 
BOLESAW PRUS 
FARAON 
onie mojej 
Oktawii z Trembiskich Gowackiej 
jako drobny dowd czci i przywizania 
powicam t prac 
Autor 
TOM PIERWSZY 
3 
WSTP 
W pnocno-wschodnim kcie Afryki ley Egipt, ojczyzna najstarszej cywilizacji w wiecie. 
Przed trzema, czterema, a nawet picioma tysicami lat, kiedy w rodkowej Europie 
odziani w surowe skry barbarzycy kryli si po jaskiniach, Egipt -ju posiada wysok 
organizacj spoeczn, rolnictwo, rzemiosa i literatur. Nade wszystko za wykonywa olbrzymie 
prace inynierskie i wznosi kolosalne budowle, ktrych szcztki budz podziw w 
technikach nowoytnych. 
Egipt -jest to yzny wwz midzy Pustyni Libijsk i Arabsk. Gboko jego wynosi 
kilkaset metrw, dugo sto trzydzieci mil, rednia szeroko zaledwo mil. Od zachodu agodne, 
ale nagie wzgrza libijskie, od wschodu strome i popkane skay arabskie s cianami 
tego korytarza, ktrego dnem pynie rzeka - Nil. 
Z biegiem rzeki, na pnoc, ciany wwozu zniaj si, a w odlegoci dwudziestu piciu 
mil od Morza rdziemnego nagle rozchodz si, i Nil zamiast pyn ciasnym korytarzem, 
rozlewa si kilkoma ramionami po obszernej rwninie majcej ksztat trjkta. Trjkt ten, 
zwany Delt Nilow, ma za podstaw brzeg Morza rdziemnego, za u wierzchoka, przy 
wyjciu rzeki z wwozu, miasto Kair tudzie gruzy przedwiekowej stolicy, Memfisu. 
Gdyby kto mg wznie si o dwadziecia mil w gr i stamtd spojrze na Egipt, zobaczyby 
dziwn form kraju i osobliwe zmiany jego koloru. Z tej wysokoci, na tle biaych i 
pomaraczowych piaskw, Egipt wygldaby jak w, ktry w energicznych skrtach posuwa 
si przez pustyni do Morza rdziemnego i - ju zanurzy w nim trjktn gow, ozdobion 
dwojgiem oczu: lewym -Aleksandri, prawym -Damiett. 
Dugi ten w w padzierniku, kiedy Nil zalewa cay Egipt, miaby bkitn barw wody. 
W lutym, kiedy miejsce opadajcych wd zajmuje wiosenna rolinno, w byby zielony, z 
bkitn prg wzdu ciaa i mnstwem bkitnych yek na gowie, z powodu kanaw, ktre 
przecinaj Delt. W marcu bkitna prga zwziaby si, a ciao wa, skutkiem dojrzewania 
zb, przybraoby kolor zoty. Wreszcie w pocztkach czerwca Nilowa prga byaby bardzo 
cienka, a ciao wa zrobioby si stare, jakby przysonite krep skutkiem suszy i pyu. 
Zasadnicz waciwoci klimatu egipskiego jest upa: w styczniu bywa dziesi stopni 
ciepa, w sierpniu dwadziecia siedem; niekiedy gorco siga czterdziestu siedmiu stopni, co 
u nas odpowiada temperaturze rzymskiej ani. Nadto -w ssiedztwie Morza rdziemnego, 
nad Delt, deszcz pada ledwie dziesi razy na rok, za w Grnym Egipcie raz na dziesi lat. 
W tych warunkach Egipt, zamiast kolebk cywilizacji, byby pustynnym wwozem, jakich 
peno wrd Sahary, gdyby co roku nie wskrzeszay go wody witej rzeki Nilu. Od koca 
czerwca do koca wrzenia Nil przybiera i zalewa prawie cay Egipt; od koca padziernika 
do koca maja roku nastpnego opada i stopniowo odsania coraz nisze paty gruntu. Wody 
rzeki s tak przesycone mineralnymi i organicznymi szcztkami, e kolor ich staje si brunatnawym, 
wic w miar opadania wd na zalanych gruntach osadza si mul yzny, ktry zastpuje 
najlepsze nawozy. Ten mu i gorcy klimat sprawia, e Egipcjanin, zamknity midzy 
pustyniami, moe mie trzy zbiory w cigu roku i okoo trzystu ziarn z jednego ziarna zasiewu! 
Ale Egipt nie jest jednostajn paszczyzn, lecz krajem falistym; niektre jego grunta tylko 
przez dwa lub trzy miesice pij bogosawione wody, inne nie widz jej przez cay rok; wylew 
bowiem nie dosiga pewnych punktw. Niezalenie od tego -trafiaj si lata maych 
przyborw, a wwczas cz Egiptu nie otrzymuje zapadniajcego muu. Nareszcie, skutkiem 
upaw, ziemia prdko wysycha i trzeba j zlewa jak w doniczkach. 
Wszystkie te okolicznoci sprawiy, e nard zamieszkujcy dolin Nilu musia albo zgin, 
jeeli by sabym, albo uregulowa wody, jeeli posiada geniusz. Staroytni Egipcjanie 
mieli geniusz, wic stworzyli cywilizacj. 
4 
Ju przed szecioma tysicami lat spostrzegli, ze Nil przybiera, gdy soce ukazuje si pod 
gwiazd Syriuszem, a zaczyna opada, gdy soce zblia si do gwiazdozbioru Wagi. Spostrzeenia 
te popchny ich do obserwacji astronomicznych i mierzenia czasu. 
Aby zachowa wod przez cay rok, wykopali w swoim kraju dug na kilka tysicy mil 
sie kanaw. Aby za ubezpieczy si od nadmiernych wyleww, wznosili potne tamy i 
kopali zbiorniki, spomidzy ktrych sztuczne jezioro Moeris zajmowao trzysta kilometrw 
kwadratowych powierzchni, przy dwunastu pitrach gbokoci. Nareszcie wzdu Nilu i kanaw 
pobudowali mnstwo prostych, ale skutecznych machin hydraulicznych, za pomoc 
ktrych mona byo czerpa wod i wylewa j na pola pooone o jedno lub dwa pitra wyej. 
I jeszcze, jako dopenienie wszystkiego, trzeba byo co roku oczyszcza zamulone kanay, 
poprawia tamy i budowa wysoko pooone drogi dla wojsk, ktre w kadej porze musiay 
odbywa marsze. 
Te olbrzymie prace wymagay, obok wiadomoci z astronomii, miernictwa, mechaniki i 
budownictwa -jeszcze doskonaej organizacji. Czy to umocnienie grobli, czy oczyszczenie 
kanaw musiao by robione i zrobione w pewnym czasie na wielkiej przestrzeni. Std powstaa 
konieczno utworzenia armii robotniczej, liczcej dziesitki tysicy gw, dziaajcej 
w oznaczonym celu i pod jednym kierunkiem. Armii, ktra musiaa mie mnstwo maych i 
wielkich dowdcw, mnstwo oddziaw wykonywajcych rozmaite prace, skierowane do 
jednolitego rezultatu, armii, ktra potrzebowaa wiele ywnoci, rodkw i si pomocniczych. 
Egipt zdoby si na tak armi pracownikw i jej zawdzicza swoje wiekopomne dziea. 
Zdaje si, e stworzyli j, a nastpnie nakrelali jej plany -kapani, czyli mdrcy egipscy; 
rozkazywali za krlowie, czyli faraonowie. Skutkiem tego nard egipski w czasach wielkoci 
tworzy jakby jedn osob, w ktrej stan kapaski odegrywa rol myli, faraon by wol, lud 
- ciaem, a posuszestwo - cementem. 
Tym sposobem sama przyroda Egiptu, domagajca si wielkiej, cigej i porzdnej roboty, 
stworzya szkielet spoecznej organizacji tego kraju: lud pracowa, faraon kierowa, kapani 
ukadali plany. I jak dugo te trzy czynniki dyy zgodnie do celw wskazanych przez natur, 
tak dugo spoeczno moga kwitn i dokonywa swoich dzie wiecznotrwaych. 
agodny i wesoy, a bynajmniej nie wojowniczy lud egipski dzieli si na dwie klasy: rolnikw 
i rzemielnikw. Midzy rolnikami musieli by jacy waciciele drobnych kawakw 
gruntu, przewanie jednak byli dzierawcy ziem nalecych do faraona, kapanw i arystokracji. 
Rzemielnicy wyrabiajcy odzie, sprzty, naczynia i narzdzia byli samodzielnymi; 
pracujcy za przy wielkich budowlach tworzyli jakby armi. 
Kada z tych specjalnoci, a gwnie budownictwo wymagao si pocigowych i motorw: 
kto musia czerpa po caych dniach wod z kanaw lub przenosi kamienie z kopal tam, 
gdzie byy potrzebne. Te najcisze mechaniczne zajcia, a przede wszystkim - prace w kamienioomach, 
wykonywali przestpcy skazani przez sdy lub schwytani na wojnie niewolnicy. 
Rodowici Egipcjanie mieli barw skry miedzian, czym chepili si gardzc jednoczenie 
czarnymi Etiopami, tymi Semitami i biaymi Europejczykami. Ten kolor skry, pozwalajcy 
odrni swojego od obcego, przyczynia si do utrzymania narodowej jednoci silniej 
anieli religia, ktr mona przyj, albo jzyk, ktrego mona si wyuczy. 
Z biegiem czasu jednak, kiedy pastwowy gmach zacz pka, do kraju coraz liczniej napyway 
obce pierwiastki. Osabiay one spjno, rozsadzay spoeczestwo, a nareszcie zalay 
i rozpuciy w sobie pierwotnych mieszkacw kraju. 
Faraon rzdzi pastwem przy pomocy armii staej i milicji czy policji tudzie mnstwa 
urzdnikw, z ktrych powoli utworzya si arystokracja rodowa. Tytularnie by on prawodawc, 
naczelnym wodzem, najbogatszym wacicielem, najwyszym sdzi, kapanem, a 
nawet synem boym i bogiem. Cze bosk odbiera nie tylko od ludu i urzdnikw, ale niekiedy 
sam sobie stawia otarze i przed swymi wasnymi wizerunkami pali kadzida. 
5 
Obok faraonw, a bardzo czsto ponad nimi, stali kapani: by to zakon mdrcw kierujcy 
losami kraju. 
Dzi prawie nie mona wyobrazi sobie nadzwyczajnej roli, jak stan kapaski odegrywa 
w Egipcie. Byli oni nauczycielami modych pokole, wrbitami, a wic doradcami ludzi 
dorosych, sdziami zmarych, ktrym ich wola i wiedza gwarantowaa niemiertelno. Nie 
tylko speniali drobiazgowe obrzdki religijne przy bogach i faraonach, ale jeszcze leczyli 
chorych jako lekarze, wpywali na bieg robt publicznych jako inynierowie tudzie na polityk 
jako astrologowie, a nade wszystko - znawcy wasnego kraju i jego ssiadw. 
W historii Egiptu pierwszorzdne znaczenie maj stosunki, jakie istniay midzy stanem 
kapaskim a faraonami. Najczciej faraon ulega kapanom, skada bogom hojne ofiary i 
wznosi witynie. Wwczas y dugo, a jego imi i wizerunki, ryte na pomnikach, przechodziy 
od pokolenia do pokolenia, pene chway. Wielu jednak faraonw panowao krtko, a 
niektrych znikay nie tylko czyny, ale nawet nazwiska. Par razy za trafio si, e upadaa 
dynastia, a klaff, czapk faraonw otoczon wem, przywdziewa kapan. 
Egipt rozwija si, dopki jednolity nard, energiczni krlowie i mdrzy kapani wspdziaali 
sobie dla pomylnoci ogu. Lecz nadesza epoka, e lud skutkiem wojen zmniejszy 
si liczebnie, w ucisku i zdzierstwie utraci siy, napyw za obcych przybyszw podkopa 
rasow jedno. A gdy jeszcze w powodzi azjatyckiego zbytku utona energia faraonw i 
mdro kapanw, i dwie te potgi rozpoczy midzy sob walk o monopol obdzierania 
ludu, wwczas Egipt dosta si pod wadz cudzoziemcw, i wiato cywilizacji przez kilka 
tysicy lat ponce nad Nilem -zagaso. 
Ponisze opowiadanie odnosi si do XI wieku przed Chrystusem, kiedy upada dynastia 
dwudziesta, a po synu soca, wiecznie yjcym Ramzesie XIII, wdar si na tron i czoo 
swoje ozdobi ureusem wiecznie yjcy syn soca San-amen-Herhor, arcykapan Amona... 
6 
ROZDZIA PIERWSZY 
W trzydziestym trzecim roku szczliwego panowania Ramzesa XII Egipt wici dwie 
uroczystoci, ktre prawowiernych jego mieszkacw napeniy dum i sodycz. 
W miesicu Mechir, w grudniu, wrci do Tebw, obsypany kosztownymi darami, boek 
Chonsu, ktry przez trzy lata i dziewi miesicy podrowa w kraju Buchten, uzdrowi tam 
crk krlewsk imieniem Bent-res i wypdzi zego ducha nie tylko z rodziny krla, a nawet 
z fortecy Buchtenu. 
Za w miesicu Farmuti, w lutym, pan Grnego i Dolnego Egiptu, wadca Fenicji i dziewiciu 
narodw, Mer-amen-Ramzes XII, po naradzeniu si z bogami, ktrym jest rwny, 
mianowa swoim erpatrem, czyli nastpc tronu, dwudziestodwuletniego syna Cham-semmerer-
amen-Ramzesa. 
Wybr ten wielce uradowa pobonych kapanw, dostojnych nomarchw, waleczn armi, 
wierny lud i wszelkie yjce na ziemi egipskiej stworzenie. Starsi bowiem synowie faraona, 
urodzeni z krlewny chetyjskiej, za spraw czarw, ktrych zbada nie mona, byli nawiedzeni 
przez zego ducha. Jeden syn, dwudziestosiedmioletni, od czasu penoletnoci nie 
mg chodzi, drugi przeci sobie yy i umar, a trzeci przez zatrute wino, ktrego nie chcia 
si wyrzec, wpad w szalestwo i mniemajc, e jest map, cae dnie przepdza na drzewach. 
Dopiero czwarty syn, Ramzes, urodzony z krlowej Nikotris, crki arcykapana Amenhotepa, 
by silny jak w Apis, odwany jak lew i mdry jak kapani. Od dziecistwa otacza si 
wojskowymi i, jeszcze bdc zwyczajnym ksiciem, mawia: 
-Gdyby bogowie, zamiast modszym synem krlewskim, uczynili mnie faraonem, podbibym, 
jak Ramzes Wielki, dziewi narodw, o ktrych nigdy w Egipcie nie syszano, zbudowabym 
wityni wiksz anieli cae Teby, a dla siebie wznisbym piramid, przy ktrej 
grb Cheopsa wygldaby jak krzak ry obok dojrzaej palmy. 
Otrzymawszy tak podany tytu erpatra, mody ksi poprosi ojca o askawe mianowanie 
go dowdc korpusu Menti. Na co jego witobliwo Ramzes XII, po naradzie z bogami, 
ktrym jest rwny, odpowiedzia, i uczyni to, jeeli nastpca tronu zoy dowd, e potrafi 
kierowa mas wojsk na stopie bojowej 
W tym celu zwoana zostaa rada pod prezydencj ministra wojny San-amen-Herhora, ktry 
by arcykapanem najwikszej wityni - Amona w Tebach. 
Rada postanowia: Nastpca tronu w poowie miesica Misori (pocztek czerwca) zbierze 
dziesi pukw rozlokowanych wzdu linii, ktra czy miasto Memfis z miastem Pi-Uto 
lecym w Zatoce Sebenickiej. 
Z dziesiciotysicznym korpusem, przygotowanym do boju, zaopatrzonym w obz i machiny 
wojenne, nastpca uda si na wschd, ku gocicowi, ktry biegnie od Memfis do 
Chetem, na granicy ziemi Gosen i pustyni egipskiej. 
W tym czasie jenera Nitager, naczelny wdz armii, ktra strzee bram Egiptu od najazdu 
azjatyckich ludw, ma wyruszy od Gorzkich Jezior przeciw nastpcy tronu. 
Obie armie: azjatycka i zachodnia, zetkn si w okolicach miasta Pi-Bailos, ale -na pustyni, 
aeby pracowity rolnik ziemi Gosen nie dozna przeszkd w swoich zajciach. 
Nastpca tronu zwyciy, jeeli nie da si zaskoczy Nitagerowi, a wic -jeeli zgromadzi 
wszystkie puki i zdy ustawi je w szyku bojowym na spotkanie nieprzyjaciela. 
W obozie ksicia Ramzesa znajdowa si bdzie sam jego dostojno Herhor, minister 
wojny, i o biegu wypadkw zoy raport faraonowi. Granic ziemi Gosen i pustyni stanowiy 
dwie drogi komunikacyjne. Jedn by kana transportowy od Memfis do jeziora Timsah, drug 
-szosa. Kana znajdowa si jeszcze w ziemi Gosen, szosa ju w pustyni, ktr obie drogi 
otaczay pkolem. Z szosy prawie na caej przestrzeni wida byo kana. 
7 
Niezalenie od sztucznych granic ssiadujce krainy rniy si pod kadym wzgldem. 
Ziemia Gosen pomimo falistoci gruntu wydawaa si rwnin, pustyni za skaday wapienne 
wzgrza i doliny piaszczyste. Ziemia Gosen wygldaa jak olbrzymia szachownica, ktrej 
zielone i te poletka odgraniczay si barw zb i palmami rosncymi na miedzach; za na 
rudym piasku pustyni i jej biaych wzgrzach pat zielonoci albo kpa drzew i krzakw wyglday 
jak zabkany podrny. 
Na podnej ziemi Gosen z kadego pagrka tryska ciemny gaj akacji, sykomorw i tamaryndusw, 
z daleka przypominajcych nasze lipy, wrd ktrych kryy si paacyki z rzdami 
przysadzistych kolumn albo te lepianki chopw. Niekiedy obok -gaju bielio si miasteczko 
z domami o paskich dachach albo ponad drzewa ciko wznosiy si piramidalne 
bramy wity, niby podwjne skay, upstrzone dziwnymi znakami. 
W pustyni, spoza pierwszego szeregu troch zielonych pagrkw, wyzieray nagie wzgrza, 
zasane stertami gazw. Zdawao si, e przesycony nadmiarem ycia kraj zachodni z 
krlewsk hojnoci rzuca na drug stron kanau ziele i kwiaty, lecz wiecznie godna pustynia 
poera je w nastpnym roku i przerabia na popi. 
Odrobina rolinnoci, wygnanej na skay i piaski, trzymaa si miejsc niszych, dokd za 
pomoc roww, przebitych w nasypie szosy, mona byo doprowadza wod z kanau. Jako 
midzy ysymi wzgrzami, w pobliu szosy, piy ros niebiesk ukryte oazy, gdzie rs jczmie 
i pszenica, winny krzew, palmy i tamaryndusy. W takich miejscach yli i ludzie -pojedynczymi 
rodzinami, ktrzy spotkawszy si na targu w Pi-Bailos, mogli nawet nie wiedzie, 
e ssiaduj ze sob na pustyni. 
Szesnastego Misori koncentracja wojsk bya prawie skoczona. Dziesi pukw nastpcy 
tronu, ktre miay zluzowa azjatyckie wojska Nitagera, ju zebray si na gocicu, powyej 
miasta Pi-Bailos, z obozem i czci wojennych machin. 
Ruchami ich kierowa sam nastpca. On zorganizowa dwie linie zwiadw, z ktrych dalsza 
miaa ledzi nieprzyjaci, blisza -pilnowa wasnej armii od napadu, ktry by moliwym 
w okolicy penej wzgrz i wwozw. On, Ramzes, w cigu tygodnia sam objecha i 
obejrza maszerujce rnymi traktami puki pilnie baczc: czy onierze maj porzdn bro 
i ciepe paszcze na noc, czy w obozach znajduje si dostateczna ilo sucharw, misa i suszonych 
ryb? On wreszcie rozkaza, aby ony, dzieci i niewolnikw wojsk, idcych na granic 
wschodni, przewieziono kanaem, co wpyno na zmniejszenie obozw i uatwio ruchy 
waciwej armii. 
Najstarsi jeneraowie podziwiali wiedz, zapa i ostrono nastpcy tronu, a nade wszystko 
jego prac i prostot. Swj liczny dwr, ksicy namiot, wozy i lektyki zostawi on w 
Memfis; a sam w odziey prostego oficera jedzi od puku do puku, konno, na sposb asyryjski, 
w towarzystwie dwu adiutantw. 
Dziki temu koncentracja waciwego korpusu posza bardzo szybko i wojska w oznaczonym 
czasie stany pod Pi-Bailos. 
Inaczej byo z ksicym sztabem, z greckim pukiem, ktry mu towarzyszy, i kilkoma 
wojennymi machinami. 
Sztab, zebrany w Memfis, mia drog najkrtsz, wic wyruszy najpniej, cignc za sob 
ogromny obz. Prawie kady oficer, a byli to panicze wielkich rodw, mia lektyk z czterema 
Murzynami, dwukolny wz wojenny, bogaty namiot i mnstwo skrzynek z odzie i 
jedzeniem tudzie dzbanw penych piwa i wina. 
Prcz tego za oficerami wybraa si w podr liczna trupa piewaczek i tancerek z muzyk; 
kada za, jako wielka dama, musiaa mie wz, zaprzony w jedn lub dwie pary wow, 
i lektyk. Gdy ciba ta wylaa si z Memfis, zaja na gocicu wicej miejsca anieli 
armia nastpcy tronu. Maszerowano za tak powoli, e machiny wojenne, ktre zostawiono na 
kocu, ruszyy o dob pniej, anieli by rozkaz. Na domiar zego, piewaczki i tancerki zobaczywszy 
pustyni, wcale jeszcze niestraszn w tym miejscu, zaczy ba si i paka. Wic, 
8 
dla uspokojenia ich, trzeba byo przypieszy nocleg, rozbi namioty i urzdzi widowisko, a 
potem uczt. 
Nocna zabawa, w chodzie, pod gwiadzistym niebem, na tle dzikiej natury, tak podobaa 
si tancerkom i piewaczkom, e owiadczyy, i odtd bd wystpowa tylko w pustyni. 
Tymczasem nastpca tronu, dowiedziawszy si w drodze o sprawach swego sztabu, przysa 
rozkaz, aeby jak najprdzej zawrcono kobiety do miasta i przypieszono pochd. 
Przy sztabie znajdowa si jego dostojno Herhor, minister wojny, lecz tylko w charakterze 
widza. Nie prowadzi za sob piewaczek, ale te i nie robi adnych uwag sztabowcom. 
Kaza wynie swoj lektyk na czoo kolumny i stosujc si do jej ruchw posuwa si naprzd 
albo odpoczywa pod cieniem wielkiego wachlarza, ktrym osania go adiutant. 
Jego dostojno Herhor by to czowiek czterdziestokilkoletni, silnie zbudowany, zamknity 
w sobie. Rzadko odzywa si i rwnie rzadko spoglda na ludzi spod zapuszczonych 
powiek. 
Jak kady Egipcjanin mia obnaone rce i nogi, odkryt pier, sanday na stopach, krtk 
spdniczk dokoa bioder, a z przodu fartuszek w pasy niebieskie i biae. Jako kapan goli 
zarost i wosy i nosi skr pantery zawieszon przez lewe rami. Nareszcie, jako onierz, 
nakrywa gow maym gwardyjskim hemem, spod ktrego na kark spadaa chusteczka, rwnie 
w biae i niebieskie pasy. 
Na szyi mia potrjny acuch zoty, a pod lewym ramieniem, na piersiach, krtki miecz w 
kosztownej pochwie. 
Lektyce jego, dwiganej przez szeciu czarnych niewolnikw, stale towarzyszyo trzech 
ludzi: jeden nis wachlarz, drugi topr ministra, a trzeci skrzynk z papirusami. By to Pentuer, 
kapan i pisarz ministra, chudy asceta, ktry w najwikszy upa nie nakrywa ogolonej 
gowy. Pochodzi z ludu, lecz pomimo niskiego urodzenia zajmowa wane stanowisko w 
pastwie dziki wyjtkowym zdolnociom. 
Chocia minister ze swymi urzdnikami znajdowa si na czele sztabowej kolumny i nie 
misza si do jej ruchw, nie mona jednak twierdzi, aeby nie wiedzia, co si dzieje poza 
nim. Co godzin, niekiedy co p godziny, do lektyki dostojnika zblia si - to niszy kapan, 
zwyczajny suga boy, to onierz maruder, to przekupie albo niewolnik, ktry niby obojtnie 
przechodzc obok cichego orszaku ministra, rzuca jakie swko. Swko to za Pentuer 
niekiedy zapisywa, ale najczciej pamita, bo pami mia nadzwyczajn. 
Na te drobnostki nikt nie zwaa w zgiekliwym tumie sztabowcw. Ofcerowie ci, wielcy 
panicze, zanadto byli zajci bieganiem, haaliw rozmow lub piewem, aeby mieli patrze, 
kto zblia si do ministra; tym wicej e wci mnstwo ludzi snuo si wzdu szosy. 
Pitnastego Misori sztab nastpcy tronu, wraz z jego dostojnoci ministrem, przepdzi 
noc pod goym niebem w odlegoci jednej mili od pukw ustawiajcych si ju do boju w 
poprzek szosy, za miastem Pi-Bailos. 
Przed pierwsz z rana, ktra odpowiada naszej godzinie szstej, wzgrza pustynne przybray 
kolor fioletowy. Spoza nich wychylio si soce. Ziemi Gosen zalaa rowo, a miasteczka, 
witynie, paace magnatw i lepianki chopw wyglday jak iskry i pomienie, w 
jednej chwili zapalone wrd zielonoci. 
Niebawem zachodni horyzont oblaa barwa zota. I zdawao si, e zielono ziemi Gosen 
rozpywa si w zocie, a niezliczone kanay, zamiast wody, tocz roztopione srebro. Ale 
wzgrza pustyni zrobiy si jeszcze mocniej fioletowymi, rzucajc dugie cienie na piaski i 
czarno na roliny. 
Strae stojce wzdu szosy doskonale mogy widzie wysadzone palmami pola za kanaem. 
Na jednych zieleni si len, pszenica, koniczyna, na innych zoci si dojrzewajcy jczmie 
drugiego posiewu. Jednoczenie z chat, ukrytych midzy drzewami, zaczli wychodzi 
do roboty rolnicy, ludzie nadzy, barwy miedzianej, ktrzy za cay ubir mieli krtk spdniczk 
na biodrach i czepek na gowie. Jedni zwrcili si do kanaw, aby oczyszcza je z 
9 
muu albo czerpa wod i wylewa na pola za pomoc machin podobnych do urawi przy 
studniach. Inni rozproszywszy si midzy drzewami zbierali dojrzae figi i winogrona. Snuo 
si tam sporo nagich dzieci i kobiet w biaych, tych lub czerwonych koszulach bez rkaww. 
I by wielki ruch w tej okolicy. Na niebie drapiene ptactwo pustyni uganiao si za gobiami 
i kawkami ziemi Gosen. Wzdu kanau hutay si zgrzytajce urawie z kubekami 
podnej wody, a ludzie, ktrzy zbierali owoce, ukazywali si i znikali midzy zielonoci 
drzew jak barwne motyle. Za w pustyni, na szosie, ju zamrowio si wojsko i jego suba. 
Przelecia oddzia konnych uzbrojony w lance. Za nim pomaszerowali ucznicy w czepkach i 
spdniczkach; mieli oni uki w garci, sajdaki na plecach i szerokie tasaki u prawego boku. 
ucznikom towarzyszyli procarze nioscy torby z pociskami i uzbrojeni w krtkie miecze. 
O sto krokw za nimi szy dwa mae oddziaki piechoty: jeden uzbrojony we wcznie, 
drugi w topory. Ci i tamci nieli w rkach prostoktne tarcze, na piersiach mieli grube kaftany, 
niby pancerze, a na gowie czepki z chusteczkami zasaniajcymi kark od upau. Czepki i 
kaftany byy w pasy: niebieskie z biaym lub te z czarnym, co robio onierzy podobnymi 
do wielkich szerszeni. 
Za przedni stra, otoczona oddziaem topornikw, posuwaa si lektyka ministra, a za 
ni, w miedzianych hemach i pancerzach, greckie roty, ktrych miarowy krok przypomina 
uderzenia cikich motw. W tyle byo sycha skrzypienie wozw, ryk byda i krzyki wonicw, 
a z boku szosy przemyka si brodaty handlarz fenicki w lektyce zawieszonej midzy 
dwoma osami. Nad tym wszystkim unosi si tuman zotego pyu i gorco. 
Nagle od stray przedniej przycwaowa konny onierz i zawiadomi ministra, e zblia 
si nastpca tronu. Jego dostojno wysiad z lektyki, a w teje chwili na szosie ukazaa si 
garstka jedcw, ktrzy zeskoczyli z koni. Po czym jeden z jedcw i minister zaczli i 
ku sobie, co kilka krokw zatrzymujc si i kaniajc. 
- Bd pozdrowiony, synu faraona, ktry oby y wiecznie - odezwa si minister. 
- Bd pozdrowiony i yj dugo, ojcze wity - odpar nastpca. A potem doda: 
-Cignicie tak wolno, jakby wam nogi upiowano, a Nitager najpniej za dwie godziny 
stanie przed naszym korpusem. 
- Powiedziae prawd. Twj sztab maszeruje bardzo powoli. 
-Mwi mi te Eunana -tu Ramzes wskaza na stojcego za sob oficera obwieszonego 
amuletami -e nie wysyalicie patroli do wwozw. A przecie na wypadek rzeczywistej 
wojny nieprzyjaciel z tej strony mg was napa. 
- Nie jestem dowdc, tylko sdzi - spokojnie odpowiedzia minister. 
- A c robi Patrokles? 
- Patrokles z greckim pukiem eskortuje machiny wojenne. 
- A mj krewny i adiutant Tutmozis? 
- Podobno jeszcze pi. 
Ramzes niecierpliwie uderzy nog w ziemi i umilk. By to pikny modzieniec, z twarz 
prawie kobiec, ktrej gniew i opalenizna dodaway wdziku. Mia na sobie obcisy kaftan w 
pasy niebieskie i biae, tego koloru chustk pod hemem, zoty acuch na szyi i kosztowny 
miecz pod lewym ramieniem. 
- Widz - odezwa si ksi - e tylko ty jeden, Eunano, dbasz o moj cze. 
Obwieszony amuletami oficer schyli si do ziemi. 
-Tutmozis jest to prniak -mwi nastpca. -Wracaj, Eunano, na swoje stanowisko. 
Niech przynajmniej przednia stra ma dowdc. Potem, spojrzawszy na wit, ktra ju go 
otoczya, jakby wyrosa spod ziemi, doda: 
- Niech mi przynios lektyk. Jestem zmczony jak kamieniarz. 
- Czyli bogowie mog mczy si!.... - szepn jeszcze stojcy za nim Eunana. 
-Id na swoje miejsce -rzek Ramzes. 
10 
- A moe rozkaesz mi, wizerunku ksiyca, teraz zbada wwozy? - cicho spyta oficer. Prosz 
ci, rozkazuj mi, bo gdziekolwiek jestem, serce moje goni za tob, aby odgadn twoj 
wol i speni j. 
- Wiem, e jeste czujny - odpar Ramzes. - Ju id i uwaaj na wszystko. 
-Ojcze wity -zwrci si Eunana do ministra - polecam waszej dostojnoci moje najpokorniejsze 
suby. 
Ledwie Eunana odjecha, gdy na kocu maszerujcej kolumny zrobi si jeszcze wikszy 
tumult. Szukano lektyki nastpcy tronu, ale -nie byo jej. Natomiast ukaza si, rozbijajc 
greckich onierzy, mody czowiek dziwnej powierzchownoci. Mia na sobie mulinow 
koszulk, bogato haftowany fartuszek i zot szarf przez rami. Nade wszystko jednak odznaczaa 
si jego ogromna peruka, skadajca si z mnstwa warkoczykw, i sztuczna brdka, 
podobna do kociego ogona. 
By to Tutmozis, pierwszy elegant w Memfis, ktry nawet podczas marszu stroi si i oblewa 
perfumami. 
-Witaj, Ramzesie! -woa elegant, gwatownie rozpychajc oficerw - Wyobra sobie, e 
gdzie podziaa si twoja lektyka; musisz wic usi do mojej, ktra wprawdzie nie jest godn 
ciebie, ale nie najgorsz. 
- Rozgniewae mnie - odpar ksi. - pisz zamiast pilnowa wojska. 
Zdumiony elegant zatrzyma si. 
-Ja pi?... -zawoa. -Bodaj jzyk usech temu, kto mwi podobne kamstwa. Ja, wiedzc, 
e przyjedziesz, od godziny ubieram si, przygotowuj ci kpiel i perfumy... 
- A tymczasem oddzia posuwa si bez komendy. 
- Wic ja mam by komendantem oddziau, w ktrym znajduje si jego dostojno minister 
wojny i taki wdz jak Patrokles? 
Nastpca tronu umilk, a tymczasem Tutmozis zbliywszy si do niego szepta: 
-Jak ty wygldasz, synu faraona?... Nie masz peruki, wosy i odzienie pene kurzu, skra 
czarna i popkana jak ziemia w lecie?... Najczcigodniejsza krlowa-matka wygnaaby mnie 
ze dworu zobaczywszy twoj ndz... 
- Jestem tylko zmczony. 
- Wic siadaj do lektyki. S tam wiee wiece r, pieczone ptaszki i dzban wina z Cypru. 
Ukryem te - doda jeszcze ciszej - Senur w obozie... 
- Jest?... - spyta ksi. Byszczce przed chwil oczy zamgliy mu si. 
- Niech wojsko idzie naprzd - mwi Tutmozis - a my tu zaczekajmy na ni... 
Ramzes jakby ockn si. 
- Daje mi spokj, pokuso!... Przecie za dwie godziny bitwa... 
- Co to za bitwa!.. 
- A przynajmniej rozstrzygnicie losw mego dowdztwa. 
-artuj z tego - umiechn si elegant. -Przysigbym, e ju wczoraj minister wojny posa 
raport do jego witobliwoci z prob, aeby dosta korpus Menfi. 
- Wszystko jedno. Dzi nie potrafibym myle o czym innym anieli o armii. 
-Okropny jest w tobie ten pocig do wojny, na ktrej czowiek nie myje si przez cae 
miesice, aeby pewnego dnia zgin... Brr!... Gdyby jednak zobaczy Senur... tylko spojrzyj 
na ni... 
- Wanie dlatego nie spojrz - odpar Ramzes stanowczo. 
W chwili gdy spoza greckich szeregw omiu ludzi wynioso ogromn lektyk Tutmozisa 
dla nastpcy tronu, od stray przedniej przylecia jedziec. Zsun si z konia i bieg tak prdko, 
a dzwoniy mu na piersiach wizerunki bogw lub tabliczki z ich imionami. By to rozgorczkowany 
Eunana. 
Wszyscy zwrcili si do niego, co zdawao si robi mu przyjemno. 
11 
-Erpatre, najwysze usta! -zawoa Eunana schylajc si przed Ramzesem. - Kiedy, zgodnie 
z twoim boskim rozkazem, jechaem na czele oddziau pilnie baczc na wszystko, spostrzegem 
na szosie dwa pikne skarabeusze. Kady ze witych ukw toczy przed sob 
glinian kulk w poprzek drogi, ku piaskom... 
- Wic c? - przerwa nastpca. 
-Rozumie si -cign Eunana spogldajc w stron ministra -e jak nakazuje pobono, 
ja i moi ludzie, zoywszy hod zotym wizerunkom soca, zatrzymalimy pochd. Jest to tak 
wana wrba, e bez rozkazu nikt z nas nie omieliby si i naprzd. 
-Widz, e jeste prawdziwie pobonym Egipcjaninem, cho rysy masz chetyckie -odpowiedzia 
dostojny Herhor. A zwrciwszy si do kilku bliej stojcych dygnitarzy doda: 
-Nie pjdziemy dalej gocicem, bo moglibymy podepta wite uki. Pentuerze, czy 
tym wwozem, na prawo, mona okoli szos? 
-Tak jest -odpar pisarz ministra. -Wwz ten ma mil dugoci i wychodzi znowu na 
szos, prawie naprzeciw Pi-Bailos. 
-Ogromna strata czasu - wtrci gniewnie nastpca. 
-Przysigbym, e to nie skarabeusze, ale duchy moich fenickich lichwiarzy - odezwa si 
elegant Tutmozis. 
-Nie mogc z powodu mierci odebra pienidzy, zmuszaj mnie, abym za kar szed 
przez pustyni!.. 
wita ksica z niepokojem oczekiwaa decyzji, wic Ramzes odezwa si do Herhora: 
- C o tym mylisz, ojcze wity? 
- Spojrzyj na oficerw - odpar kapan - a zrozumiesz, e musimy i wwozem. 
Teraz wysun si dowdca Grekw, genera Patrokles, i rzek do nastpcy: 
-Jeeli ksi pozwolisz, mj puk pjdzie dalej szos. Nasi onierze nie boj si skarabeuszw. 
-Wasi onierze nie boj si nawet grobw krlewskich -odpowiedzia minister. -Nie 
musi tam by jednak bezpiecznie, skoro aden nie wrci. 
Zmieszany Grek usun si do wity. 
-Przyznaj, ojcze wity -szepn z najwyszym gniewem nastpca -e taka przeszkoda 
nawet osa nie zatrzymaaby w podry. 
-Bo te osio nigdy nie bdzie faraonem -spokojnie odpar minister.-W takim razie ty, 
ministrze, przeprowadzisz oddzia przez wwz! - zawoa Ramzes. - Ja nie znam si na kapaskiej 
taktyce, zreszt musz odpocz. Chod ze mn kuzynie - rzek do Tutmozisa i skierowa 
si w stron ysych pagrkw. 
12 
ROZDZIA DRUGI 
Jego dostojno Herhor natychmiast poleci swemu adiutantowi, ktry nosi topr, obj 
dowdztwo stray przedniej w miejsce Eunany. Potem wysa rozkaz, aeby machiny wojenne 
do rzucania wielkich kamieni zjechay z szosy ku wwozowi, a onierze greccy aby uatwiali 
im przejcie w miejscach trudnych. Wszystkie za wozy i lektyki oficerw wity miay 
ruszy na kocu. Kiedy Herhor wydawa rozkazy, adiutant noszcy wachlarz zbliywszy si 
do pisarza Pentuera szepn: 
- Chyba ju nigdy nie bdzie mona jedzi t szos... 
-Dlaczego? -odpar kapan. - Ale skoro dwa wite uki przeszy nam drog, nie wypada 
i ni dalej. Mogoby si zdarzy nieszczcie. 
-Ju i tak jest nieszczcie. Albo nie uwaae, e ksi Ramzes rozgniewa si na ministra, 
a nasz pan nie naley do tych, ktrzy zapominaj... 
-Nie ksi na naszego pana, ale nasz pan na ksicia obrazi si i zgromi go -odrzek 
Pentuer. -I dobrze zrobi. Bo modemu ksiciu ju dzi wydaje si, e bdzie drugim Menesem... 
- Chyba Ramzesem Wielkim?... - wtrci adiutant. 
-Ramzes Wielki sucha bogw, za co we wszystkich wityniach ma chlubne napisy. Ale 
Menes, pierwszy faraon Egiptu, by burzycielem porzdku i tylko ojcowskiej agodnoci kapanw 
zawdzicza, e jego imi jest wspominane... Chocia nie dabym jednego utena miedzi, 
e mumia Menesa nie istnieje. 
-Mj Pentuerze -mwi adiutant -jeste mdrcem, wic rozumiesz, e nam wszystko jedno, 
czy mamy dziesiciu panw, czy jedenastu... 
-Ale ludowi nie wszystko jedno, czy ma wydobywa co roku gr zota dla kapanw, czy 
dwie gry zota: dla kapanw i dla faraona - odpowiedzia Pentuer i oczy mu bysny. 
- Rozmylasz o niebezpiecznych sprawach - szepn adiutant. 
-A ile razy ty sam gorszye si zbytkami dworu faraona i nomarchw?... - spyta dziwiony 
kapan. 
- Cicho...cicho!...jeszcze bdziemy mwili o tych rzeczach, ale nie teraz. 
Pomimo piasku machiny wojenne, do ktrych przyprzono po dwa woy, szybciej toczyy 
si po pustyni anieli po szosie. Przy pierwszej z nich szed Eunana, zakopotany i rozmylajcy 
nad tym: dlaczego minister pozbawi go dowdztwa przedniej stray? Czy chce mu powierzy 
jakie wysze stanowisko? Wygldajc tedy nowej kariery, a moe dla zaguszenia 
obaw, ktre miotay jego sercem, pochwyci drg i gdzie by gbszy piasek, podpiera balist 
albo krzykiem zachca Grekw. Ci jednak mao zwracali na niego uwagi. 
Ju dobre p godziny orszak posuwa si krtym wwozem o cianach nagich i spadzistych, 
gdy stra przednia znowu zatrzymaa si. W tym miejscu znajdowa si inny wwz, 
poprzeczny, rodkiem ktrego cign si do szeroki kana. 
Goniec wysany do ministra z wiadomoci o przeszkodzie, przywiz polecenie, aeby 
kana natychmiast zasypa. Okoo setki onierzy greckich z oskardami i opatami rzucio si 
do roboty. Jedni odrbywali kamienie ze ska, drudzy wrzucali je do rowu i przysypywali 
piaskiem. 
Wtem z gbi wwozu wyszed czowiek z motyk majc form bocianiej szyi z dziobem. 
By to chop egipski, stary, zupenie nagi. Przez chwil z najwyszym zdumieniem patrzy na 
robot onierzy, nagle skoczy midzy nich woajc: 
- Co wy dokazujecie, poganie, przecie to kana? 
-A ty jak miesz zorzeczy wojownikom jego witobliwoci? - zapyta go, ju obecny w 
tym miejscu, Eunana. 
13 
-Widz, e musisz by wielkim i Egipcjaninem -odpar chop - wic odpowiem ci, e ten 
kana naley do potnego pana: jest on ekonomem u pisarza przy takim, co nosi wachlarz 
jego dostojnoci nomarchy Memfis. Baczcie wic, aeby was nieszczcie nie spotkao!... 
Rbcie swoje -rzek protekcjonalnym tonem Eunana do onierzy greckich, ktrzy zaczli 
przypatrywa si chopu. Nie rozumieli jego mowy, ale zastanowi ich ton. 
- Oni wci zasypuj!... - mwi chop z rosncym przeraeniem. -Biada wam, psubraty! zawoa 
rzucajc si na jednego z motyk. 
Grek wyrwa motyk, uderzy chopa w zby, a krew wystpia mu na usta. Potem znw 
zabra si do sypania piasku. 
Oszoomiony ciosem chop straci odwag i zacz baga: 
-Panie - mwi - ale ten kana ja sam kopaem przez dziesi lat nocami i w wita! Nasz 
pan obieca, e jeeli uda mi si przeprowadzi wod do tej dolinki, zrobi mnie na niej parobkiem, 
odstpi pit cz zbiorw i da wolno... Syszycie?... Wolno mnie i trojgu dzieciom, 
o bogowie... 
Wznis rce i znowu zwrci si do Eunany: 
-Oni nie rozumiej, ci zamorscy brodacze, potomstwo psw, bracia Fenicjan i ydw. Ale 
ty, panie, wysuchasz mnie... Od dziesiciu lat, kiedy inni szli na jarmark albo na tace, albo 
na wit procesj, ja wykradaem si w ten niegocinny wwz. Nie chodziem na grb matki 
mojej, tylkom kopa; zapomniaem o zmarych, aeby moim dzieciom i sobie cho na jeden 
dzie przed mierci da wolno i ziemi... 
Wy bdcie moimi wiadkami, o bogowie, ile razy zaskoczya mnie tutaj noc... Ile ja tu razy 
syszaem paczliwe gosy hien i widziaem zielone oczy wilkw. Alem nie ucieka, bo 
gdzie bym nieszczsny uciek, gdy na kadej ciece czyha strach, a w tym kanale wolno 
trzymaa mnie za nogi. 
Raz, o tam, za zaamem, wyszed na mnie lew, faraon wszystkich zwierzt. Motyka wypada 
mi z rki. Wic uklkem przed nim i rzekem te sowa, jak mnie widzicie: 
Panie - czyli raczyby mnie zje... jestem przecie tylko niewolnikiem! 
Lew drapieca ulitowa si nade mn; omija mnie wilk; nawet zdradzieckie nietoperze 
oszczdzay biedn moj gow, a ty, Egipcjaninie... 
Chop umilk, spostrzeg zbliajcy si orszak ministra Herhora. Po wachlarzu pozna, e 
musi to by kto wielki, a po skrze pantery, e kapan. Pobieg wic ku niemu, uklk i uderzy 
gow o piasek. 
- Czego chcesz, czowieku? - zapyta dostojnik. 
-wiato soneczne, wysuchaj mnie! -zawoa chop. -Oby nie byo jkw w twojej 
komnacie i nieszczcie nie szo za tob! Oby twoje czyny nie zaamay si i oby ci prd nie 
porwa, gdy bdziesz pyn Nilem na drugi brzeg... 
- Pytam, czego chcesz? - powtrzy minister. 
- Dobry panie - prawi chop - przewodniku bez kaprysw, ktry zwyciasz fasz, a stwarzasz 
prawd... Ktry jeste ojcem biedaka, mem wdowy, szat nie majcego matki... Pozwl, 
abym mia sposobno rozgasza imi twoje jako prawo w kraju... Przyjd do sowa 
ust moich... Suchaj i zrb sprawiedliwo, najszlachetniejszy ze szlachetnych... * 
- On chce, aeby nie zasypywano tego rowu - odezwa si Eunana. 
Minister wzruszy ramionami i posun si w stron kanau, przez ktry rzucano kadk. 
Wwczas zrozpaczony chop pochwyci go za nogi. 
- Precz z tym!... - krzykn jego dostojno cofnwszy si jak przed ukszeniem mii. 
Pisarz Pentuer odwrci gow; jego chuda twarz miaa barw szar. Ale Eunana schwyci i 
cisn chopa za kark, a nie mogc oderwa go od ng ministra wezwa onierzy. Po chwili 
jego dostojno, oswobodzony, przeszed na drug stron rowu, a onierze prawie w powietrzu 
odnieli chopa na koniec maszerujcego oddziau. Dali mu kilkadziesit kuakw, a 
14 
zawsze zbrojni w trzciny podoficerowie odliczyli mu kilkadziesit kijw i nareszcie -rzucili u 
wejcia do wwozu. 
Zbity, pokrwawiony, a nade wszystko przestraszony ndzarz chwil posiedzia na piasku, 
przetar oczy i nagle zerwawszy si pocz ucieka w stron gocica jczc: 
-Pocho mnie, ziemio!... Przeklty dzie, w ktrym ujrzaem wiato, i noc, w ktrej powiedziano: 
narodzi si czowiek... W paszczu sprawiedliwoci nie ma nawet skrawka dla 
niewolnikw... I sami bogowie nie spojrz na taki twr, ktry ma rce do pracy, gb tylko do 
paczu, a grzbiet do kijw... O mierci, zetrzyj moje ciao na popi, aebym jeszcze i tam, na 
polach Ozirisa, po raz drugi nie urodzi si niewolnikiem... 
* Gadanina chopa autentyczna 
15 
ROZDZIA TRZECI 
Dyszcy gniewem ksi Ramzes wdziera si na pagrek, a za nim Tutmozis. Elegantowi 
przekrcia si peruka, sztuczna brdka odpada, wic nis j w rkach. Pomimo zmczenia 
byby blady na twarzy, gdyby nie warstwa ru. 
Wreszcie ksi zatrzyma si na szczycie. Od wwozu dolatywa ich zgiek onierstwa i 
oskot toczcych si balist; przed nimi rozciga si ogromny pat ziemi Gosen, wci kpicej 
si w blaskach soca. Zdawao si, e to nie ziemia, ale zoty obok, na ktrym marzenie 
wymalowao krajobraz farbami ze szmaragdw, srebra, rubinw, pere i topazw. Nastpca 
wycign rk. 
-Patrz -zawoa do Tutmozisa -tam ma by moja ziemia, a tu moje wojsko... I ot tam najwyszymi 
budowlami s paace kapanw, a tu najwyszym dowdc wojsk jest kapan!... 
Czy mona cierpie co podobnego?... 
- Tak zawsze byo - odpar Tutmozis, lkliwie ogldajc si dokoa. 
-To fasz! Znam przecie dzieje tego kraju zasonite przed wami. Dowdcami wojsk i 
panami urzdnikw byli tylko faraonowie, a przynajmniej energiczniejsi spord nich. Tym 
wadcom nie schodziy dnie na ofiarach i modlitwach, lecz na rzdzeniu pastwem... 
- Jeeli jest taka wola jego witobliwoci... - wtrci Tutmozis. 
-Nie jest wol mojego ojca, aeby nomarchowie rzdzili samowolnie w swoich stolicach, 
a etiopski namiestnik prawie uwaa si za rwnego krlowi krlw. I nie moe by wol 
mego ojca, aeby jego armia obchodzia dwa zote uki, dlatego e ministrem wojny jest kapan. 
- Wielki to wojownik!... - szepn coraz bardziej wylkniony Tutmozis. 
-Jaki on tam wojownik!... e pobi garstk zbjcw libijskich, ktrzy powinni ucieka na 
sam widok kaftanw egipskich onierzy? Ale zobacz, co robi nasi ssiedzi. Izrael zwczy 
ze skadaniem haraczu i paci coraz mniej. Chytry Fenicjanin co roku wycofuje po kilka 
okrtw z naszej floty. Przeciw Chetom musimy na wschodzie trzyma wielk armi, a koo 
Babilonu i Niniwy kipi ruch, ktry czu w caej Mezopotamii. 
I jaki jest ostateczny skutek rzdw kapaskich? Ten, e kiedy jeszcze mj pradziad mia 
sto tysicy talentw rocznego dochodu i sto szedziesit tysicy wojska, mj ojciec ma ledwie 
pidziesit tysicy talentw i sto dwadziecia tysicy wojska. 
A co to za wojsko!... Gdyby nie korpus grecki, ktry trzyma ich w porzdku jak brytan 
owce, ju dzi egipscy onierze suchaliby tylko kapanw, a faraon spadby do poziomu 
ndznego nomarchy. 
- Skd ty to wiesz?... Skd takie myli? - dziwi si Tutmozis. 
-Albo nie pochodz z rodu kapanw! Przecie uczyli mnie, gdym jeszcze nie by nastpc 
tronu. O, gdy zostan faraonem po moim ojcu, ktry oby y wiecznie, poo im na karkach 
nog obut w spiowy sanda... A najpierwej sign do ich skarbnic, ktre zawsze byy 
przesycone, ale od czasw Ramzesa Wielkiego zaczy puchn i dzisiaj s tak wydte zotem, 
e spoza nich nie wida skarbu faraona. 
-Biada mnie i tobie! -westchn Tutmozis. -Masz zamysy, pod ktrymi ugiby si ten 
pagrek, gdyby sysza i rozumia. A gdzie twoje siy... pomocnicy... onierze?... Przeciw 
tobie stanie cay nard, prowadzony przez potn klas... A kto za tob? 
Ksi sucha i zamyli si. Wreszcie odpar: 
- Wojsko... 
- Znaczna cz jego pjdzie za kapanami. 
- Korpus grecki... 
- Beczka wody w Nilu. 
- Urzdnicy... 
16 
- W poowie nale do nich. 
Ramzes smutnie potrzsn gow i umilk. 
Ze szczytu nagim i kamienistym spadkiem zeszli na drug stron wzgrza. Wtem Tutmozis, 
ktry wysun si troch naprzd, zawoa: 
-Czy urok pad na moje oczy?... Spojrzyj, Ramzesie!.. Ale midzy tymi skaami kryje si 
drugi Egipt... 
-Musi to by jaki folwark kapaski, ktry nie opaca podatkw - z gorycz odpowiedzia 
ksi. 
U ich stp, w gbi leaa yzna dolina majca form wide, ktrych rogi kryy si midzy 
skaami. W jednym rogu wida byo kilka chat dla suby i adny domek waciciela czy rzdcy. 
Rosy tu palmy, wino, oliwki, drzewa figowe z powietrznymi korzeniami, cyprysy, nawet 
mode baobaby. rodkiem pyna struga wody, za na stokach wzgrz co kilkaset krokw 
wida byo niedue sadzawki. 
Zeszedszy midzy winnice, pene dojrzaych gron, usyszeli kobiecy gos, ktry woa, a 
raczej piewa na tskn nut: 
-Gdzie jeste, kureczko moja, odezwij si, gdzie jeste, ulubiona?... Ucieka ode mnie, 
cho sama poj ci i karmi czystym ziarnem, a wzdychaj niewolnicy... Gdzie jeste, odezwij 
si!... Pamitaj, e ci noc zaskoczy i nie trafisz do domu, w ktrym wszyscy ci usuguj; 
albo przyleci z pustyni rudy jastrzb i poszarpie ci serce. Wtedy na prno bdziesz woaa 
twojej pani, jak teraz ja ciebie... Odezwije si, bo rozgniewam si i odejd, a ty bdziesz 
musiaa wraca za mn piechot... 
piew zblia si w stron podrnych. Ju piewaczka bya od nich o kilka krokw, gdy 
Tutmozis wsunwszy gow midzy krzaki zawoa: 
- Spojrzyj no, Ramzesie, ale to przeliczna dziewczyna !... 
Ksi, zamiast patrze, wpad na ciek i zabieg drog piewajcej. Byo to istotnie 
pikne dziewcz z greckimi rysami twarzy i cer soniowej koci. Spod welonu na gowie 
wyglday ogromne czarne wosy, skrcone w wze. Miaa na sobie bia szat powczyst, 
ktr z jednej strony unosia rk; pod przejrzyst zason wida byo dziewicze piersi z 
ksztatu podobne do jabek. 
-Kto ty jeste, dziewczyno? - zawoa Ramzes. Z czoa znikny mu grone bruzdy, oczy 
zaiskrzyy si... 
-O Jehowo!... ojcze!... - krzykna przeraona, bez ruchu zatrzymujc si na ciece. Powoli 
jednak uspokoia si, a jej aksamitne oczy przybray zwyky wyraz agodnego smutku. 
-Skde si tu wzi?... - zapytaa Ramzesa troch drcym gosem. -Widz, e jeste onierz, 
a tu onierzom wchodzi nie wolno. 
- Dlaczego nie wolno? 
- Bo to jest ziemia wielkiego pana, Sezofrisa... 
- Ho! ho!... - umiechn si Ramzes. 
-Nie miej si, bo wnet zbledniesz. Pan Sezofris jest pisarzem pana Chairesa, ktry nosi 
wachlarz nad najdostojniejszym nomarch Memfisu... A mj ojciec widzia go i pada przed 
nim na twarz. 
- Ho! ho! ho!... - powtarza, wci miejc si, Ramzes. 
- Sowa twoje s bardzo zuchwae - rzeka marszczc si dziewczyna. -Gdyby z twarzy nie 
patrzya ci dobro, mylaabym, e jeste greckim najemnikiem albo bandyt. 
-Jeszcze nim nie jest, ale kiedy moe zosta najwikszym bandyt, jakiego ta ziemia nosia 
- wtrci elegancki Tutmozis poprawiajc swoj peruk. 
-A ty musisz by tancerzem -odpara ju omielona dziewczyna. -O!... jestem nawet 
pewna, e widziaam ci na jarmarku w Pi-Bailos, jak zaklinae we... 
Obaj modzi ludzie wpadli w doskonay humor. 
- A kt ty jeste? - zapyta dziewczyny Ramzes biorc j za rk, ktr cofna. 
17 
- Nie bd taki miay. Jestem Sara, crka Gedeona, rzdcy tego folwarku. 
- ydwka?... - rzek Ramzes i cie przesun mu si po twarzy. 
-C to szkodzi... co to szkodzi!... -zawoa Tutmozis. -Czy mylisz, e ydwki s 
mniej sodkie od Egipcjanek?... S tylko skromniejsze i trudniejsze, co ich mioci nadaje 
wdzik nadzwyczajny. 
-Wic jestecie poganami - rzeka Sara z godnoci. -Odpocznijcie, jeelicie zmczeni, 
narwijcie sobie winogron i odejdcie z Bogiem. Nasza suba nierada takim gociom. 
Chciaa odej, lecz Ramzes j zatrzyma. 
- Stj... Podobaa mi si i nie moesz tak nas opuszcza. 
-Zy duch ci opta. Nikt w tej dolinie nie miaby przemawia w taki sposb do mnie... oburzya 
si Sara. 
-Bo widzisz - wtrci Tutmozis -ten modzik jest oficerem kapaskiego puku Ptah i pisarzem 
u pisarza takiego pana, ktry nosi wachlarz nad noszcym wachlarz za nomarch Habu. 
-Pewnie, e musi by oficerem -odpara Sara w zamyleniu patrzc na Ramzesa. - Moe 
nawet sam jest wielkim panem?... - dodaa kadc palec na ustach. 
-Czymkolwiek jestem, twoja pikno przewysza moje dostojestwo -odpar Ramzes 
namitnie. - Powiedz - rzek nagle - czy prawda, e wy... jadacie wieprzowin?... 
Sara spojrzaa na niego obraona, a Tutmozis wtrci: 
-Jak to wida, e nie znasz ydwek !...Dowiedz si zatem, e yd wolaby umrze anieli 
je wiskie miso ktrego ja wreszcie nie uwaam za najgorsze... 
- Ale koty zabijacie? - nalega Ramzes ciskajc rce Sarze i patrzc jej w oczy. 
-I to bajka... poda bajka!... - zawoa Tutmozis. - Moge mnie zapyta o te rzeczy zamiast 
gada brednie. 
Miaem przecie trzy ydwki kochankami... 
-Dotychczas mwie prawd, ale teraz kamiesz -odezwaa si Sara. - ydwka nie bdzie 
niczyj kochank! - dodaa dumnie. 
-Nawet kochank pisarza u takiego pana, ktry nosi wachlarz nad nomarch memfijskim?... 
- zapyta drwicym tonem Tutmozis. 
- Nawet... 
- Nawet kochank tego pana, ktry nosi wachlarz?... 
Sara zawahaa si, lecz odpara: 
- Nawet. 
- Wic moe nie zostaaby kochank nomarchy?... 
Dziewczynie opady rce. Ze zdziwieniem spogldaa kolejno na obu modych ludzi; usta 
jej dray, a oczy zachodziy zami. 
-Kto wy jestecie? -pytaa zatrwoona. -Zeszlicie tu z gr, jak podrni, ktrzy chc 
wody i chleba... Ale mwicie do mnie jak najwiksi panowie... Cocie wy za jedni? Twj 
miecz - zwrcia si do Ramzesa - jest wysadzany szmaragdami, a na szyi masz acuch takiej 
roboty, jakiego w swoim skarbcu nie posiada nasz pan, miociwy Sezofris... 
-Odpowiedz mi lepiej, czy ci si podobam?... - spyta z naleganiem Ramzes, ciskajc jej 
rk i tkliwie patrzc w oczy. 
- Jeste pikny jak anio Gabriel, ale ja boj si ciebie, bo nie wiem, kto ty jeste... 
Wtem, spoza gr, odezwa si dwik trbki. 
- Wzywaj ci - zawoa Tutmozis. 
- A gdybym ja by taki wielki pan jak wasz Sezofris?... - pyta ksi. 
- Ty moesz by... - szepna Sara. 
- A gdybym ja nosi wachlarz nad nomarch Memfisu?... 
- Ty moesz by nawet i tak wielkim... 
Gdzie na wzgrzu odezwaa si druga trbka. 
-Idmy, Ramzesie!... - nalega zatrwoony Tutmozis. 
18 
- A gdybym ja by... nastpc tronu, czy poszaby do mnie, dziewczyno?... - pyta ksi. 
- O Jehowo!... - krzykna Sara upadajc na kolana. 
Teraz w rozmaitych punktach gray trbki gwatown pobudk. 
- Biegnijmy!... - woa zdesperowany Tutmozis. - Czy nie syszysz, e w obozie alarm?... 
Nastpca tronu prdko zdj acuch ze swej szyi i zarzuci go na Sar. 
- Oddaj to ojcu - mwi - kupuj ci od niego. Bd zdrowa... 
Namitnie pocaowa j w usta, a ona obja go za nogi. Wyrwa si, odbieg par krokw, 
znowu wrci i znowu pikn jej twarz i krucze wosy pieci pocaunkami jakby nie syszc 
niecierpliwych odgosw armii. 
-W imieniu jego witobliwoci faraona wzywam ci -id ze mn!... - krzykn Tutmozis 
i schwyci ksicia za rk. 
Zaczli biec pdem w stron gosu trbek. Ramzes chwilami zatacza si jak pijany i odwraca 
gow. Wreszcie zaczli wdrapywa si na naprzeciwlegy pagrek. 
I ten czowiek - myla Tutmozis - chce walczy z kapanami!... 
19 
ROZDZIA CZWARTY 
Nastpca tronu i jego towarzysz biegli z wier godziny po skalistym grzbiecie wzgrza, 
coraz bliej syszc trbki, ktre wci gwatowniej i gwatowniej wygryway alarm. Nareszcie 
znaleli si w miejscu, skd mona byo ogarn wzrokiem ca okolic. 
Na lewo cigna si szosa, za ktr dokadnie byo wida miasto Pi-Bailos, stojce za nim 
puki nastpcy tronu i ogromny tuman pyu, ktry unosi si nad nacierajcym ze wschodu 
przeciwnikiem. 
Na prawo zia szeroki wwz, rodkiem ktrego puk grecki cign wojenne machiny. 
Niedaleko od szosy wwz ten zlewa si z drugim, szerszym, ktry wychodzi z gbi pustyni. 
Ot w tym punkcie dziao si co niezwykego. Grecy z machinami stali bezczynnie niedaleko 
poczenia obu wwozw; lecz na samym poczeniu, midzy szos a sztabem nastpcy, 
wycigny si cztery gste szeregi jakiego innego wojska, niby cztery poty najeone 
iskrzcymi wczniami. 
Mimo bardzo spadzistej drogi ksi cwaem zbieg do swego oddziau, do miejsca, gdzie 
sta minister wojny otoczony oficerami. 
- Co si tu dzieje?... - gronie zawoa. - Dlaczego trbicie alarm zamiast maszerowa?... 
- Jestemy odcici - rzek Herhor. 
- Kto?... przez kogo?... 
- Nasz oddzia przez trzy puki Nitagera, ktre wyszy z pustyni. 
- Wic tam, blisko szosy, stoi nieprzyjaciel?... 
- Stoi sam niezwyciony Nitager... 
Zdawao si, e w tej chwili nastpca tronu oszala. Skrzywiy mu si usta, oczy wyszy z 
orbit. Wydoby miecz i pobiegszy do Grekw krzykn chrapliwym 
gosem: 
- Za mn na tych, ktrzy nam zastpili drog!... 
-yj wiecznie, erpatre!... -zawoa Patrokles, rwnie dobywajc miecza. -Naprzd, potomkowie 
Achillesa!... - zwrci si do swoich onierzy. - Pokamy egipskim krowiarzom, e 
nas zatrzymywa nie wolno!... 
Trbki zagray do ataku. Cztery krtkie, ale wyprostowane szeregi poszy naprzd, wzbi 
si tuman pyu i krzyk na cze Ramzesa. 
W par minut Grecy znaleli si wobec pukw egipskich i - zawahali si. 
- Naprzd!... - woa nastpca biegnc z mieczem w rku. 
Grecy zniyli wcznie. W szeregach przeciwnych zrobi si jaki ruch, przelecia szmer i rwnie 
zniyy si wcznie. 
- Kto wy jestecie, szalecy?... - odezwa si potny gos ze strony przeciwnej. 
- Nastpca tronu!... - odpowiedzia Patrokles. 
Chwila ciszy. 
- Rozstpi si!... - powtrzy ten sam wielki gos co pierwej. 
Puki armii wschodniej z wolna otworzyy si jak cikie podwjne wrota i -grecki oddzia 
przeszed. 
Wwczas do nastpcy zbliy si siwy wojownik w zocistym hemie i zbroi i nisko skoniwszy 
si rzek: 
- Zwyciye, erpatre. Tylko wielki wdz w ten sposb wydobywa si z kopotu. 
- Ty jeste Nitager, najwaleczniejszy z walecznych!... - zawoa ksi. 
W tej chwili zbliy si do nich minister wojny, ktry sysza rozmow, i rzek cierpko: 
-A gdyby po waszej stronie znalaz si rwnie niesforny wdz, jak erpatre, czym zakoczylibymy 
manewry? 
20 
-Daje spokj modemu wojownikowi! -odpar Nitager. Czyli nie wystarcza ci, e pokaza 
lwie pazury, jak przystao na dzieci faraonw?... 
Tutmozis syszc, jaki obrt przybiera rozmowa, zwrci si do Nitagera: 
-Skd wzie si tutaj, dostojny wodzu, jeeli gwne twoje siy znajduj si przed nasz 
armi? 
-Wiedziaem, jak niedonie maszeruje oddzia z Memfis, gdy nastpca gromadzi puki 
pod Pi-Bailos. No i dla miechu chciaem przyapa was, paniczykw... Na moje nieszczcie 
znalaz si tu nastpca i popsu mi plany. Tak zawsze postpuj, Ramzesie, naturalnie wobec 
prawdziwych nieprzyjaci. 
- A jeeli, jak dzi, trafi na trzy razy wiksz si?... - zapyta Herhor. 
- Wicej znaczy odwany rozum anieli sia -odpowiedzia stary wdz. -So jest pidziesit 
razy mocniejszym od czowieka, a jednak ulega mu lub ginie z jego rki... 
Herhor sucha w milczeniu. 
Manewry uznano za skoczone. Nastpca tronu w towarzystwie ministra i wodzw pojecha 
do wojsk pod Pi-Bailos, przywita weteranw Nitagera i poegna swoje puki rozkazujc 
im i na wschd i yczc powodzenia. Nastpnie otoczony wielk wit wraca szos do 
Memfis wrd tumw z ziemi Gosen, ktre z zielonymi gazkami i w witecznych szatach 
pozdrawiay zwycizc. 
Gdy gociniec skrci ku pustyni, tum przerzedzi si; a gdy zbliyli si do miejsca, gdzie 
sztab nastpcy z powodu skarabeuszw wszed do wwozu, na szosie ju nie byo nikogo. 
Wtedy Ramzes skin na Tutmozisa i wskazujc mu ysy pagrek szepn: 
- Pjdziesz tam, do Sary... 
-Rozumiem. 
-I powiesz jej ojcu, e oddaj mu folwark pod Memfisem. 
-Rozumiem. Pojutrze bdziesz j mia. 
Po tej wymianie zda Tutmozis cofn si ku maszerujcym za wit wojskom i znikn. 
Prawie naprzeciw wwozu, do ktrego z rana wjechay machiny wojenne, o kilkanacie 
krokw za szos roso niedue, cho stare drzewo tamaryndowe. W tym miejscu zatrzymaa 
si stra poprzedzajca ksic wit. 
-Czy znowu spotykamy si ze skarabeuszami?... - zapyta ze miechem nastpca tronu ministra. 
- Zobaczymy - odpar Herhor. 
Jako zobaczyli: na wtym drzewie wisia nagi czowiek. 
- C to znaczy! - zawoa wzruszony nastpca. 
Pobiegli do drzewa adiutanci i przekonali si, e wisielcem jest w stary chop, ktremu 
wojsko zasypao kana. 
-Susznie powiesi si - krzycza midzy oficerami Eunana. - Czybycie uwierzyli, e ten 
ndzny niewolnik omieli si schwyta za nogi jego dostojno ministra!.. 
Ramzes usyszawszy to zatrzyma konia. Nastpnie zsiad i zbliy si do zowrogiego 
drzewa. Chop wisia z gow wycignit naprzd; mia usta szeroko otwarte, donie zwrcone 
do widzw, a w oczach zgroz. Wyglda jak czowiek, ktry chce co powiedzie, ale 
mu gosu zabrako. 
- Nieszczliwy - westchn ze wspczuciem ksi. 
Gdy wrci do orszaku, kaza sobie opowiedzie histori chopa, a pniej przez dugi czas 
jecha milczcy. 
Przed oczyma wci sta mu obraz samobjcy, a w sercu nurtowao uczucie, e temu pogardzonemu 
niewolnikowi staa si wielka krzywda. Tak niezmierna krzywda, e nad ni 
mg zastanawia si nawet on, syn i nastpca faraona. 
Gorco byo nieznone, kurz wysusza wargi i ku oczy ludziom i zwierztom. Zatrzymano 
oddzia na krtki postj, a tymczasem Nitager koczy rozmow z ministrem. 
21 
-Moi oficerowie -mwi stary wdz -nie patrz pod nogi, tylko przed siebie. I moe dlatego 
nigdy nie zaskoczy mnie nieprzyjaciel. 
- Tym przypomniae mi, wasza dostojno, e powinienem zapaci pewne dugi - odpar 
Herhor i kaza zgromadzi si oficerom i onierzom, jacy byli pod rk. 
-A teraz -rzek minister -zawoajcie Eunan. 
Obwieszony amuletami oficer znalaz si tak prdko, jakby od dawna czeka na to wezwa
nie. Na jego twarzy malowaa si rado, z trudem hamowana przez pokor. 
Herhor, ujrzawszy przed sob Eunan, zacz: 
-Z woli jego witobliwoci, wraz ze skoczeniem manewrw, najwysza wadza wojskowa 
znowu przechodzi w moje rce. 
Obecni pochylili gowy. 
- Wadzy tej wypada mi uy przede wszystkim na wymiar sprawiedliwoci... 
Oficerowie zaczli spoglda po sobie. 
- Eunano - cign minister - wiem, e zawsze bye jednym z najpilniejszych oficerw... 
-Prawda mwi przez wasze usta, dostojny panie - odpar Eunana. - Jak palma czeka na ros, 
tak ja na rozkazy zwierzchnikw. A gdy ich nie otrzymuj, jestem jak sierota w pustyni, 
szukajca drogi swojej. 
Okryci bliznami oficerowie Nitagera z podziwem przysuchiwali si wartkiej wymowie 
Eunany i myleli w sobie : 
Ten bdzie wywyszony nad innych! 
-Eunano - mwi minister - jeste nie tylko pilny, ale i pobony; nie tylko pobony, ale i 
czujny jak ibis nad wod. Bogowie te zleli na ciebie wielkie dobrodziejstwa: dali ci wow 
przezorno i wzrok jastrzbia... 
-Czysta prawda pynie z ust waszej dostojnoci -wtrci Eunana. - Gdyby nie mj dziwny 
wzrok, nie wypatrzybym dwu witych skarabeuszw... 
-Tak -przerwa minister -i nie uratowaby naszego obozu od witokradztwa. Za ten 
czyn, godny najpoboniejszego Egipcjanina, daj ci... 
Tu minister zdj z palca zoty piercie. 
-Daj ci ten oto piercie z imieniem bogini Mut, ktrej aska i roztropno bd ci towa
rzyszyy do koca ziemskiej wdrwki, jeeli na ni zasuysz. 
Jego dostojno wrczy piercie Eunanie, a obecni wydali wielki okrzyk na cze faraona 
i zaszczkali orem. 
Poniewa minister nie ruszy si, wic i Eunana sta i bystro patrzy mu w oczy, jak wierny 
pies, ktry otrzymawszy z rki paskiej jeden ksek, jeszcze krci ogonem i czeka. 
-A teraz - zacz znowu minister - przyznaj si Eunano, dlaczego nie powiedziae, gdzie 
poszed nastpca tronu, gdy wojsko z trudem maszerowao przez wwz?... Popenie zy 
czyn, musielimy bowiem trbi alarm w ssiedztwie nieprzyjaciela. 
-Bogowie s moimi wiadkami, em nic nie wiedzia o najdostojniejszym ksiciu - odpar 
dziwiony Eunana. 
Herhor potrzsn gow. 
-Nie moe by, aeby czowiek, obdarzony takim jak ty wzrokiem, ktry o kilkadziesit 
krokw widzi wrd piasku wite skarabeusze, nie dostrzeg tak wielkiej osoby, jak jest 
nastpca tronu. 
-Zaprawd nie widziaem !... - tumaczy si Eunana bijc si w piersi. - Zreszt nikt mi 
nie kaza czuwa nad ksiciem. 
-Czyli nie uwolniem ci od dowdztwa przedniej stray?... Czyli wyznaczyem ci jakie 
zajcie? -pyta minister. -Bye zupenie wolny, wanie jak czowiek powoany do ledzenia 
rzeczy wanych. A czy wywizae si z tego zadania?... Zaiste, za podobny bd w czasie 
wojny musiaby umrze mierci... 
Nieszczsny oficer poblad. 
22 
-Ale ja mam dla ciebie serce ojcowskie, Eunano - mwi dostojny pan - i pamitajc na 
wielk usug, jak oddae armii przez wypatrzenie symbolw witego soca, skarabeuszw, 
wyznaczam ci, nie jak surowy minister, ale jako agodny kapan, bardzo ma kar. 
Otrzymasz pidziesit kijw. 
- Wasza dostojno... 
-Eunano, umiae by szczliwym, bd teraz mnym i przyjmij to drobne upomnienie, 
jak przystao na oficera armii jego witobliwoci. 
Ledwie skoczy dostojny Herhor, ju starsi rang oficerowie pooyli Eunan w wygodnym 
miejscu obok szosy. Potem jeden usiad na karku, drugi na nogach, a dwaj inni wyliczyli 
mu w obnaone ciao pidziesit gitkich trzcin. 
Nieustraszony bojownik nie wyda jku, owszem -nuci pie oniersk, a po ukoczeniu 
ceremonii sam chcia si podnie. Ale schorzae nogi odmwiy mu posuszestwa. Wic 
pad twarz w piasek i musiano go odwie do Memfisu na dwukolnym wozie, na ktrym 
lec i umiechajc si do onierzy rozmyla, e nie tak prdko zmienia si wiatr w Dolnym 
Egipcie jak fortuna w yciu biednego oficera! 
Gdy po krtkim postoju orszak nastpcy tronu wyruszy w dalsz drog, jego dostojno 
Herhor siad na konia i jadc obok jego dostojnoci Nitagera rozmawia pgosem o ludach 
azjatyckich, a przede wszystkim o rozbudzeniu si Asyrii. 
Wwczas dwaj sudzy ministra: adiutant nioscy wachlarz i pisarz Pentuer, zaczli te 
rozmow. 
- Co mylisz o przygodzie Eunany? - spyta adiutant. 
- A ty co mylisz o chopie, ktry si powiesi? - rzek pisarz. 
-Zdaje mi si, e dla chopa dzie dzisiejszy jest najlepszym, a powrz koo szyi najmikszym, 
jaki spotka w yciu - odpar adiutant. -Myl te, e Eunana od tej pory bdzie bardzo 
troskliwie pilnowa nastpcy tronu. 
-Mylisz si - rzek Pentuer. -Eunana od tej pory nigdy nie dojrzy skarabeusza, choby by 
wielkim jak w. Co si za tyczy owego chopa, czy nie sdzisz, e jemu jednak musiao by 
le, bardzo le... bardzo le na witej ziemi egipskiej ! 
- Nie znasz chopw, wic tak mwisz. 
-A kt ich lepiej zna?... - odpar pospnie pisarz. - Czyli nie wyrosem midzy nimi?... 
Czy nie widziaem, jak mj ojciec nawodnia grunta, oczyszcza kanay, sia, zbiera, a nade 
wszystko - jak paci podatki. O, ty nie wiesz, co to jest dola chopa w Egipcie! 
-Za to wiem, co jest dola cudzoziemca - odpowiedzia adiutant. - Mj pradziad czy prapradziad 
by jednym z wielkich midzy Hyksosami, ale zosta tu, bo przywiza si do ziemi. 
I co powiesz: nie tylko jemu odebrano majtek, ale jeszcze i na mnie ciy plama pochodzenia!... 
Sam widzisz, co nieraz znosz od rodowitych Egipcjan, cho mam znaczne stanowisko. 
Jake wic mog litowa si nad egipskim chopem, ktry widzc moj taw cer nieraz 
mruczy pod nosem: poganin!... cudzoziemiec!... Chop za nie jest ani poganinem, ani cudzoziemcem. 
-Tylko niewolnikiem -wtrci pisarz. -Niewolnikiem, ktrego eni, rozwodz, bij, 
sprzedaj, niekiedy morduj, a zawsze ka mu pracowa obiecujc w dodatku, e i na tamtym 
wiecie rwnie bdzie niewolnikiem. 
Adiutant wzruszy ramionami. 
-Dziwny ty jeste, cho tak mdry! - rzek. -Przecie widzisz, e kady z nas zajmuje jakie 
stanowisko -niskie mniej niskie lub bardziej niskie, na ktrym musi pracowa. A czy 
martwi ci to, e nie jeste faraonem i e twoim grobem nie bdzie piramida?... Wcale nie 
mylisz o tym, bo rozumiesz, e taki jest porzdek wiata. Kady peni swoje obowizki: w 
orze, osio dwiga podrnych, ja chodz jego dostojno, ty za niego pamitasz i mylisz, a 
chop uprawia ziemi i paci podatki. C wic nam z tego, e jaki w urodzi si Apisem, 
ktremu cze oddaj, a jaki czowiek faraonem lub nomarch?.. 
23 
- Temu chopu zniszczono jego dziesicioletni prac... - szepn Pentuer. 
-A twojej pracy nie niszczy minister?... - spyta adiutant. -Kt wie, e to ty rzdzisz pastwem, 
nie za dostojny Herhor?... 
-Mylisz si, rzek pisarz -on rzdzi naprawd. On ma wadz, on ma wol, a ja... tylko 
wiadomoci... Mnie wreszcie nie bij ani ciebie, jak owego chopa... 
-Ale za to zbili Eunan, a i nam moe si dosta. Trzeba wic by mnym i cieszy si ze 
stanowiska, jakie wyznaczono czowiekowi. Tym bardziej e, jak ci wiadomo, nasz duch, 
niemiertelny Ka, w miar oczyszczania si, wstpuje na wysze szczeble, aby za tysice czy 
miliony lat, razem z duszami faraonw i niewolnikw, nawet razem z bogami - rozpyn si 
w bezimiennym a wszechmocnym ojcu ycia. 
-Mwisz jak kapan - odpar z gorycz Pentuer. - Ja to raczej powinienem mie ten spokj 
!... Lecz zamiast niego mam bl w duszy, bo odczuwam ndz milionw... 
- Kt ci kae? 
-Oczy moje i serce. Jest ono jak dolina midzy grami, ktra nie moe milcze, kiedy syszy 
krzyk, lecz odpowiada echem. 
-A ja tobie mwi, Pentuerze, e za duo mylisz o rzeczach niebezpiecznych. Nie mona 
bezkarnie chodzi po urwiskach gr wschodnich, bo lada chwil spadniesz; ani bdzi po 
zachodniej pustyni, gdzie kr lwy zgodniae i zrywa si wcieky chamsin. 
Tymczasem waleczny Eunana jadc na wozie, ktry mu tylko odnawia bole, aby pokaza, 
jak jest mnym, zada jedzenia i picia. A gdy spoy suchy placek, natarty czosnkiem, 
i wypi kwane piwo z wysmukego garnuszka, poprosi wonicy, aby mu gazk spdza 
muchy z poranionego ciaa. 
Tak lec na workach i pakach, na skrzypicym wozie, twarz zwrcony do ziemi, biedny 
Eunana jkliwym gosem zacz opiewa cik dol niszego oficera: 
-Z jakieje to racji mwisz, e lepiej by oficerem anieli pisarzem? Przyjd i patrz na 
moje sine prgi i popkane ciao, a ja ci przez ten czas opowiem dzieje udrczonego oficera. 
Jeszcze byem chopcem, kiedy przyniesiono mnie do koszar. Na niadanie dostawaem pici 
w brzuch, a mnie mdlio, na obiad kuak w oczy, a mi si gba rozdziawiaa, a ku wieczorowi 
miaem ju gow okryt ranami i prawie rozszczepion. 
Chod, niech ci opowiem, jak odbyem podr do Syrii. Jedzenie i picie musiaem dwiga 
w rkach, objuczony jak osio. Szyj miaem zesztywnia jak szyja osa, a krgi pacierzowe 
spkane. Piem zgni wod, a wobec wroga byem jako zapany ptak. 
Wrciem do Egiptu, ale tu jestem jak drzewo, ktre robak toczy. Za byle co kad mnie na 
ziemi i bij jak w ksik, tak e od kijw jestem prawie poamany. Jestem chory i musz si 
ka, musz mnie wozi na wozie, a tymczasem sucy kradnie mi paszcz i ucieka... Dlatego, 
o pisarzu! zmie swoje zdanie o szczciu oficera. * 
Tak piewa mny Eunana, a jego pie, pena ez, przetrwaa pastwo egipskie. 
* Autentyczne 
24 
ROZDZIA PITY 
W miar jak wita nastpcy tronu zbliaa si do Memfis, soce pochylao si ku zachodowi, 
a od niezliczonych kanaw i dalekiego morza zrywa si wiatr nasycony chodn wilgoci. 
Szosa znowu zbliya si do yznych okolic, a na polach i w zarolach byo wida nieprzerwane 
szeregi ludzi pracujcych, cho na pustyni ju pada rowy blask, a szczyty gr 
paliy si pomieniem. 
Wtem Ramzes zatrzyma si i zawrci konia. Natychmiast otoczya go wita, podjechali 
wysi dowdcy i z wolna, rwnym krokiem zbliyy si szeregi maszerujcych pukw. 
W purpurowych promieniach zachodzcego soca ksi wyglda jak boek; onierze 
patrzyli na niego z dum i mioci, dowdcy z podziwem. 
Podnis rk, wszystko umilko, a on zacz mwi: 
-Dostojni wodzowie, mni oficerowie, posuszni onierze! Dzi bogowie dali mi pozna 
sodycz rozkazywania takim jak wy. Rado przepenia moje ksice serce. A poniewa 
wol moj jest, aebycie wy, wodzowie, oficerowie i onierze, zawsze dzielili moje szczcie, 
wic przeznaczam: po jednej drachmie dla kadego onierza z tych, ktrzy poszli na 
wschd, i tych, ktrzy wracaj z nami od wschodniej granicy. Oprcz tego po jednej drachmie 
onierzom greckim, ktrzy dzi, pod moj komend, otworzyli nam wyjcie z wwozu, i -po 
jednej drachmie onierzom tych pukw dostojnego Nitagera, ktrzy chcieli nam odci drog 
do gocica... 
W wojsku zawrzao. 
-Bd pozdrowiony, wodzu nasz!... bd pozdrowiony, nastpco faraona, ktry oby y 
wiecznie!... - woali onierze, a Grecy najgoniej. 
Ksi mwi dalej: 
-Do podziau midzy niszych oficerw armii mojej i dostojnego Nitagera przeznaczam 
pi talentw. Nareszcie do podziau midzy jego dostojno ministra i naczelnych wodzw 
przeznaczam dziesi talentw... 
- Ja zrzekam si mojej czci na rzecz wojska - odpowiedzia Herhor. 
-Bd pozdrowiony, nastpco!... bd pozdrowiony, ministrze!... - woali oficerowie i onierze. 
Czerwony krg soca ju dotkn piaskw zachodniej pustyni. Ramzes poegna wojsko i 
galopem pocwaowa do Memfis, a jego dostojno Herhor, wrd radosnych okrzykw, 
wsiad do lektyki i rwnie kaza wyprzedzi maszerujce oddziay. 
Kiedy odsunli si tak, e pojedyncze gosy zlay si w jeden wielki szmer, niby szum wodospadu, 
minister wychyliwszy si do pisarza Pentuera rzek: 
-Pamitasz ty wszystko? 
- Tak, dostojny panie. 
-Twoja pami jest jak granit, na ktrym piszemy histori, a twoja mdro jak Nil, ktry 
wszystko zalewa i uynia -mwi minister. -Przy tym bogowie obdarzyli ci najwiksz ze 
wszystkich cnt - roztropn pokor... 
Pisarz milcza. 
- Ty wic dokadniej ni inni moesz oceni postpki i rozum nastpcy tronu, ktry oby y 
wiecznie. 
Minister chwil spocz. Tak duo mwi nie byo w jego zwyczaju. 
-Powiedz mi zatem, Pentuerze, i zapisz to: czy godzi si, aeby nastpca tronu wobec woj
ska wypowiada swoj wol?... Tak czyni moe tylko faraon albo zdrajca, albo... lekkomylny 
modzieniec, ktry z rwn atwoci popenia gwatowne czyny, jak wyrzuca bezbone 
sowa. 
25 
Soce zaszo i w chwil pniej zapada noc gwiadzista. Nad nieprzeliczonymi kanaami 
Dolnego Egiptu zacza zgszcza si srebrna mga, ktr agodny wiatr zanosi a na pustyni, 
chodzi strudzonych onierzy i nasyca roliny, ju konajce z pragnienia. 
- Albo powiedz mi, Pentuerze -cign minister - i zbadaj: skd nastpca wemie dwadziecia 
talentw na dotrzymanie wojsku obietnicy, ktr dzi tak nieopatrznie uczyni? Zreszt 
skdkolwiek wemie pienidze, wydaje mi si, a zapewne i tobie, rzecz niebezpieczn, aeby 
nastpca robi podarunki armii, wanie w tym dniu, kiedy jego witobliwo nie ma 
czym zapaci odu wracajcym ze Wschodu pukom Nitagera. Nie pytam ci o zdanie o tej 
rzeczy, bo je znam, jak i ty znasz moje najtajniejsze myli. Prosz ci tylko, aeby zapamita, 
co widziae, dla opowiedzenia tego w kolegium kapaskim. 
- Czy prdko bdzie zwoane? - spyta Pentuer. 
-Nie ma jeszcze powodu. Sprbuj pierwej uspokoi rozhukanego byczka za pomoc ojcowskiej 
rki jego witobliwoci... A szkoda byaby chopca, bo ma due zdolnoci i energi 
poudniowego wichru. Tylko jeeli wicher, zamiast zdmuchiwa nieprzyjaci Egiptu, zacznie 
ka jego pszenic i wyrywa palmy!... 
Minister umilk, a jego orszak uton w ciemnej alei drzew prowadzcej do Memfisu. 
W tym czasie Ramzes dojeda do paacu faraona. 
Gmach ten sta na wzgrzu za miastem, wrd parku. Rosy tu osobliwe drzewa: baobaby z 
poudnia, cedry, sosny i dby z pnocy. Dziki sztuce ogrodniczej yy one po kilkadziesit 
lat i dosigay znacznej wysokoci. Cienista aleja prowadzia z dou do bramy, ktra miaa 
wysoko trzypitrowej kamienicy. Z kadej strony bramy wznosia si potna budowla niby 
wiea, w formie citej piramidy, szeroka na czterdzieci krokw, wysoka na pi piter. 
Wrd nocy wygldao to jak dwa olbrzymie namioty z piaskowca. Dziwne te gmachy miay 
na parterze i pitrach kwadratowe okienka, a dachy paskie. Ze szczytu jednej takiej piramidy 
warta ledzia ziemi, z drugiej - dyurny kapan patrzy w gwiazdy. 
Na prawo i na lewo od wie, zwanych pylonami, cigny si mury, a raczej dugie, pitrowe 
budynki z wskimi oknami i paskim dachem, po ktrym chodziy warty. Po obu stronach 
bramy gwnej siedziay dwa posgi, dosigajce gowami pierwszego pitra; u stp 
posgw znowu chodziy warty. Kiedy ksi w towarzystwie kilku jedcw zbliy si do 
paacu, wartownik, pomimo ciemnoci, pozna go. Za chwil wybieg z pylonu urzdnik 
dworski, ubrany w bia spdnic, ciemn narzutk i peruk, z wielkoci podobn do kaptura. 
- Paac ju zamknity? - spyta ksi. 
- Prawd rzeke, dostojny panie - odpar urzdnik. 
- Jego witobliwo ubiera bogw do snu. 
- A potem co bdzie robi? 
- Raczy przyj ministra wojny, Herhora. 
- No?.. 
-Pniej jego witobliwo popatrzy si w wielkiej sali na balet, a nastpnie przyjmie kpiel 
i odprawi modlitwy wieczorne. 
- Mnie nie kazano przyj? - spyta nastpca. 
- Jutro po radzie wojennej. 
- A krlowe co robi? 
-Pierwsza krlowa modli si w pokoju zmarego syna, a wasza dostojna matka przyjmuje 
posa fenickiego, ktry przywiz jej dary od kobiet z Tyru. 
- S i dziewczta? 
- Podobno jest kilka. Kada ma na sobie kosztownoci za dziesi talentw. 
- A kt si tam wczy z pochodniami? - rzek ksi wskazujc rk na d parku. 
- Zdejmuj z drzewa brata waszej dostojnoci, ktry tam siedzi od poudnia. 
-I nie chce zej? 
26 
-Owszem, teraz zejdzie, bo poszed po niego bazen pierwszej krlowej i obieca, e zaprowadzi 
go do karczmy, gdzie pij paraszytowie, otwieracze cia zmarych. 
- A o manewrach dzisiejszych ju syszelicie co? 
- Mwili w ministerium, e sztab zosta odcity od korpusu. 
-I jeszcze co? 
Urzdnik waha si. 
- Mw, co syszae. 
-I jeszcze syszelimy, e z tego powodu wasza dostojno kazae odliczy pewnemu oficerowi 
piset kijw, a przewodnika powiesi. 
- Wszystko kamstwo!... - odezwa si pgosem jeden z adiutantw nastpcy. 
- onierze te mwi midzy sob, e to musi by kamstwo - odpar mielej urzdnik. 
Nastpca zwrci konia i pojecha do dolnej czci parku, gdzie znajdowa si jego paacyk. 
Bya to waciwie jednopitrowa altana, wzniesiona z drzewa. Miaa form ogromnego 
szecianu z dwoma werendami: doln i grn, ktre wkoo otaczay budynek i wspieray si 
na mnstwie supw. Wewntrz pony kagace, wic mona byo widzie, e ciany skadaj 
si z desek rzebionych jak koronka i e s zabezpieczone od wiatru zasonami z rnobarwnych 
tkanin. Dach budowli tej by paski, otoczony balustrad; na nim stao par namiotw. 
Serdecznie powitany przez pnagich sucych, z ktrych jedni wybiegli z pochodniami, 
drudzy padli przed nim na twarz, nastpca wszed do domu. W mieszkaniu na parterze zdj 
zakurzon odzie, wykpa si w kamiennej wannie i narzuci na siebie bia tog, rodzaj 
wielkiego przecierada, ktre zapi pod szyj, a w pasie przewiza sznurem. Na pierwszym 
pitrze zjad kolacj zoon z pszennego placka, garstki daktylw i kielicha lekkiego piwa. 
Potem wszed na taras budowli i pooywszy si na kanapie okrytej lwi skr kaza subie 
odej i natychmiast przysa na gr Tutmozisa, gdy przyjedzie. 
Okoo pnocy stana przed domem lektyka i wysiad z niej adiutant Tutmozis. Gdy ciko 
wszed na taras ziewajc, ksi zerwa si z kanapy. 
- Jeste?... I c?... - zawoa Ramzes. 
- Wic ty jeszcze nie pisz?... - odpar Tutmozis. 
-O bogowie, po tyludniowej morddze!... Mylaem, e bd si mg przedrzema choby 
do wschodu soca. 
- C Sara?... 
- Bdzie tu pojutrze albo ty u niej na folwarku, z tamtej strony rzeki. 
- Dopiero pojutrze!... 
- Dopiero?... Prosz ci, Ramzesie, aeby si wyspa. 
Zbyt wiele zebrao ci si w sercu czarnej krwi, skutkiem czego do gowy uderza ci ogie. 
- C jej ojciec? 
-To jaki uczciwy czowiek i rozumny. Nazywa si Gedeon. Kiedy mu powiedziaem, e 
chcesz wzi jego crk, upad na ziemi i zacz wydziera sobie wosy. Rozumie si, przeczekaem 
ten wylew ojcowskiej boleci, troch zjadem, wypiem wina i -przystpilimy nareszcie 
do ukadw. Zapakany Gedeon najpierw przysig, e woli widzie crk swoj trupem 
anieli czyjkolwiek kochank. Wwczas powiedziaem, e pod Memfis, nad Nilem, 
dostanie folwark, ktry przynosi dwa talenty rocznego dochodu i nie paci podatkw. Oburzy 
si. Wtedy owiadczyem, e moe jeszcze dosta co roku talent zotem i srebrem. Westchn 
i wspomnia, e jego crka przez trzy lata ksztacia si w Pi-Bailos. Postpiem jeszcze talent. 
Teraz Gedeon, wci niepocieszony, nadmieni, e traci bardzo dobre miejsce rzdcy u pana 
Sezofrisa. Powiedziaem, e tej posady rzuca nie potrzebuje, i dorzuciem mu dziesi krw 
dojnych z twoich obr. Czoo wyjanio mu si troch, wic wyzna mi, pod najwikszym 
sekretem, e na jego Sar zwrci ju uwag pewien strasznie wielki pan, Chaires, ktry nosi 
wachlarz nad nomareh Memfisu. Ja za obiecaem mu doda byczka, mniejszy acuch zoty 
27 
i wiksz bransolet. Tym sposobem twoja Sara bdzie ci kosztowaa: folwark i dwa talenty 
rocznie gotowizn, a dziesi krw, byczka, acuch i bransolet zot jednorazowo. To dasz 
jej ojcu, zacnemu Gedeonowi; jej za samej co ci si podoba. 
- C na to Sara? - spyta ksi. 
-Przez czas ukadw chodzia midzy drzewami. A gdymy zakoczyli spraw i zapili dobrym 
winem ydowskim, powiedziaa ojcu... - wiesz co?... e gdyby jej nie odda tobie, we-
szaby na ska i rzuciaby si gow na d. Teraz chyba bdziesz spa spokojnie - zakoczy 
Tutmozis. 
- Wtpi -rzek nastpca opierajc si o balustrad i patrzc w najpustsz stron parku. -
Czy wiesz, e w drodze spotkalimy powieszonego chopa... 
- O!... to gorsze od skarabeuszw - sykn Tutmozis. 
-Powiesi si sam z rozpaczy, e wojsko zasypao mu kana, ktry przez dziesi lat kopa 
w pustyni. 
- No, ten czowiek ju pi twardo... Wic chyba pora i nam... 
- Ten czowiek by skrzywdzony -mwi ksi -trzeba znale jego dzieci, wykupi i da 
im kawaek ziemi w dzieraw. 
-Ale trzeba to zrobi w wielkiej tajemnicy -wtrci Tutmozis - bo inaczej zaczn si wiesza 
wszyscy chopi, a nam, ich panom, aden Fenicjanin nie poyczy miedzianego utena. 
- Nie artuj. Gdyby widzia oblicze tego chopa, nie zasnby jak i ja... 
Wtem z dou, spomidzy gstwiny, odezwa si gos niezbyt silny, lecz wyrany: 
-Niech bogosawi ci, Ramzesie, jedyny i wszechmocny Bg, ktry nie ma imienia w 
ludzkim jzyku ani posgw w wityniach! 
Obaj modzi ludzie, zdumieni, wychylili si. 
- Kto jeste?.. - zawoa ksi. 
- Jestem skrzywdzony lud egipski - powoli i spokojnie odpowiedzia gos. 
Potem wszystko ucicho. aden ruch, aden szelest gazi nie zdradzi ludzkiej obecnoci 
w tym miejscu. Na rozkaz ksicia wybiega suba z pochodniami, spuszczono psy i przeszukano 
wszystkie zarola otaczajce dom nastpcy. Ale nie byo nikogo. 
- Kto to mg by?... - pyta Tutmozisa wzruszony ksi. - Moe duch tego chopa?... 
-Duch?... powtrzy adiutant. -Nigdy nie syszaem gadajcych duchw, cho nieraz 
trzymaem stra przy wityniach i grobach. Prdzej przypuszczabym, e ten, ktry odezwa 
si do nas, jest jakim twoim przyjacielem. 
- Dlaczego by si ukrywa? 
-A co ci to szkodzi? -rzek Tutmozis. -Kady z nas ma dziesitki, jeeli nie setki niewidzialnych 
wrogw. Dzikuj wic bogom, e masz cho jednego niewidzialnego przyjaciela. 
- Nie zasn dzi... - szepn wzburzony ksi. 
-Daje spokj!... Zamiast biega po tarasie, usuchaj mnie i legnij. Widzisz, sen - to powane 
bstwo i nie wypada mu goni za tymi, ktrzy biegaj jelenim kro-kiem. Gdy si za 
pooysz na wygodnej kanapie, sen, ktry lubi wygod, sidzie przy tobie i okryje ci swoim 
wielkim paszczem, ktry zasania ludziom nie tylko oczy, ale i pami. 
To mwic Tutmozis posadzi Ramzesa na kanapie, potem przynis podstawk z koci 
soniowej w formie ksiyca na nowiu i pooywszy ksicia umieci mu gow na podporze... 
Nastpnie opuci pcienne ciany namiotu, sam pooy si na pododze i -w kilka minut 
zasnli obaj. 
28 
ROZDZIA SZSTY 
Do paacu faraona pod Memfisem wchodzio si przez bram osadzon midzy dwoma 
piciopitrowymi wieami, czyli -pylonami. Zewntrzne ciany tych budowli, wzniesionych 
z szarego piaskowca, od dou do gry byy okryte paskorzebami. Na szczycie bramy wznosi 
si herb czy symbol pastwa: skrzydlata kula, spoza ktrej wychylay si dwa we. Poniej 
siedzia rzd bogw, ktrym faraonowie skadali ofiary. Na bocznych supach wyrzebiono 
rwnie wizerunki bogw, w piciu kondygnacjach, jedna nad drug, a u dou - hieroglificzne 
napisy. 
Na cianach kadego pylonu gwne miejsce zajmowaa paskorzeba Ramzesa Wielkiego, 
ktry w jednej rce mia podniesiony topr, a drug trzyma za wosy gromad ludzi zwizanych 
w pk niby pietruszka. Powyej krla stay lub siedziay znowu dwie kondygnacje bogw; 
jeszcze wyej szereg ludzi nioscych ofiary, a pod samym szczytem pylonw -wizerunki 
skrzydlatych ww, przeplatane wizerunkami skarabeuszw. 
Te piciopitrowe pylony, o cianach zwajcych si ku grze, trzypitrowa brama, ktra 
je czya, paskorzeby, w ktrych porzdek misza si z ponur fantazj, a pobono z 
okruciestwem, robiy przygnbiajce wraenie. Zdawao si, e trudno tu wej, niepodobna 
wyj, a y ciko. 
Z bramy, przed ktr stao wojsko i tum drobnych urzdnikw, wchodzio si na dziedziniec 
otoczony krugankami, wspartymi na pitrowych supach. By to ozdobny ogrdek, w 
ktrym hodowano aloesy, mae palmy, drzewa pomaraczowe i cedry w wazonach, wszystko 
wycignite w szeregi i dobrane wedug wzrostu. Na rodku tryskaa fontanna; cieki wysypano 
kolorowym piaskiem. 
Tu, pod krugankami, siedzieli lub przechadzali si wysi urzdnicy pastwa szepczc po 
cichu. Z dziedzica, przez wysokie drzwi, szo si do sali wspartej na dwunastu kolumnach 
trzypitrowych. Sala bya dua, lecz z powodu gruboci kolumn wydawaa si ciasn. Owietlay 
j drobne okienka w cianach i duy prostoktny otwr w suficie. Panowa tu chd i 
cie, prawie zmrok, ktry jednak nie przeszkadza widzie tych cian i supw pokrytych 
kondygnacjami malowide. W grze licie i kwiaty, niej bogowie, jeszcze niej ludzie, ktrzy 
nieli ich posgi lub skadali ofiary, a midzy tymi grupami szeregi hieroglifw. Wszystko 
to byo malowane wyranymi, prawie ostrymi kolorami: zielonym, czerwonym i niebieskim. 
W tej sali, z wzorzyst posadzk mozaikow, stali w ciszy, biaych szatach i boso - kapani, 
najwysi urzdnicy pastwa, minister wojny Herhor tudzie wo-dzowie: Nitager i Patrokles, 
wezwani do faraona. 
Jego witobliwo Ramzes XII, jak zwykle przed narad, skada ofiary bogom w swojej 
kaplicy. Cigno si to do dugo. Co chwil z dalszych komnat wbiega jaki kapan albo 
urzdnik komunikujc wiadomoci o przebiegu naboestwa. 
-Ju pan zama piecz od kaplicy... Ju myje wite bstwo... Ju je ubiera... Ju zamkn 
drzwi... 
Na twarzach obecnych, pomimo ich dostojestw, malowa si niepokj i zgnbienie. Tylko 
Herhor by obojtny, Patrokles niecierpliwy, a Nitager od czasu do czasu mci uroczyst cisz 
swoim potnym gosem. Za kadym tak nieprzyzwoitym odezwaniem si starego wodza 
dworacy poruszali si niby sposzone owce, a potem spogldali na siebie jakby mwic: 
To gbur, cae ycie ugania si za barbarzycami, wic mona mu wybaczy... W dalszych 
komnatach odezwa si dwik dzwonkw i chrzst broni. Do sali weszo dwoma rzdami 
kilkunastu gwardzistw w zotych hemach i napiernikach, z obnaonymi mieczami, 
potem dwa szeregi kapanw, a nareszcie ukaza si faraon, niesiony na tronie, otoczony obokami 
dymu z kadzielnic. 
29 
Wadca Egiptu, Ramzes XII, by to czowiek blisko szedziesicioletni, z twarz zwid. 
Mia na sobie bia tog, na gowie czerwono-biay kopak ze zotym wem, w rku dug 
lask. Kiedy orszak ukaza si, wszyscy upadli na twarz. Tylko Patrokles, jako barbarzyca 
poprzesta na niskim ukonie, a Nitager przyklkn na jedno kolano, lecz wnet podnis si. 
Lektyka zatrzymaa si przed baldachimem, pod ktrym na wzniesieniu sta tron hebanowy. 
Faraon z wolna zeszed z lektyki, chwil popatrzy na obecnych, a potem, usiadszy na 
tronie, utkwi oczy w gzyms sali, na ktrym bya wymalowana rowa kula z niebieskimi 
skrzydami i zielonymi wami. 
Na prawo od faraona stan wielki pisarz, na lewo sdzia z lask, obaj w ogromnych perukach. 
Na znak dany przez sdziego wszyscy usiedli albo uklkli na pododze, za pisarz odezwa 
si do faraona: 
-Panie nasz i wadco potny! Twj suga Nitager, wielki stranik granicy wschodniej, 
przyjecha, aby zoy ci hody, i przywiz haracz od pobitych narodw: waz z zielonego 
kamienia pen zota, trzysta wow, sto koni i wonne drzewo teszep. 
-Ndzny to haracz, mj panie -odezwa si Nitager. -Prawdziwe skarby znalelibymy 
dopiero nad Eufratem, gdzie pysznym, cho jeszcze sabym krlom bardzo potrzeba przypomnie 
czasy Ramzesa Wielkiego. 
-Odpowiedz sudze memu Nitagerowi -rzek do pisarza faraon -e jego sowa bd 
wzite pod piln uwag. A teraz zapytaj go: co sdzi o wojskowych zdolnociach syna mego i 
nastpcy, z ktrym wczoraj mia zaszczyt zetrze si pod Pi-Bailos? 
- Nasz wadca, pan dziewiciu narodw, zapytuje ci, Nitagerze... - zacz pisarz. 
Wtem, ku najwikszemu zgorszeniu dworakw, wdz przerwa szorstko. 
-Sam sysz, co mwi pan mj... Ustami za jego, kiedy zwraca si do mnie, mgby by 
tylko nastpca tronu, nie za ty, wielki pisarzu. 
Pisarz z przeraeniem spojrza na miaka, ale faraon rzek: 
- Mwi prawd mj wierny suga Nitager. 
Minister wojny ukoni si. 
Teraz sdzia obwieci wszystkim obecnym: kapanom, urzdnikom i gwardii, e mog 
wyj na dziedziniec, i sam wraz z pisarzem, skoniwszy si tronowi, pierwsi opucili sal. 
Zosta w niej tylko faraon, Herhor i dwaj wodzowie. 
-Nako uszy swoje, wadco, i wysuchaj skargi -zacz Nitager. - Dzi z rana kapanurzdnik, 
ktry z twego rozkazu przyszed namaci wosy moje, powiedzia mi, aebym idc 
do ciebie zostawi sanday w przysionku. Tymczasem wiadomo jest nie tylko w Grnym i 
Dolnym Egipcie, ale u Chetw, w Libii, Fenicji i w kraju Punt, e dwadziecia lat temu dae 
mi prawo stawania przed tob w sandaach. 
- Mwisz prawd - rzek faraon. - Do mego dworu zakrady si rne nieporzdki... 
- Tylko rozka, krlu, a moi weterani zaraz zrobi ad... - pochwyci Nitager. 
Na znak dany przez ministra wojny wbiego kilku urzdnikw; jeden przynis sanday i 
obu Nitagera, inni naprzeciw tronu ustawili kosztowne taborety dla ministra i wodzw. 
Gdy trzej dostojnicy usiedli, faraon zapyta: 
-Powiedz mi, Nitagerze, czy sdzisz, e mj syn bdzie wodzem?... Ale mw szczer 
prawd. 
-Na Amona z Teb, na saw moich przodkw, w ktrych pyna krew krlewska, przysigam, 
e Ramzes, twj nastpca, bdzie wielkim wodzem, jeeli mu pozwol bogowie odpar 
Nitager. -Mody to jest chopak, jeszcze pachol, a jednak z wielk umiejtnoci zebra 
puki, zaopatrzy i marsz im uatwi. Najwicej za podoba mi si, e nie straci gowy, 
kiedy mu przeciem drog, lecz poprowadzi swoich do ataku. On bdzie wodzem i zwyciy 
Asyryjczykw, ktrych dzi trzeba pobi, jeeli nasze wnuki nie maj zobaczy ich nad Nilem. 
30 
- C ty na to, Herhorze? - zapyta faraon. 
-Co si tyczy Asyryjczykw, myl, e dostojny Nitager za wczenie kopocze si nimi. 
Jeszcze jestemy chorzy po dawnych wojnach i musimy pierwej dobrze si wzmocni, zanim 
rozpoczniemy now - mwi minister. 
-Co si za tyczy nastpcy tronu, Nitager sprawiedliwie mwi, e modzian ten posiada 
zalety wodza: jest przezorny jak lis i gwatowny jak lew. Mimo to wczoraj popeni duo bdw... 
- Kto z nas ich nie popenia!... - wtrci milczcy dotd Patrokles. 
-Nastpca -cign minister - mdrze prowadzi gwny korpus, ale zaniedba swj sztab, 
przez co maszerowalimy tak wolno i nieporzdnie, e Nitager mg zabiec nam drog... 
- Moe Ramzes liczy na wasz dostojno? - spyta Nitager. 
-W rzdzie i wojnie na nikogo nie liczy si: o jeden niedopatrzony kamyk mona si 
przewrci - rzek minister. 
-Gdyby wasza dostojno -odezwa si Patrokles -nie zepchn kolumny z gocica z 
powodu tych tam skarabeuszw... 
-Jeste wasza dostojno cudzoziemcem i poganinem -odpar Herhor - wic tak mwisz. 
My za, Egipcjanie, rozumiemy, e gdy lud i onierze przestan szanowa skarabeusza, synowie 
ich przestan si ba u  e u  a. Z lekcewaenia bogw rodzi si bunt przeciw faraonowi... 
- A od czego topory? -przerwa Nitager. -Kto chce zachowa gow na plecach, niech sucha 
najwyszego wodza. 
- Jaka wic jest twoja ostateczna myl o nastpcy? - spyta faraon Herhora.. 
-ywy obrazie soca, synu bogw -odpar minister. -Ka Ramzesa namaci, daj mu 
wielki acuch i dziesi talentw, ale wodzem korpusu Menfii jeszcze go nie mianuj. Ksi 
na ten urzd jest za mody, za gorcy, niedowiadczony. Czy wic moemy uzna go rwnym 
Patroklesowi, ktry w dwudziestu bitwach zdepta Etiopw i Libijczykw? A czy moemy 
stawia go obok Nitagera, ktrego samo imi od dwudziestu lat przyprawia o blado naszych 
wrogw ze wschodu i pnocy? 
Faraon opar gow na rku, pomyla i rzek: 
- Odejdcie w spokoju i asce mojej. Uczyni, jak nakazuje mdro i sprawiedliwo. 
Dostojnicy skonili si gboko, a Ramzes XII nie czekajc na wit przeszed do dalszych 
komnat. 
Kiedy dwaj wodzowie znaleli si sami w przysionku, Nitager odezwa si do Patroklesa: 
-Tu widz, rzdz kapani jak u siebie. Ale jaki to wdz ten Herhor!... Pobi nas, nim 
przyszlimy do sowa, i nie da korpusu nastpcy... 
- Mnie tak pochwali, e nie miaem si odezwa - odpar Patrokles. 
-Zreszt on daleko widzi, cho nie wszystko mwi. Za nastpc wcisnliby si do korpusu 
rozmaite paniczyki, co to ze piewaczkami jed na wojn, i oni zajliby najwysze posady. 
Naturalnie starzy oficerowie zaczliby prnowa z gniewu, e ich awans omin; eleganci 
musieliby prnowa dla zabaw, i -korpus popkaby, nawet nie uderzywszy o nieprzyjaciela. 
O, Herhor to mdrzec!... 
-Bodajby nas nie kosztowaa wicej jego mdro anieli niedowiadczenie Ramzesa szepn 
Grek. 
Przez szereg komnat penych kolumn i ozdobionych malowidami, gdzie w kadych 
drzwiach kapani i paacowi urzdnicy skadali mu niskie ukony, faraon przeszed do swego 
gabinetu. Bya to dwupitrowa sala o cianach z alabastru, na ktrych zotem i jaskrawymi 
farbami odmalowano najznakomitsze wypadki panowania Ramzesa XII, a wic: hody skadane 
mu przez mieszkacw Mezopotamii, poselstwo od krla Buchtenu i triumfaln podr 
boka Chonsu po kraju Buchten. 
31 
W sali tej znajdowa si malachitowy posek Horusa z ptasi gow, ozdobiony zotem i 
klejnotami, przed nim otarz w formie citej piramidy, bro krlewska, kosztowne fotele i 
awki tudzie stoliki zapenione drobiazgami. 
Gdy faraon ukaza si, jeden z obecnych kapanw spali przed nim kadzido, a jeden z 
urzdnikw zameldowa nastpc tronu, ktry niebawem wszed i nisko ukoni si ojcu. Na 
wyrazistej twarzy ksicia byo wida gorczkowy niepokj. 
- Ciesz si, erpatre - rzek faraon - e wracasz zdrowym z cikiej podry. 
-Oby wasza witobliwo y wiecznie i dzieami swoimi napeni oba wiaty - odpar 
ksi. 
- Dopiero co - mwi faraon - moi radcy wojenni opowiadali mi o twojej pracy i roztropnoci. 
Twarz nastpcy draa i mienia si. Wpi wielkie oczy w faraona i sucha. 
-Czyny twoje nie zostan bez nagrody. Otrzymasz dziesi talentw, wielki acuch i dwa 
greckie puki, z ktrymi bdziesz robi wiczenia. 
Ksi osupia, lecz po chwili zapyta stumionym gosem: 
- A korpus Menfii?... 
-Za rok powtrzymy manewry, a jeeli nie popenisz adnego bdu w prowadzeniu wojska, 
dostaniesz korpus. 
- Wiem, to zrobi Herhor!... - zawoa nastpca ledwie hamujc si z gniewu. 
Obejrza si wkoo i doda: 
-Nigdy nie mog by sam z tob, mj ojcze... Zawsze midzy nami znajduj si obcy ludzie. 
Faraon z lekka poruszy brwiami i jego wita znika jak gromada cieniw. 
- Co masz mi do powiedzenia? 
-Tylko jedno, ojcze... Herhor jest moim wrogiem... On oskary mnie przed tob i narazi 
na taki wstyd!... 
Mimo pokornej postawy ksi gryz wargi i zaciska pici. 
-Herhor jest moim wiernym sug, a twoim przyjacielem. Jego to wymowa sprawia, e 
jeste nastpc tronu. To ja - nie powierzam korpusu modemu wodzowi, ktry pozwoli odci 
si od swojej armii. 
-Poczyem si z ni!... - odpar zgnbiony nastpca - To Herhor kaza okra dwa uki... 
- Chcesz wic, aeby kapan wobec wojska lekceway religi? 
-Mj ojcze - szepta Ramzes drcym gosem - aeby nie zepsu pochodu ukom, zniszczono 
budujcy si kana i zabito czowieka. 
- Ten czowiek sam podnis rk na siebie. 
- Ale z winy Herhora. 
-W pukach, ktre tak umiejtnie zgromadzie pod Pi-Bailos, trzydziestu ludzi umaro ze 
zmczenia, a kilkuset jest chorych. 
Ksi spuci gow. 
-Ramzesie -cign faraon -przez usta twoje nie przemawia dostojnik pastwa, ktry dba 
o cao kanaw i ycie robotnikw, ale czowiek rozgniewany. Gniew za nie godzi si ze 
sprawiedliwoci jak jastrzb z gobiem. 
-O mj ojcze! -wybuchn nastpca - jeeli gniew mnie unosi, to dlatego e widz niech 
dla mnie Herhora i kapanw... 
-Przecie sam jeste wnukiem arcykapana, kapani uczyli ci... Poznae wicej ich tajemnic, 
anieli ktrykolwiek inny ksi... 
-Poznaem ich nienasycon dum i ch wadzy. A e ukrc to... wic ju dzi s moimi 
wrogami... Herhor nie chce mi da nawet korpusu, gdy woli rzdzi ca armi... 
32 
Wyrzuciwszy te niebaczne sowa nastpca struchla. Ale wadca podnis na niego jasne 
spojrzenie i odpar spokojnie: 
-Armi i pastwem rzdz ja. Ze mnie pyn wszelkie rozkazy i wyroki. Na tym wiecie 
jestem wag Ozirisa i sam wa sprawy moich sug: nastpcy i ministra czy ludu. Nieroztropnym 
byby ten, kto by sdzi, e nie s mi znane wszystkie gwichty. 
- Jednak gdyby, ojcze, patrzy na bieg manewrw wasnymi oczami... 
-Moe zobaczybym wodza - przerwa faraon - ktry w stanowczej chwili rzuca wojsko i 
ugania si po krzakach za izraelsk dziewczyn. Ale ja o takich bahostkach nie chc wiedzie. 
Ksi upad do ng ojcu szepczc: 
- Tutmozis powiedzia ci o tym, panie? 
-Tutmozis jest dzieciakiem jak i ty. On ju robi dugi, jako szef sztabu w korpusie Menfi, i 
myli w swym sercu, e oko faraona nie dosignie jego spraw w pustyni... 
33 
ROZDZIA SIDMY 
W kilka dni pniej ksi Ramzes zosta wezwany przed oblicze najczcigodniejszej matki 
swojej, Nikotris, ktra bya drug on faraona, a dzi najwiksz pani w Egipcie. 
Bogowie nie omylili si, powoujc j na rodzicielk krla. Bya to osoba wysoka, do 
pena i pomimo czterdziestu lat jeszcze pikna. Nade wszystko w oczach, twarzy i caej postaci 
jej by taki majestat, e nawet gdy sza samotna, w skromnej szacie kapanki, ludzie 
schylali przed ni gowy. 
Dostojna pani przyja syna w gabinecie wyoonym fajansowymi pytami. Siedziaa na 
inkrustowanym krzele, pod palm. U jej ng, na stoeczku lea may piesek; z drugiej strony 
klczaa czarna niewolnica z wachlarzem. Krlewska maonka miaa na sobie mulinowy 
paszcz, haftowany zotem, a na peruce obrczk ozdobion klejnotami w formie lotosu. 
Kiedy ksi nisko ukoni si, piesek obwcha go i znowu pooy si, a pani skinwszy 
gow zapytaa: 
- Z jakiego to powodu, Ramzesie, dae ode mnie posuchania? 
- Jeszcze przed dwoma dniami, matko. 
- Wiedziaam, e jeste zajty. Ale dzi oboje mamy czas i mog ci wysucha. 
-Tak mwisz do mnie, matko, jakby owion mnie nocny wiatr pustyni, i ju nie mam odwagi 
przedstawi ci mojej proby. 
- Wic zapewne chodzi o pienidze? 
Ramzes zmieszany spuci gow. 
- Duo ci te potrzeba? 
-Pitnacie talentw... 
-O bogowie! -zawoaa pani -wszak par dni temu wypacono ci dziesi talentw ze 
skarbu. Przejd si, moja dziewczynko, po ogrodzie, musisz by zmczona -rzeka monarchini 
do czarnej niewolnicy. Gdy za zostali oboje z synem, zapytaa ksicia: 
- Wic twoja ydwka jest a tak wymagajca? 
Ramzes zarumieni si, ale podnis gow. 
-Wiesz, matko, e tak nie jest - odpar. - Ale obiecaem nagrod wojsku i... nie mog jej 
wypaci!... 
Krlowa przypatrywaa mu si ze spokojn dum. 
-Jak to niedobrze -odezwaa si po chwili - kiedy syn robi postanowienia nie naradziwszy 
si z matk. Wanie, pamitajc o twoim wieku, chciaam ci da niewolnic fenick, ktr 
przysa mi Tyr, z dziesicioma talentami posagu. Ale ty wolae ydwk. 
-Podobaa mi si. Tak piknej nie ma midzy twymi suebnicami, matko, ani nawet midzy 
kobietami jego witobliwoci... 
- Ale to ydwka!... 
-Nie uprzedzaj si; matko, bagam ci... To jest fasz, e ydzi jedz wieprzowin i zabijaj 
koty... 
Dostojna pani umiechna si. 
-Mwisz jak chopiec z najniszej szkoy kapaskiej - odpara wzruszajc ramionami -a 
zapominasz o tym, co powiedzia Ramzes Wielki: Lud ty jest liczniejszym i bogatszym 
od nas; dziaajmy przeciw niemu, lecz ostronie, aby nie sta si jeszcze silniejszym... Nie 
sdz wic, aeby dziewczyna z tego ludu bya waciwa na pierwsz kochank nastpcy faraona. 
-Czyli sowa Ramzesa mog odnosi si do crki ndznego dzierawcy!... - zawoa ksi. 
- Gdzie wreszcie s ci ydzi u nas?... Trzy wieki temu jak opucili Egipt, a dzisiaj tworz 
mieszne pastwo, rzdzone przez kapanw... 
34 
-Widz - odpowiedziaa dostojna pani z lekka marszczc brwi -e twoja kochanka nie traci 
czasu... Bd ostrony, Ramzesie!... Pamitaj, e wdz ich, Messu, jest to kapan zdrajca, 
ktrego w naszych wityniach po dzi dzie przeklinaj... Pamitaj, e ydzi wynieli wicej 
skarbw z Egiptu, anieli bya warta praca ich kilku pokole: zabrali nam nie tylko zoto, ale i 
wiar w Jedyne- go i nasze wite prawa, ktre dzi ogaszaj za wasne. Nareszcie wiedz o 
tym - dodaa z moc - e crki tego ludu wol mier anieli oe obcego czowieka. A jeeli 
oddaj si, nawet nieprzyjacielskim wodzom, to chyba w tym celu, aeby albo zjedna ich dla 
swojej polityki, albo zabi... 
-Wierz mi, matko, e wszystkie te wieci rozgaszaj kapani. Nie chc oni dopuci do 
podnka tronu ludzi innej wiary, ktrzy mogliby suy faraonowi przeciw nim... 
Monarchini podniosa si z krzesa i zaoywszy rce na piersiach ze zdumieniem przypatrywaa 
si synowi. 
-Wic to prawda, co mi mwiono, e jeste wrogiem kapanw -rzeka. -Ty, ich ukochany 
ucze?... 
- Jeszcze musz mie lady ich kijw na plecach!... - odpar ksi. 
-Ale twj dziad, a mj ojciec, mieszkajcy z bogami, Amenhotep, by arcykapanem i 
posiada rozleg wadz w kraju. 
-Wanie dlatego, e mj dziad by wadc i ojciec jest nim, ja nie mog znie wadzy 
Herhora... 
- Na to stanowisko wprowadzi go twj dziad, wity Amenhotep... 
-A ja go strc. 
Matka wzruszya ramionami. 
-I to ty - odezwaa si ze smutkiem -chcesz dowodzi korpusem?... Ale ty jeste rozpieszczona 
dziewczyna, nie m i wdz... 
- Jak to?... - przerwa ksi, z trudnoci powstrzymujc si od wybuchu. 
-Nie poznaj syna mego... Nie widz w tobie przyszego pana Egiptu!... Dynastia w twojej 
osobie bdzie jak nilowe czno bez steru... Wypdzisz z dworu kapanw, a kt ci zostanie?... 
Kto bdzie twoim okiem w Dolnym i Grnym Kraju, kto za granic?... A przecie faraon 
musi widzie wszystko, na cokolwiek pada boski promie Ozirisa... 
- Kapani bd moimi sugami, nie ministrami... 
-Oni te s najwierniejszymi sugami. Dziki ich modom ojciec twj panuje trzydzieci 
trzy lat i unika wojen, ktre mogyby by zgubnymi... 
- Dla kapanw. 
-Dla faraona, dla pastwa!... - przerwaa. -Czy ty wiesz, co si dzieje z naszym skarbem, 
z ktrego w jednym dniu bierzesz dziesi talentw, a dasz jeszcze pitnastu?... Czy wiesz, 
e gdyby nie ofiarno kapanw, ktrzy dla skarbu nawet bogom zabieraj prawdziwe klejnoty, 
a podsuwaj sztuczne, czy wiesz, e dobra krlewskie byyby ju w rkach Fenicjan?... 
- Jedna szczliwa wojna zaleje nasze kasy jak przybr Nilu nasze pola. 
Wielka pani rozemiaa si. 
-Nie - rzeka -ty, Ramzesie, jeste jeszcze takim dzieckiem, e nawet nie mona poczytywa 
za grzech twoich sw bezbonych. Prosz ci, zajmij si greckimi pukami i jak najprdzej 
pozbd si ydowskiej dziewczyny, a polityk zostaw... nam... 
- Dlaczego mam pozby si Sary? 
-Bo gdyby mia z ni syna, mogyby powsta zawikania w pastwie, ktre i tak ma do 
kopotw. Na kapanw -dodaa pani - moesz gniewa si, byle ich publicznie nie obraa. 
Oni wiedz, e trzeba wiele wybaczy nastpcy tronu, osobliwie jeeli ma tak burzliwy charakter. 
Ale czas uspokoi wszystko, na chwa dynastii i poytek pastwu. 
Ksi rozmyla. Nagle odezwa si. 
- Wic nie mog rachowa na pienidze ze skarbu? 
35 
-W adnym razie. Wielki pisarz ju dzi musiaby wstrzyma wypaty, gdybym mu nie 
daa czterdziestu talentw, ktre mi Tyr przysa. 
-I co ja zrobi z wojskiem!... - mwi ksi, niecierpliwie trc czoo. 
- Oddal ydwk i popro kapanw... Moe ci poycz. 
- Nigdy!... Wol wzi od Fenicjan. 
Pani wstrzsna gow. 
-Jeste erpatrem, rb, jak chcesz... Ale ostrzegam ci, e musisz da duy zastaw, a Fenicjanin, 
gdy raz stanie si twoim wierzycielem, ju ci nie puci. Oni s podstpniejsi od ydw. 
- Na pokrycie takich dugw wystarczy czstka mego dochodu. 
-Zobaczymy. Szczerze chciaabym ci pomc, ale nie mam... - mwia pani, ze smutkiem 
rozkadajc rce. 
-Czy wic, jak ci wypada, ale pamitaj, e Fenicjanie w naszych majtkach s jak szczury 
w pichlerzach: gdy jeden wcinie si przez szczelin, inni przyjd za nim. 
Ramzes ociga si z wyjciem. 
- Czy jeszcze powiesz mi co? - zapytaa. 
-Chciabym tylko zapyta... Moje serce domyla si, e ty, matko, masz jakie plany 
wzgldem mnie. Jakie?... 
Monarchini pogaskaa go po twarzy. 
-Jeszcze nie teraz... jeszcze nie teraz!... Dzi jeste swobodnym jak kady mody szlachcic 
w tym kraju, wic korzystaj... Ale, Ramzesie, przyjdzie czas, e bdziesz musia poj maonk, 
ktrej dzieci bd ksitami krwi krlews- kiej, a syn twoim nastpc. O tych czasach 
ja myl... 
-I co?... 
-Jeszcze nic okrelonego. W kadym razie mdro polityczna mwi mi, e twoj maonk 
powinna by crka kapana... 
- Moe Herhora?... - zawoa ksi ze miechem. 
-C by w tym byo nagannego? Herhor bardzo prdko zostanie arcykapanem w Tebach, 
a jego crka ma dopiero lat czternacie. 
-I zgodziaby si zaj przy mnie miejsce ydwki?... - z ironi zapyta Ramzes. 
- Musiaby si postara, aeby ci zapomniano dzisiejszy bd. 
-Cauj stopy twoje, matko, i odchodz - rzek Ramzes chwytajc si za gow. - Tyle tu 
syszaem dziwnych rzeczy, e zaczynam si ba, aeby Nil nie popyn w stron katarakt 
albo piramidy nie przeszy na pustyni wschodni. 
-Nie blunij, dziecko moje -szepna pani, z trwog patrzc na syna. - W tym kraju widywano 
dziwniejsze cuda... 
-Czy nie te -spyta z gorzkim umiechem syn -e ciany krlewskiego paacu podsuchiway 
swoich panw? 
-Widywano mier faraonw po kilkumiesicznym panowaniu i upadki dynastii, ktre 
rzdziy dziewicioma narodami. 
- Bo ci faraonowie dla kadzielnicy zapomnieli o mieczu - odpar ksi. 
Ukoni si i wyszed. 
W miar jak kroki nastpcy cichy w ogromnym przysionku, twarz dostojnej pani mienia 
si: miejsce majestatu zajy bole i trwoga, a w wielkich oczach bysny zy. 
Pobiega przed posg bogini, uklka i nasypawszy indyjskiego kadzida na wgle zacza 
mwi: 
-O Izis -Izis -Izis! -po trzykro wymawiam imi twoje. O Izis, ktra rodzisz we, krokodyle 
i strusie, po trzykro niech bdzie pochwalone imi twoje... O Izis, ktra chronisz 
ziarna zboowe od zabjczych wichrw, a ciaa ojcw naszych od niszczcej pracy czasu, o 
Izis, ulituj si i chro mojego syna... Po trzykro niech bdzie wymawiane imi twoje i tu... 
36 
tam... i tam... I dzi, i zawsze, i na wieki wiekw, dopki witynie naszych bogw bd 
przeglday si w wodzie Nilu. 
Modlc si tak i kajc monarchini pochylia si i dotkna czoem ziemi. A w tej chwili 
rozleg si nad ni cichy szept: 
- Gos sprawiedliwego zawsze jest wysuchany. 
Dostojna pani zerwaa si i pena zdumienia zacza oglda si dokoa. Ale w pokoju nie 
byo nikogo. Tylko ze cian patrzyy na ni malowane kwiaty, a znad otarza posg bogini, 
peen nadziemskiego spokoju. 
37 
ROZDZIA SMY 
Ksi wrci do swojej willi stroskany i wezwa Tutmozisa. 
- Musisz mnie - rzek Ramzes - nauczy, jak dostaje si pienidze... 
-Aha!... - rozemia si elegant. -Oto jest mdro, ktrej nie ucz w najwyszych szkoach 
kapaskich, ale w ktrej ja mgbym zosta prorokiem... 
- Tam wykadaj, eby nie poycza pienidzy - wtrci ksi. 
-Gdybym nie lka si, aeby warg moich nie splamia bezbono, powiedziabym, e 
niektrzy kapani marnuj czas. Biedni ludzie, chocia wici!... Nie jedz misa, poprzestaj 
na jednej onie albo cakiem unikaj kobiet i -nie wiedz: co to jest poycza... Jestem kontent, 
Ramzesie -prawi Tutmozis -e ten rodzaj mdroci poznasz przy moich radach. Ju 
dzi rozumiesz, jakich cierpie staje si rdem brak pienidzy. Czowiek potrzebujcy pienidzy 
nie ma apetytu, zrywa si przez sen, na kobiety patrzy ze zdziwieniem, jakby pyta: na 
co one s? W najchodniejszej wityni bij mu ognie do twarzy, a w najwikszy upa, wrd 
pustyni, czuje dreszcz chodu. Patrzy przed siebie jak obkany, nie syszy, co do niego mwi, 
najczciej chodzi w przekrconej peruce, ktrej zapomnia napoi wonnociami, a 
uspokaja si tylko przy dzbanie mocnego wina, i to na krtko. Bo ledwie nieborak odzyska 
zmysy, znowu zaczyna czu, jakby mu si ziemia rozstpowaa pod nogami. 
Widz to -cign elegant -po twoim niespokojnym chodzie i bezadnym wyrzucaniu rkoma, 
e w tej chwili doznajesz rozpaczy z powodu braku pienidzy. Wkrtce jednak doznasz 
innych uczu, jak gdyby ci zdjto z piersi wielkiego sfinksa. Pniej ulegniesz sodkiemu 
stanowi zapomnienia o swoich poprzednich kopotach i teraniejszych wierzycielach, a potem... 
Ach, szczliwy Ramzesie, czekaj ci nadzwyczajne niespodzianki!... Bo gdy upynie 
termin, a wierzyciele zaczn odwiedza ci pod pozorem skadania hodu, bdziesz jak jele 
cigany przez psy albo jak dziewczyna egipska, ktra czerpic wod z rzeki zobaczy skaty 
grzbiet krokodyla. 
-Wszystko to wyglda bardzo wesoo -przerwa miejc si Ramzes - ale nie przynosi ani 
jednej drachmy... 
-Nie kocz! -przerwa Tutmozis. -W tej chwili id po fenickiego bankiera Dagona, a 
wieczorem, choby ci jeszcze nie da pienidzy, odzyskasz spokj. 
Wybieg, wsiad do maej lektyki i otoczony sub tudzie takimi jak sam letkiewiczami 
znikn w alejach parku. 
Przed zachodem soca do domu nastpcy tronu przyjecha Fenicjanin Dagon, najznakomitszy 
bankier w Memfis. By to czowiek w sile wieku, ty, suchy, ale dobrze zbudowany. 
Mia niebiesk tunik, na niej biay paszcz z cienkiej tkaniny, ogromne wosy wasne, cinite 
zot obrczk, i du czarn brod, rwnie wasn. Bujny ten zarost imponujco wyglda 
obok peruk i przyprawnych brdek egipskich elegantw. 
Mieszkanie nastpcy roio si arystokratyczn modzie. Jedni na dole kpali si i namaszczali, 
inni grali w szachy i arcaby na pitrze, inni, w towarzystwie kilku tancerek, pili 
pod namiotami na tarasie. Nastpca nie pi, nie gra, nie rozmawia z kobietami, tylko chodzi 
po jednej stronie tarasu, niecierpliwie wypatrujc Fenicjanina. Gdy go zobaczy wyjedajcego 
z alei w lektyce na dwu osach, zeszed na pierwsze pitro, gdzie by nie zajty pokj. 
Po chwili we drzwiach ukaza si Dagon, przyklkn na progu i zawoa: 
- Pozdrawiam ci, nowe soce Egiptu!... Oby y wiecznie, a twoja sawa oby dosiga 
tych dalekich brzegw, kdy dobijaj fenickie statki... 
Na rozkaz ksicia podnis si i mwi z gwatown gestykulacj: 
-Kiedy dostojny Tutmozis wysiad przed moj lepiank (lepiank jest mj dom wobec 
twoich paacw, erpatre!), taki bi blask z jego twarzy, e zaraz krzyknem do ony: -Tama
38 
ro, dostojny Tutmozis nie od siebie przychodzi, ale od kogo wyszego ni on sam, jak Liban 
jest wyszym od nadmorskich piaskw... A ona pyta si: 
-Skd wiesz, panie mj, e dostojny Tutmozis nie przychodzi od siebie?... - Std, e nie 
mg przyj z pienidzmi, bo ich nie ma, i nie przyszed po pienidze, bo ja ich nie mam... W 
tej chwili ukonilimy si oboje dostojnemu Tutmozisowi. A gdy nam opowiedzia, e to 
ty, najdostojniejszy panie, chcesz pitnastu talentw od swego niewolnika, ja zapytaem ony: 
-Tamaro, czy le nauczyo mnie moje serce? -Dagonie, jeste tak mdry, e powiniene by 
doradc nastpcy tronu... - odpowiedziaa moja ona. 
Ramzes kipia z niecierpliwoci, ale sucha bankiera. On, ktry burzy si wobec wasnej 
matki i faraona! 
-Kiedymy -prawi Fenicjanin -zastanowili si i zrozumieli, e ty, panie, chcesz moich 
usug, taka w nasz dom wstpia rado, e kazaem da subie dziesi dzbanw piwa, a 
moja ona, Tamar, kazaa, aebym ja jej kupi nowe zausznice. Wesele moje tak si wzmogo, 
e kiedym tu jecha, nie pozwoliem olarzowi bi osw. A kiedy niegodne moje stopy dotkny 
waszej posadzki, ksi, wydobyem zoty piercie ( wikszy ni ten, ktry dostojny 
Herhor da Eunanie!) i podarowaem ten zoty piercie waszemu niewolnikowi, ktry mi 
nala wody na rce. Za pozwoleniem waszej dostojnoci, skd pochodzi ten dzban srebrny, z 
ktrego poleli mi rce?... 
- Sprzeda mi go Azariasz, syn Gabera, za dwa talenty. 
- yd?... Wasza dostojno z ydami handluje?... A co na to powiedz bogowie?... 
- Azariasz jest kupcem jak wy - odpar nastpca. 
Usyszawszy to Dagon oburcz schwyci si za gow, zacz plu i jczy: 
-O Baal Tammuz!... o Baaleth!... o Astoreth!... Azariasz, syn Gabera, yd, ma by takim 
kupcem jak ja!... O nogi moje, po cocie mnie tu przyniosy?... O serce, za co cierpisz taki bl 
i naigrawanie?... Najdostojniejszy ksi - krzycza Fenicjanin -zbij mnie, utnij mi rk, jeeli 
bd faszowa zoto, ale nie mw, e yd moe by kupcem. Prdzej upadnie Tyr, prdzej 
miejsce Sydonu zajmie piasek, anieli yd zostanie kupcem. Oni mog doi swoje chude 
kozy albo pod egipskim batem misza glin ze som, ale nigdy handlowa. Tfu!... tfu!... 
nieczysty nard niewolnikw!... Rabuniki, zodzieje. 
W ksiciu, nie wiadomo dlaczego, gniew zawrza, lecz i wnet uspokoi si, co wydao si 
dziwnym samemu Ramzesowi, ktry dotychczas wobec nikogo nie uwaa za potrzebne hamowa 
si. 
-A wic - odezwa si nagle nastpca - czy poyczysz mi, zacny Dagonie, pitnacie talentw? 
-O Astoreth!... pitnacie talentw?... To jest tak wielki ciar, e ja musiabym usi, 
aeby o nim dobrze pomyle. 
- Wic siadaj. 
Za talent -mwi Fenicjanin, wygodnie siadajc na krzele -mona mie dwadziecia 
zotych acuchw albo szedziesit piknych krw dojnych, albo dziesiciu niewolnikw do 
roboty, albo jednego niewolnika, ktry potrafi czy to gra na flecie, czy malowa, a moe 
nawet leczy. Talent to straszny majtek!... Ksiciu bysny oczy. 
- Wic jeeli nie masz pitnastu talentw... - przerwa ksi. 
Przestraszony Fenicjanin nagle zsun si z krzesa na podog. 
-Kto w tym miecie - zawoa - nie ma pienidzy na twj rozkaz, synu soca?... Prawda, 
e ja jestem ndzarz, ktrego zoto, klejnoty i wszystkie dzierawy nie warte twojego spojrzenia, 
ksi. Ale gdy obejd naszych kupcw i powiem, kto mnie wysa, do jutra wydobdziemy 
pitnacie talentw choby spod ziemi. Gdyby ty, erpatre, stan przed uschnit fig 
i powiedzia: Dawaj pienidzy!... - figa zapaciaby okup... Tylko nie patrz tak na mnie, synu 
Horusa, bo czuj bl w doku sercowym i misza mi si umys -mwi bagajcym tonem 
Fenicjanin 
39 
- No, usid, usid... - rzek ksi z umiechem. 
Dagon podnis si z podogi i jeszcze wygodniej rozpar si na krzele. 
- Na jak dugo ksi chce pitnastu talentw? - zapyta. 
- Zapewne na rok. 
-Powiedzmy od razu: na trzy lata. Tylko jego witobliwo mgby odda w cigu roku 
pitnacie talentw, ale nie mody ksi, ktry co dzie musi przyjmowa wesoych szlachcicw 
i pikne kobiety... Ach, te kobiety!... Czy prawda, za pozwoleniem waszego dostojestwa, 
e ksi wzie do siebie Sar, crk Gedeona? 
- A ile chcesz procentu? - przerwa ksi. 
-Drobiazg, o ktrym nie maj potrzeby mwi wasze wite usta. Za pitnacie talentw 
da ksi pi talentw na rok, a w cigu trzech lat ja wszystko odbior sam, tak e wasza 
dostojno nawet nie bdzie wiedzie... 
- Dasz mi dzisiaj pitnacie talentw, a za trzy lata odbierzesz trzydzieci?... 
-Prawo egipskie dozwala, aeby suma procentw wyrwnaa poyczce - odpar zmiszany 
Fenicjanin. 
- Ale czy to nie za duo? 
-Za duo?.. - krzykn Dagon. - Kady wielki pan ma wielki dwr, wielki majtek i paci 
tylko wielkie procenta. Ja wstydzibym si wzi mniej od nastpcy tronu; a i sam ksi 
mgby kaza mnie zbi kijami i wypdzi, gdybym omieli si wzi mniej... 
- Kiedy przyniesiesz pienidze? 
-Przynie?... O bogowie! tego jeden czowiek nie potrafi. Ja zrobi lepiej: ja zaatwi 
wszystkie wypaty ksicia, aeby wasza dostojno nie potrzebowa myle o takich ndznych 
sprawach. 
- Albo ty znasz moje wypaty? 
-Troch znam - odpar niedbale Fenicjanin. - Ksi chce posa sze talentw dla armii 
wschodniej, co zrobi nasi batikierzy w Chetem i Migdolu. Trzy talenty dostojnemu Nitagerowi 
i trzy dostojnemu Patroklesowi, to zaatwi si na miejscu... A Sarze i jej ojcu Gedeonowi 
ja mog wypaca przez tego parcha Azariasza... Tak nawet bdzie lepiej, bo oni oszukaliby 
ksicia w rachunkach. 
Ramzes niecierpliwie zacz chodzi po pokoju. 
- Wic mam ci da rewers na trzydzieci talentw? - zapyta. 
-Jaki rewers?... Po co rewers?... Co ja bym mia z rewersu?... Mnie ksi odda w dzieraw 
na trzy lata swoje folwarki w nomesach: Takens, Ses, Neha-Ment Meha-Pechu, w Sebt-
Het, w Habu... 
- Dzierawa?... - rzek ksi. - Nie podoba mi si to... 
- Wic z czego ja odbior moje pienidze... moje trzydzieci talentw?... 
- Zaczekaj. Musz najpierw zapyta dozorcy stod, ile przynosz mi rocznie te majtki. 
-Po co wasza dostojno ma zadawa sobie tyle pracy?... Co wie dozorca?... On nic nie 
wie, jakem uczciwy Fenicjanin. Kadego roku jest inny urodzaj i inny do- chd... Ja mog 
straci na tym interesie, a wtedy dozorca nie zwrci mi... 
-Ale widzisz, Dagonie, mnie si zdaje, e te majtki przynosz daleko wicej anieli dziesi 
talentw rocznie... 
-Nie chce ksi zaufa mi, dobrze. Ja, na wasz rozkaz, mog opuci folwarki w Ses... 
Nie jest ksi jeszcze pewny mego serca?... No, wic ja jeszcze ustpi Sebt-Het... Ale po co 
tu dozorca? On ksicia bdzie uczy mdroci?... O Astoreth! ja bym straci sen i apetyt, gdyby 
jaki dozorca, poddany i niewolnik, mia poprawia mojego miociwego pana. Tu potrzebny 
tylko pisarz, ktry napisze, e wy, najdostojniejszy panie, oddajecie mi w dzieraw 
na trzy lata folwarki w tym, tym i tym nomesie. I potrzeba szesnastu wiadkw, e mnie spotka 
taki honor od ksicia. Ale po co suba ma wiedzie, e ich pan poycza ode mnie pienidze?... 
40 
Znudzony nastpca wzruszy ramionami. 
-Jutro - rzek - przynie pienidze i sprowad sobie pisarza i wiadkw. Ja o tym myle 
nie chc. 
- Ach, jakie mdre sowa! - zawoa Fenicjanin. 
- Oby, najdostojniejszy panie, y wiecznie... 
41 
ROZDZIA DZIEWITY 
Po lewej stronie Nilu, na brzegu pnocnym przedmiecia Memfis, znajdowa si folwark, 
ktry nastpca tronu odda na mieszkanie Sarze, crce Zyda Gedeona. 
Bya to posiado na trzydzieci pi morgw rozlega, tworzca niewielki kwadrat, ktry 
ze szczytu domu ogarniao si wzrokiem jak na doni. Grunta folwarku leay na wzgrzu i 
dzieliy si na cztery kondygnacje. Dwie najnisze i najobszerniejsze, ktre Nil zawsze zalewa, 
byy przeznaczone pod upraw zb i jarzyn. Na trzeciej kondygnacji, ktra czasami nie 
ulegaa wylewom, rosy palmy, figi i inne drzewa owocowe. Na czwartej, najwyszej, by 
ogrd zasadzony drzewami oliwnymi winem, orzechami i kasztanami sodkimi, wrd ktrych 
znajdowa si dom. 
Dom by drewniany, jednopitrowy, jak zwykle z tarasem, nad ktrym wznosi si pcienny 
namiot. Na dole mieszka czarny niewolnik Ramzesa, na grze Sara ze swoj krewn i 
suc Tafet. Dom by otoczony murem z niepalonej cegy, za ktrym w pewnej odlegoci 
znajdoway si budynki dla byda, parobkw i dozorcw. 
Pokoje Sary nie byy due, ale wykwintne. Na podogach leay dywany, we drzwiach i 
oknach zwieszay si zasony w rnokolorowe pasy. Byy tu rzebione ka i krzesa, inkrustowane 
skrzynie na odzie, trjnone i jednonone stoliki, na ktrych stay wazony z kwiatami, 
wysmuke dzbany do wina, szkatuki z flaszeczkami perfum, zote i srebrne czarki i kielichy, 
fajansowe wazy i misy, brzowe kagace. Kady choby najdrobniejszy sprzt czy naczynie 
byo ozdobione rzeb lub kolorowym rysunkiem; kada sztuka odziey -haftem i 
frdzlami. 
Ju dziesi dni mieszkaa w tym ustroniu Sara, z obawy i wstydu kryjc si przed ludmi, 
tak e ze suby folwarcznej prawie nikt jej nie widzia. W zasonitym buduarze szya, tkaa 
ptno na maym warsztacie lub zwijaa wiece z ywych kwiatw dla Ramzesa. Niekiedy 
wymykaa si na taras i ostronie rozchyliwszy ciany namiotu wygldaa na Nil peen odzi, 
ktrych wiolarze piewali wesoe pieni. albo podnisszy oczy patrzya z trwog na szare 
pylony krlewskiego zamku, ktry milczcy i pospny growa nad drugim brzegiem rzeki. 
Wwczas znowu uciekaa do swoich robt i woaa Tafet. 
- Sied tu, matko - mwia - co ty tam robisz na dole?... 
-Ogrodnik przynis owoce, a z miasta przysali chleby, wino i ptaszki; musiaam to odebra. 
- Sied tu i rozmawiaj, bo mnie strach ogarnia... 
-Gupiutka z ciebie dziecina! - odpara miejc si Tafet. -Do mnie take pierwszego dnia 
strach wyglda z kadego kta; ale jak wyszam za mur, wszystko si skoczyo. Kogo ja si 
tu mam ba, gdzie wszyscy padaj przede mn na kolana? Przed tob chyba by stawali na 
gowach!... Wyjd do ogrodu, jest pikny jak raj... Wyjrzyj w pole, gdzie zbieraj pszenic... 
Sid w dk rzebion, ktrej przewonicy usychaj z tsknoty, aeby ci zobaczy i przewie 
po Nilu... 
- Boj si... 
- Czego?... 
-Albo ja wiem?... dopki szyj, myl, e jestem w naszej dolince i e zaraz przyjdzie ojciec. 
A kiedy wiatr uchyli zason okna i spojrz z gry na ten wielki... wielki kraj, zdaje mi 
si... Wiesz co?... e mnie porwa sp i zanis do swego gniazda na skale, skd zej nie 
mona... 
-Ach ty... ty!... Gdyby widziaa, jak dzi wann przysa ksi, miedzian wann!... A 
jaki trjng na ognisko, jakie garnki i rony!... A gdyby wiedziaa, e ja dzi dwie kury posadziam 
i niedugo bdziemy mieli pisklta... 
42 
Po zachodzie soca, gdy nikt nie mg jej widzie, Sara bywaa mielsz. Wwczas wychodzia 
na taras i patrzya na rzek. A gdy z daleka ukazaa si d owietlona pochodniami, 
ktre na czarnej wodzie rzebiy krwawe i ogniste smugi, Sara obu rkoma przyciskaa swoje 
biedne serce, ktre drao jak zapany ptak. 
Tam pyn do niej Ramzes, a ona nie umiaaby powiedzie, co si z ni dzieje. Czy rado, 
e zblia si ten pikny, ktrego poznaa w dolince, czy trwoga, e znowu zobaczy 
wielkiego wadc i pana, ktry j oniemiela. 
Jednego dnia, w wigili szabasu, przyszed na folwark ojciec, pierwszy raz od jej osiedlenia 
si w tym miejscu. Sara z paczem rzucia si do niego; sama umya mu nogi, a na gow 
wylaa wonnoci, okrywajc go pocaunkami. Gedeon by to czowiek ju szpakowaty, o surowych 
rysach. Mia na sobie dug do kostek koszul, u dou obszyt kolorowym haftem, a 
na niej ty kaftan bez rkaww, rodzaj kapy spadajcej na piersi i plecy. Gow nakrywa 
niewielk czapk, zwajc si u gry. 
- Jeste?... jeste! - woaa Sara i znowu zacza caowa jego rce i gow. 
-Ja sam dziwi si, e tu jestem! -odpar smutnie Gedeon. - Skradaem si do ogrodu jak 
zodziej. Przez ca drog z Memfis zdawao mi si e wszyscy Egipcjanie pokazuj mnie 
palcami, a kady yd pluje... 
- Przecie, ojcze, sam mnie oddae ksiciu?... - szepna Sara. 
-Oddaem, bo c miaem robi? Zreszt mnie si tylko tak zdaje, e mnie pokazuj i 
opluwaj. Z Egipcjan, kto mnie zna, kania mi si tym niej, im sam jest wyszy. 
Przez czas, kiedy tu jeste, nasz pan, Sezofris, mwi, e trzeba mi dom powikszy; pan 
Chaires darowa mi stgiew najlepszego wina, a sam najdostojniejszy nasz nomarcha przysya 
do mnie zaufanego sug pyta: czy ty jeste zdrowa i czy ja nie zostabym u niego rzdc? 
- A ydzi?... - spytaa Sara. 
-Co ydzi!... Oni wiedz, e ja nie ustpiem z dobrej woli. No, a kady chciaby, eby 
jemu tylko taki gwat robili. Niechaj nas wszystkich Pan Bg sdzi. Lepiej powiedz: jak ty si 
masz? 
-Na onie Abrahama nie bdzie jej lepiej -odezwaa si Tafet. -Cay dzie znosz nam 
owoce, wina, chleby i miso, czego dusza zapragnie. A jak wann mamy!... caa miedziana. 
A jakie naczynia kuchenne!... 
-Trzy dni temu - przerwaa Sara - by u mnie Fenicjanin Dagon. Nie chciaam go widzie, 
ale tak si napiera... 
- Da mi zoty piercionek - wtrcia Tafet. 
-Powiedzia mi - mwia Sara - e jest dzierawc u mego pana, darowa mi dwie bransolety 
na nogi, zausznice z pere i szkatuk wonnoci z kraju Punt. 
- Za co on ci to darowa? - zapyta ojciec. 
-Za nic. Tylko prosi, aebym o nim dobrze mylaa i niekiedy powiedziaa mojemu panu, 
e Dagon jest najwierniejszym jego sug. 
-Ty bardzo prdko zbierzesz ca skrzyni zausznic i bransolet -odpar z umiechem Gedeon. 
- Ach - doda po chwili - zbierz prdko wielki majtek i uciekajmy do naszej ziemi, bo 
tu nam zawsze bieda. Bieda, kiedy jest le, a jeszcze wiksza bieda, kiedy jest dobrze. 
- A co by powiedzia pan mj'? - zapytaa Sara ze smutkiem. 
Ojciec potrzsn gow. 
-Nim rok minie, pan twj porzuci ci, a inni mu dopomog. Gdyby bya Egipcjank, 
wziby ci do swego domu, ale ydwk... 
- Porzuci?... - powtrzya Sara z westchnieniem. 
-Co martwi si przyszymi dniami, ktre s w rku Boga? Przyszedem spdzi u ciebie 
szabas... 
43 
-A ja mam doskonae ryby, miso, placki i wino koszerne - szybko wtrcia Tafet. - Kupiam 
te w Memfis siedmioramienny wiecznik i wiece woskowe... Bdzie kolacja lepsza 
ni u samego pana Chairesa. 
Gedeon wyszed z crk na taras. Gdy zostali we dwoje, rzek: 
-Mwia mi Tafet, e cigle siedzisz w domu. Dlaczego? Trzeba wyjrze przynajmniej do 
ogrodu. 
Sara wstrzsna si. 
- Boj si - szepna. 
- Dlaczego ty si masz ba twego ogrodu?... Przecie ty tu jeste pani, wielka pani... 
-Raz wyszam do ogrodu w dzie... Zobaczyli mnie jacy ludzie i zaczli mwi midzy 
sob: Patrzcie, to ta ydwka nastpcy tronu, przez ktr opnia si przybr!... 
-Gupi oni s - wtrci Gedeon. - Albo to raz Nil o cay tydzie spni si z wylewem? 
Wic tymczasem wychod sobie wieczorami. 
Sara otrzsna si jeszcze gwatowniej. 
-Nie chc... nie chc!... - zawoaa. -Innego dnia wyszam wieczr, tam, midzy oliwne 
drzewa. Nagle z bocznej cieki wysuny si, jak cienie, dwie kobiety... Przestraszona, 
chciaam ucieka... Wtedy jedna z nich, modsza i nisza, schwycia mnie za rk mwic: 
Nie uciekaj, musimy ci si przypatrzy... A druga, starsza i wysza, stana o kilka krokw 
przede mn i spojrzaa mi w oczy... Ach, ojcze, mylaam, e si w kamie obrc... Co to 
bya za kobieta... co za spojrzenie!... 
- Kto to mg by? - spyta Gedeon. 
- Ta starsza wygldaa na kapank. 
-I nic do ciebie nie mwia? 
-Nic. Tylko kiedy odchodzc skryy si za drzewami, syszaam zapewne gos starszej, 
ktra powiedziaa tylko te wyrazy: Zaprawd, jest adna... 
Gedeon zamyli si. 
- Moe to byy - rzek - jakie wielkie panie. ze dworu?... 
Soce zachodzio, a na obu brzegach Nilu zbieray si gste tumy ludzi, niecierpliwie 
czekajcych na sygna o przyborze, ktry istotnie opni si. Ju od dwu dni wia wiatr z 
morza i rzeka pozieleniaa; ju soce mino gwiazd Sotis, ale w studni kapaskiej w 
Memfsie woda nie podniosa si nawet na grubo palca. Ludzie byli zaniepokojeni, tym bardziej 
e w Grnym Egipcie, wedug sygnaw, wylew szed prawidowo, a nawet zapowiada 
si doskonale. 
-C wic zatrzymuje go pod Memfisem? - pytali stroskani rolnicy, z utsknieniem czekajc 
na sygna. 
Gdy na niebie ukazay si gwiazdy, Tafet w jadalnym pokoju nakrya st biaym obrusem, 
postawia wiecznik z siedmioma zapalonymi wiecami, przysuna trzy krzesa i owiadczya, 
e zaraz poda szabasow kolacj. 
Wtedy Gedeon nakry gow i wznisszy nad stoem obie rce mwi zapatrzony w niebo: 
-Boe Abrahama, Izaaka, Jakuba, ktry wyprowadzie lud nasz z ziemi egipskiej, ktry 
niewolnikom i wygnacom dae ojczyzn, ktry z synami Judy zaware wieczne przymierze... 
Boe Jehowa, Boe Adonai, pozwl nam spoywa bez grzechu pody wrogiej ziemi, 
wydobd nas ze smutku i strachu, w jakim jestemy pogreni, i powr nad brzegi Jordanu, 
ktry opucilimy dla twojej chway... 
W tej chwili zza muru odezwa si gos: 
- Jego dostojno Tutmozis, najwierniejszy suga jego witobliwoci i nastpcy tronu... 
- Oby yli wiecznie!... - odezwao si kilka gosw z ogrodu. 
-Jego dostojno -mwi znowu gos pojedynczy -zasya pozdrowienia najpikniejszej 
ry spod Libanu! 
Gdy umilk, rozleg si dwik arfy i fletu. 
44 
-To muzyka!... - zawoaa Tafet klaszczc w rce. - Bdziemy obchodzili szabas przy muzyce... 
Sara i jej ojciec, z pocztku przeraeni, zaczli si mia i zasiedli do stou. 
- Niech sobie graj - rzek Gedeon - nie zepsuje nam apetytu ich muzyka. 
Flet i arfa odegray zwrotk, po ktrej odezwa si gos tenorowy piewajc: 
-Jeste pikniejsza od wszystkich dziewczt, jakie przegldaj si w wodach Nilu. Wosy 
twoje czarniejsze od pir kruka, oczy spogldaj agodniej od oczu ani, ktra tskni za 
swoim koziokiem. Wzrost twj jest jako wzrost palmy, a lotus zazdroci tobie wdziku. Piersi 
twoje s jak winne grona, ktrych sokiem upajaj si krlowie. 
Znowu odezwa si flet i arfa, a po nich pie: 
-Przyjd i spocznij w ogrodzie. Suba, ktra do ciebie naley, przyniesie liczne naczynia 
i piwa wszelkich gatunkw. Przyjd, uwicimy noc dzisiejsz i wit, ktry po niej nastpi. W 
moim cieniu, w cieniu figi rodzcej sodkie owoce, twj kochanek spocznie po twojej prawicy; 
a ty go upoisz i powoln bdziesz wszelkim jego daniom... 
Flet i arfa - po nich znw piew: 
-Ja jestem milczcego umysu, nigdy nie mwi, co widz, i sodyczy moich owocw nie 
psuj czczym paplaniem... * 
* Autentyczne 
45 
ROZDZIA DZIESITY 
Wtem piew umilk zaguszony wrzaw i szelestem jakby wielu biegncych. 
-Poganie!... wrogowie Egiptu!. -woa kto. -piewacie, kiedy wszyscy nurzamy si w 
strapieniu, i chwalicie ydwk, ktra czarami swoimi zatrzymaa bieg Nilu... 
-Biada wam! -woa inny. - Depczecie ziemi nastpcy tronu... mier spadnie na was i 
dzieci wasze!... 
- Ustpimy, ale niech wyjdzie do nas ydwka, abymy jej przedstawili nasze krzywdy... 
- Uciekajmy!... - krzykna Tafet. 
- Gdzie? - spyta Gedeon. 
-Nigdy! -odpara Sara, na ktrej twarz agodn wystpi rumieniec gniewu. - Czyli nie 
nale do nastpcy tronu, przed ktrym ci ludzie padaj na twarz?... 
I zanim ojciec i suca opamitali si, wybiega na taras caa w bieli, woajc do tumu za 
murem: 
- Oto jestem!... Czego chcecie ode mnie?... 
Gwar na chwil ucich, lecz znowu odezway si grone gosy: 
- Bd przeklta, cudzoziemko, ktrej grzech zatrzymuje wody Nilu!... 
W powietrzu wisno kilka kamieni rzuconych na olep; jeden uderzy w czoo Sar. 
- Ojcze!.. - zawoaa chwytajc si za gow. 
Gedeon porwa j na rce i znis z tarasu. Wrd nocy wida byo nagich ludzi w biaych 
czepkach i fartuszkach, ktrzy przeazili mur. 
Na dole Tafet krzyczaa wniebogosy, a niewolnik Murzyn schwyciwszy topr stan w jedynych 
drzwiach domu, zapowiadajc, e rozwali eb kademu, kto omieli si wej. 
- Dajcie no kamieni na tego psa nubijskiego! - woali do gromady ludzie z muru. 
Lecz gromada nagle ucicha, gdy z gbi ogrodu wyszed czowiek z ogolon gow, 
odziany w skr pantery. 
- Prorok !... ojciec wity... - zaszemrano w tumie. 
Siedzcy na murze poczli zeskakiwa. 
-Ludu egipski - rzek kapan spokojnym gosem -jakim prawem podnosisz rk na wasno 
nastpcy tronu? 
-Tam mieszka nieczysta ydwka, ktra powstrzymuje przybr Nilu... Biada nam!... ndza 
i gd wisi nad Dolnym Egiptem. 
-Ludzie zej wiary czy sabego rozumu -mwi kapan -gdzieecie syszeli, aeby jedna 
kobieta moga powstrzyma wol bogw? Co rok, w miesicu Tot, Nil zaczyna przybiera i 
do miesica Choiak ronie. Czy dziao si kiedy inaczej, cho nasz kraj zawsze by peen cudzoziemcw, 
niekiedy obcych kapanw i ksit, ktrzy, jczc w niewoli i cikiej pracy, z 
alu i gniewu mogli rzuca najstraszliwsze przeklestwa. Ci z pewnoci pragnli na nasze 
gowy zwali wszelakie nieszczcia, a niejeden oddaby ycie, aeby albo soce nie weszo 
nad Egiptem o porannej godzinie, albo Nil nie przybra w pocztkach roku. I co z ich modlitw?... 
Albo nie zostay wysuchane w niebiosach, albo obcy bogowie nie mieli siy wobec 
naszych. Jakim wic sposobem kobieta, ktrej midzy nami jest dobrze, mogaby cign 
klsk, ktrej najpotniejsi wrogowie nasi sprowadzi nie potrafili?... 
- Ojciec wity mwi prawd!... Mdre s sowa proroka!... - odezwano si w tumie. 
-A jednak Messu, wdz ydowski, zrobi ciemno i pomr w Egipcie!... - zaoponowa jeden 
gos. 
-Ktry to powiedzia, niech wystpi naprzd!... -zawoa kapan. -Wzywam go, niech 
wystpi, jeeli nie jest wrogiem egipskiego ludu... 
Tum zaszemra jak wicher z daleka pyncy midzy drzewami; ale naprzd nie wystpi 
nikt. 
46 
-Zaprawd mwi, cign kapan, e midzy wami kr li ludzie niby hieny w owczarni. 
Nie lituj si oni nad wasz ndz, ale chc was popchn do zniszczenia domu nastpcy 
tronu i buntu przeciw faraonowi. Gdyby za uda si ich nikczemny zamiar, a z waszych piersi 
gdyby zacza pyn krew, ludzie ci ukryliby si przed wczniami jak w tej chwili przed 
moim wezwaniem. 
-Suchajcie proroka!... Chwaa ci, mu boy!... -woa tum pochylajc gowy. Poboniejsi 
upadali na ziemi. 
-Suchajcie mnie, ludu egipski... Za twoj wiar w sowa kapana, za posuszestwo faraonowi 
i nastpcy, za cze, jak oddajecie sudze boemu, speni si nad wami aska. Idcie 
do domw waszych w pokoju, a moe, nim zejdziecie z tego pagrka, Nil zacznie przybiera... 
-Oby si tak stao!... 
-Idcie!... Im wiksza bdzie wiara i pobono wasza, tym prdzej ujrzycie znak aski... 
-Idmy!... Idmy!... Bd bogosawiony, proroku, synu prorokw... - Zaczli rozchodzi 
si caujc szaty kapana. Wtem kto krzykn: - Cud!... spenia si cud!..: 
- Na wiey w Memfis zapalono wiato... Nil przybiera!... Patrzcie, coraz wicej wiate!... 
Zaprawd, przemawia do nas wielki wity... yj wiecznie!... 
Zwrcono si do kapana, ale ten znikn wrd cieniw. 
Tum niedawno rozjtrzony, a przed chwil zdumiony i przejty wdzicznoci, zapomnia 
i o swoim gniewie, i o kapanie cudotwrcy. Opanowaa ich szalona rado i zaczli biec pdem 
ku brzegowi rzeki, nad ktrym ju zapony liczne ogniska i rozlega si wielki piew 
zebranego ludu: 
Bd pozdrowiony, o Nilu, o wita rzeko, ktra objawia si na tej ziemi. Przychodzisz 
w pokoju, aby da ycie Egiptowi. O boe ukryty, ktry rozpraszasz ciemnoci, ktry skrapiasz 
ki, aby przynie pokarm niemym zwierztom. O drogo, schodzca z niebios, aeby 
napoi ziemi, o przyjacielu chleba, ktry rozweselasz chaty... Ty jeste wadc ryb, a gdy 
zstpisz na nasze pola, aden ptak nie omieli si dotkn zbiorw. Ty jeste twrc zboa i 
rodzicielem jczmienia; ty dajesz odpoczynek rkom milionw nieszczliwych i na wieki 
utrwalasz witynie. * 
W tym czasie owietlona d nastpcy tronu przypyna od tamtego brzegu, wrd 
okrzykw i pieww. Ci sami, ktrzy p godziny temu chcieli wedrze si do willi ksicia, 
teraz padali przed nim na twarz albo rzucali si w wod, aby caowa wiosa i boki statku, 
ktry przywiz syna wadcy Egiptu. 
Wesoy, otoczony pochodniami Ramzes w towarzystwie Tutmozisa wszed do domu Sary. 
Na jego widok Gedeon rzek do Tafet: 
- Boj si bardzo o moj crk, ale jeszcze bardziej nie chc spotyka si z jej panem... 
Przeskoczy mur i wrd ciemnoci, przez ogrd i pola, poszed w stron Memfisu. 
Na dziedzicu woa Tutmozis: 
-Witaj, pikna Saro!... Spodziewam si, e nas dobrze podejmiesz za muzyk, ktr ci 
przysaem... 
W progu ukazaa si Sara z obwizan gow, wsparta na Murzynie i suebnicy. 
- Co to znaczy? - spyta zdumiony ksi. 
-Straszne rzeczy!.. - zawoaa Tafet. - Poganie napadli twj dom, a jeden uderzy kamieniem 
Sar... 
- Jacy poganie?... 
- A ci... Egipcjanie! - objania Tafet. 
Ksi rzuci jej spojrzenie pene wzgardy. Lecz wnet opanowaa go wcieko. 
- Kto uderzy Sar?... Kto rzuci kamie?... - krzykn chwytajc za rami Murzyna. 
- Tamci znad rzeki... - odpar niewolnik. 
47 
-Hej, dozorcy!... -woa zapieniony ksi -uzbroi mi wszystkich ludzi na folwarku i 
dalej na t zgraj!.. 
Murzyn znowu pochwyci swj topr, dozorcy zaczli wywoywa parobkw z zabudowa, 
a kilku onierzy ze wity ksicia machinalnie poprawili miecze. 
- Na mio bosk, co chcesz uczyni?... - szepna Sara wieszajc si na szyi ksicia. 
-Chc pomci ci... - odpar. - Kto uderza w moj wasno, we mnie uderza... Tutmozis 
poblad i krci gow. 
-Suchaj, panie - odezwa si - a jake po nocy i w tumie poznasz ludzi, ktrzy dopucili 
si zbrodni? 
- Wszystko mi jedno... Motoch to zrobi i motoch bdzie odpowiada... 
-Tak nie powie aden sdzia - reflektowa Tutmozis. -A przecie ty masz by najwyszym 
sdzi... 
Ksi zamyli si; jego towarzysz mwi dalej: 
-Zastanw si, co by jutro powiedzia nasz pan, faraon?... A jaka rado zapanowaaby 
midzy wrogami Egiptu, ze wschodu i zachodu, gdyby usyszeli, e nastpca tronu, prawie 
pod krlewskim paacem, napada w nocy swj lud?... 
-O, gdyby mi ojciec da cho poow armii, umilkliby na wieki wrogowie nasi we wszystkich 
stronach wiata!... - szepta ksi uderzajc nog w ziemi... 
-Wreszcie... przypomnij sobie tego chopa, ktry si powiesi... aowae go, gdy umar 
czowiek niewinny, a dzisiaj... Czy podobna, aeby sam chcia zabija niewinnych?... 
-Do ju!... - przerwa gucho nastpca. - Gniew mj jest jak dzban peen wody... Biada 
temu, na kogo si wyleje... Wejdmy do domu... 
Wylkniony Tutmozis cofn si. Ksi wzi Sar za rk i wszed z ni na pierwsze 
pitro. Posadzi j obok stou, na ktrym staa nie dokoczona kolacja, i zbliywszy wiecznik 
zerwa jej opask z gowy. 
- Ach - zawoa - to nawet nie jest rana, tylko siniak?... 
Przypatrywa si Sarze z uwag. 
- Nigdy nie mylaem - rzek - e moesz mie siniaka... To bardzo zmienia twarz... 
-Wic ju ci si nie podobam?... - cicho zapytaa Sara podnoszc na niego wielkie oczy 
pene trwogi. 
- Och, nie!... wreszcie to przejdzie... 
Potem zawoa Tutmozisa i Murzyna i kaza opowiedzie wypadki wieczorne. 
- On nas obroni - rzeka Sara. - Stan z toporem w drzwiach... 
- Zrobie tak?... - spyta ksi niewolnika, bystro patrzc mu w oczy. 
- Czyli miaem pozwoli, aeby do twego domu, panie, wdzierali si obcy ludzie? 
Ksi poklepa go po kdzierzawej gowie. 
-Postpie -rzek -jak czowiek mny. Daj ci wolno. Jutro dostaniesz wynagrodzenie 
i moesz wraca do swoich. 
Murzyn zachwia si i przetar oczy, ktrych biaka poyskiway. Nagle upad na kolana i 
uderzajc czoem w posadzk zawoa: 
- Nie odpdzaj mnie od siebie, panie!... 
-Dobrze -odpar nastpca. -Zosta przy mnie, ale jako wolny onierz. Takich mi wanie 
potrzeba -doda patrzc na Tutmozisa. -Ten nie umie mwi jak dozorca domu ksig, ale 
gotw walczy... 
I znowu zacz wypytywa o szczegy najcia, a gdy Murzyn opowiedzia mu o zjawieniu 
si kapana i jego cudzie, ksi schwyci si za gow woajc: 
-Jestem najnieszczliwszym czowiekiem w Egipcie!... Niedugo nawet w moim ku 
bd znajdowa kapanw... Skd on?... Co on za jeden`?... 
48 
Tego Murzyn nie umia objani. Powiedzia jednak, e zachowanie si kapana byo bardzo 
yczliwe dla ksicia i dla Sary; e napadem kierowali nie Egipcjanie, ale ludzie, ktrych 
kapan nazwa wrogami Egiptu i bezskutecznie wzywa ich, aby wystpili naprzd. 
-Dziwy!... Dziwy!... -mwi w zamyleniu ksi rzuciwszy si na ko. -Mj czarny 
niewolnik jest dzielnym onierzem i penym rozsdku czowiekiem... Kapan broni ydwki 
dlatego, e jest moj... Co to za osobliwy kapan?... Lud egipski, ktry klka przed psami faraona, 
napada na dom nastpcy tronu, pod dowdztwem jakich wrogw Egiptu?... Musz ja 
to sam zbada... 
* Autentyczne 
49 
ROZDZIA JEDENASTY 
Skoczy si miesic Tot i zaczyna miesic Paofi, druga poowa lipca. Woda Nilu z zielonkawej 
zrobia si bia, a potem czerwon i wci przybieraa. Krlewski wodowskaz w 
Memfisie by zapeniony prawie na wysoko dwu ludzi, a Nil rs co dzie na dwie pici. 
Najnisze grunta byy zalane, z wyszych piesznie zbierano len, winogrona i pewien rodzaj 
baweny. Gdzie z rana byo jeszcze sucho, tam ku wieczorowi pluskay fale. 
Zdawao si, e gwatowny, cho niewidzialny wicher dmie w gbi rzeki. Orze na niej 
szerokie zagony, wypenia pian bruzdy, potem na chwil wygadza powierzchni wody, a po 
chwili skrca j w przepaciste wiry. Znowu orze, znowu wygadza, skrca nowe gry wody, 
nowe smugi pian i wci podnosi szeleszczc rzek, wci zdobywa nowe paty ziemi. Niekiedy 
woda dosignwszy pewnej granicy przekracza j, w okamgnieniu wlewa si w nizin i 
tworzy byszczce jeziorko tam, gdzie przed chwil rozsypyway si w proch zwide trawy. 
Cho przybr dosign ledwie trzeciej czci swej miary, ju cae wybrzee byo zalane. Co 
godzin jaki folwarczek na wzgrzu robi si podobnym do wyspy, z pocztku odgraniczonej 
od innych tylko wskim kanaem, ktry stopniowo rozszerza si i coraz bardziej odcina domostwo 
od ssiadw. Nieraz, kto wyszed do pracy piechot, wraca cznem. 
dek i tratew ukazywao si na Nilu coraz wicej. Z jednych apano ryby w sieci, na innych 
przewoono zbiory do stod albo ryczce bydo do obr, na innych odwiedzano znajomych, 
aeby wrd miechu i krzyku zawiadomi ich (na co patrzyli wszyscy), e Nil przybiera. 
Niekiedy odzie, skupione jak stado kaczek, rozbiegay si na wszystkie strony przed 
szerok tratw, ktra z Grnego Egiptu niosa w d olbrzymie bryy kamienne, wyrbane w 
nadbrzenych kopalniach. 
W powietrzu, jak ucho sigo, rozlega si szelest przybierajcej wody, krzyk sposzonego 
ptactwa i wesoe piewy ludzkie. Nil przybiera, bdzie duo chleba! Przez cay ten miesic 
toczyo si ledztwo w sprawie napadu na dom nastpcy tronu. Kadego ranka d z urzdnikami 
i milicj przybijaa do jakiego folwarku. Odrywano ludzi od pracy, zasypywano ich 
podstpnymi pytaniami, bito kijem. Ku wieczorowi za wracay do Memfisu dwie dki: jedna 
niosa urzdnikw, druga winiw. 
Tym sposobem wyowiono kilkuset przestpcw, z ktrych poowa nie wiedziaa o niczym, 
poowie za grozio wizienie lub kilka lat pracy w kamienioomach. Niczego jednak 
nie dowiedziano si ani o przywdcach napadu, ani o owym kapanie, ktry skoni lud do 
rozejcia. 
W ksiciu Ramzesie kojarzyy si niezwykle sprzeczne przymioty. By on gwatowny jak 
lew i uparty jak w. Obok tego mia wielki rozum i gbokie poczucie sprawiedliwoci. 
Widzc, e ledztwo prowadzone przez urzdnikw nie wydaje rezultatu, ksi pewnego 
dnia sam popyn do Memfisu i kaza sobie otworzy wizienie. Byo ono zbudowane na 
wzgrzu, otoczone wysokim murem i skadao si z wielkiej liczby budynkw kamiennych, 
ceglanych i drewnianych. Budowle te po wikszej czci byy tylko wejciami lub mieszkaniami 
dozorcw. Winiowie za miecili si w podziemnych jaskiniach wykutych w wapiennej 
skale. 
Kiedy nastpca przekroczy bram, spostrzeg gromadk kobiet, ktre myy i karmiy jakiego 
winia. Nagi ten czowiek, podobny do szkieletu, siedzia na ziemi trzymajc rce i 
nogi w czterech otworach kwadratowej deski, ktra zastpowaa kajdany. 
- Dawno ten czowiek tak cierpi? - zapyta ksi. 
- Dwa miesice - odpar nadzorca. 
- A dugo jeszcze ma siedzie? 
- Miesic. 
- C on zrobi? 
50 
- Zely urzdnika zbierajcego podatki. 
Ksi odwrci si i ujrza drug gromad, zoon z kobiet i dzieci. Midzy nimi by stary 
czowiek. 
- Czy to s winiowie? 
-Nie, najdostojniejszy panie. To jest rodzina oczekujca na zwoki przestpcy, ktry ma 
by uduszony...O, ju prowadz go do izby..: - mwi nadzorca. 
Po czym zwrciwszy si do gromadki rzek: 
- Bdcie jeszcze chwilk cierpliwi, kochani ludzie, zaraz dostaniecie ciao. 
- Bardzo dzikujemy ci, zacny panie - odpar stary czowiek, zapewne ojciec delikwenta. Wyszlimy 
z domu wczoraj wieczr, len zosta nam w polu, a tu rzeka przybiera!... 
Ksi poblad i zatrzyma si. 
- Wiesz - zwrci si do nadzorcy - e mam prawo aski? 
-Tak, erpatre -odpowiedzia nadzorca kaniajc si. a potem doda: -Wedug praw, na 
pamitk twojej bytnoci w tym miejscu, synu soca, dobrze prowadzcy si, a skazani za 
obraz religii lub pastwa powinni otrzyma ulgi. Spis tych ludzi bdzie zoony u stp waszych 
w cigu miesica. 
- A ten, ktrego maj w tej chwili dusi, czy nie ma prawa skorzysta z mojej aski? 
Nadzorca rozoy rce i pochyli si w milczeniu. 
Ruszyli z miejsca i przeszli kilka dziedzicw. W drewnianych klatkach, na goej ziemi, 
roili si w ciasnocie przestpcy skazani na wizienie. W jednym budynku rozlegay si 
straszne krzyki: bito dla wydobycia zezna. 
- Chc zobaczy oskaronych o napad na mj dom - rzek gboko wzruszony nastpca. 
- Jest ich z gr trzystu - odpar nadzorca. 
-Wybierzcie, zdaniem waszym, najwinniejszych i wypytajcie ich w mojej obecnoci. Nie 
chc jednak, aeby mnie poznali. 
Otworzono nastpcy tronu izb, w ktrej prowadzi czynnoci urzdnik ledczy. Ksi 
kaza mu zaj zwyke miejsce, a sam usiad za supem. 
Niebawem zaczli ukazywa si pojedynczo oskareni. Wszyscy byli chudzi; porosy im 
due wosy i brody, a oczy miay wyraz spokojnego obkania. 
-Dutmoze -rzek urzdnik - opowiedz, jak to napadlicie na dom najdostojniejszego erpatre. 
-Powiem prawd, jak na sdzie Ozirisa. Byo to wieczorem tego dnia, kiedy Nil mia zacz 
przybr. Moja ona mwi do mnie: Chod, ojcze, pjdziemy na gr, skd prdzej 
mona zobaczy sygna w Memfisie. Wic poszlimy na gr, skd atwiej mona zobaczy 
sygna w Memfisie. Wtedy do mojej ony zbliy si jaki onierz i mwi: Pjd ze mn w 
ten ogrd, to znajdziemy winogron albo i co jeszcze. Wic moja ona posza w ogrd z 
owym onierzem, a ja wpadem w wielki gniew i zagldaem do nich przez mur. Czy jednak 
rzucali kamienie do domu ksicia? Powiedzie nie mog, gdy z powodu drzew i ciemnoci 
nic nie widziaem. 
- A jake moge puci on z onierzem? - spyta urzdnik. 
-Za pozwoleniem waszej dostojnoci, a c ja miaem zrobi? Przeciem ja tylko chop, a 
on wojownik i onierz jego witobliwoci... 
- A kapana widziae, ktry do was przemawia`? 
-To nie by kapan - odpar chop z przekonaniem. - To musia by sam bg Num, bo wyszed 
z pnia figowego i mia barani gow. 
- A widziae, e mia barani gow? 
-Za pozwoleniem, dobrze nie pamitam, czy ja sam widziaem, czy tak mwili ludzie. 
Oczy zasaniaa mi troska o moj on. 
- Kamienie rzucae do ogrodu? 
51 
-Po c bym rzuca, panie ycia i mierci? Gdybym trafi on, sobie zrobibym niepokj 
na cay tydzie, a gdyby onierza, dostabym pici w brzuch, aby mi jzyk wylaz. Przeciem 
ja tylko chop, a on wojownik wiecznie yjcego pana naszego. 
Nastpca wychyli si spoza kolumny. Odprowadzono Dutmoze, a wprowadzono Anupa. 
By to chop niski, na plecach mia jasne blizny od kijw. 
-Powiedz, Anupa -zacz znowu urzdnik - jak to byo z tym napadem na ogrd nastpcy 
tronu? 
-Oko soca - odpar chop - naczynie mdroci, ty wiesz najlepiej, e ja napadu nie robiem. 
Tylko przyszed do mnie ssiad i mwi: Anupa, chod na gr, bo Nil przybiera. A ja 
mwi: czy aby przybiera? A on mwi: Jeste gupszy od osa, bo przcie osio usyszaby 
muzyk na grze, a ty nie syszysz. Ja za odpowiadam: gupi jestem, bom si pisa nie 
uczy, ale za pozwoleniem, co innego jest muzyka, a co innego przybr. A on na to: Gdyby 
nie byo przyboru, ludzie nie mieliby z czego cieszy si, gra i piewa. Wic poszlimy, 
mwi waszej sprawiedliwoci, na gr, a tam ju muzyk rozpdzili i ciskaj w ogrd kamienie... 
-Kto ciska? 
-Nie mogem zmiarkowa. Ludzie ci nie wygldali na chopw: prdzej na nieczystych 
paraszytw, ktrzy rozpruwaj zmarych do balsamowania. 
- A kapana widziae? 
-Za pozwoleniem waszej czujnoci, to nie by kapan, ale chyba jaki duch, ktry pilnuje 
domu ksicia nastpcy (oby y wiecznie!...). 
- Dlaczego duch? 
- Bo czasami tom go widzia, a czasami gdzie mi si podziewa. 
- Moe go ludzie zasaniali? 
- Z pewnoci, e go czasem ludzie zasaniali. Ale za to raz by wyszy, a inny raz niszy. 
- Moe wazi na pagrek i zazi z niego? 
-Bez zawodu musia wazi i zazi, ale moe wydua si i skraca, gdy by to wielki 
cudotwrca. Ledwie rzek: Zaraz Nil przybierze - i wnet Nil zacz przybiera. 
- A kamienie rzucae, Anupa? 
-Gdziebym mia rzuca kamienie w ogrd nastpcy tronu?... Przecie ja prosty chop i 
rka uschaby mi po okie za takie witokradztwo. 
Ksi kaza przerwa ledztwo. A gdy wyprowadzono oskaronych, odezwa si do 
urzdnika: 
- Wic ci ludzie nale do najwinniejszych? 
- Rzeke, panie - odpar urzdnik. 
-W takim razie jeszcze dzisiaj trzeba uwolni wszystkich. Ludzie nie mog by wizieni 
za to, e chcieli przekona si, czy wity Nil przybiera, lub e suchali muzyki. 
-Najwysza mdro mwi przez twoje usta, erpatre - rzek urzdnik. - Kazano mi znale 
najwinniejszych, wic wybraem tych, jakich znalazem. Ale nie w mojej mocy jest powrci 
im wolno. 
-Dlaczego? 
-Spojrzyj, najdostojniejszy, na t skrzyni. Jest ona pena papirusw, na ktrych spisano 
akta sprawy. Sdzia z Memfisu co dzie otrzymuje raporty o jej przebiegu i donosi jego 
witobliwoci. W c obrciaby si praca tylu uczonych pisarzy i wielkich mw, gdyby 
oskaronych uwolni? 
- Ale oni s niewinni! - zawoa ksi. 
-Napad by, a wic byo przestpstwo. Gdzie jest przestpstwo, musz by przestpcy, a 
kto raz dosta si w rce wadzy i jest opisany w aktach, nie moe odej bez jakiego rezultatu. 
W szynku czowiek pije i paci; na jarmarku co sprzedaje i otrzymuje; w polu sieje i 
zbiera; w grobach dostaje bogosawiestwa od zmarych przodkw. Jakim wic sposobem 
52 
kto przyszedszy do sdu wrciby z niczym jak podrny, ktry zatrzymuje si w poowie 
swej drogi i zwraca stopy do domu nie osignwszy celu? 
-Mdrze mwisz -odpar nastpca. -Powiedz mi jednak, czy i jego witobliwo nie 
miaby prawa uwolni tych ludzi? 
Urzdnik zoy rce na krzy i schyli gow. 
-On, rwny bogom, wszystko, co chce, uczyni moe: uwolni oskaronych, nawet skazanych, 
a nawet zniszczy akta sprawy, co spenione przez zwykego czowieka byoby witokradztwem. 
Ksi poegna urzdnika i poleci nadzorcy, aeby na jego koszt lepiej karmiono oskaronych 
o napad. Nastpnie, rozdraniony, popyn na drug stron cigle rozszerzajcej si 
rzeki, do paacu, aeby prosi faraona o umorzenie nieszczsnej sprawy. 
Tego jednak dnia jego witobliwo mia duo ceremonii religijnych i narad z ministrami, 
wic nastpca nie mg si z nim widzie. Wwczas ksi uda si do wielkiego pisarza, 
ktry po ministrze wojny najbardziej znaczy we dworze. Stary ten urzdnik, kapan jednej ze 
wity w Memfis, przyj ksicia grzecznie, ale zimno, a wysuchawszy go odpar: 
-Dziwno mi, e wasza dostojno podobnymi sprawami chcesz niepokoi naszego pana. 
Jest to to samo, co gdyby prosi o nietpienie szaraczy, ktra spada na pole. 
- Ale to s ludzie niewinni!... 
-My, dostojny panie, wiedzie o tym nie moemy, gdy o winie lub niewinnoci rozstrzyga 
prawo i sd. Jedno dla mnie jest pewnym, e pastwo nie moe 
cierpie, aeby wpadano do czyjego ogrodu, a tym bardziej, aeby podnoszono rk na 
wasno nastpcy tronu. 
- Sprawiedliwie mwisz, ale - gdzie s winni?.. - spyta ksi. 
-Gdzie nie ma winnych, musz by przynajmniej ukarani. Nie wina, ale kara nastpujca 
po zbrodni uczy innych, e tego spenia nie wolno. 
-Widz - przerwa nastpca - e wasza dostojno nie poprzesz mojej proby u jego witobliwoci. 
-Mdro pynie z ust twoich, erpatre -odpowiedzia dygnitarz. -Nigdy nie potrafi 
udziela panu memu rady, ktra powag wadzy naraziaby na szwank... 
Ksi wrci do siebie zbolay i zdumiony. Czu, e kilkuset ludziom dzieje si krzywda, i 
widzia, e ratowa ich nie moe. Jak nie potrafiby wydoby czowieka, na ktrego upad 
obelisk albo kolumna wityni. 
Za sabe s moje rce do podniesienia tego gmachu -myla ksi z uciskiem w duszy. 
Pierwszy raz uczu, e od jego woli jest jaka nieskoczenie wiksza sia: interes pastwa, 
ktry uznaje nawet wszechmocny faraon, a przed ktrym ugi si musi on, nastpca! 
Zapada noc. Ramzes nie kaza subie nikogo przyjmowa i samotny chodzi po tarasie 
swojej willi dumajc: 
Straszna rzecz!... Tam rozstpiy si przede mn niezwycione puki Nitagera, a tu nadzorca 
wizienia, urzdnik ledczy i wielki pisarz zabiegaj mi drog... Czyme oni s?... 
Ndznymi sugami mojego ojca (oby y wiecznie!), ktry kadej chwili moe ich strci do 
rzdu niewolnikw i zesa w kamienioomy. Ale dlaczego ojciec mj nie miaby uaskawi 
niewinnych?... Pastwo tak chce!... I c to jest pastwo?... Co ono jada, gdzie sypia, gdzie 
jego rce i miecz, ktrego si wszyscy boj?... Spojrza w ogrd i midzy drzewami, na 
szczycie wzgrza, zobaczy dwie olbrzymie sylwetki pylonw, na ktrych pony kagace 
stray. Przyszo mu na myl, e ta stra nigdy nie pi i e pylony nigdy nie jedz, a jednak s. 
Odwieczne pylony, potne jak mocarz, ktry je wznosi, Ramzes Wielki. 
Poruszy te gmachy i setki im podobnych; zmyli t stra i tysice innych, ktre czuwaj 
nad bezpieczestwem Egiptu; okaza nieposuszestwo prawom, ktre pozostawi Ramzes 
Wielki i inni, jeszcze wiksi przed nim mocarze, a ktre dwadziecia dynastii uwicio 
swoim poszanowaniem... 
53 
W duszy ksicia, pierwszy raz w yciu, poczo zarysowywa si jakie niejasne, ale olbrzymie 
pojcie -pastwa. Pastwo jest to co wspanialszego od wityni w Tebach, co 
wikszego od piramidy Cheopsa, co dawniejszego od podziemi Sfinksa, co trwalszego od 
granitu. W tym niezmiernym, cho niewidzialnym gmachu ludzie s jako mrwki w szczelinie 
skalnej, a faraon jak podrny architekt, ktry ledwie zdy osadzi jeden gaz w cianie i 
ju odchodzi. A ciany rosn od pokolenia do pokolenia i budowa trwa dalej. 
Jeszcze nigdy, on, syn krlewski, nie czu tak swojej maoci jak w tej chwili, kiedy jego 
wzrok wrd nocy bdzi ponad Nilem, midzy pylonami zamku faraona i niewyranymi, 
lecz przepotnymi sylwetkami memfijskich wity. 
Wtem spomidzy drzew, ktrych konary dotykay tarasu, odezwa si gos: 
-Znam twoj trosk i bogosawi ci. Sd nie uwolni oskaronych chopw. Ale sprawa 
ich moe upa i wrc w pokoju do swych domw, jeeli dozorca twego folwarku nie bdzie 
popiera skargi o napad. 
- Wic to mj dozorca poda skarg?... - spyta dziwiony ksi. 
-Prawd rzeke. On poda j w twoim imieniu. Ale jeeli nie przyjdzie na sd, nie bdzie 
pokrzywdzonego; a gdzie nie ma pokrzywdzonego, nie ma przestpstwa. 
Krzaki zaszeleciy. 
- Stje! - zawoa Ramzes. - Kto jeste?... 
Nikt nie odpowiedzia. Tylko zdawao si ksiciu, e w smudze wiata pochodni, palcej 
si na pierwszym pitrze, migna naga gowa i skra pantery. 
- Kapan?... - szepn nastpca. - Dlaczego on kryje si?... 
Lecz w tej chwili przyszo mu na myl, e w kapan mgby ciko odpowiada za 
udzielanie rad tamujcych wymiar sprawiedliwoci. 
54 
ROZDZIA DWUNASTY 
Wiksz cz nocy Ramzes przepdzi w gorczkowych marzeniach. Raz ukazywao mu 
si widmo pastwa jako niezmierny labirynt o potnych cianach, ktrych nie mona przebi. 
To znowu widzia cie kapana, ktrego jedno mdre zdanie wskazao mu sposb wydobycia 
si z labiryntu. I ot najniespodziewaniej wystpiy przed nim dwie potgi: interes 
pastwowy, ktrego dotychczas nie odczuwa, cho by nastpc tronu, i - kapastwo, ktre 
chcia zetrze i uczyni swoim sug. 
Bya to cika noc. Ksi przewraca si na ou i zadawa sobie pytanie: czy on nie by 
lepym i czy dopiero dzisiaj nie odzyska wzroku, aeby przekona si o swoim nierozsdku i 
nicestwie? Jake inaczej przedstawiay mu si w tych godzinach przestrogi matki, powcigliwo 
ojca w wypowiadaniu najwyszej woli, a nawet surowe postpowanie ministra 
Herhora? 
Pastwo i kapastwo!... -w pnie powtarza ksi oblany zimnym potem. Tylko bogowie 
niebiescy wiedz, co by nastpio, gdyby miay czas rozwin si i dojrze myli, jakie 
tej nocy zakiekoway w duszy ksicia. Moe, zostawszy faraonem, naleaby do najszczliwszych 
i najduej panujcych wadcw? Moe imi jego, ryte w podziemnych i nadziemnych 
wityniach, przeszoby do potomnoci, otoczone najwysz chwa? Moe on i jego 
dynastia nie straciliby tronu, a Egipt unikn wielkiego wstrznienia w najgorszych dla siebie 
czasach? Ale jasno dzienna rozproszya mary krce nad rozpalon gow ksicia, a dni 
nastpne bardzo zmieniy jego pojcia o nieugitoci pastwowych interesw. Pobyt ksicia 
w wizieniu nie pozosta bez nastpstw dla oskaronych. Urzdnik ledczy natychmiast zda 
raport najwyszemu sdziemu, sdzia powtrnie przejrza spraw, sam zbada kilku obwinionych 
i w cigu paru dni uwolni wiksz ich cz, a reszt jak najprdzej odda pod sd. 
Gdy za, w imieniu poszkodowanego na wasnoci ksicia, nie zjawi si oskaryciel, pomimo 
wywoywa go w sali sdowej i na rynku, sprawa o napad upada i reszt oskaronych 
wypuszczono. 
Wprawdzie jeden z sdziw zrobi uwag, e wedle prawa dozorca ksicego folwarku 
powinien mie proces o faszyw skarg i w razie dowiedzenia mu ponie tak kar, jaka 
grozia oskaronym. Kwesti t jednak pominito milczeniem. 
Dozorca folwarku usun si z oczu sdowi, wysany przez nastpc do nomesu Takens, a 
niebawem znika gdzie caa skrzynia aktw sprawy o napad. Dowiedziawszy si o tym ksi 
Ramzes poszed do wielkiego pisarza i z umiechem zapyta: 
-C dostojny panie, niewinni zostali uwolnieni, akta ich w witokradzki sposb zniszczone 
i mimo to powaga wadzy nie narazia si na szwank? 
-Mj ksi -odpar ze zwykym chodem wielki pisarz - nie rozumiaem, e jedn rk 
podajesz skargi, a drug chcesz je usun. Wasza dostojno bye obraony przez motoch, 
wic nasz rzecz byo ukara go. Jeeli jednak ty przebaczye, pastwo nie ma nic do dodania 
- Pastwo!... pastwo!... - powtarza ksi. - Pastwo to my - doda przymruajc oczy. 
- Tak, pastwo to faraon i... jego najwierniejsi sudzy - odpowiedzia pisarz. 
Dosy byo tej rozmowy z tak wysokim dostojnikiem, aeby w duszy nastpcy zatrze budzce 
si a potne, cho jeszcze niejasne pojcie o znaczeniu pastwa. Wic pastwo nie 
jest odwiecznym i niewzruszonym gmachem, do ktrego po jednym kamieniu chway dodawa 
powinni faraonowie, ale jest raczej kup piasku, ktr kady wadca przesypuje, jak mu 
si podoba. W pastwie nie ma tych ciasnych drzwi, zwanych prawami, w ktrych przejciu 
kady musi uchyli gow, kimkolwiek jest: chopem czy nastpc tronu. W tym gmachu s 
rozmaite wejcia i wyjcia: wskie dla maych i sabych, bardzo obszerne, a nawet wygodne 
dla silnych. 
55 
Jeeli tak jest -zakiekowaa nowa myl w ksiciu -to ja zrobi porzdek, jaki mnie si 
podoba!... 
W tej samej chwili przypomnia sobie dwu ludzi: oswobodzonego Murzyna, ktry nie czekajc 
na rozkaz by gotw odda ycie za wasno ksicia, i nieznajomego kapana. 
Gdybym mia wicej podobnych im, wola moja znaczyaby w Egipcie i za Egiptem!... rzek 
do siebie i poczu niepokonan ch odnalezienia owego kapana. 
By on prawdopodobnie tym samym, ktry powstrzyma tum od napadu na dom ksicia. Z 
jednej strony doskonale zna prawo, z drugiej - umia kierowa tumami. 
- Nieoceniony czowiek!... Musz go mie... 
Od tej pory ksi, w czenku prowadzonym przez jednego wiolarza, zacz zwiedza 
chaty w bliskoci swego folwarku. Ubrany w tunik i wielk peruk, z kijem w rku, na ktrym 
bya wycita miara, ksi wyglda jak inynier ledzcy przybr Nilu. 
Chopi chtnie udzielali mu wszelkich objanie, dotyczcych zmian ksztatu gruntw 
skutkiem wylewu, a zarazem prosili, aby rzd wymyli jakie atwiejsze sposoby czerpania 
wody anieli uraw z wiadrem. Opowiadali te o napadzie na folwark nastpcy tronu i o tym, 
e nie znaj ludzi, ktrzy rzucali kamienie. Wreszcie przypominali sobie kapana, co tak 
szczliwie usun zbiegowisko: ale kto by on by? nie wiedzieli. 
-Jest tu - mwi pewien chop - w naszej okolicy kapan, ktry kuruje na oczy, jest taki, co 
goi rany i skada zamane rce i nogi. Jest paru kapanw, ktrzy ucz pisa i czyta; jest, co 
gra na podwjnym flecie, i nawet adnie gra. Ale tamten, ktry objawi si w ogrodzie nastpcy 
tronu, nie jest adnym z nich, i oni sami nic o nim nie wiedz. Z pewnoci musia to by 
boek Num albo jaki duch czuwajcy nad ksiciem, ktry oby y wiecznie i zawsze mia 
apetyt. 
A moe to naprawd jaki duch! - pomyla Ramzes. W Egipcie zawsze atwiej o ze czy 
dobre duchy anieli o deszcz. 
Woda Nilu z czerwonej zrobia si brunatn, a w sierpniu, w miesicu Hator, dosigna 
poowy swej wysokoci. W nadbrzenych tamach otworzono luzy i woda gwatownie zacza 
wypenia kanay tudzie olbrzymie jezioro sztuczne, Moeris, w prowincji Fayum syncej 
z piknych r. Egipt Dolny przedstawia jakby odnog morsk, gsto zasian pagrkami, 
na nich ogrodami i domami. Komunikacja ldowa cakiem ustaa, a dek na wodzie 
kryo takie mnstwo: biaych, tych, czerwonych i ciemnych, e wyglday jak licie w 
jesieni. Na najwyszych punktach kraju koczono zbiera pewien rodzaj baweny i po raz 
drugi kosi koniczyn, a zaczynano zrywa owoce tamaryndowe i oliwki. 
Pewnego dnia pync wzdu zalanych folwarkw ksi spostrzeg ruch niezwyky. Na 
jednej z czasowych wysepek rozlega si midzy drzewami gony krzyk kobiet. 
Zapewne kto umar... - pomyla ksi. 
Od drugiej wyspy na paru czenkach odpyway zapasy zboa i kilka sztuk byda, a ludzie 
stojcy pod gospodarskimi budynkami grozili i zorzeczyli ludziom w dkach. 
Jaki spr ssiedzki... - rzek do siebie nastpca. 
W kilku dalszych folwarkach byo spokojnie, a mieszkacy, zamiast pracowa albo piewa, 
siedzieli na ziemi milczc. 
Musieli skoczy robot i odpoczywaj. 
Za to od innej wysepki odbio czno z kilkorgiem paczcych dzieci, a jaka kobieta 
wszedszy po pas w wod wygraaa piciami. Wioz dzieci do szkoy -myla Ramzes. 
Wypadki te jednak poczy go interesowa. 
Na ssiedniej wyspie znowu rozlega si krzyk. Ksi przysoni rk oczy i zobaczy lecego 
na ziemi czowieka, ktrego bi kijem Murzyn. 
- C si tu dzieje?... - zapyta Ramzes wiolarza. 
56 
- Czyli nie widzicie, panie, e bij ndznego chopa?. -odpar przewonik miejc si. Musia 
co zbroi, wic chodzi mu bl po kociach. 
- A c ty jeste? 
-Ja?... - odpar z pych wiolarz. -Ja jestem wolny rybak. I bylem odda, co naley, z poowu 
do jego witobliwoci, mog pywa po caym Nilu, od pierwszej katarakty do morza. 
Rybak jest jak ryba albo dzika g, a chop jak drzewo: karmi panw swoimi owocami i nigdzie 
nie moe uciec, tylko skrzypi, gdy na nim dozorcy psuj kor. 
O ho! ho!... spojrzyjcie no tam... - zawoa znowu zadowolony rybak. - Hej !... ojciec!... a 
nie wypijaj wszystkiej wody, bo bdzie nieurodzaj... 
Wesoy ten wykrzyknik odnosi si do grupy osb speniajcych bardzo oryginaln czynno. 
Kilku ludzi goych trzymao za nogi innego czowieka i nurzao mu w wodzie gow po 
szyj, po piersi, wreszcie po pas. Obok sta jegomo z lask, ubrany w poplamion tunik i 
peruk z baraniej skry. Nieco dalej krzyczaa wniebogosy kobieta, ktr za rce trzymali 
ludzie. 
Bicie kijem byo tak upowszechnione w szczliwym pastwie faraonw jak jedzenie i 
spanie. Bito dzieci i dorosych, chopw, rzemielnikw, onierzy, oficerw i urzdnikw. 
Kto y, dostawa kije, z wyjtkiem kapanw i najwyszych dostojnikw, bo tych ju nie 
mia kto bi. Ksi wic do spokojnie patrzy na chopa bitego kijem; ale zastanowi go 
chop nurzany w wodzie. 
-Ho! ho!... - mia si tymczasem wiolarz -a to go poj!... Zgrubieje tak, e ona bdzie 
musiaa nadsztukowa mu opask. 
Ksi kaza przybi do brzegu. Tymczasem chopa wydobyto z rzeki, pozwolono mu wykaszla 
wod i znowu schwycono go za nogi, pomimo nieczowieczych wrzaskw ony, ktra 
zacza ksa ludzi trzymajcych j. 
- Stj! - krzykn ksi do oprawcw, ktrzy cignli chopa. 
-Czycie wasz powinno! -zawoa przez nos jegomo w baraniej peruce. -Kto jeste, 
zuchwalcze, ktry omie... 
W tej chwili ksi zwali go przez eb swoj miar, ktra na szczcie bya lekka. Mimo 
to waciciel poplamionej tuniki a usiad na ziemi, a obmacawszy peruk i gow, spojrza na 
napastnika zamglonymi oczyma. 
-Odgaduj -rzek naturalnym gosem -e mam honor rozmawia ze znakomit osob... 
Oby ci, mj panie, zawsze towarzyszy dobry humor, a  nigdy nie rozlewaa si po kociach... 
- Co wy robicie z tym czowiekiem?... - przerwa ksi. 
-Pytasz, mj panie -odpar jegomo, znowu przez nos -jak cudzoziemiec, nie znajcy 
ani miejscowych zwyczajw, ani ludzi, do ktrych odzywa si zbyt poufale. 
Wiedz przeto, e jestem poborc jego dostojnoci Dagona, pierwszego bankiera w Memfis. 
A jeeli jeszcze nie zblade, dowiedz si, e dostojny Dagon jest dzierawc, penomocnikiem 
i przyjacielem nastpcy tronu (oby y wiecznie!) i e ty dopucie si gwatu, o czym 
zawiadcz moi ludzie, na gruntach ksicia Ramzesa... 
-Wic to... - przerwa ksi, lecz nagle zatrzyma si. -Wic jakim prawem katujecie w 
podobny sposb ksicego chopa? 
- Bo nie chce otr paci podatkw, a skarb nastpcy jest w potrzebie... 
Pomocnicy urzdnika, wobec katastrofy, jaka spotkaa ich pana, wypucili swoje ofiary i 
stali bezradni niby czonki ciaa, ktremu ucito gow. Uwolniony chop znowu zacz plu i 
wytrzsa wod z uszu, ale za to ona jego przypada do wybawcy. 
-Kimkolwiek jeste - jczaa skadajc rce przed ksiciem -czy bogiem, czy nawet posacem 
faraona, posuchaj o naszej ndzy. Jestemy chopami nastpcy tronu (oby y 
wiecznie!) i zapacilimy wszystkie podatki: w prosie, pszenicy, kwiatach i skrach bydl57 
cych. Tymczasem ostatniej dekady przyszed do nas ten oto czowiek i kae sobie znowu da 
siedm mierzyc pszenicy... 
Jakim prawem? - pyta mj m -przecie podatki ju zapacone? A on mego ma wali 
na ziemi, kopie nogami i mwi: Takim prawem, e dostojny Dagon kaza. - Skde wezm? 
-odpowiada mj chop - kiedy nie mamy adnego zboa i ju z miesic karmimy si 
ziarnami albo korzonkami lotosu, o ktre take coraz trudniej, bo wielcy panowie lubi bawi 
si kwiatami lotosu. 
Zatchna si i zacza paka. Ksi czeka cierpliwie, a si uspokoi, ale unurzany chop 
mrucza: 
-Ta baba swoim gadaniem nieszczcie na nas sprowadzi... A mwiem, e nie lubi, jak 
mi si baby miszaj do interesw. 
Tymczasem urzdnik podsunwszy si do wiolarza spyta go po cichu, wskazujc na 
Ramzesa: 
- Kto jest ten chystek?... 
-Bodaj ci jzyk usech! -odpar wiolarz. -czy nie widzisz, e to musi by wielki pan: dobrze 
paci i tgo wali. 
-Ja zaraz poznaem - szepta urzdnik - e to musi by kto wielki. Modo zesza mi na 
ucztach ze znakomitymi panami. 
- Aha! jeszcze ci nawet po tych ucztach zostay sosy na odzieniu - odburkn wiolarz. 
Kobieta wypakawszy si prawia dalej : 
-Dzisiaj za przyszed ten pisarz ze swoimi ludmi i mwi do mego chopa: Kiedy nie 
masz pszenicy, oddaj nam dwu synkw, a dostojny Dagon nie tylko daruje ci ten podatek, ale 
jeszcze za kadego chopca co roku zapaci po drachmie... 
-Biada mi z tob! - wrzasn topiony chop. - Zgubisz nas wszystkich gadulstwem... Nie 
suchaj jej, dobry panie -zwrci si do Ramzesa. -Jak krowa myli, e ogonem odstraszy 
muchy, tak babie zdaje si, e jzykiem odpdzi poborcw... A nie wiedz, e obie s gupie... 
- Ty gupi! - przerwaa baba. - Soneczny panie, ktry masz posta krlewsk... 
-Bior was za wiadkw, e ta kobieta bluni... - rzek pgosem urzdnik do swoich ludzi. 
- Kwiecie pachncy, ktrego gos jest jak dwik fletu, wysuchaj mnie!... - bagaa kobieta 
Ramzesa. -Wic mj m powiedzia temu urzdnikowi: Wolabym straci dwa byczki, 
gdybym je mia, anieli odda moich chopcw, chobycie mi za kadego pacili po cztery 
drachmy na rok. Bo jak dziecko wyjdzie z domu na sub, nikt go ju nie zobaczy... 
-Bodajbym si udusi!... bodaj ryby jady ciao moje na dnie Nilu!... - jcza chop. - Przecie 
ty cay folwark zmarnujesz swoimi skargami... kobieto... 
Urzdnik widzc, e ma poparcie strony gwnie zainteresowanej, wystpi naprzd i zacz 
znowu przez nos: 
- Od czasu jak soce wschodzi za paacem krlewskim, a zachodzi nad piramidami, dziay 
si w tym kraju rne dziwowiska... Za faraona Semempsesa ukazyway si okoo piramidy 
kochom zjawiska cudowne i duma spada na Egipt. Za Boetosa rozwara si ziemia pod Bubastis 
i pochona wielu ludzi... Za panowania Neferchesa wody Nilu przez jedenacie dni 
byy sodkie jak mid. To widziano i wiele innych rzeczy, o ktrych wiem, bo jestem peen 
mdroci. Ale nigdy nie widziano, aeby z wody wyszed jaki nieznany czowiek i w majtkach 
najdostojniejszego nastpcy tronu broni zbierania podatkw... 
-Milcz! - krzykn Ramzes - i wyno si std. Nikt wam nie zabierze dzieci -doda do kobiety. 
-atwo mi wynie si -odpar poborca -bo mam lotne czno i piciu wiolarzy. Ale 
daje mi, wasza dostojno, jaki znak do pana mego, Dagona?... 
-Zdejmij peruk i poka mu znak na swoim bie -rzek ksi. - A Dagonowi powiedz, e 
mu takie same znaki porobi na caym ciele... 
58 
-Syszycie blunierstwo?... -szepn poborca do swoich ludzi cofajc si ku brzegowi 
wrd niskich ukonw. 
Wsiad w czno, a gdy jego pomocnicy odbili i odsunli si na kilkadziesit krokw, wycignwszy 
rk pocz woa: 
-Oby was kurcz zapa za wntrznoci, buntownicy, bluniercy!... Std prosto jad do nastpcy 
tronu i opowiem mu, co si dzieje w jego dobrach... 
Potem wzi kij i zacz okada swoich ludzi za to, e nie ujli si za nim. 
- Tak bdzie z tob!... - woa groc Ramzesowi. 
Ksi dopad swego czna i wcieky kaza wiolarzowi goni za zuchwaym urzdnikiem 
lichwiarza. Ale jegomo w baraniej peruce rzuci kij i sam wzi si do wiose; jego za 
ludzie pomagali mu tak gorliwie, e pocig sta si niepodobnym. 
-Prdzej sowa dogoni jaskk, anieli my ich, mj pikny panie -rzek miejc si wiolarz 
Ramzesa. -Ale co wy, to nie musicie by miernikiem, tylko oficerem, moe nawet z 
gwardii jego witobliwoci. Zaraz walicie w eb! Znam si na tym, sam przez pi lat byem 
w wojsku. Zawsze waliem w eb albo w brzuch i nie najgorzej dziao mi si na wiecie. A jak 
mnie kto zwali, zaraz zrozumiaem, e musi by wielki... W naszym Egipcie (oby go nigdy 
nie opuszczali bogowie!) strasznie ciasno: miasto przy miecie, dom przy domu, czowiek 
przy czowieku. Kto chce jako tako obraca si w tej cibie, musi wali w eb. 
- Jeste onaty? - spyta ksi. 
-Phy! jak mam kobiet i miejsce na ptorej osoby, tom onaty, ale zreszt kawaler. Byem 
przecie w wojsku i wiem, e kobieta jest dobra raz na dzie, i to nie zawsze. Zawadza. 
- A moe by ty poszed do mnie w sub? Kto wie, czyby aowa tego... 
-Za pozwoleniem waszej dostojnoci, ja zaraz zmiarkowaem, e wy moglibycie dowodzi 
pukiem, pomimo modej twarzy. Ale w sub do nikogo nie pjd. Jestem wolny rybak; 
dziad mj by (za przeproszeniem) pastuchem w Dolnym Egipcie, za nasz rd pochodzi od 
Hyksosw. Prawda, e wytrzsa si z nas gupie chopstwo egipskie, ale mnie na to miech 
bierze. Chop i Hyksos, mwi waszej dostojnoci, to niby w i byk. Chop moe chodzi za 
pugiem czy przed pugiem, ale Hyksos nikomu nie bdzie suy. Chyba w wojsku jego 
witobliwoci, bo to wojsko. 
Rozochocony wiolarz cigle mwi, ale ksi ju go nie sucha. W jego duszy coraz goniej 
odzyway si pytania bardzo bolesne, gdy zupenie nowe. Wic te wysepki, okoo ktrych 
przepywa, naleay do jego majtnoci?... Dziwna rzecz, on wcale nie wiedzia, gdzie 
s i jak wygldaj jego folwarki. Wic w jego imieniu Dagon oboy chopw nowymi opatami, 
a ten szczeglny ruch, na jaki patrzy jadc wzdu brzegw, to byo zbieranie podatkw?... 
Chop, ktrego bito na brzegu, wida nie mia czym paci. Dzieci, ktre rzewnie pakay 
w odzi, byy sprzedane, po drachmie za gow na cay rok. A ta kobieta, ktra po pas 
wesza w wod i kla, to ich matka... 
Kobiety s bardzo niespokojne -mwi do siebie ksi. -Sara jest najspokojniejsza z 
kobiet, inne jednak lubi duo gada, paka i wrzeszcze... 
Przyszed mu na myl chop, ktry agodzi uniesienia swojej ony. Jego topili -i nie 
gniewa si; jej nic nie robili i pomimo to wrzeszczaa. 
Kobiety s bardzo niespokojne!... - powtarza. - Tak, nawet moja czcigodna matka... C 
to za rnica pomidzy ojcem i matk! Jego witobliwo wcale nie chce wiedzie, e opuciem 
armi dla dziewczyny, ale krlowa lubi zajmowa si nawet tym, e wziem do domu 
ydwk... Sara jest najspokojniejsz kobiet, jak znam. Za to Tafet gada, pacze i wrzeszczy 
za cztery... 
Potem przypomnia sobie ksi sowa ony chopa, e ju miesic niej edz zboa, tylko 
ziarna i korzonki lotosu. Ziarno jego jest jak mak; korzenie - takie sobie. On nie jadby tego 
nawet przez trzy dni z rzdu. Wreszcie kapani, zajmujcy si leczeniem, radz zmienia pokarm. 
Jeszcze w szkole mwiono mu, e trzeba jada miso obok ryb, daktyle obok pszenicy, 
59 
figi obok jczmienia. Ale przez cay miesic ywi si ziarnami lotosu!... No a ko, krowa?... 
Ko i krowa lubi siano, a jczmienne kluski trzeba im gwatem pcha w gardo. Zapewne 
wic i chopi wol karmi si ziarnami lotosu, a pszenne lub jczmienne placki, ryby i miso 
jedz bez smaku. Zreszt najpoboniejsi kapani, cudotwrcy, nigdy nie dotykaj misa ani 
ryb. Widocznie magnaci i synowie krlewscy potrzebuj misa jak lwy i ory, a chopi - trawy 
jak w. 
Tylko... te nurzanie w wodzie za podatki?... Ech, albo to on raz, kpic si z towarzyszami, 
pakowa ich pod wod, a nawet sam si nurza?... Co przy tym byo miechu!... Nurzaniezabawa. 
A co si tyczy bicia kijem, ile razy jego w szkole bito kijem?... Jest to bolesne, ale 
wida nie dla wszelkiego stworzenia. Bity pies wyje i gryzie; bity w nawet nie obejrzy si. 
Tak samo wielkiego pana bicie moe bole, ale chop krzyczy tylko dlatego, aeby wykrzyczy 
si przy okazji. Nawet nie wszyscy krzycz, a onierze i oficerowie piewaj pod kijami. 
Mdre te uwagi nie potrafiy jednak zaguszy drobnego, ale dokuczliwego niepokoju w 
sercu nastpcy. Oto jego dzierawca Dagon naoy niesprawiedliwy podatek, ktrego chopi 
ju paci nie mogli! 
W tej chwili ksiciu nie chodzio o chopw, ale -o matk. Jego matka musi wiedzie o 
gospodarce Fenicjanina. Co ona powie na to synowi, jak spojrzy na niego, jak szyderczo 
umiechnie si?... A nie byaby kobiet, gdyby mu nie przypomniaa: 
- Wszak mwiam, Ramzesie, e ten Fenicjanin zrujnuje twoje majtki?... 
Gdyby zdrajcy kapani -myla ksi -ofiarowali mi dzi dwadziecia talentw, jutro 
wypdzibym Dagona, moi chopi nie dostawaliby kijw i nie byliby nurzani w wodzie, a 
matka nie artowaaby ze mnie. Dziesita... setna cz tych bogactw, jakie le w wityniach 
i pas chciwe oczy goych bw, na cae lata zrobiaby mnie czowiekiem niezalenym 
od Fenicjan... 
W tej chwili bysno w duszy Ramzesa dosy dziwne pojcie, e -midzy chopstwem i 
kapanami istnieje jaki gboki antagonizm. 
Przez Herhora -myla -powiesi si tamten chop na granicy pustyni... Na utrzymanie 
kapanw i wity ciko pracuje ze dwa miliony ludu egipskiego... Gdyby majtki kapaskie 
naleay do skarbu faraona, ja nie musiabym poycza pitnastu talentw i moi chopi 
nie byliby tak strasznie uciskani... Oto gdzie jest rdo nieszcz Egiptu i saboci jego 
krlw!... 
Ksi czu, e chopom dzieje si krzywda, wic dozna niemaej ulgi odkrywszy, e 
sprawcami zego s -kapani. Nie przyszo mu do gowy, e jego sd moe by mylny i niesprawiedliwy. 
Zreszt on nie sdzi, tylko oburza si. Gniew za czowieka nigdy nie zwraca si przeciw 
niemu samemu; jak godna pantera nie re wasnego ciaa, lecz, krcc ogonem i tulc uszy, 
dokoa siebie wypatruje ofiary. 
60 
ROZDZIA TRZYNASTY 
Wycieczki nastpcy tronu, podjte w celu odkrycia kapana, ktry ocali Sar, a ksiciu 
udzieli porady prawnej, miay nieoczekiwany rezultat. 
Kapan nie znalaz si, natomiast midzy egipskim chopstwem zaczy o Ramzesie kry 
legendy. Jaki czowiek pywa wieczorami ode wsi do wsi w drobnym czenku i opowiada 
chopom, e nastpca tronu uwolni ludzi, ktrym za napad na jego dom groziy kopalnie. 
Oprcz tego zbi urzdnika, ktry od chopw chcia wydoby niesprawiedliwy podatek. Dodawa 
w kocu nieznany czowiek, e ksi Ramzes znajduje si pod szczegln opiek boga 
Amona z pustyni zachodniej, ktry jest jego ojcem. 
Prosty lud chciwie sucha wieci, raz dlatego, e zgadzay si z faktami, po wtre, e 
opowiadajcy je czowiek sam wyglda na ducha: przypywa nie wiadomo skd i znika. 
Ksi Ramzes wcale o swoich chopach nie mwi z Dagonem, nawet nie wzywa go do 
siebie. Czu wstyd wobec Fenicjanina, od ktrego wzi pienidze i jeszcze nieraz mg ich 
potrzebowa. 
Ale w kilka dni po awanturze z pisarzem Dagona bankier sam odwiedzi nastpc tronu, 
trzymajc co zasonitego w rkach. A gdy wszed do pokoju ksicia, uklk, rozwiza bia 
chustk i wyj z niej przeliczny zoty kielich. 
Kielich by wysadzany rnokolorowymi kamieniami i pokryty paskorzeb, ktra na 
podstawie przedstawiaa zbieranie i toczenie winogron, a na czaszy - uczt. 
-Przyjmij ten kielich, dostojny panie, od niewolnika twego -mwi bankier -i uywaj go 
sto... tysic lat... do skoczenia wiekw. 
Ale ksi zrozumia, o co chodzi Fenicjaninowi. Nie dotykajc przeto zotego daru rzek z 
twarz surow: 
- Czy widzisz, Dagonie, te purpurowe blaski wewntrz kielicha?... 
-Zaprawd -odpar bankier -jakebym nie mia widzie tej purpury, ktra dowodzi, e 
kielich jest z najczystszego zota. 
-A ja ci mwi, e to jest krew dzieci zabieranych rodzicom -odpowiedzia gniewnie nastpca 
tronu. 
Odwrci si i wyszed do dalszych pokojw. 
-O Astoreth!... -jkn Fenicjanin. Usta mu posiniay, a rce zaczy dre tak, e ledwie 
zdy owin swj kielich w bia chust. 
W par dni pniej Dagon popyn ze swoim kielichem do folwarku Sary. Ubra si w 
szaty przetykane zotem, w gstej brodzie mia szklan kulk, z ktrej cieky wonnoci, a do 
gowy przypi dwa pira. 
-Pikna Saro -zacz -oby Jehowa zla na twoj rodzin tyle bogosawiestw, ile dzi 
pynie wody w Nilu. 
My, Fenicjanie, i wy, ydzi, jestemy przecie ssiadami i brami. Ja za takim arem miosnym 
pon do ciebie, e gdyby nie naleaa do najdostojniejszego pana naszego, dabym za 
ciebie Gedeonowi (oby zdrw by!) dziesi talentw i pojbym ci za praw maonk. Taki 
jestem namitny!. 
- Niech mnie Bg zachowa - odpara Sara -aebym potrzebowaa mie innego pana anieli 
ten mj, ktry jest. Ale skde to, zacny Dagonie, przysza ci ochota nawiedzi dzisiaj suebnic 
pask? 
-Powiem ci prawd, jakby bya Tamar, on moj, ktra cho rodowita crka Sydonu, 
cho wniosa mi duy posag, jest ju stara i niewarta zdejmowa ci sandaw. 
- W miodzie, pyncym z ust waszych, jest duo piounu - wtrcia Sara. 
-Mid - prawi Dagon siadajc - niech bdzie dla ciebie, a pioun niech moje zatruwa serce. 
Pan nasz, ksi Ramzes (oby y wiecznie!), ma lwie usta i spi przebiego. Raczy mi 
61 
wypuci w dzieraw swoje majtki, co odek mj napenio radoci; ale nie ufa mi 
tak, e ja ze zgryzoty po caych nocach nie sypiam, tylko wzdycham i zami oblewam oe 
moje, w ktrym oby ty wesp ze mn spoczywaa, Saro, zamiast mojej maonki Tamary, 
ktra podliwoci ju we mnie rozbudzi nie moe. 
- Nie to chcielicie mwi - przerwaa zarumieniona Sara. 
-Ja ju nie wiem, co chc mwi od czasu, gdym ujrza ciebie i gdy nasz pan, ledzc 
moje czynnoci na folwarkach, pobi kijem i odebra zdrowie mojemu pisarzowi, ktry zbiera 
od chopw podatek. Przecie ten podatek nie dla mnie Saro, tylko dla naszego pana... Przecie 
nie ja bd jad figi i pszenne chleby z tych dbr, tylko ty, Saro, i nasz pan... Przecie ja daem 
pienidze panu, a tobie klejnoty, wic dlaczego pode chopstwo egipskie ma zuboa naszego 
pana i ciebie, Saro?.. Aeby za zrozumiaa, jak mocno wzburzasz moj krew dla siebie, i 
aeby dowiedziaa si, e z tych paskich majtkw ja nic mie nie chc, tylko wam wszystko 
oddaj, wemij, Saro, ten kielich szczerozoty, wysadzany kamieniami i okryty rzeb, 
ktrej dziwiliby si sami bogowie... 
To mwic Dagon wydoby z biaej chusty kielich nie przyjty przez ksicia. 
-Ja nawet nie chc, Saro - mwi - aeby ty ten zoty kielich miaa w domu i dawaa z 
niego pi naszemu panu. Ty oddaj ten szczerozoty kielich twojemu ojcu Gedeonowi, ktrego 
kocham jak brata. I ty, Saro, powiedz ojcu twemu takie sowa: Dagon, twj blinicy brat, 
nieszczliwy dzierawca majtkw nastpcy tronu, jest zrujnowany. Wic pij, mj ojcze, z 
tego kielicha i myl o twoim bliniaczym bracie Dagonie, i pro Jehowy, aeby nasz pan, 
ksi Ramzes, nie rozbija jemu pisarzw i nie buntowa chopw, ktrzy ju i tak nie chc 
paci podatku. Ty za Saro, wiedz o tym, e gdyby kiedy dopucia mnie do poufaoci ze 
sob, dabym tobie dwa talenty, a twojemu ojcu talent. I jeszcze wstydzibym si, e daj ci 
tak mao, bo ty warta, aeby pieci ci sam faraon i nastpca tronu, i dostojny minister 
Herhor, i najwaleczniejszy Nitager, i najbogatsi bankierowie feniccy. W tobie jest taki smak, 
e ja, gdy widz ci - omdlewam, a gdy ci nie widz, zamykam oczy i oblizuj si. Ty jeste 
sodsza od fig, bardziej pachnca od r... Ja bym da tobie pi talentw... We ten kielich 
Saro... 
Sara usuna si ze spuszczonymi oczyma. 
-Nie wezm kielicha -odpara - bo pan mj zabroni mi od kogokolwiek przyjmowa darw. 
Dagon osupia i patrzy na ni zdziwionymi oczyma. 
-Ty chyba nie wiesz, Saro, co jest wart ten kielich'?... Wreszcie ja daj go twojemu ojcu, 
memu bratu... 
- Nie mog przyj... - szepna Sara. 
-Gwatu!... -krzykn Dagon. -Wic ty, Saro, zapacisz mi za ten kielich innym sposobem, 
nie mwic twojemu panu... Przecie taka pikna jak ty kobieta musi posiada zoto i 
klejnoty i powinna mie swego bankiera, ktry by jej dostarcza pienidze, kiedy jej si podoba, 
nie za tylko wwczas, gdy jej pan zechce?... 
- Nie mog!... - szepna Sara nie ukrywajc wstrtu dla Dagona. 
Fenicjanin w okamgnieniu zmieni ton i rzek miejc si: 
-Bardzo dobrze, Saro!... Ja tylko chciaem przekona si, czy ty jeste wierna naszemu 
panu. I widz, e jeste wierna, chocia gupi ludzie gadaj... 
- Co? - wybuchna Sara rzucajc si ku Dagonowi z zacinitymi piciami. 
-A cha! cha!... - mia si Fenicjanin. - Jaka szkoda, e tego nie sysza i nie widzia nasz 
pan... Ale ja jemu kiedy opowiem, gdy bdzie dobrze usposobiony, e ty nie tylko jeste mu 
wierna jak pies, ale nawet nie chciaa przyj zotego kielicha, poniewa on nie kaza ci 
przyjmowa prezentw... A ten kielich, wierz mi, Saro, skusiby niejedn kobiet... I niema 
kobiet... 
62 
Dagon posiedzia jeszcze chwil podziwiajc cnot i posuszestwo Sary, wreszcie poegna 
si z ni bardzo czule, wsiad w swoj d z namiotem i odpyn do Memfis. Im czno 
dalej odsuwao si od folwarku, z twarzy Fenicjanina znika umiech, a wystpowa wyraz 
gniewu. A gdy dom Sary ukry si za drzewami, Dagon powsta i podnisszy rce do gry 
pocz woa: 
-O Baal Sydon, o Astoreth!... pomcijcie moj zniewag nad przeklt crk Judy... Niech 
przepadnie jej zdradziecka pikno jak kropla deszczu w pustyni... Niechaj choroby stocz 
jej ciao, a szalestwo opta dusz... Niech jej pan wygna j z domu jak parszyw wini... A 
jak dzisiaj odtrcia mj kielich, tak niech przyjdzie czas, aeby ludzie odtrcali jej wysch 
rk, gdy bdzie ebra, spragniona, o kubek mtnej wody... 
Potem plu i mrucza niezrozumiae a straszne wyrazy, a na chwil czarny obok zakry 
soce, a woda w pobliu odzi pocza mci si i wydyma w due fale. Gdy skoczy, 
soce znowu zajaniao, ale rzeka jeszcze niepokoia si, jakby poruszy j nowy przybr. 
Wiolarze Dagona zlkli si i przestali piewa, lecz oddzieleni od swego pana cian namiotu, 
nie spostrzegli jego praktyk. 
Od tej pory Fenicjanin nie pokazywa si nastpcy tronu. Lecz gdy pewnego dnia ksi 
przyszed do swojej willi, zasta w pokoju sypialnym pikn szesnastoletni tancerk fenick, 
ktra za cay strj miaa zot obrcz na gowie i delikatny jak pajczyna szal na ramionach. 
- Kt ty jeste? - zapyta ksi. 
-Jestem kapank i twoj suebnic, a przysa mnie pan Dagon, aebym wyposzya twj 
gniew na niego. 
- Jake potrafisz to zrobi? 
-O tak... Sid tutaj - mwia sadowic go na fotelu -ja stan na palcach, aeby zrobi si 
wysz anieli twj gniew, i tym szalem, ktry jest powicony, bd odpdza od ciebie ze 
duchy... A kysz!... a kysz!... -szeptaa taczc wkoo Ramzesa. -Niech moje rce zdejm 
ponuro z wosw twoich... niech moje pocaunki przywrc jasne spojrzenie oczom twym... 
niech bicie mego serca napeni muzyk uszy twoje, panie Egiptu... A kysz!... a kysz!... on nie 
wasz, ale mj... Mio potrzebuje takiej ciszy, e wobec niej nawet gniew musi umilkn. 
Taczc bawia si wosami Ramzesa, obejmowaa go za szyj, caowaa w oczy. Wreszcie 
zmczona siada u ng ksicia i, oparszy gow na jego kolanach, bystro przypatrywaa mu 
si dyszc rozchylonymi ustami. 
- Ju nie gniewasz si na twego sug Dagona?... - szeptaa gaszczc twarz ksicia. 
Ramzes chcia j pocaowa w usta, lecz zerwaa si z jego kolan i ucieka woajc: 
- O nie, nie mona!... 
-Dlaczego? 
-Jestem dziewic i kapank wielkiej bogini Astoreth... Musiaby bardzo kocha i czci 
moj opiekunk, zanim byoby ci wolno pocaowa mnie. 
- A tobie wolno?... 
- Mnie wszystko wolno, bo ja jestem kapanka i przysigam zachowa czysto. 
- Wic po ce tu przysza? 
-Rozpdzi gniew twj. Zrobiam to i odchodz. Bd zdrw i zawsze dobry!... - dodaa z 
przejmujcym wejrzeniem. 
- Gdzie mieszkasz?... jak si nazywasz?... - pyta ksi. 
-Nazywam si Pieszczota. A mieszkam... Ech, po co mam mwi. Jeszcze nieprdko 
przyjdziesz do mnie. 
Skina rk i znika, a ksi, jak odurzony, nie ruszy si z fotela. Gdy. za po chwili 
wyjrza oknem, zobaczy bogat lektyk, ktr czterej Nubijczycy szybko nieli w stron Nilu. 
Ramzes nie aowa odchodzcej: zdziwia go, ale nie porwaa. 
63 
Sara jest spokojniejsza od niej -myla - i adniejsza. Zreszt... zdaje mi si, e ta Fenicjanka 
musi by zimna, a jej pieszczoty wyuczone. 
Lecz od tej chwili ksi przesta gniewa si na Dagona, tym bardziej e gdy raz by u Sary, 
przyszli do niego chopi i dzikujc za opiek owiadczyli, e Fenicjanin ju nie zmusza 
ich do pacenia nowego podatku. 
Tak byo pod Memfisem. Za to w dalszych folwarkach ksicy dzierawca wetowa sobie 
straty. 
64 
ROZDZIA CZTERNASTY 
W miesicu Choiak od poowy wrzenia do poowy padziernika, wody Nilu stany najwyej 
i zacz si nieznaczny opad. W ogrodach zbierano owoce tamaryndowe, daktyle i 
oliwki, a drzewa zakwity po raz drugi. 
W tym czasie jego witobliwo Ramzes XII opuci swj soneczny paac pod Memfisem 
i z wielk wit, na kilkudziesiciu strojnych statkach popyn do Teb dzikowa tamtejszym 
bogom za dobry wylew, a zarazem zoy ofiary w grobach wiecznie yjcych 
przodkw... 
Najdostojniejszy wadca bardzo askawie poegna syna swego i nastpc; ale kierunek 
spraw pastwowych, na czas nieobecnoci, powierzy Herhorowi. 
Ksi Ramzes tak mocno odczu ten dowd monarszej nieufnoci, e przez trzy dni nie 
wychodzi ze swojej willi i nie przyjmowa pokarmw, tylko paka. Pniej przesta si goli 
i przenis si na folwark Sary, aeby unikn stykania si z Herhorem i dokuczy matce, 
ktr uwaa za przyczyn swoich nieszcz. Zaraz na drugi dzie w tym ustroniu odwiedzi 
go Tutmozis cignc za sob dwie odzie muzykw i tancerek, a trzeci napenion koszami 
jada i kwiatw tudzie dzbanami wina. Ale ksi kaza odjecha precz muzyce i tancerkom, 
a wziwszy do ogrodu Tutmozisa rzek: 
-Zapewne wysaa ci tu matka moja (oby ya wiecznie!) w celu oderwania mnie od ydwki?... 
Ot powiedz jej dostojnoci, e choby Herhor zosta nie tylko namiestnikiem, ale 
nawet synem mego ojca, ja robi bd to, co mi si podoba... Znam si na tym... Dzi chc 
mnie pozbawi Sary, a jutro wadzy... Przekonam ich, e ja nie wyrzekam si niczego. 
Ksi by rozdraniony, Tutmozis wzrusza ramionami, wreszcie odpar: - Jak wicher odnosi 
ptaka na pustyni, tak gniew wyrzuca czowieka na brzegi nie-sprawiedliwoci. Czy 
moesz dziwi si kapanom, e nie ciesz si, i nastpca tronu zwiza swoje ycie z kobiet 
innej ziemi i wiary? Prawda, e nie podoba im si Sara, tym wicej e masz j jedn; gdyby 
posiada kilka kobiet rozmaitych, jak wszyscy modzi szlachcice, nie zwracano by uwagi na 
ydwk. Lecz c oni zrobili jej zego?... Nic. Owszem, nawet jaki kapan broni jej przed 
rozjuszonym tumem napastnikw, ktrych tobie podobao si wydoby z wizienia... 
- A moja matka?... - wtrci nastpca. 
Tutmozis rozemia si. 
-Twoja czcigodna matka -prawi - kocha ci jak wasne oczy i serce. Juci i jej nie podoba 
si Sara, ale wiesz, co mi raz powiedziaa jej dostojno?... Oto aebym odbi ci Sar!... 
Widzisz, jaki zrobia sobie art?... Na co ja odpowiedziaem rwnie artem: Ramzes darowa 
mi sfor goczych psw i dwa konie syryjskie, gdy mu si sprzykrzyy; moe wic kiedy 
odda mi i swoj kochank, ktr bd musia przyj zapewne z dodatkiem... 
-Ani myl o tym. Nikomu dzi nie oddabym Sary wanie dlatego, e z jej powodu mj 
ojciec nie mianowa mnie namiestnikiem. 
Tutmozis krci gow. 
-Bardzo si mylisz -odpar. -Tak si mylisz, e a mnie to przestrasza. Czyliby naprawd 
nie rozumia powodw nieaski, ktre zna kady owiecony czowiek w Egipcie?... 
-Nic nie wiem... 
-Tym gorzej -mwi zakopotany Tutmozis. -Nie wiesz wic, e od czasu manewrw 
onierze, osobliwie greccy, w kadym szynku pij za twoje zdrowie... 
- Na to przecie dostali pienidze. 
- Tak, ale nie na to, aeby woa na cay gos, e gdy nastpisz po jego witobliwoci (oby 
y wiecznie!), rozpoczniesz wielk wojn, po ktrej zajd zmiany w Egipcie... Jakie zmiany?... 
I kto, za ycia faraona, omieli si mwi o planach jego nastpcy?... 
Teraz ksi spospnia. 
65 
-To jedno, ale powiem ci i drugie - prawi Tutmozis - bo ze jak hiena nigdy nie chodzi w 
pojedynk. Czy wiesz, e midzy chopstwem piewaj o tobie pieni, jak uwolnie napastnikw 
z wizienia, a co gorsza, znowu mwi, e gdy nastpisz po jego witobliwoci, bd 
zniesione podatki?... Trzeba za doda, e ile razy midzy chopstwem zaczynano gada o 
niesprawiedliwoci i podatkach, zawsze nastpoway rozruchy. I albo zewntrzny nieprzyjaciel 
wpada do osabionego pastwa, albo Egipt dzieli si na tyle czci, ilu byo nomarchw... 
Sam wreszcie osd: czy jest rzecz stosown, aeby w Egipcie jakiekolwiek imi 
czciej byo wymawane anieli faraona?... I aeby ktokolwiek stawa midzy ludem a naszym 
panem?... Gdyby za pozwoli, opowiedziabym ci, jak na t spraw zapatruj si kapani... 
- Ale, rozumie si, mw... 
-Ot jeden wielce mdry kapan, ktry ze szczytu wityni Amona zajmuje si dostrzeganiem 
niebieskich obrotw, wymyli tak przypowie. 
Faraon jest socem, a nastpca tronu ksiycem. Gdy za wietlanym bogiem z daleka posuwa 
si ksiyc, mamy jasno we dnie i jasno w nocy. Gdy ksiyc chce by zanadto blisko 
soca, wwczas znika sam i noce s ciemne. Ale jeeli zdarzy si tak, e ksiyc stanie 
przed socem, wtedy robi si zamienie, wielki popoch dla wiata. 
-I wszystkie te paplaniny -przerwa Ramzes -dochodz do uszu jego witobliwoci?... 
Biada gowie mojej!... Bodajbym nigdy nie by synem krlewskim!... 
-Faraon, jako bg ziemski, wie o wszystkim; ale jest zanadto potny, aby mia zwaa na 
pijackie okrzyki onierstwa albo na szepty chopw. On rozumie, e kady Egipcjanin odda 
za niego ycie, a ty najpierwej. 
-Prawd rzeke!... - odpar stroskany ksi. -W tym wszystkim jednak widz now nikczemno 
i obud kapanw -doda oywiajc si. -Wic to ja zasaniam majestat pana naszego, 
bo uwalniam niewinnych z wizienia albo nie pozwalam memu dzierawcy drczy 
chopw niesprawiedliwym podatkiem?... Ale kiedy jego dostojno Herhor rzdzi armi, 
mianuje dowdcw, ukada si z obcymi ksity, a memu ojcu kae spdza dni na modlitwach... 
Tutmozis zasoni uszy i tupic nogami zawoa: 
-Milcz ju, milcz!... kade twoje sowo jest blunierstwem... Pastwem rzdzi tylko jego 
witobliwo, i cokolwiek dzieje si na ziemi, pochodzi z jego woli. Herhor za jest sug 
faraona i robi to, co mu pan kae... Kiedy sam przekonasz si... Oby sowa moje nie byy le 
zrozumiane!... 
Ksi tak spospnia, e Tutmozis przerwa rozmow i czym prdzej poegna przyjaciela. 
Gdy wsiad do swej dki opatrzonej baldachimem i firankami, gboko odetchn i wypiwszy 
spory kielich wina, pocz rozmyla: 
Brr!... dzikuj bogom, e nie dali mi takiego charakteru, jaki ma Ramzes. Jest to najnieszczliwszy 
czowiek w najszczliwszych warunkach... Mgby mie najpikniejsze kobiety 
z Memfisu, a pilnuje si jednej, aby dokuczy matce! Tymczasem on nie matce dokucza, 
ale tym wszystkim cnotliwym dziewicom i wiernym onom, ktre usychaj z tsknoty, 
e nastpca tronu, a w dodatku przeliczny chopak, nie odbiera im cnoty albo nie zmusza ich 
do niewiernoci. Mgby nie tylko pi, ale nawet kpa si w najlepszym winie, a tymczasem 
woli ndzne piwo onierskie i suchy placek natarty czosnkiem. Skd te chopskie upodobania? 
nie rozumiem. Chyba czcigodna pani Nikotris w najniebezpieczniejszym czasie zapatrzya 
si na jedzcych robotnikw?.. 
Mgby te od witu do nocy nic nie robi. Gdyby chcia, nawet karmiliby go najznakomitsi 
panowie, ich ony, siostry i crki. Lecz on nie tylko sam wyciga rk po jado, ale 
jeszcze na utrapienie szlachetnej modziey sam si myje, sam si ubiera, a jego fryzjer po 
caych dniach apie ptaki w sida i marnuje zdolnoci. O Ramzesie! Ramzesie!... - westchn 
elegant. -Czy podobna, aeby przy takim ksiciu rozwina si moda? My przecie od roku 
66 
nosimy takie same fartuszki, a peruki utrzymuj si tylko dziki dworskim dygnitarzom, bo 
Ramzes wcale peruk nie chce nosi, co jest wielkim ponieniem dla szlacheckiego stanu. 
A wszystko to... brr!... robi przeklta polityka... O jak szczliwy jestem, e nie potrzebuj 
zgadywa: co myl w Tyrze albo Niniwie, troszczy si o od dla wojska, rachowa, ilu 
ludzi przybyo czy ubyo Egiptowi i jakie mona wybra podatki? Straszna rzecz powiedzie 
sobie, e mj chop nie tyle mi paci, ile ja potrzebuj i wydaj, lecz -na ile pozwala przybr 
Nilu. Ojciec Nil przecie nie pyta moich wierzycieli: co ja im jestem winien?... 
Tak rozmyla wykwintny Tutmozis i zotym winem krzepi stroskanego ducha. A zanim 
czno przypyno do Memfis, zmg go tak ciki sen, e niewolnicy musieli swego pana do 
lektyki przenie na rkach. 
Po odejciu Tutmozisa, ktre wygldao na ucieczk, nastpca tronu gboko zamyli si, 
nawet poczu trwog. 
Ksi by sceptykiem, jako wychowaniec najwyszych szk kapaskich i czonek najwyszej 
arystokracji. Wiedzia, e gdy jedni kapani przez wielomiesiczne posty i umartwienia 
sposobi si do wywoywania duchw, inni -nazywaj duchy przywidzeniem albo oszustwem. 
Widywa te, e wity w, Apis, przed ktrym pada na twarz cay Egipt, dostawa 
nieraz tgie kije od najniszych kapanw, ktrzy mu podawali pasz i podstawiali krowy. 
Rozumia wreszcie, e jego ojciec, Ramzes XII, ktry dla posplstwa by wiecznie yjcym 
bogiem i wszechwadnym panem wiata, jest naprawd takim jak inni czowiekiem, tylko 
troch wicej schorowanym ni inni starcy i bardzo ograniczonym przez kapanw. 
Wszystko to wiedzia ksi i z wielu rzeczy drwi w duchu, a nawet publicznie. Lecz cay 
jego libertynizm upada wobec faktycznej prawdy, e - z tytuw faraona artowa nie wolno 
nikomu!... 
Ramzes zna histori swego kraju i pamita, e w Egipcie wiele rzeczy przebaczono wielkim. 
Wielki pan mg zepsu kana, zabi ukradkiem czowieka, drwi po cichu z bogw, 
bra prezenta od posw obcych mocarstw... Ale dwa grzechy byy niedopuszczalne: zdrada 
kapaskich tajemnic i zdrada faraona. Czowiek, ktry popeni jedno lub drugie, znika, czasami 
po upywie roku, spord sug i przyjaci. Ale gdzie si podziewa i co si z nim dziao?... 
o tym nawet mwi nie miano. 
Ot Ramzes czu, e znajduje si na podobnej pochyoci, od czasu gdy wojsko i chopi 
zaczli wymawia jego imi i rozprawia o jakowych jego planach, zmianach w pastwie i 
przyszych wojnach. Mylc o tym ksi doznawa wraenia, e jego, nastpc tronu, bezimienny 
tum ndzarzy i buntownikw gwatem pcha na szczyt najwyszego obelisku, skd 
mona tylko zlecie i rozbi si na miazg. 
Pniej, gdy po najduszym yciu ojca zostanie faraonem, bdzie mia prawo i rodki dokona 
wielu takich czynw, o ktrych nikt w Egipcie nie pomylaby bez zgrozy. Ale dzi 
musi naprawd strzec si, aby go nie uznano za zdrajc i buntownika przeciw zasadniczym 
ustawom pastwa. 
W Egipcie by jeden jawny wadca: faraon. On rzdzi, on chcia, on myla za wszystkich, 
i biada temu, kto omieliby si wtpi gono o wszechpotdze faraona albo mwi o jakich 
swoich zamiarach czy choby o zmianach w ogle. Plany robiy si tylko w jednym miejscu: 
w sali, gdzie faraon sucha zda czonkw rady przybocznej i wypowiada jej swoje opinie. 
Wszystkie te zmiany mogy wyj tylko stamtd. Tam pona jedyna widoczna lampa mdroci 
pastwowej, ktrej blask owietla cay Egipt. Ale i o tym bezpieczniej byo milcze. 
Wszystkie te uwagi z szybkoci wichru przelatyway przez gow nastpcy, gdy siedzia 
na kamiennej awce ogrodu Sary, pod kasztanem, i patrzy na otaczajcy go krajobraz. 
Woda Nilu ju odrobin opada i pocza robi si przezroczyst jak kryszta. Ale jeszcze 
cay kraj wyglda niby zatoka morska gsto usiana wyspami, na ktrych wznosiy si budynki, 
ogrody warzywne i owocowe, a gdzieniegdzie kpy drzew wielkich, sucych do ozdoby. 
67 
Dokoa wszystkich tych wysp wida byo urawie z kubami, za pomoc ktrych nadzy ludzie 
miedzianej barwy, w brudnych przepaskach i czepkach, czerpali 
wod z Nilu i kolejno wlewali j do coraz wyej pooonych studzien. 
Szczeglnie jedna taka miejscowo odbia si w pamici Ramzesa. By to stromy pagrek, 
na ktrego zboczu pracoway trzy urawie: jeden wlewa wod z rzeki do studni najniszej; 
drugi czerpa z najniszej i podnosi o par okci wyej, do studni redniej; trzeci ze 
redniej przelewa wod w studni najwysz, pooon ju na szczycie pagrka. Tam za 
kilku rwnie nagich ludzi czerpao wod konwiami i polewao zagony jarzyn albo za pomoc 
rcznych sikawek skrapiao drzewa. 
Ruchy urawi, zniajcych si i podnoszcych, nachylenia kubw, wytryski sikawek byy 
tak rytmiczne, e ludzi, ktrzy je wywoywali, mona byo uwaa za automaty. aden z nich 
nie przemwi do swego ssiada, nie zmieni miejsca, nie obejrza si, tylko pochyla si i 
wyprostowywa zawsze w ten sam sposb od rana do wieczora, od miesica do miesica, a 
zapewne od dziecistwa do mierci. 
I to takie twory - myla ksi patrzc na prac rolnikw -takie twory chc zrobi mnie 
wykonawc swoich przywidze!... Jakich zmian mog oni da w pastwie? Chyba, aeby 
ten, kto czerpie wod do niszej studni, przeszed do wyszej albo zamiast polewa grzdy 
kubem, skrapia drzewa sikawk?... 
Gniew bi mu do gowy, a upokorzenie przygniatao go na myl, e on, nastpca tronu, 
dziki bajkom takich oto istot, cae ycie kiwajcych si nad studniami mtnej wody, nie zosta 
namiestnikiem! 
W tej chwili usysza midzy drzewami cichy szelest i -delikatne rce opary si na jego 
ramionach. 
- C, Saro? - spyta ksi nie odwracajc gowy. 
-Smutny jeste, panie mj?... -odpara. -Nie tyle ucieszy si Mojesz widokiem ziemi 
obiecanej, ile ja, gdy powiedzia, e sprowadzasz si tu, aby ze mn mieszka. Lecz ju dob 
jestemy razem, a jeszcze nie widziaam twego umiechu. Nawet nie mwisz do mnie, ale 
chodzisz ponury, a w nocy nie piecisz mnie, tylko wzdychasz. 
-Mam zmartwienie. 
-Powiedz mi je. Zgryzota jest jak skarb dany do przechowania. Pki strzeemy jej sami, 
nawet sen ucieka od nas i dopiero wtedy robi si lej, gdy znajdziemy 
drugiego stra. 
Ramzes obj j i posadzi przy sobie na awce. 
-Kiedy chop - rzek z umiechem -nie zdy przed wylewem zebra z pola, ona mu pomaga. 
Ona pomaga mu te doi krowy, nosi mu jado za dom, myje go, gdy wrci od pracy. 
Std urosa wiara, e kobieta moe uly kopotw mczynie. 
- Ty w to nie wierzysz, panie?... 
-Ksicym troskom -odpar Ramzes - nie poradzi kobieta, nawet tak mdra i wadna jak 
moja matka... 
-Przebg! jakie one s, powiedz mi? -nalegaa Sara tulc si do ramienia nastpcy. Wedug 
naszych poda, Adam opuci raj dla Ewy; a przecie on by chyba najwikszym krlem 
najpikniejszego krlestwa... 
Ksi zamyli si, po chwili zacz: 
-I nasi mdrcy ucz, e niejeden mczyzna wyrzek si dostojestw dla kobiety. Ale nie 
sycha, aeby ktry zyska co wielkiego przez kobiet; chyba jaki wdz, ktremu faraon odda 
crk wraz z duym posagiem i urzdem. Ale pomc do wydwignicia si czy to na 
wysze stanowisko, czy choby tylko z kopotw, kobieta nie potrafi. 
- Bo moe nie kocha jak ja ciebie, panie... - szepna Sara. 
- Wiem, e mnie kochasz nad podziw... Nigdy nie daa ode mnie darw ani opiekowaa 
si takimi, ktrzy nie wahaj si szuka kariery nawet pod kami kochanek ksicych. Je68 
ste agodniejsza od jagnicia i cicha jak noc nad Nilem; pocaunki twoje s jak wonnoci z 
kraju Punt, a ucisk twj sodki jak sen strudzonego. Nie miam miary na twoj pikno ani 
sw na zalety. Jeste dziwowiskiem midzy kobietami, ktrych wargi s pene niepokoju, a 
mio kosztuje drogo. Lecz przy caej doskonaoci swojej, w czym ty moesz uly mym 
troskom? Czy sprawisz, aby jego witobliwo zrobi wielk wypraw na Wschd, a mnie 
mianowa wodzem? Czy dasz mi cho aby korpus Menfi, o ktry prosiem, albo uczynisz 
mnie w imieniu faraona rzdc nad Dolnym Egiptem? A czy sprawisz, aby wszyscy poddani 
jego witobliwoci myleli i czuli jak ja, jego najwierniejszy?... 
Sara spucia rce na kolana i smutnie szeptaa: 
- To prawda, e nie mog... Nic nie mog!... 
-Owszem, wiele moesz... moesz mnie rozweseli -odpar umiechajc si Ramzes. -
Wiem, e uczya si taczy i gra. Zdejm wic te powczyste szaty, ktre przystoj kapankom 
pilnujcym ognia, i ubierz si w przejrzysty mulin jak... tancerki fenickie... i tak 
tacz, i tak mnie pie jak one... 
Sara schwycia go za rce i z pomieniami w oczach krzykna: 
-Ty wdajesz si z takimi wszetecznicami?... Powiedz... niech si dowiem o mojej ndzy... 
A potem odeszlij mnie do ojca, w nasz dolin pustynn, w ktrej obym ci nie bya ujrzaa!... 
-No, no... uspokj si -mwi ksi bawic si jej wosami. - Musz przecie widywa 
tancerki, jeeli nie przy ucztach, to na uroczystociach krlewskich albo podczas naboestw 
w wityni. Ale one wszystkie razem nie obchodz mnie tyle co ty jedna, wreszcie... ktra z 
nich mogaby dorwna tobie? Ty masz ciao jak posg Izydy rzebione z koci soniowej, a z 
tamtych kada ma jak skaz. Jedne s zbyt tuste, inne maj chude nogi albo brzydkie rce, 
a jeszcze inne nosz przyprawne wosy. Ktra z nich jest jak ty?... Gdyby bya Egipcjank, 
wszystkie witynie ubiegayby si, aby posiada ci za przodownic swych chrw. Co mwi, 
gdyby teraz ukazaa si w Memfisie w przejrzystej sukni, kapani pogodziliby si z tob, 
byle chciaa przyjmowa udzia w procesjach. 
- Nam, crkom Judy, nie wolno nosi nieskromnych sukien... 
- Ani taczy, ani piewa`?... Po ce si tego uczya? 
-Tacz nasze kobiety i dziewczta same ze sob, na chwa Panu, nie za po to, aby w 
mskich sercach zasiewa ogniste ziarna podliwoci. A piewamy... Zaczekaj, panie mj, ja 
ci zapiewam. 
Podniosa si z awki i odesza w stron domu. Wkrtce ukazaa si z powrotem. Za ni 
moda dziewczyna, o wylknionych czarnych oczach, niosa arf. 
-Co to za dziewczyna? -spyta ksi. - Czekaj no, ja gdzie widziaem to spojrzenie?... 
Aha, kiedym tu by ostatnim razem, ta wystraszona dziewczyna przypatrywaa mi si z krzakw... 
- To moja krewna i suebnica, Ester - odpara Sara. 
-Mieszka u mnie ju miesic, ale boi si was, panie, wic zawsze ucieka. Moe by, e 
kiedy przypatrywaa si wam spomidzy krzakw. 
- Moesz odej, moje dziecko - rzek ksi do skamieniaej dziewczyny. A gdy skrya si 
za drzewami, doda: 
-Ona take ydwka`?... A tene str twego domu, ktry rwnie patrzy na mnie jak baran 
na krokodyla? 
-To jest Samuel, syn Ezdreasza, take mj krewny. Wziam go na miejsce Murzyna, ktremu, 
panie, da wolno. Wszak pozwolie mi wybiera sugi?... 
-Ale tak. To ju chyba i dozorca parobkw jest ydem, bo ma t cer i rwnie patrzy 
tak pokornie, jak by aden Egipcjanin nie potrafi. 
-Tamten -odpowiedziaa Sara -jest Ezechiel, syn Rubena, krewny mego ojca. Czy nie 
podoba ci si, mj panie?... To s bardzo wierni sudzy twoi. 
69 
-Czy podoba mi si! -rzek markotny ksi bbnic palcami w awk. -On nie po to tu 
jest, aeby mi si podoba, lecz aby pilnowa twego dobra... Nic mnie zreszt nie obchodz ci 
ludzie... piewaj, Saro. 
Sara klka na murawie u stp ksicia i wziwszy na arfie par akordw zacza: 
-Gdzie jest ten, ktry by nie mia troski? Gdzie ten ktry zabierajc si do snu miaby 
prawo rzec: oto dzie, ktry spdziem bez smutku? Gdzie czowiek, ktry by kadc si do 
grobu powiedzia: ycie moje upyno bez boleci i trwogi jak pogodny wieczr nad Jordanem. 
Lecz jake wielu takich, ktrzy co dzie chleb swj oblewaj zami, a ich dom peen westchnie. 
Pacz jest pierwszym gosem czowieka na tej ziemi, a jk ostatnim poegnaniem. Peen 
strapienia wchodzi w ycie, peen alu zstpuje na miejsce odpoczynku, a nikt go nie pyta, 
gdzie by chcia zosta? 
Gdzie jest ten, ktry nie zazna goryczy bytu? Azali jest nim dzieci, ktrego matk 
mier porywa, albo niemowl, ktremu przynalen pier gd wyssa pierwej, nim zdyo 
przyoy usta swoje? 
Gdzie jest czowiek pewny losu, ktry niezmruonym okiem wygldaby swego jutra? Czy 
ten, co pracujc na roli, wie, e nie w jego mocy jest deszcz i nie on wskazuje drog szaraczy? 
Czy kupiec, ktry bogactwo swe oddaje wiatrom, nie wiadomo skd przychodzcym, a 
ycie powierza fali nad gbi, ktra wszystko pochania i nic nie zwraca? 
Gdzie jest czowiek bez niepokoju w duszy? Jestli nim myliwiec, ktry goni prdk sarn, 
a spotyka na swej drodze lwa miejcego si ze strzay? Jestli nim onierz, ktry w utrudzeniu 
idzie do sawy, a znajduje las ostrych wczni, i miecze ze piu, krwi aknce? Jestli nim 
wielki krl, ktry pod purpur nosi cik zbroj, bezsennym okiem ledzi zastpy przemonych 
ssiadw, a uchem chwyta szmer kotary, aby we wasnym namiocie nie powalia go 
zdrada? 
Przeto serce ludzkie na kadym miejscu i o kadej porze jest przepenione tsknoci. W 
pustyni grozi mu lew i skorpion, w jaskiniach smok, midzy kwiatami mija jadowita. Przy 
socu chciwy ssiad rozmyla, jak by umniejszy mu ziemi, w nocy przebiegy zodziej maca 
drzwi do jego komory. W dziecistwie jest niedony, w staroci pozbawiony mocy, w peni 
si okrony niebezpieczestwem jak wieloryb przepaci wodn. 
Przeto, o Panie, Stworzycielu mj, ku Tobie zwraca si umczona dusza ludzka. Ty j 
wywid na ten wiat peen zasadzek. Ty w niej zaszczepi trwog mierci, Ty zamkn 
wszelkie drogi spokoju, wyjwszy tej, ktra do Ciebie prowadzi. A jak dzieci stpa nie 
umiejce chwyta si szat matki, aby nie upa, tak mizerny czowiek wyciga rce do Twego 
miosierdzia i wydobywa si z niepewnoci. 
Sara umilka, ksi zamyli si i rzek po chwili: 
-Wy, ydzi, jestecie nard pospny. Gdyby w Egipcie tak wierzono jak uczy wasza 
pie, nikt nie miaby si nad brzegami Nilu. Moni ukryliby si ze strachu w podziemiach 
wity, a lud, zamiast pracowa, uciekby do jaski i stamtd wyglda zmiowania, ktre by 
zreszt nie nadeszo. 
Nasz wiat jest inny: wszystko w nim mona mie, ale wszystko trzeba zrobi samemu. I 
nasi bogowie nie pomagaj mazgajom. Schodz na ziemi dopiero wwczas, gdy bohater, 
ktry odway si na czyn nadludzki, wyczerpie wszystkie siy. Tak byo z Ramzesem Wielkim, 
gdy rzuci si midzy dwa tysice piset nieprzyjacielskich wozw, z ktrych kady 
dwiga trzech wojownikw. Dopiero wtedy niemiertelny ojciec Amon poda mu rk i dokoczy 
pogromu. Lecz gdyby, zamiast walczy, zacz czeka na opiek waszego boga, ju 
dawno nad brzegami Nilu Egipcjanin chodziby tylko z kubem i ceg, a ndzni Chetowie z 
papirusami i kijmi! 
70 
Dlatego, Saro, prdzej twoje wdziki anieli twoja pie rozproszy moj trosk. Gdybym 
tak poczyna sobie, jak ucz ydowscy mdrcy, i czeka na pomoc z nieba, wino uciekaoby 
od moich ust, a kobiety od moich domw. 
Nade wszystko za nie mgbym by nastpc faraona jak moi przyrodni bracia, z ktrych 
jeden nie przejdzie pokoju bez oparcia si na dwu niewolnikach, a drugi skacze po drzewach. 
71 
ROZDZIA PITNASTY 
Na nastpny dzie Ramzes wysa swego Murzyna z rozkazami do Memfis, a okoo poudnia, 
od strony miasta, do folwarku Sary przybia dua d, napeniona greckim onierstwem 
w wysokich hemach i poyskliwych pancerzach. 
Na komend szesnastu ludzi uzbrojonych w tarcze i krtkie wcznie wysiado na brzeg i 
uszykowao si we dwa szeregi. Ju mieli maszerowa do domu Sary, gdy zatrzyma ich drugi 
posaniec ksicia, ktry rozkaza onierzom zosta na brzegu, a tylko naczelnego ich wodza, 
Patroklesa, wezwa do nastpcy tronu. 
Stanli i stali bez ruchu, jak dwa rzdy kolumn obitych byszczc blach. Za posacem 
poszed Patrokles, w hemie z pirami i purpurowej tunice, na ktrej mia zot zbroj, ozdobion 
na piersiach wizerunkiem gowy kobiecej najeonej wami zamiast wosw. 
Ksi przyj znakomitego jeneraa w bramie ogrodu. Nie umiechn si jak zwykle, nawet 
nie odpowiedzia na niski ukon Patroklesa, lecz z chodn twarz rzek: 
-Powiedz, wasza dostojno, greckim onierzom z moich pukw, e nie bd z nimi odbywa 
musztry, dopki jego witobliwo nasz pan nie mianuje mnie po raz drugi ich wodzem. 
Zaszczyt ten utracili wydajc po szynkowniach godne pijakw okrzyki, ktre mnie 
obraaj. Zwracam te uwag waszej dostojnoci, e greckie puki s nie do karne. W miejscach 
publicznych onierze tego korpusu rozprawiaj o polityce, a mianowicie o jakiej 
moliwej wojnie, co wyglda na zdrad stanu. O tych rzeczach mwi moe tylko jego witobliwo 
faraon i czonkowie najwyszej rady. My za, onierze i sugi pana naszego, jakiekolwiek 
zajmujemy stanowiska, moemy tylko wykonywa rozkazy najmiociwszego wadcy 
i -zawsze milcze. Prosz, aby, wasza dostojno, uwagi te zakomunikowa moim pukom, 
i ycz waszej dostojnoci wszelkiego powodzenia. 
-Bdzie tak, jak powiedziae, wasza dostojno - odpar Grek. Obrci si na picie i wyprostowany 
poszed z chrzstem do swojej odzi. 
Wiedzia on o rozprawach onierzy w szynkowniach, a w tej chwili zrozumia, e staa si 
jaka przykro nastpcy tronu, ktrego wojsko ubstwiao. Gdy wic dosign stojcej nad 
brzegiem garstki zbrojnych, przybra min bardzo zagniewan i wciekle machajc rkoma 
zawoa: 
-Waleczni onierze greccy!... -parszywe psy, oby was trd stoczy... Jeeli od tej pory 
ktrykolwiek Grek wymwi w szynku imi nastpcy tronu, rozbij mu dzban o eb, a skorupy 
wpakuj do garda i - won z puku!... 
Bdziesz jeden z drugim winie pas u egipskiego chopa, a w twoim hemie kury bd 
skaday jaja. Taki los czeka gupich odakw, ktrzy nie umiej powciga swego jzyka. 
A teraz - lewo -w ty -zwrot! - i marsz na czno bodaj was mr pobi! onierz jego witobliwoci 
powinien przede wszystkim pi za zdrowie faraona i pomylno dostojnego ministra 
wojny Herhora. Oby yli wiecznie!... 
- Niech yj wiecznie!... - powtrzyli onierze. 
Wszyscy siedli na statek pochmurni. Ale okoo Memfisu Patrokles rozpogodzi zmarszczone 
czoo i kaza zapiewa pie o crce kapana, ktra tak lubia wojsko, e do ka kada 
lalk, a sama ca noc przepdzaa w budce szyldwachw. 
W takt tej pieni najlepiej maszerowao si i najraniej uderzay wiosa. 
Nad wieczorem do folwarku Sary przybia druga d, z ktrej wysiad naczelny rzdca 
dbr Ramzesa. Ksi i tego dostojnika przyj w bramie ogrodowej. Moe przez surowo, a 
moe - aby nie zmusza go do wchodzenia w dom swojej naonicy i ydwki. 
-Chciaem - rzek nastpca -zobaczy si z tob i powiedzie, e midzy moim chopstwem 
kr jakie nieprzystojne gadaniny o znieniu podatkw czy o czym takim... Pragn, 
72 
aeby dowiedzieli si chopi, e ja im podatkw nie zmniejsz. Jeeli za ktry, mimo ostrzee, 
uprze si w swej gupocie i bdzie rozprawia o podatkach, dostanie kije... 
-Moe lepiej, aby zapaci kar... Utena czy drachm, jak rozkae wasza dostojno wtrci 
naczelny rzdca. 
- Owszem, niech paci kar... - odpar ksi po chwilowym zawahaniu si. 
-A teraz moe by da kije pewnej liczbie niesforniejszych, aeby lepiej pamitali miociwy 
rozkaz?... - szepn rzdca. 
- Owszem, mona da niesforniejszym kije. 
-Omielam si zrobi uwag waszej dostojnoci -szepta wci pochylony rzdca -e 
chopi przez pewien czas istotnie mwili o zniesieniu podatkw, buntowani przez jakiego 
nieznanego czowieka, ale od paru dni nagle ucichli. 
- No, wic w takim razie mona im nie dawa kijw - zauway Ramzes. 
- Chyba w formie zapobiegawczej?... - wtrci rzdca. 
- Czy nie szkoda kijw? 
- Tego towaru nigdy nam nie zabraknie. 
-W kadym razie... z umiarkowaniem - upomina go ksi. - Nie chc... nie chc, aeby 
do jego witobliwoci doszo, e bez potrzeby drcz chopw... Za buntownicze gawdy 
trzeba bi i ciga kary pienine, ale gdy nie ma powodu, mona okaza si wspaniaomylnym. 
-Rozumiem - odpar rzdca patrzc w oczy ksiciu. - Niech tyle krzycz ile potrzeba, aeby 
nie szeptali blunierstw... 
Obie te mowy: do Patroklesa i do rzdcy, obiegy Egipt. Po odjedzie urzdnika ksi 
ziewn i ogldajc si dokoa znudzonym wzrokiem rzek do siebie: 
Zrobiem, com mg... A teraz nic nie bd robi, o ile potrafi... 
W tej chwili od strony budynkw folwarcznych dolecia ksicia cichy jk i gste uderze
nia. Ramzes odwrci gow i zobaczy, e dozorca parobkw, Ezechiel, syn Rubena, wali 
kijem jednego ze swoich podwadnych uspokajajc go przy tym: 
- A cicho!... a milcz, ty pode bydl! 
Bity za parobek, lec na ziemi, zatyka rk usta, aby nie krzycze. 
Ksi w pierwszej chwili rzuci si jak pantera w stron budynkw. Nagle stan. 
- C mu zrobi?... - szepn. - Przecie to folwark Sary, a ten yd jest jej krewnym... 
Przygryz usta i skry si midzy drzewami, tym bardziej e egzekucja bya ju skoczona. 
Wic to tak gospodaruj pokorni ydzi?... - myla ksi. -Wic to tak?... Na mnie patrzy 
jak wystraszony pies, a bije parobkw?... Czy oni wszyscy tacy?.. 
I pierwszy raz zbudzio si w duszy Ramzesa podejrzenie, e i Sara pod pozorami dobroci 
moe ukrywa obud. 
W Sarze istotnie zachodziy pewne zmiany, przede wszystkim moralne. 
Od pierwszej chwili, kiedy spotkaa ksicia w pustynnej dolince, Ramzes podoba si jej. 
Lecz uczucie to naraz umilko pod wpywem oguszajcej wiadomoci, e ten pikny chopiec 
jest synem faraona i nastpc tronu. Gdy za Tutmozis uoy si z Gedeonem o zabranie jej 
do domu ksicia, Sara wpada w stan oszoomienia. Za adne skarby, za cen ycia nie wyrzekaby 
si Ramzesa, lecz -nie mona powiedzie, aeby go kochaa w tej epoce. Mio 
potrzebuje swobody i czasu do wydania najpikniejszych kwiatw; jej za nie zostawiono ani 
czasu, ani swobody. Jednego dnia poznaa ksicia, nazajutrz porwano j, prawie nie pytajc o 
zdanie, i przeniesiono do willi za Memfisem. A w par dni zostaa kochank, zdziwiona, przeraona, 
nie pojmujca, co si z ni dzieje. 
Nadto, zanim zdya oswoi si z nowymi wraeniami, zatrwoya j niech okolicznego 
ludu do niej, do ydwki, potem wizyta jakich nieznajomych pa, wreszcie napad na folwark. 
73 
To, e Ramzes uj si za ni i chcia rzuci si na napastnikw, przestraszyo j jeszcze 
bardziej. Tracia przytomno na myl, e znajduje si w rku tak gwatownego i potnego 
czowieka, ktry, gdyby mu si podobao, mia prawo przelewa cudz krew, zabija... 
Sara na chwil wpada w rozpacz; zdawao si jej, e oszaleje syszc grone rozkazy ksicia, 
ktry wezwa do broni sub. Lecz w tym samym momencie zdarzy si drobny wypadek, 
jedno swko, ktre otrzewio Sar i nowy kierunek nadao jej uczuciom. 
Ksi mylc, e jest raniona, zerwa jej z gowy opask, lecz zobaczywszy stuczenie 
zawoa: 
- To tylko siniak?... Jak ten siniak zmienia twarz!... 
Wobec tego swka Sara zapomniaa o blu i trwodze. Ogarn j nowy niepokj: wic ona 
zmienia si tak, a to zdziwio ksicia?... A on tylko zdziwi si!... 
Siniak znikn w par dni, ale w duszy Sary pozostay i rozrosy si nie znane dotychczas 
uczucia. Pocza by zazdrosn o Ramzesa i ba si, aby jej nie porzuci. I jeszcze jedna drczya 
j troska: e ona czuje si wobec ksicia sug i niewolnic. Ona bya i chciaa by jego 
najwierniejsz sug, najbardziej oddan niewolnic, nieodstpn jak cie. Ale jednoczenie 
pragna, aby on j, przynajmniej w chwili pieszczot, nie traktowa jak pan i wadca. 
Przecie ona bya jego, a on jej. Z jakiej wic racji on nie okazuje, e naley do niej cho 
troch, lecz kadym sowem i ruchem daje pozna, e dzieli ich jaka przepa... Jaka?... Albo 
nie ona trzymaa go w swoich objciach? Albo nie on caowa jej usta i piersi?... 
Pewnego dnia przypyn do niej ksi z psem. Bawi tylko par godzin, ale przez cay ten 
czas pies lea u ng ksicia, na miejscu Sary, a gdy ona chciaa tam usi, warkn na ni... 
A ksi mia si i tak samo zatapia palce w kudach nieczystego zwierzcia jak i w jej wosach. 
I pies tak samo patrzy ksiciu w oczy jak ona, z t chyba rnic, e patrzy mielej ni 
ona. 
Nie moga uspokoi si i znienawidzia mdre zwierz, ktre jej zabierao cz pieszczot, 
wcale nie dbajc o nie i zachowujc si wobec pana z tak poufaoci, na jak ona zdoby si 
nie miaa. Nawet nie potrafiaby mie tak obojtnej miny albo patrze w inn stron, gdy na 
jej gowie leaa rka nastpcy. Niedawno znowu ksi wspomnia o tancerkach. Wwczas 
Sara wybucha. Jak to, wic on pozwoliby si pieci tym nagim, bezwstydnym kobietom?... 
I Jehowa, widzc to z wysokiego nieba, na potworne kobiety nie rzuci gromu?... Wprawdzie 
Ramzes powiedzia, e ona mu jest drosza nad wszystkie. Ale sowa jego nie uspokoiy Sary; 
ten tylko wywary skutek, e postanowia nie myle ju o niczym poza obrbem swojej mioci. 
Co bdzie jutro?... o to mniejsza. A kiedy u ng ksicia piewaa pie o utrapieniach, od 
kolebki do grobu cigajcych rd ludzki, wypowiedziaa w niej stan wasnej duszy i swoj 
ostatni nadziej - w Bogu. 
Na dzi Ramzes by przy niej, wic ma dosy; ma wszystkie szczcia, jakie jej mogo da 
ycie. Ale tu wanie zacza si dla Sary najcisza gorycz. Ksi mieszka z ni pod jednym 
dachem, chodzi z ni po ogrodzie, czasem bra do dki i wozi j po Nilu. Ale ani na 
jeden wos nie sta si dla niej dostpniejszy ni wwczas, gdy by po drugiej stronie rzeki, w 
obrbie krlewskiego parku. By z ni, ale myla o czym innym, a Sara nawet odgadn nie 
moga -o czym. Obejmowa j albo bawi si jej wosami, ale patrzy w stron Memfisu, na 
ogromne pylony zamku faraona albo - nie wiadomo gdzie. 
Czasem nawet nie odpowiada na jej pytania albo nagle spojrza na ni jak zbudzony, jakby 
dziwi si, e j widzi obok siebie. 
74 
ROZDZIA SZESNASTY 
Tak wyglday, zreszt do rzadkie, chwile naj- wikszego zblienia midzy Sar i jej 
ksicym kochankiem. Wydawszy bowiem rozkazy Patroklesowi i naczelnemu rzdcy dbr, 
nastpca tronu wiksz cz dnia przepdza za folwarkiem, zazwyczaj na cznie. I albo 
pync po Nilu chwyta siatk ryby, ktre tysicami uwijay si w bogosawionej rzece, albo 
dostawa si na moczary i ukryty midzy wysokimi odygami lotosw strzela z uku do dzikiego 
ptactwa, ktrego krzykliwe stada kryy gsto jak muchy. Lecz i wwczas nie opuszczay 
go myli ambitne; wic z polowania zrobi sobie rodzaj kabay czy wrby. Nieraz, widzc 
stado tych gsi na wodzie, naciga uk i mwi: 
- Jeeli trafi, bd kiedy jako Ramzes Wielki... 
Pocisk cicho wisn i przeszyty ptak trzepoczc skrzydami wydawa tak bolesne krzyki, 
e na caym moczarze robi si ruch. Chmury gsi, kaczek i bocianw poryway si w gr i 
zatoczywszy wielkie koo nad umierajcym towarzyszem spaday w inne miejsca. 
Gdy ucicho, ksi ostronie przesuwa dk dalej, kierujc si chwianiem trzcin i urywanymi 
gosami ptakw. A gdy midzy zielonoci spostrzeg pat czystej wody i nowe stado, 
znowu naciga uk i mwi: 
- Jeeli trafi, bd faraonem. - Jeeli nie trafi... 
Strzaa tym razem uderzya w wod i odbiwszy si kilka razy od jej powierzchni znika 
midzy lotosami. A roznamitniony ksi wypuszcza coraz nowe pociski zabijajc ptaki lub 
tylko poszc stada. Z folwarku poznawano, gdzie jest, po wrzeszczcych chmurach ptactwa, 
ktre co chwila zrywao si i kryo nad jego odzi. 
Gdy nad wieczorem zmczony wraca do willi, Sara ju czekaa w progu z miednic wody, 
dzbanem lekkiego wina i wiecami r. Ksi umiecha si do niej, gaska po twarzy, lecz 
patrzc w jej pene tkliwoci oczy myla: 
Ciekawym, czy ona potrafiaby bi egipskich chopw jak jej zawsze wylknieni krewni?... 
O, moja matka ma suszno nie ufajc ydom, cho - Sara moe by inna... 
Raz, wrciwszy niespodziewanie, zobaczy na dziedzicu przed domem bardzo liczn 
gromad nagich dzieci, wesoo bawicych si. Wszystkie byy te i na jego widok rozbiegy 
si z krzykiem jak dzikie gsi na moczarze. Nim wszed na taras domu, zniky, e nawet ladu 
nie zostao. 
- C to za drobiazg - spyta Sary - ktry tak przede mn ucieka? 
- To dzieci twoich sug - odpara. 
- ydw? 
-Moich braci... 
- Bogowie! jake mnonym jest ten nard - rozemia si ksi. - A kt jest ten znowu?... 
- doda wskazujc na czowieka, ktry lkliwie wyglda zza muru. 
- To Aod, syn Baraka, mj krewny... On chce suy tobie, panie. Czy mog go przyj?... 
Ksi wzruszy ramionami. 
-Twj jest folwark - odpar -moesz przyjmowa wszystkich, kogo zechcesz. Tylko jeeli 
ci ludzie bd si tak mnoyli, niedugo opanuj Memfis... 
- Nie cierpisz braci moich?... - szepna Sara, z trwog patrzc na Ramzesa i obsuwajc mu 
si do ng. 
Ksi dziwiony spojrza na ni. 
- Ja o nich nawet nie myl - odpar dumnie. 
Drobne te zajcia, ktre ognistymi kroplami paday na dusz Sary, nie zmieniy dla niej 
Ramzesa. Zawsze by jednakowo yczliwy i pieci j jak zwykle, cho coraz czciej jego 
oczy biegy na drug stron Nilu i opieray si na potnych pylonach zamku. 
75 
Wnet spostrzeg, e nie tylko on tskni na swoim dobrowolnym wygnaniu. Pewnego dnia 
bowiem od tamtego brzegu odbia strojna barka krlewska, przepyna Nil w stron Memfisu, 
a potem zacza kry tak blisko folwarku, e Ramzes mg pozna osoby siedzce w 
niej. 
Jako pozna pod purpurowym baldachimem swoj matk midzy dworskimi damami, a 
naprzeciw niej, na niskiej awce, namiestnika Herhora. Wprawdzie nie patrzyli na folwark, ale 
ksi zgad, e go widz. 
Aha! - pomyla miejc si. -Moja czcigodna matka i jego dostojno minister radzi by 
wywabi mnie std przed powrotem jego witobliwoci... 
Nadszed miesic Tobi, koniec padziernika i pocztek listopada. Nil opad na wysoko 
ptora czowieka, co dzie odsaniajc nowe paty czarnej, grzskiej ziemi. Gdziekolwiek 
ustpiy wody, zaraz w tym miejscu ukazywaa si wska socha cigniona przez dwa woy. 
Za soch szed nagi oracz, obok wow poganiacz z krtkim batem, a za nim siewca, ktry 
brnc po kostki w mule nis w fartuchu pszenic i rzuca j penymi garciami. 
Zaczynaa si dla Egiptu najpikniejsza pora roku - zima. Ciepo nie przechodzio pitnastu 
stopni, ziemia szybko pokrywaa si szmaragdow zielonoci, spomidzy ktrej wytryskay 
narcyzy i fioki. Wo ich coraz czciej odzywaa si wrd surowego zapachu ziemi i 
wody. 
Ju kilka razy statek, nioscy czcigodn pani Nikotris i namiestnika Herhora, ukazywa 
si w pobliu mieszkania Sary. Za kadym razem ksi widzia matk swoj wesoo rozmawiajc 
z ministrem i przekonywa si, e w ostentacyjny sposb nie patrz w jego stron, 
jakby mu chcieli okaza lekcewaenie. 
- Poczekajcie! - szepn rozgniewany nastpca - przekonam was, e i ja si nie nudz... 
Gdy wic jednego dnia, niedugo przed zachodem soca, ukazaa si na tamtym brzegu 
zocona d krlewska, ktrej purpurowy namiot zdobiy w rogach strusie pira, Ramzes 
kaza przygotowa czno na dwie osoby i powiedzia Sarze, e z ni popynie. 
- Jehowo! - zawoaa skadajc rce. - Ale tam jest wasza matka i namiestnik. 
- A tu bdzie nastpca tronu. We twoj arf, Saro. 
-Jeszcze i arf?... - zapytaa drc. - A jeeli wasza czcigodna matka zechce mwi z tob?... 
Chyba rzuc si w wod!... 
- Nie bd dzieckiem, Saro - odpar miejc si ksi. - Jego dostojno namiestnik i moja 
matka bardzo lubi piew. Moesz wic nawet zjedna ich, jeeli zapiewasz jak adn pie 
ydowsk. Niech tam bdzie co o mioci... 
-Nie umiem takiej -odpowiedziaa Sara, w ktrej sowa ksicia zbudziy otuch. Moe 
naprawd jej piew spodoba si potnym wadcom, a wwczas?... 
Na dworskim statku spostrzeono, e nastpca tronu siada z Sar do prostej odzi i nawet 
sam wiosuje. 
-Czy widzisz, wasza dostojno -szepna krlowa do ministra - e on wypywa naprzeciw 
nam ze swoj ydwk?... 
-Nastpca znalaz si tak poprawnie w stosunku do swoich onierzy i chopw i okaza 
tyle skruchy usuwajc si z granic paacu, e wasza cze moesz mu przebaczy to drobne 
uchybienie - odpar minister. 
-O, gdyby nie on siedzia w tej upince, kazaabym j rozbi!... - rzeka z gniewem dostojna 
pani. 
-Po co? -spyta minister. -Ksi nie byby potomkiem arcykapanw i faraonw, gdyby 
nie szarpa tych wdzide jakie, niestety! narzuca mu prawo lub nasze, by moe, bdne zwyczaje. 
W kadym razie da dowd, e w wanych wypadkach umie panowa nad sob. Nawet 
potrafi uzna wasne uchybienia, co jest przymiotem rzadkim, a nieocenionym u nastpcy 
tronu. 
76 
To samo za, e ksi chce nas drani swoj ulubienic, dowodzi, e boli go nieaska, w 
jakiej znalaz si, zreszt z najszlachetniejszych pobudek. 
- Ale ta ydwka!... - szeptaa pani mnc wachlarz z pir. 
- Ju dzi jestem o ni spokojny -mwi minister. -Jest to adne, ale gupiutkie stworzenie, 
ktre ani myli, ani potrafioby wyzyska wpywu nad ksiciem. Nie przyjmuje prezentw i 
nawet nie widuje nikogo, zamknita w swojej niezbyt kosztownej klatce. Z czasem moe nauczyaby 
si korzysta ze stanowiska ksicej kochanki i choby tylko zuboy skarb nastpcy 
o kilkanacie talentw. Nim to jednak nastpi, Ramzes znudzi si ni... 
- Bodajby przez twoje usta przemawia Amon wszystkowiedzcy. 
-Jestem tego pewny. Ksi ani przez chwil nie szala za ni, jak si to trafia naszym paniczom, 
ktrym jedna zrczna intrygantka moe odebra majtek, zdrowie, a nawet zaprowadzi 
ich do sali sdowej ; Ksi bawi si ni jak dojrzay czowiek niewolnic. e za Sara 
jest brzemienna... 
- Czy tak?... - zawoaa pani. - Skd wiesz?... 
-O czym nie wie ani jego dostojno nastpca, ani nawet Sara?... - umiechn si Herhor. 
-My wszystko musimy wiedzie. Ten zreszt sekret nie by trudny do zdobycia. Przy Sarze 
bowiem znajduje si jej krewna Tafet, kobieta niezrwnanej gadatliwoci. 
-Czy ju wzywali lekarza?.. 
-Powtarzam, e Sara nic nie wie o tym, za poczciwa Tafet z obawy, aby ksi nie zniechci 
si do jej wychowanicy, chtnie ukrciaby gow temu sekretowi. Ale my nie pozwolimy. 
Bdzie to przecie dziecko ksice. 
- A jeeli syn?... Wiesz, wasza cze, e mgby narobi kopotu - wtrcia pani. 
-Wszystko przewidziane -mwi kapan. - Jeeli bdzie crka, damy jej posag i wychowanie, 
jakie przystoi panience wysokiego rodu. A jeeli syn, wwczas zostanie ydem!... 
- Ach, mj wnuk ydem!... 
-Nie tra pani do niego zbyt wczenie serca. Posowie nasi donosz, e lud izraelski zaczyna 
pragn krla. Zanim wic dziecko uronie, dania ich dojrzej, a wtedy... my im damy 
wadc i zaprawd piknej krwi!.. 
-Jeste jak orze, ktry jednym spojrzeniem obejmuje wschd i zachd!... - odpara krlowa, 
z podziwem patrzc na ministra. -Czuj, e mj wstrt do tej dziewczyny zaczyna sabn. 
-Najmniejsza kropla krwi faraonw powinna wznosi si nad narodami jak gwiazda nad 
ziemi - rzek Herhor. 
W tej chwili czenko nastpcy tronu pyno zaledwie o kilkadziesit krokw od dworskiego 
statku, a maonka faraona zasoniwszy si wachlarzem przez jego pira spojrzaa na 
Sar. 
- Zaprawd ona jest adna!... - szepna. 
- Ju drugi raz mwisz to, czcigodna pani. 
- Wic i o tym wiesz?... - umiechna si jej dostojno. Herhor spuci oczy. 
Na czenku odezwaa si arfa i Sara drcym gosem zacza pie: 
- Jake wielkim jest Pan, jake wielkim jest Pan, twj Bg, Izraelu!... 
- Przeliczny gos!.. - szepna krlowa. 
Arcykapan sucha z uwag. 
-Dni Jego nie maj pocztku - piewaa Sara - a dom Jego nie ma granic. Odwieczne niebiosa 
pod Jego okiem zmieniaj si jak szaty, ktre czowiek wdziewa na siebie i odrzuca. 
Gwiazdy zapalaj si i gasn, jak iskry z twardego drzewa, a ziemia jest jak cega, ktrej 
przechodzie raz dotkn nog idc wci dalej. Jake wielkim jest twj Pan, Izraelu. Nie 
masz takiego, ktry by Mu powiedzia: <<Zrb to>>, ani ona, ktre by Go wydao. On uczyni 
niezmierzone otchanie, ponad ktrymi unasza si, kdy chce. On z ciemnoci wydobywa 
wiato, a z prochu ziemi - twory gos wydajce. On srogie Iwy ma za szaracz, ogromnego 
77 
sonia way za nic, a wieloryb jest przy nim jak niemowl Jego trjbarwny uk dzieli niebiosa 
na dwie czci i opiera si na kracach ziemi. Gdzie jest brama, ktra by Mu dorwnaa 
wielkoci? Na grzmot Jego wozu narody truchlej i nie masz pod socem, co ostaoby si 
przed Jego migotliwymi strzaami. Jego oddechem jest wiatr pnocny, ktry orzewia zemdlae 
drzewa, a Jego dmuchniciem jest chamsin, ktry pali ziemi. 
Kiedy wycignie rk swoj nad wody, woda staje si kamieniem. On przelewa morza na 
nowe miejsce jak niewiasta kwas do dziey. On rozdziera ziemi niby zbutwiae ptno, a yse 
szczyty gr nakrywa srebrnym niegiem. 
On w pszenicznym ziarnie chowa sto innych ziarn i sprawia, e lgn si ptaki. On z sennej 
poczwarki wydobywa zotego motyla, a ludzkim ciaom w grobach kae oczekiwa na 
zmartwychwstanie... 
Zasuchani w piew wiolarze podnieli wiosa i purpurowy statek krlewski z wolna pyn 
sam z biegiem rzeki. Nagle Herhor podnis si i zawoa: 
- Skrci do Memfis!... 
Wiosa uderzyy, statek zawrci w jednym miejscu i z szumem zacz wdziera si w gr 
wody. Za nim gonia stopniowo milknca pie Sary: 
-On widzi ruch serca mszycy i ukryte cieki, po ktrych chadza najsamotniejsza myl 
ludzka. Lecz nie masz takiego, ktry by Jemu spojrza w serce i odgad Jego zamiary. 
Przed blaskiem Jego szat wielkie duchy zasaniaj swoje oblicza. Przed Jego spojrzeniem 
bogowie potnych miast i narodw skrcaj si i schn jako li zwidy. On jest moc, On 
jest yciem, On jest mdroci, On twj Pan, twj Bg, Izraelu!... 
- Dlaczego wasza dostojno kazae odsun nasz statek? - zapytaa czcigodna Nikotris. 
-Czy wiesz, pani, co to jest za pie?... - odpar Herhor w jzyku zrozumiaym tylko dla 
kapanw. 
-Przecie ta gupia dziewczyna na rodku Nilu piewa modlitw, ktr wolno odmawia 
tylko w najtajemniejszym przybytku naszych wity... 
- Wic to jest blunierstwo?... 
-Szczcie, e na tym statku znajduje si tylko jeden kapan -mwi minister. -Ja tego nie 
syszaem, a chobym sysza, zapomn. Lkam si jednak, czy bogowie nie poo rki na tej 
dziewczynie. 
- Ale skde ona zna t straszn modlitw?... Przecie Ramzes jej nie mg nauczy?... 
-Ksi nic nie winien. Ale nie zapominaj, pani, e ydzi niejeden taki skarb wynieli z 
naszego Egiptu. Dlatego midzy wszystkimi narodami ziemi traktujemy ich jak witokradcw. 
Krlowa wzia za rk arcykapana. 
- Ale memu synowi - szeptaa patrzc mu w oczy - nie stanie si nic zego?... 
-Rcz pani, e nikomu nie stanie si nic zego, skoro ja nie syszaem i nie wiem... Ale 
ksicia trzeba rozdzieli z t dziewczyn... 
- agodnie rozdzieli!... prawda, namiestniku? -pytaa matka. 
-Jak najagodniej, jak najnieznaczniej, ale trzeba... Zdawao mi si -mwi arcykapan 
jakby do siebie -e wszystko przewidziaem... Wszystko, z wyjtkiem procesu o blunierstwo, 
ktry przy tej dziwnej kobiecie wisi nad nastpc tronu!... 
Herhor zamyli si i doda: 
-Tak, czcigodna pani! Mona mia si z wielu naszych przesdw; niemniej prawd jest, 
e syn faraona nie powinien czy si z ydwk... 
78 
ROZDZIA SIEDEMNASTY 
Od owego wieczoru, kiedy Sara piewaa w dce, statek dworski ju nie ukazywa si na 
Nilu, a ksi Ramzes pocz nudzi si na dobre. 
Nadchodzi miesic Mechir, grudzie. Wody opaday niej, ziemia rozlegaa si coraz szerzej, 
trawa bya co dzie wysza i gstsza, a wrd niej, jak barwne iskry, zapalay si kwiaty 
przerozmaitych kolorw, niezrwnanego zapachu. Niby wyspy na zielonym morzu ukazyway 
si w cigu jednego dnia kwieciste kpy: biae, niebieskie, te, rowe albo pstre kobierce, 
z ktrych dyszaa wo upajajca. Mimo to ksi nudzi si, a nawet - czego lka. 
Od wyjazdu ojca sam nie by w paacu i nikt stamtd u niego, nie wyczajc Tutmozisa, ktry 
po ostatniej rozmowie przepad jak w w trawie. Czy szanowano jego samotno, czy 
chciano mu dokuczy, czy wprost lkano si odwiedza ksicia dotknitego nieask?... 
Ramzes nie wiedzia. 
A moe ojciec i mnie odsunie od tronu, jak starszych braci?... - myla niekiedy nastpca 
i pot wystpowa mu na czoo, a nogi ziby. 
Co on poczby w takim razie? W dodatku - Sara bya niezdrowa: chuda, blada, wielkie 
oczy zapaday si, czasem z rana narzekaa na mdoci. 
-Pewnie kto czary rzuci na niebog!... -jczaa chytra Tafet, ktrej ksi nie mg znosi 
za jej gadulstwo i bardzo mizerne praktyki. 
Par razy na przykad widzia nastpca, e Tafet wieczorami wyprawiaa do Memfis 
ogromne kosze z jadem, bielizn, nawet naczyniami. Na drugi za dzie wniebogosy narzekaa, 
e w domu brak mki, wina lub garnkw. Od czasu bowiem, jak nastpca sprowadzi si 
na folwark, wychodzio dziesi razy wicej rnych produktw ni dawniej. 
Jestem pewny -myla Ramzes -e ta gadatliwa jdza okrada mnie dla swoich ydw, 
ktrzy w dzie znikaj z Memfisu, ale w nocy roj si po najbrudniejszych zaukach jak 
szczury!... 
W tych czasach jedyn rozrywk ksicia byo przypatrywa si zbieraniu daktyli. 
Nagi chop stawa pod wysok, bezgazist palm, otacza pie i siebie sznurem, jak lun 
obrcz, i wchodzi na drzewo pitami, caym ciaem odsadzony w ty, sznur za utrzymywa 
go przyciskajc do drzewa. Potem sznurow obrcz posuwa na pniu o kilka cali wyej, wspina 
si, znowu posuwa sznur i w ten sposb, cigle naraajc si na zamanie karku, wazi 
niekiedy o par pitr wysoko, na szczyt, gdzie rosa kpa duych lici i daktyle. 
wiadkiem tych wicze gimnastycznych by nie tylko ksi, ale i dzieci ydowskie. Z 
pocztku nie byo ich. Potem midzy krzakami i spoza muru zaczy wychyla si kdzierzawe 
gwki i czarne byszczce oczy. Potem spostrzegszy, e ksi nie poszy ich, dzieci 
wyszy ze swych ukry i bardzo powoli zbliyy si do obrywanego drzewa. Najmielsza 
dziewczynka podniosa z ziemi pikny daktyl i podaa go Ramzesowi. Jeden z chopcw zjad 
sam najmniejszy daktyl, a nastpnie dzieci poczy ju to same je, ju czstowa ksicia 
owocami. Z pocztku przynosiy mu najlepsze, pniej gorsze, w kocu cakiem zepsute. 
Przyszy wadca wiata zamyli si i rzek w duchu: Oni wszdzie wlez i zawsze tak 
mnie bd czstowa: dobrym na przynt, zepsutym na podzikowanie!... 
Wsta i odszed pochmurny, a dziatwa Izraela, jak rj ptakw, rzucia si na prac egipskiego 
chopa, ktry wysoko nad ich gowami nuci piosenk, nie mylc ani o swoich kociach, 
ani o tym, e zbiera nie dla siebie. Niezrozumiaa choroba Sary, czste jej zy, zanikanie 
wdzikw, a nade wszystko ydzi, ktrzy, przestawszy si kry, coraz goniej gospodarowali 
si na folwarku, do reszty obmierziy ksiciu ten pikny zaktek ziemi. Nie pywa ju 
cznem, nie polowa, nie patrzy na zbieranie daktylw, lecz pochmurny bka si po ogrodzie 
lub z tarasu ledzi zamek krlewski. 
79 
Nie wezwany, nigdy nie wrciby do dworu, ale ju zacz myle o wyjedzie do dbr 
pooonych w Dolnym Egipcie, obok morza. 
W takim nastroju ducha znalaz go Tutmozis, ktry pewnego dnia na paradnym dworskim 
statku przyjecha do nastpcy z wezwaniem od faraona. Jego witobliwo wraca z Tebw i 
pragn, aeby nastpca tronu wyjecha naprzeciw powita go. 
Ksi dra, blad i rumieni si, gdy czyta askawy list pana i wadcy. By tak wzruszony, 
e nawet nie zauway nowej kolosalnej peruki Tutmozisa, wydajcej ze siebie pitnacie 
rnych zapachw, nie spostrzeg jego tuniki i paszcza, delikatniejszego od mgy, ani sandaw 
zdobnych zotem i paciorkami. 
Po niejakim czasie Ramzes ochon i nie patrzc na Tutmozisa rzek : 
- Ce tak dawno nie by u mnie? Czy przestraszya ci nieaska, w jak wpadem?... 
-Bogowie! -zawoa elegant. - A kiedye ty by w nieasce i u kogo? Kady goniec jego 
witobliwoci zapytywa, jak si miewasz, za czcigodna pani Nikotris i jego dostojno 
Herhor kilka razy podpywali do twego domu liczc, e zrobisz ku nim cho sto krokw, gdy 
oni zrobili par tysicy... O wojsku ju nie wspominam. onierze twoich pukw jak palmy 
milcz podczas musztry i nie wychodz z koszar, a dostojny Patrokles ze zmartwienia cae 
dnie pije i klnie... 
A wic ksi nie by w nieasce, a jeeli by, to ju si skoczya!... Ta myl podziaaa na 
Ramzesa jak puchar dobrego wina. Szybko wykpa si i namaci, woy now bielizn, 
wojskowy kaftan i hem z pirami i poszed do Sary, ktra blada, leaa pod opiek Tafet. 
Sara a krzykna zobaczywszy ksicia tak ubranego. Usiada i schwyciwszy go rkoma za 
szyj pocza szepta: 
- Ty odjedasz, panie mj?... Ty ju nie wrcisz!... 
- A to dlaczego? - zdziwi si nastpca. - Czyli raz odjedaem i wracaem?... 
-Pamitam ci tak samo odzianym tam... w naszej dolince... - mwia Sara. - O, gdzie te 
czasy!... Tak prdko przeszy, a tak dawno miny. 
-Ale wrc i przywioz ci najznakomitszego lekarza. 
- Po co?.. - wtrcia Tafet. - Ona jest zdrowa, pawica moja... jej trzeba tylko odpocz... A 
lekarze egipscy wpdz j w prawdziw chorob... 
Ksi nawet nie spojrza na gadatliw kobiet. 
-To by mj najszczliwszy miesic z tob -mwia Sara tulc si do Ramzesa - ale nie 
przynis mi szczcia. 
Na statku krlewskim zatrbiono powtarzajc sygna dany w grze rzeki. 
Sara wstrzsna si. 
-O, czy syszysz, panie, te straszne gosy?... Syszysz i umiechasz si... i biada mi, wyrywasz 
si z moich obj... Kiedy trbki woaj, nic ci nie zatrzyma, a ju najmniej twoja niewolnica... 
-Chciaaby, aebym zawsze sucha gdakania kur folwarcznych?.. -przerwa zniecierpliwiony 
ksi. 
- Bd zdrowa i wesoo czekaj na mnie... 
Sara wypucia go z obj i spojrzaa tak aonie, e nastpca zagodnia i pogaska j. 
-No, bde spokojna... -mwi. -Boisz si gosu naszych trb... Albo one wtedy z 
byy wrb?... 
-Panie - odezwaa si Sara -ja wiem, e oni ci tam zatrzymaj... Wic zrb mi ostatni 
ask... Dam ci - mwia szlochajc - dam ci klatk gobkw... One tu urodziy si i porosy... 
Wic... ile razy wspomnisz o sudze twej, otwrz klatk i wypu jednego ptaka... On mi wiadomo 
przyniesie od ciebie, a ja... ucauj go... upieszcz, jak... jak... No, ju id! 
Ksi ucisn j i wyszed do statku polecajc swojemu Murzynowi, aby zaczeka na 
gobie Sary i dopdzi go w lekkim cznie. 
80 
Na widok nastpcy odezway si bbny i piszczaki, a osada podniosa wielki krzyk. Znalazszy 
si midzy onierzami, ksi gboko odetchn i przecign rce, jakby uwolnione 
z powrozw. 
-No -rzek do Tutmozisa -dokuczyy mi ju baby, i ydzi... Ozirisie!... lepiej ka mnie 
natychmiast upiec przy wolnym ogniu, ale nie osadzaj drugi raz na folwarku. 
-Tak -potwierdzi Tutmozis -mio jest jak mid: ze smakiem mona jej kosztowa, ale 
niepodobna kpa si w niej. Brr!... a mnie ciarki przechodz, kiedy pomyl, e blisko dwa 
miesice spdzi karmiony pocaunkami wieczr, daktylami z rana, a olim mlekiem w poudnie... 
- Sara jest bardzo dobra dziewczyna - wtrci ksi. 
-Ja te nie mwi o niej, tylko o tych ydach, ktrzy obsiedli folwark jak papyrus moczary. 
Czy widzisz, e jeszcze wygldaj za tob, a moe nawet zasyaj ci pozdrowienia... prawi 
pochlebca. 
Ksi z niechci odwrci si w inn stron, a Tutmozis wesoo mrugn na oficerw, 
jakby chcia im da do zrozumienia, e Ramzes nieprdko rzuci ich towarzystwo. 
Im bardziej posuwali si w gr rzeki, tym gciej byo ludu na obu brzegach i czen na 
Nilu, tym wicej pyno kwiatw, wiecw i bukietw rzucanych pod statek faraona. 
O mil za Memfisem stay ciby z chorgwiami, bogami i muzyk i rozlega si wielki 
gwar, podobny do zgieku burzy. 
- Ot i jego witobliwo! - zawoa radonie Tutmozis. 
Oczom patrzcych ukaza si jedyny widok. rodkiem szerokiego zakrtu pyna ogromna 
d faraona, z przodem podniesionym jak abd. Z prawej i lewej strony, niby dwa olbrzymie 
skrzyda, suny niezliczone dki poddanych, a z tyu, niby bogaty wachlarz, roztacza 
si orszak wadcy Egiptu. 
Kto y - krzycza, piewa, klaska lub rzuca kwiaty do stp panu, ktrego nawet nikt nie 
widzia. Do byo, e nad zocistym namiotem i pkami strusich pir powiewaa czerwononiebieska 
chorgiew, znak obecnoci faraona. 
Ludzie w dkach byli jak pijani, ludzie na brzegu jak oszaleli. Co chwil jakie czno 
potrcao lub wywracao inne i kto wpada w wod, z ktrej na szczcie ucieky krokodyle 
sposzone niebywaym haasem. Na brzegach popychano si, nikt bowiem nie patrzy na ssiada, 
na ojca, na dziecko, ale obkane oczy wlepia w zocisty dzib odzi i namiot krlewski. 
Nawet ludzie tratowani, ktrym rozhukany tum bezmylnie gnit ebra i skrca stawy, 
nie mieli innego okrzyku nad ten: 
- yj wiecznie, wadco nasz... wie, soce Egiptu!.. 
Sza powitalny niebawem udzieli si i odzi nastpcy tronu: oficerowie, onierze i wiolarze, 
zbici w jeden tum, krzyczeli na wycigi, a Tutmozis zapominajc o nastpcy tronu wdar 
si na wysoki przd statku i o mao nie wlecia w wod. 
Wtem z krlewskiej odzi zatrbiono i po chwili odpowiedziaa trbka ze statku Ramzesa. 
Drugi sygna i -czno nastpcy przybio do wielkiej odzi faraona. Jaki urzdnik wezwa 
Ramzesa. Midzy statki rzucono cedrowy mostek z rzebionymi porczami i -ksi znalaz 
si wobec ojca. 
Widok faraona czy burza okrzykw huczcych dookoa tak oszoomiy ksicia, e nie 
mg wypowiedzie ani sowa. Upad ojcu do ng, a pan wiata przycisn go do swej boskiej 
piersi. 
W chwil pniej podniesiono boczne ciany namiotu i cay lud z obu brzegw Nilu ujrza 
swego wadc na tronie, a na najwyszym stopniu klczcego, z gow na ojcowskich piersiach, 
ksicia Ramzesa. 
Staa si taka cisza, e byo sycha szelest chorgiewek na statkach. I nagle wybuchn 
ogromny krzyk, wikszy anieli wszystkie dotychczasowe. Uczci nim lud egipski pojednanie 
ojca z synem, pozdrawia obecnego, wita przyszego pana. 
81 
Jeeli ktokolwiek rachowa na niesnaski w witej rodzinie faraona, mg dzi przekona 
si, e nowa ga krlewska mocno trzyma si pnia. Jego witobliwo wyglda bardzo 
mizernie. Po czuym przywitaniu syna kaza mu usi obok tronu i rzek: 
-Dusza moja rwaa si do ciebie, Ramzesie, tym gorcej, im lepsze miaem wieci o tobie. 
Dzi widz, e jeste nie tylko modzianem o lwim sercu, ale i mem penym roztropnoci, 
ktry umie ocenia wasne postpki, potrafi hamow si i ma poczucie interesw pastwowych. 
A gdy wzruszony ksi milcza i caowa ojcowskie nogi, pan mwi dalej: 
-Dobrze postpie zrzekajc si dwu pukw greckich, naley ci si bowiem korpus Menfi, 
ktrego od dzisiaj jeste wodzem... 
- Ojcze mj!... - szepn drcy nastpca. 
-Nadto w Dolnym Egipcie, z trzech stron otwartym na ataki nieprzyjaci, potrzebny mi 
jest m dzielny i rozumny, ktry by wszystko dokoa widzia, rozway w sercu swoim i 
szybko dziaa w nagych wypadkach. Z tego powodu, w tamtej poowie krlestwa, ciebie 
mianuj moim namiestnikiem. 
Ramzesowi obfite zy popyny z oczu. egna nimi swoj modo, wita wadz, do ktrej 
od wielu lat z tsknoci i niepokojem zwracaa si jego dusza. 
-Jestem ju czowiek zmczony i schorzay -mwi wadca -i gdyby nie troska o twj 
modociany wiek i przyszo pastwa, dzi jeszcze prosibym wiecznie yjcych przodkw, 
aby mnie odwoali do swej chway. Lecz z kadym dniem jest mi ciej, i dlatego, Ramzesie, 
zaczniesz ju podziela ze mn brzemi wadzy. Jak kokosz uczy swoje pisklta wyszukiwa 
ziarn i chroni si przed jastrzbiem, tak ja naucz ciebie penej trudw sztuki rzdzenia pastwem 
i ledzenia obrotw nieprzyjaci. Oby z czasem pad na nich jak orze na poche kuropatwy! 
d krlewska i jej strojny orszak przybiy pod paac. Strudzony pan wsiad do lektyki, a 
w tej chwili do nastpcy zbliy si Herhor. 
-Pozwl, dostojny ksi -odezwa si -abym by pierwszym z tych, ktrzy raduj si 
twoim wyniesieniem. Oby z rwnym szczciem przewodzi wojskom, jak rzdzi najwaniejsz 
prowincj pastwa na chwa Egiptu. 
Ramzes mocno ucisn mu rk. 
- Ty to zrobi, Herhorze? - spyta. 
- To ci si naleao - odpar minister. 
- Masz moj wdziczno i przekonasz si, e jest co warta. 
- Jue mnie wynagrodzi mwic tak - odpowiedzia Herhor. 
Ksi chcia odej, Herhor jeszcze go zatrzyma. 
-Mae swko - rzek. -Ostrze, nastpco, jedn z twych kobiet, Sar, aeby nie piewaa 
pieni religijnych. 
A gdy Ramzes patrzy na niego zdziwiony, doda: 
- Wtedy, podczas przejadki na Nilu, dziewczyna ta piewaa nasz najwitszy hymn, ktrego 
ma prawo sucha tylko faraon i arcykapani. Biedne dziecko mogo ciko odpokutowa 
za swoj umiejtno piewu i niewiadomo o tym, co piewa. 
- Wic ona popeniaby blunierstwo?... - spyta zmieszany ksi. 
-Mimowolne -odpowiedzia arcykapan. -Na szczcie tylko ja syszaem i sdz, e 
midzy t pieni i naszym hymnem jest podobiestwo bardzo odlege. W kadym razie niech 
jej ju nigdy nie powtarza. 
-No i powinna si oczyci -wtrci ksi. -Czy do bdzie dla cudzoziemki, jeeli 
ofiaruje wityni Izydy trzydzieci krw?... 
-Owszem, niech ofiaruje - odpar Herhor z lekkim grymasem. - Bogowie nie obraaj si 
za dary... 
82 
- Ty za, szlachetny panie - mwi Ramzes - racz przyj cudown tarcz, ktrm dosta od 
mego witego dziada... 
- Ja?... tarcz Amenhotepa?... - zawoa wzruszony minister. - Czyliem jej godzien?... 
- Mdroci dorwnywasz memu dziadowi, a stanowiskiem dorwnasz. 
Herhor milczc zoy gboki ukon. Owa zota tarcza wysadzona drogimi kamieniami, 
oprcz wielkiej wartoci pieninej, miaa jeszcze znaczenie amuletu; bya wic krlewskim 
darem. 
Ale bardziej doniose znaczenie miay sowa ksicia, e -Herhor stanowiskiem dorwna 
Amenhotepowi. Amenhotep by teciem faraona... Czyby nastpca ju zdecydowa si polubi 
crk jego, Herhora?... 
Byo to ulubione marzenie ministra i krlowej Nikotris. Trzeba jednak przyzna, e 
Ramzes mwic o przyszych dostojestwach Herhora bynajmniej nie myla o enieniu si z 
jego crk, lecz - o daniu mu nowych urzdw, ktrych byo peno w wityniach i przy dworze. 
83 
ROZDZIA OSIEMNASTY 
Od dnia kiedy zosta namiestnikiem Dolnego Egiptu, zaczo si dla Ramzesa ycie niesychanie 
uciliwe, jakiego nie domyla si nawet, pomimo e urodzi si i wyrs wrd 
krlewskiego dworu. 
Wprost tyranizowano go, a katami byli interesanci rnych gatunkw i rozmaitych klas 
spoecznych. Ju w pierwszym dniu, na widok tumu ludzi, ktrzy, cisnc si i popychajc, 
mimowolnie wydeptywali mu trawniki, amali drzewa, nawet psuli mur otaczajcy, nastpca 
do swej willi zada warty. Ale trzeciego dnia musia uciec ze swego domu, w obrb waciwego 
paacu, gdzie z powodu gstej stray, a nade wszystko wysokich murw, dostp dla 
zwykych ludzi by utrudniony. 
W cigu dekady, poprzedzajcej wyjazd, przed oczyma Ramzesa przesunli si przedstawiciele 
caego Egiptu, jeeli nie caego wczesnego wiata. Najpierwej puszczano wielkich. 
Wic przychodzili pozdrawia go: arcykapani wity, ministrowie, posowie feniccy, greccy, 
ydowscy, asyryjscy, nubijscy, ktrych nawet ubiorw nie mg spamita. Dalej szli naczelnicy 
ssiednich nomesw, sdziowie, pisarze, wysi oficerowie korpusu Menfi i posiadacze 
ziemscy. 
Ludzie ci nie dali niczego, wypowiadali tylko swoj rado. Ale ksi, suchajc ich od 
rana do poudnia i od poudnia do wieczora, czu zamt w gowie i drenie we wszystkich 
czonkach. 
Potem przyszli reprezentanci niszych klas z darami: kupcy ze zotem, bursztynem, zagranicznymi 
tkaninami, pachnidami i owocami. Potem bankierzy i wypoyczajcy na procenta. 
Dalej - architekci z planami nowych budowli, rzebiarze z projektami posgw i paskorzeb, 
kamieniarze, fabrykanci naczy glinianych, stolarze zwyczajni i ozdobni, kowale, giserzy, 
garbarze, winiarze, tkacze, nawet paraszytowie, ktrzy otwierali ciaa zmarych. 
Jeszcze nie skoczya si procesja hodownikw, a ju nadcigna armia proszcych. Inwalidzi, 
wdowy i sieroty po oficerach domagali si pensji; szlachetni panowie -dworskich 
urzdw dla synw. Inynierowie przynosili projekta nowych sposobw irygacji, lekarze 
rodki przeciw wszelkim chorobom, wrbici horoskopy. Krewni winiw podawali proby 
o zmniejszenie kary, skazani na mier o darowanie ycia, chorzy bagali, aby nastpca dotkn 
ich lub udzieli im swej liny. 
Zgaszay si wreszcie pikne kobiety tudzie matki dorodnych crek, pokornie i natrtnie 
proszc, aby namiestnik przyj je do swego domu. Niektre oznaczay wysoko danej 
pensji, zachwalay swoje dziewictwo i talenta. 
Po dziesiciu dniach przypatrywania si co chwil nowym osobom i twarzom i wysuchiwania 
prb, ktre zaspokoi mgby chyba majtek caego wiata i boska potga, ksi 
Ramzes wyczerpa si. Nie mg sypia, by tak rozdraniony, e irytowa go brzk muchy, i 
chwilami nie rozumia: o czym mwi do niego. 
W tym pooeniu znowu Herhor przyszed mu z pomoc. Monym kaza zapowiedzie, e 
ksi ju nie przyjmuje interesantw, a na lud, ktry, mimo kilkakrotnych wezwa do rozejcia 
si, wci czeka, wysa kompani numidyjskich onierzy z kijami. Tym udao si bez 
porwnania atwiej anieli Ramzesowi zadowoli ludzk podliwo. Zanim bowiem mina 
godzina, interesanci znikli z placu niby mga, a ten i w przez par dni nastpnych okada 
wod gow lub inn rozbit cz ciaa. 
Po tej prbie piastowania najwyszej wadzy ksi uczu gbok wzgard dla ludzi i 
wpad w apati. Dwa dni lea na kanapie, z rkoma pod gow, bezmylnie patrzc w sufit. 
Ju nie dziwi si, e jego witobliwy ojciec przepdza czas pod otarzami bogw, lecz nie 
mg poj, jakim sposobem Herhor daje sobie rad z nawaem podobnych interesw, ktre, 
jak burza, nie tylko przewyszaj siy czowieka, lecz nawet mog zmiady. 
84 
W jaki sposb przeprowadzi tu swoje plany, jeeli tum interesantw pta nasz wol, 
poera myli, wypija krew?... Po dziesiciu dniach jestem chory, po roku chybabym ogupia!... 
Na tym urzdzie niepodobna robi adnych projektw, lecz po prostu broni si od 
szalestwa... 
By tak zatrwoony bezsilnoci na stanowisku wadcy, e -wezwa Herhora i jkliwym 
gosem opowiedzia mu swoje strapienie. 
M stanu z umiechem sucha biada modego sternika nawy pastwowej, wreszcie 
rzek: 
-Czy wiesz, panie, e ten ogromny paac, w ktrym mieszkamy, wznis tylko jeden budowniczy, 
imieniem Senebi, i w dodatku - umar przed ukoczeniem go?.. 
A z pewnoci zrozumiesz: dlaczego wiecznie yjcy ten architekt mg wykona swj 
plan, nigdy nie zmczywszy si i zawsze majc wesoy umys. 
- Ciekawym?... 
-Oto on sam nie robi wszystkiego; nie ciosa belek i kamieni, nie wygniata cegy, nie nosi 
jej na rusztowania, nie ukada i nie spaja. On tylko wymalowa plan, a jeszcze i do tego 
mia pomocnikw. 
Ty za, ksi, wszystko chciae wykona sam; sam wysucha i zaatwi wszelkie interesa. 
To przechodzi czowiecze siy. 
-Jake miaem robi inaczej, jeeli midzy proszcymi znajdowali si niewinnie pokrzywdzeni 
albo zasuga nie wynagrodzona? Przecie fundamentem pastwa jest sprawiedliwo odpar 
nastpca. 
-Ilu ksi moesz wysucha dziennie bez zmczenia? - spyta Herhor. 
- No... dwudziestu... 
-To szczliwy. Ja sucham najwyej szeciu lub dziesiciu, lecz nie s nimi interesanci, 
tylko - wielcy pisarze, nadzorcy i ministrowie. Kady z nich nie donosi mi drobiazgw, lecz 
rzeczy najwaniejsze, jakie dziej si: w armii, w dobrach faraona, w sprawach religijnych, w 
sdach, w nomesach, w ruchach Nilu. Dlatego za nie donosz mi bahostek, e kady z nich, 
zanim przyszed do mnie, musia wysucha dziesiciu pisarzy mniejszych. Kady mniejszy 
pisarz i dozorca zebra wiadomoci od dziesiciu podpisarzy i poddozorcw, a tamci znowu 
wysuchali raporty od dziesiciu niszych urzdnikw. 
Tym sposobem ja i jego witobliwo, rozmawiajc tylko z dziesicioma ludmi dziennie, 
wiemy, co wanego stao si w stu tysicach punktw kraju i wiata. 
Wartownik, ktry czuwa na kawaku ulicy w Memfis, widzi tylko par domw. Dziesitnik 
zna ca ulic, setnik oddzia miasta, naczelnik cae miasto. Faraon za stoi ponad nimi 
wszystkimi, niby na najwyszym pylonie wityni Ptah, i widzi nie tylko Memfis, ale jeszcze 
miasta: Sochem, On, Cherau, Turra, Tetaui, ich okolice i kawaek pustyni zachodniej. 
Z tej wysokoci jego witobliwo nie spostrzega wprawdzie ludzi skrzywdzonych albo 
nie nagrodzonych, ale dojrzy tum gromadzcych si bez zajcia robotnikw. 
Nie zobaczy onierza w szynkowni, ale pozna, czy puk odbywa musztr. Nie widzi, co 
gotuje na obiad jaki chop albo mieszczanin, ale dostrzee poar zaczynajcy si w dzielnicy. 
Ten porzdek pastwowy -mwi oywiajc si Herhor -jest nasz chwa i potg. A 
kiedy Snofru, jeden z faraonw najpierwszej dynastii, spyta pewnego kapana, jaki by sobie 
pomnik wystawi? - ten odpowiedzia: Wyrysuj, panie, na ziemi kwadrat i po na nim sze 
milionw gazw - one przedstawi lud. Na tej warstwie po szedziesit tysicy kamieni 
ociosanych -to bd twoi nisi urzdnicy. Na tym u sze tysicy kamieni wygadzonych to 
bd wysi urzdnicy. Na tym postaw szedziesit sztuk pokrytych rzeb -to bd twoi 
najblisi doradcy i wodzowie, a na szczycie po jedn bry ze zotym wizerunkiem soca a 
bdziesz ty sam. 
Tak te zrobi faraon Snofru. W ten sposb powstaa najstarsza piramida schodowa - rzetelny 
obraz naszego pastwa -z ktrej urodziy si wszystkie inne. S to budowle nie wzru
85 
szone, z ktrych szczytu wida krace wiata, a ktre bd podziwem najodleglejszych pokole. 
W takim urzdzeniu -cign minister -spoczywa i nasza przewaga nad ssiadami. Etiopowie 
byli rwnie liczni jak my. Lecz ich krl sam troszczy si o swoje bydo, sam bi kijem 
poddanych i ani wiedzia, ilu ich ma, ani potrafi zgromadzi ich, gdy wkroczyy nasze wojska. 
Tam nie byo jednej Etiopii, ale wielka gromada ludzi nieuporzdkowanych. Wic dzisiaj 
s naszymi wasalami. Ksi libijski sam sdzi kad spraw, szczeglniej midzy ludmi 
bogatymi, i tyle oddaje im czasu, e prawie nie moe obejrze si za siebie. Tote, pod jego 
bokiem, rodz si cae bandy rozbjnikw, ktrych my wytpiamy. 
Wiedz jeszcze i o tym, panie, e gdyby w Fenicji by jeden wsplny wadca, ktry by wiedzia, 
co si dzieje, i rozkazywa we wszystkich miastach, kraj ten nie paciby nam ani utena 
danin. A co to za szczcie dla nas, e krlowie Niniwy i Babelu maj tylko po jednym ministrze 
i tak s zmczeni nawaem spraw jak ty dzisiaj! Oni wszystko sami chc widzie, sdzi 
i rozkazywa, przez co na sto lat zawikali sprawy pastwa. Lecz gdyby znalaz si jaki nikczemny 
pisarz egipski, ktry poszedby tam, wytomaczy krlom ich bdy w rzdzeniu i 
zaprowadzi nasz urzdnicz hierarchi, nasz piramid, za kilkanacie lat Judea i Fenicja 
wpadyby w rce asyryjczykw, a za kilkadziesit lat -od wschodu i pnocy, ldem i morzem 
zwaliyby si na nas potne armie, ktrym moglibymy nie da rady. 
- Wic dzisiaj my napadnijmy ich korzystajc z nieadu! - zawoa ksi. 
-Jeszcze nie wyleczylimy si z poprzednich naszych zwycistw - odpar zimno Herhor i 
zacz egna Ramzesa. 
-Albo zwycistwa osabiy nas?... -wybuchn nastpca. -Albo nie zwielimy skarbw?... 
- A czy nie psuje si topr, ktrym cinamy drzewo?... - zapyta Herhor i wyszed. 
Ksi zrozumia, e wielki minister chce spokoju za wszelk cen, pomimo e sam jest 
naczelnikiem armii. 
- Zobaczymy!... - szepn do siebie. 
Na par dni przed wyjazdem Ramzes wezwany zosta do jego witobliwoci. Faraon siedzia 
na fotelu w marmurowej sali, w ktrej nie byo nikogo, a czterech wej strzegy nubijskie 
warty. 
Obok fotelu krlewskiego sta taboret dla ksicia i may stolik zaoony dokumentami pisanymi 
na papirusie. Na cianach byy kolorowane paskorzeby przedstawiajce zajcia rolne, 
a w rogach sali sztywne posgi Ozirisa, z melancholijnym umiechem na ustach. Kiedy 
ksi na rozkaz ojca usiad, jego witobliwo odezwa si: 
-Masz tu, ksi, twoje dokumenta, jako wdz i namiestnik. C, podobno pierwsze dni 
wadzy zmczyy ci?... 
- W subie waszej witobliwoci znajd siy. 
-Pochlebca!... -umiechn si pan. -Pamitaj, e nie chc, aeby si zapracowywa... 
Baw si, modo potrzebuje rozrywki... Nie znaczy to jednak, aeby nie mia wanych 
spraw do zaatwienia. 
- Jestem gotw. 
-Po pierwsze... Po pierwsze, odkryj ci moje troski. Skarb nasz le wyglda: dopyw podatkw 
jest co rok mniejszy, osobliwie z Dolnego Egiptu, a rozchody mno si... 
Pan zamyli si. 
- Te kobiety... te kobiety, Ramzesie, pochaniaj bogactwa nie tylko miertelnych ludzi, ale 
i moje. Mam ich kilkaset, a kada chce posiada jak najwicej pokojwek, modystek, fryzjerw, 
niewolnikw do lektyki, niewolnikw do pokoju, konie, wiolarzy, nawet swoich ulubiecw 
i dzieci... Mae dzieci!... Kiedy wrciem z Tebw, jedna z tych pa, ktrej nawet nie 
pamitam, zabiega mi drog i prezentujc tgiego trzyletniego chopaka daa, abym mu 
wyznaczy majtek, gdy ma to by mj syn... Trzyletni syn, czy uwaasz, wasza dostoj86 
no?... Rzecz prosta, nie mogem spiera si z kobiet, jeszcze w tak delikatnej sprawie. Ale 
-czowiekowi szlachetnie urodzonemu atwiej by uprzejmym anieli znale pienidze na 
kad podobn fantazj... 
Pokiwa gow, odpocz i mwi dalej: 
-Tymczasem moje dochody od pocztku panowania zmniejszyy si do poowy, szczeglniej 
w Dolnym Egipcie. Pytam si: co to znaczy?... Odpowiadaj: lud zuboa, ubyo wielu 
mieszkacw, morze zasypao pewn przestrze gruntw od pnocy, a pustynia od wschodu, 
byo kilka lat nieurodzajnych, sowem - awantura za awantur, a w skarbie coraz pycej... 
Prosz ci wic, aeby mi wywietli t spraw. Rozpatrz si, poznaj ludzi dobrze informowanych 
i prawdomwnych i utwrz z nich komisj ledcz. Gdy za zaczn skada raporty, 
nie ufaj zbytecznie papyrusowi, ale to i owo sprawd osobicie. Sysz, e masz oko 
wodza, a jeeli tak jest, jedno spojrzenie nauczy ci, o ile s dokadnymi opowieci czonkw 
komisji. Ale nie piesz si ze zdaniem, a nade wszystko -nie wygaszaj go. Kady wany 
wniosek, jaki ci dzi przyjdzie do gowy - zapisz, a po kilku dniach znowu przypatrz si tej 
samej sprawie i znowu zapisz. To nauczy ci ostronoci w sdach i trafnoci w ogarnianiu 
przedmiotw. 
- Stanie si, jak rozkazujesz, wasza witobliwo - wtrci ksi. 
-Druga misja, ktr musisz zaatwi, jest trudniejsza. Co si tam dzieje w Asyrii, co mj 
rzd zaczyna niepokoi. 
Kapani nasi opowiadaj, e za Morzem Pnocnym jest piramidalna gra, zwykle okryta 
zielonoci u spodu, niegiem u szczytu, ktra ma dziwne obyczaje. Po wielu latach spokoju 
nagle zaczyna dymi, trz si, huczy, a potem wyrzuca z siebie tyle pynnego ognia, ile 
jest wody w Nilu. Ogie ten kilkoma korytami rozlewa si po jej bokach i na ogromnej przestrzeni 
rujnuje prac rolnikw. 
Ot Asyria, mj ksi, jest tak gr. Przez cae wieki panuje w niej spokj i cisza, lecz 
nagle zrywa si wewntrzna burza, nie wiadomo skd wylewaj si wielkie armie i niszcz 
spokojnych ssiadw. 
Dzi okoo Niniwy i Babelu sycha wrzenie: gra dymi. Musisz wic dowiedzie si: o ile 
ten dym zwiastuje nawanic, i - obmyle rodki zaradcze. 
- Czy potrafi?... - cicho spyta ksi. 
-Trzeba nauczy si patrze - mwi wadca. -Jeeli chcesz co dobrze pozna, nie poprzestawaj 
na wiadectwie wasnych oczu, ale zapewnij sobie pomoc kilku par cudzych. 
Nie ograniczaj si na sdach samych Egipcjan: bo kady nard i czowiek ma wyczny 
sposb widzenia rzeczy i nie chwyta caej prawdy. Wysuchaj zatem, co myl o Asyryjczykach: 
Fenicjanie, ydzi, Chetowie i Egipcjanie, i pilnie rozwa w sercu swym -co w ich sdach 
o Asyrii jest wsplnego. 
Jeeli wszyscy powiedz ci, e od Asyrii idzie niebezpieczestwo, poznasz, e ono idzie. 
Lecz jeeli rni mwi bd rozmaicie, take czuwaj, bo mdro kae przewidywa raczej 
ze anieli dobre. 
- Mwisz, wasza witobliwo, jak bogowie! - szepn Ramzes. 
-Stary jestem, a z wysokoci tronu widzi si takie rzeczy, jakich nawet nie przeczuwaj 
miertelni. Gdyby soce zapyta, co sdzi o sprawach wiata, opowiedziaoby jeszcze ciekawsze 
nowiny. 
-Midzy ludmi, u ktrych mam zasiga zdania o Asyrii, nie wspomniae, ojcze, Grekw 
- wtrci nastpca. 
Pan pokiwa gow z dobrotliwym umiechem. 
-Grecy!... Grecy!... - rzek - wielka przyszo naley do tego narodu. Przy nas s oni jeszcze 
dziemi, ale jaka dusza w nich mieszka... 
Pamitasz ty mj posg zrobiony przez greckiego rzebiarza?... To drugi ja, ywy czowiek!... 
Miesic trzymaem go w paacu, lecz w kocu - darowaem wityni w Tebach. Czy 
87 
uwierzysz: strach mnie zdj, aeby ten kamienny ja nie powsta ze swego siedzenia i nie 
upomnia si o poow rzdw... Jaki by zamt powsta w Egipcie!... 
Grecy!... czy ty widziae wazy, jakie oni lepi, paacyki, ktre buduj... Z tej gliny i kamienia 
wypywa co, co cieszy moj staro i kae zapomina o chorobie... 
A mowa ich?... O bogowie, wdy to muzyka i rzeba, i malowido... Zaprawd mwi, e 
gdyby Egipt mg kiedy umrze jak czowiek, dziedzictwo po nim objliby Grecy. I jeszcze 
wmwiliby w wiat, e to wszystko jest ich dzieem, a nas -wcale nie byo... A jednak s to 
tylko uczniowie naszych szk wstpnych: cudzoziemcom bowiem, jak ci wiodomo, nie mamy 
prawa udziela wyszych nauk. 
- Mimo to, ojcze, zdajesz si nie ufa Grekom? 
- Bo to szczeglny nard: ani Fenicjanom, ani im nie mona wierzy. 
Fenicjanin, gdy chce, widzi i powie prawd murowan, egipsk... Ale nigdy nie wiesz: 
kiedy on chce powiedzi prawd? Za Grek, prosty jak dziecko, zawsze mwiby prawd, ale 
- tego ju nie potrafi. 
Oni cay wiat widz inaczej ni my. W ich dziwnych oczach kada rzecz tak byszczy, 
koloryzuje si i mieni jak niebo Egiptu i jego woda. Czy wic mona polega na ich zdaniu? 
Za czasw dynastii tebaskiej, daleko na pnocy, byo miasteczko Troja, jakich u nas liczy 
si dwadziecia tysicy. Na ten kurnik napadali rozmaite greckie wczgi i tak dokuczyli 
niemnogim mieszkacom, e ci, po dziesicioletnich niepokojach, spalili forteczk i wynieli 
si na inne miejsca. 
Zwyka historia bandycka!... Tymczasem patrz, jakie pieni piewaj Grecy o trojaskich 
walkach. miejemy si z tych cudw i bohaterstw, bo nasz rzd mia dokadne sprawozdania 
o wypadkach. Widzimy bijce w oczy kamstwa, a jednak... suchamy tych pieni jak dziecko 
bajek swej niaki i - nie moemy si od nich oderwa!... 
To s Grecy: urodzeni kamcy, ale przyjemni, no i mni. Kady z nich prdzej powici 
ycie, anieli powie prawd. Nie dla interesu, jak Fenicjanie, ale z duchowej potrzeby. 
- A co mam sdzi o Fenicjanach? - spyta nastpca. 
- To s ludzie mdrzy, wielkiej pracy i odwagi, ale handlarze: dla nich cae ycie mieci si 
w zarobku, byle duym, najwikszym!... Fenicjanin jest jak woda: wiele przynosi i wiele zabiera, 
a wciska si wszdzie. Trzeba dawa im jak najmniej, a nade wszystko czuwa, aeby 
nie wchodzili do Egiptu szparami, po kryjomu. 
Gdy im dobrze zapacisz i dasz nadziej jeszcze wikszego zarobku, bd wybornymi 
agentami. To, co dzi wiemy o tajemnych ruchach Asyrii, wiemy przez nich. 
- A ydzi?... - szepn ksi spuszczajc oczy. 
-Nard bystry, ale pospni fanatycy i urodzeni wrogowie Egiptu. Dopiero gdy poczuj na 
karkach podkuty gwodziami sanda Asyrii, zwrc si.do nas. Bodajby nie za pno. Ale 
posugiwa si nimi mona... Rozumie si, nie tu, tylko w Niniwie i Babelu. 
Faraon by ju zmczony. Wic ksi pad przed nim na twarz, a otrzymawszy ucinienie 
ojcowskie uda si do matki. 
Pani siedzc w swym gabinecie tkaa cienkie ptno na suknie dla bogw, a jej damy suebne 
szyy i haftoway odzie albo robiy bukiety. Mody kapan przed posgiem Izydy pali 
kadzido. 
-Przychodz - rzek ksi -podzikowa ci, matko, i poegna. - Krlowa powstaa i objwszy 
syna za szyj mwia ze zami: 
-Jake ty si zmieni?... Jeste ju mczyzn!... Tak rzadko ci spotykam, e mogabym 
zapomnie twoich rysw, gdybym ich cigle nie widziaa w mym sercu. Niedobry!... Ja tyle 
razy z najwyszym dostojnikiem pastwa jedziam do folwarku mylc, e nareszcie przestaniesz 
mie uraz, a ty wyprowadzie naprzeciw mnie naonic... 
- Przepraszam... przepraszam!... - mwi Ramzes caujc matk. 
88 
Pani wyprowadzia go do ogrdka, w ktrym rosy osobliwe kwiaty, a gdy zostali bez 
wiadkw - rzeka: 
-Jestem kobiet, wic obchodzi mnie kobieta i matka. Czy chcesz wzi ze sob t dziewczyn 
w podr?... 
Pamitaj, e haas i ruch, jaki ci bdzie otacza, jej i dziecku moe zaszkodzi. Dla kobiet 
brzemiennych najlepsz jest cisza i spokj. 
-Czy mwisz o Sarze? -spyta dziwiony Ramzes. - Ona brzemienna?... Nic mi o tym nie 
wspomniaa... 
- Moe wstydzi si, moe sama nie wie - odpara. - W kadym razie podr... 
- Ale ja jej nie mam zamiaru bra!... -zawoa ksi. 
- Tylko... dlaczego ona kryje si przede mn... jakby dziecko nie byo moim?... 
-Nie bde podejrzliwym !... - zgromia go pani. - Jest to zwyka wstydliwo modych 
dziewczt... Wreszcie moe ukrywaa swj stan z obawy, aby jej nie porzuci?... 
-Przecie nie wezm jej do mego dworu! -przerwa ksi z tak niecierpliwoci, e 
oczy krlowej umiechny si, ale przysonia je rzsami. 
-No, nie wypada zbyt szorstko odpycha kobiety, ktra ci kochaa. Wiem, e byt jej zapewnie. 
My jej te damy co od siebie. I dziecko krlewskiej krwi musi by dobrze wychowane 
i posiada majtek... 
-Naturalnie -odpar Ramzes. -Mj pierwszy syn, cho nie bdzie posiada praw ksicych, 
musi by tak postawiony, abym ja go si nie wstydzi ani on nie mia alu do mnie. 
Po poegnaniu si z matk Ramzes chcia jecha do Sary i w tym celu wrci do swoich 
pokojw. 
Wstrzsay nim dwa uczucia: gniew na Sar, e ukrywaa przed nim powody swej saboci, 
i - duma, e on ma by ojcem. On ojcem!... Tytu ten nadawa mu powag, ktra jakby wspieraa 
jego urzdy: wodza i namiestnika. Ojciec - to ju nie modzieniaszek, ktry z szacunkiem 
musi patrze na ludzi starszych od siebie. Ksi by zachwycony i rozrzewniony. Chcia zobaczy 
Sar, zgromi j, a potem uciska i obdarowa. Gdy jednak wrci do swojej czci 
paacu, zasta dwu nomarchw z Dolnego Egiptu, ktrzy przyszli zda mu raport o nomesach. 
A gdy wysucha ich, by ju zmczony. Nadto mia u siebie wieczorne przyjcie, na ktre nie 
chcia si spni. 
I znowu u niej nie bd - myla. - Biedna dziewczyna, nie widziaa mnie blisko dwie dekady... 
Wezwa Murzyna. 
- Masz ty t klatk, ktr daa ci Sara wwczas, kiedymy witali jego witobliwo? 
- Jest - odpar Murzyn. 
-Wee z niej gobia i zaraz wypu. 
- Gobie ju zjedzone. 
- Kto je zjad?... 
- Wasza dostojno. Powiedziaem kucharzowi, e ptaki te pochodz od pani Sary; wic on 
tylko dla waszej dostojnoci robi z nich pieczenie i pasztety. 
- A nieche was krokodyl pore! - zawoa skopotany ksi. 
Kaza przyj do siebie Tutmozisowi i jego natychmiast wysa do Sary. 
Opowiedzia mu histori z gobiami i cign: 
-Zawie jej szmaragdowe zausznice, bransolety na nogi i rce i dwa talenty. Powiedz, e 
gniewam si, i ukrywaa przede mn ci, ale jej przebacz, gdy dziecko bdzie zdrowe i 
adne. Jeeli za urodzi chopca, dam jej drugi folwark!... - zakoczy miejc si. Ale, ale... 
namw j te, aby odsuna od siebie cho troch ydw, a przyja cho paru Egipcjan i 
Egipcjanek. Nie chc, aby mj syn przyszed na wiat w tym towarzystwie i moe jeszcze 
bawi si z ydowskimi dziemi. Nauczyliby go podawa ojcu najgorsze daktyle!... 
89 
ROZDZIA DZIEWITNASTY 
Cudzoziemska dzielnica w Memfisie leaa w pnocno - wschodnim rogu miasta, blisko 
Nilu. Liczono tam kilkaset domw i kilkanacie tysicy mieszkacw: Asyryjczykw, ydw, 
Grekw, najwicej Fenicjan. By to cyrku zamony. Gwn arteri tworzya ulica szeroka 
na trzydzieci krokw, do prosta, wybrukowana paskimi kamieniami. Po obu stronach 
wznosiy si domy ceglane, piaskowce lub wapienne, wysokie na trzy do piciu pitr. W piwnicach 
byy skady materiaw surowych, na parterach sklepy, na pierwszych pitrach mieszkania 
ludzi zamonych, wyej warsztaty tkackie, szewskie, jubilerskie, najwyej -ciasne lokale 
wyrobnikw. 
Budynki tej dzielnicy, jak zreszt w caym miecie, byy przewanie biae. Mona jednak 
byo widzie kamienice zielone jak ka, te jak an pszenicy, niebieskie jak niebo lub 
czerwone jak krew. 
W wielu za domach ciany frontowe byy ozdobione obrazami przedstawiajcymi zajcia 
mieszkacw. Na domu jubilera dugie szeregi rysunkw opieway, e: jego waciciel wyrobione 
przez siebie acuchy i bran-solety sprzedawa krlom obcych narodw i obudza ich 
podziw. Ogromny paac kupca pokryty by malowidami opowiadajcymi trudy i niebezpieczestwa 
ycia handlowego. Na morzu chwytaj czowieka straszne potwory z rybimi ogonami 
- w pustyni skrzydlate i ogniem ziejce smoki, a na dalekich wyspach trapi go olbrzymy, 
ktrych sanda bywa wikszy od fenickiego okrtu. 
Lekarz na cianie swojej pracowni przedstawia osoby, ktre dziki jego pomocy odzyskiway 
utracone rce i nogi, nawet zby i modo. Na budynku za, zajtym przez wadze administracyjne 
dzielnicy, wida byo beczk, do ktrej ludzie rzucali zote piercienie, pisarza, 
ktremu kto szepta do ucha, i rozcignitego na ziemi penitenta, ktremu dwaj inni ludzie 
bili skr. 
Ulica bya pena. Wzdu cian miecili si lektykarze, wachlarzownicy, posacy i robotnicy, 
gotowi ofiarowa swoj prac. rodkiem cign si nieprzerwany acuch towarw 
dwiganych przez tragarzy, osw lub woy zaprzgnite do wozw. Na chodnikach snuli si 
wrzaskliwi przekupnie wieej wody, winogron, daktylw, wdzonych ryb, a midzy nimi 
kramarze, kwiaciarki, muzykanci i rnego rodzaju sztukmistrze. 
W tym ludzkim potoku, ktry pyn, roztrca si, sprzedawa i kupowa krzyczc rozmaitymi 
gosami, wyrniali si policjanci. Kady mia brunatn koszul do kolan, goe nogi, 
fartuszek w niebieskie i czerwone pasy, krtki miecz przy boku i potny kij w garci. Urzdnik 
ten spacerowa po chodniku, niekiedy porozumiewa si ze swoim koleg, najczciej 
jednak stawa na przydronym kamieniu, aeby lepiej ogarn tum przelewajcy si u stp 
jego. 
Wobec takiej czujnoci zodzieje uliczni musieli dziaa bardzo roztropnie. Zwykle dwaj 
rozpoczynali midzy sob bitw, a gdy zebra si tum i policjanci okadali kijami zarwno 
swarzcych si, jak i widzw, inni towarzysze kunsztu - kradli. 
Prawie we rodku ulicy sta zajazd Fenicjanina z Tyru *, Asarhadona, w ktrym dla atwiejszej 
kontroli byli obowizani mieszka wszyscy przyjedajcy spoza granic Egiptu. By 
to wielki dom kwadratowy, z kadego boku mia po kilkanacie okien i nie styka si z innymi, 
wic mona byo obchodzi go i podglda ze wszystkich stron. Nad gwn bram wisia 
model okrtu, na frontowej cianie byy obrazy przedstawiajce jego witobliwo Ramzesa 
XII, jak skada bogom ofiary lub roztacza opiek nad cudzoziemcami, midzy ktrymi Fenicjanie 
odznaczali si duym wzrostem i mocno czerwon barw. 
Okna byy wskie, zawsze otwarte i tylko w miar potrzeby zasaniane roletami z ptna 
lub kolorowych prcikw. Mieszkania gospodarza i podrnych zajmoway trzy pitra, na 
dole miecia si winiarnia i restauracja. Marynarze, tragarze, rzemielnicy i w ogle ubosi 
90 
podrni jedli i pili w podwrku, ktre miao mozaikow posadzk i pcienne dachy rozwieszone 
na supkach, aeby wszystkich goci mona byo mie na oku. Zamoniejsi za i lepiej 
urodzeni ucztowali w galerii otaczajcej podwrko. 
W podwrzu zasiadano na ziemi, przy kamieniach zastpujcych miejsce stow. W galeriach, 
gdzie byo chodniej, znajdoway si stoliki, awki i krzesa, nawet niskie z poduszek 
sofy, na ktrych mona byo drzema. 
W kadej galerii by wielki st zaoony chlebem, misiwem, rybami i owocami tudzie 
kilkugarncowe gliniane stgwie z piwem, winem i wod. Murzyni i Murzynki roznosili gociom 
potrawy, usuwali stgwie prne, dwigali z piwnic pene, a czuwajcy nad stoami 
pisarze skrupulatnie zapisywali kady kawaek chleba, kad gwk czosnku i kubek wody. 
Na rodku podwrza, na wzniesieniu, stali dwaj dozorcy z kijami, ktrzy z jednej strony mieli 
oko na sub i pisarzy, z drugiej -przy pomocy kija -agodzili spory midzy uboszymi gomi 
rnych narodw. Dziki temu urzdzeniu kradziee i bitwy trafiay si rzadko; czciej 
nawet w galeriach anieli na podwrku. 
Sam gospodarz zajazdu, sawetny Asarhadon, czowiek przeszo pidziesicioletni, szpakowaty, 
ubrany w dug koszul i mulinow narzutk, chodzi midzy gomi, aby dojrze, 
czy kady ma, czego potrzebuje. 
-Jedzcie i pijcie, synowie moi -mwi do greckich marynarzy -bo takiej wieprzowiny i 
piwa nie ma na caym wiecie. Sysz, pobia was burza okoo Rafii?... Powinnicie bogom 
hojn zoy ofiar, e was ocalili!... W Memfis przez cae ycie mona nie widzie burzy, 
ale na morzu atwiej o piorun anieli o miedzianego utena... Mam mid, mk, kadzida na 
wite ofiary, a tam, w ktach, stoj bogowie wszystkich narodw. W moim zajedzie czowiek 
moe by sytym i pobonym za bardzo mae pienidze. 
Zawrci si i wszed do galerii midzy kupcw. 
-Jedzcie i pijcie, czcigodni panowie -zachca kaniajc si. -Czasy s dobre! Najdostojniejszy 
nastpca, oby y wiecznie, jedzie do Pi-Bastu z ogromn wit, a z Grnego Krlestwa 
przyszed transport zota, na czym niejeden z was piknie zarobi. Mamy kuropatwy, 
mode gski, ryby prosto z rzeki i doskona piecze sarni. A jakie wino przysali mi z Cypru!... 
Niech zostan ydem, jeeli kubek tej rozkoszy nie jest wart dwie drachmy!... Ale 
wam, ojcom i dobrodziejom moim, oddam dzi po drachmie. Tylko dzi, aeby zrobi pocztek. 
- Daj po p drachmy kubek, to skosztujemy - odpar jeden z kupcw. 
-P drachmy?... - powtrzy restaurator. - Pierwej Nil popynie ku Tebom, anieli ja tak 
sodycz oddam za p drachmy. Chyba... dla ciebie, panie Belezis, ktry jeste per Sydonu... 
Hej, niewolnicy!... a podajcie dobrodziejom naszym wikszy dzban cypryjskiego... 
Gdy odszed, kupiec nazwany Belezisem rzek do swoich towarzyszw: 
-Rka mi uschnie, jeeli to wino warte p drachmy. Ale niech go tam!... Bdziemy mieli 
mniej kopotu z policj. 
Rozmowa z gomi wszelkich narodw i stanw nie przeszkadzaa gospodarzowi zwaa 
na pisarzy zapisujcych jado i napitki, na dozorcw, ktrzy pilnowali sub i pisarzy, a nade 
wszystko na podrnego, ktry we frontowej galerii usiadszy z podwinitymi nogami na poduszkach, 
drzema nad garstk daktylw i kubkiem czystej wody. Podrny ten mia okoo 
czterdziestu lat, bujne wosy i brod kruczej barwy, zadumane oczy i dziwnie szlachetne rysy, 
ktrych, zdawao si, nigdy gniew nie zmarszczy ani wykrzywia trwoga. 
To niebezpieczny szczur!... - myla gospodarz patrzc na niego spod oka. -Ma min kapana, 
a chodzi w ciemnej opoczy... Zoy u mnie klejnotw i zota za 
talent, a nie jada misa ani nie pije wina... Musi to by wielki prorok albo wielki zodziej!... 
Na podwrko weszli z ulicy dwaj nadzy psyllowie, czyli poskramiacze ww, z torb 
pen jadowitego gadu, i zaczli przedstawienie. Modszy gra na fujarce, a starszy pocz 
91 
owija si maymi i duymi wami, z ktrych kady wystarczyby do rozpdzenia goci z 
obery Pod Okrtem. Fujarka odzywaa si coraz piskliwiej, poskramiacz wygina si, pieni, 
drga konwulsyjnie i cigle drani gady. Wreszcie jeden z ww uksi go w rk, drugi 
w twarz, a trzeciego - najmniejszego - zjad ywcem sam poskramiacz. 
Gocie i suba z niepokojem przypatrywali si zabawie poskramiacza. Dreli, gdy drani 
gady, zamykali oczy, gdy w ksa czowieka. Lecz gdy psyllo zjad wa - zawyli z radoci 
i podziwu... 
Tylko podrny z frontowej galerii nie opuci swoich poduszek, nawet nie raczy spojrze 
na zabaw. A gdy poskramiacz zbliy si po zapat, podrnik rzuci na posadzk dwa miedziane 
uteny dajc mu rk znak, aeby si nie zblia. 
Przedstawienie cigno si z p godziny. Gdy psyllowie opucili dziedziniec, do gospodarza 
przybieg Murzyn obsugujcy pokoje gocinne i co szepta zafrasowany. Potem, nie 
wiadomo skd, ukaza si dziesitnik policyjny i zaprowadziwszy Asarhadona do odlegej 
framugi dugo z nim rozmawia, a czcigodny waciciel zajazdu bi si w piersi, zaamywa 
rce albo chwyta si za gow. Nareszcie kopn Murzyna w brzuch, kaza poda dziesitnikowi 
g pieczon i dzban cypryjskiego, a sam zbliy si do gocia z frontowej galerii, ktry 
wci zdawa si drzema, cho oczy mia otwarte. 
-Smutne mam nowiny dla ciebie, zacny panie - rzek gospodarz siadajc obok podrnego. 
- Bogowie zsyaj na ludzi deszcz i smutek, kiedy im si podoba - odpar obojtnie go. 
-Gdymy si tu przypatrywali psyllom -cign gospodarz targajc szpakowat brod zodzieje 
dostali si na drugie pitro i wykradli twoje rzeczy... Trzy worki i skrzyni, zapewne 
bardzo kosztown! 
- Musisz zawiadomi sd o mojej krzywdzie. 
-Po co sd?... - szepn gospodarz. - U nas zodzieje maj swj cech... Poszlemy po starszego, 
otaksujemy rzeczy, zapacisz mu dwudziesty procent wartoci i wszystko si znajdzie. 
Ja mog ci dopomc. 
- W moim kraju - rzek podrny -nikt nie ukada si ze zodziejami, i ja nie bd. Mieszkam 
u ciebie, tobie powierzyem mj majtek i ty za niego odpowiadasz. 
Czcigodny Asarhadon zacz drapa si midzy opatki. 
-Czowieku z dalekiej krainy -mwi znionym gosem -wy, Chetowie, i my, Fenicjanie, 
jestemy brami, wic szczerze radz ci nie wdawa si z egipskim sdem, bo on ma tylko 
jedne drzwi: przez ktre si wchodzi, ale nie ma tych, przez ktre si wychodzi. 
- Bogowie przez mur wyprowadz niewinnego - odpar go. 
-Niewinny!... Kto z nas jest niewinny w ziemi niewoli? -szepta gospodarz. - Oto spojrzyj 
-tam dojada g dziesitnik z policji; wyborn gsk, ktr sam chtnie zjadbym. A wiesz, 
dlaczego oddaem, sobie od ust. odjwszy, ten frykas?... Bo dziesitnik przyszed wypytywa 
si o ciebie... 
To powiedziawszy Fenicjanin zezem spojrza na podrnego, ktry jednak ani na chwil 
nie utraci spokoju. 
-Pyta mnie - cign gospodarz -pyta mnie dziesitnik: Co za jeden jest ten czarny, ktry 
dwie godziny siedzi nad garstk daktylw?... Mwi: Bardzo zacny czowiek, pan Phut. 
Skd on?... -Z kraju Chetii, z miasta Harranu; ma tam porzdny dom o trzech pitrach i 
duo pola. - Po co on tu przyjecha? 
-Przyjecha, mwi, odebra od jednego kapana pi talentw, ktre jeszcze jego ojciec 
poyczy. 
A wiesz, zacny panie - prawi restaurator - co mi na to odpowiedzia dziesitnik?... Te sowa: 
Asarhadonie wiem, e jeste wiernym sug jego witobliwoci faraona, masz dobre 
jado i niefaszowane wina, dlatego mwi ci -strze si!... Strze si cudzoziemcw ktrzy 
92 
nie robi znajomoci, unikaj wina i wszelkich uciech i milcz. Ten Phut, harraczyk, moe 
by asyryjskim szpiegiem. 
Serce we mnie zamaro, kiedym to usysza -cign gospodarz. -Ale ciebie nic nie obchodzi!... 
- oburzy si widzc e nawet straszne posdzenie o szpiegostwo nie zamcio spokoju 
Chetyjczyka. 
-Asarhadonie - rzek po chwili go -powierzyem ci siebie i mj majtek. Pomyl wic, 
aby mi oddano wory i skrzyni, gdy w przeciwnym razie zaskar ci do tego samego dziesitnika, 
ktry zjada g przeznaczon dla ciebie. 
-No... wic pozwl, abym wypaci zodziejom tylko pitnacie procent wartoci twoich 
rzeczy - zawoa gospodarz. 
- Nie masz prawa paci. 
- Daj im cho trzydzieci drachm... 
- Ani utena. 
- Daj biedakom choby dziesi drachm... 
-Id w pokoju, Asarhadonie, i pro bogw, aeby ci rozum przywrcili - odpar podrny, 
zawsze z tym samym spokojem. 
Gospodarz zerwa si z poduszek sapic z gniewu. To gadzina!... - myla. - On nie tylko 
po dug przyjecha... On tu jeszcze zrobi jaki interes... Serce mwi mi, e to musi by bogaty 
kupiec, a moe nawet restaurator, ktry, do spki z kapanami i sdziami, otworzy mi gdzie 
pod bokiem drugi zajazd... Bodaj ci pierwej spali ogie niebieski!... bodaj ci trd stoczy!.. 
Skpiec, oszust, zodziej, na ktrym uczciwy czowiek nic nie zarobi... 
Jeszcze zacny Asarhadon nie zdy uspokoi si z gniewu, gdy na ulicy rozlegy si odgosy 
fletu i bbenka, a po chwili na podwrze wbiegy cztery prawie nagie tancerki. Tragarze 
i marynarze powitali je okrzykami radoci, a nawet powani kupcy spod galerii zaczli przyglda 
si ciekawie i robi uwagi nad ich piknoci. Tancerki ruchem rk i umiechami powitay 
obecnych. Jedna zacza gra na podwjnym flecie, druga wtrowaa jej na bbenku, a 
dwie najmodsze taczyy dokoa podwrka w taki sposb, e prawie nie byo gocia, ktrego 
by nie zaczepiy ich mulinowe szale. 
Pijcy zaczli piewa, krzycze i zaprasza do siebie tancerki, a midzy posplstwem 
wynikna zwada, ktr jednak dozorcy atwo uspokoili podnisszy do gry swoje trzciny. 
Tylko jaki Libijczyk, rozdraniony widokiem kija, wydoby n; ale dwaj Murzyni schwycili 
go za rce, zabrali mu kilka miedzianych piercionkw, jako naleno za jado, i wyrzucili 
go na ulic. Tymczasem jedna tancerka zostaa z marynarzami, dwie poszy midzy kupcw, 
ktrzy ofiarowali im wino i ciastka, a najstarsza zacza obchodzi stoy i kwestowa. 
-Na wityni boskiej Izydy!... - woaa. - Skadajcie, poboni cudzoziemcy, na wityni 
Izydy, bogini, ktra opiekuje si wszelkim stworzeniem... Im wicej dacie, tym wicej otrzymacie 
szczcia i bogosawiestw... Na wityni matki Izydy!... 
Rzucano jej na bbenek kbki miedzianego drutu, niekiedy ziarnko zota. Jeden kupiec 
zapyta: czy mona j odwiedzi? na co z umiechem skina gow. Gdy wesza do frontowej 
galerii, harraczyk Phut sign do skrzanego worka i wydoby zoty piercie mwic: 
-Istar jest bogini wielka i dobra, przyjmij to na jej wityni. 
Kapanka bystro spojrzaa na niego i szepna: 
- Anael, Sachiel... 
- Amabiel, Abalidot - odpowiedzia tym samym tonem podrny. 
-Widz, e kochasz matk Izyd -rzeka kapanka gono. -Musisz by bogaty i jeste 
hojny, wic warto ci powry. 
Usiada przy nim, zjada par daktylw i patrzc na jego do zacza mwi: 
- Przyjedasz z dalekiego kraju od Bretora i Hagita... * * Podr miae szczliw... 
Od kilku dni ledz ci Fenicjanie -dodaa ciszej.- Przyjedasz po pienidze, cho nie jeste 
kupcem... Przyjd do mnie dzi po zachodzie soca... 
93 
-dania twoje -mwia gono -powinny si speni... Mieszkam na ulicy Grobw w 
domu pod Zielon Gwiazd -szepna. Tylko strze si zodziei, ktrzy czyhaj na twj 
majtek - zakoczya widzc, e zacny Asarhadon podsuchuje. 
-W moim domu nie ma zodziei!... - wybuchn gospodarz. -Kradn chyba ci, ktrzy tu z 
ulicy przychodz!... 
-Nie zo si, staruszku - odpara szyderczo kapanka -bo zaraz wystpuje ci czerwona 
prga na szyi, co oznacza mier nieszczliw. 
Usyszawszy to Asarhadon splun po trzykro i cicho odmwi zaklcie przeciw zym 
wrbom. Gdy za odsun si w gb galerii, kapanka zacza kokietowa 
harraczyka. Daa mu r ze swego wieca, na poegnanie ucisna go i posza do innych 
stow. 
Podrny skin na gospodarza. 
- Chc - rzek - aeby ta kobieta bya u mnie. Ka j zaprowadzi do mego pokoju. 
Asarhadon popatrzy mu w oczy, klasn w rce i wybuchn miechem. 
-Tyfon opta ci, harraczyku!... -zawoa. -Gdyby co podobnego stao si w moim 
domu z egipsk kapank, wypdziliby mnie z miasta. Tu wolno przyjmowa tylko cudzoziemki. 
-W takim razie ja pjd do niej -odpar Phut. - Albowiem jest to mdra i pobona niewiasta 
i poradzi mi w wielu zdarzeniach. Po zachodzie soca dasz mi przewodnika, aebym idc 
nie zbka si. 
-Wszystkie ze duchy wstpiy do twego serca - odpowiedzia gospodarz. - Czy wiesz, e 
ta znajomo bdzie ci kosztowaa ze dwiecie drachm, moe trzysta nie liczc tego, co musisz 
da suebnicom i wityni. Za tak za sum, zreszt -za piset drachm, moesz pozna 
kobiet mod i cnotliw, moj crk, ktra ma ju czternacie lat i jako dziewcz rozsdne 
zbiera sobie posag. Nie wcz si wic noc po nieznanym miecie, bo wpadniesz w 
rce policji albo zodziei, lecz korzysta z tego, co bogowie ofiaruj ci w domu. Chcesz?... 
- A czy twoja crka pojedzie ze mn do Harranu? - spyta Phut. 
Gospodarz patrzy si na niego zdumiony. Nagle uderzy si w czoo, jakby odgad tajemnic, 
i schwyciwszy podrnego za rk pocign go do zacisznej framugi. 
-Ju wszystko wiem! - szepta wzburzony. - Ty handlujesz kobietami... Ale pamitaj, e 
za wywiezienie jednej Egipcjanki stracisz majtek i pjdziesz do kopal. Chyba... e mnie 
wemiesz do wspki, bo ja tu wszdzie znam drogi... 
- W takim razie opowiesz mi drog do domu tej kapanki - odpar Phut. 
-Pamitaj, aebym po zachodzie soca mia przewodnika, a jutro moje worki i skrzyni, 
bo inaczej poskar si do sdu. 
To powiedziawszy Phut opuci restauracj i poszed do swego pokoju na gr. Wcieky z 
gniewu Asarhadon zbliy si do stolika, przy ktrym pili kupcy feniccy, i odwoa na stron 
jednego z nich, Kusza. 
-Piknych goci dajesz mi pod opiek!... - rzek gospodarz nie mogc pohamowa drenia 
gosu. - Ten Phut prawie nic nie jada, kae mi wykupowa od zodziei rzeczy, ktre mu skradziono, 
a teraz, jakby na urganie z mego domu, wybiera si do egipskiej tancerki, zamiast 
obdarowa moje kobiety. 
-C dziwnego? - odpar miejc si Kusz. - Fenicjanki mg pozna w Sydonie, tutaj za 
woli Egipcjanki. Gupi jest ten, kto na Cyprze nie kosztuje wina cypryjskiego, tylko piwo 
tyryjskie. 
-A ja ci mwi - przerwa gospodarz -e to jest czowiek niebezpieczny... Udaje mieszczanina, 
cho ma postaw kapana!... 
-Ty, Asarhadonie, wygldasz jak arcykapan, a jeste tylko szynkarzem! awa nie przestaje 
by aw, cho ma na sobie lwi skr. 
94 
-Ale po co on chodzi do kapanek?... Przysigbym, e to wybieg i e gbur chetyjski, zamiast 
na uczt do kobiet, uda si na jakie zgromadzenie spiskowcw. 
-Zo i chciwo zamroczyy twj umys -odrzek z powag Kusz. -Jeste jak czowiek, 
ktry, szukajc dyni na figowym drzewie nie widzi figi. Dla kadego kupca jest jasne, e jeeli 
Phut ma odebra pi talentw od kapana, to musi skarbi sobie aski u wszystkich, ktrzy 
krc si przy wityniach. Ale ty ju nic nie rozumiesz... 
-Bo mnie mwi serce e to musi by asyryjski wysaniec czyhajcy na zgub jego witobliwoci... 
Kusz z pogard patrzy na Asarhadona. 
-Wic led go, czuwaj nad kadym jego krokiem. A jeeli co wykryjesz, moe dostanie 
ci si jaka czstka jego majtku. 
-O, teraz powiedziae mdre zdanie! - rzek gospodarz. - Niech ten szczur idzie sobie do 
kapanek, a od nich w miejsce nie znane mi. Ale ja za nim poszl moje renice, przed ktrymi 
nic si nie ukryje! 
* Tyr - miasto w Fenicji. 
** Duchy pnocnej i wschodniej okolicy wiata. 
95 
ROZDZIA DWUDZIESTY 
Okoo dziewitej godziny wieczorem Phut opuci zajazd Pod Okrtem w towarzystwie 
Murzyna nioscego pochodni. P godziny przedtem Asarhadon wysa na ulic Grobw 
zaufanego czowieka rozkazujc, aby pilnie zwaa: czy harraczyk nie wymknie si z domu 
pod Zielon Gwiazd, a jeeliby tak uczyni - dokd pjdzie? 
Drugi zaufany czowiek gospodarza szed w pewnej odlegoci za Phutem; na wszych 
ulicach kry si pod domami, na szerszych - udawa pijanego. Ulice byy ju puste, tragarze i 
przekupnie spali. wiecio si tylko w mieszkaniach pracujcych rzemielnikw albo u ludzi 
bogatych, ktrzy ucztowali na paskich dachach. W rnych stronach miasta odzyway si 
dwiki arf i fletw, piewy, miechy, kucie motw, zgrzytanie pi stolarskich. Czasem 
okrzyk pijacki, niekiedy woanie o ratunek. 
Ulice, ktrymi przechodzi Phut i niewolnik, byy po wikszej czci ciasne, krzywe, pene 
wybojw. W miar zbliania si do celu podry, kamienice byy coraz nisze, domy jednopitrowe 
liczniejsze i wicej ogrodw, a raczej palm, fig i ndznych akacji, ktre wychylay 
si spomidzy murw, jakby miay zamiar uciec std. 
Na ulicy Grobw widok nagle zmieni si. Miejsce kamienic zajy rozlege ogrody, a 
wrd nich -eleganckie paacyki. Przed jedn z bram Murzyn zatrzyma si i zgasi pochodni. 
- Tu jest Zielona Gwiazda - rzek i zoywszy Phutowi niski ukon zawrci do domu. 
Harraczyk zapuka do wrt. Po chwili ukaza si odwierny. Uwanie obejrza przybysza 
i mrukn: 
- Anael, Sachiel... 
- Amabiel, Abalidot - odpowiedzia Phut. 
- Bd pozdrowiony - rzek odwierny i szybko otworzy bram. 
Przeszedszy kilkanacie krokw midzy drzewami Phut znalaz si w sieni paacyku, 
gdzie powitaa go znajoma kapanka. W gbi sta jaki czowiek z czarn brod i wosami, 
tak podobny do harraczyka, e przybysz nie mg ukry zdziwienia. 
-On zastpi ci w oczach tych, ktrzy ci ledz - rzeka z umiechem kapanka. Czowiek 
przebrany za harraczyka woy sobie na gow wieniec z r i w towarzystwie kapanki 
poszed na pierwsze pitro, gdzie niebawem rozlegy si dwiki fletu i szczk pucharw. 
Phuta za dwaj nisi kapani zaprowadzili do ani w ogrodzie. Tam, wykpawszy go i 
utrefiwszy wosy, woyli na niego biae szaty. Z azienki wszyscy trzej znowu wyszli midzy 
drzewa; minli kilka ogrodw, wreszcie znaleli si na pustym placu. 
-Tam - rzek do Phuta jeden z kapanw -s dawne groby, tam miasto, a tu witynia. Id, 
gdzie chcesz, i niechaj mdro wskazuje ci drog, a wite sowa broni od niebezpieczestw. 
Dwaj kapani cofnli si do ogrodu, a Phut zosta sam. Noc bezksiycowa bya do widna. 
Z daleka, otulony we mg, migota Nil, wyej iskrzyo si siedem gwiazd Wielkiej 
Niedwiedzicy. Nad gow podrnego wznosi si Orion, a nad ciemnymi pylonami pona 
gwiazda Syriusz. U nas gwiazdy mocniej wiec - pomyla Phut. 
Zacz szepta modlitwy w nieznanym jzyku i skierowa si ku wityni. 
Gdy odszed kilkadziesit krokw, z jednego ogrodu wychyli si czowiek i ledzi podrnego. 
Lecz prawie w tej samej chwili spada tak gsta mga, e na placu, oprcz dachw 
wityni, nie mona byo nic dojrze. Po pewnym czasie harraczyk natkn si na wysoki 
mur. Spojrza na niebo i pocz i ku zachodowi. Co chwil przelatyway nad nim nocne 
ptaki i wielkie nietoperze. Mga zrobia si tak gsta, e musia dotyka ciany, aby jej nie 
zgubi. Wdrwka trwaa do dugo, gdy nagle Phut znalaz si przed nisk furtk, nabit 
96 
mnstwem brzowych gwodzi. Zacz je liczy od lewej rki z gry, przy czym jedne mocno 
naciska, inne zakrca. 
Gdy tym sposobem poruszy ostatni gwd u dou, drzwi cicho otworzyy si. Harraczyk 
posun si kilka krokw i znalaz si w ciasnej niszy, w ktrej panowaa zupena ciemno. 
Pocz ostronie prbowa nog gruntu, a trafi jakby na krawd studni, z ktrej wia 
chd. Tu usiad i miao zsun si w gb przepaci, chocia w tym miejscu i w tym kraju 
znajdowa si dopiero pierwszy raz. Przepa jednak nie bya gboka. Phut rwnymi nogami 
stan na pochyej pododze i wskim korytarzem zacz schodzi na d z tak pewnoci, 
jakby drog zna od dawna. W kocu korytarza byy drzwi. Przybysz znalaz po omacku koatk 
i trzy razy zapuka. W odpowiedzi odezwa si gos, nie wiadomo skd pochodzcy: 
-Ty, ktry w nocnej godzinie zakcasz spokj witego miejsca, czy masz prawo tu 
wchodzi? 
-Nie skrzywdziem ma, kobiety, ani dziecka... Rk moich nie splamia krew... Nie jadem 
potraw nieczystych... Nie zabraem cudzego mienia... Nie kamaem i nie zdradziem 
wielkiej tajemncy - spokojnie odpowiedzia harraczyk. 
- Jeste tym, ktrego oczekuj, czy tym, za ktrego si podajesz? - zapyta gos po chwili. 
-Jestem ten, ktry mia przyj od braci ze Wschodu, ale to drugie imi jest take moje 
imi, a w miecie pnocnym posiadam dom i ziemi, jakom rzek obcym -odpowiedzia 
Phut. 
Otworzyy si drzwi i harraczyk wszed do obszernej piwnicy, ktr owietlaa lampa 
ponca na stoliku przed purpurow zason. Na zasonie bya wyhaftowana zotem skrzydlata 
kula z dwoma wami. 
Na boku sta kapan egipski w biaej szacie. 
-Ktry tu wszede - rzek kapan wskazujc rk Phuta - czy wiesz, co opowiada ten znak 
na zasonie? 
-Kula -odpar przybysz - jest obrazem wiata, na ktrym mieszkamy, a skrzyda wskazuj, 
e wiat ten unosi si w przestrzeni jak orze. 
- A we?... - spyta kapan. 
-Dwa we przypominaj mdrcowi, e kto by zdradzi t wielk tajemnic, umrze podwjnie 
- ciaem i dusz. 
Po chwili milczenia kapan znowu zapyta: 
-Jeeli jest w samej rzeczy Beroes (tu schyli gow), wielki prorok Chaldei (znowu 
schyli gow), dla ktrego nie ma tajemnic na ziemi ani w niebie, racz powiedzie sudze 
twemu: ktra gwiazda jest najdziwniejsza? 
Dziwnym jest Hor-set *, ktry obchodzi niebo w cigu dwunastu lat, gdy dokoa niego 
kr cztery mniejsze gwiazdy. Ale dziwniejszym jest Horka ** obchodzcy niebo w trzydzieci 
lat. Ma on bowiem nie tylko podwadne sobie gwiazdy, lecz i wielki piercie, ktry 
niekiedy znika. 
Wysuchawszy tego egipski kapan upad na twarz przed Chaldejczykiem. Nastpnie wrczy 
mu purpurow szarf i welon z mulinu, pokaza, gdzie stoj kadzida, i wrd niskich 
ukonw opuci pieczar. 
Chaldejczyk zosta sam. Woy szarf na prawe rami, zakry twarz welonem i wziwszy 
zot yk nasypa w ni kadzida, ktre zapali u lampki przed zason. Szepczc obrci si 
trzy razy wkoo, a dym kadzida opasa go jakby potrjnym piercieniem. 
Przez ten czas w pustej pieczarze zapanowa dziwny niepokj. Zdawao si, e sufit idzie 
w gr i rozsuwaj si ciany. Purpurowa zasona na otarzu chwiaa si niby poruszana przez 
ukryte rce. Powietrze zaczo falowa, jakby wrd niego przelatyway stada niewidzialnych 
ptakw. 
97 
Chaldejczyk rozsun szat na piersiach i wydoby zoty medal pokryty tajemniczymi znakami. 
Pieczara drgna, wita zasona poruszya si gwatowniej, a w rnych punktach izby 
ukazay si pomyki. 
Wtedy mag wznis rce do gry i zacz mwi: 
-Ojcze niebieski, askawy i miosierny, oczy dusz moj... Zeszlij na niegodnego sug 
swoje bogosawiestwa i wycignij wszechmocne rami na duchy buntownicze, abym mg 
okaza moc Twoj... 
Oto znak, ktrego dotykam w waszej obecnoci... Otom jest - ja - oparty na pomocy boej, 
przewidujcy i nieustraszony... Otom jest potny i wywouj was, i zaklinam... Przyjdcie tu, 
posuszne w imi Aye, Saraye, Aye, Saraye... W tej chwili z rnych stron odezway si jakie 
gosy. Okoo lampki przelecia jaki ptak, potem szata rudej barwy, nastpnie czowiek z 
ogonem, nareszcie kogut w koronie, ktry stan na stoliku przed zason. 
Chaldejczyk znowu mwi: 
- W imi wszechmocnego i wiekuistego Boga... Amorul, Tanecha, Rabur, Latisten... 
Dalekie gosy odezway si po raz drugi : 
-W imi prawdziwego i wiecznie yjcego Eloy, Archima, Rabur, zaklinam was i wzywam... 
Przez imi gwiazdy, ktra jest socem, przez ten jej znak, przez chwalebne i straszne 
imi Boga ywego... *** 
Nagle wszystko ucicho. Przed otarzem ukazao si ukoronowane widmo z berem w rku, 
siedzce na lwie. 
- Beroes!... Beroes!... - zawoao widmo stumionym gosem - po co mnie wywoujesz? 
-Chc, aeby bracia moi z tej wityni przyjli mnie szczerym sercem i nakonili ucha do 
sw, ktre przynosz im od braci z Babilonu - odpowiedzia Chaldejczyk. 
- Niech si tak stanie - rzeko widmo i zniko. 
Chaldejczyk zosta bez ruchu, jak posg, z odrzucon w ty gow, z rkoma wzniesionymi 
do gry. Sta tak przeszo p godziny w pozycji niemoliwej dla zwykego czowieka. 
W tym czasie cofn si kawa muru tworzcego cian pieczary i weszli trzej kapani 
egipscy. Na widok Chaldejczyka, ktry zdawa si lee w powietrzu, oparty plecami o niewidzialn 
podpor, kapani zaczli spoglda na siebie ze zdumieniem. Najstarszy rzek: 
- Dawniej bywali u nas tacy, ale dzi nikt tego nie potrafi. 
Obchodzili go ze wszystkich stron, dotykali zdrtwiaych czonkw i z niepokojem patrzyli 
na jego oblicze, te i bezkrwiste jak u trupa. 
- Czy umar?... - zapyta najmodszy. 
Po tych sowach pochylone w ty ciao Chaldejczyka wrcio do pionowej postawy. Na 
twarzy ukaza si lekki rumieniec, a wzniesione rce opady. Westchn, przetar oczy jak 
czowiek zbudzony ze snu, spojrza na przybyych i po chwili rzek: 
-Ty -zwrci si do najstarszego -jeste Mefres, arcykapan wityni Ptah w Memfis... -
Ty -jeste Herhor, arcykapan Amona w Tebach, najpierwszy mocarz po krlu w tym pastwie... 
Ty -wskaza na najmodszego -jeste Pentuer, drugi prorok w wityni Amona i doradca 
Herhora. 
-A ty niewtpliwie jeste Beroes, wielki kapan i mdrzec babiloski, ktrego przyjcie 
oznajmiono nam przed rokiem - odpar Mefres. 
-Powiedziae prawd -rzek Chaldejczyk. Ucisn ich po kolei, a oni schylali gowy 
przed nim. 
-Przynosz wam wielkie sowa z naszej wsplnej ojczyzny, ktr jest mdro -mwi 
Beroes. - Raczcie ich wysucha i dziaajcie, jak potrzeba. 
Na znak Herhora Pentuer cofn si w gb pieczary i wynis trzy fotele z lekkiego drzewa 
dla starszych, a niski taboret dla siebie. Usiad w bliskoci lampki i wydoby z zanadrza 
may sztylet i tabliczk pokryt woskiem. 
Gdy wszyscy trzej zajli fotele, Chaldejczyk zacz: 
98 
-Do ciebie, Mefresie, mwi najwysze kolegium kapanw w Babilonie. wity stan kapaski 
w Egipcie upada. Wielu z nich gromadz pienidze i kobiety i pdz ycie wrd 
uciech. Mdro jest zaniedbana. Nie macie wadzy ani nad wiatem niewidzialnym, ani nawet 
nad wasnymi duszami. Niektrzy z was utracili wiar wysz, a dla renic waszych zakryta 
jest przyszo. Nawet dzieje si gorzej, bo wielu kapanw czujc, e siy ich ducha s 
wyczerpane, weszli na drog kamstwa i zrcznymi sztukami zwodz prostakw. 
To mwi najwysze kolegium: jeeli chcecie powrci na dobr drog, Beroes zostanie z 
wami przez kilka lat, aeby za pomoc iskry przyniesionej z wielkiego otarza Babilonu roznieci 
prawdziwe wiato nad Nilem. 
-Wszystko tak jest, jak mwisz -odpar zasmucony Mefres. -Zosta przeto midzy nami 
kilka lat, aeby dorastajca modzie przypomniaa sobie wasz mdro. 
- A teraz do ciebie, Herhorze, sowa od najwyszego kolegium... 
Herhor pochyli gow. 
-Skutkiem zaniedbania wielkich tajemnic kapani wasi nie spostrzegli, e dla Egiptu nadchodz 
ze lata. Gro wam klski wewntrzne, ktre tylko cnota i mdro oddali moe. 
Lecz gorsze jest, e gdybycie w cigu nastpnych dziesiciu lat rozpoczli wojn z Asyri, 
wojska jej rozgromi wasze, przyjd nad Nil i zniszcz wszystko, co tu istnieje od wiekw. 
Taki zowrogi ukad gwiazd, jaki dzi ciy nad Egiptem, zdarzy si pierwszy raz za dynastii 
czternastej, kiedy wasz kraj zdobyli i zupili Hyksosi. Trzeci raz powtrzy si on za piset 
lub szeset lat od strony Asyrii i ludu Paras, ktry mieszka na wschd od Chaldei. 
Kapani suchali przeraeni. Herhor by blady, Pentuerowi wypada z rk tabliczka. Mefres 
uj wiszcy na piersiach amulet i modli si zeschymi wargami. 
-Strzecie si wic Asyrii - cign Chaldejczyk - bo dzi jej godzina. Okrutny to lud !... 
gardzi prac, yje wojn. Zwycionych wbija na pale lub obdziera ze skry, niszczy zdobyte 
miasta, a ludno uprowadza w niewol. Odpoczynkiem ich jest polowa na srogie zwierzta, 
a zabaw -strzela z ukw do jecw lub wyupywa im oczy. Cudze witynie zamieniaj 
w gruzy, naczyniami bogw posuguj si przy swych ucztach, a kapanw i mdrcw robi 
swoimi baznami. Ozdob ich cian s skry ywych ludzi, a ich stou - zakrwawione gowy 
nieprzyjaci. 
Gdy Chaldejczyk umilkn, odezwa si czcigodny Mefres: 
-Wielki proroku, rzucie strach na dusze nasze, a nie wskazujesz ratunku. Moe by, i z 
pewnoci tak jest, skoro mwisz, e losy przez pewien czas bd dla nas nieaskawe; lecz jake 
tego unikn? S w Nilu miejsca niebezpieczne, z ktrych adna d nie ocali si; tote 
mdro sternikw omija grone wiry. To samo z nieszczciami narodw. Nard jest cznem, 
a czas rzek, ktr w pewnych epokach mc wiry. Jeeli za drobna skorupa rybacza 
umie wywin si od klski, dlaczego miliony ludu nie mogyby w podobnych warunkach 
uj zagady? 
-Mdre s sowa twoje - odpar Beroes - ale tylko w pewnej czci potrafi na nie odpowiedzie. 
- Miaeby nie zna wszystkiego, co si stanie? - zapyta Herhor. 
-Nie pytaj mnie o to: co wiem, a czego nie mog powiedzie. Najwaniejsz rzecz dla 
was jest utrzyma dziesicioletni pokj z Asyri, a to ley w granicy waszych si. 
Asyria jeszcze si boi was, nic nie wie o zbiegu zych losw nad waszym krajem i chce 
rozpocz wojn z ludami Pnocy i Wschodu, ktre siedz dokoa morza. Przymierze wic z 
ni moglibycie zawrze dzisiaj... 
- Na jakich warunkach? - wtrci Herhor. 
-Na bardzo dobrych. Asyria odstpi wam ziemi izraelsk a do miasta Akko i kraj Edom 
a do miasta Elath. Zatem bez wojny granice wasze posun si o dziesi dni marszu na pnoc 
i dziesi dni na wschd. 
- A Fenicja?... - spyta Herhor. 
99 
-Strzecie si pokusy!... - zawoa Beroes. - Gdyby dzi faraon wycign rk po Fenicj, 
za miesic armie asyryjskie, przeznaczone na pnoc i wschd, zwrciyby si na poudnie, a 
przed upywem roku konie ich pawiyby si w Nilu... 
- Ale Egipt nie moe wyrzec si wpywu na Fenicj! - przerwa z wybuchem Herhor. 
- Gdyby si nie wyrzek, sam przygotowaby wasn zgub -mwi Chaldejczyk. - Zreszt, 
powtarzam sowa najwyszego kolegium: Powiedz Egiptowi - nakazywali bracia z Babilonu 
-aeby na dziesi lat przytuli si do swej ziemi jak kuropatwa, bo czyha na niego jastrzb 
zych losw. Powiedz, e my, Chaldejczycy, nienawidzimy Asyryjczykw bardziej ni Egipcjanie, 
gdy znosimy ciar ich wadzy; lecz mimo to zalecamy Egiptowi pokj z tym ludem 
krwioerczym. Dziesi lat - may to przecig czasu, po ktrym moecie nie tylko odzyska 
dawne pozycje, ale i nas ocali. 
- To prawda! - rzek Mefres. 
-Rozwacie tylko - cign Chaldejczyk. - Jeeli Asyria z wami bdzie prowadzia wojn, 
pocignie Babilon, ktry brzydzi si wojn, wyczerpie wasze bogactwa i zatrzyma prac mdroci. 
Chobycie nie ulegli, kraj wasz na dugie lata bdzie zniszczony i straci nie tylko 
duo ludnoci, ale i te ziemie urodzajne, ktre bez waszych stara piasek zasypaby w cigu 
roku. 
- To rozumiemy - wtrci Herhor - i dlatego nie mylimy zaczepia Asyrii. Ale Fenicja... 
-C wam szkodzi - mwi Beroes -e asyryjski rozbjnik cinie fenickiego zodzieja? 
Na tym zyskaj nasi i wasi kupcy. A jeeli zechcecie posiada Fenicjan. pozwlcie, aeby 
osiedlali si na waszych brzegach. Jestem pewny e najbogatsi z nich i najzrczniejsi uciekn 
spod wadzy Asyryjczykw. 
-C by si stao z nasz flot, gdyby Asyria osiedlia 
si w Fenicji? - pyta Herhor. 
- Nie jest to naprawd wasza flota, tylko fenicka - odpar Chaldejczyk. 
-Gdy wic zabraknie wam tyryjskich i sydoskich statkw, zaczniecie budowa wasne i 
wiczy Egipcjan w sztuce eglarskiej. Jeeli bdziecie mieli rozum i dzielny charakter, wydrzecie 
Fenicjanom handel na caym zachodzie... 
Herhor machn rk. 
-Powiedziaem, co mi kazano - rzek Beroes -a wy czycie, co wam si podoba. Lecz pamitajcie, 
e ciy nad wami dziesi lat zowrogich. 
-Zdaje mi si, wity mu -wtrci Pentuer -e mwie i o klskach wewntrznych, jakie 
gro Egiptowi w przyszoci. Co to bdzie?... jeeli raczysz odpowiedzie sudze twemu. 
-O to nie pytajcie mnie. Te rzeczy lepiej powinnicie zna anieli ja, czowiek obcy. Przezorno 
odkryje wam chorob a dowiadczenie poda lekarstwa. 
-Lud jest strasznie uciskany przez wielkich - szepn Pentuer. 
- Pobono upada!... - rzek Mefres. 
-Jest wielu ludzi, ktrzy wzdychaj do wojny za granic -doda Herhor. - Ja za od dawna 
widz, e jej prowadzi nie moemy. Chyba za dziesi lat... 
- Wic zawrzecie traktat z Asyri? - spyta Chaldejczyk. 
-Amon, ktry zna moje serce -mwi Herhor -wie, jak mi podobny traktat jest obmierzy... 
Tak jeszcze nie dawno ndzni Asyryjczycy pacili nam daniny!... Lecz jeeli ty, ojcze 
wity, i najwysze kolegium mwicie, e losy s przeciwko nam, musimy zawrze traktat... 
- Prawda, e musimy!... - doda Mefres. 
-W takim razie zawiadomcie kolegium w Babilonie o postanowieniu, a oni sprawi, e 
krl Assar przyszle do was poselstwo. Ufajcie mi, e ukad ten jest bardzo korzystny: bez 
wojny zwikszacie swoje posiadoci!... Wreszcie -rozmylao nad nim nasze kolegium kapaskie. 
-Oby spady na was wszelkie bogosawiestwa: dostatki, wadza i mdro - rzek Mefres. 
- Tak, trzeba dwign nasz stan kapaski, a ty wity mu Beroesie, pomoesz nam. 
100 
- Trzeba nade wszystko uly ndzy ludu - wtrci Pentuer. 
- Kapani... lud!... - mwi jakby do siebie Herhor. 
-Tu przede wszystkim trzeba powcign tych, ktrzy pragn wojny... Prawda, e jego 
witobliwo faraon jest za mn, i zdaje mi si, em pozyska niejaki wpyw na serce dostojnego 
nastpcy (oby yli wiecznie!). Ale Nitager, ktremu wojna jest potrzebna jak rybie woda... 
Ale naczelnicy wojsk najemnych, ktrzy dopiero podczas wojny co znacz u nas... Ale 
nasza arystokracja, ktra myli, e wojna spaci fenickie dugi, a im przyniesie majtek. 
-Tymczasem rolnicy upadaj pod nawaem prac, a robotnicy publiczni burz si z powodu 
zdzierstwa przeoonych - wtrci Pentuer. 
- Ten zawsze swoje! - mwi zadumany Herhor. 
-Myl ty sobie, Pentuerze, o chopach i robotnikach, ty, Mefresie, o kapanach. Nie wiem, 
co wam si uda zrobi, ale ja -przysigam, e gdyby mj wasny syn pcha Egipt do wojny, 
zetr wasnego syna. 
-Tak uczy - rzek Chaldejczyk. - Zreszt, kto chce, niech toczy wojn, byle nie w tych 
stronach, gdzie mona zetkn si z Asyri. 
Na tym posiedzenie zakoczyo si. Chaldejczyk woy szarf na rami i zason na 
twarz, Mefres i Herhor stanli po obu stronach jego, a za nimi Pentuer, wszyscy zwrceni do 
otarza. 
Gdy Beroes skrzyowawszy rce na piersiach szepta, w podziemiu zacz si znowu niepokj 
i byo sycha niby daleki zgiek, ktry zdziwi asystentw. Wwczas mag odezwa si 
gono: 
-Baralanensis, Baldachiensis, Paumachiae, wzywam was, abycie byli wiadkami naszych 
ukadw i wspierali nasze zamiary... 
Rozleg si dwik trb tak wyrany, e Mefres schyli si do ziemi, Herhor obejrza si 
zdziwiony, a Pentuer uklk, zacz dre i zasoni uszy. Purpurowa kotara na otarzu zachwiaa 
si, a jej fady przybray tak form, jak gdyby spoza niej chcia wyj czowiek. 
-Bdcie wiadkami -woa zmienionym gosem Chaldejczyk -niebieskie i piekielne moce. 
A kto by nie dotrzyma umowy albo zdradzi jej tajemnic, niech bdzie przeklty... 
- Przeklty!... - powtrzy jaki gos. 
- I zniszczony... 
- I zniszczony... 
-W tym widzialnym i tamtym niewidzialnym yciu. Przez niewysowione imi Jehowa, na 
dwik ktrego ziemia dry, morze cofa si, ogie ganie, rozkadaj si elementy natury... 
W jaskini zapanowaa formalna burza. Dwiki trb miszay si z odgosem jakby dalekich 
piorunw. Zasona otarza prawie poziomo uniosa si i poza ni, wrd migotliwych 
byskawic, ukazay si dziwne twory, na poy ludzkie, na poy rolinne i zwierzce, skbione 
i pomiszane. 
Nagle wszystko ucicho i Beroes z wolna wznis si w powietrze, ponad gowy trzech 
asystujcych kapanw. 
O godzinie smej z rana harraczyk Phut wrci do fenickiego zajazdu Pod Okrtem, 
gdzie ju znalazy si jego worki i skrzynia zabrana przez zodziei. Za kilka minut po nim 
przyszed zaufany suga Asarhadona, ktrego gospodarz zaprowadzi do piwnicy i krtko 
spyta: 
- C?... 
- Byem przez ca noc - odpar suga - na placu, gdzie jest witynia Seta. Okoo dziesitej 
wieczorem, z ogrodu, ktry ley o pi posesji dalej anieli dom Zielonej Gwiazdy, wyszo 
trzech kapanw. Jeden z nich, z czarn brod i wosami, skierowa swoje stopy przez plac, do 
wityni Seta. Pobiegem za nim, ale zacza pada mga i zgin mi z oczu. Czy wrci pod 
Zielon Gwiazd甔 i kiedy - nie wiem. 
101 
Gospodarz zajazdu wysuchawszy sprawozdania stukn si w czoo i zacz mrucze do 
siebie: 
-Wic mj harraczyk, jeeli ubiera si w strj kapana i chodzi do wityni, musi by kapanem. 
A jeeli nosi brod i wosy, musi by kapanem chaldejskim. A jeeli po kryjomu 
widuje si z tutejszymi kapanami, wic jest w tym jakie szelmostwo. Nie powiem o tym 
policji, bo mgbym zapa si. Ale zawiadomi ktrego z wielkich Sydoczykw, bo moe 
by w tym interes do zrobienia, jeeli nie dla mnie, to dla naszych. Niedugo wrci inny posaniec. 
Asarhadon i z tym zeszed do piwnicy i usysza nastpn relacj: 
-Przez ca noc staem naprzeciw domu pod Zielon Gwiazd. Harraczyk tam by, upi 
si i wyrabia takie krzyki, e a policjant upomina odwiernego... 
-H?.. - spyta gospodarz. - Harraczyk by pod Zielon Gwiazd przez ca noc i ty go 
widziae`?.... 
-I nie tylko ja, ale policjant... 
Asarhadon sprowadzi pierwszego sug i kademu z nich kaza powtrzy jego opowiadanie. 
Powtrzyli wiernie, kady swoje. Z czego wyniko, e Phut harraezyk przez ca noc 
bawi si pod Zielon Gwiazd ani na chwil nie opuszczajc jej, a jednoczenie -e pnym 
wieczorem szed do wityni Seta, z ktrej nie wraca. 
-O!... - mrucza Fenicjanin -w tym wszystkim kryje si bardzo wielkie szelmostwo... Musz 
czym prdzej zawiadomi starszych gminy fenickiej, e ten Chetyjczyk umie bywa jednoczenie 
w dwch miejscach. Zarazem poprosz go, aeby wynis si z mego zajazdu... Nie 
lubi takich, ktrzy maj dwie postacie: jedn swoj, drug na zapas. Bo taki czowiek jest 
albo wielki zodziej, albo czarownik, albo spiskowiec. 
Poniewa Asarhadon lka si tych rzeczy, wic przeciw czarom zabezpieczy si modlitwami 
do wszystkich bogw, jacy ozdabiali jego szynkowni. Potem pobieg do miasta, gdzie 
zawiadomi o fakcie starszego gminy fenickiej i starszego cechu zodziei. Nareszcie wrciwszy 
do domu wezwa dziesitnika policji i owiadczy mu, e Phut moe by czowiekiem 
niebezpiecznym. W kocu zada od harraczyka, aeby opuci jego zajazd, ktremu nie 
przynosi zyskw, tylko podejrzenia i straty. 
Phut chtnie zgodzi si na propozycj i owiadczy gospodarzowi, e jeszcze dzisiejszego 
wieczora odpynie do Tebw. 
Bodaje stamtd nie wrci!... - pomyla gocinny gospodarz. -Bodaje zgni w kopalniach 
albo wpad do rzeki na pastw krokodylom. 
* Planeta Jowisz. 
** Planeta Saturn. 
*** Zaklcia magw 
102 
ROZDZIA DWUDZIESTY PIERWSZY 
Podr ksicia nastpcy zacza si w najpikniejszej porze roku, w miesicu Famenut 
(koniec grudnia, pocztek stycznia). 
Woda spada do poowy wysokoci, odsaniajc coraz nowe paty ziemi. Od Tebw pyny 
do morza mnogie tratwy z pszenic; w Dolnym Egipcie zbierano koniczyn i senes. 
Drzewa pomaraczowe i granaty okryy si kwiatami, a na polach siano: ubin, len, jczmie, 
bb, fasol, ogrki i inne roliny ogrodowe. 
Odprowadzony do przystani memfijskiej przez kapanw, najwyszych urzdnikw pastwa, 
gwardi jego witobliwoci faraona i tumy ludu, ksi namiestnik, Ramzes, wszed 
do zocistej barki okoo dziesitej rano. Pod pomostem, na ktrym stay kosztowne namioty, 
dwudziestu onierzy robio wiosami; za pod masztem i na obu kocach odzi zajli miejsca 
najlepsi inynierowie wodni. Jedni pilnowali agla, drudzy komenderowali wiolarzami, inni 
nadawali kierunek statkowi. 
Ramzes zaprosi do swej barki najczcigodniejszego arcykapana Mefresa i witego ojca 
Mentezufisa, ktrzy mieli mu towarzyszy w podry i penieniu wadzy. Wezwa te dostojnego 
nomarch Memfisu, ktry ksicia odprowadza do granic swojej prowincji. 
Na kilkaset krokw przed namiestnikiem pyn pikny statek dostojnego Otoesa, ktry by 
nomarch Aa, prowincji ssiadujcej z Memfisem. Za za ksiciem uszykoway si niezliczone 
statki, zajte przez dwr, kapanw, oficerw i urzdnikw. 
ywno i suba odjechay wczeniej. Nil do Memfisu pynie midzy dwoma pasmami 
gr. Dalej gry skrcaj na wschd i zachd, a rzeka dzieli si na kilka ramion, ktrych wody 
tocz si ku morzu przez wielk rwnin. 
Gdy statek odbi od przystani, ksi chcia porozmawia z arcykapanem Mefresem. W tej 
chwili jednak zerwa si taki okrzyk tumu, e nastpca musia wyj spod namiotu i ukaza 
si ludowi. 
Lecz wrzawa zamiast zmniejszy si rosa. Na obu brzegach stay i wci zwikszay si 
tumy pnagich wyrobnikw lub odzianych w witeczne szaty mieszczan. Bardzo wielu 
miao wiece na gowach, prawie wszyscy zielone gazki w rkach. Niektre grupy pieway, 
wrd innych rozlega si oskot bbnw i dwiki fletw. 
Gsto ustawione wzdu rzeki urawie z kubami prnoway. Natomiast kry po Nilu 
rj drobnych czenek, ktrych osady rzucay kwiaty pod bark nastpcy. Niektrzy sami 
skakali w wod i pynli za ksicym statkiem. 
Ale oni tak mnie pozdrawiaj jak jego witobliwo!... - pomyla ksi. 
I wielka duma opanowaa jego serce na widok tylu strojnych statkw, ktre mg zatrzyma 
jednym skinieniem, i tych tysicy ludzi, ktrzy porzucili swoje zajcia i naraali si na 
kalectwo, nawet na mier, byle spojrze w jego boskie oblicze. 
Szczeglniej upaja Ramzesa niezmierny krzyk tumu nie ustajcy ani na chwil. Krzyk ten 
napenia mu piersi, uderza do gowy, podnosi go. Zdawao si ksiciu, e gdyby skoczy z 
pomostu, nawet nie dosignby wody, bo zapa ludu porwaby go i unis ku niebu jak ptaka. 
Statek nieco zbliy si ku lewemu brzegowi, postacie tumu zarysoway si wyraniej i 
ksi spostrzeg co, czego si nie spodziewa. Podczas gdy pierwsze szeregi ludu klaskay i 
pieway, w dalszych wida byo kije, gsto i szybko spadajce na niewidzialne grzbiety. 
dziwiony namiestnik zwrci si do nomarchy Memfisu. 
- Spojrzyj no, wasza dostojno... Tam kije s w robocie?... 
Nomarcha przysoni rk oczy, szyja poczerwieniaa mu... 
- Wybacz, najdostojniejszy panie, ale ja le widz... 
- Bij... z pewnoci bij - powtarza ksi. 
- To jest moliwe - odpar nomarcha. - Zapewne policja schwytaa band zodziei... 
103 
Niezbyt zadowolony nastpca poszed na ty statku, midzy inynierw, ktrzy nagle skrcili 
ku rodkowi rzeki, i z tego punktu spojrza ku Memfsowi. 
Brzegi w grze Nilu byy prawie puste, czenka zniky, urawie czerpice wod pracoway, 
jak gdyby nic nie zaszo. 
-Ju skoczya si uroczysto?... - zapyta ksi jednego z inynierw, wskazujc w gr 
rzeki. 
- Tak... Ludzie wrcili do roboty - odpar inynier. 
- Bardzo prdko !... 
- Musz odzyska czas stracony - rzek nieostronie inynier. 
Nastpca drgn i bystro spojrza na mwicego. Lecz wnet uspokoi si i wrci pod namiot. 
Okrzyki nic go ju nie obchodziy. By pochmurny i milczcy. Po wybuchu dumy uczu 
pogard dla tumu, ktry tak prdko przechodzi od zapau do urawi czerpicych boto. 
W tej okolicy Nil zaczyna dzieli si na odnogi. Statek naczelnika nomesu Aa skrci ku 
zachodowi i po godzinnej jedzie przybi do brzegu. Tumy byy jeszcze liczniejsze anieli 
pod Memfisem. Ustawiono mnstwo supw z chorgwiami i bram triumfalnych owinitych 
zieleni. Midzy ludem coraz czciej mona byo napotka obce twarze i ubiory. 
Gdy ksi wysiad na ld, zbliyli si kapani z baldachimem, a dostojny nomarcha Otoes 
rzek do niego: 
-Bd pozdrowiony, namiestniku boskiego faraona, w granicach nomesu Aa. Na znak aski 
swej, ktra jest dla nas niebiesk ros, chciej zoy ofiar bogu Ptah, naszemu patronowi, 
i przyjmij pod swoj opiek i wadz ten nomes z jego wityniami, urzdnikami, ludem, bydem, 
zboem i wszystkim, co si tu znajduje. 
Nastpnie zaprezentowa mu grup modych elegantw, pachncych, urowanych, ubranych 
w szaty haftowane zotem. Byli to blisi i dalsi krewni nomarchy, miejscowa arystokracja. 
Ramzes przypatrzy im si z uwag. 
-Aha! -zawoa. -Zdawao mi si, e czego brakuje tym panom, i ju widz. Oni nie 
maj peruk... 
-Poniewa ty, najdostojniejszy ksi, nie uywasz peruki, wic i nasza modzie lubowaa 
sobie nie nosi tego stroju - odpar nomarcha. 
Po tym objanieniu jeden z modych ludzi stan za ksiciem z wachlarzem, drugi z tarcz, 
trzeci z wczni i rozpocz si pochd. Nastpca szed pod baldachimem, przed nim kapan 
z puszk, w ktrej paliy si kadzida -wreszcie kilka modych dziewczt rzucajcych re na 
ciek, ktr ksi mia przechodzi. 
Lud w witecznych strojach, z gazkami w rkach, tworzy szpaler i krzycza, piewa 
lub pada na twarz przed nastpc faraona, ale ksi spostrzeg e mimo gonych oznak radoci 
twarze s martwe i zakopotane. Zauway te, e tum jest podzielony na grupy, ktrymi 
dyryguj jacy ludzie, i e uciecha odbywa si na komend. I znowu uczu w sercu chd 
pogardy dla tego motochu, ktry nawet cieszy si nie umie. 
Z wolna orszak zbliy si do murowanej kolumny, ktra odgraniczaa nomes Aa od nomesu 
memfijskiego. Na kolumnie z trzech stron znajdoway si napisy do- tyczce: rozlegoci, 
ludnoci i liczby miast prowincji z czwartej strony sta posg boka Ptah, okrconego od stp 
do piersi w powijaki, w zwykym czepcu na gowie, z lask w rku. 
Jeden z kapanw poda ksiciu zot yk z poncym kadzidem. Nastpca odmawiajc 
przepisane modlitwy wycign kadzielnic na wysoko oblicza bstwa i kilkakrotnie nisko 
si skoni. 
Okrzyki ludu i kapanw wzmogy si jeszcze bardziej, cho midzy arystokratyczn modzie 
wida byo umieszki i drwinki. Ksi, ktry od czasu pogodzenia si z Herhorem 
okazywa wielki szacunek bogom i kapanom, lekko zmarszczy brwi i w jednej chwili modzie 
zmienia postaw. Wszyscy spowanieli, a niektrzy upadli na twarz przed kolumn. 
104 
Zaprawd! -pomyla ksi -ludzie szlachetnego urodzenia lepsi s anieli ten motoch... 
Cokolwiek czyni, sercem czyni, nie jak ci, ktrzy wrzeszczc na moj cze radzi 
by jak najprdzej wrci do swoich obr i warsztatw... 
Teraz, lepiej ni kiedykolwiek, zmierzy odlego, jaka istniaa pomidzy nim i prostakami. 
I zrozumia, e tylko arystokracja jest klas, z ktr czy go wsplno uczu. Gdyby 
nagle znikli ci strojni modziecy i pikne kobiety, ktrych ponce spojrzenia ledz kady 
jego ruch, aeby natychmiast suy mu i spenia rozkazy, gdyby ci znikli, ksi wrd niezliczonych 
tumw ludu czuby si samotniejszym anieli w pustyni. 
Omiu Murzynw przynioso lektyk ozdobion nad baldachimem strusimi pirami i ksi 
wsiadszy w ni uda si do stolicy nomesu, Sochem, gdzie zamieszka w rzdowym paacu. 
Pobyt Ramzesa w tej prowincji, o kilka mil zaledwie oddalonej od Memfisu, cign si 
miesic. Cay za ten czas upyn mu na przyjmowaniu prb, odbieraniu hodw, prezentacjach 
urzdnikw i ucztach. 
Uczty odbyway si podwjne: jedne w paacu, w ktrych przyjmowaa udzia arystokracja, 
drugie - w dziedzicu zewntrznym, gdzie pieczono cae woy, zjadano setki sztuk chleba 
i wypijano setki dzbanw piwa. Tu raczya si suba ksica i nisi urzdnicy nomesu. 
Ramzes podziwia hojno nomarchy i przywizanie wielkich panw, ktrzy dniem i noc 
otaczali namiestnika, czujni na kade jego skinienie i gotowi spenia rozkazy. 
Nareszcie, zmczony zabawami, ksi owiadczy dostojnemu Otoesowi, e chce bliej 
pozna gospodarstwo prowincji. Taki bowiem otrzyma rozkaz od jego witobliwoci faraona. 
yczeniu stao si zado. Nomarcha poprosi ksicia, aby usiad do lektyki, niesionej tylko 
przez dwu ludzi, i z wielkim orszakiem zaprowadzi go do wityni bstwa Hator. Tam 
orszak zosta w przysionku, a nomarcha kaza tragarzom wnie ksicia na szczyt jednego z 
pylonw i sam mu towarzyszy. 
Ze szczytu szeciopitrowej wiey, skd kapani obserwowali niebo i za pomoc kolorowych 
chorgwi porozumiewali si z ssiednimi wityniami w Memfis, Athribis i Anu, wzrok 
ogarnia w kilkumilowym promieniu prawie ca prowincj. Z tego te miejsca dostojny Otoes 
pokazywa ksiciu: gdzie le pola i winnice faraona, ktry kana oczyszcza si obecnie, 
ktra tama ulega naprawie, gdzie znajduj si piece do topienia brzu, gdzie spichrze krlewskie, 
gdzie bagna zaronite lotosem i papirusem, ktre pola zostay zasypane piaskiem i tak 
dalej. 
Ramzes by zachwycony piknym widokiem i gorco dzikowa Otoesowi za doznan 
przyjemno. Lecz gdy wrci do paacu i wedle rady ojca zacz notowa wraenia, przekona 
si, e jego wiadomoci o ekonomicznym stanie nomesu Aa nie rozszerzyy si. Po paru 
dniach znowu zada od Otoesa wyjanie dotyczcych administracji prowincj. Wwczas 
dostojny pan kaza zgromadzi si wszystkim urzdnikom i przedefilowa przed ksiciem, 
ktry w gwnym dziedzicu siedzia na wzniesieniu. 
Wic przesuwali si okoo namiestnika wielcy i mali podskarbiowie, pisarze od zb, wina, 
byda i tkanin. Naczelnicy mularzy i kopaczy, inynierowie ldowi i wodni, lekarze rnych 
chorb, oficerowie pukw robotniczych, pisarze policji, sdziowie, dozorcy wizie 
nawet paraszytowie i oprawcy. Po nich dostojny nomarcha przedstawi Ramzesowi jego wasnych 
urzdnikw tej prowincji. Ksi za z niemaym zdziwieniem dowiedzia si, e w 
nomesie Aa i miecie Sochem posiada: osobnego wonic, ucznika, nosiciela tarczy, wczni 
i topora, kilkunastu lektykarzy, paru kucharzy, podczaszych, fryzjerw i wielu innych suebnikw, 
odznaczajcych si przywizaniem i wiernoci, cho Ramzes wcale ich nie zna i 
nawet nie sysza ich nazwisk. 
105 
Zmczony i znudzony jaowym przegldem urzdnikw, ksi upad na duchu. Przeraaa 
go myl, e on nic nie pojmuje, e wic jest niezdolny do kierowania pastwem. Lecz nawet 
przed samym sob lka si przyzna do tego. 
Bo jeeli nie potrafi rzdzi Egiptem, a inni poznaj si na tym, co mu pozostanie?... Tylko 
mier. Ramzes czu, e poza tronem nie ma dla niego szczcia, e bez wadzy - nie mgby 
istnie. 
Lecz gdy par dni odpocz, o ile mona byo odpocz w chaosie dworskiego ycia, znowu 
wezwa do siebie Otoesa i rzek mu: 
-Prosiem wasz dostojno, aeby mnie wtajemniczy w rzdy swego nomesu. Zrobie 
tak: pokazae mi kraj i urzdnikw, ale ja jeszcze nic nie wiem. Owszem, jestem jak czowiek 
w podziemiach naszych wity, ktry widzi dokoa siebie tyle drg, e w kocu nie 
moe wyj na wiat. 
Nomarcha zafrasowa si. 
-Co mam robi?.. - zawoa. -Czego chcesz ode mnie, wadco?... Rzeknij tylko sowo, a 
oddam ci mj urzd, majtek, nawet gow. 
A widzc, e ksi przyjmuje askawie te zapewnienia, prawi dalej.: 
-W czasie podry widziae lud tego nomesu. Powiesz, e nie byli wszyscy. Zgoda. Ka, 
aby wysza caa ludno, a jest jej: mw, kobiet, starcw i dzieci okoo dwustu tysicy 
sztuk. Z wierzchoka pylonu raczye oglda nasze terytorium. Lecz jeeli pragniesz, moemy 
z bliska obejrze kade pole, kad wie i ulice miasta Sochem. 
Nareszcie pokazaem ci urzdnikw midzy ktrymi, prawda, e brakowao najniszych. 
Ale wydaj rozkaz, a wszyscy stan jutro przed twoim obliczem i bd leeli na brzuchach 
swych. 
C mam wicej uczyni?... odpowiedz, najdostojniejszy panie!... 
-Wierz ci, e jeste najwierniejszy - odpar ksi. -Objanij mi wic dwie rzeczy: jedn 
-dlaczego zmniejszyy si dochody jego witobliwoci faraona, drug - co ty sam robisz w 
nomesie?... 
Otoes zmisza si, a ksi prdko doda: 
-Chc wiedzie: co tu robisz i jakimi sposobami rzdzisz, gdy jestem mody i dopiero za
czynam rzdy... 
- Ale masz mdro starca! - szepn nomarcha. 
-Godzi si wic -mwi ksi -aebym ja wypytywa dowiadczonych, a ty eby mi 
udziela nauk. 
- Wszystko poka waszej dostojnoci i opowiem - rzek Otoes. -Ale trzeba nam wydosta 
si w miejsce, gdzie nie ma tej wrzawy... 
Istotnie w paacu, ktry zajmowa ksi, na dziedzicach wewntrznych i zewntrznych, 
toczyo si takie mnstwo ludzi jak na jarmarku. Jedli oni, pili, piewali, mocowali si lub 
gonili, a wszystko na chwa namiestnika, ktrego byli sugami. 
Jako okoo trzeciej po poudniu nomarcha kaza wyprowadzi dwa konie na ktrych wraz 
z ksiciem wyjechali z miasta na zachd. Dwr za zosta w paacu i bawi si jeszcze weselej. 
Dzie by pikny, chodny ziemia okryta zielonoci i kwieciem. Nad gowami jedcw 
rozlegay si piewy ptakw, powietrze byo pene woni. 
-Jak tu przyjemnie! -zawoa Ramzes. -Pierwszy raz od miesica mog zebra myli. A 
ju zaczem wierzy, e w mojej gowie osiedli si cay puk wozw wojennych i od rana do 
nocy odbywa musztr. 
- Taki jest los mocarzy wiata - odpar nomarcha 
Stanli na wzgrzu. U stp ich leaa ogromna ka przecita bkitn strug. Na pnocy i 
na poudniu bieliy si mury miasteczek, za k, a do kraca horyzontu, cigny si czerwone 
piaski pustyni zachodniej, od ktrej niekiedy wiao tchnienie upalnego wiatru jak z pie
106 
ca. Na ce pasy si niezliczone stada zwierzt domowych: rogate i bezrogie woy owce, kozy, 
osy, antylopy, nawet nosoroce. Tu i wdzie byo wida kpy moczarw obrosych rolinami 
wodnymi i krzakami, w ktrych roiy si dzikie gsi, kaczki, gobie, bociany, ibisy i 
pelikany. 
-Spojrzyj, panie - rzek nomarcha - oto obraz naszego kraju Queneh, Egiptu. Oziris umiowa 
ten pasek ziemi wrd pusty, zasypa go rolinnoci i zwierztami, aby mie z nich 
poytek. Potem dobry bg przyj na siebie ludzk posta i by pierwszym faraonem. A gdy 
poczu, e mu ciao widnie, opuci je i wstpi w swego syna, a nastpnie w jego syna. 
Tym sposobem Oziris yje midzy nami od wiekw jako faraon i cignie korzyci z Egiptu 
i jego bogactw, ktre sam stworzy. Rozrs si pan jak potne drzewo. Konarami jego s 
wszyscy krlowie egipscy, gami - nomarchowie i kapani, a gazkami -stan rycerski. Widzialny 
bg zasiada na tronie ziemskim i pobiera naleny mu dochd z kraju; niewidzialny 
przyjmuje ofiary w wityniach i przez usta kapanw opowiada swoj wol. 
- Mwisz prawd - wtrci ksi. - Tak jest napisano. 
-Poniewa Oziris-faraon - cign nomarcha - nie moe sam zajmowa si ziemskim gospodarstwem, 
wic poleci czuwa nad swoim majtkiem nam, nomarchom, ktrzy z jego 
krwi pochodzimy. 
-To jest prawda -rzek Ramzes. -Nawet niekiedy soneczny bg wciela si w nomarch i 
daje pocztek nowej dynastii. Tak powstay dynastia memfijska, elefantyjska, tebeska, ksoicka... 
- Rzeke, panie - mwi dalej Otoes. - A teraz odpowiem na to, o co mnie pytae. 
Pytae: co ja tu robi w nomesie?... Pilnuj majtku Ozirisa-faraona i mojej w nim czstki. 
Spojrzyj na te stada: widzisz rne zwierzta. Jedne daj mleko, inne miso, inne wen i skry. 
Podobnie ludno Egiptu: jedni dostarczaj zb, inni wina, tkanin, sprztw, budynkw. 
Moj za rzecz jest pobra od kadego, co winien, i zoy u stp faraona. 
W dozorowaniu tak licznych stad sam nie podoabym; wic wybraem sobie czujne psy i 
mdrych pasterzy. Jedni doj zwierzta, strzyg, zdejmuj z nich skry, drudzy pilnuj, aby 
zodziej nie pokrad ich lub nie poszarpa drapienik. Podobnie z nomesem: nie zdybym 
zebra wszystkich podatkw i ustrzec ludzi od zego; wic mam urzdnikw, ktrzy robi, co 
jest suszne, a mnie skadaj rachunki ze swych czynnoci. 
-Wszystko jest prawd - przerwa ksi - znam to i rozumiem. Lecz nie mog doj: dlaczego 
zmniejszyy si dochody jego witobliwoci, pomimo e s tak pilnowane? 
-Chciej przypomnie sobie, wasza dostojno -odpar nomarcha -e bg Set, cho jest 
rodzonym bratem sonecznego Ozirisa, nienawidzi go, walczy z nim i psuje wszelkie jego 
dziea. On zsya miertelne choroby na ludzi i bydo, on sprawia, e przybr Nilu jest za may 
lub zanadto gwatowny, on na Egipt w porze gorcej rzuca tumany piaskw. 
Gdy rok jest dobry, Nil dosiga pustyni, gdy zy - pustynia przychodzi do Nilu, a wwczas 
i dochody krlewskie musz by mniejsze. 
-Spojrzyj, wasza cze - mwi wskazujc na k. -Liczne s te stada, ale za mojej modoci 
byy liczniejsze. A kto temu winien? Nikt inny, tylko Set, ktremu nie opr si ludzkie 
siy. Ta ka, dzi ogromna, bya niegdy jeszcze wiksz, i z tego miejsca nie widywano pustyni, 
ktra nas dzi przeraa. Gdzie bogowie walcz, czowiek nie poradzi; gdzie Set zwycia 
Ozirisa, kt mu zabiegnie drog? 
Dostojny Otoes skoczy; ksi zwiesi gow. Niemao nasucha si on w szkoach o asce 
Ozirisa i niegodziwociach Seta i jeszcze dzieckiem bdc gniewa si, e z Setem nie 
zrobiono ostatecznych rachunkw. 
Jak ja urosn -myla wwczas -a udwign wczni, poszukam Seta i sprbujemy 
si!... 
107 
I oto patrzy dzi na niezmierny obszar piaskw, pastwo zowrogiego boga, ktry umniejsza 
dochody Egiptu; ale o walce z nim nie myla. Jak tu walczy z pustyni?... Mona j 
tylko omija albo w niej zgin. 
108 
ROZDZIA DWUDZIESTY DRUGI 
Pobyt w nomesie Aa tak zmczy nastpc tronu, e dla odpoczynku i zebrania myli kaza 
zaprzesta wszelkich uroczystoci na swoj cze i zapowiedzia, aby w czasie podry ludno 
nigdzie nie wystpowaa z powitaniami dla niego. Orszak ksicy dziwi si, nawet 
troch gorszy. Ale rozkaz zosta wykonany i Ramzes znowu odzyska nieco spokojnoci w 
yciu. Mia teraz czas do musztrowania onierzy, co byo jego najmilszym zajciem, i mg 
nieco skupi zwichrzone myli. Zamknity w najodleglejszym kcie paacu, ksi pocz 
zastanawia si: o ile speni rozkazy ojca? 
Wasnymi oczyma obejrza nomes Aa: jego pola, miasteczka, ludno i urzdnikw. 
Sprawdzi te, e wschodni brzeg prowincji uleg najazdowi pustyni. Spostrzeg, e ludno 
robocza jest obojtna i gupia, robi tylko to, co jej ka, a i to niechtnie. Nareszcie przekona 
si, e naprawd wiernych i kochajcych poddanych znale moa tylko wrd arystokracji. 
S oni bowiem albo spokrewnieni z rodem faraonw, albo nale do stanu rycerskiego i s 
wnukami onierzy, ktrzy walczyli pod Ramzesem Wielkim. 
W kadym razie ci ludzie szczerze garnli si do dynastii i gotowi byli suy jej z prawdziwym 
zapaem. Nie jak chopi, ktrzy, odkrzyczawszy powitanie, czym prdzej biegli do 
swoich wi i wow. 
Gwny jednak cel posannictwa zosta nie rozstrzygnity. Ramzes nie tylko jasno nie widzia 
przyczyn zmniejszenia si krlewskich dochodw, ale nawet nie umia sformuowa 
pytania: dlaczego jest le i -jak poprawi ze? Czu tylko, e legendowa wojna boga Seta z 
bogiem Ozirisem niczego nie wyjania i wcale nie podaje rodkw zaradczych. 
Ksi za, jako przyszy faraon, chcia mie wielkie dochody, takie jak dawni wadcy 
Egiptu. I kipia gniewem na sam myl, e wstpiwszy na tron moe by rwnie ubogim jak 
ojciec, jeeli nie uboszym. 
- Nigdy!.. - woa ksi zaciskajc pici. 
Dla powikszenia krlewskich majtkw by gotw rzuci si z mieczem na samego boga 
Seta i tak porba go w kaway, jak on zrobi ze swoim bratem Ozirisem. Ale zamiast okrutnego 
bstwa i jego legionw widzia dokoa siebie: pustk, cisz i niewiadomo. 
Pod wpywem tych szamota si z wasnymi mylami zaczepi raz arcykapana Mefresa. 
-Powiedz mi, wity ojcze, ktremu znana jest wszelka mdro: dlaczego dochody pastwa 
zmniejszaj si i w jaki sposb mona by je powikszy? 
Arcykapan wznis rce do gry. 
-Niech bdzie bogosawiony - zawoa - duch, ktry podszepn ci, dostojny panie, takie 
myli!... O, bodajby poszed ladem wielkich faraonw, ktrzy pokryli Egipt wityniami, a 
za pomoc tam i kanaw zwikszyli obszar urodzajnych gruntw... 
Starzec by tak wzruszony, e zapaka. 
-Przede wszystkim -odpar ksi -odpowiedz mi na to, o co pytam. Bo czyli mona 
myle o budowaniu kanaw lub wity, gdy skarb pusty? Na Egipt spado najwiksze nieszczcie: 
jego wadcom grozi ubstwo. To przede wszystkim naley zbada i poprawi, a 
reszta znajdzie si. 
-O tym, ksi, dowiesz si tylko w wityniach, u stp otarzy -mwi arcykapan. -Tylko 
tam szlachetna ciekawo twoja moe by zaspokojona. 
Ramzes rzuci si niecierpliwie. 
-Przed oczyma waszej dostojnoci witynie zasaniaj cay kraj, nawet skarb faraona!... 
Jestem przecie kapaskim uczniem wychowaem si w cieniu wity, znam tajemnicze 
widowiska, na ktrych przedstawiacie zo Seta a mier i odradzanie si Ozirisa, i c mi z 
tego?... Gdy ojciec spyta mnie : w jaki sposb napeni skarbiec? -nic nie odpowiem. A ra109 
czej powinien bym go namawia, aeby jeszcze duej i czciej modli si, ni to robi dotychczas! 
-Blunisz, ksi, bo nie znasz wysokich obrzdw religii. Gdyby je pozna odpowiedziaby 
na wiele pyta, ktre ci drcz. A gdyby widzia to, co ja widziaem!... 
Uwierzyby, e najwaniejsz spraw dla Egiptu jest podwign jego witynie i kapanw... 
Starcy po raz drugi w yciu staj si dziemi -pomyla ksi i przerwa rozmow. Arcykapan 
Mefres by zawsze bardzo pobony; lecz w ostatnich czasach posuwa si nawet do 
dziwactw w tym kierunku. 
Dobrze bym wyszed - mwi do siebie Ramzes - oddawszy si w rce kapanw, dla asystowania 
ich dziecinnym obrzdkom. A moe Mefres kazaby i mnie cae godziny wystawa 
przed otarzem z podniesionymi rkami, jak to sam podobno robi spodziewajc si cudw!... 
W miesicu Farmuti (koniec stycznia -pocztek lutego) ksi poegna Otoesa, aby przenie 
si do nomesu Hak. Dzikowa nomarsze i panom za wspaniae przyjcie, ale w duszy 
mia smutek czujc, e nie wywie si z zadania, ktre woy na niego ojciec. 
Odprowadzony przez rodzin i dwr Otoesa, namiestnik z orszakiem swym przeprawi si 
na prawy brzeg Nilu, gdzie powita go dostojny nomarcha Ranuzer z panami i kapanami. 
Gdy ksi stan na ziemi Hak, kapani podnieli w gr boka Atum. patrona prowincji, 
urzdnicy padli na twarz, a nomarcha poda mu zoty sierp proszc, aby, jako zastpca faraona, 
rozpocz niwo. W tej porze bowiem naleao zbiera jczmie. 
Ramzes przyj sierp, ci par garci kosw i spali je wraz z kadzidem przed bogiem 
pilnujcym granic. Po nim zrobi to samo nomarcha i wielcy panowie, a nareszcie zaczli 
niwo chopi. Zbierali tylko kosy, ktre pakowano w worki; soma za zostawaa w polu. 
Wysuchawszy naboestwa, ktre znudzio go, ksi stan na dwukolnym wozie. Wysun 
si oddzia wojska, za nim kapani, dwaj panowie prowadzili za uzdy konie nastpcy, za 
nastpc na drugim wozie jecha nomarcha Ranuzer, a za nim ogromny orszak panw i sug 
dworskich. Lud, zgodnie z wol Ramzesa, nie wystpi, lecz chopi, pracujcy w polu, na widok 
procesji upadali twarzami na ziemi. 
W ten sposb, przeszedszy kilka pontonowych mostw rzuconych na odnogi Nilu i kanay, 
ksi nad wieczorem dojecha do miasta Anu, stolicy prowincji. 
Przez kilka dni cigny si uczty powitalne, skadano namiestnikowi hody, przedstawiano 
mu urzdnikw. W kocu Ramzes zarzda przerwania uroczystoci i prosi nomarch o zaznajomienie 
go z bogactwami nomesu. 
Przegld zacz si nazajutrz i trwa par tygodni. Co dzie na podwrze paacu, w ktrym 
mieszka nastpca, przychodziy rozmaite cechy rzemielnicze pod komend cechowych oficerw, 
aeby okaza ksiciu swoje wyroby. 
Wic kolejno przecigali fabrykanci broni z mieczami, wczniami i toporami; fabrykanci 
instrumentw muzycznych z piszczakami, trbkami, bbnami i arfami. Po tych przyszed 
wielki cech stolarski, ktry okazywa krzesa, stoy, kanapy, lektyki i wozy, ozdobione bogatymi 
rysunkami, wykadane rnokolorowym drzewem, perow mas i koci soniow. Potem 
niesiono metalowe naczynia kuchenne: ruszty do ognisk, rony, dwuuszne garnki i pytkie 
rynki z pokrywami. Jubilerowie popisywali si cudnej piknoci piercieniami ze zota, 
bransoletami na rce i nogi z elektronu, czyli miszaniny zota i srebra, acuchami; wszystko 
to kunsztownie rzebione, wysadzane drogimi kamieniami lub rnokolorow emali. 
Zamknli pochd garncarze nioscy przeszo sto gatunkw naczy glinianych. Byy tam 
wazy, garnki, misy, dzbany i krue, najrozmaitszej formy i wielkoci, pokryte malowidami, 
ozdobione gowami zwierzt i ptakw. 
Kady cech skada ksiciu ofiary ze swoich najpikniejszych wyrobw. Zapeniy one du 
sal, cho nie byo midzy nimi dwu do siebie podobnych. 
110 
Po skoczeniu ciekawej, lecz nucej wystawy jego dostojno Ranuzer spyta ksicia czy 
jest zadowolony? 
Nastpca zamyli si. 
-Pikniejsze rzeczy - odpar -widziaem chyba w wityniach albo w paacach mego ojca. 
Poniewa jednak mog kupowa je tylko ludzie bogaci, wic nie wiem, czy skarb pastwa ma 
z nich do wielkie dochody. 
Nomarch zdziwia ta obojtno dla dzie sztuki w modym panu, a zaniepokoia troska o 
dochody. Chcc jednak zadowoli Ramzesa, zacz od tej pory oprowadza go po fabrykach 
krlewskich. 
Wic jednego dnia zwiedzili myny, gdzie niewolnicy w kilkuset arnach i stpach przygotowywali 
mk. Byli w piekarniach, gdzie wypiekano chleb i suchary dla wojska, tudzie w 
fabryce, gdzie robiono konserwy z ryb i misa. 
Ogldali wielkie garbarnie i warsztaty sandaw, huty, gdzie topiono brz na naczynia i 
ore, potem cegielnie, cechy tkaczw i krawcw. 
Zakady te mieciy si we wschodniej czci miasta. Ramzes z pocztku oglda je ciekawie, 
ale bardzo prdko obrzyd mu widok robotnikw, ktrzy byli wy-straszeni, chudzi, mieli 
chorowit cer i blizny od kijw na plecach. 
Od tej pory bawi krtko w fabrykach, wola przypatrywa si okolicom miasta Anu. Daleko 
na wschodzie wida byo pustyni, wrd ktrej w roku zeszym odbyway si manewry 
pomidzy korpusem jego i Nitagera. Jak na doni widzia gociniec, ktrym maszeroway jego 
puki, miejsce, gdzie z powodu znalezienia skarabeuszw machiny wojenne musiay skrci 
na pustyni, a moe nawet i to drzewo, na ktrym powiesi si chop kopicy kana. 
Z tamtego szczytu, w towarzystwie Tutmozisa, spoglda na kwitnc ziemi Gosen i zorzeczy 
kapanom. A tam, midzy wzgrzami, spotka Sar, do ktrej zapalio si jego serce. 
Dzi jakie zmiany!... Ju przesta nienawidzie kapanw, od czasu gdy za spraw Herhora 
dosta korpus i namiestnikostwo. Sara za zobojtniaa mu jako kochanka, lecz natomiast coraz 
ywiej obchodzio go dzieci, ktrego miaa zosta matk. 
Co ona tam robi? - myla ksi. - Ju dawno nie miaem od niej wiadomoci. 
A gdy tak patrzy na wschodnie wzgrza i rozpamitywa niedawn przeszo, stojcy na 
czele jego wity nomarcha Ranuzer by przekonany, e ksi spostrzeg jakie naduycia w 
fabrykach i medytuje nad sposobem ukarania go. 
Ciekawym, co on zobaczy? - mwi w sobie dostojny nomarcha. -Czy to, e poow cegy 
sprzedano kupcom fenickim, czy e dziesi tysicy sandaw brakuje w skadzie, czy 
moe jaki pody ndznik szepn mu co o metalowych hutach?... 
I serce Ranuzera napeni wielki niepokj. 
Nagle ksi odwrci si do wity i wezwa Tutmozisa, ktry zawsze mia obowizek 
znajdowa si w pobliu jego osoby. 
Tutmozis przybieg, nastpca odszed z nim jeszcze dalej na stron. 
- Suchaj - rzek wskazujc na pustyni. - Widzisz ty te gry?... 
- Bylimy tam zeszego roku... - westchn dworak. 
- Przypomniaem sobie Sar... 
- Zaraz spal kadzido bogom! - zawoa Tutmozis - bom ju myla, e od czasu gdy jeste 
namiestnikiem, wasza dostojno, zapomniae o swoich wiernych sugach... 
Ksi popatrzy na niego i wzruszy ramionami. 
-Wybierz - mwi - spord darw, ktre mi zoono, wybierz kilka najpikniejszych naczy, 
sprztw, tkanin, a nade wszystko bransolet i acuchw, i zawie to Sarze... 
- yj wiecznie, Ramzesie - szepn eegant - bo jeste szlachetnym panem... 
-Powiedz jej -cign ksi - e mam serce zawsze pene aski dla niej. Powiedz, e chc, 
aby pilnowaa swego zdrowia i dbaa o dziecko, ktre ma przyj na wiat. Gdy za zbliy si 
czas rozwizania, a ja speni rozkazy ojca mego, powiedz Sarze, e przyjedzie do mnie i 
111 
osidzie w mym domu. Nie mog cierpie, aeby matka mojego dziecka tsknia w samotnoci... 
Jed, uczy com rzek, i wracaj z dobrymi wiadomociami. 
Tutmozis upad twarz przed szlachetnym wadc i natychmiast puci si w drog. Orszak 
ksicia, nie mogc odgadn treci rozmowy, zazdroci Tutmozisowi ask paskich, a dostojny 
Ranuzer czu rosncy niepokj w swej duszy. 
Obym -mwi stroskany -obym nie potrzebowa podnie rki na samego siebie i w 
kwiecie wieku osieroci dom... Po cem, nieszczsny, przywaszczajc sobie dobra jego 
witobliwoci faraona, nie pomyla o godzinie sdu?... 
Twarz jego zrobia si ta i nogi chwiay si pod nim. Ale ksi opanowany fal wspomnie, 
nie spostrzeg jego trwogi. 
112 
ROZDZIA DWUDZIESTY TRZECI 
Teraz w miecie Anu nastpi szereg uczt i zabaw Dostojny Ranuzer wydoby z piwnic 
najlepsze wina, z trzech ssiednich nomesw zjechay najpikniejsze tancerki, najsawniejsi 
muzycy, najosobliwsi sztukmistrze. Ksi Ramzes mia czas doskonale zapeniony. Z rana 
musztra wojsk i przyjcia dygnitarzy, pniej uczta, widowiska, polowania i znowu uczta. 
Lecz w chwili gdy nomarcha Haku by pewny, e namiestnik ju znudzi si kwestiami 
administracyjnymi i ekonomicznymi, ksi wezwa go do siebie i spyta: 
- Nomes waszej dostojnoci naley do najbogatszych w Egipcie?... 
-Tak... chocia mielimy kilka lat cikich... -odpar Ranuzer i znowu serce w nim zamaro, 
a nogi zaczy dre. 
-To mnie waciwie dziwi - mwi ksi -e z roku na rok zmniejszaj si dochody jego 
witobliwoci. Czy nie mgby mi tego objani? 
-Panie - rzek nomarcha schylajc si do ziemi - Widz, e moi wrogowie w duszy twej 
zasieli nieufno; cokolwiek bym wic powiedzia, nie trafii do przekonania twego. Pozwl 
mi zatem nie zabiera ju gosu. Niech tu raczej przyjd pisarze z dokumentami, ktre bdziesz 
mg sam dotkn rk i sprawdzi... 
Ksi nieco zdziwi si nieoczekiwanym wybuchem, lecz przyj propozycj. Owszem, 
uradowa si ni. Sdzi bowiem, e raporty pisarzw wyjani mu tajemnice zarzdu. 
Przyszli tedy na drugi dzie - wielki pisarz nomesu Hak tudzie jego pomocnicy, i przynieli 
ze sob kilkanacie zwojw papirusu, zapisanych na obie strony. Gdy rozwinito je, 
utworzyy wstg, szerok na trzy pidzi duej rki, dug na szedziesit krokw. Ksi 
pierwszy raz widzia tak olbrzymi dokument, w ktrym znajdowa si opis jednej tylko prowincji 
i z jednego roku. 
Wielki pisarz usiad na pododze z podwinitymi nogami i zacz: 
-W trzydziestym trzecim roku panowania jego witobliwoci Mer-amen-Ramzesa Nil 
opni si z wylewem. Chopi przypisujc to nieszczcie czarnoksistwu cudzoziemcw 
zamieszkaych w prowincji Hak, zaczli burzy domy niewiernych ydw, Chetw i Fenicjan, 
przy czym kilka osb zabito. Z rozkazu jego dostojnoci nomarchy winnych stawiano 
przed sd, dwudziestu piciu chopw, dwch mularzy i piciu szewcw skazano do kopal, a 
jednego rybaka uduszono... 
- Co to za dokument? - przerwa ksi. 
- To sprawozdanie sdowe, przeznaczone dla stp jego witobliwoci. 
- Od to i czytaj o dochodach skarbowych. 
Pomocnicy wielkiego pisarza zwinli odrzucony dokument, a podali mu inny. Dostojnik 
znowu zacz czyta: 
-Dnia pitego miesica Tot przywieziono do pichrzw krlewskich szeset miar pszenicy, 
na co gwny dozorca wyda pokwitowanie. Dnia sidmego Tot wielki skarbnik dowiedzia 
si i sprawdzi, e z zeszorocznych zbiorw ubyo sto czterdzieci om miar pszenicy. 
W czasie sprawdzania dwaj robotnicy ukradli miar ziarna i ukryli je midzy ceg. Co gdy 
stwierdzono, oddani zostali pod sd i zesani do kopal za podniesienie rki na majtek jego 
witobliwoci... 
- A tamte sto czterdzieci om miar?... - spyta nastpca. 
- Myszy zjady - odpowiedzia pisarz i czyta dalej: 
-smego Tot przysano dwadziecia krw, omdziesit cztery owiec na rze, ktre nadzorca 
wow kaza odda pukowi Krogulec, za stosownym pokwitowaniem. 
Tym sposobem namiestnik dowiadywa si, dzie po dniu, ile jczmienia, pszenicy, fasoli i 
ziarn lotosu zwieziono do pichrzw, ile oddano do mynw, ile skradziono i ilu robotnikw z 
tego powodu skazano do kopal. 
113 
Raport by tak nudny i chaotyczny, e w poowie miesica Paofi ksi kaza przerwa 
czytanie. 
-Powiedz mi, wielki pisarzu -spyta Ramzes -co ty z tego rozumiesz?... Co ty wiesz z tego?... 
- Wszystko co wasza dostojno rozkae... 
I zacz znowu od pocztku, ale ju z pamici: 
- Dnia pitego miesica Tot przywieziono do krlewskich pichrzw... 
- Do! - zawoa rozgniewany ksi i kaza im i precz. 
Pisarze upadli na twarz, potem szybko zabrali zwoje papirusw, znowu upadli na twarz i 
pdem wynieli si za drzwi. 
Ksi wezwa do siebie nomarch Ranuzera. Przyszed z rkoma zoonymi na piersiach, 
ale spokojnym obliczem. Dowiedzia si bowiem od pisarzw, e na-miestnik nie moe niczego 
doj z raportw i e ich nawet nie wysucha. 
- Powiedz mi, wasza dostojno - zacz nastpca - czy i tobie czytaj raporty? 
- Co dzie... 
-I ty je rozumiesz? 
-Wybacz, najdostojniejszy panie, ale... czyli mgbym rzdzi nomesem, gdybym tego 
nie rozumia? 
Ksi stropi si i zamyli. Moe by, e naprawd on tylko jest tak nieudolny?... A 
wwczas - w co si zamieni jego wadza?... 
-Sid -rzek po chwili, wskazujc Ranuzerowi krzeso. -Sid i opowiedz mi: w jaki 
sposb rzdzisz nomesem?... 
Dostojnik poblad i oczy wywrciy mu si biakami do gry, Ramzes spostrzeg to i zacz 
si tumaczy: 
- Nie myl, e nie ufam twej mdroci... Owszem, nie znam czowieka, ktry mgby lepiej 
od ciebie sprawowa wadz. Ale jestem mody i ciekawy: co to jest sztuka rzdzenia? Wic 
prosz ci, aby mi udzieli okruchw z twoich dowiadcze. Rzdzisz nomesem -wiem o 
tym!... A teraz wytomacz mi: jak si robi rzd? 
Nomarcha odetchn i zacz: 
- Opowiem waszej dostojnoci cay bieg ycia mego, aby wiedzia, jak cik mam prac. 
Z rana, po kpieli, skadam ofiary bogu Atum, a potem woam skarbnika i wypytuj go: 
czy naleycie zbieraj si podatki dla jego witobliwoci? Gdy mwi, e -tak, chwal go; 
gdy powie za, e ci a ci nie zapacili, wydaj rozkaz, aby nieposusznych uwiziono. 
Nastpnie woam dozorc krlewskich stod, aby wiedzie, ile przybyo ziarna. Jeeli duo, 
chwal go; jeeli mao, ka da plagi winnym. 
Pniej przychodzi wielki pisarz i mwi, czego z dbr jego witobliwoci potrzebuje wojsko, 
urzdnicy i robotnicy -a ja ka wyda to za pokwitowaniem. Gdy wyda mniej, chwal 
go, jeeli wicej rozpoczynam ledztwo. 
Po poudniu przychodz do mnie kupcy feniccy, ktrym sprzedaj zboe, a do skarbu faraona 
wnosz pienidze. Potem modl si i zatwierdzam wyroki sdowe, za nad wieczorem 
policja donosi mi o wypadkach. Nie dalej jak onegdaj ludzie z mego nomesu wpadli na terytorium 
prowincji Ka i zniewayli posg boga Sebaka. W sercu uradowaem si, nie jest to 
bowiem nasz patron; niemniej skazaem paru winnych na uduszenie, wielu do kopal, a 
wszystkich na plagi. 
Tote w nomesie moim panuje cisza i dobre obyczaje, a podatki wpywaj co dzie... 
- Chocia dochody faraona zmniejszyy si i u was - wtrci ksi... 
-Prawd rzeke, panie - westchn dostojny Ranuzer. - Kapani mwi, e bogowie rozgniewali 
si na Egipt za napyw cudzoziemcw; ja jednak widz, e bogowie nie gardz fenickim 
zotem i drogimi kamieniami... 
114 
W tej chwili poprzedzony przez subowego oficera, wszed na sal kapan Mentezufs, aby 
zaprosi namiestnika i nomarch na jakie publiczne naboestwo. Obaj dostojnicy zgodzili 
si na zaprosiny, a nomarcha Ranuzer okaza przy tym tyle pobonoci, e a zadziwi ksicia. 
Kiedy Ranuzer wrd ukonw opuci towarzystwo, namiestnik odezwa si do kapana: 
-Poniewa, wity proroku, jeste przy mnie zastpc najczcigodniejszego Herhora, prosz 
ci wic, aeby mi wytomaczy jedn rzecz, ktra serce moje napenia trosk. 
- Czy potrafi? - odpar kapan. 
- Odpowiesz, bo napenia ci mdro, ktrej jeste sug. Rozwa tylko, co ci rzekn. 
Wiesz, po co wysa mnie tutaj jego witobliwo faraon... 
- Aeby, ksi, zapozna si z bogactwem i rzdami kraju - wtrci Mentezufis. 
-Czyni to. Wypytuj nomarchw, ogldam kraj i ludzi, sucham raportw pisarzy, ale nic 
nie rozumiem, a to zatruwa mi ycie i dziwi mnie. 
Bo kiedy mam do czynienia z wojskowoci, wiem wszystko: ilu jest onierzy, koni, wozw, 
ktrzy oficerowie pij lub zaniedbuj sub, a ktrzy peni swoje obowizki. Wiem 
te, co robi z wojskiem. Gdyby na rwninie sta korpus nieprzyjacielski, aeby go pobi, 
musz wzi dwa korpusy. Gdyby nieprzyjaciel sta w obronnej pozycji, nie wyruszybym 
bez trzech korpusw. Gdy wrg jest nie wywiczony i walczy w bezadnych tumach, przeciw 
jego tysicowi mog wystawi piciuset naszych onierzy i pobij go. Gdy strona przeciwna 
ma tysic topornikw i ja tysic, rzuc si na nich i pokonam, jeeli bd mia do pomocy stu 
procarzy. 
W wojsku, wity ojcze -cign Ramzes - wszystko si widzi, jak palce u wasnych rk, i 
na kade pytanie ma si gotow odpowied, ktr mj rozum ogarnia. Tymczasem w zarzdzie 
nomesw ja nie tylko nic nie widz, ale mam taki zamt w gowie, e nieraz zapominam 
- po co tu przyjechaem? 
Odpowiedz mi zatem szczerze, jak kapan i oficer: co to znaczy? Czy nomarchowie mnie 
oszukuj, czy ja jestem nieudolny? 
wity prorok zamyli si. 
-Czy oni mieliby oszukiwa wasz dostojno - odpar -nie wiem, bo nie przypatrywaem 
si ich czynom. Zdaje mi si jednak, e oni ksiciu dlatego nic nie mog wytumaczy, 
poniewa sami nic nie rozumiej. 
Nomarchowie i ich pisarze - cign kapan -s jak dziesitnicy w wojsku: kady zna 
swoj dziesitk i zawiadamia o niej wyszych oficerw. Kady te rozkazuje swojemu oddziakowi. 
Ale oglnego planu, jaki ukadaj wodzowie armii, dziesitnik nie zna. 
Naczelnicy nomesw i pisarze zapisuj wszystko, cokolwiek zdarzy si w ich prowincji, i 
te raporta przysyaj do stp faraona. Lecz dopiero rada najwysza wydobywa z nich mid 
mdroci... 
- Ale ja wanie chc tego miodu!... - zawoa ksi. - Dlaczeg mi nie daj... 
Mentezufis potrzsn gow. 
-Mdro pastwowa - rzek - naley do tajemnic kapaskich, wic moe j zdoby tylko 
czowiek powicony bogom. Tymczasem wasza dostojno, pomimo wychowania przez kapanw, 
jak najbardziej stanowczo usuwasz si od wity... 
- Jak to, wic jeeli nie zostan kapanem, nie objanicie mnie?... 
-S rzeczy, ktre wasza dostojno moesz pozna i teraz jako erpatre, s, ktre poznasz 
jako faraon. Ale s i takie, o ktrych moe wiedzie tylko arcykapan. 
- Kady faraon jest arcykapanem - przerwa ksi. 
- Nie kady. A jeszcze i midzy arcykapanami s rnice. 
-Wic - zawoa rozgniewany nastpca - wy rzd pastwa ukrywacie przede mn... I ja nie 
bd mg speni rozkazw mego ojca... 
115 
-To -mwi spokojnie Mentezufis -czego ksiciu potrzeba, moesz pozna, bo przecie 
masz najnisze wicenia kapaskie. Rzeczy te jednak s ukryte w wityniach za zason, 
ktrej nikt nie odway si uchyli bez odpowiednich przygotowa. 
- Ja uchyl!... 
-Niech bogowie broni Egipt od takiego nieszczcia!... - odpar kapan wznoszc rce do 
gry. -Czyli wasza dostojno nie wiesz o tym, e piorun zabije kadego, kto bez odpowiednich 
naboestw dotknby zasony? Ka, ksi, zaprowadzi do wityni jakiego niewolnika 
lub skazaca, i niech tylko wycignie rk, a natychmiast umrze. 
- Bo wy go zabijecie. 
-Kady z nas umarby tak samo jak najpospolitszy zbrodniarz, gdyby w witokradzki 
sposb zbliy si do otarzy. Wobec bogw, mj ksi, faraon i kapan tyle znaczy co niewolnik. 
- Wic c mam robi?... - spyta Ramzes. 
-Szuka odpowiedzi na swoj trosk w wityni, oczyciwszy si przez mody i posty odpar 
kapan.- Jak Egipt Egiptem aden wadca w inny sposb nie zdoby mdroci pastwowej. 
-Pomyl o tym - rzek ksi. - Cho widz z tego, e i najczcigodniejszy Mefres, i ty, 
wity proroku, chcecie mnie wcign w naboestwa, jak mego ojca. 
-Wcale nie. Jeeli wasza dostojno, jako faraon, ograniczyby si na komenderowaniu 
wojskiem, musiaby zaledwie kilka razy na rok przyjmowa udzia w naboestwach, bo w 
innych razach zastpowaliby ci arcykapani. Lecz jeeli chcesz pozna tajemnice wity, 
musisz skada cze bogom, gdy oni s rdem mdroci. 
116 
ROZDZIA DWUDZIESTY CZWARTY 
Teraz ju Ramzes wiedzia, e albo nie speni rozkazu faraona, albo musi podda si woli 
kapanw, co go przejmowao gniewem i niechci do nich. 
Nie spieszy si wic do tajemnic ukrytych w wityni. Mia jeszcze czas na posty i pobone 
zajcia. Tym za gorliwszy zacz przyjmowa udzia w ucztach, jakie na jego cze wyprawiano. 
Wanie powrci Tutmozis, mistrz we wszelkiej zabawie, i przywiz ksiciu dobre wiadomoci 
od Sary. Bya zdrowa i piknie wygldaa, co dzi mniej ju obchodzio Ramzesa. 
Lecz kapani postawili jego przyszemu dziecku tak dobry horoskop, e ksi by zachwycony. 
Twierdzili na pewno, e dziecko bdzie synem bardzo obdarowanym od bogw i, jeeli ojciec 
bdzie go kocha, osignie w yciu wielkie zaszczyty. 
Ksi mia si z drugiej czci tej przepowiedni. 
- Dziwna ich mdro - mwi do Tutmozisa. - Wiedz, e bdzie syn, o czym ja nie wiem, 
cho jestem ojcem; a wtpi, czy go bd kocha, cho atwo zgadn, e kochabym to dzieci, 
gdyby nawet byo crk. A o zaszczyty dla niego niech bd spokojni. Ja si tym zajm!... 
W miesicu Pachono (stycze-luty) nastpca przyjecha do nomesu Ka, gdzie by podejmowany 
przez nomarch Sofra. Miasto Anu leao o siedm godzin pieszej drogi od Atribis, 
ale ksi przez trzy dni odbywa t podr. Na myl o modlitwach i postach, jakie czekay go 
przy wtajemniczaniu si w sekreta wity, Ramzes czu coraz wiksz ochot do zabaw; 
jego orszak odgad to, wic nastpowaa uciecha po uciesze. 
Znowu na gocicach, ktrymi przejeda do Atribis, ukazay si tumy ludu z okrzykami, 
kwiatami i muzyk. Szczeglniej pod miastem zapa dosign szczytu. Zdarzyo si nawet, 
e jaki olbrzymi robotnik rzuci si pod wz namiestnika. A gdy Ramzes zatrzyma konie, z 
gromady wystpio kilkanacie modych kobiet i cay wz oploty mu kwiatami. 
Oni jednak kochaj mnie!... - pomyla ksi. 
W prowincji Ka ju nie zapytywa nomarchy o dochody faraona, nie zwiedza fabryk, nie 
kaza sobie czyta raportw. Wiedzia, e niczego nie zrozumie, wic odoy te zajcia do 
czasu, gdy zostanie wtajemniczonym. Tylko raz, gdy zobaczy, e witynia boga Sebaka stoi 
na wysokim wzgrzu, owiadczy ch wejcia na jej pylon i obejrzenia okolicy. 
Dostojny Sofra natychmiast speni wol nastpcy, ktry znalazszy si na wiey spdzi 
par godzin z wielk uciech. 
Prowincja Ka bya to yzna rwnina. Kilkanacie kanaw i odng nilowych przecinao j 
we wszystkich kierunkach niby sie skrcona ze srebrnych i lazurowych sznurw. Melony i 
pszenica, siana w listopadzie, ju dojrzeway. Na polach gsto roili si nadzy ludzie, ktrzy 
zbierali ogrki lub sieli bawen. Ziemia bya pokryta budynkami, ktre na kilkunastu punktach 
skupiay si mocniej i tworzyy miasteczka. 
Wikszo domw, osobliwie tych, ktre leay wrd pl, byy to gliniane lepianki przykryte 
som i palmowymi limi. Za to w miastach domy byy murowane, o paskich dachach 
i wyglday jak biae szeciany podziurawione w miejscach, gdzie byy drzwi i okna. Bardzo 
czsto na jednym takim szecianie sta drugi nieco mniejszy, a na tym trzeci jeszcze mniejszy 
i kade pitro wymalowane byo innych kolorem. Pod ognistym socem Egiptu domy te wyglday 
jak wielkie pery, rubiny i szafiry rozrzucone wrd zieleni pl, otoczone palmami i 
akacjami. 
Z tego miejsca Ramzes spostrzeg zjawisko, ktre go zastanowio. Oto w pobliu wity 
domy byy najpikniejsze, a w polach krcio si najwicej ludnoci. 
117 
Folwarki kapanw s najbogatsze!... -przypomnia sobie i jeszcze raz przebieg oczyma 
witynie i kaplice, ktrych z wiey byo wida kilkanacie. 
Poniewa jednak pogodzi si z Herhorem i potrzebowa usug od kapanw, wic nie 
chcia duej zajmowa si t spraw. 
W cigu nastpnych dni dostojny Sofra urzdzi dla ksicia szereg polowa posuwajc si 
od miasta Atribis ku wschodowi. Nad kanaami strzelano do ptakw z uku, chwytano je w 
ogromne potrzaski z sieci, ktre od razu zagarniay po kilkadziesit sztuk, albo na latajcych 
swobodnie wypuszczano sokoy. Gdy za orszak ksicia wkroczy do wschodniej pustyni, 
zaczy si wielkie owy z psami i panter na czworonone zwierzta, ktrych w cigu kilku 
dni zabito lub schwytano parset sztuk. 
Gdy dostojny Sofra spostrzeg, e ksi ma ju do zabaw pod otwartym niebem i noclegw 
w namiotach przerwa polowanie i najkrtszymi drogami zawrci swoich goci do Atribis. 
Stanli tu o czwartej po poudniu, a nomarcha zaprosi wszystkich do swego paacu na 
uczt. 
Sam zaprowadzi ksicia do azienki, asystowa przy kpieli i z wasnej skrzyni wydoby 
wonnoci do namaszczenia Ramzesa. Potem dozorowa fryzjera, ktry uporzdkowa wosy 
namiestnikowi, wreszcie uklknwszy na pododze baga ksicia o askawe przyjcie od niego 
nowych szat. 
Bya tam wieo utkana koszula pokryta haftem, fartuch wyszyty perami i paszcz przetykany 
zotem, bardzo mocny, ale taki delikatny, e mona go byo zamkn w dwu rkach. 
Nastpca askawie przyj to owiadczajc, e jeszcze nigdy nie otrzyma tak piknego podarunku. 
Soce ju zaszo i nomarcha zaprowadzi ksicia do sali balowej. 
By to duy dziedziniec otoczony kolumnad, wyoony mozaik. Wszystkie ciany byy 
pokryte malowidami przedstawiajcymi sceny z ycia przodkw Sofry, a wic - wojny, morskie 
podre i polowania. Nad budynkiem tym, zamiast dachu, unosi si olbrzymi motyl z 
rnobarwnymi skrzydami, ktre poruszali ukryci niewolnicy dla odwieenia powietrza. 
W brzowych kagacach, przybitych do kolumn, pony jasne pochodnie, wydzielajc ze 
siebie pachnce dymy. 
Sala dzielia si na dwie czci: jedna bya pusta, druga zapeniona stolikami i krzesami 
dla biesiadnikw. W gbi wznosi si pomost, na ktrym, pod kosztownym namiotem z rozsunitymi 
cianami, sta stolik i ko dla Ramzesa. Przy kadym stoliku znajdoway si 
wielkie wazony z palmami, akacjami i figami. St nastpcy otoczono rolinami iglastymi, 
ktre w sali rozleway wo balsamiczn. 
Zgromadzeni gocie powitali ksicia radosnym okrzykiem, a gdy Ramzes zaj miejsce 
pod baldachimem, skd by otwarty widok na ca sal, orszak jego zasiad do stow. 
Odezway si arfy i zaczy wchodzi damy w bogatych mulinowych szatach, z odsonitymi 
piersiami, byszczce od klejnotw. Cztery najpikniejsze otoczyy Ramzesa, inne 
zasiady obok dostojnikw jego orszaku. 
W powietrzu unosia si wo r, konwalij i fiokw, a ksi poczu, e mu ttna bij w 
skroniach. 
Niewolnicy i niewolnice w koszulach biaych, rowych i bkitnych zaczli roznosi ciasta, 
pieczony drb i zwierzyn, ryby, wino i owoce tudzie wiece z kwiatw, ktre biesiadnicy 
kadli na gowy. Ogromny motyl coraz szybciej wachlowa skrzydami, a w pustej poowie 
sali rozpoczo si widowisko. Po kolei wystpoway tancerki, gimnastycy, bazny, kuglarze 
i fechmistrze; gdy za ktry okaza niezwyky dowd zrcznoci, widzowie rzucali mu 
kwiaty ze swych wiecw lub zote piercienie. 
Kilka godzin cigna si uczta, przeplatana okrzykami na cze ksicia, nomarchy i jego 
rodziny. 
118 
Ramzesa, ktry w postawie plecej siedzia na ku okrytym lwi skr ze zotymi 
szponami, obsugiway cztery damy. Jedna wachlowaa go, druga zmieniaa mu wiece na 
gowie, dwie inne przysuway potrawy. Pod koniec uczty ta z nich, z ktr ksi najchtniej 
rozmawia, przyniosa mu kielich wina. Ramzes wychyli poow, reszt poda jej, a gdy wypia, 
pocaowa j w usta. 
Wwczas niewolnicy szybko zaczli gasi pochodnie, motyl przesta rusza skrzydami, a 
w sali zrobia si noc i cisza, przerywana nerwowym miechem kobiet. 
Nagle rozlegy si prdkie stpania kilku ludzi i straszny krzyk: 
- Pucie mnie!.. - woa ochrypnity gos mski. 
- Gdzie jest nastpca?... Gdzie namiestnik? 
W sali zagotowao si. Kobiety pakay przeraone, mczyni woali: 
- Co to jest?... Zamach na nastpc!.. Hej, warta!... Sycha byo dwik tuczonych naczy 
i trzask krzese. 
- Gdzie jest nastpca? - rycza obcy czowiek. 
- Warta!... Brocie nastpcy!... - odpowiedziano z sali. 
-Zapalcie wiato !... - odezwa si modzieczy gos nastpcy. - Kto mnie szuka?... Tu jestem. 
Wniesiono pochodnie. Na sali pitrzyy si wywrcone i poamane sprzty, midzy ktrymi 
kryli si biesiadnicy. Na estradzie ksi wydziera si kobietom, ktre krzyczc opltyway 
mu rce i nogi. Obok ksicia Tutmozis w potarganej peruce, z brzowym dzbanem w 
rku, gotw by wali w eb kadego, kto by si zbliy. We drzwiach sali ukazao si kilku 
onierzy z obnaonymi mieczami. 
- Co to jest?... Kto tu jest?... - woa przeraony nomarcha. 
Nareszcie spostrzeono sprawc zamtu. Jaki olbrzym nagi, okryty botem, z krwawymi 
prgami na plecach, klcza na schodach estrady i wyciga rce do nastpcy. 
- Oto morderca!... - wrzasn nomarcha. - Bierzcie go!... 
Tutmozis podnis swj dzban, ode drzwi przybiegli onierze. Poraniony czowiek upad 
twarz na schody woajc: 
-Miosierdzia, soce Egiptu!... 
Ju mieli go schwyci onierze, gdy Ramzes wydarszy si kobietom zbliy si do ndza
rza. 
- Nie dotykajcie go! - zawoa na onierzy. - Czego chcesz, czowieku? 
- Chc ci opowiedzie o naszych krzywdach, panie... 
W tej chwili Sofra zbliywszy si do ksicia szepn: 
-To Hyksos... spojrzyj, wasza dostojno, na jego kudat brod i wosy... Jego wreszcie 
zuchwalstwo, z jakim si tu wdar, dowodzi, e zbrodniarz ten nie jest urodzonym Egipcjaninem... 
- Kto jeste? - spyta ksi. 
-Jestem Bakura, robotnik z puku kopaczy w Sochem. Nie mamy teraz zajcia, wic nomarcha 
Otoes kaza nam... 
- To pijak i wariat... - szepta wzburzony Sofra. - Jak on przemawia do ciebie, panie... 
Ksi tak spojrza na nomarch, e dygnitarz zgity wp cofn si. 
- Co wam kaza dostojny Otoes? - pyta namiestnik Bakury. 
-Kaza nam, panie, chodzi brzegiem Nilu, pywa po rzece, stawa przy gocicach i robi 
zgiek na twoj cze. I obieca, e za to wyda nam, co si naley... Bo, panie, my ju dwa 
miesice nie dostalimy nic... Ani plackw jczmiennych, ani ryb, ani oliwy do namaszczania 
ciaa. 
- C wy na to, dostojny panie? - zapyta ksi nomarchy. 
- Niebezpieczny pijak... brzydki kamca... - odpar Sofra. 
- Jakiecie to zgiek robili na moj cze? 
119 
-Jak rozkazano - mwi olbrzym. -Moja ona i crka krzyczay wraz z innymi: Oby y 
wiecznie!, a ja skakaem do wody i ciskaem wiece do statku waszej dostojnoci, za co 
miano mi paci po utenie. Za kiedy wasza cze raczye wjeda askawie do miasta Atribis, 
mnie naznaczono, abym rzuci si pod konie i zatrzyma wz... 
Ksi zacz si mia. 
-Jako ywo -mwi - nie mylaem, e tak wesoo zakoczymy uczt!... A ile ci zapacono 
za to, e wpad pod wz? 
-Obiecano mi trzy uteny, ale nie zapacono nic ani mnie, ani onie i crce. Rwnie caemu 
pukowi nie dano nic do jedzenia przez dwa miesice. 
-Z czego yjecie? 
-Z ebraniny albo z tego, co si zapracuje u chopa. Wic w tej cikiej ndzy trzy razy 
buntowalimy si i chcielimy wraca do domu. Ale oficerowie i pisarze albo obiecywali 
nam, e oddadz, albo kazali nas bi... 
- Za ten zgiek na mnie? - wtrci miejc si ksi. 
-Prawd mwi wasza cze... Ot wczoraj by bunt najwikszy, za co jego dostojno 
nomarcha Sofra kaza nas dziesitkowa... co dziesity bra kije, a ja dostaem najwicej, bom 
duy i mam do wykarmienia trzy gby: moj, ony i crki... Zbity, wydarem si im, aeby 
upa na mj brzuch przed tob, panie, i opowiedzie nasze ale. Ty nas bij, jeelimy winni, 
ale niech pisarze wydadz nam, co si naley, bo z godu pomrzemy -my, ony i dzieci nasze... 
-To czowiek optany!... -zawoa Sofra. -Racz spojrze, wasza dostojno, ile on mi 
szkody narobi... Dziesiciu talentw nie wzbym za te stoy, misy i dzbany. 
Midzy biesiadnikami, ktrzy ju odzyskali przytomno, zacz si szmer. 
- To jaki bandyta!... - mwiono. - Patrzcie, to naprawd Hyksos... Jeszcze w nim burzy si 
przeklta krew jego dziadw, ktrzy najechali i zniszczyli Egipt... Takie kosztowne sprzty... 
takie ozdobne naczynia porozbijane na proch !... 
-Jeden bunt nie zapaconych robotnikw wicej sprawia szkody pastwu, anieli warte s 
te bogactwa - surowo odezwa si Ramzes. 
-wite sowa!... Naley zapisa je na pomnikach -w teje chwili odezwano si midzy 
gomi. -Bunt odrywa ludzi od pracy i zasmuca serce jego witobliwoci... Nie godzi si, 
aeby robotnicy po dwa miesice nie odbierali odu... 
Z nieukrywan pogard spojrza ksi na zmiennych jak oboki dworakw i zwrci si 
do nomarchy. 
-Oddaj ci -rzek gronie -tego skatowanego czowieka. Jestem pewny, e nie spadnie 
mu wos z gowy. Za jutro chc zobaczy puk, do ktrego naley, i przekona si, czy skarcy 
mwi prawd. 
Po tych sowach namiestnik wyszed zostawiajc nomarch i goci w wielkim strapieniu. 
Na drugi dzie ksi, ubierajc si przy pomocy Tutmozisa, zapyta go: 
- Czy robotnicy przyszli? 
- Tak, panie. Od witu czekaj na twoje rozkazy. 
- A ten... ten Bakura jest midzy nimi? 
Tutmozis skrzywi si i odpar: 
-Zdarzy si dziwny wypadek. Dostojny Sofra kaza go zamkn w pustej piwnicy swego 
paacu. Ot ten hultaj, bardzo silny czowiek, wyama drzwi od drugiego lochu, gdzie stao 
wino, przewrci kilka dzbanw bardzo kosztownych, a sam tak si spi, e... 
- e co?... - spyta ksi. 
-e umar. 
Nastpca zerwa si z krzesa. 
-I ty wierzysz - zawoa, e on sam zapi si na mier?... 
- Musz wierzy, bo nie mam dowodw, e go zabito - odpowiedzia Tutmozis. 
120 
- Ale ja ich poszukam!... - wybuchn ksi. 
Biega po komnacie i parska jak rozgniewane lwitko. Gdy nieco uspokoi si, rzek Tutmozis: 
-Nie szukaj, panie, winy tam, gdzie jej nie wida, bo nawet wiadkw nie znajdziesz. 
Gdyby kto w rzeczy samej z rozkazu nomarchy zadawi tego robotnika, nie przyzna si. 
Sam umary take nic nie powie, a zreszt, c by znaczya jego skarga na nomarch!... W 
tych warunkach aden sd nie zechce rozpocz ledztwa... 
- A jeeli ja ka?... - spyta namiestnik. 
- W takim razie przeprowadz ledztwo i dowiod niewinnoci Sofry. Po czym ty, panie, 
bdziesz zawstydzony, a wszyscy nomarchowie, ich krewni i suba zostan twoimi wrogami. 
Ksi sta na rodku pokoju i myla. 
-Wreszcie -mwi Tutmozis -wszystko zdaje si przemawia za tym, e nieszczsny Bakura 
by pijak albo wariat, a nade wszystko czowiek obcego pochodzenia. Bo czyli rodowity 
i przytomny Egipcjanin, choby przez rok nie pobiera odu i dwa razy tyle dosta kijw, czy 
omieliby si - wpada do paacu nomarchy i z takim wrzaskiem wzywa ciebie?... 
Ramzes pochyli gow, a widzc, e w drugim pokoju s dworzanie, rzek znionym gosem: 
-Czy ty wiesz, Tutmozisie, e od czasu jak wyruszyem w t podr, Egipt zaczyna mi si 
wydawa jaki inny. Niekiedy pytam samego siebie: czy ja jestem w obcym kraju? to znowu 
serce moje niepokoi si, jakbym mia na oczach zason, poza ktr dziej si otrostwa, ktrych 
ja - nie mog dojrze... 
- Tote i nie wypatruj ich, bo w kocu wyda ci si, emy wszyscy powinni i do kopal odpar 
ze miechem Tutmozis. -Pamitaj, e nomarchowie i urzdnicy s pasterzami twego 
stada. Gdy ktry wydoi miar mleka dla siebie albo zarnie owc, przecie go nie zabijesz ani 
wypdzisz. Owiec masz za duo, a o pastuchw trudno. 
Namiestnik, ju ubrany, przeszed do sali poczekalnej, gdzie zebraa si jego wita: kapani, 
oficerowie i urzdnicy. Nastpnie wraz z nimi opuci paac i uda si na dziedziniec zewntrzny. 
By to obszerny plac zasadzony akacjami, pod cieniem ktrych oczekiwali ksicia robotnicy. 
Na odgos trbki cay tum zerwa si z ziemi i uszykowa w pi szeregw. 
Ramzes, otoczony byszczcym orszakiem dostojnikw, nagle zatrzyma si, chcc najpierw 
z daleka obejrze puk kopaczy. Byli to ludzie nadzy, w biaych czepcach na gowie i 
takiche przepaskach okoo bioder. W szeregach doskonale mona byo odrni brunatnych 
Egipcjan, ciemnych Murzynw, tych Azjatw i biaych mieszkacw Libii tudzie wysp 
Morza Srdziemnego. 
W pierwszej linii stali kopacze z oskardami, w drugiej z motykami, w trzeciej z opatami. 
Czwarty szereg stanowili tragarze, z ktrych kady mia drg i dwa kubeki, pity rwnie 
tragarze, lecz z wielkimi skrzyniami, obsugiwanymi kada przez dwu ludzi. Przenosili oni 
wykopan ziemi. 
Przed szeregami co kilkanacie krokw stali majstrowie: kady mia w rkach mocny kij i 
duy cyrkiel drewniany lub wgielnic. 
Kiedy ksi zbliy si do nich, zawoali chrem: oby y wiecznie!, i uklknwszy 
uderzyli czoem o ziemi. 
Nastpca kaza im powsta i znowu przypatrzy si z uwag. 
Byli to ludzie zdrowi i silni, bynajmniej nie wygldajcy na takich, ktrzy od dwu miesi
cy utrzymywali si z ebraniny. 
Do namiestnika przystpi nomarcha Sofra ze swoim orszakiem. Ale Ramzes udajc, e go 
nie spostrzeg, zwrci si do jednego z majstrw: 
- Jestecie kopaczami z Sochem? - zapyta. 
Majster jak dugi upad twarz na ziemi i milcza. 
121 
Ksi wzruszy ramionami i zawoa do robotnikw: 
- Jestecie z Sochem? 
- Jestemy kopacze z Sochem!... - odpowiedzieli chrem. 
- Dostalicie od? 
-od dostalimy -jestemy syci i szczliwi -sudzy jego witobliwoci -odpar chr 
wybijajc kady wyraz. 
- W ty zwrot!... - zakomenderowa ksi. 
Odwrcili si. Prawie kady mia na plecach gbokie i gste blizny od kijw; ale wieych 
prg nie byo. 
Oszukuj mnie!... -pomyla nastpca. Kaza robotnikom i do koszar i nie witajc si 
ani egnajc z nomarch wrci do paacu. 
-Czy i ty mi powiesz -rzek w drodze do Tutmozisa -e ci ludzie s robotnikami z Sochem?... 
- Wszake oni sami to powiedzieli - odpar dworak. 
Ksi zawoa, aby mu podano konia, i odjecha do wojsk obozujcyeh za miastem. 
Cay dzie musztrowa puki. Okoo poudnia na placu wicze, pod dowdztwem nomarchy, 
ukazao si kilkudziesiciu tragarzy z namiotami, sprztami, jadem i winem. Ale ksi 
odprawi ich do Atribis, a gdy nadszed czas posiku dla wojska, kaza sobie poda i jad 
owsiane placki z suszonym misem. 
Byy to najemne puki libijskie. Kiedy ksi wieczorem kaza im odoy bro i poegna 
si z nimi, zdawao si, e onierze i oficerowie ulegli szalestwu. Krzyczc: yj wiecznie, 
caowali jego rce i nogi, zrobili lektyk z wczni i paszczw, ze piewami odnieli ksicia 
do miasta, a w drodze kcili si o zaszczyt dwigania go na ramionach. 
Nomarcha i urzdnicy prowincji, widzc zapa barbarzyskich Libijczykw i ask dla nich 
nastpcy, zatrwoyli si. 
- Oto jest wadca... - szepn do Sofry wielki pisarz. -Gdyby zechcia, ci ludzie pobiliby 
mieczem nas i dzieci nasze... 
Strapiony nomarcha westchn do bogw i poleci si ich askawej opiece. 
Pno w nocy Ramzes znalaz si w swym paacu i tu powiedziaa mu suba, e zmienio
no mu pokj sypialny. 
- Dlaczeg to? 
-Bo w tamtej sypialni widziano jadowitego wa, ktry skry si tak, e nie mona go 
znale. 
W skrzydle ssiadujcym z domem nomarchy znajdowaa si nowa sypialnia. By to czworoboczny 
pokj otoczony kolumnami. Mia alabastrowe ciany pokryte malowan paskorzeb 
przedstawiajc -u dou roliny w wazonach, wyej -girlandy z lici oliwkowych i 
laurowych. 
Prawie na rodku stao wielkie oe wykadane hebanem, koci soniow i zotem. Pokj 
owietlay dwie wonne pochodnie, pod kolumnad znajdoway si stoliki z winem, jadem i 
wiecami z r. 
W suficie by wielki otwr czworoboczny zasonity ptnem. 
Ksi wykpa si i leg na mikkim posaniu, jego suba odesza do dalszych komnat. 
Pochodnie zaczy przygasa, po sypialni wion chodny wiatr nasycony woni kwiatw. 
Jednoczenie w grze odezwaa si cicha muzyka arf. Ramzes podnis gow. Pcienny 
dach pokoju usun si i przez otwr w suficie wida byo konstelacj Lwa, a w niej jasn 
gwiazd Regulusa. Muzyka arf wzmoga si. 
Czy bogowie wybieraj si do mnie w odwiedziny?... - pomyla z umiechem Ramzes. 
W otworze sufitu bysna szeroka smuga wiata; byo ono mocne, lecz agodne. W 
chwil pniej ukazaa si w grze lektyka w formie zotej odzi, nioscej altank z kwiatw: 
supy byy okrcone girlandami z r, dach z fiokw i lotosw. 
122 
Na sznurach spowitych zielonoci, zota d bez szmeru opucia si do sypialnej komnaty. 
Stana na pododze, a spod kwiatw wysza niepospolitej piknoci naga kobieta. Ciao 
jej miao ton biaego marmuru, od bursztynowej fali wosw pyna wo upajajca. 
Kobieta, wysiadszy ze swej napowietrznej lektyki, uklka przed ksiciem. 
- Jeste crk Sofry?... - spyta jej nastpca. 
- Prawd mwisz, panie... 
-I mimo to przysza do mnie? 
-Baga ci, aeby przebaczy memu ojcu... Nieszczliwy on!... od poudnia leje zy i tarza 
si w popiele... 
- A gdybym mu nie przebaczy, odeszaby? 
- Nie... - cicho szepna. 
Ramzes przycign j do siebie i namitnie pocaowa. Oczy pony mu. 
- Dlatego przebacz mu - rzek. 
- O, jaki ty dobry!.. - zawoaa tulc si do ksicia. A potem dodaa z przymileniem: 
- Kaesz wynagrodzi szkody, ktre wyrzdzi mu ten szalony robotnik? 
- Ka... 
-I mnie wemiesz do swego domu... 
Ramzes popatrzy na ni. 
- Wezm ci, bo jeste pikna. 
-Doprawdy?... - odpara obejmujc go za szyj. -Przypatrz mi si lepiej... Midzy piknymi 
Egiptu zajmuj dopiero czwarte miejsce. 
- C to znaczy? 
-W Memfis, czy koo Memfis, mieszka twoja najpierwsza... Na szczcie tylko ydwka!... 
W Sochem jest druga... 
- Nic o tym nie wiem - wtrci ksi. 
- O, ty gobku!... Wic zapewne nie wiesz i o trzeciej w Anu... 
- Czy i ona naley do mego domu?... 
-Niewdziczniku!... - zawoaa uderzajc go kwiatem lotosu. - Gotw jeste za miesic o 
mnie powiedzie to samo... Ale ja nie dam zrobi sobie krzywdy... 
- Jak i twj ojciec. 
- Jeszcze mu nie zapomnia?... Pamitaj, e odejd... 
- Zosta ju... zosta!... 
Na drugi dzie namiestnik raczy przyj hody i uczt od nomarchy Sofra. Publicznie pochwali 
jego zarzd prowincj i aby wynagrodzi szkody wyrzdzone przez pijanego robotnika, 
darowa mu poow naczy i sprztw, ktre otrzyma w miecie Anu. 
Drug poow tych darw zabraa crka nomarchy, pikna Abeb, jako dama dworu ksicia. 
Nadto kazaa sobie wypaci z kasy Ramzesa pi talentw na stroje, konie i niewolnice. 
Wieczorem ksi ziewajc rzek do Tutmozisa: 
- Jego witobliwo, ojciec mj, powiedzia mi wielk nauk, e - kobiety duo kosztuj! 
- Gorzej, gdy ich nie ma - odpar elegant. 
-Aleja mam ich cztery i nawet dobrze nie wiem, jakim sposobem. Mgbym ze dwie odstpi 
wam. 
- Czy i Sar? 
- Tej nie, szczeglnie, jeeli bdzie miaa syna. 
-Jeeli wasza dostojno przeznaczysz tym synogarlicom adny posag, znajd si dla nich 
mowie. 
Ksi znowu ziewn. 
-Nie lubi sucha o posagach - rzek. -Aaa!... jakie to szczcie, e ju wyrw si od was 
i osid midzy kapanami... 
- Naprawd uczynisz tak?... 
123 
-Musz. Nareszcie moe dowiem si od nich, dlaczego faraoni biedniej... Aaa!... no -i 
odpoczn. 
124 
ROZDZIA DWUDZIESTY PITY 
Tego samego dnia w Memfisie Fenicjanin Dagon, dostojny bankier nastpcy tronu, lea 
na kanapie pod werend swego paacu. Otaczay go wonne krzaki iglaste, hodowane w wazonach. 
Dwaj czarni niewolnicy chodzili bogacza wachlarzami, a on bawic si mod mapk 
sucha rachunkw, ktre czyta mu jego pisarz. 
W tej chwili niewolnik, uzbrojony w miecz, hem, wczni i tarcz (bankier lubi wojskowe 
ubiory), zameldowa dostojnego Rabsuna, ktry by kupcem fenickim osiadym w 
Memfis. 
Go wszed, nisko kaniajc si, i w ten sposb opuci powieki, e dostojny Dagon rozkaza 
pisarzowi i niewolnikom, aeby wynieli si spod werendy. Nastpnie, jako czowiek 
przezorny, obejrza wszystkie kty i rzek do gocia: 
- Moemy gada. 
Rabsun zacz bez wstpu: 
- Czy dostojno wasza wie, e przyjecha z Tyru ksi Hiram?... 
Dagon podskoczy na kanapie. 
- Niech na niego i jego ksistwo trd padnie!.. -wrzasn. 
-On mi wanie wspomnia -cign spokojnie go -e midzy wami jest nieporozumienie... 
-Co to jest nieporozumienie? -krzycza Dagon. -Ten rozbjnik okrad mnie, zniszczy, 
zrujnowa... Kiedy ja posaem moje statki, za innymi tyryjskimi, na zachd, po srebro, sternicy 
otra Hirama rzucali na nie ogie, chcieli je zepchn na mielizn... No, i moje okrty wrciy 
z niczym, opalone i potrzaskane... eby jego spali ogie niebieski!... -zakoczy rozwcieczony 
bankier. 
- A jeeli Hiram ma dla waszej dostojnoci dobry interes? - spyta go flegmatycznie. 
Burza szalejca w piersiach Dagona od razu ucicha. 
- Jaki on moe mie dla mnie interes? - rzek zupenie spokojnym gosem. 
- On to sam powie waszej dostojnoci, ale przecie pierwej musi zobaczy si z wami. 
- No, to niech on tu przyjdzie. 
-On myli, e wasza dostojno powinna przyj do niego. Przecie on jest czonkiem najwyszej 
rady w Tyrze. 
- eby on tak zdech, jak ja do niego pjd!... - krzykn znowu rozgniewany bankier. 
Go przysun krzeso do kanapy i poklepa bogacza w udo. 
-Dagonie -rzek -miej ty rozum. 
- Dlaczego ja nie mam rozumu i dlaczego ty, Rabsun, nie mwisz do mnie - dostojno?... 
-Dagon, nie bd ty gupi... - reflektowa go. - Jeeli ty nie pjdziesz do niego ani on do 
ciebie, to jake wy zrobicie interes? 
- Ty jeste gupi, Rabsun! -znowu wybuchn bankier. - Bo gdybym ja poszed do Hirama, 
to niech mi rka uschnie, e stracibym na tej grzecznoci poow zarobku. 
Go pomyla i odpar: 
- Teraz rzeke mdre sowo. Wic ja tobie co powiem. Przyjd do mnie i Hiram przyjdzie 
do mnie, i wy obaj u mnie obgadacie ten interes. 
Dagon przechyli gow i przymruywszy oko filuternie zapyta: 
- Ej, Rabsun!... Powiedz od razu: ile on tobie da? 
- Za co?... 
- Za to, ja przyjd do ciebie i z tym parchem bd robi interes... 
-To jest interes dla caej Fenicji, wic ja na nim zarobku nie potrzebuj - odpar oburzony 
Rabsun. 
- eby si tobie tak dunicy wypacali, jak to prawda! 
125 
-eby mi si nie wypacili, jeeli ja co na tym zarobi! Niech tylko Fenicja nie straci! zakrzycza 
z gniewem Rabsun. 
Poegnali si. 
Nad wieczorem dostojny Dagon wsiad w lektyk niesion przez szeciu niewolnikw. Poprzedzali 
go dwaj laufrowie z kijami i dwaj z pochodniami, za za lektyk szo czterech sucych 
uzbrojonych od stp do gw. Nie dla bezpieczestwa, lecz e Dagon od pewnego 
czasu lubi otacza si zbrojnymi jak rycerz. 
Wysiad z lektyki z wielk powag i podtrzymywany przez dwu ludzi (trzeci nis nad nim 
parasol) wszed do domu Rabsuna. 
- Gdzie jest ten... Hiram? - zapyta dumnie gospodarza. 
- Nie ma go. 
- Jak to?... Wic ja bd czeka na niego? 
-Nie ma go w tym pokoju, ale jest w trzecim, u mojej ony - odpar gospodarz. - On teraz 
skada wizyt mojej onie. 
- Ja tam nie pjd!... - rzek bankier siadajc na kanapie. 
- Pjdziesz do drugiego pokoju, a on w tej samej chwili take tam wejdzie. 
Po krtkim oporze Dagon ustpi, a w chwil pniej, na znak gospodarza domu, wszed 
do drugiej komnaty. Jednoczenie z dalszych pokojw wysun si niewysoki czowiek z siw 
brod, ubrany w zocist tog i zot obrcz na gowie. 
-Oto jest -rzek gospodarz stojc na rodku - oto jest jego mio ksi Hiram, czonek 
najwyszej rady tyryjskiej... Oto jest dostojny Dagon, bankier ksicia nastpcy tronu i namiestnika 
w Dolnym Egipcie. 
Dwaj dostojnicy ukonili si sobie z zaoonymi na piersiach rkoma i usiedli przy oddzielnych 
stolikach, na rodku sali. Hiram nieco odsun tog, aby ukaza wielki zoty medal 
na swej szyi, w odpowiedzi na co Dagon zacz bawi si grubym zotym acuchem, ktry 
otrzyma od ksicia Ramzesa. 
-Ja, Hiram -odezwa si starzec -pozdrawiam pana, panie Dagon, ycz panu duego 
majtku i powodzenia w interesach. 
-Ja, Dagon, pozdrawiam pana, panie Hiram, i ycz panu tego samego, co pan mnie yczy... 
- Ju si pan chcesz kci?... - przerwa zirytowany Hiram. 
- Gdzie ja si kc?... Rabsun, ty powiedz, czy ja si kc?... 
-Lepiej niech wasze dostojnoci mwi o interesach - odpar gospodarz. 
Po chwili namysu Hiram zacz: 
- Przyjaciele pascy z Tyru bardzo pozdrawiaj pana przeze mnie. 
- Oni tylko to przysali mi? - spyta drwicym tonem Dagon. 
- Co pan chcesz, eby oni panu przysyali?.. - odpar Hiram podnoszc gos. 
- Cicho!... Zgoda!.. - wtrci gospodarz. 
Hiram kilka razy gbiej odetchn i rzek: 
- To prawda, e nam potrzebna zgoda... Cikie czasy nadchodz dla Fenicji... 
- Czy morze zatopio wam Tyr albo Sydon?.. - spyta z umiechem Dagon. 
Hiram splun i zapyta: 
- Co pan taki zy dzisiaj?... 
- Ja zawsze jestem zy, jak mnie nie nazywaj - dostojnoci... 
- A dlaczego pan nie nazywasz mnie mioci?... Ja przecie jestem ksi!... 
- Moe w Fenicji - odpar Dagon. - Ale ju w Asyrii, u lada satrapy czekasz pan w sieniach 
trzy dni na posuchanie, a kiedy ci przyjm, leysz na brzuchu jak kady handlarz fenicki. 
-A pan co by robi wobec dzikiego czowieka, ktry moe pana na pal wbi?... - zakrzycza 
Hiram. 
126 
-Co ja bym robi, nie wiem - rzek Dagon. - Ale w Egipcie ja sobie siedz na jednej kanapie 
z nastpc tronu, ktry dzi jest namiestnikiem. 
- Zgoda, wasza dostojno!... Zgoda, wasza mio!... - reflektowa ich gospodarz. 
-Zgoda!... zgoda, e ten pan jest zwyczajny fenicki handlarz, a mnie nie chce odda szacunku... 
- zawoa Dagon. 
- Ja mam sto okrtw!... - wrzasn Hiram. 
- A jego witobliwo faraon ma dwadziecia tysicy miast, miasteczek i osad.... 
-Wasze dostojnoci utopicie ten interes i ca Fenicj!.. -odezwa si ju podniesionym 
gosem Rabsun. 
Hiram zacisn pici, lecz umilk i odpocz. 
-Musisz jednak przyzna, wasza dostojno -rzek po chwili do Dagona - e z tych dwu
dziestu tysicy miast jego witobliwo niewiele ma naprawd. 
-Chcesz powiedzie, wasza mio -odpar Dagon, e siedm tysicy miast naley do 
wity i siedm tysicy do wielkich panw?... Zawsze jednak jego witobliwoci zostaje 
siedm tysicy na czysto. 
-Nie bardzo! Bo jak z tego wasza dostojno odejmiesz ze trzy tysice, ktre s w zastawie 
u kapanw, i ze dwa tysice w dzierawie u naszych Fenicjan... 
-Mwi prawd, wasza mio -rzek Dagon. - Zawsze jednak jego witobliwoci zostaje 
ze dwa tysice miast bardzo bogatych... 
- Czy was Tyfon opta?... - wrzasn z kolei Rabsun. 
- Bdziecie teraz wyliczali miasta faraona, bodajby go... 
- Psyt... - szepn Dagon zrywajc si z krzesa. 
- Kiedy nad Fenicj wisi nieszczcie!... - dokoczy Rabsun. 
- Nieche ja si raz dowiem, jakie nieszczcie?... - przerwa Dagon. 
- Wic daj mwi Hiramowi, to si dowiesz - odpar gospodarz. 
- Niech gada... 
-Czy wasza dostojno wiesz, co si stao w zajedzie Pod Okrtem u brata naszego, 
Asarhadona?... - zacz Hiram. 
- Nie mam braci pomidzy szynkarzami!... - wtrci szyderczo Dagon. 
-Milcz!... -wrzasn rozgniewany Rabsun i schwyci za rkoje sztyletu. -Jeste gupi 
jak pies, ktry szczeka przez sen... 
-Czego on si gniewa, ten... ten handlujcy komi?... - odpar Dagon i rwnie sign do 
noa. 
- Cicho!... Zgoda!... - uspokaja ich sdziwy ksi i take opuci such rk do pasa. 
Przez chwil wszystkim trzem dray nozdrza i byszczay oczy. Wreszcie Hiram, ktry 
uspokoi si najpierw, zacz znowu, jakby nigdy nic nie zaszo. 
- Par miesicy temu stan w zajedzie Asarhadona niejaki Phut, z miasta Harranu... 
- Mia odebra pi talentw od jakiego kapana - wtrci Dagon. 
- C dalej? - spyta Hiram. 
-Nic. Znalaz ask u jednej kapanki i za jej rad pojecha szuka swego wierzyciela do 
Tebw. 
-Masz rozum dziecka, a gadatliwo kobiety - rzek Hiram. -Ten harraczyk nie jest harraczykiem, 
ale Chaldejczykiem, i nie nazywa si Phut, ale Beroes... 
-Beroes?... Beroes?... - powtrzy przypominajc sobie Dagon. - Gdzie syszaem to nazwisko... 
-Syszae!... - mwi z pogard Hiram. - Beroes to najmdrszy kapan w Babilonie, doradca 
ksit asyryjskich i samego krla... 
- Niech on bdzie doradc, byle nie faraona, co mnie to obchodzi?... - rzek bankier. 
Rabsun podnis si z krzesa i groc Dagonowi pici pod nosem zawoa: 
127 
-Ty wieprzu, wypasiony na faraoskich pomyjach... Ciebie Fenicja tyle obchodzi, co mnie 
Egipt... Gdyby mg, za drachm sprzedaby ojczyzn... Psie trdowaty! 
Dagon zblad i odpar spokojnym gosem: 
-Co gada ten kramarz?... W Tyrze s moi synowie i ucz si eglarstwa; w Sydonie siedzi 
moja crka z mem... Poow mego mienia poyczyem radzie najwyszej, cho nie mam za 
to nawet dziesiciu procent. A ten kramarz mwi, e mnie nie obchodzi Fenicja!... 
Rabsun, posuchaj mnie -doda po chwili. -Ja ycz twojej onie i dzieciom, i cieniom 
twoich ojcw, aeby ty o nich tyle dba, ile ja o kady okrt fenicki, o kady kamie Tyru, 
Sydonu, a nawet Zarpath i Achsibu... 
- Dagon mwi prawd - wtrci Hiram. 
-Ja nie dbam o Fenicj!... - cign bankier zapalajc si. -A ilu ja sprowadziem tu Fenicjan, 
aeby robili majtki, i co mam z tego?... Ja nie dbam!... Hiram zepsu mi dwa okrty i 
pozbawi mnie wielkich zarobkw, a przecie kiedy chodzi o Fenicj, ja usiadem z nim w jednym 
pokoju... 
- Bo mylae, e bdziecie gadali o tym, aeby kogo oszuka - rzek Rabsun. 
-eby ty tak myla o skonaniu, gupi!... - odpar Dagon. - Niby ja jestem dziecko i niby 
nie rozumiem, e jak Hiram przyjeda do Memfisu, to przecie on nie dla handlu przyjeda. 
Oj ty, Rabsun!... Ty powinien ze dwa lata by u mnie chopcem do zamiatania stajni... 
- Dosy!... - zawoa Hiram uderzajc pici w stolik. 
-My nigdy nie skoczymy z tym kapanem chaldejskim - mrukn Rabsun z takim spokojem, 
jakby przed chwil nie jego zwymylano. 
Hiram odchrzkn i zacz. 
-Ten czowiek ma naprawd dom i grunta w Harranie i tam nazywa si Phut. Dosta listy 
od kupcw chetyjskich do kupcw sydoskich, wic w podr zabraa go nasza karawana. 
Sam dobrze mwi po fenicku, paci rzetelnie, nic osobliwego nie da, wic nasi ludzie nawet 
bardzo go polubili. 
-Ale - mwi Hiram podrapawszy si w brod - gdy lew nakryje si skr wou, zawsze 
mu choby kawaek ogona wylezie. Ten Phut by strasznie mdry i pewny siebie, wic naczelnik 
karawany po cichu zrewidowa jego rzeczy. I nic nie znalaz, tylko medal bogini 
Astoreth. 
Dowdc karawany medal ten koln w serce. Skd Chetyjczyk ma fenicki medal?... 
Wic gdy przyjechali do Sydonu, zaraz zameldowa starszym, i od tej pory nasza tajna policja 
miaa tego Phuta na oku. 
Tymczasem jest to taki mdrzec, e gdy kilka dni posiedzia w Sydonie, wszyscy go pokochali. 
Modli si on i skada ofiary bogini Astoreth, paci zotem, nie poycza pienidzy, 
wdawa si tylko z Fenicjanami. I tak wszystkich otumani, e dozr nad nim osab, a on 
spokojnie dojecha do Memfisu. 
Tu znowu nasza starszyzna zacza czuwa nad nim, ale nic nie odkrya; domylaa si tylko, 
e musi to by wielki pan, nie za prosty mieszczanin harraski. Dopiero Asarhadon przypadkiem 
wyledzi, a nawet nie wyledzi, tylko wpad na poszlaki, e ten niby Phut ca jedn 
noc przepdzi w starej wityni Seta, ktra tu wiele znaczy... 
- Wchodz do niej tylko arcykapani na wane narady - wtrci Dagon. 
- Jeszcze i to nic by nie znaczyo - prawi Hiram. - Ale jeden z naszych kupcw wrci dwa 
miesice temu z Babilonu z dziwnymi wiadomociami. Za wielki prezent pewien dworzanin 
babiloskiego satrapy powiedzia mu, e nad Fenicj - wisi bieda!... 
Was zabior Asyryjczycy - mwi ten dworzanin do naszego kupca -a Izraelitw wezm 
Egipcjanie. W tym interesie nawet pojecha do tebaskich kpanw wielki chaldejski kapan 
Beroes i zawrze z nimi traktat. 
128 
-Musicie wiedzie -cign Hiram -e kapani chaldejscy uwaaj egipskich za swoich 
braci. A e Beroes ma wielkie znaczenie na dworze krla Assara, wic wie o tym traktacie 
moe by bardzo prawdziwa. 
- Na co Asyryjczykom Fenicja?... - zapyta Dagon gryzc paznokcie. 
- A na co zodziejowi cudzy pichlerz?... - odpar Hiram. 
- Co moe znaczy traktat Beroesa z egipskimi kapanami?... - wtrci zamylony Rabsun. 
- Gupi ty!.. - odpar Dagon. - Faraon robi tylko to, co kapani uradz. 
- Bdzie i traktat z faraonem, nie bjcie si! - przerwa Hiram. - W Tyrze wiemy na pewno, 
e jedzie do Egiptu z wielk wit i darami pose asyryjski -Sargon... On niby to chce zobaczy 
Egipt i uoy si z ministrami, aeby w egipskich aktach nie pisano, jako - Asyria paci 
danin faraonom. Ale naprawd to on jedzie zawrze traktat o podzia krajw lecych midzy 
naszym morzem a rzek Eufratem. 
- Oby ich ziemia pochona! - zakl Rabsun. 
- C ty o tym mylisz Dagonie?.. - spyta Hiram. 
- A co bycie wy zrobili, gdyby was naprawd napad Assar?... 
Hiram zatrzs si z gniewu. 
-Co?... Wsidziemy na okrty z rodzinami i skarbami, a tym psom zostawimy gruzy miast 
i gnijce trupy niewolnikw... Albo nie znamy krain wikszych i pikniejszych od Fenicji, 
gdzie mona zaoy now ojczyzn, bogatsz anieli ta?... 
- Niech was bogowie broni od takiej ostatecznoci - rzek Dagon. 
-Wanie o to idzie, aeby ratowa dzisiejsz Fenicj od zagady - mwi Hiram. - A ty, 
Dagonie, wiele moesz w tym interesie... 
- Co ja mog?... 
-Moesz dowiedzie si od kapanw: czy by u nich Beroes i czy zawar z nimi tak 
umow?... 
-Strasznie trudna rzecz! -szepn Dagon. -Ale moe ja znajd takiego kapana, ktry 
mnie objani. 
- Moesz - cign Hiram - na dworze faraona nie dopuci traktatu z Sargonem?... 
- Bardzo trudno... Ja sam temu nie wydoam... 
- Ja bd z tob, a zota dostarczy Fenicja. Ju dzi zbiera si podatek. 
- Sam daem dwa talenty! - szepn Rabsun. 
- Dam dziesi - rzek Dagon. - Ale co dostan za moj prac?... 
- Co?... No, dziesi okrtw - odpar Hiram. 
- A ty ile zarobisz? - spyta Dagon. 
- Mao ci?... Wic dostaniesz pitnacie... 
- Ja si pytam: co ty zarobisz? - nalega Dagon. 
- Damy ci... dwadziecia. Dosy?... 
- Niech bdzie. Ale pokaecie mi drog do kraju srebra? 
- Pokaemy. 
-I tam, skd bierze si cyn? 
-No... 
-I tam, gdzie si rodzi bursztyn - zakoczy Dagon. 
- eby ty raz zdech!... - odpar miociwy ksi 
Hiram wycigajc do niego rk. -Ale ju nie bdziesz chowa zego serca dla mnie za 
tamte dwie krypy?... 
Dagon westchn. 
-Bd pracowa, aeby zapomnie. Ale... jaki ja miabym majtek, gdybycie mnie nie 
odpdzili wtedy!... 
- Dosy!.. - wtrci Rabsun. - Gadajcie o Fenicji. 
- Przez kogo ty si dowiesz o Beroesie i traktacie? - spyta Dagona Hiram. 
129 
- Daj spokj. Niebezpiecznie mwi, bo do tego bd naleeli kapani. 
- A przez kogo mgby zepsu traktat? 
- Ja myl... Ja myl, e chyba przez nastpc tronu. Mam duo jego kwitw. 
Hiram podnis do gry rk i odpar: 
- Nastpca - bardzo dobrze, bo on zostanie faraonem, moe nawet niedugo... 
-Psyt!... - przerwa Dagon uderzajc pici w st. -eby tobie mow odjo za takie gadanie!... 
- Oto wieprz! - zawoa Rabsun, wygraajc bankierowi pod nosem. 
-A to gupi kramarz! - odpowiedzia Dagon z szyderczym umiechem. - Ty, Rabsun, powiniene 
sprzedawa suszone ryby i wod na ulicach, ale nie misza si do interesw midzy 
pastwami. Woowe kopyto umazane w egipskim bocie ma wicej rozumu anieli ty, ktry 
pi lat mieszkasz w stolicy Egiptu!... Oby ci winie zjady... 
-Cicho!... cicho!... - wtrci Hiram. -Nie dacie mi dokoczy... - Mw, bo ty mdry i ciebie 
rozumie moje serce - rzek Rabsun. 
-Jeeli ty, Dagon, masz wpyw na nastpc, to bardzo dobrze -cign Hiram. -Bo jeeli 
nastpca zechce mie traktat z Asyri, to bdzie traktat, i w dodatku napisany nasz krwi, na 
naszych skrach. Ale jeeli nastpca zechce wojny z Asyri, to on zrobi wojn, choby kapani 
przeciw niemu wezwali do pomocy wszystkich bogw. 
-Psyt! - wtrci Dagon. - Jeeli kapani bardzo zechc, to bdzie traktat... Ale moe oni nie 
zechc... 
- Dlatego, Dagonie - mwi Hiram - my musimy mie za sob wszystkich wodzw... 
- To mona. 
-I nomarchw... 
- Take mona. 
-I nastpc - prawi Hiram. Ale jeeli tylko ty sam bdziesz pcha go do wojny z Asyri, to 
na nic. Czowiek, jak arfa, ma duo strun i gra na nich trzeba dziesicioma palcami, a ty, 
Dagonie, jeste tylko jednym palcem. 
- Przecie nie rozedr si na dziesi czci. 
-Ale ty moesz by jak jedna rka, przy ktrej jest pi palcw. Ty powiniene zrobi to, 
aeby nikt nie wiedzia, e ty chcesz wojny, ale -aeby kady kucharz nastpcy chcia wojny, 
kady fryzjer nastpcy chcia wojny, aeby wszyscy aziebnicy, lektykarze, pisarze, oficerowie, 
wonice, aeby oni wszyscy chcieli wojny z Asyri i aeby nastpca sysza o tym od 
rana do nocy, a nawet kiedy pi... 
- To si zrobi. 
- A znasz ty jego kochanki? - spyta Hiram. 
Dagon machn rk. 
-Gupie dziewczta -odpar. - One tylko myl, aeby ustroi si, wymalowa i pachnidami 
namaci... 
Ale skd si bior te pachnida i kto je przywozi do Egiptu, o tym ju nie wiedz. 
- Trzeba mu podsun tak kochank, aeby o tym wiedziaa - rzek Hiram. 
-Skd j wzi?... - spyta Dagon. - A... mam!... - zawoa uderzajc si w czoo. - Znasz 
ty Kam, kapank Astoreth?... 
-Co?... - przerwa Rabsun. - Kapanka witej bogini Astoreth bdzie kochank Egipcjanina?... 
-Ty by wola, aeby ona bya twoj?... - szydzi Dagon. - Ona nawet zostanie arcykapank, 
gdy bdzie trzeba zbliy j do dworu... 
- Prawd mwisz - rzek Hiram. 
- Ale to witokradztwo!... - oburza si Rabsun. 
- Tote kapanka, ktra je popeni, moe umrze - wtrci sdziwy Hiram. 
130 
-eby nam tylko nie przeszkodzia ta Sara, ydwka -odezwa si po chwili milczenia 
Dagon. - Ona spodziewa si dziecka, do ktrego ksi ju dzi jest przywizany. Gdyby za 
urodzi jej si syn, poszyby w kt wszystkie. 
- Bdziemy mieli pienidze i dla Sary - rzek Hiram. 
-Ona nic nie wemie!... - wybuchn Dagon. - Ta ndzna odrzucia zoty, kosztowny puchar, 
ktry jej sam zaniosem... 
- Bo mylaa, e j chcesz okpi - wtrci Rabsun. 
Hiram pokiwa gow. 
-Nie ma si czym kopota - rzek. -Gdzie nie trafi zoto, tam trafi ojciec, matka albo kochanka. 
A gdzie nie trafi kochanka, jeszcze dostanie si... 
- N... - sykn Rabsun. 
- Trucizna... - szepn Dagon. 
- N to rzecz bardzo grubiaska... - zakonkludowa Hiram. 
Pogadzi brod, zamyli si, w kocu powsta i wydoby z zanadrza purpurow wstg, 
na ktr byy nanizane trzy zote amulety z wizerunkiem bogini Astoreth. Wyj zza pasa n, 
przeci wstg na trzy czci i dwa kawaki z amuletami wrczy Dagonowi i Rabsunowi. 
Potem wszyscy trzej ze rodka pokoju poszli w kt, gdzie sta skrzydlaty posg bogini; 
zoyli rce na piersiach, a Hiram zacz mwi znionym gosem, lecz wyranie: 
-Tobie, matko ycia, przysigamy wiernie dochowa umw naszych i dopty nie spocz, 
dopki wite miasta nie bd zabezpieczone od wrogw, ktrych oby wytpi gd, zaraza i 
ogie... 
Gdyby za ktry z nas nie dotrzyma zobowizania albo zdradzi tajemnic, niech spadn 
na niego wszystkie klski i sromoty... Niech gd skrca jego wntrznoci, a sen ucieka od 
krwi nabiegych oczu... Niech rka uschnie temu, kto by mu popieszy z ratunkiem, litujc 
si jego ndzy... Niech na stole jego chleb zamieni si w zgnilizn, a wino w cuchnc posok... 
Niech dzieci jego wymr, a dom niech mu zapeni bkarty, ktre oplwaj go i wypdz... 
Niech skona jczc przez wiele dni samotny i niech spodlonego trupa nie przyjmie ziemia 
ani woda, niech go ogie nie spali ani por dzikie bestie... 
Tak niech si stanie!... 
Po strasznej przysidze, ktr zacz Hiram, a od poowy wykrzykiwali wszyscy gosami 
drcymi wciekoci, trzej Fenicjanie odpoczli zadyszani. Po czym Rabsun zaprosi ich na 
uczt, gdzie przy winie, muzyce i tancerkach na chwil zapomnieli o czekajcej ich pracy. 
131 
TOM DRUGI 
132 
ROZDZIA PIERWSZY 
Niedaleko miasta Pi-Bast znajdowaa si wielka witynia bogini Hator. 
W miesicu Paoni (marzec-kwiecie), w dniu porwnania wiosennego okoo dziewitej 
wieczr, gdy gwiazda Syriusz miaa si ku zachodowi, pod bram wityni stanli dwaj podrni 
kapani i jeden pokutnik. Szed on boso, mia popi na gowie i by przykryty grub 
pacht, ktr twarz zasania. 
Pomimo widnej nocy fizjognomii podrnych nie mona byo pozna, stali bowiem w cieniu 
dwu olbrzymich posgw bstwa z krowi gow, ktre pilnoway wejcia do witnicy i 
askawymi oczyma strzegy nomesu Habu od pomoru, zego wylewu i poudniowych wiatrw. 
Odpoczwszy nieco pokutnik upad piersiami na ziemi i dugo modli si. Potem podnis 
si, uj miedzian koatk i uderzy. Potny dwik metalowy obieg wszystkie dziedzice, 
odbi si od grubych murw wityni i polecia ponad any pszenicy, nad gliniane chaty chopw, 
nad srebrzyste wody Nilu, gdzie sabym okrzykiem odpowiedziao mu zbudzone ptactwo. 
Po dugiej chwili za bram rozleg si szmer i pytanie: 
- Kto nas budzi? 
- Niewolnik boy, Ramzes - rzek pokutnik. 
- Po co przyszede? 
-Po wiato mdroci. 
- Jakie masz prawa? 
-Otrzymaem nisze wicenie i na wielkich procesjach wewntrz wityni nosz pochodni. 
Brama szeroko otworzya si. Na rodku sta kapan w biaej szacie, ktry wycignwszy 
rk rzek powoli i wyranie : 
-Wejd. Niech razem z przestpieniem tego progu spokj boy zamieszka w twojej duszy 
i niech speni si yczenia, o ktre w pokornej modlitwie bagasz bogw. 
A gdy pokutnik upad mu do ng, kapan czynic jakie znaki nad jego gow szepta: 
-W imi Tego, ktry jest, by i bdzie... Ktry wszystko stworzy... Ktrego tchnienie napenia 
wiat widzialny i niewidzialny i jest yciem wiecznym. 
A gdy brama zamkna si, kapan wzi Ramzesa za rk i wrd zmroku, pomidzy 
ogromnymi kolumnami przysionka, zaprowadzi go do przeznaczonego mieszkania. Bya to 
maa celka owietlona kagankiem. Na kamiennej posadzce leaa wizka suchej trawy, w kcie 
sta dzban wody, a obok - jczmienny placek. 
-Widz, e tutaj naprawd odpoczn po przyjciach u nomarchw!... -wesoo zawoa 
Ramzes. 
- Myl o wiecznoci - odpar kapan i oddali si. 
Ksicia niemile dotkna ta odpowied. Pomimo e by godny, nie chcia je placka ani 
pi wody. Usiad na trawie i patrzc na swoje pokaleczone w podry nogi pyta si: po co on 
tu przyszed?... po co dobrowolnie wyzu si ze swej dostojnoci?... 
Widzc ciany celi i jej ubstwo, przypomnia sobie chopice lata spdzone w kapaskiej 
szkole. Ile on tam dosta kijw!... ile nocy przepdzi na kamiennej posadzce za kar!... 
Ramzes i teraz uczu t nienawi i trwog, jakiej wwczas dowiadcza wobec surowych 
kapanw, ktrzy na wszystkie jego pytania i proby odpowiadali zawsze jednym: Myl o 
wiecznoci!... 
Po kilkumiesicznym zgieku wpa w tak cisz, zamieni dwr ksicy na ciemno i 
samotno, a zamiast uczt, kobiet, muzyki czu dokoa siebie i nad sob ciar murw... 
Oszalaem!... oszalaem... - mwi do siebie Ramzes. 
133 
Bya chwila, e chcia opuci wityni natychmiast, a potem przysza mu myl, e mog 
nie otworzy bramy. Widok brudnych ng, popiou, ktry sypa mu si z wosw, szorstko 
pokutniczej pachty -wszystko to napeniao go obrzydzeniem. Gdyby cho mia swj 
miecz!... Ale czy w tym odzieniu i tym miejscu omieliby si go uy?... 
Uczu niepokonany strach i to go otrzewio. Przypomnia sobie, e bogowie w wityniach 
zsyaj na ludzi trwog i e ona ma by wstpem do mdroci. 
Jestem przecie namiestnikiem i nastpc faraona - pomyla - c mi tu kto zrobi?... 
Podnis si i wyszed ze swej celi. Znajdowa si w wielkim dziedzicu otoczonym kolumnami. 
Gwiazdy jasno wieciy, wic zobaczy -na jednym kocu podwrza olbrzymie 
pylony, na drugim otwarte wejcie do wityni. 
Poszed tam. Ode drzwi panowa mrok, a gdzie bardzo daleko pono kilka lamp, jakby 
unoszcych si w powietrzu. Wpatrzywszy si dojrza midzy wejciem i wiatami cay las 
gsto ustawionych, grubych kolumn, ktrych wierzchoki rozpyway si w ciemnoci. W 
gbi, moe o parset krokw od niego, niewyranie wida byo olbrzymie nogi siedzcej 
bogini i jej rce oparte na kolanach, od ktrych sabo odbija si blask lamp. 
Nagle usysza szmer. Z daleka, z bocznej nawy, wysun si szereg biaych figurek idcych 
parami. Bya to nocna procesja kapanw, ktrzy oddawali hod posgowi bogini piewajc 
na dwa chry: 
Chr I. Ja jestem Tym, ktry niebo i ziemi stworzy i wszystkie na nich stworzenia zrobi. 
Chr II. Ja jestem Tym, ktry wody zrobi i wielk powd stworzy, Tym, co wou jego 
matce zrobi, ktry rodzicem jest. 
Chr I. Ja jestem Tym, ktry niebo stworzy i tajemnice widnokrgw jego i dusze bogw 
w nie woyem. 
Chr II. Ja jestem Tym, ktry gdy oczy otwiera, jasno si robi, a gdy je zamyka, ciemno 
si staje. 
Chr I. Wody Nilu pyn, gdy rozkazuje... 
Chr II. Ale bogowie nie znaj jego imienia. * 
Gosy, z pocztku niewyrane, potniay tak, e sycha byo kade sowo, a gdy znikn 
orszak, zaczy rozprasza si midzy kolumnami, sabn... Wreszcie umilky. 
A jednak ci ludzie - pomyla Ramzes - nie tylko jedz, pij i zbieraj bogactwa... Oni naprawd 
speniaj sub, nawet w nocy... Chocia - co z tego przyjdzie posgowi!... 
Ksi nieraz widywa posgi bstw granicznych obrzucone botem przez mieszkacw 
innego nomesu albo postrzelane z ukw i proc przez onierzy cudzoziemskich pukw. Jeeli 
bogowie nie obraaj si o zniewagi, niewiele take musz dba o modlitwy i procesje. 
Kto zreszt widzia bogw!.. - rzek do siebie ksi. 
Ogrom wityni, jej niezliczone kolumny, wiata palce si przed posgiem, wszystko to 
pocigao Ramzesa. Chcia rozejrze si w tym tajemniczym bezmiarze i poszed naprzd. 
Wtem zdao mu si, e z tyu gowy delikatnie dotkna go jaka rka... Obejrza si, nie 
byo nikogo, wic szed dalej. 
Tym razem jakie dwie rce schwyciy go za gow, a trzecia, dua, opara si na plecach... 
- Kto tu jest?... - zawoa ksi i rzuci si midzy kolumny. 
Lecz potkn si i omal nie upad: co schwycio go za nogi. 
Ramzesa znowu opanowa strach, wikszy ni w celi. Zacz ucieka bez pamici, potrcajc 
si o kolumny, ktre zastpoway mu drog, a ciemno ogarniaa ze wszech stron. 
- O wita bogini, ratuj... - szepn. 
W tej chwili zatrzyma si: o kilka krokw przed nim byy wielkie drzwi wityni, przez 
ktre zagldao gwiadziste niebo. Odwrci gow - midzy lasem olbrzymich kolumn pony 
lampy, a blask ich sabo odbija si od piowych kolan witej Hator. Ksi wrci do 
134 
swej celi wzburzony i skruszony; serce rzucao si w nim jak ptak schwytany w sida. Pierwszy 
raz od wielu lat upad twarz na ziemi i gorco modli si o ask i przebaczenie. 
-Bdziesz wysuchany!... - odezwa si nad nim sodki gos. Ramzes nagle podnis gow, 
lecz w celi nie byo nikogo: drzwi zamknite, mury grube. Modli si wic jeszcze gorcej 
i tak usn, z twarz na kamieniach i rozkrzyowanymi rkoma. 
Kiedy na drugi dzie obudzi si, by ju innym czowiekiem: pozna moc bogw i otrzyma 
obietnic aski. 
Od tej pory przez dugi szereg dni, z ochot i wiar oddawa si wiczeniom pobonym. W 
swojej celi dugie godziny spdza na modlitwach, da sobie ogoli wosy, przywdzia strj 
kapaski i cztery razy na dob uczszcza do chru najmodszych kapanw. 
Jego ycie przesze, wypenione zabawami, budzio w nim odraz, a niewiara, ktrej naby 
wrd rozpustnej modziey i cudzoziemcw, napeniaa go strachem. I gdyby mu dzi dano 
do wyboru: tron czy kapaski urzd? zawahaby si. 
Pewnego dnia wielki prorok wityni wezwa go do siebie przypominajc, e nie wszed tu 
wycznie dla modw, ale dla poznania mdroci. Pochwali jego pobone ycie, powiedzia, 
e jest ju oczyszczony z brudw wiata, i kaza mu zapozna si ze szkoami istniejcymi 
przy wityni. 
Raczej przez posuszestwo anieli ciekawo ksi prosto od niego uda si na zewntrzny 
dziedziniec, gdzie mieci si oddzia czytania i pisania. 
Bya to wielka sala owietlona przez otwr w dachu. Na matach siedziao kilkudziesiciu 
nagich uczniw z woskowanymi tabliczkami w rkach. Jedna ciana bya z gadkiego alabastru, 
przed ni sta nauczyciel i rnokolorowymi kredkami pisa znaki. 
Gdy ksi wszed, uczniowie (prawie wszyscy jednego wieku z nim) upadli na twarz. Nauczyciel 
za skoniwszy si przerwa dotychczasowe zajcie, aby wypowiedzie chopcom 
wykad o wielkim znaczeniu nauki. 
-Moi kochani! - mwi. -Czowiek, ktry nie ma serca do mdroci, musi zajmowa si 
prac rczn i mczy oczy. Ale ten, kto rozumie warto nauk i ksztaci si w nich, moe 
osign wszystkie wadze, wszystkie dworskie urzdy. Pamitajcie o tym. ** 
Przypatrzcie si ndznemu yciu ludzi, ktrzy nie znaj pisma. Kowal jest czarny, posmolony, 
ma palce pene nagniotkw, a pracuje dzie i noc. Kamieniarz zrywa sobie rami, 
aeby napeni odek. Mularz budujcy kapitele w formie lotosu bywa strcany przez wicher 
ze szczytu dachu. Tkacz ma zgite kolana, fabrykant broni cigle podruje: ledwie 
przyjedzie do domu wieczorem, ju musi go opuszcza. Malarzowi pokojowemu cuchn palce, 
a czas upywa mu na krajaniu gaganw. Za szybkobiegacz, ten, egnajc si z rodzin, 
powinien zostawi testament, bo naraa si na niebezpieczestwo spotkania dzikich zwierzt 
lub Azjatw. 
Pokazaem wam dol rnych rzemios, bo chc, aebycie kochali sztuk pisania, ktra 
jest wasz matk, a teraz przedstawi wam jej piknoci. Ona nie jest pustym sowem na ziemi, 
ona jest waniejsz od wszelkich innych zaj. Ten, ktry korzysta ze sztuki pisania, jest 
szanowanym od dziecistwa; on spenia wielkie posannictwa. Lecz ten, ktry nie bierze w 
niej udziau, yje w ndzy. 
Nauki szkolne s cikie jak gry; ale jeden ich dzie wystarczy wam na ca wieczno. 
Wic prdko, jak najprdzej poznajcie si z nimi i pokochajcie... Stan pisarza jest ksicym 
stanem, jego kaamarz i ksiga daj mu przyjemnoci i bogactwa!... 
Po szumnej przemowie o dostojestwie nauk, czego od trzech tysicy lat bez zmiany suchali 
egipscy uczniowie, mistrz wzi kredk i na alabastrowej cianie zacz pisa - alfabet. 
Kada litera wyraaa si za pomoc kilku symbolw hieroglificznych lub kilku znakw demotycznych. 
Rysunek oka, ptaka lub pira oznacza -A. Owca albo doniczka -B, czowiek 
stojcy lub czno - K, w -, czowiek siedzcy albo gwiazda - . Obfito znakw wyraajcych 
kad liter sprawiaa, e nauka czytania i pisania bya bardzo mozolnym zajciem. 
135 
Tote Ramzes zmczy si samym suchaniem, wrd ktrego jedyn rozrywk stanowio 
to, gdy nauczyciel kaza ktremu z uczniw wyrysowa lub nazwa liter i wali go kijem, 
gdy si omyli. 
Poegnawszy nauczyciela i wychowacw, ksi ze szkoy pisarzy przeszed do szkoy 
miernikw. Tu uczono modzie zdejmowa plany pl, majcych po najwikszej czci form 
prostoktw, tudzie niwelowa grunta za pomoc dwu at i wgielnicy. W tym rwnie oddziale 
wykadano sztuk pisania liczb, nie mniej zawikan jak hieroglify albo znaki demotyczne. 
Lecz najprostsze dziaania arytmetyczne stanowiy wyszy kurs i wykonyway si 
przy pomocy kulek. 
Ramzes mia tego dosy i dopiero po kilku dniach zgodzi si odwiedzi szko lekarsk. 
By to zarazem szpital, a raczej wielki ogrd zasadzony mnstwem drzew i zasiany wonnymi 
zioami. Chorzy cae dnie przepdzali w powietrzu i socu, na kach, w ktrych zamiast 
materacy byo wycignite ptno. 
Gdy ksi wszed tutaj, panowaa najwiksza czynno. Kilku pacjentw kpao si w sadzawce 
wody biecej, jednego smarowano wonnymi maciami, jednego okadzano. Byo 
kilku, ktrych upiono za pomoc wzroku i pocigni rkami; jeden jcza po nastawieniu 
zwichnitej nogi. 
Pewnej ciko chorej kobiecie kapan podawa w kubku jak mikstur mwic: 
Chod, leku, chod, wypd to z mego serca, z tych moich czonkw, silny w czary przy 
tym leku. *** 
Nastpnie ksi w towarzystwie wielkiego lekarza poszed do apteki, gdzie jeden z kapanw 
przygotowywa lekarstwa z zi, miodu, oliwy, skrek wowych i jaszczurczych, koci i 
tuszczw zwierzcych. Na zapytanie Ramzesa laborant nie oderwa oczu od swej pracy. 
Tylko wci way i rozciera materiay odmawiajc przy tym modlitw: 
Uzdrowio Izyd, uzdrowio Izyd, uzdrowio Horusa... O Izydo, wielka czarodziejko, 
uzdrw mnie, wyzwl ze wszystkich zych, szkodliwych, czerwonych rzeczy, od gorczki 
boga i gorczki bogini... 
O Schauagat', eenagate' synie! Erukate'! Kauaruschagate' !... Paparuka paparaka paparuka... 
 **** 
- Co on mwi? - spyta ksi. 
- Tajemnica... - odpar wielki lekarz kadc palec na ustach. 
Gdy wyszli na pusty dziedziniec, Ramzes rzek do wielkiego lekarza: 
-Powiedz mi, wity ojcze: co to jest sztuka lekarska i na czym polegaj jej sposoby? Bo 
ja syszaem, e choroba jest to zy duch, ktry osiedla si w czowieku i drczy go z godu, 
dopki nie dostanie waciwej sobie ywnoci. I e jeden zy duch, czyli choroba, karmi si 
miodem, inny oliw, a inny - zwierzcymi odchodami. Lekarz wic powinien - naprzd wiedzie: 
jaki duch zamieszka w chorym, a nastpnie -jakich ten duch potrzebuje pokarmw, 
aeby nie trapi czowieka?... 
Kapan zamyli si i odpar: 
-Co to jest choroba, jakim sposobem spada na ludzkie ciao, o tym nie mog powiedzie 
ci, Ramzesie. Ale objani ci, bo zostae oczyszczony, czym kierujemy si przy wydawaniu 
lekarstw. 
Wyobra sobie, e czowiek jest chory na wtrob. Ot my, kapani, wiemy, e wtroba 
znajduje si pod wpywem gwiazdy Peneter-Dewa ***** i e leczenie musi zalee od tej 
gwiazdy. 
Lecz tu mdrcy dziel si na dwie szkoy. Jedni twierdz, e potrzeba choremu na wtrob 
podawa wszystko to, nad czym Peneter-Dewa ma wadz, a zatem: mied, lapis-lazuli, wywary 
z kwiatw, przede wszystkim z werweny i waleriany, nareszcie rne czci ciaa turkawki 
i koza. Inni za lekarze sdz, e gdy wtroba jest chora, to wanie trzeba j leczy 
rodkami przeciwnymi. A poniewa przeciwnikiem Peneter-Dewy jest Sebeg ******, wic 
136 
lekarstwami bd: ywe srebro, szmaragd i agat, leszczyna i podbia tudzie czci ciaa aby 
i sowy utarte na proszek. 
Lecz nie jest to jeszcze wszystko. Trzeba bowiem pamita o dniu, miesicu i porze dnia, 
kady bowiem z tych przecigw czasu zostaje pod wpywem gwiazdy, ktra moe wspiera 
lub osabia dziaanie lekarstwa. Trzeba nareszcie pamita: jaka gwiazda i jaki znak Zodiaku 
panuje nad chorym. Dopiero gdy lekarz wszystkie te rzeczy wemie pod uwag, moe przepisa 
rodek niezawodny. 
-I czy wszystkim chorym pomagacie w wityni? 
Kapan potrzsn gow. 
-Nie - rzek. -Umys ludzki, ktry musi ogarn tyle szczegw, o jakich mwiem, bardzo 
atwo si myli. A co gorsza: duchy zawistne, geniusze innych wity, zazdrosne o swoj 
saw, niejednokrotnie przeszkadzaj lekarzowi i psuj skutek lekarstw. Ostateczny wic wypadek 
moe by rozmaitym: jeden chory cakiem przychodzi do zdrowia, inny tylko poprawia 
si, a trzeci pozostaje bez zmiany. Cho zdarzaj si i tacy, ktrzy rozchoruj si jeszcze gorzej 
albo nawet umieraj... Wola bogw!... 
Ksi sucha z uwag, w duchu jednak przyzna, e niewiele rozumie. Zarazem przypomnia 
sobie cel swojego przybycia do wityni i nagle zapyta wielkiego lekarza: 
-Mielicie, wici ojcowie, pokaza mi tajemnic skarbu faraona. Czy maj by ni te rzeczy, 
ktre widziaem? 
-Bynajmniej -odpowiedzia lekarz. -A1e my nie znamy si na rzeczach pastwowych. 
Dopiero ma tu zjecha wity kapan Pentuer, wielki mdrzec, i on zdejmie z oczu twoich 
zason. 
Ramzes poegna lekarza jeszcze wicej zaciekawiony tym, co miano mu pokaza. 
* Autentyczne 
** Autentyczne 
*** Autentyczne 
**** Autentyczne 
***** Planeta Wenus. 
******Planeta Merkury. 
137 
ROZDZIA DRUGI 
witynia Hator z wielk czci przyja Pentuera, a nisi jej kapani wyszli na p godziny 
drogi, aby powita znakomitego gocia. Zjechao si wielu prorokw, ojcw witych i synw 
boych, ze wszystkich cudownych miejsc Dolnego Egiptu, w celu usyszenia sw mdroci. 
W par dni po nich przybyli: arcykapan Mefres i prorok Mentezufis. 
Skadano Pentuerowi hody, nie tylko e by doradc ministra wojny i, bez wzgldu na 
mody wiek, czonkiem najwyszego kolegium, ale e kapan ten mia saw w caym Egipcie. 
Bogowie dali mu nadludzk pami, wymow i nade wszystko cudny dar jasnowidzenia. 
W kadej bowiem rzeczy i sprawie dostrzega strony przed innymi ludmi ukryte i umia 
przedstawi je w sposb zrozumiay dla wszystkich. 
Niejeden nomarcha lub wysoki urzdnik faraona dowiedziawszy si, e Pentuer ma celebrowa 
uroczysto religijn w wityni Hator, zazdroci najskromniejszemu kapanowi, e 
usyszy natchnionego przez bogw czowieka. Duchowni, ktrzy na gociniec wyszli wita 
Pentuera, byli pewni, e dostojnik ten ukae im si na wozie dworskim albo w lektyce niesionej 
przez omiu niewolnikw. Jakie byo ich zdziwienie, gdy ujrzeli chudego ascet, z obnaon 
gow, ktry odziawszy si w grub pacht sam jeden podrowa na olicy i przywita 
ich z wielk pokor. 
Gdy go wprowadzono do wityni, zoy ofiar bstwu i natychmiast uda si na obejrzenie 
placu, gdzie miaa odby si uroczysto. 
Od tej pory nie widziano go. Ale w wityni i przylegych jej podwrzach zapanowa ruch 
niezwyky. Zwoono rozmaite sprzty kosztowne, ziarna, ubiory, spdzono kilkuset chopw 
i robotnikw, z ktrymi Pentuer zamkn si na przeznaczonym mu dziedzicu i robi przygotowania. 
Po omiu dniach pracy zawiadomi arcykapana Hatory, e wszystko jest gotowe. 
Przez cay ten czas ksi Ramzes, ukryty w swojej celi, oddawa si modlitwom i postom. 
Nareszcie pewnego dnia, o trzeciej po poudniu, przyszo po niego kilkunastu kapanw uszykowanych 
we dwa szeregi i wezwali go na uroczysto. 
W przysionku wityni powitali ksicia arcykapani i wraz z nim spalili kadzida przed olbrzymim 
posgiem Hatory. Potem skrcili w boczny korytarz, ciasny i niski, na kocu ktrego 
pon ogie. Powietrze korytarza byo przesycone woni smoy gotujcej si w kotle. 
W ssiedztwie kota, przez otwr w posadzce wydobywa si okropny jk ludzki i przeklestwa. 
- Co to znaczy?... - spyta Ramzes jednego z idcych przy nim kapanw. 
Zapytany nic nie odpowiedzia; na twarzach wszystkich obecnych, o ile je mona byo dojrze, 
malowao si wzruszenie i przestrach. 
W tej chwili arcykapan Mefres wzi do rki wielk yk i zaczerpnwszy z kota gorcej 
smoy rzek podniesionym gosem: 
- Tak niech ginie kady zdrajca witych tajemnic!.. 
To powiedziawszy wla smo w otwr posadzki, a z podziemiw odezwa si ryk... 
- Zabijcie mnie... jeeli w sercach macie cho odrobin miosierdzia!... - jcza gos. 
- Niech ciao twe stocz robaki!... - rzek Mentezufis wlewajc roztopion smo w otwr. 
- Psy!... szakale! -jcza gos. 
-Niech serce twoje bdzie spalone, a proch wyrzuc na pustyni... -mwi nastpny kapan 
powtarzajc ceremoni. 
- O bogowie!... czyli mona tyle cierpie - odpowiedziano z podziemi. 
-Niech dusza twoja, z wizerunkiem swej haby i wystpku, bka si po miejscach, gdzie 
yj ludzie szczliwi!... - rzek inny kapan i znowu wla yk smoy. 
- Oby was ziemia poara... Miosierdzia!... dajcie mi odetchn... 
138 
Nim przysza kolej na Ramzesa, gos w podziemiu ju umilk. 
- Tak bogowie karz zdrajcw!... - rzek do ksicia arcykapan wityni. 
Ramzes zatrzyma si i wpi w niego pene gniewu spojrzenie. Zdawao si, e wybuchnie i 
porzuci t gromad katw, ale uczu strach boy i w milczeniu poszed za innymi. 
Teraz dumny nastpca zrozumia, e jest wadza, przed ktr uginaj si faraonowie. 
Ogarna go prawie rozpacz, chcia uciec std, wyrzec si tronu... Ale milcza i szed dalej, 
otoczony kapanami piewajcymi modlitwy. 
Oto ju wiem - myla - gdzie podziewaj si ludzie niemili sugom boym!... 
Refleksja ta nie zmniejszya jego zgrozy. 
Opuciwszy wski korytarz, peen dymu, procesja znowu znalaza si pod otwartym niebem, 
na wzniesieniu. Poniej lea ogromny dziedziniec, z trzech stron zamiast muru otoczony 
parterowym budynkiem. Od tego miejsca, gdzie stali kapani, spuszcza si rodzaj amfiteatru 
o piciu szerokich kondygnacjach, po ktrych mona byo przechadza si wzdu dziedzica 
lub zej na d. 
Na placu nie byo nikogo, ale z budynkw wygldali jacy ludzie. 
Arcykapan Mefres, jako najdostojniejszy w tym gronie, przedstawi ksiciu Pentuera. agodna 
twarz ascety tak nie godzia si z okropnociami, jakie miay miejsce w korytarzu, e 
ksi zdziwi si. Aeby cokolwiek powiedzie, rzek do Pentuera: 
- Wydaje mi si, e ju kiedy spotkaem was, pobony ojcze? 
- W roku zeszym na manewrach pod Pi-Bailos. Byem tam przy jego dostojnoci Herhorze 
- odpar kapan. 
Dwiczny i spokojny gos Pentuera zastanowi ksicia. On ju gdzie sysza i ten gos, w 
jakich niezwykych warunkach. Ale kiedy i gdzie?... 
W kadym razie kapan zrobi na nim przyjemne wraenie. Gdyby mg zapomnie krzykw 
czowieka, ktrego oblewano wrzc smo!... 
- Moemy zaczyna - odezwa si arcykapan Mefres. 
Pentuer wysun si na przd amfiteatru i klasn w rce. Z parterowych budynkw wybiega 
gromada tancerek i wyszli kapani z muzyk tudzie niewielkim posgiem bogini Hator. 
Muzyka sza naprzd, za ni tancerki wykonujce wity taniec, wreszcie posg otoczony 
dymem kadzide. W ten sposb obeszli dokoa dziedziniec i zatrzymujc si co kilka krokw 
prosili bstwa o bogosawiestwo, a zych duchw o opuszczenie miejsca, gdzie ma odby 
si pena tajemnic uroczysto religijna. 
Gdy procesja wrcia do budynkw, wystpi Pentuer. Obecni dostojnicy w liczbie dwudziestu 
lub trzydziestu osb, skupili si dokoa niego. 
-Z woli jego witobliwoci faraona -zacz Pentuer -i za zgod najwyszych wadz kapaskich 
mamy wtajemniczy nastpc tronu, Ramzesa, w niektre szczegy ycia pastwa 
egipskiego, znane tylko bstwom, rzdcom kraju i wityniom. Wiem, dostojni ojcowie, e 
kady z was lepiej objaniby modego ksicia o tych rzeczach, albowiem napenia was mdro, 
a bogini Mut przemawia przez wasze usta. e jednak na mnie, ktry wobec was jestem 
tylko uczniem i prochem, spad ten obowizek, pozwlcie, abym go speni pod waszym czcigodnym 
kierunkiem i dozorem. 
Szmer zadowolenia rozleg si midzy uczczonymi w taki sposb kapanami. Pentuer 
zwrci si do ksicia: 
-Od kilku miesicy, sugo boy, Ramzesie, jak zbkany podrny szuka drogi na pustyni, 
tak ty szukasz odpowiedzi na pytanie: dlaczego zmniejszyy si i zmniejszaj dochody witobliwego 
faraona? Zapytywae nomarchw, a cho objanili ci wedle swojej monoci, nie 
zadowolie si, pomimo e najwysza mdro ludzka jest udziaem tych dostojnikw. 
Zwracae si do wielkich pisarzy, lecz pomimo usiowa, ludzie ci, jak ptaki z sieci, sami nie 
mogli wyplta si z trudnoci, gdy rozum czowieka, nawet uksztaconego w szkole pisarzy, 
ogromu tych rzeczy ogarn nie jest w stanie. W kocu, zmczony jaowymi objanieniami 
139 
zacze przyglda si gruntom nomesw, ich ludziom i dzieom ich rk, ale nic nie dojrzae. 
S bowiem rzeczy, o ktrych ludzie milcz jak kamienie, ale o ktrych opowie ci nawet 
kamie, jeeli padnie na niego wiato bogw. 
Gdy tym sposobem zawiody ci wszystkie ziemskie rozumy i potgi, zwrcie si do bogw. 
Boso, z gow posypan popioem, przyszede jako pokutnik do tej wielkiej wityni, 
gdzie za pomoc modlitw i umartwie oczycie ciao swoje, a wzmocnie ducha. Bogowie, 
a w szczeglnoci potna Hator wysuchaa twych prb i przez niegodne moje usta da ci 
odpowied, ktr oby gboko zapisa w sercu!... 
Skd on wie -myla tymczasem ksi -e ja wypytywaem pisarzy i nomarchw?... 
Aha, powiedzia mu o tym Mefres i Mentezufis... Zreszt oni wszystko wiedz!... 
-Posuchaj -mwi Pentuer -a odsoni ci, za pozwoleniem obecnych tu dostojnikw, 
czym by Egipt czterysta lat temu, za panowania najsawniejszej i najpoboniejszej dynastii 
dziewitnastej, tebeskiej, a czym jest dzi... 
Kiedy pierwszy faraon tamtej dynastii, Ramen-pehuti-Ramessu, obj wadz nad krajem, 
dochody skarbu pastwa w zbou, bydle, piwie, skrach, kruszcach i rozmaitych wyrobach 
wynosiy sto trzydzieci tysicy talentw. Gdyby istnia nard, ktry wszystkie te towary 
mgby nam wymieni na zoto, faraon miaby rocznie sto trzydzieci trzy tysice min zota *. 
A e jeden onierz moe dwiga na plecach dwadziecia sze min ciaru, wic dla przeniesienia 
tego zota trzeba by uy okoo piciu tysicy onierzy. 
Kapani zaczli szepta midzy sob nie ukrywajc zdziwienia. Nawet ksi zapomnia o 
czowieku zamczonym w podziemiach. 
-Dzi -mwi Pentuer - roczny dochd jego witobliwoci, we wszystkich produktach tej 
ziemi, wart jest tylko dziewidziesit om tysicy talentw. Za co mona by dosta tyle zota, 
e do przeniesienia go potrzeba by tylko czterech tysicy onierzy. 
-O tym, e dochody pastwa bardzo zmniejszyy si, wiem -wtrci Ramzes -ale dlaczego? 
-Bd cierpliwym, sugo boy - odpar Pentuer. -Nie tylko dochd jego witobliwoci 
uleg zmniejszeniu... 
Za dziewitnastej dynastii Egipt mia pod broni sto omdziesit tysicy ludzi. Gdyby za 
spraw bogw kady wczesny onierz zamieni si w kamyk wielkoci winnego grona... 
- To by nie moe - szepn Ramzes. 
- Bogowie wszystko mog - surowo rzek arcykapan Mefres. 
-Albo lepiej -mwi Pentuer - gdyby kady onierz pooy na ziemi jeden kamyk, byoby 
sto omdziesit tysicy kamykw i spojrzyjcie, dostojni ojcowie, kamyki te zajyby tyle 
miejsca... 
Wskaza rk czerwonawej barwy prostokt, ktry lea na dziedzicu. 
-W tej figurze mieciyby si kamyki rzucone przez kadego onierza z czasw Ramzesa 
I. Figura ta ma dziewi krokw dugoci i okoo piciu szerokoci. Figura ta jest czerwona, 
ma barw ciaa Egipcjan, gdy w owych czasach wszyscy nasi onierze skadali si tylko z 
Egipcjan... 
Kapani znowu zaczli szepta. Ksi spospnia, zdawao mu si bowiem, e jest to 
przymwka do niego, ktry lubi cudzoziemskich onierzy. 
-Dzi -cign Pentuer -z wielkim trudem zebraoby si sto dwadziecia tysicy wojownikw. 
Gdyby za kady z nich rzuci na ziemi swj kamyk, mona by utworzy tak oto 
figur... Patrzcie, dostojni... 
Obok pierwszego lea drugi prostokt, majcy t sam wysoko, ale znacznie krtsz 
podstaw. Nie mia te barwy jednolitej, lecz skada si z kilku pasw rnego koloru. 
-Ta figura ma okoo piciu krokw szerokoci, lecz duga jest tylko na sze krokw. 
Ubya wic pastwu ogromna ilo onierzy, trzecia cz tej, jak posiadalimy. 
140 
-Pastwu wicej przyda si mdro takich jak ty, proroku, anieli wojsko -wtrci arcykapan 
Mefres. 
Pentuer skoni si przed nim i mwi dalej: 
- W tej nowej figurze, przedstawiajcej dzisiejsz armi faraonw, widzicie, dostojni, obok 
barwy czerwonej, ktra oznacza rodowitych Egipcjan, jeszcze trzy inne pasy: czarny, ty i 
biay. Przedstawiaj one wojska najemnicze: Etiopw, Azjatw i Libijczykw tudzie Grekw. 
Jest ich razem ze trzydzieci tysicy, ale kosztuj tyle, co pidziesit tysicy Egipcjan... 
-Naley czym prdzej znie obce puki!... -rzek Mefres. -Drogie s, nieprzydatne, a 
ucz nasz lud bezbonoci i zuchwalstwa. Dzi ju wielu Egipcjan nie pada na twarz przed 
kapanami, ba! niejeden posun si do kradziey w wityniach i grobach... 
-Zatem precz z najemnikami... - mwi zapalczywie Mefres. - Kraj ma z nich same szkody, 
a ssiedzi podejrzewaj nas o nieprzyjacielskie zamysy... 
- Precz z najemnikami!... Rozpdzi buntowniczych pogan!... - odezwali si kapani. 
-Gdy po latach, Ramzesie, wstpisz na tron -mwi Mefres -spenisz ten wity obowizek 
wzgldem pastwa i bogw... 
- Tak, spenij!... Uwolnij twj lud od niewiernych!... - woali kapani. 
Ramzes pochyli gow i milcza. Krew ucieka mu do serca, czu, e ziemia chwieje mu 
si pod nogami. 
On ma rozpdzi najlepsz cz wojska!... On, ktry chciaby mie dwa razy wiksz armi 
i ze cztery razy tyle walecznych pukw najemnych!... 
Bez miosierdzia s nade mn!... - pomyla. 
- Mw, z nieba zesany Pentuerze - odezwa si Mefres. 
-Tak wic, wici mowie -cign Pentuer -poznalimy dwa nieszczcia Egiptu, 
zmniejszyy si dochody faraona i jego armia... 
- Co tam armia!... - mrukn arcykapan, pogardli- wie wstrzsajc rk. 
-A teraz, za ask bogw i waszym zezwoleniem, oka wam: dlaczego tak si stao i z jakich 
powodw skarb i wojska bd zmniejszay si w przyszoci: 
Ksi podnis gow i patrzy na mwicego. Ju nie myla o czowieku mordowanym 
w podziemiach. 
Pentuer przeszed kilkanacie krokw wzdu amfiteatru, za nim dostojnicy. 
-Czy widzicie u stp waszych ten dugi a wski pas zielonoci, zakoczony szerokim trjktem? 
Po obu stronach pasa le wapienie, piaskowce i granity, a za nimi obszary piasku. 
rodkiem pynie struga, ktra w trjkcie rozdziela si na kilka odng... 
- To Nil!... To Egipt!.. - woali kapani. 
-Uwaajcie no - przerwa wzruszony Mefres. -Obnaam rk... Czy widzicie te dwie niebieskie 
yy, biegnce od okcia do pici?... Nie jeste to Nil i jego kana, ktry poczyna si 
naprzeciw Gr Alabastrowych i pynie a do Fayum?... A spojrzyjcie na wierzch mojej pici: 
jest tu tyle y, na ile odng dzieli si wita rzeka za Memfisem. A moje palce czyli nie 
przypominaj liczby odng, ktrymi Nil wlewa si do morza?... 
- Wielka prawda!... - woali kapani ogldajc swoje rce. 
-Ot mwi wam -cign rozgorczkowany arcykapan -e Egipt jest... ladem rki 
Ozirisa... Tu na tej ziemi wielki bg opar rk: w Tebach lea jego boski okie, morza dosigny 
palce, a Nil jest jego yami... I dziwi si, e ten kraj nazywamy bogosawionym! 
- Oczywicie - mwili kapani - Egipt jest wyranym odciskiem rki Ozirisa... 
-Czyli -wtrci ksi -Oziris ma siedm palcw u rki? Bo przecie Nil siedmiu odnogami 
wpada do morza. 
Nastao guche milczenie. 
- Modziecze -odpar Mefres z dobrotliw ironi - czy sdzisz, e Oziris nie mgby mie 
siedmiu palcw, gdyby mu si tak podobao?... 
- Naturalnie!... - potakiwali kapani. 
141 
- Mw dalej, znakomity Pentuerze - wtrci Mentezufis. 
-Macie suszno, dostojnicy -zacz znowu Pentuer. -Ta struga, ze swymi rozgazieniami, 
jest obrazem Nilu; wski pasek murawy, obsaczony kamieniami i piaskiem, to Egipt 
Grny, a ten trjkt, poprzecinany ykami wody, to wizerunek Egiptu Dolnego, najobszerniejszej 
i najbogatszej czci pastwa. 
Ot w pocztkach dziewitnastej dynastii cay Egipt, od katarakt Nilowych do morza, 
obejmowa piset tysicy miar ziemi. Za na kadej miarze ziemi yo szesnastu ludzi: mczyzn, 
kobiet i dzieci. Lecz przez czterysta lat nastpnych prawie z kadym pokoleniem ubywao 
Egiptowi po kawaku ziemi yznej... 
Mwca da znak. Kilkunastu modych kapanw wybiego z budynku i poczli sypa piasek 
na rozmaite punkta murawy. 
- Za kadym pokoleniem - cign kapan - ubywao ziemi yznej, a wski jej pasek zwa 
si coraz bardziej. 
-Dzi -tu podnis gos -ojczyzna nasza zamiast piciuset tysicy miar, posiada tylko 
czterysta tysicy miar... Czyli e przez cig panowania dwu dynastii Egipt straci ziemi, ktra 
wykarmiaa blisko dwa miliony ludzi!... 
W zgromadzeniu znowu podnis si szmer zgrozy. 
-A wiesz, sugo boy, Ramzesie, gdzie podziay si te pola, na ktrych niegdy rosa pszenica 
i jczmie albo pasy si stada byda?... O tym wiesz, e - zasypa je piasek pustyni. Ale 
czy mwiono ci: dlaczego tak si stao?... Bo -zabrako chopw, ktrzy za pomoc wiadra i 
puga od witu do nocy walczyli z pustyni. Nareszcie, czy wiesz, dlaczego zabrako tych 
robotnikw boych?... Gdzie oni si podzieli? Co ich wymioto z kraju?... Oto - wojny zagraniczne. 
Nasi rycerze zwyciali nieprzyjaci, nasi faraonowie uwieczniali swoje czcigodne 
nazwiska a nad brzegami Eufratu, a nasi chopi, jak pocigowe bydo, nosili za nimi ywno, 
wod i inne ciary i po drodze marli tysicami. 
Tote za te koci, rozrzucone po pustyniach wschodnich, piaski zachodnie poary nasze 
grunta, i dzi trzeba niezmiernej pracy i wielu pokole, aeby powtrnie wydoby czarn 
ziemi egipsk spod mogiy piaskw... 
-Suchajcie!... suchajcie!... -woa Mefres -jaki bg mwi przez usta tego czowieka. 
Tak, nasze triumfalne wojny byy grobem Egiptu... 
Ramzes nie mg zebra myli. Zdawao mu si, e te gry piasku sypi si dzi na jego 
gow. 
-Powiedziaem -mwi Pentuer - e potrzeba wielkiej pracy, aeby odkopa Egipt i wrci 
mu dawne bogactwa, ktre poara wojna. Ale czy my posiadamy siy do wykonania tego 
zamiaru?... 
Znowu posun si kilkanacie krokw wzdu amfiteatru, a za nim wzruszeni suchacze. 
Jak Egipt Egiptem, jeszcze nikt tak dosadnie nie odmalowa klsk kraju, cho wszyscy wiedzieli 
o nich. 
-Za czasw dziewitnastej dynastii Egipt posiada om milionw ludnoci. Gdyby kady 
wczesny czowiek, kobieta, starzec i dziecko rzucili na ten oto plac po ziarnie fasoli, ziarna 
utworzyyby tak figur... 
Wskaza rk na dziedziniec, gdzie w dwu rzdach, jeden przy drugim, leao om wielkich 
kwadratw uoonych z czerwonej fasoli. 
-Figura ta ma szedziesit krokw dugoci, trzydzieci szerokoci i jak widzicie, poboni 
ojcowie, skada si z jednakowych ziarn; niby wczesna ludno, kiedy wszyscy byli z 
dziada-pradziada Egipcjanami. 
A dzi spojrzyjcie!... 
Poszed dalej i wskaza na inn grup kwadratw rozmaitej barwy. 
-Widzicie figur, ktra ma take trzydzieci krokw szerokoci, ale tylko czterdzieci pi 
dugoci. Dlaczego? Bo jest w niej tylko sze kwadratw, bo dzisiejszy Egipt nie ma ju 
142 
omiu, lecz tylko sze milionw mieszkacw... Zwacie przy tym, e gdy poprzednia figura 
skadaa si wycznie z czerwonej fasoli egipskiej, w tej obecnej s ogromne pasy z ziarn 
czarnych, tych i biaych. Bo jak w armii naszej, tak i w narodzie znajduje si dzi bardzo 
wielu cudzoziemcw: czarni Etiopowie, ci Syryjczycy i Fenicjanie, biali Grecy i Libijczycy... 
Przerwano mu. Kapani suchajcy zaczli go ciska. Mefres paka. 
- Nie byo jeszcze podobnego proroka!... - woano. 
-W gowie nie mieci si, kiedy on mg porobi takie rachunki!... - mwi najlepszy matematyk 
wityni Hator. 
-Ojcowie! -rzek Pentuer -nie przeceniajcie moich zasug. W naszych wityniach dawnymi 
laty zawsze w ten sposb przedstawiano gospodark pastwow... Ja tylko odgrzebaem 
to, o czym troch zapomniay nastpne pokolenia.... 
- Ale rachunki?... - spyta matematyk. 
-Rachunki nieustannie prowadz si we wszystkich nomesach i wityniach -odpar Pentuer. 
- Oglne sumy znajduj si w paacu jego witobliwoci... 
- A figury?... figury!... - woa matematyk. 
-Przecie na takie figury dziel si nasze pola, a jeometrowie pastwowi ucz si o nich w 
szkoach. 
-Nie wiadomo, co wicej podziwia w tym czowieku: jego mdro czy pokor... - rzek 
Mefres. - O, nie zapomnieli o nas bogowie, jeeli mamy takiego... 
W tej chwili stranik czuwajcy na wiey wityni wezwa obecnych na modlitw. 
- Wieczorem dokocz objanie - mwi Pentuer - teraz powiem jeszcze nieduo sw. 
Spytacie, czcigodni, dlaczego do tych obrazw uyem ziarn? Bo jak ziarno rzucone w 
ziemi co roku przynosi plon swemu gospodarzowi, tak czowiek skada co roku podatki 
skarbowi. 
Gdyby w ktrym nomesie zasiano o dwa miliony mniej ziarn fasoli ni w latach dawnych, 
nastpny jej zbir byby znakomicie mniejszy i gospodarze mieliby ze dochody. Podobnie w 
pastwie: gdy ubd dwa miliony ludnoci, musi zmniejszy si wpyw podatkw. 
Ramzes sucha z uwag i odszed milczcy. 
* Mina - 1 1/2 kilograma 
143 
ROZDZIA TRZECI 
Kiedy wieczorem kapani i nastpca wrcili na dziedziniec, zapalono kilkaset pochodni tak 
jasnych, e byo widno jak w dzie. 
Na znak Mefresa znowu wystpia procesja muzykantw, tancerek i modszych kapanw 
z posgiem bogini Hator z krowi gow. A gdy odpdzono ze duchy, 
Pentuer znowu zacz kazanie. 
- Widzielicie, dostojnicy, e od czasw dziewitnastej dynastii ubyo nam sto tysicy miar 
ziemi i dwa miliony ludnoci. To wyjania, dlaczego dochd pastwa zmniejszy si o trzydzieci 
dwa tysice talentw, i o tym wiemy wszyscy. Jest to przecie dopiero pocztek klsk 
Egiptu i skarbu. Na pozr bowiem zostao jego witobliwoci jeszcze dziewidziesit om 
tysicy talentw dochodu. Czy jednak sdzicie, e faraon otrzymuje cay ten dochd ?... 
Za przykad opowiem wam, co jego dostojno Herhor odkry w powiecie Zajczym. 
Za dziewitnastej dynastii mieszkao tam dwadziecia tysicy ludzi, ktrzy pacili podatku 
trzysta pidziesit talentw rocznie. Dzi mieszka zaledwie pitnacie tysicy, i ci naturalnie, 
pac na rzecz skarbu tylko dwiecie siedmdziesit talentw. Tymczasem faraon, zamiast 
dwu- stu siedmdziesiciu, otrzymuje sto siedmdziesit talentw!... 
Dlaczego?.. - spyta dostojny Herhor - a oto, co pokazao ledztwo. 
Za dziewitnastej dynastii byo w powiecie okoo stu urzdnikw i ci brali po tysic 
drachm rocznej pensji. Dzi na tym samym terytorium, pomimo ubytku ludnoci, znajduje si 
przeszo dwustu urzdnikw, ktrzy bior po dwa tysice piset drachm na rok. 
Jego dostojnoci Herhorowi nie wiadomo, czy tak jest w kadym powiecie. To przecie 
pewne, e skarb faraona, zamiast dziewidziesiciu omiu ma tylko siedmdziesit cztery 
tysice talentw rocznie... 
- Powiedz, ojcze wity: pidziesit tysicy... - wtrci Ramzes. 
-I to objani - odpar kapan. - W kadym razie zapamitaj, ksi, i skarb faraona oddaje 
dzi dwadziecia cztery tysice talentw urzdnikom, gdy za dynastii dziewitnastej wydawa 
tylko dziesi tysicy. 
Wielkie milczenie panowao wrd dostojnikw: niejeden bowiem mia krewnego na urzdzie, 
w dodatku dobrze patnym. 
Ale Pentuer by nieustraszony. 
- Teraz - mwi - poka ci, nastpco, byt urzdnikw i dol ludu za dawnych lat i dzisiaj. 
- Czy nie szkoda czasu?... To przecie kady sam moe zobaczy... - zaszemrali kapani. 
- Ja chc to wiedzie - rzek stanowczo nastpca. 
Szmer ucich. Pentuer po stopniach amfiteatru zeszed na dziedziniec, a za nim ksi, arcykapan 
Mefres i reszta kapanw. 
Zatrzymali si przed dug zason z mat, ktra tworzya jakby parkan. Na znak Pentuera 
przybiego kilkunastu modych kapanw z jarzcymi pochodniami. 
Drugi znak - i cz zasony spada. 
Z ust obecnych wyrwa si okrzyk zdziwienia. Mieli przed sob jasno owietlony ywy obraz, 
do ktrego wchodzio okoo stu figurantw. 
Obraz dzieli si na trzy kondygnacje: doln, gdzie stali rolnicy, wysz - urzdnicy i najwysz, 
gdzie znajdowa si zoty tron faraona oparty na dwu lwach, ktrych gowy byy porczami. 
-Tak byo -mwi Pentuer -za dynastii dziewitnastej. Spojrzyjcie na rolnikw. Przy ich 
pugach widzicie woy lub osy, ich motyki i opaty s brzowe, a wic mocne. Patrzcie, jacy 
to tdzy ludzie! Dzi podobnych mona spotka tylko w gwardii jego witobliwoci. Potne 
144 
rce i nogi, piersi wypuke, twarze umiechnite. Wszyscy s namaszczeni oliw, wykpani. 
Ich ony zajmuj si przygotowywaniem pokarmu i odziey lub myciem sprztw dla rodziny; 
dzieci - bawi si lub chodz do szkoy.
wczesny chop, jak widzicie, jada chleb pszenny, bb, miso, ryby i owoce, a pija piwo 
i wino. Spojrzyjcie, jak pikne byy dzbany i misy. Przypatrzcie si czepkom, fartuszkom i 
pelerynom mczyzn: wszystko ozdobione rnokolorowym haftem. Jeszcze pikniej haftowano 
koszule kobiet... A czy uwaacie, jak one starannie czesay si, jakie nosiy szpilki, zausznice, 
piercienie i bransolety? Ozdoby te s robione z brzu i kolorowej emalii; trafia si 
jednak midzy nimi i zoto, choby w postaci drucika. 
Podniecie teraz oczy wyej, na urzdnikw. Chodz oni w pelerynach, ale kady chop w 
dniu witecznym przywdziewa tak sam. ywi si zupenie tak samo jak chopi, to jest 
dostatnio, ale skromnie. Sprzty maj troch ozdobniejsze od chopskich i czciej trafiaj si 
w ich skrzyniach zote piercienie. Podre odbywaj na osach lub wozach cignionych 
przez woy. 
Pentuer klasn i w ywym obrazie zapanowa ruch. Chopi zaczli podawa urzdnikom 
kosze winogron, wory jczmienia, grochu i pszenicy, dzbany wina, piwa, mleka i miodu, 
mnstwo zwierzyny i liczne sztuki biaych lub kolorowych tkanin. Urzdnicy odebrali te produkta, 
cz ich zostawiali sobie, ale przedmioty najpikniejsze i najkosztowniejsze odsunli 
wyej, dla tronu. Platforma, gdzie znajdowa si symbol wadzy faraona, bya zasypana produktami 
tworzcymi jakby pagrek. 
- Widzicie, dostojni - rzek Pentuer - e w owych czasach, kiedy chopi byli syci i zamoni, 
skarb jego witobliwoci ledwo mg pomieci dary poddanych. A teraz zobaczcie: co jest 
dzisiaj... 
Nowe haso, spada druga cz zasony i ukaza si drugi obraz, w oglnych zarysach podobny 
do poprzedniego. 
-Oto s teraniejsi chopi -mwi Pentuer, a w gosie jego czu byo wzburzenie. -Ciao 
ich skada si ze skry i koci, wygldaj jak chorzy, s brudni i ju zapomnieli namaszcza 
si oliw. Za to grzbiety ich s poranione kijami. 
Nie wida przy nich wow ani osw, bo i na co, jeeli pug ich cignie ona i dzieci?... 
Ich motyki i opaty s drewniane, co atwo psuje si i powiksza prac. Odziey nie maj 
adnej, tylko kobiety chodz w grubych koszulach i nawet we nie nie widuj tych haftw, 
jakimi stroili si ich dziadowie i babki. 
Spojrzyjcie, co jada chop? Czasem jczmie i suszone ryby, zawsze ziarna lotosu, rzadko 
pszenny placek, nigdy misa, piwa lub wina. Spytacie: gdzie podziay si jego naczynia i 
sprzty? Nie ma adnych, prcz dzbanka na wod, bo te i nic wicej nie zmiecioby si w 
norze, ktr zamieszkuje... 
Przebaczcie mi to, na co teraz zwrc wasz uwag. Tam kilkoro dzieci le na ziemi: 
oznacza to, e pomary... Dziwna rzecz, jak czsto teraz umieraj chopskie dzieci -z godu i 
pracy! I te s jeszcze najszczliwsze: inne bowiem, ktre zostay przy yciu, id pod kij dozorcy 
albo sprzedaj si Fenicjanom niby jagnita... 
Wzruszenie zatamowao mu gos. Lecz chwil odpocz i cign dalej, wrd gniewnego 
milczenia kapanw. 
-A teraz spojrzyjcie na urzdnikw: jacy oni czerstwi, urowani, jak piknie ubrani!... 
ony ich nosz zote bransolety i zausznice, i tak cienkie szaty, e ksita mogliby im pozazdroci. 
Wrd chopw nie wida wou ani osa; za to urzdnicy podruj na koniach 
albo w lektykach... Pij za tylko wino, i to - dobre wino!... 
Klasn w rce i znowu zrobi si ruch. Chopi zaczli podawa urzdnikom: wory zboa, 
kosze owocw, wino, zwierzta... Przedmioty te urzdnicy, jak pierwej, ustawiali obok tronu, 
ale - w iloci znacznie mniejszej. Na kondygnacji krlewskiej ju nie byo pagrka produktw. 
Za to kondygnacja urzdnikw bya zasypana. 
145 
-Oto jest Egipt dzisiejszy - mwi Pentuer. -Ndzni chopi, bogaci pisarze, skarb nie tak 
peny jak dawniej. A teraz... 
Da znak i staa si rzecz nieoczekiwana. Jakie rce poczy zabiera: zboe, owoce, tkaniny 
z platformy faraona i urzdnikw. A gdy ilo towarw bardzo 
zmniejszya si, te same rce zaczy chwyta i uprowadza chopw, ich ony i dzieci... 
Widzowie ze zdumieniem patrzyli na szczeglne zabiegi tajemniczych osb. Nagle kto 
zawoa: 
- To Fenicjanie!... Oni nas tak obdzieraj!... 
-Tak jest, wici ojcowie -rzek Pentuer. -To s rce ukrytych midzy nami Fenicjan. 
Obdzieraj oni krla i pisarzy, a chopw zabieraj w niewol, gdy im ju nic wydrze nie 
mona... 
- Tak!... To szakale!... Przeklestwo im!... Wygna ndznikw!... - woali kapani. -Oni to 
najwicej szkd wyrzdzaj pastwu... 
Nie wszyscy jednak woali w ten sposb. 
Gdy ucicho, Pentuer kaza zanie pochodnie w inn stron dziedzica i tam zaprowadzi 
swoich suchaczy. Nie byo tu ywych obrazw, ale jakby wystawa przemysowa. 
-Raczcie spojrze, dostojni -mwi. -Za dziewitnastej dynastii te rzeczy przysyali nam 
cudzoziemcy: z kraju Punt mielimy wonnoci, z Syrii zoto. elazn bro i wozy wojenne. 
Oto wszystko. 
Lecz wwczas Egipt wyrabia... Spojrzyjcie na te olbrzymie dzbany: ile tu ksztatw, a jakie 
rozmaite kolory!... 
Albo sprzty: to krzeseko wyoone jest dziesicioma tysicami kawakw zota, perowej 
masy i kolorowych drzew... Zobaczcie wczesne szaty: jaki haft, jaka delikatno tkanin, ile 
kolorw... A miecze brzowe, a szpilki, bransolety, zausznice, a narzdzia rolnicze i rzemielnicze... 
Wszystko to robione u nas, za dziewitnastej dynastii. 
Przeszed do nastpnej grupy przedmiotw. 
-A dzi -patrzcie. Dzbany s mae i prawie bez ozdb, sprzty proste, tkaniny grube i jednostajne. 
Ani jeden z tegoczesnych wyrobw nie moe rwna si pod wzgldem rozmiarw, 
trwaoci czy piknoci z dawnymi. Dlaczego? 
Posun si znowu kilka krokw i otoczony pochodniami mwi: 
-Oto jest wielka liczba towarw, ktre nam przywo Fenicjanie z rozmaitych okolic 
wiata. Kilkadziesit pachnide, kolorowe szka, sprzty, naczynia, tkaniny, wozy, ozdoby, 
wszystko to przychodzi do nas z Azji i jest przez nas kupowane. 
-Czy rozumiecie teraz, dostojnicy: za co Fenicjanie wydzierali zboe, owoce i bydo pisarzom 
i faraonowi?... Za te wanie obce wyroby, ktre zniszczyy naszych rzemielnikw jak 
szaracza traw. 
Kapan odpocz i cign dalej: 
-Pomidzy towarami dostarczanymi przez Fenicjan jego witobliwoci, nomarchom i pisarzom 
pierwsze miejsce zajmuje zoto. Ten rodzaj handlu jest najdokadniejszym obrazem 
klsk, jakie ci Azjaci wyrzdzaj Egiptowi. 
Gdy kto bierze od nich zota za talent, obowizany jest po trzech latach zwrci dwa talenty. 
Najczciej jednak Fenicjanie, pod pozorem umniejszenia kopotw dunikowi, sami 
wyrczaj go w wypacie w ten sposb, e dunik za kady talent poyczony oddaje im w 
dzieraw, na trzy lata, trzydziestu dwu ludzi i dwie miary ziemi... 
Spojrzyjcie tam, dostojni -mwi wskazujc na lepiej owietlon cz dziedzica. -Ten 
kwadrat ziemi, majcy sto omdziesit krokw dugoci i tyle szerokoci, znaczy dwie miary; 
ta za gromada mczyzn, kobiet i dzieci tworzy om rodzin. Wszystko to za razem: ludzie 
i grunt, id na trzy lata w okropn niewol. Przez ten czas ich waciciel -faraon czy 
nomarcha, nie ma z nich adnego poytku; po upywie za terminu odbiera ziemi wyjaowion, 
a ludzi... najwyej dwudziestu... Reszta bowiem zmara w mczarniach!... 
146 
Obecni szemrali ze zgrozy. 
- Powiedziaem, e dwie miary gruntu i trzydziestu dwu ludzi bierze Fenicjanin na trzy lata 
dzierawy za poyczenie jednego talentu zotem. Przypatrzcie si, jaki to kawa ziemi i jaka 
gromada ludzi, a teraz - spojrzyjcie na moj rk... 
Ten kawaek zota, ktry trzymam, to bryka mniejsza od kurzego jaja, to talent!... 
Czy wy oceniacie, dostojni, ca nikczemno Fenicjan w podobnym handlu? Ten may 
kawaek zota naprawd nie posiada adnych cennych zalet: jest ty, ciki, nie niedzieje i 
-na tym koniec. Ale czowiek nie odzieje si zotem i nie zaspokoi nim godu ani pragnienia... 
Gdybym posiada bry zota wielkoci piramidy, bd obok niej takim ndzarzem jak 
Libijczyk bkajcy si po zachodniej pustyni, gdzie nie ma daktyla ani wody. 
I patrzcie, za bryk tego jaowego materiau Fenicjanin bierze kawa ziemi, ktry moe 
wykarmi i odzia trzydziestu dwu ludzi, a nadto -bierze i tych ludzi!... Przez lat trzy uzyskuje 
wadz nad istotami, ktre umiej uprawia i obsiewa grunta, zbiera ziarno, robi 
mk i piwo, tka odzie, budowa domy i sprzty... 
Jednoczenie faraon czy nomarcha jest pozbawiony na trzy lata usug tych ludzi. Nie pac 
mu oni podatku, nie nosz ciarw za wojskiem, lecz pracuj na dochody akomego Fenicjanina. 
Wiecie, dostojnicy, e obecnie nie ma roku, aeby w tym czy owym nomesie nie wybuchn 
bunt chopw, wyniszczonych godem, przecionych prac, bitych kijami. I ot cz 
tych ludzi ginie, inni dostaj si do kopal, a kraj wyludnia si coraz bardziej, dlatego tylko e 
Fenicjanin da komu bryk zota!... Czy mona wyobrazi sobie wiksze nieszczcie?... I 
czy w podobnych warunkach Egipt nie bdzie co roku traci ziemi i ludzi? Szczliwe wojny 
podkopay nasz kraj, ale dobija go fenicki handel zotem. 
Na twarzach kapanw malowao si zadowolenie: chtniej suchali o przewrotnoci Fenicjan 
anieli o zbytkach pisarzy. 
Pentuer chwil odpocz, potem zwrci si do ksicia. 
-Od kilku miesicy - mwi -z niepokojem zapytujesz, sugo boy, Ramzesie: dlaczego 
zmniejszyy si dochody jego witobliwoci? Mdro bogw pokazaa ci, e zmniejszy si 
nie tylko skarb, ale i wojsko, i e oba te rda krlewskiej potgi zmniejsza si bd cigle. 
I albo skoczy si to na zupenej ruinie pastwa, albo - niebiosa zeszl Egiptowi wadc, ktry 
zatrzyma powd klsk od kilkuset lat zalewajcych ojczyzn. 
Skarb faraonw by wwczas peny, gdy mielimy duo ziemi i ludnoci. Trzeba zatem 
wydrze pustyni te grunta urodzajne, jakie nam poara, a z ludu zdj te ciary, ktre go 
osabiaj i zmniejszaj liczb mieszkacw. 
Kapani znowu zaczli si niepokoi z obawy, aby Pentuer po raz drugi nie wspomnia o 
klasie pisarzy. 
-Widziae, ksi, na wasne oczy i przy wiadkach, e w tej epoce, gdy lud by syty, dorodny 
i zadowolony, skarb krlewski by peen. Gdy za lud zacz wyglda ndznie, gdy 
jego ony i dzieci musiay zaprzgn si do puga, gdy ziarna lotosu zastpiy pszenic i 
miso, 
skarb -zuboa. Jeeli wic chcesz doprowadzi pastwo do tej potgi, jak posiadao 
przed wojnami dziewitnastej dynastii, jeeli pragniesz, aby faraon, jego pisarze i wojsko 
opywali w dostatki, zapewnij krajowi dugoletni spokojno, a ludowi dobrobyt. Niech 
znowu doroli jedz miso i ubieraj si w haftowane szaty, i niech dzieci, zamiast jczy pod 
plagami i umiera z pracy, bawi si lub chodz do szkoy. 
Pamitaj wreszcie, e Egipt na piersiach swoich nosi jadowitego wa... 
Obecni suchali z ciekawoci i obaw. 
-Tym wem, ktry wysysa krew ludu, majtki nomarchw, potg faraona, s Fenicjanie!... 
147 
-Precz z nimi!... -zawoali obecni. -Przekreli wszystkie dugi... Nie dopuszcza ich 
kupcw i okrtw... 
Uciszy ich arcykapan Mefres, ktry ze zami w oczach zwrci si do Pentuera: 
-Nie mam wtpliwoci -mwi -e przez usta twoje odzywaa si do nas wita Hator. 
Nie tylko dlatego, e czowiek nie potrafiby by tak mdrym i wszystkowiedzcym jak ty, 
ale jeszcze, e spostrzegem nad gow twoj pomyki w formie rogw. 
Dzikuj ci za wielkie sowa, ktrymi rozproszye nasz niewiadomo... Bogosawi ci 
i prosz bogw, aby gdy mnie powoaj na swj sd, ciebie mianowali moim nastpc... 
Przecigy okrzyk reszty suchaczw popar bogosawiestwo najwyszego dostojnika. 
Kapani tym wicej byli zadowoleni, e nieustannie wisiaa nad nimi trwoga, aby Pentuer po 
raz drugi nie zaczepi o kwesti pisarzy. Ale mdrzec umia by powcigliwym: wskaza 
wewntrzn ran pastwa, lecz nie zaogni jej i dlatego odnis zupeny triumf. 
Ksi Ramzes nie dzikowa Pentuerowi, tylko przytuli jego gow do swej piersi. Nikt 
jednak nie wtpi, e kazanie wielkiego proroka wstrzsno dusz nastpcy i jest ziarnem, z 
ktrego moe wyrosn chwaa i pomylno Egiptu. 
Nazajutrz Pentuer, nie egnajc si, o wschodzie soca opuci wityni i odjecha do 
Memfs. 
Ramzes przez kilka dni z nikim nie rozmawia: siedzia w celi albo przechadza si po cienistych 
korytarzach i rozmyla. W jego duszy odbywaa si praca. 
W gruncie rzeczy Pentuer nie powiedzia nic nowego: wszyscy narzekali na ubytek ziemi i 
ludnoci w Egipcie, na ndz chopw, naduycia pisarzw i wyzysk Fenicjan. Ale kazanie 
proroka uporzdkowao w nim dotychczasowe bezadne wiadomoci, nadao dotykalne formy 
i lepiej owietlio pewne fakta. 
Fenicjanie przerazili go: ksi nie ocenia dotychczas ogromu nieszcz wyrzdzonych 
przez ten nard jego pastwu. Zgroza bya tym silniejsz, e przecie on sam wasnych poddanych 
wypuci w dzieraw Dagonowi i - by wiadkiem, w jaki sposb bankier wybiera od 
nich nalenoci!... 
Lecz to spltanie ksicia z wyzyskiem Fenicjan wywoao dziwny skutek: Ramzes -nie 
chcia myle o Fenicjanach, a ile razy zapali si w nim gniew na tych ludzi, tyle razy gasio 
go uczucie wstydu. W pewnej czci by on ich wsplnikiem. 
Natomiast ksi doskonale zrozumia wano ubytku ziemi i ludnoci i na te punkta pooy 
gwny nacisk w swych samotnych medytacjach. 
Gdybymy posiadali -mwi w sobie -te dwa miliony ludzi, ktrych Egipt utraci, mona 
by za ich pomoc odzyska od pustyni urodzajne grunta, nawet powikszy obszary... A 
wwczas, pomimo Fenicjan, nasi chopi mieliby si lepiej, a dochody pastwa wzrosyby... 
Ale skd wzi ludzi? Wypadek nasun mu odpowied. Pewnego wieczora ksi przechadzajc 
si po ogrodach wityni spotka gromad niewolnikw, ktrych jenera Nitager 
pochwyci na granicy wschodniej i przysa bogini Hator. Ludzie ci byli doskonale zbudowani, 
pracowali wicej ni Egipcjanie, a poniewa ich karmiono dobrze, wic byli nawet zadowoleni 
ze swego losu. 
Na ich widok byskawica owiecia umys nastpcy: prawie utraci przytomno ze wzruszenia. 
Egipt potrzebuje ludzi, duo ludzi, setki tysicy, a nawet milion i dwa miliony ludzi... 
I ot ludzie s!... Trzeba tylko wkroczy do Azji, zabiera wszystko, co si spotka na drodze, 
i - odsya do Egiptu... Dopty za nie koczy wojny, dopki nie zbierze si tylu, aeby kady 
chop egipski mia swego niewolnika... 
Tak urodzi si plan prosty i kolosalny, dziki ktremu pastwo miao pozyska ludno, 
chopi pomocnikw w pracy, a skarb faraona niewyczerpane rdo dochodu. 
Ksi by zachwycony, cho nastpnego dnia zbudzia si w nim nowa wtpliwo. 
Pentuer z wielkim naciskiem gosi, a jeszcze dawniej Herhor twierdzi to samo, e r
dem nieszcz Egiptu byy - zwyciskie wojny. 
148 
Z czego wypadoby, e za pomoc nowej wojny nie mona podwign Egiptu. Pentuer 
jest wielki mdrzec i Herhor wielki mdrzec -myla ksi. -Jeeli oni uwaaj wojn za 
szkodliw, jeeli tak samo sdzi arcykapan Mefres i inni kapani, to moe naprawd wojna 
jest rzecz niebezpieczn?... 
I musi ni by, skoro tak utrzymuje tylu ludzi mdrych i witych. 
Ksi by gboko strapiony. Wymyli prosty sposb podwignicia Egiptu, a tymczasem 
kapani utrzymywali, e wanie to mogoby do reszty zrujnowa Egipt. 
Kapani, ludzie najmdrsi i najwitsi! 
Lecz trafi si wypadek, ktry nieco ochodzi wiar ksicia w prawdomwno kapanw, 
a raczej - rozbudzi w nim dawniejsz do nich nieufno. 
Raz szed z jednym lekarzem do biblioteki. Droga wypadaa przez ciasny i ciemny korytarz, 
z ktrego nastpca cofn si ze wstrtem. 
- Nie pjd tdy!... - rzek. 
- Dlaczego?... - spyta dziwiony lekarz. 
-Czyli nie pamitacie, ojcze wity, e na kocu tego korytarza jest loch, w ktrym 
okrutnie zamczylicie jakiego zdrajc? 
-Aha!... -odpar lekarz. -Jest tu loch, do ktrego przed kazaniem Pentuera wlewalimy 
roztopion smo... 
-I zabilicie czowieka... 
Lekarz umiechn si. By to czowiek dobry i wesoy. Tote widzc oburzenie ksicia, 
rzek po pewnym namyle: 
- Tak, nie wolno nikomu zdradza witych tajemnic... Rozumie si... Przed kad wiksz 
uroczystoci przypominamy to modym kandydatom na kapanw... 
Ton jego by tak szczeglny, e Ramzes zada objanie. 
-Nie mog zdradza tajemnic -odpar lekarz - ale... Ale jeeli wasza dostojno przyrzekniesz 
zachowa to przy sobie, opowiem ci histori... 
Ramzes przyrzek, lekarz opowiedzia: 
-Pewien kapan egipski, zwiedzajc witynie pogaskiego kraju Aram, przy jednej z nich 
spotka czowieka, ktry wyda mu si bardzo tustym i zadowolonym, cho nosi ndzne 
szaty. 
Wytomacz mi -spyta kapan wesoego biedaka -czym to si dzieje, e cho jeste ubogi, 
jednak ciao twoje wyglda, jakby by przeoonym wityni? 
Za w czowiek obejrzawszy si, czy go kto nie podsuchuje, odpar: 
Bo ja mam wielce aosny gos, wic jestem przy tej wityni mczennikiem. Gdy lud 
zejdzie si na naboestwo, ja wa do lochu i jcz, o ile mi si starczy; za to daj mi wcale 
obfite jedzenie przez cay rok, a dzban piwa za kady dzie mczestwa. 
Tak bywa w pogaskim kraju Aram -zakoczy lekarz kadc palec na usta. -Pamitaj, 
ksi, co mi obieca, i myl o naszej smole roztopionej, co ci si podoba... 
Opowiadanie to znowu poruszyo ksicia. Czu pewn ulg, e w wityni nie zamordowano 
czowieka, lecz i ockny si w nim wszystkie dawne podejrzenia do kapanw. 
e oni udz prostakw, o tym wiedzia. Pamita przecie, bdc w kapaskiej szkole, 
procesj witego wou Apisa. Lud by pewny, e Apis prowadzi kapanw; tymczasem kady 
ucze wiedzia, e boskie zwierz idzie tam, gdzie chc kapani. 
Kt wie zatem, czy kazanie Pentuera nie byo ow procesj Apisa, przeznaczon dla niego? 
Tak przecie atwo nasypa na ziemi fasoli czerwonej i rnokolorowej i rwnie nietrudno 
ustawi ywe obrazy. O ile wspanialsze widywa on przedstawienia, choby walk 
Seta z Ozirisem, do ktrej wchodzio kilkaset osb... A czyli i w tym wypadku nie oszukiwali 
kapani? Miaa to by walka bogw, tymczasem prowadzili j poprzebierani ludzie. Gin 
w niej Oziris, a tymczasem kapan udajcy Ozirisa by zdrw jak nosoroec. Jakich tam 
nie pokazywano cudw!... Woda wznosia si, biy pioruny, ziemia draa i wyrzucaa ogie. I 
149 
to wszystko byo oszukastwem. Dlaczego by wic przedstawienie Pentuera miao by 
prawd? 
Zreszt ksi mia silne poszlaki, e chciano go oszuka. Ju by oszustwem czowiek jczcy 
w podziemiach, niby to oblewany smo przez kapanw. Ale mniejsza o niego. Wanym 
byo to, o czym ksi przekona si niejednokrotnie, e Herhor nie chcia wojny. Mefres 
take nie chcia wojny, a Pentuer by jednego pomocnikiem, drugiego ulubiecem. 
Taka walka toczya si w ksiciu: to zdawao mu si, e wszystko rozumie, to znowu ogarniaa 
go ciemno; raz by peen nadziei, drugi raz wtpi o wszystkim. Z godziny na godzin, 
z dnia na dzie dusza jego przybieraa i opadaa jak wody Nilu przez cig caego roku. 
Powoli jednak Ramzes odzyska rwnowag, a gdy nadszed czas opuszczenia wityni, 
mia ju sformuowane pewne pogldy. 
Przede wszystkim jasno pojmowa, czego potrzeba Egiptowi: wicej gruntw i wicej ludzi. 
Po wtre wierzy, e najprostszym sposobem zdobycia ludzi jest - wojna z Azj. Pentuer 
jednak dowodzi mu, e wojna moe tylko powikszy klski pastwa. Rodzi si tedy nowa 
kwestia, czy Pentuer mwi prawd, czy kama? 
Jeeli mwi prawd, pogra ksicia w rozpaczy. Ramzes bowiem nie widzia innego 
sposobu podwignicia pastwa, tylko wojn. Bez wojny Egipt z roku na rok bdzie traci 
ludno, a skarb faraona bdzie powiksza swoje dugi. A cay ten proces skoczy si jak 
okropn katastrof, moe nawet za przyszego panowania. 
A jeeli Pentuer kama? Dlaczego by to robi? Oczywicie namwiony przez Herhora, 
Mefresa i cae ciao kapaskie. Z jakiej jednak racji kapani nie chcieli wojny, co mieli w tym 
za interes? Przecie kada wojna im i faraonowi najwiksze przynosia zyski. 
Czy zreszt kapani mogli go oszukiwa w sprawie tyle doniosej? Prawda, e robili tak 
bardzo czsto, lecz w wypadkach drobnych, nie za kiedy chodzio o przyszo i byt pastwa. 
Nie mona te twierdzi, e oszukiwali zawsze. S oni przecie sugami bogw i strami 
wielkich tajemnic. W ich wityniach mieszkaj duchy, o czym Ramzes sam si przekona 
pierwszej nocy po osiedleniu si w tym miejscu. 
A jeeli bstwa nie pozwalaj profanom zblia si do swoich otarzy, jeeli tak pilnie 
czuwaj nad wityniami, dlaczego nie mieliby czuwa nad Egiptem, ktry jest najwiksz 
ich wityni? 
Gdy w kilka dni pniej Ramzes po uroczystym naboestwie, wrd bogosawiestwa 
kapanw, opuszcza wityni Hator, nurtoway w nim dwa pytania: 
Czy wojna z Azj naprawd mogaby zaszkodzi Egiptowi? 
Czy kapani w tej sprawie mogliby oszukiwa jego, nastpc faraona? 
150 
ROZDZIA CZWARTY 
Konno, w towarzystwie paru oficerw, jecha ksi do Pi-Bast, sawnej stolicy nomesu 
Habu. 
Min miesic Paoni, zaczyna si Epifi (kwiecie -maj). Soce stao wysoko zapowiadajc 
najgorsz dla Egiptu por upaw. Ju w tym czasie kilka razy zrywa si straszny wiatr 
pustyni; ludzie i zwierzta padali z gorca, a na polach i drzewach zacz osiada szary py, 
pod ktrym umieraj roliny. 
Zebrano re i przerabiano je na olejek; sprztnito zboa i drugi ukos koniczyny. urawie 
z kubami pracoway ze zdwojon gorliwoci, rozlewajc brudn wod po ziemi, aby j 
przygotowa do nowego siewu. Zaczynano te zrywa figi i winogrona. 
Woda Nilu opada, kanay byy pytkie i cuchnce. Nad caym krajem unosi si delikatny 
py wrd potokw palcego soca. 
Mimo to ksi jecha zadowolony. Znudzio go pokutnicze ycie w wityni; zatskni do 
uczt, kobiet i zgieku. 
Przy tym okolica, cho paska i jednostajnie poprzerzynana sieci kanaw bya interesujca. 
W nomesie Habu mieszkaa inna ludno: nie rodowici Egipcjanie, ale potomkowie walecznych 
Hyksosw, ktrzy ongi zdobyli Egipt i rzdzili nim przez kilka wiekw. 
Prawowici Egipcjanie gardzili t resztk wypdzonych zdobywcw, ale Ramzes patrzy na 
nich z przyjemnoci. Byli to ludzie roli, silni, z dumn postaw i msk energi w fizjognomii. 
Wobec ksicia i oficerw nie padali na twarz jak Egipcjanie; przypatrywali si dostojnikom 
bez niechci, ale i bez trwogi. Nie mieli take plecw okrytych bliznami po kijach; 
pisarze bowiem szanowali ich wiedzc, e bity Hyksos oddaje plagi, a niekiedy morduje swego 
ciemizc. Wreszcie posiadali Hyksosowie ask faraona, ich bowiem ludno dostarczaa 
najlepszych onierzy. 
Im bardziej orszak nastpcy zblia si do Pi-Bast, ktrego witynie i paace jak przez 
mulin wida byo przez mg pyu, tym okolica stawaa si ruchliwsz. Szerokim gocicem 
i pobliskimi kanaami transportowano: bydo, pszenic, owoce, wino, kwiaty, chleby i mnstwo 
innych przedmiotw codziennego uytku. Potok ludzi i towarw dcych w stron miasta, 
haaliwy i gsty jak pod Memfisem w dni witeczne, w tym miejscu by zjawiskiem 
zwykym. Dokoa Pi-Bastu przez cay rok panowa zgiek jarmarczny, ktry uspokaja si 
tylko w nocy. 
Przyczyna tego bya prosta: miasto cieszyo si posiadaniem starej i sawnej wityni 
Astarty, czczonej przez ca Azj Zachodni i cigajcej tumy pielgrzymw. Bez przesady 
mona powiedzie, e pod Pi-Bast codziennie obozowao ze trzydzieci tysicy cudzoziemcw: 
Saschu, czyli Arabw, Fenicjan, ydw, Filistynw, Chetw, Asyryjczykw i innych. 
Rzd egipski yczliwie zachowywa si wobec pielgrzymw, ktrzy przynosili mu znaczne 
dochody; kapani tolerowali ich, a ludno kilku ssiednich nomesw prowadzia z nimi 
wawy handel. 
Ju na godzin drogi przed miastem wida byo lepianki i namioty przybyszw rozbite na 
nagiej ziemi. W miar zbliania si do Pi-Bast liczba ich wzrastaa i coraz gciej roili si ich 
czasowi mieszkacy. Jedni pod otwartym niebem przygotowywali pokarm, inni kupowali 
wci napywajce towary, inni szli procesj do wityni. Tu i owdzie skupiay si wielkie 
gromady przed miejscami zabaw, gdzie popisywali si pogromcy zwierzt, zaklinacze ww, 
atleci, tancerki i kuglarze. Ponad tym zgromadzeniem ludzi unosi si upa i wrzawa. 
Przy miejskiej bramie powitali Ramzesa jego dworzanie tudzie nomarcha Habu z urzdnikami. 
Powitanie jednak byo, mimo yczliwoci, tak chodne, e dziwiony namiestnik 
szepn do Tutmozisa: 
- C to znaczy, e patrzycie na mnie, jakbym przyjecha kary wymierza? 
151 
-Bo wasza dostojno - odpar faworyt -masz oblicze czowieka, ktry przestawa z bogami. 
Mwi prawd. Czy to skutkiem ascetycznego ycia, czy towarzystwa uczonych kapanw, 
czy moe dugich rozmyla, ksi zmieni si. Wychud, cera mu pociemniaa, a z postawy 
i fizjognomii bia wielka powaga. W cigu kilku tygodni postarza si o kilka lat. 
Na jednej z gwnych ulic miasta toczya si tak gsta ciba ludu, e policjanci musieli 
utorowa drog nastpcy i jego wicie. Ale ten lud nie wita ksicia, tylko skupia si dokoa 
niewielkiego paacyku jakby oczekujc na kogo. 
- Co to jest? - spyta Ramzes nomarchy. Niemile bowiem dotkna go obojtno tumu. 
-Tu mieszka Hiram -odpar nomarcha - ksi tyryjski, czek wielkiego miosierdzia. Co 
dzie rozdaje hojn jamun, wic zbiega si ubstwo. 
Ksi odwrci si na koniu, popatrzy i rzek: 
-Widz tu robotnikw krlewskich. Wic i oni przychodz po jamun do fenickiego bogacza? 
Nomarcha milcza. Na szczcie zbliali si do paacu rzdowego i Ramzes zapomnia o 
Hiramie. 
Przez kilka dni cigny si uczty na cze namiestnika, ale ksi nie by nimi zachwycony. 
Brako na nich wesooci i zdarzay si nieprzyjemne zajcia. 
Raz jedna z ksicych kochanek taczc przed nim rozpakaa si. Ramzes pochwyci j 
w objcia i zapyta: co jej jest? 
Z pocztku wzdragaa si z odpowiedzi, lecz omielona askawoci pana odpara zalewajc 
si jeszcze obficiej zami: 
-Jestemy, wadco, twoje kobiety, pochodzimy z wielkich rodw i naley nam si uszanowanie... 
- Prawd mwisz - wtrci ksi. 
-Ale tymczasem twj skarbnik ogranicza nasze wydatki. Owszem, chciaby nawet pozbawi 
nas dziewczt suebnych, bez ktrych przecie nie moemy umy si ani uczesa. 
Ramzes wezwa skarbnika i surowo zapowiedzia mu, aeby jego kobiety miay wszystko, 
co naley si ich urodzeniu i wielkim stanowiskom. 
Skarbnik upad na twarz przed ksiciem i obieca spenia rozkazy kobiet. Za w par dni 
pniej wybuchn bunt midzy dworskimi niewolnikami, ktrzy skaryli si, e ich pozbawiaj 
wina. 
Nastpca kaza im wydawa wino. Lecz nazajutrz, w czasie przegldu wojsk, przyszy do 
niego deputacje pukw z najpokorniejsz skarg, e zmniejszono im porcje misa i chleba. 
Ksi i tym razem poleci speni dania proszcych. 
W par dni pniej obudzi go z rana wielki haas pod paacem. Ramzes spyta o przyczy
n, a oficer dyurny objani, e zebrali si robotnicy krlewscy i woaj o zalegy od. 
Wezwano skarbnika, na ktrego ksi wpad z wielkim gniewem. 
-Co si tu dzieje?... - woa. -Od chwili mego przyjazdu nie ma dnia, aby nie skarono si 
na krzywdy. Jeeli jeszcze raz powtrzy si co podobnego, ustanowi ledztwo i poo kres 
waszym zodziejstwom!... 
Drcy skarbnik znowu upad na twarz i jkn: 
- Zabij mnie, panie!.. Ale c poradz, gdy twj skarbiec, stodoy i piarnie s puste... 
Pomimo gniewu ksi zmiarkowa, e skarbnik moe by niewinnym. Kaza mu wic 
odej, a wezwa Tutmozisa. 
-Suchaj no - rzek Ramzes do ulubieca - dziej si tu rzeczy ktrych nie rozumiem i do 
ktrych nie przywykem. Moje kobiety, niewolnicy, wojsko i robotnicy krlewscy nie otrzymuj 
nalenoci lub s ograniczani w wydatkach. Gdym za spyta skarbnika: co to znaczy? odpowiedzia, 
e nic ju nie mamy w skarbcu ani stodoach. 
- Powiedzia prawd. 
152 
-Jak to?... - wybuchn ksi. - Na moj podr jego witobliwo przeznaczy dwiecie 
talentw w towarach i zocie. Miaoby to by zmarnowane? 
- Tak jest - odpar Tutmozis. 
- Jakim sposobem?... na co?... - woa namiestnik. 
- Przecie na caej drodze podejmowali nas nomarchowie?... 
- Ale mymy im za to pacili. 
- Wic to s filuci i zodzieje, jeeli niby przyjmuj nas jak goci, a potem obdzieraj!... 
-Nie gniewaj si -rzek Tutmozis -a wszystko ci wytomacz. 
- Siadaj. 
Tutmozis usiad i mwi: 
-Czy wiesz, e od miesica jadam z twej kuchni, pijam wino z twoich dzbanw i ubieram 
si z twojej szatni... 
- Masz prawo czyni tak. 
-Alem nigdy tego nie robi: yem, ubieraem si i bawiem na wasny koszt, aby nie obcia 
twego skarbu. Prawda, e nieraz pacie moje dugi. Bya to jednak tyko cz moich 
wydatkw. 
- Mniejsza o dugi. 
-W podobnym pooeniu -cign Tutmozis - znajduje si kilkunastu szlachetnej modziey 
twego dworu. Utrzymywali si sami, aby podtrzyma blask wadcy; lecz dzi, podobnie 
jak ja, yj na twj koszt, bo ju nie maj 
czego wydawa. 
- Kiedy wynagrodz ich. 
- Ot - mwi Tutmozis - bierzemy z twego skarbu, bo nas gniecie niedostatek, i -to samo 
robi nomarchowie. Gdyby mieli, wyprawialiby dla ciebie uczty i przyjcia na swj koszt; ale 
e nie maj, wic przyjmuj wynagrodzenie. Czy i teraz nazwiesz ich filutami?... 
Ksi chodzi zamylony. 
-Za prdko potpiem ich - odpar. - Gniew jak dym zasoni mi oczy. Wstydz si tego, 
com powiedzia, niemniej jednak chc, aeby ani ludzie dworscy, ani onierze i robotnicy nie 
doznawali krzywdy... 
A poniewa moje zasoby s wyczerpane, trzeba wic poyczy... Chyba sto talentw wystarczy, 
jak mylisz? 
-Ja myl, e nam nikt nie poyczy stu talentw -szepn Tutmozis. Namiestnik wyniole 
spojrza na niego. 
- Take si to odpowiada synowi faraona? - spyta. 
-Wypd mnie od siebie -rzek smutnym gosem Tutmozis -ale mwiem prawd. Dzi 
nikt nam nie poyczy, bo i ju nie ma kto... 
- Od czeg jest Dagon?... - zdziwi si ksi. - Nie ma go przy moim dworze czy umar? 
-Dagon mieszka w Pi-Bast, ale cae dnie wraz z innymi kupcami fenickimi przepdza w 
wityni Astarty na pokucie i modach... 
-Skde taka pobono? Czy dlatego, e ja byem w wityni, to i mj bankier uwaa za 
potrzebne naradza si z bogami? 
Tutmozis krci si na taburecie. 
- Fenicjanie - rzek - s zatrwoeni, nawet zgnbieni wieciami... 
- O czym? 
-Kto rozpuci plotk, e gdy wasza dostojno wstpisz na tron, Fenicjanie zostan wygnani, 
a ich majtki zabrane na rzecz skarbu... 
- No, to maj jeszcze dosy czasu -- umiechn si ksi. 
Tutmozis wci waha si. 
-Sycha -mwi znionym gosem -e zdrowie jego witobliwoci (oby y wiecznie!...) 
mocno zachwiao si w tych czasach... 
153 
- To fasz! - przerwa zaniepokojony ksi. - Przecie wiedziabym o tym... 
-A jednak kapani odprawiaj w tajemnicy naboestwa za powrcenie zdrowia faraonowi 
- szepta Tutmozis. - Wiem o tym z pewnoci... 
Ksi stan zdumiony. 
- Jak to - rzek - wic ojciec mj jest ciko chory, kapani modl si za niego, a mnie nic o 
tym nie mwi?... 
- Sycha, e choroba jego witobliwoci moe przecign si z rok. 
Ramzes machn rk. 
-Ech!... suchasz bajek i mnie niepokoisz. Powiedz mi lepiej o Fenicjanach, bo to ciekawsze. 
-Syszaem -cign Tutmozis -tylko to, co i wszyscy, e wasza dostojno, przekonawszy 
si w wityni o szkodliwoci Fenicjan, zobowizae si wypdzi ich. 
- W wityni?... - powtrzy nastpca. -A kt moe wiedzie, o czym ja przekonaem si 
i co postanowiem w wityni?... 
Tutmozis wzruszy ramionami i milcza. 
- Czyliby zdrada i tam?... - szepn ksi. - W kadym razie zawoasz do mnie Dagona rzek 
gono. Musz pozna rdo tych kamstw i, przez bogi, pooy im koniec!... 
-Dobrze uczynisz, panie -odpar Tutmozis -gdy cay Egipt jest zaniepokojony. Ju dzi 
nie ma u kogo poycza pienidzy, a gdyby te pogoski trway duej, ustaby handel. Dzi ju 
nasza arystokracja wpada w bied, z ktrej nie wida wyjcia, a i twj dwr, panie, odczuwa 
niedostatek. Za miesic moe to samo zdarzy si w paacu jego witobliwoci... 
- Milcz - przerwa ksi - i natychmiast zawoaj mi Dagona. 
Tutmozis wybieg, ale bankier zjawi si u namiestnika dopiero wieczorem. Mia na sobie 
bia pacht w czarne pasy. 
- Poszalelicie?... - zawoa nastpca na ten widok. 
-Zaraz ja ci tu rozchmurz... Potrzebuj natychmiast stu talentw. Id i nie pokazuj mi 
si, dopki tego nie zaatwisz. Ale bankier zasoni swoje oblicze i zapaka. 
- Co to znaczy? - spyta niecierpliwie ksi. 
-Panie -odpar Dagon klkajc -we mj majtek, sprzedaj mnie i moj rodzin... 
Wszystko we, nawet ycie nasze. Ale sto talentw... skd bym ja dosta dzi taki majtek?... 
Ju ani z Egiptu, ani z Fenicji... - mwi wrd ka. 
-Set opta ci, Dagonie! -rozemia si nastpca. -Czyli i ty uwierzyby, e ja myl o 
wygnaniu was?... 
Bankier po raz drugi upad mu do ng. 
-Ja nic nie wiem... ja jestem zwyczajny kupiec i twj niewolnik... Tyle dni, ile jest midzy 
nowiem i peni, wystarczyo, aeby zrobi ze mnie proch i z mego majtku lin... 
- Ale wytomacz mi, co to znaczy? - pyta niecierpliwie nastpca. 
-Ja nie potrafi nic powiedzie, a chobym nawet umia, mam wielk piecz na ustach... 
Dzi modl si tylko i pacz... 
Czy i Fenicjanie modl si? - pomyla ksi. 
-Nie mogc odda ci adnej usugi, panie mj - cign Dagon -dam ci przynajmniej dobr 
rad... Jest tu w Pi-Bast sawny ksi tyryjski, Hiram. Czowiek stary, mdry i strasznie 
bogaty... Wezwij go, erpatre, i zadaj sto talentw, a moe on potrafi dogodzi waszej dostojnoci... 
Poniewa Ramzes adnych objanie nie mg wydoby z bankiera, uwolni go wic i 
obieca, e wyszle poselstwo do Hirama. 
154 
ROZDZIA PITY 
Na drugi dzie rano Tutmozis z wielk wit oficerw i dworzan zoy wizyt tyryjskiemu 
ksiciu i zaprosi go do namiestnika. 
W poudnie przed paacem zjawi si Hiram w prostej lektyce niesionej przez miu ubogich 
Egipcjan, ktrym udziela jamuny. Otaczali go znakomitsi kupcy feniccy i ten sam 
tum ludu, ktry co dzie wystawa przed jego domem. 
Ramzes z niejakim zdziwieniem przywita starca, ktremu z oczu patrzya mdro, a z 
caej postaci powaga. Hiram mia na sobie biay paszcz, na gowie zot obrczk. Ukoni si 
namiestnikowi z godnoci i wznisszy rce nad jego gow odmwi krtkie bogosawiestwo. 
Obecni byli gboko wzruszeni. 
Gdy namiestnik wskaza mu fotel i kaza odej dworzanom, Hiram odezwa si: 
-Wczoraj suga waszej dostojnoci, Dagon, powiedzia mi, e ksi potrzebujesz stu talentw. 
Zaraz wysaem moich kurierw do Sabne-Chetam, Sethroe, Pi-Uto i innych miast, 
gdzie stoj fenickie okrty, aeby wyadoway wszystek towar. I myl, e za par dni wasza 
dostojno otrzyma t drobn sumk. 
-Drobna! - przerwa ksi ze miechem. - Szczliwy jeste, wasza dostojno, jeeli sto 
talentw nazywasz drobn sumk. 
Hiram pokiwa gow. 
-Dziad waszej dostojnoci -rzek po namyle -wiecznie yjcy Ramesses-sa-Ptah zaszczyca 
mnie swoj przyjani; znam te jego witobliwo waszego ojca (oby y wiecznie!) 
i nawet sprobuj zoy mu hod, jeeli bd dopuszczony... 
- Skde ta wtpliwo?... - przerwa ksi. 
- S tacy - odpar go -ktrzy jednych dopuszczaj, innych nie dopuszczaj do oblicza faraonowego, 
ale mniejsza o nich... Wasza dostojno nie jeste temu winien, wic omiel si 
zada wam jedno pytanie... Jak stary przyjaciel waszego dziada i ojca. 
-Sucham. 
- Co to znaczy - mwi powoli Hiram - co to znaczy, e nastpca i namiestnik faraona musi 
poycza sto talentw, gdy jego pastwu naley si przeszo sto tysicy talentw?... 
- Skd?... - zawoa Ramzes. 
- Jak to skd?... Z danin od ludw azjatyckich... 
Fenicja winna wam pi tysicy, no i ja rcz, e odda, jeeli nie trafi si jakie wypadki... 
Ale oprcz niej Izrael winien trzy tysice, Filistyni i Moabici po dwa tysice, Chetowie 
trzydzieci tysicy... Wreszcie nie pamitam pozycji szczegowych ale wiem, e og wynosi 
sto trzy czy sto pi tysicy talentw Ramzes gryz wargi; na jego ruchliwej twarzy wida 
byo bezsilny gniew. Spuci oczy i milcza. 
-Wic to prawda... - nage westchn Hiram wpatrujc si w namiestnika. - Wic to prawda?... 
Biedna 
Fenicja, ale i Egipt... 
-Co mwisz, wasza dostojno? -zapyta ksi marszczc brwi. -Nie rozumiem twoich 
biada... 
-Ksi wiesz, o czym mwi, skoro nie odpowiadasz na moje pytanie -odpar Hiram i 
powsta, jakby z zamiarem odejcia. -Mimo to... nie cofn obietnicy... Bdziesz, ksi, mia 
sto talentw. 
Nisko ukoni si, lecz namiestnik zmusi go do zajcia miejsca. 
- Wasza dostojno ukrywasz co przede mn -rzek gosem, w ktrym czu byo obraz. Chc, 
aeby mi wytomaczy: jaka to bieda grozi Fenicji czy Egiptowi... 
- Nie wiedziaeby o tym, wasza dostojno? - pyta Hiram z wahaniem. 
- Nic nie wiem. Spdziem przeszo miesic w wityni. 
155 
- Wanie tam mona byo dowiedzie si o wszystkim... 
-Wasza dostojno mi powiesz! - zawoa namiestnik uderzajc pici w st. -Nie lubi, 
aeby bawiono si moim kosztem... 
-Powiem, jeeli wasza dostojno dasz mi wielkie przyrzeczenie, e nie zdradzisz si 
przed nikim. Chocia... nie mog uwierzy, aby ksicia, nastpcy, nie zawiadomiono o tym!... 
- Nie ufasz mi? - zapyta zdumiony ksi. 
- W tej sprawie dabym przyrzeczenia od samego faraona - odpar Hiram stanowczo. 
-A wic... przysigam na mj miecz i sztandary naszych wojsk, e nikomu nie powiem o 
tym, co mi wasza dostojno odkryjesz. 
- Dosy - rzek Hiram. 
-Sucham. 
- Ksi wie, co w tej chwili dzieje si w Fenicji? 
- Nawet i o tym nie wiem! - przerwa zirytowany namiestnik. 
-Nasze okrty -szepn Hiram -ze wszystkich kracw wiata cigaj do ojczyzny, aeby 
na pierwsze haso przewie ludno i skarby gdzie... za morze... na zachd... 
- Dlaczego? - zdziwi si namiestnik. 
- Bo Asyria ma nas wzi pod swoje panowanie. 
Ksi wybuchn miechem. 
-Oszalae, czcigodny mu!... - zawoa. -Asyria ma zabra Fenicj!... A c my na to, 
my Egipt? 
-Egipt ju si zgodzi. 
Namiestnikowi krew uderzya do gowy. 
-Upa plcze ci myli, stary czowieku -rzek do Hirama spokojnym gosem. -Zapominasz 
nawet, e podobna sprawa nie mogaby mie miejsca bez pozwolenia faraona i... mego! 
-I to nastpi. Tymczasem zawarli ukad kapani. 
- Z kim?... Jacy kapani?.. 
-Z arcykapanem chaldejskim, Beroesem, umocowanym przez krla Assara -odpar Hiram. 
-A kto z waszej strony?... Nie twierdz na pewno, ale zdaje si, e jego dostojno 
Herhor, jego dostojno Mefres i wity prorok Pentuer. 
Ksi zblad. 
- Uwaaj, tyryjczyku - rzek - e oskarasz o zdrad najwyszych dostojnikw pastwa. 
-Mylisz si, ksi, to wcale nie jest zdrada : najstarszy arcykapan Egiptu i minister jego 
witobliwoci maj prawo prowadzi ukady z ssiednimi mocarzami. Wreszcie, skd wie 
wasza dostojno, e wszystko to nie dzieje si z woli faraona? 
Ramzes musia przyzna w duszy, e ukad podobny nie byby zdrad pastwa, tylko - lekcewaeniem 
jego, nastpcy tronu. Wic to w taki sposb traktuj go kapani, jego, ktry za 
rok moe by faraonem?... 
Wic dlatego Pentuer gani wojny, a Mefres popiera go!.. 
- Kiedy to si miao sta, gdzie?... - spyta ksi. 
-Podobno zawarli ukad w nocy, w wityni Seta za Memfisem -odpowiedzia Hiram. -A 
kiedy?... Dobrze nie wiem, lecz zdaje si, e tego dnia, kiedy wasza dostojno wyjedae z 
Memfisu. 
A ndznicy!... - myla namiestnik. - To oni tak szanuj moje stanowisko... Wic oni mnie 
oszukiwali i opisem stanu pastwa?... Jaki dobry bg budzi moje wtpliwoci w wityni 
Hator... 
Po chwili wewntrznej walki rzek gono: 
-Niepodobna!... I dopty nie uwierz temu, co mwisz, wasza dostojno, dopki nie dasz 
mi dowodu. 
-Dowd bdzie -odpar Hiram. - Lada dzie przyjeda do Pi-Bast wielki pan asyryjski, 
Sargon, przyjaciel krla Assara. Przyjeda tu pod pozorem pielgrzymki do wityni Astoret156 
h, zoy dary wam, ksi, i jego witobliwoci, potem -zawrzecie ukad... Naprawd za 
przypiecztujecie to, co postanowili kapani na zgub Fenicjan, a moe i wasne nieszczcie. 
- Nigdy! - rzek ksi. - Jakie to wynagrodzenie musiaaby Asyria da Egiptowi... 
-Oto jest mowa godna krla: jakie wynagrodzenie dostaby Egipt? Bo dla pastwa kady 
ukad jest dobry, byle co na nim zyskao... I to wanie dziwi mnie - cign Hiram - e Egipt 
zrobi zy interes: Asyria bowiem zagarnia, oprcz Fenicji, prawie ca Azj, a wam jakby z 
aski zostawi: Izraelitw, Filistynw i pwysep Synaj... Rozumie si, e w takim razie przepadn 
nalene Egiptowi daniny i faraon nigdy nie odbierze tych stu piciu tysicy talentw. 
Namiestnik potrzsn gow. 
-Nie znasz -odpar -wasza dostojno, kapanw egipskich: aden z nich nie przyjby 
takiego ukadu. 
-Dlaczego? Fenickie przysowie mwi: lepszy jczmie w stodole ni zoto w pustyni. 
Mogoby si wic zdarzy, e Egipt, gdyby czu si bardzo sabym, wolaby darmo Synaj i 
Palestyn anieli wojn z Asyri. Ale ot to mnie zastanawia... Bo nie Egipt, lecz Asyria 
dzi jest atwa do pokonania: ma zatarg na pnocnym wschodzie, posiada mao wojsk, a i te 
s liche. Gdyby napad j Egipt, zniszczyby pastwo, zabraby niezmierne skarby z Niniwy i 
Babelu i raz na zawsze utrwaliby swoj wadz w Azji. 
- Wic widzisz, e taki ukad nie moe istnie - wtrci Ramzes. 
-W jednym tylko wypadku rozumiabym podobne umowy, gdyby kapani chcieli znie 
wadz krlewsk w Egipcie... Do czego wreszcie d od czasw waszego dziada, ksi... 
- Znowu mwisz od rzeczy - wtrci namiestnik. Ale w sercu uczu niepokj. 
- Moe myl si - odpar Hiram, bystro patrzc mu w oczy. -Ale posuchaj, wasza dostojno... 
Przysun swj fotel do ksicia i mwi znionym gosem : 
-Gdyby faraon wyda wojn Asyrii i wygra j, miaby wielk armi przywizan do jego 
osoby. Sto tysicy talentw zalegych danin. Ze dwiecie tysicy talentw z Niniwy i Babelu. 
Nareszcie - ze sto tysicy talentw rocznie z krajw zdobytych. Tak ogromny majtek pozwoliby 
mu wykupi dobra zastawione u kapanw i raz na zawsze pooy koniec ich miszaniu 
si do wadzy. 
Ramzesowi byszczay oczy. Hiram mwi dalej: 
-Dzisiaj za armia zaley od Herhora, a wic od kapanw, i z wyjtkiem pukw cudzoziemskich 
faraon, w razie walki, liczy na ni nie moe. 
Nadto za skarb faraona jest pusty, a wiksza cz jego dbr naley do wity. Krl 
choby na utrzymanie dworu musi co roku zaciga nowe dugi, a e Fenicjan ju u was nie 
bdzie, wic musicie bra od kapanw... Tym sposobem za dziesi lat jego witobliwo 
(oby y wiecznie!...) straci reszt swoich dbr, a co pniej?... 
Na czoo Ramzesa wystpi pot kroplisty. 
-Widzisz wic, dostojny panie -mwi Hiram -e w jednym wypadku kapani mogliby, a 
nawet musieliby przyj najsromotniejszy ukad z Asyri: jeeli chodzioby im o ponienie i 
zniesienie wadzy faraona... No -moe istnie i drugi wypadek: gdyby Egipt by tak saby, e 
za wszelk cen potrzebowaby spokoju... 
Ksi zerwa si. 
-Milcz! -zawoa. -Wolabym zdrad najwierniejszych sug anieli podobn niemoc kraju!... 
Egipt musiaby Asyrii odda Azj... Ale w rok pniej sam wpadby pod jej jarzmo, bo 
podpisujc hab przyznaby si do bezsilnoci... 
Chodzi wzburzony, a Hiram patrzy na niego z litoci czy wspczuciem. 
Nagle Ramzes zatrzyma si przed Fenicjaninem i rzek: 
-To fasz!... Jaki zrczny hultaj oszuka ci, Hiramie, pozorami prawdy i ty mu uwierzye. 
Gdyby istnia taki traktat, ukadano by go w najwikszej tajemnicy. A w takim razie jeden 
157 
z czterech kapanw, ktrych wymienie, byby zdrajc nie tylko krla, lecz nawet swoich 
wspspiskowcw... 
- Mg przecie by kto pity, ktry ich podsuchiwa - wtrci Hiram. 
-I tobie sprzeda tajemnic?... 
Hiram umiechn si. 
- Dziwno mi - rzek - e ksi jeszcze nie poznae potgi zota. 
-Ale zastanw si, wasza dostojno, e nasi kapani maj wicej zota anieli ty, cho 
jeste bogacz nad bogacze!... 
-Ja jednak nie gniewam si, gdy mi przybdzie choby drachma. Dlaczego inni mieliby 
odrzuca talenty?... 
-Bo oni s sugami bogw - mwi rozgorczkowany ksi -bo oni lkaliby si ich kary... 
Fenicjanin umiechn si. 
-Widziaem - odpar -wiele wity rnych narodw, a w wityniach due i mae posgi: 
drewniane, kamienne, nawet zote. Ale bogw nie spotykaem nigdy... 
-Blunierco!... - zawoa Ramzes. - Jam widzia bstwo, czuem na sobie jego rk i syszaem 
gos... 
- Gdzie to byo? 
- W wityni Hator: w jej przysionku i w mojej celi. 
- W dzie?... - pyta Hiram. 
- W nocy... - odpar ksi i zastanowi si. 
-W nocy - ksi sysza mow bogw i - czu -ich rk - powtarza Fenicjanin wybijajc 
pojedyncze wyrazy. - W nocy wiele rzeczy mona widzie. Jak to byo?... 
- Byem chwytany za gow, ramiona i nogi, a przysigam... 
- Psyt!.. - przerwa Hiram z umiechem. - Nie naley przysiga nadaremnie. 
Uporczywie wpatrywa si w Ramzesa swymi bystrymi i mdrymi oczyma, a widzc, e w 
modziecu budz si wtpliwoci, rzek: 
-Ja ci co powiem, panie. Jeste niedowiadczony, otoczony sieci intryg, ja za byem 
przyjacielem twego dziada i ojca. Ot oddam ci jedn usug. Przyjd kiedy w nocy do 
wityni Astoreth, ale... zobowizawszy si do zachowania tajemnicy... Przyjd sam, a przekonasz 
si, jacy to bogowie odzywaj si i dotykaj nas w wityniach. 
- Przyjd - rzek Ramzes po namyle. 
-Uprzed mnie, ksi, ktrego dnia z rana, a ja powiem ci haso wieczorne wityni i bdziesz 
tam dopuszczony. Tylko nie zdrad mnie ani siebie -mwi z dobrodusznym umiechem 
Fenicjanin. - Bogowie niekiedy przebaczaj zdrad swoich tajemnic, ludzie nigdy... 
Ukoni si, a potem wznisszy oczy i rce do gry zacz szepta bogosawiestwo. 
- Obudniku!... - zawoa ksi. - Modlisz si do bogw, w ktrych nie wierzysz?... 
Hiram dokoczy bogosawiestwa i rzek: 
-Tak jest: nie wierz w bogw egipskich, asyryjskich, nawet fenickich, lecz wierz w Jedynego, 
ktry nie mieszka w wityniach i nie jest znane jego imi. 
- Nasi kapani wierz take w Jedynego - wtrci Ramzes. 
-I chaldejscy take, a jednak i ci, i tamci sprzysigli si przeciw nam... Nie ma prawdy na 
wiecie, mj ksi!... 
Po odejciu Hirama ksi zamkn si w najodleglejszym pokoju, pod pozorem odczytywania 
witych papyrusw. 
Prawie w okamgnieniu w jego ognistej wyobrani uporzdkoway si nowo otrzymane 
wiadomoci i utworzy si plan. Przede wszystkim zrozumia, e midzy Fenicjanami i kapanami 
toczy si cicha walka na ycie i mier. O co?... Naturalnie o wpywy i skarby. Prawd 
rzek Hiram, e gdyby Fenicjan zabrako w Egipcie, wszystkie majtki faraona, nawet nomarchw 
i caej arystokracji, przeszyby pod panowanie wity. 
158 
Ramzes nigdy nie lubi kapanw i od dawna wiedzia i widzia, e wiksza cz Egiptu 
ju naley do kapanw, e ich miasta s najbogatsze, pola najlepiej uprawiane, ludno zadowolona. 
Rozumia naleca do wity wydobyaby faraona z nieustannych kopotw i 
podwignaby jego wadz. 
Ksi wiedzia o tym i niejednokrotnie wypowiada to z gorycz. Lecz gdy za spraw 
Herhora zosta namiestnikiem i otrzyma dowdztwo korpusu Menf, pogodzi si z kapanami 
i we wasnym sercu tumi stare niechci do nich. 
Dzi wszystko to odyo. 
Wic kapani nie tylko nie powiedzieli mu o swoich ukadach z Asyri, ale nawet nie 
uprzedzili go o poselstwie jakiego Sargona? 
Moe wreszcie by, e kwestia stanowia najwiksz tajemnic wity i pastwa. Lecz 
dlaczego ukrywali przed nim cyfr danin zalegajcych u rozmaitych azjatyckich narodw?... 
Sto tysicy talentw, ale to suma, ktra moga od razu poprawi majtkowy stan faraona... 
Dlaczego oni to ukrywali, o czym nawet wiedzia tyryjski ksi, jeden z czonkw rady 
tego miasta?... 
Co za wstyd dla niego, nastpcy tronu i namiestnika, e dopiero obcy ludzie otwieraj mu 
oczy! 
Lecz bya rzecz jeszcze gorsza: Pentuer i Mefres na wszelki sposb dowodzili mu, e Egipt 
musi unika wojny. 
Ju w wityni Hator nacisk ten wydawa mu si podejrzanym: wojna bowiem moga dostarczy 
pastwu krocie tysicy niewolnikw i podwign oglny dobrobyt kraju. Dzisiaj 
za wydaje si tym konieczniejsz, e przecie Egipt ma do odebrania sumy zalege i do zdobycia 
nowe. 
Ksi podpar si rkoma na stole i rachowa: 
Mamy - myla -do odebrania sto tysicy talentw danin... Hiram liczy, e zupienie Babilonu 
i Niniwy przyniosoby ze dwiecie tysicy - razem trzysta tysicy jednorazowo... 
Tak sum mona pokry koszta najwikszej wojny, a zostanie jako zysk -kilkakro sto 
tysicy niewolnikw i sto tysicy rocznej daniny z krajw na nowo podbitych. Potem za dokoczy 
ksi -obrachowalibymy si z kapanami... Ramzes by rozgorczkowany. Mimo 
to przysza mu refleksja: 
A gdyby Egipt nie mg przeprowadzi zwyciskiej wojny z Asyri?... 
Lecz przy tym pytaniu zagotowaa si w nim krew. Jak to Egipt, jak Egipt moe nie zdepta 
Asyrii, gdy na czele wojsk stanie on, Ramzes, on, potomek Ramzesa Wielkiego, ktry sam 
jeden rzuci si na chetyckie wozy wojenne i rozbi je!... 
Ksi wszystko mg poj, wyjwszy tego, aeby on mg by pokonanym, mg nie 
wydrze zwycistwa najwikszym mocarzom. Czu w sobie bezmiar odwagi i zdziwiby si, 
gdyby jakikolwiek nieprzyjaciel nie uciek na widok jego rozpuszczonych koni. Przecie na 
wojennym wozie faraona staj sami bogowie, aeby go zasania tarcz, a nieprzyjaci razi 
niebieskimi pociskami. 
Tylko... co ten Hiram mwi mi o bogach?... - pomyla ksi. -I co on ma mi pokaza 
w wityni Astoreth?... Zobaczymy. 
159 
ROZDZIA SZSTY 
Hiram dotrzyma obietnicy. Co dzie do ksicego paacu w Pi-Bast przychodziy tumy 
niewolnikw i dugie szeregi osw dwigajcych: pszenic, jczmie, suszone miso, tkaniny 
i wino. Zoto za i drogie kamienie przynosili kupcy feniccy pod dozorem urzdnikw 
domu Hirama. 
Tym sposobem namiestnik w cigu piciu dni otrzyma przyrzeczone mu sto talentw. Hiram 
policzy sobie niewielki procent: jeden talent od czterech na rok, i nie da zastawu, lecz 
poprzesta na kwicie ksicia powiadczonym przez sd Potrzeby dworu byy hojnie zaopatrzone. 
Trzy kochanki namiestnika otrzymay nowe szaty, mnstwo osobliwych pachnide i 
po kilka niewolnic rozmaitej barwy. Suba miaa obfito jedzenia i wina, robotnicy krlewscy 
odebrali zalegy od, wojsku wydawano nadzwyczajne porcje. 
Dwr by zachwycony tym wicej, e Tutmozis i inni szlachetni modziecy, na rozkaz Hirama, 
otrzymali od Fenicjan do wysokie poyczki, a nomarcha prowincji Habu i jego wysi 
urzdnicy dostali kosztowne prezenta. 
Tote uczta nastpowaa po uczcie, zabawa po zabawie, mimo cigle wzrastajcego upau. 
Namiestnik widzc powszechn rado sam by zadowolony. Trapia go tylko jedna rzecz: 
zachowanie si Mefresa i innych kapanw. Ksi myla, i dostojnicy ci bd mu robili 
wymwki za to, e zacign tak wielki dug u Hirama, wbrew naukom, jakie odebra w 
wityni. Tymczasem wici ojcowie milczeli i nawet nie pokazywali si u dworu. 
-Co to znaczy - rzek pewnego dnia Ramzes do Tutmozisa -e kapani nie udzielaj nam 
upomnie?... Przecie takich zbytkw jak obecnie nie dopuszczalimy si nigdy. Muzyka gra 
od rana do nocy, a my pijemy od wschodu soca i zasypiamy z kobietami w objciach albo 
ze dzbanami pod gow. 
-Za co mieliby nas upomina? -odpar oburzony Tutmozis. -Czyli nie przebywamy w 
miecie Astarty, dla ktrej najmilszym naboestwem jest zabawa, a najpodasz ofiar 
mio? Zreszt kapani rozumiej, e po tak dugich umartwieniach i postach naley ci si 
odpoczynek. 
- Mwili ci to? - spyta z niepokojem ksi. 
-I nieraz. Wczoraj, nie dawniej, wity Mefres rzek do mnie miejc si, e tak modego 
czowieka, jak ty, wicej pociga zabawa anieli naboestwo albo kopoty rzdzenia pastwem. 
Ramzes zamyli si. Wic kapani uwaaj go za lekkomylnego modzieniaszka, pomimo 
e on, dziki Sarze, dzi -jutro zostanie ojcem?... Ale tym lepiej: bd mieli niespodziank, 
gdy przemwi do nich swoim wasnym jzykiem... 
Co prawda ksi samemu sobie robi lekkie wyrzuty: od chwili gdy opuci wityni 
Hatory, ani przez jeden dzie nie zajmowa si sprawami nomensu Habu. Kapani mog przypuszcza, 
e albo jest zupenie zadowolony objanieniami Pentuera, albo e -znudzi si miszaniem 
do rzdw. 
- Tym lepiej... - szepta. - Tym lepiej... 
W jego modej duszy, pod wpywem cigych intryg otoczenia albo podejrze o intrygi, 
zaczyna budzi si instynkt obudy. Ramzes czu, e kapani nie domylaj si, o czym on 
rozmawia z Hiramem i jakie plany rozsnuwa w swej gowie. Tym zalepionym wystarczao, 
e on bawi si, z czego wnosili, e rzdy pastwem pozostan w ich rkach. 
Bogowie tak zamcili ich rozum -mwi do siebie Ramzes -e nawet nie pytaj si : dlaczego 
Hiram udzieli mi tak wielkiej poyczki?... A moe ten chytry tyryjczyk potrafi upi 
ich podejrzliwe serca!... Tym lepiej !... tym lepiej!... 
Robio mu to dziwn przyjemno, gdy myla, e kapani oszukali si na jego rachunek. 
Postanowi i nadal utrzymywa ich w bdzie, wic bawi si jak szalony. 
160 
Istotnie kapani, a przede wszystkim Mefres i Mentezufis, oszukali si i na Ramzesie, i na 
Hiramie. Przebiegy tyryjczyk udawa wobec nich czowieka bardzo dumnego ze swoich stosunkw 
z nastpc tronu, a ksi z nie mniejszym powodzeniem gra rol rozhulanego modzika. 
Mefres by nawet pewny, e ksi powanie myli o wypdzeniu Fenicjan z Egiptu, a 
tymczasem i on sam, i jego dworzanie zacigaj dugi, aby ich nigdy nie spaci. Przez ten 
czas witynia Astarty, jej liczne ogrody i dziedzice roiy si od tumu pobonych. Co dzie, 
jeeli nie co godzina, z gbi Azji, mimo strasznego upau, nadcigaa do wielkiej bogini jaka 
kompania pielgrzymw. 
Dziwni to byli pielgrzymowie. Zmczeni, zlani potem, okryci kurzem szli z muzyk taczc 
i piewajc niekiedy bardzo wszeteczne piosenki. Dzie upywa im na pijatyce, noc na 
wyuzdanej rozpucie ku czci bogini Astoreth. Kad tak kompani mona byo nie tylko 
pozna, ale wyczu z daleka: nieli bowiem ogromne bukiety cigle wieych kwiatw w 
rkach, a - zdeche w cigu roku koty w wzekach. 
Koty te oddawali poboni do balsamowania lub wypychania paraszytom mieszkajcym 
pod Pi-Bast, a nastpnie odnosili je z powrotem do domw, jako szanowne relikwie. 
W pocztkach miesica Misori (maj-czerwiec) ksi Hiram zawiadomi Ramzesa, e tego 
dnia wieczorem moe przyj do fenickiej wityni Astoreth. Gdy po zachodzie soca 
ciemnio si na ulicach, namiestnik przypiwszy krtki miecz do boku woy paszcz z 
kapturem i nie dostrzeony przez nikogo ze suby wymkn si do domu Hirama. 
Stary magnat czeka na niego. 
-C - rzek z umiechem -nie boisz si, wasza dostojno, wchodzi do fenickiej wityni, 
gdzie na otarzu zasiada okruciestwo, a suy mu przewrotno? 
-Ba si?... - spyta Ramzes patrzc na niego prawie z pogard. -Astoreth nie jest Baalem 
ani ja dzieckiem, ktre mona wrzuci w rozpalony brzuch waszego boga. 
-I ksi wierzysz temu? 
Ramzes wruszy ramionami. 
-Naoczny i wiarogodny wiadek -odpar -opowiada mi o waszych ofiarach z dzieci. 
Pewnego czasu burza rozbia wam kilkanacie statkw. Natychmiast kapani tyryjscy ogosili 
naboestwo, na ktre zebra si tum ludu... 
Ksi mwi z widocznym wzburzeniem. 
-Przed wityni Baala, na wzniesieniu, siedzia ogromny piowy posg z gow wou. 
Jego brzuch by rozpalony do czerwonoci. Wtedy, na rozkaz waszych kapanw, gupie matki 
fenickie zaczy skada najpikniejsze dzieci u stp okrutnego boga... 
- Samych chopcw - wtrci Hiram. 
-Tak, samych chopcw -powtrzy ksi. -Kapani skrapiali kade dziecko wonnociami, 
ubierali w kwiaty, a wwczas posg chwyta je piowymi rkoma, otwiera paszcz i 
poera krzyczcego wniebogosy... Za kadym razem z ust boga wybuchay pomienie. 
Hiram mia si cicho. 
-I wasza dostojno wierzysz temu? 
- Opowiada mi to, powtarzam, czowiek, ktry nigdy nie kamie. 
-Mwi to, co istotnie widzia - odpar Hiram. - Czy jednak nie zastanowio go, e adna z 
matek, ktrym palono dzieci, nie pakaa? 
-Istotnie zadziwia go ta obojtno kobiet, zawsze gotowych do wylewania ez, nawet 
nad zdech kur. Dowodzi to jednak wielkiego okruciestwa w waszym narodzie. 
Stary Fenicjanin kiwa gow. 
- Dawno to byo? - spyta. 
- Przed kilkoma laty. 
161 
-No -powoli mwi Hiram -jeeli wasza dostojno zechcesz kiedy odwiedzi Tyr, bd 
mia zaszczyt pokaza wam tak uroczysto... 
- Nie chc jej widzie!... 
-Nastpnie za pjdziemy na inne podwrze wityni, gdzie ksi zobaczy bardzo pikn 
szko, a w niej -zdrowych i wesoych tych samych chopcw, ktrych przed kilkoma laty 
spalono... 
- Jak to?... - zawoa Ramzes - wic oni nie zginli?... 
-yj i rosn na tgich marynarzy. Gdy wasza dostojno zostaniesz witobliwoci oby 
y wiecznie! - moe niejeden z nich bdzie prowadzi twoje okrty. 
- Wic oszukujecie wasz lud?... - rozemia si ksi. 
-My nikogo nie oszukujemy - odpar z powag tyryjczyk. -Oszukuje kady sam siebie, 
gdy nie pyta o objanienie uroczystoci ktrej nie rozumie. 
- Ciekawym... - rzek Ramzes. 
-Istotnie -mwi Hiram -jest u nas zwyczaj, e ubogie matki, chcce zapewni dobry los 
swoim synom, ofiarowuj je na usugi pastwu. Rzeczywicie dzieci te s porywane przez 
posg Baala, w ktrym mieci si piec rozpalony. Obrzdek ten nie znaczy, e dzieci s naprawd 
palone, lecz -e stay si wasnoci wityni i tak zginy dla swoich matek, jak 
gdyby wpady w ogie. 
Naprawd jednak nie id one do pieca, ale do mamek i nianiek, ktre je przez kilka lat wychowuj. 
Gdy za podrosn, zabiera je szkoa kapanw Baala i ksztaci. Najzdolniejsi z tych 
wychowacw zostaj kapanami lub urzdnikami, mniej obdarzeni id do marynarki i nieraz 
zdobywaj wielkie bogactwa. 
Teraz chyba, ksi, nie bdziesz dziwi si, e matki tyryjskie nie opakuj swoich dzieci. 
Wicej powiem: teraz, panie, zrozumiesz, dlaczego w naszych prawach nie ma kar na rodzicw 
zabijajcych swoje potomstwo, jak si to zdarza w Egipcie... 
- Nikczemnicy znajduj si wszdzie - wtrci namiestnik. 
-Ale u nas nie ma dzieciobjcw - mwi dalej Hiram - bo u nas dziemi, ktrych nie mog 
wykarmi ich matki, zajmuje si pastwo i witynia. 
Ksi zamyli si. Nagle ucisn Hirama i zawoa wzruszony: 
-Jestecie o wiele lepsi anieli ci, ktrzy opowiadaj o was tak straszne historie... Bardzo 
ciesz si z tego... 
-I w nas jest niemao zego -odpar Hiram -ale wszyscy bdziemy wiernymi sugami 
twoimi, panie, gdy nas zawoasz... 
- Czy tak?... - spyta ksi, bystro patrzc mu w oczy. 
Starzec pooy rk na sercu. 
-Przysigam ci, nastpco egipskiego tronu i przyszy faraonie, e kiedykolwiek rozpoczniesz 
walk z naszymi wsplnymi nieprzyjacimi, caa Fenicja, jak jeden m, popieszy ci z 
pomoc... A to - we na pamitk naszej dzisiejszej rozmowy. 
Wyj spod szat zoty medal pokryty tajemnymi znakami i szepcc modlitwy zawiesi go 
na szyi Ramzesa. 
-Z tym amuletem -mwi Hiram - moesz objecha cay wiat... A gdziekolwiek spotkasz 
Fenicjanina, bdzie ci suy rad, zotem, nawet mieczem... A teraz idmy. 
Upyno ju kilka godzin po zachodzie soca, ale noc bya widna, gdy wszed ksiyc. 
Straszliwy upa dzienny ustpi miejsca chodowi; w czystym powietrzu nie byo szarego pyu, 
ktry zatruwa oddech i gryz w oczy. Na bkitnym niebie tu i owdzie wieciy gwiazdy 
rozpywajce si w powodzi ksiycowych blaskw. 
Na ulicach usta ruch, ale dachy wszystkich domw byy napenione bawicymi si ludmi. 
Zdawao si, e Pi-Bast jest jedn sal od brzegu do brzegu wypenion muzyk, piewem, 
miechem i dwikami pucharw. 
162 
Ksi i Fenicjanin szli prdko za miasto wybierajc mniej owietlone strony ulic. Mimo 
to ludzie ucztujcy na tarasach niekiedy spostrzegali ich, a spostrzegszy zapraszali do siebie 
lub sypali im kwiaty na gowy. 
- Hej, wy tam, nocne wczgi! - woano z dachw. 
-Jeeli nie jestecie zodziejami, ktrych noc wywabia na zarobek, przyjdcie tu do nas... 
Mamy dobre wino i wesoe kobiety... 
Dwaj wdrowcy nie odpowiadali na te uprzejme wezwania pieszc swoj drog. Nareszcie 
wyszli w stron miasta gdzie byo mniej domw, a wicej ogrodw, ktrych drzewa, dziki 
wilgotnym podmuchom morskim, rozrastay si wyej i bujniej anieli w poudniowych 
prowincjach Egiptu. 
- Ju niedaleko - rzek Hiram. 
Ksi podnis oczy i ponad zbit zielonoci drzew zobaczy kwadratow wie barwy 
niebieskawej, na niej - szczuplejsz, bia. Bya to witynia Astoreth. 
Niebawem weszli w gb ogrodu, skd mona byo ogarn wzrokiem ca budowl. 
Skadaa si ona z kilku kondygnacji. Pierwsz - tworzy taras kwadratowy o bokach majcych 
po czterysta krokw dugoci; spoczywa on na murze wysokoci kilku metrw, pomalowanym 
na czarno. Przy boku wschodnim znajdowa si wystp, na ktry z dwu stron prowadziy 
szerokie schody. Wzdu innych bokw stay wieyczki, po dziesi przy kadym; 
midzy kad par wieyczek znajdowao si po pi okien. 
Mniej wicej na rodku tarasu wznosi si rwnie kwadratowy budynek z bokami po 
dwiecie krokw. Ten mia pojedyncze schody, wiee na rogach i by barwy purpurowej. 
Na paskim dachu tej budowli sta znowu kwadratowy taras, wysoki na par metrw, barwy 
zotej, a na nim jedna na drugiej dwie wiee: niebieska i biaa. 
Cao wygldaa tak, jakby na ziemi postawi kto ogromn kostk czarn, na niej mniejsz 
purpurow, na niej zot, wyej niebiesk, a najwyej srebrn. Na kade za z tych wzniesie 
prowadziy schody albo podwjne boczne, albo pojedyncze frontowe, zawsze od strony 
wschodniej. 
Przy schodach i przy drzwiach stay na przemian wielkie sfinksy egipskie albo skrzydlate 
asyryjskie byki z ludzkimi gowami. 
Namiestnik z przyjemnoci patrzy na ten gmach, ktry przy blasku ksiyca, na tle bujnej 
rolinnoci wyglda przelicznie. By on wzniesiony w stylu chaldejskim i stanowczo 
rni si od wity egipskich, naprzd -systemem kondygnacji, po wtre -pionowymi 
cianami. U Egipcjan kada powana budowla miaa ciany pochye, jakby zbiegajce si ku 
grze. 
Ogrd nie by pusty. W rnych punktach wida byo domki i paacyki, pony wiata, 
rozlega si piew i muzyka. Midzy drzewami od czasu do czasu mign cie zakochanej 
pary. 
Nagle zbliy si do nich stary kapan; zamieni kilka sw z Hiramem i zoywszy niski 
ukon ksiciu rzek: 
- Racz, panie, uda si ze mn. 
-I niech bogowie czuwaj nad wasz dostojnoci - dorzuci Hiram zostawiajc ich. 
Ramzes poszed za kapanem. Nieco z boku wityni, midzy najwikszym gszczem, 
staa kamienna awka, a moe o sto krokw od niej niewielki paacyk, pod ktrym rozlegay 
si piewy. 
- Tam modl si? - zapyta ksi. 
-Nie!... - odpar kapan nie ukrywajc niechci. - To zbieraj si wielbiciele Kamy, naszej 
kapanki, pilnujcej ognia przed otarzem Astoreth. 
- Ktrego ona dzi przyjmie? 
-adnego, nigdy!... -odpar zgorszony przewodnik. -Gdyby kapanka od ognia nie dotrzymaa 
lubu czystoci, musiaaby umrze. 
163 
- Okrutne prawo! - rzek ksi. 
-Racz, panie, zaczeka na tej awce - odezwa si zimno kapan fenicki. - A gdy usyszysz 
trzy uderzenia w piowe blachy, id do wityni, wejd na taras, a stamtd do purpurowego 
gmachu. 
- Sam?... 
-Tak. 
Ksi usiad na awce, w cieniu oliwki, i sucha miechw kobiecych rozlegajcych si w 
paacyku. 
Kama? -myla. -adne imi!... Musi by moda, a moe jest pikna, a ci gupi Fenicjanie 
gro jej mierci, gdyby... Czy w ten sposb pragn zapewni sobie posiadanie choby 
kilkunastu dziewic na cay kraj?... 
mia si, ale byo mu smutno. Nie wiadomo dlaczego, aowa tej nieznanej kobiety, dla 
ktrej mio bya wejciem do grobu. 
Wyobraam sobie Tutmozisa, gdyby go mianowano kapank Astoreth!... Musiaby biedak 
umrze, zanim przed bogini wypaliaby si jedna lampa... 
W tej chwili pod paacykiem rozleg si dwik fletu i odegra jak tskn melodi, ktrej 
towarzyszyy gosy kobiet piewajcych: 
- Aha-a!... aha-a! - jakby przy koysaniu dzieci. 
Ucich flet, umilky kobiety, a odezwa si pikny gos mski greckim jzykiem: 
-Kiedy na ganku bynie twoja szata, bledn gwiazdy i milkn sowiki, a w moim sercu 
budzi si taka cisza jak na ziemi, gdy j powita biay wit... 
- Aha-a!... aha-a!... aha-a!... - nuciy kobiety i flet znowu odegra zwrotk. 
-A gdy rozmodlona udajesz si do wityni, fioki otaczaj ci wonnym obokiem, motyle 
kr okoo twoich ust, palmy przed twoj piknoci schylaj gowy... 
- Aha-a!... aha-a!... aha-a!.. 
-Gdy ci nie widz, patrz na niebo, aeby przypomnie sobie sodki spokj twojego oblicza. 
Daremna praca! Niebo nie posiada twojej pogody, a jego ar jest zimnem wobec pomieni, 
ktre spopieliy moje serce. 
- Aha-a!... aha-a!... 
-Jednego dnia stanem midzy rami, ktre blask twoich spojrze obleka w biao, 
szkaraty i zoto. Kady ich listek przypomnia mi jedn godzin, kady kwiat -jeden miesic 
przepdzony u twoich stp. A krople rosy to moje zy, ktrymi poi si okrutny wiatr pustyni. 
Daj znak, a porw ci i unios do mojej miej ojczyzny. Morze oddzieli nas od przeladowcw, 
mirtowe gaje ukryj nasze pieszczoty i czuwa bd nad naszym szczciem litociwsi 
dla zakochanych bogowie. 
- Aha-a!... aha-a!... 
Ramzes przymkn oczy i marzy. Przez zapuszczone rzsy ju nie widzia ogrodu, tylko 
powd ksiycowego wiata, wrd ktrej rozpyway si czarne cienie i piew nieznanego 
czowieka do nieznanej kobiety. Chwilami ten piew tak go ogarnia, tak gboko wdziera mu 
si w dusz, e Ramzes mia ch zapyta si: czy to nie on piewa, a nawet czy - on sam nie 
jest t pieni miosn?... 
W tym momencie jego tytu, wadza i cikie zagadnienia pastwowe, wszystko wydawao 
mu si ndznym drobiazgiem wobec tej nocy ksiycowej i tych okrzykw zakochanego serca. 
Gdyby mu dano do wyboru: ca potg faraona czy ten duchowy nastrj, w jakim znajdowa 
si obecnie, wolaby swoje rozmarzenie, w ktrym znikn cay wiat, on sam, nawet 
czas, a zostaa tsknota lecca w wieczno na skrzydach pieni. 
Wtem ksi ockn si, piew umilk, w paacyku pogasy wiata, a na tle jego biaych 
cian ostro odbijay czarne, puste okna. Mona byo myle, e tu nikt nigdy nie mieszka. 
Nawet ogrd opustosza i ucich, nawet lekki wiatr przesta porusza listkami. 
Raz!... dwa!... trzy!... Ze wityni odezway si trzy potne odgosy piu. 
164 
Aha! musz tam i... - pomyla ksi, dobrze nie wiedzc, gdzie ma i i po co. 
Skierowa si jednak w stron wityni, ktrej srebrzysta wiea growaa nad drzewami 
jakby wzywajc go do siebie. 
Szed odurzony, peen dziwacznych zachce. Midzy drzewami byo mu ciasno: pragn 
wej na szczyt tej wiey i odetchn, ogarn wzrokiem jaki szerszy horyzont. To znowu 
przypomniawszy sobie, e jest miesic Misori, e ju rok upyn od manewrw w pustyni, 
uczu tsknot za pustyni. Jakeby chtnie siad na swj lekki wz zaprzgnity w par koni 
i lecia gdzie naprzd, gdzie nie byoby tak duszno, a drzewa nie zasaniay widnokrgu. 
By ju u stp wityni, wic wszed na taras. Cicho i pusto, jakby wszyscy wymarli; tylko 
z daleka szemraa woda fontanny. Na drugich schodach rzuci swj burnus i miecz, jeszcze 
raz spojrza na ogrd, jakby mu al byo ksiyca, i wszed do wityni. Ponad nim wznosiy 
si jeszcze trzy kondygnacje. 
piowe drzwi byy otwarte, z obu stron wejcia stay skrzydlate figury bykw z ludzkimi 
gowami, na ktrych twarzach panowa dumny spokj. 
To krlowie asyryjscy -pomyla ksi przypatrujc si ich brodom, splecionym w 
drobne warkoczyki. 
Wntrze wityni byo czarne jak najczarniejsza noc; ciemno t potgoway jeszcze biae 
smugi ksiycowego wiata wpadajce przez wskie a wysokie okna. 
W gbi paliy si dwie lampy przed posgiem bogini Astoreth. Jakie dziwne owietlenie 
z gry sprawiao, e posg by doskonale widzialny. Ramzes patrzy. Bya to olbrzymia kobieta 
ze strusimi skrzydami. Miaa na sobie dug, fadzist szat, na gowie piczast czapk, 
w prawej rce par gobi. Jej pikna twarz i spuszczone oczy miay wyraz takiej sodyczy, 
takiej niewinnoci, e ksicia ogarno zdumienie: bya to bowiem patronka zemsty i najbardziej 
wyuzdanej rozpusty. 
Fenicja ukazaa mu jeszcze jedn ze swych tajemnic. 
Osobliwy nard! -pomyla. -Ich ludoerczy bogowie nie zjadaj, a ich wszeteczestwem 
opiekuj si dziewicze kapanki i bogini z dziecic twarz... 
Wtem uczu, e po nogach prdko przesuno mu si co jakby wielki w. Ramzes cofn 
si i stan w smudze ksiycowego wiata. 
Przywidzenie... - rzek do siebie. 
Prawie w tej chwili usysza szept: 
- Ramzesie!... Ramzesie!... 
Niepodobna byo pozna, czyj to gos - mski czy kobiecy, i skd pochodzi. 
- Ramzesie!... Ramzesie!... - rozleg si szept jakby od podogi. 
Ksi wszed w miejsce nieowietlone i nasuchujc pochyli si. Nagle poczu na swej 
gowie dwie delikatne rce. 
Zerwa si, aby je zapa, ale schwyci tylko powietrze. 
- Ramzesie!... - szepnito z gry. 
Podnis gow i uczu na ustach kwiat lotosu, a gdy wycign ku niemu rce, kto lekko 
opar si na jego ramionach. 
- Ramzesie!... - zawoano od otarza. 
Ksi odwrci si i osupia. W smudze wiata, o par krokw sta przeliczny czowiek, 
zupenie podobny do niego. Ta sama twarz, oczy, modzieczy zarost, ta sama postawa, ruchy 
i odzienie. 
Ksi przez chwil myla, e stoi przed wielkim lustrem, jakiego nawet faraon nie posiada. 
Wnet jednak przekona si, e jego sobowtr nie jest wizerunkiem, ale ywym czowiekiem. 
W tej chwili uczu pocaunek na szyi. Znowu odwrci si, lecz nie byo nikogo, a tymczasem 
i jego sobowtr znikn. 
- Kto tu jest?... Chc wiedzie!.. - zawoa rozgniewany ksi. 
165 
- To ja... Kama... - odpowiedzia sodki gos. 
I w wietlnej smudze ukazaa si przeliczna kobieta naga, w zotej przepasce okoo bioder. 
Ramzes pobieg i schwyci j za rk. Nie ucieka. 
-Ty jeste Kama?... Nie, ty jeste... Tak, ciebie kiedy przysa do mnie Dagon, ale wwczas 
nazywaa si Pieszczot... 
- Bo ja jestem i Pieszczota - odpowiedziaa naiwnie. 
- Ty mnie dotykaa rkoma?... 
- Ja. 
- Jakim sposobem?... 
- A o, takim... - odpowiedziaa zarzucajc mu rce na szyj i caujc go. 
Ramzes pochwyci j w objcia, ale wydara mu si z si, ktrej nie mona byo podejrzewa 
w tak drobnej postaci. 
-Wic to ty jeste kapanka Kama? Wic to do ciebie piewa dzisiaj ten Grek mwi ksi 
namitnie ciskajc jej rce. - Co za jeden ten piewak?... 
Kama pogardliwie wzruszya ramionami. 
- On jest przy naszej wityni - rzeka. 
Ramzesowi pony oczy, rozszerzay si nozdrza, szumiao mu w gowie. Ta sama kobieta 
przed kilkoma miesicami zrobia na nim mae wraenie, ale dzi gotw by dla niej popeni 
szalestwo. Zazdroci Grekowi, a jednoczenie czu nieopisany al na myl, e gdyby ona 
zostaa jego kochank, musiaaby umrze. 
-Jaka ty pikna -mwi. -Gdzie mieszkasz?... Ach wiem, w tamtym paacyku... Czy 
mona ci odwiedzi?... Naturalnie, jeeli przyjmujesz wizyty piewakw, musisz i mnie 
przyj... Czy naprawd jeste kapank pilnujc ognia?... 
-Tak. 
-I wasze prawa s tak okrutne, e nie pozwalaj ci kocha?... Ech, to s pogrki!... Dla 
mnie zrobisz wyjtek... 
- Przeklaby mnie caa Fenicja, zemciliby si bogowie... - odpara ze miechem. 
Ramzes znowu przycign j do siebie, ona znowu wydara si. 
-Strze si, ksi -mwia z wyzywajcym spojrzeniem. -Fenicja jest potna, a jej bogowie... 
- Co mnie obchodz twoi bogowie albo Fenicja... Gdyby ci wos spad, zdeptabym Fenicj 
jak z gadzin... 
- Kama!... Kama!... - odezwa si od posgu gos. Przerazia si. 
- O, widzisz, woaj mnie... Moe nawet syszeli twoje blunierstwa... 
- Bodajby nie usyszeli mego gniewu!... - wybuchn ksi. 
-Gniew bogw jest straszniejszy... 
Szarpna si i znika w cieniach wityni. Ramzes rzuci si za ni, lecz nagle cofn si; 
ca wityni, midzy otarzem i nim, zala ogromny krwawy pomie, wrd ktrego zaczy 
ukazywa si potworne figury: wielkie nietoperze, gady z ludzkimi twarzami, cienie... 
Pomie szed prosto na niego ca szerokoci gmachu, a oszoomiony nie znanym sobie 
widokiem, ksi cofa si wstecz. Nagle owiono go wiee powietrze. Odwrci gow by 
ju na zewntrz wityni, a jednoczenie piowe drzwi z oskotem zatrzasny si przed 
nim. 
Przetar oczy, rozejrza si. Ksiyc z najwyszego punktu na niebie znia si ju ku zachodowi. 
Obok kolumny Ramzes znalaz swj miecz i burnus. Podnis je i zeszed ze schodw 
jak pijany. 
Kiedy pno wrci do paacu, Tutmozis widzc jego poblad twarz i mtne spojrzenie 
zawoa z trwog: 
- Przez bogi! gdziee to by, erpatre?... - Cay twj dwr nie pi, zaniepokojony... 
166 
- Ogldaem miasto. adna noc... 
-Wiesz -doda piesznie Tutmozis jakby lkajc si, aby go kto inny nie uprzedzi. -
Wiesz, Sara powia ci syna... 
-Doprawdy?... Chc, aeby nikt z orszaku nie niepokoi si o mnie, ile razy wyjd na 
przechadzk. 
- Sam?... 
-Gdybym nie mg wychodzi sam, gdzie mi si podoba, bybym najnieszczliwszym 
niewolnikiem w tym pastwie - odpar cierpko namiestnik Odda miecz i burnus Tutmozisowi 
i poszed do swojej sypialni nie wzywajc nikogo. Jeszcze wczoraj wiadomo o urodzeniu 
si syna napeniaby go radoci. Lecz w tej chwili przyj j obojtnie. Ca dusz wypeniy 
mu wspomnienia dzisiejszego wieczoru, najdziwniejszego, jaki dotychczas pozna w yciu. 
Jeszcze widzia wiato ksiyca, w uszach rozlegaa si pie Greka. A ta witynia 
Astarty!... 
Nie mg zasn do rana. 
167 
ROZDZIA SIDMY 
Na drugi dzie ksi wsta pno, sam wykpa si i ubra, i kaza przyj do siebie Tutmozisowi. 
Wystrojony, namaszczony wonnociami elegant ukaza si natychmiast, pilnie przypatrujc 
si ksiciu, aby pozna, w jakim jest humorze, i odpowiednio do tego uoy swoj fizjognomi. 
Ale na twarzy Ramzesa malowao si tylko znuenie. 
- C - spyta Tutmozisa ziewajc - czy jeste pewny, e urodzi mi si syn? 
- Mam t wiadomo od witego Mefresa. 
- Oho!... Od jake to dawna prorocy zajmuj si moim domem? 
- Od czasu kiedy wasza dostojno okazujesz im swoj ask. 
-Tak?... -spyta ksi i zamyli si. Przypomnia sobie wczorajsz scen w wityni 
Astoreth i porwnywa j z podobnymi zjawiskami w wityni Hator. Woano na mnie mwi 
do siebie -i tu, i tam. Ale tam moja cela bya bardzo ciasna i grube mury, tu za woajcy, 
a waciwie Kama moga schowa si za kolumn i szepta... Wreszcie tu byo strasznie 
ciemno, a w mojej celi widno... Nagle rzek do Tutmozisa: 
- Kiedy si to stao? 
-Kiedy urodzi si dostojny syn twj?... Podobno ju z dziesi dni temu... Matka i dziecko 
zdrowe, doskonale wygldaj... Przy urodzeniu by sam Menes, lekarz twojej czcigodnej 
matki i dostojnego Herhora... 
- No, no... - odpar ksi i znowu myla: 
Dotykano mnie tu i tam jednakowo zrcznie... Czy bya jaka rnica?... Zdaje si, e bya, 
moe dlatego, e tu byem, a tam nie byem przygotowany na zobaczenie cudu... Ale tu pokazano 
mi drugiego m  i e, czego tam nie potrafili zrobi... Bardzo mdrzy s kapani!... Ciekawym, 
kto mnie tak dobrze udawa, boek czy czowiek?... O, bardzo mdrzy s kapani i 
nawet nie wiem, ktrym z nich lepiej wierzy: naszym czy fenickim?... 
-Suchaj, Tutmozis -rzek gono -suchaj, Tutmozis... Trzeba, aeby tu przyjechali... 
Musz przecie zobaczy mego syna... Nareszcie ju nikt nie bdzie mia prawa uwaa si za 
lepszego ode mnie... 
- Czy zaraz maj przyjecha dostojna Sara z synem?... 
- A niech przyjad jak najprdzej, jeeli tylko zdrowie im pozwoli. W granicach paacu jest 
duo wygodnych budowli. Trzeba wybra miejsce wrd drzew, zaciszne i chodne, gdy 
nadchodzi czas upaw... Nieche i ja poka wiatu mego syna!... 
I znowu wpad w zadum, ktra nawet zacza niepokoi Tutmozisa. 
Tak, mdrzy s! -myla Ramzes. -e lud oszukuj, nawet grubymi sposobami, o tym 
wiedziaem. Biedny wity Apis! Ile on uku dostaje w czasie procesji, kiedy chopi le 
przed nim na brzuchach... Ale aeby oszukiwali mnie, temu bym nie uwierzy... Gosy bogw, 
niewidzialne rce, czowiek oblewany smo to byy przegrywki!... Po czym nastpia pie 
Pentuera: o ubytku ziemi i ludnoci, o urzdnikach, Fenicjanach, a wszystko - aeby obmierzi 
mi wojn.. 
- Tutmozisie - rzek nagle. 
- Padam przed tob na twarz... 
-Trzeba powoli cign puki z nadmorskich miast -tutaj... Chc zrobi przegld i wynagrodzi 
ich wierno. 
- A my, szlachta, nie jestemy ci wierni? - spyta zmiszany Tutmozis. 
- Szlachta i wojsko to jedno. 
- A nomarchowie, urzdnicy?... 
168 
-Wiesz, Tutmozis, e nawet i urzdnicy s wierni -mwi ksi. -Co mwi, nawet Fenicjanie!... 
Chocia na wielu innych stanowiskach s zdrajcy... 
- Przez bogi, ciszej!... - szepn Tutmozis i lkliwie wyjrza do drugiej komnaty. 
-Oho!... - mia si ksi -skde ta trwoga? Wic i dla ciebie nie jest tajemnic, e mamy 
zdrajcw... 
-Wiem, o kim wasza dostojno mwisz -odpar Tutmozis - bo zawsze bye le uprzedzony... 
- Do kogo?... 
-Do kogo!... Domylam si. Ale sdziem, e po ugodzie z Herhorem, po dugim pobycie 
w wityni... 
-C witynia?... I tam, i w caym zreszt kraju przekonywaem si zawsze o jednym, e 
najlepsze ziemie, najdzielniejsza ludno i niezmierne bogactwa nie s wasnoci faraona... 
- Ciszej !... ciszej !... - szepta Tutmozis. 
-Ale cigle milcz, cigle mam twarz pogodn, wic pozwl mi si wygada cho ty... 
Zreszt nawet w najwyszej radzie miabym prawo powiedzie, e w tym Egipcie, ktry niepodzielnie 
naley do mego ojca ja jego nastpca i namiestnik, musiaem poyczy sto talentw 
od jakiego tyryjskiego ksitka... Nie jeste to haba!... 
-Ale skde ci to dzi przyszo?... -szepta Tutmozis, pragnc jak najrychlej zakoczy 
niebezpieczn rozmow. 
- Skd?... - powtrzy ksi i umilk, aby znowu pogry si w zadumie. 
Niewiele jeszcze znaczyoby - myla -gdyby tylko mnie oszukiwali: jestem dopiero nastpc 
faraona i nie do wszystkich tajemnic mog by dopuszczany. Ale kto mi powie, e oni 
w taki sam sposb nie postpowali z moim czcigodnym ojcem?... Trzydzieci kilka lat ufa im 
nieograniczenie, korzy si przed cudami, skada hojne ofiary bogom, po to... aeby jego 
majtek i wadza przesza w rce ambitnych filutw... I nikt mu oczu nie otworzy... Bo faraon 
nie moe, jak ja, wchodzi w nocy do wity fenickich, bo w kocu do jego witobliwoci 
nikt nie ma przystpu... 
A kto mnie dzi zapewni, e kapastwo nie dy do obalenia tronu, jak to powiedzia Hiram?... 
Wszake ojciec ostrzeg mnie, e Fenicjanie s najprawdomwniejsi, gdy maj w tym 
interes. I z pewnoci, e maj interes, aeby nie by wypdzonymi z Egiptu i nie dosta si 
pod wadz Asyrii... Asyria, stado wciekych lww!... Kdy oni przejd, nic nie zostanie 
oprcz zwalisk i trupw, jak po poarze!... 
Nagle Ramzes podnis gow: z daleka dolecia go odgos fletw i rogw. 
- Co to znaczy? - zapyta Tutmozisa. 
-Wielka nowina!... - odpar dworak z umiechem. - Azjaci witaj znakomitego pielgrzyma, 
a z Babilonu... 
- Z Babilonu?... Kto on?... 
- Nazywa si Sargon... 
-Sargon?... -przerwa ksi. -Sargon!... aha! cha!... -zacz si mia. -Czyme on 
jest?... 
-Ma by wielkim dostojnikiem na dworze krla Assara. Prowadzi ze sob dziesi soni, 
stada najpikniejszych rumakw pustynnych, tumy niewolnikw i sug. 
- A po co on tu przyjeda? 
- Pokoni si cudownej bogini Astoreth, ktr czci caa Azja - odpar Tutmozis. 
-Cha!... cha!... cha!... - mia si ksi przypomniawszy sobie zapowied Hirama o przyjedzie 
asyryjskiego posa. - Sargon... cha!... cha!... Sargon, powinowaty krla Assara, zrobi 
si nagle tak pobonym, e na cae miesice puszcza si w niewygodn podr, byle uczci 
bogini Astoreth w Pi-Bast... Ale w Niniwie znalazby wikszych bogw i uczeszych kapanw... 
Cha!... cha! cha! 
Tutmozis ze zdumieniem patrzy na ksicia. 
169 
- Co tobie, Ramzesie?... 
-Oto cud! -mwi ksi -jakiego chyba nie zapisay kronik adnej wityni... Tylko 
pomyl, Tutmozisie... W chwili gdy najbardziej zastanawiasz si nad pytaniem: w jaki sposb 
zapa zodzieja, ktry ci wci okrada? -w takiej chwili - w zodziej znowu pakuje rce do 
twojej skrzyni, w twoich oczach, przy tysicu wiadkw... Cha! cha! cha!... Sargon - pobony 
pielgrzym!... 
- Nic nie rozumiem... - szepta zakopotany Tutmozis. 
-I nie potrzebujesz rozumie - odpar namiestnik. - Zapamitaj tylko, e Sargon przyjecha 
tu na pobone praktyki do witej Astoreth... 
-Zdaje mi si, e wszystko, o czym mwisz - rzek zniajc gos Tutmozis - e wszystko 
to s rzeczy bardzo niebezpieczne... 
- Tote nie wspominaj o nich nikomu. 
-e ja nie wspomn, tego chyba jeste pewny, ale czy ty, ksi, sam si nie zdradzisz... 
Jeste prdki jak byskawica.... 
Nastpca pooy mu rk na ramieniu. 
-Bd spokojny -rzek patrzc mu w oczy. -Obycie mi tylko dochowali wiernoci, wy, 
szlachta i wojsko, a zobaczycie dziwne wypadki i... skocz si dla was cikie czasy!... 
-Wiesz, e zginiemy na twj rozkaz - odpar Tutmozis kadc rk na piersiach. Na jego 
obliczu bya tak niezwyka powaga, i ksi zrozumia, wreszcie nie po raz pierwszy, e w 
tym rozhukanym elegancie kryje si dzielny m, na ktrego mieczu i rozumie mona polega. 
Od tej pory ksi nigdy ju nie prowadzi z Tutmozisem tak dziwnej rozmowy. Ale wierny 
przyjaciel i suga odgad, e poza przyjazdem Sargona kryj si jakie wielkie interesa 
pastwowe, samowolnie rozstrzygane przez kapanw. 
Zreszt od pewnego czasu caa egipska arystokracja, nomarchowie, wysi urzdnicy i dowdcy, 
bardzo cicho, ale to bardzo cicho, szeptali midzy sob, e nadchodz wane wypadki. 
Fenicjanie bowiem pod przysig dochowania tajemnicy opowiadali im o jakowych 
traktatach z Asyri, przy ktrych Fenicja zginie, a Egipt okryje si hab i bodaj e kiedy 
stanie si lennikiem Asyrii. 
Wzburzenie midzy arystokracj byo ogromne, lecz nikt si nie zdradzi. Owszem, zarwno 
na dworze nastpcy, jak i u nomarchw Dolnego Egiptu, bawiono si doskonale. Mona 
byo sdzi, e wraz z gorcem spado na nich szalestwo nie tylko zabaw, ale rozpusty. 
Nie byo dnia bez igrzysk, uczt i triumfalnych pochodw, nie byo nocy bez iluminacji i wrzaskw. 
Nie tylko w Pi-Bast, ale w kadym miecie wytworzya si moda przebiegania ulic z 
pochodniami, muzyk, a nade wszystko z penymi dzbanami. Wpadano do domw i wycigano 
picych mieszkacw na pijatyk, a e Egipcjanie mieli duy pocig do hulanek, wic 
bawi si, kto y. 
Przez czas pobytu Ramzesa w wityni Hator Fenicjanie zdjci jakim panicznym strachem 
spdzali dnie na modlitwach i wszystkim odmawiali kredytu. Lecz po rozmowie Hirama 
z namiestnikiem pobono i ostrono nagle opucia Fenicjan i zaczli panom egipskim 
hojniej udziela poyczek anieli kiedykolwiek. 
Takiej obfitoci zota i towarw, jaka zapanowaa w Dolnym Egipcie, a nade wszystko tak 
maych procentw, nie pamitali najstarsi ludzie. 
Surowy i mdry stan kapaski zwrci uwag na szalestwa najwyszych klas spoecznych. 
Lecz omylili si w ocenianiu jego rde, a wity Mentezufis, ktry co kilka dni wysya 
raport do Herhora, wci donosi mu, e nastpca, znudzony praktykami religijnymi w 
wityni Hator, bawi si teraz bez pamici, a wraz z nim caa arystokracja. 
Dostojny minister nawet nie odpowiada na te wzmianki, co dowodzio, e hulatyk ksicia 
uwaa za rzecz naturaln, a moe nawet poyteczn. 
170 
Przy takim nastroju najbliszego otoczenia Ramzes zyska duo swobody. Prawie kadego 
wieczora, gdy przepici winem dworzanie zaczynali traci wiadomo, ksi -wymyka si z 
paacu. 
Okryty ciemnym burnusem oficera, przebiega puste ulice i wydostawa si za miasto, do 
ogrodw wityni Astoreth. 
Tam odnajdywa swoj awk naprzeciw paacyku Kamy i ukryty midzy drzewami patrzy 
na ponce pochodnie, sucha piewu wielbicieli kapanki i - marzy o niej. 
Ksiyc wschodzi coraz pniej, zbliajc si do nowiu, noce byy szare, efekta wietlne 
przepady, ale Ramzes mimo to wci widzia jasno owej pierwszej nocy i sysza namitne 
strofy Greka. 
Nieraz powstawa z awki, aeby wprost pj do mieszkania Kamy, ale ogarnia go wstyd. 
Czu on, e nie wypada nastpcy tronu ukazywa si w domu kapanki, ktr odwiedza kady 
pielgrzym, byle zoy hojniejsz dla wityni ofiar. Co dziwniejsza - ba si, aeby widok 
Kamy, otoczonej dzbanami i nieszczliwymi wielbicielami, nie zatar mu cudownego 
obrazu ksiycowej nocy. Wwczas gdy j przysa Dagon, aeby odwrci gniew ksicia, 
Kama wydaa si Ramzesowi mod dziewczyn, dosy powabn, dla ktrej jednak mona 
nie straci gowy. Lecz gdy pierwszy raz w yciu on, wdz i namiestnik, musia siedzie pod 
domem kobiety, gdy go rozmarzya noc, gdy usysza gorce owiadczyny innego mczyzny, 
wtedy, take pierwszy raz w yciu, zrodzio si w nim szczeglne uczucie: miszanina podania, 
tsknoty i zazdroci. 
Gdyby mg mie Kam na kade zawoanie, sprzykrzyaby si mu bardzo prdko, a moe 
nawet nie ubiegaby si za ni. Ale mier stojca na progu jej sypialni, zakochany piewak, a 
nareszcie to upokarzajce stanowisko najwyszego dostojnika wobec kapanki, wszystko to 
wytwarzao sytuacj Ramzesowi dotychczas nie znan, a wic pontn. 
I oto dlaczego, prawie co wieczr, od dziesiciu dni przychodzi do ogrodw bogini Astoreth 
zasaniajc twarz wobec przechodniw. 
Pewnego wieczoru, kiedy na uczcie w swoim paacu wypi duo wina, Ramzes wymkn 
si ze stanowczym zamiarem. Powiedzia sobie, e dzisiaj wejdzie do mieszkania Kamy, a jej 
wielbiciele - niech sobie piewaj pod oknami. 
Szed prdko przez miasto, lecz w ogrodach nalecych do wityni zwolni kroku: znowu 
bowiem uczu wstyd. 
Czy syszano kiedykolwiek -myla -aeby nastpca faraona biega za kobietami jak 
biedny pisarz, ktry znikd nie moe poyczy dziesiciu drachm? Wszystkie przychodziy 
do mnie, wic i ta powinna przyj... 
I ju chcia wrci. 
A jednak ta nie moe przyj - mwi w duchu - gdy zabiliby j... 
Stan i waha si. 
Kto by j zabi?... Hiram, ktry w nic nie wierzy, czy Dagon, ktry ju sam nie wie, czym 
jest?... Tak, ale jest tu mnstwo innych Fenicjan i przewijaj si setki tysicy pielgrzymw 
fanatycznych i dzikich. W oczach tych gupcw Kama odwiedzajc mnie popeniaby witokradztwo 
Wic znowu poszed w stron paacyku kapanki. Ani pomyla, e jemu grozi tu moe 
niebezpieczestwo. Jemu, ktry nie wydobywajc miecza, samym spojrzeniem cay wiat 
moe powali do swych stp. On, Ramzes, i niebezpieczestwo!... 
Gdy ksi wyszed spord drzew, spostrzeg, e dom kapanki jest bardziej owietlony i 
haaliwszy ni zwykle. Istotnie w pokojach i na tarasach byo peno goci, a i dokoa paacyku 
krci si tum. 
Co to za banda? - pomyla ksi. 
Zebranie byo niecodzienne. Niedaleko sta ogromny so dwigajcy na grzbiecie zocon 
lektyk z purpurowymi frankami. Obok sonia rao, kwiczao i w ogle niecierpliwio si 
171 
kilkanacie koni o grubych szyjach i nogach, z przewizanymi u dou ogonami, z metalowymi 
niby-hemami na gowach. 
Midzy niespokojnymi, prawie dzikimi zwierztami krcio si kilkudziesiciu ludzi, jakich 
Ramzes jeszcze nie widzia. Mieli oni kudate wosy, wielkie brody, piczaste czapki z 
klapami na uszach. Jedni byli odziani w dugie szaty z grubego sukna, spadajce do kostek, 
inni w krtkie surduty i spodnie, a niektrzy -w buty z cholewami. Wszystko to byo uzbrojone 
w miecze, uki i wcznie. 
Na widok tych cudzoziemcw, silnych, niezgrabnych, miejcych si ordynaryjnie, cuchncych 
ojem i gadajcych nieznanym a twardym jzykiem, w ksiciu zagotowao si. Jak 
lew, kiedy zobaczy obce zwierz, cho niegodny, zabiera si jednak do skoku, tak Ramzes, 
chocia ludzie ci nic mu nie zawinili, uczu do nich straszn nienawi. Drani go ich jzyk, 
ich ubiory, ich zapach, nawet ich konie. Krew uderzya mu do gowy i sign po miecz, aby 
wpa na tych ludzi i wymordowa ich i ich zwierzta. Ale ockn si. 
Set rzuci na mnie urok?... - pomyla. 
W tej chwili przeszed koo niego nagi Egipcjanin w czepcu na gowie i opasce dokoa 
bioder. Ksi czu, e ten czowiek jest mu miy, nawet drogi w tej chwili, bo to Egipcjanin. 
Wydoby z worka zoty piercionek wartoci kilkunastu drachm i da go niewolnikowi. 
- Suchaj - spyta - co to za ludzie? 
- Asyryjczycy - szepn Egipcjanin i nienawi bysna mu w oczach. 
- Asyryjczycy!... - powtrzy ksi. - Wic to s Asyryjczycy?... A co oni tu robi?... 
-Ich pan, Sargon, zaleca si do kapanki, do witej Kamy, a oni go pilnuj... Oby ich trd 
stoczy, wiskich synw... 
- Moesz odej. 
Nagi czowiek nisko ukoni si Ramzesowi i pobieg zapewne do kuchni. 
Wic to s Asyryjczycy?... -myla ksi przypatrujc si dziwacznym postaciom i 
wsuchujc w nienawistny, cho niezrozumiay jzyk. - Wic Asyryjczycy ju s nad Nilem, 
aeby zbrata si z nami czy oszuka nas, a ich dostojnik Sargon zaleca si do Kamy?... 
Zawrci do domu. Jego rozmarzenie zgaso przy blasku nowej, cho dopiero budzcej si 
namitnoci. On, czowiek szlachetny i agodny, poczu mierteln nienawi do odwiecznych 
wrogw Egiptu, z ktrymi zetkn si po raz pierwszy. 
Kiedy po opuszczeniu wityni Hator i rozmowie z Hiramem pocz rozmyla o rozpoczciu 
wojny z Azj, to byy tylko rozmylania. Egipt potrzebowa ludzi, a faraon skarbw, a 
e wojna bya najatwiejszym sposobem zdobycia ich, e wreszcie dogadzaa jego potrzebie 
sawy, wic projektowa sobie wojn. 
Ale w tej chwili nie obchodziy go skarby, niewolnicy ani sawa, bo odezwa si w nim 
potniejszy nad wszystko gos nienawici. Faraonowie tak dugo walczyli z Asyryjczykami, 
obie strony tyle przelay krwi, walka tak gbokie zapucia korzenie w serca, e ksi na 
sam widok onierzy asyryjskich chwyta za miecz. Zdawao si, e wszystkie duchy polegych 
wojownikw, wszystkie ich trudy i cierpienia zmartwychwstay w duszy krlewskiego 
dziecicia i woay o zemst. 
Gdy ksi wrci do paacu, wezwa Tutmozisa. Jeden z nich by przepity, drugi wcieky. 
- Czy wiesz, com teraz widzia? - rzek ksi do ulubieca. 
- Moe ktry z kapanw... - szepn Tutmozis. 
-Widziaem Asyryjczykw... O bogowie!... Com ja uczu... C to za pody lud... Ciaa 
ich, od stp do gw okrcone wen jak dzikich zwierzt, mierdz starym ojem, a co to za 
mowa, jakie brody, wosy!... 
Szybko chodzi po komnacie, zadyszany, rozgorczkowany. 
-Mylaem -mwi Ramzes -e pogardzam zodziejstwami pisarzy, obud nomarchw, 
e nienawidz chytrych i ambitnych kapanw... Miaem wstrt do ydw i lkaem si Fenicjan... 
Ale dzi przekonywam si, e tamto byy zabawki. Teraz dopiero wiem, co to jest nie
172 
nawi, kiedym zobaczy i usysza Asyryjczykw, teraz rozumiem, dlaczego pies rozdziera 
kota, ktry mu przeszed drog... 
-Do ydw i Fenicjan przywyke, wasza dostojno, Asyryjczykw spotkae po raz 
pierwszy -wtrci Tutmozis. 
-Gupstwo Fenicjanie!... - cign jakby do siebie ksi. -Fenicjanin, Filistyn, Saszu, Libijczyk, 
nawet Etiopa, to jakby czonkowie naszej rodziny. Kiedy nie pac danin, gniewamy 
si na nich, gdy zapac, zapominamy... 
Ale Asyryjczyk jest to co tak obcego, tak wrogiego, e... Nie bd szczliwym, dopki 
nie ujrz pola zasanego ich trupami, dopki nie nalicz ze sto tysicy odcitych rk... 
Tutmozis nigdy nie widzia Ramzesa w podobnym nastroju. 
173 
ROZDZIA SMY 
W par dni ksi wysa swojego ulubieca z wezwaniem do Kamy. Przybya natychmiast 
w szczelnie zasonitej lektyce. 
Ramzes przyj j w osobnym pokoju. 
- Byem - rzek -jednego wieczora pod twoim domem. 
-O Astoreth!... - zawoaa kapanka. -Czemu zawdziczam najwysz ask?... I co przeszkodzio 
ci, dostojny panie, e nie raczye zawoa twojej niewolnicy?... 
-Stay tam jakie bydlta. Podobno Asyryjczykowie. Wic wasza dostojno trudzie si 
wieczorem?... Nigdy nie miaabym przypuci, e nasz wadca znajduje si o kilka krokw 
ode mnie pod goym niebem. 
Ksi zarumieni si. Jakeby bya zdziwiona dowiedziawszy si, e ksi z dziesi 
wieczorw przepdzi pod jej oknami! A moe ona i wiedziaa o tym, gdyby sdzi z jej pumiechnitych 
ust i obudnie spuszczonych oczu. 
- Wic teraz, Kamo - mwi ksi - przyjmujesz u siebie Asyryjczykw? 
-To wielki magnat!... - zawoaa Kama. -To powinowaty krla, Sargon, ktry pi talentw 
ofiarowa naszej bogini... 
- A ty mu wywzajemnisz si, Kamo - szydzi nastpca. 
-I poniewa jest tak hojnym magnatem, bogowie feniccy nie ukarz ci mierci... 
-Co mwisz, panie?... - odpara skadajc rce. - Czyli nie wiesz, e Azjata; choby mnie 
znalaz w pustyni, nie podniesie na mnie rki, gdybym nawet oddaa mu si sama. Oni lkaj 
si bogw... 
- Po c wic przychodzi do ciebie ten mierdzcy... nie - ten pobony Azjata? 
- Chce mnie namwi, aebym wyjechaa do wityni Astoreth babiloskiej. 
-I pojedziesz?... 
- Pojad... jeeli ty, panie, kaesz... - odpowiedziaa Kama zasaniajc twarz welonem. 
Ksi milczc uj j za rk. Usta mu dray. 
-Nie dotykaj mnie, panie -szeptaa wzruszona. - Jeste wadc i opor moj i wszystkich 
Fenicjan w tym kraju, ale... bd miosierny... 
Namiestnik puci j i zacz chodzi po pokoju. 
-Gorcy dzie, prawda?.. -rzek. -Podobno s kraje, gdzie w miesicu Mechir spada z 
nieba na ziemi biay puch, ktry na ogniu zmienia si w wod i robi zimno. O Kamo, popro 
twoich bogw, aeby zesali mi troch tego pierza!... Cho, co ja mwi?... Gdyby pokryli 
nim cay Egipt, wszystek ten puch zamieniby si na wod, ale nie ostudziby mego serca. 
-Bo jeste jak boski Amon, jeste soce ukryte w ludzkiej postaci -odpara Kama. Ciemno 
pierzcha stamtd, gdzie zwrcisz twoje oblicze, a pod blaskiem twoich spojrze 
rosn kwiaty... 
Ksi znowu zbliy si do niej. 
-Ale bd miosierny -szepna. - Przecie ty dobry bg, wic nie moesz zrobi krzywdy 
twojej kapance... 
Ksi znowu odsun si i otrzsn, jakby pragnc zrzuci z siebie ciar. Kama patrzya 
na niego spod opuszczonej powieki i umiechna si nieznacznie. 
Gdy milczenie trwao zbyt dugo, spytaa: 
- Kazae mnie wezwa, wadco. Oto jestem i czekam, aby mi objawi wol twoj. 
-Aha!... - ockn si ksi. - Powiedz no mi, kapanko... Aha!... Kto to by ten, tak podobny 
do mnie, ktrego widziaem w waszej wityni wwczas?... 
Kama pooya palec na ustach. 
- wita tajemnica... - szepna. 
174 
- Jedno jest tajemnic, drugiego nie wolno - odpar Ramzes. Nieche przynajmniej dowiem 
si, kto on taki: czowiek czy duch?... 
-Duch. 
- A jednak ten duch wypiewywa pod twoimi oknami?... 
Kama umiechna si. 
- Nie chc gwaci tajemnic waszej wityni... - cign ksi. 
- Przyrzeke to, panie, Hiramowi - wtrcia kapanka. 
-Dobrze... dobrze!... - przerwa rozdraniony namiestnik. - Dlatego ani z Hiramem, ani z 
kim innym nie bd rozmawia o tym cudzie, tylko z tob... Ot, Kamo, powiedz duchowi 
czy czowiekowi, ktry jest tak do mnie podobny, aeby jak najprdzej wyjeda z Egiptu i 
nikomu nie pokazywa si. Bo widzisz... W adnym pastwie nie moe by dwu nastpcw 
tronu. 
Nagle uderzy si w czoo. Dotychczas mwi tak, aeby zakopota Kam, lecz teraz przysza 
mu myl cakiem powana: 
-Ciekawym -rzek, ostro patrzc na Kam - dlaczego twoi rodacy pokazali mi mj ywy 
wizerunek?... Czy chc ostrzec, e maj dla mnie zastpc?... Istotnie, zadziwia mnie ich 
czyn. 
Kama upada mu do ng. 
-O panie! -szepna. - Ty, ktry nosisz na piersiach nasz najwyszy talizman, czy moesz 
przypuci, aeby Fenicjanie robili co na twoj szkod?... Ale pomyl tylko... W wypadku, 
gdyby grozio ci niebezpieczestwo albo gdyby chcia omyli swoich nieprzyjaci, czy taki 
czowiek nie przyda si?... Fenicjanie to tylko chcieli pokaza ci w wityni... 
Ksi pomyla i wzruszy ramionami... 
Tak -rzek do siebie. - Gdybym potrzebowa czyjejkolwiek opieki!... Ale czy Fenicjanie 
sdz, e ja sam nie dam sobie rady?... W takim razie zego wybrali protektora dla siebie. 
-Panie - szepna Kama - albo nie jest ci wiadome, e Ramzes Wielki mia oprcz swojej 
postaci dwie inne dla wrogw?... I tamte dwa cienie krlewskie zginy, a on y... 
-No, dosy... - przerwa ksi. - Aby za ludy Azji wiedziay, e jestem askawy, przeznaczam, 
Kamo, pi talentw na igrzyska na cze Astoreth, a kosztowny puchar do jej 
wityni. Dzi jeszcze odbierzesz to. Skinieniem gowy poegna kapank. Po jej wyjciu 
opanowaa go nowa fala myli: 
Zaprawd, przebiegli s Fenicjanie. Jeeli ten mj yjcy wizerunek jest czowiekiem, 
mog mi zrobi z nie- go wielki podarunek, a ja czynibym kiedy cuda, o jakich bodaje nie 
syszano w Egipcie. Faraon mieszka w Memfis, a jednoczenie ukazuje si w Tebach albo w 
Tanis!... Faraon posuwa si z armi na Babilon, Asyryjczycy tam gromadz gwne siy, a 
jednoczenie -faraon z inn armi zdobywa Niniw... Sdz, e Asyryjczycy byliby bardzo 
zdumieni takim wypadkiem. 
I znowu obudzia si w nim gucha nienawi do potnych Azjatw, i znowu widzia swj 
triumfalny wz, przejedajcy pobojowisko pene asyryjskich trupw i cae kosze odcitych 
rk. 
Teraz wojna staa si dla jego duszy tak koniecznoci jak chleb dla ciaa. Bo nie tylko 
mg przez ni zbogaci Egipt, napeni skarb i zdoby wiecznotrwa saw, ale jeszcze mg 
zaspokoi, dotychczas niewiadomy, dzi potnie rozbudzony instynkt zniszczenia 
Asyrii. 
Dopki nie zobaczy tych wojownikw z kudatymi brodami, nie myla o nich. Ale dzi 
zawadzali mu. Byo mu tak ciasno z nimi na wiecie, e kto musia ustpi: oni albo on. 
Jak rol w obecnym jego nastroju odegra Hiram i Kama? - z tego nie zdawa sobie sprawy. 
Czu tylko, e musi mie wojn z Asyri, jak ptak przelotny czuje, e w miesicu Pachono 
musi odej na pnoc. 
175 
Namitno wojny szybko ogarniaa ksicia. Mniej mwi, rzadziej umiecha si, przy 
ucztach siedzia zamylony, a zarazem coraz czciej przestawa z wojskiem i arystokracj. 
Widzc aski, jakie namiestnik zlewa na tych, ktrzy nosz bro, szlachecka modzie, a nawet 
ludzie starsi poczli zaciga si do pukw. Zwrcio to uwag witego Mentezufisa, 
ktry wysa do Herhora list tej treci: 
Od przybycia Asyryjczykw do Pi-Bast nastpca tronu jest rozgorczkowany, a jego 
dwr usposobiony bardzo wojowniczo. Pij i graj w koci jak poprzednio, ale wszyscy odrzucili 
cienkie szaty i peruki i bez wzgldu na straszny upa chodz w onierskich czepcach i 
kaftanach. 
Obawiam si, aeby ta zbrojna gotowo nie obrazia dostojnego Sargona. 
Na co Herhor natychmiast odpowiedzia: 
Nic nie szkodzi, e nasza zniewieciaa szlachta polubia wojskowo na czas przyjazdu 
Asyryjczykw, gdy ci bd mieli o nas lepsze wyobraenie. Najdostojniejszy namiestnik, 
wida owiecony przez bogw, odgad, e wanie teraz trzeba dzwoni mieczami, kiedy 
mamy u siebie posw tak wojennego narodu. 
Jestem pewny, e to dzielne usposobienie naszej modziey da Sargonowi do mylenia i 
zrobi go mikszym w ukadach. 
Pierwszy raz, jak Egipt Egiptem, zdarzyo si, e mody ksi oszuka czujno kapanw. 
Co prawda stali za nim Fenicjanie i - wykradziona przez nich tajemnica traktatu z Asyri, 
czego kapani nawet nie podejrzewali. Najlepsz wreszcie mask nastpcy wobec kapaskich 
dostojnikw bya ruchliwo jego charakteru. Wszyscy pamitali, jak atwo w roku zeszym 
przerzuci si od manewrw pod Pi-Bailos do cichego folwarku Sary i jak w ostatnich czasach 
kolejno zapala si do uczt, zaj administracyjnych, pobonoci, aby znowu powrci do 
uczt. Tote, z wyjtkiem Tutmozisa, nikt by nie uwierzy, e ten zmienny modzieniec posiada 
jaki plan, jakie haso, do ktrego bdzie dy z niepokonanym uporem. 
Tym razem nawet nie trzeba byo dugo czeka na nowy dowd zmiennoci upodoba 
Ramzesa. 
Do Pi-Bast, pomimo upau, przyjechaa Sara z caym dworem i synem. Bya troch mizerna, 
dziecko troch niezdrowe czy zmczone, ale oboje wygldali bardzo adnie. 
Ksi by zachwycony. W najpikniejszej czci paacowego ogrodu wyznaczy Sarze 
dom i prawie cae dni przesiadywa przy kolebce swego syna. 
Poszy w kt uczty, manewry i pospne zamylenia Ramzesa. Panowie z jego wity musieli 
pi i bawi si sami, bardzo prdko odpasali miecze i przebrali si w najwykwintniejsze 
szaty. Zmiana kostiumu bya dla nich tym niezbdniejsz, e ksi po kilku z nich prowadzi 
do mieszkania Sary, aby pokaza im syna, swego syna. 
-Patrz, Tutmozisie -mwi raz do ulubieca -jakie to pikne dziecko: istny patek ry. 
No i z tego ma kiedy wyrosn czowiek, z tego drobiazgu!.. I to rowe piskl bdzie kiedy 
chodzio, rozmawiao, nawet uczyo si mdroci w kapaskich szkoach... Czy ty widzisz 
jego rczyny, Tutmozisie?... - woa zachwycony Ramzes. -Zapamitaj sobie te drobne 
rce, aeby opowiedzia o nich kiedy, gdy mu daruj puk i ka nosi za sob mj topr... I 
to jest mj syn, mj syn, rodzony!... 
Nic dziwnego, e gdy tak mwi pan, jego dworzanie martwili si, e nie mog zosta 
niakami, a nawet mamkami dziecka, ktre lubo nie miao adnych praw dynastycznych, byo 
jednak pierwszym synem przyszego faraona. 
Lecz ta sielanka skoczya si bardzo prdko, gdy - nie dogadzaa interesom Fenicjan. 
Pewnego dnia dostojny Hiram przyby do paacu z wielk wit kupcw, niewolnikw tudzie 
ubogich Egipcjan, ktrym dawa jamun, i stanwszy przed nastpc rzek: 
-Miociwy panie nasz! Aeby da dowd, e serce twoje i dla nas Azjatw jest pene aski, 
darowae nam pi talentw celem urzdzenia igrzysk na cze boskiej Astoreth. Wola 
176 
twoja jest speniona, igrzyska przygotowalimy, a teraz przychodzimy baga ci, aeby raczy 
zaszczyci je swoj obecnoci. 
To mwic siwowosy ksi tyryjski uklkn przed Ramzesem i na zotej tacy poda mu 
zoty klucz do loy cyrku. 
Ramzes chtnie zgodzi si na zaprosiny, a wici kapani Mefres i Mentezufis nic nie 
mieli przeciw temu, aby ksi przyj udzia w uroczystoci na cze bogini Astoreth. 
-Przede wszystkim Astoreth -mwi dostojny Mefres do Mentezufisa -jest tym samym, co 
nasza Izyda tudzie Istar Chaldejska. Po wtre, jeeli pozwolilimy Azjatom wybudowa 
wityni na naszej ziemi, wypada od czasu do czasu by uprzejmymi dla ich bogw. 
-Mamy nawet obowizek zrobi ma grzeczno Fenicjanom po zawarciu takiego traktatu 
z Asyri!.. - wtrci miejc si dostojny Mentezufis. 
Cyrk, do ktrego namiestnik wraz z nomarch i najprzedniejszymi oficerami uda si o godzinie 
czwartej po poudniu, by zbudowany w ogrodzie wityni Astoreth. Skada si on z 
okrgego placu, ktry otacza parkan wysoki na dwu ludzi, za dokoa parkanu byo mnstwo 
l i awek wznoszcych si amfiteatralnie. Dachu budynek nie posiada, natomiast nad. loami 
rozcigay si rnokolorowe pachty w formie motylich skrzyde, ktre skrapiano 
pachnc wod i poruszano dla chodzenia powietrza. 
Gdy namiestnik ukaza si w swej loy, zgromadzeni w cyrku Azjaci i Egipcjanie wydali 
wielki krzyk. Po czym zaczo si przedstawienie procesj muzykw, piewakw i tancerek. 
Ksi rozejrza si. Mia po prawej rce lo Hirama i najznakomitszych Fenicjan, na lewo 
lo fenickich kapanw i kapanek, midzy ktrymi Kama, zajmujca jedno z pierwszych 
miejsc, zwracaa na siebie uwag bogatym strojem i piknoci. Miaa przezroczyst szat 
ozdobion rnokolorowymi haftami, zote bransolety na rkach i nogach, a na gowie przepask 
z kwiatem lotosu wyrobionym bardzo kunsztownie z drogich kamieni. 
Kama, oddawszy wraz z kolegami swymi gboki ukon ksiciu, zwrcia si do loy na 
lewo i zacza oywion rozmow z cudzoziemcem o wspaniaej postawie i nieco szpakowatych 
wosach. Czowiek ten i jego towarzysze mieli brody i wosy zaplecione w mnstwo 
warkoczykw. 
Ramzes, ktry przyszed do cyrku prawie wprost z pokoju swego syna, by w wesoym 
usposobieniu. Lecz gdy zobaczy, e Kama rozmawia z jakim obcym czowiekiem, spochmurnia. 
- Czy nie wiesz - zapyta Tutmozisa - co to za drab, do ktrego wdziczy si kapanka?... 
- To jest wanie w znakomity pielgrzym babiloski, dostojny Sargon. 
- Ale to stary dziad! - rzek ksi. 
- Jest zapewne starszy od nas obu, ale to pikny czowiek. 
-Czyli taki barbarzyca moe by piknym!... - oburzy si namiestnik. - Jestem pewny, 
e mierdzi ojem... 
Obaj umilkli: ksi z gniewu, Tutmozis ze strachu, e omieli si pochwali czowieka, 
ktry nie podoba si jego panu. 
Tymczasem na arenie widowisko szo za widowiskiem. Kolejno wystpowali gimnastycy, 
poskramiacze ww, tancerze, kuglarze i bazny wywoujc okrzyki widzw. 
Ale namiestnik by chmurny. W jego duszy odyy chwilowo upione namitnoci: nienawi 
do Asyryjczykw i zazdro o Kam. 
Jak moe -myla -ta kobieta mizdrzy si do czowieka starego, ktry w dodatku ma 
twarz koloru wyprawnej skry, niespokojne czarne oczy i brod capa... 
Raz tylko ksi zwrci pilniejsz uwag na aren. 
Weszo kilku nagich Chaldejczykw. Najstarszy osadzi w ziemi trzy krtkie wcznie 
ostrzami do gry i za pomoc ruchw rk upi najmodszego. Po czym inni wzili go na rce 
i pooyli na wczniach w ten sposb, e jedna podpieraa mu gow, druga krzy, trzecia 
nogi. 
177 
picy by sztywny jak drewno. Wwczas starzec zrobi nad nim jeszcze kilka ruchw rkoma 
i - wysun wczni podpierajc nogi. Po chwili wyj wczni, na ktrej leay plecy, 
a nareszcie odtrci t, na ktrej spoczywaa gowa. 
I stao si, w jasny dzie, przy kilku tysicach wiadkw, e picy Chaldejczyk unosi si 
poziomo w powietrzu, bez adnej podpory, o par okci nad ziemi. Wreszcie starzec popchn 
go ku ziemi i rozbudzi. 
W cyrku panowao zdumienie; nikt nie mia krzykn ani klasn. Tylko z paru l rzucono 
kwiaty. 
Ramzes by take zdziwiony. Pochyli si do loy Hirama i szepn staremu ksiciu: 
- A ten cud potrafilibycie zrobi w wityni Astoreth? 
-Nie znam wszystkich tajemnic naszych kapanw -odpar zmiszany -ale wiem, e 
Chaldejczycy s bardzo przebiegli... 
- Jednak wszyscy widzielimy, e ten modzian wisia w powietrzu. 
- Jeeli nie rzucono na nas uroku - rzek niechtnie Hiram i - straci humor. 
Po krtkiej przerwie, w czasie ktrej po loach dostojnikw roznoszono wiee kwiaty, 
zimne wino i ciastka, rozpocza si najwaniejsza cz widowiska - walka bykw. 
Przy odgosie trb, bbnw i fletw wprowadzono na aren tgiego byka z pacht na gowie, 
aeby nic nie widzia. Po czym wbiego kilku nagich, zbrojnych we wcznie, i jeden z 
krtkim mieczem. 
Na znak dany przez ksicia uciekli przewodnicy, a jeden ze zbrojnych zdar bykowi 
pacht. Zwierz przez kilka chwil stao oszoomione, nastpnie poczo ugania si za 
wczniarzami, ktrzy dranili je kuciem. 
Ta walka jaowa cigna si kilkanacie minut. Ludzie drczyli byka, a on zapieniony, 
oblany krwi stawa dba i goni po caej arenie swoich nieprzyjaci nie mogc adnego dosign. 
Wreszcie pad wrd miechu publicznoci. 
Znudzony ksi, zamiast na aren, patrzy na lo kapanw fenickich. I widzia, e Kama 
przesiadszy si bliej Sargona prowadzia z nim yw rozmow. Asyryjczyk poera j 
wzrokiem, a ona umiechnita i zawstydzona niekiedy szeptaa z nim pochylajc si tak, e 
jej wosy miszay si z kudami barbarzycy, niekiedy odwracaa si od niego z udanym 
gniewem. 
Ramzes uczu bl w sercu. Pierwszy raz zdarzyo mu si, e jaka kobieta innemu mczynie 
przed nim dawaa pierwszestwo. W dodatku czowiekowi prawie staremu, Asyryjczykowi!... 
Tymczasem midzy publicznoci rozleg si szmer. Na arenie czowiek uzbrojony mieczem 
kaza sobie przywiza do piersi lew rk, inni obejrzeli swoje wcznie i -wprowadzono 
drugiego byka. Kiedy jeden zbrojny zerwa mu pacht z oczu, byk obrci si i obejrza 
wkoo, jakby chcc porachowa przeciwnikw. A gdy zaczli go ku, cofn si pod 
parkan dla zabezpieczenia sobie tyu. Potem zniy gow i spod oka ledzi ruchy napastujcych 
go ludzi. Pocztkowo zbrojni ostronie skradali si z bokw, aeby go uku. Lecz gdy 
zwierz wci stao nieporuszone, omielili si i zaczli przebiega mu przed oczyma coraz 
bliej. 
Byk jeszcze bardziej pochyli gow, lecz sta jak wkopany w ziemi. Publiczno zacza 
si mia, lecz nagle wesoo jej zamienia si w okrzyk trwogi. Byk wypatrzy chwil, ciko 
podskoczy naprzd, trafi we wczniarza i jednym uderzeniem rogw wyrzuci go do 
gry. 
Czowiek spad na ziemi z pogruchotanymi komi, a byk pocwaowa na drug stron 
areny i znowu stan w pozycji obronnej. 
Wczniarze znowu go otoczyli i zaczli drani, a przez ten czas wbiegli na aren sudzy 
cyrkowi, aby podnie rannego, ktry jcza. Byk, pomimo zdwojonych pchni wczniami, 
178 
sta bez ruchu; lecz gdy trzej sudzy wzili na ramiona omdlaego bojownika, z szybkoci 
wichru rzuci si na t grup, poprzewraca ich i zacz straszliwie kopa nogami. 
Midzy publicznoci powsta zamt: kobiety pakay, mczyni klli i rzucali na byka, 
czym kto mia pod rk. Na aren zaczy pada kije, noe, nawet deski z aw. 
Wwczas przybieg do rozjuszonego zwierzcia czowiek z mieczem. Ale wczniarze potracili 
gowy i nie wspierali go naleycie, wic byk powali go i zacz ciga innych. 
Staa si rzecz niesychana dotychczas w cyrkach: na arenie leao piciu ludzi, inni le 
bronic si uciekali przed zwierzciem, a publiczno ryczaa z gniewu lub ze strachu. 
Wtem wszystko ucicho, widzowie powstali i wychylili si ze swych miejsc, przeraony 
Hiram zblad i rozkrzyowa rce... Na aren, z l dostojnikw, wyskoczyli dwaj: ksi 
Ramzes z dobytym mieczem i Sargon z krtk siekierk. Byk ze spuszczonym bem i zadartym 
ogonem bieg wkoo areny wzniecajc tuman kurzu. Pdzi prosto na ksicia, lecz jakby 
odepchnity przez majestat krlewskiego dziecicia, wymin Ramzesa, rzuci si na Sargona 
i -pad na miejscu. Zrczny a olbrzymio silny Asyryjczyk powali go jednym uderzeniem 
toporka midzy oczy. 
Publiczno zawya z radoci i pocza sypa kwiaty na Sargona i jego ofiar. Ramzes 
tymczasem sta z wydobytym mieczem dziwiony i rozgniewany, patrzc, jak Kama wydzieraa 
swoim ssiadom kwiaty i rzucaa je na Asyryjczyka. 
Sargon obojtnie przyjmowa objawy publicznego zachwytu. Trci nog byka, aby przekona 
si, czy jeszcze yje, a potem zbliy si na par krokw do ksicia i co przemwiwszy 
w swoim jzyku ukoni si z godnoci wielkiego pana. 
Ramzesowi przed oczyma przesuna si krwawa mga: chtnie wbiby miecz w piersi temu 
zwycizcy. Ale opanowa si, chwil pomyla i zdjwszy ze swej szyi zoty acuch poda 
go Sargonowi. 
Asyryjczyk znowu skoni si, pocaowa acuch i woy go sobie na szyj. A ksi, z 
sinawymi rumiecami na policzkach, skierowa si do furtki, ktr wchodzili na aren aktorowie, 
i wrd okrzykw publicznoci, gboko upokorzony, opuci cyrk. 
179 
ROZDZIA DZIEWITY 
By ju miesica Tot (koniec czerwca, pocztek lipca). W miecie Pi-Bast i jego okolicach 
zacz zmniejsza si napyw ludnoci z powodu gorca. Ale na dworze Ramzesa wci jeszcze 
bawiono si i rozpowiadano o wypadkach w cyrku Dworzanie wychwalali odwag ksicia, 
niezrczni podziwiali si Sargona, kapani z powanymi minami szeptali, e jednak nastpca 
tronu nie powinien by misza si do walki z bykami. Od tego bowiem s inni ludzie, 
patni i bynajmniej nie cieszcy si publicznym szacunkiem. 
Ramzes albo nie sysza tych rozmaitych zda, albo nie zwraca na nie uwagi. W jego pamici 
z widowiska utrwaliy si dwa epizody: Asyryjczyk wydar mu zwycistwo nad bykiem 
i - umizga si do Kamy, ktra bardzo yczliwie przyjmowaa jego. zaloty! 
Poniewa nie wypadao mu sprowadza do siebie fenickiej kapanki, wic pewnego dnia 
wysa do niej list, w ktrym donosi, e chce j zobaczy, i pyta: kiedy go przyjmie? Przez 
tego samego posaca Kama odpowiedziaa, e bdzie czeka na niego dzi wieczorem. 
Ledwie ukazay si gwiazdy, ksi w najwikszej tajemnicy, wedug swego przekonania, 
wysun si z paacu i poszed. 
Ogrd wityni Astoreth by prawie pusty, szczeglniej w okolicach otaczajcych dom kapanki. 
Dom by cichy i palio si w nim zaledwie par wiateek. 
Kiedy ksi niemiao zapuka, kapanka otworzya mu sama. W ciemnym przysionku 
ucaowaa mu rce szepczc, e umaraby, gdyby wtedy, w cyrku, rozjuszone zwierz zrobio 
mu jak krzywd. 
-Ale teraz musisz by spokojna -odpar z gniewem nastpca - skoro ocali mnie twj kochanek... 
Kiedy weszli do komnaty owietlonej, ksi spostrzeg, e Kama pacze. 
- C to znaczy? - zapyta. 
- Odwrcio si ode mnie serce pana mego - rzeka. - A moe i susznie... 
Nastpca gorzko rozemia si. 
- Wic ju jeste jego kochank czy dopiero masz ni zosta ty, wita dziewico?... 
- Kochank?... nigdy!... Ale mog zosta on tego strasznego czowieka. 
Ramzes zerwa si z siedzenia. 
-pi?... - zawoa - czy Set rzuci na mnie przeklestwo?... Ty, kapanka, ktra pilnujesz 
ognia przy otarzu Astoreth i pod groz mierci musisz by dziewic, ty wychodzisz za 
m?... Zaprawd, fenickie kamstwo gorsze jest, anieli opowiadaj o nim ludzie!... 
-Posuchaj mnie, panie -rzeka ocierajc zy -i potp, jeeli zasuyam. Sargon chce 
mnie poj za on, za swoj pierwsz on. Wedug naszych ustaw, kapanka w bardzo wyjtkowych 
wypadkach moe zosta on, ale tylko mczyzny pochodzcego ze krwi krlewskiej. 
Sargon za jest powinowatym krla Assara... 
-I ty wyjdziesz za niego? 
-Jeeli najwysza rada kapanw tyryjskich rozkae mi, co poczn?... -odpara, znowu 
zalewajc si zami. 
- A c t rad moe obchodzi Sargon? - spyta ksi. 
-Podobno obchodzi j bardzo wiele -mwia z westchnieniem. -Fenicj maj podobno 
zabra Asyryjczycy, a Sargon ma zosta jej satrap... 
- Ty oszalaa!... - zawoa ksi. 
-Mwi, co wiem. Ju w naszej wityni po raz drugi zaczynaj si mody o odwrcenie 
nieszczcia od Fenicji... Pierwszy raz odprawilimy je, nime ty przyjecha do nas, panie... 
- Dlaczego znowu teraz?... 
180 
-Bo podobno w tych dniach przyby do Egiptu chaldejski kapan Istubar z listami, w ktrych 
krl Assar mianuje Sargona swoim posem i penomocnikiem do zawarcia traktatu z 
wami o zabr Fenicji. 
- Ale ja... - przerwa ksi. 
Chcia powiedzie: nic nie wiem, lecz wstrzyma si. Zacz si mia i odpar: 
-Kamo, przysigam ci na cze mego ojca, e dopki ja yj, Asyria nie zabierze Fenicji. 
Czy to do? 
- O panie!... panie!... - zawoaa, upadajc mu do ng. 
- Wic chyba teraz nie zostaniesz on tego gbura? 
- Och!.. - otrzsna si. - Czy moesz o to pyta? 
-I bdziesz moj... - szepn ksi. 
- Zatem chcesz mojej mierci?... - odpara przeraona. 
-Ha! jeeli tego chcesz, jestem gotowa. 
- Chc, aeby ya... - szepta roznamitniony. - ya nalec do mnie... 
- To by nie moe... 
- A najwysza rada kapanw tyryjskich?... 
- Moe mnie tylko wyda za m... 
- Wszak wejdziesz do mego domu... 
- Gdybym wesza tam nie jako ona twoja - umr... 
Ale jestem gotowa... nawet na to, aby nie ujrze jutrzejszego soca... 
-Bd spokojna -odpowiedzia z powag ksi. -Kto posiad moj ask, nie dozna 
krzywdy. 
Kama znowu uklka przed nim. 
- Jak si to moe sta?.. - spytaa skadajc rce. 
Ramzes by tak podniecony, tak ju zapomnia o swoim stanowisku i obowizkach, i gotw 
by przyrzec kapance maestwo. Powstrzyma go od tego kroku nie rozsdek, ale jaki 
guchy instynkt. 
-Jak to moe by?... Jak to moe by?... - szeptaa Kama poerajc go wzrokiem i caujc 
jego nogi. 
Ksi podnis j, posadzi z daleka od siebie i odpar z umiechem: 
-Pytasz, jak to by moe?... Zaraz ci objani. Ostatnim moim nauczycielem, zanim doszedem 
do penoletnoci, by pewien stary kapan, ktry umia na pami mnstwo dziwnych 
historii z ycia bogw, krlw, kapanw, nawet niskich urzdnikw i chopw. 
Starzec ten, synny z pobonoci i cudw, nie wiem dlaczego, nie lubi kobiet, nawet obawia 
si ich. Tote najczciej opisywa przewrotno kobiec, a raz, aby dowie mi, jak potn 
macie wadz nad mskim rodzajem, opowiedzia tak histori: 
Mody i ubogi pisarz, nie majcy w torbie miedzianego utena, tylko jczmienny placek, 
wdrowa z Tebw do Dolnego Egiptu szuka zarobku. Mwiono mu, e w tej czci pastwa 
mieszkaj najbogatsi panowie i kupcy i byle dobrze trafi, moe znale posad, na ktrej 
zrobi duy majtek. 
Szed tedy brzegiem Nilu (za miejsce na statku nie miaby czym zapaci) i myla: 
Jake nieopatrznymi s ludzie, ktrzy odziedziczywszy po ojcach talent, dwa talenty, nawet 
dziesi, zamiast rozmnoy skarb, bd za pomoc handlu towarami, bd wypoyczania 
na wysokie procenta, marnuj, nie wiadomo na co, swj majtek! Ja, gdybym mia 
drachm... No, drachma za mao... Ale gdybym mia talent albo lepiej kilka zagonw ziemi, 
zwikszabym to z roku na rok, a pod koniec ycia bybym tak bogaty jak najbogatszy nomarcha. 
Lecz co pocz!... - mwi z westchnieniem. -Bogowie snad opiekuj si tylko gupimi; 
mnie za napenia mdro od peruki do bosych pit. A jeeli i w moim sercu kryje si jakie 
181 
ziarno gupstwa, to chyba pod tym jednym wzgldem, e zaprawd! nie umiabym strwoni 
fortuny, a nawet nie wiedziabym: jak zabra si do spenienia podobnie bezbonego czynu? 
Tak medytujc ubogi pisarz mija lepiank, przed ktr siedzia jaki czowiek niemody i 
niestary z bardzo bystrym spojrzeniem, ktre sigao a do gbi serca. Pisarz, mdry jak bocian, 
zaraz zmiarkowa, e to musi by ktry z bogw, i skoniwszy si rzek: 
-Pozdrawiam ci, czcigodny wacicielu tego piknego domu, i martwi si, e nie posiadam 
wina ani misa, aby podzieli je z tob na znak, e ci szanuj i e wszystko, co mam, 
naley do ciebie. 
Amonowi (on to by w ludzkiej postaci) podobaa si uprzejmo modego pisarza. Popatrzy 
wic na niego i spyta: 
-O czym mylae idc tutaj? Widz bowiem mdro na twoim czole, a nale do tych, 
ktrzy, jak kuropatwa pszenic, zbieraj sowa prawdy. 
Pisarz westchn. 
-Mylaem -mwi - o mojej ndzy i o tych lekkomylnych bogaczach, ktrzy nie wiadomo 
na co i jakim sposobem trwoni majtki. 
- A ty by nie strwoni? - zapyta bg, wci majcy na sobie ludzk figur. 
-Spojrzyj na mnie, panie - rzek pisarz. - Mam dziuraw pacht i zgubiem w drodze sanday, 
ale papirus i kaamarz cigle nosz ze sob jak wasne serce. Albowiem wstajc i kadc 
si spa powtarzam, e lepsz jest uboga mdro ni gupie bogactwo. 
Jeeli wic jestem taki, jeeli umiem wysowi si dwoma pismami i wykona najzawilszy 
rachunek, jeeli znam wszystkie roliny i wszystkie zwierzta, jakie tylko s pod niebem, to czy 
moesz sdzi, abym ja, ktry posiadam tak mdro, by zdolny do zmarnowania majtku? 
Boek zamyli si i rzek: 
-Wymowa twoja pynie wartko jak Nil pod Memfisem, lecz jeeli naprawd jeste taki 
mdry, to napisz mi dwoma sposobami: Amon. 
Pisarz wydoby kaamarz, pdzel i w niedugim czasie na drzwiach lepianki napisa dwoma 
sposobami: Amon, tak wyranie, e nawet nieme stworzenia zatrzymyway si, aby zoy 
hod Panu. 
Boek by kontent i doda: 
-Jeeli jeste rwnie biegy w rachunkach jak w pimiennictwie, to wyrachuj mi nastpujc 
spraw handlow. Gdy za jedn kuropatw daj mi cztery kurze jaja, to za siedm kuropatw 
ile powinni da kurzych jaj? 
Pisarz zebra kamyki, ukada je w rozmaite szeregi i nim soce zaszo, odpowiedzia, e 
za siedm kuropatw naley si - dwadziecia om jaj kurzych. 
Wszechmocny Amon a umiechn si, e widzi przed sob mdrca tak niepospolitej miary, 
wic rzek: 
-Poznaj, e mwi prawd o swojej mdroci. Jeeli za okaesz si rwnie wytrwaym 
w cnocie, uczyni tak, e bdziesz do koca ycia szczliwym, a po mierci synowie twoi 
umieszcz twj cie w piknym grobowcu. A teraz powiedz: jakiego chcesz bogactwa, ktrego 
by nie tylko nie strwoni, ale jeszcze pomnoy? 
Pisarz upad do ng miosiernemu bstwu i odpar: 
- Gdybym cho posiada t lepiank i ze cztery miary gruntu, bybym bogaty. 
- Dobrze - mwi bg - ale pierwej rozejrzyj si, czy ci to wystarczy. 
Zaprowadzi go do chaty i prawi: 
-Masz tu cztery czepce i fartuszki, dwie pachty na niepogod i dwie pary sandaw. Tu 
masz ognisko, tu aw, na ktrej mona sypia, stp do tuczenia pszenicy i dziee do ciasta... 
- A to co jest? - zapyta pisarz wskazujc na jak figur okryt ptnem. 
- Ot to jedno jest - odpar bg, czego nie powiniene dotyka, bo stracisz cay majtek. 
182 
-Aj!... - krzykn pisarz. - Moe to sobie sta przez tysic lat i nie zaczepi go... Za pozwoleniem 
waszej czci : co to za folwark wida tam?... 
I wychyli si przez okno lepianki. 
-Mdrze powiedziae -rzek Amon. -Jest to bowiem folwark, i nawet pikny. Ma obszerny 
dom, pidziesit miar gruntu, kilkanacie sztuk byda i dziesiciu niewolnikw. Gdyby 
wola posiada tamten folwark... 
Pisarz upad do ng bogu. 
-Jeste -spyta - jaki czowiek pod socem, ktry zamiast jczmiennego placka nie wolaby 
buki pszennej?.. 
Usyszawszy to Amon wymwi zaklcie i w teje chwili obaj znaleli si w okazaym 
domu folwarcznym. 
- Masz tu - mwi bg - rzebione oe, pi stolikw i dziesi krzese. Masz tu haftowane 
szaty, stgwie i szklanki na wino, masz tu oliwn lamp i lektyk... 
- A to co jest? - zapyta pisarz wskazujc na figur, ktra staa w kcie okryta mulinem. 
- Tego jednego - odpar bg - nie zaczepiaj, bo stracisz cay majtek. 
-Chobym dziesi tysicy lat y -zawoa pisarz -nie tkn tej rzeczy!... Uwaam bowiem, 
e po mdroci najlepszym jest bogactwo. 
- Ale co to tam wida? - spyta po chwili wskazujc na ogromny paac w ogrodzie. 
-To s dobra ksice - odpar bg. -Jest paac, piset miar ziemi, stu niewolnikw i parset 
sztuk byda. Wielki to majtek, lecz jeeli sdzisz, e podoa mu twoja mdro... 
Pisarz znowu upad do ng Amonowi zalewajc si zami radoci. 
-O panie!... - woa. -A gdzie jest taki szaleniec, ktry zamiast kubka piwa nie wolaby 
kadzi wina? 
- Sowa twoje godne s mdrca, ktry rozwizuje najtrudniejsze rachunki - rzek Amon. 
Wymwi wielkie sowa zaklcia i obaj z pisarzem znaleli si w paacu. 
-Masz tu - mwi dobry bg - sal jadaln, w niej zocone kanapy i krzesa tudzie stoliki 
wykadane rnokolorowym drzewem. Pod spodem jest kuchnia dla piciu kucharzy, piarnia, 
gdzie znajdziesz wszelkie misiwo, ryby i ciasta, wreszcie piwnica z najdoskonalszym 
winem. Masz tu sypialni z ruchomym dachem, ktrym twoi niewolnicy bd chodzili ci 
podczas snu. Zwracam twoj uwag na oe, ktre jest z cedrowego drzewa i opiera si na 
czterech lwich apach, kunsztownie odlanych z brzu. Masz tu szatni pen lnianych i wenianych 
szat; za w skrzyniach znajdziesz piercienie, acuchy i bransolety... 
-A to co jest?... - zapyta nagle pisarz wskazujc na figur okryt welonem haftowanym 
zotymi i purpurowymi nimi. 
-To jest wanie, czego najbardziej strzec si powiniene -odpar bg. - Jeeli tego dotkniesz, 
twj ogromny majtek przepadnie. A zaprawd mwi ci, e niewiele jest podobnych 
dbr w Egipcie. Musz ci bowiem doda, e w skarbcu ley dziesi talentw zotem i drogimi 
kamieniami. 
-Wadco mj!... - krzykn pisarz. - Pozwl, aeby w tym paacu na pierwszym miejscu 
stan twj wity posg, przed ktrym trzy razy dziennie palibym wonnoci... 
- Ale tamtego unikaj - odpar Amon wskazujc na figur okryt welonem. 
-Chyba stracibym rozum i bybym gorszy od dzikiej wini, dla ktrej wino znaczy tyle co 
pomyje - rzek pisarz. - Niech ta figura w welonie pokutuje tu sto tysicy lat, a nie dotkn jej, 
jeeli taka twoja wola... 
- Pamitaj, e straciby wszystko!.. - zawoa bg i znikn. 
Uszczliwiony pisarz zacz chodzi po swoim paacu i wyglda oknami. Obejrza skarbiec 
i zway w rkach zoto: byo cikie; przypatrzy si drogim kamieniom -byy prawdziwe. 
Kaza sobie poda jedzenie: natychmiast wbiegli niewolnicy, wykpali go, ogolili i 
ubrali w cienkie szaty. 
183 
Najad si i napi jak nigdy: jego gd bowiem czy si z doskonaoci potraw w jeden 
smak przedziwny. Zapali wonnoci przed posgiem Amona i ubra go w wiee kwiaty. Pniej 
siad w oknie. 
Na dziedzicu rao par koni zaprzgnitych do rzebionego wozu. W innym miejscu 
gromada ludzi z wczniami i sieciami uspokajaa niesforne psy myliwskie rwce si do polowania. 
Przed pichrzem jeden pisarz odbiera ziarno od rolnikw, przed obor drugi pisarz 
przyjmowa rachunek od dozorcy pastuchw. 
W dali wida byo gaj oliwny, wysokie wzgrze zaronite winogradem, any pszenicy, a 
po wszystkich polach gsto rozsadzone palmy daktylonone. 
Zaiste! -rzek do siebie -jestem dzi bogaty, tak wanie, jak mi si naleao. I jedno 
dziwi mnie, e tyle lat mogem wytrzyma w upodleniu i ndzy. Musz te wyzna - cign 
w duchu -e nie wiem, czy potrafi zwikszy ten ogromny majtek, bo i nie potrzebuj wicej, 
i nie bd mia czasu ugania si za spekulacjami. 
Zaczo mu jednak nudzi si w pokojach, wic obejrza ogrd, objecha pola, porozmawia 
ze sugami, ktrzy padali przed nim na brzuchy, cho byli tak ubrani, e on wczoraj jeszcze 
uwaaby sobie za zaszczyt caowa ich rce. Lecz e i tam byo mu nudno, wic wrci 
do paacu i przypatrywa si zapasom swojej piarni i piwnicy tudzie sprztom w komnatach. 
adne to - mwi do siebie -ale pikniejsze byyby sprzty z samego zota, a dzbany z 
drogich kamieni. 
Oczy jego machinalnie zwrciy si w ten kt, gdzie staa figura okryta haftowanym welonem 
i - wzdychaa. 
Wzdychaj sobie, wzdychaj! - myla biorc kadzielnic, aby spali wonnoci przed posgiem 
Amona. 
Dobry to bg -myla -ktry ocenia przymioty mdrcw, nawet bosych, i wymierza im 
sprawiedliwo. Jaki on mi da pikny majtek!... No, prawda, e i ja go uczciem, wypisujc 
podwjnym pismem imi Amon - na drzwiach tej chaupy. Albo jak ja mu to piknie wyrachowaem: 
ile dostanie kurzych jaj za siedm kuropatw? Mieli suszno moi mistrze twierdzc, 
e mdro nawet bogom otwiera usta. 
Spojrza znowu w kt. Posta okryta welonem znowu westchna. 
Ciekawy jestem -mwi do siebie pisarz -dlaczego mj przyjaciel Amon zabroni mi 
dotyka tej oto sztuczki, co tam stoi w kcie? No, za taki majtek mia prawo nakada mi 
warunki, chocia ja nic podobnego nie zrobibym mu. Bo jeeli cay ten paac jest moj wasnoci, 
jeeli wszystkiego, co tu jest, mog uywa, dlaczego tamtej rzeczy nie miabym 
nawet dotkn?... 
Tak si mwi: nie wolno dotyka! Wolno wreszcie zobaczy... 
Zbliy si do figury, zdj ostronie welon, patrzy... jest co bardzo adnego. Niby pikny 
mody chopiec, ale nie chopiec... Ma wosy dugie do kolan, drobne rysy i pene sodyczy 
spojrzenie. Co ty jeste? - mwi do figury. 
-Ja jestem kobieta - odpowiada mu posta gosem tak cienkim, e wnikn mu w serce jak 
sztylet fenicki. 
Kobieta?... - myli pisarz. - Tego mnie nie uczono w kapaskiej szkole. - Kobieta?... powtrzy. 
- A co to masz o tutaj?... 
- To moje oczy. 
- Oczy?... C ty zobaczysz takimi oczami, ktre od lada wiata mog si rozpyn. 
-Bo moje oczy nie s do tego, ebym ja nimi patrzya, tylko eby ty w nie patrzy! -odpowiedziaa 
figura. 
Dziwne oczy! - rzek do siebie pisarz chodzc po pokoju. 
Znowu przystan przed postaci i zapyta: 
- A to co masz? 
184 
-To moje usta. 
- Przez bogi! umrzesz z godu - zawoa - bo tak maymi ustami naje si nie mona... 
- One te nie s do jedzenia - odpara figura - tylko eby ty je caowa. 
-Caowa? -powtrzy pisarz. -I tego nie uczono mnie w kapaskiej szkole... A to o... co 
to masz? 
- To moje rczki. 
-Rczki?... Dobrze, e nie powiedziaa, e to rce, bo takim rkoma nic by zrobi nie 
potrafia, nawet udoi owcy. 
- Moje rczki nie s do roboty. 
- Tylko do czego? - zdziwi si pisarz rozstawiajc jej palce... 
(Jak ja twoje, Kamo - rzek nastpca pieszczc drobn rczk kapanki.) 
- Tylko do czego s takie rce? - pyta pisarz figury. 
- Aebym nimi ciebie obejmowaa za szyj. 
-Chcesz mwi: za kark?... - wrzasn przeraony pisarz, ktrego kapani zawsze chwytali 
za kark, gdy mia otrzyma plagi. 
- Nie za kark - rzeka posta - tylko o tak... 
I obja go -cign ksi - rkoma za szyj, o tak... (Tu otoczy si rkoma kapanki...) i 
przytulia go do swej piersi o tak, o... (Tu przytuli si do Kamy...) 
- Panie, co robisz?... - szepna Kama. - Wszake to mier moja... 
- Bd spokojna - odpar ksi -ja ci tylko pokazuj, co tamta posta robia z pisarzem... 
...Wtem zadraa ziemia, paac znikn, zniky psy, konie i niewolnicy. Wzgrze pokryte 
winogradem zmienio si w opok, drzewa oliwne w cier, a pszenica w piasek... 
Pisarz, gdy ockn si w objciach kochanki, zrozumia, e jest takim ndzarzem, jakim 
by wczoraj na gocicu. Ale nie aowa swoich bogactw, poniewa mia kobiet, ktra kochaa 
go i piecia. 
- Wic wszystko zniko, a ona nie znika!... - zawoaa naiwnie Kama. 
-Litociwy Amon zostawi mu j na pociech - rzek ksi. 
-O, to Amon by tylko dla pisarza litociwym -odpara Kama. -Ale co ma znaczy ta historia? 
- Zgadnij. Wreszcie syszaa, czego biedny pisarz wyrzek si za pocaunek kobiety... 
- Ale tronu nie wyrzekby si! - przerwaa kapanka. 
- Kto wie?... gdyby go bardzo o to poproszono - szepta namitnie Ramzes. 
-O nie!. .. - zawoaa Kama wydzierajc mu si z obj. -Tronu niech si nie wyrzeka, bo 
w takim razie c by zostao z jego obietnic dla Fenicji... 
Oboje spojrzeli sobie w oczy dugo... dugo... W tej chwili ksi uczu niby ran w sercu i 
niby e z tej rany ucieko mu jakie uczucie. Nie namitno, bo namitno zostaa, ale szacunek 
i wiara w Kam. 
Dziwne te Fenicjanki -pomyla nastpca -mona za nimi szale, lecz niepodobna im 
ufa... 
Uczu si znuonym i poegna Kam. Spojrza po komnacie, jakby trudno mu byo rozsta 
si z ni, i odchodzc rzek do siebie: 
A jednak ty zostaniesz moj i bogowie feniccy nie zabij ci, jeeli dbaj o swoje witynie 
i kapanw. 
Ledwie Ramzes opuci will Kamy, do pokoju kapanki wpad mody Grek, uderzajco 
pikny i uderzajco podobny do egipskiego ksicia. Na jego twarzy malowaa si wcieko. 
-Lykon!... - zawoaa przeraona Kama. - Co tu robisz?... 
-Poda gadzino!... -odpar Grek dwicznym gosem. -Jeszcze miesic nie upyn od 
wieczora, kiedy przysiga, e mnie kochasz, e uciekniesz ze mn do Grecji, a ju drugiemu 
kochankowi rzucasz si na szyj... Czy pomarli bogowie, czy ucieka od nich sprawiedliwo?... 
185 
- Szalony zazdroniku - przerwaa kapanka - ty mnie zabijesz... 
-Z pewnoci, e ja ci zabij, nie twoja skamieniaa bogini... Tymi rkoma - woa wycigajc 
rce jak szpony - udusz ci, gdyby zostaa kochank... 
- Czyj?... 
-Albo ja wiem!... Zapewne obu: tego starego Asyryjczyka i tego ksitka, ktremu kamieniem 
eb rozwal, jeeli bdzie si tu wczy... Ksi!... ma wszystkie niewiasty z caego 
Egiptu i... jeszcze mu si zachciewa cudzych kapanek... Kapanki s dla kapanw, nie dla 
obcych... 
Kama odzyskaa ju zimn krew. 
- A ty nie jeste dla nas obcy? - rzeka wyniole. 
-mijo!... -wybuchn Grek powtrnie. -Ja nie mog by obcym dla was, gdy dar mego 
gosu, ktrym ozdobili mnie bogowie, obracam na sub waszym bogom... A ile to razy za 
pomoc mej postaci oszukiwalicie gupich Azjatw, e nastpca egipskiego tronu potajemnie 
wyznaje wasz wiar?... 
- Cicho!... cicho!... - zasyczaa kapanka zamykajc mu rk usta. 
Co w jej dotkniciu musiao by czarujcego, gdy Grek uspokoi si i pocz mwi ciszej: 
-Suchaj, Kama. W tych czasach przypynie do Zatoki Sebenickiej grecki statek prowadzony 
przez mego brata. Postaraje si, aby ci arcykapan wysa do Pi-Uto, skd uciekniemy 
nareszcie do pnocnej Grecji, w takie miejsce, ktre jeszcze nie widziao Fenicjan... 
- Zobaczy ich, jeli ja si tam skryj - przerwaa kapanka. 
-Gdyby tobie wos spad -szepta rozwcieczony Grek -przysigam, e Dagon... e wszyscy 
tutejsi Fenicjanie oddadz gowy lub zdechn w kopalniach! Poznaj oni, co moe Grek... 
-A ja ci mwi - odpara tym samym gosem kapanka -e dopki nie zbior dwudziestu 
talentw, nie rusz si std... A mam dopiero om... 
- Skde wemiesz reszt? 
- Dadz mi Sargon i namiestnik. 
- Na Sargona zgoda, ale ksicia nie chc!... 
-Gupi Lykonie, czyli nie widzisz, dlaczego troch podoba mi si ten modzik?... Ciebie 
przypomina!... 
Grek zupenie uspokoi si. 
-No, no!... - mrucza. -Rozumiem, e gdy kobieta ma do wyboru midzy nastpc tronu i 
takim jak ja piewakiem, nie mam potrzeby lka si... Ale jestem zazdrosny i gwatowny, 
wic prosz ci, aeby go jak najmniej spoufalaa do siebie. 
Ucaowa j, wymkn si z willi i znikn w ciemnym ogrodzie. 
Kama wycigna za nim zacinit pi. 
-Nikczemny pajacu!... - szepna -ktry zaledwie mgby by u mnie piewajcym niewolnikiem... 
186 
ROZDZIA DZIESITY 
Kiedy Ramzes przyszed nazajutrz odwiedzi swego syna, znalaz Sar rozpywajc si 
we zach. Zapyta o powd. Z pocztku odpowiedziaa, e nic jej nie jest, potem, e jej smutno, 
wreszcie - upada do ng Ramzesowi z wielkim paczem. 
-Panie... panie mj!... szeptaa. - Wiem, e mnie ju nie kochasz, ale przynajmniej siebie 
nie naraaj... 
- Kto powiedzia, e ci ju nie kocham? - spyta dziwiony ksi. 
- Masz przecie trzy nowe kobiety w swym domu... - panny wielkich rodw... 
- A wic o to chodzi... 
-I jeszcze naraasz si dla czwartej... dla przewrotnej Fenicjanki... 
Ksi zmisza si. Skd Sara moga dowiedzie si o Kamie i odgadn, e jest przewrotna?... 
-Jak py wciska si do skrzyni, tak niegodziwe wieci wpadaj do najspokojniejszych domw 
- rzek Ramzes. - Kt ci mwi o Fenicjance? 
- Czy ja wiem kto? Za wrba i serce moje. 
- Wic s nawet i wrby?... 
-Straszne! Jedna stara kapanka dowiedziaa si podobno z krysztaowej kuli, e wszyscy 
zginiemy przez Fenicjan, a przynajmniej ja i... mj syn!... - wybuchna Sara. 
-I ty, ktra wierzysz w Jedynego, w Jehow, ty lkasz si baja jakiej gupiej staruchy, a 
moe intrygantki?... Gdzie twj wielki Bg?... 
- Mj Bg jest tylko moim, a tamci - twoimi, wic musz ich szanowa. 
- Zatem ta stara mwia ci o Fenicjanach? - pyta Ramzes. 
- Ona wrya mi dawniej, jeszcze pod Memfisem, e powinnam wystrzega si Fenicjanki 
-odpara Sara. -Ale dopiero tu wszyscy mwi o jakiej kapance fenickiej. Czy ja wiem, 
moe tylko co majaczy mi si w stroskanej gowie. Powiadali nawet, e gdyby nie jej uroki, 
nie skoczyby panie, wtedy do areny... Ach, gdyby ci byk zabi!... Jeszcze i teraz, kiedy 
myl o nieszczciu, jakie ci mogo spotka, serce we mnie zastyga... 
- miej si z tego, Saro - przerwa wesoo ksi. 
-Kogo ja przygarn do siebie, stoi tak wysoko, e go aden strach nie powinien dosiga... 
Tym mniej gupie wieci. 
- A nieszczcie? Czyli jest do wysoka gra, na ktr nie doleciaby jego pocisk?... 
-Macierzystwo zmczyo ci, Saro - rzek ksi -a gorco rozstraja twoje myli, i dlatego 
frasujesz si bez powodu. Bd spokojna i czuwaj nad moim synem. 
Czowiek -mwi w zamyleniu -kimkolwiek on jest: Fenicjaninem czy Grekiem, moe 
szkodzi tylko podobnym sobie istotom, ale nie nam, ktrzy jestemy bogami tego wiata. 
- Co powiedziae o Greku?... Jaki Grek?... - spytaa niespokojnie Sara. 
- Ja powiedziaem: Grek?... Nic o ty nie wiem. Moe wymkn mi si podobny wyraz, a 
moe ty przesyszaa si. 
Ucaowa Sar i swego syna i poegna ich. Ale nie odpdzi niepokoju. 
Raz trzeba sobie powiedzie - myla -e w Egipcie nie ukryje si adna tajemnica. Mnie 
ledz kapani i moi dworzanie nawet wwczas, gdy s czy tylko udaj pijanych, a nad Kam 
czuwaj wowe renice Fenicjan. Jeeli dotychczas nie ukryli jej przede mn, niewiele musz 
dba o jej cnot. Zreszt wobec kogo?... Wobec mnie, ktremu sami odsonili oszustwa 
swojej wityni!... Kama bdzie naleaa do mnie... Zbyt wiele maj w tym interesu, aeby 
chcieli ciga mj gniew na siebie... 
W par dni przyszed do ksicia wity kapan Mentezufis, pomocnik dostojnego Herhora 
w ministerium wojny. Ramzes patrzc na blad twarz i spuszczone oczy proroka odgad, e i 
ten ju wie o Fenicjance, a moe nawet, z kapaskiego stanowiska, zechce mu robi wy
187 
mwki. Ale Mentezufis tym razem nie dotkn sercowych spraw nastpcy. Przywitawszy 
ksicia z urzdow min prorok usiad na wskazanym miejscu i zacz: 
-Z memfijskiego paacu pana wiecznoci zawiadomiono mnie, e w tych czasach przyjecha 
do Pi-Bast wielki kapan chaldejski Istubar, nadworny astrolog i doradca jego mioci 
krla Assara... 
Ksi chcia podpowiedzie Mentezufisowi cel przybycia Istubara, ale przygryz wargi i 
zmilcza. 
-Za znakomity Istubar - cign kapan -przywiz ze sob dokumenta, na mocy ktrych 
dostojny Sargon, powinowaty i satrapa jego mioci krla Assara, zostaje u nas posem i penomocnikiem 
tego potnego krla... 
Ramzes o mao nie wybuchn miechem. Powaga, z jak Mentezufis raczy odsoni 
czstk tajemnic od dawna znanych ksiciu, napenia go wesooci i - pogard. 
Wic ten kuglarz -myla nastpca -nawet nie przeczuwa w sercu swoim, e ja znam 
wszystkie ich szalbierstwa?... 
-Dostojny Sargon i czcigodny Istubar - mwi Mentezufis -udadz si do Memfis ucaowa 
nogi jego witobliwoci. Pierwej jednak wasza dostojno, jako namiestnik, raczysz 
przyj askawie obu tych dygnitarzy tudzie ich wit. 
- Bardzo chtnie - odpar ksi -a przy sposobnoci spytam ich: kiedy Asyria zapaci nam 
zalege daniny? 
- Wasza dostojno zrobiby to? - rzek kapan patrzc mu w oczy. 
- Przede wszystkim to!... Nasz skarb potrzebuje danin... 
Mentezufis nagle powsta z siedzenia i uroczystym, cho znionym gosem rzek: 
-Namiestniku pana naszego i rozdawcy ycia: w imieniu jego witobliwoci zabraniam ci 
mwi z kimkolwiek o daninach, a nade wszystko z Sargonem, Istubarem i kimkolwiek z ich 
wity. 
Ksi poblad. 
-Kapanie -rzek, rwnie powstajc -na jakiej zasadzie przemawiasz do mnie tonem 
zwierzchnika?... 
Mentezufis odchyli szat i zdj ze szyi acuszek, na ktrym by jeden z piercieni faraona. 
Namiestnik obejrza go, pobonie ucaowa i zwrciwszy kapanowi odpar: 
- Speni rozkazy jego witobliwoci, mego pana i ojca. 
Znowu obaj usiedli i ksi zapyta kapana: 
-Czy wasza dostojno nie mgby mnie objani: dlaczego Asyria nie ma nam paci 
danin, ktre od razu wydobyyby skarb pastwa z kopotw? 
- Bo my nie mamy si zmusi Asyrii do pacenia nam danin -odpar zimno Mentezufis. -
Mamy sto dwadziecia tysicy wojska, Asyria za okoo trzystu tysicy. Mwi to waszej 
dostojnoci cakiem poufnie, jako wysokiemu urzdnikowi pastwa. 
-Rozumiem. Ale dlaczego ministerium wojny, w ktrym suysz, zmniejszyo nasz waleczn 
armi o szedziesit tysicy ludzi? 
- Aeby dochody na dwr jego witobliwoci powikszy o dwanacie tysicy talentw rzek 
kapan. 
-Aha!... Powiedze mi, wasza dostojno - cign ksi -w jakim tedy celu jedzie Sargon 
do stp faraona? 
-Nie wiem. 
- Aha! Ale dlaczego ja nie mam wiedzie, ja, nastpca tronu?... 
- Bo s tajemnice pastwa, ktre zna zaledwie kilku dostojnikw... 
-I ktrych mgby nawet nie zna mj najczcigodniejszy ojciec?... 
-Z pewnoci - odpar Mentezufis - e s rzeczy, o ktrych mgby nie wiedzie nawet jego 
witobliwo, gdyby nie posiada najwyszych wice kapaskich. 
188 
-Dziwna rzecz! -mwi ksi po namyle -Egipt jest wasnoci faraona i mimo to mog 
dzia si w pastwie sprawy nie znane faraonowi?... Wytomacz mi to, wasza dostojno. 
-Egipt jest przede wszystkim, a nawet jedynie i wycznie wasnoci Amona -rzek kapan. 
- Jest zatem konieczne, aby ci tylko znali najwysze tajemnice, ktrym Amon objawia 
swoj wol i plany. 
Ksi suchajc doznawa takich uczu, jakby go przewracano na ou wybitym sztyletami 
i jeszcze - podkadano ogie. 
Mentezufis chcia podnie si, namiestnik zatrzyma go. 
-Jeszcze sowo -mwi agodnie. -Jeeli Egipt jest tak sabym, e nie wolno nawet 
wspomnie o asyryjskich daninach... 
Zadysza si. 
- Jeeli jest tak ndznym - cign - to jaka pewno, e nas nie napadn Asyryjczycy? 
- Od tego mona zabezpieczy si traktatami - odpar kapan. 
Nastpca machn rk. 
-Nie ma traktatw dla sabych! - rzek - nie zasoni granic srebrne tablice zapisane ugodami, 
jeeli za nimi nie stan wcznie i miecze. 
- A kt waszej dostojnoci powiedzia, e u nas nie stan? 
-Ty sam. Sto dwadziecia tysicy ludzi musz ustpi przed trzystoma tysicami. No, a 
gdyby Asyryjczycy raz do nas weszli, z Egiptu zostaaby pustynia... 
Mentezufisowi zapony oczy. 
-Gdyby weszli do nas - zawoa - koci ich nigdy nie zobaczyyby swej ziemi!... Uzbroilibymy 
ca szlacht, puki robotnicze, nawet przestpcw z kopal... Wydobylibymy skarby 
ze wszystkich wity... I spotkaaby si Asyria z piciomaset tysicami egipskich wojownikw... 
Ramzes by zachwycony tym wybuchem patriotyzmu kapana. Schwyci go za rk i rzek: 
-Wic jeeli moemy mie tak armi, dlaczego nie napadamy na Babilon?... Czyli wielki 
wojownik Nitager nie baga nas o to od kilku lat?... Czyli jego witobliwo nie niepokoi 
si wrzeniem Asyrii?... Gdy im pozwolimy zebra siy, walka bdzie trudniejsza, ale gdy rozpoczniemy 
sami... 
Kapan przerwa mu. 
-Czy ty wiesz, ksi -mwi - co to jest wojna, i to jeszcze taka wojna, do ktrej trzeba 
i przez pustyni? 
Kto zarczy, e nim dotarlibymy do Eufratu, poowa naszej armii tragarzy nie wyginaby 
z trudw? 
-Wyrwnalibymy to jedn bitw -wtrci Ramzes. 
- Bitwa!... - powtrzy kapan. - A czy wiesz, ksi, co to jest bitwa?... 
- Spodziewam si! - odpar dumnie nastpca uderzajc w miecz. 
Mentezufs wzruszy ramionami. 
-A ja mwi ci, panie, e ty nie wiesz, co to jest bitwa. Owszem, masz nawet o niej cakiem 
faszywe pojcie z manewrw, na ktrych zawsze bywae zwycizc, cho nieraz powiniene 
by zwycionym... 
Ksi spochmurnia. Kapan wsun rk za swoj szat i nagle spyta: 
- Zgadnij, wasza dostojno, co trzymam? 
- Co?... - powtrzy dziwiony ksi. 
- Zgadnij prdko i dobrze - nalega kapan - bo jeeli omylisz si, zgin dwa twoje puki... 
- Trzymasz piercie - odpar rozweselony nastpca. 
Mentezufis otworzy rk: by w niej kawaek papirusa. 
- A teraz co mam?... - spyta znowu kapan. 
- Piercie. 
189 
-Ot nie piercie, tylko amulet boskiej Hator -rzek kapan. -Widzisz, panie - mwi 
dalej - to jest bitwa. W czasie bitwy los co chwila wyciga do nas rk i kae jak najpieszniej 
odgadywa zamknite w niej niespodzianki. Mylimy si lub zgadujemy, ale biada temu, kto 
czciej omyli si, anieli odgad... A stokro biada tym, przeciw komu los odwraca si i 
zmusza do omyek !... 
-A jednak ja wierz, ja czuj tu... - zawoa nastpca bijc si w piersi -e Asyria musi 
by zdeptana! 
- Oby przez usta twoje przemawia bg Amon - rzek kapan. - I tak jest -doda - Asyria 
bdzie poniona, moe nawet twoimi rkoma, panie, ale nie zaraz... nie zaraz!... 
Mentezufis poegna go, ksi zosta sam. W jego sercu i gowie huczao. 
A wic mia suszno Hiram, e oni nas oszukuj - myla Ramzes. - Teraz i ja ju jestem 
pewny, e nasi kapani zawarli z chaldejskimi jak umow, ktr jego witobliwo 
bdzie musia zatwierdzi. Bdzie musia!... czy syszano o podobnej potwornoci?... On, pan 
yjcego i zachodniego wiata, on musi podpisywa umowy wymylone przez intrygantw!.. 
 
Tchu mu brako. 
Swoj drog wity Mentezufis zdradzi si. Wic to tak jest, e w razie potrzeby Egipt 
moe wystawi pmilionow armi?... Nawet nie marzyem o podobnej sile!... I oni myl, 
e ja bd lka si ich bajek o losie, ktry nam kae rozwizywa zagadki. Niechbym mia 
tylko dwiecie tysicy wojska wymusztrowanego jak nasze greckie i libijskie puki, a podejm 
si rozwiza wszystkie zagadki na ziemi i niebie. 
Za czcigodny prorok Mentezufis wracajc do swej celi mwi w sobie: 
Zapalona to gowa, kobieciarz, awanturnik, ale potny charakter. Po sabym dzisiejszym 
faraonie bodaje ten przypomni nam czasy Ramzesa Wielkiego. Za dziesi lat ze gwiazdy 
odmieni si, on dojrzeje i skruszy Asyri. Z Niniwy zostan gruzy, wity Babilon odzyska 
nalene dostojestwo a jeden najwyszy Bg, Bg egipskich i chaldejskich prorokw, zapanuje 
od Pustyni Libijskiej a het do najwitszej rzeki Gangesu... 
Byle tylko nasz modzik nie omieszy si nocnymi wdrwkami do kapanki fenickiej!... 
Gdyby go zobaczono w ogrodzie Astoreth, lud mgby myle, e nastpca tronu nakania 
uszu do fenickiej wiary... A Dolnemu Egiptowi ju niewiele potrzeba, aby wyprze si starych 
bogw... C to za miszanina narodw!..  
W kika dni pniej dostojny Sargon urzdownie zawiadomi ksicia o swej roli asyryjskiego 
posa, owiadczy ch powitania nastpcy tronu i prosi o orszak egipski, ktry by go 
odprowadzi ze wszelkim bezpieczestwem i honorami do stp jego witobliwoci faraona. 
Ksi zatrzyma si z odpowiedzi dwa dni i wyznaczy Sargonowi posuchanie znowu po 
upywie dwu dni. Asyryjczyk, przywyky do wschodniej powolnoci w podrach i interesach, 
wcale si tym nie martwi i nie marnowa czasu. Pi od rana do wiezora, gra w koci z 
Hiramem i innymi azjatyckimi bogaczami, a w chwilach wolnych, podobnie jak Ramzes, 
wymyka si do Kamy. 
Tam, jako czowiek starszy i praktyczny, za kad wizyt ofiarowywa kapance bogate 
podarunki. Swoje za uczucia dla niej wyraa w ten sposb: 
-Co ty, Kama, siedzisz w Pi-Bast i chudniesz? Dopki moda, bawi ci suba przy otarzach 
bogini Astoreth; ale gdy si zestarzejesz, ndzna czeka ci dola. Obedr z ciebie kosztowne 
szaty, na twoje miejsce przyjm modsz, a ty musisz zarabia na garstk praonego 
jczmienia wrbami lub dozorowaniem poonic. 
-Ja -cign Sargon - gdyby bogowie za kar stworzyli mnie kobiet, wolabym sam by 
poonic anieli pielgnowa takowe. 
-Dlatego mwi ci, jak czowiek mdry, rzu wityni i przysta do mego haremu. Dam 
za ciebie dziesi talentw zotem, czterdzieci krw i sto mierzyc pszenicy. Kapani z pocztku 
bd obawiali si kary bogw, aeby wicej wyudzi ode mnie. Ale e ja nie postpi 
190 
ju ani drachmy, co najwyej dorzuc kilka owieczek, wic odprawi uroczyste naboestwo 
i zaraz objawi si im niebieska Astoreth, ktra zwolni ci od lubw, bylem jeszcze dorzuci 
zoty acuch albo puchar. 
Kama suchajc tych pogldw gryza wargi ze miechu, a on cign: 
-Gdy za pojedziesz ze mn do Niniwy, zostaniesz wielk pani. Dam ci paac, konie, 
lektyk, suebne i niewolnikw. Przez jeden miesic wicej wylejesz na siebie wonnoci, 
anieli tu przez cay rok ofiarujecie ich bogini. 
A kto wie - koczy - moe spodobasz si krlowi Assarowi i on zechce ci wzi do haremu? 
W takim razie i ty byaby szczliwsza, i ja odzyskabym to, co wydam na ciebie. 
W dniu wyznaczonym na posuchanie dla Sargona pod paacem nastpcy tronu stany 
wojska egipskie i tum ludu chciwego widowisk. 
Okoo poudnia, w czasie najwikszego skwaru, ukaza si orszak asyryjski. Przodem szli 
uzbrojeni w miecze i kije policjanci, za nimi kilku nagich szybkobiegaczy i trzej konni. Byli 
to -trbacze i wony. Na rogu kadej ulicy trbacze wygrywali sygna, a po nich odzywa si 
wielkim gosem wony: 
-Oto zblia si pose i penomocnik potnego krla Assara, Sargon, powinowaty krlewski, 
pan wielkich woci, zwycizca w bitwach, rzdca prowincji. Ludu, oddaj mu hod naleny, 
jako przyjacielowi jego witobliwoci wadcy Egiptu!.. 
Za trbaczami jechao kilkunastu kawalerzystw asyryjskich w piczastych czapkach, w 
kurtkach i obcisych spodniach. Ich kudate a wytrwae konie na bach i piersiach miay mosine 
zbroje w rybi usk. 
Pniej sza piechota w kaskach i dugich paszczach do ziemi. Jeden oddziaek zbrojny 
by w cikie maczugi, nastpny w uki, trzeci we wcznie i tarcze. Prcz tego kady mia 
miecz i zbroj. 
Za onierstwem szy konie, wozy i lektyki Sargona otoczone sub w szatach biaych, 
czerwonych, zielonych... Potem ukazao si pi soni z lektykami na grzbietach: na jednym 
jecha Sargon, na drugim chaldejski kapan Istubar. 
Pochd zamykali znowu piesi i konni onierze i przeraliwa muzyka asyryjska, zoona z 
trb, bbnw, blach i piskliwych fletw. 
Ksi Ramzes w otoczeniu kapanw, oficerw i szlachty, odzianej barwnie i bogato, 
czeka na posa w wielkiej sali audiencjonalnej, ktra bya ze wszystkich stron otwarta. Nastpca 
by wes wiedzc, e Asyryjczycy nios z sob podarunki, ktre w oczach egipskiego 
ludu mog uchodzi za wypat daniny. Ale gdy na dziedzicu usysza ogromny gos wonego 
wychwalajcy potg Sargona, ksi spochmurnia. Gdy za doleciao go zdanie, e krl 
Assar jest przyjacielem faraona, rozgniewa si. Nozdrza rozszerzyy mu si jak rozdranionemu 
bykowi, a w oczach zapony iskry. Widzc to oficerowie i szlachta zaczli robi grone 
miny i poprawia miecze. wity Mentezufis spostrzeg ich nieukontentowanie i zawoa: 
-W imieniu jego witobliwoci rozkazuj szlachcie i oficerom, aby dostojnego Sargona 
przyjli z szacunkiem, jaki naley si posowi wielkiego krla!... 
Nastpca tronu zmarszczy brwi i pocz niecierpliwie chodzi po estradzie, na ktrej sta 
jego namiestnikowski fotel. Ale karni oficerowie i szlachta uciszyli si wiedzc, e z Mentezufisem, 
pomocnikiem ministra wojny, nie ma artw. 
Tymczasem na dziedzicu ogromni, ciko odziani onierze asyryjscy stanli trzema szeregami 
naprzeciw pnagich i zwinnych onierzy egipskich. Obie strony patrzyy na siebie 
jak stado tygrysw na stado nosorocw. W sercu tych i tamtych tlia si starodawna nienawi. 
Ale nad nienawici growaa komenda. W tej chwili wtoczyy si sonie, wrzasny 
trby egipskie i asyryjskie, oba wojska w gr podniosy bro, lud upad na twarz, a dygnitarze 
asyryjscy, Sargon i Istubar, zstpili z lektyk na ziemi. 
W sali ksi Ramzes zasiad na wzniesionym fotelu pod baldachimem, a u wejcia ukaza 
si wony. 
191 
-Najdostojniejszy panie! -zwrci si do nastpcy. -Pose i penomocnik wielkiego krla 
Assara, znakomity Sargon i jego towarzysz, pobony prorok Istubar, pragn powita ciebie i 
zoy cze tobie, namiestnikowi i nastpcy faraona, ktry oby y wiecznie!... 
-Popro tych dostojnikw, aeby weszli i ucieszyli serce moje swym widokiem -odpar 
ksi. 
Ze szczkiem i brzkiem wszed do sali Sargon, w dugiej zielonej szacie, gsto wyszytej 
zotem. Obok, w paszczu nienej biaoci, kroczy pobony Istubar, a za nimi strojni panowie 
asyryjscy nieli dary dla ksicia. 
Sargon zbliy si do podwyszenia i rzek w jzyku asyryjskim, co natychmiast tomacz 
powtrzy w egipskim: 
-Ja, Sargon, wdz, satrapa i powinowaty najpotniejszego krla Assara, przychodz pozdrowi 
ci, namiestniku najpotniejszego faraona, i na znak wiecznej przyjani ofiarowa ci 
dary... 
Nastpca opar donie na kolanach i siedzia nieporuszony jak posgi jego krlewskich 
przodkw. 
- Tomaczu - rzek Sargon - czy le powtrzye ksiciu moje uprzejme powitanie? 
Mentezufs stojcy obok wzniesienia pochyli si ku Ramzesowi. 
- Panie - szepn - dostojny Sargon czeka na askaw odpowied... 
-Wic mu odpowiedz -wybuchn ksi -i nie rozumiem, na mocy jakiego prawa 
przemawia do mnie niby rwny mi dostojestwem?... 
Mentezufis zmisza si, co jeszcze wicej rozgniewao ksicia, ktremu wargi zaczy 
dre i znowu zapony oczy. Ale Chaldejczyk Istubar, rozumiejc po egipsku, rzek prdko 
do Sargona: 
- Upadnijmy na twarze!.... 
- Dlaczego ja mam pada na twarz? - spyta oburzony Sargon. 
- Upadnij, jeeli nie chcesz straci aski naszego krla, a moe i gowy... 
To powiedziawszy Istubar leg na posadzce jak dugi, a obok niego Sargon. 
- Dlaczego ja mam lee na moim brzuchu przed tym chystkiem? - mrucza oburzony. 
- Bo to namiestnik - odpar Istubar. 
- A ja nie byem namiestnikiem pana mego?... 
- Ale on bdzie krlem, a ty nim nie bdziesz. 
-O co spieraj si posowie najpotniejszego krla Assara? -zapyta ju udobruchany 
ksi tomacza. 
-O to, czy maj waszej dostojnoci pokaza dary przeznaczone dla faraona, czy tylko odda 
przesane dla was - odpar zrczny tomacz. 
-Owszem, chc widzie dary dla mego witobliwego ojca - rzek ksi -i pozwalam posom 
wsta. 
Sargon podnis si, czerwony z gniewu czy zmczenia, i usiad podwinwszy pod siebie 
nogi, na pododze. 
-Nie wiedziaem -zawoa -e ja, krewny i penomocnik wielkiego Assara, bd musia 
szatami moimi wyciera py z posadzki egipskiego namiestnika!... Mentezufis, ktry umia po 
asyryjsku, nie pytajc Ramzesa, kaza natychmiast przynie dwie awki pokryte dywanami, 
na ktrych wnet zasiedli: zadyszany Sargon i spokojny Istubar. 
Wysapawszy si Sargon kaza poda wielki szklany puchar, stalowy miecz i przyprowadzi 
przed ganek dwa konie okryte zocistymi rzdami. A gdy speniono jego rozkazy, podnis 
si i z ukonem rzek do Ramzesa: 
-Pan mj, krl Assar, przysya ci, ksi, par cudnych koni, ktre oby nosiy ci tylko do 
zwycistw. Przysya kielich, z ktrego niech zawsze rado spywa ci do serca, i -miecz, jakiego 
nie znajdziesz poza zbrojowni najpotniejszego wadcy. 
192 
Wydoby z pochwy do dugi miecz byszczcy niby srebro i pocz zgina go w rku. 
Miecz wygi si jak uk, a potem nagle wyprostowa si. 
- Zaiste! cudna to bro... - rzek Ramzes. 
-Jeeli pozwolisz, namiestniku, oka ci jeszcze inn jej zalet -mwi Sargon, ktry, 
mogc pochwali si wyborn na owe czasy broni asyryjsk, zapomnia o gniewie. 
Na jego danie jeden z egipskich oficerw wydoby swj miecz piowy i trzyma go jak 
do ataku. Wtedy Sargon podnis miecz stalowy, uderzy i odci kawaek broni przeciwnika. 
W sali rozleg si szmer zdziwienia, a na twarz Ramzesa wystpiy silne rumiece. 
Ten cudzoziemiec - myla ksi - odebra mi byka w cyrku, chce oeni si z Kam i 
pokazuje mi bro, ktra kraje nasze miecze jak wiry!... 
I jeszcze gorsz poczu nienawi do krla Assara, do wszystkich Asyryjczykw w ogle, 
a do Sargona w szczeglnoci. 
Mimo to usiowa panowa nad sob i z ca uprzejmoci poprosi posa o pokazanie mu 
darw dla faraona. Wnet przyniesiono ogromne paki z wonnego drzewa, z ktrych wysi 
urzdnicy asyryjscy wydobywali sztuki wzorzystych materii, puchary, dzbany, stalow bro, 
uki z rogw kozioroca, zociste zbroje i puklerze wysadzane drogimi kamieniami. 
Najwspanialszym jednak darem by model paacu krla Assara, wyrobiony ze srebra i zota. 
Wyglda on jak cztery gmachy, coraz mniejsze, postawione jeden na drugim, z ktrych 
kady by otoczony gsto kolumnami, a zamiast dachu posiada taras. Kadego wejcia pilnoway 
lwy albo skrzydlate byki z ludzkimi gowami. Po obu stronach schodw stay posgi 
lennikw krla nioscych dary, po obu stronach mostu byy rzebione konie w najrozmaitszych 
postawach. Sargon odsun jedn cian modelu i ukazay si bogate pokoje zapenione 
bezcennymi sprztami. Szczeglny za podziw obudzia sala audiencjonalna, gdzie znajdoway 
si figurki przedstawiajce krla na wysokim tronie tudzie jego dworzan, onierzy i 
lennikw skadajcych hody. 
Cay model mia dugo dwu ludzi, a wysoko prawie wzrostu czowieka. Egipcjanie 
szeptali, e ten jeden dar krla Assara wart by ze sto pidziesit talentw. 
Kiedy wyniesiono paki, namiestnik zaprosi obu posw i ich orszak na uczt, podczas ktrej 
gocie byli sowicie obdarowani. Ramzes tak daleko posun swoj uprzejmo, e gdy 
Sargonowi podobaa si jedna z kobiet nastpcy, ksi darowa j posowi, rozumie si, za 
jej zgod i przyzwoleniem jej matki. 
By wic grzeczny i hojny, ale czoa swego nie rozchmurzy. A gdy Tutmozis zapyta go: 
czy nie pikny paac ma krl Assar? - ksi odpowiedzia: 
-Pikniejszymi wydayby mi si jego gruzy na zgliszczach Niniwy.... 
Asyryjczycy przy uczcie byli bardzo powcigliwi. Mimo obfitoci wina pili mao i nie 
wicej wydawali okrzykw. Sargon ani razu nie wybuchn hucznym miechem, jak to byo 
w jego zwyczaju; przysoni powiekami oczy, a w swym sercu gboko rozmyla. 
Tylko dwaj kapani, Chaldejczyk Istubar i Egipcjanin Mentezufis, byli spokojni jak ludzie, 
ktrym dana jest wiedza przyszoci i wadza nad ni. 
193 
ROZDZIA JEDENASTY 
Po przyjciu u namiestnika Sargon zatrzyma si jeszcze w Pi-Bast czekajc na listy faraona 
z Memfisu, a jednoczenie midzy oficerami i szlacht zaczy na nowo kry dziwaczne 
pogoski. 
Fenicjanie opowiadali, pod najwikszym, rozumie si, sekretem, e kapani, nie wiadomo z 
jakiego powodu, nie tylko darowali Asyrii zalege daniny, nie tylko uwolnili j raz na zawsze 
od ich pacenia, ale nadto, aeby uatwi Asyryjczykom jak wojn pnocn, zawarli z nimi 
traktat pokojowy na dugie lata. 
-Faraon -mwili Fenicjanie -a mocniej zachorowa dowiedziawszy si o ustpstwach 
robionych barbarzycom. Ksi Ramzes martwi si i chodzi smutny, lecz obaj musz ulega 
kapanom, nie bdc pewni uczu szlachty i wojska. 
To najwicej oburzao egipsk arystokracj. 
-Jak to -szeptali midzy sob zadueni magnaci -wic dynastia ju nam nie ufa?... Wic 
kapani uwzili si, aeby zhabi i zrujnowa Egipt?... Bo przecie jasne jest, e jeeli Asyria 
ma wojn gdzie na dalekiej pnocy, to wanie teraz trzeba j napa i zdobytymi upami 
podwign zuboay skarb krlewski i arystokracj... 
Ten i w z modych panw omiela si zapytywa nastpcy: co myli o asyryjskich barbarzycach? 
Ksi milcza, ale bysk jego oczu i zacite usta dostatecznie wyraay uczucia. 
-Oczywicie -szeptali panowie w dalszym cigu -e dynastia jest optana przez kapanw, 
nie ufa szlachcie, Egiptowi za gro wielkie nieszczcia... Ciche gniewy prdko zamieniy 
si w ciche narady majce nawet pozr spisku. Ale cho bardzo wiele osb brao w 
tym udzia, pewny siebie czy zalepiony stan kapaski nic o nich nie wiedzia, a Sargon, 
cho przeczuwa nienawi, nie przywizywa do niej wagi. 
Pozna on, e ksi Ramzes jest mu niechtny, ale przypisywa to wypadkowi w cyrku, a 
wicej - zazdroci o Kam. Ufny jednak w swoj poselsk nietykalno, pi, ucztowa i prawie 
co wieczr wymyka si do fenickiej kapanki, ktra coraz askawiej przyjmowaa jego zaloty 
i dary. 
Taki by nastrj k najwyszych, gdy pewnej nocy wpad do mieszkania Ramzesa wity 
Mentezufs i owiadczy, e natychmiast musi zobaczy si z ksiciem. 
Dworzanie odpowiedzieli, e u ksicia znajduje si jedna z jego kobiet, e wic nie mi 
niepokoi swego pana. Lecz gdy Mentezufis coraz natarczywiej nalega, wywoali nastpc. 
Ksi po chwili ukaza si, nawet nierozgniewany. 
-C to -zapyta kapana -czy mamy wojn, e wasza cze trudzisz si do mnie o tak 
pnej porze? 
Mentezufs pilnie przypatrzy si Ramzesowi i gboko odetchn. 
- Ksi nie wychodzie cay wieczr? - zapyta. 
-Ani na krok. 
- Wic mog da na to kapaskie przyrzeczenie? 
Nastpca zdziwi si. 
-Zdaje mi si - odpar dumnie - e twoje sowo ju nie jest potrzebne, gdy ja daem moje. 
C to znaczy?... 
Wyszli do osobnego pokoju. 
-Czy wiesz, panie -mwi wzburzony kapan - co zdarzyo si moe przed godzin? Jego 
dostojno Sargona jacy modziecy napadli i obili kijami... 
- Jacy?... gdzie?... 
-Pod will fenickiej kapanki, nazwiskiem Kamy -cign Mentezufis pilnie ledzc fizjognomi 
nastpcy. 
194 
-Odwane chopaki! -odpar ksi wzruszajc ramionami. Napada takiego siacza!... 
Przypuszczam, e musiaa tam pkn niejedna ko. 
-Ale napada posa... Uwa, dostojny panie, posa, ktrego osania majestat Asyrii i 
Egiptu... - mwi kapan. 
-Ho! ho!... rozemia si ksi. - Wic krl Assar wysya swoich posw nawet do fenickich 
tancerek?... 
Mentezufis stropi si. Nagle uderzy si w czoo i zawoa rwnie ze miechem: 
- Patrz, ksi, jaki ze mnie prostak, nieoswojony z politycznymi ceremoniami. Wszake ja 
zapomniaem, e Sargon wczcy si po nocach okoo domu podejrzanej kobiety nie jest 
posem, ale zwyczajnym czowiekiem! 
Lecz po chwili doda: 
- W kadym razie niedobrze si stao... Sargon moe nabra do nas niechci... 
-Kapanie!... Kapanie!... -zawoa ksi kiwajc gow. -Ty zapominasz daleko waniejszej 
rzeczy, i Egipt nie potrzebuje ani lka si; ani nawet dba o dobre lub ze usposobienie 
dla niego nie tylko Sargona, ale nawet krla Assara... Mentezufis by tak zmiszany 
trafnoci uwag krlewskiego modzieca, e zamiast odpowiedzie kania si mruczc: 
-Bogowie obdarzyli ci, ksi, mdroci arcykapanw... niechaj imi ich bdzie bogosawione!... 
Ju chciaem wyda rozkazy, aby poszukano i osdzono tych modych awanturnikw, 
lecz teraz wol zasign twojej rady, bo jeste mdrcem nad mdrce. 
Powiedz zatem, panie, co mamy pocz z Sargonem i tymi zuchwalcami?... 
-Przede wszystkim zaczeka do jutra - odpar nastpca. -Jako kapan, wiesz najlepiej, e 
boski sen czsto przynosi dobre rady. 
- A jeeli i do jutra nic nie obmyl? - pyta Mentezufis. 
- W kadym razie ja odwiedz Sargona i postaram si zatrze w jego pamici ten drobny 
wypadek. 
Kapan poegna Ramzesa z oznakami czci. Za wracajc do siebie myla: 
Serce dam sobie wydrze z piersi, e do tego nie nalea ksi: ani sam bi, ani namawia, 
a nawet nie wiedzia o wypadku. Kto tak chodno i trafnie sdzi spraw, nie moe by 
wspwinnym. A w takim razie mog zacz ledztwo i jeeli nie uagodzimy kudatego barbarzycy, 
oddam zawadiakw pod sd. Pikny traktat przyjani midzy dwoma pastwami, 
ktry zaczyna si sponiewieraniem posa!... 
Nazajutrz wspaniay Sargon do poudnia lea na wojokowym posaniu, co wreszcie zdarzao 
mu si dosy czsto, bo po kadej pijatyce. Obok niego, na niskiej sofie, siedzia pobony 
Istubar, z oczyma utkwionymi w sufit, szepczc modlitwy. 
-Istubarze -westchn dostojnik -czy jeste pewny, e nikt z naszego dworu nie wie o 
moim nieszczciu? 
- Kt moe wiedzie, jeeli ci nikt nie widzia? 
- Ale Egipcjanie!... -jkn Sargon. 
-Z Egipcjan wie o tym Mentezufs i ksi, no i ci szalecy, ktrzy zapewne dugo bd 
pamitali twoje pici. 
-Moe troch, moe!... Ale zdaje mi si, e by midzy nimi nastpca i ma nos rozbity, jeeli 
nie zamany... 
- Nastpca ma cay nos i on tam nie by, zapewniam ci. 
-W takim razie - wzdycha Sargon - powinien ksi kilku z nich wbi na pal. Przecieem 
ja pose!... ciao moje jest wite. 
-A ja mwi ci - radzi Istubar - wyrzu zo z serca twego i nawet nie skar si. Bo gdy 
hultaje pjd pod sd, cay wiat dowie si, e pose najdostojniejszego krla Assara wdaje 
si z Fenicjanami, a co gorsza, odwiedza ich samotny wrd nocy. Co za odpowiesz, gdy 
twj miertelny wrg, kanclerz Lik-Bagus, zapyta ci: Sargonie, z jakimi to widywae si 
Fenicjanami i o czym mwie z nimi pod ich wityni wrd nocy?... 
195 
Sargon wzdycha, jeeli mona wzdychaniem nazwa odgosy podobne do mruczenia lwa. 
Wtem wpad jeden z oficerw asyryjskich. Uklkn, uderzy czoem o podog i rzek do 
Sargona: 
-wiato renic pana naszego!... Przed gankiem peno magnatw i dostojnikw egipskich, 
a na ich czele sam nastpca tronu... Chce tu wej, widocznie z zamiarem zoenia ci hodu... 
Lecz nim Sargon zdy wyda polecenie, we drzwiach komnaty ukaza si ksi. Odepchn 
olbrzymiego Asyryjczyka, ktry trzyma wart, i szybko zbliy si do wojokw, kdy 
zmiszany pose, szeroko otworzywszy oczy, nie wiedzia, co robi ze sob: uciec nago do 
innej izby czy schowa si pod pociel? Na progu stao kilku oficerw asyryjskich zdumionych 
wtargniciem nastpcy wbrew wszelkiej etykiecie. Ale Istubar da im znak i znikli za 
kotar. 
Ksi by sam; zostawi wit na dziedzicu. 
-Bd pozdrowiony -rzek -pole wielkiego krla i gociu faraona. Przyszedem odwiedzi 
ci i spyta: czy nie masz jakich potrzeb? Jeeli za pozwoli ci czas i ochota, chc, aeby 
w moim towarzystwie, na koniu ze stajni mego ojca, przejecha si po miecie, otoczony 
nasz wit. Jak przystao na posa potnego Assara, ktry oby y wiecznie! 
Sargon sucha lec i nie rozumiejc ani sowa. Gdy za Istubar przetomaczy mu mow 
ksicia, pose wpad w taki zachwyt, e zacz bi gow o wojoki powtarzajc wyrazy: Assar 
i Ramzes. 
Kiedy uspokoi si i przeprosi ksicia za ndzny stan, w jakim go znalaz go tak znakomity 
i dostojny, doda: 
-Nie miej za ze, o panie, e ziemny robak i podnek tronu, jakim ja jestem, w tak niezwyky 
sposb okazuje rado z twego przybycia. Ale ucieszyem si podwjnie. Raz, e 
spad na mnie nadziemski zaszczyt, po wtre -em myla w moim gupim i nikczemnym 
sercu, i to ty, panie, bye sprawc mojej wczorajszej niedoli. Zdawao mi si, e midzy 
kijami, ktre spady na moje plecy, czuj twj kij, zaprawd tgo bijcy!... 
Spokojny Istubar, wyraz po wyrazie, przetomaczy to ksiciu. Na co nastpca z icie krlewsk 
godnoci odpar: 
-Omylie si Sargonie. Gdyby nie to, e sam pozna swj bd, kazabym ci natychmiast 
wyliczy pidziesit kijw, aeby zapamita e tacy jak ja nie napadaj jednego czowieka 
gromad ani po nocy. 
Zanim wiaty Istubar dokoczy tomaczenia tej odpowiedzi, ju Sargon przypezn do 
ksicia i obj jego nogi woajc: 
- Wielki pan!... wielki krl!... Chwaa Egiptowi, e posiada takiego wadc. 
A na to znowu ksi: 
-Wicej powiem ci, Sargonie. Jeeli zostae napadnity wczoraj, zapewniam ci, e nie 
uczyni tego aden z moich dworzan. Sdz bowiem, e taki, jakim jeste, mocarz musia 
niejednemu rozbi czaszk. Za moi bliscy s zdrowi. 
- Prawd rzek i mdrze powiedzia! - szepn Sargon do Istubara. 
-Lecz jakkolwiek -cign ksi - szpetny czyn sta si nie z mojej i mego dworu winy, 
jednak czuj si w obowizku osabi twj al do miasta, w ktrym ci tak niegodnie przyjto. 
Dlatego osobicie nawiedziem twoj sypialni, dlatego otwieram ci mj dom o kadej 
porze, ile razy zechcesz mnie odwiedzi. Dlatego... prosz ci, aeby przyj ode mnie ten 
may dar... 
To mwic ksi sign za tunik i wydoby acuch wysadzany rubinami i szafirami. 
Olbrzymi Sargon a zapaka, co wzruszyo ksicia, lecz nie rozczulio obojtnoci Istubara. 
Kapan wiedzia, e Sargon ma zy, rado i gniew na kade zawoanie, jako pose mdrego 
krla. 
196 
Namiestnik posiedzia jeszcze chwil i poegna posa. Za wychodzc pomyla, e jednak 
Asyryjczycy, pomimo barbarzystwa, nie s zymi ludmi, skoro umiej odczu wspaniaomylno. 
Sargon za by tak podniecony, e kaza natychmiast przynie wina i pi, pi od poudnia 
a do wieczora. 
Dobrze po zachodzie soca kapan Istubar wyszed na chwil z komnaty Sargona i - niebawem 
wrci, ale ukrytymi drzwiami. Za nim ukazali si dwaj ludzie w ciemnych paszczach. 
Gdy za odsunli z twarzy kaptury, Sargon pozna w jednym arcykapana Mefresa, w 
drugim proroka Mentezufisa. 
- Przynosimy ci, dostojny penomocniku, dobr nowin - rzek Mefres. 
-Obym mg wam udzieli podobnej! -zawoa Sargon. - Siadajcie, wici i dostojni mowie. 
A cho mam zaczerwienione oczy, mwcie do mnie, jak gdybym by zupenie trzewy... 
Bo ja i po pijanemu mam rozum, moe nawet lepszy... Prawda, Istubarze?... 
- Mwcie - popar go Chaldejczyk. 
-Dzi -zabra gos Mentezufis -otrzymaem list od najdostojniejszego ministra Herhora. 
Pisze nam, e jego witobliwo faraon (oby y wiecznie!) oczekuje na wasze poselstwo w 
swym cudownym paacu pod Memfisem i e jego witobliwo (oby y wiecznie!) jest dobrze 
usposobiony do zawarcia z wami traktatu. 
Sargon chwia si na wojokowych materacach, ale oczy mia prawie przytomne. 
-Pojad -odpar -do jego witobliwoci faraona (oby y wiecznie!), poo w imieniu 
pana mego piecz na traktacie, byle by spisany na cegach, klinowym pismem... bo ja waszego 
nie rozumiem... Bd lea choby cay dzie na brzuchu przed jego witobliwoci 
(oby y wiecznie!) i traktat podpisz... Ale jak wy go tam wykonacie... Cha!... cha!... cha!... 
tego ju nie wiem... - zakoczy grubym miechem. 
- Jak miesz, sugo wielkiego Assara, wtpi o dobrej woli i wierze naszego wadcy?... zawoa 
Mentezufs. 
Sargon nieco wytrzewia. 
- Ja nie mwi o jego witobliwoci - odpar - ale o nastpcy tronu... 
-Jest to peen mdroci modzian, ktry bez wahania wykona wol ojca i najwyszej rady 
kapaskiej -rzek Mefres. 
-Cha!... cha!... cha!... - zamia si znowu pijany barbarzyca. -Wasz ksi... o bogowie, 
powykrcajcie mi stawy czonkw, jeeli mwi nieprawd, e chciabym, aeby Asyria 
miaa takiego nastpc... 
Nasz asyryjski nastpca to mdrzec, to kapan... On, zanim wybierze si na wojn, zaglda 
naprzd w gwiazdy na niebie, pniej kurom pod ogony... Za wasz zobaczyby: ile ma wojska? 
dowiedziaby si: gdzie obozuje nieprzyjaciel? i spadby mu na kark jak orze na barana. 
Oto wdz!... oto krl!... On nie z tych, ktrzy suchaj rady kapanw... On radzi si bdzie 
wasnego miecza, a wy musicie spenia jego rozkazy... 
I dlatego, cho podpisz z wami traktat, opowiem memu panu, e poza chorym krlem i 
mdrymi kapanami kryje si tu mody nastpca tronu, lew i byk w jednej osobie... ktry ma 
miody w ustach, a pioruny w sercu... 
-I powiesz nieprawd -wtrci Mentezufs. -Bo nasz ksi, aczkolwiek popdliwy i troch 
hulaka, jak zwyczajnie mody, umie jednak uszanowa i rad mdrcw, i najwysze urzdy 
w kraju. 
Sargon pokiwa gow. 
-Oj, wy mdrcy!... uczeni w pimie!... znawcy gwiazdowych obrotw!... - mwi szydzc. 
-Ja prostak, zwyczajny sobie jenera, ktry bez pieczci nie zawsze umiabym wyobi moje 
nazwisko... Wy mdrcy, ja prostak, ale na brod mego krla, nie zamienibym si na wasz 
mdro... 
197 
Bo wy jestecie ludmi, dla ktrych otworzy si wiat cegie i papirusw, ale zamkn si 
ten prawdziwy, na ktrym wszyscy yjemy... Ja prostak! Ale ja mam psi wch. A jak pies z 
dala wyczuje niedwiedzia, tak ja moim zaczerwienionym nosem poznam bohatera. 
Wy bdziecie radzi ksiciu!... Ale on was ju dzisiaj zaczarowa jak w gobie. Ja 
przynajmniej nie oszukuj samego siebie i, cho ksi jest dla mnie dobry jak ojciec rodzony, 
czuj przez skr, e mnie i moich Asyryjczykw nienawidzi jak tygrys sonia... Cha!... 
cha!... Dajcie mu tylko armi, a za trzy miesice stanie pod Niniw, byle w drodze rodzili mu 
si onierze zamiast gin... 
-Choby mwi prawd -przerwa Mentezufis -choby ksi chcia i pod Niniw, nie 
pjdzie. 
- A kt go powstrzyma, gdy zostanie faraonem? 
- My. 
-Wy?... wy!... Cha! cha! cha!... -mia si Sargon. -Wy wci mylicie e ten modzik 
nawet nie przeczuwa naszego traktatu... A ja... a ja... cha!... cha!... cha!... ja pozwol si obedrze 
ze skry i wbi na pal, e on ju wszystko wie. 
Czyli Fenicjanie byliby tak spokojni, gdyby nie mieli pewnoci, e mody lew egipski zasoni 
ich przed asyryjskim bykiem? 
Mentezufis i Mefres spojrzeli na siebie ukradkiem. Ich prawie przerazi geniusz barbarzycy, 
ktry miao wypowiada to, czego oni wcali nie brali pod rachunek. 
I rzeczywicie: co by byo, gdyby nastpca tronu odgad ich zamiary, a nawet chcia je 
powika?.. 
Lecz z chwilowego kopotu wybawi ich milczcy dotychczas Istubar. 
-Sargonie - rzek - miszasz si w nie swoje sprawy. Twoim obowizkiem jest zawrze z 
Egiptem traktat, jakiego chce nasz pan. A co wie, czego nie wie, co zrobi, a czego nie zrobi 
ich nastpca tronu, to ju nie twoja sprawa. Skoro najwysza, wiecznie yjca rada kapanw 
zapewnia nas, traktat bdzie wykonany.Jakim za zrobi si to sposobem? Nie naszej gowy 
rzecz. 
Oschy ton, z jakim wypowiedzia to Istubar, uspokoi rozhukan wesoo asyryjskiego 
penomocnika. Sargon pokiwa gow i mrukn: 
- W takim razie szkoda chopca!... Wielki to wojownik, wspaniaomylny pan... 
198 
ROZDZIA DWUNASTY 
Po wizycie u Sargona dwaj wici mowie, Mefres i Mentezufis, okrywszy si starannie 
burnusami wracali zamyleni do domu. 
-Kto wie - rzek Mentezufis -czy ten pijak Sargon nie ma susznoci co do naszego nastpcy?.. 
- W takim razie Istubar bdzie mia lepsz suszno - twardo odpowiedzia Mefres. 
- Jednak nie uprzedzajmy si. Trzeba pierwej wybada ksicia - odpar Mentezufis. 
- Uczy to, wasza cze. 
Istotnie, nazajutrz obaj kapani, z bardzo powanymi minami, przyszli do nastpcy proszc 
go o poufn rozmow. 
-C si stao? -zapyta ksi - czy znowu jego dostojno Sargon odby jakie nocne poselstwo? 
-Niestety, nie chodzi nam o Sargona -odpar arcykapan. - Ale... midzy ludem kr pogoski, 
e ty, najdostojniejszy panie, utrzymujesz cise stosunki z niewiernymi Fenicjanami... 
Po tych sowach ksi zacz ju domyla si celu wizyty prorokw i krew w nim zakipiaa. 
Lecz jednoczenie oceni, e jest to pocztek gry midzy nim a stanem kapaskim, i 
jak przystao na krlewskiego syna, opanowa si w jednej chwili. Jego twarz przybraa wyraz 
zaciekawionej naiwnoci. 
- A Fenicjanie to niebezpieczni ludzie, urodzeni wrogowie pastwa!... - doda Mefres. 
Nastpca umiechn si. 
-Gdybycie wy, wici mowie -odpar -poyczali mi pienidzy i mieli przy wityniach 
adne dziewczta, z wami musiabym si widywa czciej. A tak z biedy musz przyjani 
si z Fenicjanami! 
- Mwi, e wasza dostojno odwiedzasz w nocy t Fenicjank... 
-I musz tak robi, dopki dziewczyna nabrawszy rozumu nie przeprowadzi si do mego 
domu. Ale nie bjcie si, chodz z mieczem i gdyby mi kto zastpi drog... 
-Przez t jednak Fenicjank nabrae, wasza dostojno, wstrtu do penomocnika asyryjskiego 
krla. 
-Wcale nie przez ni, tylko e Sargon mierdzi ojem... Wreszcie do czego to prowadzi?... 
Wy, wici ojcowie, nie jestecie dozorcami moich kobiet; sdz, e dostojny Sargon nie powierzy 
wam swoich, wic - czego chcecie?... 
Mefres tak zmisza si, e a na wygolonym czole zapon mu rumieniec. 
-Rzeke, wasza dostojno, prawd - odpar -e nie do nas nale wasze miostki i sposoby, 
jakich do tego uywacie. Ale... jest rzecz gorsza: lud dziwi si, e chytry Hiram tak atwo 
poyczy wam sto talentw, nawet bez zastawu... 
Ksiciu drgny usta, lecz znowu rzek spokojnie: 
-Nie moja wina, e Hiram wicej ufa memu sowu anieli egipscy bogacze! On wie, e raczej 
wyrzekbym si mojej zbroi po dziadzie, ni nie zapaci mu tego, com winien. A zdaje 
si, e i o procent musi by spokojny, gdy wcale mi o nim nie wspomina. 
Nie myl tai przed wami, wici mowie, e Fenicjanie maj wicej zrcznoci od 
Egipcjan. Nasz bogacz, zanim by mi poyczy sto talentw, robiby surowe miny, nastkaby 
si, wytrzyma mnie z miesic, a w kocu wziby ogromny zastaw i jeszcze wikszy procent. 
Za Fenicjanie, ktrzy lepiej znaj serca ksit, daj nam pienidze nawet bez sdziego i 
wiadkw. 
Arcykapan by tak zirytowany spokojnym szyderstwem Ramzesa, e umilk i zaci usta. 
Wyrczy go Mentezufis zapytawszy nagle: 
-Co by, wasza dostojno, rzek, gdybymy zawarli z Asyri traktat oddajcy jej pnocn 
Azj razem z Fenicj?... 
199 
Mwic tak utkwi oczy w twarz nastpcy. Ale ksi odpar cakiem spokojnie: 
- Powiedziabym, e tylko zdrajcy mogliby namwi faraona do podobnego traktatu. 
Obaj kapani poruszyli si: Mefres podnis rce do gry, Mentezufis zacisn pici. 
- A gdyby wymagao tego bezpieczestwo pastwa?... - nalega Mentezufis. 
-Czego wy ode mnie chcecie?... - wybuchn ksi. -Wtrcacie si do moich dugw i 
kobiet, otaczacie mnie szpiegami, omielacie si robi mi wymwki, a teraz jeszcze zadajecie 
mi jakie podstpne pytanie. Ot mwi wam: ja, chobycie mnie mieli otru, nie podpisabym 
takiego traktatu... Na szczcie, nie zaley to ode mnie, tylko od jego witobliwoci, 
ktrego wol wszyscy musimy spenia. 
- Wic c by zrobi, wasza dostojno, bdc faraonem?... 
- To, czego wymagaaby cze i interes pastwa. 
-O tym nie wtpi -rzek Mentezufis. -Ale co wasza dostojno uwaasz za interes pastwa?... 
Gdzie mamy szuka wskazwek?... 
- A od czego jest najwysza rada?... -zawoa ksi, tym razem z udanym gniewem. -
Powiadacie, e skada si z samych mdrcw... Wic niechby oni wzili na swoj odpowiedzialno 
traktat, ktry ja uwaam za hab i zgub Egiptu... 
-Skde wiesz, wasza dostojno -odpar Mentezufis -e wanie tak nie postpi wasz 
boski rodzic?... 
-Wic po co wy mnie o to pytacie?... Co to za ledztwo?... Kto wam daje prawo zaglda 
w gb mego serca... 
Ramzes udawa tak mocno oburzonego, e a uspokoili si obaj kapani. 
-Mwisz, ksi -odezwa si Mefres -jak przystao na dobrego Egipcjanina. Przecie i 
nas bolaby podobny traktat, ale bezpieczestwo pastwa niekiedy wymaga chwilowego poddania 
si okolicznociom... 
-Ale co was zmusza do tego?... - woa ksi. - Czy przegralimy wielk bitw, czy ju 
nie mamy wojsk?... 
-Wiolarzami okrtu, na ktrym Egipt pynie przez rzek wiecznoci, s bogowie -odpar 
uroczystym tonem arcykapan -a sternikiem Najwyszy Pan wszelkiego stworzenia. Nieraz 
zatrzymuj oni albo i skrcaj statek, aeby omin niebezpieczne wiry, ktrych my nawet nie 
dostrzegamy. W takich wypadkach z naszej strony potrzebn jest tylko cierpliwo i posuszestwo, 
za ktre wczeniej lub pniej spotyka nas hojna nagroda przewyszajca wszystko, 
co moe wymyli miertelny czowiek. 
Po tej uwadze kapani poegnali ksicia, peni otuchy, e cho gniewa si na traktat, lecz 
go nie zamie i zapewni Egiptowi czas potrzebnego mu spokoju. Po ich odejciu Ramzes wezwa 
do siebie Tutmozisa. A gdy znalaz si sam na sam z ulubiecem, dugo hamowany 
gniew i al wybuchn. Ksi rzuci si na kanap, wi si jak w, uderza piciami w gow 
i paka. 
Wylkniony Tutmozis czeka, a ksicia ominie atak wciekoci. Nastpnie poda mu wody 
z winem, okadzi go kojcymi wonnociami, wreszcie usiad przy nim i zapyta o przyczyn 
niemskiej rozpaczy. 
- Sid tu - rzek nastpca nie podnoszc si. - Czy wiesz, dzisiaj jestem ju pewny tego, e 
nasi kapani zawarli z Asyri jaki haniebny traktat... Bez wojny, nawet bez adnych da z 
tamtej strony!... Czy domylasz si, ile tracimy?... 
-Mwi mi Dagon, e Asyria chce zagarn Fenicj. Lecz Fenicjanie ju mniej s zatrwoeni, 
gdy krl Assar ma wojn na pnocno-wschodnich granicach. Siedz tam ludy bardzo 
waleczne i mnogie, wic nie wiadomo, jak skoczy si wyprawa. W kadym razie Fenicjanie 
bd mieli par lat spokoju, co im wystarczy do przygotowania obrony i znalezienia sprzymierzecw... 
Ksi niecierpliwie machn rk. 
200 
-Oto widzisz -przerwa Tutmozisowi -nawet Fenicja uzbroi si, a moe i wszystkich ssiadw, 
ktrzy j otaczaj. Na wszelki za sposb my stracimy choby tylko zalege daniny z 
Azji, ktre wynosz -czy syszae co podobnego?... -wynosz przeszo sto tysicy talentw!... 
Sto tysicy talentw... - powtrzy ksi. - O bogowie! ale taka suma od razu wypeniaby 
skarb faraona... A gdybymy jeszcze napadli Asyri w porze waciwej, w samej Niniwie, 
w samym paacu Assara, znalelibymy niewyczerpane skarby... 
Pomyl teraz: ilu moglibymy zabra niewolnikw?... P miliona... milion ludzi olbrzymio 
silnych, a tak dzikich, e niewola w Egipcie, e najcisza praca przy kanaach lub w 
kopalniach wydaaby si im zabawk... Podno ziemi podniosaby si w cigu kilku lat, wyndzniay 
nasz lud odpoczby i zanim umarby ostatni niewolnik, ju pastwo odzyskaoby 
dawn potg i bogactwa... 
I to wszystko zniwecz kapani za pomoc kilku zapisanych blach srebrnych i kilku cegie 
pocitych znakami w formie strza, ktrych nikt z nas nie rozumie!... 
Wysuchawszy alw ksicia, Tutmozis podnis si z krzesa, z uwag przejrza ssiednie 
komnaty, czy kto w nich nie podsuchuje, potem znowu usiad przy Ramzesie i zacz szepta: 
-Bd dobrej myli, panie! O ile wiem, caa arystokracja, wszyscy nomarchowie, wszyscy 
wysi oficerowie syszeli co o tym traktacie i s oburzeni. Daj wic tylko znak, a rozbijemy 
traktatowe cegy na bach Sargona, nawet Assara... 
- Ale to byby bunt przeciw jego witobliwoci... - rwnie cicho odpar ksi. 
Tutmozis zrobi smutn min. 
-Nie chciabym - rzek - zakrwawia ci serca, ale... twj, rwny najwyszym bogom, ojciec 
jest ciko chory. 
- To nieprawda!... - zerwa si ksi. 
-Prawda, tylko nie zdrad si, e wiesz o tym. Jego witobliwo jest bardzo zmczony 
pobytem na tej ziemi i ju pragnie odej. Lecz kapani zatrzymuj go, a ciebie nie wzywaj 
do Memfisu, aeby bez przeszkd podpisa umow z Asyri... 
- Ale to s zdrajcy!... zdrajcy!... - szepta rozwcieczony ksi. 
-Dlatego nie bdziesz mia trudnoci z zerwaniem umowy, gdy obejmiesz wadz po ojcu 
(oby y wiecznie!). 
Ksi zaduma si. 
- atwiej podpisa traktat anieli go zerwa... 
-I zerwa atwo! -umiechn si Tutmozis. -Czyli w Azji nie ma plemion niesfornych, 
ktre wpadn w nasze granice?... Czyli boski Nitager nie czuwa ze swoj armi, aby odpar 
ich i przenis wojn do ich krajw?... A czy mylisz, e Egipt nie znajdzie ludzi do ora i 
skarbw na wojn?... Pjdziemy wszyscy, bo kady moe co zyska i jako tako ubezpieczy 
sobie ycie... Skarby za le w wityniach... A w Labiryncie!... 
- Kto je wydobdzie stamtd! - wtrci z powtpiewaniem ksi. 
- Kto?... Kady nomarcha, kady oficer, kady szlachcic zrobi to, byle mia rozkaz faraona, 
a... modsi kapani poka nam drog do kryjwek... 
- Nie omiel si... Kara bogw... 
Tutmozis pogardliwie machn rk. 
-Alboemy to chopi czy pastuchy, aeby lka si bogw, z ktrych drwi ydzi, Fenicjanie 
i Grecy, a lada najemny onierz zniewaa ich bezkarnie. 
Kapani to wymylili brednie o bogach, w ktrych sami nie wierz. Przecie wiesz, e w 
wityniach uznaj tylko Jedynego... Oni te robi cuda, z ktrych si miej... Chop po 
dawnemu bije czoem przed posgami. Ale ju robotnicy wtpi o wszechmocnoci Ozirisa, 
Horusa i Seta, pisarze oszukuj bogw w rachunkach, a kapani posuguj si nimi jak acuchem 
i zamkiem do zabezpieczenia swoich skarbcw. 
201 
Oho! Miny te czasy -cign Tutmozis -kiedy cay Egipt wierzy we wszystko, co mu 
donoszono ze wity. Dzi my obraamy bogw fenickich, Fenicjanie naszych, i jako na 
nikogo nie spadaj pioruny... 
Namiestnik uwanie przypatrywa si Tutmozisowi. 
-Skd tobie takie myli przychodz do gowy? -spyta. -Wszake nie tak dawno blade 
na wzmiank o kapanach... 
-Bo byem jeden. Ale dzi, gdym pozna, e caa szlachta ma te same rozumienie co ja, 
jest mi raniej... 
- A kto szlachcie i tobie mwi o traktatach z Asyri? 
- Dagon i inni Fenicjanie - odpar Tutmozis. -Oni nawet ofiarowali si, gdy przyjdzie czas, 
podbuntowa azjatyckie plemiona, aby nasze wojska miay pozr do przekroczenia granic. A 
gdy raz wyjdziemy na drog do Niniwy, Fenicjanie i ich sprzymierzecy pocz si z nami... 
I bdziesz mia armi, jakiej nie posiada Ramzes Wielki!... 
Ksiciu nie podobaa si ta gorliwo Fenicjan; zamilcza jednak o niej. Natomiast spyta: 
-A co bdzie, jeeli kapani dowiedz si o waszych gadaninach?... Zaprawd aden z was 
nie uniknie mierci! 
-O niczym nie dowiedz si - wesoo odpar Tutmozis. -Zanadto ufaj swej potdze, le 
pac szpiegom i zniechcili cay Egipt swoj chciwoci i pych. Tote arystokracja, wojsko, 
pisarze, robotnicy, nawet nisi kapani tylko czekaj hasa, aeby wpa do wity, zabra 
skarby i zoy je u stp tronu. Gdy im za skarbw zabraknie, wici mowie utrac wszelk 
wadz. Nawet przestan robi cuda, bo i do tego potrzebne s zote piercienie... 
Ksi skierowa rozmow na inne przedmioty, wreszcie da znak Tutmozisowi, e moe 
odej. 
Gdy zosta sam, pocz rozmyla. 
Byby zachwycony wrogim usposobieniem szlachty do kapanw i wojowniczymi instynktami 
najwyszych klas, gdyby zapa nie wybuchn tak nagle i gdyby poza nim nie 
ukrywali si Fenicjanie. 
To kazao nastpcy by ostronym; rozumia bowiem, e w sprawach Egiptu lepiej ufa 
patriotyzmowi kapanw anieli przyjani Fenicjan. 
Lecz przypomnia sobie sowa ojca, e Fenicjanie s prawdomwni i wierni, gdy chodzi o 
ich interes. Ot bez kwestii Fenicjanie mieli wielki interes w tym, aeby nie dosta si pod 
wadz Asyryjczykw. I mona byo polega na nich jako na sprzymierzecach w razie wojny, 
gdy przegrana Egipcjan odbiaby si przede wszystkim na Fenicji. 
Z drugiej strony Ramzes nie przypuszcza, e kapani, nawet zawierajc tak szpetny traktat 
z Asyri, dopuszczali si zdrady. Nie, to nie byli zdrajcy, ale -rozleniwieni dygnitarze. Dogadza 
im pokj, gdy wrd spokoju mno swoje skarby i rozszerzaj wadz. Nie chc wojny, 
gdy wojna spotgowaaby wadz faraona, a ich samych naraziaby na cikie wydatki. 
I stao si, e mody ksi, pomimo braku dowiadczenia, rozumia, e musi by ostronym, 
nie pieszy si, nikogo nie potpia, ale te i nikomu nie ufa zbytecznie. On ju postanowi 
wojn z Asyri, nie dlatego, e pragna jej szlachta i Fenicjanie, lecz e Egipt potrzebowa 
skarbw i niewolnikw. 
Ale, postanowiwszy wojn, chcia dziaa rozwanie. Chcia powoli przekona do niej stan 
kapaski, a dopiero w razie oporu - zgnie go za pomoc wojska i szlachty. 
I wanie wwczas gdy wity Mefres i Mentezufis artowali z przepowiedni Sargona, e 
nastpca nie podda si kapanom, ale ich zmusi do posuszestwa, ju wwczas ksi mia 
gotowy plan ujarzmienia ich i widzia jakie posiada do tego rodki. Za chwil rozpoczcia 
walki i sposb przeprowadzenia jej pozostawia przyszoci. 
Czas przynosi najlepsze rady! - rzek do siebie. 
202 
By spokojny i zadowolony jak czowiek, ktry po dugim wahaniu wie, co ma robi, i posiada 
wiar we wasne siy. Tote aeby pozby si nawet ladw niedawnego wzburzenia, 
poszed do Sary. 
Zabawa z synkiem zawsze koia jego troski i pogod napeniaa mu serce. 
Min ogrd, wszed do willi swej pierwszej kochanki i zasta j - znowu we zach. 
- O, Saro! - zawoa - gdyby miaa Nil w twojej piersi, potrafiaby go wypaka. 
- Ju nie bd... - odpara, lecz jeszcze obfitszy strumie pola si z jej oczu. 
-C to? -spyta ksi -czy znowu sprowadzia sobie jak wrk, ktra straszy ci 
Fenicjankami? 
-Nie Fenicjanek lkam si, ale Fenicji... - rzeka. - O, ty nie wiesz, panie, jacy to nikczemni 
ludzie... 
-Pal dzieci? -rozemia si namiestnik. 
- Mylisz, e nie?... - odpowiedziaa patrzc na niego wielkimi oczyma. 
- Bajki! Wiem przecie od ksicia Hirama, e to bajki... 
-Hiram?... - krzykna Sara. - Hiram, ale to najwikszy zbrodniarz... Spytaj mego ojca, a 
on powie ci, panie, w jaki sposb Hiram zwabia na swoje statki mode dziewczta dalekich 
krajw i -rozpiwszy agle, uwozi, aby je sprzeda... Bya przecie u nas jasnowosa niewolnica, 
ktr porwa Hiram. Szalaa z tsknoty za swym krajem, ale nie umiaa powiedzie nawet, 
gdzie ley jej ojczyzna. I umara!... Takim jest Hiram, takim ndzny Dagon i wszyscy ci 
nikczemnicy... 
- Moe by, ale co nas to obchodzi? - spyta ksi. 
-Bardzo wiele -mwia Sara. -Ty panie, suchasz dzisiaj rad fenickich, a tymczasem nasi 
ydzi wykryli, e Fenicja chce wywoa wojn midzy Egiptem i Asyri... Podobno nawet co 
najprzedniejsi kupcy i bankierzy feniccy zobowizali si do tego strasznymi przysigami... 
- Na c im wojna?... - wtrci ksi z udan obojtnoci. 
-Na co!... - zawoaa Sara. -Bd wam i Asyryjczykom dostarcza broni, towarw i wiadomoci, 
a za wszystko ka sobie dziesi razy droej paci... Bd obdzierali polegych i 
ranionych obu stron... Bd od waszych i asyryjskich onierzy wykupywa zrabowane 
przedmioty i niewolnikw... Czyli tego mao?... Egipt i Asyria zrujnuj si, ale Fenicja pobuduje 
nowe skady na bogactwa. 
- Kto ci wyoy tak mdro?... - umiechn si ksi. 
-Albo nie sysz, jak mj ojciec, nasi krewni i znajomi szepc o tym, trwonie ogldajc 
si, aby ich kto nie podsucha? Czyli wreszcie ja nie znam Fenicjan? Przed tob, panie, oni 
le na brzuchach i ty nie widzisz ich obudnych spojrze, ale ja nieraz przypatrywaam si 
ich oczom, zielonym z chciwoci albo tym z gniewu. 
O, strze si, panie, Fenicjan jak jadowitej mii!... 
Ramzes patrzy na Sar i mimo woli porwnywa jej szczer mio -z wyrachowaniem 
Fenicjanki, jej tkliwe wybuchy - z podstpnym chodem Kamy. 
Zaprawd! -myla. -Fenicjanie s jadowitymi gadami. Ale jeeli Ramzes Wielki posugiwa 
si na wojnie lwem, dlaczego ja przeciwko wrogom Egiptu nie miabym uy mii? 
I im plastyczniej wyobraa sobie przewrotno Kamy, tym bardziej poda jej. Dusze 
bohaterskie niekiedy szukaj niebezpieczestw. 
Poegna Sar i nagle, nie wiadomo skd, przypomnia sobie, e Sargon jego podejrzewa 
o udzia w napadzie. 
Ksi uderzy si w czoo. 
-Czyby to ten mj sobowtr - rzek - urzdzi bijatyk posowi?... A w takim razie kto go 
namwi?... Chyba Fenicjanie?... A jeeli oni chcieli do tak brudnej rzeczy wmisza moj 
osob, wic susznie mwi Sara, e to s nikczemnicy, ktrych powinienem si wystrzega... 
Znowu odezwa si w nim gniew i ksi postanowi kwesti rozstrzygn natychmiast. A 
poniewa wanie zapada wieczr, wic Ramzes nie wstpujc do siebie poszed do Kamy. 
203 
Mao obchodzio go, e moe by poznany; na wypadek za niebezpieczestwa mia prze
cie miecz... 
W paacyku kapanki wiecio si, ale ze suby nikt nie krci si w przysionku. 
Dotychczas - pomyla - Kama wyprawiaa swoj sub, kiedy ja miaem przyj do niej. 
Dzi - czy przeczuwa mnie, czy moe przyjmuje szczliwszego ode mnie kochanka?...  
Wszed na pitro, stan przed komnat Fenicjanki i nagle odsun kotar. W pokoju bya 
Kama i Hiram i o czym szeptali. 
-O!... w zy czas przychodz... - rozemia si nastpca. - C to, i wy, ksi, zalecacie 
si do kobiety, ktrej pod kar mierci nie wolno by askaw dla mczyzn? 
Hiram i kapanka oboje zerwali si z taburetw. 
-Widocznie -rzek Fenicjanin kaniajc si - jaki dobry duch ostrzeg ci, panie, e o tobie 
mwimy... 
- Przygotowujecie mi jak niespodziank? - spyta namiestnik. 
- Moe!... Kto to wie?... - odpara Kama patrzc na niego w sposb wyzywajcy. 
Ale ksi odpar chodno: 
-Oby ci, ktrzy zechc nadal robi mi niespodzianki, nie zawadzili wasn szyj o topr 
albo powrz... To by wicej ich zdziwio anieli mnie ich postpki. 
Kamie umiech zastyg na potwartych ustach; Hiram poblad i pokornie odezwa si: 
- Czym zasuylimy na gniew pana i opiekuna naszego? 
-Chc wiedzie prawd -rzek ksi siadajc i gronie patrzc na Hirama. -Chc wiedzie: 
kto urzdzi napad na asyryjskiego posa i wmisza w t nikczemno czowieka tak 
podobnego do mnie, jak moja rka prawa jest podobna do lewej. 
-Widzisz, Kamo -odezwa si struchlay Hiram -mwiem, e poufao tego otra do 
ciebie moe sprowadzi wielkie nieszczcie... A oto masz!... Nawet nie czekalimy dugo. 
Fenicjanka rzucia si do ng ksiciu. 
-Wszystko powiem - zawoaa jczc - tylko wyrzu, panie, ze swego serca uraz do Fenicji... 
Mnie zabij, mnie uwi, ale nie gniewaj si na nich. 
- Kto napad Sargona? 
-Lykon, Grek, ktry piewa w naszej wityni - odpara wci klczc Fenicjanka. 
- Aha!... wic to on wtedy piewa pod twoim domem i on jest tak podobny do mnie?... 
Hiram schyli gow i pooy rk na sercu. 
-Hojnie pacilimy temu czowiekowi -rzek -za to, e jest podobnym do ciebie, panie... 
Sdzilimy, e ndzna jego figura moe przyda ci si na wypadek nieszczcia... 
-I przyda si!... -przerwa nastpca. -Gdzie on jest? Chc widzie tego doskonaego 
piewaka... ten mj ywy obraz... 
Hiram rozoy rce. 
-Uciek otr, ale my go znajdziemy - odpar. -Chyba, e zamieni si w much, albo glist 
ziemn... 
- A mnie przebaczysz, panie?... - szepna Fenicjanka opierajc si na kolanach ksicia. 
- Wiele przebacza si kobietom - rzek nastpca. 
-I wy nie bdziecie mcili si na mnie?... - trwonie zapytaa Hirama. 
-Fenicja - odpar starzec powoli i dobitnie -najwikszy wystpek zapomni temu, kto posidzie 
ask pana naszego, Ramzesa - oby y wiecznie!... 
Co si za tyczy Lykona - doda zwracajc si do nastpcy -bdziesz go mia, panie, ywym 
lub zmarym... 
To powiedziawszy Hiram nisko ukoni si i opuci pokj zostawiajc kapank z ksiciem. 
Ramzesowi krew uderzya do gowy. Obj klczc Kam i szepn: 
204 
-Syszaa, co powiedzia dostojny Hiram?... Fenicja zapomni ci najwikszy wystpek!... 
Zaprawd, ten czowiek jest mi wierny... A jeeli on tak powiedzia, jak znajdziesz wymwk?... 
Kama caowaa jego rce szepczc: 
-Zdobye mnie... jestem twoj niewolnic... Ale dzi zostaw mnie w spokoju... uszanuj 
dom, ktry naley do boskiej Astoreth. 
- Wic przeprowadzisz si do mego paacu? - spyta ksi. 
-O bogowie, co wyrzeke?... Od czasu jak soce wschodzi i zachodzi, nie byo jeszcze 
wypadku, aeby kapanka Astoreth... Ale trudno!... Fenicja, panie, daje ci taki dowd czci i 
przywizania, jakiego nigdy nie otrzyma aden z jej synw... 
- Wic... - przerwa ksi tulc j. 
- Tylko nie dzi i nie tutaj... - bagaa. 
205 
ROZDZIA TRZYNASTY 
Dowiedziawszy si od Hirama, ze Fenicjanie darowali mu kapank, nastpca jak najprdzej 
chcia j mie w swym domu nie dlatego, aeby bez niej nie mg y, lecz e stanowia 
dla niego nowo. 
Ale Kama ocigaa si z przybyciem bagajc ksicia, aby zostawi j w spokoju, dopki 
nie zmniejszy si napyw pielgrzymw, a nade wszystko dopki z Pi-Bast nie wyjad najznakomitsi. 
Gdyby bowiem za ich bytnoci zostaa kochank ksicia, mogy zmniejszy si dochody 
wityni, a kapance grozioby niebezpieczestwo. 
- Nasi mdrzy i wielcy -mwia Ramzesowi -przebacz mi zdrad. Ale posplstwo bdzie 
wzywa pomsty bogw na moj gow, a ty, panie, wiesz, e bogowie maj dugie rce... 
- Oby ich nie stracili, gdy wsun je pod mj dach! - odpar ksi. 
Nie nalega jednak, majc w tym czasie uwag bardzo zajt. 
Posowie asyryjscy: Sargon i Istubar, ju wyjechali do Memfis dla podpisania traktatu. 
Jednoczenie faraon wezwa Ramzesa o zoenie mu raportu z podry. 
Ksi kaza pisarzom dokadnie opisa wszystko, co zdarzyo si od chwili, gdy opuci 
Memfis, a wic: przegldy rzemielnikw, zwiedzanie fabryk i pl, rozmowy z nomarchami i 
urzdnikami. Do odwiezienia za raportu przeznaczy Tutmozisa. 
-Przed obliczem faraona -rzek do niego ksi -bdziesz moim sercem i ustami. A oto 
co masz robi: 
Gdy najdostojniejszy Herhor zapyta: co myl o przyczynach ndzy Egiptu i skarbu? -odpowiedz 
ministrowi, aeby zwrci si do swego pomocnika Pentuera, a on objani moje pogldy 
w ten sam sposb, jak to uczyni w wityni boskiej Hator. 
Gdy Herhor zechce wiedzie: jakie jest moje zdanie o traktacie z Asyri? - odpowiedz, e 
moim obowizkiem jest spenia rozkazy naszego pana. 
Tutmozis kiwa gow na znak, e rozumie. 
-Ale -cign namiestnik -gdy staniesz przed obliczem mego ojca (oby y wiecznie!) i 
przekonasz si, e was nikt nie podsuchuje, upadnij mu do ng w mym imieniu i powiedz: 
Panie nasz, to mwi syn i suga twj, ndzny Ramzes, ktremu dae ycie i wadz. 
Przyczyn klsk Egiptu jest ubytek ziemi urodzajnej, ktr zagarna pustynia, i ubytek 
ludnoci, ktra mrze z pracy i niedostatku. 
Ale wiedz, o panie nasz, e nie mniejsz szkod jak mr i pustynia wyrzdzaj skarbowi 
twemu kapani. Gdy nie tylko witynie ich s wypenione zotem i klejnotami, ktrymi 
mona by wszystkie dugi spaci, ale jeszcze wici ojcowie i prorocy maj najlepsze folwarki, 
najdzielniejszych chopw i robotnikw, a ziemi daleko wicej ni bg-faraon. 
To ci mwi syn i suga twj, Ramzes, ktry przez cay czas podry mia oczy cigle 
otwarte jak ryba i uszy nastawione jak u roztropnego osa. 
Ksi odpocz, Tutmozis powtarza sobie w pamici jego sowa. 
-Gdy za -mwi dalej namiestnik -jego witobliwo spyta: jakie jest moje zdanie o 
Asyryjczykach? - padnij na twarz i odpowiedz: 
Suga Ramzes, jeeli pozwolisz, omiela si mniema, e Asyryjczycy s to wielkie i silne 
chopy i maj doskona bro; ale wida po nich, e s le musztrowani. 
Za pitami Sargona chodzili przecie najlepsi wojownicy asyryjscy: ucznicy, topornicy, 
kopijnicy, a jednak nie byo takich szeciu, ktrzy potrafiliby maszerowa zgodnie, w jednym 
szeregu. Przy tym wcznie nosz krzywo, miecze le przywizane, topory trzymaj jak ciele 
albo rzenicy. Ich odzie jest cika, ich grube sanday odparzaj nogi, a ich tarcze, cho 
mocne, niewiele dadz im poytku, gdy onierz jest niezgrabny. 
206 
-Prawd mwisz -wtrci Tutmozis. To samo i ja spostrzegem i to samo sysz od naszych 
oficerw, ktrzy twierdz, e takie wojsko asyryjskie, jakie tu widzieli sabszy stawi 
opr anieli hordy libijskie. 
-Powiedz te - cign Ramzes -panu naszemu, ktry nas obdarza yciem, i caa szlachta 
i wojsko egipskie burzy si na sam wie, e Asyryjczycy mogliby zagarn Fenicj. Przecie 
Fenicja to port Egiptu, a Fenicjanie - najlepsi majtkowie naszej floty. 
Powiedz wreszcie, jakom sysza od Fenicjan (o czym jego witobliwo lepiej musi wiedzie), 
e Asyria jest dzi saba: ma bowiem wojn na pnocy i wschodzie, a ca zachodni 
Azj ma przeciw sobie. Gdybymy wic j dzi napadli, moglibymy zdoby wielkie skarby i 
mnstwo niewolnikw, ktrzy naszym chopom pomagaliby w pracy. 
Zakocz jednak, e mdro ojca mego jest wiksza anieli wszystkich ludzi i e zatem 
bd postpowa tak, jak on mi rozkae, byle nie odda Fenicji w rce Assara, bo inaczej zginiemy. 
Fenicja to drzwi spiowe do naszego skarbca, a gdzie jest czowiek, ktry by zodziejowi 
oddawa swoje drzwi? 
Tutmozis odjecha do Memfisu w miesicu Paofi (lipiec, sierpie). Nil zacz mocno przybiera, 
skutkiem czego zmniejszy si napyw azjatyckich pielgrzymw do wityni Astoreth. 
Ludno te miejscowa wylega na pola, aby czym prdzej uprztn winogrona, len i pewien 
gatunek roliny wydajcej bawen. 
Sowem, okolica uspokoia si, a ogrody otaczajce wityni Astoreth byy prawie puste. 
W tej porze ksi Ramzes, wolny od zabaw i obowizkw pastwowych, zaj si spraw 
swej mioci do Kamy. Jednego dnia odby tajemn narad z Hiramem, ktry z jego polecenia 
ofiarowa wityni Astoreth dwanacie talentw w zocie, posek bogini cudnie wyrzebiony 
z malachitu, pidziesit krw i sto pidziesit miar pszenicy. By to dar tak hojny, e sam 
arcykapan wityni przyszed do namiestnika, aeby upa przed nim na brzuch swj i podzikowa 
za ask, o ktrej, jak mwi, po wsze wieki nie zapomn ludy kochajce bogini 
Astoreth. 
Zaatwiwszy si ze wityni, ksi wezwa do siebie naczelnika policji w Pi-Bast i przepdzi 
z nim dug godzin. Za w kilka dni pniej cae miasto zatrzso si pod wpywem 
nadzwyczajnej nowiny. 
Kama, kapanka Astoreth, zostaa porwana, gdzie uprowadzona i -przepada jak ziarno 
piasku w pustyni!... 
Niesychany ten wypadek zdarzy si w nastpnych warunkach. 
Arcykapan wityni wysa Kam do miasta Sabne-Chetam nad jeziorem Menzaleh, z 
ofiarami dla tamtejszej kaplicy Astoreth. Kapanka odbywaa podr cznem w nocy, ju to 
aby unikn letniego skwaru, ju dla zabezpieczenia si przed ciekawoci i hodami mieszkacw. 
Nad ranem, kiedy czterej wiolarze zmczeni zdrzemnli si, spomidzy zaroli nadbrzenych 
wypyny nagle czna prowadzone przez Grekw i Chetw, otoczyy d wiozc 
kapank i porway Kam. Napad by tak szybki, e feniccy wiolarze nie stawiali adnego 
oporu; kapance za widocznie zatkano usta, nawet bowiem nie zdya krzykn. 
Dokonawszy witokradzkiego czynu Chetowie i Grecy zniknli w zarolach, aby nastpnie 
wydoby si na morze. Celem za zabezpieczenia si od pocigu wywrcili czno nalece 
do wityni Astoreth. 
W Pi-Bast zawrzao jak w ulu: caa ludno mwia tylko o tym. Nawet domylano si 
sprawcw zbrodni. Jedni posdzali Asyryjczyka Sargona, ktry ofiarowa Kamie tytu maonki, 
byle chciaa opuci wityni i pojecha z nim do Niniwy. Inni za podejrzewali Greka 
Lykona, ktry by piewakiem Astoreth i od dawna gorza namitnoci do Kamy. By te 
o tyle bogatym, e mg pozwoli sobie na wynajcie greckich rabusiw a o tyle bezbonym, 
e zapewne nie wahaby si porwa kapanki. 
207 
Rozumie si, e w wityni Astoreth natychmiast zwoano rad najbogatszych i najpoboniejszych 
wyznawcw. Rada za przede wszystkim uchwalia, aeby uwolni Kam od kapaskich 
obowizkw i zdj z niej kltwy groce dziewicom, ktre w subie bogini utraciy 
niewinno. 
Byo to rozporzdzenie witobliwe i mdre: jeeli bowiem kto gwatem porwa kapank 
i pozbawi wice wbrew jej woli, to nie godzio si jej kara. 
W par dni pniej, przy odgosie rogw, ogoszono wiernym w wityni Astoreth, e kapanka 
Kama umara i e gdyby kto spotka kobiet podobn do niej, nie ma prawa mci si, 
a nawet czyni jej wyrzutw. Nie ona bowiem, nie kapanka, opucia bogini, ale porway j 
ze duchy, za co bd ukarane. 
Tego za samego dnia dostojny Hiram by u ksicia Ramzesa i ofiarowa mu, w zotej 
puszce, pergamin opatrzony mnstwem pieczci kapaskich i podpisami najznakomitszych 
Fenicjan. 
By to wyrok duchownego sdu Astoreth, ktry uwalnia Kam od lubw i zdejmowa z 
niej kltw niebios, byle tylko wyrzeka si swego kapaskiego imienia. 
Z tym dokumentem, gdy soce zaszo, uda si ksi do pewnej samotnej willi w swoim 
ogrodzie. Otworzy drzwi nieznanym sposobem i wszed na pitro do niewielkiego pokoju. 
Przy wietle rzebionego kagaca, w ktrym palia si wonna oliwa, ksi zobaczy Kam. 
- Nareszcie!... - zawoa oddajc jej zot puszk. - Masz wszystko, czego chciaa! 
Fenicjanka bya rozgorczkowana; pony jej oczy. Porwaa puszk i obejrzawszy j rzucia 
na podog. 
-Mylisz, e ona jest zota?... - rzeka. - Oddam mj naszyjnik, e ta puszka jest miedziana 
i tylko pokryta z dwu stron cienkimi blaszkami... 
- Take mnie witasz?... - spyta dziwiony ksi. 
- Bo znam moich braci - odpara. - Oni faszuj nie tylko zoto, ale rubiny i szafiry... 
- Kobieto... - przerwa nastpca - ale w tej puszce jest twoje bezpieczestwo... 
-Co mi tam bezpieczestwo!... - odpara. -Nudz si i boj... Siedz tu ju cztery dni jak 
w wizieniu... 
- Brakuje ci czego?... 
-Brakuje mi wiata... oddechu... miechw, pieww, ludzi... O mciwa bogini, jake 
mnie ciko karzesz!... 
Ksi sucha zdumiony. We wciekej kobiecie nie mg pozna tej Kamy, ktr widzia 
w wityni, tej kobiety, nad ktr unosia si namitna pie Greka. 
- Jutro - rzek ksi - bdziesz moga wyj do ogrodu... A gdy pojedziemy do Memfis, do 
Tebw, bdziesz bawia si jak nigdy... Spojrzyj na mnie. Czyli nie kocham ci i czyli kobiecie 
nie wystarcza zaszczyt, e naley do mnie?... 
- Tak - odpara nadsana - ale cztery miae przede mn. 
- Jeeli ciebie kocham najlepiej... 
-Gdyby mnie kocha najlepiej, uczyniby mnie pierwsz, osadziby mnie w paacu, ktry 
zajmuje ta... ydwka Sara, i mnie daby wart, nie jej... Tam przed posgiem Astoreth 
byam najpierwsz... Ci, ktrzy skadali hod bogini, klkajc przed ni, patrzyli na mnie... A 
tu co?... - Wojsko bbni i gra na fletach, urzdnicy skadaj rce na piersiach i schylaj gowy 
przez domem ydwki... 
-Przed moim pierworodnym synem -przerwa zniecierpliwiony ksi - a on nie jest ydem... 
- Jest ydem!... - wrzasna Kama. 
Ramzes zerwa si. 
-Szalona jeste?... - rzek, nagle uspokoiwszy si. - Czy nie wiesz, e mj syn ydem by 
nie moe... 
208 
-A ja ci mwi, e jest!... - krzyczaa bijc pici w stolik. - Jest ydem, jak jego dziad, 
jak jego wujowie, i nazywa si Izaak... 
- Co powiedziaa, Fenicjanko?... Czy chcesz, aebym ci wypdzi?... 
-Dobrze, wypd mnie, jeeli kamstwo wyszo z ust moich... Ale jeeli rzekam prawd, 
wypd tamt... ydwk wraz z jej pomiotem i mnie oddaj paac... Ja chc, ja zasuguj na 
to, aeby by pierwsz w twoim domu... Bo tamta oszukuje ci... drwi z ciebie... A ja dla ciebie 
wyparam si mojej bogini... naraam si na jej 
zemst... 
-Daj mi dowd, a paac bdzie twoim... Nie, to fasz!... - mwi ksi. - Sara nie dopuciaby 
si takiej zbrodni... Mj pierworodny syn... 
-Izaak!... Izaak!... - krzyczaa Kama. - Id do niej i przekonaj si... 
Ramzes na p nieprzytomny wybieg od Kamy i skierowa si do willi, gdzie mieszkaa 
Sara. Pomimo gwiadzistej nocy zbdzi i przez pewien czas tua si po ogrodzie. Lecz 
otrzewio go chodne powietrze, odnalaz drog i do domu Sary wszed prawie spokojny. 
Mimo pnego wieczoru czuwano tam. Sara wasnymi rkoma praa pieluszki syna, a jej 
suba skracaa sobie czas jedzeniem, piciem i muzyk. 
Kiedy Ramzes blady ze wzruszenia stan na progu, Sara krzykna, lecz wnet uspokoia 
si. 
- Bd pozdrowiony, panie - rzeka ocierajc zmoczone rce i chylc mu si do ng. 
- Saro, jak na imi twemu synowi?... - spyta. 
Przeraona schwycia si za gow. 
- Jak na imi twemu synowi?... - powtrzy. 
- Wszak wiesz, panie, e Seti... - odpara ledwie syszalnym gosem. 
- Spojrzyj mi w oczy... 
- O Jehowo!... - szepna Sara. 
-Widzisz, e kamiesz. A teraz ja ci powiem: mj syn, syn nastpcy egipskiego tronu, nazywa 
si Izaak... i jest ydem... podym ydem... 
- Boe!... Boe!... miosierdzia!.. - zawoaa rzucajc si do ng ksiciu. 
Ramzes ani przez chwil nie podnis gosu, tylko twarz jego bya szara. 
-Ostrzegano mnie -mwi - abym nie bra do mego domu ydwki... Moje wntrznoci 
skrcay si, kiedy widziaem folwark napeniony ydami... Alem powcign odraz, bom 
tobie ufa. I ty, wraz z twymi ydami, ukrada mi syna, zodziejko dzieci... 
- Kapani rozkazali, aeby zosta ydem... - szepna Sara szlochajc u ng ksicia. 
- Kapani?... Jacy?... 
-Najdostojniejszy Herhor... najdostojniejszy Mefres... Mwili, e tak trzeba, bo twj syn 
musi zosta pierwszym krlem ydowskim... 
- Kapani?... Mefres?... - powtrzy ksi. - Krlem ydowskim?... Ale ja mwiem ci, e 
twj syn moe zosta dowdc moich ucznikw, moim pisarzem... Ja ci to mwiem!... a ty, 
ndzna, mylaa, e tytu ydowskiego krla rwna si dostojestwu mego ucznika i pisarza?... 
Mefres... Herhor!... Niech bd dziki bogom, e nareszcie zrozumiaem tych dostojnikw 
i wiem, jaki los przeznaczaj memu potomstwu... 
Przez chwil rozmyla, gryz wargi. Nagle zawoa potnym gosem: 
- Hej!... suba... onierze!... 
W oka mgnieniu komnata zacza napenia si. Weszy paczc suebnice Sary, pisarz i 
rzdca jej domu, potem niewolnicy, wreszcie kilku onierzy z oficerem. 
- mier!... - krzykna Sara rozdzierajcym gosem. 
Rzucia si do koyski, porwaa syna i stanwszy w kcie komnaty zawoaa: 
- Mnie zabijcie... ale jego nie dam!... 
Ramzes umiechn si. 
209 
-Setniku - rzek do oficera - we t kobiet z jej dzieckiem i zaprowad do budynku, gdzie 
mieszcz si niewolnicy mego domu. Ta ydwka ju nie bdzie pani, ale sug tej, ktra j 
zastpi. 
A ty, rzdco -doda zwracajc si do urzdnika -pamitaj, aby ydwka nie zapomniaa 
jutro z rana umy ng swej pani, ktra tu zaraz przyjdzie. Gdyby za ta suebnica okazaa si 
krnbrn, na rozkaz swej pani 
powinna otrzyma chost. 
Wyprowadzi t kobiet do izby czeladniej!... 
Oficer i rzdca zbliyli si do Sary, lecz zatrzymali si nie miejc jej dotkn. Ale te i 
nie byo potrzeby. Sara owina pacht kwilce dziecko i opucia komnat szepcc: 
- Boe Abrahama, Izaaka, Jakuba, zmiuj si nad nami... 
Nisko skonia si przed ksiciem, a z jej oczu pyny ciche zy. Jeszcze w sieniach sysza 
Ramzes jej sodki gos: 
- Boe Abrahama, Iza... 
Gdy wszystko uspokoio si, namiestnik odezwa si do oficera i rzdcy: 
- Pjdziecie z pochodniami do domu midzy figowe drzewa... 
- Rozumiem - odpar rzdca. 
-I natychmiast przeprowadzicie tu kobiet, ktra tam mieszka... 
-Stanie si tak. 
-Ta kobieta bdzie odtd wasz pani i pani Sary ydwki, ktra kadego poranku ma 
swojej pani my nogi, oblewa j wod i trzyma przed ni zwierciado. To jest moja wola i 
rozkaz. 
- Stanie si - odpar rzdca. 
-I jutro z rana powiesz mi, czy nowa suga nie jest krnbrn... 
Wydawszy te polecenia namiestnik wrci do siebie, ale ca noc nie spa. W jego gbokiej 
duszy rozpala si poar zemsty. 
Czu, e nie odnisszy ani na chwil gosu zmiady Sar, ndzn ydwk, ktra 
omielia si oszuka go. Ukara j jak krl, ktry jednym drgnieniem powieki strca ludzi ze 
szczytu - w otcha sualstwa. Ale Sara bya tylko narzdziem kapanw, a nastpca mia za 
wiele poczucia sprawiedliwoci, aby poamawszy narzdzie mg przebaczy waciwym 
sprawcom. 
Jego wcieko potgowaa si tym bardziej e kapani byli nietykalni. Ksi mg Sar z 
dzieckiem, wrd nocy - wypdzi do izby czeladniej, ale nie mg pozbawi Herhora jego 
wadzy ani Mefresa arcykapastwa. Sara pada u ng jego jak zdeptany robak; ale Herhor i 
Mefres, ktrzy wydarli mu pierworodnego syna, wznosili si nad Egiptem i (o wstydzie!) nad 
nim samym, nad przyszym faraonem, jak piramidy... 
I nie wiadomo, ktry ju raz w tym roku przypomina sobie krzywdy, jakich dozna od kapanw. 
W szkole bili go kijami, a mu grzbiet pka, albo morzyli godem, a brzuch przyrasta 
mu do krzya. Na zeszorocznych manewrach Herhor popsu mu cay plan, a potem zoy 
win na niego i pozbawi dowdztwa korpusu. Tene Herhor przyprawi go o nieask 
jego witobliwoci, za to, e wzi do domu Sar, i nie prdzej przywrci go do zaszczytw, 
a upokorzony ksi przepdzi par miesicy na dobrowolnym wygnaniu. 
Zdawao si, e gdy zostanie wodzem korpusu i namiestnikiem, kapani przestan uciska 
go swoj opiek. Lecz wanie teraz wystpili z podwojonymi siami. Zrobili go namiestnikiem, 
po co?... Aby usun go od faraona i zawrze haniebny traktat z Asyri. Zmusili go, e 
po informacje o stanie pastwa uda si jak pokutnik do wityni; tam oszukiwali go za pomoc 
cudw i postrachw i udzielili najzupeniej faszywych objanie. 
Potem miszali si do jego rozrywek, kochanek, stosunkw z Fenicjanami, dugw, a nareszcie, 
aby go upokorzy i omieszy w oczach Egiptu, zrobili mu pierworodnego syna ydem!... 
210 
Gdzie jest chop, gdzie niewolnik, gdzie wizie z kopal, Egipcjanin, ktry nie miaby 
prawa powiedzie: 
- Jestem lepszy od ciebie, namiestniku, bo aden mj syn nie by ydem... 
Czujc ciar obelgi Ramzes jednoczenie pojmowa, e nie moe jej natychmiast pomci. 
Wic postanowi odsun spraw do przyszoci. W szkole kapaskiej nauczy si 
panowa nad sob, na dworze nauczy si cierpliwoci i obudy; te przymioty stan si jego 
tarcz i zbroj w walce z kapastwem... Do czasu bdzie wprowadza ich w bd, a gdy 
przyjdzie odpowiednia chwila, uderzy tak, e ju nie podnios si wicej. 
Na dworze zaczo wita. Nastpca twardo zasn, a gdy obudzi si, pierwsz osob, ktr 
spostrzeg, by rzdca paacu Sary. 
- C ydwka? - zapyta ksi. 
- Stosownie do rozkazu waszej dostojnoci umya nogi swej nowej pani - odpar urzdnik. 
- Czy bya krnbrn? 
-Bya pen pokory, ale nie do zrczn, wic rozgniewana pani uderzya j nog midzy 
oczy... 
Ksi rzuci si. 
-I c na to Sara?... - zapyta prdko. 
- Upada na ziemi. A gdy nowa pani kazaa jej i precz, wysza, cicho paczc... 
Ksi zacz chodzi po komnacie. 
- Jake noc spdzia?... 
- Nowa pani?... 
- Nie! - przerwa nastpca. - Pytam o Sar... 
-Stosownie do rozkazu Sara posza z dzieckiem do izby czeladniej. Tam suebne, z litoci, 
odstpiy jej wie mat, ale Sara nie pooya si spa, tylko przesiedziaa ca noc z 
dzieckiem na kolanach. 
- A dziecko?... - spyta ksi. 
-Dziecko jest zdrowe. Dzi z rana, kiedy ydwka posza na sub do nowej pani, inne 
kobiety wykpay malestwo w ciepej wodzie, a ona pastucha, ktra take ma niemowl, 
daa mu ssa. 
Ksi stan przed rzdc. 
-le jest -rzek -gdy krowa, zamiast karmi swoje cieltko, idzie do puga i jest bita kijem. 
Wic cho ta ydwka popenia wielki wystpek, nie chc, aeby cierpia jej niewinny 
pomiot... Dlatego Sara nie bdzie ju mya ng nowej pani i nie bdzie przez ni kopana w 
oczy. W czeladnim domu dasz jej osobn izb, par sprztw i pokarm, jaki naley si niedawnej 
poonicy. I niech w spokoju karmi swoje dziecko. 
-Oby y wiecznie, wadco nasz! -odpar rzdca i szybko pobieg speni rozkazy namiestnika. 
Caa bowiem suba lubia Sar, a w cigu paru godzin miaa sposobno znienawidzi 
gniewn i wrzaskliw Kam. 
211 
ROZDZIA CZTERNASTY 
Kapanka fenicka niewiele szczcia przyniosa Ramzesowi. 
Gdy pierwszy raz przyszed odwiedzi j w paacyku, dotychczas zajmowanym przez Sar, 
myla, e bdzie powitany z zachwytem i wdzicznoci. Tymczasem Kama przyja go 
prawie z gniewem. 
- C to? - zawoaa - ju po upywie p dnia przywrcie do ask ndzn ydwk?.. 
- Czyli nie mieszka w izbie czeladniej? - odpar ksi. 
- Ale mj rzdca powiedzia, e ju nie bdzie mi ng mya... 
Pan suchajc tego dozna uczucia niesmaku. 
- Nie jeste, widz, zadowolona - rzek. 
-I nie bd ni... - wybucha - dopki nie upokorz tej ydwki... Dopki suc mi i klczc 
u moich ng nie zapomni, e kiedy bya twoj pierwsz kobiet i pani tego domu... 
Dopki moja suba nie przestanie patrze na mnie ze strachem i nieufnoci, a na ni z litoci... 
Ramzesowi coraz mniej zacza podoba si Fenicjanka. 
-Kamo - rzek - rozwa, co ci powiem. Gdyby w moim domu suga kopn w zby suk, 
ktra karmi szczenita, wygnabym go... Ty za uderzya nog midzy oczy kobiet i matk... 
A w Egipcie, Kamo, matka to wielkie sowo, bo dobry Egipcjanin trzy rzeczy najbardziej 
szanuje na ziemi: bogw, faraona i matk... 
-O biada mi!... - zawoaa Kama rzucajc si na ko. - Oto mam nagrod, ndzna, em 
zapara si mojej bogini... Jeszcze tydzie temu skadano mi kwiaty u ng i okadzano wonnociami, 
a dzi... 
Ksi cicho wysun si z komnaty i odwiedzi Fenicjank dopiero po kilku dniach. 
Lecz znowu zasta j w zym humorze. 
-Bagam ci, panie - wykrzykna -dbaj o mnie troch wicej!... Bo ju i suba zaczyna 
mnie lekceway, onierze patrz spode ba i lkam si, aeby w kuchni nie zatru mi kto 
potraw... 
- Byem zajty wojskiem - odpar ksi - wic nie mogem odwiedza ci... 
-To prawda!... - odpara gniewnie Kama. - Bye wczoraj pod moim gankiem, a nastpnie 
poszede ku czeladniej izbie, gdzie mieszka ta ydwka... Chciae mi pokaza... 
-Do! - przerwa nastpca. -Nie byem ani pod gankiem, ani pod izb. Jeeli wic zdawao 
ci si, i widziaa mnie, to znaczy, e twj kochanek, ten nikczemny Grek, nie tylko nie 
opuci Egiptu, ale nawet mie kry po moim ogrodzie... 
Fenicjanka suchaa go przeraona. 
-O Astoreth!... - krzykna nagle - ratuj mnie... O ziemio, ukryj mnie!... Bo jeeli ndzny 
Lykon powrci, grozi mi wielkie nieszczcie... 
Ksi rozemia si, ale ju nie mia cierpliwoci sucha biada eks-kapanki. 
-Zosta w spokoju - rzek wychodzc - i nie zdziw si, jeeli w tych dniach przyprowadz 
ci twojego Lykona zwizanego jak szakal. Zuchwalec ten ju wyczerpa moj cierpliwo. 
Wrciwszy do siebie, ksi wezwa natychmiast Hirama i naczelnika policji w Pi-Bast. 
Opowiedzia im obydwom, e Lykon, Grek, z twarzy podobny do niego, krci si okoo paacw, 
i rozkaza schwyta go. Hiram przysig, e gdy Fenicjanie pocz si z policj, Grek 
musi wpa w ich rce. Ale naczelnik policji pocz trz gow. 
- Wtpisz? - spyta go ksi. 
-Tak, panie. W Pi-Bast mieszka wielu bardzo pobonych Azjatw, wedug zdania ktrych 
kapanka rzucajca otarz zasuguje na mier. Jeeli wic ten Grek zobowiza si zabi Kam, 
oni bd mu pomagali, ukryj go i uatwi mu ucieczk. 
- C wy na to, ksi? - spyta nastpca Hirama. 
212 
- Dostojny naczelnik policji mdrze mwi - odpar starzec. 
- Wszake uwolnilicie Kam od kltwy! - zawoa Ramzes. 
-Za Fenicjan - odpar Hiram - rcz, e nie tkn Kamy i bd cigali Greka. Ale co zrobi 
z innymi wyznawcami Astoreth?... 
-Omiel si mniema - rzek naczelnik policji - e tymczasem kobiecie tej nic nie grozi. 
Gdyby za bya odwan, moglibymy uy jej do zwabienia Greka i zapania go tu, w paacach 
waszej dostojnoci. 
-Ide wic do niej -rzek ksi - i przedstaw plan, jaki obmylie. A jeeli schwycisz 
otra, dam ci dziesi talentw... 
Gdy nastpca poegna ich, Hiram odezwa si do naczelnika: 
-Dostojniku, wiem, e znasz oba pisma i nieobc ci jest kapaska mdro. Gdy chcesz 
syszysz przez mury i widzisz w ciemnociach. Z tego powodu znasz myli zarwno chopa 
pracujcego kubem, rzemielnika, ktry na targ przynosi sanday, i wielkiego pana, ktry w 
otoczeniu swoich sug czuje si bezpiecznym jak dziecko w onie matki... 
-Prawd mwisz, wasza cze -odpar urzdnik - e bogowie udzielili mi cudnego daru 
jasnowidzenia. 
-Ot to - cign Hiram - dziki nadprzyrodzonym zaletom swoim odgade ju zapewne, 
e witynia Astoreth wyznaczy ci dwadziecia talentw, jeeli zapiesz tego ndznika, ktry 
omiela si przybiera postaw ksicia, pana naszego. Nadto za w kadym razie witynia 
ofiaruje ci dziesi talentw, jeeli wie o podobiestwie ndznego Lykona do nastpcy nie 
rozgosi si po Egipcie. Rzecz to bowiem gorszca i nieprzystojna, aeby zwyky miertelnik 
przypomina obliczem swoim osoby, ktre od bogw pochodz. 
Niech wic to, co syszysz o ndznym Lykonie, i caa nasza gonitwa za bezbonikiem nie 
wyjdzie poza serca nasze. 
-Rozumiem - odpar urzdnik. - Moe si bowiem trafi, e taki zbrodniarz straci ycie, 
zanim oddamy go sdowi... 
-Powiedziae -rzek Hiram ciskajc go za rk. Wszelka za pomoc, jakiej zadasz od 
Fenicjan, bdzie ci udzielona. 
Rozstali si jak dwaj przyjaciele polujcy na grubego zwierza, ktrzy wiedz, e nie o to 
chodzi: czyj oszczep trafi, lecz aeby zdobycz bya dobrze trafiona i nie wpada w cudze rce. 
Po kilku dniach Ramzes znowu odwiedzi Kam, lecz znalaz j w stanie, ktry graniczy z 
obdem. Krya si w najcianiejszej izbie swego paacu, godna, nie czesana, nawet nie myta, 
i wydawaa najsprzeczniejsze rozkazy swojej subie. Raz kazaa si zgromadza wszystkim, 
drugi raz wypdzaa wszystkich od siebie. W nocy woaa do siebie wart oniersk, a po 
chwili ucieka od onierzy na strych krzyczc, e j chc zabi. 
Wobec takich postpkw z duszy ksicia znikna mio, a zostao tylko uczucie wielkiego 
kopotu. Schwyci si za gow, gdy rzdca paacu i oficer opowiedzieli mu o tych dziwach, 
i szepn: 
-Zaprawd, le uczyniem odbierajc t kobiet jej bogini. Gdy tylko bogini moga cierpliwie 
znosi jej kaprysy!... 
Mimo to poszed do Kamy i znalaz j mizern, potargan i drc. 
-Biada mi!... - zawoaa. - yj midzy samymi wrogami. Moja szatna chce mnie otru, a 
fryzjerka nabawi jakiej cikiej choroby... onierze tylko czekaj okazji, aeby w mej piersi 
utopi wcznie i miecze, a w kuchni, jestem pewna, e zamiast potraw, gotuj si czarodziejskie 
zioa... Wszyscy dybi na moje ycie... 
- Kamo... - przerwa ksi. 
- Nie nazywaj mnie tak!... - szepna przeraona - bo mi to nieszczcie przyniesie... 
- Ale skd ci te myli przychodz do gowy?... 
213 
- Skd?... Czy sdzisz, e w dzie nie widuj obcych ludzi, ktrzy ukazuj si pod paacem 
i znikaj, nim zdoam zawoa na sub?... A w nocy czy nie sysz szeptw za cian?... 
- Zdaje ci si. 
-Przeklci!... przeklci!... - zawoaa z paczem. - Wszyscy mwicie, e mi si zdaje... A 
przecie onegdaj jaka zbrodnicza rka podrzucia mi do sypialni welon, ktry nosiam p 
dnia, zanim poznaam, e to nie mj... em nigdy nie miaa takiego... 
- Gdzie ten welon? - spyta ju zaniepokojony ksi. 
- Spaliam go, alem go pierwej pokazaa moim suebnicom. 
- Wic choby by nie twj, c ci si stao? 
-Jeszcze nic. Ale gdybym t szmat przez par dni potrzymaa w domu, z pewnoci 
otruabym si, albo zapadabym w nieleczc si chorob... Znam Azjatw i ich sposoby!... 
Znudzony i zirytowany ksi opuci j czym prdzej, pomimo baga, aby zosta. Gdy 
jednak spyta sub o w welon, szatna przyznaa, e to nie by welon Kamy, ale zosta podrzucony 
przez kogo. 
Nastpca kaza podwoi warty w paacu i dokoa paacu i zdesperowany wraca do swego 
mieszkania. 
Nigdy bym nie uwierzy -myla -e jedna saba kobieta moe narobi tyle zamtu!... 
Cztery wieo zapane hieny nie dorwnaj w niespokojnoci tej Fenicjance!... 
U siebie znalaz ksi Tutmozisa, ktry wanie przyjecha z Memfis, ledwie mia czas 
wykpa si i przebra po podry. 
- Co mi powiesz? - spyta ksi ulubieca odgadujc, e nie przywiz dobrych nowin. Widziae 
jego witobliwo? 
- Widziaem sonecznego boga Egiptu - odpar Tutmozis - a oto, co mi rzek... 
- Mw - wtrci nastpca. 
- Tak mwi pan nasz - cign Tutmozis zoywszy rce na piersiach i schyliwszy gow. -
Tak mwi pan. Przez trzydzieci cztery lata prowadziem ciki wz Egiptu i tak jestem zmczony, 
e ju tskni do moich wielkich przodkw, ktrzy zamieszkuj kraj zachodni. Niebawem 
opuszcz t ziemi, a wwczas syn mj Ramzes zasidzie na tronie i czyni bdzie z 
pastwem to, co mu podyktuje mdro... 
- Tak powiedzia mj witobliwy ojciec? 
-To s jego sowa wiernie powtrzone -odpar Tutmozis. Po kilka razy wyranie mwi 
mi pan, e nie zostawia ci adnych rozkazw na przyszo, aby mg rzdzi Egiptem, jak 
sam zechcesz... 
-O wity!... Czyli jego niemoc jest naprawd tak cik?... Dlaczego nie pozwala mi 
przyjecha do siebie?... - pyta rozalony ksi. 
- Musisz by tu, bo tu moesz si przyda. 
- A traktat z Asyri?... - zapyta nastpca. 
-Jest zawarty w tym sensie, e Asyria moe bez przeszkd z naszej strony prowadzi wojn 
na wschodzie i pnocy. Ale sprawa Fenicji zostaa w zawieszeniu, dopki ty nie wstpisz 
na tron... 
-O bogosawiony!... o wity wadco!... - woa ksi. - Od jak strasznej uchronie mnie 
spucizny... 
-Fenicja wic zostaje w zawieszeniu - prawi Tutmozis. -Lecz obok tego staa si niedobra 
rzecz, bo jego witobliwo, aby da dowd Asyrii, e nie bdzie jej przeszkadza w 
wojnie z ludami pnocnymi, rozkaza zmniejszy nasz armi o dwadziecia tysicy wojsk 
najemnych... 
- Co powiedziae?... - wykrzykn zdumiony nastpca. 
Tutmozis chwia gow na znak smutku. 
- Prawd mwi - rzek i ju nawet rozpuszczono cztery libijskie puki... 
214 
- Ale to szalestwo!... - prawie zawy nastpca amic rce. -Po co my si tak osabiamy i 
gdzie pjd ci ludzie?... 
-Ot to, e ju poszli na Pustyni Libijsk i albo napadn Libijczykw, co nam narobi 
kopotw, albo pocz si z nimi i razem uderz na nasze zachodnie granice... 
- Nic o tym nie syszaem!... Co oni porobili?... i kiedy to zrobili?... adna wie do nas nie 
dosza... - woa ksi. 
-Bo rozpuszczeni najemnicy poszli pustyni od Memfisu, a Herhor zabroni mwi o tym 
komukolwiek... 
- Wic nawet Mefres i Mentezufis nie wiedz o tym?... - spyta namiestnik. 
- Oni wiedz - odpar Tutmozis. 
-Oni wiedz, a ja nic!... Ksi nagle uspokoi si, ale poblad, a na jego modym obliczu 
odmalowaa si straszna nienawi. Schwyci za obie rce swego powiernika i mocno ciskajc 
je szepta: 
-Suchaj... Na wite gowy mego ojca i matki... na pami Ramzesa Wielkiego... na 
wszystkich bogw, jeeli jacy s, przysigam, e gdy - za moich rzdw - kapani nie ugn si 
przed moj wol, zgniot ich... 
Tutmozis sucha przeraony. 
- Ja albo oni!... - zakoczy ksi. - Egipt nie moe mie dwu panw... 
-I zwykle miewa tylko jednego: faraona - wtrci powiernik. 
- Zatem bdziesz mi wierny?... 
- Ja, caa szlachta i wojsko, przysigam ci!... 
-Dosy - zakoczy nastpca. - Nieche sobie teraz uwalniaj najemne puki... niech podpisuj 
traktaty... niech kryj si przede mn jak nietoperze i niech oszukuj nas wszystkich. 
Ale przyjdzie czas... 
A teraz, Tutmozisie, odpocznij po podry i bd u mnie na uczcie dzi wieczr... Ci ludzie 
tak mnie sptali, e mog tylko bawi si... Wic bd si bawi... Ale kiedy poka im, 
kto jest wadc Egiptu: oni czy ja... 
Od tego dnia znowu zaczy si uczty. Ksi jakby wstydzc si wojska nie odbywa z 
nim wicze. Natomiast paac jego roi si szlacht, oficerami, sztukmistrzami i piewaczkami, 
a po nocach odbyway si wielkie orgie, wrd ktrych dwiki arf miszay si z wrzaskami 
pijanych biesiadnikw i spazmatycznym miechem kobiet. 
Na jedn z tych uczt Ramzes zaprosi Kam, ale odmwia. Ksi obrazi si na ni, co 
spostrzegszy Tutmozis rzek: 
- Mwiono mi, panie, e Sara stracia twoje aski? 
-Nie wspominaj mi o tej ydwce - odpar nastpca. -Wszak chyba wiesz, co zrobia z 
moim synem? 
-Wiem -mwi ulubieniec - ale zdaje mi si, e stao si to nie z jej winy. Syszaem w 
Memfis, e czcigodna matka twoja, pani Nikotris, i dostojny minister Herhor uczynili syna 
twego ydem w tym celu, aby kiedy panowa nad Izraelitami... 
- Ale Izraelici nie maj krla tylko kapanw i sdziw!... - przerwa ksi. 
- Nie maj, lecz chc mie. Im take obmierzy rzdy kapaskie. 
Nastpca pogardliwie machn rk. 
-Wonica jego witobliwoci -odpar - znaczy wicej nili wszyscy krlowie, a tym bardziej 
jaki tam krl izraelski, ktrego jeszcze nie ma... 
-W kadym razie wina Sary nie jest tak wielk -wtrci Tutmozis. 
- Tote wiedz, e kiedy zapac i kapanom. 
-W tym wypadku i oni nie s zbyt winni. Na przykad dostojny Herhor uczyni tak pragnc 
zwikszy saw i potg twojej dynastii. Zreszt dziaa z wiedz pani Nikotris... 
-A Mefres po co misza si do moich spraw?... - spyta ksi. -Przecie on chyba powinien 
pilnowa tylko wityni, a nie wpywa na losy faraonowego potomstwa... 
215 
-Mefres jest starcem, ktry ju zaczyna dziwacze. Cay dwr jego witobliwoci drwi 
dzi z Mefresa z powodu jego praktyk, o ktrych ja sam nic nie wiedziaem, cho prawie co 
dzie widywaem i widuj witego ma... 
- A to ciekawe... C on robi?... 
-Po kilka razy na dob - odpar Tutmozis - odprawia solenne naboestwa w najtajemniejszej 
czci wityni i nakazuje swoim kapanom, aby uwaali: czy bogowie nie podnosz go 
w powietrze podczas modlitwy?... 
-Cha!... cha!... cha!... - zamia si nastpca. -I to wszystko dzieje si tu, w Pi-Bast, pod 
naszym okiem, a ja nic nie wiem... 
- Tajemnica kapaska... 
-Tajemnica, o ktrej mwi wszyscy w Memfisie!... Cha... cha... cha!... W cyrku widziaem 
chaldejskiego kuglarza, ktry unosi si w powietrzu... 
-I ja widziaem -wtrci Tutmozis -ale to bya sztuka. Tymczasem Mefres chce naprawd 
wznie si nad ziemi na skrzydach swej pobonoci... 
- Niesychane bazestwo!... - mwi ksi. - C na to inni kapani? 
-Podobno w witych papyrusach s wzmianki, e dawnymi czasy bywali u nas prorocy 
posiadajcy dar wznoszenia si w powietrze, wic kapanw nie dziwi chci Mefresa. A e, 
jak ci wiadomo, u nas podwadni widz to, co podoba si zwierzchnikom, wic niektrzy 
wici mowie twierdz, e Mefres naprawd podnosi si w czasie modlitwy na grubo 
paru palcw nad ziemi... 
-Cha!... cha!... cha!... I t wielk tajemnic bawi si cay dwr, a my tu jak chopi albo kopacze 
nawet nie domylamy si cudw sprawianych pod naszym bokiem... Ndzna dola nastpcy 
egipskiego tronu!... - mia si ksi. 
Gdy si za uspokoi, na powtrn prob Tutmozisa rozkaza: przenie Sar z dzieckiem 
z izby czeladniej do paacyku, ktry w pierwszych dniach zajmowaa Kama. 
Suba nastpcy bya zachwycona tym rozporzdzeniem pana, a wszystkie suebne, niewolnice 
i nawet pisarze odprowadzili Sar do nowej siedziby z muzyk i okrzykami radoci. 
Fenicjanka usyszawszy haas spytaa o przyczyn. A gdy jej odpowiedziano, e Sara wrcia 
ju do ask nastpcy i e z domu niewolnic znowu przeniosa si do paacu, rozwcieczona 
eks-kapanka wezwaa do siebie Ramzesa. 
Ksi przyszed. 
-Wic tak poczynasz sobie ze mn?... wrzasna nie panujca nad sob Kama. -Wic to 
tak?... Obiecae mi, e bd pierwsz twoj kobiet, lecz zanim ksiyc obieg poow nieba, 
zamae przyrzeczenie?... Moe mylisz, e zemsta Astoreth pada tylko na kapanki, a nie 
dosiga ksit?... 
-Powiedz twojej Astoreth - odpar spokojnie nastpca - aby nigdy nie grozia ksitom, 
bo i ona pjdzie do izby czeladniej. 
-Rozumiem - woaa Kama. -Ja pjd do czeladzi, moe nawet do wizienia, a ty przez 
ten czas bdziesz spdza noce u swojej ydwki!... Za to, em dla ciebie wypara si bogw... 
cigna na moj gow przeklestwo... Za to, e nie mam godziny spokojnej, e 
zmarnowaam dla ciebie modo, ycie, nawet dusz, ty tak mi pacisz... 
Ksi przyzna w sercu, e istotnie Kama wiele powicia dla niego; i uczu skruch. 
-Nie byem i nie bd u Sary - odpar. - Ale co tobie szkodzi, e nieszczliwa kobieta odzyska 
wygody i bdzie moga wykarmi swoje dziecko? 
Fenicjanka zatrzsa si. Podniosa w gr zacinite pici, wosy jej najeyy si, a w 
oczach zapon brudny ogie nienawici. 
-Take mi odpowiadasz?... ydwka jest nieszczliw, bo j wygna z paacu, a ja musz 
by zadowolona, chocia bogowie wygnali mnie ze wszystkich swoich wity... A dusza 
moja... dusza kapanki toncej we zach i obawie czyli nie znaczy wicej u ciebie anieli ten 
ydowski pomiot, to dziecko, ktre... oby ju nie yo... oby go... 
216 
- Milcz!... - krzykn ksi zamykajc jej usta. 
Cofna si wylkniona. 
-Wic nie wolno nawet skary si na moj ndz?... - spytaa. -Lecz jeeli a tak dbasz o 
to dziecko, po c wykrade mnie ze wityni, dlaczego obiecywae, e bd u ciebie pierwsz 
kobiet?... 
Strze si -znowu podniosa gos - aeby Egipt poznawszy moj dol nie nazwa ci wiaroomc. 
Ksi krci gow i umiecha si. Wreszcie usiad i rzek: 
-Zaiste mj nauczyciel mia suszno ostrzegajc mnie przed kobietami. Jestecie jak doj
rzaa brzoskwinia w oczach czowieka, ktremu jzyk wysuszyo pragnienie... Lecz tylko na 
pozr... Bo biada gupcowi, ktry omieli si rozgry ten pikny owoc: zamiast chodzcej 
sodyczy, znajdzie gniazdo os, ktre porani mu nie tylko wargi, ale i serce. 
-Ju narzekasz?... Nawet tego nie oszczdzasz mi wstydu?... Za to, em ci powicia 
godno kapanki i cnot!... 
Nastpca cigle trzs gow i umiecha si. 
-Nigdy bym nie myla -rzek po chwili -aeby sprawdzia si bajka opowiadana przez 
chopw zabierajcych si do snu. Ale dzi widz, e tak jest. Posuchaj wic, Kamo, a moe 
zastanowisz si i nie zmusisz mnie do cofnicia yczliwoci, jak mam dla ciebie... 
-Jemu si chce teraz bajki opowiada!... -odpara z gorycz kapanka. -Jue mi jedn 
mwi i dobrzem wysza usuchawszy jej... 
- Ta z pewnoci wyjdzie ci na poytek, byle j chciaa zrozumie. 
- Bdzie w niej co o ydowskich bachorach?... 
-I o kapankach, tylko uwanie posuchaj: 
Dziao si to ju dawno, w tym samym miecie Pi-Bast. Pewnego dnia ksi Satni na placu 
przed wityni Ptah zobaczy bardzo pikn kobiet. Bya ona pikniejsz od wszystkich, 
jakie dotychczas spotyka, a co wicej, miaa na sobie duo zota. 
Ksiciu ogromnie podobaa si ta osoba. Dowiedzia si, co ona za jedna, a gdy mu powiedziano, 
e jest to crka arcykapana w Pi-Bast, posa do niej swego koniuszego z tak ofiar: 
Dam ci dziesi zotych piercieni, jeeli przepdzisz ze mn godzink. 
Koniuszy poszed do piknej Tbubui i powtrzy jej sowa ksicia Satni. Dama wysuchawszy 
go yczliwie odpowiedziaa, jak przystoi dobrze wychowanej panience: 
Jestem crk arcykapana, jestem niewinna, a nie adna poda dziewczyna. Jeeli wic 
ksi chce mie przyjemno zapoznania si ze mn, niech przyjdzie do mego domu, gdzie 
wszystko bdzie przygotowane, i nasza znajomo nie narazi mnie na plotki kumoszek z caej 
ulicy. 
Poszed tedy ksi Satni za pann Tbubui na grne pitro do jej pokojw, ktrych ciany 
byy wyoone lapisem lazuli tudzie bladozielonaw emali. Byo tam wiele ek pokrytych 
krlewskim ptnem i niemao jednononych stolikw zastawionych zotymi pucharami. Jeden 
z pucharw napeniono winem i podano go ksiciu, a Tbubui rzeka: Bd askaw, napij 
si. Na co ksi odpar: Wiesz przecie, e nie przyszedem na wino. Niemniej jednak zasiedli 
do uczty, podczas ktrej Tbubui miaa na sobie dug, nieprzezroczyst szat, zapit 
pod szyj. Gdy za odurzony ksi chcia j pocaowa, odsuna go i odpara: 
Dom ten bdzie twoim domem. Pamitaj jednak, e nie jestem ulicznic, lecz kobiet 
niewinn. Jeeli wic chcesz, aebym bya ci posuszn, zaprzysignij mi wierno i zapisz 
twj majtek. 
Wic niech przyjdzie tu pisarz - zawoa ksi. A gdy go przyprowadzono, Satni kaza 
spisa akt lubny i tudzie akt darowizny, ktrym wszystkie swoje pienidze, ruchomoci i 
dobra ziemskie przepisa na imi Tbubui. 
217 
W godzin pniej suba zawiadomia ksicia, e na dole czekaj jego dzieci. Tbubui 
wwczas opucia go, lecz wnet wrcia ubrana w sukni z przezroczystej gazy. Satni znowu 
chcia j uciska, ale odsuna go mwic: 
Dom ten bdzie twoim. Lecz poniewa nie jestem ladacznic, tylko dziewczyn niewinn, 
jeeli wic chcesz mnie posiada, to niech twoje dzieci zrobi akt zrzeczenia si majtku, aby 
pniej nie procesoway si z moimi dziemi. 
Satni zawoa dzieci na gr i kaza im podpisa akt zrzeczenia si majtku, co uczyniy. 
Lecz gdy odurzony dugim oporem chcia zbliy si do Tbubui, ta go znowu zatrzymaa... 
Dom ten bdzie twoim -rzeka. -Ale ja nie jestem pierwsz lepsz; jestem czyst dziewic. 
Jeeli wic kochasz mnie, ka pozabija twoje dzieci, aeby kiedy nie wydary majtku 
moim... 
- Jaka to duga historia!.. - przerwaa niecierpliwie Kama. 
- Zaraz si skoczy - odpar nastpca. - I wiesz, Kamo, co odpowiedzia Satni: 
Jeeli pragniesz tego, wic... niech si speni zbrodnia!... 
Tbubui nie trzeba byo dwa razy powtarza. W oczach ojca kazaa pomordowa dzieci, a 
okrwawione ich czonki wyrzucia przez okno psom i kotom... No i dopiero wtedy Satni 
wszed do jej pokoju i spocz na jej hebanowym ou, wykadanym koci soniow... * 
-Tbubui dobrze robia nie wierzc zapewnieniom mczyzn -rzeka zirytowana Fenicjanka. 
-Ale Satni - odpar nastpca - zrobi jeszcze lepiej: obudzi si... gdy jego straszna zbrodnia 
bya tylko snem... 
I ty, Kamo, zapamitaj sobie, e najpewniejszym sposobem obudzenia mczyzny z miosnych 
upoje jest - miota kltwy na jego syna... 
-Bd spokojny, panie, ju nigdy nie wspomn ani o mojej niedoli, ani o twoim synu - pospnie 
odpowiedziaa Fenicjanka. 
- A ja nie cofn ci moich ask i bdziesz szczliw - zakoczy Ramzes. 
* Historyjka autentyczna 
218 
ROZDZIA PITNASTY 
Ju i midzy ludem miasta Pi-Bast zaczy rozchodzi si rne wieci o Libijczykach. 
Opowiadano, e rozpuszczeni przez kapanw onierze barbarzyscy wracajc do swej ojczyzny 
z pocztku ebrali, potem kradli, a w kocu zaczli rabowa i pali wsie egipskie 
mordujc przy tym mieszkacw. 
W ten sposb w cigu kilku dni zostay napadnite i zniszczone miasta: Chinensu, Pimat i 
Kasa na poudnie od jeziora Moeris. W ten sposb zgina karawana kupcw i pielgrzymw 
egipskich wracajcych z oazy Uit-Mehe. Caa zachodnia granica pastwa bya w niebezpieczestwie, 
a nawet z Terenuthis zaczli ucieka mieszkacy. I w tamtej bowiem okolicy od 
strony morza ukazay si bandy libijskie, jakoby wysane przez gronego wodza Musawas, 
ktry podobno w caej pustyni mia ogosi wit wojn przeciw Egiptowi. 
Tote jeeli ktrego wieczoru zachodni pas nieba czerwieni si zbyt dugo, na mieszkacw 
Pi-Bast padaa trwoga. Ludzie gromadzili si po ulicach, niektrzy wchodzili na paskie 
dachy lub wdrapywali si na drzewa i stamtd ogaszali, e -widz poar w Menuf albo w 
Sechen. Byli nawet i tacy, ktrzy pomimo zmroku dostrzegali uciekajcych mieszkacw 
albo libijskie bandy maszerujce w kierunku Pi-Bast dugimi, czarnymi szeregami. 
Pomimo wzburzenia ludnoci rzdcy nomesu zachowywali si obojtnie; wadza bowiem 
centralna nie przysaa im adnych rozkazw. 
Ksi Ramzes wiedzia o niepokoju tumw i widzia obojtno pi-basteskich dygnitarzy. 
Wcieky gniew ogarnia go, e nie otrzymuje adnych polece z Memfisu i e ani Mefres 
ani Mentezufis nie rozmawiaj z nim o tych alarmach zagraajcych pastwu. 
Lecz poniewa obaj kapani nie zgaszali si do niego, nawet jakby unikali rozmowy z 
nim, wic i namiestnik nie szuka ich ani robi adnych przygotowa wojskowych. 
W kocu przesta odwiedza stojce pod Pi-Bast puki, a natomiast zgromadziwszy do paacu 
ca szlacheck modzie, bawi si i ucztowa tumic w sercu oburzenie na kapanw i 
obaw o losy pastwa. 
-Zobaczysz!... - powiedzia raz do Tutmozisa. - wici prorocy wykieruj nas tak, e Musawasa 
zabierze Dolny Egipt, a my bdziemy musieli ucieka do Tebw, jeeli nie do Sunnu, 
o ile znowu stamtd nie wypdz nas Etiopowie... 
- Prawd rzeke - odpar Tutmozis - e nasi wadcy poczynaj sobie, jakby byli zdrajcami. 
Pierwszego dnia miesica Hator (sierpie - wrzesie) odbywaa si w paacu nastpcy najwiksza 
uczta. Zaczto bawi si od drugiej po poudniu, a nim soce zaszo, ju wszyscy 
byli pijani. Doszo do tego, e mczyni i kobiety tarzali si po pododze zlanej winem, zasypanej 
kwiatami i skorupami potuczonych dzbanw. 
Ksi by midzy nimi najprzytomniejszy. Jeszcze nie lea, ale siedzia na fotelu trzymajc 
na kolanach dwie pikne tancerki, z ktrych jedna poia go winem, druga oblewaa mu 
gow silnymi wonnociami. 
W tej chwili wszed na sal adiutant i przelazszy przez kilku pijanych biesiadnikw zbliy 
si do nastpcy. 
- Dostojny panie - szepn - wici Mefres i Mentezufis pragn natychmiast rozmwi si z 
wami... 
Nastpca odepchn dziewczta i zarumieniony, w poplamionym kaftanie, chwiejnym krokiem 
potoczy si do swego pokoju na gr. 
Na jego widok Mefres i Mentezufis spojrzeli po sobie. 
- Czego chcecie, dostojnicy? - spyta ksi upadajc na krzeso. 
-Nie wiem, czy wasza dostojno bdziesz mg wysucha nas... -odpar zakopotany 
Mentezufis. 
219 
-A!... mylicie, em si upi? -zawoa ksi. -Nie lkajcie si... Dzi cay Egipt jest jak 
oszalay czy gupi, e jeszcze w pijakach najwicej zostao rozsdku... 
Kapani zachmurzyli si, lecz Mentezufis zacz: 
-Wasza dostojno wie, e pan nasz i najwysza rada postanowili uwolni dwadziecia tysicy 
wojsk najemnych... 
-No, niby nie wiem przerwa nastpca. Nie raczylicie przecie nie tylko zasign mojej 
rady w kwestii tak mdrego postanowienia, ale nawet nie raczylicie zawiadomi mnie, e ju 
cztery puki rozpdzono i e ludzie ci z godu napadaj nasze miasta... 
- Zdaje mi si, e wasza dostojno sdzisz rozkazy jego witobliwoci faraona... - wtrci 
Mentezufis. 
-Nie jego witobliwoci!... - zawoa ksi tupic nog -ale tych zdrajcw, ktrzy korzystajc 
z choroby mego ojca i wadcy chc zaprzeda pastwo Asyryjczykom i Libijczykom... 
Kapani osupieli. Podobnych wyrazw nie wypowiedzia aden jeszcze Egipcjanin. 
- Pozwl, ksi, aebymy wrcili za par godzin... gdy si uspokoisz... - rzek Mefres. 
-Nie ma potrzeby. Wiem, co si dzieje na naszej zachodniej granicy... A raczej nie ja 
wiem, tylko moi kucharze, chopcy stajenni i pomywaczki. Moe wic zechcecie teraz czcigodni 
ojcowie, i mnie wtajemniczy w wasze plany?... 
Mentezufis przybra obojtn fizjognomi i mwi: 
-Libijczycy zbuntowali si i zaczynaj zbiera bandy z zamiarem napadu na Egipt. 
-Rozumiem. 
-Z woli zatem jego witobliwoci -cign Mentezufis -i najwyszej rady, masz, wasza 
dostojno, zebra wojska z Dolnego Egiptu i zniszczy buntownikw. 
- Gdzie rozkaz? 
Mentezufis wydoby z zanadrza pergamin opatrzony pieczciami i wrczy go ksiciu. 
-Wic od tej chwili jestem naczelnym wodzem i najwysz wadz w tej prowincji? spyta 
nastpca. 
- Tak jest, jak rzeke. 
-I mam prawo odby z wami narad wojenn? 
- Koniecznie... - odpar Mefres. - Cho w tej chwili... 
- Siadajcie - przerwa ksi. 
Obaj kapani spenili rozkaz. 
-Pytam si was, bo to potrzebne jest do moich planw: dlaczego rozpuszczono libijskie 
puki?... 
-I rozpuci si inne -pochwyci Mentezufis. - Ot rada najwysza dlatego chce pozby 
si dwudziestu tysicy najkosztowniejszych onierzy, aby skarbowi jego witobliwoci dostarczy 
rocznie czterech tysicy talentw, bez czego dwr krlewski moe znale si w 
niedostatku... 
- Co jednak nie grozi najndzniejszemu z egipskich kapanw!... - wtrci ksi. 
-Zapominasz, wasza dostojno, e kapana nie godzi si nazywa ndznym -odpar 
Mentezufis. - A e nie grozi adnemu z nich niedostatek, to jest zasug ich powcigliwego 
trybu ycia. 
-W takim razie chyba posgi wypijaj wino, co dzie odnoszone do wity, i kamienni 
bogowie stroj swoje kobiety w zoto i drogie klejnoty - szydzi ksi. -Ale mniejsza o wasz 
powcigliwo!... Rada kapaska nie dlatego rozpdza dwadziecia tysicy wojska i 
otwiera bramy Egiptu bandytom, aeby napeni skarb faraona... 
- Tylko?... 
-Tylko dlatego, aeby przypodoba si krlowi Assarowi. A poniewa jego witobliwo 
nie zgodzi si na oddanie Asyryjczykom Fenicji, wic wy chcecie osabi pastwo w inny 
sposb: przez rozpuszczenie najemnikw i wywoanie wojny na naszej zachodniej granicy... 
220 
-Bior bogw na wiadectwo, e zdumiewasz nas, wasza dostojno!... - zawoa Mentezufis. 
-Cienie faraonw bardziej zdumiayby si usyszawszy, e w tym samym Egipcie, w ktrym 
sptano krlewsk wadz, jaki chaldejski oszust wpywa na losy pastwa... 
-Uszom nie wierz!... - odpar Mentezufis. -Co wasza dostojno mwisz o jakim Chaldejczyku?... 
Namiestnik zamia si szyderczo. 
-Mwi o Beroesie... Jeeli ty, wity mu, nie syszae o nim, zapytaj czcigodnego Mefresa, 
a gdyby i on zapomnia, niech odwoa si do Herhora i Pentuera... 
Oto wielka tajemnica waszych wity!... Obcy przybda, ktry jak zodziej dosta si do 
Egiptu, narzuca czonkom najwyszej rady traktat tak haniebny, e moglibymy podpisa go 
dopiero po przegraniu bitew, po utracie wszystkich pukw i obu stolic. 
I pomyle, e zrobi to jeden czowiek, najpewniej szpieg krla Assara!... A nasi mdrcy 
tak dali si oczarowa jego wymowie, e gdy faraon nie pozwoli im wyrzec si Fenicji, to 
oni przynajmniej rozpuszczaj puki i wywouj wojn na granicy zachodniej... 
Syszana rzecz?... - cign ju nie panujcy nad sob Ramzes. -Gdy jest najlepsza pora 
zwikszy armi do trzystu tysicy ludzi i popchn j do Niniwy, ci poboni szalecy rozpdzaj 
dwadziecia tysicy wojsk i podpalaj wasny dom... 
Mefres, sztywny i blady, sucha tych okrutnych szyderstw. Wreszcie zabra gos: 
-Nie wiem, dostojny panie, z jakiego rda czerpae swoje wiadomoci... - Oby ono byo 
rwnie czystym jak serca czonkw najwyszej rady! Przypumy jednak, e masz suszno i 
e jaki chaldejski kapan potrafi skoni rad do podpisania cikiej umowy z Asyri. Ot 
gdyby tak si zdarzyo, to skd wiesz, e w kapan nie by wysannikiem bogw, ktrzy 
przez jego usta ostrzegli nas o wiszcych nad Egiptem niebezpieczestwach?... 
- Odkde to Chaldejczycy ciesz si takim zaufaniem u was? - zapyta ksi. 
-Kapani chaldejscy s starszymi brami egipskich - wtrci Mentezufis. 
- To moe i krl asyryjski jest wadc faraona? - wtrci ksi. 
-Nie blunij, wasza dostojno - surowo przerwa Mefres. -Lekkomylnie szperasz w najwitszych 
tajemnicach, a to bywao niebezpiecznym nawet dla wikszych od ciebie! 
-Dobrze, nie bd szpera! Po czym jednak mona pozna, e jeden Chaldejczyk jest wysannikiem 
bogw, a drugi szpiegiem krla Assara? 
-Po cudach -odpar Mefres. -Gdyby na twj rozkaz, ksi, ten pokj napeni si duchami, 
gdyby niewidzialne moce uniosy ci w powietrze, powiedzielibymy, e jest narzdziem 
niemiertelnych, i suchalibymy twej rady... 
Ramzes wzruszy ramionami. 
-I ja widziaem duchy: robia je moda dziewczyna... I ja widziaem w cyrku lecego w 
powietrzu kuglarza... 
-Tylko nie dojrza cienkich sznurkw, ktre trzymali w zbach czterej jego pomocnicy... 
-wtrci Mentezufis. 
Ksi znowu rozemia si i przypomniawszy sobie, co mu Tutmozis opowiada o naboestwach 
Mefresa, rzek szyderczym tonem: 
-Za krla Cheopsa pewien arcykapan chcia koniecznie lata po powietrzu. W tym celu 
modli si do bogw, a swoim podwadnym kaza uwaa: czy go nie podnosz niewidzialne 
siy?... I co powiecie, wici mowie: od tej pory nie byo dnia, aeby prorocy nie zapewniali 
arcykapana, e unosi si w powietrzu, wprawdzie niewysoko, bo tylko na palec od podogi... 
Ale... co to waszej dostojnoci? - spyta nagle Mefresa. 
Istotnie arcykapan suchajc swojej wasnej historii zachwia si na krzele i byby upad, 
gdyby nie podtrzyma go Mentezufis. 
Ramzes zmisza si. Poda starcowi wody do picia, natar mu czoo i skronie octem, zacz 
go chodzi wachlarzem... 
221 
Wkrtce wity Mefres przyszed do siebie. Powsta z krzesa i rzek do Mentezufisa: 
- Ju chyba moemy odej? 
-I ja tak myl. 
- A ja co mam robi? - spyta ksi czujc, e stao si co zego. 
- Speni obowizki naczelnego wodza - odpar zimno Mentezufis. 
Obaj kapani ceremonialnie ukonili si ksiciu i wyszli. Namiestnik by ju cakiem 
trzewy, ale na serce spad mu wielki ciar. W tej chwili zrozumia, e popeni dwa cikie 
bdy: przyzna si kapanom do tego, e zna ich wielk tajemnic, i - niemiosiernie zadrwi z 
Mefresa. 
Oddaby rok ycia, gdyby mona zatrze w ich pamici ca t pijack rozmow. Ale ju 
byo za pno. 
Nie ma co -myla -zdradziem si i kupiem sobie miertelnych wrogw. Ale trudno. 
Walka zaczyna si w chwili najniekorzystniejszej dla mnie... Lecz idmy dalej. Niejeden 
przecie faraon walczy z kapastwem i zwyciy je, nawet nie majc zbyt silnych sprzymierzecw. 
 
Tak jednak uczu niebezpieczestwo swego pooenia, e w tej chwili przysig na wit 
gow ojca nigdy ju nie pi wikszej iloci wina. 
Kaza zawoa Tutmozisa. Powiernik zjawi si natychmiast, zupenie trzewy. 
- Mamy wojn i jestem naczelnym wodzem - rzek nastpca. 
Tutmozis ukoni si do ziemi. 
-I nigdy ju nie bd upija si - doda ksi. - A wiesz dlaczego? 
- Wdz powinien wystrzega si wina i odurzajcych woni - odpar Tutmozis. 
- Nie pamitaem o tym i... wygadaem si przed kapanami... 
- Z czym? - zawoa przestraszony Tutmozis. 
- e ich nienawidz i artuj z ich cudw... 
- Nic nie szkodzi. Oni chyba nigdy nie rachuj na ludzk mio. 
-I e znam ich polityczne tajemnice - doda ksi. 
- Aj... - sykn Tutmozis. - To jedno byo niepotrzebne... 
-Mniejsza o to - mwi Ramzes. - Wylij natychmiast szybkobiegaczy do pukw, aeby 
jutro z rana dowdcy zjechali si na rad wojenn. Ka zapali sygnay alarmowe, aeby 
wszystkie wojska Dolnego Egiptu od jutra maszeroway ku zachodniej granicy. Pjd do nomarchy 
i zapowiedz mu, aby uwiadomi innych nomarchw o potrzebie gromadzenia ywnoci, 
odziey i broni. 
- Bdziemy mieli kopot z Nilem - wtrci Tutmozis. 
-Tote niech wszystkie czna i statki zatrzymaj na odnogach Nilowych dla przewozu 
wojsk. Trzeba te wezwa nomarchw, aeby zajli si przygotowaniem pukw rezerwowych... 
Tymczasem Mefres i Mentezufis wracali do swych mieszka przy wityni Ptah. Gdy 
znaleli si sami w celi, arcykapan podnis rce do gry i zawoa: 
-Trjco niemiertelnych bogw: Ozirisie, Izydo i Horusie -ratujcie Egipt od zagady!... 
Jak wiat wiatem, aden faraon nie wypowiedzia tylu blunierstw, ile dzi usyszelimy od 
tego dzieciaka... Co mwi -faraon?... aden wrg Egiptu, aden Cheta, Fenicjanin, Libijczyk 
nie omieliby si tak zniewaa kapaskiej nietykalnoci... 
- Wino robi czowieka przezroczystym - odpar Mentezufis. 
-Ale w tym modym sercu kbi si gniazdo mij... Poniewiera stan kapaski, szydzi z 
cudw, nie wierzy w bogw... 
-Najwicej jednak zastanawia mnie to -rzek zamylony Mentezufis... skd on wie o waszych 
ukadach z Beroesem? Bo, e wie, na to przysign. 
- Dokonano okropnej zdrady - odpar Mefres chwytajc si za gow. 
- Rzecz bardzo dziwna! Byo was czterech... 
222 
-Wcale nie czterech. Bo o Beroesie wiedziaa starsza kapanka Izydy, dwaj kapani, ktrzy 
nam wskazali drog do wityni Seta, i kapan, ktry go przyj u wrt... Czekaj no!... mwi 
Mefres. - Ten kapan wci siedzia w podziemiach... A jeeli podsuchiwa?... 
-W kadym razie nie sprzeda tajemnicy dzieciakowi, ale komu powaniejszemu. A to 
jest niebezpieczne!... 
Do celi zapuka arcykapan wityni Ptah, wity Sem. 
- Pokj wam - rzek wchodzc. 
- Bogosawiestwo sercu twemu. 
-Przyszedem, bo tak podnosicie gos, jakby stao si jakie nieszczcie. Chyba nie przeraa 
was wojna z ndznym Libijczykiem?... - mwi Sem. 
- Co by te myla, wasza cze, o ksiciu nastpcy tronu? - przerwa mu Mentezufis. 
-Ja myl -odpar Sem -e on musi by bardzo kontent z wojny i naczelnego dowdztwa. 
Oto urodzony bohater! Gdy patrz na niego, przychodzi mi na myl lew Ramzesa... Ten chopak 
gotw sam rzuci si na wszystkie bandy libijskie i zaprawd - moe je rozproszy. 
-Ten chopak - odezwa si Mefres - moe wywrci wszystkie nasze witynie i zmaza 
Egipt z oblicza ziemi. 
wity Sem szybko wyj zoty amulet, ktry nosi na piersiach, i szepn: 
-Ucieknijcie, ze sowa na pustyni... Oddalcie si i nie rbcie szkody sprawiedliwym!... 
Co te wygaduje wasza dostojno!... - rzek goniej, tonem wyrzutu. 
-Dostojny Mefres mwi prawd -odezwa si Mentezufis. Gowa by ci zabolaa i odek, 
gdyby ludzkie wargi mogy powtrzy blunierstwa, jakie dzi usyszelimy od tego 
modzieniaszka. 
- Nie artuj, proroku - oburzy si arcykapan Sem. -Prdzej uwierzybym, e woda ponie, 
a powietrze gasi, anieli w to, e Ramzes dopuszcza si blunierstw... 
- Robi to niby po pijanemu - wtrci zoliwie Mefres. 
- Choby nawet. Nie przecz, e jest to ksi lekkomylny i hulaka, ale blunierca!... 
-Tak i mymy sdzili -mwi Mentezufis. -A tak bylimy pewni, e znamy jego charakter, 
i gdy wrci ze wityni Hator, przestalimy nawet rozciga nad nim kontroli... 
-al ci byo zota na opacanie dozorcw - wtrci Mefres. - Widzisz, jakie skutki pociga 
na pozr drobne zaniedbanie!... 
- Ale c si stao? - pyta niecierpliwie Sem. 
- Krtko odpowiem: ksi nastpca drwi z bogw... 
-Och!.. 
Sdzi rozkazy faraona... 
- Czy podobna?... 
- Najwysz rad nazywa zdrajcami... 
- Ale... 
-I od kogo dowiedzia si o przybyciu Beroesa, a nawet o jego widzeniu si z Mefresem, 
Herhorem i Pentuerem w wityni Seta... 
Arcykapan Sem porwa si oburcz za gow i pocz biega po celi. 
-Niepodobna... - mwi. -Niepodobna!... Chyba rzuci kto urok na tego modzieca... Moe 
owa kapanka fenicka, ktr wykrad ze wityni?... 
Mentezufisowi uwaga ta wydaa si tak trafn, e spojrza na Mefresa. Ale rozdraniony 
arcykapan nie da si zbi z tropu. 
- Zobaczymy - odpar. - Pierwej jednak trzeba przeprowadzi ledztwo, aebymy dzie po 
dniu wiedzieli: co robi ksi od powrotu ze wityni Hator? Za duo mia swobody, za duo 
stosunkw z niewiernymi i nieprzyjacimi Egiptu. A ty, dostojny Semie, pomoesz nam... 
Skutkiem tej uchway arcykapan Sem zaraz nazajutrz kaza wzywa lud na uroczyste naboestwo 
do wityni Ptah. 
223 
Stawali tedy na rogach ulic, na placach, nawet na polach heroldowie kapascy i zwoywali 
wszelki lud za pomoc trb i fletw. A gdy zebraa si dostateczna liczba suchaczy, donosili 
im, e w wityni Ptah przez trzy dni odbywa si bd mody i procesje na intencj, aby dobry 
bg bogosawi orowi egipskiemu i pognbi Libijczykw. Za na wodza ich, Musawas, 
aby zesa trd, lepot i szalestwo. 
Stao si, jak chcieli kapani. Od rana do pnej nocy lud prosty wszelkiego zajcia gromadzi 
si dokoa murw wityni, arystokracja i bogaci mieszczanie zbierali si w przysionku 
zewntrznym, a kapani miejscowi i ssiednich nomesw skadali ofiary bogu Ptah i zanosili 
mody w kaplicy najwitszej. 
Trzy razy dziennie wychodzia uroczysta procesja, podczas ktrej obnoszono w zotej odzi 
zasonitej firankami czcigodny posg bstwa. Przy czym lud pada na twarz i gono wyznawali 
nieprawoci swoje, a gsto rozrzuceni w tumie prorocy, za pomoc stosownych pyta, 
uatwiali mu skruch. To samo dziao si w przysionku wityni. Poniewa jednak ludzie 
dostojni i bogaci nie lubili oskara si gono, wic wici ojcowie brali aujcych na 
stron i po cichu udzielali im rad i upomnie. 
W poudnie naboestwo byo najuroczystsze. O tej bowiem godzinie przychodziy wojska 
maszerujce na zachd, aby otrzyma bogosawiestwo arcykapana i odwiey potg 
swoich amuletw, majcych wasno osabiania nieprzyjacielskich ciosw. 
Niekiedy w wityni rozlegay si grzmoty, a w porze nocnej nad pylonami byskao si. 
By to znak, e boek wysucha czyich modw albo e rozmawia z kapanami. 
Kiedy po zakoczeniu uroczystoci trzej dostojnicy: Sem, Mefres i Mentezufis, zeszli si 
na poufn narad, sytuacja bya ju wyjaniona. 
Naboestwo przynioso wityni okoo czterdziestu talentw dochodu; lecz okoo szedziesiciu 
talentw wydano na prezenta lub spat dugw rozmaitych osb z arystokracji 
tudzie wyszych wojskowych. 
Wiadomoci za zebrano nastpujce: 
Midzy wojskiem krya pogoska, e byle ksi Ramzes wstpi na tron, rozpocznie z 
Asyri wojn, ktra przyjmujcym w niej udzia zapewni wielkie zyski. Najniszy onierz, 
mwiono, nie wrci z tej wyprawy bez tysica drachm, jeeli nie lepiej. Midzy ludem szeptano, 
e gdy faraon po zwycistwie wrci z Niniwy, wszystkich chopw obdarzy niewolnikami 
i na pewn liczb lat daruje Egiptowi podatki. 
Arystokracja za sdzia, e nowy faraon przede wszystkim - odbierze kapanom, a zwrci 
szlachcie wszystkie dobra, ktre stay si wasnoci wity, jako pokrycie zacignitych 
dugw. Mwiono te, e przyszy faraon bdzie rzdzi samowadnie, bez udziau najwyszej 
rady kapaskiej. 
W kocu we wszystkich warstwach spoecznych panowao przekonanie, e ksi Ramzes, 
aby zapewni sobie pomoc Fenicjan, nawrci si do bogini Istar i do niej szczeglne okazywa 
naboestwo. W kadym razie byo rzecz pewn, e nastpca odwiedza raz wityni 
Istar w nocy i widzia tam jakie cuda. Zreszt midzy bogatymi Azjatami kryy pogoski, 
e Ramzes zoy wityni wielkie dary, a w zamian dosta stamtd kapank, ktra miaa go 
utwierdza w wierze. 
Wszystkie te wiadomoci zebra najdostojniejszy Sem i jego kapani. Za ojcowie wici, 
Mefres i Mentezufis, zakomunikowali mu inn nowin, ktra przysza do nich z Memfisu. 
Oto -kapana chaldejskiego i cudotwrc Beroesa przyjmowa w podziemiach wityni 
Seta kapan Osochor, ktry we dwa miesice pniej wydajc za m swoj crk obdarowa 
j bogatymi klejnotami i kupi nowoecom duy folwark. A poniewa Osochor nie mia tak 
znacznych dochodw, rodzio si wic podejrzenie, e w kapan, podsuchawszy rozmow 
Beroesa z egipskimi dostojnikami, sprzeda nastpnie tajemnic traktatu Fenicjanom i otrzyma 
od nich wielki majtek. 
Wysuchawszy tego arcykapan Sem rzek: 
224 
-Jeeli wity Beroes jest naprawd cudotwrc, to przede wszystkim jego zapytajcie, czy 
Osochor zdradzi tajemnic?... 
-Pytano si o to cudownego Beroesa - odpar Mefres - ale wity m powiedzia, e w tej 
sprawie chce milcze. Doda te, e choby nawet kto podsucha ich ukady i donis o tym 
Fenicjanom, Egipt ani Chaldea nie ponios adnej szkody. Gdyby wic znalaz si winowajca, 
naley okaza mu miosierdzie. 
- wity!... zaiste wity to m!... - szepta Sem. 
- A co wasza dostojno - rzek Mefres do Sema - sdzisz o ksiciu nastpcy i niepokojach, 
jakie wywoao jego postpowanie? 
-Powiem to samo co Beroes, nastpca nie zrobi szkody Egiptowi, wic trzeba mie pobaliwo... 
-Modzik ten drwi z bogw i cudw, wchodzi do obcych wity, buntuje lud... To nie s 
mae rzeczy!... - mwi z gorycz Mefres, ktry nie mg zapomnie Ramzesowi, e w grubiaski 
sposb zaartowa z jego pobonych praktyk. 
Arcykapan Sem lubi Ramzesa, wic odpar z dobrotliwym umiechem: 
- Ktry chop w Egipcie nierad by mie niewolnika, aeby wyrzec si swojej cikiej pracy 
dla sodkiego prnowania? 
A czy jest na wiecie czowiek, ktry by nie marzy o niepaceniu podatkw? Za to bowiem, 
co paci skarbowi, jego ona, on sam i dzieci mogliby sprawi sobie ozdobn odzie i 
uy rozmaitych przyjemnoci. 
- Prniactwo i nadmierne wydatki psuj czowieka - odezwa si Mentezufis. 
-Ktry onierz -cign Sem -nie chciaby wojny i nie poda tysica drachm zysku, a 
nawet wicej? 
Dalej -pytam was, ojcowie, ktry faraon, ktry nomarcha, ktry szlachcic chtnie paci 
zacignite dugi i nie spoglda krzywym okiem na bogactwa wity?... 
- Bezbona to podliwo! - szepn Mefres. 
-A nareszcie - mwi Sem - ktry nastpca tronu nie marzy o ograniczeniu powagi kapanw, 
ktry faraon, w pocztkach panowania, nie chcia otrzsn si spod wpywu najwyszej 
rady? 
- Sowa twoje s pene mdroci - rzek Mefres - ale do czego one maj nas doprowadzi? 
-Do tego, abycie nie oskarali nastpcy przed najwysz rad. Bo przecie nie ma sdu, 
ktry potpiby ksicia za to, e chopi radzi by nie paci podatkw albo e onierze chc 
wojny. Owszem, was mogaby spotka wymwka. Bo gdybycie dzie po dniu ledzili ksicia 
i hamowali jego drobne wybryki, nie byoby dzi piramidy oskare, w dodatku - na niczym 
nie opartych. 
W podobnych sprawach nie to jest zem, e ludzie maj skonno do grzechu, bo oni mieli 
j zawsze. Ale to jest niebezpieczne, e mymy ich nie pilnowali. Nasza wita rzeka, matka 
Egiptu, bardzo prdko zamuliaby kanay, gdyby inynierowie zaprzestali czuwa nad ni. 
-A co powiesz, wasza dostojno, o wymysach, jakich ksi dopuci si w rozmowie z 
nami?... Czy przebaczysz ohydne drwiny z cudw?... - spyta Mefres. -Przecie ten modzik 
ciko znieway moj pobono... 
-Sam si obraa, kto rozmawia z pijakiem -odpar Sem. - Zreszt wasze dostojnoci nie 
mielicie prawa rozmawia o najwaniejszych sprawach pastwa z nietrzewym ksiciem... A 
nawet popenilicie bd mianujc pijanego czowieka wodzem armii. Wdz bowiem musi 
by trzewy. 
-Korz si przed wasz mdroci - rzek Mefres- ale gosuj za podaniem skargi na nastpc 
do rady najwyszej. 
-A ja gosuj przeciw skardze -odpar energicznie Sem. -Rada musi dowiedzie si o 
wszystkich postpkach namiestnika, ale nie w formie skargi, tylko zwykego raportu. 
-I ja jestem przeciw skardze - odezwa si Mentezufis. 
225 
Arcykapan Mefres widzc, e ma przeciw sobie dwa gosy, ustpi z daniem skargi na 
ksicia. Ale wyrzdzon zniewag zapamita i niech ukry w sercu. 
By to starzec mdry i pobony, lecz mciwy. I chtniej przebaczyby gdyby mu rk 
ucito, anieli gdy obraono jego dostojestwo kapaskie. 
226 
ROZDZIA SZESNASTY 
Za rad astrologw gwna kwatera miaa wyruszy z Pi-Bast w dniu sidmym Hator. Ten 
bowiem dzie by dobry, dobry, dobry. Bogowie w niebie, a ludzie na ziemi cieszyli si ze 
zwycistwa Ra nad nieprzyjacimi; kto za przyszed na wiat w tej dobie, mia umrze w 
pnej staroci, otoczony szacunkiem. 
By to rwnie dzie pomylny dla brzemiennych kobiet i handlujcych tkaninami, a zy 
dla ab i myszy. 
Od chwili mianowania go naczelnym wodzem Ramzes gorczkowo rzuci si do pracy. 
Sam przyjmowa kady nadcigajcy puk, oglda jego bro, odzie i obozy. Sam wita rekrutw 
i zachca ich do pilnego uczenia si musztry na zgub wrogw i chwa faraona. Prezydowa 
na kadej radzie wojennej, by obecnym przy badaniu kadego szpiega i w miar 
nadchodzcych wiadomoci wasn rk oznacza na mapie ruchy wojsk egipskich i stanowiska 
nieprzyjaci. 
Przejeda tak prdko z miejsca na miejsce, e wszdzie go oczekiwano, a mimo to spada 
nagle jak jastrzb. Z rana by na poudnie od Pi-Bast i zrewidowa ywno; w godzin pniej 
ukaza si na pnoc od miasta i wykry, e w puku Jeb brakuje stu pidziesiciu ludzi. 
Nad wieczorem dogoni przednie strae, by przy przejciu Nilowej odnogi i zrobi przegld 
dwustu wozw wojennych. 
wity Mentezufis, ktry jako penomocnik Herhora dobrze zna si na sztuce wojennej, 
nie mg wyj z podziwu. 
-Wiecie dostojnicy - rzek do Sema i Mefresa -e nie lubi nastpcy od czasu, gdym odkry 
jego zo i przewrotno. Ale niech Oziris bdzie mi wiadkiem, e modzian ten jest 
urodzonym wodzem. Powiem wam rzecz niesychan: my nad granic o trzy lub cztery dni 
wczeniej zgromadzimy siy, anieli mona byo przypuszcza. Libijczycy ju przegrali wojn, 
cho jeszcze nie syszeli wistu naszej strzay. 
-Tym niebezpieczniejszy dla nas taki faraon... -wtrci Mefres z zacitoci cechujc 
starcw. 
Ku wieczorowi dnia szstego Hator ksi Ramzes wykpa si i owiadczy sztabowi, e 
jutro, na dwie godziny przed wschodem soca, wyrusz. 
- A teraz chc si wyspa - zakoczy. 
atwiej jednak byo chcie anieli spa. 
W caym miecie roili si onierze, a przy paacu nastpcy obozowa puk, ktry jad, pi i 
piewa ani 
mylc o odpoczynku. 
Ksi odszed do najodleglejszego pokoju, lecz i tu nie pozwolono mu rozebra si. Co 
kilka minut przylatywa jaki adiutant z nic nie znaczcym raportem lub po rozkazy w sprawach, 
ktre mg na miejscu rozstrzygn dowdca puku. Przyprowadzano szpiegw, ktrzy 
nie przynosili adnych nowych wiadomoci; zgaszali si wielcy panowie z maym pocztem 
ludzi, pragnc ksiciu ofiarowa usugi jako ochotnicy. Dobijali si kupcy feniccy, pragncy 
wzi dostawy dla wojska, lub dostawcy, ktrzy skaryli si na wymagania jeneraw. 
Nie brako nawet wrbitw i astrologw, ktrzy w ostatniej chwili przed wymarszem 
chcieli ksiciu stawia horoskopy, tudzie czarnoksinikw, majcych do sprzedania niezawodne 
amulety przeciw pociskom. 
Wszyscy ci ludzie po prostu wdzierali si do pokoju ksicia; kady z nich bowiem sdzi, 
e w jego rkach spoczywa los wojny i e w podobnych okolicznociach znika wszelka etykieta. 
Nastpca cierpliwie zaatwia interesantw. Ale gdy za astrologiem wsuna si do pokoju 
jedna z ksicych kobiet, z pretensj, e Ramzes snad jej nie kocha, gdy si z ni nie po
227 
egna, i kiedy w kwadrans po tej za oknem rozleg si pacz innej kochanki, nastpca ju nie 
mg wytrzyma. 
Zawoa Tutmozisa i rzek mu: 
-Sied w tym pokoju i jeeli masz ochot, pocieszaj kobiety mego domu. Ja ukryj si 
gdzie w ogrodzie, bo inaczej nie zasn i jutro bd wyglda jak kura wydobyta ze studni. 
- Gdzie mam ci szuka w razie potrzeby? - spyta Tutmozis. 
-Oho! ho!... - rozemia si nastpca. - Nigdzie nie szukajcie. Sam si znajd, gdy zatrbi 
pobudk. 
To powiedziawszy ksi narzuci na siebie dugi paszcz z kapturem i wymkn si w 
ogrd. 
Ale i po ogrodzie snuli si onierze, kuchciki i inna suba nastpcy: w caym bowiem obszarze 
paacowym znikn porzdek, jak zwykle przed wymarszem na wojn. Spostrzegszy 
to Ramzes skrci w najgstsz cz parku, znalaz jak altank zaronit winem i kontent 
rzuci si na aw. 
- Tu ju nie znajd mnie - mrukn - ani kapani, ani baby... 
Wnet zasn jak kamie. 
Od kilku dni Fenicjanka Kama czua si niezdrow. Do rozdranienia przyczyy si jakie 
szczeglne niedomaganie i ble w stawach. Przy tym swdzia j twarz, a szczeglniej 
czoo nad brwiami. 
Drobne te przypadoci wyday jej si tak niepokojcymi, e przestaa obawia si, eby jej 
nie zabito, a natomiast cigle siedziaa przed lustrem zapowiedziawszy sugom, e mog robi, 
co im si podoba, byle j zostawili w spokoju. W tych czasach nie mylaa ani o Ramzesie, 
ani o nienawistnej Sarze; caa jej bowiem uwaga bya zajta - plamami na czole, ktrych 
nienawyke oko nie mogoby nawet dostrzec. 
Plama... tak, s plamy... -mwia do siebie pena bojani. -Dwie... trzy... O Astoreth, 
przecie w taki sposb nie zechcesz ukara swej kapanki!... Lepsza mier... Ale co znowu za 
gupstwo... Gdy czoo pocieram palcami, plamy robi si czerwiesze... Widocznie co mnie 
poksao albo namaciam si nieczyst oliw... Umyj si, a do jutra plamy zgin... 
Przyszo jutro, ale plamy nie zginy. 
Zawoaa suc. 
- Suchaj - rzeka - spojrzyj na mnie... 
Lecz powiedziawszy to usiada w mniej owietlonej czci pokoju. 
-Suchaj i patrz... - mwia zduszonym gosem. - Czy... czy na mojej twarzy widzisz jakie 
plamy?... Tylko... nie zbliaj si!... 
- Nie widz nic - odpara suca. 
-Ani pod lewym okiem?... ani nad brwiami?... -pytaa z wzrastajcym rozdranieniem 
Fenicjanka. 
- Niech pani raczy askawie usi boskim obliczem do wiata - rzeka suca. 
Naturalne to danie do wciekoci doprowadzio Kam. 
- Precz, ndznico!... - zawoaa - i nie pokazuj mi si... 
A gdy suca ucieka, jej pani rzucia si gorczkowo do swej tualety i otworzywszy par 
soikw za pomoc pdzelka umalowaa sobie twarz na rowy kolor. 
Nad wieczorem, czujc wci bl w stawach i gorszy od blu niepokj, kazaa wezwa do 
siebie lekarza. Gdy powiedziano jej, e przyszed, spojrzaa w lustro i -napad j nowy atak 
jakby szalestwa. Rzucia lustro na podog i zawoaa z paczem, e nie chce lekarza. 
W cigu szstego Hator cay dzie nie jada i nie chciaa si z nikim widzie. 
Gdy po zachodzie soca wesza niewolnica ze wiatem, Kama pooya si na ku owinwszy 
gow szalem. Kazaa czym prdzej wynosi si niewolnicy, potem usiada na fotelu z 
daleka od kagaca i przepdzia kilka godzin w psennym odrtwieniu. 
Nie ma adnych plam - mylaa - a jeeli s, to przecie nie te... To nie trd... 
228 
- Bogowie!... - krzykna rzucajc si na ziemi -nie moe by, aebym ja... Bogowie, ratujcie!... 
Wrc do wityni... odpokutuj caym yciem... 
I znowu uspokoia si, i znowu mylaa: 
Nie ma adnych plam... Od kilku dni tr sobie skr, wic jest zaczerwieniona... Skdeby 
znowu?... Czy kto sysza, aeby kapanka i kobieta nastpcy tronu moga zachorowa na 
trd... O bogowie!... Tego nigdy nie byo, jak wiat wiatem... Tylko rybacy, winiowie i 
ndzni ydzi... O, ta poda ydwka!... na ni spucie trd, moce niebieskie... 
W tej chwili w oknie, ktre byo na pierwszym pitrze, mign jaki cie. Potem rozleg si 
szelest i ze dworu na rodek pokoju skoczy ksi Ramzes. 
Kama osupiaa. Nagle schwycia si za gow, a w jej oczach odmalowa si -strach bezgraniczny. 
-Lykon?... - szepna chwytajc si za gow. - Lykon, ty tu?... Zginiesz!... cigaj ci... 
-Wiem -odpar Grek miejc si szyderczo. - cigaj mnie wszyscy Fenicjanie i caa policja 
jego witobliwoci... 
Mimo to - doda - jestem u ciebie i byem u twego pana... 
- Bye u ksicia?... 
-Tak, w jego wasnej komnacie... I zostawibym sztylet w piersi, gdyby ze duchy nie usuny 
go... Widocznie twj kochanek poszed do innej kobiety, nie do ciebie... 
- Czego tu chcesz?... Uciekaj!... - szeptaa Kama. 
- Ale z tob odpar. - Na ulicy czeka wz, ktrym dojedziemy do Nilu, a tam moja barka... 
- Oszalae!... Ale miasto i drogi pene wojska... 
-Wanie dlatego mogem wej do paacu i oboje wymkniemy si najatwiej -mwi Lykon. 
- Zbierz wszystkie kosztownoci... Wnet wrc i zabior ci... 
- Gdzie idziesz?... 
- Poszukam twego pana - odpar. - Nie odejd przecie bez zostawienia mu pamitki... 
- Ty szalony... 
- Milcz!.. - przerwa blady z gniewu. - Jeszcze go chcesz broni?... 
Fenicjanka zadumaa si, zacisna pici, a w jej oczach bysno zowrogie wiato. 
- A jeeli nie znajdziesz go?... - spytaa. 
-To zabij paru picych jego onierzy... podpal paac... - Zreszt - czy ja wiem, co zrobi?... 
Ale bez pamitki nie odejd... 
Wielkie oczy Fenicjanki miay tak okropny wyraz, e Lykon zdziwi si. 
- Co tobie?... - spyta. 
- Nic. Suchaj. Nigdy nie bye tak podobny do ksicia jak dzi!... Jeeli wic chcesz zrobi 
co dobrego... 
Zbliya twarz do jego ucha i zacza szepta. 
Grek sucha zdumiony. 
-Kobieto - rzek - najgorsze duchy mwi przez ciebie... Tak, na niego zwrci si podejrzenie... 
- To lepsze anieli sztylet - odpara ze miechem. - Co?.. 
- Nigdy nie wpadbym na taki pomys!... A moe lepiej oboje?... 
- Nie!... Ona niech yje... To bdzie moja zemsta... 
-C za przewrotna dusza!... - szepn Lykon. - Ale podobasz mi si... Po krlewsku zapacimy 
im... 
Cofn si do okna i znikn. Kama wychylia si za nim i rozgorczkowana, zapomniawszy 
o sobie, suchaa. 
Moe w kwadrans po odejciu Lykona w stronie gaju figowego rozleg si przeraliwy 
krzyk kobiecy. Powtrzy si par razy i ucich. 
Fenicjank, zamiast spodziewanej radoci, ogarn strach. Upada na kolana i obkanymi 
oczyma wpatrywaa si w ciemny ogrd. 
229 
Na dole rozleg si cichy bieg, zatrzeszcza sup ganku i w oknie znowu ukaza si Lykon 
w ciemnym paszczu. Gwatownie dysza i rce mu dray. 
- Gdzie klejnoty?... - szepn. 
-Daj mi spokj - odpara. 
Grek pochwyci j za kark. 
-Ndznico!... - rzek - czy nie rozumiesz, e nim soce wejdzie, uwi꿹 ci i za par dni 
udusz?... 
- Jestem chora... 
- Gdzie klejnoty?... 
- Stoj pod kiem. 
Lykon wszed do komnaty, przy wietle kaganka wydoby cik skrzyneczk, zarzuci na 
Kam paszcz i targn j za rami. 
- Zabieraj si. Gdzie s drzwi, ktrymi wchodzi do ciebie ten... ten twj pan?... 
- Zostaw mnie... 
Grek pochyli si nad ni i szepta: 
-Aha!... mylisz, e ci tu zostawi?... Dzi tyle dbam o ciebie, co o suk, ktra wch stracia... 
Ale musisz i ze mn... Niech dowie si twj pan, e jest kto lepszy od niego. On wykrad 
kapank bogini, a ja zabieram kochank jemu... 
- Mwi ci, e jestem chora... 
Grek wydoby cienki sztylet i opar jej na karku. Zatrzsa si i szepna: 
- Ju id... 
Przez ukryte drzwi wyszli do ogrodu. Od strony ksicego paacu dolatywa ich szmer 
onierzy, ktrzy palili ognie. Tu i owdzie, midzy drzewami, wida byo wiata; od czasu do 
czasu min ich kto ze suby nastpcy. W bramie zatrzymaa ich warta: 
-Kto jestecie? 
- Teby - odpar Lykon. 
Bez przeszkody wyszli na ulic i zniknli w zaukach cudzoziemskiego cyrkuu Pi-Bast. 
Na dwie godziny przed witem w miecie odezway si trby i bbny. Tutmozis jeszcze lea, 
pogrony w gbokim nie kiedy ksi Ramzes cign z niego paszcz i zawoa z 
wesoym miechem: 
- Wstawaj, czujny wodzu!... Ju puki ruszyy. 
Tutmozis usiad na ku i przetar zaspane oczy. 
- Ach, to ty, panie? - spyta ziewajc. - C, wyspae si? 
- Jak nigdy! - odpar ksi. 
- A ja bym jeszcze spa. 
Wykpali si obaj, woyli kaftany i ppancerze i dosiedli koni, ktre rway si z rk 
masztalerzom. 
Wnet nastpca z ma wit opuci miasto wyprzedzajc po drodze leniwie maszerujce 
kolumny wojsk. Nil bardzo rozla, a ksi chcia by obecnym przy przechodzeniu kanaw i 
brodw. 
Gdy soce weszo, ostatni wz obozowy by ju daleko za miastem, a dostojny nomarcha 
Pi-Bast mwi do swojej suby: 
- Teraz id spa i biada temu, kto zbudzi mnie przed uczt wieczorn! Nawet boskie soce 
odpoczywa po kadym dniu, ja za od pierwszego Hator nie kadem si. 
Zanim dokoczy pochway swojej czujnoci, wszed oficer policyjny i poprosi go o 
osobne posuchanie w bardzo wanej sprawie. 
-Bodaj was ziemia pochona! - mrukn dostojny pan. Niemniej kaza wezwa oficera i 
spyta go opryskliwie: 
- Nie mona to zaczeka kilku godzin?... Przecie chyba Nil nie ucieka... 
- Stao si wielkie nieszczcie - odpar oficer. - Syn nastpcy tronu zabity... 
230 
- Co?... jaki?... - krzykn nomarcha. 
- Syn Sary ydwki. 
- Kto zabi?... kiedy... 
- Dzi w nocy. 
- Ale kto to mg zrobi?... 
Oficer schyli gow i rozoy rce. 
- Pytam si, kto zabi?... - powtrzy dostojnik, wicej przeraony anieli rozgniewany. 
- Sam, panie, racz przeprowadzi ledztwo. Usta moje nie powtrz tego, co syszay uszy. 
Przeraenie nomarchy wzroso. Kaza przyprowadzi sub Sary, a jednoczenie posa po 
arcykapana Mefresa. Mentezufis bowiem, jako przedstawiciel ministra wojny, pojecha z 
ksiciem. 
Przyszed dziwiony Mefres. Nomarcha powtrzy mu wiadomo o zabjstwie dziecka 
nastpcy i o tym, e oficer policyjny nie mie dawa adnych objanie. 
- A wiadkowie s? - spyta arcykapan. 
- Czekaj na rozkazy waszej dostojnoci, ojcze wity. 
Wprowadzono odwiernego Sary. 
- Syszae - zapyta go nomarcha - e dziecko twej pani zabite? 
Czowiek upad na ziemi i odpowiedzia: 
-Nawet widziaem dostojne zwoki rozbite o cian i zatrzymaem nasz pani, ktra krzyczc 
wybiega na ogrd. 
-Kiedy to si stao? 
-Dzi po pnocy. Zaraz po przyjciu do naszej pani najdostojniejszego ksicia nastpcy... 
- odpar str. 
- Jak to, wic ksi by w nocy u waszej pani? - spyta Mefres. 
- Rzeke, wielki proroku. 
- To dziwne! - szepn Mefres do nomarchy. 
Drugim wiadkiem bya kucharka Sary, trzecim dziewczyna suebna. Obie twierdziy, e 
po pnocy ksi nastpca wszed na pitro do pokoju Sary, bawi tam chwil, potem prdko 
wybieg do ogrodu, a wnet po nim ukazaa si pani Sara strasznie krzyczc. 
-Ale ksi nastpca przez ca noc nie wychodzi ze swej komnaty w paacu... -rzek 
nomarcha. 
Oficer policyjny pokrci gow i owiadczy, e czeka w przedpokoju kilku ludzi ze suby 
paacowej. 
Wezwano ich, wity Mefres zada im pytania i okazao si, e nastpca tronu - nie spa w 
paacu. Opuci sw komnat przed pnoc i wyszed do ogrodu; wrci za, gdy odezway 
si pierwsze trbki grajce pobudk. 
Gdy wyprowadzono wiadkw, a dwaj dostojnicy zostali sami, nomarcha z jkiem rzuci 
si na podog i zapowiedzia Mefresowi, e jest ciko chory i e woli straci ycie anieli 
prowadzi ledztwo. Arcykapan by bardzo blady i wzruszony, ale odpar, e spraw zabjstwa 
trzeba wywietli, i rozkaza nomarsze w imieniu faraona, aeby poszed z nim do 
mieszkania Sary. 
Do ogrodu nastpcy byo niedaleko, i dwaj dostojnicy niebawem znaleli si na miejscu 
zbrodni. 
Wszedszy do pokoju na pitrze zobaczyli Sar klczc przy koysce w takiej postawie, 
jakby karmia niemowl. Na cianie i na pododze czerwieniy si krwawe plamy. 
Nomarcha osab tak, e musia usi, ale Mefres by spokojny. Zbliy si do Sary, dotkn 
jej ramienia 
i rzek: 
- Pani, przychodzimy tu w imieniu jego witobliwoci. 
Sara nagle zerwaa si na rwne nogi, a zobaczywszy Mefresa zawoaa strasznym gosem: 
231 
-Przeklestwo wam!... Chcielicie mie ydowskiego krla, a oto krl... O, czemuem, 
nieszczsna, usuchaa waszych rad zdradzieckich... 
Zatoczya si i znowu przypada do koyski jczc: 
-Mj synek... mj may Seti!... Taki by pikny, taki mdry... Dopiero co wyciga do 
mnie rczki... Jehowo!...- krzykna -oddaj mi go, wszake to w twojej mocy... Bogowie 
egipscy, Ozirisie... Horusie... Izydo... Izydo, przecie ty sama bya matk... Nie moe by, 
aeby w niebiosach nikt nie wysucha mojej proby... Takie malutkie dziecko... hiena ulitowaaby 
si nad nim... 
Arcykapan uj j pod ramiona i postawi na nogach. Pokj zapenia policja i suba. 
-Saro -rzek arcykapan -w imieniu jego witobliwoci pana Egiptu wzywam ci i rozkazuj, 
aeby odpowiedziaa: kto zamordowa twego syna? 
Patrzya przed siebie jak obkana i tara czoo. Nomarcha poda jej wody z winem, a jedna 
z obecnych kobiet skropia j octem. 
-W imieniu jego witobliwoci -powtrzy Mefres -rozkazuj ci, Saro, aeby powiedziaa 
nazwisko zabjcy. 
Obecni zaczli si cofa ku drzwiom, nomarcha rozpaczliwym ruchem zasoni sobie uszy. 
-Kto zabi?... - rzeka Sara zduszonym gosem, topic wzrok w twarzy Mefresa. - Kto zabi, 
pytasz?... Znam ja was - kapani!... Znam wasz sprawiedliwo... 
- Wic kto?... - nalega Mefres. 
-Ja!... - krzykna nieludzkim gosem Sara. -Ja zabiam moje dziecko za to, e zrobilicie 
je ydem... 
- To fasz! - sykn arcykapan. 
-Ja... ja!... - powtarzaa Sara. - Hej, ludzie, ktrzy mnie widzicie i syszycie -zwrcia si 
do wiadkw - wiedzcie o tym, e ja zabiam... ja... ja... ja!... - krzyczaa bijc si w piersi. 
Na tak wyrane oskarenie samej siebie nomarcha oprzytomnia i ze wspczuciem patrzy 
na Sar; kobiety szlochay, odwierny ociera zy. Tylko wity Mefres zaciska sine usta. 
Wreszcie rzek dobitnym gosem, patrzc na urzdnikw policyjnych: 
-Sudzy jego witobliwoci, oddaj wam t kobiet, ktr macie odprowadzi do gmachu 
sdowego... 
- Ale mj syn ze mn!... - wtrcia Sara rzucajc si do koyski. 
- Z tob... z tob, biedna kobieto - rzek nomarcha i zasoni twarz. 
Dostojnicy wyszli z komnaty. Oficer policyjny kaza przynie lektyk, i z oznakami najwyszego 
szacunku sprowadzi na d Sar. Nieszczliwa wzia z koyski krwi poplamione 
zawinitko i bez oporu siada do lektyki. 
Caa suba posza za ni do gmachu sdowego. 
Gdy Mefres z nomarch wracali do siebie przez ogrd, naczelnik prowincji odezwa si 
wzruszony: 
- al mi tej kobiety!... 
- Susznie bdzie ukarana... za kamstwo - odpar arcykapan. 
- Wasza dostojno mylisz... 
- Jestem pewny, e bogowie znajd i osdz prawdziwego morderc... 
Przy furcie ogrodowej zabieg im drog rzdca paacu Kamy woajc: 
- Nie ma Fenicjanki!... Znikna tej nocy... 
- Nowe nieszczcie... - szepn nomarcha. 
- Nie lkaj si - rzek Mefres - pojechaa za ksiciem... 
Z tych odzywa si dostojny nomarcha pozna, e Mefres nienawidzi ksicia, i - serce w 
nim zamaro. Jeeli bowiem dowiod Ramzesowi, e zabi wasnego syna, nastpca nigdy nie 
wstpi na tron ojcowski, a twarde jarzmo kapaskie jeszcze mocniej zaciy nad Egiptem. 
Smutek dostojnika powikszy si, gdy mu powiedziano wieczorem, e dwaj lekarze ze 
wityni Hator obejrzawszy trup dziecicia wyrazili przekonanie, i zabjstwo mg speni 
232 
tylko mczyzna. Kto -mwili -schwyci praw rk za obie nki chopczyka i rozbi mu 
gow o cian. Rka za Sary nie moga obj obu nek, na ktrych wreszcie zna byo lady 
duych palcw. 
Po tym objanieniu arcykapan Mefres, w towarzystwie arcykapana Sema, poszed do 
wizienia do Sary i zaklina j na wszystkie bogi egipskie i cudzoziemskie, aby owiadczya, 
e ona nie jest winn mierci dziecka, i aeby opisaa: jak wyglda sprawca zbrodni? 
-Zawierzymy sowom twoim -mwi Mefres -i zaraz bdziesz woln. 
Ale Sara zamiast wzruszy si tym dowodem yczliwoci, wpada w gniew. 
-Szakale - woaa -nie do wam dwu ofiar, e jeszcze podacie nowych?... Ja to zrobiam, 
nieszczsna, ja... bo kt inny byby tak nikczemnym, aeby zabija dziecko?... Mae 
dziecitko, ktre nikomu nie szkodzio... 
-A czy wiesz, uparta kobieto, co ci grozi? -zapyta wity Mefres. -Przez trzy dni bdziesz 
na rkach trzymaa zwoki twego dziecka, a potem pjdziesz do wizienia na pitnacie 
lat. 
-Tylko trzy dni? -powtrzya. -Ale ja na wieki nie chc si z nim rozcza, z moim 
maym Setim... I nie do wizienia, ale do grobu pjd za nim, a pan mj razem kae nas pochowa... 
Gdy arcykapani opucili Sar, odezwa si najpoboniejszy Sem: 
-Zdarzyo mi si widzie matki dzieciobjczynie i sdzi je; ale adna nie bya podobna 
do tej. 
- Bo te ona nie zabia swego dziecka - odpar gniewnie Mefres. 
- Wic kto?.. 
-Ten, ktrego widziaa suba kiedy wpad do domu Sary i w chwil pniej uciek... Ten, 
ktry idc na nieprzyjaciela zabra ze sob fenick kapank Kam, ktra splugawia otarz... 
Ten wreszcie -dokoczy z uniesieniem Mefres - ktry wygna z domu Sar i uczyni j niewolnic 
za to, e jej syn zosta ydem... 
- Okropne s twoje sowa! - odpar zatrwoony Sem. 
- Zbrodnia jest gorsz i pomimo uporu tej gupiej kobiety zostanie odkryta. 
Ani przypuszcza wity m, e bardzo prdko speni si jego proroctwo. 
A stao si to nastpujcym sposobem. 
Jeszcze ksi Ramzes wyruszajc z wojskiem z Pi-Bast, nie zdy opuci paacu, kiedy 
naczelnik policji ju wiedzia o zabiciu dziecka Sary, o ucieczce Kamy i o tym, e suba Sary 
widziaa ksicia wchodzcego w nocy do jej domu. Naczelnik policji by czowiek bystry; 
domyli si, kto mg popeni zbrodni, i zamiast prowadzi na miejscu ledztwo, popdzi 
za miasto ciga winnych uprzedziwszy o tym, co zaszo, Hirama. 
I ot w tym czasie, gdy Mefres usiowa wydoby zeznanie Sary, najdzielniejsi agenci pibasteskiej 
policji tudzie wszyscy Fenicjanie, pod przewdztwem Hirama, ju cigali Greka 
Lykona i kapank Kam. 
Jako trzeciej nocy po wymaszerowaniu ksicia naczelnik policji wrci do Pi-Bast prowadzc 
ze sob du, okryt ptnem klatk, w ktrej jaka kobieta krzyczaa wniebogosy. Nie 
kadc si spa naczelnik wezwa oficera, ktry prowadzi ledztwo, i z uwag wysucha jego 
raportu. 
O wschodzie soca dwaj arcykapani, Sem i Mefres, tudzie pi-basteski nomarcha 
otrzymali najpokorniejsze wezwanie, aby raczyli natychmiast, jeeli taka bdzie ich wola, 
przyby do naczelnika policji. Jako wszyscy trzej zeszli si o tej samej godzinie; za naczelnik 
policji nisko kaniajc si pocz baga ich, aby mu opowiedzieli wszystko, co wiedz o 
zabjstwie dziecka nastpcy tronu. 
Nomarcha, cho wielki dostojnik, poblad usyszawszy to pokorne wezwanie i odpowiedzia, 
e nic nie wie. Prawie to samo powtrzy arcykapan Sem dodajc od siebie uwag, e 
Sara wydaje mu si niewinn. Gdy za przysza kolej na witego Mefresa, ten rzek: 
233 
-Nie wiem, czy wasza dostojno syszae, e w nocy, kiedy speniono zbrodni, ucieka 
jedna z ksicych kobiet imieniem Kama? 
Naczelnik policji zdawa si by mocno zdziwionym. 
-Nie wiem rwnie -cign Mefres -czy powiedziano waszej dostojnoci, e nastpca 
tronu nie nocowa w paacu i e by w domu Sary. Odwierny i dwie suce poznay go, gdy 
noc bya do widna. 
Podziw naczelnika policji zdawa si dosiga szczytu. 
-Wielka szkoda -zakoczy arcykapan -e waszej dostojnoci nie byo par dni w Pi-
Bast... 
Naczelnik bardzo nisko ukoni si Mefresowi i zwrci si do nomarchy: 
-Czy wasza cze nie raczyby askawie powiedzie mi: jak by ubrany ksi owego 
wieczora?... 
- Mia biay kaftan i purpurowy fartuszek obszyty zotymi frdzlami - odpar nomarcha. -
Dobrze pamitam, gdy byem jednym z ostatnich, ktrzy rozmawiali z ksiciem owego wieczora. 
Naczelnik policji klasn w rce i do biura wszed odwierny Sary. 
- Widziae ksicia - zapyta go - kiedy wchodzi w nocy do domu twej pani? 
- Otwieraem furtk jego dostojnoci, oby y wiecznie!... 
- A pamitasz, jak by ubrany?... 
- Mia kaftan w pasy te i czarne, taki sam czepek i fartuszek niebieski z czerwonym odpowiedzia 
odwierny. 
Teraz obaj kapani i nomarcha zaczli si dziwi. Gdy za wprowadzono po kolei obie sugi 
Sary, ktre dokadnie powtrzyy opis ubioru ksicia, oczy nomarchy zapony radoci, a 
na twarzy witego Mefresa wida byo zmiszanie. 
-Przysign -wtrci dostojny nomarcha -e ksi mia biay kaftan i purpurowy ze zotym 
fartuszek... 
-A teraz -odezwa si naczelnik policji -raczcie, najczcigodniejsi, uda si ze mn do 
wizienia. Zobaczymy tam jeszcze jednego wiadka... 
Zeszli na d, do podziemnej sali, gdzie pod oknem staa wielka klatka przykryta ptnem. 
Naczelnik policji odrzuci kijem ptno, a obecni zobaczyli w kcie lec kobiet. 
- Ale to jest pani Kama!... - zawoa nomarcha. 
Bya to istotnie Kama, chora i bardzo zmieniona. Gdy na widok dostojnikw podniosa si 
i stana w wietle, obecni zobaczyli jej twarz pokryt miedzianymi plamami. Oczy miaa jak 
obkane. 
- Kamo - rzek naczelnik policji - bogini Astoreth dotkna ci trdem... 
- To nie bogini!... - odezwaa si zmienionym gosem. -To nikczemni Azjaci podrzucili mi 
zatruty welon... O, ja nieszczliwa!... 
-Kamo -cign naczelnik policji -nad ndz twoj ulitowali si najznakomitsi nasi arcykapani, 
wici Sem i Mefres. Jeeli odpowiesz prawd, pomodl si za ciebie i -moe 
wszechmocny Oziris odwrci od ciebie klsk. Jeszcze czas, choroba dopiero si zaczyna, a 
nasi bogowie duo mog... 
Chora kobieta upada na kolana i przyciskajc twarz do kraty mwia zamanym gosem: 
-Ulitujcie si nade mn... Wyrzekam si bogw fenickich i sub moj do koca ycia 
powic wielkim bogom Egiptu... Tylko oddalcie ode mnie... 
-Odpowiedz, ale prawd -pyta naczelnik policji - a bogowie nie odmwi ci swej aski: 
kto zabi dziecko ydwki Sary?... 
-Zdrajca Lykon, Grek... By piewakiem przy naszej wityni i mwi, e mnie kocha... A 
teraz rzuci mnie, nikczemnik, zabrawszy moje klejnoty!... 
- Dlaczego Lykon zabi dziecko? 
- Chcia zabi ksicia, lecz nie znalazszy go w paacu pobieg do domu Sary i... 
234 
- Jakim sposobem zbrodniarz dosta si do pilnowanego domu? 
-Albo to nie wiesz, panie, e Lykon jest podobny do ksicia?... Podobni s jak dwa licie 
jednej palmy... 
- Jak by ubrany Lykon tej nocy?... - pyta dalej naczelnik policji. 
-Mia... mia kaftan w te i czarne pasy... taki czepek i fartuszek czerwony z niebieskim... 
Ju nie mczcie mnie... wrcie mi zdrowie... Zlitujcie si... bd wierna waszym bogom... 
Czy ju wychodzicie?... O, niemiosierni !... 
-Biedna kobieto -odezwa si arcykapan Sem -przyszl ci tu potnego cudotwrc i 
moe... 
-O, niech was bogosawi Astoreth... Nie, niech was bogosawi wasi bogowie wszechmocni 
i litociwi... - szeptaa okrutnie znkana Fenicjanka. 
Dostojnicy wyszli z wizienia i wrcili do biura. Nomarcha, widzc, e arcykapan Mefres 
ma wci spuszczone oczy i zacite usta, zapyta go: 
-Czy nie cieszysz si, mu wity, z tych cudownych odkry, jakie porobi nasz sawny 
naczelnik policji?... 
-Nie mam powodu do radoci -odpar szorstko Mefres. -Sprawa, zamiast uproci, wika 
si... Bo przecie Sara wci twierdzi, e ona zabia dziecko, a za Fenicjanka tak odpowiada, 
jakby j wyuczono... 
- Nie wierzysz zatem, wasza dostojno?... - wtrci naczelnik policji. 
- Bo nigdy nie widziaem dwu ludzi tak podobnych do siebie, aeby jeden mg by wzity 
za drugiego. Tym bardziej za nie syszaem, aeby w Pi-Bast istnia czowiek mogcy udawa 
naszego nastpc tronu (oby y wiecznie!...). 
-Czowiek ten -rzek naczelnik policji -by w Pi-Bast przy wityni Astoreth. Zna go tyryjski 
ksi Hiram i na wasne oczy widzia go nasz namiestnik. Owszem, niezbyt dawno 
wyda mi rozkaz schwytania go i nawet obieca wysok nagrod. 
-Ho!... ho!.. - zawoa Mefres. - Widz, dostojny naczelniku policji, e okoo ciebie zaczynaj 
skupia si najwysze tajemnice pastwa. Pozwl jednak, e dopty nie uwierz w owego 
Lykona, dopki go sam nie zobacz... 
I rozgniewany opuci biuro, a za nim wity Sem wzruszajc ramionami. 
Kiedy w kurytarzu ucichy ich kroki, nomarcha spojrzawszy bystro na naczelnika policji 
rzek: 
- Co?.. 
-Zaprawd -odpar naczelnik - wici prorocy zaczynaj si dzi misza nawet do tych 
rzeczy, ktre nigdy nie podchodziy pod ich wadz... 
-I my to musimy cierpie!... - szepn nomarcha. 
-Do czasu -westchn naczelnik policji. -Gdy, o ile znam ludzkie serca, wszyscy wojskowi 
i urzdnicy jego witobliwoci, caa wreszcie arystokracja oburza si samowol kapanw. 
Wszystko musi mie kres... 
-Rzeke wielkie sowa - odpowiedzia nomarcha ciskajc go za rk - a jaki gos wewntrzny 
mwi mi, e jeszcze ujrz ci najwyszym naczelnikiem policji przy boku jego 
witobliwoci. 
Znowu upyno par dni. Przez ten czas paraszytowie ubezpieczyli od zepsucia zwoki 
Ramzesowego synka, a Sara wci przebywaa w wizieniu czekajc na sd, pewna, e j 
potpi. 
Kama rwnie siedziaa w wizieniu, w klatce; obawiano si jej bowiem jako dotknitej 
trdem. Wprawdzie odwiedzi j cudowny lekarz, odmwi przy niej modlitwy i da jej do 
picia wszystkoleczc wod. Mimo to Fenicjanki nie opuszczaa gorczka, miedziane plamy 
nad brwiami i na policzkach robiy si coraz wyraniejsze. Wic z biura nomarchy wyszed 
rozkaz wywiezienia jej na pustyni wschodni, gdzie, odsunita od ludzi, istniaa kolonia trdowatych. 
235 
Pewnego wieczora do wityni Ptah przyszed naczelnik policji mwic, e chce rozmwi 
si z arcykapanami. Naczelnik mia ze sob dwu ajentw i czowieka od stp do gw odzianego 
w wr. 
Po chwili odpowiedziano mu, e arcykapani oczekuj go w izbie witej, pod posgiem 
bstwa. 
Naczelnik zostawi ajentw przed bram, wzi za rami czowieka odzianego w wr i 
prowadzony przez kapana uda si do witej izby. Gdy wszed tam, zasta Mefresa i Sema 
ubranych w arcykapaskie szaty, ze srebrnymi blachami na piersiach. 
Wwczas upad przed nimi na ziemi i rzek: 
- Stosownie do waszego rozkazu przyprowadzam wam, wici mowie, zbrodniarza Lykona. 
Czy chcecie zobaczy jego twarz? 
A gdy zgodzili si, naczelnik policji powsta i z towarzyszcego mu czowieka zerwa wr. 
Obaj arcykapani krzyknli ze zdumienia. Grek rzeczywicie tak by podobny do nastpcy 
tronu, Ramzesa, e nie byo mona oprze si zudzeniu. 
-Tye to jest Lykon, piewak pogaskiej wityni Astoreth?... -zapyta skrpowanego 
Greka wity Sem. 
Lykon umiechn si pogardliwie. 
-I ty zamordowae dziecko ksicia?... - doda Mefres. 
Grek posinia z gniewu i usiowa zerwa pta. 
-Tak! -zawoa -zabiem szczeni, bom nie mg znale jego ojca, wilka... Oby spali go 
ogie niebieski!... 
- Co ci winien ksi, zbrodniarzu?... - spyta oburzony Sem. 
-Co winien!... Porwa mi Kam i wtrci j w chorob, z ktrej nie ma wyjcia... Byem 
wolny, mogem uciec z majtkiem i yciem, ale postanowiem zemci si, i oto macie mnie... 
Jego szczcie, e wasi bogowie mocniejsi s od mojej nienawici... Dzi moecie mnie zabi... 
Im prdzej, tym lepiej. 
- Wielki to zbrodniarz - odezwa si arcykapan Sem. 
Mefres milcza i wpatrywa si w paajce wciekoci oczy Greka. Podziwia jego odwag 
i rozmyla. Nagle rzek do naczelnika policji: 
- Moesz, dostojny panie, odej; ten czowiek naley do nas. 
-Ten czowiek -odpar oburzony naczelnik -naley do mnie... Ja go schwytaem i ja 
otrzymam od ksicia nagrod. 
Mefres powsta i wydoby spod ornatu zoty medal. 
-W imieniu najwyszej rady, ktrej jestem czonkiem -mwi Mefres - rozkazuj ci odda 
nam tego czowieka. Pamitaj, e jego istnienie jest najwysz tajemnic pastwow, i zaprawd, 
stokro lepiej bdzie dla ciebie, jeeli cakiem zapomnisz, e go tu zostawi... 
Naczelnik policji znowu upad na ziemi i - wyszed tumic gniew. 
Zapaci wam za to pan nasz, ksi nastpca, gdy zostanie faraonem!... - myla. - A e i 
ja oddam wam moj czstk, zobaczycie... 
Agenci stojcy przed bram zapytali go: gdzie jest wizie?... 
- Na winiu - odpar - spocza rka bogw. 
- A nasze wynagrodzenie?... - niemiao odezwa si starszy agent. 
-I na waszym wynagrodzeniu spocza rka bogw - rzek naczelnik. - Wyobracie wic 
sobie, e wam ni si ten wizie, a bdziecie czuli si bezpieczniejsi w waszej subie i 
zdrowiu. 
Agenci milczc spucili gowy. Ale w sercach zaprzysigli zemst kapanom pozbawiajcym 
ich tak piknego zarobku. 
Po odejciu naczelnika policji Mefres zawoa kilku kapanw i najstarszemu szepn co 
do ucha. Kapani otoczyli Greka i wyprowadzili go z izby witej. Lykon nie opiera si. 
- Myl - rzek Sem - e czowiek ten, jako zabjca, powinien by wydany sdowi. 
236 
-Nigdy! -odpar stanowczo Mefres. - Na czowieku tym ciy nierwnie gorsza zbrodnia: 
jest podobny do nastpcy tronu... 
-I co z nim zrobisz, wasza dostojno? 
-Zachowam go dla najwyszej rady - mwi Mefres.- Tam, gdzie nastpca tronu zwiedza 
pogaskie witynie wykrada z nich kobiety, gdzie kraj jest zagroony niebezpieczn wojn, 
a wadza kapaska buntem, tam - Lykon moe si przyda... 
Nazajutrz w poudnie arcykapan Sem, nomarcha i naczelnik policji przyszli do wizienia 
Sary. Nieszczliwa nie jada od kilku dni i bya tak osabiona, e nawet nie podniosa si z 
awy na widok tylu dygnitarzy. 
- Saro - odezwa si nomarcha, ktrego znaa dawniej - przynosimy ci dobr nowin. 
-Nowin?... -powtrzya apatycznym gosem. -Syn mj nie yje, oto nowina!... Mam 
piersi przepenione pokarmem, ale serce jest jeszcze peniejsze smutku... 
- Saro - mwi nomarcha - jeste wolna... Nie ty zabia dzieci. 
Martwe jej rysy oywiy si. Zerwaa si z awy i krzykna: 
- Ja... ja zabiam... tylko ja!... 
-Syna twego, uwaaj Saro, zabi mczyzna, Grek, nazwiskiem Lykon, kochanek Fenicjanki 
Kamy... 
-Co mwisz?... - wyszeptaa chwytajc go za rce. - O, ta Fenicjanka!... Wiedziaam, e 
nas zgubi... Ale Grek?... Ja nie znam adnego Greka... C wreszcie mgby zawini Grekom 
mj syn... 
-Nie wiem o tym -cign nomarcha. -Grek ten ju nie yje. Ale uwaaj, Saro: ten czowiek 
by tak podobny do ksicia Ramzesa, e gdy wszed do twego pokoju, mylaa, e to 
nasz pan... I wolaa oskary sam siebie anieli swego i naszego pana. 
-Wic to nie by Ramzes?... - zawoaa chwytajc si za gow. -I ja, ndzna, pozwoliam, 
aeby obcy czowiek wywlk syna mego z kolebki... Cha!... cha!... cha!... 
Zacza si mia coraz ciszej. Nagle, jakby jej nogi podcito, runa na ziemi, rzucia par 
razy rkoma i w miechu skonaa. 
Ale na twarzy jej pozosta wyraz niezgbionego alu, ktrego nawet mier nie moga 
odegna. 
237 
ROZDZIA SIEDEMNASTY 
Zachodni granic Egiptu na dugoci przeszo sto mil jeograficznych stanowi ciana pagrkw 
wapiennych, nagich, poprzerywanych wwozami, wysokich na parset metrw. Biegnie 
ona wzdu Nilu, od ktrego oddala si na mil, niekiedy na kilometr. 
Gdyby kto wdrapa si na ktry z pagrkw i zwrci twarz ku pnocy, zobaczyby jedno 
z najosobliwszych widowisk. W dole, na prawo, miaby wsk, ale zielon k, przernit 
Nilem; za na lewo ujrzaby nieskoczon rwnin barwy tej, urozmaicon plamami biaymi 
albo ceglastymi. 
Jednostajno widoku, dranica to piasku, upa, a nade wszystko bezmiar nieskoczony, 
oto najoglniejsze cechy Pustyni Libijskiej rozcigajcej si na zachd od Egiptu. 
Przy bliszym jednak rozejrzeniu si pustynia wydaaby si mniej jednostajn. Jej piasek 
nie ukada si pasko, ale tworzy szereg zwaw przypominajcych ogromne fale na wodzie. 
Jest to jakby rozkoysane morze, ktre zakrzepo. 
Kto by jednak mia odwag i po tym morzu godzin, dwie, niekiedy cay dzie, wci na 
zachd, zobaczyby nowy widok. Na horyzoncie ukazuj si wzgrza, niekiedy skay i urwiska 
najdziwniejszych form. Pod nogami piasek staje si coraz pytszym i poczyna wynurza 
si spod niego skaa wapienna niby ld. . 
Istotnie jest to ld, a nawet kraj wrd piaszczystego morza. Obok wapiennych pagrkw 
wida doliny, na nich koryta rzek i strumieni, dalej rwnin, a wrd niej jezioro z powyginan 
lini brzegw i dnem zaklnitym. 
Ale na tych rwninach i wzgrzach nie ronie ani dbo trawy, w jeziorze nie ma kropli 
wody, korytem rzeki nie pynie nic. Jest to krajobraz nawet bardzo urozmaicony pod wzgldem 
form ziemi, ale krajobraz, z ktrego wszystka woda ucieka, najmniejsza wilgo wyscha, 
krajobraz martwy, gdzie nie tylko wygina wszelka rolinno, ale nawet urodzajna 
warstwa gruntu roztara si w py lub wsikna w opok. 
W tych miejscach trafi si wypadek najokropniejszy, o jakim mona pomyle: natura 
skonaa, zosta z niej tylko szkielet i prochy, ktre do reszty rozkada upa i z miejsca na miejsce 
przerzuca wiatr gorcy. 
Za tym zmarym, a nie pochowanym ldem cignie si znowu morze piasku, na ktrym tu i 
wdzie wida piczaste stoki, wznoszce si niekiedy na pitro wysokoci. Kady szczyt 
takiego pagrka koczy si pczkiem listkw szarych, zapylonych, o ktrych trudno powiedzie, 
e yj; one tylko nie mog zwidn. 
Dziwaczny stoek oznacza, e w tym miejscu woda jeszcze nie wyscha, ale przed spiekot 
skrya si pod ziemi i jako tako podtrzymuje wilgo gruntu. Na to miejsce upado nasienie 
tamaryndusu i z wielkim trudem pocza wzrasta rolina. 
Lecz wadca pustyni, Tyfon, dostrzeg j i z wolna pocz zasypywa piaskiem. A im wicej 
rolinka pnie si w gr, tym wyej podnosi si stoek duszcego j piasku. Zabkany w 
pustyni tamaryndus wyglda jak topielec na prno wycigajcy donie do nieba. 
I znowu rozwala si nieskoczone te morze, ze swymi falami piasku i nie mogcymi 
skona rozbitkami wiata rolinnego. Nagle ukazuje si skalista ciana w niej szczeliny niby 
bramy... 
Rzecz nie do uwierzenia! Poza jedn z tych bram wida rozleg dolin barwy zielonej, 
mnstwo palm, bkitne wody jeziora. Wida nawet pasce si owce, bydo i konie, midzy 
nimi uwijaj si ludzie; z daleka na stokach ska pitrzy si cae miasteczko, a na szczytach 
bielej mury wity. 
Jest to oaza, niby wyspa wrd piaszczystego oceanu. 
Takich oaz za czasw faraonw byo bardzo wiele, moe kilkadziesit. Tworzyy one acuch 
wysp pustynnych wzdu zachodniej granicy Egiptu. Leay w odlegoci dziesiciu, 
238 
pitnastu lub dwudziestu mil jeograficznych od Nilu, a obejmoway po kilkanacie i kilkadziesit 
kilometrw kwadratowych powierzchni. 
Opiewane przez arabskich poetw oazy naprawd nigdy nie byy przedsionkami raju. Ich 
jeziora s najczciej bagnami; z podziemnych rdlisk wypywa woda ciepa, niekiedy cuchnca 
i obrzydliwie sona; rolinno ani moga porwnywa si z egipsk. Niemniej ustronia 
te wydaway si cudem dla pustynnych wdrowcw, ktrzy znajdowali w nich troch zielonoci 
dla oka tudzie odrobin chodu, wilgoci i daktylw. 
Ludno tych wysp wrd piaszczystego oceanu bya bardzo rozmait: od kilkuset osb do 
kilkunastu tysicy, zalenie od przestrzeni. Byli to wszystko awanturnicy lub ich potomkowie 
egipscy, libijscy, etiopscy. W pustyni bowiem uciekali ludzie nie majcy ju nic do stracenia: 
winiowie z kopal, przestpcy cigani przez policj, chopi przecieni paszczyzn 
lub robotnicy, ktrzy woleli niebezpieczestwo anieli prac. 
Wiksza cz tych zbiegw marnie gina w pustyni. Niektrym po nieopisanych mczarniach 
udawao si dotrze do oazy, gdzie pdzili ywot ndzny, lecz swobodny, i zawsze byli 
gotowi wpa do Egiptu na nieuczciwy zarobek. 
Midzy pustyni i Morzem rdziemnym cign si bardzo dugi, cho niezbyt szeroki 
pas ziemi yznej, zamieszkay przez rozmaite plemiona, ktre Egipcjanie nazywali Libijczykami. 
Jedne z tych plemion zajmoway si rolnictwem, inne rybactwem i morsk eglug; w 
kadym z nich jednak bya gromada dzikusw, ktrzy woleli kradzie, wojn i rozbj anieli 
systematyczn prac. Bandycka ta ludno nieustannie gina wrd ndzy albo wojennych 
przygd, lecz i cigle powikszaa si regularnym dopywem Szardana (Sardyczykw) i 
Szakalusza (Sycylijczykw), ktrzy w owej epoce byli jeszcze wikszymi barbarzycami i 
zbjami anieli rodowici Libijczycy. 
Poniewa Libia stykaa si z zachodni granic Dolnego Egiptu, barbarzycy wic czsto 
grabili ziemi jego witobliwoci i -bywali strasznie karceni. Przekonawszy si jednak, e 
wojna z Libijczykami nie prowadzi do niczego, faraonowie, a raczej kapani, chwycili si 
innej polityki. Prawowitym rodzinom libijskim pozwalali osiedla si na nadmorskich bagnach 
Dolnego Egiptu, za bandytw i awanturnikw werbowali do wojska i mieli z nich wybornych 
onierzy. 
W ten sposb pastwo zabezpieczyo sobie spokj na zachodniej granicy. Dla utrzymania 
za w porzdku pojedynczych rabusiw libijskich wystarczaa policja, stra polowa i par 
pukw regularnych ustawionych wzdu kanopijskiej odnogi Nilu. 
Taki stan rzeczy trwa blisko sto omdziesit lat; ostatni bowiem wojn z Libijczykami 
prowadzi jeszcze Ramzes III, ktry uci ogromne stosy rk polegym nieprzyjacioom i 
przywid do Egiptu trzynacie tysicy niewolnikw. Od tej pory nikt nie lka si napadu ze 
strony Libii i dopiero przy schyku panowania Ramzesa XII dziwna polityka kapanw na 
nowo zapalia w tamtych stronach poar walki. 
Wybucha za ona z nastpujcych powodw: 
Jego dostojno Herhor, minister wojny i arcykapan, skutkiem oporu jego witobliwoci 
faraona nie mg zawrze z Asyri traktatu o podzia Azji. Pragnc jednak, stosownie do 
przestrg Beroesa, utrzyma z Asyryjczykami duszy spokj, Herhor zapewni Sargona, e 
Egipt nie przeszkodzi im w prowadzeniu wojny z Azjatami wschodnimi i pnocnymi. 
A poniewa penomocnik krla Assara zdawa si nie ufa przysigom, wic Herhor postanowi 
zoy mu materialny dowd yczliwoci i w tym celu wyda rozkaz natychmiastowego 
uwolnienia dwudziestu tysicy wojsk najemnych, przewanie Libijczykw. 
Dla uwolnionych, a nic nie winnych i zawsze wiernych onierzy postanowienie to byo 
nieszczciem nieomal rwnajcym si karze mierci. Przed Egiptem otwierao si niebezpieczestwo 
wojny z Libi, ktra w aden sposb nie moga da przytuku takiej masie ludzi, 
przywykych tylko do musztry i wygd, nie za do pracy i ndzy. Ale Herhor i kapani nie 
krpowali si drobiazgami, gdy chodzio o wielkie interesa pastwowe. 
239 
Naprawd bowiem wypdzenie najemnikw libijskich przynosio due korzyci. 
Przede wszystkim Sargon i jego towarzysze podpisali i zaprzysigli tymczasowy traktat z 
Egiptem na lat dziesi, przez ktry to czas, wedug proroctw chaldejskich kapanw, miay 
ciy nad ziemi wit ze losy. 
Po wtre -wypdzenie dwudziestu tysicy ludzi z wojska przynosio skarbowi krlewskiemu 
cztery tysice talentw oszczdnoci, co byo bardzo wane. 
Po trzecie - wojna z Libi na zachodniej granicy bya upustem dla bohaterskich instynktw 
nastpcy tronu i na dugi czas moga odwrci jego uwag od spraw azjatyckich i od granicy 
wschodniej. Jego dostojno Herhor i rada najwysza bardzo mdrze przypuszczali, e upynie 
kilka lat, zanim Libijczycy, zuywszy si w partyzanckich walkach, zechc prosi o pokj. 
Plan by rozsdny, lecz autorowie jego popenili jeden bd: nie przeczuli, e w ksiciu 
Ramzesie tkwi materia na genialnego wojownika. 
Rozpuszczone puki libijskie, rabujc po drodze, bardzo prdko dotary do swej ojczyzny; 
tym atwiej e Herhor nie kaza stawia im przeszkd. Najpierwsi za spomidzy wypdzonych 
stanwszy na libijskiej ziemi niestworzone rzeczy opowiadali swoim rodakom. 
Wedug ich relacji, dyktowanych przez gniew i interes osobisty, Egipt by dzi tak osabiony 
jak w epoce najcia Hyksosw, przed dziewiciuset laty. Skarb faraona by tak pusty, e 
rwny bogom wadca musia rozpuci ich, Libijczykw, ktrzy przecie stanowili najlepsz, 
jeeli nie jedyn cz armii. Armii zreszt prawie nie byo, chyba garstka na wschodniej granicy, 
a i to lada jakich onierzy. 
Oprcz tego midzy jego witobliwoci i kapanami panowaa niezgoda; robotnikom nie 
wypacano zasug, a chopw wprost duszono podatkami; przez co masy ludu byy gotowe do 
buntu, byle znalaza si pomoc. I jeszcze nie dosy: albowiem nomarchowie, ktrzy kiedy 
byli niezalenymi wadcami i od czasu do czasu przypominali sobie swoje prawa, dzi widzc 
sabo rzdu przygotowuj si do obalenia i faraona, i najwyszej rady kapaskiej. 
Wieci te jak stado ptakw rozleciay si po libijskim wybrzeu i - natychmiast znalazy 
wiar. Bandyci i barbarzycy zawsze byli gotowi do napadu, a tym wicej dzi, gdy eksonierze 
i eks-oficerowie jego witobliwoci zapewniali ich, e zrabowanie Egiptu jest rzecz 
bardzo atw. Zamoni i rozsdni Libijczycy rwnie uwierzyli wypdzonym legionistom; 
od wielu ju bowiem lat nie byo dla nich tajemnic, e szlachta egipska uboeje, e 
faraon nie ma wadzy, e chopi i robotnicy dopuszczaj si z ndzy buntw. 
I ot w caej Libii wybuchn zapa. Wypdzonych onierzy i oficerw witano jak gosicieli 
dobrej nowiny. A poniewa kraj by ubogi i nie mia zapasw do podejmowania goci, 
uchwalono wic natychmiast wojn z Egiptem, aeby jak najrychlej pozby si przybyszw. 
Nawet chytry i mdry ksi libijski, Musawasa, da si porwa oglnemu prdowi. Jego 
jednak nie przekonali imigranci, ale jacy ludzie powani i dostojni, a wedug wszelkiego 
prawdopodobiestwa - agenci najwyszej rady egipskiej. 
Ci dygnitarze, niby to niezadowoleni ze stanu rzeczy w Egipcie, niby to obraeni na faraona 
i kapanw, przyjechali do Libii od strony morza, kryli si przed gawiedzi, unikali stosunkw 
z wypdzonymi onierzami, a Musawasie tomaczyli pod najwikszym sekretem i z 
dowodami w rkach, e - teraz wanie powinien napa na Egipt. 
-Znajdziesz tam -mwili -bezdenny skarbiec i spiarni dla siebie, dla swoich ludzi i dla 
wnukw waszych wnukw. 
Musawasa - cho przebiegy wdz i dyplomata - da si zapa. Jako czowiek energiczny, 
natychmiast ogosi przeciw Egiptowi wit wojn i -majc pod rk tysice dzielnych wojownikw, 
pchn pierwszy korpus ku wschodowi, pod dowdztwem swego syna, dwudziestoletniego 
Tehenny. 
240 
Stary barbarzyniec zna wojn i rozumia, e kto chce zwyciy, musi dziaa szybko, zadawa 
pierwsze ciosy. 
Przygotowania libijskie trway bardzo krtko. Eks-onierze jego witobliwoci wprawdzie 
przyszli bez broni, lecz znali swoje rzemioso, a w owych czasach o bro nie byo trudno. 
Par rzemykw czy par kawakw sznurka na proc, wcznia albo zaostrzony kij, topr albo 
cika paka, jedna torba kamykw, a druga - daktylw, oto wszystko. 
Odda wic Musawasa dwa tysice eks-onierzy i ze cztery tysice libijskiej hooty swemu 
synowi Tehennie, zalecajc mu, aeby czym prdzej wpad do Egiptu, zrabowa, co si da, 
i przygotowa zapasy dla waciwej armii. Sam za gromadzc powaniejsze siy rozesa 
gocw po oazach i wzywa wszystkich, ktrzy nie maj nic do stracenia, pod swoje sztandary. 
Dawno w pustyni nie panowa taki ruch jak dzisiaj. Z kadej oazy wychodzia gromada za 
gromad tak strasznych proletariuszw, e cho ju byli prawie nadzy, jeszcze zasugiwali na 
nazw oberwacw. 
Opierajc si na zdaniu swoich doradcw, ktrzy jeszcze miesic temu byli oficerami jego 
witobliwoci, Musawasa cakiem rozsdnie przypuszcza, e jego syn pierwej zrabuje kilkaset 
wsi i miasteczek od Terenuthis do Senti-Nofer, zanim spotka jakie powaniejsze siy 
egipskie. Wreszcie doniesiono mu, e na pierwsz wie o ruchu Libijczykw nie tylko uciekli 
wszyscy robotnicy z wielkiej huty szklannej, ale nawet, e cofno si wojsko zajmujce 
forteczki w Sochet-Hemau, nad Jeziorami Sodowymi. 
Bya to bardzo dobra wrba dla barbarzycw; huta bowiem szklanna stanowia powane 
rdo dochodw dla faraonowego skarbca. 
Ot Musawasa popeni bd taki sam jak najwysza rada kapaska: nie przeczu wojennego 
geniuszu w Ramzesie. I staa si rzecz nadzwyczajna: zanim pierwszy korpus libijski 
dotar do okolicy Sodowych Jezior, ju w tym miejscu znalaza si dwa razy liczniejsza armia 
nastpcy tronu. 
Nie mona nawet zarzuca Libijczykom nieprzezornoci. Tehenna i jego sztab utworzyli 
bardzo porzdn sub wywiadowcz. Ich szpiegowie niejednokrotnie byli w Melcatis, Naucratis, 
Sai, Menuf, Terenuthis i przepywali kanopijskie i bolbityskie ramiona Nilu. Nigdzie 
jednak nie spotkali wojsk, ktrych ruchy musia paraliowa wylew, a za prawie wszdzie 
widzieli popoch ludnoci osiadej, ktra po prostu uciekaa ze wsi pogranicznych. 
Przynosili wic swemu dowdcy jak najlepsze wiadomoci. A tymczasem armia ksicia 
Ramzesa, pomimo wylewu, w om dni po uruchomieniu dotara brzegu pustyni i zaopatrzona 
w wod i ywno przepada midzy grami Sodowych Jezior. 
Gdyby Tehenna mg jak orze wzbi si ponad stanowiska swojej bandy, struchlaby zobaczywszy, 
e we wszystkich wwozach tej okolicy kryj si egipskie puki i -e lada chwil 
korpus jego zostanie otoczony. 
241 
ROZDZIA OSIEMNASTY 
Od chwili kiedy wojska Dolnego Egiptu wyszy z Pi-Bast, towarzyszcy ksiciu prorok 
Mentezufis odbiera i wysya po kilka depesz dziennie. 
Jedn korespondencj prowadzi z ministrem Herhorem. Mentezufis posya raporta do 
Memfisu o posuwaniu si wojsk i o dziaalnoci nastpcy, dla ktrej nie ukrywa podziwu; za 
dostojny Herhor robi uwagi w tym sensie, aeby nastpcy tronu zostawiono wszelk swobod 
i -e gdyby Ramzes przegra pierwsz potyczk, rada najwysza nie byaby tym zmartwion. 
Niewielka przegrana -pisa Herhor -byaby nauk ostronoci i pokory dla ksicia 
Ramzesa, ktry ju dzi, cho jeszcze nic nie zrobi, uwaa si za rwnego najdowiadczeszym 
wojownikom. 
Gdy za Mentezufis odpowiedzia, e trudno przypuci, aby nastpca dozna poraki, 
Herhor da mu do zrozumienia, e w takim razie triumf nie powinien by zanadto wielki. 
Pastwo -mwi -nic na tym nie straci, jeeli wojowniczy i popdliwy nastpca tronu 
bdzie mia przez kilka lat zabawk na zachodniej granicy. On sam nabierze biegoci w sztuce 
wojennej, a rozprniaczeni i zuchwali nasi onierze znajd waciwe dla siebie zajcie. 
Drug korespondencj prowadzi Mentezufis ze witym ojcem Mefresem, i ta wydawaa 
mu si waniejsz. Mefres, obraony kiedy przez ksicia, dzi z okazji sprawy o zabicie 
dziecka Sary bez ogrdek oskara nastpc o dzieciobjstwo dokonane pod wpywem Kamy. 
A gdy w cigu tygodnia wysza na jaw niewinno Ramzesa, arcykapan, jeszcze bardziej 
rozdraniony, nie przestawa twierdzi, e ksi jest zdolny do wszystkiego, jako nieprzyjaciel 
ojczystych bogw i sprzymierzeniec ndznych Fenicjan. 
Sprawa zabjstwa dziecka Sary tak podejrzanie wygldaa w pierwszych dniach, e nawet 
rada najwysza z Memfisu zapytaa Mentezufisa: co o tym sdzi? Mentezufis jednak odpowiedzia, 
e caymi dniami przypatruje si ksiciu, lecz ani na chwil nie przypuszcza, aeby 
on by morderc. 
Takie to korespondencje, niby stado drapienych ptakw, kryy dokoa Ramzesa, podczas 
gdy on rozsya zwiady w kierunku nieprzyjaciela, naradza si z wodzami lub zachca 
wojska do szybkiego pochodu. 
Dnia czternastego caa armia nastpcy tronu skoncentrowaa si na poudnie od miasta Terenuthis. 
Ku wielkiej radoci ksicia przyszed Patrokles z greckimi pukami, a wraz z nim 
kapan Pentuer, wysany przez Herhora na drugiego dozorc przy wodzu naczelnym. 
Obfito kapanw w obozie (byli bowiem jeszcze i inni) wcale nie zachwycaa Ramzesa. 
Postanowi jednak nie zwraca na nich uwagi, a podczas narad wojennych wcale nie pyta ich 
o opini. 
I jako uagodziy si stosunki: Mentezufis bowiem, stosownie do rozkazu Herhora, nie narzuca 
si ksiciu. Pentuer za zaj si organizowaniem pomocy lekarskiej dla rannych. 
Gra wojenna zacza si. 
Przede wszystkim Ramzes, za porednictwem swoich agentw, w wielu wsiach pogranicznych 
rozpuci pogosk, e Libijczycy posuwaj si w ogromnych masach, e bd niszczy i 
mordowa. Skutkiem tego przestraszona ludno zacza ucieka na wschd -i wpada na 
egipskie puki. Wwczas ksi zabra mczyzn do dwigania ciarw za wojskiem, a kobiety 
i dzieci posa w gb kraju. 
Nastpnie naczelny wdz wyprawi szpiegw naprzeciw zbliajcym si Libijczykom, aby 
zbada ich liczb i porzdek, szpiegowie niebawem wrcili przynoszc dokadne wskazwki 
co do miejsca pobytu, a bardzo przesadzone co do liczby nieprzyjaci. Mylnie te twierdzili, 
cho z wielk pewnoci siebie, e na czele band libijskich idzie sam Musawasa w towarzystwie 
swego syna Tehenny. 
242 
Ksi-wdz a zarumieni si z radoci na myl, e w pierwszej wojnie bdzie mia tak 
dowiadczonego przeciwnika jak Musawasa. 
Przecenia wic niebezpieczestwo starcia i podwaja ostrono. Aby za mie wszelkie 
szanse za sob, uciek si jeszcze do podstpu. Posa naprzeciw Libijczykom ludzi zaufanych, 
kaza im udawa zbiegw, wej do nieprzyjacielskiego obozu i -odcign od Musawasy 
jego najwiksz si: wypdzonych onierzy libijskich. 
-Powiedzcie im -mwi Ramzes do swych agentw -powiedzcie im, e mam topory dla 
zuchwaych, a miosierdzie dla pokornych. Jeeli w nadchodzcej bitwie rzuc bro i opuszcz 
Musawas, przyjm ich na powrt do wojsk jego witobliwoci i ka wypaci od 
zalegy, jak gdyby nigdy nie wychodzili ze suby. 
Patrokles i inni jeneraowie uznali rodek ten za bardzo roztropny; kapani milczeli, a 
Mentezufis wysa depesz do Herhora i w cigu doby otrzyma odpowied. 
Okolica Sodowych Jezior bya to dolina majca kilkadziesit kilometrw dugoci, zamknita 
midzy dwoma pasmami wzgrz biegncych od poudniowego wschodu ku pnocnemu 
zachodowi. Najwiksza jej szeroko nie przechodzia dziesiciu kilometrw; byy za 
miejsca znakomicie wsze, prawie wwozy. 
Na caej dugoci doliny cigny si, jedno za drugim, z dziesi jezior bagnistych napenionych 
wod gorzkoson. Rosy tu ndzne krzaki i zioa, cigle zasypywane piaskiem, cigle 
widnce, ktrych adne zwierz nie chciao wzi do pyska. Po obu stronach sterczay 
poszarpane wzgrza wapienne lub ogromne piaszczyste zaspy, w ktrych mona byo uton. 
Cay krajobraz o barwach tych i biaych mia charakter strasznej martwoty, ktr potgowao 
gorco i cisza. aden ptak nie odzywa si tutaj, a jeeli kiedy rozleg si jaki szelest, 
to chyba staczajcego si kamienia. 
Mniej wicej w poowie doliny wznosiy si dwie grupy budynkw oddalonych od siebie 
na kilka kilometrw; byy nimi - od wschodu forteczka, od zachodu huty szklanne, do ktrych 
opau dostarczali handlarze libijscy. Obie te miejscowoci skutkiem wojennych niepokojw 
zostay opuszczone. Korpus Tehenny mia obowizek zaj i osadzi oba te punkta, ktre 
armii Musawasy ubezpieczay drog do Egiptu. 
Libijczycy z wolna posuwali si od miasta Glaukus ku poudniowi i wieczorem dnia czternastego 
Hator znaleli si u wejcia do doliny Sodowych Jezior, pewni, e przejd j dwoma 
marszami, bez przeszkd. Tego dnia, rwno z zachodem soca, armia egipska ruszya ku 
pustyni i uszedszy po piaskach przeszo czterdzieci kilometrw w cigu dwunastu godzin, 
nastpnego ranka stana na wzgrzach midzy forteczk a hutami i ukrya si w licznych 
wwozach. 
Gdyby owej nocy powiedzia kto Libijczykom, e w dolinie Sodowych Jezior wyrosy 
palmy i pszenica, mniej zdziwiliby si anieli temu, e armia egipska zastpia im drog. 
Po krtkim wypoczynku, w czasie ktrego kapanom udao si odkry i wykopa kilka 
studzienek dosy znonej wody do picia, armia egipska pocza zajmowa pnocne wzgrki 
cignce si wzdu doliny. 
Plan nastpcy tronu by prosty: chcia on odci Libijczykw od ich ojczyzny i zepchn 
ku poudniowi, w pustyni, gdzie gorco i gd wytpiyby rozproszonych. 
W tym celu ustawi armi na pnocnej stronie doliny i podzieli wojska na trzy korpusy. 
Prawym skrzydem, najbardziej posunitym ku Libii, dowodzi Patrokles i on mia odci 
najezdnikom odwrt do ich miasta Glaukus. Lewym skrzydem, najbardziej zblionym do 
Egiptu, komenderowa Mentezufis, aeby zagrodzi Libijczykom marsz naprzd. Wreszcie 
kierunek nad korpusem rodkowym, okoo hut szklannych, obj nastpca tronu majc przy 
sobie Pentuera. 
Dnia pitnastego Hator, okoo sidmej rano, kilkudziesiciu konnych Libijczykw ostrym 
kusem przejechao dolin. Chwil odpoczli okoo hut, rozejrzeli si, a nie spostrzegszy nic 
podejrzanego zawrcili do swoich. 
243 
O dziesitej przed poudniem wrd wielkiego skwaru, ktry zdawa si wypija pot i krew 
z ludzi, Pentuer rzek do nastpcy: 
-Libu ju weszli w dolin i mijaj oddzia Patroklesa. Za godzin bd tutaj. 
- Skd wiesz o tym? - spyta dziwiony ksi. 
- Kapani wiedz wszystko!... - odpar z umiechem Pentuer. 
Potem ostronie wszed na jedn ze ska, wydoby z torby bardzo poyskujcy przedmiot i 
zwrciwszy si w stron oddziau witego Mentezufisa pocz dawa rk jakie znaki. 
- Ju i Mentezufis jest zawiadomiony - doda. 
Ksi nie mg wyj z podziwu i odezwa si: 
-Mam oczy lepsze od twoich, a such chyba nie gorszy, i pomimo to nic nie widz ani sysz. 
Jakim wic sposobem ty dostrzegasz nieprzyjaci i porozumiewasz si z Mentezufisem? 
Pentuer kaza ksiciu spojrze na jedno odlege wzgrze, na szczycie ktrego majaczyy 
krzaki tarniny. Ramzes wpatrzy si w ten punkt i nagle zasoni oczy: w krzakach bowiem 
co mocno bysno. 
- C to za nieznony blask?... - wykrzykn. - Olepn mona!... 
-To kapan asystujcy dostojnemu Patroklesowi daje nam znaki -odrzek Pentuer. - Widzisz 
wic, dostojny panie, e i my moemy przyda si na wojnie... 
Umilk, z gbi doliny przylecia do nich szmer, z pocztku cichy, stopniowo coraz wyraniejszy. 
Na ten odgos przytuleni do stoku pagrka onierze egipscy poczli zrywa si, 
oglda bro, szepta... Ale krtki rozkaz oficerw uspokoi ich i znowu nad pnocnymi 
skaami zapanowaa martwa cisza. 
Tymczasem szmer w gbi doliny potgowa si i przeszed w zgiek, wrd ktrego, na tle 
rozmw tysicy ludzi, mona byo odrni piewy, gosy fletw, skrzyp wozw, renie koni 
i krzyki dowdcw. Ramzesowi serce zaczo bi gwatownie; ju nie mg pohamowa ciekawoci 
i wdrapa si na skalisty cypel, skd byo wida znaczn cz doliny. 
Otoczony kbami tawego kurzu, z wolna posuwa si libijski korpus niby kilkuwiorstowy 
w upstrzony niebieskimi, biaymi i czerwonymi plamami. 
Na czele maszerowao kilkunastu jedcw, z ktrych jeden odziany w bia pacht siedzia 
na koniu jak na awie, zwiesiwszy obie nogi na lew stron. Za jedcami sza gromada 
procarzy w szarych koszulach, potem jaki dostojnik w lektyce, nad ktr niesiono duy parasol. 
Dalej oddzia kopijnikw, w bluzach niebieskich i czerwonych, potem wielka banda ludzi 
prawie nagich, zbrojnych w maczugi, znowu procarze i kopijnicy, i znowu procarze, a za nimi 
czerwony oddzia z kosami i toporami. Szli mniej wicej po czterech w szeregu; ale mimo 
krzyku oficerw porzdek ten cigle ama si i nastpujce po sobie czwrki zbijay si w 
gromady. 
piewajc i rozmawiajc haaliwie w libijski z wolna wypezn w najszersz cz doliny, 
naprzeciw hut i jezior. Tu porzdek zwichrzy si jeszcze bardziej. Maszerujcy naprzd 
stanli; mwiono im bowiem, e w tym miejscu bdzie wypoczynek; a tymczasem dalsze 
kolumny przypieszyy kroku, aeby prdzej doj do celu i odpocz. Niektrzy wybiegali z 
szeregu i pooywszy bro rzucali si w jezioro lub doni czerpali jego cuchnc wod; inni 
zasiadszy na ziemi wydobywali z torby daktyle albo z glinianych butelek pili wod z octem. 
Wysoko, nad obozem, kryo kilka spw. 
Ramzesa na ten widok ogarn nieopisany al i strach. Przed oczyma zaczy mu lata 
muszki, straci przytomno i przez mgnienie oka zdawao mu si, e oddaby tron, byle nie 
znajdowa si w tym miejscu i nie widzie tego, co nastpi. Zsun si z cypla i obkanymi 
oczyma patrzy przed siebie. 
Wtem zbliy si do niego Pentuer i mocno targn go za rami. 
- Ocknij si, wodzu - rzek. - Patrokles czeka na rozkazy... 
- Patrokles?... - powtrzy ksi i obejrza si. 
244 
Przed nim sta Pentuer, blady, ale spokojny. O par krokw dalej rwnie blady Tutmozis w 
drcych rkach trzyma oficersk wistawk. Zza pagrka wychylali si onierze, na ktrych 
twarzach wida byo gbokie wzruszenie. 
- Ramzesie - powtrzy Pentuer - wojsko czeka... 
Ksi z rozpaczliw determinacj spojrza na kapana i zduszonym gosem szepn: 
- Zaczyna... 
Pentuer podnis do gry swj byszczcy talizman i nakreli nim kilka znakw w powietrzu. 
Tutmozis cicho wisn, wist ten powtrzy si w dalszych wwozach na prawo i na 
lewo i - na wzgrza poczli wdrapywa si egipscy procarze. 
Byo okoo dwunastej w poudnie. 
Ramzes powoli ochon z pierwszych wrae i uwaniej pocz oglda si dokoa. Widzia 
swj sztab, oddzia kopijnikw i topornikw pod dowdztwem starych oficerw, wreszcie 
procarzy leniwie wchodzcych na ska... I by pewny, e ani jeden z tych ludzi nie tylko 
nie pragnie zgin, ale nawet nie chciaby walczy i rusza si pod straszliw spiekot. 
Nagle ze szczytu ktrego pagrka rozleg si ogromny gos, potniejszy od lwiego ryku: 
-onierze jego witobliwoci faraona, rozbijcie tych psw libijskich!... Bogowie s z 
wami!... 
Nadnaturalnemu gosowi odpowiedziay dwa nie mniej potne: przecigy okrzyk egipskiej 
armii i niezmierny zgiek Libijczykw... 
Ksi ju nie potrzebujc ukrywa si wszed na pagrek, skd dobrze byo wida nieprzyjaci. 
Przed nim cign si dugi acuch procarzy egipskich jakby wyrosych spod ziemi, 
a o parset krokw rojcy si wrd tumanw pyu obz libijski. Odezway si trbki, 
wistawki i przeklestwa barbarzyskich oficerw nawoujcych do porzdku. Ci, ktrzy siedzieli, 
zerwali si, ktrzy pili wod, schwyciwszy bro biegli do swoich, chaotyczne tumy 
poczy rozwija si w szeregi, a wszystko wrd wrzaskw i tumultu. 
Tymczasem procarze egipscy wyrzucali po kilka pociskw na minut, spokojnie, porzdnie, 
jak na musztrze. Dziesitnicy wskazywali swoim oddziakom gromady nieprzyjacielskie, 
w ktre naleao trafia, a onierze w cigu paru minut zasypywali je gradem oowianych kul 
i kamieni. Ksi widzia, e po kadej takiej salwie gromadka Libijczykw rozpraszaa si, a 
bardzo czsto jeden zostawa na miejscu. 
Mimo to libijskie szeregi uformoway si i cofny za lini pociskw, wysunli si za naprzd 
ich procarze i z rwn szybkoci i spokojem zaczli odpowiada Egipcjanom. Czasami 
wrd acucha ich wybuchay miechy i okrzyki radoci, a wwczas pada jaki procarz 
egipski. 
Niebawem nad gow ksicia i jego orszaku zaczy warczy i wista kamienie. Jeden, 
zrczniej rzucony, uderzy w rami adiutanta i zama mu ko, drugi strci hem innemu 
adiutantowi, trzeci pad u ng ksicia, rozbi si o skay i twarz wodza zasypa okruchami 
gorcymi jak ukrop. 
Libijczycy gono mieli si co wykrzykujc; prawdopodobnie zorzeczyli wodzowi. 
Strach, a nade wszystko al i lito, wszystko to w jednej chwili ucieko z duszy Ramzesa. 
Nie widzia ju przed sob ludzi zagroonych cierpieniem i mierci, ale szeregi dzikich 
zwierzt, ktre trzeba wytpi lub obezwadni. Machinalnie sign do miecza, aby poprowadzi 
czekajcych na rozkaz kopijnikw, ale wstrzymaa go pogarda. On miaby plami si 
krwi tej hooty!... Od czeg s onierze? 
Tymczasem walka trwaa dalej, a mni procarze Libijscy wykrzykujc, nawet piewajc, 
zaczli posuwa si naprzd. Z obu stron pociski burczay jak chrabszcze, brzczay jak rj 
pszcz, niekiedy uderzay si nawzajem w powietrzu z trzaskiem, a co par minut, po tej i po 
tamtej stronie, jaki wojownik cofa si na tyy jczc, albo martwy pada na miejscu. Innym 
jednak nie psuo to humoru: walczyli ze zoliw radoci, ktra stopniowo przeradzaa si we 
wcieky gniew i zapomnienie o sobie. 
245 
Wtem z daleka, na prawym skrzydle, rozlegy si gosy trbek i wielokrotnie powtarzane 
okrzyki. To nieustraszony Patrokles, pijany ju od witu, zaatakowa tyln stra nieprzyjacielsk. 
- Uderzy!... - zwoa ksi. 
Natychmiast rozkaz ten powtrzya trbka jedna, druga... dziesita, i po chwili ze wszystkich 
wwozw poczy wysuwa si egipskie setnie. Rozsypani na wzgrzach procarze 
zdwoili wysiki, a tymczasem w dolinie, bez popiechu, ale i bez nieporzdku ustawiay si 
naprzeciw Libijczykom czteroszeregowe kolumny kopijnikw i topornikw egipskich z wolna 
posuwajc si naprzd. 
- Wzmocni rodek - rzek nastpca. 
Trbka powtrzya rozkaz. Za dwoma kolumnami pierwszej linii stany dwie nowe kolumny. 
Nim Egipcjanie ukoczyli ten manewr, wci pod gradem pociskw, ju Libijczycy 
naladujc ich uszykowali si w om szeregw naprzeciw gwnego korpusu. 
-Podsun rezerwy - rzek ksi. -Spojrzyj no -zwrci si do jednego z adiutantw czy 
lewe skrzydo ju gotowe. 
Adiutant, aeby lepiej ogarn wzrokiem dolin, pobieg midzy procarzy i -nagle pad, 
ale dawa znaki rk. W jego zastpstwie wysun si inny oficer i niebawem przybieg 
owiadczajc, e oba skrzyda ksicego oddziau ju stoj uszykowane. 
Od strony oddziau Patroklesa zgiek wzmacnia si i naraz podniosy si nad wzgrza gste, 
czarne kby dymu. Do ksicia przybieg oficer od Pentuera z doniesieniem, e greckie 
puki zapaliy obz Libijczykw. 
- Rozbi rodek - rzek ksi. 
Kilkanacie trbek, jedna po drugiej, zagray haso do ataku, a gdy umilky, w rodkowej 
kolumnie rozlega si komenda, rytmiczny oskot bbnw i szmer ng piechoty maszerujcej 
z wolna, do taktu. 
- Raz... dwa!... raz... dwa!... raz... dwa!... 
Teraz komend powtrzono na prawym i na lewym skrzydle; znowu zawarczay bbny i 
skrzydowe kolumny ruszyy naprzd: raz... dwa!... raz... dwa!... 
Libijscy procarze zaczli cofa si zasypujc kamieniami maszerujcych Egipcjan. Ale 
cho coraz upada jaki onierz, kolumny szy, cigle szy z wolna, porzdnie: raz... dwa!... 
raz... dwa!... 
te tumany, wci gstniejce, znaczyy pochd egipskich batalionw. Procarze nie mogli 
ju miota kamieni i nastaa wzgldna cisza, wrd ktrej rozlegay si jki i szlochania 
ranionych wojownikw. 
- Rzadko kiedy tak dobrze maszerowali na musztrach! - zawoa ksi do sztabu. 
- Nie boj si dzi kija - mrukn stary oficer. 
Odlego midzy obokiem kurzu ze strony Egipcjan a -Libijczykami zmniejszaa si z 
kad chwil; lecz barbarzycy stali nieporuszeni, a poza ich lini ukaza si tuman. Oczywicie 
jaka rezerwa wzmacniaa kolumn rodkow, ktrej grozi najmocniejszy atak. 
Nastpca zbieg z pagrka i dosiad konia; z wwozu wylay si ostatnie rezerwy egipskie i 
uszykowawszy si czekay na rozkaz. Za piechot wysuno si kilkuset azjatyckich jedcw 
na koniach drobnych, ale wytrwaych. 
Ksi pogoni za maszerujcymi do ataku i o sto krokw dalej znalaz nowy pagrek, 
niewysoki, lecz pozwalajcy ogarn cae pole bitwy. Orszak, azjatyccy kawalerzyci i kolumna 
rezerwowa podyy za nim. 
Ksi niecierpliwie spojrza ku lewemu skrzydu, skd mia przyj Mentezufis, lecz nie 
przychodzi. Libijczycy stali nieporuszeni, sytuacja wygldaa coraz powaniej. 
Korpus Ramzesa by najmocniejszy, ale te mia przeciw sobie prawie ca si libijsk. 
Ilociowo obie strony rwnowayy si, ksi nie wtpi o zwycistwie, ale zaniepokoi si o 
ogrom strat wobec tak mnego przeciwnika. 
246 
Zreszt bitwa ma swoje kaprysy. Nad tymi, ktrzy ju poszli do ataku, skoczy si wpyw 
naczelnego wodza. On ju nie ma ich; on ma tylko puk rezerwowy i garstk jedcw. Gdyby 
wic jedna z kolumn egipskich zostaa rozbita albo gdyby nieprzyjacielowi przybyy znienacka 
nowe posiki... 
Ksi potar czoo: w tej chwili odczu ca odpowiedzialno naczelnego wodza. By jak 
gracz, ktry wszystko postawiwszy rzuci ju koci i pyta: jak one si uo?... 
Egipcjanie byli o kilkadziesit krokw od libijskich kolumn. Komenda... trbki... bbny 
warkny pieszniej i wojska ruszyy biegiem: raz -dwa -trzy!... raz - dwa - trzy!... Ale i po 
stronie nieprzyjaci odezwaa si trbka, zniyy si dwa szeregi wczni, uderzono w bbny... 
Biegiem!... Wzniosy si nowe kby pyu, potem zlay si w jeden ogromny tuman... 
Ryk ludzkich gosw, trzask wczni, szczkanie kos, niekiedy przeraliwy jk, ktry wnet 
ton w oglnej wrzawie... 
Na caej linii bojowej ju nie byo wida ludzi, ich broni, nawet kolumn, tylko ty py 
rozcigajcy si w formie olbrzymiego wa. Gstszy tuman oznacza miejsce, gdzie stary 
si kolumny, rzadszy - gdzie bya przerwa. 
Po kilku minutach szataskiej wrzawy nastpca spostrzeg, e kurzawa na lewym skrzydle 
bardzo powoli wygina si w ty. 
- Wzmocni lewe skrzydo! - zawoa. 
Poowa rezerwy pobiega we wskazanym kierunku i znika w tumanach; lewe skrzydo 
wyprostowao si, podczas gdy prawe z wolna szo naprzd, a rodek, najmocniejszy i najwaniejszy, 
cigle sta w miejscu. 
- Wzmocni rodek - rzek ksi. 
Druga poowa rezerwy posza naprzd i znikna w kurzawie. Krzyk na chwil powikszy 
si, ale ruchu naprzd nie byo wida. 
-Ogromnie bij si ci ndznicy!... - odezwa si do nastpcy stary oficer z orszaku. - Wielki 
czas, aeby przyszed Mentezufis... 
Ksi wezwa dowdc azjatyckiej kawalerii. 
-Spojrzyj no tu na prawo - rzek - tam musi by luka. Wjed tam ostronie, aeby nie podepta 
naszych onierzy, i wpadnij z boku na rodkow kolumn tych psw... 
- Musz by na acuchu, bo co za dugo stoj - odpar miejc si Azjata. 
Zostawi przy ksiciu ze dwudziestu swoich kawalerzystw, a z reszt pojecha kusem, 
woajc: 
- yj wiecznie, wodzu nasz!... 
Spiekota bya nieopisana. Ksi wyty wzrok i ucho starajc si przenikn cian pyu. 
Czeka... czeka... Nagle wykrzykn z radoci: rodkowy tuman zachwia si i posun troch 
naprzd. 
Znowu stan, znowu posun si i zacz i powoli, bardzo powoli, ale naprzd... 
Wrzawa kotowaa si tak straszna, e nie mona byo zorientowa si, co oznacza: gniew, 
triumf czy klsk. 
Wtem prawe skrzydo zaczo w dziwaczny sposb wygina si i cofa. Poza nim ukaza 
si nowy tuman kurzu. Jednoczenie nadbieg konno Pentuer i zawoa: 
- Patrokles zajmuje tyy Libijczykom!... 
Zamt na prawym skrzydle powiksza si i zblia ku rodkowi pola walki. Byo widoczne, 
e Libijczycy zaczynaj si cofa i e popoch ogarnia nawet gwn kolumn. 
Cay sztab ksicia, wzburzony, rozgorczkowany, ledzi ruchy tego pyu. Po kilku minutach 
niepokj odbi si i na lewym skrzydle. Tam ju Libijczycy zaczli ucieka. 
- Niech nie zobacz jutro soca, jeeli to nie jest zwycistwo!... - zawoa stary oficer. 
Przylecia goniec od kapanw, ktrzy z najwyszego pagrka ledzili przebieg bitwy, i 
donis, e na lewym skrzydle wida szeregi Mentezufisa i e Libijczycy s z trzech stron 
otoczeni. 
247 
- Uciekaliby ju jak anie - mwi zadyszany pose - gdyby nie przeszkadzay im piaski. 
- Zwycistwo!... yj wiecznie, wodzu!... - krzykn Pentuer. 
Byo dopiero po drugiej. 
Azjatyccy jedcy zaczli wrzaskliwie piewa i puszcza w gr strzay na cze ksicia. 
Sztabowi oficerowie zsiedli z koni, rzucili si do rk i ng nastpcy, wreszcie zdjli go z sioda 
i podnieli w gr woajc: 
- Oto wdz potny!... Zdepta nieprzyjaci Egiptu!... Amon jest po jego prawej i po lewej 
rce, wic kt mu si oprze?... 
Tymczasem Libijczycy wci cofajc si weszli na poudniowe pagrki piaszczyste, a za 
nimi Egipcjanie. Teraz co chwil wynurzali si z obokw kurzu jezdni i przybiegali do 
Ramzesa. 
- Mentezufis zabra im tyy!... - krzycza jeden. 
- Dwie setki podday si!... - woa drugi. 
- Patrokles zaj im tyy!... 
- Wzito Libijczykom trzy sztandary: barana, lwa i krogulca... 
Koo sztabu robio si coraz tumniej: otaczali go ludzie pokrwawieni i obsypani pyem. 
- yj wiecznie!... yj wiecznie, wodzu!... 
Ksi by tak rozdraniony, e na przemian mia si, paka i mwi do swego orszaku: 
-Bogowie zlitowali si... Mylaem, e ju przegramy... Ndzny jest los wodza, ktry nie 
wydobywajc miecza, a nawet nic nie widzc musi odpowiada za wszystko... 
- yj wiecznie, zwyciski wodzu!... - woano. 
-Dobre mi zwycistwo!... -zamia si ksi. -Nawet nie wiem, w jaki sposb zostao 
odniesione... 
- Wygrywa bitwy, a potem dziwi si!... - krzykn kto z orszaku. 
- Mwi, e nawet nie wiem, jak wyglda bitwa... - tomaczy si ksi. 
-Uspokj si, wodzu - odpar Pentuer. - Tak mdrze rozstawie wojska, e nieprzyjaciele 
musieli by rozbici. A w jaki sposb?... to ju nie naley do ciebie, tylko do twoich pukw. 
- Nawet miecza nie wydobyem!... Jednego Libijczyka nie widziaem!... - biada ksi. 
Na poudniowych wzgrzach jeszcze kbio si i wrzao, lecz w dolinie py zacz opada; 
tu i owdzie jak przez mg wida byo gromadki onierzy egipskich z wczniami ju podniesionymi 
w gr. 
Nastpca zwrci konia w tamt stron i wjecha na opuszczone pole bitwy, gdzie dopiero 
co stoczya si walka rodkowych kolumn. By to plac szeroki na kilkaset krokw, skopany 
gbokimi jamami, zarzucony ciaami rannych i polegych. Od strony, z ktrej zblia si 
ksi, leeli w dugim szeregu, co kilka krokw, Egipcjanie, potem nieco gciej Libijczycy, 
dalej Egipcjanie i Libijczycy pomiszani ze sob, a jeszcze dalej prawie sami Libijczycy. 
W niektrych miejscach zwoki leay przy zwokach: niekiedy w jednym punkcie zgromadzio 
si trzy i cztery trupy. Piasek by popstrzony brunatnymi plamami krwi; rany byy 
okropne: jeden wojownik mia odcite obie rce, drugi rozwalon gow do tuowia, z trzeciego 
wychodziy wntrznoci. Niektrzy wili si w konwulsjach, a z ich ust, penych piasku, 
wybiegay przeklestwa albo bagania, aeby ich dobito. 
Nastpca szybko min ich nie ogldajc si, cho niektrzy ranni na jego cze wydawali 
sabe okrzyki. 
Niedaleko od tego miejsca spotka pierwsz gromad jecw. Ludzie ci upadli przed nim 
na twarze bagajc o lito. 
- Zapowiedzcie ask dla zwycionych i pokornych - rzek ksi do swego orszaku. 
Kilku jedcw rozbiego si w rozmaitych kierunkach. Niebawem odezwaa si trbka, a 
po niej donony gos: 
-Z rozkazu jego dostojnoci ksicia naczelnego wodza ranni i niewolnicy nie maj by zabijani!... 
248 
W odpowiedzi na to odezway si pomiszane krzyki, zapewne jecw. 
-Z rozkazu naczelnego wodza -woa piewajcym tonem inny gos, w innej stronie - ranni 
i niewolnicy nie maj by zabijani!... 
A tymczasem na poudniowych wzgrzach walka ustaa i dwie najwiksze gromady Libijczykw 
zoyy bro przed greckimi pukami. 
Mny Patrokles, skutkiem gorca, jak sam mwi, czy te rozpalajcych trunkw, jak 
mniemali inni, ledwie trzyma si na koniu. Przetar zazawione oczy i zwrci si do jecw: 
-Psy parszywe! - zawoa - ktrzy podnielicie grzeszne rce na wojsko jego witobliwoci 
(oby was robaki zjady!), wyginiecie jak wszy pod paznogciem pobonego Egipcjanina, 
jeeli natychmiast nie odpowiecie: gdzie podzia si wasz dowdca, bodaj mu trd stoczy 
nozdrza i wypi kaprawe oczy!... 
W tej chwili nadjecha nastpca. Jenera powita go z szacunkiem, ale nie przerywa 
ledztwa: 
-Pasy ka z was drze!... powbijam na pale, jeeli natychmiast nie dowiem si, gdzie jest 
ta jadowita gadzina, ten pomiot dzikiej wini rzucony w mierzw... 
-A, o gdzie nasz wdz!... - zawoa jeden z Libijczykw wskazujc na gromadk konnych, 
ktrzy z wolna posuwali si w gb pustyni. 
- Co to jest? - zapyta ksi. 
- Ndzny Musawasa ucieka!... - odpar Patrokles i o mao nie spad na ziemi. 
Ramzesowi krew uderzya do gowy. 
- Wic Musawasa jest tam i uciek?... - Hej! kto ma lepsze konie, za mn!... 
- No - rzek miejc si Patrokles - teraz sam beknie ten zodziej baranw!... 
Pentuer zastpi drog ksiciu. 
- Wasza dostojno nie moesz ciga zbiegw!... 
-Co?... - wykrzykn nastpca. -Przez ca bitw nie podniosem na nikogo rki i jeszcze 
teraz mam wyrzec si wodza libijskiego?... C by powiedzieli onierze, ktrych wysyaem 
pod wcznie i topory?... 
- Armia nie moe zosta bez wodza... 
-A czyli tu nie ma Patroklesa, Tutmozisa, wreszcie Mentezufisa? Od czego jestem wodzem, 
gdy mi nie wolno zapolowa na nieprzyjaciela?... S od nas o kilkaset krokw i maj 
zmczone konie. 
- Za godzin wrcimy z nimi... Tylko rk wycign... - szemrali jezdni Azjaci. 
-Patrokles... Tutmozis... zostawiam wam wojsko... - zawoa nastpca. - Odpocznijcie, a ja 
tu zaraz wrc... 
Spi konia i pojecha truchtem, grzznc w piasku, a za nim ze dwudziestu jezdnych i 
Pentuer. 
-Ty tu po co, proroku? -zapyta go ksi. - Przepij si lepiej... Oddae nam dzisiaj wane 
usugi... 
- Moe jeszcze si przydam - odpar Pentuer. 
- Ale zosta... rozkazuj ci... 
- Najwysza rada polecia mi na krok nie odstpowa waszej dostojnoci. 
Nastpca gniewnie otrzsn si. 
- A jeeli wpadniemy w zasadzk? - spyta. 
-I tam nie opuszcz ci, panie - rzek kapan. 
249 
ROZDZIA DZIEWITNASTY 
W jego gosie byo tyle yczliwoci e dziwiony ksi zamilk i pozwoli mu jecha. 
Byli w pustyni majc o parset krokw za sob armi, o kilkaset krokw przez sob uciekajcych. 
Lecz pomimo bicia i zachcania koni do biegu, zarwno ci, ktrzy uciekali, jak i ci, 
co ich gonili, posuwali si z wielkim trudem. Z gry zalewa ich straszliwy ar soneczny, w 
usta, nos, a nade wszystko w oczy wciska si im drobniutki, lecz ostry py, a pod nogami 
koni, na kadym kroku, zapada si rozpalony piasek. W powietrzu panowa zabijajcy spokj. 
- Przecie cigle tak nie bdzie - rzek nastpca. 
-Bdzie coraz gorzej - powiedzia Pentuer. -Widzisz, wasza dostojno - wskaza na uciekajcych 
- e tamte konie po kolana brn w piasku... 
Ksi rozemia si, w tej chwili bowiem wjechali na grunt nieco twardszy i ze sto krokw 
jechali kusem. Wnet jednak zabiego im drog morze piaszczyste i znowu musieli posuwa 
si noga za nog. 
Ludzie ociekali potem, na koniach zacza ukazywa si piana. 
- Gorco! - szepn nastpca. 
-Suchaj, panie -odezwa si Pentuer. - Niedobry to dzie dla gonitw na pustyni. Dzi od 
rana wite owady zdradzay wielki niepokj, a nastpnie wpady w letarg. Rwnie mj noyk 
kapaski bardzo pytko zanurzy si w glinianej pochwie, co oznacza niezwyke gorco. 
Oba za te zjawiska: upa i letarg owadw, mog zapowiada burz... Wrmy wic, bo ju 
nie tylko obz stracilimy z oczu, ale nawet nie dolatuj nas jego szmery. 
Ramzes spojrza na kapana prawie z pogard. 
-I ty mylisz, proroku - rzek - e ja, raz zapowiedziawszy schwytanie Musawasy, mog 
powrci z niczym, ze strachu przed gorcem i burz? 
Jechali wci. W jednym miejscu grunt znowu stwardnia, dziki czemu zbliyli si do 
uciekajcych na rzut z procy. 
- Hej, wy tam!... - zawoa nastpca - poddajcie si... 
Libijczycy nawet nie spojrzeli za siebie, z wyteniem brnc po piasku. Przez chwil mona 
byo sdzi, e zostan dosignici. Wnet jednak oddzia nastpcy znowu trafi na gboki 
piasek, a tamci przyspieszyli kroku i znikli za wypukoci gruntu. 
Azjaci klli, ksi zaci zby. 
Nareszcie konie zaczy coraz mocniej zapada si i ustawa; jezdni wic musieli zsi i 
i piechot. Nagle jeden z Azjatw zaczerwieni si i pad na piasku. Ksi kaza go okry 
pacht i rzek: 
- Zabierzemy go z powrotem. 
Z wielk prac dosigli wierzchoka piaszczystej wyniosoci i zobaczyli Libijczykw. Ale 
i dla nich droga bya zabjcz, ustay bowiem dwa konie. 
Obz wojsk egipskich stanowczo ukry si za falami gruntu, i gdyby Pentuer i Azjaci nie 
umieli kierowa si socem, ju teraz nie trafiliby na miejsce. 
W orszaku ksicia pad drugi jedziec wyrzucajc ustami krwaw pian. Zostawiono i tego 
razem z koniem. Na domiar na tle piaskw ukazaa si grupa ska, wrd ktrych zniknli 
Libijczycy. 
- Panie - rzek Pentuer - tam moe by zasadzka... 
- Niech bdzie mier i niech mnie zabierze!.. - odpar nastpca zmienionym gosem. 
Kapan spojrza na niego z podziwem: nie przypuszcza w nim podobnej zacitoci. 
Do ska nie byo daleko, lecz droga nad wszelki opis uciliwa. Trzeba byo nie tylko i 
samym, ale jeszcze wyciga z piasku konie. Wszyscy brnli, zanurzeni powyej kostek; zdarzay 
si jednak miejsca, gdzie mona byo zapa si po kolana. 
250 
A na niebie wci pono soce, straszne soce pustyni, ktrego kady promie nie tylko 
piek i olepia, ale jeszcze ku. Najwytrwalsi Azjaci upadali ze znuenia: jednemu spuch 
jzyk i wargi, drugi mia szum w gowie i czarne patki w oczach, innego ogarniaa senno, 
wszyscy czuli bl w stawach i zatracili wraenie upau. I gdyby zapytano ktrego: czy na 
dworze jest gorco? - nie potrafiby odpowiedzie. 
Grunt znowu pod nogami stwardnia i orszak Ramzesa wszed midzy skay. Ksi, najprzytomniejszy 
ze wszystkich, usysza chrapanie konia, skrci na bok i w cieniu rzuconym 
przez pagrek zobaczy gromad ludzi lecych, jak ktry pad. Byli to Libijczycy. 
Jeden z nich, czowiek mody, dwudziestoletni, mia na sobie purpurow koszulk haftowan; 
zoty acuch na szyi i miecz bogato oprawny. Zdawa si lee bez czucia; mia oczy 
wywrcone biakami do gry i troch piany w ustach. Ramzes pozna w nim dowdc. Zbliy 
si, zerwa mu acuch z szyi i odczepi miecz. 
Jaki stary Libijczyk, ktry zdawa si by mniej zmczonym od innych, widzc to odezwa 
si: 
-Cho jeste zwycizc, Egipcjaninie, uszanuj ksicego syna, ktry by wodzem naczelnym. 
- To jest syn Musawasy? - spyta ksi. 
-Prawd rzeke -odpar Libijczyk - to jest Tehenna, syn Musawasy, nasz wdz, ktry godzien 
by zosta nawet egipskim ksiciem. 
- A gdzie Musawasa? 
- Musawasa jest w Glaukus i zbiera wielk armi, ktra nas pomci. 
Inni Libijczycy nie odzywali si; nawet nie raczyli spojrze na swoich zwycizcw. Na 
rozkaz ksicia Azjaci rozbroili ich bez trudnoci i - sami usiedli w cieniu skay. 
W tej chwili nie byo tu przyjaci ani wrogw, lecz miertelnie znueni ludzie. mier 
czyhaa na wszystkich, ale oni chcieli tylko odpocz. 
Pentuer widzc, e Tehenna wci jest nieprzytomny, uklk przy nim i pochyli mu si 
nad gow, tak, e nikt nie mg dostrzec, co robi. Wnet jednak Tehenna zacz wzdycha, 
rzuca si i otworzy oczy; potem usiad trc czoo, jak przebudzony z twardego snu, ktry 
jeszcze nie odszed. 
-Tehenno, wodzu Libijczykw -rzek Ramzes -ty i twoi ludzie jestecie jecami jego 
witobliwoci faraona. 
-Lepiej zabij mnie od razu - mrukn Tehenna -jeeli mam utraci wolno. 
-Gdy ojciec twj, Musawasa, upokorzy si i zawrze pokj z Egiptem, jeszcze bdziesz 
wolny i szczliwy... 
Libijczyk odwrci gow i pooy si obojtny na wszystko. Ramzes usiad przy nim i po 
chwili zapad w jaki letarg; prawdopodobnie zasn. 
Ockn si po upywie kwadransa, nieco rzewiejszy. Spojrza na pustyni i krzykn z zachwytu: 
na horyzoncie wida byo zielony kraj, wod, gste palmy, a nieco wyej miasteczka 
i witynie... 
Dokoa niego wszyscy spali -Azjaci i Libijczycy. Tylko Pentuer stojc na zamie skay 
przysoni rk oczy i gdzie patrzy. 
- Pentuerze!... Pentuerze!... - zawoa Ramzes. - Czy widzisz t oaz?... 
Zerwa si i przybieg do kapana, ktry mia trosk na twarzy. 
- Widzisz oaz?... 
-To nie oaza - odpar Pentuer -to bkajcy si w pustyni duch jakiego kraju, ktrego ju 
nie ma na wiecie... Ale tamto -tam... - jest naprawd!... - doda wskazujc rk w stron poudnia. 
- Gry?... - zapyta ksi. 
- Przypatrz si lepiej. 
Ksi wpatrywa si, nagle rzek: 
251 
- Zdaje mi si, e ta ciemna masa podnosi si... Musz mie zmczony wzrok. 
- To jest Tyfon - szepn kapan. - Tylko bogowie mog nas uratowa, jeeli zechc... 
Istotnie Ramzes uczu na twarzy powiew, ktry nawet wrd pustynnego upau wyda mu 
si ciepy. Powiew ten, zrazu bardzo delikatny, wzmaga si, by coraz cieplejszy, a jednoczenie 
ciemna smuga podnosia si na niebie z zadziwiajc szybkoci. 
- C zrobimy? - spyta ksi. 
-Te skay -odpar kapan zasoni nas przed zasypaniem, ale nie odpdz ani kurzu, ani 
gorca, ktre wci ronie. A za dzie lub dwa... 
- Wic Tyfon tak dugo wieje? 
-Czasami trzy i cztery dni... Tylko niekiedy zrywa si na par godzin i nagle pada jak sp 
przeszyty strza. Ale trafia si to bardzo rzadko... 
Ksi spospnia, cho nie straci odwagi. Kapan za, wydobywszy spod szaty may flakonik 
z zielonego szka, mwi dalej : 
-Masz tu eliksir... Powinien wystarczy ci na kilka dni... Ile razy uczujesz senno albo 
strach, wypij kropelk tego. Tym sposobem wzmocnisz si i przetrzymasz... 
- A ty?... a inni?... 
-Los mj jest w rkach Jedynego. Reszta za ludzi... Oni nie s nastpcami tronu! 
- Nie chc tego pynu - rzek ksi odsuwajc fIakonik. 
-Musisz go wzi!... -krzykn Pentuer. -Pamitaj, e w tobie lud egipski zoy swoje 
nadzieje... Pamitaj, e nad tob czuwa jego bogosawiestwo... 
Czarna chmura podniosa si ju do poowy nieba, a gorcy wicher d tak gwatownie, e 
ksi i kapan musieli zej pod ska. 
-Lud egipski?... bogosawiestwo?... - powtarza Ramzes. Nagle zawoa: 
- To ty rok temu przemawiae do mnie w nocy z ogrodu?... Byo to zaraz po manewrach... 
-Tego dnia, kiedy litowae si nad chopem, ktry powiesi si z rozpaczy, e mu kana 
zepsuto - odpar kapan. 
-Ty uratowae mj folwark i ydwk Sar przed tumem, ktry chcia j ukamienowa?... 
-Ja -rzek Pentuer. - Ale ty wkrtce uwolnie z wizienia niewinnych chopw i nie pozwolie 
Dagonowi drczy ludu twego nowymi podatkami. 
Za ten lud -mwi kapan -za miosierdzie, jakie zawsze okazywae mu, dzi jeszcze bogosawi 
ciebie... Moe tylko ty jeden ocalejesz tutaj, ale pomnij... pomnij, e ocala ci ucinity 
lud egipski, ktry od ciebie czeka zbawienia. 
Wtem pociemniao, od poudnia sypn deszcz gorcego piasku i zerwa si wicher tak 
gwatowny, e przewrci konia stojcego w nie osonitym miejscu. Azjaci i libijscy jecy 
wszyscy obudzili si; ale kady tylko wcisn si lepiej pod ska i milcza zdjty trwog. 
W naturze dziao si co okropnego. Na ziemi zalega noc, a na niebie w szalonym pdzie 
goniy si rude lub czarne oboki piasku. Zdawao si, e piasek z caej pustyni oy, zerwa 
si w gr i lecia gdzie z szybkoci kamieni rzucanych proc. 
Gorco byo takie jak w ani: na rkach i twarzy pkaa skra, jzyk usycha, oddech 
sprawia kucie w piersiach. Drobne ziarna piasku parzyy jak iskry. 
Pentuer gwatem zbliy flakonik do ust ksicia. Ramzes wypi par kropel i uczu dziwn 
zmian: bl i gorco przestay go drczy, myl odzyskaa swobod. 
-I to moe cign si par dni?... 
- Cztery - odpar kapan. 
- A wy, mdrcy, powiernicy bogw, nie posiadacie sposobu uratowania ludzi z takiej burzy?... 
Pentuer zamyli si i rzek: 
-Na wiecie jest tylko jeden mdrzec, ktry mgby walczy ze zymi duchami... Ale jego 
tu nie ma!... 
252 
Tyfon d ju od p godziny z niepojt si. Zrobia si prawie noc. Chwilami wiatr sabn, 
czarne kby rozsuway si i byo wida na niebie krwawe soce, a na ziemi zowrogie 
wiato rudej barwy. 
Lecz wnet potnia wicher gorcy, duszny; kby kurzu gstniay, trupie wiato gaso, a 
w powietrzu rozlegay si niepokojce szelesty i szmery, jakich nie nawyko chwyta ludzkie 
ucho. 
Niewiele ju brako do zachodu, a gwatowno burzy i nieznony upa wci rosy. Od 
czasu do czasu nad horyzontem ukazywaa si olbrzymia krwawa plama, jak gdyby zaczyna 
si poar wiata. 
Nagle ksi spostrzeg, e nie ma przy nim Pentuera. Wyty ucho i usysza gos woajcy: 
-Beroes!... Beroes!... jeeli nie ty, kt nam pomoe?... Beroes!... w imi Jedynego, 
Wszechmocnego, ktry nie ma pocztku ani koca, wzywam ci... 
W pnocnej stronie pustyni odezwa si grzmot. Ksi struchla; dla Egipcjanina bowiem 
grzmoty byy prawie tak rzadkim zjawiskiem jak ukazanie si komety. 
- Beroes!... Beroes!... - powtarza wielkim gosem kapan. 
Nastpca wyty wzrok w tym kierunku i ujrza -ciemn figur ludzk z podniesionymi 
rkoma. Z gowy, palcw, a nawet z odzienia tej figury co chwil wyskakiway jasnobkitne 
iskry. 
- Beroes!... Beroes!... 
Przecigy grzmot odezwa si bliej, a wrd tumanw piasku migna byskawica oblewajc 
pustyni czerwonym wiatem. Nowy grzmot i nowa byskawica. 
Ksi uczu, e gwatowno wichru sabnie i gorco zmniejsza si. Skbiony w grze 
piasek zacz spada na ziemi, niebo zrobio si popielate, potem rude, potem mlecznej barwy. 
Potem wszystko ucicho, a za chwil znowu run grzmot i zawia chodny wiatr z pnocy. 
Znkani upaem Azjaci i Libijczykowie ocknli si. 
-Wojownicy faraona -nagle odezwa si stary Libijczyk -a syszycie wy ten szum w pustyni?... 
- Znowu burza? 
- Nie, to deszcz pada!... 
Istotnie z nieba upado kilka chodnych kropli, potem coraz wicej, a w kocu zerwaa si 
ulewa, ktrej towarzyszyy pioruny. 
Midzy onierzami Ramzesa i ich jecami zapanowaa szalona rado. Nie zwaajc na 
byskawice i gromy, ludzie, przed chwil spaleni arem, spragnieni, biegali jak dzieci pod 
strumieniami deszczu. Po ciemku myli siebie i konie, apali wod w czapki i skrzane wory, a 
nade wszystko - pili, pili!... 
-Nie jeste to cud?... - zawoa ksi Ramzes. -Gdyby nie deszcz bogosawiony, zginlibymy 
w pustyni, w gorcych uciskach Tyfona. 
-Zdarza si tak -odpar stary Libijczyk - e poudniowy wicher piaszczysty drani wiatry 
przechadzajce si nad morzem i sprowadza ulew. 
Ramzesa niemile dotkny te sowa; przypisywa bowiem nawanic modlitwom Pentuera. 
Zwrciwszy si wic do Libijczyka spyta: 
- A czy zdarza si i to, aeby z ludzkiej postaci tryskay iskry? 
-Zawsze tak bywa, gdy wieje wiatr pustynny -rzek Libijczyk. -Przecie i tym razem widzielimy 
iskry wyskakujce nie tylko z ludzi, ale i z koni. 
W gosie jego brzmiaa taka pewno, e ksi zbliywszy si do oficera swej jazdy szepn: 
- A zwaajcie na Libijczykw... 
253 
Ledwie to powiedzia, co zakotowao si wrd ciemnoci, a po chwili rozleg si ttent. 
Gdy za byskawica rozwietlia pustyni, zobaczono czowieka, ktry ucieka na koniu. 
-Wiza tych ndznikw! - krzykn ksi - i zabi, jeeli ktry bdzie opiera si... Biada 
ci, Tehenno, gdyby ten otr sprowadzi na nas twoich braci!... Zginiesz w cikich mczarniach 
ty i twoi... 
Pomimo deszczu, piorunw i ciemnoci onierze Ramzesa szybko powizali Libijczykw 
nie stawiajcych zreszt adnego oporu. 
Moe czekali na rozkaz Tehenny, ale ten by tak zgnbiony, e nie myla nawet o ucieczce. 
Powoli burza uspokajaa si, a miejsce dziennego upau zaj w pustyni chd przejmujcy. 
Ludzie i konie napili si do syta i worki napenili wod; daktylw i sucharw byo dosy, 
wic panowao dobre usposobienie. Grzmoty osaby, ciche byskawice zapalay si coraz 
rzadziej, na pnocnym niebie poczy rozdziera si oboki, tu i owdzie zapony gwiazdy. 
Pentuer zbliy si do Ramzesa. 
-Wracajmy ku obozowi -rzek. -Moemy tam doj za par godzin, zanim ten, ktry 
uciek, naprowadzi nam nieprzyjaci. 
- Jake trafimy wrd takiej ciemnoci? - spyta ksi. 
- Czy macie pochodnie? - zwrci si kapan do Azjatw. 
Pochodnie, czyli dugie sznury nasycone materiaami palnymi, byy, ale nie byo ognia. 
Drewniane bowiem krzesiwka suce do zapalania przemoky. 
- Musimy czeka do rana - rzek niecierpliwy ksi. 
Pentuer nie odpowiedzia. Wydoby ze swej torby mae naczynie, wzi od onierza pochodni 
i odszed na bok. Po chwili rozlego si ciche syczenie i pochodnia zapalia si. 
- Wielki jest czarnoksinik ten kapan!... - mrukn stary Libijczyk. 
-W oczach moich sprawie ju drugi cud -rzek ksi do Pentuera. -Czy moesz mi 
objani, jak si to robi?... 
Kapan potrzsn gow. 
-O wszystko pytaj mnie, panie - odpar -a odpowiem ci, na ile mi starczy mdroci. Tylko 
nigdy nie daj, abym ci wyjania tajemnice naszych wity. 
- Nawet gdybym ci mianowa moim doradc? 
-Nawet i wwczas. Nigdy nie bd zdrajc, a chobym i mia nim zosta, odstraszyyby 
mnie kary... 
-Kary?... - powtrzy ksi. -Aha!... Pamitam w wityni Hator czowieka schowanego 
w podziemiu, na ktrego kapani wylewali roztopion smo. Czyby to robili naprawd?... I 
w czowieka naprawd skona w mkach?... 
Pentuer milcza, jakby nie syszc pytania, i powoli wydoby ze swej cudownej torby may 
posek bstwa z rozkrzyowanymi rkoma. Posek ten wisia na sznurku; kapan puci go 
wolno i szepcc modlitw uwaa. Posek po pewnej liczbie waha i krce si zawisn 
spokojnie. 
Ramzes przy wietle pochodni ze zdziwieniem przypatrywa si tym praktykom. 
- Co to robisz? - spyta kapana. 
-Tyle tylko mog powiedzie waszej dostojnoci -rzek Pentuer -e bstwo jedn rk 
wskazuje gwiazd Eshmun *. Ona to w czasie nocy prowadzi przez morza fenickie okrty. 
- Wic i Fenicjanie maj tego boga? 
-Nawet nie wiedz o nim. Bg, ktry zawsze zwraca jedn rk do gwiazdy Eshmun, jest 
znany tylko nam i kapanom chaldejskim. Przy jego za pomocy kady prorok, dniem i noc, 
w pogod i niepogod, moe odkry swoj drog na morzu czy w pustyni. 
Na rozkaz ksicia, ktry z zapalon pochodni szed obok Pentuera, orszak i jecy ruszyli 
za kapanem w kierunku pnocno-wschodnim. Boek zawieszony na sznurku chwia si, lecz 
254 
niemniej wycignit rk wskazywa, gdzie ley wita gwiazda, opiekunka zbkanych podrnikw. 
Szli pieszo, prowadzc konie, dobrym krokiem. Zimno byo tak ostre, e nawet Azjaci 
chuchali w rce, a Libijczycy dreli. 
Wtem co zaczo chrupa i trzeszcze pod nogami. Pentuer przystan i schyli si. 
-W tym miejscu -rzek -deszcz na opoce utworzy pytk kau. A z wody, patrz, dostojny 
panie, co si zrobio... 
Mwic to podnis i pokaza ksiciu jakby tafelk szklan, ktra topniaa mu w rkach. 
- Gdy jest bardzo zimno - doda - woda staje si przezroczystym kamieniem. 
Azjaci potwierdzili sowa kapana dodajc, e daleko na pnocy woda bardzo czsto zamienia 
si w kamie, a para w bia sl, ktra jednak nie ma adnego smaku, tylko szczypie 
w palce i wywouje bl w zbach. 
Ksi coraz bardziej podziwia mdro Pentuera. 
Tymczasem w pnocnej stronie niebo wyjanio si odsaniajc Niedwiedzic, a w niej 
gwiazd Eshmun. Kapan znowu odmwiwszy modlitw schowa do torby przewodniczcego 
boka i kaza zgasi pochodnie, a zostawi tylko tlcy si sznur, ktry utrzymywa ogie i 
stopniowym upalaniem si znaczy godziny. 
Ksi zaleci czujno swemu oddziaowi i wziwszy Pentuera wysun si o kilkadziesit 
krokw naprzd. 
-Pentuerze -odezwa si -od tej chwili mianuj ci moim doradc i na teraz, i wwczas, 
gdy podoba si bogom odda mi koron Grnego i Dolnego Egiptu... 
- Czyme zasuyem na tak ask? 
-W oczach moich speniae czyny, ktre wiadcz o wielkiej twojej mdroci i potdze 
nad duchami. Nad to za bye gotw ocali mi ycie. Wic cho postanowie ukrywa wiele 
rzeczy przede mn... 
-Wybacz, dostojny panie - przerwa kapan. - Zdrajcw, gdy bd ci potrzebni, znajdziesz 
za zoto i klejnoty nawet midzy kapanami. Ale ja nie chc naley do nich. Bo pomyl: czy 
zdradzajc bogw dawabym ci pewno, e i z tob tak nie postpi? 
Ramzes zamyli si. 
Mdrze powiedziae -odpar. -Lecz dziwno mi, skd ty, kapan, masz dla mnie yczliwo 
w sercu? Rok temu -bogosawie mnie, a dzi nie pozwolie samemu jecha w pustyni 
i oddajesz mi wielkie usugi. 
-Bo ostrzegli mnie bogowie, e ty, dostojny panie, gdy zechcesz, moesz wydoby z ndzy 
i ponienia nieszczsny lud egipski. 
- C lud ciebie obchodzi? 
-Spord niego wyszedem... Mj ojciec i bracia po caych dniach czerpali wod z Nilu i 
dostawali kije... 
- W czyme ja mog pomc ludowi? - spyta nastpca. 
Pentuer oywi si. 
-Lud twj -mwi wzruszony -za wiele pracuje, za due paci podatki, cierpi ndz i 
przeladowania. Cik jest dola chopa!... 
Robak poar poow jego zbioru, nosoroec drug; na polach mnstwo myszy, spada 
szaracza, bydo wygnioto, ukrady wrble. Co jeszcze zostao na klepisku, temu zodzieje 
zrobili koniec. O ndzo rolnika! Teraz dopiero przybywa pisarz na brzeg i upomina si o 
zbir, towarzysze jego przynieli kije, a Murzyni palmowe rzgi. Mwi: daj tu zboe! - Nie 
ma adnego. -Bij go wtenczas, rozcigaj jak dugi i wi, rzucaj do kanau, gdzie si 
topi, gow na d. on jego wi przed nim i dzieci tako. Ssiedzi uciekaj ratujc swoje 
zboe... ** 
-Sam to widziaem -odpar zamylony ksi -i nawet odpdziem jednego podobnego 
pisarza. Lecz czyli mog by wszdzie obecnym, aeby zapobiega niesprawiedliwoci? 
255 
-Moesz, panie, rozkaza, aeby nie drczono ludzi bez potrzeby. Moesz zniy podatki, 
wyznaczy chopom dni wypoczynku. Moesz w kocu obdarowa kad rodzin choby 
zagonem ziemi, z ktrej zbir naleaby tylko do nich i suy do ich wykarmienia. W razie 
przeciwnym bd i nadal karmili si: lotosem, papirusem i zdechymi rybami, i w kocu twj 
lud zmarnieje... Ale jeeli ty okaesz mu swoj ask, podwignie si. 
I zaprawd uczyni tak! -zawoa ksi -dobry gospodarz nie pozwala, aeby jego inwentarz 
mar z godu, pracowa nad siy lub odbiera niesuszne plagi... To musi si zmieni!... 
Pentuer zatrzyma si. 
- Przyrzekasz mi to, dostojny panie?... 
- Przysigam! - odpar Ramzes. 
-A wic i ja ci przysigam, e bdziesz najsawniejszym faraonem, wobec ktrego zblednie 
Ramzes Wielki! - zawoa ju nie panujc nad sob kapan. 
Ksi zamyli si. 
- Co poczniemy we dwu przeciw kapanom, ktrzy mnie nienawidz?... 
-Oni boj si ciebie, panie - odpowiedzia Pentuer - Boj si, aeby zbyt wczenie nie zacz 
wojny z Asyri... 
-C im zaley na tym, jeeli wojna bdzie wygrana?.. 
Kapan schyli gow i rozoy rce, lecz milcza. 
-Wic ja tobie powiem!... - krzykn rozdraniony ksi. -Oni nie chc wojny, gdy lkaj 
si, aebym nie wrci z niej zwycizc, obadowany skarbami, pdzc przed sob niewolnikw... 
Oni tego boj si, poniewa chc, aeby kady faraon by sabym narzdziem ich 
rki, bezuytecznym sprztem, ktry mona odrzuci, kiedy im si podoba... 
Ale ze mn tego nie bdzie!... I albo zrobi to, co chc, do czego mam prawo, jako syn i 
spadkobierca bogw, albo... zgin... 
Pentuer cofn si i wyszepta zaklcie. 
-Nie mw tak, dostojny panie -rzek zmiszany -aby ze duchy krce nad pustyni nie 
pochwyciy twoich sw... Sowo, zapamitaj to, wadco, jest jak kamie rzucony z procy; 
gdy trafi na cian, odbije si i zwrci przeciw tobie samemu... 
Ksi pogardliwie machn rk. 
-Wszystko jedno -odpar. -Nie ma wartoci takie ycie, w ktrym kady krpowaby 
moj wol... Jeeli nie bogowie, to wichry pustynne; jeeli nie ze duchy, to kapani... I taka 
ma by wadza faraona?... Chc robi to, co ja chc, i zdawa spraw tylko przed wiekuistymi 
przodkami, a nie przed lada ogolonym bem, ktry niby tumaczy zamiary bogw, a naprawd 
zagarnia wadz i napenia swoje skarbce moimi dostatkami!... 
Wtem o kilkadziesit krokw od nich rozleg si dziwny krzyk, rodkujcy midzy reniem 
a beczeniem, i -przebieg olbrzymi cie. Pdzi jak strzaa i, o ile mona byo dojrze, 
mia dug szyj i tuw garbaty. 
Wrd ksicego orszaku rozleg si szmer zgrozy 
To gryf!... Wyranie widziaem skrzyda!... mwili Azjaci. 
- Pustynia rui si potworami!... - doda stary Libijczyk. 
Ramzes by stropiony; jemu take zdawao si, e przebiegajcy cie mia gow wa i 
co na ksztat krtkich skrzyde. 
- Czy w rzeczy samej - zapyta kapana - w pustyni ukazuj si potwory? 
-Zapewne - rzek Pentuer - e w miejscu tak odludnym snuj si niedobre duchy w najosobliwszych 
postaciach. Zdaje mi si jednak, e to, co przeszo obok nas, jest raczej zwierzciem. 
Podobne ono jest do osiodanego konia, tylko wiksze i prdsze w biegu. Mwi za 
mieszkacy oazw, e zwierz to moe wcale nie pi wody, a przynajmniej bardzo rzadko. 
Gdyby tak byo, przysze pokolenia mogyby uywa do przebiegania pusty tej dziwnej 
istoty, ktra dzi tylko strach budzi. 
256 
- Nie miabym si na grzbiecie takiej poczwary! - odpar ksi potrzsajc gow. 
- To samo nasi przodkowie mwili o koniu, ktry Hyksosom pomg zdoby Egipt, a dzi 
sta si niezbdnym dla naszej armii. Czas bardzo zmienia ludzkie sdy!... - rzek Pentuer 
Na niebie zniky ostatnie chmury i zacza si noc jasna. Pomimo braku ksiyca byo tak 
widno, e na tle biaego piasku mona byo pozna oglne zarysy przedmiotw, nawet drobnych 
czy bardzo odlegych. 
Przejmujcy chd take zmniejszy si. Przez jaki czas orszak maszerowa w milczeniu, 
po kostki grzznc w piasku. Nagle midzy Azjatami znowu wszcz si tumult i rozlegy si 
woania: 
-Sfinks!... patrzcie, sfinks!... Ju nie wyjdziemy ywi z pustyni, kiedy cigle pokazuj si 
nam widziada... 
Rzeczywicie na biaym pagrku wapiennym bardzo wyranie rysowaa si sylwetka 
sfinksa. Lwie ciao, ogromna gowa w czepcu egipskim i jakby ludzki profil. 
-Uspokjcie si, barbarzycy -rzek stary Libijczyk. -To przecie nie sfinks, tylko lew, i 
nic wam nie zrobi, gdy zajty jest jedzeniem. 
-Zaprawd jest to lew! -potwierdzi ksi zatrzymujc si. -Ale jak on podobny do 
sfinksa... 
-On te jest ojcem naszych sfinksw -wtrci pgosem kapan. - Jego twarz przypomina 
rysy czowiecze, a jego grzywa peruk... 
- Czy i nasz wielki sfinks, ten ktry pod piramidami?... 
-Na wiele wiekw przed Menesem -mwi Pentuer - kiedy jeszcze nie byo piramid, rosa 
w tym miejscu skaa podobna do lwa lecego, jakby bogowie tym sposobem chcieli oznaczy: 
gdzie zaczyna si pustynia. 
Owczeni wici kapani kazali mistrzom dokadniej obrobi ska i braki jej dopeni za 
pomoc sztucznego muru. Mistrze za, czciej widujc ludzi anieli lwy, wyrzebili twarz 
ludzk i tak urodzi si pierwszy sfinks... 
- Ktremu oddajemy cze bosk... - umiechn si ksi. 
-I susznie - odpar kapan. - Pierwsze bowiem zarysy tego dziea zrobili bogowie, a ludzie 
wykoczyli je take pod natchnieniem bogw. Nasz sfinks ogromem i tajemniczoci przypomina 
pustyni, ma posta duchw bkajcych si w pustyni i tak przeraa ludzi jak ona. 
Jest on zaprawd synem bogw i ojcem trwogi. 
-A swoj drog wszystko ma ziemski pocztek - odpar ksi. Nil nie wypywa z nieba, 
ale z jakich gr lecych poza Etiopi. Piramidy, o ktrych mwi mi Herhor, e s obrazem 
naszego pastwa, s budowane na wzr skalistych szczytw. A i nasze witynie z ich pylonami 
i obeliskami, z ich ciemnoci i chodem, czyli nie przypominaj pieczar i gr cigncych 
si wzdu Nilu?... Ile razy na polowaniu zbkaem si midzy wschodnimi skaami, 
zawszem trafia na jakie osobliwe nagromadzenie kamieni, ktre przywodzio mi na myl 
wityni. Nawet nieraz na ich chropowatych cianach widziaem hieroglify pisane rk wichrw 
i deszczu. 
-W tym, wasza dostojno, masz dowd, e nasze witynie byy wznoszone wedug planu, 
ktry nakrelili sami bogowie -rzek kapan. - A jak drobna pestka rzucona w ziemi rodzi 
niebotyczne palmy, tak obraz skay, pieczary, lwa, nawet lotosu, zasiany w dusz pobonego 
faraona, rodzi aleje sfinksw, witynie i ich potne kolumny. Boskie to s czyny, nie 
ludzkie, i szczliwy ten wadca, ktry patrzc naokoo siebie potrafi w rzeczach ziemskich 
odkry myl bo i w zrozumiay sposb przedstawi j nastpnym pokoleniom. 
- Tylko wadca taki musi mie wadz i duy majtek - wtrci zgryliwie Ramzes -nie za 
zaley od kapaskich przywidze... 
Przed nimi cigno si dugie wzgrze piaszczyste, na ktrym w tej chwili ukazao si paru 
jedcw. 
- Nasi czy Libijczycy?... - rzek ksi. 
257 
Ze wzgrza odezwa si gos rogu, na ktry odpowiedziano z orszaku ksicia. Konni zjechali 
szybko, o ile na to pozwala gboki piasek. Zbliywszy si jeden z nich zawoa: 
- Czy jest nastpca tronu?... 
- Jest, i zdrw - odpowiedzia Ramzes. 
Zsiedli z koni i upadli na twarze. 
-O erpatre! -mwi dowdca przybyych. - Wojsko twoje rozdziera szaty i prochem posypuje 
gowy mylc, e zgin... Caa kawaleria rozbiega si po pustyni, aeby znale twoje 
lady, i dopiero nam, niegodnym, pozwolili bogowie, e witamy ci pierwsi... 
Ksi mianowa go setnikiem i rozkaza, aby nazajutrz przedstawi do nagrody swoich 
podwadnych. 
* Polarn 
** Opis autentyczny 
258 
ROZDZIA DWUDZIESTY 
W p godziny pniej ukazay si gste ognie armii egipskiej, a niebawem orszak ksicia 
znalaz si w obozie. Ze wszystkich stron odezway si trbki na alarm, onierze chwycili 
bro i krzyczc stawali w szeregach. Oficerowie padali ksiciu do ng i jak wczoraj po zwycistwie, 
podnisszy go na rkach, zaczli obchodzi z nim oddziay. ciany wwozu dray 
od okrzykw: yj wiecznie, zwycizco!... Bogowie opiekuj si tob!.. 
Otoczony pochodniami zbliy si wity Mentezufis. Nastpca zobaczywszy go wydar 
si z rk oficerw i pobieg naprzeciw kapana. 
- Wiesz, ojcze wity - zawoa Ramzes - schwytalimy libijskiego wodza Tehenn!... 
-Marna zdobycz - odpar surowo kapan -dla ktrej naczelny wdz nie powinien by rzuca 
armii. Szczeglniej wwczas, gdy lada chwil nowy nieprzyjaciel moe nadcign. 
Ksi odczu ca sprawiedliwo zarzutu, lecz wanie dlatego zerwa si w nim gniew. 
Zacisn pici, zabyszczay mu oczy... 
- Na imi matki twej, milcz, panie! - szepn stojcy za nim Pentuer 
Nastpc tak zdziwio nieoczekiwane odezwanie si jego doradcy, e w jednej chwili 
ochon, a ochonwszy zrozumia, e najwaciwiej bdzie przyzna si do bdu. 
-Prawd mwisz, wasza dostojno - odpar. - Ani armia wodza, ani wdz armii nigdy nie 
powinien opuszcza. Sdziem jednak, e zastpisz mnie ty, wity mu, ktry tu jeste 
przedstawicielem ministra wojny... 
Spokojna odpowied uagodzia Mentezufisa, wic kapan ju nie przypomnia ksiciu zeszorocznych 
manewrw, na ktrych namiestnik tak samo opuci wojska i - wpad w nieask 
u faraona. 
Wtem z wielkim krzykiem zbliy si do nich Patrokles. Grecki wdz znowu by pijany i z 
daleka woa do ksicia: 
-Patrz, nastpco, co zrobi wity Mentezufis... Ty ogosie przebaczenie dla wszystkich 
onierzy libijskich, ktrzy opuszcz najezdnikw i wrc do armii jego witobliwoci... Do 
mnie ci ludzie zbiegli si i ja dziki temu rozbiem lewe skrzydo nieprzyjacielskie... Tymczasem 
dostojny Mentezufis kaza wszystkich wymordowa... Zgino blisko tysic jecw, samych 
naszych eks-onierzy, ktrzy mieli otrzyma ask!... 
Ksiciu znowu krew uderzya do gowy, ale wci stojcy za nim Pentuer szepn: 
- Milcz, przez bogi, milcz!... 
Lecz Patrokles nie mia doradcy, wic krzycza dalej: 
- Od tej chwili raz na zawsze stracilimy zaufanie u obcych, no - i u swoich... Bo w kocu i 
nasza armia musi rozprzgn si, gdy pozna, e na jej czoo wdzieraj si zdrajcy... 
-Ndzny najmito -odpar zimno Mentezufis -take to miesz odzywa si o wojsku i zaufanych 
jego witobliwoci?... Jak wiat wiatem, nie syszano jeszcze podobnego blunierstwa!... 
I lkam si, czy bogowie nie pomszcz wyrzdzonej sobie zniewagi... 
Patrokles grubo rozemia si. 
-Dopki pi midzy Grekami, nie lkam si zemsty nocnych bogw... A gdy czuwam, 
nic mi nie zrobi dzienni... 
-Id spa, id... midzy twoich Grekw, pijanico -rzek Mentezufis - aby z twej winy na 
nasze gowy grom nie spad... 
-Na twj, dusigroszu, ogolony eb nie spadnie, bo bdzie myla, e to co innego!... - odpar 
nieprzytomny Grek. Lecz widzc, e ksi nie daje mu poparcia, cofn si do swego 
obozu. 
-Czy naprawd - spyta Ramzes kapana -czy naprawd kazae, wity mu, pobi jecw 
wbrew mojej obietnicy, e otrzymaj ask?... 
259 
-Wasza dostojno nie bye w obozie -odpar Mentezufis - wic na ciebie nie spada odpowiedzialno 
za ten czyn. Ja za pilnuj si naszych praw wojennych, ktre nakazuj tpi 
zdradzieckich onierzy. onierze, ktrzy poprzednio suyli jego witobliwoci, a nastpnie 
poczyli si z nieprzyjacimi, maj by natychmiast zabijani - oto ustawa. 
-A gdybym ja by tutaj?... 
-Jako naczelny wdz i syn faraona, moesz zawiesza wykonywanie pewnych ustaw, ktrych 
ja musz sucha - odpar Mentezufis. 
- Nie mge wic zaczeka do mego powrotu? 
- Ustawa kae zabija  a  y  h m i a  , wic speniem jej wymagania. 
Ksi by tak oszoomiony, e przerwa dalsz rozmow i uda si do swego namiotu. 
Tam dopiero upadszy na fotel rzek do Tutmozisa: 
-Ale ja ju dzi jestem niewolnikiem kapanw!... Oni morduj jecw, oni gro moim 
oficerom, oni nawet nie szanuj moich zobowiza... Nic ecie nie mwili Mentezufisowi, 
kiedy kaza zabija tych nieszczsnych?... 
- Zasania si prawem wojennym i nowymi rozkazami Herhora... 
- Ale waciwie ja tu jestem wodzem, cho wyjechaem na p dnia. 
-Wyranie zdae dowdztwo w rce moje i Patroklesa - odpar Tutmozis. - Gdy za nadjecha 
wity Mentezufis, musielimy mu ustpi, gdy jest wyszy od nas... 
Ksi pomyla, e jednak schwytanie Tehenny byo okupione zbyt wielkimi nieszczciami. 
Jednoczenie z ca si odczu donioso przepisu, ktry nie pozwala wodzowi 
opuszcza wojska. Musia w sobie przyzna, e nie ma susznoci, ale to jeszcze bardziej 
dranio jego dum i napeniao nienawici do kapanw. 
Ot -mwi -jestem w niewoli pierwej nawet, nim zdyem zosta faraonem (oby mj 
witobliwy ojciec y wiecznie!). Wic ju dzisiaj musz zacz wydobywa si z niej, a 
przede wszystkim -milcze... Pentuer ma suszno: milcze, zawsze milcze, a gniewy 
swoje jak drogocenne klejnoty skada w skarbcu pamici. Dopiero, gdy zbierze si... O prorocy, 
wy mi wwczas zapacicie!.. 
Nie pytasz, wasza dostojno, o rezultat bitwy? - spyta Tutmozis. 
- Aha, wanie... C jest? 
- Przeszo dwa tysice jecw, wicej ni trzy tysice zabitych, a ledwie kilkuset ucieko. 
-Jaka wic bya armia libijska? -rzek dziwiony ksi. 
- Sze do siedmiu tysicy ludzi. 
- To by nie moe... Czy podobna, aby w takiej potyczce zgino prawie cae wojsko?... 
-A przecie tak jest, to bya straszna bitwa - odpar Tutmozis. - Otoczye ich ze wszech 
stron, reszt zrobili onierze, no... i dostojny Mentezufis... O takiej klsce nieprzyjaci 
Egiptu nie mwi nagrobki najsawniejszych faraonw. 
-Id ju spa, Tutmozisie, jestem zmczony -przerwa ksi czujc, e pycha zaczyna 
mu bi do gowy. 
Wic to ja odniosem takie zwycistwo?... Niepodobna!... - pomyla. 
Rzuci si na skry, ale pomimo miertelnego znuenia zasn nie mg. 
Dopiero czternacie godzin upyno od chwili, gdy wyda haso rozpoczcia bitwy... Dopiero 
czternacie godzin?... Niepodobna!... 
On wygra tak bitw?... Ale on nawet nie widzia bitwy, tylko ty, gsty tuman, skd 
potokami wyleway si nieludzkie wrzaski. Oto i teraz widzi w tuman, syszy wrzaw, czuje 
spiekot, a przecie adnej bitwy nie ma... 
Potem zobaczy niezmiern pustyni, wrd ktrej z bolesnym trudem posuwa si po piasku. 
On i jego ludzie mieli najlepsze konie z caej armii, a pomimo to pezali jak wie... A 
co za spiekota!... Niepodobna, aeby czowiek mg wytrzyma taki ar... 
260 
A oto zrywa si Tyfon, zasania wiat, pali, gryzie, dusi... Z figury Pentuera sypi si blade 
iskry... Nad ich gowami rozlegaj si grzmoty, zjawisko, ktrego nie widzia jeszcze nigdy... 
Potem cicha noc w pustyni...Pdzcy gryf, ciemna sylwetka sfinksa na wapiennym wzgrzu... 
Tylem widzia, tylem przey -myli Ramzes -byem przy budowaniu naszych wity, a 
nawet przy urodzinach wielkiego sfinksa, ktry ju nie ma wieku, i... to wszystko miaoby 
zdarzy si w cigu czternastu godzin?... 
Jeszcze ostatnia myl bysna ksiciu: Czowiek, ktry tyle przey, nie moe dugo 
y... 
Przebiego go zimno od stp do gw i - zasn. 
Nazajutrz ockn si w par godzin po wschodzie soca. Kuy go oczy, bolay wszystkie 
koci, troch kaszla, ale umys mia jasny i serce pene odwagi. 
We drzwiach namiotu stan Tutmozis. 
- C?... - spyta ksi. 
-Szpiegowie od granicy libijskiej przynosz dziwne wieci -odpar ulubieniec. -Ku naszemu 
wwozowi zblia si wielki tum, ale to nie jest wojsko, lecz bezbronni, kobiety i dzieci, 
a na ich czele Musawasa i najprzedniejsi Libijczycy... 
- C by to znaczyo? 
- Wida chc prosi o pokj. 
- Po jednej bitwie?... - zdziwi si ksi. 
-Ale jakiej!... Przy tym strach mnoy w ich oczach nasze wojska... Czuj si sabymi i lkaj 
si najazdu i mierci... 
Zobaczymy, czy to nie jest podstp wojenny!...- odpar ksi po namyle. A jake nasi? 
- Zdrowi, syci, napojeni, wypoczci i weseli. Tylko... 
-No? 
- Patrokles umar w nocy - szepn Tutmozis. 
- Jakim sposobem?... - zawoa ksi zrywajc si. 
-Jedni mwi, e zapi si, drudzy... e to kara bogw... Twarz mia sin, a usta pene piany... 
-Jak tamten niewolnik w Atribis, pamitasz go?... Nazywa si Bakura i wpad do sali 
uczty ze skargami na nomarch... Rozumie si, e tej samej nocy umar z pijastwa!... Co?... 
Tutmozis spuci gow. 
- Musimy by bardzo ostroni, panie mj... szepn. 
-Postaramy si - odpar ksi spokojnie. -Nie bd si nawet dziwi mierci Patroklesa... 
Bo i co osobliwego moe by w tym, e umar jaki pijaczyna, ktry obraa bogw, ba!... 
nawet kapanw... 
Ale Tutmozis w tych drwicych sowach odczu grob. 
Ksi bardzo kocha wiernego jak pies Patroklesa. Mg zapomnie wiele wasnych 
krzywd, ale jego mierci nie przebaczy nigdy. 
Przed poudniem do ksicego obozu nadcign z Egiptu wiey puk tebaski, a oprcz 
tego par tysicy ludzi i kilkaset osw przyniosy wielkie zapasy ywnoci i namioty. Jednoczenie 
od strony Libii znowu nadbiegli szpiegowie donoszc, e banda ludzi bezbronnych, 
idcych ku wwozowi, wci powiksza si. 
Z rozkazu nastpcy gste oddziaki jazdy we wszystkich kierunkach zbaday okolic: czy 
nie ukrywa si gdzie nieprzyjacielska armia? Nawet kapani wziwszy ze sob ma kapliczk 
Amona weszli na szczyt najwyszego wzgrza i odprawili tam naboestwo. A wrciwszy do 
obozu zapewnili nastpc, e wprawdzie nadciga kilkutysiczny tum bezbronnych Libijczykw, 
ale armii nie ma nigdzie co najmniej w trzymilowym promieniu. 
Ksi zacz si mia z raportu. 
- Mam dobre oko - rzek - ale w takiej odlegoci nie dojrzabym wojska. 
261 
Kapani naradziwszy si midzy sob owiadczyli ksiciu, e jeeli obowie si nie rozmawia 
z ludmi niewtajemniczonymi o tym, co zobaczy, przekona si, e mona widzie 
bardzo daleko. 
Ramzes przysig. wwczas kapani ustawili na jednym wzgrzu otarz Amona i rozpoczli 
modlitwy. A gdy ksi umywszy si zdj sanday i ofiarowa bogu zoty acuch i kadzido, 
wprowadzili go do ciasnej skrzyni, zupenie ciemnej, i kazali patrze na cian. 
Po chwili zaczy si pobone piewy, w czasie ktrych ukazao si na wewntrznej cianie 
skrzyni jasne kko. Wnet jasna barwa zmtniaa; ksi zobaczy piaszczyst rwnin, 
wrd niej skay, a przy nich azjatyckie placwki. 
Kapani zaczli piewa ywiej i obraz zmieni si. Byo wida inny kawaek pustyni, a w 
niej tum ludzi niewikszych od mrwek. Mimo to ruchy, ubiory, a nawet twarze osb byy 
tak wyrane, e ksi mg je opisa. 
Zdumienie nastpcy nie miao granic. Przeciera oczy, dotyka poruszajcego si wizerunku... 
Nagle odwrci gow, obraz znikn i zostaa ciemno. 
Kiedy wyszed z kaplicy, zapyta go starszy kapan: 
- C, erpatre, wierzysz teraz w potg bogw egipskich? 
-Zaprawd -odpar -jestecie tak wielkimi mdrcami, e cay wiat powinien wam skada 
ofiary i hody. Jeeli w rwnym stopniu potraficie widzie przyszo, nic wam si nie 
oprze. 
Na te sowa jeden z kapanw wszed do kaplicy, zacz si modli i niebawem odezwa 
si stamtd gos mwicy: 
-Ramzesie!... zwaone s losy pastwa, a zanim druga penia nadejdzie, zostaniesz jego 
wadc... 
- Bogowie!... - zawoa przeraony ksi - azali ojciec mj jest tak chory?... 
Upad twarz na piasek, a jeden z asystujcych kapanw spyta go: czy nie chce jeszcze 
czego dowiedzie si. 
- Powiedz, ojcze Amonie - odpar - czy speni si moje zamiary? 
Po chwili rzek gos z kaplicy: 
-Jeeli nie rozpoczniesz wojny ze Wschodem, bdziesz skada ofiary bogom i szanowa 
ich sugi, czeka ci dugi ywot i pene sawy panowanie... 
Po tych cudach, ktre zdarzyy si w jasny dzie, na otwartym polu, ksi wzburzony 
wrci do swego namiotu. 
Nic nie oprze si kapanom!... - myla z trwog. 
W namiocie zasta Pentuera. 
-Powiedz mi, mj doradco - rzek - czy wy, kapani, moecie czyta w ludzkim sercu i od
sania jego tajemne zamiary? 
Pentuer potrzsn gow. 
-Prdzej - odpar -czowiek dojrzy, co mieci si we wntrzu skay, anieli zbada cudze 
serce. Ono nawet jest dla bogw zamknite i dopiero mier odkrywa jego myli. 
Ksi gboko odetchn, ale nie mg pozby si niepokoju. Gdy za ku wieczorowi 
trzeba byo zwoa rad wojenn, zaprosi na ni Mentezufisa i Pentuera. 
Nikt nie wspomina o nagle zmarym Patroklesie; moe dlatego, e byy pilniejsze sprawy. 
Przyjechali bowiem libijscy posowie bagajc w imieniu Musawasy o lito nad jego synem 
Tehenn i ofiarujc Egiptowi poddanie si i wieczny spokj. 
-li ludzie -mwi jeden z posw - oszukali nard nasz mwic, e Egipt jest saby, a jego 
faraon cieniem wadcy. Wczoraj jednak przekonalimy si, jak mocne jest wasze rami, i 
poczytujemy za rzecz roztropniejsz podda si wam i paci daniny anieli naraa ludzi na 
pewn mier, a nasze majtki na zniszczenie. 
Gdy rada wojenna wysuchaa tej mowy, kazano Libijczykom wyj z namiotu, a ksi 
Ramzes wprost zapyta o zdanie witego Mentezufisa, co nawet zdziwio jeneraw. 
262 
-Jeszcze wczoraj -rzek dostojny prorok -radzibym odrzuci prob Musawasy, przenie 
wojn do Libii i zniszczy gniazdo rozbjnikw. Dzi jednak otrzymaem tak wane 
wiadomoci z Memfisu, e bd gosowa za litoci dla pokonanych. 
- Czy mj witobliwy ojciec jest chory? - zapyta wzruszony ksi. 
-Jest chory. Lecz dopki nie skoczymy z Libijczykami, wasza dostojno nie powiniene 
o tym myle... 
A gdy nastpca smutnie spuci gow, Mentezufis doda: 
- Musz speni jeszcze jeden obowizek... Wczoraj, dostojny ksi, omieliem si zrobi 
ci uwag, e dla tak marnej zdobyczy, jak Tehenna, wdz nie powinien by opuszcza armii. 
Dzi widz, e myliem si: gdyby bowiem nie schwyci, panie, Tehenny, nie mielibymy tak 
prdko pokoju z Musawas... Mdro twoja, naczelny wodzu, okazaa si wysz nad wojskowe 
ustawy... 
Ksicia zastanowia skrucha Mentezufisa. 
Dlaczego on tak mwi?... - pomyla. Wida nie tylko Amon wie, e mj witobliwy ojciec 
jest chory... 
I w duszy nastpcy znowu zbudziy si stare uczucia: pogarda dla kapanw i -nieufno 
do ich cudw. 
Wic nie bogowie wryli mi, e rycho zostan faraonem, ale przysza wiadomo z 
Memfisu i kapani oszukali mnie w kaplicy. A jeeli kamali w jednym, kto zarczy, e i te 
widoki pustyni ukazywane na cianie nie byy take oszustwem?... 
Poniewa ksi cigle milcza, co przypisywano jego smutkowi z powodu choroby faraona, 
a jeneraowie take nie mieli odzywa si po stanowczych sowach Mentezufisa, wic 
rad wojenn ukoczono. Zapado jednomylne postanowienie, aeby wzi jak najwiksz 
danin z Libijczykw, posa im egipsk zaog i - przerwa wojn. 
Teraz ju wszyscy spodziewali si, e faraon umrze. Egipt za, aby sprawi wadcy przystojny 
pogrzeb, potrzebowa gbokiego spokoju. 
Opuciwszy namiot rady wojennej ksi spyta Mentezufisa: 
- Dzielny Patrokles zgas tej nocy: czy, wici mowie, mylicie uczci jego zwoki? 
-By to barbarzyca i wielki grzesznik -odpar kapan. -Tak znakomite jednak odda 
usugi Egiptowi, e naley zapewni mu ycie za grobem. Jeeli wic pozwolisz, wasza dostojno, 
dzi jeszcze odelemy ciao tego ma do Memfisu, aeby zrobi jego mumi i odwie 
j na wieczne mieszkanie do Tebw midzy krlewskie przybytki. 
Ksi zgodzi si z ochot, ale podejrzenia jego wzrosy. 
Wczoraj -myla Mentezufis gromi mnie jak leniwego ucznia, i jeszcze aska bogw! e 
nie obi mi grzbietu kijem, a dzi przemawia do mnie jak posuszny syn do ojca i prawie pada 
na brzuch swj. Nie jeste to znakiem, e do namiotu mego zblia si wadza tudzie godzina 
rachunku?... 
Tak rozmylajc ksi wzrasta w dum, a serce jego wypenia coraz silniejszy gniew 
przeciw kapanom. Gniew tym gorszy, e cichy jak skorpion, ktry, ukrywszy si w piasku, 
jadowitym dem kaleczy nieostron nog. 
263 
ROZDZIA DWUDZIESTY PIERWSZY 
W nocy warty day zna, e tum ebrzcych o ask Libijczykw ju wszed do wwozu. 
Jako nad pustyni wida byo un ich ognisk. 
O wschodzie soca odezway si trby i caa armia egipska stana pod broni, w najszerszym 
miejscu doliny. Stosownie do rozkazu ksicia, ktry chcia jeszcze bardziej nastraszy 
Libijczykw, midzy szeregami wojska ustawiono spokojnych tragarzy, a wrd konnicy pomieszczono 
olarzy na osach. I stao si w onym dniu, e Egipcjanie byli mnodzy jak piasek 
w pustyni, a Libijczycy trwoni, jak gobie, nad ktrymi kry jastrzb. 
O dziewitej rano przed namiot ksicia zajecha jego zocisty wz wojenny. Konie ubrane 
w strusie pira rway si tak, e kadego z nich musiao pilnowa dwu masztalerzy. 
Ramzes wyszed z namiotu, siad na wz i sam uj cugle, a miejsce wonicy zaj przy 
nim kapan Pentuer, doradca. Jeden z jeneraw roztoczy nad ksiciem duy, zielony parasol, 
a z tyu i po obu stronach wozu szli greccy oficerowie w pozocistych zbrojach. W pewnej 
odlegoci za orszakiem ksicia posuwa si may oddzia gwardii, a wrd niego Tehenna, 
syn libijskiego wodza Musawasy. 
O kilkaset krokw od Egipcjan, przy wyjciu z glaukoskiego wwozu, staa smutna gromada 
Libijczykw bagajcych zwycizcy o miosierdzie. 
Kiedy Ramzes wjecha ze swoj wit na wzgrze, kdy mia przyjmowa nieprzyjacielskie 
poselstwo, armia ku jego czci podniosa taki okrzyk, e chytry Musawasa zmartwi si 
jeszcze bardziej i szepn do bliskiej starszyzny: 
- Zaprawd mwi wam, jest to krzyk wojska, ktre miuje swego wodza!... 
Wwczas jeden z niespokojniejszych ksit libijskich, wielki bandyta, rzek do Musawasy: 
-Czy nie mylisz, e w takiej chwili roztropniej uczynimy ufajc chyoci naszych koni 
anieli asce faraonowego syna?... Ma to by wcieky lew, ktry nawet gaszczc zdziera 
skr; my za jestemy jako jagnita oderwane od cyckw swej matki. 
-Czy, jak chcesz -odpar Musawasa - ca pustyni masz przed sob. Ale mnie lud wysa 
na odkupienie swoich grzechw, a nade wszystko mam syna Tehenn, nad ktrym ksi 
rozleje swj gniew, jeeli nie potrafi go przebaga. 
Do gromady Libijczykw przycwaowali dwaj jezdni Azjaci donoszc, e pan czeka na ich 
pokor. 
Musawasa gorzko westchn i poszed ku pagrkowi, na ktrym sta zwycizca. Nigdy 
jeszcze nie odby on rwnie cikiej podry!... Grube, pokutnicze ptno le okrywao jego 
grzbiet; nad gow obsypan popioem znca si ar soneczny, bose nogi gryz mu wir. a 
serce gnit smutek i wasny, i zwycionego ludu. 
Przeszed zaledwie kilkaset krokw, ale par razy musia zatrzyma si i odpocz. Czsto 
te oglda si za siebie, aby sprawdzi, czy nadzy niewolnicy, ktrzy nieli dary dla ksicia, 
nie kradn zotych piercieni, a co gorsze -klejnotw. Musawasa bowiem, jako m dowiadczony, 
wiedzia, e ludzie najchtniej korzystaj z cudzego nieszczcia. 
Dzikuj bogom -pociesza si w swej ndzy chytry barbarzyca - e na mnie pad los 
upokorzenia si przed ksiciem, ktry lada dzie woy faraonowsk czapk. Wadcy Egiptu 
s wspaniaomylni, szczeglniej w chwili zwycistwa. Jeeli wic potrafi wzruszy pana 
mego, umocni on moje znaczenie w Libii i pozwoli mi pobiera due podatki. Prawdziwy za 
cud, e sam nastpca tronu zapa Tehenn; nie tylko bowiem nie uczyni mu krzywdy, ale 
jeszcze obsypie go dostojestwami... 
Tak myla, a wci oglda si. Niewolnik bowiem, cho nagi, moe ukradziony klejnot 
schowa w usta, a nawet pokn. 
264 
Na trzydzieci krokw przed wozem nastpcy tronu Musawasa i towarzyszcy mu najprzedniejsi 
Libijczycy upadli na brzuchy swoje i leeli w piasku, dopki adiutant ksicy nie 
kaza im wsta. Zbliywszy si o kilka krokw znowu padli i uczynili tak trzy razy, a zawsze 
Ramzes musia rozkazywa im, aeby si podnieli. 
Przez ten czas Pentuer stojcy na ksicym wozie szepta swojemu panu: 
-Niech oblicze twoje nie pokae im ani srogoci, ani uciechy. Raczej bd spokojny jak 
bg Amon, ktry pogardza swymi wrogami i nie cieszy si z lada jakich triumfw... 
Nareszcie pokutujcy Libijczycy stanli przed obliczem ksicia, ktry ze zocistego wozu 
patrzy na nich jak srogi hipopotam na kaczta nie majce gdzie ukry si przed jego moc. 
- Tye to - nagle odezwa si Ramzes? - Tye to jest Musawasa, mdry wdz libijski? 
- Jam jest twj suga - odpar zapytany i znowu rzuci si na ziemi. 
Gdy mu kazano wsta, ksi mwi: 
-Jak moge dopuci si tak cikiego grzechu i podnie rk na ziemi bogw? Czyli 
opucia ci dawna roztropno? 
-Panie! -odpar chytry Libijczyk -al pomisza rozumy wygnanym onierzom jego 
witobliwoci, wic biegli na wasn zgub cignc za sob mnie i moich. I wiedz bogowie, 
jak dugo cignaby si ta brzydka wojna, gdyby na czele armii wiecznie yjcego faraona 
nie stan sam Amon w twojej postaci. Jak pustynny wicher spade, kiedy ci nie oczekiwano, 
tam gdzie ci nie oczekiwano, a jak byk amie trzcin, tak ty skruszye zalepionego nieprzyjaciela. 
Po czym wszystkie ludy nasze zrozumiay, e nawet straszne puki libijskie dopty 
s co warte, dopki rzuca nimi twoja rka. 
-Mdrze mwisz, Musawaso -rzek ksi -a jeszcze lepiej uczynie, e wyszed naprzeciw 
armii boskiego faraona nie czekajc, a ona przyjdzie do was. Radbym jednak dowiedzie 
si: o ile prawdziw jest wasza pokora? 
-Rozjanij oblicze, wielki mocarzu egipski -odpowiedzia na to Musawasa. -Przychodzimy 
do ciebie jako poddani, aeby imi twoje byo wielkim w Libii i aeby by naszym 
socem, jak jeste socem dziewiciu ludw. 
Rozka tylko podwadnym twoim, aby byli sprawiedliwymi dla zawojowanego i do potgi 
twej przyczonego ludu. Niech twoi naczelnicy rzdz nami sumiennie i sprawiedliwie, a nie 
wedug zych chci swoich donoszc o nas faszywie i pobudzajc nieask twoj przeciw 
nam i dzieciom naszym. Rozka im, namiestniku dobrotliwego faraona, aby rzdzili nami 
wedug woli twojej oszczdzajc swobod, mienie, jzyk i obyczaje ojcw i przodkw naszych. 
Niech prawa twoje bd dla wszystkich poddanych ci ludw rwne, niech urzdnicy twoi 
nie pobaaj jednym, a nie bd zbyt srogimi dla drugich. Niech wyroki ich bd dla wszystkich 
jednakie. Niech pobieraj opat przeznaczon na twe potrzeby i twj uytek, lecz nie 
podnosz od nas innej w tajemnicy przed tob, takiej, ktra nie wejdzie do skarbca twego, 
lecz wzbogaci tylko sugi twoje i sugi sug twoich. 
Ka rzdzi nami bez krzywdy dla nas i dla dzieci naszych, wszak jeste bogiem naszym i 
wadc na wieki. Naladuj soce, ktre dla wszystkich rozsiewa swj blask dajcy si i ycie. 
Bagamy ci o twe aski, my, libijscy poddani, i padamy czoem przed tob, nastpco 
wielkiego i potnego faraona. * 
Tak mwi przebiegy ksi libijski Musawasa i skoczywszy, znowu upad brzuchem na 
ziemi. A nastpcy faraona, kiedy sucha tych mdrych sw, byszczay oczy i rozszerzay 
si nozdrza jak modemu ogierowi, ktry po sytnej paszy wybiega na k midzy klacze. 
-Powsta, Musawaso -odezwa si ksi - i posuchaj, co ci odpowiem. Los twj i twoich 
narodw nie zaley ode mnie lecz od miociwego pana, ktry tak wznosi si ponad nami 
wszystkimi, jak niebo nad ziemi. Radz ci wic, aeby ty i starszyzna libijska udali si std 
do Memfisu i tam, upadszy na twarz przed wadc i bogiem tego wiata, powtrzyli pokorn 
mow, ktrej tu wysuchaem. 
265 
Nie wiem, jaki bdzie skutek waszych prb; lecz poniewa bogowie nigdy nie odwracaj 
si od skruszonych i bagajcych, wic przeczuwam, e nie bdziecie le przyjci. 
A teraz pokacie mi dary przeznaczone dla jego witobliwoci, abym osdzi, czy porusz 
serce wszechmocnego faraona. 
W tej chwili Mentezufis da znak stojcemu na wozie ksicia Pentuerowi. A gdy ten zeszed 
i zbliy si ze czci do witego ma, Mentezufis szepn: 
-Boj si, aeby modemu panu naszemu triumf nie za mocno uderzy do gowy. Czy nie 
sdzisz, e byoby roztropnym przerwa w jaki sposb uroczysto?... 
-Przeciwnie -odpar Pentuer -nie przerywajcie uroczystoci, a ja wam rcz, e podczas 
triumfu nie bdzie mia wesoej twarzy. 
- Zrobisz cud? 
-Czylibym potrafi? Poka mu tylko, e na tym wiecie wielkiej radoci towarzysz 
wielkie strapienia. 
-Czy, jak chcesz - rzek Mentezufis -gdy bogowie dali ci mdro godn czonka najwyszej 
rady. 
Odezway si trby i bbny i rozpoczto pochd triumfalny. 
Na czele szli nadzy niewolnicy z darami, pilnowani przez monych Libijczykw. Wic 
niesiono zote i srebrne bogi, szkatuki napenione wonnociami, emaliowane naczynia, tkaniny, 
sprzty, wreszcie zote misy zasypane rubinami, szafirami i szmaragdami. Niewolnicy 
nioscy je mieli ogolone gowy i opaski na ustach, aeby ktry nie ukrad cennego klejnotu. 
Ksi Ramzes wspar obie rce o krawd wozu i z wysokoci pagrka patrzy na Libijczykw 
i swoje wojsko jak togowy orze na pstre kuropatwy. Duma wypeniaa go od stp 
do gw i wszyscy czuli, e nie mona by potniejszym nad tego zwyciskiego wodza. 
W jednej chwili oczy ksicia utraciy swj blask, a na twarzy odmalowao si przykre 
zdziwienie. To stojcy za nim Pentuer szepn: 
-Nako, panie, ucha twego... Od czasu kiedy opucie miasto Pi-Bast, zaszy tam dziwne 
wydarzenia... Twoja kobieta, Kama Fenicjanka, ucieka z Grekiem Lykonem... 
- Z Lykonem?... - powtrzy ksi. 
-Nie poruszaj si, panie, i nie okazuj tysicom twoich niewolnikw, e masz smutek w 
dniu triumfu... 
W tej chwili przechodzi u stp ksicia bardzo dugi sznur Libijczykw nioscych w koszach 
owoce i chleby, a w ogromnych dzbanach wino i oliw dla wojska. Na ten widok wrd 
karnego onierstwa rozleg si szmer radoci, ale Ramzes nie spostrzeg tego, zajty opowiadaniem 
Pentuera. 
- Bogowie - szepta prorok - ukarali zdradzieck Fenicjank... 
- Zapana?... - spyta ksi. 
- Zapana, ale musiano j wysa do wschodnich kolonii... Spad bowiem na ni trd... 
- O bogowie!... - szepn Ramzes. - Czy aby mnie on nie grozi?... 
- Bd spokojny, panie: gdyby si zarazi, ju by go mia... 
Ksi poczu zimno we wszystkich czonkach. Jake atwo bogom z najwyszych szczytw 
zepchn czowieka w przepa najgbszej ndzy!... 
- A tene nikczemny Lykon?... 
- Jest to wielki zbrodniarz - mwi Pentuer - zbrodniarz, jakich niewielu wydaa ziemia... 
- Znam go. Jest podobny do mnie jak obraz odbity w lustrze... - odpar Ramzes. 
Teraz nadcigna gromada Libijczykw prowadzcych osobliwe zwierzta. Na czele szed 
jednogarbny wielbd z biaawym wosem, jeden z pierwszych, jakiego zapano w pustyni. Za 
nim dwa nosoroce, stado koni i oswojony lew w klatce. A dalej mnstwo klatek z rnobarwnymi 
ptakami, mapkami i maymi pieskami, przeznaczonymi dla dam dworskich. W 
kocu pdzono wielkie stada wow i baranw na miso dla wojska. 
Ksi ledwie rzuci okiem na wdrujcy zwierzyniec i pyta kapana: 
266 
- A Lykon schwytany?... 
-Teraz powiem ci najgorsz rzecz, nieszczliwy panie -szepta Pentuer -Pamitaj jednak, 
aby nieprzyjaciele Egiptu nie dostrzegli smutku w tobie... 
Nastpca poruszy si. 
- Twoja druga kobieta, Sara ydwka... 
- Czy take ucieka?.. 
- Zmara w wizieniu... 
- O bogowie!... Kt mia j wtrci?... 
- Sama oskarya si o zabjstwo syna twego... 
- Co?... 
Wielki krzyk rozleg si u stp ksicia: maszerowali jecy libijscy wzici podczas bitwy, a 
na ich czele smutny Tehenna. 
Ramzes mia w tej chwili serce tak przepenione blem, e skin na Tehenn i rzek: 
- Sta przy ojcu twoim Musawasie, aeby widzia i dotkn ci, e yjesz... 
Na te sowa wszyscy Libijczycy i cae wojsko wydao potny okrzyk; ale ksi nie sucha 
go. 
-Syn mj nie yje?... - pyta kapana. -Sara oskarya si o dzieciobjstwo?... Czy szalestwo 
pado na jej dusz?... 
- Dziecko zabi nikczemny Lykon... 
- O bogowie, dajcie mi siy!... - jkn ksi. 
- Hamuj si, panie, jak przystao na zwyciskiego wodza... 
- Czyli podobna zwyciy tak bole!... O niemiosierni bogowie!... 
-Dziecko zabi Lykon, Sara za oskarya si, aeby ciebie ocali... Widzc bowiem morderc 
w nocy, mylaa, e to ty sam bye... 
-A ja j wygnaem z mego domu!... A ja zrobiem j suebnic Fenicjanki!.. -szepta 
ksi. 
Teraz ukazali si egipscy onierze, nioscy pene kosze rk ucitych polegym Libijczykom. 
Na ten widok ksi Ramzes zasoni twarz swoj i gorzko zapaka. 
Natychmiast jeneraowie otoczyli wz pocieszajc pana. Za wity prorok Mentezufis poda 
wniosek, ktry przyjto bez namysu, aeby od tej pory wojsko egipskie ju nigdy nie 
ucinao rk polegym w boju nieprzyjacioom. 
Tym nieprzewidzianym wypadkiem zakoczy si pierwszy triumf nastpcy egipskiego 
tronu. Ale zy, jakie wyla nad ucitymi rkoma, mocniej anieli zwyciska bitwa przywizay 
do niego Libijczykw. Nikt te nie dziwi si, e dokoa ognisk zasiedli w zgodzie onierze 
egipscy i Libijczycy, dzielc si chlebem i pijc wino z tych samych kubkw. Miejsce wojny i 
nienawici, ktre miay trwa cae lata, zajo gbokie uczucie spokoju i zaufania. 
Ramzes poleci, aeby Musawasa, Tehenna i najprzedniejsi Libijczycy natychmiast jechali 
z darami do Memfisu, i da im eskort, nie tyle do pilnowania ich, ile dla bezpieczestwa ich 
osb i wiezionych skarbw. Sam za ukry si w namiocie i nie pokaza si przez kilka godzin. 
Nie przyj nawet Tutmozisa, jak czowiek, ktremu bole starczy za najmilsze towarzystwo. 
Ku wieczorowi przysza do ksicia deputacja greckich oficerw pod dowdztwem Kaliposa. 
Kiedy nastpca zapyta: czego chc?... Kalipos odpar: 
-Przychodzimy baga ci, panie, aeby ciao naszego wodza, a twego sugi, Patroklesa, 
nie byo wydane egipskim kapanom, lecz spalone wedug greckiego obyczaju. 
Ksi zdziwi si. 
-Chyba wiadomo wam - rzek - e ze zwok Patroklesa kapani chc zrobi mumi pierwszej 
klasy i umieci j przy grobach faraonw. Czy moe wikszy zaszczyt spotka czowieka 
na tym wiecie? 
267 
Grecy wahali si, wreszcie Kalipos zebrawszy odwag odpowiedzia: 
-Panie nasz, pozwl otworzy serce przed tob. Dobrze wiemy, e zrobienie mumii jest 
dla czowieka korzystniejszym ni spalenie go. Gdy bowiem dusza spalonego natychmiast 
przenosi si do krajw wiekuistych, dusza zabalsamowanego moe tysice lat y na tej ziemi 
i cieszy si jej piknoci. 
Ale egipscy kapani, wodzu (niech to nie obraa twoich uszu!), nienawidzili Patroklesa. 
Kt wic nas zapewni, e kapani, zrobiwszy jego mumi, nie w tym celu zatrzymuj dusz 
na ziemi, aby j podda udrczeniom?... I co my bylibymy warci, gdybymy podejrzewajc 
zemst nie uchronili od niej duszy naszego ziomka i dowdcy?... 
Zdziwienie Ramzesa jeszcze bardziej wzroso. 
- Czycie - rzek - jak uwaacie za potrzebne. 
- A jeeli nie wydadz nam ciaa?... 
- Tylko przygotujcie stos, a reszt sam si zajm. 
Grecy wyszli, ksi posa po Mentezufisa. 
* Napis na nagrobku faraona Horem-hepa z roku 1470 przed Chrystusem. 
268 
ROZDZIA DWUDZIESTY DRUGI 
Kapan spod oka przypatrzy si nastpcy i znalaz go bardzo zmienionym. Ramzes by 
blady, prawie schud w kilka godzin, a jego oczy straciy blask i zapady si pod czoo. 
Usyszawszy, o co chodzi Grekom, Mentezufis ani chwili nie waha si z wydaniem zwok 
Patroklesa. 
-Grecy maj suszno -rzek wity m -e moglibymy udrcza po mierci cie Patroklesa. 
Ale s gupcami przypuszczajc, e ktrykolwiek kapan egipski czy chaldejski dopuciby 
si podobnej zbrodni. 
Niech zabior ciao swego ziomka, jeeli sdz, e pod opiek ich obyczajw bdzie 
szczliwy po mierci!... 
Ksi natychmiast wysa oficera ze stosownym rozkazem, ale Mentezufisa zatrzyma. 
Widocznie chcia mu co powiedzie, cho waha si. 
Po duszym milczeniu Ramzes nagle zapyta: 
-Zapewne wiesz, wity proroku, e jedna z moich kobiet, Sara, umara, a jej syn zosta 
zamordowany?... 
- Stao si to - odpar Mentezufis - tej samej nocy, kiedy opucilimy Pi-Bast... 
Ksi zerwa si. 
-Przez wiekuistego Amona!... - krzykn. - Stao si tak dawno, a wy nic nie wspomnielicie 
mi?... Nawet o tym, e ja byem posdzony o zabicie mego dziecka?... 
-Panie - rzek kapan -naczelny wdz w przededniu bitwy nie ma ani ojca, ani dziecka, 
ani nikogo zgoa, tylko - swoj armi i nieprzyjaci. Mogliemy ci w tych wanych czasach 
niepokoi podobnymi wiadomociami? 
-To prawda -odpar ksi po namyle. -Gdyby nas dzisiaj zaskoczono, nie wiem, czy 
potrafibym dobrze pokierowa wojskiem... I w ogle nie wiem, czy ju kiedykolwiek zdoam 
odzyska spokj... 
Takie mae... takie pikne dziecko!... Albo i ta kobieta, ktra powicia si za mnie, gdy ja 
ciko j skrzywdziem. Nigdy nie mylaem, e mog zdarza si podobne nieszczcia i e 
przenosi je ludzkie serce. 
- Czas wszystko leczy... Czas i modlitwa - szepn kapan. 
Ksi pokiwa gow i znowu w namiocie zalega taka cisza, e sycha byo piasek wysypujcy 
si z klepsydry. 
Nastpca znowu ockn si. 
-Powiedz mi -rzek -ojcze wity, jeeli nie naley to do wielkich tajemnic, jaka jest na
prawd rnica midzy spaleniem zmarego i zrobieniem z niego mumii? Bo chocia syszaem 
co w szkole, nie rozumiem jednak tej kwestii, do ktrej Grecy tak wielk przywizuj 
wag. 
-My przywizujemy daleko wiksz, najwiksz...- odpar kapan. -wiadcz o tym nasze 
miasta zmarych, ktre zajy cay skraj pustyni zachodniej. wiadcz piramidy, ktre s grobami 
faraonw starego pastwa, i mnemonie, olbrzymie groby, kute w skaach, dla krlw 
naszej epoki. 
Pogrzeb i grb to wielka sprawa, to najwiksza sprawa ludzka. Bo gdy w formie cielesnej 
yjemy pidziesit albo sto lat, nasze cienie trwaj dziesitki tysicy lat, a do zupenego 
oczyszczenia. 
Asyryjscy barbarzycy miej si z nas, e wicej powicamy zmarym ni yjcym; ale 
zapakaliby nad swoim niedbalstwem o zmarych, gdyby znana im bya, jak nam, tajemnica 
mierci i grobu... 
Ksi otrzsn si. 
269 
-Przestraszasz mnie -rzek. - Czyli zapomniae, e midzy zmarymi ja mam dwie mie 
istoty, ktre nie s pochowane wedug egipskiego rytuau? 
-Owszem. Teraz wanie robi ich mumie. A zarwno Sara, jak i twj syn bd mieli 
wszystko, cokolwiek przyda im si moe w dugiej wdrwce. 
- Doprawdy?... - spyta jakby ucieszony Ramzes. 
-Zarczam, e tak jest - odpar kapan - i e zrobione bdzie wszystko, co potrzeba, aby 
znalaz ich, panie, szczliwymi, gdy i tobie kiedy uprzykrzy si ziemski ywot. 
Nastpca suchajc tego by bardzo wzruszony. 
-Wic mylisz, wity mu -spyta - e odnajd kiedy mego syna i bd mg powiedzie 
tej kobiecie: Saro, ja wiem, e byem dla ciebie zbyt surowy?... 
- Jestem tak pewny jak tego, e widz ci, dostojny panie. 
-Mw... mw o tym!... - zawoa ksi. - Czowiek dopty nie dba o groby, dopki nie 
zoy w nich czstki samego siebie... A mnie spotkaa ta niedola, i wanie wwczas, gdym 
myla, e z wyjtkiem faraona nie ma potniejszego nade mnie! 
-Zapytywae, panie -zacz Mentezufis - jaka jest rnica midzy spaleniem zmarego i 
zrobieniem z niego mumii? Taka sama, jak midzy zniszczeniem szaty a schowaniem jej do 
komory. Gdy szata jest przechowana, moe si niejednokrotnie przyda, a gdy masz tylko 
jedn, byoby szalestwem pali j... 
- Tego nie rozumiem - wtrci ksi. - Tego nie wykadacie nawet w wyszej szkole... 
- Ale moemy powiedzie nastpcy faraona. 
Wasza dostojno wiesz - cign kapan -e ludzka istota skada si z trzech czci: ciaa, 
iskry boej i cienia, czyli Ka, ktry czy ciao z iskr bo. 
Gdy czowiek umiera, jego cie tudzie iskra odczaj si od ciaa. Gdyby czowiek y 
bez grzechu, jego iskra boa wraz z cieniem natychmiast poszaby midzy bogw, na wiekuiste 
ycie. Ale kady czowiek grzeszy, plami si na tym wiecie, skutkiem czego jego cie, 
Ka, musi si oczyszcza, niekiedy przez tysice lat. Za oczyszcza si w ten sposb, e niewidzialny 
bka si po naszej ziemi, pomidzy ludmi, i spenia dobre uczynki. Chocia cienie 
zbrodniarzy nawet w zagrobowym yciu dopuszczaj si wystpkw i ostatecznie gubi i 
siebie, i zawart w nich iskr bo. 
Ot, co dla waszej dostojnoci nie jest chyba tajemnic, w cie, Ka, jest zupenie podobny 
do czowieka, tylko wyglda, jakby by utkany z bardzo delikatnej mgy. Cie ma gow, 
rce i tuw, moe chodzi, mwi, rzuca lub podnosi przedmioty, ubiera si jak czowiek, 
a nawet, osobliwie przez kilkaset pierwszych lat po mierci, musi od czasu do czasu nieco 
posila si. Pniej bowiem wystarczaj mu wizerunki pokarmw... 
Gwn jednak si swoj cie czerpie z ciaa, ktre po nim zostaje na ziemi. Gdy wic 
ciao rzucimy do grobu, ono prdko psuje si i cie musi nasyca si prochem i zgnilizn. 
Gdy ciao spalimy, cie ma tylko popioy do krzepienia si. Ale gdy z ciaa zrobimy mumi, 
czyli gdy ciao zabalsamujemy na tysice lat, cie, Ka, zawsze jest zdrw i silny i epok swego 
oczyszczenia przepdza spokojnie, nawet przyjemnie. 
- Dziwne rzeczy!... - szepn nastpca. 
-O yciu zagrobowym kapani, w cigu tysicletnich bada, dowiedzieli si bardzo wanych 
szczegw. Przekonano si, e gdy w ciele zmarego zostaj wntrznoci, jego cie, 
Ka, ma ogromny apetyt, potrzebuje tyle pokarmw co czowiek, a gdy pokarmu zabraknie, 
wwczas rzuca si na yjcych i wysysa z nich krew. Lecz gdy usuwa si ze zwok wntrznoci, 
jak my to robimy, wwczas cie prawie obywa si bez pokarmu: jego wasne ciao, zbalsamowane 
i napenione silnie pachncymi zioami, wystarcza mu na miliony lat. 
Rwnie sprawdzono, e gdy grb zmarego jest pusty, cie tskni za wiatem i wczy si 
po ziemi bez potrzeby. Lecz gdy w kaplicy pomiertnej zoymy odzienie, sprzty, bro, naczynia 
i narzdzia, ktre zmary lubi, gdy ciany pokryjemy malowidami przedstawiajcymi: 
uczty, polowania, naboestwa, wojny i w ogle wypadki, w ktrych nieboszczyk przyj
270 
mowa udzia, gdy jeszcze dodamy mu poski osb z jego rodziny, suby, koni, psw i byda, 
wwczas cie nie wychodzi bez potrzeby na wiat, gdy znajduje go w swym domu 
zmarych. 
Nareszcie przekonano si, e wiele cieniw, nawet po odbyciu pokuty, nie moe wej do 
krainy wiecznego szczcia, poniewa nie znaj stosownych modlitw, zakl i rozmw z bogami. 
Zapobiegamy temu owijajc mumi w papirusy, na ktrych s wypisane sentencje, i kadc 
im do trumien Ksig Zmarych. 
Jednym sowem nasz rytua pogrzebowy zapewnia cieniowi siy, chroni go od niewygd i 
tsknoty za ziemi, uatwia mu wejcie midzy bogw i -zabezpiecza ywych ludzi od szkd, 
jakie mogyby im wyrzdzi cienie. Nasza wielka troskliwo o zmarych to wanie ma na 
celu; dlatego stawiamy im prawie paace, a w nich - najozdobniejsze mieszkania. 
Ksi rozmyla, wreszcie rzek: 
-Rozumiem, e wywiadczacie wielk ask bezsilnym i bezbronnym cieniom zaopatrujc 
ich w ten sposb. Lecz... kto mi powie, e cienie istniej... 
O tym e jest bezwodna pustynia - cign ksi -wiem, bo j widz, bom ton w jej piaskach 
i dowiadczyem jej arw. O tym, e s krainy, w ktrych woda kamienieje, a para 
zamienia si na biae puchy, take wiem, bo mwili wiarygodni wiadkowie... 
Ale skd wy wiecie o cieniach, ktrych nikt nie widzia, i o ich yciu pomiertnym, skoro 
stamtd nie wrci aden czowiek? 
-Mylisz si, wasza dostojno - odpar kapan. -Cienie ukazyway si ludziom nieraz, a 
nawet opowiaday im swoje tajemnice. 
Mona mieszka w Tebach dziesi lat i nie widzie deszczu, mona y na ziemi sto lat i 
nie spotka cienia. Ale kto by mieszka przez setki lat w Tebach albo y tysice lat na ziemi, 
zobaczyby niejeden deszcz i niejednego cienia!... 
- A kt to y tysice lat?... - zapyta ksi. 
-y, yje i y bdzie wity stan kapaski -odpowiedzia Mentezufis. - On to przed 
trzydziestoma tysicami lat osiedli si nad Nilem, on przez ten czas bada niebo i ziemi, on 
stworzy nasz mdro i nakreli plany wszystkich pl, tam, kanaw, piramid i wity... 
-To prawda -przerwa ksi. -Stan kapaski jest mdry i potny, ale -gdzie s cienie?... 
Kto je widzia i z nimi rozmawia?... 
-Wiedz o tym, panie -prawi Mentezufis -e cie jest w kadym yjcym czowieku. A 
jak s ludzie odznaczajcy si ogromn si lub arcybystrym wzrokiem, tak s i ludzie, ktrzy 
posiadaj niezwyky dar, e - mog za ycia wydziela swj wasny cie... 
Nasze tajemne ksigi pene s najwiarygodniejszych opowiada w tej sprawie. Niejeden 
prorok umia zapada w sen podobny do mierci. Wwczas jego cie oddzieliwszy si od 
ciaa w jednej chwili przenosi si do Tyru, Niniwy, Babilonu, oglda rzeczy potrzebne, 
przysuchiwa si naradom obchodzcym nas i -po przebudzeniu si proroka -zdawa jak 
najdokadniejsze sprawozdanie. Niejeden zy czarownik rwnie zasnwszy wysya swj 
cie do domu nienawidzonego czowieka, a tam wywraca lub niszczy sprzty i straszy ca 
rodzin. 
Zdarzao si, e czowiek napastowany przez cienia czarnoksinika uderza go wczni 
lub mieczem. Wwczas w domu nawiedzanym ukazyway si krwawe lady, a czarnoksinik 
mia na swym ciele t wanie ran, ktr zadano cieniowi. 
Niejednokrotnie te cie yjcego czowieka ukazywa si razem z nim, o kilka krokw od 
niego... 
- Znam ja takie cienie!... - szepn ironicznie ksi. 
- Musz doda - cign Mentezufis - e nie tylko ludzie, ale -zwierzta, roliny, kamienie, 
budowle i sprzty maj takie same cienie. Tylko (dziwna rzecz!) cie przedmiotu martwego 
nie jest martwy, ale posiada ycie: rusza si, przesuwa z miejsca na miejsce, nawet myli i 
objawia to za pomoc rozmaitych znakw, najczciej - pukania. 
271 
Gdy czowiek umrze, cie jego yje i ukazuje si ludziom. W naszych ksigach zapisano 
tysice podobnych wypadkw. Jedne cienie upominay si o jado, inne chodziy po mieszkaniu, 
pracoway w ogrodzie albo poloway w grach z cieniami swoich psw i kotw. Inne 
cienie straszyy ludzi, niszczyy ich majtek, wypijay ich krew, nawet pocigay yjcych do 
rozpusty... Byway jednak cienie dobre: matek opiekujcych si dziemi, polegych onierzy 
ostrzegajcych o zasadzce nieprzyjacielskiej, kapanw, ktrzy odkrywali nam wane tajemnice. 
Jeszcze za omnastej dynastii cie faraona Cheopsa (ktry pokutuje za ucisk ludu przy 
wznoszeniu piramidy dla siebie) ukazywa si w nubijskich kopalniach zota i litujc si nad 
cierpieniami pracujcych winiw wskaza im nowe rdo wody. 
-Opowiadasz ciekawe rzeczy, wity mu -odpar Ramzes - pozwl wic, e i ja ci co 
powiem. Jednej nocy, w Pi-Bast, pokazano mi mj cie... By zupenie podobny do mnie i 
nawet tak ubrany jak ja. Wnet jednak przekonaem si, e to nie jest aden cie, ale ywy 
czowiek, niejaki Lykon, nikczemny morderca mego syna... 
Wystpki swoje zacz od tego, e straszy Fenicjank Kam. Wyznaczyem nagrod za 
schwytanie go... Ale nasza policja nie tylko nie pojmaa go, lecz nawet pozwolia mu wykra 
t sam Kam i zabi niewinne dziecko. 
Dzi sysz, e schwytano Kam; ale o tym ndzniku nic nie wiem. Zapewne yje na swobodzie 
zdrw, wesoy i zasobny w skradzione skarby; moe nawet sposobi si do nowej 
zbrodni!... 
-Zbyt wiele osb ciga tego nikczemnika, aeby w kocu nie zosta pojmany -rzek Mentezufis. 
-A gdy raz wpadnie w nasze rce, Egipt zapaci mu za zgryzoty, jakie uczyni jego 
nastpcy tronu. Wierzaj mi, panie, moesz mu z gry przebaczy wszystkie wystpki, kara 
bowiem odpowie ich wielkoci. 
-Wolabym go sam mie w rkach -odpar ksi. -Zawsze to niebezpieczna rzecz taki 
cie za ycia!.. * 
Nie bardzo zbudowany podobnym zakoczeniem swego wykadu, wity Mentezufis poegna 
ksicia. Po nim wszed do namiotu Tutmozis zawiadamiajc, e Grecy ju ukadaj 
stos dla swojego wodza i e kilkanacie libijskich kobiet zgodzio si paka w czasie pogrzebowego 
obchodu 
-Bdziemy przy tym -odpar nastpca. -Czy wiesz, e zabito mego syna?... Takie mae 
dziecko! Gdy nosiem go, mia si i wyciga do mnie rczki!... Niepojta rzecz, ile nikczemnoci 
moe pomieci ludzkie serce! Gdyby ten pody Lykon targn si na moje ycie, 
jeszcze rozumiabym, nawet przebaczy... Ale mordowa dziecko... 
- A o powiceniu Sary mwiono ci, panie? - spyta Tutmozis. 
-Tak. Zdaje mi si, e bya to najwierniejsza z moich kobiet i e niesusznie postpiem z 
ni... Ale jak to moe by? -zawoa ksi bijc pici w st -aeby dotychczas nie 
schwytano ndznika Lykona?... Przysigli mi na to Fenicjanie... obiecaem nagrod naczelnikowi 
policji... W tym musi co by!... 
Tutmozis zbliy si do ksicia i szepn: 
-By u mnie posaniec od Hirama, ktry obawiajc si gniewu kapanw kryje si, zanim 
opuci Egipt... Ot Hiram podobno dowiedzia si od naczelnika policji w Pi-Bast, e Lykon 
zosta schwytany... Ale cicho!...- doda wylkniony Tutmozis. 
Ksi na chwil wpad w gniew, lecz wnet si opanowa. 
- Schwytany?... - powtrzy. - Dlaczego ta tajemnica?... 
-Bo naczelnik policji musia odda go witemu Mefresowi na jego rozkaz w imieniu 
najwyszej rady... 
-Aha... aha!... - powtarza nastpca. - Zatem czcigodnemu Mefresowi i najwyszej radzie 
potrzebny jest czowiek tak bardzo podobny do mnie?... Aha!... Memu dziecku i Sarze maj 
272 
sprawi pikny pogrzeb... balsamuj ich zwoki... Ale morderc ukrywaj w bezpiecznym 
miejscu... Aha!... 
I wity Mentezufis jest wielkim mdrcem. Opowiedzia mi dzi wszystkie tajemnice zagrobowego 
ycia, wytumaczy mi cay pogrzebowy rytua, jakbym ja sam by kapanem co 
najmniej trzeciego stopnia... Ale o schwytaniu Lykona i o ukryciu tego zabjcy przez Mefresa 
ani wspomnia!... Widocznie wici ojcowie troskliwsi s o drobne sekreta nastpcy tronu 
anieli o wielkie tajemnice przyszego ycia... Aha! 
-Zdaje si, panie, e dziwi ci to nie powinno - wtrci Tutmozis. - Wiesz, e kapani ju 
podejrzewaj ci o niech i maj si na ostronoci... Tym wicej... 
- Co tym wicej?... 
- e jego witobliwo jest bardzo chory. Bardzo... 
-Aha!... ojciec mj chory, a ja tymczasem na czele wojska musz pilnowa pustyni, aeby 
z niej piaski nie ucieky... Dobrze, e mi to przypomnia!... Tak, jego witobliwo musi 
by ciko chory, gdy kapani s bardzo czuli dla mnie... Wszystko mi pokazuj i o wszystkim 
mwi wyjwszy tego, e Mefres ukry Lykona. 
- Tutmozis - rzek nagle ksi - czy i dzi sdzisz, e mog rachowa na wojsko?... 
- Na mier pjdziemy, tylko rozka... 
-I za szlacht rczysz?... 
- Jak za wojsko. 
- Dobrze - odpar nastpca. - Moemy teraz odda ostatni usug Patroklesowi. 
* Rzecz szczeglna, e teoria cieniw, na ktrej prawdopodobnie opieraa si nadzwyczajna 
troskliwo Egiptu o zmarych, e teoria ta odya w naszych czasach w Europie. Wykada 
j obszernie Adolf d'Assier w ksice Essai sur l'humanit posthume et le spiritisme, 
par un positiviste. 
273 
ROZDZIA DWUDZIESTY TRZECI 
W cigu kilku miesicy podczas ktrych ksi Ramzes peni obowizki namiestnika 
Dolnego Egiptu, jego witobliwy ojciec coraz bardziej zapada na zdrowiu. I zbliaa si 
chwila, w ktrej pan wiecznoci, budzcy rado w sercach, wadca Egiptu i wszystkich krajw; 
jakie tylko owietla soce, mia zaj miejsce obok czcigodnych poprzednikw swoich, 
w tebaskich katakumbach, ktre le po drugiej stronie miasta Teb. 
Nie by jeszcze zbyt podeszy wiek rwnego bogom mocarza, ktry rozdawa ycie poddanym 
i mia wadz zabierania mom ich on wedug pragnie serca swego. Ale trzydziestokilkuletnie 
rzdy tak go zmczyy, e ju sam chcia wypocz, odnale modo i pikno 
swoj w zachodniej krainie, gdzie kady faraon bez trosk panuje wiecznie nad ludami tak 
szczliwymi, e nikt i nigdy nie chcia stamtd powraca. 
Jeszcze p roku temu witobliwy pan spenia wszystkie czynnoci przywizane do jego 
stanowiska, na ktrym opierao si bezpieczestwo i pomylno caego widzialnego wiata. 
Rankiem, ledwo kur zapia, kapani budzili wadc hymnem na cze wschodzcego soca. 
Faraon podnosi si z oa i w zocistej wannie bra kpiel z wody ranej. Po czym boskie 
ciao jego byo natarte bezcennymi wonnociami, wrd szmeru modw majcych wasno 
odpdzania zych duchw. 
Tak oczyszczony i okadzony przez prorokw szed pan do kapliczki. Odrywa glinian 
piecz ode drzwi i wchodzi sam jeden do sanktuarium, gdzie na ou ze soniowej koci 
spoczywa cudowny posg boka Ozirisa. Boek mia ten nadzwyczajny dar, e na kad noc 
odpaday mu rce, nogi i gowa odcite niegdy przez zego boga Seta; lecz po modlitwie 
faraona wszystkie czonki zrastay si na powrt, bez adnej przyczyny. 
Gdy jego witobliwo przekona si, e Oziris znowu jest cay, wydobywa posg z oa, 
kpa go, ubiera w drogocenne szaty i -posadziwszy na malachitowym tronie, okadza go 
wonnociami. Ceremonia to nader wana: gdyby bowiem ktrego poranku boskie czonki 
Ozirisa nie zrosy si, byby to znak, e Egiptowi, jeeli nie caemu wiatu, grozi wielkie nieszczcie. 
Po wskrzeszeniu i ubraniu bstwa jego witobliwo zostawia otwarte drzwi kaplicy, aby 
przez nie na kraj spyway bogosawiestwa. Zarazem wyznacza kapanw, ktrzy przez 
cay dzie mieli pilnowa sanktuarium nie tyle przed z wol, ile przed lekkomylnoci 
ludzk. Nieraz bowiem zdarzao si, e niebaczny miertelnik zbliywszy si zanadto do najwitszego 
miejsca naraa si na niewidzialne uderzenie, ktre pozbawiao go przytomnoci, 
a nawet ycia. 
Po odprawieniu naboestwa szed pan, otoczony piewajcymi kapanami, do wielkiej 
sali jadalnej, gdzie sta fotel i stoliczek dla niego i dziewitnacie innych stoliczkw przed 
dziewitnastu posgami wyobraajcymi dziewitnacie poprzednich dynastii. Gdy za wadca 
usiad, wbiegay mode chopcy i dziewczta ze srebrnymi talerzami, na ktrych byo miso 
i ciasta, tudzie z dzbanami wina. Kapan dozorujcy potraw kosztowa z pierwszego talerza 
i pierwszego dzbanka, ktre nastpnie na klczkach podawano faraonowi, a inne talerze i 
dzbany stawiano przed posgami przodkw. Gdy za wadca zaspokoiwszy gd opuci sal, 
potrawy przeznaczone dla przodkw mieli prawo zjada ksita albo kapani. 
Z jadalni udawa si pan do nie mniej wielkiej sali audiencjonalnej. Tu padali przed nim na 
twarz najblisi dostojnicy pastwa i najblisza rodzina, po czym minister Herhor, najwyszy 
skarbnik, najwyszy sdzia i najwyszy naczelnik policji skadali mu raporty o sprawach pastwa. 
Czytanie byo przerywane religijn muzyk i tacem, w czasie wykonywania ktrych 
tron zasypywano wiecami i bukietami. 
Po audiencji jego witobliwo udawa si do obocznego gabinetu i pooywszy si na 
kanapie chwil drzema. Nastpnie skada bogom ofiary z wina i kadzide i opowiada kapa
274 
nom swoje sny, wedle ktrych mdrcy ukadali najwysze rozporzdzenia w sprawach, ktre 
jego witobliwo mia rozstrzyga. 
Niekiedy jednak, gdy snw nie byo albo gdy ich tumaczenie wydao si faraonowi niewaciwym, 
jego witobliwo umiecha si dobrotliwie i -rozkazywa w danej sprawie 
postpi tak a tak. Rozkaz ten by prawem, ktrego nikt nie mg zmienia, chyba tylko w 
wykonaniu szczegw. 
W godzinach popoudniowych jego witobliwo niesiony w lektyce ukazywa si na 
dziedzicu swojej wiernej gwardii, a potem wstpowa na taras i spoglda ku czterem okolicom 
wiata, aby udzieli im swego bogosawiestwa. Wwczas ze szczytu pylonw wywieszano 
chorgwie i odzyway si potne gosy trb. Ktokolwiek usysza je, w miecie czy w 
polu, Egipcjanin czy barbarzyca, pada na twarz, aeby i na jego gow spyna czstka aski 
najwyszej. 
W takiej chwili nie byo wolno uderzy czowieka ani bydlcia: kij podniesiony nad 
grzbietem sam opada. Jeeli za przestpca skazany na mier dowid, e czytano mu wyrok 
w czasie ukazania si pana nieba i ziemi, zmniejszano mu kar. Albowiem przed faraonem 
chodzi moc, a za nim miosierdzie. 
Uszczliwiwszy lud swj wadca wszystkich rzeczy, jakie tylko s pod socem, zstpowa 
do swoich ogrodw, midzy palmy i sykomory, i tu siedzia najduej odbierajc hody od 
swych kobiet i przypatrujc si zabawom dzieci swojego domu. Gdy ktre z nich piknoci 
czy zrcznoci zwrcio jego uwag, przywoywa je do siebie i pyta: 
- Kto ty jeste, mj maleki? 
- Jestem ksi Binotris, syn jego witobliwoci - odpowiada chopczyk. 
- A jake nazywa si twoja matka? 
- Moja matka jest pani Ameces, kobieta jego witobliwoci. 
-C ty umiesz? 
- Umiem ju liczy do dziesiciu i napisa: Niech yje wiecznie ojciec i bg nasz, witobliwy 
faraon 
Ramzes!... 
Pan wiecznoci dobrotliwie umiecha si i swoj delikatn, prawie przezroczyst rk 
dotyka kdzierzawej gowy czupurnego chopca. Wwczas dziecko naprawd zostawao 
ksiciem, pomimo e jego witobliwo wci umiecha si w sposb zagadkowy. 
Ale kogo raz dotkna boska rka, ten nie mg zazna niedoli w yciu i musia by wywyszonym 
nad innych. 
Na obiad szed wadca do drugiej sali jadalnej i dzieli si posikiem z bogami wszystkich 
nomesw Egiptu, ktrych posgi stay wzdu cian. Czego za nie zjedli bogowie, to dostawao 
si kapanom i najwyszym osobom dworu. 
Ku wieczorowi jego witobliwo przyjmowa wizyt pani Nikotris, matki nastpcy tronu, 
patrzy na religijne tace i przysuchiwa si koncertowi. Po czym udawa si znowu do 
kpieli i, oczyszczony, wstpowa do kaplicy Ozirisa, aeby rozebra i uoy do snu bstwo 
cudowne. Dokonawszy tego, zamyka i piecztowa drzwi kaplicy i otoczony procesj kapanw 
szed do sypialni. 
Kapani do wschodu soca w ssiedniej izbie odprawiali ciche mody do duszy faraona, 
ktra podczas snu znajduje si midzy bogami. Wwczas przedstawiali jej proby o pomylne 
zaatwienie biecych spraw pastwa, o opiek nad granicami Egiptu i nad grobami krlw, 
aeby aden zodziej nie mia do nich wchodzi i narusza wiekuistego spoczynku mocarzy 
penych chway. Mody kapaskie jednak, zapewne skutkiem nocnego zmczenia, nie zawsze 
byy skuteczne: kopoty bowiem pastwa rosy, a i groby wite okradano, nie tylko wynoszc 
z nich rzeczy kosztowne, lecz nawet mumie faraonw. 
By to skutek osiedlenia si w kraju rnych cudzoziemcw i pogan; od ktrych lud nauczy 
si lekcewaenia egipskich bogw i miejsc najwitszych. 
275 
Spoczynek pana nad pany przerywa si raz, o pnocy. W tej bowiem godzinie astrologowie 
budzili jego witobliwo i zawiadamiali go: w ktrej kwadrze znajduje si ksiyc, ktre 
planety wiec nad horyzontem, jaka konstelacja przechodzi przez poudnik i czy w ogle 
na niebie nie zdarzyo si nic szczeglnego? Niekiedy bowiem ukazyway si chmury, spaday 
gwiazdy czciej ni zwykle albo przelatyway nad ziemi kule ogniste. 
Pan wysucha raportu astrologw, w razie jakiego niezwykego zjawiska uspokaja ich o 
bezpieczestwo wiata i - wszystkie spostrzeenia kaza zapisa do odnonych tablic, ktre co 
miesic odsyano kapanom wityni Sfinksa, najwikszym mdrcom, jakich posiada Egipt. 
Mowie ci z powyszych tablic wyprowadzali wnioski, lecz najwaniejszych nie objawiali 
nikomu, chyba kolegom swoim, chaldejskim kapanom w Babilonie. 
Po pnocy jego witobliwo mg ju spa do zapiania rannych kogutw, jeeli uwaa 
za stosowne. 
Taki pobony i pracowity ywot jeszcze p roku temu prowadzi dobry bg, rozdawca 
opieki, ycia i zdrowia, dniem i noc czuwajc nad ziemi i niebem, nad widzialnym i niewidzialnym 
wiatem. Ale od p roku wiecznie yjca dusza jego coraz czciej zacza przykrzy 
sobie ziemskie sprawy i cielesn powok. Byway dnie, e nic nie jad, i noce, w czasie 
ktrych wcale nie sypia. Niekiedy podczas audiencji na agodnym jego obliczu ukazywa si 
wyraz gbokiej boleci, a bardzo czsto, coraz czciej, zdarzao si, e wpada w omdlenia. 
Przeraona krlowa Nikotris, najdostojniejszy Herhor i kapani niejednokrotnie zapytywali 
wadc: czy mu co nie dolega? Ale pan wzrusza ramionami i milcza, wci penic swoje 
uciliwe obowizki. 
Wwczas lekarze dworscy nieznacznie zaczli podsuwa mu najmocniejsze rodki dla 
przywrcenia si. Miszano mu w winie i potrawach naprzd popioy konia i byka, pniej lwa, 
nosoroca i sonia, ale potne leki zdaway si nie wywiera adnego skutku. Jego 
witobliwo tak czsto omdlewa, e ju zaprzestano odczytywa mu raportw. 
Jednego dnia dostojny Herhor wraz z krlow i kapanami, padszy na twarze, ubagali pana, 
e pozwoli zbada mdrcom swoje boskie ciao. Pan zgodzi si, lekarze zbadali go i 
opukali, lecz oprcz wielkiego wychudnicia nie znaleli adnej gronej wskazwki. 
- Jakich uczu doznaje wasza witobliwo? - zapyta w kocu najmdrszy lekarz. 
Faraon umiechn si. 
- Czuj - odpar - e pora mi wrci do sonecznego ojca. 
- Tego wasza witobliwo zrobi nie moe bez najwikszej szkody dla swoich ludw popiesznie 
wtrci Herhor. 
-Zostawi wam syna, Ramzesa, ktry jest lwem i orem w jednej osobie - rzek pan. - I zaprawd, 
jeeli go sucha bdziecie, zgotuje on Egiptowi taki los, o jakim od pocztku wiata 
nie syszano. 
witego Herhora i innych kapanw a zimno przeszo od tej obietnicy. Oni wiedzieli, e 
nastpca tronu jest lwem i orem w jednej osobie i e sucha go musz. Woleliby jednak 
jeszcze przez dugie lata mie tego oto askawego pana, ktrego serce pene litoci byo jak 
wiatr pnocny przynoszcy deszcz polom i ochod ludziom. 
Dlatego wszyscy, niby jeden m, padli na ziemi jczc i dopty leeli na brzuchach 
swoich, a faraon zgodzi si podda kuracji. 
Wtedy lekarze na cay dzie wynieli go do ogrodu midzy pachnce drzewa iglaste, karmili 
go siekanym misem, poili mocnymi rosoami, mlekiem i starym winem. Dzielne te 
rodki na jaki tydzie wzmocniy jego witobliwo; wnet jednak przyszo nowe osabienie, 
dla zwalczania ktrego zmuszono pana, aeby pi wie krew cielt pochodzcych od Apisa. 
Lecz i krew nie na dugo pomoga, i trzeba byo odwoa si do porady arcykapana wityni 
- zego boga Seta. 
Wrd powszechnej trwogi ponury kapan wszed do sypialni jego witobliwoci, spojrza 
na chorego i zaleci straszne lekarstwo. 
276 
- Trzeba - rzek - dawa faraonowi do picia krew z niewinnych dzieci, co dzie po kubku... 
Kapani i magnaci zapeniajcy pokj oniemieli na tak rad. Potem zaczli szepta, e do 
tego celu najlepsze bd dzieci chopskie; dzieci bowiem kapaskie i wielkich panw ju w 
niemowlctwie trac niewinno. 
-Wszystko mi jedno, czyje to bd dzieci -odpar okrutny kapan -byle jego witobliwo 
mia co dzie wie krew. 
Pan, lec na ku z zamknitymi oczyma, sucha tej krwawej rady i lkliwych szeptw 
dworu. A gdy jeden z lekarzy niemiao spyta Herhora: czy mona zaj si wyszukaniem 
odpowiednich dzieci?... faraon ockn si. Wlepi mdre oczy w obecnych i rzek: 
-Krokodyl nie poera swoich maych, szakal i hiena oddaje ycie za swe szczenita, a ja 
miabym pi krew egipskich dzieci, ktre s moimi dziemi?... Zaprawd, nigdy bym nie 
przypuszcza, e omieli mi si kto zaleci niegodne lekarstwo... 
Kapan zego boga upad na ziemi tomaczc si, e krwi dziecicej nikt nigdy nie pi w 
Egipcie, lecz e moce piekielne tym sposobem maj przywraca zdrowie. Taki przynajmniej 
rodek uywa si w Asyrii i Fenicji. 
-Wstyd si -odpar faraon - w paacu mocarzy egipskich wspomina tak obmierze rzeczy. 
Czy nie wiesz, e Fenicjanie i Asyryjczycy s gupimi barbarzycami? Ale u nas najciemniejszy 
chop nie uwierzy, aby krew niewinnie rozlana moga komu wyj na poytek... 
Tak mwi rwny niemiertelnym. Dworacy zasonili twarze pokalane wstydem, a arcykapan 
Seta po cichu wynis si z komnaty. 
Wwczas Herhor, aby uratowa gasnce ycie wadcy, uciek si do ostatecznego rodka i 
powiedzia faraonowi, e kryje si w jednej z tebaskich wity Chaldejczyk, Beroes, najmdrszy 
kapan z Babilonu i niezrwnany cudotwrca. 
- Dla waszej witobliwoci - mwi Herhor - obcy to czowiek i nie ma prawa udziela tak 
wanych rad naszemu panu. Ale pozwl, krlu, aeby spojrza na ciebie, bo jestem pewny, e 
znajdzie dla twej choroby lekarstwo, a w adnym wypadku nie obrazi twojej witoci bezbonymi 
sowami. 
Faraon i tym razem uleg namowom wiernego sugi. A we dwa dni Beroes, wezwany jakim 
tajemniczym sposobem, przypyn do Memfisu. 
Mdry Chaldejczyk nawet nie ogldajc szczegowo faraona tak da rad: 
- Trzeba znale w Egipcie czowieka, ktrego mody dosigaj tronu Najwyszego. A gdy 
on szczerze pomodli si na intencj faraona, wadca odzyska zdrowie i bdzie y dugie lata. 
Usyszawszy te sowa, pan spojrza na gromad otaczajcych go kapanw i rzek: 
- Widz tu tylu mw witych, e gdy ktry zechce pomyle o mnie, bd zdrw... 
I umiechn si nieznacznie. 
-Wszyscy jestemy tylko ludmi -wtrci cudotwrczy Beroes -wic dusze nasze nie 
zawsze mog wznie si do podnka Przedwiecznego. Dam jednak waszej witobliwoci 
nieomylny sposb odkrycia czowieka, ktry modli si najszczerzej i najskuteczniej. 
- Owszem, odkryj mi go, aeby zosta moim przyjacielem w ostatniej godzinie ycia. 
Po przychylnej odpowiedzi pana Chaldejczyk zada komnaty majcej tylko jedne drzwi i 
przez nikogo nie zamieszkiwanej. I tego samego dnia, na godzin przed zachodem soca, 
kaza przenie tam jego witobliwo. 
W oznaczonej porze czterech najwyszych kapanw ubrao faraona w now, lnian szat, 
odmwio nad nim wielk modlitw, ktra stanowczo odpdzaa ze moce, i usadowiwszy go 
w prost lektyk z cedrowego drzewa zanioso pana do owej pustej komnaty, gdzie znajdowa 
si tylko may stolik. 
By tam ju Beroes i zwrcony do wschodu modli si. 
Kiedy kapani wyszli, Chaldejczyk zamkn cikie drzwi izby, woy na ramiona purpurow 
szarf, a na stoliku przed faraonem postawi szklan kul czarnej barwy. W lew rk 
wzi ostry sztylet z babiloskiej stali, w praw -lask pokryt tajemniczymi znakami i t 
277 
lask dookoa siebie i faraona zakreli w powietrzu krg. Potem zwracajc si kolejno ku 
czterem okolicom wiata szepta: 
-Amorul, Taneha, Latisten, Rabur, Adonay... Miej lito nade mn i oczy mnie, Ojcze 
niebieski, askawy i miosierny... Zlej na niegodnego sug swoje wite bogosawiestwo i 
wycignij wszechmocne rami na duchy uparte i buntownicze, aebym mg rozwaa w 
spokoju twoje wite dziea... 
Przerwa i zwrci si do faraona: 
- Mer-amen-Ramzesie, arcykapanie Amona, czy w tej czarnej kuli dostrzegasz iskr?... 
- Widz bia iskr, ktra zdaje si porusza jak pszczoa nad kwiatem... 
Mer-amen-Ramzesie, patrz w t iskr i nie odrywaj od niej oczu... Nie spogldaj ani na 
prawo, ani na lewo, ani na nic, cokolwiek wychylaoby si z bokw... 
I znowu szepn: 
Baralanensis, Baldachiensis, przez potnych ksit Genio, Lachiadae, ministrw piekiel
nego pastwa, wywouj was i wzywam moc najwyszego Majestatu, ktr jestem obdarzony, 
zaklinam was i rozkazuj... 
W tym miejscu faraon wstrzsn si ze wstrtem. 
- Mer-amen-Ramzesie, co widzisz? - zapyta Chaldejczyk. 
-Spoza kuli wychyla si jaka okropna gowa... Rude wosy je si... twarz zielonkowatej 
barwy... renice wywrcone na d, e tylko biaka oczu wida... Usta szeroko otwarte, jakby 
chciay krzycze... 
- To trwoga - rzek Beroes i zwrci ponad kul ostrze sztyletu. 
Nagle faraon a zgi si ku ziemi. 
-Dosy!... - zawoa - dlaczego mnie tak mczysz?... Strudzone ciao chce spocz, dusza 
ulecie w krain wiecznego wiata... A wy nie tylko nie pozwalacie mi umrze... ale jeszcze 
wymylacie nowe udrczenia... Ach!... nie chc... 
- Co widzisz?... 
-Od sufitu co chwil spuszczaj si niby dwie nogi pajcze, straszliwe... Grube jak palmy, 
kosmate, zakoczone hakami... Czuj, e nad moj gow unosi si potwornej wielkoci pajk 
i osnuwa mnie sieci z lin okrtowych... 
Beroes zwrci sztylet w gr. 
- Mer-amen-Ramzesie - rzek znowu - cigle patrz w iskr i nie ogldaj si na boki... 
Oto znak, ktry podnosz w waszej obecnoci... - szepta. -Otom jest potnie uzbrojony 
w pomoc bosk, przewidujcy i nieustraszony, ktry wywouj was przez zaklcia... Aye, 
Saraye, Aye, Saraye, Aye, Saraye... przez imi wszechmocnego i wiecznie yjcego Boga... 
W tej chwili na twarzy faraona ukaza si spokojny umiech. 
-Zdaje mi si rzek pan e widz Egipt... Cay Egipt... Tak, to jest Nil... pustynia... Tu 
Memfis, tam Teby... 
Istotnie widzia Egipt, cay Egipt, ale nie wikszy od alei, ktra cigna si przez ogrd 
jego paacu. Dziwny obraz mia jednak t wasno, e gdy faraon skierowa na jaki punkt 
baczniejsz uwag, punkt ten rozrasta si w okolic prawie naturalnej wielkoci. 
Soce ju zachodzio oblewajc ziemi zotawopurpurowym wiatem. Dzienne ptaki zasiaday 
do snu, nocne - budziy si w kryjwkach. W pustyni zieway hieny i szakale, a drzemicy 
lew przeciga potne cielsko gotujc si do pocigw za upem. 
Nilowy rybak piesznie wywczy sieci, wielkie statki transportowe przybijay do brzegw. 
Znuony rolnik odejmowa od urawia kube, ktrym przez cay dzie czerpa wod; 
inny powoli wraca z pugiem do swej lepianki. W miastach zapalano wiata, w wityniach 
kapani zbierali si na naboestwo wieczorne. Na gocicach opada kurz i milkny skrzypice 
koa wozw. Ze szczytu pylonw odezway si jkliwe gosy wzywajce nard do modlitwy. 
278 
W chwil pniej faraon spostrzeg ze zdziwieniem niby stado srebrzystych ptakw unoszcych 
si nad ziemi. Wylatyway one ze wity, paacw, ulic, fabryk, statkw nilowych, 
chat wieniaczych, nawet z kopal. Z pocztku kady z nich pdzi w gr jak strzaa, lecz 
wnet spotyka pod niebem innego srebrnopirego ptaka, ktry zabiega mu drog, uderza go 
z caej siy i -obaj martwi upadali na ziemi. 
Byy to niezgodne modlitwy ludzkie, ktre nawzajem przeszkadzay sobie wzbi si do 
tronu Przedwiecznego... 
Faraon wyty such... Z pocztku dolatywa go tylko szelest skrzyde; niebawem jednak 
mg odrni wyrazy. 
I oto sysza chorego, ktry modli si o powrt do zdrowia, ale jednoczenie lekarza, ktry 
baga, aeby jego pacjent chorowa jak najduej. Gospodarz prosi Amona o czuwanie nad 
jego pichrzem i obor; zodziej wyciga rce do nieba, aeby bez przeszkody mg wyprowadzi 
cudz krow i napeni wory cudzym ziarnem. 
Modlitwy ich roztrcay si jak kamienie wyrzucone z procy. 
Wdrowiec w pustyni upada na piasek ebrzc o wiatr pnocny, ktry by mu przynis 
kropl wody; morski eglarz bi czoem o pokad, aeby jeszcze przez tydzie wiay wiatry ze 
wschodu. Rolnik chcia, aby prdzej wysychay bagna po wylewie; ubogi rybak da, by 
bagna nie wysychay nigdy. 
I ich mody rozbijay si wzajemnie i nie dosigy boskich uszu Amona. 
Najwikszy zgiek panowa nad kamienioomami, gdzie przestpcy, skuci w acuchy, za 
pomoc klinw moczonych wod rozsadzali ogromne skay. Tam partia robotnikw dziennych 
bagaa o noc, aby spa si pooy, podczas gdy budzeni przez dozorcw robotnicy 
part nocnej bili si w piersi, aby nigdy nie zachodzio soce. Tam kupcy, ktrzy nabywali 
odupane i obrobione kamienie, modlili si, aeby jak najwicej byo w kopalni przestpcw, 
podczas gdy dostawcy ywnoci leeli na brzuchach wzdychajc, aeby pomr tpi robotnikw 
i umoliwi dostawcom wiksze zyski. 
Wic i mody ludzi z kopal nie dolatyway do nieba. 
Na zachodniej granicy ujrza faraon dwie armie gotujce si do boju. Obie leay na piaskach 
wzywajc Amona o wytpienie nieprzyjaci. Libijczycy yczyli haby i mierci Egipcjanom; 
Egipcjanie miotali przeklestwa na Libijczykw. 
Mody tych i tamtych, jak dwa stada jastrzbi, stary si nad ziemi i spady na pustyni. 
Amon nawet ich nie dojrza. 
I gdziekolwiek zwrci faraon umczon renic, wszdzie byo to samo. Chopi modlili 
si o wypoczynek i znienie podatkw; pisarze -aby rosy podatki i nigdy nie koczya si 
praca. Kapani bagali Amona o dugie ycie dla Ramzesa XII i wytpienie Fenicjan, ktrzy 
psuli im operacje pienine; nomarchowie wzywali bstwa, aby zachowao Fenicjan i prdzej 
pozwolio wej na tron Ramzesowi XIII, gdy ten ukrci samowol kapanw. Lwy, szakale 
i hieny dyszay godem i podaniem wieej krwi; jelenie, sarny i zajce z trwog opuszczay 
kryjwki mylc o zachowaniu ndznego ycia jeszcze przez jedn dob, cho mwio dowiadczenie, 
e i tej nocy kilkunacioro ich musi zgin, aeby nie pomary drapieniki. 
I tak na caym wiecie panowaa rozterka. Kady chcia tego, co lkiem napeniao innych; 
kady prosi o wasne dobro nie pytajc, czy nie zrobi szkody bliniemu. 
Przeto modlitwy ich, chocia byy jak srebrzyste ptaki wzbijajce si ku niebu, nie dosigy 
przeznaczenia. I boski Amon, ktrego nie dochodzi aden gos z ziemi, oparszy rce na 
kolanach, coraz wicej zagbia si w rozpatrywaniu swojej wasnej boskoci, a na wiecie 
coraz czciej rzdzia lepa moc i przypadek. 
Wtem faraon usysza gos kobiecy: 
- Psujak!... Psujaczek!... wracaj, zbytniku, do chaty, bo ju pora na modlitw... 
- Zaraz... zaraz!... - odpowiedzia gos dziecicy. 
279 
Wadca spojrza w tamtym kierunku i zobaczy ubog lepiank pisarza od byda. Waciciel 
jej przy blaskach zachodzcego soca koczy pisa swj rejestr, jego ona rozbijaa 
kamieniem pszenic na placki, a przed domem, jak mody kozioek, biega i skaka szecioletni 
chopczyna miejc si nie wiadomo z czego. 
Wida upajao go pene woni powietrze wieczorne. 
- Psujak!... Psujaczek!... chod tu na modlitw... - powtarzaa kobieta. 
- Zaraz!... zaraz!... 
I znowu biega, i cieszy si jak szalony. 
Nareszcie matka widzc, e soce zaczyna pogra si w piaskach pustyni, odoya swj 
kamie i wyszedszy na dziedziniec schwycia biegajcego chopca jak rebaka. Opiera si, 
lecz w kocu uleg przemocy. Matka za wcignwszy go do lepianki czym prdzej posadzia 
go na pododze i przytrzymaa rk, aeby jej znowu nie uciek. 
-Nie kr si -mwia -podwi nogi i sied prosto, a rce z i podnie do gry... A niedobre 
dziecko!... 
Chopak wiedzia, e ju nie wykrci si od modlitwy, wic aby jak najprdzej wyrwa si 
znowu na podwrze, wznis pobonie oczy i rce do nieba i cieniutkim a krzykliwym gosem 
prawi zadyszany: 
-Dzikuj ci, dobry boy Amonie, e tatk chroni dzisiaj od przygd, a mamie da pszenicy 
na placki... I jeszcze co?... e stworzy niebo i ziemi i zesa jej Nil, ktry nam chleb 
przynosi... I jeszcze co?... Aha, ju wiem!... I jeszcze dzikuj ci, e tak piknie na dworze e 
rosn kwiaty, piewaj ptaki i e palma rodzi sodkie daktyle. A za te dobre rzeczy, ktre nam 
darowae, niechaj wszyscy kochaj ci jak ja i chwal lepiej ode mnie, bom jeszcze may i 
nie uczyli mnie mdroci. No, ju dosy... 
-Ze dziecko! -mrukn pisarz od byda, schylony nad swoim rejestrem. - Ze dziecko, 
niedbale oddaje cze Amonowi... 
Ale faraon w czarodziejskiej kuli dostrzeg zupenie co innego. Oto modlitwa rozzbytkowanego 
chopczyny jak skowronek wzbia si ku niebu i trzepoczc skrzydami wznosia si 
coraz wyej i wyej, a do tronu, gdzie wiekuisty Amon, z rkoma na kolanach, zagbia si 
w rozpatrywaniu swojej wasnej wszechmocy. 
Potem wzniosa si jeszcze wyej, a na wysoko gowy bstwa, i piewaa mu cienkim 
dziecicym gosikiem: 
- A za te dobre rzeczy, ktre nam darowae, niechaj wszyscy kochaj ci jak ja... 
Na te sowa pogrone w sobie bstwo otworzyo oczy i pad z nich na wiat promie 
szczcia. Od nieba do ziemi zalega niezmierna cisza. Usta wszelki bl, wszelki strach, 
wszelka krzywda. wiszczcy pocisk zawisn w powietrzu, lew zatrzyma si w skoku na 
ani, podniesiony kij nie spad na plecy niewolnika. Chory zapomnia o cierpieniu, zbkany 
w pustyni o godzie, wizie o acuchach. Ucicha burza i stana fala morska gotowa zatopi 
okrt. I na caej ziemi zapanowa taki spokj, e soce, ju ukryte pod widnokrgiem, 
znowu podnioso promieniejc gow. 
Faraon ockn si. Zobaczy przed sob may stolik, na nim czarn kul, a obok Chaldejczyka 
Beroesa. 
-Mer-amen-Ramzesie - spyta kapan - znalaze czowieka, ktrego mody trafi do podnka 
Przedwiecznego? 
- Tak - odpar faraon. 
- Jeste on ksiciem, rycerzem, prorokiem czy moe tylko zwyczajnym pustelnikiem? 
-Jest to may, szecioletni chopczyk, ktry o nic Amona nie prosi, lecz za wszystko dzikowa. 
- A wiesz, gdzie on mieszka? - pyta Chaldejczyk. 
280 
-Wiem, ale nie chc wykrada dla siebie potgi jego modlitwy. wiat, Beroesie, jest to olbrzymi 
wir, w ktrym ludzie miotaj si jak piasek, a rzuca nimi nieszczcie. Za dziecko 
swoj modlitw daje ludziom to, czego ja nie potrafi: krtk chwil zapomnienia i spokoju. 
Zapomnienie i spokj... rozumiesz, Chaldejczyku? 
Beroes milcza. 
281 
ROZDZIA DWUDZIESTY CZWARTY 
O wschodzie soca dwudziestego pierwszego Hator do obozu nad Sodowymi Jeziorami 
przyszed z Memfisu rozkaz, wedug ktrego trzy puki miay pomaszerowa do Libii i stan 
zaogami w miastach, reszta za armii egipskiej wraz z ksiciem miaa wrci do domu. 
Wojska okrzykami radoci powitay to rozporzdzenie; kilkudniowy bowiem pobyt w pustyni 
ju zaczyna im dokucza. Pomimo dowozw i z Egiptu, i z upokorzonej Libii nie byo 
nadmiaru ywnoci; woda w studniach naprdce wykopanych wyczerpaa si; ar soneczny 
wypala ciaa, a rudy piasek razi puca i oczy. onierze poczli chorowa na dysenteri i 
zoliwe zapalenie powiek. 
Ramzes kaza zwin obz. Trzy puki rodowitych Egipcjan wyprawi do Libii zalecajc 
onierzom, aby agodnie traktowali mieszkacw i -nigdy nie wczyli si pojedynczo. Waciw 
za armi skierowa do Memfisu zostawiajc ma zaog w forteczce i hutach szka. 
O dziewitej rano, mimo spiekoty, oba wojska byy ju w drodze; jedni na pnoc, drudzy 
na poudnie. 
Wwczas zbliy si do nastpcy wity Mentezufis i owiadczy: 
-Byoby dobrze, gdyby, wasza dostojno, mg wczeniej dojecha do Memfisu. W poowie 
drogi bd wiee konie... 
- Wic mj ojciec jest ciko chory?... - zawoa Ramzes. 
Kapan schyli gow. 
Ksi zda Mentezufisowi naczelne dowdztwo proszc go, aby w niczym nie zmienia 
ju wydanych rozporzdze bez naradzenia si ze wieckimi jeneraami. Sam za wziwszy 
Pentuera, Tutmozisa i dwudziestu najlepszych jedcw azjatyckich wycignitym kusem 
pojecha do Memfisu. 
W pi godzin przebyli poow drogi i, jak zapowiedzia Mentezufis, znaleli wiee konie 
i nowy orszak. Azjaci zostali tutaj, a ksi ze swymi dwoma towarzyszami i now eskort, 
po krtkim odpoczynku, pojecha dalej. 
-Biada mi! -jcza elegancki Tutmozis. -Nie do, e od piciu dni nie kpi si i nie 
znam ranego olejku, ale jeszcze musz odby dwa forsowne marsze w jeden dzie!... Jestem 
pewny, e gdy staniemy na miejscu, adna tancerka nie zechce na mnie spojrze. 
- Ce lepszego od nas? - spyta ksi. 
-Jestem wtlejszy! -westchn Tutmozis. -Ty ksi, przywyke do konnej jazdy jak 
Hyksos, a Pentuer mgby podrowa nawet na rozpalonym mieczu. Ale ja taki delikatny... 
O zachodzie soca podrni wjechali na wysoki pagrek, skd roztoczy si niezwyky 
obraz. Z daleka przednimi wida byo zielonaw dolin Egiptu, a na jej tle, niby szereg czerwonych 
pomieni, janiay trjktne piramidy. Troch na prawo od piramid rwnie zdaway 
si pon wierzchoki pylonw Memfisu owinitego w niebieskaw mg. 
- Jedmy, jedmy!... - nalega ksi. 
W chwil pniej znowu otoczya ich ruda pustynia i znowu zajania sznur piramid, dopki 
wszystko nie rozpyno si w bladej pomroce. 
Gdy zapada noc, podrni dotarli do olbrzymiej krainy zmarych, ktra po lewej stronie 
rzeki, na wzgrzach, cigna si na przestrzeni kilkudziesiciu wiorst. 
Tu za Starego Pastwa chowano na wieczne czasy Egipcjan: krlw w ogromnych piramidach, 
ksit i dostojnikw w mniejszych piramidach, prostakw w lepiankach. Spoczywao 
tu miliony mumii nie tylko ludzi, ale psw, kotw, ptakw, sowem - wszystkich stworze, 
ktre za ycia miymi byy czowiekowi. 
Za czasw Ramzesa krlewski i magnacki cmentarz przeniesiono do Tebw, a w ssiedztwie 
piramid grzebano tylko chopw i wyrobnikw z najbliszych okolic. 
282 
Midzy rozpierzchnitymi grobami ksi i jego orszak spotka gromadk ludzi przesuwajcych 
si jak cienie. 
- Kto wy jestecie? - zapyta dowdca eskorty. 
- Jestemy biedni sudzy faraona, a wracamy od naszych zmarych... Zanielimy im troch 
r, piwa i plackw... 
- A moe zagldalicie do cudzych grobw? 
-O bogowie! - zawoa jeden z gromady -czyli jestemy zdolni do podobnego witokradztwa?... 
To tylko przewrotni tebaczycy (oby im rce poschy!) niepokoj zmarych, aby 
w szynkach przepi ich wasno. 
- Co znacz te ogniska tam, na pnoc? - wtrci ksi. 
-Musisz, panie, z daleka jecha, kiedy nie wiesz - odpowiedziano. - Wszake to jutro nasz 
nastpca wraca ze zwyciskim wojskiem... Wielki wdz!... W jednej bitwie zawojowa ndznych 
Libijczykw... Tote lud z Memfisu wyszed, aby go uroczycie powita... Trzydzieci 
tysicy gw... Dopiero bd krzyczeli! 
-Rozumiem - szepn ksi do Pentuera. - wity Mentezufis wysa mnie naprzd, abym 
nie odby triumfalnego pochodu... Ale niech i tak bdzie na dzisiaj. 
Konie byy pomczone i naleao wytchn. Posa wic ksi paru jezdnych, aby zamwili 
statki na rzece, a reszt orszaku zatrzyma pod kp palm, ktre wwczas rosy midzy 
grup piramid i Sfinksem. 
Grupa ta stanowi pnocny kraniec niezmiernego cmentarzyska. Na placu majcym okoo 
kilometra kwadratowego powierzchni, porosym w owych czasach pustynn rolinnoci, 
toczy si mnstwo grobw i maych piramid, nad ktrymi gruj trzy piramidy najwiksze: 
Cheopsa, Khefrena i Mykerina, tudzie Sfinks. Kolosalne te budowle s oddalone jedna od 
drugiej ledwo na kilkaset krokw. Trzy piramidy stoj w jednym rzdzie od pnocnowschodu 
ku poudniowo-zachodowi, na wschd za od tej linii, najbliej Nilu, ley Sfinks, u 
stp ktrego cigna si podziemna witynia Horusa. 
Piramidy, a szczeglniej Cheopsa jako utwr ludzkiej pracy przeraa swoj wielkoci. 
Jest to kamienny pagrek szpiczasty, wysoki na trzydzieci pi pitr (sto trzydzieci siedem 
metrw), stojcy na podstawie kwadratowej, ktrej kady bok ma okoo trzystu pidziesiciu 
krokw (dwustu dwudziestu siedmiu metrw) dugoci. Piramida zajmuje dziesi morgw 
powierzchni, a jej cztery trjktne ciany pokryyby siedmnastumorgow przestrze. Na budow 
jej zuyto takie mnstwo kamieni, e mona by wznie mur wyszy od wzrostu czowieka, 
szeroki na p metra, dugi na dwa tysice piset kilometrw. 
Kiedy orszak ksicy rozoy si pod mizernymi drzewami, kilku onierzy zajo si 
wyszukaniem wody, inni wydobyli suchary, a Tutmozis upad na ziemi i zasn. Ksi za i 
Pentuer zaczli przechadza si rozmawiajc. 
Noc bya o tyle jasna, e mona byo widzie z jednej strony niezmierne sylwetki piramid, 
z drugiej figur Sfinksa, ktry w porwnaniu z nimi wydawa si maym. 
-Jestem tu ju czwarty raz - rzek nastpca - a zawsze moje serce napenia si zdumieniem 
i alem. Kiedym by jeszcze uczniem wyszej szkoy, mylaem, e wstpiwszy na tron 
wznios co dostojniejszego anieli piramida Cheopsa. Ale dzisiaj mia mi si chce z mego 
zuchwalstwa, kiedy pomyl, e wielki faraon przy budowie swego grobowca zapaci tysic 
szeset talentw * za same jarzyny dla robotnikw... Skd bym ja wzi tysic szeset talentw, 
a choby tylko ludzi!... 
-Nie zazdro, panie, Cheopsowi -odpar kapan. -Inni faraonowie lepsze zostawili po 
sobie dziea: jeziora, kanay, gocice, witynie i szkoy... 
- Albo te rzeczy mona porwna z piramidami? 
-Z pewnoci, e nie -piesznie odpowiedzia kapan. -W oczach moich i caego ludu 
kada piramida jest wielkim wystpkiem, a najwikszym Cheopsowa... 
- Unosisz si - zreflektowa go ksi. 
283 
-Wcale nie. Swj wielki grb budowa faraon przez lat trzydzieci, w cigu ktrych sto tysicy 
ludzi pracowao co roku po trzy miesice. I jaki z tej pracy poytek?... Kogo ona wykarmia, 
uleczya, odziaa?... Ale za to co rok przy tej robocie marniao dziesi do dwudziestu 
tysicy ludzi... czyli - na grb Cheopsa zoyo si z p miliona trupw, a ile krwi, ez, 
blw - kto zrachuje? 
Dlatego nie dziw si panie, e chop egipski po dzi dzie z trwog patrzy na zachd, gdzie 
nad horyzontem krwawi si lub czerniej trjktne postacie piramid. To to wiadkowie jego 
mk i jaowej pracy... 
I pomyle, e tak bdzie zawsze, dopki te dowody ludzkiej pychy w proch si nie rozsypi. 
Ale kiedy to nastpi! Od trzech tysicy lat strasz nas swoim widokiem i jeszcze ciany 
ich s gadkie, a ogromne napisy czytelne. 
- Tamtej nocy, w pustyni, mwie inaczej - wtrci ksi. 
-Bom nie patrzy na nie. Ale kiedy je mam, jak teraz przed oczyma, otaczaj mnie kajce 
duchy zamczonych chopw i szepc: Patrz, co zrobiono z nami!... A przecie i nasze koci 
czuy bl, i nasze serca tskniy do odpoczynku... 
Ramzes by w przykry sposb dotknity tym wybuchem. 
-Mj witobliwy ojciec -rzek po chwili -inaczej przedstawi mi te sprawy. Kiedy bylimy 
tutaj przed picioma laty, boski pan opowiedzia mi tak histori: 
Za faraona Tutmozisa I przyjechali posowie etiopscy umawia si o wysoko paconych 
przez siebie danin. Hardy to by nard! Mwili, e jedna przegrana wojna nic nie stanowi, w 
drugiej bowiem los na nich moe by askaw - i przez par miesicy targowali si o haracz. 
Na prno mdry krl chcc agodnie owieci ich pokazywa im nasze gocice i kanay. 
Odpowiadali, e w ich kraju wod maj darmo, gdzie chc. Na prno odsaniano im skarbce 
wity: mwili, e ich ziemia kryje daleko wicej zota i klejnotw anieli cay Egipt. Nadaremnie 
pan musztrowa wobec nich swoje wojska, gdy twierdzili, e Etiopw jest bez porwnania 
wicej, anieli jego witobliwo ma onierzy. 
Wwczas faraon przywiz ich w te oto miejsca, gdzie stoimy, i pokaza piramidy. 
Posowie etiopscy obeszli je wkoo, przeczytali napisy i -na drugi dzie zawarli traktat, jakiego 
od nich dano. 
Poniewa nie zrozumiaem tej historii -cign Ramzes -wic mj wity ojciec objani 
mi j. 
Synu - mwi - te piramidy s wiekuistym dowodem nadludzkiej potgi Egiptu. Gdyby jaki 
czowiek chcia sobie wznie piramid, uoyby drobny stos kamieni i rzuciby po kilku 
godzinach swoj prac zapytawszy: na co mi ona? Dziesiciu, stu i tysic ludzi nagromadziliby 
troch wicej kamieni, zsypaliby je nieporzdnie i - znowu porzuciliby j po upywie kilku 
dni. Bo na co im ta robota? 
Ale kiedy faraon egipski, kiedy pastwo egipskie umyli sobie zgromadzi stos kamieni, to 
spdza krocie tysicy ludzi i buduje choby przez kilkadziesit lat, dopki roboty nie skoczy. 
Nie o to bowiem chodzi: czy byy potrzebne piramidy? Ale o to, aeby wola faraona, gdy 
j raz wypowiedziano, bya speniona, 
-Tak Pentuerze piramida to nie grb Cheopsa, lecz - wo1a Cheopsa. Wola, ktra posiada 
tylu wykonawcw, jak aden krl na wiecie, a taki porzdek i wytrwao w dziaaniu, jak 
bogowie. 
Jeszcze w szkoach uczono mnie, e wola ludzka to wielka sia, najwiksza sia pod socem. 
A przecie wola ludzka moe podnie ledwie jeden kamie. Jake wielk zatem jest 
wola faraona, ktry wznis gr kamieni tylko dlatego, e mu si tak podobao, e on tak 
chcia, choby nawet bez celu. 
-Czy i ty, panie, chciaby w podobny sposb dowodzi swojej potgi?... - nagle zapyta 
go Pentuer. 
284 
-Nie - odpar ksi bez wahania. -Gdy faraonowie raz okazali si, mog ju by miosierni. 
Chyba, e kto probowaby opiera si ich rozkazom. 
A przecie ten modzieniec ma dopiero dwadziecia trzy lat! -rzek do siebie zatrwoony 
kapan. 
Zwrcili w stron rzeki i jaki czas szli milczc. 
- Po si, panie - rzek kapan - zanij. Odbylimy nie lada podr. 
-Albo mog zasn?... -odpar ksi. -Raz otaczaj mnie te krocie chopw, ktrzy, 
wedug twego zdania, zginli przy budowie piramid (jak gdyby bez owych piramid mieli y 
wiecznie!...) To znowu myl o moim witobliwym ojcu, ktry moe w tej chwili dogorywa... 
Chopi cierpi!... chopi rozlewaj krew!... Kto mi dowiedzie, e mj boski ojciec nie 
wicej mczy si na swym kosztownym ou anieli twoi chopi dwigajc rozpalone kamienie?... 
Chopi! zawsze chopi!... Dla ciebie, kapanie, tylko ten zasuguje na lito, kogo wszy jedz. 
Cay szereg faraonw wstpi do grobu, niektrzy konali w boleciach, niektrych zamordowano. 
Ale ty o nich nie pamitasz, tylko o chopach, ktrych zasug jest, e rodzili 
innych chopw, czerpali boto nilowe albo wpychali w usta swoim krowom -jczmienne 
gaki. 
A mj ojciec... a ja?... Czyli nie zabito mi syna i kobiety z mego domu? Czy by dla mnie 
miosiernym Tyfon w pustyni albo koci nie bol mnie po dugiej podry?... A pociski procarzy 
libijskich nie wistay mi nad gow?... Mame ja traktat z chorob czy z boleci, czy 
ze mierci, aeby byy dla mnie askawsze ni dla twojego chopa?... 
Spojrzyj tam... Azjaci pi i cisza zalega ich piersi; ale ja, ich pan, mam serce pene trosk 
wczorajszych i niepokojw o jutro. Zapytaj stuletniego chopa, czy przez cay swj czas dozna 
tylu goryczy, ile ja w cigu kilkumiesicznej wadzy namiestnika i wodza?... 
Przed nimi z wolna, z gbi nocy, wynurza si dziwny cie. Bya to budowla duga na 
pidziesit krokw, wysoka na trzy pitra, majca z boku niby piciopitrow wie niezwykej 
formy. 
-Ot i Sfinks -mwi rozdraniony ksi - czysto kapaska robota!... Ile razy widziaem 
go, w dzie czy w nocy, zawsze mczyo mnie pytanie: co to jest i na co to jest?... 
Piramidy -rozumiem. Potny faraon chcia okaza swoj si, a moe, co rozsdniej, 
chcia zabezpieczy sobie wieczne ycie w spokoju, ktrego nie naruszyby aden wrg czy 
zodziej. Ale Sfinks!... Oczywicie jest to nasz wity stan kapaski, ktry ma bardzo wielk 
i mdr gow, a pod ni lwie pazury... 
Wstrtny posg, peen dwuznacznoci, ktry zdaje si pyszni tym, e wygldamy przy 
nim jak szaracza. Ani to czowiek, ani zwierz, ani skaa... Wic czyme on jest, jakie ma 
znaczenie?... Albo ten jego umiech... Podziwiasz wiecznotrwao piramid - on si umiecha; 
idziesz porozmawia z grobami - on take si umiecha. Czy zazieleni si pola Egiptu, czy 
Tyfon rozpuci swoje ogniste rumaki, czy niewolnik szuka wolnoci w pustyni, czy Ramzes 
Wielki spdza zwycione narody - on dla wszystkich ma jeden i ten sam martwy umiech. 
Dziewitnacie krlewskich dynastii mino jak cienie, ale on umiecha si i umiechaby 
si nawet wwczas, gdyby Nil wysech, a Egipt zgin pod piaskami. 
Nie jeste to potwr, tym okropniejszy, e ma agodn twarz ludzk. Sam wiekuisty nigdy 
nie zazna alu nad znikomoci wiata przepenionego ndzami. 
-Nie pamitasz, panie, oblicza bogw -wtrci Pentuer - albo nie widziae mumii? Wszyscy 
niemiertelni z takim samym spokojem patrz na rzeczy mijajce. Nawet i czowiek, o ile 
ju sam min. 
-Bogowie niekiedy suchaj naszych prb - mwi jakby do siebie ksi - ale on niczym 
si nie wzrusza. Nie jest litoci, ale olbrzymim szyderstwem i strachem. Gdybym wiedzia, 
e w jego ustach kryje si wrba dla mnie albo sposb podwignicia pastwa, jeszcze nie 
miabym go zapyta. Zdaje mi si, e usyszabym jak straszn rzecz wypowiedzian z 
285 
nieubaganym spokojem. On taki jest, ten utwr i obraz kapanw. Gorszy od czowieka, bo 
ma lwi korpus; gorszy od zwierzcia, bo ma ludzk gow; gorszy od skay, bo kryje si w 
nim niepojte ycie. 
W tej chwili doleciay ich jkliwe i stumione gosy, ktrych rda nie mona byo oznaczy. 
- On piewa?... - spyta dziwiony ksi. 
- To w podziemnej wityni - odpar kapan. - Ale dlaczego oni modl si o tej porze? 
- Powiedz lepiej: dlaczego oni w ogle modl si, kiedy ich nikt nie syszy? 
Pentuer szybko zorientowawszy si poszed w stron, skd dolatyway piewy. Ksi 
znalaz jaki kamie z oparciem i usiad znuony. Rozcign rce za siebie, odchyli si w ty 
i patrzy w olbrzymi twarz Sfinksa. 
Pomimo braku wiata wyranie byo wida nadludzkie rysy, ktrym wanie cie dodawa 
charakteru i ycia. Ksi za, im duej wpatrywa si w to oblicze, tym silniej odczuwa, e 
by uprzedzony i e jego niech jest niesuszna. 
Na twarzy Sfinksa nie byo okruciestwa, prdzej rezygnacja. W jego umiechu nie byo 
szyderstwa, prdzej melancholia. On nie wytrzsa si nad ndz i znikomoci ludzk, raczej 
nie widzia ich. 
Jego pene wyrazu, gdzie pod niebem osadzone oczy patrzyy za Nil, do krain, ktre dla 
ludzkich spojrze gin pod nieboskonem. Czy ledzi niepokojcy wzrost monarchii asyryjskiej? 
czy natrtn bieganin Fenicjan? czy narodziny Grecji, a moe przysze zdarzenia gotujce 
si nad Jordanem?... - kt zgadnie. 
Ksi jednego by pewny, e -on patrzy, myli i oczekuje na co ze spokojnym umiechem, 
godnym nadprzyrodzonej istoty. I jeszcze zdawao mu si, e gdy to co ukae si na 
horyzoncie, Sfinks powstanie i pjdzie naprzeciw. 
Co to ma by i kiedy nastpi?... Tajemnica, ktrej donioso wyranie malowaa si na 
twarzy wiekuistego. Musi si to jednak sta nagle, skoro Sfinks od wiekw ani na chwil nie 
zmruy oka i patrzy, wci patrzy... 
Tymczasem Pentuer znalaz okno, przez ktre z podziemiw rozlewaa si jkliwa pie 
kapaska: 
Chr I. Wstawaj, promieniejcy jak Izis, jak wstaje Sotis na firmamencie rano, z pocztkiem 
staego roku. 
Chr II. Bg Amon-Ra by po prawicy i po lewicy mojej. Sam odda mi w rce panowanie 
nad caym wiatem przyczyniajc si do upadku nieprzyjaci moich. 
Chr I. Bye jeszcze mody, nosie splecione wosy, lecz w Egipcie nic nie dziao si bez 
twego rozkazu i nie pooono kamienia wgielnego pod aden gmach bez twojej obecnoci. 
Chr II. Przyszedem do Ciebie wadco bogw, wielki bogu, panie soca. Tum obiecuje 
mi, e ukae si soce i e bd podobny do niego, a Nil, e osign tron Ozirisa i bd go 
posiada na wieki. 
Chr I. Wrcie w spokoju szanowany przez bogw, wadco dwu wiatw, Ra-Meramen-
Ramzesie. Zapewniam ci panowanie wieczne, krlowie zbli si do ciebie i zo ci 
hody. 
Chr II. O ty, ty! Oziris-Ramzesie, wiecznie yjcy synu nieba, zrodzony z bogini Nut. 
Niech matka twoja otoczy ci tajemnic nieba i niech zezwoli, aby zosta bogiem, o ty, ty, 
Oziris-Ramzesie. ** 
A wic pan witobliwy ju umar... - rzek do siebie Pentuer. 
Odszed od okna i zbliy si do miejsca, gdzie siedzia nastpca pogrony w marzeniach. 
Kapan uklk przed nim, upad na twarz i zawoa: 
- Bd pozdrowiony, faraonie, wadco wiata!... 
- Co mwisz?!... - zawoa ksi zrywajc si. 
- Niech Bg jedyny i wszechmocny zleje na ciebie mdro i si, a szczcie na lud twj... 
286 
- Wsta, Pentuerze... Wic ja... wic ja... 
Nagle wzi za rami kapana i obrci go ku Sfinksowi. 
- Spojrzyj na niego - rzek. 
Ale ani w obliczu, ani w postawie kolosa nie zasza adna zmiana. Jeden faraon przestpi 
granic wiecznoci, drugi wschodzi jak soce, lecz kamienna twarz boga czy potwora pozostaa 
tak sam. Na ustach agodny umiech dla ziemskich potg i chway, we wzroku oczekiwanie 
na  o , co ma przyj, lecz nie wiadomo, kiedy przyjdzie. 
Wkrtce od przewozu wrcili dwaj posacy z zawiadomieniem, e czna bd gotowe. 
Pentuer wszed midzy palmy i zawoa: 
-Ocknij si!... ocknij si!... 
Czujni Azjaci natychmiast zerwali si i zaczli kiezna konie. Podnis si i Tutmozis, 
szkaradnie ziewajcy. 
-Brr!... - mrukn -jakie zimno... Sen dobra rzecz!... Ledwie si zdrzemnem i ju mog 
jecha, bodaj na koniec wiata, byle znowu nie do Sodowych Jezior... Brr!... Ju zapomniaem 
smaku wina i zdaje mi si, e rce zaczy mi porasta wosem jak szakalowi... A do paacu 
mamy jeszcze ze dwie godziny. 
Szczliwi chopi!... pi gagan jeden z drugim do tej pory, nie czuje potrzeby kpania si i 
nie pjdzie do roboty, dopki ona nie napasie go jczmiennym kleikiem. A ja, wielki pan, 
musz jak zodziej tua si noc po pustyni nie majc w ustach kropli wody... 
Konie byy gotowe i Ramzes wsiad na swego. Wwczas Pentuer zbliy si, uj za cugle 
rumaka wadcy i prowadzi go, sam idc pieszo. 
-Co to?... -spyta dziwiony Tutmozis. Wnet jednak opamita si, podbieg i wzi 
Ramzesowego konia za cugle z drugiej strony. I tak szli wszyscy milczc, zdziwieni zachowaniem 
si kapana, cho czuli, e stao si co wanego. 
Po kilkuset krokach nagle skoczya si pustynia, a przed podrnymi wycign si gociniec 
wrd pl. 
- Siadajcie na konie - rzek Ramzes - musimy popiesza. 
- Jego witobliwo rozkazuje si na ko! - zawoa Pentuer. 
Obecni osupieli. Ale Tutmozis prdko odzyska przytomno i pooywszy rk na mieczu 
wykrzykn: 
- Niech yje wiecznie wszechmocny i askawy wdz, nasz faraon Ramzes! 
- Niech yje wiecznie!.. - zawyli Azjaci potrzsajc broni. 
- Dzikuj wam, wierni onierze moi - odrzek pan. 
W chwil pniej konny orszak pdzi w stron rzeki. 
* Okoo 10 milionw frankw. 
** Napisy grobowe. 
287 
TOM TRZECI 
288 
ROZDZIA PIERWSZY 
Czy prorocy podziemnej wityni Sfinksa widzieli nowego wadc Egiptu, jak obozowa 
pod piramidami, czy dali o nim zna do krlewskiego paacu i -w jaki uczynili to sposb? nie 
wiadomo. Do, e gdy Ramzes zblia si do przewozu, najdostojniejszy arcykapan 
Herhor kaza obudzi sub paacow, a gdy pan przepywa Nil, wszyscy kapani, jeneraowie 
i dostojnicy cywilni ju zgromadzili si w wielkiej sali. 
Rwno ze wschodem soca Ramzes XIII na czele drobnego orszaku wjecha w paacowy 
dziedziniec, gdzie suba upada przed nim na twarz, a gwardia sprezentowaa bro przy odgosie 
trb i bbnw. 
Powitawszy wojsko jego witobliwo uda si do azienki i wzi kpiel przesycon 
wonnociami. Nastpnie pozwoli uporzdkowa boskie wosy; lecz gdy fryzjer najpokorniej 
zapyta go: czy kae ogoli gow i zarost? - pan odrzek: 
- Nie potrzeba. Nie jestem kapanem, tylko onierzem. 
Sowa te w chwil pniej przeszy do sali audiencjonalnej, w godzin obiegy paac, 
okoo poudnia rozniosy si po miecie Memfis, a nad wieczorem znane byy we wszystkich 
wityniach pastwa, od Tami--hor i Sabne-Chetam na pnocy do Suunu i Pilak na poudniu. 
Na t wie nomarchowie, szlachta, wojsko, lud i cudzoziemcy szaleli z radoci, ale wity 
stan kapaski tym gorliwiej obchodzi aob po zmarym faraonie. 
Wyszedszy z kpieli jego witobliwo przywdzia krtk koszul oniersk w czarne i 
te pasy, na ni zoty napiernik, na nogi sanday przywizane rzemieniami, a na gow 
pytki hem z kolcem. Potem przypasa stalowy miecz asyryjski, ktry mu towarzyszy w bitwie 
przy Sodowych Jeziorach, i - otoczony wielk wit jeneraw, z chrzstem i brzkiem 
wszed na sal audiencjonaln. 
Tam zastpi mu drog arcykapan Herhor majc przy sobie witych arcykapanw: Sema, 
Mefresa i innych, a za sob: wielkich sdziw z Memfisu i Teb, kilkunastu najbliszych nomarchw, 
wielkiego podskarbiego tudzie naczelnikw: domu zb, domu byda, domu szat, 
domu niewolnikw, domu srebra i zota, i mnstwo innych dygnitarzy. 
Herhor skoni si przed Ramzesem i rzek wzruszony: 
-Panie! Wiecznie yjcemu ojcu waszemu podobao si odej do bogw, gdzie kosztuje 
wiekuistego szczcia. Na ciebie za spada obowizek troszczy si losem osieroconego pastwa. 
Bd wic pozdrowiony, panie i wadco wiata, i -niech yje wiecznie jego witobliwo 
faraon Cham-sam-merer-amen-Ramesses-neter-hog-an!... 
Obecni z zapaem powtrzyli ten okrzyk. Spodziewano si, e nowy wadca okae jakie 
wzruszenie lub zakopotanie. Na podziw jednak wszystkich pan tylko zmarszczy brwi i odpar: 
-Zgodnie z wol witobliwego ojca i prawami Egiptu obejmuj rzdy i spenia je bd 
na chwa pastwa i szczcie ludu... 
Nagle pan zwrci si do Herhora i bystro patrzc mu w oczy zapyta: 
-Na infule waszej dostojnoci widz zotego wa. Dlaczego przywdziae symbol wadzy 
krlewskiej? 
miertelna cisza zalega zgromadzenie. Najzuchwalszy czowiek w Egipcie nigdy by nie 
przypuci, e mody pan rozpocznie rzdy swoje od podobnego pytania do osoby najpotniejszej 
w pastwie. Bodaj e potniejszej anieli zmary faraon. 
Ale za modym panem stao kilkunastu jeneraw, w dziedzicu byszczay piowe puki 
gwardii, a przez Nil ju przeprawiaa si armia znad Sodowych Jezior, upojona triumfem, 
zakochana w swym wodzu. 
289 
Potny Herhor zblad jak wosk i z zacinitej krtani nie mg wydoby gosu. 
-Pytam si waszej dostojnoci -spokojnie powtrzy faraon -jakim prawem na twojej infule 
znajduje si w krlewski? 
-To jest infua dziada waszego witego Amenhotepa - cicho odpar Herhor. - Najwysza 
rada nakazaa mi przywdziewa j w wanych okolicznociach. 
-wity dziad mj -mwi faraon -by ojcem krlowej i w drodze aski otrzyma prawo 
ozdabiania swej infuy ureuszem. Lecz o ile mi wiadomo, jego uroczysty strj znajduje si 
midzy relikwiami wityni Amona. 
Herhor ju ochon. 
-Racz pamita, wasza witobliwo - objani - e przez ca dob Egipt by pozbawiony 
prawego wadcy. Tymczasem musia kto budzi i ukada do snu boga Ozirisa, udziela 
bogosawiestwa ludowi i skada hody przodkom krlewskim. 
Na tak ciki czas najwysza rada kazaa mi odzia si w wit relikwi, aby rzd pastwa 
i suba bogom nie ulegay opnieniu. Z chwil jednak gdy mamy prawego i potnego 
wadc, skadam cudown relikwi... 
To powiedziawszy Herhor zdj z gowy infu ozdobion ureuszem i poda j arcykapa
nowi Mefresowi. 
Grona twarz faraona wypogodzia si i pan - skierowa kroki swoje do tronu. 
Nagle zastpi mu drog wity Mefres i schyliwszy si do ziemi rzek: 
- Racz, witobliwy panie, wysucha najpokorniejszej proby... 
Ale ani w gosie, ani w oczach jego nie byo pokory, kiedy wyprostowawszy si mwi 
dalej: 
- Te s sowa najwyszej rady wszystkich arcykapanw... 
- Powiedz - odpar faraon. 
-Wiadomo waszej witobliwoci -cign Mefres - e faraon, ktry nie otrzyma arcykapaskich 
wice, nie moe spenia najwyszych ofiar tudzie ubiera ani rozbiera cudownego 
Ozirisa. 
-Rozumiem -przerwa pan. -Ja jestem faraonem, ktry nie posiada arcykapaskiego dostojestwa. 
-Z tej przyczyny - mwi dalej Mefres - najwysza rada pokornie baga wasz witobliwo 
o wyznaczenie arcykapana, ktry mgby was zastpowa w penieniu religijnych obrzdkw. 
Suchajc tej mowy stanowczej, arcykapani i dostojnicy dreli i krcili si jak na rozpalonych 
kamieniach, a jeneraowie niby niechccy poprawiali miecze. Ale wity Mefres z nie 
ukrywan pogard spojrza na nich i - znowu utopi zimny wzrok w obliczu faraona. 
Lecz pan wiata i tym razem nie okaza zakopotania. 
-Dobrze -odpar -e mi, wasza dostojno, przypomnia o tym wanym obowizku. 
Wojenne rzemioso i sprawy pastwa nie pozwol mi zajmowa si obrzdami naszej witej 
religii, wic musz wyznaczy do nich zastpc... 
To mwic pan pocz rozglda si midzy zebranymi. 
Z lewej strony Herhora sta wity Sem. Faraon wpatrzy si w jego twarz agodn i 
uczciw i nagle spyta: 
- Kto i czym jeste, wasza dostojno? 
- Nazywam si Sem, a jestem arcykapanem wityni Ptah w Pi-Bastis. 
-Ty bdziesz moim zastpc w religijnych obrzdkach -rzek pan wskazujc na niego palcem. 
Midzy zebranymi przelecia szmer podziwu. Trudno byo po najduszych rozmylaniach 
i naradach wybra na tak wysoki urzd godniejszego kapana. 
Ale Herhor poblad jeszcze bardziej, a Mefres zacisn sine usta i przysoni powiekami 
oczy. 
290 
W chwil pniej nowy faraon zasiad na tronie, ktry zamiast ng mia rzebione postacie 
ksit i krlw dziewiciu narodw. 
Niebawem Herhor na zotej tacy poda panu bia i czerwon koron otoczon zotym wem. 
Wadca milczc woy je na gow, a obecni upadli na ziemi. 
Nie bya to jeszcze uroczysta koronacja, tylko objcie wadzy. 
Gdy kapani okadzili faraona i odpiewali hymn do Ozirisa, aby zla na niego wszelkie 
bogosawiestwa, cywilni i wojskowi dygnitarze zostali dopuszczeni do ucaowania najniszego 
stopnia tronu. Potem pan wzi zot yk i powtarzajc modlitwy, ktre gono odmawia 
wity Sem, ofiarowa kadzida posgom bogw uszykowanym po obu stronach jego 
krlewskiej stolicy. 
- Co teraz mam robi? - zapyta wadca. 
- Ukaza si ludowi - odpar Herhor. 
Przez zocone, szeroko otwarte drzwi po marmurowych schodach jego witobliwo 
wszed na taras i podnisszy rce zwrci si kolejno ku czterem okolicom wiata. Odezway 
si gosy trb i ze szczytu pylonw wywieszono chorgwie. Kto by w polu, na dziedzicu 
czy na ulicy - pada na twarz; kij podniesiony nad grzbietem bydlcia czy niewolnika opuszcza 
si bez szkody, a wszyscy przestpcy pastwowi, jakich skazano tego dnia, otrzymali 
uaskawienie. 
Schodzc z tarasu wadca zapyta: 
- Czy mam jeszcze co do spenienia? 
- Oczekuje na wasz witobliwo posiek i sprawy pastwa - odezwa si Herhor. 
- Wic mog odpocz - rzek faraon. - Gdzie s zwoki mego witobliwego ojca? 
- Oddane balsamistom... - szepn Herhor. 
Faraonowi oczy wezbray zami i drgny usta. Ale pohamowa si i milczc patrzy w 
ziemi. Byo rzecz nieprzystojn, aeby sudzy widzieli wzruszenie tak potnego wadcy. 
Chcc zwrci uwag pana na inny przedmiot Herhor wtrci: 
- Czy wasza witobliwo raczy przyj naleny hod od krlowej matki? 
- Ja?... ja mam przyjmowa hody od mojej matki?... - rzek zdawionym gosem faraon. 
A chcc koniecznie uspokoi si, doda z przymuszonym umiechem: 
-Wasza dostojno zapomniae, co mwi mdrzec Eney?... Moe wity Sem powtrzy 
nam te pikne sowa o matce... 
-Pamitaj -cytowa Sem -e urodzia ci i na wszystkie sposoby karmia. 
- Mw dalej... mw!... - nalega pan wci usiujc zapanowa nad sob. 
Gdyby o tym zapomnia, ona podniesie rce swoje do boga, a on skarg jej usyszy. Dugo 
nosia ci pod sercem, jak wielki ciar, i porodzia po upyniciu twoich miesicy. Nosia 
ci potem na plecach i przez trzy lata pier sw wkadaa w twoje usta. Tak ci wychowaa nie 
brzydzc si twego niechlujstwa. A gdy poszede do szk i w pismach bye wiczony, 
przed twoim przeoonym stawaa co dzie z chlebem i piwem domu swego. * 
Faraon gboko odetchn i rzek spokojniej: 
- Widzicie wic, e nie godzi si, aby mnie witaa matka moja. Ja to raczej pjd do niej... 
I poszed przez szereg sal wykadanych marmurem, alabastrem i drzwem, malowanych jaskrawymi 
farbami, rzebionych i zoconych, a za nim -jego ogromna wita. Lecz zbliywszy 
si do przedpokoju matki, da znak, aby go zostawiono samego. 
Min przedpokj, chwil zatrzyma si pode drzwiami, potem zapuka i wszed cicho. 
W izbie o nagich cianach, w ktrej zamiast sprztw by niski tapczan i nadtuczony 
dzban z wod, wszystko na znak aoby, siedziaa na kamieniu matka faraona, krlowa Nikotris. 
Bya w grubej koszuli, boso; miaa czoo umazane botem z Nilu i popi w popltanych 
wosach. 
Zobaczywszy Ramzesa czcigodna pani schylia si, aby mu upa do ng. Ale syn pochwyci 
j w objcia i rzek z paczem: 
291 
-Jeeli ty, matko, zniysz si przede mn do ziemi, ja przed tob bd musia zej chyba 
pod ziemi... 
Krlowa przytulia jego gow do piersi, otara mu zy rkawem swojej grubej koszuli, a 
potem wznisszy rce szepna: 
-Niechaj wszyscy bogowie, niechaj duch ojca i dziada twego otocz ci opiek i bogosawiestwem... 
O Izydo, nigdy nie skpiam ci ofiar, ale dzi robi najwiksz... Oddaj ci 
mego miego syna... Niech ten mj syn krlewski stanie si niepodzielnie twoim synem, a 
jego sowa i potga niech pomno twoje boskie dziedzictwo... 
Pan wiele razy uciska i ucaowa krlow, wreszcie usadowi j na tapczanie, a sam 
usiad na kamieniu. 
- Czy zostawi mi ojciec jakie rozkazy? - zapyta. 
-Prosi ci tylko o pami, a do najwyszej rady powiedzia te sowa: Zostawiam wam 
nastpc, ktry jest lwem i orem w jednej osobie; suchajcie go, a podwignie Egipt do niebywaej 
potgi. 
- Mylisz, e kapani bd mi posuszni? 
-Pamitaj - rzeka matka -e godem faraona jest w. A w to roztropno, ktra milczy 
i nie wiadomo kiedy ksa miertelnie... Jeeli czas wemiesz za sprzymierzeca, pokonasz 
wszystko. 
-Herhor jest strasznie zuchway... Dzi omieli si woy infu witego Amenhotepa... 
Rozumie si, kazaem mu j zdj i usun go od rzdu... Jego i kilku czonkw najwyszej 
rady... 
Krlowa potrzsna gow. 
-Egipt jest twj -mwia -a bogowie obdarzyli ci wielk mdroci. Gdyby nie to, 
strasznie lkaabym si zatargu z Herhorem... 
- Nie spieram si z nim. Ja go wypdzam. 
-Egipt jest twj -powtrzya matka -ale boj si walki z kapanami. Prawda, e nad miar 
agodny ojciec uzuchwali tych ludzi, lecz nie mona doprowadzi ich do rozpaczy srogoci. 
Zreszt - pomyl: kto ci zastpi ich rad?... Oni znaj wszystko, co byo, jest i bdzie na ziemi 
i w niebie; oni widz najskrytsze myli ludzkie i kieruj sercami jak wiatr limi. Bez nich nie 
tylko nie bdziesz wiedzia, co si dzieje w Tyrze i Niniwie, ale nawet w Memfisie i Tebach. 
-Nie odpycham mdroci, ale chc suby - odpar faraon. - Wiem, e ich rozum jest wielki, 
ale musi by kontrolowany, aby nie oszukiwa, i kierowany, aeby nie rujnowa pastwa... 
Sama powiedz, matko, co oni w cigu trzydziestu lat zrobili z Egiptem?... Lud cierpi ndz 
albo buntuje si, wojska mao, skarb pusty, a tymczasem o par miesicy od nas jak ciasto na 
drodach ronie Asyria i ju dzi - narzuca nam traktaty!... 
-Czy, jak chcesz. Ale pamitaj, e symbolem faraona jest w, a w -to milczenie i 
roztropno. 
-Prawd mwisz, matko, ale wierzaj mi, e w pewnych razach wysz jest odwaga. Ju 
dzi wiem, e kapani wojn libijsk rozkadali na cae lata, jam j skoczy w cigu kilkunastu 
dni i tylko dlatego, e co dzie popeniaem jaki krok szalony, ale stanowczy. Gdybym 
nie wybieg naprzeciw nim w pustyni, co przecie byo wielk nieroztropnoci, dzi mielibymy 
Libijczykw pod Memfisem... 
-Wiem, gonie Tehenn i zaskoczy was Tyfon - rzeka krlowa. - O nierozwane dziecko... 
nie pomylae o mnie!... 
Pan umiechn si. 
-Bd spokojnego serca - odpar. - Kiedy faraon walczy, po lewej i po prawej jego rce 
staje Amon. A kt mu dorwna?... 
Jeszcze raz uciska krlow i wyszed. 
* Autentyczne 
292 
ROZDZIA DRUGI 
Ogromna wita jego witobliwoci wci staa w sali poczekalnej, ale jakby rozupana na 
dwie czci. Z jednej strony Herhor, Mefres i kilku arcykapanw starszych wiekiem, z drugiej 
-wszyscy jeneraowie, wszyscy urzdnicy cywilni i przewana ilo modszych kapanw. 
Orli wzrok faraona w jednej chwili dostrzeg ten rozdzia dostojnikw i w sercu modego 
wadcy zapalia si radosna duma. 
I ot nie dobywajc miecza odniosem zwycistwo!... - pomyla. 
A cywilni i wojskowi dostojnicy coraz dalej i wyraniej odsuwali si od Herhora i Mefresa. 
Nikt bowiem nie wtpi, e obaj arcykapani, dotychczas najpotniejsi w pastwie, nie 
posiadaj aski nowego faraona. 
Teraz pan przeszed do sali jadalnej, gdzie przede wszystkim zastanowia go liczba usugujcych 
kapanw i - pmiskw. 
- Ja mam to wszystko zje? - zapyta nie ukrywajc zdziwienia. 
Wwczas kapan czuwajcy nad kuchni objani faraona, e potrawy, ktrych nie zuytkuje 
jego witobliwo, id na ofiar dla dynastii. 
I to mwic wskaza na szereg posgw ustawionych wzdu sali. 
Pan spojrza na posgi, ktre wyglday, jakby im nic nie dawano potem na kapanw, ktrych 
cera bya wiea, jakby oni wszystko zjadali, i -zada piwa tudzie onierskiego chleba 
z czosnkiem. 
Starszy kapan osupia, ale powtrzy rozkaz modszemu. Modszy zawaha si, ale powtrzy 
zlecenie chopcom i dziewcztom. Chopcy w pierwszej chwili, zdawao si, e nie 
wierz wasnym uszom; wnet jednak rozbiegli si po caym paacu. 
Za w kwadrans pniej wrcili wystraszeni, szepczc kapanom, e nigdzie nie ma onierskiego 
chleba i czosnku... 
Faraon umiechn si i zapowiedzia, aeby od tej pory nie brako w jego kuchniach prostych 
potraw. Potem zjad gobka, kawaek ryby, pszenn buk i popi to winem. 
Przyzna w duchu, e jedzenie byo zrobione dobrze, a wino cudowne. Nie mg jednak 
opdzi si myli, e kuchnia dworska musi pochania nadzwyczajne sumy. 
Spaliwszy kadzida na cze przodkw wadca uda si do krlewskiego gabinetu celem 
wysuchania raportw. 
Pierwszym by Herhor. Skoni si przed panem daleko niej, anieli zrobi to witajc go, i 
z wielkim wzruszeniem powinszowa zwycistwa nad Libijczykami. 
-Rzucie si -mwi -wasza witobliwo, na Libijczykw jak Tyfon na ndzne namioty 
bkajcych si po pustyni. Wygrae wielk bitw z bardzo maymi stratami i jednym 
zamachem boskiego miecza zakoczye wojn, ktrej koca my, ludzie zwyczajni, nie 
umielimy dopatrze. 
Faraon czu, e jego niech do Herhora zaczyna sabn. 
-Dlatego - cign arcykapan -najwysza rada baga wasz witobliwo, aby dla walecznych 
pukw przeznaczy dziesi talentw nagrody... Ty za sam, naczelny wodzu, pozwl, 
aeby obok imienia twego kadziono napis: Zwyciski !... 
Liczc na modo faraona Herhor przesadzi w pochlebstwie. Pan ochon z upojenia i 
nagle odpar: 
-Jaki przydomek dalibycie mi, gdybym znis armi asyryjsk i zapeni witynie bo
gactwami Niniwy i Babilonu?... 
Wic on wci myli o tym?... - rzek w sobie arcykapan. 
Faraon za, jakby na potwierdzenie jego obaw, zmieni przedmiot rozmowy i zapyta: 
-Ile te mamy wojska?... 
293 
- Tu, pod Memfisem?... 
- Nie, w caym Egipcie. 
-Wasza witobliwo mia dziesi pukw... - mwi arcykapan. - Dostojny Nitager na 
granicy wschodniej ma pitnacie... Dziesi jest na poudniu, gdy zaczyna niepokoi si 
Nubia... Za pi stoj garnizonami po caym kraju. 
- Razem czterdzieci - rzek po namyle faraon. - Ile to bdzie onierzy? 
- Okoo szedziesiciu tysicy... 
Pan zerwa si z fotelu. 
-Szedziesit zamiast stu dwudziestu?... - krzykn. -Co to znaczy?... Co wy zrobilicie z 
moj armi?... 
- Nie ma rodkw na utrzymanie wikszej liczby... 
- O bogowie!... - mwi faraon chwytajc si za gow. 
- Ale nas za miesic napadn Asyryjczycy!... Przecie my jestemy rozbrojeni... 
- Z Asyri mamy wstpny traktat - wtrci Herhor. 
-Kobieta mogaby tak odpowiedzie, ale nie minister wojny - unis si pan. -Co znaczy 
traktat, za ktrym nie stoi armia?... Przecie dzi zgniotaby nas poowa wojsk, jakimi rozporzdza 
krl Assar. 
-Racz uspokoi si, witobliwy panie. Na pierwsz wie o zdradzie Asyryjczykw mielibymy 
p miliona wojownikw. 
Faraon rozemia mu si w twarz. 
- Co?... Skd?... Ty oszalae, kapanie!... Grzebiesz si w papyrusach, aleja siedm lat su 
w wojsku i prawie nie ma dnia, aebym nie odbywa musztry czy manewrw... Jakim sposobem 
w cigu paru miesicy bdziesz mia pmilionow armi?... 
- Caa szlachta wystpi... 
-Co mi po twojej szlachcie!... Szlachta to nie onierze. Dla pmilionowej armii trzeba co 
najmniej stu pidziesiciu pukw, a my, jak sam mwisz, mamy ich czterdzieci... Gdzie 
wic ci ludzie, ktrzy dzi pas bydo, orz ziemi, lepi garnki albo pij i prnuj w swoich 
dobrach, gdzie naucz si wojskowego rzemiosa?... Egipcjanie s lichym materiaem na onierzy, 
wiem o tym, bo przecie widuj ich co dzie... Libijczyk, Grek, Cheta ju dzieckiem 
bdc strzela z uku i procy i doskonale wada maczug; za po upywie roku uczy si porzdnie 
maszerowa. Ale Egipcjanin dopiero po czterech latach pracy maszeruje jako tako. 
Prawda, e z mieczem i wczni oswaja si we dwa lata, ale na trafne rzucanie pociskw i 
czterech mu za mao... 
Wic po upywie kilku miesicy moglibycie wystawi nie armi, lecz pmilionow band, 
ktr w okamgnieniu rozwaliaby druga banda, asyryjska. Bo cho puki asyryjskie s 
liche i le wymusztrowane, lecz onierz asyryjski umie miota kamienie i strzay, rba i 
ku, a nade wszystko posiada impet dzikiego zwierzcia, czego agodnemu Egipcjaninowi 
cakiem brakuje. My rozbijamy nieprzyjaci tym, e nasze karne i wywiczone puki s jak 
tarany: trzeba wybi poow onierzy, nim zepsuje si kolumna. Lecz gdy nie ma kolumny, 
nie ma egipskiej armii. 
- Mdr prawd mwi wasza witobliwo - rzek Herhor do zadyszanego faraona. 
-Tylko bogowie posiadaj tak znajomo rzeczy... Ja take wiem, e siy Egiptu s sabe, 
e dla stworzenia ich trzeba wielu lat pracy... Z tego wanie powodu chc zawrze traktat z 
Asyri. 
- Przecie ju zawarlicie... 
-Tymczasowy. Sargon bowiem widzc chorob waszego ojca, a lkajc si waszej witobliwoci, 
odoy zawarcie waciwego traktatu do waszego wstpienia na tron. 
Faraon znowu wpad w gniew. 
- Co?... - zawoa. - Wic oni naprawd myl o zagarniciu Fenicji?... I sdz, e ja podpisz 
hab mojego panowania?... Ze duchy optay was wszystkich!... 
294 
Audiencja bya skoczona. Herhor tym razem upad na twarz, a wracajc od pana rozwaa 
w sercu swoim: 
Jego witobliwo wysucha raportu, wic nie odrzuca moich usug... Powiedziaem mu, 
e musi podpisa traktat z Asyri, wic najcisza sprawa skoczona... Namyli si, zanim 
Sargon znowu do nas przyjedzie... 
Ale to lew, a nawet nie lew, ale so rozhukany, ten modzieniec... A przecie dlatego tylko 
zosta faraonem, e jest wnukiem arcykapana!... Jeszcze nie zrozumia, e te same rce, 
ktre go wzniosy tak wysoko... 
W przedsionku dostojny Herhor zatrzyma si, duma nad czym, w kocu, zamiast do siebie, 
poszed do krlowej Nikotris. 
W ogrodzie nie byo kobiet ani dzieci, tylko z rozrzuconych paacykw dochodziy jki. 
To kobiety nalece do domu zmarego faraona opakiway tego, ktry odszed na Zachd. 
al ich, zdaje si, by szczery. 
Tymczasem do gabinetu nowego wadcy przyszed najwyszy sdzia. 
- Co mi powiesz, wasza dostojno? - zapyta pan. 
-Kilka dni temu zdarzy si niezwyky wypadek pod Tebami - odpar sdzia. - Jaki chop 
zamordowa on i troje dzieci i sam utopi si w powiconej sadzawce. 
-Oszala? 
- Zdaje si, e zrobi to z godu. 
Faraon si zamyli. 
- Dziwny wypadek -rzek -ale ja chciabym usysze co innego. Jakie wystpki zdarzaj 
si najpospoliciej w tych czasach? 
Najwyszy sdzia waha si. 
-Mw miao -rzek pan, ju zniecierpliwiony -i niczego nie ukrywaj przede mn. Wiem, 
e Egipt zapad w bagnisko, chc go wydoby, a wic musz zna wszystko ze... 
-Najczstszymi... najzwyklejszymi wystpkami s bunty... Ale tylko posplstwo buntuje 
si... - popieszy doda sdzia. 
- Sucham - wtrci pan. 
-W Kosen - mwi sdzia -zbuntowa si puk mularzy i kamieniarzy, ktrym na czas nie 
dano rzeczy potrzebnych. W Sochem chopstwo zabio pisarza zbierajcego podatki... W 
Melcatis i Pi-Hebit take chopi zburzyli domy fenickich dzierawcw... Pod Kasa nie chcieli 
poprawia kanau twierdzc, e za t robot naley im si paca od skarbu... Wreszcie w kopalniach 
porfiru skazacy pobili dozorcw i chcieli gromad ucieka w stron morza... 
- Wcale nie zaskoczyy mnie wiadomoci odpar faraon. - Ale co ty mylisz o nich? 
- Przede wszystkim trzeba ukara winnych... 
-A ja myl, e przede wszystkim trzeba dawa pracujcym to, co im si naley -rzek 
pan. - Godny w kadzie si na ziemi, godny ko chwieje si na swych nogach i wzdycha... 
Mona wic da, aby godny czowiek pracowa i nie objawia, e mu jest le?... 
Zatem wasza witobliwo... 
Pentuer utworzy rad do zbadania tych rzeczy - przerwa faraon. -Tymczasem nie chc, 
aby karano... 
- Ale w takim razie wybuchnie bunt oglny!... - zawoa przeraony sdzia. 
Faraon opar brod na rkach i rozwaa. 
-Ha! -rzek po chwili -nieche wic sdy robi swoje, tylko... jak najagodniej. A Pentuer 
niech jeszcze dzi zbierze rad... 
Zaiste! - doda po chwili - atwiej decydowa si w bitwie anieli w tym nieporzdku, jaki 
opanowa Egipt... 
Po wyjciu najwyszego sdziego faraon wezwa Tutmozisa. Kaza mu w swym imieniu 
powita wojsko wracajce znad Sodowych Jezior i rozdzieli dwadziecia talentw midzy 
oficerw i onierzy. 
295 
Nastpnie pan rozkaza przyj Pentuerowi, a tymczasem przyj wielkiego skarbnika. 
- Chc wiedzie - rzek - jaki jest stan skarbu. 
-Mamy -odpar dostojnik -w tej chwili za dwadziecia tysicy talentw wartoci w pichrzach, 
oborach, skadach i skrzyniach. Ale podatki co dzie wpywaj... 
-I bunty robi si co dzie - doda faraon. - A jakie s nasze oglne dochody i wydatki? 
-Na wojsko wydajemy rocznie dwadziecia tysicy talentw... Na witobliwy dwr dwa 
do trzech tysicy talentw miesicznie... 
- No?... C dalej?... A roboty publiczne?... 
-W tej chwili wykonywaj si darmo -rzek wielki skarbnik spuszczajc gow. 
- A dochody?... 
-Ile wydajemy, tyle mamy... - szepn urzdnik. 
-Wic mamy czterdzieci lub pidziesit tysicy talentw rocznie -odpar faraon. -A 
gdzie reszta?... 
-W zastawie u Fenicjan, u niektrych bankierw i kupcw, wreszcie u witych kapanw... 
-Dobrze -odpar pan. - Ale jest przecie nienaruszalny skarb faraonw w zocie, platynie, 
srebrze i klejnotach. Ile to wynosi? 
- To ju od dziesiciu lat naruszone i wydane... 
- Na co?... komu?.. 
- Na potrzeby dworu - odpowiedzia skarbnik - na podarunki dla nomarchw i wity... 
-Dwr mia dochody z pyncych podatkw, a czyli podarunki mogy wyczerpa skarbiec 
mojego ojca?... 
- Oziris-Ramzes, ojciec waszej witobliwoci, by hojny pan i skada wielkie ofiary... 
- Niby... jak wielkie?... Chc o tym raz dowiedzie si... - mwi niecierpliwie faraon. 
- Dokadne rachunki s w archiwach, ja pamitam tylko liczby oglne... 
-Mw!... 
-Na przykad wityniom -odpar wahajc si skarbnik -da Oziris-Ramzes w cigu 
szczliwego panowania okoo stu miast, ze sto dwadziecia okrtw, dwa miliony sztuk byda, 
dwa miliony worw zboa, sto dwadziecia tysicy koni, omdziesit tysicy niewolnikw, 
piwa i wina ze dwiecie tysicy beczek, ze trzy miliony sztuk chlebw, ze trzydzieci 
tysicy szat, ze trzysta tysicy kru miodu, oliwy i kadzide... A prcz tego tysic talentw 
zota, trzy tysice srebra, dziesi tysicy lanego brzu, piset talentw ciemnego brzu, 
sze milionw kwiecistych wiecw, tysic dwiecie posgw boskich i ze trzysta tysicy 
sztuk drogich kamieni... * Innych liczb na razie nie pamitam, ale wszystko to jest zapisane... 
Faraon ze miechem podnis rce do gry, a po chwili wpad w gniew i uderzajc pici 
w st zawoa: 
-Niesychana rzecz, aeby garstka kapanw zuya tyle piwa, chleba, wiecw i szat majc 
wasne dochody!... Ogromne dochody, ktre kilkaset razy przewyszaj potrzeby tych 
witych... 
-Wasza witobliwo raczy zapomnie, e kapani wspieraj dziesitki tysicy ubogich, 
lecz tylu chorych i utrzymuj kilkanacie pukw na koszt wity. 
-Na co im puki?... Przecie faraonowie korzystaj z nich tylko w czasie wojny. Co si tyczy 
chorych, prawie kady paci za siebie albo odrabia, co winien wityni za kuracj. A ubodzy?... 
Wszake oni pracuj na witynie; nosz bogom wod, przyjmuj udzia w uroczystociach, 
a przede wszystkim -nale do robienia cudw. Oni to pod bramami wity odzyskuj 
rozum, wzrok i such, im lecz si rany, ich nogi i rce odzyskuj wadz, a lud patrzc 
na podobne dziwowiska tym arliwiej modli si i hojniejsze skada ofiary bogom... 
Ubodzy s jakby woami i owcami wity; przynosz im czysty zysk... 
-Tote -omieli si wtrci skarbnik -kapani nie wydaj wszystkich ofiar, ale je zgromadzaj 
i powikszaj fundusz... 
296 
-Na co? 
- Na jak nag potrzeb pastwa... 
- Kt widzia ten fundusz? 
-Ja sam -rzek dostojnik. - Skarby zoone w Labiryncie nie ubywaj, ale mno si z pokolenia 
na pokolenie, aeby w razie... 
-Aeby - przerwa faraon - Asyryjczycy mieli co bra, gdy zdobd Egipt tak piknie rzdzony 
przez kapanw!... 
Dzikuj ci, wielki skarbniku -doda. -Wiedziaem, e majtkowy stan Egiptu jest zy. 
Ale nie przypuszczaem, e pastwo jest zrujnowane... W kraju bunty, wojska nie ma, faraon 
w biedzie... Lecz skarbiec w Labiryncie powiksza si z pokolenia na pokolenie!... 
Gdyby tylko kada dynastia, tylko dynastia, skadaa tyle podarunkw wityniom, ile da 
mj ojciec, ju Labirynt posiadaby dziewitnacie tysicy talentw zota, okoo szedziesiciu 
tysicy talentw srebra, a ile zb, byda, ziemi, niewolnikw i miast, ile szat i drogich 
kamieni, tego nie zliczy najlepszy rachmistrz!... 
Wielki skarbnik poegna wadc zgnbiony. Lecz i faraon nie by kontent: po chwilowym 
bowiem namyle zdawao mu si, e zbyt otwarcie rozmawia ze swymi dostojnikami. 
* Dary Ramzesa III dla wity byy nierwnie wiksze. 
297 
ROZDZIA TRZECI 
Stra czuwajca w przedpokoju zameldowaa Pentuera. Kapan upad na twarz przed faraonem 
i zapyta o rozkazy. 
-Nie rozkazywa, ale prosi ci chc - rzek pan. - Wiesz, w Egipcie bunty!... Bunty chopw, 
rzemielnikw, nawet winiw... Bunty od morza do kopal!... Brakuje tylko, aby 
zbuntowali si moi onierze i ogosili faraonem... na przykad Herhora!... 
-yj wiecznie, wasza witobliwo - odpar kapan. - Nie ma w Egipcie czowieka, ktry 
nie powiciby si za ciebie i nie bogosawi twego imienia. 
-Ach, gdyby wiedzieli -mwi z gniewem wadca -jak faraon jest bezsilny i ubogi, kady 
nomarcha zechciaby by panem swego nomesu!...Mylaem, e odziedziczywszy podwjn 
koron bd co znaczy... Lecz ju w pierwszym dniu przekonywam si, e jestem tylko cieniem 
dawnych wadcw Egiptu! Bo i czym moe by faraon bez majtku, bez wojska, a nade 
wszystko bez wiernych sug... Jestem jak posgi bogw, ktrym kadz i skadaj ofiary... Ale 
posgi s bezsilne, a ofiarami tucz si kapani... Ale prawda, ty trzymasz z nimi!... 
-Bolenie mi -odrzek Pentuer e wasza witobliwo mwi tak w pierwszym dniu swego 
panowania. Gdyby wie o tym rozesza si po Egipcie... 
-Komu powiem, co mi dolega?... - przerwa pan. - Jeste moim doradc i ocalie mi, a 
przynajmniej chciae ocali ycie, chyba nie po to, aeby rozgasza: co si dzieje w krlewskim 
sercu, ktre przed tob otwieram... - Ale masz suszno. 
Pan przeszed si po komnacie i po chwili rzek znacznie spokojniejszym tonem: 
-Mianowaem ci naczelnikiem rady, ktra ma wyledzi przyczyny nieustannych buntw 
w moim pastwie. Chc, aeby karano tylko winnych, a czyniono sprawiedliwo nieszczliwym... 
-Niech Bg wspiera ci ask swoj!.. - szepn kapan. - Zrobi panie, co kaesz. Ale powody 
buntw znam i bez ledztwa... 
- Powiedz. 
-Nieraz o tym mwiem waszej witobliwoci: lud pracujcy jest godny, ma Za duo roboty 
i paci za wielkie podatki. Kto dawniej robi od wschodu do zachodu soca, dzi musi 
zaczyna na godzin przed wschodem, a koczy godzin po zachodzie. Nie tak dawno co 
dziesity dzie prosty czowiek mg odwiedza groby matki i ojca, rozmawia z ich cieniami 
i skada ofiary. Ale dzi nikt tam nie chodzi, bo nie ma czasu. 
Dawniej chop zjada w cigu dnia trzy placki pszenne, dzi nie sta go na jczmienny. 
Dawniej roboty przy kanaach, groblach i gocicach liczyy si midzy podatkami; dzi podatki 
paci trzeba swoj drog, a roboty publiczne wykonywa darmo. 
Oto przyczyny buntw. 
- Jestem najbiedniejszy szlachcic w pastwie! - zawoa faraon targajc sobie wosy. -Lada 
waciciel folwarku daje swoim bydltom przystojne jado i odpoczynek; ale mj inwentarz 
jest wiecznie godny i znuony!... 
Wic co mam robi, powiedz, ty, ktry prosie mnie, abym poprawi los chopw?... 
- Rozkazujesz panie, abym powiedzia?... 
- Prosz... ka... jak wreszcie chcesz... Tylko mw mdrze. 
- Bogosawione niech bd twoje rzdy, prawdziwy synu Ozirisa! -odpar kapan. - A oto, 
co czyni naley... 
Przede wszystkim rozka, panie, aby pacono za roboty publiczne, jak byo dawniej... 
-Rozumie si. 
-Dalej - zapowiedz, aeby praca rolna trwaa tylko od wschodu do zachodu soca... Potem 
spraw, jak byo za dynastii boskich, aeby lud wypoczywa co sidmy dzie; nie co dzie298 
sity, ale co sidmy. Potem naka, aby panowie nie mieli prawa zastawia chopw, a pisarze 
bi i drczy ich wedug swego upodobania. 
A nareszcie daj - dziesit lub choby dwudziest cz ziemi chopom na wasno, aby 
nikt jej odebra ani zastawia nie mg. Niechaj rodzina chopa ma choby tyle ziemi, co 
podoga tej komnaty, a ju nie bdzie godna. Daj, panie, chopom pustynne piaski na wasno, 
a w kilka lat wyrosn tam ogrody... 
-Piknie mwisz -wtrci faraon - ale mwisz to, co widzisz w swym sercu, nie na wiecie. 
Ludzkie pomysy, choby najlepsze, nie zawsze zgadzaj si z naturalnym biegiem rzeczy... 
- Wasza witobliwo, ja ju widywaem podobne zmiany i ich skutki - odrzek Pentuer. 
Przy niektrych wityniach dokonywaj si rne prby: nad leczeniem chorych, uczeniem 
dzieci, hodowl byda i rolin, wreszcie nad popraw ludzi. A oto, co si zdarzao: 
Gdy chopu leniwemu i chudemu dawano dobre jado i odpoczynek co sidmy dzie, 
czowiek ten robi si tustym, chtnym do pracy i wicej skopywa pola ni dawniej. Robotnik 
patny jest weselszy i wicej wykonywa roboty anieli niewolnik, choby go bi elaznymi 
prtami. Ludziom sytym rodzi si wicej dzieci ni godnym i spracowanym; potomstwo 
ludzi wolnych jest zdrowe i silne, a niewolnikw -wte, ponure i skonne do kradziey i 
kamstwa. 
Przekonano si wreszcie, e ziemia, ktr uprawia jej waciciel, daje ptora raza wicej 
ziarn i jarzyn ni ziemia obsugiwana przez niewolnikw. 
Ciekawsz rzecz powiem waszej witobliwoci: gdy oraczom przygrywa muzyka, ludzie i 
woy robi lepiej, prdzej i mniej mcz si anieli bez muzyki. 
Wszystko to sprawdzono w naszych wityniach. 
Faraon umiecha si. 
-Musz ja na moich folwarkach i w kopalniach zaprowadzi muzyk - rzek. -Jeeli jednak 
kapani przekonali si o takich dziwach, jakie mi opowiadasz, to dlaczego w swoich majtkach 
nie postpuj w ten sposb z chopstwem?... 
Pentuer opuci gow. 
- Bo - odpar wzdychajc - nie wszyscy kapani s mdrcami i maj serca szlachetne... 
- Ot to!... - zawoa pan. 
A teraz powiedz mi, ty, ktry jeste synem chopw i wiesz, e midzy kapanami znajduj 
si hultaje i gupcy, powiedz: dlaczego nie chcesz mi suy w walce przeciw nim?... Bo 
przecie rozumiesz, e ja nie poprawi losu chopskiego, jeeli pierwej nie naucz kapanw 
posuszestwa dla mojej woli... 
Pentuer zaama rce. 
- Panie - odpar -bezbona to i niebezpieczna sprawa walka z kapastwem!... Niejeden faraon 
rozpoczyna j i... nie mg dokoczy... 
-Bo go nie popierali tacy, jak ty, mdrcy!... - wybuchn pan. - I zaprawd, nigdy nie zrozumiem: 
dlaczego mdrzy i zacni kapani wi si z band otrw, jakimi jest wikszo tej 
klasy?... 
Pentuer trzs gow i zacz mwi powoli: 
-Od trzydziestu tysicy lat wity stan kapaski pielgnuje Egipt i on zrobi kraj tym, 
czym jest dzi: dziwem dla caego wiata. A dlaczego kapanom, pomimo ich wad, udao si 
tak zrobi?... Gdy oni s kagacem, w ktrym ponie wiato mdroci. 
Kaganiec moe by brudny, nawet mierdzcy, niemniej jednak przechowuje boski ogie, 
bez ktrego midzy ludmi panowaaby ciemno i dziko. 
Mwisz, panie, o walce z kapastwem - cign Pentuer. -Co moe z niej wynikn dla 
mnie?... Jeeli ty przegrasz, bd nieszczliwy, bo nie poprawisz losu chopom. A gdyby 
wygra!... O, bodajbym nie doczeka tego dnia!... bo gdyby rozbi kaganiec, kto wie, czy nie 
zgasiby tego ognia mdroci, ktry od tysicy lat ponie nad Egiptem i wiatem... 
299 
Oto, panie mj, powody, dla ktrych nie chc misza si do twej walki ze witym stanem 
kapaskim... Czuj, e ona si zblia, i cierpi, e taki robak, jakim jestem, nie mog jej 
zapobiec. Ale wdawa si w ni nie bd, bo musiabym zdradzi albo ciebie, albo Boga, ktry 
jest twrc mdroci... 
Suchajc tego faraon chodzi po komnacie zamylony. 
-Ha -rzek bez gniewu - czy, jak chcesz. Nie jeste onierzem, wic nie mog wyrzuca 
ci braku odwagi... Nie moesz by jednak moim doradc... Cho prosz ci, aby utworzy 
sd do rozpatrzenia chopskich buntw i gdy ci wezw, mwi, co nakazuje mdro. 
Pentuer uklk egnajc pana. 
-W kadym razie -doda faraon -wiedz o tym, e ja nie chc gasi boskiego wiata... 
Niech kapani pielgnuj mdro w swoich wityniach, ale - niech mi nie marnuj wojska, 
nie zawieraj haniebnych traktatw i... niech nie okradaj - mwi ju z uniesieniem -krlewskich 
skarbcw. .. 
Czy moe myl, e ja jak ebrak bd wystawa pod ich bramami, aby raczyli mi dostarczy 
funduszw do podwignicia pastwa zrujnowanego przez ich gupie i nikczemne rzdy?... 
Cha!... cha!... Pentuerze... ja bym bogw nie prosi o to, co stanowi moj moc i prawo. 
Moesz odej. 
Kapan cofajc si tyem wyszed wrd ukonw i jeszcze we drzwiach upad twarz na 
ziemi. 
Pan zosta sam. 
Ludzie miertelni - myla -s jak dzieci. Herhor jest przecie mdry, wie, e Egipt na wypadek 
wojny potrzebuje p miliona onierzy, wie, e te wojska trzeba wiczy, a mimo to zmniejszy 
liczb i komplet pukw... 
Wielki skarbnik jest take mdry, lecz wydaje mu si rzecz cakiem naturaln, e wszystkie 
skarby faraonw przeszy do Labiryntu!... 
Wreszcie Pentuer... Co to za dziwny czowiek!... Chce obdarowywa chopw jadem, 
ziemi i nieustajcymi witami... Dobrze, ale to wszystko zmniejszy moje dochody, ktre i 
tak ju s za mae. Lecz gdybym mu powiedzia: pom mi odebra kapanom krlewskie 
skarby, nazwaby to bezbonoci i gaszeniem wiata w Egipcie!... 
Osobliwy czowiek... Rad by cae pastwo przewrci do gry nogami, o ile chodzi o dobro 
chopw, a nie miaby wzi za kark arcykapana i odprowadzi go do wizienia. Z najwikszym 
spokojem kae mi wyrzec si moe poowy dochodw, ale jestem pewny, e nie 
odwayby si wynie miedzianego utena z Labiryntu... 
Faraon umiecha si i znowu medytowa: 
Kady pragnie by szczliwym; ale gdy zechcesz zrobi, aeby wszyscy byli szczliwi, 
kady bdzie ci chwyta za rce, jak czowiek, ktremu chory zb wyjmuj... 
I dlatego wadca musi by stanowczym... I dlatego boski mj ojciec niedobrze czyni zaniedbujc 
chopstwo, a bez granic ufajc kapanom... Cikie zostawi mi dziedzictwo, ale... 
dam sobie rad... 
U Sodowych Jezior take bya trudna sprawa... Trudniejsza ni tu... Tutaj s tylko gadacze 
i strachopochy, tam byli ludzie zbrojni i zdecydowani na mier... 
Jedna bitwa szerzej otwiera nam oczy anieli dziesitki lat spokojnych rzdw... Kto sobie 
powie: zami przeszkod! zamie j. Ale kto si zawaha, musi ustpi... 
Mrok zapad. W paacu zmieniono warty i w dalszych salach zapalano pochodnie. Tylko 
do pokoju faraona nikt nie mia wej bez rozkazu. 
Pan, zmczony bezsennoci, wczorajsz podr i dzisiejszymi zajciami, upad na fotel. 
Zdawao mu si, e ju setki lat jest faraonem, i nie mg uwierzy, e od tej godziny, kiedy 
by pod piramidami, nie upyna jeszcze doba. 
Doba?... Niepodobna!...  
300 
Potem przyszo mu na myl, e moe by, i w sercu nastpcy osiedlaj si dusze poprzednich 
faraonw. Chyba tak jest, bo inaczej - skde by wzio si w nim jakie uczucie staroci 
czy dawnoci?... I dlaczego rzdzenie pastwem dzi wydaje mu si rzecz prost, cho jeszcze 
par miesicy temu truchla mylc, e nie potrafi rzdzi. 
Jeden dzie?... - powtarza w duchu. - Ale ja tysic lat jestem w tym miejscu!... 
Nagle usysza przytumiony gos: 
- Synu mj!... synu... 
Faraon zerwa si z fotelu. 
- Kto tu jest?... - zawoa. 
- Ja jestem, ja... Czyliby ju o mnie zapomnia?... 
Wadca nie mg zorientowa si: skd gos pochodzi? Z gry, z dou czy moe z duego 
posgu Ozirisa, ktry sta w kcie. 
-Synu mj mwi znowu gos szanuj wol bogw, jeeli chcesz otrzyma ich bogosawion 
pomoc... O, szanuj bogw, gdy bez ich pomocy najwiksza potga ziemska jest jako 
proch i cie... O, szanuj bogw, jeeli chcesz, aeby gorycz twoich bdw nie zatrua mi pobytu 
w szczliwej krainie Zachodu... 
Gos umilk, pan kaza przynie wiato. Jedne drzwi komnaty byy zamknite, przy drugich 
staa warta. Nikt obcy nie mg tu wej. 
Gniew i niepokj szarpay serce faraona. Co to byo?... Czy naprawd przemawia do niego 
cie ojca, czy te w gos by tylko nowym oszustwem kapanw? 
Lecz jeeli kapani mog przemawia do niego z odlegoci bez wzgldu na grube mury, w 
takim razie mog i podsuchiwa. A wwczas on, pan wiata, jest jak dzikie zwierz obsaczony 
ze wszystkich stron. 
Prawda, w paacu krlewskim podsuchiwanie byo rzecz zwyczajn. Faraon jednak sdzi, 
e przynajmniej ten gabinet jest wolny i e zuchwalstwo kapanw zatrzymuje si u progu 
najwyszego wadcy. 
A jeeli to by duch?... 
Pan nie chcia je kolacji, lecz uda si na spoczynek. Zdawao mu si, e nie zanie; lecz 
zmczenie wzio gr nad rozdranieniem. 
W kilka godzin obudziy go dzwonki i wiato. Bya ju pnoc i kapan-astrolog przyszed 
zoy panu raport o stanowisku cia niebieskich. Faraon wysucha sprawozdania, a w kocu 
rzek: 
-Czy nie mgby, czcigodny proroku, od tej pory skada swoich raportw dostojnemu 
Semowi?... On jest przecie moim zastpc w rzeczach dotyczcych religii... 
Kapan-astrolog bardzo zdziwi si obojtnoci pana dla rzeczy niebieskich. 
-Wasza witobliwo - spyta -raczy zrzeka si wskazwek, jakie wadcom daj gwiazdy?... 
Daj? - powtrzy faraon. - Zatem powiedz, jakie s ich obietnice dla mnie? 
Astrolog widocznie spodziewa si tej kwestii, odpar bowiem bez namysu: 
-Horyzont chwilowo jest zamiony... Pan wiata nie trafi jeszcze na drog prawdy, ktra 
prowadzi do poznania woli bogw. Ale prdzej czy pniej znajdzie j, a na niej dugie ycie 
i szczliwe, pene chway panowanie... 
-Aha!... Dzikuj ci, mu wity. Skoro ju wiem: czego powinienem szuka, zastosuj 
si do wskazwek, a ciebie znowu prosz, aby odtd komunikowa si z dostojnym Semem. 
On jest moim zastpc i jeeli co ciekawego wyczytasz kiedy w gwiazdach, opowie mi o 
tym z rana. 
Kapan opuci sypialni potrzsajc gow. 
- Wybili mnie ze snu!... - rzek pan z wyrazem niezadowolenia. 
-Najczcigodniejsza krlowa Nikotris -odezwa si nagle adiutant -godzin temu rozkazaa 
mi prosi wasz witobliwo o posuchanie... 
301 
- Teraz?... O pnocy?.. - spyta pan. 
- Wanie mwia, e o pnocy wasza witobliwo obudzi si. 
Faraon pomyla i odpowiedzia adiutantowi, e bdzie czeka na krlow w sali zotej. 
Sdzi, e tam nikt nie podsucha ich rozmowy. 
Pan narzuci na siebie paszcz, woy niewizane sanday i rozkaza dobrze owietli zot 
sal. Potem wyszed zalecajc subie, aby mu nie towarzyszya. 
Matk ju zasta w sali, w szatach z grubego ptna na znak aoby. Zobaczywszy faraona 
czcigodna pani chciaa znowu upa na kolana, ale syn podnis j i uciska. 
- Czy zdarzyo si co wanego, matko, e trudzisz si o tej godzinie? -spyta. 
-Nie spaam... modliam si... -odpara. -O synu mj, mdrze odgade, e sprawa jest 
wan!... Syszaam boski gos twego ojca... 
- Doprawdy? - rzek faraon czujc, e gniew go napenia. 
-Niemiertelny twj ojciec -cigna krlowa -mwi mi peen smutku, e wchodzisz na 
bdn drog... Wyrzekasz si z pogard arcykapaskich wice i le traktujesz sugi boe. 
Kt zostanie przy Ramzesie -mwi twj boski ojciec -jeeli zniechci bogw i opuci 
go stan kapaski?... Powiedz mu... powiedz mu powtarza czcigodny cie -e tym sposobem 
zgubi Egipt, siebie i dynasti... 
-Oho! -zawoa faraon -wic ju tak mi gro, zaraz w pierwszym dniu panowania?... 
Moja matko, pies najgoniej szczeka, kiedy si boi, wic i pogrki s z wrb, ale tylko 
dla kapanw! 
- Ale to twj ojciec mwi... - powtrzya stroskana pani. 
-Niemiertelny ojciec mj - odpar faraon - i wity dziad Amenhotep, jako czyste duchy, 
znaj moje serce i widz opakany stan Egiptu. A poniewa serce moje chce podwign pastwo 
przez ukrcenie naduy, oni wic nie mogliby przeszkadza mi do spenienia zamiarw... 
- Wic ty nie wierzysz, e duch ojca daje ci rady? - spytaa coraz bardziej przeraona. 
-Nie wiem. Ale mam prawo przypuszcza, e te gosy duchw, rozlegajce si w rnych 
ktach naszego paacu, s jakim figlem kapaskim. Tylko kapani mog lka si mnie, nigdy 
bogowie i duchy... Wic nie duchy strasz nas, matko... 
Krlowa zadumaa si i byo wida, e sowa syna robi na niej wraenie. Widziaa ona 
wiele cudw w swym yciu i niektre jej samej wydaway si podejrzanymi. 
-W takim razie -rzeka z westchnieniem - nie jeste ostrony, mj synu!... Po poudniu by 
u mnie Herhor, bardzo niezadowolony z posuchania u ciebie... Mwi, e chcesz usun kapanw 
z dworu... 
-A oni mi na co?... Czy aeby moja kuchnia i piwnica miay due rozchody?... Czy moe 
na to, aeby suchali, co mwi, i patrzyli, co robi?... 
- Cay kraj wzburzy si, gdy kapani ogosz, e jeste bezbonikiem... - wtrcia pani. 
-Kraj ju si burzy, ale z winy kapanw -odpar faraon. - A i o pobonoci egipskiego 
ludu zaczynam mie inne wyobraenie... Gdyby, matko, wiedziaa, ile w Dolnym Egipcie 
jest procesw o zniewaanie bogw, a w Grnym -o okradanie zmarych, przekonaaby si, 
e dla naszego ludu sprawy kapaskie ju przestay by witymi. 
-To wpyw cudzoziemcw, ktrzy zalewaj Egipt -zawoaa pani. - Zwaszcza Fenicjanie... 
-Wszystko jedno, czyj wpyw; do, e Egipt ju nie uwaa ani posgw, ani kapanw za 
istoty nadludzkie... A gdyby jeszcze, matko, posuchaa szlachty, oficerw, onierzy, zrozumiaaby, 
e nadszed czas postawienia wadzy krlewskiej na miejscu kapaskiej, jeeli 
wszelka wadza nie ma upa w tym kraju. 
-Egipt jest twj -westchna krlowa. -Mdro twoja jest nadzwyczajna, wic czy, jak 
chcesz... Ale postpuj ostronie... O, ostronie... Skorpion, nawet zabity, jeszcze moe rani 
nieostronego zwycizc... 
302 
Uciskali si i pan wrci do swej sypialni. Ale tym razem naprawd nie mg zasn. 
Ju jasno widzia, e midzy nim i kapanami rozpocza si walka, a raczej co wstrtnego, 
co nawet nie zasugiwao na nazw walki i z czym on, wdz, w pierwszej chwili nie umia 
sobie poradzi. 
Bo gdzie tu jest nieprzyjaciel?... Przeciw komu ma wystpi jego wierne wojsko?... Czy 
przeciw kapanom, ktrzy upadaj przed nim na ziemi? Czy przeciw gwiazdom, ktre mwi, 
e faraon nie wszed jeszcze na drog prawdy? Co i kogo tu zwalcza?... 
Moe owe gosy duchw rozlegajce si wrd pomroki? Czy wasn matk, ktra, przeraona, 
baga go, aeby nie rozpdza kapanw?... 
Faraon wi si na swym ou w poczuciu bezsilnoci. Nagle przysza mu myl: Co mnie 
obchodzi nieprzyjaciel, ktry rozazi si jak boto w garci?... Niech sobie gadaj w pustych 
salach, niech gniewaj si na moj bezbono... 
Ja bd wydawa rozkazy, a kto omieli si nie speni ich, ten jest moim wrogiem i przeciw 
temu zwrc policj, sd i wojsko... 
303 
ROZDZIA CZWARTY 
Tak tedy w miesicu Hator, po trzydziestu czterech latach panowania, umar faraon Meramen-
Ramzes XII, wadca dwu wiatw, pan wiecznoci, rozdawca ycia i wszelakiej uciechy. 
Umar, poniewa czu, e ciao jego staje si mde i nieuyteczne. Umar, poniewa tskni 
do wiekuistej ojczyzny, a rzdy ziemskiego pastwa pragn powierzy modszym rkom. 
Umar wreszcie, bo tak chcia, bo tak bya jego wola. Boski duch odlecia niby jastrzb, ktry 
dugo krc nad ziemi w kocu rozpywa si w bkitnych przestworach. 
Jak jego ycie byo pobytem niemiertelnej istoty w krainie znikomoci tak i mier bya 
tylko jednym z momentw nadludzkiego istnienia. 
Pan zbudzi si o wschodzie soca i wsparty na dwu prorokach, otoczony chrem kapanw, 
uda si do kaplicy Ozirisa. Tam jak zwykle wskrzesi bstwo, umy je i ubra, zoy 
ofiar i podnis rce do modlitwy. 
Przez ten czas kapani piewali: 
Chr I. Cze tobie, ktry wznosisz si na horyzoncie i przebiegasz niebo... 
Chr II. Gocincem twej witoci jest pomylno tych, na ktrych oblicza padaj twe 
promienie... 
Chr I. Mgebym i, jako ty idziesz, bez zatrzymywania si, o soce!.. 
Chr II. Wielki wdrowcze przestrzeni, ktry nie masz pana i dla ktrego setki milionw 
lat s tylko oka mgnieniem... 
Chr I. Ty zachodzisz, ale trwasz. Mnoysz godziny, dnie i noce i trwasz sam, wedug 
praw twoich wasnych... 
Chr II. Owietlasz ziemi ofiarowujc wasnymi rkoma samego siebie, kiedy pod postaci 
Ra wschodzisz na widnokrgu. 
Chr I. O gwiazdo, wynurzajca si, wielka przez swoj wiato, ty sama ksztatujesz 
swoje czonki... 
Chr II. I nie urodzony przez nikogo rodzisz sam siebie na horyzoncie. 
A w tym miejscu odezwa si faraon: 
-O promieniejcy na niebie! Pozwl, aebym wstpi do wiecznoci, poczy si z czcigodnymi 
i doskonaymi cieniami wyszej krainy. Niechaj wraz z nimi ogldam twoje blaski z 
rana i wieczorem, kiedy czysz si z twoj matk Nut. A gdy zwrcisz ku zachodowi twe 
oblicze, niech moje rce skadaj si do modlitwy na cze usypiajcego za grami ycia. * 
Tak z podniesionymi rkoma mwi pan otoczony chmur kadzide. Nagle umilk i rzuci 
si w ty, w ramiona asystujcych kapanw. 
Ju nie y. 
Wie o mierci faraona jak byskawica obiega paac. Sudzy opucili swoje zajcia, dozorcy 
przestali czuwa nad niewolnikami, zaalarmowano gwardi i obsadzono wszystkie wejcia. 
Na gwnym dziedzicu pocz zbiera si tum: kucharzy, piwnicznych, masztalerzy, kobiet 
jego witobliwoci i ich dzieci. Jedni zapytywali: czy to prawda? Inni dziwili si, e 
jeszcze soce wieci na niebie, a wszyscy razem krzyczeli w niebogosy: 
-O panie!... o nasz ojcze!... o ukochany!... Czy to moe by, aeby ju odchodzi od 
nas?... O tak, ju idzie do Abydos!... Na Zachd, na Zachd, do ziemi sprawiedliwych!... 
Miejsce, ktre ukochae, jczy i pacze po tobie!... ** 
Straszny wrzask rozlega si po wszystkich dziedzicach, po caym parku. Odbija si od 
gr wschodnich, na skrzydach wiatru przelecia Nil i zatrwoy miasto Memfis. 
304 
Tymczasem kapani, wrd modw, usadowili ciao zmarego w bogatej, zamknitej lektyce. 
Omiu stano przy drgach, czterej wzili do rk wachlarze ze strusich pir, inni kadzida 
i gotowali si do wyjcia. 
Na t chwil przybiega krlowa Nikotris, a zobaczywszy zwoki ju w lektyce, rzucia si 
do ng zmarego. 
-O mu mj! o bracie mj! o ukochany mj! - woaa zanoszc si od paczu. - O ukochany, 
zosta z nami, zosta w twoim domu, nie oddalaj si od tego miejsca na ziemi, w ktrym 
przebywasz... 
-W pokoju, w pokoju, na Zachd - piewali kapani - o wielki wadco, id w pokoju na 
Zachd... 
-Niestety! -mwia krlowa -pieszysz do przewozu, aby przeprawi si na drugi brzeg! 
O kapani, o prorocy nie pieszcie si, zostawcie go; bo przecie wy wrcicie do domw, ale 
on pjdzie do kraju wiecznoci... 
-W pokoju, w pokoju, na Zachd!.. - piewa chr kapaski. -Jeeli podoba si Bogu, 
kiedy dzie wiecznoci nadejdzie, ujrzymy ci znowu, o wadco, bo oto idziesz do kraju, ktry 
czy midzy sob wszystkich ludzi. *** 
Na znak dany przez dostojnego Herhora suebnice oderway pani od ng faraona i 
gwatem odprowadziy do jej komnat. 
Lektyka niesiona przez kapanw ruszya, a w niej wadca ubrany i otoczony jak za ycia. 
Na prawo i na lewo, przed nim i za nim szli: jeneraowie, skarbnicy, sdziowie, wielcy pisarze, 
nosiciel topora i uku, a nade wszystko - tum kapanw rnego stopnia. 
Na podwrzu suba upada na twarz jczc i paczc, ale wojsko sprezentowao bro i 
odezway si trby, jakby na powitanie yjcego krla. 
I istotnie, pan jak ywy, niesiony by do przewozu. A gdy dosignito Nilu, kapani ustawili 
lektyk na zocistym statku, pod purpurowym baldachimem, jak za ycia. 
Tu lektyk zasypano kwiatami, naprzeciw niej ustawiono posg Anubisa i -statek krlewski 
ruszy ku drugiemu brzegowi Nilu, egnany paczem suby i dworskich kobiet. 
O dwie godziny od paacu, za Nilem, za kanaem, za urodzajnymi polami i gajami palm 
midzy Memfisem a Paskowzgrzem Mumii leaa oryginalna dzielnica. Wszystkie jej 
budowle byy powicone zmarym, a zamieszkane tylko przez kolchitw i paraszytw, ktrzy 
balsamowali zwoki. 
Dzielnica ta bya niby przedsionkiem waciwego cmentarza, mostem, ktry czy yjce 
spoeczestwo z miejscem wiecznego spoczynku. Tu przywoono nieboszczykw i robiono z 
nich mumie; tu rodziny ukaday si z kapanami o cen pogrzebu. Tu przygotowywano 
wite ksigi i opaski, trumny, sprzty, naczynia i posgi dla zmarych. 
Dzielnic t, oddalon od Memfisu na par tysicy krokw, otacza dugi mur, tu i owdzie 
opatrzony bramami. Orszak nioscy zwoki faraona zatrzyma si przed bram najwspanialsz, 
a jeden z kapanw zapuka. 
- Kto tam? - spytano ze rodka. 
-Oziris-Mer-amen-Ramzes, pan dwu wiatw, przychodzi do was i da, abycie przygotowali 
go do wiekuistej podry - odpar kapan. 
- Czy podobna, aeby zgaso soce Egiptu?... - aeby umar ten, ktry sam by oddechem i 
yciem?... 
-Tak bya jego wola - odpowiedzia kapan. - Przyjmijcie tedy pana z naleyt czci i 
wszystkie usugi oddajcie mu, jak si godzi, aeby nie spotkay was kary w doczesnym i przyszym 
yciu. 
- Uczynimy, jak mwicie - rzek gos ze rodka. 
Teraz kapani zostawili lektyk pod bram i piesznie odeszli, aeby nie pado na nich nieczyste 
tchnienie zwok nagromadzonych w tym miejscu. Zostali tylko urzdnicy cywilni pod 
przewodnictwem najwyszego sdziego i skarbnika. 
305 
Po niemaej chwili czekania brama otworzya si i wyszo z niej kilkunastu ludzi. Mieli 
kapaskie szaty i zasonite oblicza. 
Na ich widok sdzia odezwa si: 
-Oddajemy wam ciao pana naszego i waszego. Czycie z nim to, co nakazuj przepisy 
religijne, i niczego nie zaniedbajcie, aeby ten wielki zmary nie dozna z winy waszej niepokoju 
na tamtym wiecie. 
Skarbnik za doda: 
-Uyjcie zota, srebra, malachitu, jaspisu, szmaragdw, turkusw i najosobliwszych wonnoci 
dla tego oto pana, aby mu nic nie brako i aby wszystko mia w jak najlepszym gatunku. 
To mwi wam ja skarbnik. A gdyby znalaz si niegodziwiec, ktry zamiast szlachetnych 
metalw chciaby podstawi ndzne falsyfikaty, a zamiast drogich kamieni -szko fenickie, 
niech pamita, e bdzie mia odrbane rce i wyjte oczy. 
- Stanie si, jak dacie - odpowiedzia jeden z zasonitych kapanw. 
Po czym inni podnieli lektyk i weszli z ni w gb dzielnicy zmarych piewajc: 
-Idziesz w pokoju do Abydos!... Oby doszed w pokoju do Zachodu tebaskiego!... Na 
Zachd, na Zachd, do ziemi sprawiedliwych!... 
Brama zamkna si, a najwyszy sdzia, skarbnik i towarzyszcy im urzdnicy zawrcili 
si do przewozu i paacu. Przez ten czas zakapturzeni kapani odnieli lektyk do ogromnego 
budynku, gdzie balsamowano tylko krlewskie zwoki oraz tych najwyszych dostojnikw, 
ktrzy pozyskali wyjtkow ask faraona. Zatrzymali si w przysionku, gdzie staa zota d 
na kkach, i zaczli wydobywa nieboszczyka z lektyki. 
-Patrzcie!... zawoa jeden z zukapturzonych -nie s to zodzieje?... Faraon przecie umar 
pod kaplic Ozirisa, wic musia by w paradnym stroju... A tu - o!... Zamiast zotych bransolet 
- mosine, acuch take mosiny, a w piercieniach faszywe klejnoty... 
- Prawda - odpar inny. - Ciekawym, kto go tak oporzdzi: kapani czy pisarze? 
-Z pewnoci kapani... O, bodaj wam poschy rce, gagany!... I taki otr jeden z drugim 
mie nas upomina, aebymy dawali nieboszczykowi wszystko w najlepszym gatunku... 
- To nie oni dali, tylko skarbnik... 
- Wszyscy s zodzieje... 
Tak rozmawiajc balsamici zdjli z nieboszczyka odzie krlewsk, woyli na niego tkany 
zotem szlafrok i przenieli zwoki do odzi. 
-Bogom niech bd dziki - mwi ktry z zasonitych - e ju mamy nowego pana. Ten 
z kapastwem zrobi porzdek... Co wzili rkoma, zwrc gb... 
-Uuu!... mwi, e to bdzie ostry wadca -wtrci inny. -Przyjani si z Fenicjanami, 
chtnie przestaje z Pentuerem, ktry przecie nie jest rodowity kapan, tylko z takich biedakw 
jak my... A wojsko, powiadaj, e daoby si spali i wytopi za nowego faraona... 
-I jeszcze w tych dniach sawnie pobi Libijczykw... 
-Gdzie on jest, ten nowy faraon?... -odezwa si inny. -W pustyni!... Ot lkam si, 
aeby, zanim wrci do Memfis, nie spotkao go nieszczcie... 
-Co mu kto zrobi, kiedy ma wojsko za sob! Niech nie doczekam uczciwego pogrzebu, jeeli 
mody pan nie zrobi z kapastwem tak jak baw z pszenic... 
- Oj ty gupi! - wtrci milczcy dotychczas balsamista. - Faraon podoa kapanom!... 
- Czemu by nie?... 
- A czy widziae kiedy, aeby lew poszarpa piramid?.. 
- Take gadanie!... 
- Albo baw roztrci j? 
- Rozumie si, e nie roztrci. 
- A wicher obali piramid? 
- Co on dzisiaj wzi na wypytywanie?... 
306 
-No, wic ja ci mwi, e prdzej lew, baw czy wicher przewrci piramid, anieli faraon 
pokona stan kapaski... Choby ten faraon by lwem, bawoem i wichrem w jednej osobie... 
- Hej tam, wy! - zawoano z gry. - Gotw nieboszczyk?... 
- Ju...ju... tylko mu szczka opada-odpowiedziano z przysionka. 
- Wszystko jedno... Dawa go tu prdzej, bo Izyda za godzin musi i do miasta... 
Po chwili zota d wraz z nieboszczykiem za pomoc sznurw zostaa podniesiona w gr, 
na balkon wewntrzny. 
Z przysionka wchodzio si do wielkiej sali pomalowanej na kolor niebieski i ozdobionej 
tymi gwiazdami. Przez ca dugo sali do jednej ze cian by przyczepiony niby ganek w 
formie uku, ktrego koce wznosiy si na pitro, rodek na ptora pitra wysoko. 
Sala wyobraaa sklepienie niebieskie, ganek drog soca na niebie, zmary za faraon 
mia by Ozirisem, czyli socem, ktre posuwa si od wschodu ku zachodowi. 
Na dole sali sta tum kapanw i kapanek, ktrzy oczekujc na uroczysto rozmawiali o 
rzeczach obojtnych. 
- Gotowe!... - zawoano z balkonu. 
Rozmowy umilky. W grze rozleg si trzykrotny dwik piowej blachy i - na balkonie 
ukazaa si zocista d soca, w ktrej jecha nieboszczyk. 
Na dole zabrzmia hymn na cze soca: 
Oto ukazuje si w oboku, aby oddzieli niebo od ziemi, a pniej je poczy... 
Nieustannie ukryty w kadej rzeczy, on jeden yjcy, w ktrym wiekuicie istniej wszystkie 
rzeczy... 
d stopniowo posuwaa si w gr uku, wreszcie stana na najwyszym szczycie. 
Wwczas na dolnym kracu uku ukazaa si kapanka przebrana za bogini Izyd, z synem 
Horusem, i rwnie wolno zacza wchodzi pod gr. By to obraz ksiyca, ktry posuwa 
si za socem. 
Teraz d ze szczytu uku zacza opuszcza si ku zachodowi, a na dole znowu odezwa 
si chr: 
Bg wcielony we wszystkie rzeczy, duch Szu we wszystkich bogach. On jest ciaem yjcego 
czowieka, twrc drzewa, ktre nosi owoce, on jest sprawc uyniajcych wyleww. 
Bez niego nic nie yje w ziemskim krgu. **** 
d znika na zachodnim kocu balkonu, Izyda z Horusem stanli na szczycie uku. 
Wwczas do odzi przybiega gromada kapanw, wydobyli zwoki faraona i pooyli je na 
marmurowym stole, niby Ozirisa na spoczynek po dziennym trudzie. 
Teraz do nieboszczyka zbliy si paraszyta przebrany za boka Tyfona. Na gowie mia 
okropn mask, rud kudat peruk, na plecach skr dzika, a w rku - kamienny n etiopski. 
Noem tym zacz prdko odrzyna podeszwy nieboszczykowi. 
- Co robisz picemu, bracie Tyfonie? - zapytaa go z balkonu Izyda. 
-Oskrobuj nogi memu bratu Ozirisowi, aby ziemskim pyem nie zanieczyci nieba - odpowiedzia 
paraszyta przebrany za Tyfona. 
Oderznwszy podeszwy paraszyta porwa zgity drut, zanurzy go w nosie zmarego i zacz 
wydobywa mzg. Nastpnie rozci mu brzuch i tym otworem szybko wycign 
wntrznoci, serce i puca. 
Przez ten czas pomocnicy Tyfona przynieli cztery wielkie urny ozdobione gowami bogw: 
Hape, Emset, Duamutf i Quebhsneuf, i w kady z tych dzbanw zoyli jaki wewntrzny 
organ zmarego. 
- A co tam robisz, bracie Tyfonie? - zapytaa po raz drugi Izyda. 
-Oczyszczam brata mego Ozirisa, z rzeczy ziemskich, aeby sta si pikniejszym -odpowiedzia 
paraszyta. 
307 
Obok marmurowego stou znajdowaa si sadzawka wody nasyconej sod. Paraszyci oczyciwszy 
zwoki rzucili je nastpnie w sadzawk, gdzie miay mokn przez siedmdziesit dni. 
Tymczasem Izyda przeszedszy cay balkon zbliya si do komnaty, w ktrej paraszyta 
otworzy i oczyci krlewskie zwoki. Spojrzaa na marmurowy st, a widzc e by pusty, 
zapytaa przestraszona: 
- Gdzie mj brat?... gdzie mj boski maonek?... 
Wtem rykn grzmot, odezway si trby i piowe blachy, a paraszyta przebrany za Tyfona 
wybuchn miechem i zawoa: 
-Pikna Izydo, ktra pospou z gwiazdami rozweselasz noce, nie ma ju twego maonka!... 
Ju nigdy promieniejcy Oziris nie usidzie na zocistej odzi, ju nigdy soce nie ukae 
si na firmamencie... Ja to uczyniem, ja, Set, i ukryem go tak gboko, e go aden z bogw 
ani wszyscy razem nie odnajd!... 
Na te sowa bogini rozdara szaty, zacza jczy i rwa sobie wosy. Znowu odezway si 
trby, grzmoty i dzwony, wrd kapanw i kapanek wszcz si szmer, potem krzyk, kltwy 
i - nagle wszyscy rzucili si na Tyfona woajc: 
-Przeklty duchu ciemnoci!... Ktry podniecasz wichry pustynne, burzysz morze, zamiewasz 
wiato dzienne!... Oby zapad w otcha, z ktrej sam ojciec bogw nie potrafiby 
ci uwolni... Przeklty!... przeklty Set!... Niech imi twoje bdzie postrachem i obrzydliwoci!... 
Tak przeklinajc wszyscy rzucili si na Tyfona z piciami i kijami, a rudowosy boek 
pocz ucieka i w kocu wybieg z sali. 
Trzy nowe dwiki piowej blachy i - uroczysto skoczya si. 
-No dosy! -zawoa najstarszy kapan do gromady, ktra ju naprawd zacza bi si 
midzy sob. -Ty, Izydo, moesz i do miasta, a reszta do innych nieboszczykw, ktrzy 
czekaj na nas... Nie zaniedbujcie zwyczajnych zmarych, bo nie wiadomo, jak nam za tego 
zapac... 
-Z pewnoci niewiele! -wtrci balsamista. -Mwi, e w skarbie nie ma nic, a Fenicjanie 
gro, e przestan poycza, jeeli nie otrzymaj nowych praw. 
-Bodaj mier wytpia tych waszych Fenicjan!... Niedugo czowiek bdzie musia ebra 
u nich o placek jczmienny, tak ju wszystko zagarnli... 
- Ale jeeli oni nie dadz faraonowi pienidzy, za pogrzeb nic nie dostaniemy... 
Stopniowo rozmowy ucichy i obecni opucili niebiesk sal. Tylko przy jeziorku, gdzie 
moky zwoki faraona, zostaa warta. 
Caa ta uroczysto odtwarzajca legend o zabiciu Ozirisa (soce) przez Tyfona (boek 
nocy i wystpku) suya do tego, aeby rozci i oczyci zwoki faraona, i tym sposobem 
przygotowa je do waciwego balsamowania. 
Przez siedmdziesit dni lea nieboszczyk w wodzie nasyconej sod, zdaje si, na pamitk, 
e zy Tyfon utopi ciao brata w Sodowych Jeziorach. Przez wszystkie te dni, rano i wieczr, 
kapanka przebrana za Izyd przychodzia do niebieskiej sali. Tam jczc i rwc sobie 
wosy wypytywaa obecnych: czy kto nie widzia boskiego jej maonka i brata? 
Po upywie tego czasu aoby zjawi si w sali Horus, syn i nastpca Ozirisa, ze swoj 
wit i - oni dopiero spostrzegli wann z wod. 
- Moe by tu poszuka zwok mego ojca i brata? - spyta Horus. 
Jako poszukali, znaleli i wrd ogromnej radoci kapanw, przy dwikach muzyki wydobyli 
ciao faraona z umacniajcej kpieli. 
Ciao to woono do kamiennej rury, przez ktr kilka dni przepywao gorce powietrze, i 
po wysuszeniu oddano balsamistom. 
Teraz zaczy si ceremonie najwaniejsze, ktre nad nieboszczykiem dokonywali najwysi 
kapani dzielnicy zmarych. 
308 
Ciao nieboszczyka zwrcone gow do poudnia obmywano powicon wod, a jego 
wntrze winem palmowym. Na posadzce osypanej popioem zasiaday paczki i szarpic sobie 
wosy, drapic twarze opakiway zmarego. Dokoa miertelnego oa zgromadzili si 
kapani przebrani za bokw. Wic naga Izis w koronie faraonw, modzieczy Horus, Anubis 
z gow szakala, Tot z gow ptasi a tabliczkami w rkach i wielu innych. 
Pod dozorem tego czcigodnego grona specjalici zaczli napenia wntrze zmarego silnie 
pachncymi zioami, trocinami i nawet wlewa tam wonne ywice, wszystko wrd modw. 
Potem, zamiast jego wasnych, woyli mu oczy szklanne, oprawione w brz. 
Nastpnie cae ciao obsypano proszkiem sody. 
Teraz przystpi inny kapan i wyoy obecnym, e ciao zmarego jest ciaem Ozirisa i jego 
wasnoci s wasnociami Ozirisa. Czarodziejskie wasnoci jego lewej skroni s wasnociami 
skroni boga Tumu, a jego prawe oko jest okiem boga Tumu, ktrego promienie 
przebijaj ciemno. Jego lewe oko jest okiem Horusa ktre tpi wszystkie stworzenia yjce, 
warga grna to Izis a dolna -Nefthys. Szyja zmarego jest bogini, rce s boskimi duszami, 
palce niebieskimi wami, synami bogini Selkit. Boki jego to dwa pira Amona, grzbiet jest 
koci pacierzow Sibu, za brzuch jest bogiem Nue. ***** 
Inny kapan mwi: 
-Dano mi usta do mwienia, nogi do chodzenia rce, abym obala nieprzyjaci moich. 
Zmartwychwstaj, istniej, otwieram niebo; robi to, co mi nakazano w Memfis. ****** 
A tymczasem na szyi zmarego wieszaj wizerunek chrzszcza skarabeusza zrobiony z 
drogiego kamienia, na ktrym jest napis: 
-O serce moje, serce, ktrem otrzyma od matki, ktre miaem, kiedym by na ziemi, o 
serce, nie powsta przeciw mnie i nie daj zego wiadectwa w dzie sdu. ******* 
Teraz kad rk i nog, kady palec zmarego owijaj kapani tamami, na ktrych wypisane 
s modlitwy i zaklcia. Tamy te podkleja si gum i balsamami. Na piersiach za i na 
szyi kad si cae rkopisy Ksigi Zmarych z nastpnymi medytacjami, ktre nad nieboszczykiem 
gono odmawiaj kapani: 
- Jestem ten, ktremu aden bg nie stawia przeszkd. 
Kto to jest?... 
On jest Tum na swej tarczy, on jest Ra na swej tarczy, ktra wznosi si na wschodzie nieba. 
Jestem Wczoraj i znam Jutro. 
Kto to jest? 
Wczoraj - jest to Oziris, Jutro - jest to Ra, w tym dniu, kiedy zniweczy nieprzyjaci Pana 
ktry jest nad wszystkim i kiedy powici syna swego Horusa. Innymi sowy: w dniu, kiedy 
trumn Ozirisa spotka jego ojciec Ra. On zwalczy bogw na rozkaz Ozirisa, pana gry 
Amenti. 
- Co to jest? 
Amenti jest to tworzenie dusz bogw na rozkaz Ozirisa, pana gry Amenti. Innymi sowy: 
Amenti jest to podniecenie wzbudzone przez Ra; kady bg, ktry tam przebywa, stacza walk. 
Znam wielkiego boga, ktry tam mieszka. 
Ja jestem z mego kraju, przychodz z mojego miasta, niszcz ze, usuwam niedobre, oddalam 
brud od siebie. Dostaj si do kraju mieszkacw na niebie, wstpuj przez potn 
bram. 
O wy, towarzysze, podajcie mi rk, gdy bd jednym z Was. ******** 
Gdy kady czonek zmarego zosta ju owinity modlitewnymi tamami i zaopatrzony w 
amulety, gdy posiada ju dostateczny zasb medytacji, ktre pozwol mu orientowa si w 
krainie bogw, naley pomyle o dokumencie, ktry by otworzy wrota do owej krainy. 
Albowiem midzy mogi i niebem czeka na zmarego czterdziestu dwu straszliwych sdziw, 
ktrzy, pod prezydencj Ozirisa, badaj jego ziemskie ycie. Dopiero gdy serce nie
309 
boszczyka, zwaone na wadze sprawiedliwoci, okae si rwnym bogini prawdy, gdy bg 
Dutes zapisujcy na tabliczkach czyny zmarego uwaa je za dobre, dopiero wtedy Horus 
bierze dusz za rk i prowadzi j przed tron Ozirisa. 
Ot aeby zmary mg usprawiedliwi si przed sdem, naley jego mumi owin w 
papirus, na ktrym jest wypisana -spowied powszechna. Podczas spowijania w ten dokument 
kapani mwi dobitnie i wyranie, aby zmary niczego nie zapomnia: 
- Wadcy prawdy, przynosz wam sam prawd. 
Nie zrobiem zego w sposb zdradziecki adnemu czowiekowi. -Nie uczyniem nieszczliwym 
nikogo z moich blinich. - Nie dopuciem si spronoci ani elywego sowa 
w domu prawdy. -Nie miaem zayoci ze zem. -Nie czyniem zego. - Jako zwierzchnik, 
nie nakazywaem moim podwadnym pracowa ponad siy. -Nikt z mojej winy nie sta si 
lkliwym, ubogim, cierpicym ani nieszczliwym. -Nie czyniem nic takiego, czym by pogardzali 
bogowie. -Nie drczyem niewolnika. -Nie morzyem go godem. -Nie wyciskaem 
mu ez. - Nie zabiem. -Nie kazaem zabija zdradziecko. - Nie kamaem. -Nie rabowaem 
majtku wity. -Nie zmniejszaem dochodw powiconych bogom. -Nie zabieraem 
chleba ani opasek mumiom. -Nie popeniem grzechu z kapanem mego okrgu. - Nie zabieraem 
mu ani zmniejszaem majtnoci. -Nie uywaem faszywej wagi. -Nie oderwaem 
niemowlcia od piersi jego karmicielki. -Nie dopuszczaem si bestialstwa. -Nie chwytaem 
w sieci ptakw powiconych bogom. -Nie szkodziem przyborowi wody. - Nie odwracaem 
biegu kanaw. -Nie gasiem ognia w porze niewaciwej. -Nie okradaem bogw z ofiar, 
ktre wybrali. - Jestem czysty... Jestem czysty... Jestem czysty. ********* 
Gdy nieboszczyk ju umia, dziki Ksidze Zmarych, radzi sobie w krainie wiekuistej, a 
przede wszystkim -gdy wiedzia, jak usprawiedliwi si przed sdem czterdziestu dwu bogw, 
wwczas kapani zaopatrywali go jeszcze w przedmow do tej ksigi i -ustnie tomaczyli 
mu jej niezmiern donioso. 
W tym celu balsamici otaczajcy wie mumi faraona odsuwali si, a przychodzi arcykapan 
tej dzielnicy i szepta zmaremu do ucha: 
-Wiedz o tym, e posiadajc t ksig bdziesz nalea do yjcych i pozyskasz wielkie 
znaczenie midzy bogami. Wiedz o tym, e dziki jej nikt nie omieli si sprzeciwia tobie. 
Sami bogowie zbli si do ciebie i uciskaj ci, albowiem - bdziesz nalea do ich grona. 
Wiedz o tym, e ta ksiga da ci pozna: co byo na pocztku. aden czowiek jej nie gosi, 
adne oko nie widziao, adne ucho nie syszao jej. Ksiga ta jest sam prawd, ale nikt nigdy 
jej nie zna. Nieche ona bdzie widzian tylko przez ciebie i tego, ktry ci w ni zaopatrzy. 
Nie rb do niej komentarzy, jakie mogaby ci nasun twoja pami albo wyobrania. 
Pisze si ona cakowicie w sali, gdzie balsamuj zmarych. Jest to wielka tajemnica, ktrej nie 
zna aden pospolity czowiek, aden w wiecie. 
Ksika ta bdzie twym pokarmem w niszej krainie duchw, dostarczy twej duszy rodkw 
pobytu na ziemi, da jej ycie wieczne i sprawi, e nikt nie bdzie mia wadzy nad tob. 
********** 
Zwoki krlewskie ubrano w kosztowne szaty, w zot mask na twarz, w piercienie i 
bransolety na rkach, ktre zoono na krzy. Pod gow dano mu z koci soniowej podprk, 
na jakiej zwykli byli sypia Egipcjanie. Wreszcie zamknito ciao w trzech trumnach: papierowej, 
okrytej napisami, cedrowej zoconej i -marmurowej. Ksztat dwu pierwszych odpowiada 
dokadnie formie ciaa zmarego; nawet rzebiona twarz bya podobna, tylko 
umiechnita. 
Po trzech miesicach pobytu w dzielnicy zmarych mumia faraona bya gotowa do uroczystego 
pogrzebu. Wic - odniesiono j na powrt do krlewskiego paacu. 
310 
* Hymn autentyczny. 
** Autentyczne. 
*** Autentyczne. 
**** Hymn autentyczny. 
***** Maspero. 
****** Autentyczne. 
******* Autentyczne. 
******** Ksiga Zmarych. 
********* Rozdzia 75 Ksigi Zmarych. Jest to jeden z najwzniolejszych dokumentw, 
jakie zostawia staroytno. 
********** Ksiga Zmarych. Rozdz. 148. 
311 
ROZDZIA PITY 
Przez siedmdziesit dni w cigu ktrych czcigodne zwoki moky w wodzie nasyconej sod, 
Egipt obchodzi aob. 
witynie byy zamknite, nie odprawiano procesji. Wszelka muzyka umilka, nie urzdzano 
uczt, tancerki zamieniy si na paczki i zamiast tacowa rway sobie wosy, co rwnie 
przynosio im dochd. 
Nie pijano wina, nie jadano misa. Najwiksi dostojnicy chodzili w grubych szatach, boso. 
Nikt nie goli si (z wyjtkiem kapanw), najgorliwsi za nawet nie myli si, lecz namazywali 
botem twarze, a wosy obsypywali popioem. 
Od Morza rdziemnego do pierwszej katarakty na Nilu, od Libijskiej Pustyni do pwyspu 
Synai, panowaa cisza i smutek. Zgaso soce Egiptu, odszed na Zachd i opuci sugi 
swoje pan, ktry dawa rado i ycie. 
W wyszych towarzystwach najmodniejszymi byy rozmowy o powszechnym alu, ktry 
udziela si nawet naturze. 
- Czy nie zauwaye - mwi dostojnik do dostojnika - e dni s krtsze i ciemniejsze? 
-Nie miaem zwierzy si z tego przed tob -odpar drugi -ale tak jest w rzeczy samej. 
Spostrzegem nawet, e mniej gwiazd wieci podczas nocy i e penia trwaa krcej, a nw 
duej ni zwykle. 
- Pasterze mwi, e bydo na pastwisku nie chce je, tylko ryczy... 
-A ja syszaem od myliwych, e zapakane lwy nie rzucaj si ju na sarny, bo nie jedz 
misa. 
-Okropny czas!... Przyjd do mnie dzi wieczorem, a wypijemy po szklance aobnego 
pynu, ktry wymyli mj piwniczy. 
- Wiem, pewnie masz czarne piwo sydoskie?... 
-Niech bogowie broni, aebymy w tym czasie uywali trunkw rozweselajcych! Pyn, 
ktry wynalaz mj piwniczy, nie jest piwem...Porwnabym go raczej do wina nasyconego 
pimem i wonnymi zioami. 
- Bardzo stosowny napj, gdy pan nasz przebywa w dzielnicy zmarych, nad ktr cigle 
unosi si wo pima i zi balsamicznych. 
Tak przez siedmdziesit dni martwili si dygnitarze. 
Pierwsze drgnienie radoci przebiego Egipt wwczas, gdy z dzielnicy zmarych dano 
zna, e ciao wadcy wydobyto z kpieli sodowej i e balsamici i kapani ju speniaj nad 
nim obrzdki. 
W tym dniu po raz pierwszy ostrzyono wosy, usunito boto z twarzy, a kto mia ochot, 
umy si. I w rzeczy samej, ju nie byo powodu do martwienia si: Horus bowiem znalaz 
zwoki Ozirisa, wadca Egiptu dziki sztuce balsamistw odzyskiwa ycie, a dziki modom 
kapanw i Ksidze Zmarych stawa si rwny bogom. 
Od tej chwili nieboszczyk faraon Mer-amen-Ramzes urzdownie nazywa si Ozirisem; 
nieurzdownie bowiem nazywano go tak natychmiast po mierci. 
Wrodzona wesoo ludu egipskiego zacza bra gr nad aob, szczeglniej wrd 
wojska, rzemielnikw i chopw. Rado ta przybieraa niekiedy nieprzystojne formy pomidzy 
ludem prostym. 
Nie wiadomo bowiem, skd zaczy kry pogoski, e nowy faraon, ktrego cay lud ju 
kocha instynktownie, e mody pan chce zaj si poprawieniem doli chopw, robotnikw, a 
nawet niewolnikw. 
Z tego powodu zdarzao si (rzecz niesychana!), e mularze, stolarze i garncarze, zamiast 
pi spokojnie i rozmawia o swoim fachu lub interesach rodzinnych, omielali si w szynkowniach 
nie tylko narzeka na podatki, ale nawet sarka na wadz kapanw. Chopi za, 
312 
zamiast czas wolny od roboty powica modlitwom i pamici przodkw, mwili midzy 
sob: jakby to byo dobrze, gdyby kady z nich posiada kilka zagonw gruntu na wasno i 
mg odpoczywa co sidmy dzie! 
O wojsku, a szczeglniej o cudzoziemskich pukach, nie ma co wspomina. Ludzie ci wyobraali 
sobie, e s najznakomitsz klas w Egipcie, a jeeli nie s, to wnet bd, po jakiej 
tam szczliwej wojnie, ktra ma wybuchn. 
Za to nomarchowie, szlachta siedzca w wiejskich majtkach, a nade wszystko arcykapani 
rnych wity, uroczycie obchodzili aob po zmarym panu, bez wzgldu, e mona byo 
ju cieszy si, gdy faraon zosta Ozirisem. 
cile rzeczy biorc, nowy wadca dotychczas nikomu nie zrobi krzywdy, wic przyczyn 
smutku dostojnikw byy tylko pogoski, te same, ktre radoway lud prosty. Nomarchowie i 
szlachta cierpli na myl, e ich chop moe prnowa przez pidziesit dni w roku, a co 
gorsza -posiada na wasno ziemi, choby tylko w rozmiarach wystarczajcych na zbudowanie 
grobu. Kapani bledli i zaciskali zby patrzc na gospodarstwo Ramzesa XIII i sposb, 
w jaki ich traktowa. 
Rzeczywicie w paacu krlewskim zaszy ogromne zmiany. 
Faraon mieszkanie swoje przenis do jednego z gmachw skrzydowych, w ktrym prawie 
wszystkie pokoje zajli jeneraowie. W suterynach pomieci onierzy greckich, na pitrze 
gwardi, w pokojach znajdujcych si wzdu muru -Etiopw. Wart dokoa paacyku 
trzymali Azjaci, a przy komnatach jego witobliwoci kwaterowa ten szwadron, ktrego 
onierze towarzyszyli panu w czasie pocigu za Tehenn przez pustyni. 
Co gorsze -jego witobliwo, pomimo tak niedawnego buntu Libijczykw, przywrci 
im swoj ask, adnego nie skaza na kar, owszem - obdarza ich zaufaniem. 
Prawda, e korpus kapaski, ktry by w gwnym paacu, zosta w nim i odprawia obrzdki 
religijne pod przewodnictwem dostojnego Sema. Ale poniewa kapani nie towarzyszyli 
faraonowi przy niadaniu, obiedzie i kolacji, wic ich ywno staa si bardzo niewykwintn. 
Na prno wici mowie przypominali, e musz karmi przedstawicieli dziewitnastu 
dynastii i mnstwo bogw. Skarbnik zmiarkowawszy intencje faraona odpowiada kapanom, 
e dla bogw i przodkw wystarcz kwiaty i wonnoci, a e sami prorocy, jak nakazuje moralno, 
powinni jada jczmienne placki i popija wod lub piwem. Dla poparcia swoich 
grubiaskich teorii skarbnik powoywa si na przykad arcykapana Sema, ktry y jak pokutnik, 
a co gorsze, mwi im, e jego witobliwo wraz z jeneraami prowadzi oniersk 
kuchni. 
Wobec tego kapani paacowi w milczeniu poczli zastanawia si: czy nie lepiej zrobi, 
gdy opuszcz skpy dom krlewski, a przenios si do wasnych schronie obok wity, 
gdzie bd mieli lejsze obowizki i gd nie bdzie im skrca wntrznoci? 
I moe uczyniliby tak natychmiast, gdyby najdostojniejsi Herhor i Mefres nie rozkazali im 
wytrwa na miejscu. 
Ale i pooenie Herhora przy nowym panu nie mogo nazywa si pomylnym. Do niedawna 
wszechwadny minister, ktry prawie nie opuszcza pokojw krlewskich, siedzia 
dzi samotny w swoim paacyku i nieraz nie widywa nowego faraona przez cae dekady. By 
on jeszcze ministrem wojny, ale ju prawie nie wydawa rozkazw. Wszystkie bowiem interesa 
wojskowe faraon zaatwia sam. Sam czyta raporty jeneraw, sam rozstrzyga wtpliwe 
kwestie, a jego adiutanci brali z ministerium wojny potrzebne dokumenta. 
Jego dostojno Herhor, jeeli kiedy by wezwany przez wadc, to chyba po to, aeby 
usysze wymwk. 
Niemniej wszyscy dostojnicy przyznawali, e nowy faraon bardzo pracuje. 
Ramzes XIII wstawa przed wschodem soca, kpa si i spala kadzido przed posgiem 
Ozirisa. Natychmiast potem sucha raportw: najwyszego sdziego, najwyszego pisarza 
313 
stod i obr w caym kraju, najwyszego skarbnika, wreszcie -naczelnika swoich paacw. 
Ten ostatni cierpia najwicej: nie byo bowiem dnia, aeby pan nie mwi mu, e utrzymanie 
dworu za duo kosztuje i e jest w nim za wiele osb. 
Istotnie, mieszkao w paacu krlewskim kilkaset kobiet zmarego faraona z odpowiedni 
iloci dzieci i suby. Cigle upominany naczelnik dworu z dnia na dzie wypdza po kilkanacie 
osb, a innym ogranicza wydatki. Skutkiem czego po upywie miesica wszystkie 
damy dworu z krzykiem i paczem pobiegy do mieszkania krlowej Nikotris bagajc o ratunek. 
Jako czcigodna pani natychmiast udaa si do wadcy i upadszy na twarz prosia go, aby 
ulitowa si nad kobietami swego ojca i nie pozwoli im umiera z niedostatku. 
Faraon wysucha jej ze zmarszczonym czoem i rozkaza naczelnikowi dworu ju nie posuwa 
dalej oszczdnoci. Zarazem jednak powiedzia najczcigodniejszej pani, e po pogrzebie 
ojca kobiety bd usunite z paacu i rozesane po folwarkach. 
-Nasz dwr - mwi - kosztuje okoo trzydziestu tysicy talentw rocznie, czyli o poow 
wicej anieli cae wojsko. Takiej sumy nie mog wydawa bez zrujnowania siebie i pastwa. 
-Czy, jak chcesz -odpara krlowa. -Egipt jest twj. Lkam si jednak, e rozpdzeni 
ludzie dworscy stan si twymi wrogami. 
Na to pan milczc wzi matk za rk, poprowadzi j do okna i wskaza las wczni 
musztrujcej si na dziedzicu piechoty. 
Ten czyn faraona wywoa nieoczekiwany skutek. Oczy krlowej, przed chwil zalane 
zami, bysny dum. Nagle pochylia si i pocaowaa syna w rk mwic wzruszonym 
gosem: 
-Zaprawd, jeste synem Izydy i Ozirisa i dobrze uczyniam odstpujc ci bogini... Nareszcie 
Egipt ma wadc!... 
Od tej pory czcigodna pani nigdy i w adnej sprawie nie wstawiaa si do syna. A gdy j 
proszono o protekcj, odpowiadaa: 
-Jestem sug jego witobliwoci i radz wam spenia rozkazy pana bez oporu. Wszystko 
bowiem, co on robi, pochodzi z natchnienia bogw; a kt oprze si bogom?... 
Po niadaniu faraon zajmowa si sprawami ministerium wojny i skarbowoci, a okoo 
trzeciej po poudniu, otoczony wielk wit, wyjeda do wojsk obozujcych pod Memfisem 
i przypatrywa si musztrze. 
Rzeczywicie najwiksze zmiany zaszy w sprawach wojskowych pastwa. 
W cigu niespena dwu miesicy jego witobliwo uformowa pi nowych pukw, a 
raczej -wskrzesi te, ktre zwinito za poprzedniego panowania. Usun oficerw oddajcych 
si pijastwu i kosterstwu tudzie takich, ktrzy udrczali onierzy. 
Do biur ministerium wojny, gdzie pracowali sami kapani, wprowadzi swoich najzdolniejszych 
adiutantw, ktrzy bardzo prdko opanowali wane dokumenta dotyczce armii. Kaza 
zrobi spis wszystkich mczyzn w pastwie, ktrzy naleeli do stanu wojskowego, lecz od 
kilkunastu lat nie speniali adnych obowizkw, tylko gospodarowali. Otworzy dwie nowe 
szkoy oficerskie dla dzieci od dwunastu lat i odnowi ju zaniedbany zwyczaj, by modzie 
wojskowa dopiero po odbyciu trzygodzinnego marszu w liniach i kolumnach otrzymywaa 
niadanie. 
Wreszcie adnemu oddziaowi wojska nie wolno byo mieszka po wsiach, ale w koszarach 
lub obozie. Kady puk mia wyznaczony plac na wiczenia, na ktrym po caych dniach 
rzucano kamienie z procy lub strzelano z uku do tarcz, odlegych o sto do dwustu krokw. 
Wyszo te polecenie do rodzin stanu wojskowego, aby mczyni ich wprawiali si w 
rzucanie pociskw, pod kierunkiem oficerw i dziesitnikw armii regularnej. Rozkaz wykonano 
natychmiast, skutkiem czego Egipt, ju we dwa miesice po mierci Ramzesa XII, wyglda 
jak obz. 
314 
Albowiem nawet wiejskie i miejskie dzieci, ktre dotychczas bawiy si w pisarzy i kapanw, 
teraz, naladujc starszych, zaczy bawi si w wojsko. Wic na kadym placu i w kadym 
ogrodzie od rana do wieczora wistay kamienie i pociski z ukw, a sdy zawalone byy 
skargami o uszkodzenia cielesne. 
I stao si, e Egipt by jakby odmieniony i e, pomimo aoby, panowa w nim wielki 
ruch, a wszystko za spraw nowego wadcy. 
Sam za faraon rs w dum widzc, jak cae pastwo stosuje si do jego krlewskiej woli. 
Przysza jednak chwila, e i on si zaspi. 
W tym samym dniu, kiedy balsamici wydobyli ciao Ramzesa XII z sodowej kpieli, 
wielki skarbnik skadajc zwyky raport rzek do faraona: 
-Nie wiem, co pocz... Mamy bowiem w skarbie dwa tysice talentw, a na pogrzeb 
zmarego pana trzeba co najmniej tysic... 
-Jak to dwa tysice?... - zdziwi si wadca. -Kiedym obejmowa rzdy, mwie, e mamy 
dwadziecia tysicy... 
- Wydalimy omnacie... 
- We dwa miesice?... 
- Mielimy ogromne rozchody... 
- Prawda - odpar faraon - ale co dzie wpywaj podatki... 
-Podatki - rzek skarbnik - nie wiem dlaczego, znowu zmniejszyy si i nie napywaj w 
takiej iloci, jak rachowaem. Ale i one rozeszy si...Racz, wasza witobliwo, pamita, e 
mamy pi nowych pukw. Wic okoo omiu tysicy ludzi porzucio swoje zajcia i yj na 
koszt pastwa... 
Faraon zamyli si. 
-Musimy -odpowiedzia - zacign now poyczk. Porozumiej si z Herhorem i Mefresem, 
aby nam day witynie. 
- Mwiem o tym... witynie nic nam nie dadz. 
-Obrazili si prorocy!... - umiechn si faraon. - W takim razie musimy wezwa pogan... 
Przyszlij do mnie Dagona. 
Nad wieczorem przyszed bankier fenicki. Upad na ziemi przed panem i ofiarowa mu 
zoty puchar wysadzany klejnotami. 
-Teraz ju mog umrze!... - zawoa Dagon - kiedy mj najaskawszy wadca zasiad na 
tronie... 
-Zanim jednak umrzesz - rzek do klczcego faraon - wystaraj mi si o kilka tysicy talentw. 
Fenicjanin struchla czy moe tylko udawa wielkie zakopotanie. 
-Niech wasza witobliwo kae mi lepiej szuka pere w Nilu - odpar -gdy zgin od 
razu i pan mj nie posdzi mnie o ze chci.. . Ale tak sum znale dzisiaj!... 
Ramzes XIII zdziwi si. 
- Jak to?... - spyta - wic Fenicjanie nie maj dla mnie pienidzy?... 
-Krew i ycie nasze i dzieci naszych oddamy waszej witobliwoci - rzek Dagon. - Ale 
pienidzy... Skd my wemiemy pienidzy?... 
Dawniej witynie udzielay nam poyczek na pitnacie lub dwadziecia procentw rocznie. 
Lecz od czasu gdy wasza witobliwo, jeszcze jako nastpca tronu, by w wityni Hator, 
tam, pod Pi-Bast, kapani zupenie odmwili nam kredytu... 
Oni, gdyby mogli, dzi wygnaliby nas z Egiptu, a jeszcze chtniej wytpiliby... Ach, co my 
cierpimy z ich aski!... Chopi robi, jak chc i kiedy chc... Na podatek oddaj, co im z nosa 
spadnie... Gdy ktrego uderzy, buntuj si, a gdy nieszczliwy Fenicjanin pjdzie o pomoc 
do sdu, albo przegrywa spraw, albo musi si strasznie opaca... 
Godziny nasze na tej ziemi s policzone!... - mwi z paczem Dagon. 
Faraon spospnia. 
315 
-Zajm ja si tymi sprawami -odpar -i sdy bd wymierzay wam sprawiedliwo. 
Tymczasem jednak potrzebuj okoo piciu tysicy talentw... 
-Skd wemiemy, panie?... - jcza Dagon. - Wska nam, wasza witobliwo, kupcw, a 
sprzedamy im wszystkie nasze ruchomoci i nieruchomoci, byle speni twoje rozkazy... 
Lecz gdzie s ci kupcy?... Chyba kapani, ktrzy otaksuj nasze majtki za bezcen i -jeszcze 
nie zapac gotowizn. 
-Poszlijcie do Tyru, Sydonu... - wtrci pan. - Przecie kade z tych miast mogoby poyczy 
nie pi, ale sto tysicy talentw... 
-Tyr i Sydon!... - powtrzy Dagon. - Dzi caa Fenicja gromadzi zoto i klejnoty, aeby 
opaci si Asyryjczykom... Krc si ju po naszym kraju wysacy krla Assara i mwi, e 
bylemy skadali co roku hojny okup, to krl i satrapowie nie tylko nie bd nas ciemiyli, 
ale jeszcze nastrcz nam wiksze zarobki ni te, jakie mamy dzi z aski waszej witobliwoci 
i Egiptu... 
Wadca poblad i zacisn zby. Fenicjanin spostrzeg si i doda prdko: 
-Wreszcie, co ja mam zabiera waszej witobliwoci czas moim gupim gadaniem?... Jest 
tu, w Memfisie, ksi Hiram... On moe lepiej objani wszystko memu panu, bo to mdrzec i 
czonek najwyszej rady naszych miast... 
Ramzes oywi si. 
-A dawaje mi tu prdzej Hirama - odpar. - Bo ty, Dagonie, rozmawiasz ze mn nie jak 
bankier, ale jak pogrzebowa paczka. 
Fenicjanin jeszcze raz uderzy czoem w posadzk i spyta: 
-Czy dostojny Hiram nie mgby zaraz tu przyj?... Prawda, e ju pno... Ale on tak 
boi si kapanw, e wolaby o nocnej porze zoy hod waszej witobliwoci... 
Faraon przygryz usta, ale zgodzi si na ten projekt. Wysa nawet z bankierem Tutmozisa, 
aby ten przyprowadzi Hirama do paacu tajemnymi wejciami. 
316 
ROZDZIA SZSTY 
Okoo dziesitej wieczr stan przed panem Hiram odziany w ciemn szat memfijskiego 
przekupnia. 
-Czeg si tak skradasz wasza dostojno?... - zapyta go niemile dotknity faraon.-Czyli 
mj paac jest wizieniem albo domem trdowatych?.. 
-Ach, wadco nasz! -westchn stary Fenicjanin. -Od chwili gdy zostae panem Egiptu, 
zbrodniarzami s ci, ktrzy omielaj si widywa ciebie i nie zdawa sprawy z tego, o czym 
raczysz mwi... 
- Przed kime to musicie powtarza moje sowa?... - spyta pan. 
Hiram podnis oczy i rce do gry. 
- Wasza witobliwo znasz swoich wrogw!... - odpar. 
-Mniejsza o nich - rzek faraon. - Wasza dostojno wiesz, po co ci wezwaem? Chc poyczy 
kilka tysicy talentw... 
Hiram sykn i tak zachwia si na nogach, e pan pozwoli mu usi w swojej obecnoci, 
co byo najwyszym zaszczytem. 
Rozsiadszy si wygodnie i odpoczwszy Hiram rzek: 
- Po co wasza witobliwo ma poycza, kiedy moe mie due skarby... 
-Wiem, gdy zdobd Niniw - przerwa faraon. - To dalekie czasy, a pienidze potrzebne 
mi s dzi... 
-Ja nie mwi o wojnie -odpar Hiram. -Ja mwi o takiej sprawie, ktra natychmiast 
przyniesie skarbowi due sumy i - stay roczny dochd... 
- Jakim sposobem? 
-Niech wasza witobliwo pozwoli nam i pomoe wykopa kana, ktry by poczy 
Morze rdziemne z Morzem Czerwonym... 
Faraon zerwa si z fotelu. 
-artujesz, stary czowieku?... - zawoa. -Kt tak prac wykona i kto chciaby narazi 
Egipt?... Przecie morze zalaoby nas... 
-Jakie morze?... Bo chyba ani Czerwone, ani rdziemne - spokojnie odpar Hiram. - Ja 
wiem, e egipscy kapani-inynierowie badali ten interes i wyrachowali, e to jest bardzo dobry 
interes, najlepszy w wiecie... Tylko oni sami wol go zrobi, a raczej nie chc, aeby 
zrobi to faraon. 
- Gdzie masz dowody? - spyta Ramzes. 
-Ja nie mam dowodw, ale ja przyszl waszej witobliwoci takiego kapana, ktry ca 
spraw objani planami i rachunkiem... 
- Kto jest ten kapan?... 
Hiram zamyli si i rzek po chwili: 
-Czy mam obietnic waszej witobliwoci, e o nim nikt nie bdzie wiedzia oprcz 
nas?... On wam, panie mj, wiksze odda usugi anieli ja sam... On zna duo tajemnic i... 
duo niegodziwoci kapaskich... 
- Przyrzekam - odpar faraon. 
-Ten kapan to jest Samentu... On suy w wityni Seta pod Memfisem... On jest wielkim 
mdrcem, tylko potrzebuje pienidzy i jest bardzo ambitny. A poniewa arcykapani poniaj 
go, wic on mi powiedzia, e gdy wasza witobliwo zechce, to on... to on obali stan kapaski... 
Bo on wie duo sekretw... O duo!.. 
Ramzes gboko zamyli si. Zrozumia, e ten kapan jest wielkim zdrajc, ale i ocenia, 
jak wane moe mu odda usugi. 
-Owszem -rzek faraon -pomyl o tym Samentu. A teraz na chwil przypumy, e 
mona zbudowa taki kana: c ja bd mia z niego? 
317 
Hiram podnis lew rk i na jej palcach zacz rachowa: 
-Przede wszystkim -mwi -Fenicja odda waszej witobliwoci pi tysicy talentw 
zalegych danin... 
Po drugie -Fenicja zapaci waszej witobliwoci pi tysicy talentw za prawo wykonywania 
robt... 
Po trzecie -gdy zaczn si roboty, bdziemy pacili tysic talentw rocznego podatku i 
jeszcze tyle talentw, ile Egipt dostarczy nam dziesitek robotnikw. 
Po czwarte - za kadego inyniera egipskiego damy waszej witobliwoci talent na rok. 
Po pite -gdy skocz si roboty, wasza witobliwo odda nam kana w dzieraw na 
sto lat, a my bdziemy pacili za to po tysic talentw rocznie. 
Czy to s mae zyski?... - spyta Hiram. 
- A teraz, a dzi - rzek faraon - dalibycie mi owe pi tysicy haraczu?... 
-Jeeli dzi bdzie zawarta umowa, damy dziesi tysicy, i jeszcze dooymy ze trzy tysice 
jako podatek za trzy lata z gry... 
Ramzes XIII zamyli si. Nieraz ju Fenicjanie proponowali wadcom Egiptu budow tego 
kanau, lecz zawsze trafiali na nieugity opr kapanw. Egipscy mdrcy tomaczyli faraonom, 
e kana ten narazi pastwo na zalew wd od strony Morza rdziemnego i Czerwonego. 
Ale znowu Hiram twierdzi, e wypadek podobny nie nastpi, o czym wiedz kapani !... 
-Obiecujecie -odezwa si faraon po dugiej chwili -obiecujecie paci po tysic talentw 
rocznie przez sto lat. Mwicie, e w kana, wygrzebany w piaskach, jest najlepszym w wiecie 
interesem. Ja tego nie rozumiem i przyznam si, Hiramie, podejrzewam... 
Fenicjaninowi zapony oczy. 
-Panie - odpar -powiem ci wszystko, ale zaklinam ci na twoj koron... na cie twego 
ojca... aeby przed nikim nie odsoni tej tajemnicy.... Jest to najwiksza tajemnica kapanw 
chaldejskich i egipskich, a nawet Fenicji... Od niej zaley przyszo wiata!... 
- No, no... Hiramie!... - odpar faraon z umiechem. 
-Tobie, krlu -cign Fenicjanin - dali bogowie mdro, energi i szlachetno, wic ty 
nasz... Ty jeden z wadcw ziemskich moesz by wtajemniczony, bo ty jeden potrafisz wykonywa 
wielkie rzeczy... Tote zdobdziesz tak potg, jakiej jeszcze nie dosign aden 
czowiek... 
Faraon odczu w sercu sodycz dumy, ale opanowa si. 
-Ty mnie nie chwal - rzek - za to, czego jeszcze nie zrobiem, ale mi powiedz: jakie korzyci 
spyn na Fenicj i na moje pastwo z wykopania kanau? 
Hiram poprawi si na fotelu i zacz mwi znionym gosem: 
-Wiedz o tym, panie nasz, e na wschd, poudnie i pnoc od Asyrii i Babilonu nie ma 
ani pustyni, ani bagien zamieszkaych przez dziwne potwory, ale s olbrzymie... olbrzymie 
kraje i pastwa... kraje to tak wielkie, e piechota waszej witobliwoci, synna z marszw, 
musiaaby prawie dwa lata i wci ku wschodowi, zanim dosigaby ich granic... 
Ramzes podnis brwi w gr jak czowiek, ktry pozwala komu kama, ale wie o kamstwie. 
Hiram lekko wzruszy ramionami i prawi: 
-Na wschd i na poudnie od Babilonu, nad wielkim morzem, mieszka ze sto milionw 
ludzi, ktrzy maj potnych krlw, kapanw mdrszych ni egipscy, stare ksigi, biegych 
rzemielnikw... Ludy te umiej wyrabia nie tylko tkaniny, sprzty i naczynia, rwnie pikne 
jak Egipcjanie, ale od niepamitnych czasw maj podziemne i nadziemne witynie -wiksze, 
wspanialsze i bogatsze anieli Egipt... 
-Mw dalej... mw!... - wtrci pan. Ale z twarzy jego nie mona byo pozna: czy jest zaciekawiony 
opisem, czy oburzony kamstwem. 
318 
-W krajach tych s pery, drogie kamienie, zoto, mied... S najosobliwsze zboa, kwiaty 
i owoce... S wreszcie lasy, po ktrych cae miesice mona bdzi midzy drzewami grubszymi 
od waszych kolumn w wityniach, wyszymi od palm... Ludno za tych okolic jest 
prosta i agodna... I gdyby, wasza witobliwo, posa tam na okrtach dwa swoje puki, 
mgby zdoby obszar ziemi wikszy od caego Egiptu, bogatszy ni skarbiec w Labiryncie... 
Jutro, jeeli wasza witobliwo pozwoli, przyszl wam prbki tamtejszych tkanin, drzewa 
i brzw... Przyszl te dwa ziarnka tamtejszych cudownych balsamw, ktre gdy poknie 
czowiek, otwieraj si przed nim bramy wiecznoci i moe dozna szczcia, ktre jest 
udziaem samych tylko bogw... 
-Bardzo prosz o prbki tkanin i wyrobw -wtrci faraon. -Co za do balsamw... mniejsza 
o mnie!... Dosy nacieszymy si wiecznoci i bogami po mierci... 
-Za daleko, bardzo daleko, na wschd od Asyrii -mwi Hiram -le jeszcze wiksze 
kraje, majce ze dwiecie milionw ludnoci... 
- Jak wam atwo o miliony!... - umiechn si pan. Hiram pooy rk na sercu. 
- Przysigam - rzek - na duchy przodkw moich i na moj cze, e mwi prawd!... 
Faraon poruszy si: zastanowia go tak wielka przysiga. 
- Mw... mw dalej... - rzek. 
Ot kraje te -cign Fenicjanin -s bardzo dziwne. Zamieszkuj je ludy o skonych 
oczach i tej cerze. Ludy te maj pana, ktry nazywa si Synem Nieba i rzdzi nimi za porednictwem 
mdrcw, ktrzy jednak nie s kapanami i nie maj takiej wadzy jak w Egipcie... 
A przy tym ludy te s podobne do Egipcjan... Czcz zmarych przodkw i bardzo dbaj o 
ich zwoki. Uywaj pisma, ktre przypomina wasze, kapaskie... Lecz -nosz dugie szaty z 
tkanin wcale u was nie znanych, maj sanday podobne do maych aweczek, a gowy zakrywaj 
szpiczastymi pudekami... Take dachy ich domw s szpiczaste i zadarte na brzegach... 
Te nadzwyczajne ludy maj zboe plenniejsze ni egipska pszenica i robi z niego napitek 
mocniejszy ni wino. Maj te rolin, ktrej licie daj tgo czonkom, wesoo umysowi, 
a nawet pozwalaj obchodzi si bez snu. Maj papier, ktry umiej ozdabia rnokolorowymi 
obrazami, i maj glin, ktra po wypaleniu przewieca jak szko, a dwiczy jak metal... 
Jutro, gdy wasza witobliwo pozwoli, przyszl prbki wyrobw tego ludu... 
-Dziwy opowiadasz, Hiramie... -rzek faraon. -Nie widz jednak zwizku midzy tymi 
osobliwociami a kanaem, ktry chcecie kopa... 
-Odpowiem krtko -odpar Fenicjanin. -Gdy bdzie kana, caa fenicka i egipska flota 
przepynie na Morze Czerwone, z niego dalej i - w cigu paru miesicy dosignie tych bogatych 
krajw, do ktrych ldem prawie niepodobna si dosta. 
A czy wasza witobliwo -mwi z byszczcymi oczyma -nie widzi skarbw, jakie tam 
znajdziemy?... Zota, kamieni, zb, drzewa?... Przysigam ci, panie - cign z uniesieniem e 
wwczas o zoto bdzie ci atwiej anieli dzisiaj o mied, drzewo bdzie tasze od somy, a 
niewolnik od krowy... 
Pozwl tylko, panie, wykopa kana i wynajmij nam z pidziesit tysicy twoich onierzy... 
Ramzes take si zapali. 
- Pidziesit tysicy onierzy - powtrzy. - A ile dacie mi za to?... 
-Mwiem ju waszej witobliwoci... Tysic talentw rocznie za prawo robt i pi tysicy 
za robotnikw, ktrych sami bdziemy karmili i wynagradzali... 
-I zamczycie mi ich robot ?... 
-Niech bogowie broni!... - zawoa Hiram. -To przecie aden interes, gdy gin robotnicy... 
onierze waszej witobliwoci nie bd wicej pracowa przy kanale anieli dzi przy 
319 
fortyfikacjach albo gocicach...A jaka sawa dla was, panie!... jakie dochody dla skarbu!... 
jaki poytek dla Egiptu!... Najuboszy chop moe mie drewnian chaup, kilkoro byda, 
sprzty i bodaj e niewolnika... aden faraon nie podnis pastwa tak wysoko i nie dokona 
tak niezmiernego dziea... 
Bo czyme martwe i nieuyteczne piramidy bd wobec kanau, ktry uatwi przewz 
skarbw caego wiata?... 
- No - doda faraon - i pidziesit tysicy wojska na wschodniej granicy... 
-Naturalnie!... - zawoa Hiram. -Wobec tej siy, ktrej utrzymanie nie bdzie nic kosztowao 
wasz witobliwo, Asyria nie omieli si wyciga rki ku Fenicji... 
Plan by tak olniewajcy i tyle obiecywa zyskw, e Ramzes XIII uczu si odurzonym. 
Lecz panowa nad sob. 
-Hiramie -rzek -pikne robisz obietnice... Tak pikne, e lkam si, czy za nimi nie 
ukrywasz jakich mniej pomylnych nastpstw. Dlatego musz i sam gboko zastanowi si, 
i - naradzi z kapanami. 
-Oni nigdy dobrowolnie nie zgodz si!... - zawoa Fenicjanin. - Cho... (niech bogowie 
wybacz mi blunierstwo) jestem pewny, e gdyby dzi najwysza wadza w pastwie przesza 
w rce kapanw, za par miesicy oni wezwaliby nas do tej budowy... 
Ramzes spojrza na niego z chodn pogard. 
-Starcze -rzek -mnie zostaw trosk o posuszestwo kapanw, a sam z dowody, e 
to, co mwie, jest prawd. Bybym bardzo lichym krlem, gdybym nie potrafi usun przeszkd 
wyrastajcych pomidzy moj wol a interesami pastwa. 
- Zaprawd, jeste wielkim wadc, panie nasz - szepn Hiram schylajc si do ziemi. 
Byo ju pno w nocy. Fenicjanin poegna faraona i wraz z Tutmozisem opuci paac. 
Na drugi za dzie przysa przez Dagona skrzynk z prbkami bogactw nieznanych krajw. 
Pan znalaz w niej poski bogw, tkaniny i piercienie indyjskie, mae kawaki opium, a 
w drugiej przegrodzie -garstk ryu, listki herbaty, par porcelanowych czarek ozdobionych 
malowidami i - kilkanacie rysunkw wykonanych farbami i tuszem na papierze. 
Obejrza to z najwiksz uwag i przyzna, e podobne okazy byy mu nie znane. Ani ry, 
ani papier, ani wizerunki ludzi, ktrzy mieli szpiczaste kapelusze i skone oczy. 
Ju nie wtpi o istnieniu jakiego nowego kraju, w ktrym wszystko byo inne ni w 
Egipcie: gry, drzewa, domy, mosty, okrty... 
I taki kraj istnieje zapewne od wiekw -myla - nasi kapani wiedz o nim, znaj jego 
bogactwa, lecz nic nie wspominaj o nich... Oczywicie, s to zdrajcy, ktrzy chc ograniczy 
wadz i zuboy faraonw, aby nastpnie zepchn ich z wysokoci tronu... 
Ale... o! przodkowie i nastpcy moi - mwi w duchu -was wzywam na wiadectwo, e 
tym nikczemnociom kres poo. Podwign mdro, ale wytpi obud i dam Egiptowi 
czasy wytchnienia... 
Mylc tak pan podnis oczy i spostrzeg Dagona oczekujcego na rozkazy. 
-Skrzynia twoja jest bardzo ciekawa -rzek do bankiera -ale... Ja nie tego chciaem od 
was. 
Fenicjanin zbliy si na palcach i uklknwszy przed faraonem szepn: 
Gdy wasza witobliwo raczy podpisa umow z dostojnym Hiramem, Tyr i Sydon u 
stp waszych zo wszystkie swoje skarby... 
Ramzes zmarszczy brwi. Nie podobao mu si zuchwalstwo Fenicjan, ktrzy omielali si 
stawia mu warunki. Odpar wic chodno: 
- Zastanowi si i dam Hiramowi odpowied. Moesz odej, Dagonie. 
Po wyjciu Fenicjanina Ramzes znowu zamyli si. W jego duszy zacza budzi si reakcja. 
320 
Ci handlarze -mwi w sercu - uwaaj mnie za jednego ze swoich... ba!... mi ukazywa 
mi z daleka wr zota, aeby wymusi traktat!... Nie wiem, czy ktry z faraonw dopuci 
ich kiedy do podobnej poufaoci?... 
Musz to zmieni. Ludzie, ktrzy upadaj na twarze przed wysannikami Assara, nie mog 
mwi do mnie: podpisz, a dostaniesz... Gupie szczury fenickie, ktre zakradszy si do krlewskiego 
paacu uwaaj go za swj chlewik!... 
Im duej myla, im dokadniej przypomina sobie zachowanie Hirama i Dagona, tym silniejszy 
gniew go ogarnia. 
Jak oni mi... Jak oni mi stawia mi warunki?... 
- Hej!... Tutmozis... - zawoa. 
Wnet stan przed nim ulubieniec. 
- Co rozkaesz, panie mj? 
-Poszlij ktrego z modszych oficerw do Dagona, aeby zawiadomi go, e przestaje by 
moim bankierem. Za gupi on jest na tak wysokie stanowisko. 
- A komu wasza witobliwo przeznaczysz ten zaszczyt? 
-W tej chwili nie wiem... Trzeba bdzie znale kogo midzy egipskimi albo greckimi 
kupcami. W ostatecznoci - odwoamy si do kapanw. 
Wiadomo ta obiega wszystkie paace krlewskie i przed upywem godziny doleciaa do 
Memfisu. Po caym miecie opowiadano, e Fenicjanie wpadli w nieask u faraona, a ku 
wieczorowi lud ju zacz rozbija sklepy znienawidzonym cudzoziemcom. 
Kapani odetchnli. Herhor zoy nawet wizyt witemu Mefresowi i rzek mu: 
-Serce moje czuo, e pan nasz odwrci si od tych pogan pijcych krew ludu. Myl, e 
naley okaza mu wdziczno z naszej strony... 
-I moe otworzy drzwi do naszych skarbcw?... -spyta szorstko wity Mefres. - Nie 
piesz si, wasza dostojno... Odgadem ju tego modzika i - biada nam - jeeli raz pozwolimy 
mu wzi gr nad sob... 
- A gdyby zerwa z Fenicjanami?... 
- To sam na tym zyska, bo im nie spaci dugw - rzek Mefres. 
-Moim zdaniem -odezwa si po namyle Herhor -jest to chwila, w ktrej moemy odzyska 
ask modego faraona. W gniewie zapalczywy, umie on jednak by wdzicznym... Dowiadczyem 
tego... 
-Co wyraz, to bd!... - przerwa zacity Mefres. - Bo naprzd ksi ten nie jest jeszcze 
faraonem, gdy nie koronowa si w wityni... Po wtre -nigdy nie bdzie prawdziwym faraonem, 
gdy pogardza arcykapaskimi wiceniami... 
A nareszcie - nie my potrzebujemy jego aski, ale on aski bogw, ktrych na kadym kroku 
zniewaa!... 
Zadyszany z gniewu Mefres odpocz i mwi dalej: 
-By miesic w wityni Hator, sucha najwyszej mdroci i wnet potem wda si z Fenicjanami. 
Ba!... odwiedza bonic Astarty i stamtd wzi kapank, co uchybia zasadom 
wszystkich religii... 
Potem drwi publicznie z mojej pobonoci... spiskowa z takimi jak sam lekkoduchami i 
za pomoc Fenicjan wykrad pastwowe tajemnice... A gdy wszed na tron, le mwi: ledwo 
wszed na pierwsze stopnie tronu, ju zohydza kapanw, wichrzy chopstwo i odactwo i 
odnawia luby ze swymi przyjacimi Fenicjanami... 
Czy, dostojny Herhorze, zapomniaby o tym wszystkim?... A jeeli pamitasz, czy nie rozumiesz 
niebezpieczestw, jakie gro nam od tego mokosa?... Wszak on ma pod rk wioso 
nawy pastwowej, ktra posuwa si midzy wirami i ska. Kto mi zarczy, e ten szaleniec, 
ktry wczoraj wezwa do siebie Fenicjan, a dzi -pokci si z nimi, nie speni jutro 
czego, co narazi pastwo na zgub?... 
- A wic co?... - spyta Herhor, bystro patrzc mu w oczy. 
321 
-To, e nie mamy powodu okazywa mu wdzicznoci, a naprawd -saboci. A poniewa 
chce gwatem pienidzy, nie damy pienidzy!... 
- A... a potem co?... - pyta Herhor. 
-Potem bdzie sobie rzdzi pastwem i powiksza armi bez pienidzy - odpar rozdraniony 
Mefres. 
- A... a jeeli jego wygodzona armia zechce zrabowa witynie?... - wci pyta Herhor. 
- Cha!... cha!... cha!... - wybuchn miechem Mefres. 
Nagle spowania i kaniajc si rzek ironicznym tonem: 
-To ju naley do waszej dostojnoci... czowiek, ktry przez tyle lat, jak wy, rzdzi pastwem, 
winien by przygotowa si na podobne niebezpieczestwo. 
-Przypumy - mwi powoli Herhor -przypumy, e ja znalazbym rodki przeciw niebezpieczestwom, 
ktre by groziy pastwu. Ale czy wasza dostojno, ktry jeste najstarszym 
arcykapanen, potrafiby zapobiec zniewadze stanu kapaskiego i wity?... 
Przez chwil obaj patrzyli sobie w oczy. 
-Pytasz: czybym potrafi? -rzek Mefres. -Czy potrafi?... Ja nawet nie bd trafia. Bogowie 
zoyli w moich rkach piorun, ktry zniszczy kadego witokradc. 
- Psyt!... - szepn Herhor. - Nieche si tak stanie... 
-Za zgod czy bez zgody najwyszej rady kapanw -doda Mefres. -Kiedy czno wywraca 
si, nie czas na rozprawianie z wiolarzami. 
Rozeszli si obaj w pospnym nastroju. Za tego samego dnia wieczorem wezwa ich faraon. 
Przyszli o naznaczonej porze, kady oddzielnie. Zoyli gboki ukon panu i - kady stan 
w innym kcie, nie patrzc na drugiego. 
Czyby si pornili ze sob?... - pomyla Ramzes. - Nic to nie szkodzi... 
W chwil pniej wszed wity Sem i prorok Pentuer. Wtedy Ramzes usiad na wzniesie
niu, wskaza czterem kapanom niskie taburety naprzeciw siebie i rzek: 
-wici ojcowie! Nie wzywaem was do tej pory na rad, poniewa wszystkie moje rozkazy 
odnosiy si wycznie do spraw wojskowych... 
- Miae prawo, wasza witobliwo - wtrci Herhor. 
-Zrobiem te, com mg, w czasie tak niedugim, aeby wzmocni obronne siy pastwa. 
Utworzyem dwie nowe szkoy oficerskie i wskrzesiem pi zwinitych pukw... 
- Miae prawo, panie - odezwa si Mefres. 
-O innych wojskowych ulepszeniach nie mwi, gdy was, ludzi witych, rzeczy te nie 
obchodz... 
- Masz suszno, panie - rzekli razem Mefres i Herhor. 
-Ale jest inna sprawa -mwi faraon, zadowolony potakiwaniem dwu dostojnikw, od 
ktrych spodziewa si opozycji. -Zblia si dzie pogrzebu boskiego ojca mego, lecz skarb 
nie posiada dostatecznych funduszw... 
Mefres podnis si z taburetu. 
-Oziris-Mer-amen-Ramzes - rzek - by sprawiedliwym panem, ktry ludowi swemu zapewni 
wieloletni spokj, a bogom chwa. Pozwl wic, wasza witobliwo, aby pogrzeb 
tego pobonego faraona odby si na koszt wity. 
Ramzes XIII zdziwi si i wzruszy hodem oddanym jego ojcu. Przez chwil milcza, jakby 
nie mogc znale odpowiedzi, wreszcie odpar: 
- Bardzo jestem wam wdziczny za cze okazan rwnemu bogom ojcu memu. Zezwalam 
na taki pogrzeb i jeszcze raz - bardzo wam dzikuj... 
Przerwa, wspar gow na rku i rozmyla, jakby ze sob samym staczajc walk. Nagle 
podnis gow: twarz jego bya oywiona, oczy byszczay. 
322 
-Jestem wzruszony -rzek -dowodem waszej yczliwoci, wici ojcowie. Jeeli tak drog 
jest wam pami mego ojca, wic chyba nie moecie by niechtni dla mnie... 
- Czy wasza witobliwo wtpi o tym?... - wtrci arcykapan Sem. 
-Mwisz prawd - cign faraon - niesusznie was posdzaem o uprzedzenie do mnie... 
Ale chc to naprawi, wic bd z wami szczerym... 
- Niech bogowie bogosawi wasz witobliwo!... - rzek Herhor. 
-Bd szczerym. Boski ojciec mj, skutkiem wieku, choroby, a moe i zaj kapaskich, 
nie mg tyle si i czasu powica sprawom pastwa, ile ja mog. Ja jestem mody, zdrw, 
wolny, wic chc i bd rzdzi sam. Jak wdz musi prowadzi swoj armi na wasn odpowiedzialno 
i wedug wasnego planu, tak ja bd kierowa pastwem. Oto jest moja wyrana 
wola i od tego nie odstpi. 
Ale rozumiem, e chobym by najdowiadczeszy, nie obejd si bez wiernych sug i mdrych 
doradcw. I dlatego bd niekiedy zapytywa was o opinie w rozmaitych sprawach... 
- Po to jestemy najwysz rad przy tronie waszej witobliwoci -wtrci Herhor. 
-Owszem -mwi wci oywiony faraon -bd korzysta z waszych usug, nawet od tej 
chwili, zaraz... 
- Rozkazuj, panie - rzek Herhor. 
-Chc poprawi byt ludu egipskiego. Ale poniewa w podobnych sprawach zbyt szybkie 
dziaanie moe tylko przynie szkody, wic na pocztek ofiaruj im rzecz drobn: po szeciu 
dniach pracy - sidmy dzie odpoczynku... 
- Tak byo przez cig panowania omnastu dynastii... Prawo to jest stare jak sam Egipt odezwa 
si Pentuer. 
- Odpoczynek co sidmy dzie da pidziesit dni rocznie na kadego robotnika, czyli jego 
panu ujmie pidziesit drachm. A na milionie robotnikw pastwo straci z dziesi tysicy 
talentw rocznie... - rzek Mefres. - Mymy to ju rachowali w wityniach!.. - doda. 
-Tak jest -ywo odpar Pentuer -straty bd, ale tylko w pierwszym roku. Bo gdy lud 
wzmocni swoje siy wypoczynkami, w nastpnych latach odrobi wszystko z przewyk... 
-Prawd mwisz - odpowiedzia Mefres -w kadym jednak razie trzeba mie dziesi tysicy 
talentw na w pierwszy rok. Ja za myl, e i dwadziecia tysicy talentw nie zawadzioby. 
-Masz suszno, dostojny Mefresie -zabra gos faraon. - Przy zmianach, jakie chc zaprowadzi 
w moim pastwie, dwadziecia, a nawet trzydzieci tysicy talentw nie bdzie 
sum zbyt wielk. 
Dlatego - doda szybko - od was, wici mowie, bd potrzebowa pomocy... 
-Kady zamiar waszej witobliwoci gotowi jestemy popiera modami i procesjami rzek 
Mefres. 
-Owszem, mdlcie si i zachcajcie do tego nard. Ale prcz tego dajcie pastwu trzydzieci 
tysicy talentw - odpowiedzia faraon. 
Arcykapani milczeli. Pan chwil czeka, w kocu zwrci si do Herhora: 
- Milczysz, wasza dostojno? 
-Sam powiedziae, wadco nasz, e skarb nie ma funduszu nawet na pogrzeb OzirisaMer-
amen-Ramzesa. Nie mog wic nawet odgadn: skd wzilibymy trzydzieci tysicy 
talentw?... 
- A skarbiec Labiryntu?... 
-To s skarby bogw, ktre mona by naruszy tylko w chwili najwikszej potrzeby pastwa 
- odpar Mefres. 
Ramzes XIII zakipia gniewem. 
- Jeeli nie chopi - zawoa uderzajc pici w porcz - wic ja potrzebuj tej sumy!... 
-Wasza witobliwo - odpar Mefres - moe w cigu roku zyska wicej ni trzydzieci 
tysicy talentw, a Egipt dwa razy tyle... 
323 
- Jakim sposobem?... 
- Bardzo prostym - mwi Mefres. - Ka, wadco, wypdzi z pastwa Fenicjan... 
Zdawao si, e pan rzuci si na zuchwaego arcykapana: zblad, dray mu usta i oczy 
wyszy z orbit. Lecz w jednej chwili pohamowa si i rzek na podziw spokojnym tonem: 
No, dosy... Jeeli tylko takich rad potraficie mi udziela, obejd si bez nich... Przecie 
Fenicjanie maj nasze podpisy, e im wiernie spacimy zacignite dugi!... Czy nie przyszo 
ci to na myl, Mefresie?... 
-Daruj, wasza witobliwo, ale w tej chwili zajmoway mnie inne myli. Twoi przodkowie, 
panie, nie na papirusach, ale na brzie i kamieniach rzebili, e dary, zoone przez nich 
bogom i wityniom, nale i wiecznie bd naleay do bogw i do wity. 
-I do was - rzek szyderczo faraon. 
-O tyle do nas - odpar zuchway arcykapan - o ile pastwo naley do ciebie, wadco. Pilnujemy 
tych skarbw i pomnaamy je, ale trwoni ich - nie mamy prawa... 
Dyszcy gniewem pan opuci zebranie i poszed do swego gabinetu. Jego pooenie 
przedstawio mu si okrutnie jasno. 
O nienawici kapanw do siebie ju nie wtpi. To byli ci sami oszoomieni pych dostojnicy, 
ktrzy w roku zeszym nie dali mu korpusu Menfi i dopiero zrobili go namiestnikiem, 
gdy zdawao im si, e speni akt pokory usuwajc si z paacu. Ci sami, ktrzy kontrolowali 
kady jego ruch, skadali o nim raporty, ale jemu, nastpcy tronu, nie powiedzieli nawet o 
traktacie z Asyri. Ci sami, co oszukiwali go w wityni Hator, a nad Sodowymi Jeziorami 
wymordowali jecw, ktrym on przyobieca ask. 
Faraon przypomnia sobie ukony Herhora, spojrzenia Mefresa i ton gosu obydwu. Spod 
pozorw uprzejmoci co chwil wynurzaa si ich duma i lekcewaenie jego. On potrzebuje 
pienidzy, a oni obiecuj mu modlitwy, ba!... omielaj si mwi, e nie jest wycznym 
wadc Egiptu. 
Mody pan mimo woli umiechn si; przyszy mu bowiem na myl wynajte pastuchy, 
ktrzy wacicielowi trzody mwi, e on nie ma prawa robi z ni tego, co chce!... 
Lecz obok strony miesznej bya tu strona grona. W skarbie znajdowao si moe tysic 
talentw, ktre wedug dotychczasowej normy wydatkw mogy starczy na siedm do dziesiciu 
dni. A co potem?... Jak zachowaj si urzdnicy, suba, a przede wszystkim -wojsko 
nie tylko nie pobierajce odu, ale wprost godne?... 
Arcykapani znali to pooenie faraona, a jeeli nie piesz mu z pomoc, wic chc go 
zgubi... I to zgubi w cigu kilku dni, nawet przed pogrzebem ojca. 
Ramzes przypomnia sobie pewien wypadek z dziecistwa. 
By w szkole kapaskiej, kiedy na wito bogini Mut, midzy innymi zabawami, sprowadzono 
najsawniejszego w Egipcie bazna. 
Artysta ten udawa nieszczliwego bohatera. Gdy rozkazywa - nie suchano go, na jego 
gniewy odpowiadano miechem; a gdy dla ukarania szydercw schwyci za topr, topr zama 
mu si w rkach. 
W kocu wypuszczono na niego lwa, a gdy bezbronny bohater zacz ucieka, okazao si, 
e nie goni go lew, ale winia w lwiej skrze. 
Uczniowie i nauczyciele mieli si do ez z tych przygd; ale may ksi siedzia pospny: 
jemu al byo czowieka, ktry rwa si do rzeczy wielkich, lecz pada okryty szyderstwem. 
Scena ta i uczucia, jakich dozna podwczas, dzi odyy w pamici faraona. 
Takim chc mnie zrobi!... - rzek do siebie. 
Ogarna go rozpacz, bo uczu, e jednoczenie z wydaniem ostatniego talentu skoczy si 
jego wadza, a razem z ni i ycie. 
Tu jednak nastpi nagy zwrot. Pan stan na rodku komnaty i rozmyla. 
324 
Co mnie moe spotka?... Tylko mier... Odejd do moich sawnych przodkw, do 
Ramzesa Wielkiego... A im przecie nie mog powiedzie, em zgin nie bronic si... Po 
nieszczciach ycia ziemskiego spotkaaby mnie haba wiekuista... 
Jak to, on, zwycizca znad Sodowych Jezior, miaby ustpi przed garci obudnikw, z 
ktrymi jeden azjatycki puk nie miaby wielkiego zajcia?... Wic dlatego, e Mefres i 
Herhor chc rzdzi Egiptem i faraonem, jego wojska maj cierpie gd, a milion chopw 
nie otrzyma aski odpoczynku?... 
Albo nie jego przodkowie powznosili te witynie?... Albo nie oni wypenili je upami?... 
A kto wygrywa bitwy: kapani czy onierze?... Wic kto ma prawo do skarbw: kapani 
czy faraon i jego armia? 
Mody pan wzruszy ramionami i wezwa do siebie Tutmozisa. Mimo pnej nocy krlewski 
ulubieniec zjawi si natychmiast. 
- Czy wiesz? - rzek faraon - kapani odmwili mi poyczki, pomimo e skarb jest pusty. 
Tutmozis wyprostowa si. 
- Kaesz, wasza witobliwo, zaprowadzi ich do wizienia?... - odpar. 
- Zrobiby to?... 
- Nie ma w Egipcie oficera, ktry zawahaby si speni rozkaz naszego pana i wodza. 
-W takim razie... -mwi powoli faraon -w takim razie... nie trzeba wizi nikogo. Za 
wiele mam potgi dla siebie, a pogardy dla nich. Padliny, ktr czowiek spotka na gocicu, 
nie zamyka w okutej skrzyni, tylko j obchodzi. 
- Ale hien sadza si do klatki - szepn Tutmozis. 
-Jeszcze za wczenie - odpar Ramzes. -Musz by askawym dla tych ludzi przynajmniej 
do pogrzebu ojca mego. Gdy inaczej gotowi jego czcigodnej mumii zrobi jakie otrostwo i 
zakci spokj duszy... A teraz -pjd jutro do Hirama i powiedz, aeby przysa mi tego 
kapana, o ktrym mwilimy. 
-Tak si stanie. Musz jednak wspomnie waszej witobliwoci, e dzisiaj lud napada 
domy memfijskich Fenicjan... 
- Oho?... To byo niepotrzebne. 
-Zdaje mi si te -cign Tutmozis -e od czasu kiedy wasza witobliwo kazae 
Pentuerowi zbada pooenie chopw i robotnikw, kapani podburzaj nomarchw i 
szlacht... Mwi, panie, e chcesz zrujnowa szlacht dla chopw... 
-I szlachta wierzy temu?... 
-S tacy, ktrzy wierz. Ale s i tacy, ktrzy wrcz odpowiadaj, e to jest intryga kapaska 
przeciw waszej witobliwoci. 
- A gdybym naprawd chcia poprawi dol chopw?... - spyta faraon. 
- Uczynisz, panie, to, co ci si podoba - odpar Tutmozis. 
-O, tak odpowied rozumiem! -zawoa wesoo Ramzes XIII. - Bd spokojny i powiedz 
szlachcie, e nie tylko nic nie strac speniajc moje rozkazy, ale jeszcze byt ich i znaczenie 
poprawi si. Bogactwa Egiptu musz nareszcie by wydarte z rk niegodnych, a oddane wiernym 
sugom. 
Faraon poegna ulubieca i zadowolony uda si na spoczynek. Jego chwilowa desperacja 
wydawaa mu si teraz rzecz godn miechu. 
Nazajutrz, okoo poudnia, zameldowano jego witobliwoci, e przysza deputacja fenickich 
kupcw. 
- Czy moe chc skary si za napad na ich domy?... - spyta faraon. 
- Nie - odpar adiutant - chc zoy hod. 
Istotnie kilkunastu Fenicjan, pod przewodnictwem Rabsuna, przyszli z darami. Gdy pan 
ukaza im si, upadli na ziemi, po czym Rabsun owiadczy, e starym obyczajem omielaj 
si zoy nikczemn ofiar u stp wadcy, ktry im daje ycia, a ich majtkom bezpieczestwo. 
325 
Po czym skadali na stoach zote misy, acuchy i puchary napenione klejnotami. Za 
Rabsun pooy na stopniach tronu tac z papirusem, gdzie Fenicjanie zobowizali si da dla 
wojska wszelkich rzeczy potrzebnych za dwa tysice talentw. 
By to dar zacny: wszystko bowiem, co ofiarowali Fenicjanie, przedstawiao sum trzech 
tysicy talentw. 
Pan odpowiedzia wiernym kupcom bardzo askawie, obiecujc im swoj opiek. Poegnali 
go uszczliwieni. 
Ramzes XIII odetchn: bankructwo skarbu, a wic i konieczno uycia gwatownych 
rodkw przeciw kapanom odsuna si na dalsze dziesi dni. 
Wieczorem, znowu pod opiek Tutmozisa, stan w gabinecie jego witobliwoci dostojny 
Hiram. Tym razem nie skary si na zmczenie, ale upad na twarz i jkliwym gosem 
przeklina gupiego Dagona. 
-Dowiedziaem si -mwi - e ten parch mia przypomina waszej witobliwoci nasz 
umow o kana do Morza Czerwonego... Niech on zmarnieje!... niech jego trd stoczy!... 
niech jego dzieci zostan winopasami, a wnuki ydami... 
Ty za, wadco, tylko rozkazuj, a ile ma bogactw Fenicja, wszystkie zoy u stp twoich 
bez adnego kwitu i traktatu... Czy to my Asyryjczycy albo... kapani -doda szeptem - aeby 
nie wystarczao nam jedno sowo tak potnego mocarza?... 
- A gdybym ja, Hiramie, naprawd zada wielkiej sumy? - spyta faraon. 
- Jakiej?... 
- Na przykad... Trzydziestu tysicy talentw... 
-Czy natychmiast? 
- Nie, w cigu roku. 
- Bdzie j mia wasza witobliwo - odpowiedzia bez namysu Hiram. 
Pan zdumia si tej hojnoci. 
- No, ale musz wam da zastaw... 
- To tylko dla formy - odpar Fenicjanin - da nam wasza witobliwo na zastaw kopalnie, 
aeby nie obudzi podejrze kapanw... Gdyby nie to, Fenicja caa odda si wam bez zastaww 
i kwitw... 
- A kana?... Czy mam zaraz traktat podpisa? - spyta faraon. 
- Wcale nie. Wasza witobliwo zawrze z nami traktat, kiedy sam zechce... 
Ramzesowi zdawao si, e jest podniesiony w gr. W tej chwili dopiero pozna sodycz 
krlewskiej wadzy, i to - dziki Fenicjanom! 
-Hiramie! - rzek, ju nie panujc nad sob. - Dzi daj wam, Fenicjanom, pozwolenie na 
budow kanau, ktry poczy Morze rdziemne z Czerwonym... 
Starzec upad do ng faraona. 
- Jeste najwikszym krlem, jakiego widziano na ziemi! - zawoa. 
-Do czasu nie wolno ci mwi o tym nikomu, bo wrogowie mojej sawy czuwaj. Aby 
jednak mia pewno, daj ci ten oto mj piercie krlewski... 
Zdj z palca piercie ozdobiony czarodziejskim kamieniem, na ktrym byo wyryte imi 
Horusa, i woy go na palec Fenicjaninowi. 
-Majtek caej Fenicji jest na twoje rozkazy! -powtarza gboko wzruszony Hiram. - Dokonasz, 
panie, dziea, ktre bdzie ogaszao imi twoje, dopki nie zaganie soce... 
Faraon ucisn jego siw gow i kaza mu usi. 
-A wic jestemy sprzymierzecami -rzek po chwili pan -i mam nadziej, e wyniknie 
std pomylno dla Egiptu i dla Fenicji... 
- Dla caego wiata! - wtrci Hiram. 
- Powiedz mi jednak, ksi, skd masz tak ufno we mnie?... 
-Znam szlachetny charakter waszej witobliwoci. Gdyby, wadco, nie by faraonem, po 
kilku latach zostaby najznakomitszym kupcem fenickim i naczelnikiem naszej rady... 
326 
-Przypumy -odpar Ramzes. -Ale ja, aby dotrzyma wam obietnic, musz pierwej 
zgnie kapanw. Jest to walka, a skutek walki niepewny... 
Hiram umiechn si. 
-Panie -rzek -gdybymy byli tak nikczemni, ebymy ci opucili dzisiaj, kiedy twj 
skarb jest pusty, a nieprzyjaciele hardzi, przegraby walk. Bo czowiek pozbawiony rodkw 
atwo traci odwag, a od ubogiego krla odwraca si jego armia i poddani, i dygnitarze... 
Ale jeeli ty, panie, masz nasze zoto i naszych agentw, a swoje wojsko i jeneraw, to z 
kapanami tyle bdziesz mia kopotu, ile so ze skorpionem. Ledwie postawisz nog na nich, 
i ju bd rozmiadeni... Wreszcie to nie moja rzecz. W ogrodzie czeka arcykapan Samentu, 
ktremu wasza witobliwo kazae przyj. Ja si usuwam; teraz jego pora... Ale od dostarczenia 
pienidzy to ja si nie usuwam i do wysokoci trzydziestu tysicy talentw niech 
wasza witobliwo rozkazuje... 
Hiram znowu upad na twarz i wyszed obiecujc, e natychmiast przyszle Samentu. 
W p godziny zjawi si arcykapan. Nie goli on rudej brody i kudatych wosw, jak 
przystao na czciciela Seta; twarz mia surow, ale oczy pene mdroci. Ukoni si bez zbytniej 
pokory i spokojnie wytrzyma sigajce do gbi duszy spojrzenie faraona. 
- Sid - rzek pan. 
Arcykapan usiad na posadzce. 
-Podobasz mi si - mwi Ramzes. - Masz postaw i fizjognomi Hyksosa, a oni s najwaleczniejszymi 
onierzami mojej armii. 
Potem nagle zapyta: 
- Ty powiedziae Hiramowi o traktacie naszych kapanw z Asyryjczykami?... 
- Ja - odpar Samentu nie spuszczajc oka. 
- Bye uczestnikiem tej niegodziwoci? 
-Nie. Podsuchaem t umow... W wityniach, jak w paacach waszej witobliwoci, 
mury s podziurawione kanaami, za porednictwem ktrych nawet ze szczytu pylonw mona 
sysze: co mwi si w podziemiach... 
- A z podziemiw mona przemawia do osb mieszkajcych w grnych komnatach?... wtrci 
faraon. 
-I udawa rady bogw - doda powanie kapan. 
Faraon umiechn si. Wic przypuszczenie, e to nie duch ojca przemawia do niego i do 
matki, tylko kapani - byo prawdziwe! 
- Dlaczego powierzye Fenicjanom wielk tajemnic pastwa? - zapyta Ramzes. 
- Bo chciaem zapobiec haniebnemu traktatowi, ktry szkodzi zarwno nam, jak i Fenicji. 
- Moge ostrzec kogo z dostojnych Egipcjan... 
-Kogo?.. -zapyta kapan. -Czy takich, ktrzy wobec Herhora byli bezsilni, czy takich, 
ktrzy by mnie oskaryli przed nim i narazili na mier w mczarniach?... Powiedziaem Hiramowi, 
bo on styka si z naszymi dostojnikami, ktrych ja nie widuj nigdy. 
- A dlaczego Herhor i Mefres zawarli podobn umow? - bada faraon. 
-S to, moim zdaniem, ludzie sabej gowy, ktrych nastraszy Beroes, wielki kapan chaldejski. 
Powiedzia im, e nad Egiptem przez dziesi lat bd sroyy si ze losy i e gdybymy 
w cigu tego czasu rozpoczli wojn z Asyri, zostalibymy pobici. 
-I oni uwierzyli temu? 
-Podobno Beroes pokazywa im cuda... Nawet wznis si nad ziemi... Niewtpliwie jest 
to rzecz dziwna; ale ja nigdy nie zrozumiem: dlaczego mielibymy za to straci Fenicj, e 
Beroes umie lata nad ziemi? 
- Wic i ty nie wierzysz w cuda?... 
-Jak w jakie -odpar Samentu. -Zdaje si, e Beroes naprawd wykonywa rzeczy niezwyke, 
ale - nasi kapani tylko oszukuj, zarwno lud, jak i wadcw. 
- Nienawidzisz kapaskiego stanu? 
327 
Samentu rozoy rce. 
-Oni mnie take nie cierpi, a co gorsze, poniewieraj mn niby z tej racji, e su Setowi. 
Tymczasem co mi to za bogowie, ktrym za pomoc sznurkw trzeba porusza gow i 
rce?... Albo co mi to za kapani, ktrzy udajc pobonych i powcigliwych maj po dziesi 
kobiet, wydatkuj po kilkanacie talentw rocznie, kradn ofiary skadane na otarzach i s 
mao co mdrsi od uczniw wyszej szkoy? 
- Ale ty bierzesz datki od Fenicjan? 
-Od kog mam bra? Jedni Fenicjanie naprawd czcz Seta i boj si, aby nie zatapia im 
okrtw. U nas za szanuj go tylko biedacy. Gdybym poprzestawa na ich ofiarach, umarbym 
z godu - ja i moje dzieci. 
Faraon pomyla, e jednak ten kapan nie jest zym czowiekiem, cho zdradza tajemnice 
wity. A przy tym wydaje si by mdry i mwi prawd. 
-Syszae co -spyta znowu pan -o kanale, ktry ma poczy Morze rdziemne z 
Czerwonym? 
- Znam t spraw. Ju od kilkuset lat nasi inynierowie obrobili ten projekt. 
- A dlaczego nie wykonano go dotychczas? 
-Gdy kapani boj si, aby nie napyny do Egiptu ludy obce, ktre mogyby podkopa 
nasz religi, a wraz z ni ich dochody. 
- A czy prawda jest, co mwi Hiram o ludach mieszkajcych na dalekim wschodzie? 
-Najzupeniejsza. Od dawna wiemy o nich i nie ma dziesitka lat, aebymy z tamtych 
krajw nie otrzymali jakiego klejnotu, rysunku czy wyrobu. 
Faraon znowu zamyli si i nagle spyta: 
- Bdziesz mi wiernie suy, gdy zrobi ci moim doradc?... 
-Suy bd waszej witobliwoci na ycie i mier. Ale... gdybym zosta doradc tronu, 
oburzyliby si kapani, ktrzy mnie nienawidz. 
- Nie sdzisz, e mona ich obali?... 
-I bardzo atwo! - odpar Samentu. 
- Jaki byby twj plan, gdybym musia pozby si ich? 
- Naleaoby opanowa skarbiec Labiryntu - wykada kapan. 
- Trafiby do niego? 
- Mam ju wiele wskazwek, reszt - znajd, bo wiem, gdzie szuka. 
- C dalej? - pyta faraon. 
-Naleaoby wytoczy Herhorowi i Mefresowi proces o zdrad pastwa za tajemne stosunki 
z Asyri... 
- A dowody?... 
- Znajdziemy je przy pomocy Fenicjan - odpar kapan. 
- Czy nie wynikyby std jakie niebezpieczestwa dla Egiptu? 
- adnych. Czterysta lat temu faraon Amenhotep IV obali wadz kapanw ustanowiwszy 
wiar w jednego tylko boka Re Harmachis. Rozumie si, e przy tej sposobnoci zabra 
skarby ze wity innych bogw... Ot wwczas ani lud, ani wojsko, ani szlachta nie ujli 
si za kapanami... C dopiero dzi, gdy dawna wiara bardzo osaba!... 
- Kto to pomaga Amenhotepowi? - zapyta faraon. 
- Prosty kapan Ey. 
-Ale ktry po mierci Amenhotepa IV zosta dziedzicem jego tronu - rzek Ramzes, bystro 
patrzc w oczy kapanowi. 
Lecz Samentu odpowiedzia spokojnie: 
- Wypadek ten dowodzi, e Amenhotep by niedonym wadc, ktry wicej dba o cze 
Re anieli o pastwo. 
- Zaprawd, jeste prawdziwym mdrcem!... - rzek Ramzes. 
- Do usug waszej witobliwoci. 
328 
-Mianuj ci moim doradc - mwi faraon. - No, ale w takim razie nie moesz odwiedza 
mnie po kryjomu, tylko zamieszkasz u mnie... 
-Wybacz, panie, ale dopki czonkowie najwyszej rady nie osid w wizieniu za umawianie 
si z nieprzyjacimi pastwa, moja obecno w paacu przyniesie wicej szkody anieli 
dobrego... 
Bd wic suy i radzi waszej witobliwoci, ale - potajemnie... 
-I znajdziesz drog do skarbca w Labiryncie? 
- Mam nadziej, e nim wrcisz, panie, z Tebw, uda mi si ta sprawa. 
A gdy przeniesiemy skarb do waszego paacu, gdy sd potpi Herhora i Mefresa, ktrych 
wasza witobliwo moe potem uaskawi, wwczas za waszym pozwoleniem wystpi 
jawnie... I przestan by kapanem Seta ktry tylko ludzi odstrasza ode mnie... 
-I mylisz, e wszystko dobrze pjdzie?... 
-ycie stawiam!... -zawoa kapan. -Lud kocha wasz witobliwo, wic atwo go 
podburzy przeciw zdradzieckim dostojnikom... Wojsko jest wam posuszne jak adnemu z 
faraonw od czasu Ramzesa Wielkiego... Wic kt si oprze?... A w dodatku wasza witobliwo 
ma za sob Fenicjan i pienidze, najwiksz si na wiecie!... 
Gdy Samentu egna faraona, pan zezwoli mu ucaowa swoje nogi i darowa ciki zoty 
acuch tudzie bransolet ozdobion szafirami. 
Nie kady dostojnik zdobywa podobne aski w cigu caych lat suby. 
Odwiedziny i obietnice Samentu now otuch napeniy serce faraona. 
Gdyby udao si pozyska skarb Labiryntu!... Za drobn jego cz mona by uwolni 
szlacht od fenickich dugw, poprawi dol chopw i wykupi zastawione majtki dworskie. 
A jakimi budowlami wzbogacioby si pastwo... 
Tak, fundusze Labiryntu mogy usun wszystkie kopoty faraona. Bo i c z tego, e Fe
nicjanie ofiarowuj mu wielk poyczk? Poyczk trzeba kiedy spaci wraz z procentami i 
prdzej czy pniej odda w zastaw reszt krlewskich majtkw. Byo to wic tylko odsuniciem 
ruiny, ale nie zapobieeniem jej. 
329 
ROZDZIA SIDMY 
W poowie miesica Famenut (stycze) zacza si wiosna. Cay Egipt zieleni si wschodzc 
pszenic, na czarnych za patach ziemi snuy si gromady chopw siejcych ubin, 
bb, fasol i jczmie. W powietrzu unosi si zapach pomaraczowego kwiatu. Woda bardzo 
opada i co dzie odsaniaa nowe kawaki gruntw. 
Przygotowania do pogrzebu Oziris-Mer-amen-Ramzesa byy ukoczone. 
Czcigodna mumia krla bya ju zamknita w biaym pudle, ktrego grna cz doskonale 
odtwarzaa rysy nieboszczyka. Faraon zdawa si patrze emaliowymi oczyma, a boska 
twarz wyraaa smutek agodny, nie za wiatem, ktry opuci, lecz nad ludmi jeszcze skazanymi 
na utrapienia doczesnego ywota. 
Na gowie wizerunek faraona mia czepiec egipski w biae i szafirowe pasy, na szyi sznury 
klejnotw, na piersiach obraz czowieka klczcego z rozkrzyowanymi rkoma, na nogach 
wizerunki bokw, witych ptakw i oczu nie osadzonych w adnej twarzy, lecz jakby wygldajcych 
z przestrzeni. 
Tak opakowane zwoki krla spoczyway na kosztownym ou, w maej cedrowej kaplicy, 
ktrej ciany byy pokryte napisami opiewajcymi ywot i czyny zmarego. Nad zwokami 
unosi si cudowny jastrzb z ludzk gow, a przy ou, dniem i noc, czuwa kapan przebrany 
za Anubisa, boka pogrzebu, z gow szakala. 
Prcz tego przygotowano ciki, bazaltowy sarkofag, ktry stanowi zewntrzn trumn 
mumii. Sarkofag mia take formy i rysy zmarego faraona, by pokryty napisami i wizerunkami 
modlcych si ludzi, witych ptakw tudzie skarabeuszw. 
Siedmnastego Famenut mumi wraz z jej kaplic i sarkofagiem przeniesiono z dzielnicy 
zmarych do krlewskiego paacu i ustawiono w najwikszej sali. 
Sal t wnet zapenili kapani piewajcy hymny aobne, dworzanie i sudzy zmarego 
krla, a nade wszystko jego kobiety, ktre jczay tak gono, e ich krzyki sycha byo a na 
drugiej stronie Nilu. 
-O panie!... o panie nasz!... - woay -dlaczego nas opuszczasz?... Ty taki pikny, taki dobry?... 
Ktry tak chtnie rozmawiae z nami, teraz milczysz, i dlaczego?... Przecie lubie 
nasze towarzystwo, a dzi tak daleko jeste od nas?... 
A przez ten czas kapani piewali: 
Chr I. Ja jestem Tum, ktry jedynym jest... 
Chr II. Jestem Re w pierwszym jego blasku... 
Chr I. Jestem bogiem, ktry sam siebie stwarza... 
Chr II. Ktry sam sobie daje imi, a nikt go nie wstrzyma midzy bogami... 
Chr I. Znam imi wielkiego boga, ktry tam jest... 
Chr II. Gdy ja jestem wielki ptak Benu ktry prbuje to, co jest. * 
Po dwu dniach jkw i naboestw zajecha przed paac wielki wz w formie odzi. Jej 
koce byy ozdobione baranimi gowami i wachlarzami z pir strusich, a nad kosztownym 
baldachimem unosi si orze i w ureus, symbol wadzy faraona. 
Na ten wz woono witobliw mumi pomimo gwatownego oporu kobiet dworskich. 
Jedne z nich czepiay si trumny, inne zaklinay kapanw, aeby nie zabierali im dobrego 
pana, inne drapay sobie oblicza i targay wosy, a nawet biy ludzi nioscych zwoki. 
Krzyk by straszliwy. 
Nareszcie wz przyjwszy boskie ciao ruszy wrd mnstwa ludu, ktry zaleg ogromn 
przestrze od paacu do Nilu. I tu byli ludzie pomazani botem, podrapani, okryci aobnymi 
pachtami, ktrzy zawodzili wniebogosy. A obok nich, zgodnie z rytuaem aobnym, na caej 
drodze byy rozrzucone chry. 
330 
Chr I. Na Zachd, do mieszkania Ozirisa, na Zachd idziesz ty, ktry bye najlepszym 
z ludzi, ktry nienawidzie faszu. 
Chr II. Na Zachd! nie zakwitnie ju czowiek, ktry tak kocha prawd i mia w obrzydzeniu 
kamstwo. 
Chr wonicw. Na Zachd, woy, ktre cigniecie wz aobny, na Zachd!... Pan wasz 
idzie za wami. 
Chr III. Na Zachd, na Zachd, do ziemi sprawiedliwych. Miejsce, ktre ukochae, jczy 
i pacze po tobie. 
Tum ludu. Id w pokoju do Abydos!... Id w pokoju do Abydos!... Oby doszed w pokoju 
do Zachodu tebaskiego!... 
Chr paczek. O panie nasz, o panie nasz, kiedy ty odchodzisz na Zachd, sami bogowie 
pacz. 
Chr kapanw. On jest szczliwy, najszanowniejszy midzy ludmi, poniewa los pozwala 
mu odpocz w grobie, ktry sam przygotowa... 
Chr wonicw. Na Zachd, woy, ktry cigniecie wz aobny, na Zachd!... Pan wasz 
idzie za wami... 
Tum ludu. Id w pokoju do Abydos... Id w pokoju do Abydos, ku Morzu Zachodniemu!... 
** 
Co parset krokw sta oddzia wojska witajcy pana guchym oskotem bbnw i egnajcy 
go przeraliwym odgosem trb. Nie by to pogrzeb, ale marsz triumfalny do kraju bogw. 
W pewnej odlegoci za wozem szed Ramzes XIII otoczony wielk wit jeneraw, a za 
nim krlowa Nikotris oparta na dwu damach dworskich. Ani syn, ani matka nie pakali, poniewa 
im byo wiadomo (o czym nie wiedzia lud prosty), e zmary pan ju znajduje si 
obok Ozirisa i z pobytu w ojczynie szczliwoci jest tak zadowolony, e nie chciaby wrci 
na ziemi. 
Po parugodzinnym pochodzie, ktremu towarzyszy nieustannie krzyk, zwoki zatrzymay 
si nad brzegiem Nilu. 
Tu zdjto je z wozu w formie odzi i przeniesiono na prawdziwy statek zocony, rzebiony, 
pokryty malowidami, zaopatrzony w biae i purpurowe agle. 
Dworskie kobiety jeszcze raz proboway odebra mumi kapanom; jeszcze raz odezway 
si wszystkie chry i wszystkie muzyki wojskowe. Potem na statek wiozcy mumi krlewsk 
wesza pani Nikotris i kilkunastu kapanw, lud pocz rzuca bukiety i wiece i - zaszumiay 
wiosa... 
Ramzes XII po raz ostatni opuci swj paac dc Nilem do grobu w Tebach. Po drodze 
za, jako troskliwy wadca, mia wstpowa do wszystkich synnych miejscowoci, aby poegna 
si z nimi. 
Podr cigna si bardzo dugo. Do Tebw byo ze sto mil, pyno si w gr rzeki, 
wzdu ktrej mumia musiaa odwiedzi kilkanacie wity i przyjmowa udzia w uroczystych 
naboestwach. 
W kilka dni po wyjedzie Ramzesa XII na wiekuisty spoczynek wyruszy za nim Ramzes 
XIII, aby widokiem swoim wskrzesi martwe z alu serca poddanych, przyj ich hody i 
zoy ofiary bogom. 
Za zmarym panem odjechali, kady na wasnym statku, wszyscy arcykapani, wielu starszych 
kapanw, najbogatsi waciciele ziemscy i wiksza cz nomarchw. Tote nowy 
faraon myla nie bez goryczy, e jego orszak bdzie bardzo nieliczny. 
Stao si jednak inaczej. Przy boku Ramzesa XIII znaleli si wszyscy jeneraowie, bardzo 
wielu urzdnikw, mnstwo drobnej szlachty i -cae nisze duchowiestwo, co bardziej nawet 
zdziwio, anieli ucieszyo faraona. 
By to dopiero pocztek. Gdy bowiem statek modego pana wypyn na Nil, wyjechaa 
naprzeciw niego taka masa wikszych i mniejszych, ubogich i bogatych czen, e prawie 
331 
zasoniy wod. Siedziay w nich nagie rodziny chopw i rzemielnikw, strojni kupcy, jaskrawi 
Fenicjanie, zwinni eglarze greccy, a nawet Asyryjczycy i Chetowie. 
Tum ten ju nie krzycza, ale wy; nie cieszy si, ale szala. Co chwil na statek krlewski 
wdzieraa si jaka deputacja, aby ucaowa pokad, ktrego dotykay nogi paskie, i zoy 
dary: garstk zboa, kawaek tkaniny, prosty gliniany dzbanek, par ptaszkw, a nade wszystko 
wizank kwiatw. Tote zanim faraon omin Memfis, jego statek trzeba byo kilka razy 
oprni z podarunkw, aeby nie zaton. 
Modsi kapani mwili midzy sob, e oprcz Ramzesa Wielkiego aden faraon nie by 
witany z tak olbrzymim zapaem. 
W podobny sposb odbya si caa podr od Memfisu do Tebw, a sza ludu, zamiast 
sabn, potgowa si. Chopi rzucali swoje pola, a rzemielnicy warsztaty, aby nacieszy si 
widokiem nowego wadcy, o ktrego zamiarach ju utworzyy si legendy. Spodziewano si 
ogromnych zmian, cho nikt nie wiedzia jakich. To tylko byo pewne, e surowo urzdnikw 
zagodniaa, e Fenicjanie w mniej bezwzgldny sposb wybierali podatki i e pokorny 
zazwyczaj lud egipski zacz podnosi gow wobec kapanw. 
-Niech tylko faraon pozwoli - mwiono w szynkowniach, na polach i na rynkach - a zaraz 
ad zrobimy ze witymi mami... Oni to s winni, e pacimy wielkie podatki, e rany nigdy 
nie goj si na naszych plecach!... 
O siedm mil na poudnie od Memfisu lea midzy rozgazieniami gr libijskich kraj 
Piom albo Fayum, dziwny tym, e stworzyy go ludzkie rce. 
Kiedy w tym miejscu bya pustynia zaklnita i otoczona amfiteatrem gr nagich. Dopiero 
faraon Amenhemat na 3500 lat przed Chrystusem powzi zuchway projekt zamienienia 
jej na yzn okolic. 
W tym celu oddzieli od reszty wschodni cz zaklnicia i otoczy ten kawaek potn 
grobl. Miaa ona wysoko pitrowego domu, gruboci w podstawie okoo stu krokw i 
przeszo czterdzieci kilometrw dugoci. 
Tym sposobem utworzono zbiornik mogcy pomieci ze trzy miliardy metrw kubicznych, 
trzy kilometry szecienne wody, ktrej powierzchnia zajmowaa okoo trzystu kilometrw 
kwadratowych. Rezerwoar ten suy do nawadniania czterechset tysicy morgw gruntu, 
a prcz tego, w czasach przyboru rzeki, wchania w siebie nadmiar wody i znaczn cz 
Egiptu zabezpiecza od nagego zalewu. 
To olbrzymie nagromadzenie wd nazywano jeziorem Moeris i zaliczano je do cudw 
wiata. Dziki jemu pustynna dolina zamienia si na yzny kraj Piom, gdzie yo w dobrobycie 
okoo dwustu tysicy mieszkacw. W prowincji tej, obok palm i pszenicy, hodowano 
najpikniejsze re, z ktrych olejek rozchodzi si po caym Egipcie i za jego granicami. 
Istnienie jeziora Moeris byo zwizane z innym cudem pracy egipskich inynierw, z kanaem 
Jzefa. 
Kana ten, szeroki na dwiecie krokw, cign si przez kilkadziesit mil na zachodniej 
stronie Nilu. Odlegy od rzeki o dwie mile, suy do nawadniania gruntw ssiadujcych z 
grami libijskimi i - prowadzi wod do jeziora Moeris. 
Dokoa kraju Piom wznosio si kilka starych piramid i mnstwo mniejszych grobw. Za 
na jego wschodniej granicy, w pobliu Nilu, sta synny Labirynt (Lope-ro-hunt). By on rwnie 
zbudowany przez Amenhemata, a mia form olbrzymiej podkowy, ktra zajmowaa 
kawa gruntu na tysic krokw dugi i szeset szeroki. 
Gmach ten by najwiksz skarbnic Egiptu. W nim spoczyway mumie wielu sawnych 
faraonw, znakomitych kapanw, wodzw i budowniczych. Tu rwnie leay zwoki czczonych 
zwierzt, a przede wszystkim krokodylw. Tu nareszcie chroni si nagromadzony w 
cigu wiekw majtek pastwa egipskiego, o ktrym trudno mie dzi pojcie. 
Labirynt nie by ani niedostpny z zewntrz, ani zbyt pilnowany. Strzeg go may oddzia 
wojsk kapaskich i kilku kapanw wyprbowanej uczciwoci. Bezpieczestwo skarbca po
332 
legao waciwie na tym, e z wyjtkiem owych kilku osb nikt nie wiedzia, gdzie go szuka 
wrd Labiryntu, ktry dzieli si na dwa pitra: nadziemne i podziemne, i - w kadym z nich 
- liczy po tysic piset komnat... 
Kady faraon, kady arcykapan, nareszcie kady wielki skarbnik i najwyszy sdzia mia 
obowizek natychmiast po objciu urzdu wasnymi oczyma obejrze majtek pastwa. Lecz 
mimo to aden z dostojnikw nie tylko nie trafiby tam, ale nawet nie mg zmiarkowa: 
gdzie ley skarbiec? W korpusie gwnym czy w ktrym ze skrzyde, nad ziemi czy pod 
ziemi. 
Byli tacy, ktrym zdawao si, e skarbiec naprawd mieci si pod ziemi, daleko za obrbem 
waciwego Labiryntu. Nie brako za i takich, ktrzy sdzili, e skarbiec ley pod 
dnem jeziora, aby w razie potrzeby mona go wod zala. Wreszcie aden dostojnik pastwa 
nie lubi zajmowa si t kwesti wiedzc, e pokuszenie na majtek bogw pociga za sob 
zgub witokradcy. 
Moe zreszt niewtajemniczeni potrafiliby odkry tam drog, gdyby myli ich nie paraliowaa 
obawa. mier doczesna i wieczna grozia czowiekowi i jego rodzinie, ktry omieliby 
si bezbonym umysem odsania podobne tajniki. 
Przybywszy w te strony Ramzes XIII zwiedzi przede wszystkim prowincj Fayum. Wygldaa 
ona jak wntrze gbokiej misy, ktrej dnem byo jezioro, a brzegami wzgrza. Gdzie 
zwrci oczy, wszdzie spotyka soczyst zielono traw upstrzonych kwiatami, kpy palm, 
gaje fig i tamaryndusw, wrd ktrych od wschodu do zachodu soca rozlega si piew 
ptakw i wesoe gosy ludzkie. 
By to bodaj e najszczliwszy kt Egiptu. 
Lud przyj faraona z ogromnym zapaem. Jego i wit zasypywano kwiatami, ofiarowano 
mu kilka dzbankw najkosztowniejszych perfum i za dziesi talentw zota i drogich kamieni. 
Dwa dni zabawi pan w rozkosznej okolicy, gdzie rado zdawaa si wykwita z drzew, 
pywa w powietrzu, przeglda w wodzie jeziora. Lecz przypomniano mu, e musi zwiedzi 
Labirynt. 
Opuci Piom z westchnieniem i jadc oglda si z drogi. Wnet jednak uwag jego pochon 
olbrzymi gmach szarej barwy, majestatycznie rozsiadajcy si na wzgrzu. 
Przy bramie wiekopomnego Lope-ro-hunt powitaa go gromadka kapanw o ascetycznej 
powierzchownoci tudzie may oddziaek wojska, w ktrym kady onierz by zupenie 
ogolony. 
- Ci ludzie wygldaj jak kapani!... -zawoa Ramzes. 
-Bo te kady z nich odebra nisze wicenia, a setnicy wysze - odpowiedzia arcykapan 
gmachu. 
Przypatrzywszy si uwaniej fizjognomiom tych dziwnych onierzy, ktrzy nie jadali 
misa i yli w celibacie faraon dojrza w nich bystro i spokojn energi. Pozna te, e jego 
wita osoba adnego wraenia nie wywouje w tym miejscu. 
Bardzom ciekawy, w jaki sposb trafi tutaj Samentu?... - rzek do siebie pan. 
Zrozumia, e tych ludzi nie mona ani nastraszy, ani przekupi. Taka bia od nich pewno 
siebie, jakby kady mia do swego rozporzdzenia niezwalczone puki duchw. 
Zobaczymy - pomyla - czy ulkn si tych bogobojnych mw moi Grecy i Azjaci?... 
Na szczcie s oni tak dzicy, e nawet nie poznaj si na uroczystych minach... 
Na prob kapanw wita Ramzesa XIII zostaa przed bram, jakby pod dozorem onierzy 
z ogolonymi gowami. 
- Czy i miecz mam tu zostawi? - zapyta faraon. 
- Nic on nam nie zaszkodzi - odpar najwyszy dozorca. 
Mody pan mia ochot przynajmniej wypazowa pobonego ma za tak odpowied. 
Ale pohamowa si. 
333 
Przez ogromny dziedziniec, midzy dwoma szeregami sfinksw, faraon i kapani weszli do 
gwnego korpusu. Tu, w sieni bardzo obszernej, lecz nieco przymionej, byo omioro drzwi, 
a dozorca zapyta: 
- Ktrymi drzwiami wasza witobliwo chce dosta si do skarbca? 
- Tymi, ktre doprowadz nas najprdzej. 
Kady z piciu kapanw wzi po dwa pki pochodni, ale zapali wiato tylko jeden. 
Obok niego stan najwyszy dozorca trzymajc w rkach duy sznur paciorkw, na ktrych 
wypisane byy jakie znaki. Za nimi za szed Ramzes otoczony przez trzech pozostaych kapanw. 
Arcykapan z paciorkami zwrci si na prawo i wszed do wielkiej sali, ktrej ciany i 
kolumny byy pokryte napisami i figurami. Stamtd dostali si do ciasnego korytarza, ktry 
prowadzi pod gr, i znaleli si w innej sali odznaczajcej si wielk iloci drzwi. Tu usuna 
si przed nimi tafla w pododze odsaniajc otwr, przez ktry zeszli na d, i - znowu 
przez ciasny korytarz podyli do komnaty, ktra nie miaa adnych drzwi. 
Ale przewodnik dotkn jednego hieroglifu i - usuna si przed nim ciana. 
Ramzes chcia zda sobie spraw z kierunku, w jakim id; lecz wnet spltaa mu si uwaga. 
Widzia tylko, e piesznie przechodz due sale, mae komnaty, ciasne korytarze, e 
wdrapuj si pod gr lub zbiegaj na d, e niektre sale maj mnstwo drzwi, a inne wcale 
ich nie posiadaj. Zarazem spostrzeg, e przewodnik przy kadym nowym wejciu przesuwa 
jedno ziarnko swego dugiego raca, a niekiedy przy blasku pochodni porwnywa znaki na 
paciorkach ze znakami na cianach. 
- Gdzie teraz jestemy - nagle zapyta faraon - w podziemiu czy na grze?... 
- Jestemy w mocy bogw - odpar jego ssiad. 
Po kilku zakrtach i przejciach faraon znowu odezwa si: 
- Ale mymy tu ju byli, bodaj e ze dwa razy!... 
Kapani milczeli, tylko nioscy pochodni owietli kolejno ciany, a Ramzes przypatrzywszy 
si wyzna w duchu, e chyba tu jeszcze nie byli. 
W maej komnacie bez drzwi zniono pochodni i faraon spostrzeg na ziemi wysche, 
czarne zwoki, owinite zbutwia szat. 
-To -rzek dozorca gmachu - jest trup pewnego Fenicjanina, ktry za szesnastej dynastii 
probowa wedrze si do Labiryntu i doszed a tutaj. 
- Zabito go? - spyta faraon. 
- Umar z godu. 
Szli ju z p godziny, gdy kapan nioscy pochodni owietli framug korytarza, gdzie 
rwnie leay wysuszone zwoki. 
-To -mwi dozorca -jest trup kapana nubijskiego, ktry za czasw dziada waszej witobliwoci 
probowa tu wej... 
Faraon nie pyta, co si z nim stao. Mia wraenie, e znajduje si w jakiej gbi i e 
gmach przygniata go swym ciarem. O zorientowaniu si wrd setek korytarzy, sal i komnat 
ju nie myla. A nawet nie pragn wyjani sobie: jakim cudem rozstpuj si przed nimi 
kamienne ciany lub zapadaj posadzki. 
Samentu nic nie zrobi!... - mwi w duchu. - Albo zginie jak ci dwaj, o ktrych musz mu 
nawet powiedzie. 
Takiego zgnbienia, takiego uczucia niemocy i nicoci nigdy jeszcze nie dozna. Chwilami 
zdawao mu si, e kapani zostawi go w jednej z ciasnych komnat pozbawionych drzwi. 
Wwczas ogarniaa go rozpacz: siga do miecza i gotw by ich porba. Ale wnet przypomnia 
sobie, e bez ich pomocy nie wyjdzie std, i - spuszcza gow. 
O, gdyby cho na chwil zobaczy wiato dzienne!... Jake straszn musi by mier midzy 
trzema tysicami tych komnat wypenionych mrokiem lub ciemnoci!... 
334 
Dusze bohaterskie miewaj chwile gbokiego znkania, jakich nawet nie domyla si 
czowiek zwyky. 
Pochd trwa blisko godzin, gdy nareszcie weszli do niskiej sali wspartej na omioktnych 
supach. Trzej kapani otaczajcy faraona rozpierzchli si, przy czym Ramzes spostrzeg, 
e jeden z nich przytuli si do kolumny i - jakby znik w jej wntrzu. 
Po chwili w jednej ze cian odsoni si wski otwr, kapani wrcili na swoje miejsca, a 
ich przewodnik kaza zapali cztery pochodnie. Po czym wszyscy skierowali si do owego 
otworu i ostronie przecisnli si przeze. 
- Oto s komory... - rzek dozorca gmachu. 
Kapani szybko zapalili pochodnie przytwierdzone do kolumn i cian i Ramzes zobaczy 
szereg ogromnych izb przepenionych najrozmaitszymi wyrobami bezcennej wartoci. W 
zbiorze tym kada dynastia, jeeli nie kady faraon skada, co mia najosobliwszego i najdroszego. 
Wic byy wozy, czna, ka, stoy, skrzynie i trony zote lub zot blach obite tudzie 
inkrustowane: koci soniow, perow mas i kolorowym drzewem, tak ozdobnie, e drobiazgi 
te artyci-rzemielnicy wyrabiali przez dziesitki lat. Byy zbroje, hemy, tarcze i koczany 
lnice od drogich kamieni. Byy szczerozote dzbany, misy i yki, kosztowne szaty i 
baldachimy. 
Wszystko to, dziki suchoci i czystoci powietrza, od wiekw przechowywao si bez 
zmiany. 
Midzy osobliwociami faraon zauway srebrny model asyryjskiego paacu, ofiarowany 
Ramzesowi XII przez Sargona. Arcykapan objaniajc faraonowi, ktry dar od kogo pochodzi, 
pilnie przypatrywa si jego fizjognomii. Ale zamiast podziwu dla skarbw dostrzeg niezadowolenie. 
-Powiedz mi, wasza dostojno - zapyta faraon nagle - jaka jest korzy z tych skarbw 
zamknitych w ciemnicy?... 
-Jest w nich wielka sia na wypadek, gdyby Egipt znalaz si w niebezpieczestwie - odpar 
arcykapan. - Za kilka tych hemw, wozw, mieczw moemy kupi sobie yczliwo 
wszystkich asyryjskich satrapw. A moe nie oparby si i krl Assar, gdybymy mu dostarczyli 
sprztw do sali tronowej lub zbrojowni. 
-Myl, e oni woleliby zabra wszystko mieczem od nas anieli troch - yczliwoci dla 
nas - wtrci pan. 
- Niech sprobuj!... - rzek kapan. 
-Rozumiem... Macie wida sposoby zniszczenia skarbw. Ale w takim razie ju nikt z 
nich nie skorzysta. 
-Nie mj w tym rozum - odpar najwyszy dozorca. -Pilnujemy, co nam oddano, i czynimy, 
jak kazano. 
-Czy nie lepiej byoby uy czstki tych skarbw na zasilenie kasy pastwa i podwignicie 
Egiptu z niedoli, w jakiej jest dzi pogrony? - spyta faraon. 
- To nie zaley od nas. 
Faraon zmarszczy brwi. Jaki czas oglda przedmioty bez wielkiego zreszt zapau, 
wreszcie znowu zapyta: 
-Dobrze. Te kunsztowne wyroby przyda si mog na zjednanie yczliwoci asyryjskich 
dostojnikw. Ale gdyby wybucha wojna z Asyri, czym wydobylibymy: zboe, ludzi i bro, 
od narodw, ktre nie znaj si na osobliwociach? 
- Otworzy skarbiec - rzek arcykapan. 
I tym razem kapani rozbiegli si: dwaj znikli jakby we wntrzu kolumn, a jeden po drabince 
wszed na cian i co robi okoo rzebionej figurki. 
Znowu usuny si ukryte drzwi i Ramzes wszed do waciwego skarbca. 
335 
I to bya rozlega komnata przepeniona bezcennymi materiaami. Stay w niej gliniane 
beczki pene zotego piasku, bryy zota uoone jak cegy i zote sztaby w wizkach. Srebrne 
bryy ustawione pod jedn cian tworzyy niby mur szeroki na par okci, wysoki do sufitu. 
We framugach i na kamiennych stoach leay drogie kamienie wszystkich barw: rubiny, 
topazy, szmaragdy, szafiry, diamenty, wreszcie pery wielkoci orzechw, a nawet ptasich jaj. 
Za niejeden z tych klejnotw mona byo kupi miasto. 
- Oto jest nasz majtek na wypadek nieszczcia - rzek kapan-dozorca. 
-Na jakie wy nieszczcia czekacie? -zapyta faraon. - Lud biedny, szlachta i dwr zadueni, 
armia do poowy zmniejszona, faraon nie ma pienidzy... Czy kiedykolwiek Egipt znajdowa 
si w gorszym pooeniu?... 
- By w gorszym, kiedy go podbili Hyksosi. 
-Za kilkanacie lat - odpar Ramzes - podbij nas nawet Izraelici, jeeli nie uprzedz ich 
Libijczycy i Etiopowie. A wwczas te pikne kamienie, rozbite na okruchy, pjd na przyozdobienie 
ydowskich i murzyskich sandaw... 
-Bd spokojnym, wasza witobliwo. W razie potrzeby nie tylko skarbiec, ale nawet 
Labirynt zniknie bez ladu, razem ze swymi dozorcami. 
Ramzes ostatecznie zrozumia, e ma przed sob fanatykw, ktrzy myl tylko o jednym: 
aeby nikogo nie dopuci do owadnicia skarbem. 
Faraon usiad na stosie zotych cegie i rzek: 
- Wic majtek ten zachowujecie na ze czasy Egiptu? 
- Prawd mwisz, witobliwy panie. 
- Dobrze. A kto was, dozorcw, przekona, e takie czasy nadeszy, gdyby nadeszy? 
-Do tego musi by zwoane nadzwyczajne zgromadzenie rodowitych Egipcjan, w ktrym 
zasidzie: faraon, trzynastu kapanw wyszego stopnia, trzynastu nomarchw, trzynastu 
szlachty, trzynastu oficerw i po trzynastu kupcw, rzemielnikw i chopw. 
- Wic takiemu zgromadzeniu oddalibycie skarby? - spyta faraon. 
-Dalibymy sum potrzebn, gdyby cae zgromadzenie jak jeden m uchwalio, e -
Egipt jest w niebezpieczestwie i... 
-I co?... 
-I gdyby posg Amona w Tebach potwierdzi t uchwa. 
Ramzes spuci gow, aeby ukry wyraz wielkiego zadowolenia. Ju mia plan. 
Zgromadzenie takie potrafi zebra i skoni go do jednomylnoci... - mwi w sobie. Rwnie 
zdaje mi si, e boski posg Amona potwierdzi uchwa, gdy jego kapanw otocz 
moimi Azjatami... 
-Dzikuj wam, poboni mowie -rzek gono - za pokazanie cennych rzeczy, ktrych 
jednak wielka warto nie przeszkadza mi by najuboszym z krlw wiata. A teraz prosz, 
aebycie mnie wyprowadzili std krtsz i wygodniejsz drog. 
-yczymy waszej witobliwoci -odpar dozorca - aby drugie tyle bogactw dooy Labiryntowi... 
Co si za tyczy drogi do wyjcia std, jest tylko jedna i t sam musimy wraca. 
Jeden z kapanw poda Ramzesowi troch daktyli, drugi flasz wina zaprawionego 
wzmacniajc substancj. Po czym faraon odzyska siy i szed wesoo. 
- Duo bym da -mwi miejc si -aeby zrozumie wszystkie zakrty tej dziwacznej 
drogi!... 
Kapan przewodniczcy zatrzyma si. 
-Zapewniam wasz witobliwo -rzek -e my sami nie rozumiemy ani pamitamy tej 
drogi, cho kady z nas odbywa j po kilkanacie razy... 
-Wic jakim sposobem trafiacie tu? 
-Korzystamy z pewnych wskazwek. Lecz gdyby nam bodaj w tej chwili zgina ktra, 
pomarlibymy tu z godu... 
336 
Nareszcie wyszli do przysionka, a z niego na dziedziniec. Faraon zacz oglda si dokoa 
i kilka razy odetchn. 
-Za wszystkie skarby Labiryntu nie chciabym ich pilnowa! - zawoa. - Strach pada mi 
na piersi, gdy pomyl, e mona umrze w tych kamiennych ciemnicach... 
- Ale mona si i przywiza do nich - odpar z umiechem arcykapan. 
Faraon podzikowa kademu ze swych przewodnikw i zakoczy: 
- Rad bym udzieli wam jakiej aski, dajcie wic... 
Ale kapani suchali obojtnie, a ich naczelnik rzek: 
-Wybacz mi, panie, zuchwalstwo, ale... czeg moglibymy pragn?... Nasze figi i daktyle 
s tak sodkie jak z twego ogrodu; woda tak dobra jak z twojej studni. Gdyby za cigny 
nas bogactwa, czyli nie mamy ich wicej anieli wszyscy krlowie?... 
Tych niczym nie przejednam - pomyla faraon -ale... dam im uchwa zgromadzenia i 
wyrok Amona. 
* Ksiga Zmarych. 
** Autentyczne wyraenia. 
337 
ROZDZIA SMY 
Opuciwszy Piom faraon i jego orszak kilkanacie dni posuwali si na poudnie, w gr 
Nilu, otoczeni chmur dek, pozdrawiani okrzykami, zasypywani kwiatami. 
Po obu brzegach rzeki, na tle zielonych pl, cigny si nieprzerwanym szeregiem gliniane 
chopskie chaty, figowe gaje, bukiety palm. Co godzin ukazywaa si grupa biaych domw 
jakiego miasteczka albo wiksze miasto z kolorowymi budowlami, z ogromnymi pylonami 
wity. 
Od zachodu ciana gr libijskich rysowaa si niezbyt wyranie; za to od wschodu pasmo 
arabskie coraz bardziej zbliao si do rzeki. I mona byo widzie strome, poszarpane skay 
barwy ciemnej, tej lub rowej przypominajce ksztatami zwaliska fortec czy wity 
zbudowanych przez olbrzymw. 
Na rodku Nilu spotykano wysepki, ktre jakby wczoraj wynurzyy si spod wody, a ju 
dzi zostay pokryte bujn rolinnoci i zamieszkae przez niezliczone stada ptakw. Kiedy 
nadpywa burzliwy orszak faraona, wystraszone ptaki zryway si i krc nad statkami czyy 
swoje krzyki z potnym gosem ludu. Nad tym wszystkim unosio si przeczyste niebo 
i wiato tak pene ycia, e w jego powodzi czarna ziemia nabieraa blasku, a kamienie barw 
tczowych. 
Schodzi wic faraonowi czas wesoo. Z pocztku troch draniy go nieustanne krzyki, 
lecz pniej tak przywyk do nich, e ju nie zwraca uwagi. Mg odczytywa dokumenta, 
naradza si, nawet spa. 
O trzydzieci do czterdziestu mil od Piom, na lewym brzegu Nilu leao due miasto Siut, 
w ktrym Ramzes XIII par dni odpocz. Wypadao nawet zatrzyma si, gdy mumia 
zmarego krla jeszcze przebywaa w Abydos, gdzie przy grobie Ozirisa odprawiano uroczyste 
mody. 
Siut byo jednym z bogatszych miast Grnego Egiptu. Tu wyrabiano synne naczynia z 
biaej i czarnej gliny i tkano ptna; tu byo gwne targowisko, na ktre przywoono towary 
z oaz rozrzuconych w pustyni. Tu wreszcie bya sawna witynia Anubisa, boka z wilcz 
gow. 
Drugiego dnia pobytu w tym miejscu zgosi si do jego witobliwoci kapan Pentuer, 
naczelnik komisji badajcej pooenie ludu. 
- Masz jakie nowiny? - zapyta pan. 
-Mam te, e cay Egipt bogosawi wasz witobliwo. Wszyscy, z kimkolwiek rozmawiaem, 
s peni otuchy i mwi, e wasze panowanie odrodzi pastwo... 
-Chc - odpar faraon - aeby moi poddani byli szczliwi, a lud odetchn. Chc, aeby 
Egipt mia, jak niegdy, om milionw ludnoci i odzyska grunta, ktre wydara mu pustynia. 
Chc, aeby czowiek pracowity odpoczywa co sidmy dzie i aeby kady rolnik posiada 
kawaek ziemi na wasno... 
- Pentuer upad na twarz przed dobrotliwym panem. 
-Podnie si -mwi Ramzes. - Powiem ci jednak, e miaem godziny cikiego smutku. 
Widz bowiem niedol mego ludu, pragn go podwign, a jednoczenie donosz mi, e 
skarb jest pusty. Sam za wiesz najlepiej, e nie posiadajc kilkudziesiciu tysicy talentw 
gotowizn, nie mgbym way si na podobne ulepszenia. 
Ale dzi jestem spokojny: mam rodek na wydobycie potrzebnych funduszw z Labiryntu... 
Pentuer spojrza na wadc zdziwiony. 
-Dozorca skarbu objani mnie: co mam robi - cign faraon. - Musz zwoa zgromadzenie 
wszystkich stanw, po trzynastu ludzi z kadego stanu. A gdy oni owiadcz, e Egipt 
jest w potrzebie, Labirynt dostarczy mi skarbw... 
338 
Bogowie! -doda - za par... za jeden z tych klejnotw, jakie tam le, mona da ludowi 
pidziesit odpoczynkw na rok... Nigdy chyba nie zostan one lepiej uytymi... 
Pentuer potrzsn gow. 
-Panie -rzek -sze milionw Egipcjan, a ja i moi przyjaciele przed innymi zgodzimy 
si, aeby czerpa z tamtego skarbca... Ale... nie ud si, wasza witobliwo!... Bo stu 
najwyszych dostojnikw pastwa opr si temu, a wwczas Labirynt nic nie wyda... 
-Wic oni chc, aebym chyba zosta ebrakiem przy ktrej ze wity?... - wybuchn faraon. 
-Nie - odpar kapan. - Oni lka si bd, aeby nie oprni si skarbiec raz napoczty. 
Oni bd posdzali najwierniejsze sugi waszej witobliwoci o udzia w zyskach pyncych 
z tego rda... A wwczas zazdro podszepnie im : dlaczego i wy nie mielibycie co zyska?... 
Nie niech do ciebie, panie, ale wzajemna nieufno, ale chciwo popchn ich do 
oporu... 
Pan wysuchawszy tego uspokoi si, a nawet umiechn. 
-Jeeli tak jest, kochany Pentuerze, jak mwisz, wic bd spokojny -rzek. - W tej chwili 
dokadnie zrozumiaem: w jakim celu Amon ustanowi wadz faraona i da mu nadludzk 
potg... Dlatego, widzisz, aeby stu choby najdostojniejszych otrw nie mogli zgubi pastwa. 
Ramzes podnis si z krzesa i doda: 
-Powiedz memu ludowi, niech pracuje i bdzie cierpliwy... Powiedz wiernym i kapanom, 
aeby suyli bogom i uprawiali mdro, ktra jest socem wiata. A owych opornych i podejrzliwych 
dostojnikw mnie zostaw... Biada im, jeeli rozgniewaj moje serce. 
- Panie - rzek kapan - jestem twoim wiernym sug... 
Ale gdy poegnawszy si wychodzi, na jego obliczu wida byo trosk. 
O pitnacie mil od Siutu, w gr rzeki, dzikie skay arabskie prawie dotykaj Nilu; natomiast 
gry libijskie odsuny si od niego tak daleko, e tamtejsza dolina jest bodaj najszersz 
w Egipcie. 
W tym wanie miejscu, tu obok siebie, stay dwa czcigodne miasta: Tinis i Abydos. Tam 
urodzi si Menes, pierwszy faraon Egiptu; tam przed stoma tysicami lat zoono do grobu 
wite zwoki boka Ozirisa, ktrego w zdradziecki sposb zamordowa brat Tyfon. 
Tam wreszcie na pamitk owych wielkich wydarze wiekopomny faraon Seti wybudowa 
wityni, do ktrej zbiegali si pielgrzymi z caego Egiptu. Kady prawowierny musia cho 
raz w yciu dotkn czoem tej bogosawionej ziemi. Prawdziwie za szczliwym by ten, 
czyja mumia moga odby podr do Abydos i cho z daleka zatrzyma si pod murami 
wityni. 
Mumia Ramzesa XII przemieszkaa tam par dni; by to bowiem wadca odznaczajcy si 
pobonoci. Nic te dziwnego, e i Ramzes XIII rozpoczyna rzdy od zoenia hodu grobowi 
Ozirisa. 
witynia Setiego nie naleaa do najstarszych ani najwspanialszych w Egipcie, lecz odznaczaa 
si czystoci egipskiego stylu. Jego witobliwo Ramzes XIII zwiedza j i zoy 
w niej ofiary w towarzystwie arcykapana Sema. 
Grunta nalece do wityni zajmoway przestrze stu pidziesiciu morgw, na ktrych 
byy rybne sadzawki, ogrody kwiatowe, owocowe i warzywne, wreszcie domy, a raczej paacyki 
kapanw. Wszdzie rosy: palmy, figi, pomaracze, topole, akacje, ktre tworzyy albo 
aleje idce w kierunku gwnych okolic wiata, albo any drzew sadzonych regularnie i majcych 
prawie jednakow wysoko. 
Nawet wiat rolinny, pod bacznym okiem kapanw, nie rozwija si wedug wasnego 
popdu tworzc nieprawidowe, ale malownicze skupienia; nawet on szykowa si wedug 
linii prostych, linii rwnolegych albo skupia si w geometryczne figury. 
339 
Palmy, tamaryndusy, cyprysy i mirty byli to onierze uszykowani szeregami lub kolumnami. 
Trawa by to dywan strzyony i ozdobiony malowidami z kwiatw, nie byle jakiej 
barwy, ale tej, ktra bya potrzebna. Lud z gry przypatrujc si gazonom wity widzia na 
nich kwitnce obrazy bogw lub witych zwierzt; mdrzec znajdowa aforyzmy wypisane 
hieroglifami. 
rodkow cz ogrodw zajmowa prostokt na dziewiset krokw dugi, a trzysta szeroki. 
Prostokt ten by zamknity niezbyt wysokim murem, ktry posiada jedn bram widoczn 
i kilkanacie ukrytych furtek. Przez t bram lud pobony wchodzi na dziedziniec 
otaczajcy przybytek Ozirisa. 
Dopiero na rodku dziedzica, ktry by wyoony kamienn posadzk, staa witynia: 
gmach prostoktny o czterystu pidziesiciu krokach dugoci i stu pidziesiciu szerokoci. 
Od bramy ludowej do wityni prowadzia aleja sfinksw ze lwimi ciaami i ludzkimi gowami. 
Stay one w dwu szeregach, po dziesiciu w kadym, i patrzyy sobie w oczy. Midzy 
nimi przechodzi mogli tylko najwysi dostojnicy. 
W kocu alei sfinksw, cigle naprzeciw bramy ludowej, wznosiy si dwa obeliski, czyli 
cienkie a wysokie kolumny czworoboczne z granitu, na ktrych wypisano histori faraona 
Seti. 
Dopiero za obeliskami wznosia si potna brama wityni majca z obu bokw olbrzymie 
gmachy w ksztacie piramid citych, zwanych pylonami. Byy to jakby dwie wiee barczyste, 
na ktrych cianach znajdoway si malowida przedstawiajce zwycistwa Setiego 
albo ofiary, jakie skada bogom. 
Tej bramy ju nie wolno byo przekracza chopom, tylko bogatemu mieszczastwu i klasom 
uprzywilejowanym. Przez ni wchodzio si do perystylu, czyli dziedzica otoczonego 
korytarzem wspartym na mnstwie kolumn. Perystyl mg pomieci z dziesi tysicy pobonych. 
Z dziedzica osoby stanu szlacheckiego mogy jeszcze wchodzi do pierwszej sali, hipostylu; 
miaa ona sufit oparty na dwu szeregach wysokich kolumn i moga pomieci ze dwa 
tysice uczestnikw naboestwa. Sala ta bya ostatnim kresem dla ludzi wieckich. Najwiksi 
dostojnicy, lecz ktrzy nie otrzymali wice, mieli prawo modli si tylko tutaj i z tego 
miejsca patrze na zasonity posg boga, ktry wznosi si w sali boskiego objawienia. 
Za sal objawienia leaa komnata stow ofiarnych, gdzie kapani skadali bogom dary 
przyniesione przez wiernych. Nastpn bya komnata odpoczynku, gdzie wypoczywa 
boek wracajcy lub idcy na procesj, ostatni -kaplica, czyli sanktuarium, gdzie boek 
mieszka. 
Kaplica bya zwykle bardzo ma i ciemn, niekiedy wyciosan z jednej sztuki kamienia. 
Ze wszystkich stron otaczay j kapliczki rwnie mae, zapenione szatami, sprztami, naczyniami 
i klejnotami boka, ktry w swym niedostpnym ukryciu spa, kpa si, namaszcza 
perfumami, jada i pija, a zdaje si, e nawet przyjmowa odwiedziny modych i adnych kobiet. 
Do sanktuarium wchodzi tylko arcykapan i panujcy faraon, o ile otrzyma wicenia. 
Zwyky miertelnik 
dostawszy si tam mg straci ycie. 
ciany i kolumny kadej sali byy pokryte napisami i malowidami objaniajcymi. W korytarzu 
otaczajcym dziedziniec (perystyl) byy nazwiska i portrety wszystkich faraonw od 
Menesa, pierwszego wadcy Egiptu, do Ramzesa XII. W hipostyfu, czyli sali szlacheckiej, 
przedstawiono w sposb pogldowy jeografi i statystyk Egiptu tudzie podbitych ludw. W 
sali objawienia znajdowa si kalendarz i rezultaty obserwacji astronomicznych; w komnacie 
stow ofiarnych i odpoczynku figuroway obrazy dotyczce religijnych obrzdkw, a 
w sanktuarium - przepisy wywoywania istot zaziemskich i opanowania zjawisk natury. 
340 
Ten ostatni rodzaj wiedzy nadludzkiej zawiera si w tak powikanych zdaniach, e nawet 
kapani z czasw Ramzesa XII nie rozumieli ich. Dopiero Chaldejczyk Beroes mia wskrzesi 
obumierajc mdro. 
Odpoczwszy dwa dni w rzdowym paacu w Abydos Ramzes XIII wybra si do wityni. 
Mia na sobie bia koszul, zoty pancerz, fartuszek w pomaraczowe i niebieskie pasy, stalowy 
miecz przy boku i zoty hem na gowie. Wsiad na wz, ktrego konie, przybrane w 
pira strusie, prowadzili nomarchowie, i z wolna pojecha do domu Ozirisa otoczony wit. 
Gdziekolwiek spojrza: na pola, na rzek, na dachy domw, nawet na konary fig i tamaryndusw, 
wszdzie toczya si ciba ludu i rozlega si nie milkncy okrzyk podobny do 
ryku burzy. 
Dojechawszy do wityni faraon zatrzyma konie i wysiad przed bram ludow, co bardzo 
podobao si posplstwu, a ucieszyo kapanw. Piechot przeszed aleje sfinksw i powitany 
przez witych mw spali kadzido przed posgami Seti siedzcymi z obu stron bramy 
wielkiej. 
W perystylu arcykapan zwrci uwag jego witobliwoci na misterne portrety faraonw 
i wskaza miejsce przeznaczone na jego wizerunek. W hipostylu objani mu znaczenie map 
jeograficznych i statystycznych tablic. W komnacie boskiego objawienia Ramzes ofiarowa 
kadzido olbrzymiemu posgowi Ozirisa, a arcykapan wskaza mu supy powicone oddzielnym 
planetom: Merkuremu, Wenerze, Ksiycowi, Marsowi, Jowiszowi i Saturnowi. 
Stay one dokoa posgu sonecznego bstwa w liczbie siedmiu. 
- Mwisz mi - spyta Ramzes - e jest sze planet, a tymczasem widz siedm supw... 
- Ten sidmy przedstawia Ziemi, ktra take jest planet - szepn arcykapan. 
dziwiony faraon zada objanie; ale mdrzec milcza wskazujc na migi, e dla dalszych 
objanie ma zapiecztowane usta. 
W komnacie stow ofiarnych odezwaa si cicha, lecz pikna muzyka, podczas ktrej 
chr kapanek wykona uroczysty taniec. Faraon zdj swj zoty hem i pancerz wielkiej 
wartoci i oboje odda Ozirisowi dajc, aby dary te zostay w boskim skarbcu i nie byy 
odnoszone do Labiryntu. 
W zamian za hojno arcykapan ofiarowa wadcy najpikniejsz pitnastoletni tancerk, 
ktra wydawaa si bardzo zadowolon ze swego losu. 
Gdy faraon znalaz si w sali odpoczynku, usiad na tronie, a jego zastpca religijny, 
Sem, przy dwikach muzyki i wrd dymu kadzide wszed do sanktuarium, aeby wynie 
stamtd boka. 
W p godziny, przy oguszajcym dwiku dzwonkw, ukazaa si w mroku komnaty 
zota d, okryta zasonami, ktre niekiedy poruszay si, jakby za nimi siedziaa ywa istota. 
Kapani upadli na twarz, a Ramzes pilniej wpatrzy si w przezroczyste zasony. Jedna 
uchylia si i faraon ujrza nadzwyczajnej piknoci dziecko, ktre spojrzao na niego tak mdrymi 
oczyma, e wadca Egiptu uczu nieomal trwog. 
-Oto jest Horus -szeptali kapani -Horus, wschodzce soce... Jest on synem i ojcem 
Ozirisa, i mem swej matki, ktra jest jego siostr. 
Rozpocza si procesja, ale tylko po wewntrznej wityni. Naprzd szli harfiarze i tancerki, 
potem biay w ze zot tarcz midzy rogami. Dalej dwa chry kapanw i arcykapani 
nioscy boka, potem znowu chry i nareszcie faraon w lektyce dwiganej przez omiu 
kapanw. 
Gdy procesja obesza wszystkie sale i korytarze wityni, boek i Ramzes obaj wrcili do 
komnaty odpoczynku. Wwczas zasony okrywajce d wit odchyliy si po raz drugi 
i pikne dziecko - umiechno si do faraona. 
Po czym d i boka Sem odnis do kaplicy. 
Moe by zosta arcykapanem? -pomyla wadca, ktremu dziecko tak si podobao, e 
rad by widywa je jak najczciej. 
341 
Lecz gdy wyszed ze wityni, zobaczy soce i niezmierny tum radujcego si ludu, 
przyzna w duchu, e -nic nie rozumie. Ani skd si wzio owe dziecko niepodobne do adnego 
z egipskich? ani skd ta nadludzka mdro w jego oczach? ani - co to wszystko oznacza?... 
Nagle przyszed mu na myl jego zamordowany synek, ktry mg by rwnie piknym, i 
wadca Egiptu wobec stu tysicy poddanych - rozpaka si. 
- Nawrcony!... nawrcony faraon!... - mwili kapani. - Ledwie wstpi do przybytku Ozirisa, 
i oto poruszyo si jego serce!... 
Tego samego dnia jeden lepy i dwch paralitykw modlcych si za murem wityni odzyskao 
zdrowie. Wic rada kapaska uchwalia, aeby dzie ten zaliczy do rzdu cudownych 
i na zewntrznej cianie gmachu wymalowa obraz przedstawiajcy zapakanego faraona 
i uzdrowionych kalekw. 
Dobrze po poudniu Ramzes wrci do swego paacu, aby wysucha raportw. Gdy za 
wszyscy dostojnicy opucili gabinet pana, przyszed Tutmozis mwic: 
- Kapan Samentu pragnie zoy hod waszej witobliwoci. 
- Dobrze, wprowad go. 
-On baga ci, panie, aeby przyj go w namiocie wrd wojskowego obozu, i twierdzi, 
e mury paacw lubi podsuchiwa... 
-Ciekawym, czego chce?... - rzek faraon i zapowiedzia dworzanom, e noc przepdzi w 
obozie. 
Przed zachodem soca pan odjecha z Tutmozisem do swoich wiernych wojsk i znalaz 
tam krlewski namiot, 
przy ktrym z polecenia Tutmozisa wart trzymali Azjaci. 
Wieczorem przyszed Samentu odziany w paszcz pielgrzyma i ze czci powitawszy jego 
witobliwo szepn: 
-Zdaje mi si, e przez ca drog szed za mn jaki czowiek, ktry zatrzyma si nie 
opodal boskiego namiotu. Moe to wysannik arcykapanw?... 
Na rozkaz faraona wybieg Tutmozis i rzeczywicie znalaz obcego oficera. 
- Kto jeste? - zapyta. 
-Jestem Eunana, setnik puku Izydy... Nieszczliwy Eunana, wasza dostojno nie pamita 
mnie?... Wicej ni rok temu na manewrach pod Pi-Bailos odkryem wite skarabeusze... 
- Ach, to ty!... - przerwa Tutmozis. - Twj puk przecie nie stoi w Abydos? 
-Woda prawdy pynie z ust waszych. Stoimy w ndznej okolicy pod Mena, gdzie kapani 
rozkazali nam poprawia kana, jak chopom albo ydom... 
- Skde si tu wzi? 
-Ubagaem starszych o kilkudniowy odpoczynek - odpar Eunana -i jak spragniony jele 
do rda przybiegem tutaj dziki chyoci moich ng. 
- Wic czego chcesz? 
-Chc ebra miosierdzia u jego witobliwoci przeciw ogolonym bom, ktrzy nie daj 
mi awansu dlatego, e jestem tkliwy na cierpienia onierzy. 
Tutmozis markotny wrci do namiotu i powtrzy faraonowi rozmow z Eunan. 
-Eunana?... - powtrzy pan. - Prawda, pamitam go... Narobi nam kopotu skarabeuszami, 
ale te i dosta pidziesit kijw z aski Herhora. I mwisz, e skary si na kapanw?... 
Daj go tu !... 
Faraon kaza odej Samentowi do drugiego przedziau w namiocie, a swego ulubieca 
wysa po Eunan. 
Niebawem ukaza si nieszczliwy oficer. Upad twarz na ziemi, a potem klczc i 
wzdychajc mwi: 
342 
- Co dzie modl si do Re Harmachis przy jego wschodzie i zachodzie i do Amona, i Re, 
i Ptaha, i do innych bogw i bogi: Oby ty zdrw by, wadco Egiptu! Oby zosta przy yciu! 
Oby ci si dobrze wiodo, a ja aebym mg cho blaski twoich pit oglda... * 
- Czego on chce? - spyta faraon Tutmozisa, pierwszy raz przestrzegajc etykiety. 
- Jego witobliwo raczy zapytywa: czego chcesz? - powtrzy Tutmozis. 
Obudny Eunana wci klczc zwrci si do ulubieca i prawi: 
-Jeste, wasza dostojno, uchem i okiem pana, ktry daje nam rado i ycie, a wic odpowiem 
ci jak na sdzie Ozirisa: 
Su w kapaskim puku boskiej Izydy dziesi lat, walczyem sze lat na wschodnich 
kresach. Rwienicy moi zostali ju pukownikami, ale ja wci jestem tylko setnikiem i 
wci bior kije z polecenia bogobojnych kapanw. 
I za co dzieje mi si taka krzywda? 
W dzie obracam serce moje do ksiek, a w nocy czytam; bo gupiec, ktry opuszcza 
ksiki tak prdko jak uciekajca gazela, jest podego umysu, rwny osowi, ktry bierze 
cigi, rwny guchemu, ktry nie syszy i do ktrego trzeba mwi rk. Mimo t moj ch 
do nauk, nie jestem zarozumiay z wasnej wiedzy, lecz radz si wszystkich, bo od kadego 
co nauczy si mona, a czcigodnych mdrcw otaczam szacunkiem... 
Faraon poruszy si niecierpliwie, lecz sucha dalej wiedzc, e prawy Egipcjanin uwaa 
gadulstwo za swj obowizek i najwysz cze dla przeoonych. 
-Oto jaki jestem - prawi Eunana. - W obcym domu nie ogldam si za kobietami, czeladzi 
je daj, co naley, ale gdy o mnie chodzi, nie sprzeczam si przy podziale. Mam zawsze 
zadowolon twarz, a wobec zwierzchnikw zachowuj si z szacunkiem i nie sid, gdy starszy 
czowiek stoi. Nie jestem natrtnym, a nie proszony, nie wchodz do obcych domw. Co 
moje oko ujrzy, o tym milcz, bo wiem, e guchymi jestemy dla tych, ktrzy wielu sw 
uywaj. 
Mdro uczy, e ciao czowieka podobne jest do pichrza, pene rozmaitych odpowiedzi. 
Dlatego zawsze wybieram dobr i mwi dobr, a z chowam zamknit w ciele moim. Cudzych 
te oszczerstw nie powtarzam, a ju co si tyczy poselstwa, zawsze speniam je jak 
najlepiej... ** 
I co mam za to?... - koczy Eunana podniesionym gosem. - Cierpi gd, chodz w achmanach, 
a na grzbiecie ley nie mog, tak jak zbity. Czytam w ksigach, e stan kapaski 
wynagradza mstwo i roztropno. Zaprawd! musiao tak by kiedy i ju bardzo dawno. Bo 
dzisiejsi kapani tyem odwracaj si od roztropnych, a mstwo i si wypdzaj z oficerskich 
koci... 
- Ja zasn przy tym czowieku! - rzek faraon. 
- Eunano - doda Tutmozis - przekonae jego witobliwo, e jeste biegy w ksigach, a 
teraz - powiedz jak najkrcej: czego pragniesz? 
-Strzaa tak prdko nie dobiega celu, jak moja proba doleci do boskich pit jego witobliwoci 
-odpar Eunana. - Tak obmierza mi suba u ogolonych bw, tak gorycz kapani 
napenili moje serce, e -jeeli nie bd przeniesiony do wojsk faraona, przebij si wasnym 
mieczem, przed ktrym nie raz i nie sto razy dreli wrogowie Egiptu. 
Wol by dziesitnikiem, wol by prostym onierzem jego witobliwoci anieli setnikiem 
w kapaskich pukach. winia albo pies moe im suy, nie prawowierny Egipcjanin!... 
Ostatnie frazesy Eunana wypowiedzia z takim wciekym gniewem, e faraon rzek po 
grecku do Tutmozisa: 
- We go do gwardii. Oficer, ktry nie lubi kapanw, moe nam si przyda. 
-Jego witobliwo, pan obu wiatw, kaza przyj ci do swej gwardii -powtrzy 
Tutmozis. 
343 
-Zdrowie i ycie moje naley do pana naszego Ramzesa... Oby y wiecznie! -zawoa 
Eunana i ucaowa dywan lecy pod krlewskimi stopami. 
Gdy uszczliwiony Eunana cofa si tyem z namiotu, co par krokw padajc na twarz i 
bogosawic wadc, faraon rzek: 
-W gardle askotao mnie jego gadulstwo... Musz ja nauczy onierzy i oficerw egipskich, 
aby wyraali si krtko, nie za jak uczeni pisarze. 
-Bodajby on mia tylko t jedn wad!... - szepn Tutmozis, na ktrym Eunana niemie 
zrobi wraenie. 
Pan wezwa do siebie Samentu. 
-Bd spokojny -powiedzia do kapana. -Ten oficer, ktry szed za tob, nie ledzi ci. 
Jest on za gupi do speniania tego rodzaju zlece... Ale moe mie cik rk na wypadek 
potrzeby!... 
No - doda faraon - a teraz powiedz: co ci skania do podobnej ostronoci? 
- Prawie ju znam drog do skarbca w Labiryncie - odpar Samentu. 
Pan potrzsn gow. 
-Cika to rzecz -szepn. -Godzin biegaem po rozmaitych korytarzach i salach, jak 
mysz, ktr kot goni. I przyznam ci si, e nie tylko nie rozumiem tej drogi, ale nawet nie 
wybrabym si na ni sam. mier na socu moe by weso; ale mier w tych norach, 
gdzie kret zabkaby si... brr!... 
- A jednak musimy znale i opanowa t drog - rzek Samentu. 
- A jeeli dozorcy sami oddadz nam potrzebn cz skarbw?... - spyta faraon. 
-Nie zrobi tego, dopki yje Mefres, Herhor i ich poplecznicy. Wierzaj mi, panie, e tym 
dostojnikom chodzi o to, aeby owinli ci w powijaki jak niemowl... 
Faraon poblad z gniewu. 
- Obym ja nie zawin ich w acuchy!... Jakim sposobem chcesz odkry drog? 
- Tu, w Abydos, w grobie Ozirisa znalazem cay plan drogi do skarbca - rzek kapan. 
- A skd wiedziae, e on tu jest? 
- Objaniy mnie o tym napisy w mojej wityni Seta. 
- Kiedy e znalaz plan? 
-Gdy mumia wiecznie yjcego ojca waszej witobliwoci bya w wityni Ozirisa -odpar 
Samentu. - Towarzyszyem czcigodnym zwokom i bdc na nocnej subie w sali odpoczynku 
wszedem do sanktuarium. 
-Tobie by jeneraem, nie arcykapanem!.. -zawoa miejc si Ramzes. -I ju rozumiesz 
drog Labiryntu?... 
- Rozumiaem j od dawna, a teraz zebraem wskazwki do kierowania si. 
- Czy moesz mi to objani? 
- Owszem, nawet przy okazji poka waszej witobliwoci plan. 
Droga ta -cign Samentu -przechodzi w zygzak cztery razy przez cay Labirynt; zaczyna 
si na najwyszym pitrze, koczy w najniszym podziemiu i posiada jeszcze mnstwo 
zakrtw. Dlatego jest tak duga. 
- A jake trafisz z jednej sali do drugiej, gdzie jest mnstwo drzwi?... 
- Na kadych drzwiach prowadzcych do celu znajduje si czstka zdania: 
Biada zdrajcy, ktry usiuje przenikn najwysz tajemnic pastwa i wycign witokradzk 
rk na majtek bogw. Zwoki jego bd jak padlina, a duch nie zazna spokoju, 
lecz bdzie si tua po miejscach ciemnych, szarpany przez wasne grzechy... 
-I ciebie nie odstrasza ten napis? 
-A wasz witobliwo odstrasza widok libijskiej wczni?... Groby dobre s dla posplstwa, 
nie dla mnie, ktry sam potrafibym napisa jeszcze groniejsze przeklestwa... 
Faraon zamyli si. 
344 
-Masz suszno - rzek. -Wcznia nie zaszkodzi temu, kto potrafi j odbi, a mylna droga 
nie obka mdrca, ktry zna sowo prawdy... 
Jake jednak sprawisz, aeby ustpoway przed tob kamienie w cianach i aeby kolumny 
zamieniay si na drzwi wchodowe?... 
Samentu pogardliwie wzruszy ramionami. 
-W mojej wityni -odpar -s take niedostrzegalne wejcia, nawet trudniej otwierajce 
si anieli w Labiryncie. Kto zna sowo tajemnicy, wszdzie trafi, jak susznie powiedziae, 
wasza witobliwo. 
Faraon opar gow na rku i wci duma. 
- al by mi ci byo - rzek - gdyby na tej drodze spotka nieszczcie... 
-W najgorszym wypadku spotkam mier, a czyli ona nie grozi nawet faraonom?... Czy 
wreszcie wasza witobliwo nie szede miao nad Jeziora Sodowe, cho nie bye pewny, 
e stamtd powrcisz?... 
Nie myl te, panie - cign kapan -e ja bd musia przej ca drog, po ktrej chodz 
zwiedzajcy Labirynt. Znajd blisze punkta i w cigu jednej modlitwy do Ozirisa dostan 
si tam, gdzie ty idc moge odmwi ze trzydzieci modlitw... 
- Albo tam s inne wejcia? 
-Niezawodnie s, a ja musz je znale - odpar Samentu. - Nie wejd przecie, jak wasza 
witobliwo, w dzie ani gwn bram... 
- Wic jak?... 
-S w murze zewntrznym niewidoczne furtki, ktre znam, a ktrych mdrzy dozorcy Labiryntu 
nigdy nie pilnuj... Na dziedzicu warty w nocy s nieliczne i tak ufaj opiece bogw 
czy trwodze posplstwa e najczciej pi... Prcz tego trzy razy midzy zachodem i wschodem 
soca kapani id na modlitw do wityni, a ich onierze odbywaj praktyki nabone 
pod niebem... Zanim skocz jedno naboestwo, ja bd w gmachu... 
-A jeeli zabdzisz?... 
-Mam plan. 
- A jeeli plan jest faszywy? - mwi faraon nie mogc ukry troski. 
-A jeeli wasza witobliwo nie pozyska skarbw Labiryntu?... Jeeli Fenicjanie rozmyliwszy 
si nie dadz przyobiecanej poyczki?... Jeeli wojsko bdzie godne, a nadzieje posplstwa 
zostan zawiedzione?... 
Racz mi wierzy, panie mj -cign kapan - e ja wrd korytarzy Labiryntu bd bezpieczniejszy 
anieli ty w twoim pastwie... 
-Ale ciemno... ciemno!... I mury, ktrych nie mona przebi, i gbia, i te setki drg, 
gdzie czowiek musi si zabka... Wierz mi, Samentu, e walka z ludmi to zabawka; ale 
szamotanie si z cieniem i niewiadomoci to straszna rzecz!... 
Samentu umiechn si. 
-Wasza witobliwo - odpar -nie zna mego ycia... Kiedym mia lat dwadziecia pi, 
byem kapanem Ozirisa... 
-Ty? -zdziwi si Ramzes. 
-Ja, i zaraz powiem, dlaczego przeszedem do suby Seta. Wyprawiono mnie na pwysep 
Synai, aby tam wybudowa ma kaplic dla grnikw. Budowa cigna si sze lat, ja 
za majc duo wolnego czasu wczyem si midzy grami i zwiedzaem tamtejsze pieczary. 
Czego ja tam nie widziaem... Korytarze dugie na kilka godzin; ciasne wejcia, przez ktre 
trzeba byo peza na brzuchu; izby tak ogromne, e w kadej zmieciaby si witynia. 
Ogldaem podziemne rzeki i jeziora, gmachy z krysztaw, jaskinie zupenie ciemne, w ktrych 
nie byo wida wasnej rki, albo znowu tak widne, jakby w nich wiecio drugie soce... 
345 
Ile razy zbkaem si w niezliczonych przejciach, ile razy zgasa mi pochodnia, ile razy 
stoczyem si w niewidzialn przepa!... Bywao, em po kilka dni spdza w podziemiach 
karmic si praonym jczmieniem, lic wilgo z mokrych ska, niepewny, czy wrc na 
wiat. 
Za to nabraem dowiadczenia, wzrok zaostrzy mi si i nawet polubiem te piekielne krainy. 
A dzi, gdy pomyl o dziecinnych skrytkach Labiryntu, mia mi si chce... Gmachy 
ludzkie s kretowiskami wobec niezmiernych budowli wzniesionych przez ciche i niewidzialne 
duchy ziemi. 
Raz jednak spotkaem rzecz straszn, ktra wpyna na zmian mego stanowiska. 
Na zachd od kopalni Synai ley wze wwozw i gr, wrd ktrych czsto odzywaj 
si podziemne grzmoty, ziemia dry, a niekiedy wida pomienie. Zaciekawiony wybraem 
si tam na czas duszy, szukaem i dziki niepozornej szczelinie odkryem cay acuch olbrzymich 
pieczar, pod ktrych sklepieniami mogaby pomieci si najwiksza piramida. 
Kiedy si tam bkaem, dolecia mnie bardzo silny zapach zgnilizny, tak przykry, e 
chciaem uciec. Przemgszy si jednak wszedem do pieczary, skd pochodzi, i zobaczyem... 
Racz wyobrazi sobie, panie, czowieka, ktry ma nogi i rce o poow krtsze ni my, ale 
grube, niezgrabne i zakoczone pazurami. Dodaj temu ksztatowi szeroki, z bokw spaszczony 
ogon, na wierzchu powycinany jak grzebie koguci; dodaj bardzo dug szyj, a na niej 
-psi gow. Nareszcie ubierz tego potwora w zbroj pokryt na grzbiecie zagitymi kolcami... 
Teraz pomyl, e figura ta stoi na nogach, rkoma i piersiami oparta o ska... 
- Co bardzo brzydkiego - wtrci faraon. - Zaraz bym to zabi... 
-To nie byo brzydkie - mwi kapan wstrzsajc si. - Bo pomyl, panie, e ten potwr 
by wysoki jak obelisk... 
Ramzes XIII zrobi gest niezadowolenia. 
- Samentu - rzek - zdaje mi si, e twoje pieczary zwiedza we nie... 
-Przysigam ci, panie, na ycie moich dzieci -zawoa kapan - e mwi prawd!.. Tak 
jest, ten potwr w skrze gada, okryty kolczast zbroj, gdyby lea na ziemi, miaby wraz z 
ogonem z pidziesit krokw dugoci... Pomimo trwogi i odrazy, kilkakrotnie wracaem do 
jego jaskini i obejrzaem go jak najuwaniej... 
- Wic on y? 
-Nie. To ju by trup, bardzo dawny, ale tak zachowany jak nasze mumie. Utrzymaa go 
wielka sucho powietrza, a moe nie znane mi sole ziemi. 
Byo to moje ostatnie odkrycie - cign Samentu. -Nie wchodziem ju do jaski, alem 
duo rozmyla. Oziris -mwiem, tworzy wielkie istoty: lwy, sonie, konie... za Set rodzi 
wa, nietoperza, krokodyla... Potwr, ktrego spotkaem, jest na pewno tworem Seta, a poniewa 
przerasta wszystko, co znamy pod socem, wic Set jest mocniejszym bogiem anieli 
Oziris. 
Wwczas nawrciem si do Seta, a przyjechawszy do Egiptu osiadem w jego wityni. 
Gdym za opowiedzia kapanom o moim odkryciu, objanili mnie, e znaj nierwnie wicej 
takich potworw. 
Samentu odpocz i mwi dalej: 
-Jeeli kiedy wasza witobliwo zechce odwiedzi nasz wityni, poka wam w grobach 
dziwne i straszne istoty: gsi z jaszczurczymi gowami a skrzydami nietoperza, jaszczurki 
podobne do abdzi, lecz wiksze od strusiw, krokodyla trzy razy duszego anieli te, 
ktre mieszkaj w Nilu, ab wielkoci psa... 
S to albo mumie, albo szkielety znalezione w jaskiniach i przechowujce si w naszych 
grobach. Lud myli, e my im cze skadamy, a tymczasem my tylko badamy ich budow i 
chronimy od zepsucia. 
346 
-Uwierz ci, gdy sam zobacz - odpar faraon. - Ale powiedz mi, skd mogyby si wzi 
podobne istoty w jaskiniach?... 
-Panie mj - mwi kapan -wiat, na ktrym yjemy, ulega wielkim zmianom. Ju w samym 
Egipcie znajdujemy gruzy miast i wity gboko ukryte w ziemi. By czas, e miejsce 
Dolnego Egiptu zajmowaa odnoga morska, a Nil pyn ca szerokoci naszej doliny. Jeszcze 
dawniej tu, gdzie jest nasze pastwo, byo morze... Nasi za przodkowie zamieszkiwali 
krain, ktr dzi zaja pustynia zachodnia... 
Jeszcze dawniej, przed dziesitkami tysicy lat, nie byo ludzi takich jak my, ale stworzenia 
podobne do map, ktre jednak umiay budowa szaasy, podtrzymywa ogie, walczy 
maczugami i kamieniami. Wwczas nie byo koni ani wow; ale sonie, nosoroce i lwy trzy 
lub cztery razy przechodziy wzrostem dzisiejsze zwierzta majce t sam posta. 
Lecz i olbrzymie sonie nie s najstarszymi potworami. Dawniej bowiem od nich yy niezmierne 
gady: latajce, pywajce i chodzce. Przed gadami na tym wiecie byy tylko limaki 
i ryby, a przed nimi - same roliny, ale takie, jakich dzi ju nie ma... 
- A jeszcze dawniej?... - spyta Ramzes. 
- Jeszcze dawniej ziemia bya pusta i prna, a Duch Boy unosi si nad wodami. 
-Co syszaem o tym -rzek faraon -ale nie prdzej uwierz, a mi pokaesz mumie potworw, 
jakie maj spoczywa w waszej wityni. 
-Za pozwoleniem waszej witobliwoci, dokocz, com zacz -mwi Samentu. -Ot 
kiedy w pieczarze Synai zobaczyem owego ogromnego trupa, zdj mnie strach i przez par 
lat nie bybym poszed do adnej jaskini. Ale gdy kapani Seta wytomaczyli mi, skd si 
wziy tak dziwne istoty, trwoga moja znika, a ciekawo wzmoga si. I dzi nie ma dla 
mnie milszej zabawy jak bka si po podziemiach i szuka drg wrd ciemnoci. Z tego 
powodu Labirynt nie sprawi mi wicej trudw jak przechadzka po krlewskim ogrodzie. 
-Samentu -rzek pan -bardzo ceni twoj nadludzk odwag i mdro. Opowiedziae 
mi tyle ciekawych rzeczy, e zaprawd sam nabraem ochoty do ogldania jaski i kiedy 
moe popyn razem z tob do Synai. 
Niemniej jednak obawiam si, czy poradzisz sobie z Labiryntem, i na wszelki wypadek 
zwoam zgromadzenie Egipcjan, aby upowanio mnie do korzystania ze skarbca. 
-To nigdy nie zawadzi -odpar kapan. - Ale moja praca nie mniej bdzie potrzebn, bo 
Mefres i Herhor nie zgodz si na wydanie skarbu. 
-I masz pewno, e ci si uda?... - uporczywie zapytywa faraon. 
- Jak Egipt Egiptem - przekonywa go Samentu -nie byo czowieka, ktry by posiada tyle 
rodkw, co ja, do zwycienia w tej walce, ktra dla mnie nie jest nawet walk, ale zabaw. 
Jednych straszy ciemno, ktr ja lubi, a nawet widz wrd niej. Inni nie potrafi kierowa 
si pomidzy licznymi komnatami i kurytarzami, ja robi to z atwoci. Jeszcze inni 
nie znaj tajemnic otwierania drzwi utajonych, z czym ja jestem obeznany. 
Gdybym nic wicej nie posiada nad to, co wyliczyem, ju w cigu miesica lub dwu odkrybym 
drogi w Labiryncie. Ale ja mam jeszcze plan szczegowy tych przej i znam wyrazy, 
ktre przeprowadz mnie z sali do sali. Co mi wic moe przeszkodzi?... 
-A jednak na dnie serca twego ley wtpliwo: zlke si bowiem oficera, ktry zdawa 
si i za tob... 
Kapan wzruszy ramionami. 
-Ja niczego i nikogo nie lkam si - odpar spokojnie - tylko jestem ostrony. Przewiduj 
wszystko i jestem nawet na to przygotowany, e mnie zapi... 
- Straszne czekayby ci mki!... - szepn Ramzes. 
-adne. Prosto z podziemiw Labiryntu otworz sobie drzwi do krainy, gdzie panuje 
wieczne wiato. 
-I nie bdziesz mia do mnie alu?... 
347 
-Za co?... -spyta kapan. -Dojd do wielkiego celu: chc w pastwie zaj miejsce 
Herhora... 
-Przysigam, e je zajmiesz!... 
-O ile nie zgin -odpar Samentu. - A e na szczyty gr wchodzi si nad przepaciami, e 
w tej wdrwce moe si polizgn noga i spadn, c to znaczy? Ty, panie, zajmiesz si 
losem moich dzieci. 
- A wic id - rzek faraon. - Jeste godzien by najprzedniejszym moim pomocnikiem. 
* Autentyczne. 
** Staroegipskie maksymy 
348 
ROZDZIA DZIEWITY 
Opuciwszy Abydos Ramzes XIII popyn, wci w gr rzeki, do miasta Tan-ta-ren 
(Dendera) i Kaneh, ktre leay prawie naprzeciw siebie: jedno na wschodnim, drugie na zachodnim 
brzegu Nilu. 
W Tan-ta-ren byy dwa miejsca znakomite: sadzawka, w ktrej hodowano krokodyle, i 
witynia Hator posiadajca wysz szko. Tu uczono medycyny, pieni pobonych, sposobw 
odprawiania naboestw, wreszcie astronomii. 
Faraon by tu i tam. Zirytowa si, gdy mu kazano pali kadzida przed witymi krokodylami, 
ktre uwaa za gady mierdzce i gupie. A gdy jeden z nich w czasie ofiary, zanadto 
wysunwszy si, chwyci pana zbami za szat, Ramzes tak trzasn go w eb brzow yk, 
e gad na chwil zamkn oczy i rozstawi apy; potem cofn si i wlaz w wod jakby zrozumiawszy, 
e mody wadca nawet ze strony bogw nie lubi poufaoci. 
- A moe popeniem witokradztwo? - zapyta arcykapana. 
Dostojnik spojrza spod oka, czy kto nie podsuchuje, i odpar: 
-Gdybym wiedzia, e wasza witobliwo tak zrobisz mu ofiar, podabym wam maczug, 
a nie kadzielnic. Ten krokodyl to najnieznoniejsze bydl w caej wityni... Raz porwa 
dziecko... 
-I zjad? 
- Rodzice byli kontenci!... - rzek kapan. 
-Powiedz mi -spyta po namyle faraon -jakim sposobem wy, ludzie mdrzy, moecie 
skada hody zwierztom, ktre w dodatku, gdy nie ma widzw, okadacie kijami!... 
Arcykapan jeszcze raz obejrza si, a widzc, e w bliskoci nie ma nikogo, odpowiedzia: 
-Przecie chyba ty, wadco, nie posdzisz wyznawcw Jedynego Boga o wiar w wito 
zwierzt... To, co si robi, robi si dla motochu... Byk Apis, ktrego niby czcz kapani, jest 
najpikniejszym bykiem w caym Egipcie i utrzymuje nasz ras byda. Ibisy i bociany 
oczyszczaj z padliny nasze pola; dziki kotom -myszy nie niszcz nam zapasw zboa, a 
dziki krokodylom mamy dobr wod w Nilu, ktr bez ich pomocy trulibymy si... 
Tymczasem lekkomylne i ciemne posplstwo nie rozumie poytku z tych zwierzt i wytpioby 
je w cigu roku, gdybymy nie zabezpieczyli ich bytu ceremoniami religijnymi. 
Oto sekret naszych wity przeznaczonych dla zwierzt i naszego naboestwa do nich. 
Okadzamy to, co lud powinien szanowa, bo ma z tego poytek. 
W wityni Hator faraon prdko przebieg dziedzice szkoy medycznej i bez wielkiego 
zapau wysucha wrb, jakie stawiali mu astrologowie. Gdy za arcykapan-astronom pokaza 
mu zot tablic, na ktrej bya wyrytowana mapa nieba, pan zapyta: 
- Jak te czsto sprawdzaj si wasze przepowiednie, ktre odczytujecie w gwiazdach? 
- Czasem sprawdzaj si. 
-A gdybycie wryli ludziom z drzew, kamieni albo biegu wody, to take sprawdzaoby 
si? 
Arcykapan zakopota si. 
-Wasza witobliwo nie chciej uwaa nas za oszustw. Przepowiadamy ludziom przyszo, 
bo ona ich obchodzi i, co prawda, tyle rozumiej z astronomii. 
- A co wy rozumiecie? 
- Znamy - mwi kapan - budow sklepienia niebieskiego i ruchy gwiazd. 
- C z tego przyjdzie komu?... 
-Niemae usugi oddalimy Egiptowi. My wskazujemy gwne kierunki, wedug ktrych 
wznosz si budowle i kopi kanay. Bez pomocy naszej nauki okrty pywajce po morzu nie 
mogyby oddala si od brzegw. My wreszcie ukadamy kalendarz i obrachowujemy przysze 
zjawiska na niebie. Ot, i teraz niedugo bdziemy mieli zamienie... 
349 
Ale Ramzes ju go nie sucha; odwrci si i wyszed. 
Jak mona -myla faraon - budowa witynie dla tak dziecinnej zabawki i jeszcze rezultaty 
jej ry na zotych tablicach?... wici mowie ju nie wiedz, czego si chwyta z 
prniactwa!...  
Krtko zabawiwszy w Tan-ta-ren wadca przeprawi si na drug stron Nilu, do miasta 
Kaneh. 
Tam nie byo sawnych wity, okadzanych krokodylw i zotych tablic z gwiazdami. 
Natomiast kwitno garncarstwo i handel. Stamtd szy dwa trakty do portw Morza Czerwonego: 
Koseir i Berenice, tudzie gociniec do gr porfirowych, skd przywoono posgi i 
wielkie bryy budulca. 
Kaneh roio si te Fenicjanami, ktrzy z ogromnym zapaem przyjli wadc i ofiarowali 
mu rozmaitych kosztownoci za dziesi talentw. 
Mimo to faraon ledwie jeden dzie zabawi w Kaneh; dano mu bowiem z Tebw zna, e 
czcigodna mumia Ramzesa XII ju znajduje si w paacu Luksor i czeka na pogrzeb. 
W owej epoce Teby byy miastem ogromnym i zajmoway okoo dwunastu kilometrw 
kwadratowych powierzchni. Posiaday one najwiksz w Egipcie wityni Amona tudzie 
mnstwo gmachw publicznych i prywatnych. Gwne ulice byy szerokie, proste i wyoone 
kamiennymi pytami, brzegi Nilu obulwarowane, domy cztero- i piciopitrowe. 
Poniewa kada witynia i paac miaa ogromn bram z pylonami, nazywano wic Teby 
miastem stubramowym. Waciwie byy one miastem -z jednej strony bardzo przemysowym 
i handlowym, z drugiej -jakby progiem do wiecznoci. Albowiem na zachodnim brzegu 
Nilu, w grach i midzy grami, znajdowaa si niezliczona ilo grobw kapaskich, magnackich 
i krlewskich. 
Wspaniao swoj Teby zawdziczay dwom faraonom: Amenofisowi III, czyli Memnonowi, 
ktry zasta miasto gliniane, a zostawi kamienne, i Ramzesowi II, ktry wykoczy i 
uzupeni gmachy rozpoczte przez Amenofisa. 
Na wschodnim brzegu Nilu, w stronie poudniowej miasta, bya caa dzielnica ogromnych 
budowli krlewskich: paacw, willi, wity, na ktrych gruzach dzi wznosi si miasteczko 
Luksor. W tej dzielnicy zwoki faraona oczekiway na ostateczne ceremonie. 
Gdy przyjecha Ramzes XIII, cae Teby wylegy na powitanie go; w domach zostali tylko 
starcy i kalecy, a w zaukach zodzieje... Tu, po raz pierwszy lud wyprzg konie z krlewskiego 
wozu i sam go cign. Tu rwnie po raz pierwszy faraon usysza krzyki i zorzeczenia 
przeciw kapanom, co go ucieszyo, tudzie woania, aby kady sidmy dzie by witem, 
co zastanowio wadc. Pragn on da taki podarunek pracujcemu Egiptowi, ale nie 
myla, e jego zamiary stay si ju gonymi i nard oczekuje ich spenienia. 
Milowa podr cigna si par godzin wrd zbitych tumw. Wz krlewski bardzo 
czsto zatrzymywa si midzy cib i nie prdzej rusza, a gwardii jego witobliwoci 
udao si podnie tych, ktrzy leeli plackiem na ziemi. 
Dobiwszy si wreszcie do paacowych ogrodw, gdzie zaj jedn z mniejszych willi, faraon 
by tak zmczony, e tego dnia nie zajmowa si interesami pastwa. Za na drugi dzie 
spali kadzida przed mumi ojca, ktra staa w krlewskim gmachu gwnym, i powiedzia 
Herhorowi, e mona zwoki przeprowadzi do grobw. 
Nie odbyo si to jednak natychmiast. 
Z paacu przewieziono zmarego do wityni Ramzesa, gdzie dob odpoczywa. Nastpnie 
z ogromnym przepychem wyprowadzono mumi do wityni Amona-Ra. 
Szczegy obrzdu pogrzebowego byy takie same jak w Memfis, cho w nierwnie wikszych 
proporcjach. 
Paace krlewskie, ktre na prawym brzegu Nilu leay w stronie poudniowej miasta, ze 
wityni Amona-Ra, ktra znajdowaa si w pnocnej jego czci, czya jedyna w swoim 
rodzaju droga. Bya to aleja duga na dwa kilometry, bardzo szeroka, wysadzona nie tylko 
350 
ogromnymi drzewami, ale jeszcze podwjnym rzdem sfinksw. Jedne z nich miay przy 
lwich ciaach gowy ludzkie, inne - gowy baranie. Posgw tych wzdu drogi stao kilkaset. 
Po obu stronach alei cisny si nieprzebrane tumy ludu z Teb i okolic; rodkiem za gocica 
posuwa si orszak pogrzebowy. Wic szy muzyki rozmaitych pukw, oddziay paczek, 
chry piewakw, wszystkie cechy rzemielnicze i kupieckie, deputacje kilkudziesiciu 
nomesw ze swoimi bogami i chorgwiami, deputacje kilkunastu narodw utrzymujcych 
stosunki z Egiptem... I znowu muzyka, paczki i chry kapaskie. 
I tym razem mumia krlewska jechaa w zotej odzi, ale nierwnie kosztowniejszej ni w 
Memfisie. Wz, ktry j dwiga, zaprzony w om par biaych wow, mia ze dwa pitra 
wysokoci i prawie znika pod stosami wiecw, bukietw, strusich pir i drogocennych tkanin. 
Otaczay go gste kby dymu z kadzide, co robio wraenie, i Ramzes XII ukazuje si 
swojemu narodowi ju jako bg w obokach. 
Z pylonw wszystkich wity tebaskich odzyway si odgosy podobne do grzmotu tudzie 
potne a rzewne dwiki blach spiowych. 
Pomimo e aleja sfinksw bya wolna i szeroka, mimo e pochd odbywa si pod kierunkiem 
egipskich jeneraw, a wic w najwikszym porzdku, niemniej na przejcie owych dwu 
kilometrw oddzielajcych paace od gmachw Amona orszak zuy trzy godziny. 
Dopiero gdy mumi Ramzesa XII wniesiono do wityni, z paacu, na zotym wozie cignionym 
przez par dzielnych koni, wyjecha Ramzes XIII. Lud stojcy wzdu alei, ktry w 
czasie procesji zachowywa si spokojnie, na widok ukochanego wadcy wybuchn tak 
ogromnym okrzykiem, e w nim rozpyny si grzmoty i dwiki ze szczytu wity. 
Bya chwila, e uniesione zapaem posplstwo chciao wybiec na rodek alei i otoczy pana. 
Ale Ramzes jednym znakiem rki powstrzyma yjc powd i zapobieg witokradztwu. 
W cigu kilkunastu minut faraon przejecha gociniec i stan przed olbrzymimi pylonami 
najwspanialszej wityni w Egipcie. 
Jak Luksor by ca dzielnic paacw krlewskich w poudniowej, tak Karnak by dzielnic 
bogw w pnocnej stronie miasta. Gwnym za ogniskiem Karnaku bya witynia Amo-
na-Ra. 
Sam ten gmach zajmowa cztery morgi powierzchni, a otaczajce go ogrody i stawy okoo 
czterdziestu morgw. Przed wityni stay dwa pylony, wysokie na dziesi pitr. Podwrze, 
otoczone wspartym na kolumnach kurytarzem, zajmowao blisko dwie morgi, za sala kolumnowa, 
w ktrej gromadziy si stany uprzywilejowane, miaa morg rozlegoci. Nie by to ju 
gmach, ale okolica. 
Owa sala, czyli hipostyl, miaa przeszo sto pidziesit krokw dugoci i siedmdziesit 
pi szerokoci, jej za sufit opiera si na stu trzydziestu czterech kolumnach. Spomidzy 
nich dwanacie rodkowych supw miao po pitnacie krokw obwodu i pi do szeciu 
pitr wysokoci!... 
Posgi rozmieszczone w wityni, obok pylonw i nad witym stawem, miay odpowiednie 
proporcje. 
W olbrzymiej bramie czeka na faraona dostojny Herhor, arcykapan tej wityni. Otoczony 
caym sztabem kapanw, Herhor powita wadc prawie dumnie, a palc przed nim kadzido, 
nie patrzy na niego. Potem przez dziedziniec zaprowadzi faraona do hipostylu i wyda 
rozkaz wpuszczenia deputacji w obrb wityniowego muru. 
Na rodku hipostylu staa d z mumi zmarego wadcy, a po obu jej stronach, naprzeciw 
siebie -dwa jednakowo wysokie trony. Na jednym zasiad Ramzes XIII otoczony przez jeneraw 
i nomarchw, na drugim - Herhor otoczony przez kapanw. Po czym arcykapan Mefres 
poda Herhorowi infu Amenhotepa, a mody faraon po raz drugi na gowie Herhora 
zobaczy zotego wa, symbol wadzy krlewskiej. 
Ramzes poblad z gniewu i pomyla: 
351 
Obym nie potrzebowa zdj ci ureusza razem z twoj gow!... 
Ale milcza wiedzc, e w tej najwikszej wityni egipskiej Herhor jest panem rwnym 
bogom i mocarzem bodaj czy nie wyszym od samego faraona. 
Przez ten czas, gdy lud napenia dziedziniec, a za purpurow zason oddzielajc od 
miertelnych reszt wityni odezway si arfy i ciche piewy, Ramzes przypatrywa si sali. 
Cay las potnych kolumn, od gry do dou okrytych malowidami, tajemnicze owietlenie, 
sufit zawieszony gdzie pod niebem, przytaczajce wywaro na nim wraenie. 
Co to znaczy - myla -wygra bitw nad Sodowymi Jeziorami?... Zbudowa taki gmach 
to jest dzieo!... A przecie oni go wznieli... 
W tej chwili odczu potg kapaskiego stanu. Czyli on, jego wojsko, a nawet cay lud 
potrafiby obali t wityni?... A jeeli trudno poradzi sobie z gmachem, czy bdzie atwiej 
upora si z jego budowniczymi?... 
Z przykrych medytacji wyrwa go gos arcykapana Mefresa: 
-Wasza witobliwo -mwi starzec -ty, najdostojniejszy powierniku bogw (tu ukoni 
si Herhorowi), wy nomarchowie, pisarze, rycerze i ludu pospolity! Najdostojniejszy arcykapan 
tej wityni, Herhor, wezwa nas, abymy starym obyczajem osdzili ziemskie postpki 
zmarego faraona i odmwili mu lub przyznali - prawo pogrzebu... 
Gniew uderzy do gowy faraonowi. Nie do, e jego lekcewa w tym miejscu, ale jeszcze 
mi rozprawia o czynach ojca, decydowa o pogrzebie!... 
Ale uspokoi si. Bya to tylko formalno, tak wreszcie stara jak egipskie dynastie. Nie 
chodzio w niej naprawd o sd, ale o pochwa dla zmarego. 
Na znak dany przez Herhora arcykapani zasiedli na taboretach. Ale nomarchowie ani jeneraowie 
otaczajcy tron Ramzesa nie usiedli: dla nich bowiem nie byo krzese. 
Faraon zapamita i t zniewag; ale ju tak panowa nad sob, e nie mona byo pozna, 
czy dostrzeg lekcewaenie swoich bliskich. 
Tymczasem wity Mefres zastanawia si nad yciem zmarego pana. 
-Ramzes XII -mwi - nie popeni adnego z czterdziestu dwch grzechw, wic sd bogw 
wyda dla niego wyrok askawy. A e nadto mumia krlewska, dziki wyjtkowej troskliwoci 
kapanw, jest zaopatrzona we wszystkie amulety, modlitwy, przepisy i zaklcia, 
zatem nie ulega kwestii, e zmary faraon jest ju w mieszkaniu bogw, zasiada obok Ozirisa 
i jest sam Ozirisem. 
Boska natura Ramzesa XII objawiaa si ju w ziemskim yciu. Panowa przeszo trzydzieci 
lat, da narodowi gboki spokj i wybudowa lub dokoczy wielu wity. Prcz 
tego sam by arcykapanem i najpoboniejszych kapanw przeciga pobonoci. W jego 
panowaniu pierwsze miejsce zajmowaa cze bogw i podwignicie witego stanu kapaskiego. 
Za co te kochay go moce niebieskie, a jeden z tebaskich bokw, Chonsu, na prob 
faraona raczy uda si do kraju Buchten i tam wypdzi zego ducha z crki krlewskiej. 
Mefres odpocz i znowu mwi dalej: 
-Gdy dowiodem wam, dostojnicy, e Ramzes XII by bogiem, zapytacie, w jakim celu ta 
wysza istota zstpia na ziemi egipsk i kilkadziesit lat spdzia na niej? 
Oto w tym celu, aeby poprawi wiat, ktry jest bardzo zepsuty skutkiem upadku wiary. 
Kto bowiem dzi zajmuje si pobonoci, kto myli o spenianiu woli bogw? 
Na dalekiej pnocy widzimy duy nard asyryjski, ktry wierzy tylko w si miecza, a 
zamiast mdroci i naboestwem zajmuje si podbijaniem ludw. Bliej nas siedz Fenicjanie, 
dla ktrych bogiem jest zoto, a naboestwem oszukiwanie i lichwa. Inne wreszcie 
ludy, jak Chetowie na wschodzie, Libijczycy na zachodzie, Etiopowie na poudniu i Grecy na 
Morzu rdziemnym, s to barbarzycy i rabusie. Zamiast pracowa kradn, a zamiast wiczy 
si w mdroci pij, graj w koci albo wysypiaj si jak strudzone bydlta. 
Na wiecie jest jeden tylko nard prawdziwie pobony i mdry -egipski; lecz zobaczcie, 
co si i tutaj dzieje? 
352 
Skutkiem napywu cudzoziemcw, pozbawionych wiary, religia u nas upada. Szlachta i 
dostojnicy przy kubkach wina drwi z bogw i wiecznego ycia, a lud obrzuca botem wite 
posgi i nie skada ofiar wityniom. 
Miejsce pobonoci zaj zbytek, mdroci -rozpusta. Kady chce nosi ogromne peruki, 
namaszcza si osobliwymi woniami, posiada tkane zotem koszule i fartuszki, stroi si w 
acuchy i bransolety wysadzane drogimi kamieniami. Placek pszenny ju mu nie wystarcza: 
on chce ciastka z mlekiem i miodem; piwem myje nogi, za pragnienie gasi zagranicznymi 
winami. 
Skutkiem tego caa szlachta jest zaduona, lud bity i przeciony prac, tu i owdzie wybuchaj 
bunty. Co mwi: tu i owdzie?... Od pewnego czasu, jak dugi i szeroki Egipt, dziki 
tajemniczym burzycielom, syszymy okrzyk. Dajcie nam co sze dni odpoczynek... Nie 
bijcie nas bez sdu!... Darujcie nam po zagonie ziemi na wasno!...  
Jest to zapowied ruiny naszego pastwa, przeciw ktrej trzeba znale ratunek. Ratunek 
za jest tylko w religii, ktra uczy nas, e lud powinien pracowa, mowie wici, jako znajcy 
wol bogw, powinni mu wskazywa prac, a faraon i jego dostojnicy winni czuwa, 
aeby praca bya rzetelnie speniana. 
Tego nas uczy religia: wedug tych zasad rzdzi pastwem rwny bogom Oziris-Ramzes 
XII. My za, arcykapani, uznajc jego pobono, ten napis wyryjemy mu na grobie i w 
wityniach: 
Horus w, Apis silny, ktry poczy korony krlestwa, krogulec zoty rzdzcy szabl, 
zwycizca dziewiciu narodw, krl Wyszego i Niszego Egiptu, wadca dwu wiatw, syn 
soca Amen-mer-Ramessu, ukochany przez Amon-Ra, pan i wadca Tebaidy, syn Amon-Ra, 
przybrany za syna przez Horusa, a spodzony przez Hormacha, krl Egiptu, wadca Fenicji, 
panujcy nad dziewicioma narodami. * 
Gdy wniosek ten zebrani zatwierdzili okrzykiem, wybiegy spoza zasony tancerki i wykonay 
przed sarkofagiem wity taniec, a kapani zapalili kadzida. Po czym zdjto mumi z 
odzi i wniesiono do sanktuarium Amona, dokd Ramzes XIII ju nie mia prawa wchodzi. 
Niebawem naboestwo skoczyo si i zebrani opucili wityni. 
Wracajc do paacu Luksor, mody faraon by tak pogrony w mylach, e prawie nie dostrzega 
niezmiernego tumu i nie sysza jego okrzykw. 
Nie mog oszukiwa wasnego serca - mwi do siebie Ramzes. -Arcykapani lekcewa 
mnie, co nie spotkao dotychczas adnego faraona; ba! nawet wskazuj mi, w jaki sposb 
mog odzyska ich ask. Oni chc rzdzi pastwem, a ja mam pilnowa, aeby wykonywano 
ich rozkazy... 
Ot bdzie inaczej: ja rozkazuj, a wy musicie spenia... I albo zgin, albo na waszych 
karkach opr moj krlewsk nog...  
Przez dwa dni czcigodna mumia Ramzesa XII przebywaa w wityni Amona-Ra, w miejscu 
tak boskim, e z wyjtkiem Herhora i Mefresa, nawet arcykapani wchodzi tam nie mogli. 
Przed zmarym wiecia si jedna tylko lampa, ktrej pomie podniecany cudownym 
sposobem nigdy nie gasn. Nad zmarym unosi si symbol duszy, krogulec z ludzk gow. 
Czy to bya machina, czy naprawd ywa istota, nikt nie wiedzia. To pewne, e kapani, ktrzy 
mieli odwag spojrze ukradkiem na zason, widzieli, e istota owa wisiaa w powietrzu 
bez podparcia, poruszajc przy tym ustami i oczyma. 
Nastpi dalszy cig pogrzebu i d zota powioza zmarego ju na drug stron Nilu. 
Pierwej jednak, otoczona ogromnym orszakiem: kapanw, paczek, wojska i ludu, wrd 
kadzide, muzyki, paczu i piewu przejechaa gwn ulic Tebw. 
Bya to chyba najpikniejsza ulica w egipskim pastwie: szeroka, gadka, wysadzona 
drzewami. Cztero-, a nawet piciopitrowe domy jej od gry do dou byy wyoone mozaik 
lub pokryte kolorowymi paskorzebami. Co wygldao tak, jakby na owych budowlach za
353 
wieszono olbrzymie, barwne dywany lub zasonito je kolosalnymi obrazami, ktre przedstawiay 
prac kupcw, rzemielnikw, eglarzy tudzie dalekie kraje i ludy. 
Sowem, bya to nie ulica, a raczej niezmierna galeria obrazw, barbarzyskich pod 
wzgldem rysunku, jaskrawych pod wzgldem kolorw. 
Orszak pogrzebowy posuwa si okoo dwu kilometrw z pnocy na poudnie. Mniej wicej 
we rodku miasta zatrzyma si, a potem skrci na zachd ku Nilowi. 
W tym miejscu wrd rzeki znajdowaa si dua wyspa, do ktrej prowadzi most zbudowany 
na cznach. Aeby unikn wypadku, jeneraowie komenderujcy procesj jeszcze raz 
uszykowali orszak, ustawili po czterech ludzi w szeregu i nakazali im posuwa si bardzo 
wolno, unikajc rytmicznych stpa. W tym celu muzyki idce na czele gromady intonoway 
pieni, kad w innym takcie. 
Po paru godzinach procesja przesza pierwszy most, potem wysp, potem drugi most i znalaza 
si na lewym, zachodnim brzegu Nilu. 
Jeeli wschodni poow Tebw mona nazwa miastem bogw i krlw, to zachodnia 
bya dzielnic pamitkowych wity i grobw. 
Orszak posuwa si od Nilu w stron gr, drog rodkow. Na poudnie od tej drogi staa 
na wzgrzu witynia upamitniajca zwycistwo Ramzesa III, ktrej ciany byy pokryte 
wizerunkami ludw podbitych: Chetw, Amorejczykw, Filistynw, Etiopw, Arabw, Libijczykw. 
Troch poniej wznosiy si dwa kolosalne posgi Amenhotepa II, ktrych wysoko, 
mimo siedzcej postawy, odpowiada piciu pitrom. Jedna z tych statui odznaczaa si 
cudown wasnoci: gdy pady promienie wschodzcego soca, posg wydawa dwiki 
niby arfa, ktrej struny zrywaj. 
Jeszcze bliej drogi, wci na lewo od niej, stao Ramesemu, niezbyt wielka, ale pikna 
witynia Ramzesa II. Jej przysionku pilnoway cztery posgi stojce z krlewskimi insygniami 
w rkach. Na dziedzicu za wznosi si rwnie posg Ramzesa II, wysoki na cztery 
pitra. 
Droga sza wci agodnie pod gr i coraz wyraniej wida byo bardzo spadziste wzgrza 
podziurawione jak gbka: byy to groby egipskich dostojnikw. Przy wejciu do nich, 
midzy stromymi skaami, leaa bardzo oryginalna witynia krlowej Hatasu. Budynek ten 
mia czterysta pidziesit krokw dugoci. Z dziedzica otoczonego murem wchodzio si 
po schodach na dziedziniec otoczony kolumnami, pod ktrym bya witynia podziemna. Z 
dziedzica za kolumnowego wchodzio si znowu po schodach do wityni ju wykutej w 
skale, pod ktr byy znowu podziemia. 
Tym sposobem witynia miaa dwie kondygnacje: nisz i wysz, z ktrych jeszcze kada 
dzielia si na grn i doln. Schody byy ogromne, opatrzone zamiast porczy dwoma 
rzdami sfinksw; wejcia na kade schody pilnoway po dwa siedzce posgi. 
Od wityni Hatasu zaczyna si ponury wwz, ktry od grobw dygnitarzy prowadzi do 
grobw krlewskich. Za midzy dwoma tymi dzielnicami znajdowa si wykuty w skale 
grb arcykapana Retemenofa: komnaty i korytarze tworzce go zajmoway okoo dwu morgw 
podziemnej powierzchni. 
Droga w wwozie staje si tak strom, e woom cigncym musz pomaga ludzie i popycha 
d aobn. Orszak posuwa si jakby po gzymsie wykutym z boku skay, wreszcie 
zatrzymuje si na obszernym placu o kilkanacie pitr nad dnem wwozu. 
Tu znajduj si drzwi prowadzce do podziemnego grobu, ktry budowa sobie faraon 
przez trzydzieci lat panowania. Grb ten to cay paac z komnatami dla pana, rodziny i suby, 
z jadalni, sypialni i azienk, z kaplicami powiconymi rnym bogom, a nareszcie - ze 
studni, na dnie ktrej znajduje si may pokoik, gdzie na wieki spocznie mumia faraona. 
Przy blasku jaskrawych pochodni wida ciany wszystkich komnat pokryte modlitwami i 
obrazami, ktre odtwarzaj wszystkie zajcia i rozrywki zmarego: polowania, budow wi
354 
ty i kanaw, triumfalne przejazdy, uroczystoci odprawiane na cze bogw, walki wojsk z 
nieprzyjacimi, prac ludu. 
Nie do na tym: pokoje bowiem nie tylko s zastawione sprztami, naczyniami, wozami i 
broni, kwiatami, misem, ciastem i winem, ale jeszcze znajduje si w nich mnstwo posgw. 
S to liczne wizerunki Ramzesa XII, jego kapanw, ministrw, kobiet, onierzy i niewolnikw. 
Pan bowiem na tamtym wiecie nie moe obej si bez kosztownych sprztw, 
wykwintnego jada i wiernej suby. 
Gdy wz aobny zatrzyma si u wejcia do grobu, kapani wyjli mumi krlewsk z 
sarkofagu i postawili j na ziemi opart plecami o ska. Wwczas Ramzes XIII spali przed 
zwokami ojca kadzido, a krlowa Nikotris objwszy mumi za szyj pocza mwi z paczem: 
-Jam jest siostra twoja, ona twoja Nikotris, nie opuszczaj mnie, o wielki! Czy istotnie 
pragniesz, mj dobry ojcze, abym si oddalia? A jeeli ja odejd, zostaniesz sam, i czy ktokolwiek 
bdzie z tob?... ** 
W tej chwili arcykapan Herhor spali kadzido przed mumi, a Mefres rozla wino i rzek: 
-Twemu sobowtrowi ofiarujemy to, Ozirisie-Mer-amen-Ramzesie, wadco Grnego i 
Dolnego Egiptu, ktrego gos jest sprawiedliwy przed wielkim bogiem... 
Po czym odezway si paczki i chry kapanw: 
Chr I. Skarcie si, skarcie, paczcie, paczcie bez ustanku, paczcie tak gono, jak 
tylko moecie. 
Paczki. O dostojny podrniku, ktry kierujesz swe kroki do ziemi wiecznoci, jake 
prdko wydzieraj nam ciebie!... 
Chr II. Jake piknym jest, co mu si dzieje! Poniewa on bardzo kocha Chonsu z Teb, 
wic bg pozwoli mu osign Zachd, w wiecie pokole sug jego. 
Paczki. O ty, ktrego otaczao tylu sug, bdziesz teraz w ziemi, ktra nakazuje samotno... 
Ty, ktry miae cienkie szaty i lubie czyst bielizn, leysz teraz we wczorajszej 
odziey!... 
Chr I. W pokoju, w pokoju na Zachd, o panie nasz, id w pokoju... Ujrzymy ci znowu, 
gdy dzie wiecznoci nadejdzie, albowiem idziesz do kraju, ktry czy z sob wszystkich 
ludzi. *** 
Zaczy si ostateczne ceremonie. 
Przyprowadzono wou i antylop, ktre powinien by zabi Ramzes XIII, ale zabi jego zastpca 
wobec bogw, arcykapan Sem. Nisi kapani szybko oprawili zwierzta, po czym 
Herhor i Mefres, wziwszy udce ich, kolejno przykadali je do ust mumii. Ale mumia je 
nie chciaa, bya bowiem jeszcze nie oywiona, a usta jej zamknite. 
Aby usun t przeszkod, Mefres obmy j wit wod i okadzi wonnociami i aunem 
mwic: 
-Oto stoi mj ojciec, oto stoi Oziris-Mer-amen-Ramzes. Ja jestem twoim synem, jestem 
Horusem, przychodz do ciebie, aby ci oczyci i zrobi ywym... Skadam na powrt twoje 
koci, spajam, co byo przecite, gdy jestem Horus, mciciel ojca mojego... Zasiadasz na 
tronie Re i dajesz rozkazy bogom. Gdy ty jeste Re, ktry z Nut pochodzi, ktre rodzi Re 
kadego poranku, ktry rodzi Mer-amen-Ramzesa codziennie tak jak Re. **** 
Mwic tak arcykapan dotyka amuletami ust, piersi, rk i ng mumii. 
Teraz znowu odezway si chry. 
Chr I. Oziris-Mer-amen-Ramzes bdzie odtd jada i pija wszystko, co jedz i pij bo
gowie. Zasiada na ich miejscu, jest zdrw i silny jak oni... 
Chr II. Ma wadz we wszystkich czonkach swoich; nienawistnym mu jest, gdy bdc 
godnym, je nie moe, i gdy jest spragnionym, a pi nie moe. 
Chr I. O bogowie, uyczcie Ozirisowi-Mer-amen-Ramzesowi tysice tysicy kru wina, 
tysice szat, chlebw i wow... 
355 
Chr II. O wy, yjcy na ziemi, ktrzy tdy przechodzi bdziecie, jeeli wam ycie mie, 
a mier obrzyda, jeeli pragniecie, aeby dostojestwa wasze przeszy na wasze potomstwo, 
odmawiajcie t modlitw, za pochowanym tu nieboszczykiem... 
Mefres. O wy wielcy, wy prorocy, wy ksita, pisarze i faraonowie, wy inni ludzie, ktrzy 
za milion lat po mnie przyjdziecie, gdyby kto z was na miejscu mego nazwiska pooy 
swoje, Bg go skarze zniszczeniem jego osoby na tej ziemi... ***** 
Po tym zaklciu kapani zapalili pochodnie, wzili mumi krlewsk i znowu woyli j do 
skrzyni, a ze skrzyni do kamiennego sarkofagu, ktry w oglnych zarysach mia ludzk form. 
Nastpnie pomimo krzyku, rozpaczy i oporu paczek zanieli ogromny ten ciar do grobu. 
Minwszy przy wietle pochodni kilka korytarzy i komnat zatrzymali si w jednej, gdzie 
bya studnia. W otwr ten spucili sarkofag i sami weszli za nim do podziemiw dolnych. 
Tam ustawili sarkofag w ciasnym pokoiku i szybko zamurowali otwr tak, e najwprawniejsze 
oko nie odkryoby wejcia do grobu. Nastpnie wrcili na gr i z rwn starannoci 
zamurowali wejcie do studni. 
Wszystko to wykonali sami kapani, bez wiadkw, a wykonali tak dokadnie, e mumia 
Ramzesa XII po dzi dzie spoczywa w swym tajemniczym mieszkaniu, zarwno bezpieczna 
od zodziejw, jak i od nowoytnej ciekawoci. W cigu dwudziestu dziewiciu wiekw 
wiele mogi krlewskich zgwacono, a ta zostaa nie tknit. 
Przez ten czas, gdy jedna grupa kapanw ukrywaa zwoki pobonego faraona, inna grupa 
owietliwszy podziemne komnaty zaprosia yjcych na uczt. 
Weszli do sali jadalnej: Ramzes XIII, krlowa Nikotris, arcykapani Herhor, Mefres i Sem 
tudzie kilkunastu cywilnych i wojskowych dostojnikw. Na rodku komnaty stay stoy zapenione 
potrawami, winem i kwiatami, pod cian siedzia wykuty z porfiru posg zmarego 
pana. Zdawa si on patrze na obecnych i z melancholijnym umiechem zaprasza ich, aby 
jedli. 
Uczta zacza si witym tacem, ktremu towarzyszy piew jednej z najwyszych kapanek: 
-Uywajcie dni szczcia, bo ycie trwa tylko jedn chwil... Uywajcie szczcia, bo 
gdy wejdziecie do grobu, spoczniecie tam na wieki, na ca dugo kadego dnia!...  ****** 
Po kapance wystpi prorok i przy akompaniamencie arf mwi piewajcym gosem: 
-wiat jest cig zmian i cigym odnawianiem. Mdry to ukad losu, godne podziwu 
postanowienie Ozirisa, e w miar jak ciao z ubiegych czasw ulega zniszczeniu i ginie, 
zostaj po nim inne ciaa... 
Faraonowie, ci bogowie, ktrzy byli przed nami, spoczywaj w swych piramidach; mumie 
i sobowtry ich zostay. Cho paace, ktre zbudowali, nie znajduj si ju na dawnych miejscach, 
nie ma ich wcale... 
Nie rozpaczaj wic, ale oddaj si swoim dzom i szczciu, i nie zuywaj twego serca, a 
przyjdzie dla ciebie dzie, kiedy baga bdziesz, a Oziris, bg, ktrego serce ju nie bije, nie 
zechce wysucha prb i baga... 
ale caego wiata nie wrc szczcia czowiekowi, ktry ley w mogile; uywaj wic dni 
szczcia i nie bd leniwym w radoci. Zaprawd, nie ma czowieka, ktry by mg zabra z 
sob dobro swoje na tamten wiat - zaprawd, nie ma czowieka, ktry by tam poszed i wrci!... 
******* 
Uczta skoczya si i dostojne zebranie, jeszcze raz okadziwszy posg zmarego, zabrao 
si z powrotem do Tebw. W wityni grobowej zostali tylko kapani, aby regularnie skada 
panu ofiary, tudzie stra pilnujca grobu przeciw witokradzkim pokuszeniom zodziejw. 
Odtd Ramzes XII zosta sam w swej tajemnej komnacie. Przez mae a ukryte w skale 
okienko ledwie wdziera si mrok. Zamiast pir strusich nad panem szeleciy skrzyda 
356 
ogromnych nietoperzy; zamiast muzyki rozlegay si w nocnej porze jkliwe wycia hien i 
kiedy niekiedy potny gos lwa, ktry ze swej pustyni pozdrawia faraona w grobie. 
* Nagrobek autentyczny. 
** Autentyczne. 
*** Autentyczne. 
**** Autentyczne. 
***** Autentyczne. 
****** Autentyczne. 
******* Autentyczne. 
357 
ROZDZIA DZIESITY 
Po pogrzebie faraona Egipt wrci do zwykego trybu ycia, a Ramzes XIII do spraw pastwowych. 
Nowy wadca w miesicu Epifi (kwiecie-maj) zwiedzi miasta pooone za Tebami 
wzdu Nilu. By wic w Sni, miecie bardzo przemysowym i handlowym, gdzie znajdowaa 
si witynia Knepha, czyli duszy wiata. Zwiedzi Edfu, ktrego witynia, o dziesiciopitrowych 
pylonach, posiadaa ogromn bibliotek papyrusw, a na cianach miaa 
wypisan i wymalowan jakby encyklopedi wczesnej jeografii, astronomii i teologii. Wstpi 
do omw kamienia w Chennu; w Nubii, czyli Kom Ombo, zoy ofiary Horusowi, bogu 
wiata, i Sebekowi, ktry jest duchem ciemnoci. By na wyspie Ab, ktra midzy czarnymi 
skaami wygldaa jak szmaragd, rodzia najlepsze daktyle i nazywaa si stolic soniw; tam 
bowiem koncentrowa si handel koci soniow. Wstpi wreszcie do miasta Sunnu, pooonego 
przy pierwszej katarakcie Nilowej, i zwiedzi olbrzymie kopalnie granitu tudzie sjenitu, 
w ktrych upano skay za pomoc klinw napojonych wod i wyciosywano obeliski na 
dziewi pitr wysokie. 
Gdziekolwiek ukaza si nowy pan Egiptu, poddani witali go z szalonym zapaem. Nawet 
pracujcy w kopalniach przestpcy, ktrych ciao byo pokryte nie zagojonymi ranami, nawet 
ci zaznali szczcia: faraon bowiem na trzy dni kaza uwolni ich od roboty. 
Ramzes XIII mg by zadowolony i dumny: aden bowiem faraon nawet w czasie triumfalnego 
wjazdu nie by przyjmowany tak jak on w swojej pokojowej przejadce. Tote nomarchowie, 
pisarze i arcykapani widzc bezgraniczne przywizanie ludu do nowego faraona 
ugili si przed jego wadz i midzy sob szeptali: 
-Posplstwo jest jak stado bykw, a my jak roztropne i gospodarne mrwki. Czcijmy wic 
nowego pana, abymy cieszyli si zdrowiem i ochronili nasze domy od zniszczenia. 
Tym sposobem opozycja dostojnikw, jeszcze przed kilkoma miesicami bardzo silna, dzi 
umilka i ustpia miejsca nieograniczonej pokorze. Caa arystokracja, cae kapastwo upado 
na twarz przed Ramzesem XIII; tylko Mefres i Herhor pozostali nieugici. 
Tote kiedy faraon wrci z Sunnu do Tebw, zaraz pierwszego dnia wielki skarbnik przynis 
mu dwie niepomylne wiadomoci. 
-Wszystkie witynie -rzek -odmwiy skarbowi kredytu i najpokorniej bagaj wasz 
witobliwo, aby w cigu dwu lat rozkaza wypaci poyczone od nich sumy... 
- Rozumiem - odpar wadca - to robota witego Mefresa!... Ile jestemy im winni? 
-Z pidziesit tysicy talentw. 
- Pidziesit tysicy talentw mamy spaci w cigu dwu lat!... - powtrzy faraon. - No, a 
co jeszcze?.. 
-Podatki wpywaj bardzo opieszale -mwi skarbnik. -Od trzech miesicy dostajemy 
zaledwie czwart cz tego, co nam si naley... 
- C si to stao?... 
Skarbnik by zakopotany. 
-Syszaem - rzek - i jacy ludzie tomacz chopom, e za panowania waszej witobliwoci 
mog nie paci podatkw... 
-Oho! ho... - zawoa miejc si Ramzes -owi jacy ludzie wydaj mi si bardzo podobnymi 
do dostojnego Herhora... C to, chce on mnie zamorzy godem?... 
Czyme pokrywacie wydatki biece? - spyta. 
-Z rozkazu Hirama poyczaj nam Fenicjanie -odpowiedzia skarbnik. -Wzilimy ju 
om tysicy talentw... 
-A kwity dajecie im? 
-I kwity, i zastawy... - westchn skarbnik. - Oni mwi, e to prosta formalno; niemniej 
osiedlaj si na folwarkach waszej witobliwoci i zabieraj chopom, co si da... 
358 
Upojony przyjciem ze strony ludu i pokor magnatw, faraon ju nawet nie gniewa si 
na Herhora i Mefresa. Czas gnieww min, nadesza chwila dziaania, i Ramzes tego samego 
dnia uoy plan. 
Nazajutrz wezwa ludzi najbardziej zaufanych: arcykapana Sema, proroka Pentuera, ulubieca 
Tutmozisa i Fenicjanina Hirama. A gdy zebrali si, rzek: 
-Zapewne wiecie, e witynie zaday, abym zwrci im fundusze, ktre poyczy od 
nich mj wiecznie yjcy ojciec. Kady dug jest witym, ten za, ktry naley si bogom, 
rad bym spaci najpierwej. Ale skarb mj jest pusty, bo nawet podatki nieregularnie wpywaj... 
Z tego powodu uwaam, e pastwo jest w niebezpieczestwie, i -jestem zmuszony zwrci 
si po fundusze do skarbw przechowywanych w Labiryncie. 
Dwaj kapani niespokojnie poruszyli si. 
-Wiem -cign faraon - e wedug naszych witych praw, mj dekret nie wystarczy do 
otworzenia nam piwnic Labiryntu. Lecz kapani tamtejsi objanili mnie: co powinienem zrobi? 
Oto -musz zwoa przedstawicieli wszystkich stanw Egiptu, po trzynastu ludzi z kadego 
stanu, i uzyska od nich potwierdzenie mojej woli... 
Faraon w tym miejscu umiechn si i zakoczy: 
-Dzi wezwaem was, abycie mi pomogli zwoa to zgromadzenie stanw, i oto, co wam 
rozkazuj: 
Ty, dostojny Semie, wybierzesz mi trzynastu kapanw i trzynastu nomarchw... Ty, pobony 
Pentuerze, sprowadzisz z rnych nomesw trzynastu rolnikw i trzynastu rzemielnikw... 
Tutmozis dostarczy trzynastu oficerw i trzynastu szlachty, a ksi Hiram zajmie si 
tym, aebym mia trzynastu kupcw. 
ycz sobie, aeby zgromadzenie to jak najprdzej zebrao si w moim paacu w Memfis i 
nie tracc czasu na prnym gadaniu uznao, e Labirynt powinien dostarczy funduszw 
memu skarbowi... 
-Omiel si przypomnie waszej witobliwoci -wtrci arcykapan Sem -e na tym 
zgromadzeniu musz by: dostojny Herhor i dostojny Mefres, i e suy im prawo, a nawet 
maj obowizek sprzeciwia si naruszeniu skarbca w Labiryncie. 
-Owszem, zgadzam si na to najzupeniej! -ywo odpar faraon. -Oni powiedz swoje 
powody, ja moje. Za zgromadzenie osdzi: czy moe istnie pastwo bez pienidzy i czy jest 
rozsdnie dusi skarby w piwnicach, podczas gdy rzdowi grozi bankructwo? 
-Kilkoma szafirami z tych, jakie le w Labiryncie, mona by spaci wszystkie dugi fenickie!... 
- rzek Hiram. -Ja zaraz id midzy kupcw i wnet dostarcz nie trzynastu, ale trzynacie 
tysicy takich, ktrzy bd gosowali na rozkazy waszej witobliwoci... 
To powiedziawszy Fenicjanin upad na ziemi i poegna wadc. 
Gdy Hiram wyszed, arcykapan Sem odezwa si: 
- Nie wiem, czy dobrze stao si, e na tej naradzie by cudzoziemiec? 
-Musia by!... - zawoa faraon. - Bo on nie tylko ma wielki wpyw na naszych kupcw, 
ale, co waniejsza, on dzi dostarcza nam pienidzy... Chciaem go przekona, e myl o 
jego nalenociach i mam rodki do pokrycia ich... 
Nastao milczenie, z ktrego skorzysta Pentuer mwic: 
-Jeeli wasza witobliwo pozwoli, ja zaraz wyjad, aeby zaj si zgromadzeniem 
rolnikw i rzemielnikw. Wszyscy oni bd gosowali za naszym panem, ale spord mnstwa 
trzeba wybra najmdrszych. 
Poegna faraona i wyszed. 
- A ty, Tutmozisie?... - spyta Ramzes. 
-Panie mj - rzek ulubieniec - jestem tak pewny twojej szlachty i wojska, e zamiast mwi 
o nich omiel si zanie do ciebie moj wasn prob... 
- Chcesz pienidzy? 
359 
- Wcale nie. Chc eni si... 
- Ty?... - zawoa faraon. - Ktra kobieta zasuya u bogw na podobne szczcie? 
-Jest to pikna Hebron, crka najdostojniejszego nomarchy tebaskiego -Antefa... -odpar 
miejc si Tutmozis. -Jeeli wasza witobliwo raczysz owiadczy mnie tej czcigodnej 
rodzinie... Chciaem powiedzie, e moja mio dla was zwikszy si... ale dam spokj, 
bo skamabym... 
Faraon poklepa go po ramieniu. 
-No... no!... tylko mnie nie zapewniaj o tym, czego jestem pewny - rzek. -Pojad jutro do 
Antefa i, przez bogi, zdaje mi si, e w cigu kilku dni urzdz ci wesele. A teraz moesz i 
do swojej Hebron... 
Zostawszy z jednym tylko Semem, jego witobliwo zapyta: 
-Oblicze twoje jest ponure... Czy wtpisz, aby znalazo si trzynastu kapanw gotowych 
speni moje rozkazy?... 
-Jestem pewny -odpowiedzia Sem -e prawie wszyscy kapani i nomarchowie zrobi to, 
co bdzie potrzebne do szczcia Egiptu i zadowolenia waszej witobliwoci... Racz jednak 
nie zapomina, panie, e gdy chodzi o skarbiec Labiryntu, ostateczn decyzj wyda Amon... 
- Posg Amona w Tebach?... 
-Tak. 
Faraon pogardliwie machn rk. 
-Amon - rzek - to Herhor i Mefres... e oni nie zgodz si, o tym wiem; ale te nie myl 
dla uporu dwu ludzi powica pastwa. 
-Myli si wasza witobliwo - odpar z powag Sem. -Prawda, e bardzo czsto posgi 
bogw robi to, czego chc ich arcykapani, ale... nie zawsze!... W naszych wityniach, panie, 
dziej si niekiedy rzeczy nadzwyczajne i tajemnicze... Posgi bogw niekiedy same robi 
i mwi, co chc... 
-W takim razie jestem spokojny -przerwa mu faraon. -Bogowie znaj stan pastwa i 
czytaj w moim sercu... Chc, aeby Egipt by szczliwym, a poniewa tylko do tego celu 
d, wic aden mdry i dobry bg nie moe mi przeszkadza. 
- Oby sprawdziy si sowa waszej witobliwoci!.. - szepn arcykapan. 
-Ty jeszcze chcesz mi co powiedzie - rzek Ramzes widzc, e jego religijny zastpca 
ociga si z poegnaniem. 
-Tak jest, panie. Mam obowizek przypomnie ci, e kady faraon, zaraz po objciu wadzy 
i pogrzebaniu swego poprzednika, musi pomyle o wzniesieniu dwu budowli: grobu dla 
siebie i wityni dla bogw. 
-Ot wanie! -zawoa pan. -Nieraz ju mylaem o tym, ale nie majc pienidzy nie 
piesz si z wydawaniem rozkazw. Bo rozumiesz -doda z oywieniem - e jeeli zbuduj 
co, to co wielkiego, co co by kazao Egiptowi nieprdko zapomnie o mnie... 
-Chcesz mie wasza witobliwo piramid?... 
-Nie. Nie zbuduj przecie wikszej piramidy ni Cheopsa ani wikszej wityni anieli 
Amona w Tebach. Moje pastwo jest za sabe do wykonywania dzie ogromnych... Musz 
wic zrobi co zupenie nowego, gdy powiem ci, e nasze budowle ju mnie nudz. 
Wszystkie s podobne jak ludzie midzy sob, a rni si jedna od drugiej chyba tylko wymiarami, 
jak czowiek dorosy i dziecko. 
- Wic?... - zapyta dziwiony arcykapan. 
-Mwiem z Grekiem Dionem, ktry jest u nas najznakomitszym architektem, i on pochwali 
mj plan -cign faraon. - Ot na grb dla siebie chc zbudowa wie okrg, ze 
schodami zewntrznymi, tak, jak bya w Babelu... Wznios te wityni nie dla Ozirisa lub 
Izydy, ale dla Jedynego Boga, w ktrego wierz wszyscy: Egipcjanie, Chaldejczycy, Fenicja
360 
nie i ydzi... Chc za, aby witynia ta bya podobn do paacu krla Assara, ktrego model 
Sargon przywiz mojemu ojcu... 
Arcykapan potrzsn gow. 
-Wielkie to s zamiary, panie mj - odpar -ale wykona ich nie mona... Wiee babiloskie, 
z powodu swojej formy, s nietrwae i atwo przewracaj si; tymczasem nasze gmachy 
musz przetrwa wieki... wityni Jedynemu Bogu stawia nie mona, gdy On nie potrzebuje 
ani odziey, ani jada, ani napoju, a cay wiat jest Jego mieszkaniem. Gdzie wic 
witynia, ktra by Go pomiecia, gdzie kapan, ktry omieliby si skada Mu ofiary?... 
- Ha, wic zbudujemy przybytek dla Amona-Ra - wtrci faraon. 
-Owszem, byle nie taki jak paac krla Assara. Gdy jest to gmach asyryjski, a nam, Egipcjanom, 
nie przystoi naladowa barbarzycw... 
- Nie rozumiem ci... - przerwa nieco rozdraniony wadca. 
-Wysuchaj mnie, panie nasz -mwi Sem. -Przypatrz si limakom, z ktrych kady ma 
inn skorup: jeden zwinit, ale pask, drugi zwinit a podun, jeszcze inny -podobn do 
pudeka... Tak samo kady nard buduje inne gmachy, zgodne z jego krwi i usposobieniem. 
Racz take pamita, e gmachy egipskie s tak rne od asyryjskich jak Egipcjanie od 
Asyryjczykw. 
U nas zasadniczym ksztatem kadego gmachu jest piramida cita, najtrwalsza ze wszystkich 
form, jak Egipt jest najtrwalszym ze wszystkich pastw. Za u Asyryjczykw zasadnicz 
form jest szecian, ktry atwo psuje si i ulega zniszczeniu. 
Pyszny i lekkomylny Asyryjczyk stawia swoje szeciany jeden na drugim i buduje gmach 
wielopitrowy, pod ktrego ciarem usuwa si ziemia. Pokorny za i roztropny Egipcjanin 
ustawia swoje cite piramidy jedna za drug. Tym sposobem u nas nic nie wisi w powietrzu, 
ale kada cz gmachu opiera si na ziemi. 
Std wynika, e nasze budowle s dugie i wiecznotrwae, asyryjskie -wysokie i kruche 
jak ich pastwo, ktre dzi szybko wznosi si, a za par wiekw zostan po nim tylko gruzy. 
Asyryjczyk jest wrzaskliwym samochwalc, wic w swoich budowlach wszystko wystawia 
na zewntrz: kolumny, obrazy i rzeby. Skromny za Egipcjanin najpikniejsze rzeby i kolumny 
kryje wewntrz wity, jak mdrzec, ktry wzniose myli, uczucia i pragnienia chowa 
w gbi serca, lecz nie ozdabia nimi swoich piersi i plecw. U nas wszystko, co pikne, 
jest ukryte, u nich wszystko robi si na pokaz. Asyryjczyk, gdyby mg, rozciby sobie odek, 
aeby pokaza wiatu, jakie osobliwe jada potrawy... 
- Mw... mw dalej!... - wtrci Ramzes. 
-Niewiele zostaje mi do powiedzenia -cign Sem. -Chc tylko jeszcze zwrci, panie, 
twoj uwag na ogln form naszych i asyryjskich gmachw. 
Kiedy, bdc przed laty w Niniwie, przygldaem si hardo wyskakujcym nad ziemi asyryjskim 
wieom, zdawao mi si, e to rozhukane konie, ktre zerwawszy wdzida staj dba, 
ale - wnet upadn, jeeli jeszcze ng sobie nie poami. 
Tymczasem sprbuj, wasza witobliwo, spojrze z takiego wzniesionego punktu na 
egipsk wityni. Co ona przypomina?... Oto czowieka, ktry modli si lec na ziemi. 
Dwa pylony to dwie donie wzniesione ku niebu. Dwa mury opasujce dziedziniec -to ramiona. 
Sala kolumn, czyli niebiaska - to gowa; komnaty: boskiego objawienia i stow 
ofiarnych - to piersi, a tajemny przybytek boga - to serce pobonego Egipcjanina. 
Nasza witynia uczy nas, jakimi by powinnimy. 
Miej donie potne jak pylony - mwi do nas - a ramiona silne jak mury. Miej w gowie 
rozum tak obszerny i bogaty jak przysionek wityni, dusz czyst jak komnaty <<objawienia>> 
i <<ofiar>>, a w sercu miej boga - o Egipcjaninie!... 
Za asyryjskie gmachy przemawiaj do swego ludu: Wspinaj si nad ludzi, Asyryjczyku, 
zadzieraj gow wyej ni inni!... Nie zdziaasz nic wielkiego na wiecie, ale przynajmniej 
zostawisz wiele gruzw... 
361 
Miaeby, panie, odwag - zakoczy arcykapan - wznosi u nas budowle asyryjskie, naladowa 
nard, ktrym Egipt brzydzi si i pogardza?... 
Ramzes zamyli si. Pomimo wykadu Sema i teraz sdzi, e jednak paace asyryjskie s 
pikniejsze od egipskich. Ale tak nienawidzi Asyryjczykw, e jego serce poczo si 
chwia. 
- W takim razie - odpar - zaczekam z budow wityni i mego grobu. Wy za mdrcy, ktrzy 
jestecie mi yczliwi, obmylcie plany takich gmachw, ktre by imi moje przekazay 
najdalszym pokoleniom. 
Nieludzka duma wypenia dusz tego modzieca!... - rzek do siebie arcykapan i smutny 
poegna faraona. 
362 
ROZDZIA JEDENASTY 
Tymczasem Pentuer wybiera si z powrotem do Dolnego Egiptu, aby z jednej strony znale 
po trzynastu delegatw stanu rolniczego i rzemielniczego dla faraona, z drugiej za - aby 
zachci ludno pracujc do upominania si o ulgi, jakie przyobieca nowy wadca. W jego 
bowiem przekonaniu najwiksz spraw dla Egiptu byo: usun krzywdy, jakich doznaway, 
i naduycia, jakim ulegay klasy pracujce. 
Niemniej Pentuer by kapanem i nie tylko nie pragn upadku swego stanu, ale nawet nie 
chcia zrywa wzw, jakie go z nim czyy. 
Tote aby zaznaczy swoj wierno, Pentuer poszed z poegnaniem do Herhora. 
Potny niegdy dostojnik przyj go z umiechem. 
-Rzadki go... rzadki go!... - zawoa Herhor. - Od czasu jak moge zosta doradc jego 
witobliwoci, nie pokazujesz mi si... Co prawda, nie ty jeden!... Ale cokolwiek nastpi, 
nie zapomn twoich usug, choby mnie jeszcze bardziej unika. 
-Ani jestem doradc pana naszego, ani unikam waszej dostojnoci, ktrego asce zawdziczam 
to, czym dzi jestem... - odpar Pentuer. 
-Wiem, wiem! - przerwa Herhor. - Nie przyje wysokiego dostojestwa, aby nie pracowa 
na zgub wity. Wiem, wiem!... cho moe i szkoda, e nie zostae doradc rozbrykanego 
mokosa, ktry niby to nami rzdzi... Z pewnoci nie pozwoliby mu otacza si zdrajcami, 
ktrzy go zgubi... 
Pentuer nie chcc rozmawia o tak draliwych kwestiach opowiedzia Herhorowi, po co 
jedzie do Dolnego Egiptu. 
-Owszem -odpar Herhor -niechaj Ramzes XIII zwouje zebranie wszystkich stanw... 
Ma do tego prawo. 
Ale -doda nagle -szkoda mi, e ty si w to miszasz... Due zmiany zaszy w tobie!... 
Pamitasz, co mwie w czasie owych manewrw pod Pi-Bailos do mego adiutanta?... Przypomn 
ci: mwie, e potrzeba ograniczy naduycia i rozpust faraonw. A dzi... sam popierasz 
dziecinne pretensje najwikszego rozpustnika, jakiego mia kiedy Egipt. 
-Ramzes XIII -przerwa mu Pentuer -chce poprawi dol ludu. Bybym wic gupim i 
nikczemnym, gdybym ja, syn chopw, nie suy mu w tej sprawie. 
- Nie pytasz jednak, czy to nie zaszkodzi nam, kapastwu?... 
Pentuer zdziwi si. 
-Wszake sami dajecie wielkie ulgi chopom nalecym do wity! -zawoa. -Mam 
zreszt wasze pozwolenie... 
- Co?... jakie?... - spyta Herhor. 
-Przypomnij sobie, wasza dostojno, t noc, podczas ktrej, w wityni Seta, witalimy 
najwitobliwszego Beroesa. Mefres mwi wtedy, e Egipt upad skutkiem ponienia si 
stanu kapaskiego, a ja twierdziem, e ndza ludu jest przyczyn niedoli pastwa. Na co ty, 
o ile pamitam, odpowiedziae: 
Niech Mefres zajmuje si podwigniciem kapanw, a Pentuer popraw losu chopstwa... 
Ja za bd zapobiega zgubnej wojnie midzy Egiptem i Asyri... 
- A widzisz - przerwa arcykapan - wic masz obowizek dziaa z nami, nie z Ramzesem. 
-Albo on chce wojny z Asyri?... - odpar energicznie Pentuer. - Czy moe przeszkadza 
kapanom w nabywaniu mdroci?... Chce da ludowi sidmy dzie na odpoczynek, a pniej 
obdarzy kad rodzin chopsk maym kawakiem gruntu... I nie mw mi, wasza dostojno, 
e faraon chce zego: bo przecie na folwarkach wity sprawdzono, e chop wolny i 
majcy swj zagon bez porwnania lepiej pracuje anieli niewolnik. 
-Ale ja nic nie mam przeciw ulgom dla posplstwa! -zawoa Herhor. -Tylko jestem 
przekonany, e Ramzes nie zrobi nic dla ludu. 
363 
- Z pewnoci - nie, jeeli odmwicie mu pienidzy... 
-Chobymy mu dali piramid zota i srebra, a drug klejnotw, nic nie zrobi, bo to rozhukany 
dzieciak, ktrego asyryjski pose Sargon nigdy nie nazywa inaczej, tylko -chystkiem... 
- Faraon ma wielkie zdolnoci... 
-Ale nic nie wie, niczego nie umie! - mwi Herhor. - Ledwie troch zawadzi o wysz 
szko, z ktrej czym prdzej uciek. Tote dzi w sprawach rzdu jest jak lepy, jest jak 
dziecko, ktre miao przestawia warcaby, ale nie ma pojcia o grze w warcaby. 
- Jednak rzdzi... 
-Co to za rzdy, Pentuerze! -odpar z umiechem arcykapan. -Pootwiera nowe szkoy 
wojskowe, pomnoy liczb pukw, zbroi cay nard, obiecuje wita posplstwu... Ale jak 
on to wykona?... Trzymasz si z daleka od niego, wic nic nie wiesz; lecz ja zapewniam ci, 
e on wydajc rozkazy wcale nie zastanawia si: kto to zrobi? czy s rodki? jakie bd nastpstwa?.. 
Tobie si zdaje, e on rzdzi. To ja rzdz, ja cigle rzdz, ja, ktrego on wypdzi od siebie... 
Ja robi to, e dzi mniej wpywa podatkw do skarbu, ale ja te zapobiegam buntowi 
chopstwa, ktry ju by wybuchn; ja sprawiam, e nie porzucono robt przy kanaach, groblach 
i gocicach. Ja w kocu ju dwa razy powstrzymywaem Asyri od wypowiedzenia 
nam wojny, ktr ten szaleniec wywouje wojskowymi rozporzdzeniami... 
Ramzes rzdzi!... On tylko robi zamt. Miae prb jego gospodarki w Dolnym Egipcie: 
pi, hula, sprowadza coraz nowe dziewczta i - niby to zajmowa si administracj nomesw, 
ale nic, zupenie nic nie rozumia. Co za najgorsze: wda si z Fenicjanami, ze zbankrutowan 
szlacht i rozmaitego gatunku zdrajcami, ktrzy pchaj go do zguby. 
- A zwycistwo nad Sodowymi Jeziorami?... - spyta Pentuer. 
-Przyznaj mu energi i znajomo sztuki wojskowej -odpar Herhor. - To jedno on umie. 
Lecz powiedz sam, czy wygraby bitw nad Sodowymi Jeziorami, gdyby nie pomoc twoja i 
innych kapanw?... Przecie wiem, e zawiadamialicie go o kadym ruchu libijskiej bandy... 
A teraz pomyl, czy Ramzes, nawet z wasz pomoc, mgby wygra bitw, na przykad 
- przeciw Nitagerowi?... Nitager to mistrz; Ramzes to dopiero czeladnik. 
- Wic czym skoczy si wasza nienawi? - zapyta Pentuer. 
-Nienawi!... -powtrzy arcykapan. -Albo ja mog nienawidzie chystka, ktry w 
dodatku jest tak obsaczony jak jele w wwozach przez myliwcw. Musz jednak przyzna, 
i jego rzdy s tak szkodliwe dla Egiptu, e gdyby Ramzes mia brata albo gdyby Nitager by 
modszy, ju usunlibymy dzisiejszego faraona... 
- A wasza dostojno zostaby jego nastpc!... - wybuchn Pentuer. 
Herhor wcale nie obrazi si. 
-Dziwnie zgupiae, Pentuerze - odpar wzruszajc ramionami -od czasu gdy robisz polityk 
na wasny rachunek. Rozumie si, e gdyby zabrako faraona, ja miabym obowizek 
zosta nim, jako arcykapan Amona tebaskiego i naczelnik najwyszej rady kapaskiej. Ale 
na co mi to? Czyli od kilkunastu lat nie mam wikszej wadzy anieli faraonowie?... Albo 
czy dzi ja, wypdzony minister wojny, nie robi w pastwie tego, co uwaam za potrzebne?... 
Ci sami arcykapani, skarbnicy, sdziowie, nomarchowie, a nawet jeneraowie, ktrzy 
mnie teraz unikaj, musz przecie spenia kady tajemny rozkaz najwyszej rady, opatrzony 
moj pieczci. Czy jest w Egipcie czowiek, ktry by takich zlece nie speni?... Czy ty sam 
omieliby si im opiera?... 
Pentuer zwiesi gow. Jeeli pomimo mierci Ramzesa XII utrzymaa si najwysza, tajna 
rada kapaska, to Ramzes XIII albo musi jej ulec, albo stoczy z ni walk na ycie i mier. 
364 
Faraon mia za sob cay nard, cae wojsko, wielu kapanw i wikszo cywilnych dostojnikw. 
Rada moga rachowa ledwo na par tysicy stronnikw, na swoje skarby i niesychanie 
mdr organizacj. Siy najzupeniej nierwne, ale wynik walki - bardzo wtpliwy. 
- Wic wy postanowilicie zgubi faraona!.. - szepn Pentuer. 
- Wcale nie. Chcemy tylko uratowa pastwo. 
- W takim razie: c powinien robi Ramzes XIII... 
- Co on zrobi?... nie wiem - odpar Herhor. - Ale wiem, co robi jego ojciec. 
Ramzes XII rwnie zacz rzdy od nieuctwa i samowoli; lecz gdy zabrako mu pienidzy, 
a najgorliwsi stronnicy poczli go lekceway, zwrci si do bogw. Otoczy si kapanami, 
uczy si od nich, ba! nawet oeni si z crk arcykapana Amenhotepa... I po kilkunastu 
latach doszed do tego, e sam zosta arcykapanem nie tylko pobonym, ale nawet bardzo 
uczonym. 
- A jeeli faraon nie usucha tej rady? - spyta Pentuer. 
- To obejdziemy si bez niego - rzek Herhor. 
Po chwili za cign dalej: 
-Posuchaj mnie, Pentuerze. Ja wiem nie tylko, co robi, ale nawet: o czym myli ten twj 
faraon, ktry zreszt nie odby jeszcze uroczystej koronacji, wic dla nas jest niczym. Ja 
wiem, e on chce zrobi kapanw swoimi sugami, a siebie - jedynym panem Egiptu. 
Ale taki zamiar jest gupstwem, a nawet zdrad. Nie faraonowie - o czym dobrze wiesz stworzyli 
Egipt, lecz bogowie i kapani. Nie faraonowie oznaczaj przybr Nilu i reguluj 
jego wylewy; nie faraonowie nauczyli lud sia, zbiera pody, hodowa bydo. Nie faraonowie 
lecz choroby mieszkacw i czuwaj nad bezpieczestwem pastwa od zewntrznych 
wrogw... 
C by zatem byo, sam powiedz, gdyby nasz stan wyda Egipt na ask faraonw? Najmdrszy 
z nich ma za sob dowiadczenie z lat kilkudziesiciu; ale stan kapaski bada i 
uczy si przez dziesitki tysicy lat... Najpotniejszy wadca ma jedn par oczu i rk - przy 
sobie; podczas gdy my posiadamy tysice oczu i rk we wszystkich nomesach i nawet w obcych 
pastwach... 
Czy wic dziaalno faraona moe porwnywa si z nasz i - w razie rnicy zda -kto 
powinien ustpi: my czy on?... 
- A c ja teraz mam robi? - wtrci Pentuer. 
-Rb, co ci kae ten modzik, byle nie zdradzi witych tajemnic. A reszt... zostaw czasowi... 
Szczerze pragn, aeby modzieniec, nazywany Ramzesem XIII, upamita si, i przypuszczam, 
e zrobiby to, gdyby... Gdyby nie zwiza si z obmierzymi zdrajcami, nad ktrymi 
ju zawisa rka bogw. 
Pentuer poegna arcykapana, peen smutnych przeczu. Nie upad jednak na duchu wiedzc, 
e cokolwiek dzi zdobdzie dla poprawienia bytu ludowi, to ju zostanie, choby faraon 
ugi si przed potg kapanw. 
W najgorszym pooeniu -myla - trzeba robi, co moemy i co do nas naley. Kiedy 
poprawi si stosunki, a teraniejszy zasiew wyda owoce. 
Niemniej jednak postanowi wyrzec si agitacji midzy ludem. Owszem, gotw by uspakaja 
niecierpliwych, aby nie powikszali kopotw faraonowi. 
W par tygodni pniej Pentuer wjeda w granice Dolnego Egiptu upatrujc po drodze 
najrozsdniejszych chopw i rzemielnikw, spomidzy ktrych mona by wybra delegatw 
do zgromadzenia, ktre zwoywa faraon. 
Wszdzie na drodze spotyka oznaki najwyszego wzburzenia: zarwno chopi, jak i rzemielnicy 
domagali si, aby im dano sidmy dzie wypoczynku i pacono za wszelkie publiczne 
roboty, jak byo dawniej. A tylko upomnieniom kapanw rnych wity naleao 
zawdzicza, e nie wybuchn bunt oglny, a przynajmniej, e robt nie przerywano. 
Zarazem uderzyo go kilka nowych zjawisk, ktrych miesic temu nie dostrzega. 
365 
Przede wszystkim lud podzieli si na dwie partie. Jedni byli stronnikami faraona i wrogami 
kapanw, drudzy - burzyli si przeciw Fenicjanom. Jedni dowodzili, e kapani powinni 
wyda faraonowi skarby Labiryntu, drudzy szeptali, e - faraon zanadto proteguje cudzoziemcw. 
Najdziwniejsz jednak bya pogoska, nie wiadomo skd powstaa, e Ramzes XIII - zdradza 
objawy obkania jak jego brat przyrodni i starszy, ktry wanie dlatego zosta usunity 
od tronu. O wieci tej mwili kapani, pisarze, nawet chopi. 
-Kto wam opowiada takie kamstwa?... - zapyta Pentuer jednego ze znajomych inynierw. 
-To nie kamstwo - odpar inynier - ale smutna prawda. W paacach tebaskich widziano 
faraona, jak biega nagi po ogrodach... A pewnego wieczora jego witobliwo w nocy, pod 
oknami krlowej Nikotris, wlaz na drzewo i rozmawia z ni sam. 
Pentuer zapewni go, e nie dawniej jak przed p miesicem widzia faraona, ktry cieszy 
si najlepszym zdrowiem. Wnet jednak pozna, e inynier nie ufa mu. 
To ju sprawa Herhora!... -pomyla. -Zreszt tylko kapani mogliby mie tak szybkie 
wiadomoci z Tebw... 
Na chwil straci ch do zajmowania si wyborem delegatw, lecz znowu odzyska energi, 
wci powtarzajc sobie, e -co lud dzi pozyska, tego nie straci jutro... Chyba gdyby 
zaszy jakie nadzwyczajne wypadki! 
Za Memfisem, na pnoc od piramid i Sfinksa, wznosia si ju na granicy piaskw niewielka 
witynia bogini Nut. Mieszka tam stary kapan Menes, najwikszy w Egipcie znawca 
gwiazd, zarazem inynier. 
Gdy trafia si w pastwie budowa duego gmachu albo nowego kanau, Menes schodzi 
na grunt i wytyka kierunek. Poza obrbem tego y ubogi i samotny w swej wityni, nocami 
badajc gwiazdy, w dzie pracujc nad osobliwymi przyrzdami. 
Od kilku lat Pentuer nie by w tym miejscu, tote uderzyo go opuszczenie i ubstwo. Ceglany 
mur wali si, w ogrodzie poschy drzewa, na dziedzicu wasaa si chuda koza i par 
kur. 
Przy wityni nie byo nikogo. Dopiero gdy Pentuer zacz woa, z pylonu wyszed stary 
czowiek. Mia bose nogi, na gowie brudny czepiec, jak chopi, dokoa bioder achman opaski, 
a na plecach pantercz skr, z ktrej szer wypeza. Mimo to jego postawa bya pena 
godnoci, a oblicze rozumu. Bystro przypatrzy si gociowi i rzek: 
- Albo mi si zdaje, albo jeste Pentuerem?... 
- Jestem nim - odrzek przybysz i serdecznie uciska starca. 
-Ho!... ho!... - zawoa Menes, on to by bowiem - widz, e zmienie si na dostojnych 
posadzkach. Masz gadk skr, bielsze rce i zoty acuch na szyi. Na tak ozdob dugo 
musi czeka bogini oceanu niebieskiego matka Nut!... 
Pentuer chcia zdj acuch, ale Menes powstrzyma go z umiechem. 
-Daj pokj! - rzek. -Gdyby wiedzia, jakie klejnoty mamy na niebie, nie kwapiby si z 
ofiarowaniem zota... C, przychodzisz do nas osiedli si?... 
Pentuer potrzsn gow. 
- Nie - odpar. - Przyszedem tylko pokoni si tobie, boski nauczycielu. 
- A potem znowu do dworu? - mia si starzec. - Oj wy, wy, wy!... gdybycie wiedzieli, co 
tracicie porzucajc mdro dla paacw, bylibycie najsmutniejszymi ludmi. 
- Sam jeste, nauczycielu? 
-Jak palma w pustyni, szczeglniej dzi, kiedy mj guchoniemy poszed z koszem do 
Memfisu, uebra co dla matki Re i jej kapana. 
-I nie przykro ci?... 
-Mnie?... - zawoa Menes. -Przez czas, kiedymy si nie widzieli, wydarem bogom kilka 
tajemnic, ktrych nie odstpibym za obie korony Egiptu!... 
366 
- Czy to sekret?... - zapyta Pentuer. 
-Co za sekret?... Przed rokiem dokoczyem pomiarw i rachunkw odnoszcych si do 
wielkoci ziemi... 
- Co to znaczy? 
Menes obejrza si i zniy gos. 
-Przecie wiadomo ci -mwi -e ziemia nie jest pask, jak st, ale -jest olbrzymi kul, 
na powierzchni ktrej znajduj si morza, kraje i miasta... 
- To wiadomo - rzek Pentuer. 
-Nie wszystkim - odpar Menes. - A ju wcale nie byo wiadomo: jak wielk moe by ta 
kula... 
- A ty wiesz? - zapyta prawie wylkniony Pentuer. 
-Wiem. Nasza piechota maszeruje na dzie okoo trzynastu mil egipskich *. Ot kula 
ziemska jest tak ogromna, e nasze wojska obeszyby j dokoa w cigu piciu lat... 
- Bogowie!... - rzek Pentuer. - Czy nie lkasz si, ojcze, myle o podobnych rzeczach?... 
Menes wzruszy ramionami. 
-Mierzy wielko, c w tym strasznego? -odpar. - Mierzy wielko piramidy czy ziemi, 
wszystko jedno. 
Robiem trudniejsze rzeczy, bo wymierzyem odlego naszej wityni od paacu faraona, 
nie przechodzc przez Nil... 
- Strach!... - szepn Pentuer. 
-Co za strach?... Odkryem ja rzecz, ktrej naprawd bdziecie si lka... Ale o tym nie 
mw nikomu. Wiesz, w miesicu Paofi (lipiec-sierpie) bdziemy mieli zamienie soca... w 
dzie zrobi si noc... I niech umr mierci godow, jeeli chybiem w rachunku bodaj o 
dwudziest cz godziny... 
Pentuer dotkn amuletu, ktry mia na piersiach, i odmwi modlitw. Potem rzek: 
-Czytaem w witych ksigach, e ju nieraz, ku utrapieniu ludzi, robia si noc w poudnie. 
Ale co to jest? nie rozumiem. 
- Widzisz piramidy? - spyta nagle Menes wskazujc ku pustyni. 
- Widz. 
-A teraz postaw rk przed oczyma... Widzisz piramidy?... Nie widzisz. Ot zamienie 
soca jest tym samym: midzy socem a nami staje ksiyc, zasania ojca wiata i robi 
noc... 
-I to stanie si u nas? - spyta Pentuer. 
-W miesicu Paofi. Pisaem o tym do faraona mylc, e w zamian zoy jak ofiar dla 
naszej zaniedbanej wityni. Ale on odczytawszy list wymia mnie i kaza memu posacowi 
zanie t nowin do Herhora... 
- A Herhor? 
-Da nam trzydzieci miar jczmienia. Ten jeden czowiek w Egipcie szanuje mdro; ale 
mody faraon jest lekkomylny. 
-Nie bd surowym dla niego, ojcze - wtrci Pentuer. -Ramzes XIII chce poprawi dol 
chopw i rzemielnikw: da im co sidmy dzie odpoczynek, zabroni bi ich bez sdu, a 
moe obdaruje ziemi... 
-A ja ci mwi, e on jest lekkoduch - odpar rozdraniony Menes. - Dwa miesice temu 
posaem mu wielki plan ulenia pracy chopom i... take wymia mnie!... To nieuk i pyszaek. 
- Uprzedzasz si, ojcze... Ale powiedz mi twj plan, a moe pomog wykona go. 
- Plan!... - powtrzy starzec. - To ju nie plan, ale rzecz... 
Powsta z awy i obaj z Pentuerem poszli do sadzawki w ogrodzie, nad ktr staa altana 
doskonale zasonita pncymi si rolinami. 
367 
W tym budynku znajdowao si wielkie koo osadzone na poziomej osi, z mnstwem wiaderek 
na obwodzie. Menes wszed wewntrz koa i zacz porusza nogami. Koo obracao 
si, a wiaderka czerpay wod z sadzawki i wleway j w koryto stojce wyej. 
- Ciekawy przyrzd! - rzek Pentuer. 
- Ale czy zgadniesz: co on moe zrobi dla ludu egipskiego? 
-Nie... 
-Wic pomyl, e to koo jest pi albo i dziesi razy wiksze i e w jego wntrzu, zamiast 
czowieka, chodzi kilka par wow... 
- Co... co wydaje mi si - wtrci Pentuer - ale jeszcze niedobrze rozumiem. 
-A to takie proste! -odpar Menes. - Za pomoc tego koa woy lub konie mogyby czerpa 
wod z Nilu i wlewa j do coraz wyej lecych kanaw... W takim za wypadku p 
miliona ludzi, ktrzy dzi pracuj przy wiadrach, mogliby odpoczywa... Teraz widzisz, e 
mdro wicej robi dla ludzkiego szczcia anieli faraonowie. 
Pentuer potrzsn gow. 
-Ile by na to potrzeba drzewa -rzek -ile wow, ile paszy!... Zdaje mi si, ojcze, e 
twoje koo nie zastpi sidmego dnia odpoczynku. 
-Widz - odpowiedzia Menes wzruszajc ramionami - e nie wyszy ci na poytek dostojestwa. 
Ale cho stracie bystro, ktr w tobie podziwiaem, poka ci jeszcze co... Moe 
kiedy znowu nawrcisz si do mdroci i gdy ja umr, zechcesz pracowa nad ulepszeniem i 
upowszechnieniem moich wynalazkw. 
Wrcili do pylonu, a Menes podoy nieco paliwa pod miedziany kocioek. Rozdmucha 
pomie i wkrtce woda zacza si gotowa. 
Z kocioka wychodzia pionowa rura zakryta cikim kamieniem. Gdy w kotle zasyczao, 
Menes rzek: 
- Sta w tej framudze i patrz... 
Poruszy korb przytwierdzon do rury i -w jednej chwili ciki kamie wylecia w powietrze, 
a komnata napenia si kbami pary. 
-Dziwo!... - krzykn Pentuer. Lecz wnet uspokoiwszy si zapyta: - No, a ten kamie w 
czym poprawi byt ludu? 
-Kamie w niczym -odpowiedzia ju zniecierpliwiony mdrzec. - Ale zaprawd, powiadam 
ci, i o tym pamitaj: przyjdzie czas, e ko i w zastpi prac ludzk, a za gotujca si 
woda zastpi konia i wou. 
- Ale co chopom z tego przyjdzie? - nalega Pentuer. 
-Biada mi! -zawoa Menes chwytajc si za gow. -Nie wiem, zestarzae si czy zgupiae, 
ale ju chopi zasonili przed tob cay wiat, zamili ci umys. 
Tymczasem gdyby mdrcy mieli tylko chopw na wzgldzie, powinni by rzuci ksigi i 
rachunki i zosta pastuchami!... 
- Kada rzecz musi przynosi poytek - wtrci oniemielony Pentuer. 
-Wy, ludzie dworscy -rzek z gorycz Menes -czsto posugujecie si dwoma miarami! 
Kiedy Fenicjanin przyniesie wam rubin lub szafir, nie pytacie, jaki z tego poytek, lecz kupujecie 
klejnot i zamykacie go w skrzyni. Ale gdy mdrzec przyjdzie do was z wynalazkiem, 
ktry mgby zmieni posta wiata, zaraz pytacie: jaki z tego poytek?... Wida strach was 
ogarnia, aeby badacz nie zada garci jczmienia za przedmiot, ktrego nie pojmuje wasz 
umys. 
- Gniewasz si, ojcze?... Czyli chciaem zrobi tobie przykro?... 
-Nie gniewam si, lecz ubolewam. Jeszcze przed dwudziestoma laty byo nas w tej wityni 
piciu pracujcych nad odkryciem nowych tajemnic. Dzi zostaem ja sam i przez bogi! 
nie mog znale nie tylko nastpcy, ale nawet czowieka, ktry by mnie rozumia. 
368 
-Z pewnoci, ojcze, zostabym tu do mierci, aby pozna boskie twoje pomysy -rzek 
Pentuer. -Powiedz jednak, czy mog zamyka si dzi w wityni, gdy wa si losy pastwa, 
szczcie ludu prostego - i gdy mj udzia... 
-Wpynie na losy pastwa i kilku milionw ludu?... - przerwa szyderczo Menes. -O wy, 
dorose dzieci w infuach i acuchach dostojnikw!... Dlatego e wolno wam zaczerpn 
wody z Nilu, zaraz wam si zdaje, e moecie powstrzyma przybr albo odpyw rzeki. 
Zaprawd, inaczej nie myli owca, ktra idc za stadem wyobraa sobie, e ona je popdza! 
-Ale pomyl tylko, nauczycielu. Mody faraon ma serce pene szlachetnoci, chce da ludowi 
sidmy dzie wypoczynku, sprawiedliwy sd, a nawet ziemi... 
Menes potrzsn gow. 
-Wszystko to -mwi -s rzeczy znikome. Modzi faraonowie starzej si, a lud... Lud 
mia ju nieraz sidmy dzie odpoczynku i ziemi, a potem je traci... Ach, gdyby tylko to 
zmienio si!... Ile od trzech tysicy lat przesuno si nad Egiptem dynastii i kapanw, ile 
miast i wity upado w gruzy, ba! nawet narosy nowe warstwy ziemi... 
Wszystko zmienio si z wyjtkiem tego, e dwa i dwa jest cztery, e trjkt jest poow 
prostokta, e ksiyc moe zakry soce, a gotujca si woda wyrzuca kamie w powietrze... 
W znikomym wiecie trwa i zostaje sama tylko mdro.  biada temu, kto dla rzeczy mijajcych 
jak oboki opuszcza wiekuiste! Jego serce nigdy nie zazna spokoju, a umys bdzie 
koysa si jak czno podczas wichru. 
-Bogowie mwi przez twoje usta, nauczycielu - odpar po namyle Pentuer -ale zaledwo 
jeden czowiek na miliony moe sta si ich naczyniem... I dobrze tak jest. Bo co by byo, 
gdyby chopi cae noce patrzyli w gwiazdy, onierze robili rachunki, a dostojnicy i faraon, 
zamiast rzdzi, wyrzucali kamienie za pomoc gotujcej si wody? Zanim ksiyc raz obszedby 
ziemi, wszyscy musieliby pomrze z godu... adne te koo ani kocioek nie obroniby 
kraju przed napadem barbarzycw ani wymierzyby sprawiedliwoci pokrzywdzonym. 
Wic - zakoczy Pentuer - chocia mdro jest jak soce, krew i oddech, nie moemy 
jednak wszyscy by mdrcami. 
Na te sowa Menes ju nic nie odpowiedzia. 
Kilka dni przepdzi Pentuer w wityni boskiej Nut, lubujc si ju to widokiem piaszczystego 
morza, ju to yznej doliny Nilu. Razem z Menesem przypatrywa si gwiazdom, oglda 
koo do czerpania wody, czasami chodzi w stron piramid. Podziwia ubstwo i geniusz 
swego nauczyciela, lecz w duchu mwi: 
Menes jest niezawodnie bogiem wcielonym w czowiecz posta i dlatego nie dba o ycie 
ziemskie. Jego za koo do czerpania wody nie przyjmie si w Egipcie, bo naprzd brak nam 
drzewa, a po wtre do poruszania takich k trzeba by mie ze sto tysicy wow. A gdzie dla 
nich pasza, choby w Grnym Egipcie?... 
* Trzy mile jeograficzne. 
369 
ROZDZIA DWUNASTY 
Przez ten czas, kiedy Pentuer objeda pastwo wybierajc delegatw, Ramzes XIII 
mieszka w Tebach i eni swego ulubieca Tutmozisa. 
Przede wszystkim wadca dwu wiatw, otoczony wspaniaym orszakiem, pojecha na zocistym 
wozie do paacu najdostojniejszego Antefa, nomarchy Teb. Magnat wybieg naprzeciw 
pana a przed bram i, zdjwszy z ng kosztowne sanday, na klczkach pomg Ramzesowi 
wysi. 
W zamian za ten hod faraon poda mu do ucaowania rk i owiadczy, e od tej pory 
Antef staje si jego przyjacielem i ma prawo wchodzi w obuwiu nawet do sali tronowej. 
Gdy za znaleli si w ogromnej komnacie paacu Antefa, pan wobec caego orszaku odezwa 
si: 
-Wiem, dostojny Antefie, e jak czcigodni przodkowie twoi mieszkaj w najpikniejszych 
grobach, tak ty, potomek ich, jeste najprzedniejszym midzy nomarchami Egiptu. Tobie za 
zapewne wiadomo, e na moim dworze i w wojsku, jak rwnie w moim krlewskim sercu, 
pierwsze miejsce zajmuje ulubieniec mj i dowdca gwardii - Tutmozis. 
Wedug zdania mdrcw: le czyni bogacz, ktry najdroszego klejnotu nie osadza w najpikniejszy 
piercie. A e twj rd, Antefie, jest mi najdroszy, a Tutmozis najmilszy, wic 
umyliem -poczy was ze sob. Co atwo moe si sta, jeeli crka twoja, pikna i mdra 
Hebron, przyjmie za maonka Tutmozisa. 
Na co dostojny Antef odpar: 
-Wasza witobliwo, wadco ywego i zachodniego wiata! Jak cay Egipt i wszystko, 
co w nim jest, naley do ciebie, tak ten dom i wszyscy jego mieszkacy s twoj wasnoci. 
Skoro za pragniesz w swym sercu, aby moja crka, Hebron, zostaa on ulubieca twego, 
Tutmozisa, wic niech tak bdzie... 
Teraz faraon opowiedzia Antefowi, e Tutmozis ma dwadziecia talentw rocznej pacy 
ze skarbu i znaczne dobra wasne w rnych nomesach. Za dostojny Antef owiadczy, e 
jego jedyna crka Hebron bdzie miaa pidziesit talentw rocznie tudzie prawo korzystania 
z dbr ojca w tych nomesach, w ktrych na duszy czas zatrzyma si dwr krlewski. 
A poniewa Antef nie mia syna, wic cay jego ogromny i nie zaduony majtek musia 
kiedy przej na Tutmozisa wraz z urzdem nomarchy Teb, o ile zgadzaoby si to z wol 
jego witobliwoci. 
Po ukoczeniu ukadw wszed z dziedzica Tutmozis i podzikowa Antefowi naprzd za 
to, e takiemu jak on ndzarzowi oddaje swoj crk, a po wtre - e j tak piknie wychowa. 
Zarazem umwiono si, e ceremonia zalubin odbdzie si w cigu kilku dni. Tutmozis 
bowiem, jako dowdca gwardii, nie ma czasu na zbyt dugie uroczystoci wstpne. 
-ycz ci szczcia, mj synu - zakoczy z umiechem Antef -tudzie wielkiej cierpliwoci. 
Albowiem ukochana crka moja, Hebron, ma ju dwadziecia lat, jest pierwsz elegantk 
w Tebach i przywyka posiada swoj wol... 
Na bogi!... mwi ci, e moja wadza nad Tebami zawsze koczya si przy furcie ogrodw 
mojej crki. I lkam si, e twoje jeneralstwo nie wiksze zrobi na niej wraenie. 
Z kolei szlachetny Antef zaprosi swoich goci na wspania uczt, w czasie ktrej ukazaa 
si pikna Hebron z wielkim orszakiem towarzyszek. 
W sali jadalnej stao mnstwo stolikw na dwie i cztery osoby tudzie jeden wikszy st 
na wzniesieniu dla faraona. Aby uczci Antefa i swego ulubieca, jego witobliwo zbliy 
si do Hebron i zaprosi j do swego stou. 
Panna Hebron bya rzeczywicie pikna, a robia wraenie osoby dowiadczonej, co w 
Egipcie nie stanowio osobliwoci. Ramzes prdko spostrzeg, e narzeczona wcale nie zwra
370 
ca uwagi na przyszego maonka, ale za to posya wymowne spojrzenia w stron jego, fara
ona. 
I to take nie byo dziwem w Egipcie. 
Gdy gocie zasiedli przy stolikach, gdy odezwaa si muzyka, a tancerki zaczy roznosi 
midzy biesiadnikami wino i kwiaty, Ramzes odezwa si: 
-Im duej patrz na ciebie, Hebron, tym wicej zdumiewam si. Gdyby tu wszed kto obcy, 
uwaaby ci za bogini albo arcykapank, ale nigdy za szczliw narzeczon. 
-Mylisz si, panie -odpara. -W tej chwili jestem szczliw, ale nie z mego narzeczestwa... 
- Jak to moe by?... - przerwa faraon. 
-Maestwo nie nci mnie i z pewnoci wolaabym zosta arcykapank Izydy anieli 
on... 
- Wic dlaczego wychodzisz za m? 
-Robi to dla ojca, ktry koniecznie chce mie spadkobierc swej sawy... Gwnie za 
dlatego, e ty tak chcesz, panie... 
- Mgeby ci si nie podoba Tutmozis? 
-Tego nie mwi. Tutmozis jest pikny, jest pierwszym elegantem w Egipcie, adnie 
piewa i bierze nagrody na igrzyskach. Jego za stanowisko dowdcy gwardii waszej witobliwoci 
naley do najpierwszych w kraju. 
Mimo to, gdyby nie proby ojca i twj rozkaz, panie, nie zostaabym jego on... Cho i 
tak nie bd ni!... Tutmozisowi wystarczy mj majtek i tytuy po moim ojcu, a reszt znajdzie 
u tancerek. 
-I on wie o swoim nieszczciu? 
Hebron umiechna si. 
-On od dawna wie, e chobym nie bya crk Antefa, ale ostatniego paraszyty, jeszcze 
nie oddaabym si czowiekowi, ktrego nie kocham. A pokocha mogabym tylko wyszego 
od siebie. 
- Mwisz to naprawd?.. - dziwi si Ramzes. 
-Mam przecie dwadziecia lat, wic ju od szeciu lat otaczaj mnie wielbiciele. Prdko 
jednak poznaam ich warto... A dzi wol sucha rozmowy uczonych kapanw anieli 
pieww i owiadczyn eleganckiej modziey. 
-W takim razie nie powinienem siedzie przy tobie, Hebron, bo nawet nie jestem elegantem, 
a ju wcale nie posiadam mdroci kapaskiej... 
-O, ty, panie, jeste czym wikszym... - odpara mocno rumienic si. -Ty jeste wdz, 
ktry odnis zwycistwo... Ty jeste porywczy jak lew, bystry jak sp... Przed tob miliony 
upadaj na twarz, a pastwa dr... Albo nie wiemy, jak trwog budzi w Tyrze i Niniwie 
twoje imi? Bogowie mogliby zazdroci twojej potgi... 
Ramzes zmisza si. 
- O Hebron, Hebron... Gdyby wiedziaa, jaki niepokj zasiewasz w moim sercu!... 
-Dlatego - mwia -godz si na maestwo z Tutmozisem... Bd blisz waszej witobliwoci 
i cho co kilka dni bd widywaa ciebie, panie... 
To powiedziawszy - wstaa od stolika i odesza. 
Postpek jej spostrzeg Antef i wylkniony przybieg do Ramzesa. 
-O panie! -zawoa -czy moja crka nie powiedziaa czego niestosownego?... To niepohamowana 
lwica... 
-Uspokj si -odpar faraon. - Twoja crka jest pena mdroci i powagi. Wysza za, bo 
spostrzega, e wino waszej dostojnoci zbyt silnie rozwesela biesiadnikw. 
Rzeczywicie w sali jadalnej panowa wielki haas, tym bardziej e Tutmozis porzuciwszy 
rol wicegospodarza zrobi si najbardziej oywionym biesiadnikiem. 
371 
-Poufnie rzekn waszej witobliwoci -szepn Antef - e biedny Tutmozis bardzo bdzie 
musia pilnowa si wobec Hebron... 
Ta pierwsza uczta przecigna si do rana. Wprawdzie faraon zaraz wyjecha, lecz inni 
zostali - z pocztku na krzesach, pniej na posadzkach... A wreszcie musia Antef wozami 
rozesa ich do domw, niby rzeczy martwe. 
W kilka dni odbya si uroczysto zalubin. 
Do paacu Antefa zeszli si arcykapani Herhor i Mefres, nomarchowie ssiednich nomesw 
i najwysi dostojnicy miasta Tebw. Pniej przyjecha na dwukolnym wozie Tutmozis 
otoczony oficerami gwardii, a na kocu - jego witobliwo Ramzes XIII. 
Towarzyszyli panu: wielki pisarz, naczelnik ucznikw, naczelnik konnicy, wielki sdzia, 
wielki skarbnik, arcykapan Sem i generaowie-adiutanci. 
Gdy wspaniae to zgromadzenie znalazo si w sali przodkw najdostojniejszego Antefa, 
ukazaa si Hebron w biaych szatach, z licznym orszakiem przyjaciek i suebnic. Wwczas 
ojciec jej, spaliwszy kadzio przed Amonem, posgiem swego ojca i -siedzcym na 
wzniesieniu Ramzesem XIII, owiadczy, e crk swoj Hebron uwalnia spod opieki i ofiaruje 
jej posag. Przy czym poda jej w zotej puszce odnony akt spisany na papirusie wobec 
sdu. 
Po krtkiej przeksce panna moda wsiada do kosztownej lektyki niesionej przez omiu 
urzdnikw nomesu. Przed ni sza muzyka i piewacy, dokoa lektyki dostojnicy, a za nimi 
wielki tum ludu. Cay ten orszak posuwa si ku wityni Amona, przez najpikniejsze ulice 
Tebw, wrd tumu tak licznego jak na pogrzebie faraona. 
W wityni lud zosta za murem, a pastwo modzi, faraon i dygnitarze weszli do sali kolumnowej. 
Tu Herhor spali kadzida przed zasonitym posgiem Amona, kapanki wykonay 
wity taniec, a Tutmozis przeczyta z papirusa akt nastpujcy: 
- Ja, Tutmozis, dowdca gwardii jego witobliwoci Ramzesa XIII, bior ciebie, Hebron, 
crk nomarchy tebaskiego, Antefa, za on. Daj ci zaraz sum dziesiciu talentw za to, 
e on moj by zechciaa. Na ubranie twoje przeznaczam ci trzy talenty rocznie, a na wydatki 
domowe po talencie co miesic. Z dzieci, ktre mie bdziemy, syn najstarszy bdzie 
spadkobierc majtku, jaki dzi posiadam i w przyszoci naby mog. Jeelibym nie y z 
tob, rozwid si i inn poj on, bd obowizanym do wypacenia ci czterdziestu talentw, 
jakow sum opieram na majtku moim. Syn nasz, gdy obejmie majtek, bdzie obowizany 
paci ci pitnacie talentw rocznie. Dzieci za spodzone z inn on nie bd miay 
prawa do majtku pierworodnego syna naszego. * 
Teraz wystpi wielki sdzia i w imieniu Hebron przeczyta akt, w ktrym moda pani 
obiecuje: dobrze karmi i odziewa maonka swego, dba o jego dom, rodzin, sub, inwentarz 
i niewolnikw, i powierza temu maonkowi zarzd majtkiem, jaki otrzymaa i 
otrzyma od ojca. 
Po odczytaniu aktw Herhor poda Tutmozisowi puchar wina. 
Pan mody wypi poow, panna Hebron umoczya usta, po czym oboje spalili kadzida 
przed purpurow zason. 
Opuciwszy wityni Amona tebaskiego pastwo modzi i ich wspaniay orszak udali si 
przez alej sfinksow do krlewskiego paacu. Gromady ludu i onierzy witay ich okrzykami 
rzucajc na drog kwiaty. 
Tutmozis dotychczas mieszka w komnatach faraona. Lecz w dniu wesela pan darowa mu 
pikny paacyk, w gbi ogrodw, otoczony lasem fig, mirtw i baobabw, gdzie modzi maonkowie 
mogli przepdza dni szczcia, ukryci przed ludzkim okiem, jakby odcici od 
wiata. W spokojnym tym zaktku tak rzadko pokazywali si ludzie, e nawet ptaki nie uciekay 
przed nimi. 
Gdy nowoecy i gocie znaleli si w nowym mieszkaniu, nastpia ceremonia lubu 
ostateczna. 
372 
Tutmozis uj za rk Hebron i podprowadzi j do ognia poncego przed posgiem Izydy. 
Wtedy Mefres wyla na gow panny yk witej wody, Hebron dotkna rk ognia, a Tutmozis 
podzieli si z ni kawakiem chleba i na palec woy jej swj piercie na znak, e od 
tej pory zostaje pani majtku, sug, trzd i niewolnikw pana modego. 
Przez ten czas kapani piewali hymny weselne i obnieli posg boskiej Izydy po caym 
domu. Kapanki za wykonay wite tace. 
Dzie ten zakoczy si widowiskami i wielk uczt, podczas ktrej wszyscy spostrzegli, 
e Hebron cigle towarzyszya faraonowi, a Tutmozis trzyma si od niej z daleka i tylko czstowa 
goci. 
Gdy zeszy gwiazdy, wity Herhor opuci uczt, a wkrtce po nim wymkno si kilku 
najwyszych dostojnikw. Za okoo pnocy w podziemiach wityni Amona zebray si 
nastpujce czcigodne osoby: arcykapani Herhor, Mefres i Mentezufis, najwyszy sdzia 
Tebw tudzie naczelnicy nomesw Abs, Horti i Emsuch. 
Mentezufis obejrza grube kolumny, zamkn drzwi, pogasi wiata, i zostaa w niskiej 
komnacie tylko jedna lampa ponca przed poskiem Horusa. Dostojnicy zasiedli na trzech 
kamiennych awach, a nomarcha Absu rzek: 
-Gdyby mi kazano okreli charakter jego witobliwoci Ramzesa XIII, zaiste! nie potrafibym 
tego uczyni... 
- Wariat! - wtrci Mefres. 
-Czy wariat, nie wiem -odpar Herhor. -W kadym razie czowiek bardzo niebezpieczny. 
Asyria ju dwa razy przypominaa nam o ostatecznym traktacie, a dzi, jak sysz, zaczyna 
niepokoi si zbrojeniem Egiptu... 
-O to mniejsza -rzek Mefres. -Gorsze bowiem jest, e ten bezbonik naprawd myli naruszy 
skarby Labiryntu... 
-A ja bym sdzi -odezwa si nomarcha Emsuchu -e gorsze s obietnice porobione 
chopom. Dochody pastwa i nasze stanowczo zachwiej si, jeeli posplstwo zacznie 
witowa co sidmy dzie... A gdyby jeszcze faraon nada im grunta. 
- On gotw to zrobi - szepn najwyszy sdzia. 
-Czy aby gotw?... - spyta nomarcha Horti. -Mnie si zdaje, e on tylko chce pienidzy. 
Gdyby mu wic ustpi co ze skarbw Labiryntu... 
-Nie mona - przerwa Herhor. -Pastwu nie grozi adne niebezpieczestwo, tylko faraonowi, 
a to - nie wszystko jedno. Po wtre -jak grobla pty jest mocna, dopki nie przeniknie 
jej choby strumyk wody, tak 
Labirynt dopty jest peen, dopki nie ruszymy z niego pierwszej sztaby zota. Po niej 
wszystko pjdzie... 
Wreszcie -kog zasilimy skarbami bogw i pastwa?... Oto modzieca, ktry pogardza 
wiar, upokarza kapanw i buntuje lud. Nie jeste on gorszym od Assara?... Bo ten jest 
wprawdzie barbarzyc, ale szkody nam nie robi. 
-Nieprzystojn jest rzecz, aby faraon tak jawnie zaleca si do ony swego ulubieca ju 
w dniu lubu... - odezwa si zamylony sdzia. 
- Hebron sama go cignie! - rzek nomarcha Horti. 
-Kada kobieta wabi wszystkich mczyzn -odpowiedzia nomarcha Emsuchu. - Lecz na 
to dany jest rozum czowiekowi, aby nie popenia grzechu... 
-Albo faraon nie jest mem wszystkich kobiet w Egipcie? -szepn nomarcha Abs. -
Grzechy wreszcie nale do sdu bogw, a nas obchodzi tylko pastwo... 
-Niebezpieczny!... niebezpieczny!... - mwi nomarcha Emsuchu, trzsc rkoma i gow. 
-Nie ma adnej wtpliwoci, e posplstwo jest ju rozzuchwalone i lada chwil podniesie 
bunt. A wwczas aden arcykapan ani nomarcha nie bdzie pewny nie tylko wadzy i majtku, 
ale nawet ycia... 
- Na bunt mam sposb - wtrci Herhor. 
373 
- Jaki? 
-Przede wszystkim -odezwa si Mefres -buntowi mona zapobiec, jeeli mdrszych 
spomidzy posplstwa owiecimy, e ten, ktry obiecuje im wielkie ulgi, jest wariatem. 
-Najzdrowszy czowiek pod socem! - szepn nomarcha Horti. -Trzeba tylko wyrozumie: 
o co mu chodzi? 
-Wariat! wariat... - powtarza Mefres. -Jego przyrodni brat starszy ju udaje map i pije z 
paraszytami, a on zacznie to robi lada dzie. 
-Jest to zy i niedorzeczny sposb ogasza za wariata czowieka przytomnego -zabra 
gos nomarcha Horti. -Bo gdy lud zmiarkuje kamstwo, przestanie nam wierzy we wszystkim, 
a wwczas nic nie powstrzyma buntu. 
- Jeeli ja mwi, e Ramzes jest wariatem, musz mie na to dowody rzek Mefres. -A teraz 
posuchajcie. 
Dostojnicy poruszyli si na awach. 
-Powiedzcie mi - cign Mefres - czy czowiek zdrowego rozumu omieli si bdc nastpc 
tronu walczy publicznie z bykiem wobec kilku tysicy Azjatw? Czy rozsdny ksi, 
Egipcjanin, bdzie po nocy wczy si do wityni fenickiej?... Czy bez powodu zepchnie do 
rzdu niewolnic pierwsz swoj kobiet, co nawet byo przyczyn mierci jej i dziecka?... 
Obecni zaszemrali ze zgrozy. 
-Wszystko to -mwi arcykapan -widzielimy w Pi-Bast, jak rwnie ja i Mentezufis 
bylimy wiadkami pijackich uczt, na ktrych ju pobkany nastpca bluni bogom i 
zniewaa kapanw... 
- Tak byo - wtrci Mentezufis. 
-A jak mniemacie - prawi zapalajc si Mefres -czy czowiek zdrowy na umyle bdc 
naczelnym wodzem opuci armi, aeby ugania si po pustyni za kilkoma libijskimi bandytami? 
Pomijam mnstwo rzeczy drobniejszych, choby pomys nadania chopom wit i ziemi, 
lecz pytam was: czy mog nazywa przytomnym czowieka, ktry popeni tyle wystpnych 
niedorzecznoci, bez powodu, oto tak sobie!... 
Obecni milczeli, nomarcha Horti by zafrasowany. 
-Nad tym trzeba zastanowi si -wtrci najwyszy sdzia -aeby nie staa si krzywda 
czowiekowi... 
Tu odezwa si Herhor: 
-wity Mefres wyrzdza mu ask - rzek stanowczym tonem - poczytujc go za wariata. 
W przeciwnym bowiem razie musielibymy uwaa Ramzesa za zdrajc... 
Obecni poruszyli si z niepokojem. 
-Tak, czowiek nazywany Ramzesem XIII jest zdrajc, bo nie tylko wybiera sobie szpiegw 
i zodziei, aeby odkryli drog do skarbw Labiryntu, nie tylko odmawia traktatu z Asyri, 
ktrego Egipt koniecznie potrzebuje... 
- Cikie oskarenia! - rzek sdzia. 
-Ale jeszcze, suchajcie mnie, ukada si z podymi Fenicjanami o przekopanie kanau 
midzy Morzem Czerwonym i rdziemnym. Ot kana ten jest najwiksz grob dla 
Egiptu, albowiem kraj nasz w jednej chwili moe by zalany przez wod!... 
Tu ju nie chodzi o skarby Labiryntu, ale o nasze witynie, domy, pola, o sze milionw, 
wprawdzie gupich, ale niewinnych ludzi, a w kocu o ycie nasze i naszych dzieci... 
- Jeeli tak jest... - westchn nomarcha Horti. 
-Ja i dostojny Mefres zarczamy, e tak jest i e ten jeden czowiek takie w swych rkach 
nagromadzi niebezpieczestwa, jakie jeszcze nigdy nie groziy Egiptowi... Dlatego zebralimy 
was, czcigodni mowie, aeby obmyle rodki ratunku... Ale musimy dziaa piesznie, 
bo zamiary tego czowieka pdz naprzd jak wicher pustyni i -bodajby nie zasypay 
nas!... 
374 
Na chwil w mrocznej komnacie zalega cisza. 
-C tu radzi? -odezwa si nomarcha Emsuch. - My siedzimy w nomesach, daleko od 
dworu, i wreszcie nie tylko nie znamy zamiarw tego szaleca, ale nawet nie domylalimy 
si ich, prawie nie wierzymy... 
Dlatego sdz, e najlepiej pozostawi t spraw tobie, dostojny Herhorze, i Mefresowi. 
Odkrylicie chorob, obmylcie teraz lekarstwo i zastosujcie... A jeeli niepokoi was ogrom 
odpowiedzialnoci, dobierzcie sobie do pomocy najwyszego sdziego... 
- Tak! tak!... prawd mwi!... - potwierdzili wzburzeni dostojnicy. 
Mentezufis zapali pochodni i pooy na stole przed posgiem boga papirus, na ktrym 
spisano akt tej treci, e: wobec niebezpieczestw grocych pastwu wadza rady tajnej 
przechodzi w rce Herhora, ktremu do pomocy dodani s: Mefres i najwyszy sdzia. 
Akt ten, stwierdzony podpisami obecnych dostojnikw, zamknito w puszk i schowano w 
skrytce pod 
otarzem... 
Nadto -kady z siedmiu uczestnikw zobowiza si pod przysig spenia wszystkie 
rozkazy Herhora i wcign do spisku po dziesiciu dygnitarzy. Herhor za obieca im zoy 
dowody, e Asyria nalega o traktat, e faraon nie chce go podpisa, e ukada si z Fenicjanami 
o budow kanau i e w zdradziecki sposb chce dosta si do Labiryntu. 
-ycie moje i cze jest w waszych rkach - zakoczy Herhor. - Jeeli to, co powiedziaem, 
jest nieprawd, skaecie mnie na mier, a ciao moje na spalenie. 
Teraz ju nikt nie wtpi, e arcykapan mwi szczer prawd. aden bowiem Egipcjanin 
nie naraziby ciaa 
swego na spalenie, czyli - duszy na zgub. 
Kilka dni po weselu Tutmozis przepdzi w towarzystwie Hebron w paacyku darowanym 
mu przez jego witobliwo. Ale kadego wieczora przychodzi do koszar gwardii, gdzie w 
towarzystwie oficerw i tancerek bardzo wesoo przepdza noce. 
Z tego zachowania koledzy domylili si, e Tutmozis polubi Hebron tylko dla posagu, 
co wreszcie nikogo nie dziwio. 
Po piciu dniach Tutmozis przyszed do faraona i owiadczy, e moe na powrt obj 
sub. Skutkiem 
czego odwiedza swoj maonk tylko przy wietle sonecznym, a w nocy czuwa przy 
komnacie pana. 
Jednego wieczora rzek mu faraon: 
-Paac ten ma tyle ktw do podgldania i podsuchiwania, e kada moja czynno jest 
ledzona. Nawet do czcigodnej matki mojej znowu odzywaj si tajemnicze gosy, ktre ju 
umilky byy w Memfis, gdym 
rozpdzi kapanw... 
Tym sposobem - cign pan - nie mog nikogo przyjmowa u siebie, ale musz opuszcza 
paac i w miejscu bezpiecznym naradza si ze sugami moimi... 
-Mam i za wasz witobliwoci? -spyta Tutmozis widzc, e faraon oglda si za 
paszczem. 
-Nie. Musisz zosta tutaj i pilnowa, aby nikt nie wchodzi do mojej komnaty. Nikogo te 
nie wpuszczaj, choby to bya matka moja, a nawet cie wiecznie yjcego ojca... Powiesz, e 
pi i e nie chc widzie si z nikim. 
- Stanie si, jak rzeke - odpar Tutmozis wkadajc na pana paszcz z kapturem. 
Potem zgasi wiato w sypialni, a faraon wyszed bocznymi korytarzami. 
Znalazszy si w ogrodzie Ramzes przystan i z uwag rozejrza si w okolicy. Nastpnie 
wida zorientowawszy si, pocz szybko i w stron paacyku ofiarowanego Tutmozisowi. 
Po kilku minutach drogi w cienistej alei kto przed nim stan i zapyta: 
- Kto idzie?... 
375 
- Nubia - odpowiedzia faraon. 
-Libia - rzek pytajcy i nagle cofn si, jakby przestraszony. 
By to oficer gwardii. Wadca przypatrzy mu si i zawoa: 
- Ach, to Eunana!... Co tu robisz? 
-Obchodz ogrody. Robi to kadej nocy po par razy, gdy zakradaj si niekiedy zodzieje. 
Faraon pomyla i rzek: 
-Roztropnie czynisz. Lecz zapamitaj sobie, e pierwszym obowizkiem gwardzisty jest 
milcze... Zodzieja 
wypd, ale gdyby spotka jak dostojn osob, nie zaczepiaj jej i milcz, zawsze milcz:.. 
Choby to... by sam arcykapan Herhor... 
-O panie! -zawoa Eunana -tylko nie rozkazuj mi skada w nocy hodu Herhorowi albo 
Mefresowi... Nie wiem, czy na ich widok miecz sam nie wydarby mi si z pochwy... 
Ramzes umiechn si. 
- Twj miecz jest moim - odpar - i tylko wtedy moe wyj z pochwy, kiedy ja rozka... 
Skin gow Eunanie i poszed dalej. 
Po kwadransie bdzenia mylnymi ciekami faraon 
znalaz si w pobliu altany ukrytej w gszczach. Zdawao mu si, e usysza szelest, i cicho 
zapyta: 
- Hebron?... 
Naprzeciw niemu wybiega figura odziana rwnie w ciemny paszcz. Przypada do 
Ramzesa i zawisa mu na szyi szepczc: 
- To ty, panie?... to ty?... Jake dugo czekaam... 
Faraon poczu, e wysuwa mu si z obj; wzi j na rce i zanis do altany. W tej chwili 
spad z niego paszcz. Ramzes przez chwil cign go, lecz w kocu zostawi. 
Na drugi dzie czcigodna pani Nikotris wezwaa do siebie Tutmozisa. Ulubieniec faraona 
a zlk si spojrzawszy na ni. Krlowa bya strasznie blada; oczy miaa zapadnite, prawie 
bdne. 
- Sid - rzeka wskazujc mu stoeczek obok swego fotelu. 
Tutmozis zawaha si. 
- Sid... i... - przysignij, e nikomu nie powtrzysz tego, co ci powiem... 
- Na cienie mego ojca... - rzek. 
-Suchaj -mwia krlowa cicho -byam dla ciebie prawie matk... Gdyby wic zdradzi 
tajemnic, bogowie skaraliby... Nie... Oni tylko zwaliliby na twoj gow cz tych klsk, 
jakie wisz nad moim rodem... 
Tutmozis sucha zdumiony. 
Obkana?.. - pomyla z trwog. 
-Spojrzyj na to okno - cigna -na to drzewo... Czy wiesz, kogo dzi w nocy widziaam 
na tym drzewie, za oknem?.. 
- Miaeby przyjecha do Tebw przyrodni brat jego witobliwoci?... 
- To nie by tamten - szeptaa kajc. - To by on sam.... mj syn... mj Ramzes!... 
- Na drzewie?... dzi w nocy?... 
-Tak!... wiato pochodni doskonale padao na jego twarz i posta... Mia kaftan w biae i 
niebieskie pasy... obkane spojrzenie... mia si dziko jak tamten nieszczsny jego brat i 
mwi: Patrz, matko, ja ju umiem lata, czego nie potrafi ani Seti, ani Ramzes Wielki, ani 
Cheops... Patrz, jakie wyrastaj mi skrzyda!... 
Wycign do mnie rk, i ja, nieprzytomna z alu, dotykaam przez okno jego rk, jego 
twarzy oblanej zimnym potem... Wreszcie zsun si z drzewa i uciek. 
Tutmozis sucha przeraony. Nagle uderzy si w czoo. 
376 
-To nie by Ramzes! -odpar stanowczo. -To by czowiek bardzo podobny do niego, 
pody Grek, Lykon, ktry zabi mu syna, a dzi znajduje si w mocy arcykapanw... To nie 
Ramzes!... To wystpek tych nikczemnikw, Herhora i Mefresa... 
Na twarzy krlowej bysna nadzieja, lecz tylko na chwil. 
- Czylibym nie poznaa mego syna?... 
-Lykon ma by nadzwyczajnie podobny -rzek Tutmozis. -To sprawa kapanw... Nikczemni!... 
mierci za mao dla nich... 
- Wic faraon spa dzisiejsz noc w domu? - nagle zapytaa pani. 
Tutmozis zmisza si i spuci oczy. 
- Wic nie spa?... 
- Spa... - orzek niepewnym gosem ulubieniec. 
-Kamiesz!... Ale powiedz mi przynajmniej, czy nie mia kaftana w biae i niebieskie pasy?... 
- Nie pamitam... - szepn Tutmozis. 
-Znowu kamiesz... A ten paszcz... powiedz, e to nie jest paszcz mego syna... Mj niewolnik 
znalaz go na tym samym drzewie... 
Pani zerwaa si i wydobya ze skrzyni brunatny paszcz z kapturem. Jednoczenie Tutmozis 
przypomnia sobie, e faraon wrci po pnocy bez paszcza, a nawet tomaczy si 
przed nim, e paszcz zgin mu gdzie w ogrodzie... 
Waha si, myla, w kocu odpar stanowczo: 
-Nie, krlowo. To nie by faraon... To by Lykon i zbrodnia kapanw, o ktrej natychmiast 
trzeba powiedzie jego witobliwoci... 
-A jeeli to Ramzes?... - znowu spytaa pani, cho w jej oczach ju byo wida iskr nadziei. 
Tutmozis stropi si. Domys jego co do Lykona by mdry i mg by suszny; lecz nie 
brako poszlak, e krlowa widziaa Ramzesa. Wszak wrci do swego mieszkania po pnocy, 
mia kaftan w biae i niebieskie pasy, zgubi paszcz... Wszake jego brat ju by obkany, 
a wreszcie - czy w tym wypadku mogoby omyli si serce matki?.. 
I oto naraz w duszy Tutmozisa zbudziy si wtpliwoci skbione i zmotane jak gniazdo 
jadowitych ww. 
Szczciem, w miar jak on waha si, w serce krlowej wstpowaa otucha. 
-Dobrze, e przypomniae mi tego Lykona... Pamitam!... Przez niego Mefres posdzi 
Ramzesa o dzieciobjstwo, a dzi - moe posuguje si ndznikiem do zniesawienia pana... 
W kadym razie ani sowa nikomu o tym, co ci powierzyam... Gdyby Ramzes... gdyby 
naprawd uleg takiemu nieszczciu, moe to by chwilowe... Niepodobna upakarza go 
rozgaszaniem podobnych wieci, a nawet niepodobna zawiadamia go o tym!... Jeeli za 
jest to zbrodnia kapanw, musimy by rwnie ostroni. Chocia ludzie, ktrzy uciekaj si 
do takich oszustw, nie mog by silni. 
- Wyledz ja to - przerwa Tutmozis - ale gdy si przekonam... 
-Tylko nie mw Ramzesowi, zaklinam ci na cienie ojcw!... - zawoaa pani skadajc rce. 
-Faraon nie przebaczyby im, oddaby ich pod sd, a wwczas musiaoby nastpi jedno z 
dwu nieszcz. Albo skazano by na mier najwyszych kapanw pastwa, albo sd uwolniby 
ich... A co potem?... 
Natomiast Lykona cigaj i zabij bez miosierdzia jak drapiene zwierz... jak mij... 
Tutmozis poegna krlow znacznie uspokojon, cho jego obawy wzrosy. 
Jeeli ten pody Grek Lykon yje pomimo kapaskiego wizienia -myla -to przede 
wszystkim, zamiast azi po drzewach i pokazywa si krlowej -wolaby uciec... Ja sam 
uatwibym mu ucieczk i obsypabym bogactwami, gdyby wyzna mi prawd i szuka opieki 
przeciw tym otrom... Ale skd kaftan, paszcz?... Dlaczego myliaby si matka?..  
377 
Od tej pory Tutmozis unika faraona i nie mia patrze mu w oczy. A e i Ramzes by jaki 
nieswj, wic zdawao si na pozr, e serdeczne ich stosunki ochody. 
Lecz pewnego wieczora pan znowu wezwa ulubieca. 
-Musz -rzek -pogada z Hiramem o wanych sprawach, wic wychodz. Czuwaj tu, 
przy mojej sypialni, a gdyby kto chcia mnie widzie, nie dopu... 
Gdy Ramzes znikn w tajemnych korytarzach paacu, Tutmozisa ogarn niepokj. 
Moe - myla -kapani otruli go jakim szalejem, a on czujc, e zblia si wybuch choroby, 
ucieka ze swego domu?... Ha, zobaczymy. 
Jako zobaczy. Faraon wrci dobrze po pnocy do swych komnat i wprawdzie mia na 
sobie paszcz, ale... nie swj, tylko onierski. 
Tutmozis zatrwoy si i nie spa do rana oczekujc, rycho znowu wezwie go krlowa. 
Krlowa jednak nie wezwaa go. Natomiast, w czasie rannego przegldu gwardii, oficer Eunana 
poprosi swego naczelnika o chwil rozmowy... 
Gdy znaleli si we dwu w osobnej komnacie, Eunana upad Tutmozisowi do ng bagajc, 
aby nikomu nie powtrzy tego, co on mu powie. 
- C si stao?... - zapyta Tutmozis czujc chd w sercu. 
-Wodzu - mwi Eunana -wczoraj, okoo pnocy, dwaj moi onierze schwycili w ogrodzie 
czowieka, ktry biega nagi i krzycza nieludzkim gosem. 
Przyprowadzili go do mnie i wodzu... zabij mnie!... 
Eunana upad znowu do ng Tutmozisowi. 
- ...Ten czowiek nagi... ten... Nie mog powiedzie... 
- Kto by?... - zapyta przeraony Tutmozis. 
-Ju nic nie powiem... -jkn Eunana. -Zdjem mj paszcz i okryem wit nago. 
Chciaem odprowadzi do paacu, ale... ale pan kaza mi zosta i milcze... milcze... 
-I gdzie poszed?... 
-Nie wiem... nie patrzyem i nie pozwoliem patrze onierzom... Znikn gdzie w gszczach 
ogrodu... Zapowiedziaem moim ludziom, e... nic nie widzieli... nic nie syszeli... A 
gdyby ktry widzia lub sysza cokolwiek, bdzie natychmiast uduszony. 
Tutmozis tymczasem zdoa zapanowa nad sob. 
-Nie wiem -rzek chodno - nie wiem i nie rozumiem nic z tego, co mi opowiedzia. Ale 
pamitaj o jednym, e -ja sam biegaem nagi, gdym raz wypi za duo wina, i... hojnie nagrodziem 
tych, ktrzy mnie nie spostrzegli. 
Chopi, Eunano, chopi i robotnicy zawsze chodz nago. Wielcy za tylko wwczas, gdy 
im si tak podoba. I gdyby mnie czy ktremu z dostojnikw przysza ochota stan na gowie, 
mdry i pobony oficer nie powinien si temu dziwi. 
-Rozumiem -odpar Eunana bystro patrzc w oczy wodzowi. -I nie tylko powtrz to 
moim onierzom, ale nawet zaraz dzisiejszej nocy bd chodzi nago po ogrodach, aby wiedzieli, 
e starsi maj prawo robi to, co 
chc... 
Bez wzgldu jednak na ma liczb osb, ktre widziay faraona czy jego sobowtra w 
stanie obdu, wie o tych dziwnych wypadkach rozesza si bardzo prdko. W kilka dni 
wszyscy mieszkacy Teb, od paraszytw i nosiwodw do kupcw i pisarzy, szeptali, e 
Ramzes XIII dotknity jest nieszczciem, ktre jego starszych braci usuno od tronu. 
Obawa i cze dla faraona byy tak wielkie, e lkano si mwi gono, osobliwie midzy 
ludmi obcymi. Niemniej jednak wszyscy o tym wiedzieli - z wyjtkiem samego Ramzesa. 
Najszczeglniejsze jednak byo to, e pogoska bardzo prdko obiega cae pastwo, co 
byo dowodem, e rozchodzia si za porednictwem wity. Tylko bowiem kapani posiadali 
tajemnic porozumiewania si w cigu kilkunastu godzin z jednego kraca Egiptu na 
drugi. 
378 
Tutmozisowi nikt bezporednio nie wspomnia o szkaradnych wieciach. Lecz dowdca 
faraonowej gwardii na kadym kroku czu ich istnienie. Z zachowania si ludzi, z ktrymi 
czyy go stosunki, odgadywa, e suba, niewolnicy, onierze, dostawcy dworu mwi o 
szalestwie pana, milknc tylko na t chwil, kiedy mgby usysze kto starszy. 
Nareszcie zniecierpliwiony i zatrwoony Tutmozis zdecydowa si na rozmow z nomarch 
tebaskim. 
Przyszedszy do jego paacu, zasta Antefa lecego na kanapie w pokoju, ktrego poowa 
bya jakby ogrdkiem zapenionym osobliwymi rolinami. Na rodku tryskaa fontanna ranej 
wody; w ktach stay posgi bogw, na cianach bya wymalowana historia czynw znakomitego 
nomarchy. Stojcy w gowach czarny niewolnik chodzi pana wachlarzem ze strusich 
pir; na posadzce siedzia pisarz nomesu i czyta raport. 
Tutmozis mia min tak zafrasowan, e nomarcha natychmiast wyprawi pisarza i niewolnika, 
a podnisszy si z kanapy przejrza wszystkie kty pokoju, aby sprawdzi, czy kto nie 
podsuchuje. 
-Dostojny ojcze pani Hebron, mojej czcigodnej maonki -odezwa si Tutmozis -z twego 
zachowania si widz, e odgadujesz: o czym chc mwi... 
-Nomarcha Teb zawsze musi by przezornym - odpar Antef. - Domylam si rwnie, e 
naczelnik gwardii jego witobliwoci nie mg zaszczyci mnie odwiedzinami w bahym 
interesie. 
Przez chwil obaj patrzyli sobie w oczy. Wreszcie Tutmozis usiad obok swego tecia i 
szepn: 
- Czy syszae nikczemne wieci, ktre wrogowie pastwa rozgaszaj o naszym wadcy? 
-Jeeli chodzi o moj crk Hebron - piesznie odezwa si nomarcha - owiadczam ci, e 
dzi ty jeste jej panem i nie moesz mie do mnie alu... 
Tutmozis niedbale machn rk. 
-Jacy niegodni ludzie -mwi zi -rozgaszaj, e faraon jest obkany... Syszae o 
tym, mj ojcze?.. 
Antef kiwa i krci gow, co mogo rwnie dobrze oznacza potwierdzenie, jak i zaprzeczenie. 
Wreszcie rzek: 
- Gupstwo jest wielkie jak morze, wszystko w sobie pomieci. 
-To nie gupstwo, ale wystpek kapanw, ktrzy posiadaj czowieka podobnego do jego 
witobliwoci i posuguj si nim do podych czynw. 
I opowiedzia nomarsze histori Greka Lykona tudzie jego zbrodni w Pi-Bast. 
-O tym Lykonie, ktry zabi dziecko ksicia nastpcy, syszaem -odpar Antef. -Ale 
gdzie masz dowody, e Mefres uwizi Lykona w Pi-Bast, e przywiz go do Teb i e wypuszcza 
go do ogrodw krlewskich, aby tam udawa obkanego faraona?... 
-Wanie dlatego pytam wasz dostojno: co robi?... Jestem przecie naczelnikiem gwardii 
i musz czuwa nad czci i bezpieczestwem naszego pana. 
-Co robi?... co robi? -powtarza Antef. - Ha! przede wszystkim pilnowa, aeby te wieci 
bezbone nie dosigny uszu faraona... 
- Dlaczego?... 
-Bo stanie si wielkie nieszczcie. Gdy nasz pan usyszy, e Lykon w jego imieniu udaje 
wariata, wpadnie w gniew... straszny gniew!... Naturalnie zwrci si przeciw Herhorowi i 
Mefresowi. Moe ich tylko zely, moe uwizi, moe nawet zabije... Cokolwiek za zrobi, 
zrobi bez adnego dowodu, a wtedy co?... Dzisiejszy Egipt ju nie lubi skada ofiar bogom, 
ale jeszcze ujmie si za niewinnie pokrzywdzonymi kapanami... A wtedy co?... Bo ja myl doda 
zbliywszy usta do ucha Tutmozisowi - bo ja myl, e byby to koniec dynastii. 
- Wic c robi?... 
-Cigle jedno! -zawoa Antef. -Znajd owego Lykona, dowied, e Mefres i Herhor 
ukrywali go i kazali mu udawa obkanego faraona... To moesz zrobi, jeeli chcesz utrzy379 
ma ask pana. Dowodw, jak najwicej dowodw!... U nas nie Asyria, arcykapanw bez 
najwyszego sdu krzywdzi nie mona, a aden sd nie skae ich bez namacalnych dowodw... 
Gdzie masz zreszt pewno, e faraonowi nie podsunito jakiej odurzajcej trucizny?... 
Przecie to byoby prostsze anieli wysyanie po nocy czowieka, ktry nie zna ani hase, ani 
paacu, ani ogrodu... Mwi ci: O Lykonie syszaem z pewnych ust, bo od Hirama. Ale nie 
rozumiem, w jaki sposb Lykon mgby w Tebach wyprawia takie dziwy. 
- Ale, ale!... - przerwa Tutmozis. - A gdzie jest Hiram? 
- Zaraz po waszym weselu pojecha ku Memfisowi, a w tych dniach by ju w Hiten. 
Tutmozis znowu zakopota si. 
Tej nocy - myla -kiedy do Eunany przyprowadzono nagiego czowieka, faraon mwi, 
e idzie zobaczy si z Hiramem. A poniewa Hirama nie byo w Tebach, wic co?... Wic 
jego witobliwo ju o tej godzinie sam nie wiedzia, co mwi! 
Tutmozis wrci do siebie oszoomiony. Ju nie tylko nie pojmowa: co robi w tym niesychanym 
pooeniu, ale nawet -co o nim myle? O ile bowiem w rozmowie z krlow 
Nikotris by pewny, e w ogrodach ukazywa si Lykon, wysany przez arcykapanw, o tyle 
dzi jego wtpliwoci rosy. 
A jeeli tak byo z Tutmozisem, ulubiecem, ktry cigle widywa Ramzesa, c musiao 
dzia si w sercach ludzi obcych?... Najgorliwsi stronnicy faraona i jego zamiarw mogli zachwia 
si syszc ze wszystkich stron, e wadca jest obkanym! 
By to pierwszy cios zadany Ramzesowi XIII przez kapanw. Drobny sam w sobie, pociga 
nieobrachowane skutki. 
Tutmozis nie tylko waha si, ale i cierpia. Pod lekkomylnymi pozorami mia on charakter 
szlachetny i energiczny. Wic dzi, kiedy godzono na cze i wadz jego pana, Tutmozisa 
gryza bezczynno. Zdawao mu si, e jest komendantem twierdzy, ktr podkopuje nieprzyjaciel, 
a on patrzy na to bezczynny!... 
Myl ta tak drczya Tutmozisa, e pod wpywem jej wpad na miay pomys. Mianowicie 
spotkawszy raz arcykapana Sema rzek mu: 
- Wasza dostojno syszae pogoski, jakie kr o naszym panu?.. 
- Faraon jest mody, wic mog o nim kry bardzo rozmaite plotki - odpar Sem, dziwnie 
patrzc na Tutmozisa. -Ale sprawy takie nie do mnie nale, zastpuj jego witobliwo w 
subie bogw, speniam to, jak umiem najlepiej, o reszt nie dbam. 
-Wiem, e wasza dostojno jeste wiernym sug faraona -mwi Tutmozis -i nie mam 
zamiaru misza si do kapaskich tajemnic. Musz jednak zwrci wasz uwag na jeden 
drobiazg. 
Oto dowiedziaem si z pewnoci, e wity Mefres przechowuje niejakiego Lykona Greka, 
na ktrym ci dwa wystpki, jest on morderc faraonowego syna i -jest zanadto podobny 
do jego witobliwoci... 
Niech wic dostojny Mefres nie ciga haby na czcigodny stan kapaski i czym prdzej 
wyda morderc sdom. Jeeli bowiem my znajdziemy Lykona, przysigam, e Mefres utraci 
nie tylko swj urzd, ale i gow. W naszym pastwie nie mona bezkarnie opiekowa si 
zbjami i ukrywa ludzi podobnych do najwyszego wadcy!... 
Sem, w ktrego obecnoci Mefres odebra policji Lykona, zmisza si, moe z obawy, aby 
go nie posdzono o wsplnictwo. Niemniej jednak odpar: 
-Postaram si ostrzec witego Mefresa o tych uwaczajcych mu podejrzeniach. Czy jednak 
wasza dostojno wie: jak odpowiadaj ludzie oskarajcy kogo o zbrodni? 
-Wiem i przyjmuj odpowiedzialno. Tak przecie jestem pewny swego, e o nastpstwa 
moich podejrze wcale si nie troszcz. Niepokj zostawiam czcigodnemu Mefresowi i ycz 
mu, abym nie potrzebowa od przestrg - przej do czynw. 
Rozmowa wywoaa skutek: od tej pory ani razu nikt nie widzia faraonowego sobowtra. 
380 
Ale pogoski nie ucichy, a Ramzes XIII nie wiedzia o nich. Nawet bowiem Tutmozis lkajc 
si ze strony pana gwatownych wystpie przeciw kapanom nie zawiadomi go o niczym. 
* Autentyczne. 
381 
ROZDZIA TRZYNASTY 
W pocztkach miesica Paofi (lipiec-sierpie) jego witobliwo, krlowa Nikotris i dwr 
powrcili z Tebw do paacu pod Memfisem. 
Przy kocu podry, ktra i tym razem odbywaa si Nilem, Ramzes XIII czsto wpada w 
zamylenie, a raz rzek do Tutmozisa: 
-Spostrzegam dziwny objaw... Lud gromadzi si na obu brzegach tak gsto, a moe nawet 
gciej ni wwczas, gdymy pynli w tamt stron. Ale okrzyki s znacznie sabsze, czen 
jedzie za nami mniej i kwiatw rzucaj skpo... 
-Boska prawda pynie z ust twoich, panie - odpar Tutmozis. -Istotnie lud wyglda, jakby 
by zmczony, co jednak pochodzi ze strasznych upaw... 
- Mdrze powiedziae!... - pochwali go faraon i rozjani oblicze. 
Ale Tutmozis nie wierzy wasnym sowom. On czu, a co gorsze, czu cay orszak krlewski, 
e masy ludu nieco ochody w mioci swej do pana. 
Czy by to skutek wieci o nieszczsnej chorobie Ramzesa, czy jakich innych praktyk? 
Tutmozis nie wiedzia. By jednak pewny, e na to ochodnicie wpynli kapani. 
Oto gupi motoch! - myla nie hamujc w swym sercu pogardy. - Niedawno tonli, byle 
tylko ujrze oblicze jego witobliwoci, a dzi auj krzyku... Czyby ju zapomnieli i o 
sidmym dniu odpoczynku, i o ziemi na wasno?...  
Natychmiast po przyjedzie do paacu faraon wyda rozkaz gromadzenia delegatw, ktrzy 
mieli postanowi o naruszeniu skarbw Labiryntu. Jednoczenie poleci oddanym sobie 
urzdnikom i policji, aby rozpoczto agitacj przeciw kapanom i za sidmym dniem odpoczynku. 
Niebawem znowu zaczo w Dolnym Egipcie wrze jak w ulu. Chopi upominali si nie 
tylko o wita, ale i o pacenie im gotwk za roboty publiczne. Rzemielnicy w szynkach i 
na ulicach zorzeczyli kapanom, ktrzy chc ograniczy wit wadz faraona. Liczba przestpstw 
wzrosa, ale przestpcy nie chcieli odpowiada przed sdem. Pisarze spokornieli i 
aden nie mia uderzy czowieka prostego wiedzc, e spotka si z odwetem. Do wity 
rzadziej skadano ofiary, bogi pilnujce granic nomesw coraz czciej byy obrzucane kamieniami 
i botem, a nawet obalane. 
Strach pad na kapanw, nomarchw i ich poplecznikw. Na prno sdziowie ogaszali 
na rynkach i gocicach, e wedug starych praw rolnik i rzemielnik, a nawet kupiec, nie 
powinien zajmowa si plotkami, ktre odcigaj go od pracy chlebodajnej; posplstwo bowiem 
wrd miechu i krzyku obrzucao wonych zgniymi jarzynami i pestkami daktylw. 
Wwczas arystokracja zacza gromadzi si w paacu i lec u ng faraona baga go o 
ratunek. 
-Jestemy -woali - jakby ziemia rozpadaa si pod naszymi stopami... jakby wiat koczy 
si!... ywioy s zmiszane, umysy w rozterce i jeeli nie uratujesz nas ty, panie, godziny 
ycia naszego s policzone!... 
-Mj skarb jest pusty, armia nieliczna, policja od dawna nie widzi odu - odpar faraon. Jeeli 
wic chcecie mie trway spokj i bezpieczestwo, musicie dostarczy mi funduszw. 
Poniewa jednak moje krlewskie serce trapi wasz niepokj, wic zrobi, co bd mg, i 
mam nadziej, e uda mi si przywrci porzdek. 
Jako jego witobliwo nakaza cign wojska i ustawi je w najwaniejszych punktach 
kraju. Jednoczenie posa rozkaz do Nitagera, aby ten zostawi granic wschodni swemu 
pomocnikowi, a sam z picioma najlepszymi pukami maszerowa do Memfisu. 
Tak czyni pan, nie tyle dla osonienia arystokracji przed posplstwem, ile dlatego aeby 
mie pod rk due siy na wypadek, gdyby arcykapani podburzyli Grny Egipt i puki nalece 
do wity. 
382 
Dziesitego Paofi w zamku krlewskim i jego okolicach zapanowa wielki ruch. Zebrali 
si delegaci majcy przyzna faraonowi prawo czerpania ze skarbu w Labiryncie tudzie mnstwo 
ludzi, ktrzy chcieli przynajmniej patrze na miejsce, gdzie odbywaa si niezwyka 
w Egipcie uroczysto. 
Procesja delegatw zacza si z rana. Przodem szli nadzy chopi w biaych czepcach i 
opaskach; kady mia w rku grub pacht dla okrycia grzbietu w obecnoci faraona. Za nimi 
posuwali si rzemielnicy, ubrani jak chopi, od ktrych rnili si nieco cieszymi pachtami 
i wziutkimi fartuszkami pokrytymi rnobarwnym haftem. 
Nastpowali kupcy, niektrzy w perukach, wszyscy w dugich koszulach i pelerynach. Tu 
ju mona byo widzie na rkach i nogach bogate bransolety, a na palcach piercienie. Potem 
szli oficerowie w czepcach i kaftanach w pasy: czarne i te, niebieskie i biae, niebieskie i 
czerwone. Dwaj, zamiast kaftanw, mieli na piersiach mosine ppancerze. 
Po duszej przerwie ukazao si trzynastu szlachty w wielkich perukach i biaych szatach 
do ziemi. Za nimi sunli nomarchowie w szatach oblamowanych purpurow tam i w koronach 
na gowie. Pochd zamykali kapani z ogolonymi gowami i twarzami, w panterczych 
skrach przez plecy. 
Delegaci weszli do wielkiej sali paacu faraonw, gdzie stao siedm aw jedna za drug: 
najnisza dla chopw, najwysza dla stanu kapaskiego. 
Niebawem ukaza si, niesiony w lektyce, jego witobliwo Ramzes XIII, wobec ktrego 
delegaci upadli na ziemi. Gdy pan obu wiatw zasiad na wysokim tronie, pozwoli wsta i 
zaj miejsce na awach swoim wiernym poddanym. Po czym weszli i siedli na niszych tronach 
arcykapani Herhor, Mefres i -dozorca Labiryntu ze szkatuk w rkach. wietny orszak 
jeneraw otoczy faraona, poza ktrym dwaj wysi urzdnicy stanli z wachlarzami z pir 
pawich. 
-Prawowierni Egipcjanie! -odezwa si wadca obu wiatw. -Wiadomo wam, e mj 
dwr, moje wojsko i moi urzdnicy znajduj si w potrzebie, ktrej zuboay skarb wydoa 
nie moe. O wydatkach na moj wit osob nie mwi, gdy jadam i ubieram si jak onierz, 
a kady jenera lub wielki pisarz ma wicej suby i kobiet anieli ja. 
Midzy zebranymi odezwa si szmer potakujcy. 
-Dotychczas byo we zwyczaju - cign Ramzes -e gdy skarb potrzebowa funduszw, 
nakadao si wiksze podatki na pracujce posplstwo. Ja jednak, ktry znam mj lud i jego 
ndz, nie tylko nie chciabym go na nowo obcia, ale jeszcze rad bym udzieli mu pewnych 
ulg... 
- yj wiecznie, panie nasz! - zawoano z kilku niszych awek. 
-Na szczcie dla Egiptu - mwi faraon - pastwo nasze ma skarby, za pomoc ktrych 
mona podwign armi, wynagrodzi urzdnikw, obdarzy lud, a nawet spaci wszystkie 
dugi, jakie winnimy bd wityniom, bd Fenicjanom. Skarb ten, zebrany przez penych 
chway przodkw moich, ley w piwnicy Labiryntu. Lecz moe by naruszony tylko wwczas, 
jeeli wy wszyscy, prawowierni, jak jeden m, uznacie, e Egipt jest w potrzebie, a ja, 
pan, mam prawo rozporzdza skarbami moich poprzednikw... 
- Uznajemy!... Bagamy, aeby wzi, panie, ile potrzeba!... - woano ze wszystkich aw. 
-Dostojny Herhorze -zwrci si do niego wadca -czy wity stan kapaski ma co do 
powiedzenia w tej sprawie?... 
-Bardzo niewiele - odpar arcykapan powstajc. -Wedug odwiecznych praw skarb Labiryntu 
moe by tylko wwczas naruszony, gdyby pastwo nie posiadao adnych innych 
rodkw... Ale dzi tak nie jest. Gdyby bowiem rzd zmaza wierzytelnoci fenickie powstae 
z niegodziwej lichwy, nie tylko napeniby si skarb waszej witobliwoci, ale i posplstwo, 
dzi pracujce dla Fenicjan, odetchnoby w swym cikim trudzie... 
Na awach delegatw znowu odezwa si szmer przychylny. 
383 
-Pena mdroci jest rada twoja, wity mu - rzek spokojnie faraon - ale niebezpieczna. 
Gdyby mj skarbnik, dostojni nomarchowie i szlachta raz nauczyli si przekrela cudze nalenoci, 
dzi nie zapaciliby dugw Fenicjanom, a jutro mogliby zapomnie o dugach nalenych 
faraonowi i wityniom. Kto mi za powie, czy i posplstwo, zachcone przykadem 
wielkich, nie pomyli, e i ono ma prawo zapomnie o swoich obowizkach wzgldem nas?... 
Cios by tak silny, e najdostojniejszy Herhor a pochyli si na swoim krzele i - umilk. 
- A ty, najwyszy dozorco Labiryntu, chcesz co nadmieni? - spyta faraon. 
-Mam tu szkatuk -odpar -z biaymi i czarnymi kamykami. Kady delegat otrzyma obie 
gaki i jedn z nich rzuci do dzbana. Kto chce, aby wasza witobliwo naruszy skarbiec 
Labiryntu, woy czarny kamyk; kto woli, aeby nie tykano wasnoci bogw, pooy biay. 
-Nie zgadzaj si, panie, na to - szepn skarbnik do wadcy. -Niech raczej kady delegat 
jasno powie: co ma w swej duszy?... 
- Uszanujmy dawne zwyczaje - wtrci Mefres. 
- Owszem, niech rzucaj kamyki do dzbana -rozstrzygn pan. - Serce moje jest czyste, a 
zamiary niezomne. 
wici Mefres i Herhor zamienili spojrzenia. 
Nadzorca Labiryntu, w asystencji dwu jeneraw, zacz obchodzi awy i wrcza dele
gatom po dwa kamyki: czarny i biay. Biedacy z posplstwa byli bardzo zmiszani widzc 
przed sob tak wielkich dostojnikw. Niektrzy chopi upadali na ziemi, nie mieli bra gaek 
i z wielk trudnoci pojmowali, e mog rzuci do dzbana tylko jeden kamyk: czarny lub 
biay. 
- Ja przecie chciabym dogodzi i bogom, i jego witobliwoci... - szepta stary pastuch. 
W kocu udao si dostojnikom wytomaczy, a chopom zrozumie: czego od nich dano. 
I zaczo si oddawanie gosw. Kady delegat przychodzi do dzbana i wpuszcza swj 
kamyk w taki sposb, e inni nie widzieli, jakiej barwy gak rzuca. 
Przez ten czas wielki skarbnik klczc za tronem szepta do wadcy: 
-Wszystko zgubione!... Gdyby gosowali jawnie, mielibymy jednomylno, ale teraz, 
bodaj mi rka uscha, jeeli w dzbanie nie znajdzie si ze dwadziecia biaych kamykw!.. 
- Uspokj si, wierny sugo - z umiechem odpar Ramzes. - Mam pod rk wicej pukw, 
anieli bdzie gosw przeciw nam. 
- Ale po co to?... po co?... - wzdycha skarbnik. 
- Przecie bez jednomylnoci nie otworz nam Labiryntu. 
Ramzes wci umiecha si. 
Skoczya si procesja delegatw. Nadzorca Labiryntu podnis dzban i jego zawarto 
wysypa na zot tac. 
Na dziewidziesiciu jeden gosujcych byo omdziesit trzy kamykw czarnych, a tylko 
om biaych. 
Jeneraowie i urzdnicy struchleli, arcykapani patrzyli na zgromadzenie z triumfem, ale 
wnet ogarn ich niepokj; Ramzes bowiem mia weso fizjognomi. 
Nikt nie mia oznajmi gono, e projekt jego witobliwoci upad. Lecz faraon odezwa 
si z ca swobod: 
-Prawowierni Egipcjanie, dobrzy sudzy moi! Spenilicie mj rozkaz i aska moja jest z 
wami. Przez dwa dni bdziecie gomi mojego domu. Gdy za otrzymacie podarunki, wrcicie 
do swoich rodzin i zaj. Pokj z wami i bogosawiestwo. 
To powiedziawszy pan opuci sal wraz ze wit, za arcykapani Herhor i Mefres z trwog 
spojrzeli po sobie. 
- On wcale nie zmartwi si - szepn Herhor. 
-A mwiem, e jest to wcieke zwierz!... -odpar Mefres. - On nie cofnie si przed 
gwatem i jeeli go nie uprzedzimy... 
- Bogowie obroni nas i swoje przybytki. 
384 
Wieczorem w komnacie Ramzesa XIII zgromadzili si najwierniejsi jego sudzy: wielki 
skarbnik, wielki pisarz, Tutmozis i Kalipos, naczelny wdz Grekw. 
-O panie -jkn skarbnik -dlaczego nie uczynie jak twoi wiecznie yjcy przodkowie?... 
Gdyby delegaci gosowali jawnie, ju mielibymy prawo do skarbu w Labiryncie!... 
- Prawd mwi jego dostojno - wtrci wielki pisarz. 
Faraon potrzsn gow. 
-Mylicie si. Choby cay Egipt krzykn: oddajcie skarbowi fundusze Labiryntu! Arcykapani 
nie oddadz... 
-Wic po co zaniepokoilimy ich zwoaniem delegatw?... Ten krlewski czyn bardzo 
wzburzy i rozzuchwali posplstwo, ktre jest dzisiaj jak wzbierajca woda... 
-Nie lkam si przyboru -rzek pan. -Moje puki bd dla niego groblami... Mam za 
oczywist korzy z delegacji, ktre mi pokazay niemoc przeciwnikw: omdziesit trzy 
kamyki za nami, om za nimi!... Znaczy to, e gdy oni mog liczy na jeden korpus, ja na 
dziesi... 
Nie oddawajcie si zudzeniom - cign faraon. - Midzy mn i arcykapanami ju zacza 
si wojna. Oni s fortec, ktr wezwalimy do poddania si. Odmwili, wic musimy przypuci 
szturm. 
- yj wiecznie!... - zawoali Tutmozis i Kalipos. 
- Rozkazuj, panie - rzek wielki pisarz. 
- A oto moja wola - mwi Ramzes. 
Ty, skarbniku, rozdasz sto talentw midzy policj, oficerw robotniczych i sotysw w 
nomesach: Seft, Neha-chent, Neha-pechu, Sebt-Het, Aa, Ament, Ka... W tych samych miejscach 
wydasz szynkarzom i oberystom jczmie, pszenic i wino, jakie jest pod rk, aby 
posplstwo miao darmo ywno i jado. Uczynisz to natychmiast, aby do dwudziestego Paofi 
zapasy byy, gdzie trzeba. 
Skarbnik schyli si do ziemi. 
-Ty, pisarzu, napisz i ka jutro ogosi na ulicach stolic nomesw, e barbarzycy z pustyni 
zachodniej wielkimi siami chc napa bosk prowincj Fayum... 
Ty, Kaliposie, wylesz cztery greckie puki na poudnie. Dwa stan pod Labiryntem, dwa 
posun si a do Hanes. Gdyby milicja kapaska sza od Tebw, odepchniecie j i nie dopucicie 
do Fayumu. A gdy lud, oburzony na kapanw, zagrozi Labiryntowi, Twoi Grecy niech 
go zajm... 
- A gdyby dozorcy zamku oparli si? - wtrci Kalipos. 
-Byby to bunt -odrzek faraon i mwi dalej : - A ty, Tutmozisie, wylesz trzy puki do 
Memfisu i ustawisz je w pobliu wity: Ptah, Izydy i Horusa. Gdy wzburzony lud zechce je 
szturmowa, pukownicy otworz sobie bramy, nie dopuszcz posplstwa do miejsc witych 
i zabezpiecz osoby arcykapanw od zniewagi. 
I w Labiryncie, i w memfijskich wityniach znajd si kapani, ktrzy wyjd naprzeciw 
wojska z zielonymi gazkami. Pukownicy zapytaj mw tych o haso i bd radzi si 
ich... 
- A jeeli kto omieli si stawi opr? - spyta Tutmozis. 
- Tylko buntownicy nie speni rozkazw faraona - odpar Ramzes. 
-Switynie i Labirynt musz by zajte przez wojska dwudziestego trzeciego Paofi - cign 
faraon zwracajc si do wielkiego pisarza. -Lud zatem zarwno w Memfis, jak i w Fayum 
moe zbiera si ju omnastego, z pocztku maymi garciami, potem coraz liczniej. 
Gdyby wic okoo dwudziestego zaczy si drobne rozruchy, ju nie naley im przeszkadza. 
Szturmowa jednak do wity mog dopiero w dniach dwudziestym drugim i dwudziestym 
trzecim. A gdy wojsko zajmie te punkta, wszystko musi uspokoi si. 
- Czy nie lepiej byoby natychmiast uwizi Herhora i Mefresa? -zapyta Tutmozis. 
385 
-Po co?... Mnie nie chodzi o nich, tylko o witynie i Labirynt, do zajcia ktrych wojsko 
nie jest jeszcze gotowe. Zreszt Hiram, ktry przej listy Herhora do Asyryjczykw, wrci 
dopiero okoo dwudziestego... Wic dopiero w dniu dwudziestym pierwszym Paofi bdziemy 
mieli w rkach dowody, e arcykapani s zdrajcami, i ogosimy to ludowi. 
- Zatem mam jecha do Fayum?... - spyta Kalipos. 
-O nie. Ty i Tutmozis zostaniecie przy mnie z wyborowymi pukami... Trzeba mie przecie 
rezerwy na wypadek, gdyby arcykapani odcignli od nas cz ludu. 
- Nie lkasz si, panie, zdrady? - spyta Tutmozis. 
Faraon niedbale machn rk. 
-Zdrada cigle sczy si jak woda z pknitej beczki. Juci arcykapani troch odgaduj 
moje zamiary, a i ja znam ich chci... Poniewa jednak uprzedziem ich w gromadzeniu si, 
wic ju bd sabsi. W cigu kilkunastu dni nie formuje si pukw... 
- A czary?... - spyta Tutmozis. 
- Nie ma czarw, ktrych by nie rozproszy topr!... - zawoa miejc si Ramzes. 
Tutmozis chcia w tej chwili opowiedzie faraonowi o praktykach arcykapanw z Lykonem. 
Ale i tym razem powstrzymaa go uwaga, e gdy pan bardzo rozgniewa si, utraci spokj, 
ktry dzi robi go potnym. 
Wdz przed bitw nie moe myle o niczym, tylko o bitwie. A na spraw Lykona bdzie 
czas, gdy kapani znajd si w wizieniu. 
Na znak jego witobliwoci Tutmozis zosta w komnacie, trzej za inni dygnitarze zoywszy 
panu niskie ukony wyszli. 
-Nareszcie - westchn wielki pisarz, gdy ze skarbnikiem znaleli si w przedsionku - nareszcie 
skoczy si wadza ogolonych bw... 
- Zaprawd jest czas -doda skarbnik. - Przez dziesi lat ostatnich lada prorok wicej znaczy 
anieli nomarcha Tebw albo Memfisu. 
-Ja myl, e Herhor po cichu gotuje sobie czenko, aeby uciec przed dwudziestym trzecim 
Paofi -wtrci Kalipos. 
-Co mu bdzie! - rzek pisarz. -Jego witobliwo, dzi grony, przebaczy im, gdy si 
upokorz... 
-A nawet za wstawieniem si krlowej Nikotris zostawi im majtki -dopeni skarbnik. -
W kadym razie nastanie w pastwie jaki ad, ktrego ju zaczynao brakn. 
-Zdaje mi si tylko, e jego witobliwo zbyt wielkie robi przygotowania -mwi pisarz. 
- Ja bym wszystko zakoczy greckimi pukami, nie tykajc posplstwa... 
- Mody... lubi ruch, haas... - dorzuci skarbnik. 
-Jak to wida, e nie jestecie onierzami! -odezwa si Kalipos. - Kiedy chodzi o walk, 
trzeba zgromadzi wszystkie siy, bo zawsze znajd si niespodzianki. 
-Zapewne, gdybymy nie mieli za sob posplstwa -odpar pisarz. -A tak, co moe zdarzy 
si nieoczekiwanego?... Bogowie nie zejd broni Labiryntu. 
- Tak mwisz, wasza dostojno, bo jeste spokojny - rzek Kalipos - bo wiesz, e naczelny 
wdz czuwa i wszystko stara si przewidzie. Inaczej moe cierpaby ci skra. 
-Nie widz niespodzianek -upiera si pisarz. -Chyba arcykapani znowu rozpuszcz 
wie, e faraon oszala. 
-Bd oni prbowali rnych sztuk - wtrci ziewajc wielki skarbnik - ale zaprawd si 
im nie starczy... W kadym razie dzikuj bogom, e postawili mnie w krlewskim obozie... 
No, idmy spa... 
Po wyjciu dostojnikw z komnaty faraona Tutmozis w jednej ze cian otworzy drzwi 
ukryte i wprowadzi Samentu. Pan przyj Setowego arcykapana z wielk radoci, poda do 
ucaowania rk i ucisn mu gow. 
- Pokj tobie, dobry sugo - rzek wadca. - Co przynosisz?... 
- Byem dwa razy w Labiryncie - odpar kapan. 
386 
-I ju znasz drog?.. 
-Znaem j dawniej, ale teraz odkryem jedn rzecz. Skarbiec moe si zapa, pozabija 
ludzi i zniszczy klejnoty, ktre s najwikszym bogactwem... 
Faraon zmarszczy brwi. 
-Dlatego -cign Samentu -wasza witobliwo raczy przygotowa kilkunastu ludzi 
pewnych. Z nimi wejd do Labiryntu w nocy poprzedzajcej szturm i obsadz komnaty, ktre 
ssiaduj ze skarbcem... Osobliwie grn... 
- Wprowadzisz ich?... 
-Tak. Chocia pjd do Labiryntu jeszcze raz sam i ostatecznie sprawdz: czy nie uda mi 
si zapobiec ruinie bez cudzej pomocy? Ludzie, choby najwierniejsi, s niepewni, a wprowadzanie 
ich moe zwrci uwag tych psw dozorujcych. 
- Jeeli ci ju nie ledz... - wtrci faraon. 
-Wierz mi, panie -odpar kapan kadc rk na piersiach -e aby mnie wyledzi, trzeba 
by cudu. Ich zalepienie jest prawie dziecinne. Czuj ju bowiem, e kto chce wedrze si do 
Labiryntu, lecz gupcy podwajaj strae przy widocznych furtkach. Tymczasem ja sam w 
cigu miesica poznaem trzy wejcia ukryte, o ktrych oni zapomnieli czy moe zgoa nie 
wiedz. 
Chyba jaki duch mgby ich ostrzec, e chodz po Labiryncie, albo wskaza komnat, w 
ktrej bd. Midzy trzema tysicami komnat i korytarzy jest to niemoliwe. 
-Mwi prawd dostojny Samentu - odezwa si Tutmozis. -I bodaj e ju za daleko posuwamy 
przezorno wobec arcykapaskich gadzin. 
-Tego nie mw, wodzu - rzek kapan. - Siy ich przy jego witobliwoci s garci piasku 
wobec pustyni, ale Herhor i Mefres s bardzo mdrzy!... I bodaj e uyj przeciw nam 
takich orw i obrotw, wobec ktrych oniemiejemy ze zdziwienia... Nasze witynie s 
pene tajemnic, ktre zastanawiaj nawet mdrcw, a cieraj na proch dusz posplstwa. 
- Powiedze nam co o tym? - zapyta faraon. 
-Z gry mwi, e onierze waszej witobliwoci spotkaj dziwy w wityniach. To pogasn 
im wiata, to znowu otocz ich pomienie i szkaradne poczwary... Tu mur zastpi im 
drog albo pod nogami otworzy si przepa. W niektrych korytarzach zaleje ich woda, w 
innych niewidzialne rce bd rzucay kamieniami... A jakie grzmoty, jakie gosy rozlega si 
bd dokoa nich!... 
-W kadej wityni mam yczliwych mi kapanw modszych, a w Labiryncie ty bdziesz 
- rzek Faraon. 
-I nasze topory - wtrci Tutmozis. -Lichy to onierz, ktry cofa si przed pomieniami 
czy straszydami albo marnuje czas na przysuchiwanie si tajemniczym gosom. 
-Dobrze mwisz, wodzu! -zawoa Samentu. - Gdy tylko bdziecie szli dzielnie naprzd, 
strachy pierzchn, gosy umilkn, a pomienie przestan parzy. 
Teraz ostatnie sowo, panie nasz - zwrci si kapan do Ramzesa. - Gdybym zgin... 
- Nie mw tak!... - ywo przerwa mu faraon. 
-Gdybym zgin -mwi ze smutnym umiechem Samentu -przyjdzie do waszej witobliwoci 
mody kapan Seta z moim piercieniem. Niech wic wojsko zajmie Labirynt i wypdzi 
dozorcw i niech ju nie opuszcza gmachu, bo w modzieniec, moe w cigu miesica, 
a moe i wczeniej, znajdzie drog do skarbw, przy wskazwkach, jakie mu zostawi... 
Ale, panie -mwi klkajc -bagam ci o jedno: gdy zwyciysz, pomcij mnie, a nade 
wszystko nie przebaczaj Herhorowi i Mefresowi. Ty nie wiesz: jacy to s nieprzyjaciele!... 
Gdyby oni wzili gr, zginiesz nie tylko ty sam, ale i twoja dynastia... 
- Albo zwycizcy nie godzi si by wspaniaomylnym?... - spyta pochmurnie wadca. 
-adnej wspaniaomylnoci !... adnej aski!... - woa Samentu. - Dopki oni bd yli, 
tobie i mnie, panie, grozi mier, haba, nawet zniewaga naszych trupw. 
387 
Mona ugaska lwa, kupi Fenicjanina, przywiza Libijczyka i Etiopa, mona ubaga 
chaldejskiego kapana, bo on jak orze unosi si na wysokociach i bezpieczny jest od pociskw... 
Ale egipskiego proroka, ktry zakosztowa zbytku i wadzy, nie zjednasz niczym. I tylko 
mier ich albo twoja moe zakoczy walk. 
-Prawd mwisz, Samentu -odpowiedzia Tutmozis. -Na szczcie, nie jego witobliwo, 
ale -my, onierze, bdziemy rozstrzygali odwieczny spr midzy kapanami i faraonem. 
388 
ROZDZIA CZTERNASTY 
Dwunastego Paofi z rnych wityn egipskich rozeszy si niepokojce wieci. 
W cigu paru dni ostatnich w wityni Horusa wywrci si otarz, w wityni Izydy posg 
bstwa paka. Za u Amona tebaskiego i u grobu Ozirisa w Denderach wypady bardzo ze 
wrby. Z nieomylnych oznak wywnioskowali kapani, e Egiptowi grozi jakie wielkie nieszczcie 
jeszcze przed upywem miesica. 
Skutkiem tego arcykapani Herhor i Mefres nakazali procesje dokoa wity i skadanie 
ofiar w domach. 
Zaraz nazajutrz, trzynastego Paofi, odbya si w Memfis wielka procesja: bg Ptah wyszed 
ze swojej wityni, a bogini Izyda ze swojej. Oba bstwa poday ku rodkowi miasta, 
w bardzo nielicznym gronie wiernych, przewanie kobiet. Musiay jednak cofn si: mieszczanie 
bowiem egipscy drwili z nich, a innowiercy posunli si do rzucania kamieni na wite 
odzie bogw. 
Policja wobec tych naduy zachowaa si obojtnie, a nawet niektrzy jej czonkowie 
przyjli udzia w nieprzystojnych artach. Od poudnia za jacy nieznani ludzie zaczli opowiada 
tumom, e stan kapaski nie pozwala na adne ulgi dla pracujcych i chce podnie 
bunt przeciw faraonowi. 
Ku wieczorowi pod wityniami zbieray si gromadki robotnikw z gwizdaniem i zorzeczeniami 
na kapanw. Jednoczenie ciskano kamienie do bram, a jaki zbrodniarz publicznie 
odbi nos Horusowi pilnujcemu swojej wityni. 
W par godzin po zachodzie soca zebrali si arcykapani i ich najwierniejsi stronnicy w 
wityni Ptah. By dostojny Herhor, Mefres, Mentezufis, trzech nomarchw i najwyszy sdzia 
z Tebw. 
-Straszne czasy! - odezwa si sdzia. -Wiem z pewnoci, e faraon chce podburzy motoch 
do napadu na witynie... 
-Syszaem - odezwa si nomarcha Sebes - e wysano rozkaz do Nitagera, aeby przybieg 
czym prdzej z nowymi wojskami, jakby ju i tych nie byo dosy!... 
-Komunikacja midzy Dolnym i Grnym Egiptem przecita od wczoraj -doda nomarcha 
Aa. - Na gocicach stoi wojsko, a galery jego witobliwoci rewiduj kady statek pyncy 
Nilem... 
-Ramzes XIII nie jest witobliwoci -wtrci oschle Mefres -gdy nie otrzyma koron 
z rk bogw. 
-Wszystko to byyby drobiazgi - odezwa si najwyszy sdzia. -Gorsz jest zdrada... 
Mam poszlaki, e wielu modszych kapanw sprzyja faraonowi i o wszystkim donosi mu... 
- S nawet tacy, ktrzy podjli si uatwi wojsku zajcie wity - doda Herhor. 
- Wojsko ma wej do wity?!... - zawoa nomarcha Sebes. 
- Taki ma przynajmniej rozkaz na dwudziestego trzeciego - odpar Herhor. 
-I wasza dostojno mwisz o tym spokojnie?... - zapyta nomarcha Ament. 
Herhor wzruszy ramionami, a nomarchowie zaczli spoglda po sobie. 
-Tego ju nie rozumiem! -odezwa si prawie z gniewem nomarcha Aa. -witynie maj 
zaledwie kilkuset onierzy, kapani zdradzaj, faraon odcina nas od Tebw i podburza lud, a 
dostojny Herhor mwi o tym, jakby nas zaprasza na uczt... Albo bromy si, jeeli jeszcze 
mona, albo... 
-Poddajmy si jego witobliwoci?... - spyta ironicznie Mefres. - Na to zawsze bdziecie 
mieli czas!... 
- Ale my chcielibymy dowiedzie si czego o rodkach obrony... - rzek nomarcha Sebes. 
- Bogowie ocal swoich wiernych - odpowiedzia Herhor. 
Nomarcha Aa zaama rce. 
389 
-Jeeli mam otworzy moje serce, to i mnie dziwi wasza obojtno - odezwa si najwyszy 
sdzia. - Prawie cae posplstwo jest przeciw nam... 
- Posplstwo, jak jczmie na polu, idzie za wiatrem - rzek Herhor. 
- A wojsko?... 
- Ktre wojsko nie upadnie przed Ozirisem? 
-Wiem -przerwa niecierpliwie nomarcha Aa -ale nie widz ani Ozirisa, ani tego wiatru, 
ktry do nas zwrci posplstwo... Tymczasem faraon ju dzi przywiza ich do siebie obietnicami, 
a jutro wystpi z darowizn... 
- Od obietnic i podarunkw mocniejsz jest trwoga - odpar Herhor. 
- Czego oni maj si ba?... Tych trzystu onierzy, jakich mamy? 
- Ulkn si Ozirisa. 
- Ale gdzie on jest?... - pyta wzburzony nomarcha Aa. 
- Zobaczycie go wszyscy. A szczliwy byby ten, kto by na w dzie olepn. 
Sowa te wypowiedzia Herhor z takim niezachwianym spokojem, e w zgromadzeniu zalega 
cisza. 
- Ostatecznie c jednak robimy?... - zapyta po chwili najwyszy sdzia. 
- Faraon - mwi Herhor - chce, aeby lud napad na witynie dwudziestego trzeciego. My 
za musimy sprawi, aby napadnito nas dwudziestego Paofi. 
-Wiecznie ywi bogowie! -znowu zawoa nomarcha Aa wznoszc rce. - A my po co 
mamy ciga nieszczcie na nasze gowy, w dodatku o dwa dni wczeniej?... 
-Suchajcie Herhora - odezwa si stanowczym gosem Mefres -i na wszelki sposb starajcie 
si, aeby napad mia miejsce dwudziestego Paofi od rana. 
- A jak nas naprawd rozbij?... - spyta zmiszany sdzia. 
-Jeeli nie poskutkuj zaklcia Herhora, wwczas ja wezw bogw na pomoc -odpar 
Mefres, a w oczach bysn mu zowrogi ogie. 
-Ha! wy arcykapani macie swoje tajemnice, ktrych nam odsania nie wolno -rzek 
wielki sdzia. -Zrobimy wic, co kaecie, wywoamy napad dwudziestego... Ale pamitajcie, 
e nasza i dzieci naszych krew spadnie na wasze gowy... 
- Niech spadnie!... 
- Niech si tak stanie!... - zawoali jednoczenie obaj arcykapani. Po czym doda Herhor: 
-Od dziesiciu lat rzdzimy pastwem i przez ten czas nikomu z was nie staa si krzywda, 
a kadej obietnicy dotrzymalimy. Bdcie wic cierpliwi i wierni jeszcze przez kilka 
dni, aby zobaczy moc bogw i otrzyma nagrod. 
Niebawem nomarchowie poegnali arcykapanw, nie usiujc nawet ukrywa smutku i 
niepokoju. Zostali tylko Herhor i Mefres. 
Po duszym milczeniu Herhor odezwa si: 
-Tak, ten Lykon by dobry, dopki udawa szalonego. Ale aeby mona go podstawi zamiast 
Ramzesa?... 
-Jeeli matka nie poznaa si na nim - odpar Mefres - wic ju musi by bardzo podobny... 
A siedzie na tronie, przemwi par sw do otoczenia to chyba potrafi. Zreszt my 
bdziemy przy nim... 
- Strasznie gupi komediant!... - westchn Herhor trc czoo. 
-Mdrszy on od milionw innych ludzi, gdy ma podwjny wzrok i wielkie moe odda 
usugi pastwu... 
-Cigle wasza dostojno mwisz mi o tym podwjnym wzroku -odpar Herhor. - Nareszcie 
nieche ja sam przekonam si o tym... 
-Chcesz?... - spyta Mefres. -Wic idmy... Ale, na bogi, Herhorze, o tym, co zobaczysz, 
nie wspominaj nawet przed wasnym sercem... 
390 
Zeszli do podziemiw wityni Ptah i znaleli si w obszernej piwnicy owietlonej kagacem. 
Przy sabym blasku Herhor dojrza czowieka, ktry siedzc za stoem jad. Czowiek 
mia na sobie kaftan gwardii faraona. 
-Lykonie -rzek Mefres -najwyszy dostojnik pastwa chce przekona si o zdolnociach, 
jakimi obdarzyli ci bogowie... 
Grek odepchn mis z jedzeniem i pocz mrucze: 
-Przeklty dzie, w ktrym moje podeszwy dotkny waszej ziemi!... Wolabym pracowa 
w kopalniach i by bity kijami... 
- Na to zawsze bdzie czas - wtrci surowo Herhor. 
Grek umilk i nagle zacz dre zobaczywszy w rce Mefresa kulk z ciemnego krysztau. 
Poblad, spojrzenie zmtniao mu, na twarz wystpi pot kroplisty. Jego oczy byy utkwione w 
jeden punkt, jakby przykute do krysztaowej kuli. 
- Ju pi - rzek Mefres. - Nie dziwne to? 
- Jeeli nie udaje. 
- Uszczypnij go... ukuj... nawet sparz... - mwi Mefres. 
Herhor wydoby spod biaej szaty sztylet i zamierzy si, jakby chcc uderzy Lykona 
midzy oczy. Ale Grek nie poruszy si, nawet nie drgny mu powieki. 
-Spojrzyj tu - mwi Mefres zbliajc do Lykona kryszta. -Czy widzisz tego, ktry porwa 
Kam?... 
Grek zerwa si z krzesa, z zacinitymi piciami i lin na ustach. 
- Pucie mnie!... - woa chrapliwym gosem. - Pucie mnie, abym napi si jego krwi... 
- Gdzie on jest teraz! - pyta Mefres. 
-W paacyku, w stronie ogrodu najbliszej rzeki... Jest z nim pikna kobieta... -szepta 
Lykon. 
- Nazywa si Hebron i jest on Tutmozisa -podpowiedzia Herhor. -Przyznaj, Mefresie doda 
- e aeby o tym wiedzie, nie trzeba podwjnego wzroku... 
Mefres zaci wskie usta. 
-Jeeli to nie przekonywa waszej dostojnoci, poka co lepszego -odpar. -Lykonie, 
znajd teraz zdrajc, ktry szuka drogi do skarbca Labiryntu... 
picy Grek usilniej wpatrzy si w kryszta i po chwili odpowiedzia: 
- Widz go... Jest odziany w pacht ebraka... 
- Gdzie on jest?... 
-Ley na dziedzicu obery, ostatniej przed Labiryntem... Z rana bdzie tam... 
- Jak on wyglda?... 
- Ma rud brod i wosy... - odpowiedzia Lykon. 
- A co?... - spyta Mefres Herhora. 
- Wasza dostojno masz dobr policj - rzek Herhor. 
-Ale za to dozorcy Labiryntu le go pilnuj! -mwi gniewnie Mefres. - Jeszcze dzi w 
nocy pojad tam z Lykonem, aby ostrzec miejscowych kapanw... Lecz gdy uda mi si ocali 
skarb bogw, wasza dostojno pozwolisz, e ja zostan jego dozorc... 
- Jak wasza dostojno chcesz - odpar Herhor obojtnie. A w sercu swym doda: 
Nareszcie pobony Mefres zaczyna pokazywa zby i pazury... Sam pragnie zosta -tylko 
- dozorc Labiryntu, a swego wychowaca Lykona zrobi - tylko - faraonem!... 
Zaprawd, e dla nasycenia chciwoci moich pomocnikw bogowie musieliby stworzy 
dziesi Egiptw... 
Gdy obaj dostojnicy opucili podziemia, Herhor, wrd nocy, piechot wrci do wityni 
Izydy, gdzie mia mieszkanie, a Mefres kaza przygotowa par konnych lektyk. Do jednej 
modzi kapani woyli picego Lykona w worku na gowie, do drugiej arcykapan wsiad 
sam i, otoczony garstk jedcw, tgim kusem pojecha do Fayum. 
391 
W nocy z czternastego na pitnasty Paofi arcykapan Samentu, stosownie do obietnicy danej 
faraonowi, wszed, sobie tylko znanym korytarzem, do Labiryntu. Mia w rkach pk pochodni, 
z ktrych jedna palia si, a na plecach niewielki koszyk z przyborami. 
Samentu bardzo atwo przechodzi z sali do sali, z korytarza na korytarz, jednym dotkniciem 
usuwajc kamienne tafle w kolumnach i cianach, gdzie byy drzwi ukryte. Niekiedy 
waha si, lecz wwczas odczytywa tajemnicze znaki na cianach i porwnywa je ze znakami 
na paciorkach, ktre mia na szyi. 
Po pgodzinnej podry znalaz si w skarbcu, skd usunwszy tafle w pododze dosta 
si do sali lecej pod spodem. Sala bya niska, lecz obszerna, a jej sufit opiera si na mnstwie 
przysadkowatych kolumn. 
Samentu pooy koszyk i zapaliwszy dwie pochodnie przy ich wietle zacz odczytywa 
napisy cienne. 
Mimo podej postaci - mwi jeden napis - jestem prawdziwy syn bogw, gdy gniew mj 
jest straszny. 
Na dworze zamieniam si w sup ognia i czyni byskawic. Zamknity, jestem grzmotem 
i zniszczeniem, i nie ma budowli, ktra oparaby si mojej potdze. 
Uagodzi mnie moe tylko wita woda, ktra odbiera mi moc. Ale gniew mj tak dobrze 
rodzi si z pomienia, jak i z najmniejszej iskry. 
Wobec mnie wszystko skrca si i upada. Jestem jak Tyfon, ktry obala najwysze drzewo 
i podnosi kamienie. 
Sowem, kada witynia ma swoj tajemnic, ktrej inne nie znaj!... -rzek do siebie 
Samentu. 
Otworzy jedn kolumn i wydoby z niej duy garnczek. Garnczek mia pokryw przylepion 
woskiem tudzie otwr, przez ktry przechodzi dugi i cienki sznurek, nie wiadomo 
gdzie koczcy si wewntrz kolumny. 
Samentu odci kawaek sznurka, przytkn go do pochodni i spostrzeg, e sznur spala si 
bardzo prdko, wydajc syczenie. 
Teraz ostronie zdj noem pokryw i zobaczy wewntrz garnka niby piasek i kamyki 
popielatej barwy. Wydoby par kamykw i odszedszy na bok przytkn pochodni. W jednej 
chwili buchn duy pomie i kamyki zniky zostawiajc po sobie gsty dym i przykry zapach. 
Samentu wyj znowu troch popielatego piasku, wysypa na posadzk, umieci wrd 
niego kawaek sznura ktry znalaz przy garnku, i - wszystko to nakry cikim kamieniem. 
Potem zbliy pochodni, sznur zatli si i po chwili - kamie wrd pomieni podskoczy do 
gry. 
- Mam ju tego syna bogw!... - rzek z umiechem Samentu. - Skarbiec nie zapadnie si... 
Zacz chodzi od kolumny do kolumny, otwiera tafle i z wntrza wydobywa ukryte 
garnki. Przy kadym by sznur, ktry Samentu przecina, a garnki odstawia na bok... 
-No -mwi kapan -jego witobliwo mgby darowa mi poow tych skarbw, a 
przynajmniej... syna mego zrobi nomarch!... I z pewnoci zrobi, gdy jest to wspaniaomylny 
wadca... Mnie za naley si co najmniej witynia Amona w Tebach... 
Zabezpieczywszy w ten sposb sal doln, Samentu wrci do skarbca, a stamtd wszed 
do sali grnej. Tam rwnie byy napisy na cianach, liczne kolumny, a w nich garnki zaopatrzone 
w sznury i napenione kamykami, ktre przy zetkniciu si z ogniem wybuchay. 
Samentu poprzecina sznury, powydobywa garnki z wntrza kolumn i -szczypt popielatego 
piasku zawiza w gaganek. 
Potem zmczony usiad. Wypalio mu si sze pochodni; noc musiaa si ju zblia ku 
kocowi. 
392 
Nigdy bym nie przypuszcza -mwi do siebie -e tutejsi kapani maj tak dziwny materia?... 
Przecie mona by rozwala nim asyryjskie fortece!... No, my take nie wszystko ogaszamy 
naszym uczniom... 
Strudzony pocz marzy. Teraz by pewny, e zajmie najwysze stanowisko w pastwie, 
potniejsze od tego, jakie zajmowa Herhor. 
Co wtedy zrobi?... Bardzo wiele. Zabezpieczy mdro i majtek swoim potomkom. Postara 
si o wydobycie tajemnic ze wszystkich wity, co w nieograniczony sposb umocni jego 
wadz, a Egiptowi zapewni przewag nad Asyri. 
Mody faraon drwi z bogw, to uatwi mu ustanowienie czci dla jednego boga, na przykad 
Ozirisa, i poczenie Fenicjan, ydw, Grekw i Libijczykw w jedno pastwo - z Egiptem. 
Wspczenie przystpi do robt nad kanaem, ktry ma poczy Morze Czerwone ze 
rdziemnym. Gdy wzdu kanau pobuduje si fortece i nagromadzi duo wojska, cay handel 
z nieznanymi ludami Wschodu i Zachodu wpadnie w rce Egipcjan. 
Trzeba te posiada wasn flot i majtkw egipskich. A nade wszystko trzeba zgnie 
Asyri, ktra z kadym rokiem staje si niebezpieczniejsza... Trzeba ukrci zbytki i chciwo 
kapanw... Niechaj bd mdrcami, niech maj dostatek, ale niech su pastwu zamiast, 
jak dzi, wyzyskiwa je na swoj korzy... 
Ju w miesicu Hator -mwi w sobie - bd wadc!... Mody pan zanadto lubi kobiety i 
wojsko, aby mg zajmowa si rzdami... A jeeli nie bdzie mia synw, wwczas mj syn, 
mj syn... 
Ockn si. Jeszcze jedna pochodnia spona i by wielki czas do opuszczenia podziemiw. 
Podnis si, zabra swj koszyk i opuci sal nad skarbcem. 
Nie potrzebuj pomocnikw... -myla umiechajc si. -Sam wszystko zabezpieczyem... 
ja sam... pogardzany kapan Seta!...  
Min ju kilkanacie komnat i korytarzy, gdy nagle stan... Zdawao si, e na posadzce 
sali, do ktrej wszed, wida cienk smug wiata... 
W jednej chwili ogarna go tak straszna trwoga, e zgasi pochodni. Lecz i smuga na posadzce 
znika. 
Samentu wyty such, ale sysza tylko bicie ttna we wasnej gowie. 
- Przywidziao mi si!... - rzek. 
Drcymi rkoma wydoby z kosza mae naczynie, gdzie powoli tlia si hubka, i znowu 
zapali pochodni. 
Jestem bardzo senny!.... - pomyla. 
Rozejrza si po sali i poszed do ciany, w ktrej byy ukryte drzwi. Nacisn gwd, 
drzwi nie uchyliy si. Drugi... trzeci nacisk - nic... 
Co to znaczy? - rzek do siebie zdumiony. 
Ju zapomnia o wietlnej smudze. Zdawao mu si, e spotka go nowy, niesychany wypadek. 
Tyle setek drzwi ukrytych otwiera w swym yciu, tyle ich otworzy w Labiryncie, e 
wprost nie mg poj obecnego oporu. 
Wtem znowu ogarn go strach. Zacz biega od ciany do ciany i wszdzie probowa 
ukrytych drzwi. Wreszcie jedne ustpiy. Samentu gboko odetchn i znalaz si w ogromnej 
sali, jak zwykle przepenionej kolumnami. Jego pochodnia rozwietlaa zaledwie cz przestrzeni, 
ktrej ogromna reszta gina w gstym mroku. 
Ciemno, las kolumn, a nade wszystko nieznajomo sali - dodaa kapanowi otuchy. Na 
dnie jego trwogi zbudzia si iskra naiwnej nadziei: zdawao mu si, e poniewa on nie zna 
tego miejsca, wic i nikt go nie zna, nikt tu nie trafi. 
Uspokoi si nieco i uczu, e nogi gn si pod nim. Wic usiad. Lecz znowu zerwa si i 
pocz oglda si dokoa, jak gdyby chcc sprawdzi: czy istotnie grozi mu niebezpieczestwo 
i - skd?... Z ktrego z tych ciemnych ktw wyjdzie ono, aby rzuci si na niego? 
393 
Samentu, jak nikt w Egipcie, by oswojony z podziemiami, ciemnoci, zbkaniem... 
Przechodzi te rne niepokoje w yciu. Ale to, czego doznawa obecnie, byo czym zupenie 
nowym i tak strasznym, e kapan ba si nada temu waciwego nazwiska. 
W kocu z wielkim wysikiem zebra myli i rzek: 
-Gdybym naprawd widzia wiato... gdyby naprawd kto pozamyka drzwi, bybym 
zdradzony... A w takim razie co?... 
mier!... - szepn mu gos ukryty gdzie na dnie duszy. 
mier?!... 
Pot wystpi mu na twarz; zatamowa mu si oddech. I nagle opanowao go szalestwo 
strachu. Zacz biega po sali i uderza pici w mury szukajc wyjcia. Ju zapomnia, 
gdzie jest i jak si tu dosta; straci kierunek, a nawet mono orientowania si za pomoc 
paciorkw. 
Zarazem poczu, e jest w nim jakby dwu ludzi: jeden prawie obkany, drugi spokojny i 
mdry. Ten mdry tomaczy sobie, e wszystko moe by przywidzeniem, e nikt go nie odkry, 
nikt go nie szuka i e wyjdzie std, byle nieco ochon. Ale ten pierwszy, obkany, nie 
sucha gosu rozsdku, owszem, z kad chwil bra gr nad swoim antagonist wewntrznym. 
O, gdyby mona byo ukry si w ktrej kolumnie!... Niechby wwczas szukali... Cho zapewne 
nikt by go nie szuka i nie znalaz, a on przespawszy si odzyskaby panowanie nad 
sob. 
-C mnie tu moe spotka? -mwi wzruszajc ramionami. -Bylem uspokoi si, mog 
mnie goni po caym Labiryncie... 
Wszak do przecicia mi wszystkich drg trzeba by kilku tysicy ludzi, a do wskazania: w 
ktrej sali jestem - chyba cudu!... 
No, ale przypumy, e api mnie... Wic i c!... Bior ten oto flakonik, przykadam do 
ust i w jednej chwili uciekam tak, e mnie ju nikt nie zapie... Nawet bogowie... 
Lecz pomimo rozumowa znowu schwycia go tak straszna trwoga, e po raz drugi zgasi 
pochodni i drc, szczkajc zbami wcisn si pod jedn z kolumn. 
Jak mona... jak mona byo wchodzi tutaj!... - mwi do siebie. -Albo nie miaem czego 
je... na czym wesprze gowy?... Prosta rzecz, e jestem odkryty... Przecie Labirynt 
posiada mnstwo czujnych jak psy dozorcw, i tylko dziecko albo gupiec mgby myle o 
oszukaniu ich... 
Majtek... wadza!... Gdzie jest taki skarb, za ktry warto by odda jeden dzie ycia?... I 
oto ja, czowiek w sile wieku, naraziem moje...  
Zdawao mu si, e usysza cikie stuknicie. Zerwa si i w gbi sali - zobaczy blask. 
Tak jest: blask rzeczywisty, nie zudzenie... W odlegej cianie, gdzie na kocu, stay 
otwarte drzwi, przez ktre w tej chwili ostronie wchodzio kilku zbrojnych ludzi z pochodniami. 
Na ten widok kapan uczu zimno - w nogach, w sercu, w gowie... Ju nie wtpi, e nie 
tylko zosta odkryty, ale e jest cigany i otoczony. 
Kto mg go zdradzi?... Rozumie si, e tylko jeden czowiek: mody kapan Seta, ktrego 
wtajemniczy do szczegowo w swoje plany. Zdrajca sam z miesic musiaby szuka drogi 
w Labiryncie; ale gdyby porozumia si z dozorcami, mogli Samentu wytropi w jeden 
dzie... 
W tej chwili arcykapan dozna wrae znanych tylko ludziom, ktrzy stoj w obliczu 
mierci. Przesta si ba, gdy jego urojone trwogi pierzchy wobec rzeczywistych pochodni... 
I nie tylko odzyska panowanie nad sob, ale nawet poczu si nieskoczenie wyszym od 
wszystkiego, co yje... Za chwil ju nie bdzie mu grozio adne... adne niebezpieczestwo!... 
394 
Myli przebiegay mu przez gow z szybkoci i jasnoci byskawic. Ogarn cae swoje 
istnienie: prace, niebezpieczestwa, nadzieje i ambicje, i - wszystko to wydawao mu si drobiazgiem. 
Bo i co by mu przyszo, gdyby w tej chwili by nawet faraonem albo posiada klejnoty 
wszystkich skarbcw krlewskich?... 
Wszystko to marno, py, a nawet gorzej, bo zudzenie. Jedna tylko rzecz jest wielka i 
prawdziwa - mier... 
Tymczasem ludzie z pochodniami pilnie ogldajc kolumny i zaktki doszli ju do poowy 
ogromnej sali. Kapan widzia poyskujce ostrza ich wczni i pozna, e wahaj si, e posuwaj 
si naprzd ze strachem i niechci. O kilka krokw za nimi sza inna grupa osb 
owietlona jedn pochodni. 
Samentu nawet nie czu do nich niechci, tylko ciekawo: kto mg go zdradzi? Ale i ta 
kwestia nie bardzo go obchodzia; wydawao mu si bowiem nierwnie waniejszym pytanie: 
dlaczego czowiek musi umiera i - po co rodzi si?... Gdy, wobec faktu mierci, cae ycie 
skraca si w jedn chwilk, bolesn, choby byo najduszym i najbogatszym w dowiadczenia. 
- Po co to?... Na co to?... 
Otrzewi go gos jednego ze zbrojnych. 
- Tu nikogo nie ma i by nie moe!... 
Zbrojni stanli. Samentu poczu, e kocha tych ludzi, ktrzy nie chc i dalej, i -serce w 
nim uderzyo. 
Powoli nadcigna druga grupa osb, w ktrej spierano si. 
-Jak nawet wasza dostojno moe przypuszcza, e tu kto wszed?... - mwi gos drgajcy 
gniewem. - Przecie wszystkie wejcia s pilnowane, osobliwie teraz. A gdyby nawet kto 
zakrad si, to chyba po to, aeby umrze z godu... 
- A jednak patrz, wasza dostojno, na zachowanie si Lykona -odpar drugi gos. - picy 
wci wyglda tak, jakby nieprzyjaciela czu blisko... 
Lykon?... - myla Samentu. - Ach, to ten Grek podobny do faraona... Co widz?... Mefres 
go tu przyprowadzi!... 
W tej chwili picy Grek rzuci si naprzd i stan przed kolumn, za ktr ukrywa si 
Samentu. Zbrojni pobiegli za nim, a blask ich pochodni owietli ciemn figur kapana. 
- Kto tu?... - krzykn chrapliwym gosem dowdca. 
Samentu wysun si. Jego widok zrobi tak silne wraenie, e ludzie z pochodniami 
cofnli si. Mg by przej midzy przeraonymi i nikt by go nie zatrzyma; ale kapan ju 
nie myla o ucieczce. 
-A co, czy myli si mj jasnowidzcy?... - zawoa Mefres wycigajc rk. - Oto zdrajca!... 
Samentu zbliy si do niego z umiechem i rzek: 
-Poznaem ci po tym okrzyku, Mefresie. Gdy nie moesz by oszustem, jeste tylko 
gupcem... 
Obecni osupieli; Samentu mwi ze spokojn ironi: 
-Cho prawda, e w tej chwili jeste i oszustem, i gupcem. Oszustem, bo wmawiasz w 
dozorcw Labiryntu, e ten otr ma dar podwjnego widzenia; a gupcem, bo mylisz, e ci 
uwierz. Lepiej od razu powiedz, e w wityni Ptah znajduj si dokadne plany Labiryntu... 
- To fasz!... - zawoa Mefres. 
- Zapytaj tych ludzi, komu wierz: tobie czy mnie? Ja jestem tutaj, gdy znalazem plany w 
wityni Seta; ty przyszede z aski niemiertelnego Ptah... - zakoczy Samentu miejc si. 
- Zwicie tego zdrajc i kamc!... - krzykn Mefres. 
Samentu cofn si par krokw. Szybko wydoby spod odziey flakonik i podnoszc go 
do ust rzek: 
395 
-Mefresie, ty do mierci bdziesz gupi... Spryt masz tylko wwczas, gdy chodzi o pienidze... 
Przytkn do ust flakonik i upad na posadzk. 
Zbrojni rzucili si na niego, podnieli, ale ju lecia im przez rce. 
- Nieche tu zostanie jak inni... - rzek dozorca Labiryntu. 
Cay orszak opuci sal i starannie zamkn ukryte drzwi. Niebawem wyszli z podziemiw 
Labiryntu. 
Gdy dostojny Mefres znalaz si na dziedzicu, kaza swoim kapanom przygotowa konne 
lektyki i natychmiast razem ze picym Lykonem odjecha do Memfisu. 
Dozorcy Labiryntu, oszoomieni niezwykymi wypadkami, spogldali to na siebie, to na 
eskort Mefresa, ktra ju znikaa w tym tumanie pyu. 
-Nie mog uwierzy -rzek arcykapan-dozorca -e by za naszych dni czowiek, ktry 
wdar si do podziemiw... 
-Wasza dostojno zapomina, e dzisiaj byo trzech takich -wtrci jeden z modszych kapanw 
obrzucajc go ukonym spojrzeniem. 
-A... a... prawda!... - odpar arcykapan. - Czyli bogowie pomiszali mi rozsdek?... - doda 
trc czoo i ciskajc zawieszony na piersiach amulet. 
-I dwaj uciekli - podpowiedzia modszy kapan - komediant Lykon i witobliwy Mefres. 
- Dlaczego nie zwrcie mi uwagi tam... w podziemiu!... - wybuchn zwierzchnik. 
- Nie wiedziaem, e si tak stanie... 
-Biada mojej gowie!... - woa arcykapan. - Nie naczelnikiem, ale odwiernym tego gmachu 
powinienem by... Ostrzegano nas, e kto zakrada si do Labiryntu, i nie zapobiegem 
temu... A teraz znowu wypuciem dwu najniebezpieczniejszych, ktrzy sprowadz tu, kogo 
im si podoba... O biada!... 
-Nie potrzebuje wasza dostojno rozpacza -odezwa si inny kapan. - Prawo nasze jest 
wyrane... Niech wic wasza dostojno wyle do Memfisu czterech albo szeciu naszych 
ludzi i zaopatrzy ich w wyroki. Reszta naley bdzie do nich... 
- Ale ja straciem rozum! - narzeka arcykapan. 
-Co si stao, to si stao -przerwa nie bez ironii modszy kapan. - Jedno jest pewne, e: 
ludzie, ktrzy nie tylko nie trafili do podziemiw, ale nawet chodzili po nich jak po wasnym 
domu, e ludzie ci y nie mog... 
-Wic wyznaczcie szeciu z naszej milicji... 
- Rozumie si!... Trzeba z tym skoczy... - potwierdzili kapani-dozorcy. 
-Kto wie, czy Mefres nie dziaa w porozumieniu z najdostojniejszym Herhorem? -szepn 
kto. 
-Dosy! -zawoa arcykapan. -Gdy Herhora znajdziemy w Labiryncie, postpimy wedug 
prawa. Ale domyla si ani posdza kogokolwiek -nie wolno... Niech pisarze przygotuj 
wyroki dla Mefresa i Lykona, wybrani niech najpieszniej jad za nimi, a milicja niech 
pomnoy warty. Trzeba take zbada wntrze gmachu i odkry, ktrdy wszed Samentu... 
Cho jestem pewny, e nieprdko znajdzie naladowcw... 
W par godzin pniej szeciu ludzi wyjechao do Memfisu. 
396 
ROZDZIA PITNASTY 
Ju dnia omnastego Paofi w Egipcie zapanowa chaos. Komunikacja midzy dolnym i 
grnym pastwem zostaa przerwana, handel usta, po Nilu kryy tylko statki stranicze, 
drogi ldowe byy zajte przez wojska, ktre dyy ku miastom posiadajcym sawniejsze 
witynie. 
Na polach pracowali tylko kapascy chopi. Za w majtkach szlachty, nomarchw, a 
osobliwie faraona, len nie by wyrwany, koniczyna nie tknita, winogron nie mia kto zrywa. 
Chopi nie robili nic, tylko wczc si bandami piewali, jedli, pili i odgraali si bd kapanom, 
bd Fenicjanom. 
W miastach sklepy byy pozamykane, a pozbawieni zajcia rzemielnicy po caych dniach 
radzili nad przeobraeniem pastwa. Gorszce to zjawisko ju nie byo nowym dla Egiptu, ale 
wystpio w tak gronych rozmiarach, e poborcy, a nawet sdziowie zaczli si kry; tym 
bardziej i policja bardzo agodnie traktowaa naduycia prostego ludu. 
Jedna jeszcze rzecz zasugiwaa na uwag, oto -obfito pokarmw i wina. W szynkowniach 
i garkuchniach, szczeglnie fenickich, zarwno w Memfis, jak na prowincji, mg je i 
pi, kto chcia i ile chcia, za bardzo nisk opat lub bez opaty. 
Mwiono, e jego witobliwo wyprawia swemu ludowi uczt, ktra cign si ma 
przez cay miesic. 
Z powodu utrudnionych, a nawet poprzerywanych komunikacji, miasta niedobrze wiedziay, 
co si dzieje u ich ssiadw. I tylko faraon, a jeszcze lepiej kapani zdawali sobie 
spraw z oglnego pooenia kraju. 
Pooenie to cechowa przede wszystkim rozam midzy Grnym, czyli Tebaskim, i Dolnym, 
czyli Memfijskim Egiptem. W Tebach miao przewag stronnictwo kapanw, w Memfis 
- faraonowe. W Tebach mwiono, e Ramzes XI I oszala i chce sprzeda Egipt Fenicjanom; 
w Memfisie dowodzono, e kapani chc otru faraona i naprowadzi do kraju Asyryjczykw. 
Lud prosty, zarwno na pnocy, jak i na poudniu, czu instynktowny pocig do Ramzesa. 
Ale lud bya to sia bierna i chwiejna. Gdy przemawia agitator rzdowy, chopi gotowi byli 
uderzy na witynie i bi kapanw; lecz gdy wystpia procesja, padali na twarze i truchleli 
suchajc zapowiedzi jakich klsk, ktre ju w tym miesicu groziy Egiptowi. 
Przeraona szlachta i nomarchowie prawie wszyscy zjechali do Memfisu baga faraona o 
ratunek przeciw buntujcym si chopom. Lecz poniewa Ramzes XIII zaleca im cierpliwo 
i nie gromi posplstwa, wic magnaci zaczli naradza si ze stronnictwem kapaskim. 
Prawda, e Herhor milcza albo take zaleca cierpliwo, ale inni arcykapani dowodzili 
panom, e Ramzes jest szalony, i napomykali o potrzebie usunicia go od wadzy. 
W samym Memfisie kryy obok siebie dwie partie. Bezbonicy, ktrzy pili, haasowali i 
obrzucali botem mury wity, a nawet posgi -i -poboni, przewanie starcy i kobiety, 
ktrzy modlili si na ulicach, gono zapowiadajc nieszczcia i bagajc bogw o ratunek. 
Bezbonicy co dzie popeniali jakie naduycie; midzy pobonymi co dzie jaki chory lub 
kaleka odzyskiwa zdrowie. 
Lecz dziwna rzecz: obie partie, pomimo rozkoysanych namitnoci, nie robiy sobie 
krzywdy, a tym mniej -nie poryway si do czynw gwatownych. Co pochodzio std, e 
kada z nich robia zamiszanie pod kierunkiem i wedug planu obmylanego w wyszych 
sferach. 
Faraon, nie zgromadziwszy jeszcze wszystkich wojsk i dowodw przeciw kapanom, nie 
dawa hasa do stanowczego napadu na witynie; kapani zdawali si czeka na co. Byo 
jednak widoczne, e ju dzi nie czuj si oni tak sabymi jak w pierwszych dniach po goso
397 
waniu delegatw. A i sam Ramzes XIII zamyla si, gdy mu ze wszystkich stron donoszono, 
e chopi kapascy prawie wcale nie miszaj si do zaburze, lecz pracuj. 
Co to znaczy? -sam siebie zapytywa faraon. - Czy goe by sdz, e nie omiel si zaczepia 
wity, czyli te maj jakie nie znane mi rodki obrony? 
Dziewitnastego Paofi policja zawiadomia wadc, e upynionej nocy lud zacz psu 
mury otaczajce wityni Horusa. 
- Kazalicie im to robi?... - spyta faraon naczelnika. 
- Nie. Rzucili si z wasnego popdu. 
-Powstrzymujcie ich agodnie... powstrzymujcie... - rzek pan. -Za kilka dni bd mogli 
robi, co im si podoba. Ale teraz jeszcze niech nie wystpuj zbyt gwatownie... 
Ramzes XIII, jako wdz i zwycizca znad Sodowych Jezior, wiedzia, e gdy raz tumy 
wyrusz do ataku, ju nic ich nie powstrzyma: musz rozbi albo zosta rozbite. Gdyby 
witynie nie broniy si; posplstwo da im rad, ale - jeeli zechc broni si?... 
W takim wypadku lud ucieknie i trzeba na jego miejsce posa wojska, ktrych byo 
wprawdzie duo, lecz nie tyle, ile potrzeba wedug rachunkw faraona. 
Nadto -Hiram jeszcze nie wrci z Pi-Bast z listami dowodzcymi zdrady Herhora i Mefresa. 
A co waniejsze - przychylni faraonowi kapani mieli da pomoc wojsku dopiero dwudziestego 
trzeciego Paofi. Jakime wic sposobem uprzedzi ich w tylu wityniach odlegych 
jedna od drugiej? I czy sama ostrono nie nakazywaa unika z nimi stosunkw, ktre 
mogy ich zdradzi? 
Z tych powodw Ramzes XIII nie yczy sobie wczeniejszego napadania wity przez 
lud. 
Tymczasem wbrew woli faraona wzburzenie roso. Okoo wityni Izydy zabito kilku pobonych, 
ktrzy zapowiadali nieszczcia dla Egiptu lub cudownym sposobem odzyskali 
zdrowie. Okoo wityni Ptah posplstwo rzucio si na procesj, zbio kapanw i potuko 
wite czno, w ktrym podrowa posg boga. Prawie wspczenie nadleciay sztafety z 
miast Sochem i Anu, e lud wdziera si do wity, a w Cherau nawet wdar si i znieway 
miejsce najwitsze. 
Nad wieczorem przysza prawie ukradkiem do paacu jego witobliwoci deputacja kapanw. 
Czcigodni prorocy z paczem upadli panu do ng woajc, aby zasoni bogw i 
witynie. 
Ten wcale nieoczekiwany wypadek napeni serce Ramzesa wielk radoci, a jeszcze 
wiksz dum. Kaza powsta delegatom i askawie odpowiedzia, e jego puki zawsze gotowe 
s broni wity, byle - zostay tam wprowadzone. 
-Nie wtpi -mwi - e sami burzyciele cofn si zobaczywszy przybytki bogw zajte 
przez wojsko. 
Delegaci wahali si. 
-Waszej witobliwoci wiadomo - odpar najstarszy z nich -e wojsko nie moe wchodzi 
nawet za mur wityni... Musimy wic zapyta o zdanie arcykapanw... 
-Owszem, naradcie si -rzek pan. -Nie umiem robi cudw i z odlegoci mego paacu 
nie obroni wity. 
Delegaci zasmuceni opucili faraona, ktry po ich wyjciu zwoa rad poufn. By przekonany, 
e kapani poddadz si jego woli, i ani mu przez myl nie przeszo, e delegacja jest 
sztuk urzdzon przez Herhora, aby go w bd wprowadzi. 
Gdy w komnacie krlewskiej zebrali si cywilni i wojskowi dostojnicy, Ramzes peen dumy 
zabra gos: 
-Chciaem -rzek -dopiero dwudziestego trzeciego Paofi zaj memfijskie witynie... 
Uwaam jednak, e lepiej bdzie zrobi to jutro... 
- Nasze wojska jeszcze nie zebray si... - wtrci Tutmozis. 
-I nie mamy listw Herhora do Asyrii - doda wielki pisarz. 
398 
-Mniejsza o to! -odpar faraon. - Niech lud jutro dowie si, e Herhor i Mefres s zdrajcami, 
a nomarchom i kapanom okaemy dowody za par dni, gdy wrci Hiram z Pi-Bast. 
- Nowy rozkaz waszej witobliwoci bardzo zmienia plan pierwotny - rzek Tutmozis. -
Jutro nie zajmiemy Labiryntu... A gdyby i w Memfis witynie omieliy si stawi opr, nie 
mamy nawet taranw do wybicia bram... 
-Tutmozisie -odpowiedzia pan -mgbym nie tomaczy si z moich rozkazw... Ale 
chc przekona was, e serce moje gbiej ocenia bieg wypadkw... 
Jeeli lud - cign -ju dzi napada witynie, to jutro zechce wedrze si do nich. Jeeli 
go nie poprzemy, zostanie odparty, a w kadym razie za trzy dni zniechci si do miaych 
czynw. 
A jeeli kapani ju dzi wysyaj delegacj, musz by sabi. Tymczasem za kilka dni moe 
powikszy si liczba ich stronnikw midzy ludem... 
Zapa i strach jest jak wino w dzbanku: o ile wylewa si, o tyle go ubywa, i ten tylko moe 
si napi, kto w por podsunie swj kubek. Gdy wic lud dzi jest przygotowany do napadu, a 
nieprzyjaciele wystraszeni, zuytkujmy to, gdy, jak powiadam, szczcie za kilka dni moe 
opuci nas, jeeli nie zwrci si przeciw nam... 
-I ywno koczy si -wtrci skarbnik. - Za trzy dni posplstwo musi wraca do roboty, 
bo nie bdziemy mieli czym karmi ich darmo... 
-O, widzisz!... -mwi faraon do Tutmozisa. -Ja sam rozkazaem naczelnikowi policji, 
aeby hamowa posplstwo. Lecz gdy powcign go nie mona, trzeba skorzysta z ruchu. 
Dowiadczony eglarz nie walczy z prdem ani z wiatrem, ale pozwala im unosi si w obranym 
przez siebie kierunku... 
W tej chwili wszed kurier z doniesieniem, e lud rzuci si na cudzoziemcw. Napadli 
Grekw, Syryjczykw, nade wszystko Fenicjan... Wiele sklepw zrabowano i kilku ludzi zabito. 
-Oto dowd -zawoa oburzony wadca -e tumw nie naley sprowadza z drogi raz 
wytknitej!... Jutro niech wojska bd w pobliu wity... I niech natychmiast wkraczaj do 
nich, jeeli lud zacznie wdziera si tam albo... Albo gdyby zacz cofa si pod naciskiem... 
Prawda, e winogrona powinny by zrywane w miesicu Paofi. Lecz czyli jest ogrodnik, 
ktry, gdyby owoce dojrzay o miesic wczeniej, zostawiby je na ozach?... 
Powtarzam: chciaem opni ruch posplstwa a do ukoczenia naszych przygotowa. 
Ale gdy odkada tych rzeczy nie mona, wic korzystajmy z gotowego wiatru i -rozepnijmy 
agle. 
Jutro Herhor i Mefres powinni by uwizieni i przyprowadzeni do paacu. A z Labiryntem 
skoczymy za kilka dni. 
Czonkowie rady uznali, e postanowienie faraona jest dobre, i rozeszli si podziwiajc jego 
stanowczo i mdro. Nawet jeneraowie owiadczyli, e lepiej korzysta z gotowej okazji 
anieli gromadzi siy na ten czas, kiedy okazja minie. 
Bya ju noc. Nadbieg drugi kurier od Memfisu z doniesieniem, e udao si policji 
ochroni cudzoziemcw. Ale lud jest rozjuszony i nie wiadomo, do czego posunie si jutro. 
Od tej chwili kurier przychodzi za kurierem. Jedni przynosili wiadomoci, e wielkie masy 
chopstwa uzbrojonego w topory i paki ze wszystkich stron podaj do Memfisu. Skdind 
donoszono, e lud w okolicach Peme, Sochem i On ucieka w pole krzyczc, e jutro bdzie 
koniec wiata. Inny kurier przywiz list od Hirama, e wnet przybywa. Inny zawiadamia 
o przekradaniu si pukw wityniowych do Memfisu i, co waniejsza, e z Grnego 
Egiptu, posuwaj si mocne oddziay ludu i wojska, wrogo usposobione dla Fenicjan, a nawet 
dla jego witobliwoci. 
Nim tamci nadejd -myla faraon -ja ju bd mia w rkach arcykapanw i nawet puki 
Nitagera... Spnili si o kilka dni!... 
399 
Donoszono wreszcie, e tu i owdzie na gocicach wojsko schwytao przebranych kapanw, 
ktrzy usiowali dosta si do paacu jego witobliwoci, zapewne z niedobrymi zamiarami. 
- Niech ich przyprowadz do mnie -odpar ze miechem faraon. -Chc widzie tych, ktrzy 
omielili si mie wzgldem mnie ze zamiary!... 
Okoo pnocy czcigodna krlowa Nikotris zadaa posuchania u jego witobliwoci. 
Dostojna pani bya blada i drca. Kazaa wyj oficerom z krlewskiej komnaty, a zo
stawszy sam na sam z faraonem rzeka paczc: 
- Synu mj, przynosz ci bardzo ze wrby... 
-Wolabym, krlowo, usysze dokadne wiadomoci o sile i zamiarach moich nieprzyjaci... 
-Dzi wieczorem posg boskiej Izydy w mojej modlitewni odwrci si twarz do ciany, 
a woda w witej cysternie poczerwieniaa jak krew... 
-To dowodzi - odpar faraon - e wewntrz paacu mamy zdrajcw. Nie s oni jednak zbyt 
niebezpieczni, jeeli umiej tylko brudzi wod i odwraca posgi. 
-Caa nasza suba - cigna pani - cay lud jest przekonany, e gdy wojska twoje wkrocz 
do wity, na Egipt spadnie wielkie nieszczcie... 
-Wikszym nieszczciem -rzek pan -jest zuchwalstwo kapanw. Wpuszczeni przez 
mego wiecznie yjcego ojca do paacu, myl dzi, e zostali jego wacicielami... Ale, na 
bogi, czyme ja w kocu zostan wobec ich wszechmocy!... I czy nie wolno mi upomnie si 
o moje krlewskie prawa?... 
-Przynajmniej... przynajmniej -odezwaa si pani po namyle -bd miosierny... Tak, 
prawa musisz odzyska, ale nie pozwalaj twoim onierzom, aby gwacili wite przybytki 
lub krzywdzili kapanw... Pamitaj, e askawi bogowie zsyaj rado na Egipt, a kapani 
mimo swych bdw (kt ich nie ma!) niezrwnane usugi oddaj temu krajowi... Pomyl 
tylko, e gdyby ich zuboy i rozpdzi, zniszczyby mdro, ktra nad inne ludy wywyszya 
nasze pastwo... 
Faraon wzi matk za obie rce, ucaowa j i miejc si odpar: 
-Kobiety zawsze musz przesadza!... Ty, matko, przemawiasz do mnie, jak gdybym by 
wodzem dzikich Hyksosw, a nie faraonem. Czyli ja chc krzywdy kapanw?... Czy nienawidz 
ich mdroci, choby nawet tak jaowej jak ledzenie obrotu gwiazd, ktre i bez nas 
chodz po niebie nie zbogacajc nas o jednego utena? 
Nie drani mnie ich rozum ani pobono, ale ndza Egiptu, ktry wewntrz chudnie z 
godu, a na zewntrz boi si lada asyryjskich pogrek. Tymczasem kapani, pomimo swoj 
mdro, nie tylko nie chc mi pomaga w moich krlewskich zamiarach, ale w najbezczelniejszy 
sposb stawiaj opr. 
Pozwl wic, matko, abym przekona ich, e nie oni, lecz ja jestem panem mego dziedzictwa. 
Nie umiabym mci si nad pokornymi, ale - podepcz karki zuchwalcw. 
Oni wiedz o tym, ale jeszcze nie dowierzaj i - w braku si rzeczywistych -chc zastraszy 
mnie zapowiedzi jakowych klsk. Jest to ich ostatnia bro i ucieczka... Gdy wic zrozumiej, 
e nie lkam si strachw, upokorz si, a w takim razie nie upadnie ani jeden kamie 
z ich wity, nie ubdzie ani jeden piercie z ich skarbcw. 
Znam ja ich!... Dzi robi wielkie miny, bo jestem od nich daleko. Lecz gdy wycign piow 
rk, padn na twarz i - cay ten zamt skoczy si spokojem i ogln pomylnoci. 
Krlowa obja nogi wadcy i wysza ukojona zaklwszy jednak Ramzesa, aby szanowa 
bogw i mia miosierdzie nad ich sugami. 
Po odejciu matki faraon wezwa Tutmozisa. 
-Jutro tedy -rzek pan -wojska moje zajm witynie. Zapowiedz jednak pukownikom, 
niech wiedz, e wol moj jest, aby wite przybytki byy nie tknite i aby nikt nie podnosi 
rki na kapanw... 
400 
- Nawet na Mefresa i Herhora?... - spyta Tutmozis. 
-Nawet na nich - odpar faraon. - Do bd mieli kary, gdy usunici z dzisiejszych stanowisk 
osid przy uczonych wityniach, aeby modli si tam i bada mdro bez przeszkd... 
- Stanie si, jak rozkazuje wasza witobliwo... Chocia... 
Ramzes podnis w gr palec na znak, e nie chce sucha adnych przedstawie. A nastpnie, 
aby zmieni temat rozmowy, rzek z umiechem: 
-Pamitasz, Tutmozisie, manewry pod Pi-Bailos?... Ju mino dwa lata!... Kiedy wwczas 
gniewaem si na zuchwalstwo i chciwo kapanw, czy moge pomyle, e tak prdko 
zrobi z nimi rachunek?... 
A biedna Sara... A may synek mj... Jaki on by pikny... 
Dwie zy stoczyy si po twarzy faraona. 
-Zaprawd - mwi -gdybym nie by synem bogw, ktrzy s litociwi i wspaniaomylni, 
wrogowie moi przeyliby jutro cikie godziny... Ile oni zadali mi upokorze... Ile razy pacz 
zamiewa mi oczy z ich winy!... 
401 
ROZDZIA SZESNASTY 
Dnia dwudziestego Paofi -Memfis wygldao jakby podczas uroczystego wita. Ustay 
wszelkie zajcia, nawet tragarze nie nosili ciarw. Cay lud wysypa si na place i ulice albo 
skupia si dokoa wity. Gwnie okoo bonicy Ptah, ktra bya najwarowniejsz i gdzie 
zebrali si dostojnicy duchowni tudzie wieccy, pod przewdztwem Herhora i Mefresa. 
W pobliu wity stay wojska w lunym szyku, aby onierze mogli porozumie si z ludem. 
Midzy posplstwem i midzy wojskiem kryli mnodzy przekupnie z koszami chleba, z 
dzbanami i skrzanymi workami, w ktrych byo wino. Czstowali oni lud darmo. Gdy za 
spyta ich kto, dlaczego nie bior zapaty? jedni odpowiadali, e -to jego witobliwo czstuje 
swoich poddanych, a drudzy mwili: 
- Jedzcie i pijcie, prawowierni Egipcjanie, gdy nie wiadomo, czy doczekamy jutra!... 
Byli to przekupnie kapascy. 
Agentw krcio si mnstwo. Jedni gono dowodzili suchaczom, e kapani buntuj si 
przeciw panu, a nawet chc go otru za to, e obieca ludowi sidmy dzie odpoczynku. Inni 
szeptali, e faraon oszala i sprzysig si z cudzoziemcami na zgub wity i Egiptu. Tamci 
zachcali lud, aeby napad na witynie, gdzie kapani z nomarchami radz nad uciemieniem 
rzemielnikw i chopw. Ci wyraali obaw, e gdyby witynie napadnito, mogoby 
zdarzy si wielkie nieszczcie... 
Mimo to, nie wiadomo skd, pod murem wityni Ptah znalazo si kilka potnych belek i 
stosy kamieni. 
Powani kupcy memfijscy przechadzajcy si midzy tumami nie mieli adnej wtpliwoci, 
e ludowy zamt by wywoany sztucznie. Drobni pisarze, policjanci, oficerowie robotnikw 
i przebrani dziesitnicy wojskowi ju nawet nie kryli si ani ze swoimi urzdowymi stanowiskami, 
ani z tym, e chc popchn lud do zdobycia wity. Z drugiej strony: paraszytowie, 
ebracy, sudzy wity i nisi kapani, cho pragnli, ukry si nie mogli, a kady 
obdarzony zmysami widzia, e i oni zachcaj posplstwo do gwatu!... 
Tote rozsdni mieszczanie memfijscy byli zdumieni takim postpowaniem kapaskiego 
stronnictwa, a lud - poczyna ostyga z wczorajszego zapau. Rodowici Egipcjanie nie mogli 
zrozumie: o co tu chodzi i kto naprawd wywouje zaburzenia? Chaos powiksza si dziki 
pobkanym bigotom, ktrzy nago przebiegajc ulice ranili sobie ciao do krwi i woali: 
-Biada Egiptowi!... Bezbono przebraa miar i zblia si godzina sdu!... Bogowie oka 
swoj moc nad zuchwalstwem nieprawoci!... 
Wojsko zachowywao si spokojnie, czekajc, a lud zacznie wdziera si do wity. Z 
jednej bowiem strony taki rozkaz wyszed z krlewskiego paacu; z drugiej za - oficerowie 
przewidywali zasadzki w wityniach i woleli, aeby gino posplstwo anieli onierze. 
onierze i tak bd mieli dosy zajcia. 
Ale tum, pomimo krzyku agitatorw i wina rozdawanego darmo, waha si. Chopi ogldali 
si na rzemielnikw, rzemielnicy na chopw, a wszyscy oczekiwali czego. 
Nagle, okoo pierwszej w poudnie, z bocznych ulic wylaa si ku wityni Ptah pijana 
banda, zbrojna w topory i drgi. Byli to rybacy, greccy majtkowie, pastusi, libijskie wczgi, 
nawet winiowie z kopalni w Turra. Na czele bandy szed robotnik olbrzymiego wzrostu, z 
pochodni. Stan on przed bram wityni i ogromnym gosem pocz woa do ludu: 
-A wiecie wy, prawowierni, nad czym tu radz arcykapani i nomarchowie?... Oto chc 
zmusi jego witobliwo Ramzesa, aeby robotnikom odj po placku jczmiennym na 
dzie, a chopw oboy nowym podatkiem, po drachmie od kadej gowy... 
Dlatego mwi wam, e popeniacie gupstwo i nikczemno stojc tu z zaoonymi rkoma!... 
Trzeba nareszcie wyapa wityniowych szczurw i odda ich w rce faraonowi, panu 
402 
naszemu, na ktrego krzywd zmawiaj si bezbonicy!... Bo gdyby wadca nasz musia ulec 
radzie kapaskiej, kt wtedy ujmie si za uczciwym ludem?... 
- Prawd mwi!... - odezwano si w tumie. 
- Pan kaza da nam sidmy dzie wypoczynku... 
-I obdarzy nas ziemi... 
-Zawsze mia litociwe serce dla prostakw!... Pamitacie, jak dwa lata temu uwolni 
chopw oddanych pod sd za napa na folwark ydwki?... 
-Ja sam widziaem, jak przed dwoma laty zbi pisarza, ktry ciga z chopw niesprawiedliwy 
podatek... 
- Niech yje wiecznie pan nasz, Ramzes XIII, opiekun ucinionych!... 
- Patrzajcie ino - odezwa si gos z daleka - samo bydo wraca z pastwisk, jakby zblia si 
wieczr... 
- Co tam bydo !... Daleje na kapanw!... 
-Hej, wy! -krzycza olbrzym pod bram wityni. - Otwrzcie nam dobrowolnie, aebymy 
przekonali si: nad czym radz arcykapani z nomarchami?... 
- Otwrzcie!... bo wywalimy bram!... 
-Dziwna rzecz -mwiono z daleka -ptaki kad si spa... A przecie to dopiero poudnie... 
- Dzieje si co niedobrego w powietrzu!... 
-Bogowie! ju noc nadchodzi, a ja jeszcze nie narwaam saaty na obiad... - dziwia si jaka 
dziewczyna. 
Lecz uwagi te zaguszy wrzask pijanej bandy i oskot belek uderzajcych w miedzian 
bram wityni. 
Gdyby tum mniej by zajty gwatami napastnikw, ju spostrzegby, e w naturze zachodzi 
jakie niezwyke zjawisko. Soce wiecio, na niebie nie byo ani jednej chmurki, a mimo 
to jasno dzienna pocza si zmniejsza i powia chd. 
- Dajcie tu jeszcze jedn belk!... - woali napastnicy na wityni. - Brama ustpuje!... 
- Mocno!... Jeszcze raz!... 
Przygldajcy si tum hucza jak burza. Tu i owdzie poczy odrywa si od niego mae 
grupy i czy z napastnikami. Wreszcie caa masa ludu z wolna podsuna si ku murom 
wityni. 
Na dworze, mimo poudnia, wzrasta mrok; w ogrodach wityni Ptah zaczy pia koguty. 
Ale wcieko tumu bya ju tak wielka, e mao kto dostrzega te zmiany. 
- Patrzcie! - woa jaki ebrak - oto zblia si dzie sdu... Bogowie... 
Chcia mwi dalej, lecz uderzony kijem w gow pad na miejscu. 
Na mury wityni poczy wdziera si nagie, lecz uzbrojone postacie. Oficerowie wezwali 
onierzy pod bro, pewni, e niebawem trzeba bdzie wesprze atak posplstwa. 
-Co to znaczy?... - szeptali onierze przypatrujc si niebu. - Nie ma chmur, a jednake 
wiat wyglda jak podczas burzy. 
- Bij!... am!... - krzyczano pod wityni. oskot belek odzywa si coraz czciej. 
W tej chwili na tarasie stojcym nad bram ukaza si Herhor, otoczony orszakiem kapanw 
i dygnitarzy wieckich. Najdostojniejszy arcykapan mia na sobie zoty ornat i czapk 
Amenhotepa otoczon krlewskim wem. 
Herhor spojrza po ogromnych masach ludu, ktry otacza wityni, i schyliwszy si do 
szturmujcej bandy rzek: 
-Kimkolwiek jestecie, prawowiernymi czy poganami, w imi bogw wzywam was, ebycie 
wityni zostawili w spokoju... 
Gwar ludu nagle ucichn i tylko sycha byo tuczenie belek o miedzian bram. Lecz 
wnet i belki ustay. 
403 
-Otwrzcie bram! -zawoa z dou olbrzym. -Chcemy przekona si, czy nie knujecie 
zdrady przeciw naszemu panu... 
-Synu mj - odpar Herhor - upadnij na twarz i bagaj bogw, aby przebaczyli ci witokradztwo... 
-To ty pro bogw, aeby ci zasonili!... - krzykn dowdca bandy i wziwszy kamie 
rzuci go w gr, ku arcykapanowi. 
Jednoczenie z okna pylonu wylecia cieniutki strumyk, niby wody, na twarz olbrzyma. 
Bandyta zachwia si, zatrzepota rkoma i upad. 
Jego najblisi wydali okrzyk trwogi, na co dalsze szeregi, nie wiedzc, co si stao, odpowiedziay 
miechem i przeklestwami. 
-Wyamujcie bram!... - woano od koca i grad kamieni posypa si w stron Herhora i 
orszaku. 
Herhor wznis do gry obie rce. A gdy tum znowu ucichn, arcykapan zawoa silnym 
gosem: 
- Bogowie! pod wasz opiek oddaj wite przybytki, przeciw ktrym wystpuj zdrajcy i 
bluniercy... 
A w chwil pniej, gdzie nad wityni, rozleg si nadludzki gos: 
- Odwracam oblicze moje od przekltego ludu i niech na ziemi spadnie ciemno... 
I staa si rzecz okropna: w miar jak gos mwi, soce tracio blask. A wraz z ostatnim 
sowem zrobio si ciemno jak w nocy. Na niebie zaiskrzyy si gwiazdy, a zamiast soca sta 
czarny krg otoczony obrczk pomieni. 
Niezmierny krzyk wydar si ze stu tysicy piersi. Szturmujcy do bramy rzucili belki, 
chopi upadli na ziemi... 
- Oto nadszed dzie sdu i mierci!... - zawoa jkliwy gos w kocu ulicy. 
- Bogowie!... litoci !... wity mu, odwr klsk!... - zawoa tum. 
-Biada wojskom, ktre speniaj rozkazy bezbonych naczelnikw!... -zawoa wielki 
gos ze wityni. 
W odpowiedzi - ju cay lud upad na twarz, a w dwu pukach stojcych przed wityni 
powstao zamieszanie. Szeregi poamay si, onierze poczli rzuca bro i bez pamici 
ucieka w stron rzeki. Jedni pdzc jak lepi wrd ciemnoci rozbijali si o ciany domw; 
inni padali na bruk deptani na mier przez swoich towarzyszw. W cigu paru minut, zamiast 
zwartych kolumn wojsk, leay na placu porozrzucane wcznie i topory, a przy wejciu 
do ulic - pitrzyy si stosy rannych i trupw. 
adna przegrana bitwa nie skoczya si podobn klsk. 
- Bogowie!... bogowie!... - jcza i paka lud - zmiujcie si nad niewinnymi... 
-Ozirisie!... - zawoa z tarasu Herhor -ulituj si i oka oblicze swoje nieszczliwemu ludowi... 
-Po raz ostatni wysucham modlitwy moich kapanw, bom jest miosierny... - odpowiedzia 
nadludzki gos ze wityni. 
I w teje samej chwili ciemno pierzchna, a soce odzyskao swj blask. 
Nowy krzyk, nowy pacz, nowe modlitwy rozlegy si midzy tumem. Pijani radoci lu
dzie witali zmartwychwstajce soce. Nieznajomi padali sobie w objcia, kilka osb zmaro, 
a wszyscy na klczkach pezali do wityni, aby caowa jej bogosawione mury. 
Na szczycie bramy sta najdostojniejszy Herhor, zapatrzony w niebo, a dwaj kapani podtrzymywali 
jego wite rce, ktrymi rozpdzi ciemno i uratowa lud swj od zagady. 
Takie same sceny, z pewnymi odmianami, miay miejsce w caym Dolnym Egipcie. W 
kadym miecie, dwudziestego Paofi, lud od rana zbiera si pod wityniami i w kadym 
miecie okoo poudnia jaka banda szturmowaa do bramy witej. Wszdzie nad bram, 
okoo pierwszej, ukazywa si arcykapan wityni z orszakiem, przeklina bezbonikw i 
404 
robi ciemno. A gdy tum ucieka w popochu albo pada na ziemi, arcykapani modlili si 
do Ozirisa, aby ukaza swoje oblicze, i - dzienna wiato znowu powracaa na ziemi. 
Tym sposobem, dziki zamieniu soca, pene mdroci stronnictwo kapaskie ju i w 
Dolnym Egipcie zachwiao powag Ramzesa XIII. W cigu kilku minut rzd faraona stan, 
nawet nie wiedzc o tym, nad brzegiem przepaci. Ocali go mg tylko wielki rozum i dokadna 
znajomo sytuacji. Tego jednak zabrako w krlewskim paacu, gdzie wanie w 
cikiej chwili zaczo si wszechmocne panowanie przypadku. 
Dwudziestego Paofi jego witobliwo wsta rwno ze wschodem soca i aeby by bliej 
teatru dziaa, przenis si z gwnego gmachu do willi, ktra zaledwie o godzin drogi 
pieszej leaa od Memfisu. Willa ta miaa z jednej strony koszary wojsk azjatyckich, z drugiej 
-paacyk Tutmozisa i jego maonki, piknej Hebron. Wraz z panem przyszli tutaj wierni 
Ramzesowi dygnitarze i -pierwszy puk gwardii, w ktrym faraon pokada nieograniczone 
zaufanie. 
Ramzes XIII by w doskonaym humorze. Wykpa si, zjad z apetytem niadanie i - zacz 
przesuchiwa gocw, ktrzy co kwadrans nadlatywali z Memfisu. 
Raporta ich byy jednostajne a do znudzenia. Arcykapani i kilku nomarchw, pod przywdztwem 
Herhora i Mefresa, zamknli si w wityni Ptah. Wojsko jest pene otuchy, a lud 
wzburzony. Wszyscy bogosawi faraona i czekaj na rozkaz do ataku. 
Kiedy o godzinie dziewitej czwarty kurier powtrzy te same sowa, faraon zmarszczy 
brwi. 
- Na co oni czekaj?... - zapyta pan. - Niech atakuj natychmiast. 
Goniec odpowiedzia, e jeszcze nie zebraa si gwna banda, ktra ma napa wityni i 
wyama miedzian bram. 
Objanienie to nie podobao si panu. Potrzsn gow i wysa do Memfisu oficera, aeby 
przypieszy atak. 
-Co znaczy ta zwoka?... - mwi. -Mylaem, e moje wojsko obudzi mnie wiadomoci 
o zdobyciu wityni... W podobnych wypadkach szybko dziaa jest warunkiem powodzenia. 
Oficer odjecha, ale pod wityni Ptah nie zmienio si nic. Lud czeka na co, a gwnej 
bandy nie byo jeszcze na placu. 
Mona byo sdzi, e jaka inna wola opnia wykonywanie rozkazw. 
O dziewitej rano do willi zajmowanej przez faraona przybya lektyka krlowej Nikotris. 
Czcigodna pani prawie gwatem wdara si do synowskiej komnaty i z paczem upada do ng 
panu. 
-Czego dasz, matko? -rzek Ramzes, z trudem ukrywajc niecierpliwo. -Czy zapomniaa, 
e dla kobiet nie ma miejsca w obozie?... 
- Dzisiaj nie rusz si std, nie opuszcz ci ani na chwil!... - zawoaa. - Prawda, e jeste 
synem Izydy i ona otacza ci swoj opiek... Ale mimo to umarabym z niepokoju. 
- C mi grozi? - spyta faraon wzruszajc ramionami. 
Kapan, ktry ledzi gwiazdy -mwia z paczem krlowa -odezwa si do jednej ze suebnic, 
e jeeli dzisiaj... jeeli dzisiejszy dzie upynie ci szczliwie, bdziesz y i panowa 
sto lat... 
- Aha!... Gdzie jest ten znawca moich losw? 
- Uciek do Memfisu... - odpara pani. 
Faraon zamyli si, potem rzek miejc si: 
-Jak Libijczycy nad Sodowymi Jeziorami wyrzucali na nas pociski, tak dzi kapastwo 
miota na nas groby... Bd spokojna, matko! Gadulstwo, nawet kapanw, jest mniej niebezpieczne 
anieli strzay i kamienie. 
Od Memfisu nadlecia nowy kurier z doniesieniem, e wszystko jest dobrze, lecz -gwna 
banda jeszcze nie gotowa. 
405 
Na piknej twarzy faraona ukazay si znaki gniewu. Pragnc uspokoi wadc, odezwa 
si Tutmozis. 
-Posplstwo nie jest wojskiem. Nie umie zebra si na oznaczon godzin; idc cignie 
si jak boto i - nie sucha komendy. Gdyby pukom powierzono zajcie wity, ju by tam 
byy... 
- Ale co mwisz, Tutmozisie?... - zawoaa krlowa. 
- Gdzie kto sysza, aeby wojsko egipskie... 
-Zapomniae -wtrci Ramzes -e, wedug moich rozkazw, wojsko nie miao napada, 
ale broni wity 
przed napaci posplstwa... 
- Przez to te opniaj si dziaania - odpar niecierpliwie Tutmozis. 
- Oto s krlewscy doradcy!... - wybuchna krlowa. 
-Pan robi mdrze, wystpujc jako obroca bogw, a wy, zamiast agodzi, zachcacie go 
do gwatu. 
Tutmozisowi krew uderzya do gowy. Na szczcie wywoa go z komnaty adiutant donoszc, 
e w bramie zatrzymano starego czowieka, ktry chce mwi z jego witobliwoci. 
-U nas dzisiaj -mrucza adiutant -kady dobija si tylko do pana; jakby faraon by wacicielem 
karczmy... 
Tutmozis pomyla, e jednak za Ramzesa XII nikt nie omieliby si w ten sposb wyraa 
o wadcy... Ale uda, e nie uwaa. 
Starym czowiekiem, ktrego zatrzymaa warta, by fenicki ksi Hiram. Mia na sobie 
okryty kurzem paszcz onierski, a sam by zmczony i zirytowany. 
Tutmozis kaza przepuci tyryjczyka, a gdy obaj znaleli si w ogrodzie, rzek mu: 
- Sdz, e wasza dostojno wykpiesz si i przebierzesz, zanim wyjednam ci posuchanie 
u jego witobliwoci? 
Hiramowi najeyy si siwe brwi i jeszcze mocniej krwi nabiegy oczy. 
- Po tym, co widziaem - odpar twardo - mog nawet nie da posuchania... 
- Masz przecie listy arcykapanw do Asyrii... 
- Na co wam te listy, skoro pogodzilicie si z kapanami?... 
- Co wasza dostojno wygadujesz? - rzuci si Tutmozis. 
-Ja wiem, co mwi!... - rzek Hiram. -Dziesitki tysicy talentw wydobylicie od Fenicjan, 
niby na uwolnienie Egiptu z mocy kapaskiej, a dzi za to rabujecie nas i mordujecie... 
Zobacz, co si dzieje od morza do pierwszej katarakty: wszdzie wasze posplstwo ciga Fenicjan 
jak psw, bo taki jest rozkaz kapanw... 
- Oszalae, tyryjczyku!... W tej chwili nasz lud zdobywa wityni Ptah w Memfis... 
Hiram machn rk. 
-Nie zdobdzie jej! -odpar. -Oszukujecie nas albo sami jestecie oszukani... Mielicie 
przede wszystkim zdoby Labirynt i jego skarbiec, i to dopiero w dniu dwudziestym trzecim 
Paofi... Tymczasem dzi marnujecie siy pod bonic Ptah, a Labirynt przepad... 
Co si to dzieje?... Gdzie tu rozum?... - cign wzburzony Fenicjanin. - Na co te szturmy 
do pustych gmachw?... Napadacie je chyba w tym celu, aeby wzmocniono dozr nad Labiryntem. 
-I Labirynt wemiemy - przerwa Tutmozis. 
-Nic nie wemiecie, nic!... Labirynt mg wzi tylko jeden czowiek, ktremu przeszkodz 
dzisiejsze awantury w Memfisie... 
Tutmozis stan na drodze. 
- O co tobie chodzi?... - krtko spyta Hirama. 
-O niead, jaki panuje u was... O to, e ju nie jestecie rzdem, ale kup oficerw i dostojnikw, 
ktr kapani pdz, gdzie chc i kiedy chc... Od trzech dni w caym Dolnym 
Egipcie panuje tak straszny zamt, e posplstwo rozbija nas, Fenicjan, waszych jedynych 
406 
przyjaci... A dlaczego tak jest?... Bo rzdy wymkny si z waszych rk i ju pochwycili je 
kapani... 
-Mwisz tak, bo nie znasz pooenia -odpar Tutmozis. -Prawda, e kapani brud nam 
i urzdzaj napaci na Fenicjan, ale wadza jest w rku faraona oglny bieg wypadkw idzie 
wedug jego rozkazw... 
-I dzisiejszy napad na wityni Ptah? - spyta Hiram. 
-Tak. Sam byem na poufnej radzie, podczas ktrej faraon rozkaza, opanowa witynie 
dzisiaj, zamiast dwudziestego trzeciego. 
-No -przerwa Hiram - wic owiadczam ci, naczelniku gwardii, e jestecie zgubieni... 
Bo ja z pewnoci wiem, e dzisiejszy napad zosta uchwalony na posiedzeniu arcykapanw 
i nomarchw, ktre odbyo si w wityni Ptah trzynastego Paofi. 
- Po c by oni uchwalali napad na samych siebie? - spyta drwicym tonem Tutmozis. 
-Musz mie w tym jaki interes. A e oni lepiej prowadz swoje interesa anieli wy, o 
tym ju przekonaem si. 
Dalsz rozmow przerwa adiutant wzywajcy Tutmozisa do jego witobliwoci. 
-Ale!... ale!... - doda Hiram. - Wasi onierze zatrzymali na drodze kapana Pentuera, ktry 
ma co wanego powiedzie faraonowi... 
Tutmozis schwyci si za gow i natychmiast posa oficerw, aeby znaleli Pentuera. 
Nastpnie pobieg do faraona, a po chwili wrci i kaza Fenicjaninowi i za sob. 
Kiedy Hiram wszed do krlewskiej komnaty, zasta w niej: krlow Nikotris, wielkiego 
skarbnika, wielkiego pisarza i kilku jeneraw. Ramzes XIII, zirytowany, szybko chodzi po 
sali. 
- Oto jest nieszczcie faraona i Egiptu! - zawoaa krlowa wskazujc na Fenicjanina. 
-Czcigodna pani -odpar nie zmiszany tyryjczyk kaniajc si - czas pokae, kto by 
wiernym, a kto zym sug jego witobliwoci. 
Ramzes XIII nagle stan przed Hiramem. 
- Masz listy Herhora do Asyrii?... - zapyta. 
Fenicjanin wydoby spod odzienia paczk i milczc odda j faraonowi. 
- Tego byo mi potrzeba! - zawoa z triumfem wadca. 
- Trzeba natychmiast ogosi ludowi, e arcykapani zdradzili pastwo... 
-Synu mj - wtrcia bagalnym gosem krlowa - na cie ojca... na nasze bogi zaklinam 
ci, wstrzymaj si par dni z tym ogoszeniem... Z darami Fenicjan trzeba by bardzo ostronym... 
-Wasza witobliwo -wtrci Hiram -moe nawet spali te listy. Mnie nic na nich nie 
zaley. 
Faraon pomyla i schowa paczk za kaftan. 
-C syszae w Dolnym Egipcie? -zapyta pan. 
-Wszdzie bij Fenicjan - odpar Hiram. - Domy nasze s burzone, sprzty rozkradane i 
ju kilkudziesiciu ludzi zabito. 
- Syszaem!... To robota kapanw - rzek pan. 
-Lepiej powiedz, mj synu, e s to skutki bezbonoci i zdzierstwa Fenicjan -wtrcia 
krlowa. 
Hiram odwrci si do pani bokiem i mwi: 
-Od trzech dni siedzi w Memfisie naczelnik policji z Pi-Bast z dwoma pomocnikami i 
ju s na tropie mordercy i oszusta Lykona... 
- Ktry wychowywa si w fenickich wityniach! - zawoaa krlowa Nikotris. 
-...Lykona - cign Hiram - ktrego arcykapan Mefres wykrad policji i sdom... Lykona, 
ktry w Tebach, udajc wasz witobliwo, biega nago po ogrodzie jako wariat... 
- Co mwisz? - krzykn faraon. 
407 
-Niech wasza witobliwo zapyta si najczcigodniejszej krlowej, gdy ona go widziaa... 
- odpar Hiram. 
Ramzes zmiszany spojrza na matk. 
-Tak -rzeka krlowa -widziaam tego ndznika, lecz nie wspominaam nic, aeby 
oszczdzi ci boleci... Musz jednak objani, e nikt nie ma dowodu na to, aeby Lykon by 
nasadzony przez arcykapanw, gdy rwnie dobrze mogli to zrobi Fenicjanie... 
Hiram umiechn si szyderczo. 
-Matko!... matko!... - odezwa si z alem Ramzes - czyli w twoim sercu kapani nawet 
ode mnie s lepsi?... 
-Ty jeste mj syn i pan najdroszy -mwia z uniesieniem krlowa - ale nie mog cierpie, 
aeby czowiek obcy... poganin... miota oszczerstwa na wity stan kapaski, z ktrego 
oboje pochodzimy... 
O Ramzesie!... -zawoaa padajc na kolana -wypd zych doradcw, ktrzy ci popychaj 
do zniewaania wity, do podnoszenia rki na nastpc dziada twego Amenhotepa!... 
Jeszcze czas... jeszcze czas do zgody... do ocalenia Egiptu... 
Nagle wszed do komnaty Pentuer w poszarpanej odziey. 
- No, a ty co powiesz? - zapyta z dziwnym spokojem faraon. 
- Dzi, moe zaraz - odpar wzruszony kapan - bdzie zamienie soca... 
Faraon a cofn si ze zdziwienia. 
- C mnie obchodzi zamienie soca, jeszcze w tej chwili?... 
-Panie - mwi Pentuer - ja tak samo mylaem, dopkim nie przeczyta w dawnych kronikach 
opisw 
zamie... Jest to tak przeraajce zjawisko, e naleaoby o nim ostrzec cay nard... 
- Ot jest!... - wtrci Hiram. 
- Dlaczegoe wczeniej nie da zna?... - zapyta kapana Tutmozis. 
-Dwa dni wizili mnie onierze... Narodu ju nie ostrzeemy, lecz zawiadomcie przynajmniej 
wojska przy paacu, aeby cho one nie ulegy popochowi. 
Faraon klasn w rce. 
- Ach, le si stao!... - szepn i doda gono: - C to ma by i kiedy?.. 
-W dzie zrobi si noc... - mwi kapan. - Ma trwa podobno tyle czasu, ile potrzeba na 
przejcie piciuset krokw... A zacznie si w poudnie... Tak mi mwi Menes... 
- Menes? - powtrzy faraon. - Znam to nazwisko, ale... 
- On pisa list o tym do waszej witobliwoci... Ale dajcie zna wojsku... 
Wnet odezway si trbki. Gwardia i Azjaci stanli pod broni i faraon otoczony sztabem 
zawiadomi wojsko o zamieniu dodajc, aby si nie lkali, gdy ciemno zaraz przejdzie, a 
on sam bdzie przy nich. 
- yj wiecznie! - odpowiedziay zbrojne szeregi. 
Jednoczenie wysano kilku najroztropniejszych jedcw do Memfisu. 
Jeneraowie stanli na czele kolumn, faraon przechadza si po dziedzicu zamylony, cywilni 
dostojnicy po cichu szeptali z Hiramem, a krlowa Nikotris zostawszy sama, w komnacie 
upada na twarz przed posgiem Ozirisa. 
Byo ju po pierwszej i istotnie soneczne wiato poczo zmniejsza si. 
- Naprawd bdzie noc? - spyta faraon Pentuera. 
- Bdzie, lecz bardzo krtko... 
- Gdzie podzieje si soce? 
- Ukryje si za ksiyc... 
- Musz przywrci do aski mdrcw, ktrzy badaj gwiazdy... - wtrci do siebie pan. 
Mrok szybko powiksza si. Konie Azjatw zaczy si niepokoi, roje ptastwa spady na 
ogrd i z gonym wiergotem obsiady wszystkie drzewa. 
- Odezwijcie si!... - zawoa Kalipos do Grekw. 
408 
Zadudniy bbny, zagwizday flety i przy tym akompaniamencie puk grecki zapiewa 
skoczn piosenk o crce kapana, ktra tak baa si strachw, e moga sypia tylko w koszarach. 
Wtem na te wzgrza libijskie pad zowrogi cie i z byskawiczn szybkoci zakry 
Memfis, Nil i paacowe ogrody. Noc ogarna ziemi, a na niebie ukazaa si czarna jak wgiel 
kula, otoczona wiecem pomieni. 
Niezmierny wrzask zaguszy pie greckiego puku. To Azjaci wydali okrzyk wojenny 
wypuszczajc ku niebu chmur strza dla odstraszenia zego ducha, ktry chcia pore soce. 
- Mwisz, e ten czarny krg to ksiyc? - pyta faraon Pentuera. 
- Tak utrzymuje Menes... 
- Wielki to mdrzec!... - I ciemno zaraz si skoczy?. . 
- Z pewnoci... 
- A gdyby ten ksiyc oderwa si od nieba i spad na ziemi?... 
- To by nie moe... Ot i soce!... - zawoa z radoci Pentuer. 
Wszystkie zgromadzone puki wyday okrzyk na cze Ramzesa XIII. 
Faraon ucisn Pentuera. 
- Zaprawd -rzek pan -widzielimy dziwne zdarzenie... Ale nie chciabym widzie go po 
raz drugi... Czuj, e gdybym nie by onierzem, trwoga opanowaaby moje serce. 
Hiram zbliy si do Tutmozisa i szepn: 
-Wylije, wasza dostojno, natychmiast gocw do Memfisu, gdy obawiam si, e arcykapani 
zrobili wam co niedobrego... 
-Mylisz?... 
Hiram pokiwa gow. 
-Nie rzdziliby tak dugo pastwem -rzek -nie pogrzebaliby dziewitnastu waszych dynastii, 
gdyby nie umieli korzysta z podobnych dzisiejszemu wypadkw... 
Podzikowawszy wojskom za dobr postaw wobec niezwykego zjawiska faraon wrci 
do willi. By wci zamylony, przemawia spokojnie, nawet agodnie, ale na piknej twarzy 
jego malowaa si niepewno. 
Istotnie w duszy Ramzesa toczya si cika walka. Zaczyna rozumie, e kapani maj w 
rkach siy, ktrych on nie tylko nie bra w rachub, ale nawet nie zastanawia si nad nimi, 
nie chcia o nich sucha. 
Kapani ledzcy ruchy gwiazd w cigu kilku minut niezmiernie uroli w jego oczach. I faraon 
mwi w sobie, e jednak naley pozna t dziwn mdro, ktra w tak straszny sposb 
misza ludzkie zamiary. 
Goniec za gocem wylatywa z paacu do Memfisu, aby dowiedzie si: co tam zaszo 
podczas zamienia? Ale gocy nie wracali i nad krlewskim orszakiem niepewno roztoczya 
czarne skrzyda. e pod wityni Ptah zdarzyo si co zego, o tym nie tylko nikt nie 
wtpi, ale nawet nie mia snu wasnych domysw. Zdawao si, e i faraon, i jego zaufani 
radzi s z kadej minuty, jaka upyna im bez wiadomoci stamtd. 
Tymczasem krlowa Nikotris usiadszy obok pana szeptaa mu: 
-Pozwl mi dziaa, Ramzesie... Kobiety naszemu pastwu niejedn odday usug... Tylko 
przypomnij sobie krlow Nikotris za szstej dynastii albo Makar, ktra stworzya flot 
na Morzu Czerwonym!... Naszej pci nie brak ani rozumu, ani energii, wic pozwl mi dziaa... 
Jeeli witynia Ptah nie zostaa zdobyta, a kapani skrzywdzeni, pogodz ci z Herhorem. 
Pojmiesz za on jego crk i panowanie twoje bdzie pene chway... Pamitaj, e twj 
dziad, wity Amenhotep, by rwnie arcykapanem i namiestnikiem faraona i e ty sam, kto 
wie, czy panowaby dzisiaj, gdyby wity stan kapaski nie pragn mie wasnej krwi na 
tronie... 
Take wywdziczasz si im za wadz?... 
409 
Faraon sucha jej, ale wci myla, e jednak mdro kapanw jest ogromn si, a walka 
z nimi trudna!... 
Dopiero o trzeciej zjawi si pierwszy goniec z Memfisu, adiutant puku, ktry sta pod 
wityni. Powiedzia on faraonowi, e wityni nie zdobyto z powodu gniewu bogw; e lud 
uciek, kapani triumfuj, a nawet w wojsku powsta nieporzdek podczas tej strasznej, cho 
krtkiej nocy. 
Potem za wziwszy na bok Tutmozisa adiutant owiadczy mu bez ogrdki, e wojsko jest 
zdemoralizowane i e skutkiem ucieczki w popochu ma tylu rannych i zabitych jak po bitwie. 
- C si teraz dzieje z wojskiem?... - zapyta struchlay Tutmozis. 
-Naturalnie -odpar adiutant - e udao si nam zgromadzi i uszykowa onierzy. Ale o 
uyciu ich przeciw wityniom nawet mowy by nie moe... Szczeglniej teraz, gdy kapani 
zajli si opatrywaniem rannych. Teraz onierz na widok ogolonego ba i panterczej skry 
gotw pada na ziemi i duo czasu upynie, zanim ktry odwayby si przekroczy wit 
bram... 
- A c kapani?... 
-Bogosawi onierzy, karmi ich, poj i udaj, e wojsko nie winno napadowi na wityni, 
e to bya robota Fenicjan... 
-I wy pozwalacie na to demoralizowanie pukw?... - zawoa Tutmozis. 
-Przecie jego witobliwo rozkaza nam broni kapanw przeciw posplstwu... -odpar 
adiutant. 
-Gdyby nam pozwolono zaj witynie, bylibymy w nich od dziesitej z rana, a arcykapani 
siedzieliby w piwnicach. 
W tej chwili oficer dyurny zawiadomi Tutmozisa, e znowu jaki kapan przybyy od 
Memfisu chce mwi 
z jego witobliwoci. 
Tutmozis obejrza gocia. By to czowiek jeszcze do mody z twarz jakby wyrzebion 
w drzewie. Powiedzia, e przychodzi do faraona od Samentu. 
Ramzes natychmiast przyj kapana, ktry upadszy na ziemi poda wadcy piercie, na 
widok ktrego faraon poblad. 
- Co to znaczy?... - zapyta pan. 
- Samentu nie yje... - odpowiedzia posannik. 
Ramzes przez chwil nie mg wydoby gosu. Wreszcie rzek: 
- Jak si to stao?... 
-Zdaje si - mwi kapan -e Samentu zosta odkryty w jednej z sal Labiryntu i sam si 
otru, aby unikn mk... I zdaje si, e odkry go Mefres, przy pomocy jakiego Greka, ktry 
ma by bardzo podobny do waszej witobliwoci... 
- Znowu Mefres i Lykon!... - zawoa z gniewem Tutmozis. -Panie - zwrci si do faraona 
- czyli nigdy nie uwolnisz si od tych zdrajcw? 
Jego witobliwo znowu zwoa poufn rad do swej komnaty. Wezwa na ni Hirama 
tudzie kapana, ktry przyszed z piercieniem Samentu. Pentuer nie chcia w naradzie 
przyjmowa udziau, a czcigodna krlowa Nikotris sama na ni przysza. 
-Widz - szepn Hiram do Tutmozisa -e po wypdzeniu kapanw baby zaczn rzdzi 
Egiptem... 
Gdy zebrali si dostojnicy, faraon da gos posannikowi Samentu. Mody kapan nie chcia 
nic mwi o Labiryncie. Natomiast szeroko rozwodzi si nad tym, e witynia Ptah wcale 
nie jest bronion i e do byoby kilkudziesiciu onierzy, aby zabra wszystkich, ktrzy w 
niej si ukrywaj. 
- Ten czowiek jest zdrajc!... - krzykna krlowa. 
- Sam kapan namawia was do gwatu nad kapanami... 
Ale w twarzy posannika nie drgn aden musku. 
410 
-Czcigodna pani - odpar - jeeli Mefres zgubi mego opiekuna i mistrza Samentu, bybym 
psem, gdybym nie szuka zemsty. mier za mier... 
- Podoba mi si ten mody! - szepn Hiram. 
Rzeczywicie w zebraniu powiao jakby wiesze powietrze. Jeneraowie wyprostowali 
si, cywilni dostojnicy patrzyli na kapana z ciekawoci, nawet twarz faraona oywia si. 
- Nie suchaj go, synu mj!... - bagaa krlowa. 
-Jak mylisz - odezwa si nagle faraon do modego kapana -co uczyniby teraz wity 
Samentu, gdyby y?... 
-Jestem pewny -odpar energicznie kapan -e Samentu wszedby do wityni Ptah, bogom 
spaliby kadzido, ale ukaraby zdrajcw i mordercw... 
- A ja powtarzam, e ty jeste najgorszy zdrajca!... - zawoaa krlowa. 
- Speniam tylko mj obowizek - odpar niewzruszony kapan. 
- Zaprawd, ten czowiek jest uczniem Samentu!... - wtrci Hiram. - On jeden jasno widzi, 
co nam pozostaje do zrobienia... 
Wojskowi i cywilni dostojnicy przyznali Hiramowi suszno, a wielki pisarz doda: 
-Skoro zaczlimy walk z kapanami, naley jej dokoczy, tym bardziej dzi, gdy mamy 
listy dowodzce, e Herhor ukada si z Asyryjczykami, co jest wielk zdrad pastwa... 
- On prowadzi polityk Ramzesa XII - wtrcia krlowa. 
- Ale ja jestem Ramzes XIII!... - ju niecierpliwie odpowiedzia faraon. 
Tutmozis podnis si z krzesa. 
-Panie mj -rzek -pozwl mi dziaa. Jest rzecz bardzo niebezpieczn przeciga ten 
stan niepewnoci, jaki panuje w rzdzie, a byoby zbrodni i gupot nie skorzysta z okazji. 
Skoro mwi ten kapan, e witynia nie jest broniona, pozwl mi, abym poszed do niej z 
garstk ludzi, ktrych sam wybior... 
-Ja z tob -wtrci Kalipos. - Wedug mego dowiadczenia nieprzyjaciel triumfujcy jest 
najsabszy. Jeeli wic zaraz wpadniemy do wityni Ptah... 
-Nie potrzebujecie wpada, ale wej tam jako wykonawcy rozkazw faraona, ktry poleca 
wam uwizi zdrajcw -odezwa si wielki pisarz. - Na to nie potrzeba nawet siy... Ile to 
razy jeden policjant rzuca si na gromad zodziejw i chwyta, ilu chce... 
-Syn mj - odezwaa si krlowa - ustpuje pod naciskiem waszych rad... Ale on nie chce 
gwatu, zabrania wam... 
-Ha, jeeli tak -odezwa si mody kapan Seta -wic powiem jego witobliwoci jeszcze 
jedn rzecz... 
Par razy odetchn gboko, lecz mimo to dokoczy stumionym gosem: 
- Na ulicach Memfisu stronnictwo kapaskie ogasza, e... 
- e co?... mw miao - wtrci faraon. 
-e wasza witobliwo jeste obkany, e nie masz wice arcykapaskich ani nawet 
krlewskich i e... mona zoy was z tronu... 
- Tego wanie obawiam si - szepna krlowa. 
Faraon zerwa si z fotelu. 
-Tutmozisie! - zawoa gosem, w ktrym byo czu odzyskan energi. -Bierz wojska, ile 
chcesz, id do wityni Ptah i -przyprowad mi Herhora i Mefresa oskaronych o wielkie 
zdrady. Jeeli usprawiedliwi si, powrc im moj ask; w razie przeciwnym... 
- Czy zastanowie si?... - przerwaa krlowa. 
Tym razem oburzony faraon nie odpowiedzia jej, a dostojnicy poczli woa: 
-mier zdrajcom!... Od kiedy to w Egipcie faraon ma powica wierne sugi dla wyebrania 
sobie aski nikczemnikw!... 
Ramzes XIII wrczy Tutmozisowi paczk listw Herhora do Asyrii i rzek uroczystym 
gosem: 
411 
- A do umierzenia buntu kapanw przelewam moj wadz na osob naczelnika gwardii, 
Tutmozisa. Teraz jego suchajcie, a ty, czcigodna matko, do niego zwracaj si ze swymi uwagami. 
- Mdrze i sprawiedliwie czyni pan!... - zawoa wielki pisarz. -Faraonowi nie wypada boryka 
si z buntem a brak energicznej wadzy moe nas zgubi... 
Wszyscy dostojnicy schylili si przed Tutmozisem. 
Krlowa Nikotris z jkiem upada synowi do ng. 
Tutmozis w towarzystwie jeneraw wyszed na dziedziniec. Kaza uformowa si pierw
szemu pukowi gwardii i rzek: 
- Potrzebuj kilkudziesiciu ludzi, ktrzy gotowi s zgin za saw pana naszego... 
Wysuno si wicej, ni trzeba, onierzy i oficerw, a na ich czele Eunana. 
- Czy jestecie przygotowani na mier - spyta Tutmozis. 
- Umrzemy, panie, z tob dla jego witobliwoci!... - zawoa Eunana. 
-Nie umrzecie, ale zwyciycie podych zbrodniarzy -odpar Tutmozis. - onierze nalecy 
do tej wyprawy zostan oficerami, a oficerowie awansuj o dwa stopnie wyej. Tak 
mwi wam ja, Tutmozis, z woli faraona wdz naczelny. 
- yj wiecznie!... 
Tutmozis kaza zaprzc dwadziecia pi dwukolnych wozw cikiej kawalerii i wsadzi 
na nie ochotnikw. Sam w towarzystwie Kaliposa wsiedli na konie i niebawem -cay orszak 
skierowany ku Memfisowi znikn w kurzawie. 
Widzc to z okna krlewskiej willi, Hiram schyli si przed faraonem i szepn: 
- Teraz dopiero wierz, i wasza witobliwo nie bye w spisku z arcykapanami... 
- Oszalae?... - wybuchn pan. 
-Wybacz, wadco, ale dzisiejszy napad na wityni by uoony przez kapanw. Jakim 
za sposobem wcignli do niego wasz witobliwo? nie rozumiem. 
Bya ju godzina pita po poudniu. 
412 
ROZDZIA SIEDEMNASTY 
W tym samym czasie, co do minuty, kapan czuwajcy na pylonie wityni Ptah w Memfisie 
zawiadomi obradujcych w sali arcykapanw i nomarchw, e -paac faraona daje jakie 
znaki. 
Zdaje si, e jego witobliwo bdzie nas prosi o zgod -rzek miejc si jeden z nomarchw. 
- Wtpi!... - odpar Mefres. 
Herhor wyszed na pylon: do niego bowiem sygnalizowano z paacu. Wkrtce wrci i 
rzek do zebranych: 
- Nasz mody kapan sprawi si bardzo dobrze... 
W tej chwili jedzie Tutmozis z kilkudziesicioma ochotnikami, aeby nas uwizi albo zabi. 
-I ty jeszcze bdziesz mia broni Ramzesa?... - krzykn Mefres. 
-Broni go musz i bd, gdy uroczycie zaprzysigem to krlowej... Gdyby za nie 
czcigodna crka witego Amenhotepa, nasze pooenie nie byoby takim, jak jest. 
- No, ale ja nie przysigaem!... - odpar Mefres i opuci sal zebra. 
- Co on chce zrobi? - spyta jeden z nomarchw. 
- Zdziecinniay starzec!... - odpar Herhor wzruszajc ramionami. 
Przed szst wieczorem oddzia gwardii nie zatrzymywany przez nikogo zbliy si do 
wityni Ptah, a dowdca zapuka w bram, ktr natychmiast otworzono. By to Tutmozis ze 
swoimi ochotnikami. 
Kiedy naczelny wdz wszed na dziedziniec wityni, zdziwi si widzc, e naprzeciw 
niego wystpi Herhor w infule Amenhotepa, otoczony tylko kapanami. 
-Czego dasz, synu mj? -zapyta arcykapan wodza, nieco zmiszanego tym wypadkiem. 
Ale Tutmozis prdko zapanowa nad sob i rzek: 
-Herhorze, arcykapanie Amona tebaskiego! Na mocy listw, ktre pisae do Sargona, 
satrapy asyryjskiego, a ktre to listy mam przy sobie, jeste oskarony o zdrad pastwa i 
musisz usprawiedliwi si przed faraonem... 
-Jeeli mody pan -spokojnie odpar Herhor -chce dowiedzie si o celach polityki 
wiecznie yjcego Ramzesa XII, niech zgosi si do naszej najwyszej rady, a otrzyma objanienia. 
-Wzywam ci, aeby natychmiast szed za mn, jeeli nie chcesz, abym ci zmusi -zawoa 
Tutmozis. 
- Synu mj, bagam bogw, aby ochronili ci od gwatu i kary, na jak zasugujesz... 
-Idziesz? - spyta Tutmozis. 
- Czekam tu na Ramzesa - odpar Herhor. 
- A wic zosta, tu, oszucie!... - krzykn Tutmozis. 
Wydoby miecz i rzuci si na Herhora. W tej chwili stojcy za wodzem Eunana podnis 
topr i z caej siy uderzy Tutmozisa midzy szyj i prawy obojczyk, a krew trysna na 
wszystkie strony. Ulubieniec faraona pad na ziemi, prawie na p rozcity. 
Kilku onierzy z pochylonymi wczniami podskoczyli do Eunany, lecz po krtkiej walce 
z towarzyszami polegli. Spomidzy ochotnikw trzy czwarte byo na odzie kapaskim. 
-Niech yje witobliwy Herhor, pan nasz! -zawoa Eunana wywijajc zakrwawionym 
toporem. 
-Niech yje wiecznie! -powtrzyli onierze i kapani i -wszyscy padli twarz na ziemi. 
Najdostojniejszy Herhor wznis rce i bogosawi ich. 
413 
Opuciwszy dziedziniec wityni Mefres zstpi do podziemiw, gdzie zamieszkiwa Lykon. 
Arcykapan zaraz na progu wydoby z zanadrza krysztaow kul, na widok ktrej Grek 
wpad w gniew. 
-Bodaj was ziemia pochona!... Bodaj trupy wasze nie zaznay spokoju!... -zorzeczy 
Lykon coraz cichszym gosem. 
W kocu umilk i zasn. 
-We ten sztylet - mwi Mefres podajc Grekowi wziutk stal. - We ten sztylet i id do 
paacowego ogrodu... Tam sta w figowym klombie i czekaj na tego, ktry zabra ci i uwid 
Kam... 
Lykon pocz zgrzyta zbami w bezsilnej zoci. 
- A gdy go ujrzysz, obud si... - zakoczy Mefres. 
Potem narzuci na Greka oficerski paszcz z kapturem, do ucha szepn mu haso i z podziemiw, 
przez ukryt furtk wityni, wyprowadzi go na pust ulic Memfisu. 
Nastpnie Mefres z ywoci modzieca pobieg na szczyt pylonu i wziwszy do rk kilka 
rnobarwnych chorgiewek pocz dawa znaki w kierunku paacu faraona. Dostrzeono go 
wida i zrozumiano, gdy na pergaminowej twarzy arcykapana bysn przykry umiech. 
Mefres zoy chorgiewki, opuci taras pylonu i z wolna pocz schodzi na d. Wtem, 
gdy ju by na pierwszym pitrze, otoczyo go kilku ludzi w brunatnych opoczach, ktrymi 
zasaniali kaftany w czarne i biae pasy. 
- Oto jest najdostojniejszy Mefres - rzek jeden z nich. 
I wszyscy trzej uklkli przed arcykapanem, ktry machinalnie podnis rk jakby do bogosawiestwa. 
Lecz nagle opuci j pytajc: 
- Kto wy jestecie?... 
- Dozorcy Labiryntu. 
-Czeg zastpilicie mi drog? -rzek, a jednoczenie zaczy mu dre rce i wskie 
usta. 
-Nie potrzebujemy ci przypomina, wity mu - mwi jeden z dozorcw wci klczc 
-e kilka dni temu bye w Labiryncie, do ktrego wiesz drog tak dobrze jak my, cho nie 
jeste wtajemniczonym... Jeste za zbyt wielkim mdrcem, aeby nie mia zna i naszych 
praw w podobnych wypadkach... 
-Co to znaczy?... -zawoa podniesionym gosem Mefres. -Jestecie zabjcy, nasani 
przez Her... 
Nie dokoczy. Jeden z napastnikw schwyta go za rce, drugi zarzuci mu chustk na 
gow, a trzeci skropi mu twarz przezroczystym pynem. Mefres rzuci si kilka razy i upad. 
Jeszcze raz pokropiono go, a gdy skona, dozorcy pooyli go we framudze, w martw rk 
wsunli jaki papirus i - znikli w korytarzach pylonu. 
Trzej tak samo ubrani ludzie uganiali si za Lykonem prawie od chwili, gdy, wypuszczony 
ze wityni przez Mefresa, znalaz si na pustej ulicy. 
Ludzie ci kryli si niedaleko furtki, przez ktr przeszed Grek, i z pocztku przepucili go 
wolno. Lecz wnet jeden z nich dostrzeg w jego ruchach co podejrzanego, wic wszyscy poczli 
i za nim. 
Dziwna rzecz! upiony Lykon, jakby przeczuwajc gonitw, nagle skrci w ulic ruchliw, 
potem na plac, gdzie kryo mnstwo ludzi, a potem ulic Ryback pobieg do Nilu. Tu, 
w jakim zauku, znalaz mae czenko, skoczy w nie i z niesychan szybkoci zacz 
przeprawia si na drug stron rzeki. 
By ju o parset krokw oddalony od brzegu, gdy wysuna si za nim d z jednym 
przewonikiem i trzema podrnymi. Ledwie za ci odbili, ukazaa si druga d, majca 
dwu przewonikw i znowu trzech podrnych. 
Obie odzie zawzicie cigay Lykona. 
414 
W tej, ktra miaa tylko jednego wiolarza siedzieli dozorcy Labiryntu i pilnie przypatrywali 
si swoim wspzawodnikom, o ile pozwala na to zmierzch prdko zapadajcy po zachodzie 
soca. 
-Co to za jedni tamci trzej?... - szeptali midzy sob dozorcy z Labiryntu. -Od onegdaj 
kryli dokoa wityni, a dzi goni za nim... Czyby go chcieli zasoni przed nami?. . 
Drobna dka Lykona przybia do drugiego brzegu. Upiony Grek wyskoczy z niej i szybkim 
krokiem pocz i ku paacowym ogrodom. Niekiedy zatacza si, stawa i chwyta si 
za gow; lecz po chwili znowu szed jakby cigniony przez niepojt si. 
Dozorcy Labiryntu rwnie wyldowali na drugim brzegu, ale ju zostali uprzedzeni przez 
swoich wspzawodnikw. 
I zacz si jedyny w swoim rodzaju wycig. Lykon pdzi ku paacowi krlewskiemu jak 
szybkobiegacz, za nim trzej ludzie nieznani, a na kocu trzej dozorcy Labiryntu. 
O kilkaset krokw od ogrodu obie gonice grupy zetkny si ze sob. Bya ju noc, ale jasna. 
- Kto wy jestecie, ludzie? - zapyta nieznajomych dozorca Labiryntu. 
-Jestem naczelnikiem policji Pi-Bast i z dwoma moimi setnikami cigam wielkiego zbrodniarza... 
- A my jestemy dozorcy Labiryntu i rwnie cigamy tego czowieka... 
Obie grupy przypatryway si sobie z rkoma na mieczach lub noach. 
- Co chcecie z nim zrobi? - spyta wreszcie naczelnik policji. 
- Mamy przeciw niemu wyrok... 
- A trupa zostawicie? 
- Ze wszystkim, co ma na sobie - odpar starszy dozorca. 
Policjanci szeptali midzy sob. 
-Jeeli mwicie prawd -rzek wreszcie naczelnik policji - nie bdziemy wam przeszkadzali. 
Owszem, poyczymy go wam na chwil, gdy wpadnie w nasze rce... 
- Przysigacie? 
- Przysigamy... 
- No to moemy i razem... 
Poczyli si, ale Grek znikn im z oczu. 
- Przeklestwo!... - zawoa naczelnik policji. - Znowu umkn... 
- Znajdzie si - odpar dozorca z Labiryntu - a moe nawet tdy bdzie wraca. 
- Po c by szed do krlewskiego ogrodu? - spyta naczelnik. 
-Arcykapani uywaj go do jakich swoich interesw, ale on wrci do wityni, wrci!... 
- mwi dozorca. 
Postanowili tedy czeka i dziaa wsplnie. 
- Trzeci noc marnujemy! - rzek jeden z policjantw ziewajc. 
Owinli si w burnusy i legli na trawie. 
Natychmiast po wyjedzie Tutmozisa czcigodna pani Nikotris milczc, z zacinitymi z 
gniewu ustami, opucia komnaty syna. A gdy Ramzes chcia j uspokoi, ostro przerwaa 
mu: 
-egnam faraona i prosz bogw, aeby pozwoliy mi jutro powita ci jeszcze jako faraona... 
- Wtpisz o tym, matko? 
- O wszystkim mona zwtpi wobec czowieka, ktry sucha rad szalecw i zdrajcw!.. 
Rozeszli si oboje zagniewani. 
Wkrtce jego witobliwo odzyska dobry humor i wesoo rozmawia z dostojnikami. 
Ale ju o szstej pocz go trapi niepokj. 
-Tutmozis powinien by przysa do nas goca... -mwi pan. - Bo jestem pewny, e sprawa, 
tak czy owak, ju si rozstrzygna... 
415 
-Tego nie wiem - odpar wielki skarbnik. - Mogli nie znale statkw u przewozu... Mog 
w wityni stawia opr... 
- A gdzie jest ten mody kapan?... - spyta nagle Hiram. 
-Kapan?... wysannik zmarego Samentu?... - powtarzali zmiszani dostojnicy. -To prawda, 
gdzie on by moe?... 
Rozesano onierzy, aby przeszukali ogrd. onierze obiegli wszystkie cieki, ale kapana 
nie byo. 
Wypadek ten le usposobi dostojnikw. Kady siedzia milczc, pogrony w niespokojnych 
mylach. 
O zachodzie soca wszed do komnaty pokojowiec faraona i szepn, e pani Hebron 
ciko zachorowaa i baga, aeby jego witobliwo raczy j odwiedzi. 
Dostojnicy znajc stosunek, jaki czy pana z pikn Hebron, spojrzeli po sobie. Ale gdy 
faraon owiadczy zamiar wyjcia na ogrd, nie protestowali. Ogrd, dziki gstym straom, 
by rwnie bezpieczny jak paac. Nikt te nie uwaa za stosowne choby z daleka czuwa 
nad faraonem wiedzc, e Ramzes nie lubi, aeby zajmowano si nim w pewnych chwilach. 
Gdy pan znikn w korytarzu, wielki pisarz rzek do skarbnika: 
- Czas wlecze si jak wozy w pustyni. Moe Hebron ma wiadomo od Tutmozisa?... 
-W tej chwili - odpar skarbnik - jego wyprawa w kilkudziesiciu ludzi na wityni Ptah 
wydaje mi si niepojtym szalestwem... 
-A czy rozsdniej zrobi faraon nad Sodowymi Jeziorami, kiedy ca noc ugania si za 
Tehenn?... - wtrci Hiram. - Odwaga wicej znaczy anieli liczba. 
- A ten mody kapan?... - zapyta skarbnik. 
- Przyszed bez naszej wiedzy i odszed nie pytajc -rzek Hiram. - Kady z nas postpuje 
jak spiskowiec. 
Skarbnik pokrci gow. 
Ramzes szybko przebieg odlego dzielc jego will od paacyku Tutmozisa. Gdy 
wszed do pokoju, Hebron z paczem rzucia mu si na szyj. 
- Umieram z trwogi!... - zawoaa. 
-Lkasz si o Tutmozisa? 
-A c on mnie obchodzi? -odpara Hebron robic pogardliwy grymas ustami. -Ty jeden 
obchodzisz mnie... o tobie jednym myl... o ciebie si lkam... 
-Bogosawion niech bdzie twoja trwoga, ktra cho na chwil uwolnia mnie od nudw... 
-rzek miejc si faraon. -Bogowie! jaki to ciki dzie... Gdyby syszaa nasze 
narady, gdyby widziaa miny moich doradcw!... I jeszcze, na domiar wszystkiego, podobao 
si czcigodnej krlowej uczci nasze zebranie swoj obecnoci... Nigdy nie przypuszczaem, 
e dostojestwo faraona moe mi tak dokuczy... 
- Nie wymawiaj tego zbyt gono - ostrzega Hebron. 
- Co poczniesz, jeeli Tutmozisowi nie uda si opanowa wityni? 
-Odbior mu naczelne dowdztwo i schowam do skrzyni moj koron, a wo hem oficerski 
-odpowiedzia Ramzes. -Jestem pewny, e gdy sam wystpi na czele wojska, bunt 
upadnie... 
- Ktry?... - spytaa Hebron. 
-Ach, prawda, e mamy a dwa bunty! -zamia si Ramzes. - Posplstwo przeciw kapanom, 
kapani przeciw mnie... 
Pochwyci Hebron w objcia i zaprowadzi na kanap szepczc: 
-Jaka ty dzi pikna!... Ile razy widz ci, zawsze wydajesz mi si zupenie inn i coraz 
pikniejsz... 
- Pu mnie!... - szepna Hebron. - Czasami lkam si, aeby mnie nie ugryz... 
-Ugry... nie... ale mgbym ci zacaowa na mier... Ty nawet nie wiesz, jaka jeste 
pikna... 
416 
- Po ministrach i jeneraach... No, pu... 
-Chciabym przy tobie zamieni si w krzak granatu... Chciabym mie tyle ramion, ile 
drzewo ma konarw, aeby ci ciska... Tyle doni, ile jest lici, i tyle ust, ile kwiatw, aebym 
w jednej chwili mg caowa twoje oczy, usta, piersi... 
- Jak na wadc, ktrego tron jest zagroony, masz myli dziwnie swobodne... 
- Na ou nie dbam o tron - przerwa. - Dopki mam miecz, bd mia wadz. 
- Wojsko twoje jest rozbite - mwia bronic si Hebron. 
-Jutro przybd wiee puki, a pojutrze zgromadz rozbitych... Powtarzam ci, nie zaprztaj 
si marnociami... Chwila pieszczot wicej warta ni rok wadzy. 
W godzin po zachodzie soca faraon opuci mieszkanie Hebron i powoli wraca do 
swego paacyku. By rozmarzony, senny i myla, e arcykapani s wielkimi gupcami stawiajc 
mu opr. Jak Egipt Egiptem, nie byoby lepszego pana ni on. 
Nagle spomidzy kpy figowej wysun si czowiek w ciemnym paszczu i zastpi drog 
faraonowi. Pan, aby mu si lepiej przypatrzy, zbliy twarz do jego twarzy i nagle zawoa: 
- Ach, to ty, ndzniku?... Chode na odwach... 
By to Lykon. Ramzes schwyci go za kark; Grek sykn i uklk na ziemi. Jednoczenie 
faraon uczu piekcy bl z lewej strony brzucha. 
-Jeszcze ksasz? - zawoa Ramzes. Oburcz potnie cisn za szyj Greka, a gdy usysza 
chrobot amanych krgw, odrzuci go ze wstrtem. 
Lykon upad miotajc si w przedmiertnych konwulsjach. 
Faraon odszed par krokw. Dotkn si i namaca rczk sztyletu. 
-Rani mnie?... 
Wycign ze swego boku wziutk stal i przycisn ran. 
Ciekawym - myla - czy ktry z moich doradcw ma plaster?. .  
Uczu mdoci i przypieszy kroku. 
Tu pod paacykiem zabieg mu drog jeden z oficerw woajc: 
- Tutmozis nie yje... Zabi go zdrajca Eunana!... 
- Eunana? - powtrzy faraon. A c inni?... 
- Prawie wszyscy ochotnicy, ktrzy pojechali z Tutmozisem, byli zaprzedani kapanom. 
- No, musz ju z tym skoczy! - rzek pan. - Zatrbcie na azjatyckie puki... 
Odezwaa si trbka i Azjaci zaczli wysypywa si z koszar, cignc za sob konie. 
- Podajcie i mnie konia - rzek faraon. Ale uczu silny zawrt gowy i doda: 
- Nie - podajcie mi lektyk... Nie chc si mczy... - Nagle zatoczy si na rce oficerw. 
-O mao nie zapomniaem... - mwi gasncym gosem... - Przyniecie hem i miecz... Ten 
stalowy miecz... znad Jezior... Idziemy do Memfisu... 
Z paacyku wybiegli dostojnicy i suba z pochodniami. Faraon, podtrzymywany przez 
oficerw, mia szar twarz i oczy zachodziy mu mg. Wycign rk jakby szukajc broni, 
poruszy ustami i wrd oglnej ciszy przesta oddycha, on, pan dwu wiatw: doczesnego i 
zachodniego. 
417 
ROZDZIA OSIEMNASTY 
Od mierci Ramzesa XIII a do dnia jego pogrzebu rzdzi pastwem, jako arcykapan 
Amona tebaskiego, a namiestnik zgasego krla - najdostojniejszy San-amen-Herhor. 
Kilkumiesiczna wadza namiestnika bya wielce pomyln dla Egiptu. Herhor uspokoi 
bunty posplstwa i, jak byo dawnymi czasy, pozwoli co sidmy dzie wypoczywa ludziom 
pracujcym. Zaprowadzi surow karno midzy kapanami, otoczy opiek cudzoziemcw, 
a szczeglniej Fenicjan, i zawar traktat z Asyri nie odstpujc jednak Fenicji, ktra pozostaa 
hodowniczk Egiptu. 
W cigu tych krtkich rzdw sprawiedliwo wypeniaa si szybko, ale bez okruciestwa, 
i lada kto nie mia bi egipskiego chopa, ktry mg odwoa si do sdu, jeeli mia 
dosy czasu i wiadkw. 
Herhor zaj si te spat dugw obciajcych majtki faraona i pastwa. W tym celu 
skoni Fenicjan do zrzeczenia si pewnej czci sum nalecych im od skarbu, a na pokrycie 
reszty podnis z Labiryntu ogromn kwot trzydziestu tysicy talentw. 
Dziki tym rodkom w cigu trzech miesicy nasta w pastwie spokj i dobrobyt, a ludzie 
mwili: 
-Bogosawione niech bd rzdy namiestnika San-amen-Herhora! Zaprawd, bogowie 
przeznaczyli go na wadc, aby uwolni Egipt od klsk zadanych mu przez Ramzesa XIII, 
lekkoducha i owcy kobiet... 
Kilkadziesit dni wystarczyo, aby nard zapomnia, e wszystkie dziea Herhora byy tylko 
spenieniem zamiarw modego i szlachetnego faraona. 
W miesicu Tobi (padziernik-listopad), gdy mumi Ramzesa XIII ju zoono w krlewskich 
pieczarach, do wityni Amana tebaskiego zeszo si wielkie zgromadzenie najdostojniejszych 
osb. Byli tam prawie wszyscy arcykapani, nomarchowie i jeneraowie wojsk, a w 
ich liczbie okryty chwa sdziwy wdz armii wschodniej - Nitager. 
W tej samej olbrzymiej sali kolumnowej, gdzie przed p rokiem kapani sdzili Ramzesa 
XII i okazywali niech Ramzesowi XIII, w tym samym miejscu dzi zgromadzili si dostojnicy, 
aby pod przewodnictwem Herhora rozstrzygn najwaniejsz spraw pastwow. Jako 
dnia dwudziestego pitego Tobi, w samo poudnie, Herhor w infule Amenhotepa zasiad 
na tronie, inni na krzesach, i odbya si narada. 
Trwaa dziwnie krtko, jakby rezultat jej z gry by przygotowany. 
-Arcykapani, nomarchowie i wodzowie! - zacz Herhor. - Zebralimy si tu w sprawie 
smutnej i wanej. Wraz ze mierci wiecznie yjcego Ramzesa XIII, ktrego krtkie i burzliwe 
panowanie skoczyo si w tak 
nieszczliwy sposb... 
Tu Herhor westchn. 
-...Wraz ze mierci Ramzesa XIII nie tylko zgas faraon, ale i pena sawy dynastia dwu
dziesta... 
Midzy zebranymi przelecia szmer. 
-Dynastia nie skoczya si -wtrci prawie szorstko potny nomarcha memfijski. -yje 
przecie czcigodna krlowa Nikotris, wic tron naley do niej... 
Po chwili milczenia odpowiedzia Herhor: 
- Najdostojniejsza maonka moja, krlowa Nikotris... 
Teraz w zebraniu rozleg si nie szmer, ale krzyk i trwa kilka minut. Gdy ucicho, Herhor 
spokojnie i dobitnie mwi dalej: 
-Moja najdostojniejsza maonka, krlowa Nikotris, nieutulona w alu po mierci syna, 
zrzeka si tronu... 
418 
-Pozwlcie!... - zawoa nomarcha memfijski. - Najdostojniejszy namiestnik mianuje krlow 
swoj maonk... Jest to wiadomo zupenie nowa, ktr przede wszystkim naley 
sprawdzi... 
Na znak Herhora najwyszy sdzia tebaski wydoby ze zotej puszki i gono odczyta akt 
lubu zawartego przed dwoma dniami midzy najdostojniejszym arcykapanem Amona Sanamen-
Herhorem i krlow Nikotris, wdow po Ramzesie XII, matk Ramzesa XIII. 
Po tym wyjanieniu nastaa grobowa cisza. Herhor za mwi: 
-Poniewa maonka moja i jedyna dziedziczka tronu zrzeka si swoich praw, poniewa 
tym sposobem skoczyo si panowanie dwudziestej dynastii, musimy wic wybra nowego 
wadc... 
Wadc tym -cign Herhor -powinien by czowiek dojrzay, energiczny i biegy w 
sprawowaniu rzdw. Z tego powodu radz wam, dostojnicy, aebymy na najwysze stanowisko 
wybrali... 
- Herhora!... - krzykn kto. 
-...Aebymy wybrali najsawniejszego Nitagera, wodza armii wschodniej -dokoczy 
Herhor. 
Nitager dug chwil siedzia z przymknitymi oczyma, umiechajc si. Wreszcie powsta 
i rzek: 
-Nigdy chyba nie zabraknie ludzi chtnych do tytuu faraona. Moe nawet mielibymy ich 
nad potrzeb. Szczciem, sami bogowie usuwajc niebezpiecznych wspzawodnikw ukazali 
nam czowieka najgodniejszego wadzy. I zdaje mi si, e uczyni roztropnie, gdy zamiast 
przyjmowa askawie ofiarowan mi koron, odpowiem: 
Niech yje wiecznie jego witobliwo San-amen-Herhor, pierwszy faraon nowej dynastii!... 
Obecni, z maymi wyjtkami, powtrzyli okrzyk, a jednoczenie najwyszy sdzia przynis 
na zotej tacy dwie czapki: bia - Grnego i czerwon -Dolnego Egiptu. Jedn z nich 
wzi arcykapan Ozirisa, drug arcykapan Horusa i dorczyli je Herhorowi, ktry ucaowawszy 
zotego wa woy je sobie na gow. 
Po czym rozpocza si ceremonia skadania hodu przez obecnych, ktra cigna si par 
godzin. Nastpnie spisano odnony akt, uczestnicy wyboru przyoyli na nim swoje pieczcie 
i od tej chwili San-amen-Herhor zosta rzeczywistym faraonem, panem obu wiatw tudzie 
ycia i mierci swoich poddanych. 
Nad wieczorem jego witobliwo wrci zmczony jeszcze do swych arcykapaskich 
pokojw, gdzie zasta Pentuera. Kapan zmizernia, a na jego chudej twarzy malowao si 
znkanie i smutek. 
Kiedy Pentuer upad na twarz, pan podnis go i rzek z umiechem: 
-Nie podpisae mego wyboru, nie zoye mi hodu, i lkam si, czy nie bd musia oblega 
ci kiedy w wityni Ptah... 
C, nie namylie si zosta przy mnie? Wolisz Menesa?... 
-Wybacz, wasza witobliwo - odpowiedzia kapan -ale ycie dworskie tak mnie znuyo, 
e jedynym dzi moim pragnieniem jest - uczy si mdroci. 
-Nie moesz zapomnie Ramzesa? -spyta Herhor. -A jednak znae go bardzo krtko, 
podczas gdy u mnie pracowae kilka lat. 
-Nie potpiaj mnie, wasza witobliwo. Ale Ramzes XIII by pierwszym faraonem, ktry 
odczu niedol ludu egipskiego... 
Herhor umiechn si. 
-Oj, wy uczeni... -rzek chwiejc gow. -To przecie ty, ty sam, zwrcie uwag 
Ramzesowi na pooenie posplstwa. A teraz nosisz po nim aob w sercu, chocia on dla 
ludu nic nie zrobi... To ty zrobie, nie on... 
419 
Zabawni z was ludzie mimo potnego umysu -cign Herhor -tak samo i Menes... Kapan 
ten uwaa si za najspokojniejszego czowieka w Egipcie, cho on to obali dynasti, a 
mnie utorowa drog do wadzy... 
Gdyby nie jego list o zamieniu soca w dniu dwudziestym Paofi, moe obaj z nieboszczykiem 
Mefresem amalibymy kamienie w kopalni... 
No, id ju, id i pozdrw ode mnie Menesa. Pamitaj te, e umiem by wdzicznym, co 
stanowi wielk tajemnic wadzy. Powiedz Menesowi, e speni kad jego prob, byle mi 
na przykad nie kaza wyrzec si tronu... Sam te wr do mnie, gdy wypoczniesz, a zachowam 
dla ciebie powane stanowisko. 
I dotkn rk pokornie schylonej gowy kapana. 
420 
EPILOG 
W miesicu Mechir (listopad-grudzie) Pentuer przyby do wityni za Memfisem, gdzie 
Menes prowadzi wielkie prace nad niebiosami i ziemi. 
Stary, w mylach pogrony mdrzec znowu nie pozna Pentuera. Opamitawszy si jednak 
uciska go i zapyta: 
- C, znowu idziesz niepokoi chopw dla wzmocnienia wadzy faraona?... 
- Przyszedem, by zosta z tob i suy ci - odpowiedzia Pentuer. 
-Ho! ho!... - zawoa Menes przypatrujc mu si z uwag. -Ho! ho!... czy naprawd masz 
ju dosy dworskiego ycia i dostojestw?... Bogosawiony to dzie!... Kiedy z wierzchoka 
mego pylonu zaczniesz oglda wiat, przekonasz si, jakie to mae i brzydkie. 
Poniewa Pentuer nic nie odpowiedzia, wic Menes uda si do swych zaj. Wrciwszy 
za po kilku godzinach zasta ucznia siedzcego na tym samym miejscu, z okiem utkwionym 
w punkt, gdzie w oddali majaczy paac faraonw. 
Menes da mu jczmienny placek, garnuszek mleka i zostawi go w spokoju. 
Trwao tak kilka dni. Pentuer jada niewiele, mwi jeszcze mniej, niekiedy zrywa si w 
nocy, a dni przepdza bez ruchu, patrzc nie wiadomo gdzie. 
Ten tryb ycia nie podoba si Menesowi. Wic pewnego razu zajwszy na kamieniu miejsce 
obok Pentuera rzek: 
- Czy ty zupenie oszala, czy duchy ciemnoci tylko chwilowo opanoway twoje serce?... 
Pentuer zwrci na niego zamglone oczy. 
-Spojrzyj no dokoa siebie -mwi starzec. -Wszake to najmilsza pora roku. Noce dugie 
i gwiadziste, .dni chodne, ziemia okryta kwiatami i now traw. Woda jest przezroczystsza 
od krysztau, pustynia ley cicha, ale za to powietrze jest przepenione piewem, piskiem, 
brzczeniem... 
Jeeli wiosna takie cudy wywouje na martwej ziemi, jake skamienia musi by dusza 
twoja, ktra nie odczuwa podobnych dziww?... Mwi ci, ocknij si, bo wygldasz jak trup 
w porodku ywej natury. Pod tym socem jeste podobny do zeschej kupy bota i prawie e 
cuchniesz midzy narcyzami i fiokami. 
- Mam dusz chor - odpar Pentuer. 
- C ci jest? 
-Im duej rozmylam, tym wiksz czuj pewno, e gdybym nie opuci Ramzesa XIII, 
gdybym mu oddal moje usugi, yby dotychczas ten najszlachetniejszy z faraonw. 
Otaczay go setki zdrajcw; ale ani jeden dobry czowiek nie wskaza mu rodkw ocalenia!... 
-I tobie naprawd zdaje si, e moge go uratowa? -zapyta Menes. - O pycho niedouczonego 
mdrca!... Wszystkie rozumy nie ocaliyby sokoa zapltanego midzy wrony, a ty, 
niby jaki boek, chciae odmieni los czowieka?... 
- Albo Ramzes musia zgin?... 
-Z pewnoci, e tak. Przede wszystkim by on faraonem wojennym, a dzisiejszy Egipt 
brzydzi si wojownikami. Woli zot branzolet anieli miecz, choby stalowy; woli dobrego 
piewaka lub tanecznika anieli nieustraszonego onierza; woli zysk i mdro ni wojn. 
Gdyby w miesicu Mechir dojrzaa oliwka albo fioek zakwitn w miesicu Tot, jedno i 
drugie musiaoby zgin, jako pody spnione lub przedwczesne. Ty za chcesz, aeby w 
epoce Amenhotepw i Herhorw utrzyma si faraon nalecy do epoki Hyksosw. Kada 
rzecz ma swj czas, w ktrym dojrzewa, i taki -w ktrym marnieje. Ramzes XIII zdarzy si 
w epoce niewaciwej, wic musia ustpi. 
-I mylisz, e nic by go nie uratowao? - spyta Pentuer. 
421 
-Nie widz takiej potgi. On nie tylko nie godzi si ze swoj epok i stanowiskiem, lecz 
jeszcze trafi na czas upadku pastwa i by jak mody li na prchniejcym drzewie. 
- Tak spokojnie mwisz o upadku pastwa? - zdziwi si Pentuer. 
-Widz go od kilkudziesiciu lat, a ju widzieli go i moi poprzednicy w tej wityni... 
Mona si byo przyzwyczai! 
- Macie podwjny wzrok?... 
-Wcale nie - mwi Menes - ale mamy miar. Z ruchw chorgiewki poznasz: jaki wiatr 
wieje, studnia nilowa mwi: czy rzeka wzbiera, czy opada... A nas od wiekw o niemocy 
pastwa uczy ten oto Sfinks... 
I wskaza rk w kierunku piramid. 
- Nic nie wiem o tym... - szepn Pentuer. 
-Czytaj stare kroniki naszej wityni, a przekonasz si, e -ile razy Egipt kwitn, jego 
sfinks by cay i wysoko wznosi si nad pustyni. Lecz gdy pastwo chylio si do upadku, 
sfinks pka, kruszy si, a piaski sigay mu do ng. 
I dzi od paru wiekw sfinks kruszy si. A im wyej dokoa niego wznosi si piasek, im 
gbsze bruzdy ukazuj si na jego ciele, tym pastwo pochyla si bardziej... 
-I zginie?... 
-Bynajmniej - odpar Menes. -Jak po nocy nastpuje dzie, a po niskich wodach przybr 
Nilu, tak po okresach upadkw przychodz czasy rozkwitu ycia. Odwieczna historia!... Z 
niektrych drzew opadaj licie w miesicu Mechir, lecz po to tylko, aby na nowo wyrosn 
w miesicu Pachono... 
I zaprawd Egipt jest tysicletnim drzewem, a dynastie gami. W/ naszych oczach wyrasta 
dwudziesta pierwsza ga, wic z czego si tu smuci?... Z tego, e cho gazie upadaj, 
sama rolina yje?... 
Pentuer zamyli si; ale jego oczy spoglday przytomniej. 
Jeszcze po paru dniach rzek Menes do Pentuera: 
- Ubywa nam ywnoci. Musimy pj w stron Nilu i zaopatrzy si na jaki czas. 
Wzili obaj wielkie kosze na plecy i od wczesnego ranka zaczli obchodzi wsie nadbrzene. 
Zwykle stawali pod chatami chopw piewajc nabone pieni, po czym Menes 
puka do drzwi i mwi: 
-Litociwe dusze, prawowierni Egipcjanie, ofiarujcie jamun sugom bogini Mdroci!... 
Dawano im (najczciej baby) tu garstk pszenicy, owdzie jczmienia, tam placek albo suszon 
rybk. Niekiedy jednak wypaday na nich ze psy albo dzieci pogan obrzucay ich kamieniami 
i botem. 
Szczeglny by widok tych pokornych ebrakw, z ktrych jeden przez kilka lat wpywa 
na losy pastwa, a drugi znajomoci najgbszych tajemnic natury zmieni bieg historii. 
W bogatszych wsiach przyjmowano ich lepiej, a w pewnym domu, gdzie odbywao si wesele, 
dano im je, napojono piwem i pozwolono przenocowa midzy gospodarskimi budynkami. 
Ani ich ogolone twarze i gowy, ani wyleniaa skra pantercza nie imponoway mieszkacom. 
Lud Dolnego Egiptu, pomieszany z rnowiercami, nie odznacza si naboestwem, a 
ju zgol lekceway kapanw bogini Mdroci, o ktrych nie dbao pastwo. 
Lec w szopie na pkach wieej trzciny Menes i Pentuer przysuchiwali si weselnej 
muzyce, pijackim okrzykom, niekiedy ktniom radujcych si goci. 
-Okropna rzecz -odezwa si Pentuer. - Zaledwie kilka miesicy upyno od mierci pana, 
ktry by dobroczyc chopw, a ci ju zapomnieli o nim... Zaprawd, niedugo trwa 
ludzka wdziczno... 
-Ce chcia, aeby ludzie do koca wiekw obsypywali sobie gowy popioem? - spyta 
Menes. -Gdy krokodyl schwyta kobiet lub dziecko, czy mylisz, e zaraz przestaj pyn 
422 
wody Nilu?... One tocz si bez wzgldu na trupy, a nawet bez wzgldu na spadek lub przybr 
rzeki. 
To samo z yciem ludu. Czy koczy si jedna dynastia, a zaczyna druga, czy pastwem 
wstrzsaj bunty i wojna albo czy kwitnie pomylno, masy ludu musz je, pi, spa, eni 
si i pracowa, jak drzewo ronie bez wzgldu na deszcz i posuch. Pozwl wic im skaka, 
jeeli maj zdrowe nogi, albo paka i piewa, gdy piersi ich przepenia uczucie. 
-Przyznaj jednak, e ich rado dziwnie wyglda obok tego, co sam mwie o upadku 
pastwa - wtrci Pentuer. 
-Wcale nie dziwnie, gdy wanie oni s pastwem, a ich ycie yciem pastwa. Ludzie 
zawsze smuc si lub ciesz i nie ma takiej godziny, gdzie by kto nie mia si lub nie wzdycha. 
Cay za bieg historii polega na tym, e -gdy wicej jest radoci midzy ludmi, mwimy: 
pastwo kwitnie, a gdy czciej pyn zy, nazywamy to upadkiem. 
Nie trzeba przywizywa si do wyrazw, ale patrze na ludzi. W tej chacie jest rado; 
tutaj pastwo kwitnie, zatem nie masz prawa wzdycha, e upada. Wolno ci tylko stara si, 
aby coraz wicej i wicej chat byo zadowolonych. 
Gdy mdrcy powrcili z ebraniny do wityni, Menes wprowadzi Pentuera na szczyt 
pylonu. Pokaza mu wielk marmurow kul, na ktrej za pomoc zotych punktw sam 
oznaczy pooenie kilkuset gwiazd, i - kaza mu przez poow nocy ledzi ksiyc na niebie. 
Pentuer chtnie podj si pracy i dzi, pierwszy raz w yciu, sprawdzi na wasne oczy, e 
w cigu kilku godzin sklepienie niebieskie jakby obrcio si ku zachodowi, ale ksiyc przesun 
si midzy gwiazdami ku wschodowi. 
Te tak proste zjawiska Pentuer doskonale zna, lecz tylko ze syszenia. Wic gdy pierwszy 
raz wasnymi oczyma zobaczy ruch nieba i cich wdrwk ksiyca, dozna takiego wzruszenia, 
e upad na twarz i zapaka. 
Przed jego dusz odsoni si nowy wiat, ktrego pikno tym dokadniej ocenia, e ju 
by wielkim mdrcem. 
Znowu upyno kilka dni, gdy zgosi si do nich bogaty dzierawca proponujc, aby jako 
mdrcy wyznaczyli mu na gruncie i wykopali kana. W zamian ofiarowywa im ywno na 
czas roboty tudzie koz z koltkiem jako zapat. 
Poniewa mleka brakowao w wityni, Menes zgodzi si i poszli obaj z Pentuerem do roboty. 
Zniwelowali grunt, wykrelili kierunek i kopali. 
Przy cikim zajciu Pentuer oywi si, a nawet gdy by sam z Menesem, rozmawia. 
Tylko przy zetkniciu z ludmi traci humor; ich miechy i piewy zdaway si powiksza 
jego cierpienie. 
Menes nie chodzi na noc do wsi, ale razem z Pentuerem sypia w polu, skd mogli widzie 
kwitnce any i przysuchiwa si echom ludzkiej radoci, nie przyjmujc w niej udziau. 
Pewnego wieczora polne roboty przerwano wczeniej; do wsi bowiem przyszed po probie 
ubogi kapan z maym chopcem. Chodzili od domu do domu bagajc o jamun. Chopak 
wygrywa na flecie smutn melodi, a w przerwach jej kapan piewa silnym gosem 
pie na poy wieck, na poy pobon. 
Menes i Pentuer lec na pagrku przypatrywali si rozpomienionemu niebu, na ktrego 
zotym tle mocno uwydatniay si czarne trjkty piramid tudzie brunatne pnie i ciemnozielone 
bukiety drzew palmowych. Tymczasem kapan wlk si od chaty do chaty i wypiewywa 
swoj pie odpoczywajc duszy czas po kadej zwrotce: 
-Jak spokojnym jest w sprawiedliwy ksi! Pikne przeznaczenie spenio si. Od czasw 
Re przemijaj stare ciaa, a na ich miejsce przychodz mode. Kadego ranka wschodzi 
soce i co wieczr kryje si na zachodzie. Mczyni podz, kobiety poczynaj, kada pier 
oddycha wieym powiewem. Ale wszyscy, ktrzy urodzili si, wszyscy bez wyjtku, id na 
miejsce, jakie czowiekowi przeznaczono. * 
423 
-I po co to?... - nagle odezwa si Pentuer. - Gdyby cho byo prawd, e ycie w tym celu 
stworzono, aby wzrastaa cze bogw i cnota. Ale tak nie jest. Podstpny okrutnik, matka, 
ktra zostaje maonk mordercy swego syna, kochanka, ktra w chwili pieszczot myli o 
zdradzie, ci rosn w pomylno i potg. A mdrzy usychaj w bezczynnoci, a dzielni i 
szlachetni gin sami i pami ich. 
-Spraw sobie wesoy dzie, o ksi -piewa kapan - gdy niewiele ci ich darowano! 
Postaw maci i kadzide dla nosa twego, a lotosowe wiece dla czonkw, dla ciaa siostry, 
ktra mieszkajc w twym sercu siedzi przy tobie. Niech wam piewaj i graj. Porzucie troski 
i weselcie si, bo wnet zawita dzie, w ktrym jedzie si do kraju, kdy panuje milczenie. 
-Maci dla nosa, wiece lotosowe dla czonkw, a potem... milczenie!... - wtrci Pentuer. 
-Zaprawd, bazen udajcy rycerza ma wicej sensu anieli ten wiat, w ktrym wszyscy co 
udajemy, bez adnego poytku dla siebie. I eby cho ten ziemski sen by jednym cigiem 
wesooci?... Ale gdzie tam!... Komu gd nie skrca kiszek, tego serce zatruwa podanie lub 
niepokj. A jeeli kiedy trafi si chwila ciszy, wwczas z jej gbin wynurza si myl o kraju 
wiekuistego milczenia i szarpie ludzk dusz. 
-wi wesoy dzie, o Nefarhotep, mu z czystymi rkoma! Ja wiem wszystko, co si 
stao przodkom twoim: ich mury rozpady si, miast ju nie ma, a oni sami s, jakby ich nie 
byo nigdy. Nikt nie przychodzi stamtd, kto by nam powiedzia, jak si miewaj, i serca nasze 
ucieszy. I tak bdzie, dopki sami nie zbliycie si do miejsca, gdzie oni poszli. 
-Widziae ty kiedy spokojne morze?... - odezwa si Menes do Pentuera. - Prawda, jakie 
ono nudne, niby obraz snu, w ktrym si nic nie ni? Dopiero gdy wicher zaorze gadk powierzchni, 
gdy jedna fala spada w otcha, a druga podnosi si, gdy na powierzchni zagraj 
wiata, a z gbi odezw si grone lub jkliwe gosy, wwczas morze robi si piknym. 
Tak samo z rzek. Dopki pynie cigle w jednym kierunku, wyglda martwo; lecz gdy 
skrca si na lewo i na prawo -nabiera wdziku. I tak samo z grami: jednostajna wynioso 
jest nudna, ale nierwne szczyty i gbokie wwozy s pikne... 
- Po mirr na gow twoj, ustrj si w cienkie ptna i nama si boskimi darami piewa 
kapan. - Ubierz si piknie, jak moesz i nie pozwalaj upada sercu twemu. yj dla 
rozkoszy, dopki jeste na ziemi, i nie zasmucaj serca, zanim przyjdzie dla ciebie dzie alw. 
-Tak samo z yciem ludzkim - cign Menes. -Rozkosze s niby fale i szczyty gr, cierpienia 
-niby gbie i wwozy, i dopiero wszystkie one razem sprawiaj, e ycie jest pikne, 
gdy rzebi si jak poszarpany acuch gr wschodnich, na ktre patrzymy z podziwem. 
-Ale ten, ktrego serce ju nie bije -piewa kapan - nie syszy alw i nie smuci si cudz 
aob. Wic z rozjanionym obliczem wi dni wesoe i pomnaaj ich liczb... 
-Syszysz? - zapyta Pentuer wskazujc w kierunku wsi. -Ten, ktrego serce ju nie bije, 
nie tylko nie smuci si cudz aob, ale nawet nie cieszy si wasnym yciem, choby byo 
najpikniej wy rzebione... Na c wic te rzebienia, za ktre paci si blem i krwawymi 
zami?... 
Noc zapadaa. Menes owin si w opocz i odpar: 
-Ile razy zaczn ci napastowa podobne myli, id do ktrej z naszych wity i przypatrz 
si jej cianom zatoczonym obraza-mi ludzi, zwierzt, drzew, rzek, gwiazd - zupenie 
jak ten wiat, na ktrym yjemy. 
Dla prostaka figury podobne nie maj adnej wartoci i moe niejeden zapytywa: na co 
one?... po co rzebi je z tak wielkim nakadem pracy?... Ale mdrzec ze czci zblia si do 
tych figur i ogarnwszy je spojrzeniem czyta w nich historie dawnych czasw albo tajemnice 
mdroci. 
KONIEC 
