 
ELIZA ORZESZKOWA 
NAD NIEMNEM 
TOM I 
2 
I 
Dzie by letni i witeczny. Wszystko na wiecie janiao, kwito, pachniao, piewao. 
Ciepo i rado lay si z bkitnego nieba i zotego soca; rado i upojenie tryskay znad pl 
porosych zielonym zboem; rado i zota swoboda pieway chrem ptakw i owadw nad 
rwnin w gorcym powietrzu, nad niewielkimi wzgrzami, w okrywajcych je bukietach 
iglastych i liciastych drzew. 
Z jednej strony widnokrgu wznosiy si niewielkie wzgrza z ciemniejcymi na nich 
borkami i gajami; z drugiej wysoki brzeg Niemna, piaszczyst cian wyrastajcy z zielonoci 
ziemi a koron ciemnego boru oderznity od bkitnego nieba, ogromnym pkolem obejmowa 
rwnin rozleg i gadk, z ktrej gdzieniegdzie tylko wyrastay dzikie, pkate grusze, stare, 
krzywe wierzby i samotne, supiaste topole. Dnia tego w socu ta piaszczysta ciana miaa 
pozr pobrczy zotej, przepasanej jak purpurow wstg tkwic w niej warstw czerwonego 
marglu1. Na wietnym tym tle w zmieszanych z dala zarysach rozpozna mona byo dwr 
obszerny i w niewielkiej od niego odlegoci na jednej z nim linii rozcignity szereg 
kilkudziesiciu dworkw maych. By to wraz z brzegiem rzeki zginajcy si nieco w pkole 
sznur siedlisk ludzkich, wikszych i mniejszych, wychylajcych ciemne swe profile z wikszych 
i mniejszych ogrodw. Nad niektrymi dachami, w powietrzu czystym i spokojnym wzbijay si 
proste i troch tylko skbione nici dymw; niektre okna wieciy od soca jak wielkie iskry; 
kilka strzech nowych mieszao zocisto somy z bkitem nieba i zielonoci drzew. 
Rwnin przerzynay drogi biae i troch zieleniejce od z rzadka porastajcej je trawy; ku 
nim, niby strumienie ku rzekom, przybiegay z pl miedze, cae bkitne od bawatkw, te od 
kamioy,* rowe od dzicieliny* i smek*. Z obu stron kadej drogi szerokim pasem bielay 
bujne rumianki i wysze od nich kwiaty marchewnika*, say si w trawach fioletowe rohule*, 
tymi gwiazdkami wieciy brodawniki* i kurze lepoty, liliowe skabiozy polne wyleway ze 
swych stulistnych koron miodowe wonie, chwiay si cae lasy sabej i delikatnej mietlicy*, 
kosmate kwiaty babki stay na swych wysokich odygach, rumianoci i zawadiack postaw 
stwierdzajc nadan im nazw kozakw. Za tymi pasami rolinnoci dzikiej cicho w cichej 
pogodzie stao morze rolin uprawnych. yto i pszenica miay kosy jeszcze zielone, lecz ju 
osypane drcymi rokami, ktrych obfito wrya urodzaj; nisze znacznie od nich, 
1 M a  g i e l  rodzaj tustej, twardej ziemi, ktrej gwnymi skadnikami s wapno i glina. 
* K a m i o  a  przytulia ta, pospolita w caym kraju rolina kowa (Uwagi o rolinach oparte przede wszystkim 
na maszynopisie pracy prof. dra Bolesawa Hryniewieckiego pt. Przyroda w twrczoci Orzeszkowej). 
* D z i   i e l i  a  nazwa ludowa dziko rosncej koniczyny (por. w Panu Tadeuszu ks. I, w. 20). 
*  m   k a  bylina, zioo z rodziny godzikowatych, o kwiatach czerwonych. 
* M a   h e w  i k  nazwa znana dziki Orzeszkowej; w gwarze biaoruskiej markounik; zapewne trzebula lena, 
wydajca przy potarciu zapach podobny do zapachu marchwi.
*  o h u l a  ostrka. 
* B  o d a w  i k  mniszek, zioo z sokiem mlecznym, o kwiatach tych i charakterystycznym puchu na kocu 
bezlistnej odygi.
* M i e  l i  a (biaawa)  trawa pastewna. 
3 
rumianym kwiatem gsto usiane, say si na szerokich przestrzeniach liciaste puchy koniczyny; 
puchem te, zda si, ale drobniejszym, delikatniejszym, z zielonoci tak agodn, e oko 
piecia, mody len pokrywa gdzieniegdzie kilka zagonw, a ta jaskrawo kwitncego 
rzepaku wesoymi rzekami przepywaa po anach niskich jeszcze owsw i jczmion. 
Wrd tej wesoej przyrody ludzie dzi take byli weseli; mnstwo ich cigno po drogach i 
miedzach. Gromadami na drogach, a sznurami na miedzach szy wiejskie kobiety, ktrych gowy 
ubrane w czerwone i te chusty tworzyy nad zboami korowody ywych piwonii i 
sonecznikw. Od tych gromad lay si i pyny po anach strumienie rnych gosw. Byy to 
czasem rozmowy gwarne i krzykliwe, czasem miechy basowe lub srebrzyste, czasem pacze 
niemowlt u piersi w chustach niesionych, czasem te pieni przecige, gone, ktrych nut 
poryway i przeduay echa ze stron obu: w borkach i gajach rosncych na wzgrzach i w 
wielkim borze, ktry ciemnym pasem odcina pozocon, przetkan szkaratem cian 
nadniemesk od wysadzanych srebrnymi obokami bkitw nieba. W tym ruchu ludzkim 
odbywajcym si na urodzajnej rwninie czu byo najpikniejszy dla wiejskiej ludnoci 
moment wita: wesoy i wolny w soneczny i wolny dzie boy powrt z kocioa. 
W porze, kiedy ten ruch znacznie ju stawa si mniejszy, na rwninie, z dala od tu i wdzie 
jeszcze cigncych gromad, ukazay si dwie kobiety. Szy one z tej samej strony, z ktrej 
wracali inni, ale zboczyy zna z prostej drogi i chwil jak przebyy w jednym z rosncych na 
wzgrzach borkw. Byo to przyczyn ich spnienia si, tym wicej, e jedna z nich niosa 
ogromn wi lenych rolin, ktre tylko co i do dugo zapewne zrywaa. Druga kobieta 
zamiast kwiatw trzymaa w rku niepospolitej wielkoci chustk, ktra za kadym jej szerokim 
i zamaszystym krokiem koyszc si wraz z dugim ramieniem powiewaa jak sporej wielkoci 
chorgiew. Z dala to tylko wida byo, e jedna z tych kobiet miaa w rku pk rolin, a druga 
szmat biaego ptna; z bliska uderzay one niezupenie zwyk powierzchownoci. 
Kobieta z chustk bya niezwykle wysok, a wysoko t zwikszaa jeszcze chudo jej 
ciaa, ktre przecie posiadao szkielet tak rozrosy i silny, e pomimo chudoci ramiona jej byy 
szerokie i wydawayby si bardzo silnymi, gdyby nie mae przygarbienie plecw i karku 
objawiajce troch znuenia i staroci, gdyby take nie ostre koci opatek podnoszce w dwu 
miejscach starowieck mantyl z dugimi, co chwil powiewajcymi kocami. Oprcz tej 
mantyli zaopatrzonej w pcienny konierz miaa ona na sobie czarn spdnic, tak krtk, e 
spod niej a prawie do kostek wida byo dwie due i paskie stopy ubrane w grube poczochy i 
wielkie, kwieciste pantofle. Ubir ten uzupenionym by przez stary kapelusz somiany, ktrego 
szerokie brzegi ocieniay twarz, na pierwszy rzut oka star, brzydk i przykr, ale po bliszym 
przyjrzeniu si uwag i ciekawo budzi mogc. Bya to maa, chuda, okrga twarz ze skr 
tak ciemn, e prawie brzow, z czoem sfadowanym w kilka grubych zmarszczek, z wpadymi 
i kocistymi policzkami, z wyrazem goryczy i zoliwoci nadawanym jej przez ostro nosa i 
zacinicie warg a wzmaganym przez szczegln ognisto i przenikliwo oczu. Te oczy 
zdaway si by jedynym bogactwem tej biednej, zestarzaej, zoliwej twarzy. Moe kiedy byy 
one jedyn jej piknoci, a teraz, wielkie i czarne, spod czarnych, szerokich brwi owiecay j 
jeszcze przejmujcym blaskiem; miay one spojrzenie przenikliwe, ostre, urgliwe i pomienno 
nieustann, jakby wci z wntrza podsycan, a dziwn przy tej sczerniaej, w doni czasu czy 
losu zgniecionej twarzy. Sza szerokim, zamaszystym, do popiechu zna przyzwyczajonym 
krokiem, a dugie jej ramiona, u ktrych wisiay ciemne, kociste rce, koysay si u jej bokw 
w ty i naprzd, bia, rozwinit chustk jak chorgwi powiewajc. 
Kobiet z kwiatami trudno byoby nazwa od razu pann z wyszego towarzystwa albo te 
dziewczyn z niszych warstw wiejskiej ludnoci. Wygldaa troch na jedno i na drugie. 
Wysoka, cho znacznie od towarzyszki swojej nisza, ubran bya w czarn wenian sukni, 
bardzo skromn, ktra jednak wybornie uwydatniajc jej ksztatn i siln, w ramionach szerok, 
a w pasie cienk kibi zdradzaa znajomo urnalu md i rk biegego krawca. W 
4 
wyprostowaniu jej kibici i w delikatnoci cery czu byo take manier i cieplarni. Ale w 
zamian ruchy jej i gesty sprzeczay si z caoci jej osoby troch popdliwoci i jakby 
przybranej rubasznoci, nie miaa ona przy tym na sobie ani kapelusza, ani rkawiczek. Gow 
owinit czarnym jak heban warkoczem i twarz niad, z purpurowymi usty i wielkimi, szarymi 
oczami miao wystawiaa na upalne gorco soca. Pcienny, tani parasolik opieraa o rami, a 
rce jej do due i opalone zdradzay nader rzadkie uywanie rkawiczek. Wszystko to uderzao 
tym wicej, e sposb, w jaki trzymaa sw odkryt gow ciemne brwi nad siwymi oczami 
cigaa, nadawa jej wyraz miaoci i dumy. W ogle ta panna czy ta dziewczyna na lat 
dwadziecia par wygldajca wydawaa si uosobieniem piknoci kobiecej zdrowej i silnej, 
lecz dumnej i chmurnej. Pogody, jak nadaje ludzkim twarzom szczcie lub rezygnacja, w tej 
modej i wieej, ale niespokojnej i zamylonej twarzy nie byo, jakkolwiek rozjaniao j teraz 
to zupenie fizyczne oywienie, ktrym istot ludzk, niezupenie jeszcze przez ycie 
zniweczon, napenia duga i swobodna kpiel w kipicym zdroju przyrody. 
Prdko idc, aby szerokim krokom towarzyszki swej wyrwna, z zajciem, prawie z 
mioci przygldaa si ona uzbieranej przed chwil wizi rolin. Byy tam bujne liliowe 
dzwonki lene, gwodziki, pachnce smki, licie modych paproci, modziutkimi szyszkami 
okryte gazki soniny. Wszystko to rzucao jej w twarz fal dzikiej i przenikliwej woni, ktr 
te ona od chwili do chwili wcigaa penym i dugim oddechem swej silnej, szerokiej piersi. 
Rozkosz, ktr uczuwaa wtedy, i upa soca, w ktrym nurzaa sw odkryt gow, rumiecem 
powleky niade jej policzki; zarazem surowe jej i zamylone, cho pene purpurowej krwi usta 
rozchyliy si w modym i szczerym miechu. miaa si ze sw towarzyszki swej, ktra idc 
wci prdko i wielkimi stopy swymi z wysoka i mocno o ziemi uderzajc, grubym, nieco 
ochrypym, przez brak oddechu czsto przerywanym gosem cigna w borku jeszcze 
rozpoczte opowiadanie. 
 Ot, tu, powiadam ci, w tym samym miejscu, pomidzy tymi wzgrkami, te gupie chopy 
wzili mi za choler... Moe nie wierzysz? Sowo honoru, prawd mwi! Jeszcze wtedy nie 
bya w Korczynie, jeszcze maa bya, bo byo to wanie wtedy, kiedy ojczulek twj z t 
Francuzic romansowa... 
Urwaa nagle, stana, chrzkna tak gono, e a rozlego si po polu; chustk trzyman w 
rku jeszcze goniej nos utara i gniewnie do siebie zamruczaa: 
 Wieczna gupota moja! 
Moda panna, ktrej na chwil twarz znieruchomiaa, umiechna si znowu. 
 Co tam! Niech ciocia na to nie zwaa! Ja wiem dobrze o wszystkim i z przeszoci 
oswoiam si zupenie... Przecie ciocia nie przez zoliwo pewno... Co tam! Jake to byo z t 
choler? 
Zaczy i dalej, tak samo prdko jak wprzdy. Stara mwia znowu: 
 Ot, jak byo. Z kocioa wracaam, tak jak i teraz, a pieszyam bardzo, bo Emilka bya 
chor i gocie mieli na obiad przyjecha... Wic leciaam co tchu, wprost przez pole, ktre wtedy 
ugorem stao, przez puste zagony... Co dam krok, to ptora zagona przesadz... Wprost jakbym 
nad ziemi leciaa... A miaam na sobie zielon sukni... jeszcze wtedy kolorowe suknie 
nosiam... Kapelusz taki, ot, somkowy zdjam i dla ochody machaam nim sobie przed 
twarz... Uf ! nie mog... 
Zdyszaa si, stana znowu i zacza kaszla. Kaszel jej by gruby, chrypliwy, gony, jakby 
dobywa si z gbi beczki. Mao jednak zwracaa na uwagi i zaraz idc znowu opowiadaa 
dalej: 
 Cholera wtedy grasowaa po wiecie; w naszych stronach jej jeszcze nie byo, ale ludzie 
lkali si, aby nie przysza... Ot, kiedy mi chopi wracajcy z kocioa zobaczyli tak lecc 
polem, jak narobi krzyku, paczu... Jedni zaczli ucieka i biec tak prdko, jakby ich diabe 
gani, drudzy popadali pord drg na kolana i nu egna si, czoami bi o ziemi, pacierze 
5 
gono mwi... Cholera!  krzycz  ot i ju biey, nam na zgubienie! Ale!  odpowiadaj 
drudzy  ju to nie co innego! Cholera, i koniec! Wielka taka, e gow nieba dostaje, w zielonej 
sukni i zot opat macha! Ta opata, uwaasz, to by mj kapelusz na socu byszczcy... 
prawda, e go te dobrze spaszczyam, bo zdjwszy w kociele z powodu gorca i nie majc 
gdzie podzia, pooyam go na awce i przez cae naboestwo na nim siedziaam... Uf! nie 
mog... 
Znowu zabrako jej oddechu, chrzkaa, nos ucieraa i chwil sza milczc. 
 I c si stao potem?  zapytaa moda panna. 
 A c? Daremnie ekonom, ktry jak raz wtedy wraca te z kocioa, i Bohatyrowicze, 
ktrzy mnie kiedy znali, z bliska nawet znali, perswadowali chopom, e to nie bya cholera, 
tylko panna Marta Korczyska z Korczyna, kuzynka pana Benedykta Korczyskiego...Nie 
uwierzyli i do dzisiejszego dnia nie wierz... Ot  mwi  czy to taka kobieta moe gdzie by 
na wiecie? Gow do nieba dostawaa, nad ziemi leciaa, zielon sukni miaa na sobie i zot 
opat machaa, morowe powietrze przed sob pdzc... Wieczna gupota ludzka! Powiadam ci, 
Justynko, e ludzka gupota to wielki i wieczny kamie. Wikszy on jeszcze od ludzkiej zoci. 
Ju ja to wiem, bo by czas, e i sama tak uderzyam si o swoj wasn gupot, e... Uf! nie 
mog... 
Sapaa, chrzkaa, kaszlaa znowu gono, jak z beczki. Justyna policzki i usta topic w 
dzwonkach, paprociach i gwodzikach zauwaya: 
 Przecie cioci te niemdre gadania nic nie zaszkodziy... 
Czarne oczy Marty Korczyskiej spojrzay ostro, prawie zjadliwie. 
 Tak mylisz?  sarkna  wiecznie to samo. Nikt nie uwierzy w to, czego sam nie 
dowiadczy. Nie zaszkodziy! Pewno, nie zjady mi one, ale... uksiy. Czy ty mylisz, e to 
mio by wzit za choler? Nie byam ja wtedy tak star... dwanacie lat temu miaam lat 
trzydzieci sze... 
 Wic teraz czterdzieci osiem?  z niejakim zdziwieniem zauwaya Justyna. 
 A ty moe mylaa, e szedziesit?  ostro zamiaa si Marta.  Zapewne, wygldam na 
tyle, sama to wiem, a i wtedy ju niewiele lepiej jak teraz wygldaam. Moe nie wiesz 
dlaczego? Ha? czy wiesz dlaczego? 
 Wiem  z powag odpowiedziaa panna. 
 No, to dobrze, e wiesz; bo moe zrobisz co takiego, aby i sama prdko na choler 
wyglda nie zacza... 
Justyna ramionami wzruszya. 
 A c ja takiego zrobi i co przeciw temu poradzi mog? 
Zamyliy si obie i mimo woli zwolniy kroku, co najpierw spostrzega starsza. 
 No, wleczem si jak wie. Prdzej, bo ju tam Emilka wyrzeka pewno, e nie wracam, i 
zaczyna dostawa migreny albo globusa*... 
 A Terenia  podchwycia panna  biegnie po krople z bobrowej esencji*albo po proszki 
bromowe, albo po antymigrenowy owek*, albo po Rigollot*... 
Zamiaa si, lecz wnet spowaniaa znowu. 
 Wujenka jest naprawd biedna z tym cigym chorowaniem. 
Marta kiwna gow i machna rk. 
 A pewno  rzeka  biedna kobieta! Ale bo, widzisz, eby tak pchy pieci, jak ona swoje 
choroby pieci, toby na wow powyrastay, sowo honoru! 
* G l o b u   g l o b u  h i   e  i  u  (ac.)  objawhisterii. 
* B o b  o w a e  e   j a  krople bobrowe; lek niegdy powszechnie stosowany przy chorobach kobiecych. 
* A   y m i g  e  o w y o   w e k  owek mentolowy (mentol z parafin) uywany przeciw blom gowy. 
*  i g o l l o   nazwa lekarstwa od nazwiska lekarza francuskiego (1810 1837), ktry pierwszy zastosowa 
gorczyc jako rodek rozgrzewajcy do usuwania blw miejscowych (tzw. synapizm). 
6 
W tej chwili za rozmawiajcymi rozleg si turkot powozu; droga bya w tym miejscu wska, 
zeszy wic na stron. Szy samym skrajem pola porosego gst pszenic. Biaa i sucha kurzawa 
owiaa je wielkim kbem, o tyle jednak przezroczystym, e rozpozna w niej byo mona 
zgrabny faeton*, cignity przez cztery pikne, byszczc uprz꿹 okryte konie, i dwu 
siedzcych w faetonie mczyzn. Widziay te, e obaj mczyni, spostrzegszy je, podnieli 
nad gowami czapki, a jeden z nich nawet przechylajc si nieco ku nim zawoa: 
 wite panny: Marto i Justyno, mdlcie si za nami! 
Marta z rozarzonymi oczami i machajc ku powozowi sw bia chust odkrzykna: 
 A modliam si, modliam si, aby Bg panu rozum przywrci raczy! 
Wykrzykowi temu odpowiedzia z oddalajcego si szybko powozu wybuch miechu, 
widocznie basowy i ochrypy gos Marty przedrzeniajcego. Na twarz Justyny wybi si wyraz 
silnie uczutej przykroci, prawie udrczenia. 
 Boe!  szepna  a ja miaam nadziej, e ten czowiek dzi ju do nas nie przyjedzie, e 
go ten pan Ryc do siebie na obiad zaprosi... 
 Nie gupi on!  odpowiedziaa Marta.  Zapewne Ryc zaprosi go do swego powozu; 
wola wic swoje szkapiny do domu odprawi, a sam i w cudzym faetonie poparodowa, i u nas 
cudzy obiad zje... dwie razem korzyci dla hultaja tego... 
Justyna bya widocznie zaniepokojon. Ju pachnca wi, ktr trzymaa w rku, zajmowa 
j przestaa. 
 Ciekawam  szepna  jak to komedi mie dzi bdziemy? 
Marta spojrzaa na ni przenikliwie i ciszej troch rzeka: 
 O papuci swego lkasz si, ha? Ten bazen wieczne facecje wyprawia z tym safandu... 
Tu a si za wklse usta swoje wielk rk chwycia. 
Po czole, ustach i nawet ramionach Justyny przebiego drgnienie nagle jakby uczutego 
obrzydzenia; wnet jednak odpowiedziaa: 
 Niech ciocia miao wszystko przede mn mwi. Ja dawno ju zrozumiaam pooenie ojca 
i swoje, dawno, dawno... ale oswoi si z nim nie mog i nigdy, nigdy z nim si nie pogodz... 
Marta zamiaa si. 
 Ot, lubi takie gadanie! Ciekawam, co zrobisz? Musisz pogodzi si albo powiesisz si 
chyba czy utopisz si... Kady desperuje z pocztku, a potem i godzi si z takim losem, jaki mu 
Bg czy diabe nasya. Bo aby wszystkie losy ludzkie byy robot Pana Boga, w to ani troch nie 
wierz. Spowiadaam si ju z tego i raz nawet absolucji od ksidza nie dostaam; jednak nie 
wierz... Powiadam ci, e kady z pocztku desperuje, a potem jak baran na rze spokojnie swoj 
drog idzie... Uf! nie mog! 
Zakaszlaa si tak, e a jej oczy zami zaszy. Krztuszc si jeszcze, tymi zazawionymi 
oczami na towarzyszk popatrzaa. 
 Ty bo, Justynko, straszn melancholiczk jeste! Czemu nie robisz tak jak i inne panny? Z 
aski wuja i wujenki korzystaj, strj si, kiedy ci stroi chc, baw si, gdy tylko zdarzy si 
okazja, mizdrz si do kawalerw, a moe ktrego zapiesz i za m wyjdziesz... ha? Sowo 
honoru! czemu ty tak nie robisz? 
Justyna nie odpowiadaa. Sza prosto i rwnym krokiem jak wprzdy, tylko w rozpalonych i 
zamylonych jej oczach bysny zy. 
 Phi!  zamiaa si Marta  melancholiczka jeste... i dumna jak ksiniczka. Od wujostwa 
nic przyjmowa nie chcesz, ze swoich procencikw ubierasz siebie i ojca, trzewiki nawet 
oszczdzasz, tak e czasem boso chodzisz, kapelusza i rkawiczek nie nosisz... 
 O, niech ciocia tak nie myli!  porywczo prawie zawoaa Justyna.  Ja ani kama, ani 
udawa nie chc! Prawda, e zawsze ami sobie gow, aby mnie i ojcu tych kilku wasnych 
* F a e  o   lekki, elegancki powz bez drzwiczek. 
7 
naszych groszy na odzienie przynajmniej wystarczyo... Ale boso czasem chodz i kapeluszw 
ani adnych drogich rzeczy nie nosz nie tylko dlatego... nie tylko dlatego... 
 To i dlaczeg? no, dlaczeg?  byskajc oczami dopytywaa si stara panna. 
 Dlatego  z nagym i silnym rumiecem odpara Justyna  e dawno ju odechciao mi si 
ich strojw i zabaw, ich poezji i ich mioci... yj tak, jak oni wszyscy, bo skde sobie wezm 
innego ycia, ale jeeli mog zrobi co inaczej ni oni, po swojemu robi i nikogo to obchodzi 
nie powinno. 
Marta przypatrywaa si jej przenikliwie i z uwag. 
 A wszystko to  rzeka  poszo od tej historii twojej z Zygmusiem Korczyskim... prawda? 
Cha! cha! Mylaa wtedy pewno, e ci otwartymi ramionami spotkaj i do familii swojej 
wprowadz... bo i tak przecie krewn im przychodzisz... A oni tymczasem... gdzie! ani pomyle 
o tym nie dali mazgajowi temu... Cha! cha! wiem ja to wszystko, wiem! Wieczna gupota 
ludzka! 
Justyna ze wzrokiem w ziemi wbitym milczaa. 
 No, a mylisz e ty jeszcze czasem o tym mazgaju? Serce... boli jeszcze czasem? 
 Nie. 
Z krtkiej tej odpowiedzi pozna mona byo, e panna Justyna mwi nie chce o 
przedmiocie przez starsz jej towarzyszk zaczepionym. Tylko ju wszelki cie uprzedniego 
oywienia znikn z jej twarzy. Zmysy jej przestay pi z kielicha rozkwitej przyrody rozkoszny 
napj zapomnienia. Gryzca troska przejrzaa si w zwierciadle jej szarych, przezroczystych 
renic; jakie wspomnienia czy wstrty opuciy w d koce psowych warg nadajc im wyraz 
znudzenia i goryczy. Wtem na drodze za dwoma idcymi kobietami zaturkotay znowu koa, 
tylko nieco inaczej ni wprzdy. Nie by to guchy i do cichego grzmotu podobny turkot faetonu, 
ale klekotliwe troch i z lekkim skrzypieniem poczone toczenie si k prostego woza. 
Kurzawa te podniosa si znacznie mniejsza, opada prdko i dwie kobiety, obejrzawszy si 
ujrzay za sob dugi wz napeniony som, ktr z obu bokw przytrzymyway drewniane 
drabiny, a okrywa wzdu woza rozesany, pasiasty i barwisty, na domowych, wiejskich 
krosnach utkany kilimek. Wz ten cigna para konikw maych, tustych, z ktrych jeden by 
kasztanowaty z konopiast grzyw, a drugi gniady z biaymi nogami i bia atk na czole. 
Oplataa je z rzadka uprz z prostych, grubych powrozw. Gdyby nawet koa tego wiejskiego 
ekwipau nie turkotay wcale, a cignce go dobrym truchtem koniki stpay bez najlejszego 
szelestu, zblienie si jego daoby zna o sobie przez unoszcy si ze wielki gwar gosw. 
Napeniao go towarzystwo liczne. Na somie okrytej pasiastym kilimkiem, pomidzy okrgymi 
porczami drabin, siedziao kilka kobiet, z ktrych jedna tylko bya niemoda, w ciemnej chustce 
na plecach i wielkim czepcu na gowie, inne za, niby klomb ogrodowy, kwity rumiecami 
twarzy i jaskrawymi barwami ubra. Byo im tak ciasno, e siedziay w rnych postawach i 
kierunkach, twarzami, bokami i plecami ku sobie zwrcone, cinite jak kwiaty w bukiecie. 
Jednym z nich w tym cisku chustki z gw pospaday i tworzyy na plecach kapiszony z mulinu 
albo perkalu; innym kosy nawet czarne albo zociste rozwiny si na bkitne albo rowe 
staniki, a u wszystkich nad uszami i przy skroniach zwieszay si albo sterczay wetknite we 
wosy psowe, liliowe i te kwiaty. Wz trzs nimi i silne ich kibicie chwia wci w kierunki 
rne; chwytay te drabiny ciemnymi rkami albo czepiay si wzajem swych ramion i sukien 
miejc si i gadajc gono i wszystkie razem. W tym gwarnym ogrdku byo tak ciasno, e 
wonicy zabrako miejsca do siedzenia: kierowa on komi stojc u samego brzegu woza, a 
mona by przypuci, e postaw t przybra nie z koniecznoci, ale przez zalotno, dlatego aby 
w najkorzystniejszym wietle wyda si wsptowarzyszkom podry. By to mczyzna 
trzydziestoletni, wysoki i tak zgrabny, jakby go matka natura z luboci i wielkim staraniem na 
onie swym wyhodowaa. Tymczasem nie co innego, tylko cika praca okoo zdobywania jej 
darw, gorce jej ary, letnie i dzikie polne powiewy naday temu ciau tak harmoni i si, e 
8 
trzscy si i podskakujcy wz nie mg zmci ani na chwil jego prostych i wyniosych linii. 
Od ogorzaej cery jego twarzy silnie odbijay zociste, bujne wsy i jasnozote wosy, opadajce 
spod czapki na konierz szarej, krtkiej kurty, ku ozdobie zapewne zielon tam oszytej. 
Niedbale w ogorzaych rkach trzymajc lejce i nie odwracajc twarzy ku wiezionym przez si 
kobietom, odpowiada wesoo na zapytania ich i przycinki, czasem mski miech swj czy z 
chrem cienkich, piskliwych miechw dziewczt. 
Marta i Justyna zatrzymay si u brzegu drogi, w cieniu wierzby, ktrej kwiat podobny do 
zielonawych robaczkw osypywa im suknie i gowy. Marta w kierunku jadcych machna sw 
bia chustk i niezwykle u niej przyjaznym gosem krzykna: 
 Dobry wieczr, panie Bohatyrowicz! dobry wieczr! 
Wonica szybko zdj czapk odkrywajc czoo mniej opalone od reszty twarzy, gadkie i 
pogodne. 
 Dobry wieczr!  odpowiedzia. 
 Dobry wieczr!  chrem krzykny dziewczta. 
 A skde to pan wzi tyle dziewczt?  zawoaa znowu stara panna. 
 Po drodze jak poziomki uzbieraem  nie zatrzymujc koni, ale tylko zwalniajc nieco ich 
biegu odpowiedzia zagadnity. 
Jedna z dziewczyn, najmielsza zna, przechylajc si przez drabin wozu i biaymi zbami 
byskajc, gono prawi zacza: 
 Piechot, prosz pani, szymy... a on nas napdzi, tomy mu kazay, aby nas zabra... 
 Oho! kazay!  zaartowaa Marta. 
 A jake!  potwierdzia dziewczyna z wozu  czy ja nie mam prawa jemu nakazywa? ja 
jego strzeczna* siostra! dla siostry szacunek mie powinien! Bardzo susznie! 
W tej chwili wz zrwna si ze stojcymi pod wierzb kobietami, wonica po raz drugi zdj 
czapk i spojrzenie jego z wysoka spyno na Justyn. W tym szybkim spojrzeniu dostrzec 
mona byo, e oczy wonicy bkitne byy jak turkusy i e w tej chwili przeleciaa w nich 
byskawica. Ale wnet woy na gow czapk, twarz znowu ku drodze zwrci i poruszywszy 
lejcami zawoa na konie, aby szy prdzej. 
Wz zacz toczy si prdzej. Justyna z zaciekawieniem i figlarnoci w oczach, z 
rozchylonymi w umiechu ustami poskoczya i gestem wesoym, ktry by nawet wykwintnemu 
oku mg wyda si rubasznym, rzucia na jadce kobiety swoj wi gazi i kwiatw. Na 
wozie wybuchny miechy, dziewczta chwytay rozsypane kwiaty, niektre z nich woay: 
 Dzikujemy! dzikujemy panience! 
Ale wonica nie obejrza si i nie zapyta o przyczyn powstaego na wozie gwaru. Zamyli 
si o czym tak bardzo, e a gow, ktr przedtem wysoko trzyma, troch pochyli. 
Dwie kobiety i znowu zaczy. Marta mwia: 
 Ten Janek Bohatyrowicz na piknego i dzielnego chopaka wyrs... znaam go dzieckiem... 
Znaam ich kiedy wszystkich... kiedy... dobrze i z bliska... 
Zamylia si, mwia ciszej troch ni zwykle. 
 By, uwaasz, taki czas krtki, e ci Bohatyrowicze u nas we dworze bywali i do stou z 
nami siadali... mianowicie, ojciec tego Janka, Jerzy, i stryj jego, ten Anzelm Bohatyrowicz, co to 
teraz podobno schorowany i melancholikiem jakim sta si... Jednakowo jaki to by kiedy 
mczyzna... przystojny, odwany, patriota... romansowy... Do takiej poufaoci wtedy pomidzy 
dworem a t szlacheck okolic* przyszo, e sid sobie, bywao, do fortepianu i akordy bior, a 
Anzelm za mn stanie i piewa: Bywaj, dziewcz, zdrowe, ojczyzna mi woa! A potem ja 
jemu piewam: Szumiaa dbrowa, wojacy jechali... Bdzie temu ju lat dwadziecia dwa... 
*    z e  z  a (gwar.)  stryjeczna. 
* O k o l i  a  zacianek, osada drobnoszlachecka; mieszkacy jej naleeli najczciej do jednego lub kilku 
spokrewnionych rodw. 
9 
trzy... Jaki to by gwar u nas, jakie ycie i moje, i wszystkich... A teraz wszystko inaczej... 
inaczej... wieczny smutek... 
Mwia to coraz powolniej, gow kiwaa, a ogniste jej oczy nieruchomo tkwiy w dalekim 
punkcie przestrzeni. Wtem znad wozu, ktry oddali si o kilkadziesit krokw, z 
towarzyszeniem klekotliwego turkotu k wznis si czysty i silny gos mski z caej szerokiej 
piersi piewajcy strof starej pieni: 
Ty pjdziesz gr, ty pjdziesz gr, 
A ja dolin; 
Ty zakwitniesz r, ty zakwitniesz r, 
A ja kalin. 
Justyna z szeroko otwartymi oczami i rozchylonymi w umiechu usty suchaa pieni, ktra 
dalej rozlewaa po polach sw rozgon i smtn nut: 
Ty pjdziesz drog, ty pjdziesz drog, 
A ja ozami; 
Ty si zmyjesz wod, ty si zmyjesz wod, 
Ja mymi zami... 
 Sowo honoru!  nagle i najgbszym swym basem zawoaa Marta  i my kiedy z 
Anzelmem piewalimy ten sam duet... 
Na wozie stojcy wysoki mczyzna w znacznym ju od dwch kobiet oddaleniu piewa 
dalej: 
Ty jeste pann, ty jeste pann 
Przy wielkim dworze; 
A ja bd ksidzem, a ja bd ksidzem 
W biaym klasztorze... 
 Ot  sarkna Marta  w pieni jest bdziesz nie jeste. Dlaczego on piewa jeste? 
Przerabia sobie stare pieni, bazen! 
Justyna uwagi tej nie syszaa. Gorcy pomie przemkn w jej oczach. 
 Pyszny gos!  szepna. 
 Nieszpetny  odpowiedziaa Marta.  Pomidzy nimi czsto znajduj si pikne gosy i 
piewacy z nich zawoani... I ten Anzelm kiedy, gdzie tylko, bywao, obrci si... piewa. 
Z daleka ju, z daleka od toczcego si wozu przypyna jedna jeszcze strofa: 
A jak pomrzemy, a jak pomrzemy, 
Kaemy sobie 
Zotne litery, zotne litery 
Wyry na grobie... 
Stara panna stana nagle pord drogi, podobna do wysokiego supa ubranego w somiany 
kapelusz i stojcego na dwu wielkich nogach w kwiecistych pantoflach. Wzrok w twarzy modej 
dziewczyny utkwia, wspomnienia i rozczulenia jakie pracoway w jej chrypliwie oddychajcej 
piersi, a krzykna prawie: 
 A koniec tej pieni znasz? Naturalnie, e nie znasz! Teraz ju jej nikt... oprcz nich... nie 
piewa... 
10 
Ramiona rozkrzyowaa i grubym, ochrypym gosem zadeklamowaa: 
A kto tam przyjdzie albo przyjedzie, 
Przeczyta sobie: 
Zczona para, zczona para 
Ley w tym grobie! 
 Ot, jaki koniec!  powtrzya i wnet szerszymi jeszcze jak wprzdy krokami i mocniej 
ramionami rozmachujc posza dalej. 
Wz napeniony wiejskimi dziewcztami wtoczy si pomidzy szare domostwa i gste 
ogrody wsi, dugim sznurem rozcignitej nad brzegiem wysokiej gry, u ktrej stp w falach 
swych bkit nieba i ciemny br odbijajc pyn cichy, spokojny Niemen. 
11 
II 
W korczyskim dworze na rozlegym trawniku dziedzica rosy wysokie i grube jawory 
otoczone nisz od nich gstwin koralowych bzw, akacji, buldenew i jeszcze nisz 
jaminw, spirei i krzaczastych r. Dokoa starych, kiedy kosztownych sztachet topole, 
kasztany i lipy cian gstej zielonoci zakryway drewniane gospodarskie budynki. U zbiegu 
dwu drg okalajcych trawnik i rosnce rd niego potne grupy drzew i krzeww sta dom 
drewniany take, nie pobielony, niski, ozdobiony wijcymi si po jego cianach powojami, z 
wielkim gankiem i dugim rzdem okien majcych ksztat nieco gotycki. Na ganku pomidzy 
oleandrowymi drzewami, rosncymi w drewnianych wazonach, stay elazne kanapki, krzesa i 
stoliki. Naprzeciw gospodarskich zabudowa wznosia si nad sztachetami gsta zielono 
starego zna, bo w aleje z grubych drzew wysadzanego ogrodu. Dalej wida byo u jednego z 
kracw ogrodu przewiecajcy przez zielono w wysoki, w socu zocisty brzeg Niemna, a z 
niektrych punktw dziedzica widzialn bya i sama rzeka, szeroka, w tym miejscu okrgym 
ukiem skrcajca si za br ciemny. 
Nie by to dwr wielkopaski, ale jeden z tych starych, szlacheckich dworw, w ktrych 
niegdy mieciy si znaczne dostatki i wrzao ycie ludne, szerokie, wesoe. Jak dziao si tu 
teraz, aby o tym wiedzie, trzeba byo dowiadywa si z bliska, ale co w oczy od razu wpadao, 
to wielka usilno o zachowanie miejsca tego w porzdku i caoci. Jaka rka gorliwa i 
pracowita zajmowaa si wci jego podpieraniem, naprawianiem, oczyszczaniem. Sztachety 
psuy si tu po wielekro, ale zawsze je naprawiano, wic cho poatane, stay prosto i dobrze 
strzegy dziedzica i ogrodu. Stare rwnie gospodarskie budynki miay silne podpory, a w 
wielu miejscach nowe strzechy i nowe pomidzy drewnianymi cianami supy z kamieni. Stary 
dom niskim by i widocznie z kadym rokiem wicej wsuwa si w ziemi, lecz z dachem 
gontowym i jasnymi szybami okien nie mia wcale pozoru ruiny. Rzadkich, kosztownych 
kwiatw i rolin nie byo tu nigdzie, ale te nigdzie nie rosy pokrzywy, opuchy, osty i chrzany, 
a stare drzewa i dawno zna zasadzone, bo potnie rozrose krzewy wyglday wieo i zdrowo. 
Dworowi temu, w ktrym jednak widocznie wci si co psuo i naprawianym byo, w ktrym 
widocznie take nic od dawna nie dodawano i nie wznoszono, ale tylko to, co ju stao i roso, 
przechowywano, porzdek, czysto i dbao nadaway pozr dostatku i prawie wspaniaoci. 
Wielko zajmowanej przeze przestrzeni, niezmierne bogactwo napeniajcej go rolinnoci, 
sama nawet staro niskiego domu i niejaka dziwaczno gotyckich jego okien wywieray 
wraenie powagi, wzbudzay mimowoln poezj wspomnie. Mimo woli wspomnie tu trzeba 
byo o tych, ktrzy sadzili te ogromne drzewa i yli w tym stuletnim domu, o tej rzece czasu, 
ktra nad tym miejscem przepyna, to cicha, to szumna, lecz nieubaganie unoszca z sob 
ludzkie rozkosze i rozpacze, grzechy i  prochy. 
Wntrze domu posiadao te same, co i dwr cay, cechy dawnego bogactwa chronionego 
przez czujne i niestrudzone starania od rozpadnicia si w achmany i prchno. W obszernych, 
niskich i dobrze owietlonych sieniach sterczay na cianach przed wielu ju zapewne 
dziesitkami lat umieszczone ogromne rogi osiw i jeleni; pomidzy nimi wisiay usche wiece 
ze zboa przetykanego czerwieni kalinowych i jarzbinowych jagd; naprzeciw drzwi 
12 
wchodowych wschody* wskie, niegdy wykwintne, a dzi lady tylko dawnej politury noszce, 
prowadziy do grnej czci domu. Z tych sieni dwoje drzwi na ocie rozwartych wiodo z 
jednej strony do obszernej sali jadalnej, z drugiej  do wielkiego, o czterech oknach, salonu. Oba 
te pokoje dostatecznie zapeniay sprzty, ktre, jak z ksztatu i gatunku ich wnosi byo mona, 
kupionymi byy przed dwudziestu przeszo laty i kosztoway wiele; teraz przecie ukazyway si 
na nich tu i wdzie niewprawn rk wiejskiego rzemielnika dokonane sklejenia i naprawy, a 
drog materi, ktra niegdy okrywa je musiaa, zastpia zupenie tania i pospolita. Obicia na 
cianach, tak jak i sprzty, niegdy kosztowne i pikne, a teraz postarzae i spowiae, byskay 
jeszcze tu i wdzie zoconymi bukietami i arabeskami, zakrywao je zreszt w znacznej czci 
kilka piknych kopii ze sawnych obrazw i kilkanacie rodzinnych portretw w starowieckich, 
cikich, z wytart pozot ramach. Podogi byy tam woskowane i byszczce, niskie sufity biae 
i czyste, drzwi starowieckie, cikie, z byszczcymi brzowymi klamkami, dywany due i 
spowiae, w rogu salonu pikny fortepian, u okien ze smakiem ustawione grupy zielonych 
rolin. Wida byo wyranie, e od lat dwudziestu nic tu nie przybyo, ale i nic nie ubyo, a to, co 
brudzi, ama i rozdziera czas, kto cigle oczyszcza, zszywa i naprawia. Sprawiao to 
wraenie pilnej pracy, usiujcej zwolni, moe zupenie powstrzyma, stopniowo, lecz 
nieubaganie proceder swj wiodc przemian bogactwa w ndz. 
W przylegym wielkiemu salonowi pokoju, ktrego okno, jak i okna salonu, wychodzio na 
bkitniejcy zza rzdu starych klonw Niemen, znajdowao si towarzystwo zoone z osb 
czterech. Pokj ten mia pozr gabinetu wykwintnej kobiety. Wszystko tu byo mikkie, ozdobne 
i wbrew temu, co dziao si w innych czciach domu, do jeszcze nowe. Obicie osypane 
bukietami polnych kwiatw miao pozr nieco sentymentalny; gotowalnia okryta zwojami 
biaego mulinu poyskiwaa krysztaowymi i porcelanowymi cackami; na etaerkach leay 
ksiki, stay zgrabne koszyki i pudeka z przyborami do rcznych robt. Materia okrywajca 
sprzty psow barw sw sprawiaa na pierwszy rzut oka wraenie wietnoci. 
Z tymi wszystkimi szczegami sprzeczaa si atmosfera pokj ten napeniajca. Bya ona 
duszn i pen zmieszanych zapachw perfum i lekarstw; poniewa za okno i drzwi od 
przylegych pokojw szczelnie byy zamknitymi, pokj ten przypomina pudeko apteczne 
oklejone papierem w kwiatki i napenione woni olejkw i trucizn. W rogu tego pokoju na 
psowym szezlongu we wplecej postawie siedziaa kobieta w czarnej jedwabnej sukni, z 
kibici zbyt szczup, ale majc w ksztatach swych i ruchach wiele delikatnego wdziku, z 
twarz kiedy zna zupenie pikn, a i dzi jeszcze pomimo przywidnicia i zbytecznej 
chudoci uderzajc niezmiern delikatnoci pci, wielkoci czarnych oczu o powczystym, 
agodnym spojrzeniu, bujnoci czarnych, starannie uoonych wosw. Jakkolwiek skdind 
wygldaa na lat blisko czterdzieci, nie miaa ani jednego siwego wosa, i jakkolwiek kibi jej i 
cera zdradzay do niedostwa posunit fizyczn sabo, drobne jej wargi byy psowe i wiee 
jak u modziutkiej dziewczyny. Rczki drobne, tak chude i delikatne, e prawie przezroczyste, 
tak pielgnowane, e paznokcie ich posiaday kolor listka ry i poysk politury. Z wyrazem 
niemocy lub sodkiej rezygnacji splataa je ona i opuszczaa na sukni albo rozmawiajc czynia 
nimi gesta rzadkie, drobne, powolne, objawiajce mierteln obaw przed wszelkim ywszym i 
choby odrobin energiczniejszym poruszeniem ciaa czy ducha. 
Bya to pani Emilia Korczyska, od lat dwudziestu paru ona Benedykta Korczyskiego, 
waciciela odziedziczonego przeze po ojcach i dziadach Korczyna. 
Naprzeciw pani domu siedziaa kobieta na pierwszy rzut oka wcale do niej niepodobna, ale po 
przypatrzeniu si majca z ni mnstwo podobiestw. Zdawaoby si, e kada z nich naleaa 
do innego gatunku, ale do tej samej familii istot. Nieco modsza, mniej wida pikna za modu, 
wic teraz zupenie ju nieadna, bya ona zarwno szczup i delikatn, sodk i cierpic; tak 
samo jak tamta splataa i opuszczaa rce, takie same czynia gesty, taki sam miaa gos smutny i 
* W   h o d y (prow.)  forma wystpujca w caej twrczoci Orzeszkowej obocznie do formy schody. 
13 
osabiony. Tylko zamiast piknego stroju pani Emilii ubir jej skada si z taniej i wcale 
nieozdobnej sukienki, z grubego obuwia i z cieniutkiej, batystowej, mocno przybrudzonej 
chustki, ktra zakrywajc poow jej brody, uszy i cz wosw, maymi koczykami wza 
sterczaa nad ogromnym i widocznie przyprawnym, bo mocno zrudziaym warkoczem. Zapewne 
bolay j zby, ale niezbyt silnie, bo z owalnej ramy biaobrudnej chustki wychylajca si 
twarzyczka, drobna, okrga, przywida, niezmiernie czule, prawie miodowo umiechaa si 
bkitnymi oczami i przywidymi usty. Umiechaa si ona w ten sposb do dwu z obu jej stron 
siedzcych mczyzn, z kolei zwracajc si ku jednemu i drugiemu, przy czym szyja jej, biaa i 
okrga, czynia ruchy abdzia schylajcego gow ku wodzie albo synogarlicy wycigajcej 
dzib ku kawakowi cukru. Widocznym byo, e ludzie ci byli dla niej tym, czym woda dla 
abdzia lub cukier dla synogarlicy. Sw ich suchaa wicej ni z wyton uwag, bo z 
uszanowaniem i rozkosz, wtrujc im przymilonymi umiechami, miodowymi spojrzeniami i 
cieniutkimi wykrzyknikami. Jednak aden z nich w tej chwili bezporednio nie zwraca si do 
niej i nawet na ni nie patrza. Tylko co przybyli, zabawiali rozmow sw pani domu, ktra 
take wydawaa si ich przybyciem bardzo zadowolon. Waciwie jeden z nich gwnie 
zabawia j usiowa i ona te wicej i czulej na niego ni na drugiego patrzaa. Nie by jednak 
pontnym. redniego wzrostu, niemody, w bardzo starannym i modnym ubraniu, z przodem 
koszuli tak silnie nakrochmalonym, e wzdyma si mu na piersiach jak wklsa pcienna 
tarcza, Bolesaw Kiro mia okrg ysin z tyu gowy, wosy rzadkie nad niskim czoem, twarz 
dug, kocist, z maymi, byszczcymi oczami, ostrym nosem, wklsymi usty, tak starannie 
wygolon, e a na policzkach i brodzie byszczc. Brzydk t twarz owiecaa wielka i nigdy, 
zda si, nie ustajca wesoo. Z wesoym miechem, byskajc maymi oczami opowiada on, e 
z panem Rycem z kocioa do Korczyna jadc widzia na polu dwie gracje. Na mitologicznym 
tym wyraeniu nacisk kadc, z rubasznym miechem woa: 
 Gracje, jak Boga kocham, dwie gracje... Jedn, no to ju bym kademu darowa, bo stara i 
za; ale druga.... ho, ho, prawdziwa gracja, niech pan Ryc powie! Cukierek! Talia zgrabna, 
twarzyczka niada, rczki... no, nie bardzo adne, opalone... bo byy bez rkawiczek... 
 O! wic gracja paska bya bez rkawiczek!...  ze sabym miechem zawoaa pani Emilia. 
 I bez kapelusza  doda Kiro. 
 Bez kapelusza! jake to mona chodzi bez kapelusza!  cichutko chichoczc powtrzya 
kobieta z brudn batystow chustk dokoa twarzy. 
Kiro mia si; mae, widrujce jego oczki coraz ostrzej byszczay. 
 Niech pan Ryc zawiadczy... Co, panie Teofilu? cukierek? cacko? prawda? 
Wzywany na wiadectwo mczyzna nie odpowiada. wiato z okna w ten sposb na niego 
padao, e twarz cakiem pozostawaa w cieniu, a wida byo tylko posta msk, wysok, 
cienk, wykwintnie ubran i gow okryt czarnymi, z lekka ufryzowanyni wosami; u oczu 
poyskiway szka binokli. Od chwili, gdy wszed tu i zamieni z pani domu pierwsze sowo 
powitania, nie rzek jeszcze nic... Prawda, e Kiro mwi cigle i prawie sam jeden. Pani Emilia 
z oywieniem zapytywaa: kim byy gracje spotkane w polu, a szczeglniej ta... bez kapelusza i 
rkawiczek? 
 Bya to zapewne jaka wiejska dziewczyna... pan zawsze mistyfikowa* nas lubi, panie 
Bolesawie! 
 Doprawdy!  z umiechem penym rozkoszy powtrzya druga kobieta  pan nas zawsze tak 
mistyfikuje... Doprawdy! jak to mona tak mistyfikowa! 
 Ale wcale nie! przysigam paniom! jak Boga mego kocham, wcale nie mistyfikuj...  z 
komicznymi gestami tumaczy si Kiro.  Nie bya to wcale adna wiejska dziewczyna, ale 
panna... co si nazywa panna... z piknej familii, z piknego domu, z pikn edukacj... 
* M i   y f i k o w a   wiadomie wprowadza wbd. 
14 
 Panna z piknej familii i z edukacj...  z wielkim ju oywieniem woaa pani domu  
pieszo idca, bez kapelusza... to by nie moe... 
 To by nie moe... Pan zawsze artuje...  zawtrzya druga kobieta. 
 No, a jak powiem jej imi i nazwisko, to co bdzie?  z przekorn filuteri pyta go. 
 Nie wierz  twierdzia pani Emilia. 
 To by nie moe; jake to by moe!  wstydliwie chichota drugi gosik kobiecy. 
 A jak powiem  przekomarza si Kiro  co mi za to bdzie? Bez nagrody nie powiem! 
dalibg! Co mnie panie dadz za to, ha? Chyba panna Teresa pozwoli si pocaowa? co? No, 
panno Tereso, tak czy nie? jeeli pani mi pocauje, to powiem, jeeli nie, to nie! 
Wykwintny, w cieniu siedzcy mczyzna uczyni ruch zdziwienie czy niesmak objawiajcy; 
pani domu oswojona zna z artobliwym usposobieniem gocia swego i nawet przyjemn 
rozrywk w nim znajdujca miaa si z cicha, troch filuternie i zalotnie. Ale nic wyrazi nie 
zdoa wraenia sprawionego przez propozycj Kiry na osobie, ktrej ona uczynion zostaa. W 
owalnej ramie cieniutkiej, brudnej chustki maa i zwida jej twarz okrya si najjaskrawszym 
karminem; bkitne, niewinne oczy zmciy si i nabray wyrazu trwogi poczonej z upojeniem. 
Wt sw kibi w szarym staniku odrzucia na tyln porcz krzesa, rce ku obronie wzniosa i 
cofajc si, odwracajc, rumienic, z chichotem, ktrym usiowaa pokry zmieszanie swe i 
wzruszenie, bekotaa: 
 Ale, doprawdy, panie Kiro... co pan wygaduje?... jake mona? pan zawsze artuje... 
On jednak nie tylko wygadywa i artowa, ale bra si do czynu i czynic gest taki, jakby 
ramieniem swym kibi jej mia opasa, ogolon twarz sw z wpdobrodusznym, a 
wpzoliwym umiechem ku twarzy jej pochyla. Z chudych, bladych rk swych tarcz sobie 
czynic, caa w ty odgita, ale z dziwnie miodowym i upojonym wyrazem w oczach, woaa: 
 Oj ! oj ! o mj Boe! Co pan wyrabia! 
Pani Emilia z niezwyk u niej ywoci poruszya si na szezlongu i woa zacza: 
 Panie Bolesawie! prosz Tereni nie dokucza! Niech pan jej nie drczy! j dzi zby bol. 
Kiro wyprostowa si. 
 Racja  wyrzek z powag  racja! Buziak kobiety, ktr zby bol, podanym nie jest, 
chociaby czowiek... kiedy indziej sobie na niego i bardzo zby zaostrzy. No, c mam robi? 
Widz, e musz ciekawo pa darmo ju zaspokoi. Taki to los biednego czowieka na tym 
wiecie! adnej za nic nagrody! Ale nie!  zawoa nagle i z komiczn desperacj zwracajc si 
do pani domu  chyba pani cho w rczk pocaowa si pozwoli! 
 Dobrze, dobrze  miejc si i podajc mu rk woaa pani Emilia  tylko niech pan ju 
mwi... 
Rczk sobie podan, istotnie liczn, pooy na swej duej, kocistej doni i z min 
smakosza przyglda si jej chwil swymi byszczcymi, widrujcymi oczkami. 
 liczna! mia! malusia! malusienieczka rczka! wymwi i zoy na niej dugi pocaunek, 
w ktrym cze i galanteria mieszay si z tajonym, niejako poykanym lubowaniem si 
przyjemnoci innego wcale rzdu. Cie bladego rumieca przepyn chude policzki pani 
Emilii; cofna rk i z wikszym jeszcze oywieniem, z byskiem w oczach, upomniaa si o 
imi i nazwisko gracji. 
 Bya to  wzdychajc i wydymajc wargi zadeklamowa Kiro  bya to cioteczna 
siostrzenica pana Benedykta Korczyskiego, panna Justyna Orzelska. 
Dwa cienkie wykrzyki kobiece oznajmieniu temu odpowiedziay. Ale wmiesza si w nie i 
gos mski, ktry przemwi: 
 Wic ta panna, ktrmy jadc spotkali, mieszka tu... jest kuzynk pastwa... 
Pani Emilia do przyoya do czoa; moe w tej chwili uczua bl gowy, ale grzeczna i 
sodka zawsze, gociowi odpowiedzie popieszya: 
15 
 Tak. Justysia jest krewn ma mego, crk jego ciotecznej siostry. Ojciec jej, pan Orzelski, 
przez nieszczliwe zdarzenia utraci swj majtek, a wkrtce potem owdowia. Od tego czasu 
oboje u nas mieszkaj. Justynka, kiedy przybya do nas, miaa lat czternacie, a w tym wieku ju 
s przyzwyczajenia, skonnoci, ktrymi pokierowa trudno... Jest ona zreszt dobr, bardzo 
dobr, tylko oryginaln, ale to tak oryginaln, e nie wiem ju, doprawdy, skd jej si to wzi 
mogo... Zawsze inaczej robi ni wszyscy. 
Wykwintny mczyzna, ktrego binokle poyskiway w cieniu, wymwi: 
 Pikna panna. 
A po krtkiej chwili doda: 
 Jest w jej powierzchownoci jaka wieo, sia, prostota... 
 O!  zawoa Kiro  widzi pani, jak dobrze si przypatrzy... a raz tylko, i to rd drogi, 
cukierek ten widzia... 
Kobieta z obwizan twarz wtrcia: 
 Justynka ma liczn figur... Ja jej zawsze figury jej zazdroszcz... 
Byszczce binokle szybko zwrciy si ku niej. 
 Pani mwi?  cedzc nieco wyrazy zapyta go. 
Moe pani Emilia uczua niewaciwo odezwania si swej towarzyszki, bo szybko wtrcia: 
 Tereniu, nie przedstawiam ci jeszcze nowego ssiada naszego... Gdy by u nas po raz 
pierwszy, leaa na migren czy flukcj*... Pan Teofil Ryc, panna Teresa Pliska, 
towarzyszka moja, niegdy nauczycielka mojej crki, gdy bya ona malutk... Wszake to drugi 
raz dopiero mam przyjemno widzie pana w domu naszym? 
 Tak, pani  z wytwornym ukonem odpowiedzia zapytany  i winszuj sobie, em w tej 
pustej okolicy znalaz dom taki jak pastwa. Zawdziczam to panu Kirle, ktry mi pod tym 
wzgldem owieci... 
 Pan Kiro jest w kadym wypadku najlepszym ssiadem i przyjacielem naszym. 
 Ja, pani, jestem zawsze najlepszym z ludzi i tylko... zapoznanym. 
 W domu naszym przynajmniej znajdujesz pan najzupeniejsze uznanie... 
Kiro ukoni si z galanteri i wdzicznoci, ale doda: 
 Nie u wszystkich, niestety, mieszkacw tego domu... 
 Ale nie! u wszystkich! kt by?... 
 Panna Marta, na przykad, nie uznaje mi...  z komiczn aoci skary si Kiro. 
 O, Marta... Ona taka biedna... zgorzkniaa.... popdliwa... 
 Panna Justyna... 
 O, Justynka! ona tak jest oryginaln... 
 M pani... 
 M mj! On zajty... nietowarzyski... zawsze tylko o gospodarstwie swoim i o interesach... 
Przerwaa i zwrcia si do Teresy Pliskiej, ktra w tej chwili z zachwyceniem 
przypatrywaa si byszczcym binoklom w cieniu siedzcego gocia. 
 Tereniu, daj mi troch wody i proszek bromowy, bo czuj nadchodzcy globus. 
Teresa poskoczya ku toalecie i w mgnieniu oka podaa towarzyszce dane przedmioty. Pani 
Emilia delikatnie, z wdzikiem uja jedn rk krysztaow szklank, drug proszek zamknity 
w dwu okrgych opatkach i tumaczc si jakby z czynnoci, ktrej dokona miaa, do nowego 
ssiada rzeka: 
 Globus histericus... dokucza mi bardzo... szczeglniej kiedy si czym wzrusz... 
zmartwi... 
Tu pokna proszek. Miaa tyle powabu i gracji przy poykaniu lekarstwa, ile jej ma 
wywiczona tancerka w przybieraniu zalotnej pozy. Jednak wida byo, e cierpiaa naprawd; 
rk dotykaa piersi i garda, w ktrych czua nieznone duszenie. 
* F l u k  j a, prawidowo: fluksja  obrzmienie dzise i twarzy wywoane chorob zbw. 
16 
 Czy wiee powietrze ulgi pani nie przynosi?  ze wspczuciem zapyta Ryc.  Moe 
pani okno otworzy rozkae? 
 O, nie, nie!  z ywym przeczeniem zawoaa cierpica kobieta.  Ja si tak lkam wiatru, 
cigw, soca... Od wiatru dostaj zawrotu gowy, od cigw newralgii, od soca migreny... 
Tereniu, podaj mi prosz ci, toaletowy ocet... 
Kiro, cay nad ni schylony, z czuoci szepta: 
 C? czy lepiej troch?... dusi cigle?... moe przechodzi? 
Teresa podajc ocet schylia si te nad towarzyszk: 
 Pocztek migreny? prawda? Mj Boe! i mnie take zaczyna gowa bole... 
Pani Emilia nacierajc skronie octem cichutko szepna: 
 Moja Tereniu, ta Marta nie wraca dotd z kocioa... jestem niespokojna o obiad... id, 
dowiedz si, czy nakrywaj do stou. Czemu ta Marta nie wraca?... Nie wiem, czy gotuj ju dla 
mnie ros... czuj, e nic innego dzi je nie bd moga... Ach, ta Marta nie wraca... 
Z ywoci i gracj podlotka Teresa biega ku drzwiom, gdy szeroko otworzyy si one i do 
gabinetu wszed mczyzna, wysoki, barczysty, siwiejcy, z dugim wsem, ogorza twarz, 
pomarszczonym czoem i wielkimi, ciemnymi oczami, w ktrych na pierwsze wejrzenie nic 
wicej wyczyta nie mona byo nad trosk i prawie ponure zamylenie. Na powitanie 
gospodarza domu, pana Benedykta Korczyskiego, dwaj gocie szybko powstali. Rka, ktr im 
on na powitanie podawa, wielk bya, od opalenia zgrubia. Zimno dotkn doni Kiry, a 
szczerszym nieco, cho obojtnym take, uciskiem obj bia i gadk jak atas, 
wypielgnowan i wychud rk Ryca. Teraz, gdy ten ostatni witajc pana domu w wietle 
okna stan, dokadnie obejrze byo mona powierzchowno jego arystokratyczn i jeszcze 
pikn, cho wyniszczon i cierpic. Wysoki by i bardzo cienki, na maej i zgrabnej gowie 
fryzowa wosy, dlatego zapewne, aby ukry tworzc si nad czoem ysin; twarz jego, o 
rysach prawidowych i delikatnych, skrze biaej i gadkiej jak welinowy papier, wstrzsay co 
chwil nerwowe drgania przebiegajce czoo i brwi. Od pierwszego rzutu oka pozna w nim 
mona byo czowieka bardzo wiatowego, przez fizyczn moe sabo agodnego i z systemem 
nerwowym chorym. Gdy stan obok silnego, barczystego, ogorzaego pana domu, dwie ich 
postacie przedstawiy sprzeczno tak wielk, jak gdyby kady z nich urodzi si i y na innej 
planecie. Jedn tylko cech mieli wspln: obaj wydawali si smutni. Korczyski wielk sw, 
ciemn rk pocigajc w d dugiego wsa usiad przy oknie i patrzc na on rzek: 
 Dzieci nie ma! Od godziny ju by tu by powinny. 
 O, ja take zaczynam by o to niespokojn i zapewne dlatego czuj ju nadchodzc 
migren  odpowiedziaa pani Emilia i z cicha, zwolna uwiadomia swoich goci o tym, e 
oczekuje przybycia na wakacyjne miesice syna ksztaccego si w szkole agronomicznej i crki 
bdcej na jednej z pensji warszawskich. Mwia, e Witold okazywa zawsze zamiowanie w 
gospodarstwie wiejskim  zna odziedziczy to po ojcu  a Leoni wysaa na pensj dlatego, e 
przy swym sabym zdrowiu wychowaniem jej w domu pokierowa nie moga... Zreszt, jest to 
jeszcze dziecko, ma rok pitnasty... 
Kiro, ktry o tym wszystkim dawno ju wiedzia, usiowa zawiza rozmow z panem 
domu. Czyni to nawet z pewnym przymileniem, ktrym widocznie usiowa przeama jakie 
lody lekcewaenia czy urazy. Zacierajc kociste rce i mile umiechajc si rozpocz: 
 Pan dobrodziej nawet w wito okoo gospodarstwa pracuje... 
 A tak  pocigajc wci wsa i pospnymi swymi oczami na przeciwleg cian patrzc 
odpowiedzia Korczyski  dla nas wita nie ma. I owszem, kiedy oficjalici i parobcy wituj, 
najbardziej pilnowa trzeba, aby godem nie zamorzyli koni i byda albo dworu z dymem nie 
pucili... 
Nie bya to waciwie odpowied niegrzeczna, ale ton, jakim wymwion zostaa, czyni j 
obojtn i troch rubaszn. 
17 
 Ale co si tyczy tegorocznych urodzajw  rozpocz znowu Kiro  obiecujce s, bardzo 
obiecujce... 
 A tak  odpar Korczyski  nie wiem jak gdzie, bom od kilku miesicy nie ruszy si z 
domu ani na krok, ale u mnie na polu wcale piknie... Jeeli zbir i zwzka pjd pomylnie... 
 Tysiczki bd, panie dobrodzieju, tysiczki bd z tego licznego Korczynka  zachcony i 
do artobliwego humoru swego powracajc zawoa Kiro. 
Korczyski podnis gow i z urgliwym wyrazem swych smutnych oczu na ssiada 
cieszcego si przyszymi jego tysiczkami popatrza. 
 A ceny?  zapyta.  Czy ona pana dobrodzieja mwia mu, jakie byy i pewno jeszcze na 
ten rok bd ceny na zboe? 
Kiro zmiesza si, ale wnet zatar rce i w miech uderzy: 
 Jak Boga kocham  ze miechem zawoa  ona moja jest tak zawzit gospodyni, e do 
niczego mi nie dopuszcza... do niczego... Pod pantoflem siedz po uszy... Ale mnie z tym 
dobrze i jej take... Bo i c, panie dobrodzieju, na tej ndznej folwarczynie mielibymy oboje 
do roboty? Albo ja, albo ona... A poniewa ona chciaa... 
Korczyski umiechn si i zwrci twarz w stron, w ktrej staa gotowalnia jego ony. Od 
tej gotowalni zaleciay go zmieszane zapachy toaletowego octu, ryowego pudru i rezedowej 
perfumy. Pocign wsa i zwracajc si do ony rzek: 
 Moe by okno otworzy? straszny tu zaduch! 
 O, nie!  agodnie odpowiedziaa pani Emilia  wiesz o tym, e ja nie mog siedzie przy 
otwartych oknach... 
 Gupstwo  mrukn Korczyski.  Musisz chorowa w takiej zadusze siedzc. 
Delikatna, cierpica kobieta spona rumiecem. Zawstydzia si rubasznoci ma, okazanej 
wobec mao jeszcze znanego gocia. Spucia powieki, dotkna doni piersi i garda, umilka. 
I wszyscy przez chwil milczeli. Czu byo, e w zadusze tego pokoju wszystkim zrobio si 
duszno. Pani domu coraz bezwadniej chylia si na swym szezlongu; Kiro usunie posuwa ku 
niej wyszyte na kanwie poduszki; Korczyski dugi ws swj na gruby palec nawija; binokle 
Ryca byskay w cieniu ciekawie i jako drwico. W tej chwili kdy z dou sysze si day 
pluski wody i przecige, basowe woania. Korczyski i Ryc jednoczenie spojrzeli w okno. 
Za oknem, za przezroczyst cian klonw, po bkitnym Niemnie pyny tratwy, w mowie 
miejscowej pytami zwane. Jeden za drugim pod ciemn cian boru wieczcego wysoki brzeg 
rzeki pyny zote w socu, a stojcy u sterw pytnicy*, w biaej odziey, silni jak wodne 
olbrzymy, nadajc rudlom* cikie pobroty, uderzali nimi po wodzie, ktra z wielkim pluskiem 
tryskaa w perlistych kaskadach. Zarazem ludzie ci rozmawiali z sob dugimi, basowymi 
krzykami, ktre obijay si o br ciemny i wywoyway w nim gone echa. Po przeciwlegym 
wybrzeu, pod gstym borem, chodzili ludzie rni, pojedynczo i gromadnie, w szarych i biaych 
ubraniach; gdzieniegdzie, nisko nad rzek, skrzydlatymi punktami przelatyway rybitwy; w 
jednym miejscu rybackie czenko krto przelizgiwao si pomidzy pytami; w klonach 
szczebiotay szczygy, gwizdaa wilga, zanosia si od krzyku czeczotka. wiat cay sta w 
cudnej pogodzie jak czara nalana bkitem i zotem. 
 Pikna miejscowo  rzek w zamyleniu Ryc. 
Korczyski wskaza mu pracujcych okoo rudli pytnikw. 
 Ci ludzie nie maj take wita... 
Ryc zdj binokle i dug sw atasow rk powid po zmitym i drgajcym czole. 
 Mnie si zdaje  rzek  e oni zawsze maj wito. S zdrowi, silni i jakimkolwiek jest ich 
ycie, y chc... 
* P  y   i k  czowiek kierujcy tratw (pyt), oryl, flisak. 
*  u d e l  ster. 
18 
 Moe pan ma suszno  po krtkim namyle odpowiedzia Korczyski.  Praca 
nieszczciem nie jest; idzie tylko o grunt, na ktrym czowiek pracuje, i o... skutki. Jeeli co 
krok gow o mur uderza si musisz i myle, e wszystko, cokolwiek by zrobi... na diaba 
zda si... 
Machn rk i umilk. Ryc cierpicymi swymi, ale inteligentnymi oczami z zajciem 
spoglda na ogorzae, zorane czoo i w d spuszczone wsy obywatela. 
 Do czego pan ostatnie sowa swe stosujesz? zapyta. 
Spod wypukych powiek due, piwne oczy Korczyskiego podniosy si na twarz gocia i 
utony w niej wejrzeniem gbokim i przejmujcym. 
 Jak pa myli?...  zacz i zawaha si z dalszym mwieniem. Ogarna go widoczna, a 
dziwna w tak silnym czowieku niemiao. 
 Jak pan myli?  zacz znowu  czy w teraniejszych czasach ci nawet z nas, ktrzy 
pienidzy nie marnuj i jak woy pracuj, zdoaj... to... tamto... tego... 
renice jego byskay przelatujcymi w nich iskrami; patrza cigle w twarz gocia i koniec 
wsa do ust woywszy przygryza go zacz. Widocznym byo, e Ryc nie wiedzia dobrze, 
co mu odpowiedzie wypadao. Nad przedmiotem zaczepionym przez Korczyskiego myla 
zapewne niewiele; moe te obchodzi go on niewiele. 
 Kt to moe przewidzie?  zacz.  Czasy s cikie. Ja zreszt te strony znam tak 
mao... wieym przybyszem jestem... 
 Nie o te strony idzie  ywo podj Korczyski  pod tym wzgldem wszystkie strony u nas 
s sobie rwne. Nieche mi wic pan powie przynajmniej, jak jest tam, gdzie pan mieszkae... 
Ryc z niedbaym umiechem, cho z silnym drganiem czoa i brwi odpowiedzia: 
 Osobicie przedstawiam przykad zasmucajcy... Moje tamtejsze majtki s dla mnie 
stracone... 
 Wiem o tym, ale to co innego!  zawoa Korczyski.  Pan z urodzenia bye wielkim 
panem... No, a to... tamto... Ale chciabym co wiedzie o obywatelstwie rednim, takim na 
przykad jak ja, siedzcym na dziesicinach* ziemi kilkuset, tysicu... troch wicej... 
wiatowemu i do wszystkiego przyzwyczajonemu czowiekowi odpowiedzi na pytania 
wszelkie zupenie zabrakn nie mogo. Pocz wic opowiada o finansowym i gospodarskim 
stanie rednich majtnoci ziemskich nad Sucz pooonych, a czy opowiada dokadnie lub 
niedokadnie, prawdziwie czy nieprawdziwie, o to widocznie nie dba. Nie zajmowa si tym 
bardzo ywo, moe uwaa to sprawozdanie za prn dla siebie fatyg. Ale mwi pynnie, do 
wykwintnej polszczyzny mieszajc troch francuskich wyrazw, od czasu do czasu, zrcznie i 
grzecznie, tumi nerwowe poziewanie. 
Z dala od okna, w przyciemnionym nieco rogu pokoju, prowadzia si inna, znacznie cichsza 
rozmowa. Kiro, ku gospodyni domu pochylony, mwi do niej o czym pgosem, z wyrazem 
ubolewania naprzd, a potem tak jowialnej artobliwoci, e na koralowe jej usta z wolna 
powraca umiech. Z wdzicznym na ssiada swego spojrzeniem wyrzeka: 
 Pan zawsze pocieszy i rozweseli mi musisz... O, gdyby mi pana jeszcze zabrako... 
 Po co ma zabrakn?  oburzy si Kiro.  Kiedy ju tyle lat... 
Ukone wejrzenie rzuci na pana domu, bardzo w tej chwili zajtego rozmow z Rycem. 
Potem szare, byszczce oczki jego wpiy si w delikatne policzki pani Emilii, a kocista rka 
posuwaa si z wolna ku jej rce, ktra na ksztat listka lilii spoczywaa na zwojach jedwabiu. 
 Biedna pani!  szepn  ju ja dzi musz co takiego zrobi, eby pani rozweseli. 
Za oknami na bkitnym Niemnie cikie rudle wci uderzay w wod wywoujc pluski 
perlistych kaskad; lekki wiatr szumia w klonach i mieszay si z nim fruwania ptasich skrzyde. 
Na przeciwlegym wybrzeu, w ciemnym borze, ludno wiejska zbieraa pewno poziomki lub 
zioa, bo w gbi boru odzyway si nawoywania: 
* D z i e  i   i  a  rosyjska miara powierzchni ziemi (1,09 ha). 
19 
 Hu! ho! hej! hop! hop! 
Jednoczenie z wntrza domu, ale z dala, jakby znad sufitu, osabione odlegoci sysze si 
dao granie na skrzypcach. Chwilami rozpozna mona byo, e w grnej czci domu kto z 
wielk precyzj i umiejtnoci gra jak wielk i trudn kompozycj muzyczn. 
Kirle te skomplikowane i pracowicie wywoywane tony skrzypiec jakby co na pami 
przywiody. Umiechn si filuternie, doni po kolanie uderzy; wybieg przez drzwi do salonu 
prowadzce, szczelnie je za sob zamykajc. 
W jadalnej sali, dokoa dugiego stou ciko, lecz wawo krztaa si Marta Korczyska, 
ktra przed kilku zaledwie minutami wrcia ze swej dalekiej przechadzki. Wielki somiany jej 
kapelusz lea na jednym z krzese, a gowa, z cienkim warkoczykiem przymocowanym z tyu 
wielkim grzebieniem, pilnie schylaa si nad nakryciami, stwierdzajc porzdek ich i czysto. 
Przyrzdzaa saaty i kompoty, przynosia butelki z winem, co chwil wybiegaa, a powrciwszy, 
z brzkiem kluczy otwieraa szuflady kredensowej szafy i urzdzajc, ustawiajc, przyozdabiajc 
wszystko, pantoflami wyszytymi w czerwone re gono klapaa o podog. Dopomaga jej w 
tym gospodarskim zajciu jeden tylko kredensowy chopak, przyodziany porzdnie i wawy, ale 
niedorosy i lepo tylko rozkazy jej speniajcy. Cztery wiorsty* usza dzi tam i na powrt, nie 
odpoczywaa ani minuty, a nie zna byo na niej strudzenia. Chrzkaa, kaszlaa, gderaa i 
napdzaa maego lokaja, a pomimo cikoci chodu swego i pedantycznej dokadnoci, z jak 
speniaa rzecz kad, zwijaa si tak prdko, e w niespena kwadrans st by ju na dziesi 
osb nakrytym i wszystko do obiadu przygotowanym. Chopak chleb kraja, a Marta wkadaa go 
do serwet, kiedy z dalszych pokojw wbiega do jadalnej sali Teresa Pliska, w rce klasna i z 
wybuchem radoci zawoaa: 
 A! pani ju tu, panno Marto! i wszystko do obiadu przygotowane! Jake to dobrze! Pani 
Emilia bya bardzo niespokojn. 
 I niepotrzebnie!  ofukna stara panna  niech swoich robtek i swojego sabego zdrowia 
patrzy, a co si tyczy domu, to ju do mnie to naley. 
 To nic  szeptaa Teresa  ale ona zawsze o wszystko niespokojna. I teraz dostaa globusu, i 
zacza ju dostawa migreny... 
 Naturalnie! a poziewania jeszcze nie dostaa?... 
 Jeszcze nie, chwaa Bogu!  zupenie serio i nawet z rzeteln dla Nieba wdzicznoci 
odpara towarzyszka pani Emilii. 
 A Benedykt w domu? 
 W domu, tam, z gomi i on... Znowu gniewa si, e pani i Justynka piechot poszycie 
do kocioa. Mwi, e w wito konie nie zajte... 
 To niech odpoczywaj, a jak odpoczn, lepiej si potem do gospodarstwa zdadz... Wieczna 
gupota! Czy to my ksiniczki; ebymy pieszo chodzi nie mogy? Uf! nie mog! 
Kaszel j porwa, ale trwa krtko, bo wstrzymywaa si z caej siy, i naga myl jaka 
piorunem, zda si, uderzya o ca jej istot. Gono splasnla rkami i do okna poskoczya. 
 A dzieci jak nie ma, tak nie ma!  zawoaa. 
Teresa tymczasem liczya na stole nakrycia. 
 Na dziesi osb, jak mam kocham, na dziesi osb nakryto!  piskliwie zawoaa.  Czy 
wicej goci dzi przyjedzie? bo nas domowych sze, a dwch panw  to osiem... a tu na 
dziesi... czy kto jeszcze przyjedzie? 
 Dwch konkurentw do ciebie przyjedzie! z gniewn ironi krzykna Marta.  Albo 
mao naczekaa si jeszcze na nich? No, to dzi trzech bdziesz miaa od razu. Pan Ryc ju 
jest, a dwch jeszcze przyjedzie... 
Zacza mia si tak, e a zy nabiegy do szyderskich, ognistych jej oczu. Teresa, 
zarumieniona troch, dobrodusznie jej w twarz patrzaa. 
* W i o    a  dawna ros. miara dugoci (1,067 km). 
20 
 Co te pani wygaduje! Pan Ryc... gdzieby on tam mg... taki wielki pan... cho, 
doprawdy, tak jako patrza... ej! oni wszyscy tacy... ci mczyni... Ale naprawd, kto wicej 
przyjedzie?... moja droga pani, prosz mi powiedzie, kto przyjedzie? 
I szczupymi ramionami swymi z dziecinn prawie pieszczotliwoci obj usiowaa grub 
kibi i cienk, t szyj towarzyszki. Ale ona gwatownie wyrwaa si z jej obj. 
 A dzieci!  krzykna.  To Widzio i Leonia powinni ju od godziny by tutaj... Moe cho 
na obiad nadjad... 
 A, prawda  z widocznym uczuciem rozczarowania szepna Teresa  zapomniaam... 
 
Zapomniaa, zapomniaa...  gniewnie ku szafie kredensowej idc zamruczaa Marta.  
Moe i matka zapomniaa take... o dzieciach zapomniaa... Co im w gowie? Romanse i 
apteka... Wieczna gupota!... A dzieci jak nie ma, tak nie ma!... O Boe mj, Boe! gdyby 
tylko nie jaki wypadek... bo z tymi kolejami elaznymi wszystko by moe... 
 
Znowu stana twarz ku oknu, gow wielkim grzebieniem sterczc trzsa i pk 
kluczw gono dzwoni w jej rku. 
W teje chwili za przymknitymi drzwiami sali jadalnej dao si sysze szybkie ze 
wschodw zbieganie, potem szamotanie si jakie, mocowanie, dwa gosy mskie, z ktrych 
jeden zdawa si o co nalega, a drugi od czego wyprasza... struna jaka kilka razy brzkna, 
na koniec, dalej ju, w gbi domu, wybuchn gony miech Kiry... Marta, zapatrzona w szlak 
drogi, zza rozwartej bramy dziedzica widzialny, na szczeglny haas ten nie zwrcia adnej 
uwag, ale Teresa rzucia si ku drzwiom  naprzd przez nie ciekawie gow wychylia, a potem, 
z cienkim i uszczliwionym chichotem, drobnym swym dziewczcym krokiem przez sienie i 
salon pobiega. W gbi salonu drzwi od pokoju pani Emilii otworzyy si gono i zjawi si w 
nich Kiro miejcy si i cigncy za sob kogo bardzo pociesznie w samej rzeczy 
wygldajcego. By to staruszek redniego wzrostu, ale tuszy dobrej i w rodku figury 
szczeglniej wydatnie zaokrglonej, z okrg, biaymi jak mleko wosami okryt gow, z 
okrg take, pulchn, rumian twarz. Wrd tej twarzy pulchne, rumiane usta umiechay si 
teraz z pen zmieszania dobrodusznoci i bkitne jak turkusy oczy patrzay z wyrazem wstydu 
i zalknienia. To zmieszanie i zalknienie rdo swe mie musiao w ubiorze bardzo 
niestarannym, bo skadajcym si tylko z szerokiego, z kwiecistej materii sporzdzonego 
szlafroka. Jedn rk trzymajc smyczek i zarazem powstrzymujc od rozchylania si poy 
szlafroka, drug ten biaowosy i agodny starzec przyciska do piersi skrzypce. Przy tym bronic 
si przewanej sile, ktra go naprzd pocigaa, usiowa wci cofa si i rami swe z doni 
Kiry wyrwa. 
 Pu mi pan...  szepta i wykrzykiwa gono  jake mona? przy damach... w 
szlafroku... 
Ale Kiro wcign go do pokoju, przy czym do Ryca zwrcony perorowa zacz: 
 Przedstawiam nowemu ssiadowi naszemu najznakomitszego muzyka okolicy naszej... 
przepraszam! Litwy... a moe i Europy... Zaniedbany ubir jego przebacz mu nawet damy, 
poniewa jest artyst. Od urodzenia podobno a do dnia dzisiejszego pracuje nad muzyk. 
Majtek, panie, przepracowa... Ale gra za to... gra... 
 Pu mi pan... przy damach... przy nieznajomym czowieku...  wyprasza si  w celu 
wyrwania si nowe, a coraz mieszniejsze wysilenia czyni staruszek. 
Nieznajomy czowiek, czyli Ryc, ze zdumieniem na t scen patrza i nie tylko nie mia 
si, lecz delikatne wargi jego przybray wyraz niesmaku. Korczyski, oswojony zna z dobrym 
humorem Kiry i jego objawami, spoglda przez okno na klony i rzek; panie, Emilia i Teresa, 
miay si: pierwsza cichutko i z niejakim zawstydzeniem, druga goniej i z rozkosz. Kiro, 
zachcony powodzeniem swym wobec dam, a na obecnych mczyzn ju nie zwaajc, z 
komicznymi gestami i minami dalej prawi zaczyna: 
21 
 Id sobie na gr, aby naszego kochanego artyst odwiedzi... sysz: gra! Dobrze, myl, 
nieche przyjdzie zagra dla nas... Wymawia si, e nie ubrany... Co tam! tym lepiej... artyci 
podobno, panie, zawsze nie ubrani i nie umyci... 
Wtem zza plecw szamoczcego si i ju widocznie udrczonego starca wysuna si moda 
kobieta w czarnej sukni, wybornie uwydatniajcej jej siln i zgrabn kibi. Wyprostowan bya i 
gow otoczon czarnym warkoczem wysoko podnosia. Wrd miaej twarzy szare jej oczy 
wydaway si teraz prawie czarnymi i w twarz Kiry cisny pomienie gniewu. Na nikogo z 
obecnych nie spojrzawszy zwrcia si ku otwartym drzwiom salonu i zawoaa gono: 
 Mars! Mars! 
Na to woanie zjawi si w progu pies myliwski, ulubieniec pana domu, wielki, czarny 
ponter*. Kobieta krtkim gestem wskazaa go Kirle. 
 Oto jest Mars  rzeka  wybornie umie on warowa, aportowa i przez kij skaka. 
Zawoaam go tu dla zabawy pana! 
Gos jej troch dra, usta zblady i z oczu znowu trysny pomienie. Powoli jednak i 
agodnie uja rami starca. 
 Chod, ojcze!  rzeka. 
Kiedy wyprostowana, z podniesion gow i bladym, lecz nie zmconym profilem prowadzia 
przez wielki salon siwowosego, troch przygarbionego i skrzypce swe do piersi przyciskajcego 
starca, przypomnie moga Antygon*... 
 Wspaniaa!  zza binokli swych cigajc j spojrzeniem szepn Ryc. 
Kiro nie zmiesza si ani na chwil i z nowym miechem szepta do ucha Teresy co, od 
czego rumienia si i najmilszym umiechem rozjaniaa jej okrga, rumiana, w owaln ram 
chusteczki ujta twarz. Korczyski mota ws na palec i par razy, do siebie wicej ni do 
innych, przemwi: 
 Dzieci nie ma! dziwna rzecz! dzieci nie ma! 
Ryc gospodyni domu nie mg dugo w osamotnieniu zostawia. Tote z wyrazem 
wspczucia zapyta j, czy na nerwy przewanie choruje, a otrzymawszy twierdzc odpowied, 
z ywsz jeszcze sympati mwi zacz o oglnym teraz usposobieniu do chorb nerwowych i 
trudnoci znalezienia na nie radykalnego lekarstwa. 
 Co do mnie  rzek  znam jedn tylko paliatyw*, ktra niechybnie o wczesn mier 
przyprawia, ale chwilowo przynajmniej zaspokaja potrzeb wrae i daje zapomnienie... o 
wszystkim... 
Pani Emilia jak do modlitwy rce zoya. 
 O, c to jest?  zawoaa. 
 Morfina  z niedbaym umiechem szepn go. 
Ze zniechceniem rk skina. 
 Nie  rzeka z cicha  mnie si zdaje, e jedynym lekarstwem pewnym byoby zadowolenie 
wyszych potrzeb istoty naszej, potrzeb serca... wyobrani... szlachetnych gustw... Ale kt jest 
tak szczliwym, aby mc spenia wszystkie marzenia swoje, aby dysonanse ycia nie 
zatruway mu ducha i ciaa?... 
 Bywaj te ludzie, ktrzy speniaj wszystkie swoje marzenia i od zbytku tego szczcia 
staj si... nieszczliwymi...  z ledwie dostrzegaln ironi odpar go. 
Znowu drzwi od salonu otworzyy si z oskotem i zjawia si w nich na oka mgnienie wielka 
posta Marty. 
* P o   e   wye. 
* A   y g o  a  wg mitologii greckiej crka krla Teb, Edypa. Gdy Edyp na skutek nieszcz rodzinnych wydar 
sobie oczy  opiekowaa si nim Antygona.
* P a l i a  y w a (ac.)  rodek przynoszcy tymczasow ulg w chorobie; prodek. 
22 
 Dzieci jad! dzieci... jad!  krzykna swym grubym, ochrypym gosem i wnet jak wicher 
rzucia si w kierunku sieni. 
W uszach obecnych zabrzmia tylko gos jej jak ogromn radoci nabrzmiay, a w oczach 
wiony koce mantyli i zamigotay czerwone re pantofli. Korczyski, jakby wybuchem 
jakiej palnej materii z krzesa poderwany, dwoma krokami przesadzi pokj i znikn. Pani 
Emilia bardzo powoli podniosa si z szezlonga. 
 Tereniu, droga moja... daje mi paszcz, rkawiczki, chustk na gow... 
Teresa w kilku fertycznych poskokach podaa dane przedmioty i do przywdziania ich 
dopomoga. Potem zacza sama owija si ciepym szalem, wsuwa na rce troch podarte 
rkawiczki, zawizywa na gowie wczkow chustk. 
Pani Emilia postpia par krokw. 
 Tak, doprawdy, osabiona dzi jestem...  z cicha zacza  e nie wiem... czy zdoam wyj 
na spotkanie moich dzieci... 
Rce jej wspierajce si o st dray i sycha byo niemal przypieszone bicie jej serca. Nie 
udawaa: bya istotnie bardzo zdenerwowan i sab. Kiro popieszy z podaniem jej ramienia. 
Wsparta na nim sza przez salon, jak wiotka trzcina chwiejc si prawie i z szelestem cignc za 
sob zwj jedwabiu. 
Wkrtce na ganku utworzya si grupa osb, na ktrej czele sta Korczyski, do niepoznania 
prawie zmieniony, bez ladu uprzedniej ponuroci w byszczcych oczach, prawie bez 
zmarszczek na czole, z umiechem radoci pod dugim i w d opuszczajcym si wsem. Na 
zapade policzki tu za nim stojcej Marty wybiy si okrge, ogniste rumiece; renice jej 
patrzce na drog, rd ktrej wida byo szybko ku bramie zbliajcy si punkt czarny, 
przygasy i zwilgotniay; zwidymi, umiechajcymi si usty cichutko szeptaa: 
 Anioki! kotki! robaczki moje! 
Kady by odgad, e ci, ktrych tu wita miano, rzuc si naprzd w objcia tych dwojga 
ludzi. W gbi ganku, u samych drzwi wchodowych, Teresa z pomoc Kiry ustawiaa 
przyniesiony z salonu fotel, na ktry wnet bezwadnie opucia si pani Emilia. Do Teresy 
szepna: 
 Troch laurowych kropli, moja Tereniu... 
A do Kiry: 
 Wr pan do pana Ryca. Niepodobna przecie, aby zostawa sam jeden... 
Po kilku minutach przed ganek zajechaa czterokonna bryczka, z ktrej razem prawie 
wyskoczyo dwoje modziutkich ludzi: wysmuky, zotowosy chopak i niedorosa, zgrabna 
panienka. Wybuchy pocaunki i zapytania; gosy zmieszay si. Sycha byo huczenie Marty, 
miech podlotka, szybk mow modzieca, spazmatyczne kanie pani Emilii, piskliwe wykrzyki 
Teresy przyzywajcej pomocy sucych dla odprowadzenia pani do pokoju. 
Ryc i Kiro z roztargnieniem przypatrywali si tej scenie przez jedno z okien domu. Mao 
ich ona obchodzia. Nagle Ryc twarz od okna odwracajc zapyta: 
 Kt to jest ta panna Orzelska? 
Kiro wybuchn miechem. 
 Oho! wpada panu w oczko, co? Nieszpetna, co prawda, ale dla mnie niesympatyczna... 
zimna... rubaszna... oryginalna... 
Wzruszy ramionami i usta wyd. 
 Gusta s rne  flegmatycznie odpar mody pan i malutk pik pocz bardzo uwanie 
robi co okoo swych piknych paznokci. 
 Biedna? Bez posagu?  zapyta po krtkiej chwili. 
 Pi tysicy ma na procencie u pana Benedykta. C to za posag... Wcale posagu adnego 
nie ma... a dumna przy tym jak ksiniczka i za jak szersze. 
 Zauwayem to wanie przed chwil... 
23 
Ironiczny troch umiech przebieg mu po cienkich ustach. 
 Z temperamentem dziewczyna...  doda. 
Kiro swymi byszczcymi, widrujcymi oczkami uwanie mu w twarz popatrza. 
 Ej, nie zapalaj si pan tak prdko!  z wyranym niezadowoleniem zawoa.  
Temperament! temperament! By, ale ju wywietrza. 
Czarne, wskie brwi modego pana silniej ni zwykle drgny, a drgnienie to udzielio si 
czou i przebiego skr czaszki, a pod przerzedzonymi i ufryzowanymi wosami. Zupenie 
jednak obojtnym a nawet artobliwym gosem zapyta: 
 C tam takiego byo? 
Kiro znowu filuternym sta si. 
 Pamitasz pan Zygmunta Korczyskiego, tego malarza, ktrego spotkalimy u Darzeckich? 
 Pamitam, wcale przyzwoity czowiek i podobno nie bez talentu... ona jego adna, maa 
blondynka... C wic? 
 No... on i panna Justyna... 
 Romans?  dorzuci pan. 
 I jaki!  wybuchn Kiro. 
 Ju z onatym? 
 Ale gdzie tam! od dziecistwa prawie... jak zwykle pomidzy kuzynami... 
 A! dlaczeg wic?... 
 Dlaczego nie pobrali si? Ale i mowy o tym by nie mogo... Familia... i on sam... 
Duej rozmawia nie mogli, bo towarzystwo cae z ganku wchodzio ju do sieni i zaraz 
wej miao do salonu. 
Tymczasem po wschodach, niegdy politurowanych i ozdobnych, dzi tylko czystych i 
caych, Justyna wprowadzia ojca do grnej czci domu, gdzie pord obszernego strychu 
urzdzonym by wski korytarz z dwoma naprzeciw siebie otwierajcymi si pokojami. Jeden z 
tych pokojw nalea do Ignacego Orzelskiego i by zarazem sypialni nocujcych tu czasem 
goci. Justyna opucia rami ojca i wyjwszy mu z rk skrzypce, umiecia je w stojcym na 
stole podugowatym pudle. Czynic to, z cicha i troch szorstko rzeka: 
 Dlaczego, ojcze, pozwalasz zawsze temu panu arty z siebie... 
Urwaa i uczynia rk gest zniechcenia. 
 Po co ja to mwi! Tyle ju razy prosiam... przedstawiaam... Nic nie pomaga... i nic nie 
pomoe!... 
Wzia dzbanek stojcy w kcie pokoju i zacza ze wod do miednicy nalewa. Stary w 
rozwartym szlafroku i zupenym pod nim negliu sta na rodku pokoju, zakopotany troch i z 
jednostajnym wci, dobrodusznym umiechem na ustach. 
 Widzisz, moja Justysiu  zacz  eby ty wiedziaa, jak to trudno... zreszt... c to 
szkodzi! 
 O!  zawoaa  wanie pragnabym, aby ojciec uczu... 
Umilka znowu, zawiesia rcznik obok miednicy i na jednym ze stow ustawia mae 
lusterko. Stary tymczasem drobnymi krokami zbliy si do skrzypiec i ju je z puda wyjmowa 
zacz. Justyna delikatnie i powoli instrument znowu na uprzednim miejscu zoya. 
 Trzeba si ubiera, ojcze! zaraz zawoaj nas do stou... 
 A! do stou  powtrzy stary.  Dobrze... dobrze... bo ju i godny jestem... A nie wiesz tam 
czasem, co na obiad bdzie? 
 Nie wiem  odpowiedziaa i uoya obok lusterka wszystkie przybory do golenia si i 
czesania suce. 
 Wszystko gotowe, ojcze... 
Stary nie rusza si i z ukosa na skrzypce spoglda. 
 A moe bym ja troch jeszcze pogra? 
24 
 A obiad?  zapytaa Justyna. 
 A prawda... obiad! Pewno dzi co smacznego dadz, bo gocie s... Pytaem si nawet 
panny Marty z samego rana, co tam na obiad bdzie, ale czy ona kiedy po ludzku do kogo 
przemwi! Burkna... chrzkna... czchna i na d poleciaa... a mnie ju na d nie chciao 
si schodzi... wypiem wic kaw z sucharkami, troszk szynki zjadem i graem sobie... Szynki 
w tym roku doskonale urzdzia... i sucharki jej zawsze doskonae... w ustach topniej... caca! 
Powoli, leniwie usiad przed lusterkiem i do robienia toalety swej przybiera si zacz. 
Justyna prdko i zrcznie czycia miotek surdut ojca. Stary zachmurzy si. 
 Ot to  gderliwym tonem zacz  jak tylko gocie przyjad albo co tam innego stanie si, 
Franek u mnie ani nosa nie pokae... Jeden ten chopiec do wszystkiego... i przy kredensie, i do 
stou usuguje, i mnie, i panu Benedyktowi... Do czego to podobne, aby w takim domu... nie byo 
komu wody poda i surduta oczyci? 
 Ju oczyszczony!  odpowiedziaa Justyna. 
 Oczyszczony... oczyszczony...  gdera stary. A kt go oczyci? Ty sama! Czy to 
piknie, aby panienka surduty czycia?... do czego to podobne? 
Po ustach Justyny przemkn umiech. Stana na rodku pokoju i zamylia si chwil. 
 Jak ja std wyjd  rzeka  ojciec znowu gra zacznie... 
 A moe...  odpar stary  to i c? 
 Teraz nie mona  odrzeka  bo jak na obiad zawoaj, trzeba, aby ojciec by ju ubrany... 
Lepiej moe pudo na klucz zamkn... 
 No, no! nie zamykaj... nie zamykaj!... 
Nic ju nie odpowiadajc zakrcia may klucz w zamku, schowaa go do kieszeni i wysza. 
Drugi pokj na grze, niezbyt may i bardzo czysty, o dwu kach i umeblowaniu 
skromnym, lecz dostatecznym, stanowi od lat kilku wsplne mieszkanie Marty i Justyny. W tym 
pokoju Justyna stana przed otwartym oknem i rozplotszy warkocze, powolnym ruchem 
rozczesywa zacza gstwin czarnych wosw, w ktre podczas rannej przechadzki wpltay 
si zielone igy i modziutkie gazki soniny. 
Na Niemnie ruch usta zupenie. Tratwy przepyny, rybackie czna zniky, samotno 
zalega pynce bkity wody, nad ktrymi czasem tylko w olniewajcej wiatoci sonecznej 
szybko i krto przelatyway poyskliwe jak atas rybitwy. Na cich wod wypyna d maa, 
od jednego brzegu do drugiego wiozca dwch ludzi. Jeden z tych ludzi siedzia na dnie odzi i 
twarz nad wod pochyla tak, jakby z zajciem przypatrywa si podwodnej rolinnoci, ktra tu 
i wdzie wybijaa si na powierzchni kpami okrgych lici i tych kwiatw wodnych lilii. 
Drugi, wysoki, w stojcej postawie rozgarnia wiosem wod zataczajc dokoa odzi koliste 
bruzdy. Justyna spostrzega, e ten przewonik, wstrzymawszy nieco ruch wiosa, z podniesion 
twarz patrza chwil na dom, u ktrego szczytu staa ona w otwartym oknie. Potem, gdy ju 
d przybia do brzegu, czowiek w, wyskoczywszy na przeciwlege wybrzee, stan i znowu 
w tym samym kierunku spojrza; ale wnet, na ksztat grskiego jelenia, prdko i zrcznie 
wbiega zacz na wysok, piaszczyst cian. Od chwili do chwili zatrzymywa si i podaniem 
rki albo podoeniem doni pod okie dopomaga towarzyszowi, ktry wstpowa na gr 
znacznie powolniej, z trudnoci, z przygarbionymi troch plecami i pochylonym karkiem. 
Pierwszy z tych dwu ludzi ubrany by w kurt z siermigowego sukna zielonymi tamami 
przyozdobion, drugi mia na sobie dug kapot, a na gowie pomimo gorca wielk, barani 
czapk. Wkrtce obaj zniknli za pierwszymi drzewami boru. Ale zaledwie zniknli, z boru 
wybuchna i pod same zda si oboki wzniosa si pie mskiego, silnego gosu: 
Wysza dziewczyna, wysza jedyna, 
Jak rowy kwiat, 
Oczy zapakaa, rce zaamaa: 
25 
Zmieni si jej wiat. 
Czego ty paczesz, czego narzekasz, 
Dziewczyno moja?... 
Gos piewajcego oddala si, oddala si w gbokoci boru i przycicha, natomiast z boru 
ozway si powitalne czy wzywajce woania: 
 Hu! ho! hej! hop! hop! 
Kto basowym gosem przecigle woa: 
 Jan-ku! Jan-ku! bywaj! a by-waj! 
Jaka kobieta cienkim i ostrym gosem u samego brzegu lasu na skoczn nut zapiewaa: 
Kiedy ci piewam, luby walczyku, 
Myl o moim miym chopczyku... 
I urwaa, a cisza wraz ze wiatoci soneczn stany znowu, nie zmcone, od samego nieba 
do ziemi. 
26 
III 
Benedykt Korczyski nalea do niewielkiej w jego pokoleniu liczby ludzi, ktrzy odbyli 
wysze naukowe studia. Zawdzicza to czasom, w ktrych upyna modo jego ojca, tym 
czasom, ktre wiata swe i wzloty otrzymyway od wielkiego i szeroko promieniejcego 
ogniska. Ogniskiem tym, w samym sercu prowincji roznieconym, bya akademia wileska*, a 
Stanisaw Korczyski, syn napoleoskiego legionisty*, by przez czas jaki jej wychowacem. 
To zapewne, a moe take rodowe skonnoci, ktre nie zawsze, ale czsto jak krynica w ono 
ziemi w grunt wielu pokole wnikaj, uchroniy go od zarazkw unoszcych si zwykle nad 
stojcymi wodami. Na gruncie paszczynianym wytwarzajcym gotowe dostatki, pod skalistym 
sklepieniem rozpd wzrokw i ruchy ramion tamujcym, spoeczestwo byo wod stojc, 
pen zarazkw ogupienia, zezmysowienia si, lenistwa i apatii. Organizmy ludzkie  biedne te 
gbki, ktre stosownie do drzewa, na ktrym rosn, wsikaj w siebie rozkadajce lub krzepice 
soki  przeciw zarazkom broniy si, jak mogy. Mnstwo ulego; pewna jednak liczba uzbrojona 
do walki w odziedziczone lub zdobyte siy opara si zwycisko. Do ostatnich nalea ojciec 
Benedykta. Pord stref, na ktrych, jak zotogowy, pospolite tkaniny lub cierki, zawieszaj si 
ludzkie ycia, to ycie nie wzbio si bardzo wysoko, ale te i na niziny nie spado. Moe ono i 
miao skrzyda, ktre w atmosferze gnijcej do niczego suy nie mogc przeksztaciy si w 
proste szczuda, uyteczne tylko do chodzenia po bagniskach bez obocenia si i ugrznicia. 
Ale istnienie takich szczude w pewnych warunkach gruntu i atmosfery wiadczy najpewniej o 
posiadanych niegdy zacztkach skrzyde. Do, e trzej synowie Korczyskiego dziecistwo 
swe spdzili w atmosferze wolnej od zgniych oddechw rozpusty i tyranii, owietlonej nie 
socem wprawdzie, ale przynajmniej gwiazd cnoty, oywionej nie czynami, ale przynajmniej 
utajon do nich zdolnoci ojca. Wielkie wraenie w caej okolicy i nawet w caym powiecie 
wywoa postpek Korczyskiego, gdy synw swych wysa on po skoczeniu przez nich szk 
rednich do wyszych naukowych zakadw. Po co? dlaczego? Nie mieli oni odziedziczy po 
nim znacznego obszaru piknej i yznej ziemi, na ktrym y i panowa bd sobie mogli, jak 
panowali i yli przodkowie? Nie byli szlachcicami, obywatelskimi synami? nie mieli zatem z 
prawa urodzenia, przysugujcego im stanu, pooenia w wiecie  punktu wyjcia dla 
spokojnego ycia? Nie wszyscy postpkowi Korczyskiego nadawali nazw dziwactwa: byli i 
tacy, ktrzy czynili to samo; ale powana wikszo wzruszaa ramionami. Gdyby wtedy w 
cieniu bliskiej przyszoci zajrza by wrbiarz jaki, na cae gardo, na cay wiat zamiaby si 
z tych dumnych, ufnych, takich pewnych! Korczyski wrbiarzem nie by i wszystkiego, co w 
bliskiej przyszoci sta si miao, nie przewidywa; tak dalece nie przewidywa, e gdyby 
ktokolwiek rozwin by przed nim obraz przeznacze jego synw, alboby unis si zgroz i 
rozpacz, alboby mia si na cae gardo krzyczc: To niepodobna! Jednak dziki temu 
* A k a d e m i a w i l e   k a  Uniwersytet Wileski; zaoony w . 1578, przeywa swj rozkwit na pocztku w. 
XIX; wykadowcami byli wtedy m.in. wybitni postpowi uczeni: Lelewel, bracia niadeccy, Groddeck i inni, do 
grona wychowankw za naleeli m.in.: Mickiewicz, Sowacki i Kraszewski.
*  a p o l e o   k i l e g i o  i   a  uczestnik ochotniczego polskiego korpusu (zorganizowanego w . 1797 we 
Woszech przez gen. Jana Henryka Dbrowskiego) w subie Napoleona, z ktrym wizano zudne nadzieje na 
wyzwolenie kraju w wojnach przeciw Austrii i Prusom. 
27 
promieniowi wiata, ktry kiedy do jego gowy z wielkiego ogniska wnikn, cz przyszoci 
przewidywa on i rozumia; rozumia, e prdzej lub pniej, moe wcale prdko, praca 
niewolnicza stanie si prac woln i rwniejszymi dziaami rozpadnie si pomidzy ludzi. Wtedy 
ycie jego synw wraz z yciem caego ogu, przelane w form now, zapotrzebuje nowych 
narzdzi. Moe te pragn, aby synowie jego zayli tych samych rozkoszy nauki, koleestwa, 
zaostrzania wzroku przez szeroko dostrzeganych widnokrgw, ktrych on sam w modoci 
swej zaywa. Moe jeszcze cie nadchodzcej przyszoci dotyka czasem jego gowy, bo na 
przedstawienia i arty ssiadw z namarszczonym czoem odpowiada: 
 Na wszelki wypadek! Na wszelki wypadek! 
Na koniec w te starania byego ucznia akademii wileskiej o dobre przygotowanie synw do 
ycia wchodzia te i rachuba. Nie mieli oni by tak bogatymi, jak si to ze strony wydawa 
mogo. Z obszaru posiadanej ziemi Stanisaw Korczyski nalea do rednio zamonych 
obywateli. Potem ju przez sposb ycia powcigliwy i nieco nad inne pracowitszy, z moliwie 
najmniejsz na owe czasy krzywd ludzk, do dziedzicznego swego Korczyna dokupi drugi, 
rwnej wartoci folwark. W caoci swej stanowio to fortun wcale pikn, ktra jednak, na 
cztery czci rozdzielona  bo oprcz synw Korczyski mia jeszcze crk  tych, ktrzy 
posi j mieli, bogatymi uczyni nie moga. W myli swej Korczyski przeznacza ojczysty 
Korczyn najmodszemu ze swych dzieci, Benedyktowi, najstarszego, Andrzeja, na folwarku 
nabytym osadzajc i na tych dwch braci wkadajc obowizek wyposaenia siostry i redniego 
brata, Dominika, ktry w dalekim, wielkim miecie studiowa nauki prawne. 
Benedykt skoczy szko agronomiczn i do swego Korczyna wrci w roku 1861. Matki nie 
mia ju od dawna; ojciec mu zmar przed paru laty; siostra bya zamn. W zamian, mniej ni 
o dwie mile od Korczyna, na piknym folwarku swym gospodarowa, od lat kilku ju oeniony, 
starszy brat jego, Andrzej; a modszy, po skoczeniu uniwersyteckiego kursu, tylko co wrci do 
rodzinnego domu z zamiarem uycia w nim niedugiego odpoczynku. Oprcz tego znalaz w 
domu krewn swoj, od dziecistwa sierot i przez rodzicw jego wychowan Mart 
Korczysk. Miaa ona podwczas lat dwadziecia cztery i w penym znaczeniu tego wyrazu 
mona byo stosowa do niej nazw dziewoi. Zanadto moe wysoka, ale ksztatna i ruchliwa, 
ognistooka; wesoa i wiecznie czynna, tak mu dom napeniaa krztaniem si swym, adem i 
dostatkiem, e opustoszenia jego prawie nie uczu. 
Zreszt, trzej bracia byli ze sob zawsze w przyjani i zgodzie, a teraz do ycia ich wpyn 
pierwiastek, ktry z nich uczyni trzy niby strzay rwnym pdem ku jednemu celowi lecce. We 
wszystkich trzech ozwaa si naraz krew onierzy spod Baru i Samosierry*, to za, co w 
pokoleniu najbliszym zadrzemao byo i tylko przez sen niekiedy pakao, w nich uderzone 
dzwonem czasu krzykno i na skrzydach fantazji wleciao w wysoko gorejce pomi. Hej! 
gorczk i burz przeleciay im te dwa lata!* Stojce wody spoeczne zaszumiay, wzdy si i 
wyrzucay w gr kipice kaskady; w martwej atmosferze wichry zapieway roznoszc po ziemi 
zote tumany, a na niebie malujc jutrzenki i tcze. Duch demokratyzmu rwnajcym pugiem 
ora spoeczn gleb. Wyyny, skruch zdjte, pochylay si ku nizinom, gotowe do 
wynagrodzenia krzywd, ebrzce prawie o yczliwo i ufno. Przyjazne i poufae stosunki 
zapanoway byy wtedy pomidzy Korczynem a wsi ssiedni, noszc nazw Bohatyrowicze. 
* onierze spod Baru i Samosierry  B a   mowa tu o zawizanej przez szlacht w . 1768 konfederacji w Barze 
na Podolu, ktra wystpia zbrojnie przeciw zaborczym planom Rosji carskiej. Jednoczenie jednak konfederacja 
barska propagowaa hasa obrony dawnych wolnoci szlacheckich i wycznych praw katolickich oraz 
przeciwstawiaa si ostro wszelkim reformom Rzeczypospolitej. 
 a mo si e   a (wac.  o m o  i e   a)  przecz wgrach Sierra de Guademarra zdobyta 30 XI 1808 . po 
cikich stratach przez polskich szwoleerw w zaborczej wojnie Napoleona przeciwko Hiszpanii.
* H e j! g o    z k  i b u  z przeleciay im  e dw a l a  a! aluzja dookresu powstania 
styczniowego (1863 .). Podobne omwienia czsto spotykamy w Nad Niemnem. Byy one konieczne ze wzgldu na 
cenzur. 
28 
Mieszkacy tej wsi mieli kiedy pergaminy* i przywileje szlacheckie, ale przez zbieg 
okolicznoci rnych utracili je od do dawna i wiedli znojne, ciasne, ubogie ycia maych 
rolnikw. Nagle dom korczyski na ocie roztworzy si przed nimi. Hej! byo tam wtedy, 
byo ruchu i tumu w tym niskim, obszernym domu! rozlegay si tam gwary i krzyki pync w 
dal po falach tej rzeki! Brzmiay tam i huczay, w gbiach tego boru i na rozogach tej gadkiej 
rwniny, takie stuki i haase, jakich ani razu sycha tu nie byo od dawnego czasu, od owego 
czasu, w ktrym powstay gsto w pobliu Niemna rozsiane okopy szwedzkie*! Najognistszym z 
braci Korczyskich by najstarszy, Andrzej. Mem i ojcem ju, bdc zapomina o onie, 
dziecku i gospodarstwie wasnym, stale prawie w rodzinnym gniedzie przebywajc. Dominik 
wybiera si w wiat dla rozpoczcia ycia na wasn rk, lecz wci wyjazd swj odkada i 
cichszy, wicej wahajcy si od innych, z brami jednak pozostawa. Marta przebywaa wtedy 
zot chwil swego ycia. Krztaa si dwa razy wicej ni zwykle, bo goci bywao mnstwo; 
pen piersi oddychaa upalnym powietrzem chwili; wraz z innymi spodziewaa si i pragna i 
jak ptak zdjty radoci, wiosny czsto piewaa... 
Gos miaa prosty i nieuczony, lecz silny i czysty. Z namitnym i w owej porze rozmarzonym 
wyrazem swych pomiennych oczu zawsze co do mwienia i do piewania miaa z Anzelmem 
Bohatyrowiczem, przystojnym chopcem w grubym obuwiu i surducie z domowego sukna, ktry 
mia si tak gono, e a si po caym domu rozlegao, z bkitnych oczu iskry sypa, potnym 
barytonem tysic pieni piewa umia, przynosi dla niej do ogromnych miote podobne bukiety 
polnych kwiatw, a gdy obok niej przy obiedzie lub wieczerzy siada, rumieni si tak, e a 
uszy staway mu w ogniu jak czerwone maki. Brat Anzelma znowu, Jerzy, przyjani bardzo 
szczegln poczy si z najstarszym Korczyskim. Szczegln bya ta przyja wobec rnic 
w wyksztaceniu i przyzwyczajeniach dwu tych ludzi zachodzcych. Andrzej by synem 
obywatelskim, w dostatkach wzrosym, w szkoach wyksztaconym, z najbogatsz w okolicy 
dziedziczk oenionym, a przez to oenienie i osobisty majtek swj bogatym; Jerzy posiada 
zagrod majc okoo dwudziestu morgw przestrzeni, w szkole adnej nie by, ziemi sw 
wasnymi rkami uprawia. Skdind czyo ich niejakie podobiestwo pooe; obaj, niewiele 
wicej nad lat trzydzieci majcy, posiadali ju rodziny. May Zygmunt Korczyski i Janek 
Bohatyrowicz byli rwienikami. I inne jeszcze, gbokie podobiestwa zachodzi musiay 
pomidzy tymi ludmi, tak z wielu wzgldw rnymi, gdy odkd poznali si z sob, to jest 
odkd bracia Korczyscy, w niskich drzwiach pochylajc wysokie swe postacie, po raz pierwszy 
weszli do chaty braci Bohatyrowiczw, Andrzeja i Jerzego zawsze prawie widywano razem. 
Razem na dugie rozmowy wychodzili w szerokie pola, razem szli polowa na dzikie kaczki i 
bekasy, razem rybackim cznem pywali po Niemnie ku oddalonym wsiom i miasteczkom, 
razem niekiedy czytali, razem... 
Benedykt, wysmuky wtedy, szczupy, z twarz przez dugie przesiadywanie na awach 
szkolnych troch wychudzon, wicej jeszcze do studenta ni do osiadego obywatela podobny, 
przyjmowa i goci w domu swoim braci i ssiadw; z powanymi krewnymi, ktrzy do 
modych Korczyskich przyjedali peni przestrg i upomnie, stacza zaarte dysputy... 
Gorczk, gwarem, zapaem zleciay mu te dwa lata! 
Wszystko to po upywie pewnego czasu wydawa si mogo snem napenionymi widzeniami 
prawie nadprzyrodzonymi: tak niezmiernie innym byo to, co nastpio po nim... Kiedy Benedykt 
obudzi si z tego snu swojej pierwszej modoci, spostrzeg przede wszystkim, e zabrako mu 
obu braci. Andrzej Korczyski razem z przyjacielem swym, Jerzym Bohatyrowiczem, znikn ze 
wiata, a wnet po ich znikniciu jedno z korczyskich uroczysk nazw sw zmienio. W 
uroczysku tym znajdowa si w br zaniemeski, ktry mia okoo dziesiciu wk rozlegoci i 
z ktrym czyy si obszerne lasy, do Andrzeja i paru ssiadw jego nalece. Dotd z powodu 
* M i e  p e  g a m i  y  tu: mie dowody stwierdzajce szlachectwo. 
* O k o p y  z w e d z k i e  pozostae po wojnach prowadzonych midzy Polsk a Szwecj w w. XVII. 
29 
porastajcych je sosen i jode nazywao si ono wierkowym; teraz powszechnie i we 
wszystkich warstwach ludnoci nazywa je zaczto Mogi. Kto pierwszy nowej tej nazwy uy i 
jakimi byy pobudki, ktre j rozpowszechniy, trudno powiedzie; lecz utrwalona w okolicznej 
mowie bya ona jedynym grobowcem najstarszego z braci Korczyskich. Innego nie wystawiono 
mu nigdy... Pozostaa po nim wdowa wraz z maym synem osiada w posagowym majtku 
swoim do znacznym, o par mil od Korczyna pooonym. Dominik y, ale losy odrzuciy go 
bardzo daleko i po kilku latach zaledwie przysa bratu wie, i w tych dalekich stronach zdoa 
nareszcie zdoby sobie byt skromny przez otrzymanie maego zrazu urzdu. Benedykt zacign 
dug bankowy, aby bratu wypaci to, co mu si wedug ojcowskiego rozporzdzenia naleao. 
Na wypacenie posagu siostrze nie mia rodkw i zatrzymujc go na hipotece* Korczyna, ten 
dotd czysty jak kryszta majtek obarczy drugim ju dugiem. Byy to dugi konieczne, z natury 
rzeczy niejako, nie za z lekkomylnoci i marnotrawstwa wynike; niemniej, kiedy Benedykt po 
raz drugi po obudzeniu si ze snu modoci rozejrza si dokoa, spostrzeg, e synem bogatego 
domu obywatelskiego bdc, wcale bogatym nie by... Nie bdc tchrzem i nie majc 
szczeglnych do sybarytyzmu skonnoci bynajmniej by si tym spostrzeeniem nie przerazi, 
ale po nim przyszo wnet wiele innych. Nastaa bya mianowicie pora niezmiernych urodzajw 
na te kije*, ktre w koa gospodarstw wszelkich wac, czyniy je podobnymi do wozw 
przebywajcych pewnego gatunku jesienne drogi, kiedy to koa po osie, a konie po golenie w 
gstym bocie grzzn. W takim pooeniu rumaki, choby arabskiej krwi, nic zrobi nie mog: 
dla posuwania si wozu naprzd  wow pokornych i cierpliwych potrzeba. Benedykt zrazu 
wierzga i z nozdrzy ogie wyrzuca, jak oburzony i zniecierpliwiony rumak, ale stopniowo 
uspokaja si... Zrazu przyzwyczajeniami modoci pobudzany wyta such w przestrze i 
oczami wodzi czasem po obokach. Ale spostrzeg znowu, e nic wcale przyjemnego nie mg 
ju tam usysze ani zobaczy; e piewajce drzewa i grajce zorze jego pierwszej modoci 
zaliczonymi zostay do bajek, i do takich w dodatku bajek, ktrymi dzieci strasz, aeby byy 
grzeczne. Pochyli tedy karku i zaj si tylko wyjmowaniem kijw z k swego wasnego wozu. 
Robota Penelopy*! Co wyj kij jeden, wazio dwa; wyj dwa, wyrastao cztery. Z pocztku 
czyni to niezgrabnie i zawsze jeszcze ku obokom troch zerkajc. Wyniko mu std wiele strat i 
nieprzyjemnoci. Tak na przykad: raz w pierwszych jeszcze latach gospodarowania rne teorie 
dobrze mu znane wzbudziy w nim ch, aby mieszkacy dziedzicznych kiedy jego wiosek 
nauczyli si czyta, owocowe ogrody zasadza, u doktorw leczy si, karczmy omija... Lecz 
bardzo wkrtce wszelkiej roboty okoo tego zaniecha musia, bo na kilka miesicy wyjecha do 
najbliszego miasta w celu przeprowadzenia do kosztownej i niebezpiecznej sprawy. Odtd na 
ten punkt obokw nie zerkn ju nigdy. Innym razem agronomiczna wiedza jego doradzia mu 
zmian istniejcej w Korczynie rasy byda na inn: zmieni i znaczne korzyci obiecywa sobie z 
tego na przyszo, ale tymczasem wyda sporo pienidzy, a gdy przysza pora wypacenia 
czasowo ustanowionych podatkw, nowy dug zacign musia. Kiedy indziej jeszcze, 
mianowicie przed oenieniem si z pann modziutk, adn, piknie wychowan i w ktrej 
serdecznie by zakochanym, zachciao mu si ogrd korczyski wykwintnie urzdzi i cay stary 
dom swj rodzinny otoczy zbytkiem kwiecistych kobiercw i aksamitnych trawnikw. Sam 
posiada znawstwo rolin, wynalaz sobie bardzo biegego i rwnie kosztownego ogrodnika. 
* Z a   z y m a   a h i p o  e  e  obciy majtek dugiem przez wpisanie do ksigi hipotecznej (tj. 
przechowywanym w sdzie opisem nieruchomoci), by w ten sposb zabezpieczy prawa wierzyciela.
* P o  a  i e z m i e  ny  h u  o d z a j w  a... ki je  wyraenie wzite z przysowia wtyka kijw 
szprychy  (tj. hamowa, przeszkadza); chodzi o kary pienine (kontrybucje) i inne rodki ucisku stosowane 
przez carat po upadku powstania styczniowego.
*  o b o  a P e  e l o p y  tu: praca nie koczca si. Penelopa, bohaterka Odysei Homera, ona krla Itaki, 
Odysa, przez 20 lat oczekiwaa na powrt ma spod Troi. Ubiegajcym si o jej rk licznym zalotnikom 
owiadczya, i ma wybierze dopiero po utkaniu caunu dla ojca. Dla dochowania wiernoci Odysowi 
wykonywan w cigu dnia prac prua w nocy. 
30 
Przez dwa lata potem byy istotnie w Korczynie cudne trawniki i osobliwe kwiaty, szparagi 
zadziwiajcej gruboci, brzoskwinie i nawet ananasy, ale po dwu latach jawnie i absolutnie 
okazaa si niemono utrzymania nadal tego wietnego porzdku rzeczy bez niebezpiecznego 
zaniedbania najwaniejszych majtkowych potrzeb i interesw. Kilka jeszcze podobnych 
zerkni ku obokom, a Benedykt Korczyski byby do szcztu zrujnowanym. Ale w naturze 
jego, zapalczywej skdind, istniaa zdolno do powcigliwoci. Powcign si od 
wszelkiego wierzgania i rozdymania nozdrzy, a lekkie i pene gracji ksztaty rumaka powoli, 
stopniowo przeleway si w grub i ponur, ale w rwnym i cierpliwym stpaniu swym 
niezmordowan posta wou. Czy ta metamorfoza przysza mu z atwoci? Nigdy z tym nie 
zwierza si przed nikim, a raczej przed jedn tylko osob zwierza si kiedy chcia i 
prbowa... 
Dwanacie lat mino byo od owego osierocenia po braciach, majtkowego zuboenia i 
miertelnego rozbicia si modzieczych jego ideaw, kiedy pewnego letniego wieczora 
Benedykt po obszernym ogrodzie korczyskim szuka swej ony. Resztki dziennego wiata 
paday mu na twarz opalon od soca i byszczc od potu; szed prdko i szerokimi krokami; 
gruby i do czerwonoci ogorzay kark nisko pochyla. Co go drczyo, bo koniec dugiego wsa 
do ust wkada i w zamyleniu zbami go przygryza. Po dugim szukaniu i kilkakrotnym 
woaniu usysza na koniec ozywajcy si w gbi cienistej altany agodny i srebrny gos ony. 
Altana z przezroczystej kraty, wdzicznie zbudowana i pachncym kapryfolium gsto opleciona, 
bya jedn z nielicznych pozostaoci owych ogrodowych upiksze, ktre przed oenieniem si 
swym przedsiwzi by Benedykt. Teraz do byo jednego rzutu oka, aby pozna, e myli o 
jakichkolwiek ulepszeniach estetycznych na tysic mil oddalonymi od niego byy. Wszedszy do 
altany Benedykt po kilkakro ucaowa rk i czoo ony i obok niej usiad. adna, 
trzydziestoletnia brunetka w biaym negliu, w postawie objawiajcej znudzenie i znuenie, 
siedziaa na wygodnej ogrodowej awce i poduszk majc za plecami, licznie obute stopy na 
niskim stoeczku wycigaa. Na kolanach jej leaa otwarta ksika. Wejcie ma nie oywio 
jej zaspionych rysw; uchylia si nieco, aby twarz sw odsun od gonego i gorcego jego 
oddechu. 
 Takem si zmczy, moja Emilciu  zacz  e ju troch odpocz musz. Niech tam 
sobie ekonom i robotnicy poczekaj, a ja kwadransik przy tobie posiedz... Uf! te niwa! nim je 
czowiek przebdzie, sto upaw go spali i sto strachw po nim przejdzie... 
 Ja take  z cicha odpara kobieta  czuj si bardzo zmczona upaem. 
 Ale co tam ten upa!  rk po spoconym czole przesuwajc cign Benedykt  fizyczn 
przykro kady znie moe, jeli jest przy tym spokj... 
 A c ci znowu tak bardzo niepokoi moe?  z ledwie dosyszaln ironi zapytaa ona. 
 Hm! zawsze mi o to pytasz, zawsze ci wszystko opowiadam i zawsze pytasz znowu... 
 Tak niezdoln jestem do zrozumienia i zapamitania wszystkich twoich kopotw i 
interesw... 
Z wikszym ni przedtem znueniem przechylia si na porcz awki i wygodniej drobne swe 
stopy na podnku uoya. 
 Jednake  z troch irytacji w gosie zacz znowu Benedykt  rzeczy te s bardzo 
zrozumiae i do zapamitania atwe... Do koca ycia chyba nie zapomn, w jakim byem 
strachu, kiedy przeszej jesieni z powodu zych zbiorw nie mogem na czas zapaci bankowej 
raty... Wszake ju Korczyn opisywa miano i ledwie nieledwie dostawszy pienidzy, piorunem 
z nimi do Wilna leciaem. Ca przeszoroczn jesie biem si jak ryba w wodzie... Nie daj Boe 
takiej drugiej jesieni... 
Pani Emilia smutnie wstrzsna gow. 
 Mnie take zeszoroczna jesie wcale niewesoo przesza. Chorowaam na zapalenie 
oskrzeli... i sama w domu byam... jak pustelnica... 
31 
Benedykt rk ony pocaowa. 
 Bieda z twoim zym zdrowiem! Prawda, e dwa miesice prawie nie byem w domu, a przez 
ten czas ty kilka dni chorowaa obonie... Ale przecie sama nie bya! Miaa przy sobie pann 
Teres, Mart, Justynk, dzieci... a nawet  doda z umiechem  pan Ignacy mg ci muzyk 
swoj rozrywa... Jaka to pustynia? 
 Ja cigle yj na pustyni  szepna kobieta. 
 Oj!  krzykn prawie mczyzna  bodaj, e lepiej byoby y na pustyni, jak wrd 
okolicznoci takich, z jakimi ja cigle ubija si musz. Ile mnie kosztuje na przykad to cige 
prawowanie si z chopami! Czowiek przecie nie urodzi si na tyrana i ludoerc... Kiedy mi 
do tego naszego ludu serce motem bio. Ale c? Ciemnota to jest, a ja na to nic nie poradz. 
Las mi rbi, zboe spasaj, na pastwiska wa... Czy mog wasnoci swojej nie broni? 
Gdybym magnatem by, jak Boga kocham, nie dochodzibym niczego i niechbym tam ju mniej 
mia, byle tych sporw nie zawodzi... Ale samemu ciko... Tu zaatasz, tam dziura; tu zszyjesz, 
tam si rozporze  i Bg jeszcze wie, co z nami bdzie. Wic musz, chcc nie chcc, wczy 
ich po sdach... a zawsze, dalibg, we rodku mi co a pacze... 
Niej jeszcze pochyli grubego karka, a wielkie wsy tak mu w d zwisy, e klap surduta 
prawie dotykay. Donie o kolana opiera i w ziemi patrza. Pani Emilia wzniesionym wzrokiem 
cigajc ruchy gazek, z ktrymi wietrzyk jesienny igra, szepna: 
 O! i ja take wiem, co to paka bez ez... 
Benedykt podnis gow, z uwag jej w twarz popatrza, rk potem machn i rzek: 
 Tylko, e u ciebie, Emilciu, pochodzi to z nerww... mnie za  no! ju tam o wszelkich 
rzeczach wysokich albo wesoych i marzy przestaem... Ale chciabym czasem odetchn 
swobodniej, pewnym by, e wam wszystkim nigdy chleba nie zabraknie... 
 O, chleb chleb! chleb!  z cicha zamiaa si Emilia. 
Benedykt spojrza na ni szeroko otwartymi oczami. 
 Czeg miejesz si? Chleb! najpewniej o chleb mi chodzi! Wic c? ty nawet bez perfum 
i tych tam... rnych swoich szlafroczkw obej si nie moesz, a tak ironicznie mwisz o 
chlebie... 
 Ja obchodz si bez wielu rzeczy, ktre s tym dla duszy, czym chleb dla ciaa  ywiej 
nieco odpara. 
Popatrza na ni znowu, wzruszy ramionami i pochyli gow tak nisko, e koce wsw klap 
surduta dotykay. Milcza. adna brunetka w biaym negliu milczaa take, twarz jego, ubir i 
ca postaw z wolna wzrokiem obejmujc. Z gry jej delikatnych rysw pozna mona byo, e 
czynia w tej chwili bolesne dla siebie uwagi i porwnania. Mylaa zapewne, e tego czowieka, 
ktry teraz obok niej siedzia, nie takim wcale poznaa i pokochaa. By on wtedy modziecem 
zgrabnym, ze wie twarz i troch ju smutnymi, ale penymi blasku oczami. Wieczorw 
tanecznych nikt nie wydawa wtedy, wic taczcym go nie widziaa; w zamian kilka razy miaa 
sposobno zachwyci si jego gibkoci i si, gdy siedzia na koniu. Odwaga i zapa jego, dla 
ktrych wielu nazywao go prawie szalecem, a take nieszczcia dwu jego braci naday mu 
aureol rycersk i poetyczn. Powiadano, e dziwnym tylko zbiegiem okolicznoci mg tu 
pozosta. Przy wczesnym braku modych mczyzn uchodzi za parti wietn. Dumn bya, e 
j wanie wybra, e rozkocha si w niej z ca zapalczywoci swej natury, e ycie z ni, z 
ni wanie, uwaa za jedyn zorz, ktra na niebie jego zawieci moga po zganiciu tylu 
innych... O tym, e w Korczynie, ktry uchodzi za fortun wcale pikn, otoczy j i po wiek 
wiekw otacza miay wszystkie mikkoci dostatku i wyszukanego smaku, prawie nie mylaa, 
bo w domu rodzicw swych wrd tego wszystkiego wzrosa i nie wyobraaa sobie, aby 
ktokolwiek mg y inaczej. Rachuba wic nie powodowaa ni bynajmniej, kiedy ze 
szczciem rk sw Benedyktowi oddawaa. Po prostu, przyszy m podoba si jej bardzo, 
bya w nim zakochan. Czemu wic teraz... Ba! bye to ten sam czowiek, co przed dziesiciu 
32 
laty? Od konnego jedenia po polach i cigego ruchu rozrosy si mu koci i muskuy; 
pleczysty teraz by, stpa ciko, kark mia gruby i zaczerwieniony. Na czole, posiadajcym 
kiedy biao i gadko prawie dziewicz, kady rok upyniony zostawi po par zmarszczek, a 
teraz, w czasie niw, byo ono wilgotnym od potu, od opalenia prawie brzowym. Ubir jego 
skada si z wysokich butw i pciennego surduta, a przynosi z sob ostry zapach tego znoju, 
ktry oblewa ciaa niwiarzy, i tych zielsk dzikich, ktre na cierniach czepiaj si ludzkiej 
odziey. Wprawdzie wszystkie te zmiany nie zaszy nagle, ale oko nawyke do wykwintnych 
form ycia nigdy oswoi si z nimi nie mogo. 
Dlaczego czowiek ten sta si takim, jakim by teraz, ani rozumiaa, ani dochodzia. Do, e 
od lat ju kilku dowiadcza zacza uczu rozczarowania i zawodu, ktre czyniy j smutn i  
chor. W tym odludnym i cichym Korczynie, przy tym czowieku spracowanyn i nie majcym 
czasu ani chci do podzielania jej ulubionych rozrywek i zaj wprost tracia ochot do ycia. 
Objawiao si to w coraz wzrastajcym jej wstrcie do wszelkiego ruchu. Po c by zadawa 
sobie miaa jakkolwiek fatyg, skoro sobie przez ni adnej przyjemnoci zdoby nie moga? 
Par razy dla wzmocnienia si i nerww wyjedaa za granic i wracaa istotnie wzmocniona, 
odrodzona. Ale w kilka miesicy po powrocie wracay jej z naddatkiem wszystkie saboci i 
smutki. Przestaa bywa u ssiadw, bo byli dawno znani i niezabawni; nie wychodzia na 
przechadzki, bo nic ciekawego ani miego nie znajdowaa w widoku nieba, ziemi i wszystkiego, 
co byo na nich. Ogarniao j co bardzo podobnego do lenistwa ciaa i duszy. Samo przejcie z 
domu do ogrodowej altany nuyo j niekiedy. Szczciem byo dla niej jedynym, e lubia 
czytanie i rczne robtki. Pochaniaa duo ksiek, wyrabiaa mnstwo poduszek, serwet, 
koder itd. Przy tym tsknia i czua si coraz czciej napastowan przez rne ble, 
dolegliwoci, osabienia, ktre zawsze przewidywaa z daleka, spotykaa z przestrachem i 
usiowaa odegna mnstwem stara i rodkw. Takim byo jej istotnie ndzne ycie... 
Kiedy adna, trzydziestoletnia brunetka w milczeniu to wszystko wspominaa i mylaa, 
pleczysty, ogorzay, zmczony i zgryziony mczyzna w dugich butach i pciennym surducie 
zwrci si do niej twarz, popatrza jej w oczy i w zgrubiae swe rce biorc jej narcyzow 
rczk zacz: 
 Dlaczego ty, Emilciu, od jakiego czasu bywasz dla mnie tak obojtn? Co ja ci zego 
zrobiem? Czy masz mi co do wyrzucenia? Ot, i dzi biegem do ciebie, aby przy tobie uspokoi 
si... odpocz... Chciaem wygada si przed tob, rozpowiedzie ci wszystko, ucisn ci i 
powesele... A ty tylko narzekasz albo milczysz... ot, po prostu, jak wroga mnie traktujesz... Nie 
pierwszy ju raz zauwayem to w tobie, o! nie pierwszy... Jest si ju tak od dawna, ale dzi 
wikszy mnie al zdj nad tym... Dlaczego zobojtniaa tak dla mnie? dlaczego wiecznie 
czujesz si nieszczliw, dlaczego? a? powiedz, anioku mj, dlaczego? 
Uj jeszcze i drug jej rk, twarz sw blisko do jej twarzy przychyla i z miosnym prawie 
spojrzeniem, z prob, coraz ciszej i czulej zapytywa: 
 Dlaczego, Emilciu? powiedz! a? dlaczego, moja koteczko? 
Nie bronia si pieszczotom jego, ale delikatn i coraz wicej zaspiajc si twarz sw od 
jego twarzy oddalajc z przejmujcym alem zawoaa: 
 O! gdyby si ty by tak nie zmieni, Benedykcie, gdyby si tak nie zmieni! i ja... byabym 
moe tak, jak dawniej... Ale ty si tak zmieni... zmieni... 
Zastanowi si chwil nad tym, co powiedziaa. 
 A tak  potwierdzi  zmieniem si istotnie... 
 I tak nadzwyczajnie  dorzucia  jakby ci dotkna rdka jakiego zego 
czarnoksinika... 
Machn rk i zamia si wpwesoo, wpgorzko. 
33 
 Jaki tam czarnoksinik!  odpar.  ycie to, moja duszko, ycie zmienia ludzi. W takich, 
uwaasz, okolicznociach ostatni chyba gupiec utrzymywa si moe w roli Adonisa*... Ale 
jeeli ci idzie o moje serce, charakter... 
Z wyjtkow u niej energi wyprostowaa si i z gbokim przekonaniem rzeka: 
 Nie, Benedykcie, nigdy nie zgodz si na to, aby ycie wymagao od nas takich ofiar. Moe 
ono by pikne i szczliwe, ale tylko dla tych, ktrzy odrzuc jego brzydk i prozaiczn stron. 
Ale jeeli kto tak, jak ty, zanurzy si w samych materialnych interesach, a wyrzeknie si 
wszelkiego pikna i wszelkiej poezji... wtedy. 
 Wic oboje z tob zanurza si bdziemy w poezji  przerwa mczyzna  a tymczasem 
bank lub lichwiarze sprzedadz nam Korczyn i wraz z dziemi pjdziemy w wiat o kiju... 
Mwi to agodnie, ale gdy teraz spojrza na on, wyraz lekcewaenia przebieg mu po 
twarzy. 
 Nie rozumiemy si i zrozumie si nie moemy  ze smutn obojtnoci rzeka pani 
Emilia. 
 Ale na koniec  zawoa m  czeg chcesz? co mi masz do wyrzucenia? dlaczego jeste 
nieszczliw? Czyby naprawd wymagaa ode mnie, abym nieodstpnie przy tobie siedzc 
zaniedbywa obowizkw, jakie mam dla dzieci i dla ciebie samej? abym jak bawan jaki czyta 
z tob romanse, sucha rzpolenia Orzelskiego i nie dba o ten nasz kawa ziemi, a na koniec i o 
swj honor? bo przecie od interesw majtkowych i honor nieraz zaley! Czyby naprawd 
tego ode mnie chciaa? 
 Ale nie!  ywo zaprzeczya kobieta  teraz ju tego nie chc... o nie! Kade z nas ma ju 
teraz wiat osobny... zupenie inny... 
 Wic czeg ci brakuje? Zbytkiem istotnie otoczy ci nie mog, ale i po c ten zbytek? a 
niedostatku dotd, chwaa Bogu, w domu naszym nie ma. Pracy i kopotw nie masz adnych... 
Wiedziaem od razu, e nie jeste do pracy ani stworzon, ani wychowan, i nie wymagaem jej 
nigdy od ciebie. Gospodarstwem zajmuje si Marta... ty robisz to tylko, co chcesz... Dzieci masz, 
przywizanie moje... ksiki... robtki... 
Powoli adna kobieta wyprostowywaa wt sw kibi, a wyprostowaa j zupenie i z 
byskiem w oczach przerwaa: 
 Wyliczye wszystko, co mam, wylicze teraz to, czego nie mam. C ja mam? yj w tym 
kcie jak zakonnica, widn jak kwiat zasadzony na piaskach. C std, e nie dowiadczam 
niedostatku? Moje potrzeby s wiksze, wysze... O smaczny obiad nie dbam, ale pragn dokoa 
widzie cho troch poezji, pikna, artyzmu... A gdzie je tu znale mog? Ja pragn wrae... 
natura moja nie moe by stojc wod, ale potrzebuje byskawic, ktre by ni wstrzsay... Ja 
pragn nade wszystko podziau uczu... a czy jest przy mnie cho jedno serce, ktre by uderzao 
razem z moim sercem? Mwisz zawsze, e mi kochasz! Ja to uwaam za bolesn tylko ironi! 
Przebacz, e powiem prawd. Nie masz natury do wytwornej i zarazem gorcej, aby mg 
kocha tak, jak ja kochan by potrzebuj. Gdyby mi tak kocha, nie opuszczaby mnie na 
godziny i dnie cae dla prostych materialnych interesw. Przy mnie, dla mnie zapominaby o 
wszystkim, nie obraaby co chwil gustw i przyzwyczaje moich, ale wyrzekby si raczej 
wszystkiego, zapomniaby o wszystkim, byle mi rozweseli, zaj, uszczliwi. Tak ja 
rozumiem mio, takiej spodziewaam si od ciebie i dawno ju wiem, em si zawioda. 
Cierpiaam nad tym tak, e a si zachwiao to biedne, sabe zdrowie moje. Na koniec zdobyam 
si na rezygnacj. Ale za to gdybym ja miaa cho rozrywki i przyjemnoci jakie... yj na 
pustyni... nikogo nie widujc, sama przed wiatem za lasami tymi ukryta... Proza... proza... 
proza... Ja na niej, tak jak ty, poprzestawa nie mog... I nuda... Ja nudz si... Przecie ksiki i 
robtki wystarczy nie mog nikomu, a chobym chciaa zaj si jeszcze czym innym, nie 
pozwala mi na to sabe moje zdrowie... 
* A d o  i   w mitologii greckiej ulubieniec bogini piknoci Afrodyty; tu: czuy kochanek. 
34 
Mwia to wszystko bez gniewu, cicho i tylko z wielkim alem. Oczy jej napeniy si zami, 
ktre przecie powcigna, i z ruchem zupenego zniechcenia dodaa: 
 Ale po c o tym mwi? Ty si nie zmienisz i nic si nie zmieni. Gwiazdy losu rnym 
wiatem wiec. Moja jest ciemn. Z pociech myl, e jestem saba i mam ze zdrowie, moe 
wic wkrtce mogia. 
Wo rezedowej perfumy wiona od chusteczki, ktr na chwil do oczu swych przycisna. 
Potem odwrciwszy twarz patrze zacza na powietrzn gr kapryfoliowych gazek, ktrymi 
wietrzyk porusza. 
Benedykt nie przerywa, sucha i koniec wsa przygryza, a gdy umilka, nie patrzc na ni 
przytumionym gosem wymwi: 
 Ja... moje... mnie... dla mnie... przy mnie... 
Po chwili wsta. Zdawa si mogo, e wysoka i silna posta jego cisz jeszcze staa si ni 
wprzdy. 
 Prawd powiedziaa  rzek  e nie rozumiemy si i zapewne nie zrozumiemy si ju 
nigdy... Nie jest to ju dla mnie nowym odkryciem, tylko e dotd udziem si jeszcze... C 
robi? Niech jeszcze i to... Tylko pozwl powiedzie sobie, e te twoje kwiaty na piaskach, 
wstrzsajce byskawice, gwiazdy losu, mogiy i tym podobne grnoci nie s wcale 
poezj, jak to sobie wyobraasz, ale przestarza i zej wody romansowoci. Ja take kiedy na 
rzeczach wzniosych i od pospolitoci ycia oderwanych znaem si, a wyrzekem si ich nie dla 
hulanki i nie dla metresy, ale dla koniecznoci i obowizkw ycia. Moe i w tym jest take 
troch poezji, ale ty si na takiej nie znasz?... C robi? Niech jeszcze i to... 
W gosie jego sycha byo troch ez i wicej powciganego gniewu. Wyszed z altany. 
Dugo potem Benedykt w gabinecie swoim i na ganku domu wypaca tygodniow naleno 
robotnikom, naradza si z ekonomem, gony i wawy spr wid z dwoma Bohatyrowiczami, 
ktrzy przyszli prosi o zwrot swych koni, w jego zbou pochwyconych. Ostatnia ta czynno 
najwicej zmczya go i zgryza. Od ludzi, ktrzy w pciennych kapotach stali na wschodach 
ganku, da pieninej zapaty za strat, ktr ponis. Oni prosili zrazu, potem jeden z nich 
stawi si hardo, zaprzeczajc wszystkiemu, wyrzucajc mu zbytni srogo i dla ich pooenia 
niewzgldno. Ubodo go to zna do ywego, bo odpowiadajc gos tak podnosi, e a krzyk 
jego na cay dwr si rozlega. Ale i jeden z tych ludzi, redniego wzrostu, z twarz do rydza 
podobn i zuchwale sterczcymi wsami, unis si take. 
 Nieche nas sdy sdz!  zawoa  niech pan na nas skarg podaje... bez procesu 
obdziera si nie pozwolim... 
 Podam  krzykn Korczyski  i take nie pozwol, abycie mnie okradali... 
 Za pozwoleniem paskim!  krzykn zagrodowiec  zodziejami nie bylimy i nie 
bdziemy nigdy... Teraz my na pana podamy skarg za ublig... 
 Podawajcie i do samego diaba, tylko mi z oczu ruszajcie! Zaraz! Jak nazywacie si? to 
jest... imiona wasze? 
Starszy i wyszy, chudy, schorowany i dotd cigle prawie milczcy postpi krok naprzd; 
oczami, ktre kiedy bkitne by musiay, ale teraz spowiay i wyraz miay cierpicy, na 
Korczyskiego popatrza i cicho odpowiedzia: 
 Anzelm Bohatyrowicz... 
Na szczeglne spojrzenie i szczeglniejszy jeszcze dwik gosu, z jakimi to imi i nazwisko 
wymwionymi zostay, w gniewie swym najmniejszej uwagi nie zwracajc Korczyski zapyta: 
 A drugi? 
 Fabian Bohatyrowicz!  jec si i sierdzisto odkrzykn zapytany. 
 No, wic bdziecie mieli proces... a teraz... wynocie si... prdzej! 
Ten, ktry nazwa siebie Anzelmem, znowu na Korczyskiego popatrza i z cicha wymwi: 
35 
 aska paska na pstrym koniu jedzi... jednakowo nieboszczyk pan Andrzej nie tak pewno 
postpowaby z nami! 
Sowa te ukuy Korczyskiego. Zmik, ochon, ale zachmurzy si jeszcze wicej. 
 Nieboszczyk pan Andrzej y w innych czasach  mrukn i szybko zwrci si ku drzwiom 
domu. Na progu stan, zawaha si i przez rami do odchodzcych ludzi zawoa: 
 Poow kary daruj, ale poow zapacie... 
 Nie zapacimy nic  odpowiedzia modszy i sierdzistszy  niech pan do sdu idzie i nas 
cignie... co robi! 
Sceny takie na ganku korczyskim powtarzay si bardzo czsto, bo kilka wsi chopskich i 
jedna okolica szlachecka trzymay Korczyn w obleniu formalnym i gdyby Benedykt zaarcie 
jej nie broni, mnstwo tych drobnych rybek rozszarpaoby w mgnieniu oka t wiksz ryb. 
Tego dnia jednak czu si wicej jeszcze ni zwykle rozdranionym i zgryzionym. Przyczynia 
si do tego w znacznej czci owa rozmowa w altanie, a w pewnym te stopniu jakie mgliste 
wspomnienia, ktre mu sprowadziy twarz i sowa Anzelma Bohatyrowicza. Wedug wyraenia, 
ktrym okrela pewne uczucia swe, we rodku mu co pakao. Bo prawd jest, e ideay 
modoci, grubym piaskiem wielu nastpnych wypadkw przysypane, przemieniaj si w 
szczypawki, ktre przy lada poruszeniu ksaj w serce. 
W gabinecie swym przy biurku, na ktrym palia si lampa i leay gospodarskie ksigi 
rachunkowe, wzi gow w obie donie i pogra si dugo w mylach ponurych. Potem wyj 
jeden z listw pod cikim przyciskiem lecych i powoli, z uwag, z czstymi przestankami 
czyta go zacz. By to list brata jego Dominika, pisany ze stron bardzo dalekich i brzmicy, jak 
nastpuje: 
Kochany bracie! Jak mi nie al ciebie*, e tak mczysz si i gryziesz ze swoim 
gospodarstwem, ja w i  i e   i powiedzie sowa prawdy. Wy wszyscy nie umiecie dawa 
sobie rady. Czy czowiek grzybem jest, aby do jednego miejsca przyrasta i cho j e m u  a m 
 i e i d z i e, gdzie indziej sobie szczcia szuka nie chcia? wiat szeroki i mona na nim 
znale sobie wygodne miejsce, trzeba tylko mie energi i trzewo patrzy na rzeczy. ebym ja 
wiedzia, e ty trzewo ju patrzysz na rzeczy, tobym postara si wydoby ci z tego nieznonego 
pooenia, w jakim wy wszyscy p o   a w i l i   i e siebie. Sprzedaj Korczyn, a ja dam tobie 
miejsce zarzdzajcego w j e d  y  h wielkich tutejszych majtkach. Jestem w bliskich 
stosunkach z j e d  y m ksiciem, ktry teraz wanie potrzebuje czowieka uczciwego i 
specjalnie wyksztaconego, aby majtkami jego zarzdza. Pi tysicy rubli rocznej pensji, 
utrzymanie dla ciebie i caej twojej familii, mieszkanie w paacu, pojazd i sze koni na rozkazy. 
   o  a tu przy tym bogata i rne spekulacje robi mona, kto ma pienidze: drzewem 
handlowa czy w i  o k u   i * zaoy, czy p o d  a d y* bra. Ale to ju trzeba umie robi 
i nie wiem, czy ty potrafisz, bo mnie dotd tylko  a   u  b i e doskonale idzie, a spekulacje 
udaj si nie bardzo. Zawsze lepiej by ci byo z tak pensj i czystym kapitaem, ktry by tobie z 
Korczyna zosta, ni teraz. Ja wiem, e tobie to wbi w gow nie bdzie atwo; ja pamitam, jak i 
mnie smutno byo p o  w o j e j    o  i e i jak ja mczy si, pki sobie tych rnych gupstw 
z gowy nie wybi. Ale na szerokim wiecie czowiek p o  i e w o l i wiele nauczy si i wiele 
zapomni. Wszystko jedno, gdzie y, byle uczciwie i wygodnie. Ja uczciwie yj ( e m u   o i w 
spekulacjach szczcia nie mam), ale o wygod swoj i swojej) familii dbam i na   u  b i e 
dobrze stoj. Dbaje i ty o to, aby dla u  o j o  e j  e l i reszty ycia nie zmarnowa. Ja ciebie 
chc ratowa i wszystko zrobi, aby ci tu dobrze byo. Cho wiele ja zapomnia, nie zapomniaem 
jednak tych czasw, kiedy my z sob razem roli, uczyli si, a potem... Ot, biedny Andrzej! 
Dwch nas tylko zostao, a ani ja ciebie nie mam, ani ty mnie... Chciabym, eby ty  y  w tej 
* J a k m i  i e  a l  i e b i e...  List Dominika Korczyskiego peen jest rusycyzmw. 
* W i  o k u   i a (ros.)  gorzelnia. 
* P o d  a d y (z ros.)  dostawy dla wojska i instytucji pastwowych. 
36 
samej    o  i e, co ja, i eby nasze dzieci zapoznay si z sob. Zastanw si nad tym, co ci 
doradzam, pomyl... 
Benedykt myla, e i ten take zmieni si bardzo. ycie! Od kilku lat pisywa do brata 
rzadko i listy od niego przychodzce z niesmakiem odczytywa. Kilka razy chcia sprzecza si z 
nim listownie, ale na dugie pisanie nigdy czasu nie mia i wszelka umysowa robota bya mu 
coraz trudniejsz. Macha wic tylko rk, wicej namarszcza czoo, myla, e naprawd 
adnego ju brata nie posiada na wiecie, i na dugie miesice o Dominiku zapomina. Teraz 
jednak agodniej ni zwykle i uwaniej list jego odczytywa. C? ycie! czego ono z ludmi nie 
wyrabia? jednego zmienia tak, drugiego inaczej. Wiele on tam, ten brat, zapomnia; o dawnej 
przyjani ich przecie pamita. Moe i susznie doradza? Moe to psie ycie do niczego istotnie 
nie prowadzi? Czowiek rdzewieje tylko, dusz w sobie gasi. Gdyby to cho we dwoje... ale 
tak... z tym domowym jeszcze nieszczciem ciko. Tam pracy zapewne bdzie wiele, ale praca 
nie jest bynajmniej straszn, a tylko to jest strasznym, co jej tu towarzyszy. Tam obok pracy 
bdzie spokj, pewno jutra i przy tym... tych wiecznych ktni z ludmi nie bdzie. O, te 
ktnie! 
Gdybym magnatem by, jak Boga kocham, nie dochodzibym niczego i niechbym tam ju 
mniej mia, byle tych sporw nie zawodzi; ale samemu ciko.... A tak i sam uspokoj si, rdz 
z siebie zetr, i ludziom dokucza przestan... Niech ju tam lepiej dokucza im kto inny! Kto 
wie? Moe i zrobi tak, jak mi bratczysko radzi... Jak ja go dawno nie widziaem! Co tam ta... 
prawi o swojej pustyni! Ot, ja to na pustyni yj! Ani wygada si przed kim, ani u kogo rady 
albo pociechy zasign! Tam miabym blisko brata. Zmieni si? C? ycie! Biedny on taki jak 
i ja! 
Odkada list pod przycisk mylc, e dzi, jutro napisze do Dominika w sensie twierdzcym. 
Trzeba si tylko o wszystkie warunki detalicznie rozpyta i eby mi pozwalali, cho raz na 
trzy lata, w te strony przyjecha, bo jeeli na zawsze... to z tsknoty zdechn... 
Wtem z trzaskiem otworzyy si drzwi i do gabinetu wpado mae stworzenie skaczce jak 
konik polny i przy kadym skoku rozwiewajce dokoa gowy wosy majce barw dojrzaej 
pszenicy, gdy j ozaca soce. Wpado, poskoczyo, rkami szyj Korczyskiego objo i bardzo 
cienko i gono wyszczebiotao: 
 Ciocia Marta pyta si tatka, czy tatko tu kolacj przynie kae, czy bdzie jad w stoowym 
pokoju, czy kurczta i mleko kwane, czy maliny... bardzo smaczne, tatku, maliny... Ciocia 
Marta daa mnie ich duo, duo, i ciasteczka z malinami piek si, ale jeszcze nie upieczone. 
Ciocia Marta mwia, eby tatko dzi jad mleko kwane, bo dobre, a wczoraj byo niedobre... 
Korczyski pochyli si i usta dziecka pocaunkiem zamkn. By to jedyny sposb 
powstrzymania tego ptaszcego szczebiotu, lecz powstrzymania go tylko na chwil, bo may 
paluszek wnet wycign si w przestrze ku biaym, maym motylom, ktre wleciawszy przez 
otwarte okno, dokoa lampy kryy albo padajc na szarych okadkach ksig rachunkowych 
rozpinay swe skrzyda drobne i drce. 
 Widzi tatko? motylki... o! jakie motylki... ale w ogrodzie adniejsze... Julek mwi, e za 
miesic bd ju rybacy owi j a  i  *... wie tatko, w nocy... na cznach... z takimi ogniami... 
Czy tatko kiedy owi z rybakami j a  i  ? Julek mwi, e to takie malusiekie, malusiekie 
motylki... dla ryb, widzi tatko, na przynt... 
 Widziu!  zacz Korczyski w twarz maego syna patrzc tak, jak moe dotd nigdy nie 
patrza. Widziu, suchaj, Widziu! 
 Co, tatku? 
 Lubisz ty te malutkie, biae motylki? 
 Lubi, tatku, takie adne... 
* J a  i  a (biaoruskie: jetica)  owad zbliony do motyla, yjcy przez jedn noc podczas godw miosnych; 
owiony przez rybakw jako przynta dla ryb. 
37 
 A Niemen lubisz? 
Dziecko a nkami zatupao. 
 Tateczku, eby tateczko wiedzia, jak to dobrze pywa i ryby owi!... Ja z Julkiem dzi 
pywaem... on zowi szczupaka... wie tatko, na sznur... a ja na wd dwa kieby, takie liczne, 
liczne kiebiki... 
 A las lubisz, ten co za Niemnem? 
 Aj, tateczku, my z cioci Mart i z Justynk w niedziel do lasu sobie popynli, grzyby 
zbierali i tak byo wesoo, wesoo... 
Grube rami mczyzny coraz silniej obejmowao szczupe ciako dziecka i due, ponure 
oczy miky i promieniay topic si w czystych, byszczcych, ruchliwych renicach 
dziecicych. 
 A tatka kochasz? A? 
Na pomarszczonym czole, szorstkich policzkach i dugich wsach Korczyskiego nie byo 
takiego miejsca, ktrego by nie ucaoway miejce si i wiee usta jego syna. By to swawolnik 
i wisus, jakich mao; nie tylko w caym domu, ale i w caym Korczynie sycha go byo. Kiedy 
go do nauki napdzano, krzycza: Nie drczcie mi! i bieg co sia na folwark do 
parobkowskich dzieci czy w pole do ecw albo pastuszkw; ale czasem sam, z dobrej woli, 
zaczyna uczy si arliwie, z ksik zaszywa si w takie kty, e go wynale byo trudno, a 
gdy maa siostra raz zachorowaa, niaczy j i bawi caymi dniami, tak e a sam poblad i 
schud... Korczyski na to dziecko swoje patrza teraz dugo i z zamyleniem gbokim. Myla, 
patrza i umiecha si zacz. 
 Oj, ty, nadziejo moja! 
Chopczyk a krzykn, taki mocny i szorstki caus przygnit mu may policzek. Korczyski 
z rozweselon twarz rzek: 
 Popro cioci Marty, aby mi tu przysaa kurczt, mleka kwanego, malin i wszystkiego, co 
chce... Je mi si zechciao diabelnie! 
Tej nocy jeszcze bratu odpisa w sensie przeczcym. 
Nazajutrz oboje z Mart wstali jak zwykle o pitej z rana i jak zwykle oba ich gosy przez 
dzie cay huczay po caym dworze. Mieli oni z sob oprcz innych i to rodzinne podobiestwo, 
e gosy ich staway si z latami coraz grubsze i krzykliwsze. Oprcz pracy kopotliwej i 
drobiazgowej, ktrej si oddawali z coraz cianiejsz wycznoci, oboje mieli w yciu swym 
jaki pierwiastek, ktry obudza w nich czste rozjtrzenia. To usposobienie do gniewu i 
ponuroci wzroso u Korczyskiego od dnia, w ktrym znowu stoczy on z on krtk, ale dla 
niego niezapomnian rozmow. Tym razem ona to wesza do gabinetu jego i wicej jeszcze ni 
przed paru laty smutna i osabiona oznajmia, e pomwi z nim chce o interesach. Korczyski 
zdziwi si i ucieszy. Zawsze jeszcze spodziewa si troch, e ona jego prdzej czy pniej 
wemie jaki udzia w jego mylach i zajciach, e nastpi pomidzy nimi, jeeli nie zupene, to 
przynajmniej niejakie porozumienie. Popiesznie wic przysun jej najwygodniejszy fotel 
owiadczajc zupen sw ch i gotowo do pomwienia z ni o interesach. Cicho, pynnie, 
agodnie wypowiedziaa mu, e yczy sobie, aby od poowy jej posagu wypaca jej procent, 
ktry ona uy chce na osobiste swe potrzeby. Posagu wniosa dwadziecia tysicy: prosi o 
procent tylko od dziesiciu i tylko o osiem od sta, cho wszyscy teraz dziesi i dwanacie pac 
z najwiksz ochot. Moe nawet t sum otrzymywa w dwch albo trzech ratach. Sowem, na 
rzecz wsplnego ycia ustpuje poow swoich dochodw i w wypacie drugiej poowy uczyni 
wszelkie dogodnoci i ustpstwa, ale pienidze te musi posiada w swym rku i do swego 
rozporzdzenia, poniewa ma potrzeby swoje i gusta, ktrymi jego obarcza wci nie chce, a 
bez ktrych zadowolnienia na tej pustyni i wrd tych nudw po prostu y nie moe. Chciaaby 
przyozdobi troch swoje gniazdko, to jest te pokoje, w ktrych najwicej przesiadywa lubi; 
sabe jej zdrowie potrzebuje wielu lekarstw; lubi przy tym czyta i zajmowa si robtkami. 
38 
Bdzie wic sobie za te pienidze przyozdabia swoje gniazdko, kupowa lekarstwa, ksiki, 
wczki, bawen i nawet suknie. 
 Spodziewam si  zakoczya  e nie zechcesz mi odmwi tej drobnostki... Wszak i dotd 
zawsze kupowae wszystko, czego zadaam, ale sprawiao ci to kopot, a ja znowu 
odmawiaam sobie wielu rzeczy, byleby ci probami mymi nie dokucza. Tobie to wic nie zrobi 
rnicy adnej, a mnie, w moim smutnym yciu, przyniesie troch ulgi i przyjemnoci... 
Czy proponowany ukad zrobi mu mia jak rnic, tego Korczyski najlejszym ruchem 
twarzy nie okaza. agodnej i dugiej mowy ony wysucha z uwag, ze spuszczonymi oczami i 
dugi ws na palec zakrcajc. Gdy skoczya, ukoni si jej z tak wykwintn grzecznoci, 
jakby przed nim siedziaa nie kobieta, z ktr pod jednym dachem y ju od lat kilkunastu, ale 
jaka askawa dla kredytorka, i rwnie z wyszukan grzecznoci odpowiedzia: 
 yczenie twoje stara si bd spenia jak najakuratniej. Prosz tylko, aby chciaa cile 
oznaczy mi terminy wypat... 
Odpowiedziaa, e ten punkt sprawy jest dla niej zupenie obojtnym, ale wytworna forma 
obejcia si, jak dnia tego z ni przybra, tak j uja, tak jej moe dawne czasy i dawnego 
Benedykta przypomniaa, e z powczystym spojrzeniem i prawie namitnym ruchem obie rce 
ku niemu wycigna. 
Gdyby on by wtedy pochwyci j w objcia i okry gorcymi pocaunkami, gdyby potem 
zaprzesta cigego chodzenia okoo gospodarstwa i jedenia za interesami, a w wykwintnym i 
modnym ubraniu przesiadywa zacz w jej gniazdku razem z ni czytajc w trzech jzykach 
powieci i podre i dugimi godzinami mionie w oczy jej patrzc  kto wie, jakie zmiany w 
poyciu ich zaj by mogy; kto wie, czy tym sposobem zmysom jej i wyobrani uczyni by 
zado nie mg... Ale on znowu tylko ukoni si jej bardzo grzecznie i jednej tylko z 
wycigajcych si ku niemu rczek dotkn z lekka kocami swych palcw. Ona te odwrcia 
si szybciej daleko, niby si tego po jej osabieniu spodziewa byo mona, i odesza. Wtedy ten 
pleczysty i silny mczyzna zamia si zrazu krtkim, nerwowym miechem, potem duszym, 
a potem tak dugim i usta nie mogcym, e a na kanap z oskotem upad i oczy sobie obu 
rkami zakry... 
Od tej pory pani Emilia przestaa ju i do ogrodowej altany uczszcza. Za pienidze, z 
zegarkow akuratnoci otrzymywane od ma, okleia sw sypialni papierem bkitnym, a 
gabinet biaym w polne kwiatki. Tu ustawia meble bkitne, tam psowe, toalet przyozdobia 
puchem mulinw i koronek, etaerki napeniaa coraz nowymi ksikami i cackami, coraz nowe 
sprowadzaa materiay do rcznych robtek. Teres umiecia obok sypialni swej, aby zawsze 
mie pod rk lektork, powiernic i podawaczk lekarstw. Tak ya, z ka przenoszc si na 
szezlong i z szezlonga na ko, cicha, agodna, nie tylko nikomu nie dokuczajc, ale cienia 
przykroci nigdy nie czynic, dniami i tygodniami czasem nikogo z domowych nie widujc i ani 
wiedzc, co si w dalszych pokojach domu dzia mogo. O tych dwch swoich ulubionych, 
ustrojonych, wszystkim, co lubia, usanych pokojach poufnym swym mawiaa: 
 To cay mj wiat! 
wiatem za Benedykta sta si obszerniejszy od pokojw jego ony, ale take niezbyt 
obszerny Korczyn. Stopniowo i coraz prdzej te czterdzieci wk gorszego i lepszego gruntu 
zasaniay przed nim ca kul ziemsk ze wszystkim, co na niej jest i byo. Usiewa co rok 
dwiecie morgw zboem i pastewnymi trawami; na piaskach sadzi kartofle i wyprzedawa je z 
zyskiem ssiednim gorzelniom, inwentarze starannie utrzymywa, we dworze zawsze mia co 
do naprawiania i podtrzymywania, z ssiadami o kady prt* ziemi, o kad spasion trawk i 
kad w lesie zrban ga przed sdami i bez sdw ujada si coraz zacieklej. Z kilku tysicy 
przez ca t prac otrzymywanego dochodu wypaca raty bankowe, procenty od posagu siostry 
i z najwiksz ju regularnoci procenty od poowy posagu ony. Potem paci za syna w 
* P     dawna polska miara dugoci (4,32 m). 300 prtw kwadratowych = 1 morga. 
39 
szkoach i za crk na warszawskiej pensji. Co zostawao pienidzy na utrzymanie domu, tym 
rzdzia Marta. Co zostawao czasu od gospodarstwa i interesw, tego uywa Korczyski na 
polowanie z wyem i czytanie gazety, przy ktrym najczciej zasypia. Gazeta mwia o 
gonych i dalekich sprawach, ktre coraz wicej wydaway mu si obcymi i jaowymi. 
Wszystkie siy swe przelewa na ten warsztat, na ktrym od lat tylu i z takim trudem tka byt 
wasny i przyszo swych dzieci. Nici tkaniny rway si cigle i uciekay w gb pasma; chwyta 
je, zwizywa i dra o to, aby kiedykolwiek nie porway si ze szcztem. Lka si te wielu 
innych jeszcze rzeczy. Czasem zdawa si mogo, e zapomina mwi, tak by milczcym. 
Kiedy za rozgada si, nie o wszystkim mwi jasno. Naby zwyczaju zastpowania niektrych 
zda lub imion wasnych trzema nic nie znaczcymi wyrazami: To... tamto... tego... Nie byy 
one jego przysowiem, bo nie uywa ich zawsze, ale czasem, gdy zaciwszy si w mowie i 
troch jkajc si zaczyna swoje: To... tamto..., suchaczom si zdawao, e mdry i filuterny 
bysk przelatywa mu w piwnych, pospnych renicach... 
40 
IV 
Ustawiczne kopoty i zajcia pana Benedykta z jednej strony, a z drugiej sabe zdrowie pani 
Emilii i sposb ycia, jaki wioda ona od lat ju wielu, nie dozwalayby na utrzymywanie 
szerokich stosunkw towarzyskich. Oboje te, cho dla przyczyn rnych, nie pragnli ich 
wcale. On unika wydatkw i przeszkd w gospodarskich pracach, ona lkaa si ruchu, gwaru i 
wszelkiej fatygi. Jednak zupenie wyosobnionymi spord ludzi by nie mogli. Dawne stosunki 
sprowadzay im niekiedy odwiedziny krewnych i ssiadw; raz w rok, na imieniny pani domu 
przypadajce w ostatnim dniu czerwca, zjedaa si do Korczyna znaczna ilo goci. By to ju 
zwyczaj przyjty od tak dawna, e zmieni go byo nie podobna bez uchybienia najprostszej 
przyzwoitoci i naraenia si na niech wielu osb. 
W wielkiej jadalnej sali okoo czterdziestu osb wstawao od stou okrytego starowieckimi 
naczyniami z porcelany i krysztau i cikim, rwnie starowieckim srebrem. wiato 
soneczne, agodzone przez zapuszczone u okien sztory, nadawao tej zastawie bogate poyski. 
Jak w caym dworze, tak i tutaj wida byo obfite pozostaoci dawnych dostatkw tego domu. 
Nic nowego, ale wszystko, cokolwiek przez trafy losu wydartym nie zostao, ze starannoci 
wiadczc o czujnych i czynnych gowach i rkach zaoszczdzone i przechowane. 
Gospodyni domu, caa byszczca od detowych ozdb, ktre j okryway, daa znak wstania 
od stou. Z najstarszego przy stole miejsca powolnym ruchem podniosa si wdowa po Andrzeju 
Korczyskim, kobieta na wiek swj jeszcze zadziwiajco pikna. Matka trzydziestoletniego 
syna, mogaby prawie podbija serca ludzkie, ale jak oglnie w okolicy tej wiedziano, wszelka 
zalotno bya jej zawsze i zupenie obc. Od owej przed dwudziestu trzema laty wydarzonej 
straszliwej chwili, w ktrej dowiedziaa si, e jest wdow, nie zdja z siebie ani razu sukien 
aobnych i w posagowym swoim majtku, wychowaniu i pieszczeniu jedynaka wycznie 
oddana, ya jak zakonnica, wiata unikajc, a wszelkie przypuszczenia o moliwoci 
powtrnego wyjcia za m odpierajc nieprzezwycionym chodem. Tote cnoty czystoci i 
powicenia zdaway si od stp do gowy przyobleka jej wysok i bogato rozwinit kibi, 
ktr malowniczo opywaa czarna i cika suknia. Czarne koronki i gadkie pasma jasnych, 
siwiejcych wosw aobn ram otaczay twarz jej o rysach wydatnych i prawidowych, 
delikatn bladoci okrytych i zmconych ledwie dostrzegalnymi zmarszczkami, ktre zbiegay 
si w drobne snopy okoo wielkich, smutnych oczu i chodnych, dumnych ust. Najdrobniejsza 
byskotka nie oywiaa jej wdowiego stroju; umiech wesoy bardzo rzadko owieca zamylone 
rysy. Gdy sza albo do kogo przemawiaa, gow podnosia wysoko i powieki spuszczaa, co 
rzucao na ni podwjny wyraz wyniosoci i skromnoci, w ktrym przemagaa wynioso. Jak 
wysoce powaali j czonkowie jej rodziny, wiadczy o tym lkliwy nieledwie popiech, z 
ktrym gospodarz domu, gdy tylko powstaa z miejsca, podawa jej rami. 
Jaki otyy i na jowialnego gastronoma wygldajcy ssiad ofiarowa si na towarzysza 
siostrze pana Benedykta, pani Jadwidze Darzeckiej, cakiem do brata niepodobnej, przysadzistej, 
rumianej, gadatliwej i zanadto bogato w aksamit i brylanty strojnej kobiecie, ktra rk sw 
bransoletami okryt kadnc na ramieniu ssiada, zza tumu osb z krzese powstajcych dojrze 
usiowaa, z kim dwie dorose i dwie niedorose crki jej od stou odchodzi bd. M jej, 
czowiek wysoki, sztywny, siwiejcy, z arystokratycznymi rysami twarzy, ktry w czasie obiadu 
41 
pynnie i kwiecicie mwi o Woszech, Paryu, Ostendzie i rnych innych wsawionych 
punktach Europy, za gospodarzem domu i jego bratow szed z pani Emili. W ogle na 
rodzinie Darzeckich zna byo niepospolite w tych stronach bogactwo. On mia ruchy i mow 
czowieka silnie stojcego na zotych nogach; panie byy strojne i mwiy wiele o zagranicy i 
zabawach. 
Rwnie bogaty albo i bogatszy jeszcze Teofil Ryc siedzia by przy stole obok maej, 
zgrabnej, modziutkiej blondynki, ktra szeleszczc sw jasn atasow sukni, ywo poruszajc 
gow ubran w kwiaty, z dziecinnymi prawie ruchami obnaonych nienych ramion, 
szczebiotaa mu po francusku: comme quoi* przed dwoma laty ma swego Zygmunta 
Korczyskiego, na wodach* poznaa; comme quoi podoba si jej od razu, ale rodzice jej, w 
odlegych std stronach mieszkajcy, dugo zgodzi si nie chcieli, aby ona tak wczenie za m 
wychodzia; comme quoi matka Zygmunta, pani Andrzejowa Korczyska, tam przyjechaa, za 
synem si wstawia i wszelkie przeciwnoci zwyciya; comme quoi przed dwoma laty z 
Zygmuntem do tej okolicy przyjechaa, ale okolica nie podoba jej si bardzo, natur ma 
monotonn i prozaiczn, towarzystwa i rozrywek wcale nie ma; Zygmunt malowa tu nie moe, 
bo mu brakuje natchnie i tematw, wic pewno oboje wkrtce do Monachium lub Rzymu 
wyjad, gdzie talent malarski Zygmunta etc., etc. Ryc, ze sw wykwintn postaw i bia jak 
welinowy papier twarz, grzecznie sucha tego ptaszcego szczebiotu, podtrzymujc go 
rzucanymi czasem sowami, a czsto zza szkie swych binokli patrzc ku przeciwlegemu 
punktowi stou, na ktrym Justyna po francusku take, rozmawiaa z niemod i bardzo w tym 
towarzystwie osamotnion cudzoziemk, nauczycielk modszych panien Darzeckich. Par razy 
spojrzenia, jego wracajc, od Justyny zbiegay si w drodze ze spojrzeniami siedzcego po 
drugiej jego stronie Zygmunta Korczyskiego, przystojnego, cho troch zbyt bladego i na wiek 
swj chmurnego bruneta. Obaj spogldali czsto w jedn stron, co na cienkie wargi Ryca 
sprowadzio szybki, ironiczny umiech. Ale modziutka Klotylda, szczebioczc, gestykulujc, 
czsto w twarz ma wlepiajc dugie spojrzenia, nic wcale nie spostrzegaa, a kiedy wstawa od 
stou zaczto, z dziecinn prawie wesooci rami Zygmunta pochwycia i wznoszc ku niemu 
sw zgrabn gwk i swe szafirowe oczy, do niego znowu szczebiota zacza. 
Tak utworzyy si cztery naczelne pary, za ktrymi posuno kilka innych, daleko skromniej 
wygldajcych, zoonych z kobiet i mczyzn, ktrych ubranie i twarze zdradzay walk z 
losem do cik. Byli to ssiedzi Benedykta Korczyskiego, mniej wicej w takim, jak i on, 
pooeniu bdcy i podobny prowadzcy sposb ycia. Kobiety tam byy w podstarzaych 
materiach i tanich byskotkach; mczyni ogorzali, wsaci, ubrani wcale nie wedug ostatniej 
mody. Pomidzy tymi kilkunastu twarzami kobiecymi i mskimi znajdoway si takie, ktrym 
spracowanie czy zgryzoty wychudziy policzki i przedwczesnymi zmarszczkami okryy czoa; 
teraz jednak, wrd licznego zebrania, czuli si i oni czy usiowali okaza si wesoymi, a w 
dodatku jeszcze eleganckimi. Chd i ruchy ich zdradzay, e takie ceremonialne odchodzenie od 
jadalnych stow zwyczajnym im nie byo, e jeli i znali kiedy podobne parady, to od dawna 
od nich odwykli. Mczyni nie czynili sobie nawet wielkiego przymusu, ale panie krygoway 
si nieco, prboway ruchw majestatycznych lub polotnych, umiechami ozdabiay przywide 
usta, przez co nabieray charakteru obcej im moe kiedy indziej nadtoci lub gapiowatoci. 
Za tymi skromnymi parami, na ktrych najwyraniej odbijao si pitno czasu i miejsca, 
nastpio znowu kilka par wietnych. Ryc prowadzi strojn pann Darzeck, ktra miaa 
wysoki wzrost Korczyskich i chodne rysy swego arystokratycznego ojca, a ktrej narzeczony, 
blady blondyn z angielskimi bokobrodami i tytuem hrabiego, podawa rami siostrze jej, 
modziutkiej, ywej, zalotnej brunetce. Potem szed jeszcze Kiro prowadzc Teres Plisk, 
ktra dnia tego ju nie twarz, ale gardo obwizane miaa batystow chusteczk, a prowadzi j w 
*  o mm e q u o i (franc.)  jako to. 
*  a wo d a  h  wuzdrowisku. 
42 
ten sposb, e kilka patrzcych na to osb umiechno si albo nawet zamiao gono. 
Krygowa si, rami jej do boku swego przyciska, o czym jej szepta; widocznie towarzyszk t 
wybra sobie dla artu i miechu. Na koniec, w nieadzie ju, posypaa si modzie pci obu pod 
przewodnictwem dwudziestoletniego syna i czternastoletniej crki gospodarstwa. 
Justyna, powstawszy z miejsca, szybko przybliya si do ojca, ktry na oglne wstawanie od 
stou nie zwaajc, pilnie i chciwie dojada ogromn porcj galarety i biszkoptw. Ku schylonej 
nad talerzem i srebrem siwizny okrytej gowie jego schylajc sw gow, ubran tylko w czarny 
warkocz i par wieych kwiatw, z lekka ramienia jego dotkna. 
 Chodmy, ojcze! 
 Zaraz, zaraz  odmrukn  tylko widzisz... skocz... 
 Wszyscy odchodz  bardzo cicho nalegaa samemu  tak przy stole zostawa nie wypada... 
Bkitne, wilgotne, z rozmarzonym wyrazem oczy starego znad talerza podniosy si na 
pochylon twarz crki. 
 Nie wypada... to prawda, e nie wypada; a kiedy nie wypada, to nie ma ju co... chodmy.., 
Raz jeszcze spojrza na pozosta pord talerza galaret, starannie serwet otar swe pulchne, 
psowe usta i siwe wsy, wsta, waciwym sobie ruchem, wysuwajcym nieco naprzd odek, 
wyprostowa si. Justyna wsuna mu rk pod rami. Poszli za innymi, lecz w znacznej od 
innych odlegoci. 
 Dobry by obiad  mrucza stary  bardzo dobry... Poldwica troch nie te... ale kurczta i 
szparagi... caca! Jada, Justynko, a? 
 Jadam, ojcze  odpowiedziaa. 
 Che, che!  zamia si i filuternie na crk spojrza  albo to ty na takie rzeczy uwaasz? U 
ciebie jeszcze fiu! fiu! w gowie! Syszaem dzi, jak Kiro mwi pani Benedyktowej, e ten 
Ryc w tobie... te... a i Zygmu znowu dojeda zaczyna... dawne dzieje... przypominaj si 
moe? a? cho ju onaty... ale serce to te... nie suga... wiem ja to sam... pamitam... 
Justyna sza zwykym swym rwnym krokiem, z gow nieco podniesion i patrzya w 
ziemi; mona by myle, e sw ojca nie syszaa. 
W sali jadalnej pozostao tylko paru lokajw, ktrzy, z gomi przybyli, pomagali w 
usugiwaniu przy stole jedynemu w tym domu lokajczykowi. Pozostaa tam take Marta, w dniu 
tym witecznie ubrana, z kolorow kokard na szyi i wysokim grzebieniem we wosach. Do 
obiadu prawie nie siadaa, chocia nakrycie dla niej znajdowao si na stole; nadzorowaa 
przynoszenie pmiskw, kolej podawania wszystkiego, dokadno i szybko usugi. Zapewne 
ju i na par dni pierwej przed tym dniem, zupenie w domu wyjtkowym, panna Marta sporo do 
czynienia mie musiaa, bo gdy wszyscy wyszli ju z sali, ciko na jedno z krzese opada i 
splecione rce na kolana opucia. Zgarbia si przy tym i pochylia gow tak, e wydawaa si 
skurczon i jakby w sobie zwinit. Spod schylonego czoa, na ktre zbiego mnstwo 
zmarszczek, zamylonym spojrzeniem wodzia po dugim stole i w nieadzie okoo niego 
stojcych krzesach. Powoli gow trz zacza tak, jak kto, kto wspomina i wrd miejsc tych 
samych pamici ciga wcale inne obrazy i twarze. Powoli te ogniste oczy jej przygasay, 
nieruchomiay i zachodziy wilgotn mg. Nagle odezwa si za ni ostry dyszkant domowego 
lokaja, Franka: 
 Kaw przyniosem! 
Jak spryn podniesiona z krzesa wstaa i dwoma szerokimi krokami przystpia do 
bocznego stou, na ktrym tylko co postawiono wielki imbryk ze zgotowan kaw. Chwycia 
imbryk i nalewa pocza kaw do starych porcelanowych filianek. 
 Franek!  zagrzmia na ca sal gos jej basowy i troch ochrypy  po jakiemu to filianki 
wytarte! py na spodzie! Podaj mi tu czyst serwet, niedogo, syszysz? 
Tymczasem odchodzce od stou pary przebyy wielki przedpokj i do poowy salonu 
doszedszy, rozstaway si ze wzajemnymi ceremonialnymi ukonami. Pani Andrzejowa, nie 
43 
podnoszc powiek, cieniem umiechu i lekkim pochyleniem gowy, ktr wnet znowu wysoko 
podniosa, podzikowaa szwagrowi. Darzecka rk otyego ssiada, ktry jej wietnego 
wydawania crki za hrabiego winszowa, ciskaa tak mocno, e a bransolety jej gono 
zadzwoniy. Modziutka i malutka Zygmuntowa Korczyska zoya przed swoim chodnym i 
zachmurzonym mem dyg artobliwy, a tak gboki, e a prawie do ziemi przysiada, po czym 
wnet znowu pochwycia jego rami, jakby ani na chwil rozstawa si z nim nie chciaa. 
 Tu fais des folies, Clotilde * z cicha upomnia j m. 
 Mais puisque je suis folle de toi*!  tulc si mu do boku i oczy ku niemu wznoszc 
odszepna. 
Pani Emilia, wiodc panie ku gwnym kanapom i fotelom, koczya rozmow z wysokim i 
sztywnym szwagrem swego ma, ktry z galanteri zwracajc ku niej sw delikatn, blad, w 
wsk ram siwiejcych bokobrodw ujt twarz, pynnie i ozdobnie mwi tym razem o 
Szwajcarii. 
 Gdyby bratowa chciaa kiedy wyrwa si z tego zaktka i czas jaki przepdzi w uroczej 
Szwajcarii, zdrowie jej i humor ulegyby niezawodnie bardzo szczliwym zmianom. 
Jednak zdrowie jej i humor wydaway si dzi doskonaymi i patrzc na jej z lekka 
zarumienione policzki, promieniejce oczy i psowe usta, nikt by nie odgad mczarni, ktre 
przez kilka dni poprzednich przebywaa. Ju przyjazd dzieci na wakacje, mieszajc w zwyky 
tryb jej ycia troch ruchu i gwaru, sta si dla niej przyczyn wzmoonego bicia serca i paru 
bezsennych nocy. Wobec majcego wkrtce nastpi w domu jej zebrania miertelnie lkaa si 
na ten dzie wanie dosta migreny, chrypki, newralgii, odkowej niedyspozycji, 
czegokolwiek sowem takiego, co by jej fatyg przyjmowania goci uniemoebnio. Z t obaw 
przebywaa dnie i budzia si nocami, biorc zdwojone dozy bromu, laurowych kropel i 
magnezji*, puczc gardo roztworem rnych soli i kor, smarujc maciami zagroone blem 
miejsca. Trwao to a do dzisiejszego ranka, w ktrym przy bardzo starannym i dugim ubieraniu 
si przypomniaa sobie dawne, lepsze czasy i zapragna znowu by cho przez dzie jeden tak, 
jak niegdy, niegdy... Wysza do salonu dziwnie wzmocniona i podniecona, z ywoci ruchw, 
ktrych wczoraj jeszcze nikt by si w niej ani domyli, z tym samym rozpromienieniem oczu i 
umiechu, z jakim teraz zwrcia si ku dwom ssiadkom, ktre zapytyway j o jej sabe i tak 
bardzo, bardzo delikatne jej zdrowie. 
Za otwartymi na ocie szklanymi drzwiami staa wysoka ciana zielonoci, w ktrej klony, 
wizy, lipy, jawory, w nierozwikany chaos mieszajc potne swe gazie, zdaway si tumnie 
toczy i nastpowa na siebie. Gste sploty dzikiego wina, tworzc grube kolumny i 
przezroczyste festony, ocieniay obszerny i kilku wschodami z ogrodem rozdzielony ganek, na 
ktry gospodarz domu wyprowadzi starszych ssiadw swych i krewnych, czstujc ich tam 
cygarami. W jednym z rogw salonu, przy otwartym fortepianie, Ryc, mody hrabia z 
angielskimi bokobrodami i Zygmunt Korczyski, ktrzy zna cygar pali nie chcieli, bo na 
ganek nie wyszli, rozmawiali ze sob, przyciszonymi gosami, ale bardzo uprzejmie. Mao sobie 
znani, zeszli si oni z sob pocignici niby prawem naturalnego doboru. Pomimo bowiem 
wielkich rnic powierzchownoci, z ubiorw swych, gwatownie na pami przywodzcych 
urnale md, z postaw i ruchw, nic pod wzgldem wykwintnoci nie pozostawiajcych do 
yczenia, ze sposobu mwienia, wyrniajcego si lekkim cedzeniem sylab i przymieszk 
francuskich wyrazw, z kobiecego prawie wydelikacenia cery i rk  byli oni bardzo do siebie 
podobni, przedstawiali niejako jeden typ, przez pewne warunki urodzenia, wychowania i 
majtku wyrabiany. Tylko e hrabia cedzi sylaby i francuszczyzny uywa najwicej, a 
Zygmunt Korczyski najmniej; przy tym u tego ostatniego w ukadzie wosw, wyrazie twarzy i 
*  u f a i  d e  f o l i e ,  l o  i l d e (franc.) postpujeszjak szalona, Klotyldo. 
* M a i  p u i  q u e j e sui  f o l l e d e  o i (franc.)  ale ja szalej za tob. 
* M a g  e z j a  rodek leczniczy stosowany przy schorzeniach przewodu pokarmowego. 
44 
przybieranych pozach byo co marzcego i jakby nag do malowniczoci zdradzajcego, co 
koniecznie przypomina musiao artyst. 
Istotnie, opowiada on w tej chwili dwom towarzyszom swym o paroletnim pobycie swym w 
Monachium*, ktry wicej mu przynis korzyci i artystycznych uciech ni kilkuletnie studia 
odbyte w szkoach sztuk piknych, wiedeskiej naprzd, a potem troch w paryskiej i 
dsseldorfskiej*. Hrabia chwali take Monachium, Wiede, Pary, ale przekada Wochy, gdzie 
wrd najpikniejszej natury znajdoway si wedug niego najpikniejsze w wiecie kobiety. 
Ryc znowu najduej mieszka w Wiedniu, to miasto znajdowa najweselszym i w nim  jak o 
tym z ironicznym umiechem nadmieni  najpikniejsze swe pozostawi wspomnienia. Po kilku 
minutach podobnej rozmowy razem jako podnieli powieki i uwaniej ni przedtem wzajemnie 
na siebie popatrzali. W spojrzeniach ich, oprcz zwikszonej uwagi, przemkn cie ironii i 
wszystkim trzem razem byskawiczny umiech przemkn si po ustach. 
 Pomylaem sobie wanie w tej chwili  wicej jeszcze ni zwykle cedzc sylaby zacz 
hrabia  jak to dziwnie i... troch... ambarasujco... poznawszy te wszystkie miejsca, o ktrych 
tylko co mwilimy, spa na jak jaow i guch pustyni... 
Najpewniej wszyscy trzej razem o tym samym pomyleli. Ryc nerwowym ruchem 
pocign sznurek od binokli i uwalniajc na chwil od szkie oczy swe, ktrych czarne renice 
przygase byy i smutne, niedbale wymwi: 
 Tout lasse*! 
 Ale pan  zwrci si do Ryca Zygmunt Korczyski  nie miae jeszcze czasu zmczy 
si t guch i nudn pustyni, o ktrej wspomnia hrabia, od trzech miesicy dopiero mieszkajc 
w swoich tutejszych majtkach. Ja, ktry obywatelskiego nowicjatu licz ju dwa lata, mog 
powiedzie panu, e... ambaras mj, jak wyrazi si hrabia, granic nie ma i e dotd jeszcze nie 
doszedem do zrozumienia, jakim sposobem pord tych stod, obr i tak zwanych interesw 
wyy potrafi... 
 Na pociech sw i uprzyjemnienie czasu masz pan przynajmniej pikny talent  uprzejmie 
podj Ryc. 
Po bladej, ciemnymi bokobrodami otoczonej twarzy Zygmunta przebieg bolesny prawie 
niepokj. 
 Zaczynam wtpi, czy go posiadam  z pozorn niedbaoci, ale przykrym zagiciem ust 
odpowiedzia. 
 Jakie teraz ptno przygotowujesz pan...  zacz hrabia. 
I nie dokoczy, gdy zza Ryca i Zygmunta wysun si w tej chwili modziutki, 
dwudziestoletni chopak, w ktrym na pierwszy rzut oka mona byo pozna studenta. redniego 
wzrostu i bardzo zgrabny, poruszeniami ciaa i gr fizjonomii zdradza organizacj niezmiernie 
yw i nerwow. Rysy twarzy mia delikatne i pikne, ale cer bladaw i zmczon; drobny, 
jasny wsik zaledwie zaczyna osypywa mu grn warg, a z wielkich, piwnych oczu, zupenie 
do oczu Benedykta Korczyskiego podobnych, zdaway si sypa iskry i tryska pomienie. Z 
ywoci i zapaem, ktre widocznie zwycia musiay troch niemiaoci i zmieszania, z 
rkami w ty zaoonymi i lekkim ukonem, zwrci si ku Rycowi. 
 Przepraszam pana  zacz gosem prawdziwie modzieczym i troch wicej ni wypadao 
podniesionym  ale tak chciabym wiedzie, jakie reformy i urzdzenia wprowadzi pan 
zamierza w swojej Woowszczynie. Syszaem, e s to dobra bardzo zaniedbane, i jak 
* M o  a  h i u m  miasto bawarskie nad Izar, synne z bibliotek, Akademii Sztuk Piknych i bogatych zbiorw 
sztuki. W wieku XIX stanowio ono ywy orodek kultury malarskiej. Ksztacili si tam m. in. znakomici malarze 
polscy: bracia Gierymscy, Brandt, Chemoski i in.
* D    e l d o  f  miasto niemieckie w Nadrenii; w w. XIX znajdowaa si tam synna Akademia Sztuk Piknych 
oraz bogate zbiory sztuki, przeniesione pniej do innych miast niemieckich.
*  o u  l a   e (franc.)  wszystko nuy. 
45 
dowiedziaem si, e pan w nich sam zamieszkae, ucieszyem si nadzwyczajnie. Tak 
cieszyem si, doprawdy, e bd mia przyjemno pozna pana, i tak obiecywaem sobie 
obszernie o tym z panem pomwi... e... e nie mogem sobie odmwi... 
Przed kilku godzinami modziutki syn gospodarstwa zosta przez ojca swego tym z goci, 
ktrzy go jeszcze nie znali, przedstawionym; wiedzc wic, kim by ten, kto go teraz z 
widocznym poczeniem arliwoci z niemiaoci napastowa, Ryc umiechn si uprzejmie 
i po chwili wahania odpowiedzia: 
 Bardzo mi przyjemnie i chciabym prawdziwie yczenie paskie speni... tylko... tylko e o 
wprowadzeniu reform czy ulepsze w Woowszczynie dotd nie pomylaem... 
Szczere, naiwne, gbokie zdziwienie odbio si na ruchliwej i wyrazistej twarzy studenta. 
 Jak to!...  zacz  a ja mylaem, e wanie tacy ludzie jak pan, modzi i moni... dawa 
musz inicjatyw... przykad... nauk... 
 Ale ja wcale nie jestem ju modym!  z silnym drganiem czoa i troch przykrym 
miechem zawoa Ryc. 
 Quand on a mang un million, on se sent un sicle sur le dos, nest-ce pas*?  z troch 
koleeskiej poufaoci szepn do Ryca hrabia. 
Ale modziutki Witold Korczyski na przerwy te nie zwaa i mwi znowu: 
 Mnie to, widzi pan, niezmiernie interesuje... Od dwch lat nie byem w domu, bo w 
przeszym roku ojciec pozwoli mi spdzi wakacje na praktyce agronomicznej w pewnych 
wielkich i wzorowo zagospodarowanych dobrach... Teraz skoczyem w szkole kurs drugi i 
mam ju niejakie wyobraenie o tym, jak by powinno, wiedzc dobrze skdind, jak w naszych 
stronach jest... Mnie si zdaje, e jest bardzo le pod kadym wzgldem, i e panowie 
powinnicie ogromnie wzi si do pracy i nad ziemi, i nad ludem, aby... 
 Widziu  z pewnym zakopotaniem do stryjecznego brata przemwi Zygmunt  gow 
masz tak napenion teoriami, e wygasza je potrzebujesz zawsze i wszdzie... Jest to zwyk 
cech pierwszej modoci... 
 Naturalnie  prostujc si i gow podnoszc przerwa Witold, a z oczu posypay si mu 
iskry  i nie obrazie mi wcale, Zygmuncie, przypominajc, e jestem bardzo mody. Ty 
zreszt take modym jeste i nie masz prawa usypia na swych malarskich laurach. C by, na 
przykad, odpowiedzia mi, gdybym ci zapyta: jak w twoich Osowcach stoi lud wiejski... tak... 
na przykad... pod wzgldem owiaty... moralnoci, ekonomicznego bytu?... 
 Odpowiedziabym, e stoi on pod tymi wszystkimi wzgldami jak najgorzej...  z 
niedbaym umiechem odpar Zygmunt. 
 I ty o tym moesz tak lekcewaco mwi! I panowie moecie tak obojtnie wzgldem tego 
si zachowywa!  oburzy si chopak i znowu zwrci si do Ryca.  Mnie si zdaje, e pan 
chyba inaczej mylisz o tym ni Zygmu... on tak by wychowany... zreszt... artysta! Ale pan 
pewnie zechcesz zstpi do klas niszych, tak dugo zaniedbanych, a ktrym wszystkie idee 
naszych czasw przyznaj prawo... 
 Mj Widziu  z widocznym ju znudzeniem przerwa znowu Zygmunt  idee czasu s 
rzecz bardzo pikn... 
 I szanown  z umiechem dorzuci hrabia. 
 Ale spytaj si swego ojca, w jakie pooenie popad by kiedy, kiedy to zamierza 
zstpowa... dwiga... 
Witold zarumieni si jak zmieszana dziewczyna, spuci oczy i wyjka: 
 Mj ojciec... nie jest do monym... nie posiada moe do rodkw... 
Widocznie ta wzmianka o ojcu sprawia mu przykro, wnet jednak z odrodzon arliwoci 
zwrci si do Ryca: 
 Ale pan...  zacz. 
* Q u a  d o  a m a  g ... (franc.)  gdy si przejado milion, czuje si cay wiek na barkach, nieprawda? 
46 
Tu przecie gos mody take, cho troch grubszy od jego gosu, przerwa mu 
wykrzyknikiem: 
 Witold ma suszno, zupen suszno! Kt, jeli nie panowie, powinien naprawia bdy 
starszych, a nam modszym drogi torowa?... Gniew przejmuje, kiedy przybywajc z szerokiego 
wiata widzimy, jak wszystko zastojowi okropnie ulega. Gospodarstwa rutyniczne* albo 
zrujnowane, ziemia z rk waszych ucieka, lud dziczeje, a nikt ani palcem nie poruszy, aby 
cokolwiek podnie... udoskonali... 
Z tymi sowami w sukurs Witoldowi przybywa nieco starszy od niego kolega szkolny, 
student tak jak i on, syn jednego z obecnych tu i w tej chwili na ganku siedzcych obywateli. 
 Temperatura podnosi si zaczyna  szepn do Ryca hrabia. 
Ale Ryc wszystkich tych przemw studentw sucha ze spuszczonymi oczami, nerwowym 
ruchem palcw igrajc ze sznurkiem od binokli, z drgajcym, tak drgajcym czoem, e drgania 
te dosigay skry czaszki pod rzadkimi, ufryzowanymi wosami. Co go drczyo i jakby 
zamierza koniec pooy sytuacji dla niego przykrej, zwrci si do Zygmunta z prob, aby 
przedstawi go on matce swojej. 
Hrabia pody zwolna ku punktowi salonu, w ktrym znajdowaa si jego narzeczona; dwaj 
studenci, wraz z trzecim, ktry si do nich przyczy, ywo rozmawiajc i gestykulujc usunli 
si na stron, a Zygmunt Korczyski i Ryc przebywali ca dugo salonu zmierzajc ku 
fotelowi, na ktrym w gronie pa, ale milczca i nieco wyosobniona, siedziaa pani Andrzejowa. 
Na ukon przedstawianego jej dystyngowanego pana odpowiedziaa zwykym sobie powolnym 
pochyleniem gowy, ktra ani na chwil nic ze swego wyniosego i surowego charakteru nie 
utracia. Dopiero kiedy Ryc obok niej usiadszy mwi zacz o tym, e widzia i podziwia na 
jednej z wielkomiejskich wystaw obraz, ktry przed trzema laty wyszed by spod pdzla jej 
syna, podniosa powieki i w twarzy stojcego przed ni Zygmunta z nieopisanym spojrzeniem 
zatopia swe oczy, jeszcze bardzo pikne, cho wida byo, e barw ich i blaski przez dugie 
lata gasiy tsknoty i zy. Przy tym surowe jej usta rozwary si nieco i zarysoway umiech 
niewymownej tkliwoci i sodyczy. By to jednak przelotny bysk, po ktrym grzecznie, ale 
chodno rozmawia zacza ze swym nowym znajomym o talencie Zygmunta, o przeszkodach, 
jakie znajduje on w rozwijaniu go, odkd mieszka w domu, o trudnoci poczenia zawodu 
gospodarza wiejskiego z natchnieniami i potrzebami artysty... Przy tych ostatnich uwagach 
wbrew zwyczajnemu ukadowi swemu uczynia par niespokojnych porusze i znowu oczy na 
syna podniosa, tym razem przecie badawcze i troch strwoone. Ale do ramienia Zygmunta 
popiesznie uczepia si ju modziutka jego ona i z zalotnymi minkami co do niego szepcc, 
uprowadzia go na stron. Niektre z pa siedzcych na kanapie i fotelach nieznacznie 
ukazyway sobie mod par, ogldnie i z cicha robic uwagi, e w tym maestwie czuo 
ony o wiele stopni przenosi czuo ma, e ona, do posana, wietnie skoligacona i 
wychowana, wydaje si zakochan w nim bez pamici, a on ma bardzo min czowieka 
pooeniem swym znudzonego. Wieci chodz, e gospodarstwem prawie si nie zajmuje i 
interesy swe wcale nieosobliwie prowadzi, a pani Andrzejowa aowa ju zaczyna, e 
wychowaa syna w nadzwyczajnych pieszczotach, z dala od kraju i tego kawaka ziemi, na 
ktrym y mu wypadao. 
 Dobrze jej tak, bo jest dumna jak udzielna ksina i syna za pboka miaa...  zagadaa 
jaka ywa i mowna ssiadka, jedna z tych, ktrych jedwabne suknie nosiy na sobie widoczne 
lady dawnoci i kilkakrotnych przerabia. 
Druga, agodniejsza, z dug, mizern twarz na doni opart, inaczej o tym sdzia. Gow 
ubran w dziwne jakie pira powoli wstrzsajc, smutnie zacza: 
 Bez ojca chowany... bez ojca!... Co to jest chopcw wychowywa bez ojca, to ja wiem, bo i 
mnie w tym samym czasie, co i pani Andrzejowej, opiekuna dla synw zabrako!... 
*  u  yn i  z  e  szcztkowe. 
47 
 Ciotk mia za to  sprzeciwia si pierwsza  t Darzeck, co to wypadkiem za bogatego 
czowieka wyszedszy, sama nie wie, jak d si i stroi... Ona take synowczykowi poduszeczki 
pod boki podkadaa i geniusz wmawiaa... 
 Przez pami dla brata moe  bronia druga  przez pami dla brata... i jakiego brata i 
czowieka!... Sierot po nim piecia i jak najwyej wyniesionym widzie pragna. 
Kawa czarna i towarzyszce jej napoje ju przez lokajw rozniesionymi zostay, ale tac z 
likierami Kiro pochwyci z rk sucego i na bocznym stole w salonie j postawi. Kociste 
policzki jego rumieniy si troch, mae oczy byszczay, najjowialniejszy w wiecie umiech 
otwiera wskie usta. By w tej chwili upostaciowaniem doskonaego zadowolenia ze zjedzonego 
obiadu, wypitego wina i najbardziej moe z panujcego dokoa towarzyskiego gwaru. W dwch 
palcach jednej rki trzymajc zgaszone przez wzgld na panie cygaro, drug przebiera flakony 
napenione pynami rnych barw i wabi nimi ku sobie wszystkich, ktrzy si znajdowali w 
pobliu. W pobliu tacy z likierem znalaz si naprzd w otyy i na wesoego gastronoma 
wygldajcy obywatel; podyo ku niej potem z ganku paru innych ssiadw; stan te przy 
niej z oprnionym kieliszkiem w rku stary Orzelski. 
 A co pan pie? maraskino? rany? kawowy? zagada Kiro.  Moe innego teraz? 
ktrego? su! 
 Kawowego kropeleczk, jeeli aska! 
 Dobrze, a ktry to? 
 Drugi!  z dobrodusznym umiechem i rozkosznie ustami cmokajc odpar ojciec Justyny. 
 Bg trjc lubi!  zawoa czstujcy i przed starym, ktrego okrga twarz rumienia si 
coraz bardziej, postawi jeszcze jeden napeniony kieliszek. 
Wszyscy blisko stojcy zamieli si wiedzc, e artowni zmierza do zupenego upojenia 
starego, ale on wymawia si i jeden kieliszek do ust niosc, drugi na rodek stou odsuwa. 
 Nie... nie... nie...  tumaczy si  gdybym jeszcze ten wypi, to nie mgbym te... 
 Czego by nie mg?  spytao na raz ze miechem kilka gosw. 
 Gra  odpowiedzia. 
 Racja!  odrzek Kiro.  No, to kiedy pi pan nic chcesz, id przynajmniej do panienek. 
Widzisz pan, jak smutn min ma panna Teresa... ot, tam, z gardem obwizanym siedzi i 
marzy... pewno o panu... Bo panowie moe nie wiecie, jaki to z naszego muzyka baamut i 
amator pci piknej... ho, ho! Kiedy by sawnym z tego... a i teraz jeszcze... panna Teresa wie o 
tym najlepiej... 
Kto mu przerwa zapytaniem jakim, wic zacz o czym innym mwi i artowa z kogo 
innego. Orzelski za w dwch palcach trzymajc kieliszek, do poowy jeszcze zielonym 
trunkiem napeniony, drobnym krokiem, z dobrodusznym wyrazem oczu i umiechu, 
wyprostowujc si i wyginajc naprzd okrgy odek, zmierza istotnie ku gronu panien, ktre 
wielkim pkolem obsiady st, pitrzcy si albumami i ilustracjami w zniszczonych oprawach. 
W gronie tym zoonym ze starszych Darzeckich i kilku innych panien, mniej lub wicej 
wykwintnie ubranych i wesoo rozmawiajcych, znajdowaa si i Justyna. Ciemny i 
niekosztowny jej ubir uderzajco wyrnia si pord rnobarwnych i jasnych strojw, a 
gowa, tylko czarnym warkoczem i par wieych kwiatw ozdobiona, prawie surowego 
charakteru nabieraa od wszystkich tych strojnych, ruchliwych i wesoych gwek. Ona weso 
nie bya. Ju Darzeckie, bliskie jej krewne, uczyniy jej uwag, e jak zazwyczaj ubraa si 
niewaciwie i w ubraniu tym, a take ze swym milczcym usposobieniem, wyglda jak 
desperatka. 
Uczucia desperacji moe nie dowiadczaa, ale w toczcych si rozmowach o zagranicy i 
wyprawie modej narzeczonej, o rnych towarzystwach, zabawach, nowych ksikach i 
synnych w tej chwili kompozycjach muzycznych prawie adnego nie przyjmowaa udziau. 
Chwilami, gdy zamylaa si i nieruchomym wzrokiem patrzaa w przestrze, mona byo 
48 
zgadn, e czua si zupenie na zewntrz tego wszystkiego, co dokoa niej zajmowao i 
rozweselao innych. Cika nuda spyna jej na oczy i usta, czynic w tej chwili twarz jej daleko 
starsz, ni bya istotnie. Znuenie i zesztywnicie rysw nie pierzcho wtedy nawet, gdy 
zobaczya swego ojca okoo tacy z likierami i usyszaa gone arty Kiry wraz ze wtrzcymi 
im miechami ssiadw. Nie uczynia tym razem nic, aby przeszkodzi tej zreszt do 
pospolitej igraszce, i w poczuciu bezsilnoci wasnej nieruchom pozostaa. Tylko brwi jej 
cigny si nad oczami, ktre znudzone, znuone, napeniay si wyrazem niepocieszalnego 
smutku. Ale jakichkolwiek w tej chwili dowiadczaa uczu, nikt ich nie spostrzega i nie 
odgadywa. Widocznym byo, e obojtna dla wszystkiego, co j otaczao, nawzajem adnej 
takiej nie przedstawiaa cyfry, z ktr by ktokolwiek dla jakichkolwiek przyczyn liczy si tu 
chcia czy musia. Towarzyszki i kuzynki dla milczcego jej humoru i moe skromnego stroju 
troch si od niej odwracay, hrabia tu obok niej prowadzcy ze sw narzeczon dowcipn 
szermierk ignorowa j zupenie; dwaj ludzie, ktrzy w czasie obiadu szturmowali j 
przelotnymi, ale znaczcymi spojrzeniami, przed chwil salon opucili. Ryc, ktrego 
stopniowo, ale bardzo widocznie opanowywao dziwne dla wszystkiego zobojtnienie, ze 
ciemnia nagle cer i zgasynmi oczami nieznacznie wysun si w kierunku sali jadalnej. 
Zygmunt Korczyski, po cichej, ale do ywej rozmowie z on, ktr na koniec obok matki 
swej umieci, wyszed na ganek. 
Na ganku rozstawiono ju stoy kartowe, ale grono powanych panw jeszcze do gry nie 
zasiadao. Koczyli picie likierw, palili cygara i gwarnie rozmawiali. Wprzdy nieco do salonu 
dolatyway z rozmowy ich niektre sowa, rzec by mona techniczne czy profesjonalne, jako to: 
tyle i tyle kopiejek za pud* takiego i takiego zboa; tyle i tyle za wiadro wdki; taki i taki umt; 
taka i taka orka, siejba, koba itd. Teraz jednak mwili ju o polityce. Przedmiotu tego dotkn 
pierwszy Darzecki, ktry pod grub kolumn zieleni sztywnie stojc i krte nitki cygarowego 
dymu z cienkich warg wypuszczajc, pynnie i kwiecicie mwi o rnych w gazetach 
wyczytanych przewidywaniach i kombinacjach. Niektrzy z ssiadw ywszymi albo i 
rubasznymi uwagami i wykrzykami mow t przerywali. Najbardziej nawet ogorzali i zgrubiali, 
najmniej z pozoru do czynienia mie mogcy z jakimkolwiek drukiem, przy tej okolicznoci 
mwili o krajach dalekich i ludziach potnych, zapalajc si przy tym, rozprawiajc i zawzite 
zawodzc sprzeczki. Gospodarz domu w rozmowie tej najmniejszy przyjmowa udzia. Prawie 
porodku ganku siedzia on na elaznym krzeseku w takiej pozie, e od ogarniajcej go pachty 
wiata posta jego odcinaa si w peni swych silnych i cikich zarysw i e mona mu byo 
prawie policzy wszystkie zmarszczki na czole i policzkach i wszystkie biae nitki w gstych i 
ciemnych wosach. Z ramieniem pooonym na stojcym przed nim stoliku, machinalnie bawic 
si kieliszkiem, w ktrym ama si promie soca, odzywa si rzadko, a pochylon nieco 
gow wstrzsa czasem i umiecha si to filuternie i niedowierzajco, to smutnie. Raz jednak, 
wrd najbardziej oywionej rozmowy, jakby sobie co nagle przypomnia, gow podnis, 
umiechn si, kieliszkiem o st uderzy i zawoa: 
 Te gazety, moi panowie, to czyste zawracanie gowy, i nic wicej! Jak si ich czowiek na 
noc naczyta, to potem ni mu si takie rzeczy, e wolaby wcale nie spa... 
Spod zielonej kolumny troch ironiczny gos Darzeckiego zapyta: 
 C takiego? Czy miae, panie Benedykcie, z powodu gazet straszny sen jaki? 
 Naturalnie  odpar Korczyski  i jak jeszcze straszny! 
Umiechn si artobliwie, ale zarazem dugiego wsa mocno w d pocign. 
 Nie jestem przecie bab, abym snami mia si przeraa   zacz  ale miaem jeden taki, 
e kademu by od niego wosy dbem na gowie stany. Ot, jak byo. Przed dwoma jako 
miesicami naczytaem si by wieczorem o wojnach takich, co byy, s, bd i licho ju zreszt 
wie jakich. Zaraz potem pooyem si, usnem i ni si mnie... uwaacie panowie, e do 
* P u d  rosyjska jednostka wagi, 40 funtw = 16,38 kg. 
49 
Korczyna naszo mnstwo wojska bismarkowskiego*... sowem, pruskiego wojska... Dziedziniec 
i ogrd peen onierzy, dom peen oficerw... Ja w strachu! Zniszcz Korczyn, myl sobie, do 
gry nogami przewrc, spal, stratuj, rozerw, jeeli nie przyjm ich tak, jak tego daj... Co 
robi? Wola, niewola, przyjmuj... Tak, zdaje si, zwijam si, tak czstuj, karmi, poj, 
zapraszam, w oczy patrz, czy kontenci... A oni pij, jedz, haasuj, hulaj... Chwaa Bogu, 
kontenci, myl sobie, i sam kontent jestem... Ot, myl, zaraz i pjd sobie z Panem Bogiem, 
objadszy mi, co prawda, dziedziniec i ogrd zdeptawszy, ale reszt w caoci zostawiajc... Ju 
zdaje si i odjeda sobie maj... onierze na konie siadaj, oficerowie szable przypasuj... ju 
zaraz i cicho u mnie bdzie... Wychodz, zdaje si, na ganek, z wielkim ukontentowaniem, a tu, 
panie, patrz, z tych pagrkw, co to wiecie, tam het, za rwnin... drugie wojska... 
Tu zaci si. 
 To... tamto... 
Promie soca filuternym byskiem przebieg mu w piwnych renicach. 
 C? Strach mnie do szpiku koci przej... lec! to... tamto... panie, pdz... take do 
Korczyna... wprost do Korczyna... a tamci jeszcze nie wyjechali... Masz! myl sobie... 
Przyjmowaem jednych, aby mi dworu z dymem nie pucili... a teraz to... tamto... i bdzie mnie 
tu ostatni amen! Jak chcesz, czowiecze, kr si i wier si, nie wykrcisz si i nie wywiercisz. 
Z tej strony ci w skr i z tamtej... take w skr! O Jezus, Maria! Obudziem si cay w potach i 
nazajutrz chodziem jak struty. 
 Sen mara!  tonem pocieszenia odezwa si kto z obecnych. 
 Prawdziwie typowy sen!  zawoa Darzecki z tak gonym miechem, jakby w tej chwili 
zwyka dystynkcja zupenie wysza mu z gowy; ale zarazem szyj, zazwyczaj sztywnie 
wyprostowan, zgarbi nieco, przez co kka cygarowego dymu, dotd triumfujco sobie w gr 
ulatujce, ciko jako wiony ku ziemi. 
 Co tam!  zacz w kcie ganku jaki widocznie zgryliwy i mocno przez ycie gryziony 
ssiad  co tam te Prusaki! bez Prusakw najblisi ssiedzi ogryz nas jak psy koci... Jeszczem 
jednego procesu z chopami o pastwisko nie ukoczy, a ju mi drugi o grunt pod lenictwem 
wytoczyli!... 
 Oj! te procesy!  stkn pan Benedykt. 
 Napodzio si ich u nas jak robactwa w mokre lato!  zauway kto inny. 
 A propos!  zacz Darzecki  jake tam jest z tym twoim procesem, panie Benedykcie, 
ktry ci ta szlachta... jake si nazywa?... wytoczya? 
 Bohatyrowicze!  podj Korczyski  a c? zupi chc ze mnie pidziesit dziesicin 
wygonu... kto w nich wmwi, e one do nich nalee powinny... Wnieli do sdu... i w 
pierwszej instancji przegrali... Zanosz teraz apelacj... trwa to ju dwa lata i co mi ta historia 
pienidzy i zgryzoty kosztuje!... 
 Czy nie maj adnej racji?  przerwao par gosw. 
 Tak chyba, e paszy maj mao, wic chc moj wasnoci pa swoje inwentarze  broni 
si pan Benedykt.  Planami i wszystkimi dokumentami dowie mog... 
Zapala si zacz i byby pewno dugo rozwid si nad procesem, o ktrym mowa 
sprowadzia mu na czoo zdwojon ilo zmarszczek, ale zobaczy kilka osb z przedpokoju do 
salonu wchodzcych i popiesznie zerwa si z krzesa. W tej samej chwili jedna z pa na 
kanapie siedzcych i wszystkim, co je otaczao, bardzo zajtych rk do czoa podniosa. 
* W o j  k o b i  m a  k o w sk i e  O   o v o  B i  m a   k (18151898),niemieckipolityk, przedstawiciel 
pruskiego obszarnictwa, elazem i ogniem osign zjednoczenie Niemiec pod hegemoni Prus; po zwycistwie 
nad Austri i Francj doprowadzi do stworzenia cesarstwa niemieckiego i zosta mianowany kanclerzem Rzeszy. 
By wrogiem wszelkich de demokratycznych i socjalizmu; prowadzc polityk ucisku narodowego, 
bezwzgldnie przeladowa Polakw. 
50 
 W imi Ojca...  cicho do ssiadki szepna. To to Kirowa zjawia si tutaj! A skde jej 
si to wzio! Ju chyba lat z dziesi nigdzie w ssiedztwie nie bywa! Ale zmienia si, 
zmienia, o, moja pani! 
W progu salonu pan Benedykt z widocznym i szczeglnym uszanowaniem podawa rami 
kobiecie, za ktr postpowaa modziutka, niespena moe szesnastoletnia dziewczyna i dwch 
modszych od niej chopcw w szkolnych ubiorach. redniego wzrostu, szczupa, prosta, z 
wdziczn lini szyi i ramion, ona Kiry wygldaa z daleka na kobiet bardzo mod, a 
zudzeniu temu dopomagay wosy niezmiernie jasnej barwy, z tyu gowy w przeliczny, 
ogromny warkocz upite. Z bliska dopiero uderza i prawie zadziwia kontrast, ktry z modoci 
kibici jej i warkoczy tworzya twarz tak ogorzaa, e od wosw ciemniejsza, z czoem 
przerznitym kilku poprzecznymi zmarszczkami, ze zwidymi, cho bardzo ksztatnymi usty. 
Bya to po prostu zgrubiaa i sterana twarz kobiety jeszcze modej, bo trzydziestoparoletniej, z 
natury wcale adnej. Bardzo zgrabna pomimo swej starej i niemodnej sukni, sza przez salon na 
ramieniu gospodarza domu wsparta, niemiaa jaka, prawie zlkniona, z niepokojem ogldajca 
si na postpujce za ni dzieci. Kiedy pani Emilia, powstawszy z kanapy i szeleszczc sukni 
okryt bogatym i byszczcym haftem, wprowadzaa j do grona najpowaniejszych kobiet, ze 
zmieszanego jej spojrzenia, roztargnionego umiechu i wahajcych si, lkliwych ruchw 
pozna mona byo, e od wszelkich towarzyskich zebra bardzo odwyka, a z odlegych 
wspomnie wiedzc dobrze, jak wrd nich znajdowa si naley, trwoya si cigle, aby 
czego niewaciwego i nieprzyzwoitego nie popeni. Draa troch i piesznie oddychaa 
siadajc obok wytwornej i wyniosej pani Andrzejowej, ktra jednak do przyjanie, cho 
zawsze troch z wysoka, owiadczaa jej swoje przyjemne zdziwienie nad tym, e na koniec 
spotka j moga, j, ktra od tak dawna nie ukazuje si nigdzie. Omielona troch, jednak 
przyciszonym jeszcze gosem odpowiedziaa: 
 Pan Benedykt by tak askaw, e zaprasza mi razy kilka i sam, i przez Justynk, ktr do 
mnie przysya. A jakebym ja takiemu dobrodziejowi odmwi moga? 
 Szwagier mj ma wic przyjemno widywa pani czasem? 
Kirowa splota rce, okryte zbyt wielkimi i niezupenie wieymi rkawiczkami. 
 O, mj Boe!  zawoaa  a jakebym ja sobie z gospodarstwem i interesami rady da 
moga bez pomocy zacnego ssiada? Teraz to ju nic: nauczyam si i przywykam. Ale z 
pocztku byabym przepada razem z dziemi, gdyby pan Benedykt nie pomaga mi radami, a 
czasem i osobistym dojrzeniem tego i owego... 
Teraz, gdy w zapale mwi zacza gono, w gosie jej par razy zabrzmiay nuty grube, z 
delikatnoci kibici jej i ruchw dziwnie sprzeczne; uya te paru wyrae wcale 
niewykwintnych. 
 Jak Boga kocham  dokoczya  takiego dobrego czowieka, jak on, chyba na tym podym 
wiecie nie ma... 
Tote na twarz pani Andrzejowej wybio si troch niesmaku, a u boku wiekry swej siedzca 
liczniutka Klotylda szeroko oczy otworzya i z trudnoci powcigna latajce po jej 
psowych ustach umieszki. Gospodyni domu popieszya wyrazi ubolewanie, e tak bliska 
ssiadka przybya dzi do jej domu tak pno. Kirowa zmieszaa si znowu, zgrabn sw kibi 
pochylia w troch niezgrabnym ukonie i widocznie zdobywajc si na miao, zbyt gono 
odpowiedziaa: 
 A jake ja, moja pani, mog tak w kadej chwili zostawia w domu dzieci? Troje starszych 
odwayam si wzi z sob, bo mylaam, e mi pastwo tego za ze nie wemiecie; ale dwoje 
modszych nie mogam przecie na rkach sug zostawi i musiaam czeka przyjcia 
Maksymowej, ktra je wyniaczya i tak jest poczciw bab, e byle tylko posa po ni, zaraz 
przychodzi... Z maymi dziemi to jak ze szkem ostronoci trzeba... ale moja babula 
Maksymowa dobrze ich tam dopilnuje... 
51 
Za plecami wiekry swej Klotylda wpychaa koronki chusteczki w parskajce miechem usta; 
pani Andrzejowa jak grb umilka; pani Emilia podniosa rk do czoa i garda, jakby w tej 
chwili dostawa zaczynaa migreny i globusu. Jedna z tych pa, ktre cigle ciche uwagi nad 
wszystkim czyniy, szepna do drugiej: 
 Jak ta Kirowa zgrubiaa i sprociaa; o moja pani! a jaka z niej przed zampjciem 
liczna panienka bya!... Rycwna z domu przecie! 
Kiro bieg z ganku na powitanie ony. Po prostu bieg. Przybiegszy pochwyci obie jej rce i 
okry je najczulszymi pocaunkami. Twarz jego, silnie zarumieniona od trunkw, takie wyraaa 
zadowolenie, e a mu oczy zwilgotniay. 
 Jak to dobrze, jak to dobrze, e cho raz w wiat si wybraa!  woa, a potem zwrci si 
do otaczajcych:  Moja Marynia to taka domatorka, e j od gospodarstwa i dzieci ani 
wycign... 
Ona, z podniesionym ku niemu wzrokiem, serdecznie te rce mu ucisna. 
 A dawno pastwo nie widzielicie si z sob? artobliwie kto ze strony zagadn. 
 A z tydzie ju bdzie, jak w domu nie byem!  z zupen swobod odpar Kiro. 
 M mj ma ju taki charakter, e potrzebuje rozrywek i nudzi si w domu; ja go wic we 
wszystkim z najwiksz ochot wyrczam  popiesznie dodaa Kirowa. 
Kiro szed wita dzieci. Dwaj chopcy, w gimnazjalnych bluzach i przeraliwie stukajcym 
obuwiu, z wiszcymi u bokw czerwonymi rkami, przyparli si do fortepianu i wytrzeszczonym 
wzrokiem na wszystkich i wszystko patrzali. Dziewczynk Justyna przywioda do grona panien i 
obok kilku podlotkw umiecia. Niezupenie jeszcze duga suknia z biaego mulinu, row 
wstk przepasana, liczn musiaa wydawa si w domu i matce, i crce; tu jednak obok 
bombiastych i z mnstwa fataaszek zoonych strojw modszych panien Darzeckich i tawej, 
na bladaczk widocznie chorej crki Korczyskich wygldaa bardzo skromnie i ubogo. Spod tej 
sukni ukazujce si mae stopy w skrzanych, grubych bucikach dziwnie odbijay przy szeregu 
wykwintnych stpek, okrytych aurowymi poczoszkami i pantofelkami takimi, e kady z nich 
ozdabia mg jako cacko adn etaerk. Wacicielka tego biednego stroju nie przedstawiaaby 
take nic osobliwego, gdyby nie posiadaa przedziwnej wieoci twarzy i nieporwnanej 
dziewiczoci spojrzenia i ruchw, ktre j czyniy zupenie podobn do wieo rozkwitej i zza 
zielonych lici ciekawie wygldajcej ry polnej. Ciekawie spord rowej twarzy patrzay 
oczy jej, bkitne jak niezabudki; gruby i tak jasny jak u matki warkocz wi si po spywajcych 
w d jej ramionach; rce zbyt ciasnymi rkawiczkami jak pczki zaokrglone na kolanach 
splota i  milczaa. Panienki, obok ktrych usiada i ktrym Francuzka nauczycielka pomagaa 
w rozpatrywaniu ilustracji, rzuciy na ni par ukonych spojrze i zajcia swojego wcale dla 
niej nie przerway; ale w zamian z przeciwlegego koca salonu bieg ku niej mody i zgrabny 
chopak, z dziecinn prawie radoci w adnych, lecz ju troch zmczonych rysach. Pochwyci 
obie jej rce, po koleesku mocno nimi zatrzs i szybkim ruchem obok niej usiad. 
 Jak dawno ja pani... pann Mari... czy mona, jak dawniej, mwi: Maryniu? 
 Mona  odszepna rumienic si po brzegi jasnych wosw i ukazujc w miechu rzd 
nienych zbw. 
 A pani... Maryniu, bdzie mi mwi po imieniu? 
 Czemu by nie?  ze zdziwieniem odpowiedziaa. 
 Dawno ci ju nie widziaem, moja droga, kochana Maryniu! Dwa lata nie byem w domu... 
Jak ty od tego czasu urosa... 
 I ty, Widziu, zmienie si troch... zmizerniae... 
 Pracuj... ucz si... myl... A ty co porabiasz? 
 To co i dawniej: mamie w gospodarstwie pomagam, modsz siostr ucz... ogrd 
warzywny i nabia zupenie ju do mnie nale... 
Ostatnie sowa z dum wyrzeka. 
52 
 A stara Maksymowa czy yje?  zapyta Witold. 
 yje, zdrowiuteka! 
 To dobrze! A te dzieciaki, nad ktrymi dwa lata temu tak lczaa? 
 Ju czyta umiej... 
 Moja ty droga, dobra!... jak ja si ciesz, e zobaczyem ciebie! Ile ja tobie do powiedzenia 
mie bd. 
 Przyjedziesz do Olszynki? 
 A jake! przyjad, przyjad! nie raz, sto razy! 
Z dziecinnym uszczliwieniem, od ktrego oboje dreli prawie, Witold Korczyski i 
Marynia Kirlanka patrzali sobie w oczy. Wtem, jakby wtr do ich radoci, rozlegy si w salonie 
naprzd fortepianowe akordy, a potem przecige tony skrzypiec. Przed chwil pani Emilia 
uczua, e dalsze rozmawianie z gomi stawao si dla niej coraz trudniejszym; sztuczne 
podniecenie, ktre z rana uczynio j yw i mwn, ustpowao przed znueniem i osabieniem; 
szczupa jej kibi garbia si i opadaa na porcz kanapy, po prostu siy j opuszczay. 
Gasncymi oczami porozumiaa si z Justyn, ktra wstaa i zbliya si do fortepianu. Orzelski, 
ktry po wysczeniu z kieliszka ostatniej kropli likieru i kilku krygach wykonanych przed 
rumienic si Teres Plisk, drobnymi swymi kroczkami krci si dokoa swych lecych na 
fortepianie skrzypiec, uj je teraz powoli; z luboci, jak najmilsze dzieci, i z oczami 
rozkosznie przymruonymi, smyczkiem po strunach powid. 
Dwiki muzyki napeniy salon. Ojciec i crka grali jak pikn, dug i trudn 
kompozycj, przy ktrej stopniowo, ale zadziwiajco Orzelski zmienia si i przetwarza. W 
miar rozwijania si i potnienia tonw, spod smyczka jego wychodzcych, stary muzyk take 
wyrasta, usubtelnia si, szlachetnia. Niewielka i pkata posta jego nabieraa linii prostych, 
niskie i biae czoo, z ktrego w tej chwili znikny wszystkie zmarszczki, wysoko podnosi, 
wzrok promienny, natchniony daleko kdy posya. Lotne marzenia i skrzce zapay, morza 
rozkoszy i smutku, ze strun skrzypiec lejc si w jego piersi, co chwil zmieniay gr jego rysw, 
cierajc z nich wszelki lad pospolitoci i gupoty. W tym natchnionym artycie aniby pozna 
byo podobna tego smakosza i zmysowca, ktry przed chwil nie mg rozsta si z talerzem i 
sodkie oczy robi do starej panny z obwizanym gardem; ani tego dobrodusznego, gupowatego 
starca, ktry bez cienia urazy poddawa si drwinom znajomych. Byo to prawie 
czarodziejstwem, a t czarodziejk, ktra go rdk swoj dotkna, bya wielka, cae dugie ju 
ycie tego czowieka przenikajca namitno. 
Justyna swj trudny i zawikany wtr wykonywaa z precyzj i czystoci, wiadczc o 
znacznej muzycznej wprawie, ale nie wida byo po niej najlejszego miego albo przykrego 
wraenia. Zupenie obojtna, troch nawet sztywna, z twarz, w ktrej aden rys ani razu nie 
drgn, widocznie speniaa obowizek swj starannie, umiejtnie, ale zimno. Graa na pami; 
powieki miaa spuszczone, a kiedy je podnosia, wzrok jej by tak samo jak przedtem znuony i 
przygasy. Raz jednak odbio si w nim wraenie przykre. Naprzeciw siebie ujrzaa stojcego we 
drzwiach salonu Ryca. Przez ostatni upyniony kwadrans zasza w nim dziwna zmiana. 
Opuci by salon osabionym krokiem, poky i cierpicy; wrci odmodzony, wiey, 
promieniejcy, z byszczcymi oczami i lekkim nawet zarumienieniem na welinowych 
policzkach. Stan w drzwiach, pocign w d binokle i na grajc patrza z takim wyrazem, e 
prdko spucia ona oczy i ani razu ju ich nie podniosa. By to wzrok taki, jakim miay i 
pewny siebie zdobywca niewiast ogarnia, rozbiera i niejako w posiadanie swe obejmuje kobiet, 
ktrej zada. 
Muzyka trwaa dugo; niektrzy suchali jej z uwag i przyjemnoci, a niektrzy z 
pootwieranymi od zdziwienia albo skrycie poziewajcymi ustami. Na ganku nawet gwarne 
przedtem rozmowy przycichy. Gospodyni domu nie potrzebujc mwi odpoczywaa. W chwili, 
53 
kiedy skrzypce i fortepian grzmiay wietnym i wybornie wykonywanym brio* 
, Ryc 
nieznacznie i na palcach przesun si przez salon i na nie zajtym krzele obok Kirowej usiad. 
Ona przyjanie i poufale umiechajc si podaa mu rk. Wszyscy wiedzieli, e ten 
trzydziestoletni pan, ktry ju straci p miliona, i ta spracowana kobieta w starej sukni byli z 
sob do blisko spokrewnionymi. Z waciw sobie gracj ruchw nachyli si on do samego 
prawie ucha ssiadki. 
 Kuzynko  szepn  czy znasz dobrze pann Orzelsk? 
Twierdzco skina gow. 
 Bywa ona u ciebie? 
Znw gow kiwna i z ciekawoci na niego spojrzaa. 
 Chc ci prosi... aby nas kiedy razem do siebie zaprosia... ebymy tak wypadkiem... 
spotkali si kiedy u ciebie... Tu nie wypada mi bywa tak czsto... jakbym tego potrzebowa... 
Oczy szeroko otworzya i naprzd wpatrzya si w niego z nieopisanym zdziwieniem, a 
potem tak gono, e a kilka osb na ni si obejrzao, wybuchna: 
 A to co?... 
I dwikiem wasnego gosu przelkniona cicho dokoczya: 
 Czy nie mylisz czasem tej biednej dziewczyny baamuci? No, to spotykaj si z ni w 
swoim Wiedniu, ale u mnie jej pewno nie spotkasz... 
Ryc mia si cicho. 
 Parafiastwo, kuzynko  szepn. 
Wiedzia zapewne, e wyraz ten j ukole. Jako na mgnienie oka zmieszaa si i zasmucia. 
Ale potem energicznie odpowiedziaa: 
 Niech sobie bdzie parafiastwo! Lepiej by i ty wyszed na tym, kuzynku, gdyby by 
sobie parafianinem. 
Nagle zamylajc si odpowiedzia: 
 Moe... 
Ale w tej chwili nie mg zna dugo ani zamyla si, ani smuci. 
 Moja droga kuzynko  szepn znowu  eby wiedziaa, jak ona mi si podoba!... licznie 
zbudowana kobieta i takiego co ma w sobie... te szare oczy przy czarnych wosach... 
Patrzaa chwil na nienaturalny blask jego oczu i zwikszajce si rumiece. Czua si 
zwierzeniami, ktre jej czyni, obraon, ale obraz zwyciaa lito... 
 Biedny ty jeste; kuzynku... a dzi w dodatku i upie si jeszcze czy co? 
Znw z zamyleniem odpowiedzia: 
 Moe... 
Muzyka umilka, kilka osb otoczyo Orzelskiego dzikujc mu i chwalc odegran 
kompozycj. On prostowa si, promienia. 
 Caca uwerturka!  mwi  caca!... 
Justyna powstaa z wolna i odej od fortepianu zamierzaa, kiedy Zygmunt Korczyski 
Orzelskiego opuszczajc, drog jej zastpi. Piknej istotnie muzyki sucha on by stojc w 
pozie jakby z przyzwyczajenia malowniczej. Smutnym wydawa si i rozmarzonym. Teraz, z 
niepewnym i przymuszonym umiechem na bladej twarzy, pgosem przemwi: 
 Zdaje mi si, kuzynko, e nie lubisz muzyki tak, jak lubia j dawniej... 
Na ostatnim wyrazie pooy znaczcy nacisk. Ona staa przed nim ze spuszczonymi 
powiekami, nieruchoma, ale wzruszenia swego ukry zupenie nie moga. 
 Nie  odrzeka z cicha  nie, nie lubi ju muzyki wcale... 
Sta cigle tak, aby odej i rozpocztej rozmowy przerwa nie moga. 
* B  i o, czciej:  o  b  i o (w.)  cz utworu muzycznego grana ywo, z ogniem. 
54 
 O, gust kobiet zmiennym jest!  zawoa.  Ale w tobie zasz zmian przypisuj temu, e 
oprcz muzyki ojca swego, ktra zreszt jest wyborn, adnej innej nigdy nie syszysz... Gdyby 
syszaa... 
Tu oywiajc si coraz, mwi jej zacz o mistrzach muzycznych, ktrych gr sysza w 
wielkich europejskich miastach. Potem opowiada o nowych synnych operach. Sposb 
mwienia mia atwy, obrazowy, okazujcy niepospolite znawstwo muzyki i w ogle sztuk 
piknych. Ona suchaa go wci w nieruchomej postawie, kiedy niekiedy paru sowy 
odpowiadajc, ale bledsza ni zwykle i z szybko podnoszc si piersi. Wida byo, e gos jego 
j upaja i e zblienie z nim poruszao do gbi ca jej istot. On w jej bladej i zamylonej 
twarzy zatapia oczy, tak jak u wszystkich Korczyskich due, w podunej oprawie i z piwn 
renic. Zrcznym poruszeniem salonowego strategika dokona takiego pobrotu, e j sob od 
kilku w pobliu stojcych osb odgrodzi i malowniczo wspierajc si o fortepian zapyta: 
dlaczego, gdy on do Korczyna przyjeda, ona bywa najczciej niewidzialn lub ukazuje si 
tylko na krtko? 
Odpowiedziaa, e czasem wuja w gospodarstwie wyrcza, a czasem ojca pielgnowa musi. 
Zamia si. 
 Po c mwisz nieprawd?  szepn.  Nie chcesz mnie widywa, wiem o tym! Masz do 
mnie uraz i pogardzasz mn! Susznie, ja sam sob pogardza zaczynam! 
W gosie jego byo tyle goryczy i alu, e prdko odpowiedziaa: 
 Nie, nie... nie to! 
Chciaa mwi dalej, ale urwaa nagle, bo w drugim kocu salonu ujrzaa par oczu 
utkwionych w ni z nieopisanym wyrazem. Byy to oczy Klotyldy, wicej jeszcze byszczce i 
szafirowe jak zwykle, ale wcale inaczej ni zwykle patrzce. Obok modziutkiej kobiety ze 
swym wiecznie jowialnym, a troch zoliwym umiechem na twarzy siedzia Kiro. Przed 
chwil ukaza jej rozmawiajc przy fortepianie par i artobliwie zapyta: 
 Czy pani nie zazdrosna? 
 O kogo? o co?  zapytaa, ale patrzc we wskazanym jej kierunku zarumienia si jak 
winia. 
 Pani nie wie?  cign artowni  to to pierwsza mio mulka... Panna Justyna... 
pierwsza mio... a pani zna przysowie... 
Tu przeraajc francuszczyzn zacz: 
 O ... o   e w i e ...  u  u ... 
 A ses premiers amours * dokoczya ona Zygmunta i z niedbaym miechem dodaa:  
Wiem, wiem dobrze o tej pierwszej mioci... wszyscy mi tu o niej opowiadali... Ale pan moe 
zna inne przysowie polskie: Pierwsze kotki... 
 Za potki  dokoczy Kiro i zamia si szczerze z caego serca. 
Ale na ustach Klotyldy prdko zamar umiech i sama ona zmartwiaa jakby, oczy swe 
wlepiajc w t wysok i pysznie rozwinit kobiet, do ktrej z oywion i wzruszon twarz 
m jej przemawia tak dugo... dugo... drog jej zastpujc i od innych ludzi odgradzajc j 
sob. Justyna spotkaa si z tym wlepionym w ni spojrzeniem, ktre zdawao si j osypywa 
arem gniewu i nienawici. Ale dziewitnastoletnie serce, ktre spojrzenie to jej posyao, zdj 
musiay zarazem trwoga i ao, bo Justyna widziaa, jak szafirowe, rozarzone zrazu oczy 
Klotyldy zaczy wilgotnie i mgli si, a stany w nich wielkie, szklane, z caej zna siy 
wstrzymywane zy. Zarazem, adn t i wie jak wiosna twarz okry wyraz cierpienia, ktry 
uczyni j podobn do twarzy bezbronnego, a dotkliwie udrczonego dziecka. W tej chwili 
Zygmunt Korczyski, ramieniem swym dotykajc prawie rkawa sukni Justyny, z cicha 
zapytywa: 
* O   e w i e   u  u  (on revient toujours) a  e  p  e mi e   a m o u   (franc.)  zawsze si wraca do 
pierwszej mioci. 
55 
 Czy zupenie, zupenie ju przeszo nasz wyrzucia ze swej pamici? Czy nie 
przemwisz do mnie nigdy jak do przyjaciela swego, do brata? 
Z trudnoci odrywajc oczy od zmienionej twarzy Klotyldy, podniosa gow i zimno 
spojrzaa na stojcego przed ni, a wzrokiem bagajcego j mczyzn. 
 Zupenie i nigdy  odpowiedziaa z tak pewnoci gosu, e zraniony czy obraony odda 
jej lekki ukon i usun si na stron. 
W salonie zrobio si troch chaosu; kto zaproponowa przechadzk po ogrodzie, panie 
wstaway z kanap i fotelw, modzie z pierwszego hasa korzystajc zbiegaa ze wschodw 
ganku, na ktrym powani panowie ju przy kartowych stoach do gry zasiadali. Pan Benedykt 
wraz z innymi gotowa si do rozpoczcia winta, ale widocznie bez zapau i tylko przez 
grzeczno. Kiro za to tak chciwie na zielone sukno i karty spoglda, e na chwil mia si i 
innych mieszy przesta. Zna byo, e t rozrywk namitniej jeszcze lubi ni inne. 
Pani Emilia wraz z innymi paniami zbliaa si ku drzwiom na ganek prowadzcym. 
Przechadzka po ogrodzie, w ktrym i wiatr powiewa, i soce jeszcze silnie dogrzewao, 
przejmowaa j obaw. Ruchem gowy przywoaa Justyn i sabym swym gosem poprosia o 
przyniesienie paszcza, chustki na gow, parasolika, rkawiczek... Justyna piesznie zwrcia si 
ku drzwiom przedpokoju, Ryc poskoczy za ni. 
 Pani pozwoli, e j wyrcz... 
Po rozmowie swej z Zygmuntem, blada i zmieszana, sw tych, z doskona galanteri 
wymwionych, nie usyszaa i nie spostrzega, e do przedpokoju wbieg za ni Ryc i razem z 
ni zbliy si do wieszade zoonych z rogw osich i jelenich, na ktrych wprzdy ju 
przygotowano rzeczy, teraz przez pani Emili zadane. Podniosa ramiona dla zdjcia paszcza 
i na jednej z rk swoich uczua dotknicie jakiej gadkiej jak atas rki. Zarazem zobaczya obok 
siebie zbyt cienk, ale wytworn posta modego pana, ktry z pen popiechu usunoci, 
zwoje koronkowej chustki niby rozpltujc, rk swoj ciga jej rk i w twarzy jej zatapia 
takie same spojrzenie, jak te, ktre raz ju, przed kwadransem, bya spotkaa. Wyrzek przy tym 
po cichu kilka sw, ktrych nie dosyszaa; moe szum w uszach i ogie w gowie uczua, bo 
spsowiaa a po brzegi czarnych wosw. Odwrcia si prdko i niosc ozdobny paszcz pani 
domu, z krwistym rumiecem na policzkach i obraz w oczach do salonu powrcia. Za ni, 
doskonale nad sob panujcy, szkami binokli pobyskujc, z koronkow chustk i parasolikiem 
w rkach szed Ryc. Zapewne w towarzystwie tym zauwaono do wyrane zajcie si tego 
ostatniego ubog krewn gospodarstwa, bo kilka osb spojrzao na ni ciekawie i z 
zadziwieniem, a Klotylda, ju na ramieniu ma swego zwieszona, z ironicznym umieszkiem na 
ustach orzucia j od gowy do stp jednym z tych spojrze, ktre z namitnych i wymownych 
oczu wypadaj jak strzay obelgi. Ale to mode serce, o szczcie swoje strwoone, tylko co 
jeszcze przyjmowa w siebie zaczo trucizn ycia, wic gniew i pogarda ustpoway w nim 
prdko przed smutkiem i rozaleniem. U stp wschodw gankowych stojc Klotylda mocno, 
mocno tulia si do boku swego ma i podnosia ku niemu rozalone oczy. On na ni nie 
patrza. Oczekujc na zejcie z ganku matki swej i gospodyni domu, z niecierpliwoci w 
zacinitych wargach, wzrok peen nie spenionych marze topi w gstwinie ogrodu. U brzegu 
ganku gospodyni domu dalszy pochd goci swych zatrzymywaa. Paszczem owinita, z gow 
koronkami gsto omotan, z rozpitym parasolikiem, mnie wysza na ganek, ale przed 
wschodami rozdzielajcymi go z ogrodem zawahaa si i stana. Wyraz cierpienia i 
zakopotania twarz jej okry. 
 Doprawdy...  zacza  nie bd moga... nie, nie bd moga za nic zej z tych 
wschodw... 
Nikt si temu nie dziwi; wiedziano powszechnie o sposobie ycia, ktry wioda, i jej 
niezmiernie sabym zdrowiu. Kilku panw z popiechem pomoc sw ofiarowao, ale ona jej nie 
przyja. Bardzo dobrze wiedzc o tym, e wyglda jeszcze modo i powabnie, nie chciaa 
56 
okaza si niedon. Jednak wschody te byy dla niej straszne... Najbliej stojcym osobom 
mwia, e dowiadcza takiego uczucia, jakby przebywajc je koniecznie, koniecznie upa 
musiaa... Zbliaa si ku nim i odstpowaa, wycigaa naprzd liczn nk i z lekkimi 
wykrzykami cofaa j jakby na widok rozwartej paszczki wa; walczya z sob tak, e a 
okrya si rumiecem wysilenia. Na koniec, z krtkim, nerwowym miechem, nie zesza, ale 
zbiega ze wschodw prdko, lekko, z wdzikiem. Powodzenie to omielio j zna i ucieszyo, 
bo pord kilku kobiet i mczyzn, ktrzy j otoczyli, sza dalej alej ogrodu rwnym i silnym 
krokiem, z oywieniem rozmawiajc. Darzecki, ktry zza kartowego stou przypatrywa si tej 
scenie, ironicznie troch zauway: 
 Ale twoja ona, panie Benedykcie, nie jest tak bardzo osabion, jak si jej zdaje... 
 At!  rozdajc karty odrzuci Korczyski  z nudw zasiedziaa si i od chodzenia 
odwyka... Zreszt, zawsze sabe zdrowie miaa!... 
W pustym zupenie salonie Justyna, przed otwartymi drzwiami stojc, patrzaa na 
towarzystwo rozsypujce si w rne strony ogrodu, a odwrciwszy si, ku sali jadalnej 
zmierzaa. Zaledwie jednak kilka krokw uczynia, usyszaa za sob szybkie stpanie i z cicha 
wymwione swe imi. Zygmunt Korczyski szed za ni, niespokojne spojrzenia rzucajc na 
fortepian, krzesa i stoy. 
 Zapomniaem wzi swj kapelusz... kapelusza szukam  ze zmieszaniem i drcymi usty 
wyszepta. 
Prdko, zanim usun si zdoaa, zbliy si ku niej i rk jej pochwyci. 
 Kuzynko  zacz  czy nie cofniesz tych sw, ktre tylko co powiedziaa?... Zupenie i 
nigdy! Wic o przeszoci zapomniaa zupenie i nigdy niczym dla mnie nie bdziesz... nawet 
przyjacik... siostr? Ale ja nie mog... 
Osupiaa zrazu, oblana gorcem jego sw i wzroku, prdko jednak i ruchem gwatownym 
rk sw z doni jego wyrwaa. 
 Czego chcesz ode mnie?  zawoaa.  Jakim prawem, za co robisz sobie ze mnie zabawk 
caego swego ycia? Do ju... prosz ci, kuzynie.. czego chcesz? 
Sowa pltay si jej w ustach i gos zamiera w gardle. 
 Duszy twojej chc, Justyno... przyjani... ufnoci... 
 Duszy!  zamiaa si przecigle i bolesna ironia migna jej w oczach.  Czy mylisz, e 
jestem takim samym dzieckiem, jakim byam wtedy, kiedy mi te wszystkie twoje pikne... o! 
takie poetyczne sowa... 
Nie dokoczya. Nagle opanowaa siebie i postpiwszy par krokw naprzd, rk ku 
ogrodowi wycigna. 
 Id, kuzynku, i podaj rami onie swojej, ktra jest licznym i zapewne dobrym dzieckiem, 
twemu sumieniu powierzonym. Ona ci kocha... a moja dusza. 
Od stp do gowy dre zacza. 
 Moja dusza  dokoczya  nie przyjmie nigdy tego, co ty jej teraz ofiarowa moesz! 
Chwiejnym troch, ale piesznym krokiem, jakby nie tylko od niego, lecz i od samej siebie 
uciekaa, z salonu wysza. 
W sali jadalnej zobaczya Mart, ktra nisko schylajc si nad stoem i gono sapic, 
pogron bya w ukadaniu na krysztaowych podstawach owocw  konfitur. Stana i patrzaa 
chwil na szerokie, zgarbione plecy i w tysic zmarszczek pogit twarz starej panny. 
Przybliya si prdko i dotkna ciemnej, kocistej rki, ktra z niezmiern starannoci 
bujnym, czerwonym gogiem warstw biaych porzeczek przyozdabiaa. 
 A to co?  gow podnoszc krzykna Marta.  Czego ty chcesz ode mnie?  agodniej 
zapytaa. 
Drca jeszcze i ze zami w oczach Justyna szepna: 
 Moe pomc... przynie... cokolwiek zrobi? 
57 
 Ot, jeszcze czego! Wiesz dobrze, e nie lubi, aby kto wtrca si do moich interesw... 
Sama sobie zawsze rad daj i teraz dam... Baw si, kiedy ci wesoo... 
 Mnie niewesoo...  odpowiedziaa. 
 A co ja na to poradz? Melancholiczka jeste! Do gowy po rozum pjd, chopcw 
baamu, to i wesoo bdzie... 
Mwia to zwykym sobie tonem, szorstko i ironicznie, ale zmarszczki jej czoa przerzedziy 
si troch, a wzrok ognisty i chmurny nabiera przyjaniejszego wyrazu. Zdawao si, e wnet 
podniesie sw rk, po ktrej ciekao troch konfiturowego soku, i ruchem pieszczoty przesunie 
j po rozognionej twarzy stojcej przed ni dziewczyny. Ale w tej chwili u koca sali rozleg si 
przy bufecie brzk padajcego na ziemi i rozbijajcego si szka wraz z piskliwym wykrzykiem 
kobiecym. Bya to panna suca pani Emilii, wystrojona i fertyczna, ktra tu niby Marcie w 
zajciach jej pomagaa, ale daleko wicej eleganckim kamerdynerem Ryca nieli robot swoj 
zajta, jeden z niesionych ku stoowi przedmiotw z rk wypucia. 
 Wieczna niedola!  porywajc si z miejsca i do bufetu przyskakujc krzykna Marta  
krysztaow karafk stuka! Ot to wasza pomoc! Id mi std zaraz, frygo, i ani pokazuj si 
wicej! Ruszajcie std wszyscy! Sama wszystko wasnymi rkami robi wol ni do takich 
szkd dopuszcza! Od garnituru karafka!... Sto lat moe garnitur by cay, a teraz, masz!... 
Wieczna niedola! Uf! nie mog! 
Zgryziona tak, e a jej rce dray, rozgniewanym, a wicej jeszcze rozalonym gosem na 
sub krzyczaa, dla zebrania szcztkw karafki na ziemi przysiada i zakaszlaa si dugim, 
przeraliwym, grzmotowym kaszlem. 
58 
V 
Justyna bocznymi drzwiami wybiega z domu i brzegiem warzywnych ogrodw sza w 
kierunku pola. Wkrtce te znalaza si na ciece, krto biegncej pomidzy zboem i majcej 
pozr wskiego korytarzyka, ktrego ciany tworzyo yto wysokie, gste, jeszcze zielone, ale 
ju w bujne kosy wypywajce i szafirowymi ctkami bawatkw usiane. Byo co tajemniczego 
i pocigajcego w tej ciece utopionej na dnie kosistego morza, ktra, zaczynajc si u stp 
zabudowa dworskich, biega w gb rwniny, biaa i twardo udeptana. Wyduajc si, to 
skracajc, zwracaa si ona w rne kierunki; zdawao si nieraz, e ju, ju koczy si i urywa, 
a za zawrotem albo za zielon miedz ukazywaa si znowu, wabic i wiodc  nie wiedzie 
dokd. Nikt widzie jej nie mg oprcz tego, kto ni szed, a ten, kto ni szed, nie widzia take 
nic oprcz gstwiny odyg i kosw dokoa siebie, a nad sob bkitnej kopuy nieba. Bya to 
niska puszcza, u szczytw swych samotna i cicha, a w dole wrzca yciem niewidzialnym, ktre 
j napeniao mnstwem szelestw, wierka, fruwa, brzcze, wiegotw zlewajcych si w 
nieustanny, przy samej ziemi kipicy szmer. 
Justyna wypadkiem znalaza si na tej ciece i nie mylaa wcale o tym, dokd j ona 
zawiedzie. Wicej instynktownie ni rozmylnie uciekaa od tego wszystkiego, co j ranio, 
nudzio i poniao. Od kilku lat cierpiaa wiele i coraz wicej... Dlaczego czua si tak gboko i 
bez ratunku nieszczliw? Jakim sposobem ycie jej taki kierunek przybrao? Dlaczego z 
gorcego snu pierwszej modoci obudzia si nie tylko samotna i smutna, ale zarazem obraona 
i z nie wysch dotd kropl goryczy w sercu? W tumnym nieadzie odamy przeszoci zbiegay 
do jej pamici; sza prdko, ze schylon gow, i mylaa, e kiedy bya dzieckiem, ju tylko 
syszaa o tym, e kiedy ludzie bywali weseli i szczliwi, e im y byo atwo; teraz za ycie 
stao si prnym uciech, a penym trudw i przeszkd. Te przeszkody przeamywano dokoa 
niej z wyrzekaniami, ktrych tre coraz lepiej rozumiaa, i z wysileniami, od ktrych ludzkie 
ciaa chudy i zmarszczkami okryway si twarze. Ale jej ojciec czu si spokojnym i 
szczliwym, tak jak i dawniej; nie przeamywa nic i adnych wysile nie czyni. Wprawdzie 
ten wychowaniec minionej minuty czasu, ktrego przez ca modo dla piknej gry na 
skrzypcach pieciy i wychwalay wszystkie dostpne mu towarzystwa i za ktrego 
rozmarzonymi oczami przepadao wiele kobiet, nie by zawsze takim, jakim sta si w ostatnich 
dziesiciu latach, ale posiada wszystkie zadatki tej przyszej swojej postaci. Justyna pamitaa, 
jak stopniowo zaokrgla si i nabiera pulchnoci rk i policzkw, smutnym albo zagniewanym 
nie widziaa go nigdy. Jakimikolwiek byy otaczajce go okolicznoci, cokolwiek jego albo 
bliskich mu spotykao, zachowywa on zawsze, wraz z niezmcon pogod, dziecic prawie 
agodno. Unosi si i pon wtedy tylko, kiedy gra. Gra cigle, z przerwami przez 
nieuchronne koniecznoci sprowadzonymi. Mona by myle, e ukochana sztuka zuywaa 
wszystkie jego siy i zaspokajaa pragnienia. Tak przecie nie byo. Mia drug jeszcze 
namitno. Pod zotawym, a potem ju siwiejcym wsem zawsze purpurowe, zmysowe jego 
usta ukaday si w wyraz luboci, ilekro zobaczy jakkolwiek adn twarzyczk lub zgrabn 
kibi niewieci. Mona byo nawet uczyni to spostrzeenie, e obie jego namitnoci 
podsycay si wzajemnie. Im duej gra, tym posuwiciej i z wikszym rozmarzeniem przyblia 
si do przedmiotu miosnych swych wzrusze; im silniejsze i bardziej przez przeciwnoci 
59 
rozdraniane byy te wzruszenia, tym wicej i zapamitalej gra. Wiele wspomnie mtnych i 
urywanych, ale o ktrych teraz jeszcze z podniesionymi powiekami myle nie moga, pozostao 
Justynie z czasu tego, kiedy jej matka czsto i gorzko pakaa, a o jej ojcu domowi z cichym 
miechem wiele pomidzy sob szeptali. Wtedy jeszcze dziwia si nie rozumiejc, ale 
niebawem zrozumie musiaa. Dokadnie, plastycznie, dzi jeszcze wyobrazi sobie moga t 
kobiet, chud i zwinn, z wosami jak krucze pira czarnymi i ognistymi oczami, czasem 
gadatliw i zalotn, czciej ponur... Bya to jej nauczycielka, Francuzka... Uczya j krtko i 
prdko dom opucia, a prawie jednoczenie w podr, ktra dugo trwa miaa, wyjecha i 
Orzelski. Zabra z sob swoje skrzypce. Nie tylko skrzypce  bo przed wyjazdem zacign dug 
nowy i znaczny. Czy nieobecno ojca trwaa kilka miesicy lub rok cay, Justyna nie pamitaa, 
ale o jej przyczynie wtedy ju wiedziaa dokadnie i jasno, bo w przeraliwym rozstroju 
domowym i majtkowym nikt jej przed ni bardzo nie ukrywa. W zamian pamitnym by dla 
niej dzie, w ktrym pord krzyczcej, zniewaajcej albo aonie wyrzekajcej gromady 
kredytorw siadaa z matk do powozu. Pojechay do Korczyna. Z pamici Justyny nigdy nie 
wysza rozmowa matki jej z Benedyktem Korczyskim, w ktrej kobieta od dawna ju na siach 
upadajca, a teraz miertelnie zagroona, bagaa krewnego o zaopiekowanie si jej crk w 
razie jej rychej zapewne mierci. Zwtlaa i bezsilna, draa na caym ciele, rce wychude i jak 
wosk te zaamujc, a twarz jak opatek przezroczyst strumieniami ez oblewajc. Pan 
Benedykt mwi niewiele, koce dugiego wsa do ust wkada i przygryza, ponuro przed siebie 
patrza, a na koniec chylce si przed nim czoo krewnej ucaowa i ku niemu wycignite, 
biedne, te rce mocno ucisn. Kiedy powrciy do domu, na dziedzicu ju usyszay tony 
skrzypiec. Pan tego domu powrci, nie na dugo. Wkrtce wiadomoci o mierci swej krewnej 
przywoany, pan Benedykt przyjecha, z mnstwem trudw interesy majtkowe Orzelskiego 
uregulowa, ma sumk z oglnego rozbicia uratowa i owdowiaego ojca wraz z 
czternastoletni crk do Korczyna zabra. Orzelski okazywa si przez ten ukad rzeczy 
zupenie uszczliwionym. Po swej ostatniej romansowej przygodzie postarza znacznie, wicej 
ty zacz i dla pci piknej zobojtnia. Nie pozby si przeto wszelkich przyjemnoci ycia. 
Kuchnia korczyska dziki Marcie bya wcale dobr, a dnie cae zostaway wolne, zupenie 
wolne od wszystkiego, co przedtem ciyo niekiedy na nich. Mg je bez adnej ju przeszkody 
i odpowiedzialnoci powica muzyce. 
Teraz przed pamici Justyny powstaa kobieta z majestatyczn postaw, z gow wyniole 
podniesion i skromnie spuszczonymi powiekami, w wiecznie czarnym, wdowim ubraniu. Bya 
to po panu Benedykcie druga jej dobrodziejka. Zobaczywszy dziewczynk, ktra jeszcze nosia 
aob po matce, przycigna j ku sobie i serdecznie ucaowaa. Zawsze smutne jej oczy 
napeniy si litoci. Do obecnego pana Benedykta rzeka, e krewna Korczyskich nie moe 
by dla niej obc, e obowizek wychowania jej na jednym tylko z braci ciy nie powinien, e 
ona, w imi Andrzeja, prosi o danie jej w nim udziau. Gdy wymawiaa imi zginionego ma, 
chodne zawsze jej usta dray. 
 Ty wiesz, bracie  dokoczya  jak niezachwianie chowam w mym sercu mio i wierno 
dla tego bohatera mego. Niewidzialny cielesnym oczom, jest on zawsze duchowi memu obecny. 
Czsto rozmawiam z nim w ciszy nocnej i bagam Boga, aby pozwoli mu sucha sw moich; 
kto wie, moe proba moja wysuchan bywa! Dzi mu powiem, e w rodzinie jego jest biedna 
sierota, ktrej losem, wsplnie z tob, zajm si w jego zastpstwie. 
Zaja si, nawet szczerze i starannie. Na wspk z panem Benedyktem opacaa nauczycielki 
Justyny, sprawiaa jej coraz nowe i adne suknie, sprowadzaa dla niej ksiki i nuty. Czasem 
doros ju dziewczynk na tygodnie i miesice zabieraa do swoich niegdy piknych i 
obszernych, a dzi znacznie zmalaych i powoli w ruin upadajcych Osowiec. 
Tu umys Justyny napeni si mnstwem obrazw, skadajcych gwny moment 
dotychczasowego jej ycia. Mody chopak, o sze lat od niej starszy, w domu, przy drogo 
60 
opacanych nauczycielach chowany i przez matk starannie od wszelkich powszednich zaj i 
zjawisk ycia uchylany, wypieszczony, delikatny, z przepowiadan mu przez wszystkich 
otaczajcych soneczn przyszoci genialnego artysty... Z tym na wp wykwintnym paniczem, 
a na wp rozegzaltowanym artyst, czyy si dla Justyny wspomnienia tych wszystkich 
wydarze i wzrusze, ktre zazwyczaj stanowi wtek mioci, wieej, szczerej, lata trwajcej i 
obustronnie uczuwanej. Byy tam ranki majowe i ksiycowe wieczory, dugie przechadzki, 
ciche rozmowy, wsplne czytania poetycznych i wzniosych utworw, pacze poegna, kiedy 
on dla ksztacenia talentu swego odjeda w dalekie kraje, rozczenia napenione palc 
tsknot i kojcymi j nadziejami, listy wysyane i otrzymywane, namitne radoci powita, 
przyrzeczenia, przysigi, plany wsplnej przyszoci, upojenia, po ktrych dniami i tygodniami 
czua na swych ustach ogie i sodycz jego pocaunkw. Dzi jeszcze o tym wszystkim 
wspominajc, stana rd cieki i w doniach ukrya twarz, do ktrej dawna, silna i jedyna jej 
dotd mio uderzya fal wzburzonej krwi. Prdko przecie poblada, z gniewem w oczach 
wyprostowaa si i sza dalej. Jake skoczy si ten poemat? O, bardzo prozaicznie! Wprawdzie 
bohater poematu wymwi gono wyraz: Maestwo! i nawet przez cae dwa miesice, zrazu 
energicznie i uparcie, a potem coraz sabiej go powtarza. W tych dwch miesicach Justyna 
pamitaa kady dzie i prawie kade do niej i o niej wymwione sowo. Mylaa wtedy, e idzie 
o jej ycie, wic wzrokiem i suchem, ktre stay si nagle bardzo przenikliwymi, badaa 
wszystko, co dziao si wkoo niej. Wiedziaa te o wszystkim. Wkoo niej wrzao. Pani 
Andrzejowej ubyo co z jej majestatycznej postawy, tak czua si zrozpaczon postanowieniem 
syna. Moga ona z wielk dobroci i hojnoci wychowywa ubog sierot, zwizkiem krwi 
poczon z czowiekiem, ktrego w miar upywajcego czasu coraz wicej, jak utraconego 
kochanka i witego mczennika, kochaa i czcia. Ale kiedy potem t nawet lubian przez siebie 
dziewczyn przymierzaa z synem swoim, znalaza j tak malutk i pooeniem w wiecie, i 
wychowaniem, i urod, i rozumem, e po prostu poj nie moga takiego zwizku. O majtek 
mniej dbaa, chocia i pod tym wzgldem, pomimo rzetelnego oderwania si od materialnych 
spraw wiata i bardzo maego rozumienia majtkowych interesw, czua, e upadajce Osowce 
potrzeboway wzmocnienia i podpr. Ale przede wszystkim pragna dla syna kobiety wysoko 
urodzonej, z rozlegymi koligacjami, z wychowaniem wietnym, jakiej na koniec muzy, ktra 
by niewtpliwemu dla niej geniuszowi jego dopomagaa do wzrostu i lotu. Wszystko to, bez 
gniewu i uniesienia, bo z krewn Andrzeja le obej si nie moga, owszem, smutnie, ale te i 
dumnie, wypowiedziaa Justynie. 
Daleko mniej powcigliw bya ciotka Zygmunta, kobieta bardzo ywa i wysoko cenica 
bogactwo. 
 Powinna bya wiedzie, moja Justynko  mawiaa  e tacy ludzie, jak Zygmunt, z takimi, 
jak ty, dziewcztami romansuj czsto, ale nie eni si prawie nigdy! 
Na gow pana Benedykta posypay si gromy. Pani Andrzejowa co par dni wzywaa go do 
Osowiec; Darzecka przyjedaa sama i z szelestem jedwabnych sukien, wzburzona, gono swe 
gniewy i niechci wyraajca, wpadaa do gabinetu brata. Wda si te w spraw i sam 
arystokratycznie wygldajcy Darzecki, monotonn i pynn mow sw bratu ony 
owiadczajc, e wcale nie zgadza si z jego chciami i gustami, aby tak bliski mu przez on 
krewny eni si  nie wiedzie z kim... Pan Benedykt wpada w gniewy tak gone, e w caym 
domu go syszano, gdy zapytywa: Czy ma dziewczyn utopi albo zastrzeli? Na koniec 
zada rozmwi si o tej sprawie z Zygmuntem. Rozmwi si i na zakoczenie z chmurn 
artobliwoci rzek: 
 Wiesz co, gagatku? jed sobie znowu za granic i ucz si malowa... Osowce wprawdzie 
zrujnuj si do reszty, ale tobie samemu serce pewno nie pknie, bo... bo prawd mwic, sam 
nie wiesz, czego chcesz! 
61 
Wyjecha  a po dwch latach spdzonych w ogniskach sztuk piknych, przewanie w 
Monachium, wrci onaty. 
Cae to zajcie byo dla Justyny ciosem zrazu, ktry wtrci j w rozpacz, a potem policzkiem, 
pod ktrym uczua, e jest dumn i e godno ludzk okrutniej jeszcze zranion w niej zostaa 
nieli mio. Byo ono take ostr strza, ktra serce jej przeszywajc otworzya zarazem jej 
oczy. Spostrzega i zrozumiaa wiele rzeczy umykajcych dotd wzrokowi jej i rozwadze. 
Zrozumiaa przede wszystkim pooenie wasne i dla swej marnej teraniejszoci wzgard zdjta, 
zlka si przyszoci... Dotd mio, uciechy jej, cierpienia i marzenia poeray jej czas i do 
syta karmiy myli i serce. Gdy tego pokarmu zabrako, spostrzega i uczua, e nie posiada 
adnego innego dla nasycenia ciko wlokcych si godzin i dni; e w niej i dokoa niej nie ma 
nic takiego, na czym by moga zawiesi kotwic nadziei jakiejkolwiek, choby z pospolitego 
metalu ukutej. Czasem, gdy zamykaa oczy i mylaa o tym, co z ni jest i by moe, zdawao si 
jej, e patrzy w jak bezmiern pustk, po ktrej niby widma strapione i wtlejce bkay si 
mode siy jej ciaa i ducha... Teraz czowiek ten chce znowu w tej pustce rozpali pomi, ktre 
ju raz tak srodze opalio jej skrzyda. Przed kilkunastu zaledwie minutami do gbi istoty swej 
czua si wzruszon samym tylko dwikiem jego gosu. Bya ju zapomniaa, a teraz... czy 
znowu... czy znowu? Sto gosw zdawao si w niej woa: Nie! A jednak w nudzie i 
bezcelowoci ycia swego moe kiedy... moe... Nie bya dzieckiem, miaa lat dwadziecia 
cztery i kiedy bardzo kochaa  wiedziaa, czua, czym bywa i jakie przemoce wywiera sza 
krwi i serca... Przeraenie dreszczem po ciele jej przebiego. Zarazem czoo jej zapalio si 
wstydem. Przypomniaa sobie spojrzenia i zaczepki tego drugiego, wykwintnego pana, z 
wychudym ciaem, chorobliwie drgajcym czoem i atasow rk, ktra tak bardzo znaczco 
szukaa i dotkna jej rki. C to byo? Podobaa mu si? Widziaa to a nadto, ale czyli take 
z dowiadczenia nie wiedziaa, e tacy ludzie, jak on, z takimi, jak ona, dziewcztami 
romansuj czsto, ale nie eni si prawie nigdy. Kime wic bya? Jakim byo jej miejsce i 
znaczenie pord tych, z ktrymi upywao jej ycie? O! naturalnie, powiedziano jej to kiedy i 
sama to przyznawaa  bya ona nie wiedzie kim! 
Obu domi schwycia si za rozpalon gow, w gardle uczua dawienie alu, a na 
podniebieniu palc gorycz upokorzonej dumy. Jednak uspokajaa si powoli. Z szerokiej 
przestrzeni przylatyway wiee powiewy i askawie muskay jej wosy i szyj. Zza ez widziaa 
wpatrzone w ni litociwie szafirowe oczy bawatkw i kosy zielone, prawie nieruchome, po 
ktrych przecie cicho pyn kojcy szmer. Przed sob, o krokw kilkanacie, zobaczya 
wznoszc si nad zboem, rozoyst i ca w socu stojc grusz poln; pie, gazie i 
wszystkie licie tego drzewa byy zote. Ogldaa si dokoa, na wzburzon twarz jej spywa 
wyraz ulgi. Wida byo, e powoli o sobie i troskach swoich myle przestawaa. Pochylia si i 
rozchyliwszy gste odygi zboa z zajciem popatrzaa na fioletowe lady i rohule, gstymi 
splotami obejmujce odygi yta. Gdy podnosia gow, jeden z kosw szorstko przesun si po 
jej twarzy; wzia go w rk i ostronie obejrzaa napeniajce go mode ziarna. Liliowy motyl 
wzbi si jej spod stp i krto wylecia nad zboe; cigaa go wzrokiem, pki nie znikn. Bya 
ju teraz o par tylko krokw od gruszy polnej i oguszy j krzyk drobnych ptakw, ktrych 
ilo nieprzeliczona skakaa, fruwaa, koysaa si pord zotych lici. W tej samej chwili, za 
zboem, niedaleko, rozleg si gos ludzki. By to silny i czysty gos mski, ktry zawoa: 
 Hej, kasztan, hej, hej! 
A w minut potem po raz drugi: 
 Wolniej, gniada, wolniej! 
W woaniu tym, rozchodzcym si po ciszy polnej, nie byo nic smutnego; owszem, brzmiao 
ono ranie i ochoczo. Wnet potem rozlego si gwizdanie, w ktrym wyranie rozpozna mona 
byo nut piosnki zaczynajcej si od sw: 
62 
Przy drodze, przy drodze jawr rozkwitnwszy, 
Gdzie pojedziesz, mj Jasieku, konia osiodawszy? 
Jaworu tam nie byo, ale u stp gruszy polnej urywa si wski korytarzyk i w prostej, dugo 
ze stron obu wycignitej linii wysokie yto stawao nad pacht nagiej, ciemnej, wieo zoranej 
ziemi. Justyna wysza ze zboowej puszczy i pod grusz stana. Z jednej strony w znacznej 
odlegoci wida byo dug i szaro std wygldajc wie, z drugiej do blisko stay wzgrza 
porose drzewami; naprzeciw, jak okiem sign, niski owies i groch biao kwitncy okryway 
ziemi. Ta sama cieka, ktr Justyna zasza a w gb rwniny, przerwana pacht zoranej roli, 
uparcie odradzaa si wraz za ni i biaym paskiem przerzynajc puszyst zielono grochu, 
znowu w owsie przepadaa. 
Od jednego ze wzgrz ku gruszy polnej posuwa si pug, cignity przez par koni, z ktrych 
jeden by kasztanowaty, z konopiast grzyw, drugi  gniady, z bia nog i bia at na czole. 
Za pugiem, z rkami opartymi na wysoko sterczcych    z k a  h pugu, szed wysoki i 
zgrabny czowiek, w biaym pciennym surducie, dugim do kolan obuwiu i maej czapce, ktra 
skrzanym daszkiem osaniajc mu czoo, nie zasaniaa z tyu gowy jasnozocistych wosw. 
Szed prosto, rwnym krokiem, bez adnego widocznego wysilenia; lejce z grubego sznura 
mocno z sob poczone i wzdu bokw koskich wyprone, poniej ramion opasyway mu 
plecy. Idc wygwizdywa trzeci ju strof piosenki: 
Rybacy, rybacy, sieci zarzucajcie, 
Nadobnego Jasia na brzeg wycigajcie. 
Pug posuwa si do prdko; lemiesz gboko pogra si w rol, po elaznej, byszczcej 
policy nieustannie przepyway strumienie ciemnej, w miaki piasek rozsypujcej si ziemi. 
Niewielkie konie z poyskujc szerci szy rwno i ranie, a w niejakiej od nich odlegoci 
kilka wron, zdajc si zaglda im w oczy, tu i wdzie skakao albo powanie i ze spuszczonymi 
dziobami siadao na grudach. 
Nagle oracz gwizda przesta i o kilka krokw spostrzec ju mona byo, e uczu si 
zdziwionym. Prdkim ruchem czapk zdj z gowy, konie zatrzyma i na kobiet, ktra tak 
niespodzianie dla niego wysza spomidzy gstego zboa, patrza ze zmieszaniem na twarzy i w 
postawie. Usta mu otworzyy si i pod zotawym wsem ukazay niene zby. Umiechn si, 
twarz odwrci, zawaha si, chrzkn, na koniec, bojc si zna zbyt gono przemwi, prawie 
po cichu przemwi: 
 Czy panienka potrzebuje czego? Moe drog dokd pokaza lub robotnikom pana 
Korczyskiego co powiedzie? oni tam za grk... 
Odj rce od puga, do odejcia gotw. Justyna postpia par krokw po wskim, zielonym 
pasie, rozdzielajcym cian yta z pacht zoranej ziemi. 
 Dzikuj  odpowiedziaa  wyszam na przechadzk i sama nie wiem, jakim sposobem a 
tutaj zaszam... 
Ruchem gowy wskaza na bia ciek spord yta wygldajc. 
 Ta cieka przyprowadzia  zauway.  Ale to nic  doda  e panienka tak daleko od 
dworu zasza. Mona wrci krtsz drog, tamtdy... midzy owsem trzeba i i wyjdzie si na 
wprost okolicy, a stamtd to ju do dworu krtka droga. 
Mwi teraz goniej ju, prdko i z widocznym pragnieniem okazania si grzecznym i 
usunym. Wycignitym ramieniem wskazywa owies, przerzynajc go zielon drog i 
szarzejc u jej koca okolic. Justyna patrzaa na ywe jego ruchy, ktrym ksztatno ciaa 
nadawaa szczegln zrczno i gitko; nie moga te nie spostrzec, e z bkitnych, 
63 
roziskrzonych oczu, zza zmieszania i zawstydzenia, wybuchaa mu tajemna, lecz nie dajca utai 
si rado. 
 Pan Jan Bohatyrowicz?  troch niemiao zapytaa. 
Odkryte i od reszty twarzy bielsze jego czoo zaszo rumiecem, z rumianych i ogorzaych 
policzkw ledwie krew nie wytrysna. 
 A jake!  odpowiedzia i palcami dotykajc rczek puga ze spuszczonymi oczami zapyta: 
 Skd panienka wie, kto ja jestem? 
 Widuj pana czasem... ciotka Marta mwia mi o ojcu i stryju pana... 
Znw twarz na chwil odwrci i chrzkn, ale mielej ju odpowiedzia: 
 Pewno o stryju Anzelmie, bo on kiedy dobrze zna pann Mart... 
Urwa i po krtkim milczeniu, zdobywajc si widocznie na now miao, doda jeszcze: 
 I ja te kiedy w Korczynie bywaem... ociec mnie tam bra z sob... ale ju potem nigdy nie 
byem. Czego chodzi, kiedy adnej przyczyny nie ma? 
I jakby mu nagle przysza na pami jaka obraza czy niech, gow podnis troch butnie, 
brwi zmarszczy, rce na rczkach puga pooy i zawoa na konie, aby szy naprzd. Lejce 
tylko, ktre mu plecy opasyway, cign i par razy do koni przemwi: 
 Wolniej, kasztan! wolniej, gniada, wolniej! 
Pug posun si znowu, tylko daleko powolniej ni wprzdy, i znowu lemiesz gboko ry si 
w pulchn rol, a po byszczcej policy spyway strumienie ciemnej, miakiej ziemi. Justyna 
wskim brzegiem ytniego anu sza obok puga, z niejakim zdziwieniem na zachmurzon nagle 
twarz towarzysza patrzc. Po chwili, wskazujc rol, zapytaa: 
 Po koniczynie? 
 A jake  odpowiedzia. 
 Pod pszenic? 
Rzuci na ni szybkie spojrzenie, w ktrym bysno troch niedowierzania i obawy. Pomyla 
moe, e ona chce z niego artowa. 
 Panienka niby to zna si na gospodarstwie? 
Zmieszaa si z kolei. Istotnie bardzo mao posiadaa wiadomoci o tej ziemi, po ktrej 
stpaa i ktrej zjawiska, obrazy i plony budziy w niej czsto ciekawo i zachwycenie. To i 
owo z rozmw toczonych dokoa niej zapamitaa, ale z bliska pracom rolniczym nie 
przypatrywaa si nigdy. W tej chwili dziwia j pozorna przynajmniej atwo, z jak mody 
rolnik prac swoj spenia. Wyobraaa sobie, e ora jest bardzo ciko. 
 Wszelako bywa  odpowiedzia.  Bywa, e ciko, bywa, e letko. Po pierwsze, to od 
gruntu zaley, a po wtre, od uzwyczajenia i od siy. Do tego i pugi teraz insze jak dawniej. Dla 
mnie mrg zaora to tak, jak prawie na spacer pj. 
Przy ostatnich wyrazach gow rzuci ranie, w gr spojrza i znowu w umiechu, ale tym 
razem jakby triumfujcym, biae zby mu pod zotawym wsem bysny. Widocznie, w 
poczuciu siy wasnej i uzdatnienia do tej pracy, ktr przez cae ycie spenia, uczu si 
dumnym i wesoym. W ogle w postawie, mowie i caym obejciu si jego dziwnie mieszay si 
z sob i ruchliwie jedna przed drug ustpoway: dzika niemiao i harda butno, kobieca 
prawie wstydliwo i mska dojrzaa sia. Zna w nim te byo wielk ywo i mwno, 
powcigane przez ch okazywania si grzecznym i przystojnym*. W tej chwili przecie 
ywo i mwno wziy gr nad niemiaoci. Co u puga poprawiwszy wyprostowa si, 
na konie, ktre byy stany, cmokn i z promieniejc twarz zawoa: 
 Prdzej bym mierci spodziewa si w tym momencie ni panienk rd pola zobaczy. 
Wszyscy mwili, e dzi we dworze bal... 
 Niewesoo mi byo na tym balu i wolaam i w pole  ywo te i zupenie mimo woli 
odpowiedziaa Justyna. 
* P  z y   o j  y  tu:ukadny, delikatny. 
64 
Umiech znikn z jego twarzy. Duej i mielej ni dotd popatrzy na ni. 
 Ja to ju dawno wiem  ciszej znowu odpowiedzia  e panience nie zawsze tam bywa 
wesoo. Ludziom gb nie zatkn, a i twarz czowieka wygada czasem, co si w sercu kryje. Ja 
panienk, cho z daleka, a czsto widuj... 
Wstrzyma si. Gos jego, ten silny gos, ktry na ca okolic rzuca dwiki rozgonych 
pieni, zmci si i urwa. Po chwili dopiero dokoczy: 
 Moe panienka gniewa si na mnie, e tak miele powiedziaem?... 
I niespokojnie, gow pochylajc, spojrza w twarz idcej obok niego kobiety. Zarumienion 
bya, ale nie rozgniewan; owszem, spod spuszczonych powiek wzrok jej podnis si na niego 
ciekawie i przyjanie. Znowu okrge i rumiane jego policzki w ogniu stany. Odwrci twarz, 
zawaha si, chrzkn i dokoczy: 
 Panienka i wiedzie o tym nie moe, e ja na panienk czasem patrz i rne myli 
przychodz mnie do gowy. Sonko maego ptaszka nie widzi, jednakowo on piewa zaczyna, 
kiedy ono wzejdzie, i nikt jemu tego zabroni nie moe, bo cho on w niskim krzaku mieszka, 
ale swoje piewanie i swoj wolno ma! 
Znowu, pomimo woli moe, podnis gow, oczy bysny mu dum czy zapaem i u koca 
wyoranej bruzdy pug zatrzymujc, ranie zawoa: 
 Co tam! Ja panience powiem, e nie trzeba nadmiar troska si i smci. S na wiecie ze 
ludzie, s i dobre. Podczas smtno bywa, a podczas moe by i wesoo. Najgorsza to jest rzecz, 
kiedy czowiek nic nie robi, a tylko o swoich biedach myli!... 
 To prawda  umiechna si Justyna  ale jeeli kto na wiecie nic do robienia nie ma?... 
 To nie moe by...  zacz i nie mg dokoczy, bo z niejak trudnoci zawraca pug, 
aby poprzeczn bruzd odgraniczy zaoran rol od kwitncego grochu. Jakkolwiek utrzymywa, 
e wyoranie morga ziemi byo dla niego tym samym prawie, co przechadzka, jednak 
zatrzymujc pug u pocztku drogi, owies przerzynajcej, ociera sobie pot, ktry bujn ros 
wystpi mu na czoo. 
Justyna pogadzia konopiast, gst i wypieszczon grzyw kasztanka. 
 adne i zgrabne koniki  zauwaya. 
 Silne i bardzo gaskliwe  widocznie pochwa jej uradowany odpowiedzia  gos mj 
znaj, do rki id... Wszelakie zwierz  doda  ugaska mona, byle jemu lubienie i dobre 
staranie okaza. Dla mnie za nic w gospodarstwie nie ma nad konie. Tak ju wida 
przyrodziem si do ojca, bo nieboszczyk ociec za komi a przepada... 
Przewrci pug w ten sposb, aby bokiem sun si mg po ziemi, lejce zdj z plecw i 
cmokn na konie, ktre weszy na nieszerok, traw i dzikimi kwiatami poros drog. 
 Czy pan ojca swego pamita?  zapytaa Justyna. 
 Dlaczego nie? Czasu mierci jego siedem lat miaem i do nikogo, zdaje si, tak jak do 
niego, przywizany nie byem... 
 A matka yje? 
 yje, chwaa Bogu, ale ja z ni tak jak prawie nigdy nie byem... 
Mwi teraz ywo i prdko, coraz wicej pozbywajc si niemiaoci. Mona by nawet 
myle, e zapytania Justyny sprawiay mu rado, jak gbok rado, ktra wilgotn mg 
przymia na chwil roziskrzony blask jego oczu. 
 Prawd powiedziawszy  doda  to stryj Anzelm by dla mnie i ojcem, i matk; ale 
kiedyci zachorowa i kilka lat nie tylko co, ale z ka podwign si nie mg. Wtenczas na 
mnie wszystko spado: i gospodarstwu, i choremu stryju, i maej siestrze, i samemu sobie rady 
dawa musiaem, sam tak jak prawie dzieckiem jeszcze bdc. Najadem si te w czasie 
niemao biedy, a w czasie i ludzie niemao mnie nakrzywdzili... 
Machn rk i znowu brwi troch zmarszczy, ale zaraz z powracajc wesooci dokoczy: 
65 
 Teraz za to wszystko u nas odmienio si na dobre, i tyle tylko mojej biedy, co jej we 
wasnych daniach wynajd. 
 Jakie to dania?  z artobliwym umiechem zapytaa Justyna. 
On zmiesza si znowu, odwrci twarz, chrzkn i po chwili dopiero odpowiedzia: 
 Rne u czowieka bywaj dania: podczas i takie, co nigdy speni si nie mog. Ju, 
zdaje si, i wygnasz je z serca, i zapomnisz, a smtek i tsknota, wszystko jedno, po nich ostaj... 
Spojrza w gr i zamyli si, ale w tej chwili w owsie zaszumiao i o kilka krokw przed 
komi ukazaa si na wskiej miedzy, do szczeglnie wygldajca kobieta. Bya to dziewczyna 
dwudziestoletnia, wysoka, z potnymi rozmiarami ciaa i twarz tryskajc wieoci i 
zdrowiem. Kasztanowate wosy, socem przeniknite, jeyy si dokoa jej gowy jak zota 
gstwina; gruby, spltany warkocz opada na szerokie plecy, okryte jaskraworowym kaftanem. 
W duej pachcie, przymocowanej do pasa, niosa mnstwo polnego ziela, sza wyprostowana, 
szerokim i silnym krokiem, a spod kraciastej samodziaowej spdnicy wyej ni do kostek 
ukazyway si jej due, bose nogi. Z dala ju wida byo bawatkowy szafir jej oczu, ktre pod 
brwiami kasztanowatymi zawieciy, rozbysy i w twarzy Jana jak w tczy utkwiy. Kiwna ku 
niemu gow i obojtnym spojrzeniem powidszy po Justynie, z szerokim umiechem psowych 
warg zawoaa: 
 Pan Jan wida czasu ma duo, kiedy sobie tak pomau idzie! 
Uchyli troch czapki. 
 A panna Jadwiga co takiego w fartuszku niesie? 
 Ziele dla krw! czy to pan Jan nie pozna? Wida, e na soce spojrza, to w oczach 
pociemniao! 
 Moe panna Jadwiga i zgada!  z cichym miechem odpowiedzia. 
Teraz ogromna dziewczyna z szafirowymi oczami i szeroko miejcymi si usty drog mu 
zaj musiaa i przechodzc raz jeszcze z bliska spojrzaa na niego. Umiech jej zmci si i 
znikn, gow troch pochylia i wymwia prdko: 
 Dlaczego to pan Jan nieaskaw nigdy nas nawiedzie? Zdaje si, e nie na kocu wiata 
yjem. Ju i dziadunio o panu wspomina... 
Nie zatrzymujc si ani na sekund, pug i konie wymina i przodem posza, a gdy z wielkim 
swym fartuchem, penym zieleni, z bogato rozwinitymi ksztatami ciaa i jec si nad gow 
zot gstwin wosw sza prosto i prdko, mona by j byo porwna do ogromnej, silnej i w 
sile swojej pontnej Cerery*. 
 Kto to?  zapytaa Justyna. 
 To jest panna Domuntwna, najbogatsza w okolicy aktorka... 
Justyna szeroko oczy ze zdumienia otworzya. Jan umiechn si. 
 Pastwo nie rozumiej naszych nazwa  objani.  Aktorka, czyli sukcesorka... to jest... 
dziedziczka... Dziadunio panny Domuntwny, Jakub Bohatyrowicz, mia tylko jedn crk, 
ktr wyda za Domunta. Crka i zi prdko pomarli i t jedn wnuczk jemu zostawili. Cae 
tedy gospodarstwo, wcale pikne, na ni spadnie, a o starym gadaj, e i pienidze jeszcze ma... 
Justyna umiechna si. Spostrzega bya rozkochane spojrzenie, jakie Domuntwna przez 
mgnienie oka zatopia w twarzy Jana: 
 Pikna panna!  cigajc wzrokiem oddalajc si zauwaya. 
 Co do piknoci, to bynajmniej!  z widocznym niezadowoleniem odpowiedzia  owszem, 
zdaje si, e nadmiar wielka i gruba! Ale  poprawi si piesznie  pracowita i z dobrym 
sercem, to prawda! Czy panienka uwierzy, e gospodarstwo u niej idzie nie gorzej jak u jakiego 
mczyzny?... I wszystko ona robi zdoa, taka silna... Przeszego lata o najemnikw trudno 
byo, to, a miech powiedzie, sama z parobkiem kosia i oraa... Wtedy mnie stryj powiedzia, 
ebym jej pomaga, bo starego Jakuba bardzo szanuje i do tego gow sobie nabi... 
*  e  e  a  w mitologii rzymskiej bogini urodzaju, patronka uprawy roli. 
66 
Zamilk, widocznie, czego nie dopowiadajc; zmiesza si znowu, chrzkn i prdko 
zagada: 
 Ten Jakub to moe ju prawie dziewidziesit lat ma... Francuzw pamita*, a wicej jak 
pidziesit lat temu z dziadem pana Benedykta Korczyskiego na wojn chodzi. Po wojnie 
oeni si, ju w pnym wieku, i dowiadczy wielkiego nieszczcia. onka go porzucia, a on 
to sobie tak wzi do serca, e od tego czasu troszk zwariowa. Nie to, eby cakowicie 
wariatem by, ale troszk... Jadwika piknie staruszka dopatruje, lubi jego i pieci jak mae 
dziecko... 
Czu byo, e zbliali si do wsi duej i ludnej. Gosy ludzi i zwierzt coraz wyraniej daway 
si sysze. U brzegu koczcego si owsa trzej chopcy, bosi i w biaych z grubego ptna 
ubraniach, z niewielkiej przestrzeni pola zbierali koniczyn. Jeden, barczysty, tgi i rudowosy, 
kosi, a dwaj, modzi, niedoroli, grabili i zgarniali cit traw w mae kopice. Jan umiechn 
si, otworzy usta dla powiedzenia czego i powcign si, na koniec, nie mogc zna 
powstrzyma si zupenie, do kosarza, ktrego kosa pobrzkiwaa i na socu pobyskiwaa, 
zawoa: 
 Ada! a spnilicie si z koniczyn, a wstyd patrze! Bdzie wam za to od ojca!... 
Zaczepiony, nie odwracajc si, z gniewem odkrzykn: 
 Cignij si za swj nos, a o cudzy nie dbaj! 
Jeden z modszych chopcw, grablami rzeko ziemi drapic, cienkim gosem zawoa: 
 E! ociec dzi na nas i nie patrzy! Z miasta tylko co powrci i o procesie gada! 
 Ja po swojej koniczynie ju dzi i zaoraem! filuternie sprzeciwi si jeszcze Jan. 
 Wiadomo! eby ty czego lepiej nie zrobi! zna dudka z czubka!  sarkn znowu kosarz. 
 W ojca wrodzi si  zauway Jan do Justyny  taki gniewliwy jak i ociec. Oni mnie 
strecznostreczni przychodz, Fabiana Bohatyrowicza synowie... i pomidzy nami ktni adnej 
nie ma. Tylko tego Adasia najwicej teraz to gryzie, e mu w jesieni do wojska trzeba i... Jak 
sobie na to wspomni, gadzin staje... Jeszcze i czwarty brat u nich jest, Julek, ale taki zawzity 
rybak, e go z Niemna ani cign... Za Niemnem i za swoim psem, Sargasem, wiata nie 
widzi, a do tego troszk gupi. A siostr ich, Eluni, panienka widziaa... 
Wtem stan, zatrzyma konie i smutnie wymwi: 
 Ot ju i okolica, i droga do dworu... 
Zdj czapk i w wahajcej si postawie na Justyn patrza. 
 Moe bym ja  zacz niemiao  panienk do domu odprowadzi, eby podczas jaki zy 
pies albo bydl nie nastraszyo!... 
Moe jedno z tych nie spenionych da, o ktrych przed chwil mwi, smutkiem napenio 
mu oczy. Moe aowa ubiegej godziny czasu, przeduy j pragnc. Z niepokojem patrza na 
t, tak mu z pozoru obc kobiet, ktra w tej chwili wcale go nie suchajc gow podaa 
naprzd, ciekawe i zachwycone oczy wlepiajc w obraz tylko co ujrzany. By to raczej may i 
skromny obrazek wiejskiej zagrody, ale ktry dzi i z bliska widziany, powia na ni czarem 
ciszy i wieoci. 
 liczna zagroda!  zawoaa  kto tu mieszka? 
 Stryj Anzelm, czyli my wszyscy troje, bo pomidzy nami we wszystkim jest wsplno. 
Mwic to, dwoma skokami przeby bia drog wie z polem rozdzielajc, jednym ruchem 
rki otworzy, na ocie zamykajc ogrodzenie, przezroczyst i niewysok bram. Przez bram 
t wanie Justyna ujrzaa cz zagrody; teraz, gdy wntrze jej szerzej odsonio si przed ni, 
szybko postpia naprzd. 
Jan Bohatyrowicz z czapk w rku i schylon w ukonie gow sta u bramy, wycignitym 
ramieniem wntrze zagrody ukazujc... 
* F  a   u z  w p a m i   a...  tj. pamita wypraw Napoleona na Rosj w . 1812 i odwrt wojsk francuskich 
po klsce. 
67 
 Prosz wej, bardzo prosz wej i spocz. Stryj bdzie bardzo kontenty i siestry zaraz 
zawoam... prosz, bardzo prosz... 
Niemiao jego znikna bez ladu. Na swoich mieciach puszy si troch i dumnia, 
grzeczn przy tym gocinno okaza pragnc. 
Zagroda bya do obszern. Pot, z niewysokich i gadko ociosanych desek zrobiony, 
obejmowa dobry mrg ziemi, na ktrej z zielonej jak szmaragd ki wyrastaa setka modych, 
przed kilku laty zaledwie zasadzonych grusz, liw i jaboni. Gdzieniegdzie te wysmuke i z 
widoczn starannoci piastowane plonki osypane ju byy zawizkami owocw, a tu i wdzie 
pomidzy nimi stare winie stay, cae w potopie czerwonych jagd. rodkiem ogrodu koa 
wyobiy na trawie do szerok drog i gsto zasiaa si na niej biaa dzicielina. Za 
owocowymi drzewami ze dwadziecia ulw, na bkitno pomalowanych, do poowy kryo si w 
anie biao i rowo kwitncego maku, zza ktrego wystrzeliway malwy obrose paskim i 
rnobarwnym kwiatem i ukazywaa si gstwina melisy*, bladej na tle ciemnozielonych 
wysokich i rozczochranych konopi. Dalej nisko na zagonach rosy lub wiy si warzywa, te 
soneczniki wzbijay si nad delikatnym lasem biaego kminku; tu i wdzie pod grzdami 
wyrastay czerwone gaszty* i rozpieray si rozoyste krzaki wieczornikw*. Stuletnia moe 
sapieanka* gazie swe ju bezpodne, ale nieprzeniknion gszcz listowia okryte, kada na 
oknach i cianie domu, ktrego okiennice i naroniki na biao pomalowane wesoo zza niej 
wyglday. Dom, w samej gbi tej sporej przestrzeni stojcy, niski by, szary, som pokryty, z 
jednym kominem i somian strzech. Do ogrodu sta boczn cian, w ktrej wieciy dwa spore 
okna, a may ganek z zbiasto wyrzebionym okapem i niskie drzwi do wyjcia mia od 
dziedzica, na ktrym zza niziutkiego opotku wida byo wiron* z wystajcym i na kilku 
supkach opartym dachem i stajni, przed ktr leaa brona, stay kozy do piowania drzewa i 
ciao troch rozsypanej somy. Stodoa wygldaa zza domu i kilku tu przy sobie rosncych 
lip, a jeszcze dalej, za dziedzicem i lipami, ledwie widzialny z wysokiej gry, migota wski 
pas Niemna z t za nim cian i u samego skonu nieba ciemn wstg boru. Promienie 
soca, ktre pochylao si ju do zachodu, igray po trawie i w gaziach rozarzay barwy 
kwiatw, a winie w wielkie rubiny zmieniay. Nad tym wszystkim, w gbokiej ciszy, dzwoni 
w drzewach wiegot wrbli, brzmiao monotonne, basowe brzczenie pszcz i wzbijao si 
morze woni z przemagajcym wszystkie inne zapachem wieo skoszonej trawy. 
wieo skoszon traw grablami zgarnia i w ma kopic na dziedzicu skada czowiek 
do wysoki, bosy, w ciemnej, do kolan sigajcej kapocie i wielkiej, baraniej czapce. Ta czapka 
tworzya mu jakby drug gow i uderzajcy stanowia kontrast z reszt ubrania. Starym by 
musia czy osabionym, bo ruchy mia powolne i przygarbione plecy. Grable jego nieustannie, 
ale powoli posuway si po ziemi, a od poowy ogrodu sysze ju mona byo rozmow, ktr 
prowadzi z kim niewidzialnym, za domem zna i potem dziedzica stojcym. 
 Apelacja ju, chwali Boga, podana i mucha poniesie to, co pan Korczyski w wyszej 
instancji wygra!  prdko i zapalczywie mwi gos niewidzialnego czowieka. 
 A ja sto razy Fabianu mwiem i sto pierwszy powtrz, e mucha naje si tym, co my od 
pana Korczyskiego wygramy  powoli i monotonnym gosem odpowiedzia czowiek grabicy 
skoszon traw. 
 Czemu to tak?  wybuchno zza potu popdliwe zapytanie.  Czy to Anzelm dla naszej 
powszechnoci dobra nie yczy? 
* M e l i  a  rolina olejkowa z rodziny wargowych, o wasnociach leczniczych. 
* G a  z   pomieczyk, firletka, zioo z rodziny godzikowatych, o kwiatach szkaratnych. Nazwa podana przez 
Orzeszkow jest nie znana botanikom.
* W i e  z o   i k  nazwa wprowadzona przez Orzeszkow, hesperis matronalis (fioek nocny). 
*  a p i e  a  k a  gatunekgruszy. 
*  w i  o  lub winia  spichlerz. 
68 
 ycz  brzmiaa odpowied  ale powiadam: po cudze nie sigaj! 
 A jak pokae si, e wygon nie cudzy, tylko nasz? a Bg mi ubij na duszy i ciele, e 
pokae si tak, a nie inaczej... 
 Fabiana adwokat zbaamuci i Fabian wierzy... 
 Jeszcze ten nie urodzi si, kto by potrafi mnie zbaamuci! Do ssiada po rozum nie pjd 
i nawet u Anzelma jego nie poprosz, cho Anzelmowi jeszcze ta mdro z gowy nie 
wywietrzaa, co jej kiedy od wielkich panw nabra... 
Gos niewidzialnego czowieka przybiera wci popdliwoci, a przy ostatnich sowach sta 
si rozgniewanym i zgryliwym. Grabicy traw z jednostajn wci powolnoci zacz: 
 Niechaj mnie Fabian wielkimi panami oczu nie wypieka... ja ich dwadziecia lat nie 
widziaem i do mierci ju pewno nie obacz... 
 Wszystko rwno. Czego si czowiek za modu nauczy, to i na staro mruczy  dojada 
gos zza pota. 
Wtem niewielki, kudaty pies z t sierci i wyduonym tak jak u lisa pyskiem, ktry 
dotd spokojnie lea na rozrzuconej przed stajni somie, zerwa si i z gonym szczekaniem ku 
ogrodowi poskoczy. Z ogrodu na dziedziniec wbiega para koni cignc za sob pug w ten 
sposb, e atwo mg zaczepi o pot albo wiro i zepsuciu ulec. Czowiek w baraniej czapce 
gow podnis. 
 A to co? a gdzie Janek?  na widok samopas pdzcych koni ywiej przemwi. 
Ale w teje chwili za czepiajcym si ju potu pugiem przyskoczy Jan, bez czapki, ktra w 
ogrodzie na trawie leaa, zaczerwieniony i zdyszany. Jednym zamachem rk pugowi nada 
waciwy kierunek, lejce podj i konie, ktre gosowi jego posuszne byy jako dzieci, przed 
stajni zatrzyma. W mgnieniu oka przy stryju znalaz si i za rami go pochwyci. 
 Stryjaszku! eby stryjaszek wiedzia, jakie mnie dzi szczcie spotkao... 
Rce jego dray, gos dygota  w palcach ciska kapot starego, ktry z rk grable 
wypuci. 
 A to co? Kto tam w sadzie? 
ty pies, minwszy pug i konie, ze szczekaniem wpad do ogrodu. 
 Mucyk!  rzucajc stryja woa za nim Janek pjd tu, Mucyk!... 
 Daj pokj Mucyku! Kto to taki? Pani jaka? czego ona... 
Z doni sobie daszek nad oczami robi i w gb ogrodu patrzc, usiowa rozpozna rysy 
kobiety, dokoa ktrej zwija si poszczekujc uspokojony ju Mucyk. 
Jan stryja za rk chwyci. 
 Z Korczyna... panna Justyna. Stryj wie... ta, co to ja stryju zawsze opowiadaem... Niech 
stryj idzie i przywita si... 
Ze zdziwieniem i prawie przeraeniem przygarbiony czowiek cofn si ku domowi. 
 A to co?  zawoa  z Korczyna... na co? po co? dla jakiej przyczyny?... 
 Bardzo jej upodobao si u nas, przysza spocz... nieche stryj idzie... 
Ale stary plecami przypar si do ciany domu. 
 Na co mnie? nie pjd... kiedy j przywiode, to ide do niej sam... 
 Kiedy mnie konie odprzc i nakarmi trzeba! gwatownie szepta Jan i za obie ju rce 
opierajcego si pociga.  Stryjku, stryjaszku, mj mileki! mj rodzony! prosz i... 
prdko... ona w gocin do nas przysza... prosz i... 
 Wariat ty, Janek, czy co? Ze wszystkim jak u wariata oczy byszcz... czego ty mnie tam 
cigniesz?... sam id! 
 A konie! I czy to piknie, eby stryj sam gocia w swojej chacie nie przywita?... Prosz 
ju i... prdzej... mj rodzony!... 
Bosy i przygarbiony czowiek otula si sw kapot, gow w wielkiej baraniej czapce trzs 
przeczco, do ciany wci si przypiera, ale przemoc, ktr ten oszalay w tej chwili chopak 
69 
na nim wywiera, bya widoczn. Wyrywajc rce swoje z jego doni, wp z gniewem, wp ze 
zgryzot zawoa: 
 A pue ju! Niechaje cho buty wdziej! Ze wszystkim wariat! 
 Pjdzie stryj? 
 A ju pjd... ale niech buty wdziej... 
Znikn w gbi domu; Jan wpad jeszcze do ogrodu. 
 Niech panienka bdzie askawa sidzie, zaraz stryj przyjdzie... ja konie odprzg... 
I rzuci si ku stajni, do koni. 
W duym tym ogrodzie, ktry by zarazem owocowym, warzywnym i kwiatowym, a take 
k i pasiek, znajdowaa si jedna tylko awka, przy cianie domu pod dwoma oknami stojca, 
z wskiej, na dwu supkach opartej deski zoona i tak duga, e dziesi osb rzdem na niej 
usi by mogo. Tu przed ni wyrasta z trawy szereg sztywnych malw, a nieco na prawo 
pszczoy nad bkitnymi ulami i rowymi makami brzczay. Z tej awki podniosa si wysoka i 
ksztatna kobieta, z gow czarnymi warkoczami owinit i niad twarz, o rysach wydatnych, 
ktr rzewice powietrze pola oblao teraz wieym rumiecem. Pomidzy malwami, sama do 
pysznie rozwinitego kwiatu podobna, staa w niemiaej troch postawie, a szare jej oczy z dala 
ju wpatryway si w zbliajcego si ku niej czowieka. Nie by on dla niej cakiem nie znanym. 
Zasyszaa co bya o przeszoci jego, wsplnej z przeszoci Korczyskich, z t przeszoci, o 
ktrej teraz prawie nigdy nie wspominano w Korczynie, lecz ktrej niestarte pamitki tkwiy w 
sieroctwie Zygmunta, w wiecznej aobie jego matki, w pooeniu, sposobie ycia i pospnoci 
oczu Benedykta. Domylaa si take czego, czego wicej nad przelotn znajomo, co 
niegdy zachodzi musiao pomidzy czowiekiem tym i Mart. Z bliska, pomimo ruchw 
ociaych i przygarbionych plecw, mniej staro wyglda on ni z daleka. Z twarzy jego o 
rysach cigych i regularnym profilu pozna mona byo, e nie mia wicej jak lat pidziesit, 
ale bya to twarz cierpica i zamylona, z cer od soca troch zarowion, z zapadymi 
policzkami i spowiaym bkitem oczu. Ze sposobu, w jaki zbliy si do nie znanej sobie 
kobiety, z ukonu, jaki jej odda, zna byo, e dworne obyczaje nie byy mu cakiem obce. 
Uchyli nieco baraniej czapki, lecz wnet j znowu woy na gow. 
 Jestem Anzelm Bohatyrowicz  powolnym swym i monotonnym gosem wymwi  
przepraszam, e w czapce ostan, ale tak mam gow, ktra lka si przezibienia... 
Byo w nim co obojtnego i przymuszonego, kiedy doni sw dotkn rki, ktr piesznie 
podaa mu Justyna. Wzrokiem twarz jej omija, a pod krtkim, siwiejcym wsem bladawe jego 
usta zarysowyway lini surow. Jednak dwornym znowu gestem wskaza awk mwic: 
 Prosz, bardzo prosz sie i odpocz... 
Sam w stojcej postawie pozosta i daleko kdy patrzc milcza. Pomimo usiowa, ktre 
czyni, aby okaza si grzecznym i gocinnym, czu w nim byo dzikie boczenie si od ludzi i 
ukrywane, lecz niepozbyte uczucie niechci. Spostrzega to Justyna i ze zmieszaniem zacza: 
 Przepraszam, e weszam, ale ogrd ten wyda mi si tak wieym i pocigajcym, a pan 
Jan tak mi uprzejmie zaprasza... 
Trudno byoby zgadn, czy pochwaa jego zagrody albo te poufae nazwanie po imieniu 
synowca nieco go rozpogodziy. 
 Owszem  rzek  bardzo dzikuj... Ju i nie spodziewaem si takiej promocji*, aeby kto 
z Korczyna moj ubog chat nawiedzi... 
Znowu uchyli czapki. 
 A jake miewa si panna Marta Korczyska? zapyta. 
 Czsto i przyjanie o panu wspomina  ywo odpowiedziaa Justyna. 
 By nie moe  zaprzeczy  pani tak tylko, z aski swojej... Tyle lat... Widziaem ja j... 
bdzie temu lat trzy, w kociele... u! zmienia si, postarzaa... ze wszystkim ju insza, jak bya. 
* P  o m o  j a  tu: zaszczyt. 
70 
 Od wielu lat wujowi memu pomaga i ciko pracuje  wtrcia Justyna. 
Troch urgliwy umiech po ustach mu przemkn i ciszej rzek: 
 A lkaa si pracy! Ot, wszystko jedno, pracowa wypado... 
Zamyli si, dug, blad rk poprawi nad czoem czapk i daleko kdy bladymi oczami 
patrzc monotonnym swym gosem wymwi: 
 Poranek widzia kwitnc, rumian, a wieczr bab obaczy... 
Czy ta krtka rozmowa zaja go i oywia lub te sposb wyraenia si Justyny 
przypomnieniem czego dawno minionego pociga go ku niej  postpi krok naprzd i na 
awce, do jednak daleko od niej, usiad. 
Wtem zza wga domu ukaza si Jan, na rozmawiajcych spojrza i nie zbliajc si 
przemwi: 
 Stryju, panience sad nasz bardzo si upodoba! 
 Chode tu!  zawoa Anzelm. 
Chopak widocznie walczy z sob. 
 Kiedy jeszcze koniom nie wszystek owies zasypaem... 
 To id i zasypuj! 
A zwracajc si do Justyny, znowu troch czapki uchyli: 
 Bardzo kontenty jestem, e si pani mj sadek upodoba. Wszystko to pochodzi z mego 
wasnego sadzenia i starania. Gdyby pani dziesi lat temu tu przysza, obaczyaby same rudery, 
badyle, miecie i paskudztwo... 
Justyna powiedziaa mu, e syszaa o jego dugiej i cikiej chorobie. 
 A... a... a... od ko... kogo? 
Zdziwi si tak, e a jka si zacz. Blade oczy jego z wyteniem w twarzy jej utkwiy. 
 Czyby w Korczynie kto jeszcze o mnie wspo... wspo.... mi... 
Machn rk i prdko doda: 
 A to pewno Janek pani o tym mwi... eby nie! Dobrze jemu zapamitao si te 
niedostwo moje, bo wiele on podtenczas biedy przecierpia, tego i opowiedzie trudno... A co 
to by za defekt, o tym jeden Pan Bg wiedzie moe; do, e zwali mnie z ng jak kod i 
dziewi lat bezwadnym i w blach trzyma... U doktorw radziem si ze trzy razy, ale nie 
pomogli i nawet nic zepsutego w ciele moim nie wynaleli...Mwili, e hipokondri* mam... 
hipokondrykiem mnie nazywali... Duszna to podobno bya choroba wicej nieli cielesna... 
Rozgada si i powolnym, monotonnym swym gosem opowiada zacz minione swe 
cierpienia. Z tego, co opowiada, i nawet z wielu trwajcych jeszcze cech jego 
powierzchownoci atwo mona byo odgadn jedn z tych strasznych chorb nerwowych, 
ktre dla samej nauki do okrelenia i zwycienia wielce trudnymi bywaj. Jakim sposobem 
pochwycia ona tego czowieka prostego i tak cile z yciem natury spojonego, o ktrym Marta 
mawiaa Justynie, e mia kiedy postaw dbu i twarz do kwitncego maku podobn? Wida, e 
on sam nieraz zapytywa siebie o to, bo w zwyky sobie sposb zamylajc si i kdy daleko 
patrzc dokoczy: 
 Rne na wiecie bywaj zdarzenia... Bywa to, e czowieka przez pole idcego szkodliwy 
wiatr obejmie i rumatyzmu albo innej choroby go nabawi. A bywaj i insze wiatry, nie te, co w 
polu wiszcz, ale te, co przez drog ycia czowieka przelatuj... 
Potrzs gow i kdy daleko patrza. 
Powolnym ruchem podnis si z awki i znowu czapki nieco uchyli. 
 To moe pani bdzie askawa sadek mj obejrze, kiedy si tak upodoba... 
Po niedawno skoszonej i gadkiej jak kobierzec trawie od drzewka do drzewka przechodzc, 
opowiada jej wiek i pochodzenie kadego z nich, tumaczy sposoby hodowania i gatunki. 
* H i p o k o  d  i a, prawidowo: hipochondria  chorobliwy lk o zdrowie poczony ze stanem nerwowego 
rozdranienia lub przygnbienia. 
71 
 To jest bonkreta... a to panny jesienne... to francmadama*... tam trzy sapieanki... tam jabka 
oliwne, zimowe papierwki... kalwinki... sztetyny*... a tam ten gaik cay liwowy... 
Wyprenie jego rysw, majce w sobie co obojtnego i razem bolesnego, miko i znikao; 
w bladym bkicie renic pobyskiwa zaczy nike, lecz prawie wesoe iskry. Po Justynie zna 
te byo, e w tej zagrodzie, napenionej urodzajnoci i cisz, swobodniej i szerzej oddychaa 
ni przed godzin w napenionym gomi salonie. 
Znajdowali si wanie przy sporej grupie liwowych drzewek, i Anzelm opowiada, w jaki 
sposb chroni renklody i mirabele przed zimowymi niegami i mrozami, kiedy Jan wybieg 
znowu z dziedzica i o kilka krokw stanwszy sucha przez chwil ich rozmowy. 
 Czy panienka da wiary  zawoa  e stryj to wszystko wasnymi rkami zasadzi i teraz 
dopatruje?... Zdaje si, taki saby, a wielk ma si i wytrwao... 
Anzelm obejrza si. 
 Chode tu, Janek!  po raz drugi zawoa. 
Ale chopak waha si znowu, to ku dziedzicowi, to na Justyn patrzc. Widocznym byo, e 
pragn by tu i tam. 
 A kiedy jeszcze konie napoi trzeba... 
 Pewno, e trzeba  odpowiedzia Anzelm. 
I zwracajc si do Justyny, zwyk sobie powoln i czasem przerywan mow, ale coraz 
swobodniej opowiada zacz, jak w cikiej saboci lec, nieraz nawet na wit Wol Bo 
szemra za to, e go bezczynnym i niepoytecznym uczynia; jak gryz go i przestrasza los tego 
chopca, sieroty po bracie, ktrego li ssiedzi krzywdzili i z wasnoci obdzierali, z sieroctwa i 
dziecinnego jego wieku korzystajc; jak na koniec, kiedy ju dwign si z niemocy, rce paliy 
si mu do roboty. 
 Ju to te dziesity rok, jak zmartwychpowstaem i chopiec mj dors... Najpierw od 
ssiadw wyprocesowalimy to, co nam odebrane byo, potem zbudowalimy ten oto domek, a 
potem ju wszystko poszo: i pasieka, i sadek. Janek nauczy si pszczelnictwa od jednego 
takiego czowieka, co sam na nauk do wielkiego miasta jedzi; ja znw od modu przyuczony 
byem do stolarstwa i jego przyuczyem. 
Szerokim gestem zatoczy dokoa: 
 Wszystko to jest robota wasnych rk naszych: i ten pot z desek, i ten ganeczek, i ule. W 
potrzebie najemnikw do pomocy bierzem, ale sami my rolniki i sadowniki, i pasieczniki, i 
stolarze... W biednym stanie inaczej nie moe by, kiedy czowiek da nie tylko nasycenia 
ciaa, ale i tych rnych elegancji i przykrasek, co i niekoniecznie potrzebne, ale dla oczw 
mie... 
mia si teraz cichym, piersiowym miechem, przygarbione plecy prostowa; nike iskry 
zlay si mu w renicach w spokojny i ciepy promie. Jednak w gbi tego czowieka byo co, 
co fal smutku czy zniechcenia rycho gasio jego wesoo. Pochyli znowu gow, przygarbi 
si i powoli doda: 
 Wszystko to jest doczesno i znikomo. Nie na takie roboty czowiek patrzy, a wniwecz 
poszy; nie takimi nadziejami karmi si, a najad si trucizny... Kada rzecz na wiecie jak woda 
przepywa, jak li na drzewie knie i gnije... 
Patrzy w ziemi, mwi to monotonnie i coraz ciszej; mona byoby myle, e sowa te byy 
pacierzem, ktry odmawia od lat wielu, po wiele razy co dzie i moe co nocy. Powoli jednak 
podnis twarz i daleko patrze zacz. 
 Ale nie kady ma jednostajn ask u Boga i jeden wicej, drugi mniej szczliwoci na tym 
wiecie uyje. Moe z tego wszystkiego Janek, dzieci jego i wnuki sodko i mile korzysta 
bd... Do tego  doda  kademu gniazdo swoje mie, a osobliwie nam... 
* B o  k  e  a (od bonChrtien), p a  ny j e  i e   e, f  a   m a d a m a (od PoireMadame)  gatunki grusz. 
* K a l w i nk i,  z  e  yny  gatunki jaboni. 
72 
Tu wzrok jego przesun si po twarzy Justyny. 
 Panowie to co inszego  dokoczy  do wielkich miast jed, za granicami przemieszkuj, 
rne zabawy i rozkosze maj... A dla nas co? Dla nas ani Paryw, ani honorw, ani piknych 
muzyczek, ani wesoych asamblw* nie ma. Gniazdo nasze  wszystko nasze... i dla tej 
przyczyny trzymamy si jego zbami i pazurami... 
Justyna spucia oczy. Byo w nim znowu co niechtnego i troch urgliwego, kiedy sowa te 
wymawia, a przed jej wzrokiem, nie wiedzie czemu, stan w tej chwili mody czowiek w 
ubraniu urnal md przypominajcym, z postaw z przyzwyczajenia jakby malowniczo uoon, 
z wyrazem wiecznego niezadowolenia w piknych oczach, a na ustach ze wspomnieniami cudw 
cywilizacji, widzianych i syszanych w dalekich krajach. Ona tego czowieka kiedy bardzo 
kochaa, ale wydao si jej w tej chwili, e byo to bardzo, niezmiernie dawno. W tej chwili take 
uczua, e pomidzy ni, stojc wrd tej zagrody, a nim, przesuwajcym sw twarz blad i 
niezadowolon po korczyskim salonie, leaa wielka przestrze. Uczua si daleko, daleko od 
Korczyna  gdzie na jakim zupenie innym wiecie. 
Kiedy podniosa oczy, u koca dziedzica zobaczya wybiegajcego zza gry kasztanka, a tu 
za nim jecha na gniadej Jan. Konie napojone i wykpane w rzece, otrzsay z siebie gste krople 
wody wesoo parskajc. Jan z gniadej zeskoczy, a w minut potem z wntrza stajni zawoa: 
 Antolka! Antolka! 
Woa tak na modziutk dziewczynk, ktra w krtkiej spdnicy, w rowym kaftanie i bosa 
ukazaa si zza gry, niosc na ramieniu koromyso* z dwoma penymi wiadrami. Wysmuka i 
wta, przechylaa si troch na bok pod tym ciarem i jedno rami dla utrzymania rwnowagi 
zdala od ciaa trzymaa. 
 A co?  cienkim gosem odkrzykna. 
 We kluczk i wisien z drzewa nazdejmuj! prdzej tylko! 
 Na co? 
 Dla gocia. 
I ciszej doda: 
 W sad popatrzaj! 
Dziewczynka piesznie wiadra z wod na ganku postawia i koromyso z ramienia zdja, po 
czym na ogrd spojrzawszy, rk twarz zasonia i do domu wpada. W minut wybiega znowu, 
ale ju w trzewikach i z dug, u koca zakrzywion tyczk w rku. Jak sarna przez ogrd ku 
najwikszej wini biega zagony przeskakujc, ze wstydliwie spuszczon gow. Ciemny 
warkocz a do pasa spada po szczupych i gadkich jej plecach, u koce czerwon wsteczk 
zwizany. U pocztku warkocza stercza czerwony kwiat gasztu. Podskoczya, kluczk ga 
przechylia i prdko winie rwa zacza. 
 Przyrodnia jego siostra  z cicha rzek Anzelm do Justyny  z jednej matki, nie z jednego 
ojca... Jamontwna... Jego matka, po bracie moim owdowiawszy, drugi raz za Jamonta posza i 
o trzy mile std w Jamontowskiej okolicy ya. 
Siedzieli znowu na awce, pod cian domu, ale dokoa nich mniej cicho i samotnie stawa si 
zaczynao, ni byo wprzdy. W szczelinach potu zawieci jeszcze jeden jaskraworowy 
kaftanik; zupenie taki sam, jak te, ktre miay na sobie Domuntwna i Jamontwna, a nad 
niewysokimi deskami ukazao si czoo kobiece; oczy pod czoem tym umieszczone, przez 
szczeliny zaglda musiay do wntrza zagrody Anzelma. Po chwili, dalej nieco, wysuna si 
znad potu caa gowa mczyzny, z krtko ostrzyonymi wosami, sterczcymi wsami i okrg 
row twarz, w miejscu za, gdzie koczyo si ogrodzenie z desek, nad niskim potkiem, od 
kilku minut ju staa, nie postrzeona dotd przez nikogo, podstarzaa kobieta, w ciemnym, 
krtkim ubraniu i w chustce na ksztat czepka na gowie zwizanej. Ciekaw zna bya take 
* A  a m b l e  zebrania towarzyskie. 
* K o  o m y   o  nosido do noszenia wiader na barkach. 
73 
zobaczy, co si dzieje w ogrodzie ssiada, jednak staa nieruchomo, w postawie zamylonej, z 
podun i blad twarz na doni opart. Anzelm na ciekawych ssiadw nie zwraca adnej 
uwagi i powoli, ale z zajciem zapytywa Justyn u sposoby, w jakie zasadzaj i pielgnuj 
owocowe drzewa we dworskim ogrodzie. Mao o tym wiedziaa, gdy ogrodem korczyskim, z 
wycznoci sobie waciw, zajmowaa si Marta. 
Umiechn si znowu i gow pokiwa. 
 A lkaa si pracy!...  z cicha powtrzy. 
Jan wbieg z dziedzica, zupenie ju wida o wyprzonych z puga ulubiecw 
wsppracownikw swych spokojny. Pobieg do siostry i za rami j wziwszy, do awki pod 
domem stojcej prowadzi. Z koszykiem penym wisien w rku i z pochylon cigle gow przed 
Justyn stana. Wida byo, e gdyby j brat nieco powyej rki mocno nie trzyma, 
pierzchnaby wnet i schowaa si gdziekolwiek. Ale wysmuka i cienka jej kibi bya tak do 
modej brzzki podobna, drobna schylona twarz miaa tyle agodnego wdziku, a w oczach, 
ktre na chwil oderwaa od ziemi, bysna taka dziecinna ciekawo, z tak dziecinn 
bojaliwoci zczona, e Justyna ruchem zupenie instynktownym za rk j pochwycia, na 
awie przy sobie posadzia i objwszy, w biae, ciemnymi wosami zarzucone czoo pocaowaa. 
Daleko ognistszy rumieniec ni ten, ktry obla twarz jego siostry, wytrysn na czoo i policzki 
Jana. Uszy jego nawet stany w ogniu! Stojc pod sapieank, o pie jej plecami wsparty, 
spojrza na niebo, na szczyty drzew, dokoa siebie i rk przetar czoo i oczy. Co zna w tej 
chwili wezbrao w tej szerokiej i silnej piersi, a przed oczami iskry sypicymi wiat moe 
zakrci si wirem. Justyna, patrzc na wiotk i zaledwie doros dziewczynk, przypomniaa 
sobie to koromyso i te dwa cikie wiadra z wod, ktre przed chwil na plecach jej widziaa. 
 Czy to nie ciko wod nosi... na tak wysok gr?  z cicha zapytaa. 
 eby nie!  krcc w palcach brzeg fartucha odszepna Antolka. 
 Krwawa u nas woda  wtrci Anzelm  z gry po ni i trzeba i nie j pod gr. 
 Tote, zimow por osobliwie, czciej ja wody przynios nili ona  jakby 
usprawiedliwiajc si rzek Jan. 
 Czciej on przyniesie nili ja  podnoszc gow i na brata patrzc potwierdzia siostra.  
Ale  dodaa prdko i z wzrastajcym zawstydzeniem  ja tako mog... czemu nie! Ju ja w tym 
roku drugie lato  bd... 
Justyna zamylia si  o czym? Moe przed jej pamici stana kobieta wta take i 
delikatna, ktr dzi widziaa wysuwajc i cofajc drobne nki z niewymown trwog 
uczuwan przed zejciem z kilku wschodw. 
 aden czowiek si swoich nie zna, dopki ich w potrzebie...  zacz Anzelm, ale nie 
skoczy, bo w tej chwili rozleg si u pota guchy stuk, podobny do tego, jaki by sprawia 
spadajca na ziemi ogromna kluska. Niewysoka i krpa dziewczyna w rowym kaftanie, 
podobna istotnie do pulchnej i zarumienionej kluski, przez pot przeskoczya i szybko zbliaa 
si do rozmawiajcych. Z dala ju, wrd okrgej i tustej jej twarzy miay si do nich jej biae 
zby, byszczce oczy i zuchwale zadarty nosek. Z dala te na powitanie gow kiwaa i woaa: 
 Dobry wieczr! Wszystkim pastwu dobry wieczr! 
 Czego?  patrzc na ni zwile zapyta Anzelm. 
Tu przed nim stajc, gono zaszczebiotaa: 
 Przyszam do Antolki wody poyczy... 
 Czy w gar wody nabierzesz?  flegmatycznie zapyta gospodarz zagrody. 
Dziewczyna spojrzaa na czerwone rce swe, ktre wzdu jej kraciastej spdnicy wisiay, i 
wybuchna miechem. 
 Bardzo susznie!  przestajc mia si, ale wci biae zby ukazujc odpowiedziaa.  
Wody w gar nie nabior, nie po wod te przyszam, ale eby panienk z Korczyna zobaczy... 
Panienka mnie zna! 
74 
 O! ju zna! raz ciebie na wozie jadc widziaa i ju zna!  zapominajc o bojaliwoci swej 
oburzya si Antolka. 
 Bardzo susznie! bo kto na kogo kwiatami rzuca, ten tego nie tylko zna, ale pewno i lubi! 
 To jest prawda, e panienki bukiet wtedy wprost na ni upad!  potwierdzi Jan. 
 Takie ju moje szczcie! bardzo susznie!  na cae gardo zamiaa si znowu dziewczyna. 
I wszyscy mia si zaczli, nawet Anzelm ze sabym umiechem zwrci si do Justyny: 
 Elunia Bohatyrowiczwna, Fabiana crka... najpuciejsza dziewczyna z caej okolicy... 
 Bardzo susznie! I pan Anzelm nie by pewno taki smtny, kiedy by mody  odcia si 
Elunia. 
 A warto by byo rozumu troszk nabra, kiedy ju tak jak prawie zarczona  zaartowa 
Jan. 
 Nieprawda, jeszcze nie zarczona, jeszcze ociec na ogldziny pojedzie... 
 Tak jak prawie zarczona! tak jak prawie zarczona!  rozszczebiotaa si nagle Antolka.  
Jamont ze swatem przyjeda... nasza mama tobie go wyswataa... Moe nie mwia, e 
adny? 
I koszyk z winiami pod sam prawie twarz przyjaciki podsuna. 
 Na, jedz winie! 
Elunia pen garci zaczerpna z koszyka czerwonych jagd i wnet je do ust poniosa, ale 
od potu zabrzmia mski gos z gniewnym i gronym akcentem woajcy: 
 Alunia! a ty tu czego? Czy to tobie w chacie roboty nie stao?... Alunia! 
Czowiek, ktry przed chwil gow znad ogrodzenia ukazywa, przestpi niski potek w tym 
miejscu, gdzie staa podstarzaa, mizerna kobieta, i powanymi, ale szerokimi kroki dy ku 
domowi Anzelma ustawicznie dziewczyn przywoujc. Crka tu przysza niby po wod, ojciec 
przychodzi niby po crk. Nie zlka si ona bynajmniej, tylko umilka, moe dlatego, e usta 
miaa pene wisien, i usuna si troch pomidzy wysokie malwy. ty Mucyk z gwatownym 
szczekaniem zabieg drog przybywajcemu, ale on go kocem buta odtrci i z fantazj w 
postawie wrd obecnych stan. redniego wzrostu by, krpy, w surducie z grubego sukna i 
wysokich butach, z twarz bardzo podobn do takiego rydza, w ktrego by wprawiono zadarty 
nos, kpk sterczcych wsw i mae, byszczce oczy. 
 Nieche i mnie bdzie pozwolone przywita Anzelmowego gocia  zacz z niejak 
nadtoci w gosie i wymowie, a oczki jego drwico troch wieciy.  Dawne to ju czasy, 
kiedy przez nasze ubogie progi przestpoway takie znakomite nogi, a nie wiadomo, co by to pan 
Korczyski powiedzia, gdyby wiedzia, e siestrzenica jego znajduje si w bohatyrowieckiej 
okolicy, tak jak prawie w samym gniedzie jego najwikszych wrogw!... 
Jan gow w ty odrzuci i par krokw naprzd postpi. 
 My nikomu wrogami nie jestemy...  ywo zawoa. 
 Czy Fabianu jzyk tak wierzbi, e przyszed tu nie w czas o takich rzeczach gada?  ze 
zwyk sobie powolnoci zapyta Anzelm, ale ywszym troch ruchem czapk poprawi. 
 A niby to Anzelm adnego alu do pana Korczyskiego w sercu swoim nie chowa i adnej 
ubligi od niego nie otrzyma?  znacznie ju popdliwiej rzuci przybyy i coraz prdzej, z coraz 
wicej byszczcymi oczami cign:  Czy to Anzelm ju nie pamita, jak pan Korczyski 
przed caym swoim dworem mnie i Anzelma zodziejami nazwa? Czy Anzelm nie pamita, jak 
pan Korczyski na nas rne kondemnacje* u sdw wyjednywa? Czy Anzelm nie pamita, jak 
pan Korczyski do gry nos podejmuje, kiedy koo okolicy przechodzi albo przejeda? 
Ale Anzelm wyprostowa si troch, barani czapk blad sw dug rk na czole przesun i 
przerwa: 
 Co ja pamitam o panu Korczyskim wspominajc, tego Fabian ze wszystkimi swymi 
synami na plecach by nie ponis. Jednakowo le nie ycz nikomu i midzy niczyimi wrogami 
* K o  d e mn a  j a  zaocznywyroksdowy. 
75 
nie jestem... Niech pan Korczyski yje i zdrw bdzie dugie lata... Ja jemu przeklestwa nie 
posyaem i nigdy nie poszl... 
Spowiae jego oczy spojrzay kdy daleko i plecy wnet przygarbiy si znowu. Fabian obie 
donie na kbach opar i zjadliwie wybuchn: 
 Anzelm zawsze taki, jakby wczorajszego dnia z Panem Bogiem gada. Ale ja inszy: ja panu 
Korczyskiemu do mierci nie daruj i tego, e mnie zodziejem przezwa, i tych krwawych 
rublw, co ze mnie na rne sztrafy* wycisn... Nie zlkn si ja i przed siestrzenic jego 
powiedzie, e ten proces, ktry z Bohatyrowiczami ma, przeze mnie ma. Ja szlacht do niego 
namwi, ja adwokata znalaz, ja staram si i zabiegam. Niech zna, e i biedna mucha odejmuje 
si, kiedy j ubijaj. Czy wygramy, czy przegramy, ale on tymczasem naje si kopotw i koszta 
pooy. Dobrze mnie i to. Dobra kozie brzoza. On arystokrat i w zotnych pokojach mieszka; a ja 
ubogi szlachcic, z niskiej chaty; ale bywa, e maa mucha wielkiego konia do krwi uksi. Moe 
ja w tym procesie darmo zdrowie poo i fortunk swoj nadwer, moe mnie gupie ludzie i 
kl bd na wypadek przegrania. Ale mam nadziej, e tak nie bdzie, bo Bg kotwica moja, a 
kogo on ma w swojej obronie, ten w zej nawie nie utonie... 
Mwic to wszystko, bra si w boki, szeroko rozmachiwa rkami, gos coraz podnosi, cay 
wewntrz kipia, a na twarzy spotnia. Zdawa si mogo, e nigdy mwi nie przestanie; ale Jan, 
ktry niespokojne wejrzenia na Justyn rzuca, gow krci, usta przygryza i widocznie 
powciga si z trudnoci, teraz na ramieniu rk mu opar. 
 Niech pan Fabian upamita si...  przez zacinite zby wymwi. 
Stary obejrza si i gow podnie musia, aby w twarz wysokiemu chopakowi spojrze. 
 A co to?  krzykn. 
 Niech pan Fabian do upamitania przyjdzie! goniej powtrzy Jan, a z oczw jego 
tryskay takie byskawice gniewu i z caej siy tumionej groby, e stary zmiesza si i nagle 
ochon. 
 A co ja takiego nagadaem?  ciszej zapyta. 
 Gupstw, gupstw ociec nagada!  krzykna wyskakujc zza malw Elusia i chwytajc go 
za po surduta energicznie dodaa:  Bardzo susznie! Niech ju sobie ociec std idzie, bo jak 
jeszcze troszk tu postoi, znw pan Korczyski na jzyk ojcu wlezie... 
Crk usun i ze zmieszanym wzrokiem rzek: 
 Jeeli co nie w czas naploto mi si w gbie, to przepraszam... przepraszam... Jzyk bez 
pamici, sekretu nie strzyma... Przepraszam... dobranoc pastwu! 
Zdj czapk i mia odchodzi, ale zatrzyma si jeszcze, na Jana patrzc. W rozgniewanej i 
rozognionej przed chwil jego twarzy wszystko teraz mia si zdawao: i czerwone policzki, i 
mae oczy, i zadarty nos, i ruszajce si wsy. Czapk ku Janowi machn i zawoa: 
 Kiedy Jezus przed Herodem do Egiptu ubiea, to i mnie przed tob ubiea nie wstyd; ale 
to sobie pamitaj, e jaja kur nie ucz. Pierwej doznaj, potem ga... Dobranoc! 
Machn czapk i ku potowi poszed. Elunia biega tu za jego plecami, podskakujc, 
przypiewujc i pestki od wisien z ust wypluwajc. Wtem nad ogrodzeniem przesuna si w 
powietrzu byszczca kosa i rozlego si basowe, niegone nucenie: 
A kto chce rozkoszy uy, 
Niech idzie do wojska suy*... 
Czu byo, e ten, kto sowa te nuci, smutny by czy nadsany. 
Fabian przypieszy kroku i znowu najgroniejszym swym gosem zawoa: 
*  z   a f  kara. 
* A kto chce rozkoszy uy...  stara pie onierska z XVIII w. 
76 
 Ada! a nie moge to koniczyny skosi, kiedy ja w miecie byem! Wszystkie zby ci w 
gardo wepchn, gamuo! 
 Ju skoszona i niech ociec na darmo swego garda nie mocuje!  wcale nie przestraszonym 
gosem odpowiedzia tgi, rudawy, ale prosty i przystojny chopak, ktry wraz ze sw kos 
ukaza si za niskim potkiem. Nieruchomo dotd stojca mizerna kobiecina odwrcia si ku 
szaremu domkowi, nie opodal od zagrody Anzelma, za potem, drzewami i kawakiem ogrodu 
ledwie widzialnemu. 
 Alusia! po wod zbiegaj!  piskliwie i bardzo przecigle zawoaa. 
Z daleka ju ozwa si rozkazujcy gos Fabiana: 
 Nie trzeba! Imo zawsze tylko by si Alusi posugiwaa, a chopcom wszystkie folgi 
robia. Niech Ada po wod schodzi, a dziewczyna i bez tego wieczerz gotowa bdzie! 
 Ada! schodzisz?  zawoaa, a raczej zapiewaa znowu matka. 
 Zaraz!  odkrzykn niewidzialny ju za drzewami chopak i goniej zanuci: 
Tam on rozkoszy uyje, 
Krwi jak wody si napije... 
W ogrodzie Anzelma znowu zapanowaa cisza. Jan niemiao zbliy si do Justyny. 
 Czy pani nie gniewa si za te... nieprzyjemnoci, ktre on mwi o panu Korczyskim? 
Sysza, e stryj nazywa j pani, i w ten sam sposb mwi do niej zacz. Stryj lepiej od 
niego wiedzia, jak mwi i z kadym obchodzi si trzeba, bo przez lat par codziennie prawie 
bywa we dworze. Ale Anzelm niespokojnym si stawa. Raz wraz poprawia czapk i na soce 
mrucymi si oczami spoglda. Stao ono u skonu nieba, w bliskiej ju od ciemnego boru 
odlegoci; niewiele wicej nad godzin do zachodu zostawao... 
 Janek! 
Spod baraniej czapki blade oczy z niepokojem wznosi ku twarzy synowca. 
 Czy my ju dzi nie pjdziem do Jana i Cecylii? 
Jan zmiesza si take. 
 Moe nie pjdziem ... co tam, e jeden dzie opucim!... 
Stary gow pochyli. 
 le! le bdzie  szepn  jeeli do jesiennej pory krzya nie skoczym... 
 Czy pani bya w parowie Jana i Cecylii?  zapyta Jan Justyn. 
Przypominaa sobie. Zdawao jej si, e co o miejscu nazw t noszcym syszaa, ale nie 
bya tam, nie, najpewniej nie bya tam nigdy. 
 A pewno, pewno... co pastwa takie rzeczy obchodzi mog!  rzek Anzelm. 
Justyna wstaa. Zna pierwsz jej myl byo poegna tych ludzi i odej. Ale rysy jej 
wypryy si, zesztywniay i twarz przybraa w mgnieniu oka pozr daleko starszej, ni bya 
istotnie. Tak z ni stawao si zawsze, gdy uczuwaa silne dotknicie jakiej wielkiej nudy czy 
aoci. atwo mona byo odgadn, e pomimo zdrowia i siy, ktre z niej caej uderzay, 
naleaa do organizacji, ktre rycho godnymi sercami swymi modo swoj poeraj. Nie 
chciaa std i ani tam wraca. Co ona tam bdzie robi? Znowu sztywnie siedzie obok 
wystrojonej i szczebioccej narzeczonej hrabiego, znowu patrze na poniewierk siwych wosw 
ojca, znowu spotyka podejrzliwe spojrzenie pani Andrzejowej lub z oszklone oczy Klotyldy, 
znowu przy kadym zblieniu tego czowieka, ktrego kiedy pragna jak szczcia, dre przed 
nim, przed nimi, przed trucizn wasnego wzruszenia! Po co tam ona? komu potrzebna? Kto jej 
powrotu tam pragnie? A jeli pragnie ktokolwiek, o! po tysic razy bodajby to pragnienie we 
wstrt si zmienio! A tu? cicho, bezpiecznie i tak wieo, jakby dla niej, rodzcej si na nowo, 
rodzi si jaki wiat nowy. 
77 
Wzrokiem przechodzc ze zmczonej i cierpicej twarzy Anzelma ku pochylonej w nagym 
zamyleniu gowie Jana, z prob wymwia: 
 Wecie mi z sob! 
Anzelm uwanie i ciekawie na ni popatrzy. 
 A dla ja... jakiej przy... przyczyny?  zapyta jkajc si, jak zwykle bywao, gdy by 
zdziwionym albo wzruszonym. 
Zaraz jednak potwierdzajco gow skin i czapk prawie zupenie nad gow podnis. 
 Owszem, owszem  uprzejmie zaprosi. 
78 
VI 
Szlakiem wzdu ogrodu przez koa wyobionym i bia dzicielin usianym wyszli na 
nieszerok drog, ktra okolic z polem rozdzielaa. Dugi dzie letni zblia si do swego 
koca, w cichej i wietnej glorii pogody. Na caej przestrzeni niebieskiego sklepienia ani jednej 
chmurki, ani nawet jednego oboczka nie byo. Szafirowe w rodku, blado ono u skonw, na 
zachodzie wiecc ogromn tarcz soneczn, samotnie ku ciemnemu borowi pync. Dugo 
rozcignita i wraz z brzegiem rzeki w pkole nieco zginajca si okolica staa caa w zotawej 
mgle utworzonej z lekkiej kurzawy, na wskro promieniami soca przepojonej. Z dala mona by 
mniema, e by to tylko gsty pas rolinnoci, ale co kilkanacie lub co kilkadziesit krokw 
ukazyway si wrd tej zielonej powodzi coraz inne ludzkie siedliska. Byy to szare, niskie i 
som pokryte domy, w pobliu domw stojce wirny z wystajcymi i na kilku supkach 
opartymi dachami, stodoy, stajnie, obory, podwrka i sady. Niewysokie albo i cakiem niskie 
poty z desek, kokw lub wzdu umieszczanych erdzi nierozwikan dla oka pltanin 
rozdzielay pomidzy sob te zagrody, ktre nie stay w szeregu prosto wytknitym, ale 
wypadkiem jakby rozsypane cofay si w gb lub wysuway naprzd, czasem znacznymi 
przestrzeniami osamotnione, a czasem jedne zza drugich do poowy zaledwie wysunite i 
wzajem na siebie nastpowa si zdajce; czasem zepchnite a na skraj wysokiej, ku rzece 
staczajcej si gry, czasem kracami ogrodw i tyami stod dosigajce przypolnej drogi. O 
wielkiej dawnoci tych siedlisk opowiadaa wielka staro otaczajcych je drzew. Jedne z 
domw tony prawie w rozoystych i srebro przelewajcych topolach, zza innych ciemne lipy 
wznosiy wysoko powane swe wierzchoki; tu paczce brzozy kady na ciany i okna swe 
wiotkie gazie, wdzie popielate wierzby wykrzywiay we wsze strony mnstwo swych 
wzowatych i powyszczerbianych pni albo przysadzisto po ogrodach rozsiaday si odwieczne 
grusze, albo najrzadsze i najwyniolejsze wyrastay na dziedzicach supiaste jawory. Niej, 
modsze od owych prastarych towarzyszy i stry wsi, winiowe i liwowe gaje nciy wzrok 
gbokim cieniem swych bujnie rozrosych wierzchokw i pozacan przez ruchome promienie 
soca traw swych podcielisk. Niej jeszcze, tu przy potach albo pod cianami wirnw i 
stod, peno byo niskich leszczyn, zdziczaych malin i gsto spltanych wiklin, wonnej 
piowiei, krzaczastego ywokostu i brudnotych blekotw, zmieszanych ze nienymi 
powojami lulku i kolczastymi kwiatami ostw. Tej dzikiej zaroli spod potw i cian wyplenia 
nikt tu zna nie mia czasu albo chci, ale w zamian ogrody pyny istotnym chaosem 
zmieszanych z sob uprawnych rolin. Wszdzie tu nad zieleni niskich warzyw delikatnym 
lasem powieway cienkie kminy i lebiody, maki rowo i biao kwity, gst cian stay 
wysokie konopie, na wysmuke tyki fasola rzucaa zielone girlandy. U koca ogrodw, tu przy 
domach, na wikszych lub mniejszych grzdach mieniy si mnstwem jaskrawych 
agodniejszych barw zmieszane, zwikane, wzajem guszce si i jedne nad drugimi bujajce 
gaszty, wieczorniki, malwy, nagietki, te gwodziki, wysokie kiciaste rezedy, krzaczyste boe 
drzewka, pomaraczowe nasturcje, rowe grochy pachnce. 
Wszystko to zwizane z sob byo podwjn sieci potw i cieek. Te ostatnie w 
niezliczonych skrtach biegy od domu do domu, przerzynay ogrody, przeskakiway poty, 
przelizgiway si pod cianami, uryway si, znikay i z gstej zieleni wypyway znowu, przed 
79 
myl i wyobrani przywodzc jakie tumne, spjne, gromadne ycie. Jak obrazek za 
obrazkiem, zagrody te ukazyway si jedna za drug, z daleka i z bliska, samotne lub cile jedna 
ku drugiej przysunite, podobne do siebie, a przecie rozmiarami swych domw, gatunkami 
drzew i przemagajcymi barwami rolin ze sob rne. Wsplne to bkitu i zieleni, wrd 
ktrego rozsiane byy, czynio z nich jeden obraz rozlegy i bijcy w otaczajce powietrze 
stugonym rozgwarem. 
Justyna szeroko otwartymi oczami dokoa siebie patrzaa. Znajdowaa si teraz w samym 
niejako wntrzu okolicy, spajajcymi j drkami i ciekami postpujc. Kilkadziesit domw, 
ktre okraa albo przez ktrych dziedzice i ogrody przechodzia, zamieszkiwao kilkaset istot 
ludzkich, ktre wszystkie u koca tego dnia pogody i pracy wysypyway si na zewntrz. 
Mnstwo kraciastych spdnic i kolorowych kaftanw kobiecych migotao wszdzie... Na 
dziedzicach, wrd ogromnego gdakania kur, kobiety cienkimi gosami do nocnych siedlisk 
zwoyway domowe ptactwo. Inne siedziay na zagonach pielc warzywo, inne jeszcze szy z 
wiadrami wody na ramionach albo w wielkich fartuchach niosy dzikie zielsko, albo przed 
domami myy domowe statki, albo po grzdach rway do koszw licie saaty, lebiody, burakw. 
Jednokonne i dwukonne pugi, na szeroko rozkraczonych wokach* pooone, wracay z pola, a 
idcy za nimi mczyni, starzy i modzi, w kapotach i surdutach, w wysokich butach i bosi, w 
czapkach maych i zgrabnych albo wielkich i kosmatych, pokrzykiwali na konie, z daleka 
zamieniajc si urywkami rozmw; z k albo od anw pastewnych rolin powracajcy 
pobyskiwali kosami albo wznosili w powietrze zbiaste profile grabli. We wntrzu domw 
huczay obracane arna i stukay krosna. Na kadej drodze, za kadym potem ozywa si ttent 
koni, ktre chopcy wyprowadzali na nocn pasz. Jedne z nich biegy luzem, na innych jechay 
bose niedorostki, w pciennych ubraniach i z rozweselonymi twarzami pod zsunitymi na ty 
gowy daszkami starych czapek. Na kadym dziedzicu szczeka lub bawic si z dziemi 
wesoo skomli jaki Mucyk, uczek, Sargas; Wilczek, ktrych imiona gono przez dzieci 
wykrzykiwane rozlegay si daleko. Pod gstymi warzywami migay bure i czarne koty; butne 
koguty z potw i gazi rzucay wiatu przecige dobranoc; stada kaczek powracajcych z rzeki 
wylatyway zza gry i z krzykiem paday na trawy. W winiowych gajach dziewczta 
podskakiway ku okrytym jagodami gaziom, a w pobliu tych miejsc cienistych niejeden pug 
zatrzymywa si na chwil i niejedna kosa z brzkiem wikaa si wrd gazi, gdy jej waciciel 
pochyla gow  nie wiadomo, czy ku zerwanej wini, czy ku uchu dziewczyny rumienicemu 
si pod wetknit we wosy nagietk. Czasem pod cian domu kilka podstarzaych kobiet 
siedziao na dugiej awie gwarzc spokojnie, z bezczynnie na kolana opuszczonymi rkami. 
Czasem na koniu, prowadzonym do kuni, przesuna si posta modziecza, tak wysmuka i 
zgrabna, jakby przez natchnionego snycerza wykuta, z doskonale piknymi liniami ogorzaego i 
przez soce pozoconego profilu. Czasem siwowosy starzec powoli przeszed pod szeregiem 
wysokich lip. Lecz w oglnoci by to rj ludzki do roju pszcz podobny, ciko i 
wasnorcznie pracujcy, w grubej odziey, z grubymi rkami, z ciemn ogorzaoci na 
twarzach i z potem na czoach  nie ponury jednak, owszem, tu i wdzie rzucajcy w powietrze 
wybuchy miechw kobiecych, modzieczych, dziecinnych. Pieni, zaczynane i przerywane 
prac, wzbijay si jedn lub kilku nutami i milknc tu, odzyway si wdzie, to bliej, to dalej, 
to skoczne, to tskne, a pojedynczy mski gos jaki przetrwa wszystkie inne i rozgonie na 
dziedzice, ogrody i a na pola rzuci strof tej samej pieni, ktr niedawno wygwizdywa idcy 
za pugiem Jan... 
Przy drodze, przy drodze jawr rozkwitnwszy, 
Gdzie pojedziesz, mj Jasieku, konia osiodawszy... 
* W  o k a - albo wka  dwa skrzyowane kije, na ktrych po skoczonej orce cignie si pug z pola do domu. 
80 
Moe piewaby dalej, ale okoo najbliszego domu powsta krzyk zmieszany z lamentem i 
miechem. Na drodze cinitej pomidzy potami dwch zagrd ukazaa si para ludzi, z 
ktrych jeden by maym, przygarbionym starcem, w pciennej, a do stp zapitej kapocie, a 
drug  wysoka, pleczysta dziewczyna w rowym kaftanie i z kasztanowatymi wosami. 
nienie biaa kapota nie bya bielsz od wosw staruszka, z rzadka rozsianych po tej jego 
czaszce, a twarz jego bezzbna, malutka od cigajcych j zmarszczek, okryta bya w tej chwili 
wyrazem nieprzytomnego przeraenia, ktre objawiao si take w widocznym dreniu rk jego i 
caej szczupej, zwidej postaci. Nie mgby by pewnie usta na plczcych si i 
podrygujcych nogach, gdyby go wielka i silna dziewczyna wp nie obejmowaa, twarz sw ku 
twarzy jego pochylajc i czasem agodnie, a czasem z wybuchajc energi przemawiajc: 
 Niech dziadunio uspokoi si! Niech dziadunio do chaty powraca! Pacenko nie przyjecha! 
Pacenki nigdzie nie ma. On ju po babulk nie przyjedzie! on ju umar i babulka umara! Prosz 
nie dziwaczy i do chaty wraca ! 
Ale stary prostowa si z caej siy i na perswazje dziewczyny nie zwaajc, dygoccym 
gosem bekota i wykrzykiwa: 
 Pjd! Znajd! zabij zwodnika! babulki nie dam. Gdzie on jest? Chodmy, Jadwiku, 
szuka! Prdzej chodmy! 
Dziewczyna podtrzymujc wci jego chwiejc si posta powtarzaa: 
 Pacenki nie ma! Pacenko umar i nigdy ju nie przyjedzie! To tylko te ze chopcy 
adysiowe dziadunia tak strasz. 
Ale stary rwa si naprzd i swoje powtarza, a coraz wicej trzs si i zwid rk w 
powietrzu wygraa zaczyna. Za nim dwaj chopcy, bosi, googowi, z minami wiejskich 
urwisw, wyskakiwali miejc si gono i powtarzajc: 
 Pacenko przyjecha! Pacenko przyjecha i dziadulkowi babulk odbierze! 
Dziewczyna gow sw, zjeon gstwin kasztanowatych wosw, podniosa, a z 
szafirowych jej oczu na pene i rozognione policzki cieky zy... 
 Co ja poczn!  lamentowaa  strasz i strasz, a ten idzie i idzie... Znowu narazi si na 
kiepkowanie ludzkie albo upadnie i stucze si tak, jak wtedy... 
Jan do Justyny szepn: 
 Stary zawsze tak wariuje, jak tylko kto mu powie, e Pacenko przyjecha... To ten Pacenko, 
co mu kiedy onk zwid i w wiat powiz. 
Ale Anzelm przypieszy kroku i przed starcem stanwszy powolnym swym gosem zapyta: 
 A gdzie to pan Jakub idzie? 
Mae oczy starca spod czerwonych i nabrzmiaych powiek wzniosy si ku jego twarzy. 
 A... a... a... zdaje si... pan Szymon? 
 Ja, Szymon, ale gdzie to pan Jakub idzie? 
 Szymon  objani Jan Justyn  to by mj dziadunio, stryja i ojca ociec. Jakub yjcych 
ludzi nie rozpoznaje, tylko ich wszystkich za pomarych ojcw i dziadw przyjmuje... tak samo 
zupenie, jak eby rd nieboszczykw y... 
 Pacenko przyjecha!  prdko mrugajc powiekami i gosem skarcego si dziecka 
powtarza starzec. 
Anzelm wyprostowa si i stanowczym gosem przemwi: 
 Pacenko nie przyjecha i nigdy nie przyjedzie, bo ju na tym wiecie wcale go nie ma. 
Bezbarwne i bezzbne usta starca otworzyy si szeroko, ale dre i naprzd wyrywa si 
przesta. 
 Nie przyjecha? Pan Szymon mwi, e nie przyjecha!... To te chopcy znw mnie zwiedli. 
Przybiegli i krzycz: Przyjecha! Ale czy pewno nie przyjecha? 
 Nie przyjecha  powtrzy Anzelm. 
 Czy sowo uczciwoci?  z niepokojem jeszcze pyta. 
81 
Anzelm z uroczystoci w gosie odpowiedzia: 
 Sowo uczciwoci! 
Starzec uspokoi si zupenie, dziewczyna wielk, czerwon rk do Anzelma wycigna. 
 Dzikuj  rzeka  bardzo dzikuj. On zawsze panu Anzelmu wierzy; kilku takich ludzi 
jest w okolicy, ktrym zawsze uwierzy... Dziaduniu  znowu nad starcem schylajc si dodaa  
prosz do chaty wraca... Mleczko dzi na wieczerz bdzie i pieroki z winiami zrobi... 
Chciaa zawrci go ku bramie zagrody, ale on umiecha si i z widoczn fantazj 
wyprostowa si usiowa. 
 A... a... pan Szymon gdzie idzie? 
 Do Jana i Cecylii  odpowiedzia zapytany. 
Jakby nagle blask soneczny owieci wyysiae czoo i wygadzi zmarszczki starca. Umiech 
jego sta si szeroki, bogi, oczy usioway spojrze w gr, wskazujcy palec, cienki i ty, 
wznis do wysokoci swej gowy i drcym troch ale podniesionym gosem mwi zacz: 
 Jan i Cecylia! Aha! Jan i Cecylia! Byo to w starych czasach, w sto lat albo moe jeszcze i 
mniej po tym, jak litewski nard przyj chrzecijask wiar*, kiedy w te strony przysza para 
ludzi... 
Mwiby pewno duej, ale Jadwiga rce wzdu spdnicy opuszczajc, z szerokim 
umiechem przed Anzelmem dygna. 
 Moe panowie bd askawi, przy bliskoci, do chaty naszej zaj... 
Szafirowe jej oczy par razy z ukosa ku Janowi zerkny. 
 Subiekcji czyni nie chcemy  odpowiedzia Anzelm. 
Ona dygna znowu. 
 O subiekcj bynajmniej... prosz, bardzo prosz, dziadunio kontenty bdzie... 
Ale Anzelmowi pilno byo do celu wycieczki. Z grzecznym ukonem i czapk wysoko nad 
gow podnoszc, odszed. Jadwiga posmutniaa, dziadka wp obja i ze schylonymi nad nim 
szerokimi plecy, ze spadajc na nie roztargan kos, wprowadzia go do zagrody, ktrej dom, 
stary, ale z gankiem i czterema oknami, zaledwie by widzialnym zza gstwiny srebrnych topoli. 
Anzelm powolnym ruchem zwrci si do Jana, ktry z kilku stolarskimi narzdziami w rku 
z dala i biernie na t scen patrza. 
 Poszedby i dopomg Jadwice dziadunia uspokoi... 
Chopak wyd nieco usta, spojrza na dach najbliszego budynku, chrzkn i odpowiedzia: 
 Ju uspokojony! 
W tej chwili bardzo blisko zagrody starego Jakuba i jego wnuczki na sporym podwrku 
rozpoczynaa si gwarna rozprawa pomidzy kilku ludmi, ktrzy stali cinici w ciasn 
gromadk i spomidzy ktrych wybija si dononie zapalczywy gos Fabiana. Prdko zna 
przebieg okolic i naprdce kilku ssiadw pochwyciwszy, ze wsplnego procesu i tylko co 
odbytej podry do miasta spraw im zdawa. Sycha tam byo wykrzyki jego: 
 Bg mnie ubij na duszy i ciele! 
A drugi raz: 
 Niech mnie mizerne ciao opuci, jeeli mu nie poka, skd kozy goni! 
Par pugw i bron z nie wyprzonymi komi stao u wrt podwrka. Waciciele ich 
suchali wymownego ssiada w zaciekawionych i niespokojnych postawach. Niektrzy odzywali 
si czasem z zapytaniem jakim lub powtpiewaniem, ale jeden, wysoki i powanie wygldajcy 
w swej siwej, baraniej czapce, chud twarz na doni opiera i spod czarnego wsa cigle, 
monotonnie, potwierdzajco powtarza: 
 A jake! a pewno! eby nie! A ma si rozumie! 
Inny, bardzo zna ubogi, bosy i w siermidze z szerokim, piknym czoem i bujn, pow 
czupryn, ale z chopska zarywajc mow, co moment jkliwie wymawia: 
* Ja k l i  e ws k i  a   d p  z y j    h  z e   i j a   k  wi a  .  Litwa przyja chrzest wr. 1387. 
82 
 Oj, biedne my, panoczku, biedne bez tego wygonu! Oj, k a b* to prawda bya, panoczku, e 
my jego wygramy! 
Trzeci, mody i przystojny, ze starannie uczesan brdk i zawadiacko zakrconymi wsami, 
pokrzykiwa: 
 I koniec, i kwita! wygon powinien do powszechnoci naszej nalee i koniec, i kwita! 
 Od Adama i Ewy do nas przynalea  wzbi si znowu nad wszystkie inne i popdliwie 
zagada gos Fabiana. 
Anzelm kroku przypiesza. Z ruchw jego wida byo, e trwonie boczy si od wszelkich 
gwarw i swarw. Na haasujc gromadk prawie lkliwe rzuca spojrzenia. Prdko przesun 
si pod sam cian jakiego wirna. 
 Wygon nie by nigdy nasz i wicie do pana Korczyskiego przynaley  zacz z cicha  
ale oni na kad gar ziemi a mr z chciwoci... 
Czapk na czole przesun, gow potrzsa. 
 Chocia wzgldem niektrych  doda  to powiedzie mona, e na ziemi przymieraj 
dlatego wanie, e jej tak jak prawie wcale nie maj... Midzy nami wszelako bywa: jednym 
gody, drugim gody... 
Przechodzili teraz okoo malutkiej chatki, bez komina, bez ganku, bez potu, z pidzi ogrodu, 
na ktrym roso mizerne warzywo, i z jednym tylko ogromnym dbem, ktry litociwie jakby 
zarzuca na ni szerokolistne gazie. Zaduch, brud, ndza tchny z otwartej sionki, w ktrej 
ciemnawym wntrzu pokwikiwao prosi i blada kobieta siedzc na ziemi skrobaa kartofle. 
 To jest adysiowa, czyli Wadysawowa chata, tego samego adysia, co tam sta z 
Fabianem i z chopska mwi; z chopk oeniony, czworo dzieci ma i pewno nie wicej jak 
ptora morga gruntu. Wszelako  powtrzy  midzy nami bywa... 
Istotnie, kady mg atwo pozna, e rozmaicie pomidzy nimi bywao. Takich chatek 
ndznych i nagich, jak adysiowa, znajdowao si niewiele, ale i pomidzy zamoniejszymi zna 
byo rnice dostatku i pomylnoci. Zna byo, e ziemia, ta jedyna podstawa, na ktrej stay te 
zagrody, ulegaa tu licznym i nierwnym dziaom; e od dawna, moe od wiekw, pokolenia i 
rodziny kroiy pomidzy sob ten chleb dla nich wity i najdroszy; e w t przepa zieleni i 
kwiatw spywaa obfita rosa nie tylko potu, ale i ez. Tylko drzewa odwieczne szerokimi swymi 
gami otulay zarwno dostatek i ndz, a przyroda, miosierna czy obojtna, zarzucaa na 
wszystko welon rajskiej poezji. 
Nagle Anzelm opuci okolic i z drogi, ktra w tym miejscu szybko w d spada zacza, 
skrci w stron, w ktrej pyn niewidzialny std jeszcze Niemen. Byo to tak, jakby z 
powierzchni ziemi oblanej wiatem i ciepem sonecznym weszli w ocieniony i chodny 
korytarz. Roztworzy si przed nimi parw tak dugi, e koca jego najbystrzejsze oko dosign 
nie mogo, a tak gboki, e dwie jego ciany podnosiy si nad nim jak wysokie gry. Zrazu 
ciany te miay pozr nagich, piaszczystych ska, przez niewiadome siy przyrody pogitych w 
niezliczone garby i jamy, rd ktrych gdzieniegdzie wyrasta krzak jaowcu albo cienka 
soninka pochylaa si nad przepaci. Powoli przecie te ich to usiewa zaczynaa 
rolinno coraz obfitsza, a wybuchay one morzem zielonoci wszelkich odcieni, usianej 
kwiatami wszelkich barw. Jak okiem sign, naprzd i ku grze, po stromych spadzistociach i 
agodnych stokach, rosy tam olszynowe i brzozowe gaje, jasne i przezroczyste nad 
nieprzeniknion gstwin berberysw, oyn, dzikich porzeczek, kwitncych gogw, wilczyn 
osypanych purpurowymi gronami jagd, kaliny nienymi kwiaty jak wielkimi patami niegu 
bielejcej, ktre za podcielisko swe miay cae lasy krzaczystej lucerny*, ogromnych pokrzyw, 
ostr wo wyziewajcych piounw, wysokich i gwiadzistych rumiankw i sonecznikw 
polnych, dzikiego chmielu plczcego si z mnstwem nierozwikanych i nigdzie, zda si, 
* K a b (biaorus.)  eby. 
* L u  e   a - cenna rolina pastewna z rodziny motylkowatych, o kwiatach fioletowych lub tych. 
83 
pocztku ani koca nie majcych wiklin. Wszystko to ze stron obu i z wielkiej wysokoci 
ogromn i w rne ksztaty wzdymajc si fal spadao a ku doowi. U samego szczytu wiato 
soneczne przecigao po tej gstwinie szeroki pas zoty, w ktrym delikatne olchy zdaway si 
dre z rozkoszy i biaa kora srebrniaa na brzozach. Ale niej soneczny ten pas blad i 
przygasa, a znika zupenie, a w gbie parowu zsuway si stopniowo chodne i wilgoci 
napojone cienie. W gbi, na dnie, sun krty, puszysty szlak ki. On to zdradza tajemnic 
przyrody i wiekw; opowiada, e tym czym nieznanym i dawnym, co w tym miejscu ziemi na 
t ogromn szczelin rozamao, byo gwatowne rami wielkiej rzeki. Kiedy, kiedy uderzyo 
ono o ld i przedaro w nim sobie oysko, ktrego wody znikny od dawna, ale ktre dotd 
jeszcze wilgoci przejte zabarwiao t k zielonoci wiecznie majow i bajeczny nieledwie 
rozrost dawao rolinnym tumom wycieajcym te wysokie gry. Jednak agodne i wdziczne 
zakrty ki zway si coraz, a ustpiy miejsca wskiej rozpadlinie, a cieki w gb parowu 
prowadzce zaczy pi si po stokach gr, to nagie, skaliste, ostrymi rozpkniciami 
poprzerywane i kolczyst wiklin zjeone, to zielone i tajemniczo pod sklepieniami liciastej 
zaroli przepadajce. W rozpadlinie czu byo zblianie si do miejsc mokrych i ywymi 
wodami przejtych. Leay tam wielkie, wilgotn pleni obrose kamienie, bkitnymi kpami 
kwity niezapominajki, szeroko rozpocieraa si leszczyna, a pod mikk pociel, ktr 
tworzyy trjzbne otocie* i okrgy podbia, toczy si cichy, ledwie syszalny szmer. Wtem co 
zawarczao i zadzwonio na ksztat gotujcego si kipitku. Bya to krynica, ktrej krysztaowa 
szyba przebyskiwaa pod sklepistym pokryciem leszczyny i cienk ni strumienia rzucaa 
pomidzy gste otocie i czerwonawe kamienie. W gstwin leszczyn upltane, wysoko tam 
kwity bkitne cykorie, niegiem bielay puszyste kity kotusznikw, krzaczysty, liliowy 
dzigiel* z groniastych koron swych rozlewa mocn wo heliotropu. I jakby w tym miejscu 
natura prawo gosu dawaa tylko srebrnej strunie wodnej, cisza panowaa tu nieskazitelna. Ptaki 
mieszkay u szczytw tych cian wysokich, wrd jasnych olszyn i brzz, ale w tej gbi nie byo 
ich prawie. Krynica warczaa, strumie dzwoni i czasem w berberysowym czy wilczynowym 
krzaku dao si sysze frunicie skrzyde lub od strumienia przelecia rzewy powiew i z cichym 
szelestem strci z gogowej gazi licie dzikiej ry. 
Justyna pomidzy leszczyn stana i naprzd pochylona patrzaa przez chwil na utopion w 
liciach i kwiatach krynic. Za ni przystan Anzelm i z brod opart na doni przesuwa wzrok 
dokoa. Cierpice jego oczy byy teraz bardzo pogodne; z artobliwym umiechem wymwi 
zwolna: 
Luby wietrzyk traw pieci, 
Strumyk mruczy, li szeleci... 
Byo to niewyrane echo, przynoszce mu z odlegej modoci urywek na wp zapomnianego 
wiersza. Zaraz przecie zacz i dalej, a raczej wspina si na gr, po naturalnie 
wyobionych, korzeniami drzew i wrosymi w ziemi kamieniami najeonych wschodach. Szed 
powoli, z przygarbionymi plecami i z widoczn trudnoci, ale Jan, torujc sobie drog wrd 
gstych krzeww, dopomaga mu do przebycia miejsc najtrudniejszych. Dla wejcia na strom 
gr nie potrzebowa on wschodw. Wysoka i ksztatna jego posta koysaa si w obie strony, 
jakby w wesoym i triumfujcym poczuciu swej siy. Czasem znika zupenie w wysokiej zaroli 
lub ukazywaa si z niej tylko gowa jego, ma czapk ocieniona i rami w biaym rkawie, 
troskliwie wycigajce si ku staremu. W pamici Justyny bysno wspomnienie. Widziaa ju 
tych dwch ludzi w ten sam sposb wstpujcych na wysoki brzeg Niemna; wtedy jeden z nich 
przystawa czasem i twarz zwraca si ku otwartemu oknu, w ktrym ona staa. Ale to 
*  o  o  - biaoruska nazwa kaczeca. 
* D z i  g i e l - rolina z rodziny baldaszkowatych, o kwiatach biaych lub liliowych i silnym zapachu. 
84 
przypomnienie byskawic tylko przemkno jej przez gow; zatrzymaa si i z ciekawoci 
patrzaa dokoa siebie. 
Znajdowali si w miejscu o kilka stp zaledwie oddalonym od szczytu gry, na agodnym 
skonie, ktry tworzy ma, nieco spadzist rwnin. Trzeba byo tylko troch wzrok podnie, 
aby zobaczy ruchom frdzl zboa rosncego nad samym brzegiem parowu. U koca cienistej 
i w nierwne wschody powyszczerbianej alei, ktr wspili si a tutaj, lea olbrzymi kamie, 
peen wgbie i wypukoci, za siedzenia suy mogcych, miejscami siwym i brunatnym 
mchem obrosy, a miejscami zwieczony gibkimi gami oyn i rozchodnikw. Kilka cienkich 
sosen, z szerokimi u gry koronami, i rozoysta grusza, z gstwin drobnych lici, wyrastay 
tam z ziemi okrytej rzadk traw i osypanej igami sosen. Pod sosnami i grusz co czerwieniao, 
bkitniao i bielao; trzeba byo wej pomidzy drzewa, aby rozpozna, e to grobowiec. 
By to grobowiec bardzo prosty i ubogi, ale takiego ksztatu i w taki sposb przyozdobiony, 
e aby mc podobny mu zobaczy, trzeba by cofn si wstecz o kilka wiekw. Skada si on z 
szecioktnego, grubego u podstaw a zwajcego si ku szczytowi krzya, na ktrego 
czerwonym tle bielaa posta Chrystusa, a ktrego boki okryte byy rnobarwnymi godami i 
figurami. Byy tam, biaym pokostem powleczone i cile do krzya przylegajce trupie gowy i 
rne narzdzia Chrystusowej mki, paskie popiersie Marii, z tkwicymi w nim siedmiu 
pozacanymi niegdy i w ksztat miecza wyrzebionymi strzaami, wsparte na rkach i w 
zamyleniu na podstawach z drzewa lub gliny siedzce wypuke figury witych. Z chudoci 
tych figur, ze szkieletowej dugoci ich czonkw, z okalecze, ktrymi czas zatar rysy ich 
twarzy, pozna mona byo smak i robot odlegych czasw. Krzy by tak sprchniay, e 
rychym upadkiem grozi, ale rozpita na nim posta Chrystusa i boki jego okrywajce figur, 
przez czas okaleczone, ze spowiaymi barwami i pozotami, zachowyway niezmcone gwne 
zarysy swe i cechy. Osania je i od zupenego zniszczenia chroni rozpity u szczytu gontowy 
daszek. Na szerokiej podstawie krzya biela wyrany jeszcze, cho miejscami zacierajcy si 
ju napis: 
JAN I CECYLIA, ROK l549, 
memento mori* 
Tylko nazwiska nie byo tam adnego. Z bezimiennego tego grobowca, osonitego przed 
wiatem cian nadniemeskiego parowu, przeszo trzy wieki patrzay na przepa zielon z 
warczc w gbi krynic, na olbrzymi i cay w mchach swych i wiankach lecy kamie, na 
wielki trjkt Niemna, odsonity tu przez wyginajce si w ty ciany przepaci i stojcy w tej 
cichej pogodzie szyb bkitu i srebra. Za nieruchom, zda si, rzek wielka, samotna tarcza 
soneczna wisiaa nad samym ju szczytem boru i tak go wiatem swym przenikaa, e te 
pnie sosen wyranie oddzielay si wzajem od siebie pod ciemnym pokryciem koron stojc 
nieprzejrzanymi szeregi. 
Teraz cisz tu panujc przerywa pocz monotonny szmer hebla, przesuwajcego si po 
lecej na ziemi i do poowy ju obrobionej kodzie drzewa. Anzelm wielk czapk sw zdj 
przed grobowcem, ale wnet znowu gow nakry i w milczeniu, z naspionymi brwiami, 
pogry si w swej robocie. Powoli i jakby automatycznie, nieprzerwanie przecie, duga i blada 
jego rka przesuwaa narzdzie po powierzchni drzewa. Krzy prchniejcy i ktry pierwsze 
jesienne wiatry obali mogy, musia by zastpionym przez inny. Kilkadziesit lat temu tak 
sam robot speni zgrzybiay dzi i na wp obkany Jakub. Teraz jemu przypado w udziale 
strowa nad t pamitk, drog zapewne licznym pokoleniom, skoro z nich kade znalazo 
wrd siebie kogo, kto jej z powierzchni ziemi znikn nie pozwoli. Nowy krzy okryj stare 
goda, krtki napis wyraniej zabieleje na czerwonej podstawie grobowca i wszystko tu znowu 
* M e m e   o mo  i (ac.)  pamitaj, e umrzesz. 
85 
bdzie tak samo, jak byo przed trzema przeszo wiekami, jak byo w tej porze dalekiej, gdy 
dwoje jakich ludzi o nieznanych nazwiskach i dziejach zoono w jednej mogile. 
Justyna wpatrywaa si w stary grobowiec i w pamici jej uparcie powtarza si zacza strofa 
pieni, ktr niedawno, uniesiona wspomnieniem, wydeklamowaa przed ni Marta: 
A gdy kto przyjdzie albo przyjedzie, 
Pomyli sobie: 
Zczona para, zczona para 
Ley w tym grobie! 
Jan i Cecylia! Czy kochali si oni? Czy wiat ich rozcza, a poczya mogia? Jak yli? i 
dlaczego, gdy umarli, tak na dugo, na wieki, pozostali w sercach i pamici ludzi? 
O par krokw od niej na obalonym pniu sosny siedzia Jan i umiecha si wpfiluternie, 
wptajemniczo. 
 Stryj wie wszystko  zacz  i bardzo lubi histori t opowiada. Trzeba go tylko piknie 
poprosi... opowie. 
Istotnie, po Anzelmie wida byo, e walczy zaczyna z ogarniajc go chci mwienia o 
czym, co go do milczenia raczej skaniao. Zatrzyma raz hebel porodku kody, spojrza na 
Justyn i z cicha rzek: 
 Na co? dla jakiej przyczyny? 
Po chwili jednak znowu podnis oczy i duej popatrza na zblad nieco i smutn w tej 
chwili twarz modej kobiety. Czarowne marzenia grobowiec ten budzi musia w jej modej 
gowie. Nie miaa prosi o nic tego nieznajomego czowieka, ktry ze sw pracowit 
niezalenoci i przeszoci pen jakich wielkich cierpie wydawa si jej dziwnie powanym 
i surowym. Ale on prob wyczyta z jej oczu. Obejrza si na soce: poczerwieniao i do 
poowy ukryo si za borem. 
 Mao ju dzi bdzie roboty mojej! A wszystkie pustoty od modych pochodz! Wymylaj, 
pytaj si, czas baamuc, a tu i nic tak osobliwego do gadania nie ma! 
Nigdy jeszcze pod siwiejcym wsem nie umiecha si tak agodnie; mwi te wesoo i 
prawie z odcieniem filuternoci. Czapk nad gow podnis. 
 Dlaczeg nie?  doda  jeeli pani da posysze t histori, to o moj fatyg 
bynajmniej... Ja owszem... Nikt jej nie opisywa i w ksikach nie drukowa... Jeden czowiek 
opowiada j drugiemu i tak ona z daleka, jak rzeka przez rne kraje, przez przeddziadw, 
dziadw i ojcw naszych przepyna a do nas. Mnie jej nauczy stary Jakub, gdy jeszcze boso 
lataem i cielta pasem, a jego uczy nie wiadomo kto, moe dziadek, moe przeddziadek, bo w 
ich familii wszyscy dugo yj. 
Stolarskie narzdzie pooy na stronie i na jednym z wgbie olbrzymiego kamienia siedzc, 
umiecha si jeszcze. 
 Gadaj gadk! Bajki babom, a to, co ja powiem, nie bajka! 
Wysoki zrb kamienia, siwym mchem w tym miejscu porosy, suy za oparcie 
przygarbionym jego plecom, a na barani czapk i a na ramiona opaday mu cienkie gazie 
oynowego krzaku. 
 Byo to w starych czasach, w sto lat albo moe jeszcze i mniej potem, jak litewski nard 
przyj wit chrzecijask wiar, kiedy w te strony przysza para ludzi. Niewiadomego oni 
byli nazwiska, niewiadomej kondycji, i to tylko mona byo pozna i z mwienia ich, i z ubioru, 
e przyszli z Polszczy. Dla jakiej przyczyny porzucili oni swj kraj rodzony i a tu 
przywdrowali, zarwno niewiadomym byo. Kiedy spotykajcy ich podczas ludzie pytali ich o 
nazwisko, odpowiadali, e przy chrzcie witym nadano im imiona: Jan i Cecylia. A kiedy 
ktokolwiek chcia wiedzie, dokd i dla jakiej przyczyny wdruj, mwili: Szukamy puszczy! 
86 
Wida byo ze wszystkiego, e bali si jakiego pocigu i dali skry si przed ludmi, a y 
tylko pod boskim okiem. Caej pewnoci co do tego nie ma, ale takie o nich chodziy gosy, e 
kondycja ich bya nierwna, bo on by ciemnej twarzy i bardzo w sobie silny, tak jak to rzadko 
pomidzy panami, a najczciej w posplstwie bywa, a ona, czy to sza, czy to staa, czy mwia, 
czy milczaa, wydawaa z siebie pask wspaniao i pikno. Ale jak tam byo z ich 
pocztkiem, wszystko jedno, do e nietrudno znaleli to, czego szukali. Cay tutejszy kraj 
zalegaa podtenczas nieprzebyta puszcza, w ktrej Pan Bg nasia co niemiara jezior bkitnych i 
k zielonych, a ludzie pobudowali troszk osad, w ktrych trudnili si sobie rn 
przemylnoci. W jednych miejscach, nad jeziorami lub nad rzeczukami, siedzieli rybaki i 
bobrowniki; w inszych, tam gdzie stay lipowe lasy, pszczelniki mid i wosk pracowitym 
zwierztkom odbierali; niektrym krl nakaza, aby dla niego hodowali sokoy, i od tego poszo, 
e nazywali si sokolnikami, a inszych wolnoci obdarowa, aby tylko wszelkie posyki jemu 
sprawiali i dla tej przyczyny mieli oni nazwanie bojarw*, czyli ludzi wolnych. O uprawianie 
ziemi byo im bynajmniej*; ogrody mieli, ale najwicej rzep w nich sadzili i len w wielkiej 
obfitoci sieli, bo owiec nie majc i weny nie znajc, odziey ptnianej tylko uywali. Zboe 
za rzadko gdzie zobaczy mona byo, i to przy miastach, a w gbokiej puszczy jeszcze 
gdzieniegdzie nikt i nie sysza o nim. Ale za to byli tacy, co w dbowych lasach yjc, trzody 
wi na odziach hodowali, i od tego dane im byo brzydkie przezwisko winiarw, i tacy, co 
przy kach mieszkajc, bawoy obaskawiali i dla tej przyczyny nazywali si bawolniki. O 
pienidzach to jeszcze gdzieniegdzie i nic nie wiedzieli, a jak kto chcia co sobie potrzebnego 
kupi, dawa skry zdarte z ubitych bobrw, niedwiedzi, lisw, kun i inszych zwierzt albo 
troszk miodu i wosku, albo przyswojonego bawoa, karmn wini i co tam zreszt kto mia. 
Chaty ich nazyway si numy i byy bardzo biedne i smrodliwe, bez piecw i kominw, bo tym 
lenym ludziom nieznajoma jeszcze bya mularka. W Boga chrzecijaskiego niby to wszyscy 
ju uwierzyli, a jednakowo w gbokociach puszczy wiele jeszcze kaniao si bawanom i yo 
z kilkoma onami. Jan i Cecylia wzdu puszcz przeszedszy poznali rne jeziora i ki, 
zachodzili do rybakw, do bobrownikw, do sokolnikw i do bojarw; zachodzili tako do 
winiarw i do bawolnikw, ale nigdzie im nie podobao si tak, jak tutaj, nad brzegiem tego 
Niemna, i na tym wanie miejscu, gdzie teraz ten pomnik stoi... Wida zobaczyli, e tu najmniej 
ludzie docign ich mog, a najlepiej im bdzie pod jednym boskim okiem pozostawa. Moe 
ju tak im byo przeznaczone, aeby wanie ten kawa ziemi zaludni i nasz ubogi, ale 
dugowieczny rd ufundowa. 
Powolny i przyciszony gos opowiadajcego brzmia na wysokim stoku gry, monotonnoci 
sw podobny do mruczcego u dou strumienia. Czasem jednak zatrzymywa si i szuka w 
pamici wyrazu lub nazwy, ktrych w yciu codziennym nie uywa prawie, ale jak sowa z 
pacierza, ze starej gadki wyrzuci nie mg. Teraz z widocznym napreniem rysw wiza 
przez chwil w swej gowie wtek opowiadania, bojc si splta go albo cz jego uroni. 
 Podtenczas  zacz znowu  nie byo na tym miejscu adnego kawaka zoranej ziemi ani 
adnego ludzkiego plemienia. Z tej strony rzeki i z tamtej strony rzeki, na prawo i na lewo, 
naprzd i w ty, rosa jedna tylko puszcza. Jan i Cecylia upatrzyli sobie wanie te miejsce, gdzie 
teraz ten pomnik stoi, a gdzie podtenczas sta db taki stary, co moe i tysic lat mia wieku, bo 
w jego wydreniu bawoa skry byoby mona, i pod tym dbem zbudowali sobie najpierwej 
chat, czyli tak num bez pieca i komina, ndzn i smrodliw. Od razu inszej zbudowa nie 
mogli. Lepiej mwic, on zrbywa drzewa, oprawia kody i budowa, a ona zbieraa orzechy i 
dzikie jabka, gotowaa ryb, doia bawolic, ktr on rycho sobie obaskawi, naprawiaa 
odzie, a gdy wieczr przyszed i on pooy si pod dbem, z oszczepem i ukiem napitym przy 
boku, by zawsze od dzikiego zwierza si obroni, siadaa przy jego gowie piewajc i grajc na 
* B o j a  - szlachcic litewski lub ruski. 
* B y  (komu) b yna jmni e j (gwar.)  nie dba. 
87 
harfie. Z wysokiego domu pewno bya, bo po anielsku graa i piewaa i rce z pocztku miaa 
takie biae, by lilie. Ale krtko tego byo, bo pracujc ciko, w niewygodach i 
niebezpieczestwach straszliwych, prdko pociemniaa na twarzy i rkach, wyrosa, zmniaa w 
sobie, e podobn staa si do powej ani, ktrej trudnoci i samotnoci lene najmilsze. Jak 
pierwsza matka ludzkiego rodu, miaa ona podobno wosy zociste i takie dugie, e pokry nimi 
moga siebie i swoj harf: gdy te pnym wieczorem nad senliwym mem piewaa, on, cho 
senliwy, pieci si z jej wosami, a potem o wschodzie sonka zdrowy i wes do roboty 
wstawa, bo siy mia wzmocnione i serce pocieszone przez ni. Jednakowo pomimo kochania i 
wszelakich jego rozkoszy nachodziy ich takie potrzeby i strachy, e inszym ludziom i pomyle 
o nich byoby trudno. Wszystko tu byo nie tak, jak teraz, ale okropniej i dziczej. Po puszczy 
chodziy stada ubrw, turw, niedwiedziw, dzikw i wilkw, w gaziach czaiy si drapiene 
jastrzbie i krogulce, szerokimi skrzydami opotay krzywodzibe ory. Nocami wyy puszczyki 
i po drzewach wieszay si rysie, w ciemnoci oczami jak latarniami wiecce. Czasem kruki i 
kawki czarn chmur zakryway niebo, a dzikie konie napeniay zacisznoci lene grzmotem 
swoich kopyt i przeraliwym wideniem. Nad rzek i na wszelakich mokrych miejscach lgo 
si wielkie mnstwo obrzydych ab, tarakanw*, ww i jaszczurek. I rzeka ta nie bya taka jak 
teraz. Gbin i prdko miaa ogromniejsze. Wody byy wtedy nadmiar silne i gniewliwe. 
Rozleway si daleko i o ziemi biy, koryta w niej sobie prujc, czego do dzisiejszego dnia te 
parowy pamitk ostay. A po zimie wiosenn por kry szy ogromne by stada koni dba 
stajcych albo szklanne gry przez sonko, co si w nich przegldao, tczami nalane. Jak oni to 
wszystko znieli i przemogli, Bogu witemu wiadomo, do e znieli i przemogli. Ju to jest 
pewne, e aden czowiek siy swojej nie zna, nim jej w potrzebie z siebie nie dobdzie. Prawda i 
to, e wiele rzeczy i stworze podtenczas czowiekowi do pomocy stao. Narzdzia do 
wszelakich robt i mylistw przynieli z sob albo rnym sposobem zrobili sobie, dobre i 
mocne. Las dawa dzikie jabka, orzechy, jagody i grzyby; do rzeki po napj przybiegay jelenie, 
daniele i sarny, ktre ze stad wielkich atwo ubija byo; u gry y lud wiewirek, a u dou w 
gstwinach skrywaa si mnogo zajcy, asic i kun; w wodach mieszkay wydry i bobry domki 
sobie budoway. A trzeba byo tylko wd, sie albo oszczep w rzek zanurzy, aeby z niej 
wyowi tyle ryb rnych, jakich ju teraz wcale ona nie ma. Do tego i luboci bywao tu 
nadmiar. Sowicze piewy umilay noce, a jaskcze i gobie gminy same przez si szukay 
przytuku pod dachem numy. Podczas ze sznura urawi spad jeden i askawie osta ju 
towarzyszem czowieka; podczas pochliwa sarna ugaska si pozwolia, wiernie potem chodzc 
przy boku swej pani. Wszelako tam bywao: ciko i mile, straszno i bezpiecznie. To tylko jest 
pewne, e nacierpieli si oni nadmiar, godu, chodu, strachu i zaspu najedli si do sytoci; e 
wiele razy od upau i mozou skra z rk i z ng im zazia, a od wiatrw i mrozu piekce bble 
obsiaday ciaa. Moe dwadziecia rokw mino im w tej mce, kroplami rozkoszy sodzonej, 
a po puszczy puciy si pogosy o tej parze ludzi, e przemylnoci swoj i krwaw prac 
kawa duy lasu wyplenili, zboa nasieli i inszych rnych rolin nasadzili; e dom sobie 
zbudowali widny i czysty, z ktrego te dym przez komin wychodzi; e naby u nich mona 
niektrych takich rzeczy, ktrych na szeroki ok nikt jeszcze nie mia. Poszli tedy do nich 
ludzie z rnych dalszych osad dowiedzie si, jake tam czyniy si takie cuda. A jak raz 
przyszli, to ju na dugo przy nich ostawali, przypatrujc si rnym niewiadomym do tego 
czasu dzieom i przemysom. Niektrzy prosili si, aby ze wszystkim ju osta przy nich dla 
wsplnoci i pomocy, ale Jan i Cecylia wprdce rodzonych doczekali si pomocnikw. Szeciu 
synw i sze crek urodzio si im i wyhodowao nad brzegiem tej wody, w cienistociach tej 
puszczy, pod okiem jednego Boga. Jeden z tych synw poj sobie on u rybakw, drugi j 
wybra pomidzy sokolnikami, trzeciemu przeznaczenie dao bojark, czwartemu bobrowniczk, 
pitemu pszczelark, a szsty handlujc rybami, do ktrych apania wielk mia ochot, 
*  a  a k a   karaluch. 
88 
przywiz sobie dozgonn towarzyszk a z miasta Grodna, ktre podtenczas, dla przyczyny 
mnstwa rosncych tam ogrodw, po rusisku Horodnem zwano. Rusink te dziewka owa bya, 
ale podtenczas dwie krwie na jednej ziemi mieszkajce nierzadko mieszay si z sob i nie 
wynikaa z tego nikomu adna obraza ani ujma. Skd synowie pojmowali ony, stamtd 
przybywali mowie dla crek i polubiwszy je nie odjedali nigdzie, tylko tu sobie budowali 
chaty, a tnc las coraz dalej, uprawiali pola. Tak przemino lat osiemdziesit albo moe i wicej 
od tego dnia, kiedy Jan i Cecylia pierwszy raz na tej ziemi nogi swoje postawili... 
Umilk Anzelm, zmczony niezwykym wysikiem pamici i myli, kilka kropel potu 
zawiecio na jego zapadych i rozognionych policzkach, spowiae zwykle i blade oczy 
pobyskiway pod wielk czapk. Obejrza si w stron soca; zniko ju ono za borem, lecz 
Niemen teraz sta taw tafl i jasne smugi rozcignite u zachodu nieba jaskrawo owiecay 
suncy od wschodu zmrok. 
 Dzie koczy si i moja gadka take do swego koca idzie  wymwi z umiechem.  Ale 
 doda  w tym kocu take s rzeczy, ktre walor maj... 
Goniej troch i ywiej ni wprzdy mwi dalej: 
 Osiemdziesit lat albo moe i wicej przemino od tego dnia, kiedy Jan i Cecylia pierwszy 
raz na tej ziemi nogi swoje postawili. A jednego razu znaleli si tacy ludzie, ktrzy samemu 
krlowi donieli, jakie to dziwy dziej si gdzieci, w kraju litewskim, w najgstszej puszczy 
nad samym brzegiem Niemna. Panowa podtenczas ostatni Jagiellon, dwoma imionami: 
Zygmunt i August nazywany. Zapalczywy by on myliwiec i wanie w tej porze, kiedy mu to 
doniesienie zrobionym byo, bawi si polowaniem w swoich knyszyskich lasach. Zmiarkowa 
zaraz, e od Knyszyna do tego miejsca, o ktrym jemu rozpowiadali ludzie, droga bya nie 
bardzo daleka. owczym na apel zatrbi, a panom jecha za sob rozkaza i puci si w drog. 
Jecha i jecha, jecha i jecha, a panowie za najwikszym z panw jechali, a raptem zobaczyli 
jakoby koniec puszczy. Drzewa rzedniay i rozstpoway si, jakoby jadcym z drogi ustpujc. 
Krl pojrza przez te szerokie otwory, krzykn a z zadziwienia i artobliwie do panw swoich 
zawoa: 
Hej! hej! Waszmocie panowie, widzi mi si, e kto tu dla mnie nowe krlestwo gotuje! 
A tu wszyscy wyjechawszy z lasu stanli, oczom wasnym wiary nie dajc. Tam, kdy 
dawniej panowaa dzicz drzewiasta, bezludna i gucha, srogim zwierzom tylko przytuek dajca, 
leaa wielka rwnina, toci cierniska po ztym zbou pozostaego okryta. Na ciernisku, 
by wysokie domy lub te by supy z pozwanymi wierzchokami, stay sterty wszelkiego zboa; 
sto par wow orao pole pod przyszy zasiewek, a rd pola na gadkich kach hasay stada 
obaskawionych koni, pasy si trzody krw ryych i biaych owiec. Na dwch pagrkach dwa 
wietrzne myny opotay swymi wielkimi skrzydami, lipowe gaje rozlegay si od bczenia 
nieprzeliczonych rojw pszczelnych, a w olszynach i brzoniakach na wszystkich gaziach 
wisiay wielkie jak czapki gniazda gawronie. Sto domw, przedzielonych ogrodami, sznurem 
wycigao si w podu rzeki, a z ich kominw, by z kocielnych kadzielnic, sto zotnych dymw 
podnosio si prosto do nieba. Na jaboniach i liwach licia wida nie byo za czerwonoci i 
liliowoci owocu, po zielonych trawach suszy si len i bieliy si sztuki pcien, w chatach 
krona stukay i huczay terlice*, przed domami na gaziach i potach wysychay ufarbowane 
przdziwa weny, a na dachach po stronach do soca wystawionych dojrzeway te, ogromne 
dynie. Ptastwo domowe, ziemne i wodne, grzebao si w piasku lub z haasem leciao nad rzek, 
od ktrej powracajcy rybacy wychodzili zza gry, niosc po kilku siecie i niewody* z 
rzucajcymi si w nich rybami. Co do rzeki, tej w dole pyncej, krl z oddali zobaczy nie 
mg, ale rozpozna, gdzie ona pyna, po wysokiej, piaszczystej cianie, nad ktr sta br, 
przez nikogo nie ruszany... ten sam! 
*  e  l i  a albo cierplica  tu: przyrzd do otukiwania wkien lnu z padziorw. 
*  i e w  d  duga sie rybacka, zoona z matni i skrzyde, cigniona na dwch odziach. 
89 
Tu opowiadajcy wskaza palcem pas boru rozcignity nad zotawym trjktem Niemna. 
Zajkn si i gos mu zadra. 
 Te... te... ten sam!  powtrzy. 
 Tymczasem  mwi dalej  krl jecha naprzd, ogldajc si wok i wesoo dziwic si 
wszystkiemu, co tu obaczy. Mody by podonczas i tylko co na tron swj wstpi. Ko by pod 
nim arabski, ognisty, z rzdem kapicym od zota i drogich kamieni. Nad czoem krlewskim 
wiecio na kopaku brylantowe piro, a drogie purpury i gronostaje spaday z krlewskich 
ramion a prawie po koskie ptlice. Wok niego i za nim jechali hetmany, senatory i insze 
panowie, a kaden z koni, ktre pod sob mieli, pikniejszy by od drugiego, a od kolorw ich 
szat i drogocennoci siode a mio si w oczach. Za nimi jechali take sokolniki, na doniach 
trzymajc zakapturzone sokoy, pieciwe pazie z rami na licach, hardonosa suba i bystrookie 
strzelce. A owczowie zotne trby wci do ust swych przykadali i rozgonym graniem 
rozgaszali krlewskie przybycie szerokiej rwninie, dugiemu Niemnu i a zaniemeskim 
gbokociom boru... Jako te ze stu domw i ze stu ogrodw, z pola, z k, z rzeki pozbiegali si 
wszyscy ludzie patrzc na nie widziane rzeczy i nie lkajc si prawie, tylko podziwiajc i 
oczekujc: co z tego bdzie? A krl ich zapytuje: 
Czy ywie jeszcze rodziciel was wszystkich? 
ywie i w zdrowiu przebywa  odpowiedzia najstarszy syn Jana i Cecylii, ktry przed 
krla wystpi, sam zmarszczkami cay poorany i siwy jak gob. 
A rodzicielka czy ywie?  pyta znw krl. 
ywie i w zdrowiu przebywa. 
Krl podonczas rzek: 
Rad bym na nich pojrza! 
Wedle krlewskiego dania wnet sta si musiao. Z najpikniejszego domu synowie i crki, 
wnuki i prawnuczki wyprowadzili par rodzicielw. Wicej nili stuletnie te starce szli same 
przez si, niczyjej pomocy nie potrzebujc, w nieystych ptnianych sukniach, by dwa biae 
gobie, jedno przy drugim. On opiera si na toporze w dugim kiju oprawionym; ona zsiwiae 
wosy po pas rozpuciwszy, gaskaa biegnc przy niej sarenk. Kiedy ju wobec krla stanli, 
wszyscy zdumieli si, bo krl kopak swj zdjwszy z gowy, powia nim przed starcami tak 
nisko, e a z brylantowego pira sypny si gwiazdy. 
Kto ty, starcze?  zapyta Jana  odkd przyszede? jak zowiesz si i z jakiej kondycji 
pochodzisz? 
Starzec, jak przystao, pokoniwszy si krlowi, miele odpowiedzia: 
Przyszedem tu od stron onych, ktrymi przepywa Wisa; nazwisko swoje oznajmi tylko 
jednemu Bogu, kiedy przed witym sdem Jego stan, a kondycja moja nisk bya, pokd do 
puszczy tej nie zaszedem, gdzie wszystkie stworzenia s zarwno dziemi powszechnej matki 
ziemi. Z gminu pochodz i pospolitakiem na ten wiat przybyem; ale oto ta pani i maonka 
moja z wysokiego domu zstpia, aby moje wygnacze ycie podziela. 
Odpowied t posyszawszy krl myla dugo, a odwrciwszy si do panw, co wok 
zgromadzeni byli, rzek: 
Dufam, e waszmociowie uprzejmie pochwalicie, a przyszy sejm sprawiedliwie zatwierdzi 
dekret, ktry zaraz chc tu ogosi. 
Panowie myl krlewsk odgadujc i potakujc gowami razem krzyknli: 
Inaczej nie moe by, miociwy panie! Sami tego damy i o to wasz krlewsk mo 
upraszamy. 
Wtedy krl odwrci si do Jana: 
Ty, starcze, wedle wasnego dania bezimiennym ostaniesz i jake si urodzi, tak w grobie 
legniesz pospolitakiem. Ale e by bohatyrem mnym, ktry t oto ziemi dzikiej puszczy i 
srogim zwierzom odebra, a zawojowawszy j nie mieczem i krwi, ale prac i potem, piersi jej 
90 
dla mnogiego ludu otworzy, a przez to ojczynie bogactwa przymnaajc: przeto dzieciom 
twoim, wnukom i prawnukom, a do najdalszych pokole i samego wyganicia rodu twego, 
nadaj nazwisko od bohatyrstwa twego wywiedzione. 
Tu z prawic wycignit nad zdumiaym ludem krl dononym gosem wypowiedzia: 
Oto ten rd, idcy od czowieka z kondycji pospolitego urodzenia, idzie w porwnanie ze 
szlacht rodowit krajow i wszystkich praw stanowi rycerskiemu odpowiednich odtd a do 
wyganicia swego uywa ma i takowe wykonywa. Nobilituj was i nakazuj, abycie nosili 
nazwisko Bohatyrowiczw, a piecztowali si klejnotem* Pomian, ktry jest ubrz gow na 
tym polu osadzon, jako pierwszy rodziciel wasz pokona ubra i z odwiecznego jego 
siedliska uczyni to wdziczne i obfitoci ciekce pole... 
W tym miejscu umilk opowiadajcy; wyprostowana teraz posta jego, z wielk czapk na ty 
gowy nieco zsunit, wypukle odrzynaa si od wysokiego zomu kamienia. Rk w gr 
podnosi i sycha byo, jak szeroko i gono oddycha. Po chwili wymwi jeszcze: 
 Dziao si to w roku, na tym pomniku wypisanym, tysicznym pisetnym czterdziestym 
dziewitym... 
Na zachodzie, nad borem, gasy pozostawione przez soce pasy wietliste; zmrok suncy od 
wschodu zwolna obejmowa cae sklepienie, na ktrym tu i wdzie zabysy nike gwiazdy. W 
zmroku naprzeciw umilkego Anzelma wida byo dwoje ludzi siedzcych blisko siebie, 
pomidzy cienkimi sosnami, na pniu obalonego drzewa. Kobieta opucia rce na kolana, 
mczyzna twarz opar na doni. Suchali jeszcze, czekali. Po chwili te czowiek na kamieniu 
siedzcy ozwa si znowu: 
 Taka jest historia fundatorw naszych, taki nasz tutaj zacztek i oto dla jakiej przyczyny my 
na tej ziemi siedzimy. 
Potem gosem czowieka, ktry w gbi pamici swojej budzi drzemice wspomnienia, mwi 
jeszcze: 
 Wszelako pniejszym czasem w tym naszym rodzie przez Jana i Cecyli ufundowanym 
bywao. Woci nie mielimy nigdy i krwi ani potu z nikogo nie wyciskali. Bywao, e niektrzy 
z nas na wojny chodzili; bywao, e za panami z gardami i szabelkami na sejmiki i sejmy 
cignli. Jeden i drugi przebywa na paskich dworach, o urzdnikowskie lub oficjalistowskie 
posady zaskakujc. Jeden i drugi fortuny przyrobiwszy, gdzie daleko na osobnym folwarku 
siada i paski ju rd fundowa. Ale najwicej i tak jak prawie wszyscy, siedzielimy w swoich 
zaciszkach, wasnymi rkami od matki naszej powszechnej chleb dobywajc. Szmaty ziemi, by 
Chrystusowe szaty, rozdzielay si wci pomidzy nami, a podczas, zrzdzeniem boskim albo 
niedobrym charakterem ludzkim, wcale przepaday. Jednakowo po wikszej czci trwalimy 
przy swoich gniedziech wikszych czy mniejszych i dotrwalimy do tej pory. Teraz 
szlachectwo przeddziadw zdjte z nas zostao; chopami nazywamy si i jestemy... Ale o to 
bynajmniej. Wszyscy my koki jednego pota i stworzenia czasowe. Bieda jedynie, e ubstwo 
nasze ronie i duszne zamroki ogarniaj nas coraz wiksze... 
Trzs gow. 
 Nikt prawie nie da wiary, e i t histori fundatorw naszych w caej okolicy umie moe 
trzech, moe czterech ludzi. Umie j stary Jakub, ale on ju jest tak jak prawie nie yjcy; umiem 
ja, umia kiedy Fabian, umie moe ten mody Micha, co tam sta wystrojony, z wsami do 
gry. Insze o takie rzeczy nie dbaj i w biedzie, w zaspie pamici o nich mie nie mog... 
Chopami by czy panami, to za jedno; ale w bydo obrci si, to smtnie i tskno... 
Wida byo, e zgarbi si znowu i e gowa jego z wielk czapk oderwawszy si od 
kamiennego zomu pochylia si nisko. Powolnym, zamylonym szeptem dokoczy: 
 Szczcie wywysza, szczcie ponia, wszystko na wiecie czasowe i przemijajce... kada 
rzecz by woda przepywa, by li na drzewie knie i gnije... 
* K l e j  o   tu: herb szlachecki. 
91 
Z obalonego pnia drzewa powstaa kobieta i szybko zbliywszy si ku zasmuconemu, 
pochylona, usta swe przyoya do szorstkiego rkawa jego kapoty. 
 Dzikuj!  wymwia gorcym szeptem. 
On cofn rami, w ty si uchyli i przez chwil w milczeniu na ni poglda. Potem jkajc 
si, ze zdumieniem wymwi: 
 Do... do... dobra! 
Kobieta prdko odesza, obja ramionami cienki pie brzozy i w szarzejc przestrze 
patrzaa rozmarzonymi oczami. Mylaa pewno, e szczliwymi, o! jak szczliwymi byli ci 
ludzie, ktrzy takie mioci w piersiach swych nosili i takie na ziemi penili zadania; e ona take 
z ochot i dum poszaby na krace ciemnej jakiej puszczy i pod dach jakiej ubogiej numy, 
byleby nie mie w sercu i yciu pustyni, byle czu si kochan serdecznie i wiernie i widzie 
przed sob cel, choby drobn migoccy gwiazd! Mylaa pewno, e miaa dzi sen cudowny, 
w ktrym zjawio si przed ni jakie dugie, czyste, wysokie szczcie... Gdy oderwaa wzrok 
od przestrzeni, zobaczya obok siebie wysokiego mczyzn, ktry, tak jak ona, sta wsparty o 
drzewo i dugo, uparcie patrza, nie w przestrze  lecz na ni. Krewki i wzburzony rzuci 
czapk o ziemi i zawoa: 
 Bodaj to takie ycie i szczcie! Przeklta dola, ktra czowiekowi daje tylko to, co 
bydlciu! Orz dlatego, aby jad, buduj na to, aby mia gdzie zasn! I bydl ma takie szczcie! 
Kiedy prawdziwego kochania zadasz, to ono dla ciebie za wysoko ronie; kiedy dla ludzi 
uczyni co zechcesz, to nie masz sposobw ani wiadomoci. Na zgub tylko maym mrwkom 
Bg skrzyda daje! 
Odwrci si i czoo do drzewa przycisnwszy sta rozalony, gniewny, jakich wyszych 
przeznacze i uczu pragncy. 
Justynie si zdawao, e suchajc tej popdliwej skargi modzieczej sucha samej siebie. 
Myl, dotd jej obca, bysk domysu przebiegy jej przez gow. Szybko przebya kilka stp 
dzielcych j ze szczytem gry i na tym szczycie przy upionym zbou stana ze piesznie 
oddychajc piersi i osupiaym prawie zdziwieniem na twarzy. Na ciejce pola noc ju 
spyna, ale z tego wysokiego punktu oko mogo sign daleko i rozezna wrd ciemnej 
przestrzeni szary szlak Niemna i ciemny pas wysoko nad nim rozcignitych zagrd. 
W okolicy ycie dzienne ustawao; tu i wdzie tylko pobyskiwiay w oknach drobne wiata, 
wzdymay si fale oddalonych gosw, ozywa si ttent konia albo turkot k. W jednym 
miejscu dziecinna widocznie rka wydobywaa z harmoniki jczce tony, z innego kiedy 
niekiedy dolatywao urywane piewanie skrzypiec. 
Justyna spojrzaa w gr i wyobrania ukazaa jej pod gwiazdami posta kobiety ze 
zocistymi wosy okrywajcymi j i jej harf, z askaw sarn u boku. Pyna gr, potna i 
cicha, z rk ku ciemnemu pasowi zagrd opuszczon. Bogosawia je czy komu ukazywaa? 
92 
TOM II 
93 
I 
W Olszynce, za olchowym gajem, od ktrego zapewne folwark ten wzi swe nazwanie, na 
agodnej wyniosoci gruntu dom niewielki, drewniany, nieotynkowany, niby z kosza zieleni 
wychyla si ze starych, ogromnie rozrosych bzw i z gstego rzdu fasoli, ktra, tu przy 
cianie posadzona gste, i teraz kwitnce swe sploty zarzucaa na tyki sigajce prawie niskiego 
dachu. Z tyu domu znajdowa si spory sad owocowy, prostym czstokoem ogrodzony, bez 
drg i upiksze adnych; z przodu, za maym, traw i gdzieniegdzie chwastami porosym 
dziedzicem, po agodnej spadzistoci spyway a ku olchowemu gajowi due i urodzajne 
ogrody warzywne. Gaj by wiey, czysty, z grubymi i cienkimi drzewami rzadko rozstawionymi 
na wilgotnej i gadkiej murawie. Za rzadko rozstawionymi i gadkimi pniami przebyskiwa w 
paskich brzegach pyncy tu Niemen i ukazywao si gdzieniegdzie przeciwlege wybrzee, 
okryte, jak okiem sign, gadkim, wilgotnym pastwiskiem. Gdzieniegdzie, niby drobne obrazki 
w zielonych ramach, wida byo zza drzew pasce si na tej zarzecznej paszczynie trzody albo 
pastuszkw skupionych dokoa roznieconego ognia, albo ndzne, nie wiedzie czyje, samotnie 
rd przestrzeni stojce chaty. Za domem i sadem leay gadkie pola; z obu stron warzywnych 
ogrodw zieleniay niskie ki, na ktrych rosy grupy wierzb, a w mokrych zagbieniach gruntu 
rozrasta si jasnozielony ajer* i stay wysokie ozy z dugimi, obwisymi limi i wierzchokami 
podobnymi do aksamitnych kopakw. Byo to miejsce ciche, skromne i prawie odludne. Z domu 
i caego jego otoczenia od razu wnie byo mona, e wrd redniej wasnoci ziemskiej 
Olszynka bya posiadoci moliwie najmniejsz. Wniosek ten potwierdzaa wie chopska 
pomidzy kami do grupy wierzb przyparta. Skadao j chat kilkanacie, do czysto i dostatnio 
wygldajcych. Z bliskoci, w ktrej znajdowaa si od dworku, atwo byo zgadn, e kiedy 
do Olszynki naleaa. By to wic kiedy majteczek kilkunastochatowy, czyli znajdujcy si na 
granicy, za ktr ju do najdrobniejszych uamkw ziemi spywaa wasno maa. 
Ostry chd zapanowa po niedawno spadym gradzie; silny wiatr koysa wierzchokami 
kilku rosncych na dziedzicu topoli woskich; deszczowe chmury szybko biegy jedn za drug, 
to zasaniajc, to odkrywajc bkit nieba. Jednak w Olszynce wszystkie okna domu, otoczone 
kwitnc fasol, byy na ocie otwarte. Stay na nich pomidzy kilku mirtami i rozmarynami 
kwitnce fuksje i re miesiczne. Na ganku jedna z awek zastawiona bya hadyszami* penymi 
zsiadego mleka, na drugiej sta naprdce zna tu umieszczony kosz z saat i jarzynami. Duga 
sie, przedpokojem zarazem bdca, rozdzielaa dom na dwie poowy, z ktrych w jednej 
znajdoway si pokoje mieszkalne, w drugiej kuchnia i izba czeladna. W gbi sieni wielki 
zamek wiszcy u drzwi niskich i wskich oznajmia spiarni. Za star szaf wida byo 
drabiniaste schodki na strych wiodce; pod cianami stay proste, drewniane skrzynie i stoki, 
kosze, z oziny uplecione, a na miejscu najwidoczniejszym  niecki pene wieo upranej 
bielizny. Miano j zapewne na strych wynosi, ale tymczasem tu jeszcze pozostawiono. Zapach 
mydlin z kuchennymi woniami zczony napenia sie pomimo drzwi na ganek otwartych; w 
kuchni trzeszcza ogie i rozlegay si gosy kobiece i dziecinne; w pokojach mieszkalnych cicho 
* A j e   tatarak. 
* H  a d y  z  gliniany dzban bez ucha do zbierania mleka. 
94 
byo zupenie i tylko czasem dolatywao z nich monotonne mruczenie, z ktrego mona byo 
odgadn pracowicie uczce si dziecko. 
Po sieni, kuchni i izbie czeladnej krztaa si Kirowa. Dla chodu i panujcych w domu 
cigw miaa na sobie rodzaj sukiennego toubka*, spod ktrego wida byo tylko brzeg 
perkalowej spdnicy. To nawet gospodarskie, grube ubranie uczyni jej nie mogo grub i 
niezgrabn. Ze sw kibici prost, wysmuk, o wdzicznej linii biustu i ramion, ktra nadawaa 
jej z daleka pozr pierwszej modoci, z ogorza cer twarzy, silnie odbijajc od zawizanej na 
szyi biaej chustki, ze licznym warkoczem jasnych wosw, niedbale z tyu gowy skrconym  
zagldaa ona do dziey, w ktrej dziewczyna miesia ytnie ciasto, albo przechodzc do izby 
czeladnej nagldaa prania bielizny, albo od poncego w wielkim piecu ognia odstawiaa 
hadysze, w ktrych mleko zsiade zamienio si ju na twarg, i zastpowaa je coraz innymi, 
ktre z ganku przynosia. Miaa dnia tego wiele zajcia okoo trzech razem odbywajcych si 
robt: prania bielizny, pieczenia chleba i robienia serw. Bya niezadowolon z siebie samej, bo 
takie zbieganie si na dzie jeden robt kapitalnych uwaaa za bd i ze rozporzdzenie si 
gospodarskie. Naleao inaczej, wcale inaczej czas i zajcie rozoy; takim sposobem wszystko 
razem robic nic si prawdziwie porzdnie nie zrobi. Chodzc, krztajc si, nagldajc 
wszystkiego, a to i owo wasnymi rkami dokonujc, ale swe wypowiadaa dwom pomocnicom 
swym, duym i silnym dziewkom, z ktrych jedna chleb miesia, a druga bielizn praa. Nie 
znaczyo to wcale, by te dziewczta o cokolwiek obwinia miaa. Wcale nie. Sama bya winn 
wszystkiemu; czy zalenia si troch, czy te jej tak jako pomieszao si w gowie. A tu i 
Marynia plecia ogrodw warzywnych doglda musi, i pomocn jej by nie moe! Ostatni ten 
wykrzyknik oburzy trzynastoletni dziewczynk, ktra kosz z jarzynami tylko co z ganku 
przynisszy i zawinwszy po okcie rkawy starej perkalowej sukienki zabieraa si wanie do 
mycia saaty i skrobania marchwi. 
 A ja, mamo?  zawoaa  przecie ja tu jestem! Czy to tylko Marynia jest mamy crk? 
Przechodzc Kirowa rk gorc od hadyszy, ktre w tej chwili od ognia odstawiaa, 
pogadzia jasne, krtko ucite wosy crki. Wszystkie one miay takie, jak len, jasne wosy: i 
ona sama, i szesnastoletnia Marynia, i trzynastoletnia Rzia, i nawet chopcy. Nie wiedziaa 
tylko, i nieraz nawet a w gow zachodzia, skd ten najmodszy jej dzieciak, ta czteroletnia 
Bronia, ktra jak cie za czowiekiem krok w krok za ni chodzia, wzia swoj cygask cer 
razem ze swymi czarnymi jak atrament wosami i oczami. Byo to w jej rodzinie pod kadym 
wzgldem wyjtkowe stworzenie. adne z jej dzieci, gdy byo maym, tak stale i nieustannie nie 
trzymao si jej spdnicy, jak ten may i czarny rozczochraniec, bo wosy jej nie tylko byy 
czarne, ale i wiecznie rozczochrane; krciy si one jak wiry i eby tam nie wiedzie ile razy na 
dzie je czesa, zawsze wszystkie do gry powstaway albo na niade czoo opaday, a spod nich 
jak ule gorejce, czarne oczy patrzay na matk, cigle na matk. I teraz oto tu przy jej 
toubku nieustannie z kuchni do sieni, z sieni na ganek, z ganku do izby czeladnej drepce a 
drepce w starych zrudziaych trzewikach, ktrych tasiemki, eby je sto razy na dzie najmocniej 
zwiza, zawsze rozwi si i wlek po ziemi za malutkimi nkami. W takim samym, jak 
matka, toubku, bo najmodsz bdc najatwiej zazibi si moe, drepce i gada, tak samo 
nieustannie gada, jak drepce, cho nikt jej sucha ani myli, a tylko jedna Rzia od kuchennego 
stou, na ktrym saat myje, odzywa si do niej czasem, z artobliw przekor rozpoczynajc 
sprzeczki czy napomnienia, o ktre znowu ona wcale nie dba. Wtem potkna si i jak duga 
upada. Zaraz przecie zerwaa si z ziemi, wystraszonymi oczami patrzc, czy przez czas jej 
padania matka jej nie ucieka. Kirowa na ziemi przysiada i spenia zacza robot Penelopy, 
czyli zwizywanie u trzewikw tasiemek, ktre byy przyczyn upadku. 
 eby bo ty, Broniu, cho na moment gdziekolwiek przysiada. 
*  o  u b e k  ciepy kaftan noszony po domu. 
95 
Dziecko zamiao si na ca kuchni, a potem niespodzianie, z zadziwiajc logik swej 
czteroletniej, rozczochranej gwki odpowiedziao: 
 Kiedy ja, mamo, je chc! 
 Masz tobie  wstajc stkna Kirowa  godzin temu przecie obiad jada. 
Dziewczynka tym razem ramiona swe w grubych rkawach toubka szeroko rozoya i 
bardzo powanie usprawiedliwia si: 
 Kiedy ja je chc! 
Kirowa z szafy wyja bochen razowego chleba, odkroia ze kawa spory, miodem 
posmarowaa i maej podaa. Zbki jak pereki drobne i biae zatopiy si chciwie w czarnym i 
osodzonym chlebie macierzyskim, ale wacicielka ich, gono przeuwajc i rowe policzki 
miodem sobie osmarowujc, nie mniej wytrwale ni wprzdy przy toubku, tu przy matczynym 
toubku dreptaa, a tasiemki jej trzewikw znowu rozwizane i wijce si w rne esy cigny 
si za ni po ziemi. Jak tam przecie byo, to byo z crkami, ale co robi chopcy, mianowicie 
modszy Bole, ktrego w bawialnym pokoju co dzie na par godzin na klucz zamykaa, aby 
ju od ksiki odej nie mg. Starszy, Sta, pewno tam z chopskimi dziemi po ce czy 
drodze hasa i powrci z czoem penym guzw. Ale jemu wicej wolno, bo z promocj do 
czwartej klasy na wakacje przyjecha. Bole za dwa lata ju w drugiej klasie przesiedzia i 
jeszcze promocji nie dosta. Zlka si bya tego ogromnie. Na rok trzeci w tej samej klasie 
pozosta nie wolno. Pjdzie precz ze szkoy i co ona z nim potem zrobi? Pojechaa do miasta i 
wyprosia, wychodzia, wyjczaa dla niego pozwolenie zdania powtrnych egzaminw po 
wakacjach. Powinien si wic do nich przygotowywa, a nie chce. Swawolny i leniwy. W ojca 
si wrodzi. C robi jednak? Napdza dziecko trzeba, bo bez szk  zginie. Ile j ju ten 
chopiec bezsennych nocy kosztowa! Ciekawo, czy teraz zamknity w pokoju na klucz uczy 
si albo pustuje? Wysza do sieni, aby przez drzwi posucha, co si w bawialnym pokoju dzieje, 
ale w teje chwili da si sysze stuk, brzk i na dziedzicu ttent szybko biegncych ng. 
Kirowa, a za ni malutka Bronia i wiksza Rzia na ganek wybiegy. Okazao si, e wizie, 
dugim zamkniciem zniecierpliwiony, przez okno wyskoczy, wazon z kwitnc fuksj stuk i 
za bram ucieka. Rozlegy si woania matki i sistr, na ktre przecie by guchy, z 
rozrzuconymi wosami, w swej przeszorocznej podartej bluzce szkolnej co si uciekajc i w 
ucieczce tej ukazujc podarte podeszwy butw. Gdyby Kirowa na bunt ten zrezygnowaa si* 
pobaliwie, macierzyska powaga jej ucierpiaaby na tym wielce. Nie pierwszy to ju raz 
zreszt Olszynka bya wiadkiem podobnych skandalw. Dziewka od dziey zbiega dogonia, 
ktry z pogard eskort jej okciami odpychajc, nadsany, ale i zawstydzony, do domu wrci. 
Kirowa z rozpacz w oczach i gestach ze skrzyni stojcej w sieni i bdcej skadem przernych 
rupieci gruby sznur dostaa. 
 Chod!  z wielk powag do syna rzeka i za rk go wziwszy do bawialnego pokoju 
wprowadzia drzwi za sob zamykajc. Sycha byo, e mwia tam z gniewem i krzykiem, to 
znowu tonem upominania i przekonywania; wysza po chwili z twarz w ogniu, z drcymi 
troch rkami i ustami. Wida byo po niej, e to srogie mentorstwo, ktre zmuszon bya 
wzgldem dzieci swych okazywa, wiele j kosztowao. Drzwi na klucz ju nie zamykaa, a na 
wystraszone i pytajce spojrzenie Rzi odpowiedziaa: 
 Przywizaam go do kanapy i kazaam uczy si... Mocno przywizaam... 
Ale wnet uderzya w ni troska nowa. 
 eby tylko Sta nie zazibi si w taki zimny dzie latajc... Dzi z rana gardo go bolao. A 
nie widziaa, Rziu, w czym Marynia do ogrodu posza? 
 Marynia posza w toubku, ale Sta polecia w jednej pciennej bluzce i mwi Rzi, e 
gardo go coraz gorzej boli. 
 Masz tobie!  za gow schwycia si Kirowa. Poszabym go szuka, ale czasu nie mam... 
* Z  e z y g  o w a   i   a  o  (prow.)  pozostawi bez kary, potraktowa pobaliwie. 
96 
Istotnie, nie miaa ani chwili czasu, bo oto i teraz we drzwiach od kuchni zjawi si mody 
oficjalista, namiestnikiem* tytuowany, jedyny jej w gospodarstwie pomocnik, ktry oznajmi, e 
ci kupcy, ktrzy tu tydzie temu zajedali, przybyli znowu i ycz sobie zobaczy wen. 
Ucieszya si t wiadomoci bardzo. Miaa okoo dwiestu owiec, merynosw, z ktrych co roku 
sprzedawaa mniej wicej dziesi pudw weny. By to jedyny grosz, ktry wpywa do jej 
kieszeni w miesicach letnich nie liczc nabiau i warzyw, ktrych sprzeda w najbliszym 
miasteczku opdzaa potrzeby domowe. Przy zbliajcych si niwach, ktre znacznego wydatku 
na robotnika potrzebuj, kupcy na wen byli jej niezmiernie podanymi. Zapomniaa na chwil 
o chlebie, serach, praniu, przywizanym do kanapy Bolku i chorym na gardo Stasiu, z wielkim 
kluczem wysza z domu i skierowaa si ku spichrzowi, przy ktrego drzwiach oczekiwali na ni 
przybyli kupcy. 
Jednokonny ich wzek sta przy bramie; za bram i dziedzicem wida byo ogrd warzywny, 
na ktrego zagonach siedziao kilka kobiet wiejskich. W pobliu tych kobiet, na zagonie take, 
siedziaa modziutka dziewczyna w sukiennym toubku, na ktry spada gruby warkocz jasnych 
wosw. Siedziaa na zagonie i podnosia gow ku siedzcemu na pocie modemu czowiekowi 
w myliwskim ubraniu. Mody ten czowiek mia na plecach fuzj i z wielkim oywieniem o 
czym rozprawia. Pomidzy dwojgiem modych ludzi lea wielki, czarny wye i psowymi 
czapkami wiecio kilkoro drobnych chopskich dzieci. Kirowa patrzc na ten do daleki, ale 
wyranie widzialny punkt przestrzeni umiechna si. W rozmawiajcej i dziecicym 
drobiazgiem otoczonej parze poznaa najstarsz crk swoj i modego Witolda Korczyskiego. 
Nie miaa jednak czasu przypatrywa si im dugo; z cikoci wielkim kluczem spichrz 
otworzya i we wntrzu jego wraz z kupcami znikna. Zabawia tam dobry kwadrans, potem 
ukazaa si znowu na dziedzicu. Wiatr zad silniejszy jeszcze jak wprzdy i nisko gi szczyty 
topoli. Olchowy gaj szumia, za nim przebyskiway burzce si fale Niemna; ciemna i gruba 
chmura w otoczeniu mniejszych i lejszych suna samym rodkiem nieba; ostry i zimny deszcz 
pada zacz. Kirowa obejrzaa si na ogrd warzywny i zobaczya mod par wraz z gromadk 
dzieci i czarnym wyem szybko dc ku maemu budynkowi, ktry u koca ogrodw 
warzywnych do potu dziedzica przyparty suy na skad ogrodowych nasion. Kobiety pielce 
z zagonw nie wstajc podniosy gowy i patrzc na dziecinny drobiazg, ktry zapewne do nich 
nalea, a teraz pod dach by uprowadzonym, miay si gono i z uradowaniem. Kobieta 
pomidzy dwoma kupcami od spichrza ku domowi idca umiechna si znowu, ale wnet do 
towarzyszy swych zagadaa. W burzliwej fali wichru i deszczu, z mokrymi wosami, zzibe rce 
w rkawy toubka chowajc, sza jak zwykle prosto, zgrabna i z dala dziwnie modo i delikatnie 
wygldajca, ale mwia gosem podniesionym, z coraz wiksz energi i zacitoci; sycha j 
byo na caym dziedzicu i a w kuchni. Targowaa si z kupcami, ktrzy jej dawali po 
osiemnacie rubli za pud weny, a ona daa po dwadziecia. Coraz goniej i energiczniej 
dowodzia przymiotw swego towaru, zsyaa si na Korczyskiego i innych ssiadw, ktrzy za 
t cen wen sw sprzedawali, przysigaa na dzieci, e taniej nie odda. Tak dosza a do ganku, 
na ktrym jednak, gdy stana twarz ku dziedzicowi zwrcona, umilka, a potem wykrzykna: 
 A to co? 
Drog pomidzy gajem olchowym a warzywnymi ogrodami szybko jechaa i ju ku otwartej 
bramie dziedzica zawracaa zgrabna, byszczca od szkie i posrebrza, czterema piknymi 
komi cignita karetka. Konie byy w angielskich szorach*, na kole siedzia brodaty stangret i 
mody lokaj w zielonej, pozacanymi tamami szamerowanej kurcie. Poznaa karet i konie 
Ryca. Kupcy na widok przybywajcego grzecznie owiadczyli, e do odjazdu gocia na 
zakoczenie interesu czeka bd. Ale Kirowa nie syszaa tego, co mwili. Zmieszaa si tak, 
e przywide policzki i drobnymi zmarszczkami porysowane czoo okry a po brzegi jasnych 
*  a m i e    i k  zastpca ekonoma, gumienny. 
*  z o  y  rodzaj uprzy; szeroki skrzany pas zakadany na pier konia wraz z pomocniczymi rzemieniami. 
97 
wosw wiey jak u modej dziewczyny rumieniec. Wielki Boe! trzy hadyszki z mlekiem 
zsiadym na awce ganku, w sieni niecki z mokr bielizn i zapach mydlin, a ona sama w starym 
toubku i biaej mulinowej chustce na szyi! Do sieni wpada i z energicznymi gestami 
przywoywaa dziewk kuchenn, pgosem rozkazujc jej wnie do izby czeladnej niecki z 
bielizn. Dziewka bosa, w grubej koszuli i krtkiej spdnicy, z czerwonymi, po okcie 
obnaonymi i twarogiem poplamionymi rkami, wypada z kuchni, porwaa niecki i biega z 
nimi przez sie wanie w chwili, kiedy Ryc wysiadszy z karetki w progu domu stan. Za 
nim, na ganku, wida byo zielon, zotym galonem oszyt czapk i troch hard, a troch 
drwic twarz modego lokaja. Dziewczyna z nieckami jak wryta stana, szeroko oczy i usta 
otwierajc, i adne mrugania ani gesty gospodyni domu zruszy jej z miejsca nie mogy. Ale 
Ryc zdawa si wcale nie spostrzega kopotu, ktrego by przyczyn, i twarz ku wieszadom 
zwrcony, bardzo powoli, z pomoc lokaja paltot zdejmowa. Potem zwrci si ku gospodyni, 
ktra milczc ze zmieszania rk mu na powitanie podawaa. Zrazu mniema by mona, e z 
niejak przykroci przyjdzie temu wykwintnemu panu cisn t opalon, widoczne lady 
bliskich stosunkw z kuchni i praczkarni noszc rk kobiec. Przed chwil wanie od 
dotykania worw z wen przylgno do niej troch biaawego pyu, a przy zakrcaniu wielkiego 
klucza w zamku spichrza gwd jaki j zadrasn i pozostawi dug, czerwon kres. Jednak 
Ryc, nisko pochylony; zoy na tej rce pocaunek nie ceremonialny, ale dugi i przyjacielski. 
Bardzo adne i jeszcze rowe usta Kirowej zarysoway pord zwidej twarzy umiech 
serdeczny. Otworzya drzwi bawialnego pokoju. 
 Prosz wej, kuzynku, bardzo prosz; tak ciesz si, e ci widz... tak dawno u nas nie 
bye! 
Wida byo, e cieszya si istotnie, ale zaledwie przestpia prg pokoju, rumieniec znowu 
zala jej twarz i czoo. Na kanapce przed rozoon ksik siedzia nadsany, jak piwonia 
czerwony Bole z nog do nogi kanapy przywizan. Ten okropny chopiec wyskakujc przez 
okno rozla atrament i w kilku miejscach poplami nim pomalowan na czerwono podog; w 
dodatku tu przy jej toubku znalaza si znowu Bronia, ta czarna, rozczochrana Bronia, ze 
swymi utrapionymi tasiemkami od trzewikw, ktre cigny si po ziemi. Mniejsza ju o te 
tasiemki, ale chopca odwiza trzeba, choby dlatego, e siedzi na jedynym miejscu, na ktrym 
z gociem swym zasi ona moe! 
Pobiega ku kanapie, przysiada na ziemi i drcymi troch rkami rozwizywaa sznurek, 
ktry sama z przebiegoci wiziennego dozorcy w mnstwo wzw bya spltaa. Ryc i tego 
jej kopotu zdawa si wcale nie spostrzega. Nachyli si do Broni pytajc, czy zdrowa i 
dlaczego sobie czarnych oczu lepiej nie umya, a potem nawet wzi dziecko na rce i w oba 
miodem usmarowane policzki je ucaowawszy, z wolna znowu na ziemi postawi. Podniesienie 
tego maego ciaru sprawio mu zna zmczenie, bo rk powid po drgajcym czole i gboko 
odetchn. Binokle opady mu na piersi. Umiecha si do dziecka, ale wyraz oczu jego by 
smutny. Na koniec, uwolniony z wizw chopiec, czerwony i zawstydzony, w ksztacie ukonu 
szasn przed gociem nogami, z pokoju wypad i drzwi za sob ze stukiem zatrzasn. Ryc 
trzymajc ciemn rczk dziewczynki zwrci si do Kirowej: 
 Ta faworytka moja wyronie na niepospolicie pikn kobiet; zobaczysz to, kuzynko. Ju ja 
si na tym znam ! 
 Zawsze jeste askaw na maego rozczochraca tego, kuzynie  ze swym pontnym 
umiechem odpowiedziaa Kirowa, ale oczy jej miay cigle wyraz roztargniony i postawa bya 
wahajc si i zmieszan. W maej bawialni swej spostrzega nieporzdki, ktre j zawstydzay. 
Kwieciste perkalowe pokrycie skromnych sprztw swawolni jej synowie poplamili piaskiem i 
atramentem, py okrywa stojc pomidzy oknami mahoniow komod, i bya to ju wina Rzi, 
do ktrej codziennie sprztanie mieszkania naleao. Z popiechem zamykaa drzwi, przez ktre 
wida byo sypialny pokj z dwoma usanymi kami i toalet mahoniow, wielkim lustrem i 
98 
rzebami przyozdobion. ka byy czyste i nawet ozdobnie usane, a starowiecka wyprawna 
jej toaleta stanowia sprzt do osobliwy i kosztowny. Ale Kirowa pamitaa dobrze o tym, e 
sypialnia, nawet najozdobniejsza, nie powinna ukazywa si oczom goci. C, kiedy w tym 
domku byy po stronie mieszkalnej tylko cztery pokoje: bawialny, sypialny, dziecinny i maa 
jadalnia, w ktrej teraz sypiali chopcy i kilka kur siedziao na jajach. Nie sposb byo w takiej 
ciasnocie zachowa wszystkie przepisy przyzwoitego urzdzenia domu. Wanie w chwili kiedy 
drzwiami otwierajcymi si z jednej tylko strony widok sypialnego pokoju przed gociem 
zasaniaa, Ryc prawie pieszczotliwym ruchem rk jej zdj ze starej, elaznej klamki i 
zatrzymujc j w swych chudych, ale jak atas biaych i gadkich rkach, z umiechem zacz: 
 Widz, kuzynko, e przyjazdem swoim sprawiam ci zawsze kopot, i to mi martwi... Bd 
w tym wypadku, o! tylko w tym wypadku, lepszym od ciebie, bo zupenie otwartym, i poprosz, 
aby mi szczerzej uwaaa za krewnego swego, przed ktrym nie czuje si potrzeby ani 
ukrywa czegokolwiek, ani czegokolwiek si wstydzi... Dobrze, kuzyneczko? Prosz 
powiedzie, e tak nadal bdzie. Dobrze?... 
Rk jej cigle w doniach swych trzymajc mwi to z tak serdecznym poczeniem artu i 
czuoci, e Kirowa, uradowana i ujta, znowu po brzegi wosw zarumieniona, rce jego 
mocno ciskaa. 
 Dzikuj ci, Teosiu  zacza  bardzo dobry jeste... a1e ja, widzisz; mam dawne 
przyzwyczajenia moje, ktrych nigdy pozby si nie mog... 
 Nieche ci wic te przyzwyczajenia brud w stosunkach z innymi, ale nie ze mn  
ywiej ni zwykle zawoa Ryc.  Zreszt  doda  powinna wiedzie, e tyle ju widziaem 
i zaznaem wszelkiego rodzaju zbytkw, e mi najwiksze bogactwa zadziwi nie mog. 
Gdyby bya tak, jakimi zwykle bywaj kobiety bogate, mniej bym si czu do ciebie 
pocignitym... 
Zupenie ju omielona, z figlarnym byskiem oczu, ktry zdradza, e kiedy, w pierwszej 
moe modoci, zalotno zupenie obc jej nie bya, zauwaya: 
 Lubisz rozmaito, kuzynku, i temu to wida wzgldy twe zawdziczam! 
Siadajc obok niej na kanapie z umiechem odpowiedzia: 
 Jestem, moja droga kuzynko, wielkim nicdobrego, ktry choruje od objedzenia si 
marcepanami i z uszanowaniem spoglda na ch1eb razowy... 
 O!  miejc si zawoaa  bardzo trafne nazwanie dla siebie wymylie! Trzeba 
rzeczywicie by wielkim nicdobrego, aby tak licznie urzdzi si ze wszystkim... 
 Ot to  potwierdzi  ot tak obchod si ze mn zawsze! Jeste jedyn w wiecie osob, 
ktra mi w oczy gorzkie prawdy mwi. Z pocztku mi tym zdziwia, a potem zachwycia. 
Chciabym, aby mi wicej jeszcze ajaa. To co na ksztat uczucia owych dawnych 
pokutnikw, ktrym si zdawao, e za kadym uderzeniem dyscypliny jeden grzech spada im z 
plecw... 
 Gdyby wszystkie twoje grzechy z plecw ci zrzuci, trzeba by rki silniejszej ni moja  
zamiaa si jeszcze. 
miech jej przecie, z pocztku swobodny i troch rubaszny, topnia w alu, ktry napeni jej 
oczy. Wzia rk krewnego i patrzc mu w twarz zapytaa: 
 C? jake? czy nie chorowae bardzo w tych czasach? moe ju obejrzae swoje majtki? 
A z tym okropnym przyzwyczajeniem... wiesz! co sycha? Moe cho troch starasz si 
przezwycia?... 
Ryc umiecha si niedbale, ale zarazem i przyjanie 
 Tyle mi na raz pyta zadaa, moja droga spowiedniczko  rzek  e nie wiem, na co 
wpierw odpowiada. Nie chorowaem gorzej ni zwykle, poniewa jedyn chorob moj jest 
nieopisana apatia, mam si troch lepiej, bo znalazem co, co mi w ostatnich czasach troch 
podnieca zaczo. Majtkw swoich nie tylko jeszcze nie obejrzaem, ale mi sama myl o tych 
99 
ogldzinach w rozpacz wprawia. Wiesz dobrze dlaczego. Lenistwo nieprzezwycione, zupene 
do podobnych rzeczy i ludzi nieprzyzwyczajenie, na koniec i moe najbardziej wieczne i 
nieodparte pytanie: po co? 
 Na koniec i najbardziej  z ywoci przerwaa  to twoje dziwne, okropne, z paskudnego 
tego wiata, w ktrym ye, przywiezione przyzwyczajenie... 
Zamia si gono. 
Kirowa brwi zmarszczya, energicznie jednak cinit rk o do drugiej uderzajc 
zawoaa: 
 miej si, ile chcesz, a ja zawsze powiem, e to jest jaka niesychana i niewidziana 
okropno... Ju nasi chopi lepsi, co si po prostu wdk upijaj... 
 Niesychana i niewidziana rzecz dla ciebie, moja kuzynko, i dla was wszystkich w 
odludnych ktach yjcych, ale na szerokim wiecie rozpowszechnia si to bardzo, staje si 
prawie epidemicznym... 
Bystro zmczonymi oczami na niego popatrzaa: 
 Czy nie moge unikn tej epidemii? Skd j wzie? Nigdy mi jeszcze o tym nie mwi. 
 Bardzo prosto  odpowiedzia.  Pojedynkowaem si i byem raniony w taki sposb, e 
cierpiaem okropnie... Z pocztku zadawano mi znaczne dozy narkotyku tego dla zmniejszenia 
blw, a potem przywykem... Jedyne to ju dla mnie wyjcie, przez ktre uciekam od cikiej 
nudy, od upadku si i moe jeszcze od... od czego podobnego do rozpaczy! 
Przykry binoklami oczy, w ktrych przebiegy gorczkowe byski. Ona suchaa go ze 
zdziwieniem i ciszej jak wprzdy wymwia: 
 Pojedynkowae si! Jezus, Maria! I to wic prawda, e pojedynkowae si! Z kim? o co? 
Z ostrym, nerwowym miechem odrzuci plecy na tyln porcz kanapy. Po drgajcym czole i 
dokoa miejcych si ust przebiega mu byskawica cynizmu*, gdy odpowiedzia: 
 Z kim? mniejsza o to! O co? wiesz? o cierk! 
Kirowa obie donie do gowy podniosa. 
 A nieche diabli wezm ten wasz wielki wiat, na ktrym rosn takie szkaradztwa i takie 
trucizny! Wol ju ja by gupi parafiank, gsi, owc, a takiego wielkiego wiata nie zna! 
 I masz suszno  krtko rzek Ryc. 
Sowa te z prostot wymwione uagodziy j w mgnieniu oka. Z powag jednak mwi 
zacza: 
 Poniewa, kuzynie, zwierzye si przede mn ze wszystkim, uwaaabym si za pod, 
gdybym ci pobaaa i przytakiwaa... 
Urwaa i zmieszaa si troch, bo uczua nagle, e w mow jej wpltywa si zaczy 
wyraenia grube i ktre dla siebie za niewaciwe uwaaa. Tych wyrae i pewnych szorstkich 
dwikw gosu nabraa w cigej stycznoci ze sub, z parobkami, z robotnikami, a tak przy 
tym bya yw, e unikn ich nie moga wtedy nawet, kiedy tego chciaa najbardziej. 
 Jak wprzdy w swoim domu, tak teraz w swojej mowie co nieeleganckiego spostrzega, 
prawda? zapyta przybyy. 
Zarumienia si znowu troch, ale wnet od siebie myl odwracajc, z zamyleniem 
wymwia: 
 Dziwna rzecz! Jeste jednak i dobry, i rozumny... To tak zupenie wyglda, jakby w jednym 
czowieku byo dwch ludzi... 
Ryc w rk j pocaowa, 
 Powiedziaa jak filozof. Widzisz, to ta dwoisto jest kluczem do odgadywania wielu na 
wiecie zagadek... 
Splota rce na kolanach i koysaa gow w obie strony. 
*  y  i z m  w znaczeniu potocznym: lekcewaenie obowizujcych zasad moralnych i obyczajowych. 
100 
 Wiesz co, kuzynie?  zacza  zdaje mi si, e byby daleko szczliwszym, gdyby si 
takim bogatym nie urodzi. 
 Albo  przerwa  gdybym si by urodzi... bardzo gupim. 
 Jak to?  zapytaa. 
 Zgadnij!  zaartowa i z ciekawoci na ni patrza. 
Przez chwil mylaa. 
 C to tak trudnego do odgadnicia! Gdyby by gupcem, nie dbaby o nic i do koca 
hulaby sobie wesoo, a poniewa, cho pno, do rozumu przyszede, zrozumiae, co 
zmarnotrawi i straci! 
mia si. 
 Nie masz pojcia, kuzynko, jak lubi z tob rozmawia. Zupenie rozumne rzeczy 
wypowiadasz w taki sposb... 
Zamylili si oboje. Kobieta znowu roztargnion stawa si zacza. Do duga ju rozmowa 
o przedmiotach obcych codziennym jej zajciom zmczya j nieco. Przypomniaa te sobie 
swoje dzisiejsze roboty i interesy, mylaa: czy te chleb posadzono ju do pieca i czy kupcy na 
wen nie zniecierpliwili si czasem i nie odjechali? Wstaa z kanapy, a zupenie jednoczenie z 
ni podniosa si z ziemi siedzca dotd u jej kolan maa Bronia. 
 Ka zaraz poda herbat... 
Ryc z ywym poruszeniem upewni, e herbaty nigdy prawie nie pija. Popatrzaa na niego 
troch przenikliwie, a troch ze zmieszaniem. Po chwili jednak miao rzeka: 
 Mwisz nieprawd. Herbat lubisz i pijasz jej wiele... wiem o tym od ma. Ale raz ju 
sprbowae naszej i wiesz, e nie jest tak wyborn jak ta, do ktrej przywyke... 
Ryca prawdomwno jej widocznie bawia i ujmowaa. 
 Moja wina!  zawoa  zapaa mi na kamstwie. Wszelkiej rzeczy niesmacznej lkam si 
jak ognia... 
 Trzeba byo powiedzie tak od razu. Po co kama? I bez tego ju pewno nakamae w 
yciu jak ostatni faryzeusz. Przynios ci wic konfitur, bo o konfiturach moich nie bdziesz mg 
powiedzie, e s niesmaczne. Nauczyam si kiedy przyrzdza je od Marty Korczyskiej... 
Niewiele ich zwykle sma, ale lepszych pewno i w swoim Wiedniu nie jade! 
Prdko wysza z pokoju, a razem z ni, tu przy jej toubku, podreptaa Bronia w rce 
klaszczc i woajc: 
 Konfiturzki bd! konfiturzki! i ja, mamo, chc konfiturzek! 
Z caej, do osobliwej rozmowy dwojga krewnych dla tej maej, rozczochranej, czarnookiej 
istotki ten jeden wyraz posiada sens zrozumiay. 
W gruncie rzeczy oprcz szczerej chci uczstowania krewnego Kirowa paaa dz 
zajrzenia na drug stron domu. Musiao tam co w jej nieobecnoci zepsu si czy niezupenie 
uda, bo do bawialnego pokoju doszed po chwili podniesiony nieco gos, ktrym przemawiaa 
do sucych. Potem jeszcze zamienia ju w sieni kilka sw z kupcami i na koniec do 
bawialnego pokoju wesza niosc na tacy kilka penych konfitur spodkw. Tu obok niej, 
potykajc si co chwil o rozwizane tasiemki trzewikw przydreptaa Bronia. Za ni Rzia 
wniosa talerz piknych malin i miaki cukier w starowieckim, kunsztownie wyrobionym 
kubku. Takie kosztowne i pikne przedmioty, jak mahoniowa komoda pod cian, dwa olejne 
portrety na cianie, toaleta z wielkim lustrem i rzebami, srebrny, osobliwego ksztatu kubek, 
dziwnie odbijay na skromnym a do ubstwa tle tego domu, przypominajc zarazem, e 
gospodyni jego pochodzia ze starego i niegdy bogatego domu. 
Postawiwszy na stole maliny i cukier Rzia, powanie prostujc sw jak u matki zgrabn i ju 
wysmuk kibi z jasnymi, krtko ucitymi wosami, ktre przy kadym jej kroku w gr nieco 
podlatyway, wysza z pokoju. Matka szepna jej co o bielinie, kupcach i Stasiu. 
101 
Ryc prdko i z pewn gwatownoci w ruchu rki podnoszcej do ust yeczk, jedzc 
konfitury mwi zacz: 
 Wyborne, istotnie wyborne! Przepadam za sodyczami i paru godzin obej si bez nich nie 
mog! Wic nauczya si smay konfitury od panny Marty Korczyskiej... od tej oryginalnej 
starej panny... Bardzo to jest szanowna osoba, skoro takie umiejtnoci posiada... Ale,  propos, 
dawno widziaa pann Justyn? 
Kirowa, spodek, na ktry pooya troch konfitur, wkadajc w ciemn rczk Broni, ywo 
odpowiedziaa: 
 Zdaje si, e nikt jej tak niedawno, jak ty, kuzynku, widzie nie mg. Przyjechae tu 
przecie z Korczyna. 
 Skde wiesz?... 
 Syszaam, jak o tym w kuchni mwi twj lokaj, i przyznam ci si, e za jestem na ciebie 
za to cige podjedanie do Korczyna... 
 Naprzd nie cige, bo byem dotd zaledwie kilka razy, a potem, czeg za jeste? 
 Wiesz o tym dobrze  sarkna. 
 aj mi wic  odpowiedzia  pozwalam i nawet prosz. Ale c ja temu winien jestem, e 
panna Justyna bardzo mi si podoba? 
 Ot to!  zawoaa  dla ciebie i tobie podobnych jedna jest tylko wana rzecz na wiecie: 
podoba si albo si nie podoba. Zreszt nic. 
 Masz suszno  odrzek. 
 Ale na koniec  z coraz wiksz irytacj woaa  z czego ona, na nieszczcie swoje, tak 
bardzo ci si podobaa? Przystojna jest, to prawda, ale tysic pikniejszych widziae pewno na 
wiecie. Kokietk nie jest... 
 Ot to  potwierdzi Ryc. 
 Edukowali j wprawdzie krewni, ale znowu ta edukacja nie jest tak bardzo wietn... 
 Ot to  powtrzy. 
 Szczeglniej od tej swojej historii z Zygmuntem Korczyskim zrobia si bardzo powana, 
nie stroi si, nie zaleca do mczyzn, nie szczebiocze... 
 Ot to  raz jeszcze wymwi. 
 Wic c? Wy tam przecie na wiecie do wcale innych kobiet przywyklicie i dla wcale 
innych gowy tracicie! 
Przesta je konfitury, ktrych prdko zjad bardzo wiele, i o porcz kanapy plecy opierajc, 
z na wp artobliw, a na wp szczer powag mwi zacz: 
 Przede wszystkim masz wiedzie, e takie krysztaowe, jak ty, osoby, wcale si na takich 
rzeczach nie znaj. My tylko, wiesz? nicponie, wiemy dobrze, dlaczego do tej lub tej kobiety 
pocig czujemy... Rozumiesz? pocig, czyli instynkt, ktry daje nam wiedzie, e z t wanie 
kobiet wychyli moemy w penym tego sowa znaczeniu kielich rozkoszy... Ot i rumienisz 
si teraz jak pensjonarka... Ah! ah! c to za boska rzecz taki rumieniec na twarzy matki 
piciorga dzieci! 
Rumienia si istotnie, po swojemu, dziewiczo pomiennym i wieym rumiecem, ale 
przezwyciajc zawstydzenie, powanie rzeka: 
 Nic nie szkodzi. Mw wszystko. Chc wiedzie, co mylisz o Justynie... 
 Zatem  mwi dalej  na pierwszym miejscu stoi tu pocig czy, janiej dla ciebie wyraajc 
si, sympatia. Do panny Justyny uczuem od razu sympati... wyznaj nawet, e bardzo, bardzo 
yw... Masz suszno, e wiele, wiele pikniejszych kobiet znaem na wiecie i nawet... 
zdrowie i majtek na caopalenie przed nimi skadaem... Ale w tym kontracie czarnych wosw 
i szarych oczu, jaki si znajduje u panny Justyny, w jej kibici, ruchach etc., etc. jest co... co 
102 
takiego, sowem... ale passons* , ty tego nie zrozumiesz... ta dziewczyna ma temperament, 
upewniam ci, ma nawet wiele temperamentu... 
 Passons!  powtrzya Kirowa  c dalej? 
 Dalej jest to wanie, co przed chwil wyliczya. Kokietek, szczebiotek, histeryczek, 
prawdziwych i faszywych ksiniczek miaem dosy, zanadto; toujours des perdrix* nie byo 
nigdy dewiz moj. Dla zmiany, wida, zaczem przepada za zdrowiem ciaa i duszy, czego 
najlepszym dowodem jest ta admiracja i te rzetelne przywizanie, ktre dla ciebie, kuzynko, 
powziem. 
Par razy zdj swe binokle i znowu nimi oczy zasoni. Znowu te machinalnie zacz je 
konfitury. Nagle, przerywajc sobie jedzenie, zacz: 
 Dzi, na przykad, siedziaem obok niej przy obiedzie. Dopki dawaem jej to i owo do 
zrozumienia, okazywaa si chmurn i odporn, prawie nie odzywaa si, nie patrzaa na mnie. 
Zmieniem taktyk i zaczem z tonu obiektywnego... oywia si natychmiast i rozmawiaa 
bardzo przyjemnie. Opowiadaa mi o naturze otaczajcej Korczyn, o jakim parowie 
nadniemeskim i wcale piknym przywizanym do niego podaniu ludowym... w taki sposb, e 
byem... byem prawdziwie zajty. Bardzo, bardzo jest rozsdn i kiedy mwi o takich rzeczach, 
ktre j zajmuj, ma takie ogniki w oczach i co takiego w ukadzie ust... Tylko... Szturmem jej 
wzi nie mona... Dyplomacji cnota potrzebuje... i jest to jedyn jej przywar, a zarazem i 
najsilniejsz pont... 
Kirowa bya tak zamylon, e ostatnich sw krewnego zdawaa si nie sysze. Nagle 
podniosa gow i tonem takim, jakby znakomitego odkrycia dokonywaa, rzeka: 
 Kuzynie! jeeli Justyna tak bardzo ci si podoba, oe si z ni... 
Ryc rk z yeczk na st opuci, binokle zwykym sobie prdkim ruchem w d 
pocign, wpzdumionym a wpprzeraonym wzrokiem na krewn popatrzy i miechem 
wybuchn. 
 Wyborny pomys, kuzynko, wyborny, nieoceniony!  woa.  To bym dopiero 
niespodziank urzdzi wiatu i samemu sobie! A papa Orzelski? Czy ja bym t chisk figurk 
na kominku u siebie postawi? A francuszczyzna panny Justyny, entre nous *, do kulawa? 
Gdyby si oko w oko spotkaa z moj ksin cioci, chybaby biedna ciotka miertelnego ataku 
spazmw dostaa... 
miejc si jeszcze doda: 
 Pomys twj, kuzynko, wiadczy o doskonaej dobroci twego serca i zupenej zarazem 
nieznajomoci wiata... W takich amfibiach, jak panna Justyna, kocha si bardzo mona, ale 
eni si z nimi  impossible*... 
 Amfibie! zawoa Kirowa  kobiet do aby przyrwnywa!... 
 Naturalnie  przerwa Ryc.  Sama pomyl: urodzona i nie urodzona, wychowana i nie 
wychowana, biedna i nie biedna... sowem, nie wiedzie kto... 
Z byszczcymi od gniewu oczami Kirowa zapytaa: 
 Wic po c jedzisz do Korczyna? 
 Bo mnie ta niespodziewana dla mnie samego sympatia oywia troch, podnieca, i 
doprawdy, zjawia si ona bardzo w por, kiedym ju zwtpi o wszelkich urokach ycia... 
 Ale jaki koniec?  uparcie zapytywaa kobieta. 
 Moja kuzynko  odpowiedzia  za mao jestem filozofem, abym myla o kocu kadej 
rzeczy... Advienne ce que pourra*.... I chwila przyjemnoci do pogardzenia nie jest... 
* P a   o   (franc.)  mniejsza z tym. 
*  o u j o u   d e  p e  d  i x (franc.)  zawsze kuropatwy; wyraenie przysowiowe, oznaczajce nieustann 
pogo za wykwintem i rozkosz.
* E    e  o u  (franc.)  midzy nami (mwic). 
* I m p o   i b l e (franc.)  niemoliwe. 
103 
Kirowa z wielk powag i stanowczoci rzeka: 
 Nic z tego nie bdzie, mj drogi. Justyna nie da si zbaamuci Przesza ju ona przez 
smutne dowiadczenie, znam dobrze jej charakter i sposb mylenia... 
Sucha z zajciem; czoo i brwi mu drgay. 
 Znasz j dobrze? jeste pewn tego, co mwisz? 
 Najpewniejsz. 
Zamyli si, rk powid po czole, renice mu zaszy wyrazem dalekiego jakiego marzenia. 
Kirowej zdawao si, e westchn. 
 Ale ty, kuzynie, naprawd zajty jeste Justyn!  zawoaa. 
 O ile jeszcze mog by czymkolwiek albo kimkolwiek zajtym. Wyznam ci, e sam si 
dziwi... Ale niepodobne do przewidzenia s kaprysy serca czy tam wyobrani... 
 Wic oe si z ni!  nie dbajc jakby o wszystko, co przed chwil mwi, zacza znowu. 
Ale przerwao jej otworzenie si drzwi od sieni i gos Rzi, ktry zawoa: 
 Mamo, Sta wrci i ma okropn chrypk... 
Kirowa, jak spryn podjta, skoczya i z pokoju wybiega. Wraz z ni, naturalnie, podobna 
do myszki wysuna si Bronia. Ryc sam jeden pozostawszy, z czoem na obie donie 
opuszczonym, sysza z gbi domu tu dochodzce napomnienia przelknionej maki i odpowiedzi 
malca wypowiadane gosem tak od ochrypnicia cienkim, e podobnymi byy do 
najpiskliwszych tonw jakiego zepsutego flecika. Trzask ognia, stuk siekiery, pluskanie wody, 
gosy kuchennych dziewek dochodziy tu przez wsk sie z drugiej poowy domu. Na dworze 
pogoda stawaa si cichsz i janiejsz. Wiatr ustawa, chmury rozbiegay si szybko we 
wszystkie strony nieba; przez gste, wysokie bzy przedar si promie zachodzcego soca i 
pozoci kwitnce na oknie skromne fuksje i re miesiczne. Czy ten wysoki i chudy czowiek 
w wytwornym ubraniu, z ufryzowanymi wosami nad biaym czoem i wiszcymi u piersi 
binoklami w zotej oprawie wsuchiwa si w odgosy tego maego domu i odgadywa z nich to 
ycie, ktre w nim pyno wiecznie tym samym, pracowitym i skromnym potokiem? Czy 
nasuwao mu ono porwnania, uwagi, myli tak dotd nie znane, jak nie znanym dla by cay 
rozlegy rzd podobnych istnie? Wydawa si gboko zamylonym w chwili, gdy Kirowa do 
maej bawialni wracajc w zakopotaniu swym zapomniaa nawet o zamkniciu za sob drzwi 
sypialnego pokoju. Nie mylaa ju take wcale o przedmiocie przerwanej przed kilku minutami 
rozmowy. 
 Syn mi zachorowa  ze zmartwieniem rzeka  gardo ma sabe i w przeszym roku dosta 
by tak silnego zapalenia, e doktora wzywa musiaam. Lkam si, aby znowu nie byo to co 
zego, i kazaam Rzi, aby lipowy kwiat przygotowaa. 
Trwoga i zgryzota czyniy twarz jej daleko starsz, ni bya przed kwadransem. Ryc rk 
do niej wycign. 
 Biedna ty moja kuzyneczko  rzek  ile ty mie musisz pracy, trosk i zmartwie z tym 
maym majteczkiem, z dziemi... 
Do gbi ujta usiada obok niego na kanapie, policzek opara na doni i o wszystkim, co j 
obchodzio, mwi zacza. Rada moe bya, e znalaza w krewnym wspczujcego jej 
powiernika. Opowiadaa mu, jak przed laty dwunastu, we cztery lata po swoim wyjciu za m, 
spostrzegszy, e w Olszynce wszystko szo bez adnego adu i dozoru i e wcale bliska grozia 
im ruina, wzia si sama do gospodarstwa i interesw. Dla kobiety bya to rzecz niezwyka, ale 
nie wici garnki lepi. Uczya si u ssiadw i ssiadek, szczeglniej u Korczyskiego i Marty; 
z kadym rokiem przybywao jej energii i umiejtnoci, i jako to poszo i idzie, wcale dobrze 
nawet idzie, tylko z wychowaniem dzieci bieda. 
 Picioro  mwia  pomyl tylko, kuzynie, na tym kawaku ziemi, ktry okoo tysica rubli 
dochodu przynosi... Trzeba to wykarmi, ubra i czegokolwiek nauczy! 
* A d v i e nn e  e q u e p o u   a (franc.)  niech si dzieje, co chce. 
104 
O edukacji crek ju i nie marzya. Sama je nauczya, czego moga, a zreszt niech dobrymi 
gospodyniami bd! Ale synw ksztaci pragna i do szk ich oddaa marzc sobie, e jeden z 
nich gospodarzem na Olszynce zostanie, a drugi w wiat z zawodem jakim pjdzie. Ale szkoy 
drogo kosztuj. Czasem sobie wosy z gowy wydziera przemyliwajc, czym i jak za nich 
zapaci. Dotd znajdowaa rda i rodki, ale nie jest pewn, czy tak do koca bdzie. Lada 
niepowodzenie, lada klska w gospodarstwie, a jej najdrosze nadzieje przepadn! Tymczasem 
robi, co moe, i gdyby tylko Bolek wikszej ochoty do nauki nabra, a Sta tak czsto nie 
chorowa... Ot, jaka bieda! jeden zdrw, ale nie bardzo zdolny, drugi zdolny i chtny, ale sabego 
zdrowia. 
Wszystko to opowiadaa z policzkiem na doni opartym i gsto, gsto w tej chwili drobnymi 
zmarszczkami okrytym czoem. Koce jej adnych ust opuszczay si czasem w d, rzucajc na 
doln cz twarzy dwie gbokie bruzdy. 
 Ile ty lat masz, kuzynko?  zapyta wpatrujcy si w ni cigle Ryc. 
 Trzydzieci cztery  z niejakim zdziwieniem odpowiedziaa. 
 Czy wiesz o tym, e kobiety w twoim wieku i tak, jak ty, urodzone uywaj jeszcze ycia na 
swoj rk, byszcz w wiecie, owi w locie rowe godziny wesooci i szczcia?... 
Niedbale skina rk. 
 Mniejsza o to! Inne ja rzeczy mam na gowie... 
I dalej jeszcze opowiadaaby o swoich biedach i nadziejach, gdyby Ryc jej nie przerwa. 
Powoli, z przestankami, bo znuenie ogarnia go ju zaczynao, mwi jej zacz o zupenej 
swej niezdatnoci do osobistego zarzdzania Woowszczyzn, o tym, e niepodobna mu w tych 
stronach osiedla si stale, e pragnie i potrzebuje koniecznie kogo do zarzdzania majtkami 
tymi i chciaby, aby tym kim by m jej, Bolesaw Kiro. Ukad ten  mwi  byby 
korzystnym dla stron obu. Woowszczyzna pod zarzdem yczliwego krewnego zaczaby 
prosperowa i wiksze dawa dochody; krewny za otrzymywaby za sw prac wynagrodzenie, 
ktre by znakomicie podnioso dobrobyt jego rodziny: trzy tysice rocznej pensji, tantiema od 
zwikszajcych si dochodw i inne rne zyski, ktre teraz leni si przypomina sobie i 
wylicza... 
 Jeeli nic przeciwko ukadowi temu nie masz, droga kuzynko, pomw o nim ze swoim 
mem. Niech przygotuje kontrakt, umow czy tam co podobnego i przywiezie mi do 
podpisania. Za par miesicy bdzie mg przyj rzdy majtkw od teraniejszego rzdcy, 
ktry sta si zupenie ju niemoliwym. 
Kirowa suchaa z uwag, potem do dugo milczaa i mylaa. Wida byo, e perspektywa 
przedstawiona jej przez krewnego umiechaa si do niej prawie rajskim powabem. Odpocz 
nieco po kilkunastoletniej cikiej pracy, gospodarstwo w Olszynce ulepszy, synom i 
modszym crkom staranne wychowanie zapewni! Co za zote marzenie! Nic nad to na ziemi 
nie pragna. Ale po dugim namyle wyraz gbokiego smutku twarz jej pokry. Gow 
przeczco wstrzsna. 
 Dzikuj ci  zacza z cicha  dzikuj, dzikuj, ale to by nie moe... Ja... ja nigdy nie 
zgodz si na to... 
Widziaa, e patrza na ni ze zdziwieniem, wic ze spuszczonymi powiekami, tak prdko, 
jakby pilno jej byo pozby si tego przedmiotu rozmowy, ale zarazem z czstym wahaniem si 
gosu mwia: 
 Byoby to dla nas wielkim szczciem i rozumiem dobrze, e wanie dlatego propozycj t 
zrobie... ale widzisz... dla ciebie nie wynikoby z tego ukadu nic dobrego... Jest to ostatni ju 
twj fundusz... trzeba, aby kto zaj si nim na dobre, a Bole... mj m... gdzie tam! ani 
myle o tym nie mona! 
Nagle pochwycia jego rce i podniosa ku niemu wzrok peen trwogi i proby. 
105 
 Tylko  zawoaa  nie myl o nim nic zego... prosz ci, nie myl o nim nic zego! Ja 
wcale nie mwi, e jest on nieuczciwym czy co podobnego. Wcale nie! Nic przecie zego 
nikomu nie zrobi, spytaj si wszystkich, a kady ci powie, e nic zego nie zrobi i e to dobry 
czowiek, poczciwy... 
 Wic dlaczeg?  pyta Ryc. 
 Dlaczego? Mj drogi kuzynie, kady czowiek ma swoje wady, wiesz o tym dobrze. I on je 
ma... Nie s to nawet wady, tylko przyzwyczajenia... Pracowa nie lubi, bez towarzystwa i 
rozrywek y nie moe... Gdyby wiedzia wszystko: jak go wychowywali i jak pierwsz 
modo swoj przeby, sam by przyzna, e s to tylko przyzwyczajenia... Ojciec jego, majc 
ten tylko folwarczek, trzyma si wiecznie paskich klamek, od komina do komina jedzi i syna 
z sob wozi. W szkoach trzy klasy tylko skoczy i zaraz za skoczonego obywatela uchodzi 
zacz. Potem, kiedy oeni si ze mn i moim posakiem dugi opaci, ja sama staraam si 
wyrcza go we wszystkim i kopoty od niego usuwa... Tak ju przywyk... ale z tymi 
przyzwyczajeniami jakeby on mg tak wielkiej pracy podoa? Podjby si moe, ale wiem, 
e nic by dobrego z tego nie wyniko... Nie chc! Wol ju tak, jak jest! Prosz ci na wszystko, 
aby jemu o tym projekcie nigdy nie wspomina i sam o nim nie myla. Prosz... 
Ryc wpatrywa si w ni niby w ciekawe zjawisko. 
 Moja droga  zacz  ty kochasz tego czowieka? 
Spojrzaa na niego ze zdumieniem. 
 Jake?...  zacza.  Poszam za niego z mioci, nikt mi nie zmusza, owszem, rodzice 
sprzeciwiali si, familia odradzaa i paru innym dla niego odmwiam. Czy ty, kuzynie, 
wyobraasz sobie, e my, tak jak wy tam, na waszym wielkim wiecie, dwadziecia razy w yciu 
kocha i przestawa kocha moemy? 
 Dwiecie razy!  poprawi. 
Ale ona artobliwej poprawki tej nie syszc mwia dalej : 
 Nabiera si przecie przyjani i przywizania dla czowieka, z ktrym cho czas jaki 
przeyo si szczliwie. Zreszt, dzieci!... Mj kuzynie, jeeli oenisz si kiedy i zostaniesz 
ojcem, zrozumiesz, jaki to wze! 
 Z tym wszystkim nie chcesz, abym twemu mowi powierzy... 
 Nie!  ywo zawoaa  nie chc, stanowczo nie chc; bo on by nie podoa i wyniknaby z 
tego szkoda dla twoich majtkw... wiem o tym! 
Ryc wsta. Niejaka zdolno do sympatii i wspczucia istnie jeszcze musiaa w tym 
apatycznym i chorym czowieku, bo wyraz, z jakim patrzy na krewn sw, by bardzo 
podobnym do wyrazu uwielbienia. 
 C robi?  rzek  kiedy tego adn ju miar nie chcesz... ale musisz przynajmniej 
pozwoli... 
Obie jej rce w swoich trzymajc i w twarz jej patrzc z widoczn niemiaoci dokoczy: 
 Abym ponosi koszta wychowywania twoich synw, dopki... dopki oni nauk nie skocz 
albo ja reszty majtku nie strac. 
Przy ostatnich wyrazach prbowa umiechn si artobliwie, ale nerwowe drgania tak mu 
wstrzsay czoem, brwiami i ustami, e twarz jego przybraa wyraz bolesny, prawie tragiczny. 
 Prosz  dokoczy ciszej  prosz... 
Staa chwil ze spuszczonymi oczami, pomiennie zarumieniona i milczca. Moe ze swymi 
take przyzwyczajeniami w tej chwili walczya, dobrodziejstw od nikogo przyjmowa nie chcc. 
Dwie due zy wypyny spod jej spuszczonych powiek i na piknie zarysowanych, 
przywidych policzkach przecigny wilgotne bruzdy. Ale wnet potem podniosa na krewnego 
spojrzenie pene gbokiej wdzicznoci. 
 Dzikuj  rzeka z cicha  i przyjmuj... od ciebie! Zreszt, dla dzieci... wszystko... 
106 
Pocaowa obie jej rce, a gdy wyprostowa si, twarz jego wydawaa si daleko spokojniejsz 
ni wprzdy, cho pociemnia jako i bardzo zmczon. 
 Zrobia mi prawdziw ask... Na ciemnej przestrzeni, ktr cigle widz przed sob, bd 
mia cho jeden punkt janiejszy... O szczegach tyczcych si tych kochanych chopcw 
pomwimy innym razem. Teraz musz ju jecha... 
Spojrza na zegarek. 
 Ju przeszo sze godzin, jak z domu wyjechaem. 
 Boe mj!  westchna Kirowa  a wicej ni sze godzin trudno ci obej si bez... 
 Bez czego? Nazwije cho raz rzecz po imieniu! Po prostu, przez usta ci przej to nie 
moe, co? 
Prbowa znowu artowa, ale byo co rozpaczliwego w gecie, jakim do po czole 
przesun, i wymwi: 
 Trudno... nie podobna! 
Ona z blem na niego patrzaa. 
 Wiesz co?  rzeka  jedyny dla ciebie ratunek byby w oenieniu si z kobiet rozsdn, 
szlachetn i ktr by kocha... 
 Wracasz do swego... 
 I cigle powraca bd!  zwykym sobie ruchem cinit rk o do uderzajc zawoaa i 
z wesoym znowu spojrzeniem dodaa:  Ce que femme veut, Dieu le veut*. Francuszczyzna moja 
pewno tak samo kulawa, jak u Justyny, ale przysowie sprawdza si czsto, Zreszt, najlepiej po 
prostu mwi: gdzie diabe nie moe, tam bab pole... Zobaczysz, e ja ci namwi... 
Przy drzwiach jeszcze, ciskajc mu rce, mwia: 
 Jak tylko zapi swobodn godzin, sama do ciebie przyjad i znowu o tym pomwimy. I 
jeszcze co na myl mi przyszo. Jeeli chcesz dla Woowszczyzny prawdziwie dobrego rzdcy, 
zrb t propozycj Korczyskiemu. To, to ale. Doskonay gospodarz, jak w pracowity i pera 
uczciwoci, mwi ci, e pera... Sprbuj... 
Niedbale machn rk. Wida byo, e pieszy bardzo z odjazdem i e wszystko na wiecie 
obchodzi go przestawao, ale Kirowa zbiega z ganku i przy stopniu karety zgrabnym ruchem 
uczepiwszy si jego ramienia szepna, mu jeszcze na ucho: 
 Pomyl nad tym, co mwiam ci o Justynie. Kpij z cioci ksiny i ze wszystkich 
wiatowych gupstw! ajdactwo ci nie uszczliwio, sprbuj poczciwego ycia!... 
Jakkolwiek zobojtniay i znuony a do bezsilnoci, zamia si poow drgajcych ust. 
 Oto co znaczy prawdziwie rzeczy po imieniu nazywa! Dobrze, przyjed do 
Woowszczyzny, o wszystkim pomwimy. 
Zaledwie karetka wytoczya si za bram, Kirowa do domu wpada, w kuchni i izbie 
czeladnej kilka rozporzdze wydaa i do tego pokoju pobiega, w ktrym znajdowali si jej 
synowie. Tu trafia na gwarn scen. Swawolny Bole i niedomagajcy Sta zawzicie bawili si 
z najmodsz siostr, straszc j niby tupaniem ng i hukaniem nad samymi jej uszami; ale 
wicej ni kiedy rozczochrana i z toubka swojego rozebrana Bronia znaa si dobrze na 
podobnych artach i udajc tylko, e si lka, z zanoszcym si miechem w rne kty pokoju 
uciekaa. Naprawd przelky si tylko siedzce w kotuchach* kury, ktre przecie stanowisk 
swych nie opuszczajc, z postawami penymi powagi, wniebogosy gdakay. Uspokojona troch 
o syna, bo nie mg czu si bardzo chorym, skoro bawi si tak wesoo, Kirowa kupcw do 
bawialnego pokoju wprowadzia i po krtkiej jeszcze z nimi sprzeczce prdko, z niejakim 
rozmachem pira umow napisaa, zadatek pieniny wzia i chwil jeszcze bardzo grzecznie o 
urodzaju i cenach zboa porozmawiawszy, na ganek wysza. 
*  e q u e f e mm e ve ut, D i e u l e v e u  (franc.)  czego chce kobieta, tego chce i Bg. 
* K o  u  h (gwar.)  zagroda na ptaki domowe, kojec. 
107 
Na dworze zimny wiatr przez dzie cay szalejcy zupenie usta, powietrze byo chodne 
jeszcze, ale ciche i mniej ostre. Daleko, kdy na kracu zaniemeskich pastwisk, soce 
zachodzio pogodnie i jaskrawo, ulew wiate napeniajc przezroczysty gaj olchowy, zza 
ktrego rzadkich pni wida byo pstr trzod na przeciwlegym wybrzeu rzeki rozsypan. Z 
wilgotnej ki, ktra spywaa ku szarzejcej w pobliu wiosce, od wd stojcych, ktrych 
istnienie zdradzay jasno zielone ajery i ciemne kopaki ozy, dochodziy przecige i coraz 
blisze ryczenia krw. ciek, ktra rodkiem ki biega od dworu do wsi, sza gromadka 
kobiet, ktre od plecia warzywnych ogrodw powracay. By to wijcy si pord zielonej 
przestrzeni sznur jaskrawych chustek kobiecych, psowych czapek dziecinnych i szybko 
migoccych bosych stp. Sposb, w jaki ta cieka wydeptan bya, opowiada o czstych i 
licznych stosunkach zachodzcych pomidzy tym niewielkim dworem i tym niedugim 
szeregiem chat. Teraz take z gromadk powracajcych do wsi kobiet i dzieci rozmino si 
kilku chopw do dworu dcych. Kirowa na ganku stojc z daleka ich spostrzega. Wiedziaa, 
z czym przychodz, ale w tej chwili nie moga cierpliwie czeka nadejcia gospodarzy, ktrzy po 
trochu byli jej wsplnikami, bo obrabiali w Olszynce cz gruntw, najbardziej od dworu 
oddalon, po poowie dzielc si zbiorami z ich wacicielk. Po prostu, trudno jej byo w tej 
chwili sta na miejscu. Niespokojn czua si widocznie; ze zmarszczonym czoem i wytonym 
wzrokiem patrzaa w stron warzywnych ogrodw. Roboty dzienne byy ju tam ukoczone: 
dlaczeg wic crka jej nie wracaa? Dlaczego ten adny i taki ywy chopak tak czsto tu 
przebywa, ani na krok dziewczynki tej nie opuszczajc? I ojcu jego moe si nie podoba, e co 
dzie prawie dla Olszynki Korczyn opuszcza. I Marynia... taka modziutka i tak gbokie, 
niewymowne szczcie tryska z jej twarzy, gdy spostrzee czarnego Marsa, ktry w szerokich 
podskokach na dziedziniec wpada pana swego poprzedzajc. 
 Co ja z tym fantem poczn?  z widoczn trosk szepna do siebie kobieta.  
Wypowiedzie mu dom albo niegrzecznie przyjmowa go... nie podobna! bo i za c? poczciwy 
chopak i syn najpoczciwszego ssiada! Znaj si z sob od dziecistwa, wic moe to taka 
przyja... ale dlaczeg ju nie przychodz! 
Zbiega z ganku, prdko przesza dziedziniec i niedaleko maego spichrza za kilku bzowymi 
krzakami stana. Zobaczya crk sw siedzc na niskim progu maej budowy, do ktrej 
wntrza par godzin temu przed padajcym deszczem uprowadzaa chopskie dzieci. 
Z warkoczem lnianych wosw opadajcym na wski toubek szesnastoletnia dziewczyna 
rowy swj policzek na doni wspieraa i bkitne oczy wznosia w gr ku twarzy stojcego 
przed ni towarzysza. W myliwskim ubraniu swym, wysmuky i zgrabny, z luf fuzji zza 
ramienia mu sterczc, Witold Korczyski rozprawia o czym z oywieniem wielkim i 
czstymi, ywymi gestami. Nadawao mu to z daleka pozr niepospolitej ywoci i 
wybuchliwoci, jakkolwiek w zmczonej troch cerze jego twarzy zna byo dug ju i 
wyton prac ksikow. Zna byo w tym modziecu dzieci chwili penej udrcze serc i 
niepokoju umysw. Nie rozrs si on na ksztat dbu szeroko i potnie w ciszy i dostatkach 
rodzicielskiego domu, ale na awach szkolnych we wczesnych trudach pamici i myli wybuja 
jak moda topl, gitka i poddajca si ruchom otaczajcego j powietrza. Czoo mia dziewicze: 
biae i gadkie, oczy myliciela, a zarys ust zdradzajcy nadmiern wraliwo i czuo. W 
ruchach jego gowy bya zbyteczna nieco miao i duma; mona by czasem rzec, e tu, tu, za 
par dni lub godzin, wybierze si w podr naokoo wiata albo i na podbj caego wiata. 
Znajdujc si tu ju od paru godzin wiele zapewne z towarzyszk sw mwi musia, przynis 
dla niej ksik, ktra teraz leaa na jej kolanach; jednak ani ochoty do mwienia nie straci, ani 
ona przestaa go sucha z ciekawoci w oywionych rysach i wzniesionych ku niemu oczach. 
Zaniepokojone serce matki na widok tej modej pary uspokoi si mogo. On mia pozr 
nauczyciela, ona uczennicy; wygldali jeszcze na par dobrych przyjaci zgadzajcych si z 
sob we wszystkim i razem ukadajcych jakie plany. Dziewczynka czynia gow potakujce 
108 
ruchy oznaczajce zrozumienie albo wysoki stopie zapau, co zdawao si uszczliwia i do 
dalszego mwienia zachca modzieca. Z oddalenia, w jakim si znajdowaa, Kirowa syszaa 
tylko oderwane wyrazy: lud, kraj, gmina, inteligencja, inicjatywa, owiata, dobrobyt itd. Par 
razy tylko do uszu jej doszy cae okresy ywcem jakby z mdrej jakiej ksiki wyjte, a 
prawice co o pracach podstawowych i minimalnych*, o poprawieniu historycznych bdw itd. 
Umiechna si prawdziwie po macierzysku, troch artobliwie, a troch dumnie. 
 Dobrze  rzeka  kiedy tak, to dobrze! Niech sobie gwarz o takich piknych rzeczach! 
I miaa ju odej ku gankowi, ale jeszcze moda para wzrok jej do siebie przykua. Marynia 
zwolna podniosa si ze swego niskiego siedzenia i z powolnoci ruchw zdradzajc gbokie 
zamylenie wsuna rk sw pod rami towarzysza. Powoli przeszli ogrd warzywny i wzdu 
olchowego gaju kierowali si ku ciece do wsi wiodcej. Nieraz ju Kirowa widziaa ich 
idcych w tamt stron. Zdawao si, e machinalnie i bezwiednie prawie cigna ich tam 
wewntrzna jaka sia uczucia i myli. Teraz postacie ich i profile, blisko ku sobie przysunite, 
plastycznie odbijay od zielonego ta gaju, po ktrym przesuway si powoli. On wicej ni kiedy 
mia pozr apostoa idee swe wygaszajcego i myliciela z chmurnymi troch oczami pod 
dziecinnym czoem; ona sza z pochylon nieco gow, z opuszczonymi w d powiekami i tym 
zachwyconym umiechem na rowych ustach, ktry towarzyszy budzeniu si modej myli i 
woli. Za nimi szed powanie wielki, czarny wye, a przed nimi zachodzce soce kado na 
drog szerokie szlaki rowych, ruchomych wiate. 
* P  a  e p o d   a w o w e i m i  i m a l  e...  Witold, jako przedstawiciel modego pokolenia pozytywistw, 
zapoznaje Maryni z gwnymi zaoeniami nowego prdu, zalecajcego ograniczenie si do maego programu 
reform, zwanego inaczej programem pracy od podstaw i pracy organicznej. Sprowadza si on przede wszystkim do 
hase gospodarczego rozwoju kraju i podniesienia owiaty wrd ludu w ramach ustroju kapitalistycznego. 
109 
II 
Paru godzin do poudnia brakowao, gdy Justyna z olniewajcej ulewy sonecznego wiata 
wchodzia do przyciemnionej nieco sieni korczyskiego domu. W rkach wicej ni kiedy 
ogorzaych, trzymaa wielk wi polnych rolin, ktra w poczeniu z jasn barw jej sukni i 
ognistymi rumiecami policzkw czynia z niej upostaciowanie rozkwitego lata. Na wschody 
ganku wbiegaa ywo, ale potem stana i dugo popatrzaa kdy daleko za bram dworu, na 
pole. Zamylenie to przecie smutnym by nie musiao, bo znowu zwracajc si ku domowi 
prawie gono zanucia: 
Lec licie z drzew, co wyrosy wolne, 
Na mogile piewa jakie ptasz polne...* 
Ale zaledwie wesza do sieni, przerwaa nucenie i przypieszya kroku, bo w sali jadalnej 
sycha byo oywion rozmow i nawet jakby sprzeczk paru gosw. W gbi sali, plecami o 
bufetow szaf oparta, wielka i troch przygarbiona, staa Marta, a przed ni mody chopak i 
niedorosa panienka mwili jej o czym oboje razem, o co na ni nalegali, prosili. Chopak mia 
na sobie krtkie i do zaniedbane ranne ubranie, panienka za, wta i z taw cer, caa w 
mulinach, wstkach, lokach, przypominaa bladego, ale adnego motyla. Oboje bardzo prdko 
mwili: 
 Moja ciociu, czy ciocia dla nas tego nie zrobi? Kiedy my tak prosimy, tak lkamy si o 
zdrowie cioci... Doktor powiedzia, e cioci koniecznie leczy si trzeba... e w tym kaszlu jest 
co zego... Niech ciocia pozwoli, aby doktor tu przyszed... my go przyprowadzimy... Czy 
ciocia dla nas tego nie zrobi?... 
Cieniutkimi ramiony panienka usiowaa obj kocist kibi starej panny, a utrefion sw 
gwk wysoko podnosia, aby mc patrze w jej twarz, po ktrej przepyway fale uczu 
najsprzeczniejszych: gniewu i rozrzewnienia. Gniew przemg. 
 A dajcie mi wity pokj!  rozleg si po sali gos basowy i ochrypy  oto mi napadli! 
wieczna niedola! Doktor wasz gupi... co on tam takiego w moim kaszlu usysza? Niech Emilk 
i Tereni leczy, bo one chore, a ja zdrowa, zdrowiuteka, mury ama mog i adnych doktorw 
nie potrzebuj. Jeszcze czego! Wieczne gupstwo! Uf... 
Miaa zakaszla si, tak jak bywao zwykle, ilekro mwia ze wzburzeniem, ale wstrzymaa 
si i tylko krztusia si gono. Wtem spostrzega wchodzc Justyn i rzucia si ku niej jak ku 
zbawieniu. 
 Spacerujesz sobie, kochanko, spacerujesz, nie wiedzie gdzie przepadasz i nic nie wiesz, co 
si w domu dzieje. Wieczna bieda! Emilka zachorowaa na nerwy, na piersi, na serce, na 
wszystko... doktora sprowadzili... Benedykt tak zlk si i tak prdko wie go kaza, e konie, 
powiadam ci, cae w pianie przed gankiem stany. P godziny temu przyjecha i powiedzia, 
jak zawsze, e to nic strasznego... Wielkie rozdranienie nerww i troszk kataru, bronchitw, 
* L e   l i   i e z d  z e w  pocztek pieni Wincentego Pola (1807-1872) ze zbioru Pieni Janusza, 
zatytuowanej piew z mogiy. (W oryginale pocztek brzmi: Leci licie z drzewa.) Wedug niezupenie pewnych 
danych muz do sw tej pieni uoy Fryderyk Chopin. 
110 
jak zawsze, powietrze jej zaleci, ruch, rozrywki, dwie recepty zapisa... Ale ja tam do jej pokoju 
weszam z kaw i przeksk dla doktora i trzeba nieszczcia, zakaszlaam... troszk tylko, 
mwi ci, e troszk... A on popatrzy na mnie i powiada, e to zy kaszel, e mnie leczy si 
trzeba... Ja w nogi, a dzieci za mn! Lecz si, ciotko, i lecz si, pogadaj z doktorem i pogadaj! 
A eby on cho przez trzy dni ust nie otwiera, daj Boe! Chora... chora... wieczne gupstwo! Ju 
jeeli ja chora, to kt zdrowy? Powiadam ci, e w tej cianie pici dziur zrobi, jeeli 
zechc! 
Kiedy Marta prdko, z rozmachiwaniem ramion i trzsieniem gowy, nad ktr stercza 
wysoki grzebie, wszystko to mwia, Witold i Leonia prdko take i z oywionymi gestami 
cicho porozumieli si ze sob, z sali wybiegli. Justyna powolnym ruchem wzia rk Marty, 
cicho j pocaowaa i dugo w oczy jej patrzaa. 
 Ja to wszystko rozumiem, ciotko  wymwia z cicha. 
 Ju?... rozumiesz?  z troch zjadliwym miechem zadziwia si Marta, ale wnet 
spostrzegszy, e co niepotrzebnego powiedziaa, wybuchna:  C ty rozumiesz? tu 
najmniejszej rzeczy do rozumienia nie ma! Zdrowa jestem zupenie i wcale nie potrzebuj, aby 
mi jak indyczce gaki do garda rzucali... A ty zaraz w melancholi wpadasz... Rozumiem! Nic 
nie rozumiesz... Wieczne... 
Umilka, bo wzrok jej upad na snop rolin, ktre przyniosa Justyna i na stole pooya. 
 A to skd?  wskazujc bukiet bardzo do rnobarwnej mioty podobny zawoaa. 
 Niech ciotka zgadnie  umiechna si Justyna. 
Czy zgadywaa? Wskie jej wargi zacisny si i pord zmarszczek prawie znikny; grn 
poow swej cikiej postaci naprzd podaa, a rozpomienione przed chwil oczy jej przygasy i 
w wi rolin wpatrzyy si tak, jakby kto wpatrywa si w nagle przed nim powstae widmo 
czego, co niegdy byo yjcym, znanym, moe drogim. 
 Justyna! 
Na dnie stumionego jej gosu czu byo jakie wewntrzne warczenie. 
 Co, ciotko? 
 Gdzie ty bya? 
Moda panna spokojnie odpowiedziaa: 
 W Bohatyrowiczach. 
 A kt ci da... to...? 
Ciemnym, pomarszczonym palcem wskazywaa bukiet, jeszcze ode wzroku nie odrywajc. 
Tym razem Justyna gow nad wizi rolin pochylia. 
 Jan Bohatyrowicz  ciszej odpowiedziaa. 
Jakby j to nazwisko w pier uderzyo, Marta wyprostowaa si i ze szczeglnym 
poczeniem miechu i tego samego, co wprzdy, wewntrznego warczenia wybuchna: 
 Cha, cha, cha! No, to ju u nich familijne! Wiecznie bukiety wi, a co ktry zwie, to 
miota. Czysta miota! Widywaam ja kiedy takie bukiety czsto, a ten do tamtych podobny jak 
dwie krople wody! Ale pachnie, a si po caej sali rozeszo! Znaam ja kiedy i te zapachy... 
Uf... nie mog... 
I nie moga ju wstrzyma si, zakaszlaa; pomarszczone jej czoo nabiego krwistym 
rumiecem. Z tym rumiecem na czole i krztuszc si jeszcze wymwia znowu: 
 Justyna! 
 Co, ciotko? 
Staa teraz przed mod pann prosta i cika, podobna do supa umieszczonego na wielkich, 
w kwieciste pantofle obutych stopach, i wprost jej w twarz ostro patrzaa. Po chwili wskazujcy 
palec do wysokoci swej twarzy podniosa i poruszya nim w powietrzu prawie gronie. 
 C ty sobie mylisz, panienko?...  z cicha zacza.  Moe ty mylisz, e jednym ludziom 
Pan Bg daje serca, a drugim kamienie?... Pewno tak mylisz, ha? U ciebie serce, bo ty 
111 
panienka, a u niego kamie, bo to chop! ha? Pobaw si z kamuszkiem, pobaw si, co to 
szkodzi? z nudy, z melancholii! Na pociech po paskich karmelkach chopskie mioty, 
tymczasem, pki Pan Bg znowu jakiego panicza nie zele, ha? 
W sposb ten mwiaby moe wicej, ale do sali wbieg lekki, strojny, gono miejcy si 
podlotek i z radosnym byskaniem oczu przylgn cay do niej, jak blady motyl do ciemnego 
supa. 
 Ot i postawimy na swoim! ot ciocia bdzie musiaa z doktorem porozmawia! Ju go 
Widzio tu prowadzi ! 
W salonie sysze si day kroki dwu mczyzn, z pokoju pani Emilii ku sali jadalnej 
zmierzajce. Marta, jak wybuchajc min podrzucona, porwaa si z miejsca i kilku susami sal 
przesadziwszy wpada we drzwi do dalszych pokojw wiodce. Za ni biega Leonia, a potem i 
Witold, ktry doktora w salonie pozostawiwszy prbowa jeszcze ciotk dogoni i do zamiaru 
swego namwi. Ale Marta, pochylona, pitami sukni wysoko za sob podrzucajc, z gonym 
ttentem stp przebiega par pokojw, w ktrych par krzese na drodze jej stojcych 
przewrcia, a wpada na do dugi korytarz, u ktrego koca znajdowaa si spiarnia. 
Biegnc ju wydobya z kieszeni wielki klucz, ktry dopadszy drzwi spiarni drc z 
popiechu rk w zamku obraca zacza. Oddychaa przy tym gono i co po cichu mruczaa. 
Ale tu dopdzia j Leonia i, zdyszana take, za sukni j pochwycia. 
 Ciociu!  zabrzmia na cay korytarz cienki i prawie paczcy gos podlotka  ja cioci 
liczne pantofle wyszyj! ja cioci co dzie tak wycauj... tylko prosz... 
Marta odwrcia si i wt dziewczynk nad ziemi unisszy, namitnymi pocaunkami jej 
wosy, oczy i usta okrya. Zarazem do wntrza spiarni j wcigna, prawie wniosa, za sob i 
za ni drzwi z trzaskiem na klucz zamykajc. Dopad do nich teraz i Witold. 
 Ciotko!  zawoa  prosz i do doktora!... 
Pod cignitymi brwiami oczy gniewnie mu ju byska zaczynay. Ale we wntrzu spiarni 
sycha byo wiele naraz odgosw: miech, causy, brzkanie szklannych naczy. Widocznie w 
fortecy tej bawiono si wybornie. Z czoem do drzwi przycinitym Witold zawoa: 
 Czy ciocia nie zrobi tego, o co prosz? 
Za drzwiami gos gruby, ale w tej chwili mikki i pokorny, mwi zacz: 
 Kotku ty mj, robaczku, zoty, miy! nie trzeba, jak Boga kocham, mnie nic nie trzeba! 
Czy ja mog komu ambaras jaki robi i sob ludziom gowy kopota?... Nie gniewaj si na 
mnie, mj mileki! Moe chcesz co przeksi?... Serek mam doskonay i wiee powida. 
Chcesz? ha? Chod do nas! 
 Nieche ciocia otworzy! 
Po chwili wszyscy troje znajdowali si w spiarni. Ile chwil, odkd tylko pamici sign 
mogli, przepdzili oni w tym miejscu z t wielk, gderliw i czsto szydersk kobiet, ktra ich 
tu caowaa, na rku swym nosia, przysmakami najrozmaitszymi karmia, czasem tak pasa, e 
a potem chorowali, a ona dogldaa ich znowu, leczya, drc o nich tak, e a gorczkowe 
rumiece te policzki jej paliy, a do snu i dla rozrywki piewajc im grubym swym gosem te 
stare pieni, ktre z dala od dworu unosiy si nad polami. 
Wcale co innego dziao si w sypialni pani Emilii. Bkitny ten pokj bkitna lampa u sufitu 
zwisajca co nocy napeniaa wiatem do ksiycowego bardzo podobnym. Oprcz tej lampy do 
pna zwykle palia si tam jeszcze jedna, tu przy ku pani Emilii umieszczona i czytajcej 
Teresie przywiecajca. Codziennie do pna Teresa czytywaa gono powieci, pamitniki, 
podre w trzech jzykach pisane, bo ta mizerna, podstarzaa panna, z twarz przypominajc 
uwid r i chorobliwie erotycznym wyrazem ust i oczu, wcale dobrze znaa trzy obce jzyki. 
Tej nocy ksik, ktr czytay, bya podr po Egipcie. Tyle naczytay si razem o wszystkich 
krajach Europy, e od jakiego czasu powdroway ju dalej, do innych czci wiata. Egipt 
podoba si pani Emilii do tego stopnia, e obudzi w niej uczucie niewysowionej tsknoty. 
112 
Wszystko, co o nim czytaa, byo tak nowym, uderzajcym wyobrani, pontnym. Czemu nie 
urodzia si w Egipcie? Byaby tam najpewniej szczliwsz! Zarzucia nad gow szczupe 
ramiona, wzdychaa, oczy jej zdaway si rozszerza, powiksza. Przerwaa na chwil czytanie. 
 Jak mylisz, Tereniu? ja bym tam pewno moga wiele chodzi, rusza si, y, kocha? 
 O, tak!  odpowiedziaa Teresa  jake tam ludzie wrd takiej natury i takich widokw 
gorco kocha musz! 
I jej blade renice w daleki punkt utkwione napeniy si take marzeniem. Stan przed nimi 
wysmuky fellach* z oliwkow cer, ognistym wzrokiem i mwi takie rzeczy, ktre usysze 
ona pragna zawsze i ktrych nigdy nie syszaa. Na wiecie ju wit bkitny zamienia si w 
dzie biay, kiedy Teresa dugo i gorco ucaowawszy pani Emili odesza do ssiedniego 
pokoiku, w ktrym sypiaa. Ale zaledwie dugim czuwaniem zmczona pokna par 
codziennych piguek i uoya si do snu, zaledwie przed usypiajcym jej wzrokiem zjawi si i 
przemwi do niej w oliwkowy fellach, zbudzio j i z ka zerwao woanie pani Emilii. Byo 
ono tak aosne, e prawie bosa, w narzuconym naprdce szlafroku, wbiega do sypialni, ktr 
jeszcze ksiycowym blaskiem owiecaa bkitna lampa. W tym agodnym blasku pani Emilia 
wia si na pocieli w mczarniach silnego ataku nerww. Dusia si, miaa si i razem pakaa, 
obu domi przyciskaa serce, ktre bio tak, e o par krokw uderzenia jego sysze byo 
mona. Oprcz tego wszystkiego kaszlaa jeszcze i czua kucie w piersi. Moe to nie by tylko 
atak nerwowy, ale take skutki przezibienia i zgryzoty. Przed dwoma bowiem dniami Witold 
uprosi j, aby przesza si z nim po ogrodzie. Wahaa si dugo, ale usilnym probom syna 
oprze si nie mogc posza. W czasie przechadzki ualaa si przed nim na swoje smutne ycie i 
zapewniaa, e ju dugo chodzi i e rosa pada zaczyna. Przy tym syn nie okaza jej do 
wspczucia, na skargi jej odpowiada milczeniem, i to j zgryzo, bo raz jeszcze dowiodo, e 
nikt, nawet wasne dziecko, ani zrozumie, ani kocha jej nie umie. A potem znowu ten Egipt!... 
Sowem, dawno ju nie cierpiaa tak silnie jak teraz. Teresa utracia zrazu przytomno; od 
toalety do szafy biegajc rozbia flakon z perfum i flaszk z lekarstwem, ale co pewna, to e 
zupenie zapomniaa o sobie i ze wspczuciem gorcym, z gorliwoci nieopisan poia i 
karmia chor rnymi zaradczymi rodkami, grzaa dla niej wod, ocieraa j, pocieszaa. Z 
przyzwyczajenia ju tylko fruwaa drobnym i lekkim kroczkiem, ale zrobienie jakiejkolwiek 
toalety ani nawet obawa przed rannym chodem na myl jej nie przyszy, kiedy o wczesnej 
rannej godzinie biega budzi Mart i Benedykta. Oboje ju nie spali. Marta dogldaa 
froterowania posadzek dokonywanego przez kredensowego chopca, polewaa wazony u okien i 
jednoczenie przyrzdzaa herbat dla Benedykta, ktrego osiodany wierzchowiec sta ju pod 
gankiem. Bya to pora niw, ktrej cz znaczn waciciel Korczyna spdza zazwyczaj na 
koniu. Kiedy Teresa, w lunym i mocno przybrudzonym szlafroku, z troch wasnych wosw 
rozczochranych nad pomarszczonym czoem, wbiega do sali jadalnej, na torowej jej 
twarzy malowao si tyle przeraenia i alu, e Marta i Benedykt domylili si wszystkiego. I 
rzecz szczeglna! Pomimo e wypadki podobne do czsto powtarzay si w jego domu, 
pomimo e od lat kilku nic ju na pozr nie czyo go z on, Benedykt dowiedziawszy si, o co 
idzie, kilku skokami znalaz si na ganku, a gdy wydawa rozkazy tyczce si zaprzgania koni i 
przywiezienia lekarza z bliskiego miasteczka, wielkie rce jego troch dray. Wnet potem 
pobieg do pokojw ony i wkrtce z nich wybieg, obu domi gowy swej dotykajc. Do 
Marty, ktra pieszya na gr po zadane przez chor zika, w przechodzie zagada: 
 Nieszczcie z tymi babami! Biedna kobieta! mczy si okropnie! A ta znw druga klczy 
przy ku i fontann pacze! O nic u adnej dopyta si nie mona! 
Z ganku potnym swym gosem krzycza na sub o jak najprdsze zaprzganie koni i 
lecenie byskawic po lekarza i z lekarzem. 
* F e l l a  h - chop egipski; od arabskiego falah  ora. Nazwa stosowana do osiadej ludnoci Egiptu, Arabii, 
Palestyny. 
113 
Okoo poudnia jednak pani Emilia uspokoia si znacznie i bya ju tylko tak osabion, e 
aby usysze, co mwia, trzeba byo ucho do ust jej przykada. W biaych mulinach i haftach 
leaa na pocieli z zamknitymi oczami, z wyrazem tak cichego i agodnego cierpienia na 
twarzy, e w kadym na ni patrzcym istotn lito budzi musiaa. Tote Teresa, tu przy jej 
ku siedzca, wpatrywaa si w ni wzrokiem aosnym, a Leonia, ktra cichutko wsuna si 
tu po odjedzie doktora, smutnie z robtk w rku w kciku siedziaa. Wtem do cichego pokoju 
dolecia turkot zajedajcego przed dom powozu, drzwi uchyliy si i da si sysze szept 
Marty: 
 Pan Darzecki przyjecha z modszymi panienkami, Benedykt prosi, aby Leonia przysza 
panienki bawi... 
Marta mwia, jak tylko moga najciszej, jednak wiszczcy szept jej doszed do uszu chorej, 
ktra otworzya oczy, niespokojnie palcami poruszya i wymwia: 
 Darzeckie... Jak Leonia ubrana? 
 Chod do mamy!  popiesznie zaszeptaa Teresa. 
Panienka na palcach do ka matki przybiega; pani Emilia ogarna j wzrokiem, ktry, 
przed chwil omdlay i zagasy, teraz nabra troch bystroci i blasku. 
 Suknia dobra  zaszeptaa chora  ale kokarda zmita i buciki brzydkie. 
Oczami daa zna crce, aby pochylia si nad ni, i w czoo j pocaowaa. 
 Nie trzeba, aby moja crka bya gorzej ubrana od Darzeckich... ktre stroj si... 
W tej chwili na pochylonej ku niej gowie crki spostrzega co takiego, co j tak przerazio 
czy podniecio, e do prdkim ruchem podniosa si i na ku usiada. 
 Loki rozfryzowane!  jkna. 
A potem piesznie do Teresy mwia: 
 Moja Tereniu, niech Zofia co najprdzej przypnie Leoni wie kokard i woy jej na nogi 
warszawskie pantofelki... Ale z wosami? co tu robi z wosami? 
 Zwi je wstk!  zaproponowa podlotek. 
 C robi? zwi wstk!  odpowiedziaa matka.  Tylko  dodaa  eby wstka tego 
samego koloru bya co kokarda. 
Kiedy Leonia odbiega, z dala ju i gono panny sucej przywoujc, chora ruchem 
zmczenia i nadzwyczajnej saboci osuna si znowu na pociel i ledwie dosyszalnym gosem 
poprosia: 
 Moja Tereniu, pilnuj tylko, aby nikt tu nie przychodzi, nikt a nikt... Nie mog teraz znie 
najmniejszej fatygi... Poczytaj troch o Egipcie... tylko niegono czytaj... 
W bkitnej sypialni Teresa stumionym gosem czytaa francuskie podre po Egipcie, chora 
czytania tego suchaa w bezwadnej nieruchomoci, po salonie za przechadzao si dwch 
mczyzn, ktrych wysokie postacie rozmijay si wci z przechadzajcymi si take trzema 
niedorosymi panienkami. Darzeckie i crka Korczyskich trzymajc si pod rce chodziy 
wyprostowane i mierzonymi kroki, ale nad ich sztywnymi postaciami, rogi gorsetw 
zdradzajcymi, mae, utrefione gowy bardzo ruchliwie zwracay si ku sobie w bardzo 
oywionej pogadance. W rogu salonu z otwart ksik w rku siedzia Witold, ale nie czyta, 
tylko bystrym, uwanym i coraz chmurniejszym wzrokiem wpatrywa si w ojca i z kolei w 
siostr. Wida te byo, e przysuchiwa si pilnie rozmowom przez obie te osoby 
prowadzonym. Istotnie, zaciekawiajc bya zmiana, ktra zasza w ruchach, fizjonomii i 
sposobie mwienia Korczyskiego. Mogo si zdawa, e zmala troch i wyszczupla, tak nisko 
gow pochyla i porywcze swe i rozmachliwe zazwyczaj gesty powciga. Sposb, w jaki do 
szwagra swego przemawia, powcigliwym by take, jakby starannym, a wyraz oczu i ust 
zdradza wyran ch przymilenia si i przypodobania. Tylko moe wanie ten umizg i ta 
staranno o stanie si przyjemnym gociowi pogbiy grube fady jego czoa i policzkw, a 
dugie wsy opuciy a na klapy pciennego surduta, w ktrym przed chwil zamierza uda si 
114 
w pole. Doskonae przeciwiestwo z panem domu przedstawia go. Wysoki, cienki, tak 
sztywny, e mona by go wzi za chodzcy posg, wytwornie ubrany, chodzi on po salonie 
krokiem mierzonym, troch drobniejszym, niby z natury wypadao, z lekkim poskrzypywaniem 
byszczcego obuwia. Rce trzyma w kieszeniach, a blada, wska, delikatna i krtkim, 
siwiejcym zarostem otoczona twarz jego okryt bya wyrazem gboko uczuwanej 
wielostronnej wyszoci majtkowej, rodowej, cywilizacyjnej. Mow pynn i monotonn 
wyraa on Korczyskiemu gbokie swe ubolewanie nad tym, e niepokoi go musi 
upomnieniem si o dug swj, czyli o niewypacony mu dotd posag ony. Korczyski przy 
pierwszych zaraz sowach jego tej sprawy tyczcych si drgn, jak gdyby mu kto ostrze jakie 
za skr zapuci, nagle i dziwnie lekko do bocznego stolika poskoczy i z umiechem prawie 
zalotnym wzite stamtd cygaro szwagrowi poda. 
 Dzikuj, przed obiadem nie pal nigdy  rk z kieszeni nie wyjmujc i przechadzki swej 
nie przerywajc odmwi Darzecki. 
Benedykt z wyrazem proby popatrzy mu w oczy. 
 A moe?... wcale dobre... Przywiozem takich par pudeek z miasta na wypadek takich 
goci, jak kochany szwagier... tylko takich goci! 
 Dzikuj, nie  powtrzy go z ledwie spostrzegalnym i pierwszym, odkd tu przyby, 
poruszeniem gowy, a zaraz potem mwi dalej:  Waciwie, te kilkanacie tysicy rubli s 
bagatelk, o ktrej i mowy pomidzy nami by nie powinno... Pojmuj dobrze solidarno 
obywatelsk, bdc niejako fundamentem spoecznej budowy. Powinnimy podtrzymywa si 
wzajem, chociaby z ujm wasn... tak, cho-cia-by z uj-m. Czowiek cywilizowany nie moe 
dowiadczy wikszej przykroci, jak kiedy mu przychodzi pogwaci w najmniejszej rzeczy te 
wzy, te sympatie, te najlepsze chci, ktre uczuwa dla swoich bliskich, tak, dla swo-ich bliskich... 
 Procenty pac regularnie  niemiao i cicho przerwa Benedykt. 
Maa, siwiejca gowa, na sztywnym karku osadzona, uczynia drugie z rzdu, zaledwie 
dostrzegalne poruszenie, tym razem twierdzce. 
 Regularnie, tak, re-gu-lar-nie. Jeste, kochany szwagrze, czowiekiem honoru i serca i za 
prawdziwe szczcie uwaam sobie, e ci to przyzna mog... 
 Wic moe i nadal...  szepn Benedykt. 
Byszczce obuwie gocia goniej troch skrzypno i bya to jedyna oznaka, e czu si 
cokolwiek zakopotanym. 
 Niepodobna, kochany panie Benedykcie... Gdyby czowiek mg zawsze by panem 
okolicznoci; bezwarunkowo miabym sobie za punkt obywatelskiego honoru, tak, ho-no-ru, a 
take za mi powinno pokrewiesk i przyjacielsk, uczyni ci i nadal, jak dotd czyniem, 
folg, ustpstwo, uatwienie w twoich interesach... tak jak do-td czyniem... 
 Za co ci, kochany szwagrze, najpokorniej wdziczny jestem  przerwa znowu Benedykt, a 
gos jego by istotnie bardzo pokornym.  Dobro i wzgldno twoja  cign  omiela mi... 
Wtem jak jasne motyle pomidzy nagie ciernie w rozmow t wpady trzy panienki. 
Trzymajc si pod rce, drog dwom rozmawiajcym mom zabiegy i na paluszkach wstecz 
przed nimi idc, chrem srebrzystych gosikw zaczy: 
 Papciu, kuzynki mwi, e salon nasz jest bardzo pusty i wcale nieadnie wyglda... I ja 
jestem tego samego zdania... 
 Wujaszek mgby ju, doprawdy, nowe meble sprowadzi i lepsze dywany sprawi...  
jednogonie przywtrzyy dwie niedorose crki Darzeckiego. 
 U nas na pensji nawet salon daleko jest pikniejszy, a ja bym tak chciaa, aby nasz by cho 
taki, jak tamten... 
 Pomidzy oknami powinny by lustra i konsole*...  zadecydoway kuzynki. 
* K o   o l a - stolik pod lustrem, zwykle przytwierdzony do ciany. 
115 
 Papciu, mj papciu, prosz sprowadzi lustra i konsole, bo doprawdy, mnie a wstyd, e u 
nas takie nagie ciany...  aonie i prawie ze zami ojcu w oczy patrzc woaa Leonia. 
Benedykt z rodzajem osupienia na te trzy liczne istotki patrza, a krzykn prawie: 
 No, nie przeszkadzajcie nam rozmawia! Lalkami wam jeszcze bawi si, a nie salony 
urzdza... 
Panienki troch rozmieszone a troch zagniewane, fruny ku tej stronie salonu, w ktrej 
siedzia Witold. Pierwszy raz, z siedzenia swego nie powstajc, wmiesza si on do ich 
rozmowy. 
 Moe by ty, Leoniu, mozaikowej posadzki i freskw na suficie chciaa... 
Gniewnej ironii, z jak to wymwi, nie dosyszawszy, cmokna bledziutkimi wargami tak, 
jakby czego smacznego skosztowaa. 
 Czemuby nie!  zawoaa  to przeliczne... ja to widziaam... 
I prdko, z zachwyceniem takim, e a oczy jej byszczay, opowiadaa kuzynkom o 
wszystkich piknociach, ktre czasem w wielkim miecie widywaa. Ale kuzynki daleko od niej 
wicej o tym przedmiocie mwi mogy; byway przecie u ciotecznej babki swej, bardzo 
bogatej hrabiny, ktra to wanie skojarzya maestwo pomidzy ich najstarsz siostr a swym 
krewnym, niebogatym hrabi. O nim to w tej chwili, o tym przyszym ziciu swoim, mwi 
Darzecki Korczyskiemu. 
 Zrozumiesz to atwo, kochany szwagrze, e do takiej rodziny wchodzc crka moja musi 
posiada wypraw odpowiedni przyszemu otoczeniu i stanowisku, tak, sta-no-wis-ku. T 
sumk wanie, o ktr z przykroci, z rzeteln przykroci upominam si u ciebie, 
przeznaczamy z on na jej wypraw... 
 Tak wielk sum na wypraw!  nie mogc ju powcign si, tubalnym swym gosem 
wykrzykn Benedykt i rce szeroko rozpostarszy jak wryty stan. Ale zaraz musia naprzd 
postpi ze swym gociem, ktry ani na sekund swych drobnych i poskrzypujcych krokw nie 
zwalniajc umiechn si i odpowiedzia: 
 Nie ca, nie ca... ale poow pewno... C szwagier myli? Srebra, futra, koronki i inne 
tam rne kobiece fataaszki to s rzeczy kosztowne... bardzo kosztowne. Fortepian z Parya 
sprowadzi musimy. ona moja chce i ja si na to zgadzam, aby crka nasza miaa fortepian 
wasny, a kiedy ju kupowa, to co piknego, wykwintnego, doskonaego, tak, wy-kwint-ne-go 
i do-sko-na-e-go! Prawda? Szwagier sam pewno przyzna mi racj, najzupeniejsz racj. 
Czy Korczyski wszystkim koniecznym potrzebom przez szwagra wymienionym racj 
przyznawa  sam on tylko wiedzie mg o tym, ale co pewna, to e z pozoru wyglda na 
osupiaego i cakiem pognbionego czowieka. Milcza, myla, ze spuszczon gow dugi ws 
do poowy prawie w usta wpycha i zbami zawzicie przygryza, a na koniec z cicha wymwi: 
 Moe bycie wic w tym roku na poowie tej sumy poprzestali... Kilka tysicy mgbym 
jeszcze jakimkolwiek sposobem dosta, ale kilkanacie, od razu... 
Uderzy si w czoo tak silnie, e po caym salonie rozlego si jakby klanicie z bicza, a po 
wskich ustach Darzeckiego przebiego drgnienie niesmaku. Jednak tym samym zupenie co 
wprzdy gosem zacz znowu: 
 Niepodobna, kochany szwagrze, tak, nie-po-do-bna! Oprcz wyprawy crki mamy inne 
potrzeby i wydatki, a sam przyznasz, niezawodnie to przyznasz, e czasy teraz s cikie, bardzo 
cikie... 
 Niech diabli wezm takie czasy!  coraz trudniej w tonie delikatnoci utrzyma si mogc 
wykrzykn Benedykt, ale zaraz gos zniajc i nader uprzejmie doda:  Szwagierek 
przynajmniej na cikie czasy wyrzeka nie moesz... 
 Kto wie?  ze sfinksowym umiechem i melancholijnym spojrzeniem w dal zacz Darzecki 
 tak, kto wie... 
116 
Znowu w rozmowie dwu mczyzn ta sama, co wprzdy, zasza przeszkoda. Trzy panienki 
drog im zabiegy i na paluszkach przed nimi idc, z oczami ku Korczyskiemu wzniesionymi, 
chrem zaszczebiotay: 
 Papciu! Wujaszku! wpadymy na wyborny, doskonay pomys! 
 liczny pomys!  wzbi si nad inne gos Leoni.  Niech papcio sprowadzi cztery posgi, 
koniecznie cztery: dwa pomidzy oknami stan, a dwa po rogach salonu!... 
 Teraz modnie salony posgami ubiera... 
 U nas na pensji s posgi, wprawdzie gipsowe, ale to nic nie szkodzi... zawsze to bardzo 
zdobi salon... Mj papciu, mj zoty, prosz do naszego salonu sprowadzi cztery posgi, cho 
gipsowe... 
Z nowego osupienia budzc si Benedykt krzykn prawie: 
 Zwariowaa, Leoniu, czy co? Ruszaj mi zaraz z drogi i rozmawia nie przeszkadzaj! 
Znowu z tym samym poczeniem miechu i obrazy podlotki fruny w inn stron salonu i 
znowu Witold, ktrego oczy iskrzyy si pod cignitymi brwiami, do siostry przemwi: 
 No, poproe jeszcze ojca, eby ci jaki paac krlewski do Korczyna sprowadzi! 
Darzecki za za odbiegajcymi crkami patrzc z pobaliwym umiechem mwi: 
 Wesoa, swobodna, rowa modo, wiek szczliwy, marze peny!... 
A potem zaraz do ostatniego wyrazu przerwanej mowy swej powrci: 
 Kto wie? kto na pewno wiedzie moe, dla kogo los askawym jest lub surowym? Nie 
narzekam, nie narzekam; w porwnaniu z innymi w interesach stoj dobrze, tak, bardzo do 
brze. Jednak rwnowaga ich troch w ostatnich czasach zachwian zostaa... troch... 
W na wp spuszczonych oczach Korczyskiego przelecia przy tych sowach gocia 
zjawiajcy si w nich czasem bysk mdrej i nieco zoliwej filuternoci, lecz zgasi go 
natychmiast gruby cie troski. 
 W zeszym roku potrzebowalimy dom nasz powikszy i troch przyozdobi... onie mojej 
zechciao si maej oranerii, do ktrej by wychodzi byo mona prosto z jadalnej sali... crki 
moje pragny inaczej umeblowa swoje pokoiki... ja znowu popeniem szalestwo, tak, 
przyznaj to, sza-le-stwo  powiozem je wszystkie za granic... Podr szeciu osb 
kosztowaa wiele, ale sprawienie im tej przyjemnoci byo prawdziw potrzeb mego serca, 
ktrej odmwi sobie nie mogem. Sowem, od lat kilku, to jest od czasu, kiedy starsze crki 
moje dorosy, wydawaem troch za wiele, tak, za wie-le, i dlatego rwnowaga troch si 
zachwiaa... 
Wzburzeniu, ktre szerok pier jego podnosio, folgi troch dajc, z caych si przecie 
hamujc si, Korczyski zauway: 
 Ale, kochany szwagrze, zawsze byem zdania, e te powikszanie domu, te oranerie i te 
wojae byy dla was wcale niepotrzebne!... 
O jedn czwart tonu gos podnoszc i z widoczniejszym ni kiedy wyrazem wasnej 
wyszoci na twarzy Darzecki odpowiedzia: 
 To wzgldne, kochany panie Benedykcie, tak, bardzo wzgldne. Jestemy ludmi 
cywilizowanymi, a cywilizacja stwarza w nas potrzeby, gusty, przyzwyczajenia, denia, tak, de-
nia, ktre s naszym yciem, ktrych wyrzekajc si gwacimy niejako wasn natur, sam 
nasz dusz. Czowiek ucywilizowany rozkochany jest w piknie, w harmonii, w rzeczach 
wykwintnych, wzniosych; pragnie on take wrae, duchowego zasiku, umysowego wzrostu, 
ktrych bez wytwornego otoczenia, bez podry i tym podobnych zbytkw ycia posiada nie 
mona. Zreszt, mam crki i nikt mi tego za ze bra nie powinien, e pragn dla nich losu 
najwietniejszego, tak naj-wiet-niej-sze-go. Na koniec, znasz dobrze, kochany szwagrze, moje 
stosunki familijne. Jedna z ciotek moich wysokie zajmuje miejsce w koach arystokratycznych... 
stryjeczny brat mj, powikszywszy znacznie sw fortun, posiada dom po ksicemu prawie 
urzdzony. Z tych dwch rde pyn liczne moje znajomoci i kuzynostwa. Stosunki za do 
117 
wielu rzeczy obowizuj, niejako zmuszaj. Jest to moralna presja, ktrej poddajemy si chtnie, 
bo daje nam w zamian znaczn, bardzo zna-czn sum przyjemnoci zupenie wyszych. 
Eksplikuj* si przed tob, kochany szwagrze, poniewa z przykroci, z rzeteln przykroci 
przychodzi mi kopota ci o t sumk... Ale znam ci, kochany szwagrze, jako czowieka 
honoru, serca i rozumu, wic nie wtpi, e gdy nad pozycj moj zastanowi si zechcesz, 
przyznasz mi racj, najzupeniejsz racj! 
Z powierzchownoci sdzc nie wida byo, aby Korczyski przyznawa szwagrowi 
najzupeniejsz racj; nic jednak o tym nie powiedzia. W zamian, znionym i prawie pokornym 
gosem mwi zacz o tym, e dugu tego ani na chwil uwaa nie przesta za 
najsprawiedliwszy, e procenty regularnie opaca i nawet przed kilku laty na danie szwagra 
stop ich podnis, e za wielkie wywiadczone mu dobrodziejstwo uwaa, i tak dugo nie 
dano od niego wypacenia tej sumy. Potem, z kolei, eksplikowa si z przyczyn, ktre t 
wypat czyni dla niego niezmiernie trudn i prawie rujnujc, wylicza dochody swe i wydatki, 
ciary obarczajce Korczyn, starania swe o zachowanie i ulepszanie majtku. Mwi dugo, a 
poniewa nie chcia, aby dzieci syszay wszystko, co mwi, gos znia prawie do szeptu, co 
mow jego podobn czynio do odbywanej spowiedzi. Bya to spowied widocznie mczca, bo 
plecy garbiy mu si coraz wicej i wzrok coraz nieruchomiej tkwi w ziemi, a na sfadowane 
czoo wystpoway krople potu. Na koniec, Darzecki u jednej z kanap otoczonych fotelami 
zatrzyma swe drobne, poskrzypujce kroki i na jeden z fotelw opuci si w ten sposb, e 
mona go byo wzi za siadajcy posg. Benedykt usiad take i przestajc mwi sucha 
dugich i pynnych wywodw szwagra o rnych rdach kredytu istniejcych, a take takich, 
ktre by tylko istnie mogy; o kapitale, ktry ludzie nie do postpowi znieruchomiaj w nie 
wycinanych lasach; o zyskach, ktre on sam spodziewa si osign z powikszonej swej 
gorzelni i nowo przez si zaoonej olejarni; o czeniu przemysu z gospodarstwem rolnym; o 
rnych systemach gospodarskich we Francji, Niemczech, Belgii, Holandii. Skoczy na tym, e 
doradza szwagrowi albo sprzedanie zaniemeskiego lasu, albo poyczenie wiadomej sumy u 
jednego z kapitalistw miejskich, z ktrym on sam posiada niejakie stosunki i szwagra 
zaznajomi gotw, ktry wprawdzie zada procentu wyszego, daleko nawet wyszego nad ten, 
jaki Benedykt paci dotd siostrze, co jest smutn, ale nieuniknion koniecznoci budzc w 
nim samym al, rzetelny al, ale jeeli tylko kochany szwagier zastanowi si zechce, nie tylko 
tego nalegania i tych strat, ktre poniesie, za ze mu nie poczyta, ale pozycj jego i jej potrzeby 
wyrozumiawszy przyzna mu niezawadnie racj, naj-zu-pe-niej-sz ra-cj. Korczyski jednemu 
tylko z tych punktw racj przyznawa: winien by siostrze kilkanacie tysicy i odda je, skoro 
tego stanowczo dano, byo jego bardzo naturalnym i prostym obowizkiem. O sprzeday lasu 
myle bdzie i z kapitalist zaznajomi si. Prawdopodobnie drugiego rodka uyje raczej ni 
pierwszego, chocia jakim sposobem z tej lichwy wylezie, gdy raz w ni wlezie, sam nie wie i 
nie rozumie. Szwagier utrzymuje, e racjonalniej byoby las sprzeda; moe i jest w tym 
suszno, ale s znowu wzgldy, ktre... 
Umilk i zamyli si najmodszy z trzech niegdy braci Korczyskich, tak zamyli si, e 
przypuci byo mona, i na chwil o szwagrze i cikim kopocie swym cakiem zapomnia. Po 
chwili twarz sw do samej prawie twarzy Darzeckiego przysuwajc, jak tylko mg najciszej, 
szepn: 
 Szwagier moe pamita, e tam jest... to... tamto... mogia... 
 Jaka mogia?  zadziwi si Darzecki. 
 Andrzeja... i to... tamto... tego... tych, ktrzy z nim razem... 
Po chwili dokoczy: 
 Wszystko to przeszo i wiadoma rzecz, e nawet wspomina o tym nie trzeba. Ale wie 
szwagier, czasem, kiedy na to... tamto... spojrz i przypomn sobie, zdaje mi si, e to koci... 
* E k  p l i k o w a   i   tumaczysi, uniewinnia. 
118 
Teraz Darzecki milcza chwil, przypomnia sobie take, i oczy, ktrych blade renice 
zmciy si troch i zamigotay, wznis ku sufitowi. Potem z westchnieniem zacz: 
 Sentymentalno... tak, jest to, kochany szwagrze, sen-ty-men-tal-no, ktrej, na 
nieszczcie, kady z nas mniej albo wicej ulega, a ktra ju nam tyle zego narobia... 
 Pewno, pewno! Tyle zego!  gono przerwa Benedykt i z przekonaniem, prawie z 
zapaem dokoczy:  Szwagier ma pod tym wzgldem racj, najzupeniejsz racj! 
Umilkli, salon napeniay ju tylko cienkie i mieszajce si z sob gosy panienek, ktre na 
trzech krzesach w rzd ustawionych siedzc z ptaszcymi ruchami adnych gwek po 
ptaszcemu wiegotay: 
 Najmodniejsze teraz pantofelki z szarego ptna ze skrzanymi deseniami... 
 Nie cierpi pciennych... dla mnie najpikniejsze z wyzacanej skrki... tylko trzeba 
koniecznie, aby miay wskie nosy... 
 Ach, wskie nosy... koniecznie! koniecznie! U moich s za szerokie, prawda? 
I podnoszc nieco ma nk Leonia ze smutkiem na twarzy, ze zmarszczonym troch 
czoem ukazywaa kuzynkom pantofelek swj na aurow poczoszk woony. 
Darzecki powsta i odmawiajc niadania, na ktre zaprasza go Benedykt, wymawiajc si 
tym, e dzi jeszcze crki swoje zawie musi do jednej ze swych ciotek o trzy mile std 
mieszkajcej, brata ony egna i bratowej najgbsze swe ubolewanie nad jej chorob 
owiadczy poleca. W przedpokoju mwi zacz o Zygmuncie i nowym zajciu, ktre ten 
mody czowiek dla siebie znalaz, a ktre raz jeszcze wiadczyo o jego wyszych, 
niepospolitych zdolnociach. Zabra si on mianowicie do rozkopywania tak zwanych okopw 
szwedzkich znajdujcych si w bliskoci osowieckiego dworu i niezmiernie si do tej roboty 
zapali. Znalaz ju nawet jaki od rdzy podziurawiony paasz i kilka monetek ze szwedzkimi 
napisami. 
 Zadziwiajco zdolny... wielostronnie utalentowany mody czowiek... genialny, tak, 
powiedzie mona... ge-nial-ny! 
Te pochway synowcowi jego oddawane nie zdaway si bardzo Benedykta uszczliwia. 
Sucha ich z troch pospnym, a troch artobliwym wyrazem twarzy. 
 Szkoda tylko  zauway  e do gospodarstwa to ju, jak si zdaje, najmniejszego talentu 
nie posiada. 
 C szwagier chce?  z niezwykym oywieniem ukochanego siostrzeca ony broni 
Darzecki.  Cywilizacja ma swoje prawa. Jest to chopak ucywilizowany, tak, wysoko nawet 
ucy-wi-li-zo-wa-ny. Przy tym artysta! Czy podobna wymaga, aby go te rzeczy... te mae i 
niziutkie rzeczy interesoway?... 
 Kiedy bo  zarzuci znowu Benedykt  on podobno i nic nie maluje teraz... 
 A nie, a nie! Szkoda, tak, nieodaowana szko-da. Ale inaczej by nie moe... Artycie 
trzeba wrae, swobody, cigych widokw pikna... Gdzie on to wszystko tu znale moe? 
Przy tym pomidzy tymi oborami, stajniami, parobkami etc., etc. czuje si on przygnbionym, 
obnionym, unieszczliwionym... 
Rozmowa ta o synowcu, zamiast agodzi, wzmagaa jeszcze wzburzenie i rozdranienie 
Benedykta. 
 A, na miosierdzie boskie!  zawoa  czy to ziemia jest rajem, eby od niej wszystkiego 
dobrego razem wymaga byo mona! Czego ten gagatek wicej od losu swego da? Ma 
majtek, talent, matk, ktra za nim wiata nie widzi, mod i liczn on, tak w nim 
rozkochan, e a czasem ludzi mieszy... 
Na ganku ju stojc, w paszczu jakiego przedziwnego i zapewne bardzo wytwornego kroju, 
z lekka na ramiona zarzuconym, Darzecki pochyli si ku uchu szwagra tak, jakby to czyni 
posg, i szepn: 
119 
 Nie mw tylko nic o jego onie! adna i dobra kobiecina... koligatka* przy tym i nie 
biedna... ale zdaje si... e Zygmusia ju znudzia... C szwagier chce? Natura artystyczna! 
Nudzi go to, co posiada, pragnie tego, czego nie ma... 
Z tymi sowami i przy odgosach poegnalnych causw panienek do powozu wsiada. 
Korczyski zawoa z ganku na stajennego chopcu, aby mu konia siodano, i szerokimi 
krokami, ws na palec matajc, do salonu wrci. Musia jeszcze przed wyjechaniem w pole z 
synem si rozmwi. Innym razem moe by t rozmow na pniej odoy, polu i odbywajcym 
si rd niego robotom pierwszestwo dajc. Ale teraz wieo na spad trosk rozjtrzony 
musia wypowiedzie synowi uczute wzgldem niego niezadowolenie. 
 Witold!  od drzwi salonu zawoa  czemu to nie by askaw porozmawia troch z wujem 
i na ganek go przeprowadzi? 
Mody czowiek, ktry plecami do salonu zwrcony sta przed jednym z okien, powoli 
zwrci si ku ojcu, ale przez chwil nie odpowiada nic. W delikatnych i ruchliwych rysach jego 
malowa si niepokj. 
 Dlaczego obchodzisz si z wujem tak, jak gdyby to by twj koleka, z ktrym wolno ci 
rozmawia lub nie rozmawia, grzecznym by albo niegrzecznym? Dziesiciu sw do niego nie 
przemwie, gdy odjeda, ukonie mu si z daleka i nie wyszede nawet do przedpokoju, 
aby mu pomc do woenia paszcza? Czy dlatego tak postpujesz, e jest to czowiek, ktrego 
ja aski potrzebuj? ktry mi jednym swoim sowem moe teraz z najwikszego kopotu 
wybawi? Czemu nie odpowiadasz? 
Jeszcze nie odpowiada, ale nie przez niemiao; owszem, mnstwo wyrazw cisno mu si 
na usta, ktre kilka razy zadray, otworzyy si i zamkny znowu. Gbsze jakie uczucie nad 
niemiao wstrzymywao go od mwienia. Powieki mia spuszczone, ale gdy raz na ojca wzrok 
podnis, by on peen alu i drczcego wahania. 
 Czemu nie odpowiadasz? czy oniemiae? krzykn ju Benedykt. 
 Nie chciabym, ojcze, rozgniewa ci i zmartwi. 
Benedykt z irytacj wybuchn: 
 Facecja! ju to zrobie! Rozgniewae mi i zmartwie, a teraz przynajmniej powiedz: 
dlaczego tak postpujesz z wujem? 
Smutne dotd oczy Witolda bysny; zwyczajnym sobie ruchem rce w ty zaoy i 
podnoszc czoo prdko i do gono wymwi: 
 Dlatego, mj ojcze, e dla pana Darzeckiego nie mam szacunku, a nigdy nie zni si do 
nadskakiwania czowiekowi, ktrego nie szanuj. 
Zdumienie Benedykta granic nie miao; wpatrzy si w syna osupiaymi oczami i po chwili 
dopiero zdolnym by wymwi: 
 A to co? skd? dlaczego? 
Ale ani wiedzia, ani pomyla o tym, e natarczywymi pytaniami swymi otwiera ujcie 
potokowi wartkiemu i naciska grunt przepojony ogniem. 
 Dlatego  z kolei wybuchn Witold  e jest to pyszaek, sybaryta, egoista, nie dbajcy o 
nic oprcz wasnej pychy i wygody, nie widzcy dalej ni do koca swego nosa, ktry zadziera 
pod oboki dlatego, e ma wikszy od innych majtek, ciotk hrabin i stryjecznego brata 
wzbogaconego nie wiedzie w jaki sposb, zapewne potem i krzywd swych blinich. Nie tylko 
ludziom tego rodzaju sam nadskakiwa nie myl, ale bolao mi, oj! jak mi bolao, e ty, mj 
ojcze, nadskakiwae jemu i robie si przed nim takim maym, pokornym... 
Bole go to musiao istotnie, bo i teraz rk powid po czole, a wzrokiem ju znowu nie 
rozgniewanym, lecz rozalonym, twarz ojca mijajc, kdy daleko patrza. Ale u Benedykta 
zdziwienie przytumio wszystkie uczucia inne, nawet gniew. 
 Patrzcie, jaki mi sdzia!  z ironi wymwi.  Jeszcze ci nie pora... 
* K o l i g a  k a - osoba spokrewniona z zamonymi i wpywowymi rodzinami szlacheckimi. 
120 
 Pora, ojcze  popdliwie przerwa mody chopak  zawsze jest pora i widzie, i mwi 
prawd. Mody jestem, ale wanie dlatego czuj si w prawie sdzi tych, ktrych sposb 
mylenia, ycie, wszystko znajduje si w przeciwiestwie absolutnym ze wszystkimi ideaami 
modego, lepszego, mojego wiata! 
O rzeczach takich, jak ideay, lepsze wiaty itp., Benedykt od tak ju dawna nie myla, nie 
mwi i nie sysza, e i teraz ominy one organy jego suchu, adnego na nich nie czynic 
wraenia. Gboko w zamian dziwio go i oburzao to, co syn jego powiedzia o Darzeckim i o 
nim samym. Szwagra przywyk lubi i szanowa nie pytajc wcale, za co lubi go i szanuje; by 
wdzicznym mu istotnie za wieloletnie nieupominanie si o wypacenie dugu; na koniec, 
obejcie si Darzeckiego, jego wykwintno, koligacje, sam nawet sposb mwienia 
imponoway mu nieco bez wasnej o tym jego wiedzy. Wszystko to byo przyczyn, dla ktrej 
wobec sw syna czu przede wszystkim zdziwienie. By przecie i rozgniewanym. 
 Raczysz wic mie mi za ze  zacz  e byem uprzejmym dla czowieka, ktry 
uszczliwia moj siostr i mnie wywiadcza dotd wan przysug? 
 Nie uprzejmym, ojcze  z cicha poprawi Witold  ale nadskakujcym, pokornym! 
 Gupi  rzuci Benedykt, ktrego jednak pospne renice zmciy si przy sowach syna i 
na chwil utkwiy w ziemi  albo ty znasz ycie i jego koniecznoci? Zapewne, moe z 
Darzeckim obchodz si troch... troch inaczej ni z innymi, ale on prawie los nas wszystkich 
w rkach swoich trzyma... Zreszt szanuj go istotnie... 
 Za co?  bystro w same oczy ojca patrzc zapyta Witold. 
Byo to pytanie, ktrego Benedykt sam sobie nie zada by nigdy i ktre dlatego wanie 
sprawio mu wielk przykro. 
 Jak to za co? co za co? jakie za co? Choby za to, e jest dobrym mem i ojcem i interesy 
swoje dobrze prowadzi! 
 Czy jeste pewnym, ojcze, e cho to jedno dobrze czyni? A te oranerie, wojae, paryskie 
fortepiany, stosunki z tym kapitalist i za-chwia-nie rw-no-wa-gi... 
Ostatnie wyrazy mody chopak wymwi z tak wybornym naladowaniem ukadu ust i 
akcentu mowy Darzeckiego, e Benedykt odwrci si na chwil, by ukry miech mimo woli 
wybiegajcy mu na usta. Bardzo jednak powanie i z powracajcym gniewem odrzuci: 
 Gupi! co ty tam znasz si na tym! Dlaczeg przynajmniej kuzynek swoich bawi si nie 
starae? One chyba adnych jeszcze cikich grzechw nie popeniy, za ktre czuby si w 
prawie wysya je do pieka? 
 One same, mj ojcze, s cae jednym grzechem przeciw zdrowemu rozsdkowi i postpowi 
kobiet popenionym... z wybuchajcym na nowo zapaem zacz Witold.  To s, mj ojcze, 
konsumentki, ktre z pewnoci nic nigdy dla cywilizacji nie wyprodukuj. Co ten stary koek w 
pocie prawi o cywilizacji, faszem jest i potwarz na cywilizacj rzucan. Crki jego nie s 
ucywilizowane kobiety, ale wiatowe sroki, ktre w swoich ptasich gwkach dwch 
ucywilizowanych myli nie maj, cho czasem o literaturze i muzyce mwi... 
 Witold!  zawoa Benedykt  nie plu mi tak na krewnych! 
Ale chopak tego wykrzyku ojca moe nawet nie sysza. Po czole przepyway mu rumiece i 
zwilgotniay oczy. 
 Siostra moja na tej samej znajduje si drodze  coraz prdzej i zapalczywiej mwi.  
Dawno ju, mj ojcze, mwi z tob chciaem o niej; ale wahaem si... nie miaem... Teraz 
powiem. To mj obowizek i moje prawo. Jestem jej bratem i kochalimy si od dziecistwa. 
Kierujecie j na lalk, na tak sam wiatow srok... 
 Witold! 
 Tak, mj ojcze, na lalk i wiatow srok, ktra jeszcze od ziemi zaledwie odrosa, a ju jej 
w gowie pantofle i posgi! Pantofle i posgi! Oto uczucia i myli, na ktrych gruncie wzrasta 
przysza kobieta i obywatelka... 
121 
 Witold! 
 Tak, mj ojcze! Marnujecie mi siostr i to mi boli, bo nie jest ona ani z, ani gupi, ale 
takie niestosowne do ducha czasu wychowanie, takie przykady zrobi j najpewniej, jeeli nie 
zupenie z, to przynajmniej gupi srok, gsi, papug... 
 Witold! Milcz! 
Tym razem wykrzyk by tak namitny i gony, e mody czowiek umilk. 
 Milcz! milcz! milcz, banie!  coraz namitniej powtarza Korczyski i z oczu ciska 
byskawice. Dugo nic wicej przemwi nie mg, a na koniec zdawionym gosem rzuci: 
 Jeste zym i zarozumiaym chopcem, ktry nic nie szanuje i nikogo nie kocha. Nikogo nie 
kochasz i wszystkich krytykujesz, krewnych, siostry, nawet ojca... ojca, ktry jednak ciebie... w 
tobie... no! c robi?... Niech jeszcze i to... 
I prdko odwrciwszy si, szerokim krokiem wyszed z salonu. Witold pozosta jakby do 
miejsca przykuty, bardzo blady, z zagryzion warg i gorejcym wzrokiem. Dwa wybuchliwe 
temperamenty, dwie rozdranione dusze: ojca i syna, stary si z sob i scen t wykrzesay. Byli 
bardzo do siebie podobni, a podobiestwo to stao si jedn z przyczyn gwatownoci starcia, 
przygotowujcego si zreszt od kilku tygodni. Od kilku tygodni, od pierwszego prawie dnia 
przyjazdu Witolda do domu po dwuletniej w nim niebytnoci, syn spostrzega w ojcu i w 
ojcowskim domu mnstwo rzeczy, ktre dawniej wcale go nie raziy, a teraz kuy w oczy, w 
serce i w mzg; ojciec za uczuwa ze strony syna przymus, przemilczenia, chd... Teraz gorzka 
uraza, ktr w dumnego chopca uderzyy krzyki i obelywe sowa ojcowskie, mienia si na 
pobladej jego twarzy z wyrazem gryzcego alu. Widzia dobrze, e w oczach odwracajcego 
si od niego ojca zamigotay zy. Uraza jednak przemoga. 
 Milcze!  przez zacinite zby zawoa  dobrze! o, pewno, e bd milcza i na takie 
ublienia nie nara si ju nigdy. 
Ale w tej samej chwili, innym znowu uczuciem zdjty, rzuci si ku drzwiom i bez tchu 
prawie na ganek wypad. Zobaczy ojca na konia wsiadajcego i zbiegszy ze wschodw ganku, 
tu prawie przy koniu stan: 
 Mj ojcze! moe wemiesz zamiast czapki swj kapelusz z szerokimi brzegami, bo soce 
dzi bardzo dopieka... 
Nie podnoszc schylonej twarzy, z ktrej dugie wsy a na surdut mu spaday, i na syna nie 
patrzc, Benedykt krtko ofukn: 
 Id precz! 
I w teje chwili ku bramie dziedzica pocwaowa. Wybornym by jedcem; wysoki, silny, z 
grzbietem koskim jakby zronity, pomimo cikoci swej piknie na koniu wyglda. Niegdy, 
w dziecinnych i pacholcych swych latach, Witold zachwyca si widokiem siedzcego na koniu 
ojca. Uwielbia go on wtedy wicej jeszcze ni zwykle i pragn sta si do niego podobnym. 
Ale dzi dalekim by bardzo od poetyzowania tej postaci, ktra na domowym, lecz zgrabnym 
wierzchowcu z si i mimowiedn fantazj osadzona, miaa w sobie istotnie jak szlachetn, 
dzieln, z bkitnych mgie przeszoci wyaniajc si rycersko. Ofuknity znowu, zblad 
jeszcze wicej ni wprzdy, cofn si i do krwi prawie przygryzajc warg, wzrok utkwi w 
ziemi. Z gorzkiego i gniewnego zamylenia obudzi go gos tajemniczo i jakby trwonie 
woajcy: 
 Witold! Witold! 
Podnis wzrok i zobaczy wygldajc zza wga domu gow, na pierwsze wejrzenie do 
szczeglny pozr majc. Bya to gowa mczyzny dwadziecia dwa lub trzy lata mie 
mogcego, wielka, obrosa niezmiern gstwin rudawych i mocno rozczochranych wosw, z 
twarz wielk, o rysach ksztatnych, ale grubych, okrytych cer tak ogorza, e prawie jak krew 
czerwon, i u dou policzkw obrosych rwnie rudaw i rozczochran gstwin wosw. 
Pord tej grubej, czerwonej, obrosej twarzy jania szereg zbw biaych jak nieg a 
122 
ukazujcych si w umiechu troch gapiowatym, a troch jak u maego dziecka niewinnym i 
wesoym, i niewinnie, wesoo, przyjanie, bkitem i srebrem wiecia para wielkich, podunych 
oczu. Te to wanie poczenie dziecicej prawie niewinnoci i wesooci z gruboci rysw, 
czerwonoci cery i obfitoci jaskrawych wosw nadawao charakter szczeglny 
zaciekawiajcy tej gowie nalecej do potnie wzdu i wszerz rozrosego, cikiego, 
muskularnego, w krtk, szar siermig i wysokie, zrudziae buty ubranego ciaa. Z szerokich 
plecw tego wielkiego, niewinnie i gapiowato zbami i oczami miejcego si chopca sterczay 
dwie wysokie i suche linie w grube sznury zaopatrzonych wdzide*. 
 Julek! A co?  zawoa Witold, ktrego chmurna twarz rozpogodzia si w mgnieniu oka. 
Ale wielki chopiec nie odpowiada nic, tylko tajemniczymi gestami rki i gowy przyzywa 
go ku sobie. Witold paru skokami znalaz si przy nim, a wtedy i on grubym szeptem mwi 
zacz: 
 Jeeli Witold chce dzi na kieby jecha, to prosz teraz, bo pod wieczr moe deszcz 
spadnie... 
 Dobrze! Dobrze! ale czeg ty, Julek, tak szepczesz i chowasz si za cian?... 
Rudy chopiec wielk sw gow wtuli w ramiona i z gapiowatym miechem zaszepta 
znowu: 
 A jake! czy ja wiem? tak jak prawie sze lat we dworze nie byem... moe tu kto na mnie 
gniewa si bdzie... 
 A dlaczeg czapki na gowie nie masz? 
Z t sam mimik chopiec odpowiedzia: 
 Czy ja wiem? we dworze? Moe kto bdzie gniewa si na mnie? 
 W zaraz czapk i mw gono  zadyrygowa Witold i wida byo, e go znowu co w 
serce ukuo. Ale spojrza na wdy i zwracajc si ku dziedzicowi zawoa: 
 Mars! Mars! 
Wielki, czarny ponter wyskoczy z kuchni, w pobliu ktrej stali dwaj modzi ludzie. 
 Chodmy!  zawoa Witold. 
 Chodmy!  gono ju i ranym gestem star czapk na ogromn czupryn sw wkadajc. 
powtrzy chopiec w siermidze. 
Przez furtk do ogrodu wbiegszy od starych klonw, dug cian stojcych nad samym 
brzegiem wysokiej gry, szybko z niej zstpowa zaczli ku Niemnowi. Mars cwaowa przed 
nimi. 
 A gdzie Sargas?  zapyta Witold. 
 Che, che, che! dki pilnuje!  zamia si jego towarzysz. 
 W domu u was wszyscy zdrowi? 
 A zdrowi, chwaa Bogu! 
 Ju z pi dni w okolicy waszej nie byem... 
 A jake! ju my mwili, e Witold moe przestanie do nas chodzi, bo moe Witoldu ociec 
zabroni... 
 Mnie nikt zabroni nie moe przestawa z wami i by przyjacielem waszym  oburzy si 
Witold, ale tym razem wszelkie przykre uczucie krtko w nim trwa mogo. Dzie by taki 
pogodny, upalny, Niemen u stp wysokiej gry toczy si taki bkitny i zoty, a u brzegu staa 
dka maa, w ktrej wnet z towarzyszem swoim usidzie, aby na rodek rzeki wypyn i koniec 
wdy w bkitach utopiwszy patrze mniej moe na pywajce po ich powierzchni i obecno 
maej rybki dreniem swym zdradzajce pirko, jak na ten may, pikny, nad wszystko milszy 
mu kawaek wiata. Oddycha bdzie pen piersi wieoci powietrza i wody i gwarzy 
caym sercem z tym towarzyszem swym, z ktrym ile razy w dziecinnych swych i nieco nawet 
pniejszych latach zbiega razem z tej gry i, tak jak teraz, siada razem do dki, przy ktrej w 
* W  d z i d  a - tuwznaczeniu: kije od wdek. 
123 
tej chwili na ksztat poska z czarnego marmuru siedzia na stray wyprostowany i nieruchomy, 
czarny, kudaty, sporej wielkoci Sargas. Niezmcona, dziecinna wesoo okrywaa delikatne, 
inteligentne, troch ju zmczone rysy Witolda Korczyskiego i grub, czerwon, rudawymi 
wosy obros twarz Julka Bohatyrowicza. Gdy wiosami zgodnie uderzyli oni o wod, dka 
zakoysaa si na bkitnej i zotej toni, a dwa czarne psy, wye i kundel, kady naprzeciw 
swego pana siedzc, wesoymi take oczami cigay niskie loty nadwodnych muszek, 
strzelistych babek* i zotym miodem obarczonych pszcz... 
Salon korczyskiego domu rozbrzmiewa teraz muzyk skrzypiec i fortepianu. Pani Emilia po 
caogodzinnym przebywaniu wyobrani w Egipcie i zjedzeniu paru yek rosou uczua si 
znowu tak cierpic i smutn, e zapotrzebowaa jakiejkolwiek rozrywki, jakiejkolwiek moralnej 
podniety. Czerpaa je niekiedy w usposobieniach podobnych z muzyki Orzelskiego. 
Uszczliwiony wezwaniem przez Teres przyniesionym mu, stary z pomoc crki ubra si co 
najprdzej i wraz z ni na d zszedszy, z rozkosz wygrywa teraz jedn po drugiej dugie i 
zawie kompozycje. Justyna akompaniowaa mu wprawnie, dokadnie i jak od dawna ju 
bywao, obojtnie, prawie machinalnie. Trwao to dobr godzin. Orzelski, niezmordowany, 
zachwycony, rozmarzone oczy topi w rozcignitej za oknami gstej zieleni ogrodu, 
wysubtelnia si, piknia, unosi si czasem na palcach ng, jakby mia wnet oderwa si od 
ziemi. Justyna stawaa si przeciwnie coraz bledsz, rysy jej sztywniay, oczy gasy, kilka razy 
ziewna gono, czego jednak Orzelski, ekstaz porywany, nie spostrzeg. Niezmiernie trudnymi 
i mistrzowsko wykonanymi pasaami zakoczy czwart czy pit z rzdu odegran kompozycj 
i koniec smyczka do bogo umiechnitych ust przykadajc, z rozkosznym cmokniciem 
wymwi: 
 Caca nokturnek! prawda, Justysiu? cukierek! A teraz te... moe sobie rapsodie zagramy... 
dobrze? 
I ju skrzypce pod pulchn brod podoywszy, okrgym ruchem ramienia smyczkiem w 
powietrzu powid i na struny spuci go mia, a Justyna, cierpliwa, bierna, ze spuszczonymi 
powiekami, palce swe ku waciwemu miejscu klawiatury kierowaa, kiedy w progu przedpokoju 
zjawia si Marta. Nie zwaajc wcale, e czyni przerw w domowym koncercie, oznajmia ona, 
e z podaniem obiadu na powrt Benedykta oczekiwa bdzie, a tymczasem dla tych, ktrzy si 
czuj godni, niadanie poda kazaa. 
Usyszawszy wyraz niadanie Orzelski jakby si ze snu obudzi i chwil tylko jeszcze ze 
smyczkiem na struny opuszczonym osowiaymi oczami za odchodzc Mart popatrza. Potem 
ostronie, z pieczoowitoci troskliwej piastunki, skrzypce swe w podunym pudle skadajc, z 
innym nieco jak wprzdy, lecz rwnie bogim umiechem zamrucza: 
 niadanie! o! dobra rzecz niadanie! Z rana, przy kawie, tylko troszk sucharkw zjadem! 
eby to panna Marta tego syrka daa z kminkiem i szyneczki... bo bifsztyk u nas robi nie te... 
Z tymi sowami, wyprostowany, i okrgy odek naprzd podajc, umiechnity, 
szczliwy, do sali jadalnej wszed, a po chwili przy stole ju siedzia z serwet na piersi 
rozpostart i nad talerzem szynki, ktr z tak sam starannoci i uwag, z jak na skrzypcach 
wygrywa pasae i trele, oblewa i zaprawia oliw i musztard. 
Justyna przy fortepianie pozostaa. Rzecz szczeglna! Trudny i zawiy akompaniament do 
wielkich muzycznych sztuk wygrywajc, czynia to widocznie z musu tylko i koniecznoci, a 
mylami gdzie indziej przebywaa. Teraz za nie tylko fortepianu nie opucia, ale ze schylon 
nieco nad klawiatur twarz, z zajciem, szuka na niej zacza akordw, ktrymi widocznie 
zawtrzy chciaa nucie jakiej, we wntrzu jej zapewne piewajcej. Zamylon bya, oczy jej 
w klawiatur utkwione miay wyraz pytania, ktre moe powtarzao si w jej myli tak uparcie, 
jak uparcie wia si po niej owa daleka nuta, do ktrej szukaa wtru. Znalaza go wkrtce; spod 
palcw jej wyszo kilka przyciszonych akordw, przy ktrych z cicha te zanucia: 
* B a b k a -waka. 
124 
Lec licie z drzew, co wyrosy wolne, 
Na mogile piewa jakie ptasz polne... 
Rumiece powoli opyway znowu niadawe jej policzki, oczy bysny. 
Nagle z krzesa zerwa si chciaa, ale wnet znowu usiada. Zamylenie jej, marzenie, t nut 
dalekiej pieni, ktr dzi wraz ze snopem dzikich rolin z pola przyniosa, przerwa jej turkot 
k na dziedzicu. Po chwili usyszaa w przedpokoju gos Kiry, ktry, rzecz dziwna! nie 
zaartowa wcale z siedzcego naprzeciw otwartych drzwi Orzelskiego, ale owszem, przesa mu 
z dala bardzo uprzejme powitanie. Do salonu wszed z kapeluszem w rku, ze sztywnym jak 
puklerz i nienie biaym przodem koszuli, szeroko wyaniajcym si spord cienkiego i 
starannie sporzdzonego ubrania. Na widok Justyny nie posun si ku niej, jak to bywao 
najczciej, z artobliw galanteri, nie spojrza jej w oczy z drwic admiracj, ale przeciwnie, 
zbliy si z zupen powag w postawie i na twarzy i rk sw kocist, lecz bia i 
wypielgnowan, ruchem serdecznym po jej rk wycign. Podaa mu j bardzo chodno, ale 
on z gbokim prawie ukonem zoy na niej peen uszanowania pocaunek. Przy tym bez cienia 
umiechu przemwi: 
 Winszuj, z caego serca winszuj i prosz, aby pani bya pewn, e nikt nade mnie gorcej 
szczcia yczy pani i szczerszym jej przyjacielem by nie moe... 
Mwi to ze wzruszeniem, ktre mae, wiecce jego oczka wilgotnymi czyniy. Justyna 
lekcewaco ramionami wzruszya. Powag, uszanowanie, powinszowania i owiadczenia braa 
ona za now form drwin wesoego ssiada. 
 Zapewne mam wujence oznajmi przyjazd pana?  obojtnie zapytaa. 
 Jeeli aska, jeeli aska!  prawie pokornie poprosi Kiro. 
Pani Emilia suchaa bya muzyki Orzelskiego nieruchomo na pocieli wycignita, z 
zamknitymi powiekami, spod ktrych czasem na blade jej policzki spywaa za. Teresa, 
bezsennoci i krztaniem si okoo chorej znuona, siedzc na krzele, co chwil usypiaa i z 
gwatownymi ruchami gowy budzia si w trwodze, czy nie drzemaa za dugo; Leonia za w 
ktku pokoju. przy szczupym wietle dochodzcym tu zza opuszczonej sztory, zawzicie 
wyszywaa na kanwie pantofle dla Marty. Od czasu do czasu szeroko poziewaa albo z wyrazem 
znudzenia i niezadowolenia wydymaa bledziutkie wargi. Oznajmienie o przybyciu Kiry 
wywoao w tym dusznym i przyciemnionym pokoju ruch niespodziewany. Pani Emilia do 
ranie i z umiechem, ktry od razu zmczon twarz jej odwiey, usiada na ku i 
owiadczya, e czuje si znacznie lepiej, ubierze si i do buduaru swego wyjdzie. Teresa z 
radoci nad polepszeniem si jej zdrowia w rce j caowaa, chichotaa, od ka do toalety i na 
powrt biegaa przynoszc mnstwo przedmiotw do ubierania si potrzebnych. Przy tym i sama 
rzucaa w lustro spojrzenia to przelotne, to dusze. 
Kiro samotnie w salonie przesiedzia prawie godzin, ktr pani Emilia w asystencji Teresy i 
panny sucej spdzia przed zwierciadem swej toalety, otwierajc i zamykajc pudeka i 
flakony; a w pracy tej czasem tylko dla odpoczynku czynic krtkie pauzy. Kiedy na koniec 
wstaa od toalety i na spotkanie wchodzcego do buduaru ssiada postpia, chd jej powolnym 
by i troch jeszcze osabionym, ale z ubrania i twarzy prawie niepodobna byoby odgadn 
wieo przebytych cierpie. Jednak nie udawaa nic: ani choroby, ani polepszenia zdrowia. 
Zmiany te zachodziy w niej pomimo jej woli i wiedzy, moc wpyww i wrae dziaajcych na 
jej nerwy. Z Kir czy j stosunek bardzo osobliwy. By to jej przyjaciel, wielbiciel, 
powiernik. Mylaa zawsze o nim jako o jedynym czowieku, ktry j rozumia i czyni 
wszystko, co od niego zaleao, aby dopomc jej w dwiganiu smutnego ycia. W gbokich 
tajnikach swej myli bya te przekonan, e kocha si on w niej od dawna, stale, wiernie... Nie 
dziw wiec, e teraz przybycie jego obudzio w niej t sam si, jak przed kilku tygodniami 
125 
znalaza bya w sobie, aby przez cay dzie i cz nocy przyjmowa licznych goci i lekko 
zbiega ze wschodw, z ktrych zazwyczaj j znoszono. Miaa mu zawsze mnstwo rzeczy do 
powiedzenia o sobie, wiedziaa, e zawsze zabawi j, rozerwie, co miego jej szepnie, jakim 
wzruszeniem rozgrzeje. 
Istotnie te, na samym ju wstpie przyjemnie j rozczuli dugim i penym wspczucia 
ubolewaniem nad stanem jej zdrowia, a potem rozmieszy cigajc przez dwa pokoje Teres, 
ktr dzi koniecznie chcia pocaowa. Nastpnie, gdy wygodnie i mikko uoya si ju na 
swym psowym szezlongu, z udan powag oznajmi, e przywiz ciekaw, dla panny Teresy 
szczeglniej niezmiernie ciekaw nowin. Obie kobiety z upragnieniem wpatrzyy si w niego; 
on za z odpowiedni okolicznoci mimik opowiedzia, e przybywa z Woowszczyzny, ktrej 
dziedzic, Teofil Ryc, zakochany jest po uszy w pannie Teresie, e wychwala dzi jej figurk, 
oczy, skromno, dobro, e sowem, kto wie, czy pomimo wszystkich rnic majtkowych i 
innych na serio o niej nie pomyli. Dzi wanie ma do Korczyna przyjecha i Kiro popieszy z 
oznajmieniem paniom tej wizyty. Usta pani Emilii dray powstrzymywanym umiechem, ale 
Teresa rumienia si, to blada na przemian; wszystkie nerwy jej twarzy dre zaczy i oczy 
napeniy si zami. Ze miechem i razem z paczem rzucia si ku pani Emilii, przysiadszy na 
ziemi kolana jej ucaowaa i z pokoju drobniejszym jeszcze kroczkiem ni zwykle wybiega. 
Kiedy salon i przedpokj przebiegaa, mona by j byo wzi za istot nieprzytomn; jednak 
spotkanego lokajczyka zdyszanym gosem o Mart zapytaa, a dowiedziawszy si, e znajduje 
si ona w swoim pokoju, jak wicher wschody przebya i do tego pokoju wpada. 
 Moja pani, moja zota, moja najdrosza, prosz mi na dzi swoich liliowych kokard 
poyczy!  obejmujc Mart wyjczaa. 
 Pfuj! zgi, maro, przepadnij! To mi dopiero przestraszya! Kt to widzia z takim 
impetem wpada!  ofukna stara panna.  Na co ci te kokardy? owszem, poycz, ale na co ci 
dzi kokardy? 
 Trzeba, trzeba. Podobno mi w nich do twarzy... Pan Orzelski i pan Kiro mwili, e mnie w 
nich byo do twarzy... 
 C to? czy konkurent jaki przyjeda?  dostajc z szuflady dany przedmiot zapytaa 
Marta. 
 Moe i przyjeda!  z figlarnym mruganiem i krceniem gow odpowiedziaa Teresa. 
A gdy dwa jedwabne achmanki znajdoway si ju w jej rku, stana przed maym, na 
cianie wiszcym lusterkiem i pocza nimi sobie wosy i stanik przyozdabia. Oprcz tego 
ukadaa na gowie zrudziay warkocz i brzeg stanika odchylaa w ten sposb, aby zza niego 
ukazywaa si jak najwicej szyja, w samej rzeczy niepospolicie adna. Ta gowa w brzydkim, 
zrudziaym warkoczu i twarz, ktra ksztatem i barw przypominaa uwid r, osadzona na 
tej modej, biaej, delikatnej szyi, sprawiaa wraenie prawie bolesne. Marta, znajca dobrze 
usposobienie swej towarzyszki, a przy tym pogrona w liczeniu sztuk stoowej bielizny, ktr 
dzi do prania odda jej byo trzeba, najmniejszej uwagi nie zwracaa na przystrajajc si i 
mizdrzc przed lustrem kobiet. Ale i ona sama przystraja si i mizdrzy przestajc, splecione 
swe rce, mae i chude, na stolik opucia i zamylia si. Wyraz nieskoczonej, lecz cichej 
radoci i wdzicznoci twarz jej obla i przyozdobi. Wygldaa teraz na sodk, dobr, Bogu i 
ludziom wdziczn istot. Mona by mniema, e odmawiaa w myli gorc, dzikczynn 
modlitw. I jake mogo by inaczej? Wczoraj jeszcze marzya o oliwkowym fellachu, a dzi 
oznajmiono jej, e kocha j lub bardzo, bardzo bliskim ukochania jest Europejczyk, mody, 
wykwintny, interesujcy. O tym, e by take bogatym, nie mylaa wcale. Nie za bogactwem 
tsknia, lecz za mioci. Mioci jej byo trzeba, mioci! mioci! Rzucia si ku siedzcej na 
ziemi Marcie i przysiadszy przy niej rce jej, z ktrej brudne serwety wypady, caowa zacza. 
126 
 Moja droga, moja najmilsza!  szeptaa  jeeli Bg w dobroci swojej to sprawi, e ja kiedy 
szczliw bd, nigdy, nigdy o was i o domu waszym nie zapomn, nigdy wam wdziczn by 
nie przestan za to, e przytulilicie mnie sierot i ze sabym zdrowiem... 
 Czy ty, Tereniu, blekotu dzi najada si, czy co?  burkna Marta, ale wielk sw rk 
pieszczotliwie przesuna po tulcej si do jej piersi, rozpalonej, wyrazem szczcia oblanej, a 
jednak tak biednie, biednie wygldajcej twarzy. 
 No, no! do ju tego!  agodnie dokoczya  wiadomo, e jeste dobr dziewczyn, a 
tylko masz bzika... 
Trzydziestokilkoletnia dziewczyna porwaa si z ziemi i chichocc, skocznego walczyka 
nucc, figlarnie gow krcc, najdrobniejszym swym kroczkiem z pokoju wyfruna. 
W buduarze pani Emilii wnet po wyjciu stamtd Teresy dwoje ludzi rozmiao si gono i 
wesoo. 
 Uwierzya!  wrd miechu zawoa Kiro. 
 Uwierzya!  ze miechem take powtrzya pani Emilia. 
Bawia j atwowierno i naiwno towarzyszki, jednak zacza Kirle wyrzuca, e z niej 
artowa. 
 Ona jest dla mnie bardzo dobra... tak czule pielgnowaa mi dzi, gdy cierpiaam... Jedyna 
to istota, przez ktr kochan jestem... 
 Jedyna!  z wyrzutem zaszepta Kiro i rczka ualajcej si kobiety znalaza si w jego 
rku. Delikatne jej policzki opyn blady rumieniec, powieki spucia i cicho wymwia sw 
kilka o swoim biednym sercu i smutnym, smutnym yciu. Zwierzanie si z jednej strony, a 
wyraanie najgortszego wspczucia i uwielbienia z drugiej trwao kilka minut, po czym Kiro 
budzc si jakby z upojenia, w ktre go zblienie si do ssiadki wprawiao, z westchnieniem i 
omglonymi jeszcze oczami wypowiedzia, e jednak ma istotnie do oznajmienia jej ciekaw i 
wan nowin. Dla niej nowina wszelka bya prawdziwym dobrodziejstwem, wic niecierpliwie 
dowiadywa si o ni zacza. Wida byo take, i wie, ktr oznajmi mia, cakiem 
odbieraa Kirle usposobienie tak do artw, jak do zalotw. Zupenie powanie opowiedzia, e 
wszystko, co Teresie mwi o Rycu, stosuje si w rzeczywistoci do Justyny; e ten dziedzic 
starego nazwiska i wcale piknego jeszcze majtku bardzo ywo zajty jest pann Orzelsk; e z 
nasunitej myli oenienia si z ni mia si zrazu i artowa, ale teraz zaczyna si nad ni 
zastanawia i kto wie? czy nie wyniknie z tego naprawd ta dziwna niespodzianka, e prdzej 
lub pniej owiadczy si o jej rk. 
 W gbi duszy  mwi Kiro  jest to desperat lamentujcy nad ruinami swego zdrowia, 
majtku i ycia. Moe by wic, e jak deski ratunku schwyci si oenienia z osob, ktra mu si 
bardzo podoba. Sam przez si nie uczyniby tego zapewne nigdy, ale ona moja, ktrej jest 
wielkim admiratorem, nad skonieniem go ku krokowi temu pracuje, a wiadoma to ju rzecz, e 
 k e 1 a f a m we * . 
 Ce que la femme veut...  dopomoga pani Emilia. 
 Ot to! A jeszcze taka f a m jak moja Marynia; bo pani i wyobrazi sobie nie moesz, jaka 
to energiczna baba! Zawczoraj bya w Woowszczynie, dugo z nim rozmawiaa i przyjechaa 
do domu tak uszczliwiona, jakby skarb na drodze znalaza... Dowiedziaem si te od niej, e 
swoje swatostwo na dobr ju drog wprowadzia. 
Z postawy i sposobu wysowiania si Kiry wida byo, e rzecz t uwaa za bardzo wan 
dla Korczyskich, dla siebie, a przede wszystkim dla Justyny, ktrej imi wymawia teraz z 
uszanowaniem, moe mimowolnym, ale takim, e gow przy nim nieco pochyla. Pani Emilii 
taki mezalians zrazu w gowie pomieci si nie mg, a potem samo jego przypuszczenie 
zachwycio j i rozrzewnio do stopnia najwyszego. Dla Justyny byoby to szczciem wielkim, 
niespodziewanym, o ktrym nawet marzy ona nie moga, ale ta strona nowiny niewiele j 
* S k e l a f a m w e  por. obj. na . 195; tu w pisowni naladujcej niepoprawn wymow. 
127 
zajmowaa. Gwny interes jej zawiera si w wielkoci, wzniosoci i gorcoci uczucia, ktre 
Ryca do tak nadzwyczajnego kroku skania mogo. 
 O, Boe! c to za szczcie musi by dla kobiety obudzi tak mio, mio, ktra 
wszystkie przeszkody amie i depcze, ktrej si nic oprze nie moe, ktra... dla ktrej... przez 
ktr... Dlaczego kadej nie danym jest spotka na drodze swego ycia takiego serca, takiej 
namitnoci, takiego powicenia... 
Dugo na temat ten fantazjujc nie zauwaya niedorosej, lekkiej jak motyl panienki, ktra 
wszystkiego przez otwarte drzwi sypialni wysuchawszy kanw z wyszyt r na ziemi rzucia 
i na paluszkach do dalszych pokojw wybiega. Po chwili cienki gosik Leoni rozlega si na 
wschodach, na ktrych spotkaa schodzc na d Teres, i w pokoju panny Marty i Justyny, 
gdzie usyszan nowin z niezmiernie ywymi gestami i byszczcymi oczami opowiadaa. 
W kilka minut potem w tym samym pokoju Teresa leaa na jednym ze znajdujcych si tam 
ek, z wykrzywion na gowie kokard, spakana i tak do poduszek przytulona, jak chore 
dziecko tuli si do piersi matki lub piastunki. Skoczne walczyki i dzikczynne modlitwy 
dalekimi ju od niej byy. Od czasu do czasu cicho i jkliwie wymawiaa: 
 Co ja zego jej zrobiam, e pozwala ona tak artowa ze mnie! 
A potem z aosnym westchnieniem: 
 Ja j tak kocham, a ona dla mnie nie ma adnej sympatii!... 
Zacza znowu paka i rd ka mwia jeszcze: 
 I jaki to zreszt sens tak artowa ze mnie? Gdybym ju bya tak star i straszn... 
Dwadziecia dziewi lat mam, dlaczegbym wic uwierzy nie moga, e si komu 
podobaam! 
Po chwilowym uspokojeniu si jkna znowu: 
 Ja j tak kocham, tak kocham, a ona artuje ze mnie! O Boe, jak mi gowa boli! 
Wtem zerwaa si i na ku usiada. 
 O mj Boe!  krzykna  wszake to ja jej lekarstwa nie daam! Ktra godzina, Justynko? 
Pewno ju pora mina, a ona zagawdzia si i nie wzia. Ten pan Kiro taki przyjemny... jak 
zagawdzi si z nim, pewno o lekarstwie zapomni... Ktra godzina, Justynko? Trzeba biedaczce 
da tej mikstury, bo jeszcze znowu duszenie schwyci... A ja i zapomniaam, o Boe! 
Drcymi rkami, tsza ni kiedy i od paczu zaczerwieniona, warkocz i kokard na gowie 
poprawiaa i machinalnie ju osuwaa brzeg stanika, aby bia i ksztatn szyj lepiej odsoni. 
Potem za bolc gow chwytajc si, na zapomnienie si swoje wyrzekajc, nad chor, o ktrej 
zapomniaa, ualajc si, z pokoju wybiega. Marta podniosa si wtedy znad stosu bielizny, 
ktr ju przeliczya, i na siedzc u okna Justyn popatrzaa. 
 C?  ozwaa si  winszuj! Moe ci wietny los spotka. Ten Ryc, sowo honoru, musi 
by uczciwym czowiekiem, kiedy naprawd eni si myli z biedn dziewczyn. Ciesz si, 
ycz, winszuj... 
Z rozjanionego jej czoa i mniej ni zwykle ostrego spojrzenia wida byo, e cieszya si 
naprawd. Jednak ku drzwiom idc, znowu oburkliwie i z ironi rzucia: 
 Nie melancholizuj tylko i nie kapry, ale Panu Bogu dzikuj, bo jeeli ci ten Ryc 
wemie, nie bdziesz miaa nigdy szczcia zrobi si choler albo synogarlic. Cholera, 
uwaasz, to ja, a synogarlica to Teresa... 
Z tymi sowami z pokoju wysza. Justyna u otwartego okna siedzc naprawiaa swoj 
znoszon sukni. Od dawna robia to zawsze sama, starajc si jak najmniej usugi potrzebowa i 
kogokolwiek sob zajmowa. Ale teraz iga wypada z jej palcw. Lepiej od wszystkich 
wiedziaa ona, e w wieci przez Kir przywiezionej wiele byo prawdy. W czasie ostatnich 
odwiedzin Ryca zajmowanie si ni modego pana zaprawione byo tym uszanowaniem i t 
badawczoci, z jakimi mczyzna zblia si do kobiety, wzgldem ktrej tworzy powane 
zamiary. Moe wic by, e lada dzie zoty owoc z czarodziejskiej jaboni szczcia spynie jej 
128 
do rk. Mylc o tym nie wygldaa jednak na szczliw. Z poblad cer, zmarszczonym 
czoem i zesztywniaymi rysami wydawaa si znowu daleko starsz, ni bya. We wzroku jej 
tkwio uparte, naprone, bolesne pytanie. Zadawaa je sercu swemu, przeszoci swej czy 
przyszoci? Chwilami wida byo, e przez wasne myli czua si upokorzon: rumiece po 
czole jej przepyway i opuszczay si w d powieki. Moe wstydzia si wasnych waha i 
namysw. Wypadkiem oczy jej spotkay si z lec na stole niewielk ksik, ktrej 
kosztowna okadka poyskiwaa dwoma wyzoconymi literami: Z. K. Wczoraj ksik t wraz z 
maym, pachncym listem przywiz dla niej posaniec z Osowiec. Przysuna j ku sobie, 
wyja z niej pachnc, cieniutk kartk i chmurny wzrok powoli przesuwaa po okrywajcym j 
pimie: 
Przestaa lubi muzyk, Justyno, ale moe jeszcze kochasz poezj. Czy jeszcze cokolwiek lub 
kogokolwiek kochasz? C stao si z t, ktr niegdy nazywaem moj iskr i moim wiatem 
ksiyca? Jakie ty pikne, Justyno, miaa niegdy zapay i marzenia! Teraz spotykam istot 
zimn i trzew, z pospolitoci ycia pogodzon, z prawami wiata liczc si i zapytuj: co 
stao si z tamt? Prbuj wskrzesi ci, dawna Justyno moja! We do rki t ksik, id do 
grabowej altany, czytaj i wspominaj! Moe we wspomnieniach cho na chwil dla ciebie z 
martwych powstan, moe ci one skoni do przebaczenia, moe zapragniesz, aby znowu, jak 
dawniej, oczy nasze razem na tych kartach spoczyway... Czy pamitasz, Justyno, czy pamitasz? 
Pozwl mi kiedy dugo sam na sam z tob porozmawia. Wytumacz ci zagadk mego 
zamanego ycia, a wtedy zrozumiesz, e duszom naszym wolno zawsze do siebie nalee. O, nie 
lkaj si! Ja duszy tylko twojej pragn, ale o ni, jak o sw dawn wasno, nigdy upomina si 
nie przestan. Gdyby wiedziaa, jak gboko i bez ratunku jestem nieszczliwy! 
Zygmunt 
Czy pamitaa? Mocna, prawie trujca wo wspomnie bia jej do gowy z tej maej ksiki, 
ktr dawniej tyle razy trzymali oboje, jakby jej ciar wsplnych ich si wymaga, z gowami ku 
sobie pochylonymi, z oczami utkwionymi w te francuskie wiersze, tam, u koca ogrodu, w 
grabowej altanie. Czy pamitaa? Kady wiersz, kady niemal wyraz tej ksiki by dla niej niby 
zmartwychwstajcym sowikiem: Oczy jej zachodziy zami i pier podnosia si wysoko, gdy 
zobaczya dwa wiersze silnie niebieskim owkiem podkrelone: 
Je viens de mincliner, madame, devant vous, 
Mon orgueil tout entier est encore a genoux*. 
Dwie jej zy upady na dwa te wiersze. Wyobrania ujrzaa go klczcego przed ni i z dum 
u jej stp zoon pokornie jej tumaczcego zagadk swego ycia i ich rozczenia. Przerzucia 
kilka kartek i czytaa znowu: 
Aimer cest douter dun autre et de soi-meme, 
Cest se voir tour a tour ddaign et trahi*... 
Tym razem wiersze te uderzyy w ni czym innym ni wspomnienie. Oczy jej oschy, 
podniosa gow, mylaa. Nie, nie! kocha nie jest to wtpi o sobie i o drugich ani czu si 
gardzon, zdradzan... Nie jest to przede wszystkim plami si i krzywdzi! Kocha to ufa i w 
dwa serca na raz spoglda jak w czyste zwierciada, razem i drog dug i czyst, a u jej 
* J e v i e   d e mi   l i  e ... (franc.)  kaniam si kornie pani, przed tob caa moja duma jest jeszcze na 
kolanach. 
* A i m e  c e   d o u  e ... (franc.)  kocha to wtpi o kim drugim i o sobie samym, widzie si kolejno 
wzgardzonym i zdradzonym. 
129 
koca mc dwa swe imiona wypisa zotem przywizania niezomnego i zwycionych wsplnie 
postrachw ycia... 
 Jan i Cecylia! 
Dwa te imiona Justyna prawie gono wymwia, ksik Musseta* porywczym prawie 
ruchem zamkna i powstaa. Wszystko na wiecie mwi umie. Wymow sw posiadaj take 
zapachy. Wielka wi polnych rolin, ktra w prostym naczyniu z polewanej gliny staa na stole, 
zapachem swym napeniaa pokj. Justyna rozgarnia zacza spltane ze sob odygi i kwiaty. Z 
rana Benedykt Korczyski, chorob ony przelkniony i stroskany, wysa j w pole z 
zapytaniem do rzdcy o ilo zebranych na dzisiaj ecw. Wrci moga w kwadrans, wrcia 
po paru godzinach. Spdzia je na zielonych miedzach roliny te zrywajc. Zawsze je lubia, ale 
nie znaa nazw ich ani dziejw.Teraz kad z nich nazwa moga po imieniu, powiedzie, kiedy 
rozkwita i w jakich dniach pnego lata lub jesieni znika z ziemi, ktr stroia. Czy podobna, aby 
ten suszny, zgrabny chopak z bkitnymi jak turkusy oczami, ktry, gdy nadchodzia, wiza w 
snopy zte zboe, mg czegokolwiek j nauczy? Jednak nauczy. Dugo razem chodzc po 
miedzach i ukadajc ten bukiet, bardzo do rnobarwnej mioty podobny, nieustannie ze sob 
rozmawiali, nie o sobie jednak, tylko o tej naturze, ktrej wtedy wydawali si wolnymi i 
szczliwymi dziemi. Teraz Justyna pamita ca t lekcj wzit z tak rumianych, a tak 
przecie niekiedy wzruszonych ust Jana Bohatyrowicza. Ta delikatna odyka z mnstwem 
trjktnych i w przedziwne fugi* wyrznitych wisiadeek u szczytu to drczka, ktra rk 
ludzk poruszona wydaje si yw, trwoliw istot. A to lenek kukawki, szorstki i twardy, z 
szafirowym kwiatkiem sucym do ucieania gniazda miemu ptakowi wiosny. To szelestuszka 
o liciach prawie zotych i przy kadym dotkniciu zdajcych si co tajemniczo szepta, a to w 
bujny, nieny kwiat ustrojona trujca ga psianki. Ten li szkaratny jest widniejc lebiod, 
ktra na trawy zielone rzuca krwiste plamy, a ta wijca si gazka drobnym, rowym kwiatem 
osypana to szczcie. Nazywa si ona szczciem dlatego, e wry dziewcztom. We wosy 
wpleciona, jeeli rozkwitnie, ukochany kocha wzajemnie. A wzajemno w kochaniu czy nie 
jest szczciem? 
Z zamylonym na ustach umiechem Justyna wyja z wielkiego bukietu gazk szczcia i 
wplota j w czarny swj warkocz. Potem stana przed otwartym oknem z cieniutk i 
uperfumowan kartk papieru, ktr ze stou wzia. Przez chwil szemraa ona w jej rku, jakby 
bya zotaw gazk szelestuszki, a powoli, z namysem  kt odgadnie? moe z walk 
 Justyna rozdara j na kilkanacie drobniutkich patkw, ktre rozsypay si za oknem i w 
morzu sonecznego wiata znikny. Jak gitka rolina polna w jej warkoczu, tak na jej ustach 
wia si cicha nuta: 
Lec licie z drzew, co wyrosy wolne, 
Na mogile piewa jakie ptasz polne... 
* M u   e  Alfred (1810-1857)  francuski poeta i dramaturg z epoki romantyzmu. Jego liryki miosne i poematy 
cechuje pesymizm, niewiara w czowieka i gorzka ironia. Pene realistycznych obserwacji utwory sceniczne 
Musseta (wykpiwajce wady i miesznoci buruazji fr.) ciesz si do dzi nie sabncym powodzeniem.
* F u g a (sp.)  szpara, szczelina, wcicie. 
130 
III 
W porze niw na tej rozlegej rwninie ziemia wydawaa si zotym fundamentem 
dwigajcym bkitn kopu i okrytym ruchliwym mrowiem drobnych istot. Waciwa barwa 
ziemi ukazywaa si tylko tu i wdzie na drogach porosych rzadk traw i na wczenie 
zaoranych maych szmatach pola. Zreszt, wszdzie, od wzgrz obrosych drzewami do 
wysokiej ciany nadniemeskiej, dojrzae zboa pyny gorc t law, ktra miejscami 
wyginaa si w zagbienia, okryte rwnie gorco tym cierniskiem. W tych to zagbieniach 
rozszerzajc je coraz i okrywajc wypukociami ztych snopw, mrowiy si drobne, ku ziemi 
schylone istoty. Na linii poziomej spostrzegane, wydaway si one drobnymi, bo rozsypane rd 
wielkiej przestrzeni pezay przy samej ziemi. Ale widziane z gry, spod obokw, wydawa by 
si musiay niezawodnie tumem rzebiarzy urabiajcym w przerne wzory zoty fundament 
wiata. One te to byy, ktre go uczyniy zotym; ich to rce w mgliste dnie jesieni i wiosny 
miesiy ten wosk cudowny, a przy letnich skwarach spotnia on t zot law, ktra sokiem 
ycia przeleje si w yy ludzkoci. Ulew aru bkitna kopua oblewaa ich zgite plecy, a 
gorcy ten oddech nieba, skraplajc si na ich twarzach, spada na ziemi deszczem potu. Z 
poziomu spostrzegane, byy to malutkie, przyziemne robaki. Z gry widziane  jubilerowie 
obracajcy w swym rku najdroszy metal ludzkoci, artyci urabiajcy posta wiata, 
porednicy otwierajcy ono ziemi dla zapadniajcych uciskw soca. 
Na rozlegej przestrzeni pola, ktr wska droga z bohatyrowick okolic rozdziela, niwiarze 
wydawali si rojem istot nie tylko ruchliwych, ale i rnobarwnych. Wygldao to tak, jakby 
malarz jaki gorco te to bez adu i symetrii osypa kroplami rnych farb. Biaa i rowa 
przemagay wszystkie inne. Byy to koszule mczyzn i kaftany kobiet. Biao pierwszych bya 
nien, rowo drugich  gorc. Przez par tygodni poprzedzajcych por niw w 
Bohatyrowiczach panowa wielki ruch prania i szycia. Do kilkunastu najmozolniejszych dni w 
roku przygotowywano si tam jak do wielkiego wita. Caa ludno okolicy jednoczenie wylec 
miaa w pole, dla kadego wic byo to wystpienie publiczne, o ktrego przystojno, a nawet i 
niejak wykwintno niezmiernie dbano. Kobiety duej ni zwykle przesiadyway nad brzegiem 
rzeki stukami pralnikw napeniajc powietrze, a pranie to jeszcze poprawiay w domu dopty, 
dopki koszulom mw i braci nie naday prawie olniewajcej biaoci. Otwieray one 
skrzynie i wydobyway z nich najnowsze i z najlepszym smakiem, na domowych krosnach z lnu 
i weny wytkane spdnice. Szyy te nowe kaftany i bardzo biedn bya ju ta, ktra, jak ona 
adysia z chatki pod dbem stojcej, nie miaa wtedy na palcu mosinego naparstka, a w rku 
kilku okci liliowego, bkitnego lub rowego perkalu. Bardzo te biednym by ten, ktry, jak 
w ady z chopska mwicy a bujn, zocist czupryn w gr zaczesujcy nad szerokim 
czoem, nie mg na t por przywdzia nowego obuwia, cholewami kolan sigajcego, i 
czarnych spodni, ktrych szelki ciemnymi liniami przerzynay na krzy olniewajc biao 
koszuli. Ale mody Micha, pierwszy elegant okolicy, ktry nosi spiczasto przystrzyon brod i 
w gr zakrcone wsy, od stp do gowy ubra si w dymk koloru kanarkowego i w zgrabnej 
czapce, w nowych butach, z fantazj sta na pustym wozie, galopem prawie przez par koni 
cignitym od jednego z domostw ku polu. Zwolni nieco bieg koni krzyujc si z innym 
131 
wozem spitrzonym gr snopw, na szczycie ktrej siedzia Jan Bohatyrowicz, w podobnie 
nowej czapce, z szelkami skrzyowanymi na nienej koszuli, z lejcami w rkach. 
 Matka pomaga przysza?  gromko zapyta kanarkowy lew okolicy. 
 A jake!  odkrzykn wiozcy snopy. 
 Szczliwemu i anioowie ku pomocy staj! Do mnie nikt nie przyszed! Niechby cho 
panna Antonina troszk pomoga? 
 A to dla jakiej przyczyny?  z troch obrazy w gosie wykrzykn Jan. 
 Psie kawalerskie ycie! Jak kobiet w domu nie ma, czowiek bez rk prawie! Ale ja sobie 
trzy najemnice wzi; n, a szumi, i basta! 
 Hej! z drogi!  za wozem Jana rozleg si gos basowy i troch gniewny.  Stanli na drodze 
i jzykami miel! Z drogi, hrabiowie! 
By to nadjedajcy syn Fabiana, tgi, rudawy, jak zwykle chmurny Adam. Za nim 
nadjedao jeszcze kilka wozw, z ktrych, przy jednym, cignitym przez mizernego konika, 
cikim krokiem szed bosy i cay w ptno ubrany ady; na drugim, pustym, z grub 
kasztanowat kos na plecach, w rowym kaftanie, z rozognion twarz, staa dziewczyna 
wysoka, prosta, silna. 
 Dzie dobry pannie Domuntwnie!  z galanteri czapki uchylajc zawoa rozmijajcy si 
z ni Micha. 
W odpowied dziewczyna brwi sobolowe cigna i pogardliwym nieco miechem 
wybuchna: 
 O Jezu! Wszak to pan Micha! A ja mylaam, e to wilga na wozie siedzi! 
I ze zrcznoci, ktrej niejeden mczyzna mgby jej pozazdroci, par tgich koni 
kierujc, staraa si przegoni wz Jana, ktry przecie ranym kusem w bram zagrody 
Anzelma wjecha i rodkiem ogrodu, drog bia od dzicieliny, ku domowi pod sapieank 
stojcemu dy. 
Kiedy na drodze rozlega si turkot k, gwar urywanych i gonych rozmw, a czasem nawet 
zapanowywa cisk wymijajcych si albo usiujcych wzajem przegoni si wozw, nad polem 
mrowicym si gromadkami niwiarzy, wraz z upaem i blaskiem soca, staa wielka cisza. 
Gromadki niwiarzy, nieprawidowo rd szerokiej przestrzeni rozrzucone, nierwnej wielkoci, 
zwolna, lecz nieustannie posuway si naprzd, w rnych kierunkach. Jedne z nich postpoway 
od okolicy ku wzgrzom, inne  od wzgrz ku korczyskiemu dworowi; inne jeszcze poruszay 
si naprzeciw piaszczystej rozpadliny stanowicej wejcie do wielkiego parowu Jana i Cecylii. 
Czasem tylko wzbija si nad nimi krtki wybuch miechu lub powietrzem przeleciao gono 
wykrzyknite imi, stado wrbli podjo si z krzykiem, tu, tam, wdzie szybko migny stalowe 
byskawice sierpw. Zreszt, oprnione wozy, jedno i dwukonne, zbaczajc z drogi i bez 
szelestu prawie toczc si po ciernisku, staway w zagbieniach otoczonych dokoa zotym 
lasem nie tknitego jeszcze zboa; owady wierkay, czasem przelkniony ptak trwonie 
zawiegota, a wszdzie, szeroko, jak okiem zajrze i uchem zasysze, pyn po polu suchy, 
nieprzerwany szelest przecinanych i na ziemi kadncych si kosw. 
Paru godzin do zachodu soca brakowao, kiedy Jan, po raz dzi moe dziesity, wz swj na 
ciernisko zawrci i wjecha w szerokie i dugie zagbienie, w ktrym pracowaa jedna z 
najliczniejszych gromad mczyzn i kobiet. Bya ona tak liczn, bo skadao j rodzin kilka. 
Chuda i chorowito wygldajca ona Fabiana, w sztywnej chustce osaniajcej gow i cz 
mizernej jej twarzy, prdko jednak i wprawnie a obok swej crki, pulchnej i przysadzistej 
Elusi, z dala wieccej jaskraw rowoci swego kaftana i mnstwem polnych makw 
sterczcych nad jej czoem, tak prawie, jak one, psowym. Za nimi dwaj niedoroli chopcy li 
take, a jeden wielki, pleczysty, rudy chopek, z czerwon twarz i rzdem biaych zbw w 
wiecznym, gapiowatym umiechu ukazywanych, wiza snopy, ukada je w dziesitki i pomaga 
do naadowywania nimi wozu nieco modszemu, lecz rwnie pleczystemu i silnemu bratu. 
132 
Wszystko to czyni powoli, z leniwymi ruchami, jakby sennie. Za nim, jak nierozczny cie 
jego, siedzia lub chodzi czarny, kudaty kundel. Pan i pies jednostajnie czsto garbili si, 
wycigali, poziewali. Czasem pies podnosi gow i wtedy patrzali sobie w oczy. Pan mia si 
do psa wszystkie zby ukazujc. 
 A co, Sargas? Na Niemen moe pjdziem? Na Niemnie lepiej, che, che, che! 
Pies wyciga si i gow w stron rzeki zwraca. 
 Nie mona, Sargas, nijak nie mona! Nie puszczaj nas na Niemen, che, che, che! 
 Julek!  zabrzmia gos zawsze czego rozgniewanego Adama  zasn stojc czy co? snopy 
dawaj! hrabia! 
 Julek!  po kilku minutach dononie woaa Elusia  pooye si ju czy co? Bardzo 
susznie! le sobie, a yto niech gnije na ziemi! 
Wielki chopiec, ktry istotnie jak dugi rozcign si by na cierni i leniw rk zatopi w 
kudach Sargasa, wsta, wycign si i pocz znowu snopy wiza. 
Dalej, co kilka i kilkanacie zagonw, rowiay i bkitniay kaftany kobiet i dziewczt, 
iskrzyy si na gowach kwieciste chustki, czerwone i te kwiaty; pod jedn cian stojcego 
jeszcze zboa wida byo kilka wawo zwijajcych si najemnic Domuntwny i j sam, to 
nc, to gry snopkw uwoc ku domowi, a na przeciwnym kracu wydronego w zbou 
zagbienia, z dala od wszystkich, wloka si smutnie uboga, samotna para ludzi. Mczyzna by 
tam bosy i cay odziany w grube, szarawe ptno; kobieta w ciemnej, starej odziey star chustk 
miaa na gowie. Na ich zagonie sta wz zaprzony jednym mizernym konikiem i owinite w 
pachty leao kilkomiesiczne dziecko. Nikt im nie pomaga, nikt nawet z tych, ktrym obok 
nich z sierpem lub snopem przechodzi wypado, z nimi nie rozmawia. By to najuboszy z 
Bohatyrowiczw, mieszkaniec chatki bez komina i ogrodu, stojcej pod dbem, i jego onachopka. 
Wszyscy ci ludzie znajdowali si tak blisko siebie nie dlatego, aby zagony, na ktrych 
pracowali, byy jedyn ich wasnoci, ale dlatego, e wasnoci pojedyncze mieszay si na tej 
szerokiej rwninie w chaos samym tylko wacicielom znany, a dla wszelkiego obcego oka i 
pojmowania do rozwikania niepodobny. aden z nich gruntu swego nie posiada w jednej cile 
ograniczonej caoci ani w bezporednim z domem swym ssiedztwie. Rzekby, paciorki do 
mnstwa osb nalece i na traf w najrniejsze kierunki rozsypane, a w przecigu czasu na 
drobne uamki rozbite. Kady z nich wiedzia, gdzie szuka swoich uamkw, i od jednego do 
drugiego przechodzi z pugiem, siejb, kos i sierpem. W tym miejscu uamek Jana i Anzelma 
znajdowa si tu obok tego, na ktrym pracowaa rodzina Fabiana. Dwie tylko niwiarki 
znajdoway si na nim: modziutka, wiotka dziewczyna, ktrej delikatnej twarzy nawet ciki, 
caodzienny moz zaczerwieni nie mg, okrywajc j tylko sabym rumiecem i lnic 
wilgoci potu, i tga, muskularna, prosta jak wieca kobieta na pidziesit lat wygldajca. O 
lat pidziesit mona j byo posdzi tylko z powodu zmarszczek, gsto jej czoo 
okrywajcych i ciemnej skry, ktra jej drobne, chudawe rysy okrywaa. Ale z ruchw 
sprystych i troch nawet nerwowych, z blasku maych, ciemnych oczu, z biaoci zbw, co 
chwil ukazujcych si zza przywidych warg, wydawaa si prawie zupenie mod. a 
prdko, z zapaem, wybornie, zabierajc na raz wielkie garcie yta i tnc je rwno, nisko przy 
ziemi. Jednak ile razy prostowaa si i nieco w ty odgita cit gar do innych, ju na ziemi 
lecych przyczaa, tyle razy do kogo zagadywaa, z artem zawsze, ze miechem, z 
filuternymi spojrzeniami i zamaszystymi ruchami ramion, od ktrych sierp jej rzuca w 
powietrze byskawice wesoe i czste. W biaej koszuli, osonitej nieco skrzyowan na piersi 
chustk, w krtkiej spdnicy w czerwone i granatowe pasy, w maym czepku z biaego perkalu 
na siwiejcych wosach, wydawaa si najweselsz, najwawsz i najrozmowniejsz ze 
wszystkich niwiarek, cho bya pomidzy nimi najstarsz. Kobiety i dziewczta odcinay si jej, 
czasem z chwilowym gniewem, gdy jednej dogadywaa, e nie powoli, i na wycigi z sob 
133 
wyzywaa; drugiej kawalerem jakim, ktry oeni si ju, w oczy kua; trzeciej o weselu zaraz 
po niwach nastpi majcym przypominaa. Chopcy mieli si z niej, o zdrowie trzeciego jej 
ma i o to, wiele jeszcze razy za m wyj myli, zapytywali. Teraz przed kilku minutami 
przerwaa znowu prac swoj i stojc przed kim na snopach siedzcym gono prawia: 
 Bo to, widzi panienka, po czym pozna gupiego? Po miechu jego. Kpinkuj sobie ze mnie, 
e trzeciego ma mam. Owszem! Ja temu nie winna, e mnie Pan Bg towarzyszw ycia 
odbiera, a takie ju moje przyrodzenie, e nijak bez kochania i bez przyjaciela dozgonnego y 
nie mog. Kiedy Jerzego, ojca Janka, ten przypadek spotka... 
Tu rk w stron zaniemeskiego lasu rzucia. 
 Niezupenie we dwa lata za Jamonta wyszam. Ludzie rnie gadali. Pusta baba, tak prdko 
towarzysza swego zapomniaa! Owszem. Bo to wy jedno wiecie, a ja drugie. Co umarym z tego, 
kiedy yjcym w zaspie ycie ubiega? Niech tamtemu Bg najwyszy krlestwo niebieskie da 
raczy, a my sobie z tym wieczne kochanie przed otarzem zaprzysigniem. Jedno zachodzi, 
drugie wschodzi, a ze smtku, jak z koza, ani weny, ani mleka! 
Zamiaa si tak, e a gow na bok odkrcaa, i wnet prawia dalej: 
 Panienka mieje si. Owszem. A jak Boga kocham, ja prawd mwi. Bo to u mnie dwie 
rzeczy najwikszy walor maj: kochanie i dozgonny przyjaciel. Takie ju przyrodzenie mam. 
Jamonta, Antolki ojca, w dziesi lat po lubie odebra mi Pan Bg najwyszy. Tak samo jak po 
tamtym, Jerzym, desperowaam, ale kiedy rok ubieg, zdarzy mi si Starzyski ze Starzyn. 
Ludziom znw na jzyki padam. Owszem. Wy wiecie jedno, a ja drugie. Noc po dniu nastpuje, 
a dzie po nocy. miech od paczu smaczniejszy. Bieda mnie tylko bya z dzieckiem. Ze 
Starzyskim my jedne do drugiego chylili si jak dwa gobie, ale wdowcem on by, gromad 
wielk w chacie mia, z przyczyny crki mnie nie chcia bra. Bo to gdzie ja tam bd  
powiada  do siedmiorga swoich jeszcze jedno cudze przyprowadza! Boe najwyszy! Nie ju 
mnie tak bez kochania i przyjaciela dozgonnego na cae ycie przepada! Wziam Antolk i do 
Janka j przywiodam: Masz tobie, synku, siestr. Hoduj ty j, a ona tobie do pomocy stanie. 
Jemu byo wtedy lat dwadziecia, a jej sze. Anzelm by strasznie gniewny. Dla jakiej to 
przyczyny  mwi  sama dziecka swego hodowa nie moesz? Zachciao si babie trzeci 
korowaj* piec! Chopca i bez tego brud zjada, e go dopatrzy nie ma komu! Ale Janek jak 
przysta do niego: Wezm, stryjku, siestr, i wezm. Co ma u ojczyma w poniewierce ostawa, 
niech lepiej u nas ronie, a jak troszk podronie, to i nas dopatrywa bdzie. Antolka! Moe 
nieprawda, e on tak mwi? Ot, jaki on! Bo to drugi odepchnby, a on przygarn, na rkach j 
nosi, karmi, odziewa i do mnie jeszcze przez okazj raz wraz nakazywa: Mamie powiedzcie, 
e Antolka zdrowa i dobrze sobie ronie! Ot, jaki on! Antolka, moe nieprawd ja mwi? 
Do byszczcych, wesoych jej oczu nabiegy zy. Rozczulia si tak, e a usta do paczu 
skrzywia i fartuchem ca twarz otara. Wysmuka Antolka jak wiotka trzcina odgia si znad 
ziemi i obie rce, z ktrych w jednej sierp byszcza, ruchem zmczenia nad gow wycigajc 
odpowiedziaa: 
 Lepszego jak on to ju prawie na caym wiecie nie ma. adnego ja smtku przy nim nie 
doznaa. H o  u j e m* razem i hulamy razem, a czciej on co cikiego zrobi jak ja... 
Zgia si znowu ku ziemi i stara, gadatliwa kobieta take ku ytu zwrci si miaa, gdy ona 
Fabiana,  nie przestajc, jkliwym i piewajcym gosem swym przemwia: 
 A koniec taki, e pani Starzyska masz dwoje dzieci i adnego sama nie wyhodowaa... 
W mgnieniu oka spracowana i sucha rka Starzyskiej opara si na jej kbie. Cieszym 
troch ni wprzdy gosem odkrzykna: 
 Nie wyhodowaam, a najliczniejsze ze wszystkich mam... Owszem! 
I zaniosa si od miechu. 
* K o  o w a j - biaoruska nazwa placka weselnego. 
* H o  o w a  (gwar.)  harowa, ciko pracowa. 
134 
 Jak ku-kaw-ka*!  z ironi zapiewaa znowu Fabianowa. 
W tej chwili wz cignity przez kasztanka i gniad cicho wtoczy si na ciernisko. 
 O Jezu!  zanim jeszcze konie stany, z woza zeskakujc krzykn Jan i paru skokami 
znalaz si przy kobiecie na snopach siedzcej, ktr usuwajc si odsonia przed nim matka, a 
ktrej suknia somianej barwy zocisto na socu janiaa. Wicej ni wesooci, bo serdeczn 
radoci janiaa twarz Justyny, kiedy z niskiego siedzenia swego oczy na przybyego wzniosa i 
ywym, popiesznym ruchem rk ku niemu na powitanie wycigna. On t rk w obie donie 
pochwyci i nisko schylony, na chwil do niej ustami przylgn. 
 Troszk spodziewaem si, e pani dzi do nas przyjdzie, bo mwia, e chce na nasz 
robot z bliskoci popatrze; ale wszystko jedno, jak zobaczyem, e pani tu siedzi, jakby mnie 
soce przed oczami zawiecio... 
 Przecie dzi soce nie tylko wieci, ale a prawie olepia  z un rumieca przepywajc 
po czole jej i policzkach zamiaa si Justyna. 
Mona by myle, e twarz Jana od jej miechu spospniaa. 
 Pani artuje  opuszczajc rce rzek ciszej. 
 Bo to on prawd mwi  wmieszaa si stara podnoszc si znw znad zboa i obok syna 
stajc.  Tydzie ju dzi, jak do niego przyszam, i cigle patrz, jaki to zasp na niego pad. 
Taki pochmurny zrobi si, e podczas przez ca godzin gby ani razu nie otworzy. Wszystko 
robi, co trzeba, owszem, ale smtliwie... ani poartuje, ani zapiewa... a jak spytam si: Co tobie 
takiego, Janku?  to mwi: Bo to mnie, mamo, ciemno robi si w oczach... 
 Co tam o tym gada, mamo!  z niezadowoleniem przerwa Jan  chodmy lepiej do roboty. 
okciem czynic ruch taki, jakby odtrci go chciaa, z nogi na nog przestpujc, gow 
krcc, filuternie oczami byskajc, tajemniczo szepta zacza: 
 Owszem. Ja wiem, skd ten zasp na niego przyszed i dla jakiej przyczyny ciemno mu robi 
si przed oczami. Bo to trzydzieci lat ma i bez kochania yje. eni si czas... 
 Co tam o takich rzeczach gada!  z ywoci tym razem i gniewnym byskiem oczu 
przerwa Jan. 
 Owszem, czemu nie gada?  ywo poruszajc rkami i gow zagadaa stara.  Bo to, 
widzi panienka, z Jadwik Domuntwn tak jak prawie od dziecistwa lubili si... stryj tego 
tylko czeka, eby pobogosawi... i jej dziadunio pobogosawi... 
 Chodmy do roboty, mamo!  wykrzykn prawie chopak. 
 Owszem, dziewczyna jak raz dla niego para...pracowita, poczciwa, liczna... i aktorka... Bo 
to cae gospodarstwo na ni po dziaduniu spadnie, a mwi, e moe i z pi tysicy rubli 
warte... 
Daremnie tym razem odtrcaa go okciem: silnie, elazn niby obrcz syn rami jej cisn. 
 Bo to  prbowaa mwi jeszcze  by taki czas, e pomidzy nimi zaczynao si ju 
kochanie... 
Ale teraz twarz Jana od brzegu wosw a po ogorza szyj krwi nabiega i z turkusowych 
jego oczu sypay si byskawice. 
 Niech mama lepiej  idzie, co gupstwa ma wygadywa!  krzykn i ku na wp ztemu 
zagonowi j pocign, sam take ku wozowi odchodzc. 
Wesoa baba wybuchna gonym miechem. 
 Bo to wstydliwy zrobi si! O kochaniu i enieniu si ani przypomnie nie pozwala. 
Wszystko jedno, w czasie oenisz si! 
 A jak nie oeni si?... Ot pewnie nigdy nie oeni si!  czapk na ciernisko rzucajc i 
snop z ziemi podnoszc zawoa.  Jeszcze tego nie byo, eby mnie kto do czego przymusi! 
Hardo gow podnosi, usta wyd i gdy silnymi, namitnymi ruchami snopy na wz rzuca 
zacz, atwo byo uwierzy w to, e dum i wol sw mia. Nietrudno byoby take wyczyta z 
* K u k a w k a (gwar.)  kukuka. 
135 
jego twarzy ten zasp i t smtliwo, o ktrych opowiadaa jego matka. Pod okrywajc je 
czerwon ogorzaoci policzki jego schudy i wyduyy si nieco, a gdy uspokojonymi ju i 
prawie rytmicznymi ruchami snopy na wz rzucajc zamyli si, na czoo jego znacznie bledsze 
od policzkw wybiega gruba, poprzeczna zmarszczka. 
Po chwilowych rozmowach znowu na anie zapanowaa praca milczca i gorliwa. Lekkie 
przedwieczorne wiatry muska poczy wierzchoki nie ztych jeszcze zb i urywanymi 
akordami szmeru wtrowa temu suchemu, monotonnemu, nieustannemu szelestowi, jaki 
wydaway amice si pod sierpami kosy i z ziemi podnoszone snopy. W tym szelecie i w tych 
szmerach postacie niwiarek, rnobarwne, milczce, wysokie i niskie, grube i wysmuke, 
prostoway si co chwil i w ty nieco odgite podnosiy w rkach garcie dugich, kosistych 
odyg, ktre na rozcignitym powrle zoywszy, znowu ku ziemi przypaday. Czasem ta lub 
owa szybkim ruchem rkaw odziey po spotniaym czole przesuna lub odetchna gono. Do 
stp im wraz z kosami upaday rowe kkole, psowe maki i szafirowe bawatki; za nimi 
niskie, liliowe grochy, drobne rumianki, kosmate kotki zostaway nietknite rd ostrych kolcw 
cierni; spod ich rk niekiedy wznosi si i w powietrzu igra biay puch przekwitego 
brodawnika; przed nimi, o kilka czasem krokw od pochylonych ich gw, zrywa si ptak 
sposzony i przelknionym lotem przerznwszy powietrze, nie wiedzie gdzie, moe w gstwinie 
zb jeszcze stojcych przepada. 
Na kilku snopach w jednym miejscu zoonych Justyna siedziaa w zamylonej postawie, z 
twarz na do spuszczon. Uwanie, ciekawie przypatrywaa si ruchom pracujcego przed ni 
mrowiska ludzi. Ona take od dnia tego, w ktrym po raz pierwszy wesza do zagrody Anzelma i 
Jana, od wieczoru tego, w ktrym wraz z nimi wrciwszy z parowu Jana i Cecylii, pod dachem 
ich par wieczornych godzin spdzia, odbywaa podr po kraju nieznanym. Przedtem w 
bezporednim jego ssiedztwie yjc, wiedziaa o nim to tylko, e istnieje, i wiedziaa to w 
sposb obojtny, niewyrany. Teraz przenikaa w coraz dalsze jego gbie. Jak imion i dziejw 
wielu z tych rolin dzikich i pachncych, po ktre zawsze sigaa chciwie okiem i rk, tak imion 
i dziejw wielu z tych ludzi ju si nauczya. Ta podr po kraju natury, ku ktremu zawsze 
pocig czua, i ludzi, ktrych dotd nie znaa, budzia jej ciekawo i zajmowaa umys. Jak 
bujne kwiaty, rzew ros operlone i nieskoczon iloci barw janiejce, te poznawane z 
bliska widoki, prace, dzieje wpaday do tej wielkiej, ciemnej pustki, ktr od dawna widywaa 
ona, ilekro przymknwszy oczy patrze usiowaa w siebie i swoje ycie. Teraz penym, 
bystrym, na wszystko uwanym okiem patrzaa na to, co dziao si przed ni. Czasem napeniao 
j wielkie rozradowanie podnoszce si, kto wie skd? moe z anw zotych, ze cierni 
przetykanej kwiatami, z powietrznych ruchw sprawianych przez skrzyda ptasie i powiewy 
nadrzecznych wiatrw. Czasem wspaniaa, cho prosta malowniczo widoku uderzaa w ni 
fal zachwycenia, w ktrej prostowaa ona sw kibi tak, jakby sama, na wzr niwiarek 
podnoszcych w rkach kosiste wizie, wnet powsta miaa i niecierpliwie czy bagalnie nad 
gow wycign puste swe donie. Byy te chwile, w ktrych nieustajcy, suchy szelest kosw 
wydawa si jej mow ziemi. Nie darmo dawny jej kochanek wspomina o jej dawnych 
marzeniach i zapaach. Bya do nich skonn i teraz, bo pochylona, z blaskiem w oczach i 
umiechem na wpotwartych ustach wsuchujc si w szepty ziemi uczynia ruch taki, jakby 
zaraz zsun si z niskiego siedzenia swego i do jej ona przypa miaa. 
Pod rkami coraz gorliwiej pracujcych niwiarek szelest kosw stawa si coraz 
goniejszym, coraz wawiej rzucane snopy upadajc na wozy wydaway guche, szemrzce 
stuki... Od ziemi oblanej woni wieej somy i okrytej cierniskiem wyhaftowanym w drobne 
kwiaty Justyna podniosa twarz, zblad nieco, zesztywnia, przez kilka minut postarza o lat 
kilka, ze renicami przygasymi, ktre wilgoci zachodziy. Z dziwnym zmieszaniem, jakby 
nagle uczua si w tym miejscu gociem natrtnym, istot obc i niepotrzebn, chwastem w 
kosy wpltanym, uczynia ruch do powstania. Usiada jednak znowu i zmieszane, niespokojne 
136 
spojrzenia rzucaa dokoa siebie. Jedno z tych jej spojrze spotkao si ze stojc w pobliu, 
znieruchomia postaci Jana. Od kilku minut ju robot sw przerwawszy, u samego woza do 
poowy snopami napenionego stojc, wpatrywa si on w Justyn z takim wyteniem, e a 
gow podawa naprzd, a na biae czoo wystpia mu znowu gruba, poprzeczna fada. W 
rkach jego dugie widy ukon lini opuszczay si ku ziemi, badawcza ciekawo 
znieruchomiaa i pogbiaa bkitne jego renice. Nagle widy mu z rk wypady i namitnym 
niepokojem zadrgay rysy. W mgnieniu oka znalaz si przy niej, pochyli si, uczyni ruch taki, 
jakby rk jej chcia pochwyci, lecz tylko przyciszonym gosem przemwi: 
 Co pani takiego? Taka pani raptem zrobia si smtna? A zy w oczach stany... Dla jakiej 
przyczyny?... 
Wyrazy, pieszne zrazu, prawie gwatowne, stopniowo miky mu w ustach, prawie mdlay. 
 Moe nadmiar miay jestem?  dokoczy bardzo cicho. 
Podniosa na niego oczy napenione blaskiem i zami i cicho odpowiedziaa: 
 Po co ja tu midzy wami? Wstyd mi! Taki wstyd!... Poszabym sobie, ale i w domu take 
nic... nic... 
Umilka, lecz on chciwie jeszcze sucha chwil, a potem z t gbok bruzd, ktra w 
ostatnich dniach na czole jego zjawia si zacza, wyprostowa si i przed ni stan. Nie 
wydawa si wcale zdziwionym, tylko w zamyleniu, ze wzrokiem w ziemi utkwionym 
kocami palcw dotyka czoa. Potem milczc zrobi par szerokich krokw, pochyli si nad 
matk, szepn do niej sw kilka, a gdy do Justyny powrci, sierp trzyma w rku. Ona 
podniosa si z niskiego siedzenia swego i przed nim stana. Przez kilka sekund patrzali sobie w 
oczy, jakby wzajem myli swe odgadn usiowali, potem Jan miaym ruchem gow podnis i 
podajc Justynie sierp, w ktrym soce krzesao srebrne byskawice, z cicha wymwi: 
 Prosz! 
Z pochylon troch gow wycigna rk i z powanym na ustach umiechem poyskujce 
narzdzie z rki jego wzia. 
Na cae ciernisko pokryte mrowiskiem istot ludzkich, na cay ten an szumicy upadajcymi 
kosami, rozleg si dwiczny, donony, pen dre i umiechw radoci nabrzmiay gos 
Jana: 
 Mamo! prosz tutaj! Mamo! mamo! prosz! 
wawa, wesoa kobieta w perkalowym czepku na siwiejcych wosach biega ju ku Justynie, 
rkami machajc i jzykiem trzepic: 
 Dobrze, panieneczko! dobrze, robaczku! Owszem. Bo to i nie bardzo trudna robota! Kiedy 
ja stara mog, to dla jakieje przyczyny nie mogaby moda? Nie wici, panieneczko, garnki 
lepi... Owszem... prosz tylko nachyli si, popatrzy, a potem i samej sprbowa... 
Antolka, Elusia, dwie inne jeszcze dziewczyny wyprostoway si na zagonach i z 
umiechami, z niedowierzaniem, ale bez zdziwienia, patrzay na schylajc si ku zbou pann, 
w sukni z takiego perkalu, jak ten, z ktrego uszyte byy ich kaftany, ale modnie skrojonej i 
przybranej, a obcisoci sw rysujcej wydatnie kibi wysok, siln i ksztatn. Nagle 
przysadzista Elusia zawoaa: 
 Bardzo susznie! Panienka  moe tak, jak i my... jeszcze prawie silniejsza od nas... tylko 
gorset zdj trzeba, bo w nim i godziny wytrzyma nie bdzie mona... 
 Bardzo susznie!  chrem zamiao si kilka kobiecych gosw i rzecz dziwna! z kilku par 
oczu troch zoliwe i pogardliwe wejrzenia strzeliy na obcisy i wyranie rogi gorsetu 
zdradzajcy stanik Justyny. 
Z ognistym rumiecem Justyna pochylaa si ku ziemi obok matki Jana. 
 Jutro niedziela  rzeka z cicha  ale pojutrze przyjd wczenie i ubior si stosownie, a 
dzi, tymczasem, prosz mi pozwoli cho troch... ile bd moga... 
137 
 Owszem, robaczku, dobrze!  zagadaa stara  bo to nie suchaj tego, co te sroki kracz! 
Taka sama ty dobra, panieneczko, jak i one, tylko w poniedziaek kaftan sobie taki lunieki, 
szerokieki woysz i jak zawemiem si, to we dwie z dziesi kop uniem Jankowi... Owszem. 
Jan teraz znajdowa si na wozie, w poowie snopami napenionym, a e wicej ju snopw 
do zbierania nie byo, stojc na tym kosistym, tym, sprycie pod stopami jego uginajcym 
si posaniu, ze cierniska zjeda na drog. W tej samej chwili z drogi na ciernisko wjedaa 
Domuntwna. Przestrze paru morgw przedzielaa dwoje tych ludzi, ktrych postacie na 
wozach stojce, jednostajnie wysokie, wyprostowane i silne przypominay cigajcych si na 
arenach klasycznych atletw. niena biao jego koszuli na bkitnym tle powietrza 
odpowiadaa gorcej rowoci jej kaftana. Jego wosy w sonecznym blasku miay zotaw 
powo zaczynajcego dojrzewa yta; jej bujna roztargana kosa wydawaa si snopem gorco 
brunatnej pszenicy. W takim od siebie znajdowali si oddaleniu, e rozmawia z sob nie mogli. 
Jednak dziewczyna w stron jego wozu, z wolna jeszcze toczcego si po zagonach, patrzc 
rozpocza rozmow tak, ktr prowadzi z sob od najmodszych lat swych byli zapewne 
przywykli, ktra pyna gr, nad zotym anem i pochylonym nad nim mrowiskiem ludzi, w 
powietrzu czystym, gorcym, rozchodzc si czyst, rozgon nut pieni: 
O gro! o gro! zielony lesie! 
O drzewa zielone, licie spadajce! 
O serce strwoone, do ciebie pragnce! 
O gro! o gro! zielony lesie! 
Jan Bohatyrowicz, skrcajc na drog brzegiem cierniska sunc, mski swj gos poczy 
ze piewem dziewczyny, w ktrej stron przecie nie patrza. Jecha powoli i twarz obraca ku 
temu zagonowi, na ktrym obok biaego czepka jego matki pochylaa si moda kobieca gowa 
czarnymi warkoczami owinita. Do niej, dla niej, o niej piewa: 
Jak drzewo od mrozu pka lub usycha, 
Tak serce do ciebie mieje si, to wzdycha, 
O gro! o gro! zielony lesie! 
Jak kwiatek na socu kwitnie lub widnieje, 
Tak serce do ciebie pali si, to mdleje, 
O gro! o gro! zielony lesie! 
Umilk, a Domuntwna czystym, silnym kobiecym kontraltem sama cigna: 
O drzewa zielone, licie spadajce, 
O serce stworzone, do ciebie pragnce, 
O gro... 
Strwoone moe byo jej serce, bo gos jej zemdla i na zatrzymanym wozie staa nieruchoma, 
na ten sam punkt anu patrzca, ku ktremu Jan z dala jeszcze twarz zwraca i wzrok wyta. Z 
drogi, z daleka ju, ale wyranie i rozgonie znowu na an zleciay i po nim pyny dugie, 
namitne dwiki piknego gosu Jana: 
Jak sowik na drzewie zaczyna swe pienie, 
Zasyam do ciebie serdeczne westchnienie, 
O gro! o gro! zielony lesie! 
O pikna kalino, przeliczna malino, 
138 
Najdrosza z klejnotw, ma luba dziewczyno, 
O gro! o gro! zielony lesie! 
Odchodz od ciebie, ty zawsze mi w oczach, 
I w myli, i w sercu, i we dnie, i w nocy. 
O drzewa zielone, licie spadajce, 
O serce strwoone, do ciebie pragnce... 
O gro... o gro... 
Wesoa baba, w biaym czepku nad Justyn schylona, byskajc oczami gadaa: 
 Bo to, widzi panienka, on pierwszy piewak w okolicy, a ona pierwsza piewaczka. I na 
gitarze dziadunio j gra nauczy... Zimow por, jak caa modzie zejdzie si wieczorem do 
takiego domu, w ktrym najwiksza jest wietlica, tacz sobie, a jak nie tacz, to Jadwika gra 
na gitarze, a mj Janek piewa... Owszem. Niech kochaj si robaczki, niech kochaj si! 
Niezadugo pewnie i pobior si... bo to soce pierwej wzej musi, nim dopieka pocznie... 
Tak i kochanie zaczyna si pomaleku, niby to jest, niby to nie ma, a dopiecze i do otarza 
doprowadzi! cha, cha, cha! 
W tej chwili Justyna, ktra pod dyrekcj starej kilkanacie ju garci yta z trudnoci i 
niezrcznie za, ostrzem sierpa drasna si w rk. Moe sama przed sob nie umiaaby zda 
jasnej sprawy, dlaczego przy sowach i chichocie matki Jana ostre narzdzie drgno w jej 
silnym i bynajmniej jeszcze nie zmczonym rku. Dranicie byo niewielkie i kilka tylko kropel 
krwi wystpio na ogorza, lecz delikatn skr jej rki; przecie wydao si jej, e bl 
dolegliwy uczua, nie w rku jednak, lecz w piersi. Tak jak tamte wszystkie robiy, wyprostowaa 
si i du gar kosistych odyg w doniach podniosa, aby je za sob na zagonie zoy. Ale 
mimo woli wzniosa rce wyej, ni to czyniy tamte, i w tej postawie nieruchom przez chwil 
zostaa. Mylaa, e istotnie ta para ludzi modych, silnych, jak poranek wiosenny wieych i 
adnym, zda si, poudniowym pyem ycia nie dotknitych, stworzon bya dla siebie. 
Nadejdzie poudnie i piekce kochanie zaprowadzi ich do otarza, przed ktrym stan czyci i 
szczerzy, aby potem przez dugie lata razem y w tym domku pod sapieank albo w tamtym 
pod lipami, ktry ona jemu bogatym wianem wniesie, razem t ziemi zotymi plony okrywa i 
razem je zbiera, a w zimowe wieczory przy szumie nadniemeskich wiatrw i bieli niegiem 
okrytych rozogw, przy blaskach ksiyca srebrzcych br odwieczny i brylantami szronw 
okryte ciany parowu dwikami gitary i dwu swych poczonych gosw napenia bia 
wietlic. 
 Bo to panienka skaleczya si!  zabrzmia gos gadatliwej baby.  Boe Przenajwitszy! 
Ale to nic! to z nieuzwyczajenia! cha, cha, cha! Nim panienka za m wyjdzie, zagoi si! cha, 
cha, cha! Ej! bo to panienka i sama na paluszek swj nie dmucha, kiedy znowu do roboty bierze 
si! Owszem! To tak prawie, jak ja. Kiepkuj ze mnie ludzie, e kochliwa jestem, ale o to mnie 
bynajmniej! Za to o lenistwo nigdy na ludzkie jzyki nie padaam! I w swojej chacie wszystko 
zrobi, i synkowi na pomoc przybiegn! Wiele za razy sierpem albo noami do krajania zielska, 
albo tam czym innym rce sobie pokroiam, toby ju tego i Bg Przenajwitszy nie zliczy. A 
przy kochaniu wszystko dobrze. Tak i panience rczka zagoi si, jak tylko luby pocauje. A czy 
jest luby? 
 Nie ma  z umiechem odpowiedziaa Justyna. 
 Oj, to le! trzeba, eby by! Ale ja coci syszaam, e i by... tylko... niestay! Bo to 
ludziom gby nie zatkn. Gadali! A ja, owszem, dziwowaam si temu panu, e takiej licznej 
panienki nie wzi... i Jankowi za przykad stawiaam: Nie bd ty taki, synku! Jadwiki swojej 
nie porzucaj! A on jak ofuknie: Ja  mwi  nic Jadwice nie przyrzeka, a ten pan tej pannie 
przyrzeka i nie dotrzyma. A kiedy tak, to on jest prawie ajdak, i do tego jeszcze gupi, bez 
139 
oczw, bo panna liczna i taka po nim teskliwa*, e mnie, zdaje si, j roztopiony do serca 
kapie, kiedy j gdzie obacz! Ot, jaki on! do mnie przyrodzi si... czuy i taki romansowy... 
Ciemn, mnstwem istotnie ladw skalecze okryt rk oczy sobie otara, bo zawsze 
pakaa albo przynajmniej na pacz si jej zbierao, ilekro o rzeczach czuych i romansowych 
mwia. 
W tej chwili na brzegu cierniska rozlego si pozdrowienie, mskim gosem wymwione: 
 Dopom Boe! 
 Dzikujemy!  odpowiedziao kilka mskich i kobiecych gosw, a matka Jana 
wyprostowaa si i rk na kbie opierajc zamiaa si do przybyego caym rzdem swoich 
biaych zbw. 
 Pan Fabian wida do hrabiw zapisa si, kiedy w taki roboczy czas spaceruje sobie. 
Owszem. Bo to wygoda w chacie wielk gromad mie. onka i dzieci wszystko zrobi, a ociec 
muchy po drogach apie, cha, cha, cha! 
Na brzegu cierniska rumianoci rydza janiaa twarz Fabiana, szorstkim wsem zjeona i 
par maych, bystrych oczu poyskujca. 
 Ot, i poruszya baba rozumem jak ciel ogonem!  z wolna postpujc naprzd odkrzykn. 
 U pani Starzyskiej zawsze gba wiatrem nabita... Kiedy to ja od pracy ubiegaem? a e dzi 
przy robocie nie stoj, to z przyczyny takich interesw, ktrych taka gowa, jak pani 
Starzyskiej, poj nawet nie zdoa. Teraz za id do moich snopkw, co pod laskiem na mnie 
czekaj, i tu zaszedem dla obaczenia, wiele mego yta na przyszy tydzie pozostanie. 
 Nic, tatku, nie pozostanie! Wszyciutko dzi zeniem!  zawoaa Elusia. 
 Taki koniec, e bez jegomocia obeszo si i jednego naszego kosa na tym kawaku dzi nie 
pozostanie!  zapiewaa matka rodziny. 
Rodzina ta, z dwu kobiet i czterech mczyzn zoona ju, i przedtem gorliwie pracowaa, ale 
wraz z nadejciem zwierzchnika swego gorliwo t zdwoia. Nawet wielki, pleczysty Julek, 
ktry przedtem stan by na zagonie jak sup nieruchomy i sennym, tskliwym wzrokiem w 
stron Niemna patrza, teraz z podniesionymi ramionami, gono sapic i bardzo popiesznie 
widami snopy z ziemi podnosi i ukadajcemu je na wozie bratu podawa. Fabian coraz dalej po 
ciernisku powoli i z powag postpowa, a na widok kilkunastu swych zagonw zupenie ju ze 
zboa obranych z widocznym zadowoleniem kpk sterczcych wsw porusza. Puszy si za 
coraz wicej, szerokie, czerwone rce w kieszeniach czarnych spodni zatopi i coraz dumniej po 
tej czci pastwa swego kroczy, na ktrej tak pomylnie gospodarowaa jego rodzina. Wtem 
stan, rk z kieszeni wyj i czynic z niej sobie nad oczami daszek, w stron dwojga ludzi 
samotnie u brzegu cierniska pracujcych patrza. 
 Hej! ady!  na cae ciernisko rozleg si krzyk jego popdliwy i gony  a czyje to yto 
onka twoja sierpem zaczepia? Niby to na swoim zagonie nie, a obok rosnce skubie! Bg mnie 
ubij na ciele i duszy, kiedy te chamy wierci mego prawowitego zagonu nie spustoszyli! 
Krew zalaa mu czoo, policzki i nawet biaka oczu, ktre niepohamowan zoci zagorzay. 
Na widok szkody dobru jego wyrzdzanej powaga jego i pycha znikny w mgnieniu oka i tak 
lekki, jakby mia lat dwadziecia, z piciami tak zacinitymi, jakby na miertelnego wroga 
godzi, bieg, lecia prawie, zagony przeskakujc i wysoko za sob podrzucajc ciko obute 
nogi. ona i crka jego y dalej, ale dwaj doroli i dwaj niedoroli synowie, przerywajc 
robot sw, patrzali za nim z widocznym przestrachem w oczach, ktremu jeden z nich tylko, 
zapalczywy i take do gniewu skonny Adam, nie uleg. On take na widok szkody zbou 
ojcowskiemu wyrzdzonej gniewem zapon i na wozie penym snopw stojc, z brwiami 
cignitymi i oczami byskajcymi, cay poda si naprzd, do skoku i rzucenia si ojcu z 
pomoc gotowy. W poowie drogi Fabian stan, ku synom si zwrci i obu rkami 
machnwszy, z caej piersi jeden tylko wyraz im rzuci: 
*  e  k l i w a (starop.)  tsknica. 
140 
 Gomuy*! 
Dwa zagony jeszcze przeskoczywszy, znowu obejrza si i krzykn: 
 Harbuzy*! 
Znowu poskoczy naprzd i raz jeszcze krwistoczerwon twarz sw odwracajc wrzasn: 
 Z dopustu boego durnie! 
Adam z wozu skoczy; niedorose chopcy, z ktrych jeden lat pitnacie, drugi siedemnacie 
liczy mg, sierpy na ziemi rzucili i wszyscy trzej wielkim biegiem pucili si za ojcem. Czas 
te by, aby z pomoc mu popieszyli, bo modszy o lat kilkanacie, barczysty ady i ona jego, 
wysoka, muskularna, z wielkimi rkami, cho z wychud twarz kobieta, z krzykiem te, z 
piciami i widami na spotkanie napastnika biegli. Adam z wozu zeskakujc widy z rk Julka 
pochwyci. Dwie minuty zaledwie od rozpoczcia si sporu mino, gdy na ciernisku, tu przy 
zagonie Fabiana, ktry sta si koci niezgody i ktrego brzeg istotnie przez sierp adysiowej 
ony w dziwne zby i wyksy poszczerbionym zosta, powsta kb zwikanych z sob cia 
ludzkich, strasznymi krzykami buchajcy a ramionami i widami na ksztat miotanych przez 
wicher skrzyde myskich rozmachany. niwiarki z sierpami w opuszczonych rkach na 
zagonach stany i w stron bjki zwrciy twarze z przelknionymi oczami i porozwieranymi 
usty. Widowiska takie nieczsto zdarza im si musiay, skoro czyniy na nich silne wraenie. 
Zdarzay si jednak; bo i teraz niektre szeptay pomidzy sob, e moe Fabian adysia tak 
zbije, jak dwa lata temu zbi Klemensa, ktry mu czk spasa, albo sam okaleczony zostanie 
tak, jak mu si to zdarzyo w wypadku jakim, w ktrym innemu ssiadowi swemu przez pomst 
za jak ublig drog zaora. 
 Bo to  zagadaa matka Jana  on i sam krzywdy ludziom robi umie... Te plko Jankowe 
by ju sobie przywaszczy, kiedy Janek by may, a Anzelm chory, a go, owszem, procesowa 
musieli... 
 Pani Starzyska bardzo ju wszystko pamitajca  zajczaa ona Fabiana, ktra tak draa, 
e a zby jej gono uderzay o siebie.  A taki koniec, e ten ady, zodziej, na wszelki 
kosek, na wszelk trawink cudz przymiera z chciwoci. 
 Bardzo susznie! z chamk oeni si i sam schamia, a teraz ojca jeszcze skaleczy!  
popdliwie krzykna Elusia.  Julek!  krzyczaa dalej rozpaczliwie, ogldajc si na wszystkie 
strony.  Julek! biegaj ojcu pomaga! 
I zaraz czerwone rce zaamaa. 
 Bardzo susznie!  jkna  uciek. 
 Owszem, bo to na Niemen drapn! cha, cha, cha!  rozemiaa si Starzyska. 
Istotnie, wida byo z dala ogromnego, rudego chopca biegncego co si przez ogrody i 
podwrka okolicy ku rzece. Z gow w ty odrzucon, z miotajcymi si w obie strony 
ramionami, przeskakiwa niskie potki i pdem strzay obiega domy, a za nim bieg te, pod 
potkami przelizgiwa si, zagony ogrodw przeskakiwa radonie i rozgonie skomlcy 
Sargas. 
Ale wrzawa ktni przycigna kilku ludzi z pobliskich ankw; Jan take, ktry na 
ciernisko pieszo ju wrci, z gniewnie cignitymi brwiami bieg ku walczcym. Po cichym 
przed chwil polu rozlegay si krzyki trwogi i oburzenia. 
 Pozabijaj si! Wstyd! Obraza boska! Bij si jak chamy! Fabian, upamitaj si! ady, 
rzu widy! 
W kilka minut walczcy rozbrojonymi i rozczonymi zostali; napastnicy sapic i jeszcze 
krzyczc na swe zagony odchodzili; napastowani, z gonym paczem kobiety i dziecka, 
zjedali ze cierniska na swym mizernym, jednokonnym wozie, na ktrym siedzia ady w 
podartym nieco odzieniu i ze ladami uderze na twarzy. Rozjemcy popiesznie do pracy 
* G o mu  y -tu: niezdary. 
* H a  b u z y (gwar.)  gupcy(Sownik gwar Jana Karowicza cytuje tu Orzeszkow jako rdo). 
141 
wracali. Jan oddajc Adamowi widy, ktre mu z rk by wydar, ociera pot z twarzy, okrytej 
wyrazem goryczy i pogardy. 
 Oj, wy, wy, zoniki, drapieniki, wstydu w oczach i Boga w sercu nie majcy!  gono i z 
gniewem do Fabiana i synw jego mwi.  Czy wy psu oczy sprzedali, eby takie rozbjnictwa 
i awantury wyrabia? I za co? dla jakiej przyczyny? Za gar yta... 
 Nie gar, ale p zagona!  krzykn Fabian  a ty w cudze garnki nie zagldaj, eby 
czasem na twojej gowie nie pky! Ot, z dopustu boego porzednik i jednacz jaki! 
Zaperzony by jeszcze, na czole mia czerwon szram, okoo nasroonej kpki wosw sin 
plam; jednak ze zmieszaniem na twarzy co okoo wozu swego poprawia i oczu nie podnoszc, 
coraz ciszej mrucza: 
 Kruk z rodu zodziej! Bodaj go marnie zabito, chama tego! bodaj on na psa zszed! 
Adam na wz wskakujc, jak piwonia czerwony, krzycza: 
 Kto hrabia, dla tego p zagona nic nie znaczy, ale ubogiemu i prositko drogie! Jan 
arystokrat, to moe swoje darowywa, ale my biedne mrwki, ktre swj gniew maj, gdy 
krzywdy ponosz!... 
Jan parskn szczerym, gonym miechem. 
 Oj, Ada, Ada!  wrd miechu tego woa  chyba ty na morzu rozum swj zostawie, 
kiedy takie gupstwa gadasz! Jaki ja arystokrat? Ja tylko to wiem, e nijaki porzdny gospodarz 
nie zuboeje, kiedy mu biedny czowiek jak tam gar zboa zenie albo trawin spasie, i 
materia do zwady, a osobliwie do takiego rozbjnictwa z tego wynika nie powinna. Ale twj 
ojciec na wszelk pylink ziemi i na wszelkie ziarneczko mrze z upragnienia, a ty znw w tym 
roku spa ludziom pokazujesz ze strachu, e ci w sodaty zaraz wezm. W cudze garnki 
zaglda nie lubi, ale to wam powiedzie musiaem. Bi si z wami ani z nikim, jak Bg jest na 
niebie, nie bd, ale jzykiem nie poruszy, kiedy takie haniebne postpki widz, to ju nijak nie 
mog. 
Gono z gniewu i oburzenia sapn, rk machn i wyzywajcym ruchem czapk na gowie 
przesunwszy, na swoje zagony wrci. 
Nic ju prawie na tych zagonach do robienia nie pozostawao; troch stojcych jeszcze na 
nich kosw za krtki kwadrans upa miao pod sierpami niwiarek. Starzyska mwia o 
pszenicy, ktrej zbieranie w poniedziaek zaczyna trzeba, bo tak ju dojrzaa, e wnet 
wysypywa si zacznie. 
 Bo to panienka  gadaa dalej  pewno ju do nas drugi raz nie przyjdzie, takie grubiastwo 
dzi obaczywszy. Nadmiar panienka przelka si i ju nawet ucieka chciaa... cha, cha, cha! 
Istotnie, haaliwy spr w polu wybuchajcy strwoy by Justyn tak bardzo, e sierp z rki 
upucia. Oprcz trwogi doznaa moe jeszcze i innych przykrych uczu. Niesmak odmalowa 
si by na jej psowych ustach, brwi cigna i zdawa si mogo, e wzgardliwie na ten kccy 
si i do bjki zrywajcy si motoch ramionami wzruszywszy piesznie, i zaraz odejdzie. Ale 
byo to tylko mgnienie oka, po ktrym co w sobie widocznie zwyciaa i nad czym mylaa. Z 
chciw ciekawoci patrzaa na Jana, gdy usiowa rozbraja walczcych, i suchaa gniewnych 
jego wyrzutw, Fabianowi i synom jego czynionych. Teraz zupenie spokojna, z twarz od 
cigego pochylania si rozognion, zoya na ziemi gar utego zboa i prostujc si 
odpowiedziaa: 
 Albo to tutaj tylko zdarzaj si rzeczy niedobre i smutne? Wszdzie s takie, i daleko 
jeszcze gorsze, a jedyna rnica  w formie! 
W sowach tych wypowiedziaa myl, ktra przed kwadransem zwyciya w niej przestrach i 
niesmak i od ucieczki std j powstrzymaa. Wypowiedziaa j po prostu, agodnie, z lekkim 
wzruszeniem ramion gbokie przekonanie objawiajcym. 
142 
 Z daleka patrzc  z mimowolnym na Korczyn spojrzeniem dodaa  mona wyobraa 
sobie, e tam, wyej, nic zego ani brzydkiego nie ma, ale z bliska... jeeli nie jedno, to drugie, i 
moe jeszcze gorsze... jedyna rnica w formie! 
Starzyska w grube i pokaleczone, ale ksztatne, suche rce klasna i zawoaa: 
 Bo to panienka prawd mwi. Owszem. Wszdzie znajd si ze ludzie... tylko jedni 
inaczej, a drudzy inaczej zo swoj okazuj... A Bg najwyszy na jednym polu i barana, i 
koza cierpi... 
 Jaki ja kontenty, jaki ja kontenty, e pani tak sobie pomylaa  zabrzmia obok Justyny gos 
Jana  a to ju mnie do gowy przychodzio, e pani Bg wie za kogo nas poczyta, moe za 
rozbjnikw jakich... 
Promienia cay, mia si i nie wiedzie czemu, pochyliwszy si nagle, kilka kwiatw ze 
cierniska zerwa. Nie myla o nich wcale, ale chcia ukry pomienie, ktre mu czoo, policzki, 
uszy i a ogorza szyj opyny. Z tym jeszcze powoli spywajcym poarem krwi i ze 
szczeglnie przy nim odbijajcym zamyleniem w oczach powtrzy sowa Justyny: 
 Jedyna rnica w formie... czyli e wszelakie charaktery wszelako bywaj objawiane: u 
jednych piknie, u drugich brzydko... ale to jest forma, czyli powierzchowno i znikomo, a 
prawdziwy walor czowieka w tym, co on we rodku ma... 
Zrozumieli myli Justyny wybornie j zrozumieli oboje: i syn, i matka. Antolka wp gobie, 
a wp dziewicze swe oczy z ciekawoci niezmiern i ze sodycz gbokiego lubowania si ku 
Justynie wzniosa. 
 eby to Justynka w poniedziaek bez gorsetu przysza, tobymy moe i cay dzie razem 
y...  szepna. 
Przed dwoma ju dniami zawary pomidzy sob umow, e wzajem po imieniu nazywa si 
bd. 
 Bo to i robotnica tobie, Janku, przybya! Facecja, dalbg, facecja! cha, cha, cha! 
Gonym, filuternym miechem, na wsze strony oczami byskajc, zaniosa si Starzyska, a 
potem nog o ziemi uderzajc i szeroko ramionami rozmachujc zawoaa: 
 A teraz, owszem, do roboty, dziatki! Bo to jeszcze jaki kwadransik i calutkie te plko 
Jankowi ogolim! wawo, dziatki, wawo! A i ty, Janek, za ten sierp chwyci si moesz, ktry 
Alusia tam na zagonie rzuciwszy, sama za ojcem pobiega! To nic, e takim wielkim 
mczyzn wyrose, swoim babom dopomc nie wstydno! wawo, dziatki! 
Wyrazem dziatki i now robotnic sw ogarniaa. wawo wszyscy czworo rzucili si ku 
zbou, wawo i milczc li; tylko raz Antolka zachichotaa z mimowolnych stka, ktre 
niekiedy wydzieray si z piersi Justyny. Justyna zamiaa si tak gono, jak nie miaa si 
nigdy, i zaledwie oddycha ju mogc upewnia zacza, e wcale a wcale zmczon si nie 
czuje, a Jan, z ogromn garci zboa prostujc si w caej swej wysokoci, dziwnie w tej chwili 
powanym i zamylonym ruchem odgarnia z czoa opadajce na nie wosy i w gr, wysoko, ku 
samym obokom patrza oczami napenionymi srebrzystym wiatem. 
Wtem tu za nimi rozleg si gwar kilkunastu grubych gosw, z ktrego wyrni si gos 
jeden, modzieczy, dwiczny i wesoy, ze miechem i klaskaniem rk woajcy: 
 Brawo, Justynko, brawo! Boe dopom robotnicy nowej! Jak si masz, Janku! Jak si ma 
pani Starzyska! Brawo, Justynko, brawo! 
Szczupym, lecz gitkim ramieniem znad ziemi podniesiona Justyna zobaczya modego 
krewnego swego, Witolda, ktry z gon, dziecinn prawie wesooci w miechu, w oczach i 
na promieniejcym czole kilka razy j po zagonie okrci. 
 Duo naa? Dugo a? Czy naprawd  umiesz? Przecie cho raz nie brzkasz na 
fortepianie i nie tuasz si po domu jak Marek po piekle. Bo przecie na wiecie kademu co 
robi trzeba! Prawda, Janku? Pamitasz, Janku, jake mi niegdy z Niemna wyowi, kiedym 
jeszcze malcem bdc pod sekretem przed Julkiem wybra si na pywanie? Julek to pywa mi 
143 
uczy! A panna Antonina czy mnie nie poznaje? Przecie dwa lata temu, i przedtem jeszcze, ile 
razy zbieralimy razem grzyby i poziomki! Ale z ciebie, Justynko, zuch! Znudzia si 
klepaniem po klawiszach i romansowymi ksikami i  posza  brawo! 
miejc si i w rne strony zwracajc ciska rce Starzyskiej, Antolki, Jana, ktry 
przyjanie i poufale mia si take, przypominajc sobie, jak o lat blisko dziesi modszego od 
siebie Witoldka raz z wody wycign. 
 Czemu Witold nigdy do nas nie zajdzie?  z wyrzutem zapyta.  Do Fabianw cigle 
chodzi i do Walentych, nawet u adysiw raz by, a o nas zapomnia. 
 A kiedy twj stryj podobno chory i nie lubi widywa si z nikim! Ale zajd, dzi jeszcze 
zajd. Ja dzi na polu prawie cay dzie przesiedziaem, tam pod laskiem, i tak nagadaem si z 
ludmi, e a mi jzyk piecze... 
Tu, jak swawolne dziecko, jzyk z ust wysun i wnet poskoczy za gromad z kilkunastu 
mczyzn zoon, ktra mina ju ciernisko Jana i z gwarem grubych gosw postpowaa 
drog wzdu okolicy sunc nieszerokim szlakiem. 
Wieczr zreszt nastawa. Za okolic i rzek soce poow ognistej tarczy iskrzyo si nad 
borem. Ostatnimi promieniami jego przeniknity, koami wozw i licznymi stopami ludzi 
podniesiony, zoty tuman pyu owin znowu dugi szereg domostw i ogrodw, potne grupy 
drzew rozoystych, spltan sie potkw i cieek. Biay pas drogi i wszystkie cieki, 
podwrka, wskie przejcia pomidzy cianami wirnw i stod napeniy si powracajcym do 
domw mrowiem ludzi i zwierzt. W powodzi zieleni i tumanie pozoconego pyu pojedynczo i 
gromadnie przesuway si, krzyoway si z sob, tu ukazyway, tam znikay barwiste kobiece 
ubrania, gowy w czapkach, chustkach i warkoczach, twarze zmarszczkami pokryte, mizerne, 
smutne lub rumiecami kwitnce i pomimo przebytego dnia cikiej pracy w wesoych 
umiechach ukazujce perowe rzdy zbw, ale wszystkie ciemn brunatnoci ogorzelizny 
obleczone i wszystkie lnice od potu, zaledwie poczynajcego wysycha na daleko bielszych 
ni policzki czoach. Powietrze huczao od gwaru ich gosw, od ryku krw, meczenia owiec, 
turkotu k i szczekania psw. Sycha byo guche postkiwania kobiet usiujcych prostowa 
zbolae plecy pod odzie, na ktrej ciemniay mokre plamy potu, i chichoty dziewczt, ktrym 
niesione sierpy nie przeszkadzay w grubych i ciemnych rkach ukada maych wizanek lub 
wiankw z zerwanych po drodze kwiatw. Sycha byo cienkie gosy dzieci wybiegajcych na 
spotkanie matek, swawolne krzyki podrostkw, gdakanie kur, gruchanie gobi i pianie kogutw. 
W zagrodzie Anzelma czerwone blaski soca dugimi szlakami kady si na puszystym 
kobiercu po raz drugi podrastajcej koniczyny i ukonymi strzaami wlizgujc si midzy 
gazie drzew, zarumieniay gsto osypujce je owoce. Pszczoy uoyy si ju do snu w 
bkitnym tumie przysadzistych ulw, za ktrymi w migotliwych wiatach zachodu cicho stay 
rozoyste wieczorniki i wysokie malwy. Ogrd by peen wiegotu ptastwa i zapachu kwitncej 
rezedy zmieszanego z ostrymi woniami mity, piowiei i boego drzewka. Za gstym listowiem 
stuletniej sapieanki dwa okna w bkitnych ramach gorzay jak rozpalone rubiny. Przez otwart 
na ocie bram na szerok, ladami k zbrudon i od dzicieliny bielejc drog z rykiem i 
meczeniem wchodziy mae trzdki krw i owiec. 
Pomidzy drzewami Anzelm w grubej swej sukiennej kapocie i wielkiej baraniej czapce 
przechadza si z Witoldem Korczyskim zwykym sobie powolnym krokiem, modego swego 
gocia od drzewa do drzewa prowadzc. Od wielu ju lat na robot w pole nie wychodzi, dla 
czego w okolicy nosi przezwisko hrabiego. Wszyscy jednak wiedzieli dobrze, e nie pracy 
unika, lecz tumu i gwaru, ktre zna sprawiay mu dolegliw przykro, bo ilekro wrd nich 
si znalaz, wyraz niepokoju, bolesnego niemal rozdranienia okrywa jego zmczone rysy i 
napenia bladobkitne oczy. Prawie z przestrachem w postawie i ruchach otula si wtedy swoj 
kapot, cofa si i usuwa. W zagrodzie swej za to cichy by jak otaczajca go tutaj cisza i od 
wschodu soca a do jego zachodu czyni wszystko, co do czynienia byo: kosi, grabi, sadzi, 
144 
podlewa, grodzi, dopatrywa byda i owiec, a w zimie cepem bi o klepisko; heblem, pi, 
motkiem i siekier pracowa okoo ulw, parkanu i domu. Wszystko to robi powoli, lecz 
nieustannie, z monotonnymi ruchami, w ktrych tkwio wieczne jakby zamylenie duszy, daleko 
od obecnej rzeczywistoci ulatujcej. Dzi przez dzie cay z pomoc najtego parobka ukada 
w stodole snopy przez synowca z pola przywoone, a gdy ju snopw zabrako, parobkowi po 
wod zej kaza do rzeki, sam za dopatrywa kasztana i gniadej, ktrych Jan po raz pierwszy 
moe w swym yciu sam nie dopatrzy, z gorczkowym popiechem na pole wracajc. 
Wyszedszy ze stajni Anzelm jak wryty stan przed wrotami i z rki daszek sobie nad oczami 
robic, w gb ogrodu patrza. ty Mucyk, z lisim pyskiem i ogonem, miota si tam jak 
szalony, ujadajc i zarazem trwoliwie cofajc si przed wielkim, czarnym wyem, ktry 
poprzedza dwch rodkiem ogrodu postpujcych ludzi. Jednego z tych ludzi Anzelm pozna od 
razu. By to fanfaron i elegant Micha, w ubraniu z dymki kanarkowego koloru, idcy tu pewno 
w nadziei zobaczenia Antolki, do ktrej od przeszej zimy widocznym by aspirantem. Ale 
drugi... Tego drugiego pozna Anzelm wtedy dopiero, kiedy si znalaz przed nim o kilkanacie 
krokw, i nie pozna nawet, raczej domyli si, kim on by, i mimowolnym, instynktowym 
ruchem otulajc si kapot, cofn si nieco. W oczach jego zagra bolesny niepokj, a cienkie, 
blade wargi ironicznym umiechem drgny pod powym, siwiejcym wsem. 
 Korczyski  szepn  mody Korczyski... na co? po co? dla ja... ja... kiej przyczyny? 
Jednak, tak jak i w w wieczr, gdy po raz pierwszy zobaczy Justyn, krokiem powolnym, 
ale uprzejmie naprzd postpi, gestem grzecznym i dwornym czapk nad gow podnoszc. 
Zdawa si mogo, e pomimo cierpienia, jakie sprawiao mu wszelkie zetknicie si z ludmi  
zt y m imoe szczeglniej ludmi  ukazywanie si wobec nich uprzejmym, nawet wytwornym 
za konieczno dla wasnej swej osobistej godnoci uwaa. Jak wtedy rki Justyny, tak teraz 
piesznie ku niemu wycignitej doni Witolda kocami palcw zaledwie dotkn i nie na gocia, 
lecz kdy daleko patrzc przemwi: 
 Nie spodziewaem si, nie spodziewaem si takiej promocji i ta... ta...kiego miego 
spotkania! 
 Widzi Witold  zaostrzonego wsika pokrcajc triumfujco zawoa przystojny, miay 
chopak w kanarkowym ubraniu.  Czy ja Witoldu nie mwiem, e bdzie grzecznie i jak si 
naley przyjtym? A to Anzelm tak ju za swoj dziko na ludzkie jzyki pad, e Witold nijak 
do Anzelma i nie mia. Chc, a nie miem  powiada. A ja wziem, przyprowadziem, 
zaznajomiem, i koniec, i basta! A gdzie to panna Antonina? 
I skoczy ku domowi, w ktrego sieni sycha byo miejce si gosy i huk obracanych aren. 
W maej, przyciemnionej sieni Starzyska wawo obracaa okrgym kamieniem aren. 
 Ot, tak, panieneczko, ot, tak, robaczku, okrca trzeba i okrca... 
Siwiejce wosy spod biaego czepka opaday jej na twarz rozognion i spotnia, ale po 
caodziennym ciu nie wygldaa wcale mniej spryst i waw. 
 O, ciko!  zawoaa Justyna, gdy kamienne koo zaturkotao pod jej rkami. 
Oparty o odrzwia wysoki mczyzna, ktrego niena koszula bielaa, lecz rysy znikay 
prawie w pzmroku sionki, mia si cichym, w gbi piersi szemrzcym miechem. 
 Rczki ju nadmiar zmczone, niech ju odpoczn sobie, te mie, liczne rczki... Do takiej 
pracy nie wzwyczajone. 
Przez drzwi otwarte wida byo kuchni do obszern, w ktrej po samym rodku siedziaa 
gromadka krlikw, tak uaskawionych, e ludzkie gosy i kroki wcale ich nie poszyy. Tylko w 
nierozwikanej tej mieszaninie dugich uszu i czarnej, biaej, szarej szerci z dziesi par oczu 
byszczao na ksztat czarnych paciorek w koralow opraw ujtych. Przed niewielk kuchenn 
pyt, ogromnym kapturem osonit, staa Antolka, caa w wietle rozpalonego w piecu ogniska. 
Zotawe blaski obejmoway jej wt, wysmuk kibi, drobne rysy rowej twarzy i wosy pene 
145 
widncych kwiatw. Stawiajc na pycie garnek peen wody nagle drgna. Kanarkowy 
kawaler, wybornie naladujc kukawk, za plecami jej zawoa: 
 Kuku! kuku! kuku! 
 O Jezu!  zawoaa i usta nieco wzgardliwie wyda, cho w ciemnych jej oczach przebiegy 
wesoe byski  czy to pan Micha nic dzi nie zmczony, e a tu jeszcze dokazywa przyszed? 
 Ja okropnie zmczony! oj, oj, oj! jaki ja zmczony! Chyba mnie panna Antonina usie przy 
sobie pozwoli, bo jeeli nie, to tak zaraz, hrym! i z wielkiego zmczenia do nek padn! 
 Nie zapraszam i nie zabraniam  umiechna si dziewczyna  tylko ciekawo, dlaczego 
pan Micha na wieczerz do domu nie idzie. Czy to pan zwykle wieczerzy nie jada? 
 Kiedy ja biedny czowiek jestem, sierota bezenny, i nie ma dla mnie komu wieczerzy 
gotowa! 
 A ciotka? 
 E! jaki tam smak w ciotczynej wieczerzy! Ja tu przyszedem w nadziei, e na t wieczerz 
zaproszony bd, ktr panna Antonina wasnymi rczkami zgotuje. Czy mnie do tych 
przynalee przeznaczono, ktrzy nadziej za matk sobie maj? 
 Nie potwierdzam i nie zaprzeczam  filuternie odpowiedziaa dziewczyna. 
On podunymi, z szar renic oczami miao i razem czule na ni patrzc, dalej rozmow 
cign: 
 A ebym ja by kotkiem, toby pani inaczej mnie przyjmowaa, bo bardzo kotkw lubi. No, 
to ja zrobi si kotkiem. 
I z wiernoci niezmiern przecige miauczenie kotw naladowa pocz. Na ustach coraz 
rowszej dziewczyny przelatyway i drgay umiechy. Spuszczaa jednak powieki, wargi 
przygryzajc. 
 I kotka panna Antonina dobrym swkiem pogaska nie chce? No, to ja sid sobie na 
drzewie i przemieni si w paczcego puchacza! 
Siad na awce u pieca stojcej, gow nisko zwiesi, ramiona u piersi skrzyowa, nogi daleko 
przed siebie wycign i zanis si aoliwym, a do zudzenia podobnym lamentem puchacza. 
Byo to ju wicej ni znie zdoaa powaga dziewczyny. Wybuchna takim miechem, e a 
na ziemi pod piecem przysiada. 
 Cha, cha, cha, cha, cha! dwicznym, nieposkromionym, szesnastoletnim chichotem 
miaa si Antolka. 
 Puha! puha! puha!  wtrowa jej miechowi coraz zawzitszy i aoniejszy krzyk 
puchacza. 
 W ogrodzie, w penym jeszcze sonecznych blaskw wietle, Anzelm ogrd swj gociowi 
ukazywa. Witold bacznie i z zajciem oglda mode drzewka, czste czynic uwagi nad 
niezupenie dobrym ich hodowaniem. Tu gazie nie byy obcite, jak naleao, gdzie indziej 
zbyteczne pdy pozostawionymi zostay, tam nie odjto pkw, ktrych istnienie wyniszczao 
drzewo. Anzelm ciekawie sucha i uwanych, zamylonych oczu nie spuszcza z twarzy 
Witolda. Twarz ta, oywiona, nerwowa, z bladaw cer i troch zmczonym czoem, t miaa 
waciwo, e jakimikolwiek byy myli, ktre w chwili jakiej napeniay gow modego 
czowieka, pona w nich caa, jakby w unie z wewntrznego poaru bijcej. 
 Pan tego wszystkiego uczy si teraz  powolnym, monotonnym swym gosem zacz 
Anzelm  i wida, e uczy si nieobojtnie. Ja bez adnej nauki sadek ten zaoyem, a i poradzi 
si take nie byo u kogo. Tote i dowiaduj si ze sw pana, e niejedn zrobiem pomyk... 
Wierz... wierz... Nauka ludzkim czynnociom przywieca... 
Mwi z widocznym roztargnieniem, o czym innym mylc, a wzrok jego coraz przenikliwiej 
i gbiej zatapia si w twarzy modzieca. Nagle policzek na do spuszczajc, cicho szepta 
zacz: 
146 
 Ale jaki pan jest podobny do stryja swego, pana Andrzeja! Chryste, jaki podobny! I czoo, 
i oczy, i gos, i mwienie, wszystko takie... jakby pan Andrzej z mogiy powsta... 
Blade renice jego wejrzeniem pobiegy daleko, ku zaniemeskiemu borowi, a potem znowu 
w twarzy Witolda utkwiy. 
 Tylko  zacz jeszcze  nie daj Boe panu takiego... lo... lo... losu! 
Zajkn si dlatego moe, e we wntrzu swym zaraz sowom swym zaprzeczy. Podnis 
pochylon dotd gow, czapk na niej poprawi, powoli wyprostowa przygarbione plecy. 
 Albo i nie  ze srebrnym byskiem oczu poprawi si  albo i nie! Daj Boe kademu 
dobremu tak y i tak umrze, choby i przedwczenie! 
Serdecznym i zarazem ostronym jakby ruchem Witold w obie swe donie wzi jego rk. 
 Za drugie yczenie dzikuj!  wzruszonym gosem wymwi  ycia bez wyszych uczu i 
myli nie chc i wolabym umrze wczenie z wielkim ogniem w piersi nili z kamieniem lub 
mtn wod y wieki ! 
Zrazu przy dotkniciu modego czowieka Anzelm uchyli si nieco i zwykym sobie 
trwonym ruchem otuli si kapot. Nie ucisn te rki Witolda, ale w sowa jego cay 
wsuchany, usta w zdziwieniu otworzy i z cicha wymwi: 
 Nie spodziewaem si... nie spodziewaem si ju w swoim yciu mowy takiej sysze... 
Chryste! Czy ubici mog drugi raz oy? 
 Nie  zawoa Witold  oni sami pi na wieki, ale uczucia ich i myli kry nie przestaj 
w przestrzeni i pon w powietrzu, a wejd znowu w ywych, modych, silnych, kochajcych 
ziemi i ludzi! 
 Amen!  dokoczy Anzelm, po czym oba stali przez chwil wzruszeni, milczcy i 
wzajemnie w siebie wpatrzeni. 
 Moe by  zacz Witold  e kiedykolwiek, gdy po skoczeniu nauk do Korczyna wrc, 
w wielu wzgldach o pomoc pana prosi bd. 
 Mnie?  zadziwi si Anzelm i cofn si znowu troch.  Ej, nie!  ze spokojnym ju 
zamyleniem mwi dalej  ze mnie ju adnej pomocy nikomu nie bdzie. Lata si ujmuj i 
ubiegej wody nie wrcisz. Ale to jest prawda, e kiedy pan w Korczynie osidziesz, trudno 
bdzie, trudno... uskutecznia dobre zamiary. Mnie, w moim zaciszku siedzcemu, zdaje si 
podczas, e jakie wielkie lody wiat ten pokryy i zrobio si na nim nadmiar ju zimno. Z nieba 
na nas leje si pochmurno, a my w tej pochmurnoci tak jak prawie groch rozsypany, ktrego 
kade ziarnko toczy si po osobno i po osobno gnije... plonu nie wydajc. Kiedy to byy midzy 
ludmi insze mylenia i insze zamiary, ale wszystkie czasy maj swj czas i kada rzecz przed 
oczami czowieka jak woda ubiega, jak li zwidnity knie... 
 Dziwnie pan smutny jeste i zdawa si moe, e ju o wszystkim dobrym zwtpie  z 
palc ciekawoci w twarz mwicego wpatrujc si przerwa Witold. 
Zamylony umiech przewin si po ustach Anzelma. 
 Zasmciem si ja raz w yciu swoim tak, e i na zawsze smtny ju ostaem, to jest prawda. 
Ale co do zwtpiaoci, to bynajmniej! Widziaem ja, owszem, stare drzewa, co prchniay i 
waliy si po lasach, swoje przeywszy, ale naokoo nich wychodziy z ziemi latorocie zielone i 
swoj kolej w silne drzewa wyrastay. Ot, i pan teraz tak prawie jest latoroci, co nowy las 
przepowiada, a jeeli panu w jakiej trudnoci czy w jakich zamiarach pomocy bdzie trzeba, to 
nie ode mnie pan j wemiesz, ale od mego Janka, ktry zarwno jest jak latoro, co na mogile 
silnego dbu wyrosa. Tymczasami... 
Nagle oywi si i prdzej nieco mwi zacz: 
 Tymczasami ja coci ju i syszaem o rnych paskich rozmowach z ludmi i radach, 
ktre pan dajesz. Ot, wczoraj Walenty przyszed do nas i mwi, e pan z usilnoci ludzi 
namawia, eby zoyli si wszyscy i ze cztery studnie w okolicy wykopali, toby nam woda tak 
prawie krwawa nie bya. I Micha rozpowiada, e pan zbudowanie splnego myna doradzasz, 
147 
aby ju na arnach mle potrzeby nie byo, i rne tam insze myli ludziom do gw podajesz. 
Owszem. Mnie tylko dziw bra, skd to wszystko wzio si u syna pana Benedykta 
Korczyskiego, ktry dla nas wszystkich prawie taki jest obojtny, jakby on tylko by 
czowiekiem z dusz przez Pana Boga jemu dan, a my kamieniami, ktre nogami potrca i 
odpycha trzeba. 
 Niech pan tego nie mwi, o! niech pan tego nigdy przede mn nie mwi!  porywczo 
zawoa Witold i pomienne rumiece uderzyy mu do czoa. 
 Sam to ju czuj, e zbyt miele przed synem na ojca powiedziaem, i o wybaczenie prosz 
 ze sabym te rumiecem na chudych policzkach i znowu trwonym ruchem owijajc si 
kapot przemwi Anzelm. 
 Nic to, nic! Pan nie bye zbyt miaym, tylko, widzi pan, ja ojca mego... dla mnie ojciec... 
no, ale nie mwmy ju o tym! lepiej ja panu opowiem niektre z moich myli, czego bym dla 
was pragn i o czym myl, e by powinno... 
Przechadzali si teraz z wolna pomidzy drzewami w jaskrawych blaskach zachodu, ktrego 
ukone strzay lizgay si po ich gowach i twarzach. Witold mwi jak zwykle prdko i 
popdliwie, z gestykulacj yw, z ruchliw gr rysw o czym towarzyszowi swemu 
opowiadajc, co mu tumaczc. Anzelm z przygarbionymi plecami i twarz prawie nieruchom 
sucha go z uwag i ciekawoci, rzadko kilka sw zapytania lub odpowiedzi w rozmow 
wtrcajc. Par razy jak w tcz wpatrzony w twarz modzieca, cicho do samego siebie 
przemwi: 
 Jaki do stryja podobny! Chryste! jaki podobny! 
I w miar przeduania si rozmowy ciga, chuda, z lekka zarowiona twarz jego pod 
wielk, barani czapk okrywaa si wyrazem dziwnie z sob zmieszanych uczu: marzycielskiej 
radoci i niezgbionej tsknoty. Wejrzenie jego coraz czciej biego daleko, ku 
zaniemeskiemu borowi, a dugie, blade rce, do poowy w rkawy kapoty wsunite, splatay si 
palcami silnie  trudno byo odgadn, czy w radoci niespodziewanej, czy w aoci 
wspomnie. 
Na dugiej awce u ciany domu stojcej, pod sigajc dachu, ogromn gazi sapieanki, za 
wysokimi malwami i wieczornikami, w woniach rezedy i piowiei dwoje modych ludzi 
rozmawiao z sob dugo i z cicha. Dlaczego z cicha? Oni jedni tylko przyczyn tego zna mogli, 
jeeli sobie o niej spraw zdawali, bo tajemnicy adnej w rozmowie ich nie byo. Mczyzna 
trzyma w rku gar dzikich kwiatw i zi, ktre jedne po drugich kobiecie podawa. 
 Widzi pani, jak bawatki ju posiwiay! A takie byy szafirowe, liczne! To tak prawie, 
jakby i jasne lato starzao razem z nimi... A to przekwity brodawnik; zdaje si tylko taka kulka 
puchu, a przy socu wyglda, jakby z najpikniejszego szka bya zrobiona. Szkoda, e jak 
dmuchn, rozleci si zaraz na wszystkie strony i zniknie. Moe to i szczcie czowieka takie 
same, jak ta kulka puchu. Dzi jest, a jutro przeciwny wiatr powieje i daleko odegna wszystko, 
co czowiekowi nad ycie miym byo. Jak pani myli, panno Justyno, czy szczcie czowieka 
zawsze jest takie niestae? 
 Nie wiem  odpowiedziaa kobieta  ja myl czasem o szczciu takim, ktrego by adne 
najprzeciwniejsze wiatry rozwia nie mogy, i innego  nie chc. 
 To panna Justyna myli, e ludzie mog ciko pracowa i wszelakie biedy znosi, a 
szczcia swego nie utraci? 
Wp powanie, wp ze miechem odpowiedziaa pytaniem: 
 A Jan i Cecylia? 
Chwil milczeli. 
 Ot, ta gazka z tymi adnymi kitkami nazywa si tymotka, a ten rowy kwiatek to zajczy 
lenek, a te te, takie jak prawie ogie te kieliszki... 
148 
Z gbi domu, z kuchni, w ktrej Antolka wieczerz gotowaa, doleciao grube i dugie 
bekotanie indyka, przy ktrym wybuchn srebrny i nieposkromiony miech dziewczcy. 
 Cha, cha, cha, cha, cha!  nieskoczon, zda si, gam miaa si dziewczyna. 
 Botubotubotu!  miechowi jej wtrowao wyborne naladowanie indyczego krzyku. 
 Micha, widzi pani, ju z rok do Antolki chodzi i chce z ni eni si. Moe co z tego i 
bdzie, tylko nie zaraz, bo stryj i ja nie pozwolimy jej w szesnastu latach za m wychodzi. 
Jeeli wiernie kocha, to niech jakich lat dwa albo i trzy poczeka, pki dziewczyna wzmocni si 
w sobie i pomdrzeje. Drugiemu smtny byby ten odkad, a jemu nie! Zawsze wesoy i 
wszelakich konceptw peno mu w gowie. Ja temu dziwuj si, bo cho z przyrodzenia 
smtliwy nie jestem, ale kiedy w jakich zamiarach swoich przeciwnoci dowiadczam, to, zdaje 
si, do grobu poszedbym zaraz. 
W kuchni wesoo i dononie zagwizdaa wilga, a jakby w odpowied jej z zagrody Fabiana 
doleciao take gwizdanie na nut pieni: 
A kto chce rozkoszy uy, 
Niech idzie do wojska suy... 
 Te kieliszeczki, takie prawie te jak ogie, to kwiat mokrzycy, a ta gazka, widzi pani, ja 
j do rczki pani przyo i zaraz przylepi si tak, e i oderwa bdzie trudno, dla tej przyczyny i 
nazywa si ona lepka. 
Ostronie, z umiechem na rku jej pooy zielon gazk, ktra te istotnie mnstwem 
swych drobniutkich, zaledwie widzialnych kolcw do niej przylgna. 
 Czy pani doprawdy popynie z nami jutro na Mogi? 
Pochyli si troch i niemiao w twarz jej spojrza. 
 Bo to troszk i wstydno, e do tego czasu nigdy jej pani nie odwiedzia... 
miao tego zarzutu w dziwnej bya sprzecznoci z niemiaoci, z jak na mgnienie oka w 
twarz jej spojrza. Ona zamylonym wzrokiem daleko gdzie patrzaa. 
 Ilu, ilu ja rzeczy w yciu swoim wstydzi si musz  powoli i ze zsunitymi brwiami 
wymwia  a nigdy  dodaa  nigdy tego tak mocno nie uczuam jak teraz. 
 Pani pewno popynie jutro z nami? 
 Najpewniej. 
 A jeeli czasem stryj zostanie w domu? 
Spojrzaa na niego pogodnie, ufnie i odpowiedziaa: 
 Popyn z panem. 
Tu obok zielonej gazki na rku Justyny czerwienia si szrama od dranicia sierpu 
pochodzca. Jan patrzc na t row szram, tak jakby oczu od niej oderwa nie mg, z cicha 
mwi: 
 Bo to, widzi pani, ju ja dzi z twarzy stryja widz, e go jutro chandra schwyci. A kiedy go 
ju ta pochmurno napadnie, to za nic z domu nie wyjdzie, nie je, nie pije i z nikim gada nie 
chce. Tak czasem przeyje dzie jeden, a czasem dwa i trzy dni... My potenczas z Antolk na 
palcach chodzim i cicho gadamy, tak jakby umary w domu lea... Taka ju u niego duszna 
choroba jaka! 
W tej chwili Anzelm, niezwykle piesznym krokiem Witolda wyprzedzajc, zbliy si do 
jednego z otwartych okien domu. 
 Ja panu zaraz te ksiki poka  mwi  zaraz po... po... po... ka! 
Wska awka nie bronia wcale przystpu do okna; owszem, Witold przyklkn na niej i do 
wntrza zajrzawszy, jednym spojrzeniem ogarn do szczeglnie wygldajc izdebk. By to 
tak zwany przeciwek, dlatego t nazw noszcy, e sie go rozdziela z obszern wietlic. 
Malutka to bya izdebka, wicej duga ni szeroka, z niskim, belkowanym sufitem 
149 
chropowatymi, skpo pobielanymi cianami. Drewniany tapczan z siennikiem, poduszk i na 
domowych krosnach wytkan kodr, prosty st pod oknem, zielona skrzynia, zapewne z 
odzie, i jedno stare krzeso z drewnian tyln porcz stanowiy wszystkie sprzty znajdujce 
si w tej izdebce. Nad kiem wisiay trzy spore obrazy: najwyej, prawie pod sufitem, 
Ostrobramska Maria w ramach, zoconym i do jeszcze byszczcym papierem oklejonych; 
niej, prawie nad sam pociel, dwa szare, w drewnianej oprawie, wizerunki siedzcych na 
koniu rycerzy. Zza ramy witego obrazu wychyla si pk palm wiconych; na szare wizerunki 
opadaa na wieczku zawieszona maa korona cierniowa. U okna, na stole, sta niewielki dzban z 
wod i staa przy nim dnem do gry przewrcona szklanka, a dalej, przy samej cianie, za 
lampk z wysokim kominkiem leao kilka ksiek w zniszczonej oprawie. Po te ksiki Anzelm 
rk wycign i jedn po drugiej podawa je Witoldowi. Przy tym powoli czyta ich tytuy: 
 Psalmy* Kochanowskiego... Niech pan spojrzy na te dwa wyrazy, co na boku wypisane. 
 Andrzej Korczyski  gono przeczyta Witold. 
 Pan Tadeusz... Niech pan spojrzy na te dwa wypisane wyrazy... 
 Andrzej Korczyski... 
 Ogrody pnocne*... Niech pan spojrzy... 
W ten sposb kilka tytuw przeczyta, bladym swym palcem wskazujc napisy im 
towarzyszce, z jednostajnym zawsze brzmieniem. Jeden tylko by nieco duszy. Zawiera si w 
czterech wyrazach: Andrzej Korczyski  Jerzemu Bohatyrowiczowi. 
 Ojcu Janka, jego ojcu  ze szczeglnym ku Witoldowi mrugniciem szepn Anzelm, a 
potem ksiki znowu na stole zoy. 
 Wszystko to od niego, i tyle tylko u nas wiatoci jest, ile jej on zostawi. Gdzie tam! i tyle 
ju nie ma, bo jedni pomarli, drudzy zgupieli i zapomnieli, a s i tacy nawet, co bez 
uszanowania i wdzicznoci, owszem, z pomiewiskiem go wspominaj. Z muu ziemskiego 
zlepieni jestemy i o to tylko dbamy, co tyczy si muu tego, czyli naszego ciaa. Ale kto raz, 
cho troszk, duszne radoci i aoci pozna i dusznego wiata zapragn, ten dla niego ma 
wieczn wdziczno i czuje za nim wieczn tsknot. On tu sia, on owieca, on ten ogie, o 
ktrym pan tylko co mwi, w sercach ludzkich podtrzymywa, on za niego i mod gow swoj 
odda... Nieche mu wiato Twoja niebieska, o Boe sprawiedliwy! wieci na wieki wiekuiste, 
amen! 
Gow ku rkom splecionym pochyli i dwie grube zy cieky na dwie ogniste plamy, ktre 
przy ostatnich sowach wybiy si mu na policzki. Witold wpklczc na niskiej awie, o ram 
okna ramieniem oparty, wpad w zamylenie dugie i pospne. Do dziwn byo rzecz, jak ta 
twarz modziecza mienia si stosownie do wewntrznych porusze duszy. Przed godzin 
wesoy, prawie swawolny jak dziecko, potem cay oblany un apostolskiego zapau, teraz 
wyglda tak, jak gdyby skpa si cay w cierpieniach, klskach, upadkach i urganiach 
napeniajcych cae lat dziesitki. Istotnie, by on w nich skpany, wzrs wrd nich, zaprawiy 
mu one krew i myl, a teraz, dziecko prawie, sta z chmurnym czoem twardo dowiadczonego 
ma i ponurym wzrokiem kogo, kto patrzy w ciemne i niezgbione otchanie. Dugo przecie 
trwa to u niego nie mogo i po chwili ciekawie znowu przypatrywa si wntrzu izdebki 
Anzelma. 
 Izdebka pana przypomina klasztorn cel  zauway. 
Anzelm take poskromi wzruszenie swe albo je ukry i ze spokojnym ju umiechem 
odpowiedzia: 
* Psa l my Jana K o  h a  o w sk i e g o -mowa tu o Psaterzu Dawidw, wydanym po raz pierwszy w . 
1578 i odtd wielokrotnie przedrukowywanym.
* O g  o d y p    o   e -w w. XIX by to podstawowy podrcznik ogrodnictwa, napisany przez J. Strumi; 
od . 1820 do 1862 mia 6 wyda (informacja zaczerpnita ze wspomnianej ju pracy Hryniewieckiego). 
150 
 A tak. Ja te j celk swoj nazywam. W jednej piosence s takie sowa... piewaem ja t 
piosenk, czsto piewaem, kiedy jeszcze pogoda i upa na wiecie panoway: 
Ty bdziesz pann, ty bdziesz pann 
Przy wielkim dworze; 
A ja bd ksidzem, a ja bd ksidzem 
W biaym klasztorze... 
151 
IV 
Czno, wysane gami srebrnej topoli, Jan silnie od brzegu odepchn, a potem sam w nie 
wskoczy. Z wiosem w rku, z czoem na wp tylko daszkiem czapki osonitym, w krtkiej, 
kolan nie sigajcej siermidze, zielonymi tamami przyozdobionej, z umiechem towarzyszk 
sw zapyta: 
 Czy wygodnie? 
 Wybornie  odpowiedziaa. 
Zielone i wonne posanie z lici byo istotnie wygodnym; przykrywaa je do poowy jej biaa 
suknia. Kilka lat ju mino, odkd ani razu nie pomylaa o przybraniu si w ten strj prosty i 
tani, ale wiey zalotnie odkrywajcy szyj jej i cae prawie ramiona. Od dawna te nie ukadaa 
swych czarnych wosw w sposb tak dobrze uwydatniajcy pikne linie niskiego jej czoa i nie 
zwijaa ich z tyu czaszki w wze tak ciki i malowniczo opuszczajcy si na kark, z lekka 
przez ogorzelizn pozocony. W kilka godzin po poudniu zstpia z wysokiej gry ku rzece i na 
chwil stana w tym miejscu, gdzie w rwnej prawie linii z zagrod Anzelma, porodku gry, 
na maej jej wypukoci, wyrastaa gruba, rozoysta topl. Pod topol stana, pochylia si i w 
d spojrzaa. W dole, na wskim, piaszczystym wybrzeu, tu przy cznie wysanym zieleni, 
Jan spostrzegszy j, wysoko wznis czapk nad jasnozotymi wosami. 
 Dzie dobry!  dononie zawoa. 
Woda pod dotkniciem wiosa zaszumiaa, czno zakoysao si i z przybrzenej mielizny na 
to spyno. 
 A stryj?  zapytaa. 
 Chory. Wczoraj po poegnaniu si z pastwem do swojej izby poszed i drzwi na kruczek* 
zaszczepi. Przez okno tylko wida, e na tapczanie ley oczy sobie rk zasoniwszy, senliwy 
taki czy w mylach utopiony? Bg to wie! 
W gr rzeki powoli pynli. Nad rzek wznosia si z jednej strony naga, ta ciana, z 
nieruchomym borem u szczytu; z drugiej wysoka, zielona gra, u ktrej wierzchu biae i szare 
domostwa okolicy, z gankami swymi, wieccymi oknami i dymicymi kominami, jak paciorki 
jedno po drugim wychylay si zza zieleni potnych drzew i przezroczystych gajw. Od 
kadego z domostw biegy ku rzece wydeptane cieki i amic si w rne kierunki, rysunkiem 
biaych linii okryway zielony, w garby i paszczyzny pogity stok gry. Upalne soce 
osypywao niecigniony szlak wody ulew iskier, a tu i wdzie amice si w falach promienie 
jego tworzyy ogniska olniewajcych wiate. Chwilami te ogniska wyrzucajce z siebie niskie 
snopy promieni blady lub cakiem gasy, a w bkitach wody, pod delikatnym rysunkiem 
drobnych fal, suny ciemne odbicia przepywajcych pod niebem chmur. Nie byy to chmury 
natychmiastow burz groce, ale raczej biae oboki mtn szaroci wydte, wyduajce si 
wci i przybierajce, z brzegami przelewajcymi si w coraz nowe linie i ksztaty. W cichym i 
parnym powietrzu powoli i nisko sunc, co chwil przysaniay one, to odkryway rozarzon 
tarcz soca, sprawiajc tym w powietrzu zmienn gr promiennych jasnoci i nagych 
przyciemnie. Tam gdzie rzeka daleko przed pomykajcym cznem za br skrcaa, 
* K  u  z e k - tu:haczyk. 
152 
zgromadzay si one, czyy i skon nieba zasaniay cian wenistych, ciemnych, srebrem 
obrbionych kbw. 
 Moe dzi deszcz albo i burza bdzie  zauway Jan, ktry na wskiej aweczce w sam 
prawie dzib czna wprawionej siedzia, w wod patrza i z pochylon nieco gow powoli 
wiosem fale jej rozgania. 
Na wysokiej, zielonej grze znikny ostatnie domy okolicy, a tu za nimi gra rozszczepia 
si na rozpadlin gbok i dug, otwierajc si od strony rzeki olbrzymim trjktem cian w 
ty odgitych i ku szczytom rozwierajcych si coraz szerzej. Jan ruchem gowy wskaza 
Justynie parw Jana i Cecylii i napeniajce go nieprzebite, rnymi odcieniami zielonoci 
mienice si, jaskrawymi barwami kwiatw i jagd nakrapiane gstwie rolinne. Podniosa si 
troch na swym siedzeniu, w tym chaosie linii i barw pragnc odkry stary grobowiec. 
 Schowany on jest przed wiatem i z nijakiej strony zobaczy go nie mona  rzek Jan.  
Chyba jesieni, kiedy drzewa i krzaki wszystkie licie swe utrac, zamajaczy on przed oczami 
tego, kto tdy pynie. Czy pani nie uprzykrzyo si pyn? 
Opowiedzia, e do Mogiy z Korczyna i Bohatyrowicz dwie drogi prowadz. Mona 
przeprawi si na przeciwn stron rzeki naprzeciw dworu lub okolicy i potem dobr godzin i 
lasami; albo pyn trzeba duej, z p godziny, i wyldowa na piaskach, od ktrych do tego 
miejsca i wiorsty nie bdzie. Powiz j t drug drog, bo chcia jej pokaza piaski. 
 Pniej powiem  doda  dla jakiej przyczyny zechciao mi si, aby pani na tych piaskach 
bya. Dla mojej pamici to takie miejsce... 
Nie dokoczy, bo z uwag, mrucymi si nieco przed blaskiem oczami, przypatrywa si 
zacz pszczole, ktra z guchym brzczeniem nisko nad wod leciaa. Z przeciwnego brzegu 
rzeki wracajce pszczoy od czasu do czasu nad gowami pyncych przelatyway, ale ta 
opuszczaa si coraz niej, okrywajc j t lepkoci jak kroplami roztopionego bursztynu na 
socu byszczc. Jan chwiejnego jej i coraz niszego lotu z oczu nie spuszcza i zrcznym 
ruchem, w chwili gdy skrzydami muska wod ju zaczynaa, posun ku niej wioso, na ktre z 
guchym stukniciem osiada. Potem ostronie, troskliwie omdlay owad z wiosa na brzeg 
czna zsun. 
 Szkoda pracowitego zwierztka, aby utono marnie  zauway.  Moe ty moja?  
umiechn si do pszczoy nieruchomo na brzegu czna siedzcej. 
Za wielkim trjktem otwierajcym parw Jana i Cecylii zielona gra przemienia si w 
strom, gadk i nag wynioso, od pokadw marglu zaczerwienion i u samego szczytu 
wystajc szerokim, pogarbionym gzymsem twardej, gorco-tej gliny. Pod tym gzymsem 
ciemniay otwory z niezmiern regularnoci zaokrglone i w rwnych od siebie odlegociach 
cignce si dugim szeregiem. 
 Co to?  ukazujc je zapytaa Justyna. 
Ale zanim towarzysz jej mia czas odpowiedzie, w jednym z tych ziemnych wydre 
zaczerniao co, biel bysno i ptak wysmuky, ze nien piersi i dugimi skrzydy szafirow 
czarnoci poyskujcymi, byskawicznie szybko na d spynwszy, krtym lotem prawie nad 
ich gowami przelecia. 
 Jaskka!  zawoaa Justyna. 
 To s jaskcze gniazda  na okrge otwory patrzc potwierdzi Jan.  Tak ten ptak ma 
przemylno, e w tej twardej i goej skale mieszkania sobie wykuwa. Kiedy nadmiar ciekawy 
byem tych paacw, i czy pani da wiar? przekonaem si, e one tam sobie, te ptaki, prawdziwe 
pokoje i korytarze buduj... Ot, i druga leci, i trzecia, i czwarta!... 
Z pokojw i korytarzy w nagiej i gadkiej cianie wykutych ptaki wylatyway coraz liczniej, 
czarnymi skrzydy i nienymi piersiami na jej czerwonawym i tym tle migocc i szybko 
spuszczajc si nad wod. Szelestem ich skrzyde sposzona pszczoa z odzyskan w spoczynku 
153 
si zerwaa si z brzegu czna i z gonym, tryumfujcym brzczeniem wzbijajc si w 
powietrze, w kierunku parowu i okolicy uleciaa. Jan patrza za ni. 
 Ot, i uratowane pracowite, dobre zwierztko!  z pogodnym, zadowolonym umiechem w 
oczach i na ustach z wolna wymwi. 
 Zawsze to o jedn mier mniej, a o jedn kropl sodyczy wicej na wiecie  dodaa 
Justyna, i zdawa si mogo, e pogodne zadowolenie z umiechu Jana na jej twarz spyno. 
 Prawd pani mwi  wioso w wodzie zatapiajc odpar  umierania i goryczy wszelakich 
peno na wiecie, a sodycz na nim bardzo jest droga... 
 Skd pan wie o tym?  ywo zapytaa. 
Popatrzy na ni dugo, dziwnie, z troch ironicznym umiechem w oczach. 
 Pastwo myl  zacz  e czowiek w prostym stanie bdcy uczucia swego i swoich 
myli nie ma. Ale moe w tym jest pomyka... 
Chcia co jeszcze mwi, ale powstrzyma si, usta mu tylko drgny, krewkim ruchem 
czapk na czole poprawi i ywiej wiosowa zacz. 
 Wiem i wierz  z powag rzeka Justyna. 
Umiechn si znowu i rk skin. 
 Co pani wie?  troch porywczo rzuci. 
 To prawda  odpowiedziaa i caa rumiecem spona. 
Jemu we wpatrzonym w ni wzroku zagra al. 
 Nie ma czego wstydzi si ani smci  agodnie ju przemwi  tak ju pani urodzia si i 
uczya si te czego innego... 
W tej chwili usyszeli aosne skomlenie psa i przewlekym, gapiowatym gosem 
wymwione: 
 Dobry wieczr pastwu! 
O kilkadziesit krokw od brzegu, w malutkim cznie przymocowanym do tyki w dnie rzeki 
utkwionej, siedzia z wd na wod puszczon Julek Bohatyrowicz, a na maym, zielonym 
przyldku, w wycignitej postawie i z oczami w pana swego wpatrzonymi, czarny Sargas coraz 
goniej i przeciglej skomli. Ten pleczysty czowiek, z wielk, czerwon twarz i 
wydobywajc si spod czapki gstwin ognistych wosw, w malutkiej upince nieruchomo nad 
wod siedzcy, mia w sobie co prawie fantastycznego. Wzi by go mona byo za bajecznego 
mieszkaca wd, ktry na chwil tylko i w poowie przybra posta ludzk, drug poow ciaa 
tkwic w swym rodzinnym ywiole. Ale zupenie ludzkim by umiech, ktrym czowiek ten 
wita nadpywajcych. Wida byo zreszt, e takim samym umiechem, szerokim, dziecinnym, 
rzd nienych zbw ukazujcym, wita on wszystko, cokolwiek na niebie i ziemi spotyka 
wzrokiem podunych, penych, szafirowych oczu, tak samo, jak usta, miejcych si dziecinnie, 
niewinnie i przyjacielsko. 
 A dokd?  na pync par patrzc, lecz najlejszego poruszenia nie czynic zapyta. 
 Na Mogi  odpowiedzia Jan. 
 Che, che, che, prosz tylko nie bawi si dugo! 
 A dla jakiej przyczyny? 
 A dla tej, e przed zachodem soca ulewa spadnie, che, che, che! 
Czno Jana otaro si prawie o to, na ktrym siedzia miejcy si wci wodny atleta. 
 Czemu Sargasa do czna nie wzie? 
 Przeszkadza. 
 Gupie zwierz! Przypyn mgby do swego pana, kiedy tak ju tskni... 
 Nie pozwoliem! 
Prdkim ruchem targn wod i maa rybka trzepoczca si u jej koca srebrn iskr bysna 
w powietrzu. 
154 
Jan i Justyna pynli dalej. Jan mwi o Julku. Dziwny to by chopak. Od dziecistwa 
durniem go nazywali, ojciec nawet czsto go bi za nierozgarnito i w familii by on zawsze 
ostatnim. Tote przyrs do Niemna; zdaje si, jakby dusz swoj w tej rzece zostawia; tak pilno 
mu wraca do niej, ilekro opuci j musi. Rzadko te j opuszcza. 
 Na wodzie jada, na wodzie albo przy brzegu czsto i nocuje. Do roboty gospodarskiej 
nadmiar leniwy i niezdatny, ryb mnstwo owi, w bliskim miasteczku je sprzedaje i pienidze 
regularnie ojcu odnosi. Niemen i jeszcze ten pies Sargas to cae jego kochanie. Kiedy trzy lata 
temu do wojska i mia, to po caych dniach lamentowa, jak on bez Niemna wyyje i traf! 
skurczyy si mu dwa palce u prawej rki. Ni z tego, ni z owego skurczyy si; okalecza. 
Wszyscy dobrze wiedz, co o tym okaleczeniu myle. Na to mu rozumu wystarczyo. Gupi 
niby, a chytry. Teraz za niego drugi z rzdu syn Fabiana do wojska pjdzie i dla tej przyczyny u 
nich tam wielka niezgoda w familii panuje. 
 Ale ot!  przerwa sobie opowiadanie Jan  ju i piaski wida!... 
Brzegi rzeki staway si coraz ubosze i dziksze. Z jednej strony, tam gdzie przed 
kwadransem sielsko i malowniczo umiechay si szare i biae domki o k o l i  y, a potem 
wielki parw wspaniale rozchyla wargi swe zielonoci po brzegi nalane, nad nag, gadk, 
czerwonaw cian wida byo stojce rzadkie zboa, tu i wdzie ocienione krzyw wierzb albo 
star grusz. Z drugiej strony brzeg znia si, do rwnego z rzek poziomu spywa, a gsty br 
nie znika wprawdzie, lecz cofa si, usuwany jakby przez rozlege, biae, maymi wzgrzami 
zbawanione piaski. Czno wiozce dwoje modych ludzi skierowao si ku tym piaskom i 
wowymi skrtami przeliznwszy si pord wielkich kamieni, nad pytk wod z 
piaszczystego dna wystajcych, u ldu stano. 
 Prosz stan i naokoo spojrze  gosem cichszym ni zwykle rzek Jan. 
Justyna usuchaa i zatrzymawszy si wzrokiem dokoa powioda. 
Znajdowali si wrd piaszczystego rozogu, ktrego cz nie bez trudnoci ju przebyli. 
Podobnym to byo do jeziora, z jednej strony ujtego w ciemne pkole boru, a z drugiej 
rozdzielonego z rzek, zasaniajcym j pasmem piaszczystych pagrkw. Jak powierzchnia 
wody, tak piaski te pokryte byy nieskoczonymi acuchami zmarszczek, a cho z pozoru 
powietrze wydawao si nieruchomym, unosiy si z nich tu i wdzie niskie tumany i poziomym 
lotem przebywajc mae przestrzenie, opaday na ziemi pyem cichym i tak miakim, e prawie 
ziarnko od ziarnka rozrni w nim byo mona. Br niechtnie jakby usuwajc si w gb 
widnokrgu, zostawia za sob szerokie pasy karowatych, kolczastych, biaoci piasku 
przewiecajcych zaroli i za nimi dopiero powoli wzbija si znowu w wysok, ciemn cian. 
U stp zaroli rowate wrzosy rozcigay daleko swe suche, smtne girlandy, a potem ju od 
kraca do kraca tej pustki nie byo nic prcz pomarszczonych, gbokich piaskw i maych 
tumanw, ktre tu i wdzie wzbijay si na paszczynie lub na ksztat znikomych dymw 
wytryskiway i niky nad okrgymi, nagimi czoami pagrkw. Ani drzewa, ani kwiatu, ani 
najdrobniejszego zika. adnego te dwiku oprcz krakania wrony, ktra ciko i wysoko 
wyleciaa znad rzeki i w borze przepada; adnej barwy oprcz biaoci piasku i szarawej 
rowoci wrzosw, adnego ruchu oprcz suncych po niebie cikich, dugich, mtn 
szaroci nabrzmiaych obokw; adnej woni oprcz suchego i krztuszcego pyu, ktry 
wydawa si oddechem tego miejsca. 
Stopy Justyny pogray si cakiem w miakiej, suchej, gorcej topieli, a wzrok jej ze 
zdziwieniem przesuwa si po tej pustyni, ktrej nie widziaa nigdy, na ktr te prawie nigdy 
nie patrzao adne ludzkie oko, bo adna praca, aden plon i adna dokdkolwiek prowadzca 
droga nie przywodzia tu ludzkich krokw i zamiarw. Ale gdy spojrzaa na towarzysza swego, 
wiksze jeszcze uczua zdziwienie. Jan zdj czapk i zamylonymi oczami wodzi po nagich 
szczytach pagrkw. Mia postaw czowieka, ktry stan na progu kocioa i wpatruje si w 
155 
otarz. Mona by myle, e nigdzie tyle, ile w tym miejscu, nie czu si czowiekiem i nigdzie 
tyle nie doznawa ludzkich, wyszych, od codziennego ycia dalekich uczu i myli. 
 Dawno tu nie byem  zacz te takim gosem, jakim czowiek w progu wityni 
przemawia.  Moe pi moe sze lat nie byem... Stryj woli na Mogi tamt drog chodzi, 
bo raz, jak przez te piaski szed, twarz wprost na ziemi upad i z godzin od paczu rycza... 
 Czeg tak paka?  ze wzruszeniem, z ktrego przyczyn jeszcze sobie jasno sprawy nie 
zdawaa, spytaa Justyna. 
 Bo dugo chorym bdc, z chaty prawie nie wychodzi i pierwszy raz wtedy po swoim 
wskrzeszeniu te miejsce zobaczy, przez ktre kiedyci z wielk kompani jecha... 
Zrozumiaa i wicej nie zapytaa o nic. Jan cigle na wzgrza patrzc sam mwi dalej: 
 Dla mojej pamici te miejsce jest bardzo wane, bo ja tu, z tego pagrka, ostatni raz ojca 
swego widziaem... 
Wskazujcy palec ku jednemu z pagrkw wycign. 
 Widzi pani, tam, ten trzeci od boru pagrek... Dniem i noc, latem i zim pusty on stoi i 
adne nawet ziko uczepi si go nie chce. A jednakowo by kiedy taki wieczr, e od gry 
do dou zdeptay go ludzkie i koskie nogi i ez niemao na niego spado... 
 Pan to wszystko dobrze pamita? 
 A jake! Pani i wiary da nie moe, jak pamitam. Siedem lat podtenczas skoczyem, 
smy mi szed, to moe i nie dziwno, e pamitam. 
Uszli ju byli kilkadziesit krokw naprzd; Jan znowu twarz zwrci si ku pagrkowi i 
stan. 
 Std Niemna nie wida  zacz  ale my wtedy z tego pagrka dwie godziny albo moe i 
trzy patrzali na rzek, ktr przypyway czna i odzie, z jednej strony i z drugiej ludzi 
przywoc. Od brzegu do brzegu za szed i powraca promek na odziach, nieduy... Wszyscy 
przez te piaski przeszli, przejechali, i ju ich wida nie byo. Wieczr zrobi si majowy. Jak dzi 
pamitam, e ksiyc dobrze ju posun si do rodka nieba i tkwi nad samymi piaskami. 
Cicho panowaa na rzece, na brzegach, tylko w borze sowik piewa... Wtenczas ojciec 
pocaowa matk, coci jej poszepta, a potem mnie z ziemi na rkach swoich podnis i 
caowa zacz. Wprzdy nigdy mnie tak nie caowa, bo czowiekiem by wicej pochmurnym 
nieli wesoym i czciej w milczcym zamyleniu pogra si, ni okazywa to, co mia w 
sobie. Cakiem inaczej jak stryj Anzelm, ktry wesoy by, gadatliwy i cay na wierzchu. 
Podobno te za t pochmurno i za te utapianie si w mylach tak nadmiar ojca mego polubi 
pan Andrzej. Ale wtenczas ociec dziecko swe egnajcy w zamknitoci swej nie wytrzyma, 
cisn mnie do siebie tak mocno, e a bolao, i mao nie tysic razy mnie pocaowa. W tej 
samej minucie pan Andrzej egna si ze swoj on i ze swoim synkiem; staa te tam panna 
Marta, ktra w t por moda jeszcze bya, i kiedy troszk wprzdy stryja egnaa, wicony 
medalik jaki na szyi mu powiesia; stao i wicej ludzi rnych ze dworu i z okolicy, moe 
wszystkich osb ze dwadziecia. Nikt tam bardzo gono nie mwi, ale wszyscy rozmawiali, i 
zrobi si z tego taki gwar, jak kiedy wiele razem rojw pszcz brzczy. Do tego dwa konie 
osiodane i pod pagrkiem tym stojce z niecierpliwoci pyrchay, kopytami piasek grzebic. 
Kiedy mnie ociec caowa przesta i z rk na ziemi wypuci, tego momentu ju nie pamitam, 
to tylko pamitam, e zobaczyem go jeszcze, jak obok pana Andrzeja przez te piaski jecha. 
Wida bardzo pakaem i za zami wprzdy zobaczy go nie mogem, bo wtenczas dopiero 
zobaczyem, kiedy ju znajdowa si na poowie drogi pomidzy pagrkami a borem. Ksiyc 
tkwi wprost nad piaskami, a w jego wiatoci ociec i pan Andrzej jeden przy drugim na koniach 
rwnej piknoci jechali. Jechali oni ani bardzo prdko, ani bardzo powoli, czapki ich 
karmazynowym kolorem wieciy, a konie pod nimi podnosiy si rwno, rwno, jak przy 
muzyce... Nie obejrzawszy si ani razu, piaski na ukos tdy przejechali i tam... widzi pani te 
156 
miejsce, gdzie jody mieszaj si z sosnami, tam, w tym miejscu z oczu naszych znikli... Sowik 
w borze piewa... 
Wycignitym ramieniem wskazywa punkt boru, ku ktremu wanie zbliali si powoli. W 
miar zbliania si do lasu piasek twardnia pod ich stopami; szli teraz po szeroko 
rozpocierajcych si rowatych girlandach wrzosw. Milczeli chwil. 
 I wicej nigdy ju pan ojca swego nie widzia? 
 Raz ju tylko po tym ostatnim rozstaniu o nim usyszaem. Pewno dobrze po witym Janie, 
a moe i okoo witej Anny, bo zboe ju na polu prawie dojrzewao i gdzieniegdzie  je 
zaczynali, stali my w okolicy, nad samym brzegiem, w tym miejscu, gdzie, pani wie, na naszym 
podwrku lipy rzdem rosn. Nieduo nas byo, moe osb kilka, bo inni ludzie na swoich 
podwrkach zgromadzali si i, tak samo jak my, kupkami stojc, wszyscy ku stronie piaskw 
obrceni, stukw i grzmotw suchali, co tam toczyy si i turkotay, to duej, to krcej, to 
prdko, to pomaleku, jakby z caego nieba pioruny zebray si i w te miejsce biy. Sowik ju 
wtenczas nie piewa, tylko gdzieniegdzie podejmoway si znad boru chmury wszelakiego 
ptastwa i jak zwariowane, z przeraliwymi krzykami latay nad borem, nad rzek, na drugi brzeg 
uciekajc albo te lecc jak najdalej, zdaje si na olep... Nad piaskami za cigle grzmiao a 
grzmiao, i dopiero przed samym wieczorem grzmoty te zaczy pomau ustawa, a i zupenie 
ustay, a za to po caym borze poniosy si wielkie ludzkie krzyki i zgieki. Ja wtedy tak 
przelkem si, e caego mnie trz zaczo, i mocno uczepiem si matki, ktra fartuch przy 
oczach trzymaa i przed ssiadkami, co do niej z szeptami przybiegy, po cichu lamentowaa. 
Potem jednakowo i krzyki zamilky, noc nastaa, wida, e niebo chmury zalegy, bo zrobio si 
bardzo ciemno. Ale pomimo nocy ludzie wci kupkami na swoich podwrkach stali albo 
siedzieli ku piaskom patrzc, a na miejsce tych ptasich wrzaskw, ktre rozlegay si we dnie, po 
caej okolicy w ciemnoci nocnej rozeszy si szepty ludzkie, szumienie wiatru naladujce. W 
tej cichoci i w tym szumieniu posyszeli my jednake na przeciwnym brzegu rzeki wielkie 
plunicie wody, a potem ju ciche, ale cigle jednostajne, jednostajne pluskanie. Ktoci do 
wody skoczy, pyn, rzek przepyn, i spod lip naszych wida byo cie jaki wstpujcy pod 
gr to prdko, to pomau, a ostatni raz skoczy i wprost przed nami stan. Matka przeegnaa 
si, krzykna: Anzelm!  i zakrcia si na miejscu jak nieprzytomna. Ale stary Jakub, ktry 
jeszcze wtenczas niezupenie by wariatem, wzi stryja za rk, do chaty go zawid i wiato 
roznieci. Kupka te ludzi wcisna si do chaty. Mnie znowu trz zaczo, kiedy na stryja 
spojrzaem. Jezu drogi! jak on wyglda! Twarz mia czarn jak u Murzyna i tylko oczami 
wilczymi byszczc, odzie calutk w dziurach, rk jedn opuszczon i bezwadn, a z wosw 
i z odzienia woda mu potokami cieka. Dysza tak, e sowa wymwi nie mg, i tylko kiedy 
niekiedy tak stka, jakby w nim co pkao. Ludzie koo niego szeptali, pytali, nawet go za rce i 
odzie targali, on nic. Raptem na mnie spojrza i zy potokiem cieky mu po uczernionej twarzy. 
Za konierz od koszuli mnie schwyci i tak nagle do siebie przysun, e a krzyknem ze 
strachu. A potem zacz do mnie mwi. Z pocztku niewyranie mwi, e i zrozumie nie 
mogem, ale potem, nie wiem czemu, zrozumiaem, e on mnie kae do dworu korczyskiego 
lecie, do pana Benedykta, ktry teraz w domu siedzi, i powiedzie jemu... O, Jezu drogi... 
powiedz ty jemu, e pan Andrzej tu... i na czoo sobie pokaza... a twj ociec tu... i na piersi 
sobie pokaza. A potem jeszcze dooy: Obydwch nie ma! i spyta si mnie: 
Zrozumiae?... Zrozumiaem... Zrozumiaem tak dobrze, e do dzi dnia... 
Do dzi to wspomnienie rwao mu gos w piersi, ktra kiedy indziej tak rozgone pieni na 
pola rzucaa. 
Oboje nie spostrzegli, e ju znajduj si w lesie; nie widzieli dokoa siebie drzew, wiate i 
cieni; nie syszeli szczebiotu ptastwa, ktry nad nimi rozlega si coraz goniej. On szed z nisko 
pochylon gow, w ziemi patrza i o towarzyszce swej cakiem w tej chwili zapomina si 
157 
zdawa; ona, przeciwnie, ku niemu zwrcona, ani na chwil nie spuszczaa z twarzy jego swych 
szarych renic, ktre spod czarnych rzs i brwi gorzay ciekawie i chmurnie. 
 ao mnie wtenczas ogarna taka, e o strachu zapomniaem. Do dworu drog znaem 
dobrze, ociec mnie tam z sob bra i panna Marta czsto po mnie przysyaa. Nieduga droga. Do 
dworu tedy leciaem w ciemnoci i od paczu zataczaem si, ale leciaem, a do sieni wpadem, 
gdzie lokaj sta i z pocztku puszcza mnie dalej nie chcia. Ale dziecko cae w zach 
obaczywszy puci. Ja przez sal stoow i drugi jaki pokj do gabinetu pana Benedykta 
wleciaem i wprost przed jego nogami na ziemi padszy, gono zawyem. On sta pomidzy 
kominem, na ktrym ogie pali si, i biurkiem, ktrego szuflady wszystkie powysuwane byy. 
Wicej ja cie jego na cianie ni jego samego zobaczyem i zdao si mnie, e na tym cieniu 
wszystkie wosy jakby rozrzucony snop zboa zjeone stay. Nachyli si, pozna mnie i na nogi 
postawi. A co?  zapyta. Ja jemu tchu od paczu nie majc tyle tylko: Stryj powiedzie 
kaza, e pan Andrzej tu... i na czoo sobie pokazaem a mj ociec tu... i na piersi sobie 
pokazaem. I dooyem jeszcze: Obydwch nie ma! Tylko co za te dwa sowa wymwiem, 
jak nie rozejdzie si po pokoju jaki krzyk okropny, ni to ludzki, ni to zwierzcy, i wtenczas 
dopiero obaczyem, e w kteczku pokoju pani Andrzejowa jak martwa koda zwalia si z 
kanapy czy z krzesa na ziemi. Zwalia si i leaa z twarz do sufitu obrcon i tak bia jak 
kreda, z oczami zamknitymi. Pan Benedykt tylko obydwoma rkami za gow zapa si, 
tasiemk od dzwonka tak mocno targn, e mu w rku zostaa, i jak tylko do pokoju panna 
Marta wbiega, pani Andrzejow jej pokaza, a sam pdem wielkim z domu wypad i prosto do 
okolicy bieg. Ja te za nim biegem, ale dopdzi go nie mogem, bo ju i zmczony byem... 
wic kiedy do chaty naszej wszedem, pan Benedykt i stryj z sob rozmawiali, a tego, co mwili, 
nie syszaem. Jedno tylko to posyszaem, e pan Benedykt zapyta si: A Dominik? Stryj za 
znak taki okoo rk i ng zrobi, jakby je czym wiza, i sta cigle plecami do ciany przyparty, 
z jedn rk bezwadn, a drug sobie po uczernionej twarzy jakby w nieprzytomnoci wodzc. 
Nogi pod nim trzsy si i z wosw jeszcze po kropelce, po kropelce woda ciekaa. Pan 
Benedykt nie zapaka i nic nie powiedzia, tylko do okna poszed i w nocne ciemnoci patrzc, 
kilka razy takim gosem, jak czowiek w momencie konania bdcy, imienia boskiego wezwa... 
 Dziwne, straszne historie!  szepna Justyna. 
Jan, jakby obecno jej w tej chwili sobie przypominajc, nagle zwrci si ku niej i dugo 
patrzy na kilka ez, ktre jedna za drug, cicho i powoli, spod rzs spuszczonych staczay si na 
jej policzki. Przed siebie potem spojrza i ywym ruchem ramienia jej dotkn: 
 Niech pani stanie i popatrzy! 
Stana i w tej chwili dopiero spostrzega, e znajduje si w gbi boru. W tej chwili te po raz 
pierwszy do suchu jej dosta si ogromny gwar ptastwa, ktry od pocztku lasu rs, wzbiera, a 
tu wybucha niepodobnym do rozpltania chaosem dwikw. Zarazem ogarny j mocne 
wonie smoy, jaowcu, czbrw, zmieszane z tym wilgotnym i cmentarze przywodzcym na 
pami zapachem, ktry wydaje z siebie wiecznym cieniem osonita, bia pleni kwitnca 
ziemia. 
 Niech pani przed siebie patrzy  powtrzy Jan. 
To, co jej ukazywa, byo rozleg polan czy k len, objt regularnym i cile 
zamknitym koem falistych wzgrzystoci, po ktrych piy si i spyway coraz gciej 
toczce si i plczce z sob stare sosny, jody i mode zarola. Miejscami szerokie, a do ziemi 
opuszczajce si gazie jode i bujajce dokoa nich, mnstwem skw zjeone i girlandami 
szorstkich widakw opltane, mode zarola jodowe tworzyy dugie ciany i grube kolumny 
zielonoci tak ciemnej, e prawie czarnej. Gdzie indziej sosny wysmuke, proste, gadkie, u 
szczytw swych dopiero korony gazi rozpocierajce, podnosiy si znad kobierca w 
przedziwne wachlarze paproci i przedziwniejsze puchy mchw rnobarwnych wyhaftowanego. 
Te paprociowe licie, strzpiaste, wzajem na sobie spoczywajce, lekkie, cho ogromne, 
158 
wszystkimi odcieniami zielonoci umalowane, i te wygldajce spod nich lub cakiem je 
zastpujce mchy seledynowe, brunatne, siwe, z niepojt delikatnoci w miriady 
drobniuchnych gazek wyrzebione, say si daleko, jakby w nieskoczono, znikajc pod 
gstwinami i odrodzonym morzem wypywajc znowu na przezroczyste przestrzenie boru. Na 
przezroczystych przestrzeniach, w rozlegym pcieniu, po gadkich pniach sosen, po mchach i 
paprociach, w grze, u dou, wszdzie biegay, goniy si, lizgay, tu poarem wybuchay, tam 
rozbijay si w roje iskier, smugi, potoki, strzay wiatoci sonecznych. Wydawao si to 
wietn, zawrotn, w tajemnicy i milczeniu odbywajc si gr jasnych i mrocznych geniuszw 
lasu. 
Ale na otoczonej lasem polanie gier tych nie byo. W grze zaokrgla si nad ni bkit 
nieba, nieustannie przysaniany suncymi pod nim chmurami; w dole okrywaa j przymiona 
pachta sonecznego blasku, przerywana dugimi, nieruchomymi supami cieniw, od jodowych 
gstwin padajcych. Wysaniem jej bya trawa niska i nierwna, ktr z rzadka usieway liliowe 
czbry i brunelki, biae krwawniki, drobne pczki dzicieliny i gwiazdki niemiertelnikw. 
Brzegiem rosy i ku rodkowi wybiegay krzaki jadowcw, twardymi jagodami niby czarn, 
poyskliw ros osypane albo czerwonaw rdzawoci tu i wdzie od ciemnej zieleni na ksztat 
krwistych plam odbijajce. Z suchych, kolczastych ich splotw wychylay si te kwiaty 
wilczej paszczy i wypezay daleko po ziemi cignce si girlandy mnstwa odmian powoi, 
bluszczw i widakw. Tu i wdzie pod krzami i rd niskiej trawy czerwieniy si i ciy 
grzyby najszczeglniejszych ksztatw lub wo stchlizny z siebie wydajc bielaa ple ziemi. 
W gbi, pod ciemn kolumn kilku splecionych z sob jode, supem padajcego od nich cienia 
okryty, wznosi si niewysoki pagrek, ksztat podugowaty i agodne stoki majcy, niby wa, 
niby kurhan, widocznie kiedy rkami ludzkimi usypany i jak caa ta polana nisk, w nierwne 
kpy pogarbion traw obrosy. 
Jan w milczeniu pagrek ten Justynie ukaza, ona te milczc skina gow; wiedziaa, e to 
zbiorowa mogia. 
 Ilu?  z cicha zapytaa. 
 Czterdziestu  odpowiedzia, gow znowu odkry i kroku przypieszy. 
Suche, czarne szyszki pod stopami ich zatrzeszczay, kiciasty ogon uciekajcej wiewirki 
zaszeleci w jodach, kos gwizda dononie, troch dalej szczygy zanosiy si od piewu, 
jeszcze dalej gruchay gobie i ttniay we wszystkich stronach rytmiczne stukania n i 
dziciow, skdci z wielkim szelestem skrzyde i przeraliwym wierkaniem wzniosa si 
chmura czyw i trznadli, krasnoskrzyda sjka migna bkitem i na gazi sosny usiada; w 
powietrzu jak w kadzielnicy olbrzymiej, guszone zapachem pleni, kipiay wonie jadowca, 
smoy i czbru, kiedy Jan i Justyna stanli u Mogiy, na ktrej gdzieniegdzie bujay proste i 
wysokie odygi kampanuli*, majce, zda si, tu, tu, przy najlejszym powiewie, w delikatne 
liliowe dzwonki uderzy. Jan z gow odkryt u stp Mogiy stojc z wolna wymwi: 
 Zupenie jak w pieni: 
Chyba czarny kruk zakracze, 
Czarna chmura ddem zapacze... 
Kwadranse upyway, godzina prawie mina, a Justyna siedziaa jeszcze na stoku Mogiy 
utopiona w mylach i uczuciach prawie zupenie dla niej nowych. 
Dziecko czasu cigncego si pasmem cikim i szarym, najdalszym wspomnieniem nie 
sigaa ona adnej z tych ognistych i strzelistych chwil, ktre serca, nawet maluczkich, obejmuj 
poarem i rzucaj w gr. Kolebka jej staa ju w katakumbie napenionej zmrokiem i 
milczeniem, pord ktrych szemray tylko nisko, nisko przy ziemi krztajce si interesy 
* K a m p a  u l a - dzwonek leny. 
159 
powszednie i jednostkowe lub rozlegay si wzdychania i jki podobne tym, ktre wydaj wiatry 
w ciasnych przestrzeniach zamknite. Rosa w atmosferze trosk i klsk, domowymi cianami 
ogrodzonych, dojrzewaa w kole rozkoszy i strapie we wasnym jej sercu tylko rdo 
majcych. Wszystko, co otaczao j, pogronym byo w staraniach, w pracach, w rzadkich 
nadziejach i uciechach, w czstych obawach i alach, zawsze i tylko osobistych, ciasnych i 
powszednich. Dokoa niej myli ludzkie, jak ptaki z poamanymi skrzydami, trzepotay sabo, 
ciko, zakrelajc nieustannie te same malutkie kka; uczucia ludzkie, jak motyle, po 
wietnym momencie mioci i wzlotw, skurczone, zgniecione, podarte paday na ziemi. Ani 
razu w swym yciu nie widziaa tych byskawic, ktre z nieba ideaw zlatuj w dusze 
mieszkacw ziemi; ani razu przed jej oczami nie wypad z ziemi  nieba ideaw sigajcy grot 
bohaterstwa. Nie widziaa nigdy bohaterstwa, powicenia, dobrowolnie podejmowanych 
mierci, walk, ktrych by pole nie mierzyo si rozlegoci majtku czy szczcia jednostki, a 
celem byy ludzko, nard, idea. Odwiecznym porzdkiem paday na wiat byskawice owe, 
strzelay z ziemi owe groty, staczay si owe walki, ale daleko, daleko od miejsca, w ktrym 
urodzia si, wzrosa i dojrzaa Justyna. Ani sztuka muzyczna, w ktrej od dziecistwa wiczy j 
ojciec, ani lekcje udzielane jej przez nauczycielki, ani tyczce si obejcia i ukadu wskazwki i 
przestrogi, ktrych czsto udzielaa jej pani Emilia, ani czytywane wsplnie z kochanym 
czowiekiem poezje Musseta* i Feuilletowskie powieci*  nie podjy przed ni zasony, ktra tu 
i w tym momencie opada na rzeczy wielkie, wane i wysokie. Nieszczcie rzadko bywa 
mistrzem dobrym, a pognbienie, jak olbrzymia tocznia, szczyty nawet kruszy i wtacza w 
padoy. W yciu jednostek i narodw bywaj momenty tak miar nieszcz napenione, e nic 
ju w nich wicej zmieci si nie moe. Takiego momentu dzieckiem bya Justyna i dlatego z 
tej mogiy uderzyy w ni strumienie uczu i myli, jeeli nie zupenie dla niej nowych, to nigdy 
dotd silnie nie zaznanych i wyranie nie okrelonych. Pogrya si w nich tak, e cakiem 
zapomniaa o sobie. Pierwszy moe raz w yciu, zupenie, absolutnie o sobie zapomniaa, i tylko 
tego nie czu nie moga, e serce jej stawao si wiksze, jakby nabrzmiewao jak z tonw bez 
sw uplecion pieni, i gortsze, jakby spod tej trawy, do ktrej piersi lgna, wydobywao si 
i w ni wnikao niewidzialne pomi. Byyby zaraliwym arem spoczywajce w samotnych 
mogiach prochy zapomnianych? Albo w zamian nie otrzymanych wawrzynw otrzymywayby 
ich koci dar wiecznego pod ziemi gorzenia i wyrzucania na wiat niewidzialnych iskier? 
Samotno i zapomnienie. Ile wiosen, ile zim i jesieni przemino nad tym pagrkiem 
wznoszcym si za jeziorem jaowych piaskw, w zamknitym kole starego boru! Ile przez ten 
czas przenioso si po wiecie hucznych, tryumfalnych, wesoych szumw, ktrych najlejsze 
echo tu nie doleciao! Pyny dnie za dniami, lata za latami; kdy, daleko, w wesoe pary 
czyli si tancerze i zakochani; pracownicy z plonami w doniach wracali do ognisk domowych, 
wojownicy z chwa na czoach nieli zwyciskie sztandary, po cmentarzach pony pochodnie 
aobnych parad i kwity re kochajcymi domi zasadzone. Tu, nad tym grobem, wiecznie 
byo cicho i samotnie. wiat o nim nie wie nic i tylko niebieskie sklepienie zapala nad nim w 
pogodne noce gromnice gwiazd i lamp ksiyca, a w ddyste i burzliwe rozciga mokre cauny 
chmur i huczy potnym, aosnym hymnem wichrw. Wiosny i lata graj mu rozgon muzyk 
ptasich pieww, a zimy kadnc po drzewach niegi i szrony zmieniaj je w marmurowe i 
krysztaowe grobowce. Wtedy tu bywa zimno i pusto; blade soce miriadami iskier haftuje 
niene wysanie polany, a w krysztaowych koronkach drzew przemienionych w grobowce 
czerwony gil niekiedy zagwide, sroka uderzy w aobne skrzyda lub siwe wrony, te kumochy 
lasu, osid na nich i ochrypymi gosy zagadaj o plotkach ziemi... Zupenie jak w starej pieni: 
* M u   e  - por. obj. na . 237. 
* F e u i l l e  o w  k i e p o w i e   i -tzn. Oktawa Feuilleta (1821-1890), pisarza francuskiego, autora 
poczytnych niegdy powieci obyczajowych drugorzdnej wartoci literackiej. 
160 
Chyba czarny kruk zakracze, 
Czarna chmura ddem zapacze... 
Chyba te ziemia i drzewa powiej cmentarnymi woniami jadowcu i pleni, a w letnie 
wieczory wysmuke kampanule, tknite powietrzn pieszczot, uderz w liliowe dzwonki na 
pacierz aobny, ktry wyszepcz chyba niskie trawy... 
Justyna podniosa gow, bo usyszaa szmer monotonny, prawie srebrny, podobny do tego, 
jaki wydaje agodnie z wysokoci spadajca woda. Podniosa wzrok i zobaczya przed sob 
spywajc po czarnoci jode szerok, ruchom, srebrzc si wstg. Ruchomo jej i 
srebrzysto podobna bya do ciekajcej z gry do dou i wielkimi kroplami przelewajcej si 
wody. Co to byo? Czarodziejska kaskada jaka przez rozrzewnion do lenej bogini nad 
mogi t zawieszona? Bya to grupa osin cienkich, blisko przy sobie rosncych, w licie 
bogatych i gami w jedn wstg ze sob splecionych. Trafem zdarzajcym si do czsto 
wyrosy one wrd iglastej gszczy, srebrzystym potokiem przerzynay jej ciemno, a listki ich, 
okrge, drobne, gste, jak srebrne krople w trwoliwym dreniu byskajce, nieustannie, 
monotonnie, srebrnie szemray, szemray. 
W pobliu osin o gadki pie sosny plecami oparty Jan sta z rkami na piersi skrzyowanymi, 
roztargnionym wzrokiem po drzewach wodzc. Justyna z odlegoci kilkudziesiciu krokw 
widziaa dokadnie profil jego twarzy i ca posta, wypukle w sonecznej smudze odrzynajc 
si od ta lasu. Dugo na niego patrzaa. Par razy gowa jej zakoysaa si jakby pod wpywem 
zdziwienia. Mylaa moe o niespodziance ycia, ktra j z tym czowiekiem niedawno 
nieznanym, dalekim zapoznaa i tu z nim przywioda. Potem we wpatrzonych w niego jej oczach 
zamigotay wiata coraz ywsze i rozrzewniony umiech rozchyli wargi. Co snuo si w jej 
myli i grao w sercu, snuo si coraz prdzej, grao coraz goniej, a blady rumieniec wypyn 
na jej policzki, a czarne rzsy nagle w d opady i zwilgotniay. Prdkim, prawie porywczym 
ruchem powstaa i nie chcc zna depta Mogiy obchodzia j dokoa, ku niemu idc. Sza 
prdko i lekko; suche niemiertelniki i zesche igy jodowe szeleciy pod jej stopami. On 
szelest ten usysza, twarz ku polanie zwrci, ramiona rozplt i na spotkanie jej postpi, ale 
zaledwie uczyni krokw par, gdy ona przed nim stana i z pochylonym sponionym czoem, ze 
spuszczon, wilgotn rzs podaa mu obie rce. Nie porywczym ani namitnym, owszem, 
mikkim i niemiaym ruchem wzi je w szerokie swe donie i nisko schylony przylgn do nich 
gorcymi usty. Gdy wyprostowa si i ona podniosa powieki, oczy ich po raz pierwszy, odkd 
si znali, utony w sobie dugim, penym niemiaych arw spojrzeniem, a potem z trudnoci 
odwracajc si od siebie, jednoczenie zwrciy si ku Mogile. 
 Chodmy  rk pod rami mu wsuwajc rzeka Justyna. 
 Chodmy  powtrzy. 
Skierowali si ku wyjciu z polany, a gdy szli jedno przy drugim, krokiem rwnym i 
jednostajnym, z twarzami troch pochylonymi i mienicymi si niemym wzruszeniem, mona by 
mniema  rzecz dziwna!  e w tym wanie miejscu mierci zdwojonym potokiem wezbrao w 
nich uczucie ycia. Szli po przezroczystych przestrzeniach lasu, przez smugi wiate i cieniw, 
okrajc miejsca zbyt gsto paproci obrose, stpajc najczciej po mikkich mchach, 
jecych si gdzieniegdzie modymi ponkami sosen i osin nakrapianych czerwonoci brusznic* 
lub granatow czarnoci czernic*. Kilka minut milczeli. Justyna par razy podnosia wzrok na 
towarzysza swego, jakby przemwi chciaa, lecz wnet spuszczaa powieki. Zna w niej byo 
niemiao, ktra w wyrazie jej twarzy zastpia dum albo raczej hard odporno, z jak od 
dawna i najczciej stawaa przed ludmi. Zdawa si mogo, e zdja z siebie jaki obronny 
puklerz, e porzucia j wszelka troska o ustrzeenie swej ludzkiej albo kobiecej godnoci; e 
* B  u  z  i  a (gwar.)  borwka. 
*  z e   i  a (gwar.)  czarna jagoda. 
161 
ufna i spokojna, niemia tylko staa si wobec czowieka tego, ktry szczelnie w szerokiej 
piersi wzruszenia swe zamykajc, z gbokim uszanowaniem wid j przez miejsca bezludne; 
ktry, tak jak ona, kochajc natur, zna j lepiej i zy si z ni cilej ni ona; ktry w ukrytych 
przed wiatem gbiach parowu i boru ukazywa jej przedwiekowe grobowce i zapomniane 
mogiy. Czyby przez gow przemkna jej myl, e by on od niej wielowzgldnie wyszym? 
Jakkolwiek dziwn, moe niepojt myl ta komukolwiek wyda by si moga, powstaa ona 
niezawodnie w gowie tej kobiety, ktra wiele prawd ycia znalaza w gorzkich wodach blu i 
obrazy, przed ktr ycie podnioso znad wielu zjawisk uudne zasony. Myl ta niezawodnie w 
gowie jej powsta musiaa, bo niemiao zrazu i urywanymi sowy, a potem coraz ufniej i 
ywiej mwi mu zacza o tym, co byo najwiksz mk jej ycia i co najgbiej uczuwaa na 
widok powszednich nawet prac ludzkich; c dopiero w obliczu wielkich, spenionych zada i 
powice, z ktrych wspaniaymi widmami oko w oko spotkaa si u grobowca Jana i Cecylii i 
na Mogile. T mk ju od lat kilku sprawiao jej uczucie zupenej, rozpaczliwej 
bezuytecznoci wasnej. 
Skd uczucie to w niej powstao? Rozumiaa to dobrze, bo nieraz zastanawiaa si nad tym 
dugo. Powstao ono naprzd z dowiadcze ycia, ktre serce jej opustoszyy z wielu marze i 
zudze; moe jeszcze z jakich myli i de czasu, ktre j z dala dotkny; moe na koniec z 
tego, e bya bardzo dumn. Ci, pord ktrych ya, oskarali j o dum. Susznie. Bya istotnie 
tak dumn, e gboko upokarzay j otrzymywane aski i przysugi, ktrych niczym 
odwdziczy nie moga, nade wszystko za dnie i lata, ktre upyway marnie, bezczynnie. 
Porwnywaa siebie czasem do kamienia zalegajcego darmo kawa pola, na ktrym by wyro 
moga jaka gar plonu. Wstyd i nuda. Cik nud przejmowaa j co rana myl o dniu, ktry 
rozciga si przed ni pustym, bezcelowym szlakiem; z cik nud co wieczr kada si do 
spoczynku. Czua w sobie czsto bunt modoci, zdrowia i si, ktre j poryway, prawie niosy 
ku jakim ywym i trudnym poruszeniom ciaa i ducha. Pragna i, biec, komu w czym 
pomaga, na celu co mie, ku czemu zmierza; pragna czasem choby kamienie z miejsca na 
miejsce przenosi, choby pi elazn pochwyci i drzewo ni przerzyna, byle to tylko na 
cokolwiek przyda si mogo, byle rozgrza stygnce donie a ochodzi rozgorzae czoo. Ale w 
jej pooeniu i otoczeniu nie byo dla jej si i chci miejsca adnego. Stary ojciec wprawdzie 
potrzebowa niekiedy jej usug, ale drobnych, niewiele czasu zabierajcych, z ktrych 
najwaniejsz byo wsplne z nim granie. Zreszt, wszyscy w Korczynie oddawali si swym 
zajciom, jej w nich udziau nie potrzebujc, nie przyjmujc. Ilekro przemoc prawie wedrze 
si w nie chciaa, uczua si zawsze tym, czym by by mogo pite u wozu koo. Nikt nawet nie 
przypuszcza w niej tej potrzeby serca, ciaa i duszy, nikomu na myl ona nie przychodzia. Bya 
ubog krewn domu, pann mogc jeszcze wyj za m, i czyme wicej by moga? Dla 
zajcia czasu miaa ksiki, fortepian, przechadzki po ogrodzie, wizyty ssiadw  czeg 
wicej potrzebowa moga? Potrzebowaa jednak, tak dalece, e po razy kilka niepokoia j myl 
opuszczenia Korczyna i udania si gdzie daleko, do jakiego miasta, w ktrym by znalaza prac, 
niezaleno, peni dni i cel ycia. Ale, naprzd, miaa z sob na walk i bied zabiera ojca, 
tego rozpieszczonego starca, ktry w Korczynie czu si jak w raju, albo go pozostawi na 
barkach krewnych, ktrzy sami wcale wolnymi nie byli od trosk i ciarw? A potem, dzieci 
wsi, rozczenia z ni lkaa si tak, jak przeraliwego rozamania ycia na dwie poowy. Raz 
tylko z pani Emili bya w wielkim miecie, ktre sprawio na niej wraenie ciasnoty, zaduchu, 
zamtu nie rozwikanego i blasku nie majcego dla niej ponty adnej. Nie znaa wiata, jego 
stosunkw i wymaga; do rzucenia si w jego chaos i boje brakowao jej odwagi. Na koniec i 
zdolnociom swym nie ufaa bardzo. Nie naleaa do tych, ktrzy wyobraaj sobie, e wszystko 
potrafi; ani do tych, ktrym rojenia o stanowiskach wysokich si i odwagi dodaj. Namylaa si 
wic, wahaa, wpadaa w guche bunty lub martw apati, a dnie i lata, jak byszczce, lecz 
wewntrz puste paciorki, staczay si w przeszo... 
162 
O wszystkim tym mwia coraz prdzej, ywiej, wzburzon fal wyrzucajc z ust zwierzenia, 
ktrych dotd nie czynia nigdy przed nikim. Coraz mielsz stawaa si i coraz szerzej dusz 
sw otwieraa, bo widziaa, czua, e ten, do kogo mwia, sucha jej take wszystkimi siami 
duszy i rozumia j wybornie. Mimo woli ku niej pochylony, z wytonym suchem, ze skupion 
uwag, Jan od czasu do czasu czyni gow znaki potwierdzenia i zrozumienia. 
 A tak!  wymawia.  A jake!... Naturalnie! To wszystko prawda!... 
Raz, gdy umilka, z namysem rzek: 
 Wszystko to prawda. Smtnie to i wstydno bogactwa uywa, a nie swego; wysoko sta, a 
nie na swoich nogach; modym i silnym by, a jak w zgrzybiaej staroci, y w wiecznym 
odpoczywaniu... 
Innym razem jakby do siebie samego przemwi: 
 Ani ptak, ani mysz... jak nietoperz! 
W sposb ten uplastyczni przed sob to zmieszanie bogactwa i ubstwa, owiaty i nieuctwa, 
do wysokiego stanowiska spoecznego i zupenej yciowej nicoci, ktre ona sob 
przedstawiaa. Nigdy jeszcze nie czua si tak zupenie, tak nawet subtelnie zrozumian, jak 
przez tego czowieka, ktry do jej ycia i pooenia przykada miar pracowitoci i 
niezalenoci wasnej. Powiedzia nawet, e nie pojmuje, jak ona tak mk wytrzyma moe, 
bo gdyby jemu kazano po dniach caych z zaoonymi rkami siedzie i kawaka chleba, dachu, 
surduta z cudzych rk wyglda, utopiby si niezawodnie albo na pierwszej gazi powiesi. 
 Dziecko albo stary, to co innego, ale jak pani do tej pory tak wyy moga, dziw mnie 
bierze... bo, chwaa Bogu, zdrowie i sia a bij od pani i zdaje si, cho wiadra z wod na plecy 
zarzuci, toby podniosa pewno... 
Zamiaa si i odpowiedziaa, e najpewniej wiadra z wod dwiga by zdoaa, skoro je 
dwiga Antolka, dziecko jeszcze prawie i o poow od niej szczuplejsza. 
Ale on, cho nie pojmowa monoci takiego ycia, za win go jej nie poczytywa. Tak ju 
urodzia si i tak ju ludzie i zwyczaje zrzdzili, e staa si jak nietoperz, ni to mysz przy samej 
ziemi biegajc, ni to ptakiem koyszcym si pod obokami. Dawno domyla si, e nie bya 
ona szczliw; od ludzi to i owo o niej sysza. Co sysza? nie powiedzia tego wyranie, ale raz 
rk gniewny gest uczyni i pomimo woli wybuchn: 
 Ot! nie przyrodzi si do ojca swego ten pan Zygmunt Korczyski!... 
Urwa, zmiesza si strwoony, czy jej nie obrazi, i z odwrcon od niej twarz niemiao wytumaczy, e 
ludziom gb pozatyka nie mona... gadali, a on dziwi si i przez ciekawo przypatrywa si jej zacz, ile tylko 
razy zdarzyo si mu j widzie. A zdarzao si czasem. Ona go nie widziaa, lecz on j widywa to w kociele, to 
znowu kiedy z pann Mart albo z gomi na spacer sza. Popatrzy tedy na ni raz i drugi przez ciekawo, a potem 
wiecznie ju patrze by da i ilekro zobaczy, serce dzwonem w nim uderzao. Czy on wie, dlaczego tak byo? 
Moe i nikt na wiecie nie doszed jeszcze i nie wytumaczy, co w jednym czowieku dla drugiego tak przyja 
wznieca, e gdyby i widami od siebie j odpycha, powraca. Zdaje mu si jednak, e pierwsz przyczyn jego dla 
niej przyjani byo to, e smtek i ubolenie w niej rozpozna. Twarz czowieka zdradza to, co si w sercu kryje. 
Nieraz myla sobie, e Pan Bg da jej tyle piknoci i wysoko j postawi, a szczcia nie da. A ile razy o tym 
pomyla, jakby roztopiony j do serca mu kapa, tak bole w nim uczuwa i tak zawo. Gdyby by mg, 
byby wszystko porzuci i na koniec wiata skoczy po wod gojc dla niej, tak jej aowa. Ale o takiej wodzie 
bajki tylko gadaj i nie ma jej wcale na wicie. Wic tylko, ile razy j zobaczy, cay dzie potem albo piewa, 
albo mia ochot zapiewa t piosenk: 
Wysza dziewczyna, wysza jedyna, 
Jak rowy kwiat, 
Rczki zaamaa, oczki zapakaa, 
Zmieni jej si wiat... 
Raz, kiedy to j wracajc z kocioa spotka na drodze z pann Mart, popyn ze stryjem na 
Mogi i z przeciwnego brzegu w oknie stojc j obaczywszy nie mg wytrzyma i t piosenk 
do niej zapiewa. Ale pewno ona wtedy ani patrzaa na niego, ani suchaa tego, co piewa... 
163 
Owszem, widziaa go, pie, ktr piewa, syszaa i od tego wanie dnia zapamitaa i rysy 
jego, i gos tak wybornie, e potem spotkawszy go orzcego w polu poznaa od razu: 
 Nie moe by!  z wybuchajc mu na twarz radoci zawoa  to pani cho raz okiem na 
mnie rzucia! A ja wtenczas mylaem, e nigdy tego szczcia nie dostpi! 
Pochyli si troch, w twarz jej spojrza i taki ruch uczyni, jakby rk jej pochwyci chcia. 
Ale dotknwszy tylko rkawa jej sukni rami w d opuci, wyprostowa si i z gbi piersi 
gono odetchn. Zarazem, jak najczciej bywao, kiedy uczuwa si zmieszanym lub 
wzruszonym, przelotne spojrzenie rzuci w gr. Justyna w tej chwili ku niemu wzrok podniosa 
i ju go przez kilka sekund nie spuszczaa. Spostrzega, e gdy tak patrza w gr, bkitne oczy 
jego wydaway si nalanymi po brzegi roztopionym srebrem. 
Wtem stanli. Przed stopami ich, bladotym pasem zielono trawy i mchu przerzynajc, 
wrd grubej warstwy biaego, drzewnego miau leaa na wp obrobiona gruba koda drzewa. 
 A!  stajc przed t przeszkod zadziwi si Jan  w tamt stron idc koo tej kody nie 
szlimy! 
 Nie szlimy  potwierdzia Justyna. 
Rozejrza si dokoa. 
 Co mnie stao si? zdaje si, e dobrze ten br znam; a nie tdy, kdy trzeba, pani 
powiodem. lepota jaka na mnie napada... eby jeszcze, bro Boe, deszcz nas nie zapa... 
Pilnie teraz patrza na niebo, ktre nad drzewami tu i wdzie ju tylko ukazywao mae 
kawaki bkitu zza chmur czcych si w coraz wiksze i ciemniejsze pachty. U spodu boru 
pogasy wszystkie niedawno tak wietnie igrajce wiata soneczne, a po szczytach jego wiatr 
przelatywa krtkimi jeszcze, urywanymi szmery. Ptastwo ze zdwojon ywoci wiegotao i 
gazie napeniy si trwoliwym fruwaniem skrzyde. Jan chwil jeszcze rozglda si po lesie. 
 Niewielka bieda!  rzek.  Niezupenie z drog my poszli, tylko dusz. Teraz trzeba 
nam cigle na prawo i, to za kwadrans na brzeg wyjdziem, wprost naszego czna, i przez 
piaski ju przechodzi nie bdziem. 
Przeskoczy kod i wycign rk, aby do przebycia jej pomc towarzyszce. Ale ona ju 
take znajdowaa si po drugiej stronie i tylko sukni zaczepia o ga zgniecionego przez 
obalone drzewo jadowcu. Pochyli si, w mgnieniu oka przezroczysty zwj mulinu uwolni od 
czepiajcych si go kolcw i byskawicznie prdko do ust go przycisn. Justyna tego spostrzec 
nie moga, tym bardziej e wnet prostujc si, omglonym, lecz z pozoru obojtnym wzrokiem po 
lesie rzuci i tonem przedmiotowo czynionej uwagi rzek: 
 Pikne drzewa! Pan Korczyski dobre pienidze mgby wzi, gdyby ten las sprzeda. Ale 
ot, nie sprzedaje jako... 
Po chwili mwi dalej: 
 Do nas te pikny kawaek tego lasu naley, to jest, nie do stryja tylko i do mnie, ale 
wsplnie do caej okolicy. Wszyscy maj prawo w nim rba, a e w tym rbaniu aden 
porzdek zaprowadzony nie jest, powstaj z tego ktnie i niezgody. Las niszcz tak, e za lat 
kilka ladu po nim nie ostanie, i midzy sob za wosy si o niego cigaj. Z panem 
Korczyskim te z racji tego lasu cige wojny id i eby on dobry by, toby ju dawno zamian 
jak z nami uczyni, czy tam pewne rozgraniczenie jakie, byle po sdach siebie i ludzi nie 
wczy. Jeszcze by i nam do zaprowadzenia porzdku dopomg. Ale on i gada z nami nie 
chce, chyba z przyczyny interesu jak do psw zagada, a inszym razem spotkawszy si i nie 
spojrzy nawet na czowieka, jak wilk w ziemi patrzc... 
Rzuci rk i usta troch wyd. 
 Co tam o tym gada! Kady teraz o sobie tylko myli i siebie kocha. Pan Korczyski 
podobno inszym by kiedy, a potem go co odmienio... nie wiadomo tylko, co takiego!... 
164 
Justyna prbowaa broni krewnego i opiekuna, o jego uciliwej pracy gospodarskiej i 
majtkowych kopotach opowiadajc, ale przed tym sercem wieym i nienawici nie zatrutym 
dugo broni go nie potrzebowaa. 
 Pewno! pewno!  twierdzco wstrzsajc gow powtarza Jan  utrapienia i aprensje* zo 
w czowieku rodz. Ja sam, pamitam, kiedy kilka lat temu Fabian mnie przeladowa, na ktnie 
wci wyzywa i pole moje jak swoje zaorywa, w tak zo wpadem, e do domu przyszedszy 
garnek, co na stole sta, o ziemi cisnem i roztukem, siestr, ma jeszcze, zajaem i stryjowi 
jeem si postawiem. A wszystko to uczyniem nie dobrowolnie, tylko przez niecierpliw 
zgryzot i aprensj. Czsto cierpic, zdarza si, e nie cierpisz!... 
Opowiada, e w okolicy yjc wiele zgryzot i krzywd przenie trzeba. W jednym gniedzie 
niejednaki ptak si lgnie. Szczenita od jednej psicy urodzone niejednostajne maj 
przyrodzenie. Tak samo i midzy ludmi. S w okolicy ludzie dobrzy i spokojni, s i tacy, co jak 
psy rozjadaj si na ssiadw. Ale najwicej zych jest dlatego, e mao majc, z chciwoci 
ubijaj si o wicej i blisko siebie yjc, fadw jeden drugiemu przysiaduje. 
 Pijactwa pomidzy nami nie ma ani rozpusty nijakiej, ani zodziejstwa. Chat cho na cay 
dzie otworem zostawi mona, a nikt marnego wgla z pieca nie wyjmie. Za to kad grudk 
ziemi jeden drugiemu z garda by wydar, a za najmniejsz szkod albo ublig do czubw si 
bior lub do sdw cign. O szkod za i ublig atwo tam, gdzie zagony jak groch w worku 
zmieszane, a okno w okno patrzy... 
Stryj i on sam zatargw i procesw, jak tylko mog, unikaj, po prostu za wstyd je 
poczytujc, a take i dlatego, e smaku ani te poytku w nich nie znajduj. Hojniejsza jedna 
gar z pokojem nieli dwie z wojn. Lepiej z maego garnuszka je w spokojnoci, ni morze 
wychepta ze zgryzot. Cukru garci nie jedz, ale niedostatku nijakiego nie cierpi. Prawda, 
e za bogatych w okolicy uchodz, a to z tej racji, e gospodarstwo do nich dwch tylko naley, 
raczej do stryja, ale to ju wszystko jedno. Przy tym i ziemi maj sporo, morgw dwadziecia. 
Trzech tylko w okolicy gospodarzy tyle jej ma, ale za to wiksze u nich gromady, jak u Fabiana 
na przykad: dusz siedem w domu. Inni daleko mniej maj: po dziesi, osiem, pi morgw, a i 
tacy s, ktrzy jak, na przykad ady, i wierci beczki na swojej ziemi nie wysiewaj. Co 
dziwnego, e w cudze laz? Pusty odek mruczy. I u nich kiedy bieda bya, kiedy stryj by 
chory, a on jeszcze may i nie bardzo do czego zdatny. Teraz za to ju nie tylko e dobrze sobie 
yj, ale i Antolka dostanie posag, jak za m wychodzi bdzie, nieduy, piset rubli, ale 
Michaowi, ktry i bez tego by j wzi, wielk tym pomoc przyniesie, a zawsze pniej 
wikszej poszany i od ma, i od jego familii dowiadczy, jeeli si cho ma rzecz do 
splnego dobra przyczyni. Dziewczyna te zasuya na to, bo pracowita i cho taka moda, ze 
wszystkiego korzy cign umie: z krw, z ptastwa, z przdziwa, z tkania. Krw maj cztery, 
owiec dwadziecia; wicej mie by potrzeba, ale z wypasem i k bieda. Dwie cikie biedy 
okolica przenosi, jedn, e k i wypasw za mao ma, a drug, e woda nadmiar krwawa. 
Zreszt, praca okoo gospodarstwa nie Bg wie jaka; czowiek si ni nadwery nie moe. 
Bywaj czasy h o  o w a  i a i czasy odpoczywania  w zimie na przykad. Robota i wtedy jest, 
ale nie ciga; wieczorami to ju chyba tak kto okoo stolarstwa majstruje, inni siecie na ryby 
wi, jest jeden, co obuwie szyje; zreszt, zbieraj si po takich domach, gdzie wietlice 
najwiksze, graj na harmonikach i skrzypcach, piewaj, czasem tacz, czasem czytaj. 
Czytaliby wicej i czciej, ale te ksiki, co u stryja s, dawno poprzeczytywane, a insze... 
Tu przerwa mwienie i niespokojnie obejrza si za siebie. Z gbi boru lecia i kul w 
powietrzu toczy si zdawa szum do guchego turkotu podobny. Wierzchoki sosen zakoysay 
si i gami jak wachlarzami poruszyy; na dno lasu niby welon z ciemnej krepy spad zmrok 
szarawy, wszdzie jednostajny i gdzieniegdzie smugami krwistych wiate byskajcy. Ptastwo 
* A p  e   j a, wac. aprehensja  nieokrelona obawa przed czym, co ma si zdarzy, podejrzenie, lkliwo, 
smutek. 
165 
znieruchomiao, ucicho, z rzadka tylko odzywajc si urywanym wierkaniem; miarowe 
pukanie dziciow i n ustao; w krzakach i pod paprociami sycha byo popieszny szelest 
owadw; wiewirka wbiegajca na wysok sosn zatrzymaa si w poowie drogi i, na sku 
zawieszona, z odwrcon gow, czarne, zlknione oczy w pociemnia ziemi utkwia. Nad 
koyszcymi si czoami i powiewajcymi gami drzew niebo usao si puszyst, wzdt 
szaroci; wrony pod nim chmur przeleciay, przeraliwie zakrakay i skryy si wrd 
ruchomych szczytw, nagle milknc przed toczcym si w gbiach boru szumem i turkotem. 
Jan niespokojnie na Justyn spojrza. 
 Burza nadlatuje. Czy pani nie lka si?  zapyta. 
Odpowiedziaa, e trwogi najmniejszej nie czuje, i ciekawie rozgldaa si w szczegach 
ponurego w tej chwili obrazu przyrody. Jednak wywiera on zna na ni wraenie mimowolnej 
obawy czy przygnbienia, bo zblada troch i pod mulinow sukni lekki dreszcz przebieg jej 
ciao. Jan rozpaczliwym gestem rk do gowy ponis: 
 Gupiec czy wariat ze mnie!  zawoa  eby w lesie zbdzi i pani na trwog albo i na 
przezibienie narazi... 
Wnet jednak poskromi wzruszenie swe i zimn krew odzyska. 
 W lesie pozosta na aden sposb nie mona, bo zaraz wicher gazie z drzew strca 
zacznie, a niejedne ciesze, to i z korzeniami z ziemi wyrzuci. Lepiej ju pyn. Z wod czno 
strza poleci... minut dziesi, i pod okolic staniem. Ulewy moe i nie bdzie albo bardzo 
krtka, bo chmury ptakami lec, a choby i bya, lepiej dosta na gow wiadro wody ni sosn. 
Chodmy prdko! 
Ostatnie dwa wyrazy naglco wymwi i wziwszy rk Justyny w swoj, ku brzegowi lasu 
biec prawie zacz. W par minut stanli na wskim, kamienistym wybrzeu, za ktrym rzeka, 
tak jak niebo ciemna, gwatownym wiatrem gnana, toczya fale wzdte, w regularne fugi 
wyrzebione, biae plamy piany wyrzucajce. Jan skoczy do czna, silnym pchniciem z piasku 
na wod je zsun i wiosem u brzegu zatrzymujc, do Justyny zawoa: 
 Prosz! 
Zawahaa si. Spojrzaa na wzburzony szlak rzeki, na mae czno, ktre pod silnie 
przyciskajcym je wiosem woda rwaa i targaa; poblada wicej jeszcze i nie wiedziaa, co 
pocz. Brwi Jana cigny si nad oczami, z ktrych strzeli bysk zniecierpliwienia. 
 Tu czasu do medytacji nie ma. Prosz do czna siada!  wymwi, a gos jego w szumie i 
huku wiatru brzmia stanowczo, prawie rozkazujco. 
Wahanie Justyny znikno bez ladu; podbiega do czna, wskoczya w nie i na dnie jego 
usiada. On szybkim ruchem zgarn jej pod gow wycieajce czno gazie topoli i szybko, 
ale agodniej ju przemwi: 
 Prosz nie lka si. W rne ja pory i nie w takie burze, jak ta, po Niemnie jedziem, a 
pywa umiem prawie jak ryba... 
Wida byo po niej, e lka si przestaa. Z siy jego wlaa si w ni ufno. Ale w tej chwili 
huk i turkot wichru zlecia ju na brzeg boru, rozleg si suchy trzask amicych si gazi i 
zaskrzypiay rozkoysane sosny, a przestrze, od skonu do skonu widnokrgu, od ciemnego 
nieba do ciemnej wody, stana jedn gst i z kad sekund przybierajc deszczow mg. 
Justyna znowu od gowy do stp zadraa. 
 Niewzwyczajona  szepn Jan  jak dziecitko! 
Byskawicznym ruchem zdjwszy siermik sw, rzuci j na towarzyszk, ktr okrya ona 
od szyi do stp, a sam u dzioba czna stojc, wiosem o wod uderzy. Wicher szala, ciemne 
chmury pod niebem bia pacht zacignitym ptakami leciay, z rzadka rozsiane grusze i 
wierzby wciekle miotay si nad wysokim, tym brzegiem. Z drugiej strony sta br kipicy w 
gbi, lecz na zewntrz nieruchomy jak kamienna ciana, a po ciemnym, wzdtym, biaymi 
plamami usianym szlaku rzeki czno strza mkno, wci ukonie, ukonie po falach 
166 
puszczone, boki im umykajc, a dziobem je porc. Nie byo samotnym; przed nim, w ten sam jak 
ono sposb, mkno drugie, trzecie, czwarte; rybacy to uciekali do domw przed gwatownym 
wybuchem przyrody, a na spotkanie tych niby lotnych, czarnych ptakw ciko z przeciwnej 
strony suny, do wodnych potworw podobne, rudlami jak olbrzymimi petwami o wod 
uderzajce, cikie, spakan toci wrd powszechnej szaroci smutne pyty. 
W niespena kwadrans, jak to przepowiada Jan, ukazay si nad wysok gr domy i drzewa 
okolicy. Rybackie czna stay ju na piasku wybrzea; w przerzedzajcej si mgle deszczowej 
wida byo rybakw spokojnym krokiem wchodzcych na gr; za jednym z nich, 
najbarczystszym i na burz najobojtniejszym, cign si ze spuszczonym ku ziemi pyskiem i 
ogonem czarny, zmoky pies. 
Kiedy Justyna stana na wybrzeu, gwatowny krzyk, ktry wydaa z siebie przyroda, ucisza 
si, a pacz jej usta. Wichrem przygnane chmury wicher przenis i pdzi coraz dalej po jednej 
poowie sklepienia, ktrego druga poowa obleka si nagle promiennym bkitem i zajaniaa 
tarcz soneczn, czyst, wielk, zawieszon nad zalegajcym zachodni skon nieba pasem 
roztopionego zota. Pas ten odbi si w rzece, ktra popyna szafirem i zotem, a nad ni z 
suncych wci powoli rozjanionych pytw podniosy si krte, zote sznury dymu. Zielona 
gra z okrywajcym j rysunkiem cieek stana caa w krysztaowych kroplach, drgajcych i 
wieccych na kadym dble trawy i na kadym liciu chwastw. U szczytu jej wybuchn 
wiegot ptastwa i z dou dostrzec mona byo w napenionych wiatem gaziach drzew, ktre u 
gry rosy, taczce z radoci wrble, pliszki, szczygy i makolgwy. Wiatr sab, opada, cicho 
jeszcze i z lekka dmc w jedn stron; chmury kbic si i mieszajc naprzeciw soca zwijay 
si w wa pkolisty i srebrem oblany. 
Po jednej z krtych cieek Justyna wstpia na gr i u poowy jej pod rozoyst topol 
stana. Jan czno na piasek cign i kilku skokami przy niej si znalaz. Niespokojnym 
wydawa si i zakopotanym; cienia umiechu na twarzy jego nie byo. W przemoczonej koszuli, 
ze zmoknit siermig na ramieniu, szybko oddychajc, od razu kilka pyta rzuci: 
 Przestraszya si bardzo? Zmoka? Moe przezibia si? Zdrowiu moe zaszkodzi? 
Ale do byo jednego na ni spojrzenia, aby zrozumie; e nie drczc wcale, lecz moe 
rozkoszn chwil przebya. Odkd usiadszy w cznie w oczach jego blask odwagi a w ramieniu 
wznoszcym si do walki si i zrczno ujrzaa, wszelka trwoga w niej znika, a natomiast 
przenikaa j do gbi sodycz zaufania. Ufaa mu. Gdy stojc u steru czna, z brwi cignit, 
z ca dusz w oczach skupion, ku wodzie nieco pochylony, wiosem odpdza ywio 
napastniczy i na wodnym bezdrou niezawodne torowa drogi, wydawa si jej sam miaoci i 
si; uczua si take mia, siln, dumn nim i tym, e zaufa mu potrafia. Oprcz tego 
wydawa si on jej i sam dobroci. Pod gst mg deszczow z trudnoci powieki podnoszc 
widziaa jednak kilka szybkich, zmartwionych, troskliwych spojrze, jakie na ni rzuci, i razem 
z ufnoci wdziczno nieskoczona dla tego serca, ktre tak prosto i szczerze sao si pod jej 
stopy, upoia jej serce. Upojona i szczliwa staa pod topol upewniajc go, e nie przelka si, 
nie zmoka, nie przezibia, i tego tylko auje, e wycieczka ich duej nie trwaa. 
 To i chwaa Bogu!  zawoa. 
Widzc j zdrow i weso uspokoi si zupenie. Widzia te, e nie przemoka wcale. 
Siermiga jego bya tak grub i cho na nim wydawaa si krtk, j tak dobrze osonia, e 
deszcz sukni jej tylko przej wilgoci. W zamian, mokre wosy zdwojonym ciarem na kark 
jej spaday. Wstrzsna gow; luny i w czasie burzy wicej jeszcze rozluniony wze 
rozwin si i czarn, wilgotn fal okry jej plecy. Moe sama nie czua tego, e bya w tej 
chwili zalotn. Ale on do tych opadych, falistych zwojw przylgn rozgorzaymi oczami i o 
krok za ni cofnity, rk ku nim wycign, cofn j, wycign znowu i lkliwie dotkn ich 
mikkiej, byszczcej gstwiny. 
 e te to Pan Bg takie cudnoci stwarza! 
167 
Szept ten razem z jego gorcym oddechem ucho jej musn, na wosach uczua dotknicie 
jego rki; w ty nieco gow odgia i nieruchoma staa, z twarz row a wzrokiem utkwionym 
w szeroki pas zoty, ktry pod tarcz soca zdawa si na ocie roztwiera bkitne niebo. 
Wtem na tym tle zotym zamajaczyy biae, skrzydlate plamy lecce nad rzek, to niej, to 
wyej, ku zielonej grze. Byy to ptaki dziwne i pikne, due, niepokalanie biae, 
szerokoskrzyde, z dziobami i nogami ognistej barwy. Ze dwadziecia ich byo; wyglday jak 
napowietrzne lilie o ognistych odygach i strzaach. Od stp zielonej gry wzbiy si wysoko i 
cikie, milczce, powanym, lekko szumicym lotem popyny dalej, dalej, znad wody 
spaszajc malutkie wobec nich i trwoliwie przed nimi uciekajce rybitwy. 
Justyn ciekawo o par krokw naprzd rzucia. Wydaa okrzyk zdziwienia; pierwszy raz w 
yciu ptaki te widziaa. 
 To s morskie wrony  zmconym gosem wytumaczy Jan  czasowe u nas ptaki i rzadkie. 
Nie kadego roku przelatuj one tdy; podczas i kilka lat ich nie wida, potem poka si znowu, 
przelec i polec Bg wie dokd! 
Z zadum za nienymi ptakami okiem powid. 
 Ciekawo podczas czowieka ogarnia dowiedzie si czego o tych stronach dalekich, do 
ktrych ptaki lataj... eby cho w ksice albo w rozpowiadaniu jakim zobaczy te morza, te 
kraje, te cudnoci i dziwy... 
 Razem o nich czytywa bdziemy. Czy dobrze? 
Wszystkie promienie soca w renicach mu zawieciy. 
 eby to kiedy nastpio! eby to doprawdy... 
Wiatr powia; topl zaszumiaa i strzsna na nich krtk ulew kropel. Rozemieli si oboje 
gono, jak dzieci. 
 Chodmy do chaty!  zawoa Jan. 
 Chodmy!  ochotnie powtrzya Justyna. 
Szereg lip na podwrku Anzelma i Jana stojcych raz jeszcze osypa ich chodn ros, zanim 
stanli przed otwartym oknem przeciwka, czyli izdebki, ktr Anzelm cel swoj nazywa. 
168 
V 
Pod otwartym oknem, na podugowatym, prostym stole, na kilku ksikach w zniszczonej 
oprawie staa lampka z wysokim kominkiem; przy glinianym dzbanku i szklance z zielonawego 
szka lea wrd grubych okruch nie dojedzony kawa razowego chleba. 
 Ju kiedy okno otworzy i chleb jad, to prdko i odyje  szepn Jan. 
W gbi izdebki, pod cian okryt cienkim i chropowatym pokadem wapna, na tapczanie 
zasanym kraciast, domowego wyrobu kodr Anzelm w kapocie i butach na wznak lea, z 
jednym ramieniem bezwadnie wzdu ciaa spoczywajcym, a drugim na gow zarzuconym. 
Szeroki rkaw kapoty zakrywa cakiem grn cz jego twarzy i wida byo spod niego tylko 
bladorowe, siwiejcym wsem ocienione usta. Ukad tych ust by tak surowy, jakby wnet 
otworzy si one miay dla wydania sw gromicych albo gniewnego czy rozpacznego okrzyku. 
W grze nad lecym w martwej nieruchomoci czowiekiem blado byskay ramy witego 
obrazu i szaro majaczyy wizerunki rycerzy, cierniow koronk zwieczone. 
 eby teraz z fuzji mu nad gow wystrzeli, ani poruszy si, ani przemwi, i adne 
proszenie albo krzyczenie nic nie pomoe. Sam przez si potem dwignie si i odyje... 
Odeszli. Z maego ganku, gzymsem w grube floresy wyrzebionym otoczonego, wida byo 
ciemnaw sionk, w ktrej stay arna, i przez drzwi otwarte w kuchni czysto wymiecionej dwie 
naprzeciw siebie u biaego sosnowego stou siedzce na stokach dziewczyny. W niedzielnych 
sukniach bijcych w oczy morderow* i granatow barw, w obcisych stanikach i kolorowych 
kokardach u szyi, okciami o st oparte, gowy owinite gadko uplecionymi warkoczami 
pochylay one ku sobie szepczc o czym z oywieniem i bez ustanku. Pomidzy nimi lea na 
stole zaledwie rozpoczty bochen chleba i sta gliniany, czarny garnek, z ktrego one 
drewnianymi ykami czerpay gsty, biay chodnik, z mleka, octu i posiekanej bowiny 
zoony. 
Ujrzawszy wchodzc Justyn powoli wstay, do progu podeszy, a gdy im ona rk na 
powitanie podaa, Antolka dotkna jej niemiao i z krtkim dygiem, Elusia za cisna j tak 
silnie, e a caym ramieniem zatrzsa, i wnet zagadaa. 
 Panienka znowu do nas przysza! Bardzo susznie, nam bardzo jest mio panienk widzie. 
Umiech, z ktrym to mwia, przyjacielskim by i wesoym, ale oczy jej, tak jak u Fabiana, 
mae i byszczce, zdaway si ze zoliw troch ciekawoci przewidrowywa twarz przybyej 
i zoliwie te zerkny za znikajcym w drzwiach wietlicy Janem. 
 Prosz usie!  przemwia modsza z dziewczt.  Czy Justynka nie bardzo zmoka, w 
deszcz z Mogiy wracajc. 
 Oho!  zadziwia si Elusia.  Wiksza poufao ni znajomo po imieniu panienk 
nazywa... 
Antolka zawstydzia si i twarz ku cianie zwrcia. 
 Kiedy prosia...  szepna. 
Justyna cienk jej kibi ramieniem otoczya i w zarumieniony policzek pocaowaa. 
 Suknia mi tylko zmoka, ale chtnie ogrzaabym si przy ogniu... 
* M o  d e  o w a - brunatnoczerwona. 
169 
 To ja zaraz rozpal! 
Skoczya i kilka polan z sionki przyniosa. 
 Poczekaj  zawoaa Justyna i z lekka j usunwszy, sama przed piecem na pododze 
przysiada i ogie roznieca zacza. 
 Oj, oj! nie potrafi!  na cae gardo zamiaa si Elusia. 
 Potrafi. Nie wici garnki lepi!  odpowiedziaa Justyna. 
 Bardzo susznie, tylko e panienka nie do tego stworzona! 
 Ot, widzicie, e ju si pali... 
Kawa brzozowej kory pon istotnie w piecu i jzykami ognia suche polanka obejmowa. 
Popielaty krlik spod pieca wyjrza. Justyna wzia go w rce i uaskawione, agodne stworzenie 
wnet do piersi jej przylgno. Za tym pierwszym ukaza si drugi, trzeci, czwarty i wszystkie 
zwinwszy si w jeden jedwabisty, pstrokaty kbek, czarnymi oczami w czerwonych oprawach 
na ni patrzay. 
 A my o panience tylko co mwiymy. O wilku mowa, a wilk tu. Bardzo susznie! 
 Ona do Justynki ma wielk prob  kruczkiem* drzewo w piecu poprawiajc umiechna 
si Antolka. 
Elusia okciem j trcia i doni usta zamkn chciaa. Ale Antolka chichocc i gow 
odwracajc, rk jej odepchna. 
 Ona Justynk chce na wesele swoje prosi. Mwi, e wesele wikszy dla niej walor bdzie 
miao, jeeli Justynka i mody pan Korczyski na nim bd. I w oczach ludzkich to jej wielk 
promocj zrobi. Modego pana Korczyskiego sam Fabian zaprosi, cho dugo ani sucha o tym 
nie chcia, ale on ambicjant, wic sam nie artem da panw w chacie swojej przyjmowa. 
Wesele to odby si miao w par tygodni po niwach, okoo Matki Boskiej Zielnej. Fabian 
przed tygodniem na ogldziny domu i gospodarstwa konkurenta jedzi i wszystko dobrze 
znalaz; niezupenie dobrze, bo w chacie gromada spora, matka, dwch braci, siostra, ale za to 
ziemi u nich morgw z pitnacie, inwentarz pikny, bo a dwadziecia sztuk byda, i familia 
bardzo porzdna: matka Giecodwna z domu, jeden z braci ekonomem u panw rnych suy, 
a teraz eni si z Zaniewszczank, a tysic rubli posagu bierze i zaraz folwark jaki w dzieraw 
wemie. 
 A pan mody?  zapytaa Justyna. 
Dziewczta znw zachichotay. 
 Taki modzieki...  szepna Elusia i rozrzewnienie napenio jej mae, byszczce oczki. 
 Moe wicej nie ma jak dwadziecia jeden rok, i w sodaty nie pjdzie, bo dwch starszych 
braci ju w wojsku odsuyo  rozgadaa si Antolka.  adnieki sobie, tylko e bardzo 
maleki... 
 A ty by chciaa, eby na wiecie same takie Herody byli, jak twj Micha!  uja si 
Elusia.  Niech bdzie sobie maleki, ale milusieki... 
Znowu rozrzewnia si, a zy jej w oczach stany, lecz zaraz potem opowiada zacza, e 
ociec jej szeset rubli posagu przyrzeka, ale od razu da nie moe, bo pienidzy nie ma. Wic 
poow da gotwk, a na drug poow weksle wyda. Ju to z famili narzeczonego umwione. 
 Ale wesele to ju huczne sprawi, taki ambicjant!  wykrzykna Antolka. 
I wypraw liczn dostanie. Pocieli i bielizny cay kufer zoya dla niej matka, a ojciec, jak 
do miasta jedzi, przywiz jej kaszmiru* na sukni, prawdziwego czarnego kaszmiru, a to ju 
jest najpikniejsza suknia, jaka na wiecie by moe. I drug jeszcze mie bdzie, morderowego 
koloru, ale tasz... 
O strojach mwi zaczy. Justyna dopytywaa si o cen sukien, ktre na sobie miay, kto je 
szy, czy w wita je tylko nosz albo czasem i na codzie? Teraz ju obie rozgaday si jak 
* K  u  z e k - tu: pogrzebacz. 
* K a  z m i  -mikka tkanina z wysokogatunkowej weny kz kaszmirskich (Azja). 
170 
czeczotki. Suknie im krawiec szyje, ydek w miasteczku; maj takich po jednej, po dwie 
najwicej, i nosz je tylko w wita. Na codzie nie uywaj inszych jak te, ktre utkaj same, a 
ktra wicej i adniej utka, tej sawa i honor. adna dziewczyna w okolicy tyle strojw nie ma, 
co Domuntwna. Bransolety nawet ma, zotne kolczyki i piercionki, bo i bogata jest, sukcesork 
caego dziadowskiego gospodarstwa bdc, i Jankowi nadmiar przypodoba si pragnie. Ale 
Janek wcale na jej suknie z ogonami i zotne ozdoby nie patrzy; nawet mniej upodobania w niej 
znajduje, odkd nimi popisywa si zacza. Raz, jak na hurbie (tak si u nich zebranie z tacami 
nazywa) w broszce i kolczykach przysza, a zotnymi bransoletami taczc dzwonia, cygaskim 
koniem j nazwa. Dla tej przyczyny tak j nazwa, e Cyganie zawsze swojego konia we 
wszelakie byskotki i dzwonki ubieraj. Przy tym opowiadaniu a zanosiy si obie od miechu. 
Justyna miaa si take. 
Kiedy Jan, zdjwszy z siebie przemok odzie, w kurcie z domowego sukna i z wywinitym 
na ni konierzem biaej i cienkiej koszuli wszed do kuchenki, gwarno w niej byo i wesoo. 
Antolka przed chwil do bokwki bya wbiega i wyniosa z niej tak wielki pk tkanin, e a 
uginaa si pod jego ciarem. Rzucia go na st i teraz wszystkie trzy oglday te wyroby jej 
rk: suknie, dywany, kodry mienice si najrnorodniejszymi barwami i wzorami, pasiaste, 
kraciaste, nakrapiane, z czystej i z lnem pomieszanej weny. Jan siostr o matk zapyta. 
Powiedziaa mu, e do Starzyn posza, do ma, a jutro raniutko powrci jeszcze na dni kilka, 
aby im  pomaga. W Starzynach grunta niskie, wic niwa pniejsze, dlatego moe ona przy 
niwach dzieciom pomaga, a potem do swoich w por doskoczy. Dwie mile ujdzie dzi w 
jedn stron, a dwie jutro z powrotem i z sierpem na polu stanie, jakby nie pidziesit, ale 
dwadziecia lat miaa. 
 Chwaa Bogu za tak staro  zauway Jan  a z tej racji jest ona tak, e matka zawsze 
weso bya i adnych aprensji do serca nie dopuszczaa. Ale nie kady z takim charakterem 
urodzi si moe... 
Drzwiczki od przeciwka, w kcie kuchni umieszczone, a tak wskie, e prawie ich wida nie 
byo, otworzyy si po cichu i ozwa si zza nich gos Anzelma: 
 Czy mi si tylko tak wydao, czy doprawdy gos panny Justyny usyszaem? 
Justyna ywo ku drzwiczkom podbiega. 
 Przez prg nie witam! przez prg nie witam! bo niezgoda jaka mogaby z tego pomidzy 
nami wynikn... a ja sobie niezgody z pani nie ycz... nie ycz!  z rzadk u niego ywoci 
i artobliwoci zawoa gospodarz domu i w kapocie, zza ktrej grubego konierza wida byo 
koszul u szyi tasiemk zwizan, wysoki prg przestpi. Justyna w obie donie rk jego 
wzia i chwil milczc na niego patrzaa. Wic by to ten sam czowiek, ktremu na 
piaszczystym pagrku Marta niegdy wicony medalik u szyi zawiesia i ktry potem, z twarz 
uczernion, z potokami wody ciekajcymi z wosw i odziey... Pierwszy raz zobaczya go bez 
czapki. Czoo mia bia i cienk skr powleczone, wysokie, z mnstwem zmarszczek, ktre 
snopem leay pomidzy brwiami i stamtd cienkimi nimi rozchodziy si po caym czole a do 
przerzedzonych, siwiejcych wosw. 
Antolka podbiega i w rk go pocaowaa. 
 Jeszcze dzi pierwszy raz stryjka widz! Dopilnowa tej minuty, kiedy po wod poszam, i 
wtedy do kuchni przyszed, aby sobie kawaek chleba ukroi. Przychodz do domu, chleb na 
stole, a drzwi od przeciwka znw zaszczepione... Wszystko za dlatego, eby nie widzie si z 
nikim... 
 Taka ju mnie czasem oblega zgryliwo, e i najmilszy staje si niemiym  odpowiedzia 
Anzelm i mocniej ni zwykle ciskajc rk Justyny, uwanie, prawie badawczo na ni patrza. 
 a podobno wczoraj na naszym plku? Dzi na Mogi z Jankiem jedzia? a?  
uwanego tego wzroku z niej nie spuszczajc przemwi.  Nowiny, prawdziwe no... no... no... 
winy!  jkajc si doda jeszcze, i umiech przyjazny, prawie radosny otworzy mu usta i 
171 
rozszed si po caej twarzy, a na wysokie czoo, ktrego zmarszczki wycigny si jak ukone 
promienie.  Prosz, do wietlicy prosz! Kto widzia gocia w kuchni przyjmowa? Chata nasza 
niska, ale nie ciasna, nie ciasna! 
Jedn rk poy kapoty u piersi przytrzymujc, drug na drzwi ukazywa i par razy jeszcze 
powtrzy: 
 Prosz! prosz do wietlicy! 
W kuchni znajdowao si troje drzwi, z ktrych jedne, zwykych rozmiarw, otwieray si do 
sieni, a dwoje innych, wziutkich i niskich prowadzio do przeciwka i do bokwki. Justyna 
zawahaa si, niepewna, w ktr stron i jej wypada; stary to spostrzeg, rami jej poda i przez 
sie do wietlicy prowadzi. Niegdy, niegdy widywa w korczyskim dworze w ten sposb 
prowadzce si pary i sam od obiadw, od wieczerzy wstajc podawa rami wysokiej, 
czarnookiej, wesoej pannie. 
wietlica bya izb nisk, lecz bardzo obszern, bo wicej ni poow caego domku 
zajmujc, z trzema sporymi oknami, z ktrych dwa byy otwarte, ze cianami gadko 
otynkowanymi, z podog uoon z prostych, sosnowych, lecz gadko wyheblowanych i 
czystych a do biaoci desek. U niskiego sufitu grube, wapnem pobielone belki, krzyujc si z 
cienkimi deskami, tworzyy szeregi ciemnych prni; ca prawie dugo jednej ze cian 
zajmowa piec, do sufitu wysoki, z biaych kafel zbudowany, a u dou majcy rzd maych 
sklepie, z ktrych w zimowe wieczory rozlega si musiay na ca izb wierkania wierszczy. 
W kcie samotna, rozoysta, ogromna, sto lat moe majca staa kanapa z olchowego drzewa, 
na czerwono pomalowana i kraciast, domowego wyrobu tkanin obita; naprzeciw znajdowao 
si ko z sosnowych, biaych desek zbite i dostatni pociel wysoko usane, a midzy oknami 
komod olchow i na czerwono pomalowan zdobia szkatuka z czeczotkowego drzewa* z 
ukonie stojcym lusterkiem, may, czarny krucyfiks wiankiem z tego rozchodniku okrcony i 
maa lampa z grzybiastym szklanym kloszem. Zreszt, pod cianami stay wysokie, zielone albo 
w kwiaty malowane skrzynie o bombiastych, elazem okutych wierzchach, zydle z biaych 
desek, przed nimi olchowe, czerwone stoy, a u stow kilka krzese domowej wida roboty, 
niedawno sporzdzonych, bo nie pomalowanych, z drewnianymi siedzeniami i tylnymi 
porczami, z gitkiej moe grabiny czy klonu w wysokie uki powyginanymi. Przez drzwi za 
olbrzymim piecem otwarte ukazywaa si bokwka, maa, podugowata izdebka, z jednym 
znowu, wysoko usanym kiem. Antolka sypia tam musiaa, bo wrd mnstwa witych 
obrazkw, ktre nad kiem cian okryway, najwikszymi rozmiarami i najjaskrawszymi 
barwami jania obraz jej patrona, w wianki na Boe Ciao powicone, w palmy wielkanocne, w 
pki suchych niemiertelnikw i wieych nagietek ubrany. Przez otwarte okna zapachy kwiatw 
i zi wnikajc z ogrodu napeniay po brzegi ca wietlic, a wtaczajce si przez nie gazie 
starej gruszy ocieniay j zielon, ruchom firank. 
Anzelm do jednego ze stow Justyn przyprowadzi. 
 Na krzele sie prosz... wygodniej bdzie ni na awie... prosz na krzele usie... 
I z ywoci ruchw, ktrej by nikt po nim spodziewa si nie mg, zgrabnie, dwornie, 
krzeso dla niej nis ku stoowi. Elusia, ktra za caym towarzystwem wysoki prg wietlicy 
jak pulchna kluska przeskoczya, miechem teraz, na gospodarza domu patrzc, parskna. 
 Ju chyba skoczenie wiata nastpi, kiedy pan Anzelm tak si rozrusza!  zawoaa.  
Takim alegantem ukazuje si, jakby nigdy tetrykiem nie by! 
 Ot, i z gupia odezwaa si!  artobliwie odpar Anzelm  bo gdyby mdra bya, toby 
wiedziaa, e kto niedwiedzia przemoe, za nos go wodzi moe. Wida, e mnie panna Justyna 
tak przemoga. 
Potem sam na zydlu siadajc do Antolki zawoa, aby gocia wieczerz poczstowaa. 
*  z e  z o  k o w e d  z e w o - drzewo z pnia brzozy (lub topoli), skowate, suy do wyrobu kosztownych mebli 
i przedmiotw. 
172 
 Sam te  doda  od wczorajszego wieczora tylko kawaek chleba przeknem, a i Jankowi 
po tej kpieli, ktr na Niemnie dzi wzi, godno by musi. 
Wczoraj jeszcze dowiedzia si od synowca, e na Mogi z Justyn on popynie, a teraz 
dwojga modych zapytywa, jak w czasie burzy wydobyli si z kopotu, czy bardzo zmokli, ile 
czasu w borze spdzili. Opowiedzia, e kilka razy spotka si na Mogile z pani Andrzejow, 
ktra to miejsce odwiedza czasem, ale bardzo rzadko i niby przypadkiem. Wielk pani jest i 
wszystkie oczy na siebie ma zwrcone, to i trudniej jej takich wypraw dokonywa jak na 
przykad jemu, ktry przez nikogo nie postrzegany moe sobie czsto pomodli si i poduma, 
tam, gdzie brat jego wiecznym snem odpoczywa. 
Dwch ich tylko byo i siostra, ktra do zaniewickiej okolicy za m posza, skd te i matka 
ich pochodzia; a Jana matka znw Siemaszczanka z Siemaszek, tak jej za wypado, e a w 
czterech okolicach ycie swoje pdzia: najpierw w ojczystej, czyli w Siemaszkach, potem w 
Bohatyrowiczach, gdy za Jerzego wysza, potem za drugim mem w Jamontach, a na ostatku, 
za trzecim, w Starzynach. 
 Nie wiadomo, czy to ju ostatni m i ostatnie jej osiedlenie  artobliwie znowu zauway. 
 Bo mnie si zdaje, e gdyby dzi owdowiaa, toby za rok poniosa si jeszcze za czwartego! 
Justyna zapytywaa go o rozlego i ludno okolic, ktrych nazwy wymieni. Odpowiada 
jej chtnie i obszernie, o szczegy, ktrych nie wiedzia, bo przez wiele lat nigdzie nie jedzi, 
do Jana si odzywajc. 
 Wszystkich ich pani po troszku na weselu Elusi zobaczy  rzek Jan  bo Fabian peno ma 
wszdzie krewnych i znajomych, a zechce pewno, aby o weselu jego crki cay wiat gada. 
Tymczasem Antolka i Elusia st szmat ptna stary i w przecigu p godziny zastawiy 
go wszystkim zapewne, na co w tej chwili zdoby si moga chata Anzelma i Jana. Dokoa 
wielkiego bochna chleba zjawia si misa kwanego mleka, w poowie z row mietan 
zmieszanego, potem druga z pooonym na niej plastrem miodu, tylko co zna razem z 
drewnian ramk z ula wyjtego, dwa sery, z ktrych jeden przywidy a drugi wiey, te 
maso na spodku, na koniec, przez zaczerwienion od ognia Elusi przyniesiona patelnia z 
dymic jajecznic. 
 Ju jak ja jajecznic zrobi  zawoaa wesoa dziewczyna  to, bardzo susznie! sam ociec 
czasem pochwali, cho jemu dogodzi tak prawie trudno, jak przez ten dom przeskoczy... 
 Ja myl, e Elusia kiedykolwiek i przez dom przeskoczy potrafi, taki z Elusi kozak  
zaartowa Jan, ale na mid spojrzawszy brwi cign. 
 A kto do ula chodzi?  z gniewem zapyta. 
 A kt by, jak nie Antolka? Tylko siestra i moga tak miele postpi  odsarkna crka 
Fabiana. 
 A raz na zawsze tego jej wzbroniem!  zawoa Jan i po brzegi wosw zarumieniony rk 
w st uderzy.  Niewiadomy wszystko zepsu moe, a ona kiedy nie uczya si, jak z 
pszczoami postpowa, to niech nosa w nie swoje nie tyka! 
Wstawa ju, aby do siostry z wymwkami i, ale z bokwki cicha i zalkniona, wysuna 
si dziewczyna, z ustami skrzywionymi i rk policzek przyciskajc. 
 A co? uksia?  zawoa Jan. 
 eby j cholera...  ze zami krccymi si w oczach jkna Antolka. 
Jan, troch jeszcze naspiony, nic ju siostrze nie powiedzia, a Anzelm zaartowa znowu: 
 Nie dbaj, e pszczoa ksa, byle miodu dosta! Co tam, e troszk boli, nim za m 
wyjdziesz  przestanie! 
Kiedy chleb w rkach podnis i kroi go zacz, na spodzie bochna ukazay si wyrane 
odbicia suchych lipowych lici, ktrymi gospodynie wkadane do pieca pieczywo od zetknicia 
si z glin i popioem zabezpieczaj. 
173 
Na zydlu i krzesach wszyscy dokoa podugowatego stou zasiedli nabierajc sobie na 
gliniane talerze jajecznicy i kwanego mleka. Przez par minut nikt nic nie mwi. Anzelm, Jan i 
dwie mode dziewczyny jedli w sposb do szczeglny. Z grubo pokrajanych porcji chleba 
mae kski odamywali i dwoma palcami do ust je nieli. Drewniane yki trzymali w palcach 
zgrabnie, delikatnie i zawart w nich ywno powoli w usta wkadali, powoli te i cicho j 
przeuwajc, po czym yki na stoach kadli i po kilku sekundach dopiero lub po minucie znowu 
je delikatnie ujmowali i powoli do ust nieli. W tym szczeglnym, przesadnie powolnym i 
delikatnym sposobie jedzenia wida byo od dziecistwa nabieran albo i z krwi dziedziczon 
obaw przed okazaniem grubiastwa i arocznoci. Anzelm przemwi pierwszy. Spojrza na 
Justyn i jakby sobie co nagle przypominajc zapyta: 
 A moe by pani herbaty wypia? My j rzadko kiedy pijemy, ale zaraz mona zrobi... 
W bokwce, na olchowej czerwonej szafie sta niewielki blaszany samowar i Antolka ju si 
z krzesa zrywaa, aby biec go nastawia. Ale wanie w chwili, w ktrej Anzelm pytanie swoje 
uczyni, Jan yk na stole zoywszy, rce na kolana opuci i z umiechem gbokiego 
zadowolenia patrza na Justyn, ktra w porcji ciemnego chleba, zotawym miodem 
posmarowanego, ze smakiem zby zatapiajc, take na niego patrzaa. Oboje mieli umiechy w 
oczach i pytanie Anzelma usyszeli dopiero wtedy, gdy je powtrzy. 
 Zdaje si  powoli zauway Jan  e apetytu po spacerze nie brakuje i moe obejdzie si 
bez herbaty... 
 Obejdzie si z pewnoci!  zamiaa si Justyna. 
 A ja teraz ju na siestr i nie gniewam si, e sama do ula po mid posza! 
Zamia si tak, jak miej si szczliwi, bez widocznej przyczyny, gono, serdecznie, z 
gow w ty odrzucon, i bez widocznej take przyczyny siedzc obok Antolk po wosach 
pogadzi. Po czym yk ze stou delikatnie uj i mleka ni zaczerpnwszy, powoli do ust 
ponis. Rk mia du, w skr ciemn i grub obleczon, bardzo czyst, o szerokiej doni i 
dugich, cienkich palcach. 
Dnia tego przecie Anzelm by niepospolicie oywionym, mwnym i kade ciekawe oko 
dugo zatrzymywa by si mogo na tym ociaym, schorowanym, pitnem wielkich boleci 
przyobleczonym czowieku, kiedy dzi, pobudzany jemu tylko znanymi uczuciami, dworn 
uprzejmo i przyjacielsk gocinno okazywa, rozmow z gociem podtrzyma usiujc. Na 
rku Justyny zobaczywszy czerwon szram zapyta, czy pochodzi ona od sierpa, a otrzymawszy 
twierdzc odpowied, dugo, dziwnie migoccymi oczami na ni popatrzy. 
 Cika praca! a? chocia to wszystko od uzwyczajenia zaley. Nie wiem ja tylko i 
wtpliwo mam co do tego, czy osoba tak piknie na fortepianie grajca do takich grubych 
robt uzwyczai si moe. 
Opowiedzia, e nieraz idc wybrzeem rzeki albo przeprawiajc si na jej drug stron, 
sysza j wsplnie z ojcem grajc. 
 Sodka muzyka  umiechn si  uszy gaszcze i serce przenika. To jest prawda, ale druga 
znw prawda, e tak prawie po caych dniach w instrument stuka to moe i nie mniejsza fatyga, 
jak ple albo ... 
Na podwrku rozlego si ryczenie krw; dziewczta zerway si z siedze i popiesznie 
naczynia ze stou sprzta zaczy; potem Elusia nie ukazaa si ju wicej, a Antolk wida 
byo z dojnic w rku prdko przez sie na dziedziniec wybiegajc. Soce zaszo ju byo od 
p godziny; wietlic napeni szarawy zmrok. Jan ma lamp na komodzie zapali i stryjowi 
oznajmi, e idzie najrze, czy parobek dobrze w nieobecnoci jego byda i koni dopatrzy. 
Anzelm i Justyna zostali we dwoje. 
Niespodzianie dla Anzelma i moe dla samej siebie Justyna z krzesa swego zsuna si na 
zydel i ku staremu pochylona, ustami do ramienia jego przylgna. 
174 
Nie zdziwi si bardzo, tylko zrazu, jakby przelkniony, w ty nieco uchyli si i kapot otuli 
si sprbowa. 
 Nowina!  wyszepta  no... no... wina! 
Ale ona z czoa i ramion wilgotne jeszcze wosy swe odgarniajc i z wyrazem pieszczoty oczy 
ku niemu wznoszc, z cicha mwia: 
 Wiem, stryjku, wszystko, wszystko wiem... 
 A skd? Kto mwi? Pewno ju Janek jzykiem nasiek... Nic ja w tym zego nie widz, bo 
jeeli pani jest tak askawa, e z nim w przyjani chce pozostawa, to i nie powinien mie 
adnych przed pani skrytoci. 
Potrzs gow. 
 Ale eby ktokolwiek, choby i on, wszystko to wiedzie i przenikn mg, o tym wtpi... 
Gboko trzeba kopa, aby wod znale, a tym bardziej czowieka, eby nie wiedzie wiele lat 
z nim przebywa, jeszcze wszystkich skrytoci jego nie rozpoznasz... 
Ze wzrokiem kdy daleko za otwarte okno puszczonym mwi dalej: 
 Wszelako zdarza si na wiecie. U Boga i mucha, kiedy kae, onierzem musi by. May ja 
czowiek jestem, ale na wielkie rzeczy w modoci swojej patrzaem i w nich maleki udziaek 
wziem, a z tego i cae pniejsze ycie moje wycieko. Korczyn! oj! i domyle si teraz nie 
mona, jakie tam wtenczas rozlegay si mowy i postpki... Zdaje si, e wszystko, co ludziom 
Pan Bg da dobrego, poruszyo si wtenczas i zagadao. Brat obejmowa brata, nie zwaajc na 
to, czy bogatego albo ubogiego obejmuje, rozumni gupim drogi pokazywali. A przed 
wszystkimi jeden cel wieci. Nas do tej festyny* nie tylko dopuszczono, ale i zapraszano, 
dajc, abymy ycie naraali, ale tym, co go nie utrac, takie rzeczy pokazujc, e aby je 
dosta, kady chtliwie gow pod niebezpieczestwa podstawia... Wiele bym ja mg w tej 
materii mwi i opowiada, ale... 
Dugo wstrzsa gow, na par gwiazd przez gazie sapieanki przebyskujcych patrzc. 
 Senne widowiska... czasowe mary... 
Justyna, blisko do niego przysunita, z jedn rk pieszczotliwym ruchem na jego ramieniu 
zoon a na drugiej twarz sw opierajc, w milczeniu suchaa mowy jego powolnej, czstymi 
milczeniami przerywanej, w czci tylko zwrconej ku niej a daleko wicej do pgosem 
smutnych myli i wspomnie podobnej. 
 W ksice jednej wyczytaem: Jak muchy padn w boju syny ludzkie... A w drugim 
miejscu tej samej ksiki, czy moe jakiej inszej, napisano: Jak glina w rku garncarza, tak 
ludzie w rku Stwrcy. Taka to ju by musi kondycja nasza, ale serce czowieka podczas za 
sabe bywa, eby j cierpliwie i pokornie przenie. Wida za mao cierpliwy i pokorny byem, 
bo kiedy ju te rzeczy obrciy si na z stron i zama* nieprzenikniona wiat ogarna, 
zaczem dowiadcza niecierpliwego alu i gniewu, sam nie wiedzc nawet, przeciw czemu i 
przeciw komu ten gniew obrci. Odaowa tego, co przemino, nie mogem, ani te 
przywykn znw do zwyczajnego ycia, od ktrego jakby na skrzydach mnie odnioso. Co 
dawniej byo  obrzydo; co bawio i radowao  wydawao si sam marnoci. Pjd, bywao, z 
pugiem i tylko wspominam, co w tamtych zotnych dniach widziaem i syszaem; twarze rne, 
postpki, sprzeczki i zdania wspominam i z pamici swojej umylnie je wybieram, podobnie jak 
skpiec dukaty ze skrzyni wybiera, ogldajc je i lubujc si nimi. Tak czasem pord mgy 
wiosennej i p dnia na polu przy pugu przestoj o robocie, do ktrej wprzdy chtliwy i zdatny 
byem, zapominajc. Albo zimow por do wesoej jakiej wietlicy, bywao, wejd i patrz, jak 
ludzie rycho o wszystkim zapominajcy piewaj, wesel si, tacz. Czy oni powariowali?  
myl sobie, supem niemym i nieruchliwym w kcie stojc, a im wicej oni wesel si, tym 
widoczniej przed oczami staje mnie ta polana lena z tym swoim smtnym pagrkiem i 
* F e   y  a, wac.: festyn  uroczysto. Mowa tu o okresie przygotowa do powstania styczniowego. 
* Z a  m a (gwar.)  zamienie. 
175 
niegiem, co na ni w ciemnoci nocnej biaymi patami pada. Co nowy taniec zagraj, to ja 
zaszepcz: Wieczne odpoczywanie racz im da, Panie! Co now pieni kto zawiedzie, to ja 
znw: Wieczne odpoczywanie! Co goniejszym miechem kto wybuchnie, w mojej gowie 
rozlega si: Wieczne odpoczywanie! Na weselcych si rk machn i do chaty pod niegiem 
padajcym id, a w chacie... Chryste!... miejsce po bracie jedynym ju i zastygo, onka jego ju 
po drugich weselnych godach, tylko sierotka may mnie spotyka i tuli si do opiekuna jedynego, 
ktry mu na tym wiecie pozosta... 
W drzwiach bokwki ozwa si szelest; Jan sta na progu, plecami o drzwi oparty, z 
ramionami na piersi skrzyowanymi. W cieniu posta jego rysowaa si w liniach prostych i 
wyniosych. Caa wietlica pogrona bya w cieniu, bo maa lampa na olchowej komodzie 
stojca sabe rzucaa wiato i tylko wski jej promie spywa na ciemn kapot Anzelma i na 
poyskliwe, rozpuszczone wosy Justyny. Po dugim milczeniu Anzelm pgosem i powoli znw 
mwi zacz: 
 Kademu jednake stworzeniu dany jest zmys ratowania si i od ostatniej zguby ubiegania. 
Tak i ja w jednym miejscu ratunek dla siebie postrzegajc, do niego si udaem. Nie byo mnie 
wtenczas wicej nad lat trzydzieci, nie dziwno tedy, e kochanie tyle prawie dla mnie znaczyo, 
co ycie i szczcie. Wida, e przeznaczonym byo, aby wszystkie miody i trucizny z Korczyna 
na mnie cieky, bo tam mnie objawiy si te widowiska senne, po ktrych pocieszy si nie 
mogem, i tam te gwiazda kochania mego zawiecia. Moe niejeden powie, e moja nadzieja 
nierozsdna bya i e za wysoko odwayem si spojrze, ale ja tak wtenczas nie mylaem. 
Wszak ju mao nie dwa tysice lat temu Pan Jezus rwno po wiecie ogasza i duo o niej 
gadania w tym samym Korczynie syszaem. Cho ta panna do paskiej familii naleaa, ale ja 
te od niewolnikw rodu swego nie wiodem, a cho ubogi, onie i dzieciom kawaek chleba da 
mogem, nie gorszy moe od tego, ktry w te czasy niektrzy panowie jada zaczynali, a moe i 
spokojniejszy, pewniejszy. Do tego, cho z paskiej familii ona pochodzia, niewielka z niej bya 
pani... niewielka! Cudze suknie na grzbiecie nosia, wszystkiego od aski krewnych wygldajc. 
Czemuby jej, zdaje si, wasnego domu, cho niskiego, i wasnej woli przy mu kochanym i 
kochajcym nie chcie? Wzajemno za wiedziaem, e mam... wiedziaem. Nie na lepego 
przecie patrzaa ona swymi takimi ognistymi oczami i nie guchemu takie rzeczy niejeden raz 
mwia, ktre o wzajemnoci upewniaj. Posunem si tedy... i odprawiony zostaem. Nie 
chciaa. Nie mona nawet powiedzie, aby jej familia wielkie przeszkody stawia. Pewno, e 
byy tam ze strony krewnych perswazje, moe i pomiewiska, ale od otarza nikt by gwatem jej 
nie odciga. Sama nie chciaa. I widzie si ze mn nie chciaa, a j raz w ogrodzie 
dopilnowaem i za rk chwyciwszy o przyczyny tego despektu, ktry mnie od niej spotyka, 
zapytaem. Powiedziaa przyczyny takie, e tylko na nie plun byo warto. Perswadowa 
chciaem i przekonywa, ale wyrwaa si mnie i ucieka. Z paczem ode mnie ucieka. I sama 
desperowaa, a jednakowo nie chciaa... nie chciaa... 
Od tej pory zacz si najgorszy czas jego ycia. Tylko co by wiadkiem przeraliwej 
zawodnoci ludzkich walk i nadziei, teraz pozna zmienno ludzkiego serca. Wszystko wydao 
mu si niepewnym, nietrwaym, marnym. 
 Taka mnie ogarna zwtpiao, e wszystko, na co tylko pojrzaem, okazywao mi si w 
postaci znikomej mary. Dzi jest, mylaem sobie, a jutro rozwieje si i zniknie. Posyszaem raz, 
jak ksidz w kociele mwi: Z ziemimy poszli i w ziemi przemieni si mamy, i te sowa 
nigdy ju z gowy mojej nie wychodziy. Gorzej od wszystkiego zwtpiao ta mnie gniota, bo 
adnej ju chci i adnego zamiaru do serca nie dopuszczaa. Kiedy jeszcze cokolwiek robiem, 
to tylko o tym biednym sierotce mylc, eby przy mnie z godu nie zdech, a dla siebie tobym 
ju i palcem nie kiwn, bo cigle mnie na myli stao: Na co? dla jakiej przyczyny o marno i 
doczesno dba? Przed Bogiem si upokarzaem, ale ju tylko o zlitowanie dla niemiertelnej 
176 
duszy swojej proszc; o to za, co mnie w tym yciu spotka, bynajmniej nie dbaem, pewnym 
bdc, e wszystko na zawsze utraciem, a gdybym znw naby, zaraz bym znw utraci... 
Jednak zbyt modym by moe i zbyt proste, zdrowe dotd ycie prowadzi, aby w tym 
zwtpieniu o trwaoci i wartoci rzeczy ziemskich zastygn mg i zmartwie. Owszem, 
tsknota za lepszymi dniami i al po ukochanej kobiecie drczyy go cigle. 
 Nie zaskrn, ale gboko w sercu zasadzon tskliwo i bole czuem. Gdyby czowiek 
mg zami do grobu ciec, ju bym wtenczas ciek pewno. Samego siebie lka si zaczem, 
mylc, e zwariuj albo nieprzyrodzon mierci zgin; bo mi te ju gazie drzew i 
gbokoci Niemna po gowie chodziy. Wstyd mnie zdejmowa, e mocy nijakiej nad sob mie 
nie mogem, i Pana Boga na pomoc wzywaem, i niedobrowolnie zy cieky mnie z oczu. 
Ktrego dnia dwign si ju z myli ponurych i samego siebie nauczam: Siy do kupy cinij, 
na bied oczy zmru i rzu j pod nogi, a pocieszenia sobie jakiego szukaj, aeby woli boskiej 
nie sprzeciwia si i marnie nie gin. Zdaje si, e ju i wyperswaduj sobie, desperacj 
odpdz i dzie, drugi jak wszyscy ludzie przeyj. Nie, do ycia ochota nie bierze i cho tak 
pracuj, e a cay oblewam si potem, najmniejszym czasem o miych nadziejach utraconych i o 
marnoci wszystkiego myl. Raz ju nawet zaswataem si do panny jednej i sam pojechaem 
do niej. Jadc mylaem: Oeni si i kwita! Chat zaludni, rozwesel si i odyj. Ale 
kiedym przyjecha i na pann spojrza: nie! Szpetna ona nie bya ani gupia i to mi te tajnym nie 
byo, e miym okiem na mnie patrzaa. Nie i nie! Tamta przed oczami stoi, a przy tym do czego 
inszego ju uzwyczajony, co inszego poznawszy i pojwszy, ani w jej mowie, ani w 
obchodzeniu si, ani w zamiarach, ktre objawiaa, smaku adnego znale nie mogem. 
Duaem si* tak z samym sob, jak pywacz z wod, lat moe ze trzy, a smtek zdrowia ubiera 
i czarne myli si zjaday, a bezsilny i z jakimi dziwnymi, przechodzcymi i znw 
powracajcymi boleciami na oe padem, dziewi lat potem przez t chorob gnieciony, ktrej 
doktorowie rady da nie mogli i hipokondri j nazywali... 
Znaczenia nazwy tej nie rozumia, ale wytumaczy mu j jeden z lekarzy powiadajc, e 
choroba to jest wicej duszna anieli cielesna i e j te duszne lekarstwa wicej nieli cielesne 
ukrci mog. Zapewne tym dusznym lekarstwem bya wielka ch pomoenia synowcowi w 
dwigniciu si z ruiny i biedy, a take pociecha, ktr mu sprawia widok dorastajcego sieroty 
po bracie. Dziewczynka te, ktr Jan napar si wzi od matki, mileka bya, wesoleka i 
zawczasu ju porzdek w chacie robi zacza, a i bratowa, cho pocha i w romansach 
niepowcigniona, dzieci swoje czsto nawiedzaa i jego dogldaa, weso swoj gadatliwoci 
babsk mieszc czasem i rozrywajc. 
 U Boga i ubity, kiedy kae, drugi raz oy moe. I ja te wskrzesem, cho niezupenie... 
niezupenie, bo mnie zdaje si, e u ludzi wiele czujcych i raz ju nadmiar zasmconych nie 
tylko na ciele, ale i na duszy robi si takie zmarszczki, ktre nigdy zupenie nie znikn. Tak i ja 
do tej pory nie mog ju ze wszystkim do zwyczajnego ycia powrci. Ruchliwoci wszelakiej, 
haasw, tumliwych gada ubiegam*, bo rd nich prawie bezprzytomnym si staj. Kadej 
nieznajomej twarzy ludzkiej najpierw zlkn si zawsze, nim pokonawszy siebie przybliy si 
do niej zdoam. Podczas i boleci mnie napadaj: cielesne i duszne. Od zazibienia, by 
najmniejszego, w gowie amania i blu dowiadczam, a kiedy w starych przypomnieniach i 
zgryzotach pomimo woli utopi si pamici, dwa i trzy dni jak martwy le, niczyjego widoku 
znie nie mogc i samego siebie prawie nie czujc. Ale o to wszystko bynajmniej. Niedue to 
dolegliwoci i cierpliwie je przenie mona, spokojno i niejedn przyczyn do uciechy 
majc... 
Cieszyo go teraz wiele rzeczy: domek na miejsce starego i prawie ju walcego si 
zbudowany; sad, ktry wasnymi rkami zaoy; pasieka, ktr Jan umiejtnie prowadzi i 
* D u  a   i  albo da si (gwar.)  mocowa si, pasowa si. 
* U b i e g a  (gwar.)  unika, omija. 
177 
powikszy; dorodny i szanujcy go chopak; agodna i gospodarna dziewczyna; dobrze przez 
oboje prowadzone gospodarstwo; zreszt, soce jasne, kwiaty pachnce, jaskki gniedce si 
pod okapem, cicho i spokojno panujce w zagrodzie, w tej samej zagrodzie, w ktrej yli 
dziady i przeddziady jego, a on sam urodzi si, wyrs i postarza, wic nie tylko kady kcik i 
kade drzewko, ale kad jej trawk i prawie kade ziarnko piasku zna, prawie w przyjani i 
poufaoci z nimi yjc. 
 Te wiatry okrutne, ktre mnie drog ycia zabiegy, przeszumiay, przeleciay i daleko ju 
znajduj si ode mnie. Wicej ja teraz dobrych godzin przepdzam nieli zych i o to ju tylko 
ubijam si przed Bogiem, aby Jankowi szczliw dol zesa. Nic te nigdy przeciw jego sercu i 
daniu nie uczyni, a chobym sam kiedy cokolwiek inszego myla i da, jego mylom i 
daniom w poprzek nie stan, owszem, dopomc w nich postaram si z caej swojej siy i 
monoci. Nie wrg ja jemu, aby mu w czym przeszkody stawi lub go do czego przymusza, 
ale przyrodzony zastpca ojca i jak ociec niczego oprcz tylko jego dobra i szczcia nie 
dajcy... 
Jan szerokim krokiem przeszed izb, pochyli si i stryja w rk pocaowa. Potem 
wstrznieniem gowy odrzuci z czoa opad na nie gstwin jasnych wosw. 
 Bardzo ju pastwo zasmcili si oboje; stryjowi to niezdrowo, a u panny Justyny nawet i 
ezki w oczach widz. Co tam tak dugo rozwodzi si nad starymi czasami! 
Sw tych jeszcze nie domwi, gdy pod oknami da si sysze szelest krokw i sowa do 
dononym, ale dygoccym gosem wymawiane: 
 Ho, ho! znajd ja go! znajd baamutnika tego, zwodziciela, zoczyc! Znajd i ubij!... tak 
mi Boe dopom, e jak psa ubij! 
Drzwi wietlicy otworzyy si szeroko i naprzd wszed przez nie trzscy si staruszek, z 
kijem w rku, z twarz, ktra ceglan rowoci odbijaa od nienej biaoci wosw i kapoty. 
Troch tylko za nim, ramieniem go podtrzymujc, ukazaa si wysoka, barczysta dziewczyna, 
do szczeglnie wygldajca. Na pierwszy rzut oka trudno byoby pozna w niej t Jadwik 
Domuntwn, ktra bosa i rozczochrana, w ogromnym fartuchu niosa przez pole zielsko dla 
krw, a w porze niw a a do skpania si w strugach potu i snopy do gumna zwoc, z 
msk si i zrcznoci kierowaa par koni. Teraz miaa ona na sobie sukni z wenianej 
materii tak jaskrawo szafirowej, e patrzc na ni oczy a mruy si musiay, z obcisym 
stanikiem i bardzo dugim ogonem, ktry cign si za ni w mikkich, niezgrabnych, od rosy i 
pyu zaboconych zwojach. Na gowie jej pitrzya si koafiura od sukni jeszcze niezwyklejsza, 
wysoka, koyszca si, pomad nasika, jaskrawymi wstkami i byszczcymi szpilkami 
upstrzona. Byszczca, bardzo licha brosza ozdabiaa jej stanik, liche take, ale byszczce 
kolczyki i bransolety koysay si u jej uszu i brzczay u rk wielkich i czerwonych. Potna jej 
kibi, ktra rd pola, w stroju pracownicy wiejskiej, przypominaa poetyczn i w sile swej 
dobroczynn Cerer, ktra na drabiniastym wozie cignitym przez rzekie konie do pamici 
przywoywaa klasyczne atletki, w tym stroju zbyt ciasnym i zbyt dugim wydawaa si sptan i 
niezgrabn; twarz jej, piknie szafirowymi oczami i kasztanowatymi brwiami przyozdobiona, 
wrd jaskrawych barw i byskotek uderzaa gruboci rysw i burakow czerwonoci cery. 
 Dobry wieczr...  zacza w progu, ale gdy spojrzenie jej upado na stojc obok Jana 
Justyn, zdawa si mogo, e nagle oniemiaa. 
Stary Jakub za to, uwolniwszy si od ramienia wnuczki, dygoccym krokiem ku 
gospodarzowi chaty postpowa sroc si coraz bardziej. 
 Gdzie Pacenko? Niech mnie pan Szymon zaraz powie, gdzie tego krzywdziciela i naigrawc 
mojego ukry... a jeeli nie powie, to jak mi Bg miy, chat zrewiduj i sam znajd... a jak 
znajd, to pomst na nim wywr za to, e mi kobiet na cae ycie nieszczliw uczyni, a mnie 
w g a  b i e pogry... 
 Znowu dziadunia Pacenk nastraszyli?  na Jadwig patrzc zapyta Anzelm. 
178 
 A jake!  odzyskujc mow zawoaa.  Taki by dzi spokojny, grzeczny, rozumny, jak 
ju lepiej i nie potrzeba. Zjad na kolacj kwanego mleka i mwi: Jadwika, pjdziem sobie 
ktrego ssiada nawiedzi. Moe pana Szymona? zapytuj, bo ju wiem, e gdyby 
powiedzie: pana Anzelma, zaraz obruszyby si i powiedzia: Ja do baznw nie chodz. On 
zawsze myli, e pan Anzelm modym kawalerem jest, a gospodarzem w chacie nieboszczyk pan 
Szymon. Poszed i piknie, grzecznie szed sobie nawet si dobr majc, bo tylko troszk 
opiera si na kiju; a tu jak wyskocz chopcy zza potu, jak krzykn mu w same ucho: 
Pacenko przyjecha i znw babulk zabierze! A zatrzs si cay, i eby nie ja, na ziemi 
padby... i ju teraz nijak jego nie wstrzyma ani wyperswadowa... drze si naprzd, e i 
zawrci go do chaty nie zdoaam... 
Stary tymczasem kijem wywijajc i gronie pokrzykujc, z kta do kta drepta, we wszystkie 
pilnie zagldajc, ciemn bokwk nawet obejrza i do wietlicy wrciwszy, pod wielk kanap 
kijem czas jaki wodzi, a do pieca przydrepta i chcia zajrze w znajdujce si pod nim mae 
sklepienia. Ale usiujc pochyli si do samej ziemi, rwnowag straci i caym ciarem swego 
wyschego, lecz kocistego ciaa na podog run. Najbliej upadajcego znajdujca si Justyna 
najprdzej znalaza si przy nim i pochylona, ju zrcznym ruchem gow jego podnosia, gdy 
rubasznym i wyranie rozgniewanym ramieniem odtrcon si uczua. 
 Za pozwoleniem, prosz dziadunia mego nie rusza... ju ja sama dam rady... ju co si 
tyczy dziadunia, to on pewno do mnie naley...  prdko i plczcym si ze wzruszenia jzykiem 
zagadaa Domuntwna. 
Jednoczenie z ostronoci, lecz i niepospolit si dziadka z ziemi podniosa, popdliwym 
gestem usuwajc Jana, ktry jej chcia przyj z pomoc. 
 Niech pan Jakub uspokoi si  przemwi Anzelm  Pacenki nie ma; ani tu, ani nigdzie nie 
ma, bo on ju dawno z tym wiatem rozsta si. 
 Nie ma?  na kiju wspierajc si i jeszcze cay drcy zapyta starzec  czy doprawdy nie 
ma? czy sowo honoru? 
 Sowo honoru!  uroczycie przemwi Anzelm.  Ot, niechaj pan Jakub spokojnie sobie 
usidzie i grzecznie z nami pogada... 
W tej samej chwili Jan do Justyny szepta: 
 Nadmiar bym chcia, eby on przy pani opowiedzia jedn histori o dwunastym roku... 
ktra zdarzya si z jego bratem, kiedy tu Francuzi byli... On duo ciekawych historii pamita... 
Anzelm szept synowca moe usysza, moe te wiedzia, czym najatwiej starca zupenie ju 
uspokoi mona, bo posuwajc ku niemu krzeso przemwi: 
 Prosz usie, bardzo prosz. Ciekawo mnie bierze, czy te pan Jakub pamita jeszcze t 
histori, co bratu Franciszku wydarzya si w dwunastym roku... czy moe ju o niej i 
zapomnia! 
Na pomarszczon, ceglastorow twarz starca spyna taka sama una odradzajcej si i 
rozczulonej pamici, jak wtedy, kiedy mu Anzelm wspomnia o grobowcu Jana i Cecylii. 
Zdawa by si nawet mogo, e nogi jego nabray nagle wikszej mocy i skrzepio si cae ciao, 
bo nie zwaajc na podawane sobie krzeso wyprostowa si, obie rce na kiju wspar, czoo 
podnis, ku sufitowi spojrza. 
 A jake  zacz  a jake! Pamitam... ho, ho! jakby to wczoraj zdarzyo si... Najstarszy 
by... piciu nas byo... ja najmodszy, a Franu najstarszy... moe mnie dziesi lat byo, a jemu 
dwadziecia, kiedy go pan Dominik Korczyski, pana Stanisawa, teraniejszego dziedzica 
Korczyna ociec, do legionw zwerbowa... przy Napoleonie obydwa wojowa poszli... Z pana 
Dominika dobry by kamrat... dobry... ja o tym wiem... bo prawie we trzydzieci lat potem i sam 
z nim na wojn chodziem... Nad Franusiem naszym, starszym bdc, opiek rozciga, i przez 
listy my o jego powodzeniach i promocjach wiedzieli... A tu dwunasty rok przyszed... Francuzi 
id! Ociec mwi: Pewno i Franu nasz z nimi idzie. A matka gow kiwa i odpowiada Pewno 
179 
idzie! Moe i do nas zajdzie! Moe my jego jeszcze raz przed mierci obaczymy!... Moe i 
obaczymy  mwi ociec... Czekali jego, spodziewali si... Matka najmniejszym czasem w pole, 
na drog wychodzia, a my, modsze bracia, tylko co oczu nie powylepiali, brata oficera 
wygldajc. 
Gdy stary to mwi, Jadwiga nie spuszczaa z Justyny oczu, ktre coraz wicej zapalay si i 
roziskrzay. Nie dosyszaa tego, co Jan do niej przed chwil szepn, ale spostrzega dobrze, e 
kiedy si nachyli ku niej, na ustach mia taki umiech, jakiego ona nie widziaa u niego nigdy, a 
cigle patrza na jej rozpuszczone wosy; zdawa si mogo, e po prostu oczu od nich oderwa 
nie mg. Justyna za suchaa go ze wzniesionym ku niemu wzrokiem, z ktrego biy promienie 
cichej, jakby niemiaej radoci. Z troch jeszcze dygoccym, ale coraz wzmagajcym si i 
czystszym gosem opowiadajcego starca zczy si gruby szept jego wnuczki. Zdawa si 
mogo, i szeptem mwia dlatego, e trudno jej byo wydoby gosu ze wzburzonej piersi lub 
te e sama lkaa si tego, co mwia. 
 Aaaa!  nie spuszczajc wzroku z Justyny zadziwia si  czy to teraz taka moda przysza, 
eby rozpuszczone wosy nosi?... Aaaa! rycho moe i taka nadejdzie, eby panny i goe albo w 
jednych koszulach chodziy! 
Justyna w opowiadanie starca wsuchana, moe zoliwych sw dziewczyny nie syszaa, a 
moe te udawaa, e ich nie syszy... Jan na mwic gniewne spojrzenie rzuci, ale 
przygryzszy warg i ramiona u piersi krzyujc, milczc plecami ku niej si zwrci. 
Starzec prawi dalej: 
 Tak my w zaciszku naszym siedzc, wdrownika z dalekich stron po drogach wypatrywali, 
a zima nasza, taka okrutna, jakiej nigdy za ludzkiej pamici nie bywao. Ludzi ledwie kiedy z 
chaty wychodzcych zamrozie po rkach i nogach opaday, a podczas z wielkiego chodu prawie 
tchu odwie nie byo mona. nieg te czsto sypic poty zasypywa i gry albo, zdaje si, 
kocioy na polu wystawia. Jednego razu, samym rankiem, zawoa nas ociec, eby my czego 
szli za nim w pole... ju i nie pamitam czego... Przez ca noc zawierucha bya taka, e o dwa 
kroki domu albo drzewa by nie rozpozna. niegu moc nasypao. Idziem my w kouchach przez 
ogrd w niegu brnc, a na kocu ogrodu ukazuje si nam coci czarnego, stojcego... ni to 
goy pie z naga wyrosy tam, gdzie go wprzd nie byo, ni to drzewniana figura do potu 
plecami przyparta. A co tam takiego stoi?  mwi ociec. Nie wiemy  odpowiadamy. A 
matka za nami idca, nie wiadomo na co, ot tak, przez to chyba, e ju j cigiem niespokojno 
jakaci w pole i na drogi para, powiada: Moe to, nie daj Boe, czowiek zmarznity! 
Wszyscy my poszli prdzej, tak e matka nie zdywszy i razem z nami w tyle ostaa. Przyszli 
my w te miejsce, pojrzeli i tylko co ze strachu na ziemi nie popadli. To to czowiek!  
krzykn do nas ociec. A ja, cho najmodszy, ale najmielszy, przyskoczy i z bliskoci na tego 
czowieka popatrzywszy tako krzykn: Oficer, tatku, oficer! Mundur na sobie ten zmarznity 
czowiek mia cay w dziurach, a czy obuty by, tego i widzie nie mona byo, bo niegu 
nasypao si jemu a po kolana i od kolan dopiero wyrasta on z tego niegu, zupenie jak 
drzewniany, plecami do potu przyparty, ty na twarzy gdyby wosk i tylko dugie wsy blond 
na brod mu spaday, a oczy byy jak w gow wstawione szyby. Jedn rk mia opuszczon, a 
drug buk w cinitej garci przy gbie trzyma. Od razu ju my domylili si, e uchrony od 
zamieci i chodu szukajc po polu, wdrowa, nigdzie nie trafi, buk, co j pewno w kieszeni 
mia, z godu gry pocz, i tak go mier od mrozu pod samym potem naszej chaty schwycia. 
Stoim my, patrzym, dziwujem si, ociec egna si witym krzyem pocz, a tu i matka 
nadchodzi. W niegu brna, ale sza; coci j do tego miejsca paro... Przysza, spojrzaa, 
rkami klasna i okropnym gosem wykrzyknwszy: Jezus, Maria! to to Franu! na nieg 
pada... Podtenczas i my wszyscy rozpoznali, kim ten zmarznity oficer by... 
Prawie jednoczenie, gdy stary sw tych domawia, na uboczu nieco stojca dziewczyna 
goniej ju jak wprzdy i z wikszym rozjtrzeniem zaszeptaa: 
180 
 Wielka rzecz! Kaden, eby tak wosy swoje rozpuci, pokazaby, e ich niemao ma... ale 
nam, prostym dziewcztom, wstydno byoby tak chodzi!... Oj, oj, wosw duo, aby rozumu 
tyle! 
Jan prdko teraz ku niej przystpi. 
 Niech panna Jadwiga adnych przytykw nikomu w chacie naszej nie robi, ja pann 
Jadwig piknie o to prosz  cicho ale z czoem poprzeczn zmarszczk przerznitym zaszepta. 
 To i co, e pan Jan mnie prosi?  z iskrzcymi oczami odszepna.  Moe kiedyci proba 
pana Jana i miaa dla mnie walor jaki... ale teraz to ju widz, e trzeba mnie zawczasu na ubocz 
schodzi, aby, bro Boe, pan Jan, z wielkimi paniami przestawajc, mnie za swoj poddank 
nie poczyta... 
Posrebrzane, pozacane i paciorkowe bransolety dzwoniy u jej czerwonych rk, ktre 
gwatownymi ruchami splataa i rozplataa; we wzburzonym jej gosie zadray i na 
kasztanowatych rzsach zawisy zy. 
 Dla jakiej przyczyny panna Jadwiga tak zoci si i alteruje*? A czy panna Jadwiga wie, e 
zo piknoci szkodzi?  z troch szyderstwa sprzeciwia si Jan. 
Stary Jakub z wyrazem grozy na podniesionym czole, ze wzniesionym w gr tym jak 
wosk palcem mwi jeszcze: 
 Takim sposobem on do swego rodzinnego zaciszka powrci i jak wartownik nieporuszony 
u wrt rodzicielskich stan... Tak ju jego, w drzewnian figur przemienionego, my wszyscy z 
ojcem na rkach swoich do chaty wnieli a matka na tapczanie przy nim pooywszy si jak 
wilczyca wya... 
Do rozgniewanej wilczycy podobn bya dziewczyna, ktra w tej chwili starca ramieniem 
obja i usiujc ku drzwiom go zawrci mwia: 
 Chodmy std, dziaduniu, no! chodmy! Do my ju tu pobyli i miych sw nasuchali 
si... Tutaj nasza kompania niepotrzebna... Na co nam w oczy le... gardzicielom, co wcale 
inszej przyjani i sawy daj? Znajomych nam, chwaa Bogu, nie zabraknie... 
Policzki jej i nawet czoo zachodziy sinym prawie rumiecem, z oczu sypay si iskry. 
Dziadka, ktry w chwilach przytomnoci posusznym by jej jak dziecko, ku drzwiom 
uprowadzajc, jeszcze mwia: 
 Jedno wschodzi, drugie zachodzi! Nas ju tu nie potrzebuj. Tu ju dobre przy lepszym 
staniao. To i chwaa Bogu! Owszem! Aby tylko wszyscy na tym handlu dobrze wyszli, bo 
wiadoma rzecz, e kto wiele ciga, mao dogoni. Dobranoc pastwu! Zdrowia i dobrego 
weselenia si yczymy! 
I gniew nieposkromiony, i ambitna obraza, i kania z caej siy tumione odzyway si w jej 
gosie. Dziadka do sieni wysuna, flakowaty i zabocony ogon sukni dla atwiejszego przejcia 
przez prg w gar zebraa i z gonym stukiem drzwi za sob i dziadkiem zamkna. 
Po wyjciu tych dwojga ludzi pozostali przez par minut nie mwili nic. Jan pierwszy 
miechem parskn. 
 Ot, jzyczna!  zawoa.  No, ale za! Ja i nie spodziewa si nawet eby a taka bya! 
Moe komu taka szparko i jzyczno upodoba si moe, ale ju mnie to  bynajmniej! 
Anzelm nie zapytywa o nic i adnej uwagi synowcowi nie uczyni. Wida byo jednak, e 
zmarkotnia, nad czym zastanawia si i czego aowa. Ale Jan po wybuchniciu miechem 
troch zmieszany do ciemnej bokwki wyszed, a wkrtce ranie ju do wietlicy wracajc 
zawoa: 
 Moe panna Justyna chce z bliska popatrze, jaka zaraz na Niemnie liczna iluminacja 
bdzie? 
 Jacic api?  zapyta Anzelm. 
 A jake! tylko co z ogniami wypywa zaczli... 
* A l  e  o w a   i   martwi si. 
181 
 Ju mnie i do domu pora!  wstajc rzeka Justyna. 
 Ja pani odprowadz, bo na dworze zupenie ciemno... 
 Pjd z pastwem i ja  powoli wymwi Anzelm; powoli z zydla wsta i Antolce, ktra z 
dzbankiem penym mleka do wietlicy wesza, powiedzia, aby mu czapk z bokwki przyniosa. 
 Stryjka spacer po nocy sfatyguje  zauway Jan. 
 Nie bj si. Cho i po nocy, kiedy zechc, jeszcze prdzej od ciebie i potrafi  
zaartowa Anzelm. 
W wietlicy zrobio si troch ruchu. Za Antolk wszed Micha w kanarkowym ubraniu 
swym, uwietnionym jeszcze z powodu niedzieli szafirowym, w ksztacie motyla zwizanym 
krawatem. Nie dokazywa jak wczoraj, ale owszem, z powag ukoni si i wszystkim: Dobry 
wieczr pastwu! powiedziawszy, z jedn rk u zaostrzonego wsika, a drug na kbie 
zoon w kcie izby stan i ciekawie na Justyn patrza. 
Antolka z dzbanka do szklanki ciepe jeszcze mleko nalewaa. 
 Moe Justynka wieego mleka wypije? prosz, bardzo prosz!  zapraszaa. 
Anzelm swoj wielk barani czapk na gow kadnc, powolnym szeptem do synowca 
mwi: 
 Czy sfatyguj si, czy nie, a eby panna z twojej przyczyny na ludzkie jzyki pada, nie 
przystan. Ju niedobrze, e na Mogi popyn nie mogem, a nocne spacery we dwoje 
odbywa i jej za dobro zoci paci nijak nie wypada... 
Jan obj go nagle, okrci si z nim w kko i z gonym miechem w oba policzki go 
pocaowa. 
 Kady mody gupi!  otulajc si kapot i troch na synowca rozgniewany sarkn Anzelm. 
Wieczr by ciemny, bo trzpiaste, wieloramienne, do rozwiewajcych si dymw podobne 
oboki tu i wdzie zasaniay niebo i gwiazdy. 
 Jeeli pani chce dobrze widzie, to trzeba a pod topol zej  ozwa si Jan. 
Justyna prdko zbiega; Jan stryjowi zstpowa z gry pomaga. 
Spod topoli wida byo dugi szlak Niemna, z jednej strony, naprzeciw Korczyskiego dworu, 
za wysoki brzeg skrcajcy, z drugiej nikncy w przestrzeni za dalekimi piaskami. Justyna 
czwarty ju raz dnia tego widziaa go w coraz innej postaci. Naprzd cikimi chmurami 
podszyty, a z powierzchni wybuchajc promienistymi ogniskami wiate i skrzydami jaskek 
muskan; potem wzburzony, ponury, wzdte fale i biae piany toczcy, z wlokcymi si w 
deszczowej zawiei tymi pyty i chyo mkncym stadem czarnych czen; potem jeszcze, po 
burzy, najczystszym bkitem i zotem pyncy, w zote dymy ubrany, z powanym nad sob 
chrem nienych wron morskich i pochliw gromadk atasowych rybitw; teraz, pozornie 
nieruchomy, sa si on w dole wstg na dwie podune poowy przecit: gboko czarn pod 
dugim cieniem boru, a z drugiej strony ciemnostalow. W tym pasie roztopionej stali nie 
byskay odbicia gwiazd dymnymi, strzpiastymi obokami przysanianych, w zamian lizgay 
si po nim blade poyski i wypywa na poczy czerwone, jaskrawe, z daleka ksztat okrgy 
majce ognie. Spod stp wysokiej gry wysuway si one na punktach rnych, a z rzadka 
uszykowanym szeregiem rzek usiay. Gdy pyn zaczy, rozpozna mona byo, e byy to 
pomienie rozniecone na drobnych cznach i przez siedzcych przy nich ludzi wci podsycane. 
Byo ich ze dwadziecia. W gbokim dole, po nieruchomej z pozoru rzece pyny bardzo 
powoli, powoli te ich odbicia koysay si w ciemnej toni, a w blasku ich zaczerwienione profile 
ludzkich postaci i twarzy z wypukoci rzeby i zarazem widmow tajemniczoci odrzynay 
si od ciemnego ta przestrzeni. Lecz najdziwniejszym i prawie fantastycznie wygldajcym 
zjawiskiem bya jaka mga gsta, ktra niepojtym mnstwem drobnych, jakby niegowych 
patkw osypywaa czna i siedzcych w nich ludzi, czsto blask ogni kulami niby biaej pary 
przymiewajc. W powietrzu jej nie byo, nie byo te na przestrzeniach rozdzielajcych czna; 
nie wiedzie skd si braa. Jednak wkrtce widocznym si stawao, e skaday j niezliczone 
182 
roje nienych, malutkich motyli, ktre na skrzydach z krepy jakby utkanych wylatyway z 
wody. Moe byo ich tyle, ile ziarn piasku na dnie Niemna, w ktrego gbiach zrodzone 
opuszczay swj ywio rodzinny, z dz niepowcignion i niecignion chyoci w blask i 
upa pomieni wpadajc. Podstpni rybacy z ywymi ruchami ramion cicho, szybko zgarniali do 
worw t skrzydlat zamie, ktra ich gowy, odzie, czna okrywaa biaoci niegu. 
Cicho, bardzo powoli, bez najlejszego odgosu, ktry by trwoliwe stworzenia wodne 
sposzy mg i odstrczy, nawet bez plusku wiose, czerwone ognie i siedzce przy nich 
zaczerwienione profile ludzkie pyny z dala od siebie w ciemnej przestrzeni po ciemnym 
szlaku rzeki, a ca jego widzialn dugo zajy. Cicho byo wszdzie: pod niebem, w 
powietrzu, na ziemi i na wodzie; tylko w grze, kdy nad drzewami, wysoko wzbite i w 
ciemnoci niewidzialne, brzczay roje nadniemeskich muszek. Byo to brzczenie nieustanne, 
monotonne, metaliczne; zdawa si mogo, e wydawaa je z siebie struna rozcignita i drca 
pomidzy usian pomienistymi punktami ciemn wstg rzeki a niebem, pod ktrym wisiay 
oboki do rozwiewajcych si dymw lub do podartej krepy podobne. 
Troje ludzi u poowy gry pod topol stojcych w jednym z czen poznao Witolda. 
Pierwszy spostrzeg go Jan: 
 Ot i pan Witold z Kaziukiem, Walentego synem, pynie!  zawoa. 
Nie z Julkiem tym razem, ale z innym jakim rybakiem Witold pyn istotnie, cay nien 
mg jacicy osypany, w milczeniu i pilnie t sam robot co i towarzysze jego speniajc. 
Delikatny profil jego wyrazicie zarysowywa si na tle ognia, naprzeciw grubszej, lecz take 
modej i ksztatnej twarzy towarzysza. 
 Syn pana Korczyskiego tutaj i siestrzenica jego z nami  z cicha rzek Anzelm.  Nowina... 
no... wi... na...! Ju i nie spodziewaem si nowin takich o... o... glda!  cicho i mocno jkajc 
si doda. 
Niewiele przed pnoc Justyna bocznymi drzwiami do Korczyskiego domu wesza i zaraz 
w garderobie, w ktrej si znalaza, usyszaa bardzo wyranie z sypialni pani Emilii dochodzce 
gone czytanie Teresy. Przez dwoje drzwi na wp otwartych wida nawet byo cz pokoju w 
bkitne sprzty ubranego i owietlonego bkitnym wiatem, w ktrym rozlega si zbyt 
pieszczotliwy, ale przyjemnie brzmicy i biegle po francusku czytajcy gos kobiecy. 
 Znalazszy si przed krlem zrobiam dyg a do ziemi gboki i dugo nie miaam 
spojrze na tyle uwielbiane oblicze wielkiego Ludwika*! Kiedy na koniec wzrok podniosam, 
zobaczyam przed sob wszystkie wielkoci i chway Francji otaczajce monarch, tak jak 
gwiazdy otaczaj soce. By tam wielki Kondeusz, ksi de Luynes, ksi Montmorency, 
ksi Saint-Simon, ksita Broglieowie, hrabia de la Rochefoucauld, margrabia Crquy* i 
inni, i inni, a wszyscy oczy swe mieli utkwione we mnie i we wszystkich tych oczach wyranie 
wyczytaam podziw i uwielbienie, ktrymi ich pikno moja przejmowaa. To potwierdzenie 
wiadectwa, ktre tyle ju razy wydawao mi moje zwierciado, omielio mi do ogarnicia 
spojrzeniem twarzy krlewskiej, a jakime by mj zachwyt, gdy i jej take umiech, umiech 
krla-soca, powiedzia mi, e na niebie jego dworu wkrtce gwiazd pierwszej wielkoci 
zawiec. Dowiadczaam uczu boskich; mylaam, e wstpuj do raju wielkoci, blasku, 
elegancji i rozkoszy... 
 Moja Tereniu  przerwa czytanie drugi gos kobiecy, saby, agodny, tskny  czy moesz 
sobie przedstawi podobnie pikn, podobnie promienn egzystencj jak tej margrabiny!... 
 Ach! takiego ycia nawet wyobrazi sobie niepodobna!  westchna Teresa. 
 By gwiazd pierwszej wielkoci na dworze wielkiego krla... bawi si, janie... 
 By kochan...  przerwaa Teresa. 
* W i e l k i L u d w i k  Ludwik XIV (1638-1715), krl Francji, panujcy w okresie szczytowego rozwoju 
francuskiej monarchii absolutnej.
* K o  d e u  z, k  i    d e L u y  e  itd.  przedstawiciele arystokracji francuskiej, dworzanie Ludwika XIV. 
183 
 O, tak! i przez kog? przez takiego margrabiego de Crquy!... Jak musiaa by mio 
tych wykwintnych, piknych, poetycznych ludzi! 
 Ach! takiego szczcia wyobrazi sobie nawet niepodobna! 
 W takich warunkach ja take byabym zdrow, weso, zadowolon, mogabym taczy, nie 
tylko chodzi, pen piersi oddycha, sowem, y! Prawda, Tereniu? 
 O! 
 Jake nierwno pomidzy ludmi rozdzielone jest szczcie!  raz jeszcze westchna pani 
Emilia i zapewne za spyn musiaa po jej chudym i biaym jak lilia policzku, bo sysze si 
day perswazje Teresy: 
 Niech tylko najdrosza pani nie denerwuje si, nie pacze, bo znowu atak by moe... Moja 
najmilsza pani, prosz zapanowa nad sob i nerwy oszczdza... moe ju kula dusi?... 
Tego wic wieczoru pani Emilia i jej towarzyszka zamiast po rozogach kuli ziemskiej 
podroway po przestrzeni czasu zatapiajc si w czytaniu pamitnikw jednej ze sawnych w 
wieku siedemnastym wielkich dam francuskiego dworu. 
Justyna wesza do ciemnej sali jadalnej, w ktrej gbi przez drzwi szeroko otwarte wida 
byo gabinet pana domu, obficie du na biurku stojc lamp owietlony. Przy biurku siedzia 
Benedykt Korczyski i w rozwartej przed nim rachunkowej ksidze kreli dugie kolumny cyfr i 
notatek. W wietle lampy wysoka i gruba jego posta z dugimi wsami, ciemn twarz i 
gstymi, rozrzuconymi wosami uwypuklaa si ciko i ponuro. Byo co smutnego i bardzo 
powanego w tym czowieku, samotnie o pnocy w gbi wielkiego, starego domu pracujcym. 
Wydawa si tak w pracy swej pogronym, e adna myl jej obca, adna troska nie majca 
zwizku z wychodzcymi mu spod pira notatkami i cyframi dosign by go nie mogy. Jednak 
w ssiedniej ciemnej sali odgos stpania usyszawszy, ywym ruchem gow znad ksigi 
rachunkowej podnis. 
 Witold?  gono zawoa. 
Justyna w progu owietlonego gabinetu stana. 
 A! to ty!  wymwi takim tonem, jakby tylko co by si ucieszy, a teraz uczucia zawodu 
dowiadczy. 
Rk po drgajcych od zmczenia powiekach powid. 
 Nie wiesz czasem, gdzie... Witold? 
Powiedziaa, e tylko co widziaa go pywajcego po Niemnie z rybakami, ktrzy jacic 
owi. 
 A!  rzek krtko i znowu pochyli si nad rachunkow ksig. 
Justyna zbliya si ku niemu. 
 Dobranoc, wuju  rzeka z cicha  duej, serdeczniej ni zwykle rk jego ucaowaa. 
Po gowie jej krciy si sowa: 
Nie krzykn, nie zapaka, tylko przed oknem stan i w nocne ciemnoci patrzc takim 
gosem, jaki u konajcych bywa, kilka razy imienia boskiego wezwa ! 
Caujc go w rk, w twarz mu patrzaa. Boe! ile zmarszczek, ile zmarszczek t twarz 
okrywao! Tworzyy one grube fady i cienkie promienie na czole, na policzkach, dokoa 
wypukych oczu z piwn, pospn renic. Ktra z tych zmarszczek bya mogi jego obu braci? 
w ktrych pogrzebane le nadzieje i uniesienia jego modoci? ktre wyry czas przez 
dwadziecia kilka lat dugo, ciko, oowianymi kroplami na gow mu ciekajcy? 
 Dobranoc, dobranoc!  z roztargnieniem odpowiedzia i szorstkimi wsami czoa jej 
dotkn. O nic jej nie zapyta. Nigdy domowych nie zapytywa o nic; co si ich samych tyczyo. 
Wiecznie zajty, zafrasowany, zamylony, wydawa si na wszystko, co z gospodarstwem i 
interesami zwizku nie miao, obojtnym, a zapewne takim by i istotnie. Jednak gdy odesza, 
podnis znowu gow, odrzuci piro i dugi ws gwatownym ruchem w d pocign. Co w 
nim wrzao alem, gniewem, niepokojem. 
184 
 Z rybakami po Niemnie pywa... bazen!  gniewnie i prawie gono sarkn.  Nigdy go w 
domu nie ma... nigdy przy mnie... nigdy tak, jak dawniej... zy chopak... bez serca... egoista! 
Koniec wsa do ust woy, szklanym wzrokiem wpatrzy si w przestrze i ze zdumieniem, 
cicho, kilka razy wymwi: 
 Co mu si stao? co mu... co mu... co mu si stao? 
Nieopisana tsknota poruszya zmarszczki jego czoa, osupiae oczy wilgoci zaszy. 
Wszedszy na wschody do grnej czci domu prowadzce Justyna uchylia po cichu drzwi 
pokoju swojego ojca. Rozlegajce si w ciemnoci przecige, gone chrapanie oznajmiao o 
gbokim i spokojnym upieniu Orzelskiego. Otworzya naprzeciw znajdujce si drzwi i 
znalaza si w pokoju swoim i Marty, lampk palc si na stole owietlonym. 
 Aha! jeste! przecie wrcia! O pnocy panienka ze spacerw wraca. Winszuj, ale nie 
zazdroszcz! Mnie lepiej w ku lee. Staro i modo! Wieczna historia! 
Sowami tymi powita j gruby i troch ochrypy gos, z kta do obszernego pokoju 
wychodzcy. W kcie pokoju stao ko, na ktrym watow kodr owinita i w caej dugoci 
swej wycignita, z twarz ku sufitowi zwrcon leaa Marta. W pcieniu sztywne jej ciao 
podobnym byo do spowitej mumii; ta twarz majaczya rd bieli poduszek i oczy jak czarne 
paciorki byszczay. 
Justyna w milczeniu zbliya si do komody, nad ktr wisiao przybite do ciany lusterko, i 
powoli sukni zdejmowa i wosy splata zacza. Marta mwia cigle: 
 Skde to bogi prowadz? A mioty adnej z sob nie przyniosa? Widziaam ja dzi, 
widziaam, jak stroia si w mulinow sukienk i z p godziny woski sobie przed lusterkiem 
ukadaa. Byam pewna, e spodziewasz si wizyty bogatego konkurenta. Ot, biay kruk znalaz 
si, sowo honoru! Biedn dziewczyn, nie tak to wysoko edukowan i nie tak to nadzwyczajnie 
pikn, wprost z rezydencji u krewnych za on chce wzi i wielk pani zrobi! No, no!  
myl sobie  nic dziwnego, e sama nie wie, jak do niego przyozdobi si i ustroi! A tu 
wzia, posza sobie i na p dnia zgina. Gdzie ty gina? Czy znw tam?... I po co to? 
Wieczne gupstwo! A eby Ryc przyjecha, ha? Dwom bogom nie mona suy... albo 
ksi... no, nie ksi, ale w porwnaniu z tob wicej, ni ksi... krlewicz, albo chop. Po 
chopskie mioty chodzc krlewicza straci moesz i lament bdzie, i prdko zrobisz si do 
cholery podobna, jak ja, albo do synogarlicy, wiecznie szyj po cukier wycigajcej, jak Teresa! 
Wieczny miech, sowo honoru! Cha, cha, cha, cha! Uf, nie mog... 
Zamiaa si, zakaszlaa i zaraz znowu mwi zacza. Oprcz zwyczajnej ywoci i 
popdliwoci czu byo w jej mwieniu niezwyky niepokj. Nogami pod kodr czasem 
poruszaa i oczy jej w pcieniu coraz silniej poyskiway. 
 C tam sycha?... ha? co ty tam robisz? o czym rozmawiasz? Albo ty umiesz z nimi 
rozmawia? Oni tam nic o francuskich romansach ani o sonatach i nokturnach nie syszeli, a przy 
tym wyrazw takich miesznych uywaj... wszelako, smtek, przeddziady, zotny, siestra... 
pamitam... pamitam! Kiedy tak byam do ich mwienia przywyka, e i sama, bywao, omyl 
si czasem i powiem: przeddziad albo zotny, a potem a pal si od wstydu. No, co tam! Pewno 
a ci korci, tak chcesz dowiedzie si, czy krlewicz dzi przyjeda. Bd spokojna, nie 
przyjeda. Kirowa tylko zaraz po twoim wyjciu przyjechaa; Emilka przysaa po mnie, abym 
j przyja, bo sama spodziewaa si migreny i ju nawet poziewa zaczynaa... W gruncie 
rzeczy, nie tyle z powodu migreny Kirowej przyj nie chciaa, ile dlatego, e lenia si 
rozmawia. A Teresa znw mwia, e jak bardzo ciekaw ksik dzi czytaj. Wieczne 
gupstwo! Do, e z Kirow godzin ze dwie przesiedziaam, cho mnie a z kanapy podnosio, 
bo buki dzi piekam. Od pierwszego momentu o ciebie pyta si zacza: gdzie ty? co robisz? 
jak teraz wygldasz? czy poweselaa? Potem delikatnie naprowadzia rozmow na Zygmusia i 
po cichutku mnie zapytaa: czy ty ju w nim ani troszk zakochan nie jeste? A nareszcie i o 
kuzynku gada zacza: jakie mu jeszcze majtki i bogactwa zostay, jaki on dobry, jaki 
185 
nieszczliwy! Zapytaam si: dlaczego taki nieszczliwy? Ot, mwi, auje, e modo, 
zdrowie i tyle majtku zmarnowa, a przy tym... i coci mnie takiego powiedziaa, e nie 
zrozumiaam... Najwiksze jego nieszczcie  zacza i zaczerwieniwszy si, jak to ona 
czerwieni si zawsze, za jzyk siebie uksia. Mnie ciekawo wzia. Dopytywa si zaczam: 
jakie to nieszczcie? Ze spuszczonymi oczami jak truka mrukna: Morfina! I niczego ju 
wicej o tym dopyta si u niej nie mogam. O tym ju tylko mwia, e pragnaby bardzo, aby 
si oeni i w Woowszczynie stale osiad, bo to jedno jeszcze mogoby go ze wszystkich jego 
nieszcz wyleczy. Trzeba tylko, eby oeni si z kobiet dobr, rozsdn, powan i tak, 
ktra mu si bardzo podoba. Ta kobieta byaby z nim szczliwa, bo dobry jest, rozumny, 
szlachetny i tyle tylko jego winy, e bogatym bdc za wiele sobie za modu pozwoli. On sam 
ju to zrozumia i eni si postanowi... Syszysz, Justynko? Ju postanowi, a ona, zdaje si, 
dlatego tylko dzi tu przyjechaa, aby wyrozumie, co ty o tym mylisz i jak postanowisz... Na 
swach wykierowaa si, ale nic w tym dziwnego nie ma: kuzynka chce od baletnic, bankructwa 
i jakiej tam morfiny wyratowa, a on podobno dobry dla niej i troch jej nawet wiadczy... 
Widzisz, co ja tobie naopowiadaam! Moe za koleanka ze mnie? Teraz moesz spokojnie 
pooy si i o panowaniu marzy. Nie rozumiem tylko, sowo honoru, dlaczego dzi w domu 
nie siedziaa i na krlewicza nie czekaa? Papcio cay dzie sam gra, a nad wieczr zachciao 
mu si z akompaniamentem pogra... Jakiego nowego nokturna czy diaba nauczy si i ciebie 
nauczy chcia... Po caym domu creczki szuka, a creczka jak w wod wpada. Gdzie ty 
przepadaa? Pewno sama jedna jak mara nie wczysz si po polach i lasach! Nim krlewicza 
do reszty zapiesz, pasterza sobie jakiego wynalaza. No, przemwe cho sowo! Czy 
oniemiaa? Ja do niej gadam i gadam, wszystkie nowiny, ktre j interesowa mog, 
opowiedziaam, od gadania a ochrypam, a ona nic powiedzie mnie nie chce... skryta, harda... 
niedobra dziewczyna... sowo honoru, niedobra! Uf! 
atwo odgadn byo mona, e pragna, aby ta, do ktrej przemawiaa tak dugo, odpacia 
jej wzajemnym opowiedzeniem czego, co j zajmowao, zaciekawiao gorco, namitnie. 
Namitnym blaskiem gorzay teraz w pcieniu jej czarne oczy; rce spod kodry wydobya i 
czynia nimi niespokojne, prawie gwatowne ruchy. W gosie, jakim ostatnie wyrazy swe 
wymwia, brzmia al do towarzyszki uczuwany. 
 Skryta, harda, niedobra!  powtrzya. 
Zakaszlaa, umilka i z oczami w sufit wlepionymi nieruchomo znowu leaa. 
Justyna z warkoczem ju splecionym i z tyu gowy zwinitym, w biaym, lunym kaftanie, 
bosa, do ka jej podesza i przy nim uklka. Rk jej du, kocist w swoje rce biorc, 
blisko ku niej schylona, cicho zapytaa: 
 Ciotko, dlaczego ty on jego zosta nie chciaa? 
 A? co?  wzdrygna si stara panna i caym swym cikim ciaem ku pytajcej si 
zwrcia. 
 Co? dlaczego ja... jego on...  gonym i troch wiszczcym szeptem mwi zacza  
jego?... czyj? czy ty go naprawd widujesz... znasz? Czy to on sam tobie mwi... o mnie 
mwi... wspomina?... naprawd wspomina? 
 Wspomina, mwi, wiele przecierpia, i teraz jeszcze nie sta si zupenie takim jak 
wszyscy... 
 Przecierpia! a ja nie przecierpiaam? Niezupenie taki jak wszyscy?... a ja taka? Wieczny 
smutek... wieczny smutek... wiecz-ny smu-tek!... 
Wielkie, cikie, dugie westchnienie szerok jej pier podnioso; ozwaa si w nim chrypka 
do jkliwego szmeru podobna. 
 Dlaczeg? dlaczeg wic? dlaczego?  rk jej coraz mocniej w doniach cisnc z 
gorczkowym prawie popiechem zapytywaa Justyna. 
186 
Rozgorzae oczy Marty tkwiy w jej twarzy, jakby przeszy j chciay i dosta si a do 
mzgu, a do najskrytszych myli. 
 Nie powiedzia przyczyn? Wszystko powiedzia, a przyczyn nie powiedzia? a? 
 Nie powiedzia. 
Dugo milczaa, potem spokojniej nieco ni wprzdy, od klczcej przy niej dziewczyny 
wzrok odwracajc, mwi zacza: 
 A ty chcesz wiedzie? chcesz? przez ciekawo? Zawsze to rzecz ciekawa, dlaczego panna 
kawalerowi, choby takiemu, harbuza daa. Pewno mylisz, e o czym ciekawym posyszysz? 
Jaka osobliwa historia... przymus... przeszkody... awantury... tragedie! Ot mylisz si. Niczego 
osobliwego, romansowego, jak na teatrze odegranego nie byo. Bya to sobie rzecz ordynarna, 
prozaiczna, taka, co wszdzie ronie, i tam nawet, gdzie jej nie posiej. Byo to wieczne 
gupstwo... moje wasne gupstwo... widzisz, jak prozaicznie... 
Zamiaa si. 
 Przyczyny...  powtrzya  przyczyny... przyczyny... Dwie ich byy: raz, e krlewna 
okrutnie baa si ludzkiego miechu; po wtre, e bardzo te zlka si cikiej pracy. Ot, i 
wszystko. Zabrania nie zabraniali, bo nikt te i prawa do tego nie mia. Sierot byam i 
dwadziecia kilka lat miaam. Ale wymiewali, artowali, kpili! Dopki na wiecie gotowao si 
jak w garnku i ludzie z pozapalanymi na karkach gowami chodzili, dopty o rwnoci mowa 
bya; obejmowali si, ciskali, bratali, pan chopa w karecie swojej wozi i piknie prosi: 
Kochaj ty mnie cho troszk i nazywaj mnie po imieniu, Wasylku! czy tam Jurasiu albo 
Anzelmku! Ale kiedy poar zgas, na zgliszczach znowu pokazay si gry i doliny jak dawniej, 
jak dawniej... gry i doliny! A ty, Wasylku albo Anzelmku, nie wa si z doliny na gry 
wchodzi! A ty, krlewno, jeeli z gry na dolin zstpisz, to my ci ani bi, ani przeladowa 
nie bdziem, bo za rozumni jestemy na to i za delikatni, ale wymiejem ci, tak wymiejem, e 
a kolki nas w bokach zepr! Ot, jak byo! Nie przeszkadzali, nie przeladowali, tylko 
wymiewali. Ot, licznego konkurenta Marteczka sobie zdobya! Darzeccy wymiewali, ten 
bazen Kiro kpi, nawet pani Andrzejowa umiechaa si na samo wspomnienie, e ja bym 
moga wyj za takiego czowieka, co wasnymi rkami orze. Ten bazen Kiro a zalega si od 
miechu: Co to orze! ora to jeszcze piknie, poetycznie, ale on sam gnj na pole wywozi i 
pewno od tego bardzo mierdzi! I kady, kto tylko o tym konkurencie posysza, a kad si od 
miechu. A ja, wiesz? jak w ogniu paliam si we wstydzie. Nocami, bywao, pacz z tsknoty 
za nim i z wyobraenia, jaka bym z nim szczliwa bya, jak bbr pacz; a w dzie przed 
krewnymi i znajomymi, sowo honoru! zapieram si jego jak Piotr Chrystusa, i... wiesz? wieczna 
podo! sama, sama z takiego konkurenta miej si, wicej jeszcze ni oni. Czasem zy gradem 
lej si mnie po twarzy, ale oni myl, e to od miechu... Jeden Benedykt nie wymiewa, bo 
mu i nie do miechu wtedy byo i moe nie tak prdko, jak inni, zapomnia o tym, e brat tego, 
ktrego tak wymiewali, do jednej mogiy pooy si z jego bratem. Ale on znw z innej beczki 
zaczyna. Perswadowa: Praca cika. Bdziesz musiaa sama ple, , krowy doi, gotowa, 
pra... Ca litani wypowiada tego wszystkiego, co ja robi bd musiaa. Nie wytrzymasz, 
zdrowie stracisz, zgrubiejesz, schopiejesz! To mnie i najwicej odstrczyo, jeszcze wicej ni 
kpiny i wymiewania. W samej rzeczy, jakime to sposobem, ja, krlewna, miaabym ple, , 
krowy doi, pra?... Zamcz si, pewno zamcz si, nie wytrzymam przy tym i schopiej! 
Skd te moje krlestwo pochodzio? Diabli chyba wiedz, bo goa byam jak bizun, w 
dziurawych trzewikach czasem chodziam; edukacj jak miaam, ale wcale pewno 
nieosobliw, a pracowaam w Korczynie od najmodszych lat, zawsze, i nie na art, bo caym 
domem, folwarkiem, ogrodem zarzdzaam, szyjc przy tym odzienie dla siebie i dla innych, dla 
siebie te tylko, ktre w prezentach od krewnych dostawaam. Ale z obywatelskiej familii 
pochodziam, krewni majtki mieli... Wic tedy i krlewna... Naprawd, takiej pracy, jak bym 
tam miaa, przelkam si... Co tam  myl  zapomn, odtskni si, odauj! A Darzecka 
187 
trzepaa: Zdarzy ci si pewno kto inny, stosowniejszy, ja ci sama wyswatam! Nie zdarzy si, 
nie wyswataa, bo prdko zacza wasne crki swata, a czy ja odaowaam i zapomniaam, o 
tym ju tylko mnie i Panu Bogu wiadomo. Do, e za chopa nie wyszam, nie am, nie 
peam i krw nie doiam... bo co si tyczy gotowania i prania, to zdarzao si, zdarzao si... 
Korczyn z wielkiego zrobi si maym krlestwem i wypadao w nim nieraz rce przy robocie 
namozoli... Ale nie am i nie peam... a to wiele znaczy... dla tego wyrzec si wiele warto... 
dla tego tylko, aby nie  i nie ple, y warto... ju to za wszystko wynagradza: i za kochanie, i 
za dach wasny, i za te dzieciaki, ktre by moe pieszczotami ycie sodziy, i za to, e czowiek, 
zanim jeszcze postarza, do cholery podobnym si zrobi, za wszystko wynagradza... za wszystko 
nagrod sobie znajduj w tym, e nie am, nie peam i nie schopiam si... Tote kontenta 
jestem, bardzo kontenta, i cae ycie w wielkim ukontentowaniu przebyam... A przy tym sawa i 
honor mnie naley za to, e wyratowaam si od wstydu i ponienia... sawa i honor... wieczny 
honor... wieczny honor! 
 
Ciotko! ciotko! biedna, biedna ciotko!  rk rozgorczkowanej i coraz pieszniej 
oddychajcej kobiety w doniach swych tulc szeptaa Justyna. 
Ale ona, zwracajc ku niej sw t twarz, na ktrej policzki wybiy si dwie ogniste plamy 
rumiecw, prdkim, wiszczcym szeptem pyta zacza: 
 C tam z nim? jak on wyglda? czy zupenie wyzdrowia? czy z synowcem w zgodzie 
yje? 
Dugo obie z twarzami ku sobie przyblionymi szeptem z sob rozmawiay. 
 Dom nowy zbudowa? Jake tam we rodku? wietlica dua, czysto? porzdnie? 
A gdy Justyna na wszystkie ju pytania jej odpowiedziaa, zapytywaa znowu: 
 Wspomina? jak wspomina? 
Czasem zamylay si obie i chwil milczay. Potem sycha byo znowu szept pytajcy: 
 Wspomina? czy czsto wspomina? 
Przyjanie, agodnie, z cicha, klczca przy ku, kwitnca modoci i si kobieta 
opowiadaa drugiej  tej poranionej, zestarzaej, gorzkiej i gniewliwej  jak i kiedy o niej mwi, 
opowiada, wspomina. 
Po wklsych, zwidych ustach Marty przewija si zacz umiech, uspakajay si 
wzburzone jej rysy, powieki opaday na ukojone, przygase, cich sodycz omglone renice. 
 Wspomina!  szepna raz jeszcze i uciszya si zupenie. 
Nie usna, ale cicho i nieruchomo leaa, tylko w jej piersi, wzruszeniem i dugim 
mwieniem wzmoona, graa, jczaa, szemraa chrypka. 
 Ciotko  szepna Justyna  ty chora jeste naprawd i ciko. Dlaczego leczy si nie 
chcesz? 
Podniosa powieki i znowu ze zwyk sw porywczoci i oburkliwoci sarkna: 
 Po co? na co? czy nie moesz powiedzie mi, po co i na co? 
A potem dodaa prdko: 
 Kt ci to powiedzia? Wymylia! i dzieci wymylaj, e ja chora. Zdrowszej ode mnie na 
wiecie nie ma. Dajcie mi pokj z waszym leczeniem i z waszymi doktorami. Id spa! 
Dobranoc! 
Wymwiwszy to zamkna znowu powieki i znowu powoli wyrazem ukojenia i sodyczy 
obleky si jej rysy. 
Justyna wstaa, chwil jeszcze na nieruchomo lec kobiet patrzaa, a pochylia si i dugo, 
cicho pocaowaa j w usta. Potem odesza, lamp zagasia i u zamknitego okna usiadszy 
patrzaa na bkitnawe witanie, wrd ktrego drzewa, niby zaczarowane strae, stay w 
nieruchomoci kamiennej, blade oboki krepowym welonem zasaniay niebo, a na Niemnie 
bladosrebrnym gdzieniegdzie pluskay ryby, w wielkie koa rozbijajc zwierciadlan 
powierzchni wody lub wyrzucajc nad ni krtkotrwae, niskie fontanny. Wkrtce znad boru, 
188 
we wschodniej stronie nieba, wychyli si rowy rbek jutrzenki, po gaziach drzew przebiegy 
szeleszczce dreszcze, cisz zmcio przecige, donone pianie koguta, ktre rozlego si blisko 
domu, potem powtrzyo si dalej i znowu dalej, coraz dalej, a zarazem sabiej. Jak czujni 
wartownicy na rozlegej przestrzeni rozstawieni i kolejno sobie haso podajcy, tak ptaki te 
wrd powszechnego upienia powtarzay jeden za drugim wschd dnia zwiastujce, tryumfalne 
krzyki. Justyna w coraz rozszerzajc si i gortsz wstg jutrzenki wpatrzona, uchem owia 
kogucie piania, ktre teraz sabym odgosem dochodziy z okolicy, z najbliszych zrazu jej 
domw, potem z dalszych, na koniec, zaledwie dosyszalne, z bardzo daleka, moe a znad 
parowu Jana i Cecylii. Zamkna oczy i gow zoya na wspartym o okno ramieniu, i marzya 
czy nia? Widziaa przed sob wyranie, ywo, prawie jaskrawo zagrod, blaskiem jutrzenki 
zarowion, operlon porann ros i stpajcego po niskiej trawie dziedzica modego, 
piknego chopca. Do stajni poszed, wrota jej otworzy, wz drabiniasty wyciga z niej zacz. 
Modziutka, bosa dziewczynka z wiadrami na ramionach pod szeregiem starych lip przebiegaa, 
ku rzece dc; stary czowiek w grubej kapocie, z promienistym snopem zmarszczek na 
wysokim czole, otwiera okno przeciwka i blade, cierpice renice ku porannemu niebu 
podnosi. Lecz kt to jeszcze wyszed na ganek domu i stoi pod jego gzymsem w grube floresy 
wyrzebionym? To ona sama... ona... w krtkiej, kraciastej spdnicy, z kos spuszczon na luny 
kaftan, z twarz tak szczliw jak szczcie tego piknego chopca, ktry ku niej oczy zwrci, z 
sierpem w rku... 
Marzya czy nia? Wydao si jej znowu, e zmrok panowa na wiecie, przezroczysty, ale 
bez dnia i soca, a ona gr pyna i szeroki widnokrg obejmowaa wzrokiem, tak szeroki, e 
widziaa wyranie dwr korczyski i okolic, i w gstej zieleni ukryty grobowiec legendowej 
pary, i u drugiego koca widnokrgu smutn pustyni piaskw, a za ni w zamknitym kole 
wzgrzystoci lenych samotn, wielk mogi. Wszystko to pogronym byo w 
przezroczystym zmroku; a ona pync gr trzymaa w rku lamp... lamp t sam, ktra 
wczorajszego wieczora na olchowej komodzie Anzelma pona. Wida stamtd j wzia i teraz 
podnosia wysoko, a promienie jej, skpe wprawdzie, wskie, paday jednak na dachy domostw, 
zote nicie rzucay na spajajc zagrody sie potw i cieek, dostaway si z jednej strony a na 
prastary grobowiec, z drugiej na opuszczon mogi, owietlajc je i niby je wic, czc jak 
ogniwa jednego acucha. 
Marzya czy nia? Na wosach swych, na twarzy, na ustach uczua ciepe, dugie pocaunki. 
Byy to promienie soca, ktre wytryskujc zza rowego pasa jutrzenki rozdary bia krep 
obokw i koce strza swoich spuciy na drzewa, na traw, na wod, na rozszczebiotane nagle 
ptaki i  na ni. Lecz sen czy marzenie niosy jej te pocaunki nie od gwiazdy dnia moe, ale od 
kogo innego, innego... bo twarz jej spona rumiecem i upojony umiech roztworzy psowe 
usta. 
189 
 OM III 
190 
I 
Wielk pani  jak nazywa j Anzelm Bohatyrowicz  Andrzejowa Korczyska nie bya, ale 
gdy modziutka, pikna i posana przed trzydziestu kilku laty jednego z trzech braci 
Korczyskich zalubiaa, powszechnie utrzymywano, e do maestwa tego tylko mio 
skania j moga. Starajcych si o jej serce, rk i majtek byo wielu; wybraa z nich najmniej 
bogatego i noszcego nazwisko najskromniejsze. Kochaa, z ukochanym czya si w uczuciach 
i deniach, ktre modo jego napeniy, a wkrtce przedwczenie ycie przeciy. Milionw 
mu w posagu nie wniosa, ale  majtek znacznie wartoci przewyszajcy ten, ktry on 
posiada, a stanowicy dziedzictwo pikne, do niej, jako do jedynaczki, wycznie nalece. 
Osowce  podug wczesnego rachunku  posiaday okoo stu chat, ziemi wiele, lasy pikne, 
dwr z pretensjonaln nieco wspaniaoci zbudowany. Od razu pozna byo mona, e wznis 
go by przed kilkudziesiciu laty zamony szlachcic, z panami w gonitw wstpujcy. Dom, na 
wiele mil dokoa paacem nazywany, by po prostu dwupitrow kamienic z dwoma rzdami 
wielkich okien, czerwonym blaszanym dachem i szerokim, krytym podjazdem, ktrego arkady 
oplataa niezmierna gstwina dzikiego bluszczu. Budowa ta, do zimno i nago wygldajca, 
miaa przed sob ogromny dziedziniec zdobny w klomby i trawniki, a to jej stanowiy stare aleje 
i za nimi na znacznej przestrzeni rozcignity tak zwany ogrd angielski*, w ktrego gbokich 
gstwinach byskaa sie wskich drek, bielay w rnych kierunkach rozstawione awki i 
wdzicznymi ukami wyginay si mostki nad wsk, bystr, wiecznie szumic rzeczk 
zawieszone. Niemna tu nie byo, ale rzeczka przebiegajc ogrd o wiorst std do niego 
wpadaa, i tam, w wielkim trjkcie utworzonym przez jedno szerokie, a drugie wskie koryto, 
na rozlegej ce wznosiy si acuchy niewysokich, widocznie sztucznych wzgrz, ktrym 
miejscowa ludno dawaa nazw okopw szwedzkich. Podanie nioso, e niegdy, przed dwoma 
wiekami, obozoway tu wielkie wojska i staczay si krwawe bitwy. Gdy aleje i zarola ogrodu w 
jesieni licie swe traciy, k, okopy i dwie czce si rzeki, wielk i ma, w dalekiej 
perspektywie wida byo z okien grnego pitra osowieckiego domu czy paacu. 
W tym domu czy w tym paacu pani Andrzejowa urodzia si, wzrosa i spdzia cae ycie, z 
wyjtkiem omiu lat, ktre jej u boku ma i w jego domu upyny. U pocztku tych lat 
wyjechaa std oblubienic mod i szczciem promieniejc, u koca ich wrcia wdow, w 
czarnych szatach, ktrych ju nigdy zdj nie miaa. Nigdy nie bya poch, zalotn ani do 
zbytku weso; w pierwszej nawet modoci i najszczliwszych chwilach wyniosa jej posta 
zachowywaa co z ciszy i powagi znamionujcych gboko i powcigliwo uczu, a w 
samym rozpromienieniu, z jakim od lubnego otarza odchodzia, czu byo skupienie si, 
rozmylanie, wewntrzn modlitw, zdradzajce natur do surowoci wzgldem siebie i moe do 
mistycyzmu usposobion. Ktokolwiek jednak zna j w owej porze ycia, pamita, e cera jej 
twarzy przypominaa kwitnce re, a ukad i mowa, jakkolwiek powaniejsze i powcigliwsze, 
ni powszechnie u kobiet jej wieku i pooenia bywao, posiaday wiele uprzejmoci i wdziku 
zdradzajc zarazem zdolno do szlachetnych uniesie i zapaw. Wiedziano powszechnie, e 
* O g   d a  g i e l  k i  w przeciwiestwie do francuskiego  odznacza si swobodnym zadrzewieniem (bez 
regularnych alejek i strzyonych drzew) oraz deniem do zachowania naturalnoci krajobrazu. 
191 
dzielia wszystkie przekonania i denia swego ma. ona demokraty i patrioty, bya mu ona 
powiernic, pomocnic, wsplniczk, a jeeli w pracy jego zbliania si do ludu i zawizywania 
z nim poufaych wzw dopomaga mu nie moga, nie wynikao to z pychy, wzgardliwoci albo 
z kastowych przesdw, ale z zupenej niezdolnoci do chwilowego choby rozstania si z 
wykwintnymi formami, do cierpliwego znoszenia zjawisk ycia grubych i trywialnych. Nikt 
lepiej i atwiej od Andrzeja nie umia zblia si do serc prostych, nieowieconych umysw, 
nieokrzesanych postaci ludzkich, i nikt do tej czynnoci od jego ony mniej zdolnym nie by. On, 
zakochany w niej i wybornie j rozumiejcy, z atwoci i wesoo jej to pobaa; ona zgryzion i 
upokorzon si czua tym jedynym rozdwikiem, ktry w zupenej skdind zgodzie ich 
panowa. Chciaa, usiowaa, pracowaa nad sob, walczya z przyzwyczajeniami i najgbszymi 
instynktami swymi  nie moga. Wiele, wiele razy wchodzia bya do niskich chat z sercem 
penym yczliwych uczu, z ustami drcymi od cisncych si na nie sw i zawsze stawaa tam 
ze sw wspania postaw i podniesion gow, jak bogini, ktra w progi miertelnych wstpi 
raczya, z pozoru dumna i pogardliwa, w gbi rozpaczliwie zmieszana, co czyni i jak mwi 
nie wiedzca, mona, a wobec nieznanej sobie siy niedona, owiecona, a stajcej przed ni 
zagadki nie rozumiejca, pena najprzyjaniejszych uczu, a drca od wstrtu obudzanego w 
niej przez prozaiczno, prostaczo i chropowato gruntu, na ktry wstpia. Ilekro 
przemwia  nie rozumiano jej; gdy do niej mwiono  nie rozumiaa. Og j pociga, 
szczegy raziy i odstrczay. Z nieprzezwycion odraz spogldaa na brudne ciaa, 
niezgrabn odzie, odymione ciany, zgrubiae i wykrzywione ksztaty i rysy. W dusz tego 
wielkiego, zbiorowego zjawiska wierzya i zrozumie j pragna, ale aby do jej powoki 
kocem palca dotkn, ciko z sob walczy musiaa. Machinalnie cofaa si przed troch 
rozsypanego na ziemi miecia; do choroby prawie dawiy j zapachy obr i stajen. Zdolna do 
zrozumienia najwzniolejszych abstrakcji i do namitnego przeniknicia si nimi, jak dzieci 
zdziwione i przelknione stawaa wobec wszelkiej cho troch suchej i twardej realnoci ycia. 
Wiedziaa o tym, e z tych realnoci: z faktw, z cyfr, z poziomych prac, splata si drabina 
wiodca ku ideaom; ideay kochaa i rozumiaa, ale adnego szczebla prowadzcej ku nim 
drabiny wasnymi rkami uple nie moga. Przeszkadzaa jej w tym niezmierna estetyczno i 
wykwintno przyzwyczaje i smaku tudzie duma prawie bezwiedna, ale ca jej istot 
rzdzca  duma nie tyle wysoko urodzonej i bogatej kobiety, ile istoty czujcej, e sercem, 
myl, smakiem wzniosa si nad wszelk pospolito, pocho i proz, e zdoln bya do 
wielkiej czystoci i podniosoci ycia. Za dum t, nie rodow, nie majtkow, lecz raczej z 
idealistycznego pojmowania ycia pochodzc, do ktrej jednak mimo jej woli i wiedzy 
mieszao si co z arystokratyzmu rodu i majtku  karcia siebie nieraz, wyrzucaa j sobie i ze 
wzgldu na jedyny rozdzia, ktry ona stawia pomidzy ni a ukochanym przez ni 
czowiekiem, i przez gbok religijno, ktra wszystkich na ziemi ludzi mioci i pobaaniem 
ogarnia nakazywaa. Jednak zniszczy jej w sobie nie moga  nie dlatego, aby bya sab i dla 
siebie pobaliw, ale moe dlatego, e ta jej waciwo cieka w ni razem z krwi wielu 
pokole, a utrwalia si w atmosferze komfortu, poezji, wyniesienia si nad wszystkie 
powszednie sprawy i roboty ycia, ktra napeniaa jej dom rodzinny, otaczaa j ze wszech 
stron, gdy z dziecka wzrastaa i dojrzewaa. Potem, kiedy Andrzeja nie byo ju na ziemi, a krg 
jej widzenia, stosunkw, de ogromnie zwzi si i zmala, przysza pod tym wzgldem do 
zupenej z sam sob zgody. Powiedziaa sobie, e jak ogie i woda, tak organizmy wysze i 
nisze, istnienia poziome i wzniose pogodzi si z sob nie mog; e arystokracja ducha  
polegajca na zamiowaniu tego, co czyste i pikne, jest i by ma prawo, i e ona to moe 
stanowi ca racj bytu ludzkoci; e dla tego, co poniej mozoli si, grzeszy i choby z pikn 
dusz, ale w brzydkim ciele po wiecie chodzi lub peza, lito i pobaliwo mie, w potrzebie 
pomoc nie trzeba, ale spokoju swego, samotnych wzlotw ducha, uszlachetnionych 
przywyknie i smakw w ofierze skada nie naley. Powiedziaa to sobie i ze spokojnym ju 
192 
sumieniem, jak abd niepokalany, pyna yciem wysoko, wysoko nad nizinami, po ktrych 
zwijay si mrwki, skakay wrble i skrzeczay aby, jednostajnie od pracowitych owadw, jak 
od pochych ptaszt i oboconych pazw oddalona. 
Nie bya wcale sab ani dla siebie pobaliw. Ju z samej jej powierzchownoci wyczyta 
byo mona energi nie wylewajc si na zewntrz ruchliwoci i czynami, lecz ku 
wewntrznemu yciu zwrcon i w cisych karbach je trzymajc. Energia ta rozniecaa w niej 
ogniska gorcych uczu, moe nawet namitnoci, ale zarazem zamykaa je w form spokojn, 
niby pomi w marmurowym naczyniu ponce. Kiedy w dwudziestym szstym roku swego 
ycia rozstawaa si z ukochanym mem i jedynego jej dziecka ojcem  niepewna, czy 
kiedykolwiek jeszcze go zobaczy  zoliwi utrzymywali, e usiowaa naladowa Spartanki* i 
inne tym podobne postacie i historie. W rzeczywistoci nie naladowaa nikogo; zbyt silnie 
kochaa, aby w chwili owej o jakichkolwiek dawnych historiach myle moga. Moe te dawne 
historie rzdziy jej krwi i nerwami, ale wcale nie pamitaa o nich i sama sob tylko bya, gdy 
na owym piaszczystym wzgrzu  przez Jana Bohatyrowicza Justynie ukazywanym  
wyprostowana, silna, z rozbysymi od zapau oczami ramiona zarzucia na szyj ma, mocno 
go pocaowaa, a wnet z ucisku uwalniajc z umiechem wymwia: Jed, jed! i kilka innych 
wyrazw dodaa, ktrych ju nikt nie dosysza. Gdy odjecha, spomidzy skupionej na wzgrzu 
gromadki nieco wyosobniona, daa jej przecie haso do wsplnej modlitwy. Uklka i gono 
zacza: 
 W imi Ojca i Syna... 
Odmawiaa modlitw za podrujcych i w niebezpieczestwie bdcych gono, powoli, 
wyranie, czasem tylko na par sekund milknc, jak gdyby suchajc oddalajcego si w gbie 
boru ttentu konia lub znad boru ku niebu wzlatujcych trelw sowika. zy wielkie i rzadkie 
jedna za drug pyny po jej policzkach, ale w jej gosie nie czu byo paczu, wyprostowana 
kibi nie zachwiaa si i nie zgia ani na chwil, nie wykrzywi si i nie zadra aden rys 
twarzy. Potem raz przy dwiku dziecinnego gosu zwiastujcego straszn nowin bezprzytomna 
pada na ziemi, ale dwignwszy si z parodniowej saboci, w ktrej zdawao si, e rozum 
utraci, nigdy ju wicej nie mdlaa, nie wybuchaa, wiadomoci i powcigliwoci porusze i 
sw nie tracia. Tak te wrcia do rodzinnego domu swego. Na fizyczne cierpienia adne nie 
uskaraa si nigdy; jednak wiee jej przedtem rumiece znikny bez ladu i na zawsze. 
Rozpaczy, paczu jej nikt te nie widywa, ale i wesoego jej miechu nie syszano te nigdy. 
Ceremonialnie umiechaa si czasem do obcych, przyjanie do krewnych i domownikw, czule 
i nieraz z gbokim uszczliwieniem do syna, ale nie miaa si nigdy. Racym to w niej nie 
byo, bo w zupenej harmonii zostawao z powag i wyniosoci caej jej postaci. Znajcy j od 
dziecistwa wiedzieli zreszt, e wybuchliwej ywoci i wesooci nie posiadaa nigdy. Ludzi 
przecie to usposobienie jej, skupione w sobie, troch zimne i dumne, oniemielao i odstrczao, 
a ona nie czynia nic, aby ku sobie ich pocign. Owszem, osamotnienie, w jakim ya, zupeny 
wkoo niej brak wszelkiego gwaru i ywego ruchu wydaway si jej jak wysokoci, na ktrej 
staa nad pospolitymi duszami i istnieniami grujc. atwiej te w ten sposb ukry moga 
cierpienia moralne, a moe i fizyczne, ktre na jej twarzy od razu zgasiy rumiece modoci i 
zdrowia, atwiej unikn zawsze dla niej przykrych zetkni ze wszelk pospolitoci lub 
brzydot; atwiej pogry si bez podziau i przerwy w ulubionych zajciach i tym trybie ycia, 
ktry od razu, i, jak si pokazao, na zawsze sobie wybraa. 
Jakie byy te zajcia i ten tryb ycia przez dwadziecia trzy lata pustelniczego prawie jej 
przebywania w wielkim dwupitrowym, murowanym domu osowieckim? Mona to byo 
odgadn z najbliszego jej otoczenia, gdy w poudniowych godzinach dnia sierpniowego 
siedziaa ona u wielkiego okna w gbokim fotelu i rce z robot na kolana opuciwszy, 
wzrokiem zamylonym po zielonych gbiach ogrodu i parku wodzia. 
*  p a   a  k i  mieszkanki staroytnej Sparty; stay si symbolem surowych obyczajw, niezomnoci i hartu. 
193 
By to pokj na grnym pitrze znajdujcy si, rogowy, z dwoma oknami na istotne morze 
ogrodowej zielonoci wychodzcymi. Wysoko sufitu i prawie okrgy ksztat pokoju nadawa 
mu pozr kaplicy, a wraenie to wzmagao okrywajce ciany stare obicie, w wielu miejscach 
spowiae, ale jeszcze bkitne i zoconymi gwiazdami usiane, zarwno jak znaczna ilo 
wiszcych na cianach malowide i w przymionym rogu pokoju wznoszcy si przed 
klcznikiem wielki, czarny krucyfiks. Klcznik by z cennego drzewa, piknymi rzebami 
okryty; od cikiego, czarnego krzya odbijaa biaoci kunsztownie ze soniowej koci 
wykonana posta ukrzyowanego Chrystusa. Zreszt, oprcz tego krucyfiksu i lecej na 
klczniku bogato oprawnej ksiki do naboestwa witoci adnych tu nie byo. Na cianach, z 
wyjtkiem kilku starych portretw i jednego daleko wieszego, ktry nad ozdobnym 
kominkiem umieszczony przedstawia Andrzeja w porze najpeniejszego rozkwitu jego mskiej 
piknoci, powtarzaa si wci w ramach maych i duych, rzebionych, zoconych, aksamitem 
oklejonych twarz jedna, dziecinna, pacholca, modziecza, mska, w rnych porach ycia i 
usposobienia fotografowana, rysowana, szkicowana, malowana twarz Zygmunta. Wizerunek 
ma pani Andrzejowa posiadaa jeden tylko, na danie jej w par lat po ich pobraniu si gdzie 
daleko std przez jakiego biegego malarza mistrzowsko wykonany; portretw syna rnych 
rozmiarw i rnego rodzaju miaa ze dwadziecia. Daleko jeszcze wicej znajdowao si tu 
robt jego, od pierwszych dziecinnych prb owka do szkicw, studiw, kopii, ktre w rnych 
porach ycia rzuca na papier i ptno. Byo to mae muzeum z niezmiern troskliwoci 
zgromadzone i ktre by kademu bystremu oku istot i histori jej syna opowiedzie mogo. 
Takie samo zamiowanie w zgromadzaniu pamitek objawiao cae umeblowanie pokoju, ktre 
skadao si ze sprztw cennych i wytwornych, ale nienowych i niemodnych. 
Inne czci tego domu starannie i wymylnie odnowiono i przybrano przed oenieniem si 
Zygmunta; ssiedzi nawet zoliwie szeptali, e na te rne odnawiania, ozdabiania, przerabiania 
uyt zostaa znaczna cz posagowej sumy jego ony. Nikt si temu zreszt bardzo nie dziwi, 
bo powszechnie wiedziano o wysokim estetycznym wyksztaceniu i nader wymylnych gustach 
modego Korczyskiego, zarwno jak o szerokich koligacjach i wietnej edukacji kobiety, ktr 
zalubia. Ale w pokojach pani Andrzejowej nie zmieniono nic. W domu nalecym niegdy do 
jej ma od dawna mieszkali ludzie obcy, ale cz sprztw, ktre j tam otaczay, znacznym 
trudem i kosztem przez ni nabyta, i teraz znajdowaa si wkoo niej. Byy to przed trzydziestu 
laty uywane, lnice, wosiennic lub spowiaym dzi adamaszkiem* obite kanapy i fotele, 
mskie biurko z cennego drzewa, pikna szafa napeniona ksikami w zniszczonych oprawach. 
Jednak pomimo tej czci pamitek zna tu byo take ywe zajmowanie si i teraniejszoci. 
Mnstwo dziennikw i nowych ksiek napeniao stoy i nosio na sobie lady pilnego ich 
czytania. Dugie godziny, cae dnie czasem schodziy pani Andrzejowej na przypatrywaniu si za 
porednictwem druku rnym spoecznym drogom i przemianom, na ciganiu okiem nowych 
strumieni myli i prac tego ogu, o ktry troszczy si przywyka bya niegdy wraz z 
ukochanym czowiekiem. Tu i wdzie na cianach i stoach rozrzucone wizerunki 
wspczesnych pracownikw: niejakiej sawy mylicieli, artystw i pisarzy krajowych, wicej 
jeszcze przekonyway, e znaa i wielbia tych wszystkich, ktrzy temu samemu bstwu, na 
ktrego otarzu zgorza Andrzej, cho innymi ni on sposoby, ofiar z ycia swego skadali. 
Przed gbokim fotelem u okna wielki, gboki kosz peen by pcien i wenianych materii, 
ktrych cz i teraz z ig i innymi przyrzdami do szycia na kolanach pani Andrzejowej 
spoczywaa. W godzinach pozostajcych od czytania szya odzie dla rodzin ubogich, na ktrych 
widywanie zdobywaa si bardzo rzadko, ale o ktrych przez domownikw swych zgromadzaa 
liczne i dokadne wiadomoci. Pajczych robtek i adnych drobiadkw nie wykonywaa 
nigdy, ale zrcznie i przemylnie wasnymi rkami sporzdzaa znaczne iloci rnorodnej 
* A d a m a  z e k  gruba, wzorzysta tkanina (zwana tak od Damaszku, gdzie j pocztkowo wyrabiano). 
194 
niewykwintnej odziey, ktra wiele istot ludzkich osaniaa przed udrczeniem chodu i wstydem 
achmanw. 
Tak jej zeszo lat dwadziecia trzy, na ktrych tle jednostajnym uwypuklao si kilka 
momentw stanowczych, do pewnego stopnia rozstrzygajcych o caej przyszoci jej i jej syna. 
Przed osiemnastu mniej wicej laty w tym samym pokoju stoczya bya z bratem zmarego ma 
rozmow dug i burzliw, ktra o mao nie nadwerya na zawsze panujcej w ich stosunkach 
zgody i przyjacielskiej poufaoci. Prawny i przyrodzony opiekun maoletniego bratanka, 
Benedykt Korczyski, czsto podwczas bywa w Osowcach. Mody jeszcze w porze owej i 
niedawno oeniony, dotkliwie ju jednak uczuwa on zaczyna ciernie oglnego i swego ycia, 
w kopoty rne popada, grubia, pospnia. Niemniej, w rzdach majtku bratowej czynny 
przyjmowa udzia, tym czynniejszy, e ona po szczerze i gorliwie przedsibranych w tym 
kierunku prbach zadaniu temu podoa nie mogc, w imi sieroty po bracie pomocy jego 
zadaa. Z gospodarstwem i interesami dziedziczka Osowiec dowiadczya tych samych do 
zwalczenia niepodobnych trudnoci, ktrym ulega wprzdy wobec jednego z penionych przez 
jej ma zada spoecznych. Jak tam, tak i tu zetknicie si z ludzk ciemnot i nieokrzesanoci 
okazao si koniecznym, a tak dla niej przykrym, e do zniesienia prawie niepodobnym. 
Rachunki, procesy, gospodarskie prace i plany w elazne jakby kajdany ujmoway myli jej i 
uczucia. Bezwiednie, pomimo nawet najsilniejszego panowania nad sob, suchajc sprawozda 
rzdcy przypatrywa si zaczynaa malowniczym grom wiate w zielonych gstwinach parku, 
uchem ciga melodi wiecznie wypiewywan przez przebiegajc go rzeczk, rozmyla nad 
wieo przeczytan ksik, wspomina jak rozmow, swawol, sowo, umiech maego 
Zygmunta. Gdyby szo o ni tylko, o ni jedn, wolaaby o wiele poprzesta na najskromniejszej 
miernoci ni troszczy si o materialne zyski lub straty. Do pewnego stopnia troski takie 
wydaway si jej nawet obniajcymi godno i warto czowieka. Do ascetyzmu skonna, 
zbytkw adnych nie pragna i nie uywaa; aobne jej suknie kosztoway niewiele, stare 
sprzty byy jej najmilszymi; prbujc sam siebie przekonaa si nieraz, e przez czas dugi 
poprzestawa moga na poywieniu najgrubszym i najszczuplej wymierzonym. Nieraz ch 
ycia w dobrowolnym, surowym ubstwie przybieraa w niej rozmiary gorcej dzy. Wobec 
skarbu serca, ktry utracia i o ktrym nigdy zapomnie nie moga, bogactwa materialne 
wydaway si jej marnoci, po ktr schyla si nie byo warto; wobec zapaw i powice, 
ktrych bya wiadkiem i w ktrych udzia wzia, dbanie o wygody, zbytki poczytywaa za 
ponienie moralne, co najmniej za pytko i pospolito; wobec publicznych nieszcz i ndz, 
ktrym ze swej pustelni przypatrywaa si chciwie i z blem, dogadzanie zachciankom wasnym 
i zgromadzanie rodkw, ktre je czyni moliwym, stawao przed ni w postaci wstydu i 
grzechu. Ale nie bya sam. Rozumiaa dobrze, e dla dobra syna, dla tej przyszoci jego, o 
ktrej w ciche, szare godziny dziwne dziwy roi lubia, powinna bya przechowa w caoci to 
jedno przynajmniej dziedzictwo, skoro drugie, ojcowskie, na zawsze i nieodwoalnie straconym 
dla zostao. Znowu wic pracowaa nad sob, walczya, przezwyciy usiowaa 
przyzwyczajenia swe i najgbsze instynkty, i znowu  nie moga. 
Na szczcie brat ma przychodzi jej z pomoc, ktr z wdzicznoci przyjmowaa, w inn 
jednak spraw, stokro w jej oczach waniejsz i sercu jej blisz, mieszania si jego dopuci 
nie chcc. Benedykt podobnym by w tym wypadku do ostronego i lkliwego strategika, ktry 
po wiele razy i z wielu stron ku obozowi nieprzyjacielskiemu z wojskiem swym podjeda, nim 
bitw stanowcz wyda postanowi. Dla bratowej mia on szacunek rzetelny i oniemiela go do 
niej ukad jej pomimo przyjaznych z nim stosunkw zawsze nieco dumny i chodny. Wic po 
wiele razy o maym Zygmuncie mwi z ni zaczyna, to i owo do zrozumienia jej dawa, na 
myl nasun usiowa, ale ona zdawaa si nie sysze go lub nie rozumie. Na koniec dnia 
pewnego do tego samego pokoju wszed wicej ni kiedy zaspiony i pocigajc wsa, ktry ju 
wtedy dugi i w d opadajcy twarzy jego nadawa wyraz wiecznego zmartwienia, owiadczy, 
195 
e zamierza otwarcie i bez ogrdek o maym synowcu z bratow pomwi. Zapytaa go: co by 
jej dziecku mia do zarzucenia? Odpowiedzia, e wyrasta ono na francuskiego markiza, nie na 
polskiego obywatela, na panienk, nie na mczyzn. 
Przed pani Andrzejow sta wanie na stole piknie wykonany i oprawiony portret 
dwunastoletniego chopca w stroju francuskim zeszego stulecia z aksamitu i koronek zoonym, 
z opadajcymi na plecy strugami ufryzowanych wosw. Dziecko byo istotnie bardzo adnym, 
delikatnym i w malowniczym ubraniu swym wygldao na ksitko. Oczy matki i stryja zbiegy 
si na tym portrecie: pierwsze wyraay mio i uszczliwienie, drugie  lekcewaenie i 
zgryzot. Z lekcewaeniem i zgryzot Benedykt mwi dalej, e panicza tego na przechadzkach 
guwerner za rk prowadzi pilnie go strzegc od widoku i poznania wszelkiej rzeczy do wiata 
tego nalecej; e jest on fizycznie za mao na wiek swj rozwinitym, w gustach wybrednym, z 
otaczajcymi czsto despotycznym i wzgardliwym; e na koniec, jako jedyny rodek nadania mu 
hartu ciaa, trzewiejszego kierunku umysowego i przyzwyczaje lepszych, pan Benedykt 
doradza oddanie go do szk publicznych. Wtedy pani Andrzejowa w caej wysokoci swej 
powstaa i nie tylko stanowczo, ale z oburzeniem owiadczya, e nie uczyni tego nigdy. Ona, 
ona miaaby jedyne dziecko swoje zmiesza z tumem penym najpoziomszych, a moe i 
najbrudniejszych instynktw, zwyczajw, poj, wystawi je na niebezpieczestwo zaraenia si 
pospolitoci, prostactwem, moe nawet panujc na wiecie gonitw za zyskiem, karier, 
grubym materialnym uyciem! Nie gardzi ona tumem, owszem, namitnie pragnie doskonalenia 
si jego i szczcia, ale deniem jej i celem ycia jest to, aby syn jej by nad tum wyszy, 
czystszy, doskonalszy. Tam rosn i na los szczcia ksztac si proci szeregowcy; on, wzorem 
ojca, sta si powinien wodzem, w tym znaczeniu wodzem, i kiedy, w przyszoci, zawieci 
tamtym wzorem wzniosych uczu i myli, a moe take i natchnionych przez nie czynw. On, 
przy jej boku, pod jej czuwajcym okiem, wzro musi czysty od wszelkiej moralnej skazy, z 
dusz tak wybredn, aby wszelki cie brzydoty i pospolitoci wstrtem j napenia. 
Umysowego wychowania jego przecie nie zaniedbuje, drogo opacani nauczyciele ucz go 
mnstwa rzeczy, a z czasem, gdy doronie, wyjedzie w wiat po wysz jeszcze nauk, ale 
tymczasem, w dziecinnych i pacholcych latach, atmosfera czystoci moralnej i estetycznego 
pikna otacza go nie przestanie. Ten zbytek w otoczeniu i stroju, ktry tak bardzo razi jego 
stryja, jest tylko rodkiem do nadawania mu tych wytwornych przywyknie ciaa i ducha, ktre 
przez cae ju nastpne ycie chroni go bd od wszelkich nawet pokusze ku zemu, bdcemu 
zawsze fizyczn albo moraln szpetot. Od tego wychowawczego planu, od tych wzgldem syna 
postanowie nie odwiod jej adne rady lub upomnienia; dlatego te yczy sobie ona i prosi, aby 
j nimi wicej nie niepokojono. 
Benedykt zrozumia, e wszelkie dalsze prby w tym kierunku pozostayby nadaremnymi. 
To, co usysza, nie byo kaprysem lekkomylnej wietrznicy ani deklamacj rozromansowanej 
gsi, ale przekonaniem i wol kobiety mylcej i energicznej. By to plan obmylany, 
wyrozumowany, podstawy swe majcy w najgbszych waciwociach umysu i charakteru tej 
kobiety, w samej niejako treci wasnego jej ycia. Ile to rozumowa mieszao si w tym planie 
dumy spogldajcej wiecznie ku szczytom dla tumw niedosigym i spomidzy nich 
wyosobnionym, nie zdawaa ona z tego przed sob dokadnej sprawy, jakkolwiek wiedziaa o 
tym, e jest dumn, wzniosymi pobudkami cech t swoj nie tylko usprawiedliwiajc, lecz j w 
sobie wysoko cenic. Kiedy Benedykt upierajc si jeszcze mwi zacz o tej wanie dumie, 
ktr tak przedwczenie objawia zaczyna may Zygmunt, odpowiedziaa, e pielgnowa jej w 
nim nie przestanie, bo z czasem sta si mu ona moe puklerzem przeciw wszelkiemu ponieniu 
si i bodcem ku coraz wyszemu yciu. Benedykt w ziemi patrza, wsa w d pociga i 
chmurny, niezadowolony, lecz bezsilny, opuci ten pokj do kaplicy podobny, w ktrym 
niedugo potem odegra si miaa jedna ze stanowczych scen ycia jego wacicielki. 
196 
Bardzo samotne i jednostajne ycie prowadzc, pustelnic zupen pani Andrzejowa zosta 
nie moga. Kiedy niekiedy odwiedzano j, tu i wdzie ukazywaa si w domach krewnych i 
ssiadw. Rzecz wic byo nie tylko naturaln, ale nieuniknion, e raz kto zapragn posi 
serce jej i rk. I dlatego tylko wydarzyo si to raz jeden, e sposb jej ycia i obejcia si 
zraay do niej usposobienia poche i odbieray nadziej najmielszym. Tym razem czowiek 
wieo w okolice te przybyy, wic nie uprzedzony, powany, nieskazitelny, rwne jej pooenie 
w wiecie zajmujcy, coraz czciej samotne Osowce nawiedza zacz, gorc cze i sympati 
wacicielce ich okazujc. Zamiary, ktre wzgldem niej ywi, najbliszym jej krewnym 
powierzy, o wstawienie si ich i pomoc jak o ask najwiksz proszc. Wtedy cichy ten zawsze 
pokj sta si miejscem czstych rodzinnych zebra, narad, namw, perswazji. Nikt prawie 
zrozumie tego nie mg, aby kobieta podwczas trzydziestoletnia, pikna, majtna zagrzeba 
si miaa ywcem w aobnym prochu wspomnie, wyrzec si na zawsze realnych i kademu, 
zda si, niezbdnych uczu i uciech ycia. Nawet rodzina zmarego Andrzeja nie tylko tego 
caopalenia od niej nie wymagaa, lecz j od niego wszelkimi siami odcigaa. Ruchliwa i we 
wszystko mieszajca si Darzecka za swatostwami przepadaa zawsze. Benedykt mia nadziej, 
e wyksztacony i z prawoci swej znany ojczym zgodniej z wasnymi jego wyobraeniami 
wychowaniem Zygmunta pokieruje. Przyjedano wic do Osowiec, namawiano, rozpowiadano 
o cnotach i zaletach konkurenta, o jego szczerych i gorcych dla modej wdowy uczuciach. Ale 
najwymowniejszym ze swatw byo jej wasne serce, ktre za rozkochanym w niej czowiekiem 
przemawiao gorcej, niby ona spodziewa si albo nawet przedtem przypuszcza moga. 
Pomimo woli przy zblieniu si jego uczuwaa, e nie jest abstrakcyjn formu niewieciej 
cnoty, ale czowiekiem zmuszonym do dowiadczania ludzkich pocigw i pokus. Pomimo woli 
odzywaa si w niej dza jakby zmartwychpowstania, jakby otrznicia z siebie mogilnych 
prochw i wyjcia na wiat soneczny, pomidzy kwiaty. Nci j zacza myl posiadania obok 
siebie rozumnego i kochajcego towarzysza wszystkich chwil ycia; tsknota za ciepem 
rodzinnego ogniska, jak smutna lilia o kropl rosy bagajca, wyrastaa z grobu, dotd samotnie i 
niewzruszenie wznoszcego si na dnie jej serca. Przysza na koniec chwila, w ktrej przyjaciele 
i doradcy ujrzawszy j sab i wzruszon wymogli na niej wahajce si jeszcze i warunkowe 
sowo przyzwolenia. Odjechali, aby co prdzej radosn wieci obdarzy tego, kto na ni 
niecierpliwie i niespokojnie oczekiwa, ale zaraz po ich odjedzie w modej kobiecie podniosa 
si burza gwatownych i gorzkich uczu. Dopki rzecz bya nie postanowion i w dalekich 
zaledwie przypuszczeniach ukazujc si, dopty wywieraa na ni urok, odpychany, ale czsto 
nieprzezwyciony. Teraz, gdy wnet ju, wnet ycie jej rozama si miao na dwie poowy, 
pierwsza ta, ktra przemina, uderzya j w serce i oczy caym blaskiem drogich i witych 
wspomnie. Nigdy, nigdy tak jasno i dokadnie nie roztoczyy si przed ni dzie po dniu, 
godzina po godzinie lata jej pierwszej modoci i mioci; nigdy tak wyranie wyobrania jej nie 
odtwarzaa postaci jej pierwszego i jedynego kochanka i ma. Jakie smutne szmery 
powstaway wkoo niej i napeniay samotny jej pokj, zdajc si przynosi dugie, wieczne 
poegnania, nie wiedzie skd, moe z tej mogiy wznoszcej si w gbi boru, na ktr teraz 
spadaa mga jesiennego deszczu i na ktrej obraz w wyobrani jej powstajcy spyny jej 
rzsiste, gorce zy. Nie, ona zapomnie nie moga ani wyrzuci z siebie tego, co tak gboko 
zapado w jej istot i samo jedno dotd j wypeniao. Kiedy pomylaa, e wkrtce, prawie 
zaraz, kibi jej obejm ramiona, a na ustach jej spoczn usta innego mczyzny, e nowe 
obowizki, a moe i uroki ycia do reszty rozerw zwizek jej z tamtym i mio dla niego, 
wspominanie o nim uczyni prawie grzechem i zdrad, uczua naprzd bl taki, jakby po raz 
drugi na wieki rozstawaa si z Andrzejem, a potem zdj j niezmierny wstyd nad maoci i 
saboci wasn. Jak to! dla pospolitych i przemijajcych rozkoszy, choby dla trwalszych i 
wyszych, lecz zawsze samolubnych uciech, miaaby ona wasnymi rkoma zdruzgota idea 
jedynej i wiecznie wiernej mioci, porwa nici pamici wice j z czowiekiem, ktry dla 
197 
celw wysokich powici ycie, zdj z siebie nawet jego nazwisko, strzec si nawet jak zdrady 
westchnienia po nim! Jak to! miaaby ona, jak najpospolitsza z niewiast, przerzuci si z jednych 
obj w drugie, w jednym istnieniu do dwch nalee, szczcie sobie zdobywa, gdy tamten 
ycie nawet utraci! Tamtemu wic mier wczesna i przez wszystkich, nawet przez ni 
zapomniana mogia, a jej wszystkie wdziki i pomylnoci ycia! Kt pami o nim na ziemi 
przeduy, jeeli ona wyrzuci j z siebie? Kto przyjmie udzia w jego ofierze, jeeli ona go si 
zrzeknie? Kto myl przynajmniej, alem, uwielbieniem towarzyszy mu bdzie w stronach 
ponurych, jeeli ona w soneczne, kwieciste odleci? Za samo przypuszczenie, e tak sta si 
mogo, za minut saboci zmysw i serca wstydzia si tak srodze, e gdyby bya moga, 
deptaaby siebie wasnymi stopy, e z gwatowniejszym ni kiedykolwiek wybuchem mioci dla 
Andrzeja upada na twarz przed krucyfiksem, nie do Boga przecie, ale do kochanka o 
przebaczenie woajc. Bogato rozwinite, pikne jej ciao wio si u stp czarnego krzya w 
objciach upokorzenia i skruchy, a dusza niby sztyletem niewysowion tsknot przebita, z 
takim nateniem wszystkich si wzbia si ku temu, za kim tsknia, e wywoaa jedn z tych 
wizji, ktrym organizmy ludzkie w wyjtkowych tylko stanach ciaa i ducha ulegaj. Bya to 
halucynacja posiadajca dla niej wszystkie cechy dotykalnej rzeczywistoci. Ujrzaa Andrzeja; 
spyn ku niej z gry z krwawic si plam na bladym czole i agodnym ruchem przebaczenia 
czy tkliwej opieki nad gow jej do wycign. Widziaa go wyranie, z doskona 
wypukoci ksztatw i dokadnoci linii. Milcza, ale ona do niego mwia. Co i jak mwia, 
nigdy tego przypomnie sobie nie moga, wiedziaa tylko, e bya to dla niej chwila 
nieziemskiego zachwycenia, z ktrej obudzia si smutniejsza, ale zarazem silniejsza ni kiedy, i 
ktrej powtrzenia si nigdy pragn nie przestaa. Ale nie powtrzya si ona nigdy, tak jak nie 
powtrzy si wypadek, ktry j poprzedzi. Umys miaa zbyt owiecony, aby nie rozumie, e 
wizja, ktrej dowiadczya, bya zudzeniem zmysw, przez wyjtkowy w chwili owej stan jej 
ciaa i ducha sprowadzonym, niemniej pozostawia w niej ona lad niestarty i z upywem czasu 
pogbia si majcy. 
Na swj sposb i niezupenie prawowiernie matka Zygmunta religijn jednak bya gboko i 
arliwie. Zewntrzne praktyki dopeniaa rzadko; drobiadki noszce imi witoci: obrazki, 
poski, powicane paciorki itp. wydaway si jej oznakami czci bahymi, nieestetycznymi, 
niegodnymi idei bstwa. W zamian idea ta bya jej nieskoczenie drog i wit; wiara w idea 
doskonay i niedocigniony, w potg i dobro najwysz i opiekucz stanowia niezbdn 
potrzeb jej duszy i nie tylko nie zachwiaa si w niej nigdy, lecz w yciu penym samotnych 
rozmyla i cierpie dociga niezwykej mocy. Wierzya take w istnienie zagrobowe, bo 
niepodobnym jej si wydawao, aby duchy ludzkie jak zdmuchnite wiece gasn mogy i na 
zawsze; bo mylaa, e Twrca nie mg daremnie da stworzeniu swemu przeczucia i 
pragnienia nieskoczonoci, z ktrego powstay wszystkie jego wielkie denia i dziea. 
Wierzya wic niezomnie w zawiatowe istnienie Andrzeja i zrazu niemiao, potem z coraz 
ywsz nadziej mylaa, e kto wie, czy mio jej trwaoci i si swoj nie okupia sobie 
prawa wniknicia w krain nieznan i dosignicia tego, ku ktremu od tak dawna wzbijaa si 
bezustannym pomieniem ofiary. Jak martwy przedmiot porusza si zdaje przez oczami tego, 
kto si we dugo wpatruje, tak cel niedocigy, ale dugo i wycznie myli i uczucia czowieka 
na sobie skupiajcy, zdaje si ku niemu zstpowa i przyblia. Przez dugie godziny klczc 
przed krzyem, symbolem mczestwa za ide poniesionego, ktre w jej osobistym yciu tak 
stanowcz odegrao rol, kobieta, ktra przez lat dwadziecia kilka ani razu nie zdja z siebie 
aobnego stroju, pomimo woli i wiedzy przemawia nieraz zaczynaa do tego, po kim strj ten 
nosia. Przemawiaa czasem z zupen i dziwnie uszczliwiajc wiar, a czasem tylko z 
niemia nadziej, e jest przez niego syszan. Nikt z ludzi nie sysza tego, co ona mwia i 
opowiadaa jemu  nie tylko o sobie, ale i o tym, co on na ziemi najbardziej kocha i za co mier 
198 
ponis. By to jedyny powiernik jej cierpie, tsknot, pragnie, obaw i tego bysku szczcia, 
ktry raz owieci jej samotne, ciche, prawie klasztorne ycie. 
Niewiele potem, gdy przekonaa siebie i innych, e ani przeszoci zapomnie, ani w objcia 
nowej, chociaby najpromienniejszej przyszoci rzuci si nie moe, jeden z nauczycieli maego 
jej syna odkry w nim talent malarski. Ile w tym odkryciu z tryumfem matce oznajmionym byo 
prawdy, a ile zudzenia lub moe chci przypodobania si pani domu, pani Andrzejowa o tym 
nie mylaa. Od dziecistwa w kierunku estetycznym starannie ksztacona, gra i rysowa 
umiejca, nie posiadaa przecie znajomoci sztuk piknych do gruntownej, aby przez ni 
odkrycie to zgbi i sprawdzi. Moe zreszt sprawdzenie takie w stosunku do 
dwunastoletniego dziecka nie byo moebnym. Od razu i niezomnie uwierzya w mi sobie 
wiadomo, przyja j nawet bez zdziwienia, jak co, czego spodziewaa si zawsze i co 
koniecznie sta si musiao. Zawsze i silnie przekonan bya, e w synu jej i Andrzeja prdzej 
lub pniej objawi si musi jaka zdolno nad pospolity poziom go wynoszca, jaka niby 
iskra z krwi rodzicw przez natur wzita i na jego czole w gwiazd pierwszej wielkoci 
rozniecona. W mniemaniu jej inaczej by nie mogo: syn jej i Andrzeja czowiekiem pospolitym, 
takim, jacy skadaj szare i bezimienne tumy, by nie mg. Bez zdziwienia wic i uniesie, ale 
z wewntrzn, gbok radoci wie o rodzcym si talencie Zygmunta przyja i odtd cae 
otoczenie jego, wszystkie na niego wywierane wpywy, przedtem ju pierwiastkami wykwintu i 
pikna przesycone, skierowanymi zostay ku rozwijaniu w nim estetycznych zdolnoci i gustw. 
Pene delikatnego wdziku i wybujaych wymaga dziecko, w cieplarnianej atmosferze 
osowieckiego domu czy paacu wzrastajce i tak od otaczajcego je wiata oddalone, jakby 
mieszkacem jego nigdy by nie miao, rwao si istotnie do owka, potem do pdzla, z 
niecierpliwoci przypisywan ognistemu temperamentowi, z fantastycznoci za nieomyln 
oznak geniuszu poczytywan. Biegli i coraz kosztowniejsi nauczyciele wryli mu przyszo 
wielkiego artysty, o ktrej on sucha z rozkosz, kady szczeg wasnej osoby i codziennego 
ycia tak wyjtkowym uczyni usiujc, jak wyjtkow by miaa przypadajca mu w wiecie 
rolna wybraca. Jak promienie soca skupiaj si w soczewce, tak wszystko, co go najbliej 
otaczao, starania swe i uwielbienia skupiao na nim, i tak z kolei on wasne swoje myli i rojenia 
na samym sobie skupia. Wszystko, co istniao poniej tej wysokoci, na ktrej niedorostkiem 
jeszcze bdc w mniemaniu swoim stan, wydawao mu si brzydkim, niegodnym uwagi, nawet 
brudnym i wstrtnym. Nad sob widzia tylko przyszego siebie. By rodkowym punktem wiata 
dla wszystkich, ktrych widywa, i dla samego siebie w oczekiwaniu, a stanie si nim dla 
ludzkoci, to jest, dla tej specjalnej ludzkoci, ktra ma gadk skr na twarzy i rkach, 
estetyczne ubranie i zna si na sztukach piknych. O innej sysza wprawdzie i czytywa nieraz, 
ale nie ywi dla niej uczu adnych: ani ujemnych, ani dodatnich. Po prostu: nie myla o niej, 
nie dba o ni, nie istniaa ona dla niego. W zamian rs i dojrzewa w absolutnej pewnoci, e 
jest jednym z najzdolniejszych czonkw owej znanej mu i pokrewnej ludzkoci i e w 
przyszoci stanie si jednym z jej ulubiecw i boyszcz. Przyszo ta bysna mu nieprdko, 
raz jednak bysna. Po wielu latach daleko od rodzinnego miejsca spdzonych, po dugich 
studiach dugo niepomylnymi tylko prbami wieczonych, obraz przez niego wykonany 
wyrni si spord wielu innych i cign na siebie przychyln uwag znawcw. Waciwie, 
nie by to obraz, ale obrazek, rozmiarami drobny i z pomysem do pospolitym, ale w ktrego 
wykonaniu, pomimo niejakich usterek technicznych, czu byo pracowicie wybijajc si na 
wierzch zdolno. Pospolito pomysu i techniczne usterki krytykowano, lecz mod zdolno 
przychylnie zachcano do dalszej pracy. Powodzenie obrazka zwikszya o wiele wiadomo, e 
malowa go czowiek majtny, z bytem niezalenym i do wysokim towarzyskim stanowiskiem. 
Spodem pyny szepty mniej lub wicej wiernie histori jego ojca opowiadajce. To i drugie 
sztucznie wydo rozgos imieniu modego malarza i pierwszej roboty, z ktr popisywa si on 
publicznie. Ale ani on sam, ani jego matka o sztucznoci tej nie wiedzieli nic, a pochway i 
199 
zachty raz jeszcze w ich umysach sztucznemu wydciu i powikszeniu ulegy. Dla pani 
Andrzejowej bya to chwila prawie upajajcego szczcia. Ziciy si jej najgortsze pragnienia. 
Z ekstaz prawie mylaa, e na tym samym otarzu, na ktrym zgorza Andrzej, syn jego 
skada bdzie ofiary geniuszu i pracy. Bdzie on, wsplnie z garstk wybranych, wiatem 
roznieconym w ciemnociach, chlub ponionych, wiadectwem ycia pozornie umarym. Jego 
natchnienia utworz jedn z desek ratunkowego mostu nad przepaciami unicestwienia i zguby, 
wytworz jedn z cegie do budowania arki, ktra pomie ycia przenosi na drug stron 
gaszcej go powodzi. Ta myl panowaa w niej nad wszystkimi innymi. W okazywaniu uczu 
swoich jak zwykle powcigliwa, w gbi szalaa prawie z radoci i dumy. Na powierzchowno 
jej wybio si to promiennoci cich, ale sta. Czciej ni wprzdy ukazywaa si pord 
ludzi, dna moe usyszenia tego, co o jej synie mwiono, a moe w radoci swej wikszy do 
nich pocig czujca. Ale w dugie zimowe wieczory przy wietle lampy obszerny i wysoki pokj 
owiecajcej albo w letnie gwiadziste noce, od ktrych przez otwarte okna pyny do tego 
pokoju potoki szmerw i woni, dusze ni kiedy godziny spdzaa przed czarnym krzyem na 
klczkach. Bogato oprawnej ksiki na klczniku spoczywajcej nie otwieraa prawie nigdy, ale 
z ust jej pyny natchnione sowa dzikczynienia i bagania. Tyle lat w tym miejscu z 
zamknitego przed wiatem swego serca wylewaa tyle ez i skarg. Teraz o szczciu i 
nadziejach swoich opowiadaa duchowi Andrzeja, w ktrego zwizek z wasnym duchem w 
miar upywajcego czasu wierzya coraz mocniej. 
Dziao si to przed czterema laty. Dzi prawie pidziesicioletnia, pani Andrzejowa 
wygldaa na daleko modsz, ni bya. Kibi jej, zawsze okazaa, w ostatnich latach wypenia 
si jeszcze i zmniaa; bia z niej niepospolita sia i powaga. W wielkiej czystoci i regularnoci 
prawie zakonnego ycia, niby w krynicznej wodzie, blada jej cera zachowaa delikatno i 
gadko, drobnymi zmarszczkami gdzieniegdzie tylko mcon. W piknym pokoju, ktremu 
ksztat okrgy i ciany obrazami okryte nadaway pozr kaplicy, na tle wielkiego okna, za 
ktrym rozlewao si morze zieleni, opynita cikimi fadami aobnej sukni, przedstawiaa 
posta malownicz i szanown. Regularny jej profil ocieniay koronki czarnego czepka i dwa 
gadkie pasma zotawych wosw, z rzadka jeszcze srebrnymi nimi przetkanych. Pikne, biae 
rce na zwoje grubego ptna opucia; w samotnoci nawet, gdy bya bezczynn, zachowywaa 
najcharakterystyczniejsz cech swojej powierzchownoci: gow miaa podniesion i 
spuszczone powieki. 
Jednak w wyrazie tej niemodej, lecz piknej i szlachetnej twarzy niewieciej nie wida teraz 
byo ani szczcia, ani spokoju. Cicha promienno, ktra j przed czterema laty okrywaa, bez 
ladu znika. Zamylenie jej nie byo pogodn kontemplacj rzeczy miych i pomylnych, lecz 
niespokojn zadum nad czym niezrozumiaym i gronym. Par razy doni po czole powioda, 
westchna, z piersi wydaa dwik do cichego okrzyku zdziwienia podobny; palce jej szybkim, 
nerwowym ruchem kuy ig grub tkanin kolana jej okrywajc. Nie wygldaa na kogo, w 
kogo by ju uderzy cios bolesny i wszystkie jego nadzieje rujnujcy, ale na kogo, kto 
moliwo takiego ciosu jeszcze z daleka spostrzega i przyczyny jego odgadn usiuje. Od 
dwch lat zreszt, prawie od czasu gdy Zygmunt oeniony do Osowiec wrci i stale w nich 
zamieszka, obcy nawet ludzie ten niepokj i gryzc, cho adnym sowem nigdy nie 
wyjawion trosk w niej spostrzegali. 
Przed kwadransem zobaczya bya przez okna mod par ludzi ciekami parku dc ku 
owej ce ujtej w trjkt dwch rzek i wzdymajcej si acuchem maych, sztucznych 
pagrkw. Miejsce to stanowio przed paru miesicami ulubiony cel przechadzek jej syna; 
rozpocz on by w nim archeologiczne poszukiwania, ktre przez tygodni kilka gorczkowo 
niemal go zajmoway. Teraz szed tam znowu w wykwintnym letnim ubraniu, ktre czynio go 
podobnym do obrazka z urnalu md wycitego, z gitk lask w rku, z twarz ocienion 
szerokimi brzegami fantastycznego nieco kapelusza. Pod jednym ramieniem trzyma spor tek 
200 
rysunkow, u drugiego zwieszaa si maa, przedziwnie zgrabna, w lekk, jasn tkanin 
ustrojona kobieta. Twarzy tych dwojga ludzi pani Andrzejowa nie dostrzegaa; ile razy przecie 
wychyliwszy si zza zieleni drzew przebywali widn cz cieki lub trawnika, widziaa 
dokadnie, e modziutka kobieta tulia si do boku ma, strojn gow ku niemu podnosia 
szczebioczc, przymilajc si, wszystkimi, zda si, siami serca i wdzikw usiujc niby iskr z 
krzemienia wykrzesa z niego jedno sowo serdeczne lub jedno wesoe spojrzenie; on za szed 
obok niej mierzonym krokiem salonowca, moe znudzony, moe roztargniony, co pewna, to e 
milczcy i obojtny. Tak przeszli cz parku, przepychem starannie uprawianej rolinnoci 
otoczeni, blaskiem letniego soca oblani, lecz dla troskliwie ledzcego ich oka ani szczliwi, 
ani nawet spokojni; a na jednym z biaych mostkw, wdzicznie nad szemrzc rzeczuk 
zawieszonych, Klotylda gwatownym ruchem wysuna rk spod ramienia ma i na chwil 
gestem gniewu czy alu obie rce do oczu podnisszy, szybkim biegiem pucia si ku domowi. 
On nie ogldajc si i kroku nie zmieniajc poszed dalej, w przeciwn stron, ku wiodcej na 
k ogrodowej furtce. Jedyn oznak wzruszenia, ktrego dozna, byo parokrotne wiknicie 
gitk laseczk rosncych przy ciece krzeww. Wkrtce znikn za gstym klombem akacji. 
Klotylda za biega wci po trawnikach i ciekach parku do bladorowej chmurki podobna. 
Par razy stana i obejrzaa si, jakby miaa nadziej, e ten, z ktrym rozstaa si przed chwil, 
obejrzy si take za ni lub j ku sobie przywoa. Za kadym jednak razem czynia rk gest 
zniechcenia czy oburzenia, a przystanwszy u wspaniale pord trawnika wyrastajcego 
modrzewia, czoo o gruby pie jego opara i po ruchach jej plecw pozna mona byo, e 
gwatownie zapakaa. Potem, jak rozalone dziecko wstrzymujc nerwowe drgania rozognionej 
twarzy, skrcia w ciemn alej wprost ju ku jednym z wchodowych drzwi domu prowadzc. 
Potem pani Andrzejowa usyszaa lekkie kroki synowej przebiegajce szybko wschody i par 
salonw; potem jeszcze drzwi jakie zamkny si ze stukiem zdradzajcym rk rozgniewan 
albo zrozpaczon  i wszystko ucicho. 
Tak byo od dawna, wicej ni od roku; tak byo cigle. Dlaczego? Nieskoczon ju ilo 
razy pani Andrzejowa zadawaa sobie to pytanie, ale gono nie wymwia go jeszcze ani razu. 
Po wielekro ju chciaa i do niej, do niego, zapytywa, zwierzenia wywoa, moe co 
poradzi i czemu zapobiec, ale powstrzymywaa si zawsze. Widziaa, czua ran ycia tych 
dwojga ludzi, a lkaa si jej dotkn przez obaw sroszego jej zaognienia, przez delikatno 
uczu szanujc uczucia i tajemnice choby wasnego dziecka. I teraz take powstaa, zwrcia 
si ku drzwiom prowadzcym do salonw rozdzielajcych jej pokj z pokojem modej synowej, 
ale wnet przy stole ksikami i dziennikami spitrzonym stana. By to okrgy st porodku 
pokoju umieszczony i fotelami starowieckiego ksztatu otoczony. Pord ksiek i dziennikw 
staa tam piknie oprawiona, do dua fotografia Zygmunta, przedstawiajca go w tej jeszcze 
porze ycia, gdy dwudziestopicioletnim modziecem przebywa on w stolicy sztuki malarskiej, 
w Monachium. Wizerunek ten by jednym z ustpw jego ycia, ktre rysowane, malowane, 
fotografowane napeniay pokj jego matki. W postawie troch niedbaej, a troch wyszukanej, 
wsparty o zrb kolumny, ukazywa on twarz modziecz, z rysami do piknymi, bez 
umiechu, bez ognia w spojrzeniu, z kaprynym zagiciem warg cienkich i elegancko 
zaostrzonym wsem ozdobionych. Z samego ukadu stp jego u dou kolumny skrzyowanych 
mona byo wyczyta, e z uczuciem wasnej wyszoci nad wszystkim, co byo na ziemi, 
opiera je o ziemi. Pani Andrzejowa splecione rce na st opucia i dugo wpatrywaa si w 
ten portret syna, ktry przed szeciu laty wzbudza w niej doskonae zachwycenie i wznieca 
cudowne nadzieje. Dzi nagle w tych cigych, adnych rysach dostrzega chd i uderzy j 
wyraz kaprysu te wargi otaczajcy. Uczynia rk ruch taki, jakby natrtn mar nie wiedzie 
skd zjawiajc si przed ni odegna chciaa. Ale ta mara wysuwaa si nie z prni urojenia, 
lecz z dugich spostrzee i uwag, ktre od czasu staego osiedlenia si w Osowcach Zygmunta 
201 
na ksztat roju ostrych de ksay jej dusz. Osupiaymi oczami wpatrywaa si wci w 
portret. 
Nie kocha jej! po dwch latach maestwa ju jej nie kocha! Czy on naprawd kogokolwiek 
i cokolwiek kocha? 
Pytanie to dla tej kobiety, ktra sama tak niezmiernie i wiernie kocha umiaa, posiadao 
wag ogromn. Mieszczca si w nim wtpliwo bya dla niej tak wtpliwoci, ktr ludzie 
odczuwaj u miertelnego oa swoich najdroszych. Nie z wiksz boleci nad zoonym 
cik chorob synem zapytywaaby siebie: Wyyje czy nie wyyje? Ona widziaa ludzi 
umierajcych z wielkich mioci i czcia ich jak witych; czowiek bez mioci, choby maych, 
powszednich, wydawa si jej trupem. 
Wzrok podniosa na jedn ze cian w poowie prawie okrytych rysunkami i malowidami syna 
w rnych porach ycia jego wykonanymi. Widokiem tym chciaa moe upewni siebie, e 
posiada on nie tylko to, co poczytywaa ona za ycie czowieka, ale i to, co jest ycia 
pomieniem i skrzydami. Artyst by przecie, kocha sztuk! Ale to, na co patrzaa, byo tylko 
pacholcymi prbami, tu, przy tym stole, pod jej okiem dokonywanymi. Gdzieniegdzie zaledwie, 
wrd tych dziecinnych prawie zabawek, ukazyway si roboty dojrzalszego wieku z dalekich 
krajw przesane lub przywiezione: jaka gwka kobieca, jakie studium martwej natury, jaki 
drobny pejzayk z niewolnicz wiernoci z kawaka obcej ziemi zdjty. Drobnostki zdradzajce 
blado wyobrani i wielkie wysilenia nierozgrzanej rki. Nico pomysw, mozolno, a 
przecie i niedokadno wykonania, adnego miaego rzutu myli ani oryginalnego uderzenia 
pdzla  nic osobliwego. I byo to ju wszystko, oprcz tego jednego obrazka, ktry przed 
czterema laty skrzesa nad jego gow pierwszy promyk sawy. Drugi po nim nie przyby  i 
nawet nie zawita. Dlaczego? Nie byeby on naprawd artyst? 
Spokojn zwykle t twarz kobiec wykrzywi strach i bl; blade jej czoo zarumienio si pod 
uderzajc w nie fal krwi; biae rce kurczowo cisny kart rozwartego na stole dziennika. 
Wida byo, e twierdzce odpowiedzi na pytania, ktre jak przeraliwe byskawice umys jej 
przerzny, byyby dla niej gromem... 
W peni sonecznego blasku, ktry tego dnia sierpniowego wietny, ale agodny spywa z 
nieba bez skazy, such i niedawno skoszon k szed Zygmunt Korczyski. Rwnin, jak 
okiem sign szerok a jak szmaragd zielon, przepasyway dwie wstgi rzek zbiegajcych si 
ze sob na dalekim punkcie firmamentu, a usieway grupy drzew i krzewiastych zaroli, ktre t 
k czyniy podobn do parku rozlegego, zasadzonego rk przez bujn fantazj kierowan. 
Peno tu byo blaskw i zmrokw, rozoonych na trawach misternych rysunkw cieni, zotych 
deszczw pomidzy limi, wiate w rnym stopniu natenia, szczebiotu ptactwa, 
metalicznego brzczenia owadw, aromatycznych woni bijcych w powietrze nabierajce ju 
krysztaowej przejrzystoci zbliajcego si pocztku jesieni. Pord tego wszystkiego Zygmunt 
postpowa mierzonym krokiem doskonale przyzwoitego czowieka, ktry z przyzwyczajenia i z 
umysu w zupenej nawet samotnoci nie rozstaje si z umiarkowaniem i gracj porusze. Szed 
coraz powolniej, a gdy w urnalowym ubraniu, obcisym i kosztownym, w pytkim obuwiu, 
ktre poyskiwao na socu, i ukazujcych si zza niego cielistych kamaszach, spod mrucej 
si troch wzgardliwie powieki dokoa spoglda, kady wzi by go musia za turyst 
zwiedzajcego ziemi obc i ukazujc si mu w postaci bardzo ubogiej albo za mieszkaca 
wielkiego miasta wypadkiem pord natury dzikiej i nieznanej zabkanego. 
Teka, ktr nis pod ramieniem, zdradzaa intencje rysowania. Istotnie, przed kilku dniami 
spostrzeg tu by o tej samej godzinie w pewnej grupie olch pewne rysunki gazi i efekty wiata 
stworzone jakby ku rozkoszy i natchnieniu pejzaysty. Zbyt dugo uczy si sztuki malarskiej, 
zbyt wycznie skierowywa ku niej marzenia i ambicje swoje, by mg nie by zdolnym do 
spostrzeenia piknego zjawiska natury i powicenia mu choby chwil kilku uwagi. Dzi 
wanie przed wyobrani mign mu pejzayk przed kilku dniami spostrzeony; uczu w sobie 
202 
dawno nie zaznane ciepo i co prdzej uda si na k. Moe, moe na koniec przysza chwila 
rozpoczcia po czteroletniej przerwie nowego dziea, drobnego wprawdzie, drobnego, ale ktre 
stanie si przerw w nudzie i chodzie jego ycia, a zapewne i szczeblem ku dzieom wikszym. 
Po pgodzinnym przebywaniu ki, w czasie ktrego krok jego stawa si coraz powolniejszym, 
a wzrok coraz wicej wzgardliwym i znuonym, znalaz si tam, dokd dy. Stan i patrza. 
Byo to zupenie to samo, co widzia przed kilku dniami; te same misterne rysunki lici, te same 
ciekawe owietlenia podnoy i szczytw drzew; ta sama ta wilga koyszca si na gazi w 
gbokim cieniu. Z rana przez par minut marzy o tym obrazku; teraz sta przed nim obojtny, 
samego siebie zapytujc, co w nim dojrze mg szczeglnego. Drobna iskierka, ktr przed 
paru godzinami uczu w sobie, zgasa i nie czu ju nic prcz chodu i zniechcenia, ktre gnioty 
go od dawna. Oglda si dokoa i myla, e wszystko tu takie proste, pospolite, ubogie, blade. 
wiatocienie w tych olchach s wprawdzie do pikne i mog posuy za materia do studium 
z natury, ale sprbuje przenie je na ptno potem, kiedykolwiek... Dzi nie. Znudzia go swoj 
wieczn czuoci i nie milkncym szczebiotem Klotylda, ostudzi widnokrg paski, ubogi, cho 
niby do bogat rolinnoci ozdobiony... Przewiduje na koniec jedn z najprzykrzejszych dla 
niego rzeczy: wieczorn rozmow z rzdc o gospodarstwie. Przewidywanie to truje go po 
prostu, odbiera mu ch nie tylko do malowania, ale prawie do ycia. 
Opuci grup olch i zmierza ku okopom, ktre acuchem niskich wzgrzy cz ki 
przerzynay. Jedno z tych wzgrz, szeroko rozkopane, z dala wiecio toci piasku czy gliny. 
Stan przed tym otworem i myla, jak powoln i nudn jest robota wygrzebywania z ziemi 
przedmiotw spoczywajcych w niej przez stulecia. Do tej roboty zapon by przed par 
miesicy, ale wcale czego innego spodziewa si od niej ni to, co otrzyma. W szkole sztuk 
piknych, od niechcenia przebywanej, od niechcenia przerzuca staroytne ksigi, a rysowane na 
ich kartach wykopaliska niejednokrotnie wzbudzay w nim ciekawo i przyjemne rozkoysanie 
fantazji. Wiedzia wprawdzie, e tu nie po gruncie staroytnej Hellady lub Romy stpa, jednak 
wyobraa sobie, e znajdzie, jeeli nie czary, ornamenty i posgi, to przecie zawsze co 
szczeglnego, co fantazji jego poda zot kdziel. Do poszukiwa tych zachca go take m 
ciotki, Darzecki, z urzdu wysoce cywilizowanego czowieka, za jakiego si poczytywa, we 
wszelkich osobliwociach rozlubowany, a w geniusz oninego synowca, chociaby dla honoru 
familii, wit wiar wyznajcy. 
Przez pewien tedy szereg dni obaj wytrwale stawali nad wzgrzem, ktre kilkunastu 
najemnikw rozkopywao, potnieli od upau, prawie lepli od rozpatrywania kadej wyrzuconej 
przez rydel grudki ziemi, cieszyli si i nuyli, spodziewali si i zniechcali, a zniechcenie i 
znuenie przemogo, roboty okoo starych okopw zaniechanymi zostay. Bo i c z nich 
wynikno? Po kilku tygodniach Zygmunt pomidzy rupieciami napeniajcymi jego pracowni 
umieci kilkadziesit sczerniaych monetek wpzatartym herbem Szwecji opatrzonych, a 
Darzecki uwiz do domu rdz przegryziony i podziurawiony paasz. Rzeczy podobnych w 
okopach mnstwo zapewne znajdowa si musiao i badacz historii mgby z nich zrobi niejaki 
uytek. Dla Zygmunta jednak nie przedstawiay one nic ciekawego ani wanego. Gdyby to byy 
urny do chronienia popiow ludzkich, zawnice*, dziwnych ksztatw naszyjniki, 
przedhistoryczne czaszki, moe by jzykiem tajemniczoci lub malowniczoci do wyobrani 
jego przemwiy. Stojc teraz przed tym otworem rozkopanego wzgrza, niechtny gest rk 
uczyni. Wszystko tu, na tej ziemi, byo takie biedne, marne, prozaiczne; nic wcale znale na 
niej nie mogo takiego, co by dogadzao jego estetycznym i towarzyskim potrzebom. Marnia tu, 
po prostu marnia. Jedyn usug, jak oddao mu kilkotygodniowe zajmowanie si tymi 
okopami, byo to, e wicej majc fizycznego ruchu schud by troch. Mylc o tym spojrza po 
wasnej postaci. Uty znowu! Rzecz dziwna! od czego on ty moe? Nudzi si, martwi si, 
*  z a w  i  a albo zawica  naczynie, w ktrym poganie mieli rzekomo przechowywa zy wylewane na 
pogrzebach. 
203 
tskni, a jednak tyje! Cer twarzy ma wprawdzie blad i znuon, ale posta jego, szczeglniej w 
rodkowym punkcie, zaokrgla si i penieje. Na lat trzydzieci i jeden jest stanowczo zbyt 
cikim. Kto w tym wieku tak wyglda, za lat dziesi najpewniej bdzie otyym. Myl ta 
wprawiaa go w rozpacz. Otyo jest szpetnoci, a wszelka szpetno budzia w nim 
obrzydzenie. Czyli mczarnie duchowe nie przeszkadzaj ciau nabywa ksztatw 
prozaicznych? Wprawdzie wyborny osowiecki kucharz mistrzowsko umie czy kuchni 
francusk z polsk... 
Nagle odskoczy od rozkopanego wzgrza i daleko ywszym krokiem ni wprzdy z 
powrotem ku domowi dy zacz. Przyczyn tego szybkiego odwrotu bya gromadka ludzi, 
ktrzy od strony wsi, na kracu ki szarzejcej, ciek pomidzy zarolami udeptan kierowali 
si w stron okopw. Na ich widok znuone przedtem oczy Zygmunta, pikne, piwne oczy w 
podunej oprawie, napeniy si wyrazem prawie przestrachu. Moe ci ludzie nie ku niemu szli, 
ale moe i ku niemu, a on wola o wiele zej im z drogi i skry si przed nimi w cianach swego 
domu, w ktre bez pozwolenia jego wej nie mogli. Gotowi byli jeszcze zapytywa go o co albo 
prosi, jak si to ju niejednokrotnie ku utrapieniu jego zdarzao. Takie spotkania i rozmowy 
utrapieniem byy mu nie dlatego, aby mia on wzgldem ludzi tego rodzaju nienawi, niech, 
uraz, ale waciwie dlatego, e byli mu oni tak doskonale obojtnymi, jak na przykad pynce 
pod niebem stada obokw. I wicej jeszcze: bo oboki bywaj pikne i on czasem grze ich 
wiate i barw przypatrywa si lubi, ci za ludzie z grubymi ksztatami i rysami s zawsze 
szpetni, a siermigi ich czy kouchy mierdz. Rozmawia z obojtnymi rzecz to zwykle 
fatygujca. Po prostu leni si fatyg t ponosi i nie widzia najmniejszej przyczyny do 
zadawania jej sobie. Wprawdzie byli to ludzie, ale najpewniej te wcale innego ni on gatunku. 
e rd ludzki rozama si na dwie zasadniczo rne z sob ludzkoci: t, ktr skadali tacy 
ludzie, i t, do ktrej on i jemu podobni naleeli, nie przedstawiao to dla niego wtpliwoci 
adnej. Zreszt, myla o tym rzadko, przypadkowo, przelotnie i niewiele go to wszystko 
obchodzio. 
Wchodzc na wschody swego domu spotkanemu lokajowi rzuci krtki rozkaz: 
 niadanie podawa! 
Czu si bardzo nieszczliwym i bardzo godnym. 
Pracownia modego pana domu w Osowcach bya piknym pokojem z oknami dajcymi tyle i 
takiego wiata, ile i jakiego wymaga praca malarska. Mnstwo w nim znajdowao si rzeczy 
rnych: sztalugi z rozpitym i bia firank osonitym ptnem, stosy tek, rysunkw, szkicw, 
marmurowe i gipsowe poski, popiersia, grupy, kawaki spowiaych makat i starowieckich 
materii, kilka oryginalnych kanapek do siedzenia lub do leenia urzdzonych, kilkanacie 
piknych rolin w kosztownych wazonach  wszystko to z pozorn niedbaoci rozstawione i 
rozrzucone; na koniec, w jednym z rogw pokoju liczna szafka wiecca zza szka rnobarwn 
opraw paruset ksiek. Byy to raczej ksieczki ni ksiki: mae, ozdobne, lekkie. Panoway 
w nich poezja i powie, jedna i druga w specjalnym i prawie wycznym gatunku: troch tylko 
poetw polskich, zreszt zmysowy Musset, tu i wdzie Wiktor Hugo*, wiele rozpaczliwego 
Byrona*, sercowy Shelley*, uperfumowany Feuillet*, pesymista Leopardi*, najniespodzianiej 
* W i k  o  H u g o (1802-1885)  poeta, dramaturg, powieciopisarz i publicysta fr.; przedstawiciel postpowego 
nurtu w romantyzmie europejskim. Donios rol w rozwoju realistycznej powieci odegray czoowe utwory Hugo 
m.in.: Czowiek miechu i Ndznicy  protestujce ostro przeciw krzywdzie spoecznej. W ksigozbiorze Zygmunta 
znalazy si zapewne jego nacechowane pesymizmem Ody (1822), napisane w okresie modzieczym. 
* B y  o  Jerzy (1788-1824)  jeden z najwikszych poetw angielskich, czoowy przedstawiciel romantyzmu; 
utwory jego byy wyrazem buntu i ostrej krytyki wobec panujcych stosunkw polityczno-spoecznych.
*  h e l l e y Percy Bysshe (1792-1822)  modo zmary angielski poeta epoki romantycznej, uczestnik walk o 
wolno Irlandii, yciem i twrczoci da wyraz swemu umiowaniu wolnoci. Wrd arystokratycznych 
czytelnikw znane i popularne byy tylko jego liryki erotyczne.
* Feuillet  por. obj. na . 290. 
204 
spotykajce si z tym poet-mylicielem bajki starego Dumasa*, awantury bezmylnej Braddon*; 
jeszcze co z dzisiejszych ulubiecw francuskiej arystokracji: Claretiego*, Craven* etc., etc. 
Przed t szafk, liczn jak cacko, ksikami do cacek podobnymi napenion, Zygmunt 
Korczyski stan po krtkiej przechadzce wzdu i wszerz pracowni odbytej. Tylko co zjad 
niadanie w towarzystwie zapakanej ony i matki, ktra wprawdzie z zupenym spokojem jak 
tak rozmow przy stole utrzymywaa, ale dziwnie bacznie wpatrywaa si w niego. Zapakane 
oczy ony i przenikliwe spojrzenia matki do reszty humor mu zepsuy. Czu gwatown potrzeb 
czego, co by go rozerwao, pocieszyo, silnym jakim wraeniem omdlewajc istot jego 
wstrzsno. Chcia malowa  malowa chcia zawsze, bo w sztuce, o ktrej rojenia pochony 
mu ca modo, widzia jedyne swoje przeznaczenie i jedyny piedesta, ktry mg go umieci 
wysoko... Dzi przecie, tak jak od czterech lat zawsze i co dzie, nie mg wydoby z siebie 
nic: adnego pomysu, adnego ciepa, adnej energii. Po krtkim okresie najpierwszej modoci, 
w ktrym zdawao mu si, e tworzy, i raz nawet co drobnego, lecz niejak warto majcego 
utworzy, nastpia impotencja ciga i zupena. Wiedzia o tym, e po widnokrgach sztuki 
przelatuj czsto meteory natchnie sabych i niedokrwistych, ktre raz bysnwszy nie wracaj 
ju nigdy, e w ambitnych szczeglniej gowach bywaj mirae natchnie, a wytona ku 
jednemu celowi praca sprowadza czasem jeden jaki wysilony i odradza si nie mogcy owoc. 
Ale nigdy ani na mgnienie oka nie pomyla, e te meteory, mirae, uudy jego tyczy si mog. 
O niemot swego geniuszu oskara wiat zewntrzny. Od zewntrznego wiata oczekiwa 
wszystkiego i na niego zwala wszystkie winy. Nie przychodzi mu na myl ani Tasso* wielk 
pie swoj snujcy w celi wiziennej, ani Milton* piewajcy o raju w wiekuistych 
ciemnociach lepoty. Nie przychodzio mu na myl, e w kadej fali powietrza, wiata, woni, w 
kadym kamyku przydronym i kadej trawie polnej, w liniach kadego ludzkiego oblicza i 
westchnieniu kadej piersi ludzkiej tkwi czstka duszy wiata, niewidzialnymi nimi poczona z 
dusz artysty i w ruch j wprawia mogca, jeeli tylko naprawd jest to dusza artysty. On by 
pewny, tak pewny, jak tego, i y i oddycha, e trzeba mu byo gr, ska, mrz, puszcz, 
gorcych szafirw niebieskich, nagich modeli, fantastycznych draperii, gwaru, gorczki, 
gonitwy, aby czu, myle i tworzy. Gdyby wiat zewntrzny obla go jakim wielkim 
bogactwem i ugodzi we jakimi piorunami wrae... Tu, niestety, niestety! nic nie czynio na 
nim wraenia adnego... Chodzc po swej pracowni, obu rkami, jak nieraz ju bywao, 
pochwyci si za wosy... By to gest gniewu czy rozpaczy, czy obu tych uczu razem... 
Przy tym zjedzone przed chwil niadanie uczynio go nieco cikim. Ten kucharz  przed 
samym oenieniem si jego do Osowiec przybyy  doskonale gotowa. Matka jego 
poprzestawaa dawniej na starych i troch ju niedonych sugach, ale dla modych pastwa 
wszystko w domu odnowionym i ulepszonym zostao. Z takiej kuchni, jaka tu bya teraz, 
niewidzialnie sczy si w yy ludzkie ociajcy olejek sybarytyzmu. Po pgodzinnym 
echtaniu podniebienia wybornymi sosami i sodyczami uczuwao si potrzeb wycignicia 
ciaa na elastycznej kuszetce*, pontnie ustawionej rd palm i dracen*. 
* L e o p a  d i Jakub (1798-1837)  wybitny woski poeta; zaamany klsk ruchu narodowowyzwoleczego, a 
jednoczenie nieuleczalnie chory, wyzwolenie czowieka widzia jedynie w mierci, std pesymistyczny ton jego 
utworw. 
* D u m a  Aleksander (1802-1870)  powieciopisarz i dramaturg francuski, popularny twrca awanturniczych 
powieci opartych na motywach historycznych; autor Trzech muszkieterw, Hrabia Monte-Christo i in. 
* B  a d d o  Maria Elbieta (1837-1915)  angielska autorka powieci sensacyjnych. 
*  l a  e  i e Juliusz (1840-1913)  autor dramatw i popularnych powieci z ycia paryskiego. Czonek Akademii 
Francuskiej (1888). W roku 1885 kierownik teatru Comdie Francaise.
*   a v e  Paulina (ok. 1808-1891)  konserwatywna pisarka francuska, autorka powieci z ycia dworskiego. 
*  a   o Torquato (1544-1595)  poeta woski, autor Jerozolimy wyzwolonej, 8 lat spdzi w szpitalu wiziennym. 
* M i l  o  Jan (1608-1674)  poeta angielski, po utracie wzroku gwny swj utwr, Raj utracony, dyktowa onie 
i crkom. 
* K u  z e  k a (z franc.)  kanapka, kozetka. 
205 
Zbliajc si do szafki z ksikami Zygmunt spojrza po swojej postaci. Tyje, stanowczo tyje! 
Co chwil porywaa go zo lub rozpacz, jednak tyje! Wina to braku wrae. Czyme, jeeli nie 
opasym woem, sta si moe czowiek wszelkich wrae pozbawiony? 
Wplec na elastycznej kuszetce przerzuca tomik poezji Leopardiego, ktrego niezgbiony 
smutek zgadza si z dzisiejszym, od do ju dawna zreszt trwajcym jego usposobieniem. 
Wszystkie westchnienia, zy, zwtpienia wielkiego pesymisty stosowa do siebie. Czytajc o 
nicoci i rozpaczy powszechnego ycia myla o swoim yciu. Nie spostrzeg, e drzwi pracowni 
otwieray si par razy, a zza nich wygldaa i wnet znowu cofaa si pikna kobieca gwka, w 
misterne puchy zocistych wosw i rowe astry ubrana. Par razy gwka ta zajrzaa i cofna 
si, a na koniec, rwnie cicho jak przedtem drzwi otwierajc, do pracowni wesza Klotylda. 
Troch jeszcze zapakane jej oczy niemiao i prawie pokornie utkwiy w twarzy ma, ktry od 
kart ksieczki wzroku nie odrywa. Na modziutkiej jej twarzy malowao si pytanie: Podej 
do niego czy nie podej? Przemwi czy nie przemwi? Wahaa si z tym nie dlatego, aby 
jeszcze czua gniew lub uraz... Wprawdzie nie obdarzy on j dzisiaj ani jednym serdecznym 
sowem lub choby spojrzeniem i zdawa si nawet nie sysze tego, co ona do niego mwia, 
wprawdzie obojtno ta, ktr zreszt okazywa on jej teraz prawie zawsze, rozgniewaa j i 
rozalia tak bardzo, e przez cae dwie godziny snua w ciko zmartwionej swej gowie 
mnstwo dziecinnych zamiarw wyjazdu, rozstania si, nawet samobjstwa. Ale y w 
nieporozumieniu z nim duej nad dwie godziny  przechodzio jej siy. Z natury bya agodn i 
atwo przebaczajc. Pragna teraz pogodzenia si i cho jednej godziny pogodnego 
przestawania z nim sam na sam. Gdyby tylko wzrok podnis na ni, z okrzykiem radoci 
rzuciaby si mu na szyj. Ale on nie spostrzegajc czy udajc, e nie spostrzega jej obecnoci, 
patrza cigle w ksik. Szafirowe jej oczy, blaskiem, gbi zdradzajce temperament ywy i 
namitny, byy teraz bardzo strwoone, zmcone. Delikatne ramiona wzdu zgrabnej kibici 
opucia i staa chwil pord pracowni, wahajca si, niemiaa, rozkochana, a na usta jej 
wybieg figlarny umiech. Na palcach, cichutko, zbliya si do sztalug i odchylajc zawieszone 
na nich ptno odsonia wasny na wp wymalowany portret. Posiada swj portret rk ma 
wykonany byo od dnia zarczyn z Zygmuntem cigym jej marzeniem. Po roku bezczynnego 
ycia w Osowcach Zygmunt malowa go zacz, lecz dotd nie skoczy, robot okoo 
rozpocztego dziea z dnia na dzie odkadajc. Przed tym nie dokoczonym, lecz ju do 
wyranym wizerunkiem Klotylda zoya naprzd dyg gboki, a potem przemawia do niego 
zacza: 
 Dzie dobry pani. Dlaczego pani dzi taka smutna? Czy dlatego, e kto malowa pani ju 
nie chce? Kto jest bardzo niedobry. Wie on dobrze, e pani go kocha, kocha, kocha, a nie chce 
zapomnie maego pani uniesienia i nadyma si, milczy, w ksik patrzy, kiedy pani przysza i 
z caego serca pogodzi si ju pragniesz... Biedna pani! Czy pani ju nie kochaj? O, nie, niech 
pani tak nie myli, bo byoby to zbyt bolesne... Kto jest tylko troch kapryny, troch znudzony, 
ale niestay nie jest... I za c miaby przesta pani kocha? Przecie nie zmienia si wcale na 
gorsze... owszem, troch wyadniaa jeszcze, a co do serca, tego nie odebraa mu dotd ani 
czsteczki... ani kropelki... ani iskierki... 
zy krciy si w jej oczach, a w gosie dra miech. W dziecinnym jej figlowaniu czu byo 
zaczynajce rozdziera si od zwtpienia serce kobiece; z ruchw jej, gestw, mimiki bi 
niewymowny wdzik. Przed dwoma laty ten jej wdzik wesoy i peen gracji wprawia 
Zygmunta w zachwyt; pod jego to wpywem, zarwno jak pod wraeniem piknej gry na 
fortepianie i piewu Klotyldy, rozpocz on by maestwem uwieczone staranie si o 
wypieszczon i do posan jedynaczk. Ale od tego czasu miny dwa lata. Teraz umiechn 
si wprawdzie, ale ze znudzenia i lekcewaenia wicej ni z przyjemnoci. 
* D  a  e  a albo smocze drzewo  drzewo z rodziny liliowatych o grubym, rozgaziajcym si pniu i duych 
liciach. Niektre gatunki hodowane s w doniczkach jako ozdobne. 
206 
 Przeszkadzasz mi, Klociu  przemwi. 
Na dwik jego gosu fruna ku niemu i z gracj przed nim przyklka. 
 Przemwie na koniec! Widzisz, ja pierwsza, ja, kobieta, przyszam, aby pogodzi si z 
tob. Powinno by przeciwnie, ale mniejsza o to! Kiedy si kocha, nie zwaa si na mio 
wasn. Popatrz na mnie dugo, dobrze, serdecznie, jak teraz rzadko patrzysz, i podaj mi rk... 
Nie tylko wzi jej rk, ale do czule j pocaowa. 
 Wic nie jestemy ju pogniewani?  z wybuchem radoci zawoaa. 
 Ach, nie! tylko... przeszkadzasz mi troch... 
Znowu oniemielona zacza: 
 Zdawao mi si, e nic nie robisz, bo przecie przerzucanie tej ksiki, ktr znasz dobrze, 
nie jest robot... 
 Wiele razy ju ci mwiem, e cho adn pozytywn robot zajty nie jestem, nie idzie za 
tym, abym nic nie robi. Myl... marz... Wszak to materia do przyszej pracy... 
 To prawda  z powag odpowiedziaa  wiem o tym dobrze, ale jestem tak yw... Czy 
chcesz zosta zupenie samotnym? w takim razie odejd... 
Moe ulegoci jej ujty, uprzejmie przemwi: 
 Owszem. Mio mi zawsze, gdy blisko mnie jeste... 
Twarz i nawet rce jego pocaunkami osypaa, ale wnet zerwaa si z miejsca. 
 Dobrze. Mj Boe, jak to dobrze! Wezm sobie ksik i cichutko tam w ktku sobie 
posiedz... Kiedy ju bdziesz mia czas, razem moe poczytamy, a po obiedzie na przechadzk 
pjdziemy, znowu razem... la, la, la, la, la! 
Pikny jej gos napeni pracowni radosn, krtk gam; z mozaikowej pyty stolika wzia 
ma ksik i na palcach sza z ni ku kanapce w przeciwlegym rogu pokoju stojcej, gdy nagle 
usyszaa gos Zygmunta: 
 Tiens, tiens! Clotilde*! poka mi t ksik, ktr trzymasz... co to? 
 Trzeci tom Musseta  z troch zdziwienia odpowiedziaa. 
 Skd on si wzi tutaj?  ksik z rk ony biorc bada dalej.  Jakim sposobem mogem 
nie spostrzec go na stole?... 
Moda kobieta chmurnie na ma popatrzaa. Twarz mu oywia si dziwnie nagle, a oczy, 
przygase wprzdy, byskay. 
 Ksik t  zacza z wolna  odwieziono tu przed kilku dniami z Korczyna... Wziam j 
sama od posaca i tu pooyam... Musiae j poycza stryjence, pannie Teresie czy... 
Po ozdobny tomik rk wycign. 
 Daj mi to, a sama do czytania we co innego, wszak ci to wszystko jedno... 
 Zupenie wszystko jedno  odpowiedziaa i podjwszy tomik Leopardiego, ktry Zygmunt 
na posadzk upuci, usiada z nim w przeciwlegym rogu pokoju. Wesoo jej, szczcie, 
jednym serdecznym sowem ma obudzone, zniky bez ladu. Domylia si, komu w 
Korczynie poyczon bya ta ksika... 
Karty tej ksiki Zygmunt przerzuca teraz niecierpliwie, prawie gorczkowo, na nich i 
pomidzy nimi czego szukajc. Ta, ktrej poezje te przesa, pragnc przez nie wspomnienia jej 
obudzi i uczucia wskrzesi, odesaa mu je przy pierwszej zapewne sposobnoci bez sowa 
odpowiedzi na list, ktry towarzyszy ksice. Moe jednak pomidzy jej stronicami znajdzie 
jak kartk albo na stronicach jaki wiersz, wyraz przez podkrelenie w znak porozumienia 
zamieniony. Szuka, nie znajdowa nic, ale w zamian Justyna jak ywa stana mu przed 
wyobrani i dreszcz uczutego wraenia przebieg po ciele. Wtem w przeciwlegym rogu pokoju 
gos kobiecy, troch ostry i szyderski, przemwi: 
 Czy syszae o tym, Zygmuncie, e panna Orzelska wkrtce zapewne za m wyjdzie? 
Prdkim ruchem twarz ku mwicej zwrci. 
*  i e  ,  i e  !  l o  i l d e (franc.)  no, no! Klotyldo. 
207 
 Za kogo?  rzuci krtko. 
 Za pana Ryca  odpowiedziaa. 
Zygmunt wplec postaw na siedzc zmieni. 
 Quelle ide*!  zawoa.  Ryc nie oeni si z ni nigdy! 
 Owszem  sucho i ostro twierdzia moda kobieta  podobaa mu si od razu i coraz wicej 
si podoba. Elle a de la chance, cette... cette... cette... rien du tout*! Pani Kirowa, ktra ma 
wielki wpyw na kuzyna, nad skojarzeniem tego maestwa pracuje, i od pana Kiry syszaam, 
e zdecydowanie si na nie pana Ryca jest tylko kwesti czasu. 
Z krzywym troch umiechem Zygmunt powtrzy: 
 Impossible! Co? ona, ten model na siln Dian*, miaaby wyj za tego modego starca!... 
Niedbale miejc si chodzi zacz po pracowni, ale oczy mia chmurne i byskajce pod 
cigajcymi si brwiami. Klotylda wodzia za nim wzrokiem i tym samym co wprzdy, 
suchym, ostrym, ironicznym gosem mwia, w nieskoczono mwia o nadzwyczajnym, 
cudownym szczciu, jakim takie zampjcie byoby dla takiej panny Orzelskiej... Bo czyme 
ona bya? Crk opasego, idiotycznego ojca, rezydentk siedzc na asce krewnych, prost, 
zupenie prost dziewczyn, bez ukadu, wdziku, dowcipu i jakiegokolwiek talentu. Gra niele, 
ale jak po francusku mwi zacznie, to a uszy bol... Une fille sans naissance et sans 
distinction... une rien du tout...* Nie wiadomo nawet, co Ryc zrobi, gdy si z ni oeni, i jak j 
w wiecie bdzie mg pokaza... Chyba przede wszystkim na pensj jak j odda... Model na 
Dian! Zapewne, zdrow jest i siln, jakby bya przebran chopk, ale rce ma wiecznie 
opalone, jakby nigdy w yciu rkawiczek nie nosia... Czy malarze wyobraaj Dian w postaci 
rezydentki z opalonymi rkami? 
Pier modej kobiety szybko podnosia si i opadaa, gdy z drobnych jej ust sypay si te 
wszystkie zoliwe i obelywe sowa. Roziskrzonymi oczami nie przestawaa ani na chwil 
wodzi za mem, ktry przechadzajc si cigle zdawa si nie widzie jej ani sysze. 
Pocign tam dzwonka i lokajowi, ktry zjawi si natychmiast, rzuci w zwyky sobie sposb 
krtki rozkaz: 
 Konie zaprzga! 
Lokaj znikn za drzwiami, Klotylda porwaa si z kanapki. 
 Jedziesz!  z alem zawoaa. 
Ironia i zoliwo, ktre wrzay w niej przed chwil, zniky bez ladu; czua ju tylko, e m 
jej odjedzie i cay jej plan dnia szczliwie z nim spdzonego pierzchnie. 
 Musz  obojtnie odpowiedzia Zygmunt. 
 Dokd?  zapytaa znowu i ramionami obj go prbowaa, ale on twarz zwracajc si ku 
oknu po paru sekundach milczenia odpowiedzia: 
 Do Korczyna! 
Zblada i znieruchomiaa. 
 Zygmusiu... 
Gos jej by teraz cichy, zdawiony. 
 Que veux tu, chre enfant*? 
 Ty tam nie pojedziesz, Zygmusiu... 
Szybko zwrci si ku niej i z gbokim zdziwieniem zapyta: 
 Dlaczego? 
* Q u e l l e i d  e (franc.)  c za pomys. 
* E l l e a d e l a  h a   e... (franc.)  ma szczcie... takie, takie... takie nic. 
* D i a  a - starorzymska bogini oww i lasw, przedstawiana w sztuce staroytnej jako kobieta bdca 
uosobieniem pikna i zdrowia.
* U  e f i l l e  a    a i   a   e... (franc.)  dziewczyna bez urodzenia i ogady, takie kompletne nic. 
* Q u e v e ux  u,  h e  e e  f a  ?(franc.)  czeg chcesz, drogie dziecko? 
208 
 Dlatego zacza  dlatego... 
I nie dokoczya. Strwoya si, czy te ogarn j wstyd. 
 Dawno nie odwiedzaem stryja i mam do niego interes. Czy chciaaby, abym zerwa 
stosunki z moim stryjem? 
 O, nie, nie!  z wybuchem zawoaa  niech Bg broni, abym wnosia niezgod do rodziny, 
w ktr weszam! 
 Czeg wic sobie yczysz? 
Blada i rumienia si na przemian. Nie moga, nie chciaa by zupenie szczer. Duma i 
skromno usta jej zamykay. Wreszcie z paczem prawie wybuchna: 
 Wic przynajmniej we mi z sob! 
 I to jest niepodobnym  perswadowa.  Wiesz dobrze o sabym zdrowiu i dziwactwach 
stryjenki... czstych wizyt skada jej nie wypada... 
 To prawda  szepna mnc i rozdzierajc w palcach cieniutk chusteczk. Najmniej baczne 
oko spostrzec by musiao, e bardzo cierpiaa. 
 Jaki ty masz do stryja interes, Zygmusiu?  zapytaa jeszcze, a niespokojne jej oczy tony 
w twarzy ma z takim nateniem, jakby za cen ycia wyczyta z niej chciaa prawd. 
Umiechn si. 
 Zmuszasz mi do mwienia ci o rzeczach nie zajmujcych... Poradzi si chc stryja co do 
zmian, jakie zaprowadzi naley przy zamienianiu gospodarstwa ekstensywnego na 
intensywne... 
Znowu zamkn jej usta, tak e nic odpowiedzie nie umiaa. Po krtkim wic wahaniu 
zarzucia mu tylko rce na szyj i lgnc do niego caym swym lekkim, zgrabnym ciaem z 
baganiem szeptaa: 
 Dzi tam nie jed... o mj jedyny... tylko dzi... prosz... prosz! 
Zygmunt agodnie uwolni si z jej objcia, pocaowa j w czoo, doni par razy po wosach 
jej powid i z tabureta biorc kapelusz wymwi: 
 Do widzenia! Ne draisonnez pas, ma mignonne*! Za kilka godzin przecie powrc! 
Wyszed z pracowni. U podjazdu turkotay ju koa powozu. Klotylda staa chwil porodku 
pracowni z obwisymi na sukni rkami, z przygryzion warg, bez kropli, zda si, krwi w 
twarzy, i po kilku dopiero minutach za gow si pochwycia. 
 Do niej pojecha!  zawoaa. 
Z szybkoci strzay przebiega par salonw i do pokoju matki ma wbiegajc wybuchna 
paczem. 
Pani Andrzejowa siedziaa na tym samym co przed kilku godzinami fotelu, ale nie nad robot 
pochylona. Na kolanach jej leaa rozoona ksika, a u kolan na niskim stoeczku siedziao 
kilkuletnie dziecko, dziewczynka w grubej spdniczce i perkalowej chustce na gowie. Jednym z 
zaj, ktrym wdowa po Andrzeju Korczyskim oddawaa si od lat dwudziestu kilku, byo 
uczenie wiejskich dzieci. W obszernym dworze i wsiach najbliszych peno byo dorosych ju 
teraz ludzi, ktrzy w dziecistwie swoim codziennie przez czas jaki wchodzili do jej piknego 
pokoju i duej lub krcej u kolan jej przesiadywali. Zstpowa ku nim, miesza ycie swoje z 
ich yciem ani moga, ani chciaa. Przechodzio to jej siy i od dawna ju przekonaa siebie, e 
obowizkiem nie byo. Ale te dzieci czysto, na t przynajmniej chwil, ubrane, czasem adne, 
czsto dobre, nie raziy wcale jej smaku i przyzwyczaje, pracujc za nad nimi mylaa, e 
spenia zakon* mioci bliniego, nade wszystko za, e czy si z Andrzejem w tym, co byo 
jego najukochasz ide. Myl o tej niewidzialnej czni, ktr przez t prac wytwarzaa 
pomidzy nim a sob, sprawiaa jej przejmujc, mistyczn rozkosz. Od dawna nieobecny i 
niepowrotny, nie przestawa on by dla niej natchnieniem i celem. 
*  e d   a i  o   e z p a , m a m i g  o   e (franc.)  bd rozsdna, maleka. 
* Z a k o  -tu: prawo. 
209 
Kiedy drzwi otworzyy si ze stukiem i liczna kobieta w rowej sukni z nadaremnie 
tumionym paczem do pani Andrzejowej przypada, dziewczynka cichutko wysuna si z 
pokoju. Po raz pierwszy Klotylda powierzaa matce ma swoje obawy i ale, ratunku i rady od 
niej wzywajc, a po czci za los swj odpowiedzialn czynic. T odpowiedzialno pani 
Andrzejowa czua i uznawaa sama. Ona to na wezwanie Zygmunta popieszya w strony 
zamieszkiwane przez rodzicw Klotyldy i wahajcych si nieco skonia do powierzenia jej 
synowi siedemnastoletniego, piknego, utalentowanego dziecka. Urodzenie, stosunki rodzinne, 
posag, same nawet muzykalne zdolnoci starannie rozwijane i ktre w przyszoci wzrasta 
jeszcze mogy, zapowiaday Klotyldzie przyszo wietn. Miaaby ona teraz, z winy jej syna, 
by nieszczliw? Wina jego ciko spadaa i na serce jej, i na sumienie. Wiedziaa a nadto, e 
skargi modej kobiety byy suszne; rozumiaa wybornie, e cierpienie jej byo dotkliwe i niezasuone. 
Draa na myl, czym sta si mogo to dziecku zbytku i pieszczot, gdyby mio jego 
dla ma, jedyna, na jak zdoby si mogo, nieodwzajemniona, zdeptana, zagasa. Na swoim, i 
wicej ni na swoim, bo na syna swojego sumieniu czua odpowiedzialno nie tylko ju za 
szczcie, ale i za dusz tej niewinnej dotd i kochajcej istoty ludzkiej. W samej sobie noszc 
wierno niezomn syna po prostu zrozumie nie moga. Przed dwoma laty przecie widziaa go 
zakochanym w Klotyldzie. Jednak o wystygniciu tego uczucia wiedziaa z wiksz jeszcze 
pewnoci ni sama Klotylda. Przed dwoma miesicami odprawia jedn ze swych sucych, 
ktr Zygmunt nazywa modelem do Fryny* i w ktrej towarzystwie par razy spostrzega go 
bya w parku. A teraz te wycieczki do Korczyna? Kochaeby on naprawd Justyn, a mio dla 
Klotyldy byaby w nim tylko omyk zmysw czy wyobrani? Ale gdyby j kocha 
prawdziwie i silnie, byby j poj za on! Ona maestwa tego nie chciaa, sprzeciwiaa si 
mu, to prawda, przymusu jednak na jego wol, gdyby j by stanowczo objawi, nie wywieraaby 
nigdy. Sam waha si, namyla, chcia i nie chcia, na koniec odjecha i zdawao si, e o 
wszystkim, co go z Justyn wizao, zapomnia. Teraz jednak... znowu... Co to wszystko 
znaczyo? 
Czule, macierzysko obejmowaa synow, gow jej do piersi tulia i z agodnym spokojem 
pocieszaa j wszystkim, czym moga; o jej obawach i cierpieniach powanie z Zygmuntem 
pomwi przyrzekaa, a na dnie duszy snua rozpaczliwe myli i pytania. Kiedy moda kobieta, 
ktrej uczynione zwierzenia a take pieszczoty i obietnice matki ulg przyniosy, blada i 
spakana, ale ju znowu umiechajca si do ycia, wysza do ogrodu, aby ulubione kwiaty swe 
obejrze, pani Andrzejowa powstaa i poruszya stojcy na stole dzwonek. 
 Dokd pan Zygmunt pojecha?  zapytaa zjawiajcego si we drzwiach lokaja. 
Miaa jeszcze troch nadziei, e pojecha nie do Korczyna, a usyszawszy odpowied, ktra 
jej t nadziej odbieraa, po chwilowym milczeniu rzeka jeszcze: 
 Kiedy powrci, powiedz, e prosz, aby zaraz przyszed do mnie. 
Po odejciu sucego dugo sama jedna staa porodku pokoju z rkami splecionymi i 
opartymi o st, peen dziennikw i ksiek. Na blade jej policzki wystpiy plamy ognistych 
rumiecw. Wrzaa w niej burza zgrozy i niezmiernego alu. Zbyt wiele w samotnoci 
rozwaaa i mylaa, aby mio i nawet namitno wzrok jej utrzyma mogy w wiecznej 
lepocie. To za, co niezupenie jeszcze dokadnie, ale ju spostrzegaa, byo grub ciemnoci 
zachodzc na najdrosze ideay i wszystkie pociechy i chluby. 
* F  y  e  waciwie Mnesarete (IV w. p.  . e.), synna hetera grecka (kobieta lekkich obyczajw). Uwaana bya 
za wcielenie kobiecego pikna i wielokrotnie suya jako model synnym rzebiarzom i malarzom. 
210 
II 
W ostatnich dniach lipca, kiedy cz zboa jeszcze nie zdjta staa na korczyskich polach, 
Witold i Justyna postpowali drog z Bohatyrowicz do Korczyna wiodc. Szli prdko i 
rozmawiali ywo, tak ywo i z takim zajciem, e a na policzki modej panny wybiy si gorce 
rumiece, a oczy jej, zazwyczaj troch chmurne, janiay radoci. Nie zatrzymujc si i nawet 
kroku nie zwalniajc, do modego krewnego rk wycigna. 
 Dzikuj ci, Widziu, z caego serca dzikuj  z niezwykym sobie wylaniem mwia.  
Wszystko, co mi powiedziae, przejo mi gboko. Od jakiego czasu te same myli 
przechodziy mi przez gow, tylko ich tak wyranie ukada nie umiaam. Nie jestem, widzisz, 
ani uczon, ani pod adnym wzgldem wyjtkow... sama jednak nie wiem dlaczego, 
dostrzegam ju w yciu wiele rzeczy marnych i troch wanych... 
Z wesoym umiechem dodaa: 
 Nudziam si okropnie i moe z nudy wymylaam sobie to wszystko, o czym ty daleko 
lepiej i wicej wiesz ode mnie... 
Spojrza na ni z boku i filuternie. 
 A teraz nie nudzisz si?  zapyta. 
Przeczco wstrzsna gow. 
 Nie, od jakiego czasu nie! Chocia, przyznam ci si, e jeszcze dobrze nie rozumiem... 
Urwaa. 
 Czego jeszcze nie rozumiesz dobrze? 
Po chwilowym wahaniu si odpowiedziaa z cicha: 
 Tego, co czuj, i tego, co myl... 
 Brak przygotowania  zauway  ale  doda wesoo  wyjani si to zapewne, bo i 
doprawdy, dlaczeg by nie miaa pj now drog... 
Zarumienia si jeszcze ogniciej i z ywoci szepna: 
 Nie wiem... nie wiem... moe to tylko zudzenie... lkam si... 
 Czego?  ciekawie zapyta Witold. 
Ale ona sponion twarz ku polu zwrcia i moe pod wpywem zakopotania, jakie jej ta 
rozmowa sprawiaa, silnie ciskaa w doni spor wizk tylko co zna zerwanych floksw, 
pord ktrych tkwia ogromna czerwona jeorginia. 
 Wcale nie wytworny bukiet  patrzc na kwiaty umiechn si Witold.  Rzecz jest jednak 
godn uwagi, jak ci ludzie kochaj si w kwiatach. Nawet ta prozaiczna Elusia, ktra na dwa 
tygodnie przed lubem liczy sztuki byda narzeczonego i myli o w e k  e l a  h, ktre wyda jej 
ojciec, mnstwo ich w ojcowskiej zagrodzie hoduje... 
Nagle zwracajc si ku towarzyszce zapyta: 
 Czy doprawdy bdziesz na tym weselu? 
 Naturalnie  z ywoci zawoaa. 
 Druk Elusi? 
 Naturalnie. 
 A tworzcym dla ciebie par d  u  b a   e m bdzie pan Kazimierz Jamont, ktrego 
cyfry na cieniutkiej chusteczce wyhaftujesz i t chusteczk ofiarujesz mu w zamian podanych ci 
211 
przez niego bukietw mirtowych... Tak? Umiesz to zapewne na pami, jak i wiele innych 
rzeczy, ktrych ponauczaa si w czasach ostatnich. Czy wiesz o tym, e wczoraj, kiedy panna 
Teresa zawic si z czuoci opowiadaa ci rado swoj i mamy z przypuszczalnego twojego 
maestwa z panem Rycem, miejc si odpowiedziaa: Bo to wy wiecie jedno, a ja 
drugie! Gdybym wtedy na ciebie nie patrza, mylabym, e to stara Starzyska mwi! 
Prociejesz, Justysiu, widocznie prociejesz... 
mia si gono, wesoo i patrza na Justyn bardzo przyjanie. Nagle zagadn: 
 Czy to prawda, co pani Fabianowa Bohatyrowiczowa, ne* 
Giecod, mwia, e ju 
nauczya si  wcale dobrze?... 
Justyna umiechajc si pokazaa mu obie rce ze stwardniaymi troch domi i kilku 
szramami od ostrza sierpa pochodzcymi. 
 Przez cay prawie tydzie po kilka godzin dziennie am... Praca to cika, mniej przecie 
cika ni... 
 Ni co?... 
Z byskiem oczu dokoczya: 
 Ni wieczne gryzienie siebie popielcow myl: Prochem jeste! z dodatkiem: Zanim 
jeszcze w proch si rozsypaa! 
 Brawo! Masz suszno! S na wiecie ludzie, ktrzy od takich myli naprawd z rozpaczy 
w proch rozsypa si mog, i ty wida do nich naleysz! 
Po chwili z powag zapyta: 
 Czy nie przechodzi to si twoich? 
Ksztatn i siln kibi sw prostujc odpowiedziaa: 
 Czy wygldam na istot, co ma tak posta, jakby do nieba miaa si wnet dosta? 
Oboje parsknli gonym miechem, ktry przez kilka sekund wtrowa ogromnemu, 
oguszajcemu wierkaniu wierszczy w przydronych trawach. Znajdowali si w tej chwili tu 
za stodo korczysk, ktra ze starymi ju cianami, lecz murowanymi supy i starannie 
utrzymanym dachem zdrowo i silnie wygldaa. 
 Trzeba wiedzie  zacz Witold  e ojciec utrzymuje Korczyn w dziwnej caoci i 
porzdku. Pracuje te prawdziwie jak w, tylko e w takich kopotw i niepokojw nigdy nie 
ma... Dobrze, e mu dzi troch dopomc mogem, bo kiedymy si w okolicy spotkali, 
wracaem wanie z pola, gdzie mi do robotnikw by posa. Biedny, kochany ojciec! 
W tej samej prawie chwili stan jak wryty i z nagle cignitymi brwiami sucha zacz. Z 
drugiej strony stodoy na folwarcznym dziedzicu rozlega si gony, gruby, rozgniewany krzyk 
Benedykta. Sw tego krzyku nie mona tu byo rozrni, ale czu w nim byo groby i obelgi. 
Witold rk podnis do czoa. 
 Jak mi to boli! Boe, jak mi to zawsze boli... 
Krokiem przypieszonym zacz i dalej, o towarzyszce swej zupenie zapominajc. 
Soce zaszo ju przed kwadransem i tylko nad zaniemeskim borem pozostawio szeroki 
pas jaskrawy, ktry dachy i szczyty drzew korczyskiego dworu oblewa do poogi podobnym 
czerwonym wiatem. Tam, gdzie dziedziniec folwarczny szeroko otwiera si na Niemen, 
pomidzy jednym z czworakw a stajni, na tle czerwonych zarzecznych obokw posta pana 
Benedykta rysowaa si na ksztat czarnej sylwetki, wysokiej, cikiej, wsatej, ktrej rysy 
znikay w oddaleniu, ale ramiona dokonyway gwatownych gestw i dugie wsy szamotay si 
u piersi. Naprzeciw tej sylwetki staa druga, rwnie na tle czerwonych obokw czarna, ale 
znacznie nisza, z krpymi ksztatami i gow, ktra jec si rozczochran czupryn, lkliwie 
wtulaa si w ramiona. Porodku znajdowao si jakie narzdzie rolnicze zaprzone we dwa 
konie, melancholijnie ku trawie dziedzica by pochylajce; u drzwi czworaka i wrt stajni stay 
gromadki ludzi, w milczeniu i nieruchomoci krzykw pana domu suchajc. Witold szybko 
*   e (franc.)  z domu (nazwisko panieskie). 
212 
przebywajc dziedziniec kierowa si ku dwom czarnym sylwetkom, przez narzdzie rolnicze i 
par nieruchomych koni rozdzielonym. Stajc, od popiechu, z jakim szed, troch zdyszany, 
zapyta: 
 Co to, ojcze? 
Nie byo ju na nim ani ladu wesooci i szczliwego, modzieczego uniesienia, z jakim 
przed chwil z Justyn rozmawia. Ale pan Benedykt na wyraz twarzy syna wcale nie zwrci 
uwagi. Rozpaczliwym gestem wskazujc mu stojcego o dwa kroki parobka, goniej jeszcze ni 
przedtem wybuchn: 
 Skaranie boe! nieszczcie! zguba prawdziwa z osami i ajdakami tymi! niwiark mi 
zepsu! Kilka dni z ni po polu pojedzi i ju zepsu! A czy ty wiesz, gaganie, e ta niwiarka 
wicej kosztuje, ni ty cay wart jeste! Czy ty wiesz, e ja dobrze musiaem sobie gowy 
naama, nim zdobyem si na jej kupienie?... Ale co to was obchodzi, e komu szkod 
zrobicie? Czy wy macie serce albo sumienie, osy, ajdaki, gagany!... 
 Mj ojcze...  sprbowa przerwa Witold. 
Ale Benedykt, jakby wanie prb t chcia udaremni, wicej jeszcze gos podnis. 
 Czy ty mylisz  wci do parobka si zwraca  e ja ci to daruj? niwiark do naprawy 
pol, ale co za ni w miecie zapac, to ci z pensji wytrc... 
Na te sowa chop krpy, w siermidze ubrany, po raz pierwszy kudat gow z ramion 
wysun i mrukliwie przemwi: 
 Nie wytrcajcie, panoczku, bo z czeg ja z dziemi y bd... 
 Z godu nie zdechniesz!...  krzykn Benedykt  Ordynari* masz... dach nad gow masz... 
krow nawet trzyma wam pozwalam... A gdyby zreszt i ziemi mia gry, wytrc... jak 
Boga kocham, wytrc... eby nauczy si, ajdaku, wasno cudz szanowa! 
 Mj ojcze!  goniej ni przedtem przemwi znowu Witold i wyprostowa si znad 
niwiarki, ktrej zepsucie bacznie i prdko obejrza.  Mj ojcze! ja si na tym znam troch... w 
przeszym roku tam, gdzie lato spdziem, niwiarki psuy si czsto, a ja przypatrywaem si, 
jak je naprawiano. T mona bdzie naprawi w domu, z maym kosztem i prdko... ja sam si 
tym zajm... Maksymowi nie trzeba bdzie nic z pensji wytrca... 
Zwrci si do parobka, ktry czapk mnc w rkach z nogi na nog przestpowa, wzdycha i 
co niewyranie mrucza. 
 Suchaj, Maksymie, czy ty rozumiesz, jak ta niwiarka jest zrobion i jakim sposobem  
moe? Pewno nie rozumiesz i dlatego j zepsue, e nie rozumiesz... Oto, popatrz i posuchaj, ja 
ci to zaraz poka i wytumacz... 
agodnie, powoli, wyrae chopu zrozumiaych dobierajc, z atwoci zdradzajc wielkie 
oznajomienie si z ludem, Witold mwi przez dobry kwadrans, skadowe czci narzdzia i 
poczenia ich ywymi gestami pokazywa. Parobek w postawie pokornej i ociaej sucha 
zrazu leniwie i tylko z przymusu, ale po paru minutach pochyli si i na niwiark, to znowu na 
mwicego spoglda zacz z oywieniem i ciekawoci. Kiwa przy tym gow w znak 
zdziwienia lub zrozumienia, z cicha pomrukiwa, wskazywanych mu czci niwiarki grubymi i 
wzowatymi palcami dotyka. 
 No, widzisz  prostujc si koczy student  nic tu takiego mdrego nie ma i tylko w 
obchodzeniu z t maszyn troch trzeba ostronoci i uwagi. Jutro obydwa wstaniemy o wicie, 
maszyn do kowala zawieziemy, a w jak godzin po wschodzie soca bdziesz ju mg w 
pole z ni wyjecha. Straty nie bdzie adnej ani nam, ani tobie... 
Ostatnie sowa widocznym zadowoleniem okryy ciemn, gsto obros twarz chopa. Schyli 
si i z gonym cmokniciem caujc rkaw surduta Witolda, z umiechem i gono przemwi: 
 Dzikuj, paniczu! Daj Boe zdrowie! 
Po czym lejce z ziemi podnis i cmokn na konie, ktre niwiark ku stajni pocigny. 
* O  d y  a  i a  cz wynagrodzenia suby dworskiej wypacana w naturze. 
213 
Benedykt od chwili wmieszania si syna w scen pomidzy nim a parobkiem zachodzc sta 
nachmurzony i silnie wsa w d pociga. Po oddaleniu si chopa wzrok podnis na syna. 
 Dae mi lekcj obchodzenia si z ludmi. Teraz wida takie czasy przyszy, e jaja kury 
ucz. Dziwi si tylko, e od tylu lat nad ksik lczc umiesz tak biegle i w sposb 
odpowiedni z chopami rozmawia... 
 Jeeli ci si to nie podoba, mj ojcze  ywo odrzuci Witold  samemu sobie chciej win 
przypisa. Kiedy dzieckiem pod twoim okiem rosem i kiedy nastpnie ze szk do domu 
przyjedaem, nie wzbraniae mi przestawania z wiejsk ludnoci... 
Zwracajc si ku domowi Benedykt sarkn: 
 Na siebie samego bicz krciem. Wedug idylli, ktra w twojej dziecinnej gowie powstaa, 
sdzisz teraz ojca... 
 Idylla!  popdliwie zawoa Witold.  Upewniam ci, mj ojcze, e patrz na rzeczy 
bardzo trzewo i e... na razie... szczytem moich marze jest to, aby ludzie nie obchodzili si z 
ludmi jak z bezmylnymi bydltami... gorzej, jak z kamieniami chyba, bo przecie s na wiecie 
takie dziwaczne usposobienia, ktre i dla bydlt wyrozumiao i lito maj... 
Benedykt zamia si z lekcewaeniem. 
 Kiedy ju sam poturbujesz si dobrze nad gospodarstwem i interesami, bdziesz wiedzia, 
jakie rnice zachodz pomidzy teori a praktyk, rzeczywistoci a sielank. 
Witold wpad mu w mow: 
 Jeeli kiedy, mj ojcze, przekonany zostan, e teorie moje z praktyk w aden sposb 
pogodzonymi by nie mog, w eb sobie strzel, ale od teorii nie odstpi za nic... 
Benedykt stan jak wryty i popatrza na syna takim wzrokiem, jakby go ujrza nad brzegiem 
przepaci. Po chwili przecie umiechn si. 
 Dziecko jeste... Kademu zdaje si za modu, e jeeli gwiazdy z nieba nie zdejmie, w eb 
sobie palnie, a potem i przy wietle mierdzcej ojwki yje... 
 Albo  zaprzeczy Witold  za swoj gwiazd i aby smrodu ojwek nie czu, eb sobie 
roztrzaska daje... Ty, mj ojcze, znasz z bliska takie przykady... 
 Nie znam, nie wiem i nic wiedzie nie chc... sarkn Benedykt. 
 Stryj Andrzej...  drcymi troch usty zacz Witold. 
Ale Benedykt znowu jak wryty stan... 
 Cicho!  stumionym szeptem zawoa. 
Szybko i z trwog rozejrza si dokoa, lecz w pobliu nie byo nikogo. Na usta Witolda 
wybieg umiech bolesnej ironii. 
 Nie lkaj si, ojcze  z wolna wymwi  nikt nie usysza, e ze czci imi twojego brata 
wspomniaem!... 
Ciemny rumieniec od siwiejcych gstych wosw a po konierz koszuli okry twarz 
Benedykta. Zmiesza si wicej jeszcze ni wtedy, kiedy Witold pokorn jego wzgldem 
wierzyciela uniono zauway. Zagodnia te i w bramie ogrodzenia, ktre dziedziniec 
folwarczny z dworskim rozdzielao, mwi zacz: 
 Kady za modu ma swoje marzenia i teorie, ktrym pniej praktyka kurty kroi*. bem 
muru nie przebijesz, a tych ludzi gdyby i miodem smarowa, bd oni zawsze leniwi, niedbali i 
nieyczliwi... 
 C dopiero, kiedy si ich pieprzem karmi!  umiechn si Witold. 
 A kto ich tam, do diaba, chce pieprzem karmi?  z odradzajcym si rozjtrzeniem rzuci 
Benedykt. 
 Naprzd  zacz Witold  a nadto nasypao si im go do garnkw z przeszoci, a potem... 
Stan i twarz zwracajc si ku folwarcznemu dziedzicowi, na czworaki wskaza. 
* K u    k  o i   da komunauczk. 
214 
 Wszak nie mylisz pewnie, ojcze, e ludzkie energie i uczucia rozwija si mog w tych 
okopconych i przeludnionych izbach? Mwie przed chwil, mj ojcze, e dach nad gow maj 
i ordynari bior... w dodatku trzydzieci rubli na rok, ktre zmniejszaj si przy kadej szkodzie 
uczynionej przez nieowiecon i niezgrabn rk... Istotnie, jest to byt mogcy wznieca i 
rozwija gorliwo, dbao, yczliwo... 
 A wic  wybuchajc przerwa Benedykt  wynajd sposoby na budowanie dla nich 
paacw i ywienie ich pasztetami... bo ja i sam ani paacu sobie nie wystawiem, ani pasztetw 
nie jadam... Tak krawiec kraje, jak materii staje. Kiedy sam z kredk w rku zaczniesz kroi, 
przymierza, ata i koniec do koca tak cign, aby je zwiza, e ci czasem a cikie poty na 
skr wystpi, wtedy przekonasz si, co to jest praktyka, i w oglnoci, co to jest w naszych 
warunkach ycie... oj, ycie! 
Roziskrzonymi oczami spojrza na syna. 
 Chciabym  troch ciszej dokoczy  chciabym bardzo, aby po ukoczeniu nauk do 
domu wracajc mnie ju tu nie znalaz... abym ju wtedy by tam, gdzie... to... tamto... gdzie 
sobie dawno poszed... to... tamto... Andrzej! i mnie byoby lepiej, i tobie... 
 Mj ojcze!  przeraonym gosem przerwa chcia Witold. 
Ale Benedykt przerwa sobie nie da. 
 Tak  koczy  najpewniej byoby lepiej... bo gdyby mia do mnie przywizanie... 
 Wtpisz o nim, ojcze! 
 Wtpi. Ale poniewa tego nie ma... nie ma... no, to gdyby stary grat ustpi, mgby 
samowadnie w Korczynie rzdzi i chopw za pasterzy przebrawszy razem z nimi pooy si 
nad strumykiem i w dudk gwizda... 
Sowa te wymwiwszy koniec wsa do ust woy i z pochylonym karkiem, ciko, prdko, 
szerokimi krokami ku domowi poszed. Witold w bramie ogrodzenia sta jak skamieniay. Tak 
by wzruszony, e rami mu drao, gdy rk do czoa podnosi. 
Po kilku dopiero minutach z cierpic i bledsz ni zwykle twarz mody czowiek wszed do 
sali jadalnej owietlonej lamp palc si nad stoem do wieczerzy nakrytym i dokoa ktrego 
do liczne grono osb ju zasiadao. Z wyjtkiem Kiry, ktry od kilku godzin bawi w 
Korczynie i po wieczerzy mia odjecha, byo to tylko towarzystwo domowe. Ale, co si 
zdarzao nieczsto, pani Emilia, do zdrowa, w adnym, letnim szlafroczku, przysza dzi do 
stou; obok niej umiecia si Teresa z lew rk, w ktrej czua reumatyczne ble, na biaej 
chusteczce u szyi zwizanej zawieszon; u koca stou Orzelski, bogo umiechnity, dla 
lepszego przyjrzenia si ustawionym na stole pmiskom srebrne swe wosy pod wiato lampy 
wysuwa; przy nim, wyprostowana, z adn, taw twarzyczk, siedziaa Leonia; Kiro za ze 
nieystym i wykrochmalonym przodem koszuli, z przymilonym umiechem na kocistej twarzy, 
z rk pana domu przyjwszy kieliszek wdki, umieci si naprzeciw Justyny z takim 
popiechem, jakby si lka, aby go ktokolwiek w zajciu tego punktu przy stole nie uprzedzi. 
Od jakiego czasu okazywa on Justynie uprzejmo z nadskakiwaniem graniczc, ani ku niej 
artobliwej i lekcewacej galanterii, ani ku jej ojcu wesoych drwin nie zwracajc. Teraz 
naprzeciw niej siedzc nie tylko poruszenia, ale i spojrzenia jej ledzi si zdawa. Przy tym z 
serwet na szyi zawizan i ca pier mu okrywajc zajadajc ze smakiem kotlety, nieustann 
prawie rozmow zajmowa usiowa niezbyt oywione towarzystwo. Mwi o Rycu. W 
oglnoci mwi o tym krewnym swojej ony tak czsto i z takim zadowoleniem, e mona by 
go byo posdzi o szczycenie si tym pokrewiestwem. Zreszt sam nie tai tego, e si nim 
szczyci. Tym razem przecie mwi o nim nie tylko dla chwalenia si, ale i w innym jeszcze 
celu. 
 Zarczam pastwu  mwi  e gdyby mu y przeci, popynaby z niej krew tak 
bkitna... jak na przykad... jak na przykad niemeska woda w pogod... 
Teresa zachichotaa. 
215 
 Ej, doprawdy! pan zawsze artuje! kto kiedy widzia bkitn krew!... 
 Tak si mwi, moja Tereniu, o dobrych, starych rodach  agodnie wytumaczya pani 
Emilia. 
Benedykt zamrucza: 
 Doskonae porwnanie... bo czy tam ta krew bkitna, czy nie bkitna, ale e wody w niej 
wiele, to pewno... 
Witold, ze spuszczonymi powiekami dotd siedzcy i nie dotykajcy wcale jedzenia, wzrok 
na ojca podnis i w twarz jego nad talerzem pochylon, surow, pomarszczon dugo popatrza. 
 Zawsze to jednak, panie dobrodzieju  cign Kiro  rzecz przyjemna... przyjemna... z 
takiego, jak Teofil, rodu pochodzi. Wprawdzie tytuu adnego nie ma... ani ksi, ani hrabia... 
ale takie szlachectwo, jak jego, rwna si hrabiostwu, a moe i jakiemu kiepskiemu ksistwu... a 
jaka parantela... fiu! fiu! z najpikszymi familiami... panie dobrodzieju mj... rodzona ciotka za 
ksiciem... 
Ku Justynie byszczcymi oczkami spojrza, a spostrzegszy, e potrzebowaa soli, z 
popiechem i przymileniem ku niej j posun. Potem omletu z konfiturami z pmiska 
nabierajc mwi znowu: 
 Poczciwy ten Teofilek! Dwadziecia dwa lata mia, kiedy mu ojciec umar... matka yje 
jeszcze i w Rzymie na dewocji siedzi*... bardzo zacna matrona... a on dwadziecia dwa lata mia, 
kiedy straci ojca i w sukcesji wzi fortun malutk, malutek, ni mniej, ni wicej, tylko, panie 
dobrodzieju, co tak okoo miliona rubli, okoo jednego, jednego sobie milionka rubli... 
 O Jezu!  jkna Teresa. 
Orzelski jzykiem mlasn. 
 Caca fortunka... caca... eby to te... mie... cho dziesit cz tego! 
 Aha! pewno!  podchwyci Kiro  eby to te... cha! dziesit cz... tak ze sto 
tysiczkw... Ale pan omleciku jeszcze nie bra... su panu! 
Ze sabym zaledwie odcieniem dawnej artobliwoci ojcu Justyny pmisek poda. 
 Teraz za  cign  w trzydziestym pierwszym roku ycia swego Teo posiada ju tylko 
trzysta tysicy, bo Woowszczyzna, lekko liczc i na najnisz cen ziemi, warta jeszcze pewnie 
trzysta tysicy. Przez osiem czy dziewi lat straci wic chopak szeset tysicy... malutkie 
sobie szeset tysiczkw przez osiem czy dziewi lat straci... Ha? jak si to pastwu podoba... 
zuch chopak, co? 
I zamia si dobrodusznie, serdecznie, a tryumfujcym i uszczliwionym wzrokiem po 
obecnych wodzi. Kolosalno cyfr wymienianych zachwycaa i niejako w dum wbijaa 
posiadacza malutkiej Olszynki. miech uspokoiwszy i z min smakosza sczc z kieliszka tanie 
francuskie wino, ktre na korczyskim stole zjawiao si tylko przy gociach, opowiada o 
sposobach, w jakich owe szeset tysicy przez Teofilka straconymi zostay. Powtarza pogoski 
i opowiadania, ktre kryy po okolicy od przybycia do niej Ryca i ktre mieszkacw tych 
stron cikim yciem mniej lub wicej steranych w zdumienie wprawiay, Sodom, Babilon i 
inne tym podobne miejsca nieprawoci im przypominajc. atwiej byoby wyliczy to, czego o 
Rycu nie mwiono, ni to, co mwiono, a co teraz Kiro z werw okraszon dowcipami i 
dwuznacznikami, ze szczeglnym i widocznym lubowaniem si powtarza. Wille w okolicach 
Wiednia i Florencji, apartamenty przy paryskich bulwarach, gry w rulet* i sztosa*, gone 
przygody z najgoniejszymi przedstawicielkami pwiata, w dziennikach a opisywane zakady 
i pojedynki... Ile w tym wszystkim miecio si prawdy, a ile przesady, trudno zgadn; 
najpewniej przesady byo niemao, ale i prawdy wiele. Siedzce przy stole korczyskim osoby 
niektre z opowiadanych szczegw ju znay; innych suchay z rozmaitymi wyrazami twarzy. 
*  a d e w o  j i  i e d z i e   potocznie: mieszka w klasztorze bez skadania lubw zakonnych. 
*  u l e  a  gra hazardowa. 
*  z  o   hazardowa gra w karty. 
216 
Z wyjtkiem przecie Benedykta, ktry schyla si jeszcze nad talerzem, i Witolda, ktry wci 
blady i smutny powiek prawie nie podnosi, wszystkie spojrzenia nieustannie zwracay si na 
Justyn. Kiro spostrzegszy, e ku karafce rk ona wyciga, z popieszn, lecz i pen 
uszanowania galanteri do szklanki jej wody nala, po czym o wartoci i piknoci 
Woowszczyzny mwi zacz: 
 Paacyk szyk! zaniedbany teraz, co prawda, ale gdyby go odrestaurowa, urzdzi... byaby 
rezydencja paska, rozkoszna... 
Koce palcw swoich pocaowa, a Orzelski, ktry niegdy przez Woowszczyzn przejeda 
i paacyk widzia, ustami penymi omletu cmokn. 
 Caca paacyk... caca! 
Palcem w powietrzu wykrca zacz. 
 Wieyczki, balkony, wykrtasy... tylko e z drogi patrzc zdaje si, e zaraz to... runie! 
 Nie runie. Paacyk nie runie: wyrestauruje si, odwiey, urzdzi, gdy tylko waciciel tego 
zechce... a zechce wtedy, gdy zrobi projekt oenienia si. Ale co grunt, to e Woowszczyzna 
posiada osiem folwarkw ze liczn gleb, a w tych folwarkach, jak u Pana Boga w spiarni, 
wszystkiego peno: lasy, stawy, ogrody, pachty*, myny, dwie gorzelnie, dawniej fabryka czego 
tam bya i przynosia duo, a cho upada, znowu powsta moe i duo przynosi. Wszystko 
tam, co prawda, podupado i zrujnowao si, ale podniesionym i wyrestaurowanym by moe, 
gdy tylko Teofilek zechce, a zechce najpewniej wtedy, kiedy si oeni; oneczka rozumna i 
energiczna do gospodarstwa go zachci i pieszczotami, rozumkiem, taktem swawolnego ptaszka 
w gniazdku zatrzyma... 
Tak mwi Kiro i wpartobliwie, wp z rzeteln admiracj na Justyn patrza. Filuternie i 
unienie przymilone jego rysy zdaway si do niej przemawia: Uwielbienia godn jeste ju 
przez to, e wzrok jego zwrci na siebie potrafia, a gdy to wielkie, cudowne szczcie, ktre 
ci prorokuj, posidziesz, bd na unionego sug swojego askaw! i wszyscy zreszt, oprcz 
Benedykta i Witolda, na Justyn spogldali, a w spojrzeniach i umiechach pani Emilii, Teresy, 
nawet niedorosej Leoni, ktr opowiadania Kiry zaciekawiy i oywiy, wyranie maloway si 
wykrzykniki: Dziwne, nadspodziewane szczcie! cud prawdziwy nad biedn dziewczyn przez 
Opatrzno okazany! 
Pani Emilia myli te nawet sowami wyrazia: 
 Prawdziwy zaszczyt sprawi pan Ryc kobiecie, ktr za on wzi zechce. Taki rd, 
majtek... 
 Ach, i takie serce!  przebia jej mow Teresa. 
 A paacyk! ach, mamciu, paacyk! to najmilsze ze wszystkiego  na krzele podskakujc 
wykrzykna Leonia, ktra przed niewielu dniami tak gorco a nadaremnie bagaa ojca o posgi 
i nowe meble do korczyskiego salonu. 
Justyna przez cay cig wieczerzy milczaa. Nie moga jawnie odpiera ani przyjmowa 
spadajcych na ni spojrze, umiechw, pswek, bo nie byy jawnie ku niej zwracane. 
Rzadko podnosia oczy, ale ile razy je podniosa, przebiega w nich bysk obrazy. Wargi jej, jak 
dojrzaa winia pene i purpurowe, przybieray chwilami wyraz dumny i wzgardliwy. Nie 
wiedzie dlaczego, to, co innym wydawao si pochlebnym i zaszczytnym, j dranio i obraao. 
Wszyscy wprawdzie wiedzieli o tym, e najwybitniejsz cech jej charakteru bya duma. Ale 
wanie dumna kobieta powinna bya wietnym zwycistwem na wp ju odniesionym i 
otwierajc si przed ni perspektyw czu si pochlebion i uszczliwion... 
Benedykt, ktry swoim zwyczajem jad wiele i dugo, a raz w rozmow sowo rzuciwszy, 
wicej si ju nie odzywa, rozumia dobrze, i wszystko, o czym przy stole mwiono, odnosio 
si do Justyny. Kiedy po raz pierwszy usysza by od ony pene zdumienia i zachwycenia 
* P a  h   dzierawa. 
217 
opowiadanie o prawdopodobnych wzgldem Justyny zamiarach Ryca i o staraniach w celu 
urzeczywistnienia si ich przez Kirow czynionych, zdziwi si take i troch ucieszy. 
 Daj Boe!  wymwi  daj Boe! Dla biednej dziewczyny wietna to partia i 
niespodziewana... istotnie niespodziewana!... 
Ale pniej niewiele myla o tym. Krewnej i wychowanicy swej dobrego zampjcia 
yczc, czynnie do dopomaga czasu ani ochoty nie mia. Wprzdy jeszcze nieraz przychodzio 
mu na myl, e gdyby Justyna za m wychodzia, musiaby jej odda zlokowane na Korczynie a 
do niej nalece pi tysicy, co by mu nowych kopotw przysporzyo. Teraz, przy tej 
wieczerzy, przyszo mu na myl, e jeli wyjdzie ona za Ryca, kopot ten oszczdzonym mu 
zostanie, bo dziedzic Woowszczyzny natychmiastowego wchodzenia w posiadanie tej sumki 
potrzebowa nie bdzie. Wicej o tym nie myla wcale, tylko, wida, opowiadania Kiry, a 
szczeglniej brzmicy w nich ton bawochwalczej dla bogactwa i uycia chwalby zirytowa go 
nieco. Kiro zreszt irytowa go zawsze. Podnisszy wic twarz znad talerza i wsy serwet 
otarszy, jakby do wstawania od stou obie rce o st opierajc, przemwi: 
 Wszystko to bardzo pikne i ja panu Rycowi ublia nie chc. Mody jest i poprawi si 
moe, bo ja syszaem i sam spostrzegem, rozsdek i dobre serce ma... Ale abym przeszo jego 
pochwala, to nie. Tak fortun straci na karty i metresy rzecz niegodna. Tak tylko ajdaki 
robi... 
 Benedykcie!  z cicha jkna pani Emilia. 
 A tak  nie zwracajc oczu na on energicznie potwierdzi.  Przy tym tak ju nic a nic nie 
robi, jak ci panowie, to take, powiem prawd, wistwo. Czowiek, ktry na wiecie jedzc 
chleb nie pracuje, czy tam w nim bkitna krew pynie, czy popielata, czy czerwona, jest 
darmozjadem i niczym wicej... Jeeli za jeszcze i na marcypanach pasie si, a nawzajem dla 
wiata, ktry mu marcypany daje, palcem nawet pokiwa nie chce, no, to ju go mam za... 
Wtem przypomnia co sobie, pomiarkowa si i troch mikszym gosem dokoczy: 
 Ale ja tego nie mwi do pana Ryca... nikomu ublia nie chc... moe on jest i 
najlepszym czowiekiem... tylko... te wielkie bogactwa, ktre takie frukta rodz, te... te... to... 
tamto... 
Chcia widocznie pokn wyrazy, ktre wydzieray mu si z garda, ale nie dokona tego. 
Rk machn i dokoczy: 
 Te wielkie fortuny niechby wszyscy diabli wzili!... 
Krzeso ze stukiem odsun i od stou wsta. Obok niego, ciche jak westchnienia, rozlegy si 
jki: 
 Benedykcie! ja nie mog... o mj Boe... ja nie mog wyrazw takich sucha... ja... takich 
zda... o takim czowieku... nie mog... ja... 
Pani Emilia usiowaa podnie si z krzesa, ale nie moga. W gardle j dawi zaczo, nogi 
chwiay si pod ni. 
 A to co?  ze zdziwieniem zapyta Benedykt  co ci si stao? 
Ale ju Kira z troskliwoci i wspczuciem przyskakiwa do pani domu rami jej podajc, a 
z drugiej podtrzymywaa j Teresa. Tak we troje przeszli ca dugo jadalnej sali, Benedykt za 
jak wryty wzrokiem za nimi prowadzi. 
 W imi Ojca i Syna... a c ja jej zego zrobiem? Znowu zachoruje czy co? 
Ale w tej chwili gitkie donie obie rce jego ujy i przylgny do nich gorce usta. 
 Mj ojcze  z cicha wymwi Witold  pocauj mi... prosz!... 
Co dziwnie pocieszonego i roztkliwionego migno w ponurych renicach pana Benedykta; 
jednak surowo brwi zmarszczy. 
 C? moe za to, em w twoj dudk zagra o tym panku mwic, raczysz mi winy moje 
przebacza? 
Witold w doniach swoich rce jego trzymajc, powtrzy: 
218 
 Pocauj mi, mj ojcze... 
Na bladawym, smutnie przed nim pochylonym czole syna zoy pocaunek szorstki, ale 
dugi. Umiech, niewesoy jednak, gorzki raczej, pod dugim wsem mu przebieg. 
 Gorc masz gow  zauway. 
Ale tej krtkiej, dwuznacznej uwagi Witold moe i nie dosysza. Ze sowami, ktre ojciec 
jego u koca wieczerzy wymwi, i z pocaunkiem ojcowskim wrcia mu caa ywo i 
wesoo. Pochwyci wp Mart, ktra do kredensowej szafy kompot i reszt wina chowaa, i 
kilka razy obrci j w kko, potem przy wtrze miechu, ajania i kaszlania starej panny 
przyskoczy do stojcej u okna Justyny. 
 Wiesz, Justynko  pici jednej rki o do drugiej uderzajc prdko i z byskajcymi 
oczami mwi  ten Kiro to pasoyt, pieczeniarz, bazen, czciciel zotego cielca, hipopotaurus, 
mastodont*, przedpotopowe zwierz! Gdybym mg, tobym takich ludzi jedn rk bra tak... za 
wosy, a drug za gardo i  trrraf! karki bym im skrca! 
Justyna parskna miechem. 
 Zrb to naprzd z kurczciem  zawoaa  a wtedy uwierz, e mgby zrobi z Kir! 
 Jak ojca kocham!  sroy si jeszcze student.  Bo to, widzisz, zakaa wiata! Gdyby nie 
tacy, jak on, wiat by ju by daleko... daleko... A nam o to przecie idzie... ty nie masz moe 
pojcia, jak nam o to idzie... o idee... o ludzk wolno, godno... W ogie bym za to wskoczy, 
rodzonego ojca mgbym si wy... 
Wstrzyma si, nie domwi, troch ochd. Nagle w twarz kuzynki przenikliwie spojrza. 
 Czy ty, Justynko, za te dziurawe sito pjdziesz? 
Zamiaa si znowu. 
 Masz taki sposb pytania, Widziu... 
 Wiesz dobrze, o kim mwi... No, za tego welinowego czowieka, jeeli owiadczy si o 
ciebie, pjdziesz? 
Wzruszya ramionami. 
 Mj drogi  z wolna odpowiedziaa  czybym moga odrzuca od siebie tak wielkie, 
niespodziewane, cudowne szczcie... taki zaszczyt i ask? Sam pomyl, czybym moga? 
Zdawao mu si, e w jej gosie dosysza tumiony miech, ale twarz miaa powan, surow 
i niezwyczajnie byszczce oczy. Rk rzuci. 
 At  rzek  niczego z kobietami pewnym by nie mona! Zdaje si, e rozsdna, a moe i 
pstro ma w gowie, czy ja wiem? Na Buszmanki* was wychowuj, to i wszystko na wiecie 
gotowe jestecie zrobi, byleby was adnie ufarbowano. Ale tymczasem, nim wielk pani 
zostaniesz, na wesele Elusi pjdziesz... wiesz? Marynia tam take bdzie, ju ja to u pani 
Kirowej uprosz, byleby tylko pod opiek cioci Marty, ktr take podejmuj si namwi... 
W tej chwili drobne jakie rce rami jego objy i prawie dziecinny gos tu przy nim 
zawoa: 
 Widziu, i mnie wecie na te wesele! ju mnie o nim Zofia tyle nagadaa... ona krewna pana 
modego i zaproszona... taczy bd... i ja chc potaczy! 
 Z najwiksz ochot!  zawoa Witold  cho raz zobaczysz w Korczynie co wicej nad 
dom i ogrd! 
 Nie artuj, Widziu  krzywic adne, blade usta skarya si dziewczynka  mnie tak nudno, 
nudno cigle u mamy w pokoju siedzie albo po tych alejach w ogrodzie chodzi... 
* H i p o p o  a u  u , m a   o d o    nazwa dawno wymarych zwierzt, tu przenonie: czowiek 
niewspczesny, zacofany.
* B u  z m a  k i  kobiety jednego z koczowniczych plemion murzyskich Afryki poudniowej. Orzeszkowa 
czsto uywa tego okrelenia w stosunku do kobiet z arystokracji, pragnc zaznaczy, e powierzchowna kultura 
salonu blisza jest stanowi dzikoci ni prawdziwej cywilizacji. 
219 
 Patrzcie!  sarkn mody czowiek  od ziemi ledwie odrosa, a ju nudzi si! Czy nie 
zaczynasz ju i na nerwy chorowa, moja ty... przysza Buszmanko!... 
Dziewczynka skarya si dalej: 
 A pewno! Gowa mi boli czsto! Wiesz, Widziu, wol ju by na pensji, bo tam cho 
rozmaitoci wicej... Cae moje szczcie, e dla cioci Marty pantofle wyszyam... 
Tu niedokrwisto zdradzajca tawa jej twarzyczka rozjania si umiechem prawdziwie 
dziecinnej radoci. 
 liczne pantofle!  zawoaa.  Jutro je cioci oddam! To dopiero bdzie rada! rada! 
Klasna w donie, podskoczya, brata wp obja i znowu aosnym gosem prosi zacza: 
 We mnie, Widziu, na te wesele... potaczy chce si... Zofia mwi, e tam wesoo bdzie... 
tak adn sukni ju sobie przygotowuje! 
Witold zamyli si. 
 Mamy o pozwolenie poprosi trzeba... 
 Popro...  baga podlotek. 
 Czemu sama nie chcesz?... 
Dziewczynka ruchem przestrachu rce splota. 
 Lkam si... nie mog... jeszcze si zmartwi i zachoruje... Mama zawsze choruje, jak tylko 
co si jej nie podoba... Tobie atwiej... ty rozumniejszy... 
W godzin potem Marta z trzaskiem otwierajc drzwi do pokoju swego wpada i 
zobaczywszy znajdujc si tam Justyn woa zacza: 
 Awantury! Sowo honoru, arabskie awantury! Na wesele i z nimi! Przymila si, obejmuje, 
cauje, prosi... Id, ciotko, z nami do Bohatyrowiczw na wesele... id, id! I miech, i zo! 
co ten chopiec wymyli sobie? Stare koci po weselach ciga! Wieczny miech! a co ja na tym 
weselu robi bd? na co ja tam potrzebna! Pfuj, zgi, maro, przepadnij! A to przyczepski z tego 
Widzia! Uf! nie mog!... 
Jak uragan, od ka do szafy, to znw od szafy do ka biegaa i trudno byo zgadn, czy 
rozgniewan bya lub rozmieszon, bo miaa si, ajaa, rkami machaa... Justyna przy wietle 
lampy u otwartego okna stojcej, szyciem zajta, przyjazny wzrok na starsz towarzyszk swoj 
podniosa. 
 Bo te ciocia pjdzie z nami na to wesele  z filutern przekor rzeka. 
 Wieczny miech!  krzykna stara panna  po co ja tam mam i? na co? dlaczego? 
 Naprzd dlatego, e ciocia Witoldowi niczego by odmwi nie potrafia, a potem dlatego, 
e s to przecie dawni znajomi cioci... 
Jak sup porodku pokoju stana, czarne jej oczy zapony zrazu jak ule, a potem zmciy 
si wielkim zmieszaniem. Ciszej daleko ni wprzdy zamruczaa: 
 Dawni znajomi! to prawda... i dobrzy niegdy znajomi! Ale kiedy to byo! I... krtko to 
byo! A teraz... po co? czy po to, aeby ludzi straszy? jak upir z tamtego wiata przed oczami 
ich stan! Dawni znajomi! Ale... czy poznaliby mnie teraz? Czy ja bym ich poznaa? Wieczny 
smutek... 
Nagle uciszona, przygarbiona troch, naprzeciw Justyny po drugiej stronie stou usiada i w 
twarz towarzyszki wlepiajc spojrzenie rozgorzae i razem dziwnie jakby wstydliwe zagadna: 
 Jake to byo? Skd si to wzio? Czego dzi crka Fabiana tu przylatywaa i gdzie 
biegaycie razem, jak podsmalone? Czy i Witold tam by? Wieczne dziwy! Czy mylicie 
przerobi si na chopw? 
Byo to tak. Dzi, duo jeszcze przed zachodem soca, gdy Justyna po parogodzinnym 
wtrowaniu na fortepianie ojcu do pokoju tego przysza i w nadchodzcy wieczr jak w pust 
jam patrzaa, czym go zapeni nie wiedzc, w otwierajcych si drzwiach, zasapana troch od 
szybkiego biegu, w swojej odwitnej, bordowej sukni, stana Elusia. Stana, krp figurk 
wyprostowaa, zadarty nosek podniosa i zagadaa: 
220 
 Czy tu przyjmuj, czy nie przyjmuj? Jeeli przyjmuj, to dobry wieczr, a jeeli nie 
przyjmuj, to bywajcie zdrowi! Bardzo susznie! Przyszam panienk na wiey mid zaprosi... 
Na krzele podanym jej przez Justyn siadajc trzepaa dalej: 
 Ten gamua Julek sprzecza si ze mn, e nie bd miaa miaoci i do dworu, i z rad 
wystpi, ebym koo oficyny sza i w kuchni spytaa si, czy do panienki mona... Ale ja nie 
taka! Czy ja pies, eby koo kuchni chodzi? Bardzo susznie. Poszam sobie prost drog, przez 
ganek do sieni, a tu nie wiem, gdzie i... na prawo czy na lewo? 
Na szczcie, do sieni wesza panna Marta, taka sroga, ale ona nie zlka si jej wcale, bo i 
czeg lka by si miaa? Nie przysza przecie kra i nie jest psem, aby j mona byo 
wypdza! Bardzo susznie. A gdyby i samego pana Korczyskiego spotkaa, nie zlkaby si 
rwnie, cho on jest arystokrat. Ale on sobie, a ona sobie. U ojca rodzonego mieszka, cudzego 
chleba nie je i nikt nad ni adnego postrachu ani pomiewiska wywiera nie ma prawa. Jednego 
tylko Boga lka si, po Bogu ojca, a wicej to ju chyba takiego czowieka na wiecie nie ma, 
ktrego by ona lka si moga. 
Ciekawie rozejrzaa si po cianach i sprztach pokoju. 
 Nic osobliwego  zauwaya  w naszej wietlicy moe jeszcze i pikniej. Na dole, to 
prawda, e pokoje pikne, ale nie nadmiar, chyba, ot, e podogi byszcz jak szko, i to jest 
bardzo adnie. Ale dziw wielki, e u krla onka pikna! Bardzo susznie! 
Prawd powiedziawszy i pod sekretem, ojciec kaza jej i do dworu i sprbowa, czy te 
panna Justyna do chaty ich przyj zechce. Id i niby to na mid zapro! Bardzo susznie. Kto 
wsplnie z nami pracowa, niech z nami i zabawi si; kto naszej gorzkoci sprbowa, niech i 
sodkoci pokosztuje. Ale ona wie bardzo dobrze, o co jej ojcu idzie. Zachichotaa. 
 Ojciec ambicjant taki, e ju i przenie nie moe, aby w ssiedztwie pastwo bywali, a u 
niego nie. Powiedzie, za nic tego przed nikim nie powie, ale ju ja wiem, e jemu to smtliwie... 
A teraz i z tym procesem, co go z panem Korczyskim zaprowadzi, wielk alteracj ma. Sysz, 
w miasteczku mu powiedzieli, e adwokat apelacj, czy co tam takiego, nie w czas poda i e 
wszystko przepadnie. Moe ociec myli, e przyjdzie z panem Korczyskim pojedna si, i 
ordownikw u niego chce mie. Bardzo susznie. 
Ale i na tym wszystkim nie koniec. Elusia zachichotaa znowu, zarumienia si, oczy na 
chwil spucia i wnet potem miao wypowiedziaa: 
 Najwicej, e ociec da owiadczy, e wielkim dla nas wszystkich szczciem to bdzie, 
jeeli panna Justyna i pan Witold na moim weselu bd. 
Gdy ju obie w drodze byy, pomidzy dworem i okolic Justynie powiedziaa, e narzeczony 
ze swatem dzi do nich przyjechali. Swatem jest pan Starzyski, Janka ojczym. Justyna tedy 
narzeczonego jej pozna. 
 Modzieki i mileki bardzo, a taki pokorny, e zdaje si jak baranek... 
Sposb, w jaki to mwia, zdradza wyranie, e bya narzeczonym zachwycona. Jednak i o 
praktycznej stronie maestwa nie zapomniaa. Podobao si jej bardzo, e Franu Jamont mia 
dobre konie, krw a sze i spory kawa ki. Gdyby to jeszcze ojciec mg jej gotwk cay 
posag wypaci! Ale gdzie tam! Poow tylko wypaci, a na poow w e k  e l e wyda. Na ten 
proces z panem Korczyskim wielkie koszta pooy i teraz dla rodzonego dziecka kurczy si 
musi. eby te procesy licho wzio! 
Kiedy wchodziy do zagrody Fabiana, soce rozcieao po jej trawach zoty kobierzec, a 
mnstwem tajemniczych i ruchliwych wiate napeniao gaj liwowy, w ktrym sterczao 
kilkanacie starych ulw, brzczay pszczoy i na zabj pieway szczygy. Za liwowym gajem, 
ankiem dojrzaego owsa i zagonami warzywa, u ktrych kresu iskrzyy si krzaczyste floksy i 
czerwone jeorginie, dom ku ogrodowi bokiem, a ku maemu podwrku gankiem zwrcony sta 
pod srebrnymi topolami, ktre na jego strzech i jedyny komin la si zdaway nieustanny 
deszcz srebrnych kropel. Wszystko tu byo tak prawie, jak u Anzelma i Jana, jednak daleko 
221 
cianiej i biedniej. Ule byy starej konstrukcji i niepomalowane, stodoa mniejsz i lasem 
chwastw dokoa obros, ciany domu od staroci troch wykrzywione, strzecha miejscami od 
porastajcego j mchu zielona, miejscami t som poatana. Z drzew owocowych, oprcz 
liwowego gaju, tu i wdzie pord zagrody stao tylko kilka prawie zdziczaych grusz i jaboni. 
Ale z awy stojcej pod wykrzywionymi cianami domu, spod dwu otwartych okien o maych 
i mtnych szybach, na widok wchodzcego do zagrody gocia bardzo powanie podniosa si 
para ludzi i bardzo ceremonialnym krokiem naprzd dya. Mczyzna, do rydza ze 
sterczcymi wsami i byszczcymi oczami podobny, jedn rk opiera na kbie, drug, w 
ktrej wytart czapk trzyma, spuszcza u boku. Kobieta, cienka, mizerna, w krtkiej spdnicy, 
przedwiecznej, rozwiewajcej si mantyli i k o   e  i e, czyli biaym czepcu z obfitym i 
sztywnym wygarnirowaniem, sza caa w takich umiechach i krygach, jak gdyby zaraz do 
ceremonialnego i dygajcego menueta* stan miaa. Na ciece pomidzy owsem i zagonami 
burakw wydeptanej Fabian gony pocaunek zoy na rce Justyny, a wnet potem obie ju rce 
na kbach opierajc zacz: 
 Bardzo jestem kontenty i najunieniej dzikuj, e otrzyma mogem t promocj, ktrej tak 
czsto ssiedzi moje dowiadczaj. Bo cho oni troszk i bogatsi ode mnie, ale ja rwnie sam 
sobie pan jestem i znacznym nie bdc mog by zacnym. Prosz pani dobrodziejk naprzd 
postpi... z ukontentowaniem prosz! 
Fabianowa za usta sznurujc dygaa i w wycigajc si ku niej do Justyny wsuna rk 
kocist, do pomaraczowej prawie barwy ogorza, od spracowania tward. Troch bya 
zakopotan i bardzo zajt tym, aby okaza si nie tylko przystojn, ale i dworn, nad to, co j 
otaczao, nieco wysz. Za mem powtarzaa: 
 Prosz... z ukontentowaniem prosz! 
I po zagonach burakw idc stop w gruby trzewik obut, suche gazki zrzucaa ze cieki, 
ktr sza Justyna. 
 miecie u nas  tumaczya si  zwyczajnie, jak na maym gospodarstwie... pani do tego 
nie przywyka i ja kiedy insze ycie i uzwyczajenia miaam. Giecodwna z domu jestem; ociec 
mj na takiej zagrodzie nie siedzia, ale po dzierawach chodzi... pniej ju, kiedy Pan Bg nie 
pobogosawi, poary i mory na bydo nawiedziy, na ekonomi zszed... 
Westchna i chudy policzek na doni opara. 
 Jeszcze i teraz rodzonego mego brata syn, Jzef Giecod, dzieraw trzyma... moe pani 
syszaa?... od Korczyna niedaleko... A drugi Giecod w biurze... 
Ale przerwa jej m: 
 A u imoci wiecznie tylko Giecody w pamici zasadzone! Wczas ju by byo znacznemu 
gociowi zarekomendowa przyszego naszego zicia. Franu, panie Franciszku! prosz tu do 
nas! 
Pod cian domu z awy powstali znowu dwaj ludzie, z ktrych jeden co najmniej dziwnie 
wyglda. Do wysoki, od karku do stp jednostajn grubo majcy, w zielonym jak trawa 
surducie, a z czerwon, dobroduszn, miejc si twarz podobnym by do rwno okrzesanego 
krzaku z zasadzon u wierzchu piwoni. Drugim by modziutki, dwudziestoparoletni chopak, 
niski, szczupy, w czarnym surducie, z twarz nieadn, ogorza, troch gupkowat i bardzo 
agodn. 
 Pan Starzyski ze Starzyn, m dawniejszej pani Jerzowej... A to Alusi kawaler, 
Franciszek Jamont...  zarekomendowa Fabian. 
Elusia, ktra dotd w cichoci sza za towarzystwem, zza ojca wyskoczya i zagadaa: 
 Jezu! a to to pan Starzyski! Bardzo susznie! A ja mylaam, e to taki wielki krzak 
piwonii pod naszymi oknami zakwitn! 
* M e  u e   wytworny, dworski taniec francuski z XVIIXVIII w. 
222 
Starzyski po surducie swoim wzrokiem powid i zamia si najgbszym basem, a tak 
serdecznie, e a mu tuste policzki trzsy si i zy do maych oczu nabiegy. 
 A to mnie tak moja imo wystrychna...  mia si nie przestajc mwi  utkaa sukno i 
kazaa je na zielono pofarbowa... Ja do niej: Czy ty, babo, rozum na drodze stracia? A ona: 
Niech jegomo mnie podzikuje, bo zielony kolor najmilszy: nadziej oznacza. Co robi? 
kiedy cho stara, a romansowa! Wszystko rwno! co czowiek wdzieje na siebie, to wdzieje... 
byle byo co do gby woy! 
Elusia do ucha Justynie szepna: 
 Zdaje si, e dobry, a taki skpiec, e niech Pan Bg broni... od gby sobie i dzieciom 
odejmuje, a pen szuflad w komodzie ma asygnatek... 
Jednak tusza i barwa twarzy Starzyskiego nie zdawaa si wiadczy, aby mia on sobie 
bardzo od gby odejmowa. 
Przed aw pod cian domu stojc, na nieduym zydlu staa spora misa z piknym, 
zotawym, tylko co z plastrw wyciekym miodem, a przy niej lea wielki bochen razowego 
chleba i szeroki n w kocianej oprawie. 
Pierwsz po przyjciu do domu czynnoci Elusi byo zdj trzewiki. Boso teraz po trawie 
biegaa narzeczonemu rozkazy wydajc. 
 Panie Franciszku! prosz przynie krzeso dla panny Justyny! 
Chopak w mig ku chacie si rzuci. Fabian kroi chleb, ktrego spd, tak jak u Anzelma, 
okryway wyrane rysunki klonowych czy lipowych lici. Przez par minut panowao troch 
kopotliwe milczenie, przerywane tylko wykrzyknikami Elusi, ktra narzeczonego posyaa to 
po osobn miseczk dla Justyny, to po yk, to mu rozkazywaa przepdza psa na widok 
chleba zbliajcego si do zydla, musztrujc go przy tym i niby wymiewajc, to e powoli 
chodzi, to e niezgrabnie przyniesione przedmioty umieszcza, a wszystko to gono, rezolutnie, 
biaymi zbami w umiechach byskajc a imponujco zadarty nosek podnoszc. On za, 
milczcy, pokorny, ze zmieszania niezgrabny, spenia wszystkie jej rozkazy i komenderwki, a 
ilekro na ni spojrza, z podziwu czy zakochania usta otwiera i na podobiestwo supa 
nieruchomia. Miodu jeszcze ani skosztowa, tak go Elusia ustawicznie pdzaa i musztrowaa. 
Za to wszyscy inni, po kolei, n w kocianej oprawie brali, mid nim na chleb kadli i ks jego 
odgryzszy porcje na zydlu skadali, powoli ze skrzyowanymi na piersi lub opuszczonymi na 
kolana rkami przeuwajc. Fabianowa przewlekym swym gosem opowiadaa o pasiece, ktr 
mia ojciec jej Giecod, kiedy jeszcze po dzierawach chodzi. 
 Dzie po nocy, a noc po dniu nastpuje...  piewaa  tak i ja... z dostatkw takich na te 
mae gospodarstwo przyszam; jak robotna pszczoa cae ycie p  z e h o  o w a  a m, i ot... 
czego dobiam si!.. 
 Mruczydo z imoci  sierdzisto przerwa Fabian  ze wszelakiej rzeczy materi do 
lamentw wyprowadzisz. Wiadomo: im gorsze koa, tym wicej skrzypi! 
Starzyski mia si znowu tak, a mu zy do oczu nabiegay. Fabian za nagle wzrok utkwi 
w ciece od bramy ogrodzenia przez ogrd wiodcej, prostowa si zacz, z awy wsta i rk 
na kbie opar. 
Od wielkiego zadowolenia, jakie uczu, rumiane policzki mu zadrgay i poruszya si kpka 
twardych wsw. 
 Wesoy nam dzi dzie nasta!  gromko zawoa.  Drugiego ju znacznego gocia Bg 
nam prowadzi!... 
Drugim tym gociem by Witold, ktry od kilku ju minut niespostrzeony przez nikogo za 
niskim ogrodzeniem sta gronu osb siedzcych pod cian domu przypatrujc si z daleka, a 
nieprzezwycion widocznie ochot zdjty ku niemu dy zacz. Czarny Mars bieg za nim. 
Rk gospodarzowi zagrody podajc mody Korczyski przeprasza, e psa za sob wiedzie. Ale 
Fabian z uprzejmoci niezmiern i z szerokimi zarwno, jak niskimi ukonami wykrzykiwa: 
223 
 Nic to! Nic to! Z ukontentowaniem witamy... z ukontentowaniem, splnie z pieskiem, 
witamy. A co to szkodzi! Kto pana kocha i jego psa gaszcze. Pies dobry lepszy nieli zy 
czowiek! 
agodnego wya gadzi istotnie, a Fabianowa z awy powstawszy w rozwiewajcej si 
mantyli najpikniejsze ze swoich krygw przed nowym gociem wykonywaa. Ale nic j wicej 
uszczliwi nie mogo nad to, jak gdy Witold o zdrowie jej zapyta. Upatrywaa w tym naprzd 
okazane jej uszanowanie, a potem bya to na jej myn wyborna woda. Umiechajc si wic od 
radoci, aoliwym jednak tonem mwi zacza: 
 Skrzypi... cigle skrzypi, ale to nic: skrzypicego drzewa duej! My z panem 
dobrodziejem nie od dzisiaj znajomi... takim malutkim jeszcze przybiega do nas, a i potem z 
klas do mamy i papy przyjedajc, czasem nawiedza... Pan dobrodziej wie, od czego moje 
zdrowie na suche lasy poszo... H o  o w a  a m, wod na gr cigaam... ta krwawa woda 
najwicej mnie zgubia... przy tym nie do tego urodziam si... uzwyczajenia z pocztku nie 
miaam... bo pan dobrodziej przypomina pewno sobie, e Giecodwna jestem, tego Giecoda, co 
po dzierawach chodzi... Brata mego syn jeszcze i teraz dzieraw trzyma, a drugi w biurze... 
 Ta baba, te koa!  mrukn Fabian i mow onie przebijajc pocz gocia o niwa 
korczyskie rozpytywa. 
Starzyski, ktry take modego Korczyskiego zna od dziecistwa, wmiesza si do 
rozmowy, o gospodarstwie, urodzajach i rnych glebach tej okolicy prawic i czsto rozmow 
basowym, dobrodusznym, nieskoczonym, zda si, miechem przerywajc. 
Elusia tymczasem, nieco z daleka, u wga domu narzeczonemu do ust po odrobinie miodu 
yk wkadaa, a on za kadym razem czerwon jej rk z gonym cmokaniem ust caowa. 
 Niech pan Franciszek tego cmokania zaprzestanie, a po ludzku ze mn pogada  
zakomenderowaa. 
Jak maszyna posuszny, caowania zaprzesta, a w zamian szepta ze sob poczli, a raczej 
ona szeptaa, on za z pokornym wzrokiem wszystkiemu, co mwia, gow potakiwa. 
Wtem u ogrodzenia z desek, rozdzielajcego zagrody Anzelma i Fabiana, co zaszelecio. 
Bya to Antolka, ktra ze szczytu ogrodzenia zsuna si na ziemi, wywdziczajc si tym 
sposobem ssiadce t sam drog nieraz do niej w odwiedziny przybywajcej; tylko e gdy tamta 
spadaa jak pulchna kluska, ta, wysmuka i lekka, zlatywaa jak pirko. W codziennym stroju 
bya, bo i dzie by powszedni, a tylko u Fabianostwa z powodu odwiedzin narzeczonego sta si 
witecznym. Spostrzegszy Justyn do gowy obie rce podniosa: 
 Oj, Boe mj, Boe  zawoaa  to Jankowi zgryzota bdzie, e dzi go w domu nie ma! 
Po siano na k pojecha... a o dwie mile!... 
Naiwny ten wykrzyk dziewczcia purpur okry twarz Justyny, ktrej wanie Fabianowa 
opowiadaa o najlepszych sposobach moczenia i suszenia lnu i o lnie mwic zupenie o 
Giecodach zapomniaa. Witold nachyli si do ucha kuzynki. 
 Czego si tak zarumienia?  z filutern przekor szepn. 
Antolka, widokiem wielu na raz osb oniemielona, zbliaa si powoli. O, ta nie potrafiaby 
pewno rozkazywa narzeczonemu i do musztry go ukada! Lkliwa bya, agodna i dziwnie 
delikatna w ksztatach i ruchach. Ale te i ten mody mczyzna, ktrego dymkowy surdut 
najpikniejsz kanarkow barw w tej chwili bysn w bramie zagrody, pewno nikomu nad sob 
przewodzi by nie pozwoli. On take jedzi po siano na k, ktr o dwie mile std wsplnie z 
kilku ssiadami dzierawi, ale przed godzin ju powrciwszy kanarkowy surdut przywdzia i 
tam, gdzie go serce cigno, popieszy. Moe z drogi zobaczy ukochan przez pot do 
ssiadw wskakujc. Z podniesionym do gry wsem i piczast brdk, w wysokich butach i 
zgrabnej czapeczce, szed miao i szerokimi krokami, a gdy ju doszed do liwowego gaju, za 
drzewo si ukry i po caej zagrodzie rozleg si gony, do zudzenia wiernie z natury 
naladowany piew sowika. 
224 
 Jezu!  krzykna Antolka. 
Po raz to pierwszy pewno na wiecie sowicze trele mod dziewczyn tak przestraszyy. Nie 
spostrzega nadchodzcego Michaa i zlka si teraz bardzo, bo wygldao to tak, jakby zmwili 
si tu przyj jednoczenie... 
 Ciach, ciach, ciach... la... la... la... la...  w liwowym gaju wypiewywa sowik; Starzyski 
bra si za boki od miechu, Fabianowa chichotaa, Elusia miaa si na cae gardo, a 
narzeczony wiernie jej wtrowa. Na koniec, elegant okolicy wynurzy si z gaju, a zmieszana 
Antolka, rezonem nadrabiajc, zawoaa: 
 Pan Micha nie wiadomo co dokazuje, a lepiej powiedziaby, czy Janek prdko przyjedzie? 
Odpowiedzia, e Janek dzi na ce nocowa bdzie, bo wszystkiego siana jeszcze nie zebra. 
Witold znowu figlarnie na ucho kuzynce szepn: 
 Czego tak posmutniaa, Justynko? 
Wesoo przed chwil rozmawiaa z dziewcztami, ale odpowied Michaa mow jej przecia. 
Spona znowu i par minut na sapieank, z drugiej strony ogrodzenia szeroko gazie 
rozkadajc, z zamyleniem popatrzaa. Fabian ssiada o Adasia zapytywa, ktry take z 
odlegej, wydzierawionej ki siano zbiera, a wedug wieci Michaa, tak jak i Jan, wrci mia 
ledwie nazajutrz. On, Micha, najprdzej swoje skosi. Zmacha si tak, e mu i teraz jeszcze 
krzy trzeszczy. Ale c robi? Komu pilno, temu pilno! Przy ostatnich sowach na Antolk z 
ukosa spojrza i z fantazj poprawi u szyi bkitn chustk, w ktr pomimo trzeszczenia krzya 
ustroi si nie zapomnia. Dokoa zydla z mis, ktra zamiast miodu napenia si teraz 
muchami, siedzce i stojce osoby toczyy rozmow gwarn, z ktrej najgoniej wybijay si 
narzekania na brak k i pastwisk. Maa to rzecz o dwie mile po siano, i to, gdyby na swoj, ale 
na wynajt k jedzi! Ju i koniczyn siej, i pola z zielsk wszelkich ogaacaj, a zawsze 
srogi niedostatek cierpi. Zreszt, nie ta jedna bieda ich gniecie. Fabiana twarz zmarkotniaa i 
okrya si mnstwem zmarszczek. Powoli but swoj traci i ze zgryliwoci, markotnie 
wynurza si zaczyna. 
 Jzyka  mwi  w czarce nie moczyem i much po drogach nie cigaem, a co z tego! Tyle 
tylko, em dusz w ciele utrzyma zdoa, a chaty nawet nowej za co zbudowa nie mam. 
Rk ku zagrodzie Anzelma rzuci. 
 Tym dobrze! Wicej ni dwadziecia morgw gruntu maj i we troje yj... a u mnie i 
dwunastu morgw moe nie ma, a dzieci picioro. Co ja z synami zrobi, jak wszyscy wyrosn, 
a eni si zechc? Dawniej w obowizki szli i podczas dorabiali si czego, teraz o to trudno. 
Dzierawk, eby i mia ktry za co wzi, take trudno, bo na wielkie nie wystarczy, a maych 
naokolutko tak jak prawie nie ma... Jednym sowem, ani tdy, ani sidy... ani ty, czowiecze, na 
prawo nie pjdziesz, ani na lewo... nijakiej drogi i nijakiego przyrobku* nie ma. Cho zgi, 
czowiecze, cho na mier zapracuj si, a poprawy losu swojego nie otrzymasz... 
 I ziemi przykupi  odezwa si Starzyski  eby kto nawet siy do kupy wziwszy na 
pienidze i wzmg si, dla inszej przyczyny nie mono... 
 A nie mono  przytwierdzi Fabian  ni w czym rozszerzenia i ni w czym postpowania dla 
nas nie ma. Zewszd otoczya nas rola bogaczw, a my ledwie cieeczk wsk przecisn si 
moemy... 
W elegijny* ton opad i na wzr ony, ktra ju od dawna z twarz na rk opuszczon 
koysaa si to w ty, to naprzd, policzek na do opuci. Gorzki umiech przebieg mu pod 
szorstkimi wsami. 
 O jednego syna to ju i nie mam po co gowy suszy... w sodaty za trzy miesice pjdzie, a 
cho za pi lat i powrci, to ja tym czasem bez niego chyba potem do mogiy ciekn. 
* P  z y  o b e k  w gwarach istnieje sowo przyrobiska oznaczajce grunta powstae na karczowiskach; tu raczej 
w znaczeniu  powikszenie (to, co zostao przyrobione).
* E l e g i j  y  smtny, aosny. 
225 
Najstarszy i pracowity, posuszny, cho, do mnie przyrodziwszy si, gniewliwy. Drugiego mnie 
Pan Bg bawana da, co tylko po Niemnie ora i kosi umie, a tamte dwa to jeszcze niedostae 
trawy... ledwie do pasienia koni lub bronowania zdatne... 
Tak wyskarywszy si uczu wracajc mu dum i zuchowato. Gow podnis, 
chwilowego rozczulenia si zawstydzi. 
 At!  wykrzykn  szczliwe powodzenie robi szkodliwe ubezpieczenie. Moe Pan Bg 
dlatego nas grzesznych ludzi dowiadcza i w gardo nieprzyjacielskie oddaje, abymy si na tym 
wiecie nie fundowali*, ale ojczyzny wiecznej szukali... 
 Cierpliwo w niebo wwodzi  wtrci Starzyski. 
 Bg mnie ubij na ciele i duszy, jeeli nie to samo zawsze myl!  wykrzykn Fabian  
tylko jak podczas niecierpliwe ju ble zdejm, to czowiekowi trzy po trzy naplecie si w 
gbie... 
 Kogo Pan Bg stworzy, tego nie umorzy, i koniec, i kwita!  wsa w gr podnoszc 
zakoczy Micha, ktry bardzo powany udzia bra w rozmowie toczcej si dokoa zydla, a do 
Antolki wobec tylu osb nie zbliy si ani razu, to zapewne na wzgldzie majc, aby 
dziewczyna na ludzkie jzyki nie pada. 
Starzyski z basowym miechem zauway, e Fabian Panu Bogu za starszych synw 
dzikowa powinien. Z modszych to nie wiadomo jeszcze, co bdzie, ale starsi obydwaj 
poczciwi i dobrze prowadzcy si kawalerowie. Cho on w tej okolicy nie mieszka, ale wiedz 
ssiedzi, jak kto siedzi. Widocznym byo, e Fabian pochwaami synom jego oddawanymi czu 
si uradowanym i pochlebionym, ale obojtno i nawet niezadowolenie udawa. Gow 
lekcewaco trzs, rk machn i niedbale rzuci: 
 At! osobliwa pociecha! Jeden kiep, drugi dure, a obydwa bazny! 
Wkrtce potem odchodzcych goci z ukonami i dugimi przemwieniami na wesele crki 
zaprasza. Kiedy kania si po wielekro i nisko, a wnet potem prostowa si i donie na kbach 
opiera, mwi o swojej ubogiej chacie i wnet dodawa, e mu o jej ubstwo bynajmniej! bo sam 
sobie jest panem i znacznym nie bdc, moe by zacnym; kiedy z przymileniem i prawie 
unionoci patrzy w twarz modego Korczyskiego, a przy wzmiance o procesie z jego ojcem, 
ktr nieuwanie uczyni Micha, ws najey i czoo gronie zmarszczy, wida w nim byo 
natur pen cech z sob sprzecznych, ktrymi byy: gbokie dla wyszego w wiecie 
stanowiska powaanie i butna z wasnej niezalenoci duma, popdliwa gniewliwo i przebiega 
filuterno, skoatanie troskami i trudami ubogiego ycia, a w facecjach, przysowiach, 
przypowieciach wytryskajca jowialno. 
 azarz mizerny  prawi  o bogaczowych pokojach wypiewywa: Stow, stokw 
obficie, i na cianach obicie! W mojej chacie tako piknych pokojw nie ma ani zotnych 
materii na cianach, ale mnie o to bynajmniej! I przed takimi znacznymi gomi nie powstydz 
si swego ubstwa, jeeli przyjd dziewczynie mojej w dniu jej lubu szczcia yczy, a za 
wielk promocj i osobliw ask bd to sobie mia. Bo to kady ptak podug swego nosa 
piewa, a w maym garnku barszcz tak samo w gr kipi, jak i w wielkim... 
Fabianowa za menueta taczya na trawach ogrodu, krygujc si i dygajc, przy czym o 
Giecodach nie zapominaa. 
 Jzika Giecoda onka swach* na Elusinym weselu bdzie, pan Starzyski swatem, a 
panna Justyna pierwsz druk do pary z panem Kazimierzem Jamontem, ktrego Franu na 
pierwszego drubanta zaprosi... 
W chude rce klasna i z ukontentowania jakie niby menuetowe entrechat* wykonaa. 
* F u  d o w a   i   tu:umacnia si, utwierdza. 
*  w a  h a  zasadniczo kada matka uczestniczca w weselu; take kobieta wykonujca pewne funkcje 
obrzdowe na weselu. 
* E    e  h a  (franc.)  figura taneczna (skok ze skrzyowaniem ng). 
226 
 Wida ju Pan Bg mojej Alusi takie szczcie da, e tak chwalebn asyst bdzie 
miaa!... 
A Elusia floksy dla Justyny zrywajc narzeczonemu rozkazywaa, aby najpikniejsz 
jeorgini zerwa. 
 Nie ta!  woaa  tamta, wielka taka, czerwona... czy pan Franciszek lepy, kiedy nie widzi, 
na co ja palcem pokazuj? Ej! pan Franciszek wida do zrywania kwiatw zdatny jak w do 
karety! 
 Ale moe za to w kochaniu zgrabniejszym si okae!  jak grzmot potoczy si miech 
Starzyskiego. 
Kiedy Justyna i Witold pod bledncym wieczornym niebem przy wielkim krzyku konikw 
polnych, przerzynanym ostrymi gosami chrucieli i melodyjnym woaniem przepirek, do domu 
wracali, modzieniec ze zwyk sobie zapalczywoci zajty losami, charakterami, obyczajami 
ludzi, ktrych przed chwil opuci, po raz pierwszy mwi do modej swojej krewnej o mylach 
i celach, ktrym wasn przyszo powici przyrzeka. 
Przed kilku miesicami Justyna nie zrozumiaaby go moe albo obojtnie suchaaby o tych 
rzeczach, jak o zbyt dla niej odlegych i niedostpnych, aby po nie sercem czy wspudziaem 
sign moga. Teraz idee z szerokiego wiata, z dobrych serc i umysowych trudw ludzkich, z 
powszechnego oddechu ludzkoci ku niej przylatujce o pier jej biy rozpalonymi skrzydy, a 
wietlistymi pasami przerzynay umys. Wydao si jej, e to, co w drodze pomidzy zagrod 
Fabiana a korczyskim dworem mwi jej Witold, niewidzialn nici czy si z godzin, ktr 
spdzia na Mogile. Oderwane dotd jej spostrzeenia i wraenia wiza si zaczynay w 
caoksztat myli i uczu, nad ktrymi zastanawiaa si dugo, gdy opowiedziawszy ju Marcie 
wszystko, o czym ta wiedzie chciaa, i lamp zgasiwszy, samotna i cicha, staa w otwartym 
oknie na wieczr gwiadzisty patrzc, a uchem ciekawym, moe tsknym, owic ostatnie 
szmery otaczajcego Korczyn ludzkiego ycia. 
Nazajutrz przed poudniem przez wpuchylone drzwi pokoju Marty i Justyny zajrzaa 
utrefiona gwka Leoni. 
 Czy ciocia tu jest?  zadwicza gosik miechem nabrzmiay. 
 Jestem, kotko, jestem!  odpowiedzia z pokoju gos gruby, lecz take uradowany.  A co 
chcesz, robaczku? Moe kotlecika albo pierokw z czernicami? Gotowe ju... doskonae!... 
Dziewczynka wesza w draperiach i falbankach sukni, wyprostowana, uroczysta, z tysicem 
umieszkw na twarzyczce adnej, roztropnej, niedokrwistej. W rku niosa dwa kawaki kanwy 
wczkowymi rami i floresami okryte. 
 Pantofle wasnej roboty kochanej cioci ofiarowuj i prosz je przyj tak... tak... jak ja... 
Miaa wida co bardzo dugiego i piknego wypowiedzie, ale widzc twarz Marty tak 
drgajc, jakby j w mnstwo miejsc na raz komary ksay, nie dokoczya, tylko z podskokiem 
na szyj starej panny szczupe ramiona zarzucia i ma, ciemn, pomarszczon, drgajc twarz 
pocaunkami okrywaa. Rzecz bya drobn, a jednak Marta miaa si i razem pakaa, 
dziewczynk nad ziemi unoszc, do piersi j przyciskajc i w nieskoczono szepczc, 
wykrzykujc i wykaszlujc: 
 Kotko ty moja... robaczku... sowiczku... rybko! 
Przygldaa si potem pantoflom, wychwalaa je, do wielkiej nogi swej przymierzaa z 
uszczliwieniem, ktre dziwne w niej sprowadzao zmiany: modsz jakby, lejsz, cichsz j 
czynic. Na koniec znowu Leoni pieroki z czernicami ofiarowywaa. Ale dziewczynka z 
lekkoci metalowej turkawki* na jednej nodze okrcaa si dokoa pokoju, przy czym klaskaa 
w donie, woaa i wypiewywaa: 
 Mama ju wstaa i kakao pije... Widzio poszed ju prosi, aby mnie pozwolia na wesele 
pj z nim, z cioci i Justynk... poszed... poszed... poszed prosi! 
* M e  a l o w a  u  k a w k a  zapewne rodzaj szybko wirujcej zabawki dziecicej (fryga, bk). 
227 
Wtem ze stukiem otworzyy si drzwi i ukazaa si w nich moda, wystrojona panna suca 
woajc: 
 Pani zachorowaa i panny Marty do siebie prosi! 
Marta piorunem ze schodw zbiega; za ni przelkniona, zasmucona, znowu sztywna, 
schodzia na d Leonia. Przez sie szerokimi kroki przechodzi Benedykt, wsa rozpaczliwie w 
d cignc i spotykane osoby piesznie zapytujc: 
 Co si stao? Znowu zachorowaa? Czy po doktora posya trzeba? 
W progu salonu rozmin si z synem, ktry porodku sieni Leoni za rk pochwyci. 
 Buszmank z ciebie zrobi, jak ojca kocham, Buszmank!  ze wzburzeniem zawoa i w 
gb domu pobieg. 
W sypialni pani Emilii dziay si straszne rzeczy, ktrych przyczyn najwaniejsz, ale nie 
jedyn, bya dzisiejsza rozmowa matki z synem. Wczoraj ju po wystpieniu przy wieczerzy 
Benedykta pooya si do ka z biciem serca i duszeniem w gardle. W nocy nagabyway j z 
lekka odkowe kurcze, ktre uspokajaa lekarstwami i suchaniem prawie do wschodu soca 
gonego czytania Teresy. Kiedy wszyscy w domu i dokoa domu pograli si ju w ruch i 
zachody pracowitego dnia letniego, ona usna. Niewiele przed poudniem, zdrowsza nieco, 
chocia od smutnych na rozpoczynajcy si dzie przewidywa niezupenie wolna, w nienych 
puchach peniuaru uoya si na psowym szezlongu, po jednej stronie majc filiank 
wzmacniajcego kakao, po drugiej ksik, ktr wczoraj czyta rozpocza, i niedawno te 
rozpoczt wczkow robot. Tu przy niej, z rk na chustce zawieszon, Teresa pia 
kakawelo*, bo kakao jej nie suyo, i z opowiadaniem o nie dzisiejszym czya przewidywanie 
blu zbw, dla zapobieenia ktremu ju uya lekarstwa jednego, a drugie wanie 
przygotowywaa, gdy przez wpotwarte drzwi buduaru zajrza Witold i o pozwolenie wejcia 
zapyta. Pani Emilia nie tylko synowi wej pozwolia, ale gdy w rk j caowa, kilka razy w 
czoo go pocaowaa i agodnym ruchem pocignwszy go ku obok stojcemu krzesu, o zej 
dzisiejszej nocy i w ogle o swoim sfatygowaniu i zdenerwowaniu powoli, z umiechem 
cierpliwym i smutnym opowiada mu zacza. Trwao to dobry kwadrans, po ktrym Witold 
prob, z ktr tu przyszed, wypowiedzia. Pani Emilia najzupeniej zrazu nie zrozumiaa, o co 
synowi jej chodzio, i bya pewn, e sowa jego le usyszaa. 
 Gdzie? czyje wesele? Dokd Leonia ma jecha?  z cicha i agodnie zapytywaa.  
Przepraszam ci, Widziu, ale tak jestem osabion... z osabienia mam szum w uszach... 
Kiedy na koniec dokadnie sowa syna wyrozumiaa, osupiaa zrazu od zdziwienia, a potem 
daniu jego opara si stanowczo. Stanowczo ta bya cicha, agodna, ale niezomna. Rzecz 
caa zreszt wydawaa si jej tak niesychan, e nie uwaaa nawet za potrzebne przyczyn oporu 
swego wypowiada. 
 Ja  cicho i agodnie mwia  na takie dziwactwa zgodzi si nie mog... Bardzo mi 
smutno, Widziu, e odmwi ci musz, ale matk jestem i prowadzenie Leoni jest moim 
witym obowizkiem... Kiedy zoycie mi do mogiy, bdziecie z ni postpowa, jak si wam 
bdzie podobao, ale dopki ja yj, moja crka nie bdzie bywa w niewaciwych dla siebie 
towarzystwach, psu sobie ukadu i patrze na rzeczy, ktrych nigdy widzie nie powinna. 
 Owszem, moja mamo, powinna ona wszystko widzie i sysze, aby zna ten wiat, ten kraj, 
ktrych przecie mieszkank i obywatelk bdzie  przerwa Witold, jak tylko mg 
najcierpliwiej; po czym par minut jeszcze, jak tylko mg najcichszym gosem, przekonywa 
matk o koniecznoci dania Leoni wicej fizycznego ruchu a umysowej wiedzy o naturze i 
ludziach, pord ktrych upywa miao przysze jej ycie. Pomimo jednak powcigliwoci, z 
jak mwi, kilka jego wyrae bolenie pani Emili dotkno. Wzia je za aluzj do jej 
wasnej chorowitoci i bezuytecznoci. Zamiast wic wspczucia, znajdowaa u syna krytyk i 
przygan! Jednak tego syna kochaa! W dziecistwie piecia go wicej jak crk, haasowa 
* K a k a w e l o  wyraz nie notowany w sownikach. 
228 
tylko w bliskoci swojej nie pozwalajc, a gdy dors, z luboci nieraz przypatrywaa si jego 
wysmukym ksztatom i delikatnym rysom, ktre jej w rozrzewniajcy sposb przypominay 
takiego Benedykta, jakim on by w modoci i jakim, niestety, tak prdko i bezpowrotnie by 
przesta. Wielki al do tego syna, ktry ani kocha nawzajem, ani rozumie jej nie mg, 
wzbiera w jej piersi i zami napenia ciemne, pikne, cierpice oczy. adne przecie sowo 
gniewu lub urazy z ust jej nie wyszo; z wyrazem mczennicy na las swj zrezygnowanej 
wszystkiego, co mwi Witold, wysuchaa, i wtedy dopiero, kiedy o niezomnoci oporu matki 
przekonany w rk j na poegnanie caowa, uczua odnawiajce si i tym razem gwatowne 
kurcze odka. W kilka minut potem wia si po szezlongu w istotnych i dojmujcych 
mczarniach. Straszna gadzina histerii t form dzi przybraa, aby j przeszy swoim dem. 
Na nieszczcie Teresa, z rk obezwadnion i zbami, ktre od alteracji srodze si ju 
rozbolay, pomocn jej tym razem by nie moga. Do jednej chustki, na ktrej wspieraa rk, 
dodaa drug, ktr sobie twarz obwizaa, i skurczywszy si w ktku pokoju pakaa nad 
cierpieniami przyjaciki i swoj niemonoci przychodzenia im z pomoc, pacz od czasu do 
czasu poykaniem saliceli* i morfiny przerywajc. Zawoano panny sucej, okazaa si jeszcze 
potrzeba przywoania Marty; w zachd okoo chorej wtrcia si i Leonia, ale pani Emilia dugo 
adnej ulgi uczu nie moga, przewanie dlatego, e cikie stpania i gony oddech Marty 
draniy .j i irytoway. Irytacji tej niczym nie objawiaa, ale cierpienia jej uspokajay si daleko 
powolniej, ni to bywao przy lekkim fruwaniu i ptaszcym szczebiocie Teresy. Daremnie Marta 
na palcach ng stpa usiujc najciszej, jak tylko moga, koysaa w powietrzu swoj wysok i 
cik posta, daremnie tumia oddech i dawia si powstrzymywanym kaszlem: sam jej szept 
nawet, gruby i wiszczcy, drani nerwy chorej. Spostrzegaa to wybornie i zgryzota, ktr nad 
tym uczuwaa, oblekaa jej twarz wyrazem dotkliwego zmartwienia. 
 Nigdy jej dogodzi nie mogam i nie mog  cichutko, jak si jej zdawao, do Teresy 
szepna i z gbokim wyrzutem samej sobie czynionym dodaa:  Nie wiem, sowo honoru, po 
co yj i chleb na tym wiecie jem! Wieczna niedola! 
Jednak po lekarza posya potrzeba nie zasza. Benedykt po kilku minutach w pokoju ony 
spdzonych do swego gabinetu wszed i ju bra za czapk, aby uda si w pole, gdy przez drzwi 
otwarte w drugim pokoju zobaczy syna. 
 Witold!  zawoa  piknie postpi! Zirytowae matk, ktra teraz przez ciebie choruje. 
Czy do waszych teorii i idei naley take sprzeczanie si z babami i sprowadzanie im 
nerwowych atakw? 
 Szo mi o siostr  cichszym ni zwykle gosem wymwi mody czowiek, z krzesa powoli 
wstajc i ksik, ktr przerzuca, kadc na stole. 
Benedykt prg rozdzielajcy dwa pokoje przestpi. 
 Matka miaa zupen racj  zacz.  Leoni po zebraniach i weselach chopskich ciga nie 
trzeba. Nie rozumiem nawet, skd ci do gowy przyszo sielankowymi swoimi pomysami matk 
mczy? 
Witold milcza. Rce w ty zaoy, powieki mia spuszczone i usta szczelnie zamknite. 
 Czemu nie odpowiadasz?  rzuci Benedykt, ktrego milczenie syna dranio. 
Nie zaraz i z widoczn niechci syn odpowiedzia: 
 Mylaem o tym, ojcze, dlaczego mnie nigdy, ani w dziecistwie, ani kiedym dors, 
sielanek tych nie wzbraniae, owszem... owszem... nieraz mi sam zachcae do nich? 
 Facecja! czy masz mi za ostatniego gupca, abym mia chopca w puchach chowa i na 
obokach koysa! Ale Leonia jest dziewczyn, a co chopcu idzie na zdrowie, dziewczynie moe 
zaszkodzi. Ty pewno i z tym si nie zgadzasz? co? 
Witold milcza. W twarzy jego po raz pierwszy Benedykt spostrzeg co na ksztat zacitoci, 
silne postanowienie wytrwania w milczeniu zdradzajcej. 
*  a l i  e l, prawidowo: salicyl  skadnik rnych lekarstw, m.in. proszkw umierzajcych ble. 
229 
 C?  wymwi  czy nie uwaasz mnie nawet godnym rozmowy z sob? 
Nie podnoszc powiek mody czowiek odpowiedzia: 
 Pozwl mi, ojcze, milcze i tym sposobem nie rani ciebie i siebie... 
 Nie rani!  powtrzy Benedykt.  Masz suszno! Nie nowych ran spodziewaem si od 
ciebie, ale moe zagojenia tych... ktre... 
Rk machn. 
 Ale  doda  to ju na wiecie tak! Przeciw komu Pan Bg, przeciw temu i wszyscy wici! 
Niech jeszcze i to!... 
Porywczym ruchem czapk na gow woy i wyszed; Witold za sta dugo na miejscu, w 
ziemi wpatrzony, do krwi prawie warg sobie przygryzajc, ale gdy pod gankiem ttent konia 
usysza, szybko do okna podszed i nie opuci go dopty, dopki odjedajcy ojciec na drodze 
dugim szlakiem cigncej si za bram z oczu mu nie znikn. Niespokojny, nad czym 
namylajcy si, z czym wewntrznie walczcy, chodzi czas jaki po pustej sali jadalnej, a 
przeszed sie i salon, u drzwi matczynego buduaru stan i na ich klamce rk pooy. Sta tak 
chwil w niemiaej i wahajcej si postawie, potem cichutko drzwi otworzy, ale zaledwie 
gowa jego ukazaa si w przyciemnionym pokoju, gdy nagle wszystkie, prcz pani Emilii, 
znajdujce si w nim osoby obydwoma rkami ku niemu macha zaczy. Przed chwil wanie 
chora uspokoia si nieco i zdawa si mogo, e zadrzemaa. Ujrzawszy zagldajcego do 
pokoju Witolda Marta, Teresa, Leonia i panna suca w najgbszym milczeniu i z najwyszym 
przeraeniem ramionami ku niemu zamachay. Miao to znaczy, aby co prdzej odszed i 
spoczynku chorej nie przerywa. Odszed, a w kilka minut potem wida go byo z fuzj na 
ramieniu, z czarnym Marsem i ksik wygldajc z kieszeni surduta idcego w kierunku 
Olszynki. 
Nigdy jeszcze nie widywano Benedykta tak ponurym i rozjtrzonym, jak tego lata, w ktrym 
na gow spad mu nowy majtkowy kopot, a na serce tajemny i niespodziewany smutek. Ten 
smutek niemal z kadym dniem wzmaga si zdawa. Stosunki jego z synem byy na pozr 
dobre, ale tylko na pozr. Chodzili razem po korczyskich polach, rozmawiali o 
agronomicznych studiach, w ktrych Benedykt niegdy a Witold teraz ywe mia zamiowanie, 
lecz obaj czuli, e to ich zetknicie byo zupenie zewntrznym, e dusze ich coraz wicej 
oddalay si od siebie. Od tego wieczora, kiedy Benedykt w bramie folwarcznego dziedzica 
rzuci synowi bolesne wyrazy pragnienie rychej mierci objawiajce, Witold zamkn si w 
niezomnym milczeniu o wszystkim, co z najpowszedniejszymi sprawami zwizku nie miao. 
Chtnie o przedmiotach codziennych i obojtnych z ojcem rozmawia, piesznie pochwytywa 
kad sposobno dopomoenia mu w pracy lub oddania jakiejkolwiek przysugi, ale o 
przekonaniach swoich, o tym, co mu si podobao lub nie podobao, o wasnej take przyszoci 
nie mwi z nim nigdy. Ilekro przewidywa, e wydarzy si to moe, na twarzy jego zjawia 
si ten sam wyraz zacitego postanowienia, ktry ju raz dotkliwie rozjtrzy Benedykta. Jtrzy 
go zawsze i coraz bardziej. Wolaby ju by otwarte, nawet zawzite sprzeczki ni to zamykanie 
si przed nim duszy, ktrej wybuchliw otwarto zna, wic sztuczn skryto coraz wicej 
ranicym go przyczynom przypisywa. Byway dni, w ktrych nawzajem zdawali si siebie 
unika i prawie wcale nie widywali si z sob; i inne, w ktrych nie szukajc si z pozoru 
spotykali si jednak na kadym kroku, na wsplne przechadzki wychodzili i dugie prowadzili 
rozmowy. Ale w tych rozmowach kada nuta serdeczna, kady pocztek zwierzenia czy wylania 
uryway si prdko, ustpujc przed tajonym ze strony jednej, a w gorzkich i porywczych 
sowach wybuchajcym z drugiej rozdranieniem. Jednego z dni takich ca moe godzin 
rozpatrywali razem naukowe ksiki Witolda, z ktrych mody czowiek czerpa tematy do 
opowiadania ojcu o rnych nowych pracach na szerokim wiecie w dziedzinie agronomii 
dokonywanych. 
230 
 Do diaba!  zawoa Benedykt  kiedy teraz pomyl, e i ja kiedy tyle ksiek czytaem i 
mdroci zjadaem, oddziwi si temu nie mog. Teraz, panie, tak odwykem, e jak tylko co 
drukowanego do rki wezm, zaraz zadrzemi!... 
I na przywieziony ze szkoy synowski ksigozbir  wcale nieduy  tak wystraszonymi, 
prawie przeraonymi oczami patrza, e Witold zrazu parskn wesoym miechem, a potem 
zaraz co jakby lito czy rozrzewnienie wzrok mu napenio. Wzi rk ojca i do ust j 
przycisn. Benedykt namyla si nad czym przez chwil. 
 Widziu  niepewnym troch gosem wymwi  mam do ciebie prob! 
 Ty, ojcze, do mnie? prob? Rozkazuj tylko... 
Istotnie, wida byo po nim, e gotw by w tej chwili rzuci si w ogie lub na skraj wiata 
skoczy. 
Dugi ws na palec motajc i wzrokiem mijajc twarz syna Benedykt mwi zacz: 
 Za trzy tygodnie wyjedziesz z Korczyna... trzeba przecie, aby wizyt poegnaln ciotce 
odda. Ot, wiesz dobrze, jaki mam kopot z tym dugiem Darzeckich... Gdyby do nich 
pojecha, o przeduenie mi terminu lub rozoenie wypaty na lat kilka ciotki poprosi, przymili 
si do niej, zjedna j sobie... Same crki tylko majc ona za synami braci przepada, a Zygmu, 
kiedy siedzia za granic, cign z niej, ile sam chcia... Moe by wic i dla ciebie teraz t ask 
zrobia... Wprawdzie Darzecki sam interesami rzdzi, ale ona ma nad nim wpyw wielki, i przy 
tym to czowiek prny, ktry za jeden niski ukon, za jedno pocaowanie rki, wiele uczyni 
moe... C? zrobisz to dla mnie, Widziu? 
Cika chmura okrya rozjanion przed chwil twarz modego czowieka. Milcza. Benedykt 
troch podejrzliwie, a troch wstydliwie na niego spojrza. 
 C? zrobisz to, o co ci prosz?  grubiej ju nieco zagadn. 
 Nie, mj ojcze... boli mi to bardzo... ale nie...  stumionym gosem odpowiedzia Witold. 
 Dlaczego? Racze mi przynajmniej wytumaczy... 
 Pozwl mi, ojcze, milcze! 
 Znowu!  krzykn Benedykt i twarz jego od wosw do szyi zalaa si szkaratem. Chcia 
co mwi, dugo jednak nie mg, a ze stukiem krzeso, na ktrym siedzia, odsuwajc 
zawoa: 
 Dobrze. Milczmy obaj. Chcesz mi by obcym? Zamykasz si przede mn jak przed 
wrogiem? Dobrze. Bde askaw uwaa mi od tego czasu za swego znajomego, ktry tym 
tylko rni si od wszystkich innych, e wemiesz po nim sukcesj! 
Tym razem Witold, bardzo blady, dra cay, a z oczu sypay si mu iskry. Uczyni zrazu ruch 
taki, jakby mia za odchodzcym ojcem poskoczy i z ust rzuci w zamian otrzymanej obelgi 
grad gorzkich wyrzutw. Ale nie uczyni tego. Byo w nim co, co nakazywao mu powciga 
si i raczej wszystko znosi ni starga do reszty czcy go z ojcem wze. Upad tylko na 
krzeso, w obie donie wzi czoo i zawoa: 
 Okropno! okropno! Porozumie si niepodobna! Bdne koo! 
atwiej zapewne porozumie by si mogli, gdyby obadwaj nie byli krewcy i wybuchliwi; 
gdyby nade wszystko nieustanne rozjtrzenie, w ktrym od lat dwudziestu kilku y ojciec, nie 
przeszo drog odziedziczenia i niejako zaszczepienia w krew i nerwy syna. W krwi i nerwach 
obydwch gorzkim warem pyny z jednej strony przebyte, a z drugiej widziane i odczute 
niezmierne cierpienia. 
Raz jednak, wkrtce po skoczeniu niw, Benedykt z ssiedniego miasteczka do domu 
powracajcy siedzia na bryczce z tak ran i wypogodzon min, jakiej od dawna ju nikt u 
niego nie widzia. Zapominajc nawet o gderaniu siedzcego na kole stajennego chopca, 
filuternie umiecha si do siebie i, co mu si niezmiernie rzadko zdarzao, zamiast w d 
pociga, w gr czasem podkrca wsa. Gdy na dziedziniec wjeda, zobaczy odjedajcy 
od ganku i nieco z boku w cieniu jaworw zatrzymujcy si zgrabny koczyk, czterema piknymi 
231 
komi zaoony, ze stangretem w liberii. Na ganku za sta tylko co tym koczykiem przybyy 
Zygmunt. Z parokonnej, trzscej, na to pomalowanej bryczki wyskakujc Benedykt 
uprzejmiej ni zazwyczaj synowca powita: 
 W szczliwy dla mnie dzie przyjechae, Zygmusiu! Jakbym na sto koni wsiad, taki rad 
jestem! 
Zygmunt milczc szed za stryjem w gb domu, a Benedykt znalazszy si ju w gabinecie 
swoim zdj paszcz pcienny, czapk na krzeso rzuci i z kieszeni surduta list jaki wyj. By 
to na poczcie w miasteczku otrzymany list od prawnika, ktremu prowadzenie procesu z 
Bohatyrowiczami powierzy i ktry uwiadamia go, e strona przeciwna w podaniu skargi do 
instancji wyszej terminu uchybia, e zatem wygrana pozostaje przy nim wraz z przyznan mu 
przez pierwsz instancj sum, koszta procesu wynagrodzi mu majc. Listem o do uderzajc 
i szerokimi krokami po pokoju chodzc Benedykt woa: 
 Na swoim postawiem! I przegrali, i bd jeszcze musieli tysic rubli mi wypaci! Dla nich 
to suma ogromna, a i dla mnie take niemao znaczy... szczeglniej teraz. Ot, lament podnios! 
Ale nie daruj! Jak Boga kocham, ani grosza nie daruj! Jeeli dobrowolnie nie oddadz, 
licytowa bd... konie, krowy, graty i choby poduszki zlicytuj, a swoje odbior! Niech nie 
zaczynaj! I mnie przecie ten proces kosztowa, nie tyle wprawdzie, ale zawsze kosztowa. A 
fatyga i zgryzoty czy za nic poczytywa si maj? Dla nich to dobra lekcja, a dla mnie tysic 
rubli... fiu, fiu! nie piechot chodzi ! 
Prawnik zapytywa w licie, czy ma czyni starania o wyegzekwowanie z bohatyrowickiej 
okolicy przyznanego mu przez sd zwrotu kosztw. A jake! Naturalnie! Natychmiast musi 
odpisa, aby usilne, najusilniejsze starania o to czyni. Egzekwowa bdzie nalen mu sum, 
egzekwowa bez adnego na nic wzgldu! Na adn nawet zwok nie pozwoli, cile stosujc 
si tylko do litery prawa, a jeeli nie oddadz prdko i dobrowolnie, na licytacj wystawi, 
wszystko, co maj, na licytacj... tak! 
 Id ty, Zygmusiu, na jakie p godzinki do bab, a ja t odpowied zaraz napisz... Dzi 
wieczorem poczta z miasteczka odchodzi; umylnego zaraz wysa trzeba, aeby nie spni 
si... 
Od dobrego ju dziesitka lat do napisania kadego listu przybiera si dugo i z niechci. 
Dzi przecie ju przed biurkiem siedzia, papier z szuflady dostawa i rce zaciera. Widocznie, 
przy zdarzeniach podobnych nic mu ju, tak jak dawniej, we rodku nie pakao. 
Zygmunt, jak zawsze urnalowy i troch sztywny, z kapeluszem w rku przez pust sal 
jadaln przeszed, ale po chwilowym wahaniu zamiast uda si do pokojw pani Emilii, po 
wschodach z sieni na gr prowadzcych i zacz. Dom ten znanym mu by od dziecistwa; a 
chwilowe wahanie sprawia mu tylko myl, e na grze mieszkaa nie tylko Justyna, ale take i 
Marta. Przez okno przecie zobaczy star pann z kluczami i dziewk folwarczn idc ku 
oddalonym budynkom. Drzwi pani Emilii byy jak zwykle szczelnie zamknitymi, salon 
zupenie pustym; z gry dochodziy dwiki skrzypiec. Wszed na wschody; na wskim i 
wpciemnym korytarzyku oblay go fale muzyki Orzelskiego; otworzy drzwi prowadzce do 
pokoju, w ktrym, gdy by dzieckiem i dorastajcym modziecem, bywa do czsto. 
Zamieszkiwaa go wtedy Marta; teraz wiedzia dobrze, e znale tam moe Justyn. 
Istotnie, na widok wchodzcego moda panna podniosa si u otwartego okna i robota, ktr 
w rku trzymaa  jaka biaa chustka z wyhaftowan ju jedn liter  z rk jej na st upada. 
Troch zblada, potem zarumienia si gwatownie i zaledwie kocami palcw dotykajc doni, 
ktr ze wzrokiem natarczywie w ni utkwionym wycign ku niej przybyy, stumionym nieco 
gosem zapytaa: 
 Czemu przypisa mam, kuzynie, odwiedziny twoje... w moim pokoju? 
Zamiast odpowiedzi wpatrzy si w ni jeszcze uparciej i z artobliw pieszczotliwoci 
wymwi: 
232 
 Niegocinna! siada mi nawet nie prosi! 
 Owszem, usid, kuzynie, prosz! 
Posuna ku niemu krzeso i sama na uprzednim miejscu swoim usiada, obojtna z pozoru, 
ale ze cignitymi troch brwiami i migoccym w dalekiej gbi oczu zatrwoeniem. Usiad tak, 
e kocem stopy obutej w cielisty kamasz i byszczcy trzewik prawie dotyka jej sukni. W 
otwarte okno spojrza. 
 Do malowniczy widoczek  zacz. 
 Znasz go od dawna, kuzynie  obojtnie i z oczami na robot spuszczonymi zauwaya. 
Obok znajdujcej si ju na chustce litery jednej zaczynaa wanie haftowa drug. 
 Przez co mam rozumie  podj Zygmunt  e nie potrzebuj wcale przyglda si mu 
przez okno twego pokoju. Uprzejm jeste, kuzynko! Zreszt, masz w czci suszno. Nie 
posiadam sztuki zachwycania si widokami rodzinnej natury, moe dlatego, e silne wraenia 
wywiera na mnie moe to tylko, co jest nowym, oryginalnym, niespodzianym... Jake mona 
porwna taki choby jak ten adny widoczek ze wspaniaymi, zachwycajcymi scenami 
natury... 
Tu z wielkim istotnie wdzikiem sowa, wytwornie i malowniczo mwi zacz o Renie, 
Dunaju, Alpach, szwajcarskich jeziorach, Adriatyckim Morzu... Moe po czci myla o 
podbiciu ucha suchaczki, bo gosowi swemu nadawa mikkie, muzykalne modulacje, ale wida 
te byo, e wszystko, o czym mwi, budzio w nim kiedy szczere zachwycenie, a teraz 
tsknot. Mwic nieustannie patrza na pochylon nad robot gow Justyny. Wzrok jego 
przesuwa si po jej kruczym, lnicym warkoczu, po czystych liniach niadego czoa, po 
spuszczonych i frdzl czarnych rzs otoczonych powiekach, a utkwi w psowych, penych, 
zupenie w tej chwili spokojnych ustach i spyn z nich na kibi, ktrej wiee i silne ksztaty 
rysoway si pod ciemnym stanikiem, a piersi porusza oddech powolny i gboki. Mowa jego 
stawaa si te powolniejsz: kilka razy zajkn si, rk dotkn czoa, a nagle w poowie 
zdania opowiadanie przerywajc, z rumiecami wytryskujcymi mu na blade policzki ciszej 
przemwi: 
 Spodziewam si, e nie mylisz, kuzynko, abym tu przyszed w celu opowiadania ci o 
ldach i wodach tego wiata... 
Nie zmieniajc postawy oczy na niego podniosa: 
 Gdy tu wchodzie, zapytywaam ci wanie, kuzynie, o przyczyn... 
 Przyczyna taka. Chciaem ci zapyta: czy to prawda, e pan Ryc stara si o ciebie, i 
czy... ewentualnie... masz zamiar polubi tego ju teraz wszechstronnie chudego milionera? 
Mwi piesznie i gos jego by troch wiszczcy. Ona rce z robot na kolana opucia i 
gow podniosa. 
 Jeeli zechcesz powiedzie mi, kuzynie, jakim prawem zapytujesz mnie o to, wwczas na 
pytanie twoje odpowiem... 
Powcigajc si widocznie znowu zapyta: 
 Ale ty sama tego prawa nie domylasz si, czy... nie uznajesz? 
 Nie domylam si  odpowiedziaa. 
Pochyli si i chcia uj jej rk, ale ona krzeso swe cofna i ramiona u piersi skrzyowaa. 
 Jest to najwitsze ze wszystkich praw na ziemi... prawo mioci!  zawoa. 
Justyna szybko z krzesa powstaa i dalej jeszcze ku otwartemu oknu cofajc si zawoaa: 
 Prosz ci, o! prosz ci, kuzynie, id std! 
Ale on tu przed ni stan. 
 Nie lkaj si, Justyno, nie lkaj si niczego... Ta mio, o ktrej sucha nie chcesz, jest tak 
czyst, wznios, idealn, e obraa ci nie moe... Wiem dobrze, co powiedzie mi moesz. 
Sam dobrowolnie utraciem to, czego teraz wszystkimi siami pragn... Ale przebacze mi chwil 
saboci... Przypomnij sobie wiersz, ktry oboje tak lubilimy dawniej: Ils ont pch, mais le ciel 
233 
est un don; ils ont aim, cest le sceau du pardon*! Bd wspaniaomyln i zwr mi swoje 
serce, swoj ufno, przyja... swoj dusz! Niczego wicej nie chc, niczego wicej nigdy od 
ciebie nie zadam, tylko  duszy twojej, Justyno! 
Przy ostatnich sowach z rozgorzaymi oczami obie ju rce jej pochwyci. Po jego twarzy 
przebiegy ironiczne drgnienia. Rce swe z doni jego wysuwajc zapytaa: 
 Czy to dusza moja, Zygmuncie? Te moje rce, ktre w swoich chcesz trzyma, czy to moja 
dusza? 
Potem znowu ramiona u piersi krzyujc z podniesion, troch poblad twarz mwi 
zacza: 
 Dobrze, powiem wszystko i niech si to ju raz skoczy. Kochaam ci, kuzynie, do tego 
stopnia, e po latach niewidzenia i kiedy ju polubie inn, jeszcze nie mogam obojtnie 
sucha twojego gosu, a przy kadym twoim zblieniu si do mnie czuam, e wszystko wraca... 
wszystko, caa przeszo moja do mnie wraca! Boe! jak ja cierpiaam! Kiedy przyjedae do 
Korczyna, nie chciaam ci widzie i nieraz jak szalona ku brzegowi rzeki biegam... z myl, e 
mier jest lepsz ni taka walka i taka trwoga... 
 Justyno! Justyno!  z nowym wybuchem rzuci si ku niej Zygmunt. 
Ale ona rozkazujcym gestem usuna go od siebie i dalej mwia: 
 Taka trwoga! Bo nie tyle aowaam tego, co miaam kiedy za najwysze dla siebie 
szczcie, ile lkaam si... ach, jak lkaam si jakiej zej chwili... jakiej okropnej chwili... w 
ktrej bym sama... ktra by... ktra by mnie wtrcia w ostateczne ju ponienie. Poniy si nie 
chciaam... Tak, kuzynie, chocia byam bardzo upokorzon, chocia i ty, kuzynie, i inni 
uczynilicie wszystko, cocie uczyni mogli, aby mi da pozna moj mao, moj nico... ja 
jeszcze byam dumn... owszem, wtedy dopiero staam si dumn i lkaam si tego, co mi si 
wydawao ostatnim, najgbszym ponieniem... Duma moja, kuzynie, duma moja kobieca czy 
ludzka, nie wiem, odtrcaa mnie wtedy od ciebie, bronia mi od ciebie, wypdzaa mi z domu, 
kiedy przyjedae... Czy wystarczyaby ona zawsze?... Moe tak... moe nie... ale znalazam 
inn pomoc, silniejsz!... Kiedy wtedy, pamitasz? przy wielu gociach do mnie mwie... twoja 
ona, kuzynie, co w tobie zauway musiaa... moe jej kto o przeszoci powiedzia... patrzaa 
na mnie, na ciebie, i w oczach jej zy stany. Co mi ta kobieta zego uczynia, aby miaa przeze 
mnie paka? Ja nie chc, by ktokolwiek przeze mnie paka! Wtedy, kuzynie, zlkam si nie 
tylko ju ponienia i wstydu, ale nikczemnoci. Pomidzy mn a tob stany zy, ktre 
zobaczyam w oczach twojej ony. Pomidzy mn a tob stano moje sumienie! 
Mwia to, profilem do niego zwrcona i nie na niego, ale w otwarte okno patrzc. Wyznania, 
ktre czynia, zawstydziy j i zmieszay. On z tego jej zmieszania, z samych nawet wspomnie 
o przebytych z jego przyczyny cierpieniach czerpa nadziej i miao. Tu za ni stojc, w 
samo ucho prawie, pieszczotliwie i z rozmarzeniem jej szepta: 
 Czy podobna, aby Justyna, moja dawna, marzca, poetyczna Justyna, przywizywaa wag 
do wiatowych praw i przesdw albo do zabobonnych skrupuw?... zy Klotyldy? Ale 
upewniam ci, e quand mme* uszczliwi j potrafi! Sumienie? Rzecz wzgldna! Inna dla 
natur niewolniczych i poziomych, a inna dla wyszych i niepodlegych! Najwitszym prawem 
na ziemi jest mio, najwysz cnot bra i dawa szczcie... 
Chciaa mu przerwa, ale on, roznamitniony i nadziei zwycistwa nie traccy, mwi, a 
raczej szepta dalej: 
 Jestem bardzo nieszczliwy... zdaje mi si, e wszystko we mnie zamaro. Nie mam 
adnego bodca do ycia... Nie mog tworzy. Ty jedna moesz mi wskrzesi i przywrci 
szczciu, yciu, sztuce... Opu ten dom, zamieszkaj w Osowcach... ja tam teraz jestem panem. 
Moja matka wszystko dla mnie uczyni. Klotylda jest dzieckiem, ktre uszczliwi mona 
* I l  o   p   h ... (franc.)  zgrzeszyli lecz niebo jest darem; kochali, i to jest pieczci przebaczenia. 
* Q u a  d m e m e (franc.)  pomimo wszystko. 
234 
cackami, a olepi drobn monet czuoci... Bdziemy y razem, nierozczni... nie lkaj si 
nigdy nie obra i nie poni ci niczym! Bdziesz tylko moj muz, moim natchnieniem, 
towarzyszk i siostr mojej samotnej duszy... Co wiat podejrzliwy i brudny mniema bdzie o 
tym, e u boku mego staniesz, c nas to obchodzi, nas, ktrzy przebywa bdziemy w krainie 
ideaw wysi i czystsi od wiata?... 
Tchu mu zabrako; z roziskrzonym wzrokiem i wilgotnym czoem chcia w oczy jej spojrze i 
ju kibici jej dotkn ramieniem. Ale ona gibkim i oburzonym ruchem cofna si o par krokw 
i z twarz tak prawie bia, jak leca na stole chustka, przez kurczowo zacinite zby 
wymwia: 
 On, ona i trzecia! Zupenie jak we francuskich romansach, ktrych kiedy tak wiele 
czytywalimy razem!... 
Nagle z wybuchajcym uniesieniem zawoaa: 
 Za kogo mnie masz, kuzynie? O czym mwie? Ale ty chyba sam tego nie rozumiesz! Jak 
to! kogo niewinnego, kogo, co nam nic zego nie wyrzdzi, krzywdzi w tym, co jest jego 
szczciem, honorem, moe yciem; co dzie, co godzin, co chwil kama i oszukiwa, 
wiecznie chodzi w masce czujc pod ni trd i plamy... Boe! i ty mi takie ycie ofiarowywa 
chciae... Jakim prawem? Co ja ci zego zrobiam? Jak miae? O! jakie to szczcie, e ja ci 
ju nie kocham! Ale nie! Gdybym ci i kochaa jeszcze, gdybym ci jeszcze tak jak dawniej 
kochaa, przestaabym w tej chwili... z gniewu, z obrazy, z ohydy... 
Teraz, gdy draa i mia w doni lec na stole chustk, gdy pier jej podnosia si szybko, a 
oczy, w ktrych jednoczenie przebiegay byskawice i zy, rd bladej twarzy wieciy jak 
czarne diamenty, pozna mona byo, e nie ran wod bynajmniej w yach swych miaa, ale 
krew gorc, popdliw, dumn. Nigdy tak pikn nie wydaa si Zygmuntowi. Z 
zachwyceniem, z dz, ale zarazem i z uraz na ni patrza. 
 Mylaem, e mio wszystko obmywa i uwica...  zacz. 
Ale ona mu przerwaa: 
 Zmie nazw, kuzynie, prosz ci, zmie nazw... to nie jest mio, ale... 
Zawahaa si chwil, zawstydzenie czoo jej rumiecem oblao, prdko jednak dalej mwi 
zacza: 
 To jest romans... peno go we francuskich ksikach... peno go i w yciu... O, znam go, 
znam go od dawna. By on przeklestwem mego dziecistwa, kiedy zabija mi matk, a dla ojca 
szacunek odbiera... Spostrzegaam go i potem pomidzy ludmi, a wszdzie, zawsze zaczyna 
si od... od gwiazd, a koczy si w bocie. O, muzy, siostrzane dusze, czyste uczucia, krainy 
ideaw... Boe! ile sw! ile piknych, poetycznych sw! czy wy uywajc ich kamiecie, czy 
nimi oszukujecie samych siebie? Moe i tak bywa. Ale ta poezja jest tylko wstpem do wielkiej, 
wielkiej prozy... Powiedziae, e mio uniewinnia i uwica wszystko. By moe, ale nie taka, 
co kryje si pod ziemi i wstydzi si samej siebie. Powiedziae, e prawa mioci s 
najwitszymi ze wszystkich praw wiata. O, tak! Ale o jakiej mioci, ty, wyksztacony 
mczyzna i artysta, mwic to mylae? Nie o tej, nie, najpewniej nie o tej, ktrej witanie od 
niedawna ja uczuam w sobie... Id na mogi ojca, kuzynie, id na mogi ojca... Kochaj to, co 
kocha twj ojciec... 
Nagle urwaa. Do ostatka wida nie chciaa myli swoich wypowiada. Zygmunt sta przed 
ni z pochylon twarz i zacinitymi zbami. 
 Filozofka!  sykn  rezonuje, way, rozwaa, rozrnia... 
 Nie  odpowiedziaa  o filozofii dokadnego wyobraenia nawet nie znam. A za zdolno 
do rezonowania i rozrniania pozorw z prawd tobie, kuzynie, obowizan jestem... 
Ze zdumieniem i niedowierzaniem patrza na ni. 
235 
 Ale to by nie moe, aby ty, Justyno, tak ognista niegdy, poetyczna, zrobia si nagle 
tak zimn, przesdn, poziom! Nie! ty chcesz przemoc stumi uczucia swoje! Dumn jeste i 
przed sam sob chcesz odegra rol bohaterki. 
Wzruszya ramionami. 
 Powiedziae, e mamy oboje natury wzniose i niepodlege. Prosz ci, kuzynie, aby 
zdanie swoje o mnie zmieni. Upewniam ci, e jestem kobiet zupenie zwyk i podleg 
zupenie zwykej uczciwoci. Oto wszystko. 
 Wszystko! i nic mi wicej nie powiesz? nic? nic? 
 Owszem  piesznie odrzeka  koniecznym jest nawet, abym ci powiedziaa stanowczo i 
raz na zawsze, e z uczu, ktre miaam kiedy dla ciebie, nie pozostao we mnie nic wcale, 
prcz prostej zreszt yczliwoci, ktr mam dla wszystkich na wiecie ludzi, i e przedmiotem 
moich myli i marze jest co czy kto... moe zarazem co i kto z tob adnego zwizku nie 
majcy... 
 Zapewne pan Ryc i les beaux restes* jego milionw...  wtrci Zygmunt. 
 By moe  odpowiedziaa. 
Zmieszany, obraony, rozczarowany a jednak przez chwil jeszcze ciekawego wzroku 
oderwa od niej nie mogcy, wzi z krzesa kapelusz, odda jej z dala ceremonialny ukon i 
wyszed z pokoju. 
Byo ju po zachodzie soca, kiedy adny jego koczyk wtoczy si z turkotem pod kryty i 
brukowany ganek osowieckiego domu. Pani Andrzejowej na odgos ten zadray troch rce, w 
ktrych trzymaa ksik. Na jednym z fotelw otaczajcych wielki st z ksikami i 
dziennikami siedzc podniosa gow, spucia powieki i ze spokojnymi rysami syna czekaa. W 
sali znajdujcej si na dolnym pitrze domu Klotylda graa na fortepianie. Jednoczenie z 
zaturkotaniem k u podjazdu muzyka jej umilka, potem ozwaa si znowu i znowu umilka, a 
brzmie zacza burzliwie, bezadnie, czasem aonie, czasem hucznie... Bya to gra istoty 
drcej, niespokojnej, czasem prawie bezprzytomnej, a umilka zupenie w chwili, gdy Zygmunt 
do pokoju matki wchodzi. Czu byo, e to dziecko, ktre tam, na dole wielkiego domu, grao z 
biegoci utalentowanej uczennicy muzycznych mistrzw, rozmowa majca stoczy si na 
grze przejmowaa nieznon boleci i trwog. 
Kiedy wchodzi do pokoju matki, od pierwszego spojrzenia pozna mona byo, e w drodze 
z Korczyna do Osowiec zajmoway go buntownicze myli i e pod ich wpywem powzi jakie 
energiczne postanowienie. Obok znudzenia i niesmaku jakie stanowcze zdecydowanie si na 
co malowao si w jego twarzy. Pocaowa rk matki i naprzeciw niej siadajc zacz: 
 Powiedzia mi Wincenty, e mama yczya sobie widzie si ze mn, gdy tylko do domu 
wrc. A ja take w ten pikny wieczr z Korczyna wracajc postanowiem bardzo powanie 
pomwi dzi z mam o rzeczach majcych dla mnie wag wielk, niezmiern... 
Spojrzaa na niego, w oczach jej zamigota niepokj. 
 Sucham ci, mw! Moe myli nasze spotkay si i o jednym przedmiocie mwi z sob 
pragniemy. 
 Wtpi  odpowiedzia  jestem nawet pewny, e mamie nigdy nie przyszo na myl to, co 
ja dzi mamie chc zaproponowa, a raczej o co chc bardzo usilnie prosi. 
Umiechn si do matki pieszczotliwie, z przymileniem i, schyliwszy si znowu, pikn bia 
rk na czarnej sukni spoczywajc pocaowa. 
 Parions*  zaartowa  e propozycj moj mama bdzie zdumion... nawet oburzon... oh, 
comme je te connais, ma petite, chre maman*!... ale po namyle i spokojnej rozwadze, moe... 
* L e  b e a u x  e   e  (franc.)  pikne resztki, ostatki. 
* P a  i o   (franc.)  zamy si. 
* O h,  o mm e j e  e  o   a i ... (franc.)  o jake ci znam,moja maa, kochana mamo. 
236 
 Sucham ci  powtrzya, a pikne jej oczy, ktrych blask zy i tsknoty zgasiy, z 
niewysowionym wyrazem powciganej czuoci spoczyway na tej pochylonej ku jej kolanom 
gowie, na ktr, Boe! ile nadziei, ile jej cudownych marze i namitnych modlitw spyno! 
Gow podnis, ale nie wyprostowa si, tylko w poufnej i razem co pieszczotliwego 
majcej w sobie postawie, rki matki z doni nie wypuszczajc mwi zacz: 
 Nieprawda, najlepsza mamo, e u stp twoich i u twojego serca dziecinne i troch 
pniejsze nawet lata spdziem tak, jak spdza je musiaa la belle au bois dormant*, sodko 
drzemica w swym krysztaowym paacu, wrd zakltego lasu, ktrego nigdy nie dotykaa jej 
stopa i z ktrego przychodziy do niej tylko wonie kwiatw i piewy sowikw? Nieprawda, 
chre maman, e usuwaa mi starannie od wszystkiego, co powszednie i pospolite, a 
przyzwyczajaa w zamian do rzeczy piknych, do uczu delikatnych, do marze wzniosych, 
nieprawda? 
 Prawda  odpowiedziaa. 
 I to take jest prawd, moja mamo, e przeznaczaa mi do zada i losw zupenie 
niepospolitych, wysokich... a tak wszystko skierowywaa, abym nie mg i nie chcia miesza 
si z szarym tumem? Czy to jest prawd, moja mamo? 
 Tak  odszepna. 
Z powstrzymywan cigle czuoci, ktrej gucha obawa zwalczy nie moga, suchaa jego 
mowy pynnej, penej wdziku i czua na swojej rce pieszczot jego rki mikk, delikatn. 
Takim, jakim przedstawia si w tej chwili, agodny, rzewny, na skrzydach poezji koyszcy si, 
Zygmunt czarowa j zawsze i nie tylko j jedn, bo i t take dusz kobiec, z ktr rozsta si 
on przed godzin, a ktra dugo jak ptak upojony kpaa si w tym czarze, i t drug, prawie 
dziecinn jeszcze duszyczk, ktra teraz na dole tego domu tona w zach i trwodze, i  wiele 
zapewne innych na szerokim wiecie. 
 Nieprawda, mon adore maman*, e potem sama wysaa mi w wiat szeroki, gdzie wiele 
lat spdziem wrd najwyszych wykwintw miast, wrd najwspanialszych widokw natury, 
na onie sztuki... e przez te lata zupenie odwykem od tutejszej szaroci i pospolitoci, do 
ktrych zreszt i nigdy przyzwyczajony nie byem, yjc w twoim idealnym wiecie, tak jak 
zaklta ksiniczka ya w swym krysztaowym paacu? Nieprawda, moja najlepsza, 
najrozumniejsza mamo? 
 Prawda. Ale do czego zmierzasz? 
 Zmierzam naprzd do tego, aby ci, ma chre maman, powiedzie, e za wszystko, co 
wyliczyem, jestem ci gorco, niewypowiedzianie wdzicznym... 
Tu pochylony znowu ustami dotkn jej kolan. 
 Nastpnie do tego, e przecie rzecz jest niepodobn, zupenie niepodobn, abym po takiej, 
jak moja, przeszoci, zosta na zawsze przykuty do tego kawaka ziemi, do tych stajen, stod, 
obr... que sais-je*? do tego okropnego Jamonta, ktry co wieczr przychodzi mi klekta nad 
gow o gospodarstwie... do tych... tych... que sais-je? zamaszystych i razem jak nieszczcie 
znkanych ssiadw... Czy to podobna? Moja droga mamo, czy ktokolwiek, po takiej, jak 
moja, przeszoci, wobec takich, jak moja, ambicji i potrzeb moe wymaga tego ode mnie? 
Rce szeroko rozpostar, oczy mu si troch szerzej ni zwykle rozwary, zmarszczka 
przerzna czoo. Silnie do gbi by przekonany, e wymaganie, o ktrym mwi, byoby 
absolutnie niemoliwym i niesprawiedliwym. Pani Andrzejowa mylaa chwil. Do pewnego 
stopnia susznoci skargom syna nie odmawiaa. Pamitaa wybornie o swoich wasnych 
wstrtach i nieudolnociach. Po chwili z namysem mwi zacza: 
* L a b e l l e a u b o i  d o  m a   (franc.)  pica krlewna. 
* M o  a d o   e m a m a  (franc.)  uwielbianamamo. 
* Q u e sa i -j e (franc.)  czy ja wiem. 
237 
 Ciernie twojego pooenia rozumiem dobrze. Wszystko to, co wyliczye, czyni je dla ciebie 
trudniejszym, ni bywa ono dla innych. Jednak, moje dziecko, niczyje ycie na tej ziemi nie 
moe by wolnym od usiowa, walk, cierpie i speniania trudnych... 
Prdko z krzesa wstajc mow jej przeci: 
 Dzikuj! Mam ju tych usiowa, walk i cierpie a nadto dosy. Utopiem w nich dwa 
lata mego ycia. Jen ai assez*! 
 Gdyby by wyjtkiem... Ale... wszyscy jestemy nieszczliwi... 
Stajc przed matk zapyta: 
 Nie jest przecie yczeniem mamy, abym pomnaa poczet nieszczliwych? 
W gosie jej czu byo troch drenia, gdy odpowiedziaa: 
 Nie ma na wiecie matki, ktra by dziecko swoje nieszczliwym widzie chciaa, ale ja dla 
ciebie pomidzy niskim szczciem a nieszczciem wzniosym wybraabym drugie. 
 Kt tu mwi o szczciu niskim?  zarzuci  czy przyjemnoci wyborowych towarzystw, 
piknoci wspaniaej natury, rozkosze sztuki stanowi niskie szczcie? 
 Najpewniej nie. Poniewa jednak tu si urodzie, tu s twoje obowizki, tu y musisz... 
 Dlaczego musz?  przerwa  dlaczego musz? Ale wanie przybylimy w rozmowie 
naszej, droga mamo, do punktu, na ktrym umieszcz moj propozycj... non *! moj najgortsz 
prob... 
Zawaha si przez chwil, patem znowu przed matk siadajc znowu pochyli si ku jej 
kolanom i rk jej wzi w swoje donie. Znowu te pieszczotliwie, z wdzikiem, z odcieniem 
rzewnoci i poetycznoci, mwi zacz. Mwi o tym, aby sprzedaa Osowce, ktre byy 
dziedziczn jej wasnoci, i aby z nim razem za granic wyjechaa. Mieszka bd w Rzymie, 
Florencji albo w Monachium, kadego lata wyjeda w gry lub nad morze. Kapita osignity 
ze sprzeday Osowiec w poczeniu z tym, co Klotylda posiada i jeszcze w przyszoci od 
rodzicw otrzyma, wystarczy im na ycie, nie zbytkowne wprawdzie, ale dostatnie i bardzo 
przyjemne. Zreszt, on moe jeszcze kiedy i bardzo bogatym zostanie, gdy w otoczeniu 
stosownym artystyczne natchnienia i zdolno twrcz odzyska. y i podrowa bd zawsze 
razem, przyjemnoci wysokich uywa, wszystkie marzenia swoje spenia, tylko trzeba, aby 
wydostali si std koniecznie, aby koniecznie i co najprdzej wynurzyli si z tego morza 
pospolitoci, nudy i powszechnych zych humorw. Z lekka artowa zacz: 
 Nieprawda, moja zota mamo, e tu panuje powszechny zy humor? Wszyscy po kim albo 
po czym pacz, zbiedzeni, skopotani, przelknieni... Std pynie melancholia, qui me monte  
la gorge* i dawi mi jak globus histericus t biedn pani Benedyktow... 
Raz tylko wyjedaa za granic, droga mamo, i to dawno... jeszcze z ojcem. Nie znasz wic 
rnicy atmosfer... nie wyobraasz sobie, ile znalazaby tam rzeczy piknych, ciekawych, 
wzniosych, prawdziwie godnych twego wyksztacenia, smaku i rozumu!... 
Milczaa. Z gow podniesion i spuszczonymi powiekami siedziaa nieruchomo, nie 
odbierajc mu swojej rki, ktra tylko stawaa si coraz zimniejsz i sztywniejsz. Na koniec 
cicho, ale stanowczo przemwia: 
 Nie uczyni tego nigdy. 
Porwa si z krzesa. 
 Dlaczego? dlaczego? 
Podnoszc na niego wzrok gboki i surowy odpowiedziaa: 
 Dlatego wanie, co powiedziae... Dla tej wanie melancholii... 
 Ale to jest wciek... pardon*! kracowy idealizm! Kracow idealistk jeste, moja mamo! 
Skazywa si na wieczny smutek, kiedy unikn go mona, przyrasta do zapadego miejsca na 
* Je  ai a   e z (franc.)  mam tego do. 
*  o  (franc.)  nie. 
* Q u i me m o   e a l a g o  g e (franc.)  to podchodzi mi dogarda, dusi. 
238 
ksztat grzyba, dlatego tylko, e inne grzyby siedzie w nim musz  to idealizm bezwzgldny, 
kracowy idealizm! 
Patrzc mu prosto w oczy zapytaa: 
 A ty, Zygmuncie, czy nie jeste idealist? 
On! ale naturalnie! Uwaa si on za idealist i nie przypuszcza nawet, aby go ktokolwiek o 
materialistyczne zasady albo dnoci mg podejrzywa. Ale w tym wanie tkwi niemono 
pozostawania jego tutaj. Spragniony jest ideaw i wyszych wrae, a otacza go sama 
pospolito i monotonia. Idealist zreszt bdc do ascetyzmu skonnoci nie posiada. Fakirem* 
ani kamedu* zosta nie moe. Jest on czowiekiem cywilizowanym i posiada potrzeby 
zaszczepione w niego wraz z cywilizacj: potrzeby uciech i rozrywek pewnego rzdu, tu do 
znalezienia niepodobnych. Dla braku wrae pracowa nie mogc, nie ma take adnych 
przyjemnoci, a cae dnie przepdza bez pracy i bez przyjemnoci jest to ycie prawdziwie 
piekielne, od ktrego oszale mona, nie tylko ju ze zmartwienia i tsknoty, ale z samej nudy... 
Unosi si. Od dawna ju pracujce w nim niezadowolenie i zniecierpliwienie teraz, wobec 
oporu matki, grocego ruin jedynemu jego ratunkowemu planowi, nadwerao w nim nawet 
zwyk wykwintno form. Wyglda daleko mniej urnalowo ni zwykle. Z rkami w 
kieszeniach surduta pokj przebiega; kilka razy gniewnie i niespokojnie wasn swoj posta 
obejrza. 
 Tu kady  woa  najwikszy choby idealista, najgenialniejszy artysta, przemieni si 
musi w opasego wou... Ciao prosperuje, a duch upada. Czuj w sobie okropn degrengolad 
ducha... Prawdziwie i gboko nieszczliwym jestem... Marniej, gin, wszystko, co jest we 
mnie wyszego, idealnego, przemienia si w  i tuszcz!... 
Przy ostatnich wiatach koczcego si dnia pani Andrzejowa cigaa wzrokiem gwatown 
przechadzk syna po pokoju i wtedy dopiero, gdy przerwa si na chwil potok jego 
wpzgryliwej, wpaosnej mowy, gosem, ktry z dziwn trudnoci wychodzi z jej piersi, 
zauwaya: 
 Czy zachty do tej pracy, ktrej pragniesz, i do tej, ktrej nie lubisz, niejakiego 
przynajmniej wynagrodzenia brakw, na ktre si skarysz, nie moesz znale w uciechach 
serca?... Ja kiedy je posiadaam, znam wic ich moc i wag. Jeste, Zygmuncie, bardzo 
szczliwie oeniony. 
 Nie bardzo  sarkn. 
Tak cicho, e zaledwie mg j dosysze, zapytaa: 
 Czy nie kochasz Klotyldy? 
Zakopotany troch, przechadzk sw przerwa, stan. 
 Owszem... owszem... mam dla niej przywizanie... duo przywizania... ale nie wystarcza 
mi ona.... do duchowych moich potrzeb nie dorosa... ta wieczna jej czuo i nieustanne 
paplanie... 
Z ywoci mu przerwaa: 
 Jest to dziecko, pikne, utalentowane i namitnie ci kochajce, dziecko, ktre w socu 
twojej mioci i przy wietle twego umysu dojrze i rozwin si moe... Nie tylko za szczcie, 
ale i za jej moraln przyszo odpowiedzialnym jeste... 
 Pardon!  przerwa  na pedagoga nie miaem powoania nigdy i do ksztacenia ony mojej 
nie obowizywaem si przed nikim. Ce nest pas mon fait*. Jest si dobran par lub si ni nie 
jest. Voil*! A jeeli w tym wypadku s jakie nierwnoci, ofiar ich z pewnoci jestem ja. 
* P a  d o  (franc.)  przepraszam. 
* F a k i   asceta, pokutnik hinduski. 
* K a m e d u  a  czonek zakonu o surowej regule, zobowizany do umartwie i dugotrwaego milczenia. 
*  e n e st p a  m o  fa i  (franc.)  to nie moja rzecz. 
* V o i l  (franc.)  ot to. 
239 
Plecami do pokoju zwrcony stan przed oknem, za ktrym soce, ju niewidzialne, 
zapalao nad drzewami parku szeroki pas rowy. Przez kilka minut panowao milczenie, ktre 
przerwa stumiony gos pani Andrzejowej. Czu w nim byo zdejmujc j niewysowion 
trwog. 
 Zygmusiu, chod do mnie... chod tu... bliej! 
A gdy o par krokw od niej stan, szeptem prawie mwi zacza: 
 Na wszystko, co kiedykolwiek nas z sob czyo, co kiedykolwiek kochae, prosz ci, 
aby mi odpowiedzia szczerze, zupenie szczerze... Zlkam si, widzisz, niezmiernie myli, 
ktra do gowy mi przysza... Uczuam niezmierny ciar na sumieniu... Jednak pragn wiedzie 
prawd, aby mc jasno rozpatrze si w pooeniu i co jest jeszcze do naprawiania, naprawi, 
czego unikn mona, unikn... Czyby prawdziwie i stale kocha Justyn? Czyby to uczucie 
byo przyczyn tak prdkiego zobojtnienia twego dla Klotyldy? Czy... gdybym... zamiast 
zraa, zachcaa ci bya do oenienia si z Justyn i gdyby ona bya teraz twoj on, czuby 
si szczliwszym, mniejszym, lepiej do ycia i jego obowizkw uzbrojonym? 
Zapyta tych wysucha z troch gorzkim, a troch lekcewacym umiechem, po czym z 
rkami w kieszeniach i podniesionymi troch ramionami przechadzk po pokoju znowu 
rozpoczynajc odpowiedzia: 
 Bardzo wtpi. Wie mama, e rozczarowaem si do niej zupenie. Zimna jest, przesdna, 
ograniczona, przybiera jakie pozy bohaterki czy filozofki... Przy tym dzi wanie zauwayem, 
e ma takie zgrubiae rce i w ogle wyglda wicej na prost, ho dziewk ni na pann z 
dobrego towarzystwa... Ju te Klotylda daleko jest dla mnie stosowniejsz... bo delikatniejsza, 
staranniej wychowana i wcale adny talent do muzyki posiada... wcale adny... Tylko e ja 
dziwnie atwo oswajam si ze wszystkim, a jak tylko oswoj si, zaraz mi nudzi... Ca dpasse 
toute ide*, jaki ja mam gd wrae... Prawdziwie, pod tym wzgldem nienasycony jestem i 
dlatego wanie w tej tutejszej monotonii gin, marniej, przepadam... 
Mwi jeszcze czas jaki, ale trudno byo zgadn, czy pani Andrzejowa go suchaa. 
Odpowied jego upewnia j o dwch rzeczach: naprzd o tym, e przez Justyn odtrconym 
zosta, nastpnie, e adnej z tych dwch kobiet prawdziwie i stale nie kocha. Czy kogokolwiek 
lub cokolwiek mg kocha? Powoli, powoli wyniosa kobieca gowa aobnym czepkiem okryta 
chylia si na pier, w ktrej wzbieraa hamowana jeszcze burza uczu, i podniosa si znowu 
wtedy dopiero, gdy Zygmunt kroki swe przed ni zatrzymujc, raz jeszcze ze zmieszaniem 
proby i wyrzutu, pieszczotliwoci i zniecierpliwienia pyta zacz: czy cierpienia jego nie 
skoni j do wykonania planu, ktry uoy? czy po namyle, zimno na rzeczy spojrzawszy, nie 
zgodzi si na to, czego on pragnie i dla podtrzymania swoich twrczych zdolnoci, dla 
uniknicia ostatecznej degrengolady ducha koniecznie potrzebuje? 
Wtedy pani Andrzejowa gow podniosa znowu i gosem, w ktrym brzmiaa zwyka ju jej 
wynioso i energia, odpowiedziaa: 
 Nigdy. Ja na te rzeczy nigdy zimno patrze nie bd. Dopki yj, nigdy na tej pidzi mojej 
rodzinnej ziemi, nigdy w tych cianach obcy ludzie... obce bogi... 
Nagle wybuchna: 
 Wielki Boe! Ale po mojej mierci ty to uczyni jeste gotw... tak! ty to uczynisz pewno, 
gdy tylko ja oczy zamkn... Jak tchrz uciekniesz z szeregw zwycionych... jak samolub nie 
zechcesz ama si chlebem cierpienia... Kawa Chrystusowej szaty rzucisz za srebrnik, aeby 
kupi sobie ycie przyjemne... Wielki Boe! Ale ty chyba w chwili uniesienia... w dziwnym 
jakim nie okazujesz si takim... Zygmuncie, o! mj Zygmuncie! powiedz mi, e naprawd 
inaczej mylisz, i czujesz... 
Syn, spokojny i zimny, nie dajc si unie jej wybuchowi, jakby jej prawie nie suchajc 
mwi: 
*  a d  p a   e  o u  e i d  e (franc.)  to przechodzi wszelkie wyobraenie. 
240 
 Niech si mama nie unosi! Ale, moja droga mamo, prosz si tak nie unosi! Kt tu 
mwi o samych tylko przyjemnociach ycia? Mnie idzie o co wyszego, waniejszego... o 
moje zdolnoci... natchnienia... 
 Czy dusza artysty  zawoaa  musi koniecznie by tylko motylem na swawolnych i 
niestaych skrzydach przelatujcym z ry na r? Czy tu ziemia nic nie rodzi? czy tu soce 
nie wieci? czy tu krlestwo trupw? e adnego bysku pikna i ycia dokoa siebie znale nie 
moesz?... e nic ci zachwyceniem czy blem, mioci czy oburzeniem wstrzsn i natchn 
nie moe? A ja marzyam... a ja marzyam... 
Tu gos jej dre zacz powciganymi z caej siy zami. 
 A ja marzyam... e tu wanie, w otoczeniu rodzinnej natury, wrd ludzi najbliszych ci na 
wiecie, twrcze zdolnoci twoje najpotniej w tobie przemwi... e raczej tu wanie 
najpotniej przemawia do nich bdzie kada rolina i kada twarz ludzka, kade wiato i 
kady cie... e wanie soki tej ziemi, z ktrej i ty powstae, jej zy i wdziki, jej sodycze i 
trucizny najatwiej wzbij si ku twojej duszy i najpotniej j zapodni... 
Stojc przed ni w postawie zbiedzonej, prawie skurczonej, rce gestem zdumienia rozkada i 
prawie jednoczenie z ni mwi: 
 Ale ja tego wszystkiego nie znam... ja, ma chre maman, z tymi wiatami, cieniami, 
sodyczami, truciznami etc., etc. od dziecinnych dni nie przestawaem... nie zyem si... nie 
przywykem do nich... wcale do czego innego przywykem... Nie mona z cywilizowanego 
czowieka przedzierzgn si na barbarzyc z powodu... z powodu sokw ziemi, z ktrymi si 
do czynienia nie miao! 
Powoli, obu domi opierajc si o st, bo moe nogi posuszestwa jej odmawiay, powstaa 
i zapakaa tak, jak pakaa zwykle, bez kania, bez najlejszego drgnienia rysw, kilku grubymi 
zami, ktre powoli stoczyy si po jej policzkach. 
 Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina! powoli wymwia.  Zbdziam. 
Pomidzy tob a tym, co powinno by najwysz twoj mioci, nie zadzierzgnam do 
silnych wzw. Mwiam ci wprawdzie o tej mioci zawsze, wiele... ale sowa, to wida siew 
nietrway... Zbdziam... Ale dziecko moje... 
Tu biae rce modlitewnym gestem na staniku aobnej sukni splota. 
 Nie karz ty mnie za mj bd mimowolny... o, mimowolny! bo mylaam, e czyni jak 
najlepiej... Zamykaam ci w krysztaowym paacu i w dalekie wiaty wysyaam, bo w myli 
mojej miae by gwiazd pierwszej wielkoci, nie za pospolit wiec, wodzem, nie 
szeregowcem. Wida zbdziam, ale ty bd mj popraw. Pomyl, gboko pomyl nad krtk 
histori swego ojca, ktr znasz dobrze. Czy nie moesz z tego samego co on rda czerpa si, 
mstwo, moraln wielko? Twj ojciec, Zygmuncie, oprcz wielu innych rzeczy wielkich 
kocha ten sam lud, ktrym i ty otoczony jeste, posiada sztuk ycia z nim, podnoszenia go, 
pocieszania, owiecania... 
Nagle umilka. W zmroku, ktry zaczyna ju pokj ten napenia, usyszaa gos drwicy i 
pogardliwy, ktry jeden tylko wymwi wyraz: 
 Bydo! 
O, Bg niech bdzie jej wiadkiem, e pomimo wszystkich swoich instynktownych odraz i 
niedonoci nigdy tak nie mylaa, nigdy na wielkie zbiorowisko ludzi, najbliszych jej w 
wiecie ludzi, takiej obelgi, w najgbszej nawet skrytoci myli swej nie rzucia; e zbliy si 
do tego zbiorowiska, przestawa z nim, pracowa nad nim nie umiejc sprzyjaa mu serdecznie i 
dla najndzniejszej nawet istoty ludzkiej miaa jeszcze yczliwo i choby bierne wspczucie. 
O, Bg tylko jeden widzia burz przeraenia, ktr w niej wznieci ten jeden wyraz z obojtnie 
wzgardliwych ust jej syna spady, bo on tej burzy, ktra jej gos odebraa, ani kredowej bladoci 
twarz jej oblewa poczynajcej nie spostrzeg i stajc przed ni, jakby z milczenia jej chcia 
korzysta, mwi zacz: 
241 
 Bardzo dobrze rozumiem, o co kochanej mamie najwicej idzie. I jake nie rozumie? Soki 
ziemi, chleb cierpienia, Chrystusowe szaty, lud... sowem... jak mwi stryj Benedykt, to... 
tamto!... Nigdy o tym mwi nie chciaem, aeby kochanej mamy nie gniewa i nie martwi. 
Szanuj zreszt wszystkie uczucia i przekonania, szczeglniej tak bezinteresowne, o, tak 
nadzwyczajnie bezinteresowne! Ale teraz spostrzegam, e zachodzi konieczno szczerego 
rozmwienia si o tym przedmiocie. Ot przykro mi to bardzo, jen suis dsol*, ale ja tych 
uczu i przekona nie podzielam. Tylko szalecy i kracowi idealici broni do ostatka spraw 
absolutnie przegranych. Ja take jestem idealist, ale trzewo na rzeczy patrze umiem i adnych 
pod tym wzgldem iluzji sobie nie robi... a nie majc adnych iluzji, nie mam te ochoty 
skada siebie w caopaleniu na otarzu  widma. Prosz o przebaczenie, jeeli mamy uczucia 
czy wyobraenia obraam, ale rozumiem, doskonale rozumiem, e osoby starsze mog zostawa 
pod wpywem tradycji, osobistych wspomnie etc. My za, ktrzy za cudze iluzje pokutujemy, 
swoich ju nie mamy. Kiedy bank zosta do szcztu rozbity, idzie si gra przy innym stole. Tym 
innym stoem jest dla nas cywilizacja powszechna, europejska cywilizacja... Ja przynajmniej 
uwaam si za syna cywilizacji, jej sokami wykarmiony zostaem, z ni przez tyle lat pobytu 
mego za granic zyem si, nic wic dziwnego, e bez niej ju y nie mog i e tutejsze soki 
tucz mi wprawdzie ciao w sposb... w sposb prawdziwie upokarzajcy, ale ducha nakarmi 
nie mog... 
Suchaa, suchaa i moe miaa takie poczucie, jak gdyby ziemia spod stp si jej usuwaa, bo 
obie jej donie mocno ciskay krawd stou. 
 Boe! Boe!  kilka razy z cicha wymwia, a potem jedn rk od stou odrywajc i ku 
oknu j wycigajc, z trudem, zdawionym gosem zacza: 
 Id na mogi ojca, Zygmuncie, id na mogi ojca! Moe z niej... moe tam... 
 Mogia!  sarkn  znowu mogia! Ju druga dzi osoba wyprawia mi na mogi! Ale ja 
za mogiy bardzo dzikuj... przede mn ycie, sawa... 
 Bez sawy, bez grobowca, przez wszystkich zapomniany, w kwiecie wieku i szczcia ze 
wiata strcony, twj ojciec... tam... 
 Mj ojciec  wybuchn Zygmunt  niech mi mama przebaczy... ale mj ojciec by 
szalecem... 
 Zygmuncie!  zawoaa, a gos jej dwicza zupenie inaczej ni zwykle: przeraliwie jako 
i gronie. 
Ale i on take mia w sobie troch popdliwej krwi Korczyskich, ktr wzburzy niezomny 
opr matki. 
 Szalecem!  powtrzy  bardzo szanownym zreszt,.. ale do najwyszego stopnia 
szkodliwym... 
 Boe! Boe! Boe! 
 Tak, moja mamo. Niech mama mnie przebaczy, ale ja mam prawo mwi o tym, ja, ktry 
nie mog zaj przynalenej mi w wiecie pozycji, ktry nieraz w szczliwszych krajach 
czuem przybite do mego czoa pitno niszoci, ktry o poow uboszy jestem przez to, e mj 
ojciec i jemu podobni... 
 Wyjd! wyjd std!  nagle gos z piersi wydobywajc zawoaa.  Co najprdzej, o! co 
najprdzej... bo lkam si wasnych ust... o!... 
Nie dokoczya, tylko z wysoko podniesion gow i twarz, ktrej kredowa blado w ramie 
czarnego czepka odbijaa na tle zmierzchu, rozkazujcym gestem wskazywaa mu drzwi. 
 Ale pjd! pjd! z mam o tych rzeczach rozmawia niepodobna! Mogiy, zorzeczenia, 
tragedie! Co si tu dzieje! Co si tu dzieje! I o co? za co? dlaczego? Gdyby o tym gdzie indziej 
opowiada, nikt by nawet nie zrozumia i nie uwierzy! 
Wyszed i po cichu drzwi za sob zamkn. 
* Je   u i  d   o l  (franc.)  jestem zmartwiony, martwi mnie to. 
242 
S ludzie, ktrzy paka umiej tylko nad mogiami drogich sobie istot, czym za jest rozpacz 
nad mierci uczu i ideaw doznawana, nie wiedz. Lecz ta wspaniaa kobieta, ktra z twarz 
jak opatek bia staa rd zmroku niby w kamienn kolumn przemieniona, czua teraz, e na 
drodze jej ycia i na dnie jej serca wznosi si druga mogia, rozpaczniejsza jeszcze od pierwszej, 
bo nic ju po sobie nie pozostawiajca. W t drug mogi kady si na wieki i bezpowrotnie j 
egnay najdrosze jej uczucia i nadzieje; rozkadaa si w niej, niby ciao w retorcie mierci na 
marn par przerabiane, wiara jej w geniusz i w szlachetno syna... Wydao si jej nawet, e 
czuje zapach trupa i e ten trup znajduje si w niej samej, zalega dno jej wasnej piersi, ktr 
zdjo miertelne zimno. Byaby to agonia jej wielkiej mioci dla syna? Czyby go kocha 
przestawaa? Pier jej styga, jakby w niej zagas jedyny pomie, ktry utrzymywa jej ycie. 
Ona rozumiaa, co tam ganie, i obie donie mocno przyciskaa do serca, chcc moe zatrzyma 
to, co z niego ulatywao. Czua, e wraz z zanikaniem jej mioci i wiary niezgbiona prnia 
otwiera si przed ni, krusz si same podstawy jej bytu, jaki n ostry i nielitociwy podcina 
same korzenie jej ycia. Z postawy jej, ruchw rk i drenia rysw wida byo nieznon mk, 
ktra bolesne prdy rozsyaa od koczyn do koczyn jej ciaa, si cierpienia, zda si, 
wywlekajc z niej dusz. Wtem oczy jej olepio jakie wielkie, jaskrawe wiato. By to w pas 
na niebie, przed chwil rowy, a teraz krwawo zaczerwieniony, ktry za drzewami ogrodu i nad 
nimi pozostawio zasze ju soce. Szeroki, rwny, gdzieniegdzie zbawaniony, podobnym on 
by do rzeki krwi, po ktrej przepyway kiry fioletw i nad ktr niby rozwiewna gloria, 
ulatyway zotawe pary. To zjawisko przyrody dla kobiety, ktra patrzaa na nie, przedstawio 
jaki symbol i uderzyo jej w oczy jakim przypomnieniem. Z miejsca, na ktrym staa, widziaa 
tylko wski, daleki rbek bkitu, do promienia ideau, do wiecznej, chocia dalekiej nadziei 
podobny, lecz wicej nic, nic prcz tej rzeki krwi ciemnymi kroplami, jak cikimi zami 
usianej, zotaw par buchajcej. Patrzaa, patrzaa, a donie podnoszc do skroni, jak kto, kto 
przed gwatownym wichrem osta si nie moe, okrcia si na miejscu i z jkiem na ziemi 
upada. Kolana jej i rce splecione, ktrymi sobie zasonia czoo, z guchym stukiem o posadzk 
uderzyy. Po pokoju rozlega si zacz szept, to gwatowny, to znw tak cichy, jak gdyby z 
konajcej piersi wychodzi: 
 Widziae? Ciebie znieway! Pami twoj, grb twj... Ideay nasze, wiar, pragnienia 
zdepta! Andrzeju! czy ty mi syszysz? czy ty mi przebaczasz? Moja wina, moja wina, moja 
bardzo wielka wina! Ale ja tego nie chciaam... mierci, o! mierci! 
Ale mier nie byaby okrutn, gdyby przybywaa ku tym, ktrzy ju ycia nie pragn. Silne 
jej ciao zwycisko opierao si targajcej nim rozpacznej burzy. Przed oknem zasonitym 
czerwonoci nieba dugo z twarz przy ziemi leaa, a gdy podniosa j i spojrzaa w gr, 
wyraz niemego, osupiaego zachwycenia napeni jej oczy. Po raz drugi dowiadczya wizji, 
ktrej pragna i wzywaa zawsze. Widziaa Andrzeja. Ksztaty jego zaledwie rozrnia moga, 
bo owijay je zotawe pary, ale wypuke rysy, w ciemnej gstwinie wosw, z krwawic si 
plam na czole, mczesk bladoci odbijay na tle krwawego oboku. W te rysy wpatrzya si 
ze stokro wiksz jeszcze mioci ni w owym dniu dalekim, gdy ukochany zdejmowa z jej 
skroni welon oblubienicy. Cisza gboka, taka, jaka na ziemi bywa tylko przed wejciem 
jutrzenki, dokoa niej zalega. Najlejszy szmer ucha jej nie dolatywa; nie czua te twardoci 
ziemi, na ktrej klczaa, ani przestrzeni rozdzielajcej j z zawieszonym pod niebem 
zjawiskiem. 
 Czy mi przebaczasz?  drcymi usty szeptaa. 
Ale on, zotaw glori owinity, lea na krwawym oboku cichy, smutny, w daleki rbek 
bkitu zapatrzony. Zdao si jej tylko, e z mglistych obson wydobyte, przejrzyste jego rami 
na mgnienie oka wycigno si nad jej gow. 
 Bez ojca wzrs  szeptaa  bez ojca... bez ciebie! 
243 
Lecz na krwawym oboku eglujca kropla fioletu zbliaa si, rosa, wyduaa i powoli, rys 
po rysie, zasaniaa to oblicze blade, ciche, a do koca zapatrzone, niby w promie ideau lub w 
wieczn, chocia dalek nadziej, w wski, daleki rbek bkitu. 
244 
III 
Dzie by znowu witeczny i pogodny, ale rozlega rwnina, z jednej strony w lesiste 
pagrki, a z drugiej w pkoliste koryto Niemna ujta, wcale inn miaa posta nieli w wietne, 
skwarne, mozolne dni upynionego ju lata. Miaa wcale inn posta, bo byo to wito wesoe i 
rzekie jeszcze, w zebrane plony bogate, lecz ju niby u wrt rozpoczynajcej si jesieni stojce. 
Zamiast wieoci, blasku i kipitku wezbranego ycia unosi si teraz nad t rwnin 
agodny smtek natury, omdlewajcej z wolna i z wdzikiem. Na spasionych miedzach, gadkich 
i pustych, zaledwie gdzieniegdzie sterczay nagie odygi cykorii, ciemn czerwieni iskrzyy si 
bujne kity koskiego szczawiu, drobne puchy kotkw* i knce dzicieliny trwonie 
przypaday ku stwardniaym krawdziom zagonw. Jak okiem zajrze, zdeptane przez trzody 
cierniska to swoj mieszay z ciemn szaroci zoranej gleby i widniejc zieleni 
kartoflisk, a wszystko to razem wygldao jak kobierzec o barwach przygasych i spowiaych, 
na ktrym tu i wdzie anki dojrzaej gryki kady rdzaworowe plamy, a majow zielonoci 
odbija na korczyskich polach bujajcy wysoki gaj koskiego zbu*. cieki tajemniczo 
przedtem na dnie zboowej puszczy utopione widocznymi teraz, chocia mdawymi skrtami 
przepyway ciemniejsz od nich rol, ktrej spulchnion powierzchni gsto osiadyway wrony, 
w zadumanych postawach spuszczajc ku ziemi eru szukajce swe dzioby. U skraju ciernisk, 
pod laskami, wzbijay si z maych ognisk pastuszych niskie, nike, sinawe dymy; polne grusze, 
topole i wierzby stay jeszcze w zieleni gstej, lecz sczerniaej i bez blasku, a kiedy niekiedy, nie 
wiedzie skd si biorc, ty li przelatywa ju powietrzem i gdzieniegdzie na polnych 
krzakach mlecznie bielay patki pajczyny. Zamiast upajajcej woni kwitncych zi, 
skoszonych traw, wiea ztej somy i z drzew ulatniajcej si ywicy, czu byo naok jeden 
tylko mocny, wilgotny, razowe pieczywo przypominajcy zapach ziemi, gboko przez pugi 
wzruszonej. Zamiast oguszajcych pieww ptastwa i niezliczonych w rozmaitoci swej 
brzcze owadw panowaa wszdzie cisza, cisza nie mierci jeszcze, ale wielkiego uspokojenia 
si istot i rzeczy, wrd ktrej jednak ozyway si w grze ostre krzyki urawi i klekot bociani, a 
w dole na mdlejcych skrzydach przelatyway spnione motyle, pszczoy nad ankami gryki 
brzczay i powyej drzew dzwonia cigle niewidzialna struna nadwodnych muszek. W dnie 
powszednie rozlegay si tu jeszcze przewleke i pospne lub ochocze i krtkie woania oraczy; 
wida take byo szybko posuwajce si pugi, z cichym chrzstem po zoranej roli wlokce si 
brony i powoli, rwno, w prostych liniach, z wyprostowanymi postaciami postpujcych 
siewcw, ktrych rce rytmicznymi prawie ruchy rzucay na zagony obfit ros ziaren. Nad tym 
za wszystkim, nad zacieajcym ziemi kobiercem przygasym i spowiaym, a gdzieniegdzie 
tylko rdzaw rowoci lub majow zieleni rozweselonym, nad pociemniaymi drzewami, u 
ktrych stp wiy si nike dymy, nad z rzadka rozsianymi oraczami i siewcami, wiecio rd 
czystych, lecz bladych bkitw ciche, przygase, bladozote soce. Zdawa si mogo, e przez 
dugie wylewanie na ziemi zapadniajcych ogni wywabio ono z szaty ziemi wietne jej barwy 
i samo poblado, a teraz na pikn jeszcze, lecz uciszon i smtn spogldao smtnym 
* K o  k i  ludowa nazwa koniczyny polnej. 
* K o   k i z  b  ludowa nazwa kukurydzy pastewnej. 
245 
uciszonym okiem. Tak jak ziemia, ktra umiechaa si jeszcze, lecz ju nie wybuchaa radoci, 
ogrzewao ono jeszcze, lecz ju nie palio, askawie zarzucao na wszystko paszcz z bladego 
zota, lecz nigdzie nie rozniecao ognisk pomieni i iskier. Od pozbawionego tych ognisk, 
bladego bkitu nieba do spowiaego kobierca ziemi stao powietrze niepokalanie przejrzyste, 
nieco chodn rzewoci przejte, przypominajce bliskie ju, pajczynowe, babie lato  do 
umieszczonego nad wiatem krysztaowego dzwonu podobne. 
Wraz ze zmienion postaci natury bohatyrowicka okolica nieco odmienn posta przybraa. 
Nie by to ju, jak przedtem, gsto zbity i dla oka prawie nierozwikany pas rolinnoci, rd 
ktrego z bliska tylko i uamkowo rozpoznawa byo mona granice zagrd i ich domostwa. 
Teraz tylko wszystkie poty i ciany budynkw do poowy niemal tony w przedziwnie 
wybujaych, z niesychanym gwatem wzdymajcych si gstwinach. Byy to gstwiny, a raczej 
wzdte rzeki, dzikie puszcze chwastw. Byy to niby ksigi natury o gsto zbitych i coraz innych 
kartach. Z wysokiej, szerokolistnej, puszystej dla oka a twardej dla rki pocieli olbrzymich 
opuchw, babek, chrzanw bujay tam wysoko niezliczone osty, u wierzchokw ubrane w 
bladorowe, misterne, kolcami zjeone kwiaty mieszajce si ze nienymi koronami 
krwawnikw*, z ciemn czerwieni koskich szczawiw, z zarolami psich jzyczkw, ktrych 
podugowate licie wysuway si zewszd, jakby chciay sw ostr powierzchni liza odzie 
przechodniw; gdzie indziej krzaczasty, grubiaski ywokost mnstwem biaych guziczkw 
osypany rozpiera si tak szeroko, e nic ju przy nim wzrasta nie mogo oprcz upartych mit i 
piounw rozlewajcych naok mocne i gorzkie zapachy; gdzie indziej jeszcze zdziczae spireje, 
ogoocone z kwiatw malwy, przekwite i trujcymi makwkami zwieczone psianki tworzyy 
wysok i nieprzebit pltanin, ktrej spodem kady si krwiste licie widncej dzikiej lebiody, 
zociy si suche szelestuchy, puszcz rosy chwoszczaje*, ruty i pokrzywy. Ale dziao si tak 
tylko u potw, stod i stajen; gdzie indziej wszdzie rozwidnio si, rozszerzyo, 
poprzestronniao. Najlejszy py, po niedawno spadych deszczach, nie podnosi si z ziemi; w 
przejrzystym wic powietrzu, za ogrodami, z ktrych zdjto owsy, konopie i fasol, domy i 
drzewa stay w wyranych, penych, odosobnionych zarysach. Pozostae w ogrodach niskie tylko 
warzywa nic sob nie zasaniay, a na dziedzicach i uliczkach, od potu do potu i od budynku 
do budynku, say si ju tylko niskie, zdeptane trawy. Winiowe i liwowe gaje przerzedziy si 
i u dou pustymi przestrzeniami przewiecay; stare lipy, grusze, topole i jawory, byskajc tu i 
wdzie zkymi lub zarowionymi limi, nabray u szczytw koronkowej prawie 
przezroczystoci. Kwiaty, bardzo ju rzadkie, pod gankami i oknami domw ukazyway si w 
postaci nikych floksw albo drobnych aster; w zamian, przez puste przestrzenie gajw i 
koronkowe gazie drzew wida byo rozoone na trawach brunatne lny, bielay pod blaskiem 
soca rozcignite ptna i niewidzialne przedtem, na ksztat skrawkw drogiej materii, tu i 
wdzie przebyskiway bkitne smugi Niemna. 
Ranek by jeszcze, bo moe trzech godzin do poudnia brakowao, gdy okolic napeni 
niezwyky gwar. Dugo i nieustannie turkotay tam koa, parskay konie, rozlegay si powitalne 
wykrzyki. Ze wszystkich drg przerzynajcych rwnin ku Fabianowej zagrodzie zjeday si 
bryczki, cwaowali jedcy, pieszo dyli mieszkacy bohatyrowickich zagrd. Na koniec 
kilkanacie nie wyprzonych tych i zielonych, jedno i dwukonnych bryczek napenio 
podwrko zagrody i kilka jeszcze najbliszych podwrek; kilkanacie osiodanych koni stano u 
rnych potw; moe sto osb rnej pci i wieku pstr i ruchliw fal okryo ogrd, zielon 
pomidzy ogrodem i liwowym gajem ulic i rozlao si a na drog biaym pasem u pustego 
pola sunc. Na kilka mil wok powszechnie wiedziano, e byli to w e  e l  i k i, przez 
Fabiana na maeskie gody jego crki pospraszani. Szeroko w powiecie syna ambicja, 
mowno, tak do ochoczej zabawy, jak do zuchwaych zadzierek skonno Elusinego ojca; 
* K  w a w  i k  tu: krwawnik pospolity, bylina o kwiatach biaych lub biaorowych. 
*  h w o  z  z a j  biaoruska nazwa skrzypu. 
246 
wic chtnie ci i owi, przez szacunek, ciekawo, a najbardziej nadziej wesoych tacw i 
zalotw, dyli do czowieka, ktry cho by ubogim, pokrewiestw i koneksji posiada bez liku, 
a gdyby i z godu mia mrze nazajutrz, przy okazji wystpi musia bucznym sobiepanem. 
Naturaln byo rzecz, e na weselu Bohatyrowiczwny i Jamonta Bohatyrowiczw i 
Jamontw znajdowao si najwicej. Jednak przy powitalnych okrzykach, przy wzajemnym 
przywoywaniu si znajomych wiele innych nazwisk rozlegao si w powietrzu i nad trawami 
lecc sigao spokojnej, przezroczej wody Niemna, za ktr je echa powtarzay i niosy a w 
gbiny boru. Starzy i modzi, przybyli tam licznie Zaniewscy ze spokojnych i w dobrej glebie 
siedzcych Zaniewicz i z zaniemeskich Obuchowcw Obuchowicze z saw majcy, bo cho 
dostatnie i pracowite chopy, chtniej od innych awantur szukali, do bjek skonni, a do 
maczania jzykw w czarkach niewstrtliwi. Zza Niemna take przyjechali Osipowicze z 
Tooczek, po wosach jak krucze pira czarnych i twarzach jak u posgw ksztatnych 
rozpoznawa si dajcy, i ozowiccy z Soroczyc, hardo w gr podnoszcy wsa, mali a zwinni, 
z rodzinnej zgody znani, bo po czterech i piciu w jednych chatach siedzcy, zwadami nie 
obraali Boga i nie gorszyli ludzi. Staniewscy ze Staniewicz janieli w tumie wysokimi czoami, 
ktrych wczesne ysiny przypominay podgalane gowy przeddziadw; a byli tu take z 
piaszczystych Glindzicz ubodzy Maciejewscy i z najbliszych Samostrzelnik stateczni 
Strzakowscy. Ze Starzyn swat Starzyski przywiz trzech swoich synw i dwie tylko crki, 
lecz wzrostem i peni krwi psowej za cztery stan mogce, a z Siemaszek przybyli, jak trzy 
lwy, trzej Domunci, tutejszej Jadwigi stryjeczni, szerokoci bar i obfitoci czupryn tak 
przenoszcy wszystkich, jak od wszystkich obecnych niewiast mniejszymi i szczuplejszymi byy 
przybye z dwoma brami dwie Siemaszczanki, delikatne, bladawe, niemiae dziewczynki, w 
zatrwoeniu swym cigle trzymajce si razem i po przezroczystej zielonoci gaju przesuwajce 
swe perkalowe sukienki w bkitne i biae paski. By tam jeszcze z dorosymi dziemi stary 
Koroza, dawno ju z zagrodowca na waciciela osobnego folwarczku wyszy; i z wyszukanym 
imieniem Albin Jamont, ekonom z Osowiec, ktry z rotowym miechem o modym swoim panu 
dziwne dziwy rozpowiada. By take szczupy i siwy jak gob felczer pobliski, o delikatnym 
profilu i filuternym umiechu, tytuem doktora powszechnie zaszczycany; i Jzef Giecod, may 
dzierawca z zapadymi policzkami i zbiedzon min, ktrego maonka w sterczcym kwiatami 
kapeluszu i z dugim ogonem u wenianej sukni z bryczki wysiadajc wysoko ukazaa grub 
nician poczoch, a wnet potem papierosa zapalia i tak ju z zapalonym papierosem, oczy 
mruc i na nikogo nie patrzc, wyszo sw w peni uczuwajca, przez ogrd do domu dya. 
Widocznym zreszt byo, e wszyscy tu zgromadzeni dbali wielce o to, aby odzienie ich byo 
weselu przystojone, ale e pod tym wzgldem nie krpowaa ich adna wcale moda ani aden 
despotycznie nakazujcy zwyczaj. Na sukniach dziewczt ukazyway si gdzieniegdzie szczupe 
draperie, niejak pretensj do elegancji roszczce, ale powszechnie byy to bardzo skromne 
spdniczki i staniki kolorowymi paskami objte, jesienne kwiaty w gadkich warkoczach, 
gdzieniegdzie zoto udajcy piercionek na palcu, a u szyi szpilka z byszczcym szkiekiem, u 
wdrownego przekupnia nabyta. Mczyni prawie rnobarwniejszy przedstawiali widok nieli 
kobiety. Czarne tuurki mieszay si tutaj z surdutami z biaego ptna, obok szarych kurt 
samodziaowych janiay ubrania z kanarkowej dymki, wrd ciemnych, dugich kapot, ktre 
nosili najstarsi, na ksztat rwno ociosanego krzaku zielenia trawiasty surdut Starzyskiego; 
wszystkimi barwami wiata iskrzyy si na szyjach fantazyjnie zwizane chustki i krawaty, a 
tylko u piersi niene przody koszul i po kolana wysokie buty z wpuszczonymi w nie spodniami 
ujednostajniay w czci ten lud rosy, ogorzay, jednostajnie take karki prosto, a gowy miao 
trzymajcy. 
By to lud, ale lud, ktry nigdy nie podpiera strasznego gmachu przymusowej pracy ani 
twarzami w py nie upada pod piekieln obelg chosty. By to lud, ale lud, za ktrym w dalekiej 
przeszoci janiao soce ludzkich praw i dostojestw, a dotd w dusze i na drogi ycia 
247 
kadnce mu zblade, lecz jeszcze nie zgase promienie. By to lud namitnie, niepohamowanie, 
do wani zgryliwych, a do wystpku czasem chciwy tej ziemi, ktr na ksztat kreta kopa w 
cichoci i nisko, ale lud z t ziemi jak z matk spojony i wszystkie pulsy jej ycia i losw we 
wasnych losach i yach czujcy. By to lud ogorzay, w obfitym pocie skpany, z grub skr 
na twarzach i rkach, ale z gadkimi i prostymi plecy, wielk si ramion i okiem, ktre, acz na 
ciasne widnokrgi, patrzao miao i bystro. Gdziekolwiek stana ich wiksza nieco gromada, 
tam zdawa si mogo, e z ziemi wyrasta las dbw. Gdziekolwiek ywo i tumnie zagadali, 
tam, zda si, przylatyway echa tej mowy, ktra brzmiaa wwczas, gdy Rej z Nagowic nad 
kuflem piwa i zrazem baraniej pieczeni goci w Czarnolesiu. Gdziekolwiek zamieli si, 
spomidzy warg rumianych byskay rzdy jak nieg biaych zbw; gdy zdjli czapki, 
ukazywali czoa od policzkw bielsze i czupryny powe, zociste, rudawe, czarne, lecz zawsze 
jak las obfite i z fantazj majc pozr dumy odrzucone w gr. 
Ale tak wygldali tylko  modzi. Starsi, niezbyt nawet starzy, chd miewali powolny, mow 
rozwan, cho czsto obfit, miech rzadki, oblicza zorane. Wida byo, e ycie, jakie wiedli, 
bardzo prdko uciszao ich, gasio, z twarzy im wywabiao rumiece, a nogi obciao 
niewidzialnymi brzemiony. Grubobrzucha posta folwarcznika Korozy i apoplektyczna cera 
Starzyskiego stanowiy tu wyjtki. W zamian, chudoci ciaa przy wysokim wzrocie i 
wyrazem cierpliwego zmczenia na twarzy, u ktrej wisiay dugie, czarne wsy, uderza 
Walenty Bohatyrowicz, siedmiorga dzieci ojciec, a waciciel dziesiciomorgowego grunciku; 
za drugi Bohatyrowicz, dla gorliwej pobonoci swej Apostoem od dawna przezwany, 
wielkimi, ciemnymi szkami osania zaognione i wplepe oczy. 
Podstarzae lub stare kobiety, tak samo jak rwienicy ich mczyni, najczciej chude, 
czasem drobne i delikatne, sterane miay twarze i powoln, cho czasem i wpadajc w 
zapalczywo mow, a jedn tylko posiaday cech; ktrej nie posiadali mczyni: 
ceremonialno obejcia si i porusze. W suto wygarnirowanych* kornetach lub 
nowoytniejszych czepkach, czsto nawet w prostych chustkach na gowach, w lunych 
kaftanach i starowieckich mantylach, z szerokimi konierzami u szyi i rkami pomaraczow 
prawie barw odbijajcymi od nienych wygarnirowa rkaww, skaday one przed 
znajomymi ukadne dygi, wzajem sobie pierwszestwa na ciekach i we drzwiach ustpoway, 
na grn lub skromn sadziy si mow. 
W caym tym zebraniu na par godzin przed poudniem uczu si dao niecierpliwe i troch 
niespokojne oczekiwanie. Pastwo modzi i asysta weselna, jako to: dwaj swatowie, dwie 
swanie* i sze par drubw, nie ukazywali si wcale przybyym gociom, z ktrych bardzo 
nieliczni tylko wchodzili do domu, a prawie wszyscy przechadzali si po ogrodzie i drodze albo 
siadali na dugich awach, tu i wdzie ustawionych, na stosie desek pod stodo, na kamieniach, 
na niskich potkach. Wiedziano dobrze, e panna moda ju jest do lubu ubran i e pora ju 
bya wielka wyrusza w drog do kocioa, lecz brakowao jeszcze jednej z najwaniejszych 
osb asysty, mianowicie: pierwszego drubanta. We wszystkich siedzcych, stojcych i 
przechadzajcych si gromadkach o tym tylko opniajcym si, a tak wanym gociu bya 
mowa. Nie dziw, e opnia si: taki czowiek! bogaty, przystojny i z tg gow, musia 
przecie fanaberi jak okaza i nie dopuci, aby go za pierwszego lepszego uwaano. 
Mczyni mwili o tym, e Kazimierz Jamont najmniejszym urodzajem ze sto kop yta i ze 
trzydzieci pszenicy na polach swoich uyna, byda moe ze dwadziecia sztuk posiada i pikne 
kunie hoduje, a potem z zyskiem sprzedaje. Tote dom sobie nowy niedawno zbudowa i gono 
przed wszystkimi owiadcza, e oeni si zamyla, bo mu ju kawalerstwo nagrzewa zaczo. 
Lat ma ze trzydzieci dwa, posanej sobie upatruje. A jake! On by moe na to wesele i nie 
* W yg a   i  o w a  y  przyozdobiony. 
*  w a  i a, swaska (gwar.)  por. obj. sowa swacha na . 415 (w Sowniku gwar Karowicza Orzeszkowa podana 
jako rdo tej formy). 
248 
przyjecha wcale, gdyby nie to, e chce mu si Domuntwnie z bliskoci w oczy popatrzy. 
Aktorka! Jedno do drugiego, pikn fortun we dwoje ufunduj. Tylko e u tego taca dwa 
koce. Podobno Domuntwna z kim innym ju tak jak prawie jest zarczon. Pogosy o tym 
chodz, ale moe nieprawdziwe. Podstarzae za kobiety opowiaday sobie wzajem, jaki to 
bogacz ten Kazimierz Jamont. Pracowa  pracuje, bo nikomu ptaki same do garci nie lec, z 
pugiem i kos sam chodzi, ale dwch parobkw trzyma, zotny zegarek ma, a ktrej niedzieli 
Micha Zaniewski za interesem do niego z rana przyszedszy w szlafroku go znalaz. W 
szlafroku sobie siedzia, fajk pali i herbat pi jak najpierwszy arystokrat. Ot jak! Czemu to 
inszym takie szczcie nigdy nie zawieci? Ale wida ju Pan Bg tak chce, eby jednym byy 
gody, a drugim gody; jednym mka, a drugim mikina*! 
Dziewczta, w cis gromadk zbite, oczy sobie wylepiay na drog patrzc, a zajmujcego 
kawalera wypatrujc. Jedna utrzymywaa, e pan Kazimierz pewno od Jadwiki dostanie dudka 
na kociele, bo ona ju dawno sobie Jana Bohatyrowicza obraa i eby tam nie wiadomo co, musi 
za niego wyj; druga twierdzia, e pan Jamont Janka od Jadwiki odsadzi, bo daleko, gdzie! 
moe cztery razy bogatszy; inne chwaliy bardzo oczekiwanego kawalera mwic, e licznie 
taczy i wierszami mwi. Delikatne, bladawe, zgrabne Siemaszczanki trzymajc si pod rce 
wsuny si w grono wysokich i barczystych Bohatyrowiczwien, Jamontwien, 
Zaniewszczanek i Starzyskich, a e tu obce byy i nikogo prawie nie znay, niemiao i cichutko 
zapytywa zaczy, czy pierwszy drubant oracj powie, bo jeeli taki bogaty, to moe te 
dumny i oracji powiedzie nie zechce. Jedna ze Starzyskich i dwie Zaniewszczanki od razu 
mwi zaczy, e to ju od tego zalee bdzie, czy mu si pierwsza druka upodoba, bo jeeli 
nie upodoba si, to moe zagrymasi i oracji nie powie, a jeeli ju powie, to bardzo pikn, bo 
jego mwienie zupenie jak woda biegnca, takie pynne, a do tego i wierszami przyozdabiane. 
Jak topola wysmuka, kruczowosa Osipowiczwna nie wiedziaa wcale, kto bdzie pierwsz 
druk Alusi, ale Bohatyrowiczwny wiedziay bardzo dobrze, e bdzie ni panna Justyna 
Orzelska z Korczyna, pana Korczyskiego krewna, i mwic o tym umiechay si do siebie w 
sposb tak znaczcy, e to uwag wszystkich zwracao. 
Wtem zielon uliczk od bramy ku domowi wiodc co rczego, gromkiego, wietnego 
zaturkotao, zaparskao, przegalopowao i pod gankiem domu stano. Pierwszy drubant 
przyjecha. Przyjecha bryczk i jednym koniem, ale jak bryczk i jakim koniem! Pierwsza 
wiecia nowiutkimi okuciami i najpikniejsz majow barw; drugi, czarny ogier (weselnicy 
pomidzy sob szeptali, e ze trzysta rubli mona by byo za niego zapaci i e pochodzi z 
wasnego chowu waciciela), kark mia wygity i szer aksamitn. Prawie galopem jadc  bo 
sam zapewne czu, e si spni  Kazimierz Jamont w jednym rku, bia rkawiczk 
ocignitym, trzyma rzemienne lejce, drug nieustannie zdejmowa z gowy granatow 
czapeczk, tym sposobem wszystkich znajomych witajc, a gdy to czyni, oprcz oku bryczki i 
aksamitnej szerci konia, byskay jeszcze pod socem jego zociste, kdzierzawe, w ty od 
szerokiego czoa odrzucone wosy. Jednemu z modszych synw Fabiana wodze odda, a sam do 
wntrza domu wpad, gdzie kilka minut ledwie zabawi, po czym znowu na ganek wpadajc 
gromko zawoa: 
 Muzyka! 
Na ten okrzyk z tumu wypadli trzej modzi, szeroko naok znani bracia Zaniewscy, ktrzy 
sztuk muzyczn gorliwie uprawiajc, na weselach ssiedzkich bezinteresownie i tylko dla 
wasnego ukontentowania a grzecznego ssiadom usuenia do taca grywali. Od paru ju 
godzin o cian domu stay oparte dwoje skrzypiec i basetla. Amatorowie-muzykanci porwali je i 
z nimi do domu wbiegli. Ku domowi te pocisnli si weselniki wszystkie, jedni do wntrza jego 
wchodzc, inni otwarte drzwi i okna tumnie obstpujc. 
* J e d  ym m ka, d  u g i m mi  ki na  przysowie: dla jednychmka, dla drugich plewy. 
249 
wietlica Fabiana rwnie obszern bya, jak u Anzelma i Jana, z mniej tylko gadko 
otynkowanymi cianami i starsz podog. Zwykego jej umeblowania nie byo dzi ani ladu, 
lecz kady mg si domyle, e ka z wysokimi pocielami, komody i skrzynie 
wyniesionymi zostay dla uczynienia z niej sali jadalnej. Pod trzema cianami stay tam teraz 
trzy dugie stoy, z desek naprdce zbite, biaym ptnem ponakrywane, dobrze ju napocztymi 
pieczeniami, pierogami i serami zastawione, a zydlami i stokami otoczone. Pomidzy stoami, w 
gbi do ciasnej przestrzeni, stali rodzice panny modej i rodzice pana modego, dwie swanie i 
dwaj swatowie. Elusia, w sukni z biaego mulinu i z kawakiem tiulu, ktry jej od wosw a 
do ziemi spada, u boku swego miaa narzeczonego, ktrego szyj obwizano biaym krawatem, 
tak szerokim i twardym, e najlejszego ni poruszenia uczyni mu byo niepodobna. Dalej 
plecami do drzwi stao sze par drubw: Kazimierz Jamont z Justyn, Witold Korczyski z 
Antolk Jamontwn, Jan Bohatyrowicz z Marylk Zaniewszczank, Adam Zaniewski ze 
Stefk Obuchowiczwn, Wadysaw Osipowicz z Cecylk Staniewsk i Micha Bohatyrowicz z 
Albert Starzysk. U drzwi, przy cianie, stana muzyka. Przez otwarte okna promienie 
bladego soca, obficie lejce si do wietlicy, paday na rozstawione po stoach i napoczte 
pierogi, pieczenie i sery, na rydzowat i uroczysty wyraz majc twarz Fabiana, na nieny i 
krochmalnymi garnirunkami sterczcy kornet Fabianowej, na trawiasty surdut swata 
Starzyskiego, na t twarz i wyfiokowan gow swani Giecodowej, na zadarty i od paczu 
zaczerwieniony nosek panny modej, na czarne i biae surduty drubw i biae, bkitne, rowe 
suknie druek. Mur takich samych surdutw i sukien za otwartymi drzwiami wietlicy zaleg 
sie domu; nieruchomo wszystkich bya zupen, a cisza staa si tak wielk, e rd niej 
sycha tylko byo, niby podmuchy wielkiego miecha, w jeden odgos zlewajce si, cikie w 
cisku oddechy obecnych. 
Wtem swania Giecodowa, ze szczytu swej wysokiej i cienkiej figury z dum dzierawczyni 
na wszystkich patrzca, rzucia na ziemi niedopalony papieros i zdeptaa go wielk stop w 
prunelowy bucik* ubran. To nage przerwanie ulubionej zna, lecz z uroczystoci momentu 
niezgodnej przyjemnoci nastpio wskutek ruchu przez pierwszego drubanta uczynionego. 
Nikt z obecnych gono nie przyznaby si do tego, ale wszyscy z niepokojem oczekiwali, czy 
wypowie on oracj albo jej nie wypowie, jak to zdarzyo mu si par razy, gdy zagrymasi i 
wypowiedzie jej nie chcia dla tej przyczyny, e mu si pierwsza druka nie upodobaa. Jednak 
przed kilku minutami, kiedy Fabian wzgldem nie znajcej si dotd pary dokona uroczystego 
aktu rekomendacji, wiele osb spostrzego, e na Justyn bystro popatrzywszy podan mu przez 
ni rk z niskim ukonem i w same koniuszki palcw pocaowa. Nikt nigdy nie widzia, aby 
komukolwiek w ten sposb si kania. Potem za do towarzyszy drubantw odwracajc si 
palcami pstrykn i, jak mg najciszej, zaszepta: 
 Szyk panna! Zdaje si, spojrzawszy, mid do gby kapie! 
Jan spon cay i, jak zwykle, gdy by wzruszonym, w gr spojrza; inni w znak 
potwierdzenia z cicha cmoknli, gowami kiwajc. Jeden tylko Wadysaw Osipowicz, ktremu 
czarne wosy jak krucze skrzyda unosiy si nad gow, do bkitnookiej Cecylki, ktrej by 
aspirantem, szepn: 
 Nic ja osobliwego w tej pannie postrzec nie mog! 
Wic upodobaa si! Teraz Kazimierz Jamont uczyni poruszenie, ktre go ze zbitej w cisk 
kampanii nieco wyosobnio, stan naprzeciw pastwa modych, tu obok umieszczonej na stole, 
wizkami mirtu pitrzcej si tacy, rk w biaej rkawiczce po zocistej czuprynie przecign i 
gosem tak dononym, e go za oknami i a w ogrodzie sycha byo, mwi zacz: 
 Oto jest wianek uwity nie z pere ani z diamentw, ale z zielonej mirty, znak panieski, oku 
ludzkiemu przypodobujcy si, a tobie, panno moda, w dniu dzisiejszym chwalebn ozdob by 
majcy... 
* P  u  e l o w y b u  i k  tj. pokryty czarn, szorstk tkanin wenian. 
250 
Mwic to wskazywa na tac napenion mirtem; teraz wzi z niej may mirtowy wianek i 
delikatnie go w wycignitym ku pastwu modym rku trzymajc cign dalej, a coraz 
dobitniej i goniej: 
 Teraz bierz sobie na uwag, przenajdostojniejsza paro, te kilka moich myli, ktre w 
nastpujcej zawr si formie. Wszak widzisz, panno moda, e ju ostatni przyszed termin, w 
ktrym ten wieniec, przed oczy twoje reprezentowany, nosi bdziesz, bo od dzisiejszego dnia 
on zniknie i nie powrci wicej na twoj gow. 
Tu Elusia zacza z cicha chlipa i z wielk trudnoci z kieszeni lubnej sukni wydobywa 
chustk do nosa. Ale drubant z oczami w ni wlepionymi nieprzerwanie cign: 
 Ach! pikny to jest laur by panienk i jake go nie aowa! Trzeba go obla rzewnymi 
zami, bo jakie by to byo serce tej piknej panny, gdyby w dniu dzisiejszym nie pakaa? Ale ja 
tak powiadam, e nic nie ma na wiecie przyrodniejszego nad stan maeski i e Bg, ktry 
utworzy niebo, ziemi i zotne gwiazdy, dla szczliwoci ludzkiej i ten stan ustanowi. Nie ma 
tu przyczyny smci si i biedowa. Bo ty, panno moda, cho pozbywasz si piastowania matki 
i ojca, ale nabywasz przyjaciela wiernego na wiek wiekw, a do koca. A ty, panie mody, to 
we na uwag, e Bg socem, a m dobr on wiat sobie weseli. Gdy tedy ju nadszed ten 
dzie weselny, od caej zgromadzonej asysty i wszystkich tu znajdujcych si pastwa 
krewnych, przyjaci i znajomych, tobie, najdostojniejsza paro, jako wasz pierwszy i najstarszy 
drubant, najlepsze yczenia wypowiadam... 
Tu gos nieco zawiesi, a w cisku ju nawet gonych oddechw sycha nie byo, z takim 
wyteniem oczekiwali wszyscy dalszych sw drubanta, ktre te dobitniejsze jeszcze i 
uroczystsze ni przedtem wkrtce zabrzmiay: 
 Niechaj wam ycia dzionek wije si jako wianek, w ktrym jasny kwiat z ciemnym si 
przemienia, ale wszystkie rozkosz czuj, bo si wzajem obejmuj. Troski po szczciu i 
szczcie po troskach znosi bdziecie w spokojnoci, jedno od drugiego czerpic pocieszenie w 
przyjani i mioci. Cieszcie si, e dnia dzisiejszego w kociele witym zczy si para, a przez 
mczyzn i kobiet wzajemnie sobie bdzie dana wiara. Oto ju grzmi muzyka... 
Tu istotnie dwoje skrzypiec i basetla zagrzmiay czym troch do hucznego marsza, a troch 
do zawiesistego mazura podobnym. T huczn muzyk gosem przenoszc i tac mirtem 
napenion w obie rce ujmujc pierwszy drubant koczy: 
 Czas do kocioa po sidmy sakrament wity jecha, a wprzdy do kolan rodzicielskich po 
ojcowskie i macierzyskie bogosawiestwo upa. Prosz tedy, panno druko, 
niezmarszczonym czoem, wesoym okiem i askaw rk te mirty przyj i drubujcym na 
znak dnia weselnego rozda... 
Z niskim ukonem tac z mirtem Justynie podawa, ona w zamian pooya na niej cienk, 
bia chustk, z piknie wyhaftowanymi jego cyframi. Caa twarz, wielka, rowa, piegowata, z 
szerokim czoem i zawiesistym wsem, zapona mu zadowoleniem i dum. 
 Gdybym zotny i bryliantowy dar otrzyma, tak ukontentowanym bym nie by, jak jestem z 
tej pamitki rczkami pani przygotowanej  wymwi z niskim ukonem, lecz w teje chwili 
uczu si pochwyconym w czyje ramiona. By to Witold, drugi po nim drubant, ktry nagle i 
ognicie w oba policzki go pocaowa. 
 Przepraszam...  mwi  moe pan bdzie si gniewa, e przy takiej maej znajomoci, tak 
poufale... ale licznie pan t oracj powiedziae... Czy pan j sam uoye, czy te... 
 Czciowo! czciowo...  rce nowego przyjaciela w szerokich doniach tak mocno 
ciskajc, e a biaa rkawiczka z chrzstem pka, odpowiada zacz, ale muzyka nagle 
umilka i po wietlicy rozchodzi si zacz do niepoznania zmieniony gos Fabiana. Elusia jak 
duga do ng mu bya runa, a pan mody ze stukiem na kolana upad, lecz z powodu twardego i 
szerokiego krawata gowy pochyli nie mogc pozr klczcego koka zachowywa. Fabian za, 
251 
chocia go zwyczaj do wypowiadania oracji koniecznie nie zobowizywa, przez wzruszenie 
zmienionym czy te umylnie przybranym, bardzo cienkim gosem przemawia: 
 Dziady i przeddziady nasze na tym samym miejscu gody maeskie wyprawowali, gdzie i 
ja twoje, moja crko, dnia dzisiejszego wyprawuj. Masz wiedzie, e nie powinna by swarna, 
marnotrawna, jzyczna* ani rce za pas zakada albo, bro Boe, baamutniom i pustotom ycie 
swoje powica, ale przyjacielowi swemu dozgonnemu we wszystkim pomocna, zgodna i 
ulega... 
W tym miejscu przemowy Elusia, pomimo e twarz przy samej ziemi prawie trzymaa i 
chustk wycieraa oczy, po surduta narzeczonego mocno pocigna i szepna: 
 Prosz nachyli si! Czy to piknie przy bogosawiestwie ojcowskim z nosem do gry 
stercze? 
Jak na komend Franu nagle i energicznie zgnit brod obrcz krawata i czoo ku ziemi 
pochyli. Fabian wanie ku niemu mow zwraca: 
 A tobie, mj ziciu, ojcowskim sowem i sercem zapowiadam, aby towarzyszk, ktr ci 
daj, szanowa i we wszystkim jej by pomocny, zgodny, nieofukliwy, nie grubian, ale... 
Tu pomimo zazawionych oczu szorstka kpa wsw poruszya mu si jakby do umiechu. 
 Ale tak samo i lejcw zbytnio once nie popuszczaj, a to pamitaj sobie, e zy gospodarz 
najpikniejsze dziedzictwo niedozorem zmarnuje, a dbajcy i umiejtny z lada czego uczyni co 
dobrego. To wam, moje dzieci, ostatnim ojcowskim sowem i z gruntu serca powiedziawszy 
Boga Wszechmogcego o bogosawiestwo i zesanie na was... wszystkich... ask... i... po... 
pomylnoci... 
Teraz ju rozpaka si tak, e koca sw jego nikt dosysze nie mg, i z kolei 
bogosawicy mod par rodzice pana modego pakali, i swania Starzyska rozpakaa si, a 
swania Giecodowa, gardzc tkliwoci tumw, powiekami prdko mrugaa, aby spod nich zy 
nie wypuci, panna moda a za ni i pan mody prawie ju rycze zaczli, wtem za oknem, w 
mozaice mnstwa z zewntrz napeniajcych je twarzy, ukazaa si zka, chuda twarz z 
ogromnymi, ciemnymi okularami i Bohatyrowicz Aposto ramiona wznoszc aoliwym gosem 
zawoa: 
 Przyobiecane jest krlestwo niebieskie czowiekowi, ktry synowi swemu albo crce swojej 
maeskie gody wyprawi! 
Sowa te byy kropl przepeniajc czar wzruszenia obecnych, ktrych ogromna ju 
wikszo wybuchna paczem, a przy tym i caowa si pomidzy sob zacza. Paczc 
obejmowali si i caowali rodzice panny modej i rodzice pana modego, swatowie i swanie, 
druki i drubantowie, a w wietlicy, za oknami, za drzwiami, przez kilka minut nic wicej 
sycha nie byo, jak tylko szlochania, causy, a wrd szlocha i causw zaczynane, urywane, 
niedokoczone powinszowania, podzikowania, bogosawiestwa i yczenia. Druki paczc i 
razem miejc si, caujc i winszujc krciy si rd obecnych i wszystkim wizki mirtu do 
sukien przypinay, a pierwszy Kazimierz Jamont w tym powszechnym zamieszaniu i wezbraniu 
uczu porzdek czyni zacz. Kilka razy po wzburzonym mrowisku okiem wiodc, szerokimi 
barami niecierpliwie poruszy, kilka razy palcami pstrykn, usta otworzy i zamkn, a na 
koniec czupryn jak grzyw wstrzsnwszy wyprostowa si jak struna i grzmotowym gosem 
krzykn: 
 Jazda! 
A potem, niby wieloryb wody, piersi i bokami tum prc, a gosem pszczolne jego brzczenie 
przenoszc, woa cigle: 
 Jazda, pastwo! Jaz-da! jaz-da! jaz-da! 
* J  z y  z  a (gwar.)  gadatliwa, ktliwa. 
252 
Wicej nieli poowa obecnych pocisna si ku zaprzonym bryczkom i osiodanym 
koniom, ale pierwszy drubant przed t ciliw fal z rozpostartymi ramionami stan, piersi 
wasn jej nawa wstrzymujc i woajc: 
 Wolniej, pastwo! wol-niej! Po porzdku! po porzdku! 
I potem dugo w tumie gw, twarzy, surdutw, sukien, rojcym si dokoa bryczek i koni, 
przesuwaa si nieustannie jego granatowa czapka, wierzch tylko kdzierzawej czupryny 
przysaniajca, a gos nakazujcy, dyktatorski woa i dyrygowa, rozlega si w urywanych i po 
wielokro powtarzanych wykrzykach: 
 Prosz siada! Niechaje pastwo siadaj! Panna moda ze swoj swani! Pan mody ze 
swoim swatem! Druga swania i drugi swat razem! Pierwsza panna druka! Gdzie pierwsza panna 
druka? Prosz za mn! licznie prosz! Druga panna druka z drugim panem drubantem. 
Trzecia panna druka z trzecim panem drubantem... Muzyka! hej! syszycie tam, muzykusy! 
Zaniewscy, hej! siada na t bryczk... tam... za asyst!... 
I tak dalej, i tak dalej, przez dobry kwadrans, a na koniec wszystko razem gruchno, 
zagrzmiao, zattniao, wybuchno muzyk, miechem, krzykami, parskaniem koni i z gstego 
tumanu kurzawy, ktry wzbi si nad Fabianow zagrod, wytoczyo si na gadki, spowiay 
kobierzec ucielajcy szerokie pole, pod bladozote soce, w przejrzyste jak kryszta powietrze. 
W zagrodzie Fabiana przecie nie zapanowaa zupena cisza Przynajmniej poowa zebranego 
towarzystwa pozostaa tu i raczya si ywnoci rozstawion na stoach, przy ktrych potem, a 
do zachodu soca, coraz zmieniali si biesiadnicy. Do rosow, pieczeni, kiebas, nalenikw, 
makaronw, przeplatanych umiarkowanie popijanym miodem i piwem, zasiadano, dla ciasnoty 
miejsca, partiami z pary dziesitkw osb skadanymi. Gdy jedni w wietlicy zajadali, inni, 
czekajc na kolej swoj lub j odbywszy, w ogrodzie i na drodze przechadzali si, zalecali, 
gwarzyli. 
Fabian wietlicy nie opuszcza ugaszczajc i zabawiajc goci tak gorliwie, e a oblewa si 
potem rzsistym, ktry co chwil chustk z oblicza, z ysiny i z karku ociera. Jednak pomimo 
gocinnoci i zwykej mwnoci kady mg pozna, e potajemnie drczy go dolegliwy 
frasunek. Mniej ni zazwyczaj prawi facecji i przysw, czsto obfit mow w poowie 
przerywa i zamyla si czoo marszczc, a kpk wsw naprzd wysuwajc. Taki sam 
frasunek, pomimo zreszt szczerego oddawania si przyjemnociom odpoczynku i zabawy, 
pomimo powolnego wychylania nieduych czarek miodu i piwa, znacznym by i na innych 
Bohatyrowiczach, starszych zwaszcza gospodarzach i ojcach rodzin. Ci i owi z cicha albo te 
gono i z rozmachem opowiadali znajomym z innych okolic przybyym o procesie z panem 
Korczyskim przegranym i o cikim z tej przyczyny strapieniu; niektrzy ponuro pomrukiwali, 
e po tym weselu wprdce gorzko si przyjdzie zasmci lub te e to wesele prdko si w pacz 
zamieni, gdy twardy i nieubagliwy ssiad na karkach im z egzekucj sidzie, a kiedy 
najszumniejsi i najweselsi z biesiadnikw Fabianowi winszowali, e takie chwalebne gody 
maeskie crze swej wyprawia, on rkami zatrzs i z wybuchajc ju alteracj trosk sw 
wygada. 
 Jezu ukrzyowany!  ramiona rozstawiajc woa.  ebym ja by lepiej nagle zgin, nieli 
takiego zniszczenia i wstydu, jaki mnie wprdce spotka, doczeka! Wesele! wesele! Pewno, e 
wesele, i to crki, ot, tak samo jednej, jak ta jedna gowa na karku! Ale co z tego! Trzy dni 
wesela, a do mierci smutku! eby mnie ziemia pochona, nim koniec tego wesela nastpi, daj 
Boe! 
Inni strapionych ssiadw pociesza usiowali. 
 Nie bjcie si! Wicej Bg ma, ni rozda!  krzycza Starzyski. 
Bohatyrowicz Aposto, ciemne okulary ku sufitowi zwracajc, skruszonym gosem prawi: 
 Czasowe to straty, marnoci tego wiata, doczesno... znikomo... 
253 
A powany, niemody Strzakowski, w dugim surducie z samodziau do siermigi podobnym 
i z mylcymi oczami rd steranej twarzy, perswadowa: 
 C robi? Trapi si nie naley, bo eby i najwiksze trapienie si, nic nie pomoe. Pan 
Korczyski twardy jest i dla biednych ludzi nieubagliwy, ani sowa... i my jego znamy... ho! ho! 
dobrze na swoich skrach poznali... Ale, sysz, syna ludzkiego on ma, wilkiem na ludzi nie 
patrzcego. Moe on porednikiem midzy ojcem a ssiadami zostanie... 
 Pewno! a jake! To ju i ja sam sobie mylaem!  z wolna potwierdzi Walenty 
Bohatyrowicz. 
 Ju nam pewno potrzeba udania si do niego wypadnie  mwili inni.  Ju inaczej nie 
bdzie, tylko e jego na jednacza pomidzy nami a panem Korczyskim poprosim. 
Fabian przeciw temu zamiarowi burzy si i buntowa. On nikogo prosi o nic nie bdzie, 
ostatni krow sprzeda, a jak azarz u bogaczowego progu nie legnie. Ale zakrzyczeli go inni. 
 Co masz czupryn jey, kiedy niemocen jeste!  woali.  Tanio tobie przychodzi teraz 
grono stawa, a drogo byo do procesu tego ssiadw nie namawia albo lepszego i 
poczciwszego adwokata nale. Sam wszystkich na rze wyda, a teraz od jedynego ratunku 
ubiega... 
Fabiana wymwki te nade wszystko ju mieszay i gryzy. 
 Ja siebie winnym nie sdz!  tumaczy si na wp z gniewem, na wp z paczem  nikt 
zego nie chce. Zamylaem jak najlepiej dla powszechnoci naszej uczyni i panu 
Korczyskiemu wszystko pomci. A e przez zego czowieka oszukany zostaem, czy dlatego 
ju na wskie paski mam by pokrajany! 
 Albo to mody pan Korczyski noem po ciele ci pojedzie?  pokrzykiwali ssiedzi.  Przed 
nim i upokorzy si nie wstyd, bo on biedzie w oczy nie pluje, ludziom yczliwy jest i ludzkiej 
przyjani te szukajcy... 
 Bg mi ubij na ciele i duszy  za gow chwytajc si wyrzeka Fabian  jeeli 
spodziewaem si, e taki los na mnie padnie i e na staro przemieni si w Joba o zmiowanie 
proszcego... 
A Aposto suche ramiona w grubych rkawach kapoty ku sufitowi wznoszc, aoliwie 
upomina: 
 Nie bd synowie pokutowa i mrze za ojcw, ale kady w swoim grzechu i w swojej 
pokucie umrze! 
Tak nie po weselnemu troch starsi w wietlicy gwarzyli, ale modziey napeniajcej ogrd i 
drog nie do strapie i smtnych rozmyla dzi byo. Wieczr zblia si, nadchodzia pora 
rozpoczynania tacw, a naprawd ju nawet i nadesza, bo rzewy chodek wieczoru muska 
zaczyna twarze rozgorzae od jedzenia, rozmw i chichotw, ale zwlekao si to jako dla 
przyczyn rnych. Naprzd, pastwo modzi z asyst dugo za obiadem przesiedzieli, bo u 
pocztku jego swat Starzyski wda si by w dug oracj, co sw kilka, niby grzmotem, 
miechem przerywan, a u koca Aposto wypowiada bardzo budujce i nabone modlitwy i 
upomnienia; potem muzykantw zawoano do stou; a teraz, kiedy i muzykanci ju podjedli, 
pierwszy drubant znowu, niezadowolony widocznie i kwany, po drodze przechadza si lub 
pord niej stawa, cigle jakby kogo oczekujc i wypatrujc, a z nikim oprcz Domuntw 
prawie i mwi nie chcc. Z Domuntami wida i dawniej zna si, ale teraz to ju przyja z 
nimi zawiera i przed nowymi przyjacimi popisywa si te widocznie, bo i swego czarnego 
rebca, ze stajni go wyprowadziwszy, ze wszystkich stron im prezentowa, i zoty zegarek co 
kilka minut z kieszeni kamizelki wyjmujc, niby ktra godzina patrza, i na koniec nog w 
byszczcym bucie daleko naprzd wysunwszy podjtym z ziemi drewienkiem pocz w zbach 
duba, zupenie tak jak najpierwsze arystokraty po jedzeniu czyni s zwykli. Jakkolwiek 
wzrost mia dobry i nieskpo mierzone bary, przy ogromnych Domuntach prawie maym 
wyglda, przenoszc ich w zamian o wiele miaoci i elegancj. Przyczyo si ku nim 
254 
wkrtce kilku bojani nie znajcych Obuchowiczw, podszed w swym kanarkowym ubraniu i z 
rk na kbie opart Micha Bohatyrowicz, z wsami w gr zbliyli si ozowiccy, a z nimi 
razem stan Staniewski o wysokim czole, i tak moe we dwunastu utworzyli pord drogi 
wyborow niby gromad, odgosami ywej rozmowy w ciche powietrze bijc. 
Za nimi, tu przy drodze, synowie Fabiana: rudawy i chmurny Adam, rudy, pleczysty i 
wiecznie miejcy si Julek, rd toku innej modziey mskiej i dziewczt na ocie i szeroko 
otwierali sal do taca. Miecia si ona w stojcym tu przy drodze u kraca ogrodu gumnie. 
Stukny, skrzypny, na ocie rozwary si wrota gumna, z ciemnej gbi jego wybuchna na 
ogrd i drog mocna wo napeniajcego zasieki zboa. Na grube supy rozdzielajce zasieki z 
tokiem do mcki przeznaczonym modsi synowie Fabiana wdrapywali si jak wiewirki 
zawieszajc na nich dobrze oszklone i cile zamknite latarnie. W gbi toku zasiedli 
muzykanci, instrumentw swych z przecigymi piskami i huczeniami prbujcy; z boku 
pomidzy supami wskie awki obsiadywa zaczy podstarzae kobiety; rodkiem przechadzay 
si pod rce si trzymajc drobne i niemiae, jeszcze wszystkim tu obce Siemaszczanki, na 
ktrych pomimo delikatnoci ksztatw i rysw zna byo ubstwo i prac. Zreszt, wszyscy 
jeszcze na otwartym powietrzu stali, gdy z pola na drog skrciy i ku zgromadzeniu do szybko 
dy zaczy dwie postacie: konia i kobiety. Ko by duy, utrzymany dobrze, ale mocno na 
jedn nog kulejcy, kobieta do szybszego chodu napdzaa go wielk gazi. 
 Jezu!  w gromadce u wrt gumna stojcej ozway si kobiece gosy  to to Jadwika! Czy 
ona rozumu pozbya si, aby w dzie weselny tak pokazywa si ludziom? 
Wysoka, pleczysta, bosa, w krtkiej samodziaowej spdnicy i rowym kaftanie, jeszcze na 
niwa sprawionym, z rozczochran kos na plecach, Domuntwna kulawego konia gazi 
popdzaa i mijaa witecznie ustrojone gromadki o nic nie dbajc. Na kilka pozdrowie i 
zapyta przesanych jej zza potu i od otwartych wrt gumna, basowym swym gosem i drog i 
nie przestajc odpowiedziaa, e parobek wczoraj jej najlepszego konia skaleczy, wic go dzi 
sama do konowaa zaprowadzia, a teraz stamtd wraca. Parobkowi bydlcia powierzy nie 
chciaa, boby je gorzej jeszcze zmarnowa. 
 Nu! nu!  woaa, gazi z lekka po bokach konia uderzajc i jednej z gromadek pytanie 
rzucia: 
 Czy moje bracia z Siemaszek przyjechali? 
Pierwszemu drubantowi za ledwie oczy z gowy nie wyskakiway, tak patrza w ni. 
Widzia j ju raz przedtem, ale dzi podobaa mu si wicej jeszcze ni wtedy. Obu ramionami 
uderzy si po bokach, palcami zapstryka. 
 Szyk panna! wida zaraz, e gospodynia zawoana i cen dobrego zwierzcia zna! Ot, 
gdybym tego konia z bliskoci mg obejrze, zaraz bym mu co poradzi od wszelkiego 
konowaa lepiej! 
Wida byo, e a trzs si i do panny, i do konia, e bose nogi, rozczochrana kosa i 
samodziaowa spdnica panny wcale jej w oczach jego ujmy nie czyniy, szacunek, owszem, i 
szczliw ufno w przymioty jej budzc. Z bliskoci jednak ani na ni, ani na jej skaleczonego 
konia popatrze nie mg, bo z drogi na wsz ciek, krcej do jej zagrody wiodc, skrcia. 
Kto z dala ku niej zawoa pytajc: czy na tace przyjdzie? Odkrzykna, e moe komu tace w 
gowie, ale jej bynajmniej, bo chorego konia dopatrzy trzeba i przy dziaduniu siedzie. Z 
podniesion gow i wytonym suchem Jamont odpowiedzi jej wysucha, po czym jedn rk 
kadc na ramieniu jednego Domunta, a drug na drugiego, co do nich poszepta, a oni zaraz 
biegiem pucili si za stryjeczn, i z dala wida byo, jak przyjacielsko z dziewczyn za rce si 
ciskali, co jej prawili, o co prosili, a ona opieraa si, przeczco gow trzsa, na koniec 
znowu cisnwszy si z brami za rce, kulawego konia dalej popdzia. Domuntowie za z 
odkrytymi czuprynami biegiem ku Jamontowi wracali, czapkami machajc i z dala woajc: 
255 
 Przyjdzie! a jake! ma si rozumie, e przyjdzie! Nie chciaa, mwia, e dziadunia 
pilnowa musi, ale braci posucha musiaa i obiecaa, e przyjdzie! 
Usyszawszy to Kazimierz Jamont wielk, row, piegowat twarz ukontentowaniem 
rozpromieni i naprzd na zoty zegarek spojrza, a potem z kieszeni tuurka skrzan 
papieronic wydobywszy stryjecznych Jadwigi papierosami czstowa. 
W tej samej prawie chwili, z innej ju strony, bo od korczyskiego dworu, nadchodziy dwie 
kobiety; jedna bardzo wysoka, w czarnej mantyli, z wysokim grzebieniem nad wosami, druga 
znacznie nisza, w biaej sukni z row opask. Witold, ktry sporej i zaciekawionej gromadce 
modziey z oywieniem prawi o uynianiu ziemi pastwisk pozbawionej przez upraw ubinu, 
spostrzegszy nadchodzce kobiety rzuci si ku nim i obie w rce ucaowa. Po chwili zjawia 
si i Fabianowa, ktr dziewczta z wielkim krzykiem z gumna wywoay, i menuetowe swe 
dygi, ju o Giecodach wspominajc, przed pann Mart Korczysk wykonywaa. Dziao si to 
pod sam cian gumna, lasem chwastw obros, ku ktrej ze strony przeciwnej od 
Anzelmowej zagrody posuwaa si haaliwa i pena miechw gromadka. Bya tam panna 
moda lubn swoj sukni janiejca i z pomoc ma jako te kilku dziewczt i chopcw 
gwatem na wesele swe przywodzca ssiada Anzelma. Nie mia przyj wcale; nie mg 
dobrowolnie wmiesza si w gwary, w haasy, w tumliwe gadania; zamkn si by nawet w 
swoim przeciwku, ale go tam szaracza weselna opada pod przewodnictwem panny modej, 
ktra pierwsza przez otwarte okno do wntrza przeciwka wskoczya. Dopty go hrabi, 
mrukiem, gardzicielem i tetrykiem przezywali, dopty prosili i piekielnie nad samymi uszami 
haasowali, a zgodzi si pj z nimi na godzink, na jedn godzink, byle pastwu modym tej 
ubligi nie czyni, e bliski krewny i najbliszy ssiad weselnymi godami ich wzgardzi. Tyle 
tylko uprosi sobie, e pozwolili mu nowe buty wdzia i czarnym krawatem konierz codziennej 
koszuli obwiza. Teraz ju nie opiera si, tylko wielkiej baraniej czapki co moment przed 
znajomymi uchylajc, ze zmconym wzrokiem i cierpicym umiechem szed tam, dokd go 
Elusia z jednej strony, a Franu z drugiej pod ramiona wiedli. Wtem gwatownym prawie 
ruchem ramiona swe uwolni i cilej jeszcze otulajc si kapot, z oczami w jeden punkt 
wlepionymi, ku cianie gumna cofa si zacz, a plecami opar si o ni, po kolana prawie w 
wysokich chwastach stajc. Zobaczy Mart, ktra zobaczya go take i kilka jeszcze szerokich 
krokw uczyniwszy stana. W czarnej spdnicy i mantyli, z liliow kokard u szyi, troch 
przygarbiona, jak ciki sup, z podan naprzd ma, t, pomarszczon twarz przed nim 
stana. Rozswawolona gromadka z pann mod na czele swego dokazawszy pierzchna w 
strony rne; oni przez ca minut na siebie patrzali. Anzelm z wolna czapk nad gow 
podnoszc przyciszonym i bardzo zajkliwym gosem zacz: 
 Kopa lat... ko... ko... pa... lat.. 
A ona take zacza: 
 Gra z gr... gra z gr... 
I wycigna ku niemu swoj du, ciemn rk, ktr on powolnym ruchem uj i w obu 
doniach zatrzyma. Znowu milczc na siebie patrzali; jej broda i dolna warga trz si zaczy, 
on gow z wolna koysa. 
 Dwadziecia trzy lata... dwadziecia trzy lata...  mwia. 
A on, w skupionej jakby i osupiaej kontemplacji pogrony, oczu z niej nie spuszczajc 
zacz: 
 Poranek widzia kwitnc, rumian, a wieczr... 
Urwa, mocniej gow wstrzsn, kdy w bok spojrza. Ona zarumienia si tak, jak to w 
czasie poranku bywa musiao, i nagle, jakby otrzewiawszy, zamiaa si: 
 A pan Anzelm moe myli, e nie postarza? Oj, oj! Wieczny miech! Nie my jedne 
starzejemy... 
256 
On take wyrwa si z toni wspomnie, w ktr go pogry widok tej kobiety, rk jej ze 
swoich rk wypuci i z umiechem zaartowa: 
 Susznie! A jake! Staro grubianka, nikogo nie zdobi... 
Nie zauwayli, e obstpio ich kilku starszych bohatyrowickich gospodarzy, ktrzy Mart 
kiedy znali i ku niej szli z powitaniem. Kady jej przypomina, jak niegdy w Korczynie j 
czsto widywa; jeden nad dugoci upynionego czasu zastanawia si, drugi chcia wiedzie, 
czy pamita brata jego, ktry podwczas kdy daleko i na zawsze z okolicy wywdrowa; 
trzeci, najstarszy, z cicha co prawi o swoim synu, o panu Andrzeju Korczyskim i ruchami 
gowy na zaniemeski br ukazywa. Ona wszystkim ciskaa rce, wszystko pamitaa i razem 
ze wszystkimi gow trzsa powtarzajc: 
 Stare czasy! stare czasy! 
A potem przez Fabianow zapraszana do gumna wesza i tam take pord siedzcych na 
awie niewiast sporo dawnych i dawno nie widzianych znajomych swoich ujrzaa. Rzucia si ku 
niej w jasne barwy dnia tego ubrana Starzyska i wp z paczem, wp ze miechem swego 
pierwszego nieboszczyka przypomina jej zacza; podesza Walentowa i owiadczya sw dobr 
o tym pami, e panna Marta niegdy w onych starych i inszych, wcale inszych ni teraniejsze 
czasach, troje jej dzieci czytania i pisania nauczya; zbliya si te i Giecodowa rekomendujc 
si jako dzierawczyni ssiedniego folwarku i papierosami j traktujc; inne wypowiaday 
zdziwienie, e j tu widz... Ona wszystkich powitawszy na awie pomidzy nimi zasiada, 
dziwicym si odpowiadajc: 
 A c robi? moje panie! co robi? Nie chciao si kurze na wesele, ale musiaa... 
Koncept ten wywoa ogln wesoo i poufao. O! ona wiedziaa, jak z tymi ludmi 
mwi i mwi tak lubia. Siedziaa midzy nimi, o sprawach tyczcych si wesela i 
gospodarstwa rozmawiaa, odmodzona jakby, cho przygarbiona, wesoa jak nigdy, cho troch 
zmieszana, wilgotnym wzrokiem po otaczajcych j postaciach i twarzach wodzc... Naprzeciw 
niej Witold, posiadajcy tu znajomoci bez liku, Maryni Kirlank zaznajamia z 
Siemaszczankami, ktre trzymajc si pod rce now znajomo z widoczn radoci 
zawizyway. Modziutka panienka, w tym samym stroju, w jakim bya na wielkim obiedzie w 
Korczynie, wygldaa zawsze na przedziwnie wie r poln i uszczliwiona 
spoczywajcym na niej wzrokiem przyjaciela, jego obecnoci omielona, serdecznie obie rce 
do nowych towarzyszek wycigaa. 
Tymczasem na supach wznoszcych si nad tokiem Julek wiece w latarniach zapali; przy 
tym wietle ukazay si w cieniu zasieki pene zboa i wskie pomidzy nimi uliczki, dokoa za 
gumna wrzao. Soce za br ju zapado. W szarej godzinie za rzadkimi ogrodami Niemen tu i 
wdzie srebrnie pobyskiwa. Po ogrodach, trawach, gajach toczyy si mskie i kobiece gosy, 
pojedynczo, chrem, wstydliwie, to niecierpliwie woajce: 
 Panie Jamont! Jamont! Panie Kazimierzu! Kaziu! Panie Jamont! Ja-mont! Ja-mont! 
Nic ju innego prcz tego nazwiska przez kilka minut sycha nie byo. Starzyska w 
rozpaczy drog biega. 
 Bo to  woaa  nie wiadomo czy na pogrzeb, czy na wesele ludzie przyjechali. Owszem! 
Kiedy na Jadwik czeka, to niech sobie do niej idzie, ale wprzd, jak drubantowi przynaley, 
tace rozpocznie... Panie Jamont! Owszem, gdzie on przepad? Panie Ja-mont! Ja-mont! Jamont! 
Nie przepad, tylko a dotd przechadzajc si po drodze, ze stryjecznymi Jadwigi rozmawia 
i z rozmowy tej wida zadowolonym si uczu, bo zewszd wykrzykiwane nazwisko swe 
usyszawszy, papieros na ziemi rzuci, nog go zadepta i ze Starzysk u rkawa jego 
uczepion w wesoych poskokach do gumna wpad. Tu bystro wrd obecnych rozejrzawszy si, 
przed pierwsz druk  jak to obowizkiem jego byo  stan i do taca j zaprosi, a gdy ona 
w znak przyzwolenia lekko mu si odkonia, ku muzykantom rk wycign i hukn: 
257 
 Zaniewscy! Rznijcie! 
Muzyka skoczn polk zagraa; tace od godziny ju niecierpliwie oczekiwane rozpocztymi 
zostay. Na toku wirowao par ze dwadziecia, to jednoczenie, to gdy cisk zbyt wielkim si 
stawa, po kilka i kilkanacie. Witold w roli drugiego drubanta naprzd pann mod do taca 
zaprosi, Elusia za z ukontentowaniem z awki poskoczya i rk na ramieniu mu skadajc 
gono go upominaa: 
 Bardzo susznie! tylko niech pan dugo taczy i dobrze trzsie, bo ja inaczej nie lubi! 
Marynia Kirlanka dostaa si jednemu z modych Siemaszkw, a mae Siemaszczanki 
porwanymi zostay przez ogromnych Domuntw, co widzc podye niewiasty na awach 
chichota zaczy i dzieli si uwag, e Domuntowie z dzbankami po wod poszli. Zreszt pary 
zmieniay si i dobieray coraz inaczej. Niektrzy z kawalerw mieli na rkach glansowane lub 
baweniane rkawiczki; ci za, liczniejsi, ktrzy ich nie mieli, przed rozpoczciem taca 
chustkami do nosa owijali sobie rk, w ktrej spoczywa miaa rka ich tancerki; wszyscy po 
przetaczeniu tancerki swoje ku awom i stokom albo przynajmniej ku cianom przyprowadzali 
i na podzikowanie skadali przed nimi grzeczne ukony. Nie przesadzay dziewczta 
opowiadajc, e Kazimierz Jamont adnie taczy. Istotnie, tancerz by z niego ochotny i 
zgrabny, dla tancerek nadzwyczaj dworny, i wszyscy tam prawie poruszali si gibko, ranie, z 
wielk na boki wsptancerzy uwag, tancerkami jak pirkami wywijajc, a przytupujc tak 
czsto i gromko, e pod ich stopami tok odzywa si grzmotem. Gada te, miechw, 
konceptw na awach i w tumie, otwarte wrota stodoy zalegajcym, byo niemao. Raz Adam, 
ktry nie taczy, ale u samych drzwi stojc spod brwi jak zawsze schmurzonych czsto ku 
latarniom wzrokiem rzuca i na wszystko, co dziao si w gumnie, piln uwag zwraca, 
wyprostowa si i z gniewu zaczerwieniony dononie krzykn: 
 Bardzo przepraszam, ale kto tam jest taki dure, e w gumnie papirosa pali? 
Pomidzy niewiastami zrobi si na te sowa ruch wstydliwy i ironiczny. ta iskra, ktra zza 
rozmiotanych sukien tancerek przed Adamem bya bysna, zgasa, a z przeciwnej strony 
rozchichotany gos Starzyskiej rzuci odpowied: 
 Dobrze. Bo to pani Giecodowa papirosa zapalia... 
Na to znowu podnis si i zagrzmia chr miechw kobiecych i mskich, a niezmieszany 
bynajmniej Adam wcale nie po cichu zdanie swe o zdarzeniu wypowiada: 
 Bo niechaj baba w gumnie nie smali! Hrabinia! 
Kiedy za polk zamieni kontredans taczony skocznym i przypieszonym krokiem, jedni z 
mczyzn w balansach szeroko ramiona rozstawiali i na rodek toku wybiegajc, pilnie 
przygldali si swoim nogom, inni za, do ktrych pierwszy drubant nalea, zachowywali ca 
powag i gracj tacowi temu waciw, lecz po ukoczeniu ostatniej jego figury, jakby kajdany 
z ng pozrzucali, w tak siarczyst pucili si galopad. Nie przerwa jej, lecz tylko nieco j 
zmci przeraliwy pisk psa, ktry okrutnie przez kogo nadeptany wymyka si spord tumu i 
naprzeciw ktrego, tum rozpychajc, bieg wielki, zwykle powolny Julek i popiesznie na rce 
go schwyci. W tacach Julek udziau nie bra. Gdzie mu tam byo, leniwemu i gapiowatemu, 
puszcza si w cisk i skoki! Sta tylko u drzwi i to na latarnie, to na taczcych patrzc, biae 
zby w nieustajcym umiechu pokazywa, do Sargasa, ktry u ng mu si tuli, czasem 
mrugajc, jakby pociesza go i upewnia, e zaraz to wszystko si skoczy, a oni znowu we 
dwch na Niemen pjd. Teraz sporego kundla spod ng taczcym wychwyciwszy, bez 
umiechu ju, owszem, gsto obros twarz do jego czarnej szerci aonie przytulajc, wyszed 
z gumna i ju nie ukaza si tam wicej. 
Tymczasem Wadysaw czy, jak go tam nazywano, ady Osipowicz, ten, co mia wosy jak 
krucze skrzyda czarne i u skroni rozpostarte, z ramieniem do objcia bkitnookiej Cecylii 
Staniewskiej ju przygotowanym, niecierpliwie zawoa: 
 Zaniewscy! do roboty! Polk grajcie! 
258 
Polki tej Justyna ju nie taczya. Wypadkiem sprowadzonym przez ruchliwo tumu 
znalaza si za aw i rzdem obsiadujcych j kobiet w znajdujcej si pomidzy zasiekami 
krtkiej, cienistej uliczce. Na drewnianych supach wiszce latarnie rzucay tu troch tylko 
mtnego wiata, z zasiekw bi zapach uschych zi i kosw. Justyna gow ubran w grona 
jarzbin o puszyst i wonn cian uschego zboa opara i w zamyleniu przed siebie patrzaa. 
Czy zdawaa sobie jasn spraw z przyczyn gbokiego wzruszenia, ktrym przejmowa j 
widok tego mrowicego si przed ni ludu? Zapewne; gdyby przed kilku jeszcze miesicami 
znalaza si tutaj, uczuaby si nieznan pord nieznanych, zmieszan, obojtn, moe 
znudzon. Dlaczeg teraz serce jej uderzao mocno, prdko, przyjanie? Dlaczego? 
Boe! przychodzi czasem chwila, w ktrej z dna duszy ludzkiej podnosi si to, co natura na 
nim posiaa i co czekao tylko promienia, powiewu, aby uro w kwiat, kos albo strza. 
Promie ten, powiew moe nie przyby i wwczas czowiek kadzie si do mogiy, samym sob 
nie stawszy si nigdy. Ku niej one przybyy. Z gorzkiego morza cierpie wynurzya si wtedy, 
gdy wrd zb i bawatkw po raz pierwszy ujrzaa ochoczego oracza i jego bkitne oczy 
utkwione w ni z tajon, niemia tkliwoci. Przypomniay si jej teraz zote any, pord 
ktrych w upalny dzie lipcowy sierp z jego rki przyja, i szybkie jak byskawica wspomnienie 
zanioso j z tego tumu w gbie zaniemeskiego boru, na Mogi, w tej nocnej porze grubym 
zmrokiem obleczon. Zdao si jej, e to, co teraz czua, stamtd podwczas w sobie przyniosa, 
e te uczucia, ktrych doznaa tam i tu doznawaa  to jedno. Wszystko, co w dniach ostatnich 
usyszaa z pomiennych ust Witolda i co w samotnych godzinach przedumaa sama, jednym 
take strumieniem myli gow jej przepywao, i przypominaa sobie jasno, wyranie 
przypominaa w sen swj czy owo marzenie, w ktrym zapalon lamp wiecia z gry tym 
domostwom i tym ludziom, a promienie jej lampy nimi wiata lizgay si po dachach, 
ciekach, potkach, szerokich polach, o staroytny grobowiec, o dwr korczyski, o len 
mogi zaczepiajc i wszystkie te uamki jednej caoci jakoby w acuch wic. Jaka niby 
elektryczna iskra o serce jej uderzya, na czoo pomi, a w oczy wilgo rzucajc. Wtem tu przy 
sobie usyszaa gos przyciszony i niemiay, ktry przemwi: 
 Dziesi lat krcej y chciabym, byle wiedzie, o czym pani tak zamylia si w tym 
momencie? 
Jan Bohatyrowicz nie taczy dotd wcale. Do pocztu drubantw nalea; jednak ani wystroi 
si po weselnemu, ani wesooci najmniejszej nie okazywa. Krtk siermik swoj zielonymi 
tamami ozdobion przywdzia, biaym krawatem konierz cienkiej koszuli przewiza i wcale 
nie zdawa si dba o to, co tam ludzie o jego odzieniu i zaspieniu myle lub mwi bd. 
Wyglda tak, jakby mu co potajemnego serce zjadao. Ledwie przywita si z tym i owym; od 
pocztku tacw w kcie przy muzykantach sta z ramionami u piersi skrzyowanymi i 
poprzeczn zmarszczk na czole. Kiedy niekiedy tylko na taczcy tum spoglda, kogo w nim 
upatrujc i wtedy oczy byskawicami mu poyskiway; zreszt, pannom, ktre go kilka razy 
zaczepiy, oburkliwie i nawet troch ironicznie odpowiada, od rwienikw usuwa si jak od 
ognia; matk przemoc do taca go cignc naprzd prosi, aby mu pokj daa, a potem wprost 
ofukn. Nikt mu te nie dokucza ani go nie niepokoi; ludzi byo wielu i bez jednego atwo 
wszyscy obej si mogli. 
Jednak tu i wdzie o nim gadano. Podstarzae kobiety szczeglniej w pochmurnoci jego 
wszyy jak niezwyk histori. Jadwika Domuntwna na wesele nie przychodzi, Janek tak 
wyglda, jak gdyby wczoraj matk i ojca pochowa... Wida pokcili si z sob, a moe te 
wszystko pomidzy nimi ju i rozerwane. Z drugiej strony, co si tam miao rozrywa, kiedy 
podobno nic, jak si naley, zwizanym jeszcze nie byo? O zarczynach nikt nie sysza, tyle 
tylko, e tam jego stryjaszek i jej dziadunio, jeszcze kiedy przytomniejszym ni teraz by, 
pomidzy sob to maestwo ukadali. Moe on i dla inszej przyczyny pokazuje si takim 
spem? Moe to u nich melancholia i tetryctwo w rodzie? Nieboszczyk jego ojciec taki by 
259 
zawsze pogrony w sobie i mrukowaty, stryj na cik chandr w kwiecie lat swoich zapad, a 
obaj grnie zawsze myleli, przez co Jerzy zgin marnie, a Anzelm te niezupenie po ludzku 
ycie strawi. Moe Janek przyrodzi si do ojca i stryja? Zawsze wesoy bywa, do taca i 
raca stajcy, osobliwie te w piewaniu przeciga wszystkich. Ale do pory dzban wod nosi i 
na kadego taki moment przyj musi, w ktrym prawdziwe jego przyrodzenie na wierzch 
wyazi. Przyrodzenie, gdyby i widami odpycha, powraca. Wida, e i on taki sam bdzie 
pogrony w sobie i grnie mylcy, jakimi byli jego ojciec i stryj... Przysza jednak chwila, w 
ktrej Jan wzrokiem ku uliczce pomidzy zasiekami rzuciwszy, oczami bysn, pomidzy aw 
a cian przecisn si, w przymionej jej gbi si znalaz i nad gow Justyny niemiao, z cicha 
mwi: 
 Pani zapytuje, dla jakiej przyczyny ja markotny jestem i nie tacz? Przed pani jedn to 
wypowiem, e podczas takie wtpliwoci mnie oblegaj, e ni to ywy, ni to umary chodz i na 
dnie Niemna prawie wolabym lee ni z takimi wtpliwociami y... 
Justyna cichych tych sw suchaa z pochylon gow i jak najprostsza wiejska dziewczyna 
ze zboowej ciany, do ktrej si przycisna, dugie somy i kruche dba uschych zi 
wywlekaa. Czua, e gow jej pomieniem ogarnia wzrok uporczywy i namitny, i syszaa 
szept cichszy jeszcze ni przedtem: 
 Cudnie te jarzbiny czarne woski pani ubieraj... i sukienka ta sama, ktra bya podtenczas, 
jak splnie jedzilimy na Mogi... 
Chwil milcza, a potem poprosi: 
 ebym ja mg jedn gazk tej jarzbiny dosta... zdaje si, e ju i przez to szczliwy 
bybym! 
Szybkim ruchem psowe grono od biaego stanika odpia i podajc mu je gow podniosa. 
Kilka sekund patrzali na siebie, oboje sponieni i prawie drcy... Potem on gestem namitnej 
radoci wosy z czoa odrzuciwszy gazk jarzbiny u guzika siermiki umieci. 
Wtem u wrt gumna zrobi si ruch niezwyky: rozstpowano si tam przed kim, kogo 
witano. Muzyka gra przestaa; Kazimierz Jamont w posuwistych poskokach ku wrotom 
pobieg; za nim skoczyli Domuntowie i kilka dziewczt popieszyo. Na sal tacw wesza 
Domuntwna, ale Domuntwna w metamorfozie. Kto j przedtem bos, rozczochran i 
kulawego konia pdzc widzia, z trudnoci teraz poznawa. Sukni miaa amarantow, 
obfitymi draperiami obwieszon, a z tyu w ogromn turniur* zaopatrzon. Byo to arcydzieo 
krawca z najbliszego miasteczka, w ktrym te zapewne kupia wielkie licie z pozacanego 
papieru, przystrajajce jej wysoko spitrzone i od pomady wiecce wosy. Na rkach miaa 
biae rkawiczki, w rku papierowy wachlarz malowany, a od caej jej osoby biy byski zoto i 
srebro udajcych szpilek, kolczykw, bransolet. Sza wyprostowana, bardzo na twarzy czerwona, 
miaa, lecz ponura. Dziadunio w nienej kapocie we wrotach gumna przez Witolda i kilku 
innych ludzi otoczonym i zatrzymanym zosta, a ona zaledwie par krokw na toku uczynia, 
spostrzega dwie osoby: pann i kawalera z cienistej pomidzy zasiekami uliczki wychylajcych 
si pod wiato latarni. Stali bardzo blisko siebie; panna jarzbiny na gowie miaa, a kawaler w 
ptlicy ubrania. Widok ten niby pici w pier jej uderzy; wyda usta, a pod sobolowymi 
brwiami szafir jej oczu roziskrzy si i naok gniewne byskawice cisn. We wrotach rozlegay 
si wesoe miechy. Dziadunio uporczywie Witolda Korczyskiego za ojca jego, Benedykta, 
poczytywa, a o dziadku, Stanisawie, mwi jak o obecnie yjcym dziedzicu Korczyna. e 
pradziad Dominik ju nie y, o tym pamita, a wywijajc w grze zeschym palcem, z un 
radoci na wyysiaym czole wspomina: 
 Dobry by z pana Dominika kompan... o! dobry... pamitam... jakemy razem w 
trzydziestym i pierwszym roku... 
*  u   i u  a  poduszeczka kadziona z tyu spdnicy damskiej zgodnie z wymaganiami mody 
dziewitnastowiecznej. 
260 
Witold go u ciany na stoku sadza i sam przy nim siadajc, chciwie o stare historie prosi. Z 
drugiej strony szczup posta staruszka, klczc w trawach, obejmowaa Marynia Kirlanka, a 
kilku stojcych obok modych ludzi rozwaao, co te tak ciekawego by moe w gadaniu 
czowieka, ktry, jeeli nie cay rozum, to przynajmniej dobr jego poow postrada. 
 eby tylko ktokolwiek Pacenki nie wspomnia, bo zaraz sfiksuje...  z cicha mwili. 
A w gumnie ukazanie si Jadwigi wywoao rne wraenia. Niektre z kobiet usta 
pootwieray dziwic si jej strojowi. A w oczach miga, tak si bogato wystroia. Wiadomo! 
aktorka! Wrd mskiej modziey powstay ciche chichoty. 
 eby Julkowego Sargasa z tyu jej na tej poduszce pooy, toby si zmieci! 
 Zotnych lici we wosy nakada i myli, e piknie. A to czysta trumna, galonami 
przyozdobiona! 
Ale dziewczta wcale inaczej o stroju aktorki mylay. Najwicej je uderza i zachwyca 
wachlarz. Mae Siemaszczanki, trzymajc si pod rce, dokoa wspaniaej panny kryy 
przecige okrzyki wydajc. 
 Jezu! ot liczne re na tym wachlarzu! A te zotne licie zupenie takie, jak w unnie* u 
Matki Boskiej na otarzu... 
Jadwig te ogldziny i dziwowania si niecierpliwiy. Wcale nie dla tych sroczek mordowaa 
si nad strojem przez dwie godziny, a ten, dla kogo to czynia, sta tam cigle przy tej... w 
jarzbinach! Rozgniewanym wzrokiem na sukienki w bkitne i biae paski rzucia. 
 Dziwowao ciao, czego nie widziao!  sarkna.  Prosz mnie pozwoli przej, bo z 
moimi brami przywita si musz... 
Razem z brami, ktrzy j otoczyli, stan przy niej Kazimierz Jamont, a e ju raz gdzieci 
u znajomych widzieli si i rozmawiali z sob, tedy miele przemawia do niej zacz. Od braci 
ju syszaa i z czuych wejrze, ktre rzuca na ni, miarkowa moga, o czym on zamyla. 
Wic szybko wzrokiem ku Janowi rzuciwszy rozweselia si nagle i dla Jamonta uprzejm si 
staa. Kiedy tak, to tak! Nieche widzi, e i j Bg i ludzie jeszcze nie opucili! Bardzo ukadnie 
i dobranymi wyrazami mwi zacza, e smtnie jest, i lato koczy si, a zaczyna si zima, bo 
cho letni por roboty duo, ale te i przyjemnoci wicej, a zimow por nadmiar j smtek 
jaki opada... Na co Jamont powanie odpowiedzia, jako wszystkie czasy maj swj czas, a w 
dekretach boskich tak zapisano, aby bya pora urodzenia i pora umarcia, pora cieszenia si i pora 
smcenia; potem z naga j zapyta, czy da wiar, e ona jemu a trzy razy nia si w tym 
tygodniu. Jadwiga o tym wtpia, bo gdyby z panem Jamontem dobrze znajom bya, to co 
innego, ale trudno kogo ni tak mao znajc. Jamont wtedy cicho szepn: 
 Co kto miuje, to i we nie czuje... A co si tyczy maej znajomoci, to bynajmniej! bo ja 
panny Jadwigi wszystkie skrytoci wiem i w serduszku pani jak w otwartej ksice czytam... 
Zacz jej znowu co z cicha mwi, a oczami rzuca w stron, gdzie sta Janek; ona za 
zaczerwienia si jeszcze mocniej, zamiaa si gono i gono te odpowiedziaa: 
 Niech pan bdzie upewniony, e ja o t osob tak dbam, jak pies o pit nog. 
Wtedy ju i z brami, i z niektrymi dziewcztami w gon rozmow si wdaa, i tylko 
bacznie na ni patrzc odkry byo mona, e wrzaa wewntrz i e zanoszc si czasem od 
miechu, kocem wachlarza to jedn, to drug powiek przyciskaa, oczy za jej tak byszczay, 
e Jamont je porwna do brylantw ognie sypicych, i naprawd zapatrzy si w nie z 
upodobaniem szczerym i wielkim. Taczy nie chciaa i dugo opieraa si namowom braci i 
konkurenta; jednak rozmylia si i przyrzeka, e raz zataczy, ale chyba krakowiaka, wicej 
nic; jednego tylko krakowiaka. Wprzdy jednak zobaczy, co dziadunio robi i czy mu czego nie 
potrzeba. Wysza przed wrota, a Jamont Witolda za rami pochwyciwszy do ucha mu szepta: 
 Niech pan bdzie taki askaw i z pann Domuntwn w drugiej parze do krakowiaka stanie, 
bo ja z pierwsz pann druk w pierwszej parze musz... 
*  u   a  wie w pobliu Grodna, znana Orzeszkowej z pobytu wakacyjnego. 
261 
Potem wpad do gumna i zakrci si na toku woajc: 
 Niechaj do taca graj, ju si nogi zwijaj! Krakowiaka, Zaniewscy! 
Zaniewscy po pgodzinnym odpoczynku na cae gumno zahuczeli ranym krakowiakiem, ale 
taczy go nie zaraz zaczto, bo nie wszyscy taniec ten umieli, wic pary dobieray si z niejak 
trudnoci. Na koniec dobrao si ich dwanacie, z pierwszym drubantem na czele, ktry 
wolaby z Domuntwn, ale przez uszanowanie dla zwyczaju i osoby z pierwsz druk przodem 
wybieg, a wszyscy za nimi w poskokach biegli, gone houpce wybijajc i zgrabnie, gibko 
wyginajc si w strony obie. 
Justyna niczym szczeglnym nie wyrniaa si z grona tancerek. Nie bya pikniejsz od 
kruczowosej Osipowiczwny ani od Antolki i Siemaszczanek zgrabniejsz, ale miaa w tacu 
wiksz od tamtych powag i gracj. Wic lekko na ramieniu tancerza zwieszona, z 
pumiechem na psowych ustach, jak abd pyna przodem korowodu, a widzowie dokoa 
stojcy i siedzcy patrzc na ni gowami kiwali i szeptali, e z tak pikn pann mio by byo 
taczy a do koca wiata. Ale najuporczywiej i coraz ogniciej znad rzdu kornetw i 
czepkw ciga j wzrokiem Janek, coraz rozkoszniej umiecha si zaczyna i niecierpliw 
stop par razy o tok uderzy, a do kieszeni siermiki sign, baweniane rkawiczki 
popiesznie na rce woy i przez obsiadujce aw niewiasty przeskoczy. Na awie powsta 
krzyk i pisk; okciem jego, a uchowaj Boe! i nog moe zaczepiony czepek Giecodowej na 
ucho jej si zsun, co dzierawczyni bardzo rozgniewao, a u jej ssiadek wywoao gone 
wspubolewania i tajemne miechy. Ale on na zostawiane za sob miny i gniewy wcale si nie 
ogldajc, parze tacowi przodujcej drog zabieg, rozgonie w donie uderzy i na cae gumno 
zawoa: 
 Klaskanego! 
Wszyscy wiedzieli, co to oznacza, wic tancerze natychmiast w ty si cofa zaczli i 
obejmowa panny za nimi si znajdujce, a tancerka z pierwszej pary, jak ptak lekki i 
szczliwy, ze wzniesionymi ku niemu oczami, na rami Jana spyna. On po raz pierwszy kibi 
jej obejmujc, ukropem na twarzy si obla i wzrokiem w gr rzuci, lecz potem, jakby radoci 
i dum szalony, z gonym houpcem nad ziemi si porwa i z ramieniem nieco podniesionym w 
gr, a twarz ku twarzy tancerki schylon, szumnie i dumnie dokoa toku taneczny korowd 
prowadzi. 
 Owszem! Przecie pity do taca poruszy!  zawoaa w tumie Starzyska. 
On za w tym miejscu, gdzie muzykanci siedzieli, stan, przez co te wszystkie pary 
zatrzyma si musiay, i swoim piknym gosem nie tylko na cae gumno, ale na ogrd, drog i 
szerokie pole zapiewa: 
wieci ksiyc, wieci 
Okoo pnocy, 
Ciebie przesta kocha 
Nie jest w mojej mocy! 
Ten przypiewek po prostu zachwyci wszystkich, szczeglniej kobiety. A w donie uderzay 
i chichotay z uwielbienia. Pki d si, to d si, ale jak przesta, to ju go nikt nie przecignie, 
nawet pan Jamont, ktry licznie taczy i jeszcze liczniej mwi, ale do piewania to ju 
bynajmniej niezdatny. Ale pierwszy drubant, czy to ambicj powodowany, czy dla rozweselenia 
Jadwigi, ktra nadta i jak nieywa poruszaa si przy nim, na tym polu take popisa si 
sprbowa. Po kilku zwrotach taca z kolei jak wryty stan i bardzo cienkim dyszkantem, 
niezupenie na nut krakowiaka, zapiewa: 
Powierzchowno czsto myli, 
262 
Szczeglniej kobiety, 
Chocia oczko z umili, 
Lecz serce, niestety! 
I niepotrzebnie z Jankiem w zapasy wchodzi, bo pokazao si, e wcale z czym popisywa 
si nie mia, i przypiewek niestosowny wynalazszy, i w suchaczach obudziwszy nawet 
zdziwienie: jakim sposobem taki duy mczyzna mg taki cienki gos z siebie dobywa? W 
zamian kruczowosy Osipowicz z bkitnook Cecylk Staniewsk, jakby umylnie przed matk 
jej stanwszy, prawie tak piknie, jak Janek, zapiewa: 
Koo domu steczka, 
Chowaj, matko, pieska: 
Masz creczk adn, 
To ci j ukradn! 
I ogromny Domunt, znowu z malutk Siemaszczank, jak z dzbankiem po wod idcy, wicej 
gromko ni melodyjnie hukn: 
Za rzek, za Niemnem, 
Kukaweczka kuka, 
Mam tego za dudka, 
Kto posanej szuka! 
Ale krakowiak ju si koczy i inni, choby chcieli, do piewania nie mieli czasu. A tylko 
Janek jeszcze, jak do przypiewkw haso da, tak je i zakoczy, nie w por nawet, bo przed 
samym kocem taca, krtko, lecz dobitnie wypiewujc: 
Najpierwsze kochanie 
Kiedy serce chwyci, 
Radoci i smtkiem 
Dosy je nasyci! 
Po czym zaraz tancerk swoj jak pirko dokoa siebie okrci i na jedno kolano przed ni 
przypadajc, rk jej do ust przycisn. I w tym jeszcze starszy drubant chcia go naladowa, 
ale nie mg, bo Jadwiga gwatownie rce swe mu odebraa i nie czekajc, aby j, jak to czynili 
wszyscy, ku siedzeniu jakiemu odprowadzi, ze wzdt piersi i roziskrzonymi oczami, ponura i 
grona, plecami odwrcia si do niego i z gumna wysza. Wychodzc niby burza, oddychaa 
gono, okciami i piersi ludzi roztrcaa, a wzrokiem cigaa wychodzc te na otwarte 
powietrze par. cigaa j wzrokiem i dobrze widziaa, jak w jarzbiny ubrana gowa panny w 
szczliwym niby zapomnieniu pochylaa si ku ramieniu kawalera, ktry, z jarzbin u szarej 
siermiki a twarz w pomieniach, wci co do niej mwi... 
Muzyka gra przestaa, modzie zmczona i zarazem rozhulana rozsypaa si pod odkrytym 
niebem, na ktrym gwiazdy przygasa zaczynay przed wschodzcym u dalekiego skrtu rzeki, 
jakby z jej toni wyaniajcym si ogromnym, jaskrawym ksiycem. Cz modziey z 
zapalonymi papierosami wysza na pole, ale wicej byo takich, ktrzy wyrzekajc si 
przyjemnoci palenia w bliskoci gumna pozostali, pojedynczymi parami rozpraszajc si po 
ogrodzie, zielonej uliczce i liwowym gaju. Gwar przycich, rozmowy stay si cichsze, 
263 
gdzieniegdzie zupenie ciche; pod bledncymi gwiazdami skrzydo Erosa*, woni miry i mirtu 
napojone, agodnie muskao te gowy tacem i piewem rozgrzane. Pod cian gumna na stosie 
belek i po kolana w chwastach siedzca para szeptaa. 
 Jak Boga kocham  szepta mczyzna  stryj i brat nadaremnie lkaj si i modymi twymi 
latami mnie od szczcia odgradzaj. Czy ja zwierz jestem albo barbarzyniec, abym prac nad 
siy kochanej kobiety zdrowie nadwera? To i u brata rczek na krzy nie skadasz, a w 
mowskim domu wicej pracowa ci nie przyjdzie, na to przysigam! Suc wezm, sam 
sobie rce mozoami okryj, a Antolka przy mnie zbytecznych mczarni nie dozna... Czy 
Antolka temu wierzy i moj stron trzyma? czy te mam, nieszczliwy, dugo jeszcze sierot 
y na tym wiecie? 
Szept kobiecy odpowiedzia: 
 Pan Micha wie, e ja od stryja i brata zale. Oni mnie wyhodowali, nijakiej krzywdy 
nigdy nie uczynili, a przeciwnie, zawsze od nich dobroci i przyjani dowiadczaam... Co oni 
zechc, tego i ja zechc; jak ka, tak ja postpi... 
 Dobrze! owszem! ja Antolki nie namawiam, aby przeciwko stryja i brata spem stawaa*... 
Ale ju chciabym raz si dowiedzie, ju raz chciabym t pewno mie, e Antolka sama jest 
za mn... 
I jeszcze ciszej pyta: 
 Czy Antolka czuje kiedy, e mio w serduszku mruczy i spa, jak potrzeba, nie daje mj 
obraz przed oczami stawic? 
Nie wiadomo, jak bya odpowied, ale zapewne pomyln, bo szept mski mielszym sta si 
i nalegajcym. 
 Gobek nawet samiczk w dzibek bodzie, kochanie jej chcc pokaza! Czy mnie tyle 
nawet nie wolno, co gobiowi? Jak cudzemu mnie przy Antolce siedzie wonno, ale godno! 
Pod wirnem za wiecia biaa suknia, a obok niej wysmuky modzieniec z cicha 
przemawia: 
 Tak, moja droga Maryniu, wyjad std peen szczcia, e ci znalazem tak, o jakiej 
marzyem: prost, skromn, pracujc, zdoln zrozumie i kocha te zadania, ktre kobieta 
owiecona i szlachetna dzi peni powinna... 
 Kiedy ja, Widziu, tak mao owiecon jestem, tak mao jeszcze wiem i umiem... 
 Prawda, e wiele jeszcze uczy si musisz, ale nie tylko z ksiek... od ycia i od ludzi 
take, i najwicej... Ludzi kochaj, ludzi badaj, z ludmi yj... 
 A jak pojedziesz, czy napiszesz kiedy do mnie? Czy kiedy przylesz mi jak ksik? 
 Bd pisa, bd ci ksiki przysya i ani przez jeden dzie nie zapomn o tobie, moja ty 
najmilsza i najlepsza. A gdy ju na zawsze wrc i w Korczynie zamieszkam, wtedy ju nigdy 
rozstawa si nie bdziemy, ale zawsze razem dla naszych drogich idei walczy i pracowa. Czy 
dobrze, Maryniu? Czy chcesz tego? Dobrze? 
U biaej sukni dwie splecione rce gestem zachwycenia wzniosy si w gr. 
 O, Widziu, Widziu, ty mi niebo na ziemi ukazujesz i czuj sama, wiem, e na nie 
zapracowa, zasuy powinnam! 
U brzegu liwowego gaju staa Jadwiga Domuntwna w gronie kilku dziewczt i chopcw, 
ktrzy wkoo niej artobliw rozmow wiedli. Pierwszemu drubantowi, ktry na fochy 
bohdanki swej nie zwaajc ani na krok jej nie odstpowa, zarzucano tam niestao, 
baamuctwa i wyraano wtpliwo, czy oeni si kiedykolwiek, skoro dotd tak wesoo 
kawalerskiego stanu kosztowa. On za na Jadwig spogldajc, bardzo powanie odpowiada, e 
i motyl z grzdy na grzd przelatuje, nim na jednym kwiatku sidzie, e i ndznemu lej nie 
* E  o   w mitologii greckiej bg mioci, przedstawiany zwykle jako skrzydlate dziecko, uzbrojone w uk i 
strzay.
*   p e m   a w a   tu: przeciwstawia si, walczy. 
264 
samemu, a c dopiero kiedy czowiek ma czym podzieli si z przyjacielem dozgonnym. Potem 
koyszc si w strony obie, niby od niechcenia, cienkim swoim dyszkantem zanuci: 
wiat mnie cay przy tobie stania i tanieje, 
Serce me za tob pjdzie w puste knieje! 
Ale ani przymwki, ani przypiewki nic nie pomagay. Jadwiga, milczca i zaspiona, gono 
oddychajc i z wydtymi usty, zdawaa si by upostaciowaniem chmury penej gromw tu, tu 
z niej wypa majcych. Jak nieprzytomna, jak oczarowana, patrzaa cigle w jedn stron, w t 
mianowicie, kdy opodal, plecami do niej zwrcona, na niskim potku siedziaa para ludzi. 
Rozmowy ich sysze nie moga, ale w zmroku dostrzega czerwie jarzbin strojcych gow 
panny... Ta gowa, w krucze warkocze i czerwone jarzbiny ubrana, przeladowaa j dzi jak 
mara, jak ogie parzcy, jak urgliwe senne widowisko! 
Tymczasem na niskim potku obok Justyny siedzc, Jan cicho, ale z zapaem mwi: 
 Pani zapytuje, czy doprawdy najpierwsze? Niech jutro zgin, jeeli do tego czasu 
prawdziwe kochanie cho raz do serca mojego zajrzao! A czy to moe by inaczej? Czy ja 
hrabia albo arystokrat, aby z kwiatka na kwiatek przelatywa i tylko sobie rne zabawki 
wymyla? W naszym wieniackim yciu do baamuctwa ani czasu, ani ochoty nie ma. Jak nie 
przychodzio kochanie, to nie przychodzio, a jak przyszo, to ju i nie przejdzie... 
 Czasem jednak przechodzi  w zamyleniu rzeka Justyna. 
 U pastwa kad rzecz atwiej rozwiewaj wiatry nieli u nas, a do tego wiele te i od 
charakteru zaley. Jamont, na przykad, gdyby Jadwiki i nie dosta, byoby mu o to bynajmniej, 
bo dla posagu gwnie chce j wzi, a stryj Anzelm nie dostawszy tej, ktrej da, cae ycie w 
samotnoci strawi, i stary Jakub rozum postrada zdrady w kochaniu doznawszy... 
 A panna Domuntwna czy teraz takiej zdrady nie doznaje? 
Jak oparzony tym zapytaniem, o mao si z potka nie porwa. 
 Ja ju odgadem, e pani mnie te pytania zadaje z przyczyny Jadwiki. 
Spowania, gow podnis, wprost na siedzc przy nim kobiet miaym wzrokiem patrza. 
 Zaklestw i przysiga nijakich czyni nie bd, bo gdzie wiary nie ma, tam i przyjani 
prawdziwej by nie moe, a tylko to pani z gruntu serca mojego, adnym cikim grzechem nie 
splamionego, powiem, e pomidzy mn a Jadwik nigdy nic nie byo, e nic jej nigdy nie 
owiadczaem i nie przyrzekaem, a tylko z namowy stryja i przez uwag na jej poczciwo 
bybym moe oeni si z ni w czasie, gdyby insze wcale soce na moim niebie nie bysno. 
To za, e ona przylepia si do mnie jak smoa i ciga mi swoim nadaremnym kochaniem, 
wybaczy jej trzeba, bo od dziecistwa mnie znajc przyzwyczai si moga i odsta jej trudno... 
Jednakowo spodziewam si, e do upamitania przyjdzie, a ja przed ni bynajmniej winnym si 
nie sdz... Czy pani mnie wierzy? Jak zbawienia duszy swka tego czekam: czy pani wierzy? 
Uczua, e na jej rku o potek opartym spocza do gorca, tward skr powleczona, a 
jednak dziwnie mikka, bagalnym jakby dreniem zdjta... Gumno, wiron, chata z 
owietlonymi oknami zakrciy si jej w oczach, ujrzaa na raz wszystkie gwiazdy osypujce 
wysokie niebo i uczua wszystk krew zbiegajc jej do serca. Z cicha odpowiedziaa: 
 Wierz! 
Wtem krzykna i oboje na rwne nogi zerwali si z potka. Pomidzy gowami ich spory 
kamie jak siln i zrczn rk rzucony, wisn, przelecia i tylko szyj Janka z lekka 
drasnwszy o kilka krokw na zagon burakw upad. Zewszd rozlegy si okrzyki i zapytania: 
 Co to? Kto to? Skd to? Na co? Za co? 
Ale niemao osb widziao, e bya to Domuntwna, ktra prdko schyliwszy si kamie z 
ziemi bya podja i ramieniem zamachnwszy, na rozmawiajc opodal par go rzucia. Trzsa 
si przy tym tak, jak gdyby j febra braa. Kogo waciwie ugodzi kamieniem zamylia: Jana 
265 
czy jego pann, nie wiadomym byo, do e w mgnieniu oka o jej postpku dowiedzieli si 
wszyscy, a w zielonej uliczce pomidzy gajem i ogrodem wielka powstaa wrzawa. Ju i ci, 
ktrzy z papierosami na pole byli wyszli, powrcili i o zaszym zdarzeniu rne podnosili gosy. 
Najwicej byo takich, ktrzy je ganili gono i wyranie, adnych pod tym wzgldem ceremonii 
nie czynic. Ju i wprzdy wyrniajcy si strj, nadto i pochmurno panny u wielu 
przychylno dla niej odjy; niektrzy te z natury do zoliwych ucinkw i artw skonnymi 
byli. Wic powanie lub z pomiewiskiem wypowiadane zdania rozlegay si naok: 
 Sama siebie postpkiem takim zeszpecia! 
 liczna panna, ktra ze swoim kochaniem jak dziad z torb niechccemu w oczy lezie! 
 Wypchaa si jak harmata i kamieniami strzela! 
 Dobry anioeczek! Teraz chyba dudek j do otarza zaprowadzi! 
 Dzikuj i za dziedzictwo, kiedy od wasnej onki nieprzyrodzon mierci mam umiera! 
 Jak ko cygaski okrya si blachami i myli, e ludzi ubija jej wolno! 
Z drugiej przecie strony znaleli si tacy, ktrzy si za dziewczyn ujli. Naprzd Kazimierz 
Jamont, zrazu zdumiony i oszoomiony, do przytomnoci przyszedszy palcami pstrykn i 
zawoa: 
 Szyk panna! Bez zego psa i bez strzelby dom od zodzieja obroni potrafi! 
Ju tak wida wszystko na dobre sobie tumaczy umyli. A Domuntowie, po stronie swojej 
dwch Siemaszkw majcy, gromko i gronie krzyknli: 
 Kto o siestrze naszej jedne jeszcze ze sowo wypowie, dowie si, po czemu u nas czupryny 
targuj! 
Wojn miujcym Obuchowiczom w to tylko byo gra! Jakkolwiek sami przedtem z Jadwigi 
drwinkowali, teraz skoczyli ku tym, ktrzy pierwsi szukali zaczepki; za kilku Bohatyrowiczw i 
Jamontw w towarzystwie Zaniewskich i Staniewskich kozami przy swoim stali, drwinkowa 
nie przestajc i owiadczajc gono, e nijakich nakazywaczy si nie lkaj ani napominajcych 
apostow nie potrzebuj. Na burz srodze zanosi si zaczynao. Ju Obuchowicze ku potom 
si zbliali, w zmroku wypatrujc, skd by najlepszego koka wyrwa; ju w gronie przeciwnym 
ten i w pomrukiwa o pogruchotaniu koci i nakarbowaniu pyskw, gdy spod gruszy w 
ogrodzie stojcej rozleg si gos donony i nalegajcy: 
 Za pozwoleniem wszystkich panw, mnie take swko w tym zamieszaniu rzuci wolno, 
bo nie od kogo, tylko ode mnie wszystko poszo. Ja nie wiem, kto wymyli, e panna 
Domuntwna przez zo na mnie kamie rzucia, bo to jest nieprawda. Co do rzucenia, ani 
sowa  rzucia, ale nie przez jak, bro Boe, pomst albo zy zamiar, tylko dla zabawy, eby 
mnie nastraszy, a pniej z mojego strachu drwinkowa. Mnie si zdaje, e takiego artu, cho i 
grubowatego, za grzech miertelny poczytywa nie mona ani te za niego na ze jzyki bra, 
tym wicej, kiedy panna jest zacna i nic jej wcale do zarzucenia nie ma. A jeeli ja za ten 
postpek do panny Domuntwny adnej pretensji nie mam, to i nikt z niej naigrawa si albo na 
gab dekretowa* jej nie powinien i jeeli komu jeszcze to do gowy przyjdzie, wtedy ja splnie 
z panami Domuntami postaram si to jemu z gowy wybi! 
Pod grusz stojc, prawie by niewidzialnym, ale w gosie jego usyszeli wszyscy 
stanowczo i miao. Tedy wielu ramionami wzruszyo i uwierzyo albo udao wiar w to, e 
postpek Domuntwny by tylko artem gburowatej panny. Kiedy tak, to tak. Jeeli temu, kto 
ubligi dowiadczy, podoba si j za poch zabawk uwaa, to dla jakiej przyczyny insi za 
niego ujmowa si maj? Z drugiej strony, Domuntowie z kompanionami take uspokaja si 
zaczli, bo postpek Jana podoba si im bardzo i humor poprawi. Ucichli tedy i z pierwszym 
drubantem poszli drog ku zagrodzie Jadwigi wiodc, u ktrej koca poyskiwaa z dala biaa 
kapota jej dziadunia. Zaraz bowiem po dokonaniu postpku z kamieniem, caa trzsca si jak w 
febrze, posza ona dziadunia swego szuka i znalaza go z drugiej strony gumna na stoku 
*  a g a  b  d e k  e  ow a   wyraa nagan, orzeka winniehonorow. 
266 
siedzcego i kilku starszymi ludmi otoczonego. Wanie tym starszym ludziom, pomidzy 
ktrymi znajdowa si ekonom z Osowiec, Jamont i dzierawca Giecod, histori z dwunastego 
roku o zmarym u rodzicielskiego potu oficerze Franusiu opowiada, gdy wnuczka ku niemu 
przypada i na rkach prawie ze stoka go podniosa. 
 Chodmy do chaty, dziaduniu, chodmy do swojej chaty!  mwia.  Do ju my tu 
pobyli i nabawili si... czas nam we dwoje sobie osta... 
Obja go ramieniem, tulia do siebie i sama do niego si przytulajc, w zesch rk go 
caowaa, a drog ku swojej zagrodzie wioda. 
 Chodmy, dziaduku, chodmy do wasnej chaty! Rozbior dziaduka, do eczka 
poo... do spania zakoysz... mj mileki, jedynieki, stareki dziaduku! 
Im wicej od Fabianowej zagrody oddalaa si, tym wicej nad drepczcym w objciu jej 
starcem kwilia, a zy jak paciorki z oczu jej na jego kapot i gow paday. 
W zielonej za uliczce jedni tylko Obuchowicze z niezadowoleniem jeszcze pomrukiwali, 
piknej sposobnoci powojowania aujc. Jeden z nich nawet przed jednym z Siemaszkw si 
zwierza, e przeszej nocy nio mu si, jakoby gruszki z drzewa rwa, z czego te pewno 
czerpa, e na tym weselu guzy bd... tymczasem wida, e ju na niczym wszystko zejdzie. W 
zamian zgod lubicy, jakkolwiek hardowsi ozowiccy, a take stateczni Strzakowscy sobie i 
inszym pokojowego zakoczenia sprawy bardzo winszowali utrzymujc, e chamy tylko byle o 
co za by si cigaj, w dobrej za kompanii haasy takie, a bro Boe bitwy, wcale s 
nieprzystojne. Zreszt zasza okoliczno, ktra od wieego zdarzenia uwag powszechn 
zupenie ju odwrcia. Z podwrka na uliczk wybieg w wielkim pdzie Julek, ze sob 
skaczcego i radonie skomlcego Sargasa majc i na cay gos woajc: 
 Na Niemen, na Niemen! wszystkich pastwa prosz na Niemen, bo ju czajki* i czna 
przygotowaem... po caej okolicy zebrawszy i u brzegu postawiwszy... Na Niemen! prosz na 
Niemen! 
Nigdy prawie nie widywano go takim pdem biegajcego i wykrzykujcego z takim zapaem, 
e mu si a ruda czupryna na wsze strony rozwiewaa i oczy iskrzyy si w zmroku jak u kota. 
Ale bo te zaprasza teraz wszystkich do swego waciwego domu i wzywa do zabawy, wrd 
ktrej, jak inni w tacach i piewaniu, celowa mg, przewodzi, dyrygowa. Razem z nim na 
Niemen goci zaprasza Sargas, ku wszystkim radonie si rzucajc, skomlc, wyskakujc, a co 
moment pyskiem zwracajc si ku rzece i przylatujce od niej wiaterki nozdrzami w siebie 
wcigajc. Dziewczta pierwsze przyjanie odpowiedziay wezwaniu. 
 Pywa! pywa! ze piewaniem pywa! Panie Michale! Panie Wadysawie! Panie 
Zaniewski! Panie Jamont! Panie Bohatyrowicz! na Niemen popyniem! ze piewaniami 
popyniem! Na Niemen! Na Niemen! 
Tym kobiecym gosom odpowiaday mskie: 
 Jestem! Id! biegn! do usug! A kto z kim? Panno Kamiro! Panno Cecylio! Panno 
Antonino! Panno Mario! 
I mnstwo znowu imion i nazwisk leciao po trawach zroszonych, po ogooconych ogrodach i 
przerzedzonych gajach, a nad wszystkimi wykrzykami i odpowiedziami growao woanie: 
 Na Niemen! na Niemen! 
Kto w wielkim zmieszaniu gosw potnym basem nuci zaczyna: 
Za Niemen tam precz... 
Ach, czeg za Niemen? 
Czy bo tam kwiecistsza*... 
*  z a j k a  lekka dka. 
* Z a  i e m e   a m p  e  z...  pocztek pieni Augusta Bielowskiego (1806-1876), ktra cieszya si wielk 
popularnoci wrd ludu (tu w wersji nieco zmienionej). 
267 
A ku rzece, ktrej imi mnstwem ech rozlegao si po ciemnym borze i szerokim polu, z 
wysokiej gry, w bladym jeszcze wietle ksiyca, schodzio i zbiegao par kilkanacie. 
Jan szerokimi krokami ogrd przebywa, widocznie kogo szukajc i we wszystkich stronach 
upatrujc, gdy na rkawie swojej siermiki uczu czyj rk i zaraz mu przed oczami bysn 
czarny warkocz czerwonymi jarzbinami przetykany. 
 Popyniem! 
 Popyniem! 
 Ale sami... we dwoje... moja droga pani... moja zota! swoim czenkiem... wasnym, tym 
samym, ktre nas do Mogiy zawiozo. 
 Dobrze! 
Czno to stao u stp Anzelmowej zagrody, w gstwinie oczeretw* ukryte, i Jan tylko 
wiedzia, gdzie je znale mona. Wic ku Anzelmowej zagrodzie oboje pobiegli, dla popiechu 
pot przeskoczyli w tym samym prawie miejscu, w ktrym go tak czsto Elusia i Antolka 
przeskakiway, a po paru minutach byli ju pod lipami. Tu w miejscu jednym gazie zwieszay 
si tak nisko, e Justyna, aby pod nimi przebiec, pochyli si musiaa. Jan pochyli si take i 
pod tym ciemnym sklepieniem rk, ktra nad zroszon traw bia sukni unosia, pochwyci, 
do ust ponis i ju jej wicej z doni nie wypuci. Do w doni z wysokiej gry ku 
przybrzenym oczeretom biegli i ani zauwayli, e za sob pozostawiali dwoje ludzi pod lipami 
na trawie siedzcych i tak przyciszon rozmow zajtych, e na przebiegajc w pobliu par ze 
swej strony take uwagi nie zwrcili. 
Byli to Anzelm i Marta. Jakim sposobem i gdzie spotkali si w tumie po raz drugi? 
Powiedzie by to mogy te stare wspomnienia, ktre ich ku sobie pocigny. Ale tum prdko 
opucili i od dawna ju oboje znajdowali si w Anzelmowej zagrodzie, ktrej dom, drzewa, ule 
Marta ciekawie i dugo ogldaa, jedne chwalc, drugie krytykujc, a kiedy niekiedy dawnemu 
przyjacielowi z dowiadczenia zaczerpnitych rad udzielajc. Odkd ciemniao, siedzieli pod 
lipami na trawie wsplnie z tym Mucykiem, ktry u ng swego pana rozcignity lea, i 
zdawao si im, e wszystko ju sobie powiedzieli, co do powiedzenia mie mogli. Wic 
zamilkli, oboje w postawach jednostajnych, policzki na doniach opierajc. Po kilku minutach 
przecie na bladych wargach Anzelma pod siwiejcym wsem umiech dre zacz. Z tym 
umiechem, powolnym sposobem swoim mwi: 
 Czy panna Marta pamita, jak pierwszy raz na zaproszenie panw Korczyskich do 
Korczyna przyszedszy i na pani spojrzawszy, gawronem z otwart gb stanem, a wszyscy 
mia si ze mnie zaczli? 
Ona z cicha zachichotaa: 
 Czemubym pamita tego nie miaa? Ale dlaczego wtedy pan Anzelm tak skoowacia? 
 licznoci figury i ognistoci oczw pani zadziwiony i olepiony zostaem... 
 Tak, tak to kiedy byo!  gow z wysokim grzebieniem trzsc szepna stara panna. 
 Tak, tak to byo!  potwierdzi Anzelm. 
Potem ona przemwia pierwsza: 
 A pamita pan Anzelm, ile to goci zbierao si wtenczas w Korczynie? jakie to oni plany 
ukadali sobie, jakie sprzeczki zawodzili... jakie nadzieje mieli?... 
 Jak nieboszczyk pan Andrzej wszystkim przewodzi, a nasz Jerzy niejeden raz z naraeniem 
si porad i pomoc jemu suy? 
 A tak, tak to byo! Wieczny smutek!  szepna. 
 Wieczne odpoczywanie racz im da, sprawiedliwy Boe!  barani czapk nad gow 
podnoszc wtrowa Anzelm. 
Po paru minutach ona przemwia znowu: 
* O  z e  e  y  trzciny. 
268 
 A pan Anzelm pamita, e to ja panu karmazynow czapeczk uszyam i otoczyam j 
siwym barankiem? 
 A pani pamita, czyja to rczka mnie na pagrku piaszczystym powicony medalik na szyi 
zawieszaa? 
 Tak, tak to kiedy byo...  powtrzya. 
 Tak, tak to wszystko przeciwne wiatry daleko od nas odniosy... 
Wtem umilkli, wyprostowali si, zaczli patrze i sucha. Przed dwojgiem tych steranych, 
prawie u kresu ycia stojcych ludzi, ktrzy jedyn zot chwil swojej przeszoci wspominali, 
wiat obla si morzem liryzmu roztopionego w promienie i w tony. Ksiyc znacznie ju 
podnis si na niebie, zmala, przygas i agodnym wiatem oblewajc wysok gr i br 
przeciwlegy, oszkli powierzchni rzeki drobnymi falami pomarszczon. Pod napowietrzn, 
bladozot lamp ksiyca w wodzie jakby zanurzon staa kolumna wiata, podstaw zwrcona 
ku powierzchni rzeki, a ognist kul dna jej sigajca, pena wewntrznych dre i migota. W 
tych za wiatach marzcych i drcych kilka odzi i czen sznurem a cicho suno po szlaku 
rzeki, wiosami szkliste tonie roztrcajc i krzeszc w nich zote, przemijajce blaski; a znad 
odzi i czen wzbija si chr gosw, to potniej, to sabiej, to przeciglej, to weselej rzucajcy 
pod niebo, w gbie boru i na wod nuty dawne, przez wiat zapomniane, w odlegej przeszoci 
drzemice, a tu zdajce si budzi i zmartwychpowstawa. Zdawa si mogo, e kdy na 
ocie roztworzya si jaka skarbnica pieni i w t kotlin wysokimi cianami od wiata 
odgrodzon, na t szerok i powan rzek wylewaa wszystkie tsknoty, ale, westchnienia 
minionych lat i pokole. Wic naprzd rozlega si tskna piosnka o biednym onierzu, ktry 
idzie borem, lasem, przymierajc z godu czasem. Potem zlecia tu duch Szopena. Skd, jakimi 
drogi, na skrzydach jakiej mioci i pamici? Zagadka! Do, e w nut mistrza ubrane 
popyny sowa: 
Lec licie z drzew, co wyrosy wolne, 
Na mogile piewa jakie ptasz polne, 
Nie byo, nie byo, matko szczcia tobie, 
Wszystko si zmienio, a twa dziatwa w grobie!... 
I dziewczyna z zapakanym okiem skarya si na kurhanie nad krynic: 
Jak ja mog by weso, 
Kiedy zdrj w aobie? 
Jak tu z ziemi podnie czoo, 
Kiedy matka w grobie? 
A po zapakanej dziewczynie zapiewa smutny wygnaniec: 
Pole, motylku, pole tam dalej, 
Zale, motylku, w me rodzinne strony. 
Zanie westchnienie do ulubionej, 
Zanie mj umiech do ulubionej! 
Pikna Osipowiczwna, jak smuka topl w wietle ksiyca porodku odzi stojca, zawioda 
pierwsza: 
Szumiaa dbrowa, wojacy jechali, 
Mojego Jasieka na wojn woali. 
269 
Siadaj, Jasiu, siadaj, konik osiodany! 
Przy kim mnie porzucisz, mj Jasiu kochany? 
A po przepiewaniu tej pieni mski ju tylko chr zagrzmia, zahucza inn skarg, innym a 
cikim, w tony zakltym postrachem: 
Jak to piknie, jak to adnie, 
Kiedy onierz z konia spadnie, 
Koledzy nie poauj, 
Jeszcze go komi stratuj! 
Jeden woa: Ratuj, ratuj! 
Drugi woa: Tratuj, tratuj! 
Leci kula armatowa, 
Leci kula, leci kula, 
Nieszczliwa moja gowa! 
I tak dalej, dalej, pie o rozkoszach wojny, niby rotowy ogie, huczaa i grzmiaa, a 
zakoczya si strof bezbrzenej aoci: 
Trba woa: Tra ta! tra ta! 
Nie ma ojca ani brata! 
Ni adnego przyjaciela 
Oprcz Boga Zbawiciela! 
Nic na niebie ani na ziemi nie przeszkadzao szerokiemu rozleganiu si pieni piewanych na 
odziach i cznach, nic ich nie mcio; woda je srebrnie od szklistej powierzchni odbijaa, echa 
podwajay i nie zdaway si w dal coraz dalsz; lekkie wiatry pogodnej nocy latay po 
szczytach boru, ktry czasem szumia z cicha, jakby w gbinach jego spoczywajce duchy 
wskrzesay i dugimi westchnieniami lub cichymi miechy niegdy im znanym, kochanym 
pieniom wtrzyy. 
Na wysokiej grze pod starymi lipami siedzca para ludzi patrzaa i suchaa. Oczarowa j 
oddech przeszoci wasnej i niewasnej; melodia wiate i tonw we dwie kamienne figury 
zakla. To, e byli ywymi ludmi, pozna mona byo tylko z ich oczu cigajcych szlaki 
blaskw, ktre za odziami to powstaway, to znikay; z ruchu rki Anzelma, machinalnie 
gaszczcej psa u ng mu lecego, i z gonego, coraz goniejszego oddechu Marty. odzie za 
dosigy ju stojcej pod ksiycem kolumny wiata i nad zanurzon w wodzie ognist jej kul 
w chwilowym milczeniu przepyway jedna za drug, ciemne, ciche, lekkie jak widma. Za 
kolumn i ksiycem, tam gdzie rzeka wspaniaym ruchem za cian boru skrcaa, samotny gos 
mski piewa zacz: 
Wysza dziewczyna, wysza jedyna, 
Jak rany kwiat... 
 To Janek piewa...  rzek Anzelm. 
 Pamita pan, jakemy kiedy t piosenk razem piewali?...  zapytaa kobieta. 
 A ja i nie syszaem ju pniej takiego licznego gosu, jaki by podtenczas u pani... 
Zatrzsa gow: 
 Tak, tak to byo! 
270 
Od skrtu rzeki dochodziy sowa: 
Ty pjdziesz gr, ty pjdziesz gr, 
A ja dolin... 
Anzelm w polonezow nut, powan i tskn, zasuchany, z bladym na ustach umiechem 
sam nuci zacz: 
Ty rozkwitniesz r, ty rozkwitniesz r, 
A ja kalin! 
I Marty usta te, zwide otworzyy si take; oboje dalekiej nucie zawtrzyli: 
Ty pjdziesz drog, ty pjdziesz drog, 
A ja ozami, 
Ty si zmyjesz wod, ty si zmyjesz wod, 
Ja mymi zami. 
Anzelm cign jeszcze: 
Ty bdziesz pann, ty bdziesz pann 
Przy wielkim dworze... 
Ale kobieta obok niego siedzca zakrztusia si, pochylia gow, o podniesione kolana opara 
i kaszlaa... Tedy i on nucenie przerwawszy ucha ku niej przychyli. Zdao mu si, e nie tylko 
kaszel dobywa si z jej piersi... Za rk j wzi. 
 Nie trzeba paka!  z powag przemwi  pakaniem miechu nie odzyszczesz... ubiega 
woda nie wraca... W kwiecie wieku rozczylimy si z sob, a znw spotkali dziadem i bab. 
Nie dziwno te, e opady nas przypomnienia i romanse. Ale nie w czas ju nam do takich 
rzeczy, a myle trzeba o tych modszych, ktrzy jak latorocie przy zwalonych drzewach, przy 
nas wyroli. Jedno zachodzi, drugie wschodzi. Moe te soce, ktre nam smtnie wiecio, dla 
nich pogodniej zawieci. Nieche mnie tedy pani z aski swojej powie: czy ta panna Justyna jest 
doprawdy tak dobr i zacn pann, jak si pokazuje? Czy mona spodziewa si, aby do 
naszego wieniackiego ycia i pracy przy ziemi uzwyczai si moga? I czy, bro Boe, mj 
Janek przez ni nieszczliwym nie zostanie? Moe i pan Korczyski da mu jej nie zechce? 
Moe i ona sama w ostatnim momencie od takiego losu uciecze? Moe to obowizkiem moim 
jest przystojnie, ale z gruntu serca j poprosi, aby mojego chopca zawczasu odtrcia, boby on 
moe przez to uleczonym mg jeszcze zosta? 
Kiedy Anzelm mwi, Marta gow podniosa i potwierdzajco ni kiwaa. Kilka razy jeszcze 
chrzkna, a potem odpara: 
 Prawda! sowo honoru, prawda! Przypomniaa sobie baba dziewiczy wieczr! Wieczna 
gupota! Mczyzna zawsze od baby mdrszy. Prawda! Co nam ju ze piewania i pakania 
przyjdzie! O modszych pogadajmy... 
O tej samej porze w domu Fabiana, ktrego okna zza gazi topoli pobyskiway, wrzao, 
huczao, gotowao si jak w zamknitym i na ogniu stojcym kotle. Przed godzin, kiedy 
modzie z wysokiej gry ku rzece zbiegaa, pord mnstwa okrzykw brzmia jeden, nie 
najmniej donony: 
 Panie Witoldzie! Panie Korczyski dobrodzieju! Panie Witoldzie dobrodzieju! Prosimy! 
pokornie prosimy! 
271 
Na koniec z przywoywanym w ogrodzie si spotkawszy Fabian rk modzieca pochwyci i 
z niskimi ukonami do wntrza domu go zaprasza. 
 Z przyczyny interesu  mwi  z przyczyny interesu w zabawie panu dobrodziejowi 
odwaam si przeszkodzi... Ale prob do pana zanie umylilimy... my starzy... prob do 
pana... 
W gosie jego sycha byo wzruszenie, a pomimo e nisko si kania i pokornie prosi, wsy 
co moment jeem mu nad wargami staway. Witold Siemaszczankom, ktre trzymajc si pod 
rce w towarzystwie ogromnego Domunta nadbiegay, Maryni powierzywszy, ochotnie i 
ciekawie za gospodarzem zagrody poszed. 
W wietlicy pomimo pootwieranych okien gorco byo jak w ani; na trzech stoach jeszcze 
jadem zastawionych palio si par lampek, w ktrych skpym wietle kipiaa mozaika ludzkich 
ksztatw i rysw. Na pierwszy rzut oka rozpozna tam mona byo tylko postacie siedzce i 
stojce, do ciany przyparte, na stoach szeroko okcie rozkadajce, ramionami i wsami 
poruszajce. Po kilku minutach dopiero z tej zwikanej mozaiki wyaniay si i wyosobniay 
gowy ysiejce, siwiejce, osiwiae, czoa zarumienione i spotniae, twarze barw do rydzw 
albo do ziemi podobne. Tak jak pord modziey bawicej si w gumnie i na Niemnie, nikt tu 
pijanym nie by, ale panujcy w wietlicy upa i przez dzie cay cho wstrzemiliwie popijane 
mid i piwo twarze te obleway ogniem i potem, w ktrych z dokadnoci mistrzowskiej rzeby 
wystpoway nierwnoci skr grubych i chropowatych, niezliczone, we wszystkich kierunkach 
pokrzyowane, cienkie jak wosy i grube jak palce zmarszczki, bruzdy, wyobienia. Byo to 
pokolenie, po ktrym ju dugo ycie przecigao swoje pugi i brony, ktre te pod jego 
chodnym strumieniem przygaso, spowolniao, jednak czym silnie tknite, jeszcze zapon i 
wybuchn mogo. Zapono te i wybuchno przy wejciu Witolda. Mnstwo rk wycigno 
si ku modziecowi, do jego chcc ucisn i mnstwo gosw razem mwio: 
 My tu pana za porednika i ordownika naszego zaprosili! 
 Na sdzi! 
 Na jednacza! 
 Przez panw do krla, przez witych do Boga, a przez syna do ojca...  zacz Fabian. 
 Aby pan nas osdzi i na mier albo ycie zadekretowa  przebi go kto inny. 
 W jednym gniedzie niejednaki ptak si lgnie; a cho ociec paski pokazuje si 
krzywdzicielem i gardzicielem naszym, pan nam pokazae si przyjacielem i bratem... 
 Z dobrym targ dobry!  hukn kto spod ciany. 
 To prawda! a jake! Przed dobrym i upokorzy si nie wstyd!  prawi Walenty 
Bohatyrowicz. 
A Aposto aoliwym gosem inne gosy przenoszc, nabonie woa: 
 Jezusa przed Bogiem Ojcem, a pana przed srogim ssiadem za ubagalnika mamy! 
Witold, zdziwiony zrazu, spowania i spochmurnia. Jednak wybiwszy si z tumu wawym 
ruchem na stole usiad i z tej wysokoci wszystkie ku niemu zwrcone twarze ogarniajc, gono 
przemwi: 
 Jestem! sucham was! Dzikuj, ecie mi zawoali... 
Pomi wystpio mu na czoo. Mimo woli rk w gr podnis. 
 I niech tak w przyszoci swojej docign, co cigam, jak serdecznie was kocham i wszystko 
dla was uczyni gotw jestem! 
Wtedy kilkunastu ich na raz mwi zaczo, ale Fabian po krtkich usiowaniach ten chaos 
gosw umierzy i sam spraw przedstawi podj si. Bya to sprawa dawna, pocztkiem 
swoim sigajca koca modzieczych zapaw Benedykta Korczyskiego, a zoona z mnstwa 
drobnych uraz i zaj, jak z mnstwa atomw skada si gruba chmura. Prawd byo  i Fabian 
nie zaprzecza temu  e pan Korczyski niejeden raz suszno mia za sob i e niejeden raz od 
ssiadw, wszelkimi niedostatkami trapionych, stawa mu si mogy krzywdy i ujmy. Ale na 
272 
rne choroby s rne sposoby, za te, ktrych pan Korczyski uywa, po pas w bied ich 
wtrcay i wielk gorzkoci karmiy. O komarowe sado kadego przed sdy ciga, za kosek 
snopem, a za snop kop wynagradza sobie kac. A wiele razy chcieli i prbowali zgodnym 
sowem, dobrowoln umow te sporki zakacza, nigdy do tego nie dopuszcza. I nie dla tej 
przyczyny nie dopuszcza, aby w procesach smak znajdowa  bo wiedzieli dobrze, e sam jak 
na krzyu rozpity wyglda, ale dla tej, e nadmiar ju chciwym sta si, a najwicej dla tej, e 
uboszymi gardzi, prawie ich za ludzi nie majc... 
Tu Fabian, ktry dotd wicej aosnym ni rozgniewanym gosem przemawia, rk na 
kbie opar i wsy najey. 
 Niechaj mnie darowanym bdzie  zawoa  e przed synem na ojca to wypowiadam... ale 
w panu dobrodzieju jedyny ratunek obaczywszy, wszystkie skrytoci serca otworzy musz. 
Srogi na twarzy jest pan Korczyski i jzyk ma gruby... 
 Inaczej jak mruk do czowieka i nie zagada...  przebi kto drugi. 
Gosy zmieszay si znowu, zawrzay. 
 Zymi sowami siecze po duszy, gorzej niby rzgami po ciele siek!... 
 Jakby go jzyk od dobrego sowa bola... 
 A jednakowo moe by, e przygaskaniem prdzej by nas zmusi swego dobra strzec 
nieli biciem! 
Aposto zza tumu ramion i gw ciemnymi okularami pobyskujc woa: 
 Z muu i bota ziemskiego, rodzaju mymy ludzkiego! 
Fabiana gos znowu przenis i przetrwa inne. 
 I mrwka ma swj gniew!  pot z czoa i policzkw ocierajc woa.  I mymy si ju dla 
pana Korczyskiego wszelakiej yczliwoci pozbyli. Jakie: Pomagaj Boe, takie: Bg 
zapa! Wytoczylimy panu Korczyskiemu wojn i susznoci swojej pewno mielimy... 
Witold, w swobodnej zrazu postawie na stole siedzc i przez to nad otaczajcymi go 
postaciami i gowami grujc, teraz uczyni ruch niespokojny czy niecierpliwy. 
 Moi drodzy  zawoa  czeg wy ode mnie chcecie? co ja na to poradzi mog? Pucie 
mi std. 
Ze cignitymi brwiami zeskoczy chcia z wysokiego siedzenia swego, ale otoczono go 
jeszcze cilej, a Fabian i za rami go pochwyci. 
 Bg mi ubij na duszy i ciele, kiedy jednym sweczkiem obrazi pana zamylaem!  z 
przeraeniem woa. 
Inni podnieli proszce gosy, aby wysucha ich i ratowa. Pozosta wic, ale ruchliwe rysy 
jego zmieniy wyraz. Z wesoego i niemal swawolnego modzieca, jakim by przed godzin, sta 
si chmurnym, skupionym w sobie, niemal ponurym. Sucha jednak, a raczej z nateniem 
wsuchiwa si to w pojedyncze, przemawiajce gosy, to w wybuchajce co chwil gwary. 
Pokazywano mu jak bardzo star, zk i prawie splenia map, ktr Fabian na czyim 
strychu w jakiej sprchniaej skrzyni znalaz, a na ktrej wyranie, jak dzie jasno sta miao, 
e wielki kawa wygonu, het, tam, takimi a takimi granicami objty, nie do pana Korczyskiego, 
ale do bohatyrowickiej okolicy nalee powinien. Ho, ho! Gdyby oni ten wygon kiedy im wida 
zrabowany odebrali, dopiero by im ycie sodkie nastao, a przy tym pokazaliby ssiadowi, e 
podczas i may komar wielkiego konia do krwi ksa! Fabianowi o to ostatnie, zdaje si, wicej 
jeszcze chodzio ni o pierwsze. Ssiadw do procesu werbowa, ale nie zwerbowa ich wicej 
jak dziesiciu. Ci za wszystkich plecy nastawili i pootwierali worki. Inszym ydki ze strachu 
dray. Ale wanie najodwaniejsi najuboszymi byli. Procesujc si w dugi leli. Adwokat  
kt mg wiedzie, e by to oszust, skoro tak piknie i rozumnie gada?  pomylny skutek 
zaprzysiga, przez dwa lata jak krowy ich doi, a na koniec terminu uchybi, apelacji w por 
nie poda i wszystko przepado. Ale nie koniec na tym; trzeba im jeszcze wielk sum panu 
Korczyskiemu wypaci i to wprdce, bo ju niejeden raz i nie przed jednym czowiekiem 
273 
owiadcza, e ani godziny zwoki nie udzieli, ani grosza nie daruje, a egzekucj, gdy tylko czas 
przyjdzie, bez miosierdzia cisn bdzie. Czas za jest bliski; najdalej za dwa tygodnie 
egzekucja nastpi, a razem z ni ju chyba skoczenie wiata, bo eby nie wiadomo jak starali 
si, takich wielkich pienidzy w dziesiciu nie zbior i nigdzie nie znajd. Wic i w nich teraz 
strach uderzy; rozpoznali, e zagrzli w gszcz nieprzeniknion i e nijakiego dla nich ratunku 
nie ma oprcz upokorzenia si i proby o zmiowanie. Teraz ten i w z paczem mwi. Fabian 
take nie tylko ju pot z twarzy ociera. Znowu w ten sam cienki i aoliwy ton wpad, jakim 
dzi z rana bogosawi do lubu crk. 
 Bogiem Ojcem wiadcz si  woa  e gorzko mnie jest na staro azarzem u 
bogaczowego progu ebrzcym zostawa! Na swoj bied moe bym oczy zmruy, ale cudze 
zy na sumieniu nosi zbyt ciko. C mam nieszczliwy robi? Gry rzemie  darmo! 
Przysza potrzeba w pokor uderzy i syna rodzonego prosi, aby przed swoim ojcem naszym 
ordownikiem zosta... 
Tu rozpaka si ju rzewnie, ale wstydzi si tej saboci, wic chustk pot i zy po twarzy 
rozmazujc przerywanym gosem uniewinnia si: 
 Pacz utrapionemu nie grzech... I pies wyje, kiedy smtny... 
Aposto za woa: 
 Przyjdzie Chrystus sdzi biednych i bogatych, ywych i umarych... 
Z tumu wyosobni si nieco wysoki, chudy, z czarnymi, obwisymi wsami Walenty. Na 
twarzy jego zoranej i bladej wyraz jakby dugiego mczestwa miesza si z nieograniczon, 
cich cierpliwoci. Z cicha, spokojnie mwi, e siedmioro dzieci wyhodowa, crki wyposaa, 
dla synw guwernera przez lat kilka wsplnie z ssiadami najmowa, aby cho czyta i pisa 
umieli. Nieatwo przyszo z dziesiciomorgowego grunciku wszystko to wydmucha! Piersi 
sobie prac nadwery, e dla cikiego oddechu trudno mu ju za pugiem chodzi. Byo 
jednak, jak byo. Bg nie opuszcza, a ludzie prawie i nie syszeli o nim, tak spokojnie w swoim 
zaciszku siedzia h o  u j   i za wszystko Bogu dzikujc. I cho od pana Korczyskiego, tak 
samo jak inni, niejeden raz ze sowo usysza, znis to cierpliwie i milczc, jak ubogiemu przed 
wielmonym przystao. Ale oto na staro zgupia. Namwiony, do procesu wlaz. Co teraz 
nastpi?  nie wie. Pewno przyjdzie gruncik sprzeda, dugi pozapaca i pod koci z torb 
pj. Wola boska! Niech i tak bdzie! Gdyby jednak pan Korczyski zgodzi si poczeka, 
wypat na duszy czas rozoy, moe by jeszcze przy pomocy jednego z ziciw, nie bardzo 
biednego czowieka, i wyratowa si... A da tego, bardzo da, bo kademu mio myle, e 
zamknie oczy tam, gdzie je na ten wiat otworzy, gdzie te jego dziady i przeddziady... 
Nie mg dokoczy. zy toczyy si po spokojnej przecie, niezmcenie cierpliwej jego 
twarzy, a rce chude, jak ziemia ciemne, mozolami* i dziwnymi jakimi garbami okryte, zaciera 
i ciska tak, e a stawy w palcach trzeszczay. Witold pochyli si nagle i te biedne, 
spracowane, zrozpaczone rce mocno w swoich cisn. Ale wnet inni ich rozdzielili, proby swe 
przekadajc. Niechby pan Korczyski kontentowa si tym, e proces wygra, a t kar, na ktr 
ich sd zadekretowa, do reszty ich nie zarzyna. Jeeli za tak ju nadmiar pienidzy tych 
poda, to niech przynajmniej folg jak da, czasu popuci, eby i swoje odebra, i ludzi nie 
pomarnowa! Kto ze zniechceniem rk rzuci: 
 Daremne gadanie! Pan Korczyski tego nie uczyni. A co jego nasza pomylno czy nasze 
zmarnowanie si obchodzi? 
 Owszem! Barania mier, wilcza stypa!  z gorycz zamia si kto u ciany stojcy. 
 Trzy rzeczy s na wiecie najgorsze  z grzmotowym miechem wtrci si Starzyski  
wesz za konierzem, wilk w oborze i chciwy ssiad za miedz! 
 Krlowa Saba przed Salomonem przepowiadaa, e szatan, zaraziciel dusz ludzkich, 
krlestwo akomstwa na ten wiat sprowadzi!  aoliwie woa Aposto. 
* M o z o l (gwar.)  zgrubienie i stwardnienie naskrka na rce lub nodze. 
274 
Teraz jednak Strzakowski, w powany czowiek w samodziaowej siermidze i z mylc 
twarz, za stoem siedzc, powoli, z zastanowieniem, ale dobitnie mwi zacz: 
 Do mnie ani do mojej okolicy ten interes wcale nie naley, ale tak samo, jak Bohatyrowicze, 
w bliskim ssiedztwie pana Korczyskiego mieszkajc, niejeden raz parzyem si przy tym 
samym ogniu i sadz od niego padajc na sobie niosem. Jednake ja tak mwi: eby pan 
Korczyski po ludzku i po bratersku z nami y i postpowa, moe by i sam na takiej kalkulacji 
lepiej wychodzi, moe by z tego i splna korzy wynikaa. Bo ja tak mwi: u pana 
Korczyskiego duo ziemni, a u nas duo rk; u pana Korczyskiego wikszy rozum, a u nas 
wiksza sia. Jednego on z nami rzemiosa czowiek i tyle tylko, e u niego warsztat wielki, a u 
nas malekie. Wic ja tak mwi: nijak by nie moe, aby rce nie przyday si ziemi, a ziemia 
rkom, albo eby rozum nie potrzebowa siy, a znw sia rozumu; albo te aby jednego 
rzemiosa ludziom nigdy ju wcale nie przychodzio splnie pogada i pomyle, i poratowa si 
w potrzebie. Tedy ja tak mwi... 
Ale nie pozwolono mu dokoczy. Sowa powanego ssiada, jakkolwiek do najmniej 
zamonych nalecego  co i po ubraniu jego pozna mona byo  nie tylko podobay si 
zgromadzonym, ale gdy byli ju a do paczu rozaleni i na sercu upadli, obudziy w nich znowu 
ambicj i wiar w siebie. 
 A pewno! a jake! a tak jest! ze wszech stron woano.  Nie zawsze umiera, kiedy tuk 
fal! i my, chwaa Bogu, yjem, cho nas wszelakie biedy i niedostatki gniot. Z umarego tylko 
nijakiej ju korzyci osign nie mona, a u ywego trzeba jej tylko poszuka. Raz pan 
Korczyski na cae pole i przed gromad ludzi od prniakw i hultajw nas aja, kiedy w 
gorcy czas robotnika znale nie mg, a my w najem do niego i nie zechcieli. Pewno! 
naturalnie! a jake! Cudzemu, a do tego i gardzicielowi, cia naszych i dzieci naszych ani na 
jeden dzie w niewol nie zaprzedamy i na paskie ubligi albo, bro Boe, i ekonomskie 
popychanie dobrowolnie wystawia si nie bdziem. Lepiej ju gd cierpie i w zgniych 
chatach mieszka, nieli w egipsk niewol za marny pienidz i! Ale gdybymy w panu 
Korczyskim nie cudzego i nie gardziciela, ale przyjaciela i opiekuna naszego obaczyli, gdyby 
kady mg zaprzysic, e na jego polu obchodzenia si ludzkiego dozna, ho! ho!... 
Tu kilkanacie gosw zamiao si grubo i triumfujco: 
 Zobaczyby podtenczas pan Korczyski, czy my prniaki i hultaje! I niemnowej wodzie 
pyn nie atwiej, jakby atwo gospodarstwo jego pyno. Ot, te same kawalery i panny, co 
teraz w gumnie hulaj i na Niemnie pieni wywodz, nieleniwie by okoo jego dobra chodzili, a 
jakby przez to jeden i drugi grosz z jego kieszeni na nas kapn, toby i splny dorobek, i splna 
uciecha z tego wynikna. Albo te kawaki ziemi, co u niego tak jak prawie marnuj si, bo ani 
ich ugnoi, ani jak potrzeba zasia niesilny! Oni by je chciwie w dugoletnie dzierawy brali, 
synw swoich rozsadzaliby na tych dzierawkach, dobroczyc swego bogosawic i wiernie 
jemu wedug kontraktw uiszczajc si. On mrze na pienidze, bo ma dugi i wielkie ekspensy; 
oni gd wielki na ziemi cierpi, bo mae grunciki, a wiele dzieci maj. Obydwom tedy stronom 
dogodziby taki kompromis i Bg to wie! moe te obydwie od ostatniego zginienia wyratowa. 
Bo i pan Korczyski nie jak w raju na tym wiecie yje i nie nadmiar mocno na Korczynie jest 
ufundowany. Ludziom gb nie pozatyka: gadaj! 
I wiele jeszcze rnych uwag i wnioskw czynili do modego suchacza swego i, jak go 
nazwali, sdzi si zwracajc, a zawsze koczc wyraeniem wtpliwoci, aby waciciel 
Korczyna zechcia przychyli si do ich prb i da i inaczej na nich nieli wilk na barany albo 
krl na niewolniki swoje spoglda. 
 A ja tak mwi  raz jeszcze z zastanowieniem odezwa si powany Strzakowski  niechaj 
gowa nie mwi nogom, e jej niepotrzebne. Jak ndznemu, tak te i bogatemu lepiej nie 
samemu! 
A Aposto przemawia: 
275 
 Anieli chccy nad inszych gowy podnie ze wszystkim upadli! 
Teraz z pierwszego uniesienia ochonwszy do zwykej powolnoci mowy i ruchw wraca 
zaczli. Przycichy gosy, uspokoiy si rozmachane raniona. Wielu z tych, ktrzy rodek 
wietlicy tumem ruchliwym napeniali, w medytacyjnych postawach na zydlach i stokach 
zasiado. Policzki na doniach poopierali, gowami wstrzsali, ten i w rozwodzi si jeszcze nad 
wszelakimi trudnociami oglnego ich pooenia. Jednemu Fabianowi trudno byo do 
rwnowagi ducha powrci i jzykowi milczenie nakaza. Do najbystrzejszych przy tym nalec 
niektre rzeczy, dla wielu innych obce lub zapomniane; rozumia. Na brzegu stoa przysiad, 
ramiona skrzyowa, gow na pier zwiesi i w tej melancholijnej postawie, powolniej ni 
wprzdy, lecz dugo jeszcze prawi: 
 eby to my onegdaj srokom spod ogonw powylatywali albo eby ten, ktry pokazuje si 
nieprzyjacielem naszym, wczoraj z dopustu boego od koca wiata przyby, nie tak 
czulibymy gorzko. Cudzy, to cudzy! Ale my tutaj wicej prawie jak trzysta lat siedzimy, a 
panowie Korczyscy moe ptorasta Korczyn w swoim rodzie trzymaj. Jeden Bg naszym 
ojcem i jedna ziemia matk. Tedy gorsze my ni zwierzta: bo i midzy zwierztami swj swego 
zna. Wilk wilka nie poera i kruk krukowi oczw nie wydziobuje... 
Kto zza stou przerwa: 
 Kto komu teraz swj? 
Walenty Bohatyrowicz powoli zawtrowa: 
 A ma si rozumie! Nieboszczyk pan Andrzej to by swj! 
 A jake!  ozway si westchnienia i gosy  jak jego nie stao, ojca i przewodnika nam nie 
stao. Krtko on y na wiecie, ale wiele dobrego zrobi, a bez niego my jak barany na rze 
odczone zostali. Ni do kogo przytuli si, ni od kogo rady i wiatoci zaczerpn nie mamy. 
Zewszd otoczyy nas granice, ktrych przestpi nam nie wolno, i znikd nie spodziewamy si 
rady, jak w tym cisku i ograniczeniu ratowa si i postpowa. Podczas ju myli takie nas 
nachodz, e wnuki albo moe i dzieci nasze, jak jeszcze troszk rozmno si, wszystko 
porzuc, na koniec wiata pjd chleba szuka, bo tu ju go dla nich nie wystarczy. Ju tylko o 
dusze nasze niemiertelne przed Panem Bogiem ubija si nam trzeba, aby na psie nie zeszy. 
Niejeden raz i przy kadej okazji my od pana Korczyskiego syszeli, e nadmiar gupi jestemy, 
to znw od szkodnikw i zodziejw on nas wyzywa. Moe to nie ze wszystkim prawda, ale 
moe troch i prawda. Jednak winnymi si nie sdzim, bo i mdry zrobi si gupi, gdy go bieda 
zupi, a kademu ju wiadomo, e muchy gciej na wrzodach siada lubi jak na zdrowym 
ciele. 
Jak wprzdy haas i wrzawa przemieniy si w szmer gosw rozwanie i z wolna ciekcych, 
tak teraz szmer ten roztapia si w milczenie. Fala uczu, oburzeniem i trwog wzdta, opadaa 
coraz cichszymi i niemielszymi skargami, a na powrt do tych serc, zawsze cierpliwych, 
wrcia i umilka. Twarze ochody i oschy z potu, nie pozbywajc si przecie ani jednej ze 
swoich niezliczonych bruzd i zmarszczek; rce na kolana popaday lub na stoach posplatane, od 
okrywajcego je biaego ptna jak grudy ziemi lub kromki razowego chleba odbijay. Fabian 
nawet ucich i tylko ciko dyszc, ze zjeon kp wsw, od czasu do czasu pomrukiwa: 
 Nie cudzy my tu... nie z koca wiata przybdy... nie sroce spod ogona wczoraj 
wyskoczyli... Wicej ni trzysta lat pomnik naszych fundatorw na tej ziemi stoi... wicej ni 
trzysta lat, z ojca na syna, my t ziemi rkoma naszymi drapiem i potem swoim zlewamy!... 
Woci nijakich my nigdy nie mieli i nikogo nie gnietli i nie ssali. Dla jakieje przyczyny teraz 
marnie gin i przepada nam wypado? Dzieci nasze pod tymi grudkami ziemi, ktrych 
powikszy nie jestemy silni, jak godne robaki nie w czas pogin, a wnuki, z dopustu boego, 
chyba ju na psy zejd... rd nasz jak woda z gry do gbokiego rowu z tego miejsca spynie i 
pami o tym, e my tu kiedy yli, przepadnie... 
276 
Przez otwarte okna wlatywa do wietlicy szelest topoli, a z daleka, zza wiszcego nad wod 
ksiyca i w wodzie stojcej kolumny zotej przypywaa chralna, powana, polonezowa nuta: 
A gdy pomrzemy, a gdy pomrzemy, 
Kaemy sobie, 
Zotne litery, zotne litery 
Wyry na grobie! 
277 
IV 
W obszernym domu korczyskim paliy si tylko dwa wiata: jedno w buduarze pani Emilii, 
drugie w gabinecie Benedykta. Wielki salon i wiksza jeszcze sala jadalna pogronymi byy w 
ciemnoci, ktr rozprasza zaczynao niepewne jeszcze, tu i wdzie na okna i na posadzk 
kadnce si wiato ksiyca. W tym pzmroku rozlegay si cikie, nieustanne kroki. Kto 
przechadza si po salonie tam i na powrt, w gbokim zna zamyleniu. Zamylenie to czu 
byo w miarowym, monotonnym stpaniu przechadzajcego si czowieka, a ile razy mijajc 
jedno z okien wchodzi on w sup ksiycowego wiata, ukazywaa si w nim na chwil i wnet 
znowu mieszaa si z ciemnoci posta jego wysoka, cika, z pochylon gow, zaoonymi w 
ty rkoma, zwisajcymi na pier wsami, tak samotna, jak gdyby pokj ten by pustyni a on 
jedynym jej mieszkacem. Jednak za zamknitymi drzwiami nieustannym jego krokom 
wtrowa nieustannie te dwiczcy, przyjemny i delikatny gosik niewieci. Tam, w buduarze 
oklejonym papierem w polne kwiatki, kobieta biaa, cicha, cierpica, w biaym negliu, wplec 
na psowym szezlongu, przy wietle lampy co bardzo misternego wyrabiaa szydekiem z 
wczki i jedwabiu. Druga za kobieta, rwnie delikatna, ale mniej pikna i strojna, a wicej 
zwida, z plastrem okrywajcym doln szczk, nien i abdzich ksztatw szyj wycigaa 
nad ksik, z ktrej gono czytaa francuskie podre po przyldku amerykaskim, 
zamieszkiwanym przez lud Eskimosw. Jedna czytaa, druga suchaa o krainie lodw, fok, 
reniferw, chaup ze niegu, zrz pnocnych, podbiegunowych nieskoczonych nocy. Czasem 
przeryway sobie czytanie zamienianymi pytaniami i uwagami. Rce z szydekiem na kolana 
opuszczajc, jedna z nich zapytywaa: 
 Jak mylisz, Tereniu: czy wrd Eskimosw istnieje prawdziwa, gorca, poetyczn mio? 
Teresa nie odpowiedziaa. Zamylia si gboko. Z abdzi szyj, pod wiato lampy 
wycignit, kocami palcw dotykaa bolcej i leczniczym plastrem oblepionej szczki. 
Erotyczne tsknoty i marzenia dreszczami przebiegay wte ciaa dwu tych kobiet i twarze ich 
okryway wyrazem cierpienia. 
 Czytaj dalej, Tereniu... 
Czytaa dalej, ale po kwadransie znowu czytanie przerwa musiaa. Za oknem, kdy z dou, 
podnis si wielki, powany, chralny piew. Pani Emilia od stp do gowy zadraa. Przelka 
si. Z rozszerzonymi nieco od przestrachu renicami zapytywaa: 
 Co to? co to znaczy? co to by moe? 
Teresa, chocia take drgna nerwowo, wkrtce domylia si prawdy i towarzyszk 
uspokoia. Byy to pewno piewy tych ludzi, ktrzy zjechali si na wesele, na ktre posza panna 
suca, Zofia. 
 Nieznoni! czyta nam przeszkadzaj! O, co za haas! Moja Tereniu, ka zamkn 
okiennice i zapuci sztor! 
Po dwch minutach okiennica bya zamknit i gruba sztora zapuszczon; do zamknitego 
szczelnie buduaru aden ju prawie odgos z zewntrz nie dochodzi, a przy gonym czytaniu 
Teresy, od ciany do ciany i od podogi do sufitu, wrd zmieszanych woni perfum i lekarstw, 
napeniy go obrazy niezmierzonych lodowcw, nieskoczonych nocy, jaskrawych zrz 
pnocnych, fok, reniferw i chaup ze niegu. 
278 
Ale po pustym salonie przechadzajcy si czowiek przy dolatujcych z dou pierwszych 
dwikach chralnej pieni stan jak wryty. Stan w zupenie ciemnym punkcie salonu, tak e 
go wcale wida nie byo, i sta do dugo. Zapewne sucha. Moe nawet such nata i 
pochwytywa sowa pieni. 
Szumiaa dbrowa, wojacy jechali... 
Znowu chodzi zacz. O, jak to dawno, dawno byo, kiedy te dwiki i te sowa o jego 
mode, wiee, gorce serce... 
Stan znowu. 
Nie byo, nie byo, 
Matko, szczcia tobie... 
Z ciemnego punktu salonu wydobyo si i nad cielcymi si po posadzce smugami ksiyca 
popyno dugie westchnienie: 
 Nie byo szczcia... o, tak, nie byo szczcia... 
Wszystko si zmienio, 
A twa dziatwa w grobie! 
Wyszed z ciemnoci i przez pas wiata przechodzc pgosem powtrzy: 
 W grobie! gdyby wszyscy... w grobie! 
Nie mg sucha. Nie mg duej sucha tych dwikw i sw, ktre wzbijajc si spod 
stp wysokiej gry zdaway si spywa z promiennego szczytu jego ycia, z dawno 
opuszczonego szczytu jego wieej, grnej, gorcej modoci... 
Cikim, cigle miarowym, cho przypieszonym nieco krokiem przeby sie zupenie 
ciemn, sal jadaln, do ktrej zaglda ksiyc, i wszed do gabinetu owietlonego palc si na 
biurku lamp. Pokj ten by nie tylko pracowni, ale zarazem sypialni i rzecz dziwna! zarwno 
jak przeciwek Anzelma, przypomina klasztorn cel. Jak tam, tak i tu czu byo ycie twarde, 
samotne, z mikkich wybrednoci i wesoych uciech odarte. Oprcz elaznego ka ze szczup 
pociel i piknym niegdy, lecz starym dywanem, wielkiego biurka, kilku krzese i starej szafy 
po brzegi ksigami gospodarskimi napenionej, nic tu wicej nie byo. Na cianach tylko wisiao 
kilka rodzinnych fotografii i para strzelb pord niedwiedziej skry skrzyowanych. Przez 
wpotwarte okno do pokoju tego naleciao mnstwo biaych nadniemeskich motylkw, 
wzbijao si pod sufit, kryo dokoa lampy i z rozpitymi, krepowymi skrzydy padao na 
okrywajce biurko ksigi i papiery. Benedykt usiad przed biurkiem i wpatrzy si w te niene, 
skrzydlate stworzonka. Co mu one przypominay: jaki moment bardzo odlegy, lecz 
niezmiernie wany, jaki w yciu jego punkt zwrotny... Niegdy, dawno temu, by wieczr 
bardzo do tego podobny, rwnie ciki i ponury. Te motylki, tak samo jak teraz, krciy si koo 
lampy i na rachunkowe ksiki paday... On co wtedy postanawia, i postanowienia nie dokona, 
co mia uczyni, i nie uczyni... Co to byo? Brat... syn... A! brat! Wycign rk i spod 
przycisku wyj list, ju przeczytany, lecz ktry po raz drugi chcia przeczyta. I wtenczas byo 
tak samo. Wyjmowa spod przycisku list brata i czyta go, zastanawia si nad zawartymi w nim 
radami. Potem ju zaledwie kilka razy przez lat kilkanacie zamieniali si listami, i to tamten 
zawsze odzywa si pierwszy, on za odpowiada czasem po paru latach, krtko, zimno... Bo po 
c? Dzi znowu list od Dominika otrzyma i mia takie uczucie, jak gdyby kady jego wyraz 
spad mu na serce cikim kamieniem, a w serce piekc z. Ju zdawao mu si nieraz, e tylko 
tyle o bracie pamita, ile o kadym, najobojtniejszym i bardzo dawno spotykanym czowieku, 
279 
e wcale on dla niego nie istnieje. Jednak dzi znowu si przekona, e tak nie byo. Swoja krew, 
swj bl, swoja haba! Nic nie pomoe. Ca godzin po salonie chodzi, z mylami i 
wspomnieniami bi si, oburza si, ci plu, a teraz znowu ten list przeklty spod przycisku 
wyj i czyta zacz, tak zupenie jakby rozkosz ostr i podniecajc w mczeniu samego siebie 
znajdowa: 
Kochany bracie, 
Zdaje si, e ju ze trzy lata od ciebie wiadomoci nie miaem; na ostatnie moje p i  m o nie 
zaszczycie mnie odpowiedzi. Ja jednak pisz, aby  o z d z i e l i  z tob moj rado, z 
dwch przyczyn wynikajc. Pierwsza przyczyna ta, e ju, chwaa Bogu, jestem od roku tajnym 
sowietnikiem*, a jeeli Bg ycia przeduy raczy, moe mnie kiedy i z k  z e   e m w  e  a  
ie p o w i   z u j e  z. J a k i e b y tam nie by  y twoje przesdy iuprzedzenia, zawsze 
to mio mie brata senatora, a tymczasem i tajny sowietnik wstydu tobie nie robi. Przy tym na 
wypadek jakiego nieszczcia czy wanego interesu dobrze wiedzie, e w swoim rodzonym 
bracie masz dobre plecy. Ot tak, powiodo si mnie na subie, za co dla naszego ojca wieczn 
mam wdziczno, bo gdybym w uniwersytecie nie by i nauki nie mia, nigdy bym do tego 
stopnia, na ktrym teraz stoj, nie doszed... 
Benedykt rce z listem na kalana opuci; gorzki umiech bdzi mu pod dugimi wsami, 
oczy szklisto wpatryway si w przestrze. Moe przez wyobrani wywoana staa przed nim 
posta ojca, ktrej zapytywa: 
 Czy w tym celu?... czy dla takiego rezultatu? Czy mg przewidzie... spodziewa si?... 
Jeeli z tamtego wiata patrzysz... Widzisz... czy Stwrcy za niemiertelno dzikujesz? 
Drug przyczyn radoci Dominika, ktr dzieli si z dawno nie widzianym bratem, byo 
wietne wydanie za m najstarszej crki. Za pukownika wysza. Dla panny bez posagu bya to 
partia wietna. Jakkolwiek bowiem powodzio mu si na subie, funduszu nie zebra i crce 
posagu adnego da nie mg. Wyprawi jej tylko wesele wietne, ktrego opis zajmowa ca 
stronic listu. Jeden ksi, dwch baronw i czterech jeneraw wesele to zaszczycio. Zreszt, 
zi jego sam za lat kilka pewno jeneraem zostanie. Co si tyczy dwch jego synw, to jeden 
by jeszcze maym, a drugi starszy, ksztaci si w szkole wojennej, wielki do wojskowoci 
pocig czujc. Potem kilkanacie wierszy listu zajmowa opis zabaw i przyjemnoci, ktre przez 
ostatni zim napeniay stolic. Woska opera bya szczytem doskonaoci, a kilka balw 
przewyszyo przepychem wszystkie dotd widziane... 
Nie dokoczywszy czytania Benedykt rzuci list na biurko. Jak te motylki fruwaj, fruwaj 
dokoa lampy i na rachunkowe ksigi padaj! Rzewy wiatr wnika przez wpotwarte okno. W 
domu i w sercu cicho, ciemno, ponuro. Kiedy to by taki sam wieczr? A! po owej rozmowie z 
on, w altanie. Pamita. Wtedy po raz pierwszy dokadnie rozpozna ten sodki egoizm i t 
wdziku pen niedono ciaa i ducha. Wtedy te powiedzia sobie, e nie ma ju adnego 
brata. Trzech ich byo, on jeden pozosta. C? Wszdzie to samo. Z trzech, a gdzieniegdzie i z 
dziesiciu, niekoniecznie braci, ale rwienikw, przyjaci, jeden pozosta. Zupenie tak, jakby 
z kogo wyciek strumie krwi, a tylko tu i wdzie pozostae jej krople tuay si po yach z 
osobna, skurczone, skrzepe... Ale co stao si wtedy, owego wieczora, ktry do dzisiejszego tak 
by podobnym? Co go wtedy pocieszyo, podwigno... do tego miejsca przykuo... Syn! I jak 
obraz ze zmroku na jasny dzie wysunity stan przed nim wyrany, doskonale widzialny 
moment dalekiej przeszoci. Otworzyy si drzwi pokoju, wbiega przez nie istota ludzka 
modziutka, swawolna, skaczca i ze szczebiotem, z pieszczot wskoczya mu na kolana. Drobne 
ramiona objy jego szyj, niewinne oczy zajrzay w pospne renice, wiee, dziecice usta 
pocaunkami rozgadziy wszystkie zmarszczki i wszystkie chmury pozdejmoway mu z twarzy. 
*  a j  y  o w i e   i k -radca tajny, jeden z wyszych urzdnikw w carskiej Rosji. 
280 
Widziu! Kochasz ty Niemen? lubisz ty te motylki? lubisz ten br za Niemnem, w ktrego 
gbi, w cieniu jode, zapomniany i nieuczczony twj stryj usypia snem wiecznym? 
Dziecko ju wtenczas to wszystko kochao, a on, pokusy i rady gdzie indziej go wabice 
odepchnwszy, wzi znowu krzy swj na barki i  jeden z trzech  tu pozosta... 
Co to? Spieszne kroki ozway si w przylegym pokoju, otworzyy si drzwi  te same, co 
wwczas  do gabinetu wbieg zgrabny, wysmuky, mody czowiek. Znowu on! tylko dorosy 
teraz i tak dojrzay, jakby kady rok przez niego przeyty w widokach i wraeniach ycia, na 
ksztat ziarna w sokach ziemi, rs nad miar i nabrzmiewa. Przez pokj przylegy bieg, ale u 
drzwi gabinetu zatrzyma si i prdko oddychajc, chustk powid po rozognionej i spotniaej 
twarzy. Przybywa wida z miejsca napenionego upaem i ciskiem, a gdy twarz odsoni, 
zdawa si mogo, e byo ono take miejscem mczarni. Niewysowiona mka bia mu z oczu i 
zmarszczkami wystpowaa na czoo. Benedykt ywy ruch na fotelu uczyni, naprzd si poda. 
 Witold! 
Wejcie syna byo dla ojca niespodziank. 
 A co? skd przychodzisz? czegoe taki rozgrzany i zmczony? 
Mody czowiek nie odpowiadajc naprzd postpi i przed ojcowskim biurkiem stan. 
 Mj ojcze... 
Zawaha si, oczy spuci i po kilku sekundach dopiero, zwykym sobie ruchem determinacji 
rce w ty zakadajc, z cicha dokoczy: 
 Przychodz, mj ojcze, z ustami i sercem penymi... skarg! 
 Na kogo? czyich?  zapyta Benedykt. 
 Ludzkich... na ciebie, ojcze! 
Benedykt oczami bysn. 
 Na mnie, c? Czy kogo na drodze zrabowaem albo czyje dziecko na niadanie zjadem? 
 Na wszystko ci bagam, ojcze  zawoa Witold  porzu ten ton drwicy i rozjtrzony, z 
jakim przemawiasz, ilekro pewnych stron ycia, dla mnie nad ycie droszych, dotykamy!... 
Mody jestem, to prawda... lecz cem winien temu, e natura zamiast serca nie woya mi w 
piersi busoli z ig zwrcon ku drodze uycia, zyskw i... wietnej kariery. 
Wzrok Benedykta przemkn po lecym na biurku licie Dominika, jakby go ku niemu 
ostatnie wyrazy syna pocigny. 
 No dobrze  zacz  czy ja kiedy tego pragnem, czy wymagam od ciebie, aby bi 
pokony zotym cielcom? Czego chcesz? 
 Dla siebie, ojcze, nic nie chc, dla ludzi... wiele! 
 Androny!  krzykn Benedykt i ywo podnoszc si z fotelu, z pomieniem w oczach, z 
brwi namarszczon mwi, a raczej woa dalej:  Wiem, gdzie bye! domylam si, co ci tam 
nagadali! Skar si, e dobro ich zagrabiem, e ich ze skry obdzieram, prawda? 
 Tak, ojcze! 
 Czekaje wic! 
Z tymi sowami ku szafie si rzuci, spory zwj papierw z niej wyj i do biurka wracajc, 
mwi: 
 Popatrz i przeczytaj! Musisz popatrze i przeczyta! Musisz przekona si, e ten kawa 
ziemi, o ktry mi oni proces wytoczyli, do Korczyna zawsze nalea... Musisz zawstydzi si za 
posdzenie, e twj ojciec kogokolwiek okrada chce... Do tego jeszcze nie doszedem... Nie! 
Jakimkolwiek jestem, do tego jeszcze nie doszedem... Musisz zawstydzi si!... 
Gdy plan Korczyna na biurku rozkada, wielkie rce jego dray, ale hamujc si dugo, po 
planie palcem wodzi, ze starych dokumentw wyjtki czyta, mwi, dowodzi. Potem prostujc 
si i wzrok na syna podnoszc zapyta: 
 C? wstydzisz si teraz? a? 
 Nie, ojcze!  odpar Witold. 
281 
 Jak to? nie przekonaem ci? 
 I wprzdy przekonany byem, e myl nawet o przywaszczeniu sobie cudzej wasnoci 
przej ci, mj ojcze, przez gow nie moga... 
 Wic c? wic o co chodzi? wic czyja w tej sprawie wina? 
Witold rce w ty zaoy i miaymi oczami paajcy wzrok ojca spotykajc odpowiedzia: 
 Twoja, ojcze! 
 Facecja!  wybuchn Benedykt.  Oni, jak tabaka w rogu ciemni, wierz kademu 
poktnemu doradcy, ktry z nich sobie trzod dojnych krw chce uczyni; oni na kadym kroku 
wyrzdzaj mi psoty i szkody... 
 Przebacz, ojcze  przerwa Witold  dlaczego oni ciemni jak w rogu? dlaczego chciwoci 
pazerni? dlaczego nieprzyjani?... Czy niczyjej, niczyjej winy w tym nie ma, tylko ich jednych? 
Czy tre tych zapyta, czy szczeglny dwik gosu syna tak uderzyy Benedykta, e umilk, 
z cikim westchnieniem rzuci si na fotel i wahajcym si gosem przemwi: 
 Dlaczego? dlaczego? Ha! gdyby to mona byo wszystkie czarne mary i cikie plagi ycia 
zapytywa: skd? za co? dlaczego? 
 My je zapytujemy  podchwyci Witold  tak, mj ojcze, ca si umysw i serc naszych 
zapytujemy, a one czasem nam odpowiadaj! Ta, o ktrej teraz mwimy, odpowiada: Zrodziy 
mi omamienia i nienawici wiekw; zagada moja w wietle i w mioci... 
Teraz wszystko, co uzbiera z ksiek i od ludzi, wszystko, co woya w niego natura, a 
rozjania i potwierdzia nauka, wylewa mu si zaczo z ust wymownych i drcych. W 
szerokich zarysach kreli demokratyczne idee i teorie, od ktrych urzeczywistnienia, zdawao 
si mu, zaley skrzepnienie i odrodzenie narodw, jego narodu nade wszystko. Podpor dla 
najwyszych myli i podbojw, na ktre w cikiej, wiekowej pracy zdobya si ludzko  a 
ktrymi u szczytw miotay podmuchy chciwoci i okruciestwa  ratunek dla krwawych 
cierpie, ktre lasem rk do nieba o pomst wycignitych wyrastay z gruntu oranego przez 
zo i przemoc, widzia on w ludzkim zrwnaniu si i zbrataniu, w ukuciu spjnego acucha z 
ogniw, dotd przez pych, zawi, chciwo, niewiedz z sob rozdzielanych. Od abstrakcji 
majcych dla niego urok taki, e mwic o nich wyglda jak czowiek w niebo zbawienia 
zapatrzony, niespokojnie przebieg do powszedniej, palcej go rzeczywistoci, opowiada 
wszystko, co widzia i sysza tam, skd przyby, powtarza proby, z ktrymi go tu przysano, 
skargi i obwinienia, ktre szumiay mu jeszcze w uszach i paliy serce. 
Benedykt nie przerywa ju, milcza, a biegy chyba znawca dusz mgby odgadn, jakie 
uczucia zapalczywa mowa modzieca budzia w jego przedwczenie uwidej duszy. W fotelu 
zagbiony, przygarbionymi troch plecami do porczy jego jakby przyrs; od bledszej ni 
zwykle i w tysic zmarszczek poamanej twarzy dugie wsy nieruchomo na pier mu zwisay; 
oczy jego czasem mciy si a do dna i powieki na nie opuszcza, to znowu podnosi je i 
namitne pomienie na syna z piwnych renic ciska. Jak grb milcza i jak w grobie odbyway 
si w nim rzeczy pospne i tajemnicze. Czy przejmujce go z kolei uczucia byy wstydem, alem 
lub gniewem  to pewno, e cierpia, a cierpic czu jednak, e z obfitych i gorcych sw syna 
powstawaa i o pier mu uderzaa jaka fala bkitna, piewna, niegdy mu dobrze znana, lecz 
przez ycie pochonita, a teraz niby z przepaci ycia ku niemu powracajca. Z daleka, bardzo z 
daleka dochodziy tu jeszcze urywane nuty starych pieni nad osrebrzon powierzchni Niemna 
chrem piewanych; u okna biae motylki z lekkim stukiem na biurko paday, krepowymi 
skrzydami o ksigi rachunkowe i rozoony plan Korczyna trwoliwie bijc. Rzuca na nie 
czasem wzrokiem i spotyka nim take ku brzegowi biurka odrzucony i szeroko rozwarty list 
Dominika. Ilekro spojrzenie po tym licie przesun, tylekro usta, majce ju gwatownym 
sowem wybuchn, zamkn, zmcony wzrok ku ziemi spuci i znowu milczc, coraz pilniej, z 
coraz boleniejszym prawie wyteniem wsuchiwa si w mow syna. Witold bardzo blady, z 
drcymi rysami, przytumionym gosem mwi: 
282 
 Ty o tym wszystkim nie wiedziae, ojcze? prawda, e nie wiedziae? O ich strapieniach, 
opuszczeniu, niebezpieczestwach... o tych zorzeczeniach, ktrymi ci okrywaj... o tych 
dobrych uczuciach, ktrymi s gotowi kade twe dobrodziejstwo, kady promyk wiata, ktry 
by od ciebie pad na nich, odpaci... nie wiedziae? Powiedz mi, mj ojcze, o, powiedz mi, e 
o tym wszystkim nie wiedzia i e tylko niewiadomo... Jak oni stryja Andrzeja wspominaj... 
za mio, z jak zbliy si do nich, za troch wiata, za to, e dusz ludzk w nich budzi... jak 
go wspominaj! Ale ty o tym nie wiedziae, ojcze, nie mylae... i tylko dlatego... 
Nagle umilk. Co mu gos zerwao, moe zy z caej siy powstrzymywane czy cinicie si 
serca oddech tamujce. Po zbladym czole doni powid, plecami opar si o cian, na ktrej 
rd skry niedwiedziej poyskiway skrzyowane strzelby. 
Benedykt zdawa si jeszcze sucha i czeka. W ziemi patrza. 
 C  odezwa si  c dalej? Mw... sdzio! sucham! chc cay swj wyrok usysze... 
Czy na gardo mi skaesz, czy tylko  na wie? a? 
Ile w tych sowach byo bezdennego smutku, Witold nie dosysza; zrozumia tylko ich ironi 
i sza blu zawieci mu w oczach. Wyprostowa si, dra cay. 
 Nie masz prawa, mj ojcze, igra tak z najwitszymi uczuciami mymi!  zawoa.  Mody 
jestem! c std? Nam, dzieciom czarnej nocy, jak onierzom w porze wojny, rok za dwa liczy 
si powinien! W upale cierpie prdko dojrzewamy! 
Wp ze zdumieniem, wp z ironi Benedykt sarkn: 
 Cierpie! ty... ty cierpiae? 
 Wic mylisz, ojcze, e ci, ktrych modo gotowa istotnie w kadej janiejszej chwili 
wytrysn swawol i miechem, nie rozgldaj si przecie wkoo siebie, nie rozumiej, nie 
czuj kurczw chostanej dumy, nie maj litoci, ktra w nich pacze, i trwogi o rzeczy drogie, 
ktra w nich krzyczy: Ratunku! i o ten ratunek zapytywa im kae wszystkich drg czynu i 
wszystkich otchani myli? Kto tak mniema, niech o to zapyta naszych w poranku 
przekwitajcych twarzy, oczu od wpatrywania si w oblicze wiedzy przedwczenie znuonych i 
tego, czego nikt dojrze nie moe: tych wulkanw alu, obrazy, nadaremnych poryww i 
zorzecze, ktre wr nam w piersiach! Mody jestem! c std? Kiedy ju z ycia tyle wyssaem 
piounowych sokw, ile ich trzeba, aeby w gowie szumiay pytania: skd? za co? dlaczego? w 
takich pytaniach dusze dojrzewaj prdko!... 
Teraz w szerzej ni zwykle rozwartych oczach Benedykta malowao si osupiae prawie 
zdziwienie. Ten chopak, ten may  jak go dotd jeszcze w myli swej nazywa  ju z bliska 
dotkn kpieli cierpienia, w ktrej on sam nurza si od tak dawna; co wicej, z jednego rda 
biy dla nich obu kipice i gorzkie jej wody. Przypomnia sobie teraz, e po wielekro uderzay 
go byy i niepokoiy jakie blade cienie po twarzy tego modzieca bdzce, mgy znuenia 
przymiewajce czasem ognisto jego wzroku, pierwsze zarysy zmarszczek na czole, ktre, 
wedug praw natury, janie powinno byo nieskaziteln wieoci poranku i wiosny. Pochyli 
si, szyj wycign, wpatrzy si w syna. Tak; byo to istotnie dzieci dnia burzliwego i ciemnej 
nocy. Nigdy w jasn pogod pki kwiatw nie rozwieraj z tak mczeskim popiechem tak 
purpurowych kielichw. atwo byo pozna, e ta rozmowa z ojcem sprawiaa mu nieopisan 
mk i e ku tej mce popychaa go, tak jak niezawodnie ku wszelkiej innej popchn by 
musiaa, sia przekona i uczu, pracujca w nim z nieprzezwycionoci i bezwiednoci krwi, 
w yach czowieka krcej. Doni szczup, tak, jak miewaj ofiary grnych marze, ale 
ktrej namitne ujcie silnym i uporczywym by musiao, wodzi po czole strapionym, 
udrczonym, nad rozgorzaymi renicami bladym. 
 Ciko... straszno... straszno mi tak mwi do ciebie, ojcze! Rozdarty jestem pomidzy tob 
a tym, co mi nad ciebie, siebie, nad wszystko drosze... Nie jam jeden taki! Co sprawio, e peni 
jestemy bezbrzenej litoci nad maluczkimi mrwkami i kretami ziemi, e w ciemne i ciasne 
ich podziemia i pragniemy i idziemy, choby rd nich oczekiwao nas caopalenie wasnego 
283 
ciaa i serca? Co sprawio, e nie moemy, choby w pokadzie zota, tkwi z nieruchomoci 
grzybw, ale pragniemy biec, ratowa, pociesza, uczy, budzi, wskrzesza? Co to sprawio? 
Czy pochd wieku, ktrego jestemy dziemi? Czy wezbrane morze myli ludzkich, ktrego 
sami jestemy eglarzami? Czy to inne morze cierpie, ktre zalewajc nam serca i garda, budzi 
w nas jasn i wczesn wiadomo powszechnego blu wiata i bezbrzene dla niego 
wspczucie? Ale to wspczucie, te wite dla nas idee, razem z krwi kr nam w yach, z 
mzgiem myl, z sercem ttni... one s epopej nasz, z nich powstaj nasze tragedie... One te 
s nasz jedyn nadziej! Jak nadziej! O, jej imienia, ty, ojcze, wspomina zabraniasz... tu nie 
wolno adnego witego imienia wspomina, bo cignie ono za sob blad mar strachu! a ten 
strach wieczny... ta ostrono niewolnikw, ktrych dreniem przejmuje sam nawet brzk ich 
acuchw... to zagrzebanie szlachetnej duszy w prochu bojani i interesu... ta obojtno dla 
wszystkiego, co nie ywi i nie odziewa ciaa... ten brak mioci dla ziemi i ludzi... 
 Witoldzie! 
W tym wykrzyku, ktry Benedykt rzuci w mow syna, by taki gwat i blu, i gniewu, e 
modzieniec umilk nagym zamyleniem ogarnity. Pochyli gow. 
 Wiem, ojcze, e bardzo byem zuchway  dziwnie zmienionym gosem zacz  pomidzy 
sob i tob wzniosem zapewne cian nieprzebit i ktra rozdzieliaby nas na zawsze, gdybym 
po tym, co si stao, y jeszcze... Ale jeeli martwy u ng twoich padn, przebaczysz mi... 
prawda? Przebaczysz? i znowu tak samo kocha mi bdziesz jak niegdy?... Tylko umaremu 
dziecku przebaczy mona tak zuchwao i tak obraz... Co mam w sobie, ojcze, co mi ku 
ciemnym otchaniom popycha... 
Mwi to cicho i z tym cichym arem renic, ktrym si objawiaj najniebezpieczniejsze, 
skupione w sobie szay; przy tym ruchem powolnym, a co stanowczego w sobie majcym, 
wycign rk ku jednej z wiszcych na cianie strzelb. Benedykt porwa si i jak ptno blady 
w mgnieniu oka za ramiona go pochwyci. 
 Wariacie! dziecko! co ty robisz! Czemu nie? Ty i na to gotw jeste! U was nawet taka 
zaraza panuje... Tuziny was teraz kule w eb sobie pakuj! Ach, ty! Mdry taki, a zielono ci w 
gowie... O, te idee, ideay... te... to, tamto... ktre tych baznw do takich nawet rzeczy 
doprowadzaj... Boe miosierny! 
Strzelb, ktr dzi sam w obecnoci syna nabija, z rk mu wyrwa, na cianie zawiesi, lecz 
w zamian obie rce modzieca pochwyci i z caej siy w szerokich swych doniach je cisn. 
Prawie straszn bya w tej chwili jego twarz ciemna, pomarszczona, wsata, ktrej groza myli i 
przewidywa szeroko rozwieraa oczy i podnosia wosy nad zbladym jak chusta a kroplami 
potu wieccym czoem. Z wycignit ku synowi szyj oczy w nim zatapia, szeroko otwarte, 
przeraone. 
 Wiesz ty?  szepta  wiesz? moe nie wiesz! ale ja to wiem... widziaem... wszak ty 
zginiesz! czy syszysz? z t zapalczywoci swoj, z tym ogniem... z tym... to... tamto... 
zginiesz!... 
I coraz mocniej rce syna ciskajc, powtrzy jeszcze po wielekro: 
 Zginiesz! zginiesz! niechybnie zginiesz! 
A z ogromnym westchnieniem, ktre jak wicher do samego nieba, zda si, dotrze chciao, 
wymwi: 
 Boe! Boe! 
Tak samo niegdy, z t sam groz w chacie Anzelma przed oknem ciemnoci nocy 
zasonitym imienia boskiego przyzywa. Ale tym razem z ciemnoci, ktre mu przed oczami 
zapady, wydoby si gos modzieczy, agodny i dziwn jakby melodi przejty: 
 Ojcze mj, nie lkaj si i nie auj, jeeli dziecko twoje zginie na mlecznej drodze 
przyszoci, w blasku jutrzenki, w ogniu ofiary! Nie s take zginionymi ci, ktrzy chodz po 
nizinach samolubstwa, zaprzastwa, rozkoszy ciaa i ndzy ducha? 
284 
Sowa te niezmoon si pocigny znowu wzrok Benedykta ku szeroko na biurku 
rozwartemu listowi. Przez chwil wspomina, myla, a serce jego gwatownym rzutem 
skoczyo od tego brata, ktry dumny, zadowolony, dostojestwami okryty po wiecie ywy 
chodzi, ku temu, ktry od dawna z krwaw plam na modym czole pod wilgotn ziemi starego 
boru spoczywa. Dugo jeszcze patrza na syna, a rce jego z elaznego dotd ucisku 
uwalniajc obie donie ku czou podnis i gucho wyszepta: 
 Krwi moja! modoci moja! Falo, ktra nas niosa... powracajca falo!.. 
Z gow schylan, z domi u czoa, ze zgmatwan gstwin wosw, odchodzi ku biurku, 
niby w nie powtarzajc: 
 Powracajca fala! powracajca fala! 
Byy w tym szepcie groza i  zachwycenie. 
Potem odkry twarz i jedn rk o biurko wspierajc wyprostowa si, gow podnis. 
Zmieni si dziwnie. Blask oczu jego wilgotny by i jakby rozmarzony, postawa dumn. Na syna 
patrza. 
 Suchaj  zacz  jeeli wam si zdaje, e wy to pierwsi wymylilicie wszystkie 
szlachetne uniesienia i wzniose idee, e wy pierwsi poczlicie kocha i ziemi, i lud, i 
sprawiedliwo, popeniacie bd gruby i grzech przeciw sprawiedliwoci... 
Zatrzyma si na chwil; tak ju dawno w ten sposb i o takich przedmiotach nie mwi, e 
moe sw mu zabrako albo myli spltay si w gowie. Ale powracajca fala odnosia mu 
wszystko, co ycie zabrao, i przypominaa wszystko, co niegdy umia, wiedzia, czu. 
 I w naszych ustach  mwi dalej  brzmiao niegdy haso poety: Modoci! ty nad 
poziomy ulatuj!, i mymy latali na mleczne drogi i w blaski jutrzenki, i w ognie ofiary! Ten 
lud... to wasze boyszcze... Boe wielki! toemy si ku niemu jak szalecy rzucili, jak w soce 
w niego wierzyli, jak w zbawienie zapatrzyli, na rkach prawie podnie go usiowalimy, dobro 
nasze i samych siebie salimy przed nim... Krzywdy przez ojcw jeszcze zrzdzone wasnymi 
choby ciaami pragnlimy zmie ze wiata i z jego pamici... A ziemia! Boe! dzieckiem, 
chopiciem, modziecem, ja kad rolink, kad kropl wody, kady jej kamie kochaem... 
mgem by wrogiem ludzi, ktrzy z niej powstali? to ja... ale niemao, nie mao nas takich 
byo! miech bierze na wspomnienie! Modzi mdrcy... poeci... rycerze... apostoy... 
wskrzesiciele... grne marzenia... wielkie nadzieje... ogniste zapay! Wszystko jak w wod 
wpado! miech na wspomnienie bierze! 
Zamia si istotnie z oczami penymi ez. Drcym gosem, lecz z gow podniesion zacz 
znowu: 
 Suchaj! Korczyskim braku ideaw, braku mioci dla... dla... 
Stare przyzwyczajenie jzyk mu spltao. Zajkn si. 
 Dla... to... tamto...  jka. 
Ale powracajca fala znowu go bkitem i ogniem oblaa: 
 Braku mioci dla ideaw Korczyskim zarzuci nikt nie ma prawa. Jeden j yciem 
opaci... drugiego zawioda ona tam, gdzie honor i ludzk cze straci... trzeci... trzeci przeby 
ycie zazdroszczc temu, ktry w mogile ley! 
Teraz dopiero te zy, ktre napeniay mu oczy, spady z nich dwoma wielkimi kroplami i ze 
zmarszczki na zmarszczk toczyy si po policzkach. Rk machn, na fotel opad i szerok 
doni zasoni sobie czoo i oczy. O dwa kroki od niego na krzele siedzcy Witold, osupiay, 
niemy, chciwymi oczami wpatrywa si w ojca, domylajc si istoty i natury tej siy, ktra go 
tak dziwnie wrd rozmowy z nim przetworzya. Zreszt, w domysach ton nie potrzebowa. 
Jak kipitek dugo i szczelnie zamknity po zerwaniu pokrywy z gwatem i szumem wylewa si 
na zewntrz naczynia, tak gorycze, ale, gniewy napeniajce to strute i chmurne serce 
wybuchay ze obfitymi i namitnymi sowy. Natura nie stworzya go milczcym i skrytym. By 
czas, w ktrym dom ten rozlega si cay od dwiku jego gosu, hojnie wrd zbierajcych si tu 
285 
tumw rozrzucajcego hasa, nauki, namowy, rozprawy, sprzeczki. Ale potem strasznie uciszyo 
go ycie. Sto przyczyn na sto zamkw zamkno mu usta. Pyny dnie za dniami, lata za latami 
 on milcza. Z czasem i z samym sob rozmawia przesta o tym wszystkim, o czym dawniej 
rozmawia z mnstwem ludzi. Tak ju przywyk. Dzi dopiero rozmowa z synem zerwaa z jego 
serca kamienn pokryw i otworzya mu usta. Byo to opowiadanie? bya to spowied? byo 
to usprawiedliwianie si przed tym dzieckiem tak niezmiernie kochanym, a ktre mu dzi w oczy 
rzucio gradem wyrzutw, prawie obelg? Potrzeb tego ostatniego podszeptywao mu sumienie: 
Wytumacz, wytumacz, dlaczego ci to dziecko znalazo takim, jakim si stae, i dlaczego 
stracie to wszystko, co je napenia, a co i ty w rwnej mierze niegdy posiada! Serce w nim 
take woao: Mw! bo inaczej nie pknie i nie runie nigdy ta ciana, ktra wzniosa si 
pomidzy tob a tym dzieckiem, t krwi krwi twojej, tym powtrzonym obrazem twojej 
modoci, t  powracajc fal wiary, nadziei, czarodziejskich i bohaterskich snw o nowych 
jutrzenkach i ofiarnych stosach! 
Mwi, opowiada, co stao si i dziao potem, gdy wszystko wpado w wod. Dawne to 
dzieje. Zdaje mu si, e nie dwa dziesitki, ale dwie setki lat od tego czasu upyny, tak 
wszystko dokoa niego zmienio si i w nim samym. Zmieni si za on nie od razu, nie nagle, 
ale stopniowo, jak stopniowo rdza gasi blask i wyszczerbia ostrze zakopanego w ziemi elaza; 
jak stopniowo szczuplej, trac si i znikaj nie uywane do ruchu czonki ciaa; jak stopniowo 
zmierzch wieczoru pochania wiato dnia; jak stopniowo ciemnieje w sobie, sabnie, ganie 
czowiek ciko i nieustannie smutny... 
Mg by odej w wesoe strony, nie uczyni tego. Mg w lichych przysmakach ycia 
szuka przypadajcej na czstki szczcia, nie uywa ich wcale. Z grnej, lotnej jego modoci 
pozostao mu tyle, e podoci i zaprzastwa nie popeni, a w pracy, cho poziomej i ciasnej, 
pogry si z surowoci mnicha i zapalczywoci tak, z jak rozbitek chwyta i ciska jedyn 
desk ze strzaskanego statku pozosta. Na t prac, acz poziom i ciasn, pada przecie i z gry 
jaki promie. Jak kto, kto dziwi si i usprawiedliwia, Benedykt rce rozkada i zapytywa: 
 C byo robi? co byo robi? Mwiono, woano, zaklinano: Ziemia! ziemia! Trzymaem 
ziemi... 
Trzyma j i dla siebie, bo w ni wrs, i przez chmurn ambicj postawienia na swoim, i 
przez myl o synu. 
Ale w jeden punkt zapatrzony, inne z oczu traci; jak w ze schylon pod jarzmem gow 
jedn bruzd depcc, inne dostrzega przestawa; w jednym namitnym usiowaniu skupi 
wszystkie siy i na nic innego ju mu ich nie stao. elazo nie czuje osiadajcej na nim rdzy, ale 
czowiek zami zrazu oblewa kad na wasnej duszy dostrzeon jej plam. Gdy nie mg y 
tak, jakby pragn, gdy potem ju i pragnienie innego ycia w nim gaso, gdy nad rozwart 
ksik oczy mu do snu klei si zaczynay, gdy spory i ktnie rni go z ludmi poczy, gdy 
zrazu ciga wzrokiem, a potem i rozumie przestawa rne oddalone drogi i myli wiata  
dugo we rodku mu co pakao. Jak dugo? nie pamita, wie jednak, e z czasem przywyk do 
wszystkiego, tylko ten pacz wewntrzny, ktrego ju w sobie nie czu, przemieni si w guchy i 
gorzki war, co chwil wybuchajcy ze gniewem, rozjtrzeniem, niby cik przeciw yciu i 
wiatu obraz. Czasem jeszcze tylko daleka, nieosobista nadzieja bkaa si mu po sercu. 
 Moe on? moe dla niego... przez niego... z nim?...  o synie myla. 
Bya to ju jedyna jego nadzieja. . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
Dwa razy w cichym domu zegar cienny ogasza popnocne godziny, a Benedykt jeszcze 
rozmawia z synem, lecz ju inaczej ni wprzdy. Jak niegdy, przed wielu laty, Witold ramiona 
na szyj ojca zarzuci i rozpalonymi usty scaowa grube zy, ktre po tej twarzy ciemniaej, 
286 
spalonej, ze zmarszczki na zmarszczk ciekay. Myla on, e bez zaprzeczenia samemu sobie 
wolno mu byo z mioci przycisn si do tej szerokiej piersi, ktra przyja w siebie wiele 
ostrych grotw i co wyszego, szerszego nad wasny interes osaniaa albo osania mniemaa; 
e bez zaprzeczenia samemu sobie wolno mu byo ze czci caowa te rce, ktrych nie 
wybieliy prniactwo i zbytki. Przypomnia sobie, e to nawet, co w sobie nosi i nad wasne 
ycie ceni, jemu by winien. 
 Ojcze mj! do grobu, do ostatniego tchnienia wdzicznym ci bd, e mi nigdy od reszty 
ludzkoci nie oddziela, piedestaw mi nie budowa, na krlewicza i samoluba mi nie chowa. 
Gdyby nie ty, od kolebki pewno owinito by mi w wat zbytku i zamknito w klatk przesdu. 
Bybym dzi moe, jak ten nieszczsny Zygmu, lalk z urnalu md wycit i niedoszym jakim 
artyst, albo jak Ryc, kartk welinu w roztworze morfiny umoczon! 
Benedykt, rk jeszcze oczy zasaniajc, z poczynajcym si na ustach umiechem pod 
wsami mrucza: 
 No, tak, tak, chopcze! Nie zgupiaem przecie do tego stopnia, aby myle, e syn mj z 
innej gliny ni inni ludzie ulepiony, i nie spodlaem tak, aby podda si woli bab, ktre by z 
mego dziecka zrobiy adnie ufarbowany gaganek! 
Z wahajcymi si jeszcze umiechami na siebie patrzali. Wicej ni kiedy czuli, jak 
niezmiernie kochali si wzajem, zrozumieli te, jak bardzo byli do siebie podobni. Chwili jednej 
wielkiego uniesienia i piorunujcego wspomnienia trzeba byo na to, aby z jednego z nich 
spyna ta rdza, ktra mu przez dugie lata osiadaa dusz, i aby to podobiestwo wystpio 
jawnie i jasno. Nagym ruchem gow w ty odrzucajc i palcami ocierajc wilgotne jeszcze 
oczy, Benedykt zawoa: 
 Jakby ciar stupudowy spad ze mnie, kiedy wszystko przed tob wygadaem. Nie wiesz i 
bodajby nie dowiedzia si nigdy, co to jest dugie lata cierpie z zacinitymi zbami i nie mie 
na wiecie jednej ywej duszy, przed ktr czowiek mgby miao, ufnie, wszystko, co ma w 
sobie, pokaza, pociechy, rady, a czasem prawie i ratunku wezwa. Moe i to przyczynio si 
wiele do mego ciemnienia i zdziczenia, em takiej duszy przy sobie nie mia. Marzyem nieraz, 
e ty mi tym wszystkim bdziesz, a kiedy tego lata zdawao mi si, e i te marzenia, jak 
wszystkie inne, diabli wezm, nachodzia mi taka rozpacz, em nie tylko ju Andrzejowi, ale 
wszystkim pomarym grobw ich zazdroci... 
 Ale teraz wiesz ju, ojcze, co nas dzielio!  zawoa Witold.  I w przywizanie moje dla 
ciebie wierzy musisz... 
Zawaha si nagle, zmiesza si, posmutnia znowu. 
 Jednak, mj ojcze  zacz  jednak powiedz mi, co mylisz... zamierzasz... z tymi ludmi... 
Wicej ni cokolwiek innego zapytanie to przekonywa mogo, e istotnie w tym modziecu 
pewne uczucia i myli jak krew kryy, jak pulsa ttniay, cz a moe i sam podstaw ycia 
jego stanowic. W najuroczystszej nawet chwili, w najgbszym dla innego przedmiotu 
rozrzewnieniu ich zapomnie i pozby si nie mg. Benedykt dugo na niego popatrzy. 
Umiech zadowolenia pod dugim wsem mu bdzi. 
 Uparty jeste  zacz  widz dobrze, e miejc si i paczc, pic i jedzc, zawsze o 
swoim myle i przy swoim sta bdziesz! Moja natura! I mnie to stanie przy swoim koci w 
gardle nieraz zasiadao, a jednak i niebieskie rozkosze wzruszy by mi ze nie zdoay! Nasza, 
Korczyskich natura! 
Zamyli si, w przeszo patrza. 
 Niegdy postanowilimy byli wszyscy karczmy nasze pozamyka, aby chopw do 
pijastwa nie kusi. Wielu to uczynio. Darzecki nie chcia. Andrzej rni si z nim o to dugo, 
ale potem przesta i mylelimy, e za wygran da, zapomnia. Jednak raz po dugim milczeniu 
znowu zawzit sprzeczk o nie zamknite karczmy i rozpijajcych si w nich chopw ze 
szwagrem rozpocz, i tu, ot, w tej samej sali jadalnej, przy wieczerzy, w uniesieniu tej sprzeczki 
287 
na Darzeckiego noem cisn... Szczciem, n mimo gowy szwagra przelecia. Taki uparty 
by. Nie mwi ju czasem o czymkolwiek, nie wspomina rok i dwa... zdaje si, e da spokj... 
a tu nagle znowu zaczyna swoje... I ty taki... 
Po chwilowym milczeniu zacz znowu: 
 Korczyskich krew! Dziad nasz, legionista, szedziesit lat z gr majc jeszcze na wojn 
chodzi... A! przypominam sobie teraz! Towarzyszy mu jaki Jakub Bohatyrowicz, ktrego 
starcem ju przed dwudziestu kilku laty widywaem. Troch obkany by, Pacenki jakiego, 
ktry mu on uwid, szuka... rne stare podania i zdarzenia opowiada! Ja i Andrzej 
lubilimy go bardzo. Dominika tylko nudzia troch jego gadanina. On by z nas na te rzeczy 
zawsze najobojtniejszy... Za wiele i za wesoo bawi si w wielkiej stolicy... Czy yje jeszcze 
stary Jakub? 
Jeszcze raz w sali jadalnej cienny zegar wybi nocn godzin, a Witold odpowiadajc na 
coraz liczniejsze zapytania ojca mwi, opowiada. Benedykt zapytywa krtko, par sowy, 
potem sucha syna, z czoem na doni, ze wzrokiem wpatrzonym w przeszo, ktra z serca, z 
mzgu, ze sw jego syna wypywajc ogarniaa go, podnosia, prawie upajaa. Kiedy na koniec 
wsta z fotelu i przy dogasajcej na biurku lampie przed oknem stan, bkitny wit ukaza go 
tak wyprostowanym, rzekim, pogodnym, jakim moe od skoczenia si zotej godziny jego 
ycia ani razu nie by. 
 No, no!  rzek  prawdziwe dziwy! Jakby mi fala jaka z dna wd gorzkich i zimnych na 
ciep muraw wyrzucia!... Ale teraz, chopcze, spa idmy... na par godzin tylko... na par 
godzin... byle troch przespa si i odpocz. Potem pjdziesz tam do nich i powiesz im, e tej 
kary sdowej nie dam ju... nie dam... Istotnie, za wielk jest, a w tym, e ich oszuci 
wyzyskuj i do zego prowadz  moja wina! O miedz z nimi yj i palcem, aby temu zapobiec, 
nie poruszyem... 
Umiechn si smutnie. 
 Andrzej by na mnie za to noem cisn! Ale nie sied tam dugo  mwi dalej  bo przecie 
wsplnie uoy musimy rne projekty i plany na dalsz przyszo... a potem, pod wieczr, 
moe razem popyniem na... to... tamto... 
Zajkn si. 
 Na Mogi!  dokoczy. 
Niewysoko jeszcze soce podnioso si na niebie, gdy Witold wbieg do wietlicy Fabiana, w 
ktrej dokoa niadania zgromadzia si spora gromadka weselnikw, ktrzy jeszcze do domw 
swoich nie odjechali. Cienka i duga Giecodowa z zapalonym papierosem w wskich ustach 
oraz wawa Starzyska we fruwajcym wstkami czepcu dokoa stow chodzc zapraszay na 
jado, ktre wedug zwyczaju ich kosztem i staraniem zastawione byo. Fabian, pozbywszy si na 
t chwil obowizkw gospodarza, ze spuszczonym na kwint nosem wrd starszych ssiadw 
siedzia. Na widok wchodzcego Witolda porwa si i z niepokojem nadaremnie przez 
okazywane uradowanie pokrywanym ku niemu podbieg. Zaledwie jednak przybyy kilkanacie 
sw pgosem przemwi, na twarz mu wybuchna rado szczera i prawie gwatowna. 
 Wiwat!  z caej siy krzykn i ku ssiadom zwracajc si obu rkami jak myskimi 
skrzydami zamacha.  Psom dajcie, co na duszy macie!  woa dalej.  Ju nam godzina 
nieprzyrodzonej mierci nie wybije! Zmiko serce Dawida, gdy o Jonatanie w ao 
przyobleczonym usysza. Anio niebieski z grobu naszego kamie odwali! Alleluja! 
O aniele mwic, na Witolda ukazywa, do ktrego te przystpowa zaczli inni. 
Z godzin trwa tam gwar wielki, z zapyta, odpowiedzi, miechw, okrzykw zoony. 
 Wiwat pan Korczyski! Wiwat porednik nasz i ordownik!  co moment wykrzykiwa 
Fabian. 
 Chwaa Panu na wysokociach, na ziemi pokj ludziom dobrej woli!  modli si Aposto. 
288 
 A ja tak mwi: e z tego zasiewku, da Pan Bg, piknego plonu doczekamy...  przebija 
si powolny, powany gos Strzakowskiego. 
Moe tam Witolda ciskano, caowano, moe mu rne na przyszo projekty i rady 
podawano, moe nawet na rkach podnoszono, bo zdyszany od zmczenia i ognicie 
zarumieniony z chaty Fabiana wybieg, modzie po zielonej uliczce i dokoa gumna 
przechadzajc si ukonami lub cinieniami rk powita, najkrtszymi ciekami piesznie ku 
dworowi poszed i wicej ju dnia tego w okolicy si nie ukaza. Z dala go tylko potem widziano 
po drogach pole przerzynajcych z ojcem chodzcego. Przez dzie cay syn i ojciec ani na 
godzin nie rozstawali si z sob. Dugo w gabinecie Benedykta nad rozoonym na biurku 
planem Korczyna obaj siedzieli, z cicha pomidzy sob naradzajc si, linie jakie i cyfry na 
papierze krelc: a przed zachodem soca kilku weselnikw u samej krawdzi zielonej gry 
stojcych ujrzao na Niemnie dk wiozc dwch ludzi, z ktrych modszy wiosem robi. 
Za Niemnem obaj na t cian wstpili i w borze zniknli. 
Przed zachodem soca gody weselne Elusi miay si ku kocowi. Wicej ni o poow 
zmniejszona kompania przechadzaa si po zagrodzie i drodze; w gumnie, tak jak wczoraj na 
ocie otwartym, Zaniewscy jeszcze od czasu do czasu na skrzypcach rzpolili i basetl 
pohukiwali, a przy tej niedbaej i przerywanej muzyce dwie lub trzy pary od niechcenia czasem 
pokrciy si na toku. U cian obrosych chwastami, u potkw, w liwowym gaju, na wskim 
ganku wirna rozmowy toczyy si oywione, we wosach dziewczt iskrzyy si kwiaty, ale 
kawalerowie nie mieli ju na rkach biaych rkawiczek ani tej rzekoci i zamaszystoci w 
postawach i ruchach, ktre pocztek zabawy obudza. Zbliajc si do koca swego wesele 
cicho, leniwiao, z wielkiego haasu roztapiao si w szmer wesoymi nutami jeszcze 
przetykany, lecz ktry  czu to byo  zaraz, zaraz uton mia w szarym, jednostajnym jeziorze 
codziennej troski i pracy. 
Na podwrku oywienie byo najwiksze. Zaprzgano tam do bryczek i wzkw konie, a 
czynno t speniali sami ich waciciele, z wyjtkiem tylko dzierawcy Giecoda i ekonoma 
Jamonta, ktrzy jednak haasowali najwicej, parobkom za furmanw im sucym gone 
rozkazy wydajc. Pierwszy drubant komenderowa naleytym uszeregowaniem orszaku 
majcego pastwu modym do domu ich, wic do jamontowskiej o trzy mile odlegej okolicy, 
towarzyszy. Naprzd tedy na drog dotykajc pola wyprawi wz muzykantw wie majcy. 
Za nim ustawi parokonn bryczk pastwa modych; potem te, ktrymi wedug zwyczaju jecha 
mieli rodzice pana modego, dwie swanie i dwaj swatowie. Teraz nastpowaa kolej na 
pierwszego drubanta. Wic Kazimierz Jamont sam za uzd poprowadzi swego piknego, 
czarnego konika, adn uprz꿹 poczonego z bryczk na majowozielony kolor pomalowan, po 
czym ju ustawianiem ordynku zajmowa si przesta, bo co do dalszego jego cigu, adne 
przepisy nie istniay. Kto askaw czy te zaproszony, pojedzie sobie, jak zechce, na czele czy z 
tyu, osobno czy hurtem  wszystko jedno. Kto nieaskaw albo nie zaproszony, pozostanie lub 
uda si w inn stron, a grzecznoci i obyczajowi nie ubliy. Tylko jeszcze u koca orszaku 
jecha koniecznie powinien brat panny modej z kuframi i skrzyniami, wypraw jej 
zawierajcymi. To ju niezbdne. Jeeli brata nie ma, najbliszy krewny speni t czynno 
musi. Ale Elusia miaa kilku braci, z ktrych najstarszego obowizkiem byo wie za 
orszakiem weselnym wypraw siostry. Ju te na drabiniastym wozie, w zielonej uliczce 
stojcym, Julek umieci dwa kufry z bombiastymi wierzchami na zielono pomalowane i 
gapiowatym gosem upomina si o trzeci, ktrego przecie dugo mu nie dawano. Panna moda 
z pomoc matki i swa koczya napenia go skarbami, ktre z sob uwie miaa: kraciastymi i 
pasiastymi spdnicami, fartuchami, kilimkami wasnej roboty, motkami uprzdzionych przez 
siebie nici lnianych i wenianych, cianami utkanych te w domu grubszych i cieszych pcien. 
Kazimierz Jamont od bryczek wracajc tu i wdzie po zagrodzie si okrci, a u zamknitych 
drzwi domu stajc, z caej siy zawoa: 
289 
 A teraz, panny druki i panowie drubantowie, poegnanie pannie modej zapiewajmy! 
W mgnieniu oka po obu stronach drzwi utworzyy si dwie gromadki, jedna z modych 
mczyzn, druga z dziewczt zoone. Nie byli to konieczne sami drubowie i druki, ale 
wszyscy, ktrzy poegnanie panny modej na pami umieli i piewa chcieli. Chr mski, w 
ktrym wyranie wyrniay si: cienki dyszkant pierwszego drubanta, pikny gos Jana i tak 
basowe, e prawie grobowe buczenie Domuntw, na nut butn, urywan, prawie rozkazujc 
rozpocz: 
Siadaj, siadaj, moje kochanie, 
Nic nie pomoe twoje pakanie, 
Nic pakanie nie pomoe: 
Stoj konie, stoj wrone, 
Ju zaoone!* 
Jak uci, umilkli. Po kilku za sekundach chr dziewczt nad ktrym rej prowadzi donony i 
jak srebro dwiczny gos piknej Osipowiczwny, a ktry przerzynay sabe, cieniutkie, lecz 
czyste gosiki maych Siemaszczanek, wzbi si smtn, przewlek nut: 
Jeszcze nie bd siadaa, 
Jeszczem ojcu swemu nie dzikowaa. 
Dzikuj ci, miy ojcze, 
em u ciebie chodzia w zocie, 
Teraz nie bd! 
Mczyni huknli znowu t sam co pierwej rozkazujc strof. Dziewczta za 
odpowiedziay: 
Jeszcze nie bd siadaa, 
Jeszczem swej matce nie dzikowaa. 
Dzikuj ci, moja matko, 
em ya przy tobie gadko, 
Teraz nie bd! 
Po trzecim rozkazie siadania odpowied brzmiaa: 
Jeszcze nie bd siadaa, 
Jeszczem swemu bratu nie dzikowaa. 
Dzikuj ci, drogi bracie, 
e mieszkaam w jednej chacie, 
Teraz nie bd! 
Tu rozwary si ze stukiem drzwi od sieni i panna moda, wysoki prg przeskakujc, spod 
czarnej wenianej sukni bia poczoszk bysna. Zapakana, zakopotana, wrd piewajcych, 
na nikogo nie spojrzawszy, przebiega, midzy liwowe drzewa wpada i ptno kuelne* 
wskimi pasami u brzegu gaju rozesane, z trawy ciga zacza. cigaa, zwijaa, pieszc si 
bardzo, a na koniec z jednym zwojem nie dobielonego ptna pod ramieniem a dwoma w 
* S i a d a j,  i a d a j...  obrzdowa pie weselna. 
* P     o k u  e l  e (gwar.)  cienkie ptno lniane domowej roboty. 
290 
ramionach z powrotem ku domowi biec zacza. Wszyscy z niejakim zdziwieniem na ni 
patrzali. Kazimierz Jamont palcami pstrykn. 
 Szyk gospodynia! I na weselnych godach o kuelu nie zapomniaa! 
Stojcy za nim Micha Bohatyrowicz, wsa w gr podkrcajc, zamia si: 
 A jake! gdyby j anioowie do nieba zabierali, to ona by patrzaa, czy nie ma jeszcze czego 
z ziemi uchwyci. 
 To nie tak jak panna Cecylia, ktra wczoraj tak liczn stk z szyi sobie zdja i 
przyjacice nijakiego przystrojenia nie majcej podarowaa!  zawoa kruczowosy ady 
Osipowicz na bkitnook Cecylk Staniewsk rozkochanym wzrokiem spogldajc. 
Po czym nagle huknli znowu: 
Siadaj, siadaj, moje kochanie, 
Nic nie pomoe twoje pakanie. 
Nic pakanie nie pomoe: 
Stoj konie, stoj wrone, 
Ju zaoone! 
A dziewczta odpowiedziay: 
Jeszcze nie bd siadaa, 
Jeszczem stoom, awom nie dzikowaa. 
Dzikuj wam, stoy, awy, 
ecie byy zawsze biae. 
Teraz nie bdziecie! 
Dzikuje wam, rodzone progi, 
e chodziy po was moje nogi, 
Teraz nie bd! 
Julek trzeci skrzyni w wielkie kwiaty pomalowan wsplnie z brami z domu wynosi i na 
wz windowa. 
Na drodze u wycignitych szeregiem bryczek i wozw podniosa si wrzawa poegna, 
pocaunkw, zaprosin, przywoywa, nawet sprzeczek. Nie tak to atwo byo wszystkich w por i 
w naleytym porzdku usadowi. Muzykanci kopotu nie sprawiali, pierwsi umiecili si na 
przodujcym wozie i smyczki wysoko wznieli, aby je w czas, a ostro, na struny mc spuci. 
Ale pan mody gdzie si w ostatniej chwili zawieruszy, wic siedzca ju na bryczce Elusia 
wniebogosy woaa: Franu! Franu!, a gdy nadbieg, mocno strofowa go zacza. Potem 
Giecodowa, kwana i zmarszczona, bo papierosw jej zabrako, nie chciaa siada na bryczk 
Starzyskiej, z ktr jecha bya powinna, i upierajc si przy jechaniu swymi komi i ze swoim 
mem, gono i szydersko dowodzia, e wszystkie te porzdki i ordynki s przesdami nigdzie 
ju z wyjtkiem prostych i ciemnych ludzi nie zachowywanymi. A gdy na koniec pierwszy 
drubant moc ukonw i otworzeniem na ocie zasobnej papieronicy dumn swani uagodzi 
i do zajcia przypadajcego jej miejsca nakoni zdoa, nowe przeciwnoci zaszy w gronie 
odprowadzajcych pastwa modych druek i drubantw. Ta z tym, a ten z t jecha da; tu 
byo za ciasno, tam niewygodnie... Kazimierz Jamont na chwil cierpliwo straci, rk 
machn, zrozpaczonym wzrokiem po szlaku drogi powid i nagle nieopisana bogo na twarz 
mu spada. Z gbi okolicy ciekami wrd potkw wijcymi si sza, na drog wesza i ku 
gromadzie dokoa bryczek stojcej skierowaa si  Domuntwna. Nikt jej nie spostrzeg oprcz 
Jamonta, ktry te asyst, ordynek i wszystko, co yo, opuszczajc na jej spotkanie popieszy. 
291 
Ona sza prdko, wic spotkali si w tym miejscu, gdzie staa jego majowa bryczka, z czarnym, 
piknym, zgrabn nk o ziemi bijcym konikiem. W bogatej aktorce nowa zmiana zasza. 
Miaa na sobie czarn sukni, bardzo prost, ktrej gadka spdnica i obcisy stanik szczuplejsz 
nieco czyniy jej zbyt siln i rozros kibi. Na ogorzaej szyi  zapewne w znak zasmucenia  
wia si i na pier opadaa aobna wsteczka. Gadko spleciona kosa niby wiankiem brunatnej 
pszenicy wznosia si nad twarz mniej rumian jak zwykle, a szafirowe oczy spod sobolowych 
brwi i zarumienionych troch powiek rozglday si dokoa, strapione i roztargnione. Tak stana 
przed Jamontem, ktry granatow czapeczk z kdzierzawej czupryny zerwawszy, niskim 
ukonem i czuym wejrzeniem j wita. 
 Czy mnie prna nadzieja zwodzi  zacz  czy te pani w jedn drog z nami puci si 
zamyla? 
Czerwone rce na czarn sukni opuszczajc grzecznie dygna. 
 Za zaprosiny dzikuj  odrzeka  ale mnie teraz na zabawy nie w czas. yto na nasienie 
jeszcze nie wymcone i dziadunia pilnowa musz, bo niedomaga. 
I znowu roztargnionym wzrokiem pomidzy ludmi wodzia kogo upatrujc. Bya dziwnie 
grzeczn, agodn, cich, nawet mwia pgosem. Jamont na bryczk swoj ukazywa: 
 Gdyby pani mojej kaamaszce* ten honor zrobia i splnie ze mn ni pojechaa, moe by 
spacer na zdrowie posuy. Dobrze niesie... jak na sprynach!... 
 Dzikuj. Dziadunia pilnowa musz... 
Widocznie zmartwiony, pomyla chwil. 
 A jeeli ja odwa si kiedy tam przyjecha, gdzie od tego czasu wszystkie myli moje 
mieszka bd, czy mog spodziewa si, e niezbyt niemile ujrzanym zostan? 
Dygna znowu. 
 Owszem. Dziadunio bardzo lubi, kiedy do niego gocie przyjedaj... 
 Ale pani czy przez to ambarasu nie uczyni? 
 O ambaras bynajmniej! Owszem. Ja zarwno w grzecznej kompanii gustuj. 
Ju rozpywa si mia w podzikowaniach za to pozwolenie bywania u niej, gdy w orszaku 
wznioso si mnstwo wzywajcych go gosw. Wszyscy na koniec na bryczkach i wozach 
siedzieli, bez pierwszego drubanta przecie odjeda nie mogli. Tyle wic tylko mia czasu, 
aby Jadwigi rk ucaowa, a do jej braci, obok ktrych przebiega, szepn: 
 Szyk panna! Dalibg, takiej wspaniaej talii i takich oczu cudnych, jak yj, nie widziaem! 
Na majow bryczk swoj wskakujc woa: 
 Ot tak! nikt ze mn jecha nie chcia, sierot opuszczonym zostaem! Dobrze! Sam sobie ze 
mnie pan i hetman! 
Siad prosto, z fantazj czapk na gowie poprawi, bicz wcale niepotrzebny przy kozioku 
umocowa, rzemienne lejce silnie uj i na cay gos zakomenderowa: 
 Muzykanci! rznijcie! Jazda, panowie! 
Na przodzie orszaku smyczki, dotd w powietrzu sterczce, na struny opady; z dwikami 
skrzypiec i basetli wygrywajcych marsza zmiesza si turkot k i ttent koni. Bryczki jedna za 
drug skrcay na drog przerzynajc pole, a od kadej, niby rozwiewne skrzydo, lecia na 
jedn stron zotawy tuman kurzu; dwu czy trzech jedcw konno brzegami ciernisk 
cwaowao; ostatni jecha wz wyadowany pkatymi kuframi, na ktrych, jak na wiey, w 
wiecznym umiechu biaymi zbami rd rudej gstwiny zarostu byskajc siedzia Julek, a obok 
wozu galopowa, co moment ku panu gow podnoszc i radonie poszczkujc, czarny, kudaty 
Sargas. Zachodzce soce bladym blaskiem spowiay kobierzec ziemi ozocio i wyrastajcym 
ze drzewom wrcio chwilow wieo; niebo roio si na tle bkitnym mnstwem biaych 
smug i rnobarwnych obokw. 
* K a  a m a  z k a  lekki wzek jednokonny, mniejszy od bryczki. 
292 
Kilka minut wystarczyo, aby na drodze tak przedtem gwarnej zalega zupena cisza. Jedni 
rozjechali si, innych wida jeszcze byo z wolna rozchodzcych si po zagrodach. Jan, ktry 
odjedajcy orszak wzrokiem odprowadza, odwrci si i oko w oko spotka si z 
Domuntwn. Staa u samej krawdzi zagonw pokrytych cierni, obok ogromnych ostw, 
ktre kup rosy, wysokoci prawie do jej ramienia sigay, na ksztat siwych, brodatych 
starcw cae mlecznymi, poyskliwymi puchami obwieszone. Po twarzy Jana przemkno 
przykre wraenie. Ona to spostrzega. 
 Niech pan Jan nie lka si  zacza  ja nie dla tej przyczyny tu przyszam, aby jakie 
nieprzyjemnoci panu robi, ale dla tej... 
Spucia oczy, rce jej pomimo woli szukay fartucha, ale go przy witecznej sukni nie 
znalazszy, z najbliszego ostu puch oskubywa zaczy. 
 Dla tej przyczyny ja tu dzi przyszam  z cicha mwia dalej  eby z panem Janem 
zobaczy si i powiedzie, e do grobowej deski wdziczn panu pozostan. 
 A za c ta wdziczno?  zdumia si mody czowiek. 
 A za to  odpowiedziaa  e kiedy wszyscy mnie czernili i wymiewali, pan Jan, ktry mia 
prawo gniewa si i dekrety na mnie wydawa, uj si i obroni. Bracia mi wszystko 
opowiedzieli i tako pana Jana bardzo pochwalili. 
 Nijakich ja pochwa godzien nie jestem  odpowiedzia Jan  i nijakiego prawa gniewa si 
na pann Jadwig nie mam, pewnym bdc, e przez te rzucenie kamienia tylko zaartowa ze 
mnie chciaa. 
Szkaratem oblaa si, a mnstwo poyskliwego puchu, ktry z ostw wyskubaa, wymkno 
si z jej palcw i w powietrze uleciao. Wzrok jej, zawstydzony i niedowierzajcy, po twarzy 
jego przemkn. 
 Niech pan Jan nie udaje i mnie do kamstwa nie kusi. Co zrobio si, tego ju nie odrobi, a 
ganiem gorzej jeszcze czowiek plam swoj uczerni, e ju jej prawie i nie wypra. Co si 
zrobio, to zrobio si. Nie dla tej przyczyny ja przyszam, eby ga i swojego postpienia 
wypiera si, ale dla tej, eby powiedzie, e ja do pana Jana nijakiego ju alu ani gniewu i 
nijakiej pretensji nie mam. Serce nie suga, nie zna co to pany. Co pan Jan winien temu, e w 
inszej stronie dla pana soce weszo? Owszem. Daj Boe panu szczcie, zdrowie i 
powodzenie... 
Znowu troch poyskliwego puchu z palcw jej w powietrze uleciao; na towarzysza lat 
dziecinnych podniosa oczy, zami oszklone. 
 Z gruntu serca ja panu Janowi wszystkiego dobrego ycz!  szepna. 
Ujty i wzruszony, z zapaem odpowiedzia: 
 Ja take dla panny Jadwigi, jeeli tylko zechce, na zawsze szczerym przyjacielem 
pozostan, a mam nadziej, e i pann Jadwig szczcie na tym wiecie nie ominie... 
 Spodziewam si  odszepna  spodziewam si, e i mnie Bg nie opuci... 
 A wprdce te moe i dozgonnego przyjaciela, takiego, ktry panny Jadwigi wart bdzie, 
zele... 
za stoczya si po rozognionym jej policzku i na wiszce u szyi koce aobnej wsteczki 
spada, ale z gow spokojnie i troch dumnie podniesion Jadwiga powtrzya: 
 Spodziewam si, spodziewam si, e tego dostpi. Kiedy ju takie przeznaczenie kobiety, 
eby jak tyka sama w wiecie nie tkwia, to i mnie go nie omin... 
 Tedy i ja z gruntu serca pannie Jadwidze wszystkiego dobrego ycz, a prosz, eby do 
mnie nijakiego gniewu nie miaa... 
 A ja pana Jana o dobre wspominanie prosz... 
 A jake! cae ycie przyjacielem pani ostan... 
Rk do niego wycigna, on z uszanowaniem j pocaowa. 
293 
 Do chaty mi pora  rzeka  parobek yto na nasienie mci, jeszcze le wymci, i 
dziadunio niedomaga! 
Z wolna odwrcia si i z wolna, w czarnej swej sukni, wyprostowana i silna, w grubym 
warkoczu jak w wiecu brunatnej pszenicy na gowie, w gb okolicy ciekami odesza. 
Jana jakby przypomnienie jakie w serce uderzyo, tak wstrzsn si cay i tak szybko ku 
zagrodzie swojej prawie biec zacz. Przed rozmow sw z Domuntwn widzia Justyn ze 
stryjem jego w bramie ich zagrody rozmawiajc. Ale gdzie teraz bya? Moe ju odesza? 
Moe widziaa, e on tak dugo z Domuntwn rozmawia, i Bg wie, co sobie myli! Zdyszany i 
niespokojny przebieg ogrd i wpad na podwrko. Anzelm w skurczonej troch postawie na 
jedynej schodce maego ganku siedzia, plecy o supek opierajc. 
 Gdzie panna Justyna, stryjku? Tylko co tu bya, a teraz nigdzie nie wida. Gdzie posza? 
Moe do domu?... 
Stary ku brzegowi gry rk rzuci. 
 Zdaje si, e nad Niemen posza... 
Jan rzuci si ju we wskazanym kierunku, kiedy go gos stryja zatrzyma. 
 Janek! poczekaj troch! posuchaj! Czego ty latasz jak zwariowany i rozum tracisz? Co z 
tego bdzie? czy z tego co bdzie? 
Mwi to z surowoci, ktr wielki niepokj pokrywa; Jan te przystan zrazu i wida byo, 
e sowa stryja wyrozumie usiowa, ale nie mg, takie go niecierpliwoci paliy i tak go co z 
miejsca podrywao. 
 Aj, aj! stryjku! niech ju pniej! czasu teraz nie mam!  zawoa i pdem puci si we 
wskazan stron. 
Zaledwie na krawdzi zielonej gry stan, gdy niej, w poowie jej stoku, pod rozoyst 
topol srebrn, bia sukni i czarne wosy w grona czerwonych jarzbin zdobne, zobaczy. W 
mgnieniu oka obok Justyny stan. 
 Strasznie zlkem si!  mwi  mylaem, e pani moe ju do domu posza... bez 
poegnania! 
Justyna ruchem rki ukazaa mu roztaczajcy si przed nimi widok. By on wspaniaym i 
olniewajco wietnym. Blade soce jesienne w momencie zachodu swego ustroio si w takie 
blaski i barwy, jakich na zenicie nawet krlujc nie posiadao nigdy. Tarczy sonecznej wida nie 
byo, bo krya j pachta zota, purpur i fioletem zakoczona, wyej za po caym bkicie nieba 
rozsiay si puchy obokw, szkaratem i zotem nalanych i nierwne, podarte, krepowe niby 
smugi srebra i fioletu. Wszystko to byo ruchome, niby ywe, pyno, przelewao si, mienio i 
jak w zwierciadle odbijao si w szerokich, przejrzystych, prawie nieruchomych wodach rzeki. 
Wic i ona od dalekiego zakrtu pyna zrazu samym czystym zotem, a potem na dnie swoim 
ukazywaa rozrzucone w nieadzie rubiny, opale, ametysty i agaty. Wydawaa si rozwart i 
krysztaow szyb przysonit kopalni klejnotw. W zarzecznym borze, take blaskami 
przeniknitym, te pnie sosen wyranie oddzielay si od siebie, a pomidzy nimi z dala nawet 
dostrzec byo mona krwist rdzawo usychajcych paproci i dno lasu opywajc srebrzysto 
siwych mchw. Gr po koronach sosen, prawie czarnych, tu i wdzie lizgay si i kady zote i 
seledynowe rbki. Wszystko to za, niby zaklty obraz, stao w zupenej ciszy i pustce powietrza. 
Rybitwy, morskie wrony i jaskki ju w dalekie strony odleciay; inne ptastwo po gniazdach 
usypiao i tylko w rozoystej topoli srebrnej czasem jeszcze wierkao co, szelecio i wnet 
milko. 
Jan patrza na wod, br, niebo. 
 Cudnoci!  rzek. 
 Cudnoci!  powtrzya Justyna. 
Spojrzeli na siebie i wnet znowu utopili wzrok w rozwartej u stp ich kopalni klejnotw. Z 
nieba i spod wody paday na nich i od stp do gw obleway ich blaski gorce i wietne. Stali w 
294 
nich nieruchomi, milczcy, z tym wewntrznym dreniem, ktrym napenia ludzi zblianie si 
wielkiej chwili ich ycia. Tak nadlatujcy z oddali wicher wstrzsa gbiny lasw i tak przed 
wejciem soca dreszcz rozkoszy i trwogi przebiega po obudzonej ziemi. 
Zaczynali rozmawia, ale rozmowa im nie sza; gosy cichy, czym przytaczane, i sowa 
uryway si w poowie. Zdawa si mogo, e o czymkolwiek mwi zaczynali, wszystko nie 
byo tym, o czym mwi pragnli  a nie mogli. Jeszcze nie mogli. Pod ogorza skr twarzy 
Justyny przepyway co chwil rumiece zawstydzenia; oczy Jana co chwil zwracay si ku niej 
i niemiao lub z chmurn trwog odwracay si w inn stron. Byo to tak, jakby oczekiwali, 
aby z nich spyny i na wiecie przygasy te wielkie blaski, ktre kady rys i kade drgnienie ich 
twarzy ukazyway z wypukoci rzeby rd jaskrawego ta umieszczonej. Wkrtce te 
przygasa one zaczy na niebie, a jednoczenie i wody rzeki powlekay si szaroci, po ktrej 
ju tylko tu i wdzie bdziy fioletowe lub czerwonawe smugi. Drzewa boru zmieszay si i 
utworzyy czarn, nieprzebit dla oka cian. Zmrok przezroczysty agodnymi falami spywa 
zacz od gwiazd, ktre stopniowo pozapalay si na pociemniaym sklepieniu. Cisza panowaa 
wielka. 
Wtem wrd ciszy od dalekiego punktu okolicy dolecia przecigy, kilka razy powtrzony 
okrzyk. Kto kogo woa. Niby w borze przyczajony duch psotny a smtny woanie to porwa i 
nis w gbie boru powtarzajc je dugo, przecigle, srebrnie. 
 Echo!  szepna Justyna. 
 Z tego miejsca, gdzie my teraz stoim, najlepiej echa sysze si daj  odpowiedzia Jan i 
jakby towarzyszce przyjemno chcia zrobi, dononie zawoa: 
 Ho! ho! 
Za rzek po gbinach boru ponioso si dugo, ranie, wesoo: 
 Ho! ho! ho! ho! ho! 
Ostatni dwik dolecia tu ju tylko przecigym, rozwiewnym westchnieniem. 
 Niech pani teraz troch z echem porozmawia!  poprosi Jan. 
Zbliy si do Justyny tak, e ramieniem rkawa sukni jej dotyka; w przytumionym gosie 
jego czu byo, e dra. 
 La! la! la!  zawoaa. 
piewnie, figlarnie echo a pod koniec firmamentu ponioso nut: 
 La, la, la, la, la! 
Znowu jednak nie byo to tym, o czym mwi chcieli. 
 Panno Justyno!  zacz Jan  niech pani echu powie te imi, ktre dla pani najmilsze jest 
na wiecie! Prosz, prosz, na wszystko prosz zawoa tego, kto dla pani miy!... 
Pod spadajcymi na jej czoo listkami topoli staa prosta i tak wzruszona, e na chwil oddech 
zatrzyma si jej w piersi. A nad coraz wicej ciemniejc rzek w coraz ciemniejszym 
powietrzu zabrzmiao imi: 
 Janku! 
Br przecigle, gono, piewnie trzy razy odpowiedzia: 
 Jan-ku! Jan-ku! Jan-ku! 
Justyna na rozpiewany br patrzaa, lecz czua, e kibi jej otacza rami drce, niecierpliwe, 
a przecie jeszcze niemiae. Zalkniona take, rumiecem w zmroku ponca, z umiechem 
zmieszania prbowaa jeszcze z echem rozmawia: 
 Janku!  zawoaa jeszcze. 
Ale echo nie odpowiedziao, tak woanie byo ciche i tak prdko na jej ustach stumi je 
pocaunek. Powoli uwalniajc si z jego objcia, twarz w twarz przed nim stana, obie donie 
pooya mu na ramionach i dobrowolnie, z dreszczem szczcia, z rozkosz ufnoci bez granic, 
gow na jego pier pochylia. 
 Krlowo moja! najdrosza! jedyna! czy moja ty? czy moja? moja? 
295 
 Na zawsze!  odpowiedziaa. 
Nad dalekim zakrtem Niemna jakby z wody wypyn ognisty sierp wschodzcego ksiyca, 
prdko powiksza si, zaokrgla, podnosi, a nad rzek zawis ogromn, paajc tarcz. 
Gwiazdy gasy, wiat ton w ciszy i rozwidnia si agodn, marzc wiatoci. Pod srebrn 
topol szemray szepty tak ciche, e nie sysza ich nawet czowiek, ktry w grubej kapocie i 
wielkiej, kosmatej czapce u szczytu gry pod rzdem lip nieruchomych siedzia z gow opart 
na rku i twarz ku ksiycowi obrcon. 
296 
V 
Nazajutrz wiele na raz goci Korczyn nawiedzio. Naprzd o do wczesnej 
przedpoudniowej godzinie przed gankiem domu stan zgrabny koczyk*, z ktrego w 
najmodniejszym paszczu i fantazyjnym kapeluszu wyskoczy Zygmunt Korczyski, 
kredensowego wyrostka, ktry na spotkanie jego wyszed, niecierpliwie o stryja zapytujc. 
Benedykt by w domu i zaprosi synowca do gabinetu, w ktrym te wnet sysze si daa wielce 
oywiona rozmowa przez trzy gosy prowadzona. Zygmunt dowodzi czego rozdranionym 
gosem, nalega i prosi. Szo mu o to, aby Benedykt przekona usiowa pani Andrzejow o 
koniecznoci wydzierawienia, jeeli ju nie sprzedania Osowiec i wyjechania z nim za granic. 
On z on za par miesicy wyjecha postanowi, ale al mu matki i ma niejaki skrupu 
pozostawia j samotn i w stanie ostrego, jak mwi, nerwowego rozdranienia. Benedykt o 
dawaniu podobnych rad bratowej sucha nie chcia, wrcz odmawia i synowca z powag 
upomina; Witold wybucha, mwi prdko, zdajc si stryjecznego brata o czym przekonywa i 
o co go baga. 
W niespena godzin po przybyciu Zygmunta zgrabn najtyczank* i piknymi komi do 
Ryca nalecymi nadjecha Kiro. Przybywa widocznie od bogatego kuzyna, z 
Woowszczyzny. Nie wiedzie dlaczego, dla facecji zapewne i rozmieszenia stojcej na ganku 
Leoni, na palcach i chykiem prawie do sieni wszedszy paszcz, naladujcy te, ktre tego lata 
nosili Darzecki i Zygmunt, na wieszadach umieci, do Leoni si zwrci i z palcem uroczycie 
podniesionym cicho zapyta: 
 A panna Justyna pi? 
Dziewczynka odpowiedziaa, e Justysi dzi jeszcze nie widziaa, ale zapewne od dawna ju 
ona nie pi, szyje moe albo ubiera si do zejcia na d. 
 Nieche nic cikiego na siebie nie kadzie  szepn go  aby jej lekko byo pod sufit 
skaka... 
Leonia szeroko oczy otworzya. 
 Dlaczeg to Justysia skaka dzi ma a pod sufit? 
 Z radoci, panno Leoniu, z radoci!  umiecha si Kiro.  Zobaczy panna Leonia, jaka to 
rado dzi tu panowa bdzie, a potem... weselisko nastpi... weselisko! 
Zatar rce i dziewczynk do najwyszego stopnia zaciekawion poprosi, aby go matce 
swojej oznajmia. Pani Emilia, zaledwie przed kwadransem obudzona, pia w ku kakao, lecz 
dowiedziawszy si o przybyciu miego ssiada prosi go do buduaru kazaa, a sama popiesznie i 
ze staraniem w biay, dugi, bufami i koronkami okryty negli przyobleka si zacza. Kiro z 
kapeluszem w spuszczonym rku, z wydtym przodem koszuli, z tryumfujc postaw i 
tajemniczym wyrazem twarzy przez salon przechodzi. 
Na koniec podjechaa pod ganek bryczka, prosta, trzsca bryczka przez par fornalskich koni 
cignita, z parobkiem w siermidze na kozach, znaczn iloci istot rnej pci i wieku 
napeniona. Napeniali j: kobieta z gow i twarz biaym mulinem owinit, podrastajca 
* K o  z y k  may, pkryty powozik. 
*  a j  y  z a  k a  rodzaj bryczki (od miasta Neu-Tischein). 
297 
dziewczynka w somianym kapeluszu, dwaj chopcy w szkolnych bluzach i niade, czarnowose, 
czteroletnie dziecko. Benedykt i Witold, przez okno poznawszy Kirow, na spotkanie jej 
wybiegli. W sieni woalk z gowy odwijajc i gromadk sw ukazujc Kirowa, bardzo 
zmieszana, mwia: 
 Przepraszam, bardzo przepraszam, e z tak gromad przyjedam, ale u Teofila dwa dni 
bawilimy wszyscy i stamtd jedziemy. Na p godzinki tylko zajechaam, aby moj Maryni 
zabra i o wanym interesie pomwi. 
Pomimo zmieszania widocznie czym uradowan bya; ku maej Broni, ktra zaraz po 
wysadzeniu jej z bryczki chwycia fady starej jedwabnej sukni matczynej, pochylia si, twarz 
jej chustk z pyu otara, rozczochrane wosy, o ile si dao, przygadzia i na ziemi przysiadszy 
zwizywaa tasiemki nowych widocznie bucikw. Gdy podniosa si z ziemi, Benedykt z 
uprzejmoci wielk do salonu j zaprasza. Widocznym byo, e dla tej kobiety mia wiele 
szacunku, a moe i wspczucia. Ale Kirowa wymawia si zacza. Wiedziaa, e pani 
Benedyktow fatyguj wszelkie rozmowy i wizyty, uprzykrza si wic nie chciaa; przybya tu 
zreszt tylko na p godziny dla zabrania crki i pomwienia o interesie z gospodarzem domu i 
Justynk. Do nich dwojga tylko interes miaa, wic moe by gdzie na stronie, w ubocznym jakim 
pokoju... Benedykt wskazywa jej swj gabinet, ale w teje chwili ze wschodw zbiega 
najstarsza crka Kirowej, ktra od dni paru bawic w Korczynie, z Mart i Justyn w pokoju na 
grze mieszkaa. wiea, wesoa, rzucia si matce na szyj i, rozszczebiotana, zaraz opowiada 
zacza, jak wybornie bawia si na weselu, o tacach, w ktrych udzia braa, o piewach na 
Niemnie itd. Kirowa z rozrzewnieniem na ni patrzaa, doni gadzc jej jasne wosy. 
 Pierwszy raz w yciu rozstalimy si na tak dugo  do Benedykta si zwrcia  ale to 
dobrze, e dziecko zabawio si troch. U nas w Olszynce ycie bardzo jednostajne i pracowite, a 
modo rozrywki potrzebuje... 
Nie skoczya jeszcze mwi, kiedy na wschodach ukazaa si Justyna i szybko ku Kirowej 
podbiegszy w rk j pocaowaa. Od dawna ju okazywaa jej zawsze niezwyke uszanowanie i 
sympati mwic, e spostrzega w niej ywe podobiestwo do swej wczenie utraconej matki. 
Ale dzi twarz modej panny bya tak rozpromienion, taki wyraz pogody i szczliwego 
rozmarzenia okrywa jej niade czoo i napenia oczy, e Kirowa z uwag popatrzaa na ni i 
szyj jej obejmujc do ucha szepna: 
 Domylasz si, z czym przyjechaam... i wszystkie chmurki na suche lasy od ciebie fruny! 
Ciesz si... o, jak ciesz si! Tak szczerze pragn twego szczcia i jeszcze czyjego... czyjego! 
Justyna nie odpowiedziaa nic, tylko filuterny umiech przemkn jej po ustach i w renicach. 
 A teraz, dzieci!  ku swojej gromadce zwrcia si Kirowa  ruszajcie do ogrodu! Nim ja z 
panem Benedyktem i Justynk rozmwi si, popatrzcie sobie na liczny korczyski ogrd. 
Tylko cicho, grzecznie, nie haasowa, bo to by pani Benedyktowej przykro zrobi mogo! 
Chopcy ruszyli si zaraz, Rzia ma Broni za rk wzia, chcc i j uprowadzi. Ale 
dziecko przeraone oczy ku siostrze zwracajc, obu ju pistkami spdnic matczyn 
pochwycio. 
 Ja tu... ja z mam!  z koralowych ustek wydobya si proba aosna. 
Kirowa ramionami wzruszya. 
 Niech ju zostaje... co z tym czarnym rozczochracem robi? Zreszt, takie to jeszcze mae 
i gupie, e wszystko przy nim mwi mona. Nic nie zrozumie i nic nie powtrzy najpewniej! 
Gromadka z najstarsz Maryni na czele ku ogrodowi ruszya. Przez salon przechodzili 
wszyscy na palcach, bo zamknite drzwi od pokojw pani Emilii sprawiay na nich rodzaj 
gronego i uroczystego wraenia. Witold, ktry dnia tego po raz pierwszy modziutk 
przyjacik swoj zobaczy, do ogrodu te za ni pobieg. Zygmunt, niedbale rce w ty 
zaoywszy, powoli, sztywnie po pustym salonie przechadza si zacz. 
298 
W gabinecie Benedykta Kirowa przy stole, na ktrym leao kilka ksiek Witolda, usiada; u 
kolan jej przykucna Bronia, ktrej rowa sukienka i niade, nagie ramiona wypukle odrzynay 
si na tle czarnej matczynej sukni. Justyna obok, a gospodarz domu naprzeciw gocia miejsce 
zajli. Zaledwie przecie Kirowa, ze zmieszania i ze wzruszenia a po brzegi jasnych wosw 
zarumieniona, kilka sw wybkn zdoaa, we drzwiach stana pani Emilia, biaym, dugim, 
koronkami okrytym peniuarem opynita i w szczeglny sposb oywiona. Za ni ukaza si 
Kiro, z kapeluszem w rku, umiechnity, tryumfujcy, zza niego za, z miodow bogoci w 
bkitnych oczach, z plastrem na szczce, a jesiennym kwiatkiem w rudym warkoczu, wysuna 
si Teresa. Podlotek za zgrabny, ufryzowany, wystrojony, z bladaw twarzyczk, od kilku ju 
chwil w ktku niepostrzeenie przykucnwszy, szeroko z ciekawoci oczy otwiera. 
Gospodyni domu, ze zwyk sobie sodycz gocia powitawszy, opucia si na stojcy u 
biurka fotel mowski. 
 Mam nadziej  z cicha i tonem proby przemwia  e pastwo pozwolicie mi wzi 
udzia w swojej poufnej rozmowie. Wiem, e idzie tu o los Justynki, ktry mnie take 
obchodzi... 
Teresa nie mwic nic w niemiaej postawie za przyjacik stana. Wszake tu mowa o 
mioci by miaa! Wszak tu o mio szo! Wiedziaa o tym, i postaw, wejrzeniem, 
splecionymi domi baga zdawaa si, aby jej std nie oddalano. Kiro we dwoje gi si przed 
Justyn i tak mocno usta do rki jej przylepi, e a j cofn musiaa. 
Kirowa, tym powikszeniem si towarzystwa do najwyszego stopnia ju zmieszana, 
rumienia si i niespokojnie poruszaa si na krzele. Po chwili jednak, uywajc caej swojej 
odwagi i energii, gono przemwia: 
 Moi pastwo! tego, z czym przyjechaam, w bawen obwija nie bd. Prosto z mostu 
najlepiej! Posem jestem. Kuzyn mj, Teofil Ryc, prosi przeze mnie o rk Justynki. Osobicie 
nie owiadcza si dlatego, e to by go zanadto wzruszyo i zdenerwowao, a przy tym niepewny 
jest, jak odpowied otrzyma, ale jeeli tylko bdzie ona pomyln; natychmiast sam 
przyjedzie... natychmiast! 
Nikogo sowa te nie zadziwiy, bo wszyscy ju je przewidywali. Pani Emilia jednak splota 
liczne rce i sabym gosem zawoaa: 
 Co za szczcie dla Justynki! Jake piknym, szlachetnym, wzniosym jest postpienie pana 
Ryca! 
Teresa wydawaa si wniebobran; Kiro na krzele siedzc, naprzd nieco podany, postaw, 
oczami, umiechem cieszy si i tryumfowa. Na twarzy Justyny najlejsze nie odbio si 
wzruszenie; powieki miaa spuszczone i zamylony umiech na ustach. Kirowa, po chwilowym 
milczeniu znowu na odwag si zebrawszy, mwia dalej: 
 Teofil szczerze upodoba Justynk i zdaje mi si, e krok, ktry czyni, najlepiej tego 
dowodzi. Jestem pewna, e byaby z nim ona szczliw, bo to zote serce i gowa te nie byle 
jaka... Jednak zanim przyrzekam, e tu posem od niego zostan, otwarcie i stanowczo mu 
powiedziaam, e wszystko o nim Justynce powiem, ca prawd... Jeeli o wszystkim wiedzc 
zgodzi si tego biedaka wyratowa i uszczliwi, to dobrze; jeeli nie, to c robi? Ale ja 
oszukiwa nikogo za adne skarby wiata nie mog. Teofil zgodzi si, a nawet prosi mi, abym 
Justynk o wszystkim uprzedzia... 
 C? burzliwa przeszo? zmarnowany majtek?  tonem zapytania rzuci Benedykt. 
Kiro usta krzywi, rk znaki niezadowolenia dawa pomrukujc: 
 Niepotrzebnie! niepotrzebnie! gupie skrupuy! 
Na twarz Kirowej wystpi wyraz wielkiego zmartwienia. Zmconymi oczami po obecnych 
wodzia. Widocznym byo, e wolaaby przed mniejsz znacznie kompani mwi. Nie byo 
jednak rady. Wszyscy obecni znajdowa si tu mieli prawo. 
299 
 Nie  na zapytanie Benedykta odpowiedziaa  nie to wcale! Majtek jest jeszcze pikny, 
mona powiedzie, wielki, a przeszo... no! co byo, a nie jest, nie pisze si w rejestr. Jak ona 
bya, to bya, ale auje on jej teraz i wyratowa z niej jednak swoje zote serce. Jest rzecz inna... 
Teofil... Teo... 
Zajkna si, zarumienia si ogniciej ni kiedykolwiek i szeptem prawie dokoczya: 
 Teo jest mor... morfi... Boe, jake si to nazywa? zawsze zapominam!... mor... morfinist! 
Benedykt wielkimi oczami na ni patrza. 
 A c to za diabe?  zapyta.  Nigdy nie syszaem... 
Cicho, jkajc si, z wielkim alem Kirowa wyszeptaa to, co o tym przedmiocie od kuzyna 
swego wiedziaa, usprawiedliwia go usiujc. Chorowa bardzo przed par laty, zagraniczni 
doktorowie ten przeklty zwyczaj mu zaszczepili... 
Benedykt wsa w d pocign. 
 Prosto z mostu mwic... pijakiem jest!  sarkn. 
Kirowa a wstrzsa si, tak j wyraz ten zabola. Ale doprawdy, on nie winien, e go ten 
wielki wiat do tego doprowadzi i wielka fortuna na takie pokuszenia i awantury narazia. 
Pragnie wyleczy si, prbowa ju nieraz, bo wstyd mu samego siebie i ycia modego al... ale 
dotd nie mg. Chyba go kobieta, ktr pokocha, uleczy... klin klinem wybija najlepiej... 
Szczliwym si czujc nudzi si przestanie, domowe, porzdne, regularne ycie powrci mu 
zdrowie i ch do zajcia si majtkiem. Justynka prawdziwe zadanie siostry miosierdzia 
speni przy nim moe, jeeli j to, o czym dowiedziaa si, nie zrazio... 
Tu pani Emilia splecione rce w gr wzniosa. 
 Zraa! o Boe!  zawoaa.  To, o czym dowiedzielimy si, czyni pana Ryca wicej 
jeszcze interesujcym... obudza jeszcze ywsz dla niego sympati, bo wiadczy o naturze 
pragncej wyrwa si z wizw szarej rzeczywistoci, upaja si choby snami o tym, co pikne, 
wzniose, poetyczne! Z takim czowiekiem dzieli ycie, razem z nim kocha, marzy... 
 Moe i upija si!  mrukn pod wsem Benedykt, ktrego owiadczyny te najmniej 
zdaway si zachwyca. 
 To prawdziwe szczcie!  dokoczya pani Emilia. 
 Doprawdy! Od takiego szczcia umrze mona!  za porcz fotelu zadzwoni cienki 
gosik Teresy. 
 Fortuna paska... nazwisko pikne... stosunki... co to i mwi!  z bogim umiechem 
szepta Kiro. 
Kirowa za ze zami w oczach zwrcia si do Justyny: 
 Zote ma serce, kobiet poczciw i przywizan oceni i uszczliwi potrafi. Gdyby ty, 
Justynko, wiedziaa, jaki on dla nas dobry! Inny na jego miejscu i zna by nie chcia ubogich 
krewnych, a on przyjacielem jest, prawie bratem i... dobroczyc nawet, bo wiesz? Czemu bym 
do tego przyzna si nie miaa? bieda przecie wstydu nie czyni!  chopcami naszymi 
zaopiekowa si przyrzek i w szkoach za nich paci... raz ju za jedne procze zapaci, ale to 
nic nie znaczy  wobec serca i przychylnoci! Bronk nasz bardzo lubi i czasem na rkach j 
nosi... Onegdaj przyjecha do Olszynki i jak zacz nas prosi: Przyjedcie wszyscy do 
Woowszczyzny na par dni przynajmniej! Tote cae dwa dni bawilimy teraz u niego ca 
gromad, a jak on nas przyjmowa!... O przysmaki i inne paskie przyjemnoci mniejsza... ale 
sam usugiwa nam, z dziemi bawi si i chwilami tylko w t swoj nieszczsn apati wpada. 
Zote serce i bardzo biedny czowiek... cho bogaty! 
Wilgotne oczy otara i do Justyny zwrcona, wpproszcym, a wpzniecierpliwionym 
tonem zapytaa: 
 C Justynko? 
Co zdarzao si bardzo rzadko, pani Emilia wybuchna: 
 Ale naturalnie, e Justynka przyjmuje... to cud prawdziwy... niespodzianka losu... 
300 
 To ju chyba wity Antoni sprawi!...  zadzwonia Teresa. 
 Ja zawczasu, zawczasu przyszej pani Rycowej do nek si ciel!  z niskim na krzele 
ukonem umizgn si Kiro. 
Benedykt milcza, ws na palec zakrca, a z kolei zapyta: 
 C, Justynko? mwe! 
Justyna podniosa powieki; bya zupenie spokojn i przyjazne wejrzenie na Kirow 
zwracajc, z lekkim ku niej ukonem zacza: 
 Bardzo wdziczna jestem panu Rycowi za jego uczciwe i zobowizujce wzgldem mnie 
postpienie. Wiem jednak, e niemao namw i wpyww trzeba byo na to, aby go do tego 
kroku nakoni; domylam si te, e niemao walczy z sob musia, nim si na ten krok 
zdecydowa. Zupenie to zreszt rozumiem. Ani pooenie moje, ani wychowanie, ani 
przyzwyczajenia i gusta nie czyni mi odpowiedni dla niego towarzyszk ycia. Na wielk 
pani i wiatow kobiet nie mam kwalifikacji adnych ani te adnej do takiego stanowiska 
pretensji... 
 Tym wicej, tym wicej oceni powinna to bohaterstwo mioci  wtrcia pani Elmilia. 
 Tym wikszy w tym cud Opatrznoci Boskiej!  zawtrowaa Teresa. 
 Wszystko to  cigle do Kirowej zwrcona koczya Justyna  ju by mnie przyjcie tej 
ofiary, za ktr jednak wdziczn jestem, niemoliwym uczynio... ale najwaniejsz i 
stanowczo w tym wypadku rozstrzygajc rzecz jest to, e od wczoraj jestem zarczon... 
Na chwil oniemieni, wszyscy obecni jednogonie zawoali: 
 Co? kiedy? jak? z kim? z kim? 
Justyna powstaa. Co j z krzesa podnioso i warem oblao. 
 Z ssiadem Korczyna, wacicielem kawaka ziemi w bohatyrowickiej okolicy, z panem 
Janem Bohatyrowiczem!  wypowiedziaa z wolna, gosem troch od wzruszenia drcym. 
Teraz dopiero w obecnych uderzy grom zdumienia. Pokj napeni si wykrzykami: 
 Co to? jak to? kto to? artujesz? ona artuje! Pani artuje! 
Wida byo jednak po Justynie, e nie artowaa wcale. Brwi jej cigny si, z podniesion 
gow, byskajcym wzrokiem po obecnych wodzia. Na koniec Benedykt rk machn. 
 A poczekajcie, pastwo!  zawoa  niech ja si u niej o wszystko rozpytam! 
Do siostrzenicy si zwrci: 
 Nie artujesz, Justysiu? serio mwisz? Zarczya si naprawd z jakim Bohatyrowiczem? 
Pokazaa mu swoj rk. 
 Widzisz, wuju, piercionka matki mojej na palcu nie mam. Wczoraj mu go oddaam. Serce, 
rka i przyszo moja do niego nale. 
Benedykt dziwnie jako czmychn, co zamrucza, na siostrzenic popatrza i znowu zapyta: 
 Jakime wypadkiem pozna si z nim moga? 
Troch smutny umiech po ustach jej przebieg; pilnie przez kilka sekund wujowi w oczy 
popatrzaa. 
 Prawda, wuju, e tylko wypadkiem my i oni poznawa si z sob moemy! 
 No, no!  mrukn Benedykt  te filozofie co innego, a twj los co innego! Czy zakochaa 
si w tym czowieku, ha? Naprawd kochasz go? 
Znowu jakby elektryczna iskra w serce jej uderzya, pomie na czoo a wilgo w oczy 
rzucajc. Podniosa gow. 
 Kocham go z caego serca i jak w to, e yj, wierz, e jestem kochan  odpowiedziaa. 
Pani Emilii zrobio si niedobrze. Nagle i niespodziewanie globus do garda podchodzi jej 
zacz. Zdawionym gosem i z oczami ju ez penymi zawoaa jednak: 
 Justynko! jak to? ty taka dumna! ty, co przez dum nic ode mnie przyj nie chciaa, kiedy 
ja ciebie, jak wypadao, ubiera pragnam! Ty, co przez dum najniewinniej zaartowa z siebie 
301 
nie pozwalaa! ty odrzucasz teraz los wietny, wysokie stanowisko w wiecie, a wyj chcesz za 
chopa... tak! za chopa... O Boe! c to za tajemniczo! jakie zagadki serc ludzkich! 
Justyna umiechaa si. 
 Zagadki w tym adnej nie ma  odpowiedziaa. Wanie dlatego, e dumn jestem, nie 
chc by wzit za on przez wspaniaomylno i bohaterstwo, przez cud Opatrznoci albo 
witego Antoniego, z aski, z namowy... Wol zawdzicza byt i szczcie sercu czowieka, 
ktry mi kocha, i wsplnej z nim pracy... 
 Androny!  zawoa Benedykt  te wszystkie cuda, tajemniczoci, zagadki za grosz sensu 
nie maj! Podobaa si paniczowi poczciwa i przystojna dziewczyna  cud szczeglniejszy! 
Dziewczyna zakochaa si w adnym i moe poczciwym chopcu  take mi tajemniczo i 
zagadka! Wszystko to funta kakw nie warte! Co w tym jest rzeczywistego, moje dziecko  do 
Justyny si zwrci  to to, e moe nie znasz dobrze tego ycia, na ktre si decydujesz... 
 Poznaam je z bliska i dobrze, mj wuju... 
 Poczekaj! A praca! Czy ty wiesz, jaka ci praca tam czeka? 
Tym razem uniosa si. 
 Ale, mj wuju  z moc odpara  brak pracy wanie by mi od dawna trucizn i wstydem! 
O, jake wdziczn jestem temu, ktry mi pod niski, ale wasny dach swj biorc daje nie tylko 
zadowolenie serca, ale zajcie dla rk i myli, zadanie ycia, mono dopomagania komu, 
pracowania na siebie i dla innych!... 
Oczy Benedykta miky, rozjaniay si, coraz cieplejszym wejrzeniem w twarzy krewnej 
tkwiy. Wahajcym si przecie gosem zacz jeszcze: 
 No... a z t... z t niestosownoci umysow jake bdzie? 
 Nie ma jej, mj wuju; kto by tu niestosowno t znalaz, sdziby z pozorw. Uczon nie 
jestem ani artystk; adnych niepospolitych zdolnoci ani talentw nie mam i tylko tyle rozsdn 
jestem, by to zna i wiedzie. Z tego, co umiem, bez wahania i alu odrzuc to, co ani mnie, ani, 
jak mi si zdaje, nikomu poytku by adnego nie przynioso. A jeeli wiata, z aski twojej, mj 
wuju, otrzymanego, zostanie mi jeszcze troch wicej ni on... ni oni go posiadaj... 
Wzruszenie gos jej zatamowao; drcymi ustami, ale z rozpromienionym czoem 
dokoczya: 
 Z jakime szczciem pomidzy nich je wnios!... o! z jakim szczciem trzyma bd nad 
nimi ubog moj lampk, aby tylko im troch widniej, janiej, weselej byo!... 
Benedykt wsta. Wsa do gry podkrca. 
 Wy, modzi, wszyscy teraz w jedn dudk gracie! Ale  doda  macie racj... nie ma co 
mwi! macie racj! 
Pani Emilia uczua kucie w opatkach, w boku, w piersi, wszdzie, i tyle tylko miaa siy, aby 
zawoa: 
 Tereniu! pom mi podnie si! Tereniu! 
Teresa popiesznie z fotelu wsta jej dopomoga i ku drzwiom j uprowadzaa. Kiro  co w 
wypadkach podobnych nie zdarzao si nigdy  ku osabej i rozbolaej gospodyni domu adnego 
poruszenia nie uczyni. Jak do krzesa przykuty, jak skamieniay siedzia, z ustami rozwartymi, z 
osowiaym wzrokiem. Nie rozumia tego, co zaszo, co dokoa niego mwiono; po prostu nie 
rozumia. Nie mg ani dziwi si, ani gniewa, ani oburza, bo wszystkie myli z gowy mu 
pouciekay, oprcz jednej, uporczywie po niej krcej: 
 Teo Ryc harbuza dosta... on, Ryc, dziedzic Woowszczyzny, siostrzeniec ksiny, 
harbuza dosta od tej... tej... 
Ustami poruszy i z cicha wymwi: 
 Teo harbuza dosta... 
302 
Na ksztat automata z krzesa wsta i z kapeluszem w spuszczonym rku, z otwartymi usty i 
osowiaym wzrokiem przez salon przechodzi. Otwierajc drzwi od buduaru pani Emilii znowu 
powtrzy: 
 Teo harbuza dosta... 
Do salonu za z impetem wbiega z ogrodu Witold. Przed paru minutami niepostrzeenie, 
leciuchno Leonia z gabinetu ojca wyfruna, przez salon przebiegajc kilkanacie sw 
wyszczebiotaa do Zygmunta, ktry tam przy stole stare albumy i ilustracje przeglda, i z ganku 
zbiegszy, w ogrodzie na cay gos woa zacza: 
 Widziu! Widziu! 
Wszystko, co z ktka gabinetu wysuchaa, bratu opowiedziaa i tu zadanie swoje ju 
speniwszy, po wschodach na gr do Marty fruna. Witold za, siostry wysuchawszy, pdem 
do domu wpad, Zygmunta w osupiaej postawie pord salonu stojcego min i do gabinetu 
wbiegszy Justyn za obie rce pochwyci: 
 Justynko! duszko! siostrzyczko! ja troch spodziewaem si tego, ale tylko troch, bo 
mylaem, e Buszmanka gr w tobie wemie i piknych tatuaw poaujesz... Zdecydowaa 
si wic tego zacnego chopca uszczliwi, pracownic drogiej ziemi naszej zosta, wiato 
swoje pomidzy biednych braci wnie! Brawo! winszuj! ciesz si, ach, jake si ciesz! 
I porwawszy j wp, miejc si, w rce j caujc, dwa razy si z ni dokoa pokoju okrci. 
Ale potem spowania i rce krewnej silnie w swoich ciskajc serdecznie w oczy jej patrza: 
 Pamitaj  rzek  e masz we mnie brata, nie tylko ze krwi, ale i z ducha. Splnikami i 
nawzajem pomocnikami sobie bdziemy. Za przyjaciela i brata miej mi... miejcie mi oboje! 
Benedykt z t pogod, ktra od kilku dni pomarszczon jego twarz agodzia i wygadzaa, na 
uniesienie syna patrzc umiecha si. 
 Facecja! facecja z tymi modymi!  pod dugim wsem mrucza.  Myl, e wiat do gry 
nogami wywrc i cudw dokonaj... a! 
Smutek przymi mu oczy; rk machn. 
 C, Justynko?  odezwa si  czy to jest stanowcze postanowienie twoje? 
 Tak, stanowcze  odpowiedziaa  e nic w wiecie, nawet twoja wola, mj dobry wuju i 
opiekunie, odwie mi ode nie zdoa. 
Pochylia si w rce go caujc. On gow jej do piersi przycisn. 
Wtedy i Kirowa z krzesa si podniosa i mwi chciaa, ale tym ruchem obudzia ma 
Bronk, ktra wstajc zapltaa si o rozwizane tasiemki bucikw, i jak duga u stp matki 
upada. e jednak zdarzao si jej to bardzo czsto, wic najlejszego gosu z siebie nie wydajc, 
na czworakach naprzd stana, potem cakiem wstaa i ciemne, drobne, obnaone ramiona 
szeroko rozkadajc z powag wymwia: 
 Mamo, do domu! 
Ale Kirowa wcale ani na upadnicie jej, ani na objawione przez ni yczenie nie zwaajc, 
do Justyny podesza i za rce j wzia. Twarz miaa ca w ogniu i zach. 
 al mi, wielki al biednego i dobrego kuzyna mego!  zacza.  Jednak nie umiem kama: 
moe i rozumnie postpia, dobrze wybraa... moe i szczliw bdziesz... 
Ucaowaa j serdecznie. 
 Kiedy rozgospodarzysz si ju w swojej chacie  cicho szeptaa  oddam ci moj Rzi... do 
twojej chaty j oddam, aby ci pomocnic i uczennic bya, a wasnymi rkami pracowa przy 
ziemi uczya si i przywykaa... 
Przez zy umiechaa si i jeszcze ciszej dodaa: 
 A moe z czasem znajdziesz tam dla niej, jak dla siebie znalaza, jakiego adnego i 
poczciwego chopca... Wiesz co? dla biednych dziewczt, ktre ani hrabinami, ani doktorkami 
zosta nie mog, dobry to los... jedyny moe los... 
303 
Jeszcze co chciaa do ucha Justynie szepta, ale uczua si silnie za sukni pocignit. Maa 
Bronia u stp jej niade ramionka szeroko rozoya i ze wzniesionymi ku niej, czarnymi jak 
wgle oczami z powag powtrzya: 
 Kiedy, mamo, ja chc do domu! 
Istotnie, Kirowej pora byo wraca do domu, gdzie j rne zajcia i kopoty oczekiway; 
musiaa przy tym dzi jeszcze cho na chwil do Woowszczyzny zajecha. Posza wic z 
Witoldem do ogrodu gromadki swojej szuka. Benedykt do odchodzcego syna zawoa: 
 Powiedz tam komu, Widziu, aby Marty do mnie poprosi. 
A do Justyny zwrci si: 
 Ojcu mwia ju o tym? 
Nie miaa jeszcze na to czasu, bo Orzelski pno wstawa i dugo w swoim pokoju jad 
niadanie, a kiedy jedzeniem by zajty, o niczym z nim rozmawia nie byo mona. 
 Ide do niego teraz i powiedz... zawsze to ojciec! A ja z Mart pomwi musz... rozpyta 
si! 
Justyna przesza pust sal jadaln i kierowaa si ku wschodom na gr prowadzcym, gdy 
usyszaa wymwione za sob swoje imi. Obejrzaa si i zobaczya Zygmunta, ktry u ciany 
stojc zwraca ku niej twarz widocznie poblad i przeraon. 
 Czego sobie yczysz, kuzynie?  zapytaa. 
 Chwili rozmowy z tob... na wszystko, co ci jest witym na ziemi, o chwil rozmowy ci 
prosz! 
 Owszem  z obojtn grzecznoci odpowiedziaa i zbliya si ku niemu. 
 Kuzynko! czy to prawda... czy prawda, e odmwia Rycowi, a wychodzisz za 
jakiego... jakiego.. que sais je? zagonowca... chopa? 
 Prawda  spokojnie odrzeka. 
 Wielki Boe! taki mezalians... taki mezalians popeni, to narazi si na wieczn niezgod 
myli i gustw, wiesz? Jest to popeni niemoralno! 
Bystro, z nietajon ironi w twarz mu popatrzya. 
 Czy mnie such myli, czy istotnie ty, kuzynie, ty... o zgod w maestwie i o moralno 
trosk sw wyraasz? 
Zmiesza si troch, ale wzburzenie i przeraenie z twarzy i postawy mu nie ustpio. By, jak 
zwykle, urnalowo ubrany, ale na t chwil urnalow poprawno i sztywno utraci. Justyna 
odej chciaa, on rk jej, ktr ona wnet usuna, pochwyci. 
 C wicej?  zapytaa chodno. 
 To  zawoa  e odgaduj ci, odgaduj wybornie motywy, pod ktrych wpywem 
szalonego tego kroku dokona postanowia. Rozumiem... chcesz cian nieprzebyt rozdzieli 
si z dawnym wspomnieniem... z uczuciem... ze mn! Gdyby za Ryca wysza, naleelibymy 
do jednego wiata, musielibymy spotyka si ze sob... widywa... Wic uciekasz w inn 
sfer... mieszasz si z motochem dlatego, aby znikn dla mnie, abym ja znikn dla ciebie! 
Patrzaa na niego szeroko otwartymi oczami, znaczenia sw jego zrazu formalnie zrozumie 
nie mogc, a potem wasnym uszom jakby nie dowierzajc. 
On miota si i, szczerze przeraony, temperament swj i zwyky ukad zmienia si zdawa. 
Za gow si schwyci. 
 Nie czy tego!  zaklinam ci! Nie gub siebie i nie obarczaj tak strasznie mego sumienia... 
Jak widmo zamordowanej przeze mnie istoty zawsze widziabym ci przed sob! Zlituj si nade 
mn i nad sob sam! Przyrzekam ci, e oddal si, e unika ci bd, e niczym nie nara ci 
na walk, ktra straszn w tobie by musiaa, skoro ci a do tak rozpaczliwego kroku 
przywioda! 
Teraz dopiero zrozumiaa, uszom swoim uwierzya; tysic daremnie wstrzymywanych 
umiechw na twarzy jej zadrgao, a parskna gonym, do powstrzymania niepodobnym, jak 
304 
srebro dwicznym miechem. By to miech modej piersi i szczliwej duszy, tak szczliwej, 
e byle co wywoa z niej mogo dziecinn prawie wesoo. Z tym miechem jak z perlist, 
nieposkromion gam odwrcia si od niego, sie przebiega i na wschody szybko wstpowa 
zacza. Znikna ju za zaomem wschodw, a miech jej jeszcze w wielkiej sieni sysze si 
dawa, chocia zmieszay si z nim figlarne take, to staccato 
*, to znw allegro* wygrywane, 
dwiki skrzypiec. Zygmunt wyprostowa si, usta troch otworzy, wedug zwyczaju, ktrego 
nabiera zaczyna, wasn, zaokrglajc si posta wzrokiem obrzuci i przez zby sykn: 
 Prostaczka! 
W niewielkim pokoju, pomidzy kiem z rozrzucon pociel a stoem okrytym przyborami 
do golenia si i ubierania, Orzelski w kwiecistym, przybrudzonym szlafroku na skrzypcach gra. 
Okno byo otwarte; bkitne oczy grajcego przesuway si po widzialnych przez nie szczytach 
drzew, umiecha si, na palcach ng czasem stawa, jakby z falami tonw w gr lecia; wiatr 
przez okno wlatujcy podnosi mu i koysa nad gow biae jak mleko wosy. 
Justyna z oczami jeszcze penymi miechu, ktry tylko co w piersi jej umilk, gorco 
zarumieniona, do zatopionego w muzyce ojca podesza. 
 Mj ojcze  rzeka  mam do pomwienia z ojcem o czym wanym, bardzo dla mnie i dla 
ojca wanym. 
Gra nie przestajc z roztargnieniem na ni spojrza. 
 Co tam takiego? aha! wiem... pan Ryc... ale poczekaj! niech wprzdy te... serenadk 
skocz! 
Justyna przy oknie usiada, czekaa, a dwiki serenady dugo jeszcze to staccato, to allegro, 
to znw andantissimo* 
rozlegay si po pokoju. Na koniec skoczy, ustami cmokn i koniec 
smyczka caujc umiechn si bogo. 
 A co?... caca te... serenadka! 
Tymczasem wkrtce po odejciu Justyny bocznymi drzwiami do gabinetu Benedykta wsuna 
si Marta. Nie wesza jak zwykle ze stukiem i impetem, ale wsuna si dziwnie cicho, 
zmieszana, ciemn chustk otulona. 
 Przysyae po mnie, Benedykcie  zacza  ale ja bym i sama przysza, bo wielk prob 
mam do ciebie... tylko nie wiem... sowo honoru, jak to powiedzie... 
 C? moe i ty zarczya si z jakim adnym chopcem?  zaartowa Benedykt. 
Rk machna, naprzeciw krewnego na brzeku krzesa usiada. 
 Tak ju gupi nie jestem, aby o takich rzeczach myle...  z dziwn pokor i uciszeniem 
odpowiedziaa  ale widzisz... Justynka za m wychodzi i jeeli zgodzisz si... pozwolisz, ja 
przy niej, w jej... w ich chacie zamieszkam sobie... 
 Co? co?  zawoa Benedykt. 
 Sowo honoru! bardzo chc przy nich zamieszka  ze spuszczonymi oczami i splecionymi 
na kolanach rkami mwia dalej.  Chleba darmo im je nie bd; bo i dowiadczenie w 
gospodarstwie mam, i siy do pracy jeszcze troch... Im, gobkom, moje rce przydadz si, a 
moe i gowa cokolwiek doradzi... A tu ja niepotrzebna... wieczny smutek! niepotrzebna 
nikomu... nikomu... nikomu... 
 Jak to niepotrzebna? Co ty wygadujesz?  niecierpliwi si zacz Benedykt. 
Gow z wysokim grzebieniem silnie wstrzsajc twierdzia: 
 A niepotrzebna! C? dzieci podorastay... twojej onie nigdy dogodzi ani przypodoba si 
nie mogam... a co do gospodarstwa... wielkie rzeczy! ochmistrzyni sobie na moje miejsce 
wemiesz... Justynka za sprzyja mnie, lubi... ona zawsze najwicej ze wszystkich mnie lubia... 
Przy tym i tych ludzi, pomidzy ktrych ona idzie... 
*   a   a  o (w.)  w muzyce okrelenie oznaczajce, e tony naley gra oddzielnie bez przej. 
* A l l e g  o (w.)  wesoo, ywo. 
* An d a   i   i m o (w.)  spokojnie. 
305 
Zajkna si, palcem po wilgotnej rzsie powioda. 
 I tych ludzi znaam kiedy... lubiam... sam los mi kiedy do nich prowadzi... ale go nie 
posuchaam, nie poszam... za to teraz pjd, popracuj z nimi troch, a potem pewno..., ju 
niedugo, oni dla mnie sami cztery deski zbij i na mogiki sami ponios... ot, czego mnie chce 
si... Justynka i Janek za dwa miesice pobra si postanowili... przez ten czas, ty Benedykcie, 
ochmistrzyni sobie znajdziesz... Uf! nie mog! 
Zakrztusia si i zakaszlaa. 
Benedykt patrza, sucha, a wybuchn: 
 Facecja! niedugo cay Korczyn do Bohatyrowiczw si przeniesie! No  z umiechem 
doda  ju chyba tylko moja ona i panna Teresa tam nie pjd! 
Wsta, do Marty zwrci si. 
 Co ty wygadujesz? Jakie gupstwo do gowy ci przyszo! Ty tu niepotrzebna! Boe 
kochany! A to my z tob od dwudziestu kilku lat we dwoje pracujem! tylko nas tu dwoje 
pracujcych byo! Niepotrzebna! A c ja bym by pocz, gdybym ciebie przy sobie nie mia? 
To ja nie tylko swojej, ale i twojej pracy zawdziczam, e utrzymaem si przy Korczynie! 
Kobieta uczciwa, pracowita, rzdna, yczliwa w domu i w gospodarstwie  bagatela! 
Niepotrzebna! Ale ty dzieci moje na rkach swych wynosia i wyhodowaa! ty je jak matka i... 
za matk... kochaa i piecia: a nie po gupiemu piecia! Witold wiele ci winien, bo dobre, 
ludzkie rzeczy w gow mu kada... Moja Marto, za przyjacik ci zawsze miaem i 
serdecznie ci lubiem, tylko, widzisz, kopoty i rne biedy takim ponurym i smutnym mi byy 
zrobiy, e i okazywa mi si nie chciao tego, co czuem. Alem ja wdziczen ci, do grobu 
wdziczen, i nie puszcz ci od siebie, jak sobie chcesz, nie puszcz... Facecja! ona 
niepotrzebna! Przez cae ycie jak w pracowaa i niepotrzebna! Jej nikt tu nie lubi! A ja? 
Wyhodowalimy si razem, pracowalimy razem... 
Szerokimi krokami po pokoju chodzi, wsy w d pociga, ramionami rozmachiwa. Marta 
podniosa na niego swoje czarne, bystre, ogniste oczy, ktre z kolei napeniay si wyrazem 
zadziwienia, rozczulenia, radoci. 
 Krlu mj!  zawoaa  i ty doprawdy tak mylisz, jak mwisz? ty nie z litoci nad star 
krewn, nie z grzecznoci tak mwisz? 
 Ale, jak Boga kocham!  krzykn Benedykt  upamitaj si! sama pomyl!... 
 Boe mj, Boe!  zawoaa i w zwyky ju sobie sposb jak wicher porwaa si z krzesa, 
do krewnego przypada, rce jego pochwycia. 
 Krlu mj! braciszku! otoe mi uszczliwi! Wieczna pociecha! A ja mylaam, e stary 
grat ze mnie, nikomu tutaj niepotrzebny, a wszystkim obrzydy! Ty bo nie wiesz, braciszku, co 
to jest ycie przeby bez serca kochajcego przy sobie, bez dobrego sowa ludzkiego! Wieczny 
smutek mi jad, tsknota, ponuro taka, e wolaabym czasem w grobie gni! I perswadowaam 
sobie, a cigle gryzo danie, aby dusza jaka serdecznie mi sprzyjaa, aby komu do ycia i 
szczcia przyczyni si! Chciaam sprbowa tam... Ale teraz ju nie chc... sowo honoru, nie 
chc, nie pjd... Wieczny miech! po c ja mam std i, jeeli tobie potrzebn jestem i jeeli 
ty mnie, jak brat siostr, lubisz?... Oj, krlu mj, jake ty mnie pocieszye, jak uszczliwie! 
Wieczna pociecha! 
Garna si do niego, w ramiona go caowaa, pakaa, a zakaszlaa si tak, e przez minut 
par do sowa przyj nie moga. 
 Teraz  uspokoiwszy kaszel zacza  teraz, braciszku, musisz pozwoli, abym par koni na 
par dni ci zabraa... Do miasta pojad, do doktora... leczy si musz, aby ci jeszcze mc jak 
najduej suy... Ze trzy lata ju temu przezibiam si, w piwnicy warzywa na zim ukadajc, 
ale nie dbaam o to. Po co mam leczy si? na co? wieczny smutek!  mylaam. I ambarasu 
nie chciaam nikomu robi... Czasem i bardzo le ze mn bywao, taiam si z tym jak grzechem 
miertelnym... Im prdzej, tym lepiej!  mylaam. Ale teraz co innego. Jeelim ja tobie 
306 
potrzebna, jeeli ty mnie lubisz i szanujesz, leczy si musz, aby jak najduej ci suy, a moe 
jeszcze... Uf, nie mog! 
miaa si i kaszlaa. 
 A moe jeszcze i na weselu twoich dzieci potacowa! Wieczny miech! wieczny miech! 
Benedykt serdecznie j w gow i czoo ucaowa. 
 Uspokj si  rzek  siadaj i mw mi wszystko, co wiesz o Bohatyrowiczach w ogle, a o 
tym narzeczonym Justynki w szczeglnoci. Opiekunem jej jestem, a cho dziewczyna 
penoletnia, energiczna i niegupia, na wiatr przyzwolenia swego dawa nie mog. Witoldowi nie 
bardzo ufam, bo rowe okulary na nosie mu siedz, ale wiem dobrze, e ty interesowaa si 
zawsze tymi ludmi, teraz na weselu u nich bya, widziaa, syszaa  mwe mi wszystko, co 
o nich wiesz! 
Mart znowu wezwanie to uszczliwio, bo znowu przekonywao j, e na co potrzebn 
bya, e krewny ufa jej i w rozsdek wierzy. Cicho te na krzele usiada i ze skupieniem, z 
rozwag dugo mwia, opowiadaa i nie skoczya jeszcze mwi i opowiada, kiedy naprzd w 
sali jadalnej day si sysze pieszne kroki, a potem w drzwiach gabinetu ukaza si Orzelski. 
Szlafrok na sobie mia, w pasie sznurem przewizany; smyczek w rku trzyma. Rumiana, 
dobroduszna zawsze twarz jego wyraaa teraz gniew i wzburzenie. 
 Panie dobrodzieju!  od progu zawoa  to jest te... gupstwo, na ktre pan dobrodziej 
pewno pozwolenia swego nie dasz! Pan dobrodziej opiekunem Justynki jeste i nie 
spodziewaem si, nie spodziewaem si, aby w domu pana dobrodzieja crk moj taka te... 
kompromitacja spotkaa... 
Sapa gono, okrg posta dumnie prostowa, smyczek do gry wznis. 
 Tu kompromitacji adnej dla Justynki nie ma  powstajc zacz Benedykt.  Dziewczyna 
jest penoletnia, wol swoj ma, za kogo zechce, wyjdzie... 
 Wyjdzie! za te... a panu Rycowi, ktry jest te... ca gb panem, odmwia! A ja, panie 
dobrodzieju, ja... te... te... co zrobi? czy ja za ni do te... te... te... prostej chaty pjd? Ja, panie 
dobrodzieju, te... te... te... te... nie przywykem... tam pewno nawet fortepianu postawi gdzie nie 
ma... mnie tam te... te... te... to... godem zamorz! 
zy mu oszkliy oczy; z gniewu wpad w al, prawie zaszlocha. Benedykt rk mu na 
ramieniu pooy i z czoem zmarszczonym, z niesmakiem w wyrazie ust, spokojnie jednak 
rzek: 
 Bd pan spokojny; jak mieszkae w Korczynie, tak mieszka bdziesz. Pewno, e tam 
wyy by nie mg. Ale ja z najwiksz przyjemnoci panu dom swj nadal ofiaruj. Zreszt, 
macie u mnie swoj sumk, ktr Justysi czciami tylko bd mg spaca... 
Orzelski chciwie tych sw wysucha i uspokoi si znacznie. 
 Ale widzi pan dobrodziej, zawsze to jako nie te... aby panienka taki mezalians robia... 
Benedykt zamyli si na chwil. 
 Mj kochany panie  odpowiedzia  przypomnij sobie swoj wasn modo... Moe te 
Justynka szczliwsz bdzie w tym mezaliansie, ni moja cioteczna siostra bya w maestwie 
z panem... zupenie przecie stosownym. 
Orzelski usta troch otworzy, zmiesza si. Jakie przypomnienie ugodzio we i troch nim 
wstrzsno. 
 Serce, panie dobrodzieju...  zacz  serce nie... te... jeeli z mojej strony byy jakie te... to 
przez te... 
 No  przerwa Benedykt  o przeszoci nie ma co mwi, a o przyszo swoj bd pan 
spokojny. Id na gr, graj sonatki i serenadki, a Marta ci tam zaraz niadanie pole... 
Pomyla chwil, na smyczek swj spojrza. 
 Kiedy tak  zacz  to niech ju sobie Justynka te... ale zawsze to nie wypada, aby 
panienka za jakiego te... te... nie wypada... nie wypada! 
307 
Gow koyszc i wyraz ostatni powtarzajc, zupenie ju jednak uspokojony, odszed. 
Benedykt dugo jeszcze rozmawia z Mart i z Witoldem, ktry Kirow i jej gromadk do 
bryczki wsadziwszy i poegnawszy, piesznie do ojca przybieg. Potem w sali jadalnej 
nakrywanie do stou usyszawszy Marty poprosi, aby o par godzin podanie obiadu 
powstrzymaa, a Witoldowi Justyn zawoa kaza. 
Nadbiega zarumieniona, niespokojna. Sprzeczki i pornienia z wujem lkaa si. 
 Chod!  rzek do niej Benedykt, kapelusz somiany na gow woy i rami jej poda. 
Odgada, dokd j mia prowadzi, i z okrzykiem radoci do rk mu si rzucia. 
Poszli drog sunc biaym szlakiem u spowiaego kobierca pl. Niebo byo biae od 
okrywajcych je obokw, pod nim leciay stada jaskek i gdzieniegdzie koysay si jastrzbie. 
W powietrzu panowaa chodna, smtna, agodna cisza jesieni. 
Kiedy Benedykt i Justyna weszli do zagrody Anzelma i Jana i prdko przebywali 
przerzynajc duy ogrd drog, na ktrej teraz usychay trawy i ky widnc biae 
dzicieliny, siedzca na sapieance biaoczarna sroka zakrakaa, kogut za potem zapia i ty 
Mucyk wybieg z podwrka z wielkim szczekaniem. Ale pogadzia go Justyna i pies lisi swj 
pyszczek do sukni jej tuli a kiciastym ogonem wywija zacz, z mioci w oczy jej patrzc. 
Potem spostrzeg ich wysoki, zgrabny, zotowosy chopak w gbi ogrodu u wrt podwrka 
odros traw koszcy. Spostrzeg ich i zrazu trwoga uczynia go jakby martwym, a wszystk 
krew z ogorzaych policzkw spdzia. Ale w mgnieniu oka domyli si, co znaczyo to wsplne 
z wujem przybycie Justyny. Niezmierna rado byskawicami wytrysna mu z oczu, kosa z rk 
jego na traw padajc bysna i brzkna. Paru skokami przed Benedyktem si znalaz, 
przyklk i gorce usta do rki jego przycisn. Benedykt nie na niego jednak patrza, ale na 
Anzelma, ktry pod okapem ganku w grube floresy rzebionym stojc przygarbiony troch, w 
dugiej swej kapocie, powolnym ruchem rk ku wielkiej baraniej czapce podnosi. Oczy tych 
dwu ludzi spotkay si z sob; przez chwil milczc na siebie patrzyli. Na koniec, Benedykt, 
kadc do na pochylonej przed nim gowie Jana, tonem zapytania wymwi: 
 Syn Jerzego? 
Anzelm wyprostowa si i gow odkry. Ze snopa zmarszczek lecego mu pomidzy 
brwiami na wysokie czoo i a na skronie cienkie nici rozbiegy si niby ukone promienie. Rk 
z wielk czapk wznis nieco, na zaniemeski br ni wskaza i troch jkajc si 
odpowiedzia: 
 Tego sa... samego, ktry z bratem paskim w jednej mogile spoczywa! 
KONIEC 
