spodnie niby, warstwy uczu i charakteru. Byo co 
marzycielskiego i cierpicego zarazem w oczach jego, wielkich, szeroko rozwartych, o 
bkitnej renicy obleczonej szklist powok. Tsknoty jakie zaznane i stumione przemoc, 
pragnienia jakie nie zaspokojone i w gbiny piersi zepchnite maloway si w zarysie warg 
jego cienkich, pojtnych i noszcych na sobie pitno kamiennej jakby rezygnacji. Niekiedy na 
czole biaym i gadkim powstaway mu dwie poprzeczne bruzdy. Wywoyway je moe 
wspomnienia jakie odlege, lecz wiecznie bolce, bo w chwili, w ktrej zjawiay si, Ber 
dotyka doni piersi swej i krtkie, urywane westchnienie podnosio mu ramiona. Wida 
byo, e w przeszoci czowieka tego odegra si kiedy dramat cichy, nikomu w caej swej 
peni nie znany, lecz ktrego rozwizanie, pograjc w senno wol i myl jego, w piersi 
mu pozostawio wiecznie zamierajce i wiecznie odradzajce si echa... 
Teraz sta naprzeciw modzieca, ktrego przemoc prawie wyprowadzi z tumu, i dugo 
wpatrywa si mu w twarz szklistym swym, cierpicym okiem. 
 Meir!  rzek na koniec  dziad twj, Saul, mia godzin temu dug rozmow z synem 
swoim, Abramem. On goci swoich porzuci, aeby z nim rozmawia, i mnie rozmowy tej 
sucha kaza, bo chcia, eby sowa z ust jego wychodzce i suchajce ich sumienie syna 
jego wiadka we mnie miay. Bd ju spokojny, Meir. Stryj twj do wielkiego grzechu tego i 
wstydu, ktre niezadugo stan si, nalee nie bdzie... 
 Stan si!  z uniesieniem przerwa Meir.  One nie stan si! ja tak zrobi, e one nie 
stan si! 
Umiech, niewesoy wcale, przelecia po ustach Bera. 
 Ty tak zrobisz?  zamia si z cicha.  A jak ty to zrobisz? Ja domyliem si, e ty 
rabinowi o tym mwi chcesz, i szukaem ciebie, eby ostrzec ci i nieszczcie od gowy 
twojej odwrci. Ty mylae sobie, e jak ty rabinowi cay interes rozpowiesz, on zaraz 
zerwie si i krzyknie, aby nikt brzydkiej rzeczy takiej robi nie mia. Jeeliby on tak zrobi, 
wszyscy byliby mu posuszni, to jest prawda  ale on tego nie zrobi... 
 Dlaczego on tego nie zrobi?  zawoa Meir. 
 Dlatego, e on na interesach takich nie zna si  odpar Ber. 
Umiechn si znowu i mwi dalej: 
 eby ty jego spyta si, jakie jedzenie czyste jest, a jakie nieczyste, czy w sabat mona 
wiec objania i chustk do nosa biodra swoje opasywa, czy siadajc do jedzenia 
bogosawi trzeba pierwej wino albo chleb, albo eby ty jego zapyta si, jak dusze ludzkie 
przechodz z ciaa do ciaa i wiele Jehowa wypuci z siebie sefirotw, i jak te sefiroty 
nazywaj si, i jak ukada trzeba litery imion boskich, eby z nich sowa wielkich tajemnic 
uoyy si, i kiedy nadejdzie dzie Mesjaszowy, i co w tym dniu dzia si bdzie  on na te 
wszystkie zapytania twoje znalazby odpowiedzi dugie i uczone. Ale jak ty jemu opowiada 
zaczniesz o gorzelniach, podatkach, o dworach paskich i tych zamiarach, ktre na nie li 
ludzie maj, on wytrzeszczy na ciebie oczy i bdzie ciebie suchaj, jak sucha czowiek 
guchy, bo on wszystkiego tego nie rozumie i dla niego za ksigami tymi, z ktrych on 
mdro swoj czerpie, cay wiat jest jako pustynia okryta ciemn noc!... 
Meir pochyli gow. 
 Ja czuj, e ty prawd mwisz  rzek  a jednak, ebym ja zapyta si jego: Czy wolno 
jest dla wasnej korzyci krzywdzi niewinnego czowieka? 
Ber odpowiedzai: 
 On by ciebie zapyta si: A kto jest ten niewinny czowiek  Izraelita czy edomita? 
 Edomita!  echowym gosem powtrzy Meir. 
Spojrza w gr, jakby namyla si, wzruszy ramionami, jakby czemu dziwi si 
wewntrznie, a potem zatopi wzrok w twarzy Bera. 
 Ber!  wyrzek  czy ty edomitw nienawidzisz? 
131 
Zapytany wstrzsn przeczco gow. 
 Nienawi przykra jest sercu  odpowiedzia.  Kiedy... jak ja mody byem... ja 
chciaem nawet pj do nich i zawoa: Ratujcie! Teraz ja kontent jestem, e nie zrobiem 
tego i ze swoimi zostaem, ale nienawici adnej w sercu moim dla nich nie mam... 
 I ja nie mam  ywo potwierdzi Meir.  A czy ty mylisz  zapyta  e Kamionker ich 
nienawidzi? 
 Nie  zaprzeczy Ber  on tylko doi ich jak krowy i ma dla nich wzgard za to, e oni 
interesw swoich nie pilnuj i pozwalaj, eby on ich oszukiwa. 
 A Todros czy ich nienawidzi?  zapyta jeszcze Meir. 
 Tak  energiczniej ni kiedy potwierdzi Ber.  Todros ich nienawidzi. A dlaczego on ich 
nienawidzi? Bo on nie yje w tym samym czasie, co my wszyscy... on yje cigle w tym 
czasie, w ktrym rzymski cesarz wityni jerozolimsk zburzy i lud izraelski z Palestyny 
wygna i w ktrym ydw palili na stosach i po caej ziemi gnali. On oddycha, je i chodzi 
teraz, ale myli i czuje tak, jak gdyby y dwa tysice i tysic lat temu. On nic nie wie o tym, 
e od mierci przodka jego, Todrosa, co z Hiszpanii tu przyby, mnstwo lat upyno cigle, 
jak wielka i bystra rzeka, i e na tej rzece przypywali mdrzy i dobrzy ludzie przynoszcy 
wiatu mdre i dobre rzeczy, i e od tego dalekiego czasu wiat zmieni si, a ludzie, ktrzy 
nienawidzili i przeladowali jeden drugiego, rk sobie do zgody podali... On nic nie wie, co 
na wiecie dzieje si... Nu! jak on ma wiedzie? On od urodzenia swego nigdy z Szybowa nie 
wyjeda, a oczy jego nie widziay innej ksiki, jak te, ktre mu po dziadach, pradziadach 
zostay, i adnego czowieka z innego narodu, jak tylko z jednego narodu izraelskiego... 
Meir sucha i gow z lekka wstrzsa, jakby w myli swej potwierdza sowa towarzysza. 
 To mnie nie ma po co do niego i...  rzek po chwili namysu. 
 Ja dlatego szukaem ci, aeby ci to powiedzie  odpar Ber.  On nie zabroni 
Kamionkerowi krzywdzi Kamioskiego dziedzica, bo jemu bdzie zdawa si, e Kamioski 
dziedzic pochodzi z narodu Idumejczykw, ktry wojowa z Jozuem, albo z narodu 
rzymskiego, ktry bawanom kania si i wityni jerozolimsk zburzy, albo z narodu 
hiszpaskiego, ktry piset lat temu bardzo ydw udrcza... On nawet z tob rozmawia 
nie zechce, bo ty w jego oczach kofrimem, niedowiarkiem jeste, i on do tego na czasu na 
gowie twojej rozgniewanej rki swej nie opiera przez uwaanie tylko dla wielkiej familii 
twojej i tej mioci, ktr lud dla dziada twego, Saula, ma. Ale eby ty Kamionkera przed 
nim oskary, Kamionker popchnby jego do zemsty nad tob, tak jak go ju popycha reb 
Mosze. Meir! bd ty ostrony! zguba twoja niedaleko! uciekaj ty od niej! 
Meir na przestrog t nic nie odpowiedzia. 
 Ber!  wymwi  ja temu sam bardzo dziwuj si, ale mnie si zdaje, e w czowieku 
tym, gupim, zym i mciwym, mieszka wielka dusza... On bardzo cierpliwy, dni i noce siedzi 
nad ksigami swymi... On litociwy! Oczy jego zami zachodz, jak przed nim ludzie biedni 
skar si i pacz... On wszystkim do siebie przystp daje, naucza i pociesza kadego... dla 
siebie nic nie chce i tak mocno... Ber! on tak mocno wierzy... 
Suchajc tych sw Ber umiecha si i szklistym wzrokiem swym spoglda ku obokom. 
 Ty, Meir, tak o rabinie mwisz  odpar z wolna  a co ty powiesz o tym biednym 
narodzie, ktrego ciao wyscho od godu, a gowy od kopotw bolce i od pogardy, co na 
niego przez dwa tysice lat pada, nisko pochylone, a ktry, jak spragniony do zdroju, biegnie 
do rzeki mdroci, eby z niej pi? Ty nie pytaj si o to, czy mdro ta prawdziwa jest albo 
faszywa, ale ty patrz na to, jak on w brudzie, w ndzy, w maych, lichych interesach yjc 
mdroci tej pragnie... i jak on mdrcw swoich czci, a tego, co za wite przykazanie ma, 
wiernie trzyma si. Czy tobie zdaje si, e nard ten, gupi i chciwy, i brudny, wielk ma w 
sobie dusz? 
Meir podnis gow. Rumieniec opyn mu czoo, jak zwykle, gdy bywa wzruszonym. 
132 
 Izrael wielk dusz ma w sobie i ja jego kocham nad spokojno moj, nad szczcie 
moje i nad ycie moje... Nu!... 
Tu zatrzyma si przez chwil, porywczym gestem pochwyci rami Bera i zawoa: 
 I ja wiem, czego Todrosowi brakuje, eby on ze swoj wielk dusz wielkim 
czowiekiem by, i czego ludowi izraelskiemu brakuje, aeby on wielko swoj przed 
wiatem pokaza... Trzeba, aeby myli ich i pamici wyszy z tych dawnych czasw, w 
ktrych one zawsze mieszkaj, a zamieszkay w nowych czasach, co teraz na wiat 
przypyny, i trzeba, eby o gowy ich uderzy skrzydami swymi Sar  ha  Olam, ten anio 
poznania, ktry jest ksiciem wiata! 
Kiedy mody czowiek, z czoem i wzrokiem w ogniu, sowa te wymwi, Ber wpatrywa 
si w niego gbokim, radosnym i zarazem smutnym spojrzeniem. 
Po chwili odezwa si: 
 Kiedy ja na ciebie patrz, Meir, i kiedy ja ciebie sucham, mnie si zdaje, e ja widz 
siebie samego... wtedy, kiedy mi tyle lat byo, ile tobie jest teraz... Ja take, tak jak ty teraz, 
gniewaem si bardzo i smuciem si... ja take chciaem... 
Umilk i dotkn doni piersi, bo na czole powstay mu owe dwie gbokie zmarszczki, a 
renice jego zza szklistej swej powoki spojrzay kdy daleko... w wiat czy w przeszo... 
W ten sposb rozmawiali ze sob dwaj ci ludzie, jeden o cian bet-midraszu wsparty, 
drugi blisko przed nim stojcy. Rozmawiali z oywieniem, z gwatownymi niekiedy gestami. 
Meira oczy pomienne byy, a twarz blad, Bera czoo fadowao si zmarszczkami, a wargi 
dray lekko. I ktokolwiek by z ludzi obcych wiatu temu, rd ktrego yli, czuli i myleli 
oni patrza teraz na nich, a tre rozmowy ich odgadywa chcia, rzekby: Kupuj, sprzedaj, 
targuj si, o handlu mwi! Albo ludzie tacy, jak oni, o czym innym myle, mwi, nad 
czym innym cierpie mog? 
Mog. Myl, mwi, cierpi, tylko nikt w mowy ich nie wsuchuje si, myli nie rozumie, 
cierpie odgadn nie pragnie. Morze to jest ogromne i tajemnicze, nie badane przez tych 
nawet, ktrzy w nim ton! 
 Chod do domu!  rzek do towarzysza swego.  Dziad twj, Saul, wkrtce z gomi 
swymi do stou zasidzie i rozgniewa si, jeeli ciebie tam nie zobaczy. I tak ju wielka burza 
nad gow twoj wisi. Hana Witebska odniosa prezenty zarczynowe, ktre dziad od ciebie 
crce jej posa, nagadaa jemu przy gociach wiele nieprzyjemnoci i zarczyny zerwaa. 
Meir uczyni niedbay ruch rk. 
 Ja tego chciaem  rzek  dziada ja przeprosz... Moja gowa tym tylko zajta, do kogo 
mnie teraz i... 
Ber z rodzajem zdziwienia spojrza na mwicego. 
 Jaki ty uparty jeste!  zauway. 
Zmierzali ju teraz obaj ku bramie podwrza. Ber stan nagle. 
 Meir!  rzek  ty tylko do urzdnikw nie id! 
Meir powid doni po czole. 
 Ja poszedbym do nich  rzek  ale mnie strach zdejmuje! Jeeli prawd wykryj, to 
Kamionkera srogo kara bd, a z Kamionkerem i tych nieszczliwych ludzi, ktrych on 
skusi... Biedni ludzie! gupi ludzie! Ja ich auj... 
Umilk nagle i wpatrzy si w punkt jeden. Rynkiem, na wp ju opustoszaym, 
przejedaa zgrabna najtyczanka czterema dzielnymi komi cignita, a na niej siedzia 
mczyzna mody, przystojny, w wykwintnym ubraniu. 
Meir wskaza palcem najtyczank, ktra zatrzymaa si przed domostwem Kamionkera, i z 
oczami szeroko rozwartymi od myli jakiej, ktra mu nagle w gowie zawrzaa, drcym 
gosem zawoa: 
 Ber! czy ty widzisz? to dziedzic Kamioski! 
133 
* 
Soce zbliao si ku zachodowi, kiedy na ganku domostwa Ezofowiczw ukazaa si 
gromadka ludzi ywo, uprzejmie i wesoo z sob rozmawiajcych. Byli to dzisiejsi gocie 
Saula, ktrzy uczstowani przy gocinnym stole jego ucinieniami rk egnali stojcego 
pord nich starca, za ask, ktr okaza on im, dzikowali i z kolei po dwch lub trzech na 
oczekujce ich wozy siadajc, dugo jeszcze zwracali si twarzami ku stojcym na ganku 
gospodarzom opuszczanego przez nich domu. 
W bawialnej izbie niewiasty domowe z pomoc dziewek suebnych sprztay z dugiego 
stou liczne naczynia stoowe, choway do szaf resztki pozostaych jade i napojw i zwijay 
starannie grub, lecz dostatni i czyst bielizn. 
Na rynku tymczasem targ mia si ku kocowi; przerzedzona znaczna ilo wozw i ludzi 
zajmowaa jeszcze pewn cz przestrzeni, ale zmniejszaa si z kad chwil. W zamian, 
dwa czy trzy domostwa zajezdne znajdujce si tu przy placu wrzay gwarem i haasem. 
Ciemne, przepaciste sienie domostw tych natoczone byy wozami i komi wieniakw, 
ktrzy pili, taczyli, kcili si i bawili w wielkich szynkowniach. 
W szynkowni Kamionkera najtumniej byo i najhaaliwiej. Nie dziw. Obrotny handlarz 
trzyma w dzierawie kilka okolicznych gorzelni i kilkanacie karczem, kierowa czynnoci i 
rozporzdza losami caej armii swoich znowu dzierawcw i szynkarzy. Kilkudziesiciu 
ludzi podobnych Samsonowi owemu, ktry raz w tydzie kupowa trzy funty misa, a 
jedenacie osb famili jego skadajcych jado z nich i siy swoje wzmacniao (Samsonowe 
icie musiay by siy te!), kilkudziesiciu tedy biedakw takich zostao w zupenej od 
Kamionkera zalenoci. Wspaniaomylnym wadc nie by on dla nich, oni te nawzajem 
wspaniaomylnymi nie byli dla tych tumw wieniaczych, ktre topiy rozum swj i 
dobrobyt swych rodzin w rozlewanym rkami ich morzu alkoholu. W ten wic sposb 
Kamionker trzyma w rku swym losy setek, tysicy moe rodzin wieniaczych, ktrych [to 
rk] nicie obmotyway rozdwojone u kocw kredki dzierawcw jego i szynkarzy, z kolei 
oczekujcych od przedsibiorcy gwnego polepszenia albo ostatecznego zniweczenia 
ndznych swych, brudnych, mozolnych istnie. 
Nic wic dziwnego, e dokoa domostwa Kamionkera cisn si tum najwikszy wozw i 
koni, a w szynkowni jego pia i haasowaa najwiksza ilo wieniakw. Kamionker przecie 
nie ukazywa si tumowi temu i sam go nie ugaszcza. Gospodarowaa tam ona jego, Jenta, 
rozstawiajc na stoach dzbany, butelki i czarki, a dopomagay jej dwie brzydkie, barczyste 
crki jej, sprzedajce u koca jednego ze stow obwarzanki, chay i ledzie. I ktokolwiek by 
patrza wtedy na posta Jenty, chud, podan naprzd, obleczon w lun, spowia sukni, i 
na twarz jej uwid, zgorzknia, to odbijajc od sterczcej u rudego czepka czerwonej 
ry, ktokolwiek by widzia posta t i twarz, leniwo przesuwajce si w atmosferze dusznej 
od tumnych oddechw ludzkich i odurzajcej wyziewami alkoholicznych napojw, 
przypuci nie mgby, e bya to ona handlarza i przedsibiorcy na wielk skal, waciciela 
jednej z najwikszych w prowincji fortun pieninych. 
Trudno by te byo odgadn przedsibiorc na wielk skal i posiadacza kapitaw 
znacznych w rudym, maym czowieku, ktry w wyszarzanym, dugim a do ziemi surducie, 
z szyj ukryt w zwojach czerwonawej chusty, ta teraz w jednym z gocinnych pokojw 
domu swego, o kilka krokw zaledwie od progu. 
By to ten pokj wanie, w ktrym wietniay te, odwieczne sprzty z podartym i 
brudnym obiciem, a take stojce na oknach w glinianych wazonach czarne i karowate 
monstra rolinne. 
134 
Reb Jankiel Kamionker sta o kilka krokw od progu, a go jego, dziedzic Kamioski, 
siedzia na tym fotelu, palc cygaro i p artobliwym, p zamylonym wzrokiem 
spogldajc na reba Jankla. 
Mody pan by wysoki, susznej i silnej postaci; ciemne wosy mia nad otwartym czoem, 
a na caej twarzy, delikatnej, cho pozoconej z lekka od skwarw letnich, wyraz agodny, 
troch dobroduszny i do mylcy. 
Wesoa artobliwo, ktra od chwili do chwili wiecia w szafirowych oczach szlachcica, 
obudzan zna bya widokiem niepozornej postaci, piegowatej twarzy i dugich, ognistych 
pejsw reba Jankla. Zamyla si za on chwilami dlatego zapewne, e niepozorny rebe z 
dugimi pejsami rozmawia z nim o wanym dla interesie. 
Mody pan zreszt, z otwartym, mylcym czoem i agodnymi usty, nic a nic nie wiedzia 
o tym, z kim waciwie rozmawia. Sta przed nim yd, dzierawca jego gorzelni, i koniec na 
tym. Kime mgby on by wicej jak ydem i dzierawc gorzelni? 
e mg on by jeszcze czynnym i wpywowym czonkiem pewnego silnie i odrbnie 
zorganizowanego spoeczestwa, doskonaym pobonym zostajcym u prawowiernej czci 
spoeczestwa tego we czci wysokiej, mistykiem oczekujcym nadejcia dnia Mesjaszowego 
z wiar tak, z jak oczekiwali go ludzie plemienia jego przed kilkunastu wiekami; e by on 
uczonym i bogaczem, przed ktrym powstawali z gbokim szacunkiem wszyscy biedacy i 
prostacy narodu jego, e na koniec okoo nieksztatnych, piegowatych niedoskonale umytych 
rk jego obmotyway si nicie licznych losw ludzkich: ydowskich i chrzecijaskich  o 
tym dziedzic Kamioski, z mylcym czoem i agodnymi usty, najlejszego nie mia 
wyobraenia. 
Tote na myl mu nawet nie przyszo zachci piegowatego, rudego yda, aby zbliy si 
do o par krokw wicej i usiad w obecnoci jego. Reb Jankiel take o zblianiu si i 
siadaniu w obecnoci szlachcica nie myla. Nie myla o tym, bo w okolicznociach 
podobnych stanie pokorne byo mu zwyczajem po ojcach i dziadach odziedziczonym, a 
jednak bladobkitne oczy jego poyskiway niechtnie i zoliwie, ile razy mody pan zwrci 
wzrok w inn stron i wyrazu ich widzie nie mg. By moe, i reb Jankiel, nie mylc 
wcale o tym i sprawy sobie z uczucia swego nie zdajc, czu przecie jak od stojcych w 
pokorze ng jego ku sercu, ktre w codziennym yciu w wielkiej nurzao si dumie, pyn 
gryzcy jad otrzymywane i wzajem oddawanej wzgardy, wzgardy, ktra, gdy na grunt zego 
serca upadnie, zasiewa nienawi i zbrodni. 
 Nudzisz mnie, mj Janklu, z tymi wiecznymi targami i kontraktami swymi!  niedbale i 
palc cygaro mwi dziedzic Kamioski.  Wstpiem do ciebie na chwil tylko, aeby mi 
konie odpoczy troch, a ty mi tu ju na dobre zapae... 
Reb Jankiel ukoni si szybko i gitko. 
 Ja za miao moj bardzo wielmonego pana przepraszam  rzek z umiechem  ale 
gorzelnia paska otworzy si za miesic, i ja chciabym pierwszestwo u pana mie... 
 Dobrze! dobrze!  odpar szlachcic  dlaczeg nie miabym da ci pierwszestwa, skoro 
od trzech lat dzierawisz ju gorzelni moj... ale po co tak pieszy... miesic czasu jeszcze... 
 A co to szkodzi zawczasu o interesie pomyle? Ja woy ju skupuj, a przy gorzelni 
wielmonego pana to wow postawi trzeba. Sto wow! czy to art! ja takich duych 
pienidzy wydawa nie mog nie majc jeszcze od wielmonego pana adnej pewnoci. Jeeli 
wielmony pan pozwoli, ja jutro do dworu przyjad i kontrakt napiszem... 
Mody pan wsta z fotela. 
 Dobrze  rzek  przyjed... nie wczeniej jednak jak po poudniu, bo z rana mi w domu 
nie znajdziesz. 
 Wielmony pan nocowa bdzie w ssiedztwie?  zapyta Jankiel i powieki drgny mu 
nerwowo. 
135 
 W bliskim ssiedztwie  odpowiedzia szlachcic i chcia co jeszcze mwi, ale za 
plecami reba Jankla z wolna i niemia widocznie rk poruszone drzwi otworzyy si, a do 
pokoju wszed mody yd, wysmuky, ksztatny, czysto ubrany, z twarz blad i bardzo 
zmieszan, a okiem gorejcym i miaym. 
Na widok wchodzcego reb Jankiel instynktownym ruchem odskoczy w ty par krokw. 
Po biaej i piegowatej twarzy jego przebiegy drgnienia przestrachu. 
 Czego ty tu przyszed...  zacz, ale gos uwiz mu w gardle. 
Mody pan za to z obojtnym na przybyego spojrzeniem zapyta: 
 A czego chcesz, mj kochany? czy interes jaki do mnie? 
 Do wielmonego pana  odpowiedzia mody czowiek gosem znionym prawie do 
szeptu. 
Uczyni z wolna kilka krokw naprzd, ale Jankiel zagrodzi mu sob drog. 
 Niech wielmony pan nie pozwoli jemu rozmawia ze sob!  krzykn  niech 
wielmony pan ust jemu otwiera nie pozwoli! To bardzo zy czowiek jest... on wtrca si do 
wszystkiego... 
Dziedzic Kamioski wycign rk i usun sprzed siebie gorczkowo gestykulujcego 
czowieka. 
 Pozwl mu mwi  rzek  jeeli ma interes jaki do mnie, czemubym porozmawia z 
nim nie mia. 
Mwic to patrza uwanie na przybyego, ktrego twarz o piknych, wyrazistych rysach, 
bladoci wzruszenia powleczona, zaciekawia go widocznie. Przy tym obraaa go i 
rozmieszaa zarazem nagle powstaa gwatowno gestw i mowy Jankiela. 
 Wielmony pan mnie nie zna, ale ja wielmonego pana znam...  zacz przybyy cichym 
wci, cikim gosem. 
 Po co wielmony pan zna ma ajdaka takiego jak ty...  sprbowa znowu wpa mu w 
mow Jankiel, ale Kamioski uczyni ku niemu gest nakazujcy milczenie. 
 Ja wielmonego pana widziaem kilka razy u dziada mego, Saula Ezofowicza, ktrego 
syn, Rafa, u wielmonego pana zboe zawsze kupuje... 
 Wic jeste wnukiem starego Saula? 
 Tak, ja jestem jego wnukiem. 
 A Rafa Ezofowicz to twj ojciec? 
 Nie; ja jestem synem Beniamina, najmodszego z synw Saula, ktry dawno ju temu 
umar. 
Meir wyraa si polszczyzn aman nieco, lecz do znon. W domu dziada swego 
sysza on czsto rozmowy prowadzone w tym jzyku przez przybywajcych tam za 
interesami dziedzicw dbr ssiednich, a stary edomita, ktry uczy go czytania i pisania 
innego jak hebrajskie, tym samym jzykiem mwi. 
 Czy Rafa przysa ci do mnie?  zapyta szlachcic. 
 Nie; ja sam przyszedem... 
Milcza chwil, jakby wzmaga si na siy i odwag. Wzmg si, podnis gow i 
mielszym ju nieco gosem zacz: 
 Ja przyszedem, eby wielmonego pana ostrzec przed wielkim nieszczciem, ktre li 
ludzie dla pana przygotowuj... 
Jankiel poskoczy znowu i rozpocierajc ramiona zasoni go przed Kamioskim. 
 Czy ty bdziesz milcza?  krzykn.  Po co ty masz wielmonemu panu gow 
turbowa swoim gupim gadaniem... 
A zwracajc si do szlachcica rozpaczliwie mwi: 
 To wariat jest, miszugener, ajdak... 
136 
Tym razem jednak nie Kamioski usun ju go sprzed siebie, ale uczyni to Meir. Ze 
zdwojon gorczk w oczach, z przypieszonym oddechem odepchn Jankla i piesznie 
mwi zacz: 
 Ten czowiek mwi mi nie pozwala, dlatego ja wielmonemu panu prdko wszystko 
powiem. Niech wielmony pan jemu nie ufa, on jest bardzo zym czowiekiem 
nieprzyjacielem pana... on panu wielkie nieszczcie zrobi... niech pan jego strzee si i niech 
pan domu swego strzee jak oka w swojej gowie... Ja donosicielem nie jestem i dlatego 
przyszedem tu, aby wielmonemu panu powiedzie to przy nim... On bdzie mci si nade 
mn, ale niech mci si... ja musiaem zrobi to, co kady prawy Izraelita zrobi powinien... 
bo napisane u nas jest: Niech cudzoziemiec yje pomidzy wami, jak gdyby by zrodzon z 
potomkw Izraelowych, a w drugim miejscu napisane jest: Jeeli milcze bdziesz, na 
gow twoj spadn nieszczcia Izraela!. 
Przesta mwi, bo w piersi gosu mu nie stao. Wida byo, e dra cay i e kipicy zapa 
bolenie walczy w nim z tajemn, dojmujc trwog. 
Kamioski spoglda na mwicego z zajciem, ze zdziwieniem i  umiechem. Tak 
przywyk umiecha si patrzc na ydw, e i teraz drca postawa Meira, zagadkowe sowa 
jego, a szczeglniej uczynione przeze biblijne cytaty, pikne same w sobie, ale dziwnie 
brzmice w niewprawnej i amanej mowie yda, bardziej mieszyy go, ni zadziwiay i 
zaciekawiay. 
 Jak widz  zacz  stary Saul ma wnuka uczonego w Pimie witym i obdarzonego 
darem proroczym. Powiedze mi jednak, mj mody proroku, janiej i wyraniej, jakie to 
nieszczcie grozi mi i dlaczego ten poczciwy Jankiel, ktry od trzech lat jest moim dobrym 
znajomym, powzi nagle tak nieprzyja dla mnie? 
Jankiel sta teraz ju przy fotelu, na ktrym siedzia dziedzic, i schylony troch ku niemu, 
ze sodkim umiechem na ustach szepta: 
 To wariat! jemu zdaje si cigle, e on prorokiem jest i on wszystkim ludziom rne 
rzeczy zawsze przepowiada, a na mnie on zy za to, e ja z niego bardzo miej si i drwi... 
 No, to ju ja mia si ani artowa nie bd, eby on i na mnie zy nie by  wesoo 
odpar szlachcic, a zwracajc si ku Meirowi z pewn jednak ciekawoci zapyta: 
 Jakie to nieszczcie spotka mi moe? Powiedz jasno i wyranie, a jeeli powiesz 
prawd, zrobisz dobry uczynek i wdzicznym ci za to bd... 
Meir odpowiedzia: 
 Wielmony pan da ode mnie rzeczy bardzo trudnej... ja mylaem, e wielmony pan 
zrozumie wszystko z kilku sw... mnie ciko o tym mwi... 
Powid doni po czole, na ktre wystpio kilka kropel potu. 
 Czy wielmony pan przyrzecze mi, e kiedy ja powiem straszne sowo, ono wpadnie w 
ucho pana, jak kamie wpada w wod, i e pan nie powtrzy sowa tego przed sdem, tylko 
sam uytek z niego zrobi? Czy wielmony pan mnie da na to swoje sowo? 
Blado mwicego zwikszaa si i gos dra. 
Mody pan walczy widocznie pomidzy ciekawoci a wesoym miechem, ktry go 
napastowa. 
 Daj ci sowo honoru  rzek umiechajc si  e sowa twoje wpadn do ucha mego jak 
kamie do wody. 
Gorejce oczy Meira zwrciy si ku Janklowi. Otworzy usta, aeby co powiedzie, lecz 
dray one gwatownie i adnego dwiku wyda nie mogy. Jankiel korzystajc z 
gwatownego wzruszenia, ktre zda si, odebrao na chwil modemu czowiekowi si i 
przytomno, nagym i sprystym ruchem rzuci si ku niemu, pochwyci za przednie klapy 
surduta jego i z caej siy popycha go ku drzwiom zacz. Przy tym krzycza: 
137 
 Co ty do domu mego przychodzisz, eby memu gociowi gupim gadaniem swoim gow 
turbowa? To janie wielmony go jest... wielki pan, z ktrym ja ju trzy lata handluj i 
przyja trzymam... Id std! id std! id! 
Meir usiowa wyzwoli si z rk targajcych go i popychajcych, ale jakkolwiek wyszym 
i silniejszym by od Jankla, Jankiel posiada wiksz gitko i sprysto ciaa, a przy tym 
dokonywa wysile rozpaczliwych. W ten sposb obaj posuwali si ku drzwiom, a mody pan 
spoglda na zapasy te z umiechem. Nad gow i ramionami miotajcego si Jankla 
podnosia si bledsza coraz twarz Meira. Nagle obla j pomienny rumieniec. 
 Niech wielmony pan nie mieje si  zawoa przerywanym gosem  wielmony pan 
nie wie, jak mnie trudno mwi... Niech wielmony pan domu swego od ognia strzee... 
Przy ostatnim wyrazie znikn z progu, a Jankiel zdyszany, zmczony, z drgajc twarz 
drzwi za nim zatrzasn. 
Kamioski umiecha si cigle. Nie dziw. Zapasy maego, rudego Jankla z wysokim i 
silnym, lecz zbyt wzruszonym, aby dostatecznie broni si mg, modym ydkiem 
rozmieszajcy miay pozr. rd zapasw tych duga odzie obydwch zapanikw 
rozwiewaa si szeroko; Jankiel z uniesienia i wysilenia wielkiego podskakiwa i przysiada. 
Meir dra cay, tak jakby si bardzo lka, i niezgrabnymi ruchy odpycha napastnika. 
Tworzyo to obraz mieszny, tym mieszniejszy, i skadali go ludzie, z ktrych mia si 
oglnym jest i odwiecznym zwyczajem. 
Jakime zreszt sposobem mody szlachcic zrozumie mg tajemny, a bynajmniej nie 
komiczny sens odgrywajcej si przed nim sceny? Kiedy rozmawia z Meirem, czy wiedzia, 
kto waciwie sta przed nim? Mody to ydek by, amanym i zabawnym jzykiem mwicy, 
wnuk kupca i sam przyszy kupiec zapewne. Kime by innym mg by jak modym, do 
zabawnym ydkiem i przyszym kupcem? e by on duchem szlachetnym, zbuntowanym 
przeciw gupotom i nieprawociom wszelkim, duchem a do rozpaczy stsknionym za 
swobod i wiedz, e przychodzc tu dokonywa aktu wielkiej odwagi i krokiem tym gubi 
ca przyszo swoj, mody pan najlejszego o tym nie mia wyobraenia. Albo istniej 
pomidzy ydami duchy szlachetne, zbuntowane przeciw zemu, wysok tsknot rozebrane, 
odwane? 
Po chwili jednak dziedzic Kamioski przesta umiecha si i patrzc na Jankla zapyta: 
 Wytumacze mi teraz, co to takiego byo i co to za czowiek? 
 At! co to byo i co to za czowiek?  powtrzy Jankiel, ktry w mgnieniu oka pozr 
spokojnoci odzyska zdoa.  Byo to gupstwo, za ktre ja wielmonego pana bardzo 
przepraszam, e ono wielmonego pana w domu moim spotkao, a ten czowiek jest wariat... 
On bardzo zy by i ze zoci zwariowa... 
 Hm  rzek Kamioski  nie wyglda jednak cakiem na wariata. adn ma twarz i wcale 
roztropn... 
 On bo i niezupenie wariat...  zacz Jankiel, ale przerwa mu Kamioski: 
 Wnuk to Saula Ezofowicza?...  zapyta z zamyleniem. 
 On wnuk Saula, ale dziadek bardzo jego nie lubi... 
 Lubi czy nie lubi, ale rodzonego dziada pyta si o niego darmo... 
 I owszem, niech wielmony pan zapyta si...  wykrzykn Kamionker, a oczy wieciy 
mu triumfem.  Niech pan i stryjw jego zapyta si... Ot, ja zaraz pobiegn i stryja jego, 
Abrama, tu przyprowadz... 
 Nie trzeba  rzek krtko szlachcic. 
Wsta i zamyli si. Spojrza potem na Jankla bystro i uwanie. Jankiel spotka spojrzenie 
to miaym okiem. Milczeli obaj chwil. 
 Suchaj, Janklu  rzek Kamioski  jeste czowiekiem niemodym, zamonym kupcem, 
ojcem rodziny, powinienem wic ufa ci wicej ni mokosowi, ktrego pierwszy raz w yciu 
138 
widziaem i ktry zreszt naprawd wariatem by moe... Jednak w tym co by musi... ja o 
modego czowieka tego rozpyta si musz... 
 Niech wielmony pan rozpytuje si  ze wzgardliwym wzruszeniem ramion rzek 
Jankiel. 
Kamioski po do dugiej chwili namysu zapyta: 
 Czy wasz sawny rabin jest teraz w miasteczku? 
 A gdzie on ma by? on od urodzenia swego nigdy z miasteczka nie wyjeda. 
 Stateczny czowiek  umiechn si znowu Kamioski i wzi ze stou zgrabn sw 
czapeczk. 
 No, Janklu  rzek  prowad mi do rabina... Jeeli i nie dowiem si nic ciekawego, 
zyskam przynajmniej to, e cho raz w yciu rabina waszego zobacz... 
Jankiel z popiechem drzwi przed wychodzcym gociem swym otworzy i wraz z nim na 
plac zupenie ju prawie pusty wyszed. 
Przez plac przechodzi w tej chwili Eli Witebski i spostrzegszy Kamioskiego pana z 
umiechem penym uprzejmoci ku niemu popieszy. Kamioski te powita go grzecznie. 
Zewntrznym wygldaniem swym przynajmniej wiatowy kupiec bardziej od innych 
mieszkacw miejsca tego zblionym by do tej odmiany rodu ludzkiego, ktra nosi nazw 
ucywilizowanej. 
 Wielmony pan do miasteczka naszego zawita! Czy za interesem jakim? 
 Nie, przejazdem tylko. 
 A dokd wielmony pan teraz dy? 
 Do rabina waszego, panie Witebski. 
Witebski zdziwi si. 
 Do rabina? a czego wielmony pan od niego chce? 
 mieszna historia, mj Witebski! Ot! powiedz mi, czy znasz wnuka Saula Ezofowicza? 
 Ktrego? Saul ma wielu wnukw! 
 Jak mu na imi?  przez rami ku Janklowi rzuci pan. 
 Meir! Meir! ten niegodziwiec!  zakrzycza Kamionker. 
Witebski skin gow w znak zrozumienia. 
 Nu!  zacz z agodnym i ugodliwym umiechem  niegodziwcem on nie jest. Mody 
jeszcze, poprawi si moe... Ale niespokojn gow on ma... to jest prawda... 
 C? miszugener troch?  zamia si pan, artobliwym gestem palec do czoa swego 
przykadajc. 
 Nu!  odpowiedzia Eli  wariatem on take nie jest... mody, porozumnieje jeszcze... ale 
teraz on wielkie gupstwa wyrabia... to prawda! On i mnie dzi nieprzyjemnoci wielkich 
narobi... aj! aj! co ja przez niego zmartwienia i kopotu miaem i bd jeszcze mia!... 
 Tak wic  rzek Kamioski  rodzaj to jest pgwka i zonika, ktry sam nie wie, 
czego chce, i wszystkim przykroci sprawia? 
 Pan zgad!  odpowiedzia Witebski i zaraz doda:  ale on mody jeszcze, z niego kiedy 
porzdny czowiek moe by... 
 Co znaczy, e teraz nie jest on porzdnym czowiekiem... 
 Prosz wielmonego pana, tdy  rzek w tej chwili Jankiel wskazujc dziedzicowi 
bram synagogalnego dziedzica. 
 A gdzie jest mieszkanie waszego rabina? 
Kamionker wycign palec ku przytulonej do ciany wityni ciemnej lepiance. 
 Jak to!  zawoa szlachcic  w tej chacie? 
I zmierza ku chacie, ale z Jankielem ju tylko, Witebski bowiem spostrzegszy, e zanosi 
si na jak spraw wan moe i przykr, z ukonami i umiechami szybko synagogalny 
dziedziniec opuci. 
139 
Drzwi chaty rabina zamknitymi ju byy, ale u otwartego jej okna stao jeszcze ludzi 
kilkunastu, z cicha pomidzy sob rozmawiajcych i od czasu do czasu we wntrze chaty 
rzucajcych niemiae spojrzenia. Ale we wntrzu chaty panowao ju milczenie gbokie i 
ktokolwiek by widzia wprzdy, jak mozolnie i niezmordowanie Izaak Todros pracowa przez 
dugi szereg godzin, przypuciby niezawodnie, i teraz uywa on spoczynku w nie lub 
bezczynnoci zupenej. Przypuszczenie takie byoby grub omyk. Z wyjtkiem kilku 
krtkich godzin nocnych, w ktrych sypia on snem tak przerywanym i trudnym, jakim bywa 
zazwyczaj sen ludzi o wytajcym si wci umyle i rozdranionych nerwach, Izaak Todros 
nie spoczywa nigdy. Byo to yjce wcielenie pracy niezmordowanej, namitnej, nie 
znajcej, co to zniechcenie pynce ze zwtpienia jakiegokolwiek albo trwoliwej o wasne 
zdrowie i ycie dbaoci. I teraz take po caodziennym przenoszeniu upalnej i dusznej 
atmosfery sprawionej w ciasnej chacie jego ogromnym natokiem ludzi, po dugim wysilaniu 
myli, pamici i piersi, szybowski rabin nie leg na twarde oe swe ani wyszed za 
miasteczko, kdy wieo i cisza owia by mogy czoo jego oblane potem i zmite 
bruzdami mozou, ale pozosta na tej samej awie, na ktrej wiedzia od wczesnego ranka, i 
tylko ksig wielk przed sob rozwarszy wczyta si w ni pilnie, nabonie, bezpamitnie. 
Ksig t zreszt, jak wszystkie inne, ktre posiada, przeczyta on ju tyle razy, e umia j 
na pami prawie od pocztku do koca. Czyta j jednak cigle, bo zza wyrazw jej byskay 
mu coraz nowe sensy i tajemnice, a on ku ostatecznemu pojciu sensw tych i odkryciu 
tajemnic dy wszystkimi siami ducha swego, palcego si w ogniu mitycznych wiar, 
marze i pragnie. 
Reb Mosze za to spoczywa, cho take niezupenie. Siedzia on w ktku izby na ziemi, 
okcie opiera na podniesionych kolanach, brod chowa w donie, a wzrok zatapia 
nieruchomo w twarzy mistrza schylonej nad ksig. Bya to kontemplacja taka, z jak mnich 
chrzecijaski wpatruje si w obraz witego patrona zakonu swego, z jak wpdziki Murzyn 
przyglda si fetyszowi wystruganemu z drzewa, z jak mionik i badacz natury spoglda w 
przestrze usian miriad wieccych cia niebieskich. W oczach reb Msza wlepionych w 
twarz wielkiego rabina maloway si: uwielbienie, podziw i mio. 
Nagle otworzyy si drzwi izdebki i za progiem jej ukaza si dziedzic Kamieski. 
Zatrzyma si tam chwil i rzek do idcego za nim Jankla. 
 Zosta tu, panie Janklu, ja sam rozmwi si z panem rabinem. 
Rzekszy to pochyli nisko gow, aby przestpi prg drzwiczek zbyt niskich dla wysokiej 
i okazaej jego postaci. 
Przestpi prg i pytajcym okiem powid dokoa. 
Naprzeciw niego, u czarnej od pyu i brudu ciany, siedzia na awie czowiek w ndznym 
odzieniu, z czarnymi jak no wosami i brod, z twarz pomaraczowego prawie koloru, ktr 
podnis przy wejciu jego znad ksigi o zkych, odwiecznych kartach. Nad czoem 
czowieka tego, niskim i przerznitym kilku grubymi poprzecznymi zmarszczkami stercza w 
pkole zmity daszek czapki na ty gowy zsunitej, a oczy jego, czarne i gorejce, z 
osupieniem zdumienia utkwiy w twarzy przybysza. 
W kcie izby, nisko przy ziemi, szarzaa druga jeszcze posta ludzka, ale na ni mody pan 
przelotne tylko rzuci spojrzenie. Na myl mu nawet nie przyszo, aby czowiek siedzcy na 
awie, z dziurami na rkawach odziey i osupiaym wyrazem w oczach, by tym wanie 
rabinem szybowskim, ktrego sawa, rozchodzc si po wiecie ydowskim na wiele mil 
dokoa, oderwanymi, niewyranymi echami wnikaa i w wiat chrzecijaski. 
Zbliy si tego do czowieka tego i do grzecznie jednak zapyta, czy moe widzie si z 
szybowskim rabinem. 
Odpowiedzi nie byo adnej. 
Siedzcy na awie czowiek wycign tylko ku niemu dug, t szyj i szerzej jeszcze 
otworzy oczy i usta. Osupienie, a moe i inne te nage doznane uczucie rzucio na ca 
140 
powierzchowno jego wyraz ogupiaoci, do idiotyzmu niemal posunitej. I nie dziw wcale, 
e Izaak Todros podobnie piorunujcego dowiadczy wraenia na widok stojcego przed nim 
szlachcica. Pierwszy to by edomita, ktry progi jego przestpi, odkd on sam w progach 
tych y, pierwszy, ktrego z bliska ujrzay oczy jego i ktry przemwi do dwikami 
rozlegajcymi si w uszach jego obco zupenie, niezrozumiale a nieledwie dziko. Gdyby anio 
Metatron, niebieski patron i obroca Izraela, albo nawet wdz i naczelnik szatanw zjawili si 
byli przed nim, byby on mniej zdumionym i przeraonym; z nadprzyrodzonymi bowiem 
jestestwami tymi wizay go cise, jakkolwiek nie bezporednie stosunki. Bada i zna 
pochodzenie ich, natur, waciwoci i czynnoci wszelkie. Ale ten okazay, wysoki czowiek, 
w obrzydliwym ubraniu, ktre do kolan nie sigao mu nawet, z biaym jak u niewiasty 
czoem swoim i niezrozumia sw mow, z jakich stron przybywa? po co przychodzi? 
czego chcia? Idumejczykiem  e by on? Filistynem? srogim Rzymianinem, ktry zwyciy 
mnego Barkobeka? albo co najmniej Hiszpanem, ktry mordowa synn rodzin 
Abrabanelw, a i przodka jego, Todrosa, bezecnie z kraju swego wygna? 
Kamioski oczekiwa chwil odpowiedzi na pytanie swe, a nie doczekawszy si jej zapyta 
powtrnie: 
 Czy mog widzie si z szybowskim rabinem? 
Tym razem na dwik podniesionego nieco gosu jego posta ludzka szarzejca w kcie 
izby poruszya si i powstaa z wolna. Reb Mosze z otwartymi od zdziwienia usty i 
osupiaym, w twarz przybysza utkwionym wzrokiem wysun si na wiato i gardowo, 
przecigle wymwi: 
 Ha? 
Na widok czowieka tego, odzianego z pierwotn i niesychan ju gdzie indziej prostot, 
po caej twarzy Kamioskiego dziedzica drgny i rozbiegy si, szybko jednak 
powstrzymane, umiechy. 
 Mj panie!  zwrci si do reb Mosza  czy czowiek ten guchy jest i niemy? Dwa razy 
pytaem go ju o szybowskiego rabina, a odpowiedzi adnej nie otrzymaem. 
Mwic to wskazywa Todrosa, ktry teraz z wolna zwrci si ku meamedowi i 
wycigajc ku niemu szyj zapyta: 
 Wos sagt er? Wos wl er? (co on mwi? czego on chce?) 
Reb Mosze zamiast odpowiedzi szerzej jeszcze otworzy usta, a w teje chwili za otwartym 
okienkiem ozway si szmery i szepty. Kamioski spojrza ku okienku i zobaczy, e byo ono 
cae napenione twarzami spogldajcymi w gb izby z zewntrz. Twarze te byy ciekawe i 
nieco przelknione. Kamioski zwrci si ku nim z zapytaniem: 
 Czy tu mieszka rabin szybowski? 
 Tu!  odpowiedziao gosw kilkanacie. 
 A gdzie on? 
Kilkanacie palcw wskazao czowieka siedzcego na awie. 
 Jak to!  zawoa szlachcic  czowiek ten jest tym waszym sawnym i mdrym rabinem? 
Twarze zapeniajce okno rozpromieniy si szczegln bogoci jak i oczami daway 
znaki twierdzenia. 
Wida byo, e Kamioskiego ogarniaa wielka ch miechu, ktr jednak 
powstrzymywa jeszcze. 
 A to kto?  zapyta wskazujc reb Mosza. 
 Nu  odpowiedziao mu z okna par gosw  to jest meamed, bardzo mdry i pobony 
czowiek. 
Kamioski zwrci si znowu do Todrosa. 
 Szanowny panie rabinie  rzek  chciabym chwil kilka pomwi z panem bez 
wiadkw. 
141 
Todros milcza grobowo. Oddech jego tylko stawa si coraz pieszniejszym, a oczy coraz 
pomienniejszymi. 
 Panie meamedzie!  rzek szlachcic do bosonogiego czowieka w grubej koszuli  czy to 
moe u was dzie taki, e rabinowi waszemu mwi nie wolno? 
 Ha?  przecigle zapyta reb Mosze. 
Kamioski wp miejc si, wp z gniewem zawoaa ku stojcym za oknem ludziom: 
 Dlaczego oni nie odpowiadaj? 
Dugie nastpio milczenie. Twarze napeniajce oko spoglday ku sobie z widocznym 
zakopotaniem. 
 Nu!  ozwa si kto mielszy  oni nie rozumiej tego jzyka, ktrym pan gada! 
 A jaki jzyk, do licha, rozumie oni mog?  zawoa szlachcic. 
 Nu  odpowiedzia ten sam co wprzdy gos  oni umiej tylko po ydowsku! 
Kamioski szeroko otworzy oczy. Nie chcia wierzy uszom wasnym. miech go 
ogarnia, ale zarazem te i nieokrelony gniew jaki. 
 Jak to!  zawoa  oni nie rozumiej jzyka kraju, w ktrym yj? 
Milczenie. 
 Nu  rzek na koniec kto z okna  nie rozumiej! 
W gosie, ktry krtki wyraz ten wymwi, dwiczaa te gucha jaka niech. 
W teje chwili Izaak Todros porwa si z siedzenia swego, stan, wyprostowa si, 
podnis obie rce nad gow i piesznie bardzo mwi zacz: 
 Przyjdzie taki dzie, e Mesjasz w ptasim gniedzie, ktre w raju zawieszonym jest, 
obudzi si i na ziemi zejdzie. Wtedy na caym wiecie rozpostrze si wojna ogromna, Izrael 
stanie naprzeciw Edomu i Izmaela, a Edom i Izmael, zwycione, u ng jego po si, jako 
cite cedry. 
Wymawiajc wyrazy: Edom i Izmael mwicy wycign wskazujcy palec swj ku 
stojcemu na rodku izby edomicie. Gest ten jego grony by i uroczysty; gronie i namitnie 
pony mu oczy, piersi pochwyci szybko powietrze i z wybuchem gosu powtrzy raz 
jeszcze: 
 Edom i Izmael poo si u ng Izraela, jako zamane cedry, a grom pomsty Paskiej 
spadnie na nich i zetrze ich w proch. 
Teraz kolej niezrozumienia przysza na stojcego porodku izby edomit. Podobnym on 
by wprawdzie do smukego i silnego cedru, ale nie do takiego wcale, ktry wkrtce ulec ma 
katastrofie rozsypania si w proch. Przeciwnie, by on bliszym coraz katastrofie 
homerycznego miania si, ktrej szczliwie, cho z niemaym wysileniem, unika dotd. 
 Co on mwi?  zapyta ludzi toczcych si w oknie. 
Odpowiedzi nie byo. Wszyscy stali z oczami wlepionymi w mwicego mdrca, a na 
ciemnej, okrgej twarzy meameda rozlewa si ju wyraz niewysowionego zachwytu. 
 Moi kochani!  zawoa Kamioski  powiedzcie mi, co on mwi? 
Gos jaki z okna, gruby i chropowaty, ale dziwnym jakby szyderstwem, dziwn jakby 
dz odwetu nabrzmiay, odpowiedzia pytaniem: 
 Jasny pan nie zrozumia? 
Pytanie to naiwne, dziwaczne, niesychane, pooyo kres silnej woli modego pana. 
Szafirowe oczy jego zawieciy nieposkromion wesooci, a z piersi wybuchna duga, 
gona gama miechu. 
Ze miechem tym zwrci si ku wyjciu. 
 Dzicy ludzie!  zawoa we drzwiach. 
Idc synagogalnym dziedzicem mia si wci i coraz wicej, a ludzie, ktrzy cisnli si 
ku oknu rabina, poodwracali teraz gowy i cigali go wejrzeniami penymi zdumienia i 
dotkliwej, gbokiej obrazy. 
142 
Nie dziw. Mody pan mia si, a pomimo miechu w gbi piersi czu guchy gniew i 
uraz, bo mdrcy izraelscy, ktrych widzia przed chwil, wydali si mu ludmi dzikimi i 
wysoce komicznymi, a nie rozumieli nawet jzyka ziemi tej, ktrej powietrzem oddychali, a 
podami ywili si od wiekw. Ludzie za cisncy si do chaty rabina cigali go wzrokiem 
niechtnym, a do nienawici prawie, bo miechem swym zbluni on temu, co oni najgorcej 
miowali i czcili najwyej. 
Biedni mdrcy izraelscy i czciciele tych, ktrzy cigali edomit nienawistnymi 
spojrzeniami! Biedny edomita miejcy si z izraelskich mdrcw i ich czcicieli! Lecz 
najbiedniejsza, o! najbiedniejsza ziemia, ktrej synowie po wsplnej wiekowej podry nie 
rozumiej wzajem mowy ani ust, ani serc swoich! 
W bramie synagogalnego dziedzica Jankiel Kamionker znalaz si obok modego 
dziedzica. 
 No, panie Jankiel  zawoa dziedzic  mdrego i uczonego rzeczywicie macie rabina! 
Jankiel nie odpowiedzia na to nic i zacz zaraz mwi o przyszorocznej dzierawie 
kamioskiej gorzelni. Zdawaoby si, e tak lekceway wszystko, co sysza i widzia, byo 
zdziwienie poczone z wesooci. Mody prorok, rozgniewany na proroka Jankiel z dugimi 
pejsami, rabin nie znajcy adnego innego jzyka jak ydowski i towarzysz jego ubrany z 
pierwotn prostot  wydawali mu si na przemian to niezrozumiaymi, to oburzajcymi, to 
miesznymi. Pilno mu byo o dowiadczonej w ydowskim miasteczku awanturze 
opowiedzie krewnym i przyjacioom, do ktrych jecha. Jake gono i serdecznie mia si 
bdzie z opowiadania jego rumiany i dobroduszny pan Andrzej! Z jak wdzicznym 
umiechem na ranych ustach wysucha go crka pana Andrzeja, przeliczna Jadzia, o ktrej 
wdzicznych umiechach od wielu ju tygodni i miesicy dziesi Kamioski marzy jak 
wierny o raju! 
Mylc o umiechu przelicznej Jadzi mody pan wskoczy na najtyczank sw, a 
spojrzawszy ku zachodniej stronie nieba zawoa: 
 O! jakecie mi dugo tu zatrzymali! 
Skin potem gow ku Janklowi i krzykn na furmana: 
 Ruszaj! 
Dzielna czwrka siwcw porwaa zgrabny kawalerski powozik, ktry jak byskawica 
przemkn przez plac miasteczka i znikn w zotych kbach kurzawy. 
* 
Na zachodniej stronie nieba gasy z wolna jaskrawe oboki, przezroczysty zmrok 
sierpniowego wieczoru spuszcza si na miasteczko i szarawym cieniem napenia zaczyna 
bawialn izb domostwa Ezofowiczw. W izbie tej rozlegay si przed chwil zgiekliwe 
krzyki i ktnie, wrd ktrych wzbija si najgoniejszy i najzapamitalej mwicy gos reba 
Jankla. W sposb rozmaity: powanie i gwatownie, gniewnie i ugodliwie odpowiadali mu 
licznie czonkowie rodziny, ktr rudy Jankiel osypywa skargami, wyrzutami i grobami. Po 
czym skarcy si i grocy czowiek, drc cay od gniewu, a moe i trwogi, wypad z 
domostwa i pdem wielkim pobieg ku mieszkaniu rabina, a kilku ludzi w izbie pozostaych 
siedziao i stao dugo w milczeniu i nieruchomoci zupenej, tak jakby gniewne lub 
kopotliwe myli w gowach ich powstae kadego z nich przykuy do miejsca. 
Saul siedzia na tej kanapie z gow schylon i rkami nieruchomo zoonymi na 
kolanach, oddycha ciko i gono wzdycha. Dokoa niego otrzsszy si na koniec z 
zadumy i wzruszenia zasiedli na stokach: Rafa, Abram i Ber. Przysuny si te i cicho za 
mami swymi usiady ony Rafaa i Bera, niewiasty lubione i powaane w rodzinie. W kcie 
143 
izby szarzaa jedna jeszcze posta ludzka. By to modziutki Chaim, syn Abrama, a serdeczny 
przyjaciel Meira, ktrego obecnoci nikt nie spostrzeg. 
Saul pierwszy przerwa milczenie. 
 Gdzie on poszed?  zapyta. 
 Do rabina na skarg  odpowiedzia Abram. 
 On Meira przed sd duchowny powoa...  zauway Rafa. 
Saul zakoysa si i jkn: 
 Aj, aj! biedna gowa moja! tego ja doczekaem si na staro moj, aeby wnuk mj 
przed sdem stawiony by jak rozbjnik jaki albo oszust! 
 On jako donosiciel przed sdem stanie!  z uniesieniem zawoa Abram i prdko, 
gwatownie mwi dalej: 
 Tate, z Meirem co zrobi trzeba. Ty myl i rozkazuj, co z nim zrobi. tak duej nie 
moe by. On siebie i synw naszych zgubi, a caej familii naszej wstydu i szkd wielkich 
narobi. Tate! ludzie i tak ju gadaj, e rd Ezofowiczw cigle wydaje z siebie ludzi takich, 
ktrzy Zakon izraelski rkami swymi podkopywa chc i do domu izraelowego wprowadza 
faszywe bogi! 
Po chwili milczenia Rafa powanie i pospnie nieco gos zabra: 
 To jest prawda. Ja sam syszaem takich ludzi, ktrzy mwili, e rd Todrosw i rd 
Ezofowiczw s jak dwie rzeki, z ktrych jedna pynie w ty, a druga naprzd. One cigle 
spotykaj si z sob i walcz, ktra ktr pod ziemi zepchn ma. Gadanie to ucicho byo i 
zapomnieli o nim ludzie. Teraz ono znowu zaczo rozchodzi si po wiecie. Winien temu 
Meir. Tak duej by nie moe. Trzeba z nim co zrobi. Ty, tate, myl o tym i rozkazuj, a my 
rozkazania twoje do skutku przyprowadzimy. 
Wrd niepewnych wiate szarej godziny wida byo, jak na pomarszczone policzki Saula 
wybijay si ceglaste rumiece. 
 Co z nim zrobi?  zapyta po dugiej chwili milczenia, a gos jego podobnym by do 
stumionego kania. 
 Trzeba jego bardzo srogo ukara!  zawoa Abram. 
Rafa wyrzek: 
 Trzeba jego jak najprdzej oeni! 
Ber, ktry milcza dotd, ozwa si: 
 Trzeba jego std wysa. 
Saul namyla si dugo, potem odpowiedzia: 
 Wszystkie wasze rady niedobre s. Kara bardzo srogo ja jego nie mog. A co by na to 
powiedziaa dusza ojca mego, Hersza, ktrego drogami on chce chodzi, a ktrego sdzi 
mnie nie wolno? Oeni jego prdko ja take nie mog, bo dziecko to nie takie jest jak 
wszystkie. Harde i zuchwae ono jest i w kajdany oku si nie da. On ju zreszt taki 
splamiony i srogimi naganami cay okryty, e jemu aden bogaty i uczony Izraelita crki 
swojej za on nie da... 
Tu gos Saula zadra znowu upokorzeniem wielkim. Tego doczeka si, e wnuka jego, 
najulubieszego niegdy ze wszystkich, adna ju z dostojniejszych rodzin izraelskich za syna 
swego przyj nie zechce! 
 Wysa jego std!  mwi dalej  ja take nie mog... bo mnie strach, eby on na 
szerokim wiecie nie rozproszy do reszty z serca i gowy swojej wiary swoich ojcw... Ja 
jestem teraz tak, jak ten wielki i uczony rabin, o ktrym takie pisanie jest, e mia on syna 
bezbonego bardzo, ktry pod sekretem od niego chazar (wieprzowin) jad. Ludzie radzili 
jemu, eby on syna tego w wiat wysa i biedzie a tuaczce srogiej w rce odda. Ale on 
powiedzia: Niech syn mj przy mnie zostanie i na zmartwion postpowaniem jego twarz 
moj patrzy cigle, bo widok ten serce jego mikkim i posusznym zrobi moe, a sroga bieda 
przemieni je w twardy kamie... 
144 
Umilk Saul i wszyscy milczeli. Milczenie to przeryway tylko od czasu do czasu 
westchnienia dwch niewiast siedzcych za mami swymi. W izbie ciemniao coraz. 
Po chwili przyciszonym nieco i niemiaym jakby gosem Ber mwi zacz: 
 Pozwlcie, aebym ja dzi otworzy przed wami serce moje. Ja rzadko mwi, bo ile 
razy mwi ja chciaem, na mnie spaday dawne przypomnienia z mojej modoci, a gos mj 
odzywa si spod nich jak spod ziemi i najcichszym by ze wszystkich gosw w familii 
naszej. Ja i przestaem mwi i doradza, i patrzaem tylko ony mojej, dzieci i interesw 
moich. Ale teraz ja znw mwi musz. Na co tu tak dugo myle, co z Meirem zrobi? 
Dajcie jemu swobod. Pozwlcie mu i w wiat, a gniewem waszym ani wtrcaniem go w 
bied srog nie karzcie go! Co on zrobi? On wszystkie przykazania synajowe wiernie peni i 
nauki witej pilnie uczy si, a wszyscy bracia i wszystkie siostry w caej familii jego i nawet 
ubogi, prosty lud, co w ndzy i ciemnocie yje, kochaj jego jak dusz wasn. Czego wy od 
niego chcecie? za co wy jego kara macie? co on zego zrobi? 
Przemwienie to Bera, wypowiedziane wp leniwym a wp niemiaym gosem, 
wywaro na wszystkich obecnych silne wraenie. ona jego, Sara, przelkniona widocznie, 
cigna go za rkaw od surduta i szepna mu w ucho: 
 Szaa! szaa! Ber! na ciebie bd gniewa si za zuchwae sowa twoje! 
Saul kilka razy podnis gow i kilka razy pochyli j znowu. Mona by rzec, e 
wdziczno dla Bera walczya w nim z obraz i gniewem. Porywczy Abram zawoa: 
 Ber! twoje wasne grzechy przez usta twoje przemwiy! Ty ujmujesz si za Meirem, bo 
sam bye taki, jaki on teraz jest! 
Rafa wyrzek ze zwyk sobie powag: 
 Ty, Berze, mwie o przykazaniach synajowych i powiedziae, e Meir przeciw nich 
nie zgrzeszy. To jest prawda. Tylko ty zapomniae, e Zakon izraelski nie tylko na tych 
dziesiciu przykazaniach stoi, co je Mojesz na grze Synaj od Pana usysza, ale i jeszcze i 
na szeciuset trzynastu, ktre wielcy tanaici, amoraici, gaonowie i rabini w Talmudzie 
zapisali. My posuszni powinnimy by nie dziesiciu, ale szeciuset trzynastu przykazaniom, 
a Meir talmudowych przykaza wiele naruszy... 
 On wiele grzechw popeni!  zawoa Abram  ale najwikszy grzech jego jest ten, 
ktrego on dopuci si dzisiaj. On brata swego, Izraelit, przed cudzym czowiekiem 
oskary, gow jego wielkim niebezpieczestwem podda i naruszy jedno i przymierze 
izraelskiego ludu! A co z nami stanie si, jeeli my jeden drugiego przed cudzymi ludmi 
skary bdziem? A kogo my kocha i broni bdziem, jeeli nie braci naszych, co s koci 
naszych koci i krwi naszej krwi? On wicej poaowa cudzego czowieka jak brata swego, 
Izraelit, nieche jemu za to... 
Nagle namitny i zapalczywy czowiek ten mow sw urwa, umilk i z otwartymi jeszcze 
usty nieruchomym jak posg pozosta. Siedzia on naprzeciw okna i w okno to wpatrzy si 
sztywnym wzrokiem. 
 Co to jest?  zawoa na koniec drcym gosem. 
 Co to jest?  powtrzyli za nimi i wszyscy obecni z wyjtkiem Saula powstali z miejsc 
swoich. 
W izbie, ciemnej przed chwil, widno zrobio si tak, jak gdyby na placu miejskim 
zapono tysic pochodni i wiato swe do wntrza domostwa obfitymi strugami wlewao. 
Pochodnie to byy w istocie, ale nie na placu miejskim, tylko kdy o par wiorst dalej 
ponce, i nie wntrze domostwa Ezofowiczw tylko, ale ca firmamentu poow oblewajce 
morzem jaskrawych wiatoci. 
Wrd nagle rozbysego wkoo nich owietlenia trzej mczyni stali porodku izby 
nieruchomi, oniemiali, wpatrzeni w supy ognite rozpywajce si po niebie coraz szerzej... 
coraz wyej... 
 Jak on prdko zamiaru swego dokona!  wyrzek Abram. 
145 
Nikt nie odpowiedzia. W miasteczku, cichym przed chwil, ozywa si zaczy gwary i 
haasy. adna w wiecie ludno tak atwo i prdko, jak izraelska, nie daje si porywa 
wraeniom wszelkiego rodzaju. Tym razem wraenie silnym by musiao. Budzi je ywio 
potny, roznoszcy o ziemi zniszczenie, a po niebie przewietne blaski. Tote sycha byo, 
jak ze wszystkich ulic i uliczek miasteczka, z ttentem stp piesznie biegncych, z szumami 
wzburzonych jakby strumieni, tysiczna ludno pyna ku zamiejskim polom. Za oknami 
Ezofowiczw plac czernia cay od pyncego w jednym kierunku tumu tego i wrza gwarem 
najrozmaitszych zapyta i przypuszcze. Lecz ponad gwarem tym rozlego si kilka 
dononiejszych gosw: 
 Kamionka! Kamionka!  zawoali ludzie lepiej od innych z miejscowoci oznajomieni. 
 Herste! herte! Kamioski dwr!  pochwyci cay chr gosw. 
 Aj! aj! taki wieli dwr! taki pikny wr! 
Byy to ostatnie wykrzyki, ktre nad tumem szumicym za oknami wzbijajc si wnikny 
do wntrza domu Ezofowiczw. 
Potem tum ten przepyn plac, oddali si ku kracowi miasteczka, a odgosy stpa i 
rozmw jego ozyway si z dala ju tylko i niewyranie. 
Wtedy stary Saul powsta z kanapy i z twarz zwrcon ku oknu ta dugo nieruchomy i 
milczcy. 
Z wolna potem podnis rce, ktre dray troch, i drcym te gosem wymwi: 
 Za czasw ojca mego, Hersza, i za czasw moich nie dziay si rzeczy takie na wiecie i 
grzechw takich pord Izraela nie byo... z rk naszych pyny na kraj ten srebro i zoto, ale 
nie ogie i zy... 
Po chwili milczenia, w gbokiej jakby zadumie pogrony, ze wzrokiem wci 
wpatrzonym w ogniste niebo, rzek jeszcze: 
 Ojciec mj, Hersz, z dziadem j e g o w wielkiej przyjani y... oni czsto rozmawiali ze 
sob o wanych interesach, a Kamioski pan, co jeszcze opasywa si pasem zocistym i 
dug szabl u pasa nosi, do ojca mego, Hersza, mwi: Ezofowicz! ty wielkie serce w sobie 
masz i jak nasza strona gr wemie, my ciebie na sejmie szlachcicem zrobim!... Syn jego 
nie taki ju by jak ojciec, ale ze mn grzecznie on zawsze rozmawia; ja w majtku jego 
wszystkie zboe przez trzydzieci lat zakupywaem i w kadej jego potrzebie kiesze swoj 
jemu otwieraem, bo do niej z ziemi tej, co wasnoci jego bya, wiele zyskw pyno... 
Kamioska pani... ona i teraz jeszcze yje... lubia bardzo matk moj, Frejd, i raz jej 
powiedziaa: Pani Frejda ma w domu swoim wiele brylantw, a u mnie jest tylko jeden... 
Ona brylantem syna swego nazywaa, ktry jeden u niej by jak w oku renica... tego samego 
syna swego, ktrego dom teraz w pomieniu stoi... 
Wskazujc palec wycign ku ognistej unie i groz czy alem, czy zdumieniem jakim 
zdjty umilk, a stojcy za nim Rafa z kolei przemwi: 
 Kiedy ja ostatni raz w kamioskim dworze byem, stara pani siedziaa z synem swoim na 
ganku i jak ja o interesie mwi zaczem, ona do niego powiedziaa: Pamitaj, Zygmunt, 
eby ty nikomu zboa swego nie sprzedawa, tylko Ezofowiczom, bo oni s ze wszystkich 
ydw najuczciwsi i najlepiej nam sprzyjaj A potem ona mi zapytaa si: Czy stara 
Frejda yje jeszcze, a syn jej, Saul, czy zdrw i duo ju wnukw doczeka si? Potem 
patrzaa ona na syna swego i powiedziaa do mnie: Panie Rafa! a ja adnego jeszcze wnuka 
nie ma! Ja jej grzecznie pokoniem si i powiedziaem: Niech wielmona pani sto lat yje i 
prawnukw doczeka si! Ja kamstwa w ucho jej nie wkadaem Ja jej szczerze tego 
yczyem. A dlaczego ja bym mia jej le yczy? 
Przesta mwi Rafa, a po chwili Saul nie odwracajc twarzy zapyta krtko: 
 Rafa! wiele ty lat z modym Kamioskim handlujesz? 
 Ja z nim handluj od tego czasu, jak on wyrs i gospodarzem zrobi si... on innego 
kupca jak tylko mnie jedynego zna nie chce... 
146 
 Rafa! czy ty od niego krzywd jak miae? 
Rafa po namyle chwilowym odpowiedzia: 
 Nie; ja od niego krzywdy adnej nigdy nie miaem. On troch pyszny jest, to prawda, i 
interesw swoich nie bardzo pilnowa umie... pohula on sobie lubi, a kiedy Izraelita kania 
si jemu, on gow z wysoka kiwa i za przyjaciela swego mie go nie chce... ale u niego serce 
dobre jest, a sowo rzetelne i w interesach on atwiej skrzywdzi si da, jak sam kogo 
skrzywdzi... 
Stojca za mem Sara splota rce i wzdychajc a gow koyszc jkna: 
 Aj! aj! taki mody pan, a takie ju nieszczcie na gow jego zwalio si! 
 Taki pikny pan i z tak pikn pann eni si mia!  zawtrowaa ona Rafaa. 
 A jak on oeni si teraz, kiedy dom jego pomienie por!  rzek Saul i doda ciszej: 
 Na dusz Izraela spad dzi wielki grzech! 
Odpowiadajc jakby sowo ojca, Rafa wymwi powanie i z cicha: 
 Na gow Izraela spada dzi wielka haba! 
Z kta izby, do ktrego najmniej dochodziy pynce z zewntrz jaskrawe wiata, 
wyszed, wysun si raczej Abram. Przygarbiony, z gow schylon, zbliy si on do ojca 
drc na caym ciele, rk jego pochwyci i do ust j swoich przycisn. 
 Tate!  rzek  ja tobie dzikuj z to, e ty mnie do tego nalee nie pozwolie! 
Saul podnis gow. Rumieniec opyn mu pomarszczone czoo, energia bysna w 
przygasych oczach. 
 Abram!  rzek gosem, ktry brzmia rozkazujco  niech tobie w ten moment dwa 
konie do wozu zaprzgaj. Siadaj ty na wz i jed prdko do tych pastwa, u ktrych 
Kamioski goci... Stamtd poaru nie wida... Jed prdko i powiedz jemu, eby on jecha 
matk swoj i dom swj ratowa... 
Zwrci si do Rafaa: 
 Rafa! id ty do karczmy Jankla Lejzora... tam kamioscy chopi bawi si i pij... 
Popd ich, eby jechali prdko i dom dziedzica swego ratowali... 
Posuszni jak mae dzieci, dwaj synowie Saula piesznie opucili izb, kobiety wybiegy na 
ganek domu, a wtedy Ber zapyta Saula: 
 Tate! a co ty teraz mylisz o Meirze? Czy on le zrobi, e Kamioskiego ostrzega? 
Saul pochyli gow, ale nic nie odpowiedzia. 
 Tate!  mwi Ber  ratuj ty Meira. Id do rabina i do dajonw (sdziw), i do kahalnych 
i pro, eby nad nim sdu nie czynili... 
Saul dugo nie odpowiada. 
 Ciko mi do nich i  odrzek na koniec  a najciej siw gow moj przed 
Todrosem pochyla... Nu  doda po chwili  pjd jutro... dziecka broni trzeba... cho ono 
zuchwae jest, a wiar i obyczaj ojcw swoich za mao szanuje i lubi... 
* 
Kiedy tak dziao si w domu Ezofowiczw, ma k zamiejsk pokrywa cakiem 
stoczony, czarny, falujcy i szemrzcy tum. Z miejsca tego najlepiej mona byo oglda 
widowisko straszne a wietne. Tutaj te zgromadzia si, ciekawoci i dz wrae 
wiedziona, caa ludno miasteczka. 
una poaru podnosia si zza sosnowego boru. Owietlony przez ni, ta teraz rowy cay, 
a tak przezroczysty, i, zda si, mona by byo policzy wszystkie gazie wieczce 
wierzchoki gadkich drzew jego. Szeroko w pokrg rozlana una ta, szkaratna u dou, 
przechodzia wyej wszystkie odcienie zocistoci, a u szczytu samego rbkiem bladotym 
147 
przerzynaa na poow sklepienie niebios i zlewaa si z bladym jego bkitem. wobec 
gorejcych, przeraliwych blaskw tych gwiazdy wieciy mdo, jak pozacane blaszki, a 
odpowiada im tylko na drugiej stronie widnokrgu wysuwajcy si zza gaju ogromny, 
czerwony ksiyc. 
Wrd ludu zalegajcego k toczyy si liczne zmieszane rozmowy. Opowiadano tam, e 
Jankiel Kamionker przy pierwszym zaraz bysku poaru wielkim pdem polecia do 
gorejcego dworu, biadajc i rozpaczajc gono nad prawdopodobn strat wdki swej, 
ktrej tam ilo wielk powiada. Znaczna ilo ludzi opowiadaa tego suchajcych 
umiechaa si dwuznacznie, inni wstrzsali gow z poaowaniem nad przypuszczalnym a 
ogromnymi stratami Jankla. Wikszo zachowywaa o Janklu i wdce zagroonej 
zniszczeniem milczenie zupene. Domylano si zna prawdy; tu i wdzie wiedziano nawet o 
niej na pewno, ale wtrca si w spraw brzemienn wszechstronnymi niebezpieczestwami 
jednym choby sowem nieostronym nikt nie mia i nie chcia. 
W dobr godzin po pierwszym byniciu na niebie ognistej uny zaturkotay w uliczce 
przytykajcej do ki z szybkoci nadzwyczajn toczce si koa i na k wpada 
najtyczanka czterema komi w penym galopie unoszona. Nie bya to zwyczajna droga do 
Kamionki, nie byo tu nawet adnej drogi, ale jadc tdy dziedzic gorejcego dworu skraca 
sobie znacznie przestrze, ktr mia do przebycia. Nie siedzia on w zgrabnym powoziku 
swoim, ale sta; rk trzyma si porczy koza i pochylony naprzd oczy wlepia w rowy 
od wiate br, za ktrym matka jego przebywaa w ogarnitym pomiemi domu jego ojcw. 
Gdy jednak konie jego wpady na k, spostrzeg on toczc si tam gsto ludno i 
krzykn na stangreta: 
 Ostronie! ludzi nie rozjed! 
 Dobry czowiek!  rzek kto w tumie  w nieszczciu takim myla jeszcze o tym, 
eby ludziom nieszczcia nie zrobi! 
Kto inny westchn gono. 
Kilka gw nachylio si blisko ku sobie i zaszeptao. W szepcie tym ozwao si imi 
Jankla, wymwione cicho... bardzo cicho... 
Byo jednak miejsce jedno nie na ce, ale rd przytykajcej do niej uliczki, gdzie 
rozmawiano gono. U chaty krawca Szmula na stojcej pod oknami awie sta Meir. Patrza 
on stamtd na k czarn od ludu i na gorejc za k un. Poniej otaczao go kilkunastu 
modych ludzi, zwykych towarzyszy jego. Z twarzy ich odgadn mona byo, e byli oni 
wzburzonymi do gbi. Chaim, syn Abrama, ktry ca przedgodzinn rozmow Saula i 
synw jego usysza z ktka, w ktrym by ukryty, opowiada j przyjacioom. W uniesieniu 
swym nie hamowa on gosu swego. Powtarza kade sowo, ktre zamieniali pomidzy sob 
starsi czonkowie rodziny, gono i dobitnie, a towarzysze jego gono te i dobitnie im 
przytwierdzali. Mode i niemiae zwykle serca te oburzenie i wstyd uczyniy mielszymi 
nieco... W chrze tym nie sycha byo jednego tylko gosu, ktry jednak zazwyczaj odzywa 
si rd niego penymi sodyczy i mdroci sowami. Eliezer nie sta wrd towarzyszy swych 
skupionych dokoa Meira, ale siedzia dalej nieco na ziemi, plecami oparty o czarn cian 
chaty. okcie wspiera on na kolanach i z nisko pochylon gow warz ukrywa w doniach. 
Zdawa si mogo, e skamienia w postawie tej, penej alu i wstydu. Czasem tylko 
zakoysa si w obie strony... Wida byo, e mikki, marzcy, trwoliwy duch ten ton teraz 
cay w morzu gorzkich, rozpaczliwych, a moe i wzmacniajcych rozmyla. 
Nagle brzegiem uliczki pod cieniem chat i parkanw przesun si z szybkoci 
nadzwyczajn wysoki i cienki cie ludzki; obok gromadki skupionej u drzwi Szmula da si 
sysze oddech strasznie zmczonej piersi jakiej, gony i poczony z powstrzymywanymi 
jkami. 
 Szmul!  wymwili modzi ludzie. 
148 
 Cicho!  stumionym gosem zawoa Meir i z awki na ziemi zeskoczy.  Niech usta 
wasze nie wymawiaj imienia ndzarza tego, aeby gowy jego niebezpieczestwu nie 
podda... Ja tu staem powrotu jego czekajc... rozejdcie si std i pamitajcie o tym, e oczy 
wasze Szmula wracajcego z ognistej strony tamtej nie widziay... 
 Ty prawd mwisz  szepn Ariel  to jest biedny nasz brat! 
 Biedny! biedny! biedny!  powtrzono dokoa. 
Rozeszli si. Przy chacie ndzarza zosta tylko Meir, ktry u progu jej stan, i Eliezer, 
ktrego nic ze skamieniaoci, w jak popad, obudzi nie mogo. 
Szmul wbiegszy do izby, z ktrej prcz najmniejszych dzieci i lepej matki powychodzili 
wszyscy, na brudn podog upad, czoem o ni uderzy i wzdychajc, kajc, jczc 
przerywanymi wyrazami mwi: 
 Ja nie winien! ja nie winien! ja nie winien! ja nie podpala i naczynia z oliw t w rku 
moim nie trzyma! On... Jochel... wszystko zrobi... ja sta na polu i pilnowa... ale kiedy przed 
oczami mymi ogie bysn... aj waj! aj waj! ja wtedy pozna, do czego ja nalea... 
 Cicho!  ozwa si przy biadajcym nieprzytomnie czowieku gos przyciszony i 
smutkiem nabrzmiay.  Zamknij usta swoje, Szmulu, a jak okno twojej chaty zamkn... 
Szmul podnis twarz i wnet j znowu do ziemi przyoy. 
 Morejne!  zajcza  morejne! crki moje wicej jak po szesnacie lat maj, trzeba byo 
za m je wyda! Podatkw ja za cay rok nie miaem ju czym zapaci!... 
 Wsta i ucisz si!  rzek Meir. 
Szmul nie usucha. Ustami zmiatajc py z brudnej podogi zajcza jeszcze: 
 Morejne! ratuj mi! Ja ze wszystkim ju ciao i dusz moj zgubiem! 
 Ty duszy swojej nie zgubisz i Przedwieczny na szali grzechw twoich pooy ndz 
twoj, jeeli ty pienidzy tych, ktrymi skusili ci li ludzie, nie wemiesz... 
Tym razem Szmul twarz oderwa od ziemi. Twarz ta, wychuda, blada miertelnie, 
nerwowymi drganiami targana, objawiaa sob wszechstronn, do ostatnich granic posunit 
ndz czowieka. 
Spojrza na Meira oczami, w ktrych maloway si na przemian rozdzierajcy bl i 
miertelny przestrach, a trzsc si doni wskazujc dokoa izb sw wyjkn: 
 Morejne! a jak ja bez pienidzy tych duej y bd? 
Dobre p godziny upyno, zanim Meir opuci izb, w ktrej coraz ciszej ju obwinia 
si, wyrzeka i rozpacza Szmul. Wnikajcy z ulicy szeroki pas jaskrawego wiata owietla 
w peni jeden z ktw ciasnej sionki. W kcie tym pod czarn, chylc si cian bielay dwie 
kozy, z ktrych jedna staa, a druga leaa. Pomidzy kozami, na wizi zmitej somy, z 
rkami wsunitymi w podarte rkawy szarej surduciny, z gow ozocon wiatem poaru a 
wspart o desk wystajc ostro spord ciany, spa Lejbele. Ani krzyk i wrzawa, ani race 
wiatoci niebios, ani jki i wyrzekania ojca nie przerway snu niewinnoci, ktrym wrd 
dwch kz, przyjaciek swych, usypiao dzieci to ndzy, ciemnoty i wystpku... 
149 
III 
Nazajutrz w miasteczku caym panowa ruch niezwyky. O niczym wicej nie mwiono 
tam, jak o poarze, ktry do szcztu prawie zniszczy dwr kamioski, o chorobie starej pani, 
ktr przewieziono naprdce do dworu ssiadw jakich czy krewnych, i o ogromnych 
stratach Kamioskiego pana, ktremu oprcz zabudowa dworskich spona stodoa 
napeniona zdjtym z pl zboem. 
Aeby rozmawia o wypadku tym, ludzie schodzili si w gromadki na placu, pord 
uliczek, u progw domostw, a gdyby kto podsuchiwa rozmowy ciche, cho wawe, toczce 
si pord gromadek owych, dosyszaby tu i wdzie formuowane pytanie: 
 A co z  i m stanie si? 
Pytanie to tyczyo si nie Kamioskiego, lecz Kamionkera. Kamioskiego aowano tu i 
wdzie, jak tu i wdzie naganiano Jankla  lecz by to czowiek cakowicie dla ludnoci 
szybowskiej obcy, nie znajcy jej i przez ni wzajem z twarzy tylko znany; Kamionker za 
zy si z ludnoci t od pierwszych dni swego istnienia, posiada wrd niej szerok sie 
stosunkw interesowych i przyjaznych, a w dodatku wobec niszej jej warstwy obleczony by 
aureol bogactwa i prawowiernej, arliwej pobonoci. Nie dziw te, i przyganiajcy mu 
nawet lkali si o niego. 
 Czy jego bd podejrzewa?  zapytywano tu i wdzie. 
Ten i w odpowiada: 
 Na niego adne nie padoby podejrzenie, gdyby Meir Ezofowicz purycowi zych myli w 
gow nie woy... 
 On zerwa jedno i przymierze izraelskiego ludu... 
 On gow brata swego niebezpieczestwu podda... 
 A co to dziwnego? On kofrim jest... niedowiarek... 
 On na reb Mosza rk swoj mia podnie... 
 On z karaimsk dziewczyn nieczyst przyja trzyma... 
I ci, co to mwili, niechtne, grone czasem spojrzenia rzucali na okna domostwa 
Ezofowiczw. 
Domostwo to stao dnia tego milczce i martwe jak nigdy. Okien nawet na plac 
wychodzcych nie otworzono, cho zwykle przez wiosn i lato cae byway one otwieranymi 
tak cigle i szeroko, e ktokolwiek by chcia tylko, mgby od rana do wieczora patrze przez 
nie na ycie licznej rodziny, ktra nic nigdy do ukrywania nie miaa. 
Dnia tego jednak nikt w domu tym nie pomyla o otworzeniu okien ani uprztnieniu 
wielkiej izby bawialnej, starannie zwykle uprztanej. Kobiety chodziy z kta w kt jak 
nieswoje, w czepcach zmitych nieco od czstego chwytania si rkami za gow, staway 
przed ogniskiem kuchennym i z twarzami opartymi na doniach i w zamyleniu wzdychay. 
Sara miaa nawet oczy zapakane. Nie dziw: m jej, Ber, przez cay ranek nosi na czole 
swym owe wie grube zmarszczki, w ktrych ona odgadywaa nieznane i niepojte dla niej 
cierpienie, a do niej sowa nie przemwi i siedzia teraz w izbie bawialnej, z gow opart na 
doni, milczc i szklistym wzrokiem spogldajc z kolei na dwu braci jej, Rafaa i Abrama. 
Rafa pochyla wprawdzie twarz nad rachunkow ksig, ale wida byo, e nie rachowa, 
lecz o czym wanym bardzo gboko myla. Od chwili do chwili podnosi oczy znad ksiki 
i spoglda na Bera i Abrama. Stary Saul na tej kanapie siedzc zdawa si take 
zatopionym w czytaniu grubej nabonej ksigi. W rzeczywistoci za mniej jeszcze ni 
150 
zwykle czytan rzecz rozumia, a z twarzy jego pozna mona byo, i dolegao mu co 
srodze i gboko. 
U okna, na zwykym swym miejscu, wic w porczowym, gbokim fotelu, siedziaa 
prababka Frejda. Spord rodziny caej na niej jednej nie zna byo zmiany adnej. Senny 
umiech z warg jej nie znika. Przymruaa powieki i podnosia je, budzc si, to usypiajc 
znowu. 
Zaraz po poudniu kobiety zasay st biaym obrusem i poczy ustawia na nim stoowe 
naczynia. 
Do izby wszed Meir. Wchodzc otwiera on drzwi cicho i powoli, a potem stan u ciany 
i spojrzeniem powid po wszystkich twarzach. Spojrzenie to byo niespokojne, trwone 
niemal i pene gbokiego alu... Obecne w izbie osoby podniosy na oczy i wnet je spuciy, 
ale przez to jedno mgnienie oka na modego czowieka niemiao stojcego u ciany spad 
toczcy ciar niemych wyrzutw. W wyrzutach tych bya uraza gorzka za dowiadczane 
przeze troski, trwoga istnie spokojnych, ktrych spokojowi on zagrozi, bya gboka lito 
nad nim, ale take i daleka, nie wypowiedziana jeszcze groba odrzucenia... Jedna tylko 
prababka na widok wchodzcego podniosa cakiem mruce si wprzdy powieki, 
umiechna si szerokim umiechem i szepna: 
 Kleiniskind! 
Do jej te twarzy przylgny oczy Meira, a bysna w nich myl jaka palca i 
niecierpliwa. 
W tej chwili rozleg si po izbie brzk i stuk. Spord gromadek ludzi czerniejcych tu i 
wdzie na placu i ku domowi Ezofowiczw niechtnie spogldajcych kto w jedno okno 
domu tego rzuci spory kamyk, ktry rozbi szyb na drobne kawaki i przeleciawszy tu 
przed czoem Frejdy upad porodku izby. 
Twarz Saula obla ceglasty rumieniec, kobiety nakrywajce do stou krzykny, Rafa, 
Abram i Ber powstawali z miejsc swych jak poruszeni spryn. Wszyscy utkwili zrazu 
wzroki w rozbitej szybie, lecz wkrtce przenieli je na prababk Frejd, ktra wyprostowaa 
si nagle i patrzc na kamyk lecy porodku izby bezdwicznym, lecz gonym szeptem 
swym zawoaa: 
 Nu! to jest ten sam kamie! Oni jego rzucali w okno domu naszego, kiedy mj Hersz z 
rebem Nochimem kci si i z cudzymi ludmi przyja chcia trzyma... to jest ten sam 
kamie... Na kogo oni teraz jego rzucili? 
Kiedy mwia to, wszystkie zmarszczki na twarzy jej dray, oczy jej po raz pierwszy od 
lat wielu rozwary si szeroko. 
 Na kogo oni teraz znw kamie rzucili?  zapytaa i zatoczya dokoa renic, ktra 
pociemniaa i bysna. 
 Na mnie, alte bobe:  odpowiedzia spod przeciwlegej ciany gos drcy 
niewysowionym alem. 
 Meir!  krzykna prababka nie bezdwicznym ju szeptem jak zwykle, ale dononym, 
przeraliwym niemal gosem. 
Meir przeszed izb, stan przed ni i obie jej mae, pomarszczone rce uj w swoje 
donie. Spuszcza ku twarzy jej wejrzenie pene czuoci i zarazem pyta i prb jakich nie 
wymawianych ustami, a ona podnosia ku niemu zotawe swe renice, ktre niespokojnie 
migota zaczy. 
Saul wsta z kanapy. 
 Rafa!  rzek  podaj mnie paszcz mj i kapelusz. 
 Dokd ty pjdziesz, tate?  zapytali jednogonie obaj synowie. 
Stary, z rumiecami na twarzy, drcym gosem odpowiedzia: 
151 
 Pjd, aeby gow moj przed Todrosem pochyli... Niech on nad zuchwaym 
dzieckiem tym sdu nie czyni, dopki nie zganie ogie gniewu, ktry zapali si w duszy 
ludu... 
Po chwili siwy patriarcha najdostojniejszej w gminie rodziny, dugim, czarnym paszczem 
okryty i w wysokim, wieccym kapeluszu na gowie, kroczy przez plac z wolna i powanie. 
Stojce na placu czarne gromadki rozstpoway si przed nim, a skadajcy je ludzie kaniay 
si mu nisko. Kto jednak wyrzek gono: 
 Biedny ty jeste, rebe Saulu, e masz takiego wnuka... 
Saul na zaczepk t nie odpowiedzia, tylko wskie wargi jego zacisny si silniej. 
Dobra godzina upyna, zanim Saul z odwiedzin swych powrci. Znalaz on wszystkich 
starszych czonkw rodziny swej zgromadzonych w izbie bawialnej. Meir by tam take; 
siedzia on tu przy fotelu prababki, ktrej maa, sucha do ciskaa mocno po odziey 
jego. 
Sara zdja paszcz z ramion ojca. 
 A co ty, tate, przyniose nam stamtd?  zapyta Rafa 
Saul oddycha ciko i ponuro patrza w ziemi. 
 Co ja stamtd przyniosem?  odpowiedzia po chwili milczenia.  Wstyd i gniew wielki 
przyniosem. Serce Todrosa raduje si nieszczciem, ktre przytrafio si domowi 
Ezofowiczw... Umiechy jak we pezaj po tej twarzy jego. 
 A co on powiedzia?  zapytao par gosw. 
 On powiedzia, e bezbonemu i zuchwaemu wnukowi memu za dugo pobaa... Reb 
Mosze i Kamionker, i cay lud prosz jego, eby on nad Meirem sd uczyni... Na proby 
mojej on sd ten do jutrzejszego wieczora odoy i powiedzia, e jeeli Meir upokorzy si 
przed nim, a cay lud o przebaczenie grzechw swoich prosi bdzie... na gow jego lejszy 
wyrok spadnie... 
Oczy wszystkich obecnych zwrciy si ku Meirowi. 
 A co ty, Meir, powiesz na to?  zapytano chrem. 
Meir myla chwil. 
 Dajcie mnie troch czasu  odpowiedzia  moe ja sobie do jutrzejszego wieczora 
ratunek jaki znajd. 
 A skd ty ratunek ten mie moesz?  zawoano. 
 Pozwlcie, ebym ja wam do jutrzejszego ranka nie odpowiada  powtrzy Meir. 
Wstrzsajc gowami umilkli wszyscy. Oznaczao to milczce przyzwolenie. 
W sercach wszystkich obecnych uczucia obawy i gniewu walczyy z uczuciem dumy. 
Gniewali si na Meira, lkali si o niego i o spokj a pomylno caego domu swego, ale 
zarazem przykr im bya myl, e jeden z czonkw rodziny ich upokorzy si ma przed 
rabinem i ludem. 
 Co to mona wiedzie?  rzek Rafa do brata.  Moe on sobie rad jak znajdzie... 
 Moe matka jego pokae si jemu w nocy i nauczy go, jak on ma czyni...  z cicha 
westchna Sara. 
Spniony obiad zszed w guchym milczeniu przerywanym tylko westchnieniami kobiet i 
paczem dzieci, ktrym matki zabraniay szczebiota i mia si. Stroskani i pospnie 
wygldajcy czonkowie rodziny z zadziwieniem spogldali od chwili do chwili na star 
Frejd, objawiajc wci szczegln jak niespokojno. Wprawdzie nie mwia ona nic, 
ale nie zadrzemaa w cigu obiadu ani razu, owszem, poruszaa si wci na krzele swym, 
spogldajc to na stuczon szyb, to na Meira, to na miejsce porodku izby, na ktre przed 
paru godzinami upad by kamyk rzucony z ulicy. 
 Co jej jest?  zapytywali siebie obecni z cicha i z niepokojem. 
 Ona sobie co przypomina  odpowiadano. 
 Ona czego lka si! 
152 
 Ona chce co powiedzie, ale nie moe... 
Gdy powstano od stou, dwie prawnuczki chciay, wedug zwyczaju, wyprowadzi Frejd 
do ssiedniej izby i do spoczynku uoy, ale ona silnie stopami o podog wspara si i 
palcem wskazaa fotel, swj przy oknie stojcy. 
Po chwili osoby napeniajce obszern izb wysuwa si z niej zaczy jedna za drug. 
Rafa i Ber wyjechali na reszt dnia do ssiedniego dworu jakiego, w ktrym mieli do 
zaatwienia wany dla nich i pilny interes. Abram zamkn si w izbie swej, aeby odda si 
rachunkom albo moe i nabonemu czytaniu. Saul rozkaza crkom, aby w domu cicho byo, 
i wzdychajc ciko leg na ou swym. Kobiety zgasiy ogie na kuchni, zamkny z cicha 
drzwi bawialnej izby i wyszy na dziedziniec, gdzie naglday bawice si dzieci, szyy i 
wiody ze sob ciche rozmowy. 
Prababka pozostaa w izbie bawialnej i  dziwna rzecz!  cho zapanowaa wkoo niej 
cisza gboka, nie usna, nie zadrzemaa nawet ani na chwil. Siedzc w gbokim fotelu 
swym patrzaa ona na szyb rozbit i poruszaa wci ustami, jakby co do samej siebie 
mwia. Czasem te zakoysaa gow obcion barwistym zawojem, wtedy diamentowe 
spicie zawoju zdawao si osypywa zke jej czoo potokiem iskier, a dugie kolce 
dzwoniy po ogniwach zotego acucha. Poruszaa wci ustami, a wkrtce i rkami te 
porusza zacza. Mogo si zdawa, e z kim niewidzialnym, z widmami moe 
wyaniajcymi si z wasnej pamici jej, toczya yj jak a trudn rozmow. Nagle 
wstrzsna gow i wymwia: 
 Tak samo byo, kiedy mj Hersz pisanie Seniora znalaz... Na niego wtedy li ludzie 
kamieniami rzucali... 
Umilka, lecz natomiast wielkie pery i zote ogniwa acucha zadzwoniy na piersi jej, 
ktra podniosa si westchnieniem i zajczaa paczliwym jakim jkiem, a zy due, szkliste 
opyny zotawe renice jej i nieruchome stany pod zmarszczon, drgajc powiek. 
Wtedy z awy umieszczonej pod przeciwleg cian wsta Meir i szybko przeszedszy izb 
usiad na niskim stoku, o ktry stara kobieta nogi swe wspieraa, a skadajc na kolanach jej 
splecione swe rce zapyta: 
 Bobe! gdzie jest pisanie Seniora? 
Na dwik gosu tego, ktry zapewne, tak jak i twarz Meira, przypomina jej czowieka 
gorco umiowanego w dniach modoci i szczcia, Frejda umiechna si. Nie spucia 
jednak spojrzenia ku siedzcemu u kolan jej wnukowi, lecz zza ez nieruchomo wci w 
oczach jej stojcych patrzaa w przestrze i szepta pocza: 
 Kiedy on pierwszy raz pokci si z reb Nochimem i caym ludem, przyszed on do 
domu swego, usiad na awie smutny bardzo i zawoa do siebie ony swej, Frejdy. Frejda 
bya wtedy moda i bardzo pikna; na gowie swej nosia zawj biay jak nieg, a przy ogniu 
stojc, ktry w kuchni pali si, dzieci i sug swoich nagldaa. Ale kiedy usyszaa ona 
woanie swego ma, posza zaraz do niego, stana przed nim i przemwienia jego czekaa. 
A on wtedy zapyta si: Frejda! gdzie jest pisanie Seniora?... 
Szept starej kobiety umilk. Natomiast mody mczyzna u kolan jej siedzcy zaciskajc 
mocniej splecione swe rce zapyta znowu: 
 Bobe! gdzie jest pisanie Seniora? 
Gowa kobiety obciona barwistym zawojem zakoysaa si z lekka, a wskie, te wargi 
szepta znowu zaczy: 
 On pyta si: Gdzie to pisanie jest? Czy je Senior pod ziemi schowa? Nie; on go pod 
ziemi nie schowa, bo ono by tam zgnio i zjadyby je robaki.  Czy on je w ciany domu 
schowa?  Nu! on wiedzia, e ciany te ogie pore moe.  To gdzie on je 
schowa?... Tak pyta si Hersz, a ona jego, Frejda, mylaa dugo nad sowami jego, a 
potem palcem pokazaa szaf, w ktrej byy stare, stare ksiki Seniora, i powiedziaa: 
Hersz! mj Hersz! pisanie to tam jest!... Kiedy Frejda to powiedziaa, Hersz uradowa si 
153 
bardzo, a usta jego wymwiy: Ty, Frejdo, rozum w gowie swojej masz, a dusza twoja taka 
sama pikna, jak twoje oczy!... 
Przy ostatnich wyrazach zy, nieruchome dotd, zsuny si z jej renic i po zmarszczkach 
twarzy jej spyny na usta, ktre umiechajc si do sennych wspomnie modoci i 
szczcia szepny jeszcze: 
 I powiedzia on: Dobra i mdra ona drosz jest nad zoto i pery, przy niej serce ma 
spokojne! 
Mody mczyzna u kolan jej siedzcy i w twarz jej patrzcy wzrokiem penym prb i 
pragnienia zapyta znowu: 
 Bobe! a co Hersz z pisaniem tym zrobi? 
Stara kobieta nie odpowiedziaa, chwil poruszajc ustami, tak jakby rozmawiaa z kim 
niewidzialnym, potem znowu opowiada zacza: 
 Hersz wrci raz z dalekiej podry, usiad znw na awie bardzo smutny i do Frejdy 
powiedzia: Wszystko przepado! Pisanie Seniora trzeba schowa, bo ono teraz na nic nie 
przyda si. Frejda zapytaa si: Hersz! a gdzie ty pisanie to schowasz? Hersz 
odpowiedzia: Ja schowam je tam, gdzie ono wprzdy byo, a ty jedna o sekrecie tym 
wiedzie bdziesz... 
Meira oczy zaiskrzyy si radonie. 
 Bobe! to pisanie tam jest! 
I wskazywa na szaf ze starymi, pamitkowymi w rodzinie ksigami. Ale Frejda nie 
odpowiedziaa mu, tylko szeptaa dalej: 
 On powiedzia: Ty jedna o sekrecie tym wiedzie bdziesz, a kiedy dusza twoja 
rozwodzi si bdzie z ciaem twoim, ty powiedz o nim temu synowi albo wnukowi twemu, 
ktry do ma twego, Hersza, najpodobniejszym bdzie... A kto z synw i wnukw Frejdy 
najpodobniejszym jest do ma jej, Hersza? Najpodobniejszym do niego jest Meir, syn 
Beniamina... on do niego taki podobny, jak podobne do siebie dwa ziarnka piasku... To moje 
kleiniskind! to moje najulubiesze! Frejda jemu o sekrecie tym powie! 
Meir trzyma teraz w doniach swych obie rce prababki i okrywa je pocaunkami. 
 Bobe!  szepta wskazujc szaf z ksigami  czy tam jest pisanie Seniora? 
Ale stara kobieta i teraz jeszcze nie odpowiedziaa mu bezporednio, tylko zaszeptaa 
dalej: 
 Hersz powiedzia Frejdzie: Jeeli na syna albo wnuka twego najulubieszego starsi w 
familii rce podnosi zaczn i jeeli na niego lud kamienie rzuca bdzie, ty, Frejdo, jemu o 
sekrecie naszym powiedz! Niech on pisanie Seniora wemie, na sercu swoim pooy, famili 
swoj i majtek swj rzuci, a z nim w wiat idzie, bo pisanie to jest drosze nad zoto i pery: 
ono jest przymierzem Izraela z czasem, co mu nad gow wielk rzek pynie, i z ludami, co 
pitrz si wkoo niego jak wielkie gry... 
 Bobe! na mnie starsi w familii naszej rce swe podnosi zaczli... ode mnie odwrci lud 
rozgniewan twarz swoj... ja jestem ten wnuk twj najulubieszy, o ktrym tobie m twj, 
Hersz, mwi... powiedz ty mnie: czy tam, midzy ksigami tymi, jest pisanie Seniora? 
Szeroki, mona by rzec, i tryumfujcy, umiech roztworzy te wargi Frejdy. 
Wstrzsna gow z uczuciem tajemnej radoci jakiej i szeptaa: 
 Frejda skarbu ma swego dobrze strzega... ona jego przed wszystkimi jak duszy swojej 
bronia... Kiedy ona wdow zostaa, przychodzi do domu jej reb Nochim Todros i star szaf 
ze starymi ksikami chcia ogniu na poarcie da... Przychodzi potem syn reba Nochima, 
reb Baruch Todros, i chcia star szaf ze starymi ksikami ogniu na poarcie da... Ale 
wiele razy oni przyszli, Frejda star sz6af ciaem swym zasaniaa i mwia: To dom mj i 
wszystko, co w nim jest, moje jest. A jak Frejda przed star szaf stawaa, przed Frejd 
stawali synowie i synowie synw jej i mwili: To matka nasza, my jej krzywdy uczyni nie 
damy! Reb Nochim gniewa si i poszed sobie... Reb Baruch gniewa si i poszed sobie... A 
154 
reb Izaak nigdy ju nie przychodzi, bo wiedzia od ojcw swoich, e dopki Frejda yje... 
starej szafy nie poruszy nikt... Frejda skarbu ma swego dobrze strzega i on ley sobie do 
tego czasu tam... i pi sobie... 
Przy ostatnich wyrazach stara kobieta wycigna ku szafie oszklonej, o kilka krokw 
przed ni stojcej, pomarszczony palec swj, a miech cichy, miech wewntrznej radoci 
jakiej, jakiego dziecinnego prawie tryumfu piersi jej zatrzs. 
Meir jednym skokiem znalaz si przy szafie i silniejsz ni kiedy, bo zgorczkowan 
doni targn zamek jej skruszony staroci i rdz. Drzwi szafy roztwary si na ocie, a z 
gbin jej buchna chmura pyu i jak niegdy biay zawj Frejdy i zote wosy Hersza okrya 
szar powok odzie i gow prawnuka ich... 
A on na to nie zwaa i chciwie rce zatopi pomidzy ksigi te, z ktrych czerpali mdro 
sw dwaj przodkowie jego, a wrd ktrych kry si namitnie dla upragniony drogowskaz 
ycia... 
Ale na widok rozwartej szaty i wylatujcej z niej chmury pyu Frejda pochylia si te 
naprzd, rce przed si wycigna i zawoaa: 
 Hersz! Hersz! mj Hersz! 
Nie by to ju zwyky szept jej bezdwiczny, ale okrzyk gony, wyrywajcy si z piersi, 
na wskro przeszytej radoci i blem wspomnienia. 
Zapomniaa o prawnuku... Zdawao si jej zapewne, e urodziwy modzieniec ten ze 
zotymi wosami osypanymi kurzaw by cudowny, z nieznanych wiatw przybyym do niej 
zjawiskiem jej ma... 
Meir zwrci ku niej blad twarz i gorejce swe oczy. 
 Bobe!  pyta dyszcym gosem  gdzie ono jest? u gry? w dole? W tej ksice? w tej? 
w tej? 
 W tej!  zawoaa kobieta palcem wskazujc ksig, na ktrej z kolei Meir do sw 
pooy. 
Po chwili zke od staroci, lecz bujnym i wyranym jeszcze pismem okryte arkusze 
zaszeleciy pod grub pergaminow okadk ksigi. Trzymajc je w doni Meir upad do ng 
prababki, caowa stopy jej, kolana i rce, co chwila te chwyta si za gow, a niewyrane 
jakie jki i miechy dray mu w piersiach. 
Frejda umiechaa si te i drcymi rkami dotykaa gowy prawnuka, lecz powieki jej z 
wolna przymyka si zaczy, na twarz ca wraca zwyky od lat wielu wyraz cichej 
sennoci. Zmczon mwieniem i wspominaniem dugim, wpatrzon jeszcze w jasne widmo 
modoci, ktre stao przed ni w srebrzystych blaskach zy  stuletni t niewiast ogarniao 
znowu ciche, sodkie drzemanie  pierwsza niby agodna fala wiekuistego snu. 
Namitne dzikczynienia i pieszczoty prawnuka budzi j przestay. Meir schowa na 
piersi zke arkusze i wkrtce sycha byo szybki bieg jego po wschodach, prowadzcych 
do izby u szczytu domu umieszczonej, a zamieszkiwanej przez Meira i modych jego braci. 
Przez cay wieczr potem i przez noc ca w sporym oknie znajdujcym si pod samym ju 
wysokim i spiczastym dachem domostwa byszczao mdawe wiateko wiecy i wida byo 
przesuwajce si za szybami, wchodzce do izby i wychodzce z niej ludzkie postacie. Z 
rana, o wicie jeszcze, bocznymi drzwiami domu wyszo na dziedziniec kilku modych ludzi, 
ktrzy wnet rozproszyli si w rne strony miasteczka. 
Po miasteczku te od samego ju nieledwie wschodu soca obiega poczy wieci 
niewyrane, niepewne, rozmaicie opowiadane i tumaczone, ale zaciekawiajce i wzruszajce 
ywo wszystkie warstwy miejscowej ludnoci. Zajcia powszednie zdaway si na pozr i 
zwykym trybem, a jednak na uboszych szczeglniej uliczkach sycha byo nieustanny 
szmer ludzkich rozmw, ktry czc si ze stukiem, zgrzytaniem i szelestem rzemielniczych 
narzdzi wydawa si guchym jakby wrzeniem szemrzcym na dnie mrowiska. 
155 
Nie wiadomo skd, z jakiej strony i z jakich ust, wypyway i po wszystkich podwrzach, 
zaktkach, izbach i izdebkach rozpyway si wiadomoci, domysy i przypuszczenia... 
 Dzi, kiedy soce zajdzie, a zmrok wieczoru spadnie na ziemi, zgromadzi si w bet  
ha  kahole wielki sd dajonw i kahalnych z rabinem Izaakiem na czele i sdzi bdzie 
modego Meira Ezofowicza. 
 Jak on go sdzi bdzie? Jaki wyrok spadnie na gow jego? co z nim stanie si? 
 Nie, wielki sd nie zasidzie ju dzi w bet  kahole, bo kiedy soce zajdzie i zmrok 
wieczoru spadnie na ziemi, zuchway wnuk bogatego Saula przyjdzie do bet  midraszu, aby 
w obecnoci ludu caego upokorzy si przed wielkim rabinem, grzechy swe wyzna i tych, 
ktrych obrazi, rozgniewa lub zgorszy, o przebaczenie prosi. 
 Nie, upokarza si przed rabinem i grzechw swych wyznawa w pokorze przed ludem 
caym on nie bdzie. 
 Dlaczego nie bdzie? 
 Ach! ach! to wielki sekret, ale o nim ju wszyscy wiedz. To taki wielki sekret, e 
syszc o nim wszystkie oczy paaj ciekawoci gorczkow, wszystkie piersi dr, aby co 
prdzej wchon go w siebie. 
 Mody Meir skarb znalaz. 
 Co to za skarb? Skarb to taki, ktry od trzystu, od piciuset, od tysica moe lat, nu! od 
tego czasu moe, jak ydzi do kraju tego przyszli, w familii Ezofowiczw ukrywa si! Skarb 
ten to pisanie jakiego przodka ich, ktre on przed mierci swoj zrobi i dalekiemu 
potomstwu w dziedzictwie zostawi. 
 A co w pisaniu tym jest? 
 Nikt o tym z pewnoci nie wie. 
Wszyscy mieszkacy ubogich uliczek o pisaniu tym syszeli od ojcw, dziadw i babek 
sowich, ale kady z nich sysza o nim inaczej. I teraz jeszcze yli starzy ludzie tacy, ktrzy o 
pisaniu tym co wiedzieli, ale kady z nich wiedzia co innego. Jedni mwili, e pisanie to 
pochodzio od mdrego i witego Izraelity, ktry y bardzo dawno temu, a przez cae ycie 
o tym tylko myla, jak nard swj bogatym, mdrym i szczliwym zrobi. Inni przeciwnie 
utrzymywali, e w dawno temu yjcy przodek Ezofowiczw bezbonikiem by, 
odszczepiecem przez gojw przekupionym, aeby imi Izraela i Zakon jego z powierzchni 
ziemi zetrze. 
 W pisaniu tym stoi nauka: jak piasek w zoto zamienia mona i co biedni ludzie robi 
powinni, eby od razu wielkimi bogaczami sta si. 
 Nie, w pisaniu tym powiedziane jest, jakim sposobem czowiek moe odpdzi od siebie 
diabw, aeby oni jego nie dotykali si nigdy, a z liter imienia boskiego uoy taki wyraz, 
e kto go wymwi, ten bdzie ju mg spojrzenie oczu swoich zapuci wskro nieba i 
wskro ziemi... 
 Nie, w pisaniu tym powiedziane jest, co Izraelici czyni maj, aeby nieprzyjaci 
swoich w przyjaci zamieni i z ludami wszystkimi, co im wrogie s, przymierze zgody 
zawrze. 
A kto jeszcze sysza o tym, e w pisaniu tym stoi nauka, jak wskrzesi Mojesza i 
wezwa jego, aby on przyszed znowu i lud swj z niedoli, ciemnoci i upokorzenia wywid, 
a do krainy pyncej zotem, mdroci i chwa zaprowadzi. 
 Dlaczego oni to do tego czasu nie szukali i nie ogaszali ludowi pisania tego? 
 Oni bali si, bo kto opisania tego dotknie si, tego rce zapal si wielkim ogniem i 
rozsypi si w proch. 
 Nie, kto pisania tego dotknie si, temu wkoo serca okrcaj si jadowite we... 
 Temu czoo poczernieje jak od sadzy... 
 Od tego szczcie i spokj odbiegn... 
 Na tego posypie si grad kamieni... 
156 
 Ten na czole swym nosi bdzie krwaw kres... 
 Kiedy... starzy ludzie yjcy jeszcze co o tym pamitaj... ojciec bogatego Saula, 
wielki kupiec Hersz, pisania tego dotkn si. 
 A co si jemu stao? 
 Starzy ludzie mwi, e jak on tego pisania dotkn si, jadowite we okrciy si koo 
serca jego i tak go we rodku ksay, e on od tego modo bardzo umar... 
 A teraz pisanie to znalaz mody Meir? 
 Tak, on jego znalaz i czyta go bdzie w bet  ha  midraszu przed ludem caym, jak 
tylko soce zajdzie, a zmrok wieczoru ziemi okryje... 
Pomidzy ludmi w ten sposb rozmawiajcymi uwija si reb Mosze, meamed; zjawia 
si tu lub wdzie, znika wkrtce i znowu ukazywa si na innej uliczce jakiej, rd innego 
podwrka, pod otwartym oknem innej chaty. Nadstawia ucha, przysuchiwa si, umiechy 
przelatyway po wypukych jego ustach, ostre byski strzelay mu z burych, okrgych oczu. 
Nie mwi przecie nic. Pokornie, a czasem i natarczywie zapytywany przez ludzi, do ktrych 
si zblia, milcza albo odpowiada niewyranym tylko mruczeniem i pospnym 
wstrzsaniem gow. Nie mg mwi, bo o wypadkach i wieciach, ktre tak silnie 
wstrzsay umysem publicznym, nie rozmawia jeszcze dnia tego z mistrzem swoim, z tym, 
ktremu przez cze najwysz, przez wiar fanatyczn, przez mio namitn i mistyczn, 
ciao i dusz sw w niewolnictwo odda. Bez wyranego rozkazu uwielbionego i ukochanego 
mistrza tego nie mg on ani sdw swych wydawa, ani hase wykrzykiwa, ani nawet we 
wasnej myli swej o czymkolwiek rozstrzyga. A nu sowo albo czyn jego rozminyby si 
z wol mistrza? Nu popeniby bd jaki przeciw jakiemukolwiek z tysicznych przepisw, 
ktre wszystkie na pami umia, ale z ktrych nie tylko wyraz kady, lecz kada litera coraz 
innym tumaczeniom i zastosowaniom ulega moga! Wiedzia wprawdzie o tym reb Mosze, 
e uczonym by bardzo, c jednak znaczya uczono ta jego wobec uczonoci wielkiego 
rabina, ktrej jasno owiecaa cay wiat ziemski i wnikaa nawet a do samego nieba, a 
Jehowa lubowa si patrzc na ni i sam siebie podziwia za to, e mg stworzy dzieo tak 
doskonae, jakim by rabbi Izaak Todros. 
Okoo poudnia tedy reb Mosze, z gow i uszami napenionymi wszystkim, co sysza, 
wsun si cicho do czarnej chaty rabina. Nie zaraz jednak mg rozpocz z nim rozmow. 
Todros rozmawia ze starcem jakim, opylona odzie ktrego objawiaa, e przyby z daleka, 
a ktry wspierajc si na kiju sta przed nim z twarz pokorn i razem radosn. Strzec ten 
prosi rabina o udzielenie mu szczypty ziemi z Jerozolimy przywiezionej. 
 Ja bardzo chc  mwi drcym od staroci i wzruszenia gosem  pojecha do 
Jerozolimy, aby tam umrze i w ziemi ojcw naszych pogrzebionym zosta. Ale biedny 
jestem i pienidzy u mnie na drog nie ma. Daj ty mi, rabbi, garstk piasku tego, ktry tobie 
kadego roku stamtd przywo, aeby wnuki moje mogy mi j na piersi posypa, kiedy 
dusza moja rozwiedzie si z ciaem. Mnie z t garci ziemi lej bdzie spa w grobie, a 
prawd to jest, e do tych, ktrzy j maj na sobie, nie zbliaj si robaki i cia ich nie jedz? 
 To jest prawd  odpowiedzia powanie rabin i wyjwszy garstk biaego piasku z 
worka, w ktrym drogocenny przedmiot starannie owinitym by i obwizanym, owin j w 
szmatk papieru i poda starcowi. 
Starzec przyj dar trzsc si od radoci doni, zoy na nim dugi, pobony pocaunek i 
schowa go na piersi, za po achmaniastej, cuchncej odziey. 
 Rabbi!  rzek  ja nie mam czym zapaci tobie... 
Todros wycign ku niemu t szyj sw i przerwa szybko: 
 Z daleka wida przybywasz, jeeli o zapacie dla Izaaka Todrosa myle i mwi 
moesz... Ja od nikogo za nic zapaty adnej nie bior, a cho wiem, e bardzo duo dobrego 
braciom moim czyni, o jedn tylko zapat za to bagam Przedwiecznego: aeby On dola 
157 
cho jedn jeszcze kropelk do tej mdroci, ktr ju posiadam, a ktrej niesyta nigdy dusza 
moja. 
Starzec chwiejnym krokiem o kiju przybliy si do ma tego, tak ju mdrego, a tak 
nieustannie i namitnie akncego mdroci. 
 Rabbi  westchn pobonie  pozwl mi pocaowa dobroczynn rk twoj.... 
 Pocauj!  agodnie odpowiedzia mistrz, ale kiedy proszcy schyla si przed nim, wzi 
on w obie donie gow jego, biaymi jak mleko okryt wosami, i gony pocaunek wycisn 
na sfadowanej i zeschej skrze jego czoa. 
 Rabbi  zawoa starzec z wybuchem szczcia w gowie  ty dobry jeste... ty ojciec 
nasz, mistrz i razem... brat! 
 A ty  odrzek Todros  bogosawionym bd za to, e do pniej staroci dochowae 
wiernoci Zakonowi Pana i mio dla ojczystej ziemi naszej, z ktrej gar piasku wydawaa 
ci si drosz nad srebro i zoto... 
Obaj mieli zy w oczach i wida byo, e obaj take, widzc si dzi po raz pierwszy w 
yciu, przejci byli wzajem dla siebie tkliw, bratersk i dziwnie jako smtn mioci. 
Reb Mosze, ktry oczekujc na skoczenie rozmowy usiad na ziemi przy czarnym 
otworze komina, mia take zy w oczach i po chwili dopiero, gdy Todros pozosta sam jeden, 
przemwi znionym gosem: 
 Nassi... 
 Haa?  zapyta mistrz, pogrony ju w zwykej swej zadumie. 
 U nas w miecie wielkie nowiny s! 
 Jakie to nowiny? 
 Meir Ezofowicz pisanie przodka swego, Seniora, znalaz i dzi je przed caym ludem 
czyta bdzie... 
Zaduma Todrosa pierzchna bez ladu. Wcign ku mwicemu szyj i zawoa: 
 Skd ty to wiesz? 
 Nu! cay wiat o tym gada. Przyjaciele Meira od samego rana po miecie chodz i 
wiadomo t pomidzy ludmi puszczaj. 
Todros nie odpowiedzia. Oczy byskay mu ostro, niemal dziko. Namyla si. 
 Nassi! czy ty jemu zrobi to pozwolisz? 
Todros milcza jeszcze chwil, potem odpowiedzia stanowczym gosem: 
 Pozwol! 
Reb Mosze a drgn cay. 
 Rabbi!  zawoa  ty jeste najmdrszym ze wszystkich ludzi, ktrzy na tym wiecie 
yli, yj i bd y... ale czy mdro twoja pomylaa o tym, e pisanie to odwrci moe 
dusz ludu od ciebie i witego Zakonu naszego? 
Todros gronie na mwicego spojrza. 
 Ty nie znasz duszy ludu mego, kiedy tak myle i mwi moesz. Nie na to pradziad mj 
i dziad, i ojciec, i ja sam nad dusz t z caych si naszych pracowalimy, aby j atwo byo od 
nas odwrci... 
 Niech on pisanie to przeczyta  doda po chwili  niech obrzydliwo ta wyjdzie raz spod 
ziemi, gdzie urywaa si dotd, aeby mona byo j ogniem gniewu spali, a prochy jej 
kamieniem pogardy przycisn... Niechaj on pisanie to czyta... on dopeni tym miary 
grzechw swoich i spocznie wtedy na nim mciwa rka moja! 
Przez chwil panowao milczenie. Mistrz myla, wielbiciel jego patrza mu w twarz jak w 
tcz. 
 Mosze!... 
 Co, nassi? 
 Pisanie to trzeba z rk jego wyrwa i w moje rce odda. 
 Nassi! a jak je trzeba odebra? 
158 
Rabin stanowczo i mrukliwie powtrzy: 
 Pisanie to trzeba z rk jego wyrwa i w moje rce odda. 
Czowiek skurczony u komina lkliwiej ju nieco zapyta jeszcze: 
 Nassi! a kto pisanie to z rk jego wyrwa ma? 
Todros wlepi w pytajcego rozognione oczy i po raz trzeci wymwi: 
 Pisanie to trzeba z rk jego wyrwa i w moje rce odda! 
Mosze pochyli gow. 
 Rabbi  szepn  ju ja zrozumiaem wol twoj. Bd ty spokojny. Jak on 
obrzydliwo t przed ludem caym przeczyta, nad gow jego zaszumi taka burza, e on od 
niej zamie si i w proch upadnie. 
Milczeli potem obaj dug chwil. Rabin ozwa si znowu pierwszy: 
 Mosze! 
 Co, nassi? 
 Kiedy on i gdzie obrzydliwo t czyta bdzie? 
 On j czyta bdzie w bet  ha  midraszu, kiedy soce zajdzie, a zmrok ziemi okryje... 
 Mosze, id ty zaraz do szamosza (posaca synagogi) i powiedz mu, e rozkazanie moje 
jest, aeby on szed zaraz do dajonw i do kahalnych i ogosi im, e kiedy soce zajdzie i 
zmrok ziemi okryje, oni wszyscy zebra si powinni w bet  ha  kahole na wielki sd... 
Mosze powsta i zmierza ku drzwiom, a rabin wstrzsn kilka razy gow i podnoszc 
rk zawoa: 
 Biada zuchwaemu, silnemu i nieposusznemu! Biada temu, ktrego naruszy trd, i 
temu, ktry roznosi zaraz! Biada mu! 
Kiedy to mwi, po caej twarzy jego rozlao si morze ciemnej, zawzitej, nieubaganej 
nienawici. A jednak przed kwadransem jeszcze twarz ta pena bya tkliwej, braterskiej 
mioci, usta te wymawiay sowa agodne i pocieszajce, w oczach tych stay zy 
rozrzewnienia! 
Tak w jednym sercu tym mieci si mogy zarazem agodno i gniew, dobro i 
mciwo, bezbrzena mio i nieubagana nienawi; tak z jednego rda tego pyn 
mogy wzniose cnoty i pospne zbrodnie... 
Tajemnic podobnych, zagadek, podobnych spotka wiele ten, kto uwanie wpatrzy si w 
dzieje ludzkoci. W ich to onie wyraz miosierdzie dziwacznie plcze si z wyrazem zemsta, 
wyraz blini  z wyrazem wrg. One to po wielokro day wiatu widok mw jedn rk 
litociwie gojcych rany ludzkie, a drug rozpalajce ogniste stosy i obracajcych koa 
tortur... Skd pochodz tajemnice i zagadki szerokich serc i ognistych umysw tych, tak 
srodze rozdwojonych i zbkanych? O, czytelniku! gdyby nie istniay na ziemi ywioy 
pewne, wwodzce w obdy straszliwe serca i umysy ludzkie, rabin Izaak Todros byby moe 
wielkim czowiekiem... 
Bdmy sprawiedliwi! Rabbi Izaak Todros byby najpewniej wielkim czowiekiem, gdyby 
nigdy nie istnieli byli ci, ktrzy, posugujc si ogniem, tortur i stokro srosz jeszcze od 
nich  pogard, zbudowali dla plemienia jego, a do dalekich, dalekich w przyszoci 
pokole, ciasne, ciemne, trwg i niechci pene  moralne i umysowe getto! 
* 
Soce zaszo i na ziemi spywa mrok wieczora. Wielkie synagogalne podwrze mrowio 
si ludnoci czarn, gst, szemrzc. W onie ludnoci tej wrzao co i kipiao... 
Wntrze bet  ha  midraszu czerniao cae tak mas stoczonej ludnoci. Wida tam 
byo siwe gowy starcw i powe kdziory dzieci, dugie brody, czarne jak krucze pira, jasne 
159 
jak len i ogniste jak wypolerowana mied. Gowy te poruszay si i faloway, szyje wycigay 
si i podnosiy si brody, oczy paay ciekawoci i dz wrae. Wszystko to ukazywao si 
w pzmroku. Ogromna sala bet  midraszu owiecon bya jedn tylko lampk zawieszon u 
drzwi wchodowych i jedn ojow wieczk palc si w mosinym lichtarzu na stole z 
biaego drzewa, za ktrym, tu pod wysok, nag cian, sta drewniany stoek. Byo to 
miejsce, z ktrego przemawiali zazwyczaj do ludu wszyscy, ktrzy kiedykolwiek przemawia 
do chcieli. W Izraelu bowiem czowiek kady, od najdostojniejszego i najstarszego do 
najniszego i najmodszego, prawo gosu posiada, a bet  ha  midrasz jest niestartym ladem 
wysoce demokratycznego ducha, przenikajcego niegdy staroytne ustawy Izraela. Kady, 
ktokolwiek tylko pochodzi z domu Izraelowego, posiada prawo wchodzi w progi te, modli 
si wrd nich, czyta, przemawia i naucza. 
Ludzie, ktrzy nie wewntrz budowy, ale dokoa cian jej gromadnie stali, ogldali si 
czsto ku stojcemu naprzeciw bet  kaholowi. W miejscu tym posiedze administracyjnych i 
sdowych wadz gminy poyskiwa te zaczy mde i nieliczne wiata. Nad wchodowymi 
drzwiami zapalono tam lampk, a na dugim stole szarzejcym niewyranie za duymi 
szybami okien ustawiono par wiec tych i dymicych. Po chwili na ganek bet  kaholu 
wstpowa zaczli ludzie caej ludnoci szybowskiej dobrze znani a budzcy pord niej 
szacunek gboki. Pojedynczo albo parami przybywali tam sdziowie gminy, siwi cakiem lub 
siwiejcy, powani ojcowie rodzin licznych, zamoni kupcy lub waciciele posiadoci 
ziemskich. Liczba ich powinna bya dosiga dwunastu, tym razem przecie jedenastu ich 
tylko naliczono. Dwunastym dajonem w Szybowie by Rafa Ezofowicz. Pomidzy ludem 
szeptano, i stryj obwinionego nalee do skadu sdu nie mg; niektrzy mwili: nie 
chcia. Po dajonach przybywali kahalni, pord ktrych znajdowali si morejne Kalman, z 
rkami w kieszeniach sajetowego chaatu i z wiekuistym umiechem miodowej bogoci na 
ustach, i Kamionker, ktrego twarz zka i skurczya si w dniach ostatnich, a wejrzenie 
posiadao trwoliwe i ostre byski czowieka zagroonego niebezpieczestwem. Ostatni ze 
wszystkich ukaza si Izaak Todros. Wysun si z niskich drzwiczek swej chatki i szczupy, 
przygarbiony przemkn w cieniu cian okrajcych podwrze tak szybko i cicho, e z tumu 
nikt go prawie nie dostrzeg. 
W tej samej prawie chwili w gbi Bet  ha  midraszu nad guchym szmerem falujcego 
ludu rozleg si czysty i silny gos mski: 
 W imi Boga Abrahamw, Izaakw i Jakubw, suchaj, Izraelu! 
Szmer ludzi wzmg si i przeszed w gwar, nieledwie we wrzaw. Czu w tym byo 
niechci troch, a wicej jeszcze obawy walczcej z ciekawoci. Tote przez dug chwil 
gos czowieka mwicego we wntrzu napenionej ludmi budowy mocowa si z 
pochaniajcym go gwarem, a spomidzy sw jego nieliczne tylko wzbijay si nade i 
brzmiay wyranie. 
Nagle kto z tumu zawoa dononie: 
 Uciszcie si i suchajcie! albowiem powiedzianym jest: Suchajcie mowy wszelkiej 
czynionej w imi Jehowy! 
 To jest prawda!  zaszemrano  on mwi zacz w imi Boga Abrahamw, Izaakw i 
Jakubw! 
I staa si cisza wielka, przerywana tylko poruszeniami tych, ktrzy u drzwi i za oknami 
stojc wspinali si na palce, aby zobaczy tego, ktry przemawia. 
aden widok niezwyky oczu ich nie uderzy. Za biaym stoem, wic na tym samym 
miejscu, z ktrego czsto przemawiano do ludu, Meir Ezofowicz sta w postawie spokojnej i 
ze spokojn rwnie twarz. 
Bledszym by wprawdzie ni zwykle i w oczach mia blask gorcego wzruszenia, ale 
wida byo, e wzruszenie to brao rdo nie w trwodze ni wtpliwoci najlejszej, lecz 
przeciwnie  w uczuciu potnej wiary jakiej i rwnie wielkiej, uszczliwiajcej nadziei. W 
160 
rkach trzyma on kilka zkych i bardzo starych arkuszy papieru, z ktrych czyta i ktre 
podnosi niekiedy wysoko, jakby chcia ukaza oczom wszystkich, skd bra sowa swoje. 
 Izraelu!  zawoa w chwili, gdy gwar ustpi przed powszechn i gbok cisz  ty 
jeste wielkim narodem! Ty pierwszy spomidzy narodw wszystkich zobaczye w niebie 
Boga jedynego, a na ziemi usyszae, w huku gromw i blasku byskawic, dziesi 
ogromnych sw, na ktrych, jak na dziesiciu opokach, inne ludy przez pokolenia wszystkie 
buduj wschody do soca doskonaoci! Izraelu! lepe od urodzenia albo pieprzem zoci 
olepione jest oko tego, kto patrzc na oblicze twoje nie zobaczy starej twej dostojnoci. 
Such od urodzenia albo wichrem z piekie wiejcym wysuszon jest renica ta, ktra na 
wielkie cierpienia, jakie ty przeniose, nie wypuci z siebie zy! Nieszczsny jest ten, kto 
ustami swymi rzeknie na ciebie: Nikczemny! Niech ulituje si nad nim i przebaczy mu Pan, 
albowiem nie ma w nim tej szali sprawiedliwoci, na ktrej wa si zasugi i winy narodw, 
ani tego wiata mdroci, ktre pokazuje, jak z blu i ndzy rodz si grzechy! Izraelu! z 
ciebie urodzi si Mojesz z sercem gorejcym mioci jako krzak ognisty, Dawid ze zot 
harf, pikna Ester paczca nad bied ludu swego, Machabeusze z potnymi mieczami z 
ciebie powstali, prorocy idcy na mier z ochot dla prawdy serc swoich. Ty, kiedy w ziemi 
ojcw swoich ye szczliwy, brzydzie si niewol brata, na polu swym dziesity snop 
zostawiae akncym, a gos dawae kademu, co przemawia do ludu chcia, i przed 
Jehow jednym korzc si mwie: My wszyscy rwni w obliczu Ojca naszego! A kiedy 
ty potem, nieszczsny i zwyciony, oblany krwi synw swoich, co ziemi przodkw bronili, 
w zach i prochu cay pomidzy obcymi narodami stane, ty wszystkie boleci i wszystkie 
pogardy przeniose, a jedynemu Bogu swemu wiernym pozostae, a pamici o przodkach 
swych nie stracie i wszystkie ludy, ktre kiedykolwiek gnbione i w zach topione byy, 
uczye, jako bez broni obroni si mona! Rozumnym, czystym i miosiernym stworzy ci 
Pan, ludu mj, ale oto drugi tysic lat ju przemija, odkd nie stao ci jednej rzeczy wanej  
ojczyzny!... 
Tu gos mwicego zadra i umilk na chwil, drenie te przebiego po zgromadzeniu 
caym, a potem rozleg si szept gosw stumionych: 
 Suchajmy! suchajmy! Pisanie to jest mdrego i dobrego Izraelity, ktry opowiada 
chwa ludu swego. 
Suchali, a Meir Ezofowicz czyta dalej: 
 Biada ludowi temu, ktremu zabraknie ojczyzny! I zejd z okrtw wszyscy robicy 
wiosem i wszyscy pywajcy po morzu  i przylgn do ziemi. Dusza narodu wszelkiego 
czy si z ziemi swoj, jak dziecko z piersi matki, i od niej bierze pokarm swj i zdrowie 
swoje, i lekarstwa na swoje choroby. Tak chcia i tak uczyni Pan. Ale ludzie poszli przeciw 
woli Jego. Dusz twoj, Izraelu! oderwali od ziemi, do ktrej ona przylgna. Jako ebrak 
pukae ty do wrt cudzych domostw i tych, ktrzy plwali na ci, o zmiowanie prosi 
musiae, gowa twoja chylia si pod rozkazami praw, przeciw ktrym krzyczaa w tobie ze 
wstrtu natura twoja, jzyk twj ama si, eby naladowa mowy cudze, podniebienie twoje 
gorzkniao od goryczy, ktre pie, oblicze twe czerniao od gniewu i upokorza si, a w 
piersiach twych serce kurczyo si od strachu, aeby nie znikno z powierzchni ziemi imi 
Izraela i jedynego Boga jego, Jehowy. A w udrczeniach i ndzach srogich opada z ciebie 
stara wspaniao twoja i rozmnoyy si jako gwiazdy grzechy i nieprawoci twe, a Jehowa, 
Bg twj, patrzc na ciebie zapytuje z gniewem: Jeste to ten sam lud mj wybrany, ktrego 
zarczyem z Sob w prawdzie i asce? Azali on Zakonu mego inaczej strzec nie umie, jak 
sowami ust, ktre sprzeciwiaj si uczynkom rk jego? Azali Zakon ten widzi on tylko w 
ofiarach, piewach, modach i kadzidach, a nie we wstpowaniu na t wielk drabin, ktr 
objawiem we nie sudze memu, Jakubowi, aby po wszystkie czasy wiedzieli ludzie o tym, 
jako wstpowa trzeba do mnie, ktry jestem poznaniem i doskonaoci. 
161 
W tym miejscu gos czytajcego pochonitym znowu zosta guchym gwarem 
suchaczw. 
 Co on takiego czyta?  zapytywano siebie wzajem.  Pisanie to zego Izraelity jest, ktry 
na lud swj brzydkie sowa rzuca! A jakie s grzechy te i nieprawoci, ktre rozmnoyy si 
pomidzy nami jako gwiazdy na niebie? A jako my Pana wiata chwali mamy, jeeli 
piewy i modlitwy nasze nic w oczach Jego nie znacz? 
Blado Meira zwikszya si nieco, gdy uczu on, e gos jego gin zaczyna znowu we 
wzdymajcej si fali gosw mrukliwych lub strwoonych. Umilkn nie byo przecie w 
mocy jego. Czyta wic dalej, a w ludzie szemrzcym ciekawo przemoga wkrtce inne 
uczucia; uciszono si i suchano. 
Suchano opowieci Michaa Seniora, jako z rozkazu krlewskiego i dla mioci tej, ktr 
lud dla niego zrazu mia, stan on na czele spraw jego i chcia wprowadza go na drog 
now, u koca ktrej widzia witajce soce nowego dnia; jako przeszkodzono mu w dziele 
tym, odwrcono ode dusz narodu, okryto go sadz potwarzy, obrcono go w proch 
mizerny, po ktrym deptay stopy nieprzyjaci jego. 
 Szumiay w gowie mojej myli, ktrych jzyk mj wypowiada nie mia ju komu, bo 
opucili mi wszyscy dawni przyjaciele i uczniowie moi! W piersi mej pali si pomie, przy 
ktrym grza si nikt nie chcia, bo woono w uszy ludu mego, e roznieciy go we mnie 
rce szatana! Zmienia si twarz moja, a oczy moje byy jak te smutne gwiazdy, ktre na 
wiat patrz zza grubej chmury! Czonki moje rozpady si od niemocy, sen mierci ogarnia 
mi zacz, a z ust moich wychodziy krzyki: Panie wiata! nie opuszczaj posaca swego! 
Daj mu gos taki silny, aeby przemwi on mg do tych, ktrzy nie urodzili si jeszcze; bo 
ci, ktrzy yj, sucha mi ju nie chc! 
Otworzyem ksig wit i przeczytaem w niej: Jeeli rami twoje opadnie w niemocy, 
walczy bdziesz jeszcze za prawd wit gosem swoim, mioci swoj i zami swoimi! 
Prawnuku mj! ktry pisma tego szuka bdziesz i znajdziesz je, ogo ludowi mojemu, 
czego ja dla niego daem. 
Pierwsz rzecz, ktrej ja dla niego daem, byo: zapomnienie. Czy daem ja, eby 
zapomnia on o Bogu swoim, Jehowie, i o tym, e on Izraelem jest  ludem, ktry swoj 
dusz ma i ktry w przeszoci swej wielkich mw rodzi i wielkie myli z siebie wydawa? 
Nie, ja nie mogem da, aeby Izrael zapomnia o tym, bo mnie samemu wspominania te 
mid kadn na podniebienie, a serce rozdymaj szeroko. Ale ja daem, eby Izrael 
zapomnia krzywd i boleci, ktrych dozna on od cudzych narodw. Krzywd nie pamitaj 
Nie mw: Odpac zym za ze. Mar Zutra idc spa mwi co dzie: Przebaczam 
wszystkim tym, ktrzy mi zasmucili. Mar Zutra by wielkim czowiekiem. 
Kiedy zapomnisz ty, Izraelu, wtedy wzbliysz si do pomieni tych, ktre ty cudzymi 
nazywasz, a ktre do wszystkich ludzi nale. Cudze pomienie, te od ktrych ty uciekasz w 
zawzitym pamitaniu swoim, roznieca rk swoj Sar  ha  Olam, anio poznania, ktry 
anioem nad anioami jest i ksiciem wiata. wita jest nauka religii, ale i inne nauki kt 
stworzy, jeeli nie Ten, w ktrym mieszka doskonao poznania? Smacznym owocem jest 
rajskie jabko, lecz czyli innymi podami ziemi ywi si nam nie potrzeba? Przyjdzie taki 
czas, e wiat cay peen bdzie wiedzy, jak pen wody jest otcha morza! Sowa te 
powiedzia mdrzec twj, ktrego wyklli faszywi mdrcy twoi. Jak nazywa si mdrzec 
ten? On nazywa si Mojesz Majmonides, on by prawdziwym prorokiem, ktry oczy mia 
nie z tyu gowy, lecz z przodu, a patrzy nie na to, co byo, ale na to, co bdzie, i lud swj 
do cudzych pomieni pdzi, bo wiedzia, e przyjdzie czas, w ktrym ten, co pomieni tych w 
siebie nie wemie, w proch i boto upadnie, a imi jego pomiewiskiem i wzgard stanie si 
dla wszystkich narodw... On by drugim Mojeszem... on by mistrzem moim, od ktrego 
przyszy do mnie wszystkie radoci i boleci moje... 
162 
Tu czytajcy opuci na st rce trzymajce zke arkusze, a podnoszc twarz okryt 
wyrazem niewysowionego zachwytu powtrzy: 
 On by mistrzem moim, od ktrego przyszy do mnie wszystkie boleci i radoci moje... 
Dziwna rzecz! Mistrz przodka zmarego przed trzystu laty by jeszcze mistrzem yjcego 
dzi modego potomka! Z jednego rda spyny na obu boleci ich i radoci. W sercach obu 
roznieci on t heroiczn i mczesk mio  najwysz ze wszystkich mioci ziemskich  
mioci dla idei. Tylko e potomek czytajc sowa przodka, sowa, ktre rozpraszay i 
owiecay wszystkie dotychczasowe wtpliwoci i niepewnoci jego, czu sam tylko rado. 
Smutku ni blu nie byo w tej chwili ani ladu w sercu jego wezbranym potn, bo 
modziecz, wiar i nadziej. 
Lecz w tumie chrapliwy i zanoszcy si gos jaki zawoa: 
 Herste! herste! on cudze pomienie wychwala! On wykltego kacerza drugim Mojeszem 
nazywa! 
Wszystkie gowy zwrciy si ku drzwiom, aby zobaczy, kto sowa te wymwi. By to 
reb Mosze, ktry u drzwi wchodowych na awie stojc, ca postaci sw wyniesiony nad 
tum falujcy u bosych stp jego, trzs gow, mia si szydersko, a wzrok rozpomieniony 
wpija w Meira. Ale ciekawo ludu nie bya jeszcze nasycona; pod achmaniast odzie 
wiele serc bio przypieszonym ttnem nieokrelonego, niepojtego im samym wzruszenia. 
 On ustami prawnuka swego z grobu do nas przemawia! Suchajmy tego, ktrego dusza 
mieszka ju pomidzy sefirotami!  ozwao si gosw kilka. 
A starzec jaki, zgarbiony i wspierajcy si na kiju, podnis siw gow, mruce si oczy 
zwrci na Meira i jkliwym nieco gosem mwi zacz: 
 Jake Izrael mia grza si przy socu poznania, kiedy odpdzali go ode nieprzyjaciele 
jego? Mielimy, rebe, niegdy sawnych doktorw naszych i mdrcw takich, ktrzy 
ministrami przy potnych krlach byli... ale kiedy nas potem odepchnito od bram mdroci, 
mymy odeszli i powiedzieli: Oto Izrael rozwd czyni z narodami cudzymi i sta bdzie 
pord nich osobno, jak starszy brat, ktrego modsi bracia obrazili... 
Meir patrza na przemawiajcego do starca z wp agodnym, wp tryumfujcym 
umiechem na ustach. 
 Rebe!  odpowiedzia  w pisaniu przodka mojego znajduje si odpowied na mow 
twoj: 
Znikn grzechy z powierzchni ziemi. I grzesznikw ju nie bdzie. A kiedy znikn 
grzechy, a przed wami otworz si bramy mdroci, wchodcie w nie prdkim krokiem i z 
wesoym sercem, bo nauka jest najwikszym orem Pana, ktry rzdzi wiatem wedug 
wiecznych praw rozumu. Na dziea Stwrcy patrze nie chc. O takich powiedzianym jest 
w pimie: Gupcy nienawidz poznania! 
Drug rzecz, ktrej ja dla ludu mego daem, jest: pamitanie. Rawa zapyta Rab, syna 
Mory: Skd wzio si u ludzi przysowie: W studni, z ktrej pijesz, nie rzucaj bota? 
Raba odpowiedzia: Std, e w Pimie powiedzianym jest: Nie odpychaj Egipcjanina, 
albowiem gociem bye na ziemi jego. Eliezer, syn Azarii, mwi: Egipcjanie przyjli 
Izraelitw dla wasnej swojej korzyci, a przeto Przedwieczny da im za to nagrod. A 
jeeli kraj ten, z ktrego studzien pijesz ty wod i z ktrego roli spoywasz chleb, przyj ci 
nie jako bydl robocze, aeby mu ziemi orao, ale jako brata zmczonego, aeby na piersi 
jego odpocz, jak ty jemu nagrod dasz, Izraelu? 
Nie powiedzianym jest: Bdziecie odziera cudzoziemca z dobra jego ale: Bdziecie 
dzieli si z cudzoziemcem dobrem waszym. Nie powiedzianym jest: Niech cudzoziemiec 
yje pomidzy wami jak pomidzy szaracz, ktra zboe objada z niw jego, ale: Niech 
cudzoziemiec yje pomidzy wami, jak gdyby by zrodzon z potomkw Izralowych! 
Kiedy ja urzd mj, przez samego krla mnie dany, w mocnym rku trzymaem, znalazo 
si dwch niecnych Izraelitw, ktrzy do nieprzyjacielskiego obozu uciekszy sekrety 
163 
krlewskiego wojska ponieli tam z sob i wydali, przez co wielkie szkody i trudnoci 
zrzdzili krlowi w wojnie. Co ja z tymi niecnymi podwadnymi mymi uczyniem? Ja 
rozkazaem po kraju caym przy dwikach trb ogasza, e s oni zdrajcami wzgldem 
Boga i Zakonu Jego i e odpycha ich od siebie na wieki wiekw ono Izraelowe! Ja tak 
zrobiem, bo gdy gniew na nich wezbra w sercu moim, zobaczyem ja we nie drugiego 
Mojesza, ktry powiedzia do mnie: Odepchnij ich od ona Izraelowego, albowiem 
odepchnli oni od siebie tych, na ktrych ziemi gomi i przybylcami s! 
Nie tylko dla witoci dusz waszych daem ja od was, aebycie penili rozkazania 
wdzicznoci, ale i dla szczliwoci ywotw waszych na tej ziemi. 
Kiedy zasiadaem ja w wielkim synodzie izraelskim, ktry z pozwolenia krla i wszystkich 
wielce monych panw tego kraju zebra si w piknym i bogatym miecie Lublinie, 
namwiem wszystkich mdrych i uczciwych ludzi, ktrzy zasiadali ze mn, abymy 
pomidzy Izraelitw pucili tak odezw, ktra by rozumami i sercami ich zatrz moga tak, 
jak trzsie ogrodnik drzewem, aby z niego dojrzae owoce spaday. 
Powiedzielimy w odezwie naszej do wszystkich braci naszych: Bdcie poytecznymi 
ziemi tej, na ktrej mieszkacie, a bd was szanowa. Oto jest pierwszy krok do 
szczliwoci, bo wzgarda gorzk, a szacunek sodkim jest sercu ludzkiemu. 
Ale s jeszcze inne rzeczy, ktre ja w myli mojej ma. Kto jest sug ziemi swojej, ten 
naje si chleba do syta! A jake do syta nakarmi was ziemia ta, jeeli wy z ni obchodzi si 
bdziecie nie jak wierne i pracowite sugi, ale jak przechodnie, o dzisiejszy tylko dzie 
dbajcy? 
Kiedy Abraham przyby nad granic Tyru i ujrza, jako tam ludzie usiewali ziemi i 
zasadzali drzewa, zawoa on: O! gdyby mi dan bya czstka tej ziemi! A Pan rzek: 
Potomstwu twemu ziemi t ja oddam! I ziemi odda on synom czowieczym. 
Rabbi Papa powiedzia! Nie prowad handlu, ale uprawiaj ziemi, bo cho jedna i druga 
robota dobra jest, ale pierwsz bogosawi ludzie! Kiedy przyjdziecie na ziemi t, 
zasadcie w niej wszelkie drzewo owoc rodzce! 
Przyjdzie pora taka, w ktrej znikn grzechy, a ludy wiata zawoaj do synw Izraela: 
Bierzcie w rce wasze pugi i idcie uprawia rol, abycie yli na niej spokojnie i chleb 
spoywali do syta z synami i wnukami waszymi! Ale faszywi mdrcy wasi powiedz wam: 
Nie bd rce nasze prowadzi pugw po ziemi wygnania. Prawnuku mj! ktry to czyta 
bdziesz, powiedz ludowi twemu, aby zamkn on uszy przed gosem faszywych mdrcw! 
Napenij pier twoj wielkim gosem i krzyknij: Faszywi mdrcy twoi gubi ci, Izraelu! 
Wida byo, e czytajcy spenia przekazane mu rozkazy przodka z wiar, zapaem i 
radoci niewysowion. Czyli sam od dawna ju w gbi duszy swej nie uczuwa wstrtu i 
alu do mdrcw faszywych? Dlaczego faszywymi mdrcami byli oni?  powiedzie nie 
umia. Jzyk jego skrpowany by niewiedz, a oko gorejce dz poznania tuko si o 
ciany ciemnicy, w ktrej go zamknito. Teraz wiedzia ju  widzia  rozumia. Tote z 
gbi piersi gosem dononym zawoa: 
 Faszywym mdrcom swym nie wierz, Izraelu! 
Tum zawrza: 
 O kim on mwi? 
 Gdzie s w Izraelu faszywi prorocy i mdrcy? 
 On o wielkich rabinach naszych i uczonych mwi, usta jego wypuszczaj z siebie 
obrzydliwe blunierstwa. 
 On same tylko nagany rzuca w oczy izraelskiego ludu! 
 On da, abymy uprawiali rkami naszymi ziemi wygnania! 
 Rabbi Nochim, dziad rabbi Izaaka, mwi dziadom naszym: Nie prowadcie pugw po 
ziemi wygnania! 
164 
 A rabbi Nochim by mdrcem nad mdrcami, wiato mdroci jego owiecaa z ziemi 
ca! 
 Hersz Ezofowicz kci si o to bardzo z reb Nochimem! 
 Hersz Ezofowicz by wielkim grzesznikiem! 
 Dlaczego nie przeczyta on nam, jak ndzarze czyni maj, eby bogaczami sta si? 
 Napisa on, ebymy byli sugami ziemi tej, na ktrej mieszkamy! A kiedy Mesjasz 
przyjdzie i zabierze nas std do ziemi ojcw naszych, my kraj ten porzucim! Na co nam by 
jego sugami? 
 Gadali ludzie, e w pisaniu tym napisane stoi, jak piasek w zoto zamienia... 
 I jak diabw odpdza... 
 I jak Mojesza wskrzesi... 
 Ludzie nieprawd gadali! W pisaniu tym nie ma adnych rzeczy mdrych i miych Bogu! 
Pytania te, sarkania i mnstwo im podobnych krzyoway si w tumie wraz z szyderskimi 
umiechami ludzi zawiedzionych w ciekawoci swej i nadziejach. Meamed z awy, na ktrej 
sta grujc nad zgromadzeniem caym, rzuca w nie wci sowa obelywe lub wybuchy 
grubego miechu, w ktrym czu byo jad nienawici. Pod drug cian, tu naprzeciw 
meameda, wida byo stojcego te na podwyszeniu Bera. Dwaj ludzie ci stojcy naprzeciw 
siebie i grujcy nad ruchliwym tumem przedstawiali sob dwie kracowe sprzecznoci. 
Meamed trzs gow, rozmachiwa rkami, przysiada, podskakiwa, mia si i krzycza. 
Ber sta niemy i nieruchomy; gow odchyli nieco w ty i opar o cian, a z oczu jego 
szklistych i w dalek jak dal zapatrzonych, po twarzy okrytej wyrazem cierpienia 
zmieszanego z zachwytem spyway, jedna z drug, ciche, grube zy. W pewnym oddaleniu 
od tumu, a bardzo blisko Meira staa cile z sob zwarta grupa kilkunastu modych ludzi, 
ktrzy wszyscy wpatrywali si w twarz czytajcego jak w tcz. Oddychali oni szybko, 
umiechali si bogimi jakimi umiechy, to znowu wzdychali albo rce wznosili w gr i 
dotykali nimi to gw swych, to cz, to oczu. Zdawa si mogo, e nie widzieli oni ani nie 
syszeli falujcego i szemrzcego tumu, e duchy ich, dawno tsknice za prawd i 
omackiem szukajce jej pord ciemnoci, rzucay si teraz cae w ognisty krg goszonych 
przed nimi idei... W gbi tumu, kdy po samym rodku sali, bardzo stary i trzscy si gos 
jaki mwi: 
 O wszystkim tym duo gadali ludzie... dawno, dawno temu... w dniach modoci 
mojej!... 
Gonemu westchnieniu, ktre towarzyszyo sowom tym zgrzybiaego starca, bdcego  
kt wie?  jednym moe z dawnych przyjaci Hersza, odpowiedziay stumione chichoty. 
Byli to chopcy podrostki, ktrzy tu i wdzie wspinajc si na awy, odrzwia i gzymsy 
wychylali spord ramion starszych kdzierzawe gowy w przekrzywionych jarmukach, a 
potem zsuwali si z wysokoci swych i znikali ze stumionymi miechami. 
W rku Meira zke, stare arkusze dre zaczy. Na blad dotd twarz jego wybiy si 
ogniste rumiece. Spod przymruonej nieco powieki cisn on na tum spojrzenie, w ktrym 
byy gniew i proba, lito i niecierpliwo. 
 Uciszcie si!  zawoa.  Pozwlcie, aby wielki m, ktry ley w grobie, powiedzia 
wam przez usta moje wszystkie sowa swoje... a do koca. On mi wybra za posaca 
swego przed wami... ja wierny musz by rozkazaniom jego... 
Gos jego brzmia przenikliwie, rozkazujco. Sia odwagi i przekonania malowaa si w 
postawie jego i gecie, jakim wycign rk ku burzcemu si dokoa niego ywioowi. 
Meamed krzykn: 
 Sztyl! niech czyta! niech obrzydliwo ta wychodzi spod ziemi, gdzie ukrywaa si do 
tego czasu, aeby atwiej byo spali j ogniem gniewu i przycisn kamieniem pogardy. 
 Izraelu!  zacz znowu wrd przycichajcego gwaru gos modzieczy i silny  
Izraelu! trzeci rzecz, ktrej ja daem dla ciebie, jest: rozpoznanie. 
165 
Byli u nas kiedy mdrcy wielcy, ktrych nazwanie byo Bale  Tressim, uzbrojeni. Czym 
oni uzbroili si? Uzbroili si oni wielkim poznaniem Izraelowego Zakonu. A przeciw czemu 
oni uzbroili si? Przeciw zgubie imienia Izraelowego. Oni powiedzieli: Nie zniknie z 
powierzchni ziemi dom Izraelowy, albowiem damy mu mocny opot z wielkiego mnstwa 
praw, ktre z Zakonu Mojeszowego wywiedziemy, a ktre odgrodz go od narodw innych, 
tak e stanie on pomidzy nimi osobno i nie przepadnie rd nich, jak przepada rzeka, kiedy 
wpywa do wielkiego morza. 
Tak powiedzieli sobie tanaici nasi, a sanhedryn, w ktrym zasiadali, i szkoy, w ktrych 
nauczali oni, podobnymi stay si do wojennego pola, na ktrym lej kule i ostrz ore. 
Gamaliel, Eliezer, Jozue, Akiba, Jehuda wiec pomidzy nimi jak soca pomidzy 
gwiazdami; i nastpowali oni jedni po drugich przez cae piset lat i przez cae piset lat 
ukadali, tumaczyli i pisali t ogromn ksig, ktrej dali imi Talmud, a ktra przez dugie 
wieki bya dla synw Izraelowych opotem przeciw morzu, co ich pochon chciao. Z niej 
synowie Izraelowi przez dugie wieki brali wszystk pociech i wszystk wiato swoj, a w 
cikim rozproszeniu swym nie byli rozczeni, bo myli ich i westchnienia dokoa nie 
zbiegay si, jak zbiegaj si dokoa matki swej myli i westchnienia rozproszonych po 
wiecie jej dzieci. 
Ksiga, ktr przez cae lat piset ukadali i pisali ludzie, co kochali bardzo i wiele uczyli 
si, i ktra narodowi caemu przez dugie wieki dawaa pociech, nadziej i jedno, nie moe 
by ksig gupi i z. Temu, kto o niej tak mwi bdzie, powiedzcie: Oczy naprzd 
serce swe ze wszelkiej zoci, a potem otwrz j i przeczytaj! 
Lecz czyli wszystko, co jest dobre, doskonaym by musi? Po niebie samym chodz 
ciemne chmury, a w sercu, by najczystszym, wszechwiedzce oko Pana odkrywa skazy. 
Azali Jehowa sam pisa ksig praw naszych? Azali pisali j anioowie? Ludzie j pisali. 
Jeste jeden czowiek na ziemi caej i we wiekach wszystkich, ktry by nie zna, co to bd? 
Jeste jedno dzieo ludzie, ktre by dla wszystkich czasw i pokole uczynionym byo? 
Zwali si tron faraonowy, pooya si w gruzy Niniwa, pad Rzym, ktry wiata poow 
wada, grecka mdro ustpia przed inn mdroci. Pustynie le tam, gdzie ludne miasta 
kwity, a miasta wznosz si na dawnych pustyniach. Krusz si dziea ludzkie, by 
najwiksze, a na ich miejscu wyrastaj inne. Tak idzie wiat. Izraelu! w pokarmie, ktry ywi 
dusz twoj przez dugie wieki, s ziarna i jest plewa, w bogactwie twoim s brylanty i jest 
piasek. Ksiga wiary twej jest jako te jabko granatu, ktre czowiek gupi jad z upin, od 
ktrej wielki niesmak mia na podniebieniu i srogie we wntrznociach ble. Ale kiedy rabbi 
Meir gupiego czowieka tego zobaczy, zerwa on z drzewa jabko granatu, tward i gorzk 
upin odrzuci, a soczyste i sodkie jdro zjad. Ja pragnem uczy was tak, jak uczy rabbi 
Meir czowieka, ktry jad z upin jabko granatu. Ja chciaem, ebycie osignli dar 
rozpoznawania i dla ksigi wiary naszej zrobili z rozumu waszego sito takie, ktre 
wyrzucioby plewy i piasek, a zostawio wam ziarna i brylanty. Odtrcie mnie od siebie za 
to danie, ludu mj, znienawidzio mi serce twoje, bo strach i nienawi wielka 
zamieszkay w tobie przeciw rzeczom nowym. A przecie powiedzianym jest: Nie patrz na 
naczynie, ale na to, co ono w sobie zawiera. Bywaj dzbany nowe napenione winem 
mocnym i stare, w ktrych nie ma ani kropli. 
Lud, ktry uciszy si by przez chwil i sucha zacz z rozbudzon na nowo 
ciekawoci, zawrza znowu. Ber zeskoczy z awy, na ktrej sta, i przesun si szybko ku 
Meirowi. Modzi ludzie stojcy dotd w cile zwartej gromadce przybliyli si te ku niemu. 
 Meir!  szepn Ber  rzu ty okiem na lud! 
I ciszej jeszcze doda. 
 Id std! id prdzej! 
Meir powid wzrokiem po falujcej i wrzcej czarnej masie ludu. Umiech smutny na 
wp, a na wp gniewny przewin si mu po ustach. 
166 
 Nie tego ja spodziewaem si! Spodziewaem si ja zupenie czego innego  rzek z cicha 
i pochyli gow. 
Wnet jednak podnis j i zawoa: 
 Ja jestem posacem przodka mojego! On wybra mnie na czytelnika ostatnich myli 
swoich! Ja woli jego posusznym musz by!... 
Odetchn gboko i doda goniej jeszcze: 
 On przenikn pytania te, ktre szumie miay w gowie prawnuka jego, i odpowiedzi na 
nie da! On przenikn skrytoci dusz, ktre akn prawdy, i przysa im przez rce moje 
pociech i nauk. Ja pokon skadam wielkiej duszy jego, ktra zarobia sobie na 
niemiertelno i mieszka teraz w wiatociach Jehowy! Ja tak myl, jak on myla! tego 
dam, czego on dam! Ja taki sam jak on, ja syn duszy jego! 
Gos jego dwiczny i donony dra westchnieniami i dziwniejszymi nad nie 
zachwyconymi umiechami jakimi, w oczach pomiennych i gbokich stany wielkie zy, a 
usta mu dray i czoo blado coraz wicej, i rce mimo woli jakby wznosiy si w gr. 
 W pisaniu przodka mego  woa  napisanym jest, e my stoim na miejscu, kiedy 
wszystkie narody naprzd id ku poznaniu i szczliwoci; e gowy nasze napenione s 
takim mnstwem maych rzeczy, e wielkie pomieci si ju w nich nie mog; e nauka ta, 
ktra nazywa si Kaba, a ktr wy za wit macie, jest nauk przeklt, bo topi si w niej 
rozumy synw Izraelowych i odprowadza ich ona od prawdziwego poznania... Napisane tam 
jest... 
Tu gos mwicego zmiesza si tak bardzo z krzykami, miechami i jkami ludu, e 
pojedyncze tylko wyrazy dochodzi mogy uszu tych, ktrzy sucha jeszcze chcieli. Nie 
przestawa jednak mwi; owszem, mwi prdko, coraz prdzej, z piersi dyszc, z oczami, 
ktre to przymruay si, to otwieray szeroko. 
Zdawaoby si, e widzc bezskuteczno wysile swych pragn on przynajmniej spenia 
jak najduej to, co za posannictwo swe uwaa; e zawiedziony w oczekiwaniach swych 
zachowa jeszcze jedn jak iskr nadziei... 
 Biada! biada!  woali ludzie rnymi gosy  odszczepiestwo i zgorszenie nawiedziy 
dom Izraelowy! Usta dzieci pluj blunierstwo na rzeczy wite! 
 Suchajcie! suchajcie! sowa przodka mego dalekimi s jeszcze do koca... 
 Zamknijmy mu usta i odpdmy go od miejsca, z ktrego przemawiaj do ludu mdrcy 
Izraelowi! 
 Suchajcie! W pisaniu tym napisanym jest, aeby Izrael przesta spodziewa si Mesjasza 
z ciaa i ze krwi... 
 Biada! biada! odbiera on chce sercu Izraelowemu pociech i nadziej jego! 
 Albowiem nie przyjdzie on na wiat pod postaci czowiecz, ale spynie jako czas, 
nioscy ludom wszystkim poznanie, nasycenie, mio i pokj... 
 Meir! Meir! co ty robisz? Ty gubisz siebie! Patrz na lud! Uciekaj!  rozlegay si w 
pobliu mwicego stumione szepty. 
Ber sta tu przy jego boku; Eliezer, Ariel, Chaim i kilku innych otoczyli go cisym 
koem, ale on nie widzia ich ani sysza. Krople potu wypyway na czoo jego blade jak 
chusta, lecz wysoko wzniesione, a w oczach byskay mu na przemian zy rozpaczy i 
pomienie gniewu. 
Nagle w bliskoci drzwi wchodowych rozleg si guchy stuk. Meamed zeskoczy z awy, 
na ktrej sta, i bosymi stopami swymi po kilkakro o podog uderzy. Potem w kilku 
poskokach przesadzi sal wrd tumu, ktry rozstpi si przed nim, i gwatownym gestem 
ramienia okrytego pciennym rkawem zrzuci ze stou mosiny lichtarz z t wiec, 
ktrej pomie zadeptali wnet inni. Jednoczenie kto wspi si na aw i zdmuchn lampk 
palc si u drzwi. Gruby zmrok, tu i wdzie tylko rozwidniony bladymi smugami ksiyca 
167 
wnikajcymi przez okna, ogarn wielk sal, w ktrej zagotowao si i zakipiao teraz tak, 
jak gdyby napeniay j rozszalae jakie wichrem ywioy. 
Najbystrzejsze ucho nie rozrnioby ju teraz wyrazw, ktre sypay si tam jak grad i 
mieszay si z sob w chaos nierozwikany. Z brzmie tylko pojedynczych wykrzykw 
wzbijajcych si nad ten szum ogromny rozpozna mona byo: groby, wyrzekania, 
przeklestwa i proby. Na koniec z drzwi bet  midraszu, na ocie rozwartych, wypyna na 
synagogalny dziedziniec gsta, czarna fala ludzi i spotkaa si tu z fal drug, ktra staa 
dotd na zewntrz budowy, spokojniejsz nieco bya, cho take wzruszon i szemrzc. Tu 
rozlewaa si ju na przestrzeni szerokiej powd jasnych ksiycowych wiate, a rd niej 
wznosi si bet  ha  kaho z zamknitymi szczelnie drzwiami i okiennicami. Na wschodach 
gankowych tylko siedzai tam szamosz z okciami na kolanach i brod w doni, nieruchomy 
jak posg, oczekujcy rozkazw majcych wyj z wntrza budowy tej, ktra wrd wrzawy 
wzburzonego ludu staa niema i zamknita jak grb. 
Tum rozproszy si na grup wiele, z ktrych jedna przekroczya wrota synagogalngo 
dziedzica i z gwarem niezmiernym, niby olbrzymi i szamoczcy si ptak czarny, suna po 
biaym od ksiyca placu. Liczn bya grupa ta. Skadali j ludzie w ndznych ubiorach, z 
dugimi brodami i oczami rozpalonymi zoci, dzieci rnego wieku nachylajce si wci 
dla podnoszenia kamieni lub garci piasku i bota, a po samym rodku jej cisna si ku sobie 
i czowieka wrd niej znajdujcego si osaniaa gromadka dorosych lub dorastajcych 
zaledwie modziecw. Rozpychani i potrcani, walczyli oni chwil jeszcze ca si piersi i 
ramion swoich, a obezsileni czy zlknici, pierzchnli i zmieszali si z tumem. Wtedy na 
plecy czowieka, ktrego osaniali dotd, posypa si grad kamieni, dziesitki rk chwytay 
odzie jego i dary j w szmaty, na odkryt gow jego paday garcie wiru i zlepki bota 
zaczerpnitego z kauy. W uszach jego brzmiay chralne, namitne okrzyki, przed oczami 
migay twarze rozognione, podnoszce si i opadajce ramiona, a za tym wszystkim, jak za 
mg ognist, milczcy i zamknity ukazywa si dom jego rodzinny. Ku domowi te temu, 
niby ku portowi zbawienia, bieg on tak szybko, jak tylko pozwalay mu na to rce szarpice 
go za odzie i plczce si mu przed stopami ruchliwe gromady dzieci. Z zacinitych ust 
jego nie wydziera si jk najlejszy ani wychodzio sowo adne proby lub skargi; mona by 
rzec, i nie czu on wcale blu spadajcych na razw ani trwogi przed tymi gwidcymi w 
powietrzu kamieniami, z ktrych jeden lada chwil ugodzi we mg miertelnie. Piersi i 
ramionami odpycha on wprawdzie z rozpaczn si toczcy go tum, lecz zdawao si, e nie 
siebie broni, ale skarbu, ktry unosi z sob, bo co chwil dotyka doni piersi, jakby chcia 
przekona si, e posiada go jeszcze przy sobie. 
Nagle drog zastpi mu czowiek w dugiej, grubej koszuli i wywijajc grubym kijem, 
ktry trzyma w rku, z iskrzcymi si oczami zawoa do ludu: 
 Gupcy! co wy robicie! Dlaczego wy jemu obrzydliwego pisania tego nie odbieracie? 
Rabbi Izaak przykaza, abycie pisanie to wydarli mu i w rce jego oddali! On je na piersi 
swej schowa! 
W mgnieniu oka mody czowiek, ktrego dotd otaczano z tyu tylko i z bokw, ujrza si 
zaskoczonym z przodu. Kilkanacie rk ciemnych, grubych signo ku jego piersi, rozgio 
ramiona jego, ktre on zwar z siy caej, i targa go poczo za przedni cz odziey. 
Wtedy podnis on ku niebu wyiskrzonemu ksiycowym wiatem twarz miertelnie 
blad i z gbi piersi krzykn: 
 Jehowa! 
W tej chwili uczu u ng swych przelizgujce si szczupe, zwinne ciao jakie, a gorce 
jakie usta przylgny do jednej z opuszczonych rk jego dugim pocaunkiem. Dziwnie odbi 
si musia w sercu jego pocaunek ten wzmieszany w zadawane mu ciosy  ten objaw mioci 
wrd wrzcych dokoa niego przeklestw i grb... 
168 
Ostatkiem si odepchn od siebie napastnikw i pochyli si ku ziemi, a zanim zdoali oni 
przyskoczy znowu ku niemu i podnie na rce, wyprostowa si i w ramionach swych 
podnis dzieci, ktrym zasoni si jak puklerzem, a ono przylgno piersi do piersi jego, 
oba ramiona zarzucio mu na szyj i ku ludziom gronie podnoszcym rce zwrcio twarz 
zalan rzsistymi zami. Zza ez czarne, ogromne oczy dziecka patrzay ze szczeglnym, 
przejmujcym wyrazem gniewu poczonego z baganiem i strachem. 
 To moje dziecko! to mj Lejbele! nie czycie mu nic zego!  ozwa si spord tumu 
jkliwy i trwogi peen gos krawca Szmula. 
 Rebe!  zawoao kilka grubych gosw do meameda uwijajcego si wci przed 
tumem z kijem w rku.  Rebe! on zasoni si dzieckiem! Dziecko to bardzo go kocha 
 Odbierzcie mu dziecko to! zabijcie je! wydrzyjcie mu przeklte pisanie!  krzycza rebe. 
Ale nie usucha go nikt! Szarpano jeszcze Meira z tyu i z bokw, kamie jeszcze jeden i 
drugi ugodzi go w rami i nad gow jego przelecia, ale przed sob ujrza on ju przejcie 
wolne i kilku poskokami znalaz si na ganku rodzinnego domu, ktrego drzwi otworzy 
przed nim kto niewidzialny i wnet je za nim zamkn. 
Meir postawi dzieci na ziemi w ciemnym korytarzu, a sam wbieg do bawialnej izby, w 
ktrej przy wietle lampy palcej si przed t kanap zgromadzon znalaz ca rodzin. 
Wbieg i stan nieruchomo u ciany. Oddycha prdko, wodzi dokoa mtnym wzrokiem i 
milcza. Milczeli te przez chwil wszyscy obecni. Nigdy, odkd rd Ezofowiczw istnia na 
wiecie, aden czonek rodu tego nie wyglda tak, jak wyglda teraz blady i zdyszany 
modzieniec ten, w odziey opadajcej ze achmanami, z gow osypan prochem ulicy. 
Czoo jego zroszone potem miertelnego zmczenia przerzynaa ukonie czerwona kresa  
lad chropowatego kamienia moe, ktry si po nim przelizgn, albo, kto wie?  ostrego 
narzdzia jakiego, ktre podniosa na rka czyja w ciemnej sali bet  midraszu! Mia on 
pozr ciganego przestpcy, miaby te pozr ebrzcego ndzarza, gdyby nie duma jaka, 
ktra patrzaa z uznojonego i zranionego czoa jego, i nie gorcy blask w oczach, w ktrych 
obok niewysowionego blu malowa si upr niepokonanej woli. 
Saul zakry twarz obu domi. Kilka kobiet zaszlochao gono, Rafa, Abram i inni 
dojrzali czonkowie rodziny podnieli si z miejsc swym rozpomienieni, groni i jednym 
gosem zawoali: 
 Nieszczsny! 
Chcieli otoczy go i mwi co do niego, ale nie mieli czasu, rozwary si bowiem z 
trzaskiem wielkim okiennice z zewntrz zamknite, zadzwoniy i w drobne odamy posypay 
si szyby okien, kilkanacie kamieni wpado do izby uderzajc ze stukiem w ciany i sprzty, 
a za oknami zakipiaa wrzawa namitna, grona, rd ktrej najgroniejszy i najnamitniejszy 
brzmia gruby gos meameda. Dopominano si o Meira i o pisanie Seniora, ajano rd cay, 
domostwo to zamieszkujcy, odraano si pomst bosk i ludzk, krzyczano na zniewaenie 
Zakonu i blunienie rzeczom dla Izraela witym. 
Ezofowiczowie stali jak przykuci do miejsc swych, strachem, alem i wstydem zdjci. 
Saul tylko odkry twarz, wyprostowa si dumnie i krokiem szybkim zmierza zacz ku 
drzwiom... 
 Tate! gdzie ty idziesz?  z przestrachem krzyknli za nim mczyni i kobiety. 
Wycign ku oknom wskazujcy palec i drcymi ustami rzek: 
 Stan na ganku domu mego i powiem gupiej zgrai tej, eby milczaa i sza precz! 
Zastpiono mu drog. Kobiety oploty ramionami kolana jego. 
 Oni ci zabij!  jczano. 
Nagle w jednej chwili wrzawa umilka i za oknami rozleg si tylko szept mnstwem ust 
powtarzany. 
 Szamosz! szamosz! szamosz! 
169 
W istocie, z bramy synagogalnego dziedzica wyszed i przez plac ku domowi 
Ezofowiczw szybko posuwa si czowiek, ktry przed kilku minutami strowa 
nieruchomo u drzwi niemego jak grb bet  kahou. Grb otworzy si zna i wypowiedzia 
sowa zapadego wyroku, a suga synagogalny pieszy, aby ogosi go obwinionemu i jego 
rodzinie. Ale i lud take brzmienia wyroku ciekawym by namitnie. Dlatego uciszy si i sta 
jak mur czarny, przyparty do okien, w ktrych adnej ju prawie szyby nie byo. I ci wszyscy 
take, ktrzy pozostali byli na synagogalnym dziedzicu albo rozsypani rd placu 
bezczynnie przypatrywali si burzliwej scenie, zczyli si w jedn ogromn mas i zalegli 
znaczn przestrze przed domem Ezofowiczw. Drzwi domu tego otworzono znowu i wnet 
zamknito. Szamosz wszed do bawialnej izby. 
Wszed, niespokojne troch i nieufne spojrzenie rzuci dokoa, a potem nisko pokoni si 
Saulowi. 
 Szolem alejchem! (pokj tobie)  rzek z cicha, jakby czu sam, i zwyke pozdrowienie 
to miecio w sobie tym razem srog ironi. 
Nikt nie odpowiedzia. 
 Rebe Saulu!  zacz znowu pewniejszym ju nieco gosem  nie miej za ze sudze 
swemu, e przynosi w dom twj nieszczcie i wstyd. Speniam rozkazy wielkiego rabina 
naszego i wszystkich dajonw i kahalnych naszych, ktrzy dzi na wnuka twego, Meira, sd 
skadali, a wyrok zapady ogosi mi kazali jemu i wam wszystkim. 
Sowom tym odpowiedziao znowu gbokie milczenie. Po chwili dopiero Saul, ktry sta 
wsparty o rami syna swego, Rafaa, rzek przyciszonym gosem: 
 Czytaj! 
Szamosz rozwin papier, ktry trzyma w rku, i dononym gosem czyta, a raczej 
wypiewywa zacz: 
 Izaak Todros, syn Barucha, rabin szybowski, wraz z dajonami i kahalnymi, 
trzymajcymi sd i rzdy nad gmin izraelsk miasta Szybowa, przyjwszy do wiadomoci i 
majc to stwierdzonym przez mnogich wiadkw i dowody nie podlegajce adnemu 
wtpieniu, e silny, zuchway i nieposuszny Meir Ezofowicz, syn Beniamina, dopuci si 
srogich przestpstw i nigdy niesychanych w Izraelu zbrodni nastpujcych: 
1) i pomieniony Meir, syn Beniamina, zaniedbywa strzec sabatu wedle praw i 
ustanowie izraelskiego Zakonu i, zamiast oddawa si w dniu tym, jak prawemu Izraelicie 
przystoi, pobonym czytaniom i rozpamitywaniu niezliczonych przepisw Talmudu i 
niezgbionych tajemnic Kabay, omiela si strzec i broni mieszkania odszczepiecy 
karaima, na dzieci izraelskie w gniewie rce podnosi, a w miejscach ustronnych przeklte 
ksigi czyta i wieckie pieni piewa; 
2) i Meir Ezofowicz, syn Beniamina, ksig przeklt: More Nebuchim Mojesza 
Majmonidesa, faszywego mdrca, wykltego przez mnogich a witych rabinw i uczonych 
naszych, nie tylko sam czyta, ale do czytania jej i rozwaania zawartych w niej kacerstw i 
obrzydliwoci towarzyszw i przyjaci swych zachca; 
3) i Meir Ezofowicz, syn Beniamina, przed towarzyszami i przyjacimi buntownicze 
mowy przeciw Zakonowi i mdrcom izraelskim z ust swych wypuszcza, przez co dusze 
modziecw izraelskich psu i trdem niewiary zaraa; 
4) i pod pozorem litoci nad ndz i utrapieniami ludu dawa on jemu rady zbrodnicze i 
gupie mwic, eby baczyli na to, co kahalni czyni z odbieranymi od nich pienidzmi, eby 
rozrniali w Zakonie rzeczy boskie od rzeczy ludzkich, eby rozsypali si po szerokich 
polach i prowadzili po nich pugi, tak jak to czyni ciemni i niscy chopi chrzecijascy; 
5) i majc ju na twarzy swej i brodzie wyrose od dawna wosy nie chcia on poj sobie 
ony, sprzeciwia si w tym woli i rozkazaniu starszych, a przyrzeczon sobie dziewczyn 
izraelsk, Mer, crk Elego, zuchwale odrzuci, przez co objawi wszetecznie swe 
postanowienie unikania prawych zwizkw maeskich; 
170 
6) i nieczyst przyja trzyma z God, karaimk, wnuczk odszczepieca, ktremu rabin 
Izaak i kahalni z wielkiego tylko miosierdzia w domu ojcw jego y pozwalaj, albowiem 
karaimi, jako dobrowolnie odpadli od ona Izraelowego, a witoci Talmudu i Kabay uzna 
nie chccy, niegodni s, aby ich ziemia na powierzchni swej nosia  Meir Ezofowicz, syn 
Beniamina, obcowa czsto z nimi, z God karaimk w ustronnych miejscach schodzi si, 
kwiaty z jej rki przyjmowa mia i gos swj dawa za towarzysza jej gosowi, razem z ni 
wieckie pieni w sabat piewajc; 
7) i nie oddawa on czci przynalenej uczonym izraelskim, otwiera usta swe do 
zuchwaych sprzeczek z reb Moszem, ulubiecem i uczniem rabina Izaaka, i na tego reb 
Mosza zbrodnicz rk podnie mia, tak i rk t popchnity reb Mosze przewrci si na 
podog chederu, a na niego przewrci si st i powstay z tego wielkie szamotania si i 
stukania, dla reb Mosza strach i bl, a dla caego Izraela ao i zgorszenie; 
8) i w niepojtej zoci swej oskary on przed cudzym czowiekiem rebe Jankla 
Kamionkera o zy wzgldem tego cudzego czowieka zamiar, przez co zerwa jedno i 
przymierze izraelskiego ludu i gow brata swego srogiemu niebezpieczestwu podda, ktre 
aeby odepchn od siebie, musi teraz reb Jankiel wiele nieprzyjemnoci dowiadczy, 
trudw dokona i pienidzy utraci; 
9) i nie znajc granic dla zuchwaoci i bezbonoci swej wydoby on pismo przodka 
swego, Michaa Seniora, z ukrycia, w ktrym oby byo zgnio i rozsypao si w proch!  a 
nabrawszy do serca swego zbrodniczej miaoci przyszed do bet  midraszu, aby pismo to w 
obliczu ludu caego czyta, a przez to trz srodze wiar jego w stare prawa i obyczaje 
izraelskie; a e, jak nam o tym mwic wiadkowie, ktrych przyzwalimy, pismo to 
napenionym jest najzoliwszymi radami i najsroszymi blunierstwami, jakie ucho Izraela 
syszao kiedykolwiek, czytanie to, przez Meira, syna Ezofowicza, dokonane, uwaamy za 
najwiksz zbrodni spomidzy wszystkich wielkich zbrodni, ktrych si on dopuci, i na 
podstawie praw w witych ksigach naszych zawartych i wadzy, ktra nam, wedle tyche 
praw, nad wszelkim synem domu Izraelowego udzielon jest, stanowimy: 
Jako jutro w wieczr rzuconym bdzie na silnego, zuchwaego i nieposusznego Meira 
Ezofowicza, syna Beniamina, ustami rabina Izaaka, syna Barucha, herem, wielka i 
przeraliwa kltwa, dla wysuchania ktrej zwoanym bdzie przez szamoszw nard cay z 
miasta Szbowa i okolic, a ktra gdy na gow jego spadnie, odtrconym on zostanie od ona 
Izraelowego i z domu Izraela sromotnie wypchnitym. Wy za wszyscy, ktrzy trzymacie si 
waszego Boga i Zakonu Jego, yjcie w pokoju i szczliwoci wraz ze wszystkimi brami 
Izraelitami! 
Skoczy czyta szamosz, papier, z ktrego czyta, za pier woy, schyli si niskim 
ukonem i szybko izb opuci. 
Nastpio par minut grobowego milczenia, nie przerwanego najlejszym choby szmerem 
ludu, ktry za oknami czarnym murem stojc grobowo te milcza. 
Nagle Meir, ktry sta dotd nieruchomy, ze wzrokiem wlepionym w miejsce, na ktrym 
przed chwil szamosz odczytywa wyrok, podnis w gr obie rce, obj nimi sw gow i 
krzykn: 
 Odtrcony od ona Izraelowego! Z domu Izraela sromotnie wypchnity! 
Gos jego skona w kaniu ogromnym, ktre pier mu rozdaro. Gwatownym ruchem 
odwrci si od obecnych, twarz ukry w doniach, czoo opar o cian i paka gonym, 
namitnym, rozdzierajcym paczem. Do byo usysze jedno tylko z ka jego, aby pozna, 
e ugodzonym zosta on w samo serce, e rozwd ten, ktry uczyni z nimi mia lud jego, 
targa i rwa w nim najmocniejsze, najgbsze struny uczucia. 
Wtedy zbliyli si do stryjowie jego, ony ich i crki i rnymi gosy: gniewu i litoci, 
groby i proby, woa na zaczli, aby upamita si on, upokorzy, pismo Seniora na 
publiczne spalenie odda, a moe przebaganym zostanie gniew starszyzny i wyrok wydany 
171 
przez ni odwoany. Cisnli si ku niemu mczyni, kobiety obejmoway go ramionami i do 
aja i wyrzeka mieszay si zy i pocaunki. 
On nie przestawa paka, nie odwraca twarzy i nie odrywa czoa od ciany, a na 
rozlegajce si dokoa niego krzyki i proby odpowiada tylko przeczcym wstrzsaniem 
gow i krtkim wyrazem: 
 Nie! nie! nie! 
Wyraz ten, popiesznie wyrzucany z ust dawionych kaniem, wymowniejszym by nad 
wszelkie dugie mowy, bo przechodzi wszystkie moliwe intonacje ludzkiego gosu: 
rozpaczy, aoci, woli, gniewu, bagania i mioci. 
 Tate!  zawoa Rafa zwracajc si do Saula, ktry odosobniony i nieruchomy siedzia 
na stoku.  Tate! dlaczego ty nie powiesz jemu, dlaczego ty nie rozkaesz jemu, aby 
upokorzy si on i upamita, nieszczsne to pisanie w rce nasze odda, a my je rabinowi 
zaniesiemy i o zlitowanie nad nim prosi bdziem!... 
Kiedy Rafa to mwi, Meir odkry twarz i zwrci j ku dziadowi. 
Saul podnis te gow, wycign rce, jakby szuka przed sob punktu oparcia si 
jakiego, i powsta ze stoka. Szklisty dotd wzrok jego sta si dziwnie ruchliwymi i 
niespokojnym, a spotka si z utkwionym w twarz jego spojrzeniem wnuka. Otworzy usta, 
ale nic nie powiedzia. 
 Mw, tate, mw! rozkazuj mu!  woao gosw kilka. 
Starzec zachwia si na nogach. Okropna walka jaka, srogie wahanie si ducha 
pociganego w dwa przeciwne kierunki odbiy si na drgajcej jego twarzy. Kilka razy 
prbowa przemwi... nie mg... a na koniec cikim szeptem zawoa: 
 On jeszcze nie wyklty... mnie jeszcze wolno... W imi Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba 
bogosawi ci, synu syna mego!... 
I drcy cay, z brwiami zjeonymi a oczami penymi ez, osun si na stoek. 
Obecni zamienili si spojrzeniami penymi zdumienia i wzruszenia; Meir poskoczy, upad 
na ziemi przed dziadem swym, stopy i kolana jego caowa i piesznie, gorco, cicho szepta 
mu co o mioci swej dla niego, o pisaniu Seniora, o tym, e pjdzie on sobie std i e wrci 
kiedy... Podnis si potem z klczek i wybieg z izby. 
W tej chwili przed oknami domostwa nie byo ju nikogo. Czarna masa ludu odpyna na 
rodek placu i staa tam nieruchoma prawie i z cicha tylko, bardzo z cicha szemrzca. Dziwna 
rzecz! Zaledwie szamosz odczyta sowa srogiego wyroku, gdy fala gniewu niemal 
wciekego, wzdymajca dotd pier tumu, opada nagle. Co si w nim stao. Natura jego, 
wraliwa i gotowa zawsze, na ksztat harfy mnogostrunnej, odpowiedzie dwikiem na 
dotknienie kade, drgna pod spadym na ni nowym jakim uczuciem. Byo to 
uszanowanie dla nieszczcia i wstydu, ktre nawiedziy rodzin staroytn, mon a 
dobroczynn? Bya to spokojno nastpujca po nasyceniu si pomst, groza czy lito, czy 
wszystko to razem? 
Tum, ktry przed chwil kipia cay, przeklina, grozi i gotw by burzy wszystko, co 
gniewowi jego na drodze stawao, umilk nagle, usun si i posmutnia. Tu i wdzie tylko 
daway si jeszcze sysze miechy mciwej radoci albo sowa obelgi i potpienia, lecz w 
grupach rozsianych po placu i wpywajcych w boczne uliczki pyny ciche, oderwane 
szepty: 
 Jednak... dobry on by i miosierny... 
 On dumny nie by... 
 On gupie dziecko moje karmi i caowa... 
 On starego ojca mego spod woza, ktry na niego przewrci si, rkami swymi 
wydoby... 
 On nam jako prosty robotnik drzewo piowa pomaga... 
 Twarz jego wiecia piknoci i rozumem... 
172 
 I cieszyy si wszystkie oczy, ktre na modo jego patrzay... 
 Herem! herem! herem!  powtarzao ust mnstwo. Przy tym gowy koysay si w 
podziwie, twarze blady od grozy, a z piersi wychodziy westchnienia... 
* 
Na pustych gruntach rozdzielajcych miasteczko z karaimskim wzgrze, po srebrnym tle 
ksiycowego wiata suny si szybko cienie trzech ludzkich postaci. Pierwszy z nich 
nalea do wysokiego, ksztatnego modzieca, drugi  do dziecka trzymajcego rce w 
rkawach odziey; dwa cienie te znajdoway si tak blisko siebie, e czyy si z sob 
niekiedy, ale cie trzeci, rysujcy ksztaty czowieka niskiego i krpego, sun si z dala od 
dwch pierwszych, przystawa, garbi si, a chwilami znika cakiem za potem jakim, 
krzakiem lub drzewem. Przystawanie to i ukrywania si objawiao ostrono czowieka, 
ktry spostrzeony zosta nie chcia. Podpatrywanie to byo jakie, podsuchiwanie, czyhanie 
na co lub na kogo... 
U otwartego okna karaimskiej chaty rozlego si ciche woanie: 
 Goda! Goda! 
Z okna wychylia si twarz ubielona ksiycem i opynita strug czarnych wosw. W 
cichym powietrzu popyn szept namitny: 
 Meir! Meir! ja wielk wrzaw i okropne krzyki syszaam! Serce moje drao ze strachu. 
Ale to nic! ty przyszede! 
Dwoje ramion okrytych rkawami grubej koszuli wycigao si ku nadchodzcemu gestem 
trwogi i radoci; korale dzwoniy na piersi, w ktrej kanie mieszao si ze miechem. 
Nagle z ust dziewczyny wyrwa si krzyk przecigy. Meir stan teraz tu przed ni. 
Zobaczya odzie jego podart i krwaw kres przerzynajc mu czoo. 
 Och!  jkna z gbi piersi i rce obie podniosa ku swemu czou, a potem opucia je i 
schylona ku czowiekowi, ktry usiad pod oknem na awie, z powstrzymanym oddechem i 
urywanym, piesznym szeptem jakim wodzi pocza domi po opylonych wosach jego i 
zranionym czole. W namitnej pieszczocie tej byo take co z uczucia macierzyskiego, 
pragncego uspakaja, goi i pociesza. 
On siedzia chwil w postawie czowieka, ktry spoczywa po miertelnym znueniu. Opar 
gow o ram okna, wpotwartymi usty z trudnoci wciga w pier powietrze chodnej 
nocy, a wiato ksiyca odbijao si w suchych renicach jego, ktre z wyrazem pospnych 
pyta jakich tkwiy w osrebrzonych obokach. 
Po chwili wyprostowa si i piesznie, pgosem mwi zacz: 
 Goda! ludzie szuka mi moe bd, a jak znajd, to skarb mj ode mnie odbior. Ja 
skarb ten mj tobie, Godo, dam do schowania, a sam na ca noc pjd w pola i lasy, aby tam 
gono do Jehowy krzycze o zlitowanie. 
Dziewczyna, ktra staa teraz wyprostowana ju, powana i uwana, odpowiedziaa: 
 Daj! 
W rku Meira zaszeleciy arkusze papieru. Podawa je dziewczynie mwic: 
 Schowaj ty to na pier swoj i strze skarbu mego jak renicy swojej. To przedmiertne 
pisanie przodka mego, ktre zdjo do reszty lepot z oczu moich. To paszport mj, z ktrym 
ja pjd w wiat i ktry przede mn drzwi i serca mdrych ludzi otworzy. Tu cicho i 
bezpiecznie... nikt nie widzi i nie domyli si... jak ja w wiat i bd, wtedy pisanie to od 
ciebie wezm... 
Goda wzia podawany jej przedmiot. 
173 
 Bd ty spokojny o skarb swj!  rzeka.  Prdzej ja rozstan si z yciem, ni go w 
rce inne jak w twoje oddam. U mnie on bezpieczny... tu cicho i nikt nie domyli si... 
Meir wsta z awy. 
 pij spokojnie!  rzek.  Ja pjd... We mnie szumi taka burza paczu... e ja musz 
i... i... i... Pjd ja... pomidzy drzewami lenymi twarz na ziemi padn i z wiatrami, 
ktre tam szumi, posya bd Jehowie gone krzyki moje... Ja musz przed Nim skary 
si... musz Jego baga... musz o wiele rzeczy jego zapytywa si... Pen jest pier moja 
krzykw mojej duszy... ja musz je z siebie wyda... bo one za gardo mi chwytaj i dusz... 
Chcia odej, ale pochwycia go Goda za rkaw odziey. 
 Meir!  zaszeptaa  powiedz ty mi jeszcze... co tam stao si?... za co ciebie ludzie bili i 
kaleczyli? Dlaczego ty w wiat musisz i? 
Meir z pospnym byskiem oczw odpowiedzia: 
 Bili mi i kaleczyli ludzie za to, e aj przeciw prawdzie mojej i nie chciaem i na 
wszystko, na co lud mwi: Zgoda!, nie mwiem: Zgoda! W wiat ja i musz dlatego, 
e jutro rzucon na mnie bdzie wielka i przeraliwa kltwa i sromotnie wypchnitym ja 
zostan z domu Izraelowego! 
 Herem!  krzykna dziewczyna i splecione rce swe gestem grozy na gow sw 
zarzucia. Tak staa chwil, potem jednak zamylony, lecz agodny umiech rozla si po jej 
twarzy. 
 Meir!  szepna  zejde mj wyklty jest... i ja wyklta... ale miosierdzie Pana wiksze 
jak najwiksza gra, a sprawiedliwo Jego gbsza od najgbszego morza. Tak stoi w 
Pimie. Kiedy zejde mj to czyta, przestaje smuci si i mwi: Przeklty szczliwszym jest 
od przeklinajcego... bo przyjdzie czas, e sprawiedliwo Paska wejdzie w serca ludzi i 
bogosawi oni bd imiona przekltych... 
Meir patrza dugo na dziewczyn mwic sowa te z ogniem zapau w zapadych oczach, 
z twarz janiejc blaskiem natchnienia. 
 Goda!  rzek z cicha  ty jeste poow duszy mojej, id ze mn w wiat... ja ci za 
on pojm i trzymajc si za rce bdziemy razem znosi przeklestwo ludzkie i stara si, 
eby kiedy na imiona nasze spyno bogosawiestwo... 
Goda stana caa w ogniu i w pomieniach uszczliwienia niewysowionego. 
 O! Meir! Meir!  krzykna. 
Chciaa jeszcze co powiedzie  nie moga. W radoci bezprzytomnej, z piersi drc 
paczem, miechem, westchnieniami i nie wymawianymi dzikczynieniami, pochylia si 
nisko i ca wysmuk, gitk kibici sw zawisa na jego ramieniu. On szyj jej obj, gow 
przycisn do piersi i usta zatopi w jedwabistej gszczy jej wosw... 
Bya to chwila... mgnienie oka. Dziewczyna wyprostowaa si szybko i oblana szkaratem, 
z ustami drcymi i piersi dyszc wymwia z cicha: 
 A zejde? 
Meir patrza na ni jak czowiek nagle zbudzony ze snu. Ona szeptaa dalej: 
 Nogi jego za sabe, aeby mg on pj z nami, i on od grobw ojcw swoich odej nie 
zechce! A jak ja jego porzuc? jak on bdzie mg y beze mnie? On mi na rkach swych 
koysa, prz i czyta Bibli uczy, on dusz moj owieca i serce radowa tymi piknymi 
historiami, ktre opowiada mi cigle... cigle... Jeeli odejd, kt usta jego karmi i poi 
bdzie?... Kto w ciemne zimowe noce pooy si u ng jego, aby ciaem swym zzibe stopy 
jego rozgrzewa? A kiedy dusza jego rozwd bra bdzie z ciaem, kto na rkach swych siw 
gow jego zakoysze do snu wiecznego? Meir! Meir! I ty masz dziada, ktrego wosy biae s 
jak nieg i ktry po tobie szaty swe w alu rozedrze. Ale twj zejde ma synw i crki, synowe 
i ziciw, wnukw i prawnukw, domostwo bogate i wielkie znaczenie u ludzi... Mj zejde 
na wicie caym ma tylko biedn chat swoj, star Bibli i wnuczk sw, God... 
Meir westchn. 
174 
 Ty prawd mwisz, Godo  rzek  ale c ty uczynisz? co z tob stanie si, kiedy oczy 
dziada twego zamkn si do snu wiecznego, a ty zostaniesz tu sama jedna pord wzgardy 
ludzkiej i ubstwa swego? 
Goda usiada, bo nogi dray pod ni. Obu domi powioda po rozpalonej twarzy, a po 
chwili ze wzniesionymi w gr oczami z wolna odpowiedziaa: 
 Przed drzwiami chaty tej usid, prz wen i kozy moje pa bd i patrze na drog 
t, ktr ty kiedy powrcisz... 
By to ustp z historii Akiby i piknej Racheli. 
Meir w rozmarzonej zadumie zapyta jeszcze: 
 A jake ty zrobisz, kiedy ludzie przyjd, mia si z ciebie bd i powiedz: Akiba pije 
u rda mdroci, a twoje ciao poera ndza i oczy twoje gasn od ez?... 
Przytumiony namitnym wzruszeniem, lecz powany gos odpowiedzia: 
 Ja im odpowiem: Niech ciao moje poera ndza, a oczy wypywaj ze zami, ja wiary 
mowi memu strzec bd... I eby stan on teraz przede mn i rzek: Wrciem, bo nie 
chciaem, eby pakaa duej, ale ze rda mdroci mao jeszcze piem, powiedziaabym 
mu: Id i pij jeszcze! 
Meir wsta. Nie rozpacz ju, ale sia i odwaga maloway si na twarzy i w postawie jego. 
 Ja wrc, Rachelo!  zawoa.  Jehowa ujmie si za mn i podadz mi rk pomocy 
ludzie, ktrym poka serce moje spragnione poznania i pisanie przodka mego, ktre zarcza 
lud izraelski z innymi ludami przymierzem zgody... Ja dugo, dugo, chciwie pi bd ze 
rda mdroci, a potem tu powrc, biedny lud mj naucza bd, a na twoj gow za 
wszystk ndz i wzgard, ktr ty dla mnie przeniesiesz, zot koron wo... 
Goda wstrzsna gow. Z twarzy jej mona byo pozna, e czua si ogarnita jakby 
snem cudownym. nio si jej, e bya pikn Rachel witajc z dugiej podry ma 
swego, Akib. Z marzcym umiechem na ustach a ogniem namitnym w oczach szepna: 
 Ja wtedy kolana twoje obejm i oczami, ktre znowu tak piknymi si stan, jak przed 
wielu laty, w wiato twoj spojrz i powiem: Mistrzu! chwaa twoja jest moj koron! 
Patrzali na siebie dugo przez zy. Mio gorejca na dnie ich renic wygldaa zza tej 
srebrzystej powoki tak czyst i bohatersk, jak czystymi i bohaterskimi byy ich serca. 
Wtem o uszy ich obi si przyciszony, dwiczny jednak miech dziecicy. Zdziwieni, 
spojrzeli oboje w stron, w ktrej zabrzmia. Na progu otwartych drzwi chaty siedzia Lejbele 
i trzyma w objciu mae, biae jak nieg kol. Kol to byo kupione na targu za pienidze 
zebrane przez God ze sprzeday koszw. Ujrzao je dzieci w gbi sionki owietlonej 
ksiycem, wzio je w ramiona, wynioso za prg chaty, a teraz tulc twarz sw do mikkiej 
jego sierci miao si swawolnie i pieszczotliwie. 
 Dziecko to zawsze przychodzi tu za tob  rzeka Goda. 
 Ono dzi caowao mi, kiedy wszyscy mi bili, i ja nim od rk silnych skarb mj 
zasoniem  odpowiedzia Meir. 
Goda znikna z okna i wnet zjawia si w progu chaty. Pochylia si nad dzieckiem tak, 
e rozplecione jej wosy opyny mu na gow i ramiona. Przy tym ustami przylgna do 
czoa jego. Lejbele nie przelk si wcale. Czu si tu zna bezpiecznym. Widzia ju nieraz t 
kobiet, ktrej ogniste oczy wpatryway si w twarz jego z wyrazem niewysowionej 
sodyczy. Podnis na ni spojrzenie jasne, wdziczne, pojtne prawie. 
 Pozwl mi pobawi si z kolciem  szepn. 
 Czy chcesz mleka?  zapytaa. 
 Chc  odpowiedzia  daj. 
Wyniosa z sionki gliniany kubek napeniony mlekiem i sama poia nim dzieci. Potem 
usiada przy nim na progu i zapytaa: 
 Dlaczego ty porzucasz ojca i matk, a idziesz za Meirem? 
Dzieci zakoysao gow i odpowiedziao: 
175 
 On lepszy jak tatele i lepszy jak mamele. On mi karmi i po gowie mi gadzi, i z rk 
reb Mosza mi wyrwa... 
 Czyj ty syn?  zapytaa Goda. 
Lejbele milcza chwil, podnosi w gr oczy i koysa gow. Widocznym byo, e bi si 
z nieposuszn, bo zgnbion sw myl. Nagle wycign palec w kierunku, w ktrym 
odszed Meir, i gono zawoa: 
 Jego!... 
Zamia si przy tym, ale nie by to miech idioty. By to objaw radoci, ktr uczua 
biedna, biedna dusza dziecicia, gdy z wysileniem wielkim udao si jej uj w wyraz mio 
sw i gorce swe, lubo nieokrelone danie. 
Ale Goda spojrzaa w stron, w ktr poszed Meir, i westchna ciko. Wstaa potem, 
owina si star jak chust i wstpiwszy ku poowie wzgrza usiada pod karowato 
rosnc sonin. Chciaa moe z wysokoci tej obejmowa okiem szersz przestrze i ujrze 
go, jak wraca on bdzie z dalekich pl i lasw. Opara okcie na kolanach, twarz zakrya 
domi i siedziaa tak nieruchoma jak posg zadumy i smutku, a tylko po kruczych wosach 
jej, ktre ogromnym paszczem zakryy j ca i spyny a na wilgotn traw, ksiyc 
rozsypywa miliony ruchliwych iskier. 
W drzwiach chaty Lejbele usn wkrtce, w nie jeszcze trzymajc przy piersi biae kol, 
ktre spao take. 
* 
W tej samej prawie chwili otwieray si z cicha niskie drzwi chaty rabina i wchodzi przez 
nie reb Mosze, przygarbiony, zawstydzony, znkany. Przysiad na ziemi u komina i lkliwie 
patrza na Todrosa, ktry siedzc u otwartego okna opiera twarz na obu doniach, a wzrok 
wlepia w ksiyc. 
 Rabbi!  szepn niemiao. 
 Rabbi!  powtrzy goniej nieco  suga twj winien jest w oczach twoich... 
obrzydliwego pisania nie przynosi on tobie rabbi! Burza bya sroga, ale bronili go przyjaciele 
jego, potem on sam broni si, a potem obronio go mae dziecko... Gupi lud szarpa go, bi, 
aja i kamienowa, ale pisania obrzydliwego z rk mu nie wydar. Nassi! suga twj peen 
wstydu jest i bojani, ale ty zlituj si nad nim i nie karz go piorunem wzroku swego... 
Todros nie spuszczajc wzroku podniesionego ku ksiycowi wyrzek: 
 Pisanie to trzeba z rk jego wydrze i w moje rce je odda-: 
 Nassi! pisanie to nie jest ju w rkach jego!... 
 A gdzie ono jest?  nie odwracajc twarzy, lecz podniesionym gosem zawoa Todros. 
 Rabbi! ja przed obliczem twoim nie miabym stan, gdybym nie wiedzia, co z nim 
stao si... Ja szedem za nim... caa dusza moja wesza w oczy i uszy moje... ja widziaem, jak 
on pisanie to karaimskiej dziewczynie do schowania dawa, i syszaem, jak on je skarbem 
swoim nazywa... On mwi, e to paszport jest, z ktrym on w wiat pjdzie i ktry przed 
nim serca ludzkie otwiera bdzie... 
Todros drgn. 
 To jest prawda! to jest prawda!  zaszepta gwatownie.  Pisanie to bdzie mu tarcz i 
orem, o ktre stpi si narzdzia pomsty naszej... Mosze!...  doda podniesionym gosem 
 obrzydliwo t trzeba z rk karaimskiej dziewczyny wydrze... 
Meamed przypez do samych kolan mistrza i podnoszc ku niemu twarz wyrzek z cicha: 
 Rabbi! dziewczyna ta powiedziaa, e prdzej pozwoli sobie wydrze ycie swoje ni to 
pisanie... 
176 
Todros milcza chwil, potem wymwi: 
 Pisanie to trzeba z rk jej wydrze... 
Meamed dugo milcza i myla. 
 Rabbi!  ozwa si potem cichym bardzo szeptem  a jeeli jej co bardzo zego stanie 
si? 
Todros nie odpowiada chwil, potem rzek: 
 Bogosawiona rka, ktra z domu Izraelowego wymiata miecie... 
Meamed chciwie pochwyci krtkie te wyrazy i dugo wyrozumiewa tajemny sens ich. 
Umiechn si. 
 Rabbi!  rzek  ju ja rozumiem wol twoj... spu si na sug swego... on znajdzie 
ludzi, ktrych rce uzbrojone bd w si, a serca w nieubagalno... Rabbi!  doda 
bagalnie  spu ty na gow mog agodny promie twego oka... niech ja widz, e gniew na 
sug twego dalekim jest od ciebie... Dusza moja bez aski i mioci twojej jest jako studnia 
bez wody albo ciemnica, nad ktr nie wieci soce... 
Todros odpowiedzia: 
 agodny promie nie powstanie w oczach moich ani gniew i smutek z serca mego 
wyjd, dopki obrzydliwe pisanie to bdzie w rku przekltych... 
Mosze jkn. 
 Rabbi! pisanie to jutro w nocy bdzie w rkach twoich! 
Ksiyc owieca obie twarze ludzi tych, z ktrych jeden patrza w niebo, a drugi w oblicze 
mistrza swego. Mistrz gorejcym wzrokiem szuka po niebie smug wietlistych, ktre 
oznaczaj drogi aniow wiodcych gwiazdy w wiecznej ich po przestrzeniach podry, 
ucze odbicia nadprzyrodzonych wiate tych szuka w renicach mistrza. 
W obu gowach ich szumiao imi anioa mierci, ktrego na pomoc sobie wzywali, a 
piersi obu penymi byy jednak mioci i uwielbienia bez granic. 
177 
IV 
Wzruszenie nadzwyczajne panowao wrd ludnoci miasteczka. Ze wszystkich stron 
gromadami lub sznurem cignli ludzie ku wielkiej, brunatnej wityni, pod trzypitrowym, 
omszonym dachem ktrej w oknach, podobnych do staroytnych strzelnic, byska poczynay 
dugie i wskie smugi wiata. Na niebo wystpoway te gwiazdy, ale blady przed wietnym 
blaskiem wschodzcego w peni ksiyca. 
Wntrze wityni byo sal ogromn, pomieci w sobie mogc kilkutysiczn ludno, a 
wysokoci sw dorwnywujc budowie o dwch wielkich pitrach. ciany jej, zakrelajce 
prawidowy czworogran, gadkie zupenie i biae jak nieg, przerzynaa tylko u gry cika 
galeria, o gbokich, sklepionych niszach, tworzcych rodzaj l, osonionych przeroczyst, 
lecz wysok barier. W dole awy drewniane stay gsto jedna za drug, od drzwi 
wchodowych a ku miejscu wyniesionemu nad poziom o kilka stopni i otoczonemu te 
drewnian, ozdobn barier. Na wyniesieniu tym by st przeznaczony do rozwijania 
olbrzymiego arkusza Tory (Picioksigu) w dniach, w ktrych ustpy z niej obrzdek 
nakazywa czyta ludowi; ono suyo za kazalnic, z ktrej w dnie uroczyste rozlegay si 
religijne mowy i nauki; na nim staway te chry zoone z dorastajcych dzieci i dorosych 
modziecw, a czce gosy swe z gosem kantora intonujcego modlitwy. Wyniesienie to 
kilkunastu krokami tylko rozdzielonym byo z gwnym punktem wityni, z punktem, ktry 
uderza powag ksztatw i wietnoci barw, a by otarzem  jeeli nazw t uy mona dla 
miejsca wszelkiego, w ktrym przechowuj si witoci nad witociami i ktre ciga ku 
sobie najnaboniejsze spojrzenia i westchnienia wiernych. Szczyt otarza tego siga sufitu, a 
zoony by z dwu ogromnych tablic, ktrych to z najczystszego lazuru zakrelonym byo 
zgoskami biaymi, krtymi, podobnymi z dala do sznurw arabesek wschodnich o bogatym i 
fantastycznym rysunku, a w ktrych oko umiejtne wyczytywao dziesi przykaza 
synajskich. Lazurowe tablice, okryte biaym, krtym pismem, dwigane byy przez dwa lwy z 
pozacanego brzu, ktre w ogromnych rozmiarach i wspaniaych postawach siedziay na dwu 
grubych, cikich supach janiejcych najjaskrawszym szafirem, owinitych nienymi i 
misternie rzebionymi wiecami z lici i gron winnych, a wspierajcych si mocno o 
kamienn podstaw, ktrej szeroka powierzchnia zakrelon bya a do samej ju ziemi 
mnogimi ustpami Pisma. Supy owe na ksztat potnych i silnych stranikw stay z dwu 
stron gbokiej niszy osonitej od gry do dou opon ze szkaratnego jedwabiu, 
ozdobionego zotymi haftowaniami z bogactwem olniewajcym oko. Za opon t, 
spuszczon zazwyczaj, a podnoszc si w odpowiednich tylko okolicznociach, chronia si 
wito nad witociami, Tora  olbrzymi zwj pergaminu owinity cenn materi, a 
zwizany wstg, cik i sztywn od haftw srebrnych i zotych. 
Z szarego i mizernego pozoru miasteczka wnoszc, nikt nie mgby domyla si 
wspaniaoci obrazu, jaki przedstawiao wntrze staroytnej, przez wieki pobonie 
przyozdabianej wityni tej, w chwili gdy o do pnej wieczornej godzinie zapona ona 
caa owietleniem rzsistym i po brzegi napenia si ludem. 
Siedem wiecznikw stupomiennych, spuszczajc si od sufitu na szczerosrebrnych 
sznurach, rzucao powd wiata w sklepiste gbie galerii, zza przezroczystych krat ktrej 
wygldaa prawdziwa mozaika twarzy i szat niewiecich, i na gste rzdy ustawionych 
poniej aw, ktre obsiadywali mowie dojrzali, brodaci, okryci cali mikk, wenist 
draperi biaych paszczw (taesw), skraje ktrych w wieczny jakby i rozrzewniajcy znak 
178 
aoby po utraconej niegdy ojczynie otoczone byy czarnymi szlakami; tu i wdzie za u 
szyi bogaczw i dostojnikw gminy poyskiway szerokie tamy srebrne o wydatnych 
liciastych deseniach. Lecz najwikszy ze wiecznikw paa i bogatymi wisiorami od chwili 
do chwili srebrzycie dzwoni przed nisz zamknit pomidzy dwoma potnymi supami. 
Tam iskrzyy si zote hafty i frdzle szkaratnej opony, spod stp wspaniaych lww sypa 
si zdaway delikatne licie i cikie grona winne, tam, u samej gry, wydatnie od 
lazurowego ta odstaway biae szlaki krtych zgosek, a w dole, przed cisow podstaw pen 
napisw cigncych si nierwnymi liniami, sta kantor i z gow okryt biaym kapturem 
taesa piewa te stare psalmy, ktrych bezbrzena, zda si, melodia pynie pen gam 
ludzkich zachwytw, uwielbie, pragnie, baga i mk. 
Nigdy jednak przeliczny gos Eliezera nie wyraa wszystkich uczu tych z tak si i 
wyranoci jak wieczoru tego, nigdy nie mia on takich wybuchw potnych, takiego 
uroczystego brzmienia i takich dre gbokich, kajcych, ktre, opadajc i cichnc 
stopniowo, zdaway si ton i kona w morzu bezbrzenej jakiej boleci czy proby. 
Zdawa si mogo, e wieczoru tego w pier jego wesza nadludzka prawie sia skargi i 
bagania, e u ramion wyrastay mu skrzyda, na ktrych usiowa wznie si a do samych 
stp Pana nad pany, aby tam ciao i dusz swoj zoy w ofierze za zbawienie czego lub 
kogo. Olbrzymia sala od brzegu do brzegu i od szczytu do podstaw pen bya brzmie 
pyncych z piersi jego nieprzerwanym strumieniem; chry stojce na wyniesieniu rzucay w 
nie od chwili do chwili potne akordy, a zgromadzenie cae, porwane rozkosz zachwytu, 
milczao grobowo z oczami wlepionymi w wyiskrzon zotem szkaratn opon. 
Ten i w tylko, wskazujc gow zachwyconego i zachwycajcego piewc szepta: 
 To jest anio Sandalfon, ktry podaje Panu wiece splecione ze wszystkich modlitw 
ludzkich. 
Ten i w take smutnie wstrzsa gow i wzdycha: 
 On tak modli si za przyjaciela swego, ktrego gow wykl dzi maj! 
Nagle w cudowny piew kantora i uroczyste milczenie ludu wmiesza si stuk guchy, lecz 
silny i powtarzajcy si kilka razy. Gos Eliezera zerwa si jak zota struna targnita 
grubiask rk; oczy ludu przeniosy si z otarza ku miejscu, w ktrym rozlegay si 
gwatowne stukania. 
Z wyniesienia otoczonego drewnian barier znikn chr modych piewakw, a na 
miejscu ich sta jeden tylko czowiek, szczupy, przygarbiony, z dug szyj t, podan 
naprzd, z ciemn twarz obros czarnym jak noc wosem i pospnie rozwiecon 
gorejcymi jak ule oczami. Trzyma on w obu rkach ogromn ksig i z caej siy uderza 
ni o st, dajc przez to rozkaz powszechnego milczenia. Milczenie te zupene zapanowao 
w sali caej, a tylko w przedsionku sycha byo szmery jaki i stumione wykrzyki. Tam 
gromadka kilkudziesiciu ludzi rnego wieku i stanu otaczaa czowieka, ktry z blad 
bardzo twarz, zacinitymi usty i suchym, palcym si okiem sta ramieniem wsparty o 
odrzwia wityni. By to Meir. W uszach jego rozlegay si szepty: 
 Jeszcze pora! jeszcze czas! zlituj si nad sob i nad famili swoj; upokrz si! biegnij 
prdko, prdko, i padnij do ng rabina! O, herem! herem! herem! 
On zdawa si nie sysze. Silnie zwar na piersi ramiona. cignite brwi nadaway czou 
jego przerznitemu czerwon kres wyraz ponurej boleci i niezomnej woli. 
 W imi Boga ojcw naszych!  zabrzmia basowy a silny gos Izaaka Todrosa. 
Po zgromadzeniu caym przebieg szmer przytumiony, dreszcz niby przebiegajcy cae 
zbiorowe ciao to  i wnet skona w ciszy gbokiej. 
Izaak Todros z wolna, wyranie, oddzielajc wyraz od wyrazu, mwi zacz: 
 Si i potg wiata, w imi witego Zakonu naszego i szeciuset trzynastu praw w 
Zakonie tym zawartych, heremem, ktrym Jozue Nawin przekl miasto Jerychon, 
przeklestwem, ktrym Elizeusz przekl przeladujcego go chopita, szamt, ktra 
179 
uywan bya przez wielkie sanhedryny i sobory nasze, wszystkimi heremami, 
przeklestwami, wypdzeniami i unicestwieniami, ktre uywanymi byy od czasw 
Mojesza a po dzisiejszy dzie  w imi Pana Przedwiecznego, Pana wiata i Twrcy 
wspaniaoci jego, w imi Matatrona, ktry jest anioem strem i obroc Izraela, w imi 
anioa Sandalfona, ktry z modlitw ludzkich splata wiece dla tronu Paskiego  w imi 
archanioa Michaa, potnego wodza niebieskich wojsk  w imi aniow ognia, wichru i 
byskawic, si imion wszystkich aniow prowadzcych gwiazdy i jedcych na niebieskich 
rydwanach i wszystkich archaniow rozwijajcych skrzyda swe nad tronem 
Wszechpotnego  imieniem tym, ktre ukazao si Mojeszowi w krzaku ognistym, i tym, 
ktrym Mojesz rozdzieli wody na dwie poowy  imieniem rki, ktra nakrelia tablice 
witego prawa... niszczymy, wypdzamy, habimy, unicestwiamy i przeklinamy silnego, 
zuchwaego i nieposusznego Meira Ezofowicza, syna Beniaminowego... 
Zatrzyma si na chwil i gwatownym ruchem podnis rce nad gow. Potem rd ciszy 
takiej, e syszalnym byby rd niej szelest przelatujcej muchy, coraz pieszniej i coraz 
bardziej piewnym i zanoszcym si gosem mwi, a raczej woa zacz: 
 Przekltym niech bdzie on przez Boga Izraelowego! Przekltym niech bdzie on przez 
silnego i strasznego Boga, ktrego imi z trwog wygaszaj ludzie w dniu sdnym! 
Przekltym niech bdzie on przez niebo i ziemi! Przekltym niech bdzie on przez 
Matatrona, Sandalfona, Michaa, archaniow, aniow i wszystkich mieszkacw nieba! 
Przekltym niech bdzie on przez wszystkich czystych i witych sucych Bogu! 
Przekltym niech bdzie on przez kad si wysz na ziemi i niebie! Boe Stwrco! wytp i 
zniszcz go na wieki! Boe Podnosicielu! upokrz go! Gniew Twj, Boe! niech rozpiorunuje 
si nad gow jego! Szatani niech id na jego spotkanie! Zorzeczenia i jki niech otaczaj go 
wszdzie, gdzie si tylko obrci! Wasnym mieczem niech on pier sw przeszyje i niech 
skrusz si wszystkie strzay jego, a anioy Boe niech gnaj go wci z miejsca na miejsce, 
aby nigdzie na spoczynek nie stana stopa jego! Drogi jego niech bd niebezpieczne i 
okryte grub ciemnoci, a rd nich towarzyszk niech mu bdzie rozpacz nadzwyczajna! 
Niech smutki i nieszczcia trapi go cigle, a on niech wasnymi oczami patrzy na 
uderzajce we ciosy i nasyca si ogniem Boego gniewu! Niech nie przebaczy mu Pan! 
Przeciwnie! Gniew i pomsta Boa niech spyn na czowieka tego, wpij si we i przenikn 
go a do szpiku koci! Przeklestwem tym jako szat niech owinie si on cay, aeby znikn 
sprzed oblicza wiatoci, a imi jego aby startym zostao z podniebieskiej przestrzeni. 
Tu Todros umilk na chwil, zaczerpn powietrza w pier zmczon krzykami, ktre 
staway si coraz bardziej urywane, guche i cikie. Twarz mia w ogniu ca, a rce jego 
gwatownymi ruchy miotay si nad gow. 
 Od tego momentu  krzykn znowu  w ktrym przeklestwo to na gow jego spado, 
niech nie way si on przystpi do adnej izraelskiej wityni na caym wiecie bliej jak o 
cztery okcie odlegoci! Pod kar kltwy i odrzucenia od ona Izraelowego, niech Izraelita 
adne nie przyblia si do niego bliej jak o cztery okcie odlegoci i niech nie way si 
otworzy przed nim drzwi domu swego ani chleba, wody i ognia mu poda, chociaby 
widzia go zesabego, upadajcego i zgitego w k od tuactwa, godu, choroby i ndzy! 
Przeciwnie! niechaj kady, kto spotka go, pluje na twarz jego lin ust swoich i przed stopy 
jego rzuca kamienie, aby potyka si on i upada. Majtku adnego niechaj on nie uywa. 
Wszystko, co prawem dziedzictwa spada na niego z ojca jego i matki jego, i wszystko, co on 
wasnych rkami dla siebie zebra, niech oddanym zostanie pod rozporzdzenie kahau, aby z 
mienia nieprawego uczyni on pociech i podpor prawych! O pomcie tej i kltwie, ktra na 
spada, niech dowie si Izrael cay. Wy wszyscy, ktrzycie j wasnymi uszami usyszeli, 
gocie sowa i przykazania jej na kadym miejscu, na ktre zanios was stopy wasze, a my 
wiadomo o niej rozelemy do wszystkich miast i gmin, w ktrych mieszkaj bracia nasi, od 
180 
koca do koca wiata. Tak niech si stanie! A wy wszyscy, ktrzy wierni zostalicie Panu 
waszemu i Zakonowi Jego, yjcie szczliwi! yjcie! 
Skoczy, a w tej chwili dziaaniem mechaniki umiejtnie stosowanej przymiy si 
rzsiste wiata gorejce w siedmiu olbrzymich wiecznikach i w czterech rogach sali 
rozgonie dwikny i zawyy trby. Z urywanym tym lub przecigym i ponurym wyciem 
mosinych instrumentw zczy si olbrzymi chr ludzkich szlochw, jkw i krzykw. 
Najgoniejszy krzyk da si sysze w przedsionku, a bym tym przeraliwszy, e wychodzi z 
piersi mskiej i silnej. Ruch si te tam zrobi wielki; sycha byo szamotanie si jakie, 
wypdzanie jakby, to przywoywanie. Meir znikn z progu wityni. Bliej otarza, 
pomidzy awkami, kilku dojrzaych ludzi z chrzstem rozdzieranych sukien upado twarzami 
na ziemi. 
 W prochu le moni Ezofowiczowie!  wskazujc na nich woano skdind. 
W grze galeria rozlegaa si caa szlochaniem i paczliwym zawodzeniem niewiast, a w 
gbi sali gromada ludzi licho ubranych, bez srebrnych u taesw tasiem, wznosia w gr 
twarde, czarne, spracowane rce i zaamywaa je nad gowami. 
Todros podartym rkawem odziey ociera opywajcy mu czoo pot kroplisty, potem obu 
rkami wspar si o drewnian barier i pochylony naprzd, z piersi dyszc i drgajcymi 
wargami patrza na kantora. Nie zstpowa on z wyniesienia i na kantora patrza dlatego, i 
wedle obrzdku po wyrazach strasznej kltwy rzuconych na jednego czowieka nastpi 
powinny byy sowa bogosawiestwa zlewanego na lud cay. Sowa te, bogosawice lud, 
wygosi powinien by kantor. Todros oczekiwa na to dokoczenie speniajcego si aktu. 
Dlaczego kantor milcza tak dugo i powinnoci swej nie speni? Dlaczego nie podchwyci 
ostatnich sw jego: yjcie szczliwi! yjcie! i nie wysnu z nich natychmiast modlitwy 
bogosawicej? 
Eliezer sta twarz zwrcon ku otarzowi. Kiedy rabin wykrzykiwa sowa kltwy, wida 
byo, jak ramiona jego dray pod okrywajcym je taesem. Potem jednak dre przesta, 
znieruchomia i z podniesion gow patrza kdy wysoko. Na koniec wycign w gr obie 
rce. Znak to by,  wzywa lud do milczenia i modlitwy. Trby, ktre dotd dzwoniy wci i 
wyy, umilky; ustay te krzyki i jczenia ludzkie. Przymione wiata zagorzay znowu, a 
wrd penego blasku ich i ciszy, przerywanej tylko tu i wdzie odzywajcym si 
szlochaniem, gos dwiczny jak srebro i czysty jak kryszta z wolna, z powag jak wielk, 
z wewntrznymi zami, ktre nadaway mu niezmiern moc bagania, mwi zacz: 
 Ten, ktry bogosawi praojcw naszych: Abrahama, Izaaka, Jakuba, Mojesza, Aarona, 
Dawida, prorokw Izraela i wszystkich sprawiedliwych wiat... On niechaj spuci ask i 
bogosawiestwo swe na czowieka tego, ktrego niesprawiedliwy herem ten naruszy! Bg 
przez miosierdzie swe niech uratuje i osoni go od wszelkiego zego i nieszczcia, niech 
przeduy czasy i lata jego, niech pobogosawi wszelkiemu dzieu jego rk i niech go od 
utrapie ciemnoci i kajdan oswobodzi razem ze wszystkimi brami Izraelitami! Niech tak 
bdzie wola Jego!... Woajcie: Amen! 
Umilk; w sali panowaa przez kilka sekund cisza osupienia, a potem rozleg si wielki, z 
kilkuset piersi wydobyty okrzyk: Amen! 
 Amen!  zawoali Ezofowiczowie powstajc z ziemi, na ktr runli byli przed chwil, i 
z rozdartych sukien swych py otrzsajc. 
 Amen!  krzykna gromada ludzi ndznie odzianych i spracowane donie zaamujcych 
nad gowami. 
 Amen!  rozlego si na galerii penej paczcych niewiast. 
 Amen!  powtrzy na koniec w bliskoci otarza chr gosw modzieczych. 
Rabin oderwa rce swe od porczy bariery, wyprostowa si, zdumionymi oczami powid 
dokoa i krzykn: 
 Co to jest? co to znaczy? 
181 
Wtedy Eliezer zwrci si twarz ku niemu i zgromadzeniu caemu. Kaptur taesu opad 
mu z gowy na ramiona. Bia twarz jego okryway rumiece zapau, a bkitne oczy wieciy 
gniewem i odwag. Podnis rk i zawoa dononie: 
 Rabbi! znaczy to, e uszy i serca nasze przeklestw takich sysze wicej nie chc! 
Sowa te byy jakby hasem bojowym. Zaledwie wymwi je Eliezer, gdy po obu stronach 
jego stano tumnym szeregiem kilkudziesiciu ludzi modych i zaledwie dorastajcych. Byli 
wrd nich wszyscy najblisi towarzysze i przyjaciele wykltego, ale i tacy take, ktrzy 
dawniej z rzadka tylko i z dala go widywali, i tacy nawet, ktrzy przed kilku dniami jeszcze 
uporowi jego i zuchwaoci dziwili si, wcale ich nie rozumiejc. 
 Rabbi!  rozlegy si woania  my przeklestw takich wicej sucha nie chcemy! 
 Rabbi! kltwa twoja zrodzia w duszach naszych mio dla wykltego! 
 Rabbi! heremem tym obciye ty czowieka, ktry miym by oczom ludzi i Boga! 
Todros gwatownym wysikiem wyrwa si ze stanu skamieniaoci, w jaki rzucio go 
zrazu zdumienie. 
 Czego wy chcecie?  krzykn  co wy gadacie? czy szatan opta duchy wasze? Azali 
nie wiecie, e prawa nasze nakazuj pomst i kltw na zuchwaych, ktrzy buntuj si 
przeciw Zakonowi? 
Nie spord modziecw ju, ale ze rodka sali wyszed gos powany, ktry wymwi: 
 Rabbi! azali nie wiesz, e kiedy w stroytnym sanhedrynie naszym wid si spr srogi 
o to, czy Izrael przyj ma za swoj nauk Szammaja lub nauk Hillela, ozwa si nad 
zgromadzonymi Bat  Kohl, gos tajemniczy, gos przez samego Boga posany, ktry 
powiedzia: Suchajcie praw Hillela, albowiem agodno w nich jest i miosierdzie! 
Podnoszono gowy i wspinano si na palce ng, aby ujrze, kto sowa te wymwi. 
Wymwi je Rafa, stryj wykltego. W teje chwili przez tum przecisn si Ber i stajc 
wrd modziey zawoa: 
 Rabbi! czy ty liczye kiedy rozumy wszystkie, ktre zgniota srogo twoja i ojcw 
twoich, Todrosw... i wszystkie dusze te, ktre napenione byy wielkimi pragnieniami, a 
ktre wy tward rk wasz strcilicie na zawsze w ciemnoci i potajemne cierpienia? 
 Rabbi  zawoa gos jaki modzieczy, dziecicy jeszcze prawie  czy ty i wszyscy, 
ktrzy z tob stoj, bdziecie zawsze odpycha nas od tych cudzych pomieni, bez wiatoci 
ktrych schn ze smutku serca nasze, a podym prochem czerni si nasze rce... 
 Dlaczego ty, rabbi, nie nauczysz ludu, aby z rozumu swego czyni sito takie, ktry by 
oddziela mogo ziarno od plewy i pery od piasku? 
 Rabbi! ty i wszyscy, co z tob stoj, zjadacie i nam je kaecie jabko granatu razem z 
tward i gorzk upin. Ale przyszed ju taki czas, e uczulimy gorycz na podniebieniu 
naszym, a we wntrznociach naszych powsta srogi bl... 
 Nieszczni! gupi! optani! potpieni!  z caej piersi swej krzycze zacz Todros  
albo nie widzielicie oczami wasnymi, e lud cay nienawidzi czowieka tego, goni go po 
drogach jego, kad mu na plecy silne swe rce, kamienowa go i krwaw kres naznaczy mu 
czoo! 
miechy dumne, oburzone, wzgardliwe rozlegy si tu i wdzie. 
 Nie mw: Zgoda! na wszystko, na co lud mwi: Zgoda!  zawoao gosw 
mnstwo, a jeden z nich cign dalej: 
 Przeklestwo, ktre wyrzeke, rabbi, zmikczyo serce niejednego i lepot zdjo z cz 
wielu! Usta zoliwe rozdmuchay w sercach naszych gniew przeciw niewinnemu, ale dzi z 
oczw naszych pyn nad nim zy, bo ty, rabbi, kltw swoj zadae mier modoci!... 
 Gorsza, rabbi, od mierci jest kltwa ta, ktr ty na niego rzucie, bo on z ni pord 
yjcych bdzie jako umary! 
 A czyli nie napisanym jest w ustawach wielkich sanhedrynw naszych: Sd, ktry raz 
przez lat siedemdziesit wyda jeden wyrok mierci, nazywany bdzie sdem mordercw! 
182 
 W sanhedrynach nie zasiadali ludzie bezdzietni i twardego serca! 
 Kto sieje nienawi, zbiera al. 
Woania te i mnstwo im podobnych wychodziy spord gromadki stoczonej u otarza. 
Mieszay si tam gosy, podnosiy si twarze, byskay oczy rozognione, a rozgorczkowane 
ramiona rzucay na rabina i zgromadzenie cae wyzywajce, zuchwae gesta. 
Todros nie odpowiada ju. Znieruchomia cakiem, skamienia. Z otwartymi usty i wysoko 
poniesion powiek pozr mia czowieka, ktry przesta rozumie to, co si wkoo niego 
dzieje. Ale z tumu wyskoczy i przed barier, oko w oko ze zbuntowan gromadk, stan 
meamed. Trzscy si cay, rozsroony, rozpostar grube ramiona swe, jakby stojce na 
wyniesieniu mistrza osania nimi pragn, i krzykn: 
 Biada! biada! biada zuchwalcom nie oddajcym czci temu, ktry zajty jest oddawaniem 
posug Panu wiata! 
Eliezer odpowiedzia: 
 aden mur nie wznosi si pomidzy nami a Panem naszym! Ustanowilimy pomidzy 
sob ludzi takich, ktrzy uczy si powinni Zakonu i tumaczy go nieumiejtnym. Ale nie 
powiedzielimy im: Oddajemy wam w niewol dusze nasze, albowiem kademu synowi 
Izraela wolno jest szuka Pana w sercu swoim i sowa Jego tumaczy wedle rozumu 
wasnego! 
Inni zawoali: 
 Nie ma pomidzy Izraelem wyszego i niszego! Jestemy wszyscy bracia rwni przed 
Panem, Stwrc naszym, i nikomu nie jest danym prawo okuwania w kajdany rozumw i 
woli naszej. 
Faszywi mdrcy zgubili nas, bo uczynili oni rozwd pomidzy Izraelem a ludami innymi, 
tak e jestemy jako winiowie w ciemnicy, ktrych nikt nie nawiedza... 
 Ale przychodzi czas, w ktrym wstrznie Izrael kajdanami swymi i pospadaj z 
wysokoci swych duchy pyszne i lepe, a duchy wizione wyjd na wolno... 
Teraz Izaak Todros powolnym ruchem wznis w gr obie rce i powid nimi sobie po 
twarzy jak czowiek, ktry usiuje obudzi si ze snu. Potem opar si znowu o barier i z 
oczami utkwionymi w grze wydoby z piersi ogromne westchnienie: 
 En  Sof!  wymwi cikim, sennym jakby szeptem. 
Bya to kabalistyczna nazwa Boga, ktra zawirowaa w tej chwili w mzgu jego 
przenikanym guch jak rozpacz. Ale wnet, na ksztat gonego protestu przeciw 
naleciaociom przez czas przyniesionym, na ksztat tsknego wracania do 
najpierwotniejszego rda izraelskiej wiaty, rozleg si kilkudziesiciu usty wydany okrzyk: 
 Jehowa! 
Meamed trzs si cay jak w febrze. Gwatownym ruchem zwrci si ku zgromadzeniu i 
wielkim gosem, piesznymi wyrazy nawoywa je pocz do obrony zniewaonego mistrza, a 
ukarania zuchwalcw. Lecz im duej i zawziciej przemawia, tym wiksze i widoczniejsze 
ogarniao go zdumienie. Nikt nie porusza si. Bogacze i dostojnicy gminy siedzieli na awach 
swych z czoami w doniach i spuszczonymi wzrokami, w pochaniajcej zadumie pogreni, 
a lud ubogi sta nieruchomy jak mur i jak grb milcza. Tu i wdzie wida byo ludzi krto a 
szybko przelizgujcych si rd tumu i usiujcych w nim znikn. O czym dumali ci, 
dlaczego milczeli tamci, a umykali i kryli si inni  kt odgadnie? a raczej kt przeliczy 
wszystkie wewntrzne drgania i chwiania si tumu, ywiou tego, do ktrego zastosowa 
mona, w zmienionej nieco formie, sowa poety: Falo tak wierna, a jednak  niewierna9. 
Zrozumia na koniec meamed, e woania jego prnymi byy. Umilk, lecz w zdumieniu 
najwyszym oczy roztwiera, bo dlaczego nie suchano go?  zrozumie nie mg. Ale przez 
zmcon myl Todrosa przemkn promie wiatoci, a w nim ujrza on przelotny obraz 
strasznej dla niego prawdy. Szepno mu co do ucha, e w modych piersiach tych, ktre z 
9 J. Sowacki, W Szwajcarii: Falo! niewierna falo!  i tak wierna!, strofa VI, wers 132 (przyp. red.) 
183 
zuchwaoci dla niepojt stany przeciw niemu, przebudziy si i krzykny wszystkie 
upione dze i opory, ktrych czowiek przez niego wyklty przedstawicielem by i ofiar! 
Wic nie on jeden takim by w Izraelu, ale istniao wielu, wielu podobnych mu, a tylko 
tamten mielszym by od tych, do walki pochopniejszym, bardziej porywczym i dumnym! I 
sysza on jeszcze go jaki szepczcy mu do ucha, e nad modymi gowami tymi, ktrych 
zuchwalstwo wprawiao go w odrtwienie, przeleciay i otary si skrzyda anioa wieku  
wieku, ktry  jak mu z dala, z dala bardzo i mglisto wiadomym byo  buntem i burz tchn 
i obala wszystko, cokolwiek stawa usiowao pomidzy ludmi a najwysz Prawd! I 
sysza on jeszcze szept jaki mwicy mu do ucha, e lud milcza i nie ujmowa si za nim, i 
nie druzgota tych, ktrzy przeciw niemu powstali, bo anio wieku razem z burz i walk 
roznosi nad wiatem lito i przebaczenie, a kltwy i nienawi zmiata skrzydem swym 
ogromnym i zarazem mikkim... 
Wszystko to niewyranie, chaotycznie, mglisto, mglisto bardzo sysza i widzia Todros, 
ale dosy byo tego, aby serce pene kamiennej wiary i niezmiernej pychy zdrtwiao mu w 
piersi. 
Bat  Kohl!  pomyla. 
Szepty wasnej myli, spltanej i przeraonej, wzi za szepccy mu do ucha gos 
nadprzyrodzony, gos tajemniczy i od samego Boga przysany, ktry niegdy, w uroczystych i 
krytycznych momentach ich ycia, sysze si dawa staroytnym kapanom i prawodawcom 
Izraela. 
 Bat  Kohl!  powtrzy drcymi wargami i zblad twarz powolnym ruchem zwraca 
pocz we wszystkie strony. 
Sala synagogi bya ju na wp pust. Lud odpywa, odpywa z wolna, a milcza wci 
tak, jakby ogarna go bezdenna i nieprzezwyciona zaduma, jakby milczeniem swoim 
dawa znak smutku ogromnego i wahania si ducha, ktry na adn stron przechyli si nie 
chcia lub nie mg... 
Odeszli ubodzy i bogaci, wierni dotd wielbiciele rabina i ci, ktrzy zawsze z dala si ode 
trzymali, galeria ttnia od chwili do chwili pod szybkim stpaniem spnionej niewiasty i u 
otarza nie byo ju nikogo... 
* 
Jak niegdy Jzef Akiba w jasn noc miesiczn wracajc z dugiej podry ze dreniem 
szed ku niskiej chacie swej pasterskiej, tak teraz ku rodzinnemu domowi swemu drcy i 
blady przyblia si Meir. 
Przychodzi on do rodzinnego domu swego, ale bez myli wracania. Wiedzia, e trzeba 
mu i std, i i po wiecie, rd tuaczki, odrzucenia i ndzy, ciga cel ten, do ktrego 
tskni od dawna, ale ktry tak dalekim, tak dalekim by i do osignicia trudnym. 
Chcia spojrzeniem poegna si ze cianami domu, ktry by kolebk jego modoci... 
przestpowa ich nie myla. 
Ale wrd rzdu okien ciemnych i cichych zobaczy jedno, w ktrym poyskiway 
migotliwe wiateka. Stan i patrza chwil. Za szybami rysowaa si wyranie cika i 
nieruchoma posta prababki Frejdy picej w gbokim fotelu. Spywaa na ni szeroka 
smuga ksiycowego wiata i tysice iskier rozpalaa w okrywajcych j klejnotach. 
Meir wstpi z wolna na wysoki ganek i pooy do na klamce drzwi. Wbrew zwyczajowi 
wszelkiemu drzwi byy otwarte. Przeszed wski, dugi korytarz i stan w roztwartych te na 
ocie drzwiach bawialnej izby. 
184 
Dom cay zalegaa cisza grobowa. Czy spano tam tak gboko? Byo to niepodobnym. Ale 
najlejszy szelest nie powinien by przeszkodzi ostatniemu egnaniu prawnuka z prababk 
ani odegna go od jej kolan. 
Meir uklk przed t upion i umiechajc si przez sen postaci niewieci i na kolanach 
jej zoy swoj gow. Po raz ostatni spoczywa pod dachem tym. 
 Bobe!  rzek z cicha.  Elte bobe! 
Frejda spaa cicho jak dzieci. Na pomarszczonym czole jej, niby ulotne sny dziecicia, 
igray srebrne ogniki ksiyca. 
 Ju ja ciebie nie zobacz nigdy... nigdy... 
Przycisn do ust drobne, suche jej rce, ktre tyle razy koysay go i pieciy, a potem go 
od wszelkich ciosw osaniay i skarb ten mu odday, ktry by zbawieniem i zgub, yciem i 
mierci jego. Poruszya si lekko gowa Frejdy, diamentowe kolce jej zadzwoniy o pery i 
roznieciy w ksiycowym wietle ognisko iskier. 
 Kleiniskind!  szepna nie otwierajc oczu, umiechna si i znowu zasna. 
Meir uton w mylach. Z czoem opartym o kolana prababki egna duchem wszystkich i 
wszystko... Powsta na koniec i powoli bardzo opuci bawialn izb... W korytarzu ciemnym 
zupenie kto obj go nagle silnymi ramionami, a zarazem uczu, e rka czyja wkadaa mu 
za odzie ciki jaki przedmiot. 
 To ja, Meir! ja, Ber. Dziad twj szuka w familii swojej czowieka odwanego, ktry by 
tobie gar pienidzy na drog da, i znalaz mnie. Wszyscy w domu auj ciebie... Kobiety 
pacz w kach swoich lec. Stryjowie gniewaj si na rabina i kahalnych... Dziad mao 
nie umiera z aoci... ale ciebie widzie nikt ju nie chce... U nas tak!... Rozum cignie w 
jedn stron, a stara wiara w drug... A przy tym strach! Ale ty, Meir, nie martw si bardzo! 
Ty szczliwy! ja tobie zazdroszcz! ty nie zlke si tego, czego ja zlkem si, i wyjdziesz 
na wiato! Dzi przyjaciele twoi ujli si za tob, a lud milcza i za rabinem nie uj si! To 
pocztek, ale koniec jeszcze daleko! eby ty jutro pokaza si tutejszym ludziom, oni by 
znowu zoci przeciw tobie do serc swych nabrali! Id ty! id w wiat! Modo masz, wielk 
miao masz! ycie przed tob! Kiedy ty moe powrcisz do nas i koniec pooysz 
ciemnocie i grzechom naszym! U nas bo wiele brylantw jest, tylko je trzeba z piasku 
oczyci, i wiele u nas ziarna urodzajnego, tylko je trzeba wysia z plewy! Ty to kiedy 
zrobisz, gdy tam, na wiecie, uczonym i silnym staniesz si! Teraz id na wielk wojn ze 
wszystkimi przeszkodami, ktrych mnstwo stanie przed tob! Walcz ty z nimi! Bd Bal  
Tressim, uzbrojonym, jako byli dawni wielcy mowie nasi, i niech w kadym dniu twoim 
bd z tob bogosawiestwa moje i wszystkich ludzi, ktrzy, tak jak ja, chcieli, a nie mogli, 
pragnli, a nie otrzymali, szli, a nie doszli... 
Ucisnli si. Ber znikn za drzwiami jakimi, z cicha otwartymi i zamknitymi. Zreszt 
nic w domu nie ozwao si i nie poruszyo. Grobowo milczce ciany rodzinnego domu woa 
zdaway si ku wykltemu: Wychod! wychod! 
Wyszed. Na wiecie dniao. Place i uliczki miasteczka spay owinite szar mg 
jesiennego prawie poranku. Mgy te opuszczay ju si na puste grunta, po ktrych szed 
Meir piesznym ju i pewnym krokiem. 
Pilno mu byo i std, i, i, a chcia poegna si z t, ktra przyrzeka mu by wiern 
Rachel, i odebra od niej swj skarb. 
Drzwi i okno karaimskiej chaty stay otworem. 
 Godo!  zawoa z cicha  Godo! 
Nikt i nic nie odpowiedziao. 
Powtrzy woanie. We wntrzu chaty panowaa cisza nieskazitelna. Zbliy si, spojrza 
ku miejscu, na ktrym zwykle siadywa stary Abel. Nie byo tam nikogo. 
Wwczas zdja go trwoga jaka, z ktrej przyczyny nie zdawa sobie sprawy. 
Spojrza dokoa, po wzgrzu, po pustych gruntach, daleko, i penym gosem ju zawoa: 
185 
 Goda! 
Szelest do gony da si sysze w pobliu. Pochodzi on z wielkiego gogowego krzaku, 
ktry rs o kilka krokw od chaty, a spord zwikanych gazi ktrego podnis si teraz, 
wilgotn mg zroszony cay, z mruc si jeszcze od snu powiek, may Lejbele. 
Meir ywo przybliy si ku niemu. Dzieci wydobyo si do reszty z uplotw gogu i wnet 
za surducik rk signo. 
 Gdzie Goda?  zapyta Meir. 
Lejbele nie odpowiedzia, tylko poda mu wydobyty zza odziey ty zwj papierw. 
Meir pochyli si ku dziecku. 
 Kto ci to da?  zapyta piesznie. 
 Ona!  wskazujc chat odpar Lejbele. 
 A kiedy ona ci to daa? Dlaczego ona ci to oddaa? 
Dziecko odpowiedziao: 
 Kiedy ludzie szli, ona z chaty wybiega... obudzia mnie... za surducik mi to wsuna i 
powiedziaa: Oddaj to Meirowi, jak on tu przyjdzie. 
Meir dre zacz. 
 A potem?  pyta  potem? 
 Potem, morejne, ona mnie w ten krzak schowaa, a sama do chaty swojej pobiega... 
 A wielu byo ludzi tych? 
 Dwch, morejne... trzech... dziesiciu... nie wiem! 
 A co ci ludzie zrobili? co oni zrobili? 
 Ludzie przyszli, morejne, i krzyczeli na ni, eby ona pisanie jakie daa... dugo 
krzyczeli... a ona krzyczaa, e nie da! nie da! nie da!... a koza w sieni tak biegaa... biegaa i 
meczaa... 
Meir coraz wicej dra, ale do agodnie opiera na gowie dziecka i pyta cigle: 
 A potem co byo? co byo? 
 Morejne! ona potem prznic swoj do rk wzia i przed zejdem swoim stana... jak z 
krzaka widziaem... Ona bya taka biaa, i prznica bya biaa, a ludzie byli czarni... i 
pomidzy nimi koza biaa biegaa, i coraz gorzej krzyczaa... 
 A potem... a potem... 
zy nabiegy do oczu dziecka. 
 Potem, morejne, ju ja nie patrzaem i w krzak schowaem si, i bardzo trzsem si od 
strachu, bo w chacie by taki szum... taki szum i takie jczenie... Potem ludzie poszli... i j 
ponieli... i dziada jej ponieli, a koza pobiega na gr meczc, i nie wiem, gdzie podziaa 
si... 
Meir wyprostowa si i spojrza w niebo zmartwiaym prawie okiem. Wiedzia ju 
wszystko. 
 Gdzie ich ponieli?  zapyta jeszcze guchym gosem. 
 Tam! 
Wycignite rami dziecka wskazywao stron, w ktrej z oddali wida byo czk 
zielon i liliow rd niej sadzawk... a za sadzawk byy bota, moczary, gitkie, ruchome 
grunta, w ktrych tak atwo pogry si i uton moe martwe, sztywne ciao. 
Tam, za t sadzawk, z ktrej na wiosn wydobywaa ona wodn lili podajc mu j 
spord gstwiny trzcin... Tam, za t czk, rd ktrej po raz pierwszy wyznaa mu sw 
mio wie a pomienn jak kwiat dziko wzrosy na bogatym gruncie... tam... w gbiach 
gaju tego, w ktrego gszczach chrem wnet zapiewaj ptaki swobodne, szczliwe w 
gniazdach mioci penych... tam... kdy... ukryta przed wszelkim okiem ludzkim  leaa 
ona u ng dziada swego, owinita caa paszczem swych czarnych wosw... 
Przed chat rozleg si trzykrotnie gos woajcy Jehow, a potem u otwartych drzwi sta 
ju tylko Lejbele i w podniesionej nieco rce trzyma nieruchomo zwj papierw. 
186 
Meir wbieg do wntrza chaty. 
Co mu tam opowiedziay dba somy wyrzucone z ndznego posania Abla i usypujce 
podog i rozsypane rd somy tej a czerwieniejce niby krwi krople korale Gody? co 
opowiadaa mu leca na ziemi i na dwoje zamana prznica dziewczyny i stara, bardzo stara 
Biblia starca na szmaty podarta? Bya to duga, bolesna, krwawa opowie, ktrej 
modzieniec sucha z czoem przycinitym do zimnej, dziurawej ciany i z rkami 
zaamanymi nad gow  bya to opowie tak duga, e godziny pyny, a on sucha jej 
jeszcze i wtrowa sowom jej rozpaczliwymi ttnami serca i guchymi jkami, ktre od 
chwili do chwili wyryway si z zacinitych i zsiniaych ust jego... Kiedy stan znowu w 
otwartych drzwiach chaty, soce ozacao ju cz widnokrgu. Jake zmienionym ukaza 
si on przy wietle dnia! Czoo jego, przerznite czerwon kres, zmite byo i sfadowane, 
tak jak gdyby przez noc t i ten poranek przesuny si po nim i zoray je dugie, cikie, 
cierniste lata. Ponuro i rozpaczliwie gorzay oczy jego spod wpspuszczonych powiek, a 
ramiona zwisy mu bezwadnie w zniechceniu jakby czy obezsileniu miertelnym... Tak sta 
chwil i zna byo, e wyobrani i pamici sucha dwikw gosu tego, ktry nigdy ju 
do przemwi nie mia, a uczu, e saba rka jaka cigna go za odzie i usysza cichy 
gos mwicy: 
 Morejne! 
Lejbele sta przed nim, oczy swe ogromne, czarne, smutne ku twarzy jego podnosi i 
wyciga do rk trzymajc ty zwj papierw. 
Zdawa si mogo, e widok podawanego mu przedmiotu obudzi go ze snu, przypomnia 
mu co wanego, przywoywa go do czego, co dla witym i koniecznym byo. Powid po 
czole obu domi, a potem wzi z rki dziecka przedmiertne pisanie Seniora i gdy uczu je 
w doni swej, podnis gow, a oko bysno mu znowu odwag i wol. 
Patrza na miasteczko budzce si ze snu i dugo co mwi cicho, myl bardziej ni 
sowami. Mwi co o domu Izraela, o starej wielkoci jego i o wielkich jego grzechach, o 
tym, e nie opuci go nigdy i przeklestwa za przeklestwo nie odda, e poniesie do cudzych 
narodw przymierze zgody, e ze zdroju mdroci pi bdzie i e wrci tu kiedy... 
 Kiedy... kiedy...  powtarza dugo, mylc o dalekiej, dalekiej zapewne przyszoci, a 
wzrokiem ogarnia ciany niskiej chaty, jakby egna w duchu na zawsze przelotny, gorcy i 
czysty, a tak straszliwie przerwany sen swj o mioci. 
Potem zacz powoli wstpowa na wzgrze. 
Dzieci pozostae u drzwi chaty stao chwil nieruchome, patrzc za odchodzcym. Po 
chwili oczy dziecka, szeroko rozwarte, zachodzi poczy zami, a gdy Meir znalaz si u 
poowy wzgrza, zakao gono, ale raz tylko, po czym i take zaczo. Szo zrazu 
piesznie, a znalazszy si o kilkanacie krokw od odchodzcego zwolnio chodu i z rkami 
wsunitymi w rkawy odziey postpowao dalej z wolna i powanie. 
Tak jedno za drugim idc: wyklty modzieniec i dzieci ndzarza, zniknli za wzgrzem, 
kdy rozesa si przed nimi szlak drogi piaszczystej, wiodcej w wiat szeroki i nieznany. 
* 
Czy zniewaony, wyklty i ze wszystkiego odarty czowiek ten docign celu, ktrego tak 
namitnie poda? Czy na szerokim, nieznanym wiecie znalaz on ludzi takich, ktrzy by 
przed nim drzwi i serce swe otworzyli na ocie, a drog mu utorowali ku zdrojowi mdroci? 
Czy wrci lub wrci kiedykolwiek do rodzinnego miejsca swego, aby przynie tam wraz z 
przebaczeniem swym wiato to, moc ktrego cedr Libanu powstanie tam, gdzie ciele si 
niska tarnina? Nie wiem. Zbyt niedawna to historia, aby koniec swj mie ju moga. Lecz 
187 
dlatego wanie, e historia ta i liczne, liczne historie podobne dalekimi s do kocw swych 
 czytelniku!  jakiegokolwiek plemienia krew pynie w yach twoich i na jakimkolwiek 
miejscu tej ziemi cze oddajesz Bogu  jeeli kiedy rd drogi swej spotkasz Meira 
Ezofowicza, podaj mu szczer, prdk, bratersk do przyjani i pomocy! 
188 
SOWNICZEK Z OBJANIENIAMI 
A  rodzajnik nieokrelony umieszczany pod rzeczownikiem lub przymiotnikiem. 
Aaron  starszy brat biblijnego Mojesza i pierwszy arcykapan ydowski; urzd ten by w 
jego rodzie dziedziczny. 
Abba  Mazi, wac.: Abba Mari ben Mose  badacz Talmudu, przeciwnik nauki wieckiej 
dla ydw i wskutek tego wrg Majmonidesa; y na przeomie XIII i XIV wieku. 
Abrabanel  jedna z najstarszych i najznakomitszych rodzin ydowskich w Hiszpanii na 
przeomie XV i XVI wieku. Pooya wielkie zasugi dla sprawy ydowskiej w okresie 
przeladowania ydw w Hiszpanii i we Woszech. 
Abraham  patriarcha biblijny osiady w Kanaanie; z jego rodu mia powsta nard 
ydowski. 
Abulafia Todros ben Josef ben Todros I (1234-1298)  synny lekarz, a poza tym badacz i 
komentator religijnych pism ydowskich, autor dziea Oscar hakawod (Skarbiec sawy).
* A ferszotener, wac.: a farszotener (j. yd.)  przeklty. 
Akiba ben Josef  zwany rabbi Akiba (50-135), jeden z autorw Miszny (zob.), ktr po 
raz pierwszy spisa. Przytoczone przez Orzeszkow fakty z jego ycia s zgodne z histori. 
* A kuger mensz (j. yd.)  mdry czowiek. 
* A kuger mensz, erycher mensz! (j. yd.)  mdry czowiek, uczciwy czowiek! 
* Alejchem szolem, wac.: alejchem szoem (j. yd.)  wam pokj; odpowied na 
powitanie szoem alejchem, czyli pokj wam. 
* A lejdyk gejer (j. yd.)  prniak. 
* A lejdyk gejer! oreman! miszugener! (j. yd.)  prniak! ndzarz! wariat! 
Alte bobe, wac.: ate bobe  stara babunia, prababka. 
* A merder! ferszotener! (j. yd.)  rozbjnik! przeklty! 
Amoraici (od herb.: mwca, wykadowca)  nauczyciele prawa w Babilonii i Palestynie w 
wieku II-V .e., objaniajcy Miszn i w pracy tej bardziej zaleni od jej tekstu ni tanaici 
(zob.) 
Anachoreta  pustelnik. 
Apokaliptyczny  zagadkowy, tajemniczy, niezrozumiay, przypominajcy obrazy 
proroctw hebrajskich zwanych apokalipsami, czyli objawieniami. 
Arka Przymierza  skrzynia, w ktrej przechowywano tablice dziesiciu przykaza 
otrzymane na grze Synaj; pniej  wita Szafa wbudowana we wschodni cian kadej 
bnicy, w niej przechowuje si roday, czyli zwoje Tory. 
Asur  nazwa jednego z czterech (obok Dan, Gad, Neftali) legendarnych pokole (rodw) 
izraelskich, ktre nie powrciy z niewoli babiloskiej i w tajemniczy sposb zaginy. 
* A szlechter, dummer, ferszotener bube! A lejdyk geneh, szganet! (j. yd.)  Zy, gupi, 
przeklty chopiec! Prniak! 
* A szlechter mensz (j. yd.)  zy czowiek. 
Asbe! asybe! dajge!, wac.: A sybe! a sybe! dajge! (j. yd.)  przyczyna! przyczyna! 
zmartwienie! 
* oznacza wyrazy wyjanione przez Orzeszkow w tekcie 
189 
* Bale  Tressim, wac.: baale trisin (hebr.)  ludzie o wielkiej wiedzy, zdolni prowadzi 
dyskusje naukowe. 
Babilon, Babilonia  kraj pooony nad rzekami Eufratem i Tygrysem, najstarszy, 
sigajcy 4000 lat p..e. orodek cywilizacji i przez duszy okres jedna z najwikszych potg 
wiata staroytnego. 
Babiloska niewola  okres dziejw ydowskich przypadajcy na wiek VI p..e., gdy po 
zniszczeniu Judei mieszkacw jej przesiedlono do Babilonii. Na obcej ziemi zachowali oni 
swe tradycje narodowe i religijne (zob. Jeremiasz). 
Barkobek, wac.: Szymon Bar  Kochba (hebr.: Syn Gwiazdy)  wdz ostatniego 
powstania ydowskiego przeciw Rzymianom w II wieku .e., za panowania cesarza Hadriana. 
Bat  Kohl, wac.: Bat  Kol (hebr.: gos z nieba, echo)  wedug Talmudu gos z nieba 
mwicy przez prorokw o Bogu i o ludzkich losach. 
Berachot (herb.: Bogosawiestwa)  nazwa jednego z rozdziaw Miszny. 
Beszt  (pene imi: Izrael Baal  Szem  Tow, Ktre znaczy Posiadacz Dobrego 
Imienia) yjcy w XVIII wieku na Podolu twrca chasydyzmu (zob.) 
Bet  ha  kaho lub bet  kaho, waci.: bet  ha  kaha lubbet  kaha (hebr.: bet  dom, 
kaha  gmina)  izba posiedze zarzdu gminy ydowskiej. 
Bet  ha  midrasz lub bet  midrasz (hebr.: bet  dom, midrasz  badanie, wykad)  tzw. 
szkoa, tj. dom zebra powiconych czytaniu i objanianiu pism religijnych; take: 
bnica. 
* Bobe, elte bobe, wac.: bobe, alte bobe (j. yd.)  babka, prababka. 
Butrymowicz Mateusz (1745-1814)  pose na Sejm Czteroletni. wiadomy wielkiej roli 
ydw w wczesnym yciu gospodarczym Polski, wyda w roku 1789 broszur pt. Sposb 
uformowania ydw polskich w poytecznych krajowi obywatelw. Proponuje w niej 
wczenie ludnoci ydowskiej w obrb polskiego ycia zbiorowego przez zatrudnienie jej na 
roli, w rzemiole i handlu, i przez zniesienie rnic obrzdowych, bez naruszenia jednak 
istoty ich religii. W tym duchu przemawia na Sejmie Wielkim, wrczy krlowi projekt pt. 
Reforma ydw, a w roku nastpnym zosta czonkiem deputacji majcej rozpatrywa spraw 
ydowsk. 
Cadyk (hebr.: sprawiedliwy)  przywdca religijny wrd chasydw, uchodzcy za 
cudotwrc i porednika midzy Bogiem i wiatem. 
Chacham (hebr.)  mdrzec, uczony w Pimie. 
* Chajet (j. yd.)  krawiec. 
Chajrym (hebr.: cherem)  kltwa rzucona przez rabina na wspwyznawcw za 
wykroczenia religijne. 
Chasydyzm (hebr.: chassid  pobony)  ruch religijny wrd ludnoci ydowskiej w 
XVIII wieku na Ukrainie, Biaorusi i w Polsce, wymierzony przeciw wadzy uczonych 
rabinw, a biorcy w opiek lud, od ktrego wymaga prostej wiary i etycznego 
postpowania. Opiera si na uczuciowym stosunku do religii, czego wyrazem byo 
uznawanie Kabay (zob.) za najwysz powag religijn. 
Chawila  nazwa rajskiej, szczliwej krainy, wystpujca w podaniach karaickich. 
Chazar, wac.: chazir (hebr.) lub chazer (j. yd.)  winia, wieprzowina; ich spoywanie 
zakazane przepisami religijnymi. 
Chazarnicy  spoywajcy wieprzowin, nieczyci. 
Chazarski  od nazwy Chazarw, potomkw Turko  Scytw, zamieszkujcych w 
pierwszych wiekach .e. ziemie pooone na pnoc od Morza Czarnego i Kaspijskiego. Na 
przeomie VII i VIII wieku wysza warstwa rzdzca wraz z krlem Chazarw przyja 
judaizm w postaci karaickiej. Karaici uwaaj si za spadkobiercw ich tradycji kulturalnej. 
190 
Cheder (hebr.: izba do nauki)  pocztkowa szkoa ydowska, w ktrej chopcy w wieku 
od lat 4 do 13 ucz si jzyka hebrajskiego, tumaczenia Tory i Talmudu metod zazwyczaj 
czysto pamiciow. 
Chersones  grecka nazwa Krymu. 
Chochma Nistaara, wac.: Chachma Nistara (hebr.: tajemna mdro, wiedza tajemna)  
pisma ydowskie z okresu: 400 lat p..e. i 100 .e., powstae w Palestynie i Egipcie, 
roztrzsajce zagadnienia etyki i moralnoci, napisane jzykiem obrazowym, nierzadko w 
formie poezji stroficznej. Do tradycji Chachmy nawizuj hiszpaskie pisma kabalistyczne w 
XIII wieku. 
Cousin! comme cest ennuyant ici! (franc.)  Kuzynie! jak tu nudno! 
Cycele (j. yd.: cyces, hebr.: cicit)  frdzle umieszczone w rogach taesu (zob.), majce 
przypomina Boga i jego przykazania. 
* Dajon, wac.: dajan (hebr.) lub dajen (j. yd.)  sdzia. 
Dan  zob. Asur. 
Danke! danke! (j. yd.)  dzikuj! dzikuj! 
Dawid  krl staroytnej Judei w XI-X wieku p..e., ktry wedug Biblii stworzy z 
Jerozolimy orodek kultu religijnego dziki sprowadzeniu do niej Arki Przymierza z dwiema 
tablicami przykaza, autor Psaterza. 
Edom (hebr.: adom  czerwony)  krlestwo w obrbie staroytnego Kanaanu, ktre przez 
cay bieg historii pastwa ydowskiego trwao z nim w ustawicznych zatargach; std wtrne 
okrelenie pastwa obcego i wrogiego, symbol nieprzejednanych wrogw Izraela. 
Ejnykchen! Kleiniskind! (j. yd.)  Wnuczku! Dziecitko! 
Eliezer ben Azaria, wac.: Eleazar ben Azaria  ydowski patriarcha jerozolimski w II 
wieku .e., wybrany na miejsce Gamaliela II (zob.), ktrego zoono z urzdu za zbyt ostre 
przestrzeganie przepisw religijnych. 
Eliezer ben Hirkanos  zwany rabbi Eliezer, jeden z najwybitniejszych tanaitw (zob.) w II 
wieku .e., ktry jako przywdca szkoy Szammaja (zob.) nie chcc si podda orzeczeniu 
patriarchy Gameliela II (zob.) zosta przez niego skazany na wygnanie. 
Elizeusz  prorok Starego Testamentu. Wedug Biblii, gdy Elizeusz udawa si z Jerycha 
do Bethel, Bg ukara wymiewajce si z proroka dzieci, zesawszy dwa niedwiedzie, ktre 
czterdziestu dwch chopcw rozszarpay. 
En  Sof (hebr.: Nieskoczono)  uywane w Kabale okrelenie Jehowy. 
Ester  tytuowa bohaterka jednej z ksig Starego Testamentu, ktra jako ona perskiego 
krla Ahasverusa ocalia od zagady nard Izraela, gdy swoim mdrym postpowaniem 
spowodowaa uchylenie rozkazu krlewskiego godzcego w ycie i mienie ydw. 
Ezobi Josef ben Chanan ben Nathan z Perpignan  ydowski poeta religijny z XIII wieku. 
Napisa m.in. Kaarat kazaw (Naczynie kamstwa), wiersz pouczajcy, zaadresowany do syna, 
ktremu radzi studiowanie wycznie Biblii i Talmudu, a zabrania wszelkiej nauki wieckiej. 
Ezofowicz Herszel  zob. Jzefowicz Herszel. 
Ezofowicz Micha  senior gminy ydowskiej w XVI wieku na Litwie, cieszcy si 
wzgldami Zygmunta Starego. Otrzyma szlachectwo i w dniu hodu pruskiego zosta 
pasowany przez Zygmunta I na rycerza zotego. Dziki swoim wpywom na dworze 
krlewskim uzyska wiele przywilejw dla ydw. 
Fetysz  posek bd te jakikolwiek przedmiot uwaany za wcielenie bstwa. 
Filistyni (hebr.: plisztim  najedcy)  lud zamieszkay w staroytnoci na wschodnim 
wybrzeu Morza rdziemnego i yjcy w ustawicznych zatargach z Izraelem, zakoczonych 
zwycistwem ydw pod wodz krla Dawida. 
191 
* Fiszele (j. yd.)  rybka. 
* Frajd (j. yd.)  rado. 
Gad  zob. Asur. 
Gamaliel II  ydowski patriarcha jerozolimski w latach 80-118, ktry przez 
zorganizowanie dyskusji spowodowa rozstrzygnicie zadawnionego sporu midzy szko 
Hillela (zob.) i Szammaja (zob.). 
Gaonowie (hebr.: gaon  geniusz)  w redniowieczu tytu rektorw ydowskich akademii 
teologicznych w Surze i Pumpadycie, miastach w Babilonii; wywierali tak duy wpyw na 
wczesne ycie umysowe i obyczajowe, e mwi si nawet o epoce gaonw. Gaon  to 
rwnie tytu honorowy nadawany wybitnym uczonym rabinom; w XVIII wieku y sawny 
Gaon Wileski (Eliasz ben Salomon z Wilna), przeciwnik chasydyzmu. 
* Gej (j. yd.)  id, idcie. 
Gemara  szczegowe objanienie do Miszny opracowane odmiennie w Babilonii i 
Jerozolimie i zawierajce materia dowodowy z rnych dziedzin ycia. 
Gematria  w szerokim sensie: nauka o liczbie; w kabalistyce objanianie znaczenia 
wyrazw na podstawie wartoci liczbowej poszczeglnych liter alfabetu greckiego i 
hebrajskiego. Tu ponadto: kabalistyczna nazwa Boga. 
Goj (hebr.: nard)  w znaczeniu popularnym: nie  yd, cudzoziemiec. 
* Gut abend! karaite! (j. yd.)  dobry wieczr! karaimie! 
* Gut morgen (j. yd.)  dzie dobry. 
Hagada (hebr.: opowiadanie)  cz skadowa Talmudu zawierajca opowieci wysnute 
czciowo z biblii, ale swobodnie rozszerzone faktami od niej pniejszymi. Najwyszy jej 
rozwj przypada na II-IV wiek .e., ale bya jeszcze spisywana w XI wieku. 
Ha  kaho, wac.: ha-kaha (hebr.)  gmina. 
Halacha (hebr.: kierunek drogi)  cz skadowa Talmudu zawierajca tradycyjne prawo 
ydowskie, ktre jest dostosowaniem Mojeszowych dziesiciu przykaza do konkretnych 
sytuacji yciowych; prawo, teoria i praktyka postpowania zgodnie z prawe. 
* Hek  desz  szpital, przytuek dla starcw. 
* Herem, herem, herem, wac.: cherem (hebr.)  kltwa, kltwa, kltwa. 
* Herst, herst (j. yd.)  Syszysz, syszysz. 
* Herste herste (j. yd.)  Syszycie, syszycie. 
Hillel  Hiller Starszy, zwany Babiloczykiem, zaoyciel szkoy prawno-filozoficznej w I 
wieku .e. w Jerozolimie. W swoich pogldach reprezentowa szeroko i agodno w 
rozumieniu tradycyjnego prawa ydowskiego i tym rni si od swego przeciwnika, 
Szammaja (zob.). Spory midzy obiema szkoami trway jeszcze w nastpnym pokoleniu i 
zostay zakoczone w II wieku .e. dyskusj zarzdzon przez patriarch Gamaliela II (zob.) i 
przyznajc suszno hillelitom. Spory te walnie przyczyniy si do rozwoju Halachy (zob.). 
Homeryczny miech  gony i szczery, wyraenie wzite z dwuwiersza I ksigi (w. 514518) 
Iliady Homera (cyt. wg przekadu Fr. K. Dmochowskiego): 
miay si pijc nektar do rozpuku bogi, 
e im suy tak grzecznie Hefajst krzywonogi. 
Horeb  nazwa gry objawienia uywana wymiennie z nazw Synaj, m.in. w Ksigach 
Krlewskich Starego Testamentu. Wedug pniejszych tekstw jest to granitowa gra, 
podczas gdy Synaj oznacza acuch grski. 
* Humesz (hebr.)  Picioksig. 
Huma, wac.: Chuna  babiloski nauczyciel Miszny z II wieku .e., lekarz i opiekun 
ubogich. 
192 
Ibur  gilgul (hebr.: ibbur  oczyszczenie, gilgul  krenie)  kabalistyczny termin 
oznaczajcy wcielanie si dusz w coraz nowe osoby w celu zmazania win popenionych za 
ycia i przejcia na wysze szczeble bytu; metampsychoza i metamorfoza. 
Idumejczycy  czyli edomici, zob. Edom. 
Indyferent  czowiek obojtny wzgldem religii lub moralnoci. 
Izaak  jeden z patriarchw Starego Testamentu, syn biblijnego Abrahama. 
Izmael  syn biblijnego Abrahama, twrca rodu, ktry zamieszka w pnocnej Arabii i 
przej kultur arabskich plemion tak cakowicie, e nazwa Izmaelici ustpia nazwie 
Arabowie i jest uywana tylko w Talmudzie. 
Izrael  przybrane imi patriarchy Jakuba, przyjte nastpnie przez cay nard ydowski. 
Jakub  patriarcha Starego Testamentu, ktry kupi za misk soczewicy pierwordztwo od 
brata swego Ezawa i wyudzi bogosawiestwo ojca swego, Izaaka. Ujrza we nie drabin 
sigajc nieba, po ktrej chodzili anioowie, i usysza zapewnienie Boga, e ziemia, na 
ktrej ta drabina si opiera, bdzie wasnoci jego rodu, rozmnoonego w wielki nard. 
Jehuda, wac.: Jehudi ben Nachman  gaon (zob.) w Babilonii w VIII wieku .e. 
Opracowa systematyczny zbir prawa talmudycznego zwany Halachot Ketannot, ktry jest 
jednym z pierwszych praktycznych komentarzy do Talmudu. 
Jeremiasz  prorok Starego Testamentu yjcy w VI wieku p..e. w okresie niewoli 
babiloskiej ydw. Wystpowa przeciw Babilonii jako wrogowi politycznej niezalenoci 
pastwa ydowskiego i w obronie odrbnoci kulturalnej ydw. 
Jerychon, wac.: Jerycho  miasto pooone nad Jordanem, ktre zostao zdobyte i 
zniszczone przez ydw w czasie ich wdrwki do ziemi Kanaan pod wodz Jozuego. 
* Jobel  ha  Gadol, wac.: Jowel  ha  gadol (hebr.: wielka rado, wielkie wito)  
termin kabalistyczny na okrelenie koca wiata, gdy sprawiedliwi dostpi zbawienia. 
* Josejme, wac.: Jesojme (j. yd.)  sierota. 
Jozue ben Nun  nastpca biblijnego Mojesza i wdz Izraela w okresie wdrwki do 
Kanaan. 
Jozue ben Chananja  przywdca stronnikw Hillela (zob.) w II wieku .e. 
Jozue Nawin, wac.: Jozue ben Nun (zob. wyej). 
Jzefowicz Herszel  rabin chemski w XVIII wieku, rzecznik sprawy ydowskiej w czasie 
Sejmu Czteroletniego; w roku 1783 wyda broszur po polsku w obronie ydw, ale bez 
zabiegania o kulturalne zespolenie ydw z Polakami, co Orzeszkowa przedstawia 
odmiennie. 
* Kaarat Kezef, wac.: Kaarat kazaw (hebr.: Naczynie kamstwa)  tytu religijnego 
utworu Josefa Ezobiego (zob.) 
Kabalistyka  zesp pogldw wyraonych w Kabale lub z ni zwizanych. 
Kabaa (hebr.: podanie, tradycja)  system ydowskich pogldw religijnych o charakterze 
tajemnym i mistycznym; wyrnia si dwa kierunki: 1) Kabaa ijjunit, czyli teoretyczna, i 2) 
Kabaa maassit, czyli praktyczna, ktra ma charakter magii (np. zaklinanie duchw, magia 
liter itp.). Kabaa rozwijaa si gwnie w Hiszpanii w XI-XIII wieku i wcigna w swj 
obrb wiele znanych osobistoci ydowskich. 
Kabaa Maszjat, wac.: Kabaa maassit (zob. wyej). 
Kacerz  heretyk, sekciarz. 
Kaha (hebr.: gmina)  religijna gmina ydowska w Polsce, posiadajca du 
samodzielno; jej zadaniem bya administracja, pobieranie podatkw, sprawy kultu, 
nauczanie, sdownictwo. 
Karaimi, karaici (od. hebr.: powrt do pisma)  sekta judaistyczna, ktra gosi powrt do 
Biblii, odrzuca Talmud i nauk rabinw. Twrc jej by Anan ben Dawid, ktry y w VII w. 
193 
.e. Karaici osiedlili si gwnie na Krymie i przyjli jzyk i obyczaje Tatarw. W XV wieku 
ksi litewski Witold przesiedli ich na Wileszczyzn, gdzie w Trokach powsta gwny 
orodek ich kultury. 
Karmazyn (dos.: szkarat, czerwie)  przenonie: szlachcic wysokiego rodu, magnat, 
arystokrata, bo tylko taki mia prawo do noszenia karmazynowego upana. 
Kazuistyka  naginanie argumentw dla uzasadnienia faszywej tezy, krtactwo w 
dowodzeniu, rozumowanie nacigane, tylko na pozr suszne. 
Kidusz (hebr.: kiddusz  wicenie)  wicenie dnia uroczystego przy winie, poczone z 
pochwa wina i chleba i hymniczn modlitw ku czci dnia. 
* Kleiniskind (j. yd.)  dziecitko. 
* Kuger (j. yd.)  mdry. 
* Kofrim (j. yd., hebr.: Kafer)  niedowiarek. 
* Kofrim, iberwerfer! (j. yd.)  niedowiarek, odszczepieniec. 
Kohen (hebr.)  kapan wywodzcy si z rodu Aarona. 
* Kom her! (j. yd.)  Chod tu! 
Koszer (hebr.: kaszer  odpowiedni, suszny)  potrawa wedug prawa ydowskiego zdatna 
do jedzenia; w przenoni: porzdny, uczciwy. 
Kugel  ulubiona ydowska potrawa mczna przygotowywana na szabas; jest 
przypomnieniem manny na pustyni. 
Lewiatan  ryba-olbrzym, ktr w dzie nadejcia Mesjasza spoywa bd na uczcie w 
niebie cadycy (ludzie sprawiedliwi). 
Liban  wapienny acuch grski w Syrii (obecnie w Libanie), do 3000 m. wys., ktrego 
urodzajne stoki syny niegdy ze wspaniaych lasw cedrowych, opisywanych 
niejednokrotnie w poezji rnych narodw. 
okszyna  rodzaj makaronu 
Machabeusze  ksita i arcykapani hebrajscy, ktrzy w II i I wieku p..e. po 
zwyciskich walkach z Syri przywrcili niepodlego pastwa izraelskiego i doprowadzili 
je do znacznej, cho krtkotrwaej wietnoci. 
Majmonides Mojesz (1135-1204)  najwybitniejszy uczony ydowski okresu 
redniowiecza, filozof i kodyfikator prawa tradycyjnego. W pogldach swych usiowa 
pogodzi filozofi Arystotelesa z wiedz talmudyczn i w ten sposb rozszerzy ciasn i 
konserwatywn kultur ydowsk o zdobycze nauki wieckiej. 
Mar Zutra  imi wielu amoraitw (zob.), z ktrych najwybitniejszy Mar Zutra I z V wieku 
.e. napisa tzw. Halachot, czyli komentarz do Talmudu, obejmujcy ca jego tre. 
Mardochej  jedna z gwnych postaci biblijnej Ksigi Estery, opiekun tytuowej 
bohaterki, ktry za ocalenie ycia perskiemu krlowi Ahasverowi otrzyma wysokie godnoci 
dworskie. 
Maszjat, wac.: Maassit, zob. Kabaa. 
Matatron  zob. Metatron. 
* Matrona  kabalistyczne okrelenie Boga. 
Meir, Rabbi  tanaita (zob.) z II wieku .e., jeden z twrcw Miszny i Hagady. 
Meamed (hebr.: nauczyciel)  nauczyciel Tory i Talmudu w chederze. 
Metatron  w terminologii Kabay: anio przywdca. 
Misnagdim (hebr.: przeciwnik)  tak chasydzi okrelali swoich przeciwnikw. 
Miszna (hebr.: powtrzenie, nauka)  ugrupowanie Halachy, prawa tradycyjnego, w 
porzdku rzeczowym (6 czci gwnych, 63 traktaty), obejmujcym z osobna prawo karne, 
maeskie, cywilne, sprawy kultu itd. Miszna powstaa w II wieku .e. w dwch odmiennych 
194 
redakcjach: babiloskiej i jerozolimskiej i daa pocztek dwm odmiennym redakcjom 
Talmudu o rwnolegych nazwach. 
* Miszugener (j. yd.)  wariat. 
Mojesz  prawodawca, prorok i wdz ludu izraelskiego w okresie wdrwki ydw z 
Egiptu do Ziemi Obiecanej. Poczytuje si go za autora Tory, czyli Picioksigu, 
najwaniejszej czci Starego Testamentu. 
Mojesz z Leonu, wac.: Moses ben Szemtow de Leon  uczony ydowski z XIII wieku, 
urodzony w Hiszpanii, ktrego nazwisko czy si z powstaniem Zoharu (zob.); 
prawdopodobnie nie by jego autorem, raczej wydawc, a na pewno zajmowa si jego 
popularyzowaniem. 
More Nebuchim, wac.: More newuchim  Przewodnik zbkanych, dzieo Mojesza 
Majmonidesa. 
Morejne (hebr.: morenu  nauczyciel)  tytu talmudystw powoanych dziki swym 
zasugom do badania Tory; std: czowiek wyrniony. Przenonie: arystokrata ydowski. 
Mozaizm  system pogldw zwizanych z religijnym prawem ydowskim, wywodzcym 
si z tradycji Mojesza i majcym oparcie w Torze. 
Najtyczanka  rodzaj bryczki nieco podniesionej z tyu, z wyplatanym koszem (od 
miejscowoci czeskiej Nov Jicin, w jz. niem. Neu  Titschein). 
Nassi (hebr.: ksi)  tytu patriarchw i przewodniczcych sanhedrynu (zob.). 
Neftali  zob. Asur. 
Nehemiasz  wysoki urzdnik na dworze krla perskiego Artakserksesa I, w V wieku 
p..e.; jako namiestnik w Judei odbudowa Jerozolim i ugruntowa w niej przepisy prawa 
Mojeszowego. 
Niniwa  jedno z najwikszych miast staroytnoci i od IX w. p..e. stolica pastwa 
asyryjskiego, pooona na lewym brzegu rzeki Tygrys, zniszczona w VII w. p..e. przez 
babiloczykw i Medw. 
Notarikon (grec.)  okrelenie metody skrtw kabalistycznych, ktre po rozwiniciu daj 
sowa lub zdania; tu: kabalistyczna nazwa Boga. 
* Ofenung! ofenung! frajd! (j. yd.)  nadzieja! nadzieja! rado! 
Oui, cousine! cette vilaine petite ville est une place tres ennuyante (franc.)  Tak, kuzynko! 
ta ndzna maa miecina jest miejscem bardzo nudnym! 
* Ozar  ha  kabod, wac.: Ocar  hakawod (hebr.)  Skarbiec sawy, tytu rozprawy 
kabalistycznej pira Todrosa Abulafii Haleviego. 
Ozjasz  jeden z prorokw Starego Testamentu z VIII wieku p..e.; sta na stray 
surowoci obyczajw, przez co narazi si wspczesnym. 
Papa, Rabbi  babiloski amoraita z IV wieku .e. 
Parasang  mila perska, jednostka dugoci odpowiadajca mniej wicej 5 km, ktr 
posugiwali si staroytni Persowie, Fenicjanie i Grecy. 
Pilpul  scholastyka, system nauki wprowadzony przez rabina Jakuba Polaka w Krakowie 
w XVI wieku. Polega na wyszukiwaniu istotnych lub domniemanych sprzecznoci w Biblii i 
Talmudzie i rozwizywaniu ich przy pomocy przesanek czerpanych z dzie literatury 
talmudycznej. 
Puryc (j. yd.)  pan, bogacz. 
Rabbanici  ydzi uznajcy w kwestiach wiary i prawa Talmud i ustne tradycje rabinw, 
w przeciwiestwie do karaimw, zwolennikw tylko Biblii. 
195 
Rabbi (hebr.: pan, mistrz)  zaszczytny tytu nadawany badaczom Pisma witego i 
doktorom prawa. 
Rabin  duchowny ydowski; urzdowy funkcjonariusz gminy, zatwierdzony przez wadz 
pastwow. 
Reb (hebr.: nauczyciel)  tytu grzecznociowy, uywany przez chasydw rwnolegle z 
tytuem cadyk. 
Rotszyldowie  potna rodzina bankierw niemieckich majca swoje domy bankowe w 
kilku wielkich miastach Europy: Paryu, Neapolu, Frankfurcie nad Menem itd. 
Ruth  tytuowa bohaterka jednej z ksig Starego Testamentu, sawiona za sw opiek nad 
wiekr Noemi. 
Sabat, wac.: Szabat (hebr.: wypoczynek)  wedug przepisw religijnych ydowskich 
dzie wypoczynku powicony Bogu, sidmy dzie tygodnia: sobota. 
* Sabat! Sabat! Frajd! Frajd! (j. yd.)  wito! wito! Rado! Rado! 
Sabation, wac.: Sambation  legendarna rzeka, ktra, wedug ydowskich poda, toczy 
przez cay tydzie wir i kamienie, a w sobot odpoczywa, nie chcc narusza spokoju dnia 
sabatu; w czasie powrotu ydw z niewoli babiloskiej miaa ona rzekomo zakry swoimi 
wodami kilka pokole (rodw) izraelskich, chronic je w ten sposb przed oczami wrogw. 
Sajeta  cienkie, kosztowne ptno; przen. sajety: jedwabie, atasy, wspaniae, drogocenne 
stroje. 
Salomonowy  od imienia krla izraelskiego, syna i nastpcy Dawida, Salomona. Wsawi 
si jako wadca niezwykle mdry. Tradycja przypisuje mu ponadto wybudowanie wspaniaej 
wityni i autorstwo Pieni nad pieniami oraz Ksigi przepowiedni. 
Samson  jeden z bohaterw biblijnych, ktry wsawi si wielk si fizyczn i dzielnymi 
czynami w walce przeciw Filistynom. 
Sandalfon  wedug pnoydowskiej kabalistyki jeden z najwyszych aniow 
Sanhedryn  (grec. Synhedrion  trybuna sdowy) w staroytnym pastwie ydowskim 
rada mw zoona z 71 czonkw, ktra stanowia najwysz wadz administracyjn, 
religijn i sdow na czele ktrej sta arcykapan albo krl. 
Sar-ha-Olam  w Kabale: anio poznania, uosobienie rozumu. 
Saron  rwnina pooona w zachodniej Palestynie wzdu brzegu Morza rdziemnego; 
bardzo urodzajna i obfitujca we wspania rolinno. 
Sefer Jecira (hebr.)  Ksiga Stworzenia, najstarszy zabytek kabalistycznej literatury 
hebrajskiej, zawierajcy opowie o stworzeniu wiata. Jego autorstwo przypisuje si rabbi 
Akibie (zob.); dzieo wielokrotnie komentowane i tumaczone na jzyk aciski, niemiecki, 
francuski. 
Sefirot  (liczba pojedyncza: sefira; rdze wyrazu hebrajskiego odpowiada sowu: 
opowiada, liczy), w Kabale okrelenie dziesiciu uosobionych potg wiata, poprzez ktre 
uwidocznia si dziaanie Boga. 
Senior  tu: przywdca gminy ydowskiej, a nawet wszystkich ydw na Litwie. 
Shake  hand (ang.)  ucisk doni jako forma przywitania lub poegnania. 
Simon ben Jochai  jeden z najznaczniejszych tanaitw II wieku .e., twrca 
hagadycznych (zob. Hagada) opowieci, penych fantazji i siy wyrazu, nauczyciel i jeden z 
twrcw Halachy (zob.). Przypisuje mu si niesusznie autorstwo Zoharu, najwaniejszej 
ksigi Kabay. 
Syjon  wzgrze w Jerozolimie, na ktrym w staroytnym pastwie ydowskim mieci si 
paac krlewski i witynia; przenonie: Izrael. 
Synod  tu: zjazd ydowskich wadz duchownych, na ktrym zaatwia si najwaniejsze 
sprawy gmin ydowskich, i jednoczenie najwysza wadza prowincjonalna. 
196 
Synagoga  (grec.: miejsce zebra) dom modlitwy i publicznych zebra powiconych 
czytaniu religijnych pism ydowskich i nauce prawa. 
Szabas (j. yd.) - zob. Sabat. 
* Szames  suga w synagodze penicy rozliczne funkcje: pomoc w religijnych 
uroczystociach, dbanie o budynki synagogi i pilnowanie, aby wyroki sdowe zostay 
wykonane. 
Szammaj  nauczyciel prawa z I wieku .e. i twrca szkoy przeciwnej Hillelowi (zob.); 
reprezentowa bardzo surowe i nieraz ciasne przestrzeganie przepisw i formuek prawnych. 
Szamosz  zob. szames. 
Szamta (hebr.)  kltwa. 
Szema (hebr.: Szema Izrael  Suchaj, Izraelu)  wyznanie wiary zawarte w codziennych 
porannych i wieczornych modlitwach. 
Sziur Koma (hebr.)  Miara wielkoci, zachowany tylko w dwch fragmentach traktat 
kabalistyczny, ktry w niezrozumiaej symbolice przedstawia Boga w ogromnych rozmiarach 
fizycznych. Czas powstania traktatu okrela si na VII wiek .e. 
Szolem alejchem  zob. Alejchem szolem. 
* Szprich! szprich! (j. yd.)  Mw! mw! 
* Sztyl! (j. yd.)  Cicho! 
* Sztyl! bube! (j. yd.)  Milcz, chopcze! 
Szymon ben Jochai  zob. Simon ben Jochai. 
Talmud (hebr.: nauczanie)  jedna z najwaniejszych ksig religijnych ydowskich, ktra 
powstaa z poczenia Miszny i Gemary. Znane s dwie redakcje Talmudu: jerozolimska z IV 
w. .e. i babiloska z V w. .e., z ktrych druga jest powszechnie obowizujca. Talmud 
zawiera ogromny materia ze wszystkich dziedzin ycia, nie usystematyzowany jednak 
dostatecznie i nie wyselekcjonowany pod wzgldem spraw bardziej i mniej wanych. 
Talmudysta  zwolennik Talmudu, w odrnieniu od karaimw, uznajcych tylko Bibli. 
Taes (hebr.: talit)  szal nakadany przez ydw w czasie modw. 
Tanaici (hebr.: tana  nauczajcy)  wybitni wykadowcy prawa religijnego i 
obyczajowego, ktrych nazwiska weszy do Miszny jako autorytety moralne. Okres ich 
dziaalnoci przypada na I-III wiek .e. 
Tefila (hebr.: modlitwa)  bagalna lub dzikczynna modlitwa. 
Tefila, wac.: tefilin  wskie paski rzemienne, do ktrych przymocowane s skrzane 
pudeka zawierajce spisane na pergaminie cztery wyjtki z Tory. Paski te okrca si podczas 
modlitwy sobotniej dokoa lewej rki i gowy. 
Teokratyczne rzdy  rzdy sprawowane przez kapanw. 
Todros Halewi  zob. Abulafia. 
Toldot Adam  Dzieje Adama, tytu jednej z religijnych ksig ydowskich, zawierajcej 
legendarn opowie o powstaniu rodzaju ludzkiego. 
Tora (hebr.: nauka)  Picioksig Mojeszowy, najwaniejsza cz Starego Testamentu. 
Tyr, obecnie: Sur  staroytne miasto fenickie i stolica fenickich kolonii, pooone na 
wschodnim wybrzeu Morza rdziemnego. 
* Weg! (j. yd.)  precz! 
Wicina  nazwa statku rzecznego uywana niegdy na Litwie. 
* Wo is Meir: (j. yd.)  Gdzie jest Meir? 
* Wos sagt er? Wos wil er? (j. yd.)  Co on mwi? Czego on chce? 
Zakon  przymierze, prawo, przepisy religijne. 
* Zejde (j. yd.)  dziadek. 
197 
* Zi! Zi! a szejnen puryc! a szejne panienkies (j. yd.)  Patrz! Patrz! jaki pikny panicz! 
Jaka pikna panienka! 
* Zirufi, wac.: Cerufim  nazwy uywane przez kabalistw dla okrelenia boga. 
Zohar (hebr.: blask)  najwaniejsza ksiga Kabay, niesusznie przypisywana Simonowi 
ben Hochai (zob.), a powstaa zapewne dopiero w XIII wieku w Hiszpanii, napisana w jzyku 
aramejskim. Obok Biblii i Talmudu jest podstawow ksig religijn ydw.
1 Dwa wydania Talmudu, babiloskie i jerozolimskie, niezupenie ze sob zgodne (przyp. aut.). 
1 Majmonidesa (przyp. aut.). 
1 Doktryna Mojesza Majmonidesa o niemiertelnoci duszy ludzkiej, wedug ktrej czowiek kady 
ksztaceniem umysu swego i doskonaoci moraln niemiertelno sobie zdobywa musia, a kar zych 
czynw jego miao by  nicerstwo (przyp. aut.)
1 Aluzja do rozbioru Polski w . 1795 (przyp. red.) 
1 Najwysza cz Kabay, uczca za pomoc kombinowania liter i wyrazw cuda czyni i tajemnice odgadywa 
(przyp. aut.)
1 Przewodnik bdzcych, dzieo Mojesza Majmonidesa (przyp. aut.) 
1 Podwa  miejscowa nazwa skadu spirytualnych napojw wyrobionych w gorzelni lub browarze (przyp. aut.) 
1 Tytus (Titus Flavius Vespasianus, panowa 79-81 . .e.) w . 70 .e. zburzy Jerozolim i wityni 
jerozolimsk (przyp. red.)
1 J. Sowacki, W Szwajcarii: Falo! niewierna falo!  i tak wierna!, strofa VI, wers 132 (przyp. red.) 
* oznacza wyrazy wyjanione przez Orzeszkow w tekcie 
