 
BOLESAW PRUS 
LALKA 
TOM I 
ROZDZIA PIERWSZY 
JAK WYGLDA FIRMA J. MINCEL I . WOKULSKI 
PRZEZ SZKO BUTELEK? 
W pocztkach roku 1878, kiedy wiat polityczny zajmowa si pokojem sanstefaskim, 
wyborem nowego papiea albo szansami europejskiej wojny, 
warszawscy kupcy tudzie inteligencja pewnej okolicy Krakowskiego 
Przedmiecia niemniej gorco interesowaa si przyszoci galanteryjnego 
sklepu pod firm J. Mincel i . Wokulski. 
W renomowanej jadodajni, gdzie na wieczorn przeksk zbierali si 
waciciele skadw bielizny i skadw win, fabrykanci powozw i kapeluszy, 
powani ojcowie rodzin utrzymujcy si z wasnych funduszw i posiadacze 
kamienic bez zajcia, rwnie duo mwiono o uzbrojeniach Anglii, jak o firmie 
J. Mincel i . Wokulski. Zatopieni w kbach dymu cygar i pochyleni nad 
butelkami z ciemnego szka, obywatele tej dzielnicy jedni zakadali si o 
wygran lub przegran Anglii, drudzy o bankructwo Wokulskiego; jedni 
nazywali geniuszem Bismarcka, drudzy - awanturnikiem Wokulskiego; jedni 
krytykowali postgpowanie prezydenta MacMahona, inni twierdzili, e Wokulski 
jest zdecydowanym wariatem, jeeli nie czym gorszym... 
Pan Deklewski, fabrykant powozw, ktry majtek i stanowisko zawdzicza 
wytrwaej pracy w jednym fachu, tudzie radca Wgrowicz, ktry od 
dwudziestu lat by czonkiem - opiekunem jednego i tego samego Towarzystwa 
Dobroczynnoci, znali . Wokulskiego najdawniej i najgoniej przepowiadali 
mu ruin. - Na ruinie bowiem i niewypacalnoci - mwi pan Deklewski - musi 
skoczy czowiek, ktry nie pilnuje si jednego fachu i nie umie uszanowa 
darw askawej fortuny. -Za radca Wgrowicz po kadej rwnie gbokiej 
sentencji swego przyjaciela dodawa: 
- Wariat! wariat!... Awanturnik!... Jziu, przynie no jeszcze piwa. A ktra to 
butelka? 
- Szsta, panie radco. Su piorunem!... - odpowiada Jzio. 
- Ju szsta?... Jak ten czas leci!... Wariat! Wariat! - mrucza radca Wgrowicz. 
Dla osb posilajcych si w tej co radca jadodajni, dla jej waciciela, 
subiektw i chopcw przyczyny klsk majcych pa na . Wokulskiego i jego 
sklep galanteryjny byy tak jasne jak gazowe pomyki owietlajce zakad. 
Przyczyny te tkwiy w niespokojnym charakterze, w awanturniczym yciu, 
zreszt w najwieszym postpku czowieka, ktry majc w rku pewny 
kawaek chleba i mono uczszczania do tej oto tak przyzwoitej restauracji, 
dobrowolnie wyrzek si restauracji, sklep zostawi na Opatrznoci boskiej, a 
sam z ca gotwk odziedziczon po onie pojecha na tureck wojn robi 
majtek. 
- A moe go i zrobi... Dostawy dla wojska to gruby interes - wtrci pan Szprot, 
ajent handlowy, ktry bywa tu rzadkim gociem. 
- Nic nie zrobi - odpar pan Deklewski - a tymczasem porzdny sklep diabli 
wezm. Na dostawach bogac si tylko ydzi i Niemcy; nasi do tego nie maj 
gowy. 
-A moe Wokulski ma gow? 
- Wariat! wariat!... - mrukn radca. - Podaj no, Jziu, piwa. Ktra to?... 
- Sidma buteleczka, panie radco. Su piorunem! 
- Ju sidma?... Jak ten czas leci, jak ten czas leci... 
Ajent handlowy, ktry z obowizkw stanowiska potrzebowa mie o kupcach 
wiadomoci wszechstronne i wyczerpujce, przenis swoj butelk i szklank 
do stou radcy i topic sodkie wejrzenie w jego zazawionych oczach, spyta 
znionym gosem: 
- Przepraszam, ale... dlaczego pan radca nazywa Wokulskiego wariatem?... 
Moe mog suy cygarkiem... Ja troch znam Wokulskiego. Zawsze wydawa 
mi si czowiekiem skrytym i dumnym. W kupcu skryto jest wielk zalet, 
duma wad. Ale eby Wokulski zdradza skonnoci do wariacji, tegom nie 
spostrzeg. 
Radca przyj cygaro bez szczeglnych oznak wdzicznoci. Jego rumiana 
twarz, otoczona pkami siwych wosw nad czoem, na brodzie i na policzkach, 
bya w tej chwili podobna do krwawnika oprawionego w srebro. 
- Nazywam go - odpar, powoli ogryzajc i zapalajc cygaro - nazywam go 
wariatem, gdy go znam lat... Zaczekaj pan... Pitnacie...siedmnacie... 
omnacie... Byo to w roku 1860... Jadalimy wtedy u Hopfera. Znae pan 
Hopfera?... 
- Phi!... 
-Ot Wokulski by wtedy u Hopfera subiektem i mia ju ze dwadziecia par 
lat. 
-W handlu win i delikatesw? 
- Tak. I jak dzi Jzio, tak on wwczas podawa mi piwo, zrazy nelsoskie... 
- I z tej brany przerzuci si do galanterii? - wtrci ajent. 
- Zaczekaj pan - przerwa radca. - Przerzuci si, ale nie do galanterii, tylko do 
Szkoy Przygotowawczej, a potem do Szkoy Gwnej, rozumie pan?... 
Zachciao mu si by uczonym!... 
Ajent pocz chwia gow w sposb oznaczajcy zdziwienie. 
- Istna heca - rzek. - I skd mu to przyszo? 
- No skd! Zwyczajnie - stosunki z Akademi Medyczn, ze Szko Sztuk 
Piknych... Wtedy wszystkim palio si we bach, a on nie chcia by gorszym 
od innych. W dzie suy gociom przy bufecie i prowadzi rachunki, a w nocy 
uczy si... 
- Licha musiaa to by usuga. 
- Taka jak innych - odpar radca, niechtnie machajc rk.-Tylko e przy 
posudze by, bestia, niemiy; na najniewinniejsze swko marszczy si jak 
zbj... Rozumie si, uywalimy na nim, co wlazo, a on najgorzej gniewa si, 
jeeli nazwa go kto panem konsyliarzem. Raz tak zwymyla gocia, e mao 
obaj nie porwali si za czuby. 
- Naturalnie, handel cierpia na tym... 
- Wcale nie! Bo kiedy po Warszawie rozesza si wie, e subiekt Hopfera chce 
wstpi do Szkoy Przygotowawczej, tumy zaczy tam przychodzi na 
niadanie. Osobliwie roia si studenteria. 
- I poszed te do Szkoy Przygotowawczej? 
- Poszed i nawet zda egzamin do Szkoy Gwnej. No, ale co pan powiesz cign 
radca uderzajc ajenta w kolano - e zamiast wytrwa przy nauce do 
koca, niespena w rok rzuci szko... 
- C robi? 
- Ot, co... Gotowa wraz z innymi piwo, ktre do dzi dnia pijemy, i sam w 
rezultacie opar si a gdzie koo Irkucka. 
- Heca, panie! - westchn ajent handlowy. 
- Nie koniec na tym... W roku 1870 wrci do Warszawy z niewielkim 
fundusikiem. Przez p roku szuka zajcia, z daleka omijajc handle korzenne, 
ktrych po dzi dzie nienawidzi, a nareszcie przy protekcji swego dzisiejszego 
dysponenta, Rzeckiego, wkrci si do sklepu Minclowej, ktra akurat zostaa 
wdow, i - w rok potem oeni si z bab grubo starsz od niego. 
- To nie byo gupie - wtrci ajent. 
-Zapewne. Jednym zamachem zdoby sobie byt i warsztat, na ktrym mg 
spokojnie pracowa do koca ycia. Ale te mia on krzy Paski z bab! 
- One to umiej... 
- Jeszcze jak! - prawi radca. - Patrz pan jednake, co to znaczy szczcie. 
Ptora roku temu baba objada si czego i umara, a Wokulski po czteroletniej 
katordze zosta wolny jak ptaszek, z zasobnym sklepem i trzydziestu tysicami 
rubli w gotowinie, na ktr pracoway dwa pokolenia Minclw. 
- Ma szczcie. 
- Mia - poprawi radca - ale go nie uszanowa. Inny na jego miejscu oeniby si 
z jak uczciw panienk i yby w dostatkach; bo co to, panie, dzi znaczy sklep 
z reputacj i w doskonaym punkcie!... Ten jednak, wariat, rzuci wszystko i 
pojecha robi interesa na wojnie. Milionw mu si zachciao czy kiego diaba! 
- Moe je bdzie mia - odezwa si ajent. 
- Ehe! - achn si radca. - Daj no, Jziu, piwa. Mylisz pan, e w Turcji 
znajdzie jeszcze bogatsz bab anieli nieboszczka Minclowa?.. Jziu!... 
- Su piorunem!... Jedzie sma...
- sma? - powtrzy radca - to by nie moe. Zaraz... Przedtem bya szsta, 
potem sidma... - mrucza zasaniajc twarz doni.- Moe by, e sma. Jak ten 
czas leci!... 
Mimo pospne wrby ludzi trzewo patrzcych na rzeczy sklep galanteryjny 
pod firm J. Mincel i . Wokulski nie tylko nie upada, ale nawet robi dobre 
interesa. Publiczno, zaciekawiona pogoskami o bankructwie, coraz liczniej 
odwiedzaa magazyn, od chwili za kiedy Wokulski opuci Warszaw, zaczli 
zgasza si po towary kupcy rosyjscy. Zamwienia mnoyy si, kredyt za 
granic istnia, weksle byy pacone regularnie, a sklep roi si gomi, ktrym 
ledwo mogli wydoa trzej subiekci: jeden mizerny blondyn, wygldajcy, jakby 
co godzin umiera na suchoty, drugi szatyn z brod filozofa a ruchami ksicia i 
trzeci elegant, ktry nosi zabjcze dla pci piknej wsiki, pachnc przy tym jak 
laboratorium chemiczne. 
Ani jednak ciekawo ogu, ani fizyczne i duchowe zalety trzech subiektw, 
ani .nawet ustalona reputacja sklepu moe nie uchroniaby go od upadku, gdyby 
nie zawiadowa nim czterdziestoletni pracownik firmy, przyjaciel i zastpca 
Wokulskiego, pan Ignacy Rzecki. 
ROZDZIA DRUGI: 
RZDY STAREGO SUBIEKTA 
Pan Ignacy od dwudziestu piciu lat mieszka w pokoiku przy sklepie. W cigu 
tego czasu sklep zmienia wacicieli i podog, szafy i szyby w oknach, zakres 
swojej dziaalnoci i subiektw; ale pokj pana Rzeckiego pozosta zawsze taki 
sam. Byo w nim to samo smutne okno, wychodzce na to samo podwrze, z t 
sam krat, na ktrej szczeblach zwieszaa si by moe wierwiekowa 
pajczyna, a z pewnoci wierwiekowa firanka, niegdy zielona, obecnie 
wypowiaa z tsknoty za socem. 
Pod oknem sta ten sam czarny st obity suknem, take niegdy zielonym, dzi 
tylko poplamionym. Na nim wielki czarny kaamarz wraz z wielk czarn 
piaseczniczk, przymocowan do tej samej podstawki - para mosinych 
lichtarzy do wiec ojowych, ktrych ju nikt nie pali, i stalowe szczypce, 
ktrymi ju nikt nie obcina knotw. elazne ko z bardzo cienkim 
materacem, nad nim nigdy nie uywana dubeltwka, pod nim pudo z gitar, 
przypominajce dziecinn trumienk, wska kanapka obita skr, dwa krzesa 
rwnie skr obite, dua blaszana miednica i maa szafa ciemnowiniowej 
barwy stanowiy umeblowanie pokoju, ktry ze wzgldu na swoj dugo i 
mrok w nim panujcy zdawa si by podobniejszym do grobu anieli do 
mieszkania. 
Rwnie jak pokj, nie zmieniy si od wier wieku zwyczaje pana Ignacego. 
Rano budzi si zawsze o szstej; przez chwil sucha, czy idzie lecy na 
krzele zegarek, i spoglda na skazwki, ktre tworzyy jedn lini prost. 
Chcia wsta spokojnie, bez awantur; ale e chodne nogi i nieco zesztywniae 
rce nie okazyway si do ulegymi jego woli, wic zrywa si nagle, 
wyskakiwa na rodek pokoju i rzuciwszy na ko szlafmyc, bieg pod piec do 
wielkiej miednicy, w ktrej my si od stp do gw, rc i parskajc jak 
wiekowy rumak szlachetnej krwi, ktremu przypomnia si wycig. 
Podczas obrzdku wycierania si kosmatymi rcznikami z upodobaniem patrzy 
na swoje chude ydki i zaronite piersi mruczc: 
No, przecie nabieram ciaa. 
W tym samym czasie zeskakiwa z kanapki jego stary pudel Ir z wybitym okiem 
i mocno otrzsnwszy si, zapewne z resztek snu, skroba do drzwi, za ktrymi 
rozlegao si pracowite dmuchanie w samowar. Pan Rzecki, wci ubierajc si 
z popiechem, wypuszcza psa, mwi dzie dobry sucemu, wydobywa z 
szafy imbryk, myli si przy zapinaniu mankietw, bieg na podwrze zobaczy 
stan pogody, parzy si gorc herbat, czesa si nie patrzc w lustro i o wp 
do sidmej by gotw. 
Obejrzawszy si, czy ma krawat na szyi, a zegarek i portmonetk w kieszeniach, 
pan Ignacy wydobywa ze stolika wielki klucz i, troch zgarbiony, uroczycie 
otwiera tylne drzwi sklepu obite elazn blach. Wchodzili tam obaj ze 
sucym, zapalali par pomykw gazu i podczas gdy sucy zamiata podog, 
pan Ignacy odczytywa przez binokle ze swego notatnika rozkad zaj na dzie 
dzisiejszy. 
Odda w banku osiemset rubli, aha... Do Lublina wysa trzy albumy, tuzin 
portmonetek... Wanie!... Do Wiednia przekaz na tysic dwiecie guldenw... Z 
kolei odebra transport... Zmonitowa rymarza za nieodesanie walizek... 
Bagatela!... Napisa list do Stasia... Bagatela... 
Skoczywszy czyta zapala jeszcze kilka pomieni i przy ich blasku robi 
przegld towarw w gablotkach i szafach. 
Spinki, szpilki, portmonety... dobrze... Rkawiczki, wachlarze, krawaty... tak 
jest... Laski, parasole, sakwojae... A tu - albumy, neseserki... Szafirowy 
wczoraj sprzedano, naturalnie!... Lichtarze, kaamarze, przyciski... Porcelana... 
Ciekawym, dlaczego ten wazon odwrcili?...Z pewnoci... Nie, nie 
uszkodzony... Lalki z wosami, teatr, karuzel...Trzeba na jutro postawi w okniekaruzel, bo ju fontanna spowszedniaa. Bagatela!... sma dochodzi... 
Zaoybym si, e Klejn bdzie pierwszy a Mraczewski ostatni. Naturalnie... 
Pozna si z jak guwernantk i ju jej kupi neseser na rachunek i z rabatem... 
Rozumie si...Byle nie zacz kupowa bez rabatu i bez rachunku... 
Tak mrucza i chodzi po sklepie, przygarbiony, z rkoma w kieszeniach, a za 
nim jego pudel. Pan od czasu do czasu zatrzymywa si i oglda jaki 
przedmiot, pies przysiada na pododze i skroba tyln nog gste kudy, a 
rzdem ustawione w szafie lalki, mae, rednie i due, brunetki i blondynki, 
przypatryway si im martwymi oczami. 
Drzwi od sieni skrzypny i ukaza si pan Klejn, mizerny subiekt, ze smutnym 
umiechem na posiniaych ustach. 
- A co, byem pewny, e pan przyjdziesz pierwszy. Dzie dobry- rzek pan 
Ignacy. - Pawe! ga wiato i otwieraj sklep. 
Sucy wbieg cikim kusem i zakrci gaz. Po chwili rozlego si zgrzytanie 
ryglw, szczkanie sztab i do sklepu wszed dzie, jedyny go, ktry nigdy nie 
zawodzi kupca. Rzecki usiad przy kantorku pod oknem. Klejn stan na 
zwykym miejscu przy porcelanie. 
- Pryncypa jeszcze nie wraca, nie mia pan listu? - spyta Klejn. 
- Spodziewam si go w poowie marca, najdalej za miesic. 
- Jeeli go nie zatrzyma nowa wojna. 
- Sta... Pan Wokulski - poprawi si Rzecki - pisze mi, e wojny nie bdzie. 
- Kursa jednak spadaj, a przed chwil czytaem, e flota angielska wpyna na 
Dardanele. 
-To nic, wojny nie bdzie. Zreszt - westchn pan Ignacy - co nas obchodzi 
wojna, w ktrej nie przyjmie udziau Bonaparte. 
- Bonapartowie skoczyli ju karier. 
- Doprawdy?... - umiechn si ironicznie pan Ignacy. - A na czyj korzy 
MacMahon z Ducrotem ukadali w styczniu zamach stanu?... Wierz mi, panie 
Klejn, bonapartyzm to potga!... 
-Jest wiksza od niej. 
- Jaka? - oburzy si pan. Ignacy. - Moe republika z Gambett?... - Moe 
Bismarck?.. 
- Socjalizm... - szepn mizerny subiekt kryjc si za porcelan. 
Pan Ignacy mocniej zasadzi binokle i podnis si na swym fotelu, jakby 
pragnc jednym zamachem obali now teori, ktra przeciwstawiaa si jego 
pogldom; lecz popltao mu szyki wejcie drugiego subiekta z brod. 
-A, moje uszanowanie panu Lisieckiemu! -zwrci si do przybyego. - Zimny 
dzie mamy, prawda? Ktra te godzina w miecie, bo mj zegarek musi si 
spieszy. Jeszcze chyba nie ma kwadransa na dziewit?.. 
- Take koncept!... Paski zegarek zawsze spieszy si z rana, a pni wieczorem 
- odpar cierpko Lisiecki ocierajc szronem pokryte wsy. 
- Zao si, e pan by wczoraj na preferansie. 
- Ma si wiedzie. C pan mylisz, e mi na ca dob wystarczy widok 
waszych galanterii i paskiej siwizny? 
-No, mj panie, wol by troch szpakowatym anieli ysym - oburzy si pan 
Ignacy. 
- Koncept!... - sykn pan Lisiecki. - Moja ysina, jeeli j kto dojrzy, jest 
smutnym dziedzictwem rodu, ale paska siwizna i gderliwy charakter s 
owocami staroci, ktr... chciabym szanowa. 
Do sklepu wszed pierwszy go: kobieta ubrana w salop i chustk na gowie, 
dajca mosinej spluwaczki... Pan Ignacy bardzo nisko ukoni si jej i 
ofiarowa krzeso, a pan Lisiecki znikn za szafami i wrciwszy po chwili 
dorczy interesantce ruchem penym godnoci dany przedmiot. Potem zapisa 
cen spluwaczki na kartce, poda j przez rami Rzeckiemu i poszed za 
gablotk z min bankiera, ktry zoy na cel dobroczynny kilka tysicy rubli. 
Spr o siwizn i ysin by zaegnany. 
Dopiero okoo dziewitej wszed, a raczej wpad do sklepu pan Mraczewski, 
pikny, dwudziestoletni blondynek, z oczyma jak gwiazdy, z ustami jak korale, 
z wsikami jak zatrute sztylety. Wbieg cignc za sob od progu smug woni, i 
zawoa: 
-Sowo honoru daj, e ju musi by wp do dziesitej. Letkiewicz jestem, 
gagan jestem, no - pody jestem, ale c zrobi, kiedy matka mi zachorowaa i 
musiaem szuka doktora. Byem u szeciu... 
- Czy u tych, ktrym dajesz pan neseserki? - spyta Lisiecki. 
- Neseserki?... Nie. Nasz doktor nie przyjby nawet szpilki. Zacny czowiek... 
Prawda, panie Rzecki, e ju jest wp do dziesitej? Stan mi zegarek. 
- Dochodzi dzie-wi-ta... - odpar ze szczeglnym naciskiem pan Ignacy. 
- Dopiero dziewita?... No, kto by myla! A tak projektowaem sobie, e dzi 
przyjd do sklepu pierwszy, wczeniej od pana Klejna... 
- Aeby wyj przed sm - wtrci pan Lisiecki. 
Mraczewski utkwi w nim bkitne oczy, w ktrych malowao si najwysze 
zdumienie. 
- Pan skd wie?... - odpar. - No, sowo honoru daj, e ten czowiek ma zmys 
proroczy! Wanie dzi, sowo honoru... musz by na miecie przed sidm, 
chobym umar, chobym... mia poda si do dymisji... 
- Niech pan od tego zacznie - wybuchn Rzecki - a bdzie pan wolny przed 
jedenast, nawet w tej chwili, panie Mraczewski. Pan powiniene by hrabi, nie 
kupcem, i dziwi si, e pan od razu nie wstpi do tamtego fachu, przy ktrym 
zawsze ma si czas, panie Mraczewski. Naturalnie! 
- No, i pan w jego wieku latae za spdniczkami - odezwa si Lisiecki. - Co tu 
bawi si w moray. 
- Nigdy nie lataem! - krzykn Rzecki uderzajc pici w kantorek. 
- Przynajmniej raz wygada si, e cae ycie jest niedog - mrukn Lisiecki 
do Klejna, ktry umiecha si, podnoszc jednoczenie brwi bardzo wysoko. 
Do sklepu wszed drugi go i zada kaloszy. Naprzeciw niego wysun si 
Mraczewski. 
- Kaloszykw da szanowny pan? Ktry numerek, jeeli wolno spyta? Ach, 
szanowny pan zapewne nie pamita! Nie kady ma czas myle o numerze 
swoich kaloszy, to naley do nas. Szanowny pan raczy zaj miejsce na 
taburecie. Pawe! przynie rcznik, zdejm panu kalosze i wytrzyj obuwie... 
Wbieg Pawe ze cierk i rzuci si do ng przybyemu. 
- Ale, panie, ale przepraszam!... - tomaczy si odurzony go. 
- Bardzo prosimy - mwi prdko Mraczewski - to nasz obowizek. Zdaje mi 
si, e te bd dobre - cign, podajc par sczepionych nitk kaloszy. Doskonae, 
pysznie wygldaj; szanowny pan ma tak normaln nog, e 
niepodobna myli si co do numeru. Szanowny pan yczy sobie zapewne literki; 
jakie maj by literki?... 
-L. P. - mrukn go, czujc, e tonie w bystrym potoku wymowy grzecznego 
subiekta. 
- Panie Lisiecki, panie Klejn, przybijcie z aski swojej literki. Szanowny pan 
kae zawin dawne kalosze? Pawe! wytrzyj kalosze i okr w bibu. A moe 
szanowny pan nie yczy sobie dwiga zbytecznego ciaru? Pawe! rzu 
kalosze do paki... Naley si dwa ruble kopiejek pidziesit... Kaloszy z 
literkami nikt szanownemu panu nie zamieni, a to przykra rzecz znale w 
miejsce nowych artykuw dziurawe graty... Dwa ruble pidziesit kopiejek do 
kasy z t karteczk. Panie kasjerze, pidziesit kopiejek reszty dla szanownego 
pana... 
Nim go oprzytomnia, ubrano go w kalosze, wydano reszt i wrd niskich 
ukonw odprowadzono do drzwi. Interesant sta przez chwil na ulicy, 
bezmylnie patrzc w szyb, spoza ktrej Mraczewski darzy go sodkim 
umiechem i ognistymi spojrzeniami. Wreszcie machn rk i poszed dalej, 
moe mylc, e w innym sklepie kalosze bez literek kosztowayby go dziesi 
zotych. 
Pan Ignacy zwrci si do Lisieckiego i kiwa gow w sposb oznaczajcy 
podziw i zadowolenie. Mraczewski dostrzeg ten ruch ktem oka i podbiegszy 
do Lisieckiego, rzek pgosem: 
- Niech no pan patrzy, czy nasz stary nie jest podobny z profilu do Napoleona 
III? Nos... ws... hiszpanka... 
- Do Napoleona, kiedy chorowa na kamie - odpar Lisiecki. 
Na ten dowcip pan Ignacy skrzywi si z niesmakiem. Swoj drog Mraczewski 
dosta urlop przed sidm wieczr, a w par dni pniej w prywatnym katalogu 
Rzeckiego otrzyma notatk: 
By na Hugonotach w smym rzdzie krzese z niejak Matyld???. 
Na pociech mgby sobie powiedzie, e w tym samym katalogu rwnie 
posiadaj notatki dwaj inni. jego koledzy, a take inkasent, posacy, nawet sucy 
Pawe. Skd Rzecki zna podobne szczegy z ycia swych 
wsppracownikw? Jest to tajemnica, z ktr przed nikim si nie zwierza. 
Okoo pierwszej w poudnie pan Ignacy, zdawszy kas Lisieckiemu, ktremu 
pomimo cigych sporw ufa najbardziej, wymyka si do swego pokoiku, 
aeby zje obiad przyniesiony z restauracji; Wspczenie z nim wychodzi 
Klejn i wraca do sklepu o drugiej; potem obaj z Rzeckim zostawali w sklepie, a 
Lisiecki i Mraczewski szli na obiad. O trzeciej znowu wszyscy byli na miejscu. 
O smej wieczr zamykano sklep; subiekci rozchodzili si i zostawa tylko 
Rzecki. Robi dzienny rachunek, sprawdza kas, ukada plan czynnoci na 
jutro i przypomina sobie: czy zrobiono wszystko, co wypadao na dzi. Kad 
zaniedban spraw opaca dug bezsennoci i smtnymi marzeniami na temat 
ruiny sklepu, stanowczego upadku Napoleonidw i tego, e wszystkie nadzieje, 
jakie mia w yciu, byy tylko gupstwem. 
Nic nie bdzie! Giniemy bez ratunku! - wzdycha przewracajc si na twardej 
pocieli. 
Jeeli dzie uda si dobrze, pan Ignacy by kontent. Wwczas przed snem 
czyta histori konsulatu i cesarstwa albo wycinki z gazet opisujcych wojn 
wosk z roku 1859, albo te, co trafiao si rzadziej, wydobywa spod ka 
gitar i gra na niej Marsza Rakoczego przypiewujc wtpliwej wartoci 
tenorem. 
Potem niy mu si obszerne wgierskie rwniny, granatowe i biae linie wojsk, 
przysonitych chmur dymu... Nazajutrz miewa pospny humor i skary si 
na bl gowy. 
Do przyjemniejszych dni naleaa u niego niedziela; wwczas bowiem obmyla 
i wykonywa plany wystaw okiennych na cay tydzie. 
W jego pojciu okna nie tylko streszczay zasoby sklepu, ale jeszcze powinny 
byy zwraca uwag przechodniw bd najmodniejszym towarem, bd 
piknym uoeniem, bd figlem. Prawe okno przeznaczone dla galanterii 
zbytkownych miecio zwykle jaki brz, porcelanow waz, ca zastaw 
buduarowego stolika, dokoa ktrych ustawiay si albumy, lichtarze, 
portmonety, wachlarze, w towarzystwie lasek, parasoli i niezliczonej iloci 
drobnych a eleganckich przedmiotw. W lewym znowu oknie, napenionym 
okazami krawatw, rkawiczek, kaloszy i perfum, miejsce rodkowe zajmoway 
zabawki, najczciej poruszajce si. 
Niekiedy, podczas tych samotnych zaj, w starym subiekcie budzio si 
dziecko. Wydobywa wtedy i ustawia na stole wszystkie mechaniczne cacka. 
By tam niedwied wdrapujcy si na sup, by piejcy kogut, mysz, ktra 
biegaa, pocig, ktry toczy si po szynach, cyrkowy pajac, ktry cwaowa na 
koniu, dwigajc drugiego pajaca, i kilka par, ktre taczyy walca przy 
dwikach niewyranej muzyki. Wszystkie te figury pan Ignacy nakrca i 
jednoczenie puszcza w ruch. A gdy kogut zacz pia opoczc sztywnymi 
skrzydami, gdy taczyy martwe pary, co chwil potykajc si i zatrzymujc, 
gdy oowiani pasaerowie pocigu, jadcego bez celu, zaczli przypatrywa mu 
si ze zdziwieniem i gdy cay ten wiat lalek, przy drgajcym wietle gazu, 
nabra jakiego fantastycznego ycia, stary subiekt podparszy si okciami 
mia si cicho i mrucza: 
- Hi! hi! hi! dokd wy jedziecie, podrni?... Dlaczego naraasz kark, 
akrobato?... Co wam po uciskach, tancerze?... Wykrc si spryny i 
pjdziecie na powrt do szafy. Gupstwo, wszystko gupstwo!...a wam, 
gdybycie myleli, mogoby si zdawa, e to jest co wielkiego!... 
Po takich i tym podobnych monologach szybko skada zabawki i rozdraniony 
chodzi go pustym sklepie, a za nim jego brudny pies. 
Gupstwo handel... gupstwo polityka... gupstwo podr do Turcji... gupstwo 
cae ycie, ktrego pocztku nie pamitamy, a koca nie znamy... Gdzie 
prawda?..  
Poniewa tego rodzaju zdania wypowiada niekiedy gono i publicznie, wic 
uwaano go za bzika, a powane damy, majce crki na wydaniu, nieraz 
mwiy: 
- Oto do czego prowadzi mczyzn starokawalerstwo! 
Z domu pan Ignacy wychodzi rzadko i na krtko i zwykle krci si po ulicach, 
na ktrych mieszkali jego koledzy albo oficjalici sklepu. Wwczas jego 
ciemnozielona algierka lub tabaczkowy surdut, popielate spodnie z czarnym 
lampasem i wypowiay cylinder, nade wszystko za jego niemiae zachowanie 
si zwracay powszechn uwag. Pan Ignacy wiedzia to i coraz bardziej 
zniechca si do spacerw. Wola przy wicie ka si na ku i caymi 
godzinami patrze w swoje zakratowane okno, za ktrym wida byo szary mur 
ssiedniego domu, ozdobiony jednym jedynym, rwnie zakratowanym oknem, 
gdzie czasami sta garnczek masa albo wisiay zwoki zajca. 
Lecz im mniej wychodzi, tym czciej marzy o jakiej dalekiej podry na 
wie lub za granic. Coraz czciej spotyka we snach zielone pola i ciemne 
bory, po ktrych bkaby si, przypominajc sobie mode czasy. Powoli 
zbudzia si w nim gucha tsknota do tych krajobrazw, wic postanowi, 
natychmiast po powrocie Wokulskiego, wyjecha gdzie na cae lato. 
- Cho raz przed mierci, ale na kilka miesicy - mwi kolegom, ktrzy nie 
wiadomo dlaczego umiechali si z tych projektw. 
Dobrowolnie odcity od natury i ludzi, utopiony w wartkim, ale ciasnym wirze 
sklepowych interesw, czu coraz mocniej potrzeb wymiany myli. A 
poniewa jednym nie ufa, inni go nie chcieli sucha, a Wokulskiego nie byo, 
wic rozmawia sam z sob i - w najwikszym sekrecie pisywa pamitnik. 
ROZDZIA TRZECI: 
PAMITNIK STAREGO SUBIEKTA 
...Ze smutkiem od kilku lat uwaam, e na wiecie jest coraz mniej dobrych 
subiektw i rozumnych politykw, bo wszyscy stosuj si do mody. Skromny 
subiekt co kwarta ubiera si w spodnie nowego fasonu, w coraz dziwniejszy 
kapelusz i coraz inaczej wykadany konierzyk. Podobnie dzisiejsi politycy co 
kwarta zmieniaj wiar: onegdaj wierzyli w Bismarcka, wczoraj w Gambett, a 
dzi w Beaconsfielda, ktry niedawno by ydkiem. 
Ju wida zapomniano, e w sklepie nie mona stroi si w modne konierzyki, 
tylko je sprzedawa, bo w przeciwnym razie gociom zabraknie towaru, a 
sklepowi goci. Za polityki nie naley opiera na szczliwych osobach, tylko 
na wielkich dynastiach. Metternich by taki sawny jak Bismarck, a Palmerston 
sawniejszy od Beaconsfielda i - kt dzi o nich pamita? Tymczasem rd 
Bonapartych trzs Europ za Napoleona I, potem za Napoleona III, a i dzisiaj, 
cho niektrzy nazywaj go bankrutem, wpywa na losy Francji przez wierne 
swoje sugi, MacMahona i Ducrota. 
Zobaczycie, co jeszcze zrobi Napoleonek IV, ktry po cichu uczy si sztuki 
wojennej u Anglikw! Ale o to mniejsza. W tej bowiem pisaninie chc mwi 
nie o Bonapartych, ale o sobie, aeby wiedziano, jakim sposobem tworzyli si 
dobrzy subiekci i cho nie uczeni, ale rozsdni politycy. Do takiego interesu nie 
trzeba akademii, lecz przykadu - w domu i w sklepie. 
Ojciec mj by za modu onierzem, a na staro wonym w Komisji Spraw 
Wewntrznych. Trzyma si prosto jak sztaba, mia niedue faworyty i ws do 
gry; szyj okrca czarn chustk i nosi srebrny kolczyk w uchu. 
Mieszkalimy na Starym Miecie z ciotk, ktra urzdnikom praa i ataa 
bielizn. Mielimy na czwartym pitrze dwa pokoiki, gdzie niewiele byo 
dostatkw, ale duo radoci, przynajmniej dla mnie. W naszej izdebce 
najokazalszym sprztem by st, na ktrym ojciec powrciwszy z biura klei 
koperty; u ciotki za pierwsze miejsce zajmowaa balia. Pamitam, e w 
pogodne dnie puszczaem na ulicy latawce, a w razie soty wydmuchiwaem w 
izbie baki mydlane. 
Na cianach u ciotki wisieli sami wici; ale jakkolwiek byo ich sporo, nie 
dorwnali jednak liczb Napoleonom, ktrymi ojciec przyozdabia swj pokj. 
By tam jeden Napoleon w Egipcie, drugi pod Wagram, trzeci pod Austerlitz, 
czwarty pod Moskw, pity w dniu koronacji, szsty w apoteozie. Gdy za 
ciotka, zgorszona tyloma wieckimi obrazami, zawiesia na cianie mosiny 
krucyfiks, ojciec, aeby - jak mwi - nie obrazi Napoleona, kupi sobie jego 
brzowe popiersie i take umieci je nad kiem. 
- Zobaczysz, niedowiarku - lamentowaa nieraz ciotka - e za te sztuki bd ci 
pawi w smole. 
- I!... Nie da mi cesarz zrobi krzywdy - odpowiada ojciec. 
Czsto przychodzili do nas dawni koledzy ojca: pan Domaski, take wony, ale 
z Komisji Skarbu, i pan Raczek, ktry na Dunaju mia stragan z zielenin. Proci 
to byli ludzie (nawet pan Domaski troch lubi anywk), ale roztropni 
politycy. Wszyscy, nie wyczajc ciotki, twierdzili jak najbardziej stanowczo, 
e cho Napoleon I umar w niewoli, rd Bonapartych jeszcze wypynie. Po 
pierwszym Napoleonie znajdzie si jaki drugi, a gdyby i ten le skoczy, 
przyjdzie nastpny, dopki jeden po drugim nie uporzdkuj wiata. 
- Trzeba by zawsze gotowym na pierwszy odgos! - mwi mj ojciec. 
- Bo nie wiecie dnia ani godziny - dodawa pan Domaski. 
A pan Raczek, trzymajc fajk w ustach, na znak potwierdzenia plu a do 
pokoju ciotki. 
- Napluj mi acan w bali, to ci dam!... - woaa ciotka. 
- Moe jejmo i dasz, ale ja nie wezm - mrukn pan Raczek plujc w stron 
komina. 
- U... c to za chamy te cae grenadierzyska! - gniewaa si ciotka. 
- Jejmoci zawsze smakowali uani. Wiem, wiem... 
Pniej pan Raczek oeni si z moj ciotk... 
...Chcc, aebym zupenie by gotw, gdy wybije godzina sprawiedliwoci, 
ojciec sam pracowa nad moj edukacj. 
Nauczy mi czyta, pisa, klei koperty, ale nade wszystko - musztrowa si. 
Do musztry zapdza mnie w bardzo wczesnym dziecistwie, kiedy mi jeszcze 
zza plecw wygldaa koszula. Dobrze to pamitam, gdy ojciec komenderujc: 
P obrotu na prawo! albo Lewe rami naprzd - marsz!..., cign mnie w 
odpowiednim kierunku za ogon tego ubrania. 
Bya to najdokadniej prowadzona nauka. 
Nieraz w nocy budzi mnie ojciec krzykiem: Do broni!..., musztrowa pomimo 
wymyla i ez ciotki i koczy zdaniem: 
- Igna! zawsze bd gotw, wisusie, bo nie wiemy dnia ani godziny... Pamitaj, 
e Bonapartw Bg zesa, aeby zrobili porzdek na wiecie, a dopty nie 
bdzie porzdku ani sprawiedliwoci, dopki nie wypeni si testament cesarza. 
Nie mog powiedzie, aeby niezachwian wiar mego ojca w Bonapartych i 
sprawiedliwo podzielali dwaj jego koledzy. Nieraz pan Raczek, kiedy mu 
dokuczy bl w nodze, klnc i stkajc mwi: 
- E! wiesz, stary, e ju za dugo czekamy na nowego Napoleona. Ja siwie 
zaczynam i coraz gorzej podupadam, a jego jak nie byo, tak i nie ma. Niedugo 
porobi si z nas dziady pod koci, a Napoleon po to chyba przyjdzie, aeby z 
nami piewa godzinki. 
-Znajdzie modych. 
- Co za modych! Lepsi z nich przed nami poszli w ziemi, a najmodsi - diaba 
warci. Ju s midzy nimi i tacy, co o Napoleonie nie syszeli. 
- Mj sysza i zapamita - odpar ojciec mrugajc okiem w moj stron. 
Pan Domaski jeszcze bardziej upada na duchu. 
-wiat idzie do gorszego - mwi trzsc gow. -Wikt coraz droszy, za 
kwater zabraliby ci ca pensj, a nawet co si tyczy anywki, i w tym jest 
szachrajstwo. Dawniej rozweselie si kieliszkiem, dzi po szklance jeste taki 
czczy, jakby si napi wody. Sam Napoleon nie doczekaby si 
sprawiedliwoci! 
A na to odpowiedzia ojciec: 
- Bdzie sprawiedliwo, choby i Napoleona nie stao. Ale i Napoleon si 
znajdzie. 
-Nie wierz --mrukn pan Raczek. 
- A jak si znajdzie, to co?.. - spyta ojciec. 
- Nie doczekamy tego. 
- Ja doczekam - odpar ojciec - a Igna doczeka jeszcze lepiej. 
Ju wwczas zdania mego ojca gboko wyrzynay mi si w pamici, ale 
dopiero pniejsze wypadki naday im cudowny, nieomal proroczy charakter. 
Okoo roku 1840 ojciec zacz niedomaga. Czasami po par dni nie wychodzi 
do biura, a wreszcie na dobre leg w ku. 
Pan Raczek odwiedza go co dzie, a raz patrzc na jego chude rce i wyke 
policzki szepn: 
- Hej! stary, ju my chyba nie doczekamy si Napoleona! 
Na co ojciec spokojnie odpar: 
- Ja tam nie umr, dopki o nim nie usysz. 
Pan Raczek pokiwa gow, a ciotka zy otara mylc, e ojciec bredzi. Jak tu 
myle inaczej, jeeli mier ju koataa do drzwi, a ojciec jeszcze wyglda 
Napoleona... 
Byo ju z nim bardzo le, nawet przyj ostatnie sakramenta, kiedy, w par dni 
pniej wbieg do nas pan Raczek dziwnie wzburzony i stojc na rodku izby, 
zawoa: 
- A wiesz, stary, e znalaz si Napoleon?... 
- Gdzie? - krzykna ciotka. 
- Juci, we Francji. 
Ojciec zerwa si, lecz znowu upad na poduszki. Tylko wycign do mnie rk 
i patrzc wzrokiem, ktrego nie zapomn, wyszepta: 
- Pamitaj!... Wszystko pamitaj... 
Z tym umar. 
W pniejszym yciu przekonaem si, jak proroczymi byy pogldy ojca. 
Wszyscy widzielimy drug gwiazd napoleosk, ktra obudzia Wochy i 
Wgry; a chocia spada pod Sedanem, nie wierz w jej ostateczne zaganicie. 
Co mi tam Bismarck, Gambetta albo Beaconsfield! Niesprawiedliwo dopty 
bdzie wada wiatem, dopki nowy Napoleon nie uronie. 
W par miesicy po mierci ojca pan Raczek i pan Domaski wraz z ciotk 
Zuzann zebrali si na rad: co ze mn pocz? Pan Domaski chcia mnie 
zabra do swoich biur i powoli wypromowa na urzdnika; ciotka zalecaa 
rzemioso, a pan Raczek zieleniarstwo. Lecz gdy zapytano mnie: do czego mam 
ochot? odpowiedziaem, e do sklepu. 
- Kto wie, czy to nie bdzie najlepsze - zauway pan Raczek. -A do jakiego 
by chcia kupca? 
- Do tego na Podwalu, co ma we drzwiach paasz, a w oknie kozaka. 
- Wiem - wtrcia ciotka. - On chce do Mincla. 
- Mona sprbowa - rzek pan Domaski. - Wszyscy przecie znamy Mincla. 
Pan Raczek na znak zgody plun a w komin. 
-Boe miosierny -jkna ciotka - ten drab ju chyba na mnie plu zacznie, 
kiedy brata nie stao... Oj! nieszczliwa ja sierota!... 
- Wielka rzecz! - odezwa si pan Raczek. - Wyjd jejmo za m, to nie 
bdziesz sierot. 
- A gdzie ja znajd takiego gupiego, co by mnie wzi? 
- Phi! moe i ja bym si oeni z jejmoci, bo nie ma mnie kto smarowa mrukn 
pan Raczek, ciko schylajc si do ziemi, aeby wypuka popi z 
fajki. Ciotka rozpakaa si, a wtedy odezwa si pan Domaski: 
- Po co robi due ceregiele. Jejmo nie masz opieki, on nie ma gospodyni; 
pobierzcie si i przygarnijcie Ignasia, a bdziecie nawet mieli dziecko. I jeszcze 
tanie dziecko, bo Mincel da mu wikt i kwater, a wy tylko odzie. 
- H?... - spyta pan Raczek patrzc na ciotk. 
- No, oddajcie pierwej chopca do terminu, a potem... moe si odwa - odpara 
ciotka. - Zawsze miaam przeczucie, e marnie skocz... 
- To i jazda do Mincla! - rzek pan Raczek podnoszc si z krzeseka. - Tylko 
jejmo nie zrb mi zawodu! - doda groc ciotce pici. 
Wyszli z Panem Domaskim i moe w ptorej godziny wrcili obaj mocno 
zarumienieni. Pan Raczek ledwie oddycha, a pan Domaski z trudnoci 
trzyma si na nogach, podobno z tego, e nasze schody byy bardzo 
niewygodne. 
- C?... - spytaa ciotka. 
- Nowego Napoleona wsadzili do prochowni! - odpowiedzia pan Domaski. 
- Nie do prochowni, tylko do fortecy. A-u... A-u... - doda pan Raczek i rzuci 
czapk na st. 
- Ale z chopcem co? 
- Jutro ma przyj do Mincla z odzieniem i bielizn - odrzek pan Domaski. -
Nie do fortecy A-u... A-u... tylko do Ham-ham czy Cham... bo nawet nie wiem... 
-Zwariowalicie, pijaki! -krzykna ciotka chwytajc pana Raczka za rami. 
-Tylko bez poufaoci! - oburzy si pan Raczek. -Po lubie bdzie poufao, 
teraz... Ma przyj do Mincla jutro z bielizn i odzieniem... Nieszczsny 
Napoleonie!... 
Ciotka wypchna za drzwi pana Raczka, potem pana Domaskiego i wyrzucia 
za nimi czapk. 
- Precz mi std, pijaki! 
Wiwat Napoleon! - zawoa pan Raczek, a pan Domaski zacz piewa: 
Przechodniu, gdy w t stron zwrcisz swoje oko, 
Przybli si i rozwaaj ten napis gboko... 
Przybli si i rozwaaj ten napis gboko. 
Gos jego stopniowo cichn, jakby zagbiajc si w studni, potem umilk na 
schodach, lecz znowu dolecia nas z ulicy. Po chwili zrobi si tam jaki haas, a 
gdy wyjrzaem oknem, zobaczyem, e pana Raczka policjant prowadzi do 
ratusza. 
Takie to wypadki poprzedziy moje wejcie do zawodu kupieckiego. 
Sklep Mincla znaem od dawna, poniewa ojciec wysya mnie do niego po 
papier, a ciotka po mydo. Zawsze biegem tam z radosn ciekawoci, aeby 
napatrze si wiszcym za szybami zabawkom. O ile pamitam, by tam w oknie 
duy kozak, ktry sam przez si skaka i macha rkoma, a we drzwiach - bben, 
paasz i skrzany ko z prawdziwym ogonem. 
Wntrze sklepu wygldao jak dua piwnica, ktrej koca nigdy nie mogem 
dojrze z powodu ciemnoci. Wiem tylko, e po pieprz, kaw i licie bobkowe 
szo si na lewo do stou, za ktrym stay ogromne szafy, od sklepienia do 
podogi napenione szufladami. Papier za, atrament, talerze i szklanki 
sprzedawano przy stole na prawo, gdzie byy szafy z szybami, a po mydo i 
krochmal szo si w gb sklepu, gdzie byo wida beczki i stosy pak 
drewnianych. 
Nawet sklepienie byo zajte. Wisiay tam dugie szeregi pcherzy 
naadowanych gorczyc i farbami, ogromna lampa z daszkiem, ktra w zimie 
palia si cay dzie, sie pena korkw do butelek, wreszcie wypchany 
krokodylek, dugi moe na ptora okcia. 
Wacicielem sklepu by Jan Mincel, starzec z rumian twarz i kosmykiem 
siwych wosw pod brod. W kadej porze dnia siedzia on pod oknem na fotelu 
obitym skr, ubrany w niebieski barchanowy kaftan, biay fartuch i tak 
szlafmyc. Przed nim na stole leaa wielka ksiga, w ktrej notowa dochd, a 
tu nad jego gow wisia pk dyscyplin, przeznaczonych gwnie na sprzeda. 
Starzec odbiera pienidze, zdawa gociom reszt, pisa w ksidze, niekiedy 
drzema, lecz pomimo tylu zaj, z niepojt uwag czuwa nad biegiem handlu 
w caym sklepie. On take, dla uciechy przechodniw ulicznych, od czasu do 
czasu pociga za sznurek skaczcego w oknie kozaka i on wreszcie, co mi si 
najmniej podobao, za rozmaite przestpstwa karci nas jedn z pka dyscyplin. 
Mwi : nas, bo byo nas trzech kandydatw do kary cielesnej : ja tudzie dwaj 
synowcy starego - Franc i Jan Minclowie. 
Czujnoci pryncypaa i jego biegoci w uywaniu sarniej nogi dowiadczyem 
zaraz na trzeci dzie po wejciu do sklepu. 
Franc odmierzy jakiej kobiecie za dziesi groszy rodzynkw. Widzc, e 
jedno ziarno upado na kontuar (stary mia w tej chwili oczy zamknite), 
podniosem je nieznacznie i zjadem. Chciaem wanie wyj pestk, ktra 
wcisna si mi midzy zby, gdy uczuem na plecach co jakby mocne 
dotknicie rozpalonego elaza. 
- A, szelma! - wrzasn stary Mincel i nim zdaem sobie spraw z sytuacji, 
przecign po mnie jeszcze par razy dyscyplin, od wierzchu gowy do 
podogi. 
Zwinem si w kbek z blu, lecz od tej pory nie miaem wzi do ust 
niczego w sklepie. Migday, rodzynki, nawet roki miay dla mnie smak 
pieprzu. 
Urzdziwszy si ze mn w taki sposb, stary zawiesi dyscyplin na pku, 
wpisa rodzynki i z najdobroduszniejsz min pocz cign za sznurek kozaka. 
Patrzc na jego pumiechnit twarz i przymruone oczy, prawie nie mogem 
uwierzy, e ten jowialny staruszek posiada taki zamach w rku. I dopiero teraz 
spostrzegem, e w kozak widziany z wntrza sklepu wydaje si mniej 
zabawnym ni od ulicy. 
Sklep nasz by kolonialno - galanteryjno - mydlarski. Towary kolonialne 
wydawa gociom Franc Mincel, modzieniec trzydziestokilkoletni, z rud gow 
i zaspan fizjognomi. Ten najczciej dostawa dyscyplin od stryja, gdy pali 
fajk, pno wchodzi za kontuar, wymyka si z domu po nocach, a nade 
wszystko niedbale way towar. Modszy za, Jan Mincel, ktry zawiadywa 
galanteri i obok niezgrabnych ruchw odznacza si agodnoci, by znowu 
bity za wykradanie kolorowego papieru i pisywanie na nim listw do panien. 
Tylko August Katz, pracujcy przy mydle, nie ulega adnym surowcowym 
upomnieniom. Mizerny ten czeczyna odznacza si niezwyk punktualnoci. 
Najraniej przychodzi do roboty, kraja mydo i way krochmal jak automat; 
jad, co mu podano, w najciemniejszym kcie sklepu, prawie wstydzc si tego, 
e dowiadcza ludzkich potrzeb. O dziesitej wieczorem gdzie znika. 
W tym otoczeniu upyno mi om lat, z ktrych kady dzie by podobny do 
wszystkich innych dni, jak kropla jesiennego deszczu do innych kropli 
jesiennego deszczu. Wstawaem rano o pitej, myem si i zamiataem sklep. O 
szstej otwieraem gwne drzwi tudzie okiennic. W tej chwili, gdzie z ulicy 
zjawia si August Katz, zdejmowa surdut, kad fartuch i milczc stawa 
midzy beczk myda szarego a kolumn uoon z cegieek myda tego. 
Potem drzwiami od podwrka wbiega stary Mincel mruczc: Morgen!, 
poprawia szlafmyc, dobywa z szuflady ksig, wciska si w fotel i par razy 
cign za sznurek kozaka. Dopiero po nim ukazywa si Jan Mincel i 
ucaowawszy stryja w rk, stawa za swoim kontuarem, na ktrym podczas lata 
apa muchy, a w zimie kreli palcem albo pici jakie figury. 
Franca zwykle sprowadzano do sklepu. Wchodzi z oczyma zaspanymi, 
ziewajcy, obojtnie caowa stryja w rami i przez cay dzie skroba si w 
gow w sposb, ktry mg oznacza wielk senno lub wielkie zmartwienie. 
Prawie nie byo ranka, aeby stryj patrzc na jego manewry nie wykrzywia mu 
si i nie pyta: 
- No,.. a gdzie, ty szelma, lataa? 
Tymczasem na ulicy budzi si szmer i za szybami sklepu coraz czciej 
przesuwali si przechodnie. To suca, to drwal, jejmo w kapturze, to 
chopak od szewca, to jegomo w rogatywce szli w jedn i drug stron jak 
figury w ruchomej panoramie. rodkiem ulicy toczyy si wozy, beczki, bryczki 
- tam i na powrt... Coraz wicej ludzi, coraz wicej wozw, a nareszcie 
utworzy si jeden wielki potok uliczny, z ktrego co chwil kto wpada do nas 
za sprawunkiem. 
- Pieprzu za trojaka... 
- Prosz funt kawy... 
- Niech pan da ryu... 
-P funta myda... 
- Za grosz lici bobkowych... 
Stopniowo sklep zapenia si po najwikszej czci sucymi i ubogo 
odzianymi jejmociami. Wtedy Franc Mincel krzywi si najwicej: otwiera i 
zamyka szuflady, obwija towar w tutki z szarej bibuy, wbiega na drabink, 
znowu zwija, robic to wszystko z aosn min czowieka, ktremu nie 
pozwalaj ziewn. W kocu zbierao si takie mnstwo interesantw, e i Jan 
Mincel, i ja musielimy pomaga Francowi w sprzeday. 
Stary wci pisa i zdawa reszt, od czasu do czasu dotykajc palcami swojej 
biaej szlafmycy, ktrej niebieski kutasik zwiesza mu si nad okiem. Czasem 
szarpn kozaka, a niekiedy z szybkoci byskawicy zdejmowa dyscyplin i 
wikn ni ktrego ze swych synowcw. Nader rzadko mogem zrozumie: o 
co mu chodzi? synowcy bowiem niechtnie objaniali mi przyczyny jego 
popdliwoci. 
Okoo smej napyw interesantw zmniejsza si. Wtedy w gbi sklepu 
ukazywaa si gruba suca z koszem buek i kubkami (Franc odwraca si do 
niej tyem), a za ni - matka naszego pryncypaa, chuda staruszka w tej sukni, 
w ogromnym czepcu na gowie, z dzbankiem kawy w rkach. Ustawiwszy na 
stole swoje naczynie, staruszka odzywaa si schrypnitym gosem: 
Gut Morgen, meine Kinder! Der Kaffee ist schon fertig... 
I zaczynaa rozlewa kaw w biae fajansowe kubki. 
Wwczas zblia si do niej stary Mincel i caowa j w rk mwic : 
-Gut Morgen, meine Mutter! 
Za co dostawa kubek kawy z trzema bukami. 
Potem przychodzi Franc Mincel, Jan Mincel, August Katz, a na kocu ja. 
Kady caowa staruszk w such rk, porysowan niebieskimi yami, kady 
mwi: 
-Gut Morgen, Grossmutter! 
I otrzymywa naleny mu kubek tudzie trzy buki. 
A gdymy z popiechem wypili nasz kaw, suca zabieraa pusty kosz i 
zamazane kubki, staruszka swj dzbanek i obie znikay. 
Za oknem wci toczyy si wozy i pyn w obie strony potok ludzki, z ktrego 
co chwila odrywa si kto i wchodzi do sklepu. 
-Prosz krochmalu... 
-Da migdaw za dziesitk... 
-Lukrecji za grosz... 
-Szarego myda... 
Okoo poudnia zmniejsza si ruch za kontuarem towarw kolonialnych, a za to 
coraz czciej zjawiali si interesanci po stronie prawej sklepu, u Jana. Tu 
kupowano talerze, szklanki, elazka, mynki, lalki, a niekiedy due parasole, 
szafirowe lub psowe. Nabywcy, kobiety i mczyni, byli dobrze ubrani, 
rozsiadali si na krzesach i kazali sobie pokazywa mnstwo przedmiotw 
targujc si i dajc coraz to nowych. 
Pamitam, e kiedy po lewej stronie sklepu mczyem si bieganin i 
zawijaniem towarw, po prawej - najwiksze strapienie robia mi myl: czego 
ten a ten go chce naprawd i - czy co kupi? W rezultacie jednak i tutaj duo 
si sprzedawao; nawet dzienny dochd z galanterii by kilka razy wikszy 
anieli z towarw kolonialnych i myda. 
Stary Mincel i w niedziel bywa w sklepie. Rano modli si, a okoo poudnia 
kaza mi przychodzi do siebie na pewien rodzaj lekcji. 
Sag mir - powiedz mi: was is das? co jest to? Das is Schublade - to jest 
szublada. Zobacz, co jest w te szublade. Es ist Zimmt - to jest cynamon. Do 
czego potrzebuje si cynamon? Do zupe, do legumine potrzebuje si cynamon. 
Co to jest cynamon? Jest taki kora z jedne drzewo. Gdzie mieszka taki drzewo 
cynamon? W Indii mieszka taki drzewo. Patrz na globus - tu ley Indii. Daj 
mnie za dziesitk cynamon... O, du Spitzbub!... jak tobie dam dziesi raz 
dyscyplin, ty bdziesz wiedzia, ile sprzeda za dziesi groszy cynamon... 
W ten sposb przechodzilimy kad szuflad w sklepie i histori kadego 
towaru. Gdy za Mincel nie by zmczony, dyktowa mi jeszcze zadania 
rachunkowe, kaza sumowa ksigi albo pisywa listy w interesach naszego 
sklepu. 
Mincel by bardzo porzdny, nie cierpia kurzu, ciera go z najdrobniejszych 
przedmiotw. Jednych tylko dyscyplin nigdy nie potrzebowa okurza dziki 
swoim niedzielnym wykadom buchalterii, jeografii i towaroznawstwa. 
Powoli, w cigu paru lat, tak przywyklimy do siebie, e stary Mincel nie mg 
obej si beze mnie, a ja nawet jego dyscypliny poczem uwaa za co, co 
naleao do familijnych stosunkw. Pamitam, e nie mogem utuli si z alu, 
gdy raz zepsuem kosztowny samowar, a stary Mincel zamiast chwyta za 
dyscyplin - odezwa si: 
- Co ty zrobila, Ignac?... Co ty zrobila!... 
Wolabym dosta cigi wszystkimi dyscyplinami anieli znowu kiedy usysze 
ten drcy gos i zobaczy wylknione spojrzenie pryncypaa. 
Obiady w dzie powszedni jadalimy w sklepie, naprzd dwaj modzi 
Minclowie i August Katz, a nastpnie ja z pryncypaem. W czasie wita 
wszyscy zbieralimy si na grze i zasiadalimy do jednego stou. Na kad 
Wigili Boego Narodzenia Mincel dawa nam podarunki, a jego matka w 
najwikszym sekrecie urzdzaa nam (i swemu synowi) choink. Wreszcie w 
pierwszym dniu miesica wszyscy dostawalimy pensj (ja braem 10 zotych.) 
Przy tej okazji kady musia wylegitymowa si z porobionych oszczdnoci: ja, 
Katz, dwaj synowcy i suba. Nierobienie oszczdnoci, a raczej nieodkadanie 
co dzie choby kilku groszy, byo w oczach Mincla takim wystpkiem jak 
kradzie. Za mojej pamici przewino si przez nasz sklep paru subiektw i 
kilku uczniw, ktrych pryncypa dlatego tylko usun, e nic sobie nie 
oszczdzili. Dzie, w ktrym si to wydao, by ostatnim ich pobytu. Nie 
pomogy obietnice, zaklcia, caowania po rkach, nawet upadanie do ng. Stary 
nie ruszy si z fotelu, nie patrzy na petentw, tylko wskazujc palcem drzwi 
wymawia jeden wyraz: fort! fort!... Zasada robienia oszczdnoci staa si ju u 
niego chorobliwym dziwactwem. 
Dobry ten czowiek mia jedn wad, oto -nienawidzi Napoleona. Sam nigdy o 
nim nie wspomina, lecz na dwik nazwiska Bonapartego dostawa jakby ataku 
wcieklizny; sinia na twarzy, plu i wrzeszcza: szelma! szpitzbub! rozbjnik!... 
Usyszawszy pierwszy raz tak szkaradne wymysy nieomal straciem 
przytomno. Chciaem co hardego powiedzie staremu i uciec do pana 
Raczka, ktry ju oeni si z moj ciotk. Nagle dostrzegem, e Jan Mincel 
zasoniwszy usta doni co mruczy i robi miny do Katza. Wytam such i - oto 
co mwi Jan: 
- Baje stary, baje! Napoleon by chwat, choby za to samo, e wygna hyclw 
Szwabw. Nieprawda, Katz? 
A August Katz zmruy oczy i dalej kraja mydo. 
Osupiaem ze zdziwienia, lecz w tej chwili bardzo polubiem Jana Mincla i 
Augusta Katza. Z czasem przekonaem si, e w naszym maym sklepie istniej 
a dwa wielkie stronnictwa, z ktrych jedno, skadajce si ze starego Mincla i 
jego matki, bardzo lubio Niemcw, a drugie, zoone z modych Minclw i 
Katza, nienawidzio ich. O ile pamitam, ja tylko byem neutralny. 
W roku 1846 doszy nas wieci o ucieczce Ludwika Napoleona z wizienia. Rok 
ten by dla mnie wany, gdy zostaem subiektem, a nasz pryncypa, stary Jan 
Mincel, zakoczy ycie z powodw dosy dziwnych. 
W roku tym handel w naszym sklepie nieco osabn ju to z racji oglnych 
niepokojw, ju z tej, e pryncypa za czsto i za gono wymyla na Ludwika 
Napoleona. Ludzie poczli zniechca si do nas, a nawet kto (moe Katz?...) 
wybi nam jednego dnia szyb w oknie. 
Ot wypadek ten, zamiast cakiem odstrczy publiczno, zwabi j do sklepu 
i przez tydzie mielimy tak due obroty jak nigdy; a zazdrocili nam ssiedzi. 
Po tygodniu jednake sztuczny ruch na nowo osabn i znowu byy w sklepie 
pustki. 
Pewnego wieczora w czasie nieobecnoci pryncypaa, co ju stanowio fakt 
niezwyky, wpad nam drugi kamie do sklepu. Przestraszeni Minclowie 
pobiegli na gr i szukali stryja, Katz polecia na ulic szuka sprawcy 
zniszczenia, a wtem ukazao si dwu policjantw cigncych...Prosz zgadn 
kogo?... Ani mniej, ani wicej - tylko naszego pryncypaa oskarajc go, e to 
on wybi szyb teraz, a zapewne i poprzednio... 
Na prno staruszek wypiera si: nie tylko bowiem widziano jego zamach, ale 
jeszcze znaleziono przy nim kamie... Poszed te nieborak do ratusza. 
Sprawa po wielu. tumaczeniach i wyjanieniach naturalnie zatara si; ale stary 
od tej chwili zupenie straci humor i pocz chudn. Pewnego za dnia 
usiadszy na swym fotelu pod oknem ju nie podnis si z niego. Umar oparty 
brod na ksidze handlowej, trzymajc w rce sznurek, ktrym porusza kozaka. 
Przez kilka lat po mierci stryja synowcy prowadzili wsplnie sklep na Podwalu 
i dopiero okoo 1850 roku podzielili si w ten sposb, e Franc zosta na miejscu 
z towarami kolonialnymi, a Jan z galanteri i mydem przenis si na 
Krakowskie, do lokalu, ktry zajmujemy obecnie. W kilka lat pniej Jan oeni 
si z pikn Magorzat Pfeifer, ona za (niech spoczywa w spokoju) zostawszy 
wdow oddaa rk swoj Stasiowi Wokulskiemu, ktry tym sposobem 
odziedziczy interes prowadzony przez dwa pokolenia Minclw. 
Matka naszego pryncypaa ya jeszcze dugi czas; kiedy w roku 1853 wrciem 
z zagranicy, zastaem j w najlepszym zdrowiu. Zawsze schodzia rano do 
sklepu i zawsze mwia: 
-Gut Morgen, meine Kinder! De, Kaffee ist schon fertig... 
Tylko gos jej z roku na rok przycisza si, dopki wreszcie nie umilkn na 
wieki. 
Za moich czasw pryncypa by ojcem i nauczycielem swoich praktykantw i 
najczujniejszym sug sklepu; jego matka lub ona byy gospodyniami, a 
wszyscy czonkowie rodziny pracownikami. Dzi pryncypa bierze tylko 
dochody z handlu, najczciej nie zna go i najwicej troszczy si o to, aeby 
jego dzieci nie zostay kupcami. Nie mwi tu o Stasiu Wokulskim, ktry ma 
szersze zamiary, tylko myl w oglnoci, e kupiec powinien siedzie w 
sklepie i wyrabia sobie ludzi, jeeli chce mie porzdnych. 
Sycha, e Andrassy zada szedziesiciu milionw guldenw na 
nieprzewidziane wydatki. Wic i Austria zbroi si, a Sta tymczasem pisze mi; 
e - nie bdzie wojny. Poniewa nie by nigdy fanfaronem, wic chyba musi by 
bardzo wtajemniczony w polityk; a w takim razie siedzi w Bugarii nie przez 
mio dla handlu... 
Ciekawym, co on zrobi! Ciekawym!... 
ROZDZIA CZWARTY: 
POWRT 
Jest niedziela, szkaradny dzie marcowy; zblia si poudnie, lecz ulice 
Warszawy s prawie puste. Ludzie nie wychodz z domw albo kryj si w 
bramach, albo skuleni uciekaj przed siekcym ich deszczem i niegiem. Prawie 
nie sycha turkotu doroek, gdy doroki stoj. Dorokarze opuciwszy kozio 
wchodz pod budy swoich powozw, a zmoczone deszczem i zasypane 
niegiem konie wygldaj tak, jakby pragny schowa si pod dyszel i nakry 
wasnymi uszami. 
Pomimo, a moe z powodu tak brzydkiego czasu pan Ignacy, siedzc w swoim 
zakratowanym pokoju jest bardzo wes. Interesa sklepowe id wybornie, 
wystawa w oknach na przyszy tydzie ju uoona, a nade wszystko - lada 
dzie ma powrci Wokulski. Nareszcie pan Ignacy zda komu rachunki i ciar 
kierowania sklepem, najdalej za za dwa miesice wyjedzie sobie na wakacje. 
Po dwudziestu piciu latach pracy - i jeszcze jakiej! - naley, mu si ten 
wypoczynek. Bdzie rozmyla tylko o polityce, bdzie chodzi, bdzie biega i 
skaka po polach i lasach, bdzie wista, a nawet piewa jak za modu. Gdyby 
nie te ble reumatyczne, ktre zreszt na wsi ustpi... 
Wic cho deszcz ze niegiem bije w zakratowane okna, cho pada tak gsto, e 
w pokoju jest mrok, pan Ignacy ma wiosenny humor. Wydobywa spod ka 
gitar, dostraja j i wziwszy kilka akordw, zaczyna piewa przez nos pie 
bardzo romantyczn: 
Wiosna si budzi w caej naturze 
Witana rzewnym sowikw pieniem; 
W zielonym gaju, ponad strumieniem, 
Kwitn przeliczne dwie re. 
Czarowne te dwiki budz picego na kanapie pudla, ktry poczyna 
przypatrywa si jedynym okiem swemu panu. Dwiki te robi wicej, gdy 
wywouj na podwrzu jaki ogromny cie, ktry staje w zakratowanym oknie i 
usiuje zajrze do wntrza izby, czym zwraca na siebie uwag pana Ignacego. 
Tak, to musi by Pawe - myli pan Ignacy. 
Ale Ir jest innego zdania; zeskakuje bowiem z kanapy i z niepokojem wcha 
drzwi, jakby czu kogo obcego. 
Sycha szmer w sieniach. Jaka rka poszukuje klamki, nareszcie otwieraj si 
drzwi i na progu staje kto odziany w wielkie futro upstrzone niegiem i 
kroplami deszczu. 
- Kto to? - pyta si pan Ignacy i na twarz wystpuj mu silne rumiece. 
- Jue o mnie zapomnia, stary?... - cicho i powoli odpowiada go. 
Pan Ignacy miesza si coraz bardziej. Zasadza na nos binokle, ktre mu spadaj, 
potem wydobywa spod ka trumienkowate pudo, piesznie chowa gitar i to 
samo pudeko wraz z gitar kadzie na swoim ku. 
Tymczasem go zdj wielkie futro i barani czapk, a jednooki Ir 
obwchawszy go poczyna krci ogonem, asi si i z radosnym skomleniem 
przypada mu do ng. 
Pan Ignacy zblia si do gocia wzruszony i zgarbiony wicej ni kiedykolwiek. 
- Zdaje mi si... - mwi zacierajc rce - zdaje mi si, e mam przyjemno... 
Potem gocia prowadzi do okna mrugajc powiekami. 
- Sta... jak mi Bg miy!... 
Klepie go po wypukej piersi, ciska za praw i za lew rk, a nareszcie 
oparszy na jego ostrzyonej gowie swoj do wykonywa ni taki ruch, jakby 
mu chcia ma wetrze w okolic ciemienia. 
- Cha! cha! cha!... - mieje si pan Ignacy. - Sta we wasnej osobie... Sta z 
wojny!... C to, dopiero teraz przypomniae sobie, e masz sklep i przyjaci? 
-dodaje, mocno uderzajc go w opatk. -Niech mi diabli wezm, jeeli nie 
jeste podobny do onierza albo marynarza, ale nigdy do kupca... Przez osiem 
miesicy nie by w sklepie!... Co za pier... co za eb... 
Go take si mia. Obj Ignacego za szyj i po kilka razy gorco ucaowa go 
w oba policzki, ktre stary subiekt kolejno nadstawia mu, nie oddajc jednak 
pocaunkw. 
- No i c sycha, stary, u ciebie? - odezwa si go. - Wychude, poblade... 
- Owszem, troch nabieram ciaa. 
- Posiwiae... Jake si masz? 
- Wybornie. I w sklepie jest niele, troch zwikszyy nam si obroty. W 
styczniu i lutym mielimy targu za dwadziecia pi tysicy rubli!... Sta 
kochany!... Om miesicy nie byo go w domu... Bagatela... Moe sidziesz? 
- Rozumie si - odpowiedzia go siadajc na kanapie, na ktrej wnet umieci 
si Ir i opar mu gow na kolanach. 
Pan Ignacy przysun sobie krzeso.-
Moe co zjesz? Mam szynk i troch kawioru. 
- Owszem. 
- Moe co wypijesz? Mam butelk niezego wgrzyna, ale tylko jeden cay 
kieliszek. 
- Bd pi szklank - odpar go. 
Pan Ignacy zacz drepta po pokoju, kolejno otwierajc szaf, kuferek i stolik. 
Wydoby wino i schowa je na powrt, potem rozoy na stole szynk i kilka 
buek. Rce i powieki dray mu i sporo czasu upyno, nim o tyle si uspokoi, 
e zgromadzi na jeden punkt poprzednio wyliczone zapasy. Dopiero kieliszek 
wina przywrci mu silnie zachwian rwnowag moraln. 
Wokulski tymczasem jad. 
-No, c nowego? -rzek spokojniejszym tonem pan Ignacy, trcajc gocia w 
kolano. 
- Domylam si, e ci chodzi o polityk - odpar Wokulski. - Bdzie pokj. 
- A po c zbroi si Austria? 
- Zbroi si za szedziesit milionw guldenw ?... Chce zabra Boni i 
Hercegowin. 
Ignacemu rozszerzyy si renice. 
-Austria chce zabra?... - powtrzy. - Za co ? 
-Za co? - umiechn si Wokulski. - Za to, e Turcja nie moe jej tego zabroni. 
- A c Anglia? 
- Anglia take dostanie kompensat. 
- Na koszt Turcji? 
- Rozumie si. Zawsze sabi ponosz koszta zatargw midzy silnymi. 
- A sprawiedliwo? - zawoa Ignacy. 
-Sprawiedliwym jest to, e silni mno si i rosn, a sabi gin. Inaczej wiat 
staby si domem inwalidw, co dopiero byoby niesprawiedliwoci. 
Ignacy posun si z krzesem. 
- I ty to mwisz, Stasiu?... Na serio, bez artw ? 
Wokulski zwrci na niego spokojne wejrzenie. 
- Ja mwi - odpar. - C w tym dziwnego ? Czyli to samo prawo nie stosuje 
si do mnie, do ciebie, do nas wszystkich ?... Za duo pakaem nad sob, 
aebym si mia rozczula nad Turcj. 
Pan Ignacy spuci oczy i umilk. Wokulski jad. 
- No, a jake tobie poszo? - zapyta Rzecki ju zwykym tonem. 
Wokulskiemu bysny oczy. Pooy buk i opar si o porcz kanapy. 
- Pamitasz - rzek - ile wziem pienidzy, gdym std wyjeda ? 
- Trzydzieci tysicy rubli, ca gotwk. 
-A jak ci si zdaje: ile przywiozem ? 
- Pidzie... ze czterdzieci tysicy... Zgadem?... - pyta Rzecki, niepewnie 
patrzc na niego. 
Wokulski nala szklank wina i wypi j powoli. 
- Dwiecie pidziesit tysicy rubli, z tego du cz w zocie - rzek dobitnie. 
- A poniewa kazaem zakupi banknoty, ktre po zawarciu pokoju sprzedam, 
wic bd mia przeszo trzysta tysicy rubli... 
Rzecki pochyli si ku niemu i otworzy usta. 
- Nie bj si - cign Wokulski. - Grosz ten zarobiem uczciwie, nawet ciko, 
bardzo ciko. Cay sekret polega na tym, em mia bogatego wsplnika i e 
kontentowaem si cztery i pi razy mniejszym zyskiem ni inni. Tote mj 
kapita cigle wzrastajcy by w cigym ruchu. - No - doda po chwili - miaem 
te szalone szczcie... Jak gracz, ktremu dziesi razy z rzdu wychodzi ten 
sam numer w rulecie. Gruba gra?... prawie co miesic stawiaem cay majtek, a 
co dzie ycie. 
-I tylko po to jedzie tam? -zapyta Ignacy. 
Wokulski drwico spojrza na niego. 
- Czy chciae, aebym zosta tureckim Wallenrodem?... 
- Naraa si dla majtku, gdy si ma spokojny kawaek chleba!... - mrukn pan 
Ignacy, kiwajc gow i podnoszc brwi. 
Wokulski zadra z gniewu i zerwa si z kanapy. 
- Ten spokojny chleb - mwi zaciskajc pici - dawi mnie i dusi przez lat 
sze!... Czy ju nie pamitasz, ile razy na dzie przypominano mi dwa 
pokolenia Minclw albo anielsk dobro mojej ony? Czy by kto z dalszych i 
bliszych znajomych, wyjwszy ciebie, ktry by mnie nie drczy sowem; 
ruchem, a choby spojrzeniem? Ile to razy mwiono o mnie i prawie do mnie, 
e karmi si z fartucha ony, e wszystko zawdziczam pracy Minclw, a nic, 
ale to nic - wasnej energii, cho przecie ja podwignem ten kramik, zdwoiem 
jego dochody... 
Mincle i zawsze Mincle!... Dzi niech mnie porwnaj z Minclami. Sam jeden 
przez p roku zarobiem dziesi razy wicej anieli dwa pokolenia Minclw 
przez p wieku. Na zdobycie tego, com ja zdoby pomidzy kul, noem i 
tyfusem, tysic Minclw musiaoby si poci w swoich sklepikach i 
szlafmycach. Teraz ju wiem, ilu jestem wart Minclw, i jak mi Bg miy, dla 
podobnego rezultatu drugi raz powtrzybym moj gr! Wol obawia si 
bankructwa i mierci anieli wdziczy si do tych, ktrzy kupi u mnie parasol, 
albo pada do ng tym, ktrzy w moim sklepie racz zaopatrywa si w 
waterklozety... 
-Zawsze ten sam! -szepn Ignacy. 
Wokulski ochon. Opar si na ramieniu Ignacego i zagldajc mu w oczy 
rzek agodnie: 
- Nie gniewasz si, stary ?. 
- Czego? Albo nie wiem, e wilk nie bdzie pilnowa baranw...Naturalnie... 
-C u was sycha? -powiedz mi. 
-Akurat tyle, co pisaem ci w raportach. Interesa dobrze id, towarw przybyo, 
a jeszcze wicej zamwie. Trzeba jednego subiekta. 
- Wemiemy dwu, sklep rozszerzymy, bdzie wspaniay. 
-Bagatela! 
Wokulski spojrza na niego z boku i umiechn si widzc, e stary odzyskuje 
dobry humor. 
- Ale co w miecie sycha? W sklepie, dopki ty w nim jeste, musi by dobrze. 
- W miecie... 
-Z dawnych kundmanw nie uby kto? -przerwa mu Wokulski, coraz szybciej 
chodzc po pokoju. 
-Nikt! Przybyli nowi. 
-A... a... 
Wokulski stan jakby wahajc si. Nala znowu szklank wina i wypi 
duszkiem. 
-A cki kupuje u nas?... 
- Czciej bierze na rachunek. 
- Wic bierze... - Tu Wokulski odetchn. - Jake on stoi ? 
-Zdaje si, e to skoczony bankrut i bodaj e w tym roku zlicytuj mu 
nareszcie kamienic. 
Wokulski pochyli si nad kanap i zacz bawi si z Irem. 
- Prosz ci... A panna cka nie wysza za m ? 
-Nie. 
-A nie wychodzi ?... 
- Bardzo wtpi. Kto dzi oeni si z pann majc wielkie wymagania, a 
adnego posagu? Zestarzeje si, cho adna. Naturalnie... 
Wokulski wyprostowa si i przecign. Jego surowa twarz nabraa dziwnie 
rzewnego wyrazu. 
- Mj kochany stary! - mwi biorc Ignacego za rk - mj poczciwy stary 
przyjacielu! Ty nawet nie domylasz si, jakim ja szczliwy, e ci widz, i 
jeszcze w tym pokoju. Pamitasz, ilem ja tu spdzi wieczorw i nocy... jak 
mnie karmie... jak oddawae mi co lepsze odzienie... Pamitasz ?... 
Rzecki uwanie spojrza na niego i pomyla, e wino musi by dobre, skoro a 
tak rozwizao usta Wokulskiemu. 
Wokulski usiad na kanapie i oparszy gow o cian mwi jakby do siebie : 
-Nie masz pojcia, co ja wycierpiaem, oddalony od wszystkich, niepewny, czy 
ju kogo zobacz, tak strasznie samotny. Bo widzisz, najgorsz samotnoci nie 
jest ta, ktra otacza czowieka, ale ta pustka w nim samym, kiedy z kraju nie 
wynis ani cieplejszego spojrzenia, ani serdecznego swka, ani nawet iskry 
nadziei... 
Pan Ignacy poruszy si na krzele z zamiarem protestu. 
- Pozwl sobie przypomnie - odezwa si - e z pocztku pisywaem listy 
bardzo yczliwe, owszem, moe nawet za sentymentalne. Zraziy mnie dopiero 
twoje krtkie odpowiedzi. 
- Albo ja do ciebie mam al ?... 
- Tym mniej moesz go mie do innych pracownikw, ktrzy nie znaj ci tak 
jak ja. 
Wokulski ockn si. 
- Ale ja do adnego z nich nie mam pretensji. Moe - odrobin - do ciebie, e 
tak mao pisa o... miecie... W dodatku bardzo czsto gin Kurier na poczcie, 
robiy si luki w wiadomociach a wtedy mczyy mnie najgorsze przeczucia. 
-Z jakiej racji? Wszake u nas nie byo wojny -odpar ze zdziwieniem pan 
Ignacy. 
- Ach, tak!... Nawet dobrze bawilicie si. Pamitam, w grudniu mielicie 
wietne ywe obrazy. Kto to w nich wystpowa ?... 
- No, ja na takie gupstwa nie chodz. 
- To prawda. A ja tego dnia dabym - bodaj - dziesi tysicy rubli, aeby je 
zobaczy. Gupstwo jeszcze wiksze!... Czy nie tak ?... 
-Zapewne - chocia duo tu tumaczy samotno, nudy... 
-A moe tsknota - przerwa Wokulski. -Zjadaa mi ona kad chwil woln od 
pracy, kad godzin odpoczynku. Nalej mi wina, Ignacy. 
Wypi, zacz znowu chodzi po pokoju i mwi przyciszonym gosem : 
- Pierwszy raz spado to na mnie w czasie przeprawy przez Dunaj trwajcej od 
wieczora do nocy. Pynem sam i Cygan przewonik. Nie mogc rozmawia, 
przypatrywaem si okolicy. Byy w tym miejscu piaszczyste brzegi jak u nas. I 
drzewa podobne do naszych wierzb, wzgrza poronite leszczyn i kpy lasw 
sosnowych. Przez chwil zdawao mi si, e jestem w kraju i e nim noc 
zapadnie, znowu was zobacz. Noc zapada, ale jednoczenie znikny mi z oczu 
brzegi. Byem sam na ogromnej smudze wody, w ktrej odbijay si nike 
gwiazdy. 
Wwczas przyszo mi na myl, e tak daleko jestem od domu, e dzi ostatnim 
midzy mn i wami cznikiem s tylko te gwiazdy, e w tej chwili u was moe 
nikt nie patrzy na nie, nikt o mnie nie pamita, nikt!... Uczuem jakby 
wewntrzne rozdarcie i wtedy dopiero przekonaem si, jak gbok mam ran 
w duszy. 
-Prawda, e nigdy nie interesoway mnie gwiazdy - szepn pan Ignacy. 
- Od tego dnia ulegem dziwnej chorobie - mwi Wokulski. - Dopki 
rozpisywaem listy, robiem rachunki, odbieraem towary, rozsyaem moich 
ajentw, dopkim bodaj dwiga i wyadowywa zepsute wozy albo czuwa nad 
skradajcym si grabiec, miaem wzgldny spokj. Ale gdym oderwa si od 
interesw, a nawet gdym na chwil zoy piro, czuem bl, jakby mi - czy ty 
rozumiesz, Ignacy ? - jakby mi ziarno piasku wpado do serca. Bywao, chodz, 
jem, rozmawiam, myl przytomnie, rozpatruj si w piknej okolicy, nawet 
miej si i jestem wes, a mimo to czuj jakie tpe ukucie, jaki drobny 
niepokj, jak nieskoczenie ma obaw. 
Ten stan chroniczny, mczcy nad wszelki wyraz, lada okoliczno 
rozdmuchiwaa w burz. Drzewo znajomej formy, jaki obdarty pagrek, kolor 
oboku, przelot ptaka, nawet powiew wiatru bez adnego zreszt powodu budzi 
we mnie tak szalon rozpacz, e uciekaem od ludzi. Szukaem ustroni tak 
pustej, gdzie bym mg upa na ziemi i nie podsuchany przez nikogo, wy z 
blu jak pies. 
Czasami w tej ucieczce przed samym sob doganiaa mnie noc. Wtedy spoza 
krzakw, zwalonych pni i rozpadlin wychodziy naprzeciw mnie jakie szare 
cienie i smutnie kiway gowami o wybladych oczach. A wszystkie szelesty 
lici, daleki turkot wozw, szmery wd zleway si w jeden gos aosny, ktry 
mnie pyta: Przechodniu nasz, ach! co si z tob stao?... 
Ach, co si ze mn stao... 
- Nic nie rozumiem - przerwa Ignacy. - C to za sza ? 
- Co?... Tsknota. 
- Za czym ? 
Wokulski drgn. 
- Za czym? No... za wszystkim... za krajem... 
- Dlaczegoe nie wraca ? 
- A c by mi da powrt ?... Zreszt - nie mogem. 
- Nie moge? - powtrzy Ignacy. 
- Nie mogem... i basta! Nie miaem po co wraca - odpar niecierpliwie 
Wokulski. - Umrze tu czy tam, wszystko jedno... Daj mi wina - zakoczy 
nagle, wycigajc rk. 
Rzecki spojrza w jego rozgorczkowan twarz i odsun butelk. 
- Daj pokj - rzek - ju i tak jeste rozdraniony... 
- Dlatego chc pi... 
- Dlatego nie powiniene pi - przerwa Ignacy. - Za wiele mwisz... moe 
wicej, anieliby chcia - doda z naciskiem. 
Wokulski cofn si. Zastanowi si i odpar potrzsajc gow: 
- Mylisz si. 
- Zaraz ci dowiod - odpowiedzia Ignacy przyciszonym gosem. - Ty nie 
jedzie tam wycznie dla zrobienia pienidzy... 
-Zapewne - rzek Wokulski po namyle. 
-Bo i na co trzysta tysicy rubli tobie, ktremu wystarczao tysic na rok ?... 
- To prawda. 
Rzecki zbliy swoje usta do jego ucha. 
- Jeszcze ci powiem, e pienidzy tych nie przywioze dla siebie... 
- Kto wie, czy nie zgad. 
- Zgaduj wicej, anieli mylisz... 
Wokulski nagle rozemia si. 
- Aha, wic tak sdzisz? - zawoa. - Upewniam ci, e nic nie wiesz, stary 
marzycielu. 
- Boj si twojej trzewoci, pod wpywem ktrej gadasz jak wariat. Rozumiesz 
mnie, Stasiu?... 
Wokulski wci si mia. 
- Masz racj, nie przywykem pi i wino uderzyo mi do gowy. Ale - ju 
zebraem zmysy. Powiem ci tylko, e mylisz si gruntownie. A teraz, aeby 
ocali mnie od zupenego upicia, wypij sam -za pomylno moich zamiarw. 
Ignacy nala kieliszek i mocno ciskajc rk Wokulskiemu, rzek: 
-Za pomylno wielkich zamiarw... 
- Wielkich dla mnie, ale w rzeczywistoci bardzo skromnych. 
- Niech i tak bdzie - mwi Ignacy. - Jestem tak stary, e mi wygodniej nic nie 
wiedzie; jestem ju nawet tak stary, e pragn tylko jednej rzeczy - piknej 
mierci. Daj mi sowo, e gdy przyjdzie czas, zawiadomisz mnie... 
- Tak, gdy przyjdzie czas, bdziesz moim swatem. 
- Ju byem i nieszczliwie... - rzek Ignacy. 
-Z wdow przed siedmioma laty ? 
- Przed pitnastoma. 
- Znowu swoje - rozemia si Wokulski. - Zawsze ten sam! 
- I ty ten sam. Za pomylno twoich zamiarw... Jakiekolwiek s, wiem jedno, 
e musz by godne ciebie. A teraz - milcz... 
To powiedziawszy Ignacy wypi wino, a kieliszek rzuci na ziemi. Szko 
rozbio si z brzkiem, ktry obudzi Ira. 
-Chodmy do sklepu -rzek Ignacy. -Bywaj rozmowy, po ktrych dobrze jest 
mwi o interesach. 
Wydoby ze stolika klucz i wyszli. W sieni wion na nich mokry nieg. Rzecki 
otworzy drzwi sklepu i zapali kilka lamp. 
-Co za towary! - zawoa Wokulski. -Chyba wszystko nowe ? 
- Prawie. Chcesz zobaczy ?... Tu jest porcelana. Zwracam ci uwag... 
- Pniej... Daj mi ksig. 
-Dochodw ? 
- Nie, dunikw. 
Rzecki otworzy biurko, wydoby ksig i podsun fotel. Wokulski usiad i 
rzuciwszy okiem na list, wyszuka w niej jedno nazwisko. 
- Sto czterdzieci rubli - mwi czytajc. - No, to wcale nieduo... 
- Kt to? - zapyta Ignacy. -- A... cki... 
- Panna cka ma take otwarty kredyt... bardzo dobrze - cign Wokulski 
zbliywszy twarz do ksigi, jakby w niej pismu byo niewyrane. - A... a... 
Onegdaj wzia portmonetk... Trzy ruble ?... to chyba za drogo... 
- Wcale nie - wtrci Ignacy. - Portmonetka doskonaa, sam j wybieraem. 
-Z ktryche to ? -spyta niedbale Wokulski i zamkn ksig. 
- Z tej gablotki. Widzisz, jakie to cacka. 
- Musiaa jednak duo midzy nimi przerzuci... Jest podobno wymagajca... 
- Wcale nie przerzucaa, dlaczego miaaby przerzuca ? - odpar Ignacy. Obejrzaa 
t... 
- T?.. 
- A chciaa wzi t... 
- Ach, t... - szepn Wokulski biorc do rki portmonetk. 
- Ale ja poradziem jej inn, w tym gucie... 
- Wiesz co, e to jednak jest adny wyrb. 
- Tamta, ktr ja wybraem, bya jeszcze adniejsza. 
- Ta bardzo mi si podoba. Wiesz... ja j wezm, bo moja ju na nic.:. 
- Czekaj, znajd ci lepsz - zawoa Rzecki. 
- Wszystko jedno. Poka inne towary, moe jeszcze co mi si przyda. 
- Spinki masz ?... Krawat, kalosze, parasol... 
- Daj mi parasol, no... i krawat. Sam wybierz. Bd dzi jedynym gociem i w 
dodatku zapac gotwk. 
- Bardzo dobry zwyczaj - odpar uradowany Rzecki. Prdko wydoby krawat z 
szuflady i parasol z okna i poda je ze miechem Wokulskiemu. - Po strceniu 
rabatu -doda - jako handlujcy, zapacisz siedem rubli. Pyszny parasol... 
Bagatela... 
- To ju wrmy do ciebie - rzek Wokulski. 
- Nie obejrzysz sklepu? - spyta Ignacy. 
- Ach, co mnie to ob... 
- Nie obchodzi ci twj wasny sklep, taki pikny sklep ?... - zdziwi si Ignacy. 
- Gdzie znowu, czy moesz przypuszcza... Ale jestem troch zmczony. 
- Susznie - odpar Rzecki. - Co racja, to racja. Wic idmy. 
Pozakrca lampy i przepuciwszy Wokulskiego zamkn sklep. W sieni znowu 
spotka ich mokry nieg i Pawe, nioscy obiad. 
ROZDZIA PITY: 
DEMOKRATYZACJA PANA I MARZENIA PANNY Z 
TOWARZYSTWA 
Pan Tomasz cki z jedyn crk Izabel i kuzynk pann Florentyn nie 
mieszka we wasnej kamienicy, lecz wynajmowa lokal, zoony z omiu 
pokojw, w stronie Alei Ujazdowskiej. Mia tam salon o trzech oknach, gabinet 
wasny, gabinet crki, sypialni dla siebie, sypialni dla crki, pokj stoowy, 
pokj dla panny Florentyny i garderob, nie liczc kuchni i mieszkania dla 
suby, skadajcej si ze starego kamerdynera Mikoaja, jego ony, ktra bya 
kuchark, i panny sucej, Anusi. 
Mieszkanie posiadao wielkie zalety. Byo suche, ciepe, obszerne, widne. Miao 
marmurowe schody, gaz, dzwonki elektryczne i wodocigi. Kady pokj w 
miar potrzeby czy si z innymi lub tworzy zamknit w sobie cao. 
Sprztw wreszcie miao liczb dostateczn, ani za mao, ani za wiele, a kady 
odznacza si raczej wygodn prostot anieli skaczcymi do oczu ozdobami. 
Kredens budzi w widzu uczucie pewnoci, e z niego nie zgin srebra; ko 
przywodzio na myl bezpieczny spoczynek dobrze zasuonych; st mona 
byo obciy, na krzele usi bez obawy zaamania si, na fotelu marzy. 
Kto tu wszed, mia swobod ruchu; nie potrzebowa lka si, e mu co zastpi 
drog lub e on co zepsuje. Czekajc na gospodarza nie nudzi si, otaczay go 
bowiem rzeczy, ktre warto byo oglda. Zarazem widok przedmiotw, 
wyrobionych nie wczoraj i mogcych suy kilku pokoleniom, nastraja go na 
jaki ton uroczysty. 
Na tym powanym tle dobrze zarysowywali si jego mieszkacy. 
Pan Tomasz cki by to szedziesiciokilkoletni czowiek, niewysoki, penej 
tuszy, krwisty. Nosi niedue wsy biae i do gry podczesane wosy, tej samej 
barwy. Mia siwe, rozumne oczy, postaw wyprostowan, chodzi ostro. Na 
ulicy ustpowano mu z drogi -a ludzie proci mwili: oto musi by pan z 
panw. 
Istotnie, pan cki liczy w swoim rodzie cae szeregi senatorw. Ojciec jego 
jeszcze posiada miliony, a on sam za modu krocie. Pniej jednak cz 
majtku pochony zdarzenia polityczne, reszt - podre po Europie i wysokie 
stosunki. Pan Tomasz bywa bowiem przed rokiem 1870 na dworze francuskim, 
nastpnie na wiedeskim i woskim. Wiktor Emanuel, oczarowany piknoci 
jego crki, zaszczyca go swoj przyjani i nawet chcia mu nada tytu 
hrabiego. Nie dziw, e pan Tomasz po mierci wielkiego krla przez dwa 
miesice nosi na kapeluszu krep. 
Od paru lat pan Tomasz nie rusza si z Warszawy, za mao majc ju pienidzy, 
aeby byszcze na dworach. Za to jego mieszkanie stao si ogniskiem 
eleganckiego wiata i byo nim a do czasu rozejcia si pogosek, e pan 
Tomasz postrada nie tylko swj majtek, ale nawet posag panny Izabeli. 
Pierwsi cofnli si epuzerowie, za nimi damy majce brzydkie crki, z pozosta 
za reszt zerwa sam pan Tomasz i ograniczy swoje znajomoci wycznie do 
stosunkw z famili. Lecz gdy i tu zauway znienie si uczuciowej 
temperatury, zupenie wycofa si z towarzystwa, a nawet ku zgorszeniu wielu 
szanownych osb, jako waciciel domu w Warszawie, wpisa si do Resursy 
Kupieckiej. Chciano go tam zrobi prezesem, ale nie zgodzi si. 
Tylko jego crka bywaa u sdziwej hrabiny Karolowej i paru jej przyjaciek, 
co znowu dao pocztek pogosce, e pan Tomasz jeszcze posiada majtek i e 
zerwa z towarzystwem w czci przez dziwactwo, w czci dla poznania 
rzeczywistych przyjaci i wybrania crce ma, ktry by j kocha dla niej 
samej, nie dla posagu. 
Wic znowu dokoa panny ckiej pocz zbiera si tum wielbicieli, a na 
stoliku w jej salonie stosy biletw wizytowych. Goci jednak nie przyjmowano, 
co zreszt midzy nimi nie wywoao zbyt wielkiego oburzenia, poniewa 
rozesza si trzecia z kolei pogoska, e ckiemu licytuj kamienic. 
Tym razem w towarzystwie powsta zamt. Jedni twierdzili, e pan Tomasz jest 
zdeklarowanym bankrutem, drudzy gotowi byli przysic, e zatai majtek, aby 
zapewni szczcie jedynaczce. Kandydaci do maestwa i ich rodziny znaleli 
si w drczcej niepewnoci. Aeby wic nic nie ryzykowa i nic nie straci, 
skadali hody pannie Izabeli nie angaujc si zbytecznie i po cichu rzucali w 
jej domu swoje karty, proszc Boga, aeby ich czasem nie zaproszono przed 
wyklarowaniem si sytuacji. 
O rewizytach ze strony pana Tomasza nie byo mowy. Usprawiedliwiano go 
ekscentrycznoci i smutkiem po Wiktorze Emanuelu. 
Tymczasem pan Tomasz w dzie spacerowa po Alejach, a wieczorem grywa w 
wista w resursie. Fizjognomia jego bya zawsze tak spokojna, a postawa tak 
dumna, e wielbiciele jego crki zupenie potracili gowy. Rozwaniejsi czekali, 
ale mielsi poczli znowu darzy j powczystymi spojrzeniami, cichym 
westchnieniem lub drcym uciskiem rki, na co panna odpowiadaa lodowat, 
a niekiedy pogardliw obojtnoci. 
Panna Izabela bya niepospolicie pikn kobiet. Wszystko w niej byo 
oryginalne i doskonae. Wzrost wicej ni redni, bardzo ksztatna figura, bujne 
wosy blond z odcieniem popielatym, nosek prosty, usta troch odchylone, zby 
perowe, rce i stopy modelowe. Szczeglne wraenie robiy jej oczy, niekiedy 
ciemne i rozmarzone, niekiedy pene iskier wesooci, czasem jasnoniebieskie i 
zimne jak ld. 
Uderzajca bya gra jej fizjognomii. Kiedy mwia, mwiy jej usta, brwi, 
nozdrza, rce, caa postawa, a nade wszystko oczy, ktrymi zdawao si, e chce 
przela swoj dusz w suchacza. Kiedy suchaa, zdawao si, e chce wypi 
dusz z opowiadajcego. Jej oczy umiay tuli, pieci, paka bez ez, pali i 
mrozi. Niekiedy mona byo myle, e rozmarzona otoczy kogo rkoma i 
oprze mu gow na ramieniu; lecz gdy szczliwy topnia z rozkoszy, nagle 
wykonywaa jaki ruch, ktry mwi, e schwyci jej niepodobna, gdy albo 
wymknie si, albo odepchnie, albo po prostu kae lokajowi wyprowadzi 
wielbiciela za drzwi... 
Ciekawym zjawiskiem bya dusza panny Izabeli. 
Gdyby j kto szczerze zapyta: czym jest wiat, a czym ona sama ? niezawodnie 
odpowiedziaaby, e wiat jest zaczarowanym ogrodem, napenionym 
czarodziejskimi zamkami, a ona - bogini czy nimf uwizion w formy 
cielesne. 
Panna Izabela od kolebki ya w wiecie piknym i nie tylko nadludzkim, ale nadnaturalnym. 
Sypiaa w puchach, odziewaa si w jedwabie i hafty, siadaa na 
rzebionych i wycieanych hebanach lub palisandrach, pia z krysztaw, jadaa 
ze sreber i porcelany kosztownej jak zoto. 
Dla niej nie istniay pory roku, tylko wiekuista wiosna, pena agodnego wiata, 
ywych kwiatw i woni. Nie istniay pory dnia, gdy nieraz przez cae miesice 
kada si spa o smej rano, a jadaa obiad o drugiej po pnocy. Nie istniay 
rnice pooe jeograficznych, gdy w Paryu, Wiedniu, Rzymie, Berlinie czy 
Londynie znajdowali si ci sami ludzie, te same obyczaje, te same sprzty, a 
nawet te same potrawy: zupy z wodorostw Oceanu Spokojnego, ostrygi z 
Morza Pnocnego, ryby z Atlantyku albo z Morza rdziemnego, zwierzyna ze 
wszystkich krajw, owoce ze wszystkich czci wiata. Dla niej nie istniaa 
nawet sia cikoci, gdy krzesa jej podsuwano, talerze podawano, j sam na 
ulicy wieziono, na schody wprowadzano, na gry wnoszono. 
Woalka chronia j od wiatru, kareta od deszczu, sobole od zimna, parasolka i 
rkawiczki od soca. I tak ya z dnia na dzie, z miesica na miesic, z roku na 
rok, wysza nad ludzi, a nawet nad prawa natury. Dwa razy spotkaa j straszna 
burza, raz w Alpach, drugi - na Morzu rdziemnym. Truchleli najodwaniejsi, 
ale panna Izabela ze miechem przysuchiwaa si oskotowi druzgotanych ska i 
trzeszczeniu okrtu, ani przypuszczajc moliwoci niebezpieczestwa. Natura 
urzdzia dla niej pikne widowisko z piorunw, kamieni i morskiego odmtu, 
jak w innym czasie pokazaa jej ksiyc nad Jeziorem Genewskim albo nad 
wodospadem Renu rozdara chmury, ktre zakryway soce. To samo przecie 
robi co dzie maszynici teatrw i nawet w zdenerwowanych damach nie 
wywouj obawy. 
Ten wiat wiecznej wiosny, gdzie szeleciy jedwabie, rosy tylko rzebione 
drzewa, a glina pokrywaa si artystycznymi malowidami, ten wiat mia swoj 
specjaln ludno. Waciwymi jego mieszkacami byy ksiniczki i ksita, 
hrabianki i hrabiowie tudzie bardzo stara i majtna szlachta obojej pci. 
Znajdoway si tam jeszcze damy zamne i panowie onaci w charakterze 
gospodarzy domw, matrony strzegce wykwintnego obejcia i dobrych 
obyczajw i starzy panowie, ktrzy zasiadali na pierwszych miejscach przy 
stole, owiadczali modzie, bogosawili j i grywali w karty. Byli te biskupi, 
wizerunki Boga na ziemi, wysocy urzdnicy, ktrych obecno zabezpieczaa 
wiat od nieporzdkw spoecznych i trzsienia ziemi, a nareszcie dzieci, mae 
cherubiny, zesane z nieba po to, aeby starsi mogli urzdza kinderbale. 
Wrd staej ludnoci zaczarowanego wiata ukazywa si od czasu do czasu 
zwyky miertelnik, ktry na skrzydach reputacji potrafi wzbi si a do 
szczytw Olimpu. Zwykle bywa nim jaki inynier, ktry czy oceany albo 
wierci czy te budowa Alpy. By jaki kapitan, ktry w walce z dzikimi straci 
swoj kompani, a sam okryty ranami ocala dziki mioci murzyskiej 
ksiniczki. By podrnik, ktry podobno odkry now cz wiata, rozbi si 
z okrtem na bezludnej wyspie i bodaj czy nie kosztowa ludzkiego misa. 
Bywali tam wreszcie sawni malarze, a nade wszystko natchnieni poeci, ktrzy 
w sztambuchach hrabianek pisywali adne wiersze, mogli kocha si bez nadziei 
i uwiecznia wdziki swoich okrutnych bogi naprzd w gazetach, a nastpnie 
w oddzielnych tomikach, drukowanych na welinowym papierze. 
Caa ta ludno, midzy ktr ostronie przesuwali si wygalonowani lokaje, 
damy do towarzystwa, ubogie kuzynki i akncy wyszych posad kuzyni, caa ta 
ludno obchodzia wieczne wito. 
Od poudnia skadano sobie i oddawano wizyty i rewizyty albo zjedano si w 
magazynach. Ku wieczorowi bawiono si przed obiadem, w czasie obiadu i po 
obiedzie. Potem jechano na koncert lub do teatru, aeby tam zobaczy inny 
sztuczny wiat, gdzie bohaterowie rzadko kiedy jedz i pracuj, ale za to wci 
gadaj sami do siebie- gdzie niewierno kobiet staje si rdem wielkich 
katastrof i gdzie kochanek, zabity przez ma w pitym akcie, na drugi dzie 
zmartwychwstaje w pierwszym akcie, aeby popenia te same bdy i gada do 
siebie nie bdc syszanym przez osoby obok stojce. Po wyjciu z teatru znowu 
zbierano si w salonach, gdzie suba roznosia zimne i gorce napoje, najci 
artyci piewali, mode matki suchay opowiada porbanego kapitana o 
murzyskiej ksiniczce, panny rozmawiay z poetami o powinowactwie dusz, 
starsi panowie wykadali inynierom swoje pogldy na inynieri, a damy w 
rednim wieku pswkami i spojrzeniami walczyy midzy sob o podrnika, 
ktry jad ludzkie miso. Potem zasiadano do kolacji, gdzie usta jady, odki 
trawiy, a buciki rozmawiay o uczuciach lodowatych serc i marzeniach gw 
niezawrotnych. A potem - rozjedano si, aeby w nie rzeczywistym nabra 
si do snu ycia. 
Poza tym czarodziejskim by jeszcze inny wiat - zwyczajny. 
O jego istnieniu wiedziaa panna Izabela i nawet lubia mu si przypatrywa z 
okna karety, wagonu albo z wasnego mieszkania. W takich ramach i z takiej 
odlegoci wydawa on si jej malowniczym i nawet sympatycznym. Widywaa 
rolnikw powoli orzcych ziemi - due fury cignione przez chud szkap roznosicieli 
owocw i jarzyn - starca, ktry tuk kamienie na szosie -posacw 
idcych gdzie z popiechem - adne i natrtne kwiaciarki - rodzin zoon z 
ojca, bardzo otyej matki i czworga dzieci, parami trzymajcych si za rce eleganta 
niszej sfery, ktry jecha dorok i rozpiera si w sposb bardzo 
zabawny - czasem pogrzeb. I mwia sobie, e tamten wiat, cho niszy, jest 
adny; jest nawet adniejszy od obrazw rodzajowych, gdy porusza si i 
zmienia co chwil. 
I jeszcze wiedziaa panna Izabela, e jak w oraneriach rosn kwiaty, a w 
winnicach winogrona, tak w tamtym, niszym wiecie wyrastaj rzeczy jej 
potrzebne. Stamtd pochodzi jej wierny Mikoaj i Anusia, tam robi rzebione 
fotele, porcelan, krysztay i firanki, tam rodz si froterzy, tapicerowie, 
ogrodnicy i panny szyjce suknie. Bdc raz w magazynie kazaa zaprowadzi 
si do szwalni i bardzo ciekawym wyda si jej widok kilkudziesiciu 
pracownic, ktre krajay; fastrygoway i ukaday na formach fady ubra. Bya 
pewna, e robi im to wielk przyjemno, poniewa te panny, ktre bray jej 
miar albo przymierzay suknie, byy zawsze umiechnite i bardzo 
zainteresowane tym, aeby strj lea na niej dobrze. 
I jeszcze wiedziaa panna Izabela, e na tamtym, zwyczajnym wiecie trafiaj 
si ludzie nieszczliwi. Wic kademu ubogiemu, o ile spotka j, kazaa dawa 
po kilka zotych ; raz spotkawszy mizern matk z bladym jak wosk dzieckiem 
przy piersi oddaa jej bransolet, a brudne, ebrzce dzieci obdarzaa cukierkami 
i caowaa z pobonym uczuciem. Zdawao si jej, e w ktrym z tych 
biedakw, a moe w kadym, jest utajony Chrystus, ktry zastpi jej drog, 
aeby da okazj do spenienia dobrego czynu. 
W ogle dla ludzi z niszego wiata miaa serce yczliwe. Przychodziy jej na 
myl sowa Pisma witego: W pocie czoa pracowa bdziesz. Widocznie 
popenili oni jaki ciki grzech, skoro skazano ich na prac; ale tacy jak ona 
anioowie nie mogli nie ubolewa nad ich losem. Tacy jak ona, dla ktrej 
najwiksz prac byo dotknicie elektrycznego dzwonka albo wydanie rozkazu. 
Raz tylko niszy wiat zrobi na niej potne wraenie. 
Pewnego dnia, we Francji, zwiedzaa fabryk elazn. Zjedajc z gry, w 
okolicy penej lasw i k, pod szafirowym niebem zobaczya otcha 
wypenion obokami czarnych dymw i biaych par i usyszaa guchy oskot, 
zgrzyt i sapanie machin. Potem widziaa piece, jak wiee redniowiecznych 
zamkw, dyszce pomieniami - potne koa, ktre obracay si z szybkoci 
byskawic - wielkie rusztowania, ktre same toczyy si po szynach - strumienie 
rozpalonego do biaoci elaza i pnagich robotnikw, jak spiowe posgi, o 
ponurych wejrzeniach. Ponad tym wszystkim - krwawa una, warczenie k, jki 
miechw, grzmot motw i niecierpliwe oddechy kotw, a pod stopami dreszcz 
wylknionej ziemi. 
Wtedy zdao si jej, e z wyyn szczliwego Olimpu zstpia do beznadziejnej 
otchani Wulkana, gdzie cyklopowie kuj pioruny mogce zdruzgota sam 
Olimp. Przyszy jej na myl legendy o zbuntowanych olbrzymach, o kocu tego 
piknego wiata, w ktrym przebywaa, i pierwszy raz w yciu j, bogini, przed 
ktr gili si marszakowie i senatorzy, zdja trwoga. 
- To s straszni ludzie, papo... - szepna do ojca. 
Ojciec milcza, tylko mocniej przycisn jej rami. 
-Ale kobietom oni nic zego nie zrobi ? 
-Tak, nawet oni -odpowiedzia pan Tomasz. 
W tej chwili pann Izabel ogarn wstyd na myl, e troszczya si tylko o 
kobiety. Wic szybko dodaa: 
- A jeeli nam, to i wam nie zrobi nic zego... 
Ale pan Tomasz umiechn si i potrzsn gow. W owym czasie duo 
mwiono o zbliajcym si kocu starego wiata, a pan Tomasz gboko 
odczuwa to, z wielkimi trudnociami wydobywajc pienidze od swoich 
penomocnikw. 
Odwiedziny fabryki stanowiy wan epok w yciu panny Izabeli. Z religijn 
czci czytywaa ona poezje swego dalekiego kuzyna, Zygmunta, i zdawao si 
jej, e dzi znalaza ilustracj do Nieboskiej komedii. Odtd czsto marzya o 
zmroku, e na grze kpicej si w socu, skd zjeda jej powz do fabryki, 
stoj Okopy w. Trjcy, a w tej dolinie zasnutej dymami i par byo 
obozowisko zbuntowanych demokratw, gotowych lada chwila ruszy do 
szturmu i zburzy jej pikny wiat. 
Teraz dopiero zrozumiaa, jak gorco kocha t swoj duchow ojczyzn, gdzie 
krysztaowe pajki zastpuj soce, dywany - ziemi, posgi i kolumny drzewa. 
T drug ojczyzn, ktra ogarnia arystokracj wszystkich narodw, 
wykwintno wszystkich czasw i najpikniejsze zdobycze cywilizacji. 
I to wszystko miaoby run, umrze albo rozpierzchn si!... Rycerska 
modzie, ktra piewa z takim uczuciem, taczy z wdzikiem, pojedynkuje si 
z umiechem albo skacze na rodku jeziora w wod za zgubionym kwiatkiem 
?... Maj zgin te ukochane przyjaciki, ktre okryway j tyloma 
pieszczotami albo siedzc u jej ng opowiaday jej tyle drobnych tajemnic, albo 
oddalone od niej pisyway takie dugie, bardzo dugie listy, w ktrych tkliwe 
uczucia mieszay si z nader wtpliw ortografi ? 
A ta dobra suba, ktra ze swymi panami postpuje tak, jakby zaprzysigaa im 
dozgonn mio, wierno i posuszestwo? A te modystki, ktre zawsze witaj 
j z umiechem i tak pamitaj o najdrobniejszym szczegle jej tualety, tak 
dokadnie wiedz o jej triumfach ? A te pikne konie, ktrym jaskka mogaby 
zazdroci lotu, a te psy mdre i przywizane jak ludzie, a te ogrody, gdzie rka 
ludzka powznosia pagrki, wylewaa strumienie, modelowaa drzewa ?... I to 
wszystko miaoby kiedy znikn ?... 
Od tych rozmyla przyby pannie Izabeli na twarz nowy wyraz agodnego 
smutku, ktry j robi jeszcze pikniejsz. Mwiono, e ju zupenie dojrzaa. 
Rozumiejc, e wielki wiat jest wyszym wiatem, panna Izabela dowiedziaa 
si powoli, e do tych wyyn wzbi si mona i stale na nich przebywa tylko za 
pomoc dwch skrzyde : urodzenia i majtku. Urodzenie za i majtek s 
przywizane do pewnych wybranych familii, jak kwiat i owoc pomaraczy do 
pomaraczowego drzewa. Bardzo te jest moliwym, e dobry Bg widzc dwie 
dusze z piknymi nazwiskami, poczone wzem sakramentu, pomnaa ich 
dochody i zsya im na wychowanie anioka, ktry w dalszym cigu podtrzymuje 
saw rodw swoimi cnotami, dobrym uoeniem i piknoci. Std wynika 
obowizek ogldnego zawierania maestw, na czym najlepiej znaj si stare 
damy i sdziwi panowie. Wszystko znaczy trafny dobr nazwisk i majtkw. 
Mio bowiem, nie ta szalona, o jakiej marz poeci, ale prawdziwie 
chrzecijaska, zjawia si dopiero po sakramencie i najzupeniej wystarcza, 
aeby ona umiaa piknie prezentowa si w domu, a m z powag asystowa 
jej w wiecie. 
Tak byo dawniej i byo dobrze, wedug zgodnej opinii wszystkich matron. Dzi 
zapomniano o tym i jest le : mno si mezalianse i upadaj wielkie rodziny. 
 I nie ma szczcia w maestwach - dodawaa po cichu panna Izabela, ktrej 
mode matki opowiedziay niejeden sekret domowy. 
Dziki nawet tym opowiadaniom nabraa duego wstrtu do maestwa i 
lekkiej wzgardy dla mczyzn. 
M w szlafroku, ktry ziewa przy onie, cauje j majc pene usta dymu z 
cygar, czsto odzywa si: A daje mi spokj , albo po prostu : Gupia 
jeste!... - ten m, ktry robi haasy w domu za nowy kapelusz, a za domem 
wydaje pienidze na ekwipae dla aktorek - to wcale nieciekawe stworzenie : Co 
najgorsze, e kady z nich przed lubem by gorcym wielbicielem, mizernia 
nie widzc dugo swej pani, rumieni si, kiedy j spotka, a nawet niejeden 
obiecywa zastrzeli si z mioci. 
Tote majc lat omnacie, panna Izabela tyranizowaa mczyzn chodem. 
Kiedy Wiktor Emanuel raz pocaowa j w rk, uprosia ojca, e tego samego 
dnia wyjechali z Rzymu. W Paryu owiadczy si jej pewien bogaty hrabia 
francuski, odpowiedziaa mu, e jest Polk i za cudzoziemca nie wyjdzie. 
Podolskiego magnata odepchna zdaniem, e odda swoj rk tylko temu, kogo 
pokocha, a na co si jeszcze nie zanosi, a owiadczyny jakiego amerykaskiego 
milionera zbya wybuchem miechu. 
Takie postpowanie na kilka lat wytworzyo dokoa panny pustk. Podziwiano 
j i wielbiono, ale z daleka; nikt bowiem nie chcia naraa si na szydercz 
odmow. 
Po przejciu pierwszego niesmaku panna Izabela zrozumiaa, e maestwo 
trzeba przyj takim, jakie jest. Bya ju zdecydowana wyj za m, pod tym 
wszake warunkiem, aby przyszy towarzysz - podoba si jej, mia pikne 
nazwisko i odpowiedni majtek. Rzeczywicie, trafiali si jej ludzie pikni, 
majtni i utytuowani; na nieszczcie jednak, aden nie czy w sobie 
wszystkich trzech warunkw, wic - znowu upyno kilka lat. 
Nagle rozeszy si wieci o zym stanie interesw pana Tomasza i - z caego 
legionu konkurentw - zostao pannie Izabeli tylko dwu powanych : pewien 
baron i pewien marszaek, bogaci, ale starzy. 
Teraz spostrzega panna Izabela, e w wielkim wiecie usuwa jej si grunt pod 
nogami, wic zdecydowaa si obniy skal wymaga. Ale e baron i 
marszaek, pomimo swoich majtkw budzili w niej niepokonan odraz, wic 
odkadaa stanowcz decyzj z dnia na dzie. Tymczasem pan Tomasz zerwa z 
towarzystwem. Marszaek nie mogc si doczeka odpowiedzi wyjecha na 
wie, strapiony baron za granic i - panna Izabela pozostaa kompletnie sam. 
Wprawdzie wiedziaa, e kady z nich wrci na pierwsze zawoanie, ale ktrego 
tu wybra ?... jak przytumi wstrt ?... Nade wszystko za, czy podobna 
robi z siebie tak ofiar majc niejak pewno, e kiedy odzyska majtek, i 
wiedzc, e wwczas znowu bdzie moga wybiera. Tym razem ju wybierze, 
poznawszy, jak ciko jej y poza towarzystwem salonw... 
Jedna rzecz w wysokim stopniu uatwiaa jej wyjcie za m dla stanowiska. 
Oto panna Izabela nigdy. nie bya zakochan. Przyczynia si do tego jej 
chodny temperament, wiara, e maestwo obejdzie si bez poetycznych 
dodatkw, nareszcie mio idealna, najdziwniejsza, o jakiej syszano. 
Raz zobaczya w pewnej galerii rzeb posg Apollina, ktry na niej zrobi tak 
silne wraenie, e kupia pikn jego kopi i ustawia w swoim gabinecie. 
Przypatrywaa mu si caymi godzinami, mylaa o nim i... kto wie, ile 
pocaunkw ogrzao rce i nogi marmurowego bstwa ?... I sta si cud: 
pieszczony przez kochajc kobiet gaz oy. A kiedy pewnej nocy zapakana 
usna, niemiertelny zstpi ze swego piedestau i przyszed do niej w 
laurowym wiecu na gowie, janiejcy mistycznym blaskiem. 
Siad na krawdzi jej ka, dugo patrzy na ni oczyma, z ktrych przegldaa 
wieczno, a potem obj j w potnym ucisku i pocaunkami biaych ust 
ociera zy i chodzi jej gorczk. 
Odtd nawiedza j coraz czciej i omdlewajcej w jego objciach szepta on, 
bg wiata, tajemnice nieba i ziemi, jakich dotychczas nie wypowiedziano w 
miertelnym jzyku. A przez mio dla niej sprawi jeszcze wikszy cud, gdy 
w swym boskim obliczu kolejno ukazywa jej wypikszone rysy tych ludzi, 
ktrzy kiedykolwiek zrobili na niej wraenie. 
Raz by podobnym do odmodzonego jeneraa-bohatera, ktry wygra bitw i z 
wyyn swego sioda patrzy na mier kilku tysicy walecznych. Drugi raz 
przypomina twarz najsawniejszego tenora, ktremu kobiety rzucay kwiaty 
pod nogi, a mczyni wyprzgali konie z powozu. Inny raz by wesoym i 
piknym ksiciem krwi jednego z najstarszych domw panujcych ; inny raz 
dzielnym straakiem, ktry za wydobycie trzech osb z pomieni na pitym 
pitrze dosta legi honorow ; inny raz by wielkim rysownikiem, ktry 
przytacza wiat bogactwem swojej fantazji, a inny raz weneckim gondolierem 
albo cyrkowym atlet nadzwyczajnej urody i siy. 
Kady z tych ludzi przez pewien czas zaprzta tajemne myli panny Izabeli, 
kademu powicaa najcichsze westchnienia rozumiejc, e dla tych czy innych 
powodw kocha go nie moe, i -kady z nich za spraw bstwa ukazywa si 
w jego postaci, w przeczywistych marzeniach. A od tych widze oczy panny 
Izabeli przybray nowy wyraz- jakiego nadziemskiego zamylenia. Niekiedy 
spoglday one gdzie ponad ludzi i poza wiat; a gdy jeszcze jej popielate 
wosy na czole uoyy si tak dziwnie, jakby je rozwia tajemniczy podmuch, 
patrzcym zdawao si, e widz anioa albo wit. 
Przed rokiem w jednej z takich chwil zobaczy pann Izabel Wokulski. Odtd 
serce jego nie zaznao spokoju. 
Prawie w tym samym czasie pan Tomasz zerwa z towarzystwem i na znak 
swoich rewolucyjnych usposobie zapisa si do Resursy Kupieckiej. Tam z 
pomiatanymi niegdy garbarzami, szczotkarzami i dystylatorami grywa w 
wista, goszc na prawo i na lewo, e arystokracja nie powinna zasklepia si w 
wycznoci, ale przodowa owieconemu mieszczastwu, a przez nie 
narodowi. Za co wywzajemniajc si, dumni dzi garbarze, szczotkarze i 
dystylatorzy raczyli przyznawa, e pan Tomasz jest jedynym arystokrat, ktry 
poj swe obowizki wzgldem kraju i spenia je sumiennie. Mogli byli doda: 
spenia co dzie od dziewitej wieczr do pnocy. 
I kiedy w ten sposb pan Tomasz dwiga jarzmo stanowiska, panna Izabela 
trawia si w samotnoci i ciszy swego piknego lokalu. Nieraz Mikoaj ju 
twardo drzema w fotelu, panna Florentyna, zatkawszy sobie uszy wat, na 
dobre spaa, a do pokoju panny Izabeli sen jeszcze nie zapuka, odpdzany przez 
wspomnienia. Wtedy zrywaa si z ka i odziana w lekki szlafroczek caymi 
godzinami chodzia po salonie, gdzie dywan guszy jej kroki i tylko tyle byo 
wiata, ile go rzucay dwie skpe latarnie uliczne. 
Chodzia, a w ogromnym pokoju toczyy si jej smutne myli i widziada osb, 
ktre tu kiedy byway. Tu drzemie stara ksina; tu dwie hrabiny informuj si 
u praata: czy mona dziecko ochrzci wod ran? Tu rj modziey zwraca 
ku niej tskne spojrzenia albo udanym chodem usiuje podnieci w niej 
ciekawo; a tam girlanda panien, ktre pieszcz j wzrokiem, podziwiaj albo 
jej zazdroszcz. Peno wiate, szelestw, rozmw, ktrych wiksza cz, jak 
motyle okoo kwiatw, kryy okoo jej piknoci. Gdzie ona si znalaza, tam 
obok niej wszystko blado; inne kobiety byy jej tem, a mczyni 
niewolnikami. 
I to wszystko przeszo!... I dzi w tym salonie - chodno; ciemno i pusto... Jest 
tylko ona i niewidzialny pajk smutku, ktry zawsze zasnuwa szar sieci te 
miejsca, gdzie bylimy szczliwi i skd szczcie ucieko. Ju ucieko!... Panna 
Izabela wyamywaa sobie palce, aeby pohamowa si od ez, ktrych wstyd jej 
byo nawet w pustce i w nocy. 
Wszyscy j opucili, z wyjtkiem - hrabiny Karolowej, ktra kiedy wezbra jej 
zy humor, przychodzia tu i szeroko zasiadszy na kanapie, prawia wrd 
westchnie : 
- Tak, droga Belciu, musisz przyzna, e popenia kilka bdw nie do 
darowania. Nie mwi o Wiktorze Emanuelu, bo tamto by przelotny kaprys 
krla - troch liberalnego i zreszt bardzo zaduonego. Na takie stosunki trzeba 
mie wicej - nie powiem: taktu, ale - dowiadczenia - cigna hrabina, 
skromnie spuszczajc powieki. - Ale wypuci czy - jeeli chcesz - odrzuci 
hrabiego Saint-Auguste, to ju daruj!.. Czowiek mody, majtny, bardzo 
dobrze, i jeszcze z tak karier!... Teraz wanie przewodniczy jednej deputacji 
do Ojca witego i zapewne dostanie specjalne bogosawiestwo dla caej 
rodziny, no - a hrabia Chambord nazywa go cher cousin... Ach, Boe! 
- Myl, ciociu, e martwi si tym ju za pno - wtrcia panna Izabela. 
- Albo ja chc ci martwi, biedne dziecko! I bez tego czekaj ci ciosy, ktre 
ukoi moe tylko gboka wiara. Zapewne wiesz, e ojciec straci wszystko, 
nawet reszt twego posagu ? 
- C ja na to poradz ? 
- A jednak ty tylko moesz radzi i powinna -mwia hrabina z naciskiem. Marszaek 
nie jest wprawdzie Adonisem, no - ale... Gdyby nasze obowizki 
byy do spenienia atwe, nie istniaaby zasuga. Zreszt, mj Boe, kt nam 
broni mie na dnie duszy jaki idea, o ktrym myl osadza najcisze chwile ? 
Na koniec, mog ci zapewni, e pooenie piknej kobiety, majcej starego 
ma, nie naley do najgorszych. Wszyscy interesuj si ni, mwi o niej, 
skadaj hody jej powiceniu, a znowu stary m jest mniej wymagajcy od 
ma w rednim wieku... 
- Ach, ciociu... 
- Tylko bez egzaltacji, Belciu! Nie masz lat szesnastu i na ycie musisz patrze 
serio. Nie mona przecie dla jakiej idiosynkrazji powici bytu ojca, a choby 
Flory i waszej suby. Wreszcie pomyl, ile ty, przy twym szlachetnym 
serduszku, mogaby zrobi dobrego rozporzdzajc znacznym majtkiem. 
- Ale, ciociu, marszaek jest obrzydliwy. Jemu nie ony trzeba, ale niaki, ktra 
by mu ocieraa usta. 
- Nie upieram si przy marszaku, wic baron... 
- Baron jeszcze starszy, farbuje si, ruje i ma jakie plamy na rkach. 
Hrabina podniosa si z kanapy. 
-Nie nalegam, moja droga, nie jestem swatk, to naley do pani Meliton. 
Zwracam tylko uwag, e nad ojcem wisi katastrofa. 
- Mamy przecie kamienic. 
-Ktr sprzedaj najdalej po w. Janie, tak e nawet twoja suma spadnie. 
- Jak to - dom, ktry kosztowa sto tysicy, sprzedadz za szedziesit ?... 
- Bo on niewart wicej, bo ojciec za duo wyda. Wiem to od budowniczego, 
ktry oglda go z polecenia Krzeszowskiej. 
- Wic w ostatecznoci mamy serwis... srebra... - wybuchna panna Izabela 
zaamujc rce. 
Hrabina ucaowaa j kilkakrotnie. 
- Drogie, kochane dziecko - mwia kajc - e te wanie ja musz tak rani ci 
serce!... Suchaj wic... Ojciec ma jeszcze dugi wekslowe, jakie par tysicy 
rubli. Ot te dugi... uwaasz... te dugi kto skupi... kilka dni temu, w kocu 
marca. Domylamy si, e to zrobia Krzeszowska... 
- C za nikczemno! - szepna panna Izabela. - Ale mniejsza o ni... Na 
pokrycie paru tysicy rubli wystarczy mj serwis i srebra. 
- S one warte bez porwnania wicej, ale - kto dzi kupi rzeczy tak kosztowne 
? 
- W kadym razie sprbuj - mwia rozgorczkowana panna Izabela. -Poprosz 
pani Meliton, ona mi to uatwi... 
-Zastanw si jednak, czy nie szkoda tak piknych pamitek. 
Panna Izabela rozemiaa si. 
- Ach, ciociu... Wic mam waha si pomidzy sprzedaniem siebie i serwisu ?... 
Bo na to, aeby zabierano nam meble, nigdy nie pozwol... Ach, ta 
Krzeszowska... to wykupywanie weksli... co za ohyda! 
- No, moe to jeszcze nie ona. 
- Wic chyba znalaz si jaki nowy nieprzyjaciel, gorszy od niej. 
- Moe to ciotka Honorata - uspokajaa j hrabina - czy ja wiem ? Moe chce 
dopomc Tomaszowi, ale zawieszajc nad nim grob. Lecz bd zdrowa, moje 
kochane dzieci, adieu... 
Na tym skoczya si rozmowa w jzyku polskim, gsto ozdobionym 
francuszczyzn, co robio go podobnym do ludzkiej twarzy okrytej wysypk. 
ROZDZIA SZSTY: 
W JAKI SPOSB NOWI LUDZIE UKAZUJ SI NAD 
STARYMI HORYZONTAMI 
Pocztek kwietnia, jeden z tych miesicy, ktre su za przejcie midzy zim i 
wiosn. nieg ju znikn, ale nie ukazaa si jeszcze zielono; drzewa s 
czarne, trawniki szare i niebo szare: wyglda jak marmur poprzecinany 
srebrnymi i zotawymi nitkami. 
Jest okoo pitej po poudniu. Panna Izabela siedzi w swoim gabinecie i czyta 
najnowsz powie Zoli: Une page d'amour. Czyta bez uwagi, co chwil 
podnosi oczy, spoglda w okno i pwiadomie formuuje sd, e gazki drzew 
s czarne, a niebo szare. Znowu czyta, spoglda po gabinecie i pwiadomie 
myli, e jej meble kryte bkitn materi i jej niebieski szlafroczek maj jaki 
szary odcie i e festony biaej firanki s podobne do wielkich sopli niegu. 
Potem zapomina, o czym mylaa w tej chwili, i pyta si w duchu: O czym ja 
mylaam?... Ach, prawda, o kwecie wielkotygodniowej... I nagle czuje ochot 
przejechania si karet, a jednoczenie czuje al do nieba, e jest takie szare, e 
zotawe yki na nim s tak wskie... Drczy j jaki cichy niepokj, jakie 
oczekiwanie, ale nie jest pewna, na co czeka: czy na to, aeby chmury si 
rozdary, czy na to, aeby wszed lokaj i wrczy jej list zapraszajcy na 
wielkotygodniow kwest? Ju taki krtki czas, a jej nie prosz. 
Znowu czyta powie, ten rozdzia, kiedy podczas gwiadzistej nocy p. 
Rambaud naprawia zepsut lalk maej Joasi, Helena tona we zach 
bezprzedmiotowego alu, a opat Jouve radzi, aeby wysza za m. Panna 
Izabela odczuwa ten al i kto wie, czy gdyby w tej chwili ukazay si na niebie 
gwiazdy, zamiast chmur, czy nie rozpakaaby si tak jak Helena. Wszak to ju 
ledwo par dni do kwesty, a jej jeszcze nie prosz. e zaprosz, o tym wie, ale 
dlaczego zwcz?... 
Te kobiety, ktre zdaj si tak gorco szuka Boga, bywaj niekiedy 
nieszczliwymi istotami, ktrych serce wzburzya namitno. Id do kocioa, 
aeby tam wielbi mczyzn - mwi opat Jouve. 
Poczciwy opat, jak on chcia uspokoi t biedn Helen! - myli panna Izabela 
i nagle odrzuca ksik. Opat Jouve przypomnia jej, e ju od dwu miesicy 
haftuje pas do kocielnego dzwonka i e go jeszcze nie skoczya. Podnosi si z 
fotelu i przysuwa do okna stolik z tamburkiem, z pudekiem rnokolorowych 
jedwabiw, z kolorowym deseniem ; rozwija pas i zaczyna gorliwie wyszywa 
na nim re i krzye. Pod wpywem pracy w sercu budzi si otucha. Kto tak jak 
ona suy kocioowi, nie moe by zapomnianym przy wielkotygodniowej 
kwecie. Wybiera jedwabie, nawczy igy i szyje wci. Oko jej przebiega od 
wzoru do haftu, rka spada z gry na d, wznosi si z dou do gry ale w myli 
zaczyna rodzi si pytanie, dotyczce kostiumu na groby i toalety na Wielkanoc. 
Pytanie to wkrtce zapenia jej ca uwag, zasania oczy i zatrzymuje rk. 
Suknia, kapelusz, okrywka i parasolka, wszystko musi by nowe, a tu tak 
niewiele czasu i nie tylko nic nie zamwione, ale nawet nie wybrane... 
Tu przypomina sobie, e jej serwis i srebra ju znajduj si u jubilera, e ju 
trafia si jaki nabywca i e dzi lub jutro bd sprzedane. Panna Izabela czuje 
cinicie serca za serwisem i srebrami, lecz doznaje niejakiej ulgi na myl o 
kwecie i nowej toalecie. Moe mie bardzo pikn, ale jak?... 
Odsuwa tamburek i ze stolika, na ktrym le Szekspir, Dante, album 
europejskich znakomitoci tudzie kilka pism, bierze Le Moniteur de la Mode 
i zaczyna go przeglda z najwiksz uwag. Oto jest toaleta obiadowa; oto 
ubiory wiosenne dla panienek, panien, matek, modych matek i ich matek! 
oto suknie wizytowe, ceremonialne, spacerowe; sze nowych form kapeluszy, z 
dziesi materiaw, kilkadziesit barw... Co tu wybra, o Boe?... Niepodobna 
wybiera bez naradzenia si z pann Florentyn i z magazynierk... 
Panna Izabela z niechci odrzuca monitora mody i siada na szezlongu w 
postaci plecej. Rce splecione jak do modlitwy opiera na porczy, gow na 
rkach i patrzy w niebo rozmarzonymi oczyma. Kwesta wielkotygodniowa, 
nowa toaleta, chmury na niebie - wszystko miesza si w jej wyobrani na tle 
alu za serwisem i lekkiego uczucia wstydu, e go sprzedaje. 
Ach, wszystko jedno! - mwi sobie i znowu pragnie, aeby chmury rozdary 
si cho na chwil. Ale chmury zgszczaj si, a w jej sercu wzmaga si al, 
wstyd i niepokj. Spojrzenie jej pada na stolik stojcy tu obok szezlonga i na 
ksik do naboestwa oprawn w ko soniow. Panna Izabela bierze do rk 
ksik i powoli, kartka za kartk, wyszukuje w niej modlitwy: Acte de 
rsignation, a znalazszy zaczyna czyta: 
Que votre nom soit bni  jamais, bien qui avez voulu m'prouver par cette 
peine.W miar jak czyta, szare niebo wyjania si, a przy ostatnich 
sowach...et d'attendre en paix votre divin secours... chmury pkaj, ukazuje 
si kawaek czystego bkitu, gabinet panny Izabeli napenia si wiatem, a jej 
dusza spokojem. Teraz jest pewna, e mody jej zostay wysuchane, e bdzie 
miaa najpikniejsz tualet i najlepszy koci do kwesty. 
W tej chwili delikatnie otwieraj si drzwi gabinetu; staje w nich panna 
Florentyna, wysoka, czarno ubrana, niemiaa, trzyma w dwu palcach list i 
mwi cicho: 
- Od pani Karolowej. 
- Ach, w sprawie kwesty - odpowiada panna Izabela z czarujcym umiechem. Cay 
dzie nie zagldaa do mnie, Florciu. 
- Nie chc ci przeszkadza. 
- W nudzeniu si?... - pyta panna Izabela. - Kto wie, czy nie byoby nam weselej 
nudzi si w jednym pokoju. 
- List... - mwi niemiaa osoba w czarnej sukni, wycigajc rk do Izabeli. 
- Znam jego tre - przerywa panna Izabela. - Posied troch u mnie i jeeli nie 
zrobi ci subiekcji, przeczytaj ten list. 
Panna Florentyna siada niemiao na fotelu, delikatnie bierze z biurka noyk i z 
najwiksz ostronoci przecina kopert. Kadzie na biurku noyk, potem 
kopert, rozwija papier i cichym, melodyjnym gosem czyta list pisany po 
francusku: 
Droga Belu! wybacz, e odzywam si w sprawie, ktr tylko ty i twj ojciec 
macie prawo rozstrzyga. Wiem, drogie dzieci, e pozbywasz si twego 
serwisu i sreber, sama mi zreszt o tym mwia. Wiem te, e znalaz si 
nabywca, ktry ofiarowuje wam pi tysicy rubli, moim zdaniem za mao, cho 
w tych czasach trudno spodziewa si wicej. Po rozmowie jednak, jak miaam 
w tej materii z Krzeszowsk, zaczynam lka si, aeby pikne te pamitki nie 
przeszy w niewaciwe rce. 
Chciaabym temu zapobiec, proponuj ci wic, jeeli zgodzisz si, trzy tysice 
rubli poyczki na zastaw wspomnianego serwisu i sreber. Sdz, e dzi 
wygodniej bdzie im u mnie, gdy ojciec twj znajduje si w takich kopotach. 
Odebra je bdziesz moga, kiedy zechcesz, a w razie mojej mierci nawet bez 
zwracania poyczki. 
Nie narzucam si, tylko proponuj. Rozwa, jak ci bdzie wygodniej, a nade 
wszystko pomyl o nastpstwach. 
O ile ci znam, byaby bolenie dotknit usyszawszy kiedy, e nasze 
rodzinne pamitki zdobi st jakiego bankiera albo nale do wyprawy jego 
crki. 
Zasyam ci tysice pocaunkw, 
Joanna 
P.. Wyobra sobie, co za szczcie spotkao moj ochronk. Bdc wczoraj w 
sklepie tego sawnego Wokulskiego przymwiam si o may datek dla sierot. 
Liczyam na jakie kilkanacie rubli, a on, czy uwierzysz, ofiarowa mi tysic, 
wyranie: tysic rubli, i jeszcze powiedzia, e na moje rce nie miaby zoy 
mniejszej sumy. Kilku takich Wokulskich, a czuj, e na staro zostaabym 
demokratk. 
Panna Florentyna skoczywszy list nie miaa oderwa od niego oczu. Wreszcie 
odwaya si i spojrzaa: panna Izabela siedziaa na szezlongu blada, z 
zacinitymi rkami. 
- C ty na to, Florciu? - spytaa po chwili. 
- Myl - odpara cicho zapytana - e pani Karolowa na pocztku listu 
najtrafniej osdzia swoje stanowisko w tej sprawie. 
- Co za upokorzenie! - szepna panna Izabela, nerwowo bijc rk w szezlong. 
- Upokorzeniem jest proponowa komu trzy tysice rubli na zastaw sreber, i to 
wwczas, gdy obcy ofiarowuj pi tysicy... Innego nie widz. 
- Jak ona nas traktuje... My chyba naprawd jestemy zrujnowani... 
- Ale, Belciu!... - przerwaa oywiajc si panna Florentyna. - Wanie ten 
cierpki list dowodzi, e nie jestecie zrujnowani. Ciotka lubi by cierpk, ale 
umie oszczdza nieszczcie. Gdyby wam grozia ruina, znalelibycie w niej 
tkliw i delikatn pocieszycielk. 
- Dzikuj za to. 
- I nie potrzebujesz obawia si tego. Jutro wpynie nam pi tysicy rubli, za 
ktre mona prowadzi dom przez p roku... choby przez kwarta. Za par 
miesicy... 
- Zlicytuj nam kamienic... 
- Prosta forma, i nic wicej. Owszem, moecie zyska, podczas gdy dzisiaj 
kamienica jest tylko ciarem. No, a po ciotce Hortensji dostaniesz ze sto 
tysicy rubli. Zreszt - dodaa po chwili panna Florentyna podnoszc brwi - ja 
sama nie jestem pewna, czy i ojciec nie ma jeszcze majtku. Wszyscy s tego 
zdania... 
Panna Izabela wychylia si z szezlonga i uja rk panny Florentyny. 
- Florciu - rzeka zniajc gos - komu ty to mwisz?... Wic naprawd uwaasz 
mnie tylko za pann na wydaniu, ktra nic nie widzi i niczego nie pojmuje?... 
Mylisz, e nie wiem - domwia jeszcze ciszej - e ju miesic, jak pienidze 
na utrzymanie domu poyczasz od Mikoaja... 
- Moe wanie ojciec chce tego... 
- Czy i tego chce, aeby mu co rano podkadaa kilka rubli do pugilaresu? 
Panna Florentyna spojrzaa jej w oczy i poruszya gow. 
-Za duo wiesz - odpara - ale nie wszystko. Ju od dwu tygodni, moe od 
dziesiciu dni widz, e ojciec miewa po kilkanacie rubli... 
- Wic zaciga dugi... 
- Nie. Ojciec nigdy nie zaciga dugw w miecie. Kady wierzyciel przychodzi 
z poyczk do domu i w gabinecie ojca dostaje kwit albo procent. Nie znasz go 
pod tym wzgldem. 
- Wic skde teraz ma pienidze? 
- Nie wiem. Widz, e ma, i sysz, e zawsze je mia. 
- Po c w takim razie zezwala na sprzeda sreber? - pytaa natarczywie panna 
Izabela. 
- Moe chce zirytowa rodzin. 
-A kto wykupi jego weksle? 
Panna Florentyna zrobia rkoma ruch, oznaczajcy rezygnacj. 
-Nie wykupia ich Krzeszowska -rzeka - to wiem na pewno. -Wic - albo 
ciotka Hortensja, albo... 
- Albo?... 
- Albo sam ojciec. Czy nie wiesz, ile rzeczy robi ojciec, aeby zaniepokoi 
rodzin, a potem mia si... 
- Za c chciaby mnie, nas niepokoi? 
- Myl, e ty jeste spokojna. Crka powinna nieograniczenie ufa ojcu. 
- Ach, tak!... - szepna panna Izabela zamylajc si. 
Czarno ubrana kuzynka z wolna podniosa si z fotelu i cicho wysza. 
Panna Izabela znowu pocza patrze na swj pokj, ktry wyda jej si 
popielatym, na czarne gazki, ktre chwiay si za oknem, na par wrbli 
wiergoczcych moe o budowie gniazda, na niebo, ktre stao si jednolicie 
szarym, bez adnej janiejszej prki. W jej pamici znowu odya sprawa 
kwesty i nowej toalety, ale obie wyday si jej tak maymi, tak prawie 
miesznymi, e mylc o nich nieznacznie wzruszya ramionami. 
Drczyy j inne pytania: czyby nie odda serwisu hrabinie Karolowej - i - skd 
ojciec ma pienidze? Jeeli mia je dawniej, dlaczego pozwoli na zaciganie 
dugw u Mikoaja?... A jeeli nie mia, z jakiego rda czerpie je dzi?... Jeeli 
ona odda serwis i srebra ciotce, moe straci okazj do korzystnego pozbycia si 
ich, a jeeli sprzeda za pi tysicy, pamitki te naprawd mog dosta si w 
niewaciwe rce, jak pisaa hrabina. 
Nagle przerwa si ten bieg myli: bystre jej ucho usyszao w dalszych 
pokojach szmer. Byo to mskie stpanie, miarowe, spokojne. W salonie stumi 
je nieco dywan, w pokoju jadalnym wzmocnio si, w jej sypialni przycicho, 
jakby kto szed na palcach. 
-Prosz, papo - odezwaa si panna Izabela usyszawszy pukanie do swych 
drzwi. 
Wszed pan Tomasz. Ona podniosa si z szezlonga, ale ojciec nie pozwoli na 
to. Obj j w ramiona, ucaowa w gow i zanim usiad przy niej, rzuci okiem 
w due lustro na cianie. Zobaczy tam swoj pikn twarz, siwe wsy, swj 
ciemny akiet bez zarzutu, gadkie spodnie, jakby dopiero co wyszy od krawca, 
i uzna, e wszystko jest dobrze. 
- Sysz - rzek do crki umiechajc si - e panienka odbiera korespondencje, 
ktre jej psuj humor. 
- Ach, papo, gdyby wiedzia, jakim tonem przemawia ciotka... 
-Zapewne tonem osoby chorej na nerwy. Za to nie moesz mie do niej alu. 
- Gdyby tylko al. Ja boj si, e ona ma racj i e nasze srebra mog naprawd 
znale si na jakim bankierskim stole. 
Przytulia gow do ramienia ojca. Pan Tomasz spojrza niechccy w lusterko na 
stoliku i przyzna w duchu, e oboje w tej chwili tworz bardzo pikn grup. 
Szczeglniej dobrze odbijaa obawa rozlana na twarzy crki od jego spokoju. 
Umiechn si. 
- Bankierskie stoy... - powtrzy. - Srebra naszych przodkw byway ju na 
stoach Tatarw, Kozakw, zbuntowanych chopw, i nie tylko nam to nie 
uchybiao, ale nawet przynosio zaszczyt. Kto walczy, naraa si na straty. 
- Tracili przez wojn i na wojnie - wtrcia panna Izabela. 
- A dzi nie ma wojny?... Zmienia si tylko bro: zamiast kos albo jataganem 
walcz rublem. Joasia dobrze to rozumiaa sprzedajc nie serwis - ale rodzinny 
majtek, albo rozbierajc na wybudowanie spichlerza ruiny zamku. 
- Wic jestemy zwycieni... - szepna panna Izabela. 
-Nie, dziecko - odpar pan Tomasz prostujc si. -My dopiero zaczniemy 
triumfowa i bodaj czy nie tego boi si moja siostra i jej koteria. Oni tak 
gboko zasnli, e razi ich kady objaw ywotnoci, kady mj mielszy krok doda 
jakby do siebie. 
- Twj, papo? 
-Tak. Myleli, e poprosz ich o pomoc. Sama Joasia chtnie zrobiaby mnie 
swoim plenipotentem. Ja natomiast podzikowaem im za emerytur i zbliyem 
si do mieszczastwa. Zyskaem u tych ludzi powag, ktra zaczyna trwoy 
nasze sfery. Myleli, e zejd na drugi plan, a widz, e mog wysun si na 
pierwszy. 
-Ty, papo? 
-Ja. Dotychczas milczaem nie majc odpowiednich wykonawcw. Dzi 
znalazem takiego, ktry zrozumia moje idee, i zaczn dziaa. 
- Kt to jest? - spytaa panna Izabela, ze zdumieniem patrzc na ojca. 
-Niejaki Wokulski, kupiec, elazny czowiek. Przy jego pomocy zorganizuj 
nasze mieszczastwo, stworz towarzystwo do handlu ze Wschodem, tym 
sposobem dwign przemys... 
- Ty, papo? 
- I wwczas zobaczymy, kto wysunie si naprzd, choby przy moliwych 
wyborach do rady miejskiej... 
Panna Izabela suchaa z szeroko otwartymi oczyma. 
-Czy ten czowiek - szepna -o ktrym mwisz, papo, nie jest jakim aferzyst, 
awanturnikiem?... 
- Nie znasz go wic? - spyta pan Tomasz. On jednak jest jednym z naszych 
dostawcw. 
- Sklep znam, bardzo adny - mwia panna Izabela zamylajc si. - Jest tam 
stary subiekt, ktry wyglda troch na dziwaka, ale nadzwyczajnie uprzejmy... 
Ach, zdaje mi si, e kilka dni temu poznaam i waciciela... Wyglda na 
gbura... 
- Wokulski gbur?... - zdziwi si pan Tomasz. - Jest on wprawdzie troch 
sztywny, ale bardzo grzeczny. 
Panna Izabela wstrzsna gow. 
- Niemiy czowiek - odpowiedziaa z oywieniem. - Teraz przypominam go 
sobie... Bdc we wtorek w sklepie zapytaam go o cen wachlarza... Trzeba 
byo widzie, jak spojrza na mnie!... Nie odpowiedzia nic, tylko wycign 
swoj ogromn czerwon rk do subiekta (nawet do eleganckiego chopca) i 
mrukn gosem, w ktrym czu byo gniew: panie Morawski czy Mraczewski 
(bo nie pamitam), pani zapytuje o cen wachlarza. A... nieciekawego znalaz 
papo wsplnika!... - miaa si panna Izabela. 
- Szalonej energii czowiek, elazny czowiek - odpar pan Tomasz. - Oni tacy. 
Poznasz ich, bo myl urzdzi w domu par zebra. Wszyscy oryginalni, ale 
ten oryginalniejszy od innych. 
-Papa tych panw chce przyjmowa?... 
- Musz naradza si z niektrymi. A co do naszych - doda patrzc w oczy 
crce - zapewniam ci, e gdy usysz, kto u mnie bywa, ani jednego nie 
zabraknie w salonie. 
W tej chwili wesza panna Florentyna zapraszajc na obiad. Pan Tomasz poda 
rk crce i przeszli we troje do jadalnego pokoju, gdzie ju znajdowaa si 
waza tudzie Mikoaj odziany we frak i wielki biay krawat. 
-miej si z Belci -rzek pan Tomasz do kuzynki, ktra nalewaa ros z wazy. 
- Wyobra sobie, Floro, e Wokulski zrobi na niej wraenie gbura. Czy ty go 
znasz? 
-Kt by dzi nie zna Wokulskiego - odpowiedziaa panna Florentyna podajc 
Mikoajowi talerz dla pana. - No, elegancki on nie jest, ale - robi wraenie... 
- Pnia z czerwonymi rkoma - wtrcia ze miechem panna Izabela. 
-On mi przypomina Trostiego, pamitasz, Belu, tego pukownika strzelcw w 
Paryu -odpowiedzia pan Tomasz. 
-A mnie posg triumfujcego gladiatora -melodyjnym gosem dodaa panna 
Florentyna. - Pamitasz, Belu, we Florencji, tego z podniesionym mieczem? 
Twarz surowa, nawet dzika, ale pikna. 
- A czerwone rce?... - zapytaa panna Izabela. 
- Odmrozi je na Syberii - wtrcia panna Florentyna z akcentem. 
-C on tam robi? 
-Pokutowa za uniesienia modoci - rzek pan Tomasz. -Mona mu to 
przebaczy. 
- Ach, wic jest i bohaterem!... 
-I milionerem - dodaa panna Florentyna. 
- I milionerem? - powtrzya panna Izabela. - Zaczynam wierzy, e papo zrobi 
dobry wybr przyjmujc go na wsplnika. Chocia... 
- Chocia?... - spyta ojciec. 
- Co powie wiat na t spk? 
- Kto ma si w rkach, ma wiat u ng. 
Wanie Mikoaj obnis poldwic, gdy w przedpokoju zadzwoniono. Stary 
sucy wyszed i po chwili wrci z listem na srebrnej, a moe platerowanej 
tacy. 
- Od pani hrabiny - rzek. 
- Do ciebie, Belu - doda pan; Tomasz biorc list do rki. - Pozwolisz, e ci 
zastpi w pokniciu tej nowej piguki. 
Otworzy list, zacz go czyta i ze miechem poda pannie Izabeli. 
- Oto - zawoa - caa Joasia jest w tym licie. Nerwy, zawsze nerwy!... 
Panna Izabela odsuna talerz i z niepokojem przebiega papier oczyma. Lecz 
stopniowo twarz jej wypogodzia si. 
Suchaj, Florciu - rzeka - bo to ciekawe. 
Droga Belu! -pisze ciotka. -Zapomnij, anioku, o moim poprzednim licie. W 
rezultacie twj serwis nic mnie nie obchodzi i znajdziemy inny, gdy bdziesz 
sza za m. Ale chodzi mi, aeby koniecznie kwestowaa tylko ze mn, i 
wanie o tym miaam zamiar pisa poprzednio, nie o serwisie. Biedne moje 
nerwy! jeeli nie chcesz ich do reszty rozstroi, musisz zgodzi si na moj 
prob. 
Grb w naszym kociele bdzie cudowny. Mj poczciwy Wokulski daje 
fontann, sztuczne ptaszki piewajce, pozytywk, ktra bdzie graa same 
powane kawaki, i mnstwo dywanw. Hozer dostarcza kwiatw, a amatorowie 
urzdzaj koncert na organ, skrzypce, wiolonczel i gosy. Jestem zachwycona, 
ale gdyby mi wrd tych cudw zabrako ciebie, rozchorowaabym si. A wic 
tak?... ciskam ci i cauj po tysic razy, kochajca ciotka, 
Joanna 
Post scriptum. Jutro jedziemy do magazynu zamwi dla ciebie kostium 
wiosenny. Umarabym, gdyby go nie przyja. 
Panna Izabela bya rozpromieniona. List ten spenia wszystkie jej nadzieje. 
-Wokulski jest nieporwnany! -rzek miejc si pan Tomasz. - Szturmem 
zdoby Joasi, ktra nie tylko nie bdzie mi wymawiaa wsplnika, lecz nawet 
gotowa o niego walczy ze mn. 
Mikoaj poda kurczta. 
- Musi to jednake by genialny czowiek - zauwaya panna Florentyna. 
- Wokulski?... no, nie - mwi pan Tomasz. - Jest to czowiek szalonej energii, 
ale co si tyczy daru kombinowania, nie powiem, aeby posiada go w wysokim 
stopniu. 
- Zdaje mi si, e skada tego dowody. 
-Wszystko to s dowody tylko energii - odpowiedzia pan Tomasz. - Dar 
kombinacji, genialny umys poznaje si w innych rzeczach, choby... w grze. Ja 
z nim dosy czsto grywam w pikiet, gdzie koniecznie trzeba kombinowa. 
Rezultat jest taki, e przegraem osiem do dziesiciu rubli, a wygraem okoo 
siedemdziesiciu, chocia - nie mam pretensji do geniuszu! - doda skromnie. 
Pannie Izabeli wypad z rki widelec. Poblada i chwyciwszy si za czoo 
szepna: 
-A!... a!... 
Ojciec i panna Florentyna zerwali si z krzese. 
- Co ci jest, Belu?... - spyta zatrwoony pan Tomasz. 
- Nic - odpowiedziaa wstajc od stou - migrena. Od godziny czuam, e bd j 
mie... To nic, papo... 
Pocaowaa ojca w rk i wysza do swego pokoju. 
- Naga migrena powinna by przej zaraz - rzek pan Tomasz. - Pjd do niej, 
Florciu. Ja na chwil wyjd do miasta, bo musz zobaczy si z kilkoma 
osobami, ale wczeniej wrc. Tymczasem czuwaj nad ni, kochana Florciu, 
prosz ci o to -mwi pan Tomasz ze spokojn fizjognomi czowieka, bez 
ktrego polece albo proby nie moe by dobrze na wiecie. 
- Zaraz do niej pjd, tylko tu zrobi porzdek - odpowiedziaa panna 
Florentyna, dla ktrej ad w domu by spraw waniejsz od czyjejkolwiek 
migreny. 
Ju mrok ogarn ziemi... Panna Izabela jest znowu sama w swoim gabinecie; 
upada na szezlong i obu rkami zasonia oczy. Spod kaskady tkanin 
spywajcych a na podog wysun si jej wski pantofelek i kawaek 
poczoszki, ale tego nikt nie widzi ani ona o tym nie myli. W tej chwili jej 
dusz znowu targa gniew, al i wstyd. Ciotka j przeprosia, ona sama bdzie 
kwestowa przy najadniejszym grobie i bdzie miaa najpikniejszy kostium; 
lecz mimo to - jest nieszczliw... Doznaje takich uczu, jak gdyby wszedszy 
do penego salonu ujrzaa nagle na swym nowym kostiumie ogromn tust 
plam obrzydej formy i koloru, jakby sukni wytarzano gdzie na kuchennych 
schodach. Myl o tym jest dla niej tak wstrtn, e lina napywa jej do ust. 
Co za straszne pooenie!... Ju miesic zaduaj si u swego lokaja, a od 
dziesiciu dni jej ojciec na swoje drobne wydatki wygrywa pienidze w karty... 
Wygra mona; panowie wygrywaj tysice, ale nie na opdzenie pierwszych 
potrzeb, i przecie - nie od kupcw. Ach, gdyby mona, upadaby ojcu do ng i 
bagaa go, aeby nie grywa z tymi ludmi, a przynajmniej nie teraz, kiedy ich 
stan majtkowy jest tak ciki. Za kilka dni, gdy odbierze pienidze za swj 
serwis, sama wrczy ojcu parset rubli proszc, aeby je przegra do tego pana 
Wokulskiego, aeby wynagrodzi go hojniej, ni ona wynagrodzi Mikoaja za 
zacignite dugi. 
Ale czy jej wypada zrobi to, a nawet mwi o tym ojcu?... 
Wokulski?... Wokulski?... - szepce panna Izabela. - Kt to jest ten Wokulski, 
ktry dzi tak nagle ukaza si jej od razu z kilku stron, pod rozmaitymi 
postaciami. Co on ma do czynienia z jej ciotk, z ojcem?... 
I ot zdaje si jej, e ju od kilku tygodni co syszaa o tym czowieku. Jaki 
kupiec niedawno ofiarowa par tysicy rubli na dobroczynno, ale nie bya 
pewna, czy to by handlujcy strojami damskimi, czy futrami. Potem mwiono, 
e take jaki kupiec podczas wojny bugarskiej dorobi si wielkiego majtku, 
tylko nie uwaaa, czy dorobi si szewc, u ktrego ona bierze buciki, czy jej 
fryzjer? I dopiero teraz, przypomina sobie, e ten kupiec, ktry da pienidze na 
dobroczynno, i ten, ktry zyska duy majtek, s jedn osob, e to wanie 
jest w Wokulski, ktry do jej ojca przegrywa w karty, a ktrego jej ciotka, 
znana z dumy hrabina Karolowa, nazywa: mj poczciwy Wokulski!... 
W tej chwili przypomina sobie nawet fizjognomi tego czowieka, ktry w 
sklepie nie chcia z ni mwi, tylko cofnwszy si za ogromne japoskie 
wazony przypatrywa si jej pospnie. Jak on na ni patrzy... 
Jednego dnia wesza z pann Florentyn na czekolad do cukierni, przez figle. 
Usiady przy oknie, za ktrym zebrao si kilkoro obdartych dzieci. Dzieci 
spoglday na ni, na czekolad i na ciastka z ciekawoci i akomstwem 
godnych zwierztek, a ten kupiec - tak samo na ni patrzy. 
Lekki dreszcz przebieg pann Izabel. I to ma by wsplnik jej ojca?... Do 
czego ten wsplnik?... Skd jej ojcu przyszo do gowy zawizywa jakie 
towarzystwa handlowe, tworzy jakie rozlege plany, o ktrych nigdy dawniej 
nie marzy?... Chce przy pomocy mieszczastwa wysun si na czoo 
arystokracji; chce zosta wybranym do rady miejskiej, ktrej nie byo i nie 
ma?... 
Ale ten Wokulski to naprawd jaki aferzysta, moe oszust, ktry potrzebuje 
gonego nazwiska na szyld do swoich przedsibiorstw. Byway takie wypadki. 
Ile to piknych nazwisk szlachty niemieckiej i wgierskiej unurzao si w 
operacjach handlowych, ktrych ona nawet nie rozumie, a ojciec chyba nie 
wicej. 
Zrobio si ju zupenie ciemno; na ulicy zapalono latarnie, ktrych blask 
wpada do gabinetu panny Izabeli malujc na suficie ram okna i zwoje firanki. 
Wygldao to jak krzy na tle jasnoci, ktr powoli zasania gsty obok. 
Gdzie to ja widziaam taki krzy, tak chmur i jasno?... - zapytaa si 
panna Izabela. Zacza przypomina sobie widziane w yciu okolice i - marzy. 
Zdawao si jej, e powozem jedzie przez jak znan miejscowo. Krajobraz 
jest podobny do olbrzymiego piercienia, utworzonego z lasw i zielonych gr, 
a jej powz znajduje si na krawdzi piercienia i zjeda na d. Czy on 
zjeda? bo ani zblia si do niczego, ani od niczego nie oddala, tak jakby sta w 
miejscu. Ale zjeda: wida to po wizerunku soca, ktre odbija si w 
lakierowanym skrzydle powozu i, drgajc, z wolna posuwa si w ty. Zreszt 
sycha turkot... To turkot doroki na ulicy?... Nie, to turkocz machiny 
pracujce gdzie w gbi owego piercienia gr i lasw. Wida tam nawet, na 
dole, jakby jezioro czarnych dymw i biaych par, ujte w ram zielonoci. 
Teraz panna Izabela spostrzega ojca, ktry siedzi przy niej i z uwag oglda 
sobie paznogcie, od czasu do czasu rzucajc okiem na krajobraz. Powz cigle 
stoi na krawdzi piercienia niby bez ruchu, a tylko wizerunek soca, odbitego 
w lakierowanym skrzydle, wolno posuwa si ku tyowi. Ten pozorny spoczynek 
czy te utajony ruch w wysokim stopniu drani pann Izabel. Czy my 
jedziemy, czy stoimy? - pyta ojca. Ale ojciec nie odpowiada nic, jakby jej nie 
widzia; oglda swoje pikne paznogcie i czasami rzuca okiem na okolic... 
Wtem (powz cigle dry i sycha turkot) z gbi jeziora czarnych dymw i 
biaych par wynurza si do p figury jaki czowiek. Ma krtko ostrzyone 
wosy, niad twarz, ktra przypomina Trostiego, pukownika strzelcw (a moe 
gladiatora z Florencji?), i ogromne czerwone donie. Odziany jest w zasmolon 
koszul z rkawami zawinitymi wyej okcia; w lewej rce, tu przy piersi, 
trzyma karty uoone w wachlarz, w prawej, ktr podnis nad gow, trzyma 
jedn kart, widocznie w tym celu, aby j rzuci na przd siedzenia powozu. 
Reszty postaci nie wida spord dymu. 
Co on robi, ojcze? - pyta si zalkniona panna Izabela. 
Gra ze mn w pikiet - odpowiada ojciec, rwnie trzymajc w rkach karty. 
Ale to straszny czowiek, papo! 
Nawet tacy nie robi nic zego kobietom - odpowiada pan Tomasz. 
Teraz dopiero panna Izabela spostrzega, e czowiek w koszuli patrzy na ni 
jakim szczeglnym wzrokiem, cigle trzymajc kart nad gow. Dym i para, 
kotujce w dolinie, chwilami zasaniaj jego rozpit koszul i surowe oblicze; 
tonie wrd nich -nie ma go. Tylko spoza dymu wida blady poysk jego 
oczw, a nad dymem obnaon do okcia rk i - kart. 
Co znaczy ta karta, papo?.. - zapytuje ojca. 
Ale ojciec spokojnie patrzy we wasne karty i nie odpowiada nic, jakby jej nie 
widzia. 
Kiedy nareszcie wyjedziemy z tego miejsca?... 
Ale cho powz dry i soce odbite w skrzydle posuwa si ku tyowi, cigle u 
stopni wida jezioro dymu, a w nim zanurzonego czowieka, jego rk nad 
gow i - kart. 
Pann Izabel ogarnia nerwowy niepokj, skupia wszystkie wspomnienia, 
wszystkie myli, aeby odgadn: co znaczy karta, ktr trzyma ten czowiek?.. 
Czy to s pienidze, ktre przegra do ojca w pikiet? Chyba nie. Moe ofiara, 
jak zoy Towarzystwu Dobroczynnoci? I to nie. Moe tysic rubli, ktre da 
jej ciotce na ochron, a moe to jest kwit na fontann, ptaszki i dywany do 
ubrania grobu Paskiego?... Take nie; to wszystko nie niepokoioby jej. 
Stopniowo pann Izabel napenia wielka boja. Moe to s weksle jej ojca, 
ktre kto niedawno wykupi?... W takim razie wziwszy pienidze za srebra i 
serwis spaci ten dug najpierw i uwolni si od podobnego wierzyciela. Ale 
czowiek pogrony w dymie wci patrzy jej w oczy i karty nie rzuca. Wic 
moe... Ach!... 
Panna Izabela zrywa si z szezlonga, potrca w ciemnoci o taburet i drcymi 
rkoma dzwoni. Dzwoni drugi raz, nie odpowiada nikt, wic wybiega do 
przedpokoju i we drzwiach spotyka pann Florentyn, ktra chwyta j za rk i 
mwi ze zdziwieniem: 
- Co tobie, Belciu?... 
wiato w przedpokoju nieco oprzytomnia pann Izabel. Umiecha si. 
- We, Florciu, lamp do mego pokoju. Papo jest? 
- Przed chwil wyjecha. 
- A Mikoaj? 
-Zaraz wrci, poszed odda list posacowi. Czy gorzej boli ci gowa? - pyta 
panna Florentyna. 
-Nie - mieje si panna Izabela -tylko zdrzemnam si i tak mi si co 
majaczyo. 
Panna Florentyna bierze lamp i obie z kuzynk id do jej gabinetu. Panna 
Izabela siada na szezlongu, zasania rk oczy przed wiatem i mwi: 
-Wiesz, Florciu, namyliam si, nie sprzedam moich sreber obcemu. Mog 
naprawd dosta si Bg wie w jakie rce. Sid zaraz, jeeli askawa, przy 
moim biurku i napisz do ciotki, e.. przyjmuj jej propozycj. Niech nam 
poyczy trzy tysice rubli i niech wemie serwis i srebra. 
Panna Florentyna patrzy na ni z najwyszym zdumieniem, wreszcie 
odpowiada: 
- To jest niemoliwe, Belciu. 
- Dlaczego?..- 
Przed kwadransem otrzymaam list od pani Meliton, e srebra i serwis ju 
kupione. 
- Ju?... Kto je kupi? - woa panna Izabela chwytajc kuzynk za rce. 
Panna Florentyna jest zmieszana. 
- Podobno jaki kupiec z Rosji... - mwi, lecz czu, e mwi nieprawd. 
- Ty co wiesz, Florciu!... Prosz ci, powiedz!... - baga j panna Izabela. Jej 
oczy napeniaj si zami. 
-Zreszt tobie powiem, tylko nie zdrad tajemnicy przed ojcem prosi kuzynka. 
- Wic kto?... No, kto kupi?... 
-Wokulski - odpowiada panna Florentyna. 
Pannie Izabeli w jednej chwili obeschy oczy nabierajc przy tym barwy 
stalowej. Odpycha z gniewem rce kuzynki, przechodzi tam i na powrt swj 
gabinet, wreszcie siada na foteliku naprzeciw panny Florentyny. Nie jest ju 
przestraszon i zdenerwowan piknoci, ale wielk dam, ktra ma zamiar 
kogo ze suby osdzi, a moe wydali. 
-Powiedz mi, kuzynko -mwi piknym kontraltowym gosem -co to za 
mieszny spisek knujecie przeciwko mnie? 
- Ja?... spisek? powtarza panna Florentyna przyciskajc rkoma piersi. -- Nie 
rozumiem ci, Belu... 
- Tak. Ty, pani Meliton i ten... zabawny bohater... Wokulski... 
- Ja i Wokulski?... - powtarza panna Florentyna. Tym razem zdziwienie jej jest 
tak szczere, e wtpi nie mona. 
- Przypumy, e nie spiskujesz - cignie dalej panna Izabela - ale co wiesz... 
-O Wokulskim wiem to, co wszyscy. Ma sklep, w ktrym kupujemy, zrobi 
majtek na wojnie... 
- A o tym, e wciga pap do spki handlowej, nie syszaa?... 
Wyraziste oczy panny Florentyny zrobiy si bardzo duymi. 
- Ojca twego wciga do spki?... - rzeka wzruszajc ramionami. - Do jakieje 
spki moe go wcign?... 
I w tej chwili przestrasza si wasnych sw... 
Panna Izabela nie moga wtpi o jej niewinnoci; znowu par razy przesza si 
po gabinecie z ruchami zamknitej lwicy i nagle zapytaa: 
- Powiedze mi przynajmniej: co sdzisz o tym czowieku? 
- Ja o Wokulskim?... Nic o nim nie sdz, wyjwszy chyba to, e szuka rozgosu 
i stosunkw. 
-Wic dla rozgosu ofiarowa tysic rubli na ochron? 
-Z pewnoci. Da przecie dwa razy tyle na dobroczynno. 
- A dlaczego kupi mj serwis i srebra? 
- Zapewne dlatego, aeby je z zyskiem sprzeda - odpowiedziaa panna 
Florentyna. -W Anglii za podobne rzeczy dobrze pac. 
- A dlaczego... wykupi weksle papy? 
- Skd wiesz, e to on? W tym nie miaby adnego interesu. 
- Nic nie wiem - pochwycia gorczkowo panna Izabela - ale wszystko 
przeczuwam, wszystko rozumiem... Ten czowiek chce zbliy si do nas... 
- Ju si przecie pozna z ojcem - wtrcia panna Florentyna 
- Wic do mnie chce si zbliy!... - zawoaa panna Izabela z wybuchem. Poznaam 
to po... 
Wstyd jej byo doda: po jego spojrzeniu. 
- Czy nie uprzedzasz si, Belciu?... 
- Nie. To, czego doznaj w tej chwili, nie jest uprzedzeniem, ale raczej 
jasnowidzeniem. Nawet nie domylasz si, jak ja dawno znam tego czowieka, a 
raczej - od jak dawna on mnie przeladuje. Teraz dopiero przypominam sobie, 
e przed rokiem nie byo przedstawienia w teatrze, nie byo koncertu, odczytu, 
na ktrych bym go nie spotykaa, i dopiero dzi ta... bezmylna figura wydaje mi 
si straszn... 
Panna Florentyna a cofna si z fotelikiem, szepczc: 
- Wic przypuszczasz, eby si omieli... 
- Zagustowa we mnie?... - przerwaa ze miechem panna Izabela. - Tego nawet 
nie mylaabym mu broni. Nie jestem ani tak naiwna, ani tak faszywie 
skromna, aeby nie wiedzie, e si podobam... mj Boe! nawet subie... 
Kiedy gniewao mnie to jak ebranina, ktra zastpuje nam drog na ulicach, 
dzwoni do mieszka albo pisuje listy z prob o wsparcie. Ale dzi - tylko 
zrozumiaam lepiej sowa Zbawcy: Komu wiele dano, od tego wiele da 
bd. 
- Zreszt - dodaa wzruszajc ramionami - mczyni w tak bezceremonialny 
sposb zaszczycaj nas swoim uwielbieniem, e nie tylko ju nie dziwi si ich 
nadskakiwaniu albo impertynenckim spojrzeniom, ale temu, gdy jest inaczej. 
Jeeli w salonie spotkam czowieka, ktry mi nie mwi o swej sympatii i 
cierpieniach albo nie milczy pospnie w sposb zdradzajcy jeszcze wiksz 
sympati i cierpienia, albo nie okazuje mi lodowatej obojtnoci, co ma by 
oznak najwyszej sympatii i cierpie, wtedy -czuj, e mi czego brak, jak 
gdybym zapomniaa wachlarza albo chusteczki... O, ja ich znam! tych 
wszystkich donuanw, poetw, filozofw, bohaterw, te wszystkie tkliwe, 
bezinteresowne, zamane, rozmarzone albo silne dusze:.. Znam ca t 
maskarad i zapewniam ci, e dobrze si ni bawi. Cha! cha! cha!... jacy oni 
mieszni... 
- Nie rozumiem ci, Belciu... - wtrcia panna Florentyna rozkadajc rce. 
- Nie rozumiesz?... Wic chyba nie jeste kobiet. 
Panna Florentyna zrobia gest przeczcy, a nastpnie powtpiewajcy. 
- Posuchaj - przerwaa panna Izabela. - Od roku ju stracilimy stanowisko w 
wiecie. Nie zaprzeczaj, bo tak jest, wszyscy o tym wiemy. Dzi jestemy 
zrujnowani... 
-Przesadzasz... 
- Ach, Floro, nie pocieszaj mnie, nie kam!... Czye nie syszaa przy obiedzie, 
e nawet tych kilkanacie rubli, ktre ma obecnie mj ojciec, s wygrane w 
karty od... 
Panna Izabela mwic to draa na caym ciele. Oczy jej byszczay, na twarzy 
miaa wypieki. 
- Ot w takiej chwili przychodzi ten... kupiec, nabywa nasze weksle, nasz 
serwis, optuje mego ojca i ciotk, czyli - ze wszystkich stron otacza mnie 
sieciami jak myliwiec zwierzyn. To ju nie smutny wielbiciel, to nie 
konkurent, ktrego mona odrzuci, to... zdobywca!... 
On nie wzdycha, ale zakrada si do ask ciotki, rce i nogi opltuje ojcu, a mnie 
chce porwa gwatem, jeeli nie zmusi do tego, aebym mu si sama oddaa... 
Czy rozumiesz t wyrafinowan nikczemno? 
Panna Florentyna przestraszya si. 
-W takim razie masz bardzo prosty sposb. Powiedz... 
- Komu i co?... Czy ciotce, ktra gotowa popiera tego pana, aeby mnie zmusi 
do oddania rki marszakowi?... Czy moe mam powiedzie ojcu, przerazi go i 
przypieszy katastrof? Jedno tylko zrobi: nie pozwol ojcu, aeby zaciga 
si do jakichkolwiek spek, chobym miaa wczy mu si u ng, chobym 
miaa... zabroni mu tego w imieniu zmarej matki... 
m. Panna Florentyna patrzy na ni z zachwytem... 
- Doprawdy, Belciu - rzeka - przesadzasz. Z twoj energi i tak genialn 
domylnoci... 
- Nic znasz tych ludzi, a ja widziaam ich przy pracy. W ich rkach stalowe 
szyny zwijaj si jak wstki. To straszni ludzie. Oni dla swoich celw umiej 
poruszy wszystkie siy ziemskie, jakich my nawet nie znamy. Oni potrafi 
ama, usidla, paszczy si, wszystko ryzykowa, nawet - cierpliwie czeka... 
- Mwisz na podstawie czytanych romansw. 
- Mwi na mocy moich przeczu, ktre ostrzegaj... woaj, e ten czowiek po 
to jedzi na wojn, aeby mnie zdoby. I ledwie wrci, ju mnie ze wszystkich 
stron obsacza... Ale niech si strzee!... Chce mnie kupi? dobrze, niech 
kupuje!... przekona si, e jestem bardzo droga... Chce mnie zapa w sieci?... 
Dobrze, niech je rozsnuwa... ale ja mu si wymkn, choby - w objcia 
marszaka... O Boe! nawet nie domylaam si, jak gbok jest przepa, w 
ktr spadamy, dopki nie zobaczyam takiego dna. Z salonw Kwirynau do 
sklepu... To ju nawet nie upadek, to haba... 
Siada na szezlongu i utuliwszy gow rkoma szlochaa. 
ROZDZIA SIDMY: 
GOB WYCHODZI NA SPOTKANIE WʯA 
Serwis i srebra familii ckich byy ju sprzedane i nawet jubiler odnis pany 
Tomaszowi pienidze, strciwszy dla siebie sto kilkadziesit rubli skadowego i 
za porednictwo. Mimo to hrabina Karolowa nie przestaa kocha panny Izabeli; 
owszem - jej energia i powicenie, okazane przy sprzeday pamitek, zbudziy 
w sercu starej damy nowe rdo uczu rodzinnych. Nie tylko uprosia pann 
Izabel o przyjcie piknego kostiumu, nie tylko co dzie bywaa u niej albo j 
wzywaa do siebie, ale jeszcze (co byo dowodem niesychanej aski) na ca 
Wielk rod ofiarowaa jej swj powz. 
- Przejed si, anioku, po miecie - mwia hrabina caujc siostrzenic - i 
pozaatwiaj drobne sprawunki. Tylko pamitaj, eby mi za to w czasie kwesty 
wygldaa licznie... Tak licznie, jak to tylko ty potrafisz!... Prosz ci... 
Panna Izabela nie odpowiedziaa nic, ale jej spojrzenie i rumieniec kazay 
domyla si, e z ca gotowoci speni wol ciotki. 
W Wielk rod, punkt o jedenastej rano, panna Izabela ju siedziaa w 
otwartym powozie wraz ze swoj nieodstpn towarzyszk, pann Florentyn. 
Po Alei chodziy wiosenne powiewy roznoszc t szczegln, surow wo, 
ktra poprzedza pkanie lici na drzewach i ukazanie si pierwiosnkw; szare 
trawniki nabray zielonego odcienia; soce grzao tak mocno, e panie 
otworzyy parasolki. 
- liczny dzie - westchna panna Izabela patrzc na niebo, gdzieniegdzie 
poplamione biaymi obokami. 
- Gdzie janie panienka rozkae jecha? - spyta lokaj zatrzasnwszy drzwiczki 
powozu. 
-Do sklepu Wokulskiego - Z nerwowym popiechem odpowiedziaa panna 
Izabela. 
Lokaj skoczy na kozio i spasione gniade konie ruszyy uroczystym kusem 
parskajc i wyrzucajc bami. 
- Dlaczego, Belciu, do Wokulskiego? - zapytaa troch zdziwiona panna 
Florentyna. 
- Chc sobie kupi paryskie rkawiczki, kilka flakonw perfum... 
-To samo dostaniemy gdzie indziej. 
-Chc tam - odpowiedziaa sucho panna Izabela. 
Od paru dni mczy j osobliwy niepokj, jakiego ju raz doznaa w yciu. 
Bdc przed laty za granic w ogrodzie aklimatyzacyjnym, zobaczya w jednej z 
klatek ogromnego tygrysa, ktry spa oparty o krat w taki sposb, e mu cz 
gowy i jedno ucho wysuno si na zewntrz. 
Widzc to panna Izabela uczua nieprzepart ch pochwycenia tygrysa za ucho. 
Zapach klatki napenia j wstrtem, potne apy zwierzcia nieopisan trwog, 
lecz mimo to czua, e - musi tygrysa przynajmniej dotkn w ucho. 
Dziwny ten pocig wyda si jej samej niebezpiecznym i nawet miesznym. 
Przemoga si wic i posza dalej; lecz po paru minutach wrcia. Znowu 
cofna si, przejrzaa inne klatki, staraa si o czym innym myle. Na prno. 
Wrcia si i cho tygrys ju nie spa, tylko mruczc liza swoje straszliwe apy, 
panna Izabela podbiega do klatki, wsuna rk i - drca i blada - dotkna 
tygrysiego ucha. 
W chwil pniej wstydzia si swego szalestwa, lecz zarazem czua to gorzkie 
zadowolenie znane ludziom, ktrzy usuchaj w wanej sprawie gosu instynktu. 
Dzi zbudzio si w niej podobnego rodzaju pragnienie. 
Gardzia Wokulskim, serce jej zamierao na samo przypuszczenie, e ten 
czowiek mg zapaci za srebra wicej, ni byy warte, a mimo to czua 
nieprzeparty pocig - wej do sklepu, spojrze w oczy Wokulskiemu i zapaci 
mu za par drobiazgw tymi wanie pienidzmi, ktre pochodziy od niego. 
Strach j zdejmowa na myl spotkania, lecz niewytumaczony instynkt 
popycha. 
Na Krakowskim ju z daleka zobaczya szyld z napisem: J. Mincel i . 
Wokulski, a o jeden dom bliej nowy, jeszcze nie wykoczony sklep o piciu 
oknach frontu, z lustrzanymi szybami. Z kilku pracujcych przy nim 
rzemielnikw i robotnikw jedni od wewntrz wycierali szyby, drudzy zocili i 
malowali drzwi i futryny, inni umocowywali przed oknami ogromne mosine 
bariery. 
-C to za sklep buduj? -spytaa panny Florentyny. 
-Chyba dla Wokulskiego, bo syszaam, e wzi obszerniejszy lokal. 
Dla mnie ten sklep!- pomylaa panna Izabela szarpic rkawiczki. 
Powz stan, lokaj zeskoczy z koza i pomg paniom wysi. Lecz gdy 
nastpnie otworzy z oskotem drzwi do sklepu Wokulskiego, panna Izabela tak 
osaba, e nogi zachwiay si pod ni. Przez chwil chciaa wrci do powozu i 
uciec std; wnet jednak opanowaa si i z podniesion gow wesza. 
Pan Rzecki ju sta na rodku sklepu i zacierajc rce, wita j niskimi ukonami. 
W gbi pan Lisiecki, podczesujc pikn brod, okrgymi i penymi godnoci 
ruchami prezentowa brzowe kandelabry jakiej damie, ktra siedziaa na 
krzele. Mizerny Klejn wybiera laski modziecowi, ktry na widok panny 
Izabeli szybko uzbroi si w binokle - a pachncy heliotropem Mraczewski pali 
wzrokiem i sztyletowa wsikami dwie rumiane panienki, ktre towarzyszyy 
damie i oglday toaletowe cacka. 
Na prawo ode drzwi, za kantorkiem, siedzia Wokulski schylony nad 
rachunkami. 
Gdy panna Izabela wesza, modzieniec ogldajcy laski poprawi konierzyk na 
szyi, dwie panienki spojrzay na siebie, pan Lisiecki urwa w poowie swj 
okrgy frazes o stylu kandelabrw, ale zatrzyma okrg poz, a nawet dama 
suchajca jego wykadu ciko odwrcia si na krzele. Przez chwil sklep 
zalega cisza, ktr dopiero panna Izabela przerwaa odezwawszy si piknym 
kontraltem: 
- Czy zastaymy pana Mraczewskiego?... 
- Panie Mraczewski!... - pochwyci pan Ignacy. 
Mraczewski ju sta przy pannie Izabeli, zarumieniony jak winia, pachncy jak 
kadzielnica, z pochylon gow, jak kita wodnej trzciny. 
- Przyszymy prosi pana o rkawiczki. 
- Numerek pi i p - odpar Mraczewski i ju trzyma pudeko, ktre mu nieco 
drao w rkach pod wpywem spojrzenia panny Izabeli. 
- Ot nie... - przerwaa panna ze miechem. - Pi i trzy czwarte... Ju pan 
zapomnia!... 
- Pani, s rzeczy, ktrych si nigdy nie zapomina. Jeeli jednak rozkazuje pani 
pi i trzy czwarte, bd suy w nadziei, e niebawem znowu zaszczyci nas 
pani swoj obecnoci. Bo rkawiczki pi i trzy czwarte -doda z lekkim 
westchnieniem, podsuwajc jej kilka innych pudeek - stanowczo zsun si z 
rczek... 
- Geniusz! - cicho szepn pan Ignacy mrugajc na Lisieckiego, ktry 
pogardliwie ruszy ustami. 
Dama siedzca na krzele zwrcia si do kandelabrw, dwie panny do toaletki z 
oliwkowego drzewa, modzieniec w binoklach pocz znowu wybiera laski i rzeczy 
w sklepie przeszy do spokojnego trybu. Tylko rozgorczkowany 
Mraczewski zeskakiwa i wbiega na drabink, wysuwa szuflady i wydobywa 
coraz nowe pudeka tumaczc pannie Izabeli po polsku i po francusku, e nie 
moe nosi innych rkawiczek, tylko pi i p, ani uywa innych perfum, 
tylko oryginalnych Atkinsona, ani ozdabia swego stolika innymi drobiazgami, 
jak paryskimi. 
Wokulski pochyli si nad kantorkiem tak, e yy nabrzmiay mu na czole i wci 
rachowa w myli: 
29 a 36 - to 65, a 15 to 80, a 78 - to... to... 
Tu urwa i spod oka spojrza w stron panny Izabeli rozmawiajcej z 
Mraczewskim. Oboje stali zwrceni do niego profilem; dostrzeg wic paajcy 
wzrok subiekta przykuty do panny Izabeli, na co ona w sposb demonstracyjny 
odpowiadaa umiechem i spojrzeniami agodnej zachty 
 29 a 36 - to 65, a 15... - liczy w myli Wokulski, lecz nagle piro pryso mu 
w rku. Nie podnoszc gowy wydoby now stalwk z szuflady, a 
jednoczenie, nie wiadomo jakim sposobem, z rachunku wypado mu pytanie: 
 I ja mam niby to j kocha?... Gupstwo! Przez rok cierpiaem na jak 
chorob mzgow, a zdawao mi si, e jestem zakochany...29 a 36... 29 a 36... 
Nigdym nie przypuszcza, aeby moga mi by tak dalece obojtn... Jak ona 
patrzy na tego osa... No, jest to widocznie osoba, ktra kokietuje nawet 
subiektw, a czy tego samego nie robi z furmanami i lokajami!... Pierwszy raz 
czuj spokj... o Boe... A tak go bardzo pragnem... 
Do sklepu weszo jeszcze par osb, do ktrych niechtnie zwrci si 
Mraczewski, powoli wic paczki. 
Panna Izabela zbliya si do Wokulskiego i wskazujc w jego stron parasolk 
rzeka dobitnie: 
-Floro, bd askawa zapaci temu panu. Wracamy do domu. 
- Kasa jest tu - odezwa si Rzecki podbiegajc do panny Florentyny. Wzi od 
niej pienidze i oboje cofnli si w gb sklepu. 
Panna Izabela z wolna podsuna si tu do kantorka, za ktrym siedzia 
Wokulski. Bya bardzo blada. Zdawao si, e widok tego czowieka wywiera na 
ni wpyw magnetyczny. 
-Czy mwi z panem Wokulskim? 
Wokulski powsta z krzesa i odpar obojtnie: 
- Jestem do usug. 
- Wszake to pan kupi nasz serwis i srebra? - mwia zdawionym gosem. 
- Ja, pani. 
Teraz panna Izabela zawahaa si. Po chwili jednak saby rumieniec wrci jej 
na twarz. Cigna dalej: 
-Zapewne pan sprzeda te przedmioty? 
- W tym celu je kupiem. 
Rumieniec panny Izabeli wzmocni si. 
- Przyszy nabywca w Warszawie mieszka? - pytaa dalej. 
- Rzeczy tych nie sprzedam tutaj, lecz za granic. Tam... dadz mi wysz cen doda 
spostrzegszy w jej oczach zapytanie. 
- Pan spodziewa si duo zyska? 
- Dlatego, aeby zyska, kupiem. 
- Czy i dlatego mj ojciec nie wie, e srebra te s w paskim rku? - rzeka 
ironicznie. 
Wokulskiemu drgny usta. 
- Serwis i srebra nabyem od jubilera. Sekretu z tego nie robi. Osb trzecich do 
sprawy nie mieszam, poniewa to nie jest w zwyczajach handlowych. 
Pomimo tak szorstkich odpowiedzi panna Izabela odetchna. Nawet oczy jej 
nieco pociemniay i straciy poysk nienawici. 
-A gdyby mj ojciec namyliwszy si chcia odkupi te przedmioty, za jak 
cen odstpiby je pan teraz? 
- Za jak kupiem. Rozumie si z doliczeniem procentu w stosunku... sze... do 
omiu od sta rocznie... 
- I wyrzekby si pan spodziewanego zysku?... Dlaczeg to?.. - przerwaa mu z 
popiechem. 
- Dlatego, prosz pani, e handel opiera si nie na zyskach spodziewanych, ale 
na cigym obrocie gotwki. 
- egnam pana i... dzikuj za wyjanienia - rzeka panna Izabela widzc, e jej 
towarzyszka ju koczy rachunki. 
Wokulski ukoni si i znowu usiad do swej ksigi. 
Gdy lokaj zabra paczki i panie zajy miejsca w powozie, panna Florentyna 
odezwaa si tonem wyrzutu: 
- Mwia z tym czowiekiem, Belu?... 
- Tak i nie auj tego. On wszystko skama, ale... 
- Co znaczy to: a l e?... - z niepokojem zapytaa panna Florentyna. 
- Nie pytaj mnie. Nic do mnie nie mw, jeeli nie chcesz, aebym rozpakaa si 
na ulicy... 
A po chwili dodaa po francusku: 
- Zreszt, moe zrobiam le przyjedajc tutaj, ale... wszystko mi jedno!... 
- Myl, Belciu - rzeka, z powag sznurujc usta, jej towarzyszka - e 
naleaoby pomwi o tym z ojcem albo z ciotk. 
- Chcesz powiedzie - przerwaa panna Izabela - e musz pomwi z 
marszakiem albo z baronem? Na to zawsze bdzie czas; dzi nie mam jeszcze 
odwagi. 
Przerwaa si rozmowa. Panie milczc wrciy do domu; panna Izabela cay 
dzie bya rozdraniona. 
Po wyjciu panny Izabeli ze sklepu Wokulski wzi si znowu do rachunkw i 
bez bdu zsumowa dwie due kolumny cyfr. W poowie trzeciej zatrzyma si i 
dziwi si temu spokojowi, jaki zapanowa w jego duszy. Po caorocznej 
gorczce i tsknocie przerywanej wybuchami szau skd naraz ta obojtno? 
Gdyby mona byo jakiego czowieka nagle przerzuci z balowej sali do lasu 
albo z dusznego wizienia na chodne obszerne pole, nie doznaby innych 
wrae ani gbszego zdumienia. 
Widocznie przez rok ulegaem czciowemu obkaniu - myla Wokulski. -
Nie byo niebezpieczestwa, nie byo ofiary, ktrej nie ponisbym dla tej 
osoby, i ledwiem j zobaczy, ju nic mnie nie obchodzi. 
A jak ona rozmawiaa ze mn. Ile tam byo pogardy dla marnego kupca... 
Zapa temu panu!... Paradne s te wielkie damy; prniak, szuler, nawet 
zodziej, byle mia nazwisko, stanowi dla nich dobre towarzystwo, choby 
fizjognomi zamiast ojca przypomina lokaja swej matki. Ale kupiec - jest 
pariasem... Co mnie to wreszcie obchodzi; gnijcie sobie w spokoju! 
Znowu doda jedn kolumn nie uwaajc nawet, co si dzieje w sklepie. 
Skd ona wie - myla dalej - e ja kupiem serwis i srebra?... A jak 
wybadywaa, czym nie zapaci wicej ni warte! Z przyjemnoci 
ofiarowabym im ten pamitkowy drobiazg. Winienem jej dozgonn 
wdziczno, bo gdyby nie sza dla niej, nie dorobibym si majtku i 
spleniabym za kantorkiem. A teraz moe mi smutno bdzie bez tych alw, 
rozpaczy i nadziei... Gupie ycie!... Po ziemi gonimy mar, ktr kady nosi we 
wasnym sercu, i dopiero gdy stamtd ucieknie, poznajemy, e to by obd... 
No, nigdy bym nie przypuszcza, e mog istnie tak cudowne kuracje. Przed 
godzin byem peen trucizny, a w tej chwili jestem tak spokojny i - jaki pusty, 
jakby ucieka ze mnie dusza i wntrznoci, a zostaa tylko skra i odzie. Co ja 
teraz bd robi? czym bd y?... Chyba pojad na wystaw do Parya, a 
potem w Alpy... 
W tej chwili zbliy si do niego na palcach Rzecki i szepn: 
- Pyszny jest ten Mraczewski, co? Jak on umie rozmawia z kobietami! 
-Jak fryzjerczyk, ktrego uzuchwalono - odpowiedzia Wokulski nie odrywajc 
oczu od ksigi. 
-Nasze klientki zrobiy go takim - odpowiedzia stary subiekt, lecz widzc, e 
przeszkadza pryncypaowi, cofn si. Wokulski znowu wpad w zadum. 
Nieznacznie spojrza na Mraczewskiego i dopiero w tej chwili zauway, e 
mody czowiek ma co szczeglnego w fizjognomii. 
 Tak - myla - on jest bezczelnie gupi i zapewne dlatego podoba si 
kobietom. 
mia mu si chciao i ze spojrze panny Izabeli, wysyanych pod adresem 
piknego modzieca, i z wasnych przywidze, ktre dzi tak nagle go opuciy. 
Wtem drgn; usysza imi panny Izabeli i spostrzeg, e w sklepie nie ma 
nikogo z goci. 
- No, ale dzisiaj to si pan nie ukrywa ze swoimi amorami - mwi ze 
smutnym umiechem Klejn do Mraczewskiego. 
- Ale bo jak ona na mnie patrzya, to ach!... - westchn Mraczewski, jedn rk 
kadc na piersi, drug podkrcajc wsika. - Jestem pewny - mwi - e za par 
dni otrzymam wonny bilecik. Potem -pierwsza schadzka, potem:  dla pana 
ami zasady, w jakich mnie wychowano , a potem:  czy nie gardzisz mn? 
Chwila wczeniej jest bardzo rozkoszn, ale w chwil pniej czowiek jest tak 
zakopotany... 
- Co pan blagujesz! - przerwa mu Lisiecki. - Znamy przecie paskie konkiety: 
nazywaj si Matyldami, ktrym pan imponujesz porcj pieczeni i kuflem piwa. 
- Matyldy s na co dzie, damy na wita. Ale Iza bdzie najwikszym witem. 
Sowo honoru daj, e nie znam kobiety, ktra by na mnie tak piekielne robia 
wraenie... No, ale bo te i ona lgnie do mnie! 
Trzasny drzwi i do sklepu wszed jegomo szpakowaty; zada breloku do 
zegarka, a krzycza i stuka lask tak mocno, jakby mia zamiar kupi ca 
japoszczyzn. 
Wokulski sucha przechwaek Mraczewskiego bez ruchu. Dowiadcza 
wraenia, jakby mu na gow i na piersi spaday ciary. 
- W rezultacie nic mnie to nie obchodzi - szepn. 
Po szpakowatym jegomoci wesza do sklepu dama dajca parasola, pniej 
pan w rednim wieku chccy naby kapelusz, potem mody czowiek dajcy 
cygarnicy, nareszcie trzy panny, z ktrych jedna kazaa poda sobie rkawiczki 
Szolca, ale koniecznie Szolca, bo innych nie uywa. 
Wokulski zoy ksig, z wolna podnis si z fotelu i signwszy po kapelusz 
stojcy na kantorku skierowa si ku drzwiom. Czu brak oddechu i jakby 
rozsadzanie czaszki. 
Pan Ignacy zabieg mu drog. 
- Wychodzisz?... Moe zajrzysz do tamtego sklepu - rzek. 
- Nigdzie nie zajrz, jestem zmczony - odpowiedzia Wokulski nie patrzc mu 
w oczy. 
Gdy wyszed, Lisiecki trci Rzeckiego w rami. 
- Co stary jakby. zaczyna robi bokami - szepn. 
- No - odpar pan Ignacy - puszczenie w ruch takiego interesu jak moskiewski to 
nie chy-chy. Rozumie si. 
- Po c si w to wdaje? 
- Po to, eby mia nam z czego pensje podwysza - surowo odpowiedzia pan 
Ignacy. 
-A nieche sobie zakada sto nowych interesw, nawet w Irkucku, byle tak co 
roku podwysza - rzek Lisiecki. - Ja z nim si o to spiera nie bd. Ale swoj 
drog uwaam, e jest diabelnie zmieniony, osobliwie dzisiaj. ydzi, panie, 
ydzi - doda - jak zwchaj jego projekta, dadz mu upnia. 
- Co tam ydzi... 
- ydzi, mwi, Zydzi!... Wszystkich trzymaj za eb i nie pozwol, aeby im 
brudzi jaki Wokulski, nie yd ani nawet meches. 
- Wokulski zwie si ze szlacht - odpowiedzia Ignacy - a i tam s kapitay. 
-Kto wie, co gorsze: yd czy szlachcic -wtrci mimochodem Klejn i podnis 
brwi w sposb bardzo aosny. 
ROZDZIA SMY: 
MEDYTACJE 
Znalazszy si na ulicy Wokulski stan na chodniku, jakby namylajc si, 
dokd i. Nie cigno go nic w adn stron. Dopiero gdy przypadkiem 
spojrza w prawo, na swj nowo wykoczony sklep, przed ktrym ju 
zatrzymywali si ludzie, odwrci si ze wstrtem i poszed w lewo. 
Dziwna rzecz, jak mnie to wszystko mao obchodzi - rzek do siebie. Potem 
myla o tych kilkunastu ludziach, ktrym ju daje zajcie, i o tych 
kilkudziesiciu, ktrzy od pierwszego maja mieli dosta u niego zajcie, o tych 
setkach, dla ktrych w cigu roku mia stworzy nowe rda pracy, i o tych 
tysicach, ktrzy dziki jego tanim towarom mogliby sobie poprawi ndzny byt 
- i - czu, e ci wszyscy ludzie i ich rodziny nic go w tej chwili nie interesuj. 
Sklep odstapi, nie zawi spki i wyjad za granic - myla. 
A zawd, jaki zrobisz ludziom, ktrzy w tobie pooyli nadziej?... 
Zawd?... Albo mnie samego nie spotka zawd?... 
Wokulski idc, poczu jak niewygod; lecz dopiero zastanowiwszy si osdzi, 
e mczy go cige ustpowanie z drogi; przeszed wic na drug stron ulicy, 
gdzie ruch by mniejszy. 
A jednak ten Mraczewski jest infamis! - myla. - Jak mona mwi takie 
rzeczy w sklepie? 'Za par dni otrzymam bilecik, a potem - schadzka!'... Ha, 
sama sobie winna, nie trzeba kokietowa baznw... Zreszt - wszystko mi 
jedno. 
Czu w duszy dziwn pustk, a na samym jej dnie co jakby kropl piekcej 
goryczy. adnych si, adnych pragnie, nic, tylko t kropl tak ma, e jej 
niepodobna dojrze, a tak gorzk, e cay wiat mona by ni zatru. 
Chwilowa apatia, wyczerpanie, brak wrae... Za duo myl o interesach mwi. 
Stan i patrzy. Dzie przedwiteczny i adna pogoda wywabiy mnstwo ludzi 
na bruk miejski. Sznur powozw i pstrokaty falujcy tum midzy Kopernikiem 
i Zygmuntem wyglda jak stado ptakw, ktre wanie w tej chwili unosiy si 
nad miastem dc ku pnocy. 
Szczeglna rzecz - mwi. - Kady ptak w grze i kady czowiek na ziemi 
wyobraa sobie, e idzie tam, dokd chce. I dopiero kto stojcy na boku widzi, 
e wszystkich razem pcha naprzd jaki fatalny prd, mocniejszy od ich 
przewidywa i pragnie. Moe nawet ten sam, ktry unosi smug iskier 
wydmuchnitych przez lokomotyw podczas nocy?... Byszcz przez mgnienie 
oka, aby zagasn na ca wieczno, i to nazywa si yciem. 
Mijaj ludzkie pokolenia 
Jak fale, gdy wiatr morzem zmci; 
I nie masz godw ich pamici, 
I nie masz blw ich wspomnienia. 
Gdzie ja to czytaem?... Wszystko jedno. 
Nieustanny turkot i szmer wyda si Wokulskiemu nieznonym, a wewntrzna 
pustka straszliw. Chcia czym si zaj i przypomnia sobie, e jeden z 
zagranicznych kapitalistw pyta go o zdanie w kwestii bulwarw nad Wis. 
Zdanie ju mia wyrobione: Warszawa caym swoim ogromem ciy i zsuwa si 
ku Wile. Gdyby brzeg rzeki obwarowa bulwarami, powstaaby tam 
najpikniejsza cz miasta: gmachy, sklepy, aleje... 
Trzeba spojrze, jak by to wygldao - szepn Wokulski i skrci na ulic 
Karow. 
Przy bramie wiodcej tam zobaczy bosego, przewizanego sznurami tragarza, 
ktry pi wod prosto z wodotrysku; zachlapa si od stp do gw, ale mia 
bardzo zadowolon min i miejce si oczy. 
 Juci, ten ma, czego pragn. Ja, ledwiem zbliy si do rda, widz, e nie 
tylko ono zniko, ale nawet wysychaj moje pragnienia. Pomimo to mnie 
zazdroszcz, a nad nim ka si litowa. Co za potworne nieporozumienie! 
Na Karowej odetchn. Zdawao mu si, e jest jedn z plew, ktre ju odrzuci 
myn wielkomiejskiego ycia, i e powoli spywa sobie gdzie na d tym 
rynsztokiem zacinitym odwiecznymi murami. 
 C bulwary?... - myla. - Postoj jaki czas, a potem bd wali si, 
zaronite zielskiem i odrapane, jak te oto ciany. Ludzie, ktrzy je budowali z 
wielk prac, mieli take na celu zdrowie, bezpieczestwo, majtek, a moe 
zabawy i pieszczoty. I gdzie oni s?... Zostay po nich spkane mury, jak 
skorupa po limaku dawnej epoki. A cay poytek z tego stosu cegie i tysica 
innych stosw bdzie, e przyszy geolog nazwie je ska ludzkiego wyrobu, jak 
my dzi koralowe rafy albo kred nazywamy skaami wyrobu pierwotniakw. 
I c ma z trudu swego czowiek?... 
I z prac tych, ktre wszcz pod socem?... 
Znikomo - jego dziea gocem, 
A ywot jego mgnieniem powiek. 
Gdziem ja to czyta, gdzie?... Mniejsza o to. 
Zatrzyma si w poowie drogi i patrzy na cignc si u jego stp dzielnic 
midzy Nowym Zjazdem i Tamk. Uderzyo go podobiestwo do drabiny, 
ktrej jeden bok stanowi ulica Dobra, drugi - linia od Garbarskiej do Topieli, a 
kilkanacie uliczek poprzecznych formuj jakby szczeble. 
 Nigdzie nie wejdziemy po tej lecej drabinie - myla. - To chory kt, dziki 
kt. 
I rozwaa peen goryczy, e ten pat ziemi nadrzecznej, zasypany mieciem z 
caego miasta, nie urodzi nic nad parterowe i jednopitrowe domki barwy 
czekoladowej i jasnotej, ciemnozielonej i pomaraczowej. Nic, oprcz 
biaych i czarnych parkanw, otaczajcych puste place, skd gdzieniegdzie 
wyskakuje kilkupitrowa kamienica jak sosna, ktra ocalaa z wycitego lasu, 
przestraszona wasn samotnoci. 
 Nic, nic!... - powtarza tuajc si po uliczkach, gdzie wida byo rudery 
zapadnite niej bruku, z dachami porosymi mchem, lokale z okiennicami 
dniem i noc zamknitymi na sztaby, drzwi zabite gwodziami, naprzd i w ty 
powychylane ciany, okna atane papierem albo zatkane achmanem. 
Szed, przez brudne szyby zaglda do mieszka i nasyca si widokiem szaf bez 
drzwi, krzese na trzech nogach, kanap z wydartym siedzeniem, zegarw o 
jednej skazwce, z porozbijanymi cyferblatami. Szed i cicho mia si na widok 
wyrobnikw wiecznie czekajcych na robot, rzemielnikw, ktrzy trudni si 
tylko ataniem starej odziey, przekupek, ktrych caym majtkiem jest kosz 
zeschych ciastek - na widok obdartych mczyzn, mizernych dzieci i kobiet 
niezwykle brudnych. 
 Oto miniatura kraju - myla -w ktrym wszystko dy do spodlenia i 
wytpienia rasy. Jedni gin z niedostatku, drudzy z rozpusty. Praca odejmuje 
sobie od ust, aeby karmi niedogw; miosierdzie hoduje bezczelnych 
prniakw, a ubstwo nie mogce zdoby si na sprzty otacza si wiecznie 
godnymi dziemi, ktrych najwiksz zalet jest wczesna mier. 
Tu nie poradzi jednostka z inicjatyw, bo wszystko sprzysigo si, aeby j 
spta i zuy w pustej walce - o nic. 
Potem w wielkich konturach przysza mu na myl jego wasna historia. Kiedy 
dzieckiem bdc akn wiedzy -oddano go do sklepu z restauracj. Kiedy 
zabija si nocn prac, bdc subiektem - wszyscy szydzili z niego, zaczwszy 
od kuchcikw, skoczywszy na upijajcej si w sklepie inteligencji. Kiedy 
nareszcie dosta si do uniwersytetu -przeladowano go porcjami, ktre 
niedawno podawa gociom. 
Odetchn dopiero na Syberii. Tam mg pracowa, tam zdoby uznanie i 
przyja Czerskich, Czekanowskich, Dybowskich. Wrci do kraju prawie 
uczonym, lecz gdy w tym kierunku szuka zajcia, zakrzyczano go i odesano do 
handlu... 
 To taki pikny kawaek chleba w tak cikich czasach! 
No i wrci do handlu, a wtedy zawoano, e si sprzeda i yje na asce ony, z 
pracy Minclw. 
Traf zdarzy, i po kilku latach ona umara zostawiajc mu do spory majtek. 
Pochowawszy j Wokulski odsun si nieco od sklepu, a znowu zbliy si do 
ksiek. I moe z galanteryjnego kupca zostaby na dobre uczonym 
przyrodnikiem, gdyby znalazszy si raz w teatrze nie zobaczy panny Izabeli. 
Siedziaa w loy z ojcem i pann Florentyn, ubrana w bia sukni. Nie 
patrzya na scen, ktra w tej chwili skupiaa uwag wszystkich, ale gdzie 
przed siebie, nie wiadomo gdzie i na co. Moe mylaa o Apollinie?... 
Wokulski przypatrywa si jej cay czas. 
Zrobia na nim szczeglne wraenie. Zdawao mu si, e ju kiedy j widzia i 
e j dobrze zna. Wpatrzy si lepiej w jej rozmarzone oczy i nie wiadomo skd 
przypomnia sobie niezmierny spokj syberyjskich pusty, gdzie bywa niekiedy 
tak cicho, e prawie sycha szelest duchw wracajcych ku zachodowi. 
Dopiero pniej przyszo mu na myl, e on nigdzie i nigdy jej nie widzia, ale e 
jest tak co - jakby na ni od dawna czeka. 
 Tye to czy nie ty?... - pyta si w duchu, nie mogc od niej oczu oderwa. 
Odtd mao pamita o sklepie i o swoich ksikach, lecz cigle szuka okazji do 
widywania panny Izabeli w teatrze, na koncertach lub na odczytach. Uczu 
swoich nie nazwaby mioci i w ogle nie by pewny, czy dla oznaczenia ich 
istnieje w ludzkim jzyku odpowiedni wyraz. Czu tylko, e staa si ona jakim 
mistycznym punktem, w ktrym zbiegaj si wszystkie jego wspomnienia, 
pragnienia i nadzieje, ogniskiem, bez ktrego ycie nie miaoby stylu, a nawet 
sensu. Suba w sklepie kolonialnym, uniwersytet, Syberia, oenienie si z 
wdow po Minclu, a w kocu mimowolne pjcie do teatru, gdy wcale nie mia 
chci - wszystko to byy cieki i etapy, ktrymi los prowadzi go do zobaczenia 
panny Izabeli. 
Od tej pory czas mia dla niego dwie fazy. Kiedy patrzy na pann Izabel, czu 
si absolutnie spokojnym i jakby wikszym; nie widzc - myla o niej i tskni. 
Niekiedy zdawao mu si, e w jego uczuciach tkwi jaka omyka i e panna 
Izabela nie jest adnym rodkiem jego duszy, ale zwyk, a moe nawet bardzo 
pospolit pann na wydaniu. A wwczas przychodzi mu do gowy dziwaczny 
projekt: 
 Zapoznam si z ni i wprost zapytam: czy ty jeste tym, na co przez cae ycie 
czekaem?... Jeeli nie jeste, odejd bez pretensji i alu... 
W chwil pniej spostrzega, e projekt ten zdradza umysowe zboczenie. 
Kwesti wic: czym jest, a czym nie jest, odoy na bok, a postanowi, bd co 
bd, zapozna si z pann Izabel. 
Wtedy przekona si, e midzy jego znajomymi nie ma czowieka, ktry 
mgby go wprowadzi do domu ckich. Co gorsze: pan cki i panna byli 
klientami jego sklepu, lecz taki stosunek, zamiast uatwi, utrudnia raczej 
znajomo. 
Stopniowo sformuowa sobie warunki zapoznania si z pann Izabel. Aeby 
mg nic wicej, tylko szczerze rozmwi si z ni, naleao: 
Nie by kupcem albo by bardzo bogatym kupcem. 
By co najmniej szlachcicem i posiada stosunki w sferach arystokratycznych. 
Nade wszystko za mie duo pienidzy. 
Wylegitymowanie si ze szlachectwa nie byo rzecz trudn. 
W maju roku zeszego Wokulski wzi si do tej sprawy, ktr jego wyjazd do 
Bugarii o tyle przyspieszy, e ju w grudniu mia dyplom. Z majtkiem byo 
znacznie trudniej; w tym przecie dopomg mu los. 
W pocztkach wojny wschodniej przejeda przez Warszaw bogaty 
moskiewski kupiec, Suzin, przyjaciel Wokulskiego jeszcze z Syberii. Odwiedzi 
Wokulskiego i gwatem zachca go do przyjcia udziau w dostawach dla 
wojska. 
- Zbierz pienidzy, Stanisawie Piotrowiczu, ile si da - mwi - a uczciwe 
sowo, zrobisz okrgy milionik!... 
Nastpnie pgosem wyoy mu swoje plany. 
Wokulski wysucha jego projektw. Do wykonania jednych nie chcia nalee, 
inne przyj, lecz waha si. al mu byo opuci miasto, w ktrym przynajmniej 
widywa pann Izabel. Ale gdy w czerwcu ona wyjechaa do ciotki, a Suzin 
pocz nagli go depeszami, Wokulski zdecydowa si i podnis ca gotwk 
po onie w iloci rs trzydzieci tysicy, ktr nieboszczka trzymaa nietykaln w 
banku. 
Na kilka dni przed wyjazdem zaszed do znajomego lekarza Szumana, z ktrym 
pomimo obustronnej yczliwoci widywali si nieczsto. Lekarz, yd, stary 
kawaler, ty, may; z czarn brod, mia reputacj dziwaka. Posiadajc 
majtek leczy darmo i o tyle tylko, o ile byo mu to potrzebnym do studiw 
etnograficznych; przyjacioom za swoim raz na zawsze da jedn recept: 
 Uywaj wszystkich rodkw, od najmniejszej dozy oleju do najwikszej dozy 
strychniny, a co ci z tego pomoe, nawet na - nosacizn. 
Gdy Wokulski zadzwoni do mieszkania lekarza, ten wanie by zajty 
gatunkowaniem wosw rozmaitych osobnikw rasy sowiaskiej, germaskiej i 
semickiej i przy pomocy mikroskopu mierzy dusze i krtsze rednice ich 
przekrojw. 
- A, jeste?... - rzek do Wokulskiego odwracajc gow. - Na sobie fajk, 
jeeli chcesz, i kad si na kanapie, jeeli si zmiecisz. 
Go zapali fajk i pooy si, jak mu kazano, doktr robi swoje. Przez pewien 
czas obaj milczeli, wreszcie odezwa si Wokulski: 
- Powiedz mi: czy medycyna zna taki stan umysu, w ktrym czowiekowi 
wydaje si, e jego rozproszone dotychczas wiadomoci i... uczucia zczyy si 
jakby w jeden organizm? 
- Owszem. Przy cigej pracy umysowej i dobrym odywianiu mog 
wytworzy si w mzgu nowe komrki albo - skojarzy si midzy sob dawne. 
No i wwczas z rozmaitych departamentw mzgu i z rozmaitych dziedzin 
wiedzy tworzy si jedna cao. 
- A co znaczy taki stan umysu, w ktrym czowiek obojtnieje dla mierci, ale 
za to poczyna tskni do legend o yciu wiecznym?.. 
- Obojtno dla mierci - odpowiedzia doktr - jest cech umysw dojrzaych, 
a pocig do ycia wiecznego - zapowiedzi nadchodzcej staroci. 
Znowu umilkli. Go pali fajk, gospodarz krci si nad mikroskopem. 
- Czy mylisz - spyta Wokulski - e mona... kocha kobiet w sposb idealny, 
nie podajc jej? 
- Naturalnie. Jest to jedna z masek, w ktr lubi przebiera si instynkt 
utrwalenia gatunku. 
- Instynkt - gatunek - instynkt utrwalenia czego i - utrwalenia gatunku!... powtrzy 
Wokulski. -Trzy wyrazy, a cztery gupstwa. 
-Zrb szste -odpowiedzia doktr, nie odejmujc oka od szka - i oe si. 
- Szste?... - rzek Wokulski podnoszc si na kanapie. - A gdzie pite? 
- Pite ju zrobie: zakochae si. 
- Ja?... W moim wieku?.. 
- Czterdzieci pi lat - to epoka ostatniej mioci, najgorszej - odpowiedzia 
doktr. 
- Znawcy mwi, e pierwsza mio jest najgorsza - szepn Wokulski. 
- Nieprawda. Po pierwszej czeka ci sto innych, ale po setnej pierwszej - ju nic. 
e si; jedyny to ratunek na twoj chorob. 
- Dlaczegoe ty si nie oeni? 
- Bo mi narzeczona umara - odpowiedzia doktr pochyliwszy si na ty fotelu i 
patrzc w sufit. - Wic zrobiem, com mg: otruem si chloroformem. Byo to 
na prowincji. Ale Bg zesa dobrego koleg, ktry wysadzi drzwi i uratowa 
mnie. Najpodlejszy rodzaj miosierdzia!... Ja zapaciem za drzwi zepsute, a 
kolega odziedziczy moj praktyk ogosiwszy, em wariat... 
Znowu wrci do wosw i mikroskopu. 
- A jaki z tego sens moralny dla ostatniej mioci? - spyta Wokulski. 
- Ten, e samobjcom nie naley przeszkadza - odpowiedzia doktr. 
Wokulski polea jeszeze z kwadrans, potem podnis si, postawi w kcie 
fajk i schyliwszy si nad doktorem ucaowa go. 
- Bywaj zdrw, Michale. 
Doktr zerwa si od stou. 
- No?.. 
- Wyjedam do Bugarii. 
-Po co? 
- Zostan wojskowym dostawc. .Musz zrobi duy majtek!... - odpar 
Wokulski. 
- Albo?... 
- Albo... nie wrc. 
Doktr popatrzy mu w oczy i mocno cisn go za rk. 
- Sit tibi terra levis - rzek spokojnie. Odprowadzi go do drzwi i znowu wzi 
si do swojej roboty. 
Ju Wokulski by na schodach, gdy doktr wybieg za nim i zawoa wychylajc 
si przez porcz: 
- Gdyby jednak wrci, nie zapomnij przywie mi wosw: bugarskich, 
tureckich i tak dalej, od obu pci. Tylko pamitaj: w oddzielnych pakietach z 
notatkami. Wiesz przecie, jak to robi... 
...Wokulski ockn si z tych dawnych wspomnie. Nie ma doktora ani jego 
mieszkania i nawet ich od dziesiciu miesicy nie widzia. Tu jest botnista ulica 
Radna, tam Browarna. Na grze spoza nagich drzew wygldaj te gmachy 
uniwersyteckie; na dole parterowe domki, puste place i parkany, a niej - Wisa. 
Obok niego sta jaki czowiek w wypowiaej kapocie z rudawym zarostem. 
Zdj czapk i pocaowa Wokulskiego w rk. Wokulski przypatrzy mu si 
uwaniej. 
- Wysocki?... - rzek - Co ty tu robisz? 
-Tu mieszkamy, wielmony panie, w tym domu - odpowiedzia czowiek 
wskazujc na nisk lepiank. 
- Dlaczego nie przyjedasz po transporta? - pyta Wokulski. 
- Czym przyjad, panie, kiedy jeszcze na Nowy Rok ko mi pad. 
- C robisz? 
- A ot tak - razem nic. Zimowalimy u brata, co jest drnikiem na Wiedeskiej 
Kolei. Ale i jemu bieda, bo go ze Skierniewic przenieli pod Czstochow. W 
Skierniewicach ma trzy morgi i y jak bogacz, a dzisiaj i on kiepski, i grunt 
wyndznieje bez dozoru. 
- No, a z wami co teraz? 
- Kobieta niby troch pierze, ale takim, co nie bardzo maj czym paci, a ja - ot 
tak... Marniejemy, panie... nie pierwsi i nie ostatni. Jeszcze pki wielkiego 
postu, to czowiek krzepi si mwicy: dzisiaj pocisz za dusze zmare, jutro na 
pamitk, e Chrystus Pan nic nie jad, pojutrze na intencj, aeby Bg ze 
odmieni. Za po witach nie bdzie nawet sposobu i dzieciom wytumaczy, 
na jak intencj nie jedz... 
Ale i wielmony pan co markotnie wyglda? Taki ju wida czas nasta, e 
wszyscy musz zgin - westchn ubogi czowiek. 
Wokulski zamyli si. 
- Komorne wasze zapacone? - spyta. 
-Nawet nie ma, panie, co paci, bo nas i tak wypdz. 
- A dlaczego nie przyszede do sklepu, do pana Rzeckiego? - spyta Wokulski. 
- Nie miaem, panie. Ko odszed, wz u yda, kubrak na mnie jak na 
dziadzie... Z czyme byo przyj i jeszcze ludziom gow zaprzta?... 
Wokulski wydoby portmonetk. 
Masz tu - rzek - dziesi rubli na wita. Jutro w poudnie przyjdziesz do sklepu 
i dostaniesz kartk na Prag. Tam u handlarza wybierzesz sobie konia, a po 
witach przyjedaj do roboty. U mnie zarobisz ze trzy ruble na dzie, wic 
dug spacisz atwo. Zreszt dasz sobie rad. 
Ubogi czowiek dotknwszy pienidzy zacz si trz. Uwanie sucha 
Wokulskiego, a zy spyway mu po wychudzonej twarzy. 
-Czy panu powiedzia kto - zapyta po chwili - e z nami jest... ot tak?... Bo ju 
nam kto -doda szeptem - przysya siostr miosierdzia, bdzie z miesic. 
Mwia, e musz by ladaco, i daa nam kartk na pud wgla z elaznej ulicy. 
Czy moe pan tak sam z siebie?... 
-Id do domu, a jutro bd w sklepie - odpar Wokulski. 
- Id, panie - odpowiedzia czowiek kaniajc si do ziemi. 
Odszed, lecz przystawa na drodze; widocznie rozmyla nad niespodziewanym 
szezciem. 
W tej chwili Wokulskiego tkno szczeglne przeczucie. 
- Wysocki!... - zawoa. - A twemu bratu jak na imi? 
- Kasper - odpowiedzia czowiek wracajc pdem. 
- Przy jakiej mieszka stacji? 
- Przy Czstochowie, panie. 
- Id do domu. Moe Kaspra przenios do Skierniewic. 
Ale ten zamiast i, zbliy si. 
- Przepraszam, wielmony panie - rzek niemiao - ale jak mnie kto zaczepi: 
skd mam tyle pienidzy?... 
- Powiedz, e na rachunek wzie ode mnie. 
- Rozumiem, panie... Bg... niech Bg... 
Ale Wokulski ju nie sucha; szed w stron Wisy mylc: 
 Jake oni szczliwi, ci wszyscy, w ktrych tylko gd wywouje apati, a 
jedynym cierpieniem jest zimno. I jak atwo ich uszczliwi!.. Nawet moim 
skromnym majtkiem mgbym wydwign par tysicy rodzin. 
Nieprawdopodobne, a przecie - tak jest. 
Wokulski doszed do brzegu Wisy i zdumia si. Na kilkumorgowej przestrzeni 
wznosi si tu pagrek najobrzydliwszych mieci, cuchncych, nieomal 
ruszajcych si pod socem, a o kilkadziesit krokw dalej leay zbiorniki 
wody, ktr pia Warszawa. 
 O, tutaj - myla - jest ognisko wszelkiej zarazy. Co czowiek dzi wyrzuci ze 
swego mieszkania, jutro wypije; pniej przenosi si na Powzki i z drugiej 
znowu strony miasta razi blinich pozostalych przy yciu. 
Bulwar tutaj, kanay i woda rdlana na grze i -mona by ocali rokrocznie 
kilka tysicy ludzi od mierci, a kilkadziesit tysicy od chorb... Niewielka 
praca, a zysk nieobliczony; natura umie wynagradza. 
Na stoku i w szczelinach obmierzego wzgrza spostrzeg niby postacie ludzkie. 
Byo tu kilku drzemicych na socu pijakw czy zodziei, dwie mieciarki i 
jedna kochajca si para, zoona z trdowatej kobiety i suchotniczego 
mczyzny, ktry nie mia nosa. Zdawao si, e to nie ludzie, ale widma 
ukrytych tutaj chorb, ktre odziay si w wykopane w tym miejscu szmaty. 
Wszystkie te indywidua zwietrzyy obcego czowieka; nawet picy podnieli 
gowy i z wyrazem zdziczaych psw przypatrywali si gociowi. 
Wokulski umiechn si. 
 Gdybm tu przyszed w nocy, na pewno wyleczyliby mnie z melancholii Jutro 
ju spoczywabym pod tymi mieciami, ktre -wreszcie - s tak wygodnym 
grobem jak kady inny. Na grze zrobiby si wrzask, cigano by i wyklinano 
tych poczciwcw, a oni - moe wywiadczyliby mi ask. 
O, bo nie znaj, w snach mogilnych 
Drzemicy, cikich trosk ywota 
I duch si ich ju nie szamota 
W pragnieniach - tsknych a bezsilnych... 
Ale ja zaczynam by naprawd sentymentalny?... musz mie nerwy dobrze 
rozbite. Bulwar jednak nie wytpiby takich oto Mohikanw; przenieliby si na 
Prag albo za Prag, uprawialiby w dalszym cigu swoje rzemioso, kochaliby 
si jak ta dwjeczka, ba, nawet mnoyliby si. Co za pikne, ojczyzno, bdziesz 
miaa potomstwo, urodzone i wychowane na tym mietniku, z matki okrytej 
wysypk i beznosego ojca!... 
Moje dzieci byyby inne; po niej wziyby pikno, po mnie si... No, ale ich 
nie bdzie. W tym kraju tylko choroba, ndza i zbrodnia znajduj weselne 
onice, nawet przytuki dla potomstwa. 
Strach, co si tu stanie za kilka generacji... A przecie jest proste lekarstwo: praca 
obowizkowa - susznie wynagradzana. Ona jedna moe wzmocni lepsze 
indywidua, a bez krzyku wytpi ze i... mielibymy ludno dzieln, jak dzi 
mamy zagodzon lub chor. 
A potem, nie wiadomo z jakiej racji, pomyla: 
 C z tego, e troch kokietuje?... Kokieteria u kobiet jest jak barwa i zapach u 
kwiatw. Taka ju ich natura, e kademu chc si podoba, nawet 
Mraczewskim... 
Dla wszystkich kokieteria, a dla mnie: 'zapa temu panu!...' Moe ona myli, e 
ja oszukaem ich na kupnie srebra?... To byoby kapitalne! 
Nad samym brzegiem Wisy lea stos belek. Wokulski uczu znuenie, siad i 
patrzy. W spokojnej powierzchni wody odbijaa si Saska Kpa, ju 
zieleniejca, i praskie domy z czerwonymi dachami; na rodku rzeki staa 
nieruchoma berlinka. Nie wikszym wydawa si ten okrt, ktry zeszego lata 
widzia Wokulski na Morzu Czarnym, unieruchomiony z powodu zepsucia si 
machin. 
 Lecia jak ptak i nagle utkn; zabrako w nim motoru. Spytaem si wwczas: 
a moe i ja kiedy stan w biegu? - no, i stanem. Jakie to pospolite spryny 
wywouj ruch w wiecie: troch wgla oywia okrt, troch serca czowieka... 
W tej chwili tawy, za wczesny motyl przelecia mu nad gow w stron 
miasta. 
 Ciekawym, skd on si wzi? - myla Wokulski. - Natura miewa kaprysy i analogie 
- doda. - Motyle istniej take w rodzaju ludzkim: pikna barwa, 
latanie nad powierzchni ycia, karmienie si sodyczami, bez ktrych gin - oto 
ich zajcie. A ty, robaku, nurtuj ziemi i przerabiaj j na grunt zdolny do siewu. 
Oni bawi si, ty pracuj; dla nich istnieje wolna przestrze i wiato, a ty ciesz 
si jednym tylko przywilejem: zrastania si, jeeli ci rozdepcze kto 
nieuwany. 
I tobie to wzdycha do motyla, gupi?... I dziwi si, e ma wstrt do ciebie?... 
Jaki cznik moe istnie midzy mn i ni?.. 
No, gsienica jest take podobna do robaka, pki nie zostanie motylem. Ach, 
wic to ty masz zosta motylem, kupcze galanteryjny?... Dlaczeg by nie? 
Cigle doskonalenie si jest prawem wiata, a ile to kupieckich rodw w Anglii 
zostao lordowskimi mociami. 
W Anglii!... Tam jeszcze istnieje epoka twrcza w spoeczestwie; tam 
wszystko doskonali si i wstpuje na wysze szczeble. Owszem, tam nawet ci 
wysi przycigaj do siebie nowe siy. Lecz u nas wysza warstwa zakrzepa jak 
woda na mrozie i nie tylko wytworzya osobny gatunek, ktry nie czy si z 
reszt, ma do niej wstrt fizyczny, ale jeszcze wasn. martwot krpuje wszelki 
ruch z dou. Co si tu udzi: ona i ja to dwa rne gatunki istot, naprawd jak 
motyl i robak. Mam dla jej skrzyde opuszcza swoj nor i innych robakw?... 
To s moi - ci, ktrzy le tam na mietniku, i moe dlatego s ndzni, a bd 
jeszcze ndzniejsi, e ja chc wydawa po trzydzieci tysicy rubli rocznie na 
zabaw w motyla. Gupi handlarzu, pody czowieku!... 
Trzydzieci tysicy rubli znacz tyle, co szedziesit drobnych warsztatw albo 
sklepikw, z ktrych yj cae rodziny. I to ja mam byt ich zniszczy, wyssa z 
nich ludzkie, dusze i wypdzi na ten mietnik?... 
No dobrze, ale gdyby nie ona, czy miabym dzi majtek?... Kto wie, co si 
stanie ze mn i z tymi pienidzmi bez niej? Moe wanie dopiero przy niej 
nabior one twrczych wasnoci; moe cho kilkanacie rodzin z nich 
skorzysta?... 
Wokulski odwrci si i nagle zobaczy na ziemi swj wasny cie. Potem 
przypomnia sobie, e ten cie chodzi przed nim, za nim albo obok niego 
zawsze i wszdzie, jak myl o tamtej kobiecie chodzia za nim wszdzie i 
zawsze, na jawie i we nie, mieszajc si do wszystkich jego celw, planw i 
czynw. 
 Nie mog wyrzec si jej - szepn rozkadajc rce, jakby tumaczy si 
komu. 
Wsta z belek i wrci do miasta. 
Idc przez ulic Obon przypomnia sobie furmana Wysockiego, ktremu ko 
pad, i zdawao mu si, e widzi cay szereg wozw, przed ktrymi le pade 
konie, cay szereg rozpaczajcych nad nimi furmanw, a przy kadym gromad 
mizernych dzieci i on, ktra pierze bielizn takim, co paci nie mog. 
 Ko?..  - szepn Wokulski i czego serce mu si cisno. 
Raz w marcu przechodzc Alej Jerozolimsk zobaczy tum ludzi, czarny wz 
wglarski stojcy w poprzek drogi pod bram, a o par krokw dalej 
wyprzonego konia. 
- Co si to stao? 
- Ko zama nog - odpar wesoo jeden z przechodniw, ktry mia fiokowy 
szalik na szyi i trzyma rce w kieszeniach. 
Wokulski mimochodem spojrza na delikwenta. Chudy ko z wytartymi bokami 
sta przywizany do modego drzewka unoszc w gr tyln nog. Sta cicho, 
patrzy wywrconym okiem na Wokulskiego i gryz z blu gazk okryt 
szronem. 
 Dlaczego dzi dopiero przypomnia mi si ten ko? - myla Wokulski dlaczego 
ogarnia mnie taki al? 
Szed Obon pod gr, rozmarzony, i czu, e w cigu kilku godzin, ktre 
spdzi w nadrzecznej dzielnicy, zasza w nim jaka zmiana. Dawniej - dziesi 
lat temu, rok temu, wczoraj jeszcze, przechodzc ulicami nie spotyka na nich 
nic szczeglnego. Snuli si ludzie, jedziy doroki, sklepy otwieray gocinne 
objcia dla przechodniw. Ale teraz przyby mu jakby nowy zmys. Kady 
obdarty czowiek wydawa mu si istot woajc o ratunek tym goniej, e nic 
nie mwi, tylko rzuca trwone spojrzenia jak w ko ze zaman nog. Kada 
uboga kobieta wydawaa mu si praczk, ktra wyartymi od myda rkami 
powstrzymuje rodzin nad brzegiem ndzy i upadku. Kade mizerne dziecko 
wydawao mu si skazanym na mier przedwczesn albo na spdzanie dni i 
nocy w mietniku przy ulicy Dobrej. 
I nie tylko obchodzili go ludzie. Czu zmczenie koni cigncych cikie wozy i 
bl ich karkw tartych do krwi przez chomto. Czu obaw psa, ktry szczeka 
na ulicy zgubiwszy pana, i rozpacz chudej suki z obwisymi wymionami, ktra 
na prno biegaa od rynsztoka do rynsztoka szukajc strawy dla siebie i 
szczenit. I jeszcze, na domiar cierpie, bolay go drzewa obdarte z kory, bruki 
podobne do powybijanych zbw, wilgo na cianach, poamane sprzty i 
podarta odzie. 
Zdawao mu si, e kada taka rzecz jest chora albo zraniona, e skary si:  
Patrz, jak cierpi..., i e tylko on syszy i rozumie jej skargi. A ta szczeglna 
zdolno odczuwania cudzego blu urodzia si w nim dopiero dzi, przed 
godzin. 
Rzecz dziwna! przecie mia ju ustalon opini hojnego filantropa. Czonkowie 
Towarzystwa Dobroczynnoci we frakach skadali mu podzikowania za ofiar 
dla wiecznie akncej instytucji; hrabina Karolowa we wszystkich salonach 
opowiadaa o pienidzach, ktre zoy na jej ochron; jego suba i subiekci 
sawili go za podwyszenie im pensji. Ale Wokulskiemu rzeczy te nie sprawiay 
adnej przyjemnoci, tak jak on sam nie przywizywa do nich adnej wagi. 
Rzuca tysice rubli do kas urzdowych dobroczycw, aeby kupi za to 
rozgos nie pytajc, co si zrobi z pienidzmi. 
I dopiero dzi, kiedy dziesicioma rublami wydoby czowieka z niedoli, kiedy 
nikt nie mg gosi przed wiatem o jego szlachetnoci, dopiero dzi pozna, co 
to jest ofiara. Dopiero dzi przed jego zdumionym okiem stana nowa, nie 
znana dotychczas cz wiata - ndza, ktrej trzeba pomaga. 
 Tak, albo ja dawniej nie widywaem ndzy?...szepn Wokulski. 
I przypomnia sobie cae szeregi ludzi obdartych, mizernych, a szukajcych 
pracy, chudych koni, godnych psw, drzew z obdart kor i poamanymi 
gami. Wszystko to przecie spotyka bez wraenia. I dopiero gdy wielki bl 
osobisty zaora mu i zbronowa dusz, na tym gruncie uynionym krwi wasn 
i skropionym niewidzialnymi dla wiata zami wyrosa osobliwa rolina: 
wspczucie powszechne, ogarniajce wszystko - ludzi, zwierzta, nawet 
przedmioty, ktre nazywaj martwymi. 
Doktr powiedziaby, e utworzya mi si nowa komrka w mzgu albo e 
poczyo si kilka dawnych -pomyla. 
 Tak, ale co dalej?... 
Dotychczas bowiem mia tylko jeden cel: zbliy si do panny Izabeli. Dzi 
przyby mu drugi: wydoby z niedostatku Wysockiego. 
 Maa rzecz!... 
 Przenie jego brata pod Skierniewice... - doda jaki gos. 
 Drobnostka. 
Ale poza tymi dwoma ludmi stano zaraz kilku innych, za nimi jeszcze kilku, 
potem olbrzymi tum borykajcy si z wszelkiego rodzaju ndz i wreszcie cay 
ocean cierpie powszechnych, ktre wedle si naleao zmniejszy, a 
przynajmniej powcign od dalszego rozlewu. 
 Przywidzenia... abstrakcje... zdenerwowanie! - szepn Wokulski. 
To bya jedna droga. Na kocu bowiem drugiej widzia cel realny i jasno 
okrelony - pann Izabel. 
 Nie jestem Chrystusem, aeby powica si za ca ludzko. 
 Wic na pocztek zapomnij o Wysockich -odpar gos wewntrzny. 
 No, gupstwo! Jakkolwiek jestem dzi rozkoysany, ale nie mog by 
mieszny - myla Wokulski. - Zrobi, co si da i komu mona, lecz osobistego 
szczcia nie wyrzekn si, to darmo... 
W tej chwili stan przed drzwiami swego sklepu i wszed tam. 
W sklepie zasta Wokulski tylko jedn osob. Bya to dama wysoka, w czarnych 
szatach, nieokrelonego wieku. Przed ni lea stos neseserek: drewnianych, 
skrzanych, pluszowych i metalowych, prostych i ozdobnych, najdroszych i 
najtaszych, a wszyscy subiekci byli na subie. Klejn podawa coraz nowe 
neseserki, Mraczewski chwali towar, a Lisiecki akompaniowa mu ruchami rki 
i brody. Tylko pan Ignacy wybieg naprzeciw pryncypaa. 
- Z Parya przyszed transport - rzek do Wokulskiego. - Myl, e trzeba 
odebra jutro. 
-Jak chcesz. 
- Z Moskwy obstalunki za dziesi tysicy rubli, na pocztek maja. 
-Spodziewaem si. 
-Z Radomia za dwiecie rubli, ale furman upomina si na jutro. 
Wokulski ruszy ramionami. 
- Trzeba raz zerwa z tym kramarstwem - odezwa si po chwili. - Interes aden, 
a wymagania ogromne. 
- Zerwa z naszymi kupcami?... - spyta zdziwiony Rzecki. 
-Zerwa z ydami -wtrci pgosem Lisiecki. -Bardzo dobrze robi szef 
wycofujc si z tych parszywych stosunkw. Nieraz a wstyd wydawa reszty, 
tak pienidze zalatuj cebul. 
Wokulski nic nie odpowiedzia. Usiad do swej ksigi i udawa, e rachuje, ale 
naprawd nie robi nic, nie mia siy. Przypomnia sobie tylko swoje niedawne 
marzenia o uszczliwieniu ludzkoci i osdzi, e musi by mocno 
zdenerwowany. 
 Rozigra si we mnie sentymentalizm i fantazja - myla. - Zy to znak. Mog 
omieszy si, zrujnowa... 
I machinalnie przypatrywa si niezwykej fizjognomii damy, ktra wybieraa 
neseserki. Bya ubrana skromnie, miaa gadko uczesane wosy. Na jej twarzy 
biaej i razem tej malowa si gboki smutek; spoza ust przycitych 
wygldaa zo, a ze spuszczonych oczu byska czasami gniew, niekiedy 
pokora. 
Mwia gosem cichym i agodnym, a targowaa si jak stu skpcw. To byo za 
drogie, tamto za tanie; tu plusz straci barw, tam zaraz odlezie skrka, a owdzie 
ukazuje si rdza na okuciach. Lisiecki ju cofn si od niej rozgniewany, Klejn 
odpoczywa, a tylko Mraczewski rozmawia z ni jak z osob znajom. 
W tej chwili otworzyy si drzwi sklepu i ukaza si w nich jeszcze 
oryginalniejszy jegomo. Lisiecki powiedzia o nim, e jest podobny do 
suchotnika, ktremu w trumnie zaczy odrasta wsy i faworyty. Wokulski 
zauway, e go ma gapiowato otwarte usta, a za ciemnymi binoklami nosi 
due oczy, z ktrych przegldao jeszcze wiksze roztargnienie. 
Go wszed koczc rozmow z kim na ulicy, lecz wnet cofn si, aby swego 
towarzysza poegna. Potem znowu wszed i znowu cofn si zadzierajc do 
gry gow, jakby czyta szyld. Nareszcie wszed na dobre, ale drzwi za sob nie 
zamkn. Wypadkowo spojrza na dam i - spady mu z nosa ciemne binokle. 
- A... a... a!... - zawoa. 
Ale dama gwatownie odwrcia si od niego do neseserek i upada na krzeso. 
Do przybysza wybieg Mraczewski i umiechajc si dwuznacznie, zapyta: 
- Pan baron rozkae?... 
- Spinki, uwaa pan, spinki zwyczajne, zote albo stalowe... Tylko, rozumie pan, 
musz by w ksztacie czapki dokejskiej i - z biczem... 
Mraczewski otworzy gablotk ze spinkami. 
-Wody... -odezwaa si dama sabym gosem. 
Rzecki nala jej wody z karafki i poda z oznakami wspczucia. 
- Pani dobrodziejce sabo?... Moe by doktora... 
- Ju mi lepiej - odpara. 
Baron oglda spinki, ostentacyjnie odwracajc si tyem do damy. 
- A moe, czy nie sdzi pan, byyby lepsze spinki w formie podkw? - pyta 
Mraczewskiego. 
-Myl, e panu baronowi potrzebne s i te, i te. Sportsmeni nosz tylko oznaki 
sportsmeskie, ale lubi odmian. 
- Powiedz mi pan - odezwaa si nagle dama do Klejna - na co podkowy 
ludziom, ktrzy nie maj za co utrzymywa koni?... 
- Ot, prosz pana - mwi baron - wybra mi jeszcze par drobiazgw w 
formie podkowy... 
- Moe by popielniczk? - zapyta Mraczewski. 
-Dobrze, popielniczk - odpar baron. 
- Moe gustowny kaamarz z siodem, dokejk, szpicrut? 
- Prosz o gustowny kaamarz z siodem i dokejk... 
- Powiedz mi pan - mwia dama do Klejna podniesionym gosem - czy wam nie 
wstyd zwozi tak kosztowne drobiazgi, kiedy kraj jest zrujnowany?... Czy nie 
wstyd kupowa konie wycigowe... 
-Drogi panie - zawoa niemniej gono baron do Mraczewskiego - zapakuj 
wszystkie te garnitury, popielniczk, kaamarz i odeszlij mi do domu. Macie 
przeliczny wybr towarw... Serdecznie dzikuj...Adieu!... 
I wybieg ze sklepu, wracajc si par razy i spogldajc na szyld nad drzwiami. 
Po odejciu oryginalnego barona w sklepie zapanowao milczenie. Rzecki 
patrzy na drzwi, Klejn na Rzeckiego, a Lisiecki na Mraczewskiego, ktry 
znajdujc si z tyu damy krzywi si w sposb bardzo dwuznaczny. 
Dama z wolna podniosa si z krzesa i zbliya si do kantorka, za ktrym 
siedzia Wokulski. 
- Czy mog spyta - rzeka drcym gosem - ile panu winien jest ten pan, ktry 
dopiero co wyszed?... 
- Rachunki tego pana ze mn, szanowna pani, gdyby je mia, nale tylko do 
niego i do mnie -odpowiedzia Wokulski kaniajc si. 
- Panie - cigna dalej rozdraniona dama - jestem Krzeszowska, a ten pan jest 
moim mem. Dugi jego obchodz mnie, poniewa on zagarn mj majtek, o 
ktry w tej chwili toczy si midzy nami proces... 
- Daruje pani - przerwa Wokulski - ale stosunki midzy maonkami do mnie 
nie nale. 
- Ach, wic tak?... Zapewne, e dla kupca jest to najwygodniej. Adieu. 
I opucia sklep trzaskajc drzwiami. 
W kilka minut po jej odejciu wbieg do sklepu baron. Par razy wyjrza na 
ulic, a nastpnie zbliy si do Wokulskiego. 
- Najmocniej przepraszam - rzek usiujc utrzyma binokle na nosie - ale jako 
stay go paski, omiel si w zaufaniu zapyta: co mwia dama, ktra 
wysza przed chwil?... Bardzo przepraszam za moj miao, ale w zaufaniu... 
- Nic nie mwia, co by kwalifikowao si do powtrzenia - odpar Wokulski. 
- Bo uwaa pan, jest to, niestety! moja ona... Pan wie, kto jestem... Baron 
Krzeszowski... Bardzo zacna kobieta, bardzo wiata, ale skutkiem mierci 
naszej crki troch zdenerwowana i niekiedy... Pojmuje pan?... Wic nic?.. 
-Nic. 
Baron ukoni si i ju we drzwiach skrzyowa spojrzenia z Mraczewskim, 
ktry mrugn na niego. 
- Wic tak?... - rzek baron, ostro patrzc na Wokulskiego. 
I wybieg na ulic. Mraczewski skamienia i obla si rumiecem powyej 
wosw. Wokulski troch poblad, lecz spokojnie usiad do rachunkw. 
- C to za oryginalne diaby, panie Mraczewski? - spyta Lisiecki. 
- A to caa historia! - odpar Mraczewski przypatrujc si spod oka 
Wokulskiemu. -Jest to baron Krzeszowski, wielki dziwak, i jego ona, troch 
narwana. Nawet skuzynowani ze mn, ale c!... - westchn spogldajc w 
lustro. - Ja nie mam pienidzy, wic musz by w handlu; oni jeszcze maj, 
wic s moimi kundmanami... 
- Maj bez pracy!... - wtrci Klejn. - adny porzdek wiata, co? 
- No, no... ju mnie pan do swoich porzdkw nie nawracaj odpar Mraczewski. 
- Ot pan baron i pani baronowa od roku prowadz ze sob wojn. On chce 
rozwodu, na co ona si nie zgadza; ona chce przepdzi go od zarzdu swoim 
majtkiem, na co on si nie zgadza. Ona nie pozwala mu trzyma koni, 
szczeglniej jednego wycigowca; a on nie pozwala jej kupi kamienicy po 
ckich, w ktrej pani Krzeszowska mieszka i gdzie stracia crk. Oryginay!... 
Bawi ludzi wymylajc jedno na drugie... 
Opowiada lekkim tonem i krci si po sklepie z min panicza, ktry przyszed 
tu na chwilk, ale zaraz wyjdzie. Wokulski mieni si siedzc na fotelu; ju nie 
mg znie gosu Mraczewskiego. 
 Kuzyn Krzeszowskich... - myla. - Dostanie bilet miosny od panny Izabeli... 
A infamis!... 
I przemgszy si wrci do swej ksigi. Do sklepu znowu poczli wchodzi 
gocie, wybiera towary, targowa si, paci. Ale Wokulski widzia tylko ich 
cienie, pogrony w pracy. A im dusze sumowa kolumny, im wiksze 
wypaday mu sumy, tym bardziej czu, e w sercu kipi mu jaki gniew 
bezimienny. O co?... na kogo?... mniejsza. Dosy, e kto za to zapaci, 
pierwszy z brzegu. 
Okoo sidmej sklep ju stanowczo wyludni si, subiekci rozmawiali, Wokulski 
wci rachowa. Wtem znowu usysza nieznony gos Mraczewskiego, ktry 
mwi aroganckim tonem: 
- Co mi pan, panie Klejn, bdzie zawraca gow!... Wszyscy socjalici s 
zodzieje, bo chcieliby dzieli si cudzym, i - szubrawcy, bo maj na dwu jedn 
par butw i nie wierz w chustki do nosa. 
- Nie mwiby pan tak - odpar smutnie Klejn - gdyby przeczyta cho z par 
broszurek, nawet nieduych. 
- Bazestwo... - przerwa Mraczewski woywszy rce w kieszenie. - Bd 
czyta broszury, ktre chc zniszczy rodzin, wiar i wasno!... No, takich 
gupich nie znajdziesz pan w Warszawie. 
Wokulski zamkn ksig i woy j do kantorka. W tej chwili znowu weszy 
do sklepu trzy panie dajc rkawiczek. 
Targ z nimi przecign si z kwadrans. Wokulski siedzia na fotelu i patrzy w 
okno; gdy za damy wyszy, odezwa si tonem bardzo spokojnym: 
- Panie Mraczewski. 
- Co pan kae?... - spyta pikny modzieniec biegnc do kantorka krokiem 
kontredansowym. 
- Od jutra niech pan postara si o inne miejsce - rzek krtko Wokulski. 
Mraczewski osupia. 
- Dlaczego, panie szefie?... Dlaczego?... 
- Dlatego, e u mnie ju pan nie ma miejsca. 
- Jaki powd?:.. Przecie chyba nic zego nie zrobiem? Gdzie pjd, jeeli pan 
tak nagle pozbawi mnie posady? 
-wiadectwo dostanie pan dobre - odpar Wokulski. -Pan Rzecki wypaci panu 
pensj za nastpny kwarta, wreszcie - za pi miesicy... A powd jest ten, e ja 
i pan nie pasujemy do siebie... Zupenie nie pasujemy. - Mj Ignacy, zrb z 
panem Mraczewskim rachunek do pierwszego padziernika. 
To powiedziawszy Wokulski wsta z fotelu i wyszed na ulic. 
Dymisja Mraczewskiego zrobia takie wraenie, e subiekci nie przemwili 
midzy sob ani sowa, a pan Rzecki kaza zamkn sklep, chocia nie byo 
jeszcze smej. Pobieg zaraz do mieszkania Wokulskiego, lecz go tam nie zasta. 
Przyszed drugi raz o jedenastej w nocy, lecz w oknach byo ciemno, i pan 
Ignacy wrci do siebie zgnbiony. 
Na drugi dzie w Wielki Czwartek, Mraczewski ju nie pokaza si w sklepie. 
Pozostali koledzy jego byli smutni i czasem naradzali si midzy sob po cichu. 
Okoo pierwszej przyszed Wokulski. Lecz nim usiad do kantorka, otworzyy 
si drzwi i zwykym wahajcym si krokiem wbieg pan Krzeszowski zadajc 
sobie wiele trudu nad osadzeniem binokli na nosie. 
- Panie Wokulski - zawoa roztargniony go, prawie ode drzwi. - W tej chwili 
dowiaduj si... Jestem Krzeszowski... Dowiaduj si, e ten biedny Mraczewski 
z mojej winy otrzyma dymisj. Ale, panie Wokulski, ja wczoraj bynajmniej 
nie miaem pretensji do pana... Ja szanuj dyskrecj, jak okaza pan w sprawie 
mojej i mojej ony... Ja wiem, e pan jej odpowiedzia, jak przystao na 
dentelmena... 
- Panie baronie - odpar Wokulski - ja nie prosiem pana o wiadectwo 
przyzwoitoci. Poza obrbem tego - co pan kae?... 
- Przyszedem prosi o przebaczenie biednemu Mraczewskiemu, ktry nawet... 
- Do pana Mraczewskiego nie mam adnej pretensji, nawet tej, aeby do mnie 
wraca. 
Baron przygryz wargi. Chwil milcza, jakby odurzony szorstk odmow ; na 
koniec ukoni si i cicho powiedziawszy:  Przepraszam... opuci sklep. 
Panowie Klejn i Lisiecki cofnli si za szafy i po krtkiej naradzie wrcili do 
sklepu, od czasu do czasu rzucajc na siebie smutne, lecz wymowne spojrzenia. 
Okoo trzeciej po poudniu ukazaa si pani Krzeszowska. Zdawao si, e jest 
bledsza, ciejsza i jeszcze czarniej ubrana ni wczoraj. Lkliwie obejrzaa si 
po sklepie, a spostrzegszy Wokulskiego zbliya si do kantorka. 
- Panie - rzeka cicho - dzi dowiedziaam si, e pewien mody czowiek, 
Mraczewski, z mojej winy straci u pana miejsce. Jego nieszczliwa matka... 
- Pan Mraczewski ju nie jest u mnie i nie bdzie - odpar Wokulski z ukonem. 
- Czym wic mog pani suy?... 
Pani Krzeszowska miaa widocznie uoon dusz mow. Na nieszczcie 
spojrzaa Wokulskiemu w oczy i... z wyrazem:  Przepraszam... wysza ze 
sklepu. 
Panowie Klejn i Lisiecki mrugnli na siebie wymowniej ni dotychczas, lecz 
poprzestali na jednomylnym wzruszeniu ramionami. 
Dopiero okoo pitej po poudniu zbliy si do Wokulskiego Rzecki. Opar rce 
na kantorku i rzek pgosem: 
- Matka tego Mraczewskiego, Staku, jest bardzo biedna kobieta... 
-Zapa mu pensj do koca roku - odpar Wokulski. 
- Myl... Stasiu, myl, e nie mona a tak kara czowieka za to, e ma inne 
ni my przekonania polityczne... 
- Polityczne?... - powtrzy Wokulski takim tonem, e panu Ignacemu przeszed 
mrz po kociach... 
- Zreszt, powiem ci - cign dalej pan Ignacy - szkoda takiego subiekta. 
Chopak pikny, kobiety go pasjami lubi... 
-Pikny? - odpar Wokulski. -Wic niech pjdzie na utrzymanie, jeeli taki 
pikny. 
Pan Ignacy cofn si. Panowie Lisiecki i Klejn ju nawet nie spogldali na 
siebie. 
W godzin pniej przyszed do sklepu niejaki pan Ziba, ktrego Wokulski 
przedstawi jako nowego subiekta. 
Pan Ziba mia okoo lat trzydziestu ; by moe tak przystojny jak Mraczewski, 
ale wyglda nierwnie powaniej i taktowniej. Nim sklep zamknito, ju 
zaznajomi si, a nawet zdoby przyja swoich kolegw. Pan Rzecki odkry w 
nim zagorzaego bonapartyst; pan Lisiecki wyzna, e on sam obok Ziby jest 
bardzo bladym antysemit, a pan Klejn doszed do wniosku, e Ziba musi by 
co najmniej biskupem socjalizmu. 
Sowem, wszyscy byli kontenci, a pan Ziba spokojny. 
ROZDZIA DZIEWITY: 
KADKI, NA KTRYCH SPOTYKAJ SI LUDZIE
RӯNYCH WIATW 
W Wielki Pitek z rana Wokulski przypomnia sobie, e dzi i jutro hrabina 
Karolowa i panna Izabela bd kwestoway przy grobach. 
Trzeba tam pj i co da - pomyla i wyj z kasy pi zotych 
pimperiaw. - Chocia - doda po chwili - posaem im ju dywany, ptaszki 
piewajce, pozytywk, nawet fontann!... To chyba wystarczy na zbawienie 
jednej duszy. Nie pjd. 
Po poudniu jednak zrobi sobie uwag, e moe hrabina Karolowa liczy na 
niego. A w takim razie nie wypada cofa si lub zoy tylko pi 
pimperiaw. Wydoby wic z kasy jeszcze pi i wszystkie zawin w 
bibuk. 
Co prawda -mwi do siebie -bdzie tam panna Izabela, a tej nie mona 
ofiarowywa dziesiciu pimperiaw. 
Wic rozwin swj rulon, znowu dooy dziesi sztuk zota i jeszcze namyla 
si:  I czy nie i?... 
Nie - powiedzia - nie bd nalea do tej jarmarcznej dobroczynnoci. 
Rzuci rulon do kasy i w pitek nie poszed na groby. 
Ale w Wielk Sobot sprawa przedstawia mu si cakiem z nowego punktu. 
Oszalaem! - mwi. - Wic jeeli nie pjd do kocioa, gdzie j spotkam?... 
Jeeli nie pienidzmi, czym zwrc na siebie jej uwag?.. Trac rozsdek... 
Lecz jeszcze waha si i dopiero okoo drugiej po poudniu, gdy Rzecki z 
powodu wita kaza ju sklep zamyka, Wokulski wzi z kasy dwadziecia 
pi pimperiaw i poszed w stron kocioa. 
Nie wszed tam jednak od razu ; co go zatrzymywao. Chcia zobaczy pann 
Izabel, a jednoczenie lka si tego i wstydzi si swoich pimperiaw. 
Rzuci stos zota!... Jakie to imponujce w papierowych czasach i - jakie to 
dorobkiewiczowskie... No, ale co robi, jeeli one wanie na pienidze 
czekaj?... Moe nawet bdzie za mao?... 
Chodzi tam i na powrt po ulicy naprzeciw kocia nie mogc od niego oczu 
oderwa. 
Ju id - myla. - Zaraz... jeszcze chwilk... Ach, co si ze mn stao!... doda 
czujc, e jego rozdarta dusza nawet na tak prosty czyn nie moe zdoby 
si bez waha. 
Teraz przypomniat sobie: jak on dawno nie by w kociele. 
Kiedy to?... Na lubie raz... Na pogrzebie ony drugi raz... 
Lecz i w tym, i w tamtym wypadku nie wiedzia dobrze, co si koo niego 
dzieje; wic patrzy w tej chwili na koci jak na rzecz zupenie now dla 
siebie. 
Co to jest za ogromny gmach, ktry zamiast kominw ma wiee, w ktrym nikt 
nie mieszka, tylko pi prochy dawno zmarych?... Na co ta strata miejsca i 
murw, komu dniem i noc pali si wiato, w jakim celu schodz si tumy 
ludzi?... 
Na targ id po ywno, do sklepw po towary, do teatru po zabaw, ale po co 
tutaj?... 
Mimo woli porwnywa drobny wzrost stojcych pod kocioem pobonych z 
olbrzymimi rozmiarami witego budynku i przysza mu myl szczeglna. e 
jak kiedy na ziemi pracoway potne sily dwigajc z paskiego ldu acuchy 
gr, tak kiedy w ludzkoci istniaa inna niezmierna sia, ktra wydwigna 
tego rodzaju budowle. Patrzc na podobne gmachy mona by sdzi, e w gbi 
naszej planety mieszkali olbrzymowie, ktrzy wydzierajc si gdzie w gr, 
podwaali skorup ziemsk i zostawiali lady tych ruchw w formie 
imponujcych jaski. 
Dokd oni wydzierali si? Do innego, podobno wyszego wiata. A jeeli 
morskie przypywy dowodz, e ksiyc nie jest zudnym blaskiem, tylko realn 
rzeczywistoci, dlaczego te dziwne budynki nie miayby stwierdza 
rzeczywistoci innego wiata?... Czyli on sabiej pociga za sob dusze ludzkie 
anieli ksiyc fale - oceanu?... 
Wszed do kocioa i zaraz na wstpie znowu uderzy go nowy widok. Kilka 
ebraczek i ebrakw bagao o jamun, ktr Bg zwrci litociwym w yciu 
przyszym. Jedni z pobonych caowali nogi Chrystusa umczonego przez 
pastwo rzymskie, inni w progu upadszy na kolana wznosili do gry rce i 
oczy, jakby zapatrzeni w nadziemsk wizj. Koci pogrony by w 
ciemnoci, ktrej nie mg rozproszy blask kilkunastu wiec poncych w 
srebrnych kandelabrach. Tu i wdzie na posadzce wityni wida byo 
niewyrane cienie ludzi lecych krzyem albo zgitych ku ziemi, jakby kryli 
si ze swoj pobonoci pen pokory. Patrzc na te ciaa nieruchome mona 
byo myle, e na chwil opuciy je dusze i ucieky do jakiego lepszego 
wiata. 
Rozumiem teraz - pomyla Wokulski - dlaczego odwiedzanie kociow 
umacnia wiar. Tu wszystko urzdzone jest tak, e przypomina wieczno. 
Od pogronych w modlitwie cieniw wzrok jego pobieg ku wiatu. I zobaczy 
w rnych punktach wityni stoy okryte dywanami, na nich tace pene 
bankocetli, srebra i zota, a dokoa nich damy siedzce na wygodnych fotelach, 
odziane w jedwab, pira i aksamity, otoczone weso modzie. 
Najpoboniejsze pukay na przechodniw, wszystkie rozmawiay i bawiy si 
jak na raucie. 
Zdawao si Wokulskiemu, e w tej chwili widzi przed sob trzy wiaty. Jeden 
(dawno ju zeszed z ziemi), ktry modli si i dwiga na chwa Boga potne 
gmachy. Drugi, ubogi i pokorny, ktry umia modli si, lecz wznosi tylko 
lepianki, i - trzeci, ktry dla siebie murowa paace, ale ju zapomnia o 
modlitwie i z domw boych zrobi miejsce schadzek; jak niefrasobliwe ptaki, 
ktre buduj gniazda i zawodz pieni na grobach polegych bohaterw. 
A czyme ja jestem, zarwno obcy im wszystkim?... 
Moe jeste okiem elaznego przetaka, w ktry rzuc ich wszystkich, aby 
oddzieli stche plewy od ziarna - odpowiedzia mu jaki gos. 
Wokulski obejrza si.  Przywidzenie chorej wyobrani. Jednoczenie przy 
czwartym stole, w gbi kocioa, spostrzeg hrabin Karolow i pann Izabel. 
Obie rwnie siedziay nad tac z pienidzmi i trzymay w rkach ksiki, 
zapewne do naboestwa. Za krzesem hrabiny sta sucy w czarnej liberii. 
Wokulski poszed ku nim potrcajc klczcych i omijajc inne stoy, przy 
ktrych pukano na niego zawzicie. Zbliy si do tacy i ukoniwszy si 
hrabinie, pooy swj rulon imperiaw. 
Boe - pomyla - jak ja gupio musz wyglda z tymi pienidzmi. 
Hrabina odoya ksik. 
-Witam ci, panie Wokulski - rzeka. -Wiesz, mylaam, e ju nie przyjdziesz, 
i powiem ci, e nawet byo mi troch przykro. 
- Mwiam cioci, e przyjdzie, i do tego z workiem zota odezwaa si po 
angielsku panna Izabela. 
Hrabinie wystpi na czoo rumieniec i gsty pot. Zlka si sw siostrzenicy 
przypuszczajc, e Wokulski rozumie po angielsku. 
- Prosz ci, panie Wokulski - rzeka prdko - sid tu na chwil, bo delegowany 
nas opuci. Pozwolisz, e uo twoje imperiay na wierzchu, dla zawstydzenia 
tych panw, ktrzy wol wydawa pienidze na szampana... 
- Ale niech si ciocia uspokoi - wtrcia panna Izabela znowu po angielsku. On 
z pewnoci nie rozumie... 
Tym razem i Wokulski zarumieni si. 
- Prosz ci, Belu - rzeka hrabina tonem uroczystym - pan Wokulski... ktry tak 
hojn ofiar zoy na nasz ochron... 
-Syszaam -odpowiedziaa panna Izabela po polsku, na znak powitania 
przymykajc powieki. 
- Pani hrabina - rzek troch artobliwie Wokulski - chce mnie pozbawi zasugi 
w yciu przyszym, chwalc postpki, ktre zreszt mogem spenia w 
widokach zysku. 
- Domylaam si tego - szepna panna Izabela po angielsku. 
Hrabina o mao nie zemdlaa czujc, e Wokulski musi domyla si znaczenia 
sw jej siostrzenicy, choby nie zna adnego jzyka. 
- Moesz, panie Wokulski - rzeka z gorczkowym popiechem - moesz atwo 
zdoby sobie zasug w yciu przyszym, choby... przebaczajc urazy... 
-Zawsze je przebaczam -odpar nieco zdziwiony. 
- Pozwl sobie powiedzie, e nie zawsze - cigna hrabina. - Jestem stara 
kobieta i twoja przyjacika, panie Wokulski - dodaa z naciskiem - wic zrobisz 
mi pewne ustpstwo... 
- Czekam na rozkazy pani. 
- Onegdaj dae dymisj jednemu z twoich... urzdnikw, niejakiemu 
Mraczewskiemu... 
- Za c to?... - nagle odezwaa si panna Izabela. 
- Nie wiem - rzeka hrabina. - Podobno chodzio o rnic przekona 
politycznych czy co w tym gucie... 
- Wic ten mody czowiek ma przekonania?... - zawoaa panna Izabela. - To 
ciekawe!... 
Powiedziaa to w sposb tak zabawny, e Wokulski poczu, jak ustpuje mu z 
serca niech do Mraczewskiego. 
-Nie o przekonania chodzio, pani hrabino - odezwa si - ale o nietaktowne 
uwagi o osobach, ktre odwiedzaj nasz magazyn. 
-Moe te osoby same postpuj nietaktownie - wtrcia panna Izabela. 
- Im wolno, one za to pac - odpowiedzia spokojnie Wokulski. - Nam nie. 
Silny rumieniec wystpi na twarz panny Izabeli. Wzia ksik i zacza 
czyta. 
- Ale swoj drog dasz si ubaga, panie Wokulski - rzeka hrabina. - Znam 
matk tego chopca, i wierz mi, e przykro patrze na jej rozpacz... 
Wokulski zamyli si. 
-Dobrze -odpowiedzia - dam mu posad, ale w Moskwie. 
- A jego biedna matka?... - zapytaa hrabina tonem proszcym. 
- Wic podwysz mu o dwiecie... o trzysta rubli pensj - odpar. 
W tej chwili zbliyo si do stou kilkoro dzieci, ktrym hrabina zacza 
rozdawa obrazki. Wokulski wsta z fotelu i aby nie przeszkadza pobonym 
zajciom, przeszed na stron panny Izabeli. 
Panna Izabela podniosa oczy od ksiki i dziwnym wzrokiem patrzc na 
Wokulskiego spytaa: 
-Pan nigdy nie cofa swoich postanowie? 
- Nie - odpowiedzia. Ale w tej chwili spuci oczy. 
-A gdybym poprosia za tym modym czowiekiem?... 
Wokulski spojrza na ni zdumiony. 
- W takim razie odpowiedziabym, e pan Mraczewski straci miejsce, poniewa 
niestosownie odzywa si o osobach, ktre zaszczyciy go troch askawszym 
tonem w rozmowie... Jeeli jednak pani kae... 
Teraz panna Izabela spucia oczy, zmieszana w wysokim stopniu. 
- A... a!... wszystko mi jedno w rezultacie, gdzie osiedli si ten mody czowiek. 
Niech jedzie i do Moskwy. 
- Tam te pojedzie - odpar Wokulski. - Moje uszanowanie paniom -doda 
kaniajc si. 
Hrabina podaa mu rk. 
- Dzikuj ci, panie Wokulski, za pami i prosz, aeby przyszed do mnie na 
wicone. Bardzo ci prosz, panie Wokulski - dodaa z naciskiem. 
Nagle spostrzegszy jaki ruch na rodku kocioa zwrcia si do sucego: 
-Ide, mj Ksawery, do pani prezesowej i pro, aeby nam.pozwolia swego 
powozu. Powiedz, e nam ko zachorowa. 
- Na kiedy janie pani rozkae? - spyta sucy. 
- Tak... za ptorej godziny. Prawda, Belu, e nie posiedzimy tu.duej? 
Sucy podszed do stou przy drzwiach. 
- Wic do jutra, panie Wokulski - rzeka hrabina. - Spotkasz u mnie wielu 
znajomych. Bdzie kilku panw z Towarzystwa Dobroczynnoci... 
Aha!.. -pomyla Wokulski egnajc hrabin. Czu dla niej w tej chwili tak 
wdziczno, e na jej ochron oddaby poow majtku. 
Panna Izabela z daleka kiwna mu gow i znowu spojrzaa w sposb, ktry 
wyda mu si bardzo niezwykym. A gdy Wokulski znikn w cieniach kocioa, 
rzeka do hrabiny: 
- Cioteczka kokietuje tego pana. Ej! ciociu, to zaczyna by podejrzane... 
- Twj ojciec ma suszno - odpara hrabina - ten czowiek moe by 
uytecznym. Zreszt za granic podobne stosunki nale do dobrego tonu. 
- A jeeli te stosunki przewrc mu w gowie?... - spytaa panna Izabela. 
- W takim razie dowidby, e ma sab gow - odpowiedziaa krtko hrabina 
biorc si do ksiki nabonej. 
Wokulski nie opuci kocioa, ale w pobliu drzwi skrci w boczn naw. Tu 
przy grobie Chrystusa, naprzeciw stolika hrabiny, sta w kcie pusty 
konfesjona. Wokulski wszed do niego, przymkn drzwiczki i niewidzialny, 
przypatrywa si pannie Izabeli. 
Trzymaa w rku ksik spogldajc od czasu do czasu na drzwi kocielne. Na 
twarzy jej malowao si zmczenie i nuda. Czasami do stolika zbliay si dzieci 
po obrazki; panna Izabela niektrym podawaa je sama z takim ruchem, jakby 
chciaa powiedzie: ach, kiedy si to skoczy!... 
I to wszystko robi si nie przez pobono ani przez mio do dzieci, ale dla 
rozgosu i w celu wyjcia za m - pomyla Wokulski. - No i ja take - doda niemao 
robi dla reklamy i oenienia si. wiat adnie urzdzony! Zamiast po 
prostu pyta si: kochasz mnie czy nie kochasz? albo: chcesz mnie czy nie 
chcesz? ja wyrzucam setki rubli, a ona kilka godzin nudzi si na wystawie i 
udaje pobon. 
A jeeli odpowiedziaaby, e mnie kocha? Wszystkie te ceremonie maj dobr 
stron: daj czas i mono zaznajomienia si. 
le to jednak nie umie po angielsku... Dz wiedziabym, co o mnie myli: bo 
jestem pewny, e o mnie mwia do swej ciotki. Trzeba nauczy si... 
Albo wemy takie gupstwo jak powz... Gdybym mia powz, mgbym j 
teraz odesa do domu z ciotk, i znowu zawizaby si midzy nami jeden 
wze... Tak, powz przyda mi si w kadym razie. Przysporzy z tysic rubli 
wydatkw na rok, ale c zrobi? Musz by gotowym na wszystkich punktach. 
Powz... angielszczyzna... przeszo dwiecie rubli na jedn kwest!... I to robi 
ja, ktry tym pogardzam... Waciwie jednak - na c bd wydawa pienidze, 
jeeli nie na zapewnienie sobie szczcia? Co mnie obchodz jakie teorie 
oszczdnoci, gdy czuj bl w sercu? 
Dalszy bieg myli przerwaa mu smutna, brzczca melodia. Bya to muzyka 
szkatuki grajcej, po ktrej nastpi wiegot sztucznych ptakw; a gdy one 
milky, rozlega si cichy szelest fontanny, szept modlitw i westchnienia 
pobonych. 
W nawie, u konfesjonau, u drzwi kaplicy grobowej, wida byo zgite postacie 
klczcych. Niektrzy czogali si do krucyfiksu na pododze i ucaowawszy go 
kadli na tacy drobne pienidze wydobyte z chustki do nosa. 
W gbi kaplicy, w powodzi wiata, lea biay Chrystus otoczony kwiatami. 
Zdawao si Wokulskiemu, e pod wpywem migotliwych pomykw twarz jego 
oywia si przybierajc wyraz groby albo litoci i aski. Kiedy pozytywka 
wygrywaa ucj z Lamermooru albo kiedy ze rodka kocioa dolecia stukot 
pienidzy i francuskie wykrzykniki, oblicze Chrystusa ciemniao. Ale kiedy do 
krucyfiksu zbliy si jaki biedak i opowiada Ukrzyowanemu swoje strapienia, 
Chrystus otwiera martwe usta i w szmerze fontanny powtarza 
bogosawiestwa i obietnice... 
Bogosawieni cisi... Bogosawieni smutni... 
Do tacy podesza moda, urowana dziewczyna. Pooya srebrn 
czterdziestwk, ale nie miaa dotkn krzya. Klczcy obok z niechci 
patrzyli na jej aksamitny kaftanik i jaskrawy kapelusz. Ale gdy Chrystus 
szepn:  Kto z was jest bez grzechu, niech rzuci na ni kamieniem, pada na 
posadzk i ucaowaa jego nogi jak niegdy Maria Magdalena. 
Bogosawieni, ktrzy akn sprawiedliwoci... Bogosawieni, ktrzy pacz... 
Z gbokim wzruszeniem przypatrywa si Wokulski pogronemu w 
kocielnym mroku tumowi, ktry z tak cierpliw wiar od osiemnastu wiekw 
oczekuje spenienia si boskich obietnic. 
Kiedy to bdzie!... - pomyla. 
Pole Syn Czowieczy anioy swoje, a oni zbior wszystkie zgorszenia i tych, 
ktrzy nieprawo czyni, jako zbiera si kkol i pali si go ogniem. 
Machinalnie spojrza na rodek kocioa. Przy bliszym stoliku hrabina 
drzemaa, a panna Izabela ziewaa, przy dalszym trzy nie znane mu damy 
zamieway si z opowiada jakiego wykwintnego modzieca. 
Inny wiat... inny wiat!... - myla Wokulski. - Co za fatalno popycha mnie 
w tamt stron? 
W tej chwili tu obok konfesjonau stana, a potem uklka osoba moda, 
ubrana bardzo starannie, z ma dziewczynk. 
Wokulski przypatrzy si jej i dostrzeg, e jest niezwykle pikna. Uderzy go 
nade wszystko wyraz jej twarzy, jakby do tego grobu przysza nie z modlitw, 
ale z zapytaniem i skarg. 
Przeegnaa si, lecz zobaczywszy tac wydobya woreczek z pienidzmi. 
- Id, Helusiu - rzeka pgosem do dziecka - po to na tacy i pocauj Pana 
Jezusa. 
- Gdzie, prosz mamy, pocaowa? 
- W rczk i w nk... 
- I w buzi? 
-W buzi nie mona. 
- Ech, co tam!... - Pobiega do tacy i pochylia si nad krzyem. 
- A widzi mama - zawoaa powracajc - pocaowaam i Pan Jezus nic nie 
powiedzia. 
- Niech Helusia bdzie grzeczna - odpara matka. - Lepiej uklknij i zmw 
paciorek. 
- Jaki paciorek? 
- Trzy Ojcze nasz, trzy Zdrowa... 
- Taki duy paciorek?... a ja taka malutka... 
- No, to zmw jedno Zdrowa... Tylko uklknij... Patrz si tam... 
- Ju patrz. Zdrowa, Maria, aski pena... Czy to, prosz mamy, ptaszki 
piewaj? 
- Ptaszki sztuczne. Mw paciorek. 
- Jakie to sztuczne? 
- Zmw pierwej paciorek. 
- Kiedy nie pamitam, gdzie skoczyam... 
- Wic mw za mam: Zdrowa, Maria... 
- mierci naszej. Amen - dokoczya dziewczynka. - A z czego robi si 
sztuczne ptaszki? 
- Heluniu, bd cicho, bo nigdy ci nie pocauj - szepna strapiona matka. -
Masz tu ksik i ogldaj obrazki, jak Pan Jezus by mczony. 
Dziewczynka usiada z ksik na stopniach konfesjonau i ucicha. 
Co to za mia dziecina! - myla Wokulski. - Gdyby bya moj, zdaje si, e 
odzyskabym rwnowag umysu, ktr dzi trac z dnia na dzie. I matka 
przeliczna kobieta. Jakie wosy, profil, oczy... Prosi Boga, aeby 
zmartwychwstao ich szczcie... Pikna i nieszczliwa ; musi by wdow. 
Ot, gdybym j by spotka rok temu. 
I jeste tu ad na wiecie?... O krok od siebie staje dwoje ludzi nieszczliwych; 
jedno szuka mioci i rodziny, drugie moe walczy z bied i brakiem opieki. 
Kade znalazoby w drugim to, czego potrzebuje, no - i nie zejd si... Jedno 
przychodzi baga Boga o miosierdzie, drugie wyrzuca pienidze dla 
stosunkw. Kto wie, czy parset rubli nie byoby dla tej kobiety szczciem? 
Ale ona ich nie dostanie; Bg w tych czasach nie sucha modlitwy ucinionych. 
A gdyby jednak dowiedzie si, kto ona jest?... Moe bym potrafi jej dopomc. 
Dlaczego wzniose obietnice Chrystusa nie maj by spenione; choby przez 
takich jak ja niedowiarkw, skoro poboni zajmuj si czym innym? 
W tej chwili Wokulskiemu zrobio si gorco... Do stolika hrabiny zbliy si 
elegancki modzieniec i co pooy na tacy. Na jego widok panna Izabela 
zarumienia si i oczy jej nabray tego dziwnego wyrazu, ktry zawsze tak 
zastanawia Wokulskiego. 
Na wezwanie hrabiny elegant siad na tym samym fotelu, ktry niedawno 
zajmowa Wokulski, i zawizaa si ywa rozmowa. Wokulski nie sysza jej 
treci, tylko czu, e w mzgu wypala mu si obraz tego towarzystwa. 
Kosztowny dywan, srebrna taca zasypana na wierzchu garci imperiaw, dwa 
wieczniki, dziesi pomykw, hrabina odziana w grub aob, mody 
czowiek zapatrzony w pann Izabel i ona -rozpromieniona.Nawet ten 
szczeg nie uszed jego uwagi, e od blasku pomykw hrabinie wiec si 
policzki, modemu czowiekowi koniec nosa, a pannie Izabeli oczy. 
Czy oni kochaj si? - myla. - Wic dlaczeg by si nie pobrali?... - Moe 
on nie ma pienidzy... Lecz w takim razie co znacz jej spojrzenia?... Podobne 
rzucaa dzi na mnie. Prawda, e panna na wydaniu musi mie kilku albo i 
kilkunastu wielbicieli i wabi wszystkich, aeby... sprzeda si najwicej 
ofiarujcemu! 
Przyszed delegowany. Hrabina podniosa si z fotelu, to samo zrobia panna 
Izabela i przystojny modzieniec, i wszyscy troje z wielkim szelestem poszli ku 
drzwiom zatrzymujc si przy innych stolikach. Kady z asystujcej tam 
modziey gorco wita pann Izabel, a ona kadego obdarzaa tymi samymi, 
zupenie tymi samymi spojrzeniami, ktre Wokulskiemu zachwiay rozum. 
Wreszcie wszystko ucicho: hrabina i panna Izabela opuciy koci. 
Wokulski ockn si i spojrza bliej siebie. Piknej pani z dzieckiem ju nie 
byo. 
Jaka szkoda! - szepn i uczu lekkie cinicie serca. 
Natomiast obok krzya lecego na ziemi wci klczaa moda dziewczyna w 
aksamitnym kaftaniku i jaskrawym kapeluszu. Gdy zwrcia oczy na owietlony 
grb, jej take bysno co na wyrowanych policzkach. Jeszcze raz ucaowaa 
nogi Chrystusowi, ciko podniosa si i wysza. 
Bogosawieni, ktrzy pacz... Nieche przynajmniej tobie zmary Chrystus 
dotrzyma obietnicy - pomyla Wokulski i wyszed za ni. 
W kruchcie spostrzeg, e dziewczyna rozdaje jamun dziadom. I opanowaa 
go okrutna bole na myl, e z dwu kobiet, z ktrych jedna chce si sprzeda za 
majtek, a druga ju si sprzedaje z ndzy, ta druga, okryta hab, wobec 
jakiego wyszego trybunau moe byaby Iepsz i czystsz. 
Na ulicy zrwna si z ni i zapyta: 
-Dokd idziesz? 
Na jej twarzy zna byo lady ez. Podniosa na Wokulskiego apatyczne 
wejrzenie i odpara: 
-Mog pj z panem. 
- Tak mwisz?... Wic chod. 
Nie byo jeszcze pitej, dzie duy; kilku przechodniw obejrzao si za nimi. 
Trzeba by kompletnym baznem, aeby robi co podobnego - pomyla 
Wokulski idc w stron sklepu. -Mniejsza o skandal, ale co, u diaba, za 
projekta snuj mi si po bie? Apostolstwo?... Szczyt gupoty. 
Wreszcie - wszystko mi jedno; jestem tylko wykonawc cudzej woli. 
Wszed w bram domu, w ktrym znajdowa si sklep, i skrci do pokoju 
Rzeckiego, a za nim dziewczyna. Pan Ignacy by u siebie i zobaczywszy 
szczegln par, rozoy rce z podziwu. 
-Czy moesz wyj na kilka minut? - zapyta go Wokulski. 
Pan Ignacy nie odpowiedzia nic. Wzi klucz od tylnych drzwi sklepu i opuci 
pokj. 
- Dwu? - szepna dziewczyna wyjmujc szpilk z kapelusza. 
-Za pozwoleniem -przerwa jej Wokulski. -Dopiero co bya w kocieIe, 
wszak prawda, moja pani? 
-Pan mnie widzia? 
-Modlia si i pakaa. Czy mog wiedzie, z jakiego powodu? 
Dziewczyna zdziwia si i wzruszajc ramionami odpara: 
- Czy pan jest ksidz, e si o to pyta? 
A przypatrzywszy si uwaniej Wokulskiemu dodaa: 
- Ech! take zawracanie gowy... Dowcipny! 
Zabieraa si do odejcia, ale zatrzyma j Wokulski. 
-Poczekaj. Jest kto, ktry chciaby ci dopomc, wic nie spiesz si i 
odpowiadaj szczerze... 
Znowu przypatrzya mu si. Nagle oczy jej zamiay si, a na twarz wystpi 
rumieniec. 
- Wiem - zawoaa - pan pewnie od tego starego pana!... On kilka razy 
obiecywa, e mnie wemie... Czy on bardzo bogaty?... Pewnie, e bardzo... 
Jedzi powozem i siada w pierwszych rzdach w teatrze. 
- Posuchaj mnie - przerwa - i odpowiadaj: czego pakaa w kociele? 
- A bo, widzi pan... - zacza dziewczyna i opowiedziaa tak cyniczn histori 
jakiego sporu z gospodyni, e suchajc jej Wokulski poblad. 
Oto zwierz! - szepn. 
- Poszam na groby - mwia dalej dziewczyna - mylaam, e si troch 
rozerw. Gdzie tam, com wspomniaa o starej, to a mi zy pocieky ze zoci. 
Zaczam prosi Pana Boga, aeby albo star choroba zatuka, albo ebym ja od 
niej wysza. I wida Bg wysucha, kiedy ten pan chce mnie zabra. 
Wokulski siedzia bez ruchu. Wreszcie zapyta: 
- Ile masz lat? 
-Mwi si, e szesnacie, ale naprawd mam dziewitnacie. 
- Chcesz stamtd wyj? 
- A - choby do pieka. Ju mi tak dokuczyli... Ale... 
- C? 
- Pewno nic z tego nie bdzie... Wyjd dzi, to po witach sprowadz mnie i 
zapac jak wtedy w karnawale, com pniej tydzie leaa. 
- Nie sprowadz. 
-Akurat! Mam przecie dug... 
- Duy? 
Oho!... z pidziesit rubli. Nie wiem nawet, skd si wzi, bo za wszystko 
pac podwjnie. Ale jest... U nas tak zawsze. A jeszcze jak usysz, e tamten 
pan ma pienidze, to powiedz, e ich okradam, i narachuj, ile im si podoba. 
Wokulski czu, e opuszcza go odwaga. 
- Powiedz mi, czy ty zechcesz pracowa? 
- A co bd miaa do roboty? 
- Nauczysz si szy. 
- To na nic. Byam przecie w szwalni. Ale z omiu rubli na miesic nikt nie 
wyyje. Wreszcie - jestem tyle jeszcze warta, e mog nikogo nie obszywa. 
Wokulski podnis gow. 
- Nie chcesz wyj stamtd! 
- Ale chc! 
- Wic decyduj si natychmiast. Albo wemiesz si do roboty, bo darmo nikt na 
wiecie chleba nie jada... 
- I to nieprawda - przerwaa. - Ten stary pan nic przecie nie robi, a pienidze ma. 
Nieraz te mwi, e mnie ju o nic gowa nie zaboli... 
- Nie pjdziesz do adnego pana, tylko do magdalenek. Albo wracaj na miejsce. 
- Magdalenki mnie nie wezm. Trzeba zapaci dug i mie porczenie... 
- Wszystko bdzie zaatwione, jeeli tam pjdziesz. 
-Jake ja do nich pjd? 
- Dam ci list, ktry zaraz odniesiesz, i tam zostaniesz. Chcesz czy nie chcesz?.. 
- Ha, niech pan da list. Zobacz, jak mi tam bdzie. 
Usiada i ogldaa si po pokoju. 
Wokulski napisa list, opowiedzia, gdzie ma i, i w kocu doda: 
- Masz wz i przewz. Bdziesz dobra i pracowita, bdzie ci dobrze; ale jeeli 
nie skorzystasz z okazji, rb, co ci si podoba. Moesz i. 
Dziewczyna rozemiaa si. 
- To stara bdzie si wcieka... To jej narobi... Cha... Cha!... Ale... moe pan 
tylko naciga? 
-Id - odpowiedzia Wokulski wskazujc drzwi. 
Jeszcze raz przypatrzya mu si z uwag i wysza wzruszajc ramionami. 
W chwil po jej odejciu ukaza si pan Ignacy. 
- C to za znajomo? - spyta kwano. 
- Prawda!... - rzek zamylony Wokulski. - Nie widziaem jeszcze podobnego 
bydlcia, chocia znam duo bydlt. 
- W samej Warszawie jest ich tysice - odpar Rzecki. 
-Wiem. Tpienie ich do niczego nie doprowadzi, bo cigle si odradzaj, wic 
wniosek, e prdzej czy pniej spoeczeristwo musi si przebudowa od 
fundamentw do szczytu. Albo zgnije. 
- Aha!... - szepn Rzecki. - Domylaem si tego. 
Wokulski poegna go. Dowiadcza takich uczu, jak chory na gorczk, 
ktrego oblano zimn wod. 
Nim jednak przebuduje si spoeczno - myla - widz, e sfera mojej 
filantropii bardzo si uszczupli. Majtek mj nie wystarczyby na 
uszlachetnianie instynktw nieludzkich. Wol ziewajce kwestarki nieli 
modlce si i paczce potwory. 
Obraz panny Izabeli ukaza mu si otoczony janiejszym ni kiedykolwiek 
blaskiem. Krew bia mu do gowy i upokarza si w duchu na myl, e z 
podobnym stworzeniem mg j zestawi! 
Wol ja wyrzuca pienidze na powozy i konie anieli na tego rodzaju nieszczcia!... 
W Wielk Niedziel Wokulski najtym powozem zajecha przed mieszkanie 
hrabiny. Zasta ju dugi szereg ekwipaw bardzo rozmaitego dostojestwa. 
Byy tam eleganckie doroki obsugujce zot modzie i doroki zwyczajne, 
wzite na godziny przez emerytw; stare karety, stare konie, stara uprz i 
suba w wytartej liberii, i nowe, prosto z Wiednia powoziki, przy ktrych 
lokaje mieli kwiaty w butonierkach, a furmani opierali bat na biodrze, jak 
marszakowsk buaw. Nie brako i fantastycznych kozakw, odzianych w 
spodnie tak szerokie, jakby tam wanie ich panowie umiecili swoj ambicj. 
Dostrzeg te mimochodem, e w gronie zebranych wonicw suba wielkich 
panw zachowywaa si w sposb peen godnoci, bankierscy chcieli rej 
wodzi, za co im wymylano, a dorokarze byli najrezolutniejsi. Furmani za 
powozw najtych trzymali si blisko siebie, gardzcy reszt i przez ni 
pogardzani. 
Gdy Wokulski wszed do przysionka, siwy szwajcar w czerwonej wstdze 
ukoni mu si gboko i otworzy drzwi do kontramarkarni, gdzie dentelmen w 
czarnym fraku zdj z niego palto. Jednoczenie za zabieg mu drog Jzef, 
lokaj hrabiny, ktry dobrze zna Wokulskiego ; przenosi bowiem z jego sklepu 
do kocioa pozytywk i piewajce ptaszki. 
- Janie pani czeka - rzek Jzef. 
Wokulski sign do kamizelki i da mu pi rubli czujc, e poczyna sobie jak 
parweniusz. 
Ach, jaki ja jestem gupi! - myla. - Nie, nie jestem; gupi. Jestem tylko 
dorobkiewicz, ktry w tym pastwie musi opaca si kademu na kadym 
kroku. No, nawracanie jawnogrzesznic kosztuje wicej. 
Szed po marmurowych schodach ozdobionych kwiatami, a Jzef przed nim. Na 
pierwszej kondygnacji mia kapelusz na gowie, na drugiej zdj go nie wiedzc, 
czy robi stosownie, czy niestosownie. 
W rezultacie mgbym midzy nich wszystkich wej w kapeluszu na gowie 
- rzek do siebie. 
Dostrzeg, e Jzef mimo swego wieku, wicej ni redniego, bieg po schodach 
jak ania i na grze gdzie si podzia, a Wokulski zosta sam, nie wiedzc, 
dokd uda si i komu si zameldowa. Bya to krtka chwila, lecz w 
Wokulskim gniew zakipia. 
Jakimi to oni formami obwarowali si, co? - pomyla. - A... gdybym to mg 
wszystko zwali!... 
I przywidziao mu si w cigu kilkunastu sekund, e midzy nim a tym 
czcigodnym wiatem form wykwintnych musi si stoczy walka, w ktrej albo 
ten wiat runie, albo - on zginie. 
Wic dobrze, zgin... Ale zostawi po sobie pamitk!... 
Zostawisz przebaczenie i lito - szepn mu jaki gos. 
Czyem ja a tak nikczemny! 
Nie, jeste a tak szlachetny 
Ockn si - przy nim sta pan Tomasz cki. 
- Witam ci, panie Stanisawie -rzek z waciw mu majestatycznoci. -
Witam ci tym gorcej, e przybycie twoje do nas czy si z bardzo miym 
wypadkiem w rodzinie... 
Czyby zarczya si panna Izabela?... - pomyla Wokulski i pociemniao mu 
w oczach. 
- Wyobra pan sobie, e z okazji twego tu przybycia... Syszysz, panie 
Stanisawie?... Z okazji twojej wizyty u nas ja pogodziem si z pani Joann, z 
moj siostr... Ale pan zblade?... Znajdziesz tu wielu znajomych.... Nie 
wyobraaj sobie, e arystokracja jest tak straszn... 
Wokulski otrzsn si. 
- Panie cki - odpar chodno - w moim namiocie pod Plewn bywali wiksi 
panowie. I byli dla mnie tyle akawi, e nieatwo wzrusz si widokiem nawet 
tak wielkich, jakich... nie znajd w Warszawie. 
- A... A!... - szepn pan Tomasz i ukoni mu si. Wokulski zdumia si. 
Oto fagas! -.przemkno mu przez gow. - I ja... ja!... miabym z takimi ludmi 
robi sobie ceremonie?.. 
Pan cki wzi go pod rk i w sposb bardzo uroczysty wprowadzi do 
pierwszego salonu, gdzie byli sami mczyni. 
- Widzisz pan: hrabia... - zacz pan Tomasz. 
-Znam -odpar Wokulski, a w duchu doda: - Winien mi ze trzysta rubli... 
- Bankier... - objania dalej pan Tomasz. Ale nim powiedzia nazwisko, bankier 
sam zbliy si do nich i przywitawszy Wokulskiego rzek: 
-Bj si pan Boga, z Parya ogromnie ekscytuj nas o te bulwary... Czy pan im 
odpowiedziae? 
- Pierwej chciaem porozumie si z panem - odpar Wokulski. 
- Wic zejdmy si gdzie. Kiedy pan jeste w domu? 
-Nie mam staej godziny, wol by u pana. 
- To wstp pan do mnie we rod na niadanie i raz skoczmy. 
Poegnali si. Pan Tomasz czulej przycisn rami Wokulskiego. 
- Jenera... - zacz. 
Jenera ujrzawszy Wokulskiego poda mu rk i przywitali si jak starzy 
znajomi. 
Pan Tomasz stawa si coraz tkliwszym dla Wokulskiego i zaczyna dziwi si 
widzc, e kupiec galanteryjny zna najwybitniejsze osobistoci w miecie, a nie 
zna tylko tych, ktrzy odznaczali si tytuem albo majtkiem, nic zreszt nie 
robic. 
Przy wejciu do drugiego salonu, gdzie byo kilka dam, zastpia im drog 
hrabina Karolowa. Koo niej przesun si sucy Jzef. 
Rozstawili pikiety - pomyla Wokulski -aeby nie skompromitowa 
dorobkiewicza. Grzecznie to z ich strony, ale... 
- Jake si ciesz, panie Wokulski - rzeka hrabina odbierajc go panu 
Tomaszowi - jake si ciesz, e spenie moj prob... Jest tu wanie osoba, 
ktra pragnie pozna si z panem. 
W pierwszym salonie ukazanie si Wokulskiego zrobio pewn sensacj. 
- Jenerale - mwi hrabia - hrabina zaczyna nam sprowadza kupcw 
galanteryjnych. Ten Wokulski... 
- On taki kupiec jak ja i pan - odpar jenera. 
-Mj ksi - mwi inny hrabia - skd wzi si tu ten jaki Wokulski? 
- Zaprosia go gospodyni - odpar ksi. 
- Nie mam przesdu co do kupcw - cign dalej hrabia - ale ten Wokulski, 
ktry zajmowa si dostaw w czasie wojny i zrobi na niej majtek... 
- Tak... tak... - przerwa ksi. - Ten rodzaj majtkw bywa zwykle niepewny, 
ale za Wokulskiego rcz. Hrabina mwia ze mn, a ja zapytywaem oficerw, 
ktrzy byli na wojnie, midzy innymi mojego siostrzeca. Ot o Wokulskim 
byo jedno zdanie, e dostawa, ktrej si on dotkn, bya uczciwa. Nawet 
onierze, ile razy dostali dobry chleb, mwili, e musia by pieczony z mki 
od Wokulskiego. Wicej hrabiemu powiem - cign ksi - e Wokulski, ktry 
swoj rzetelnoci zwrci na siebie uwag osb najwyej pooonych; miewa 
bardzo pontne propozycje. W styczniu tego oto roku dawano mu dwakro sto 
tysicy rubli tylko za firm do pewnego przedsibiorstwa i nie przyj... 
Hrabia umiechn si i rzek: 
- Miaby wicej o dwakro sto tysicy rubli... 
- Miaby, ale nie byby dzi tutaj - odpar ksi i kiwnwszy gow hrabiemu 
odszed. 
- Stary wariat - szepn hrabia, pogardliwie spogldajc za ksiciem. 
W trzecim salonie, dokd wszed z hrabin Wokulski, znajdowa si bufet 
tudzie mnstwo wikszych i mniejszych stolikw, przy ktrych dwjkami, 
trjkami, nawet czwrkami siedzieli zaproszeni. Kilku sucych roznosio 
potrawy i wina, a dyrygowaa nimi panna Izabela, widocznie zastpujc 
gospodyni. Miaa na sobie bladoniebiesk sukni i wielkie pery na szyi. Bya 
tak pikna i tak majestatyczna w ruchach, e Wokulski patrzc na ni 
skamienia. 
Nawet marzy o niej nie mog!... - pomyla z rozpacz. 
Jednoczenie we framudze okna spostrzeg modego czowieka, ktry by 
wczoraj na grobach, a dzi siedzia sam przy maym stoliczku nie spuszczajc 
oka z panny Izabeli. 
Naturalnie, e j kocha! - myla Wokulski i dozna takiego wraenia, jakby 
owion go chd grobu. 
Jestem zgubiony -doda w duchu. 
Wszystko to trwao kilka sekund. 
-Czy widzisz pan t staruszk midzy biskupem i jeneraem? -odezwaa si 
hrabina. - Jest to prezesowa Zasawska, moja najlepsza przyjacika, ktra 
koniecznie chce pana pozna. Jest panem bardzo zajta - cigna hrabina z 
umiechem - jest bezdzietna i ma par adnych wnuczek. Zrbe pan dobry 
wybr!... Tymczasem przypatrz si jej, a gdy ci panowie odejd, przedstawi 
pana. A... ksi... 
-Witam pana -odezwa si ksi do Wokulskiego. -Kuzynka pozwoli?... 
- Bardzo prosz - odpara hrabina. - Macie tu panowie wolny stolik... Ja 
opuszcz was na chwil... 
Odesza. 
- Sidmy, panie Wokulski - mwi ksi. - Wybornie zdarzyo si, poniewa 
mam do pana wany interes. Wyobra pan sobie, e paskie projekta wywoay 
wielki popoch midzy naszymi bawenianymi fabrykantami... Wszak dobrze 
powiedziaem - bawenianymi?... 
Oni utrzymuj, e pan chce zabi nasz przemys... Czy istotnie konkurencja, 
ktr pan stwarza, jest tak grona?... 
- Mam wprawdzie - odpar Wokulski - u moskiewskich fabrykantw kredyt do 
wysokoci trzech, nawet czterech milionw rubli, ale jeszcze nie wiem, czy 
pjd ich wyroby. 
- Straszna!... straszna cyfra! - szepn ksi. - Czy nie widzisz pan w niej 
istotnego niebezpieczestwa dla naszych fabryk? 
- Ach, nie. Widz tylko nieznaczne zmniejszenie ich kolosalnych dochodw, co 
zreszt mnie nie obchodzi. Ja mam obowizek dba tylko o wasny zysk i o 
tanio dla nabywcw; nasz za towar bdzie taszy. 
- Czy jednak rozwaye pan t kwesti jako obywatel?... - rzek ksi ciskajc 
go za rk- My ju tak niewiele mamy do stracenia... 
- Mnie si zdaje, e jest to do po obywatelsku dostarczy konsumentom 
taszego towaru i zama monopol fabrykantw, ktrzy zreszt tyle maj z nami 
wsplnego, e wyzyskuj naszych konsumentw i robotnikw. 
- Tak pan sdzisz?... Nie pomylaem o tym. Mnie zreszt nie obchodz 
fabrykanci, ale kraj, nasz kraj, biedny kraj... 
- Czym mona panom suy? - odezwaa si nagle, zbliywszy si do nich, 
panna Izabela. 
Ksi i Wokulski powstali. 
- Jake jeste dzi pikna, kuzynko - rzek ksie ciskajc j za rk. - auj 
doprawdy, e nie jestem moim wasnym synem... Chocia - moe to i lepiej! Bo 
gdyby mnie odrzucia, co jest prawdopodobne, bybym bardzo nieszczliwy... 
Ach, przepraszam!... - spostrzeg si ksi. - Pozwolisz, kuzynko, przedstawi 
sobie pana Wokulskiego. Dzielny czowiek, dzielny obywatel... to ci wystarczy, 
wszak prawda?.. 
- Miaam ju przyjemno... - szepna panna Izabela odpowiadajc na ukon. 
Wokulski spojrza jej w oczy i dostrzeg takie przeraenie, taki smutek, e go 
znowu opanowaa desperacja. 
Po com ja tu wchodzi?... - pomyla. 
Spojrza na framug okna i znowu zobaczy modego czowieka, ktry cigle 
siedzia sam nad nietknitym talerzem zasaniajc oczy rk. 
Ach, po com ja tu przyszed, nieszczliwy... - myla Wokulski czujc taki 
bl, jakby mu serce wyrywano kleszczami. 
- Moe pan cho wina pozwoli? - pytaa panna Izabela przypatrujc mu si ze 
zdziwieniem. 
- Co pani kae - odpar machinalnie. 
-Musimy si lepiej pozna, panie Wokulski - mwi ksi. -Musisz pan 
zbliy si do naszej sfery, w ktrej, wierz mi, s rozumy i szlachetne serca, ale 
-brak inicjatywy... 
- Jestem dorobkiewiczem, nie mam tytuu... - odpar Wokulski chcc cokolwiek 
odpowiedzie. 
- Przeciwnie, masz pan... jeden tytu: prac, drugi: uczciwo, trzeci: zdolnoci, 
czwarty: energi... Tych tytuw nam potrzeba do odrodzenia kraju, to nam daj, 
a przyjmiemy ci jak... brata... 
Zbliya si hrabina. 
- Pozwoli ksi?... - rzeka. - Panie Wokulski... 
Podaa mu rk i poszli oboje do fotelu prezesowej. 
- Oto jest, prezesowo, pan Stanisaw Wokulski - odezwaa si hrabina do 
staruszki ubranej w ciemn sukni i kosztowne koronki. 
- Sid, prosz ci - rzeka prezesowa wskazujc mu krzeso obok. - Stanisaw ci 
na imi, tak?.. A z ktryche to Wokulskich?... 
- Z tych... nie znanych nikomu - odpar - a najmniej chyba pani. 
- A nie suye twj ojciec w wojsku? 
- Ojciec nie, tylko stryj. 
- I gdzie to on suy, nie pamitasz?... Czy nie byo mu na imi take 
Stanisaw? 
- Tak, Stanisaw. By porucznikiem, a pniej kapitanem w sidmym puku 
liniowym... 
-W pierwszej brygadzie, drugiej dywizji - przerwaa prezesowa. - Widzisz, 
moje dziecko, e nie jeste mi tak nie znany... yje on jeszcze?... 
- Umar przed picioma laty. 
Prezesowej zaczy dre rce. Otworzya may flakonik i powchaa go. 
- Umar, powiadasz?... Wieczny mu odpoczynek!... Umar... A nie zostaa ci 
jaka po nim pamitka? 
- Zoty krzy... 
- Tak, zoty krzy... I nice wicej? 
- Miniatura stryja z roku 1828, malowana na koci soniowej. 
Prezesowa coraz czciej podnosia flakonik; rce dray jej coraz silniej. 
- Miniatura... - powtrzya. - A wiesze, kto j malowa?.. I nice wicej nie 
zostao?. 
- Bya jeszcze paczka papierw i jaka druga miniatura... 
- Coe si z nimi dzieje?... - nalegaa coraz niespokojniej prezesowa. 
- Te przedmioty stryj sam opiecztowa na kilka dni przed mierci i kaza 
woy je do swojej trumny. 
- A... a!... - szepna staruszka i rzewnie si rozpakaa. 
W sali zrobi si ruch. Przybiega zatrwoona panna Izabela, potem hrabina, 
wziy prezesow pod rce i z wolna wyprowadziy do dalszych pokojw. W 
jednej chwili na Wokulskiego zwrciy si wszystkie oczy. Zaczto z cicha 
szepta. 
Widzc, e wszyscy na niego patrz i o nim mwi, Wokulski zmiesza si. 
Aeby jednak pokaza obecnym, e ta osobliwa popularno nic go nie 
obchodzi, wypi jeden po drugim dwa kieliszki wina stojce na stoliku i wtedy 
spostrzeg, e jeden kieliszek, z winem wgierskim, nalea do jeneraa, a drugi, 
z czerwonym, do biskupa. 
adnie si urzdzam - rzek do siebie. - Gotowi jeszcze powiedzie, e 
zrobiem afront staruszce, aeby wypi wino jej ssiadom... 
Wsta z zamiarem wyjcia i zrobio mu si gorco na myl o defiladzie przez 
dwa salony, w ktrych czekaj go rzgi spojrze i szeptw. Ale zabieg mu 
drog ksi mwic: 
-Pewnie rozmawialicie pastwo z prezesow o bardzo dawnych czasach, kiedy 
a do ez doszo. Prawda, e zgadem?... Wracajc do tematu, ktry nam 
przerwano, czy nie sdzisz pan, e dobrze byoby zaoy w kraju polsk 
fabryk tanich tkanin?... 
Wokulski potrzsn gow. 
- Wtpi, aeby si to udao - odpar. - Trudno myle o wielkich fabrykach 
tym, ktrzy nie mog zdoby si na mae ulepszenia w ju istniejcych... 
-Mianowicie?... 
- Mwi o mynach - cign Wokulski. - Za par lat bdziemy sprowadzali 
nawet mk, bo nasi mynarze nie chc zastpi kamieni - walcami. 
- Pierwszy raz sysz!... Sidmy tu - mwi ksi cignc go do obszernej 
framugi - i opowiedz pan, co to znaczy? 
W salonach tymczasem rozmawiano. 
-Jaka zagadkowa figura ten pan -mwia po francusku dama w brylantach do 
damy w strusim pirze. - Pierwszy raz widziaam prezesow paczc. 
- Naturalnie, historia miosna - odpowiedziaa dama z pirem. - W kadym razie 
zrobi kto zoliwego figla hrabinie i prezesowej wprowadzajc tego 
jegomocia. 
- Przypuszczasz pani, e... 
- Jestem pewna - odpara wzruszajc ramionami. - Niech pani wreszcie spojrzy 
na niego. Maniery bardzo ze, ale c to za fizjognomia, jaka duma!... 
Szlachetnej rasy nie ukryje si nawet pod achmanami. 
- Zadziwiajce!... - mwia dama w brylantach. - Bo i ten jego majtek, jakoby 
zrobiony w Bugarii... 
- Naturalnie. To zarazem tumaczy, dlaczego prezesowa pomimo bogactw tak 
mao wydaje na siebie. 
- I ksi bardzo na niego askaw... 
- Przez lito, czy nie za mao?... Niech tylko pani spojrzy na nich obu... 
- Sdziabym, e nie ma ani ladu podobiestwa. 
- Zapewne, ale... ta duma, pewno siebie... Z jak oni swobod rozmawiaj... 
Przy innym stoliku naradzali si trzej panowie. 
-No, hrabina zrobia zamach stanu - mwi brunet z grzywk. 
- I uda si jej. Ten Wokulski troch sztywny, ale ma w sobie co - odpowiedzia 
pan siwy. 
- W kadym razie kupiec... 
-Czyme kupiec gorszy od bankierw? 
-Kupiec galanteryjny, sprzedaje portmonetki - nalega brunet. 
- My czasami sprzedajemy herby... - wtrci trzeci, szczupy staruszek z siwymi 
faworytami. 
- Jeszcze zechce oeni si tutaj... 
- Tym lepiej dla panien. 
-Ja bym mu sam odda crk. Czowiek, sysz, porzdny, bogaty, posagu nie 
strwoni... 
Koo nich szybko przesza hrabina. 
- Panie Wokulski - rzeka wycigajc wachlarz w kierunku framugi. 
Wokulski przybieg do niej. Podaa mu rk i we dwoje opucili salon. 
Osamotnionego ksicia zaraz otoczyli mczyni; niektrzy prosili go, aeby 
zapozna ich z Wokulskim. 
- Warto, warto!... - mwi zadowolony ksi. - Takiego nie byo jeszcze 
midzy nami. Gdybymy dawniej zbliyli si do nich, nasz nieszczliwy kraj 
wygldaby inaczej. 
Usyszaa to mijajca ich wanie panna Izabela i - poblada. Przystpi do niej 
mody czowiek z wczorajszej kwesty. 
- Zmczya si pani? - rzek. 
-Troch -odpowiedziaa ze smutnym umiechem. -Przychodzi mi do gowy 
dziwne pytanie - dodaa po chwili - czy ja te potrafiabym walczy?... 
- Czy z sercem? - zapyta. - Nie warto... 
Panna Izabela wzruszya ramionami. 
- Ach, gdzie znowu z sercem. Myl o prawdziwej walce z silnym 
nieprzyjacielem. 
cisna go za rk i opucia salon. 
Wokulski prowadzony przez hrabin min dugi szereg pokojw. W jednym z 
nich, z dala od zaproszonych goci, rozlegay si piewy i dwiki fortepianu. 
Gdy weszli tam, uderzy go szczeglny widok. Jaki mody czowiek gra na 
fortepianie; z dwu bardzo przystojnych dam, stojcych przy nim, jedna udawaa 
skrzypce, druga klarnet; przy tej za muzyce taczyo kilka par, midzy ktrymi 
znajdowa si tylko jeden mczyzna. 
-Oj! wy zbytnicy! -zgromia ich hrabina. 
Odpowiedzieli wybuchem miechu, nie przerywajc zabawy. 
Minli i ten pokj i weszli na schody. 
- Ot, widzisz - rzeka hrabina - to jest najwysza arystokracja. Zamiast siedzie 
w salonie, uciekli tutaj dokazywa. 
Jaki oni maj rozum! -pomyla Wokulski. 
I zdawao mu si, e midzy tymi ludmi ycie upywa prociej i weselej anieli 
midzy nadtym mieszczastwem albo arystokratyzujc szlacht. 
Na grze, w pokoju odcitym od zgieku i nieco przymionym, siedziaa w 
fotelu prezesowa. 
- Zostawiam was tu, moi pastwo - rzeka hrabina. - Nagadajcie si, bo ja musz 
wraca. 
- Dzikuj ci, Joasiu - odpowiedziaa prezesowa. - Side, prosz ci - zwrcia 
si do Wokulskiego. 
A gdy zostali sami, dodaa: 
- Nawet nie wiesz, ile obudzie we mnie wspomnie. 
Teraz dopiero Wokulski spostrzeg, e midzy t dam a jego stryjem musia 
istnie jaki niezwyky stosunek. Opanowao go niespokojne zdumienie. 
Dziki Bogu - pomyla - e jestem legalnym dzieckiem moich rodzicw. 
- Prosz ci - zacza prezesowa - mwisz, e stryj twj umar. Gdziee on, 
biedak, pochowany? 
-W Zasawiu, gdzie mieszka od powrotu z emigracji. 
Prezesowa znowu podniosa chustk do oczu. 
- Doprawdy?... Ach, ja niewdziczna!... Bye kiedy u niego?... Nie mwie ci 
nic... Nie oprowadza ci?... Wszake tam, na grze, s ruiny zamku, prawda? 
Stoj one jeszcze? 
- Tam wanie, do zamku, stryj co dzie chodzi na spacer i cae godziny 
przesiadywalimy z nim na duym kamieniu... 
- Patrzaje?... Znam ten kamie ; siedzielimy wtedy oboje na nim i patrzylimy 
to na rzek, to na oboki, ktrych bieg niepowrotny uczy nas, e tak ucieka 
szczcie. Czuj to dopiero dzisiaj. A studnia jeste w zamku i zawsze gboka? 
-Bardzo gboka. Tylko trafi do niej trudno, bo wejcie zamaskoway gruzy. 
Dopiero stryj mi j pokaza. 
- Wiesze ty - mwia prezesowa - e w chwili ostatniego z nim poegnania 
mylelimy: czyby si do tej studni nie rzuci? Nikt by nas tam nie odszuka i na 
wieki zostalibymy razem. Zwyczajnie - szalona modo... 
Otara oczy i cigna dalej: 
- Bardzo... bardzo lubiam go; a myl, e i on mnie troch... kiedy tak pamita 
wszystko. Ale on by ubouchny oficer, a ja na nieszczcie bogata, i do tego 
jeszcze bliska krewna dwu jeneraw. No i rozdzielono nas... Moe te bylimy 
zanadto cnotliwi... Ale cicho!... cicho!... - dodaa miejc si i paczc. - Takie 
rzeczy wolno mwi kobietom dopiero w sidmym krzyyku. 
kanie przerwao jej mow. Powchaa swj flakonik, odpocza i zacza 
znowu: 
- Bywaj wielkie zbrodnie na wiecie, ale chyba najwiksz jest zabi mio. 
Tyle lat upyno, prawie p wieku ; wszystko przeszo: majtek, tytuy, 
modo, szczcie... Sam tylko al nie przeszed i pozosta, mwi ci, taki 
wiey, jakby to byo wczoraj. Ach, gdyby nie wiara, e jest inny wiat, w 
ktrym podobno wynagrodz tutejsze krzywdy, kto wie, czy nie przekloby si 
i ycia, i jego konwenansw... Ale ty mnie nie rozumiesz, bo wy dzi macie 
mocniejsze gowy, lecz zimniejsze anieli my serca. 
Wokulski siedzia ze spuszczonymi oczyma. Co dawio go, szarpao za piersi. 
Wpi sobie paznokcie w rce i myla, aeby jak najprdzej std wyj i ju nie 
sucha skarg, ktre odnawiay w nim najboleniejsze rany. 
- A ma on, biedaczysko, jaki nagrobek? - spytaa po chwili prezesowa. 
Wokulski zarumieni si. Nigdy nie przychodzio mu do gowy, aeby zmarli 
potrzebowali czego wicej nad grud ziemi. 
- Nie ma - cigna prezesowa widzc jego zakopotanie. - Nie tobie dziwi si, 
moje dziecko, e o nagrobku nie pamita, ale sobie wyrzucam, em 
zapomniaa o czowieku. 
Zadumaa si i nagle, pooywszy na jego ramieniu swoj wychud i drc 
rk, rzeka znionym gosem: 
- Mam do ciebie prob... Powiedz, e j spenisz... 
-Z pewnoci - odpar Wokulski. 
- Pozwl, aebym ja mu postawia nagrobek. Ale e sama jecha tam nie mog, 
wic ty mnie wyrczysz. We std kamieniarza, niechaj rozupie ten kamie, 
wiesz, ten, na ktrym siadywalimy na grze, pod zamkiem, i niech jedn 
poow ustawi na jego grobie. Cokolwiek bdzie kosztowa, zapacisz, a 
zwrc ci razem z dozgonn wdzicznoci. Zrobisze to? 
-Zrobi. 
To dobrze, dzikuj ci... Myl, e mu przyjemniej bdzie spoczywa pod 
kamieniem, ktry sysza nasze rozmowy i patrzy na zy. Ach, jak ciko 
wspomina... A napis, wiesze jaki? - mwia dalej. - Kiedymy si rozczali, 
zostawi mi par strofek z Mickiewicza. Pewnie czytae je kiedy. 
Jak cie tym duszy, gdy padnie z daleka, 
Tym szerzej koo aobne roztoczy, 
Tak pami o mnie: im dalej ucieka, 
Tym grubszym kirem tw dusz zamroczy... 
O, prawda to!... I studni, ktra miaa nas poczy ; chciaabym upamitni w 
jaki sposb... 
Wokulski wstrzsn si i patrzy gdzie szeroko otwartymi oczyma. 
- Co tobie? - zapytaa prezesowa. 
- Nic - odpar z umiechem. - mier zajrzaa mi w oczy. 
- Nie dziw si: kry koo mnie starej, zatem musz j widzie moi ssiedzi. 
Wic zrobisz, o co ci prosz? 
-Tak. 
- Bde u mnie po witach i... czsto przychod. Moe si troch ponudzisz, 
ale moe i ja, niedona, przydam ci si na co. A teraz id ju na d, id... 
Wokulski pocaowa j w rk, ona go par razy w gow; potem dotkna 
dzwonka. Wszed sucy. 
-Sprowade pana do sali - rzeka. 
Wokulski by odurzony. Nie wiedzia, ktrdy idzie, nie zdawa sobie sprawy z 
tego, o czym rozmawiali z prezesow. Czu tylko, e znajduje si w jakim 
odmcie duych komnat, starodawnych portretw, cichych stpa, nieokrelonej 
woni. Otaczay go kosztowne meble, ludzie peni delikatnoci, o jakiej nigdy nie 
marzy, a nad tym wszystkim, jak poemat, unosiy si wspomnienia starej 
arystokratki, przesiknite westchnieniami i zami. 
C to za wiat?... Co to za wiat?... 
A jednak jeszcze mu czego brako. Chcia cho raz spojrze na pann Izabel. 
No, w sali j zobacz... 
Lokaj otworzy drzwi do sali. Znowu wszystkie gowy zwrciy si w jego 
stron i ucichy rozmowy jak szum odlatujcego ptactwa. Nastaa chwila ciszy, 
w ktrej wszyscy patrzyli na Wokulskiego, a on nie widzia nikogo, tylko 
rozgorczkowanym spojrzeniem szuka bladoniebieskiej sukni. 
Tu jej nie ma - pomyla. 
- No, tylko patrzcie, jak on sobie nic z was nie robi!... - szepn miejc si 
staruszek z siwymi faworytami. 
Musi by w drugiej sali - mwi do siebie Wokulski. 
Spostrzeg hrabin i zbliy si do niej. 
-C, skoczylicie pastwo konferencj? -spytaa hrabina. -Prawda, jaka to 
mia osoba, prezesowa?... Ma pan w niej wielk przyjacik, nie wiksz 
jednak anieli we mnie. Zaraz przedstawi pana... Pan Wokulski!... - dodaa 
zwracajc si do damy w brylantach. 
- A ja zaraz przystpuj do interesu - rzeka dama patrzc na niego z gry. -
Nasze sierotki potrzebuj kilku sztuk ptna... 
Hrabina lekko zarumienia si. 
- Tylko kilku?... - powtrzy Wokulski i spojrza na brylanty wyniosej damy, 
reprezentujce warto kilkuset sztuk najcieszego ptna. - Po witach - doda 
- bd mia honor na rce pani hrabiny przysa ptno... 
Ukoni si, jakby chcia odchodzi. 
- Chcesz nas pan poegna? - spytaa troch zmieszana hrabina. 
- Ale to impertynent! - rzeka dama w brylantach do swej towarzyszki w 
strusim pirze. 
- egnam pani hrabin i dzikuj za zaszczyt, jaki mi pani raczya wyrzdzi!... 
-mwi Wokulski caujc gospodyni w rk. 
- Tylko do widzenia, panie Wokulski, wszak prawda?... Duo bdziemy mieli 
interesw ze sob. 
I w drugim salonie nie byo panny Izabeli. Wokulski uczu niepokj. 
Przecie musz na ni spojrze... Kto wie, jak prdko spotkamy si w 
podobnych warunkach 
- A, jeste pan - zawoa ksi. - Ju wiem, jaki uoylicie spisek z panem 
ckim. Spka do handlu ze Wschodem - wyborna myl! Musicie i mnie do 
niej przyj... Musimy pozna si bliej... - A widzc, e Wokulski milczy, 
doda: - Prawda, jakim ja nudny, panie Wokulski? Ale to nic nie pomoe; 
musicie zbliy si do nas, pan i panu podobni i - razem idmy. Wasze firmy s 
take herbami, nasze herby s take firmami, ktre gwarantuj rzetelno w 
prowadzeniu interesw... 
ciskali si za rce i Wokulski co odpowiedzia, ale co?... - nie byo mu 
wiadome. Niepokj jego wzrasta; na prno szuka panny Izabeli. 
- Chyba jest dalej - szepn, z trwog idc do ostatniego salonu. 
Tu pochwyci go pan cki z oznakami niebywaej tkliwoci. 
-Ju pan wychodzisz? Wic do widzenia, drogi panie. Po witach u mnie 
pierwsza sesja i w imi boe zaczynajmy. 
Nie ma jej! - myla Wokulski, egnajc si z panem Tomaszem. 
- Ale wiesz pan - szepn cki - zrobie szalony efekt. Hrabina nie posiada si 
z radoci, ksi mwi tylko o tobie... A jeszcze ten wypadek z prezesow... 
No... cudownie! Nie mona byo marzy o zdobyciu lepszej pozycji... 
Wokulski sta ju w progu. Jeszcze raz szklanymi oczyma powid po sali i wyszed 
z desperacj w sercu. 
Moe wypadaoby wrci i poegna j?... Przecie zastpowaa miejsce 
gospodyni... - myla, powoli schodzc ze schodw. 
Nagle drgn syszc szelest sukni w wielkiej galerii. 
Ona... 
Podnis gow i zobaczy dam w brylantach. 
Kto poda mu palto. Wokulski wyszed na ulic zatoczywszy si jak pijany. 
C mi po wietnej pozycji, jeeli jej tam nie ma? 
- Konie pana Wokulskiego! - zawoa z sieni szwajcar, pobonie ciskajc 
trzyrublwk. zami zasze oczy i nieco zachrypnity gos wiadczyy, e 
obywatel ten nawet na trudnym posterunku czci jednak pierwszy dzie 
Wielkiejnocy. 
- Konie pana Wokulskiego!... Konie Wokulskiego!... Wokulski, zajedaj!... powtrzyli 
stojcy furmani. 
rodkiem Alei z wolna toczyy si dwa szeregi doroek i powozw w stron 
Belwederu i od Belwederu. Kto z jadcych spostrzeg na chodniku 
Wokulskiego i ukoni mu si. 
Kolega! - szepn Wokulski i zarumieni si. 
Gdy sprowadzono mu powz, zrazu chcia wsi, lecz rozmyli si. 
- Wracaj, bracie, do domu - rzek do furmana dajc mu na piwo. 
Powz odjecha ku miastu. Wokulski zmiesza si z przechodniami i poszed w 
stron Ujazdowskiego placu. Szed z wolna i przypatrywa si jadcym. Wielu 
spomidzy nich zna osobicie. Oto rymarz, ktry dostarcza mu wyrobw 
skrzanych, jedzie na spacer z on, grub jak beczka cukru, i wcale adn 
crk, z ktr chciano go swata. Oto syn rzenika, ktry do sklepu, niegdy 
Hopfera, dostarcza wdlin. Oto bogaty ciela z liczn rodzin. Wdowa po 
dystylatorze, rwnie majca duy majtek i rwnie gotowa odda rk 
Wokulskiemu. Tu garbarz, tam dwaj subiekci bawatni, dalej krawiec mski, 
mularz, jubiler, piekarz, a oto - jego wspzawodnik, kupiec galanteryjny, w 
zwykej doroce. 
Wiksza ich cz nie widziaa Wokulskiego, niektrzy jednak spostrzegli go i 
kaniali mu si; lecz byli i tacy, ktrzy spostrzegszy go nie kaniali si, a nawet 
umiechali si zoliwie. Z caego mnstwa tych kupcw, przemysowcw i 
rzemielnikw, rwnych mu stanowiskiem, niekiedy bogatszych od niego i 
dawniej znanych w Warszawie, on tylko jeden by dzi na wiconym u hrabiny. 
aden z tamtych, on tylko jeden!.. 
Mam nieprawdopodobne szczcie - myla. - W p roku zrobiem majtek 
krociowy, za par lat mog mie milion... Nawet prdzej... Dzi ju mam wstp 
na salony, a za rok?... Niektrym z tych, co przed chwil ocierali si o mnie, 
przed siedemnastu laty mogem usugiwa w sklepie, a nie usugiwaem chyba 
dlatego, e aden nie wstpiby tam. Z komrki przy sklepie do buduaru 
hrabiny, co za skok!... Czy aby ja nie za prdko awansuj? - doda z tajemn 
trwog w sercu. 
By ju na rozlegym placu Ujazdowskim, w ktrego poudniowej czci 
znajdoway si zabawy ludowe. Pomieszane dwiki katarynek, odgosy trb i 
zgiek kilkunastutysicznego tumu ogarnia go jak fala nadpywajcej powodzi. 
Widzia jak na doni dugi szereg hutawek, kolyszcych si w prawo i w lewo 
niby ogromne wahada o potnym rozmachu. Potem drugi szereg -szybko 
krccych si namiotw, z dachami w rnokolorowe pasy. Potem trzeci szereg 
- bud zielonych, czerwonych i tych, gdzie przy wejciu janiay potworne 
malowida, a na dachu ukazywali si jaskrawo odziani pajace albo olbrzymie 
lalki. A we rodku placu - dwa wysokie supy, na ktre teraz wanie wspinali 
si amatorowie frakowych garniturw i kilkurublowych zegarkw. 
Wrd tych wszystkich czasowych a brudnych budynkw roi si rozbawiony 
tum. 
Wokulskiemu przypomniay si lata dziecinne. Jake mu wtedy, 
wygodzonemu, smakowaa buka i serdelek! Jak wyobraa sobie siadszy na 
konia w karuzeli, e jest wielkim wojownikiem! Jak szalonego doznawa 
upojenia wylatujc do gry na hutawce! Co to bya za rozkosz pomyle, e 
dzi nic nie robi i jutro nic nie bdzie robi - za cay rok. A z czym da si 
porwna ta pewno, e dzi pooy si spa o dziesitej i jutro, gdyby chcia, 
wstanie take o dziesitej przeleawszy dwanacie godzin z rzdu! 
I to ja byem, ja?... - mwi do siebie zdumiony. - Mnie tak cieszyy rzeczy, 
ktre w tej chwili tylko wstrt budz?... Tyle tysicy otacza mnie 
rozradowanych biedakw, a ja, bogacz przy nich, c mam?... Niepokj i nudy, 
nudy i niepokj... Wanie kiedy mgbym posiada to, co kiedy byo moim 
marzeniem, nie mam nic, bo dawne pragnienia wygasy. A tak wierzyem w 
swoje wyjtkowe szczcie!... 
W tej chwili potny krzyk wydar si z tumu. Wokulski ockn si i na 
szczycie supa zobaczy jak ludzk figur. 
Aha, triumfator! - rzek do siebie Wokulski, ledwie trzymajc si na nogach 
pod naciskiem tumu, ktry bieg, klaska, wiwatowa, wskazywa palcami 
bohatera, pyta o jego nazwisko. Zdawao si, e zdobywc frakowego garnituru 
na rkach zanios do miasta, wtem - zapa ostyg. Ludzie biegli wolniej, nawet 
zatrzymywali si, okrzyki cichy, wreszcie zupenie umilky. Chwilowy 
triumfator zsun si ze szczytu i w par minut zapomniano o nim. 
Przestroga dla mnie?... - szepn Wokulski ocierajc pot z czoa. 
Plac i rozbawione tumy obmierzy mu do reszty. Zawrci do miasta. 
rodkiem Alei wci toczyy si doroki i powozy. W jednym Wokulski 
zobaczy bladoniebiesk sukni. 
Panna Izabela?.. 
Serce poczo mu bi gwatownie. 
Nie, nie ona. 
O parset krokw dalej spostrzeg jak pikn twarz kobiec i dystyngowane 
ruchy. 
Ona?... Nie. Skdeby wreszcie ona? 
I tak szed przez cae Aleje, plac Aleksandra, przez Nowy wiat cigle upatrujc 
kogo i cigle doznajc zawodu. 
Wic to jest moje szczcie?... Kto wie, czy mier jest takim zem, jak 
wyobraaj sobie ludzie. 
I pierwszy raz uczu tsknot do twardego, nieprzespanego snu, ktrego nie 
niepokoiyby adne pragnienia, nawet adne nadzieje. 
W tym samym czasie panna Izabela, wrciwszy od ciotki do domu, prawie z 
przedpokoju zawoaa do panny Florentyny: 
- Wiesz?... by na przyjciu... 
-Kto? 
- No ten, Wokulski... 
- Dlaczego by nie mia, skoro go zaproszono - odpara panna Florentyna. 
- Ale to zuchwalstwo... Ale to niesychane... i jeszcze, wyobra sobie, ciotka 
jest nim oczarowana, ksi nieledwie mu si narzuca, a wszyscy chrem 
uwaaj go za jak znakomito... I ty nic na to?... 
Panna Florentyna umiechna si smutnie. 
- Znam to. Bohater sezonu. W zimie by takim pan Kazimierz, a przed 
kilkunastu laty nawet... ja - dodaa cicho. 
- Ale uwaaj, kim on jest?... Kupiec... kupiec... 
- Moja Belu - odpowiedziaa panna Florentyna - pamitam sezony, kiedy nasz 
wiat zachwyca si nawet cyrkowcami. Przejdzie i to. 
- Boj si tego czowieka - szepna panna Izabela. 
ROZDZIA DZIESITY: 
PAMITNIK STAREGO SUBIEKTA 
...Mamy tedy nowy sklep: pi okien frontu, dwa magazyny, siedmiu 
subiektw i szwajcara we drzwiach. Mamy jeszcze powz byszczcy jak 
wieo wyglancowane buty, par kasztanowatych koni, furmana i lokaja - w 
liberii. I to wszystko spado na nas w pocztkach maja, kiedy Anglia, Austria, a 
nawet skoatana Turcja uzbrajay si na eb na szyj! 
-Kochany Stasiu -mwiem do Wokulskiego - wszyscy kupcy miej si, e tak 
duo wydajemy w niepewnych czasach. 
-Kochany Ignasiu - odpowiedzia mi Wokulski - a my mia si bdziemy ze 
wszystkich kupcw, kiedy nadejd czasy pewniejsze. Dzi wanie jest pora do 
robienia interesw. 
- Ale europejska wojna - mwi - wisi na wosku. W takim razie na pewno 
czeka nas bankructwo. 
-artuj z wojny -odpowiada Sta. -Cay ten haas uspokoi si za par miesicy, 
a my tymczasem zdystansujemy wszystkich wspzawodnikw. 
No - i wojny nie ma. W naszym sklepie ruch jak na odpucie, do naszych 
skadw zwo i wywo towary jak do myna, a pienidze pyn do kas nie 
gorzej od plew. Kto by Stasia nie zna, powiedziaby, e to genialny kupiec; ale 
e ja go znam, wic coraz czciej pytam si: na co to wszystko?... Warum bast 
du denn das getan?... 
Prawda, e i mnie si w podobny sposb pytano. Czybym ju by tak stary jak 
nieboszczka Grossmutter i nie rozumia ani ducha czasu, ani intencji ludzi 
modszych ode mnie?... Ehe! tak le nie jest... 
Pamitam, e kiedy Ludwik Napoleon (pniejszy cesarz Napoleon III) uciek z 
wizienia w roku 1846, zakotowao si w caej Europie. Nikt nie wiedzia, co 
bdzie. Ale wszyscy ludzie rozsdni przygotowywali si do czego, a wuj 
Raczek (pan Raczek oeni si z moj ciotk) cigle powtarza: 
-Mwiem, e Bonapart wypynie i piwa im nawarzy! Caa bieda w tym, e ja 
co nie zduam na nogi. 
Rok 1846 i 1847 upyny w wielkim rozgardiaszu. Ukazyway si coraz to 
jakie pisemka, a znikali ludzie. Nieraz i ja mylaem: czy ju nie pora wytkn 
gow na szerszy wiat? A kiedy mnie ogarny wtpliwoci i niepokoje, po 
zamkniciu sklepu szedem do wuja Raczka i opowiadaem, co mnie trapi, 
proszc, aeby poradzi mi jak ojciec. 
- Wiesz co - odpowiada wuj uderzajc si pici w chore kolano - poradz ci 
jak ojciec. Chcesz, mwi ci... to id, a nie chcesz, mwi ci... to zosta... 
Dopiero w lutym roku 1848, kiedy Ludwik Napoleon ju by w Paryu, ukaza 
mi si jednej nocy nieboszczyk ojciec, tak, jak widziaem go w trumnie. Surdut 
zapity pod szyj, kolczyk w uchu, ws wyszwarcowany (zrobi mu to pan 
Domaski, aeby ojciec byle jako nie wystpi na boskim sdzie). Stan we 
drzwiach mojej izdebki we front i rzek tylko te sowa: 
- Pamitaj, wisusie, czegom ci uczy!... 
Sen mara - Bg wiara, mylaem przez kilka dni. Ale ju sklep mi obrzyd. 
Nawet do p. Magosi Pfeifer straciem skonno i ciasno zrobio mi si na 
Podwalu tak, em nie mg wytrzyma. Poszedem znowu do wuja Raczka po 
rad. 
Pamitam, lea akurat w ku nakryty pierzyn mojej ciotki i pi gorce zika 
na poty. Gdy mu za opowiedziaem cay interes, rzek: 
- Wiesz co, poradz ci jak ojciec. Chcesz - id, nie chcesz - zosta. Ale ja, 
gdyby nie pode moje nogi, dawno bym ju by za granic. Bo i twoja ciotka, 
mwi ci - tu zniy gos - tak okrutnie miele jzorem, e wolabym, mwi ci, 
sucha baterii austriackich armat anieli jej trajkotu. Co mi pomoe 
smarowaniem, to mi zepsuje gadaniem...A masze pienidze? - spyta po chwili. 
- Znajd z kilkaset zotych. 
Wuj Raczek kaza zamkn drzwi mieszkania (ciotki w domu nie byo) i 
signwszy pod poduszk wydoby stamtd klucz. 
- Naci - rzek - otwrz ten kufer skr obity. Bdzie tam na prawo skrzyneczka, 
a w niej kieska. Podaj mi j... 
Wydobyem kiesk grub i cik. Wuj Raczek wzi j do rki i wzdychajc 
odliczy pitnacie pimperiaw. 
- We te pienidze - mwi - na drog i jeeli masz jecha, to jed... Dabym ci 
wicej, ale moe i na mnie przyj pora... Zreszt trzeba zostawi co babie, 
eby sobie w razie wypadku znalaza drugiego ma... 
Poegnalimy si paczc. Wuj a dwign si na ku i odwrciwszy mnie 
twarz do wiecy, szepn: 
- Niech ci si jeszcze przypatrz... Bo to, mwi ci, z tego balu nie kady 
wraca... Wreszcie i ja sam juem czek niedzisiejszy, a humory, mwi ci, 
zabijaj prawie tak jak kule... 
Wrciwszy do sklepu, mimo spnionej pory, rozmwiem si z Janem 
Minclem dzikujc mu za obowizek i opiek. Poniewa od roku ju gadalimy 
o tych rzeczach, a on zawsze zachca mnie, aebym szed bi Niemcw, wic 
zdawao mi si, e mj zamiar zrobi mu wielk przyjemno. Tymczasem 
Mincel jako posmutnia. Na drugi dzie wypaci mi pienidze, ktre miaem u 
niego, da nawet gratyfikacj, obieca opiekowa si pociel i kufrem, na 
wypadek gdybym kiedy wrci. Ale zwyka wojowniczo opucia go i ani razu 
nie powtrzy swego ulubionego wykrzyknika: 
- Ehej!... dabym ja Szwabom, ebym tak nie mia sklepu... 
Gdy za okoo dziesitej wieczr, ubrany w pkouszek i grube buty, 
uciskawszy go wziem za klamk, aeby opuci izb, w ktrej tyle lat 
przemieszkalimy razem, co dziwnego stao si z Janem. Nagle zerwa si z 
krzesa i rozkrzyowawszy rce krzykn: 
- winia!... gdzie ty idziesz?... 
A potem rzuci si na moje ko szlochajc jak dzieciak. 
Uciekem. W sieni sabo owietlonej olejnym kagankiem kto zastpi mi drog. 
Aem drgn. By to August Katz, odziany jak wypadao na marcow podr. 
- Co ty tu robisz. Augucie? - spytaem. 
- Czekam na ciebie. 
Mylaem, e chce mnie odprowadzi; wic poszlimy na plac Grzybowski w 
milczeniu, bo Katz nigdy nic nie mwi. Fura ydowska, ktr miaem jecha, 
bya ju gotowa. Ucaowaem Katza, on mnie take. Wsiadem... on za mn... 
- Jedziemy razem - rzek. 
A potem, kiedy bylimy ju za Miosn, doda: 
- Twardo i trzsie, spa nie mona. 
Wsplna podr trwaa niespodziewanie dugo, bo a do padziernika 1849 
roku, pamitasz, Katz, niezapomniany przyjacielu? Pamitasz te dugie marsze 
na spiekocie, kiedy nieraz pilimy wod z kauy; albo ten pochd przez bagno, 
w ktrym zamoczylimy adunki ; albo te noclegi w lasach i na polach, kiedy 
jeden drugiemu spycha gow z tornistra i ukradkiem ciga paszcz sucy za 
wspln kodr?... A pamitasz tarte kartofle ze sonin, ktre ugotowalimy we 
czterech w sekrecie przed caym oddziaem? Tylem razy jada od tej pory 
kartofle, ale adne nie smakoway mi tak jak wwczas. Jeszcze dzi czuj ich 
zapach, ciepo pary buchajcej z garnka i widz ciebie, Katz, jak dla nietracenia 
czasu mwie pacierz, jade kartofle i zapalae fajk u ogniska. 
Ej! Katz, jeeli w niebie nie ma wgierskiej piechoty i tartych kartofli, 
niepotrzebnie si tam pospieszy. 
A pamitasz jeneraln bitw, do ktrej zawsze wzdychalimy odpoczywajc po 
partyzanckiej strzelaninie? Ja bo nawet w grobie jej nie zapomn, a jeeli kiedy 
zapyta mnie Pan Bg, po com y na wiecie?... po to - odpowiem - aeby trafi 
na jeden taki dzie. Ty tylko rozumiesz mnie, Katz, bomy to obaj widzieli. A 
niby na razie wydawao si - nic. 
Na ptorej doby przedtem skupia si nasza brygada pod jak wsi wgiersk, 
ktrej nazwy nie pamitam. Fetowali nas a mio. W winie, co prawda nie 
osobliwszym, mona si byo my, a wieprzowina i papryka ju nam tak 
zbrzydy, e czowiek nie wziby do ust tego paskudztwa, gdyby, rozumie si, 
mia co innego. A jaka muzyka, a jakie dziewuchy!... Cyganie doskonale graj, a 
kada Wgierka istny proch. Krcio si ich, bestyjek, wszystkiego ze 
dwadziecia, a jednak zrobio si tak gorco e nasi zakuli i zarbali trzech 
chopw, a chopi zabili nam drgami huzara. 
I Bg wie czym skoczyaby si tak piknie rozpoczta zabawa, gdyby w chwili 
najwikszego tumultu nie zajecha do sztabu szlachcic czwrk koni okrytych 
pian. W kilka minut pniej rozesza si po wojsku wie, e w pobliu 
znajduj si wielkie masy Austriakw. Zatrbiono do porzdku, tumult ucich, 
Wgierki zniky, a w szeregach zaczto szepta o jeneralnej bitwie. 
- Nareszcie!... - powiedziae do mnie. 
Tej samej nocy posunlimy si o mil naprzd, w cigu nastpnego dnia znowu 
o mil. Co kilka godzin, a pniej nawet co godzin przylatyway sztafety. Byo 
to dowodem, e w pobliu znajduje si nasz sztab korpuny i e zanosi si na 
co grubego. 
Tej nocy spalimy na goym polu nie stawiajc nawet w kozy broni. Za skoro 
wit ruszylimy naprzd: szwadron kawalerii z dwoma lekkimi armatami, potem 
nasz batalion, a potem caa brygada z artyleri i furgonami, majc silne patrole 
po bokach. Sztafety przylatyway ju co p godziny. 
Gdy weszo soce, zobaczylimy przy gocicu pierwsze lady nieprzyjaciela ; 
resztki somy, wytlone ogniska, budynki rozebrane na opa. Nastpnie coraz 
czciej zaczlimy spotyka uciekajcych: szlacht z rodzinami, duchownych 
rozmaitych wyzna, w kocu - chopw i Cyganw. Na wszystkich twarzach 
malowaa si trwoga; prawie kady co wykrzykiwa po wgiersku, wskazujc 
rkoma za siebie. 
Bya blisko sidma, kiedy w stronie poudniowo-zachodniej hukn strza 
armatni. Po szeregach przelecia szmer: 
- Oho! zaczyna si... 
- Nie, to sygna... 
Pady znowu dwa strzay i znowu dwa. Jadcy przed nami szwadron zatrzyma 
si ; dwie armaty i dwa jaszczyki galopem popdziy naprzd, kilku jezdnych 
pocwaowao na najblisze wzgrza. Stanlimy i przez chwil zalega taka 
cisza, e sycha byo ttent siwej klaczy dopdzajcego nas adiutanta. 
Przeleciaa mimo, do huzarw, dyszc i prawie dotykajc brzuchem ziemi. 
Tym razem odezwao si bliej i dalej kilkanacie armat; kady strza mona 
byo odrni. 
- Macaj dystans! - odezwa si stary nasz major. 
-Jest z pitnacie armat - mrukn Katz, ktry w podobnych chwilach stawa si 
rozmowniejszy. - A e my cigniemy dwanacie, to bdzie bal!... 
Major odwrci si do nas na koniu i umiechn si pod szpakowatym wsem. 
zrozumiaem, co to znaczy, usyszawszy ca gam strzaw, jakby kto zagra na 
organach. 
- Jest wicej ni dwadziecia - rzekem do Katza. 
- Osy!... - zamia si kapitan i podci swego konia. 
Stalimy na wzniesionym miejscu, skd wida byo idc za nami brygad. 
Zaznacza j rudy obok kurzu, cigncy si wzdu gocica ze dwie albo i trzy 
wiorsty. 
- Straszna masa wojsk! - szepnem. - Gdzie si to pomieci!... 
Odezway si trbki i nasz batalion rozama si na cztery kompanie 
uszykowane kolumnami obok siebie. Pierwsze plutony wysuny si naprzd, 
my zostalimy w tyle. Odwrciem gow i zobaczyem, e od gwnego 
korpusu oddzieliy si jeszcze dwa bataliony; zeszy z gocica i biegy pdem 
przez pola, jeden na prawo od nas, drugi na lewo. W may kwadrans zrwnay 
si z nami, przez drugi kwadrans wypoczy i - ruszylimy trzema batalionami 
naprzd, noga za nog. 
Tymczasem kanonada wzmoga si tak, e byo sycha po dwa i po trzy strzay 
wybuchajce jednoczenie. Co gorsze, spoza nich rozlega si jaki stumiony 
odgos, podobny do cigego grzmotu. 
- Ile armat, kamracie? - spytaem po niemiecku idcego za mn podoficera. 
- Chyba ze sto - odpar krcc gow. - Ale - doda - porzdnie prowadz interes, 
bo odezway si wszystkie razem. 
Zepchnito nas z gocica, ktrym w kilka minut pniej przejechay wolnym 
kusem dwa szwadrony huzarw i cztery armaty z nalecymi do nich 
jaszczykami. Idcy ze mn w szeregu poczli egna si:  W imi Ojca i 
Syna... - Ten i w popi z manierki. 
Na lewo od nas huk wzmaga si: pojedynczych strzaw ju nie mona byo 
odrni. Nagle krzyknito w przednich szeregach: 
- Piechota!... piechota!... 
Machinalnie schwyciem karabin na tuj mylc, e pokazali si Austriacy. Ale 
przed nami oprcz wzgrza i rzadkich krzakw nie byo nic. Natomiast na tle 
grzmotu armat, ktry prawie przesta nas interesowa, usyszaem jaki trzask 
podobny do rzsistego deszczu, tylko o wiele potniejszy. 
- Bitwa!... - zawoa kto na froncie przecigym gosem. 
Uczuem, e mi na chwil serce bi przestao, nie ze strachu, ale jakby w 
odpowiedzi na ten wyraz, ktry od dziecistwa robi na mnie dziwne wraenie. 
W szeregach pomimo marszu zrobi si ruch. Czstowano si winem, ogldano 
bro, mwiono, e najdalej za p godziny wejdziemy w ogie, a nade wszystko 
- w grubiaski sposb artowano z Austriakw, ktrym nie wiodo si w tych 
czasach. Kto zacz gwizda, inny nuci pgosem ; stopniaa nawet sztywna 
powaga oficerw zamieniajc si w koleesk zayo. Trzeba byo dopiero 
komendy:  Baczno i cisza!..., aeby nas uspokoi. 
Umilklimy i wyrwnay si nieco pogite szeregi. Niebo byo czyste, ledwie tu 
i wdzie bieli si nieruchomy obok; na krzakach, ktre mijalimy, nie porusza 
si aden listek; nad polem, zaronitym mod traw, nie odzywa si 
wystraszony skowronek. Sycha byo tylko cikie stpanie batalionu, szybki 
oddech ludzi, czasem szczk uderzonych o siebie karabinw albo donony gos 
majora, ktry jadc przodem, odzywa si do oficerw. A tam, na lewo, 
wciekay si stada armat i la deszcz karabinowych strzaw. Kto takiej burzy 
przy jasnym niebie nie sysza, bracie Katz, ten nie zna si na muzyce!... 
Pamitasz, jak nam wwczas dziwnie byo na sercu?... Nie strach, ale tak co 
jakby al i ciekawo... 
Skrzydowe bataliony oddalay si od nas coraz bardziej; wreszcie prawy 
znikn za wzgrzami, a lewy o parset sni od nas da nurka w szeroki parw i 
tylko kiedy niekiedy bysna fala jego bagnetw. Podzieli si gdzie huzarzy i 
armaty, i cignca z tyu rezerwa, i zosta sam nasz batalion, schodzcy z 
jednego wzgrza, aeby wej na drugie, jeszcze wysze. Tylko od czasu do 
czasu z frontu, od tyu albo z bokw przelecia jaki jedziec z kartk albo z 
ustnym poleceniem od majora. Prawdziwy cud, e od tylu polece nie zamcio 
mu si we bie! 
Nareszcie, ju bya blisko dziewita, weszlimy na ostatni wynioso poros 
gstymi krzakami. Nowa komenda; plutony idce jeden za drugim poczy 
stawa obok siebie. Gdy za dosiglimy szczytu wzgrza, kazano nam pochyli 
si i zniy bro, a w kocu przyklkn. 
Wtedy (pamitasz, Katz?) Kratochwil, ktry klcza przed nami, wetkn gow 
midzy dwie mode sosenki i szepn: 
- Patrzajcie no!... 
Od stp wzgrza, na poudnie, a gdzie do krawdzi horyzontu cigna si 
rwnina, a na niej - jakby rzeka biaego dymu, szeroka na kilkaset krokw, 
duga - czy ja wiem - moe na mil drogi. 
- Tyralierzy!... - rzek stary podoficer. 
Po obu stronach tej dziwnej wody wida byo kilka czarnych i kilkanacie 
biaych chmur, kotujcych si przy ziemi. 
- To baterie, a tam pon wsie... - objania podoficer. 
Wpatrzywszy si za lepiej, mona byo dojrze gdzieniegdzie, rwnie po obu 
stronach dugiej smugi dymu, prostoktne plamy: ciemne po lewej, biae po 
prawej. Wyglday one jak wielkie jee z poyskujcymi kolcami. 
- To nasze puki, a to austriackie... - mwi podoficer. - No, no!... - doda - i sam 
sztab lepiej nie widzi... 
Z tej dugiej rzeki dymu dolatywao nas nieustanne trzeszczenie karabinowych 
strzaw, a w tamtych biaych chmurach szalaa burza armat. 
- Phy! - odezwae si wtedy, Katz - i to ma by bitwa?... Miaem si te czego 
ba... 
- Zaczekaj no - mrukn podoficer. 
- Przygotuj bro!... - rozlego si po szeregach. 
Klczc zaczlimy wydobywa i odgryza patrony. Rozlego si szczkanie 
stalowych stempli i trzask odciganych kurkw... Podsypalimy proch na 
panewki i znowu cisza. 
Naprzeciw nas, moe o wiorst, byy dwa pagrki, a midzy nimi gociniec. 
Spostrzegem, e na jego tym tle ukazuj si jakie biae znaki, ktre wkrtce 
utworzyy bia lini, a potem bia plam. Jednoczenie z parowu lecego o 
kilkaset krokw na lewo od nas wyszli granatowi onierze, ktrzy niebawem 
sformowali si w granatow kolumn. W tej chwili na prawo od nas hukn 
strza armatni i nad biaym oddziaem austriackim ukaza si siwy oboczek 
dymu. Par minut pauzy i znowu strza, i znowu nad Austriakami oboczek. P 
minuty - znowu strza i znowu oboczek... 
-Her Gott! -- zawoa stary podoficer - jak nasi strzelaj... Bem komenderuje 
czy diabe... 
Od tej pory szed z naszej strony strza za strzaem, a ziemia drgaa, ale biaa 
plama tam, na gocicu, rosa wci. Jednoczenie na przeciwlegym wzgrzu 
bysn dym i w stron naszej baterii polecia warczcy granat. Drugi dym... 
trzeci dym... czwarty... 
- Mdre bestie! - mrukn podoficer. 
- Batalion!... naprzd marsz!... - wrzasn ogromnym gosem nasz major. 
- Kompania!... naprzd marsz!... Pluton!.. naprzd marsz!... - powtrzyli 
rnymi gosami oficerowie. 
Znowu uszykowano nas inaczej. Cztery rodkowe plutony zostay na tyle, cztery 
poszy naprzd, na prawo i na lewo. Podcignlimy tornistry i wzilimy bro, 
jak si komu podobao. 
- Z grki na pazurki!... - zawoae wtedy, Katz. 
A w tej chwili granat przelecia wysoko nad nami i pk gdzie w tyle z wielkim 
oskotem. 
Wtedy bysna mi szczeglna myl. Czy bitwy nie s haaliwymi komediami, 
ktre wojska urzdzaj dla narodw, nie robic sobie zreszt krzywdy?... To 
bowiem, na co patrzyem, wygldao wspaniale, ale nie tak znowu strasznie. 
Zeszlimy na rwnin. Od naszej baterii przylecia huzar donoszc, e jedna z 
armat zdemontowana. Wspczenie na lewo od nas pad granat ; zary si w 
ziemi, ale nie wybuchn. 
- Zaczynaj nas liza - rzek stary podoficer. 
Drugi granat pk nad naszymi gowami i jedna z jego skorup pada 
Kratochwilowi pod nogi. Poblad, ale mia si. 
- Oho!... ho!... - zawoano w szeregu. 
W plutonach, ktre szy przed nami o jakie sto krokw na lewo, zrobio si 
zamieszanie; gdy za kolumna posuna si dalej, zobaczylimy dwu ludzi: 
jeden lea twarz do ziemi, wycignity jak struna, drugi siedzia trzymajc si 
rkoma za brzuch. Poczuem zapach prochowego dymu; Katz przemwi co do 
mnie, alem go nie sysza ; natomiast zaszumiao mi w prawym uchu, jakby tam 
wpada kropla wody. 
Podoficer poszed w prawo, my za nim. Kolumna nasza rozwina si we dwie 
dugie linie. Na parset krokw przed nami zakbi si dym. Co trbiono, alem 
nie zrozumia sygnau ; natomiast, syszaem ostre powisty nad gow i koo 
lewego ucha. O kilka krokw przede mn co uderzyo w ziemi zasypujc mi 
piaskiem twarz i piersi. Mj ssiad strzeli; dwaj stojcy za mn prawie na 
moich ramionach oparli karabiny i wypalili jeden po drugim. Oguszony do 
reszty, wypaliem i ja... Nabiem i znowu strzeIiem. Przed front spad czyj 
kask i karabin, ale otoczyy nas takie kby dymu, em nic dalszego nie mg 
dojrze. Widziaem tylko, e Katz, ktry cigle strzela, wyglda jak obkany i 
ma pian w katach ust. Szum w uszach spotgowa mi si tak, em w kocu nic 
nie sysza, ani huku karabinw, ani armat. 
Nareszcie dym sta si tak gsty i nieznony, e za wszelk cen chciaem 
wydoby si z niego. Cofnem si z pocztku wolno, pniej biegiem, widzc 
ze zdziwieniem, e i inni robi to samo. Zamiast dwu wycignitych szeregw 
zobaczyem kup uciekajcych ludzi. 
- Czego oni, u diaba, uciekaj?... - mylaem przyspieszajc kroku. Nie by to 
ju bieg, ale koski galop. Zatrzymalimy si w poowie wzgrza i tu dopiero 
spostrzeglimy, e miejsce nasze na placu zaj jaki nowy batalion, a na 
szczycie wzgrza wal z armat. 
- Rezerwy w ogniu!... Naprzd, ajdaki!... winie wam pa, psubraty!... - woali 
czarni od dymu, rozbestwieni oficerowie, ustawiajc nas na powrt w szeregi i 
pazujc kadego, kto nawin si im pod rk 
Majora midzy nimi nie byo. 
Powoli zmieszani w odwrocie onierze znaleli si w swoich plutonach, 
cignli maruderowie i batalion wrci do porzdku. Ubyo jednak ze 
czterdziestu ludzi. 
-Gdzie oni si rozbiegli? -spytaem podoficera. 
-Aha, rozbiegli si -odpar zachmurzony. 
Nie miaem pomyle, e zginli. 
Ze szczytu wzgrza zjechao dwu furgonistw; kady prowadzi konia 
objuczonego pakami. Naprzeciw nich wybiegli nasi podoficerowie i wkrtce 
wrcili z pakietami nabojw. Wziem osiem, bo tyle mi brakowao w 
adownicy, i zdziwiem si: jakim sposobem mogem je zgubi? 
- Wiesz ty - rzek do mnie Katz - e ju po jedynastej?... 
-A wiesz ty, e ja nic nie sysz? -odparem. 
- Gupi. Przecie syszysz, co mwi... 
- Tak, ale armat nie sysz... Owszem, sysz - dodaem skupiwszy uwag. 
Grzmot armat i oskot karabinw zlay si w jedno ogromne warczenie, ju nie 
oguszajce, ale wprost ogupiajce. Ogarna mnie apatia. 
Przed nami, moe na p wiorsty, bawania si szeroka kolumna dymu, ktr 
budzcy si wiatr niekiedy rozdziera. Wwczas na chwil mona byo widzie 
dugi szereg ng albo kaskw, z poyskujcymi obok nich bagnetami. Nad tamt 
kolumn i nad nasz kolumn szumiay granaty, wymieniane pomidzy bateri 
wgiersk, ktra strzelaa spoza nas, i austriack, odzywajc si ze wzgrz 
przeciwlegych. 
Rzeka dymu, cignca si przez rwnin ku poudniowi, kbia si jeszcze 
mocniej i bya bardzo pogita. Gdzie Austriacy brali gr, zgicie szo na lewo, 
gdzie Wgrzy -na prawo. W ogle pasmo dymu wyginao si bardziej na 
prawo, jakby nasi ju odepchnli Austriakw. Po caej rwninie saa si 
delikatna mga niebieskawej barwy. 
Dziwna rzecz: huk, cho silniejszy teraz, anieli by z pocztku, ju nie robi na 
mnie wraenia; aeby go sysze, musiaem si dopiero wsuchiwa. 
Tymczasem bardzo wyranie dochodzi mnie szczk nabijanych karabinw albo 
trzask kurkw. 
Przylecia adiutant, zatrbiono, oficerowie zaczli przemawia. 
- Chopcy! - wrzeszcza na cae gardo nasz porucznik, ktry niedawno uciek z 
seminarium. - Zrejterowalimy, bo Szwabw byo wicej, ale teraz zaskoczymy 
z boku ot t kolumn, widzicie?... Zaraz podeprze nas trzeci batalion i rezerwa... 
Niech yj Wgry!... 
- I ja chciabym poy... - mrukn Kratochwil. 
- P obrotu w prawo, marsz!... 
Szlimy tak kilka minut; potem p obrotu w lewo i zaczlimy spuszcza si na 
rwnin, usiujc dosta si na prawy bok kolumny walczcej przed nami. 
Okolica wci falista ; z przodu wida przez mg pole zaronite badylami, za 
nim lasek. 
Nagle midzy owymi badylami spostrzegem kilka, a potem kilkanacie 
dymkw, jakby w rozmaitych punktach zapalono fajki; jednoczenie zaczy 
nad nami wista kule. Pomylaem, e tak wychwalane przez poetw wistanie 
kul nie jest bynajmniej poetyczne, ale raczej ordynaryjne. Czu tam wcieko 
martwego przedmiotu. 
Od naszej kolumny oderwa si sznur tyralierw i pobieg ku badylom. My 
maszerowalimy wci, jakby kule przelatujce z ukosa nie do nas adresowano. 
W tej chwili stary podoficer, ktry szed na prawym skrzydle gwidc 
Rakoczego, wypuci karabin, rozstawi rce i zatoczy si jak pijany. Przez 
mgnienie oka widziaem jego twarz: mia z lewej strony rozdarty daszek kaska i 
czerwon plamk na czole. Szlimy wci ; na prawym skrzydle znalaz si inny 
podoficer, mody blondynek. 
Ju zrwnywalimy si z walczc kolumn i widzielimy pust przestrze 
midzy dymem naszej i austriackiej piechoty, kiedy spoza niej wynurzy si 
dugi szereg biaych mundurw. Szereg podnosi si i znia co sekund, a jego 
nogi migay raz po razu, jak na paradzie. 
Stan. Nad nim bysna tama stali, pochylia si i - zobaczyem ze sto 
wycelowanych do nas karabinw, lnicych jak igy w papierku. Potem 
zadymio si, zgrzytno jak acuch po elaznej sztabie, a nad nami i okoo nas 
przelecia wicher pociskw. 
- Stj!... Pal!... 
Wystrzeliem co rychlej, pragnc zasoni si chocia dymem. Pomimo huku 
usyszaem za sob niby uderzenie kijem w czowieka; kto z tyu pad 
zawadzajc o mj tornister. Opanowa mnie gniew i desperacja ; czuem, e 
zgin, jeeli nie zabij niewidzialnego wroga. Nabijaem bro i strzelaem bez 
pamici, troch zniajc karabin i mylc z dzik satysfakcj, e moje kule nie 
pjd gr. Nie patrzyem na bok ani pod nogi ; baem si zobaczy lecego 
czowieka. 
Wtem stao si co nieoczekiwanego. W pobliu nas zatrzeszczay bbny i 
rozlegy si przeraliwe piszczaki fajfrw. To samo za nami. Kto krzykn:  
Naprzd! i - nie wiem, z ilu piersi wybuchn krzyk podobny do jku albo do 
wycia. Kolumna poruszya si z wolna, prdzej, biegiem... Strzay prawie 
ucichy i odzyway si tylko pojedyczo... Z impetem uderzyem o co 
piersiami, pchano si na mnie ze wszystkich stron, pchaem si i ja... 
- Kuj Szwaba!... - krzycza nieludzkim gosem Katz rwc si naprzd. A e nie 
mg wydoby si z ciby, wic podnis karabin i wali kolb w tornistry 
stojcych przed nami kolegw. 
Nareszcie zrobio si tak ciasno, e zacza mi si gi klatka piersiowa i 
uczuem brak tchu. Uniesiono mnie do gry, opuszczono, a wtedy poznaem, e 
nie stoj na ziemi, ale na czowieku, ktry jeszcze pochwyci mnie za nog. W 
tej chwili wrzeszczcy tum posun si naprzd, a ja upadem. Lewa rka 
polizgna mi si we krwi. 
Obok mnie lea przewrcony na bok oficer austriacki, czowiek mody, o 
bardzo szlachetnych rysach. Spojrza na mnie ciemnymi oczyma z nieopisanym 
smutkiem i wyszepta chrapliwym gosem: 
- Nie trzeba depta... Niemcy s te ludmi... 
Wsun rk pod bok i jcza aonie. 
Pobiegem za kolumn. Nasi byli ju na wzgrzach, gdzie stay austriackie 
baterie. Wdrapawszy si za innymi, zobaczyem jedn armat przewrcon, 
drug zaprzon i otoczon przez naszych. 
Trafiem na szczegln scen. Jedni z naszych chwycili za koa armaty, drudzy 
cigali wonic z sioda; Katz przebi bagnetem konia z pierwszej pary, a 
kanonier austriacki chcia zwali go w eb wyciorem. Schwyciem kanoniera za 
konierz i nagym ruchem w ty przewrciem go na ziemi. Katz i jego chcia 
przebi. 
- Co robisz, wariacie?!... - zawoaem odbijajc mu karabin. 
Wtedy rozwcieczony rzuci si na mnie, ale stojcy obok oficer paaszem 
odtrci mu bagnet. 
- Czego si tu mieszasz?... - krzykn Katz na oficera i - oprzytomnia. 
Dwie armaty byy wzite, za reszt pognali husarzy. Daleko przed nami stali 
nasi pojedynczo i w gromadach, strzelajc do cofajcych si Austriakw. Kiedy 
niekiedy jaka zbkana kula nieprzyjacielska wisna nad nami albo zarya si 
w ziemi wydmuchujc oboczek kurzu. Trbacze zwoywali do szeregw. 
Okoo czwartej po poudniu puk nasz cignito; byo po bitwie. Tylko na 
zachodniej krawdzi horyzontu jeszcze odzyway si pojedyncze strzay lekkiej 
artylerii, jak odgosy burzy, ktra ju przesza. 
W godzin pniej na rozlegym placu boju w rnych punktach zagray 
pukowe orkiestry. Przylecia do nas adiutant z powinszowaniem. Trbacze i 
dobosze uderzyli sygna: do modlitwy. Zdjlimy kaski, chorowie podnieli 
sztandary i caa armia, z broni do nogi, dzikowaa wgierskiemu Bogu za 
zwycistwo. 
Stopniowo dym opad. Gdzie oko sigo, widzielimy w rozmaitych miejscach 
jakby skrawki biaego i granatowego papieru, bez adu porozrzucane na 
zdeptanej trawie. W polu krcio si kilkanacie furmanek, a jacy ludzie 
skadali na nich niektre z owych skrawkw. Reszta zostaa. 
- Mieli si te po co rodzi!... - westchn oparty na karabinie Katz, ktrego 
znowu opanowaa melancholia. 
Byo to bodaj czy nie ostatnie nasze zwycistwo. Od tej chwili sztandary z 
trzema rzekami czciej chodziy przed nieprzyjacielem anieli za 
nieprzyjacielem, dopki wreszcie pod Vilagos nie opady z drzewcw jak licie 
na jesieni. 
Dowiedziawszy si o tym Katz rzuci szpad na ziemi (bylimy ju obaj 
oficerami) i powiedzia, e teraz tylko sobie w eb strzeli. Ja jednak pamitajc, 
e we Francji ju siedzi Napoleon, dodaem mu otuchy i -przekradlimy si do 
Komorna. 
Przez miesic wygldalimy odsieczy: z Wgier, z Francji, nawet z nieba. 
Nareszcie twierdza kapitulowaa. 
Pamitam, e tego dnia Katz krci si okoo prochowni, a mia taki wyraz na 
twarzy jak wwczas, kiedy to chcia przebi lecego kanoniera. Gwatem 
wzilimy go w kilku pod rce i wyprowadzilimy z fortecy, za naszymi. 
- C to - szepn mu jeden z kolegw - zamiast i z nami na tuactwo, 
chciaby zmyka do nieba?... Ej! Katz, wgierska piechota nie tchrzy i nie 
amie sowa danego, nawet... Szwabom... 
W piciu oddzielilimy si od reszty wojsk, poamalimy szpady, przebralimy 
si za chopw i ukrywszy pod odzie pistolety wdrowalimy w stron Turcji. 
Tropia nas te, bo tropia sfora Haynaua!... 
Podr nasza po bezdroach i lasach trwaa ze trzy tygodnie. Pod nogami boto, 
nad gowami deszcz jesienny, za plecami patrole, a przed nami wieczne 
wygnanie - oto byli nasi towarzysze. Mimo to mielimy dobry humor. 
Szapary cigle gada, e Kossuth jeszcze co wymyli, Stein by pewny, e 
odezwie si za nami Turcja, Liptak wzdycha do noclegu i gorcej strawy, a ja 
mwiem, e kto jak kto, ale Napoleon nas nie opuci. Deszcz rozmikczy nam 
odzienie jak maso, brnlimy w bocie wyej kostek, poodaziy nam podeszwy, 
a w butach grao jak na trbce; mieszkacy bali si sprzeda nam dzbanka 
mleka, a chopi w jednej wsi gonili nas z widami i kosami. Mimo to humor by, 
a Liptak pdzc obok mnie tak, a boto bryzgao, rzek zadyszany: 
-Eljen Magyar!... Oto bdziemy spali... eby tak jeszcze z kielich liwowicy do 
poduszki!... 
W tym wesoym towarzystwie obdartusw, przed ktrymi nawet wrony 
uciekay, tylko Katz by pochmurny. On najczciej odpoczywa i jako prdzej 
mizernia; mia spieczone usta, a w oczach blade iskry. 
- Boj si, eby nie dosta zgniej gorczki - rzek raz do mnie Szapary. 
Niedaleko rzeki Sawy, nie wiem ktrego dnia naszej wdrwki, znaIelimy w 
pustej okolicy kilka chat, gdzie nas bardzo gocinnie przyjto. Mrok ju zapad, 
wciekle bylimy znueni, ale dobry ogie i butelka liwowicy napdziy nam 
wesoych myli. 
- Przysigam - woa Szapary - e najdalej w marcu Kossuth powoa nas do 
szeregw. Gupstwo zrobilimy amic szpady... 
- Moe jeszcze w grudniu Turek wojska posunie - doda Stein. - Aeby si cho 
wygoi do tego czasu... 
- Moi kochani!... - jcza Liptak zawijajc si w grochowiny - kadcie si, do 
diaba, spa, bo inaczej ani Kossuth, ani Turek nas nie rozbudzi. 
-Pewno, e nie rozbudzi! - mrukn Katz. 
Siedzia na awie naprzeciw komina i smutno patrzy w ogie. 
-Ty, Katz, niedugo w sprawiedliwo bosk przestaniesz wierzy - odezwa si 
Szapary marszczc brwi. 
- Nie ma sprawiedliwoci dla tych, ktrzy nie umieli zgin z broni w rku! krzykn 
Katz. - Gupi wy i ja z wami... Turek albo Francuz nadstawi za was 
karku?... Czemu, ecie wy sami nie umieli go nadstawi?... 
- Ma gorczk - szepn Stein. - Bdzie z nim kopot w drodze... 
- Wgry!... ju nie ma Wgier! - mrucza Katz. - Rwno... nigdy nie byo 
rwnoci!... Sprawiedliwo... nigdy jej nie bdzie... winia wykpie si nawet 
w bagnie; ale czowiek z sercem!... Darmo, panie Mincel, ju ja u ciebie nie 
bd kraja myda... 
Zmiarkowaem, e Katz jest bardzo chory. Zbliyem si do niego i cignc go 
na grochowiny, rzekem: 
- Chod, Augucie, chod... 
- Gdzie pjd?... - odpar, na chwil wytrzewiony. 
A potem doda: 
-Z Wgier wypdzili, do Szwabw si nie zacign... 
Mimo to leg na barogu. Ogie na kominie wygasa. Dopilimy wdk i 
pooylimy si rzdem z pistoletami w garci. W szczelinach chaty wiatr jcza, 
jakby cae Wgry pakay, a nas zmorzy sen. nio mi si, e jestem maym 
chopcem i e jest Boe Narodzenie. Na stole ponie choinka, przybrana tak 
ubogo, jak my bylimy ubodzy, a dokoa mj ojciec, ciotka, pan Raczek i pan 
Domaski piewaj faszywymi gosami kold: 
Bg si rodzi - moc truchleje. 
Obudziem si, kajc z alu za moim dziecistwem. Kto szarpa mi za rami. 
By to chop, waciciel chaty. Podnis mnie z grochowin i wskazujc w stron 
Katza, mwi przeraony: 
- Patrzcie no, panie wojak... Z nim si co zego stao... 
Porwa z komina uczywo i zawieci. Spojrzaem. Katz lea na barogu 
skurczony, z wystrzelonym pistoletem w rku. Ogniste patki przeleciay mi 
przed oczyma i zdaje mi si, em zemdla. 
Ocknem si na furze, ktr wanie dojedalimy do Sawy. Ju dniao, 
zapowiada si dzie pogodny ; od rzeki cigna surowa wilgo. Przetarem 
oczy, porachowaem... Byo na wozie nas czterech i pity furman. Przecie 
powinno by piciu. Nie, powinno by szeciu!... Szukaem Katza, nie mogem 
si dopatrze Nie pytaem o niego ; pacz cisn mnie za gardo i mylaem, e 
mnie udusi. Liptak drzema, Stein ociera oczy, a Szapary patrzy na bok i tylko 
pogwizdywa Rakoczego, 
chocia cigle si myli. 
Ej! bracie Katz, ce ty zrobi najlepszego?... Czasem zdaje mi si, e znalaz 
tam w niebie i wgiersk piechot, i swj wystrzelany pluton... Niekiedy sysz 
oskot bbnw, ostry rytm marszu i komend:  Na rami bro!... A wtedy 
myl, e to ty, Katz, idziesz na zmian warty przed boym tronem... Bo 
kiepskim byby Pan Bg wgierski, gdyby si nie pozna na tobie! 
...Alem si te rozgada, Boe odpu!... Mylaem o Wokulskim, a pisz o 
sobie i o Katzu. Wracam wic do przedmiotu. W par dni po mierci Katza 
weszlimy do Turcji, a przez dwa lata nastpne ja, ju sam, tuaem si po caej 
Europie. Byem we Woszech, Francji, Niemczech, nawet w Anglii, a wszdzie 
nkaa mnie bieda i ara tsknota za krajem. Nieraz zdawao mi si, e strac 
rozum suchajc potokw obcej mowy i widzc nie nasze twarze, nie nasze 
ubiory, nie nasz ziemi. Nieraz oddabym ycie, aeby cho spojrze na las 
sosnowy i chaupy poszyte som. Nieraz jak dziecko woaem przez sen:  ja 
chc do kraju!... A gdym si obudzi zalany zami, ubieraem si i pdem 
biegem na ulic, bo mi si przywidziao, e ta ulica koniecznie musi by 
Starym Miastem albo Podwalem. 
Moe bym si zabi z desperacji, gdyby nie cige wiadomoci o Ludwiku 
Napoleonie, ktry ju zosta prezydentem, a myla o cesarstwie. Byo mi lej 
dwiga ndz i tumi wybuchy alu, kiedym sucha o triumfach czowieka, 
ktry mia wykona testament Napoleona I i zrobi porzdek w wiecie. 
Nie udao mu si wprawdzie, ale - zostawi syna. Nie od razu Krakw 
zbudowano!... 
Nareszcie nie mogem wytrzyma i - w grudniu 1851 roku przejechawszy 
wzdu Galicj stanem na komorze w Tomaszowie. Jedna mnie tylko myl 
trapia: 
A nu mnie i std wypdz?... 
Nigdy za nie zapomn radoci, jakiej doznaem usyszawszy, e mam jecha do 
Zamocia. Waciwie, tom nawet nie bardzo jecha ; raczej szedem, ale z jak 
uciech! 
W Zamociu bawiem rok z czym. A em dobrze drwa rba, wic byem co 
dzie na wieym powietrzu. Napisaem stamtd list do Mincla i podobno 
otrzymaem od niego odpowied, nawet pienidze; ale wyjwszy pokwitowania 
z odbioru, bliszych szczegw tego wypadku nie pamitam. 
Zdaje si jednak, e Ja Mincel zrobi inn rzecz, cho nie wspomnia o niej do 
mierci i nawet nie lubi o tym rozmawia. Oto chodzi on do rnych 
jeneraw, ktrzy odbyli wgiersk kampani, i tumaczy im, e przecie 
powinni ratowa koleg w nieszczciu. No i uratowali mnie, tak e ju w lutym 
1853 roku mogem jecha do Warszawy. Zwrcono mi nawet patent oficerski, 
jedyn pamitk, jak wyniosem z Wgier nie liczc dwu ran: w piersi i w 
nog. Byo nawet lepiej, bo oficerowie wyprawili mi obiad, na ktrym gsto 
pilimy zdrowie wgierskiej piechoty. Od tej te pory mwi, e najtrwalsze 
stosunki zawizuj si na placu bitwy. 
Ledwiem opuci mj dotychczasowy apartament bdc goym jak pieprz 
turecki, zaraz zastpi mi drog nieznany ydek i odda list z pienidzmi. 
Otworzyem go i przeczytaem: 
Mj kochany Ignacy! Posyam ci dwiecie zotych na drog, to si pniej 
obrachujemy. Zajed wprost do mego sklepu na Krakowskim Przedmieciu, a 
nie na Podwal, bro Boe! bo tam mieszka ten zodziej Franc ; niby mj brat, 
ktremu nawet pies porzdny nie powinien 
podawa rki. Cauj ci, Jan Mincel. Warszawa, d. 16 lutego . 1853. 
Ale, ale!... Stary Raczek, co si z twoj ciotk oeni, to wiesz - umar, a i ona 
take, ale pierwej. Zostawili ci troch gratw i par tysicy zotych. Wszystko 
jest u mnie w porzdku, tylko salop ciotki mole troch sponiewieray, bo bestia 
Kaka zapomniaa woy bakuniu. Franc kaza ci ucaowa. Warszawa, d. 18 
lutego . 1853. 
Ten sam ydek wzi mnie do swego domu, gdzie dorczy mi tumoczek z 
bielizn, odzieniem i obuwiem. Nakarmi mnie rosoem z gsiny, potem 
gotowan, a potem pieczon gsin, ktrej do Lublina nie mogem strawi. 
Nareszcie da mi butelk wybornego miodu, zaprowadzi do gotowej ju 
furmanki, lecz - ani chcia sucha o adnym wynagrodzeniu. 
- Ja bym si wstydzi bra od takie osobe, co z migracje wraca - odpowiada na 
wszystkie moje zaklcia. 
Dopiero gdym ju mia wsi do fury, odprowadzi mnie na bok i rozejrzawszy 
si, czy kto nie podsuchuje, szepn: 
-Jak pan dobrodziej ma wgierskie dukaty, to ja kupi. Ja rzetelnie zapac, bo 
mnie potrzeba dla crki, co po paskim Nowym Roku wychodzi za m... 
-Nie mam dukatw - odparem. 
-Pan dobrodziej by na wgierskie wojne i pan nie ma dukatw... - rzek 
zdziwiony. 
Ju postawiem nog na stopniu fury, kiedy ten sam ydek odcign mnie drugi 
raz na stron. 
- Moe pan dobrodziej ma jakie kosztownoci?... Piercionkw, zygarkw, 
branzeletw?... Jak zdrowia pragn, ja rzetelnie zapac, bo to dla mojej crki... 
- Nie mam, bracie, daj ci sowo... 
- Nie ma pan? - powtrzy, szeroko otwierajc oczy. - To po co pan chodzi na 
Wgry?... 
Ruszylimy, a on jeszcze sta i trzyma si rk za brod, z politowaniem 
kiwajc gow. 
Fura bya wynajta tylko dla mnie. Zaraz jednak na nastpnej uliczce furman 
spotka swego brata, ktry mia bardzo pilny interes do Krasnegostawu. 
- Niech wielmony pan pozwoli jego zabra - prosi zdjwszy czapk. - Na ze 
droge to on bdzie szed piechot. 
Pasaer wsiad. Nim dojechalimy do bramy fortecznej, zastpia nam drog 
jaka ydwka z tumokiem i pocza krzykliwie rozmawia z furmanem. 
Okazao si, e jest to jego ciotka, ktra ma w Fajsawicach chore dziecko. 
- Moe wielmony pan pozwoli si jej przysi... To jest bardzo letka osoba... prosi 
furman. 
Za bram wreszcie, w rozmaitych punktach szosy, znalazo si jeszcze trzech 
kuzynw mego furmana, ktry zabra ich pod pozorem, e bdzie mi w drodze 
weselej. Jako zepchnli mnie na tyln o wozu, deptali po nogach, palili 
szkaradny tyto, a przede wszystkim wrzeszczeli jak optani. Pomimo to nie 
pomieniabym mego ciasnego kta na najwygodniejsze miejsce we francuskich 
dyliansach albo angielskich wagonach. Byem ju w kraju. 
Przez cztery dni zdawao mi si, e siedz w przenonej bonicy. Na kadym 
popasie jaki pasaer ubywa, inny zajmowa jego miejsce. Pod Lublinem 
zsuna mi si na plecy cika paka; istny cud, em nie straci ycia. Pod 
Kurowem stalimy par godzin na szosie, gdy zgin czyj kufer, po ktry 
furman jedzi konno do karczmy. Przez ca wreszcie drog czuem, e leca 
na moich nogach pierzyna jest gciej zaludniona od Belgii. 
Pitego dnia, przed wschodem soca, stanlimy na Pradze. Ale e fur byo 
mnstwo, a ywowy most ciasny, wic ledwie okoo dziesitej zajechalimy do 
Warszawy. Musz doda, e wszyscy moi wsppasaerowie znikli na 
Bednarskiej ulicy, jak eter octowy, zostawiajc po sobie mocny zapach. Gdy za 
przy ostatecznym rachunku wspomniaem o nich furmanowi, wytrzeszczy na 
mnie oczy. 
- Jakie pasaery?... - zawoa zdziwiony. - Wielmony pan to jest pasaer, ale 
tamto - same parchy. Jak my stanli na rogatce, to nawet stranik dwa takie 
gagany rachowa za zotwk na jeden paszport. A wielmony pan myli, co 
oni byli pasaery!... 
- Wic nie byo nikogo?... - odparem. - A skde, u licha, pchy, ktre mnie 
oblazy? 
- Moe z wilgoci. Czy ja wiem! - odpowiedzia furman. 
Przekonany w ten sposb, e na bryce nie byo nikogo oprcz mnie, sam jeden, 
rozumie si, zapaciem za ca podr, co tak rozczulio furmana, e 
wypytawszy si, gdzie bd mieszka, obieca mi przywozi co dwa tygodnie 
tyto przemycany. 
-Nawet teraz - rzek cicho - mam na furze centnar. Moe przynie 
wielmonego pana z par funty?... 
- eby ci diabli wzili!- mruknem chwytajc mj tumoczek. - Tego jeszcze 
brakowao, aeby aresztowali mnie za defraudacj. 
Szybko biegnc przez ulice, przypatrywaem si miastu, ktre po Paryu 
wydawao mi si brudne i ciasne, a ludzie pospni. Sklep J. Mincla na 
Krakowskim Przedmieciu atwo znalazem; ale na widok znanych miejsc i 
szyldw serce zaczo mi si tak trz, em chwil musia odpocz. 
Spojrzaem na sklep - prawie taki jak na Podwalu ; na drzwiach blaszany paasz 
i bben (moe ten sam, ktry widziaem w dziecistwie!) - w oknie talerze, ko i 
skaczcy kozak... Kto uchyli drzwi i zobaczyem w gbi zawieszone u sufitu: 
farby w pcherzach, korki w siatce, nawet wypchanego krokodyla. 
Za kontuarem, blisko okna, siedzia na starym fotelu Jan Mincel i cign za 
sznurek kozaka... 
Wszedem drc jak galareta i stanem naprzeciw Jasia. Zobaczywszy mnie 
(ju zacz ty chopak) ciko unis si z fotelu i przymruy oczy. Nagle 
krzykn do jednego z chopcw sklepowych: 
- Wicek!... gnaj do panny Magorzaty i powiedz, e wesele zaraz po 
Wielkiejnocy... 
Potem wycign do mnie obie rce ponad kontuarem i dugo ciskalimy si 
milczc. 
- Ale te wali Szwabw! Wiem, wiem - szepn mi do ucha. - Siadaj - doda 
wskazujc krzeso. - Kaziek! rwij do Grossmutter... Pan Rzecki przyjecha!... 
Siadem i znowu nie mwilimy nic do siebie. On aonie trzs gow, ja 
spuciem oczy. Obaj mylelimy o biednym Katzu i o naszych zawiedzionych 
nadziejach. Wreszcie Mincel utar nos z wielkim haasem i odwrciwszy si do 
okna, mrukn: 
- No, co tam... 
Wrci zadyszany Wicek. Uwaaem, e surdut tego modzieca poyskuje od 
tustych plam. 
-Bye? -spyta go Mincel. 
- Byem. Panna Magorzata powiedziaa, e dobrze. 
-enisz si? - rzekem do Jasia. 
- Phi!... c mam robi - odpar. 
-A Grossmutter jak si ma? 
-Zawsze jednakowo. Choruje tylko wtedy, kiedy stuk jej dzbanek do kawy. 
- A Franc? 
- Nie gadaj mi o tym ajdaku - wstrzsn si Jan Mincel. - Wczoraj przysigem 
sobie, e noga moja u niego nie postanie... 
- C ci zrobi? - spytaem. 
- To pode Szwabisko cigle drwi z Napoleona!... Mwi, e zama przysig 
rzeczypospolitej, e jest kuglarzem, ktremu oswojony orze naplu w 
kapelusz... Nie - mwi Jan Mincel - z tym czowiekiem y nie mog... 
Przez cay czas naszej rozmowy dwaj chopcy i subiekt zaatwiali interesantw, 
na ktrych nawet nie zwracaem uwagi. Wtem . skrzypny tylne drzwi sklepu i 
spoza szaf wysuna si staruszka w tej sukni, z dzbanuszkiem w rku. 
- Gut Morgen, meine Kinder!... Der Kaffee ist schon... 
Pobiegem i ucaowaem jej suche rczyny nie mogc sowa przemwi. 
-Ignaz!... Herr Jess... Ignaz! - zawoaa ciskajc mnie. - Wo bist du so lange 
gewesen, lieber Ignaz?... 
No, przecie Grossrnutter wie, e by na wojnie. Co si tu pyta, gdzie by? wtrci 
Jan. 
- Herr Jess!... Aber du hast noch keinen Kaffee getrunken?... 
- Naturalnie, e nie pi - odpar Jan w moim imieniu. 
-Du lieber Gott! Es ist ja schon zehn Uhr... 
Nalaa mi kubek kawy, wrczya trzy wiee buki i znika jak zwykle. 
Teraz gwne drzwi otworzyy si z oskotem i wbieg Franc Mincel, tuciejszy 
i czerwieszy od brata. 
- Jak si masz, Ignacy!... - zawoa padajc mi w objcia. 
- Nie cauj si z tym durniem, ktry jest zaka rodu Minclw!... rzek do mnie 
Jan. 
- Oj! oj! co mi to za rd!... - odpar ze miechem Franc. - Nasz ojciec przyjecha 
taczkami we dwa psy... 
-Nie gadam z panem! -wrzasn Jan. 
- Ja te nie do pana mwi, tylko do Ignacego - odpar Franc: - A nasz stryj cign 
dalej - byo przecie takie zakute Szwabisko, e wylaz z trumny po 
swoj szlafmyc, ktrej mu tam zapomnieli woy... 
- Robisz mi pan afront w moim domu!... - krzykn Jan. 
-Nie przyszedem do paskiego domu, tylko do sklepu za sprawunkiem... 
Wicek! - zwrci si Franc do chopca - daj mi korek za grosz... Tylko zawi go 
w bibu... Do widzenia, kochany Ignacy, wpadnij do mnie dzi wieczorem, to 
przy dobrej butelce pogadamy. A moe i ten pan z tob przyjdzie - doda ju z 
ulicy-, wskazujc rk na sinego z gniewu Jana. 
-Noga moja nie postanie u podego Szwaba! -krzykn Jan. 
To jednak nie przeszkodzio, e wieczorem bylimy obaj u Franca. 
Mimochodem wspomn, e nie byo tygodnia, w cigu ktrego bracia 
Minclowie nie pokciliby si i nie pogodzili przynajmniej ze dwa razy. Co za 
jest najosobliwszym, e przyczyny swarw nigdy nie wypyway z interesu 
natury materialnej. Owszem, pomimo najwikszych nieporozumie bracia 
zawsze porczali swoje kwity, poyczali sobie pienidzy i nawzajem pacili 
dugi: Powody tkwiy w ich charakterach. 
Jan Mincel by romantyk i entuzjasta, Franc spokojny i zgryliwy; Jan by 
gorcym bonapartyst, Franc republikaninem i specjalnym wrogiem Napoleona 
III. Nareszcie Franc Mincel przyznawa si do niemieckiego pochodzenia, 
podczas gdy Jan uroczycie twierdzi, e Minclowie pochodz ze staroytnej 
polskiej rodziny Mitusw, ktrzy kiedy, moe za Jagiellonw, a moe za 
krlw wybieralnych osiedli midzy Niemcami. 
Do byo jednego kieliszka wina, aeby Jan Mincel zacz bi piciami w st 
albo w plecy swoich ssiadw i wrzeszcze: 
- Czuj w sobie staroytn polsk krew!... Niemka nie mogaby mnie urodzi!... 
Mam zreszt dokumenta... 
I bardzo zaufanym osobom pokazywa dwa stare dyplomy, z ktrych jeden 
odnosi si do jakiego Modzelewskiego, kupca w Warszawie za czasw 
szwedzkich, a drugi do Milera, kociuszkowskiego porucznika. Jaki by przecie 
istnia zwizek midzy tymi osobami a rodzin Minclw -nie wiem po dzi 
dzie, cho objanienia niejednokrotnie syszaem. 
Nawet z powodu wesela Jana wybuchn skandal midzy brami: Jan bowiem 
zaopatrzy si na t uroczysto w amarantowy kontusz, te buty i szabl, 
podczas gdy Franc owiadczy, e nie pozwoli na tak maskarad przy lubie, 
choby mia poda skarg do policji. Usyszawszy to Jan przysig, e zabije 
denuncjanta, jeeli go zobaczy, i do weselnej kolacji ubra si w szaty swoich 
przodkw Mitusw. Franc za by i na lubie, i na weselu, lecz cho nie gada z 
bratem, na mier zatacowywa mu on i prawie do samobjstwa upi si jego 
winem. 
Nawet zgon Franca, ktry w roku 1856 zmar na karbunku, nie obszed si bez 
awantury. W cigu trzech ostatnich dni obaj bracia po dwa razy wyklli si i 
wydziedziczyli w sposb bardzo uroczysty. Mimo to Franc cay majtek zapisa 
Janowi, a Jan przez kilka tygodni chorowa z alu po bracie i - poow 
odziedziczonej fortuny (okoo dwudziestu tysicy zotych) przekaza jakim 
trzem sierotkom, ktrymi nadto opiekowa si do koca ycia. 
Dziwna bya to rodzina! 
I ot znowu zboczyem od przedmiotu: miaem pisa o Wokulskim,a pisz o 
Minclach. Gdybym nie czu si tak rzekim, jak jestem, mgbym posdzi si o 
gadulstwo zapowiadajce blisk staro. 
Powiedziaem, e w postpowaniu Stasia Wokulskiego wielu rzeczy nie 
rozumiem i za kadym razem mam ochot zapyta: -na co to wszystko?... 
Ot kiedym wrci do sklepu, prawie co wieczr zbieralimy si u Grossmutter 
na grze: Jan i Franc Minclowie, a czasem i Magosia Pfeifer. Magosia z Janem 
siadywali w okiennej framudze i trzymajc si za rce patrzyli w niebo; Franc 
pi piwo z duego kufla (ktry mia cynow klap), staruszka robia poczoch, 
a ja - opowiadaem dzieje kilku lat spdzonych za granic. 
Najczciej, rozumie si, bya mowa o tsknotach tuaczki, niewygodach 
onierskiego ycia albo o bitwach. W takiej chwili Franc wypija podwjne 
porcje piwa, Magosia przytulaa si do Jana (do mnie nikt si tak nie przytula), 
a Grossmutter gubia oczka w poczosze. Gdym ju skoczy, Franc wzdycha, 
szeroko rozsiadajc si na kanapie, Magosia caowaa Jana, a Jan Magosi, 
staruszka za trzsc gow mwia : 
-Jess! Jess!... wie is das schrecklich... Aber sag mir, lieber Ignaz, wozu also 
bist du denn nach Ungarn gegnngen? 
- No, przecie Grossmutter rozumie, e chodzi do Wgier na wojn - wtrci 
niecierpliwie Jan. 
Lecz staruszka cigle krcc gow ze zdziwienia mruczaa do siebie: 
-Der Kaffe war ja immer gut und zu Mittag hat er sich doch immer 
vollgegessen... Warum bat er denn das getan?... 
-O! bo Grossmutter myli tylko o kawie i o obiedzie -oburzy si Jan. 
Nawet kiedy opowiedziaem ostatnie chwile i straszn mier Katza, starowina 
wprawdzie rozpakaa si, pierwszy raz od czasu, jak j znaem; niemniej jednak 
otarszy zy i wziwszy si znowu do swej poczochy, szeptaa: 
-Merkwrdig! Der Kaffee war ja immer gut und zu Mittag hat er sich doch 
immer vollgegessen... Warum hat er denn das getan? 
To samo ja dzi nieomal co godzin mwi o Stasiu Wokulskim. Mia po 
mierci ony spokojny kawaek chleba, wic po co pojecha do Bugarii? Zdoby 
tam taki majtek, e mgby sklep zwin: po co za rozszerzy . go? Ma przy 
nowym sklepie pyszne dochody, wic po co tworzy jeszcze jak spk?... 
Po co wynaj dla siebie ogromne mieszkanie? Po co kupi powz i konie? Po co 
pnie si do arystokracji, a unika kupcw, ktrzy mu tego darowa nie mog? 
A w jakim celu zajmuje si furmanem Wysockim albo jego bratem, drnikiem 
z kolei elaznej? Po co kilku biednym czeladnikom zaoy warsztaty? Po co 
opiekuje si nawet nierzdnic, ktra cho mieszka u magdalenek, mocno 
szkodzi jego reputacji?... 
A jaki on sprytny... Kiedy dowiedziaem si na giedzie o zamachu Hdla, 
wracam do sklepu i patrzc mu bystro w oczy mwi: 
- Wiesz, Stasiu, jaki Hdel strzeli do cesarza Wilhelma... 
A on, jakby nigdy nic, odpowiada: 
- Wariat. 
- Ale temu wariatowi - ja mwi - zetn gow. 
-I susznie -on odpowiada - nie bdzie si mnoy rd wariacki. 
eby mu przy tym drgn cho jeden musku, nic. Skamieniaem wobec jego 
zimnej krwi. 
Kochany Stasiu, ty sprytny, alem i ja nie w ciemi bity: wiem wicej, anieli 
przypuszczasz, i to mi tylko bolesne, e nie masz do mnie zaufania. Bo rada 
przyjaciela i starego onierza mogaby ci uchroni od niejednego gupstwa, 
jeeli nie od plamy... 
Ale co ja tu bd wypowiada wasne opinie; niech mwi za mnie bieg 
wypadkw. 
W pocztkach maja wprowadzilimy si do nowego sklepu, ktry obejmuje pi 
ogromnych salonw. W pierwszym pokoju, na lewo, mieszcz si same ruskie 
tkaniny: perkale, kretony, jedwabie i aksamity. Drugi pokj zajty jest w 
poowie na te same tkaniny, a w poowie na drobiazgi do ubrania suce: 
kapelusze, konierzyki, krawaty, parasolki. W salonie frontowym 
najwykwintniejsza galanteria: brzy, majoliki, krysztay, ko soniowa. 
Nastpny pokj na prawo lokuje zabawki tudzie wyroby z drzewa i metalw, a 
w ostatnim pokoju na prawo s towary z gumy i skry. 
Tak sobie to uporzdkowaem; nie wiem, czy waciwie, ale Bg mi wiadkiem, 
em chcia jak najlepiej. Wreszcie pytaem o zdanie Stasia Wokulskiego; ale on, 
zamiast co poradzi, tylko wzrusza ramionami i umiecha si, jakby mwi: 
A c mnie to obchodzi... 
Dziwny czowiek! Przyjdzie mu do gowy genialny plan, wykona go w 
oglnych zarysach, ale - ani dba o szczegy. On kaza przenie sklep, on zrobi 
go ogniskiem handlu ruskich tkanin i galanterii zagranicznej, on zorganizowa 
ca administracj. Ale zrobiwszy to, dzi ani miesza si do sklepu: skada 
wizyty wielkim panom albo jedzi swoim powozem do azienek, albo gdzie 
znika bez ladu; a w sklepie ukazuje si ledwie przez par godzin na dzie. Przy 
tym roztargniony, rozdraniony, jakby na co czeka albo czego si obawia. 
Ale c to za zote serce! 
Ze wstydem wyznaj, e byo mi troch przykro wynosi si na nowy lokal. 
Jeszcze ze sklepem p biedy; nawet wol suy w ogromnym magazynie, na 
wzr paryskich, anieli w takim kramie, jakim by nasz poprzedni. al mi 
jednak byo mego pokoju, w ktrym dwadziecia pi lat przemieszkaem. 
Poniewa do lipca obowizuje nas stary kontrakt, wic do poowy maja 
siedziaem w moim pokoiku, przypatrujc si jego cianom, kracie, ktra 
przypominaa mi najmilsze chwile w Zamociu, i starym sprztom. 
Jak ja to wszystko rusz, jak ja to przenios, Boe miosierny!...- mylaem. 
A jednego dnia, okoo poowy maja (rozeszy si wwczas wieci mocno 
pokojowe), Sta przed samym zamkniciem sklepu przychodzi do mnie i mwi: 
- C, stary, czas by si przeprowadzi na nowe mieszkanie. 
Doznaem takiego uczucia, jakby ze mnie krew wycieka. A on prawi dalej : 
- Chode ze mn, poka ci nowy lokal, ktry wziem dla ciebie w tym 
samym domu. 
- Jak to wzie? - pytam. - Przecie musz umwi si o cen z gospodarzem. 
- Ju zapacone! - on odpowiada. 
Wzi mnie pod rk i prowadzi przez tylne drzwi sklepu do sieni. 
- Ale - mwi - tu lokal zajty... 
Zamiast odpowiedzi otworzy drzwi po drugiej stronie sieni... Wchodz... sowo 
honoru - salon!... Meble kryte utrechtem, na stoach albumy, w oknie majoliki... 
Pod cian biblioteka... 
-Masz tu - mwi Sta pokazujc bogato oprawne ksiki -trzy historie 
Napoleona I, ycie Garibaldiego i Kossutha, histori Wgier... 
Z ksiek byem bardzo kontent, ale ten salon, musz wyzna, zrobi na mnie 
przykre wraenie. Sta spostrzeg to i umiechnwszy si, nagle otworzy drugie 
drzwi. 
Boe miosierny!... ale ten drugi pokj to mj pokj, w ktrym mieszkaem od 
lat dwudziestu piciu. Okna zakratowane, zielona firanka, mj czarny st... A 
pod cian naprzeciw moje elazne ko, dubeltwka i pudo z gitar... 
- Jak to - pytam - wic mnie ju przenieli?... 
- Tak - odpowiada Sta - przenieli ci kady wieczek, nawet pacht dla Ira. 
Moe to si wyda komu miesznym, ale ja miaem zy w oczach... 
Patrzyem na jego surow twarz, smutne oczy i prawie nie mogem wyobrazi 
sobie, e ten czowiek jest tak domylny i posiada tak delikatno uczu. Bo 
ebym mu cho wspomnia o tym... On sam odgad, e mog tskni za dawn 
siedzib, i sam czuwa nad przeprowadzeniem moich gratw. 
Szczliwa byaby kobieta, z ktr by on si oeni (mam nawet dla niego 
parti...); ale on si chyba nie oeni. Jakie dzikie myli snuj mu si po gowie, 
ale nie o maestwie, niestety!... Ile to ju powanych osb przychodzio do 
naszego sklepu niby za sprawunkami, a naprawd w swaty do Stasia i wszystko 
na nic. 
Taka pani Szperlingowa ma ze sto tysicy rubli gotowizn i dystylarni. Czego 
ona ju nie kupia u nas, a wszystko dlatego, aeby mnie zapyta : 
- C, nie eni si pan Wokulski? 
- Nie, pani dobrodziejko... 
- Szkoda! - mwi pani Szperlingowa wzdychajc. - Pikny sklep, duy majtek, 
ale - wszystko to rozejdzie si... bez gospodyni. Gdyby za pan Wokulski 
wybra sobie jak powan i majtn kobiet, wzmocniby si nawet jego 
kredyt. 
- wite sowa pani dobrodziejki... - ja odpowiadam. 
-Adieu! panie Rzecki - ona mwi (kadc na kasie dwadziecia albo i 
pidziesit rubli). - Ale nieche pan czasem nie wspomni panu Wokulskiemu o 
tym, e ja mwiam co o maestwie. Bo gotw pomyle, e stara baba 
poluje na niego... Adieu, panie Rzecki... 
-Owszem, nie zaniedbam wspomnie mu o tym... 
I zaraz myl, e gdybym ja by Wokulskim, w jednej chwili oenibym si z t 
bogat wdow. Jak ona zbudowana, Herr Jess!... 
Albo taki Szmeterling, rymarz. Ile razy zaatwiamy rachunek, mwi: 
- Nie mgby si, panie tego, taki, panie tego, Wokulski eni?... 
Chop, panie, ognisty; kark jak u byka... eby mnie piorun, panie tego, trzas, 
sam oddabym mu crk, a w posagu dabym im rocznie za dziesi tysicy, 
panie tego, rubli towaru... No? 
Albo taki radca Wroski. Niebogaty, cichutki, ale kupuje u nas co tydzie 
choby par rkawiczek i za kadym razem mwi: 
-Ma tu Polska nie gin, mj Boe, kiedy tacy jak Wokulski nie eni si. Bo to 
nawet, mj Boe, nie potrzebuje czowiek posagu, wic mgby znale 
panienk, ktra, mj Boe! i do fortepianu, i domem zarzdzi, i zna jzyki... 
Takich swatw dziesitki przewijaj si przez nasz sklep. Niektre matki, ciotki 
albo ojcowie po prostu przyprowadzaj do nas panny na wydaniu. Matka, ciotka 
albo ojciec kupuje co za rubla, a tymczasem panna chodzi po sklepie, siada, 
bierze si pod boki, aeby zwrci uwag na swoj figur, wysuwa naprzd 
praw nk, potem lew nk, potem wystawia rczki... Wszystko w tym 
celu, aeby zapa Stacha, a jego albo nie ma w sklepie, albo jeeli jest, to nawet 
nie patrzy na towar, jakby mwi: 
- Taksacj zajmuje si pan Rzecki... 
Wyjwszy rodzin majcych dorose crki tudzie wdw i panien na wydaniu, 
ktre zdaj si by odwaniejszymi od wgierskiej piechoty, biedny mj Stach 
nie cieszy si sympati. Nic dziwnego - oburzy przeciw sobie wszystkich 
fabrykantw jedwabnych i bawenianych, a take kupcw, ktrzy sprzedaj ich 
towary. 
Raz, przy niedzieli (rzadko mi si to zdarza), zaszedem do handelku na 
niadanie. Kieliszek anywki i kawaek ledzia przy bufecie, a do stou 
porcyjka flakw i wiartka porteru - oto bal! Zapaciem niecaego rubla, ale 
moc si nayka dymu, a moc si nasucha!... Wystarczy mi tego na par lat. 
W dusznym i ciemnym jak wdzarnia pokoju, gdzie mi flaki podano, siedziao 
ze szeciu jegomociw przy jednym stole. Byli to ludzie spasieni i dobrze 
odziani; zapewne kupcy, obywatele miejscy, a moe i fabrykanci. Kady 
wyglda tak na trzy do piciu tysicy rubli rocznego dochodu. 
Poniewa nie znaem tych panw, a zapewne i oni mnie, nie mog wic 
posdzi ich o umyln szykan. Prosz jednak wyobrazi sobie, co za traf, e 
wanie gdym wszed do pokoju, rozmawiali o Wokulskim. 
Kto mwi, z przyczyny dymu nie widziaem; wreszcie nie miaem podnie 
oczu od talerza. 
- Karier zrobi! - mwi gruby gos. - Za modu wysugiwa si takim jak my, a 
ku staroci chce mu si fagasowa wielkim panom. 
- Ci dzisiejsi panowie - wtrci jegomo dychawiczny - tyle warci co i on. 
Gdzie by to dawniej w hrabskim domu przyjmowali eks-kupczyka, ktry przez 
oenek dorobi si majtku... miech powiedzie!... 
-Fraszka oenek -odpar gruby gos zakrztusiwszy si nieco - bogaty oenek 
nie habi. Ale te miliony, zarobione na dostawach w czasie wojny, z daleka 
pachn kryminaem. 
- Podobno nie krad - odezwa si pgosem kto trzeci. 
- W takim razie nie ma milionw - hukn bas. - A w takim znowu wypadku po 
co zadziera nosa!... czego pnie si do arystokracji? 
- Mwi - dorzuci inny gos - e chce zaoy spk z samych szlachcicw... 
- Aha!... I oskuba ich, a potem zemkn - wtrci dychawiczny. 
- Nie - mwi bas - on z tych dostaw nie obmyje si nawet szarym mydem. 
Kupiec galanteryjny robi dostawy! Warszawiak jedzie do Bugarii!... 
- Paski brat, inynier, jedzi za zarobkiem jeszcze dalej - odezwa si pgos. 
- Zapewne! - przerwa bas. - Czy moe i sprowadza perkaliki z Moskwy? Tu 
jest drugi sk: zabija przemys krajowy!... 
- Ehe! He!... - zamia si kto dotd milczcy - to ju do kupca nie naley. 
Kupiec jest od tego, aeby sprowadza taszy towar i z lepszym zyskiem dla 
siebie. Nieprawda?... Ehe! He!... 
- W kadym razie nie dabym trzech groszy za jego patriotyzm odpar bas. 
- Podobno jednak - wtrci pgos - ten Wokulski dowid swego patriotyzmu 
nie tylko jzykiem... 
-Tym gorzej -przerwa bas. -Dowodzi bdc goym! Ochon poczuwszy 
ruble w kieszeni. 
- O!... e te my zawsze kogo musimy posdza albo o zdrad kraju, albo o 
zodziejstwo! Nieadnie!... - oburza si pgos. 
- Co go pan mocno bronisz?... - spyta bas posuwajc krzesem. 
- Broni, bom troch o nim sysza - odpowiedzia pgos.- Furmani u mnie 
niejaki Wysocki, ktry umiera z godu, nim Wokulski postawi go na nogi... 
- Za pienidze z dostaw w Bugarii!... Dobroczyca!... 
-Inni, panie, zbogacili si na funduszach narodowych i - nic. Ehe! He!... 
- W kadym razie ciemna to figura - zakonkludowa dychawiczny. - Rzuca si w 
prawo i w lewo, sklepu nie pilnuje, perkaliki sprowadza, szlacht jakby chcia 
nacign... 
Poniewa chopiec sklepowy w tej chwili przynis im nowe butelki, wic 
wymknem si po cichu. Nie wmieszaem si do tej rozmowy, gdy znajc 
Stacha od dziecka, mgbym im powiedzie tylko dwa wyrazy: Jestecie 
podli... 
I to wszystko gadaj wwczas, kiedy ja dr z obawy o jego przyszo, kiedy 
wstajc i kadc si spa pytam: Co on robi? po co robi? i co z tego 
wyniknie?... I to wszystko gadaj o nim dzi, przy mnie, ktry wczoraj 
patrzyem, jak drnik Wysocki upad mu do ng dzikujc za przeniesienie do, 
Skierniewic i udzielenie zapomogi... 
Prosty czowiek, a jaki uczciwy! Przywiz ze sob dziesicioletniego syna i 
wskazujc na Wokulskiego mwi: 
- Przypatrze si, Pietrek, panu, bo to nasz najwikszy dobrodziej...Jakby kiedy 
zechcia, eby. sobie uci rk dla niego, utnij, a jeszcze mu si nie 
wywdziczysz... 
Albo ta dziewczyna, ktra pisaa do niego od magdalenek: Przypomniaam 
sobie jedn modlitw z dziecinnych czasw, aeby modli si za pana:.. 
Oto ludzie proci, oto dziewczyny wystpne; czyli oni i one nie maj wicej 
szlachetnych uczu anieli my, surdutowcy, po caym miecie chwalcy si 
cnotami, w ktre zreszt aden z nas nie wierzy. Ma Sta racj, e zaj si 
losem tych biedakw, chocia... mgby si nimi zajmowa w sposb troch 
spokojniejszy... 
Ach! bo trwo mnie jego nowe znajomoci... 
Pamitam, w pocztkach maja wchodzi do sklepu jaki bardzo niewyrany 
jegomo (rude faworyty, oczy paskudne) i pooywszy na kantorku swj bilet 
wizytowy, mwi dosy poamanym jzykiem: 
- Prosz powiedzie pan Wokulski, ja bd dzi sidma... 
I tyle. Spojrzaem na bilet, czytam: Wiliam Colins, nauczyciel jzyka 
angielskiego... C to za farsa?... Przecie chyba Wokulski nie bdzie uczy si 
po angielsku?... 
Wszystko jednak zrozumiaem, gdy na drugi dzie przyszy telegramy o... 
zamachu Hdla... 
Albo inna znajomo, jaka pani Meliton, ktra zaszczyca nas wizytami od 
chwili powrotu Stasia z Bugarii. Chuda baba, maa, trajkocze jak myn, a 
czujesz, e mwi tylko to, co chce powiedzie. Wpada. raz, w kocu maja: 
- Jest pan Wokulski? Pewno nie ma, spodziewam si... Wszak mwi z panem 
Rzeckim? Zaraz to zgadam... Co za pikna neseserka!... drzewo oliwkowe, 
znam si na tym. Niech pan powie panu Wokulskiemu, aeby mi to przysa, on 
wie mj adres, i - aeby jutro, okoo pierwszej, by w azienkach... 
-W ktrych, przepraszam? - spytaem, oburzony jej zuchwalstwem. 
- Jeste pan bazen... W krlewskich! - odpowiada mi ta dama. 
No i c!... Wokulski posa jej neseserk i pojecha do azienek. Wrciwszy 
za stamtd, powiedzia mi, e... w Berlinie zbierze si kongres dla zakoczenia 
wojny wschodniej... I kongres jest!... 
Ta sama jejmo wpada drugi raz, zdaje mi si, pierwszego czerwca. 
- Ach! - woa - c to za pikny wazon!... z pewnoci francuska majolika, znam 
si na tym... Powiedz pan panu Wokulskiemu, aeby mi go przysa, i... (tu 
dodaa szeptem) i... powiedz mu pan jeszcze, e pojutrze okoo pierwszej... 
Gdy wysza, rzekem do Lisieckiego: 
- Za si pan, e pojutrze bdziemy mieli wan polityczn wiadomo. 
- Niby trzeciego czerwca?... - odpar miejc si. 
Prosz sobie jednak wyobrazi nasze miny, kiedy przyszed telegram 
donoszcy... o zamachu Nobilinga w Berlinie!... Ja mylaem, e padn trupem, 
Lisiecki od tej pory zaprzesta ju nieprzyzwoitych artw na mj rachunek i co 
gorsze, zawsze wypytuje mnie o wiadomoci polityczne... 
Zaprawd! strasznym nieszczciem jest wielka reputacja. Ja bowiem od chwili, 
kiedy Lisiecki zwraca si do mnie jako do poinformowanego, straciem sen i 
reszt apetytu... 
C dopiero musi si dzia z moim biednym Stachem, ktry utrzymuje cige 
stosunki z tym panem Colinsem i z t pani Melitonow... 
Boe miosierny, czuwaj nad nami!... 
Ju kiedym si tak rozgada (dalibg, robi si plotkarzem), wic musz doda, 
e i w naszym sklepie panuje jaki niezdrowy ferment. Oprcz mnie jest 
siedmiu subiektw (czy kiedy marzy o czym podobnym stary Mincel!), ale nie 
ma jednoci. Klejn i Lisiecki, jako dawniejsi, trzymaj tylko z sob, reszt 
za kolegw traktuj w sposb nie powiem pogardliwy, ale troch z gry. Trzej 
za nowi subiekci: galanteryjny, metalowy i gumowy, znowu tylko z sob si 
wdaj, s sztywni i pochmurni. Wprawdzie poczciwy Ziba chcc ich zbliy 
biega od starych do nowych i cigle im co perswaduje; ale nieborak ma tak 
nieszczliw rk, e antagonici po kadej prbie godzenia krzywi si na 
siebie jeszcze szkaradniej. 
Moe gdyby nasz magazyn (z pewnoci jest to magazyn, a w dodatku 
pierwszorzdny magazyn!), ot gdyby on rozwija si stopniowo, gdybymy co 
rok przybierali po jednym subiekcie - nowy czowiek wsiknby midzy 
starych i istniaaby harmonia. Ale jak od razu przybyo piciu ludzi wieych, 
jak jeden drugiemu czsto gsto wchodzi w drog (bo w tak krtkim czasie nie 
mona ani towarw naleycie uporzdkowa, ani kademu okreli sfery jego 
obowizkw), jest naturalnym, e musz wyradza si niesnaski. No, ale co ja 
mam si wdawa w krytyk czynnoci pryncypaa i jeszcze czowieka, .ktry 
ma wicej rozumu anieli my wszyscy... 
W jednym tylko punkcie godz si starzy i nowi panowie, a nawet pomaga im 
Ziba, oto: jeeli chodzi o dokuczenie sidmemu naszemu subiektowi -
Szlangbaumowi. Ten Szlangbaum (znam go od dawna) jest mojeszowego 
wyznania, ale czowiek porzdny. May, czarny, zgarbiony, zaronity, sowem 
- trzech groszy nie daby za niego, kiedy siedzi za kantorkiem. Ale niech no 
go wejdzie (Szlangbaum pracuje w wydziale ruskich tkanin), Chryste 
elejson... Krci si jak fryga; dopiero co by na najwyszej pce na prawo, ju 
jest przy najniszej szufladzie na rodku i w tej samej chwili znowu gdzie pod 
sufitem na lewo. Kiedy zacznie rzuca sztuki, zdaje si, e to nie czowiek, ale 
machina parowa; kiedy zacznie rozwija i mierzy, myl, e bestia ma ze trzy 
pary rk. Przy tym rachmistrz zawoany, a jak zacznie rekomendowa towary, 
podsuwa kupujcemu projekta, odgadywa gusta, wszystko niezmiernie 
powanym tonem, to sowo honoru daj, e Mraczewski w kt!... Szkoda tylko, 
e jest taki may i brzydki; musimy mu doda jakiego gupiego a przystojnego 
chopaka za pomocnika dla dam. Bo wprawdzie z adnym subiektem damy 
duej siedz, ale za to mniej grymasz i mniej si targuj. 
(Swoj drog, niechaj nas Bg zachowa od damskiej klienteli. Ja moe dlatego 
nie mam odwagi do maestwa, e cigle widuj damy w sklepie. Stwrca 
wiata formujc cud natury, zwany kobiet, z pewnoci nie zastanowi si, 
jakiej klski narobi kupcom.) 
Ot Szlangbaum jest w caym znaczeniu porzdnym obywatelem, a mimo to 
wszyscy go nie lubi, gdy - ma nieszczcie by starozakonnym... 
W ogle, moe od roku, uwaam, e do starozakonnych ronie niech; nawet 
ci, ktrzy przed kilkoma laty nazywali ich Polakami mojeszowego wyznania, 
dzi zw ich ydami. Za ci, ktrzy niedawno podziwiali ich prac, wytrwao 
i zdolnoci, dzi widz tylko wyzysk i szachrajstwo. 
Suchajc tego, czasem myl, e na ludzko spada jaki mrok duchowy, 
podobny do nocy. W dzie wszystko byo adne, wesoe i dobre; w nocy 
wszystko brudne i niebezpieczne. Tak sobie myl, ale milcz; bo c moe 
znaczy sd starego subiekta wobec gosu znakomitych publicystw, ktrzy 
dowodz, e ydzi krwi chrzecijaskiej uywaj na mace i e powinni by w 
prawach swoich ograniczeni. Nam kule nad gowami inne wywistyway hasa, 
pamitasz, Katz?... 
Taki stan rzeczy w osobliwy sposb oddziaywa na Szlangbauma. Jeszcze w 
roku zeszym czowiek ten nazywa si Szlangowskim, obchodzi Wielkanoc i 
Boe Narodzenie, i z pewnoci najwierniejszy katolik nie zjada tyle kiebasy 
co on. Pamitam, e gdy raz w cukierni zapytano go: 
- Nie lubisz pan lodw, panie Szlangowski? 
Odpowiedzia : 
- Lubi tylko kiebas, ale bez czosnku. Czosnku znie nie mog. 
Wrci z Syberii razem ze Stachem i doktorem Szumanem i zaraz wstpi do 
chrzecijaskiego sklepu, cho ydzi dawali mu lepsze warunki. Od tej te pory 
cigle pracowa u chrzecijan i dopiero w roku biecym wymwili mu posad. 
W pocztkach maja pierwszy raz przyszed do Stacha z prob. By bardziej 
skurczony i mia czerwiesze oczy ni zwykle. 
- Stachu - rzek pokornym gosem - uton na Nalewkach, jeeli mnie nie 
przygarniesz. 
- Dlaczego e od razu do mnie nie przyszed? - spyta Stach. 
-Nie miaem... Baem si, eby nie mwili o mnie, e yd musi si wszdzie 
wkrci. I dzi nie przyszedbym, gdyby nie troska o dzieci. 
Stach wzruszy ramionami i natychmiast przyj Szlangbauma z pensj ptora 
tysica rubli rocznie. 
Nowy subiekt od razu wzi si do roboty, a w p godziny pniej mrukn 
Lisiecki do Klejna: 
- Co tu, u diaba, tak czosnek zalatuje, panie Klejn?.. 
Za w kwadrans pniej, nie wiem ju z jakiej racji, doda: 
- Jak te kanalie ydy cisn si na Krakowskie Przedmiecie! Nie mgby to 
parch, jeden z drugim, pilnowa si Nalewek albo witojerskiej? 
Szlangbaum milcza, tylko drgay mu czerwone powieki. 
Szczciem, obie te zaczepki sysza Wokulski. Wsta od biurka i rzek tonem, 
ktrego, co prawda, nie lubi: 
- Panie... panie Lisiecki! Pan Henryk Szlangbaum by moim koleg wwczas, 
kiedy dziao mi si bardzo le. Czyby wic pan nie pozwoli mu kolegowa ze 
mn dzi, kiedy mam si troch lepiej?... 
Lisiecki zmiesza si czujc, e jego posada wisi na wosku. Ukoni si, co 
mrukn, a wtedy Wokulski zbliy si do Szlangbauma i uciskawszy go 
powiedzia: 
-Kochany Henryku, nie bierz do serca drobnych przycinkw, bo my tu sobie po 
koleesku wszyscy docinamy. Owiadczam ci take, e jeeli opucisz kiedy 
ten sklep; to chyba razem ze mn. 
Stanowisko Szlangbauma wyjanio si od razu; dzi mnie prdzej co powiedz 
(ba! nawet zwymylaj) anieli jemu. Ale czy wynalaz kto sposb przeciw 
pswkom, minom i spojrzeniom?... A to wszystko truje biedaka, ktry mi 
nieraz mwi wzdychajc: 
- Ach, gdybym si nie ba, e mi dzieci zydziej, jednej chwili uciekbym std 
na Nalewki... 
- Bo dlaczego, panie Henryku - spytaem go - raz si, do licha, nie ochrzcisz?.. 
- Zrobibym to przed laty, ale nie dzi. Dzi zrozumiaem, e jako yd jestem 
tylko nienawistny dla chrzecijan, a jako meches bybym wstrtny i dla 
chrzecijan, i dla ydw. Trzeba przecie z kim y. Zreszt - doda ciszej mam 
picioro dzieci i bogatego ojca, po ktrym bd dziedziczy... 
Rzecz ciekawa. Ojciec Szlangbauma jest lichwiarzem, a syn, aeby od niego 
grosza nie wzi, bieduje po sklepach jako subiekt. 
Nieraz we cztery oczy rozmawiaem o nim z Lisieckim. 
-Za co - pytam - przeladujecie go? Wszake on prowadzi dom na sposb 
chrzecijaski, a nawet dzieciom urzdza choink... 
- Bo uwaa - mwi Lisiecki - e korzystniej jada mac z kiebas anieli sam. 
- By na Syberii, naraa si... 
- Dla geszeftu... Dla geszeftu nazywa si te Szlangowskim, a teraz znowu 
Szlangbaumem, kiedy jego stary ma astm. 
- Kpilicie - mwi - e stroi si w cudze pira, wic wrci do dawnego 
nazwiska. 
- Za ktre dostanie ze sto tysicy rubli po ojcu - odpar Lisiecki. 
Teraz i ja wzruszyem ramionami i umilkem. le nazywa si Szlangbaumem, 
le Szlangowskim; le by ydem, le mechesem... Noc zapada, noc, podczas 
ktrej wszystko jest szare i podejrzane! 
A swoj drog Stach na tym cierpi. Nie tylko bowiem przyj do sklepu 
Szlangbauma, ale jeszcze daje towary ydowskim kupcom i paru ydkw 
przypuci do wspki. Nasi krzycz i gro, ale nie jego straszy; zaci si i nie 
ustpi, choby go piekli w ogniu. 
Czym si to wszystko skoczy, Boe miosierny... 
Ale, ale!... Cigle odbiegajc od przedmiotu zapomniaem kilku bardzo 
wanych szczegw. Mam na myli Mraczewskiego, ktry od pewnego czasu 
albo krzyuje mi plany, albo wprowadza w bd wiadomie. 
Chopak ten otrzyma u nas dymisj za to, e w obecnoci Wokulskiego troch 
zwymyla socjalistw. Pniej jednake Stach da si ubaga i zaraz po 
Wielkiejnocy wysa Mraczewskiego do Moskwy podwyszajc mu nawet 
pensj. 
Nie przez jeden wieczr zastanawiaem si nad znaczeniem owej podry czy 
zsyki. 
Lecz gdy po trzech tygodniach Mraczewski przyjecha stamtd do nas wybiera 
towary, natychmiast zrozumiaem plan Stacha. 
Pod fizycznym wzgldem modzieniec ten niewiele si zmieni: zawsze 
wygadany i adny, moe cokolwiek bledszy. Mwi, e Moskwa mu si 
podobaa, a nade wszystko tamtejsze kobiety, ktre maj mie wicej 
wiadomoci i ognia, ale za to mniej przesdw anieli nasze. Ja take, pki 
byem mody, uwaaem, e kobiety miay mniej przesdw anieli dzi. 
Wszystko to jest dopiero wstpem. Mraczewski bowiem przywiz ze sob trzy 
bardzo podejrzane indywidua, nazywajc ich prykaszczykami, i - ca pak 
jakich broszur. Owi prykaszczykowie mieli niby co oglda w naszym 
sklepie, ale robili to w taki sposb, e nikt ich u nas nie widzia: Wczyli si po 
caych dniach i przysigbym, e przygotowywali u nas grunt do jakiej 
rewolucji. Spostrzegszy jednak, e mam na nich zwrcone oko, ile razy przyszli 
do sklepu, zawsze udawali pijanych, a ze mn rozmawiali wycznie o 
kobietach, twierdzc wbrew Mraczewskiemu, e Polki to sama prelest - tylko 
bardzo podobne do ydwek. 
Udawaem, e wierz wszystkiemu, co mwi, i za pomoc zrcznych pyta 
przekonaem si, i - najlepiej znane im s okolice blisze Cytadeli. Tam wic 
maj interesa: e za domysy moje nie byy bezpodstawnymi, dowid fakt, i 
owi prykaszczykowie zwrcili nawet na siebie uwag policji. W cigu 
dziesiciu dni, nic wicej, tylko trzy razy odprowadzano ich do cyrkuw. 
Widocznie jednak musz mie wielkie stosunki, poniewa ich uwolniono. 
Kiedym zakomunikowa Wokulskiemu moje podejrzenia co do 
prykaszczykw - Stach tylko umiechn si i odpar: 
- To jeszcze nic... 
Z czego wnosz, e Stach musi by grubo zaawansowany w stosunkach z 
nihilistami. 
Prosz sobie jednak wyobrazi moje zdziwienie, kiedy zaprosiwszy raz Klejna i 
Mraczewskiego do siebie na herbat przekonaem si, e Mraczewski jest 
gorszym socjalist od Klejna... Ten Mraczewski, ktry za wymylanie na 
socjalistw straci u nas posad!... Ze zdumienia przez cay wieczr nie mogem 
ust otworzy; tylko Klejn cieszy si po cichu, a Mraczewski rozprawia. 
Jak yj, nie syszaem nic rwnego. Modzieniec ten dowodzi mi przytaczajc 
nazwiska ludzi, podobno bardzo mdrych, e wszyscy kapitalici to zodzieje, e 
ziemia powinna nalee do tych, ktrzy j uprawiaj, e fabryki, kopalnie i 
maszyny powinny by wasnoci ogu, e nie ma wcale Boga ani duszy, ktr 
wymylili ksia, aby wyudza od ludzi dziesicin. Mwi dalej, e jak zrobi 
rewolucj (on z trzema prykaszczykami), to od tej pory wszyscy bdziemy 
pracowali tylko po om godzin, a przez reszt czasu bdziemy si bawili, mimo 
to za kady bdzie mia emerytur na staro i darmo pogrzeb. Wreszcie 
zakoczy, e dopiero wwczas nastanie raj na ziemi, kiedy wszystko bdzie 
wsplne: ziemia, budynki, maszyny, a nawet ony. 
Poniewa jestem kawalerem (nazywaj mnie nawet starym) i pisz ten 
pamitnik bez obudy, przyznam wic, e mi si ta wsplno on troch 
podobaa. Powiem nawet, e nabraem niejakiej yczliwoci dla socjalizmu i 
socjalistw. Po co oni jednak koniecznie chc robi rewolucj, kiedy i bez niej 
ludzie miewali wsplne ony? 
Tak mylaem, ale tene sam Mraczewski uleczy mnie ze swoich teorii, a 
zarazem bardzo pokrzyowa moje plany. 
Nawiasowo powiem, e serdecznie chc, aeby si Stach oeni. Gdyby mia 
on, nie mgby tak czsto naradza si z Colinsem i pani Meliton, a gdyby 
jeszcze przyszy dzieci, moe zerwaby wszystkie podejrzane stosunki. Bo co to, 
eby taki czowiek jak on, taka onierska natura, eby kojarzy si z ludmi, 
ktrzy bd jak bd nie wystpuj na plac z broni przeciw broni. Wgierska 
piechota i wreszcie adna piechota nie bdzie strzela do rozbrojonego 
przeciwnika. Ale czasy zmieniaj si. 
Ot bardzo pragn, aeby si Stach oeni, i nawet myl, e upatrzyem mu 
parti. Bywa czasem w naszym magazynie (i bywaa w tamtym sklepie) osoba 
dziwnej urody. Szatynka, szare oczy, rysy cudownie pikne, wzrost okazay, a 
rczki i nki - sam smak!... Patrzyem, jak raz wysiadaa z doroki, i powiem, 
e mi si gorco zrobio wobec tego, com ujrza... Ach, miaby poczciwy Stasiek 
wielki z niej poytek, bo to i ciaka w miar, i usteczka jak jagdki... A co za 
biust!... Kiedy wchodzi ubrana do figury, to myl, e wszed anio, ktry 
zleciawszy z nieba, na piersiach zoy sobie skrzydeka!... 
Zdaje mi si, e jest wdow, gdy nigdy nie widuj jej z mem, tylko z ma 
creczk Heluni, miluchn jak cukiereczek. Stach, gdyby si z ni oeni, od 
razu musiaby zerwa z nihilistami, bo co by mu zostao czasu od posug przy 
onie, to pieciby jej dziecin. Ale i taka oneczka niewiele zostawiaby mu 
chwil wolnych. 
Ju uoyem cay plan i rozmylaem: w jaki by sposb zapozna si z t dam, 
a pniej przedstawi jej Stacha, gdy nagle -diabli przynieli z Moskwy 
Mraczewskiego. Prosz za sobie wyobrazi mj gniew, kiedy zaraz na drugi 
dzie po swoim przyjedzie frant ten wchodzi do naszego sklepu z moj 
wdow!... A jak skaka przy niej, jak wywraca oczyma, jak stara si 
odgadywa jej myli... Szczcie, e nie jestem otyy, bo wobec tych 
bezczelnych zalotw dostabym chyba apopleksji. 
Kiedy w par godzin wrci do nas, pytaem go z najobojtniejsz min, kto jest 
owa dama. 
- Podobaa si panu - on mwi - co?... Szampan, nie kobieta doda, bezwstydnie 
mrugajc okiem. - Ale na nic paski apetyt, bo ona szaleje za mn... Ach, panie, 
co to za temperament, co za ciao... A gdyby pan widzia, jak wyglda w 
kaftaniku!... 
- Spodziewam si, panie Mraczewski... - odparem surowo. 
- Ja przecie nic nie mwi! - odpowiada zacierajc rce w sposb, ktry wyda 
mi si lubienym. - Ja nic nie mwi!... Najwiksz cnot mczyzny, panie 
Rzecki, jest dyskrecja, panie Rzecki, szczeglniej w bardziej poufaych 
stosunkach... 
Przerwaem mu czujc, e gdyby tak mwi dalej, musiabym pogardzi tym 
modziecem. Co za czasy, co za ludzie!... Bo ja, gdybym mia szczcie 
zwrci na siebie uwag jakiej damy, nie miabym nawet myle o tym, a nie 
dopiero wrzeszcze na cay gos, jeszcze w tak wielkim, jakim jest nasz, 
magazynie. 
Gdy za w dodatku wyoy mi Mraczewski swoj teori o wsplnoci on, 
zaraz przyszo mi do gowy: 
- Stach nihilista i Mraczewski nihilista... Nieche si wic pierwszy oeni, to 
drugi zaraz mu zaprowadzi wsplno... A przecie szkoda byoby takiej kobiety 
dla takiego Mraczewskiego. 
W kocu maja Wokulski postanowi zrobi powicenie naszego magazynu. 
Przy tej sposobnoci zauwayem, jak si czasy zmieniaj... Za moich modych 
lat kupcy take powicali sklepy troszczc si o to, aeby ceremonii dopeni 
ksidz sdziwy a pobony, aeby na miejscu bya autentyczna woda wicona, 
nowe kropido i organista biegy w acinie. Po skoczonym za obrzdku, przy 
ktrym pokropiono i obmodlono prawie kad szaf i sztuk towaru, przybijao 
si na progu sklepu podkow, aeby zwabiaa goci, a dopiero potem -mylano 
o przeksce, zwykle zoonej z kieliszka wdki, kiebasy i piwa. 
Dzi za (co by powiedzieli na to rwienicy starego Mincla!) pytano przede 
wszystkim : ilu potrzeba kucharzy i lokajw, a potem : ile butelek szampana, ile 
wgrzyna i -jaki obiad? Obiad bowiem stanowi gwn wag uroczystoci, 
gdy i zaproszeni nie o to troszczyli si: kto bdzie wici, ale co podadz do 
stou?... 
W wigili ceremonii wpad do naszego magazynu jaki jegomo 
przysadkowaty, spocony, o ktrym nie mgbym powiedzie, czy konierzyki 
walay mu szyj, czy te dziao si na odwrt. Z wytartej surduciny wydoby 
gruby notes, woy na nos zatuszczone binokle i - pocz chodzi po pokojach 
z tak min, e mnie po prostu wzia trwoga. 
Co, u diaba - myl - czyby kto z policji, czy moe jaki sekretarz komornika 
spisuje nam ruchomoci?... 
Dwa razy zastpowaem mu drog, chcc jak najgrzeczniej spyta: czego by 
sobie yczy? Ale on za pierwszym razem mrukn: Prosz mi nie 
przeszkadza! - a za drugim bez ceremonii odsun mnie na bok. 
Zdumienie moje byo tym wiksze, e niektrzy z naszych panw kaniali mu 
si bardzo uprzejmie i zacierajc rce, jakby co najmniej przed dyrektorem 
banku, dawali wszelkie objanienia. 
No - mwi w duchu - juci chyba ten biedaczysko nie jest z towarzystwa 
ubezpiecze. Ludzi tak obdartych tam nie trzymaj... 
Dopiero Lisiecki szepn mi, e ten pan jest bardzo znakomitym reporterem i e 
bdzie nas opisywa w gazetach. Ciepo mi si zrobio okoo serca na myl, e 
mog ujrze w druku moje nazwisko, ktre raz tylko figurowao w Gazecie 
Policyjnej, gdym zgubi ksieczk. Jednej chwili spostrzegem, e w tym 
czowieku jest wszystko wielkie: wielka gowa, wielki notes, a nawet - bardzo 
wielka przyszczypka u lewego buta. 
A on wci chodzi po pokojach nadty jak indyk i pisa, wci pisa... 
Nareszcie odezwa si: 
- Czy w tych czasach nie byo u panw jakiego wypadku?... Maego poaru, 
kradziey, naduycia zaufania, awantury?... 
- Boe uchowaj!- omieliem si wtrci. 
- Szkoda - odpar. - Najlepsz reklam dla sklepu byoby, gdyby si tak kto w 
nim powiesi... 
Struchlaem usyszawszy to yczenie. 
- Moe pan dobrodziej - odwayem si wtrci z ukonem - raczy wybra sobie 
jaki przedmiocik, ktry odelemy bez pretensji... 
- apwka?... - zapyta spogldajc na mnie jak figura Kopernika. - Mamy 
zwyczaj - doda - to, co nam si podoba, kupowa; prezentw nie przyjmujemy 
od nikogo. 
Woy poplamiony kapelusz na gow na rodku magazynu i z rkami w 
kieszeniach wyszed jak minister. Jeszcze po drugiej stronie ulicy widziaem 
jego przyszczypk. 
Wracam do ceremonii powicenia. Gwna uroczysto, czyli obiad, odbya si 
w wielkiej sali Hotelu Europejskiego. Sal ubrano w kwiaty, ustawiono 
ogromne stoy w podkow, sprowadzono muzyk i o szstej wieczr zebrao si 
przeszo sto pidziesit osb. Kogo bo tam nie byo!... Gwnie kupcy i 
fabrykanci z Warszawy, z prowincji, z Moskwy, ba, nawet z Wiednia i z Parya. 
Znalazo si te dwu hrabiw, jeden ksi i sporo szlachty. O trunkach nie 
wspominam, gdy naprawd nie wiem, czego byo wicej : listkw na rolinach 
zdobicych sal czy butelek. 
Kosztowaa nas ta zabawa przeszo trzy tysice rubli, ale widok tylu jedzcych 
osb by zaiste okazay. Kiedy za wrd oglnej ciszy powsta ksi i wypi 
zdrowie Stacha, kiedy zagraa muzyka, nie wiem ju jaki kawaek, ale bardzo 
adny, i stu pidziesiciu ludzi hukno: Niech yje - miaem zy w oczach. 
Pobiegem do Wokulskiego i ciskajc go szepnem: 
- Widzisz, jak ci kochaj... 
- Lubi szampana - odpowiedzia. 
Zauwayem, e wiwaty nic go nie obchodz. Nie rozchmurzy si nawet, cho 
jeden z mwcw (musia by literat, bo gada duo i bez sensu) powiedzia, nie 
wiem, w swoim czy w Wokulskiego imieniu, e... jest to najpikniejszy dzie 
jego ycia. 
Uwaaem, e Stach najwicej krci si koo pana ckiego, ktry przed swym 
bankructwem ociera si podobno o europejskie dwory... Zawsze ta 
nieszczliwa polityka!... 
Z pocztku uczty wszystko odbywao si bardzo powanie; coraz ktry z 
biesiadnikw zabiera gos i gada tak, jakby chcia odgada wypite wino i 
zjedzone potrawy. Lecz im wicej wynoszono pustych butelek, tym dalej 
uciekaa z tego zgromadzenia powaga, a w kocu- zrobi si przecie taki haas, 
e wobec niego prawie oniemiaa muzyka. 
Byem zy jak diabe i chciaem zwymyla przynajmniej Mraczewskiego. 
Odcignwszy go jednak od stou zdobyem si ledwie na te sowa : 
- No, i po co to wszystko?... 
- Po co?... - odpar patrzc na mnie bdnymi oczyma. - To tak dla panny 
ckiej... 
-Zwariowae pan!... Co dla panny ckiej?.. 
- No... te spki..: ten sklep... ten obiad... Wszystko dla niej... I ja przez ni 
wyleciaem ze sklepu... - mwi Mraczewski opierajc si na moim ramieniu, 
gdy nie mg usta. 
- Co?... - mwi widzc, e jest zupenie pijany. - Wyleciae przez ni ze 
sklepu, wic moe i przez ni dostae si do Moskwy?.. 
- Rozu... rozumie si... Szepna swko, takie... niedue sweczko i... dostaem 
trzysta rubli wicej na rok... abcia ze starym wszystko zrobi, co jej si 
podoba... 
- No, id pan spa - rzekem. 
- Wanie, e nie pjd spa... Pjd do moich przyjaci... Gdzie oni s?... Oni 
by sobie z abci prdzej poradzili... Nie graaby im po nosie jak staremu... 
Gdzie moi przyjaciele? - zacz wrzeszcze. 
Naturalnie, e kazaem go odprowadzi do numeru na gr. Domylam si 
jednak, e udawa pijanego, aeby mnie otumani. 
Okoo pnocy sala bya podobna do trupiarni albo do szpitala; coraz kogo 
trzeba byo wyciga do numeru albo do doroki. Wreszcie odnalazszy doktora 
Szumana, ktry by prawie trzewy, zabraem go do siebie na herbat. 
Doktr Szuman jest take starozakonny, ale niezwyky to czowiek. Mia nawet 
ochrzci si, gdy zakocha si w chrzecijance; ale e umara, wic da spokj. 
Mwi nawet, e tru si z alu, ale go odratowano. Dzi cakiem porzuci 
praktyk lekarsk, ma spory majtek i tylko zajmuje si badaniem ludzi czy te 
ich wosw. May, ty, ma przejmujce spojrzenie, przed ktrym trudno by 
co ukry. A e zna si ze Stachem od dawna, wic musi wiedzie wszystkie 
jego tajemnice. 
Po hucznym obiedzie byem dziwnie zafrasowany i chciaem Szumana 
pocign troch za jzyk. Jeeli ten dzisiaj nie powie mi czego o Stachu, to ju 
chyba nigdy nic nie bd wiedzia. 
Kiedy przyszlimy do mego mieszkania i podano samowar, odezwaem si : 
- Powiedz mi, doktorze, ale szczerze, co mylisz o Stachu?... Bo on mnie 
niepokoi. Widz, e od roku rzuca si na jakie po prostu awantury... Ten 
wyjazd do Bugarii, a dzi ten magazyn... spka... powz... Jest dziwna zmiana 
w jego charakterze... 
-Nie widz zmiany -odpar Szuman. -By to zawsze czowiek czynu, ktry, co 
mu przyszo do gowy czy do serca, wykonywa natychmiast. Postanowi wej 
do uniwersytetu i wszed, postanowi zrobi majtek i zrobi. Wic jeeli 
wymyli jakie gupstwo, to take si nie cofnie i zrobi gupstwo kapitalne. 
Taki ju charakter. 
- Z tym wszystkim - wtrciem - widz w jego postpowaniu wiele 
sprzecznoci... 
- Nic dziwnego - przerwa doktr. - Stopio si w nim dwu ludzi: romantyk 
sprzed roku szedziesitego i pozytywista z siedemdziesitego. To, co dla 
patrzcych jest sprzeczne, w nim samym jest najzupeniej konsekwentne. 
- A czy nie wplta si w jakie nowe historie?.. - spytaem. 
-Nic nie wiem -odpar sucho Szuman. 
Umilkem i dopiero po chwili spytaem znowu: 
- C z nim jednak w rezultacie bdzie?... 
Szuman podnis brwi i splt rce. 
- Bdzie le - odpar. - Tacy ludzie jak on albo wszystko naginaj do siebie, albo 
trafiwszy na wielk przeszkod rozbijaj sobie eb o ni. Dotychczas wiodo mu 
si, ale... nie ma przecie czowieka, ktry by w yciu wygrywa same dobre 
losy... 
- Wic?.. - spytaem. 
- Wic moemy zobaczy tragedi - zakoczy Szuman. Wypi szklank herbaty 
z cytryn i poszed do siebie. 
Ca noc spa nie mogem. Takie straszne zapowiedzi w dzie triumfu... 
Eh! stary Pan Bg wicej wie od Szumana ; a On chyba nie pozwoli zmarnowa 
si Stachowi... 
ROZDZIA JEDENASTY: 
STARE MARZENIA I NOWE ZNAJOMOCI 
Pani Meliton przesza tward szko ycia, w ktrej nauczya si nawet 
lekceway powszechnie przyjte opinie. 
Za modu mwiono jej powszechnie, e panna adna i dobra, choby nie miaa 
majtku, moe jednak wyj za m. Bya dobr i adn, lecz za m nie wysza. 
Pniej mwiono rwnie powszechnie, e wyksztacona nauczycielka zdobywa 
sobie mio pupilw i szacunek ich rodzicw. Bya wyksztacon, nawet 
zamiowan nauczycielk, lecz mimo to pupilki jej dokuczay, a ich rodzice 
drwili z niej od pierwszego niadania do kolacji. Potem czytaa duo romansw, 
w ktrych powszechnie dowodzono, e zakochani ksita, hrabiowie i 
baronowie s ludmi szlachetnymi, ktrzy w zamian za serce maj zwyczaj 
oddawa ubogim nauczycielkom rk. Jako oddaa serce modemu i 
szlachetnemu hrabiemu, lecz - nie pozyskaa jego rki. 
Ju po trzydziestym roku ycia wysza za m za podstarzaego guwernera, 
Melitona, w tym jedynie celu, aeby moralnie podwign czowieka, ktry 
nieco si upija. Nowoeniec jednak po lubie wicej pi anieli przed lubem, a 
maonk, dwigajc go moralnie, czasami okada kijem. 
Gdy umar, podobno na ulicy, pani Meliton odprowadziwszy go na cmentarz i 
przekonawszy si, e jest niezawodnie zakopany, wzia na opiek psa; znowu 
bowiem powszechnie mwiono, e pies jest najwdziczniejszym stworzeniem. 
Istotnie, by wdzicznym, dopki nie wciek si i nie poksa sucej, co sam 
pani Meliton przyprawio o cik chorob. 
P roku leaa w szpitalu, w osobnym gabinecie, samotna i zapomniana przez 
swoje pupilki, ich rodzicw i hrabiw, ktrym oddawaa serce. By czas do 
rozmyla. Tote gdy wysza stamtd chuda, stara, z posiwiaymi i 
przerzedzonymi wosami, znowu zaczto mwi powszechnie, e - choroba 
zmienia j do niepoznania. 
- Zmdrzaam - odpowiedziaa pani Meliton. 
Nie bya ju nauczycielk, ale rekomendowaa nauczycielki; nie mylaa o 
zampjciu, ale swataa mode pary; nikomu nie oddawaa swego serca, ale 
we wasnym mieszkaniu uatwiaa schadzki zakochanym. e za kady i za 
wszystko musia jej paci, wic miaa troch pienidzy i z nich ya. 
W pocztkach nowej kariery bya pospna i nawet cyniczna. 
- Ksidz - mwia osobom zaufanym - ma dochody ze lubw, ja z zarczyn. 
Hrabia... bierze pienidze za uatwianie stosunkw koniom, ja za uatwianie 
znajomoci ludziom. 
Z czasem jednak staa si powcigliwsz w mowie, a niekiedy nawet 
moralizujc, spostrzegszy, e wygaszanie zda i opinii przyjtych przez og 
wpywa na wzrost dochodw. 
Pani Meliton od dawna znaa si z Wokulskim. A e lubia widowiska publiczne 
i miaa zwyczaj wszystko ledzi, wic prdko zauwaya, e Wokulski zbyt 
nabonie przypatruje si pannie Izabeli. Zrobiwszy to odkrycie wzruszya 
ramionami; c j mg obchodzi kupiec galanteryjny zakochany w pannie 
ckiej? Gdyby upodoba sobie jak bogat kupcwn albo crk fabrykanta, 
pani Meliton miaaby materia do swatw, Ale tak!... 
Dopiero gdy Wokulski powrci z Bugarii i przywiz majtek, o ktrym 
opowiadano cuda, pani Meliton sama zaczepia go o pann Izabel ofiarowujc 
swoje usugi. I stan milczcy ukad: Wokulski paci hojnie, a pani Meliton 
udzielaa mu wszelkich informacyj o rodzinie ckich i zwizanych z nimi 
osobach wyszego wiata. Za jej nawet porednictwem Wokulski naby weksle 
ckiego i srebra panny Izabeli. 
Przy tej okazji pani Meliton odwiedzia Wokulskiego w jego prywatnym 
mieszkaniu, aeby mu powinszowa. 
-Bardzo rozsdnie przystpujesz pan do rzeczy -mwia.-Wprawdzie ze sreber 
i serwisu niewielka bdzie pociecha, ale skup weksli ckiego jest 
arcydzieem... Zna kupca!... 
Usyszawszy tak pochwa Wokulski otworzy biurko, poszuka w nim i za 
chwil wydoby paczk weksli. 
- Te same? - rzek pokazujc je pani Meliton. 
- Tak. Chciaabym mie te pienidze!... - odpowiedziaa z westchnieniem. 
Wokulski uj paczk w obie rce i rozdar j. 
- Zna kupca?... spyta. 
Pani Meliton przypatrzya mu si ciekawie i kiwajc gow, mrukna : 
- Szkoda pana. 
- Dlaczeg to, jeeli aska?... 
-Szkoda pana - powtrzya. -Sama jestem kobiet i wiem, e kobiet nie 
zdobywa si ofiarami, tylko si. 
- Czy tak? 
-Si piknoci, zdrowia, pienidzy... 
- Rozumu... - wtrci Wokulski jej tonem. 
- Rozumu nie tyle, prdzej pici - dodaa pani Meliton z szyderczym 
umiechem. -Znam dobrze moj pe i nieraz miaam okazj litowa si nad 
naiwnoci msk. 
- Dla mnie niech pani sobie nie zadaje tego trudu. 
- Mylisz pan, e nie bdzie potrzebny? - spytaa patrzc mu w oczy. 
- askawa pani - odpar Wokulski - jeeli panna Izabela jest tak, jak mi si 
wydaje, to moe mnie kiedy oceni. A jeeli ni nie jest, zawsze bd mia czas 
rozczarowa si... 
- Zrb to wczeniej, panie Wokulski, zrb wczenie; - rzeka podnoszc si z 
fotelu. - Bo wierz mi, atwiej wyrzuci tysice rubli z kieszeni anieli jedno 
przywizanie z serca. Szczeglniej, gdy si ju zagniedzi. A nie zapomnij pan dodaa 
- dobrze umieci mj kapitalik. Nie darby paru tysicy, gdyby 
wiedzia, jak ciko nieraz trzeba na nie pracowa. 
W maju i czerwcu wizyty pani Meliton stay si czstszymi, ku zmartwieniu 
Rzeckiego, ktry podejrzewa spisek. I nie myli si. By spisek, ale przeciw 
pannie Izabeli; stara dama dostarczaa wanych informacyj Wokulskiemu, ale 
dotyczcych tylko panny Izabeli. Zawiadamiaa go mianowicie: w ktrych 
dniach hrabina wybiera si ze swoj siostrzenic na spacer do azienek. 
W takich wypadkach pani Meliton wpadaa do sklepu i zrealizowawszy sobie 
wynagrodzenie w formie kilku lub kilkunastorublowego drobiazgu, mwia 
Rzeckiemu dzie i godzin. 
Dziwne to byway epoki dla Wokulskiego. Dowiedziawszy si, e jutro bd 
panie w azienkach, ju dzi traci spokojno. Obojtnia dla interesw, by 
rozdraniony; zdawao mu si, e czas stoi w miejscu i e owe jutro nie 
nadejdzie nigdy. Noc mia pen dzikich marze; niekiedy w pnie, pjawie 
szepta: 
C to jest w rezultacie?... nic!... Ach, jakie ze mnie bydl... 
Lecz gdy nadszed ranek, ba si spojrze w okno, aeby nie zobaczy 
zachmurzonego nieba, i znowu do poudnia czas rozciga mu si tak, e w jego 
ramach mg by pomieci cae swoje ycie, zatrute dzi okropn gorycz. 
Czyli to moe by mio?... - zapytywa sam siebie z desperacj. 
Rozgorczkowany, ju w poudnie kaza zaprzga i jecha. Co chwil zdawao 
mu si, e spotyka wracajcy powz hrabiny, to znowu, e jego rwce si z 
cugli konie id zbyt wolno. 
Znalazszy si w azienkach wyskakiwa z powozu i bieg nad sadzawk, gdzie 
zazwyczaj spacerowaa hrabina lubica karmi abdzie. Przychodzi zawczasu, 
a wtedy pada gdzie na awk, zalany zimnym potem, i siedzia bez ruchu, z 
oczyma skierowanymi w stron paacu, zapominajc o wiecie. 
Nareszcie na kocu alei ukazay si dwie kobiece figury, czarna i szara. 
Wokulskiemu krew uderzya do gowy. 
One!... Czy mnie cho zatrzymaj?..  
Podnis si z awki i szed naprzeciw nich jak lunatyk, bez tchu. Tak, to jest 
panna Izabela; prowadzi ciotk i o czym z ni rozmawia. 
Wokulski przypatruje si jej i myli: 
No i c jest w niej nadzwyczajnego?... Kobieta jak inne... Zdaje mi si, e bez 
potrzeby szalej na jej rachunek... 
Ukoni si, panie si odkoniy. Idzie dalej nie odwracajc gowy, aeby si nie 
zdradzi. Nareszcie oglda si: obie panie zniky midzy zielonoci. 
Wrc si - myli - jeszcze raz spojrz... Nie, nie wypada! 
I czuje w tej chwili, e poyskujca woda sadzawki cignie go z nieprzepart 
si. 
Ach, gdybym wiedzia, e mier jest zapomnieniem... A jeeli nie jest?... Nie, 
w naturze nie ma miosierdzia... Czy godzi si w ndzne ludzkie serce wla 
bezmiar tsknoty, a nie da nawet tej pociechy, e mier jest nicoci? 
Prawie w tym samym czasie hrabina mwia do panny Izabeli: 
- Coraz bardziej przekonywam si, Belu, e pienidze nie daj szczcia. Ten 
Wokulski zrobi wietn jak dla niego karier, lecz c std?... Ju nie pracuje w 
sklepie, ale nudzi si w azienkach. Uwaaa, jak on ma znudzon min? 
-Znudzon? - powtrzya panna Izabela. -Mnie on wydaje si przede 
wszystkim zabawnym. 
- Nie dostrzegam tego - zdziwia si hrabina. 
- Wic... nieprzyjemnym - poprawia si panna Izabela. 
Wokulski nie mia odwagi wyj z azienek. Chodzi po drugiej stronie 
sadzawki i z daleka przypatrywa si migajcej midzy drzewami szarej sukni. 
Dopiero pniej spostrzeg, e przypatruje si a dwom szarym sukniom, a 
trzeciej niebieskiej i e adna z nich - nie naley do panny Izabeli. 
Jestem piramidalnie gupi - pomyla. 
Ale nic mu to nie pomogo. 
Pewnego dnia, w pierwszej poowie czerwca, pani Meliton daa zna 
Wokulskiemu, e jutro w poudnie panna Izabela bdzie na spacerze z hrabin i 
- z prezesow. Drobny ten wypadek mg mie pierwszorzdne znaczenie. 
Wokulski bowiem od pamitnej Wielkanocy par razy odwiedza prezesow i 
pozna, e staruszka jest mu bardzo yczliwa. Zwykle sucha jej opowiada o 
dawnych czasach, rozmawia o swoim stryju, nawet ostatecznie umwi si o 
nagrobek dla niego. W toku tej wymiany myli, nie wiadomo skd, wpltao si 
imi panny Izabeli tak nagle, e Wokulski nie mg ukry wzruszenia; twarz mu 
si zmienia, gos stumi si. 
Staruszka przyoya binokle do oczu i wpatrzywszy si w Wokulskiego spytaa 
: 
- Czy mi si tylko wydaje, czyli te panna cka nie jest ci obojtn.? 
- Prawie nie znam jej... Mwiem z ni raz w yciu... - tumaczy si zmiszany 
Wokulski. 
Prezesowa wpada w zamylenie i kiwajc gow, szepna: 
-Ha... 
Wokulski poegna j, ale owe ha! utkwio mu w pamici. W kadym razie 
by pewny, e w prezesowej nie ma nieprzyjaciki. I ot w niecay tydzie po 
tej rozmowie dowiedzia si, e prezesowa jedzie z hrabin i z pann Izabel na 
spacer do azienek. Czyby dowiedziaa si, e panie go tam spotykaj?... A 
moe chce ich zbliy? 
Wokulski spojrza na zegarek; bya trzecia po poudniu. 
Wic to jutro - pomyla - za godzin... dwadziecia cztery... Nie, nie tyle... Za 
ile to?... 
Nie mg zrachowa, ile godzin upynie od trzeciej do pierwszej w poudnie. 
Ogarn go niepokj ; nie jad obiadu ; fantazja rwaa si naprzd, ale trzewy 
rozum hamowa j. 
Zobaczymy, co bdzie jutro. A nu bdzie deszcz albo ktra z pa zachoruje? 
Wybieg na ulic i bkajc si bez celu, powtarza: 
No, zobaczymy, co bdzie jutro... A moe mnie nie zatrzymaj?.. 
Zreszt panna Izabela jest sobie pikna panna, przypumy, e nawet niezwykle 
pikna, ale tylko panna, nie nadprzyrodzone zjawisko. Tysice rwnie adnych 
chodzi po wiecie, a ja te nie myl czepia si zbami jednej spdnicy. 
Odepchnie mnie?... Dobrze!... Z tym wikszym rozmachem padn w objcia 
innej... 
Wieczorem poszed do teatru, lecz opuci go po pierwszym akcie. Znowu 
wasa si po miecie, a gdzie stpi, przeladowaa go myl jutrzejszego 
spaceru i niejasne przeczucie, e jutro zbliy si do panny Izabeli. 
Mina noc, ranek. O dwunastej kaza zaprzc powz. Napisa kartk do sklepu, 
e przyjdzie pniej, i poszarpa jedn par rkawiczek. Nareszcie wszed 
sucy. 
Konie gotowe! -bysno Wokulskiemu. 
Wycign rk po kapelusz. 
- Ksi!... - zameldowa sucy. 
Wokulskiemu pociemniao w oczach. 
-Pro. 
Ksi wszed. 
-Dzie dobry, panie Wokulski - zawoa. -Pan gdzie wyjeda? - Zapewne do 
skadw albo na kolej. Ale nic z tego. Aresztuj pana i zabieram do siebie. Bd 
nawet tak niegrzeczny, e zakwateruj si do paskiego powozu, bo dzi swego 
nie wziem. Jestem jednak pewny, e wszystko to wybaczy mi pan ze wzgldu 
na doskonae wiadomoci. 
- Raczy ksi spocz?... 
- Na chwilk. Niech pan sobie wyobrazi - mwi ksi siadajc - e dopty 
dokuczaem naszym panom bratom... Czy dobrze powiedziaem?... Dopty ich 
przeladowaem, a obiecali przyj w kilku do mnie i wysucha projektu 
paskiej spki. Natychmiast wic pana zabieram, a raczej zabieram si z panem 
i - jedziemy do mnie. 
Wokulski dozna takiego wraenia jak czowiek, ktry spad z wysokoci i 
uderzy piersiami o ziemi. 
Pomieszanie jego nie uszo uwagi ksicia, ktry umiechn si przypisujc to 
radoci z jego wizyty i zaprosin. Przez gow mu nawet nie przeszo, e dla 
Wokulskiego moe by waniejszym spacer do azienek anieli wszyscy 
ksita i spki. 
- A wic jestemy gotowi? - spyta ksi powstajc z fotelu. 
Sekundy brakowao, aeby Wokulski powiedzia, e nie pojedzie i nie chce 
adnych spek. Ale w tym samym momencie przebiega mu myl: 
Spacer - to dla mnie, spka - dla niej. 
Wzi kapelusz i pojecha z ksiciem. Zdawao mu si, e powz nie jedzie po 
bruku, ale po jego wasnym mzgu. 
Kobiet nie zdobywa si ofiarami, tylko si, bodaj pici...-przypomnia sobie 
zdanie pani Meliton. Pod wpywem tego aforyzmu chcia porwa ksicia za 
konierz i wyrzuci go na ulic. Ale trwao to tylko chwil. 
Ksi przypatrywa mu si spod rzs, a widzc, e Wokulski to czerwienieje, to 
blednieje, myla: 
Nie spodziewaem si, e zrobi a tak przyjemno temu poczciwemu 
Wokulskiemu. Tak, trzeba zawsze podawa rk nowym ludziom... 
W swoim towarzystwie ksi nosi tytu zagorzaego patrioty, prawie 
szowinisty; poza towarzystwem cieszy si opini jednego z najlepszych 
obywateli. Bardzo lubi mwi po polsku, a nawet treci jego francuskich 
rozmw byy interesa publiczne. 
By arystokrat od wosw do nagniotkw, dusz, sercem, krwi. Wierzy, e 
kade spoeczestwo skada si z dwu materiaw: zwyczajnego tumu i klas 
wybranych. Zwyczajny tum by dzieem natury i mg nawet pochodzi od 
mapy, jak to wbrew Pismu witemu utrzymywa Darwin. Lecz klasy wybrane 
miay jaki wyszy pocztek i pochodziy, jeeli nie od bogw, to przynajmniej 
od pokrewnych im bohaterw, jak Herkules, Prometeusz, od biedy - Orfeusz. 
Ksi mia we Francji przyjaciela, hrabiego (w najwyszym stopniu 
dotknitego zaraz demokratyczn), ktry drwi sobie z nadziemskich 
pocztkw arystokracji. 
- Mj kuzynie - mwi - myl, e nie zdajesz sobie naleycie sprawy z kwestii 
rodw. C to s wielkie rody? S nimi takie, ktrych przodkowie byli 
hetmanami, senatorami, wojewodami, czyli po dzisiejszemu: marszakami, 
czonkami izby wyszej lub prefektami departamentw. No - a przecie takich 
panw znamy, nic w nich nadzwyczajnego... Jedz, pij, graj w karty, umizgaj 
si do kobiet, zacigaj dugi - jak reszta miertelnikw, od ktrych s niekiedy 
gupsi. 
Ksiciu na twarz wystpoway chorobliwe rumiece. 
-Czy spotkae kiedy, kuzynie -odpar - prefekta lub marszaka z takim 
wyrazem majestatu, jaki widujemy na portretach naszych przodkw?... 
- C w tym dziwnego - mia si zaraony hrabia. - Malarze nadawali obrazom 
wyraz, o jakim nie nio si adnemu z oryginaw; tak jak heraldycy i historycy 
opowiadali o nich bajeczne legendy. To wszystko kamstwa, mj kuzynie!... To 
tylko kulisy i kostiumy, ktre z jednego Wojtka robi ksicia, a z innego 
parobka. W rzeczywistoci jeden i drugi jest tylko lichym aktorem. 
- Z szyderstwem, kuzynie, nie ma rozprawy! - wybucha ksi i ucieka. Bieg 
do siebie, kad si na szezlongu z rkoma splecionymi pod gow i patrzc w 
sufit widzia przesuwajce si na nim postacie nadludzkiego wzrostu, siy, 
odwagi, rozumu, bezinteresownoci. To byli - przodkowie jego i hrabiego; tylko 
e hrabia zapiera si ich. Czyby istniaa w nim jaka przymieszka krwi?... 
Tumem zwyczajnych miertelnikw ksi nie tylko nie gardzi, ale owszem: 
mia dla nich yczliwo, a nawet styka si z nimi i interesowa ich potrzebami. 
Wyobraa sobie, e jest jednym z Prometeuszw, ktrzy maj poniekd 
honorowy obowizek sprowadzi tym biednym ludziom ogie z nieba na 
ziemi. Zreszt religia nakazywaa mu sympati dla maluczkich i ksi 
rumieni si na sam myl, e wiksza cz towarzystwa stanie kiedy przed 
boskim sdem bez tego rodzaju zasugi. 
Wic aby unikn wstydu dla siebie, bywa i nawet zwoywa do swego 
mieszkania rozmaite sesje, wydawa po dwadziecia pi i po sto rubli na akcje 
rozmaitych przedsibiorstw publicznych, nade wszystko za - cigle martwi si 
nieszczliwym pooeniem kraju; a kad mow swoj koczy frazesem: 
- Bo, panowie, mylmy najpierw o tym, aeby podwign nasz nieszczliwy 
kraj... 
A gdy to powiedzia, czu, e z serca spada mu jaki ciar; tym wikszy, im 
wicej byo suchaczw albo im wicej rubli wyda na akcje. 
Zwoa sesj, zachci do przedsibiorstwa i cierpie, wci cierpie nad 
nieszczliwym krajem, oto jego zdaniem byy obowizki obywatela. Gdyby go 
jednak spytano, czy zasadzi kiedy drzewo, ktrego cie ochroniby ludzi i 
ziemi od spiekoty? albo czy kiedy usun z drogi kamie ranicy koniom 
kopyta? - byby szczerze zdziwiony. 
Czu i myla, pragn i cierpia - za miliony. Tylko - nic nigdy nie zrobi 
uytecznego. Zdawao mu si, e cige frasowanie si caym krajem ma bez 
miary wysz warto od utarcia nosa zasmolonemu dziecku. 
W czerwcu fizjognomia Warszawy ulega widocznej zmianie. Puste przedtem 
hotele napeniaj si i podwyszaj ceny, na wielu domach ukazuj si 
ogoszenia: Apartament z meblami do wynajcia na kilka tygodni: Wszystkie 
doroki s zajte, wszyscy posacy biegaj. Na ulicach, w ogrodach, teatrach, 
w restauracjach, na wystawach, w sklepach i magazynach strojw damskich 
wida figury nie spotykane w zwykym czasie. S nimi tdzy i opaleni 
mczyni w granatowych czapkach z daszkami, w zbyt obszernych butach, w 
ciasnych rkawiczkach, w garniturach pomysu prowincjonalnego krawca. 
Towarzysz im gromadki dam, nie odznaczajcych si piknoci ani 
warszawskim szykiem, tudzie niemniej liczne gromadki niezrcznych dzieci, 
ktrym z ust szeroko otwartych wyglda zdrowie. 
Jedni z wiejskich goci przyjedaj tu z wen na jarmark, drudzy na wycigi, 
inni, aeby zobaczy wen i wycigi; ci dla spotkania si z ssiadami, ktrych 
na miejscu maj o wiorst drogi, tamci dla odwieenia si w stolicy mtnej 
wody i pyu, a owi mcz si przez kilkudniow podr sami nie wiedzc po co. 
Z podobnego zjazdu skorzysta ksi, aeby zbliy Wokulskiego z 
ziemiastwem. 
Ksi we wasnym paacu, na pierwszym pitrze, zajmowa ogromne 
mieszkanie. Cz jego, zoona z gabinetu pana, biblioteki i fajczarni, bya 
miejscem mskich zebra, na ktrych ksi przedstawia swoje lub cudze 
projekta dotyczce spraw publicznych. Zdarzao si to po kilka razy w roku. 
Ostatnia nawet sesja wiosenna bya powicona kwestii statkw rubowych na 
Wile, przy czym bardzo wyranie zarysoway si trzy stronnictwa. Pierwsze, 
zoone z ksicia i jego osobistych przyjaci, koniecznie domagao si 
rubowcw, drugie za, mieszczaskie, uznajc w zasadzie pikno projektu, 
uwaao go jednak za przedwczesny i nie chciao da na ten cel pienidzy. 
Trzecie stronnictwo skadao si tylko z dwu osb: pewnego technika, ktry 
twierdzi, e rubowce nie mog pywa po Wile, i pewnego guchego magnata, 
ktry na wszystkie odezwy, skierowane do jego kieszeni, stale odpowiada: 
- Prosz troch goniej, bo nic nie sycha... 
Ksi z Wokulskim przyjechali o pierwszej, a w kwadrans po nich zaczli 
schodzi si i zjeda inni uczestnicy sesji. Ksi wita kadego z uprzejm 
poufaoci, prezentowa Wokulskiego, a nastpnie podkrela przybysza na 
licie zaproszonych bardzo dugim i bardzo czerwonym owkiem. 
Jednym z pierwszych goci by pan cki; wzi Wokulskiego na stron i 
jeszcze raz wypyta go o cel i znaczenie spki, do ktrej nalea ju ca dusz, 
ale nigdy nie mg dobrze spamita, o co chodzi. Tymczasem inni panowie 
przypatrywali si intruzowi i znionym gosem robili o nim uwagi. 
- Bycza mina! - szepn otyy marszaek wskazujc okiem na Wokulskiego. Szcze 
na gowie jey mu si jak dzikowi, pier upadam do ng, oko bystre... 
Ten by nie usta na polowaniu! 
- I twarz, panie... - doda baron z fizjognomi Mefistofelesa.- Czoo, panie... 
wsik, panie... maa hiszpanka, panie. Wcale, panie... wcale... Rysy troch, 
panie... ale cao, panie... 
-Zobaczymy, jaki bdzie w interesach - dorzuci nieco przygarbiony hrabia. 
- Rzutki, ryzykowny,  e k - odezwa si jakby z piwnicy drugi hrabia, ktry 
siedzia sztywnie na krzele, nosi bujne faworyty i porcelanowymi oczyma 
patrzy tylko przed siebie jak Anglik z Tournal Amusant. 
Ksi powsta z fotelu i chrzkn; zebrani umilkli, dziki czemu mona byo 
usysze reszt opowiadania marszaka: 
- Wszyscy patrzymy na las, a tu co skwierczy pod kopytami. Wyobra sobie 
pan dobrodziej, e chart idcy przy koniach na smyczy zdusi w brudzie 
szaraka!... 
To powiedziawszy marszaek uderzy olbrzymi doni w udo, z ktrego mg 
by wyci sobie sekretarza i jego pomocnika. 
Ksi chrzkn drugi raz, marszaek zmiesza si i niezwykle wielkim fularem 
otar spocone czoo. 
- Szanowni panowie - odezwa si ksi. - Powayem si fatygowa 
szanownych panw w pewnym... nader wanym interesie publicznym, ktry, jak 
to wszyscy czujemy, powinien zawsze sta na stray naszych interesw 
publicznych... Chciaem powiedzie... naszych idei... to jest... 
Ksi zdawa si by zakopotany; wnet jednak ochon i mwi dalej : 
- Chodzi o inte... to jest o plan, a raczej... o projekt zawizania spki do 
uatwiania handlu... 
- Zboem - wtrci kto z kta. 
- Waciwie - cign ksi - chodzi nie o handel zboem, ale... 
- Okowit - popieszy ten sam gos. 
- Ale nie!... O handel, a raczej o uatwienie handlu midzy Rosj i zagranic 
towarami, no.:. towarami... Miasto za nasze, podane jest, aeby si stao 
centrum takowego... 
-A jakie to towary? -spyta przygarbiony hrabia. 
- Stron fachow kwestii raczy objani nam askawie pan Wokulski, czowiek... 
czowiek fachowy - zakoczy ksi. - Pamitajmy jednak, panowie, o 
obowizkach, jakie na nas wkada troska o interesa publiczne i ten nieszczliwy 
kraj... 
- Jak Boga kocham, zaraz daj dziesi tysicy rubli!... - wrzasn marszaek. 
- Na co? - spyta hrabia udajcy autentycznego Anglika. 
- Wszystko jedno!... - odpar wielkim gosem marszaek.- Powiedziaem: rzuc 
w Warszawie pidziesit tysicy rubli, wic niech dziesi pjdzie na cele 
dobroczynne, bo kochany nasz ksi mwi cudownie!... z rozumu i z serca, jak 
Boga kocham... 
- Przepraszam - odezwa si Wokulski - ale nie chodzi tu o spk dobroczynn, 
tylko o spk zapewniajc zyski. 
- Ot to!... - wtrci hrabia zgarbiony. 
-  e k!... - potwierdzi hrabia-Anglik. 
- Co mnie za zysk z dziesiciu tysicy? - zaprotestowa marszaek. - Z torbami 
bym poszed pod Ostr Bram przy takich zyskach. 
Zgarbiony hrabia wybuchn: 
- Prosz o gos w kwestii : czy naley lekceway mae zyski!... To nas gubi!... 
to, panowie - woa pukajc paznokciem w porcz fotelu. 
- Hrabio - przerwa sodko ksi - pan Wokulski ma gos. 
-  e k!... - popar go hrabia-Anglik czeszc bujne faworyty. 
- Prosimy wic szanownego pana Wokulskiego - odezwa si nowy gos - aeby 
ten publiczny interes, ktry nas zgromadzi tu, do gocinnych salonw ksicia, 
raczy nam przedstawi z waciw mu jasnoci i zwizoci. 
Wokulski spojrza na osob przyznajc mu jasno i zwizo. By to 
znakomity adwokat, przyjaciel i prawa rka ksicia; lubi mwi kwiecicie, 
wybijajc takt rk i przysuchujc si wasnym frazesom, ktre zawsze 
znajdowa wybornymi. 
-Tylko ebymy zrozumieli wszyscy - mrukn kto w kcie zajtym przez 
szlacht, ktra nienawidzia magnatw. 
- Wiadomo panom - zacz Wokulski - e Warszawa jest handlow stacj 
midzy Europ zachodni i wschodni. Tu zbiera si i przechodzi przez nasze 
rce cz towarw francuskich i niemieckich przeznaczonych dla Rosji, z 
czego moglibymy mie pewne zyski, gdyby nasz handel... 
- Nie znajdowa si w rku ydw - wtrci pgosem kto od stou, gdzie 
siedzieli kupcy i przemysowcy. 
- Nie - odpar Wokulski. - Zyski istniayby wwczas, gdyby nasz handel by 
prowadzony porzdnie. 
-Z ydami nie moe by porzdny... 
-Dzi jednak - przerwa adwokat ksicia - szanowny pan Wokulski daje nam 
mono podstawienia kapitaw chrzecijaskich w miejsce kapitau 
starozakonnych... 
- Pan Wokulski sam wprowadza ydw do handlu - bryzn oponent ze stanu 
kupieckiego. 
Zrobio si cicho. 
- Ze sposobu prowadzenia moich interesw nie zdaj sprawy przed nikim cign 
dalej Wokulski. -Wskazuj panom drog uporzdkowania handlu 
Warszawy z zagranic, co stanowi pierwsz poow mego projektu i jedno 
rdo zysku dla krajowych kapitaw. Drugim rdem jest handel z Rosj. 
Znajduj si tam towary poszukiwane u nas i tanie. Spka, ktra zajaby si 
nimi, mogaby mie pitnacie do dwudziestu procentw rocznie od wyoonego 
kapitau. Na pierwszym miejscu stawiam tkaniny... 
- To jest podkopywanie naszego przemysu - odezwa si oponent z grupy 
kupieckiej. 
- Mnie nie obchodz fabrykanci, tylko konsumenci... - odpowiedzia Wokulski. 
Kupcy i przemysowcy poczli szepta midzy sob w sposb mao yczliwy 
dla Wokulskiego. 
- Ot i dotarlimy do interesu publicznego! zawoa wzruszonym gosem 
ksi. - Kwestia zarysowuje si tak: czy projekta szanownego pana 
Wokulskiego s objawem pomylnym dla kraju?... Panie mecenasie... - zwrci 
si ksi do adwokata, czujc potrzeb wyrczenia si nim w kopotliwej nieco 
sytuacji. 
- Szanowny pan Wokulski - zabra gos adwokat - z waciw mu gruntownoci 
raczy nas objani: czy sprowadzanie owych tkanin, a z tak daleka, nie 
przyniesie uszczerbku naszym fabrykom? 
- Przede wszystkim - rzek Wokulski - owe nasze fabryki nie s naszymi, lecz 
niemieckimi... 
- Oho!... - zawoa oponent z grupy kupcw. 
-Jestem gotw -mwi Wokulski - natychmiast wyliczy fabryki, w ktrych 
caa administracja i wszyscy lepiej patni robotnicy s Niemcami, ktrych 
kapita jest niemiecki, a rada zarzdzajca rezyduje w Niemczech; gdzie 
nareszcie robotnik nasz nie ma monoci uksztaci si wyej w swoim fachu, 
ale jest parobkiem le patnym, le traktowanym i na dobitk 
germanizowanym... 
- To jest wane!... - wtrci hrabia zgarbiony. 
-  e k... - szepn Anglik. 
- Jak Boga kocham, dowiadczam emocji suchajc!... - zawoa marszaek. -
Nigdym nie myla, e tak mona zabawi si przy podobnej rozmowie... Zaraz 
wrc... 
I opuci gabinet, a uginaa si pod jego stopami podoga. 
- Czy mam wylicza nazwiska? - spyta Wokulski. 
Grupa kupcw. i przemysowcw zoya w tej chwili dowd rzadkiej 
powcigliwoci nie domagajc si nazwisk. Adwokat szybko podnis si z 
Fotelu i zatrzepotawszy rkoma zawoa: 
-Sdz, e nad kwesti miejscowych fabryk moemy przej do porzdku. 
Teraz szanowny pan Wokulski raczy nam, z waciw mu jdrnoci, objani: 
jakie pozytywne korzyci z jego projektu odniesie... 
- Nasz nieszczliwy kraj - zakoczy ksi. 
-Prosz panw - mwi Wokulski -gdyby okie mego perkalu kosztowa tylko 
o dwa grosze taniej ni dzi, wwczas na kadym milionie kupionych tu okci 
og oszczdziby dziesi tysicy rubli... 
- C to znaczy dziesi tysicy rubli?... - spyta marszaek, ktry ju powrci 
do gabinetu, ale jeszcze nie wpad w tok rozpraw. 
- To wiele znaczy... bardzo wiele! - zawoa hrabia zgarbiony.- Raz nauczmy si 
szanowa zyski groszowe... 
-  e k... Pens jest ojcem gwinei... - doda hrabia ucharakteryzowany na Anglika. 
-Dziesi tysicy rubli - cign Wokulski -jest to fundament dobrobytu dla 
dwudziestu rodzin co najmniej... 
- Kropla w morzu - mrukn jeden z kupcw. 
- Ale jest jeszcze inny wzgld - mwi Wokulski - obchodzcy wprawdzie tylko 
kapitalistw. Mam do dyspozycji towaru za trzy do czterech milionw rubli 
rocznie... 
- Upadam do ng!... - szepn marszaek. 
- To nie jest mj majtek - wtrci Wokulski - mj jest znacznie skromniejszy... 
- Lubi takich!... - rzek zgarbiony hrabia. 
-  e k... - doda Anglik. 
-Owe trzy miliony rubli stanowi mj osobisty kredyt i przynosz mi bardzo 
may procent jako porednikowi - mwi Wokulski.- Owiadczam jednak, e o 
ile w miejsce kredytu podstawioby si gotwk, zysk z niej wynosiby 
pitnacie do dwudziestu procentw, a moe wicej Ot ten punkt sprawy 
obchodzi panw, ktrzy skadacie pienidze w bankach na niski procent. 
Pienidzmi tymi obracaj inni i zyski cign dla siebie. Ja za ofiaruj panom 
sposobno uycia ich bezporedniego i powikszenia wasnych dochodw. 
Skoczyem. 
- Pysznie! - zawoa przygarbiony hrabia. - Czy jednak nie mona by dowiedzie 
si szczegw bliszych? 
-O tych mog mwi tylko z moimi wsplnikami - odpowiedzia Wokulski: 
- Jestem - rzek zgarbiony hrabia i poda mu rk. 
- e k - doda pseudo-Anglik wycignwszy do Wokulskiego dwa palce. 
- Moi panowie! - odezwa si wygolony mczyzna z grupy szlachty 
nienawidzcej magnatw. - Mwicie tu o handlu perkalami, ktry  a  nic nie 
obchodzi... Ale, panowie!... - cign dalej paczliwym gosem -m y mamy za to 
zboe w spichlerzach, m y mamy okowit w skadach, na ktrej wyzyskuj nas 
porednicy w sposb - e nie powiem - niegodny... 
Obejrza si po gabinecie. Grupa szlachty gardzcej magnatami daa mu brawo. 
Promieniejca dyskretn radoci twarz ksicia zajaniaa w tej chwili blaskiem 
prawdziwego natchnienia. 
-Ale, panowie! - zawoa - dzi mwimy o handlu tkaninami, lecz jutro i 
pojutrze kt zabroni nam naradzi si nad innymi kwestiami?... Proponuj 
wic... 
- Jak Boga kocham, cudnie mwi ten kochany ksi - zawoa marszaek. 
- Suchamy... suchamy!... - popar go adwokat, silnie okazujc, e stara si 
pohamowa zapa dla ksicia. 
- A wic, panowie - cign wzruszony ksi - proponuj jeszcze nastpujce 
sesje: jedn w sprawie handlu zboem, drug w sprawie handlu okowit... 
- A kredyt dla rolnikw?... - spyta kto z nieprzejednanej szlachty. 
- Trzeci w sprawie kredytu dla rolnikw - mwi ksi.- Czwart... 
Tu zaci si. 
- Czwart i pit - pochwyci adwokat - powicimy rozwaaniu oglnej 
ekonomicznej sytuacji... 
- Naszego nieszczliwego kraju - dokoczy ksi prawie ze zami w oczach. 
- Panowie!... - wrzasn adwokat obcierajc nos z akcentem rozrzewnienia. -
Uczcijmy naszego gospodarza, znakomitego obywatela, najzacniejszego z 
ludzi... 
- Dziesi tysicy rubli, jak Bo... - zawoa marszaek. 
- Przez powstanie! - szybko dokoczy adwokat. 
- Brawo!... niech yje ksi!... - zawoano przy akompaniamencie oskotu ng i 
krzese. 
Grupa szlachty gardzcej arystokracj krzyczaa najgoniej. 
Ksi zacz ciska swoich goci nie panujc ju nad wzruszeniem; pomaga 
mu adwokat, wszystkich caowa, a sam bez ceremonii paka. Kilka osb 
skupio si przy Wokulskim. 
- Przystpuj na pocztek z pidziesicioma tysicami rubli mwi zgarbiony 
hrabia. - Na rok przyszy za... zobaczymy... 
- Trzydzieci, panie... trzydzieci tysicy rubli, panie... Bardzo, panie... bardzo! doda 
baron z fizjognomi Mefistofelesa. 
- I ja trzydzieci tysicy...  e k!... - dorzuci hrabia-Anglik kiwajc gow. 
- A ja dam dwa... trzy razy tyle, co... kochany ksi. Jak Boga kocham!... rzek 
marszaek. 
Paru oponentw z grupy kupieckiej rwnie zbliyo si do Wokulskiego. 
Milczeli, lecz tkliwe ich spojrzenia stokro wicej miay wymowy anieli 
najczulsze sowa. 
Z kolei zbliy si do Wokulskiego czowiek mody, mizerny, z rzadkim 
zarostem na twarzy, ale z niewtpliwymi ladami przedwczesnego zniszczenia 
w caej postaci. Wokulski spotyka go na rozmaitych widowiskach, wreszcie i 
na ulicy, jedcego najszybszymi dorokami. 
- Jestem Maruszewicz - rzek zniszczony mody czowiek z miym umiechem. -
Wybaczy pan, e prezentuj si tak obcesowo i w dodatku przy pierwszej 
znajomoci bd mia prob... 
-Sucham pana. 
Modzieniec wzi Wokulskiego pod rami i zaprowadziwszy go do okna mwi 
: 
-Kad od razu karty na st; z takimi ludmi jak pan nie mona inaczej. Jestem 
niemajtny, mam dobre instynkta i chciabym znale zajcie. Pan tworzy 
spk, czy nie mgbym pracowa pod paskim kierunkiem?... 
Wokulski przypatrywa mu si z uwag. Propozycja, ktr sysza, jako nie 
pasowaa do wyniszczonej figury i niepewnych spojrze modzieca. Wokulski 
uczu niesmak, mimo to spyta: 
-C pan umie? jaki paski fach? 
- Fachu, uwaa pan, jeszcze nie wybraem, ale mam wielkie zdolnoci i mog 
podj si kadego zajcia. 
- A na jak pan liczy pensj? 
- Tysic... dwa tysice rubli... - odpar zakopotany modzieniec. 
Wokulski mimo woli potrzsn gow. 
- Wtpi - odpar - czy bdziemy mieli posady odpowiadajce paskim 
wymaganiom. Niech pan jednak wstpi kiedy do mnie... 
Na rodku gabinetu przygarbiony hrabia zabra gos. 
- A zatem - mwi - szanowni panowie, w zasadzie przystpujemy do spki 
proponowanej przez pana Wokulskiego. Interes wydaje si bardzo dobrym, a 
obecnie chodzi tylko o blisze szczegy i spisanie aktu. Zapraszam wic 
panw, chccych zosta uczestnikami, do mnie na jutro, o dziewitej 
wieczorem... 
- Bd u ciebie, kochany hrabio, jak Boga kocham - odezwa si otyy marszaek 
- i moe jeszcze przyprowadz ci z paru Litwinw; no, ale powiedz, dlaczeg 
to my mamy zawizywa spki kupieckie?... Niechby ju sami kupcy... 
-Choby dlatego - odpar hrabia gorco -aeby nie mwiono, e nic nie robimy, 
tylko obcinamy kupony... 
Ksi poprosi o gos. 
- Zreszt - rzek - mamy na widoku jeszcze dwie spki: do handlu zboem i okowit. 
Kto nie zechce nalee do jednej, moe nalee do drugiej... Nadto za 
prosimy szanownego pana Wokulskiego, eby w innych naszych naradach 
chcia przyj udzia... 
-  e k!... - wtrci hrabia-Anglik. 
- I z waciwym mu talentem raczy owietla kwestie - dokoczy adwokat. 
- Wtpi, czy przydam si panom na co - odpar Wokulski.- Miaem wprawdzie 
do czynienia ze zboem i okowit, ale w wyjtkowych warunkach. Chodzio o 
due iloci i popiech, nie o ceny... Nie znam zreszt tutejszego handlu 
zboem... 
- Bd specjalici, szanowny panie Wokulski - przerwa mu adwokat. - Oni nam 
dostarcz szczegw, ktre pan raczysz tylko uporzdkowa i rozjani z 
waciw mu genialnoci... 
- Prosimy. . bardzo prosimy!... - woali hrabiowie, a za nimi jeszcze goniej 
szlachta nienawidzca magnatw. 
Bya blisko plta po poudniu i zgromadzeni poczli si rozchodzi. W tej chwili 
Wokulski spostrzeg, e z dalszych pokojw zblia si do niego pan cki w 
towarzystwie modzieca, ktrego ju widzia obok panny Izabeli podczas 
kwesty i na wiconym u hrabiny. Obaj panowie zatrzymali si przy nim. 
- Pozwolisz, panie Wokulski - odezwa si cki - e przedstawi ci pana 
Juliana Ochockiego. Nasz kuzyn... troch orygina, ale... 
-Dawno ju chciaem pozna si z panem i porozmawia - rzek Ochocki 
ciskajc go za rk. 
Wokulski w milczeniu przypatrywa si. Mody czowiek nie dosign jeszcze 
lat trzydziestu i rzeczywicie odznacza si niezwyk fizjognomi. Zdawao si, 
e ma rysy Napoleona Pierwszego, przysonite jakim obokiem marzycielstwa. 
-W ktr stron pan idzie? - spyta mody czowiek Wokulskiego. - Mog pana 
podprowadzi. 
- Bdzie si pan fatygowa... 
- O, ja mam dosy czasu - odpowiedzia mody czowiek. 
Czego on chce ode mnie? -pomyla Wokulski, a gono rzek:- Moemy 
pj w stron azienek... 
-Owszem -odpar Ochocki. -Wpadn jeszcze na chwil poegna si z ksin 
i dogoni pana. 
Ledwie odszed, pochwyci Wokulskiego adwokat. 
- Winszuj panu zupenego triumfu - rzek pgosem. - Ksi formalnie 
zakochany w panu, obaj hrabiowie i baron to samo... Oryginay to s, jak pan 
widzia, ale ludzie dobrych chci... Chcieliby co robi, maj nawet rozum i 
uksztacenie, ale... energii brak!... Choroba woli, panie: caa klasa jest ni 
dotknita... Wszystko maj: pienidze, tytuy, powaanie, nawet powodzenie u 
kobiet, wic niczego nie pragn. Bez tej za spryny, panie Wokulski, musz 
by narzdziem w rku ludzi nowych i ambitnych... My, panie, my jeszcze 
wielu rzeczy pragniemy -doda ciszej. -Ich szczcie, e trafili na nas... 
Poniewa Wokulski nie odpowiedzia nic, wic adwokat pocz uwaa go za 
bardzo przebiegego dyplomat i aowa w duszy, e sam by zanadto szczery. 
Zreszt - myla adwokat, patrzc na Wokulskiego spod oka - choby 
powtrzy ksiciu nasz rozmow, c mi zrobi?... Powiem, e chciaem go 
wybada... 
O jakie on mnie ambicje posdza?... - zapytywa si w duchu Wokulski. 
Poegna ksicia, obieca przychodzi odtd na wszystkie sesje i wyszedszy na 
ulic odesa powz do domu. 
Czego chce ode mnie ten pan Ochocki? - myla podejrzliwie.- Naturalnie, e 
idzie mu o pann Izabel... Moe ma zamiar odstraszy mnie od niej?... Gupi:.. 
Jeeli ona go kocha, nie potrzebuje traci nawet sw; sam si usun... Ale jeeli 
go nie kocha, niech si strzee usuwa mnie od niej... Zdaje si, e zrobi w 
yciu jedno kapitalne gupstwo, zapewne dla panny Izabeli. Bodajby nie pado 
na niego; szkoda chopaka... 
W bramie rozlego si popieszne stpanie; Wokulski odwrci si i zobaczy 
Ochockiego. 
- Pan czeka?... przepraszam!... - zawoa mody czowiek. 
-Idziemy ku azienkom? - spyta Wokulski. 
- Owszem. 
Jaki czas szli milczc. Mody czowiek by zamylony. Wokulski zirytowany. 
Postanowi od razu chwyci byka za rogi. 
-Pan jest bliskim kuzynem pastwa ckich? - zapyta. 
-Troch -odpowiedzia mody czowiek. -Matka moja bya a  cka - rzek z 
ironi - ale ojciec tylko Ochocki. To bardzo osabia zwizki rodzinne... Pana 
Tomasza, ktry jest dla mnie jakim ciotecznym stryjem, nie znabym do dzi 
dnia, gdyby nie straci majtku. 
- Panna cka jest bardzo dystyngowan osob - rzek Wokulski patrzc przed 
siebie. 
- Dystyngowana?... - powtrzy Ochocki. - Powiedz pan: bogini!... Kiedy 
rozmawiam z ni, zdaje mi si, e potrafiaby mi zapeni cae ycie. Przy niej 
jednej czuj spokj i zapominam o trapicej mnie tsknocie. Ale c!... Ja nie 
umiabym siedzie z ni cay dzie w salonie ani ona ze mn w laboratorium... 
Wokulski stan na ulicy. 
- Pan zajmuje si fizyk czy chemi?... - spyta zdziwiony. 
- Ach, czym ja si nie zajmuj!... - odpar Ochocki. - Fizyk, chemi i 
technologi... Przecie skoczyem wydzia przyrodniczy w uniwersytecie i 
mechaniczny w politechnice... Zajmuj si wszystkim; czytam i pracuj od rana 
do nocy, ale - nie robi nic. Udao mi si troch ulepszy mikroskop, zbudowa 
jaki nowy stos elektryczny, jak tam lamp... 
Wokulski zdumiewa si coraz wicej. 
- Wic to pan jest tym Ochockim, wynalazc?... 
- Ja - odpar mody czowiek. - No, ale i c to znaczy?... Razem nic. Kiedy 
pomyl, e w dwudziestym smym roku tylko tyle zrobiem, ogarnia mnie 
desperacja. Mam ochot albo porozbija swoje laboratorium i uton w yciu 
salonowym, do ktrego mnie cign, albo - trzasn sobie w eb... Ogniwo 
Ochockiego albo - lampa elektryczna Ochockiego... jakie to gupie!... Rwa si 
gdzie od dziecistwa i utkn na lampie - to okropne... Dobiega rodka ycia i 
nie znale nawet ladu drogi, po ktrej by si i chciao -c to za rozpacz!... 
Mody czowiek umilk, a e byli w Ogrodzie Botanicznym, wic zdj kapelusz. 
Wokulski przypatrywa mu si z uwag i zrobi nowe odkrycie. Mody 
czowiek, aczkolwiek wyglda elegancko, nie by wcale elegantem; nawet nie 
zdawa si troszczy o swoj powierzchowno. 
Mia rozrzucone wosy, nieco zsunity krawat, u kamizelki guzik nie zapity. 
Mona byo domyla si, e kto bardzo starannie czuwa nad jego bielizn i 
garderob, z ktr jednak on sam postpuje niedbale, i wanie to niedbalstwo, 
przejawiajce si w dziwnie szlachetnych formach, nadawao mu oryginalny 
wdzik. Kady jego ruch by mimowolny, rozrzucony, lecz pikny. Rwnie 
piknym by sposb patrzenia, suchania, a raczej niesuchania, nawet - gubienia 
kapelusza. 
Weszli na wzgrze, skd wida studni zwan Okraglakiem. Ze wszystkich 
stron otaczali ich spacerujcy, ale Ochocki nie krpowa si ich obecnoci i 
wskazawszy kapeluszem jedn z awek, mwi: 
- Duo czytaem, e szczliwy jest czowiek, ktry ma wielkie aspiracje. To 
kamstwo. Ja przecie mam niepowszednie pragnienia, ktre jednak robi mnie 
miesznym i zraaj do mnie najbliszych. Spojrzyj pan na t awk... Tu, w 
pocztkach czerwca, okoo dziesitej wieczorem, siedzielimy z kuzynk i z 
pann Florentyn. wieci jaki ksiyc i nawet jeszcze pieway sowiki. Byem 
rozmarzony. Nagle kuzynka odzywa si: Znasz, kuzynie, astronomi? 
Troch.- Wic powiedz mi, jaka to gwiazda? - Nie wiem - odpowiedziaem 
- ale to jest pewne, e nigdy nie dostaniemy si na ni. Czowiek jest przykuty 
do Ziemi jak ostryga do skay... W tej chwili - cign dalej Ochocki - zbudzia 
si we mnie moja idea czy mj obd... Zapomniaem o piknej kuzynce, a 
zaczem myle o machinach latajcych. A poniewa mylc, musz chodzi, 
wic wstaem z awki i bez poegnania opuciem kuzynk!... Na drugi dzie 
panna Flora nazwaa mnie impertynentem, pan cki oryginaem, a kuzynka 
przez tydzie nie chciaa ze mn rozmawia... I ebym jeszcze co wymyli; ale 
nic, literalnie nic, cho bybym przysig, e nim z tego pagrka zejd do studni, 
urodzi mi si w gowie przynajmniej oglny szkic machiny latajcej... Prawda, 
jakie to gupie?... 
Wic oni tu przepdzaj wieczory przy ksiycu i piewie sowika?... pomyla 
Wokulski i poczu straszny bl w sercu. - Panna Izabela ju kocha si 
w Ochockim, a jeeli si nie kocha, to tylko z winy jego dziwactw... No i ma 
suszno... pikny czowiek i niezwyky... 
-Naturalnie -prawi dalej Ochocki - ani swka nie wspomniaem o tym mojej 
ciotce, ktra ile razy bodaj wpina mi jak szpilk w odzienie, ma zwyczaj 
powtarza: Kochany Julku, staraj si podoba Izabeli, bo to ona akurat dla 
ciebie... Mdra i pikna; ona jedna wyleczyaby ci z twoich przywidze... A ja 
myl: co to za ona dla mnie?... Gdyby chocia moga by moim pomocnikiem, 
jeszcze p biedy... Ale gdzieby ona dla laboratorium moga opuci salon!... 
Ma racj, to jej waciwe otoczenie; ptak potrzebuje powietrza, ryba wody... 
Ach, jaki pikny wieczr!... - doda po chwili. - Jestem dzi podniecony jak 
rzadko. Ale... co panu jest, panie Wokulski?... 
-Troch zmczyem si -odpar gucho Wokulski. -Moe bymy siedli, choby 
o! tu... 
Usiedli na stoku wzgrza, na granicy azienek. Ochocki opar brod na 
kolanach i wpad w zadum, Wokulski przypatrywa mu si z uczuciem, w 
ktrym podziw miesza si z nienawici. 
Gupi czy przebiegy?... Po co on mi to wszystko opowiada?- myla 
Wokulski. 
Musia jednak przyzna, e gadulstwo Ochockiego miao te same cechy 
szczeroci i roztargnienia, jak jego ruchy i caa wreszcie osoba. Spotkali si 
pierwszy raz i ju Ochocki tak z nim rozmawia, jak gdyby znali si od dzieci. 
Skocz z nim - rzek do siebie Wokulski i gboko odetchnwszy spyta 
gono: 
- Zatem eni si pan, panie Ochocki?... 
-Chybabym zwariowa -mrukn mody czowiek wzruszajc ramionami. 
- Jak to?... Przecie kuzynka paska podoba si panu? 
- I nawet bardzo, ale to jeszcze nie wszystko. Oenibym si z ni, gdybym mia 
pewno, e ju nic w nauce nie zrobi... 
W sercu Wokulskiego obok nienawici i podziwu bysna rado. W tej chwili 
Ochocki przetar czoo jak zbudzony ze snu i patrzc na Wokulskiego nagle 
rzek: 
- Ale, ale... Nawet zapomniaem, e mam wany interes do pana... 
Czego on chce?... - pomyla Wokulski podziwiajc w duszy mdre spojrzenie 
swego rywala i nag zmian tonu. Zdawao si, e przez jego usta przemwi 
inny czowiek. 
- Chc zada panu pytanie... nie... dwa pytania, bardzo poufne, a moe nawet 
draliwe - mwi Ochocki. -Czy nie obrazi si pan?.. 
-Sucham - odpar Wokulski. 
Gdyby sta na szafocie, nie doznaby tak strasznych wrae jak w tej chwili. By 
pewny, e chodzi o pann Izabel i e w tym samym miejscu zdecyduj si jego 
losy. 
-Pan by przyrodnikiem? -spyta Ochocki. 
-Tak. 
-I w dodatku przyrodnikiem entuzjast. Wiem, co pan przeszed, od dawna 
szanuj pana z tego powodu... To za mao; powiem wicej... Od roku 
wspomnienie o trudnociach, z jakimi szamota si pan, dodawao mi otuchy... 
Mwiem sobie: zrobi przynajmniej to, co ten czowiek, a poniewa nie mam 
takich przeszkd, wic - zajd dalej od niego... 
Wokulski suchajc myla, e marzy albo e rozmawia z wariatem. 
- Skd pan to wie?... - spyta Ochockiego. 
- Od doktora Szumana. 
-Ach, od Szumana. Ale do czego to wszystko prowadzi?... 
-Zaraz powiem -odpar Ochocki. -Bye pan przyrodnikiem entuzjast i... w 
rezultacie rzucie pan nauki przyrodnicze. Ot w ktrym roku ycia osabn 
paski zapa w tym kierunku?... 
Wokulski poczu jakby uderzenie toporem w gow. Pytanie byo tak przykre i 
niespodziewane, e przez chwil nie tylko nie umia odpowiedzie; ale nawet 
zebra myli. 
Ochocki powtrzy, bystro przypatrujc si swemu towarzyszowi. 
- W ktrym roku?... - rzek Wokulski. - W zeszym roku... Dzi mam 
czterdziesty szsty rok... 
- A zatem ja do kompletnego ochodzenia si mam jeszcze przeszo pitnacie 
lat. To mi troch dodaje odwagi... - rzek jakby do siebie Ochocki. 
I znowu po chwili doda: 
- To jedno pytanie, a teraz drugie, ale - nie obra si pan. W ktrym roku ycia 
zaczynaj mczynie obojtnie kobiety?... 
Drugi cios. By moment, e Wokulski chcia schwyci modzieca za gardo i 
udusi. Upamita si jednak i odpar ze sabym umiechem: 
- Myl, e one nigdy nie obojtniej... Owszem, coraz wydaj si droszymi... 
- le! - szepn Ochocki. - Ha, zobaczymy, kto mocniejszy. 
- Kobiety, panie Ochocki. 
- Jak dla kogo, panie - odpowiedzia mody czowiek wpadajc znowu w 
zamylenie. 
I zacz mwi jakby do siebie. 
- Kobiety, wana rzecz. Kochaem si ju, zaraz, ile to?... Cztery... sze... ze 
siedem, tak, siedem razy... Zabiera to duo czasu i napdza desperackie myli... 
Gupia rzecz, mio... Poznajesz, kochasz, cierpisz... Potem jeste znudzony 
albo zdradzony... Tak, dwa razy byem znudzony, a pi razy zdradzony... 
Potem znajdujesz now kobiet, doskonalsz od innych - a potem ona robi to 
samo, co mniej doskonae... Ach, jaki pody gatunek zwierzt te baby!... Bawi 
si nami, cho ograniczony ich mzg nawet nie jest w stanie nas poj... No, 
prawda, e i tygrys moe bawi si czowiekiem... Pode, ale mie... Mniejsza o 
nie! A tymczasem gdy raz opanuje czowieka idea, ju go nie opuszcza i nie 
zdradza nigdy... 
Pooy rk na ramieniu Wokulskiego i patrzc mu w oczy jakim 
rozstrzelonym i rozmarzonym wzrokiem spyta: 
- Wszake pan myla kiedy o machinach latajcych?... Nie o kierowaniu 
balonami, ktre s lejsze od powietrza, bo to bazestwo, ale - o locie machiny 
cikiej, napenionej i obwarowanej jak pancernik?... Czy pan rozumie, jaki 
nastpiby przewrt w wiecie po podobnym wynalazku?... Nie ma fortec, armii, 
granic... Znikaj narody, lecz za to w nadziemskich budowlach przychodz na 
wiat istoty podobne do aniow lub staroytnych bogw... Ju ujarzmilimy 
wiatr, ciepo, wiato, piorun... Czy wic nie sdzisz pan, e nadesza pora nam 
samym wyzwoli si z okw cikoci?... To idea leca dzi w duchu czasu... 
Inni ju pracuj nad ni; mnie ona dopiero nasyca, ale od stp do gw... Co 
mnie ciotka z jej radami i prawidami dobrego tonu!... Co mnie eniaczka, 
kobiety, a nawet mikroskopy, stosy i lampy elektryczne?... Oszalej albo... 
przypn ludzkoci skrzyda... 
- A gdyby pan je nawet przypi, to co?... - spyta Wokulski. 
- Sawa, jakiej nie dosign jeszcze aden czowiek - odpar Ochocki. - To moja 
ona, to moja kobieta... Bd pan zdrw, musz i... 
Ucisn Wokulskiemu rk, zbieg ze wzgrza i znikn midzy drzewami. 
Na Ogrd Botaniczny i na azienki zapada ju mrok. 
Wariat czy geniusz?... - szepn Wokulski, czujc, e sam jest w najwyszym 
stopniu rozstrojony. - A jeeli geniusz?... 
Wsta i poszed w gb ogrodu, midzy spacerujcych ludzi. Zdawao mu si, e 
nad pagrkiem, z ktrego uciek, unosi si jaka wita groza. 
W Ogrodzie Botanicznym byo prawie ciasno; na kadej ulicy toczyy si 
kolumny, gromady, a przynajmniej szeregi spacerujcych; kada awka uginaa 
si pod cib osb. Zastpowano Wokulskiemu drog, deptano po pitach, 
potrcano okciami; rozmawiano i miano si ze wszystkich stron. Wzdu Alei 
Ujazdowskiej, pod murem Belwederskiego ogrodu, pod sztachetami od strony 
szpitala, na ulicach najmniej uczszczanych, nawet na zagrodzonych ciekach, 
wszdzie byo peno i wesoo. Im wicej ciemniao w naturze, tym gciej i 
haaliwiej robio si midzy ludmi. 
Zaczyna mi ju brakn miejsca na wiecie!... - szepn. 
Przeszed do azienek i tu znalaz spokojniejsze ustronie. Na niebie zaiskrzyo 
si kilka gwiazd, przez powietrze, od Alei, cign szmer przechodniw, a od 
stawu wilgo. Czasem nad gow przelecia mu huczny chrabszcz albo cicho 
przemkn nietoperz; w gbi parku kwili aonie jaki ptak, na prno 
wzywajcy towarzysza; na stawie rozlega si daleki plusk wiose i miechy 
modych kobiet. 
Naprzeciw zobaczy par ludzi pochylonych ku sobie i szepczcych. Ustpili mu 
z drogi i ukryli si w cieniu drzew. Opanowa go al i szyderstwo. 
Oto s szczliwi zakochani! - pomyla. - Szepcz i uciekaj jak zodzieje... 
Piknie urzdzony wiat, co?... Ciekawym, o ile byoby lepiej, gdyby wada 
nim Lucyper?... A gdyby mi zastpi drog jaki bandyta i zabi w tym kcie?... 
I wyobraa sobie, jaki to przyjemny musi by chd noa wbitego w 
rozgorczkowane serce. 
Na nieszczcie - westchn - dzi nie wolno zabija innych, tylko siebie 
mona; byle od razu i dobrze. No!... 
Wspomnienie o tak niezawodnym rodku ucieczki uspokoio go. Stopniowo 
pogra si w jakim uroczystym nastroju; zdawao mu si, e nadchodzi 
moment, w ktrym powinien zrobi rachunek sumienia czy te oglny bilans 
ycia. 
Gdybym by najwyszym sdzi - myla - i gdyby spytano mnie, kto jest wart 
panny Izabeli: Ochocki czy Wokulski, musiabym przyzna, e - Ochocki... O 
osiemnacie lat modszy ode mnie (osiemnacie lat!...) i taki pikny... W 
dwudziestym smym roku ycia skoczy dwa fakultety (ja w tym wieku ledwie 
zaczynaem si uczy...) i ju zrobi trzy wynalazki (ja adnego!). A nad to 
wszystko jest naczyniem, w ktrym wylga si wielka idea... Dziwaczna to 
rzecz: machina latajca, ale faktem jest, e on znalaz dla niej genialny i jedynie 
moliwy punkt wyjcia. Machina latajca musi by cisza, nie za jak balon 
lejsza od powietrza; bo wszystko, co prawidowo lata, poczwszy od muchy, 
skoczywszy na olbrzymim spie, jest od powietrza cisze. Ma prawdziwy 
punkt wyjcia, ma twrczy umys, czego dowid bodajby swoim mikroskopem 
i lamp; kt wie zatem, czy nie uda mu si zbudowa machiny latajcej? A w 
takim razie bdzie wikszym dla ludzkoci od Newtona i Napoleona, razem 
wzitych... I ja mam z nim wspzawodniczy?... A jeeli stanie kiedy kwestia: 
ktry z nas dwu powinien si usun, czyli bd si waha?... C to za pieko 
powiedzie sobie, e musz moj nico zoy na ofiar czowiekowi 
ostatecznie takiemu jak ja, miertelnemu, ulegajcemu chorobom i omykom, a 
nade wszystko - tak naiwnemu... Bo to jeszcze dzieciak, co on mi nie 
wygadywa?... 
Dziwny traf. Gdy Wokulski by subiektem w sklepie kolonialnym, marzy o 
perpetum mobile, machinie, ktra by si sama poruszaa. Gdy za wstpiwszy 
do Szkoy Przygotowawczej pozna, e taka machina jest niedorzecznoci, 
wwczas najtajniejszym i najulubieszym jego pragnieniem byo - wynale 
sposb kierowania balonami. To, co dla Wokulskiego byo tylko fantastycznym 
cieniem, bkajcym si po faszywych drogach, w Ochockim przybrao ju 
form praktycznego zagadnienia. 
C to za okruciestwo losw! -myla z gorycz. -Dwom ludziom dano 
prawie te same aspiracje, tylko jeden urodzi si o osiemnacie lat wczeniej, 
drugi pniej; jeden w ndzy, drugi w dostatku; jeden nie mg wdrapa si na 
pierwsze pitro wiedzy, drugi lekkim krokiem przeszed dwa pitra... Jego nie 
zepchn z drogi burze polityczne, tak jak mnie; jemu nie przeszkodzi mio, 
ktr traktuje jak zabawk; podczas gdy dla mnie, ktry sze lat spdziem na 
pustyni, uczucie to jest niebem i zbawieniem... Wicej nawet!... No i on 
triumfuje nade mn na kadym polu, cho przecie ja mam te same uczucia, t 
sam wiadomo pooenia, a prac z pewnoci wiksz... 
Wokulski dobrze zna ludzi i czsto porwnywa si z nimi. Lecz gdziekolwiek 
by, wszdzie widzia si troch lepszym od innych. Czy jako subiekt, ktry 
spdza noce nad ksik, czy jako student, ktry przez ndz szed do wiedzy, 
czy jako onierz pod deszczem kul, czy jako wygnaniec, ktry w niegiem 
zasypanej lepiance pracowa nad nauk - zawsze mia w duszy ide sigajc 
poza kilka lat naprzd.- Inni yli z dnia na dzie, dla swego odka albo 
kieszeni. 
I dopiero dzi spotka czowieka wyszego od siebie, wariata, ktry chce 
budowa machiny latajce!... 
A ja czy dzisiaj nie mam idei, dla ktrej pracuj przeszo rok, zdobyem 
majtek, pomagam ludziom i zmuszam ich do szacunku?... 
Tak, ale mio to uczucie osobiste; wszystkie zasugi towarzyszce jej s jak 
ryby zapltane w odmt morskiego cyklonu. Gdyby na wiecie znikna jedna 
kobieta, a w tobie pami o niej, czyme by zosta?... Zwyczajnym kapitalist, 
ktry z nudw grywa w karty w resursie. A tymczasem Ochocki ma ide, ktra 
bdzie rwaa go zawsze naprzd, chyba e umys mu zaganie... 
Dobrze, a jeeli on nic nie zrobi i zamiast zbudowa machin latajc pjdzie 
do szpitala wariatw?... Ja tymczasem faktycznie co zrobi, a mikroskop, stos 
czy nawet lampa elektryczna z pewnoci nie znacz wicej od setek ludzi, 
ktrym ja daj byt. Skde wic we mnie ta ultrachrzecijaska pokora?... Co 
kto zrobi, jeszcze nie wiadomo. Ja tymczasem jestem dzi czowiek czynu, a on 
marzyciel... Zaczekajmy z rok... 
Rok! Wokulski wstrzsn si. Zdawao mu si, e w kocu drogi nazwanej 
rokiem widzi tylko niezmiern otcha, ktra pochania wszystko, ale nie mieci 
w sobie nic... 
Wic nic?... nic!... 
Instynktownie rozejrza si. By w gbi azienkowskiego parku, na jakiej 
ulicy, do ktrej aden szmer nie dolatywa. Nawet gstwina ogromnych drzew 
staa cicho. 
-Ktra godzina? -zapyta go nagle jaki gos zachrypnity. 
-Godzina?... 
Wokulski przetar oczy. Przed nim, z mroku, wynurzy si obdarty czowiek. 
- Kiedy grzecznie pytaj, to trzeba grzecznie odpowiada - rzek czowiek i 
podszed bliej. 
- Zabij mnie, to sam zobaczysz - odpar Wokulski. 
Obdarty czowiek cofn si. Na lewo od drogi wida byo par ludzkich cieni. 
- Gupcy! - zawoa Wokulski idc naprzd - mam zoty zegarek i kilkaset rubli 
gotwk... Broni si nie bd, no!... 
Cienie usuny si midzy drzewa i ktry rzek znionym gosem: 
-Taki to, psiakrew, zejdzie, gdzie go nie posiej... 
- Bydlta!... tchrze!... - krzycza Wokulski prawie nieprzytomny. 
Odpowiedzia mu ttent uciekajcych. 
Wokulski zebra myli. 
Gdzie ja jestem?...Juci, w azienkach, ale w ktrym miejscu?...Trzeba i w 
drug stron 
Obrci si par razy i ju nie wiedzia, dokd idzie. Serce zaczo mu bi 
gwatownie, zimny pot wystpi na czoo, pierwszy raz w yciu uczu obaw 
nocy i zbkania... 
Przez par minut bieg bez celu, prawie bez tchu; dzikie myli wiroway mu w 
gowie. Wreszcie na lewo zobaczy mur, a dalej budynek. 
Aha, Pomaraczarnia... 
Potem doszed do jakiego mostka, odpocz i oparszy si na barierze myla : 
Wic do tego doszedem?... Niebezpieczny rywal... rozbite nerwy... Zdaje mi 
si, e ju dzi mgbym napisa ostatni akt tej komedii!... 
Prosta droga doprowadzia go do stawu, pniej do azienkowskiego paacu. We 
dwadziecia minut by w Alejach Ujazdowskich i siad w przejedajc 
dorok; w kwadrans pniej znalaz si we wasnym mieszkaniu. 
Na widok wiate i ulicznego ruchu odzyska wesoo; nawet umiecha si i 
szepta: 
C znowu za przywidzenia?... Jaki Ochocki... samobjstwo!... Ach, gupota... 
Dostaem si przecie midzy arystokracj, a co bdzie dalej - zobaczymy... 
Gdy wszed do gabinetu, sucy odda mu list pisany na jego wasnym papierze 
przez pani Meliton. 
- Ta pani bya tu dzi dwa ray - rzek wierny suga. - Ra o pity, drugi raz o 
szmy... 
ROZDZIA DWUNASTY: 
WDRWKI ZA CUDZYMI INTERESAMI 
Wokulski powoli otwiera list pani Meliton przypominajc sobie niedawne 
wypadki. Zdawao si mu, e w nieowietlonej czci gabinetu jeszcze widzi 
ciemn gstwin azienkowskich drzew, niewyrane sylwetki obdartusw, 
ktrzy mu zastpili drog, a pniej wzgrek ze studni, gdzie Ochocki zwierza 
mu si ze swych pomysw. Lecz gdy spojrza na wiato, mgliste obrazy 
znikay. Widzia lamp z zielonym daszkiem, stos papierw, brzy stojce na 
biurku i chwilami myla, e Ochocki ze swymi machinami latajcymi i jego 
wasna rozpacz byy tylko snem. 
Co on za geniusz? - mwi do siebie Wokulski - to zwyczajny marzyciel!... I 
panna Izabela taka sama kobieta jak inne... Wyjdzie za mnie - dobrze; nie 
wyjdzie - to przecie nie umr. 
Rozoy list i czyta: 
Panie! Wana wiadomo: za kilka dni ckim sprzedaj kamienic, a 
jedynym kupcem bdzie baronowa Krzeszowska, ich kuzynka i nieprzyjacika. 
Wiem z pewnoci, e zapaci za dom tylko szedziesit tysicy rubli; a w 
takim razie resztka posagu panny Izabeli, w kwocie trzydziestu tysicy rubli, 
przepadnie. Chwila jest bardzo pomylna, gdy panna Izabela, postawiona 
midzy bied a wyjciem za marszaka, chtnie zgodzi si na kad inn 
kombinacj. Domylam si, e tym razem nie postpisz Pan z nastrczajc si 
okazj jak z wekslami ckiego, ktre podare w moich oczach. Pamitaj Pan: 
kobiety tak lubi by ciskane, e dla spotgowania efektu trzeba je niekiedy 
przydepta nog. Im zrobisz Pan to bezwzgldniej, tym pewniej ci pokocha. 
Pamitaj Pan !... 
Zreszt moesz Pan sprawi Beli ma przyjemno. Baron Krzeszowski 
przycinity potrzeb sprzeda wasnej onie swoj ulubion klacz, ktra w tych 
dniach ma si ciga i na ktr wiele rachowa. O ile znam stosunki, Bela byaby 
szczerze kontenta, gdyby ani baron, ani jego ona nie posiadali tej klaczy w dniu 
wycigw. Baron byby zawstydzony, e sprzeda klacz, a baronowazrozpaczona, 
gdyby klacz wygrawszy, komu innemu przyniosa zysk. Bardzo 
subtelne s te wielkowiatowe komerae, ale sprbuj je Pan zuytkowa. Okazja 
za nastrcza si, gdy o ilem syszaa, niejaki Maruszewicz, przyjaciel obojga 
Krzeszowskich, ma Panu zaproponowa kupno tej klaczy. Pamitaj Pan, e 
kobiety s niewolnicami tylko tych, ktrzy potrafi je mocno trzyma i 
dogadza ich kaprysom. 
Doprawdy, zaczynam wierzy, e urodzie si Pan pod szczliw gwiazd. 
Szczerze yczliwa 
A.M. 
Wokulski gboko odetchn; obie wiadomoci byy wane. Drugi raz przeczyta 
list, podziwiajc szorstki styl pani Meliton i umiechajc si przy uwagach, jakie 
robia nad swoj pci. Mocno trzyma ludzi czy okolicznoci to leao w 
naturze Wokulskiego; wszystko i wszystkich chwytaby za kark, wyjwszy pann 
Izabel. Ona jedna bya istot, ktrej wobec siebie chcia zostawi 
absolutn wolno, jeeli nie panowanie. 
Mimo woli spojrza na bok; sucy sta przy drzwiach. 
- Id spa - rzek. 
- Zaraz pjd, tylko by tu jeszcze pan - odpar sucy. 
- Jaki pan? 
- Zostawi bilet, ley na biurku. 
Na biurku lea bilet Maruszewicza. 
- Aha!... C ten pan mwi? 
- On niby, eby tak, to nic nie mwi. Tylko pyta si: kiedy pan jest w domu? A 
.ja powiedziaem: koo dziesity  rana, i wtedy on powiedzia, e przyjdzie 
jutro o dziesity, ino na minutk. 
-Dobrze, dobranoc ci! 
- Upadam do ng, prosz aski pana. 
Sucy wyszed, Wokulski czu si zupenie otrzewionym. Ochocki i jego 
latajce maszyny zmalay mu w oczach. Mia znowu energi jak wwczas, 
kiedy wyjeda do Bugarii. Wtedy szed po majtek, a dzi ma okazj rzuci 
jego cz dla panny Izabeli. Kuy go wyrazy listu pani Meliton: postawiona 
midzy bied i wyjciem za marszaka Ot ona nigdy nie znajdzie si w tym 
pooeniu... A wydwignie j nie jaki tam Ochocki, za pomoc swojej 
maszyny, ale on... Czu w sobie tak si, i gdyby w tej chwili sufit z dwoma 
pitrami spad mu na gow, chyba utrzymaby go. 
Wydoby z biurka swj notatnik i pocz rachowa: 
Klacz wycigowa - gupstwo... Wydam najwyej tysic rubli, z ktrych wrci 
si przynajmniej cz... Dom rs. 60 000, posag panny Izabeli rs. 30 000, razem 
rs. 90 000. Bagatela... prawie trzecia cz mego majtku... W kadym razie za 
dom wrci mi si ze 60 000 albo i wicej... No!... trzeba skoni ckiego, 
aeby te 30 000 mnie powierzy, bd mu paci 5 000 rubli rocznie jako 
dywidend... Chyba im wystarczy?.. 
Konia oddam berejterowi, niech on zajmie si puszczeniem go na wycigi... O 
dziesitej bdzie u mnie Maruszewicz, o jedenastej pojad do adwokata... 
Pienidze dostan na smy procent - 7200 rubli rocznie; a e mam na pewno 
pitnacie procent... No i dom co przynosi... A co powiedz moi wsplnicy?,.. 
Ach, duo mnie to obchodzi!... Mam 45 000 rubli rocznie, ubdzie 12-13 000 
rubli, zostanie 32 000 rubli... ona moja nudzi by si nie powinna... W cigu 
roku wycofam si z tej kamienicy, choby ze strat 30 000 rubli... Wreszcie to 
nie jest strata, to jej posag... 
Pnoc. Wokulski zacz si rozbiera. Pod wpywem jasno okrelonego celu 
uspokoiy si rozstrojone nerwy. Zgasi wiato, pooy si i patrzc na firanki, 
ktrymi buja wiatr wpadajcy przez otwarte okno, zasn jak kamie. 
Wsta o sidmej rano tak rzeki i wesoy, e zwrcio to uwag sucego, ktry 
zacz krci si po pokoju. 
-Czeg to chcesz? - zapyta Wokulski. 
- Ja nicz. Ino, prosz pana, str chce, ale nie mie prosi, eby pan pofatygowa 
si i potrzyma mu dziecko do krztu. 
- A a a!... A pyta si, czy ja chc, aeby on mia dziecko? 
-Nie pyta si, bo pan by wtedy na wojnie. 
- No dobrze. Bd jego kumem. 
- To moe by mnie pan tera podarowa stary szurdut, bo jake ja bd na 
krzcinach?... 
-Dobrze, we ten surdut. 
- A reperaczyja?... 
- O, gupi jeste, nie nud mnie... Ka zreperowa, cho nie wiem co... 
-Bo ja chciabym, prosz pana, akszamitny komirz. 
-Przyszyj sobie aksamitny konierz i id do diaba. 
-Czakiem be potrzeby gniewa si pan, bo przecie to dla paszkiego honoru, 
nie dla mego - odpar sucy i wychodzc trzasn drzwiami. 
Czu, e jego pan jest w wyjtkowo dobrym usposobieniu. 
Ubrawszy si, Wokulski usiad do rachunkw, pijc przy tym czyst herbat. Po 
ukoczeniu ich napisa depesz do Moskwy o asygnacj na sto tysicy rubli i 
drug do ajenta w Wiedniu, aeby wstrzyma pewne obstalunki. 
Na kilka minut przed dziesit wszed Maruszewicz. Mody czowiek wydawa 
si jeszcze bardziej zniszczonym i oniemielonym anieli wczoraj. 
- Pozwoli pan - odezwa si Maruszewicz po kilku sowach powitania - e od 
razu poo karty na st... Chodzi o oryginaln propozycj... 
- Sucham najoryginalniejszej... 
-Pani baronowa Krzeszowska (jestem przyjacielem obojga baronostwa) - mwi 
zniszczony modzieniec - pragnie zby klacz wycigow, Zaraz pomylaem, e 
pan przy swoich stosunkach moe yczyby sobie posiada podobnego konia... 
Jest ogromna szansa wygranej, gdy biegaj prcz niej w wycigu tylko dwa 
konie, znacznie sabsze... 
- Dlaczeg pani baronowa sama nie puszcza tej klaczy? 
- Ona?... Ona jest mierteln nieprzyjacik wycigw! 
- Po c wic kupia klacz wycigow? 
-Dla dwu przyczyn - odpar mody czowiek. -Naprzd baron, potrzebujc 
pienidzy na pokrycie dugu honorowego, owiadczy, e zastrzeli si, jeeli nie 
dostanie omiuset rubli, choby za swoj ukochan klacz, a po wtre, baronowa 
nie yczy sobie, aby jej m przyjmowa udzia w wycigach. Wic kupia 
klacz, ale dzi biedaczka choruje ze wstydu i rozpaczy i chciaaby pozby si jej 
za jakkolwiek bd cen. 
-Mianowicie? 
- Osiemset rubli - odpar mody czowiek, spuszczajc oczy. 
- Gdzie jest ko?. 
-W maneu Millera. 
-A dokumenta? 
-Oto s -odpowiedzia ju weselej mody czowiek wydobywajc paczk 
papierw z bocznej kieszeni surduta. 
- Moemy zaraz skoczy? - spyta Wokulski przegldajc papiery. 
- Natychmiast. 
- Po obiedzie pjdziemy obejrze konia? 
- O, naturalnie... 
- Niech pan pisze kwit - rzek Wokulski i wydoby pienidze z biurka. 
- Na omset?... naturalnie!... - mwi mody czowiek. 
Szybko wzi papier i piro i zacz pisa. Wokulski zauway, e modziecowi 
troch dray rce i twarz mu si mienia. 
Kwit by napisany wedug wszelkich form. Wokulski pooy osiem 
sturublwek i schowa papiery. W chwil pniej mody czowiek, cigle 
zmieszany, opuci gabinet ; zbiegajc za ze schodw, myla : 
Pody jestem, tak, pody... Ale ostatecznie za kilka dni zwrc babie dwiecie 
rubli i powiem, e dooy je Wokulski poznawszy bliej zalety konia. Oni 
przecie nie zetkn si, ani baron z on, ani ten... kupczyk z nimi... Kwit kaza 
sobie pisa... wyborny!... Jak to zna geszefciarza i parweniusza... O! strasznie 
jestem ukarany za moj lekkomylno... 
O jedenastej Wokulski wyszed na ulic z zamiarem udania si do adwokata. 
Ledwie jednak stan przed bram, wnet trzej dorokarze na widok jasnego 
paltota i biaego kapelusza wspczenie zacili konie. Jeden wjecha drugiemu 
dyszlem w otwarty powz, trzeci za chcc ich wymin o mao nie rozbi 
tragarza nioscego cik szaf. Wszcz si haas, bitwa na baty, wistanie 
policjantw, zbiegowisko i w rezultacie - dwaj najgortsi dorokarze sami siebie 
wasnymi powozami odwieli do cyrkuu. 
Za wrba - pomyla Wokulski i nagle uderzy si w czoo.- Pyszny interes! mwi 
sobie - id do adwokata, aeby mi kupi dom, a nie wiem, ani jak dom 
wyglda, ani nawet gdzie ley. 
Wrci na powrt do swego mieszkania i w kapeluszu na gowie, z lask pod 
pach, pocz przerzuca kalendarz. Szczciem sysza, e dom ckich 
znajduje si gdzie w okolicach Alei Jerozolimskiej; pomimo to upyno kilka 
minut, nim odszuka ulic i numer. 
adnie bym si zarekomendowa adwokatowi! - myla schodzc ze schodw. -
Jednego dnia namawiam ludzi, aby mi powierzyli kapitay, a drugiego kupuj 
kota w worku. Naturalnie, e od razu skompromitowabym albo siebie, albo... 
pann Izabel. 
Skoczy w przejedajc dorok i kaza skrci ku Alei Jerozolimskiej. Na 
rogu wysiad i poszed piechot w jedn z poprzecznych ulic. 
Dzie by pikny, niebo prawie bez oboku, bruk bez kurzu. Okna domw 
pootwierane, niektre dopiero myto; figlarny wiatr miota spdnicami 
pokojwek; przy czym mona byo spostrzec, e warszawska suba atwiej 
odwaa. si my okna na trzecim pitrze anieli wasne nogi. z wielu mieszka 
odzyway si fortepiany, z wielu podwrek katarynki albo monotonne 
nawoywania piaskarzy, szczotkarzy, tandeciarzy i im podobnych 
przedsibiorcw. Tu i wdzie pod bram ziewa str odziany w niebiesk 
bluz; kilka psw gonio si po ulicy, ktr nikt nie przejeda; mae dzieci 
bawiy si odzieraniem kory z modych kasztanw, ktrym jeszcze nie :dyy 
pociemnie jasnozielone licie. 
W ogle ulica przedstawiaa si czysto, spokojnie i wesoo. Na drugim jej kocu 
wida nawet byo odrobin horyzontu i kp drzew ; lecz wiejski ten pejza, 
niestosowny dla Warszawy, zasaniano teraz rusztowaniami i cian z cegy. 
Idc prawym chodnikiem dostrzeg Wokulski na lewo, mniej wicej w poowie 
ulicy, dom niezwykle tej barwy. Warszawa posiada bardzo wiele tych 
domw; jest to chyba najciejsze miasto pod socem. Ta jednak kamienica 
wydawaa si ciejsz od innych i na wystawie przedmiotw tych (jakiej 
zapewne doczekamy si kiedy) otrzymaaby pierwsz nagrod. 
Podszedszy bliej Wokulski przekona si, e nie tylko on zwrci uwag na 
szczegln kamienic, nawet psy, czciej tu ni na jakimkolwiek innym murze, 
skaday wizytowe bilety. 
Do licha! - szepn - zdaje mi si, e to wanie jest w dom... 
Istotnie, bya to kamienica ckich, 
Zacz si przypatrywa. Dom by trzypitrowy; mia par elaznych balkonw i 
kade pitro zbudowane w innym stylu. Za to w architekturze bramy panowa 
tylko jeden motyw, mianowicie: wachlarz. Grna cz wrt miaa form 
rozoonego wachlarza, ktrym mogaby si chodzi przedpotopowa 
olbrzymka. Na obu skrzydach bramy byy wyrzebione ogromne prostokty, 
ktre w rogach rwnie ozdobiono do poowy otwartymi wachlarzami. 
Najcenniejszym jednak upikszeniem bramy byy umieszczone w porodku jej 
skrzyde dwie rzeby przedstawiajce gwki gwodzi, ale tak wielkich, jakby 
nimi bya przytwierdzona brama do kamienicy, a kamienica do Warszawy. 
Prawdziw osobliwo stanowia sie wjazdowa posiadajca bardzo lich 
podog, ale za to bardzo adne krajobrazy na cianach. Byo tam tyle wzgrz, 
lasw, ska i potokw, e mieszkacy domu miao mogli nie wyjeda na 
letnie mieszkania. 
Podwrko, otoczone ze wszystkich stron trzypitrowymi oficynami, wygldao 
jak dno obszernej studni, napenionej wonnym powietrzem. W kadym rogu 
byy drzwi, a w jednym a dwoje drzwi; pod oknem mieszkania stra 
znajdowa si mietnik i wodocig. 
Wokulski mimochodem spojrza w klatk gwnych schodw, do ktrych 
prowadziy szklane drzwi. Schody zdaway si by mocno brudnymi; za to obok 
znajdowaa si nisza, a w niej - nimfa z dzbankiem nad gow i utrconym 
nosem. Poniewa dzbanek mia zabarwienie amarantowe, twarz nimfy te, 
piersi zielone, a nogi niebieskie, mona byo odgadn, e nimfa stoi naprzeciw 
okna posiadajcego kolorowe szyby. 
No, tak!... - mrukn Wokulski tonem, ktry nie zdradza zbyt wielkiego 
zachwytu. 
W tej chwili z prawej oficyny wysza pikna kobieta z ma dziewczynk: 
-Teraz, prosz mamy, pjdziemy do ogrodu? -pytao dziecko. 
- Nie, kochanie. Teraz pjdziemy do sklepu, a do ogrodu po obiedzie odpowiedziaa 
pani bardzo przyjemnym gosem. 
Bya to wysoka szatynka z szarymi oczami, o klasycznych rysach. Spojrzeli na 
siebie oboje z Wokulskim i - dama zarumienia si. 
Skd ja j znam? -pomyla Wokulski wychodzc z bramy na ulic. 
Dama obejrzaa si, lecz spostrzegszy go odwrcia gow. 
Tak - myla - widziaem j w kwietniu na grobach, a pniej w sklepie. Nawet 
Rzecki zwraca mi na ni uwag i mwi, e ma liczne nogi. Istotnie adne. 
Cofn si znowu w bram i pocz czyta spis mieszkacw. 
Co?... Baronowa Krzeszowska na drugim pitrze!... Co?... co?.. Maruszewicz 
w lewej oficynie na pierwszym?... Szczeglny zbieg okolicznoci. Trzecie pitro 
od frontu studenci... Ale kto moe by ta pikno? Prawa oficyna, pierwsze 
pitro - Jadwiga Misiewicz, emerytka, i Helena Stawska z creczk. Z 
pewnoci ona. 
Wszed na podwrko i oglda si. Prawie wszystkie okna byy otwarte. W 
tylnej oficynie na dole bya pralnia zatytuowana parysk; na trzecim pitrze 
byo sycha kucie szewskiego motka, poniej na gzemsie gruchao par gobi, 
a na drugim pitrze tej samej oficyny od kilku minut rozlegay si miarowe 
dwiki fortepianu i krzykliwy sopran piewajcy gam. 
- A!... a!... a!... a!... a!... a!... a!... a!... a!... a!... a!... 
Wysoko nad sob, na trzecim pitrze, Wokulski usysza silny bas mski, ktry 
mwi: 
- O! znowu zaya kussiny... Ju z niej wyazi soliter... Marysiu!... chod no do 
nas... 
Jednoczenie z okna na drugim pitrze wychylia si gowa kobiety woajcej: 
- Marysiu!... wracaj mi zaraz do domu... Marysiu!... 
Sowo daj, e to pani Krzeszowska - szepn Wokulski. 
W tej chwili usysza charakterystyczny szelest: z trzeciego pitra pad strumie 
wody, trafi na wychylon gow pani Krzeszowskiej i rozprysn si po 
podwrku. 
- Marysiu!... chod do nas... - woa bas. 
- Nikczemnicy!... - odpowiedziaa pani Krzeszowska odwracajc twarz w gr.Socjalici!... 
nihil... 
Nowy strumie wody lun z trzeciego pitra i zatamowa jej mow. Zarazem 
wychyli si stamtd mody czowiek z czarnym zarostem i zobaczywszy 
cofajc si fizjognomi pani Krzeszowskiej zawoa piknym basem : 
- Ach, to pani dobrodziejka!... Bardzo przepraszam... 
Odpowiedzia mu z mieszkania pani Krzeszowskiej spazmatyczny pacz 
niewieci : 
- O, ja nieszczliwa!... Przysign, e to on, nikczemnik, nasadzi na mnie tych 
bandytw... Wywdzicza mi si, em go wydobya z ndzy!... em kupia jego 
konia!... 
Tymczasem na dole praczki pray bielizn, na trzecim pitrze szewc ku, a na 
drugim w tylnej oficynie dwicza fortepian i rozlegaa si wrzaskliwa gama : 
- A!... a!... a!... a!... a!... a!... a!... a!... a!... a!... a!... 
Wesoy dom, nie ma co... - szepn Wokulski otrzepujc krople wody, ktre 
mu spady na rkaw. 
Wyszed z podwrza na ulic i jeszcze raz obejrzawszy nieruchomo, ktrej 
mia zosta panem, skrci w Alej Jerozolimsk. Tu wzi dorok i pojecha 
do adwokata. 
W przedpokoju adwokata zasta paru obdartych ydkw i star kobiet w 
chustce na gowie. Przez otwarte drzwi na lewo wida byo szafy zapenione 
aktami, trzech dependentw szybko piszcych i kilku goci z waszecia, z 
ktrych jeden mia fizjognomi kryminaln, a reszta - bardzo znudzone. 
Stary lokaj z siwymi wsami i podejrzliwym wejrzeniem zdj z Wokulskiego 
palto i zapyta: 
- Wielmony pan na duszy interes? 
- Na krtszy. 
Wprowadzi Wokulskiego do sali na prawo. 
-Jak mam zameldowa? 
Wokulski poda bilet i zosta sam. W sali byy sprzty kryte amarantowym 
utrechtem jak w wagonach pierwszej klasy -kilka ozdobnych szaf z piknie 
oprawnymi ksikami, ktre tak wyglday, jakby ich nigdy nie czytano - na 
stole za par ilustracyj i albumw, ktre, zdaje si, ogldali wszyscy. W 
jednym rogu sali sta gipsowy posg bogini Temidy z mosinymi wagami i 
brudnymi kolanami. 
- Pan mecenas prosi!... - odezwa si sucy przez uchylone drzwi. 
Gabinet znakomitego adwokata mia sprzty kryte brzow skr, w oknach 
brzowego koloru firanki, a na ciennych obiciach brzowe desenie. Sam 
gospodarz odziany by w brzowy surdut i trzyma w rku bardzo dugi cybuch, 
u gry zakoczony funtowym bursztynem i pirkiem. 
- Byem pewny, e dzi powitam szanownego pana u siebie - rzek adwokat, 
podsuwajc Wokulskiemu fotel na kkach i prostujc nog dywan, ktry si 
nieco zmarszczy. - Jednym wyrazem - cign adwokat - moemy rachowa na 
jakie trzysta tysicy rubli udziaw w naszej spce. A e do rejenta pjdziemy 
jak najrychlej i gotwk cigniemy co do grosza, w tym moe pan rachowa na 
mnie... 
Wszystko to mwi akcentujc waniejsze wyrazy, ciska Wokulskiego za rk 
i obserwowa go spod oka. 
- A tak... spka!... - powtrzy Wokulski usiadszy na fotelu.- To rzecz tych 
panw, ile zbior gotwki. 
- No, zawsze kapita... - wtrci adwokat. 
-Mam go bez spki. 
- Dowd zaufania... 
- Wystarcza mi wasne. 
Adwokat umilk i popiesznie zacz ssa dym z pirka. 
- Mam prob do mecenasa - rzek po chwili Wokulski. 
Adwokat utopi w nim spojrzenie, pragnc odgadn: co to za proba? Od 
natury jej bowiem zalea sposb suchania. Widocznie jednak nie odkry nic 
gronego, gdy jego fizjognomia przybraa wyraz powanej, lecz serdecznej 
yczliwoci. 
- Chc kupi kamienic - cign Wokulski. 
- Ju?.. - spyta mecenas podnoszc brwi i schylajc gow- Winszuj, bardzo 
winszuj... Dom handlowy nie na prno nazywa si d o m e m... Kamienica dla 
kupca jest jak strzemi dla jedca; pewniej siedzi na interesach. Handel nie 
oparty na tak realnej podstawie, jak jest d o m, jest tylko kramarstwem. O jak 
to chodzi kamienic, jeeli szanowny pan raczysz mnie ju zaszczyca swoim 
zaufaniem? 
-Ma by w tych dniach licytowany dom pana ckiego... 
- Znam - przerwa adwokat. - Mury wcale dobre, rzeczy drewniane naleaoby 
stopniowo zmieni, w rezerwie ogrd... Licytuje baronowa Krzeszowska do 
szedziesiciu tysicy rubli, konkurentw zapewne nie bdzie, kupimy 
najwyej za szedziesit tysicy rubli. 
- Choby za dziewidziesit tysicy. a nawet i wicej - wtrci Wokulski. 
- Po co?... - skoczy na fotelu adwokat. - Baronowa poza szedziesit tysicy 
nie wyjdzie, domw nikt dzi nie kupuje... Wcale dobry interes... 
- Dla mnie bdzie dobrym nawet za dziewidziesit tysicy. 
- Ale lepszym za szedziesit pi tysicy... 
- Nie chc obdziera mego przyszego wsplnika. 
- Wsplnika?... - zawoa adwokat. - Ale szanowny pan cki jest stanowczym 
bankrutem; po prostu skrzywdzilby go pan, naddajc mu jakie kilka tysicy 
rubli. Znam pogld jego siostry; hrabiny, na t spraw... W chwili gdy pan cki 
zostanie bez grosza przy duszy, jego urocza crka, ktr wszyscy uwielbiamy, 
wyjdzie za barona albo marszaka... 
Oczy Wokulskiego tak dziko bysny, e adwokat umilk. Przypatrywa mu si, 
rozmyla... Nagle uderzy si rk w czoo. 
- Szanowny pan - rzek - jeste zdecydowany da dziewidziesit tysicy rubli 
za t ruder?... 
- Tak - odpar gucho Wokulski. 
- Szedziesit od dziewidziesiciu... posag panny Izabeli...- mrukn 
adwokat. - Aha!... 
Fizjognomia i caa postawa jego zmienia si do niepoznania. Pocigna z 
wielkiego bursztynu ogromny kb dymu, rozpar si na fotelu i trzsc rk w 
stron Wokulskiego mwi: 
- Rozumiemy si, panie Wokulski. Wyznam ci, e jeszcze przed picioma 
minutami podejrzewaem ci, sam nie wiem o co, bo interesa twoje s czyste. 
Ale w tej chwili, wierz mi, masz we mnie tylko czowieka yczliwego i... 
sprzymierzeca... 
- Toraz ja pana nie rozumiem - szepn, spuszczajc oczy Wokulski. 
Adwokatowi na policzkach wystpiy ceglaste rumiece. Zadzwoni - wszed 
sucy. 
- Nie wpuszcza tu nikogo, dopki nie zawoam - rzek. 
- Sucham pana mecenasa - odpar markotny lokaj. 
Znowu zostali we dwu. 
- Panie... Stanisawie - zacz adwokat. - Pan wie, co to jest nasza arystokracja i 
jej dodatki?... Jest to par tysicy ludzi, ktrzy wysysaj cay kraj, topi 
pienidze za granic, przywo stamtd najgorsze naogi, zaraaj nimi klasy 
rednie, niby to zdrowe, i -sami gin bez ratunku: ekonomicznie, fizjologicznie 
i moralnie Gdyby zmusi ich do pracy, gdyby skrzyowa z innymi warstwami, 
moe... byby z tego jaki poytek, bo juci s to organizacje subtelniejsze od 
naszych. Rozumie pan... skrzyowa, ale... nie wyrzuca na podtrzymanie ich 
trzydziestu tysicy rubli. Ot do skrzyowania pomagam panu, ale do 
strwonienia trzydziestu tysicy rubli - nie!... 
- Nic nie rozumiem pana - odpar cicho Wokulski. 
-Rozumiesz, tylko nie ufasz mi. Wielka to cnota nieufno, leczy z niej pana 
nie bd. Tyle ci powiem : cki - bankrut moe zosta... krewnym nawet 
kupca, a tym bardziej kupca - szlachcica. Ale cki z trzydziestoma tysicami 
rubli w kieszeni!... 
- Panie mecenasie - przerwa Wokulski - czy zechce pan w moim imieniu stan 
do licytacji tego domu? 
- Stan, lecz ponad to, co da pani Krzeszowska, postpi najwyej par tysicy. 
Wybacz pan, panie Wokulski, ale sam z sob licytowa si nie bd. 
-A jeeli znajdzie si trzeci licytant? 
- Ha! w takim razie i jego zdystansuj, aeby dogodzi paskiemu kaprysowi. 
Wokulski wsta. 
- Dzikuj panu - rzek - za par sw szczerszych. Ma pan racj, ale i ja mam 
moje racje... Pienidze przynios panu jutro; teraz do widzenia. 
-al mi pana - odpowiedzia adwokat ciskajc go za rk. 
- Dlaczeg to? 
- Dlatego, panie, e kto chce zdoby, musi zwyciy, zdusi przeciwnika, nie 
za karmi go z wasnej spiarni. Popeniasz pan bd, ktry ci raczej odsunie, 
anieli zbliy do celu. 
-Myli si pan. 
- Romantyk!... romantyk!... - powtarza adwokat z umiechem. 
Wokulski wybieg z domu adwokata i wsiadszy w dorok kaza si wie w 
stron ulicy Elektoralnej. By zirytowany tym, e adwokat odkry jego 
tajemnic, i tym, e krytykowa jego metod postpowania. Naturalnie, e kto 
chce zdoby, musi zdusi przeciwnika; ale tu zdobycz miaa by panna 
Izabela!... 
Wysiad przed niepozornym sklepikiem, nad ktrym wisia czarny szyld z 
tawym napisem: Kantor wekslu i loterii . Szlangbauma. 
Sklep by otwarty; za kontuarem, obitym blach i od publicznoci oddzielonym 
drucian siatk, siedzia stary yd z ys gow i siw brod, jakby przylepion 
do Kuriera. 
- Dzie dobry, panie Szlangbaum! - zawoa Wokulski. 
yd podnis gow i z czoa zsun okulary na oczy. 
- Ach, to pan dobrodziej?... - odpar ciskajc go za rk. - Co to, czy ju i pan 
potrzebuje pienidzy?... 
- Nie - odpowiedzia Wokulski rzucajc si na wyplatane krzeso przed 
kontuarem. A poniewa wstyd mu byo od razu objani, po co przyszed, wic 
spyta: 
- C sycha, panie Szlangbaum? 
- le! - odpowiedzia starzec. - Na ydw zaczyna si przeladowanie. Moe to 
i dobrze. Jak nas bd kopa i plu, i drczy, wtedy moe upamitaj si i te 
mode ydki, co jak mj Henryk poubierali si w surduty i nie zachowuj swoje 
religie. 
- Kto was przeladuje! - odpar Wokulski. 
- Pan chce dowody?... - spyta yd. - Ma pan dowd w ten Kurieru. Ja 
onegdaj posaem do nich szarad. Pan zgaduje szarady?. Posaem tak: 
Pierwsze i drugie -to zwierz kopytkowy, 
Pierwsze i trzecie - ozdabia damskie gowy ; 
Wszystkie razem na wojnie strasznie goni, 
Niech nas Pan Bg od tego zabroni. 
Pan wie, co to?... Pierwsze i drugie - to jest: koza; pierwsze i trzecie - to jest 
koki, a wszystkie - to s: Kozaki. A pan wie, co oni mi odpisali?... Zaraz... 
Podnis Kurier i czyta: 
- Odpowiedzie od redakcje. Panu W. W. Encyklopedie wiksze Orgelbranda... 
Nie to... Panu Motylkowi. Frak kadzie si Nie to... A, jest!... Panu . 
Szlangbaumowi: Paska szarada polityczna nie jest gramatyczna. - Prosz 
pana: co tu jest z polityki? ebym ja napisa szarade o Dizraeli albo o Bismarck, 
to byaby polityka, ale o Kozaki to przecie nie jest polityka, tylko wojskowo. 
- Ale gdzie w tym przeladowanie ydw,? - spyta Wokulski. 
-Zaraz powiem. Pan sam musia broni od przeladowcy mego Henryka; ja to 
wszystko wiem, cho nie on mi mwi. A teraz o szarad. Jak ja p roku temu 
odniosem moj szarad do pana Szymanowskiego, to on mnie powiedzia: 
Panie Szlangbaum, my te szarade drukowa nie bdziemy, ale ja panu radz, co 
lepiej by pan pisa szarade, anieli bra procentw. A ja mwi: Panie 
redaktorze, jak mnie pan da tyle za szarady, co ja mam z procenty, to ja bd 
pisa. A pan Szymanowski na to: My, panie Szlangbaum, nie mamy takie 
pienidze, eby za paskie szarady paci. To powiedzia sam pan 
Szymanowski, syszy pan? Nu, a oni mnie dzisiaj pisz w Kurierku, e to 
niepolitycznie i niegramatycznie!... Jeszcze p roku temu gadali inaczej. A co 
teraz drukuj w gazety na ydkw!... 
Wokulski sucha historii o przeladowaniu ydw patrzc na cian, gdzie 
wisiaa tabelka loteryjna, i bbnic palcami w kontuar. Ale myla o czym 
innym i waha si. 
- Wic cigle zajmujesz si szaradami, panie Szlangbaum?- spyta. 
Co to ja!... - odpar stary yd. - Ale ja, panie, mam po Henryku wnuczka, co mu 
dopiero dziewi lat, i niech no pan sucha, jaki on do mnie w tamten tydzie 
list napisa. Mj dziadku - on pisa, ten may Micha - ja potrzebuje takie 
szarade: 
Pierwsze znaczy d, drugie - przeczenie. 
Wszystko razem kortowe odzienie. 
A jak dziadzio -on pisa, Micha - zgadnie, to niech mi dziadzio przysze sze 
rubli na ten kortowy interes. Ja si rozpakaem, panie Wokulski, jakiem 
przeczyta. Bo ten pierwszy, d, to znaczy: spd, a przeczenie to jest nie - a 
wszystkie razem to s spodnie. Ja si spakaem, panie Wokulski, co takie mdre 
dziecko przez uparto Henryka chodzi bez spodnie. Ale ja mu odpisaem: Mj 
kochaneczku. Bardzo jestem kontent, e ty od dziadusia nauczye si ukada 
szarady. Ale eby ty jeszcze nauczy si oszczdnoci, to ja tobie na te kortowe 
odzienie posyam tylko cztery ruble. A jak ty si bdziesz dobrze uczy, to ja 
tobie po wakacje sprawie takie szarade: 
Pierwsze znaczy po niemiecku usta, drugie godzina. 
Wszystkie kupuje si dziecku - jak do gimnazje chodzi zaczyna. 
To znaczy: mundur ; pan od razu zgad, panie Wokulski? 
- Wic i caa paska rodzina bawi si szaradami? - wtrci Wokulski. 
-Nie tylko moja -odpowiedzia Szlangbaum. -U nas, panie, niby u ydw, jak 
si modzi zejd, to oni nie zajmuj si, jak u pastwo, tacami, 
komplementami, ubiorami, gupstwami, ale oni albo robi rachunki, albo 
ogldaj uczone ksiki, jeden przed drugim zdaje egzamin albo rozwizuj 
sobie szarady, rebusy, szachowe zadanie. U nas cigle jest zajty rozum i 
dlatego ydzi maj rozum, i dlatego, niech si pan nie obrazi, oni cay wiat 
zawojuj. U pastwa wszystko si robi przez te sercowe gorczke i przez wojne, 
a u nas tylko przez mdro i cierpliwo, 
Ostatnie wyrazy uderzyy Wokulskiego. On przecie zdobywa pann Izabel 
mdroci i cierpliwoci... Jaka otucha wstpia mu w serce, przesta waha 
si i nagle rzek: 
-Mam do pana prob, panie Szlangbaum... 
- Paskie probe tyle znaczy dla mnie co rozkaz, panie Wokulski. 
- Chc kupi dom ckiego... 
- Znam go. On pjdzie za szedziesit par tysicy. 
- Chc, eby poszed za dziewidziesit tysicy, i potrzebuj kogo, kto by 
licytowa do tej sumy. 
yd szeroko otworzy oczy. 
- Jak to?... Pan chce zapaci droej o trzydzieci tysicy rubli?... spyta. 
-Tak. 
- Przepraszam, ale nie rozumiem. Bo eby panu dom sprzedawali, a cki chcia 
jego kupi, wtedy pan miaby interes podbija cen. Ale jak pan kupuje, to pan 
ma interes zniy warto... 
- Mam interes zapaci droej. 
Starzec potrzsn gow i odezwa si po chwili: 
- ebym ja pana nie zna, tobym myla, e pan robi zy interes; ale e ja pana 
znam, wic ja sobie myl, co pan robi... dziwny interes. Nie tylko pan zakopuje 
w mury gotwk i traci na tym z dziesi procentw rocznie, ale jeszcze chce 
pan zapaci trzydzieci tysicy rubli wicej..: Panie Wokulski - doda biorc go 
za rk - nie zrb pan takie gupstwo. Ja pana prosz... Stary Szlangbaum pana 
prosi... 
- Wierz mi pan, e dobrze na tym wyjd... 
yd nagle podnis palec do czoa. Bysny mu oczy i zby biae jak pery. 
- Ha! Ha!... - zamia si. - Nu, jaki ja ju stary jestem, em od razu tego nie 
pomiarkowa. Pan panu ckiemu da trzydzieci tysicy rubli... a on panu uatwi 
interes moe na sto tysicy rubli... Git!... Ja panu dam licytanta, co on za 
pitnacie rubelkw podbije cen domu. Bardzo porzdny pan, katolik, tylko 
jemu nie mona dawa wadium do rki... Ja panu dam jeszcze jakie 
dystyngowane dame, co take za dziesi rubelkw bdzie podbija... Ja mog 
da jeszcze z par ydki, po pi rubelkw... Zrobi si taka licytacja, co pan 
moe zapaci za ten dom choby sto pidziesit tysicy i nikt nie zmiarkuje, 
jaki jest interes... 
Wokulskiemu byo troch przykro. 
- W kadym razie sprawa zostaje midzy nami - rzek. 
- Panie Wokulski - odpar yd uroczycie - ja myl, e pan nie potrzebowa to 
powiedzie. Paski sekret to mj sekret. Pan uj si za mj Henryczek, pan nie 
przeladuje ydw... 
Poegnali si i Wokulski wrci do swego mieszkania. Tam zasta ju 
Maruszewicza, z ktrym pojecha do rajtszuli obejrze kupion klacz. 
Rajtszula skadaa si z dwu poczonych ze sob budynkw, tworzcych jedn 
cao w formie szlify. W czci okrgej mieci si mane, w prostoktnej 
stajnie. 
W chwili gdy Wokulski z Maruszewiczem weszli tam, odbywaa si lekcja 
konnej jazdy. Czterech panw i jedna dama jedzili, ko za koniem, wzdu 
cian maneu; na rodku sta dyrektor zakadu, mczyzna z min wojskow, w 
granatowej kurtce, biaych obcisych spodniach i wysokich butach z ostrogami. 
By to pan Miller ; komenderowa jedcami pomagajc sobie w tej czynnoci 
dugim batem, ktrym od czasu do czasu podcina le manewrujcego konia, 
przy czym krzywi si jedziec. Wokulski zauway naprdce, e jeden z panw, 
ktry jedzi bez strzemion, trzymajc praw rk za plecami, ma min obuza, 
e drugi z nich pragnie zaj na koniu stanowisko rodkujce midzy szyj a 
zadem, a czwarty wyglda tak, jakby w kadej chwili usiowa zsi z konia i 
ju do koca ycia nie wiczy si w ekwitacji. Tylko dama w amazonce 
jedzia miao i zrcznie, co Wokulskiemu nasuno myl, e na wiecie nie ma 
dla kobiet pozycji ani niewygodnej, ani niebezpiecznej. 
Maruszewicz zapozna swego towarzysza z dyrektorem. 
- Wanie czekaem na panw i natychmiast su. Panie Szulc!... 
Wbieg pan Szulc, mody blondyn, odziany rwnie w granatow kurtk, lecz 
jeszcze wysze buty i obcilejsze spodnie. Z wojskowym ukonem wzi do rki 
symbol dyrekrorskiej wadzy i zanim Wokulski opuci mane, przekona si, e 
Szulc mimo modego wieku energiczniej wada batem anieli sam dyrektor. 
Drugi bowiem pan a sykn, a czwarty rozpocz formaln ktni. 
- Pan - rzek dyrektor do Wokulskiego - przyjmuje klacz barona ze wszelkimi 
przynalenociami : siodami, derami i tam dalej?... 
- Naturalnie. 
- W takim razie mam u pana szedziesit rubli za stajni, ktrej pan 
Krzeszowski nie opaci. 
-Trudna rada. 
Weszli do stajenki widnej jak pokj, nawet ozdobionej dywanami, niezbyt 
zreszt cennymi. b by nowy i peny, drabina to samo, na pododze leaa 
wiea soma. Pomimo to bystre oko dyrektora dojrzao jak niestosowno, 
krzykn bowiem: 
- C to za porzdek. panie Ksawery, do stu par diabw!... Czy i w paskiej 
sypialni konserwuj si takie rzeczy? 
Drugi pomocnik dyrektora ukaza si tylko na chwil. Spojrza, znikn i z 
korytarza zawoa: 
- Wojciech!... do stu tysicy diabw... Zaraz mi zrb porzdek, bo ci to 
wszystko ka pooy na stole... 
- Szczepan!... cholero jaki... - odezwa si trzeci gos za przepierzeniem. - Jak 
mi jeszcze raz, pieskie nasienie, tak stajni zostawisz, to ci ka zbiera 
zbami... 
Jednoczenie rozlego si kilka tpych uderze, jakby kto pochwyci kogo 
drugiego za gow i uderza ni o cian. Niebawem za przez okno stajni 
zobaczy Wokulski modzieca z metalowymi guzikami przy kurtce, ktry 
wybieg na podwrze po miot i znalazszy takow, mimochodem zwali przez 
eb gapicego si ydka. Jako przyrodnik, podziwia Wokulski t now form 
prawa zachowania siy, gdzie gniew dyrektora w tak szczeglny sposb 
zawdrowa a do istoty znajdujcej si poza rajtszul. 
Tymczasem dyrektor kaza wyprowadzi klacz na korytarz. Byo to pikne 
zwierz na cienkich nkach, z ma gwk i oczyma, z ktrych przeglda 
dowcip i rzewno. Klaczka w przechodzie zwrcia si do Wokulskiego 
wchajc go i chrapic, jakby w nim odgada pana. 
- Ju pana poznaa - rzek dyrektor. - Niech jej pan da cukru... Pikna klacz!... 
To mwic wydoby z kieszeni kawaek brudnej substancji, nieco zalatujcej 
tytuniem. Wokulski poda to klaczy, ktra bez namysu zjada. 
- Zakadam si o pidziesit rubli, e wygra! - zawoa dyrektor. -Trzyma pan? 
-Owszem -odpowiedzia Wokulski. 
- Wygra niezawodnie. Dam doskonaego dokeja, a ten poprowadzi j wedug 
mojej instrukcji. Ale gdyby zostaa przy baronie Krzeszowskim, niech mnie 
piorun trzanie, przywlokaby si trzecia do mety. Zreszt nawet nie trzymabym 
jej na stajni... 
- Dyrektor jeszcze nie moe uspokoi si - wtrci ze sodkim umiechem 
Maruszewicz. 
- Uspokoi si!... - krzykn dyrektor czerwieniejc z gniewu.- No, niech pan 
Wokulski osdzi, czy mog nadal utrzymywa stosunki z czowiekiem, ktry 
opowiada, e ja sprzedaem w Lubelskie konia, co mia koler!... Takich rzeczy woa, 
coraz mocniej podnoszc gos - nie zapomina si, panie Maruszewicz. I 
gdyby hrabia nie zaagodzi afery, pan Krzeszowski miaby dzi kul w udzie... 
Ja sprzedaem konia, co mia koler!... ebym mia zapaci od siebie sto rubli, 
klacz wygra... eby miaa pa... Przekona si pan baron... Ko mia koler!... 
Ha! Ha! Ha!... - wybuchn demonicznym miechem dyrektor. 
Po obejrzeniu klaczy panowie udali si do kancelarii, gdzie Wokulski 
uregulowa nalene rachunki przysigajc sobie nie mwi o adnym koniu, e 
ma koler. Na poegnanie za odezwa si: 
-Czy nie mgbym, dyrektorze, wprowadzi t klacz na wycigi bezimiennie? 
-Zrobi si. 
- Ale... 
- O! niech pan bdzie spokojny - odpar dyrektor ciskajc go za rk. - Dla 
dentelmena dyskrecja jest pierwsz cnot. Spodziewam si, e i pan 
Maruszewicz... 
- O!... - potwierdzi Maruszewicz trzsc gow i rk w taki sposb, e o 
tajemnicy pogrzebanej w jego piersiach nic mona byo wtpi. 
Wracajc obok maneu Wokulski znowu usysza trzanicie batem, po ktrym 
czwarty pan znowu rozpocz ktni z zastpc dyrektora. 
- To jest niedelikatno, mj panie!... - krzycza czwarty.- Odzienie mi popka... 
-Wytrzyma -odpar flegmatycznie pan Szulc trzaskajc batem w kierunku 
drugiego pana. 
Wokulski opuci rajtszul. 
Gdy, poegnawszy si z Maruszewiczem, siada w dorok, przysza mu 
szczeglna myl do gowy: 
Jeeli ta klacz wygra, to panna Izabela pokocha mnie... 
I nagle zawrci si; jeszcze przed chwil obojtne zwierz stao mu si 
sympatycznym i interesujcym. 
Wchodzc powtrnie do stajenki usysza znowu charakterystyczny oskot 
gowy ludzkiej uderzanej o cian. Jako istotnie z ssiedniego przedziau 
wybieg mocno zarumieniony chopak stajenny, Szczepan, z wosami uoonymi 
w taki wicherek, jakby mu dopiero co wyjto z nich rk, a zaraz po nim ukaza 
si i furman, Wojciech, ktry ociera o kurtk nieco zatuszczone palce. 
Wokulski da starszemu trzy ruble, modszemu rubla i obieca im na przyszo 
gratyfikacje, byle tylko klaczka nie miaa krzywdy. 
-Bd jej, panie, doglda lepiej ni wasnej ony -odpowiedzia Wojciech z 
niskim ukonem. - Ale i stary jej nie skrzywdzi, owszem... Na wycigu, panie, 
pjdzie kobyka jak szko... 
Wokulski wszed do stajenki i z kwadrans przypatrywa si klaczy. Niepokoiy 
go jej delikatne nki i sam dra na widok dreszczw przebiegajcych jej 
aksamitn skr, myla bowiem, e moe zachorowa. Potem obj j za szyj, 
a gdy opara mu na ramieniu gwk, caowa j i szepta: 
- Gdyby ty wiedziaa, co od ciebie zaley!... gdyby wiedziaa... 
Odtd po par razy na dzie jedzi do maneu, karmi klacz cukrem i pieci si 
z ni. Czu, e w jego realnym umyle zaczyna kiekowa co jakby przesd. 
Uwaa to za dobr wrb, gdy klacz witaa go wesoo, lecz gdy bya smutna, 
niepokj porusza mu serce. Ju bowiem jadc do maneu mwi sobie: Jeeli 
zastan j weso, to mnie panna Izabela pokocha. 
Niekiedy budzi si w nim rozsdek; wwczas opanowywa go gniew i pogarda 
dla samego siebie. 
C to - myla - czy moje ycie ma zalee od kaprysu jednej kobiety?... Czy 
nie znajd stu innych?... Albo pani Meliton nie obiecywaa, e mnie zapozna z 
trzema, z czterema rwnie piknymi?... Raz, do licha, musz si ockn!... 
Ale zamiast ockn si, coraz gbiej zapada w optanie. Zdawao mu si w 
chwilach wiadomoci, e na ziemi jeszcze chyba istniej czarodzieje i e jeden 
z nich rzuci na niego kltw. Wtedy mwi z trwog: 
Ja nie jestem ten sam... Ja robi si jakim innym czowiekiem... Zdaje mi si, 
e mi kto zamieni dusz!... 
Chwilami znowu zabiera w nim gos przyrodnik i psycholog: 
Oto -szepta mu gdzie w gbi mzgu - oto jak mci si natura za pogwacenie 
jej praw. Za modu lekcewaye serce, drwie z mioci, sprzedae si na 
ma starej kobiecie, a teraz masz!... Przez dugie lata oszczdzany kapita 
uczu zwraca ci si dzi z procentem... 
.,Dobrze to - myla - ale w takim razie powinienem zosta rozpustnikiem; 
dlaczeg wic myl o niej jednej? 
Licho wie - odpowiada oponent. - Moe wanie ta kobieta najlepiej nadaje si 
do ciebie. Moe naprawd, jak mwi legenda, dusze wasze stanowiy kiedy, 
przed wiekami, jedn cao... 
Wic i ona powinna by mnie kocha... - mwi Wokulski. A potem dodawa: Jeeli 
klacz wygra na wycigach, bdzie to znakiem, e mnie panna Izabela 
pokocha... Ach! stary gupcze, wariacie, do czego ty dochodzisz?... 
Na par dni przed wycigami zoy mu w mieszkaniu wizyt hrabia-Anglik, z 
ktrym zaznajomi si podczas sesji u ksicia. 
Po zwykym powitaniu hrabia usiad sztywnie na krzele i rzek: 
- Z wizyt i z interesem -  e k!...Czy wolno?... 
- Su hrabiemu. 
- Baron Krzeszowski - cign hrabia - ktrego klacz naby pan, zreszt 
najzupeniej prawidowo -  e k - omiela si najuprzejmiej prosi pana o 
ustpienie mu jej. Cena nie stanowi nic... Baron porobi due zakady... 
Proponuje tysic dwiecie rubli... 
Wokulskiemu zrobio si zimno; gdyby sprzeda klacz; panna Izabela mogaby 
nim pogardzi. 
- A jeeli i ja mam moje widoki na t klacz, panie hrabio? odpar. 
-W takim razie pan ma suszne pierwszestwo, tek -wycedzi hrabia. 
- Zdecydowa pan kwesti - rzek Wokulski z ukonem. 
- Czy tek?... Bardzo auj barona, ale paskie prawa s lepsze. 
Wsta z krzesa jak automat na sprynach poegnawszy si doda : 
- Kiedy do rejenta, drogi panie, z nasz spk?... Namyliwszy si przystpuj 
z pidziesicioma tysicami rubli... Tek. 
-To ju zaley od panw. 
- Bardzo pragnbym widzie ten kraj kwitncym i dlatego, panie Wokulski, 
posiada pan ca moj sympati i szacunek, tek, bez wzgldu na zmartwienie, 
jakie pan robi baronowi. Tek, by pewnym, e mu pan ustpi konia... 
-Nie mog. 
- Pojmuj pana - zakoczy hrabia. - Szlachcic, choby si odzia w skr 
przemysowca, musi wyle z niej przy lada okazji. Pan za, prosz mi 
wybaczy miao, jeste przede wszystkim szlachcicem, i to w angielskiej 
edycji, jakim kady z nas by powinien. 
Mocno ucisn mu rk i wyszed. Wokulski przyznawa w duszy, e ten 
orygina, udajcy marionetk, ma jednak duo sympatycznych przymiotw. 
Tak - szepn - z tymi panami przyjemniej y anieli z kupcami. Oni s 
naprawd ulepieni z innej gliny... 
A potem doda: 
I dziwi si, e panna Izabela pogardza takim jak ja, wychowawszy si wrd 
takich jak oni... No, ale co oni robi na wiecie i dla wiata?... Szanuj ludzi, 
ktrzy mog da pitnasty procent od ich kapitaw... To jeszcze nie zasuga. 
Tam do licha! -mrukn strzelajc z palcw -a skd oni wiedz, e ja kupiem 
klacz?... Bagatela!... przecie kupiem j od pani Krzeszowskiej za 
porednictwem Maruszewicza... Zreszt za czsto bywam w maneu, wie o 
mnie caa suba... Eh! zaczynam ju pali gupstwa, jestem nieostrony... Nie 
podoba mi si ten Maruszewicz... 
ROZDZIA TRZYNASTY: 
WIELKOPASKIE ZABAWY 
Nareszcie nadszed dzie wycigw, pogodny, ale nie gorcy; wanie jak 
potrzeba. Wokulski zerwa si o pitej i natychmiast pojecha odwiedzi swoj 
klacz. Przyja go do obojtnie, ale bya zdrowa, a pan Miller peen otuchy: 
- Co?... - mia si trcajc Wokulskiego w rami. - Palisz si pan, co?... Ockn 
si w panu sportsmen!... My, panie, przez cay czas wycigw jestemy w 
gorczce. Nasz zakadzik o pidziesit rubli stoi, co?... Jakbym je mi w 
kieszeni; mgby je pan natychmiast zapaci. 
- Zapac z najwiksz przyjemnoci - odpar Wokulski i myla: Czy klacz 
wygra?... czy go panna Izabela kiedy pokocha? czy si co nie stanie?... A jeeli 
klacz zamie nog!... 
Ranne godziny wloky mu si, jakby do nich zaprzono woy. Wokulski na 
chwil tylko wpad do sklepu, przy obiedzie nie mg je, potem poszed do 
Saskiego Ogrodu cigle mylc: Czy klacz wygra i czy go panna Izabela 
pokocha?... Przemg si jednak i wyjecha z domu dopiero okoo pitej. 
W Alejach Ujazdowskich by ju taki natok powozw i doroek, e miejscami 
naleao jecha stpa, przy rogatce za utworzy si formalny zator i musia 
czeka z kwadrans, poerany niecierpliwoci, zanim ostatecznie powz jego 
wydosta si na mokotowskie pola. Na skrcie drogi Wokulski wychyli si i 
przez mg tawego kurzu, ktry gsto osiada mu twarz i odzienie, 
przypatrywa si wycigowemu polu. Plac wydawa mu si dzisiaj 
nieskoczenie wielkim i przykrym, jakby nad nim unosio si widmo 
niepewnoci Z daleka przed sob widzia dugi sznur ludzi uszykowanych w 
pkole, ktre cigle zwikszao si dopywajcymi gromadami. 
Nareszcie dojecha na miejsce i znowu upyno z dziesi minut, nim sucy 
powrci z kasy z biletem. Dokoa powozu toczya si ciba bezpatnych 
widzw i hucza gwar tysica gosw, a Wokulskiemu zdawao si, e wszyscy 
mwi tylko o jego klaczy i drwi z kupca, ktry bawi si w wycigi. 
Nareszcie powz puszczono wewntrz toru. Wokulski zeskoczy na ziemi i 
pobieg do swej klaczy usiujc zachowa powierzchowno obojtnego widza. 
Po dugim szukaniu znalaz j na rodku wycigowego placu, a przy niej panw 
Millera i Szulca tudzie dokeja z wielkim cygarem w ustach, w czapce tej z 
niebieskim i w paltocie narzuconym na ramiona. Jego klacz wobec ogromnego 
placu i niezliczonych tumw wydaa mu si tak ma i mizern, e 
zdesperowany chcia wszystko rzuci i wraca do domu. Ale panowie Miller i 
Szulc mieli fizjognomie janiejce nadziej. 
- Nareszcie jest pan - zawoa dyrektor maneu i wskazujc oczyma na dokeja 
doda: - Zapoznam panw: pan Yung, najznakomitszy w kraju dokej - pan 
Wokulski. 
Dokej podnis dwa palce do to-niebieskiej czapki, a wyjwszy drug rk 
cygaro z ust plun przez zby. 
Wokulski przyzna w duchu, e tak chudego i tak maego czowieka jeszcze w 
yciu nie widzia. Zauway przy tym, e dokej oglda go jak konia: ode ba do 
pcin, i wykonywa krzywymi nogami ruchy, jakby mia zamiar wsi i 
przejecha si na nim. 
- Nieche pan powie, panie Yung, czy nie wygramy? - spyta dyrektor. 
- Och! - odpowiedzia dokej. 
- Tamte dwa konie s nieze, ale nasza klacz znakomita - mwi dyrektor. 
-Och! -potwierdzi dokej. 
Wokulski odprowadzi go na stron i rzek: 
- Jeeli wygramy, bd panu winien pidziesit rubli ponad umow. 
-Och! -odpar dokej, a przypatrzywszy si Wokulskiemu doda: 
- Pan jest czysty krew sportsmen, ale jeszcze pan trochu gorczkuje. Na przyszy 
rok bdzie spokojniejszy. 
Znowu plun na dugo konia i poszed w stron trybuny, a Wokulski, 
poegnawszy panw Millera i Szulca, popieciwszy klaczk, wrci do swego 
powozu. 
Teraz zacz szuka panny Izabeli. 
Obszed dugi acuch powozw ustawionych wzdu toru, przypatrywa si 
koniom, subie, zaglda pod parasolki damom, ale panny Izabeli nie dostrzeg., 
Moe nie przyjedzie? - szepn i zdawao mu si, e cay ten plac napeniony 
ludmi zapada wraz z nim pod ziemi. Mia te po co wyrzuca tyle pienidzy, 
jeeli jej tu nie bdzie! A moe pani Meliton, stara intrygantka, okamaa go na 
spk z Maruszewiczem?... 
Wszed na schodki wiodce do trybuny sdziw i oglda si na wszystkie 
strony. Na prno. Gdy schodzi stamtd, zatamowali mu drog dwaj tyem 
stojcy panowie, z ktrych jeden, wysoki, z wszelkimi cechami sportsmena, 
mwi podniesionym gosem: 
- Czytajc od dziesiciu lat, jak aj nas za zbytki, ju chciaem poprawi si i 
sprzeda stajni. Tymczasem widz, e czowiek, ktry wczoraj dorobi si 
majtku, dzi puszcza konia na wycigach... Ha! myl, tocie wy takie 
ptaszki?... Nas moralizujecie, a gdy si uda, robicie to samo?.. Ot nie 
poprawi si, nie sprzedam stajni, nie... 
Jego towarzysz spostrzegszy Wokulskiego trci mwc, ktry nagle urwa. 
Korzystajc z chwili Wokulski chcia ich min, ale wysoki pan zatrzyma go. 
- Przepraszam - odezwa si dotykajc kapelusza - e omieliem si robi tego 
rodzaju uwagi... Jestem Wrzesiski... . - Z przyjemnoci suchaem ich odpowiedzia 
z umiechem Wokulski - poniewa w duchu mwi sobie to samo. 
Zreszt - staj na wycigach pierwszy i ostatni raz w yciu. 
Podali sobie rce z wysokim sportsmenem, ktry gdy Wokulski odsun si na 
par krokw, mrukn: 
- Dziarski chop... 
Teraz dopiero Wokulski kupi program i z uczuciem jakby wstydu czyta, e w 
trzeciej gonitwie biega klacz Sutanka po Alim i Klarze, naleca do X. X., 
jedona przez dokeja Yunga w tej kurtce z niebieskimi rkawami. Nagroda 
trzysta rubli; ko wygrywajcy ma by na miejscu sprzedany. 
Oszalaem! - mrukn Wokulski dc w stron galerii. Myla, e chyba tam 
jest panna Izabela, i projektowa, e natychmiast wrci do domu, jeeli jej nie 
znajdzie. 
Opanowa go pesymizm. Kobiety wydaway mu si brzydkimi, ich barwne 
stroje dzikimi, ich kokieteria wstrtn. Mczyni byli gupi, tum ordynaryjny, 
muzyka wrzaskliwa. Wchodzc na galeri mia si z jej skrzypicych schodw 
i starych cian, na ktrych byo wida lady deszczowych zaciekw. Znajomi 
kaniali mu si, kobiety umiechay si do niego, tu i owdzie szeptano: Patrz! 
patrz!... Ale on nie uwaa. Stan na najwyszej awie galerii i ponad pstrym a 
huczcym tumem patrzy przez lornet na drog, a hen pod rogatk, widzc 
tylko kby tego kurzu. 
Co te galerie robi przez cay rok? - myla. I przywidziao mu si, e na 
prchniejcych awach zasiadaj tu co noc wszyscy zmarli bankruci, pokutujce 
kokoty, wszelkiego stanu prniacy i utracjusze, ktrych wypdzono nawet z 
pieka, i przy smutnym blasku gwiazd przypatruj si wycigom szkieletw 
koni, ktre poginy na tym torze. Zdawao mu si, e nawet w tej chwili widzi 
przed sob zbutwiae stroje i czuje zapach stchlizny. 
Zbudzi go okrzyk tumu, dzwonek i brawo... To odby si pierwszy wycig. 
Nagle spojrza na tor i zobaczy wjedajcy do szrankw powz hrabiny. 
Siedziay hrabina z prezesow, a na przodzie pan cki z crk. 
Wokulski sam nie wiedzia, kiedy zbieg z galerii i kiedy wszed do koa. Kogo 
potrci, kto pyta go o bilet... Pdzi prosto przed siebie i od razu wpad na 
powz. Lokaj hrabiny ukoni mu si z koza, a pan cki zawoa: 
- Ot i pan Wokulski!... 
Wokulski przywita si z paniami, przy czym prezesowa znaczco cisna go za 
rk, a pan cki spyta: 
-Czy naprawd kupie, panie Stanisawie, klacz Krzeszowskiego? 
-Tak jest. 
- No, wiesz co, e mu spata figla, a mojej crce zrobie mi niespodziank... 
Panna Izabela zwrcia si do niego z umiechem. 
- Zaoyam si z cioci - rzeka - e baron nie utrzyma swojej klaczy do 
wycigw i wygraam, a drugi raz zaoyam si z pani prezesow, e klacz 
wygra... 
Wokulski okry powz i zbliy si do panny Izabeli, ktra mwia dalej: 
-Naprawd to przyjechaymy tylko na ten wycig: pani prezesowa i ja. Bo 
ciocia udaje, e gniewa si na wycigi... Ach, panie, pan musi wygra... 
- Jeeli pani zechce, wygram - odpar Wokulski patrzc na ni ze zdumieniem... 
Nigdy nie wydaa mu si tak pikn jak teraz w wybuchu niecierpliwoci. Nigdy 
te nie marzy, aeby rozmawiaa z nim tak askawie. 
Spojrza po obecnych. Prezesowa bya wesoa, hrabina umiechnita, pan cki 
promieniejcy. Na kole lokaj hrabiny pgosem zakada si z furmanem, e 
Wokulski wygra. Dokoa nich kipiay miech i rado. Radowa si tum, 
galerie, powozy; kobiety w barwnych strojach byy pikne jak kwiaty i 
oywione jak ptaki. Muzyka graa faszywie, ale ranie; konie ray, sportsmeni 
zakadali si, przekupnie zachwalali piwo, pomaracze i pierniki. Radowao si 
soce, niebo i ziemia, a Wokulski poczu si w tak dziwnym nastroju, e 
chciaby wszystko i wszystkich porwa w objcia. 
Odby si drugi wycig, muzyka znowu zagraa. Wokulski pobieg do trybuny, a 
spotkawszy Yunga, ktry z siodem w rku powraca w tej chwili od wagi, 
szepn mu: 
- Panie Yung, musimy wygra... Sto rubli nad umow... Niech bodaj klacz 
padnie... 
- Och!... - jkn dokej przypatrujc mu si z odcieniem chodnego podziwu. 
Wokulski kaza dojecha swemu powozowi bliej hrabiny i wrci do pa. 
Uderzyo go to, e przy nich nikt nie sta. Wprawdzie marszaek i baron zbliyli 
si do ich powozu, ale obojtnie przyjci przez pann Izabel niebawem 
odsunli si. Lecz modzie kaniaa si z daleka i omijaa. 
Rozumiem - pomyla Wokulski. -Ozibia ich wiadomo o licytacji domu. A 
teraz - doda w duchu, patrzc na pann Izabel- przekonaj si, kto naprawd 
kocha ciebie, nie twj majtek. 
Zadzwoniono na trzeci wycig. Panna Izabela stana na siedzeniu; na twarz jej 
wystpiy rumiece. O par krokw od niej przejecha na Sutance Yung z min 
czowieka, ktry si nudzi. 
- Spraw si dobrze, ty liczna!... - zawoaa panna Izabela. 
Wokulski wskoczy do swego powozu i otworzy lornet. By tak pochonity 
wycigiem, e na chwil zapomnia o pannie Izabeli. Sekundy rozcigay mu si 
w godziny; zdawao mu si, e jest przywizany do trzech koni majcych si 
ciga i e kady ich ruch niepotrzebny szarpie mu ciao. Uwaa, e jego klacz 
nie ma do ognia i e Yung jest zanadto obojtny. Mimo woli sysza rozmowy 
otaczajcych go: 
- Yung wemie.., 
- Ale... Przypatrz si pan temu gniademu... 
- Dabym dziesi rubli, eby Wokulski wygra... Utarby nosa hrabiom... 
- Krzeszowski wciekby si... 
Dzwonek. Trzy konie z miejsca ruszyy cwaem. 
- Yung na przodzie... 
-To wanie gupstwo... 
- Ju minli zakrt... 
- Pierwszy zakrt, a gniady tu za nim. 
- Drugi... Znowu wysun si... 
- Ale gniady idzie... 
- Psowa kurtka w tyle... 
- Trzeci zakrt... Ale Yung nic sobie z nich nie robi... 
-Gniady dopdza... 
- Patrzcie!... patrzcie!... Psowy bierze gniadego... 
- Gniady na kocu... Przegrae pan... 
- Psowy bierze Yunga... 
- Nie wemie, ju wiczy konia... 
- Ale... ale... Brawo Yung!... Brawo Wokulski!... Klacz idzie jak woda!... 
Brawo!... 
- Brawo!... brawo!.:. 
Dzwonek. Yung wygra. Wysoki sportsmen wzi klacz za uzd i 
zaprowadziwszy przed trybun sdziw zawoa: 
- Sutanka!... Jedziec Yung!... Waciciel anonim... 
- Co to anonim... Wokulski... Brawo Wokulski!... - wrzeszcza tum. 
-Waciciel pan Wokulski! - powtrzy wysoki dentelmen i odesa klacz na 
licytacj. 
Wrd tumu zbudzi si szalony zapa dla Wokulskiego. Jeszcze aden wycig 
tak nie rozrusza widzw: cieszono si, e warszawski kupiec pobi dwu 
hrabiw. 
Wokulski zbliy si do powozu hrabiny. Pan cki i damy starsze winszoway 
mu; panna Izabela milczaa. 
W tej chwili przybieg wysoki sportsmen. 
- Panie Wokulski - rzek - oto s pienidze. Trzysta rubli nagrody, omset za 
klacz, ktr ja kupiem... 
Wokulski z paczk banknotw zwrci si do panny Izabeli: 
- Czy pozwoli pani, aebym na jej rce zoy to dla ochrony pa?... 
Panna Izabela przyja paczk z umiechem i przelicznym spojrzeniem. 
Wtem kto potrci Wokulskiego. By to baron Krzeszowski. Blady z gniewu 
zbliy si do powozu i wycigajc rk do panny Izabeli zawoa po francusku: 
- Ciesz si, kuzynko, e twoi wielbiciele triumfuj... Przykro mi tylko, e na 
mj koszt... Witam panie! - doda kaniajc si hrabinie i prezesowej. 
Twarz hrabiny powloka si chmur; pan cki by zakopotany, panna Izabela 
zblada. Baron w impertynencki sposb osadzi spadajce mu binokle i cigle 
patrzc na pann Izabel mwi: 
- Tak jest... Mam szczeglniejsze szczcie do wielbicieli kuzynki... 
- Baronie... - wtrcia prezesowa. 
- Przecie nie mwi nic zego... Mwi tylko, e mam szczcie do... 
Stojcy za nim Wokulski dotkn jego ramienia. 
-Swko, panie baronie -rzek. 
-Ach, to pan - odpar baron przypatrujc mu si. Odeszli na bok. 
- Pan mnie potrci, panie baronie... 
- Bardzo przepraszam... 
- To mi nie wystarcza... 
-Czyby pan chcia satysfakcji? -spyta baron. 
- Wanie. 
- W takim razie su - rzek baron szukajc biletu. - Ach, do licha! Nie wziem 
biletw... Moe pan ma notatnik z owkiem, panie Wokulski?... 
Wokulski poda mu bilet i notatnik, w ktrym baron zapisa adres i swoje 
nazwisko nie omieszkawszy zrobi przy nim zakrtu. 
-Mio mi bdzie -doda kaniajc si Wokulskiemu - dokoczy rachunku za 
moj Sutank... 
- Postaram si zadowoli pana barona. 
Rozstali si wymieniajc najpikniejsze ukony. 
- Rzeczywicie, awantura! - rzek zmartwiony pan cki, ktry widzia wymian 
grzecznoci. 
Zirytowana hrabina kazaa jecha do domu nie czekajc koca wycigw. 
Wokulski ledwo mia czas dopa powozu i poegna si z damami. Nim konie 
ruszyy, panna Izabela wychylia si i podajc Wokulskiemu koce palcw 
szepna: 
-Mersi, monsieur... 
Wokulski osupia z radoci. By jeszcze na jednym wycigu nie widzc, co si 
koo niego dzieje, i korzystajc z pauzy opuci tor. 
Prosto z wycigw Wokulski pojecha do Szumana. 
Doktr siedzia przy otwartym oknie, w watowanym obdartym szlafroku, i robi 
korekt trzydziestostronicowej broszurki etnograficznej, do napisania ktrej uy 
przeszo tysica obserwacyj i czterech lat czasu. 
Bya to rozprawa o kolorze i formie wosw ludnoci zamieszkujcej Krlestwo 
Polskie. Uczony doktr gono twierdzi, e praca ta rozejdzie si najwyej w 
kilkunastu egzemplarzach, ale po cichu - kaza odbi ich cztery tysice i by 
pewnym drugiej edycji. Pomimo drwin ze swej ulubionej specjalnoci i 
narzeka, i nikogo nie interesuje, w gbi duszy Szuman wierzy, e w wiecie 
ucywilizowanym nie ma czowieka, ktrego by w najwyszym stopniu nie 
interesowaa kwestia koloru wosw i stosunki dugoci ich rednic. I w tej 
wanie chwili zastanawia si, czyby na czele rozprawy nie naleao napisa 
aforyzmu: Poka mi twoje wosy, a powiem ci, kim jeste. 
Gdy Wokulski wszed do jego pokoju i zmczony upad na kanap, doktr 
zacz: 
- Co to za profany z tych korektorw... Mam tu parset cyfr o trzech znakach 
dziesitnych i wyobra sobie, poowa jest bdna... Oni myl, e jaka tysiczna 
albo nawet setna cz milimetra nic nie znaczy, a nie wiedz, laiki, e tam 
wanie mieci si cay sens. Niech mnie diabli porw, jeeli w Polsce byoby 
moliwym nie tylko wynalezienie, ale nawet drukowanie tablic 
logarytmicznych. Dobry Polak poci si ju przy drugiej cyfrze dziesitnej, przy 
pitej dostaje gorczki, a przy sidmej zabija go apopleksja... C u ciebie 
sycha? 
- Mam pojedynek - odpar Wokulski. 
Doktr zerwa si z fotelu i tak prdko przybieg do kanapy, e rozrzucone poy 
szlafroka robiy go podobnym do nietoperza. 
- Co?... pojedynek?! - krzykn z byszczcymi oczyma. - I moe mylisz, e 
pojad z tob w roli lekarza?... - Bd patrzy, jak dwu dudkw strzela sobie we 
by, i moe jeszcze bd musia ktrego z nich opatrywa?... Ani myl miesza 
si do tych bazestw!... - wrzeszcza chwytajc si za gow. - Zreszt nie 
jestem chirurgiem i od dawna poegnaem si z medycyn... 
-Tote nie bdziesz lekarzem, tylko sekundantem. 
- A... to co innego - odpar doktr bez zajknienia. - Z kime?... 
- Z baronem Krzeszowskim. 
-Dobrze strzela! - mrukn doktr wysuwajc doln warg.-O c to? 
- Potrci mnie na wycigach. 
- Na wyci...?. - A ce ty robi na wycigach?... 
- Puszczaem konia i nawet wziem nagrod. 
Szuman -uderzy si rk w ty gowy i nagle rozsunwszy Wokulskiemu jedn i 
drug powiek zacz mu pilnie bada oczy. 
-Mylisz, em zwariowa? - spyta go Wokulski. 
- Jeszcze nie. Czy to - doda po chwili - ma by art, czy serio? 
- Zupenie serio. Nie chc absolutnie adnych ukadw i prosz o ostre warunki. 
Doktr wrci do swego biurka, usiad, opar brod na rku i rzek po namyle: 
- Spdnica, co?... Nawet koguty bij si tylko... 
- Szuman... strze si!... - przerwa mu Wokulski zduszonym gosem, prostujc 
si na kanapie. 
Doktr znowu przypatrzy mu si badawczo. 
- Wic ju tak?... - mrukn. - Dobrze. Bd twoim sekundantem. Masz rozbi 
eb, rozbij go przy mnie; moe ci co pomog... 
- Przyl ci tu zaraz Rzeckiego - odezwa si Wokulski ciskajc go za rk. 
Od doktora uda si do swego sklepu, krtko rozmwi si z panem Ignacym i 
wrciwszy do mieszkania pooy si przed dziesit. Znowu spa jak kamie. 
Dla jego lwiej natury potrzebne byy silne wzruszenia; przy nich dopiero dusza 
szarpana namitnoci odzyskiwaa rwnowag. 
Na drugi dzie, okoo pitej po poudniu, Rzecki z Szumanem jechali ju do 
hrabiego-Anglika, ktry by wiadkiem Krzeszowskiego. Obaj przyjaciele 
Wokulskiego milczeli w drodze; raz tylko odezwa si pan Ignacy: 
- I c doktr na to wszystko? 
-To co ju raz powiedziaem -odpar Szuman. -Zbliamy si do pitego aktu. 
Jest to albo koniec dzielnego czowieka, albo pocztek caego szeregu gupstw... 
-Najgorszych, bo politycznych - wtrci Rzecki. 
Doktr wzruszy ramionami i patrzy na drug stron doroki; pan Ignacy ze 
swoj wieczna polityk wydawa mu si nieznonym. 
Hrabia-Anglik czeka na nich w towarzystwie innego dentelmena, ktry 
nieustannie wyglda przez okno na oboki i co kilka minut porusza krtani w 
taki sposb, jakby co przeyka z trudnoci. Mia min nieprzytomnego; w 
rzeczywistoci by niepospolitym czowiekiem, jako myliwiec na lwy i gboki 
znawca egipskich staroytnoci. 
W gabinecie hrabiego-Anglika sta na rodku st przykryty zielonym suknem i 
otoczony czterema wysokimi krzesami; na stole leay cztery arkusze papieru, 
cztery owki, dwa pira i kaamarz tak wielkich rozmiarw, jakby by 
przeznaczony do sitzbadw. 
Gdy wszyscy usiedli, hrabia zabra gos. 
-Prosz panw - rzek - baron Krzeszowski przyznaje, e mg potrci pana 
Wokulskiego, poniewa jest roztargniony, czek. W konsekwencji za, na nasze 
danie... 
Tu hrabia spojrza na swego towarzysza, ktry z uroczyst min co przekn. 
- Na nasze danie - cign hrabia - baron jest gotw... przeprosi nawet 
listownie pana Wokulskiego, ktrego wszyscy szanujemy - tek... C panowie 
na to? 
-Nie mamy upowanienia do adnych krokw pojednawczych odpar Rzecki, w 
ktrym ockn si byy oficer wgierski. 
Uczony egiptolog szeroko otworzy oczy i przekn dwa razy, raz po raz. 
Na twarzy hrabiego migno zdumienie; w tej chwili jednak opanowa si i 
odpowiedzia tonem suchej grzecznoci: 
-W takim razie suchamy warunkw... 
- Niech panowie racz je poda - odpar Rzecki. 
-O! bardzo prosimy panw - rzek hrabia. 
Rzecki odchrzkn. 
- W takim razie omiel si proponowa... przeciwnicy staj o dwadziecia pi 
krokw, id naprzd po pi krokw... 
-Tek. 
- Pistolety gwintowane z muszami... Strzay do pierwszej krwi...- zakoczy 
Rzecki ciszej. 
-Tek. 
- Termin, jeeli mona, jutro przed poudniem... 
-Tek. 
Rzecki ukoni si, nie wstajc z krzesa. Hrabia wzi arkusz papieru i wrd 
oglnego milczenia przygotowa protok, ktry Szuman natychmiast przepisa. 
Oba dokumenty powiadczono i niespena w trzy kwadranse interes by gotowy. 
wiadkowie Wokulskiego poegnali gospodarza i jego towarzysza, ktry znowu 
zatopi si w rozpatrywaniu obokw. 
Gdy ju byli na ulicy, Rzecki odezwa si do Szumana: 
-Bardzo mili ludzie ci panowie z arystokracji... 
- Niech ich diabli porw!... Niech was wszystkich diabli porw z waszymi 
gupimi przesdami!... - wrzeszcza doktr wywijajc kuakiem. 
Wieczorem pan Ignacy sprowadziwszy pistolety wstpi do Wokulskiego. Zasta 
go samotnego przy herbacie. Rzecki nala sobie herbaty i odezwa si: 
- Uwaasz, Stachu, to s ludzie wysoce honorowi. Baron, ktry jak wiesz, jest 
bardzo roztargniony, gotw ci przeprosi... 
-adnych przeprosin. 
Rzecki umilk. Pi herbat i tar czoo. Po dugiej pauzie rzek: 
- Naturalnie, zapewne pomyla o interesach... na wypadek... 
- Nie spotka mnie aden wypadek - odpar z gniewem Wokulski. 
Pan Ignacy posiedzia jeszcze z kwadrans w milczeniu. Herbata nie smakowaa 
mu, gowa go bolaa. Dokoczy szklanki i spojrzawszy na zegarek, opuci 
mieszkanie przyjaciela mwic na poegnanie: 
-Jutro wyjedziemy o wp do smej rano. 
-Dobrze. 
Gdy pan Ignacy wyszed, Wokulski usiad do biurka, na arkusiku listowego 
papieru napisa kilkadziesit wierszy, a na kopercie pooy adres Rzeckiego. 
Zdawao mu si, e wci syszy niemiy gos barona: 
Ciesz si, kuzynko, e triumfuj twoi wielbiciele... Przykro mi tylko, e na 
mj kszt... 
A gdziekolwiek spojrza, widzia pikn twarz panny Izabeli oblan rumiecem 
wstydu. 
W sercu gotowaa mu si gucha wcieko. Czu, e jego rce staj si jak 
elazne sztaby, a ciao nabiera tak dziwnej tgoci, e chyba nie ma kuli, ktra 
by uderzywszy go nie odskoczya. Przemkn mu przez gow wyraz: mier, i 
na chwil umiechn si. Wiedzia, e mier nie rzuca si na odwanych; staje 
tylko naprzeciw nich jak zy pies i patrzy zielonymi oczyma: czy nie zmru 
powieki? 
Tej samej nocy; jak kadej zreszt innej nocy, baron gra w karty. Maruszewicz, 
ktry rwnie by w klubie, przypomina mu o dwunastej, o pierwszej i o 
drugiej, aeby szed spa, gdy z rana zbudzi go o sidmej ; roztargniony baron 
odpowiada: Zaraz! Zaraz!..., ale przesiedzia do trzeciej, o ktrej to godzinie 
odezwa si jeden z jego partnerw: 
- Basta! baronie. Przepij si cho par godzin, bo bd ci dray rce i 
spudujesz. 
Sowa te, a jeszcze bardziej opuszczenie stolika przez partnerw, otrzewiy 
barona. Wyszed z klubu, wrci do domu i swemu kamerdynerowi, 
Konstantemu, kaza zbudzi si o sidmej rano. 
- Pewnie janie pan robi jakie gupstwo... - mrukn obraony suga. - C tam 
znowu?... - pyta gniewnie, rozbierajc barona: 
- A, ty banie jaki - oburzy si baron - mylisz, e ja bd si przed tob 
tumaczy? - Mam pojedynek, no?... bo mi si tak podoba. O dziewitej rano 
bd si strzela z jakim szewcem czy fryzjerem, no?... Moe mi zabronisz?... 
- A niech si janie pan strzela nawet ze starym diabem!- odpar Konstanty. -
Tylkom ciekawy, kto weksle janie pana zapaci?... A komorne... a utrzymanie 
domu?... Dlatego, e janie pan co kwarta ma ciekawo na Powzki, to 
gospodarz nasya nam rejentw, a ja boj si, ebym z godu nie umar... Dobra 
suba!... 
- Pjdziesz mi ty!... - wrzasn baron i pochwyciwszy kamasz rzuci nim za 
cofajcym si kamerdynerem. Kamasz trafi w cian i o mao nie zwali 
brzowego poska Sobieskiego. 
Zaatwiwszy si z wiernym sug, baron leg na ku i pocz zastanawia si 
nad swoim opakanym pooeniem. 
Trzeba szczcia - wzdycha - aeby mie pojedynek z kupczykiem. Jeeli ja 
go trafi, bd jak myliwiec, ktry wyszed na niedwiedzie, a zabi chopu 
cieln krow. Jeeli on mnie trafi, wyjdzie na to, jak gdyby mnie zwali batem 
dorokarz. Jeeli z obu stron pudo... Nie, mamy przecie strzela si do krwi. 
Niech mnie roztratuj, jeeli nie wolabym tego osa przeprosi, choby w 
kancelarii rejenta, ubrawszy si na t uroczysto we frak i biay krawat. Ach, 
pode czasy liberalne!... Mj ojciec kazaby takiego zucha owiczy swoim 
psiarczykom, a ja musz dawa mu satysfakcj, jak gdybym sam sprzedawa 
cynamon... Nieche ju raz przyjdzie ta gupia rewolucja socjalna i wytucze 
albo nas, albo liberaw... 
Pocz usypia i marzy, e Wokulski zabi go. Widzia, jak jego trupa dwu 
posacw niesie do mieszkania ony, jak ona mdleje i rzuca mu si na 
zakrwawione piersi... Jak paci wszystkie jego dugi i asygnuje tysic rubli na 
pogrzeb i... jak on zmartwychwstaje i zabiera owe tysic rubli na drobne 
wydatki... 
Bogi umiech zaigra na zniszczonej twarzy barona i - zasn jak dzieci. 
O sidmej ledwie go zbudzili Konstanty i Maruszewicz. Baron w aden sposb 
nie chcia wstawa mruczc, e woli by zhabionym i niehonorowym anieli 
zrywa si tak wczenie. Dopiero widok karafki z zimn wod upamita go. 
Baron wyskoczy z ka, uderzy Konstantego, zwymyla Maruszewicza, a w 
duchu przysig, e Wokulskiego zabije. 
Lecz gdy ju by ubrany, wyszed na ulic, zobaczy pikn pogod i wyobrazi 
sobie, e widzi wschd soca, nienawi do Wokulskiego osaba w nim i 
postanowi tylko przestrzeli mu nog. 
A tak!... - doda po chwili. - Drasn go, a on bdzie kula do koca ycia i 
bdzie opowiada: t mierteln ran otrzymaem w pojedynku z baronem 
Krzeszowskim!... To mnie urzdzi... Co oni mi narobili, ci moi kochani 
sekundanci?... Jeeli ju jaki kupczyk gwatem chce do mnie strzela, niech 
strzela przynajmniej wtedy, kiedy id na spacer, ale nie w pojedynku... Straszne 
pooenie!... Wyobraam sobie, jak moja droga maonka bdzie opowiada, e 
bij si z kupcami... 
Zajechay powozy. Do jednego wsiad baron z hrabi-Anglikiem, do drugiego 
milczcy egiptolog z pistoletami i chirurgiem. Ruszyli w stron Bielan, a w par 
minut popdzi za nimi lokaj barona, Konstanty, w doroce. Wierny suga kl 
na czym wiat stoi i obiecywa, e w dwjnasb policzy swemu panu koszta tej 
wycieczki. By jednak niespokojny. 
W lasku bielaskim baron i trzej jego towarzysze znaleli ju parti przeciwn i 
dwoma grupami udali si w gstwin tu nad brzegiem Wisy. Doktr Szuman 
by zirytowany, Rzecki sztywny, Wokulski pospny. Baron gadzc swj rzadki 
zarost przypatrywa mu si z uwag i myla: 
On musi dobrze karmi si, ten kupczyk. Wygldam przy nim jak austriackie 
cygaro przy byku. Niech mnie diabli wezm, jeeli nie strzel temu baznowi 
nad gow albo... wcale nie strzel... Tak bdzie najlepiej... 
Ale wnet przypomnia sobie, e pojedynek ma doprowadzi do pierwszej krwi. 
Wtedy baron rozzoci si i nieodwoalnie postanowi zabi Wokulskiego z 
miejsca. 
Niech raz te yki oducz si wyzywa nas... - mwi sobie baron. 
O kilkadziesit krokw od niego Wokulski chodzi midzy dwoma sosnami tam 
i na powrt jak wahado. Teraz nie myla o pannie Izabeli; sucha wiergotu 
ptakw, ktrym kipia cay las, i pluskania Wisy podmywajcej brzegi. Na tle 
odgosw spokojnego szczcia natury dziwnie odbijao szczkanie stempli w 
pistoletach i trzask odwodzonych kurkw. W Wokulskim obudzio si drapiene 
zwierz; cay wiat znikn mu sprzed oczu, a zosta tylko jeden czowiek, 
baron, ktrego trupa mia zawlec do ng obraonej panny Izabeli. 
Postawiono ich na mecie. Baron by cigle zakopotany niepewnoci, co zrobi 
z kupczykiem, i ostatecznie zdecydowa si przestrzeli mu rk. Na twarzy 
Wokulskiego malowaa si tak dzika zajado, e zdumiony hrabia-Anglik 
pomyla: 
Tu chyba nie chodzi ani o klacz, ani o potrcenie na wycigach!... 
Milczcy dotychczas egiptolog zakomenderowa, przeciwnicy wycelowawszy 
pistolety ruszyli. Baron zmierzy Wokulskiemu w prawy obojczyk i zniajc 
pistolet, delikatnie przycisn cyngiel. W ostatniej chwili pochyliy mu si 
binokle; pistolet zboczy na wos, wypali i - kula przeleciaa o kilka cali od 
ramienia Wokulskiego. 
Baron zasoni twarz luf i patrzc spoza niej myla: 
Nie trafi osio... Mierzy w gow... 
Nagle uczu mocne uderzenie w skro; zaszumiao mu w uszach, czarne patki 
przeleciay przed oczyma... Wypuci bro z rki i przyklkn. 
- W gow!... - krzykn kto. 
Wokulski rzuci pistolet na ziemi i zeszed z mety. Wszyscy pobiegli do 
klczcego barona, ktry jednake zamiast umiera, mwi wrzaskliwym 
gosem: 
- Szczeglny wypadek! Mam dziur w twarzy, zb wybity, a kuli nie wida... 
Przecie jej nie poknem... 
Wtedy egiptolog podnis i obejrza starannie pistolet barona. 
- A!... - zawoa - to jasne... Kula w pistolet, a zamek w szczk... Pistolet 
zdezelowany; bardzo interesujcy strza... 
-Czy pan Wokulski jest zadowolony? - spyta hrabia-Anglik. 
-Tak. 
Baronowi chirurg obandaowa twarz. Spomidzy drzew nadbieg wystraszony 
Konstanty, 
- A co! - mwi. - Przepowiadaem, e si janie pan doigra. 
- Milcz, banie!... - wybekota baron. - Jed mi zaraz do pani baronowej i 
powiedz kucharce, e jestem ciko ranny... 
- Prosz - rzek uroczycie hrabia-Anglik - aeby przeciwnicy podali sobie rce. 
Wokulski zbliy si do barona i ucisn go. 
- Pikny strza, panie Wokulski - mwi z trudnoci baron, mocno potrzsajc 
Wokulskiego za rk. -Zastanwia mnie, e czowiek paskiego fachu... Ale 
moe pana to obraa?... 
- Wcale nie! 
- Ot, e czowiek paskiego fachu, bardzo zreszt szanownego, tak dobrze 
strzela... Gdzie moje binokle?... Ach, s... Panie Wokulski, prosz o swko na 
osobnoci... 
Opar si na ramieniu Wokulskiego i odeszli kilkanacie krokw w las. 
- Jestem oszpecony - mwi baron - wygldam jak stara mapa chora na fluksj. 
Nie chc z panem drugiej awantury, bo widz, e masz szczcie... Wic 
powiedz mi pan: za co waciwie zostaem kalek?... Bo nie za potrcenie... doda 
patrzc mu w oczy. 
- Obrazie pan kobiet... - odpar cicho Wokulski. 
Baron cofn si o krok. 
- Ach... 'est ca!... - rzek. - Rozumiem... Jeszcze raz przepraszam pana, a tam... 
wiem, co mi naley zrobi... 
- I pan mi przebacz, baronie - odpowiedzia Wokulski. 
- Maa rzecz... bardzo prosz... nic nie szkodzi - mwi baron targajc go za 
rk. - Nie powinienem by oszpecony, a co do zba... Gdzie mj zb, 
doktorze?... prosz zawi go w papierek... A co do zba, od dawna . ju 
powinienem wprawi sobie nowe. Nie uwierzysz pan, panie Wokulski, jak mam 
popsute zby... 
Poegnali si wszyscy bardzo zadowoleni, Baron dziwi si, skd czowiek tego 
fachu tak dobrze strzela, hrabia-Anglik wicej ni kiedykolwiek by podobny do 
marionetki, a egiptolog znowu zacz obserwowa oboki. W drugiej za partii -
Wokulski by zamylony, Rzecki zachwycony odwag i uprzejmoci barona, a 
tylko Szuman zy. I dopiero gdy ich kareta zjechaa z grki obok klasztoru 
kameduw, doktr spojrza na Wokulskiego i mrukn: 
- A to bydlta!... I e ja na takich baznw nie sprowadziem policji... 
W trzy dni po dziwnym pojedynku siedzia Wokulski zamknity w gabinecie z 
niejakim panem Wiliamem Colins. Sucy, ktrego od dawna intrygoway te 
konferencje odbywajce si po kilka razy na tydzie, ciera kurze w pokoju 
obocznym i od czasu do czasu przysuwa bd oko, bd ucho do dziurki od 
klucza. Widzia na stole jakie ksiki i to, e jego pan co pisze na kajecie; 
sysza, e go zadaje Wokulskicmu jakie pytania, na ktre on odpowiada 
czasem gono i od razu, czasem pgosem i niemiao... Ale o czym by 
rozmawiali w tak niezwyky sposb? lokaj nie mg odgadn, poniewa 
rozmowa toczya si w obcym jzyku. 
Juci, to nie po niemieczku - mrucza sucy - bo przecie wiem, e si mwi 
po niemiecku: bite majn her... I nie po francuszku, bo nie mwi msie, bur, 
jendi... I nie po ydowszku, i nie po nijakiemu, wic po jakiemu.?... Musi stary 
wymyla teraz fajn spekulacj, kiedy gada tak, e go sam diabe nie zrozumie... 
i wsplnika znalaz... Niech go wtroba!... 
Wtem zadzwoniono. Czujny suga odsun si na palcach ode drzwi gabinetu, z 
haasem wszed do przedpokoju i po chwili wrciwszy zapuka do pana. 
- Czego chcesz? - niecierpliwie zapyta go Wokulski wychylajc gow 
spomidzy drzwi. 
- Przyszed ten pan, czo ju u nas bywa - odpar sucy i zapuci wzrok do 
pracowni. Ale oprcz kajetu na stole i rudych faworytw na obliczu pana 
Colinsa nie dopatrzy nic szczeglnego. 
- Dlaczeg nie powiedziae, e mnie nie ma w domu? - spyta gniewnie 
Wokulski. 
- apomniaem - odpar sucy marszczc brwi i machajc rk. 
- Proe go, ole, do sali - rzek Wokulski i zatrzasn drzwi gabinetu. 
Niebawem w sali ukaza si Maruszewicz. Ju by zmieszany, a zmiesza si 
jeszcze bardziej, poznawszy, e Wokulski wita go z wyran niechci. 
- Przepraszam... moe przeszkadzam... moe wane zajcia... 
-Nie mam w tej chwili adnego zajcia -odpowiedzia pochmurnie Wokulski i 
lekko zarumieni si. Maruszewicz dostrzeg to. By pewny, e w mieszkaniu 
albo kluje si co, albo - jest kobieta. W kadym razie odzyska odwag, ktr 
zreszt mia zawsze wobec ludzi zakopotanych. 
- Chwileczk tylko zabior szanownemu panu - mwi ju mielej zniszczony 
mody czowiek, wdzicznie wywijajc laseczk i kapeluszem. - Chwileczk. 
-Sucham - rzek Wokulski. Usiad z impetem na fotelu i wskaza gociowi 
drugi. 
- Przychodz przeprosi drogiego pana - mwi z afektacj Maruszewicz - e nie 
mog suy mu w sprawie licytacji domu pastwa ckich... 
- A pan skd wiesz o tej licytacji?.. - nie na arty zdziwi si Wokulski. 
- Nie domyla si pan? - zapyta z ca swobod przyjemny mody czowiek 
nieznacznie mrugajc okiem, bo jeszcze nie by pewnym swego. - Nie domyla 
si drogi pan?.. To ten poczciwy Szlangbaum... 
Nagle zamilk, jakby w otwartych ustach ugrzz mu nie dokoczony frazes, a 
lewa rka z laseczk i prawa z kapeluszem opady na porcze fotelu. 
Tymczasem Wokulski nawet nie poruszy si, tylko utopi w nim jasne 
spojrzenie. ledzi nieznacznie fale przebiegajce po obliczu Maruszewicza, jak 
myliwy ledzi ugor, po ktrym przebiegaj pochliwe zajce. Przypatrywa si 
modziecowi i myla: 
Ach, wic to on jest tym porzdnym katolikiem, ktrego Szlangbaum 
wynajmuje do licytacji za pitnacie rubelkw, ale nie radzi dawa mu wadium 
do rki?... Oho!... I przy odbiorze omiuset rubli za klacz Krzeszowskiego by 
jaki zmieszany... Aha!... I wiadomo o nabyciu przeze mnie klaczy on 
rozgosi... Suy od razu dwom bogom: baronowi i jego maonce... Tak, ale on 
za duo wie o moich interesach... Szlangbaum popeni nieostrono. 
Tak rozmyla Wokulski i spokojnym wzrokiem przypatrywa si 
Maruszewiczowi. Zniszczony za mody czowiek, ktry w dodatku by bardzo 
nerwowy, wi si pod jego spojrzeniem jak gobek pod wzrokiem okularnika. 
Naprzd nieco poblad, potem chcia oprze znuone oczy na jakim obojtnym 
przedmiocie, ktrego na prno szuka po suficie i cianach pokoju, a nareszcie, 
oblany zimnym potem, uczu, e nie moe wyrwa swego bdnego wzroku 
spod wpywu Wokulskiego. Zdawao mu si, e chmurny kupiec kleszczami 
pochwyci mu dusz i e niepodobna mu si oprze. Wic jeszcze par razy 
ruszy gow i nareszcie z caym zaufaniem uton w spojrzeniu Wokulskiego. 
- Panie - rzek sodkim gosem. - Widz, e z panem musz gra w otwarte 
karty... Wic powiem od razu... 
- Niech si pan nie fatyguje, panie Maruszewicz. Ja ju wiem, co potrzebuj 
wiedzie. 
-Bo pan dobrodziej zudzony plotkami wyrobi sobie o mnie nieprzychyln 
opini... A tymczasem ja, sowo honoru, mam jak najlepsze skonnoci... 
- Niech pan wierzy, panie Maruszewicz, e moich opinii nie opieram na 
plotkach. 
Wsta z fotelu i spojrza w inn stron, co pozwolio Maruszewiczowi nieco 
oprzytomnie. Mody czowiek szybko poegna Wokulskiego, opuci 
mieszkanie i pdem biegnc przez schody, myla: 
No, sysza kto?... Taki kramarz chce mi imponowa! Bya chwila, sowo 
honoru, e chciaem go uderzy kijem... Impertynent, sowo honoru... Gotw 
pomyle, e ja si go boj, sowo honoru... O Boe, jak ciko karzesz mnie za 
lekkomylno!... Podli lichwiarze nasyaj mi komornika, za par dni musz 
spaci dug honorowy, a ten kupczyk, ten... ajdak!... Ja bym tylko chcia 
wiedzie: co si takiemu zdaje, co on sobie o mnie wyobraa?.Nic, tylko to.Ale, 
sowo honoru, on musia kogo zamordowa, bo takiego spojrzenia nie moe 
mie czowiek przyzwoity. Naturalnie, przecie o mao nie zabi 
Krzeszowskiego. Ach, ndzny zuchwalec!... on mia w taki sposb patrze na 
mnie... na mnie, jak Boga kocham!... 
Mimo to na drugi dzie przyjecha znowu z wizyt do Wokulskicgo, a nie 
znalazszy go w mieszkaniu, kaza dorokarzowi stan przed sklepem. 
W sklepie przywita go pan Ignacy rozkadajc rce w taki sposb, jakby cay 
sklep oddawa mu do rozporzdzenia. Wewntrzny gos jednak mwi staremu 
subiektowi, e go ten nie kupi przedmiotu droszego nad pi rubli i kto wie, 
czy jeszcze nie kae zapisa sobie na rachunek. 
- Pan Wokulski?... - spyta Maruszewicz nie zdejmujc kapelusza z gowy. 
-W tej chwili nadejdzie - odpowiedzia pan Ignacy z niskim ukonem. 
-W tej chwili, to znaczy?... 
- Najpniej za kwadransik - odpar Rzecki. 
- Zaczekam. Ka pan wynie rubla dorokarzowi - mwi mody czowiek, 
niedbale rzucajc si na krzeso. Nogi mu jednake zastygy na myl, e stary 
subiekt moe nie kaza wynie rubla dorokarzowi. Ale Rzecki polecenie 
speni, cho ju nie kania si gociowi. 
W par minut wszed Wokulski. 
Maruszewicz zobaczywszy wstrtn figur kupczyka, dowiadczy tak 
rozmaitych uczu, e nie tylko nie wiedzia, co mwi, ale nawet o czym myli. 
Pamita tylko, e Wokulski zaprowadzi go do gabinetu za sklepem, gdzie 
znajdowaa si elazna kasa, i powiedzia sobie, e uczucia,jakich doznaje na 
widok Wokulskiego, s lekcewaeniem pomieszanym ze wzgard. Pniej 
przypomnia sobie, e afekta te stara si zamaskowa wyszukan grzecznoci, 
ktra nawet w jego oczach wygldaa na pokor. 
- Co pan kae? - spyta go Wokulski, gdy ju usiedli. (Maruszewicz nie umiaby 
cile oznaczy chwili aktu zajmowania miejsca w przestrzeni) Mimo to zacz, 
niekiedy zacinajc si: 
- Chciaem szanownemu panu da dowd yczliwoci... Pani baronowa 
Krzeszowska, jak pan wie, chce kupi dom pastwa ckich... Ot jej 
maonek, baron, pooy veto na pewnej czci jej funduszw, bez ktrych 
kupno nie moe mie miejsca... Ot... dzi... baron chwilowo znajduje si w 
kopocie... Brak mu... brak mu tysica rubli... chciaby zacign poyczk, bez 
ktrej... bez ktrej, pojmuje pan, nie bdzie mg do energicznie opiera si 
woli ony... 
Maruszewicz otar pot z czoa widzc, e Wokulski znowu przypatruje mu si 
badawczo. 
- Wic to baron potrzebuje pienidzy? 
-Tak - szybko odpar mody czowiek. 
- Tysica rubli nie dam, ale tak trzysta... czterysta... I to na kwit z podpisem 
barona. 
- Czterysta! - powtrzy machinalnie mody czowiek i nagle doda: - Za godzin 
przywioz kwit barona... Pan tu bdzie? 
- Bd... 
Maruszewicz opuci gabinet i za godzin istotnie wrci z kwitem podpisanym 
przez barona Krzeszowskiego. Wokulski przeczytawszy dokument woy go do 
kasy i w zamian da Maruszewiczowi czterysta rubli. 
- Baron postara si w jak najkrtszym czasie... - mrucza Maruszewicz. 
-Nic pilnego - odpowiedzia Wokulski. -Podobno baron chory? 
- Tak... troch... Jutro lub pojutrze wyjeda... Zwrci w najkrtszym... 
Wokulski poegna go bardzo obojtnym ruchem gowy. 
Mody czowiek prdko opuci sklep, zapomniawszy nawet zwrci Rzeckiemu 
rubla wzitego na dorok. Gdy za znalaz si na ulicy, odetchn i pocz 
myle: 
Ach, pody kupczyk!... Omieli si da mi czterysta rubli zamiast tysica... 
Boe, jak srogo karzesz mnie za lekkomylno... Bylem si odegra, sowo 
honoru, cisn mu w oczy te czterysta rubli i tamtych dwiecie... Boe, jak nisko 
upadem... 
Przyszli mu na myl kelnerzy rnych restauracyj, markierzy bilardw i 
szwajcarzy hotelowi, od ktrych rwnie bardzo rozmaitymi sposobami 
wydobywa pienidze. Ale aden z nich nie wyda mu si tak wstrtnym i 
godnym pogardy jak Wokulski. 
Sowo honoru - myla -dobrowolnie wlazem mu w te obrzydliwe apy... 
Boe, jak karzesz mnie za lekkomylno... 
Lecz Wokulski po odejciu Maruszewicza by kontent. 
Zdaje mi si - myla - e jest to hultaj duej rki, a przy czym sprytny. Chcia 
ode mnie posady, lecz sam j znalaz: ledzi mnie i donosi innym. Mgby mi 
narobi kopotu, gdyby nie te czterysta rubli, ktre wzi, jestem pewny, za 
sfaszowanym podpisem. Krzeszowski przy caym swoim bzikostwie i 
prniactwie jest czowiek uczciwy... (Czy prniak moe by uczciwym?...) W 
adnym razie nie powiciby interesw czy kaprysw swojej ony za poyczk 
wzit ode mnie... 
Zrobio mu si przykro; opar gow na rkach i przymknwszy oczy marzy 
dalej: 
Co ja jednak wyrabiam?... wiadomie pomagam hultajowi do zrobienia 
otrostwa. Gdybym dzi umar, pienidze te musiaby masie zwrci 
Krzeszowski... Nie, to Maruszewicz poszedby do kozy... No, to go nie minie... 
Po chwili ogarn go jeszcze czarniejszy pesymizm. 
Cztery dni temu o mao nie zabiem czowieka, dzi dla drugiego postawiem 
most do wizienia i - wszystko dla niej za jedno: merci... No, dla niej take 
zrobiem majtek, daj prac kilkuset ludziom, pomno bogactwa kraju... 
Czyme bybym bez niej? Maym, galanteryjnym kupcem. A dzi mwi o mnie 
w caej Warszawie, ba!... Odrobina wgla porusza okrt dwigajcy dol 
kilkuset ludzi, a mio porusza mnie. A jeeli mnie spali tak, e zostan tylko 
garci popiou?... O Boe jaki to ndzny wiat... Ma racj Ochocki. Kobieta jest 
podym zwierzciem: bawi si tym, czego nawet nie moe zrozumie... 
By tak pogrony w bolesnych medytacjach, e nie usysza otwierania drzwi 
do pokoju i szybkich krokw za sob. Dopiero ockn si poczuwszy dotknicie 
czyjej rki. Odwrci gow i zobaczy mecenasa z du tek pod pach i 
pospnym wyrazem na twarzy. 
Wokulski zerwa si zmieszany, posadzi gocia na fotelu ; znakomity adwokat 
ostronie pooy swoj rk na stole i szybko pocierajc sobie jednym palcem 
kark rzek pgosem: 
- Panie... panie... panie Wokulski! Kochany panie Stanisawie!... Co to... co to wyrabiasz 
pan dobrodziej?... Protestuj... replikuj... zakadam apelacj od 
wielmonego pana Wokulskiego, letkiewicza, do kochanego pana Stanisawa, 
ktry z chopca sklepowego zosta uczonym i mia nam zreformowa handel 
zagraniczny. Panie... panie Stanisawie - tak nie mona 
To mwic pociera sobie kark z obu stron i krzywi si, jakby mia pene usta 
chininy. 
Wokulski spuci oczy i mrucza; adwokat mwi dalej: 
- Panie drogi - jednym sowem - le sycha. Hrabia Sanocki, pamita pan, ten 
stronnik groszowych oszczdnoci, chce zupenie wycofa si ze spki... A wie 
pan dlaczego? Dla dwu powodw: naprzd, bawisz si pan w wycigi, a po 
wtre - bijesz go pan na wycigach. Razem z pask klacz ciga si jego ko i 
- przegra. Hrabia jest bardzo zmartwiony i mruczy: Po diaba mam skada 
kapitay? Czy po to, aeby kupcom dawa mono cigania si ze mn i 
chwytania mi nagrd sprzed nosa?... 
Na prno przekonywaem go - cign odpoczwszy adwokat e przecie 
wycigi s takim dobrym interesem jak kady inny, a nawet lepszym, gdy w 
cigu kilku dni na omiuset rublach zarobie pan trzysta; ale hrabia od razu 
zamkn mi usta: 
Wokulski - odpar -ca wygran i warto konia odda damom na ochronk, a 
oprcz tego Bg wie ile zapaci Yungowi i Millerowi... 
- Czy mi nawet tego robi nie wolno! - wtrci Wokulski. 
- Wolno, panie, wolno - potakiwa sodko znakomity adwokat.- Wolno robi, ale 
robic to - powtarzasz pan tylko stare grzechy, zreszt daleko lepiej speniane 
przez innych. Ani za ja, ani ksi, ani ci hrabiowie nie po to zbliyli si do 
pana, aeby odgrzewa dawne potrawy, tylko - aeby wskaza nam nowe 
drogi. 
- Wic niech si cofn od spki - odburkn Wokulski - ja ich nie wabi... 
- I cofn si - mwi adwokat trzsc rk - zrb no pan tylko jeszcze jeden 
bd... 
- Alboem narobi ich tak wiele!... 
- Pyszny pan jeste - zoci si mecenas uderzajc rk w kolano. -- A pan 
wiesz, co mwi hrabia Liciski, ten niby-Anglik, ten: t e k?. On mwi: 
Wokulski jest to skoczony dentelmen, strzela jak Nemrod, ale... to aden 
kierownik interesu kupieckiego. Bo dzisiaj rzuci miliony w przedsibiorstwo, a 
jutro wyzwie kogo na pojedynek i wszystko narazi... 
Wokulski a cofn si z fotelem. Ten zarzut nawet nie przyszed mu do gowy. 
Mecenas spostrzegszy wraenie postanowi ku elazo, pki gorce, 
- Jeeli tedy, kochany panie Stanisawie, nie chcesz zmarnowa tak piknie 
rozpocztej sprawy, wic ju nie brnij dalej. A nade wszystko nie kupuj 
kamienicy ckich. Bo gdy woysz w ni dziewidziesit tysicy rubli, daruj, 
ale spka rozwieje si jak dym z fajki. Ludzie widzc, e umieszczasz duy 
kapita na sze lub siedem procent, strac wiar do owych procentw, jakie im 
obiecywa, a nawet... Pojmujesz... Gotowi podejrzewa... 
Wokulski zerwa si od stou. 
- Nie chc adnych spek!... - krzykn. - Nie dam od nikogo aski, raczej 
wywiadczam j innym. Kto mi nie ufa, niech sprawdzi cay interes... Przekona 
si, em go nie mistyfikowa, ale - i nie bdzie moim wsplnikiem. Hrabiowie i 
ksita nie maj monopolu na fantazje... Ja mam take moje fantazje i nie 
lubi, aeby mi si wtrcano... 
- Powoli... powoli... uspokj si, kochany panie Stanisawie - mitygowa 
adwokat, na powrt sadowic go na fotelu. - Wic nie cofasz si od kupna?... 
- Nie; ta kamienica ma dla mnie wiksz warto anieli spka z panami caego 
wiata. 
- Dobrze... dobrze... Wic moe by na pewien czas podstawi kogo zamiast 
siebie. W razie ostatecznym nawet ja poycz ci firmy, a o zabezpieczenie 
wasnoci nie ma kopotu. Najwaniejsza rzecz- nie zniechca ludzi, ktrzy ju 
s. Arystokracja, raz zasmakowawszy w interesach publicznych, moe do nich 
przylgnie, a za rok, za p roku pan staniesz si i nominalnym wacicielem 
kamienicy. C, zgoda? 
- Niech i tak bdzie - odpar Wokulski. 
-Tak - mwi adwokat - tak bdzie najlepiej. Gdyby pan sam kupi ten 
budynek, znalazby si w faszywej pozycji nawet wobec pastwa ckich. 
Zazwyczaj nie lubimy tych, ktrzy co po nas dziedzicz, to jedno. A po wtre kto 
zarczy, e nie zaczyby snu im si rne kombinacje po gowach?... 
Nuby pomyleli: kupi za drogo albo za tanio?... Jeeli za drogo - jak mie 
robi nam ask, a jeeli za tanio, to - wyzyska nas... 
Ostatnich wyrazw adwokata Wokulski prawie nie sysza pochonity innymi 
mylami, ktre go jeszcze mocniej opanoway po odejciu gocia. 
Juci - mwi do siebie - adwokat ma racj. Ludzie mnie sdz i nawet 
wyrokuj: ale e robi to poza moimi plecami, wic nie wiem o niczym. Dzi 
dopiero przychodzi mi na myl wiele szczegw. Ju od tygodnia kupcy 
zwizani ze mn maj kwane miny, a przeciwnicy- triumfuj. W sklepie take 
co jest... Ignacy chodzi smutny, Szlangbaum zamylony. Lisiecki sta si 
opryskliwszy ni dawniej, jakby przypuszcza, e niedugo wylec z budy. Klejn 
ma min aosn (socjalista! gniewa si na wycigi i pojedynki...), a frant Ziba 
ju zaczyna krci si przy Szlangbaumie... Moe przeczuwa w nim przyszego 
waciciela sklepu?... Ach, wy kochani ludzie!... 
Stan na progu gabinetu i kiwn na Rzeckiego; stary subiekt istotnie by jaki 
niewyrany i swemu pryncypaowi nie patrzy w oczy. 
Wokulski wskaza mu krzeso i przeszedszy si par razy po ciasnym pokoju, 
rzek: 
- Stary!... Powiedz otwarcie: co mwi o mnie? 
Rzecki rozoy rce. 
- Ach, Boe, co mwi... 
-Gadaj prosto z mostu -zachca go Wokulski. 
- Prosto z mostu?... Dobrze. Jedni mwi, e zaczynasz wariowa... 
- Brawo!... 
- Drudzy, e... drudzy, e chcesz zrobi szwindel... 
- Niech mnie... 
- A wszyscy - e zbankrutujesz, i to w niedugim czasie. 
- Jak wyej - wtrci Wokulski - a ty, Ignacy, co sam mylisz? 
- Ja myl - odpar bez wahania - e wklepae si w jak grub awantur... z 
ktrej nie wyjdziesz cay... Chyba e cofniesz si w por, na co zreszt masz 
dosy rozumu. 
Wokulski wybuchn. 
- Nie cofn si! - zawoa. - Czowiek spragniony nie cofa si od krynicy. Mam 
zgin, niech zgin pijc... Czego wy zreszt chcecie ode mnie?... Od 
dziecistwa yem jak ptak sptany: w subach, w wizieniach, a choby i w 
tym nieszczsnym maestwie, do ktrego zaprzedaem si... A dzi, kiedy 
rozwiny mi si skrzyda, zaczynacie na mnie wrzeszcze jak swojskie gsi na 
dzik, ktra zerwaa si do lotu... Co mi tam jaki gupi sklep albo spka!... Ja 
chc y, ja chc... 
W tej chwili zapukano do drzwi gabinetu. Ukaza si Mikoaj, sucy ckiego, 
z listem. Wokulski gorczkowo pochwyci pismo, rozerwa kopert i przeczyta: 
Szanowny Panie! Crka moja koniecznie yczy sobie bliej pozna Pana. Wola 
kobiety jest wit: ja wic prosz Pana na jutro do nas, na obiad (okoo szstej), 
a Pan - nawet nie prbuj wymawia si. Prosz przyj zapewnienie wysokiego 
szacunku. 
. cki 
Wokulski tak osab, e musia usi. Przeczyta list drugi, trzeci, czwarty raz... 
Nareszcie oprzytomniawszy odpisa panu ckiemu, a Mikoajowi da pi 
rubli. 
Pan Ignacy wybieg tymczasem na par minut do sklepu, a gdy Mikoaj wyszed 
na ulic, wrci do Wokulskiego i rzek, jakby na nowo zaczynajc rozmow: 
- Zawsze jednak, kochany Stachu, rozejrzyj si w sytuacji, a moe sam si 
cofniesz... 
Wokulski cicho gwidc zasadzi kapelusz i oparszy rk na ramieniu starego 
przyjaciela, odpar: 
- Posuchaj. Gdyby mi si ziemia rozstpia pod nogami... rozumiesz?... Gdyby 
mi niebo miao zawali si na eb - nie cofn si, rozumiesz?... Za takie 
szczcie oddam ycie... 
- Za jakie szczcie?.. - spyta Ignacy. 
Ale Wokulski ju wyszed przez tylne drzwi. 
ROZDZIA CZTERNASTY: 
DZIEWICZE MARZENIA 
Od Wielkiejnocy panna Izabela czsto mylaa o Wokulskim, a we wszystkich 
medytacjach uderza j niezwyky szczeg: czowiek ten przedstawia si coraz 
inaczej. 
Panna Izabela miaa duo znajomoci i niemay spryt do charakteryzowania 
ludzi. Ot kady z jej dotychczasowych znajomych posiada t wasno, e 
mona go byo streci w jednym zdaniu. Ksi by to patriota, jego adwokat bardzo 
zrczny, hrabia Liciski pozowa na Anglika, jej ciotka bya dumn, 
prezesow - dobr, Ochocki - dziwakiem, a Krzeszowski - karciarzem. Sowem: 
czowiek - bya to jaka zaleta albo wada, niekiedy zasuga, najczciej tytu lub 
majtek, ktry mia gow, rce i nogi i ubiera si wicej albo mniej modnie. 
Dopiero w Wokulskim poznaa nie tylko now osobisto, ale niespodziewane 
zjawisko. Jego niepodobna byo okreli jednym wyrazem, a nawet stoma 
zdaniami. Nie by te do nikogo podobny, a jeeli w ogle mona go byo z 
czym porwnywa, to chyba z jak okolic, przez ktr jedzie si cay dzie i 
gdzie spotyka si rwniny i gry, lasy i ki, wody i pustynie, wsie i miasta. I 
gdzie jeszcze, spoza mgie horyzontu, wynurzaj si jakie niejasne widoki, ju 
niepodobne do adnej rzeczy znanej. Ogarniao j zdumienie i pytaa si: czy to 
jest gra podnieconej imaginacji, czy naprawd istota nadludzka, a przynajmniej poza 
salonowa? 
Wtedy zacza sobie rejestrowa doznane wraenia. 
Pierwszy raz - wcale go nie widziaa, czua tylko zbliajcy si jaki ogromny 
cie. 
By kto, ktry rzuci par tysicy rubli na dobroczynno i na ochron jej 
ciotki; potem kto gra z jej ojcem w karty w resursie i co dzie przegrywa; 
potem kto, ktry wykupi weksle jej ojca (moe to nie Wokulski?...), nastpnie 
jej serwis, a nastpnie dostarczy rnych rzeczy do przyozdobienia grobu 
Paskiego. 
Ten kto by to zuchway dorobkiewicz, ktry od roku ciga j spojrzeniami w 
teatrach i na koncertach. By to cyniczny brutal, ktry dorobi si majtku na 
podejrzanych spekulacjach po to, aeby kupi sobie reputacj u ludzi, a j, 
pann Izabel ck, u jej ojca!... 
Z tej epoki pamitaa tylko jego grubo ciosan figur, czerwone rce i szorstkie 
obejcie, ktre obok grzecznoci innych kupcw wydawao si nieznonym, a na 
tle wachlarzy, sakwojaw, parasoli, lasek i tym podobnych galanteryj - po 
prostu mieszne. By to przebiegy i bezczelny kupczyk, ktry w swoim sklepie 
pozowa na upadego ministra. By wstrtny, nawet miertelnie nienawistny, 
gdy poway si udziela im zasiki w formie kupna serwisu albo przegranych 
w karty do ojca. 
Dzi jeszcze mylc o tym, panna Izabela szarpaa na sobie sukni. Niekiedy 
rzuciwszy si na szezlong bia piciami spryny i szeptaa: 
- Nikczemnik!... nikczemnik!... 
Sam widok niedoli, w jak stacza si jej dom, ju napenia j rozpacz. A c 
dopiero, gdy kto wdar si za zason jej najskrytszych tajemnic i mia 
opatrywa rany, ktre ukryaby przed samym Bogiem. Wszystko mogaby 
przebaczy, oprcz tego ciosu, jaki zadano jej dumie. 
Tu zasza zmiana dekoracji. Wystpi inny czowiek, ktry bez cienia 
dwuznacznej myli powiedzia jej w oczy, e kupi serwis, eby zrobi na nim 
interes. A zatem on czu, e panny Izabeli ckiej wspiera nie wolno, i gdyby 
to nawet zrobi, nie tylko nie szukaby rozgosu albo wdzicznoci, ale nawet nie 
miaby myle o tym. 
Ten sam czowiek wypdzi ze sklepu Mraczewskiego, ktry poway si 
zoliwie o niej mwi. Na prno wrogowie panny Izabeli, baron i baronowa 
Krzeszowscy, wstawiali si za tym modziecem; na prno odezwaa si za 
nim hrabina ciotka, ktra rzadko dzikowaa, a jeszcze rzadziej prosia. 
Wokulski nie ustpi... Lecz jedno swko jej, panny Izabeli, pokonao 
nieugitego czowieka; nie tylko cofn si, ale nawet da Mraczewskiemu 
lepsz posad. Nie robi si takich ustpstw dla kobiety, ktrej si nie czci. 
Szkoda tylko, e prawie w tej samej chwili w jej czcicielu odezwa si pyszny 
dorobkiewicz, ktry na kwestyjn tac rzuci rulon pimperiaw. Ach, jakie 
to byo kupieckie!... I jak on nic nie rozumie po angielsku, nie ma wyobraenia 
o jzyku, ktry jest modnym!... 
Trzecia faza. Zobaczya Wokulskiego w salonie ciotki w pierwszy dzie 
Wielkiejnocy i spostrzega, e on o ca gow przerasta towarzystwo. 
Najarystokratyczniejsi ludzie ubiegali si o znajomo z nim, a on, ten brutalny 
parweniusz, odrzyna si od nich jak ogie od dymu. Chodzi niezrcznie, ale 
miao, jakby salon ten by jego niezaprzeczon wasnoci i pospnie sucha 
komplimentw, ktrymi go zasypywano. Potem wezwaa go do siebie 
najczcigodniejsza z matron, prezesowa, i po kilku minutach rozmowy z nim 
rzewnie zapakaa... Czyby ten z czerwonymi rkoma parweniusz?... 
Teraz dopiero spostrzega panna Izabela, e Wokulski ma twarz niepospolit. 
Rysy wyraziste i stanowcze, wos jakby najeony gniewem, may ws, lad 
brdki, ksztaty posgowe, wejrzenie jasne i przejmujce... Gdyby ten czowiek 
zamiast sklepu posiada due dobra ziemskie - byby bardzo przystojnym; gdyby 
urodzi si ksiciem -byby imponujco pikny. W kadym razie przypomina 
Trostiego, pukownika strzelcw, i - naprawd - posg gladiatora zwycizcy. 
W tym czasie od panny Izabeli odsunli si prawie wszyscy. 
Wprawdzie starsi panowie jeszcze obsypywali j grzecznociami z powodu 
piknoci i elegancji, za to modzi, szczeglnie utytuowani lub majtni, 
traktowali j chodno a krtko; gdy za, zmczona samotnoci i banalnymi 
frazesami, nieco ywiej odezwaa si do ktrego, patrzy na ni z wyranym 
przestrachem jakby lkajc si, e ona chwyci go za szyj i natychmiast 
pocignie do otarza. 
wiat salonw kochaa panna Izabela na mier i ycie, wyj z niego moga 
tylko do grobu, ale z kadym rokiem, a nawet miesicem, mocniej gardzia 
ludmi; poj nie moga, aeby kobiet, tak jak ona pikn, dobr i dobrze 
wychowan, wiat opuszcza dlatego tylko, e nie ma majtku!.,. 
C to za ludzie, Boe miosierny!... - szeptaa nieraz, patrzc spoza firanek 
na przejedajce powozy elegantw, ktrzy pod rozmaitymi pozorami 
odwracali gow od jej okien, aeby si nie kania. Czyby sdzili, e ona 
wyglda ich?... 
A przecie istotnie ona do nich wygldaa!... 
Wwczas gorce zy napyway jej do oczu; gryza z gniewu pikne usta i 
szarpic tamy zasaniaa okna firankami. 
C to za ludzie!... C to za ludzie!... - powtarzaa, wstydzc si jednak sama 
przed sob rzuci na nich jaki ostrzejszy epitet, gdy naleeli do wiata. 
Nikczemnikiem, wedug jej wyobrae, mona byo nazwa tylko Wokulskiego. 
Na domiar szyderstwa losu z caej niegdy falangi zostao jej tylko dwu 
wielbicieli. Ochockim nie udzia si: on wicej zajmowa si jak latajc 
maszyn (co za obd!) anieli ni. Za to asystowali jej, zreszt nie narzucajc 
si zbytecznie, marszaek i baron. Marszaek nasuwa jej na myl zabitego i 
oparzonego wieprza, jakie czasem spotykaa w rzeniczych furgonach na ulicy; 
baron znowu wydawa si jej podobnym do niewyprawionej skry, ktrych cae 
stosy mona widywa na wozach. Obaj stanowili dzi ostatnie jej otoczenie, 
nawet skrzyda, jeeli jak mwiono, bya naprawd anioem!... Okropna 
kombinacja dwu tych starcw przeladowaa pann Izabel dniem i noc. 
Czasem zdawao si jej, e jest potpiona i e ju za ycia rozpoczo si dla 
niej pieko. 
W podobnych chwilach jak topielec, ktry zwraca oczy do wiata na dalekim 
brzegu, panna Izabela mylaa o Wokulskim. I w bezmiarze goryczy doznawaa 
cienia ulgi wiedzc, e jednak szaleje za ni czowiek niepospolity, o ktrym 
duo mwiono w towarzystwie. Wtedy przychodzili jej na myl sawni 
podrnicy albo zbogaceni przemysowcy amerykascy, ktrzy przez szereg lat 
ciko pracowali w kopalniach, a ktrych od czasu do czasu z daleka 
pokazywano jej na paryskich salonach. 
Widzi pani tego - szczebiotaa jaka hrabianka, niedawno wypuszczona z 
klasztoru, pochylajc wachlarz w pewnym kierunku -widzi pani tego pana, 
ktry wyglda, na wonic omnibusw... To podobno jaki wielki czowiek, 
ktry co odkry, tylko nie wiem co: kopalni zota czy te biegun pnocny... 
Nawet nie pamitam, jak si nazywa, ale zapewni mnie jeden margrabia z 
akademii, e ten pan mieszka dziesi lat pod biegunem, nie... mieszka pod 
ziemi... Okropny czowiek!... Ja bdc na jego miejscu umarabym z samego 
strachu... A pani czy take by umara?... 
Gdyby Wokulski by takim podrnikiem, a przynajmniej grnikiem, ktry 
zrobi miliony, dziesi lat mieszkajc pod ziemi!... Ale on by tylko kupcem, 
w dodatku - galanteryjnym!... Nie umia nawet po angielsku, co chwil odzywa 
si w nim dorobkiewicz, ktry w modym wieku restauracyjnym gociom 
przynosi jedzenie z kuchni. Taki czowiek, co najwyej, mg by by dobrym 
doradc, nawet nieocenionym przyjacielem (w gabinecie, gdy nie ma goci). 
Nawet... mem, bo spotykaj ludzi straszne nieszczcia. Ale kochankiem... 
No, to byoby po prostu mieszne... W razie potrzeby najarystokratyczniejsze 
damy kpi si w botnych wannach; lecz bawi si w bocie mgby tylko 
szaleniec. 
Czwarta faza. Panna Izabela kilka razy spotkaa Wokulskiego w azienkach i 
nawet raczya odpowiada na jego ukony. Midzy zielonymi drzewami i obok 
posgw grubianin ten wyda jej si znowu innym anieli za kontuarem sklepu. 
Gdyby on mia dobra ziemskie, z parkiem, paacem, sadzawk?... Prawda, e 
dorobkiewicz, ale podobno szlachcic, synowiec oficera... Przy marszaku i 
baronie wyglda jak Apollo, arystokracja coraz wicej mwi o nim, a ten 
wybuch ez prezesowej?... 
Nadto prezesowa w oczywisty sposb popieraa Wokulskiego u swojej 
przyjaciki hrabiny i jej siostrzenicy, panny Izabeli. Parogodzinne spacery z 
ciotk po azienkach byy tak nudne, a pogadanki o modach, ochronach i 
projektowanych w wiecie maestwach tak dokuczliwe, i panna Izabela miaa 
nawet troch alu do Wokulskiego, e nie zblia si do nich w czasie spaceru i 
cho z kwadrans nie porozmawia. Dla osoby z towarzystwa ciekaw jest 
rozmowa z tego rodzaju ludmi, a pannie Izabeli chopi na przykad wydawali 
si nawet zabawnymi swym odrbnym jzykiem i logik. 
Chocia kupiec galanteryjny, a do tego jedcy wasnym powozem, nie musi 
by tak zabawny jak chop... 
Bd co bd panna Izabela nie doznaa przykrej niespodzianki usyszawszy 
pewnego dnia od prezesowej, e pojedzie z ni i z hrabin do azienek i - e 
zatrzyma Wokulskiego. 
- Nudzimy si, niech wic nas bawi - mwia staruszka. 
Gdy za okoo pierwszej wjedajc do azienkowskiego parku prezesowa ze 
znaczcym umiechem rzeka do panny Izabeli: 
- Mam przeczucie, e go tu gdzie spotkamy... 
Panna Izabela lekko zarumienia si i postanowia wcale nie rozmawia z 
Wokulskim, a przynajmniej traktowa go z gry, aeby sobie nic nie wyobraa. 
O mioci, naturalnie, w owym wyobraaniu sobie mowy by nie mogo. 
Panna Izabela jednak nie yczya sobie nawet poufaej yczliwoci. 
I ogie jest przyjemny, szczeglnie w zimie - mylaa - ale... w pewnym 
oddaleniu. 
Tymczasem Wokulskiego nie byo w azienkach. 
Jak to, on nie czeka? - mwia do siebie panna Izabela - chyba jest chory... 
Nie sdzia, aeby Wokulski mia jaki pilniejszy interes na wiecie anieli 
widzenie si z ni; gdyby si za spni, postanowia nie tylko traktowa go z 
gry, ale nawet okaza mu niezadowolenie. 
Jeeli punktualno - mwia sobie dalej - jest grzecznoci krlw, to ju co 
najmniej powinna by obowizkiem kupcw!..  
Upyno p godziny, godzina, dwie - naleao wraca do domu, a Wokulski 
nie przychodzi ; nareszcie panie wsiady do karety: hrabina zimna jak zwykle, 
prezesowa nieco roztargniona, a panna Izabela rozgniewana. Oburzenie nie 
zmniejszyo si, gdy wieczorem ojciec powiedzia jej, e od poudnia by na 
sesji u ksicia, gdzie Wokulski przedstawi projekt olbrzymiej spki handlowej 
i w zblazowanych magnatach obudzi formalny zapa, 
- Od dawna przeczuwaem - zakoczy pan cki - e przy pomocy tego 
czowieka uwolni si od troskliwoci mojej familii i znowu stan, jak 
powinienem! 
- Ale do spki, ojcze, potrzeba pienidzy - odpara panna Izabela lekko 
wzruszajc ramionami. 
- Dlatego te pozwalam sprzeda nasz kamienic; wprawdzie dugi pochon ze 
szedziesit tysicy rubli, ale zawsze zostanie mi jeszcze - co najmniej czterdzieci. 
- Ciotka mwia, e za kamienic nikt nie da wicej nad szedziesit... 
- Ach, ciotka!... - oburzy si pan Tomasz. - Ona zawsze mwi to, co mogoby 
mnie zmartwi albo poniy. Szedziesit tysicy daje Krzeszowska, ktra 
utopiaby nas w yce wody... mieszczanka!... Ale rozumie si, ciotka jej 
potakuje, bo tu chodzi o mj dom, o moje stanowisko... 
Zarumieni si i zacz sapa; lecz nie chcc gniewa si przy crce, pocaowa 
j w czoo i poszed do swego gabinetu. 
A moe ojciec ma racj?... - mylaa panna Izabela. - Moe on naprawd jest 
praktyczniejszy od wszystkich, ktrzy go tak surowo sdz? Przecie ojciec 
pierwszy pozna si na tym... Wokulskim... 
A jednak c za gbur z tego czowieka. Nie przyszed do azienek, cho 
prezesowa z pewnoci musiaa go zaangaowa. Zreszt moe i lepiej: piknie 
bymy wyglday, gdyby spotka nas kto znajomy na spacerze z kupcem 
galanteryjnym! 
Przez par dni nastpnych panna Izabela syszaa tylko o Wokulskim. Salony 
rozbrzmieway jego nazwiskiem. Marszaek przysiga, e Wokulski musi 
pochodzi ze staroytnego rodu, a baron, znawca mskiej piknoci (po p dnia 
spdza przed lustrem), twierdzi, e Wokulski jest - wcale... wcale... Hrabia 
Sanocki zakada si, e jest to pierwszy rozumny czowiek w kraju - hrabia 
Liciski gosi, e ten kupiec wzorowa si na angielskich przemysowcach, a 
ksi - tylko zaciera rce i umiechajc si mwi: Aha?... 
Nawet Ochocki, odwiedziwszy ktrego dnia pann Izabel, opowiedzia jej, e 
byli z Wokulskim na spacerze w azienkach. 
- O czymecie rozmawiali?... - zapytaa zdziwiona. - Bo chyba nie o machinach 
latajcych... 
-Bah! -odmrukn zamylony kuzynek. -Wokulski jest chyba jedynym 
czowiekiem w Warszawie, z ktrym mona o tym mwi. To numer... 
Jedyny rozumny... jedyny kupiec... jedyny, ktry moe dogada si z 
Ochockim?.. - mylaa panna Izabela. - Czyme jest naprawd ten czowiek?... 
Ach! ju wiem... 
Zdawao jej si, e odgada Wokulskiego. Jest to ambitny spekulant, ktry chcc 
wedrze si do salonw pomyla o oenieniu si z ni, zuboa pann 
znakomitego rodu. Nie w innym te celu skarbi sobie wzgldy jej ojca, hrabiny 
ciotki i caej arystokracji. Przekonawszy si jednak, e i bez niej wcinie si 
midzy wielkich panw, nagle ostygn w mioci i... nawet nie przyszed do 
azienek!... 
Winszuj mu - mwia sobie. - Ma wszystkie zalety potrzebne do zrobienia 
kariery: niebrzydki, zdolny, energiczny, a nade wszystko bezczelny i 
nikczemny... Jak on mia udawa zakochanego we mnie i z jak atwoci... 
Doprawdy, e ci parweniusze zdystansuj nas nawet w obudzie... C to za 
ndznik!... 
Oburzona chciaa zapowiedzie Mikoajowi, aeby nigdy nie wpuci 
Wokulskiego za prg salonu... Najwyej do gabinetu pana, gdyby do nich 
przyszed z interesem. Lecz przypomniawszy sobie, e Wokulski wcale nie 
zaprasza si do nich, zarumienia si ze wstydu. 
Wtem dowiedziaa si od pani Meliton o nowym zatargu barona 
Krzeszowskiego z on i o tym, e baronowa kupia od niego klacz za osiemset 
rubli, ale -e pewnie j zwrci, gdy za kilka dni ma odby si wycig, a baron 
porobi due zakady. 
- Moe nawet pastwo baronowie pogodz si przy tej okazji zauwaya pani 
Meliton. 
- Ach, c bym daa za to, aeby baron nie dosta klaczy i przegra zakady!.. zawoaa 
panna Izabela. 
W par za dni dowiedziaa si pod wielkim sekretem od panny Florentyny, e 
baron nie odzyska swojej klaczy, gdy kupi j Wokulski... 
Tajemnica bya jeszcze tak zachowywan, e kiedy panna Izabela posza z 
wizyt do ciotki, zastaa hrabin i prezesow naradzajce si nad pogodzeniem 
pastwa Krzeszowskich za pomoc owej klaczy. 
- Nic z tego nie bdzie - wtrcia ze miechem panna Izabela.-Baron nie 
dostanie swojej klaczy. 
- Moe zaoysz si? - spytaa chodno hrabina. 
- Owszem, jeeli wygram od cioci t bransolet z szafirw... 
Zakad stan, dziki czemu hrabina i panna Izabela byy wysoce 
zainteresowane w wycigach. 
Przez chwil panna Izabela lkaa si: powiedziano jej, e baron daje 
Wokulskiemu czterysta rubli odstpnego i e hrabia Liciski podj si midzy 
nimi porednictwa. Nawet szeptano w salonie hrabiny, e Wokulski nie dla 
pienidzy, ale dla hrabiego musi zgodzi si na ten ukad. A wwczas panna 
Izabela pomylaa: 
Zgodzi si, jeeli jest chciwym parweniuszem, ale nie zgodzi si, jeeli... 
Nie miaa dokoczy frazesu. Wyrczy j Wokulski. Nie sprzeda klaczy i sam 
puci j w szranki. 
On jednake nie jest tak nikczemnym - rzeka do siebie. 
I pod wpywem tej idei rozmawiaa z Wokulskim na wycigach bardzo 
askawie. 
Jednake nawet za ten drobny objaw yczliwoci panna Izabela robia sobie w 
duchu wymwki: 
Po co on ma wiedzie, e nas interesuje jego wycig?.., Nie wicej od innych. 
A po co ja mu powiedziaam, e <<musi wygra...>>? Albo co znaczya jego 
odpowied: <<wygram, jeeli pani zechce...>>? On ju zapomina, kim jest. Ale 
mniejsza, jeeli za par grzecznych swek Krzeszowski rozchoruje si ze 
zoci. 
Krzeszowskiego nienawidzia panna Izabela. Kiedy umizga si do niej, a 
odtrcony, mci si. Wiedziaa, e nazywa j za oczy - starzejc si pann, 
ktra wyjdzie za swego lokaja. Tego byo dosy, aeby pamita mu cae ycie. 
Lecz baron, nie poprzestajc na nieszczsnym frazesie, nawet wobec niej 
zachowywa si cynicznie, drwic z jej starych wielbicieli i robic aluzje do ich 
majtkowej ruiny. e za i panna Izabela od niechcenia przypominaa mu jego 
on, mieszczank, z ktr poczy si dla pienidzy, a nic od niej nie mg 
wydoby, wic toczya si midzy nimi walka ostra, czasami nawet przykra. 
Dzie wycigw by dla panny Izabeli triumfem, dla barona - klsk i wstydem. 
Wprawdzie przyjecha na plac i udawa bardzo wesoego, ale w sercu kipia mu 
gniew. Gdy za jeszcze zobaczy, e Wokulski nagrod i cen konia zoy na 
rce panny Izabeli, straci wadz nad sob i przybiegszy do powozu zrobi 
skandal. 
Dla panny Izabeli impertynenckie spojrzenia barona i otwarte nazwanie 
Wokulskiego jej wielbicielem byy strasznym ciosem. Zabiaby barona, gdyby 
to uchodzio dobrze wychowanym kobietom. Cierpienie jej byo tym 
dokuczliwsze, e hrabina suchaa jego wybuchu spokojnie, prezesowa z 
zakopotaniem, a ojciec nie odzywa si nawet, od dawna uwaajc 
Krzeszowskiego za wariata, ktrego naley nie drani, ale traktowa 
pobaliwie. 
W takiej chwili (kiedy ju zaczto spoglda na nich z innych powozw) 
przyszed pannie Izabeli na pomoc Wokulski. I nie tylko przerwa baronowi tok 
jego niezadowole, ale wyzwa go na pojedynek. O tym adne z nich nie 
wtpio; prezesowa wprost zlka si o swego faworyta, a hrabina zrobia 
uwag, e Wokulski nie mg postpi inaczej, poniewa baron zbliajc si do 
powozu potrci go i nie przeprosi. 
- Wic sami powiedzcie - mwia wzruszonym gosem prezesowa - czy godzi 
si pojedynkowa o tak drobnostk? Wszyscy przecie wiemy, e Krzeszowski 
jest roztargniony i pgwek... Najlepszy dowd w tym, co nam nagada... 
- To prawda - odezwa si pan Tomasz - ale Wokulski nie ma obowizku 
wiedzie o tym, a upomnie si musia. 
- Pogodz si! - wtrcia niedbale hrabina i kazaa jecha do domu. 
Wtedy to panna Izabela dopucia si najgorszego wykroczenia przeciw swoim 
pojciom i... w znaczcy sposb cisna Wokulskiego za rk. 
Ju dojedajc do rogatek, nie moga sobie tego darowa. 
Jak mona byo zrobi co podobnego?... Co sobie taki czowiek pomyli?... mwia 
w duchu. Ale wnet ockno si w niej uczucie sprawiedliwoci i musiaa 
przyzna, e  e  czowiek nie jest byle jakim. 
Aeby zrobi mi przyjemno (bo z pewnoci nie mia innych powodw), 
podstawi baronowi nog kupujc konia... Ca wygran (stanowczy dowd 
bezinteresownoci) zoy na ochron, i to na moje rce (baron widzia to). A 
nade wszystko, jakby odgadujc moje myli, wyzwa go na pojedynek... No, 
dzisiejsze pojedynki kocz si zwykle szampanem; ale zawsze baron przekona 
si, e jeszcze nie jestem tak star... Nie, w tym Wokulskim jest co... Szkoda 
tylko, e jest galanteryjnym kupcem. Przyjemnie byoby mie takiego 
wielbiciela, gdyby... gdyby zajmowa inne stanowisko w wiecie. 
Wrciwszy do domu, panna Izabela opowiedziaa pannie Florentynie o 
wycigowych przygodach, a w godzin - ju nie mylaa o nich. Gdy za ojciec 
pno w nocy donis jej, e Krzeszowski wybra na sekundanta hrabiego 
Liciskiego, ktry bezwarunkowo da, aeby Wokulski zosta przeproszony 
przez barona, panna Izabela zrobia pogardliwy grymas ustami. 
Szczliwy czowiek! - mylaa. - Mnie obraaj, a jego bd przeprasza. Ja, 
gdyby kto przy mnie obrazi ukochan, nie pozwoliabym si przeprosi. On, 
naturalnie, zgodzi si... 
Gdy ju pooya si do ka i zacza usypia, nagle przysza jej nowa myl: 
A jeeli Wokulski nie zechce przeprosin?... Przecie ten sam hrabia Liciski 
ukada si z nim o klacz i nic nie wskra!... Ach, Boe, co te mi si snuje po 
gowie - odpowiedziaa sobie wzruszajc ramionami i zasna. 
Na drugi dzie do poudnia ojciec, ona i panna Florentyna byli pewni, e 
Wokulski pogodzi si z baronem i e nawet inaczej nie wypada mu postpi. 
Dopiero po poudniu pan Tomasz wyszed na miasto i wrci na obiad bardzo 
zakopotany. 
- C to, ojcze? - spytaa go panna Izabela, uderzona wyrazem jego twarzy. 
- Fatalna historia! - odpar pan Tomasz rzucajc si na skrzany fotel. -
Wokulski odrzuci przeproszenie, a jego sekundanci postawili ostre warunki. 
- I kiedy to?... - spytaa ciszej. 
-Jutro przed dziewit - odpowiedzia pan Tomasz i otar pot z czoa. - Fatalna 
historia - cign dalej. - Midzy naszymi wsplnikami popoch, bo 
Krzeszowski strzela doskonale... Gdyby za ten czowiek zgin, wszystkie moje 
rachuby na nic. Stracibym w nim praw rk... jedynego moliwego 
wykonawc moich planw... Jemu jednemu powierzybym kapitay i jestem 
pewny, e miabym co najmniej osiem tysicy rubli rocznie... Los przeladuje 
mnie nie na arty!... 
Zy humor pana domu le oddziaa na innych; obiadu nikt nie jad. Po obiedzie 
pan Tomasz zamkn si w gabinecie i chodzi wielkimi krokami, co byo 
dowodem niezwykego wzruszenia. 
Panna Izabela take posza do swego gabinetu i jak zwykle w chwilach 
zdenerwowania pooya si na szezlongu. Opanoway j pospne myli. 
Krtko trwa mj triumf - mwia sobie. -Krzeszowski naprawd dobrze 
strzela... Jeeli zabije jedynego czowieka, ktry dzi ujmuje si za mn, to co? 
Pojedynek jest istotnie barbarzyskim zabytkiem. Bo Wokulski (biorc go ze 
strony moralnej) wicej jest wart od Krzeszowskiego, a jednak... moe zgin!... 
Ostatni czowiek, w ktrym pokada nadziej mj ojciec. 
Tu odezwaa si w pannie Izabeli rodowa pycha. 
No - mj ojciec nie potrzebuje przecie aski Wokulskiego; powierzyby mu 
swj kapita, otoczyby go protekcj, a on paciby mu procenta; w kadym razie 
szkoda go... 
Przyszed jej na myl stary rzdca ich niegdy majtku, ktry suy u nich 
trzydzieci lat i ktrego bardzo lubia, bardzo mu ufaa; moe Wokulski obojgu 
im zastpiby nieboszczyka, a jej rozsdnego powiernika i - zginie!... 
Jaki czas leaa z zamknitymi oczyma nie mylc o niczym; potem przyszy 
jej do gowy niesychanie dziwne kombinacje. 
Co za szczeglny traf! - mwia w sobie. - Jutro walczy bd z jej powodu 
dwaj ludzie, ktrzy j miertelnie obrazili: Krzeszowski zoliwymi drwinami, 
Wokulski - ofiarami, jakie omieli si ponosi dla niej. Ona mu ju prawie 
przebaczya i kupno serwisu, i owe weksle, i owe przegrane w karty do ojca, z 
ktorych przez par tygodni utrzymywa si cay dom... (Nie, jeszcze mu nie 
przebaczya i nie przebaczy nigdy!...) Ale choby nawet, to jednak - za jej 
obraz uja si sprawiedliwo boska... I kto jutro zginie?... Moe obaj. W 
kadym razie ten, ktry poway si pannie Izabeli ckiej ofiarowa pomoc 
pienin. Czowiek taki, jak kochanek Kleopatry, y nie moe... 
Tak mylaa zanoszc si od paczu; al jej byo oddanego sugi, a moe 
powiernika; ale korzya si przed wyrokami Opatrznoci, ktra nie przebacza 
obrazy wyrzdzonej pannie ckiej. 
Gdyby Wokulski mg w tej chwili zajrze w jej dusz, uciekby z przestrachem 
i uleczyby si ze swego obdu. 
Swoj drog panna Izabela nie spaa przez ca noc. Cigle sta jej przed oczyma 
obraz jakiego francuskiego malarza przedstawiajcy pojedynek. Pod grup 
zielonych drzew dwaj czarno ubrani mczyni mierzyli do siebie z pistoletw. 
Potem (czego ju nie byo na obrazie) jeden z nich pad uderzony kul w gow. 
By to Wokulski. Panna Izabela nawet nie posza na jego pogrzeb nie chcc 
zdradzi si ze wzruszeniem. Ale w nocy par razy pakaa. al jej byo tego 
nadzwyczajnego parweniusza, tego wiernego niewolnika, ktry swoje zbrodnie 
wzgldem niej odpokutowa mierci dla niej. 
Zasna dopiero o sidmej rano i spaa jak drewno do poudnia. Przed sam 
dwunast obudzio j nerwowe pukanie do drzwi sypialni. 
- Kto tam? 
-Ja -odpowiedzia jej ojciec radosnym gosem. -Wokulski nietknity, baron 
raniony w twarz! 
- Czy tak?... 
Miaa migren, wic zostaa w ku do czwartej po poudniu. Bya kontenta, e 
baron zosta ranny, a zdziwiona, e opakany przez ni Wokulski nie zgin. 
Wstawszy tak pno panna Izabela wysza przed obiadem na krtki spacer w 
Aleje. 
Widok pogodnego nieba, piknych drzew, przelatujcych ptakw i wesoych 
ludzi zatar lady jej nocnych przywidze; gdy za jeszcze z kilku 
przejedajcych powozw spostrzeono j i powitano, w sercu jej ockno si 
zadowolenie. 
Jednake Pan Bg jest askawy - mylaa -gdy ocali czowieka, ktry moe si 
nam przyda. Ojciec tak liczy na niego, a i ja nabieram ufnoci. O ile mniej w 
yciu doznaabym zawodw majc rozumnego i energicznego przyjaciela. 
Swko przyjaciel nie podobao si jej. Przyjacielem panny Izabeli mgby 
by czowiek co najmniej posiadajcy majtek ziemski. Ale kupiec galanteryjny 
kwalifikowa si tylko na doradc i wykonawc. 
Po powrocie do domu zaraz poznaa, e jej ojciec jest w wybornym humorze. 
-Wiesz - mwi - byem z powinszowaniem u Wokulskiego. To dzielny 
czowiek, istotny dentelmen! Ju ani myli o pojedynku i nawet zdaje si 
aowa barona. Nic nie pomoe, szlachecka krew musi si odezwa, bez 
wzgldu na kondycj... 
A potem odprowadziwszy crk do gabinetu i rzuciwszy par razy okiem w 
zwierciado doda: 
-No i powiedz sama, czy mona nie ufa w opiek bosk? mier tego 
czowieka byaby dla mnie cikim ciosem - i - zosta uratowany! Musz z nim 
zawiza blisze stosunki, a wtedy zobaczymy, kto wyjdzie lepiej: czy ksi na 
swoim wielkim adwokacie, czy ja na moim Wokulskim. Jak sdzisz? 
- To samo mylaam przed chwil - odpowiedziaa panna Izabela uderzona 
zgodnoci przeczu jej wasnych i ojca - papu koniecznie powinien mie przy 
sobie zdolnego i zaufanego czowieka. 
-Ktry w dodatku sam garnie si do mnie -doda pan Tomasz.-Bystry 
czowiek! on to pojmuje, e wicej zrobi i lepsz zyska reputacj pomagajc 
dwiga si dawnemu rodowi, anieli gdyby sam wyrywa si naprzd. Bardzo 
rozumny czowiek - powtrzy pan Tomasz. -Cho chwilowo zdoby sobie 
ksicia i ca arystokracj, mnie jednak okazuje najwicej przywizania. I nie 
bdzie tego aowa, gdy odzyskam stanowisko... 
Panna Izabela patrzya na cacka ustawione na biurku i mylaa, e jednak ojciec 
udzi si troch, sdzc, i Wokulski garnie si do niego. Nie prostowaa jednak 
omyki, a na odwrt, przyznawaa w duchu, e naley troch wicej zbliy si z 
tym kupcem i przebaczy mu jego stanowisko spoeczne. Adwokat... kupiec... to 
prawie na jedno wychodzi: jeeli za adwokat moe by poufaym ksicia, 
dlaczeg by... kupiec (ach, jakie to niesmaczne!) nie mg zosta powiernikiem 
domu ckich? 
Obiad, wieczr i kilka dni nastpnych zeszy pannie Izabeli bardzo przyjemnie. 
Zastanowia j jedna okoliczno, e w cigu tak krtkiego czasu odwiedzio ich 
wicej osb anieli dawniej w cigu miesica. Byway godziny, e w pustym 
niegdy salonie teraz rozlega si gwar miechw i rozmw, a wypoczte 
meble dziwiy si natokowi, a w kuchni szeptano, e pan cki musia odebra 
jakie wielkie pienidze. Nawet damy, ktre jeszcze na wycigach nie mogy 
pozna panny Izabeli, przyszy teraz do niej z wizytami; modzi za panowie, 
aczkolwiek nie przychodzii, poznawali j na ulicy i kaniali si z szacunkiem. 
I pan Tomasz miewa teraz goci. Odwiedzi go hrabia Sanocki zaklinajc, 
aeby Wokulski przesta ju bawi si wycigami i pojedynkami, a zaj si 
spk. By hrabia Liciski i opowiada dziwy o dentelmenerii Wokulskiego. 
Lecz nade wszystko przyjeda tu par razy ksi z prob do pana Tomasza, 
aeby Wokulski bez wzgldu na zajcie z baronem nie zniechca si do 
arystokracji i pamita o nieszczliwym kraju. 
- I niech mu te kuzyn - zakoczy ksi - wyperswaduje pojedynki. To 
niepotrzebne; to dobre dla ludzi modych, ale nie dla powanych i zasuonych 
obywateli... 
Pan Tomasz by zachwycony, szczeglnie gdy pomyla, e wszystkie te owacje 
spotykaj go w przeddzie sprzeday domu; rok temu blisko podobnego 
wypadku odstraszaa ludzi... 
Zaczynam odzyskiwa nalene mi stanowisko - szepn pan Tomasz i nagle 
obejrza si. Zdawao mu si, e za nim stoi Wokulski. Wic dla uspokojenia si 
powtrzy par razy: 
Wynagrodz go... wynagrodz... moe by pewnym mego poparcia 
Trzeciego dnia po pojedynku Wokulskiego pannie Izabeli przyniesiono 
kosztowne pudeko i list, ktry j wstrzsn. Poznaa pismo barona. 
Kochana kuzyneczko! Jeeli przebaczysz mi moje nieszczsne oenienie, ja w 
zamian daruj ci moj maonk, ktra ju mnie samemu dokuczya. Jako za 
materialny symbol zawartego midzy nami pokoju na zawsze, posyam ci zb, 
ktry mi wystrzeli W-ny Wokulski, zdaje mi si - za to, co omieliem si 
powiedzie ci na wycigach. Upewniam ci, kochana kuzynko, e jest to ten 
sam zb, ktrym ci dotychczas gryzem i ju gry nigdy nie bd. Moesz go 
wyrzuci na ulic, lecz pudeeczko racz zachowa na pamitk. Przyjmij ten 
drobiazg od czowieka dzi troch chorego i wierzaj -nie najgorszego, a bd 
mia nadziej, e kiedy zapomnisz mi moich niedorzecznych zoliwoci. 
Kochajcy ci i peen gbokiego szacunku kuzyn Krzeszowski. 
P. . Jeeli mego zba nie wyrzucisz za okno, przyszlij mi go na powrt, abym 
mg ofiarowa go mojej niezapomnianej maonce. Bdzie miaa martwi si 
czym przez kilka dni, co podobno biedaczce jest zalecone przez doktorw. Ten 
za pan Wokulski jest bardzo miym i dystyngowanym czowiekiem i wyznaj, 
e serdecznie go polubiem, cho mi tak zrobi krzywd. 
W kosztownym pudeku znajdowa si istotnie zb owinity w bibuk. 
Panna Izabela po krtkim namyle odpisaa bardzo yczliwy list baronowi 
owiadczajc, e ju nie gniewa si i e przyjmuje pudeeczko, a zb z naleyt 
czci odsya jego wacicielowi. 
Tu ju nie mona byo wtpi, e tylko dziki Wokulskiemu baron pojedna si 
z ni i prosi o przebaczenie. Panna Izabela nieledwie roztkliwia si swoim 
triumfem, a dla Wokulskiego uczua jakby wdziczno. Zamkna si w swoim 
gabinecie i pocza marzy. 
Marzya, e Wokulski sprzeda swj sklep, a kupi dobra ziemskie, lecz pozosta 
naczelnikiem spki handlowej przynoszcej ogromne zyski. Caa arystokracja 
przyjmowaa go u siebie, ona za, panna Izabela, zrobia go swoim 
powiernikiem. On podwign ich majtek i podnis go do dawnej wietnoci; 
on spenia wszystkie jej zlecenia; on naraa si, ile razy bya tego potrzeba. On 
wreszcie wyszuka jej ma, odpowiedniego znakomitoci domu ckich. 
Wszystko to robi, poniewa kocha j mioci idealn, wicej ni wasne ycie. 
I czu si zupenie szczliwym, jeeli umiechna si do niego, yczliwiej 
spojrzaa albo po jakiej wyjtkowej zasudze serdecznie ucisna go za rk. 
Gdy za Pan Bg da jej dzieci, on wyszukiwa im bony i nauczycieli, 
powiksza ich majtek, a nareszcie, gdy ona zmara (w tym miejscu zy 
zakrciy si w piknych oczach panny Izabeli), on zastrzeli si na jej grobie... 
Nie, przez delikatno, ktr ona w nim rozwina, zastrzeli si o kilka grobw 
dalej. 
Wejcie ojca przerwao cig jej fantazji. 
- Podobno pisa do ciebie Krzeszowski? - zapyta ciekawie pan Tomasz. 
Crka wskazaa mu list lecy na biurku i zote pudeko. Pan Tomasz krci 
gow Czytajc list, a nareszcie rzek: 
- Zawsze wariat, chocia dobry chopak. Ale... Wokulski odda ci rzeczywist 
przysug: zwyciya miertelnego wroga. 
-Myl, ojcze, e naleaoby tego pana zaprosi kiedy na obiad... Chciaabym 
go pozna bliej. 
- Wanie od kilku dni miaem ci o to samo prosi!... - odpowiedzia 
uradowany pan Tomasz -niepodobna trzyma si na zbyt etykietalnej stopie z 
czowiekiem tak uytecznym. 
-Naturalnie -wtrcia panna Izabela -przecie nawet wiern sub 
dopuszczamy do niejakiej poufaoci. Uwielbiam twj rozum i takt, Belu!... zawoa 
pan Tomasz i zachwycony, pocaowa j naprzd w rk, potem w 
czoo. 
ROZDZIA PITNASTY: 
W JAKI SPOSB DUSZ LUDZK SZARPIE 
NAMITNO, A W JAKI ROZSDEK 
Otrzymawszy od pana ckiego zaproszenie na obiad, Wokulski wybieg ze 
sklepu na ulic. Ciasny pokj dusi go, a rozmowa z Rzeckim, w cigu ktrej 
subiekt udziela mu przestrg i upomnie, wydawaa mu si nadzwyczajnie 
gupi; nie jeste to mieszne, aeby stary i wystygy kawaler, wierzcy tylko w 
sklep i w Bonapartych, zarzuca mu szalestwo!... 
C ja robi zego - myla Wokulski - e si kocham?... Moe troch za 
pno, ale przez cae ycie nie pozwalaem sobie na podobny zbytek. Kochaj 
si miliony ludzi, kocha si cay wiat czujcy, dlaczeg mnie jednemu 
miaoby to by zabronione? Jeeli za ten zasadniczy punkt ma racj bytu, to ma 
j wszystko, co robi. Kto si chce eni, musi posiada majtek, wic zdobyem 
majtek. Musi zbliy si do wybranej kobiety - ja te zbliyem si. 
Musi troszczy si o jej byt materialny i chroni od nieprzyjaci - a ja robi i 
jedno, i drugie. Czy za w tym dobijaniu si o szczcie skrzywdziem kogo? 
czy zaniedbuj obowizkw wzgldem spoeczestwa i blinich?... Ach, ci 
kochani blini i to spoeczestwo, ktre nigdy nie troszczyo si o mnie i 
stawiao mi wszelkie przeszkody, a zawsze upomina si o ofiary z mojej 
strony... Lecz wanie to, co oni dzi nazywaj szalestwem, popycha mnie do 
penienia jakich fikcyjnych obowizkw. Gdyby nie ono, siedziabym dzi jak 
ml w ksikach i kilkaset osb miaoby mniejsze zarobki. Wic czego oni chc 
ode mnie? - pyta sam siebie w rozdranieniu. 
Ruch na wieym powietrzu uspokoi go; doszed do Alei Jerozolimskiej i 
skrci ni ku Wile. Owia go rzeki wiatr wschodni i zbudzi te nieokrelone 
uczucia, ktre tak ywo przypominaj wiek dziecinny. Zdawao mu si, e 
jeszcze na Nowym wiecie by dzieckiem i e jeszcze czuje w sobie drgajce 
fale modej krwi. Umiecha si do piaskarza wiozcego swj towar ndznym 
koniem w podugowatej skrzyni, a ebrzca wiedma wydaa mu si bardzo 
mi staruszk; cieszy go wist rozlegajcy si w fabryce i chcia pogada z 
gromadk rozkosznych malcw, ktrzy ustawiwszy si na przydronym pagrku 
ciskali kamieniami na przechodzcych ydw. Uporczywie odsuwa od siebie 
myl o dzisiejszym licie i jutrzejszej wizycie u ckich; chcia by trzewym, 
ale namitno przemoga. 
Dlaczego oni mnie zaprosili? - pyta czujc lekki dreszcz wewntrzny. - Panna 
Izabela chce si ze mn pozna... Ale oczywicie daj mi do zrozumienia, e 
mog si eni!... Byliby chyba lepi albo idioci, eby nie spostrzegli, co si ze 
mn dzieje wobec niej... 
Pocz tak dre, e mu zby szczkay; wtedy odezwa si przyguszony 
rozsdek. 
Za pozwoleniem. Od jednego obiadu i jednej wizyty jeszcze bardzo daleko do 
duszej znajomoci. Na tysic za duszych znajomoci ledwie jedna prowadzi 
do owiadczyn; na dziesi owiadczyn - ledwie jedne s przyjte, a i z tych 
ledwie poowa koczy si maestwem. Trzeba wic by zupenym wariatem, 
aeby nawet przy duszej znajomoci myle o maestwie, za ktrym jest 
ledwie jedna, a przeciw ktremu ze dwadziecia tysicy szans... Jasne czy 
niejasne? 
Wokulski musia przyzna, e jest jasne. Gdyby wszelka znajomo prowadzia 
do maestwa, kada kobieta musiaaby mie po kilkudziesiciu mw, kady 
mczyzna po kilkadziesit on, ksia nie daliby sobie rady ze lubami, a cay 
wiat zamieniby si w jeden wielki szpital wariatw. On za, Wokulski, nie 
tylko nie by jeszcze dobrym znajomym panny ckiej, ale dopiero znajdowa 
si w przededniu do zrobienia z ni znajomoci. 
Wic c zyskaem - spyta - po bugarskich niebezpieczestwach i tutejszych 
wycigach lub pojedynkach?... 
Zyskae wiksz szans - objani rozsdek - przed rokiem miae moe jedn 
sto - albo jedn dwudziestomilionow prawdopodobiestwa, e si z ni 
oenisz, a za rok moesz mie jedn dwudziestotysiczn... 
Za rok?... - powtrzy Wokulski i znowu owion go jaki chd surowy. 
Wydar mu si jednak i zapyta: - A jeeli panna Izabela pokocha mnie albo ju 
kocha?... 
Naprzd - naleaoby wiedzie, czy panna Izabela moe kocha 
kogokolwiek... 
Albo nie jest kobiet? 
Trafiaj si kobiety z defektem moralnym, niezdolne kocha nici nikogo, prcz 
swoich przelotnych kaprysw, podobnie i mczyni; jest to tak dobra wada, 
jak: guchota, lepota albo parali, tylko mniej widoczna. 
Przypumy... 
Dobrze - mwi dalej gos, ktry Wokulskiemu przypomina zgryliwe 
zrzdzenie doktora Szumana - gdyby wic ta pani w ogle moga kogo kocha, 
to nasuwa si drugie pytanie: czy pokocha ciebie? 
Przecie tak wstrtny nie jestem. 
Owszem, moesz nim by, jak najpikniejszy lew jest wstrtnym dla krowy 
albo orze dla gsi. Widzisz, mwi ci nawet komplimenta: porwnywam ci ze 
lwem i orem, ktre mimo wszystkich zalet budz jednak odraz w samicach 
innego gatunku. Unikaj zatem samic innego ni twj gatunku... 
Wokulski ockn si i rozejrza. By ju niedaleko Wisy, obok drewnianych 
pichrzw, a przejedajce furmanki zasypyway go czarnym pyem. Szybko 
zwrci si ku miastu i pocz rozwaa samego siebie. 
We mnie jest dwu ludzi - mwi - jeden zupenie rozsdny, drugi wariat. Ktry 
za zwyciy?... Ach, o to si ju nie troszcz. Ale co zrobi, jeeli wygra ten 
mdry?... C to za okropna rzecz posiadajc wielki kapita uczu zoy go 
samicy innego gatunku: krowie, gsi albo czemu jeszcze gorszemu?... C to 
za upokorzenie mia si z triumfw jakiego byka albo gsiora, a jednoczenie 
paka nad wasnym sercem, tak bolenie rozdartym, tak haniebnie 
podeptanym?... Czy warto y dalej w podobnych warunkach? 
I na sam myl o tym Wokulski uczu pragnienie mierci, ale tak zupenej, eby 
nawet resztki jego popiow nie zostay na ziemi. 
Stopniowo jednak uspokoi si i wrciwszy do domu pocz zastanawia si ju 
cakiem chodno nad tym: czy na jutrzejszy obiad woy frak, czy surdut?... 
Albo czy do jutra nie zajdzie jaka nieprzewidziana przeszkoda, ktra znowu mu 
nie pozwoli zbliy si do panny Izabeli? Potem jeszcze zrobi rachunek 
ostatnich handlowych obrotw, wysa par telegramw do Moskwy i 
Petersburga, a nareszcie napisa list do starego Szlangbauma proponujc, aeby 
mu poyczy swego nazwiska w celu nabycia kamienicy ckich. 
Mecenas ma racj - myla. - Lepiej kupi ten dom pod cudz firm. Inaczej 
mogliby mnie podejrzewa o ch wyzyskania ich albo -co gorsze - posdzi o 
zamiar robienia im aski!... Jednake pod powok obojtnych zaj kipiaa w 
nim burza. Rozsdek gono woa, e jutrzejszy obiad niczego nie oznacza i nie 
zapowiada. A nadzieja cicho... cicho szeptaa, e - moe jest kochanym, a moe 
dopiero nim bdzie. 
Ale cicho... tak cicho, e Wokulski z najwiksz uwag musia si 
przysuchiwa jej szeptowi. Dzie nastpny, peen znaczenia dla Wokulskiego, 
nie odznaczy si adn osobliwoci ani w Warszawie, ani w naturze. Tu i 
wdzie na ulicy kbi si kurz wzniecony miotami strw, doroki pdziy 
bez pamici albo zatrzymyway si bez powodu, a nieskoczony potok 
przechodniw cign si w jedn i drug stron chyba po to, aeby utrzymywa 
ruch w miecie. Niekiedy pod cian domw przesuwali si ludzie obdarci, 
skuleni, z rkami wbitymi w rkawy, jakby to by nie czerwiec, ale stycze. 
Czasem na rodku ulicy przewin si chopski wzek napeniony blaszanymi 
konwiami, a powoony przez zuchowat bab w granatowym kaftanie i 
czerwonej chustce na gowie. 
Wszystko to roio si midzy dwoma dugimi cianami kamienic pstrej barwy, 
nad ktrymi groway wyniose fronty wity. Na obu za kocach ulicy, niby 
pilnujce miasta szyldwachy, wznosiy si dwa pomniki. Z jednej strony krl 
Zygmunt, stojcy na olbrzymiej wiecy, pochyla si ku Bernardynom, 
widocznie pragnc co zakomunikowa przechodniom. Z drugiego koca 
nieruchomy Kopernik, z nieruchomym globusem w rku, odwrci si tyem do 
soca, ktre na dzie wychodzio spoza domu Karasia, wznosio si nad paac 
Towarzystwa Przyjaci Nauk i kryo si za dom Zamoyskich jakby na przekr 
aforyzmowi: Wstrzyma soce, wzruszy ziemi. Wokulski, ktry w tym 
wanie kierunku wyglda ze swego balkonu, mimo woli westchn 
przypomniawszy sobie, e jedynymi wiernymi przyjacimi astronoma byli 
tragarze i tracze, nie odznaczajcy si, jak wiadomo, zbyt dokadn znajomoci 
zasugi Kopernika. 
Wiele mu z tego - myla -e w kilku ksikach nazywaj go chlub narodu... 
Prac dla szczcia - rozumiem, ale pracy dla fikcji nazywajcej si 
spoeczestwem czy saw - ju bym si nie podj. Spoeczno niech sama 
myli o sobie, a sawa... Co mi przeszkadza wyobraa sobie, e ju posiadam 
saw na przykad na Syriuszu? A przecie Kopernik nie jest dzi w lepszym 
pooeniu odnonie do ziemi i tyle go obchodzi statua w Warszawie, co mnie 
piramida na jakiej Wedze!... Trzy wieki sawy oddam za chwil szczcia i 
dziwi si tylko mojej gupocie, e kiedy inaczej mylaem. 
Jakby w odpowiedzi na to spostrzeg po drugiej stronie ulicy Ochockiego; 
wielki maniak szed wolno, ze spuszczon gow i rkoma w kieszeniach. 
Prosty ten zbieg wypadkw gboko wstrzsn Wokulskim; przez chwil 
uwierzy nawet w przeczucia i pomyla z radosnym zdumieniem: 
Czy mi to nie zapowiada, e on bdzie mia saw Kopernika, a ja szczcie?... 
A buduje sobie machiny latajce, tylko zostaw mi swoj 
kuzynk!... - C znowu za przesdy?.. - opamita si po chwili. 
- Ja i przesdy!... W kadym razie bardzo podobao mu si zdanie, e Ochocki 
bdzie mia niemierteln saw, a on - yw pann Izabel. Serce napenia mu 
otucha. artowa z siebie, lecz mimo to czu, e jako wicej ma spokoju i 
odwagi. 
Wic przypumy - mwi - e w rezultacie po wszystkich moich zabiegach odtrci 
mnie... No?... sowo honoru, e natychmiast wezm utrzymank i bd z 
ni siada w teatrze obok loy pastwa ckich. Zacna pani Meliton, a moe i 
ten... Maruszewicz wynajd mi kobiet majc podobne do niej rysy (za 
kilkanacie tysicy rubli mona i to nawet znale). Od stp do gw owin j w 
koronki, zasypi klejnotami, a wtedy przekonamy si, czy wobec niej nie 
zblednie panna Izabela. -Nieche sobie potem idzie za m, choby za 
marszaka i barona... 
Ale na myl o zampjciu panny Izabeli opanowaa go wcieko i rozpacz. 
W takiej chwili - chciaby cay wiat nabi dynamitem i rozsadzi. Lecz znowu 
oprzytomnia: 
No i c bym zrobi, gdyby podobao si jej wyj za m?... Nie, nawet gdyby 
podobao si jej mie kochankw: raz mego subiekta, drugi raz jakiego oficera, 
trzeci raz furmana albo lokaja... No i c bym na to poradzi?... Poszanowanie 
cudzej osobistoci i swobody byo w nim tak wielkie, e przed nim ugina si 
nawet jego obd. 
C zrobi?... c zrobi?... - powtarza ciskajc domi rozgorczkowan 
gow. 
Na godzin wpad do sklepu, zaatwi kilka interesw i wrci do siebie; o 
czwartej sucy wydoby mu z komody bielizn i przyszed fryzjer ogoli go i 
uczesa. 
- C sycha, panie Fitulski? - zapyta fryzjera. 
- Nic, a bdzie gorzej; kongres berliski myli o zduszeniu Europy, Bismarck o 
zduszeniu kongresu, a ydzi - o ogoleniu do reszty nas...opowiada mody 
artysta, pikny jak serafin, zrczny - jakby uciek z urnala krawcw. 
Zawiza Wokulskiemu rcznik na szyi i mydlc mu policzki z szybkoci 
piorunu, mwi dalej: 
- W miecie, panie, cicho do czasu, a zreszt nic. Byem wczoraj z 
towarzystwem na Saskiej Kpie, ale c to, , panie, za ordynaryjna modzie!... 
Pokcili si w tacu i prosz mego pana wyobrazi sobie...Gwk troch 
wyej 'il vous plait... 
Wokulski podnis gow troch wyej i zobaczy, e jego operator nosi zote 
spinki przy bardzo brudnych mankietach. 
- Pokcili si w tacu - cign elegant byskajc mu brzytw przed oczyma - i 
prosz sobie wyobrazi, e jeden chcc kopn drugiego w wystaw - uderzy 
dam!... Zrobi si haas... pojedynek...Mnie naturalnie wybrano na sekundanta i 
wanie byem dzi w kopocie, bom mia tylko jeden pistolet, kiedy przed 
pgodzin przychodzi do mnie obraajcy i mwi, e nie gupi strzela si i e 
obraony - moe mu odda, byle tylko raz... Gwk na prawo, 'il vous plait... 
No wie pan, byem tak oburzony (przed pgodzin), e porwaem faceta za 
galeryjk, kolanem w antresol i - won! za drzwi. Z takim baznen strzela si 
niepodobna, 'est-ce pas?... Teraz na lewo, 'il vous plait . 
Skoczy goli, umy Wokulskiemu twarz i owinwszy go w strj podobny do 
miertelnej koszuli delikwentw, mwi dalej: 
-e te nigdy u pana dobrodzieja nie spostrzegem ani ladu kobiety: 
przychodz przecie w rozmaitych godzinach... 
Wzi do rk grzebie i szczotk i zacz czesa. 
- Przychodz w rozmaitych godzinach, a oko, panie, mam na te rzeczy... no!... 
Pomimo to nigdy ani rbka spdniczki, ani pantofelka, ani kawaka wstki! A 
przecie nawet raz u jednego kanonika zdarzyo mi si widzie gorset; prawda, 
e znalaz go na ulicy i wanie chcia bezimiennie odesa do redakcji. A, panie, 
u oficerw, szczeglniej za u huzarw!... (Gwk na d, 'il vous plait...) 
Czyste zatrzsienie!...U jednego, panie, spotkaem a cztery mode damy i 
wszystkie - umiechnite... Od tej pory, daj sowo honoru, zawsze kaniam mu 
si na ulicy, cho mnie opuci i winien mi pi rubli. Ale, panie, jeeli za 
krzeso na koncert Rubinsteina mogem da sze rubli, to bym chyba nie 
aowa piciu rubli dla takiego wirtuoza... Moe by troch poczerni wosy, je 
suppose pue oui? 
- Bardzo panu dzikuj - odpar Wokulski. 
- Domylaem si tego - westchn fryzjer. - W szanownym panu nie ma ladu 
pretensji, a to le!... Znam kilka baletniczek, ktre chtnie zawaryby z panem 
stosuneczki, a sowo honoru daj, e warto! Przelicznie zbudowane, 
muskulatura dbowa, biust jak materac na sprynach, ruchy pene gracji i 
wcale nie przesadzone wymagania, szczeglniej za modu. Bo kobieta, panie, im 
starsza, tym drosza, zapewne i dlatego nikt nie cignie na szedziesiciolatki, 
e ju nie ma na nie ceny. Rotszyld by zbankrutowa!... Pocztkujcej za da 
pan trzy tysice rubelkw na rok, kilka prezencikw i bdzie panu wierna.:. 
Ach, te kobietki!... Dostaem przez nie scjatyki, lecz nie mog si na nie 
gniewa... 
Skoczy swoj sztuk, ukoni si wedug najpikniejszych zasad i wyszed z 
umiechem; patrzc na jego wspania min i portfel, w ktrym nosi szczotki i 
brzytwy, mona by go wzi za urzdnika z ministerium. 
Wokulski po jego odejciu nawet nie pomyla o modych i niewymagajcych 
baletniczkach; zajmowao go wielkiej doniosoci pytanie, ktre streci w dwu 
wyrazach, frak czy surdut? Jeeli wo frak, wyjd na eleganta pilnujcego si 
przepisw. ktre mnie w rezultacie nic nie obchodz. A jeeli wo surdut, 
mog ckich obrazi. Zreszt nieche znajdzie si kto obcy... Nie ma rady, 
jeeli zdobyem si na takie bazestwa, jak wasny powz i ko wycigowy, to 
ju frak musz woy! 
Tak medytujc mia si z tej otchani dziecistw, do ktrej spychaa go 
znajomo z pann Izabel. 
Ach, mj stary Hopferze! -mwi - o wy, moi koledzy uniwersyteccy i 
syberyjscy, czy ktry z was wyobraa sobie mnie zajmujcego si podobnymi 
kwestiami?... 
Ubra si w garnitur frakowy i stanwszy przed lustrem uczu zadowolenie. Ten 
obcisy strj najlepiej uwydatnia jego atletyczne ksztaty. 
Konie czekay od kwadransa i byo ju wp do szstej. Wokulski woy lekki 
paltot i opuci mieszkanie. Siadajc do powozu by bardzo blady i bardzo 
spokojny, jak czowiek, ktry idzie naprzeciw niebezpieczestwu. 
ROZDZIA SZESNATY: 
ONA -ON - I CI INNI 
Tego dnia, kiedy Wokulski mia przyj na obiad, panna Izabela wrcia od 
hrabiny o pitej. Bya troch rozgniewana i bardzo rozmarzona, razem przeliczna. 
Spotkao j dzi szczcie i zawd. Wielki tragik woski, Rossi, znany jej i 
ciotce jeszcze z Parya, przyjecha na wystpy do Warszawy. Natychmiast 
odwiedzi hrabin i troskliwie wypytywa si o pann Izabel. Mia by dzi 
drugi raz i hrabina specjalnie dla niego zaprosia siostrzenic. Tymczasem Rossi 
nie przyszed; przysa tylko list, w ktrym przeprasza za zawd i 
usprawiedliwia si niespodziewan wizyt jakiej wysoko pooonej osoby. 
Przed paroma laty, wanie w Paryu, Rossi by ideaem panny Izabeli; kochaa 
si w nim, i nawet nie krya swych uczu, o ile, rozumie si, byo to moliwym 
dla panienki jej stanowiska. Znakomity artysta wiedzia o tym, bywa co dzie w 
domu hrabiny, gra i deklamowa wszystko, co mu kazaa panna Izabela, a 
wyjedajc do Ameryki ofiarowa jej woski egzemplarz Romea i Julii z 
dedykacj: Mda mucha wicej ma mocy, czci i szczcia anieli Romeo... 
Wiadomo o przybyciu Rossiego do Warszawy i o tym, e jej nie zapomnia, 
wzruszya pann Izabel. Ju o pierwszej w poudnie bya u ciotki. Co chwil 
wstawaa do okna, kady turkot przyspiesza bicie jej serca, za kadym 
uderzeniem dzwonka drgaa; zapominaa si w rozmowie, na twarz jej wystpiy 
silne rumiece... No - i Rossi nie przyszed!... 
A tak dzi bya pikn. Ubraa si umylnie dla niego, w jedwabn sukienk 
kremowej barwy (z daleka wygldao to jak zmite ptno), miaa brylantowe 
kolczyki (nie wiksze od ziarn grochu) w uszach i pasow r na ramieniu. I 
tyle. Ale niech auje Rossi, e jej nie widzia! 
Po czterogodzinnym oczekiwaniu wrcia do domu oburzona. Mimo jednak 
gniewu wzia do rk egzemplarz Romea i Julii i przegldajc go mylaa : 
,,Gdyby te nagle wszed tu Rossi? 
Nawet byoby lepiej tu ni u hrabiny. Bez wiadkw mgby jej szepn jakie 
gortsze swko; przekonaby si, e ona szanuje jego pamitki, a nade 
wszystko -przekonaby si (o czym tak gono mwi due lustro), e w tej 
sukni, z t r i na tym bkitnym fotelu wyglda jak bstwo. 
Przypomniaa sobie, e na obiedzie ma by Wokulski, i mimo woli wzruszya 
ramionami. Galanteryjny kupiec po Rossim, ktrego podziwia cay wiat, 
wyda jej si tak miesznym, e po prostu ogarna j lito. Gdyby Wokulski w 
tej chwili znalaz si u jej ng, ona moe nawet wsunaby mu palce we wosy i 
bawic si nim jak wielkim psem czytaaby t oto skarg Romea przed 
Laurentym: 
Niebo jest tu, gdzie mieszka Julia. Lada pies, kot, lada mysz marna yje w 
niebie, moe patrze na ni; tylko - Romeo nie moe! Mda mucha wicej ma 
mocy, wicej czci i szczcia anieli Romeo. Jej wolno dotyka drogiej rki Julii 
i z poncych ust kra niemiertelne zbawienie. Mucha ma t wolno, ale 
Romeo nie ma, bo on wygnany!... O ksie, ze duchy wyj, gdy w piekle 
usysz ten wyraz; masze ty serce, ty, wity spowiednik i przyjaciel, drze ze 
mnie pasy tym strasznym sowem - wygnanie... 
Westchna. - Kto wie, ile razy powtarza sobie te zdania wielki tuacz mylc o 
niej?... I moe nawet nie ma powiernika!... Wokulski mgby by takim 
powiernikiem; on chyba wie, jak za ni mona rozpacza, bo on naraa dla niej 
ycie. 
Odwrciwszy kilka kartek wstecz znowu czytaa: 
Romeo! czemu ty jeste Romeo? Rzu t nazw albo... przysignij by 
wiernym mojej mioci, a wtedy ja wypr si rodu Kapuletw...Zreszt - tylko 
twoje nazwisko jest dla mnie nieprzyjazne, bo ty w istocie dla mnie nie 
Monteki... O, we inn nazw, bo czym jest nazwa?:.. To, co zwiemy r, pod 
inn nazw rwnie by pachniao: tak i Romeo, bez nazwy Romeo, przecieby 
ca sw warto zatrzyma. Wic, Romeo - rzu twoj nazw, a w zamian za to, 
co nawet nie jest czstk ciebie, we mnie... ach!... ca... 
Jakie byo dziwne midzy nimi podobiestwo: on - Rossi, aktor, a ona - panna 
cka. Rzu nazwisko, rzu swj zawd... Tak, ale cby wtedy zostao... 
Zreszt nawet ksiniczka krwi mogaby wyj za Rossiego i wiat tylko 
podziwiaby jej powicenie... 
Wyj za Rossiego?... Dba o jego garderob teatraln, a moe przyszywa mu 
guziki do nocnych koszul?... 
Panna Izabela wstrzsna si. Kocha go bez nadziei - to dosy...Kocha i 
czasami porozmawia z kim o tej tragicznej mioci... Moeby z pann 
Florentyn. Nie, ona nie ma dosy uczucia. Daleko lepiej nadawaby si do tego 
Wokulski. Patrzyby jej w oczy, cierpiaby za siebie i za ni, ona opowiadaaby 
mu bolejc nad wasnym i nad jego cierpieniem i w taki sposb bardzo 
przyjemnie upywayby im godziny. Kupiec galanteryjny w roli powiernika!... 
Mona by zreszt zapomnie o tym kupiectwie. 
W tej samej porze pan Tomasz zakrcajc siwego wsa spacerowa po swym 
gabinecie i myla: Wokulski jest to czowiek ogromnie zrczny i energiczny! 
Gdybym mia takiego plenipotenta (tu westchn), nie pozbybym si 
majtku...No, ju stao si: za to dzi go mam... Z kamienicy zostanie mi 
czterdzieci, nie - pidziesit, a moe i szedziesit tysicy rubli... Nie, nie 
przesadzajmy, niech pidziesit tysicy, no - niechby tylko czterdzieci 
tysicy... Dam mu to, on bdzie mi paci z osiem tysicy rubli rocznie, reszt 
za (jeeli interes pjdzie w jego rkach, jak si spodziewam), reszt procentw 
- ka kapitalizowa... Za pi, sze lat suma podwoi si, a ju za dziesi moe 
wzrosn w czwrnasb... Bo to w operacjach handlowych pienidze 
szalenie si mno... Ale co ja mwi!... Wokulski, jeeli jest naprawd 
genialnym kupcem, powinien mie i z pewnoci ma sto za sto. A w takim razie 
spojrz mu w oczy i powiem bez ogrdki: <<Dawaj ty innym, mj dobrodzieju, 
pitnacie albo dwadziecia procent rocznie, ale nie mnie, ktry si na tym 
rozumiem.>> I on, naturalnie, zobaczywszy, z kim ma do czynienia, zmiknie 
od razu i moe nawet wykae taki dochd, o jakim mi si nie nio.. Dzwonek 
w przedpokoju uderzy dwa razy. Pan Tomasz cofn si w gb gabinetu i 
usiadszy na fotelu wzi do rk tom przygotowanej na ten cel ekonomii 
Supiskiego. Mikoaj otworzy drzwi i za chwil ukaza si Wokulski. 
- A... witam!... - zawoa pan Tomasz wycigajc do niego rk. 
Wokulski nisko ukoni si przed biaymi wosami czowieka, ktrego rad by 
nazywa swoim ojcem. 
- Siadaje, panie Stanisawie... Moe papierosa?... Prosz ci... C tam 
sycha?... Czytam wanie Supiskiego: tga gowa!... Tak, narody nie 
umiejce pracowa i oszczdza znikn musz z powierzchni ziemi...Tylko 
oszczdno i praca!... Pomimo to nasi wsplnicy zaczynaj grymasi, co?... 
-Niech robi, jak im wygodniej - odpar Wokulski. -Ja na nich nie zyskam ani 
jednego rubla. 
- Ale ja nie opuszcz ci, panie Stanisawie - rzek pan Tomasztonem 
przekonania. I doda po chwili: - W tych dniach sprzedaj, to jest dopuszczam 
do sprzeday mego domu. Miaem z nim duy kopot: lokatorowie nie pac, 
rzdcy zodzieje, a wierzycieli hipotecznych musiaem zaspokaja z wasnej 
kieszeni. Nie dziw si, e mnie to w kocu znudzio... 
-Naturalnie -wtrci Wokulski. 
- Mam nadziej - cign pan Tomasz - e zostanie mi z niego pidziesit, a 
choby czterdzieci tysicy rubli... 
- Ile ma pan nadziej wzi za ten dom? 
- Sto, do stu dziesiciu tysicy rubli... Cokolwiek jednake dostan, tobie 
oddam, panie Stanisawie. 
Wokulski pochyli gow na znak zgody i pomyla, e jednak pan Tomasz za 
swoj kamienic nie dostanie wicej nad dziewidziesit tysicy rubli. Tyle 
bowiem mia w tej chwili do dyspozycji, a nie mg zaciga dugw bez 
naraania swego kredytu. 
- Tobie oddam, panie Stanisawie - mwi pan cki. - I wanie chciaem 
zapyta si, czy przyjmiesz?... 
- Ale rozumie si... 
- I jaki mi dasz procent? 
-Gwarantuj dwudziesty, a jeeli interesa pjd lepiej, to i wyszy - odpar 
Wokulski dodajc w duchu, e wicej nad pitnacie procent nie mgby da 
komu innemu. 
Filut!... - pomyla pan Tomasz. - Sam ma ze sto procentw, a mnie daje 
dwadziecia... 
Gono jednak rzek: 
- Dobrze, kochany panie Stanisawie. Przyjmuj dwadziecia procent, byleby 
mi mg wypaci z gry. 
- Bd paci z gry... co p roku - odpowiedzia Wokulski lkajc si, aeby 
pan Tomasz nie wyda pienidzy zbyt prdko. 
-I na to zgoda - rzek pan Tomasz tonem wielkiej serdecznoci. - Wszystkie za 
zyski - doda z lekkim akcentem - wszystkie zyski wysze nad dwadziecia 
procent, prosz ci, aeby nie dawa mi ich do rki, chobym... baga, 
rozumiesz?... ale eby docza do kapitau. Niech ronie, prawda?... 
- Panie prosz - rzek w tej chwili Mikoaj ukazujc si we drzwiach gabinetu. 
Pan Tomasz uroczycie podnis si z fotelu i ceremonialnym krokiem 
wprowadzi gocia do salonu. 
Pniej niejednokrotnie Wokulski usiowa zda sobie spraw z salonu i ze 
sposobu, w jaki tam wszed; ale caoci faktu nie mg sobie przypomnie. 
Pamita, e przede drzwiami ukoni si par razy panu Tomaszowi, e potem 
owiona go jaka mia wo, skutkiem czego ukoni si damie w kremowej 
sukni z psow r przy ramieniu, a potem -innej damie wysokiej i czarno 
ubranej, ktra patrzya na niego z przestrachem. Przynajmniej tak mu si 
zdawao. 
Dopiero po chwili spostrzeg, e dam w kremowej sukni bya panna Izabela. 
Siedziaa na fotelu, z nieporwnanym wdzikiem pochylona w jego stron, i 
agodnie patrzc mu w oczy mwia: 
- Ojciec mj, jako paski wsplnik, bdzie musia odby dug praktyk, zanim 
potrafi zadowolni pana. W jego imieniu prosz o pobaliwo. 
Wycigna rk, ktrej Wokulski ledwo mia dotkn. 
-Pan cki - odpar -jako wsplnik, potrzebuje mie tylko zaufanego adwokata 
i buchaltera, ktrzy co pewien czas skontroluj rachunki. Reszta naley do nas. 
Zdawao mu si, e powiedzia co bardzo gupiego, i zarumieni si. 
- Pan musi mie duo zajcia przy takim magazynie... - wtrcia czarno ubrana 
panna Florentyna i przestraszya si jeszcze mocniej. 
- Nie tak wiele. Do mnie naley dostarczanie funduszw obrotowych i 
zawizywanie stosunkw z nabywcami i odbiorcami. Rodzajem za towaru i 
ocen jego wartoci zajmuje si administracja sklepu. 
- Czy to mona w kadym razie spuci si na obcych - westchna panna 
Florentyna. 
- Mam doskonaego plenipotenta, a zarazem przyjaciela, ktry lepiej prowadzi 
interesa, nibym ja to potrafi. 
- Szczliwy jeste, panie Stanisawie... - pochwyci pan cki. - Nie 
wyjedasz w tym roku za granic? 
- Chc by w Paryu na wystawie. 
- Zazdroszcz panu - odezwaa si panna Izabela. - Od dwu miesicy marz 
tylko o wystawie paryskiej, ale papo jako nie okazuje skonnoci do wyjazdu... 
- Nasz wyjazd cakowicie zaley od pana Wokulskiego - odpowiedzia ojciec. Radz 
ci wic jak najczciej zaprasza go na obiad i podawa smaczny, aeby 
mia dobry humor. 
- Zarczam, e ile razy bdzie pan na nas askaw, sama zajrz do kuchni. Czy 
jednak dobre chci wystarcz w tym wypadku... 
- Z wdzicznoci przyjmuj obietnic - odpar Wokulski. - Nie wpynie to 
jednak na termin wyjazdu pastwa do Parya, poniewa zaley on tylko od ich 
woli. 
-Merci... - szepna panna Izabela. 
Wokulski schyli gow. Znam ja to <<merci>>! -pomyla - paci si za nie 
kulami... 
- Pastwo pozwol do stou?... - wtrcia panna Florentyna. Przeszli do 
jadalnego pokoju, gdzie na rodku sta okrgy st nakryty na cztery osoby. 
Wokulski znalaz si przy nim midzy pann Izabel i jej ojcem, naprzeciw 
panny Florentyny. Ju by zupenie spokojny, tak spokojny, e a go to 
przeraao. Opuci go sza mioci nawet pyta sam siebie: czy ona jest kobiet, 
ktr kocha?... Bo czy podobna kocha si tak jak on i siedzc o krok od 
przyczyny swego obdu czu tak cisz w duszy, tak niezmiern cisz?... Myl 
mia tak swobodn, e nie tylko dokadnie widzia kade drgnienie fizjognomii 
swoich wspbiesiadnikw, ale jeszcze (co ju byo zabawne), patrzc na pann 
Izabel, robi sobie nastpujcy rachunek: 
Suknia. Pitnacie okci surowego jedwabiu po rublu - pitnacie rubli... 
Koronki z dziesi rubli, a robota z pitnacie... Razem-czterdzieci rubli 
suknia, ze sto pidziesit rubli kolczyki i dziesi groszy ra... 
Mikoaj zacz podawa potrawy. Wokulski bez najmniejszego apetytu zjad 
kilka yek chodniku, zapi portweinem, potem sprbowa poldwicy i zapi j 
piwem. Umiechn si, sam nie wiedzc czemu, i w przystpie jakiej 
akowskiej radoci postanowi robi bdy przy stole. Na pocztek 
skosztowawszy poldwicy pooy n i widelec na podstawce obok talerza. 
Panna Florentyna a drgna, a pan Tomasz z wielk werw pocz opowiada o 
wieczorze w Tuileriach, podczas ktrego na danie cesarzowej Eugenii taczy 
z jak marszakow menueta. 
Podano sandacza, ktrego Wokulski zaatakowa noem i widelcem. Panna 
Florentyna o mao nie zemdlaa, panna Izabela spojrzaa na ssiada z pobaliw 
litoci, a pan Tomasz... zacz take je sandacza noem i widelcem. 
Jacycie wy gupi! - pomyla Wokulski czujc, e budzi si w nim co niby 
pogarda dla tego towarzystwa. Na domiar odezwaa si panna Izabela, zreszt 
bez cienia zoliwoci: 
- Musi mnie papa kiedy nauczy, jak si jada ryby noem. 
Wokulskiemu wydao si to wprost niesmaczne. 
Widz, e odkocham si tu przed kocem obiadu... - rzek do siebie. 
-Moja droga -odpowiedzia pan Tomasz crce - niejadanie ryb noem to 
doprawdy przesd... Wszak mam racj, panie Wokulski? 
- Przesd?... nie powiem - rzek Wokulski. - Jest to tylko przeniesienie zwyczaju 
z warunkw, gdzie on jest stosowny, do warunkw, gdzie nim nie jest. 
Pan Tomasz a poruszy si na krzele. 
- Anglicy uwaaj to prawie za obraz... - wydeklamowaa panna Florentyna. 
- Anglicy maj ryby morskie, ktre mona jada samym widelcem; nasze za 
ryby ociste moe jedliby innym sposobem... 
-O, Anglicy nigdy nie ami form -bronia si panna Florentyna. 
-Tak - mwi Wokulski - nie ami form w warunkach zwykych, ale w 
niezwykych stosuj si do prawida: robi, jak wygodniej. Sam zreszt 
widywaem bardzo dystyngowanych lordw, ktrzy baranin z ryem jedli 
palcami, a ros pili prosto z garnka. 
Lekcja bya ostra. Pan Tomasz jednak przysuchiwa si jej z zadowoleniem, a 
panna Izabela prawie z podziwem. Ten kupiec, ktry jada baranin z lordami i 
wygasza tak miao teori posugiwania si noem przy rybach, urs w jej 
wyobrani. Kto wie, czy teoria nie wydaa si jej waniejsz anieli pojedynek z 
Krzeszowskim. 
- Wic pan jest nieprzyjacielem etykiety? - spytaa. 
- Nie. Nie chc tylko by jej niewolnikiem. 
- S jednak towarzystwa, w ktrych ona przestrzega si zawsze. 
- Tego nie wiem. Ale widziaem najwysze towarzystwa, w ktrych o niej 
zapominano w pewnych warunkach. 
Pan Tomasz lekko schyli gow; panna Florentyna zsiniaa, panna Izabela 
patrzya na Wokulskiego prawie yczliwie. Nawet wicej ni-prawie... Byway 
mgnienia, w ktrych marzyo si jej, e Wokulski jest jakim Harun-al-
Raszydem ucharakteryzowanym na kupca. W sercu jej budzi si podziw, nawet 
- sympatia. Z pewnoci ten czowiek moe by jej powiernikiem; z nim bdzie 
moga rozmawia o Rossim. 
Po lodach zupenie zdetonowana panna Florentyna zostaa w jadalni, a reszta 
towarzystwa przesza na kaw do gabinetu pana. Wanie Wokulski skoczy 
swoj filiank, kiedy Mikoaj przynis panu Tomaszowi na tacy list mwic: 
- Czeka na odpowied, janie panie. 
- Ach, od hrabiny... - rzek pan Tomasz spojrzawszy na adres. -Pozwolicie 
pastwo... 
- Jeeli pan nie ma nic przeciw temu - przerwaa panna Izabela umiechajc si 
do Wokulskiego - to przejdziemy do salonu, a ojciec tymczasem odpisze... 
Wiedziaa, e list ten napisa pan Tomasz sam do siebie; koniecznie bowiem 
potrzebowa cho p godziny przedrzema si po obiedzie. 
- Nie obrazi si pan? - spyta pan Tomasz ciskajc Wokulskiego za rk. 
Opucili z pann Izabel gabinet i weszli do salonu. Ona z gracj jej tylko 
waciw usiada na fotelu wskazujc mu drugi, zaledwie o par krokw 
odlegy. 
Wokulskiemu, kiedy znalaz si z ni sam na sam, krew uderzya do gowy. 
Wzburzenie spotgowao si, gdy spostrzeg, e panna Izabela patrzy na niego 
jakim dziwnym wzrokiem, jakby go chciaa przenikn do dna i przyku do 
siebie. To ju nie bya ta panna Izabela z kwesty wielkotygodniowej ani nawet z 
wycigw; to bya osoba rozumna i czujca, ktra ma go o co serio zapyta i 
chce mu co szczerego powiedzie. 
Wokulski by tak ciekawy tego, co mu powie, i tak straci wszelk wadz nad 
sob, e chyba zabiby czowieka, ktry by m w tej chwili przeszkodzi. Patrzy 
na pann Izabel w milczeniu i czeka. 
Panna Izabela bya zakopotana: dawno ju nie doznaa takiego zamtu uczu 
jak w tej chwili. Przez myl przebiegay jej zdania: kupi serwis - przegrywa 
umylnie w karty do ojca - znieway mnie, a potem: kocha mnie - kupi 
konia wycigowego -pojedynkowa si -jada baranin z lordami w 
najwyszych towarzystwach... Pogarda, gniew, podziw, sympatia kolejno 
potrcay jej dusz jak krople gsto padajcego deszczu; na dnie za tej burzy 
nurtowaa potrzeba zwierzenia si komu ze swych kopotw codziennych i ze 
swych rozmaitych powtpiewa, i ze swej tragicznej mioci do wielkiego 
aktora. 
Tak, on moe by... on bdzie moim powiernikiem!... - mylaa panna Izabela 
topic sodkie spojrzenie w zdumionych oczach Wokulskiego i lekko pochylajc 
si naprzd, jakby chciaa go pocaowa w czoo. Potem ogarnia j 
bezprzyczynowy wstyd : cofaa si na porcz fotelu, rumienia si i z wolna 
opuszczaa dugie rzsy, jakby j sen morzy. Patrzc na gr jej fizjognomii 
Wokulskiemu przypomniay si cudowne falowania zorzy pnocnej i owe 
dziwne melodie, bez tonw i bez sw, ktre niekiedy odzywaj si w ludzkiej 
duszy niby echa lepszego wiata. Rozmarzony, przysuchiwa si 
gorczkowemu tykotaniu stoowego zegara i biciu wasnych pulsw i dziwi si, 
e te dwa tak szybkie zjawiska prawie wlok si w porwnaniu z biegiem jego 
myli. 
Jeeli jest jakie niebo - mwi sobie - bogosawieni nie doznaj wyszego 
szczcia anieli ja w tej chwili. 
Milczenie trwao ju tak dugo, e zaczo by nieprzyzwoitym. Panna Izabela 
opamitaa si pierwsza. 
- Pan mia - rzeka - nieporozumienie z panem Krzeszowskim. 
- O wycigi... - wtrci popiesznie Wokulski. - Baron nie mg mi darowa, e 
kupiem jego konia... 
Chwil patrzya na niego z agodnym umiechem. 
- Potem mia pan pojedynek, ktry... bardzo nas zaniepokoi...-dodaa ciszej. - A 
potem... baron przeprosi mnie - zakoczya szybko, spuszczajc oczy. - W 
licie napisanym z tego powodu do mnie baron mwi o panu z wielkim 
szacunkiem i przyjani... 
- Jestem bardzo... bardzo szczliwy.- bka Wokulski. 
- Z czego, panie? 
- e okolicznoci zoyy si w taki sposb... Baron jest czowiekiem 
dystyngowanym... 
Panna Izabela wycigna rk i zostawiwszy j na chwil w rozpalonej doni 
Wokulskiego rzeka: 
- Pomimo niewtpliwej dobroci barona ja jednak tylko panu dzikuj. 
Dzikuj... S przysugi, ktrych si nieprdko zapomina, i doprawdy... - tu 
zacza mwi wolniej i ciszej - doprawdy, ulyby pan memu sumieniu dajc 
czego, co by zrwnowayo pask...uprzejmo... Wokulski puci jej rk i 
wyprostowa si na krzele. By tak odurzony, e nie zwrci uwagi na ten may 
wyraz uprzejmo. 
- Dobrze - odpar. - Jeeli pani kae, przyznam si nawet... do zasugi. Czy w 
zamian wolno mi zanie prob do pani?... 
-Tak. 
-A wic - mwi rozgorczkowany - prosz o jedno: aebym mg suy pani, 
o ile mi siy starcz. Zawsze i we wszystkim. 
- Panie!... - przerwaa z umiechem panna Izabela - ale to jest podstp. Ja chc 
spaci jeden dug, a pan chce mnie zmusi do zacigania nowych. Czy to 
waciwe?... 
- Co w tym niewaciwego?... Albo nie przyjmuje pani usug nawet od 
posacw publicznych?... 
- Ale im paci si za to - odpowiedziaa figlarnie patrzc mu w oczy. 
- I ta tylko jest midzy mn i nimi rnica, e im paci potrzeba, a mnie nie 
wypada. Nawet nie mona. 
Panna Izabela krcia gow. 
-To, o co prosz - mwi dalej Wokulski -nie przechodzi granicy 
najzwyklejszych stosunkw ludzkich. Panie zawsze rozkazujecie - my zawsze 
speniamy, oto wszystko. Ludzie nalecy do tej co i pani sfery towarzyskiej 
wcale nie potrzebowaliby prosi o podobn ask; dla nich jest ona codziennym 
obowizkiem, nawet prawem. Ja za dobijaem si, a dzisiaj bagam o ni, gdy 
spenianie zlece pani byoby dla mnie pewnym rodzajem nobilitacji. Boe 
miosierny! Jeeli furmani i lokaje mog nosi barwy pani, z jakiej racji ja nie 
miabym zasugiwa na ten zaszczyt? 
- Ach, o tym pan mwi?... Dawa panu mojej szarfy nie potrzebuj; pan sam 
wzi j gwatem. A odbiera?... Ju za pno, choby ze wzgldu na list 
barona. 
Znowu podaa mu rk, ktr Wokulski ze czci ucaowa. W obocznym pokoju 
rozlegy si kroki i wszed pan Tomasz wyspany, promieniejcy. Jego pikna 
twarz miaa tak serdeczny wyraz, e Wokulski pomyla : 
Ndznikiem bd, jeeli twoje trzydzieci tysicy rubli, przynios ci dziesiciu 
tysicy rocznie. Jeszcze z kwadrans posiedzieli we troje, rozmawiajc o 
niedawnej zabawie w Dolinie Szwajcarskiej na cel dobroczynny, o przybyciu 
Rossiego i o wyjedzie do Parya. Nareszcie Wokulski z alem opuci mie 
towarzystwo obiecujc przychodzi czciej i wspczenie z nimi jecha do 
Parya. 
- Zobaczy pan, jak tam bdzie wesoo - rzeka panna Izabela na poegnanie. 
ROZDZIA SIEDMNASTY: 
KIEKOWANIE ROZMAITYCH ZASIEWW I 
ZUDZE 
Byo ju wp do dziewitej wieczorem, kiedy Wokulski wraca do domu. 
Soce niedawno zaszo, lecz silny wzrok mg ju dopatrze wiksze gwiazdy 
przebyskujce na zlotawolazurowym niebie. Po ulicach rozlega si wesoy 
gwar przechodniw; w sercu Wokulskiego zasiad radosny spokj. 
Przypomina sobie kady ruch, kady umiech, kade spojrzenie i kady wyraz 
panny Izabeli, z podejrzliw troskliwoci wyszukujc w nich ladu niechci 
albo dumy. Na prno. Traktowaa go jak rwnego sobie i jak przyjaciela, 
zapraszaa, aby ich czciej odwiedza, ba!... nawet daa, aby j o co prosi... 
A gdybym si by w tej chwili owiadczy - przyszo mu na myl - to co?... 
I pilnie wpatrywa si w rysy jej widma, ktre mu napeniao dusz; ale - znowu 
nie dostrzeg ani ladu niechci. Owszem - figlarny umiech. 
Odpowiedziaaby - myla - e za mao jeszcze si znamy, e powinienem 
zasuy na ni... Tak... niezawodnie tak by odpowiedziaa - powtarza, cigle 
przypominajc sobie niewtpliwe oznaki sympatii. 
W ogle - mwi - byem niesprawiedliwie uprzedzony do wielkich panw. A 
oni s przecie takimi jak i my ludmi; moe nawet maj wicej subtelnych 
uczu. Wiedzc, e jestemy gonicymi za zyskiem gburami, unikaj nas. Ale 
poznawszy w nas uczciwe serca, przygarniaj do siebie... C to za rozkoszna 
ona moe by z takiej kobiety! Naturalnie, e powinienem na ni zasuy. 
Jeszcze jak!... 
I pod wpywem tych myli czu, e budzi si w nim jaka wielka yczliwo, 
ktra ogarnia naprzd dom ckich, potem dalsz ich rodzin, potem jego sklep 
i wszystkich ludzi, ktrzy w nim pracowali, potem wszystkich kupcw, ktrzy 
mieli z nim stosunki, a nareszcie - cay kraj i ca ludzko. Zdawao si 
Wokulskiemu, e kady uliczny przechodzie jest jego krewnym, bliszym lub 
dalszym; wesoym lub smutnym. I niewiele brakowao, aeby stanwszy na 
chodniku zaczepia jak ebrak ludzi i pyta: Moe ktry z was czego 
potrzebuje?... dajcie, rozkazujcie, prosz was... w j e j imieniu... 
Podle mi dotychczas ycie schodzio - mwi sobie. - Byem egoist. Ochocki oto 
wspaniaa dusza: chce przypi skrzyda ludzkoci i dla tej idei zapomina o 
wasnym szczciu. Sawa, naturalnie, jest gupstwem, ale praca dla 
pomylnoci ogu - to grunt... - A potem doda z umiechem: - Ta kobieta ju 
zrobia ze mnie bogacza i czowieka z reputacj, lecz jeeli uprze si, zrobi ze 
mnie - czy ja wiem co?... Chyba witego mczennika, ktry swoj prac, nawet 
ycie odda dla dobra innych... Naturalnie, e oddam, gdy ona tego zechce!... 
Sklep jego by ju zamknity, ale przez otwory okiennic wygldao wiato. 
Co jeszcze robi - pomyla Wokulski. 
Skrci w bram i przez tylne drzwi wszed do sklepu. Na progu zetkn si z 
wychodzcym Zib, ktry poegna go niskim ukonem; w gbi za sklepu 
byo jeszcze kilka osb. Klejn wdrapywa si na drabink, aeby co poprawi 
na pkach. Lisiecki ubiera si w palto, za kantorem nad ksig siedzia Rzecki, 
a przed, nim sta jaki czowiek paka. 
- Stary jedzie! - zawoa Lisiecki. 
Rzecki przysaniajc oczy rk spojrza na Wokulskiego; Klejn ukoni mu si 
par razy ze szczytu drabinki, a paczcy czowiek zwrci si nagle i z gonym 
jkiem obj go za nogi. 
- Co to jest?... - spyta zdziwiony Wokulski poznajc w paczcym starego 
inkasenta Obermana. -Zgubi czterysta kilkadziesit rubli - odpar Rzecki 
surowo. - Naturalnie, e nie byo naduycia, gow dam za to, ale i firma traci 
nie moe, tym bardziej e pan Oberman ma u nas kilkaset rubli oszczdnoci. 
Jedno wic z dwojga - prawi rozdraniony Rzecki - albo pan Oberman zapaci, 
albo pan Oberman straci miejsce... Pikne robilibymy interesa majc 
wszystkich takich inkasentw jak pan Oberman... 
- Zapac, panie - mwi szlochajc inkasent - zapac, ale niech mi pan rozoy 
cho na par lat. To te piset rubli, co mam u panw, to mj cay majtek. 
Chopiec skoczy szkoy i chce uczy si na doktora, a i staro za pasem... 
Bg i pan wie, co si czowiek napracuje, nim zbierze taki grosz... Musiabym 
si drugi raz urodzi, aeby znowu go zebra... 
Klejn i Lisiecki, obaj ubrani, czekali na wyrok pryncypaa. 
- Tak - odezwa si Wokulski - firma nie moe traci. Oberman zapaci. 
- Sucham pana - wyszepta nieszczliwy inkasent. 
Panowie Klejn i Lisiecki poegnali si i wyszli. Za nimi, wzdychajc zabiera 
si i Oberman do opuszczenia sklepu. Lecz gdy zostali tylko we trzech, 
Wokulski doda szybko: 
- Oberman, zapacisz, a ja ci zwrc... 
Inkasent rzuci mu si do ng. 
- Za pozwoleniem!... za pozwoleniem - przerwa Wokulski podnoszc go. Jeeli 
swko powiesz komu o naszym ukadzie, cofn prezent, uwaasz, 
Oberman?... Inaczej wszyscy zechc gubi pienidze. Id wic do domu i 
milcz... 
- Rozumiem. Niech Bg zeszle na pana wszystko najlepsze-odpar inkasent i 
wyszed, na prno starajc si ukry rado. 
- Ju zesa najlepsze - rzek Wokulski mylc o pannie Izabeli. Rzecki by 
niekontent. 
- Wiesz, mj Stachu - odezwa si, gdy zostali sami - e lepiej zrobisz nie 
mieszajc si do sklepu. Z gry wiedziaem, e caej sumy nie kaesz mu 
zwraca; ja sam nie dabym tego., Ale ze sto rubli, tytuem kary, powinien by 
gagan zapaci... Zreszt, pal diabli, mona mu byo i wszystko darowa: ale 
naleao cho z par tygodni utrzyma w niepewnoci... Inaczej lepiej od razu 
zamkn bud. 
Wokulski mia si. 
-Lkabym si -odpar - gniewu boskiego, gdybym w takim dniu skrzywdzi 
czowieka. 
- W jakim dniu?... - spyta Rzecki, szeroko otwierajc oczy. 
- Mniejsza o to. Dzi dopiero widz, e trzeba by litociwym. 
- Bye nim zawsze i a zanadto - oburzy si pan Ignacy-i przekonasz si, e dla 
ciebie ludzie takimi nie bd. 
-Ju s -rzek Wokulski i poda mu rk na poegnanie. 
- Ju s?... - powtrzy pan Ignacy przedrzeniajc go. - Ju s!... Nie ycz ci, 
aby potrzebowa kiedy wystawia na prb ich wspczucia... 
- Mam je bez prb. Dobranoc. 
- Masz!... masz!:. Zobaczymy, jak ono bdzie wygldao w razie potrzeby. 
Dobranoc, dobranoc... - mwi stary subiekt, z haasem chowajc ksigi. 
Wokulski szed do swego mieszkania i myla: 
Trzeba nareszcie zoy wizyt Krzeszowskiemu... Pjd jutro...W caym 
znaczeniu przyzwoity czowiek... przeprosi pann Izabel. Jutro podzikuj mu 
i - niech mnie licho wemie -jeeli nie sprbuj dopomc. Cho z takim 
prniakiem i letkiewiczem cika sprawa...Ale mniejsza o to, sprbuj... On 
przeprosi pann Izabel, ja wydobd go z dugw. Uczucia spokoju i 
niezachwianej pewnoci tak w tej chwili groway nad wszelkimi innymi w 
duszy Wokulskiego, e gdy wrci do domu, zamiast marzy (co mu si zwykle 
zdarzao), wzi si do roboty. Wydoby gruby kajet, ju w wikszej czci 
zapisany, potem ksik z polsko-angielskimi wiczeniami i zacz pisa zdania 
wymawiajc je pgosem i usiujc jak najdokadniej naladowa nauczyciela 
swego, pana Wiliama Colinsa. 
W kilkuminutowych za przerwach myla to o jutrzejszej wizycie u barona 
Krzeszowskiego i o sposobie wydobycia go z dugw, to o Obermanie, ktrego 
wybawi z nieszczcia. 
Jeeli bogosawiestwo ma jak warto - mwi do siebie-cay kapita 
bogosawiestw Obermana, wraz ze skadanym procentem, ceduj jej... 
Potem przyszo mu na myl, e nie jest to zbyt wietnym prezentem dla panny 
Izabeli - uszczliwi jednego tylko czowieka. Caego wiata - nie moe; ale 
warto by z okazji bliszego poznania si z pann Izabel podwign bodaj 
kilka osb. 
Drugim bdzie Krzeszowski - myla - ale ratowa takich zuchw - adna 
zasuga... Aha!... Uderzy si rk w czoo i porzuciwszy wiczenia angielskie 
wydoby archiwum swoich korespondencyj prywatnych. Bya to safianowa 
okadka, gdzie podug dat umieszcza nadchodzce listy, ktrych spis znajdowa 
si na pocztku. 
Aha! - mwi - list mojej magdalenki i jej opiekunek, stronica szeset trzy... 
Znalaz stronic i z uwag przeczyta dwa listy: jeden pisany elegancko, drugi jakby 
go krelia dziecinna rka. W pierwszym zawiadomiono go, e taka to a 
taka Maria, niegdy dziewczyna zego prowadzenia, obecnie nauczya si szy 
bielizny, krawiectwa i odznacza si pobonoci, posuszestwem, agodnoci i 
dobrymi obyczajami. W drugim licie sama owa Maria... dzikowaa mu za 
dotychczasow pomoc i prosia tylko o wyszukanie jakiego zajcia. 
Niech ju wielmony i dobrotliwy pan - pisaa - kiedy z aski Boga ma takie 
due fundusze, na mnie grzeszn ich nie wydaje. Bo ja teraz sama sobie 
poradz, bylem miaa o co rce zaczepi, a ludzi, co potrzebuj gorzej ni ja, 
nieszczliwa, zhabiona, w Warszawie nie brak... 
Wokulskiemu przykro si zrobio, e podobna proba kilka dni czekaa na 
odpowied. Natychmiast odpisa i zawoa sucego. 
-List ten -rzek -odelesz rano do magdalenek... 
- robi si - odpar sucy usiujc zapanowa nad ziewaniem. 
- Sprowadzisz mi take furmana Wysockiego, tego z Tamki, wiesz?... 
- O jeszcze nie miabym wiedzie. Ale pan sysza... 
- Tylko eby mi tu przyszed z rana... 
- O!... czemu nie. Ale pan sysza, e Oberman zgubi wielkie pienidze? By tu 
z wieczora i przysiga, e zabij si albo zrobi sobie co zego, jeeli pan nie 
okae nad nim litoci. Ja mwi: Nie bdcie gupi, nie abijajcie si, 
poczekajcie... Nasz stary ma mitkie szercze...A on gada: Ja se te tak 
kalkuluj, ale zawsze bdzie heca, bo mi cho troch strc, a tu syn idzie na 
medyka, a tu staro chwyta czowieka za poy... 
-Prosz ci, id spa - przerwa mu Wokulski. 
- Pj pjd - odpar z gniewem sucy - ale u pana to taka suba, e gorzej 
ni w kryminale: nawet szpa nie mona i, kiedy si chce... 
Zabra list i wyszed. 
Na drugi dzie okoo dziewitej rano sucy obudzi Wokulskiego, donoszc 
mu, e czeka Wysocki. 
- Niech no wejdzie. Po chwili wszed furman. By przyzwoicie ubrany, mia 
czerstw cer i wesoe spojrzenie. Zbliy si do ka i ucaowa Wokulskiemu 
rce. 
-Mj Wysocki, podobno przy twoim mieszkaniu jest wolny pokj? 
- A tak, wielmony panie, bo mi stryjek umar, a jego bestie lokatory nie chciay 
paci, wicem wygna. Na wdk to obuz ma, a na komorne go nie sta... 
-Ja wynajm od ciebie ten pokj -mwi Wokulski -tylko trzeba go 
odczyci... Furman patrzy na Wokulskiego zdziwiony. 
-Bdzie tam mieszka moda szwaczka -mwi dalej Wokulski. -Niech stouje 
si u was, niech jej twoja ona pierze bielizn...Niech zobaczy czego jej brak? 
Na sprzty i na bielizn ja dam pienidzy... Potem bdziecie uwaali, czy nie 
sprowadza kogo do domu... 
- O ni! - zawoa z oywieniem furman. - Ile razy bdzie wielmonemu panu 
potrzebna, ja j sam zawiod; ale eby kto za z miasta - to ni!... Z takiego 
interesu wielmony pan mgby si tylko nabawi nieszczcia... 
-Gupi, mj Wysocki. Ja jej widywa nie potrzebuj. Byle bya porzdna w 
domu, schludna, pracowita, to niech sobie chodzi, gdzie chce. Tylko niech do 
niej nie chodz. Wic rozumiesz: trzeba w pokoju odwiey ciany, umy 
podog, kupi sprzty tanie, ale nowe i dobre, znasz si na tym?... 
- I jak jeszcze. Ilem si w yciu mebli nawozi... 
- Dobrze. A twoja ona niech zobaczy, co jej potrzeba z bielizny i odzienia, i da 
mi zna. 
- Rozumiem wszystko, wielmony panie - odpar Wysocki, znowu caujc go w 
rk. 
- Ale... A c z twoim bratem?... 
-Niezgorzej, wielmony panie. Siedzi, dzikowa Bogu i wielmonemu panu, w 
Skierniewicach, ma grunt, naj parobka i tera z niego wielki pan. Za par lat 
jeszcze ziemi dokupi, bo stouje si u niego jeden drnik i str, i dwa 
smarowniki. Nawet mu tera kolej pensji dodaa... 
Wokulski poegna furmana i zacz si ubiera. Chciabym przespa ten czas, 
dopki znowu jej nie zobacz - myla Wokulski. 
Do sklepu nie chciao mu si i. Wzi jak ksik i czyta postanawiajc 
sobie midzy pierwsz i drug wybra si do barona Krzeszowskiego. 
O jedenastej w przedpokoju rozleg si dzwonek i trzask otwieranych drzwi. 
Wszed sucy. 
-Jaka panna czeka... 
-Pro do sali - rzek Wokulski. 
W sali zaszelecia kobieca suknia. Wokulski, stanwszy na progu, zobaczy 
swoj magdalenk. Zdumiay go nadzwyczajne zmiany w niej. Dziewczyna bya 
czarno ubrana, miaa bladaw, ale zdrow cer i niemiae spojrzenie. 
Spostrzegszy Wokulskiego zarumienia si i zacza dre. - Niech pani sidzie, 
panno Mario - odezwa si wskazujc jej krzeso. 
Usiada na brzegu aksamitnego sprztu, jeszcze mocniej zawstydzona. Powieki 
szybko zamykay si jej i otwieray; patrzya w ziemi, a na rzsach jej bysny 
krople ez. Inaczej wygldaa przed dwoma miesicami. 
- Wic ju pani umie krawieczyzn, panno Mario? 
-Tak. 
-I gdzie pani ma zamiar umieci si? 
- Moe by do jakiego magazynu albo w sub... do Rosji... 
- Dlaczeg tam? 
- Tam podobno atwiej dosta robot, a tu... kt mnie przyjmie? -szepna. 
-A gdyby tu jaki skad bra u pani bielizn, czy nie opacioby si zosta? 
- O tak... Ale tu trzeba mie wasn maszyn i mieszkanie; i wszystko... Kto 
tego nie ma, musi i w sub. 
Nawet gos jej si zmieni. Wokulski pilnie przypatrywa si jej, nareszcie rzek: 
- Zostanie pani tymczasem w Warszawie. Mieszka bdzie pani na Tamce, przy 
rodzinie furmana Wysockiego. To bardzo dobrzy ludzie. Pokj bdzie pani 
miaa osobny, stoowa si bdzie pani u nich, a maszyna i wszystko, co si 
okae potrzebnym do szycia bielizny, znajdzie si take. Rekomendacje do 
skadu bielizny dam pani, a po paru miesicach zobaczymy, czy utrzyma si 
pani z tej roboty. - Oto adres Wysockich. Prosz tam zaraz pj, kupi z 
Wysock sprzty, dopilnowa, aeby uporzdkowali pokj. Maszyn przyl 
pani jutro... A oto pienidze na zagospodarowanie si. Poyczam je; zwrci mi 
je pani ratami, jak ju zacznie i robota. 
Poda jej kilkadziesit rubli zawinitych w kartk do Wysockiego. A kiedy ona 
wahaa si, czy ma bra, wcisn jej zwitek w rk i rzek: 
-Prosz, bardzo prosz natychmiast i do Wysockich. Za par dni on 
przyniesie pani list do skadu bielizny. W nagym wypadku prosz odwoa si 
do mnie. egnam pani... 
Ukoni si i cofn do swego gabinetu. 
Dziewczyna chwil jeszcze postaa na rodku sali; potem otara zy i wysza 
pena jakiego uroczystego zdziwienia. 
Zobaczymy, jak powiedzie si jej w nowych warunkach - rzek do siebie 
Wokulski i znowu zasiad do czytania. 
O pierwszej w poudnie uda si Wokulski do barona Krzeszowskiego, po 
drodze wyrzucajc sobie, e tak pno skada wizyt swojemu eksprzeciwnikowi. 
Mniejsza o to -pociesza si. -Nie mogem go przecie nachodzi, kiedy by 
chory. A bilet posaem. 
Zbliywszy si do domu, w ktrym lokowa si baron, Wokulski mimochodem 
zauway, e ciany kamienicy maj tak niezdrow barw zielonaw, jak 
Maruszewicz taw, i e rolety w mieszkaniu Krzeszowskiego s podniesione: 
Wida ju zdrw - myla. - Nie wypada jednak od razu pyta o jego dugi. 
Zrobi to za drug lub trzeci wizyt; potem, spac lichwiarzy i biedny baron 
odetchnie. Nie mog by obojtnym dla czowieka, ktry przeprosi pann 
Izabel... 
Wszed na pitro i zadzwoni. W mieszkaniu sycha byo kroki, ale nie 
pieszono si z otwieraniem. Zadzwoni drugi raz. Chodzenie, a nawet 
przesuwanie sprztw odbywao si w dalszym cigu za drzwiami, ale znw nie 
otwierano. Zniecierpliwiony, szarpn dzwonek tak gwatownie, e o mao go 
nie urwa. Wwczas dopiero zbliy si kto do drzwi i pocz flegmatycznie 
zdejmowa acuszek, krci kluczem i odciga zasuwk mruczc: 
- Wida swj... yd by tak nie dzwoni... 
Nareszcie otworzyy si drzwi i stan w progu lokaj Konstanty. Na widok 
Wokulskiego przymruy oczy i wysunwszy doln warg spyta: 
- A co to?... Wokulski odgad, e nie cieszy si askami wiernego sugi, ktry 
by przy pojedynku. 
- Pan baron w domu? - spyta. 
-Pan baron ley chory i nikogo nie przyjmuje, bo teraz jest doktr. 
Wokulski wydoby swj bilet i dwa ruble. 
- Kiedy mniej wicej mona odwiedzi pana? 
- Bardzo, bardzo nie zaraz... - odpar troch agodniej Konstanty. -Bo pan jest 
chory z postrzau i doktorzy kazali mu dzi - jutro jecha do ciepych krajw 
albo na wie. 
- Wic przed wyjazdem nie mona widzie si?... 
- O, wcale nie mona... - Doktorzy ostro nakazali nie przyjmowa nikogo. Pan 
cigle w gorczce... 
Dwa stoliki do kart, z ktrych jeden mia zaman nog, a drugi gsto zapisane 
sukno, tudzie kandelabry z niedopakami wiec woskowych kazay 
powtpiewa o dokadnoci patologicznych okrele Konstantego. 
Mimo to Wokulski jeszcze doda mu rubla i odszed, bynajmniej niezadowolony 
z przyjcia. 
Moe baron - myla -po prostu nie chce mojej wizyty? Ha! w takim razie 
niech paci lichwiarzom i zabezpiecza si od nich a czterema sposobami 
zamkni... , 
Wrci do siebie. 
Baron istotnie mia zamiar wyjecha na wie i nie by zdrw, ale i nie tak chory. 
Rana w policzku goia mu si bardzo powoli; nie dlatego, aeby miaa by 
cik, ale e organizm pacjenta by mocno podszarpany. W chwili wizyty 
Wokulskiego baron by wprawdzie obwizany jak stara kobieta na mrozie, ale 
nie lea w ku, tylko siedzia na fotelu i mia przy sobie nie doktora, ale 
hrabiego Liciskiego. 
Wanie narzeka przed hrabi na opakany stan zdrowia. 
- Niech diabli wezm - mwi - tak pode ycie! Ojciec zostawi mi wprawdzie 
p miliona rubli w dziedzictwie, ale zarazem cztery choroby, z ktrych kada 
warta milion... Co za niewygoda bez binoklil...No i wyobra sobie hrabia: 
pienidze rozeszy si, ale choroby zostay. e za ja sam dorobiem sobie par 
nowych chorb i troch dugw, wic - sytuacja jasna: byem si szpilk 
zadrasn, musz posya po trumn i rejenta. 
- Tek! - odezwa si hrabia. - Nie sdz jednak, aeby pan w podobnej sytuacji 
rujnowa si na rejentw. 
- Waciwie to mnie rujnuj komornicy... 
Baron, opowiadajc, niecierpliwie chwyta odgosy dolatujce go z przedpokoju, 
ale - nic nie mg zmiarkowa. Dopiero gdy usysza zamykanie drzwi, 
zasuwanie zatrzasku i zakadanie acucha, nagle wrzasn: 
- Konstanty ... 
Po chwili wszed sucy nie zdradzajc zbytecznego popiechu. 
- Kto by?... Pewnie Goldcygier... Powiedziaem ci, aeby z tym otrem nie 
wdawa si w adne rozprawy, tylko porwa za eb i zrzuci ze schodw. 
Wyobra pan sobie - zwrci si do Liciskiego -ten pody yd nachodzi mnie 
ze sfaszowanym wekslem na czterysta rubli I ma bezczelno da zapaty!... 
- Trzeba wytoczy proces, tek... 
- Ja nie wytocz... Nie jestem prokuratorem, ktry ma obowizek ciga 
faszerzy. Zreszt nie chc dawa inicjatywy do gubienia jakiego zapewne 
biedaka, ktry zabija si prac nad naladowaniem cudzych podpisw... Czekam 
wic, aeby Goldcygier wystpi z akcj, a dopiero wwczas nikogo nie 
oskarajc przyznam, e to nie mj podpis. 
- A wanie, e to nie by Goldcygier - odezwa si Konstanty. 
- Wic kto?... Rzdca... moe krawiec?... 
- Nie... Ten pan... - rzek sucy i poda bilet Krzeszowskiemu. - Porzdny 
czowiek, alem go wygna, kiedy tak pan baron kaza... 
-Co?.- spyta zdziwiony hrabia spogldajc na bilet. 
-Nie kazae pan przyjmowa Wokulskiego?... 
- Tak - potwierdzi baron. - Licha figura, a przynajmniej... nie do towarzystwa... 
Hrabia Liciski z pewnym akcentem poprawi si na fotelu. 
- Nie spodziewaem si usysze takiego zdania o tym panu... od pana... Tek... 
- Nie bierz pan tego, co mwi, w jakim habicym znaczeniu - popieszy 
objani baron. -Pan Wokulski nie zrobi nic podego, tylko... takie mae 
wistewko, ktre moe uchodzi w handlu, ale nie w towarzystwie... 
Hrabia z fotelu, a Konstanty z progu uwanie przypatrywali si 
Krzeszowskiemu. 
-Sam hrabia osd -mwi dalej baron. -Klacz moj ustpiem pani 
Krzeszowskiej (przed Bogiem i ludmi prawnie zalubionej mi maonce) za 
osiemset rubli. Pani Krzeszowska na zo mnie (nie wiem nawet za co!) 
postanowia koniecznie j sprzeda. No i trafi si nabywca, pan Wokulski, 
ktry korzystajc z afektu kobiety postanowi zarobi na klaczy... dwiecie 
rubli!... da bowiem za ni tylko szeset... 
- Mia prawo, tek - wtrci hrabia. 
- Eh! Boe... Wiem, e mia prawo... Ale czowiek, ktry dla pokazania si 
wyrzuca tysice rubli, a gdzie w kcie zarabia na histeryczkach po dwadziecia 
pi procent, taki czowiek nie jest smaczny... To nie dentelmen... Zbrodni nie 
popeni, ale... jest tak nierwny w stosunkach, jak kto, kto rozdajc znajomym 
w prezencie dywany i szale wycigaby nieznajomym chustki do nosa. 
Zaprzeczy pan temu... 
Hrabia milcza i dopiero po chwili odezwa si: 
- Tek!... Czy to jednak pewne? 
- Najpewniejsze. Ukady midzy pani Krzeszowsk i tym panem prowadzi 
mj Maruszewicz i wiem to od niego. 
- Tek. W kadym razie pan Wokulski jest dobrym kupcem i nasz spk 
poprowadzi... 
- Jeeli was nie okpi... Tymczasem Konstanty, wci stojc na progu, zacz z 
politowaniem kiwa gow, a zniecierpliwiony odezwa si: 
- Eh!... co te pan wygaduje... Tfy... zupenie jak dziecko... 
Hrabia spojrza na niego ciekawie, a baron wybuchnt: 
- A ty co, banie, odzywasz si, kiedy ci nie pytaj?... 
- Naturalnie, e si odzywam, bo pan i gada, i robi cakiem jak dziecko...,ja 
jestem tylko lokaj, ale przecie wolabym wierzy takiemu, co mi daje dwa ruble 
za wizyt, anieli takiemu, co ode mnie po trzy ruble poycza i wcale nie 
pieszy si z oddawaniem. Ot, co jest, dzi pan Wokulski da mi dwa ruble, a 
pan Maruszewicz... 
- Won!... - wrzasn baron chwytajc za karafk, na widok ktrej Konstanty 
uzna za poyteczne oddzieli si od swego pana gruboci drzwi. - A to otr 
fagas!... - doda baron, widocznie bardzo zirytowany. 
- Pan ma sabo do tego Maruszewicza? - spyta hrabia. 
- Ale bo to poczciwy chopak... Z jakich on mnie sytuacji nie wyprowadza... ile 
daje mi dowodw nieledwie psiego przywizania ... 
- Tek!... - mrukn zamylony hrabia. Posiedzia jeszcze kilka minut, nic nie 
mwic, i nareszcie poegna barona. 
Idc do domu hrabia Liciski kilka razy powraca myl do Wokulskiego. 
Uwaa za rzecz naturaln, e kupiec zarabia nawet na wycigowym koniu; 
swoj drog czu jaki niesmak do podobnych operacyj, a ju cakiem mia za 
ze Wokulskiemu, e wdaje si z Maruszewiczem, figur co najmniej 
podejrzan. 
Zwyczajnie, zbogacony parweniusz! - mrukn hrabia. - Przedwczenie 
zachwycalimy si nim, chocia... spk moe prowadzi...Rozumie si, przy 
pilnej kontroli z naszej strony. 
W par dni, okoo dziewitej rano, Wokulski odebra dwa listy: jeden od pani 
Meliton, drugi od ksicego adwokata. 
Niecierpliwie otworzy pierwszy, w ktrym pani Meliton napisaa tylko te 
sowa: Dzi w azienkach o zwykej godzinie. Przeczyta go par razy, po 
czym z niechci wzi si do listu adwokata, ktry zaprasza go rwnie dzisiaj 
na godzin jedenast rano na konferencj w sprawie kupna domu ckich. 
Wokulski gboko odetchn; mia czas. 
Punkt o jedenastej by w gabinecie mecenasa, gdzie ju zasta starego 
Szlangbauma. Mimo woli zauway, e siwy yd bardzo powanie wyglda na 
tle brzowych sprztw i obi i e mecenasowi jest bardzo do twarzy w 
pantoflach z brzowego safianu. 
- Pan ma szczcie, panie Wokulski - odezwa si Szlangbaum. - Ledwie panu 
zachciao si kupi dom, a ju domy id w gr. Ja powiadam, sowo daj, e 
pan w p roku odzyska swj nakad na t kamienic i jeszcze co zarobi! A ja 
przy panu... 
- Mylisz pan? - odpar niedbale Wokulski. 
- Ja nie myl - mwi yd - ja ju zarabiam. Wczoraj adwokat pani baronowej 
Krzeszowskiej poyczy ode mnie dziesi tysicy rubli do Nowego Roku i da 
osiemset rubli procentu. 
-C to, i ona ju nie ma pienidzy? -spyta Wokulski adwokata. 
-Ma w banku dziewidziesit tysicy rubli, ale na tym baron pooy areszt. 
Pikn napisali intercyz, co?... - zamia si adwokat. - M kadzie areszt na 
pienidzach bdcych niewtpliw wasnoci ony, z ktr toczy proces o 
separacj... Ja, co prawda, takich intercyz nie pisywaem, cha, cha!... - mia si 
adwokat cignc dym z wielkiego bursztyna. 
- Na c baronowa poycza od pana te dziesi tysicy, panie Szlangbaum? rzek 
Wokulski. 
- Pan nie wie? - odpar yd. - Domy id w gr, i adwokat wytumaczy pani 
baronowej, e kamienicy pana ckiego nie kupi taniej ni za siedemdziesit 
tysicy rubli. Ona wolaaby kupi j za dziesi tysicy, no, ale co zrobi?... 
Mecenas usiad przed biurkiem i zabra gos. 
-Zatem, szanowny panie Wokulski, kamienic pastwa ckich (lekko schyli 
gow) kupuje, w imieniu paskim, nie ja, tylko obecny tu (ukoni si) pan . 
Szlangbaum 
- Mog kupi, czemu nie - szepn yd. - Ale za dziewidziesit tysicy rubli, 
nie taniej - wtrci Wokulski - i przez li-cy-ta-cj... - doda z naciskiem. 
- Czemu nie? To nie moje pienidze!.. Chce pan paci, bdzie pan mia 
konkurentw do licytacji... ebym ja mia tyle tysicy, ile tu w Warszawie, 
mona wynaj do kady interes bardzo porzdne osoby i katoliki, to ja bym by 
bogatszy od Rotszylda. 
-Wic bd porzdni konkurenci - powtrzy mecenas. - Doskonale. Teraz ja 
oddam panu Szlangbaumowi pienidze... 
- To niepotrzebne - wtrci yd. 
-A nastpnie spiszemy akcik, moc ktrego pan . Szlangbaum zaciga od 
wielmonego . Wokulskiego dug w kwocie dziewidziesiciu tysicy rubli i 
takowy zabezpiecza na nowo nabytej przez siebie kamienicy. Gdyby za pan . 
Szlangbaum do dnia 1 stycznia 1879 roku powyszej sumy nie zwrci... 
- I nie wrc. 
- W takim razie kupiona przez niego kamienica po janie wielmonych ckich 
przechodzi na wasno wielmonego . Wokulskiego. -W tej chwili moe 
przej... Ja nawet do niej nie zajrz - odpar yd machajc rk. 
- Wybornie! - zawoa mecenas. - Na jutro bdziemy mieli akcik, a za tydzie... 
dziesi dni, kamienic. Bodajby pan tylko nie straci na niej z kilkunastu 
tysicy rubli, szanowny panie Stanisawie. 
- Tylko zyskam - odpar Wokulski i poegna mecenasa i Szlangbauma. 
- Ale, ale... - pochwyci mecenas odprowadziwszy Wokulskiego do salonu. -
Nasi hrabiowie tworz spk, tylko nieco zmniejszaj udziay i daj bardzo 
szczegowej kontroli interesu. 
-Maj racj. 
- Szczeglniej ostronym okazuje si hrabia Liciski. Nie rozumiem, co si z 
nim stao... 
- Daje pienidze, wic jest ostrony. Dopki dawa tylko sowo, by mielszy... 
- Nie, nie, nie!... - przerwa mu adwokat. - W tym co jest i ja to wyledz... 
Kto nam buty uszy... 
- Nie wam, ale mnie - umiechn si Wokulski. - W rezultacie, wszystko mi 
jedno i nawet wcale bym si nie gniewa, gdyby panowie ci nie przystpowali 
do spki... 
Jeszcze raz poegna adwokata i pobieg do sklepu. Tam znalazo si kilka 
wanych interesw, ktre zatrzymay go nadspodziewanie dugo. Dopiero o 
wp do drugiej by w azienkach. Surowy chd parku, zamiast uspokoi, 
podnieca go. Bieg tak szybko, e chwilami przychodzio mu na myl: czy nie 
zwraca uwagi przechodniw? Wtedy zwalnia kroku i czu, e niecierpliwo 
piersi mu rozsadza. 
Ju ich pewno nie spotkam! - powtarza z rozpacz. 
Tu nad sadzawk, na tle zielonych klombw, spostrzeg popielaty paszczyk 
panny Izabeli. Staa nad brzegiem w towarzystwie hrabiny i ojca i rzucaa 
pierniki abdziom, z ktrych jeden nawet wyszed z wody na swoich brzydkich 
apach i umieci si u stp panny Izabeli. 
Pierwszy zobaczy go pan Tomasz. 
- C za wypadek! - zawoa do Wokulskiego. - Pan o tej porze w azienkach?.. 
Wokulski ukoni si paniom zauwaywszy z rozkosznym zdziwieniem 
rumieniec na twarzy panny Izabeli. 
- Bywam tu, ile razy przepracuj si... To jest dosy czsto... 
- Szanuj siy, panie Wokulski... - ostrzeg go pan Tomasz; uroczycie groc 
palcem... - A propos - doda pgosem - wyobra pan sobie, e za moj 
kamienic ju baronowa Krzeszowska chce da siedemdziesit tysicy rubli... Z 
pewnoci wezm sto tysicy, a moe i sto dziesi... Bogosawione s te 
licytacje!... 
-Tak rzadko widuj pana, panie Wokulski - wtrcia hrabina -e musz zaraz 
zaatwi interes... - Do usug pani... 
- Panie! - zawoaa z komiczn pokor skadajc rce - prosz o sztuk perkalu 
dla moich sierot... Widzi pan, jak nauczyam si przymawia o jamun? 
- Pani hrabina raczy przyj dwie sztuki?... 
- Tylko w takim razie, jeeli druga bdzie sztuk grubego ptna... 
- O ciociu, tego ju za wiele!... - przerwaa jej panna Izabela ze miechem. Jeeli 
pan nie chce straci majtku - zwrcia si do Wokulskiego - niech pan 
std ucieka. Zabieram pana w stron Pomaraczarni, a ci pastwo niech tu 
odpoczywaj... 
- Belu, nie boisz si?... - odezwaa si ciotka. 
- Chyba ciocia nie wtpi, e w towarzystwie pana nie spotka mnie nic zego... 
Wokulskiemu uderzya krew do gowy; na ustach hrabiny mign 
niedostrzegalny umiech. Bya to jedna z tych chwil, kiedy natura hamuje swoje 
wielkie siy i zawiesza odwieczne prace, aeby uwydatni szczcie istot 
drobnych i znikomych. 
Wiatr zaledwie dysza, i tylko po to, aeby chodzi pice w gniazdach pisklta 
i uatwi lot owadom pieszcym na weselne gody. Licie drzew chwiay si tak 
delikatnie, jakby porusza je nie materialny podmuch, ale cicho przelizgujce 
si promienie wiata. Tu i owdzie, w przesikych wilgoci gstwinach, mieniy 
si barwne krople rosy jak odpryski spadej z nieba tczy. 
Zreszt wszystko stao na miejscu: soce i drzewa, snopy wiata i cienie, 
abdzie na stawie, roje komarw nad abdziami, nawet poyskujca fala na 
lazurowej wodzie. Wokulskiemu zdawao si; e w tej chwili odjecha z ziemi 
bystry prd czasu zostawiajc tylko par biaych smug na niebie - i od tej pory 
nie zmieni si ju nic; wszystko zostanie tak samo na wieki. e on z pann 
Izabel bdzie wiecznie chodzi po owietlonej ce, oboje otoczeni zielonymi 
obokami drzew, spord ktrych gdzieniegdzie, jak para czarnych brylantw, 
byskaj ciekawe oczy ptaka. e on ju zawsze bdzie peen niezmiernej ciszy, 
ona zawsze tak rozmarzona i oblana rumiecem, e przed nimi zawsze, jak 
teraz, bd lecie caujce si w powietrzu te oto dwa biae motyle. 
Byli w poowie drogi do Pomaraczarni, kiedy panna Izabela, wida ju 
zakopotana tym spokojem w naturze i midzy nimi, pocza mwi: 
-Prawda, jaki adny dzie? W miecie upa, tu przyjemny chd. Bardzo lubi 
azienki o tej godzinie: mao osb, wic kady moe znale kcik wycznie 
dla siebie. Pan lubi samotno? 
-Nawykem do niej. 
- Pan nie by na Rossim?.. - dodaa rumienic si jeszcze mocniej. - Rossiego 
nie widzia pan?... - powtrzya patrzc mu w oczy ze zdziwieniem. 
- Nie byem, ale... bd... 
- My z cioci byymy ju na dwu przedstawieniach. 
- Bd na kadym... 
- Ach, jak to dobrze! Przekona si pan, co to za wielki artysta. Szczeglniej 
znakomicie gra Romea, chocia... ju nie jest pierwszej modoci... Ciocia i ja 
znamy go osobicie jeszcze z Parya... Bardzo miy czowiek, ale nade wszystko 
genialny tragik... W jego grze najprawdziwszy realizm kojarzy si z 
najpoetyczniejszym idealizmem... 
- Musi by istotnie wielkim - wtrci Wokulski - jeeli budzi w pani tyle 
podziwu i sympatii. 
- Ma pan suszno. Wiem, e w yciu nie zrobi nic nadzwyczajnego, ale 
umiem przynajmniej ocenia ludzi niezwykych... Na kadym polu... nawet - na 
scenie... Niech pan sobie jednak wyobrazi, e Warszawa nie ocenia go jak 
naley?... 
- Czy podobna?... Jest przecie cudzoziemcem... 
-A pan jest zoliwy - odpara z umiechem -ale policz to na karb Warszawy, 
nie Rossiego... Doprawdy, wstydz si za nasze miasto!... Ja gdybym bya 
publicznoci (ale publicznoci rodzaju mskiego!), zasypaabym go wiecami, 
a rce spuchyby mi od oklaskw...Tu za oklaski s do skpe, a o wiecach 
nikt nie myli... My istotnie jestemy jeszcze barbarzycami... 
- Oklaski i wiece s rzecz tak drobn, e... na najbliszym przedstawieniu 
Rossi moe mie ich raczej za wiele anieli za mao-rzek Wokulski. 
- Jest pan pewny? - spytaa, wymownie patrzc mu w oczy. 
- Ale... gwarantuj, e tak bdzie... 
- Bd bardzo zadowolona, jeeli speni si paskie proroctwo; moe ju 
wrcimy do tamtych pastwa? 
-Ktokolwiek robi pani przyjemno, zasuguje na najwysze uznanie... 
- Za pozwoleniem!- przerwaa mu miejc si. - W tej chwili powiedzia pan 
kompliment samemu sobie... 
Zwrcili si od Pomaraczarni z powrotem. 
- Wyobraam sobie zdumienie Rossiego - mwia dalej panna Izabela - jeeli 
spotkaj go owacje. On ju zwtpi i - prawie auje, e przyjecha do 
Warszawy... Artyci nie wyczajc najwikszych s to szczeglni ludzie: bez 
sawy i hodw nie mog y, jak my bez pokarmu i powietrza. Praca, choby 
najpodniejsza, ale cicha, albo powicenie to nie dla nich. Oni koniecznie 
musz wysuwa si na pierwszy plan, zwraca na siebie spojrzenia wszystkich, 
panowa nad sercami tysicy... Sam Rossi mwi, e wolaby o rok wczeniej 
umrze na scenie wobec penego i wzruszonego teatru anieli o rok pniej w 
nielicznym otoczeniu. Jakie to dziwne!... 
- Ma racj, jeeli peny teatr jest dla niego najwyszym szczciem. 
- Pan sdzi, e s szczcia, ktre warto opaci krtszym yciem? -spytaa 
panna Izabela. 
- I nieszczcia, ktrych warto unikn w ten sposb - odpowiedzia Wokulski. 
Panna Izabela zamylia si i od tej pory szli oboje w milczeniu. 
Tymczasem siedzc nad sadzawk i w dalszym cigu karmic abdzie hrabina 
rozmawiaa z panem Tomaszem. 
- Nie uwaasz - mwia - e ten Wokulski jest jakby zajty Bel?.. 
- Nie sdz. 
-Nawet bardzo; dzisiejsi kupcy umiej robi miae projekta. 
-Od projektu do wykonania ogromnie daleko - odpar nieco zirytowany pan 
Tomasz. -Choby jednake nawet tak byo, nic mnie to nie obchodzi. Nad 
mylami pana Wokulskiego nie panuj, a o Belci jestem spokojny. 
- Ja, w rezultacie, nic mam nic przeciw temu - dodaa hrabina.-Cokolwiek 
nastpi, oczywicie zgadzam si z wol bosk, jeeli zyskuj na tym ubodzy... 
Cigle zyskuj... Moja ochrona bdzie niedugo pierwsz w miecie, i tylko 
dlatego, e ten pan ma sabo do Belci... 
- Daje spokj... Wracaj!... - przerwa pan Tomasz. 
Istotnie panna Izabela z Wokulskim ukazali si na kocu drogi. 
Pan Tomasz przypatrzy im si z uwag i dopiero teraz spostrzeg, e dwoje tych 
ludzi harmonizuj ze sob wzrostem i ruchami. On, o gow wyszy i silnie 
zbudowany, stpa jak eks-wojskowy; ona, nieco drobniejsza, lecz 
ksztatniejsza, posuwaa si jakby pync. Nawet biay cylinder i jasny paltot 
Wokulskiego godzi si z popielatym paszczykiem panny Izabeli. Skd mu ten 
biay cylinder?..  - pomyla pan Tomasz z gorycz. Potem nasuna mu si 
dziwna kombinacja: e Wokulski jest to parweniusz, ktry za prawo noszenia 
biaego cylindra powinien by mu paci przynajmniej pidziesit procent od 
wypoyczonego kapitau. - A sam wzruszy ramionami. 
- Jak tam piknie, ciociu, w tamtych alejach! - zawoaa zbliajc si panna 
Izabela. - My z cioci nigdy nie bywamy w tamtej stronie. azienki tylko wtedy 
s przyjemne. kiedy mona chodzi po nich szybko i daleko. 
- W takim razie popro pana Wokulskiego, aeby ci czciej towarzyszy odpowiedziaa 
hrabina tonem jakiej osobliwej sodyczy. 
Wokulski ukoni si, panna Izabela nieznacznie cigna brwi, a pan Tomasz 
rzek: 
-Moe bymy wrcili do domu... 
- Ja myl - odpara hrabina. 
- Pan jeszcze zostaje, panie Wokulski? 
-Tak. Czy mog panie odprowadzi do powozu? 
- Prosimy. Belu, podaj mi rk. 
Hrabina z pann Izabel poszy naprzd, za nimi pan Tomasz z Wokulskim. Pan 
Tomasz czu w sobie tyle goryczy, kwasu i ciaru na widok biaego cylindra, 
e nie chcc by niegrzecznym zmusza si do umiechu. A nareszcie, pragnc 
w jakikolwiek sposb zabawi Wokulskiego, znowu zacz mwi mu o swej 
kamienicy, z ktrej ma nadziej otrzyma czterdzieci albo i pidziesit tysicy 
czystego zysku. 
Cyfry te ze swej strony le podziaay na humor Wokulskiego, ktry mwi 
sobie, e ponad trzydzieci tysicy rubli ju nic nie jest w stanie dooy. 
Dopiero gdy podjecha powz i pan Tomasz usadowiwszy damy i siebie 
zawoa: Ruszaj w Wokulskim zniko uczucie niesmaku, a ockn si al po 
pannie Izabeli. 
Tak krtko! - szepn patrzc z westchnieniem na azienkowsk szos, na 
ktr w tej chwili wjechaa zielona beczka stray polewajca drog. 
Poszed jeszcze w stron Pomaraczarni, t sam ciek co pierwej, upatrujc 
na miakim piasku ladu bucikw panny Izabeli. Co si tu zmienio. Wiatr d 
silniej, zmci wod w sadzawce, porozgania motyle i ptaki, a za to napdzi 
wicej obokw, ktre raz po raz przymieway blask soca. 
Jak tu nudno! - szepn i zawrci do szosy. 
Wsiad do swego powozu i przymknwszy oczy nasyca si jego lekkim 
koysaniem. Zdawao mu si; e jak ptak siedzi na gazi, ktr wiatr chwieje w 
prawo i w lewo, do gry i na d, a potem nagle rozemia si przypomniawszy 
sobie, e to lekkie koysanie kosztuje go okoo tysica rubli rocznie. 
Gupiec jestem, gupiec! - powtarza. - Po co ja si pn midzy ludzi, ktrzy 
albo nie rozumiej moich ofiar, albo miej si z niezgrabnych wysikw. Na co 
mi ten powz?... Czy nie mgbym jedzi dorok albo tym oto trajkoczcym 
omnibusem z pciennymi firanami?..  Stanwszy przed domem przypomnia 
sobie obietnic dan pannie Izabeli co do owacyj dla Rossiego. 
Naturalnie, e bdzie mia owacje, ba! jeszcze jakie... Jutro przedstawienie... 
Nad wieczorem posa sucego do sklepu po Obermana. Siwy inkasent 
przybieg natychmiast, z trwog pytajc si w duszy: czy Wokulski nie 
rozmyli si i nie kae mu zwrci zgubionych pienidzy?... 
Ale Wokulski przywita go bardzo askawie i nawet zabra do swego gabinetu, 
gdzie z p godziny rozmawiali. O czym.?... 
Pytanie: o czym Wokulski mg rozmawia z Obermanem, bardzo zaciekawiao 
lokaja. Juci, o zgubionych pienidzach... Troskliwy suga przykada kolejno 
oko i ucho do dziurki od klucza, duo widzia, duo sysza, ale nic nie mg 
zrozumie. Widzia, e Wokulski daje Obermanowi ca paczk piciorublwek 
i sysza takie oto wyrazy: 
- W Teatrze Wielkim... na balkonie i paradyzie... wonemu wieniec, bukiet 
przez orkiestr... .,Co ta besztyja, stary, ju zaczyna handlowa biletami do 
teatru czy co?.. 
Usyszawszy w gabinecie szmer ukonw sucy uciek do przedpokoju, aby 
tam przyapa Obermana. Gdy za inkasent wyszed, odezwa si: 
- C, skoczyo si z pienidzmi?... Duom ja tu liny epszu aeby stary 
pofolgowa panu Obermanowi, i nareszcie wymogem nanim, e mi powiedzia: 
Zobaczymy, zrobi si, co si da!. No i widz, pan Oberman dobi dzi targu... 
C, stary w dobrym humorze!... 
-Jak zwykle -odpar inkasent. 
- Alecie si nagadali z nim. Musi, e o czym wicej ni o pienidzach... Moe 
i o teatrze, bo stary paszjami lubi teatr... 
Ale Oberman spojrza na niego wilczym okiem i wyszed milczc. Sucy w 
pierwszej chwili otworzy usta ze zdumienia, lecz ochonwszy pogrozi za nim 
pici. 
- Poczekaj!... - mrukn - apacz ja ci... Wielki pan, patrzcie go... Ukrad 
czterysta rubli i ju nie chce gada z czowiekiem!. 
ROZDZIA 
ZDUMIENIA, PRZYWIDZENIA I OBSERWACJE 
STAREGO SUBIEKTA 
Dla pana Ignacego Rzeckiego nadesza znowu epoka niepokojw i zdumie. 
Ten sam Wokulski, ktry rok temu polecia do Bugarii, a przed kilkoma 
tygodniami jak magnat bawi si w wycigi i pojedynki, ten sam Wokulski 
nabra dzi nadzwyczajnego gustu do widowisk teatralnych. I jeszcze eby cho 
polskich, ale - woskich... On, ktry nie rozumia po wosku ani wyrazu! 
Ju blisko tydzie trwaa ta nowa mania, ktra dziwia i gorszya nie samego 
tylko pana Ignacego. 
Raz na przykad stary Szlangbaum, oczywicie w jakiej wanej sprawie, przez 
p dnia szuka Wokulskiego. By w sklepie -Wokulski dopiero co wyszed ze 
sklepu kazawszy pierwej odnie aktorowi Rossiemu duy wazon z saskiej 
porcelany. Pobieg do mieszkania -Wokulski dopiero co opuci mieszkanie i 
pojecha do Bardeta po kwiaty. Stary yd aeby go dopdzi, krzywic si wzi 
dorok; ale poniewa ofiarowywa dorokarzowi zoty i groszy osiem za kurs, 
zamiast czterdziestu groszy, wic nim dobili targu za zoty i groszy osiem - i 
dojechali do Bardeta, Wokulski ju opuci zakad ogrodniczy. 
-A gdzie on pojecha, nie wie pan? - zapyta Szlangbaum ogrodniczka, ktry za 
pomoc krzywego noa midzy najpikniejszymi kwiatami szerzy zniszczenie. 
-Czy ja wiem, podobno do teatru - odpar ogrodniczek z tak min, jakby owym 
krzywym noem chcia gardo podern Szlangbaumowi. 
yd, ktremu to wanie przyszo na myl, cofn si czym prdzej z oranerii i 
jak kamie wyrzucony z procy wpad w dorok. Ale wonica (porozumiawszy 
si ju wida z krwioerczymi ogrodnikami) owiadczy, i za adne w wiecie 
skarby nie pojedzie dalej, chyba e kupiec da mu czterdzieci groszy za kurs i 
jeszcze zwrci dwa grosze urwane przy pierwszym kursie. 
Szlangbaum poczu sabo okoo serca i w pierwszej chwili chcia albo 
wysi, albo zawoa policji. Przypomniawszy sobie jednak, jaka teraz w 
wiecie chrzecijaskim panuje zo i niesprawiedliwo, i zajado na 
ydw, zgodzi si na wszystkie warunki bezwstydnego dorokarza i jczc 
pojecha do teatru. 
Tu - naprzd nie mia z kim gada, potem nie chciano z nim gada, a nareszcie 
dowiedzia si, e pan Wokulski by dopiero co, ale e w tej chwili pojecha w 
Aleje Ujazdowskie. Sycha nawet turkot jego powozu w bramie... 
Szlangbaumowi opady rce. Piechot wrci do sklepu Wkulskiego, przy 
okazji po raz setny z rzdu wykl swego syna za to, e nazywa si Henrykiem, 
chodzi w surducie i jada trefne potrawy, a nareszcie poszed ali si przed 
panem Ignacym. 
-Nu - mwi lamentujcym gosem -co ten pan Wokulski wyrabia 
najlepszego!... Ja miaem taki interes, eby on za pi dni mg od swego 
kapitau zarobi trzysta rubli... I ja zarobibym ze sto rubli...Ale on sobie jedzi 
teraz po miecie, a ja na same doroki wydaem dwa zote i groszy 
dwadziecia... Aj! co to za rozbjniki te dorokarze... 
Naturalnie, e pan Ignacy upowani Szlangbauma do zrobienia interesu i nie 
tylko zwrci mu pienidze wydane na doroki, ale jeszcze na wasny koszt 
kaza go odwie na ulic Elektoraln, co tak rozczulio starego yda, e 
odchodzc zdj ze swego syna rodzicielskie przeklestwo i nawet zaprosi go 
do siebie na szabasowy obiad. 
Bd jak bd - mwi do siebie Rzecki - gupia historia z tym teatrem, nade 
wszystko z tym, e Stach zaniedbuje interesa... 
Innym razem wpad do sklepu powszechnie szanowany mecenas, prawa rka 
ksicia, prawny doradca caej arystokracji, zapraszajc Wokulskiego na jak 
wieczorn sesj. Pan Ignacy nie wiedzia, gdzie posadzi znakomit osob i jak 
cieszy si z honoru wyrzdzonego przez mecenasa jego Stachowi. Tymczasem 
Stach nie tylko nie wzruszy si dostojnymi zaprosinami na wieczr, ale wprost 
odmwi, co nawet troch dotkno mecenasa, ktry zaraz wyszed i poegna 
ich obojtnie. 
- Dlaczegoe nie przyj zaprosin?... - zapyta zrozpaczony pan Ignacy. 
- Bo musz by dzisiaj w teatrze - odpowiedzia Wokulski. 
Prawdziwa wszelako zgroza opanowaa Rzeckiego, gdy w tym samym dniu 
inkasent Oberman przyszed do niego przed sidm wieczorem proszc o 
zrobienie dziennego obrachunku . 
- Po smej... po smej.. - odpowiedzia mu pan Ignacy. - Teraz nie ma czasu. 
- A po smej ja nie bd mia czasu - odpar Oberman. 
- Jak to?... co to?... 
- A tak, e o wp do smej musze by z naszym panem w teatrze... - mrukn 
Oberman, nieznacznie wzruszajc ramionami. 
W tej samej chwili przyszed poegna go umiechnity pan Ziba. 
- Pan ju wychodzi, panie Ziba, ze sklepu?... O trzy kwadranse na sidm?... spyta 
zdumiony pan Ignacy, szeroko otwierajc oczy. 
- Id z wiecami dla Rossiego - szepn grzeczny pan Ziba z jeszcze milszym 
umiechem. Rzecki schwyci si obu rkoma za gow. 
- Powariowali z tym teatrem! - zawoa. - Moe jeszcze i mnie tam wycign?... 
No, ale to ze mn sprawa!... 
Czujc, e lada dzie i jego zechce namawia Wokulski, uoy sobie pan 
Ignacy mow, w ktrej nie tylko mia owiadczy, e nie pjdzie na Wochw, 
ale jeszcze mia zreflektowa Stacha mniej wicej tymi sowy: 
- Daj spokj... co ci po tych gupstwach!... - i tak dalej. 
Tymczasem Wokulski, zamiast namawia go, przyszed raz okoo szstej do 
sklepu, a zastawszy Rzeckiego nad rachunkami - rzek: 
- Mj drogi, dzi Rossi gra Makbeta, sid z aski swej w pierwszym rzdzie 
krzese (masz tu bilet) i po trzecim akcie podaj mu to album... 
I bez adnych ceremonii, a nawet bez dalszych wyjanie dorczy panu 
Ignacemu album z widokami Warszawy i warszawianek, co razem mogo 
kosztowa z pidziesit rubli!... 
Pan Ignacy uczu si gboko obraony. Wsta ze swego fotela, zmarszczy brwi 
i ju otworzy usta, aeby wybuchn, kiedy Wokulski opuci nagle sklep 
nawet nie patrzc na niego. 
No i naturalnie pan Ignacy musia pj do teatru, aeby nie zrobi przykroci 
Stachowi. 
W teatrze trafi si panu Ignacemu cay szereg niespodzianek. 
Przede wszystkim wszed on na schody prowadzce na galeri, gdzie bywa 
zwykle za swoich dawnych, dobrych czasw. Dopiero wony przypomnia mu, 
e ma bilet do pierwszego rzdu krzese, obrzucajc go przy tym spojrzeniami, 
ktre mwiy, e ciemnozielony surdut pana Rzeckiego, album pod pach, a 
nawet fizjognomia a la Napoleon III wydaj si niszym organom wadzy 
teatralnej mocno podejrzanymi. 
Zawstydzony, zeszed pan Ignacy na d do frontowego przysionka ciskajc 
pod pach album i kaniajc si wszystkim damom, okoo ktrych mia zaszczyt 
przechodzi. Ta uprzejmo, do ktrej nie nawykli warszawiacy, ju w 
przysionku zrobia wraenie. Zaczto pyta si: kto to jest? a chocia nie 
poznano osoby, w lot jednake spostrzeono e, cylinder pana Ignacego 
pochodzi sprzed lat dziesiciu, krawat sprzed piciu, a ciemnozielony surdut i 
obcise spodnie w kratki sigaj nierwnie dawniejszej epoki. Powszechnie 
brano go za cudzoziemca; lecz gdy spyta kogo ze suby: ktrdy i do 
krzese? - wybuchn miech. 
-Pewnie jaki szlachcic z Woynia -mwili eleganci. -Aleco on ma pod 
pach?... 
-Moe bigos albo pneumatyczn poduszk... 
Osmagany szyderstwem, oblany zimnym potem, dosta si nareszcie pan Ignacy 
do upragnionych krzese. Byo ledwie po sidmej i widzowie dopiero zaczli si 
gromadzi; ten i w wchodzi do krzese w kapeluszu na gowie, loe byy puste 
i tylko na galeriach czerniaa masa ludu, a na paradyzie ju wymylano i woano 
policji. 
O ile si zdaje, zebranie bdzie bardzo oywione - mrukn z bladym 
umiechem nieszczliwy pan Ignacy sadowic si w pierwszym rzdzie. 
Z pocztku patrzy tylko na praw dziurk w kurtynie lubujc, e nie oderwie 
od niej oczu. W par minut jednake ochon ze wzruszenia, a nawet nabra 
takiego animuszu, e pocz oglda si. Sala wydaa mu si jaka niewielka i 
brudna i dopiero gdy zastanawia si nad przyczynami tych zmian, przypomnia 
sobie, e ostatni raz by w teatrze na wystpie Dobrskiego w Halce, mniej 
wicej przed szesnastoma laty. 
Tymczasem sala napeniaa si, a widok piknych kobiet, zasiadajcych w 
loach, do reszty orzewi pana Ignacego. Stary subiekt wydoby nawet ma 
lornetk i zacz przypatrywa si fizjognomiom; przy tej za okazji zrobi 
smutne odkrycie, e i jemu przypatruj si z amfiteatru, z dalszych rzdw 
krzese, bal nawet z l... Gdy za przenis swoje zdolnoci psychiczne od oka 
do ucha, pochwyci wyrazy latajce jak osy: 
- C to za orygina?... 
- Kto z prowincji. 
- Ale skd on wyrwa taki surdut?... 
- Uwaasz pan jego breloki przy dewizce? Skandal!... 
- Albo kto si tak dzi czesze?... 
Niewiele brakowao, aeby pan Ignacy upuci swoje album i cylinder i uciek z 
go gow z teatru. Na szczcie, w smym rzdzie krzese zobaczy znajomego 
fabrykanta piernikw, ktry w odpowiedzi na ukon Rzeckiego opuci swoje 
miejsce i zbliy si do pierwszego rzdu. 
- Na mio bosk, panie Pifke - szepn zalany potem - usid pan na moim 
miejscu i oddaj mi swoje . 
- Z najwiksz chci - odpar gono rumiany fabrykant. - C, le tu panu?... 
Pyszne miejsce!... 
- Doskonae. Ale ja wol dalej... Gorco mi... 
- Tam tak samo, ale mog usi. A co to masz pan za paczk?... 
Teraz dopiero Rzecki przypomnia sobie obowizek. 
- Uwaa pan, drogi panie Pifke, jaki wielbiciel tego... tego Rossiego... 
-Ba, kt by Rossiego nie uwielbia! -odpowiedzia Pifke. -Mam libretto do 
Makbeta, moe panu da?... 
- Owszem. Ale... ten wielbiciel, uwaa pan, kupi u nas kosztowne album i 
prosi, aeby po trzecim akcie wrczy je Rossiemu... 
- Zrobi to z przyjemnoci! - zawoa otyy Pifke pchajc si na miejsce 
Rzeckiego. 
Pan Ignacy mia jeszcze kilka bardzo przykrych chwil. Musia wydoby si z 
pierwszego rzdu krzese, gdzie zebrani eleganci spogldali na jego surdut i na 
jego krawat, i na jego aksamitn kamizelk z ironicznymi umiechami. Potem 
musia wej do smego rzdu krzese, gdzie wprawdzie bez ironii patrzono na 
jego garnitur, ale gdzie musia potrca o kolana siedzcych dam... 
- Stokrotnie przepraszam - mwi zawstydzony. - Ale tak ciasno... 
- Potrzebujesz pan nie mwi brzydkie sowo - odpowiedziaa mu jedna z dam, 
w ktrej nieco podmalowanych oczach pan Ignacy nie dojrza jednak gniewu za 
swj postpek. By przecie tak zaenowany, e chtnie poszedby do 
spowiedzi, byle oczyci si z plamy owych potrca. Nareszcie znalaz krzeso 
i odetchn. Tu przynajmniej nie zwracano na niego uwagi, czci z powodu 
skromnego miejsca, jakie zajmowa, czci, e teatr by przepeniony i ju 
zaczo si widowisko. 
Gra artystw z pocztku nie obchodzia go, oglda si wic po sali i przede 
wszystkim spostrzeg Wokulskiego. Siedzia on w czwartym rzdzie i 
wpatrywa si bynajmniej nie w Rossiego, ale w lo, ktr zajmowaa panna 
Izabela z panem Tomaszem i hrabin. Rzecki par razy w yciu widzia ludzi 
zamagnetyzowanych i zdawao mu si, e Wokulski ma taki wyraz fizjognomii, 
jak gdyby by zamagnetyzowany przez ow lo. Siedzia bez ruchu, jak 
czowiek picy z szeroko otwartymi oczyma. 
Kto by jednake tak oczarowa Wokulskiego? Pan Ignacy nie mg si 
domyli. Zauway przecie inn rzecz: ile razy nie byo Rossiego na scenie, 
panna Izabela obojtnie ogldaa si po sali albo rozmawiaa z ciotk. Lecz gdy 
wyszed Makbet-Rossi, przysaniaa twarz do poowy wachlarzem i cudownymi, 
rozmarzonymi oczyma zdawaa si poera aktora. Czasami wachlarz z biaych 
pir opada jej na kolana, a wtedy Rzecki na twarzy panny Izabeli spostrzega 
ten sam wyraz zamagnetyzowania, ktry go tak zdziwi w fizjognomii 
Wokulskiego. Spostrzeg jeszcze inne rzeczy. Kiedy pikne oblicze panny 
Izabeli wyraao najwyszy zachwyt, wtedy Wokulski pociera sobie rk 
wierzch gowy. A wwczas, jakby na komend, z galerii i z paradyzu odzyway 
si gwatowne oklaski i wrzaskliwe okrzyki: Brawo, brawo Rossi!... Zdawao 
si nawet panu Ignacemu, e gdzie w tym chrze odrnia zmczony gos 
inkasenta Obermana, ktry pierwszy zaczyna wrzeszcze a ostatni milkn. 
Do diaba! - pomyla -czyby Wokulski dyrygowa klakierami? 
Ale wnet odpdzi to nieusprawiedliwione podejrzenie. Rossi bowiem gra 
znakomicie i klaskai mu wszyscy z rwnym zapaem. Najmocniej jednak pan 
Pifke, jowialny fabrykant piernikw, ktry stosownie do umowy po trzecim 
akcie z wielkim haasem poda Rossiemu album. Wielki aktor nie kiwn nawet 
gow Pifkemu; natomiast zoy gboki ukon w kierunku loy, gdzie siedziaa 
panna Izabela, a moe-tylko w tym kierunku. 
Przywidzenia!... przywidzenia!... - myla pan Ignacy opuszczajc teatr po 
ostatnim akcie. - Stach przecie nie byby a tak gupi... 
W rezultacie jednak pan Ignacy nie by niezadowolony z pobytu w teatrze. Gra 
Rossiego podobaa mu si; niektre sceny, jak morderstwo krla Dunkana albo 
ukazanie si ducha Banka, zrobiy na nim potne wraenie, a ju cakiem by 
oczarowany zobaczywszy, jak Makbet bije si na rapiery. 
Tote wychodzc z teatru nie mia pretensji do Wokulskiego; owszem, zacz 
nawet podejrzewa, e kochany Stach tylko dla zrobienia mu przyjemnoci 
wymyli komedi z wrczeniem podarunku Rossiemu. 
On wie, poczciwy Stach -myla - e tylko przynaglony mogem pj na 
woskich aktorw... No i dobrze si stao. Pysznie gra ten facet i musz 
zobaczy go drugi raz... Zreszt - doda po chwili - kto ma tyle pienidzy co 
Stach, moe robi prezenta aktorom. Ja wprawdzie wolabym jak adnie 
zbudowan aktork, ale... Ja jestem czowiek innej epoki, nawet nazywaj mnie 
bonapartyst i romantykiem... 
Myla tak i mrucza po cichu, gdy nurtowaa go inna myl, ktr chcia w 
sobie zaguszy: Dlaczego Stach tak dziwnie przypatrywa si loy, w ktrej 
siedziaa hrabina, pan cki i panna cka?... Czyliby?... Eh! c 
znowu...Wokulski ma przecie zbyt wiele rozumu, aeby mg przypuszcza, e 
co z tego by moe... Kade dziecko pojoby od razu, e ta panna, w ogle 
zimna jak ld, dzi szaleje za Rossim... Jak ona na niego patrzya, jak si nawet 
czasami zapominaa i jeszcze gdzie, w teatrze, wobec tysica osb!... Nie, to 
gupstwo. Susznie nazywaj mnie romantykiem... 
I znowu usiowa myle o czym innym. Poszed nawet (mimo pnej nocy) do 
restauracji, gdzie graa muzyka zoona ze skrzypcw, fortepianu i arfy. Zjad 
piecze z kartoflami i z kapust, wypi kufel piwa, potem drugi kufel, potem 
trzeci i czwarty... nawet sidmy... Zrobio mu si tak jako ranie, e cisn 
arfiarce na talerz dwie czterdziestwki i zacz piewa pod nosem. A potem 
przyszo mu do gowy, e - koniecznie, ale to koniecznie powinien 
zaprezentowa si czterem Niemcom, ktrzy przy bocznym stoliku jedz 
pekeflejsz z grochem. Dlaczego ja miabym si im prezentowa?... Niech oni 
mnie si zaprezentuj - myla pan Ignacy. 
I w tej chwili opanowaa go idea, e tamci czterej panowie powinni mu si 
zaprezentowa, jako starszemu wiekiem tudzie byemu oficerowi wgierskiej 
piechoty, ktra przecie porzdnie bia Niemcw. Zawoa nawet usugujc 
dziewczyn w celu wysania jej do owych czterech panw jedzcych pekeflejsz, 
gdy wtem muzyka zoona ze skrzypcw, arfy i fortepianu zagraa... 
Marsyliank. 
Pan Ignacy przypomnia sobie Wgry, piechot, Augusta Katza i czujc, e mu 
zy nabiegaj do oczu, e si lada chwil rozpacze, porwa ze stou swj 
cylinder sprzed wojny francusko -pruskiej i rzuciwszy na st rubla wybieg z 
restauracji. 
Dopiero gdy na ulicy owiono go wiee powietrze, opar si o sup latarni 
gazowej i spyta: 
- Do diaba, czybym si upi?... Ba! siedm kufli... 
Wrci do domu starajc si i jak najprociej i teraz dopiero przekona si, e 
warszawskie chodniki s nadzwyczaj nierwne: co kilkanacie krokw bowiem 
musia zbacza albo w stron rynsztoka, albo w stron kamienic. Potem (dla 
przekonania samego siebie, e jego umysowe zdolnoci znajduj si w 
kwitncym stanie) zacz rachowa gwiazdy na niebie. 
- Raz... dwa... trzy... siedm... siedm... Co to jest siedm?... Ach, siedem kufli 
piwa... Czybym naprawd?... Po co ten Stach wysa mnie do teatru!... 
Do domu trafi od razu i od razu znalaz dzwonek. Zadzwoniwszy jednak a 
siedm razy na stra, uczu potrzeb oparcia si o kt, zawarty midzy bram i 
cian, i usiowa zliczy, nie z potrzeby, ale ot, tak sobie: ile te upynie minut, 
zanim mu str otworzy? W tym celu wydoby zegarek z sekundnikiem i 
przekona si, e - ju jest wp do drugiej. 
-Pody str! -mrukn. -Ja musz wsta o szstej, a on do wp do drugiej 
trzyma mnie na ulicy... 
Szczciem, str natychmiast otworzy furtk, przez ktr pan Ignacy krokiem 
zupenie pewnym, a nawet wicej ni pewnym, bardzo pewnym, przeszed ca 
sie czujc, e jego cylinder siedzi mu troch na bakier, ale tylko troszeczk. 
Nastpnie bez adnej trudnoci znalazszy drzwi swego mieszkania usiowa po 
kilka razy na prno wprowadzi klucz do zamku. Czu dziurk pod palcem, 
ciska w rce klucz tak mocno jak nigdy i mimo to nie mg trafi. 
-Czylibym naprawd?... 
W tej wanie chwili otworzyy si drzwi, a wspczenie jego jednooki pudel Ir, 
nie podnoszc si z pocieli, par razy szczekn: 
- Tak... tak!... 
- Milcz, ty poda winio!... - mrukn pan Ignacy i nie zapalajc lampy, rozebra 
si i pooy do ka. 
Sny mia okropne. nio mu si czy tylko przywidywao, e cigle jest w teatrze 
i e widzi Wokulskiego z szeroko otwartymi oczyma, zapatrzonego w jedn 
lo. W loy tej siedziaa hrabina, pan cki i panna Izabela. Rzeckiemu 
zdawao si, e Wokulski patrzy tak na pann Izabel. 
-Niepodobna! - mrukn. -Stach nie jest a tak gupi... 
Tymczasem (wszystko w marzeniu) panna Izabela podniosa si z fotelu i 
wysza z oy, a Wokulski za ni, wci patrzc jak czowiek zamagnetyzowany. 
Panna Izabela opucia teatr, przesza plac Teatralny i lekkim krokiem wbiega 
na ratuszow wie, a Wokulski za ni, wci patrzc jak czowiek 
zamagnetyzowany. A potem z ganku ratuszowej wiey panna Izabela, unisszy 
si jak ptak, przepyna na gmach teatralny, a Wokulski chcc lecie za ni, 
run z wysokoci dziesiciu pitr na ziemi. 
- Jezus Maria!... - jkn Rzecki zrywajc si z ka. 
- Tak!... tak!... - odszczekn mu Ir przez sen. 
-No, ju widz, e jestem zupenie pijany -mrukn pan Ignacy kadc si 
znowu i niecierpliwie nacigajc kodr, pod ktr dra. 
Kilka minut lea z otwartymi oczami i znowu przywidziao mu si, e jest w 
teatrze, akurat po zakoczeniu trzeciego aktu, w chwili kiedy fabrykant Pifke 
mia poda Rossiemu album Warszawy i jej piknoci. Pan Ignacy wyta 
wzrok (Pifke bowiem jego zastpuje), wyta wzrok i z najwyszym 
przeraeniem widzi, e niecny Pifke zamiast kosztownego albumu podaje 
Wochowi jak paczk owinit w papier i niedbale zawizan szpagatem. 
I jeszcze gorsze rzeczy widzi pan Ignacy. Woch bowiem umiecha si 
ironicznie, odwizuje szpagat, odwija papier i wobec panny Izabeli, 
Wokulskiego, hrabiny i tysica innych widzw ukazuje... te nankinowe 
spodnie z fartuszkiem na przodzie i ze strzemiczkami u dou. Wanie te same, 
ktrych pan Ignacy uywa w epoce sawnej kampanii sewastopolskiej ... 
Na domiar okropnoi ndzny Pifke wrzeszczy: Oto jest dar panw: Stanisawa 
Wokulskiego, kupca, i Ignacego Rzeckiego, jego dysponenta! Cay teatr 
wybucha miechem; wszystkie oczy i wszystkie wskazujce palce skierowuj 
si na smy rzd krzese i wanie na to krzeso, gdzie siedzi pan Ignacy. 
Nieszczliwy chce zaprotestowa, lecz czuje, e gos zastyga mu w gardle, a na 
domiar niedoli on sam - zapada si gdzie. Zapada si w niezmierny, 
niezgbiony ocean nicoci, w ktrym bdzie spoczywa na wieki wieczne nie 
objaniwszy widzw teatralnych, e nankinowe spodnie z fartuszkiem i 
strzemiczkami wykradziono mu podstpem ze zbioru jego osobistych 
pamitek. 
Po nocy fatalnie spdzonej Rzecki obudzi si dopiero o trzy kwadranse na 
sidm. Wasnym oczom nie chcia wierzy, patrzc na zegarek, ale w kocu 
uwierzy. Uwierzy nawet w to, e wczoraj by nieco podchmielony; o czym 
zreszt wymownie wiadczy lekki bl gowy i oglna ociao czonkw. 
Wszystkie te jednak chorobliwe objawy mniej trwoyy pana Ignacego anieli 
jeden straszny symptom, oto: nie chciao mu si i do sklepu!...Co gorsze: nie 
tylko czu lenistwo, ale nawet zupeny brak ambicji; zamiast bowiem wstydzi 
si swego upadku i walczy z prniaczymi instynktami, on, Rzecki, 
wynajdywa sobie powody do jak najduszego zatrzymania si w pokoju. 
To zdawao mu si, e Ir jest chory, to, e rdzewieje nigdy nieuywana 
dubeltwka, to znowu, e jest jaki bd w zielonej firance, ktra zasaniaa 
okno, a nareszcie, e herbata jest za gorca i trzeba j pi wolniej ni zwykle. 
W rezultacie pan Ignacy spni si o czterdzieci minut do sklepu i ze 
spuszczon gow przekrad si do kantorka. Zdawao mu si, e kady z 
panw (a jak na zo wszyscy przyszli dzi na czas!), e kady z najwysz 
wzgard patrzy na jego podsiniae oczy, ziemist cer i lekko drce rce. 
Gotowi jeszcze myle, e oddawaem si rozpucie! - westchn nieszczsny 
pan Ignacy. Potem wydoby ksigi, umacza piro i niby to zacz rachowa. 
By przekonany, e cuchnie piwem jak stara beczka, ktr ju wyrzucono z 
piwnicy, i zupenie serio pocz rozwaa: czy nie naleao poda si do dymisji 
po spenieniu caego szeregu tak haniebnych wystpkw? Spiem si... pno 
wrciem do domu... pno wstaem... o czterdzieci minut spniem si do 
sklepu... 
W tej chwili zbliy si do niego Klejn z jakim listem. 
- Byo na kopercie napisane: bardzo pilno, wic otworzyem - rzek mizerny 
subiekt podajc papier Rzeckiemu. 
Pan Ignacy otworzy i czyta: 
Czowieku gupi czy nikczemny! Pomimo tylu yczliwych ostrzee kupujesz 
jednak dom, ktry stanie si grobem twego w tak nieuczciwy sposb zdobytego 
majtku... 
Pan Ignacy rzuci okiem na wiersz ostatni, ale nie znalaz podpisu: list by 
anonimowy. Spojrza na kopert - miaa adres Wokulskiego. Czyta dalej: 
Jaki zy los postawi ci na drodze pewnej szlachetnej damy, ktrej o mao nic 
zabie ma, a dzi chcesz jej wydrze dom, gdzie zmara jej ukochana 
crka?... I po co to robisz?... Dlaczego pacisz, jeeli prawda, a 
dziewidziesit tysicy rubli za kamienic niewart siedmdziesiciu tysicy?... 
S to sekreta twojej czarnej duszy, ktre kiedy sprawiedliwo boska odkryje, a 
zacni ludzie ukarz pogard. Zastanw si wic, pki czas. Nie gub swej duszy i 
majtku i niezatruwaj spokoju zacnej damie, ktra w nieutulonym alu po 
stracie crki t jedn ma dzi pociech, e moe przesiadywa w pokoju, gdzie 
nieszczliwe dzieci oddao Bogu ducha. Upamitaj si, zaklinam ci yczliwa... 
Skoczywszy czytanie pan Ignacy potrzsn gow. 
- Nic nie rozumiem - rzek. - Chocia bardzo wtpi o yczliwoci tej damy. 
Klejn lkliwie obejrza si dokoa sklepu, a widzc, e ich nikt nie ledzi, zacz 
szepta: 
-Bo to, uwaa pan, nasz stary podobno kupuje dom ckiego, ktry wanie 
jutro maj wierzyciele sprzeda przez licytacj... 
- Stach... to jest... pan Wokulski kupuje dom? 
- Tak, tak...- potakiwa Klejn gow. - Ale kupuje nie na wasne imi, tylko za 
porednictwem starego Szlangbauma... Tak przynajmniej mwi w domu, bo i 
ja tam mieszkam. 
-Za dziewidziesit tysicy rubli?... 
- Wanie. A e baronowa Krzeszowska chciaaby kupi t kamienic za 
siedmdziesit tysicy rubli, wic anonim zapewne pochodzi od niej. Nawet 
zaoybym si, e od niej, bo to piekielna baba... 
Go, przybyy do sklepu z zamiarem kupienia parasola, oderwa Klejna od 
Rzeckiego. Panu Ignacemu zaczty kry po gowie bardzo szczeglne myli. 
Jeeli ja - mwi do siebie - przez zmarnowanie jednego wieczora narobiem 
tyle zamtu w sklepie, to niby - jakiego zamtu w interesach narobi Stach, ktry 
marnuje dzi dnie i tygodnie na teatry woskie, i zreszt - nawet nie wiem na 
co?... 
W tej chwili jednak przypomnia sobie, e w sklepie z jego winy zamt jest 
niewielki, prawie go nie ma, i e interes handlowy w ogle idzie wietnie. 
Nawet co prawda to i sam Wokulski, pomimo dziwnego trybu ycia, nie 
zaniedbuje obowizkw kierownika instytucji. 
Ale po co on chce uwizi dziewidziesit tysicy rubli w murach?...Skd si 
i tu znowu bior ci ccy?... Czyliby... Eh! Stasiek taki gupi nie jest... 
Swoj drog niepokoia go myl kupna kamienicy. Zapytam si Henryka 
Szlangbauma - rzek, wstajc od kantorka. 
W oddziale tkanin may, zgarbiony Szlangbaum z czerwonymi oczyma i 
wyrazem zajadoci na twarzy krci si jak zwykle, skaczc po drabince albo 
nurzajc si midzy sztukami perkalu. Tak ju przywyk do swojej gorczkowej 
roboty, e cho nie byo interesantw, on cigle wydostawa jak sztuk, 
odwija i zawija, aeby nastpnie umieci j na waciwym miejscu. 
Zobaczywszy pana Ignacego Szlangbaum zawiesi swoj jaow prac i otar pot 
z czoa. 
- Ciko, co?... - rzek. 
- Bo po co pan przekadasz te graty, skoro nie ma goci w sklepie? - odpar 
Rzecki. 
- Bah!... gdybym tego nie robi, zapomniabym, gdzie co ley...stawy 
zaniedziayby w czonkach... Zreszt - juem przywyk... Pan ma jaki interes do 
mnie?... 
Rzecki stropi si na chwil. 
- Nie... Tak chciaem zobaczy, jak panu tu idzie - odpowiedzia pan Ignacy 
rumienic si, o ile to byo moliwe w jego wieku. 
Czyby i on mnie posdza i ledzi?.. - bysno w gowie Szlangbaumowi i 
gniew go ogarn. - Tak, ma ojciec racj.... Dzi wszyscy huzia! na ydw. 
Niedugo ju trzeba bdzie zapuci pejsy i woy jarmuk... 
On co wie! - pomyla Rzecki i rzek gono: 
- Podobno... podobno szanowny ojciec paski kupuje jutro kamienic... 
kamienic pana ckiego?... 
-Nic o tym nie wiem -odpowiedzia Szlangbaum spuszczajc oczy. W duchu 
za doda: 
Mj stary kupuje dom dla Wokulskiego, a oni myl i pewnie mwi: ot, 
patrzajcie, znowu yd, lichwiarz, zrujnowa jednego katolika i pana z panw... 
Co wie, tylko gada nie chce - myla Rzecki. - Zawsze yd... 
Pokrci si jeszcze po sali, co Szlangbaum uwaa za dalszy cig posdze i 
ledzenia go, i wrci do siebie, wzdychajc. 
To jest okropne, e Stach ma wicej zaufania do ydw anieli do mnie... 
Po co on jednak kupuje ten dom, po co wdaje si z ckimi...A moe nie 
kupuje?... Moe to tylko pogoski?... 
Tak si lka uwizienia w murach dziewidziesiciu tysicy rubli gotwki, e 
cay dzie tylko o tym myla. Bya chwila, e chcia wprost zapyta 
Wokulskiego, ale -zabrako mu odwagi. Stach -mwi w sobie - wdaje si dzi 
tylko z panami, a ufa ydom. Co jemu po starym Rzeckim!... 
Wic postanowi pj jutro do sdu i zobaczy, czy naprawd stary 
Szlangbaum kupi dom ckich i czy, jak mwi Klejn, dolicytuje go do 
dziewidziesiciu tysicy rubli. Jeeli to si sprawdzi, bdzie znakiem, e 
wszystko inne jest prawd. 
W poudnie wpad do sklepu Wokulski i zacz rozmawia z Rzeckim 
wypytujc go o wczorajszy teatr i o to: dlaczego uciek z pierwszego rzdu 
krzese, a album kaza dorczy Rossiemu przez Pifkego. Ale pan Ignacy mia w 
sercu tyle alw i tyle wtpliwoci co do swego kochanego Stacha, e 
odpowiada mu pgbkiem i z nachmurzon twarz. 
Wic i Wokulski umilkn i opuci sklep z gorycz w duszy. 
Wszyscy odwracaj si ode mnie - mwi sobie - nawet Ignacy...Nawet on... 
Ale ty mi to wynagrodzisz!... - doda ju na ulicy, patrzc w stron Alei 
Ujazdowskiej. 
Po wyjciu Wokulskiego ze sklepu Rzecki ostronie wypyta si panw, w 
ktrym sdzie i o ktrej godzinie odbywaj si licytacje domw. Potem uprosi 
Lisieckiego o zastpstwo na jutro midzy dziesit z rana a drug po poudniu i 
z podwjn gorliwoci zabra si do swoich rachunkw. Machinalnie (cho bez 
bdu) dodawa dugie jak Nowy wiat kolumny cyfr, a w przerwach myla: 
Dzisiaj zmarnowaem blisko godzin, jutro zmarnuj z pi godzin, a wszystko 
dlatego, e Stach wicej ufa Szlangbaumom anieli mnie...Na co jemu 
kamienica?... Po jakiego diaba wdaje si z tym bankrutem ckim?... Skd mu 
strzelio do ba lata na woski teatr i jeszcze dawa kosztowne prezenta temu 
przybdzie Rossiemu?.:. 
Nie podnoszc gowy od ksig siedzia przy kantorku do szstej, a tak by 
zatopiony w robocie, e ju nie tylko nie przyjmowa pienidzy, ale nawet nie 
widzia i nie sysza goci, ktrzy roili si i haasowali w sklepie jak olbrzymie 
pszczoy w ulu. Nie spostrzeg te jednego najmniej spodziewanego gocia, 
ktrego panowie witali okrzykami i gonymi pocaunkami. 
Dopiero gdy przybysz stanwszy nad nim krzykn mu w ucho: 
- Panie Ignacy, to ja!... 
Rzecki ockn si, podnis gow, brwi i oczy w gr i zobaczy 
Mraczewskiego... 
- H?... - spyta pan Ignacy przypatrujc si modemu elegantowi, ktry opali 
si, zmnia, a nade wszystko uty. 
- No, co... no, co sycha?... - cign pan Ignacy podajc mu rk. - Co z 
polityki?... 
- Nic nowego - odpar Mraczewski. - Kongres w Berlinie robi swoje, Austriacy 
wezm Boni. - No, no, no... arty, arty!... A o maym Napoleonku co 
sycha? 
- Uczy si w Anglii w szkole wojskowej i podobno kocha si w jakiej aktorce. 
- Zaraz kocha si!... - powtrzy drwico pan Ignacy. - A do Francji nie 
wraca?... Jake si pan miewasz?... Skde si tu wzi?...No, gadaj prdko zawoa 
Rzecki wesoo, uderzajc go w rami. - Kiedye przyjecha?... 
- A to caa historia! - odpowiedzia Mraczewski rzucajc si na fotel. Przyjechalimy 
tu dzi z Suzinem o jedenastej... Od pierwszej do trzeciej 
bylimy z nim u Wokulskiego, a po trzeciej wpadem na chwil do matki i na 
chwil do pani Stawskiej:.. Pyszna kobieta, co?... 
- Stawska?... Stawska?... - przypomina sobie Rzecki trc czoo. 
- Znasz j pan przecie. Ta pikna, co to ma creczk... Co to si tak podobaa 
panu... 
- Ach, ta!... wiem... Nie mnie si podobaa - westchn Rzecki - tylko mylaem, 
e dobra byaby z niej ona dla Stacha... 
- Paradny pan jeste - rozemia si Mraczewski. - Przecie ona ma ma... 
- Ma? 
- Naturalnie. Zreszt znane nazwisko. Przed czterema laty uciek biedak za 
granic, bo posdzali go o zabicie tej... 
- Ach, pamitam!... Wic to on?... Dlaczeg nie wrci, bo przecie okazao 
si, e nie winien?... 
- Rozumie si, e nie winien - prawi Mraczewski. - Ale swoj drog, jak 
dmuchn do Ameryki, tak po dzi dzie nie ma o nim wiadomoci. Pewnie 
biedak gdzie zmarnia, a kobieta zostaa ani pann, ani wdow... Okropny 
los!... Utrzymywa cay dom z haftu, z gry na fortepianie, z lekcyj 
angielskiego... pracowa cay dzie jak w i jeszcze nie mie ma... Biedne te 
kobiety!... My bymy, panie Ignacy, tak dugo nie wytrwali w cnocie, co?... O, 
wariat stary... 
- Kto wariat? - spyta Rzecki, zdumiony nagym przejciem w rozmowie. 
- Kt by, jeeli nie Wokulski - odpar Mraczewski. - Suzin jedzie do Parya i 
chce go gwatem zabra, bo ma tam robi jakie ogromne zakupy towarw. 
Nasz stary nie zapaciby grosza za podr, miaby ksice ycie, bo Suzin im 
dalej od ony, tym szerzej rozpuszcza kiesze... E i jeszcze zarobiby z dziesi 
tysicy rubli. 
- Stach... to jest nasz pryncypa zarobiby z dziesi tysicy? - spyta Rzecki. 
- Naturalnie. Ale c, kiedy tak ju zgupia... 
- No, no... panie Mraczewskil... - zgromi go pan Ignacy. 
- Ale sowo honoru, e zgupia. Bo przecie wiem, e jedzie na wystaw do 
Parya, i to lada tydzie... 
-Tak. 
- Wic nie wolaby jecha z Suzinem, nic nie wyda i jeszcze tyle zarobi?... 
Przez dwie godziny baga go Suzin: Jed ze mn, Stanisawie Piotrowiczu, 
prosi, kania si i na nic... Wokulski nie i nie!...Mwi, e ma tutaj jakie 
interesa... 
- No, ma... - wtrci Rzecki. 
- O tak, ma... - przedrzenia go Mraczewski. - Najwikszy jego interes jest nie 
zraa Suzina, ktry pomg mu zrobi majtek, dzi daje mu ogromny kredyt i 
nieraz mwi do mnie, e nie uspokoi si, dopki Stanisaw Piotrowicz nie 
odoy sobie cho z milion rubli... I takiemu przyjacielowi odmawia tak 
drobnej usugi, zreszt bardzo dobrze opaconej! - oburza si Mraczewski. 
Pan Ignacy otworzy usta, lecz przygryz je. O mao e si nie wygada w tej 
chwili, i Wokulski kupuje dom ckiego i e tak wielkie prezenta daje 
Rossiemu. 
Do kantorka zbliy si Klejn z Lisieckim. Mraczewski spostrzegszy, e s nie 
zajci, zacz rozmawia z nimi, a pan Ignacy znowu zosta sam nad swoj 
ksig. 
Nieszczcie! - myla. - Dlaczego ten Stach nie jedzie darmo do Parya i 
jeszcze zniechca do siebie Suzina?... Jaki zy duch spta go z tymi ckimi... 
Czyby?... Eh! przecie on a tak gupi nie jest...A swoj drog, szkoda tej 
podry i dziesiciu tysicy rubli... Mj Boe! jak si to ludzie zmieniaj. 
Schyli gow i posuwajc palcem z dou do gry albo z gry na d, sumowa 
kolumny cyfr dugich jak Nowy wiat i Krakowskie Przedmiecie. Sumowa 
bez bdu, nawet z cicha mrucza, a jednoczenie myla sobie, e jego Stach 
znajduje si na jakiej fatalnej pochyoci. To darmo - szepta mu gos ukryty 
na samym dnie duszy - to darmo!... Stach wklepa si w grub awantur... I z 
pewnoci w polityczn awantur, bo taki czowiek jak on nie wariowaby dla 
kobiety, choby nawet bya ni sama - panna... Ach, do diaba! omyliem 
si...Wyrzeka si, gardzi dziesicioma tysicami rubli, on, ktry om lat temu 
musia poycza ode mnie po dziesi rubli na miesic, aeby za to wykarmi 
si jak ndzarz... A teraz rzuca w boto dziesi tysicy rubli, pakuje w 
kamienic dziewidziesit tysicy, robi aktorom prezent po kilkadziesit rubli... 
Jak mi Bg miy, nic nie rozumiem! I to niby jest pozytywista, czowiek realnie 
mylcy... Mnie nazywaj starym romantykiem, ale przecie takich gupstw nie 
robibym... No, chocia jeeli zabrn w polityk... 
Na tych medytacjach upyn mu czas do zamknicia sklepu. Gowa go troch 
bolaa, wic wyszed na spacer na Nowy Zjazd i wrciwszy do domu wczenie 
spa si pooy. 
Jutro - mwi do siebie - zrozumiem ostatecznie, co si wici. Jeeli 
Szlangbaum kupi dom ckiego i da dziewidziesit tysicy rubli, to znaczy, 
e go naprawd Stach podstawi i ju jest skoczonym wariatem... A moe te 
Stach nie kupuje kamienicy, moe to wszystko plotki?.. 
Zasn i nio mu si, e w oknie jakiego wielkiego domu widzi pann Izabel, 
do ktrej stojcy obok niego Wokulski chce biec. Na prno zatrzymuje go pan 
Ignacy, a pot oblewa mu cale ciao. Wokulski wyrywa si i znika w bramie 
kamienicy. 
Stachu, wr si!... - krzyczy pan Ignacy widzc, e dom poczyna si chwia. 
Jako dom zawala si. Panna Izabela, umiechnita, wylatuje z niego jak ptak, a 
Wokulskiego nie wida... 
Moe wbieg na podwrko i ocala... - myli pan Ignacy i budzi si z mocnym 
biciem serca. Nazajutrz pan Ignacy budzi si na kilka minut przed szst; 
przypomina sobie, e to dzi wanie licytuj kamienic ckiego, e ma 
przypatrze si temu widowisku, i zrywa si z ka jak spryna. Biegnie boso 
do wielkiej miednicy, oblewa si cay zimn wod i patrzc na swoje 
patykowate nogi mruczy: 
Zdaje mi si, e troch utyem. 
Przy skomplikowanym procesie mycia si pan Ignacy robi dzi taki zgiek, e 
budzi Ira. Brudny pudel otwiera jedyne oko, jakie mu pozostao, i snad 
dostrzegszy niezwyke oywienie swego pana zeskakuje z kufra na podog. 
Przeciga si, ziewa, wydua w ty jedn nog, potem drug nog, potem na 
chwil siada naprzeciw okna, za ktrym sycha bolesny krzyk zarzynanej kury, 
i zmiarkowawszy, e naprawd nic si nie stao, wraca na swoj pociel. Jest 
przy tym tak ostrony czy moe rozgniewany na pana Ignacego za faszywy 
alarm, e odwraca si grzbietem do pokoju, a nosem i ogonem do ciany, jak 
gdyby panu Ignacemu chcia powiedzie: 
Ju ja tam wol nie widzie twojej chudoci. 
Rzecki ubiera si w oka mgnieniu i z piorunujc szybkoci wypija herbat nie 
patrzc ani na samowar, ani na sucego, ktry go przynis. Potem biegnie do 
sklepu jeszcze zamknitego, przez trzy godziny rachuje bez wzgldu na ruch 
goci i rozmowy panw i punkt o dziesitej mwi do Lisieckiego: 
- Panie Lisiecki, wrc o drugiej... 
- Koniec wiata! - mruczy Lisiecki. - Musiao trafi si co nadzwyczajnego, 
jeeli ten safandua wychodzi o takiej porze do miasta... 
Stanwszy na chodniku przed sklepem pan Ignacy dostaje ataku wyrzutw 
sumienia. 
Co ja dzi wyrabiam?... - myli. - Co mnie obchodz licytacje, choby paacw, 
nie tylko kamienic?..  
I waha si: czy i do sdu, czy wraca do sklepu? W tej chwili widzi na 
Krakowskim przejedajc dorok, a w niej dam wysok, chud i mizern, w 
czarnym kostiumie. Dama wanie patrzy na ich sklep, a Rzecki w jej zapadych 
oczach i lekko posiniaych ustach spostrzega wyraz gbokiej nienawici. 
Dalibg, e to baronowa Krzeszowska... - mruczy pan Ignacy. - Oczywicie, 
jedzie na licytacj... Awantura!... 
Budz si w nim jednak wtpliwoci. Kto wie, czy baronowa jedzie do sdu; 
moe to wszystko plotki?... Warto sprawdzi - myli pan Ignacy, zapomina o 
swoich obowizkach dysponenta i najstarszego subiekta. I poczyna i za 
dorok. Ndzne konie wlok si tak powoli, e pan Ignacy moe obserwowa 
wehiku na caej przestrzeni do kolumny Zygmunta. W tym miejscu doroka 
skrca na lewo, a Rzecki myli: 
Rozumie si, e jedzie baba na Miodow. Taniej kosztowaaby ja podr na 
miotle... 
Przez dom Rezlera (ktry przypomina mu onegdajsz pijatyk!) i cz 
Senatorskiej pan Ignacy dostaje si na Miodow. Tu przechodzc okoo skadu 
herbaty Nowickiego wstpuje na chwil, aeby powiedzie wacicielowi: 
dzie dobry!, i szybko ucieka, dalej mruczc: 
Co on sobie pomyli zobaczywszy mnie o tej godzinie na ulicy?..Naturalnie 
pomyli, e jestem najpodlejszy dysponent, ktry zamiast siedzie w sklepie, 
ajdaczy si po miecie... Oto los!... Przez pozosta cz drogi do sdu trapi 
pana Ignacego sumienie. Przybiera ono posta olbrzyma z brod, w tym 
jedwabnym kitlu i takich e spodniach, ktry dobrodusznie a zarazem ironicznie 
patrzcemu w oczy mwi: 
Powiedz mi pan, panie Rzecki, jaki to porzdny kupiec wasa si o tej porze 
po miecie? Pan jeste taki kupiec jak ja baletnik... 
I pan Ignacy czuje, e nie moe nic odpowiedzie surowemu sdziemu. Rumieni 
si, potnieje i ju chce wraca do swoich ksig (w taki jednake sposb, aeby 
go zobaczy Nowicki), gdy nagle widzi przed sob dawny paac Paca. 
Tu bdzie licytacja! - mwi pan Ignacy i zapomina o skrupuach. Olbrzym z 
brod, w tym jedwabnym kitlu, rozpywa si przed oczyma jego duszy jak 
mga. 
Rozejrzawszy si w sytuacji pan Ignacy przede wszystkim spostrzega, e do 
gmachu sdowego prowadz dwie olbrzymie bramy i dwoje drzwi. Nastpnie 
widzi cztery rnej wielkoci gromady starozakonnych z minami bardzo 
powanymi. Pan Ignacy nie wie, dokd i, idzie jednak do tych drzwi, przed 
ktrymi stoi najwicej starozakonnych, domylajc si, e tam wanie odbywa 
si licytacja. 
W tej chwili przed gmach sdu zajeda powz, a w nim pan cki. Pan Ignacy 
nie moe pohamowa czci dla jego piknych, siwych wsw i podziwu dla jego 
humoru. Pan cki bowiem nie wyglda tak jak bankrut, ktremu licytuj 
kamienic, ale jak milioner, ktry przyjecha do rejenta, aeby podnie drobn 
sum stu kilkudziesiciu tysicy rubli. 
Pan cki wysiada uroczycie z powozu, triumfalnym krokiem zblia si do 
drzwi sdowych, a jednoczenie z drugiej strony ulicy przybiega do niego 
dentelmen majcy wszelakie pozory prniaka, ktry jednake jest adwokatem. 
Po bardzo krtkim, a nawet niedbaym powitaniu pan cki pyta dentelmena: 
- C?... kiedy?... 
- Za godzink... moe troch duej... - odpowiada dentelmen. 
- Wyobra pan sobie - mwi z dobrotliwym umiechem pan cki - e przed 
tygodniem jeden mj znajomy wzi dwakro za dom, ktry go kosztowa sto 
pidziesit tysicy. A e mj kosztowa mnie sto tysicy, wic powinienem 
wzi w tym stosunku ze sto dwadziecia pi... 
- Hum!... hum!... - mruczy adwokat. 
- Bdziesz si pan mia.- cignie pan Tomasz - z tego, co powiem (bo wy 
lubicie artowa z przeczu i snw), a jednak dzi nio mi si, e mj dom 
poszed za sto dwadziecia tysicy... Mwi to panu przed licytacj, uwaasz?... 
Za par godzin przekonasz si, e nie naley mia si ze snw... S rzeczy na 
niebie i ziemi... 
- Hum!... hum!... - odpowiada adwokat i obaj panowie wchodz w pierwsze 
drzwi gmachu. Chwaa Bogu! - myla pan Ignacy. - Jeeli cki wemie sto 
dwadziecia tysicy za swj dom, to znaczy, e Stach nie zapaci za niego 
dziewidziesiciu tysicy rubli. 
Wtem kto lekko dotyka jego ramienia. Pan Ignacy oglda si i widzi za sob 
starego Szlangbauma. 
-Czy moe pan mnie szuka.? -pyta sdziwy yd, bystro patrzc mu w oczy. 
- Nie, nie... - odpowiada zmieszany pan Ignacy. 
-Pan nie ma do mnie aden interes?. -powtarza Szlangbaum mrugajc 
czerwonymi powiekami. 
- Nie, nie... 
-Git! - mruczy Szlangbaum i odchodzi midzy swoich wspwyznawcw. 
Panu Ignacemu robi si zimno: obecno Szlangbauma w tym miejscu budzi w 
nim nowe podejrzenie. Aby je rozproszy, pan Ignacy pyta stojcego przy 
drzwiach wonego, gdzie odbywaj si licytacje. Wony wskazuje mu schody. 
Pan Ignacy biegnie na gr i wpada do jednej sali. Uderza go tum 
starozakonnych, suchajcych z najwikszym skupieniem jakiej mowy. Rzecki 
poznaje, e w tej chwili toczy si tu sprawa przed sdem, e przemawia 
prokurator i e chodzi o grube oszustwo. W sali jest duszno; mow prokuratora 
tumi nieco haas doroek. Sdziowie wygldaj, jakby drzemali, adwokat 
ziewa, oskarony ma min, jakby chcia oszuka sd najwyszej instancji, 
starozakonni przypatruj mu si ze wspczuciem, a oskarenia suchaj z 
uwag. Niektrzy przy kadym silniejszym zarzucie prokuratora krzywi si i 
sycz: aj-waj!... 
Pan Ignacy opuszcza sal; nie dla tej sprawy tu przyszed. 
Znalazszy si w przedsionku, pan Ignacy chce i na drugie pitro; 
jednoczenie omija go schodzca stamtd baronowa Krzeszowska w 
towarzystwie mczyzny, ktry ma powierzchowno znudzonego nauczyciela 
jzykw staroytnych. Jest to jednak adwokat; o czym wiadczy srebrny 
znaczek przypity do klapy bardzo wytartego fraka; szaraczkowe za spodnie 
kapana sprawiedliwoci s na kolanach tak wytoczone, jak gdyby ich 
waciciel, zamiast broni swoich klientw, nieustannie owiadcza si bogini 
Temidzie. 
-Wic jeeli dopiero za godzin -mwi jkliwym gosem pani Krzeszowska - w 
takim razie pjd teraz do Kapucynw... Nie sdzi pan. 
- Nie sdz, aeby wizyta pani u Kapucynw wpyna na przebieg licytacji odpowiada 
znudzony adwokat. 
- Gdyby jednak pan mecenas szczerze chcia, gdyby pobiega... 
Mecenas w wytoczonych spodniach niecierpliwie potrzsa rk. 
- Ach, pani dobrodziejko - mwi - ja ju tyle nabiegaem si w sprawie tej 
licytacji, e choby dzisiaj naley mi si spoczynek. W dodatku mam za kilka 
minut urzdwk o zabjstwo... Widzi pani te pikne damy?... Wszystkie id 
sucha mojej obrony... Efektowna sprawa!... 
- Wic pan mecenas opuszcza mnie? - wykrzykuje baronowa. 
- Ale bd... bd na sali - przerywa jej adwokat - bd przy licytacji, tylko 
niech mi pani zostawi cho par minut do pomylenia o moim zabjcy... 
I wpada w otwarte drzwi, nakazujc wonemu, aeby nikogo nie wpuszcza. 
-O Boe! -mwi baronowa na cay gos -ndzny zabjca ma obroc, ale 
biedna, samotna kobieta na prno szuka czowieka, ktryby uj si za jej 
honorem, za jej spokojem, za jej mieniem... 
Poniewa pan Ignacy nie chce by tym czowiekiem, wic piesznie ucieka na 
d, potrcajc mode, pikne i eleganckie kobiety, ktre przypdzia tu dza 
wysuchania sawnego procesu o zabjstwo. To lepsze anieli teatr; aktorzy 
bowiem urzdowego widowiska graj jeeli nie lepiej, to z pewnoci celniej od 
dramatycznych. 
Na schodach wci rozlegaj si lamentacje pani Krzeszowskiej i miechy 
modych, piknych i eleganckich kobiet, pieszcych na ogldanie zabjcy, 
pokrwawionej odziey, siekiery, ktr zabi swoj ofiar, i spoconych sdziw. 
Pan Ignacy ucieka z sieni a na drug stron ulicy; na rogu Kapitulnej i 
Miodowej wpada do cukierni i kryje si w tak ciemnym kcie, w ktrym nie 
mogaby ju pozna go nawet pani Krzeszowska. 
Kae sobie poda filiank pienistej czekolady, zasania si podart gazet i 
widzi, e w tym maym pokoiku znajduje si drugi, jeszcze ciemniejszy kt, w 
ktrym mieci si pewien okazaej tuszy jegomo i jaki zgarbiony yd. Pan 
Ignacy myli, e okazay jegomo jest co najmniej hrabi i wacicielem 
wielkich dbr na Ukrainie, a yd jego faktorem; tymczasem za sucha toczcej 
si midzy nimi rozmowy 
- Panie dobrodzieju - mwi zgarbiony yd - eby nie to, e pana dobrodzieja 
nikt nie zna w Warszawie, to ja bym panu za ten interes nie da nawet dziesi 
rubli. A tak zarobi pan dobrodziej dwadziecia pi... 
-I wystoj si z godzin w dusznej sali! -odmrukuje jegomo. 
- Prawda - cignie dalej yd - e w naszym wieku ciko stoi, no, ale takie 
pienidze to te nie chodz piechot... A jak pan bdzie mia reputacj, kiedy 
si dowiedz, e pan dobrodziej chcia kupi kamienic za osiemdziesit tysicy 
rubli?... 
- Niech bdzie. Ale dwadziecia pi rubli gotwk na st... 
- Niech Bg zabroni! - odpowiada yd. - Pan dobrodziej dostanie do rki pi 
rubli, a dwadziecia pjdzie na dug tego nieszczliwego Seliga Kupferman, co 
ju przez dwa lata grosza od pana nie widzia, cho ma wyrok. 
Okazay pan uderza rk w st marmurowy i chce wychodzi. Zgarbiony yd 
chwyta go za po surduta, znowu sadza na krzele i ofiaruje sze rubli 
gotwk. 
Po kilkuminutowym targu strony godz si na osiem rubli, z ktrych siedem 
bd wypacone po licytacji, a rubel natychmiast. yd opiera si, ale 
majestatyczny pan jednym argumentem rozcina jego wahania: 
- Przecie, do diaba, musz odda za herbat i ciastka! 
yd wzdycha, z zatuszczonej portmonetki wydobywa najbardziej podarty 
papierek i wyprostowawszy go kadzie na marmurowym stole. Nastpnie wstaje 
i leniwie opuszcza ciemny pokoik, a pan Ignacy przez dziurk gazety poznaje w 
nim starego Szlangbauma. 
Pan Ignacy piesznie dopija czekolad i ucieka z cukierni na ulic. Ju obrzyda 
mu licytacja, ktrej ma pene uszy i pen gow. Chce w jaki sposb 
przepdzi zbywajcy mu czas i spostrzegszy otwarty koci Kapucynw 
kieruje si do niego bdc pewnym, e w wityni znajdzie spokj, przyjemny 
chodek, a nade wszystko, e tam przynajmniej nie usyszy o licytacji. 
Wchodzi do kocioa i istotnie znajduje cisz i chd, a nadto nieboszczyka na 
katafalku otoczonego wiecami, ktre si jeszcze nie pal, i kwiatami, ktre ju 
nie pachn. Od pewnego czasu pan Ignacy nie lubi widoku trumny, wic skrca 
na lewo i widzi klczc na posadzce w czarnym stroju kobiet. Jest to 
baronowa Krzeszowska, kornie zgita ku ziemi; bije si w piersi i co chwil 
podnosi chustk do oczu. 
Jestem pewny, i modli si o to, aeby dom ckiego poszed za szedziesit 
tysicy rubli - myli pan Ignacy. Lecz e i widok pani Krzeszowskiej nie 
wydaje mu si pontnym, wic cofa si na palcach i przechodzi na praw stron 
kocioa. 
Tu znajduje si tylko par kobiet: jedna pgosem odmawia raniec, druga pi. 
Zreszt nikogo wicej, tylko spoza filaru wychyla si redniego wzrostu 
mczyzna energicznie wyprostowany, pomimo siwych wosw, i szepczcy 
modlitw z zadart gow. 
Rzecki poznaje w nim pana ckiego i myli: 
Jestem pewny, e ten prosi Boga, aeby jego dom poszed za sto dwadziecia 
tysicy rubli... Potem piesznie opuszcza koci zastanawiajc si, w jaki te 
sposb dobry Bg zadowoli sprzeczne dania pani baronowej Krzeszowskiej i 
pana Tomasza ckiego? 
Nie znalazszy, czego szuka, ani w cukierni, ani w kociele, pan Ignacy zaczyna 
spacerowa po ulicy, niedaleko sdowego gmachu. Jest bardzo zmieszany; zdaje 
mu si, e kady przechodzie patrzy mu drwico w oczy, jakby mwi: Nie 
wolaby to, stary obuzie, pilnowa sklepu?, i e z kadej doroki wyskoczy 
ktry, z panw donoszc mu, e sklep spali si lub zawali. Wic znowu 
myli: czyby nie lepiej byo da za wygran licytacji, a wrci do swoich ksig i 
kantorka, gdy nagle syszy rozpaczliwy krzyk. 
To jaki ydek wychyli si przez okno sali sdowej i co wrzasn do gromady 
swoich wspwyznawcw, ktrzy na to haso rzucili si do drzwi toczc si, 
potrcajc spokojnych przechodniw i tupic niecierpliwie nogami jak 
sposzone stado owiec w ciasnej owczarni. Aha, ju zacza si licytacja!. mwi 
do siebie pan Ignacy idc za nimi na gr. 
W tej chwili czuje, e kto pochwyci go z tyu za rami, i odwrciwszy gow 
widzi owego majestatycznego pana, ktry od Szlangbauma dosta w cukierni 
rubla zadatku. Okazay pan widocznie bardzo si pieszy, gdy obu piciami 
toruje sobie drog pord zbitej masy cia starozakonnych woajc: 
- Na bok, parchy, kiedy ja id na licytacj!... 
ydzi wbrew swoim zwyczajom usuwaj si i patrz na niego z podziwem. 
- Jakie on musi mie pienidze! - mruczy jeden z nich do swego ssiada. 
Pan Ignacy, ktry jest nieskoczenie mniej miaym anieli okazay jegomo, 
zamiast pcha si jak on, zdaje si na ask i nieask losu. Prd starozakonnych 
ogarnia go ze wszystkich stron. Przed sob widzi zatuszczony konierz, brudny 
szalik i jeszcze brudniejsz szyj ; za sob czuje zapach wieej cebuli ;z prawej 
strony jaka szpakowata broda opiera mu si na obojczyku, a z lewej silny 
okie uciska mu rk a do cierpnicia. 
Gniot go, popychaj, szarpi za odzie. Kto chwyta go za nogi, kto siga do 
kieszeni, kto uderza go midzy opatki. Nadchodzi chwila, w ktrej pan Ignacy 
sdzi, e poami mu klatk piersiow. Podnosi oczy do nieba i widzi, e jest we 
drzwiach. Ju, ju... zadusz go...Nagle czuje przed sob puste miejsce, uderza 
gow w czyje wdziki, nie dosy starannie zasonite po surduta, i - jest w 
sali. 
Odetchn... Za nim rozlegaj si krzyki i wymylania licytantw, a od czasu do 
czasu upomnienia wonego: 
- Czego panowie tak si tocz... C to, panowie s bydo czy co?.. 
Nie wiedziaem, e tak trudno dosta si na licytacj!.. -wzdycha pan Ignacy. 
Mija dwie sale, tak puste, e nie wida w nich ani krzesa na pododze, ani 
gwodzia w cianie. Sale te tworz przysionek jednego z wydziaw 
sprawiedliwoci, lecz s widne i wesoe. Przez otwarte okna wlewaj si tu 
potoki sonecznych blaskw i gorcy lipcowy wiatr nasycony warszawskimi 
pyami. Pan Ignacy syszy wiergot wrbli i nieustanny turkot doroek i doznaje 
dziwnego uczucia dysharmonii. 
Czy podobna - mwi - aeby sd wyglda tak pusto jak nie wynajte 
mieszkanie i - tak wesoo?... 
Zdaje mu si, e zakratowane okna i szare ciany, poyskujce wilgoci, a 
obwieszone kajdanami, nierwnie lepiej odpowiadayby sali, w ktrej skazuj 
ludzi na wieczne lub doczesne wizienia. 
Ale ot i sala gwna, do ktrej biegn wszyscy starozakonni i gdzie skupia si 
cay interes licytacji. Jest to pokj tak rozlegy, e mona by w nim tacowa we 
czterdzieci par mazura, gdyby nie niska bariera, ktra dzieli go na dwie czci: 
cywiln i licytacyjn. W czci cywilnej znajduje si kilka wyplatanych kanap, 
w czci licytacyjnej - estrada, a na niej duy st, majcy form rogala 
pokrytego zielonym suknem. Za stoem spostrzega pan Ignacy trzech 
dygnitarzw, majcych acuchy na szyi i senatorsk powag na obliczach; s to 
komornicy: Na stole przed kadym dygnitarzem ley stos papierw 
reprezentujcych wystawione na sprzeda nieruchomoci. Za midzy stoem i 
barier, tudzie przed barier, toczy si ciba interesantw. Wszyscy oni maj 
zadarte gowy i patrz na komornikw ze skupieniem ducha, ktrego mogliby 
im pozazdroci natchnieni asceci przypatrujcy si witym wizjom. 
W sali pomimo otwartych okien unosi si wo rodkujca midzy zapachem 
hiacyntu i starego kitu. Pan Ignacy domyla si, e jest to wo chaatw. 
Wyjwszy turkot doroek, w sali jest dosy cicho. Komornicy milcz, zatopieni 
w swoich aktach, licytanci rwnie milcz, zapatrzeni w komornikw; reszta za 
publicznoci, zebrana w cywilnej poowie izby i podzielona na grupy, 
wprawdzie szemrze, ale po cichu. Nie maj interesu, aeby ich syszano. 
Tym wic goniej rozlega si jk baronowej Krzeszowskiej, ktra trzymajc 
swego adwokata za klapy fraka mwi z gorczkowym popiechem: 
- Bagam pana, nie odchod... No... dam panu wszystko, co zechcesz... 
-Tylko, pani baronowo, bez adnych pogrek! - odpowiada adwokat. 
- Ja przecie nie gro, ale nie opuszczaj mnie pan!... - deklamuje z 
prawdziwym uczuciem baronowa. 
- Przyjd na licytacj, ale teraz musz i do mego zabjcy... 
- Tak!... wic ndzny morderca wicej budzi w panu wspczucia anieli 
opuszczona kobieta, ktrej mienie, honor, spokj.... 
Nagabany adwokat ucieka tak szybko, e jego spodnie wydaj si jeszcze 
bardziej wytoczonymi na kolanach, anieli s w istocie. Baronowa chce za nim 
biec, lecz w tej chwili pada w objcia jakiego jegomoci, ktry uywa bardzo 
szafirowych okularw i ma fizjognomi zakrystiana. 
- O co pani chodzi, droga pani? - mwi sodko jegomo w szafirowych 
okularach. - aden adwokat nie podbije pani ceny domu... to ja jezdem od tego... 
Desz pani jeden procent od kadego tysica rubli wyej nad sum pocztkow i 
dwadziecia rubelkw na koszta... Baronowa Krzeszowska odskakuje od niego i 
wygiwszy si w ty jak artystka grajca tragiczn rol odpowiada mu jednym 
tylko wyrazem: 
- Szatanie!... 
Jegomo w okularach poznaje, e le trafi, i cofa si skonsternowany. 
Jednoczenie zabiega mu drog inny jegomo, majcy min skoczonego 
ajdaka, i co mu szepcze przez kilka minut z bardzo oywion gestykulacj. 
Pan Ignacy jest pewny, e ci dwaj panowie pobij si; oni jednak rozchodz si 
bardzo spokojnie, a jegomo z min ajdaka zblia si do baronowej 
Krzeszowskiej i mwi pgosem: 
- Jeeli pani baronowa co zaryzykuje, moemy nie dopuci nawet do 
siedemdziesiciu tysicy rubli. 
- Zbawco!.. - woa baronowa. - Widzisz przed sob kobiet skrzywdzon i 
osamotnion, ktrej mienie, honor i spokj... 
-Co mi tam honor -mwi jegomo z ajdack fizjognomi. -Da pani dziesi 
rubli zadatku? Odchodz oboje w najdalszy kt sali i przed oczyma pana 
Ignacego kryj si za grup starozakonnych. W tej grupie znajduje si stary 
Szlangbaum i mody bez zarostu, tak blady i wycieczony, e pan Ignacy sdzi, 
i bardzo niedawno musia wstpi w zwizki maeskie. Stary Szlangbaum 
co wykada wycieczonemu ydkowi, ktremu coraz wicej baraniej oczy; co 
by mu jednak wykada? pan Ignacy nie moe si domyle. 
Odwraca si wic w drug stron sali i spostrzega o par krokw od siebie pana 
ckiego z jego adwokatem, ktry widocznie nudzi si i chciaby gdzie i. 
- Gdyby cho sto pitnacie... no - sto dziesi tysicy!... - mwi pan cki. Przecie 
pan adwokat musisz zna jakie sposoby... 
- Hum!... hum!... - mwi adwokat, tsknie spogldajc na drzwi. - Pan da zbyt 
wysokiej ceny... Sto dwadziecia tysicy za dom, za ktry dawano 
szedziesit... 
- Ale, panie, on kosztowa mnie sto tysicy... 
- Tak... Hum!... hum!... Troch pan przepaci... 
- Ja te - przerywa mu pan cki - dam tylko stu dziesiciu... I zdaje mi si, e 
kiedy jak kiedy, ale w tym razie powinien by mi pan adwokat dopomc... S 
przecie jakie sposoby, ktrych ja nie znam nie bdc prawnikiem... 
- Hum!... hum!... - mruczy adwokat. Na szczcie jeden z kolegw(odziany 
rwnie we frak ze srebrnym znaczkiem) wywouje go z sali; w minut za 
pniej zblia si do pana ckiego jegomo w szafirowych okularach, z min 
zakrystiana, i mwi: 
- O co panu chodzi, panie hrabio?... aden adwokat nie podbije panu ceny 
domu... Od tego ja jezdem... Desz pan hrabia dwadziecia rubli na koszta i jeden 
procent od kadego tysica nad szedziesit tysicy... 
Pan cki patrzy na zakrystiana z wielk pogard; kadzie nawet obie rce w 
kieszenie spodni (co jemu samemu wydaje si dziwnym)i mwi: 
- Dam jeden procent od kadego tysica wyej nad sto dwadziecia tysicy 
rubli... 
Zakrystian w szafirowych okularach kania si, poruszajc przy tym lew 
opatk, i odpowiada: 
- Przepreszem pana hrabiego... 
- Stj! - przerywa pan cki. - Wyej nad sto dziesi... 
- Przepreszem. 
-Nad sto. 
- Przepreszem. 
- Niech was pioruny!....Wic ile chcesz?... 
-Jeden procencik od sumy wyszej nad siedemdziesit i dwadziecia rubelkw 
na koszta...- mwi kaniajc si do ziemi zakrystian. 
-Dziesi rubli wemiesz? - pyta fiokowy z gniewu pan cki. 
- Ja i rubelkiem nie pogardz... 
Pan cki wydobywa wspaniay pugilares, z niego cay pk szeleszczcych 
dziesiciorublwek i jedn z nich daje zakrystianowi, ktry schyla si do ziemi. 
- Zobaczy janie wielmony pan... - szepcze zakrystian. 
Obok pana Ignacego stoi dwch ydw: jeden wysoki, niady, z brod tak 
czarn, e wpada w kolor granatowy, drugi ysy, z tak dugimi faworytkami, e 
walaj mu klapy surduta. Dentelmen z faworytami na widok 
dziesiciorublwek pana ckiego umiecha si i mwi pgosem do piknego 
bruneta: 
- Pan wydzysz te pynidze u ten szlachcic... Pan syszysz, jak ony klaskaj?... 
Ony tak czesz sz, e mnie widz... Pan to rozumysz, panie Cynader?.. 
- cki jest paski klient? - pyta pikny brunet. 
- Dlaczego on nie ma bycz mj? 
- Co on ma? - mwi brunet. 
- On ma... on ma - szostre w Krakowie, ktra, rozumysz pan, zapysaa dla jego 
crki... 
- A jeeli ona nic nie zapisaa?... 
Dentelmen z faworytami na chwil tropi si. 
- Tylko mi pan nie mw takie gupie gadanie!... Dlaczego szostra z Krakowa nie 
ma im zapysa, kiedy ona jest chora?.. 
-Ja nic nie wiem - odpowiada pikny brunet. (Pan Ignacy przyznaje w duchu, e 
tak piknego mczyzny nigdy jeszcze nie widzia.) 
Ale on ma crk, panie Cynader... - mwi niespokojnie waciciel bujnych 
faworytw. - Pan zna jego crk, t pann Izabel, panie Cynader?... Ja sam 
dabym jej, no bez targu, sto rubli... - Ja bym da sto pidziesit - mwi pikny 
brunet - ale swoj drog cki to niepewny interes. 
- Niepewny?... A pan Wokulski to co?... 
- Pan Wokulski, no... to jest wielki interes - odpowiada brunet. - Ale ona jest 
gupia i cki jest gupi, i oni wszyscy s gupi. I oni zgubi tego Wokulskiego, 
a on im nie da rady... 
Panu Ignacemu pociemniao w oczach. 
Jezus, Maria! - szepcze. - Wic ju nawet przy licytacjach mwi o Wokulskim 
i o niej... I jeszcze przewiduj, e go zgubi... Jezus Maria!... , 
Okoo stou zajtego przez komornikw robi si may zamt; wszyscy widzowie 
pchaj si w tamtym kierunku. Stary Szlangbaum rwnie zblia si do stou, a 
po drodze kiwa na zniszczonego ydka i nieznacznie mruga na okazaego pana, 
z ktrym niedawno rozmawia w cukierni. 
Wspczenie wbiega adwokat pani Krzeszowskiej; nie patrzc na ni zajmuje 
miejsce przed stoem i mruczy do komornika: 
- Prdzej, panie, prdzej, bo dalibg! nie mam czasu... 
W kilka za minut po adwokacie wchodzi do sali nowa grupa osb. Jest tam 
para maonkw nalecych, zdaje si, do profesji rzeniczej, jest stara dama z 
kilkunastoletnim wnukiem i dwu panw: jeden czerstwy i siwy, drugi 
kdzierzawy, wygldajcy na suchotnika. Obaj maj potulne fizjognomie i 
podniszczone odzienia, lecz na ich widok ydzi poczynaj szemra i pokazywa 
palcami z wyrazem podziwu i szacunku. 
Obaj staj tak blisko pana Ignacego, e ten mimo woli musi wysucha rad, 
jakich siwy jegomo udziela kdzierzawemu: 
- Rb, mwi tobie, Ksawery, jak ja. Ja nie piesz si, jak Boga kocham. Ju 
trzy lata, mwi tobie, chc kupi niewielki domik, ot taki sobie za sto, za 
dwiecie tysicy, na stare lata, ale nie piesz si. Wyczytuj ja sobie, ktre 
chaty id na licytacje, oglduj ja ich sobie powoli, kalkuluj ja sobie w gowie, 
a potem - zachodz ja sobie tu i sucham, co ludzie daj. I kiedy, mwi tobie, 
ju nabraem dowiadczenia i w tym roku chciaem ju co kupi, ceny jak raz w 
niepraktykowany sposb skoczyy, psiakrew, i musz na nowo kalkulowa... 
Ale jak we dwu poczniem si przysuchiwa, to mwi tobie; ubijemy interes... 
- Czycho!... - zawoano od stou. 
W sali ucicho, a pan Ignacy sucha opisu kamienicy pooonej tui tu, majcej 
trzy oficyny i trzy pitra, plac, ogrd itd. W trakcie tego wanego aktu pan 
cki robi si na przemian blady i fioletowy, a pani Krzeszowska co chwil 
podnosi do nosa krysztaowy flakonik w zotej oprawie. 
-Znam ten dom! - wykrzykuje nagle jegomo w szafirowych okularach z min 
zakrystiana. - Znam ten dom!... Z zamknitymi oczami wart sto dwadziecia 
tysicy rubli... 
- Co pan zawracasz! - odzywa si stojcy obok baronowej Krzeszowskiej pan z 
fizjognomi ajdaka. - Co to za dom?... Rudera... trupiarnia!... 
Pan cki robi si bardzo fioletowy. Kiwa na zakrystiana i pyta go szeptem: 
- Kto jest tamten otr?... - Tamten?... - pyta zakrystian. - To szubrawczyna!... 
Niech pan hrabia nie zwaa na niego I mwi na cay gos: - Sowo honoru, za 
ten dom miao mona da sto trzydzieci tysicy... 
- Kto jest ten nikczemnik? - pyta baronowa jegomocia z ajdack min. - Kto 
jest ten w niebieskich okularach?... 
- Tamten?... - odpowiada zapytany. - To znany szubrawiec... niedawno siedzia 
na Pawiaku... Niech pani na niego nie zwaa... Plun nie warto... 
- Cicho tam!... - woa urzdowy gos od stou. 
Zakrystian mruga na pana ckiego umiechajc si familiarnie i pcha si do 
stou midzy licytantw. Jest ich czterech: adwokat baronowej, okazay pan, 
stary Szlangbaum i zniszczony ydek, obok ktrego staje zakrystian. 
-Szedziesit tysicy i piset rubli - mwi cicho adwokat pani Krzeszowskiej. 
- Dalibg! wicej nie warto wtrca jegomo z min ajdaka. 
Baronowa triumfalnie spoglda na pana ckiego. 
- Szedziesit pi... - odzywa si majestatyczny pan. 
-Szedziesit pi tysicy i sto rubli - bekocze blady ydek. 
- Szedziesit sze... - dodaje Szlangbaum. 
- Siedemdziesit tysicy! - wrzeszczy zakrystian. 
- Ach! ach! ach!... - wybucha paczem baronowa upadajc na wyplatan 
kanapk. 
Jej adwokat szybko odchodzi od stou i biegnie broni zabjcy. 
- Siedemdziesit pi tysicy!... - woa okazay pan. 
- Umieram!... - jczy baronowa. 
W sali robi si ruch. Stary Litwin chwyta pod rk baronow, ktr odbiera mu 
Maruszewicz, nie wiadomo skd przybyy na ten uroczysty wypadek. Zanoszca 
si od paczu baronowa, wsparta na Maruszewiczu, opuszcza sal zorzeczc 
przy tym swemu adwokatowi, sdowi, licytantom i komornikom. Pan cki 
blado umiecha si, a tymczasem zniszczony ydek mwi: - Osiemdziesit 
tysicy i sto rubli... 
- Osiemdziesit pi... - wtrca Szlangbaum. 
Pan cki cay zamienia si we wzrok i such. Wzrokiem dostrzega ju tylko 
trzech licytantw, a suchem chwyta wyrazy otyego pana: 
-Osiemdziesit osiem tysicy... 
-Osiemdziesit osiem i sto rubli - mwi mizerny ydek. 
- Niech bdzie dziewidziesit - koczy stary Szlangbaum uderzajc rk w 
st. -Dziewidziesit tysicy - mwi komornik - po raz pierwszy... 
Pan cki zapomniawszy o etykiecie pochyla si do zakrystiana i szepcze mu: 
- Licytuje pan !... 
- Co si pan tak skrobiesz?... - pyta zakrystian zniszczonego ydka. 
- A co si pan rozbijasz? - odzywa si do zakrystiana drugi komornik. -Kupisz 
pan dom czy co?... Wyno si pan!... 
- Dziewidziesit tysicy po raz drugi!... - woa komornik. 
Pan cki robi si szary na twarzy. 
- Dziewidziesit tysicy rubli po raz... trzeci!... - powtarza komornik i uderza 
maym motkiem o zielone sukno. 
- Szlangbaum kupi!... - odzywa si jaki gos na sali. Pan cki toczy dokoa 
bdnym wzrokiem i teraz dopiero spostrzega swego adwokata. 
- A, panie mecenasie - mwi drcym gosem - tak si niegodzi!... 
-Co si nie godzi?.. 
- Nie godzi si... to jest nieuczciwie!... - powtarza wzburzony pan cki. 
- Co si nie godzi?.. - odpowiada ju nieco podraniony adwokat. - Po spaceniu 
hipotecznych dugw zyskuje pan trzydzieci tysicy rubli... 
-Ale mnie ten dom kosztowa sto tysicy, a mg by pj, gdyby lepiej pil-nowa-
no... za sto dwadziecia tysicy... 
- Tak - potwierdza zakrystian - dom wart ze sto dwadziecia tysicy... 
- O!... syszy pan, panie mecenasie?... - mwi pan cki. - Gdyby si 
dopilnowano... 
- Ale, panie, prosz mi nie mwi impertynencyj!... Sucha pan rad poktnych 
doradcw, otrw z Pawiaka... 
- O, bardzo prosz... - odpowiada obraony zakrystian. - Nie kady jest otrem, 
kto siedzia na Pawiaku... A co do udzielania rad... 
- Tak... dom by wart sto dwadziecia tysicy!... - odzywa si cakiem 
nieoczekiwany sprzymierzeniec w osobie jegomocia z ajdack min. 
Pan cki patrzy na niego szklanymi oczyma, ale jeszcze nie moe zorientowa 
si w sytuacji. Nie egna si z adwokatem, nakada w sali kapelusz i wychodzc 
mruczy: 
Straciem przez ydw i adwokatw ze trzydzieci tysicy rubli... Mona byo 
dosta sto dwadziecia tysicy... 
I stary Szlangbaum ju wychodzi; wtem zastpuje .mu drog pan Cynader, w 
pikny brunet, ktremu rwnego nigdy nie widzia pan Ignacy. 
-Co to pan za interesa robi, panie Szlangbaum? - mwi pikny brunet. - Ten 
dom mona byo kupi za siedemdziesit jeden tysicy. On dzi wicej 
niewart... 
- Dla jednego niewart, dla drugiego wart; ja zawsze robi tylko dobre interesa odpowiada 
zamylony Szlangbaum. 
Nareszcie i Rzecki opuszcza sal, w ktrej odbywa si inna licytacja i gromadzi 
si nowa publiczno. Pan Ignacy z wolna schodzi ze schodw i myli: 
A wic dom kupi Szlangbaum, i to za dziewidziesit tysicy, jak 
przepowiedzia Klejn. No, ale Szlangbaum to przecie nie Wokulski... Stach nie 
zrobiby takiego gupstwa... Nie!... I z t pann Izabel farsa, plotki... 
ROZDZIA DZIEWITNASTY: 
PIERWSZE OSTRZEENIE 
Bya pierwsza w poudnie, kiedy pan Ignacy zblia si do sklepu, zawstydzony 
i niespokojny. Jak mona zmarnowa tyle czasu... w porze najwikszego ruchu 
interesantw?... A nu w dodatku stao si jakie nieszczcie?:.. I co za 
satysfakcja wczy si po ulicach w upa, wrd kurzu i zapachu praonych 
asfaltw!... 
Istotnie, dzie by wyjtkowo gorcy i jaskrawy: chodniki i kamienie ziay 
arem, blaszanych szyldw ani latarniowych supw nie mona byo dotkn 
rk, a z nadmiaru wiata panu Ignacemu zachodziy zami oczy i czarne patki 
zasaniay mu pole widzenia. 
Gdybym by Panem Bogiem -myla -poow lipcowych upaw 
zachowabym na grudzie... 
Nagle spojrza na wystaw sklepow (wanie mija okna) i osupia. Wystawa 
ju drugi tydzie nie odnowiona!... Te same brzy, majoliki, wachlarze, te same 
neseserki, rkawiczki, parasole i zabawki!... Czy widzia kto podobne 
zgorszenie? 
Ale ja jestem pody czowiek! -mrukn do siebie. -Onegdaj spiem si, dzi 
wcz si... Diabli wezm bud, jak amen w pacierzu... 
Ledwie wszed do sklepu, niepewny, co mu wicej ciy: serce czy nogi - gdy w 
tej chwili porwa go Mraczewski. Ju by ostrzyony na sposb warszawski, 
uczesany i uperfumowany jak dawniej i przez amatorstwo obsugiwa 
przychodzcych goci, sam bdc gociem, jeszcze z tak dalekich okolic. 
Miejscowi panowie nie mogli wyj z podziwu. 
-A bj si pan Boga, panie Ignacy -zawoa -trzy godziny czekam na pana! 
Wycie tu wszyscy gowy potracili... 
Wzi go pod rami i nie zwaajc na paru obecnych goci, ktrzy ze 
zdumieniem patrzyli na nich, pdem zacign Rzeckiego do gabinetu, gdzie 
staa kasa. 
Tu osiwiaego w swoim zawodzie subiekta pchn na twardy foteli stanwszy 
przed nim z zaamanymi rkoma, jak zrozpaczony Germont przed Violett, 
rzek: 
-Wiesz pan co... Wiedziaem, e po moim wyjedzie std interes si 
rozprzgnie; alem nie przypuszcza, e tak prdko... No, bo e pannie siedzisz w 
sklepie, mniejsza: dziury nie bdzie. Ale jakie ten stary gupstwa wyrabia, to 
przecie skandal!... 
Zdawao si; e panu Ignacemu brwi posun si ze zdziwienia na wierzch czoa. 
- Przepraszam!... - zawoa podnoszc si z fotelu. 
Ale Mraczewski zmusi go do siedzenia. 
- Przepra... 
- Ju tylko niech si pan nie odzywa! - przerwa mu pachncy mody czowiek. Pan 
wie, co si dzieje?... Suzin dzi na noc jedzie do Berlina zobaczy 
Bismarcka, a potem -do Parya na wystaw. Koniecznie, syszy pan?... 
koniecznie namawia Wokulskiego, aeby z nim jecha. I ten dur... 
- Panie Mraczewski!... Kto pana omieli... 
- Ja ju z natury jestem miay, a Wokulski wariat!... Dzi dopiero dowiedziaem 
si prawdy... Pan wie, ile stary mgby zarobi na tym interesie w Paryu z 
Suzinem?... Nie dziesi, ale pidziesit tysicy rubli, panie Rzecki!... I ten 
osio nie tylko e nie chce dzi jecha, ale jeszcze mwi, e - nie wie, kiedy 
pojedzie. On nie wie, a Suzin moe czeka z t spraw najwyej kilka dni. 
- C Suzin?... - cicho spyta naprawd zmieszany pan Ignacy. 
-Suzin?... Jest zy, a co gorsza - rozalony. Mwi, e Stanisaw Piotrowicz ju 
nie ten, co by, e gardzi nim..: sowem, awantura!... Pidziesit tysicy rubli 
zysku i darmo podr. No, niech pan sam powie, czy w tych warunkach nawet 
wity Stanisaw Kostka nie pojechaby do Parya?... 
- Z pewnoci! -mrukn pan Ignacy. - Gdzie Stach... to jest, pan Wokulski? doda 
podnoszc si z fotelu. 
-Jest w paskim mieszkaniu i pisze tam rachunki dla Suzina. Zobaczysz pan; co 
stracicie przez ten figiel. 
Drzwi gabinetu uchyliy si i stan w nich Klejn z listem w rku. 
-Przynis lokaj ckich do starego -rzek. -Moe pan mu odda, bo dzi, 
bestia, czego taki zy... 
Pan Ignacy wzi do rk bladoniebiesk kopert ozdobion wizerunkiem 
niezapominajek, lecz waha si, czy ma i. Tymczasem Mraczewski spojrza 
mu przez rami na adres. 
- List od Belci - zawoa - jestem w domu!... - I miejc si wybieg z gabinetu. 
Do diaba! -mrukn pan Ignacy -czyby te wszystkie plotki miay by 
prawd?... Wic on dla niej wydaje na kupno kamienicy dziewidziesit 
tysicy i traci na Suzinie pidziesit?... Razem sto czterdzieci tysicy rubli... A 
ten powz, a te wycigi, a te ofiary na cele dobroczynne?... A... a ten Rossi, 
ktremu tak gorco przypatruje si panna cka jak yd dziesiciorgu 
przykazaniom?... Ehe!... schowam ja do kieszeni ceremonie... Zapi 
marynark na guzik pod szyj, wyprostowa si i poszed z listem do swego 
mieszkania. W tej chwili dopiero zauway, e mu troch skrzypi buty, i poczu 
niejak ulg. W mieszkaniu pana Ignacego nad stosem papierw siedzia 
Wokulski bez surduta i kamizelki i pisa. 
-Aha!... - zawoa podnoszc gow na widok Rzeckiego.- Nie gniewasz si, e 
ci tu gospodaruj jak u siebie? 
-Pryncypa robi ceremonie!... -odezwa si z przeksem pan Ignacy. -Jest tu 
list od... tych... od ckich... 
Wokulski spojrza na adres, gorczkowo rozerwa kopert i czyta... czyta... 
Raz, drugi i trzeci przeczyta list. Rzecki co przewraca w swoim biurku, a 
spostrzegszy, e jego przyjaciel skoczy ju czytanie i zamylony opar gow 
na rku, rzek suchym tonem: 
- Jedziesz dzi do Parya z Suzinem? 
- Ani myl. 
- Syszaem, e to jaki wielki interes... Pidziesit tysicy rubli... 
Wokulski milcza. 
-Wic jedziesz jutro albo pojutrze, bo podobno Suzin ma na twj przyjazd 
zaczeka par dni? - Nie wiem jeszcze, kiedy pojad. 
-To le, Stachu. Pidziesit tysicy rubli to majtek; szkoda go straci... Jeeli 
dowiedz si, e wypucie z rk tak sposobno... 
-Powiedz, em zwariowa -przerwa mu Wokulski. 
Znowu zamilk i nagle odezwa si: 
-A gdybym mia do spenienia waniejszy obowizek anieli zyskanie 
pidziesiciu tysicy?... - Polityczny? -spyta cicho Rzecki z trwog w oczach, 
ale i z umiechem na ustach. 
Wokulski poda mu list. 
- Czytaj - rzek. - Przekonasz si e s rzeczy lepsze od polityki. 
Pan Ignacy z niejakim wahaniem wzi list do rki, lecz na powtrny rozkaz 
Wokulskiego przeczyta: 
Wieniec jest przeliczny i ju z gry w imieniu Rossiego dzikuj panu za ten 
podarunek. Nieporwnane jest to dyskretne rozmieszczenie szmaragdw midzy 
zotymi listkami. Musi Pan koniecznie przyjecha do nas, jutro na obiad, 
aebymy si naradzili nad poegnaniem Rossiego, a take nad nasz podr 
do Parya. Wczoraj papo powiedzia mi, e jedziemy najdalej za tydzie. 
Naturalnie jedziemy razem, gdy bez miego Paskiego towarzystwa podr 
straciaby dla mnie poow wartoci. A wic do widzenia. 
Izabela cka 
-Nie rozumiem -rzek pan Ignacy, obojtnie rzucajc list na st. -Dla 
przyjemnoci podrowania z pann ck, a choby radzenia nad prezentami 
dla... dla jej ulubiecw nie rzuca si w boto pidziesiciu tysicy... jeeli nie 
wicej... 
Wokulski powsta z kanapy i oparszy si obu rkoma na stole, zapyta: -A 
gdyby mi si podobao rzuci dla niej cay majtek w boto, to co?.. 
yy nabrzmiay mu na czole, gors koszuli gorczkowo falowa na piersiach. W 
oczach zapalay mu si i gasy te same iskry, jakie ju widzia Rzecki w chwili 
pojedynku z baronem. 
- To co?.. - powtrzy Wokulski. 
-To nic - odpowiedzia spokojnie Rzecki. - Przyznabym tylko, e omyliem si, 
nie wiem ju ktry raz w yciu... 
- Na czym? 
-Dzi na tobie. Mylaem, e czowiek, ktry naraa si na mierci... na plotki 
dla zdobycia majtku, ma jakie oglniejsze cele... 
-A dajcie mi raz spokj z tym waszym ogem!... -wykrzykn Wokulski 
uderzajc pici w st. -Co ja robiem dla niego, o tym wiem, ale... c on 
zrobi dla mnie!... Wic nigdy nie skocz si wymagania ofiar, ktre mi nie 
day adnych praw?... Chc nareszcie raz co zrobi dla samego siebie... Uszami 
wylewaj mi si frazesy, ktrych nikt nie wypenia... Wasne szczcie - to dzi 
mj obowizek... inaczej...w eb bym sobie paln, gdybym ju nic nie widzia 
dla siebie oprcz jakich fantastycznych ciarw. Tysice prnuj, a jeden 
wzgldem nich ma obowizki!... Czy syszano co potworniejszego?... 
- A owacje dla Rossiego to nie ciar? - spyta pan Ignacy. 
-Nie robi ich dla Rossiego. 
-Tylko dla dogodzenia kobiecie... wiem... Ze wszystkich kas oszczdnoci ta 
jest najmniej pewn - odpar Rzecki. 
- Jeste nieostrony!... - sykn Wokulski. 
-Powiedz - byem... Tobie si zdaje, e dopiero ty wynalaze mio. Znam i ja 
j, bah!... Przez kilka lat kochaem si jak pgwek, a tymczasem moja 
Heloiza romansowaa z innymi. Boe mj!... ile mnie kosztowaa kada 
wymiana spojrze, ktre chwytaem w przelocie... W kocu w moich oczach 
wymieniano nawet uciski... Wierz mi, Stachu, ja nie jestem tak naiwny, jak 
myl. Wiele w yciu widziaem i doszedem do wniosku, e my wkadamy zbyt 
duo serca w zabaw nazywan mioci 
-Mwisz tak, bo j e j nie znasz - wtrci pochmurnie Wokulski. 
-Kada jest wyjtkow, dopki nam karku nie nadkrci. Prawda, e nie znam  e 
j, ale znam inne. Aeby nad kobietami odnosi wielkie zwycistwa, trzeba by 
w miar impertynentem i w miar bezczelnym: dwie zalety, ktrych ty nie 
posiadasz. I dlatego ostrzegam ci: nieduo ryzykuj, bo zostaniesz 
zdystansowany, jeeli ju nie zostae. Nigdym do ciebie o tych rzeczach nie 
mwi, prawda? nawet nie wygldam na podobn filozofi... Ale czuj, e grozi 
ci niebezpieczestwo, wic powtarzam: strze si! i w podej zabawie nie 
angauj serca, bo ci je w asystencji lada chystka opluj. A w tym wypadku, 
mwi ci, czowiek doznaje tak przykrych wrae, e... Bodajby ich lepiej 
nie... doczeka!... 
Wokulski siedzc na kanapie zaciska pici, ale milcza. W tej chwili zapukano 
do drzwi ukaza si Lisiecki. 
- Pan cki chce si z panem widzie. Moe tu wej? - zapyta subiekt. 
-Niech pan poprosi... -odpar Wokulski, piesznie wcigajc kamizelk i 
surdut. 
Rzecki wsta z krzesa, smutno pokiwa gow i opuci swoje mieszkanie. 
Mylaem, e jest le -mrukn bdc ju w sieni. -Alem nie myla, e jest a 
tak le... 
Ledwie Wokulski zdy jako tako ogarn si, wszed pan cki, a za nim 
wony sklepowy. Pan Tomasz mia oczy krwi nabiege i sine plamy na 
policzkach. Rzuci si na fotel i oparszy gow na tylnej krawdzi, ciko 
dysza. Wony sta w progu z zakopotan min i przebierajc palcami po 
metalowych guzikach swojej liberii czeka na rozkazy. 
-Wybacz, panie Stanisawie, ale... prosz ci wody z cytryn...wyszepta pan 
Tomasz. 
- Sodowej wody, cytryny i cukru... Biegnij! - rzek Wokulski do wonego. 
Wony wyszed zawadzajc wielkimi guzami o drzwi pokoju. 
-To nic -mwi pan Tomasz z umiechem. -Krtka szyja, upa i irytacja... 
Chwil odpoczn... Zatrwoony Wokulski zdj mu krawat i rozpi koszul. 
Potem zla rcznik wod kolosk, ktr znalaz na biurku Rzeckiego, i z 
synowsk troskliwoci wytar choremu kark, twarz i gow. 
Pan Tomasz ucisn mu rk. 
-Ju mi lepiej... Bg zapa... - a potem doda pgosem: -podobasz mi si w 
tej roli siostry miosierdzia. Bela nie potrafiaby zrobi delikatniej... No, ona 
stworzona do tego, aeby jej usugiwano... 
Wony przynis syfon i cytryny. Wokulski przyrzdzi limoniad i napoi pana 
Tomasza, ktremu stopniowo poczy znika sine plamy z policzkw. 
-Id do mego mieszkania -rzek Wokulski do wonego - i ka zaprzc konie. 
Niech zajedzie przed sklep. 
-Kochany... kochany jeste... - mwi pan Tomasz, mocno ciskajc go za rk i 
z wdzicznoci spogldajc na niego zaczerwienionymi oczyma. - Nie 
przywykem do podobnej troskliwoci, poniewa Belcia nie zna si na tych 
rzeczach. 
Nieumiejtno panny Izabeli w opiekowaniu si chorymi w przykry sposb 
uderzya Wokulskiego. Ale tylko na chwil. Powoli pan Tomasz zupenie 
odzyska siy. Obfity pot wystpi na czoo, gos wzmocni si i tylko sie 
czerwonych yek na oczach wiadczya jeszcze o minionym ataku. Przeszed 
si nawet po pokoju, przecign si i zacz: 
-A... nie masz pojcia, panie Stanisawie, jak si dzi zirytowaem. Czy dasz 
wiar? dom mj sprzedano za dziewidziesit tysicy!... 
Wokulski drgn. 
-Byem pewny - mwi pan cki - e wezm cho ze sto dziesi tysicy... Ju 
na sali syszaem dokoa siebie gosy, e kamienica warta sto dwadziecia... Ale 
c - zapragn kupi j yd, pody lichwiarz, ten Szlangbaum... Porozumia si 
z konkurentami, a kto wie, czy i nie z moim adwokatem, i -straciem 
dwadziecia albo trzydzieci tysicy... 
Teraz Wokulski wyglda na apoplektyka, ale milcza. 
-A tak rachowaem -prawi pan cki - e od pidziesiciu tysicy dasz mi z 
dziesi tysicy rocznie. Na utrzymanie domu wychodzi mi sze do omiu 
tysicy, wic za reszt moglibymy z Bel co roku wyjeda za granic. 
Obiecaem nawet dziecku, e za tydzie pojedziemy do Parya... Akurat!... 
Sze tysicy rubli ledwie wystarcz na ndzne istnienie, a o podrach ani 
myle... Nikczemny yd...Nikczemne spoeczestwo, ktre tak ulega 
lichwiarzom, e nie mie z nimi walczy nawet przy licytacji... A co mnie 
najwicej boli, powiem ci, to okoliczno, e za tym ndznym Szlangbaumem 
moe ukrywa si jaki chrzecijanin, nawet arystokrata... 
Gos znowu zacz mu si stumia i znowu na twarz wystpio sinawe 
zabarwienie. Usiad i napi si wody. 
- Podli!... podli!.. - szepta. 
- Niech si pan uspokoi - rzek Wokulski. - Ile mi pan da gotwk? 
-Prosiem adwokata naszego ksicia (bo mj adwokat to ajdak), aeby odebra 
nalen mi sum i tobie dorczy j, panie Stanisawie...Razem trzydzieci 
tysicy. A e obiecujesz mi od nich dwadziecia procent, wic mam sze 
tysicy rubli rocznie na cae utrzymanie. Ndza... ruina!... 
-Sum pask - odpowiedzia Wokuski - mog umieci w lepszym interesie. 
Bdzie pan mia dziesi tysicy rocznie... 
- Co mwisz?... 
- Tak. Trafia mi si wyjtkowa okazja... 
Pan Tomasz zerwa si z fotelu. 
-Zbawco... dobrodzieju!... -mwi wzruszonym gosem. -Jeste 
najszlachetniejszym z ludzi... Ale -doda cofajc si i rozkadajc rce -czy 
tylko ty nie stracisz?... 
- Ja?... Przecie jestem kupcem. 
- Kupiec!... Take mi mw!... - zawoa pan Tomasz: - Dziki tobie przekonaem 
si, e wyraz kupiec jest dzi synonimem wielkodusznoci, delikatnoci, 
bohaterstwa... zacny!... 
I rzuci mu si na szyj, omal nie paczc. Wokulski po raz trzeci usadowi go na 
fotelu, a w tej chwili zapukano do drzwi. 
- Prosz. 
Wszed Henryk Szlangbaum, blady, z byskawicami w oczach. Stan przed 
panem Tomaszem i kaniajc mu si rzek: 
-Panie -ja jestem Szlangbaum, wanie syn tego podego lichwiarza, na 
ktrego pan tyle wymyla w sklepie przy moich kolegach i gociach... 
-Panie... nie wiedziaem... wszelk satysfakcj jestem gotw...a najpierwej przepraszam... 
Byem bardzo zirytowany... - mwi wzruszony pan Tomasz. 
Szlangbaum uspokoi si. 
-Prosz pana -odpar -zamiast dawa mi satysfakcj, niech pan posucha, co 
powiem. Dlaczego mj ojciec kupi paski dom? o tona dzi mniejsza. e za 
pana nie oszuka -dam stanowczy dowd. Ojciec natychmiast odstpi panu ten 
dom za dziewidziesit tysicy...Wicej powiem - wybuchn - nabywca odda 
go panu za siedemdziesit... 
- Henryku!... - wtrci Wokulski. 
-Ju skoczyem. egnam pana -odpowiedzia Szlangbaum i nisko ukoniwszy 
si panu Tomaszowi wyszed z pokoju. 
-Co za przykra farsa! -odezwa si po chwili pan Tomasz. -Istotnie, 
wypowiedziaem w sklepie par gorzkich wyrazw o starym Szlangbaumie, ale 
pod sowem, nie wiedziaem, e jego syn tu jest... Zwrci mi dom za 
siedemdziesit tysicy, za ktry dal dziewidziesit... Paradny!... C ty na to, 
panie Stanisawie?.. 
-Moe dom naprawd wart tylko dziewidziesit... -niemiao odpowiedzia 
Wokulski. Pan Tomasz zacz zapina na sobie odzie i krawat. 
-Dzikuj ci, panie Stanisawie -mwi -i za pomoc, i za zajcie si moimi 
interesami... Co za farsa z tym Szlangbaumem!... Ale... ale... Belcia prosi ci 
jutro na obiad... Pienidze odbierz od adwokata naszego ksicia, a co do 
procentu, ktry bdziesz askaw... 
- Wypac go natychmiast z gry za p roku. 
- Bardzo ci wdziczny jestem - cign pan Tomasz caujc go w oba policzki. No, 
do widzenia zatem, do jutra... A nie zapomnij o obiedzie... 
Wokulski wyprowadzi go przez podwrze do bramy, gdzie ju czeka powz. 
-Straszny upa! -mwi pan Tomasz, z trudnoci przy pomocy Wokulskiego 
siadajc do powozu. -C znowu za farsa z tymi ydami?... Da 
dziewidziesit tysicy; a gotw odstpi za siedemdziesit... Pocieszne... 
sowo honoru!... 
Konie ruszyy w stron Alei Ujazdowskiej. W drodze do domu pan Tomasz by 
odurzony. Nie czu upau, tylko oglne osabienie i szum w uszach. Chwilami 
zdawao mu si, e kadym okiem widzi inaczej albo e obydwoma widzi 
gorzej. Opar si w rogu powozu chwiejc si za kadym silniejszym ruchem jak 
pijany. 
Myli i uczucia pltay mu si w dziwny sposb. Czasem wyobraa sobie, e 
jest otoczony sieci intryg, z ktrej wydoby go moe tylko Wokulski. To 
znowu, e jest ciko chory i e tylko Wokulski pielgnowa by go potrafi. To 
znowu, e umrze zostawiajc zuboa i od wszystkich opuszczon crk, ktr 
zaopiekowa by si mg tylko Wokulski. A nareszcie pomyla, e dobrze jest 
mie wasny powz, tak lekko nioscy jak ten, ktrym jedzie -i -e gdyby 
poprosi Wokulskiego, on zrobiby mu z niego prezent. 
Straszny upa! - mrukn pan Tomasz. 
Konie stany przed domem, pan Tomasz wysiad i nawet nie kiwnwszy gow 
stangretowi poszed na gr. Ledwie wlk ociae nogi, a gdy znalaz si w 
swym gabinecie, pad na fotel w kapeluszu i tak siedzia par minut ku 
najwyszemu zdumieniu sucego, ktry uznaa za stosowne poprosi 
panienk. 
- Musia dobrze pj interes - rzek do panny Izabeli - bo janie pan co... jakby 
troch tego... Panna Izabela, ktra mimo pozornego chodu z najwiksz 
niecierpliwoci oczekiwaa na powrt ojca i rezultat licytacji domu, posza do 
gabinetu o tyle szybko, o ile mona to byo pogodzi z zasadami przyzwoitoci. 
Zawsze bowiem pamitaa, e pannie z jej nazwiskiem nie wolno zdradza 
ywszych uczu, nawet wobec bankructwa. Pomimo przecie jej panowania nad 
sob Mikoaj pozna (z silnych wypiekw na twarzy), e jest wzruszona, i 
jeszcze raz doda pgosem: 
-O! dobrze musia pj interes, bo janie pan... tego... Panna Izabela 
zmarszczya pikne czoo i zatrzasna za sob drzwi gabinetu. Jej ojciec wci 
siedzia w kapeluszu na gowie. 
- C, ojcze? - spytaa z odcienim niesmaku, patrzc w jego czerwone oczy. 
-Nieszczcie... ruina!... -odpar pan Tomasz z trudem zdejmujc kapelusz. Straciem 
trzydzieci tysicy rubli... 
Panna Izabela poblada i usiada na skrzanym szezlongu. 
- Pody yd, lichwiarz, odstraszy konkurentw, przekupi adwokata i... 
-Wic ju nic nie mamy?... -szepna. - Jak to nic?... Mamy trzydzieci tysicy 
rubli, a od nich dziesi tysicy rubli procentu... Zacny ten Wokulski!... Nie 
miaem pojcia o podobnej szlachetnoci... A gdyby wiedziaa. jak on mnie 
dzi pielgnowa... 
- Dlaczego pielgnowa?... 
- Miaem may atak z gorca i irytacji... 
-Jaki atak?.. -Krew uderzya mi do gowy... ale to ju przeszo... Pody 
yd...no, ale Wokulski - powiadam ci, e to co nadludzkiego. 
Zacz paka. 
-Papo, co tobie?... Ja poszl po doktora.... -zawoaa panna Izabela klkajc 
przed fotelem. 
-Nic, nic... uspokj si... Pomylaem tylko, e gdybym umar, Wokulski jest 
jedynym czowiekiem, ktremu mogaby zaufa... 
-Nie rozumiem... - Chciaa powiedzie: nie poznajesz mnie, prawda?... Dziwi 
cito, e twj los mgbym powierzy kupcowi?... Ale widzisz... kiedy w 
nieszczciu jedni sprzysigli si przeciw nam, inni opucili nas, on pospieszy z 
pomoc, a moe mi nawet ycie uratowa... My, apoplektycy, niekiedy bardzo 
blisko ocieramy si o mier... Wic gdy mnie cuci, pomylaem, kto by si 
tob uczciwie zaopiekowa? Bo nie Joasia ani Hortensja, ani nikt... Tylko 
majtne sieroty znajduj opiekunw... 
Panna Izabela spostrzegszy, e ojciec stopniowo odzyskuje siy i wadz nad 
sob, powstaa z klczek i usiada na szezlongu. 
- Zatem, ojcze, jak rol przeznaczasz temu panu? - spytaa chodno. 
- Rol? powtrzy przypatrujc si jej uwanie. 
-Rol...doradcy... przyjaciela domu... opiekuna... Opiekuna tego majteczku, 
jaki by ci pozosta... 
-O, pod tym wzgldem ja go ju dawniej oceniam. Jest to czowiek energiczny 
i przywizany do nas... Zreszt mniejsza z tym - dodaa po chwili. - Jake papo 
skoczy z kamienic? 
-Mwi ci jak. otr yd da dziewidziesit tysicy, wic nam zostao 
trzydzieci. A e poczciwy Wokulski bdzie mi paci od tej sumy dziesi 
tysicy... Trzydzieci trzy procent, wyobra sobie. -Jak to trzydzieci trzy? przerwaa 
panna Izabela. - Dziesi tysicy to dziesi procent... 
-Ale gdzie znowu! Dziesi od trzydziestu to znaczy trzydzieci trzy procent. 
Wszake procent znaczy: pro centum - za sto, rozumiesz? 
-Nie rozumiem -odpowiedziaa panna Izabela potrzsajc gow. 
-Rozumiem, e dziesi to znaczy dziesi; ale. jeeli w jzyku kupieckim 
dziesi nazywa si trzydzieci trzy, to niech i tak bdzie. 
-Widzisz, e nie rozumiesz. Zaraz wyjanibym ci to, ale -takim znuony, e 
si troch przepi... 
- Moe posa po doktora? -spytaa panna Izabela podnoszc si z siedzenia. Boe 
uchowaj!... - zawoa pan Tomasz i zatrzs rkoma. - Niechbym si tylko 
wda w doktorw, a z pewnoci bym nie y... 
Panna Izabela nie nalegaa duej; ucaowaa ojca w rk i w czoo i posza do 
swego buduaru, gboko zadumana. 
Niepokj trapicy j od kilku dni: jak si skoczy licytacja? opuci j tak, e 
ladu nie zostao po nim. Wic maj jeszcze dziesi tysicy rubli rocznie i 
trzydzieci tysicy rubli gotwk?... Zatem pojad na wystaw parysk, potem 
moe do Szwajcarii, a na zim znowu do Parya. Nie!... Na zim wrc do 
Warszawy, aeby znowu otworzy dom. I jeeli znajdzie si jaki majtny 
czowiek, niestary i niebrzydki (jak na przykad baron albo marszaek... br!...), 
wreszcie nie parweniusz i niegupi... (No, gupi moe sobie by; w ich 
towarzystwie mdrym jest tylko Ochocki, a i to dziwak!) Jeeli znajdzie si taki 
epuzer - panna Izabela zdecyduje si ostatecznie... 
Wyborny jest papa z tym Wokulskim! - mylaa panna Izabela chodzc tam i 
na powrt po swoim gabinecie. 
Wokulski moim opiekunem!... Wokulski moe by bardzo dobrym doradc, 
plenipotentem, zreszt opiekunem majtku... Ale tytu opiekuna moe nosi 
tylko ksi, zreszt nasz kuzyn i dawny przyjaciel rodziny ... 
Wci chodzia po pokoju tam i na powrt ze skrzyowanymi na piersiach 
rkoma i nagle przyszo jej na myl: skd ojciec tak dzi rozczuli si nad 
Wokulskim?... Jak czarodziejsk si ten czowiek pozyskawszy cae jej 
otoczenie obecnie zdoby ju ostatni pozycj, ojca!... Ojciec, pan Tomasz 
cki, paka... On, z ktrego oczu od mierci matki nie stoczya si ani jedna 
za... 
Musz jednak przyzna, e jest to bardzo dobry czowiek -rzeka w sobie. -
Rossi nie byby tak zadowolony z Warszawy, gdyby nie troskliwo 
Wokulskiego. No, ale moim opiekunem, nawet w razie nieszczcia, nie 
bdzie... Co do majtku, owszem, niech nim rzdzi; ale opiekunem!... Ojciec 
musi by ogromnie osabiony, jeeli wpad na podobn kombinacj... Okoo 
szstej wieczorem panna Izabela bdc w salonie usyszaa dzwonek w 
przedpokoju, a potem niecierpliwy gos Mikoaja: 
- Mwiem: jutro przyj, bo dzi pan chory. 
-Co ja zrobi, kiedy pan jak ma pienidze, to jest chory, a jak jest zdrw, to nie 
ma pienidzy?... - odpowiedzia inny gos nieco zacinajcy z ydowska. 
W tej chwili rozleg si w przedpokoju szelest kobiecej sukni i wbiega panna 
Florentyna mwic: 
- Cicho!.. na Boga, cicho!... Niech pan Szpigelman przyjdzie jutro...Przecie pan 
Szpigelman wie, e s pienidze... 
-Wanie ja dlatego dzisiaj przychodz ju trzeci raz. A jutro przyjd inni i ja 
znw bd czeka... Krew uderzya do gowy pannie Izabeli, ktra nie zdajc 
sobie sprawy z tego, co robi, nagle wesza do przedpokoju. 
- Co to jest?... - zapytaa panny Florentyny. 
Mikoaj wzruszy ramionami i na palcach wyszed do kuchni. 
-To ja jestem, panno hrabianko... Dawid Szpigelman -odpowiedzia niewielki 
czowiek z czarnym zarostem i w czarnych okularach.- Ja do pana hrabiego 
przyszedem na may interes... -Kochana Belu... -odezwaa si panna 
Florentyna chcc wyprowadzi kuzynk. 
Ale panna Izabela wyrwaa si jej z rk i zobaczywszy, e gabinet ojca jest 
wolny, kazaa tam wej Szpigelmanowi. 
- Zastanw si, Belu, co robisz?... - upominaa j panna Florentyna. 
- Chc raz dowiedzie si prawdy - rzeka panna Izabela. 
Zamkna drzwi gabinetu, siada na fotelu i patrzc w okulary Szpigelmanowi 
zapytaa: 
-Jaki interes ma pan do mego ojca? 
-Przepraszam pann hrabiank -odpowiedzia przybysz kaniajc si - to jest 
bardzo may interes. Ja tylko chc odebra moje pienidze... 
- Ile? 
- Zbierze si moe z osiemset rubli... 
- Dostanie pan jutro. 
-Przepraszam pann hrabiank, ale ja ju od p roku co tydzie dostaj same 
tylko jutro, a nie widz ani procentu, ani kapitau. 
Panna Izabela poczua brak oddechu i ciskanie serca. Wnet jednake 
zapanowaa nad sob. 
-Pan wiesz, e ojciec mj odbiera trzydzieci tysicy rubli... Prcz tego 
(mwia, sama nie wiedzc dlaczego!) bdziemy mieli dziesi tysicy rocznie... 
Paska sumka przepa nie moe, chyba pan rozumie... 
- Skd dziesi?... - spyta yd i zuchwale podnis gow 
- Jak to skd? - odpara oburzona. - Procent od naszego majtku. 
-Od trzydziestu tysicy?... -wtrci yd z umiechem, mylc, e chc go 
wyprowadzi w pole. 
-Tak. 
-Przepraszam pann hrabiank -ironicznie odpar Szpigelman - ja dawno robi 
pienidzmi, ale takiego procentu nigdy nie widziaem. Od trzydziestu tysicy 
pan hrabia moe mie trzy tysice, i jeszcze na bardzo niepewnej hipotece. Ale 
co mnie do tego... Mj interes jest, ebym ja odebra moje pienidze. Bo jak 
jutro przyjd inni, to oni znowu bd lepsi od Dawida Szpigelmana, a jak pan 
hrabia reszt odda na procent, to ja bd musia czeka rok... 
Panna Izabela zerwaa si z fotelu. 
-Wic ja pana zapewniam, e jutro dostaniesz pienidze! -zawoaa patrzc na 
niego z pogard. 
-Sowo? -spyta yd delektujc si w duszy jej piknoci. 
-Sowo daj, e jutro bdziecie wszyscy spaceni... Wszyscy, i to co do 
grosza!... 
yd ukoni si do ziemi i cofajc si tyem, opuci gabinet. 
- Zobacz, jak panna hrabianka dotrzyma sowa... - rzek na odchodnym. 
Stary Mikoaj znowu by w przedpokoju i z tak gracj otworzy drzwi 
Szpigelmanowi, e ten ju z sieni zawoa: 
- Co si pan tak rozbijasz, panie kamerdyner?... 
Blada z gniewu panna Izabela biega do sypialni ojca. Zastpia jej drog panna 
Florentyna. 
- Daje spokj, Belciu - mwia skadajc rce - ojciec taki chory... 
-Zapewniam tego czowieka, e wszystkie dugi bd spacone, i musz by 
spacone... Chobymy mieli nie jecha do Parya... 
Wanie pan Tomasz w pantoflach i bez surduta z wolna przechadza si po 
sypialni, kiedy wesza crka. Spostrzega, e ojciec wyglda bardzo mizernie, e 
ma obwise ramiona, obwise siwe wsy, obwise powieki i jest pochylony jak 
starzec; ale uwagi te powstrzymay j tylko od wybuchu, nie za od zaatwienia 
interesu. 
- Przepraszam ci, Belu, e mnie widzisz w takim negliu... C si stao?... 
- Nic, ojcze - odpara hamujc si. - By tu jaki yd... 
-Ach, pewnie ten Szpigelman... Dokuczliwa bestia jak komar w lesie!... zawoa 
pan Tomasz chwytajc si za gow. - Niech jutro przyjdzie... 
- Wanie przyjdzie, on i... inni... 
-Dobrze... bardzo dobrze... Dawno ju mylaem zaatwi ich...No, chwaa 
Bogu, e ochodzio si chocia troch... 
Panna Izabela bya zdumiona spokojem ojca i jego zym wygldem. Zdawao 
si, e od poudnia przybyo mu kilka lat wieku. Usiada na krzele i ogldajc 
si po sypialni spytaa jakby od niechcenia: 
-Duo im papo winien? 
- Niewiele... drobiazg... par tysicy rubli... 
- To s te pienidze, o ktrych mwia ciotka, e je kto w marcu wykupi?.. 
Pan cki stan na rodku pokoju i strzeliwszy palcami zawoa: 
- A bodaje ci!... O tamtych na mier zapomniaem... 
-Zatem mamy wicej dugw ni par tysicy?... - Tak... tak... Troch wicej... 
Myl, e pi do szeciu tysicy... Poprosz poczciwego Wokulskiego, to mi to 
zaatwi... 
Panna Izabela mimo woli wstrzsna si. 
-Szpigelman mwi -rzeka po chwili -e od naszej sumy nie mona mie 
dziesiciu tysicy rubli procentu. Najwyej trzy tysice, i to na niepewnej 
hipotece... 
-Ma racj - na hipotece, ale przecie handel to nie hipoteka... Handel moe da 
trzydzieci od trzydziestu... Ale... a skd Szpigelman wie o naszym procencie? spyta 
pan Tomasz zamyliwszy si nieco. 
- Ja mu powiedziaam niechccy... - tomaczya si zarumieniona panna Izabela. 
-Szkoda, e mu to powiedziaa... wielka szkoda!... o takich rzeczach lepiej nie 
mwi... 
- Czy to co zego? - szepna. 
-Zego?... No, nic zego, mj Boe... Ale zawsze lepiej, gdy ludzie nie znaj ani 
wysokoci, ani rda dochodw... Baron, wreszcie sam marszaek nie mieliby 
reputacji milionerw i filantropw, gdyby znano wszystkie ich sekreta... 
-Dlaczeg to, ojcze?... - Dziecko jeszcze jeste -mwi nieco zakopotany pan 
Tomasz -jeste idealistka, wic... mogoby ci to zrazi do nich... Ale masz 
przecie rozum. Baron, widzisz, utrzymuje jak spk z lichwiarzami, a fortuna 
marszaka urosa gwnie ze szczliwych pogorzeli, no... i troch z handlu 
bydem w czasie wojny sewastopolskiej... 
- Wic tacy s moi konkurenci?... - szepna panna Izabela. 
- To nic nie znaczy, Belu!... Maj pienidze i duy kredyt, a to gwna rzecz uspakaja 
j pan Tomasz. 
Panna Izabela potrzsna gow, jakby chcc odpdzi przykre myli. 
- Wic my, papo, ju nie pojedziemy do Parya... 
- Dlaczego, moje dziecko, dlaczego?... 
- Jeeli papo zapaci pi albo sze tysicy tym ydom... 
-O to si nie lkaj. Poprosz Wokulskiego, aeby wystara mi si o tak sum 
na sze albo na siedem procent, i bdziemy pacili na jej rzecz jakie czterysta 
rubli rocznie. No, a mamy przecie dziesi tysicy. 
Panna Izabela zwiesia gow i cicho przebierajc palcami po stole, dumaa. 
- Czy ty, ojcze - rzeka po namyle - nie obawiasz si Wokulskiego?... 
-Ja?... - krzykn pan Tomasz i piciami uderzy si w piersi. -Ja obawiam si 
Joasi, Hortensji, nawet naszego ksicia i zreszt ich wszystkich razem, ale nie 
Wokulskiego. Gdyby widziaa, jak on dzi obciera mnie wod kolosk... A z 
jak trwog patrzy na mnie!... To najszlachetniejszy czowiek, jakiego 
spotkaem w yciu... On nie dba o pienidze, interesw na mnie robi nie moe, 
ale dba o moj przyja... Bg mi go zesa, i jeszcze w chwili, w ktrej... w 
ktrej zaczynam czu staro, a moe mier... 
I powiedziawszy to pan Tomasz zacz mruga powiekami, z ktrych znowu 
spado mu kilka ez. 
- Papo, ty jeste chory!... - zawoaa przestraszona panna Izabela. 
-Nie, nie!... To upa, irytacja, a nade wszystko... al do ludzi. Pomyl tylko: by 
kto u nas dzisiaj?... Nikt, bo myl, emy ju wszystko stracili... Joanna boi si, 
ebym od niej nie poyczy na jutrzejszy obiad...To samo baron i ksi... 
Jeszcze baron dowiedziawszy si, e zostao nam trzydzieci tysicy, przyjdzie 
tu... dla ciebie. Bo pomyli, e choby si z tob oeni bez posagu, to jednak 
nie bdzie potrzebowa wydawa pienidzy na mnie... Ale uspokj si: gdy 
usysz, e mamy dziesi tysicy rubli rocznie, wrc tu wszyscy, a ty znowu 
bdziesz jak dawniej krlowaa w twoim salonie... Boe, jaki ja dzi jestem 
zdenerwowany!... - mwi pan Tomasz obcierajc zazawione oczy. 
- Ja poszl po doktora, papo?... 
Ojciec zamyli si. 
- To ju jutro, jutro... do jutra moe mi samo przejdzie... 
W tej chwili rozlego si pukanie do drzwi. 
- Kto tam?... Co tam?... - zapyta pan Tomasz. 
- Pani hrabina przyjechaa - odpowiedzia z korytarza gos panny Florentyny. 
-Joasia?!... - zawoa pan Tomasz z radosnym zdziwieniem. -Wyjde do niej, 
Belciu... Musz si troch ogarn... No, no!... Zao si, e ju wie o 
trzydziestu tysicach... Wyjde, Belu... Mikoaj!... 
Zacz krci si po sypialni szukajc rozmaitych czci ubrania, a tymczasem 
panna Izabela wysza do ciotki ju oczekujcej na ni w salonie. 
Zobaczywszy pann Izabel hrabina pochwycia j w objcia. 
-Jaki Bg dobry - zawoaa - e zesa wam tyle szczcia I C to, podobno 
Tomasz wzi za kamienic dziewidziesit tysicy, i twj posag ocalony?... 
Nigdy bym nie przypuszczaa. 
-Ojciec, ciociu, spodziewa si wzi wicej i tylko jaki yd, nowonabywca, 
odstrczy konkurentw - odpowiedziaa troch uraona panna Izabela. 
-Ach, moje dziecko, e te nie przekonaa si jeszcze o niepraktycznoci ojca. 
On moe wyobraa sobie, e dom wart by miliony, a ja swoj drog wiem od 
ludzi kompetentnych, e co najwyej wart jest siedemdziesit par tysicy. 
Przecie co dzie od kilku dni sprzedaj si kamienice z licytacji, wiadomo, 
jakie s i co za nie pac. Zreszt niema o czym mwi; ojciec niech wyobraa 
sobie, e go oszukano, a ty, Belu, mdl si za zdrowie tego yda, ktry da wam 
dziewidziesit tysicy... Ale a propos: wiesz, e Kazio Starski wrci?... 
Silny rumieniec wystpi na twarz panny Izabeli. 
- Kiedy? skd?... - zapytaa zmieszana. 
-Obecnie z Anglii, dokd przyjecha prosto z Chin. Zawsze pikny i obecnie 
jedzie do babki, ktra zdaje si, odda mu majtek. 
-To w ssiedztwie cioci? - Wanie o tym chc mwi. Ogromnie dopytywa si 
o ciebie, a ja bdc przekonana, e ju chyba wyleczya si ze swych kaprysw, 
radziam mu, aeby was jutro odwiedzi. 
- Jak to dobrze!... - zawoaa uradowana. panna Izabela. 
-A widzisz!... - odpowiedziaa hrabina caujc j. - Ciotka zawsze o tobie myli. 
Dla ciebie jest to wyborna partia, ktr tym atwiej bdzie zrobi, e Tomasz ma 
kapitalik, ktry powinien mu wystarczy, a Kazio co sysza o zapisie ciotki 
Hortensji dla ciebie. No, przypuszczam, e Starski jest troch zaduony. W 
kadym razie to, co mu zostanie z majtku babki, z tym, co ty moesz wzi po 
Hortensji, powinno by wam na jaki czas wystarczy. A pniej zobaczymy. On 
ma jeszcze stryja, ty masz mnie, wic wasze dzieci nie doznaj biedy. 
Panna Izabela w milczeniu ucaowaa rce ciotki. W tej chwili bya tak pikna, 
e hrabina schwyciwszy j w objcia pocigna do lustra i miejc si rzeka: 
-No, prosz ci, tylko mi jutro tak wygldaj, a przekonasz si, e w sercu Kazia 
odnowi si zablinione rany... Cho szkoda, e go wtedy odrzucia!... 
Mielibycie dzi ze sto albo i sto pidziesit tysicy rubli wicej... Wyobraam 
sobie, e ten biedny chopak z rozpaczy musia bardzo wydawa pienidze. Ale, 
ale... - dodaa hrabina - czy prawda, e chcecie jecha z ojcem do Parya?.. 
- Mamy zamiar. 
-Prosz ci, Belu -upominaa j ciotka -tego nie rb. Ja wanie chc wam 
zaproponowa, aebycie u mnie spdzili t resztk lata. I musisz to zrobi, 
choby ze wzgldu na Starskiego. Pojmujesz, e mody chopak na wsi bdzie 
si nudzi, bdzie marzy... Moecie widywa si co dzie, a w takich 
warunkach najatwiej bdzie przywiza go, a nawet... zobowiza... 
Panna Izabela zarumienia si mocniej ni poprzednio i spucia pikn gow. 
- Ciociu! - szepna. 
-Ach, moje dziecko, tylko nie baw si ze mn w dyplomatk. Panna w twoim 
wieku ju powinna wyj za m, a nade wszystko nie powtarza dawnych 
bdw. Kazio jest wyborn parti: nieprdko sprzykrzy ci si, no... a gdyby si 
sprzykrzy, to... ju bdzie mem i na wiele rzeczy musi by pobaliwym, tak 
jak i ty dla niego. Gdzie ojciec? 
- Ojciec troch niezdrw... 
- Wielki Boe!... Chyba zanadto wzruszyo go niespodziewane szczcie... 
- Ojciec wanie zachorowa z gniewu na tego yda... 
-On wiecznie w zudzeniach! -odpara hrabina podnoszc si z kanapy. Wstpi 
do niego na chwil i pogadam o waszych wakacjach. Co za do ciebie, 
Belu, spodziewam si, e potrafisz skorzysta z czasu. 
Po pgodzinnej, poufaej konwersacji z panem Tomaszem hrabina poegnaa 
siostrzenic, jeszcze raz polecajc jej Starskiego. 
Okoo dziewitej pan Tomasz, wbrew zwyczajowi, poszed spa, a panna 
Izabela wezwaa do swego pokoju na rozmow kuzynk Florentyn. 
-Wiesz, Floro -rzeka siadajc w plecej pozycji na szezlongu -powrci 
Kazio Starski i jutro ma by u nas. 
- Aaa!... - szepna panna Florentyna, jakby wypadek ten by ju jej wiadomy. -
Wiec nie gniewa si?... - spytaa akcentujc ostatni frazes. 
- Zapewne... Zreszt nie wiem... - umiechna si panna Izabela. - Ciotka mwi, 
e jest bardzo pikny... 
- I zaduony... Ale c to szkodzi. Kto dzisiaj nie ma dugw! 
-C by powiedziaa, Floro, gdybym... 
- Gdyby za niego wysza?... Naturalnie, powinszowaabym wam obojgu. Ale co 
na to powie baron, marszaek, Ochocki, a nade wszystko... Wokulski?... 
Panna Izabela podniosa si gwatownie. 
- Moja droga, skde znowu przychodzi ci do gowy ten... Wokulski?... 
-Nie mnie on przychodzi do gowy -odpara panna Florentyna skubic tam 
swego stanika - tylko przypominam sobie, co mi mwia jeszcze w kwietniu... 
e ten czowiek od roku ciga ci spojrzeniami, e osacza ci ze wszystkich 
stron... 
Panna Izabela rozemiaa si. 
-Ach, pamitam!... Rzeczywicie, tak mi si wwczas zdawao... Dzi jednak, 
kiedym go poznaa troch lepiej, widz, e nie naley do tej kategorii ludzi, 
ktrych mona si lka. Uwielbia mi po cichu, to prawda! ale tak samo 
bdzie mnie uwielbia nawet wwczas, gdybym wysza za... za m... 
Wielbicielom tego, co Wokulski, gatunku wystarcza spojrzenie, ucisk rki... 
-Czy jeste tego pewna? 
-Najzupeniej. Zreszt przekonaam si, e to, co wydawao mi si sidami z 
jego strony, jest tylko interesem. Ojciec poycza mu trzydzieci tysicy rubli i 
kto wie, czy wszystkie jego zabiegi nie do tego byy skierowane... 
-A jeeli jest inaczej? - zapytaa panna Florentyna, cigle bawic si obszyciem 
swego stanika. -Moja droga, daje spokj! - oburzya si panna Izabela. -Co ci 
na tym zaley, aeby psu mi humor? 
-Ty to powiedziaa, e  i ludzie umiej cierpliwie czeka, usidla, nawet 
wszystko ryzykowa i ama... 
- Ale nie Wokulski. 
-Przypomnij sobie barona. 
- Baron obrazi go publicznie. 
-A ciebie przeprosi. 
-Ach, Floro, prosz ci, nie drcz mnie!... -wybuchna panna Izabela. Gwatem 
chcesz zrobi demona z kupczyka, moe dlatego, e... tyle stracilimy 
na kamienicy... e ojciec jest chory i e... Starski wrci.... 
Panna Florentyna zrobia gest, jakby chcc jeszcze co powiedzie, ale 
pohamowaa si. 
- Dobranoc, Belu - rzeka. - Moe teraz masz racj... 
I wysza. 
Przez ca noc ni si pannie Izabeli Starski jako m, Rossi jako pierwszy 
platoniczny kochanek, Ochocki jako drugi, a Wokulski jako plenipotent ich 
majtku. Dopiero okoo dziesitej rano obudzia j panna Florentyna donoszc, 
e przyszed Szpigelman i jeszcze jeden yd. 
-Szpigelman?... Ach, prawda!... Zapomniaam o nim. Powiedz mu, niech 
przyjdzie pniej... Czy papo wsta? 
-Wsta od godziny. Mwiam mu wanie o ydach, a on prosi ci, aeby 
napisaa list do Wokulskiego.... 
- Po co?... 
-eby by askaw przyj do nas w poudnie i uregulowa rachunki tych ydw. 
-Prawda, e Wokulski ma nasze pienidze -rzeka panna Izabela. -Ale mnie 
pisa o tym do niego nie wypada. Napisz ty, Floro, w imieniu ojca... O, tu jest 
papier, na moim biurku... 
Panna Florentyna napisaa dany list, a tymczasem panna Izabela zacza si 
ubiera. Wiadomo o ydach zrobia na niej wraenie zimnej wody, a myl o 
Wokulskim zaniepokoia j. 
Wic my naprawd nie moemy obej si bez tego czowieka?... mwia w 
duszy. - No, jeeli ma nasze pienidze, to naturalnie musi spaca nasze dugi... 
-Bardzo go pro -rzeka do panny Florentyny -aeby przyjecha jak 
najpieszniej... Bo gdyby tych obrzydliwych ydw zasta u nas Starski... 
- Zna on ich dawniej anieli my - szepna Flora. 
-W kadym razie byoby to okropne. Ty nie wiesz, jakim tonem przemawia do 
mnie wczoraj ten... ten... 
- Szpigelman - wtrcia panna Florentyna. - O, to zuchway yd... 
Zapiecztowaa list i wysza z nim do przedpokoju, aeby wyprawi 
czekajcych tam ydw. Panna Izabela uklka przed alabastrowym poskiem 
Matki Boskiej bagajc j, aeby posaniec zasta Wokulskiego w domu i aeby 
Starski nie spotka si u nich z ydami. Alabastrowa Matka Boska wysuchaa 
prb panny Izabeli; w godzin bowiem, przy niadaniu, Mikoaj dorczy jej 
trzy listy. Jeden by od ciotki hrabiny. Zawiadamiaa w nim, e dzi midzy 
drug i trzeci przyjd do jej ojca lekarze na konsylium, e Kazio Starski 
wyjeda przed wieczorem i e moe wpa do nich lada chwil. 
Pamitaje; droga Belciu -koczya ciotka -postpowa tak, aeby chopiec 
myla o tobie przez drog i na wsi, dokd wy z ojcem za kilka dni musicie 
przyjecha. Ja ju urzdziam si w ten sposb, e ani w Warszawie nie widzia 
adnej panny, ani na wsi nie spotka (prcz ciebie, duszko) adnej innej kobiety. 
Chyba poczciw swoj babk prezesow i jej mao interesujce wnuczki. 
Panna Izabela lekko skrzywia usta; nie podoba jej si ten nacisk. 
-Ciotka tak mnie proteguje -rzeka do panny Florentyny - jakbym ju stracia 
wszelk nadziej... Nie podoba mi si to!... 
I w jej duszy nieco przymi si wizerunek piknego Kazia Starskiego. 
Drugi list by od Wokulskiego, ktry donosi, e bdzie suy o godzinie 
pierwszej. 
- Na ktr kazaa przyj ydom, Floro? - spytaa panna Izabela. 
- Na pierwsz. 
-Chwaa Bogu! Byle o tej porze nie wpad do nas Starski -rzeka panna Izabela 
biorc do rki trzeci list. 
- Jaki znajomy mi charakter? - dodaa. - Czyje to pismo, Floro?... 
-Czy nie poznajesz? -odpowiedziaa panna Florentyna spojrzawszy na kopert. 
- Krzeszowskiej... 
Rumieniec gniewu wystpi na twarz panny Izabeli. 
-Ach, prawda!... - zawoaa rzucajc list na st. -Prosz ci, Floro, odeszlij jej 
to i dopisz na wierzchu: nieczytane... Czego ona od nas chce, ta szkaradna 
kobieta!... 
-atwo moesz si dowiedzie - szepna panna Florentyna. -Nie, nie i... nie!... 
Nie chc adnych listw od tej nieznonej baby... Pewnie znowu jaka szykana, 
bo ona nic innego nie pisuje...Prosz ci, Floro, natychmiast odeszlij ten list i... 
albo zreszt zobacz, co pisze... Ostatni raz przyjm jej bazgranin... 
Panna Florentyna powoli otworzya kopert i zacza czyta. Stopniowo na jej 
obliczu ciekawo ustpia miejsca zdziwieniu, a potem zmieszaniu. 
- Nie wypada mi tego czyta - szepna oddajc list pannie Izabeli. 
Droga panno Izabelo! pisaa baronowa. -Wyznaj, e dotychczasowym 
postpowaniem mogam zasuy na niech Pani i cign na siebie gniew 
miosiernego Boga, ktry tak troskliwie opiekuje si Wami. Dlatego cofam 
wszystko, upokarzam si przed Tob, droga Pani, i bagam, aeby mi 
przebaczya. Bo czy nie jest dowd aski Nieba nad Wami, choby w zesaniu 
Wam tego Wokulskiego? Czowiek uomny jak inni sta si narzdziem 
Najwyszej Rki, aeby mnie ukara, a Was wynagrodzi. Nie do bowiem, e 
rani mi w pojedynku ma (ktremu rwnie niech Bg przebaczy wszystkie 
podoci, jakich si wzgldem mnie dopuci), ale jeszcze naby kamienic, w 
ktrej zgaso moje ukochane dziecko, i pewnie kae sobie paci due komorne. 
Wy za nie tylko patrzycie na moje klski, ale jeszcze zyskalicie dwadziecia 
tysicy rubli wicej, ni bya warta kamienica. 
W zamian za moj skruch, droga Pani, racz wyrobi u W-go Wokulskiego 
(ktry nie wiem, za co gniewa si na mnie), aeby mi prolongowa kontrakt na 
dalsze lata i nie wypdza przesadnymi daniami z domu, gdzie moja jedyna 
crka skoczya ycie. Naley to jednak robi ostronie, gdy W-ny Wokulski z 
niewiadomych mi powodw nie yczy sobie, aeby o jego nabytku mwiono. 
Nie tylko, zamiast sam kupi kamienic (jak uczciwy czowiek), podstawi 
lichwiarza, Szlangbauma, ale jeszcze, aeby nadpaci dwadziecia tysicy rubli 
nad moj sum, sprowadzi do sdu faszywych licytantw. Dlaczego tak 
tajemniczo postpuje? lepiej ni ja musicie Wy wiedzie, drodzy Pastwo, 
ktrzy podobno umiecilicie u niego swj kapitalik. May on jest, ale przy asce 
boej (ktra tak oczywicie czuwa nad Wami) i znanej obrotno W-go 
Wokulskiego przyniesie zapewne procent, ktry wynagrodzi Pastwu gorycze 
ich dotychczasowego pooenia. Polecajc siebie sercu drogiej Pani, a nasze 
obustronne stosunki niezawodnej sprawiedliwoci boskiej, pozostaj zawsze 
wiern, cho pogardzan ich kuzynk i union sug. 
Krzeszowska 
Czytajc panna Izabela bya blada jak papier. Podniosa si od stou, zwina list 
i podniosa rk, jakby z zamiarem rzucenia go komu w oczy. Nagle, zdjta 
strachem, chciaa gdzie uciec czy kogo zawoa; lecz w tej chwili opamitaa 
si i posza do ojca. 
Pan cki w pantoflach i pciennym szlafroku lea na kanapie i czyta 
Kuriera. Bardzo czule przywita si z crk, a gdy usiada, uwanie 
przypatrzy si jej i rzek: 
-Czy wiato ze w tym pokoju, czy mi si zdaje, e panienka jest nie w 
humorze?... 
- Jestem troch rozstrojona. 
-Wanie uwaam, ale to z gorca. A powinna dzi -doda groc jej z 
umiechem -powinna dzi, figlarko, dobrze wyglda, bo ten Kazio, jak 
mwia mi wczoraj ciotka, jest do wzicia... Panna Izabela milczaa, ojciec 
prawi dalej: 
-Prawda, e chopak troch zbaamucony cigym lataniem po wicie, troch 
zaduony, ale -mody, przystojny, no i szala za tob. Joasia ma nadziej, e 
prezesowa utrzyma go na wsi przez par tygodni, a reszta naley ju do ciebie... 
I wiesz, moe by to byo niele?...Nazwisko pikne... fortuna jako zlepi si z 
rnych kawakw... Przy tym czowiek wiatowy, bywalec, nawet rodzaj 
bohatera, jeeli to prawda, e opyn kul ziemsk... 
-Miaam list od Krzeszowskiej - przerwaa mu panna Izabela. -Oo?... c pisze 
ta wariatka? - Pisze, e nasz dom kupi nie Szlangbaum, ale Wokulski i e za 
pomoc podstawionych licytantw da za niego o dwadziecia tysicy rubli 
wicej, anieli wart. 
Mwic to zdawionym gosem, patrzya z trwog na ojca; obawiaa si jakiego 
wybuchu. Ale pan Tomasz unis si tylko na kanapie i strzeliwszy palcami 
zawoa: 
- Czekaj!... czekaj ... wiesz, e to moe by prawda... 
-Jak to! - zerwaa si z krzesa panna Izabela. - Wic on miaby nam darowa 
dwadziecia tysicy, a ojciec mwi o tym tak spokojnie?.. 
-Mwi spokojnie, bo gdybym zaczeka ze sprzeda, wzibym nie 
dziewidziesit, ale sto dwadziecia tysicy... 
- Ale czeka nie moglimy, skoro kamienic puszczono na licytacj... 
-Tote e nie moglimy czeka, stracilimy, a Wokulski zyska, gdy moe 
czeka. Panna Izabela po tej uwadze nieco uspokoia si. 
-Wic papo nie uznaje w tym adnego dobrodziejstwa z jego strony! Bo 
wczoraj mwi papo o Wokulskim w taki sposb, jakby czu, e jest przez niego 
opltany... 
-Cha! cha! cha!..: - rozemia si pan Tomasz -Cudowna jeste... nieoceniona. 
Wczoraj byem troch rozstrojony, nawet bardzo i... co...co... zawitao mi w 
gowie... Ale dzisiaj... Cha! cha! cha!... Nieche sobie wreszcie Wokulski 
przepaca kamienice. Od tego on kupiec, eby wiedzia, ile i za co paci. Straci 
na jednym, zyska na drugim. - Ja, co najwyej, mog mu tego nie bra za ze, e 
staje do licytacji mego majtku... Chocia miabym prawo podejrzewa jaki 
nieczysty interes takim na przykad... podstawianiu Szlangbauma... 
Panna Izabela serdecznie uciskaa ojca. 
-Tak -rzeka -papo ma racj. Nie umiaam tylko zda sobie z tego sprawy. 
Takie podstawienie ydw przy kupnie najjaniej dowodzi, e ten pan bawic 
si w przyja robi interesa... 
-Naturalnie! -potwierdzi pan Tomasz. -Czyliby nie miaa rozumie tak 
prostej rzeczy. Niezy to moe czowiek, ale zawsze kupiec... kupiec!... 
W przedpokoju rozlego si mocne dzwonienie. 
- To pewnie on. Wyjd, papo, i zostawi panw samych. 
Opucia sypialni ojca, lecz w przedpokoju, zamiast Wokulskiego, zobaczya 
a trzech ydw, gono rozprawiajcych z Mikoajem i pann Florentyn. 
Ucieka do sali i przez myl przebiegy jej wyrazy: 
Boe!... dlaczego on nie przychodzi... 
W sercu jej kipiaa burza uczu. Panna Izabela potakujc zdaniom ojca 
rozumiaa jednak, e to nieprawda, co on mwi, e Wokulski nie zrobi na 
kamienicy interesu, ale straci, i tylko dlatego, aeby ich wydwign z 
najfatalniejszej pozycji. Lecz przyznajc to, czua nienawi: Pody! pody!... szeptaa. 
- Jak on mia... 
Tymczasem w przedpokoju ydzi rozpoczli formaln ktni z pann 
Florentyn. Owiadczyli, e nie rusz si, dopki nie dostan pienidzy, e 
panna hrabianka daa wczoraj sowo... A gdy Mikoaj otworzy im drzwi do 
sieni, poczli mu wymyla: 
-To jest rozbj! ... to oszustwo!... Pienidze pastwo umiej bra i wtedy 
umiej gada: mj kochany panie Dawid!... Ale jak przyjdzie... 
-A to co znaczy? - odezwa si w tej chwili nowy gos. 
ydzi umilkli. 
- Co to jest?... Co pan tu robisz, panie Szpigelman?.. 
Panna Izabela poznaa gos Wokulskiego. 
-Ja, nic... Padam do ng wielmonego pana... My tylko za interesem do pana 
hrabi... -tumaczy si; zupenie innym tonem, przed chwil haaliwy 
Szpigelman. 
- Kazali nam pastwo dzi przyj po pienidze... - wtrci inny yd. 
-Wanie panna hrabianka wczoraj daa sowo, e bdziemy dzi spaceni 
wszyscy, i co do grosza... 
-Bdziecie -przerwa Wokulski. -Jestem penomocnikiem pana ckiego i 
dzi, o szstej, zaatwi z wami rachunki w moim kantorze. 
- Nic nagego... Po co si wielmony pan ma tak pieszy... - odpar Szpigelman. 
-Prosz przyj o szstej do mnie, a Mikoaj niechaj tu adnych interesantw 
nie przyjmuje, kiedy pan chory. 
-Rozumiem, wielmony panie!... A nasz pan czeka w pokoju sypialnym odpar 
Mikoaj. 
Gdy za Wokulski odszed, powypycha ydw za drzwi mwic: -Poszy 
parchy!... Won!... 
- Ny!... ny!... co si pan tak gniewa?... - mruczeli bardzo zmieszani ydkowie. 
Pan Tomasz przywita Wokulskiego ze wzruszeniem; troch dray mu rce i 
trzsa si gowa. 
-No, patrz - mwi - co wyrabiaj ci ydzi, te... te gagany!... Nachodz dom... 
przestraszaj mi crk... . 
-Kazaem im przyj o szstej do mego kantoru i jeeli pan pozwoli, ureguluj 
rachunki. Dua to suma?... - zapyta Wokulski. 
- Drobiazg, prawie nic... Jakie pi do szeciu tysicy rubli... 
- Pi do szeciu?... - powtrzy Wokulski. - Oni trzej tyle maj u pana?... 
-Nie. Im jestem winien ze dwa tysice, moe troch wicej... Ale, powiadam ci, 
panie Stanisawie (bo to caa awantura!), kto w marcu wykupi moje 
dawniejsze weksle. Kto? nie wiem; jednake, na wszelki wypadek, chc by 
przygotowany. Wokulskiemu wyjania si twarz. 
-Niech pan spaca dugi -odpar -w miar zgaszania si wierzycieli. Dzi 
zepchniemy tych, ktrzy maj pniejsze weksle. Wic to wyniesie dwa do 
trzech tysicy?... 
-Tak, tak... No, ale prosz ci, panie Stanisawie, co za fatalno!...Ty 
wypacasz mi za p roku pi tysicy... Czy bye askaw przynie pienidze? 
- Naturalnie. 
-Bardzo ci jestem wdziczny. C to jednak za fatalno, e wanie w chwili, 
kiedy mamy z Belci i... z tob jecha do Parya, ydzi wydzieraj mi dwa 
tysice! Rozumie si, z Parya nic. -Dlaczego? -rzek Wokulski. - Ja pokryj 
naleno, a pan nie potrzebuje narusza swego procentu. miao moecie 
pastwo jecha do Parya. 
-Nieoceniony!... - zawoa pan Tomasz rzucajc mu si w objcia. Bo widzisz, 
mj drogi - doda uspokoiwszy si -ja wanie mylaem, czyby nie mg mi 
zacign gdzie poyczki dla spacenia ydowskich dugw, tak... na... siedem, 
sze procent. 
Wokulski umiechn si z finansowej naiwnoci pana Tomasza. 
-Owszem -rzek nie mogc pohamowa dobrego humoru -bdzie pan mia 
poyczk. Tym ydom oddamy jakie trzy tysice rubli, a pan bdzie paci 
procentu... Ile pan chce? 
- Siedem... sze... 
-Dobrze -mwi Wokulski -pan bdzie paci sto osiemdziesit rubli procentu, 
a kapita zostanie nienaruszony. 
Pan Tomasz, po raz ju niewiadomo ktry, zacz mruga powiekami i znowu 
ukazay si zy. 
- Zacny... szlachetny!... - mwi ciskajc Wokulskiego. - Bg ci zesa... 
- Sdzi pan, e mog robi inaczej?... - szepn Wokulski. Zapukano. 
Wszed Mikoaj i oznajmi lekarzy. 
-Aha!... - zawoa pan Tomasz - to siostra przysya mi tych panw. Mj Boe! 
nigdy si jeszcze nie leczyem, a dzi... Prosz ci, panie Stanisawie, id teraz 
do Beli... Mikoaj, zamelduj pana Wokulskiego panience. 
Oto jest moja nagroda... Moje ycie!... -pomyla Wokulski idc do 
Mikoajem. 
W przedpokoju spotka lekarzy, obu znajomych sobie, i gorco poleci pana 
Tomasza ich opiece. W salonie czekaa go panna Izabela. Bya troch blada, ale 
tym pikniejsza. Przywita j i rzek wesoo: 
- Bardzo jestem szczliwy, e podoba si pani wieniec dla Rossiego. 
Zatrzyma si. Uderzy go szczeglny wyraz twarzy panny Izabeli, ktra 
patrzya na niego z lekkim zdziwieniem, jakby widziaa go pierwszy raz w 
yciu. 
Przez chwil oboje milczeli, wreszcie panna Izabela strzepujc jaki pyek z 
popielatej sukni spytaa: 
-Wszake to pan kupi nasz kamienic? -I przypatrywaa mu si 
przymroonymi oczyma. Wokulski tak by zaskoczony, e w pierwszej chwili 
straci mow. Zdawao mu si, e w nim nagle zatrzyma si proces mylenia. 
Blad i czerwieni si, a nareszcie odzyskawszy przytomno odpar 
przyciszonym gosem: 
-Tak, ja kupiem. 
- Dlaczeg pan podstawi yda do licytacji? 
-Dlaczego?... -powtrzy Wokulski patrzc na ni jak wylknione dziecko. -
Dlaczego?.. Jestem, widzi pani, kupcem i... takie uwizienie kapitau mogoby 
zaszkodzi memu kredytowi... 
-Pan ju od dawna interesuje si naszymi sprawami. Zdaje si, e w kwietniu... 
tak, w kwietniu naby pan nasz serwis?... -mwia cigle tym samym tonem 
panna Izabela. 
Ten ton otrzewi Wokulskiego, ktry podnis gow i odpar oschle: 
-Serwis pastwa jest w kadej chwili do odebrania. 
Teraz panna Izabela spucia oczy. Wokulski spostrzeg to i znowu zmiesza si. 
-Wic dlaczego pan to zrobi? -spytaa cicho. -Dlaczego pan tak nas... 
przeladuje? 
Mona byo myle, e rozpacze si. Wokulski straci wszelk wadz nad sob. 
-Ja pastwa przeladuj!... -rzek zmienionym gosem. -Czyli znajdziecie 
sug... nie... psa... wierniejszego ode mnie?... Od dwu lat o jednym tylko myl, 
aeby usun wam z drogi kad przeszkod... 
W tej chwili zadzwoniono. Panna Izabela drgna, Wokulski umilk. Mikoaj 
otworzy drzwi do salonu i rzek: 
-Pan Starski. 
Jednoczenie ukaza si na progu mczyzna redniego wzrostu, zrczny, 
niady, z maymi faworytami i wsikami, i bardzo nieznaczn ysin. Mia 
fizjonomi na p weso, na p drwic i od razu zawoa: 
- Jakem kontent, kuzynko, e ci znowu mog przywita!... 
Panna Izabela w milczeniu podaa mu rk; mocny rumieniec obla jej twarz, a 
w oczach zamigotao rozmarzenie. Wokulski cofn si do bocznego stou. 
Panna Izabela przedstawia panw: - Pan... Wokulski... Pan Starski... 
Nazwisko Wokulskiego byo zaakcentowane w taki sposb, e Starski 
kiwnwszy mu gow usiad o kilka krokw, zwrcony bokiem. W odpowiedzi 
Wokulski usiad przy maym stoliku pod cian i zacz oglda album. 
- Kuzynek podobno wraca z Chin? - spytaa panna Izabela. 
-Teraz z Londynu i jeszcze cigle myl, e jestem w okrcie -odpowiedzia 
Starski, do wyranie kaleczc polszczyzn. 
Panna Izabela zacza mwi po angielsku. 
- Spodziewam si, e tym razem kuzynek zabawi w kraju duej? 
-To zaley - odpar rwnie po angielsku Starski. 
- Kto jest ten?.. - doda rzucajc okiem na Wokulskiego. 
- Plenipotent mego ojca. Od czeg to zaley?... 
- Myl, e kuzynka nie potrzebuje si pyta - odpowiedzia z umiechem mody 
czowiek. - To zaley - od hojnoci mojej babki... 
- A adnie... spodziewaam si komplimentu pod moim adresem... 
-Podrnicy nie mwi komplimentw, gdy wiedz, e pod kad szerokoci 
jeograficzn komplimenta dyskredytuj mczyzn w oczach kobiet. -W 
Chinach zrobi kuzyn to odkrycie? - W Chinach, w Japonii, a nade wszystko w 
Europie. 
- I myli kuzyn stosowa t zasad w Polsce? 
-Sprbuj i jeeli pozwolisz, kuzynko, w twoim towarzystwie. Gdy podobno 
mamy razem spdzi wakacje. Czy tak?.. 
-Tak przynajmniej chce ciotka i ojciec. Mnie si jednak nie umiecha to, e 
kuzyn ma zamiar sprawdza swoje etnograficzne spostrzeenia. 
-Byby to tylko odwet z mojej strony. 
- Ach, wic walka?... - spytaa panna Izabela. 
-Spacanie dawnych dugw czsto prowadzi do zgody. 
Wokulski z tak uwag przeglda album, e yy nabrzmialy mu na czole. 
- Ale zemsta nie prowadzi - odpara panna Izabela. 
- Nie zemsta, tylko przypomnienie, e jestem wierzycielem kuzynki. 
-Wic to ja mam spaca dawne dugi?.. -zamiaa si panna lzabela. -A, 
kuzyn nic straci czasu w podry. 
-Wolabym go nie straci na wakacjach - rzek Starski, znaczco spogldajc jej 
w oczy. 
-To bdzie zaleao od metody odwetu - odpowiedziaa panna Izabela i znowu 
zarumienia si. -Janie pan prosi pana! -rzek Mikoaj stajc we drzwiach 
salonu. 
Rozmowa urwaa si, Wokulski zoy album, wsta z krzesa i ukoniwszy si 
pannie Izabeli i Starskiemu, z wolna poszed za sucym. 
-Ten pan nie rozumie po angielsku?... Czy on nie obrazi si, emy z nim nie 
rozmawiali?... - spyta Starski. 
-O, nie -odpowiedziaa panna Izabela. 
- Tym lepiej ; bo zdawao mi si, e nie by zadowolony z naszego towarzystwa. 
- Tote porzuci je - zakoczya niedbale panna Izabela. 
- Przynie mi kapelusz z sali - rzek do Mikoaja ju w drugim pokoju Wokulski. 
Mikoaj zabra kapelusz i zanis go do sypialni pana Tomasza. W przedpokoju 
usysza, e Wokulski oburcz ciskajc gow szepn: 
- Boe miosierny!... 
Gdy Wokulski wszed do pokoju pana Tomasza, lekarzy ju nie byo. 
-No i wyobra sobie -zawoa pan cki -co za fatalizm!...Konsylium 
zabronio mi jecha do Parya i pod kar mierci kazao wynosi si na wie. Na 
honor, nie wiem nawet, gdzie uciec przed tymi upaami... Ale i na ciebie take 
dziaaj, bo jeste zmieniony... Prawda, jakie to gorce mieszkanie?.. 
-O, tak. Moe pozwoli pan -mwi Wokulski wydobywajc z kieszeni gruby 
pakiet -e oddam pienidze. 
- Ehe... doprawdy... 
-Tu jest pi tysicy rubli jako procent do poowy stycznia. Niech pan z aski 
swojej policzy. A tu jest kwit. 
Pan cki kilka razy porachowa stos nowych sturublwek i podpisa dokument. 
Odoywszy za piro rzek: 
- Dobrze, to jedno... A teraz co si tyczy dugw... 
-Suma dwa do trzech tysicy rubli, ktr pan winien ydom, dzi bdzie 
spacona... 
-Ale ja, prosz ci, panie Stanisawie, nie chc darmo... Prosz ci, aeby jak 
najskrupulatniej odtrca sobie procent... 
-Sto dwadziecia do stu osiemdziesiciu rubli rocznie. 
-Tak, tak... - potakiwa pan Tomasz. - Ale... gdybym, ale...potrzebowa jeszcze 
jakiej kwoty, to mam si do kogo uda u ciebie? 
-Drug poow procentu otrzyma pan w poowie stycznia -odpar Wokulski. 
-O tym wiem. Ale widzisz, panie Stanisawie, gdybym tak potrzebowa jakiej 
czci mego kapitau... Nie darmo, pojmujesz... Chtnie zapac procent... 
- Szsty... - wtrci Wokulski. 
- Tak, szsty... sidmy. 
-Nie, panie. Paski kapita przynosi trzydzieci trzy procent rocznie, wic nie 
mog go poycza na siedem... 
-Dobrze. W takim razie nie pozbawiaj si mego kapitau, ale...Uwaasz... moe 
mi jednak co wypa... 
-Wycofa swj kapita moe pan nawet w poowie stycznia roku przyszego. 
- Boe uchowaj!... Ja mego kapitau nie odbior ci nawet za dziesi lat... 
-Ale ja paski kapita wziem tylko na rok... 
- Jak to?... Dlaczego?... - dziwi si pan Tomasz, coraz szerzej otwierajc oczy. 
-Dlatego, e nie wiem, co bdzie od dzi za rok. Nie co roku zdarzaj si 
wyjtkowo dobre interesa. 
-A propos - rzek pan Tomasz po chwili przykrego zdumienia.- Co te mwi w 
miecie: e to ty, panie Wokulski, kupie mj dom?... 
-Tak, panie, ja kupiem paski dom. Ale przed upywem p roku mog go panu 
odstpi na korzystnych warunkach. 
Pan cki poczu rumieniec na twarzy. Nie chcc jednak dawa za wygran 
zapyta wielkopaskim tonem: 
-I ile by te chcia odstpnego, panie Wokulski?... Nic. Oddam go panu za 
dziewidziesit tysicy, a nawet... moe taniej... 
Pan Tomasz cofn si, rozoy rce, nastpnie pad na swj wielki fotel i 
znowu kilka ez spyno mu po twarzy. 
-Doprawdy, panie Stanisawie -mwi, lekko kajc -widz, e najlepsze 
stosunki... mog zepsu pienidze... Czy ja mam ci za ze, e kupi ten dom?... 
Czy ja robi ci wyrzuty?... Ty za przemawiasz do mnie tak, jakby si obrazi. 
-Przepraszam pana -przerwa Wokulski. -Ale istotnie jestem troch 
rozdraniony... zapewne z gorca... 
-O, z pewnoci! -zawoa pan Tomasz powstajc z fotelu i ciskajc go za 
rk. -Wic... przebaczmy sobie nawzajem cierpkie swka... Ja si na ciebie 
nie gniewam, bo wiem... co to jest upa... 
Wokulski poegna go i wstpi do salonu. Starskiego ju tam nie byo, panna 
Izabela siedziaa sama. Zobaczywszy go podniosa si; twarz jej bya 
pogodniejsza. 
- Pan wychodzi? - Wanie chc pani poegna. 
- A o Rossim nie zapomni pan? - rzeka ze sabym umiechem. 
-O, nie. Poprosz, aeby mu oddano wieniec. 
-Pan sam go nie wrczy?... Dlaczeg to?... -Dzi w nocy jad do Parya odpowiedzia 
Wokulski. 
Ukoni si i wyszed. 
Przez chwil panna Izabela staa zdumiona; nastpnie pobiega do pokoju ojca. 
-Co to znaczy, papo? Wokulski poegna si ze mn bardzo chodno i 
powiedzia, e - dzi w nocy wyjeda do Parya. 
-Co?... co?... co?... - zawoa pan Tomasz chwytajc si oburcz za gow. -On 
z pewnoci obrazi si... 
- Ach... prawda!... Wspomniaam mu o kupnie naszej kamienicy... 
-Chryste!... i ce ty zrobia?... A... wszystko stracone... Teraz rozumiem... 
Naturalnie, e si obrazi... No -doda po chwili -ale kto mg przypuci, e 
jest tak obraliwy?... Taki sobie zwyczajny kupiec ... 
TOM II 
ROZDZIA PIERWSZY: 
PAMITNIK STAREGO SUBIEKTA 
I wyjecha!... Pan Stanisaw Wokulski, wielki organizator spki do handlu 
przewozowego, wielki naczelnik firmy, ktra ma w obrocie ze cztery miliony 
rubli rocznie, wyjecha do Parya jak pierwszy lepszy pocztylion do Miosny... 
Jednego dnia mwi (do mnie samego), e nie wie, kiedy pojedzie, a na drugi 
dzie - szast... prast... i ju go nie ma. 
Zjad elegancki obiadek u janie wielmonych pastwa ckich, wypi kaw, 
wyku zby i - jazda. Naturalnie. Pan Wokulski nie jest przecie lichym 
subiektem, ktry musi ebra u pryncypaa o urlop raz na kilka lat. Pan 
Wokulski jest kapitalist, ma ze szedziesit tysicy rubli rocznie, yje za pan 
brat z hrabiami i ksitami, pojedynkuje si z baronami i wyjeda, kiedy chce. 
A wy, moi patni oficjalici, kopoczcie si o interesa. Przecie za to macie pensje 
i dywidendy. 
I to jest kupiec?... To jest bazestwo, mwi, nie kupiectwo!.. 
No, mona wyjecha nawet do Parya i nawet po wariacku, ale nie w takich 
czasach. Tu, panie, kongres berliski nawarzy piwa - tu, panie, Anglia, panie, 
za Cypr, Austria za Boni... Wochy krzycz wniebogosy: Dajcie nam Triest, 
bo bdzie le!... Tu ju sysz, panie w Boni krew leje si potokami i (byle 
niwa skoczy) wojna buchnie przed zim jak amen w pacierzu... A on 
tymczasem daje nura do Parya!... 
Cyt!...?... ...Po co on tak nagle wyjecha do Parya?... Na wystaw?... C go 
obchodzi wystawa. A moe w tym interesie, ktry mia zrobi z Suzinem?... 
Ciekawym, na jakich to interesach zyskuje si po pidziesit tysicy rubli, tak 
sobie od rki?... Oni mi mwi o wielkich maszynach do nafty czy do kolei, czy 
te do cukrowni?... Ale czy wy, anioki, zamiast po nadzwyczajne maszyny, nie 
jedziecie po zwyke armaty?... Francja, tylko patrze, jak wemie si za eb z 
Niemcami... May Napoleonek niby to siedzi w Anglii; ale przecie z Londynu 
do Parya bliej ni z Warszawy do Zamocia... 
Ej!... panie Ignacy - nie piesz si ty z sdami o panu W. (w takich razach lepiej 
nie wymawia caego nazwiska), nie potpiaj go, bo moesz si omieszy. Tu 
gotuje si jaka gruba kabaa: ten pan cki, ktry kiedy bywa u Napoleona 
III, i ten niby aktor Rossi, Woch...(Wochy gwatem upominaj si o Triest...), i 
ten obiad u pastwa ckich przed samym wyjazdem, i to kupno kamienicy. 
Panna cka pikna, bo pikna, ale przecie jest tylko kobiet i dla niej Stach nie 
popeniaby tylu szalestw... W tym jest co z p... (w takich razach 
najwaciwiej mwi skrceniami). W tym jest jakie due P. 
Bdzie ju ze dwa tygodnie, jak wyjecha biedny chopak, moe na zawsze... 
Listy pisze krtkie i suche, o sobie nie mwi nic, a mnie tak nurtuje smutek, e 
nieraz, dalibg, miejsca znale nie mog. (No, chyba nie za nim; tylko tak, z 
przyzwyczajenia.) 
Pamitam, kiedy wyjeda. Ju zamknlimy sklep i wanie przy tym oto 
stoliku piem herbat (Ir wci mi niedomaga), gdy naraz wpada do pokoju lokaj 
Stacha: 
- Pan prosi - wrzasn i uciek. (Co to za zuchway gagan, a co za prniak!... 
Trzeba byo widzie min, z jak stan we drzwiach i powiedzia: Pan prosi! 
Bydl.) 
Chciaem go zmonitowa: banie jaki, twj pan jest panem tylko dla ciebie; 
ale polecia na zamanie karku. 
Szybko dokoczyem herbat, Irowi nalaem troch mleka do miseczki 
poszedem do Stacha. Patrz, w bramie jego lokaj kokietuje od razu a trzy 
dziewuchy jak anie. No, myl, taki wako i czterem daby rad, chocia... (Z 
tymi kobietami sam diabe nie dojdzie porzdku. Na przykad pani Jadwiga, 
szczuplutka, malutka, eteryczna, a ju trzeci m dostaje przy niej suchot.) 
Wchodz na gr. Drzwi do mieszkania nie zamknite, a sam Stach przy wietle 
lampy pakuje walizk. Co mnie tkno. 
- C to znaczy? - pytam. 
- Jad dzi do Parya - odpowiedzia. 
- Wczoraj mwie, e jeszcze nie tak prdko pojedziesz?... 
- Ach, wczoraj!... - odpar. 
Cofn si od walizki i pomyla chwil; potem doda szczeglnym tonem: 
- Jeszcze wczoraj... myliem si... 
Wyrazy te zastanowiy mnie w przykry sposb. Spojrzaem na Stacha z uwag i 
ogarno mnie zdziwienie. Nigdy bym nie sdzi, aeby czowiek niby to zdrw, 
a w kadym razie nie raniony, mg zmieni si tak w przecigu kilku godzin. 
Poblad, oczy zapady, prawic zdzicza... 
- Skde ta naga zmiana... projektu? - spytaem czujc, e nie o to pytam, co 
bym chcia wiedzie. 
- Mj kochany - odpar - albo ty nie wiesz, e nieraz jedno sowo zmienia 
projekta, nawet ludzi... A nie dopiero caa rozmowa! -doda szeptem. 
Wci pakujc i zbierajc rne graty wyszed do sali. Upyna minuta - nie 
wraca; dwie... nie wraca... Spojrzaem przez uchylone drzwi zobaczyem, e 
stoi oparty o porcz krzesa patrzc bezmylnie w okno. 
- Stachu... 
Ockn si - i znowu powrci do pakowania zapytujc: 
- Czego chcesz? 
- Tobie co jest. 
-Nic. 
-Ju dawno nie widziaem ci takim. 
Umiechn si. 
- Zapewne od czasu - odpar - kiedy to dentysta le wyrwa mi zb, i w dodatku 
zdrowy... 
- Dziwnie mi wyglda to twoje wybieranie si w drog - rzekem. - Moe masz 
mi co powiedzie?... 
- Powiedzie?... Ach, prawda... W banku mamy okoo stu dwudziestu tysicy 
rubli, wic pienidzy wam nie zabraknie... Dalej... C dalej?.. - pyta sam 
siebie. - Aha!... Nie rb ju sekretu, e ja kupiem kamienic ckich. Owszem, 
zajd tam i ponaznaczaj komorne wedug dawnych cen. Pani Krzeszowskiej 
moesz podnie jakie kilkanacie rubli, niech si troch zirytuje; ale biedakw 
nie du... Mieszka tam jaki szewc, jacy studenci; bierz od nich, ile dadz, byle 
pacili regularnie. 
Spojrza na zegarek, a widzc, e ma jeszcze czas, pooy si na szezlongu i 
lea milczc, z rkoma nad gow i przymknitymi oczyma. Widok ten by nad 
wszelki wyraz aosny. Usiadem mu przy nogach i rzekem: 
- Tobie co jest, Stachu?... Powiedz, co ci jest. Z gry wiem, e nie pomog, ale 
widzisz... Zgryzota jest jak trucizna: dobrze j wyplu... 
Stasiek znowu umiechn si (jak ja nie lubi tych jego pumiechw) i po 
chwili odpar: 
- Pamitam (dawne to dzieje!), siedziaem w jednej izbie z jakim frantem, ktry 
by dziwnie szczery. Opowiada mi niestworzone rzeczy o swojej rodzinie, o 
swoich stosunkach, o swoich wielkich czynach, a potem - bardzo uwanie 
sucha moich dziejw. No - i dobrze z nich skorzysta... 
- C to znaczy?.. - spytaem. 
-To znaczy, mj stary, e poniewa ja nic chc z ciebie wydobywa adnych 
zezna, wic i przed tob nie mam potrzeby ich robi. 
- Jak to - zawoaem - w taki sposb traktujesz zwierzenie si przed 
przyjacielem? 
- Daj spokj - rzek podnoszc si z kanapy. - To moe dobre, ale dla 
pensjonarek... Ja zreszt nie mam z czego zwierza si nawet przed tob. Jakim 
ja znuony!... - mrukn przecigajc si. 
Teraz dopiero wszed ten ajdak lokaj: wzi waliz Stacha i da zna, e konie 
stoj przed domem. Siedlimy do powozu, Stach i ja, ale przez drog do kolei 
nie zamienilimy ani wyrazu. On patrzy na gwiazdy wiszczc przez zby, a ja 
mylaem, e jad - chyba na pogrzeb. 
Na dworcu Kolei Wiedeskiej zapa nas doktr Szuman. 
- Jedziesz do Parya? - zapyta Stacha. 
-A ty skd wiesz? 
- O, ja wszystko wiem. Nawet to, e tym samym pocigiem jedzie pan Starski. 
Stach wstrzsn si. 
- Co to za czowiek? - rzek do doktora. 
- Prniak, bankrut... jak zreszt wszyscy oni - odpar Szuman. -No i ekskonkurent... 
- doda. 
-Wszystko mi jedno. Szuman nie odpowiedzia nic, tylko spojrza spod oka. 
Zaczto dzwoni i wista. Podrni toczyli si do wagonw; Stach ucisn 
nas za rce. 
- Kiedy wracasz? - zapyta go doktr. 
-Chciabym... nigdy -odpowiedzia Stach i usiad do pustego przedziau 
pierwszej klasy. Pocig ruszy. Doktr zamylony patrzy na oddalajce si 
latarnie, a ja... O mao si nie rozpakaem... 
Kiedy woni poczli zamyka drzwi peronu, namwiem doktora na 
przechadzk po Alejach Jerozolimskich. Noc bya ciepa, niebo czyste; nie 
pamitam, aebym kiedykolwiek widzia wicej gwiazd. A poniewa Stach 
mwi mi, e w Bugarii czsto patrzy na gwiazdy, wic (zabawny projekt!) i ja 
postanowiem od tej pory co wieczr spoglda w niebo. (A moe istotnie na 
ktrym z migotliwych wiate spotkaj si nasze spojrzenia czy myli i on nie 
bdzie czu si ju tak osamotniony jak wtedy?) 
Nagle (nie wiem nawet skd) zrodzio si we mnie podejrzenie, e 
niespodziewany wyjazd Stacha ma zwizek z polityk. Postanowiem wic 
wybada Szumana i chcc zay go z maki, rzekem: 
- Co mi si zdaje, e Wokulski jest... jakby zakochany?... 
Doktr zatrzyma si na chodniku i usiadszy na swej lasce zacz si mia w 
sposb, ktry a zwraca uwag na szczcie nielicznych przechodniw. 
- Cha! cha!... czy pan dopiero dzisiaj zrobi tak piramidalne odkrycie?... Cha!... 
cha!... podoba mi si ten starzec!... 
Gupi by koncept. Przygryzem jednak usta i odparem: 
- Zrobi to odkrycie byo atwo, nawet dla ludzi... mniej wprawnych ode mnie 
(zdaje si, e mu troszk dogryzem). Ale ja lubi by ostrony w 
przypuszczeniach, panie Szuman... Zreszt, nie sdziem, aeby moga wyrabia 
z czowiekiem podobne hece rzecz tak zwyczajna jak mio. 
- Mylisz si, staruszku - odpar doktr machajc rk. - Mio jest rzecz 
zwyczajn wobec natury, a nawet, jeeli chcesz, wobec Boga. Ale wasza gupia 
cywilizacja, oparta na pogldach rzymskich, dawno ju zmarych i 
pogrzebanych, na interesach papiestwa, na trubadurach, ascetyzmie, kastowoci 
i tym podobnych badaniach, z naturalnego uczucia zrobia... wiesz co?... Zrobia 
nerwow chorob!... Wasza niby to mio rycersko - kocielno - romantyczna 
jest naprawd obrzydliwym handlem opartym na oszustwie, ktre bardzo 
susznie karze si doywotnimi galerami, zwanymi maestwem. Biada jednak 
tym, co na podobny jarmark przynosz serca... Ile on pochania czasu, pracy, 
zdolnoci, ba! nawet egzystencyj... Znam to dobrze - mwi dalej, zadyszany z 
gniewu - bo cho jestem ydem i zostan nim do koca ycia, wychowaem si 
jednak midzy waszymi, a nawet zarczyem si z chrzecijank...No i tyle nam 
porobiono udogodnie w naszych zamiarach, tak czule zaopiekowano si nami 
w imi religii, moralnoci, tradycji i ju nie wiem czego, e ona umara, a ja 
prbowaem si otru... Ja, taki mdry, taki ysy!... 
Znowu stan na chodniku. 
- Wierz mi, panie Ignacy - koczy schrypnitym gosem - e nawet midzy 
zwierztami nie znajdziesz tak podych bydlt jak ludzie. W caej naturze 
samiec naley do tej samicy, ktra mu si podoba i ktrej on si podoba. Tote u 
bydlt nie ma idiotw. Ale u nas!... Jestem yd, wic nie wolno mi kocha 
chrzecijanki... On jest kupiec, wic niema prawa do hrabianki... A ty, ktry nie 
posiadasz pienidzy, nie masz praw do adnej zgoa kobiety... Poda wasza 
cywilizacja!... Chciabym bodaj natychmiast zgin, ale przywalony jej 
gruzami... 
Szlimy wci ku rogatkom. Od kilku minut zerwa si wiatr wilgotny i d nam 
prosto w oczy; na zachodzie poczy znika gwiazdy zasaniane przez chmury. 
Latarnie trafiay si coraz rzadziej. Kiedy nie-kiedy w Alei zaturkota wz 
obsypujc nas niewidzialnym pyem; spnieni przechodnie uciekali do domw. 
Bdzie deszcz!... Stach ju jest okoo Grodziska - pomylaem. 
Doktr nasun kapelusz na gow i szed zirytowany, milczc. Mnie byo coraz 
markotniej, moe z powodu wzrastajcej ciemnoci. Nie powiedziabym tego 
nikomu nigdy, ale nieraz mnie samemu przychodzi na myl, e Stach... 
naprawd ju nic dba o polityk, poniewa cay zaton w fadach sukienki tej 
panny. Zdaje si, e mu nawet co o tym wspomniaem onegdaj i e to, co on mi 
odpowiedzia, bynajmniej nie osabio moich podejrze. 
- Czy podobna - odezwaem si - aeby Wokulski tak dalece ju zapomnia o 
sprawach oglnych, o polityce, o Europie... 
- Z Portugali - wtrci doktr. 
Ten cynizm oburzy mnie. 
- Pan sobie drwisz - rzekem. - Nie zaprzeczysz jednak, e Stach mg zosta 
czym lepszym anieli nieszczliwym wielbicielem panny ckiej. To by 
dziaacz spoeczny, nie jaki tam kiepski wzdychacz... 
- Masz pan racj - potwierdzi doktr - ale c std?... Machina parowa przecie 
nie mynek do kawy, to wielka machina; ale gdy w niej zardzewiej kka, 
stanie si gratem bezuytecznym i nawet niebezpiecznym. Ot w Wokulskim 
jest podobne kko, ktre rdzewieje i psuje si... 
Wiatr d coraz mocniej; miaem pene oczy piasku. 
- I skd wanie na niego pado takie nieszczcie? - odezwaem si. (Ale niedbaym 
tonem, aeby Szuman nie myla, e dam informacji.) 
-Na to zoyo si i usposobienie Stacha, i stosunki wytworzone przez 
cywilizacj - odpar doktr. 
- Usposobienie?... On nigdy nie by kochliwy. 
- Tym si zgubi - cign Szuman. - Tysic centnarw niegu, rozdzielonego na 
patki, tylko przysypuj ziemi nie szkodzc najmniejszej trawce; ale sto 
centnarw niegu zbitych w jedn lawin burzy chaupy i zabija ludzi. Gdyby 
Wokulski kocha si przez cae ycie co tydzie w innej, wygldaby jak pczek, 
miaby swobodn myl i mgby zrobi wiele dobrego na wiecie. Ale on, jak 
skpiec, gromadzi kapitay sercowe, no i widzimy skutek tej oszczdnoci. 
Mio jest wtedy pikn, kiedy ma wdziki motyla; ale gdy po dugim letargu 
obudzi si jak tygrys, dzikuj za zabaw!... Co innego czowiek z dobrym 
apetytem, a co innego ten, ktremu gd skrca wntrznoci... 
Chmury podnosiy si coraz wyej; zawrcilimy prawie od rogatek. 
Pomylaem, e Stach musi ju by okoo Rudy Guzowskiej. 
A doktr wci prawi, coraz mocniej rozgorczkowany, coraz gwatowniej 
wywijajc lask: 
-Jest higiena mieszka i odziey, higiena pokarmw i pracy, ktrych nie 
wypeniaj klasy nisze, i to jest powodem wielkiej miertelnoci midzy nimi, 
krtkiego ycia i charactwa. Ale jest rwnie higiena mioci, ktrej nie tylko 
nie przestrzegaj, lecz po prostu gwac klasy inteligentne, i to stanowi jedn z 
przyczyn ich upadku. Higiena woa: Jedz, kiedy masz apetyt!, a wbrew niej 
tysic przepisw chwyta ci za poy wrzeszczc: Nie wolno!... bdziesz jad, 
kiedy my ci upowanimy, kiedy spenisz tyle a tyle warunkw postawionych 
przez moralno, tradycj, mod... Trzeba przyzna, e w tym razie najbardziej 
zacofane pastwa wyprzedziy najbardziej postpowe spoeczestwa, a raczej 
ich klasy inteligentne. 
I przypatrz si, panie Ignacy, jak zgodnie w kierunku ogupienia ludzi pracuje 
pokj dziecinny i salon, poezja, powie i dramat. Ka ci szuka ideaw, 
samemu by idealnym ascet i nie tylko wypenia, ale nawet wytwarza jakie 
sztuczne warunki. A co z tego wynika w rezultacie?... e mczyzna, zwykle 
mniej wytresowany w tych rzeczach, staje si upem kobiety, ktr tylko w tym 
kierunku tresuj. I ot cywilizacj naprawd rzdz kobiety!... 
- Czy w tym jest co zego? - spytaem. 
- A niech diabli wezm! - wrzasn doktr. - Czy nie spostrzege, panie Ignacy, 
e jeeli mczyzna pod wzgldem duchowym jest much, to kobieta jest 
jeszcze gorsz much, gdy pozbawion ap i skrzyde. Wychowanie, tradycja, a 
moe nawet dziedziczno, pod pozorem zrobienia jej istot wysz, robi z niej 
istot potworn. I ten prnujcy dziwolg, ze skrzywionymi stopami, ze 
cinitym tuowiem, czczym mzgiem, ma jeszcze obowizek wychowywa 
przysze pokolenia ludzkoci!... C wic im zaszczepia.?... Czy dzieci ucz si 
pracowa na chleb?... Nie, ucz si adnie trzyma n i widelec. Czy ucz si 
poznawa ludzi, z ktrymi kiedy y im przyjdzie?... Nie, ucz si im podoba 
za pomoc stosownych min i ukonw. Czy ucz si realnych faktw, 
decydujcych o naszym szczciu i nieszczciu?... Nie, ucz si zamyka oczy 
na fakty, a marzy o ideaach. Nasza mikko w yciu, nasza niepraktyczno, 
lenistwo, fagasostwo i te straszne pta gupoty, ktre od wiekw gniot 
ludzko, s rezultatem pedagogiki stworzonej przez kobiety. A nasze znowu 
kobiety s owocem klerykalno - feudalno -poetyckiej teorii mioci, ktra jest 
obelg dla higieny i zdrowego rozsdku... 
W gowie mi szumiao od wywodw doktora, a on tymczasem ciska si na ulicy 
jak szalony. Na szczcie bysno, upady pierwsze krople deszczu, a 
zacietrzewiony mwca nagle ochon i skoczywszy w jak dorok kaza 
odwie si do domu. 
Stach by ju chyba okoo Rogowa. Czy te domyli si, emy tylko o nim 
mwili? i co on, biedak, czu majc jedn burz nad gow, a drug, moe 
gorsz, w sercu? 
Phi! co za ulewa, co za kanonada piorunw... Zwinity w kbek Ir odszczekuje 
im przez sen stumionym gosem, a ja kad si do ka, nakryty tylko 
przecieradem. Gorca noc. Panie Boe, opiekuj si tymi, ktrzy w podobn 
noc uciekaj a za granic przed nieszczciem. Nieraz do jest maego figla, 
aby rzeczy, dawne jak ludzkie grzechy, pokazay si nam w nowym zupenie 
owietleniu. 
Ja na przykad znam Stare Miasto od dziecka i zawsze wydawao mi si, e jest 
ono tylko ciasne i brudne. Dopiero kiedy pokazano mi jako osobliwo rysunek 
jednego z domw staromiejskich (i to jeszcze w Tygodniku Ilustrowanym, z 
opisem!), nagle spostrzegem, e Stare Miasto jest pikne... Od tej pory chodz 
tam przynajmniej raz na tydzie i nie tylko odkrywam coraz nowe osobliwoci, 
ale jeszcze dziwi si, em ich nie zauway dawniej. 
Tak samo z Wokulskim. Znam go ze dwadziecia lat i cigle mylaem, e on 
jest z krwi i koci polityk. Gow dabym sobie uci, e Stach niczym wicej 
nie zajmuje si, tylko polityk. Dopiero pojedynek z baronem i owacje dla 
Rossiego zbudziy we mnie podejrzenia, e on moe by zakochany. O czym ju 
dzi nie wtpi, szczeglnie po rozmowie z Szumanem. 
Ale to fraszka, bo i polityk moe by zakochany. Taki Napoleon I kocha si na 
prawo i na lewo i mimo to trzs Europ. Napoleon III take mia sporo 
kochanek, a sysz, e i syn wstpuje w jego lady i ju wynalaz sobie jak 
Angielk. 
Jeeli wic sabo do kobiet nie kompromituje Bonapartych, dlaczego miaaby 
uwacza Wokulskiemu?... 
I wanie kiedym tak rozmyla, zaszed drobny wypadek, ktry przypomnia mi 
dzieje pogrzebane od lat kilkunastu, a i samego Stacha przedstawi w innym 
wietle. Och, on nie jest politykiem; on jest czym zupenie innym, z czego 
sobie nie umiem nawet dobrze zda sprawy. Czasem zdaje mi si, e jest to 
czowiek skrzywdzony przez spoeczestwo. Ale o tym cicho!... Spoeczno 
nikogo nie krzywdzi... Gdyby raz przestano w to wierzy, Bg wie, jakie 
okazayby si pretensje. Moe nawet nikt by ju nie zajmowa si polityk, tylko 
mylaby o wyrwnywaniu rachunkw ze swymi najbliszymi. Lepiej wic nie 
zaczepia tych kwestji. (Jak ja duo gadam na staro, a wszystko nie to, o czym 
chc powiedzie.) 
Jednego tedy wieczora pij u siebie herbat (Ir jest wci osowiay), a 
otwieraj si drzwi i kto wchodzi. Patrz, figura otya, twarz nalana, nos 
czerwony, eb siwy. Wcham, czu w pokoju jakby wino i stchlizn. 
Ten szlachcic - myl - jest albo nieboszczykiem, albo kiprem?...Bo aden inny 
czowiek nie bdzie pachnia stchlizn... 
- C, u diaba!... - dziwi si go: - Take ju zhardzia, e nie poznajesz 
ludzi?... 
Przetarem oczy. Ale to ywy Machalski, kiper od Hopfera!... Bylimy razem 
na Wgrzech, pniej tu, w Warszawie; ale od pitnastu lat nie widzielimy si; 
gdy on mieszka w Galicji i cigle jest kiprem. 
Naturalnie, przywitalimy si jak blinita, raz, drugi, i trzeci... 
- Kiedye przyjecha? - pytam. 
- Dzi rano - on mwi. 
-A gdziee by do tej pory? 
- Zajechaem na Dziekank, ale byo mi tak tskno, em zaraz poszed do 
Lesisza, do piwnicy... To, panie, piwnice!... y, nie umiera... 
- Ce tam robi? 
- Troch pomagaem staremu, a zreszt siedziaem. Niegupim chodzi po 
miecie, kiedy jest taka piwnica. 
Oto prawdziwy kiper dawnej daty!... Nie dzisiejszy elegant, co, bestia, woli i 
na wieczr tacujcy anieli siedzie w piwnicy. I nawet do piwnicy bierze 
lakierki... Ginie Polska przy takich podych kupcach!... 
Gadu, gadu, przesiedzielimy do pierwszej w nocy. Machalski przenocowa u 
mnie, a o szstej rano znowu polecia do Lesisza: 
- C bdziesz robi po obiedzie? - pytam. 
- Po obiedzie wstpi do Fukiera, a na noc wrc do ciebie-odpowiedzia. 
By z tydzie w Warszawie. Nocowa u mnie, a dnie spdza w piwnicach. 
- Powiesibym si - mwi - eby mi przyszo tydzie wczy si po dworze. 
cisk, upa, kurzawa!... winie mog y tak jak wy, ale nie ludzie. 
Zdaje mi si, e przesadza. Bo cho i ja wol sklep anieli Krakowskie 
Przedmiecie, jednake co sklep, to nie piwnica. Zdziwacza chop na swoim 
kiprostwie. 
Naturalnie, o czyme mielimy rozmawia z Machalskim, jeeli nie o dawnych 
czasach i o Stachu? I tym sposobem stana mi przed oczyma historia jego 
modoci, jakbym j widzia wczoraj. 
Pamitam (by to rok 1857, moe 58 ), zaszedem raz do Hopfera, u ktrego 
pracowa Machalski. 
- A gdzie pan Jan? - pytam chopca. 
- W piwnicy. 
Zaszedem do piwnicy. Patrz, mj pan Jan przy ojwce ciga lewarem wino z 
beczki do butelek, a we framudze majacz jakie dwa cienie: siwy starzec w 
piaskowym surducie, z plik papierw na kolanach, i mody chopak z krtko 
ostrzyonym bem i min zbja. To by Stach Wokulski i jego ojciec. Siadem 
cicho (bo Machalski nie lubi, aeby mu przeszkadzano przy ciganiu wina), a 
siwy czowiek w piaskowym surducie prawi jednostajnym gosem do owego 
modzika: 
- Co to wydawa pienidze na ksiki?... Mnie dawaj, bo jak bd musia 
przerwa proces, wszystko zmarnieje. Ksiki nie wydobd ci z upodlenia, w 
jakim teraz jeste, tylko proces. Kiedy go wygram i odzyskamy nasze dobra po 
dziadku, wtedy przypomn sobie, e Wokulscy stara szlachta, i nawet znajdzie 
si familia... W zeszym miesicu wydae dwadziecia zotych na ksiki, a 
mnie akurat tyle brakowao na adwokata... Ksiki!... zawsze ksiki... eby 
by mdry jak Salomon, pki jeste w sklepie, bd tob pomiatali, chociae 
szlachcic, a twj dziadek z matki by kasztelanem. Ale jak wygram proces, jak 
wyniesiemy si na wie... 
- Chodmy std, ojcze - mrukn chopak, spode ba patrzc na mnie. 
Stary, posuszny jak dziecko, zawin swoje papiery w czerwon chustk i 
wyszed z synem, ktry musia go podtrzymywa na schodach. 
- C to za odmiecy? - pytam Machalskiego, ktry wanie skoczy robot i 
usiad na zydlu. - Ach!... - machn rk. - Stary ma pomieszane klepki, ale 
chopak zdatny. Nazywa si Stanisaw Wokulski. Bystra bestia!... 
- C on zrobi? - pytam. 
Machalski objani palcami wiec i nalawszy mi kieliszek wina mwi: 
- On tu jest u nas ze cztery lata. Do sklepu albo do piwnicy nie bardzo... Ale 
mechanik!... Zbudowa tak maszyn, co pompuje wod z dou do gry, a z gry 
wylewa j na koo, ktre wanie porusza pomp. Taka maszyna moe obraca 
si i pompowa do koca wiata; ale co si w niej skrzywio, wic ruszaa si 
tylko kwadrans. Staa tam na grze, w pokoju jadalnym, i Hopferowi zwabiaa 
goci; ale od p roku co w niej pko. 
- Ot jaki!... - mwi. 
- No, jeszcze nie taki bardzo - odpar Machalski. - By tu jeden profesor z 
gimnazjum realnego, obejrza pomp i powiedzia, e na nic si nie zda, ale e 
chopak zdolny i powinien uczy si. Od tej pory mamy sdny dzie w sklepie. 
Wokulski zhardzia, gociom odmrukuje, w dzie wyglda, jakby drzema, a za 
to uczy si po nocach i kupuje ksiki. Jego znowu ojciec wolaby te pienidze 
uy na proces o jaki tam majtek po dziadku... Syszae przecie, co mwi. 
- C on myli robi z t nauk? - rzekem. 
- Mwi, e pojedzie do Kijowa, do uniwersytetu. Ha! niech jedzie - prawi 
Machalski - moe cho jeden subiekt wyjdzie na czowieka. Ja mu tam nie 
przeszkadzam; kiedy jest w piwnicy, nie napdzamy go do roboty; niech sobie 
czyta. Ale na grze dokuczaj mu subiekci i gocie. 
- A co na to Hopfer? 
- Nic - cign Machalski zakadajc now ojwk w elazny lichtarz z rczk. 
- Hopfer nie chce go odstrcza od siebie, bo Kasia Hopferwna durzy si 
troch w Wokulskim, a moe chopak odzyska majtek po dziadku?... 
- I on durzy si w Kasi? - spytaem. 
- Ani na ni spojrzy, dzika bestia! - odpar Machalski. 
Zaraz wwczas pomylaem, e chopak z tak otwart gow, ktry kupuje 
ksiki i nie dba o dziewczta, mgby by dobrym politvkiem; wic jeszcze 
tego dnia zapoznaem si ze Stachem i od tej pory yjemy ze sob nie 
najgorzej... Stach by jeszcze ze trzy lata u Hopfera i przez ten czas porobi duo 
znajomoci ze studentami, z modymi urzdnikami rozmaitych biur, ktrzy na 
wycigi dostarczali mu ksiek, aeby mg zda egzamin do uniwersytetu. 
Spord tej modziey wyrnia si niejaki pan Leon, chopak jeszcze mody 
(nie mia nawet dwudziestu lat), pikny, a mdry... a zapalczywy!... Ten jakby 
by moim pomocnikiem w politycznej edukacji Wokulskiego: kiedy bowiem ja 
opowiadaem o Napoleonie i wielkim posannictwie Bonapartych, pan Leon 
mwi o Mazzinim, Garibaldim i im podobnych znakomitociach. A jak on 
umia podnosi ducha!... 
- Pracuj - mwi nieraz do Stacha - i wierz, bo silna wiara moe zatrzyma 
soce w biegu, a nie dopiero polepszy stosunki ludzkie. 
- A moe mnie wysa do uniwersytetu? - zapyta Stach. 
-Jestem pewien - odpar Leon z zaiskrzonymi oczyma -e gdyby cho przez 
chwil mia tak wiar jak pierwsi apostoowie, jeszcze dzi znalazby si w 
uniwersytecie... 
-Albo u wariatw - mrukn Wokulski. 
Leon pocz biega po pokoju i trz rkoma. 
- Co za ld w tych sercach!... co za chd!... co za upodlenie!... woa - jeeli 
nawet taki czowiek jak ty jeszcze nie ufa. Wic przypomnij sobie; co ju zrobi 
w tak krtkim czasie: tyle umiesz, e mgby dzisiaj zdawa egzamin... 
- Co ja tam zrobi!... - westchn Stach. 
- Ty jeden niewiele. Ale kilkudziesiciu, kilkuset takich jak ty i ja... Czy wiesz, 
co moemy zrobi?... 
W tym miejscu zaama mu si gos: Leon dosta spazmw. Ledwiemy go 
uspokoili. 
Innym razem pan Leon wyrzuca nam brak ducha powicenia. 
- A wiecie wy - mwi - e Chrystus moc powicenia sam jeden zbawi 
ludzko?... O ile wic wiat by si udoskonali, gdyby na nim cigle byy 
jednostki gotowe do ofiary z ycia!... 
- Czy mam oddawa ycie za tych goci, ktrzy mi wymylaj jak psu, czy za 
tych chopcw i subiektw, ktrzy drwi ze mnie? - pyta Wokulski. 
- Nie wykrcaj si! - zawoa pan Leon. - Chrystus zgin nawet za swoich 
katw... Ale midzy wami nie ma ducha... Duch w was gnije... Posuchaj za, co 
mwi Tyrteusz: O Sparto, ru! nim pomnik twej wielkoci, naddziadw grb, 
meseski skruszy mot i na er psom rozrzuci wite koci, i przodkw cie 
odegna od twych wrt...Ty, ludu, nim wrg w ptach ci powlecze, ojcw twych 
bro na progach domw zam i w przepa rzu... Niech nie wie wiat, e 
miecze byy wrd was, lecz serca zbrako wam!... Serca!... - powtrzy pan 
Leon. 
Ju to Stach w przyjmowaniu teorii pana Leona by bardzo ostrony; ale mody 
chopak umia wszystkich przekonywa jak Demostenes. 
Pamitam, e pewnego wieczora na licznym zebraniu ludzi modszych i 
starszych spakalimy si wszyscy, kiedy pan Leon opowiada o tym 
doskonalszym wiecie, w ktrym zginie gupstwo, ndza i niesprawiedliwo. 
-Od tej chwili - mwi z uniesieniem - nie bdzie ju rnic midzy ludmi. 
Szlachta i mieszczanie, chopi i ydzi, wszyscy bd brami... 
- A subiekci?... - odezwa si z kta Wokulski. 
Lecz przerwa ta nie zmieszaa pana Leona. Nagle zwrci si do Wokulskiego, 
wyliczy wszystkie przykroci, jakie Stachowi wyrzdzano w sklepie, 
przeszkody, jakie stawiano mu w pracy nad nauk, i zakoczy w ten sposb: 
- Aby za uwierzy, e jeste nam rwnym i e ci kochamy jak brata, aby 
mg uspokoi twoje serce rozgniewane na nas, oto ja... klkam przed tob i w 
imieniu ludzkoci bagam ci o przebaczenie krzywd. 
Istotnie, uklk przed Stachem i pocaowa go w rk. Zebrani rozczulili si 
jeszcze bardziej, podnieli w gr Stacha i Leona i przysigli, e za takich ludzi, 
jak oni, kady oddaby ycie. Dzi, kiedy przypominam sobie owe dzieje, 
chwilami zdaje mi si, e to by sen. Co prawda, nigdy przedtem ani pniej nie 
spotkaem takiego entuzjasty jak pan Leon. W pocztkach roku 1861 Stach 
podzikowa Hopferowi za miejsce. Zamieszka u mnie (w tym pokoiku z 
zakratowanym oknem i zielonymi firankami), rzuci handel, a natomiast pocz 
chodzi na akademickie wykady jako wolny suchacz. 
Dziwne byo jego poegnanie ze sklepem; pamitam to, bo sam po niego 
przyszedem. Hopfera ucaowa, a nastpnie zeszed do piwnicy uciska 
Machalskiego, gdzie zatrzyma si kilka minut. Siedzc na krzele w jadalnym 
pokoju syszaem jaki haas, miechy chopcw i goci, alem nie podejrzywa 
figla. 
Naraz (otwr prowadzcy do lochu by w tej samej izbie) widz, e z piwnicy 
wydobywa si para czerwonych rk. Rce te opieraj si o podog i tu za nimi 
ukazuje si gowa Stacha raz i drugi. Gocie i chopcy w miech. 
- Aha! - zawoa jeden stoownik - widzisz, jak trudno bez schodw wyj z 
piwnicy? A tobie zachciewa si od razu skoczy ze sklepu do uniwersytetu!... 
Wyjde, kiedy taki mdry... Stach z gbi znowu wysun rce, znowu chwyci 
si za krawd otworu i wydwign si do poowy ciaa. Mylaem, e mu krew 
trynie z policzkw. 
- Jak on si wydobywa... Pysznie si wydobywa!... - zawoa drugi stoownik. 
Stach zaczepi nog o podog i po chwili by ju w pokoju. Nie rozgniewa si, 
ale te nie poda rki adnemu koledze, tylko zabra swj tomoczek i szed ku 
drzwiom. 
- C to, nie egnasz si z gomi, panie doktr!... - woali zanim stoownicy 
Hopfera. 
Szlimy przez ulic nie mwic do siebie. Stach przygryza wargi, a mnie ju 
wwczas przyszo na myl, e to wydobywanie si z piwnicy jest symbolem 
jego ycia, ktre upyno na wydzieraniu si ze sklepu Hopfera w szerszy 
wiat. 
Proroczy wypadek!... bo i do dzi dnia Stach cigle tylko wydobywa si na 
wierzch. I Bg wie, co by dla kraju mg zrobi taki jak on czowiek, gdyby na 
kadym kroku nie usuwano mu schodw, a on nie musia traci czasu i si na 
samo wydzieranie si do nowych stanowisk. Przenisszy si do mnie pracowa 
po caych dniach i nocach, a mnie nieraz zo braa. Wstawa przed szst i 
czyta. Okoo dziesitej bieg na kursa, potem znowu czyta. Po czwartej szed 
na korepetycj do kilku domw (gwnie ydowskich, gdzie mu Szuman 
wyrobi stosunki) i wrciwszy do domu znowu czyta i czyta, dopki zmorzony 
snem nie pooy si ju dobrze po pnocy. 
Miaby z owych lekcji nie najgorsze dochody, gdyby od czasu do czasu nie 
odwiedza go ojciec, ktry zmieni si tylko o tyle, e nosi tabaczkowy surdut 
zamiast piaskowego, a swoje papiery obwija w chustk niebiesk. Zreszt 
zosta taki sam jak wwczas, kiedy go poznaem. Siada przy stoliku syna, kad 
na kolanach papiery - i mwi gosem cichym i jednostajnym: 
- Ksiki... zawsze ksiki!... Tracisz pienidze na nauk, a mnie brakuje na 
proces. eby skoczy dwa uniwersytety, nie wyjdziesz z dzisiejszego 
upodlenia, dopki nie odzyskamy naszych dbr po dziadku. Wtedy dopiero 
ludzie przyznaj, e ty szlachcic, rwny innym...Wtedy znajdzie si familia... 
Czas wolny od nauki powica Stach na prby z balonami. Wzi du butl i w 
niej za pomoc witriolu preparowa jaki gaz (ju nawet nie pamitam jaki) i 
napenia nim balon nieduy wprawdzie, ale przygotowany bardzo sztucznie. 
Bya pod nim maszynka z wiatraczkiem...No i latao to pod sufitem, dopki nie 
zepsuo si przez uderzenie o cian. 
W takim razie Stach znowu ata swj balon, naprawia maszynk, napenia 
butl rozmaitymi paskudztwami i znowu prbowa, bez koca. Raz butla pka, 
a witriol mao mu nie wypali oka. Lecz co jego to obchodzio, skoro bodaj za 
pomoc balonu chcia wydoby si ze swej marnej pozycji. 
Od czasu jak Wokulski osiedli si u mnie, przybya naszemu sklepowi nowa 
kundmanka: Kasia Hopfer. Nie wiem, co tak podobao si jej u nas - moja broda 
czy tusza Jana Mincla? Bo dziewczyna miaa ze dwadziecia norymberskich 
sklepw bliej domu, ale przychodzia do naszego po kilka razy na tydzie. 
A to prosz wczki, a to prosz jedwabiu, a to igie za dziesi groszy.. Po 
taki sprawunek biega wiorst drogi w deszcz czy pogod, a kupujc za par 
groszy szpilek przesiadywaa w sklepie po p godziny i rozmawiaa ze mn. 
- Dlaczego to panowie nigdy nie przychodz do nas z... panem Stanisawem? mwia 
rumienic si. - Ojciec tak panw kocha i... my wszyscy... 
Z pocztku dziwiem si niespodzianej mioci starego Hopfera i dowodziem 
pannie Kasi, e zbyt mao znam jej ojca, aebym mia skada mu wizyty. 
Ale ona wci swoje: 
- Pan Stanisaw musi gniewa si na nas, nie wiem nawet za co, bo przynajmniej 
tatko i... my wszyscy jestemy bardzo yczliwi. Pan Stanisaw chyba nie moe 
si skary, aeby z naszej strony dozna najmniejszej przykroci... Pan 
Stanisaw... 
I tak mwic o panu Stanisawie kupowaa jedwab zamiast wczki albo igy 
zamiast noyczek. Co za najgorsze, e z tygodnia na tydzie mizerniao 
biedactwo. Ile razy przysza do nas po swoje drobne sprawunki, zdawao mi si, 
e wyglda troch lepiej. Ale gdy zgas na jej twarzy rumieniec chwilowego 
wzruszenia, przekonywaem si, e jest coraz bledsza, a jej oczy staj si coraz 
smutniejsze i gbsze. 
A jak ona wypytywaa si: Czy pan Stanisaw nigdy nie zachodzi tu do 
sklepu?... Jak patrzya na drzwi prowadzce do sieni i do mego mieszkania, 
gdzie o kilka krokw od niej zmarszczony Wokulski nie domylajc si, e tu 
tskni za nim, siedzia nad ksikami. 
al mi si zrobio biedaczki, wic raz, kiedymy z Wokulskim pili wieczorem 
herbat, odezwaem si: 
-Nie bde ty gupi i zajd kiedy do Hopfera. Stary ma due pienidze. 
- A po c ja mam do niego chodzi... - odpar. - Byem ju chyba dosy... 
Przy tych wyrazach wstrzsn si. 
- Po to masz chodzi, e Kasia jest w tobie zakochana - rzekem. 
- Daje mi pokj z Kasi!... - przerwa. - Dziewczyna dobra z kociami, nieraz 
ukradkiem przyszywaa mi oberwany guzik do paltota albo podrzucaa mi 
kwiatek na okno, ale ona nie dla mnie, ja nie dla niej. 
- Gobek, nie dziecko!... - wtrciem. 
- W tym cae nieszczcie, bo ja nie jestem gobek. Mnie przywiza mogaby 
taka tylko kobieta jak ja sam. A takiej jeszczem nie spotka. 
(Spotka tak w szesnacie lat pniej i dalibg, e nie ma si czym cieszy!...) 
Powoli Kasia przestaa bywa w sklepie, a natomiast stary Hopfer zoy wizyt 
obojgu pastwu Janom Minclom. Musia im co mwi o Stachu, gdy na drugi 
dzie zbiega na d pani Magorzata Minclowa i daleje do mnie z pretensjami: 
- C to za lokatora ma pan Ignacy, za ktrym panny szalej?... C to za jaki 
Wokulski?... Jasiu - zwrcia si do ma - dlaczego ten pan u nas nie by?... My 
go musimy wyswata, Jasiu... Niech on zaraz przyjdzie na gr... 
-A niech sobie idzie na gr - odpar Jan Mincel -ale ju co swata, to nie bd. 
Jestem uczciwy kupiec i nie myl zajmowa si strczycielstwem. 
Pani Magorzata ucaowaa go w spocon twarz, jakby to by jeszcze miodowy 
miesic, a on agodnie odsun j i obtar si fularem. 
- Heca z tymi babami! - mwi. - Koniecznie chc ludzi wciga w nieszczcie. 
Swataj sobie, swataj, nawet Hopfera, nie tylko Wokulskiego; ale pamitaj, e ja 
za to paci nie bd. 
Od tej pory, ile razy Ja Mincel poszed na piwo albo do resursy, pani 
Magorzata zapraszaa do siebie na wieczr mnie i Wokulskiego. Stach zwykle 
szybko wypija herbat, nawet nie patrzc na pani Janow; potem wsadziwszy 
rce w kieszenie myla zapewne o swoich balonach i milcza jak drewno, a 
nasza gospodyni nawracaa go do mioci. 
- Czy podobna, panie Wokulski, aeby pan nigdy nie kocha si? -mwia. - Ma 
pan, o ile wiem, ze dwadziecia osiem lat, prawie tyle co ja... I kiedy ja ju od 
dawna uwaam si za star bab, pan wci jest niewinitkiem... 
Wokulski przekada nog na nog, ale wci milcza. 
- O! panna Katarzyna smaczny to ksek - mwia gospodyni. -Oko adne... (cho 
zdaje mi si, e ma skaz na lewym czy prawym?) figurka niczego, chocia 
musi mie jedn opatk wysz (ale to dodaje wdziku). Nosek wprawdzie nie 
w moim gucie, a usta troch za due, ale c to za dobra dziewczyna!... Gdyby 
tak troch wicej rozumu...No, ale rozum, panie Wokulski, przychodzi kobietom 
dopiero okoo trzydziestego roku... Ja sama, kiedy byam w wieku Kasi, byam 
gupiutka jak kanarek... . 
Kochaam si w moim dzisiejszym mu!... 
Ju za trzeci wizyt pani Magorzata przyja nas w szlafroczku (by to bardzo 
adny szlafroczek, obszyty koronkami), a na czwart ja wcale nie zostaem 
zaproszony, tylko Stach. Nie wiem, dalibg, o czym gadali. To przecie jest 
pewne, e Stach wraca do domu coraz wicej znudzony, narzekajc, e mu 
baba czas zabiera, a znowu pani Magorzata tomaczya mowi, e ten 
Wokulski jest bardzo gupi i e niemao jeszcze musi napracowa si, nim go 
wyswata. 
- Pracuj, kochanie, pracuj nad nim - zachca j m - bo szkoda dziewczyny, no 
i Wokulskiego. Strach pomyle, e taki porzdny chopak, ktry tyle lat by 
subiektem, ktry moe odziedziczy sklep po Hopferze, chce zmarnowa si w 
uniwersytecie. Tfy!... 
Utwierdzona w dobrych postanowieniach, pani Jasiowa ju nie tylko w wieczr 
zapraszaa Wokulskiego na herbat, na ktr on po najwikszej czci nie 
chodzi, ale jeszcze sama nieraz zbiegaa do mego pokoju, troskliwie wypytujc 
Stacha, czy nie jest chory, i dziwic si, e si jeszcze nie kocha, on, prawie 
starszy od niej (myl, e ona bya troch starsza od niego). Jednoczenie 
zacza kobieta dostawa jakich paczw i miechw, wymyla mowi, ktry 
na cae dnie ucieka z domu, i wystpowa z pretensjami do mnie, e jestem 
niedoga, e nie rozumiem ycia, e przyjmuj na lokatorw ludzi 
podejrzanych... 
Sowem wywizay si takie awantury w domu, e Ja Mincel schud, pomimo 
e coraz wicej pi piwa, a ja mylaem: jedno z dwojga... Albo podzikuj 
Minclowi za obowizek, albo wypowiem lokal Stachowi. 
Skd, u licha, dowiedziaa si o moich troskach pani Magorzata? nie mam 
wiadomoci. Do, e wpada raz wieczorem do mego pokoju, powiedziaa mi, 
e jestem jej wrogiem i e musz by bardzo pody, skoro wymawiam 
mieszkanie tak dzielnemu czowiekowi, jak Wokulski... Potem dodaa, e jej 
m jest pody, e Wokulski jest pody, e wszyscy mczyni s podli, i 
nareszcie na mojej wasnej kanapie dostaa spazmw. Sceny takie powtarzay 
si przez kilka dni z rzdu i nie wiem, do czego by doszy, gdyby nie pooy im 
kresu jeden najdziwaczniejszych wypadkw, jakie widziaem. 
Pewnego razu zaprosi Machalski mnie i Wokulskiego do siebie na wieczr. 
Poszlimy tam dobrze po dziewitej i gdzie by, jeeli nie do jego ulubionej 
piwnicy, w ktrej przy migotaniu trzech ojowych wieczek zobaczyem 
kilkanacie osb, a midzy nimi pana Leona. Nigdy chyba nie zapomn 
gromady tych, po najwikszej czci modych twarzy, ktre ukazyway si na tle 
czarnych cian piwnicy, wyglday spoza okutych beczek albo rozpyway si w 
ciemnoci. 
Poniewa gocinny Machalski ju na schodach przyj nas ogromnymi 
kielichami wina (i to wcale dobrego), a mnie wzi w szczegln opiek, musz 
wic przyzna, e od razu zaszumiao mi w gowie, a w kilka minut pniej 
byem kompletnie zapity. Usiadem wic z dala od uczty, w gbokiej framudze, 
i odurzony, w pnie, pjawie, wspbiesiadnikom. 
Co si tam dziao, dobrze nie wiem, bo najdziksze fantazje przebiegay mi po 
gowie. Marzyo mi si, e pan Leon mwi, jak zwykle, o potdze wiary, o 
upadku duchw i o potrzebie powicenia, czemu gono wtrowali obecni. 
Zgodny chr jednake osabn, gdy pan Leon zacz tomaczy, e naleaoby 
nareszcie wyprbowa owej gotowoci do czynu. Musiaem by bardzo 
nietrzewy, skoro przywidziao mi si, e pan Leon proponuje, aeby kto z 
obecnych skoczy z Nowego Zjazdu na bruk idcej pod nim ulicy, i e na to 
wszyscy umilkli jak jeden m, a wielu pochowao si za beczki. 
- Wic nikt nie zdecyduje si na prb?!... - krzykn pan Leon zaamujc rce. 
Milczenie. W piwnicy zrobio si pusto. 
- Wic nikt?... nikt?... 
- Ja - odpowiedzia jaki prawie obcy mi gos. 
Spojrzaem. Przy dogorywajcej wieczce sta Wokulski. 
Wino Machalskiego byo tak mocne, e w tej chwili straciem przytomno. 
Po uczcie w piwnicy Stach przez kilka dni nie pokaza si w mieszkaniu. 
Nareszcie przyszed - w cudzej odziey, zmizerowany, ale z zadart gow. 
Wtedy pierwszy raz usyszaem w jego gosie jaki twardy ton, ktry do dzi 
dnia robi mi przykre wraenie. 
Od tej pory zupenie zmieni tryb ycia. Swj balon z wiatrakiem rzuci w kt, 
gdzie go niebawem zasnua pajczyna; butl do robienia gazw odda strowi 
na wod, do ksiek nawet nie zaglda. I tak leay skarbnice ludzkiej 
mdroci, jedne na pce, inne na stole, jedne zamknite, inne otwarte, a on 
tymczasem... 
Niekiedy po par dni nie bywa w domu, nawet na nocleg; to znowu wpada z 
wieczora i w odzieniu rzuca si na nie posane ko. Czasami zamiast niego 
przychodzio kilku nie znanych mi panw, ktrzy nocowali na kanapce, na 
ku Stacha, nawet na moim wasnym, nie tylko nie dzikujc mi, ale nawet nie 
mwic: jak si nazywaj i w jakiej brany pracuj. A znowu kiedy indziej 
zjawia si sam Stach i siedzia w pokoju par dni bez zajcia, rozdraniony, 
cigle nadsuchujcy, jak kochanek, ktry przyszed na schadzk z matk, lecz 
zamiast niej spodziewa si zobaczy ma. 
Nie posdzam, aeby Magosia Minclowa miaa by t matk, gdy i ona 
wygldaa, jakby j giez uksi. Z rana oblatywaa kobieta ze trzy kocioy, 
widocznie pragnc niepokoi z kilku stron miosiernego Boga. Zaraz po 
obiedzie zbieraa si u niej jaka sesja dam, ktre w oczekiwaniu doniosych 
wypadkw opuszczay mw i dzieci, aeby zajmowa si plotkami. Nad 
wieczorem za schodzili si do niej panowie; ale ci, nawet nie gadajc z pani 
Magorzat, odsyali j do kuchni. 
Nic dziwnego, e przy takim chaosie w domu i mnie w kocu zaczy si 
miesza klepki. Zdawao mi si, e w Warszawie jest cianiej i e wszyscy s 
odurzeni. Co godzin oczekiwaem jakiej nieokrelonej niespodzianki, lecz 
mimo to wszyscy mielimy doskonay humor i gowy pene projektw. 
Tymczasem Ja Mincel, drczony w domu przez on, od samego rana szed na 
piwo i wraca a wieczorem. Wynalaz nawet przysowie: Co tam!... Raz kozie 
mier..., ktre powtarza do koca ycia. 
Nareszcie pewnego dnia Stach Wokulski cakiem znikn mi z oczu. Dopiero we 
dwa lata napisa do mnie list z Irkucka proszc, abym mu przysa jego ksiki. 
W jesieni, w roku 1870 (wanie wrciem od Jasia Mincla, ktry ju lea w 
ku), siedz sobie w moim pokoju po wieczornej herbacie, nagle kto puka do 
drzwi. 
-Herein! - mwi. 
Drzwi skrzyp... Patrz, stoi na progu jaka brodata bestia, w paltocie z foczej 
skry, odwrconej wosem na wierzch. 
- No - mwi - niech mnie diabli wezm, jeeli ty nie Wokulski. 
- On sam - odpowiada jegomo w foczej skrze. 
- W imi Ojca i Syna!... - mwi. - Kpisz - mwi - czy drog pytasz?... skde 
si tu wzi? Chyba e jeste dusz zmar... 
- Jestem ywy - on mwi - nawet je mi si chce. 
Zdj czapk, zdj futro, usiad przy wiecy. Juci Wokulski. Broda jak u zbja, 
pysk jak u Longina, co to Chrystusowi Panu bok przebi, ale -oczywisty 
Wokulski... 
- Wrcie - mwi - czy tylko przyjecha? 
-Wrciem. 
- C kraj tamtejszy? 
- Niczego. 
- Phi!... A ludzie? - pytam. 
- Niezgorsi. 
- Fiu!... A z czego ye? 
- Z lekcji - mwi - jeszcze przywiozem ze szeset rubli. 
- Fiu!... fiu!... A co mylisz robi? 
- No, juci do Hopfera nie wrc - odpar uderzajc pici w st. - Chyba nie 
wiesz - doda - e jestem uczonym; mam nawet rozmaite podzikowania od 
petersburskich naukowych towarzystw... 
Subiekt od Hopfera - zosta uczonym!... Stach Wokulski ma podzikowania od 
petersburskich towarzystw naukowych!... Istna heca... - pomylaem. 
Co tu duo gada. Uplacowa si chopak gdzie na Starym Miecie i przez p 
roku y ze swej gotwki kupujc za ni duo ksiek, ale mao jedzenia. 
Wydawszy pienidze pocz szuka roboty, i wtedy-trafia si rzecz dziwna. 
Kupcy nie dali mu roboty, gdy by uczonym, a uczeni nie dali mu take, 
poniewa by eks-subiektem. Zosta tedy, jak Twardowski, uczepiony midzy 
niebem a ziemi. Moe rozbiby sobie eb gdzie pod Nowym Zjazdem, gdybym 
od czasu do czasu nie przyszed mu z pomoc. 
Strach, jak cikim byo jego ycie. Zmizernia, spospnia, zdzicza...Ale nie 
narzeka. Raz tylko, kiedy mu powiedziano, e dla takich jak on nie ma tu 
miejsca, szepn: 
-Oszukano mnie... 
W tym czasie umar Ja Mincel. Wdowa pogrzebaa go po chrzecijasku, przez 
tydzie nie wychodzia ze swych pokojw, a po tygodniu zawoaa mnie na 
konferencj. 
Mylaem, e bdziemy mwili z ni o interesach sklepowych, tym bardziej e 
spostrzegem butelk dobrego wgrzyna na stole. Ale pani Magorzata ani 
zapytaa o losy sklepu. Zapakaa na mj widok, jakbym jej przypomnia tydzie 
temu pochowanego nieboszczyka, i nalawszy mi wina spory kieliszek rzeka 
jkliwym gosem: 
- Kiedy zgas mj anio, mylaam, e tylko ja jestem nieszczliwa... 
- Co za anio? - spytaem nage. - Moe Ja Mincel?... Pozwoli pani, e cho 
byem szczerym przyjacielem nieboszczyka, nie myl jednak nazywa anioem 
osoby, ktra nawet po mierci waya ze dwiecie funtw... 
- Za ycia way ze trzysta... syszae pan? - wtrcia niepocieszona wdowa. 
Wtem znowu zasonia twarz chustk i rzeka szlochajc: - O pan nigdy nie 
bdziesz mia taktu, panie Rzecki... O! co za cios!... Prawda, e nieboszczyk, 
dokadnie mwic, nigdy nie by anioem, osobliwie w ostatnich czasach, ale 
zawsze straszne spotkao mnie nieszczcie... Nieopakane, niepowetowane!... 
- No, przez ostatnie p roku... 
- Co pan mwisz - p roku?... - zawoaa. - Nieszczliwy mj Ja by ze trzy 
lata chory, a z osiem... Ach, panie Rzecki! Ilu nieszcz w maestwie jest 
rdem to okropne piwo... Przez osiem lat, panie, jakbym nie miaa ma... Ale 
co to by za czowiek, panie Rzecki!...Dzi dopiero czuj cay ogrom mego 
nieszczcia... 
- Bywaj wiksze - odwayem si wtrci. 
- O tak! - jkna biedna wdowa. - Ma pan zupen racj, bywaj wiksze 
nieszczcia. Ten na przykad Wokulski, ktry podobno ju wrci... Czy 
prawda, e dotychczas nie znalaz adnego zajcia? 
- Najmniejszego. 
- Gdzie jada? gdzie mieszka?... - Gdzie jada?... Nie wiem nawet, czy w ogle 
jada. A gdzie mieszka?... Nigdzie. 
- Okropno! - zapakaa pani Magorzata. - Zdaje mi si-dodaa po chwili - e 
speni ostatni wol mego kochanego nieboszczyka, jeeli poprosz pana, 
aeby... 
-Sucham pani. 
- Aeby da mu mieszkanie u siebie, a ja bd wam przysya na d po dwa 
obiady, dwa niadania... 
-Wokulski tego nie przyjmie -odezwaem si. Na to pani Magorzata znowu w 
pacz. Z rozpaczy po mierci ma wpada nawet w taki gniew zapalczywy, e 
nazwaa mnie ze trzy razy niedog, czowiekiem nie znajcym ycia, 
potworem... Nareszcie powiedziaa mi, ebym poszed precz, gdy ona sama da 
sobie rad ze sklepem. Potem przeprosia mnie i zakla na wszystkie 
sakramenta, abym nie obraa si za sowa, ktre jej al dyktuje. 
Od tego dnia bardzo rzadko widywaem si z nasz pryncypaow. W p roku 
za pniej Stach powiedzia mi, e... eni si z pani Magorzat Mincel. 
Popatrzyem na niego... Machn rk. 
- Wiem - powiedzia - e jestem winia. Ale... jeszcze najmniejsza z tych, jakie 
tu u was ciesz si publicznym szacunkiem. 
Po hucznym weselu, na ktrym (nie wiem nawet skd) znalazo si mnstwo 
przyjaci Wokulskiego (a jedli, bestie!... a pili zdrowie pastwa modych garncami!...), 
Stach sprowadzi si na gr, do swojej ony. O ile pamitam, za 
ca garderob mia cztery paki ksiek i naukowych instrumentw, a z mebli chyba 
tylko cybuch i pudo na kapelusz. 
Subiekci mieli si (naturalnie po ktach) z nowego pryncypaa; mnie za byo 
przykro, e Stach tak od rki zerwa ze swoj bohatersk przeszoci i 
niedostatkiem. Dziwna bowiem jest natura ludzka: im mniej sami mamy 
skonnoci do mczestwa, tym natarczywiej damy go od blinich. 
- Sprzeda si starej babie - mwili znajomi - ten niby to Brutus... Uczy si, 
awanturowa si i... kap!... 
W liczbie za najsurowszych sdziw znajdowali si dwaj odpaleni konkurenci 
pani Magorzaty. 
Stach jednake bardzo prdko zamkn ludziom usta, poniewa od razu wzi si 
do roboty. Moe w tydzie po lubie przyszed o smej rano do sklepu, zaj 
przy biurku miejsce nieboszczyka Mincla i obsugiwa goci, rachowa, 
wydawa reszt, jak gdyby by tylko patnym subiektem. Zrobi nawet wicej, bo 
ju w drugim roku wszed w stosunki z moskiewskimi kupcami, co bardzo 
korzystnie oddziaao na interesa. Mog powiedzie, e za jego rzdw potroiy 
si nasze obroty. 
Odetchnem widzc, e Wokulski nie myli darmo je chleba; a i subiekci 
przestali si umiecha przekonawszy si, e Stach w sklepie wicej pracuje ni 
oni, i w dodatku - ma jeszcze niemae obowizki na grze. My odpoczywalimy 
przynajmniej w wita; podczas gdy on, nieborak, wanie w wito od rana 
musia bra on pod pach i maszerowa - przed poudniem do kocioa, po 
poudniu - z wizytami, wieczorem do teatru. 
Przy modym mu w pani Magorzat jakby nowy duch wstpi. Kupia sobie 
fortepian i zacza uczy si muzyki od jakiego starego profesora, aeby - jak 
mwia - nie budzi w Stasieczku zazdroci. Godziny za wolne od fortepianu 
przepdzaa na konferencjach z siewcami, modystkami, fryzjerami i dentystami 
robic si przy ich pomocy co dzie pikniejsz. A jaka ona bya tkliwa dla 
ma!... Nieraz przesiadywaa po kilka godzin w sklepie, tylko wpatrujc si w 
Stasiulka. Dostrzegszy za, e midzy kundmankami trafiaj si przystojne, 
cofna Stacha z sali frontowej za szafy i jeszcze kazaa mu zrobi tam budk, w 
ktrej, siedzc jak dzikie zwierz, prowadzi ksigi sklepowe. 
Pewnego dnia sysz w owej budce straszny oskot... Wpadam ja, wpadaj 
subiekci... Co za widok!... Pani Magorzata ley na pododze przywalona 
biurkiem i oblana atramentem, krzeseko zamane, Stach zy i zmieszany... 
Podnielimy paczc z blu jejmo i z rozmaitych jej pswek 
domylilimy si, e to ona sama narobia tego rwetesu usiadszy niespodzianie 
na kolanach mowi. Kruche krzeso zamao si pod dubeltowym ciarem, a 
jejmo chcc ratowa si od upadku chwycia za biurko i z caym kramem 
obalia je na siebie. 
Stach z wielkim spokojem przyjmowa haaliwe dowody maeskiej czuoci, 
na pociech topic si w rachunkach i korespondencjach kupieckich. Jejmo 
za, zamiast ochon, gorczkowaa si coraz bardziej; a gdy jej maonek, 
znudzony siedzeniem czy te dla zaatwienia jakiego interesu, wyszed kiedy na 
miasto, biega za nim... podpatrywa, czy nie idzie na schadzk!... 
Niekiedy, osobliwie podczas zimy, Stach wymyka si na tydzie z domu do 
znajomego lenika, polowa tam cae dnie i wczy si po lasach. Wwczas 
pani ju trzeciego dnia jechaa w pogo za swym kochanym zbiegiem, chodzia 
za nim po gszczu i w rezultacie -przywozia chopa do Warszawy. 
Przez dwa pierwsze lata tego rygoru Wokulski milcza. W trzecim roku pocz 
co wieczr zachodzi do mego pokoju na gawdk o polityce. Czasami, gdymy 
si rozgadali o dawnych czasach, on obejrzawszy si po pokoju nagle urywa 
poprzedni rozmow i zaczyna jak now: 
- Suchaj mnie, Ignacy... 
Wtedy jednake, jakby na komend, wpadaa z gry suca woajc: 
- Pani prosi!... pani chora!... 
A on, biedak, macha rk i szed do jejmoci nie zaczwszy nawet tego, co 
chcia mi powiedzie. 
Po upywie trzech lat takiego ycia, ktremu zreszt nie mona Byo nic 
zarzuci, poznaem, e stalowy ten czowiek zaczyna si gi w aksamitnych 
objciach jejmoci. Poblad, pochyli si, zarzuci swoje uczone ksiki, a wzi 
si do czytania gazet i kad chwil woln przepdza ze mn na rozmowie o 
polityce. Czasami opuszcza sklep przed sm i zabrawszy jejmo szed z ni 
do teatru albo z wizyt, a nareszcie - zaprowadzi u siebie przyjcia wieczorne, 
na ktrych zbieray si damy, stare jak grzech miertelny, i panowie, ju 
pobierajcy emerytur i grajcy w wista. 
Stach jeszcze z nimi nie gra; chodzi dopiero okoo stolikw i przypatrywa si. 
- Stachu - mwiem nieraz - strze si!... Masz czterdzieci trzy lat... W tym 
wieku Bismarck dopiero zaczyna karier... 
Takie albo tym podobne wyrazy budziy go na chwil. Rzuca si wtedy na fotel 
i oparszy gow na rku myla. Wnet jednak biega do niego pani Magorzata 
woajc: 
- Stasiulku! znowu si zamylasz, to bardzo le... A tam panowie nie maj 
wina... 
Stach podnosi si, wydostawa now butelk z kredensu, nalewa wino w osiem 
kieliszkw i obchodzi stoy, przypatrujc si, jak panowie graj w wista. 
W ten sposb powoli i stopniowo lew przerabia si na wou. Kiedym go widzia 
w tureckim szlafroku, w haftowanych paciorkami pantoflach i w czapeczce z 
jedwabnym kutasem, nie mogem wyobrazi sobie, e jest to ten sam Wokulski, 
ktry przed czternastoma laty w piwnicy Machalskiego zawoa: 
- Ja... 
Kiedy Kochanowski pisa: Na lwa srogiego bez obrazy sidziesz i na 
ogromnym smoku jedzi bdziesz - z pewnoci mia na myli kobiet... To s 
ujedacze i pogromcy mskiego rodu! 
Tymczasem w pitym roku poycia pani Magorzata nagle pocza si 
malowa... Zrazu nieznacznie, potem coraz energiczniej i coraz nowymi 
rodkami... Usyszawszy za o jakim likworze, ktry damom w wieku mia 
przywraca wieo i wdzik modoci, wytara si nim pewnego wieczora tak 
starannie od stp do gw, e tej samej nocy wezwani na pomoc lekarze ju nie 
mogli jej odratowa. I zmaro biedactwo niespena we dwie doby na zakaenie 
krwi, tyle tylko majc przytomnoci, aby wezwa rejenta i cay majtek 
przekaza swemu Stasiulkowi. Stach i po tym nieszczciu milcza, ale osowia 
jeszcze bardziej. Majc kilka tysicy rubli dochodu przesta zajmowa si 
handlem, zerwa ze znajomymi i zagrzeba si w naukowych ksikach. 
Nieraz mwiem mu: wejd midzy ludzi, zabaw si, jeste przecie mody i 
moesz drugi raz oeni si... 
Na nic wszystko... 
Pewnego dnia (w p roku po mierci pani Magorzaty) widzc, e mi chopak w 
oczach dziadzieje, podsunem mu projekt: 
- Id, Stachu, do teatru... Graj dzi Violett; przecie bylicie na niej z 
nieboszczk ostatni raz.... 
Zerwa si z kanapy, na ktrej czyta ksik, i rzek: 
- Wiesz... masz racj... Zobacz, jak to dzi wyglda... 
Poszed do teatru i... na drugi dzie nie mogem go pozna: w starcu ockn si 
mj Stach Wokulski: Wyprostowa si, oko nabrao blasku, gos siy... 
Od tej pory chodzi na wszelkie przedstawienia, koncerty i odczyty. 
Wkrtce pojecha do Bugarii, gdzie zdoby swj olbrzymi majtek, a w par 
miesicy po jego powrocie jedna stara plotkarka (pani Meliton) powiedziaa mi, 
e Stach jest zakochany... 
Rozemiaem si z tej gawdy, bo przecie kto si kocha, nie wyjeda na 
wojn. Dopiero teraz, niestety! Zaczynam przypuszcza, e baba miaa racj... 
Chocia z tym odrodzonym Stachem Wokulskim czowiek nie jest pewny. A 
nu?... O, to miabym si z doktora Szumana, ktry tak artuje z polityki!... 
ROZDZIA DRUGI: 
PAMITNIK STAREGO SUBIEKTA 
Sytuacja polityczna jest tak niepewna, e wcale by mnie nie zdziwio, gdyby 
okoo grudnia wybucha wojna. 
Ludziom cigle si zdaje, e wojna moe by tylko na wiosn; wida 
zapomnieli, e wojny: pruska i francuska, rozpoczynay si w lecie. Nie 
rozumiem za, skd wyrs przesd przeciw kampaniom zimowym?... W zimie 
stodoy s pene, a droga jak mur; tymczasem na wiosn u chopa jest 
przednwek, a drogi jak ciasto; przejedzie bateria i moesz si w tym miejscu 
kpa. Lecz z drugiej strony - zimowe noce, ktre cign si po kilkanacie 
godzin, potrzeba ciepej odziey i mieszka dla wojska, tyfus... Doprawdy, 
nieraz dzikuj Bogu, e mnie nie stworzy Moltkem; on musi krci gow, 
nieborak!... 
Austriacy, a raczej Wgrzy ju na dobre wleli do Boni i Hercegowiny, gdzie 
ich bardzo niegocinnie przyjmuj. Znalaz si nawet jaki Hadi Loja, podobno 
znakomity partyzant, ktry im napdza duo zgryzot. Szkoda mi wgierskiej 
piechoty, ale te i dzisiejsi Wgrzy diaba warci. Kiedy ich w roku dusi 
szwarcgelber, krzyczeli: kady nard ma prawo broni swojej wolnoci!... A 
dzi co?... Sami pchaj si do Boni, gdzie ich nie woano, a bronicych si 
Boniakw nazywaj zodziejami i rozbjnikami. 
Dalibg, coraz mniej rozumiem polityk! I kto wie, czy Stach Wokulski nie ma 
racji, e przesta si ni zajmowa (jeeli przesta?...). 
Ale co ja rozprawiam o polityce, skoro w moim wasnym yciu zasza ogromna 
zmiana. Kto by uwierzy, e ju od tygodnia nie zajmuj si sklepem; 
tymczasowo, rozumie si, bo inaczej chyba oszalabym nudw. 
Rzecz jest taka. Pisze do mnie Stach z Parya (prosi mnie o to samo przed 
wyjazdem), aebym si zaopiekowa kamienic, ktr kupi od ckich. Nie 
miaa baba kopotu!..., myl, ale c robi?... Zdaem sklep Lisieckiemu i 
Szlangbaumowi, a sam - jazda w Aleje Jerozolimskie na zwiady. 
Przed wyjciem pytam Klejna, ktry mieszka w Stachowej kamienicy, aby mi 
powiedzia, jak tam idzie. Zamiast odpowiedzie, wzi si za gow. 
- Jest tam jaki rzdca? - Jest - mwi Klejn krzywic si. - Mieszka na trzecim 
pitrze od frontu. - Dosy!... - mwi - dosy, panie Klejn!... - (Nie lubi 
bowiem sucha cudzych opinii pierwej, nim zobacz na wasne oczy. Zreszt 
Klejn, chopak mody, atwo mgby wpa w zarozumiao pomiarkowawszy, 
e starsi zapytuj go o informacje.) 
Ha! trudno... Posyam tedy do odprasowania mj kapelusz, pac dwa zote, na 
wszelki wypadek bior do kieszeni krcic i maszeruj gdzie a za koci 
Aleksandra. 
Patrz: dom ty o trzech pitrach, numer ten sam, bal... nawet ju na tabliczce 
znajduj nazwisko Stanisawa Wokulskiego... (Widocznie kaza j przybi stary 
Szlangbaum.) 
Wchodz na podwrko... oj! niedobrze... Pachnie bestia jak apteka. mietnik 
naadowany do wysokoci pierwszego pitra, wszystkimi za rynsztokami pyn 
mydliny. Dopiero teraz spostrzegem, e na parterze w dziedzicu znajduje si 
Pralnia paryska, z dziewuchami jak dwugarbne wielbdy. To dodao mi 
otuchy. 
Woam tedy: Str!... Przez chwil nie wida nikogo, nareszcie pokazuje si 
baba tusta i tak zasmolona, e nie mog poj, jakim sposobem podobna ilo 
brudu mieci si w ssiedztwie pralni, i do tego paryskiej. 
- Gdzie str? - pytam dotykajc rk kapelusza. 
- A czego to?... - odwarkna baba. 
- Przychodz w imieniu waciciela domu. 
- Str siedzi w kozie - mwi baba. 
- Za c to? 
- O ... ciekawy pan!... - wrzasna. - Za to, e mu gospodarz pensji nie paci. 
adnych rzeczy dowiaduj si na wstpie! 
Naturalnie poszedem od stra do rzdcy, na trzecie pitro. Ju na drugim 
pitrze sysz krzyk dzieci, jakie trzaskanie i gos kobiety woajcej: 
- A gagany!... a nicponie!... a masz!... a masz!... 
Drzwi otwarte, we drzwiach jaka jejmo w nieco biaym kaftaniku wali troje 
dzieci rzemieniem, a wiszcze. 
- Przepraszam - mwi - czy nie przeszkadzam?... Na mj widok dzieci 
rozpierzchy si w gb mieszkania, a jejmo w kaftaniku chowajc za siebie 
rzemie zapytaa zmieszana: 
-Czy nie pan gospodarz?... 
- Nie gospodarz, ale... przychodz w jego imieniu do szanownego maonka 
pani... Jestem Rzecki... 
Jejmo chwil przypatrywaa mi si z niedowierzaniem, nareszcie rzeka: 
- Wicek, biegnij do skadu po ojca... A pan moe pozwoli do saloniku... 
Midzy mn i drzwiami wyrwa si obdarty chopak i dopadszy schodw 
pocz zjeda na porczy na d. Ja za, zaenowany, wszedem do saloniku, 
ktrego gwn ozdob stanowia kanapa z wyacym na rodku wosieniem. 
- Oto los rzdcy - odezwaa si pani wskazujc mi nie mniej obdarte krzeso. -
Mj m suy niby to bogatym panom, a gdyby nie chodzi do skadu wgli i 
nie przepisywa u adwokatw, nie mielibymy co woy w usta. Oto nasze 
mieszkanie, niech pan spojrzy - mwia - za trzy ciupy dopacamy sto 
osiemdziesit rubli rocznie... 
Nagle od strony kuchni doleciao nas niepokojce syczenie. Jejmo w kaftaniku 
wybiega szepczc po drodze: 
- Kaziu! id do sali i uwaaj na tego pana... 
Istotnie, wesza do pokoju dziewczynka bardzo mizerna, w brzowej sukience i 
brudnych poczoszkach. Usiada na krzele przy drzwiach i wpatrywaa si we 
mnie wzrokiem o tyle podejrzliwym, o ile smutnym. Nigdy bym doprawdy nie 
sdzi, e na stare lata wezm mnie za zodzieja... 
Siedzielimy tak z pi minut milczc i obserwujc si wzajemnie, gdy nagle 
rozleg si krzyk i oskot na schodach i, w tej chwili wbieg z sieni w obdarty 
chopak, zwany Wickiem, za ktrym kto gniewnie woa: 
- A szelmo!... dam ja ci... 
Odgadem, e Wicek musi mie ywy temperament i e ten, kto mu wymyla, 
jest jego ojcem. Jako istotnie ukaza si sam pan rzdca w poplamionym 
surducie i w spodniach u dou oberwanych. Mia przy tym gsty, szpakowaty 
zarost i czerwone oczy. 
Wszed, grzecznie ukoni mi si i zapyta: 
-Wszak mam honor z panem Wokulskim? 
-Nie, panie, jestem tylko przyjacielem i dysponentem pana Wokulskicgo... 
- A tak!... - przerwa mi wycigajc do ucisku rk. - Miaem przyjemno 
zauway pana w sklepie... Pikny sklep! - westchn. - Z takich sklepw rodz 
si kamienice, a... a z majtkw ziemskich - takie oto mieszkania... 
- Pan dobrodziej mia majtek? - spytaem. 
- Ba!... Ale co tam... Zapewne chce pan pozna bilans tej kamienicy? - odpar 
rzdca. - Ot powiem krtko. Mamy dwa rodzaje lokatorw: jedni ju od p 
roku nie pac nikomu, inni pac magistratowi kary lub zalege podatki za 
gospodarza. Przy tym str nie odbiera pensji, dach zacieka, cyrku ekscytuje 
nas, aebymy wywieli miecie, jeden lokator wytoczy nam proces o piwnic, 
a dwu lokatorw procesj si o obelgi z powodu strychu... Co si za tyczy doda 
po chwili, nieco zmieszany - co si za tyczy dziewidziesiciu rubli, 
ktre ja bd winien szanownemu panu Wokulskiemu... 
- Nie niepokj si pan - przerwaem mu. - Stach, to jest pan Wokulski, zapewne 
umorzy paski dug do padziernika, a nastpnie zawrze z panem nowy ukad. 
Ubogi eks-waciciel majtku ziemskiego serdecznie uciska mi obie rce. 
Taki rzdca, ktry mia kiedy wasne dobra, wydawa mi si bardzo ciekaw 
osobistoci; ale jeszcze ciekawszym wyda mi si dom, ktry nie przynosi 
adnych dochodw Z natury jestem niemiay: wstydz si rozmawia z 
nieznanymi ludmi, a prawie boj si wchodzi do cudzych mieszka... (Boe 
miosierny! jak ja ju dawno nie byem w cudzym mieszkaniu...) Tym razem 
jednak wstpi we mnie jaki diabe i koniecznie zapragnem pozna lokatorw 
tej dziwnej kamienicy. 
W roku 1849 bywao gorcej, a przecie szed czowiek naprzd!... 
- Panie - odczuwaem si do rzdcy - czy byby askaw... przedstawi mnie 
niektrym lokatorom... Stach... to jest pan Wokulski...prosi mnie o - zajcie si 
jego interesami, dopki nie wrci z Parya... 
- Pary!... - westchn rzdca. - nam Pary jeszcze z roku 1859. Pamitam, jak 
przyjmowali cesarza, kiedy wraca z kampanii woskiej... 
- Pan - zawoaem - pan widziae triumfalny powrt Napoleona do Parya?... 
Wycign do mnie rk i odpar: 
- Widziaem lepsz rzecz, panie... Podczas kompanii byem we Woszech i 
widziaem, jak Wosi przyjmowali Francuzw w wigili bitwy pod Magent... 
- Pod Magent?... W roku 1859?... - spytaem. 
- Pod Magent, panie... 
Popatrzylimy sobie w oczy z tym eks-obywatelem, ktry nie mg zdoby si 
na wywabienie plam ze swego surduta. Popatrzylimy sobie - mwi - w oczy. 
Magenta... Rok 1859 ... Eh! Boe miosierny... 
- Powiedz pan - rzekem - jak to was przyjmowali Wosi w wigili bitwy pod 
Magent? 
Ubogi eks-obywatel siad na wydartym fotelu i mwi: - W roku 1859, panie 
Rzecki... Zdaje mi si, e mam honor... 
- Tak, panie, jestem Rzecki, porucznik, panie, wgierskiej piechoty panie... 
Znowu popatrzylimy sobie w oczy. Eh! Boe miosierny... 
- Mw pan dalej, panie szlachcicu - rzekem ciskajc go za rk. 
-W roku 1859 - prawi eks-obywatel - byem o dziewitnacie lat modszy ni 
dzi i miaem z dziesi tysicy rubli rocznie... Na owe czasy! panie Rzecki... 
Co prawda, brao si nie tylko procent, ale i co z kapitau. Wic, jak przyszo 
uwaszczenie... 
- No - rzekem - chopi s take ludmi, panie... 
- Wirski - wtrci rzdca. 
- Panie Wirski - rzekem - chopi... 
-Wszystko mi jedno - przerwa - czym s chopi. Do, e w roku miaem z 
dziesi tysicy rubli dochodu (cznie z poyczkami) i byem we Woszech. 
Ciekawy byem, jak wyglda kraj, z ktrego wypdzaj Szwaba... A em nie 
mia ony i dzieci, nie miaem dla kogo oszczdza ycia, wic przez 
amatorstwo jechaem z przedni stra francusk... Szlimy pod Magent, panie 
Rzecki, cho nie wiedzielimy jeszcze, ani dokd idziemy, ani kto z nas jutro 
zobaczy zachodzce soce... Pan zna to uczucie, kiedy czowiek niepewny jutra 
znajdzie si w kompanii ludzi rwnie niepewnych jutra?... 
- Czy ja znam!... - Jed pan dalej, panie Wioski... 
-Niech mnie kaczki zdepcz -mwi ubogi eks-obywatel - e to s 
najpikniejsze chwile w yciu. Jeste mody, wes, zdrw, nie masz na karku 
ony i dzieci, pijesz i piewasz, i co chwil spogldasz na jak ciemn cian, 
za ktr ukrywa si nasze jutro... Hej! - woasz- lejcie mi wina, bo nie wiem, co 
jest za t ciemn cian... Hej!... wina. Nawet pocaunkw... Panie Rzecki szepn 
nachylajc si rzdca. 
- Wic tedy, jakecie szli z przedni stra pod Magent?...-przerwaem mu. 
- Szlimy z kirasjerami - mwi rzdca. - Pan znasz kirasjerw, panie Rzecki?... 
Na niebie wieci jedno soce, ale w szwadronie kirasjerw jest sto soc... 
- Cika to jazda - wtrciem. - Piechota gryzie j jak stalowy dziadek orzechy... 
- Zbliamy si tedy, panie Rzecki, do jakiej woskiej mieciny, a chopi 
tamtejsi daj zna, e niedaleko stoi korpus austriacki. Szlemy ich tedy do 
miasteczka z rozkazem, a waciwie z prob, aeby mieszkacy, gdy nas 
zobacz, nie wydawali adnych okrzykw... 
- Rozumie si - rzekem. - Kiedy nieprzyjaciel w ssiedztwie... 
- W p godziny - cign rzdca - jestemy w miecie. Ulica wska, po obu 
stronach nard, ledwie mona przejecha czwrkami, a w oknach i na balkonach 
kobiety... Jakie kobiety, panie Rzecki!...Kada ma w rku bukiet z r. Ci, 
ktrzy stoj na ulicy, ani pary z ust...bo Austriacy blisko... Ale tamte, co na 
balkonach, skubi, panie, swoje bukiety i spoconych, pyem okrytych kirasjerw 
zasypuj listkami z r jak niegiem... Ach, panie Rzecki, gdyby widzia ten 
nieg: amarantowy, rowy, biay, i te rce, i te Woszki... Pukownik tylko 
dotyka rk ust na prawo, i na lewo sa pocaunki. A tymczasem nieg 
ranych listkw zasypywa zote kirysy, hemy i parskajce konie... Na domiar 
jaki stary Woch, z krzywym kijem i siwymi wosami do konierza, zastpi 
drog pukownikowi. Schwyci za szyj jego konia, pocaowa goi krzyknwszy: 
Eviva Italia !, pad trupem na miejscu... - Taka bya nasza wigilia przed 
Magent! To mwi eks-obywatel, a z oczu spyway mu zy na poplamiony 
surdut. 
- Niech mnie diabli wezm, panie Wirski! - zawoaem - jeeli Stach nie odda 
panu darmo tego mieszkania. 
-Sto osiemdziesit rubli dopacam! -szlocha rzdca. 
Obtarlimy oczy. 
- Panie- mwi - Magenta Magent, a interes interesem. Moe przedstawisz 
mnie pan kilku lokatorom. -Chod pan -odpowiedzia rzdca zrywajc si z 
obdartego fotelu. -Chod pan, poka panu najosobliwszych... 
Wybieg z saloniku i wtykajc gow do drzwi, zdaje mi si kuchennych, 
zawoa: 
- Maniu! ja wychodz... A z tob, Wicek, obrachujemy si wieczorem... 
- Ja nie gospodarz, eby si tatko ze mn rachowa - odpowiedzia mu dziecicy 
gos. 
- Daruj mu pan - szepnem do rzdcy. 
- Akurat!... - odpar. - Nie zasnby, gdyby nie dosta waw. Dobry chopak mwi 
- sprytny chopak, ale szelma!... 
Wyszlimy z mieszkania i zatrzymalimy si przede drzwiami obok schodw. 
Rzdca ostronie zapuka, a mnie wszystka krew ucieka z gowy do serca, a z 
serca do ng. Moe nawet z ng uciekaby do butw i gdzie het! po schodach 
a do bramy, gdyby nie odpowiedziano z wntrza: 
- Prosz!... 
Wchodzimy. 
Trzy ka. Na jednym z ksik w rku i nogami opartymi o porcz ley jaki 
mody czowiek z czarnym zarostem i w studenckim mundurku; na dwu za 
innych kach pociel wyglda tak, jakby przez ten pokj przelecia huragan i 
wszystko do gry nogami przewrci. Widz te kufer, pust walizk tudzie 
mnstwo ksiek lecych na pkach, na kufrze i na pododze. Jest nareszcie 
kilka krzese gitych i zwyczajnych i niepoliturowany st, na ktrym 
przyjrzawszy si uwaniej spostrzegem wymalowan szachownic i 
poprzewracane szachy. 
W tej chwili mdo mi si zrobio; obok szachw bowiem spostrzegem dwie 
trupie gwki: w jednej by tyto, a w drugiej... cukier!... 
- Czego to? - zapyta mody czowiek z czarnym zarostem nie podnoszc si z 
ka. 
- Pan Rzecki, plenipotent gospodarza... - odezwa si rzdca wskazujc na mnie. 
Mody czowiek opar si na okciu i bystro patrzc na mnie rzek: 
- Gospodarza?... W tej chwili ja tu jestem gospodarzem i wcale sobie nie 
przypominam, aebym mianowa plenipotentem tego pana... 
Odpowied bya tak uderzajco prosta, e obaj z Wirskim osupielimy. Mody 
czowiek tymczasem ociale podnis si z ka i bez zbytniego popiechu 
pocz zapina spodnie i kamizelk. Pomimo caej systematycznoci, z jak 
oddawa si temu zajciu, jestem pewny, e przynajmniej poowa guzikw jego 
garderoby pozostaa nie zapit. 
- Aaa!... - ziewn. 
- Niech panowie siadaj - rzek manewrujc rk w taki sposb, e nie 
wiedziaem, czy kae nam umieci si w walizie czy na pododze. 
- Gorco, panie Wirski - doda - prawda?... Aaa!... 
-Wanie ssiad z przeciwka skary si na panw dobrodziejw... - odpar z 
umiechem rzdca. - O c to? 
- e panowie chodz nago po pokoju... 
Mody czowiek oburzy si. 
- Zwariowa stary czy co?... On moe chce, ebymy si ubierali w futra na tak 
spiekot?... Bezczelno! sowo honoru daj... 
- No - mwi rzdca - niech panowie racz uwzgldni, e on ma doros crk. 
- A c mnie do tego?... Ja nie jestem jej ojcem. Stary bazen! sowo honoru, i 
przy tym e, bo nago nie chodzimy. 
- Sam widziaem... - wtrci rzdca. 
- Sowo honoru, kamstwo! -zawoa mody czowiek rumienic si z gniewu. -
Prawda, e Maleski chodzi bez koszuli, ale w majtkach, a Patkiewicz chodzi bez 
majtek, lecz za to w koszuli. Panna Leokadia wic widzi cay garnitur. 
- Tak, i musi zasania wszystkie okna - odpar rzdca. 
- To stary zasania, nie ona - odpar student machajc rk. -Ona wyglda przez 
szpary midzy firank a oknem. Zreszt, prosz pana: jeeli pannie Leokadii 
wolno drze si na cae podwrko, to znowu Maleski i Patkiewicz maj prawo 
chodzi po swoim pokoju, jak im si podoba. Mwic to mody czowiek 
spacerowa wielkimi krokami. Ile razy za stan do nas tyem, rzdca mruga na 
mnie i robi miny oznaczajce wielk desperacj. Po chwili milczenia odezwa 
si: 
- Panowie dobrodzieje winni nam s za cztery miesice... - O, znowu swoje!... wykrzykn 
mody czowiek wsadzajc rce w kieszenie. - Ile razy jeszcze 
bd musia powtarza panu, aeby pan o tych gupstwach nie gada ze mn, 
tylko albo z Patkiewiczem, albo z Maleskim?... To przecie tak atwo pamita: 
Maleski paci za miesice parzyste, luty, kwiecie, czerwiec, a Patkiewicz za 
nieparzyste: marzec, maj, lipiec... 
- Ale nikt z panw nigdy nie paci! - zawoa zniecierpliwiony rzdca. 
- A kt winien, e pan nie przychodzi we waciwej porze?!...wrzasn mody 
czowiek wytrzsajc rkoma. - Sto razy syszae pan, e do Maleskiego nale 
miesice parzyste, a do Patkiewicza nieparzyste... 
-A do pana dobrodzieja?... 
-A do mnie, askawy panie, adne -woa mody czowiek groc nam pod 
nosami - bo ja z zasady nie pac za komorne. Komu mam paci?... Za co?... 
Cha! cha dobrzy sobie... 
Pocz chodzi jeszcze prdzej po pokoju miejc si i gniewajc. Nareszcie 
zacz wista i wyglda przez okno, hardo odwrciwszy si tyem do nas... 
Mnie ju zabrako cierpliwoci. 
- Pozwoli pan zrobi uwag - odezwaem si - e takie nieuszanowanie umowy 
jest do oryginalne... Kto daje panu mieszkanie, a pan uwaa za stosowne nie 
paci mu. 
- Kto mi daje mieszkanie?!... - wrzasn mody czowiek siadajc na oknie i 
hutajc si w ty, jakby mia zamiar rzuci si z trzeciego pitra. - Ja sam 
zajem to mieszkanie i bd w nim dopty, dopki mnie nie wyrzuc. 
Umowy!... paradni s z tymi umowami... Jeeli spoeczestwo chce, aebym mu 
paci za mieszkanie, to niechaj samo paci mi tyle za korepetycje, eby z nich 
wystarczyo na komorne... Paradni s!... Ja za trzy godziny lekcji co dzie mam 
pitnacie rubli na miesic, za jedzenie bior ode mnie dziewi rubli, za pranie 
i usug trzy...A mundur, a wpis?... I jeszcze chc, ebym za mieszkanie paci. 
Wyrzucie mnie na ulic - mwi zirytowany - niech mnie zapie hycel i da 
pak w eb... Do tego macie prawo, ale nie do uwag i wymwek... 
- Nie rozumiem paskiego uniesienia - rzekem spokojnie. 
- Mam si czego unosi! - odpar mody czowiek hutajc si coraz mocniej w 
stron podwrka: - Spoeczestwo, jeeli nie zabio mnie przy urodzeniu, jeeli 
kae mi si uczy i zdawa kilkanacie egzaminw, zobowizao si tym 
samym, e mi da prac ubezpieczajc -mj byt... Tymczasem albo nie daje mi 
pracy, albo oszukuje mnie na wynagrodzeniu... Jeeli wic spoeczno 
wzgldem mnie nie dotrzymuje umowy, z jakiej racji da, abym ja jej 
dotrzymywa wzgldem niego. Zreszt co tu gada, z zasady nie pac 
komornego, i basta: Tym bardziej e obecny waciciel domu nie budowa tego 
domu; nie wypala cegie, nie rozrabia wapna, nie murowa, nie naraa si na 
skrcenie karku. Przyszed z pienidzmi, moe ukradzionymi, zapaci innemu, 
ktry moe take okrad kogo, i na tej zasadzie chce mnie zrobi swoim 
niewolnikiem. Kpiny ze zdrowego rozsdku! 
- Pan Wokulski - rzekem powstajc z krzesa - nie okrad nikogo... Dorobi si 
majtku prac i oszczdnoci... 
-Daj pan spokj! - przerwa mody czowiek. -Mj ojciec by zdolnym 
lekarzem, pracowa dniem i noc, mia niby to dobre zarobki oszczdzi... 
raptem trzysta rubli na rok! A e wasza kamienica kosztuje dziewidziesit 
tysicy rubli; wic na kupienie jej za cen uczciwej pracy mj ojciec musiaby 
y i zapisywa recepty przez trzysta lat... Nie uwierz za, aeby ten nowy 
waciciel pracowa od trzystu lat... 
W gowie zaczo mi kry od tych wywodw; mody czowiek za mwi 
dalej: 
-Moecie nas wypdzi, owszem!... Wtedy dopiero przekonacie si, cocie 
stracili. Wszystkie praczki, wszystkie kucharki z tej kamienicy strac humor, a 
pani Krzeszowska ju bez przeszkody zacznie ledzi swoich ssiadw, 
rachowa kadego gocia, ktry przychodzi do nich wizyt, i kade ziarno 
kaszy, ktre sypi do garnka... Owszem, wypdcie nas!... Wtedy dopiero panna 
Leokadia zacznie wypiewywa swoje gamy i wokalizy z rana sopranem, a po 
poudniu kontraltem... I diabli wezm dom, w ktrym my jedni jako tako 
utrzymujemy porzdek! 
Zabralimy si do odejcia. 
-Wic pan stanowczo nie zapaci komornego? -spytaem. 
- Ani myl. - Moe cho od padziernika zacznie pan paci? 
- Nie, panie. Niedugo ju. bd y, wic pragn przeprowadzi choby jedn 
zasad: jeeli spoeczno chce, aeby jednostki szanoway umow wzgldem 
niej; niechaj sama wykonywa j wzgldem jednostek. Jeeli ja mam komu 
paci za komorne, niech inni tyle pac mi za lekcje, eby mi na komorne 
wystarczyo. Rozumie pan?... 
- Nie wszystko, panie - odparem. 
- Nic dziwnego - rzek mody czowiek. - Na staro mzg widnie i nie jest 
zdolny przyjmowa nowych prawd... 
Ukonilimy si sobie nawzajem i wyszlimy obaj z rzdc. Mody czowiek 
zamkn za nami drzwi, lecz za chwil wybieg na schody i zawoa: 
- A niechaj komornik przyprowadzi ze sob dwu stjkowych, bo mnie bd 
musieli wynosi z mieszkania... 
- Owszem, panie! - odpowiedziaem mu z grzecznym ukonem, mylc w gbi 
duszy, e nie godzi si jednak wyrzuca takiego oryginaa. 
Kiedy szczeglny modzieniec ostatecznie cofn si do pokoju i zamkn drzwi 
na klucz dajc tym sposobem do zrozumienia, e konferencj z nami uwaa za 
skoczon, zatrzymaem si w poowie schodw i rzekem do rzdcy: 
- Widz, macie tu kolorowe szyby, co? 
-O, bardzo kolorowe. 
- Ale s zakurzone... 
-O, bardzo zakurzone -odpar rzdca. 
-I myl - dodaem - e ten mody czowiek pod wzgldem niepacenia 
komornego dotrzyma sowa, co? 
- Panie - zawoa rzdca - on to nic. On mwi, e nie zapaci, no i nic paci; ale 
tamci dwaj nic nie mwi i take nie pac. To s, panie Rzecki, nadzwyczajni 
lokatorowie!... Oni jedni nigdy nie robi mi zawodu. 
Mimo woli, i nie wiem nawet dlaczego, pokrciem gow, cho przeczuwam, 
e gdybym by wacicielem podobnego domu, krcibym gow cay dzie. 
-Wic tu nikt nie paci, a przynajmniej nie paci regularnie? -zapytaem eksobywatela. 
- I nie ma si czemu dziwi - odpar pan Wirski. - W domu, z ktrego od tylu lat 
komorne pobieraj wierzyciele, najuczciwszy lokator musi si znarowi. 
Pomimo to mamy kilku bardzo punktualnych, na przykad baronowa 
Krzeszowska... 
- Co?!... - zawoaem. - Ach, prawda, e baronowa tu mieszka...Chciaa nawet 
kupi ten dom... 
-I kupi go - szepn rzdca - tylko, panowie, trzymajcie si ostro!... Kupi go, 
choby miaa odda cay swj majtek... A niemay to majtek, cho pan baron 
mocno go nadszarpn... Wci staem na poowie schodw, pod oknem z 
tymi, czerwonymi i niebieskimi szybami. Wci staem zapatrzony we 
wspomnienie pani baronowej, ktr widziaem zaledwie kilka razy w yciu i 
zawsze przedstawiaa mi si jako osoba bardzo ekscentryczna. Umie by 
pobon i zawzit, pokorn i ordynaryjn... 
- C to za kobieta, panie Wirski? - spytaem. - To niezwyka kobieta, panie... 
-Jak wszystkie histeryczki - mrukn eks-obywatel. -Stracia creczk, m j 
porzuci... Same awantury!... 
- Pjdziemy do niej, panie - rzekem schodzc na drugie pitro. Czuem w sobie 
takie mstwo, e baronowa nie tylko nic trwoya mnie, lecz prawie pocigaa. 
Ale kiedy stanlimy pode drzwiami i rzdca zadzwoni, doznaem kurczu w 
ydkach. Nie mogem ruszy si z miejsca i tylko dlatego nie uciekem. W 
jednej chwili opucia mnie odwaga, przypomniaem sobie sceny z licytacji... 
Obrci si klucz w zamku, stukna zasuwka i w uchylonych drzwiach ukazaa 
si twarz niestarej jeszcze dziewczyny, ubranej w biay czepeczek. 
-A kto to? -spytaa dziewczyna. 
- Ja, rzdca. 
- Czego pan chce? 
-Przychodz z penomocnikiem waciciela. 
-A ten pan czego chce? 
- Ten pan jest wanie penomocnikiem 
-Wic jak mam powiedzie?... 
- Powiedz pani - odpar ju zirytowany rzdca - e przychodzimy pogada o 
lokalu... 
-Aha! 
Zamkna drzwi i odesza. Upyno ze dwie albo trzy minuty, zanim wrcia na 
powrt i po otworzeniu wielu zamkw wprowadzia nas do pustego salonu. 
Dziwny by widok tego salonu. Meble okryte ciemnopopielatymi pokrowcami, 
to samo fortepian, to samo pajk zawieszony u sufitu; nawet stojce w ktach 
kolumny z poskami miay take popielate koszule. W ogle robi on wraenie 
pokoju, ktrego waciciel wyjecha zostawiwszy tylko sub bardzo dba o 
porzdek domu. 
Za drzwiami byo sycha rozmow na gos kobiecy i mski. Kobiecy nalea do 
baronowej; mski znaem dobrze, ale nie mogem sobie przypomnie, czyj jest. 
- Przysigabym - mwia baronowa - e utrzymuje z ni stosunki. Onegdaj 
przysa jej przez posaca bukiet... 
- Hum!... Hum!... - wtrci gos mski. 
- Bukiet, ktry ta obrzydliwa kokietka, dla oszukania mnie, kazaa natychmiast 
wyrzuci za okno... 
- Przecie baron na wsi... tak daleko od Warszawy... - odpar mczyzna. 
- Ale ma tu przyjaci - zawoaa baronowa. - I gdybym nie znaa pana, 
przypuszczabym, e poredniczysz mu w tych bezecestwach. 
- Ale, pani!... - zaprotestowa gos mski. I w tej samej chwili rozlegy si dwa 
pocaunki, sdz, e w rk. 
- No, no, panie Maruszewicz, bez czuoci!... Znam ja was. Obsypujecie 
pieszczotami kobiet, dopki wam nie zaufa, a potem trwonicie jej majtek i 
dacie rozwodu... 
Wic to Maruszewicz - pomylaem. - adna para... 
- Ja jestem zupenie inny - odpar ciszej mski gos za drzwiami i znowu 
rozlegy si dwa pocaunki, z pewnoci w rk. 
Spojrzaem na eks-obywatela. Podnis oczy do sufitu, a ramiona prawie do 
wysokoci uszu. 
- Frant!... - szepn wskazujc na drzwi. 
- Znasz go pan?... 
- Bah!... 
-Wic - mwia baronowa w drugim pokoju - nieche pan zaniesie do w. 
Krzya te dziewi rubli na trzy wotywy, na intencj, aeby Bg go upamita... 
Nie - dodaa po chwili nieco zmienionym gosem. - Niech bdzie jedna wotywa 
za niego, a dwie za dusz mojej nieszczliwej dzieweczki... 
Przerwao jej ciche szlochanie. 
- Nieche si pani uspokoi!... - agodnie reflektowa j Maruszewicz. 
- Id pan ju, id!... - odpara. 
Nagle otworzyy si drzwi salonu i jak wryty stan na progu Maruszewicz, za 
ktrym ujrzaem taw twarz i zaczerwienione oczy pani baronowej. Rzdca i 
ja podnielimy si z krzese, Maruszewicz cofn si w gb drugiego pokoju i 
widocznie wyszed innymi drzwiami, a pani baronowa zawoaa gniewnie: 
- Marysia!... Marysia!... 
Wbiega dziewczyna w biaym, jak wyej, czepeczku, w ciemnej sukni i biaym 
fartuchu. W ubraniu tym wygldaaby na dozorczyni chorych, gdyby jej oczy 
nie rzucay za wiele iskier. 
- Jak moga wprowadzi tu tych panw? - zapytaa j baronowa. 
- Pani przecie kazaa prosi... 
- Gupia... precz!... - sykna baronowa. Nastpnie zwrcia si do nas: 
- Czego pan chce, panie Wirski? 
-Pan Rzecki jest plenipotentem waciciela domu - odpar rzdca. 
- A, a!... To dobrze... - mwia baronowa, powoli wchodzc do salonu i nie 
proszc nas, aebymy usiedli. Rysopis tej damy: czarna suknia, tawa twarz, 
sinawe usta, zaczerwienione z paczu oczy i wosy gadko uczesane. 
Skrzyowaa rce na piersiach jak Napoleon I i patrzc na mnie rzeka: 
- A, a, a!... To pan jest plenipotentem, zdaje mi si, e pana Wokulskiego... Czy 
tak?... Nieche mu pan powie, e albo ja wyprowadz si z tgo mieszkania, za 
ktre pac mu siedemset rubli bardzo regularnie, wszak prawda, panie Wirski?.. 
Rzdca ukoni si. 
-Albo -cigna baronowa -pan Wokulski usunie ze swego domu te brudy i 
niemoralno... 
- Niemoralno? - spytaem. 
- Tak, panie - potwierdzia baronowa kiwajc gow. - Te praczki, ktre przez 
cay dzie piewaj jakie wstrtne piosenki na dole, a wieczorem miej si nad 
moj gow u tych... studentw... Ci zbrodniarze, ktrzy na mnie rzucaj z gry 
papierosy albo lej wod...Ta nareszcie pani Stawska, o ktrej nie wiem, czym 
jest: wdow czy rozwdk, ani z czego si utrzymuje... Ta pani baamuci mw 
onom cnotliwym, a tak strasznie nieszczliwym... 
Zacza mruga oczyma i rozpakaa si. 
- Okropno!... - mwia kajc. - By przykut do tak wstrtnego domu przez 
pami dla dziecka, ktrej nic ju nie wydrze z serca. Wszake ona biegaa po 
tych wszystkich pokojach... Ona bawia si tam, od podwrza... I wygldaa 
oknem, przez ktre mnie, matce-sierocie, wyjrze dzisiaj nie wolno... Chc mnie 
wypdzi std... wszyscy chc mnie wypdzi... wszystkim zawadzam... A 
przecie ja std nie mog wyprowadzi si, bo kada deska tej podogi nosi 
lady jej nek...w kadej cianie uwiz jej miech albo pacz... 
Upada na kanap i zaniosa si od kania. 
- Ach! - pakaa - ludzie s okrutniejsi od zwierzt... Chc mnie wygna std, 
gdzie moja dziecina wydaa ostatnie tchnienie... Jej eczko i wszystkie 
zabawki le na swoich miejscach... Sama cieram kurze w jej pokoju, aeby nie 
poruszy najmniejszego sprztu... Kady cal podogi wydeptaam kolanami, 
wycaowaam lady mojej dzieciny, a oni mnie chc wygna!... Wygnajcie std 
pierwej mj bl, moj tsknot, moj rozpacz... 
Zasonia twarz i szlochaa rozdzierajcym gosem. Spostrzegem, e rzdcy nos 
czerwienieje, a i ja sam uczuem zy pod powiekami. 
Rozpacz baronowej po zmarym dziecku tak mnie rozbroia, e nie miaem 
odwagi mwi z ni o podwyszeniu komornego. Pacz za jej tak znowu 
denerwowa, e gdyby nie wzgld na drugie pitro, wyskoczybym chyba 
oknem. 
W rezultacie chcc za jakkolwiek cen utuli szlochajc kobiet, odezwaem 
si z ca agodnoci: 
- Prosz pani, niech si pani uspokoi... Czego pani da od nas?...Czym moemy 
suy?... 
W gosie moim byo tyle wspczucia, e rzdcy nos jeszcze bardziej 
poczerwienia. Pani baronowej za obescho jedno oko, lecz jeszcze pakaa 
drugim, na znak, e nie uwaa swojej akcji za skoczon, a mnie za pobitego. 
- dam... dam - mwia wrd westchnie - dam, aby mnie nie wypdzano 
z miejsca, gdzie umaro moje dziecko... i gdzie wszystko mi je przypomina. Nie 
mog, no... nie mog oderwa si od jej pokoju... nie mog ruszy jej sprztw i 
zabawek... Podoci jest w taki sposb wyzyskiwa niedol. 
- Kt j wyzyskuje? - spytaem. - Wszyscy, poczwszy od gospodarza, ktry 
kae mi paci siedemset rubli... 
- A, wybacz, pani baronowa - zawoa rzdca. - Siedem pysznych pokoi, dwie 
kuchnie jak salony, dwie schwki... Niech pani komu odstpi ze trzy pokoje: 
przecie s dwa frontowe wejcia. 
- Nic nikomu nie odstpi - odpara stanowczo - gdy jestem pewna, e mj 
zbkany m lada dzie opamita si i powrci... 
- W takim razie trzeba paci siedemset rubli... 
- Jeeli nie wicej... - szepnem. Pani baronowa spojrzaa tak, jakby chciaa 
mnie spali wzrokiem i utopi we zach. Oj! co to za setna kobietka... A mi 
zimno, kiedy o niej pomyl. 
- Mniejsza o komorne - rzeka. 
- Bardzo rozsdnie! - pochwali j Wirski kaniajc si. 
- Mniejsza o pretensje gospodarza... Ale przecie nie mog paci siedmiuset 
rubli za lokal w podobnym domu... 
- Czego pani baronowa chce od domu? - spytaem. 
-Ten dom jest hab uczciwych ludzi - zawoaa gestykulujc rkoma. - Wic 
nie od siebie, ale w imieniu moralnoci prosz... 
-O co? 
-O usunicie tych studentw, ktrzy mieszkaj nade mn, nie pozwalaj mi 
wyjrze oknem na podwrze i demoralizuj wszystkie... 
Nagle zerwaa si z kanapy. 
-O! syszy pan? -rzeka wskazujc na drzwi, ktre prowadziy do pokoju od 
strony dziedzica. 
Istotnie, usyszaem gos ekscentrycznego brunecika, ktry z trzeciego pitra 
woa: 
- Marysiu!... Marysiu, chod do nas... 
-Marysiu! -krzykna baronowa. 
- Przecie jestem... Czego pani chce? - odpara nieco zarumieniona suca. 
- Ani mi si rusz z domu!... Oto ma pan... - mwia baronowa-tak jest po caych 
dniach. A wieczorem chodz do nich praczki... Panie! - zawoaa skadajc 
pobonie rce - wygnajcie tych nihilistw, bo to rdo zepsucia i 
niebezpieczestwa dla caego domu... Oni w trupich gwkach trzymaj herbat 
i cukier... Oni komi ludzkimi poprawiaj wgle w samowarze... Oni chc tu 
kiedy przynie caego nieboszczyka ... 
Zacza znowu tak paka, i mylaem, e dostanie spazmw. 
- Panowie ci - rzekem - nie pac komornego, wic bardzo by moe... 
Baronowej obeschy oczy. 
- Ale naturalnie - przerwaa mi - e musicie ich wypdzi...Lecz, panie! zawoaa 
- jakkolwiek s oni li i zepsuci, to przecie gorsz od nich jest ta... ta 
Stawska!... 
Zdziwiem si zobaczywszy pomie nienawici, jaki bysn w oczach pani 
baronowej przy wymwieniu nazwy: Stawska. 
- Pani Stawska tu mieszka? - spytaem mimo woli. - Ta pikna?.. 
- O... nowa ofiara!... - wykrzykna baronowa wskazujc na mnie z paajcymi 
oczyma zacza mwi gbokim gosem: 
- Ale, czowieku siwowosy, zastanw si, co robisz?... Wszake to kobieta, 
ktrej m oskarony o zabjstwo uciek za granic... A z czego ona yje?... Z 
czego si tak stroi?... 
- Pracuje kobiecisko jak w - szepn rzdca. 
- O... i ten!... - zawoaa baronowa. - Mj m (jestem pewna, e to on) przysya 
jej ze wsi bukiety... Rzdca tego domu kocha si w niej i bierze od niej komorne 
z dou co miesic... 
- Ale, pani!... - zaprotestowa eks-obywatel, a jego oblicze stao si tak rumiane 
jak nos. 
- Nawet ten poczciwy niedoga -Maruszewicz - cigna baronowa - nawet on 
po caych dniach wyglda do niej oknem... 
Dramatyczny gos baronowej przeszed znowu w szlochanie. 
- I pomyle - jczaa - e taka kobieta ma crk, crk... ktr wychowuje dla 
pieka, a ja... O! wierz w sprawiedliwo... wierz w miosierdzie boskie, ale 
nie rozumiem... tak... nic nie rozumiem tych wyrokw, ktre mnie pozbawiy; a 
jej zostawiaj dziecko... tej... tej... Panie! - wybuchna z now si gosu moesz 
zostawi nawet tych nihilistw, ale j... musisz wygna!... Niech lokal 
po niej stoi pustk...bd za niego paci, byle ona nie miaa dachu nad gow... 
Ten wykrzyknik ju cakiem mi si nie podoba. Daem znak rzdcy, e 
wychodzimy, i kaniajc si rzekem ozible: 
- Pozwoli pani baronowa, e w tej sprawie zadecyduje sam gospodarz, pan 
Wokulski. Baronowa rozkrzyowaa rce jak czowiek trafiony kul w piersi. 
- Ach!... wic tak?... - szepna. - Wic ju i pan, i... ten, ten...Wokulski 
zwizalicie si z ni?... Ha!... zaczekam tedy na sprawiedliwo bosk... 
Wyszlimy, nie zatrzymywani duej; na schodach zatoczyem si jak pijany. 
- Co pan wiesz o tej pani Stawskiej? - zapytaem Wirskiego. 
- Najuczciwsza kobieta - odpar. - Mode to, pikne i pracuje na cay dom... Bo 
emerytura jej matki ledwie starczy na komorne... 
- Ma matk? 
- Ma. Take dobra kobiecina. 
-A ile pac za lokal? 
- Trzysta rubli - odpowiedzia rzdca. - To, panie, jakbymy z otarza 
zdejmowali... 
- Pjdziemy do tych pa - rzekem. 
-Z najwiksz chci! - zawoa. -A co o nich plecie ta wariatka, niech pan nie 
sucha. Ona nienawidzi Stawskiej, nie wiem nawet za co. Chyba za to, e jest 
pikna i ma creczk jak cherubinek... 
- Gdzie mieszkaj? 
- W prawej oficynie, na pierwszym pitrze. 
Nie pamitam nawet, kiedy zeszlimy ze schodw frontowych, a kiedy 
minlimy podwrko i weszlimy na pierwsze pitro oficyny. Tak cigle staa 
mi przed oczyma pani Stawska i Wokulski... Mj Boe! jaka by to bya pikna 
para; ale i c z tego, kiedy ona ma ma. Chocia s to sprawy, do ktrych 
najmniej miabym ochoty miesza si. Mnie si wydaje tak, im wydaoby si 
owak, a losowi jeszcze inaczej... 
Los! los!... on dziwnie zblia ludzi. Gdybym przed laty nie zeszed do piwnicy 
Hopfera, do Machalskiego, nie poznabym si z Wokulskim. Gdybym jego 
znowu nie wyprawi do teatru, on moe nie spotkaby si pann ck. Raz 
mimo woli nawarzyem mu piwa i ju nie chc powtarza tego po raz drugi. 
Niech sam Bg radzi o swej czeladzi... 
Gdy stanlimy pode drzwiami mieszkania pani Stawskiej, rzdca umiechn 
si filuternie i szepn: 
- Uwaa pan... naprzd dowiemy si, czy moda jest w domu. Jest co widzie, 
panie!... 
- Wiem, wiem... 
Rzdca nie dzwoni, ale zapuka raz i drugi. Nagle drzwi otworzyy si do 
gwatownie i stana w nich gruba i niska suca z zawinitymi rkawami i z 
mydem na rkach, ktrych mgby jej pozazdroci atleta. 
- O, to pan rzdca!... - zawoaa. - Mylaam, e. znowu jaki tam... 
- C, dobija si kto?... - spyta Wirski z akcentem oburzenia w gosie. 
- Nie dobija si nijaki - z chopska odpara suca - ino jeden przysa dzi 
bukiet. Mwi, e to ten Marusiewicz z przeciwka... 
- otr! - sykn rzdca. 
- Mczyzny wszystkie takie. Niech mu si co podoba, to zara bdzie laz jak 
ma w ogie. 
- A panie obie s? - spyta Wirski. 
Gruba suca spojrzaa na mnie podejrzliwie. 
-Pan rzdca z tym panem? 
- Z tym panem. To plenipotent gospodarza. 
- A mody on czy stary? - badaa dalej, przypatrujc mi si jak sdzia ledczy. 
- Widzisz przecie, e stary!... - odpar rzdca. 
- W rednim wieku... - wtrciem. (Oni, dalibg, niedugo pitnastoletnich 
chopcw zaczn nazywa starymi.) 
- S obie panie - mwia suca. - Tylo co do pani modszej przysza jedna 
dziewczynka wydawa lekcje. Ale pani starsza jest w swoim pokoju. 
- Phy! - mrukn rzdca. - Wreszcie... powiedz pani starszej... 
Weszlimy do kuchni, gdzie staa balia pena mydlin i dziecinnej bielizny. Na 
sznurze zawieszonym w pobliu komina suszyy si rwnie dziecinne 
spdniczki, koszule i poczoszki. (Jak to zaraz zna, e w mieszkaniu jest 
dziecko!) 
Spoza uchylonych drzwi usyszelimy gos ju starszej kobiety. 
- Z rzdc?... jaki pan?.. - mwia niewidzialna dama. - Moe to Ludwiczek, bo 
akurat ni mi si... 
- Niech panowie id - rzeka suca otwierajc drzwi do saloniku. 
Salonik nieduy, koloru perowego. Szafirowe sprzty, pianino, w obu oknach 
peno kwiatw biaych i rowych, na cianach premia Towarzystwa Sztuk 
Piknych, na stole lampa ze szkem w formie tulipana. Po cmentarnym salonie 
pani Krzeszowskiej z meblami w ciemnych pokrowcach wydao mi si tu 
weselej. Pokj wyglda, jakby oczekiwano na gocia. Ale jego sprzty zanadto 
symetrycznie ustawione dokoa stou wiadczyy, e go jeszcze nie przyjecha. 
Po chwili z przeciwlegych drzwi wysza osoba w wieku powanym, ubrana w 
popielat sukni. Uderzy mnie prawie biay kolor jej wosw, obok twarzy 
mizernej, lecz niezbyt starej i bardzo regularnej. Rysy tej damy byy mi gdzie 
znajome. 
Tymczasem rzdca zapi swj poplamiony surdut na dwa guziki i ukoniwszy 
si z elegancj prawdziwego szlachcica rzek: 
- Pozwoli pani zaprezentowa: pan Rzecki, plenipotent naszego gospodarza, a 
mj kolega... Spojrzelimy sobie obaj w oczy. Wyznaj, e byem troch 
zdziwiony naszym koleestwem. Wirski spostrzeg to i doda z umiechem: 
- Mwi: kolega, gdy obaj widzielimy rwnie ciekawe rzeczy bdc za 
granic. 
- Szanowny pan by za granic? no prosz!... - odezwaa si staruszka. 
-W roku 1849 i nieco pniej -wtrciem. 
- A czy szanowny pan nie zetkn si gdzie przypadkowo z Ludwikiem 
Stawskim? 
- Ale, pani dobrodziejko! - zawoa Wirski miejc si i kaniajc. - Pan Rzecki 
by za granic przed trzydziestu laty, a zi pani wyjecha dopiero przed 
czterema... 
Staruszka machna rk, jakby odganiajc much. 
- Prawda! - rzeka - co te ja plot... Ale tak cigle myl o Ludwiczku... 
Nieche: panowie racz spocz... 
Usiedlimy, przy czym eks-obywatel znowu ukoni si powanej damie, a ona 
jemu. 
Teraz dopiero spostrzegem, e popielata suknia staruszki jest w wielu 
miejscach pocerowana, i dziwna melancholia ogarna mnie na widok tych 
dwojga ludzi w poplamionym surducie i w pocerowanej sukni, ktrzy 
zachowywali si jak ksita. Nad nimi ju przeszed wszystko wyrwnywajcy 
pug czasu. 
- Bo zapewne pan nie wie o naszym zmartwieniu - rzeka powana dama 
zwracajc si do mnie: - Mj zi przed czterema laty mia bardzo przykr 
spraw, najniesuszniej... Zamordowano tu jak straszn lichwiark... Ach, 
Boe! nie ma o czym mwi... Dosy, e kto z bliskich ostrzeg go, e na niego 
pada posdzenie... Najniewinniej, panie... 
- Rzecki - wtrci eks-obywatel. 
- Najniesprawiedliwiej, panie Rzecki... No i on... biedak, uciek zagranic. W 
roku zeszym znalaz si istotny morderca, ogoszono niewinno Ludwika, ale i 
c, kiedy on ju od dwu lat nie pisa... 
Tu pochylia si do mnie z fotelu i rzeka szeptem: 
- Helenka, crka moja, panie... 
- Rzecki - odezwa si rzdca. 
- Crka moja, panie Rzecki, rujnuje si... szczerze mwi, e si rujnuje na 
ogoszenia po zagranicznych pismach, a tu nic i nic... Kobieta moda. panie... 
- Rzecki - podpowiedzia Wirski: 
- Kobieta moda, panie Rzecki, niebrzydka. 
- Przeliczna! - wtrci rzdca z zapaem. 
- Byam troch do niej podobna - cigna sdziwa dama wzdychajc i kiwajc 
gow eks-obywatelowi. -Jest tedy crka moja niebrzydka i moda, ju jedno 
dziecko ma i... moe tskni za innymi. Chocia, panie Wirski, przysigam; e 
nigdy od niej o tym nie syszaam... Cierpi i milczy, ale e cierpi, domylam si. 
Ja take miaam trzydzieci lat... 
- Kto z nas ich nie mia! - ciko westchn rzdca. 
Skrzypny drzwi i wbiega maa dziewczynka z drutami w rku. 
- Prosz babci! - zawoaa - ja nigdy nie skocz kaftanika dla mojej lalki... 
- Heluniu! - odezwaa si staruszka surowo. - Ty nie ukonia si... 
Dziewczynka zrobia dwa dygi, na ktre ja odpowiedziaem niezrcznie, a pan 
Wirski jak hrabia, i mwia dalej, pokazujc babce druty, przy ktrych chwia 
si czarny, wczkowy kwadracik. 
- Prosz babci, nadejdzie zima i moja lalka nie bdzie miaa w czym wyj na 
ulic... Prosz babci, znowu mi spado oczko. 
(Przeliczne dziecko... Boe miosierny! dlaczego Stach nie jest jego ojcem. 
Moe nie szalaby tak...) 
Babcia przepraszajc nas wzia wczk i druty, a w tej chwili wesza do salonu 
pani Stawska... Musz sobie przyzna, e ja na jej widok zachowaem si z 
godnoci; ale Wirski zupenie straci gow. Zerwa si krzesa jak student, 
zapi surdut jeszcze na jeden guzik, powiem nawet: zarumieni si, i zacz 
bekota: 
- Pozwoli pani zaprezentowa sobie: pan Rzecki, plenipotent naszego 
gospodarza... 
-Bardzo mi przyjemnie -odpowiedziaa pani Stawska kaniajc mi si ze 
spuszczonymi oczyma. Ale silny rumieniec i lad obawy na jej twarzy upewniy 
mnie, e nie jestem przyjemnym gociem. 
Poczekaj! - myl. I wyobraziem sobie, e na moim miejscu jest w tym pokoju 
Wokulski. -Poczekaj, zaraz ci przekonam, e nie masz si nas czego lka. 
Tymczasem pani Stawska usiadszy na krzele bya tak zmieszana, e zacza 
co poprawia okoo sukienki swojej creczki. Jej matka rwnie stracia 
humor, a rzdca kompletnie zbarania. Poczekajcie! - myl i przybrawszy 
bardzo surowy wyraz twarzy odezwaem si: 
- Panie dawno mieszkaj w tym domu? 
- Pi lat... - odpowiada pani Stawska rumienic si jeszcze mocniej. Jej matka 
a drgna na fotelu. 
- Ile panie pac? - Dwadziecia pi rubli miesicznie... - szepna moda pani. 
Jednoczenie poblada, zacza skuba sukienk i z pewnoci mimo woli 
rzucia na Wirskiego takie bagalne spojrzenie, e... e gdybym by Wokulskim, 
zaraz bym si o ni owiadczy... 
- Jestemy - dodaa jeszcze ciszej - jestemy winne panom za lipiec... 
Zachmurzyem si jak Lucyper i nabrawszy tyle tchu, ile byo powietrza w 
mieszkaniu, rzekem: 
- Nic panie nie s nam winne do... do padziernika. Wanie Stach... - to jest pan 
Wokulski, pisze mi, e to istny rozbj bra trzysta rubli za trzy pokoje na tej 
ulicy. Pan Wokulski nie moe pozwoli na podobne zdzierstwo i kaza mi 
zawiadomi panie, e ten lokal od padziernika bdzie do wynajcia za dwiecie 
rubli. A jeeli panie nie ycz sobie... 
Rzdca a posun si w ty z fotelem. Staruszka zoya rce, a pani Stawska 
patrzya na mnie wielkimi oczyma. Oto dopiero oczy!... i jak ona nimi umie 
patrze!... Przysigam, e gdybym by Wokulskim, owiadczybym si jej na 
poczekaniu. Z ma ju pewnie nie ma nawet kosteczki, jeeli nie pisa przez 
dwa lata. Wreszcie, od czego s rozwody?... na co Stach ma taki majtek?... 
Znowu skrzypny drzwi i ukazaa si w nich moe dwunastoletnia 
dziewczynka, w pasterce na gowie i z paczk kajetw w rce. Byo to dziecko z 
twarz rumian i pen, lecz nie zdradzajc zbyt wielkiej inteligencji. Ukonia 
si nam, ukonia si pani Stawskiej i jej matce, ucaowaa w oba policzki ma 
Helenk i wysza, oczywicie do domu. Nastpnie wrcia si z kuchni i 
zarumieniona powyej oczu, spytaa pani Stawskiej: 
- Pojutrze o ktrej mog przyj? 
- Pojutrze, kochanko... Przyjd o czwartej - odpowiedziaa pani Stawska 
rwnie zmieszana. Gdy dziewczynka ostatecznie wysza, matka pani Stawskiej 
odezwaa si niezadowolonym tonem: 
- I to nazywa si lekcja, Boe odpu... Helenka pracuje z ni przynajmniej 
ptorej godziny i za tak lekcj bierze czterdzieci groszy... 
- Mateczko! - przerwaa pani Stawska, bagalnie patrzc na ni. 
(Gdybym by Wokulskim, ju bym z ni wraca od lubu. Co to za kobieta!... co 
za rysy... co za gra fizjognomii... W yciu nie widziaem nic podobnego!... A 
rczka, a figurka, a wzrost; a ruchy, a oczy, oczy!...) 
Po chwili kopotliwego milczenia odezwaa si znowu moda pani: 
- Bardzo jestemy wdziczne panu Wokulskiemu za warunki, na jakich zostawia 
nam ten lokal!... Jest to chyba jedyny wypadek, aeby gospodarz sam znia 
komorne. Ale nie wiem, czy... wypada nam korzysta z jego uprzejmoci?... 
- To nie uprzejmo, pani, to uczciwo szlachetnego czowieka! -wtrci 
rzdca. - Mnie pan Wokulski rwnie zniy komorne i przyjem... Ulica, 
prosz pani, trzeciorzdna, ruch may... 
- Ale o lokatorw na niej atwo - wtrcia pani Stawska. 
- Wolimy dawnych, znanych nam ju ze spokojnoci i porzdku odpowiedziaem. 
- Ma pan suszno - pochwalia mnie siwowosa dama. - Porzdek w 
mieszkaniu to pierwsza zasada, ktrej przestrzegamy... Nawet jeeli Helunia 
potnie kiedy papierki i rzuci je na podog, zaraz zmiata je Franusia... 
- Przecie ja, prosz babci, wycinam tylko koperty, bo pisz list do tatki, aeby 
ju wraca - odezwaa si dziewczynka. 
Po obliczu pani Stawskiej przelecia cie jakby alu i zmczenia. 
-I nic, adnej wiadomoci? - spyta rzdca. 
Moda pani z wolna potrzsna gow; ale jestem pewny, czy nie westchna, 
ale tak cicho... 
- Oto los modej i niebrzydkiej kobiety! - zawoaa starsza dama. - Nie panna, 
nie matka... 
- Mateczko! ... 
-Nie wdowa, nie rozwdka, sowem - nie wiadomo co i nie wiadomo za co... 
Ty, Helenko, mw sobie co chcesz, a ja ci powiadam, e Ludwik ju nie yje... 
- Mateczko!... mateczko!... 
- Tak - cigna matka z uniesieniem. - My go tu wszyscy oczekujemy kadego 
dnia, o kadej godzinie, ale to na nic... Albo umar, albo zapar si ciebie, wic 
nie masz obowizku czeka... 
Obu paniom zy nabiegy do oczu: matce z gniewu, a crce... Czyja wiem?... 
Moe z alu za zamanym yciem. 
Nagle przeleciaa mi przez gow myl, ktr (gdyby nie o mnie chodzio) 
poczytabym za genialn. Zreszt mniejsza o jej nazw. Do, e byo w mojej 
twarzy i caej postaci co takiego, e gdy poprawiem si na krzele, zaoyem 
nog na nog i odchrzknem, wszyscy wlepili we mnie spojrzenia - nawet 
maa Helenka. 
- Znajomo nasza - rzekem - zbyt jest krtk, aebym mia... 
-Wszystko jedno! - przerwa mi pan Wirski. -Dobre usugi przyjmuje si nawet 
od nieznajomych. 
- Znajomo nasza - mwiem skarciwszy go wzrokiem - jest wprawdzie 
nieduga. Pozwol panie jednak, aebym nie tyle ja, ile pan Wokulski uy 
swoich wpyww do odszukania maonka pani... 
- Aaa!... - jkna starsza dama w sposb, ktrego nie mgbym uwaa za 
objaw radoci. 
- Mateczko! - wtrcia pani Stawska. 
-Heluniu - rzeka babcia stanowczo - id do swojej lalki i rb jej kaftanik. 
Oczko ju znalazam, id... 
Dziewczynka bya troch zdziwiona, moe nawet zaciekawiona, ale ucaowaa 
rce babci i matce i wysza ze swymi drutami. 
- Prosz pana - cigna staruszka - jeeli mamy mwi szczerze, to mnie nie 
tyle chodzi... To jest... nie wierz, aeby Ludwik y. Kto przez dwa lata nie 
pisze... 
- Mamo, dosy!... 
- O nie! - przerwaa matka. - Jeeli ty jeszcze nie czujesz swego pooenia, to 
ju ja je rozumiem. Nie mona y z tak wieczn nadziej czy grob... 
- Mamo droga, o moim szczciu i obowizkach ja tylko mam prawo... 
- Nie mw mi o szczciu - wybuchna matka. - Ono skoczyo si w dniu, 
kiedy twj m uciek przed sdem, ktry dowiedzia si o jakich ciemnych 
jego stosunkach z lichwiark. e by niewinny, wiem, na to gotowa byam 
przysic. Ale nie rozumiem ani ja, ani ty, po co on u niej bywa. 
- Mamo!... przecie ci panowie s obcy... - zawoaa z desperacj pani Stawska. 
- Ja obcy?... - spyta rzdca tonem wymwki; ale powsta z krzeseka i ukoni 
si. 
- I pan nie jeste obcy, i ten pan - rzeka staruszka wskazujc na mnie. - To musi 
by uczciwy czowiek... 
Teraz ja ukoniem si. 
- Wic mwi panu - cigna staruszka, bystro patrzc mi w oczy -yjemy w 
cigej niepewnoci co do mego zicia i niepewno ta zatruwa nam spokj. Ale 
ja, wyznam szczerze, wicej boj si jego powrotu... 
Pani Stawska zasonia twarz chustk i wybiega do swego pokoju. 
- Pacz sobie, pacz... - mwia groc za ni rozdraniona staruszka. - Takie zy, 
chocia bolesne, lepsze s od tych, ktre co dzie wylewasz... 
- Panie - zwrcia si do mnie - przyjm wszystko, co nam Bg zeszle, ale czuj, 
e gdyby ten czowiek wrci, zabiby do reszty szczcie mojego dziecka. 
Przysign - dodaa ciszej - e ona go ju nie kocha, cho sama nie wie o tym, 
ale jestem pewna, e... pojechaaby do niego, gdyby j wezwa!... 
Tumione kanie przerwao jej mow. Spojrzelimy po sobie z Wirskimi 
poegnalimy sdziw dam. 
-Pani -rzekem na odchodnym - nim rok upynie, przynios wiadomo o jej 
ziciu. A moe - szepnem z mimowolnym umiechem - sprawy uo si tak, 
e... wszyscy bdziemy zadowoleni...Wszyscy... nawet ci, ktrych tu nie ma!... 
Staruszka spojrzaa na mnie pytajcym wzrokiem, alem nic nie odpowiedzia. 
Jeszcze raz poegnaem j i wyszlimy obaj z rzdc nie dopytujc si ju o 
pani Stawsk. 
- A nieche pan zaglda do nas choby co wieczr!... - zawoaa sdziwa dama, 
gdy ju bylimy w kuchni. Naturalnie, e bd zaglda... Czy uda mi si moja 
kombinacja ze Stachem? Bg raczy wiedzie. Tam gdzie serce wchodzi w gr, 
na nic wszelkie rachuby. Ale sprbuj rozwiza rce kobiecie, a i to co 
znaczy. 
Po opuszczeniu mieszkania pani Stawskiej i jej matki rozeszlimy si z rzdc 
domu, bardzo z siebie zadowoleni. To jaki dobry czeczyna. Ale kiedy 
wrciwszy do siebie zastanowiem si nad skutkami mego przegldu lokatorw, 
aem si schwyci za gow. 
Miaem uregulowa finanse kamienicy i ot uregulowaem je tak, e na pewno 
dochd zmniejszy si o trzysta rubli rocznie. Ha! moe tym rychlej Stach 
opatrzy si i sprzeda swj nabytek, ktry wcale nie by mu potrzebny. 
Ir wci mi niedomaga. Polityka stoi w jednej mierze: ciga niepewno... 
ROZDZIA TRZECI: 
SZARE DNIE I KRWAWE GODZINY 
W kwadrans po wyjedzie z Warszawy kolej warszawsko - bydgosk dozna 
dwu szczeglnych, cho zupenie rnych uczu: owiono go wiee powietrze, 
a on sam wpad w jaki dziwny letarg. 
Porusza si swobodnie, by trzewy, myla jasno i szybko, tylko nic go nie 
obchodzio; ani kto z nim jedzie, ani ktrdy jedzie, ani dokd jedzie. Apatia ta 
rosa w miar oddalania si od Warszawy. Za Pruszkowem prawie ucieszyy go 
krople deszczu, przez otwarte okno padajce do wntrza wagonu; pniej nieco 
oywia go gwatowna burza za Grodziskiem; mia nawet pragnienie, aeby go 
piorun zabi. Ale gdy burza przesza, wpad znowu w obojtno i nie 
interesowa si niczym; nawet tym, e jego ssiad z prawej strony spa mu na 
ramieniu, a ssiad z przeciwka zdj kamasze i opar mu na kolanach nogi, w 
czystych zreszt skarpetkach. 
Okoo pnocy napado na niego co jakby sen, a moe tylko jeszcze wiksza 
obojtno. Zasoni firank latarni wagonu, przymkn oczy i myla, e ta 
osobliwa apatia skoczy si ze wschodem soca. Ale nie skoczya si; 
owszem, do rana wzrosa i rosa coraz bardziej. Nie byo mu z ni dobrze ani 
le; tak sobie. 
Potem wzito od niego paszport, potem zjad niadanie, kupi nowy bilet, kaza 
przenie rzeczy do innego pocigu i ruszyli dalej. Nowa stacja, nowa zmiana 
pocigw, nowa jazda... Wagon dra i turkota, lokomotywa co pewien czas 
wistaa, zatrzymywaa si... Do przedziau zaczli siada ludzie mwicy po 
niemiecku, dwoje, troje... Potem cakiem zniknli ludzie mwicy po polsku i 
wagon napeni si samymi Niemcami. 
Zmienia si te krajobraz. Ukazay si lasy otoczone waami i zoone z drzew 
stojcych w tak rwnej odlegoci jak onierze. Zniky drewniane chaty kryte 
som i coraz czciej zaczy si pojawia pitrowe domki kryte dachwk, 
otoczone ogrdkami. Znowu postj, znowu jedzenie. Jakie ogromne miasto... 
Ach! to chyba Berlin... Znowu jazda...Do wagonu siadaj ludzie wci mwicy 
po niemiecku, ale jakby innym akcentem. Potem noc i sen... Nie, to nie sen, to 
tylko apatia. 
Zjawia si dwu Francuzw w przedziale. Krajobraz cakiem odmienny; szerokie 
horyzonty, wzgrza, winnice. Tu i wdzie wielki dom pitrowy, stary, ale 
krzepki, zasonity drzewami, zawinity jakby w bluszcze. Znowu rewizja 
walizki. Zmiana pocigw, do wagonu wchodzi dwu Francuzw i jedna 
Francuzka i robi taki haas, jakby ich byo z dziesicioro. S to ludzie 
widocznie dobrze wychowani; pomimo to miej si, kilka razy zmieniaj 
miejsca i przepraszaj Wokulskiego, lecz za co, on sam nie wie. 
Na jednej ze stacji Wokulski pisze kartk do Suzina: Paris-Grand Htel, i daje 
j konduktorowi wagonu razem z jakim banknotem, nie troszczc si ani o to, 
ile da, ani o to, czy depesza dojdzie. Na nastpnej stacji kto wsuwa mu w rk 
cay zwitek banknotw i jad dalej;. Wokulski spostrzega, e znowu jest noc, i 
znowu zapada w stan, ktry moe by snem, a moe tylko utrat przytomnoci. 
Ma oczy zamknite, pomimo to myli, e pi i e ten dziwny stan zobojtnienia 
opuci go w Paryu. 
Pary!... Pary!... (mwi sobie cigle pic). Wszake od tylu lat o nim tylko 
marzyem. To przejdzie... Wszystko przejdzie!... 
Godzina dziesita rano, nowa stacja. Pocig staje pod dachem; haas, krzyk, 
bieganina. Wokulskiego napada od razu trzech Francuzw ofiarujcych mu 
usugi. Nagle kto chwyta go za rami. 
- No, Stanisawie Piotrowiczu, twoje szczcie, e przyjecha... 
Wokulski przypatruje si przez chwil jakiemu olbrzymowi z czerwon twarz 
i konopiast brod, wreszcie mwi: 
- Ach, Suzin! 
Padaj sobie w objcia. Suzinowi towarzyszy jeszcze dwu Francuzw z ktrych 
jeden odbiera Wokulskiemu bilet na rzeczy. 
- Twoje szczcie, e przyjecha - mwi Suzin caujc go jeszcze raz. Mylaem, 
e si skrc w tym Paryu bez ciebie... 
Pary... - myli Wokulski. 
-O mnie mniejsza - cignie dalej Suzin. -Take zhardzia pomidzy wasz 
parszyw szlacht, e o mnie ju nie dbasz. Ale dla ciebie samego szkoda 
pienidzy... Straciby z pidziesit tysicy rubli... 
Dwaj Francuzi, towarzyszcy Suzinowi, ukazuj si znowu i mwi im, e ju 
mog jecha. Suzin bierze pod rk Wokulskiego i wyprowadza go na plac, 
gdzie stoi mnstwo omnibusw i powozw jedno-i dwukonnych, z wonicami 
umieszczonymi z przodu lub z tylu. Przeszedszy kilkanacie krokw trafiaj na 
dwukonny powz z lokajem. Siadaj i jad. 
- Patrzaj - mwi Suzin - to ulica Lafayette, a ot bulwar Magenta. Jedziem wci 
Lafayettem a do hotelu przy Operze. Powiadam tobie, cud, nie miasto! No, a 
jak zobaczysz Elizejskie Pola, a potem midzy Sekwan i Rivoli... Eh! ja tobie 
mwi, cud, nie miasto... Kobiety tylko troch zanadto wypychaj si. Ale tu 
inszy smak... Na wszelki sposb ciesz si, e przyjecha; pidziesit albo i 
wicej tysicy rubli to nie nic... Ot, widzisz, Opera, a ot bulwar Kapucyski, a 
ot, nasza chata... 
Wokulski spostrzega ogromny piciopitrowy gmach, formy klinowatej, na 
wysokoci drugiego pitra otoczony elazn balustrad, przy szerokiej ulicy 
wysadzonej niezbyt starymi drzewami, penej omnibusw, powozw, ludzi 
konnych i pieszych. Ruch jest tak wielki, jak gdyby co najmniej poowa 
Warszawy biega na zobaczenie jakiego wypadku; ulica jest tak gadka jak 
posadzka. Widzi, e jest w samym rodku Parya, lecz nie doznaje ani 
wzruszenia, ani ciekawoci. Nic go nie obchodzi. 
Powz wjeda we wspania bram, lokaj otwiera drzwiczki, wysiadaj. Suzin 
bierze Wokulskiego pod rk i prowadzi do maego pokoiku, ktry po chwili 
zaczyna wznosi si w gr. 
- A ot winda - mwi Suzin. - Ja mam tu dwa mieszkania. Jedno na pierwszym 
pitrze za sto frankw dziennie, drugie na trzecim za dziesi frankw. I dla 
ciebie wziem za dziesi frankw. Trudna racja -wystawa!... 
Wychodz z windy na korytarz i po chwili znajduj si w eleganckim saloniku, 
ktry posiada mahoniowe meble, szerokie ko pod baldachimem i szaf 
majc zamiast drzwi ogromne lustro. 
- Siadaj, Stanisawie Piotrowiczu. Chcesz je czy pi, tu czy w sali? No, 
pidziesit tysicy twoje... Bardzom kontent... 
- Powiedz mi - po raz pierwszy odezwa si Wokulski - za c to ja mam dosta 
pidziesit tysicy?... 
- Moe i wicej. 
-Dobrze, ale za co? 
Suzin rzuca si na fotel, opiera rce na brzuchu i wybucha miechem. 
- Ot, za to samo, e si pytasz!... Inny nie pyta, za co wemie pienidze, tylko 
dawaj... A ty jeden chcesz wiedzie, za co zarobisz takie pienidze. Ach, ty 
gobku!... 
- To nie jest odpowied. 
- Zaraz ja tobie odpowiem - mwi Suzin. - Najpierw za to, e ty mnie jeszcze w 
Irkucku przez cztery lata rozumu uczy. eby nie ty, ja nie bybym ten Suzin co. 
dzi. No, a ja, Stanisawie Piotrowiczu, ja nie wasz czowiek: za dobro daj 
dobro... 
-I to nie odpowied -wtrci Wokulski. 
Suzin wzruszy ramionami. 
-Ju ty w tej izbie nie chciej ode mnie objanienia; a tam na dole sam 
zrozumiesz. Moe by, kupi troch galanterii paryskich, a moe by, 
kilkanacie statkw kupieckich. Ja po francusku ani w zb i po niemiecku te, 
wic trzeba mi czowieka takiego jak ty... 
- Nie znam si na statkach. 
-Bd spokojny. Znajdziem tu inynierw kolejowych i morskich, i 
wojskowych... Mnie nie o nich chodzi, ale o czowieka, ktry by gada za mnie dla 
mnie. Zreszt, mwi tobie, jak zejdziemy tam na d, miej ty dwie pary 
oczw i dwie pary uszw, ale jak wyjdziemy stamtd, nie miej ty nawet 
pamici. Ty to potrafisz, Stanisawie Piotrowiczu, a o reszt nie pytaj si. Ja 
zarobi dziesi procent, tobie dam dziesi procent od mego zarobku i sprawa 
skoczona. A na co to, dla kogo i przeciw komu - nie pytaj. 
Wokulski milcza. 
- O czwartej przyjd do mnie fabrykanci amerykascy i francuscy. Moesz 
zej? - spyta Suzin. 
-Dobrze. 
- A teraz przejedziesz si po miecie? 
- Nie. Teraz pjd spa. 
- No, to i dobrze. Chode do twego mieszkania. 
Opucili numer Suzina i o kilkanacie krokw dalej weszli do podobnego 
zupenie saloniku: Wokulski rzuci si na ko, Suzin wyszed na palcach i 
zamkn drzwi. 
Po odejciu Suzina Wokulski przymkn oczy i usiowa zasn. Moe nie tyle 
zasn, ile odpdzi od siebie jak myl natrtn, przed ktr uciek z 
Warszawy. Przez pewien czas zdawao mu si, e jej niema, e zostaa tam i e 
dopiero szuka go stroskana, tuajc si od Krakowskiego Przedmiecia do Alei 
Ujazdowskiej. 
Gdzie on jest?... gdzie on jest?... - szeptao widmo. 
A jeeli poleci za mn?... - spyta samego siebie Wokulski. - No, ju chyba tu 
mnie nie znajdzie w tak wielkim miecie, w takim ogromnym hotelu... 
A moe mnie ju szuka?... - pomyla. 
Zamkn oczy jeszcze mocniej i pocz huta si na materacu; ktry wyda mu 
si nadzwyczajnie szerokim i wyjtkowo sprystym. By pogrony w dwu 
szmerach. Za drzwiami, na hotelowym korytarzu, ludzie rozmawiali i biegali, 
jakby w tej chwili stao si co; za oknem, na ulicy, rozlega si nieokrelony 
haas, na ktry skadaj si turkoty licznych wozw, dwiki dzwonw, gosy 
ludzkie, trbki, wystrzay i Bg nie wie co, a wszystko przytumione i odlege. 
Potem przywidziao mu si, e jaki cie zaglda do jego okna, a pniej, e po 
dugim korytarzu kto chodzi ode drzwi do drzwi, puka i pyta: 
Czy nie ma go tu?... 
Istotnie kto chodzi, puka i nawet zapuka do jego drzwi; lecz nie odebrawszy 
odpowiedzi poszed dalej. 
Nie znajdzie mnie!... nie znajdzie... - myla Wokulski. 
Wtem otworzy oczy i wosy powstay mu na gowie. Naprzeciw siebie zobaczy 
taki sam pokj jak jego, takie samo ko z baldachimem, a na nim... siebie!... 
Byo to jedno z najsilniejszych wstrznie, jakich dozna w yciu, 
sprawdziwszy wasnymi oczyma, e tu, gdzie uwaa si za zupenie samotnego, 
towarzyszy mu nieodstpny wiadek... on sam!... 
Co za oryginalne szpiegowanie... - mrukn. - Gupie te szafy z lustrami. 
Zerwa si z ka, jego sobowtr zerwa si rwnie szybko. Pobieg do okna tamten 
take. Otworzy gorczkowo walizk, aeby przebra si, i tamten 
rwnie zacz przebiera si, widocznie z zamiarem wyjcia na miasto. 
Wokulski czu, e musi uciec z tego pokoju. Widmo, przed ktrym wyjecha z 
Warszawy, byo ju tu i stao za progiem. 
Umy si, woy czyst bielizn, przebra si. Byo ledwie wp do pierwszej. 
Trzy i p godziny - pomyla. - Co trzeba z nimi zrobi... 
Ledwie otworzy drzwi, ju znalaz si sucy z frazesem: 
-Monsieur?... 
Wokulski kaza zaprowadzi si do schodw, da sucemu franka i zbieg z 
trzeciego pitra na d, jak czowiek, ktrego cigaj. 
Wyszed przed bram i zatrzyma si na chodniku. Ulica szeroka, wysadzona 
drzewami. W jednej chwili przelatuje okoo niego ze sze powozw i ty 
omnibus, naadowany podrnymi wewntrz i na dachu. Na prawo, gdzie 
bardzo daleko, wida plac, na lewo - pod hotelem - niedu markiz, a pod ni 
gromad mczyzn i kobiet, ktrzy siedz przy okrgych stoliczkach, prawie na 
chodniku, i pij kaw. Panowie s jak wydekoltowani, maj w dziurkach od 
guzikw kwiaty lub wsteczki i zakadaj nogi na kolana akurat tak wysoko, 
jak przystoi w ssiedztwie piciopitrowych domw; kobiety szczupe, mae, 
niade, z ognistymi spojrzeniami, lecz skromnie ubrane. 
Wokulski idzie w lewo i za wgem tego samego hotelu, w tyme samym 
hotelu, widzi drug markiz i drug gromad ludzi, pijcych co obok chodnika. 
Tu siedzi ze sto osb, jeeli nie wicej; panowie maj miny impertynentw, 
damy s oywione, przyjacielskie i pene prostoty. Powozy jedno - i dwukonne 
tocz si w dalszym cigu, gromady pieszych pdz co chwil w jedn i drug 
stron, przesuwa si ty i zielony omnibus, tym za przecinaj drog 
omnibusy brunatne, wszystkie napenione wewntrz, wszystkie obadowane 
podrnymi na dachach. Wokulski znajduje si na rodku placu, z ktrego 
rozchodzi si siedem ulic. Liczy raz i drugi - siedem ulic... Gdzie i? Chyba w 
kierunku drzew... Akurat dwie ulice, przecinajce si pod ktem prostym, s 
zadrzewione... 
Pjd w kierunku ciany hotelu -myli Wokulski. 
Robi p obrotu w lewo i staje zdumiony. 
W gbi na lewo wida jaki potny gmach. 
Na parterze - szereg arkad i posgw, na pierwszym pitrze olbrzymie kolumny 
kamienne i nieco mniejsze marmurowe, ze zoconymi kapitelami. Na wysokoci 
dachu w ktach ory i zocone posgi, unoszce si nad zoconymi figurami 
rozhukanych koni. Dach bliej paski, dalej kopua zakoczona koron, a 
jeszcze dalej - dach trjktny, rwnie dwigajcy na szczycie grup figur. 
Wszdzie marmur, brz, zoto, wszdzie kolumny, posgi i medaliony... 
Opera?... - myli Wokulski. - Ale tu jest wicej marmurw i brzw anieli w 
caej Warszawie!... 
Przypomina sobie swj sklep, ozdob miasta, rumieni si i idzie dalej. Czuje, e 
Pary na pierwszym kroku przytoczy go, i - jest kontent. 
Ruch powozw, omnibusw i ludzi pieszych zwiksza si w zastraszajcy 
sposb. Co kilka krokw werandy, okrge stoliki, ludzie siedzcy przy 
chodnikach. Za powozem, ktry ma z tyu lokaja, toczy si wzek cigniony 
przez psa, mija go omnibus, potem dwaj ludzie z tragami, potem wikszy wz 
na dwu koach, potem dama i mczyzna konno i znowu nieskoczony szereg 
powozw. Bliej chodnika - wzek z bukietami, drugi z owocami, naprzeciw 
pasztetnik, roznosiciel gazet, handlarz starzyzny, szlifierz, roznosiciel ksiek... 
- M'rchand d'habits... 
- Figaro!... - Exposition!... 
- Guide Parisien!... trois francs!... trois francs!... 
Kto wsuwa Wokulskiemu ksik w rk, on paci trzy franki i przechodzi na 
drug stron ulicy. Idzie szybko, lecz pomimo to widzi, e wszystko go 
wyprzedza: powozy i piesi. Oczywicie, jest to jaki olbrzymi wycig; wic 
przypiesza kroku, a cho jeszcze nikogo nie wycign, ju zwraca na siebie 
powszechn uwag. Jego przede wszystkim atakuj roznosiciele gazet i ksiek, 
na niego patrz kobiety, z niego w drwicy sposb umiechaj si mczyni. 
Czuje, e on, Wokulski, ktry tyle haasu robi w Warszawie, tutaj jest 
oniemielony jak dziecko i... dobrze mu z tym... Ach, jake pragnby znowu 
zosta dzieckiem z owej epoki, kiedy to jego ojciec naradza si z przyjacimi: 
czy go odda do kupca, czy do szk? 
W tym miejscu ulica nieco zgina si na prawo. Wokulski pierwszy raz 
spostrzega dom trzypitrowy i napenia go jaka rzewno. Dom trzypitrowy 
midzy piciopitrowymi!... c to za mia niespodzianka... 
Nagle - mija go powz z groomem na kole, wiozcy dwie kobiety. Jedna 
cakiem mu nie znana, druga... 
Ona?... - szepcze Wokulski. - Niepodobiestwo!... 
Mimo to czuje, e siy go opuszczaj. Na szczcie, jest obok kawiarnia. Rzuca 
si na krzeso, tu przy chodniku; zjawia si garson, o co pyta, a nastpnie 
przynosi mazagran. Jednoczenie jaka kwiaciarka przypina mu r do tuurka, 
a roznosiciel gazet kadzie przednim Figaro. Wokulski tej rzuca dziesi 
frankw, temu franka, pije mazagran i zaczyna czyta: Jej K. M. Krlowa 
Izabela... 
Mnie gazet i chowa j do kieszeni, nie dokoczywszy mazagranu paci za 
niego i - wstaje od stou. Garson patrzy spod oka, dwaj gocie, bawicy si 
cienkimi laseczkami, zakadaj nogi jeszcze wyej, a jeden z nich 
impertynencko przypatruje mu si przez monokl. 
Gdybym tego franta uderzy w twarz? -myli Wokulski. -Jutro pojedynek i 
moe zabiby mnie... Ale gdybym ja jego zabi?..  
Przeszed okoo franta i spojrza mu w oczy. Elegantowi monokl spad na 
kamizelk i opucia go ochota do pumieszkw. 
Wokulski idzie dalej i z najwiksz uwag przypatruje si kamienicom C tu 
za sklepy!... Najlichszy z nich lepiej wyglda anieli jego, ktry jest 
najpikniejszym w Warszawie. Domy ciosowe; prawie na kadym pitrze 
wielkie balkony albo balustrady biegnce wzdu caego pitra. 
Ten Pary wyglda, jakby wszyscy mieszkacy czuli potrzeb cigego 
komunikowania si jeeli nie w kawiarniach, to za pomoc gankw - myli 
Wokulski. 
I dachy s jakie oryginalne, wysokie, obadowane kominami, najeone 
blaszanymi kominkami i szpicami. I na ulicach co krok wyrasta albo drzewo, 
albo latarnia, albo kiosk, albo kolumna zakoczona kul. ycie kipi tu tak silnie, 
e nie mogc zuy si w nieskoczonym ruchu powozw, w szybkim biegu 
ludzi, w dwiganiu piciopitrowych domw z kamienia, jeszcze wytryskuje ze 
cian w formie posgw lub paskorzeb, z dachw w formie strza i z ulic w 
postaci nieprzeliczonych kioskw. 
Wokulskiemu zdaje si, e wydobyty z martwej wody wpad nagle w ukrop, 
ktry burzy si i szumi, i pryska... On, czowiek dojrzay i w swoim klimacie 
gwatowny, poczu si tu jak flegmatyczne dziecko, ktremu imponuje wszystko 
i wszyscy. 
Tymczasem dokoa niego wci wre i kipi, i szumi, i pryska; nie wida koca 
tumw ani powozw, ani drzew, ani olniewajcych wystaw, ani nawet samej 
ulicy. Wokulski stopniowo zapada w odurzenie. Przestaje sysze haaliw 
rozmow przechodniw, potem guchnie na krzyki handlarzy ulicznych, 
wreszcie na turkot k. Potem zdaje mu si, e ju gdzie widzia takie domy, 
taki ruch, takie kawiarnie; pniej myli, e ostatecznie jest to nic wielkiego, a 
nareszcie budz si w nim zdolnoci krytyczne, i mwi sobie, e - jakkolwiek w 
Paryu czciej mona sysze jzyk francuski anieli w Warszawie, to jednak 
akcent tutejszy jest gorszy i wymowa mniej wyrana. 
Tak rozwaajc zwalnia kroku i zaczyna nie ustpowa z drogi. I kiedy myli, 
e dopiero teraz Francuzi zaczn go wytyka palcami, spostrzega ze 
zdziwieniem, e ju coraz mniej zwracaj na niego uwag. Po jednogodzinnym 
pobycie na ulicy sta si zwyczajn kropl paryskiego oceanu. 
To i lepiej! - mruczy. 
Do tej chwili co kilkadziesit krokw, na prawo i na lewo, rozsuway si domy i 
wida byo jak boczn ulic. Teraz jednolita ciana domw cignie si przez 
kilkaset krokw. Zaniepokojony, popiesza i ku wielkiemu zadowoleniu dociera 
nareszcie do bocznej ulicy; skrca troch na prawo i czyta: Rue St. Fiacre. 
Umiecha si, przychodzi mu bowiem na myl jaki romans Pawa Kocka. 
Znowu boczna ulica i znowu czyta: Rue du Sentier. 
Nie znam - mwi do siebie. O kilkadziesit krokw dalej widzi: Rue 
Poissonniere, ktra mu przypomina jak spraw kryminaln, a potem cay 
szereg krtkich uliczek wychodzcych naprzeciw teatru Gymnase. 
C to znowu?... - myli spostrzegszy na lewo ogromny budynek, 
niepodobny do adnego z tych, jakie zna dotychczas. Jest to olbrzymi prostokt 
z kamienia, a w nim brama z pkolistym sklepieniem. Oczywicie brama, ktra 
stoi na przeciciu si dwu ulic. Obok niej budka, gdzie zatrzymuj si 
omnibusy; prawie naprzeciw kawiarnia i chodnik oddzielony od rodka ulicy 
krtk elazn balustrad. 
O parset krokw dalej druga podobna brama, a midzy nimi szeroka ulica 
cignca si na prawo i lewo. Ruch nagle potguje si; tdy bowiem 
przejedaj a trzy gatunki omnibusw i tramwaje. 
Wokulski spoglda na prawo i znowu widzi dwa szeregi latar, dwa szeregi 
kioskw, dwa szeregi drzew i dwa szeregi piciopitrowych domw cigncych 
si na dugo Krakowskiego Przedmiecia i Nowego wiatu. Koca ich nic 
wida, tylko gdzie het, daleko, ulica podnosi si ku niebu, dachy zniaj si ku 
ziemi i wszystko znika. 
No, chobym mia zbdzi i spni si na sesj, pjd w tamt stron!... myli. 
Wtem na skrcie wymija go moda kobieta, ktrej wzrost i ruchy robi na 
Wokulskim silne wraenie. 
Ona?... Nie... Naprzd, ona zostaa w Warszawie, a po wtre - spotykam ju 
drug tak... Zudzenia... 
Ale siy opuszczaj go, a nawet pami. Stoi na przeciciu si dwu ulic 
wysadzonych drzewami i absolutnie nie wie, skd przyszed. Ogarnia go strach 
paniczny, znany ludziom, ktrzy zbdzili w lesie; szczciem, nadjeda 
jednokonka, ktrej furman umiecha si do niego w sposb bardzo przyjacielski. 
-Grand Htel - mwi Wokulski siadajc. 
Dorokarz dotyka rk kapelusza i woa: 
- Naprzd, Lizetka... Ten szlachetny cudzoziemiec postawi ci za fatyg kwart 
piwa. 
Nastpnie, odwrciwszy si bokiem do Wokulskiego, mwi: 
- Jedno z dwojga, obywatelu: albo dopiero dzi przyjechalicie, albo jestecie po 
dobrym niadaniu... 
-Dzi przyjechaem -odpowiada Wokulski, uspokojony widokiem jego penej, 
czerwonej twarzy bez zarostu. 
- I pilicie troch, to zaraz wida - wtrca dorokarz. - A taks znacie?.. 
-Wszystko jedno. 
- Naprzd, Lizetka!... Bardzo podoba mi si ten cudzoziemiec i myl, e tylko 
tacy powinni pokazywa si na naszej wystawie. Czy aby jestecie pewni, 
obywatelu, e mamy jecha do Grand Htel?... - zwraca si do Wokulskiego. 
- Najzupeniej. 
- Naprzd, Lizetkal Ten cudzoziemiec zaczyna mi imponowa. - Czy nie 
jestecie, obywatelu, z Berlina?... 
-Nie. 
Dorokarz przypatruje mu si chwil, wreszcie mwi: 
- Tym lepiej dla was. Nie mam wprawdzie pretensji do Prusakw, cho zabrali 
nam Alzacj i spory kawa Lotaryngii, ale zawsze nie lubi mie Niemca za 
konierzem. Skde jestecie, obywatelu? 
- Z Warszawy. 
- Ah, ca... Pikny kraj... bogaty kraj... Naprzd, Lizetka!... Wic pan jeste 
Polak?... Znam Polakw!... Oto plac Opery, obywatelu, a oto Grand Htel... 
Wokulski rzuci trzy franki dorokarzowi, pdem wbieg do bramy, a z niej na 
trzecie pitro. Ledwie stan przed swoim numerem, ju ukaza si umiechnity 
sucy i odda mu bilet Suzina i pakiet listw. 
- Duo interesantw... duo interesantek! - rzek sucy patrzc na niego 
figlarnie. 
- Gdzie oni? 
- S w salonie przyj, s w czytelni, s w sali jadalnej... Pan Jumart 
niecierpliwi si... 
- Kt jest pan Jumart? - spyta Wokulski. - Marszaek dworu paskiego i pana 
Siuz... Bardzo zdolny czowiek i due mgby panu odda usugi, gdyby by 
pewny tak... z tysic frankw gratyfikacji... - mwi wci figlarnie sucy. 
- Gdzie on jest? 
- Na pierwszym pitrze, w paskim salonie przyj. Pan Jumart jest bardzo 
zdolny czowiek, ale i ja moe przydabym si waszej ekscelencji, jakkolwiek 
nazywam si Miler. Naprawd jednak jestem Alzatczyk i na honor, zamiast bra 
od pana, jeszcze pacibym dziesi frankw dziennie, bylemy raz skoczyli z 
Prusakami. 
Wokulski wszed do numeru. 
- Nade wszystko niech panowie strzeg si tej baronowej... ktra ju czeka w 
czytelni, a ma niby to przyj dopiero o trzeciej... Przysign, to Niemka... 
Jestem przecie Alzatczyk!... Ostatnie zdania Miler wypowiedzia znionym 
gosem i cofn si na korytarz. 
Wokulski otworzy bilet Suzina i czyta: Sesja dopiero o smej - pisa Suzin masz 
czasu dosy, wic zaatw si z tymi interesantami, a nade wszystko z 
babami. Ja ju, dalibg, za stary, eby im wszystkim dogodzi. 
Wokulski zacz przeglda listy. Po wikszej czci byy to reklamy kupcw, 
fryzjerw, dentystw, proby o wsparcie, propozycje wyjawienia jakich 
tajemnic, jedna odezwa od Armii Zbawienia. 
Z caego mnstwa tych korespondencyj uderzya Wokulskiego nastpna: 
Osoba moda, elegancka i przystojna pragnie zwiedza z panem Pary na 
wsplny koszt. Odpowied zoy u szwajcara hotelu. 
Oryginalne miasto! - mrukn Wokulski. 
Drugi, jeszcze ciekawszy list pochodzi od owej baronowej... ktra od trzeciej 
miaa czeka na schadzk w czytelni. 
To jeszcze p godziny... 
Zadzwoni i kaza przynie do numeru niadanie. W kilka minut podano mu 
szynk, jaja, befsztyk, jak nieznan ryb, kilka butelek rozmaitych trunkw i 
maszynk kawy czarnej. Jad z wilczym petytem, pi nie gorzej, wreszcie kaza 
Milerowi zaprowadzi si do owej sali przyj. 
Sucy wyszed z nim na korytarz, dotkn dzwonka, co powiedzia przez tub 
i wprowadzi Wokulskiego do windy. W minut pniej Wokulski by na 
pierwszym pitrze, a gdy opuszcza wind, zastpi mu drog jaki 
dystyngowany pan, z nieduymi wsami, we fraku i biaym krawacie. 
- Jumart... - odezwa si ten pan z ukonem. 
Poszli kilkanacie krokw korytarzem i Jumart otworzy drzwi wspaniaego 
salonu. Wokulski o mao nie cofn si zobaczywszy zocone meble, olbrzymie 
lustra i ciany ozdobione paskorzebami. Na rodku sta duy st pokryty 
kosztownym obrusem i przywalony stosem papierw. 
-Mog wprowadzi interesantw? - spyta Jumart. -Ci nie s, zdaje mi si, 
niebezpieczni. Tylko na baronow... omiel si zwrci uwag... Czeka w 
czytelni. 
Ukoni si i wyszed z powag do innego salonu, ktry zdawa si by 
poczekalni. 
Czy ja, do licha, nie wpadem w jak awantur? - pomyla Wokulski. 
Ledwie Wokulski usiad na fotelu i zacz przeglda papiery, wszed lokaj w 
bkitnym fraku ozdobionym zotymi haftami i poda mu bilet na tacy. Na 
bilecie by napis: Pukownik, i jakie nic nie mwice nazwisko. 
- Prosi. Po chwili ukaza si mczyzna piknego wzrostu, z siw hiszpank, 
takimi wsami i czerwon wsteczk przy klapie surduta: 
- Wiem, e mao ma pan czasu - odezwa si go, lekko kaniajc si. - Mj 
interes jest krtki. Pary - miasto wspaniae pod kadym wzgldem: czy chodzi 
o zabaw, czy o nauk ; ale potrzebuje wytrawnego przewodnika. Poniewa 
znam wszystkie muzea, galerie, teatry, kluby, monumenta, instytucje rzdowe i 
prywatne, sowem wszystko...wic jeeli pan yczy sobie... 
- Niech pan raczy zostawi swj adres - odpowiedzia Wokulski. 
- Wadam czterema jzykami, mam znajomoci w wiecie artystycznym, 
literackim, naukowym i przemysowym... 
-W tej chwili nie mog panu da odpowiedzi -przerwa Wokulski 
- Mam zgosi si czy czeka na paskie wezwanie? - spyta go 
-Tak, odpowiem panu listownie. 
- Polecam si pamici - odpar go. Wsta z krzesa i ukoniwszy si wyszed. 
Lokaj przynis drugi bilet i niebawem ukaza si drugi go. By to czowiek 
pulchny i rumiany i wyglda na waciciela sklepu bawatnego. Kania si na 
caej przestrzeni ode drzwi do stou. 
- Co pan kae? - spyta Wokulski. 
- Jak to, nie odgad pan przeczytawszy nazwisko Escabeau?..Hannibal 
Escabeau?... - zdziwi si przybyy. - Karabin Escabeau daje siedemnacie 
strzaw na minut; ten za, ktry bd mia honor zaprezentowa panu, 
wyrzuca trzydzieci kul... 
Wokulski mia tak zdziwion min, e Hannibal Escabeau sam pocz si 
dziwi. 
-Sdz, e nie omyliem si? -spyta go. 
-Omyli si pan - odpar Wokulski. -Jestem kupcem galanteryjnym i karabiny 
nic mnie nie obchodz. 
- Mwiono mi jednak... poufnie... - rzek z naciskiem Escabeau - e panowie... 
-le pana poinformowano. 
- Ach, w takim razie przepraszam... To moe by pod innym numerem... mwi 
go cofajc si i kaniajc. 
Nowy wystp bkitnego fraka i biaych spodni i nowy go; tym razem may, 
szczupy, czarny, z niespokojnym wejrzeniem. Ten prawie przybieg do stou, 
pad na krzeso, obejrza si na drzwi i przysunwszy si do Wokulskiego zacz 
przyciszonym gosem: 
- Pewnie dziwi to pana, ale... rzecz jest wana... zbyt wana...W tych dniach 
zrobiem olbrzymie odkrycie co do rulety... Trzeba tylko sze do siedmiu razy 
dublowa stawk... 
-Wybaczy pan, ale ja si tym nie zajmuj -przerwa mu Wokulski: 
- Nie ufa mi pan?... To cakiem naturalne... Ale mam wanie przy sobie ma 
rulet... Moemy sprbowa... 
- Przepraszam pana, w tej chwili nie mam czasu. 
- Trzy minuty, panie... minutk... - Ani p minuty. 
- Wic kiedy mam przyj? - pyta go z min bardzo zdesperowan. 
- W kadym razie nieprdko. 
- Nieche mi pan przynajmniej poyczy sto frankw na oficjalne prby... 
-Mog suy picioma -odpar Wokulski sigajc do kieszeni. 
- O nie, panie, dzikuj... Nie jestem awanturnikiem... Zreszt...niech pan da... 
jutro odnios... Pan moe si tymczasem namyli... 
Nastpny go, czowiek okazaej tuszy, ze sznurem miniaturowych orderw na 
klapie surduta, proponowa Wokulskiemu: dyplom doktora filozofii, order lub 
tytu, i wydawa si bardzo zdziwionym, gdy propozycji nie przyjto. Odszed, 
nawet nie poegnawszy si. 
Po nim nastpia paru minutowa przerwa. Wokulskiemu zdawao si, e w 
poczekalni syszy szelest kobiecej sukni. Wyty ucho... W tej chwili lokaj 
zameldowa baronow... 
Znowu duga pauza i ukazaa si w salonie kobieta tak pikna i dystyngowana, 
e Wokulski mimo woli powsta z fotelu. Moga mie okoo czterdziestu lat; 
wzrost okazay, rysy bardzo regularne, postawa wielkiej damy. 
Milczc wskaza jej fotel. Gdy za usiada, spostrzeg, e jest wzburzona i 
szarpie w rkach haftowan chusteczk. Nagle odezwaa si, dumnie patrzc mu 
w oczy: 
-Pan mnie zna? 
- Nie, pani. 
-Nie widzia pan nawet moich portretw? 
-Nie. 
-Wic chyba nigdy pan nie by ani w Berlinie, ani w Wiedniu. 
- Nie byem. 
Dama gboko odetchna. 
- Tym lepiej - rzeka - bd mielsz. Nie jestem baronowa...jestem zupenie 
kim innym. Ale o to mniejsza. Chwilowo znalazam si w trudnym pooeniu... 
potrzebuj dwudziestu tysicy frankw... A poniewa nie chc w tutejszych 
lombardach zastawia moich klejnotw, wic... Pojmuje pan? 
- Nie, pani. 
- Wic... mam do zbycia wan tajemnic... 
- Nie mam prawa nabywa tajemnic - odpowiedzia ju zmieszany Wokulski. 
Dama poruszya si na fotelu. 
- Nie ma pan prawa?... Wic po c pan tu przyjecha?... - rzeka z lekkim 
umiechem. 
-A jednak nie mam... 
Dama podniosa si. 
-Tu - mwia wzruszona -jest adres, pod ktrym mona si zgosi do mnie w 
cigu dwudziestu czterech godzin, a tu... notatka, ktra moe panu da troch do 
mylenia... egnam. Wysza z szelestem. Wokulski spojrza na notatk i znalaz 
w niej szczegy dotyczce osoby jego i Suzina, ktre zazwyczaj stanowi tre 
paszportw. 
No tak!... - myla. - Miler przeczyta mj paszport i zrobi z niego wycig, 
nawet nie bez bdw... Woklusky... C, u diaba czy oni mnie uwaaj za 
dziecko?... 
Poniewa nikt z goci ju nie przychodzi, Wokulski wezwa do siebie Jumarta. 
- Co pan rozkae? - spyta elegancki marszaek dworu. 
- Chciaem z panem pomwi. 
- Prywatnie?... W takim razie pozwoli pan, e usid. Przedstawienie skoczone, 
kostiumy id do skadu, aktorzy staj si rwni sobie. 
Mwi to nieco ironicznym tonem i zachowywa si, jak przystao na czowieka 
bardzo dobrze wychowanego. Wokulski dziwi si coraz wicej. 
- Powiedz mi pan - rzek - co to s za ludzie? 
- Ci, ktrzy byli u pana? - spyta Jumart. - Ludzie jak inni: przewodnicy, 
wynalazcy, porednicy... Kady pracuje, jak umie, i stara si swoj prac zby 
najkorzystniej. A e lubi zarobi, jeeli si da, wicej ni warto, to ju cecha 
Francuzw: 
- Pan nie jeste Francuzem? 
- Ja?... urodziem si w Wiedniu, ksztaciem si w Szwajcarii i w Niemczech, 
dugi czas mieszkaem we Woszech, Anglii, Norwegii, Stanach 
Zjednoczonych... Moje za nazwisko najlepiej streszcza narodowo: tym 
jestem, w czyjej mieszkam oborze; woem midzy woami, koniem midzy 
komi. A e wiem, skd mam pienidze i na co je wydaj, i ludzie o mnie 
wiedz, wic zreszt nic mnie nie obchodzi. 
Wokulski przypatrywa mu si z uwag. 
- Nie rozumiem pana - rzek. 
- Widzi pan - mwi Jumart przebierajc palcami po stole - za duo zwiedziem 
wiata, aebym mia troszczy si o czyj narodowo. Dla mnie istniej tylko 
cztery narodowoci bez wzgldu na jzyki. Numer pierwszy maj ci, o ktrych 
wiem: - skd bior pienidze i na co je wydaj. Numer drugi - ci, o ktrych 
wiem, skd bior, ale nie wiem, na co wydaj. Numer trzeci ma znane wydatki, 
cho nieznane dochody, a numer czwarty nosz ci, ktrych nie znam ani rda 
dochodw, ani wydatkw. O panu Escabeau wiem, e ma dochody z fabryki 
trykotay, a wydaje pienidze na zbudowanie jakiej piekielnej broni, wic 
szanuj go... za o pani baronowej:.. nie wiem, ani skd bierze pienidze, ani na 
co je wydaje; i dlatego jej nie ufam. 
-Ja jestem kupcem, panie Jumart - odpowiedzia Wokulski, niemile dranity 
wykadem powyszej teorii. 
- Wiem o tym. I jeszcze jest pan przyjacielem pana Siuz, co take daje pewien 
procent. Nie do pana zreszt stosoway si moje uwagi; wypowiedziaem je jako 
odczyt, ktry mam nadziej, opaci mi si. 
-Jeste pan filozofem - mrukn Wokulski. 
-Nawet doktorem filozofii dwu uniwersytetw - odpar Jumart. 
-I speniasz pan rol... 
- Sucego?... chciae pan powiedzie - przerwa miejc si Jumart. - Pracuj, 
panie, aby y i zabezpieczy sobie rent na staro. A o tytu nie dbam: tyle ich 
ju miaem!... wiat podobny jest do amatorskiego teatru: wic nieprzyzwoicie 
jest pcha si w nim do rl pierwszych, a odrzuca podrzdne. Wreszcie, kada 
rola jest dobra, byle gra j z artyzmem i nie bra jej zbyt powanie. 
Wokulski poruszy si. Jumart wsta z krzesa i ukoniwszy si elegancko, rzek: 
- Polecam panu moje usugi. Nastpnie wyszed z salonu. 
Mam gorczk czy co?... - szepn Wokulski ciskajc gow rkoma. Wiedziaem, 
e Pary jest dziwny, ale eby by a tak dziwny... 
Kiedy Wokulski spojrza na zegarek, byo dopiero wp do czwartej. 
Przeszo cztery godziny do sesji -mrukn czujc, e ogarnia go trwoga na 
myl: co robi z czasem? Widzia tyle nowych rzeczy, rozmawia z tyloma 
nowymi ludmi i jest dopiero wp do czwartej!... 
Trapi go nieokrelony niepokj, czu brak czego... Moe by znowu co zje? nie. 
Moe czyta? - nie. Moe rozmawia? - ju mam dosy tej rozmowy.. 
Ludzie obrzydli mu; najmniej wstrtnymi byli ci chorzy na mani wynalazkw i 
ten Jumart ze swoj klasyfikacj czowieczego gatunku. 
Nie mia odwagi wraca do swego numeru z wielkim lustrem; c mu wic 
postao, jeeli nie ogldanie paryskich osobliwoci. Kaza zaprowadzi si do 
sali jadalnej Grand Htel. Wszystko tu pyszne i ogromne, poczwszy od cian, 
sufitu i okien, skoczywszy na liczbie i dugoci stow. Ale Wokulski nie 
przypatrywa si; utkwi oczy w jednym z olbrzymich zoconych pajkw i 
myla: 
Kiedy ona dosignie wieku baronowej... ona, przywyka do wydawania 
dziesitkw tysicy rubli rocznie, kto wie, czy nie pjdzie te drogami 
baronowej?... Przecie i ta kobieta bya mod, i za ni mg szale taki wariat jak 
ja, i ona nie pytaa, skd si bior pienidze... Dzi ju wie skd: z handlu 
tajemnicami ... Przeklta sfera, ktra hoduje takie pikne i takie kobiety... 
W sali byo mu ciasno, wic wybieg przed hotel utopi si w ulicznym gwarze. 
Pierwej szedem na lewo - myla - teraz pjd w prawo... 
Wdrwka na olep w niezmiernym miecie bya jedyn rzecz majc dla 
niego jaki gorzki powab. 
Gdybym midzy tymi tumami mg zgubi samego siebie...-szepn. 
Skrci tedy na prawo. Wymin nieduy plac i wszed na bardzo duy, obficie 
zasadzony drzewami. Na rodku jego sta gmach prostoktny, otoczony 
kolumnami jak grecka witynia; wielkie drzwi piowe, okryte paskorzeb, 
na szczycie frontonu rwnie paskorzeba przed-stawiajca, zdaje si, sd 
ostateczny. 
Wkoo obszed gmach mylc o Warszawie. Z jakim trudem dwigaj si 
tamtejsze budowle niedue, nietrwae i paskie, gdy tu sia ludzka, jakby dla 
rozrywki, wznosi olbrzymy i tak dalece jest niewyczerpana prac, e jeszcze 
zalewa je ozdobami. 
Naprzeciw zobaczy niedug ulic, a za ni ogromny plac, na ktrym majaczya 
wysmuka kolumna. Poszed w tamt stron. Im bardziej zblia si, tym wyej 
rosa kolumna i plac si rozszerza. Przed i za kolumn biy due wodotryski; na 
prawo i na lewo cigny si ju knce kpy drzew jak ogrody; w gbi wida 
byo rzek, nad ktr co chwil rozsnuwa si dym szybko przelatujcego 
parostatku. 
Na placu krcio si niewiele stosunkowo powozw; natomiast byo duo dzieci 
z matkami i bonami. Kryli wojskowi rnej broni i gdzie graa orkiestra. 
Wokulski zbliy si do obelisku i ogarno go zdumienie. Znajdowa si na 
rodku obszaru majcego ze dwie wiorsty dugoci i z pszerokoci. Za sob 
mia ogrd, przed sob bardzo dug alej. Po obu jej stronach cigny si 
skwery i paace, a daleko, na wzgrzu, wznosia si ogromna brama. Wokulski 
czu; e w tym miejscu moe mu zabrakn przymiotnikw i stopni 
najwyszych. 
-To jest plac Zgody, to obelisk z Luxor (oryginalny, panie!), za nami Ogrd 
Tuileryjski, przed nami Pola Elizejskie, a tam, na kocu...uk Gwiazdy... 
Wokulski obejrza si: przy nim krci si jaki pan w ciemnych okularach i 
nieco podartych rkawiczkach. 
- Moemy tam podej... Boski spacer!... Czy widzisz pan ten ruch... - mwi 
nieznajomy. Nagle umilk, szybko odszed i znikn midzy dwoma 
przejedajcymi powozami. Natomiast zbliy si jaki wojskowy w krtkiej 
pelerynie, z kapturem na plecach. Wojskowy chwil przypatrzy si 
Wokulskiemu i rzek z umiechem: 
- Pan cudzoziemiec?... Niech pan bdzie ostrony ze znajomociami w Paryu. 
Wokulski machinalnie dotkn bocznej kieszeni surduta i ju nie znalaz tam 
srebrnej papieronicy. Zarumieni si, podzikowa wojskowemu w pelerynie, 
lecz nie przyzna si do straty. Przyszy mu na myl definicje Jumarta i 
powiedzia sobie, e ju zna rdo dochodw pana w podartych rkawiczkach, 
cho nie wie jeszcze o jego wydatkach. 
Jumart ma racj - szepn. - Zodzieje s mniej niepewni od ludzi, ktrzy nie 
wiadomo skd czerpi dochody... 
I przypomnia sobie, e w Warszawie jest bardzo wielu takich. Moe dlatego 
nie ma tam gmachw i ukw triumfalnych... 
Szed Polami Elizejskimi i odurza si ruchem nieskoczonych sznurw karet i 
powozw, midzy ktrymi przesuwali si jedcy i amazonki. Szed odpdzajc 
od siebie pospne myli, ktre kryy nad nim jak stada nietoperzw. Szed i 
lka si spojrze za siebie; zdawao mu si, e na tej drodze, kipicej 
przepychem i weselem, on sam jest jak zdeptany robak, ktry wlecze za sob 
wntrznoci. 
Dotar do uku Gwiazdy i powoli zawrci si z powrotem. Gdy znowu dosiga 
placu Zgody, zobaczy, poza Tuileryjskim Ogrodem, ogromn czarn kul, ktra 
szybko sza w gr, zatrzymaa si pewien czas i powoli opada na d. 
Ach, to tu jest balon Giffarda? - pomyla. - Szkoda, e nie mam dzi czasu!... 
Z placu skrci w jak ulic, gdzie na prawo cign si ogrd oddzielony 
elaznymi sztachetami i supami, na ktrych stay wazony, a na lewo - szereg 
kamienic z plokrgymi dachami, z lasem kominw i kominkw, z nie 
koczcymi si balustradami... Szed powoli i z trwoga myla, e ledwie po 
omiogodzinnym pobycie Pary zaczyna go nudzi... 
Bah! - szepn. - A wystawa, a muzea, a balon?..  
Idc wci ulic Rivoli, okoo sidmej dotar do placu, na ktrym wznosia si, 
samotna jak palec, wiea gotycka, otoczona drzewami i niskim potem z prtw 
elaznych. Std znowu rozbiegao si kilka ulic ; Wokulski uczu znuenie, 
kiwn na fiakra i po upywie p godziny znalaz si w hotelu spotkawszy po 
drodze znajom ju bram St. Denis. 
Sesja z fabrykantami okrtw i odnonymi inynierami przecigna si do 
pnocy, przy udziale bardzo wielu butelek szampana. Wokulski, ktry musia 
wyrcza w rozmowie Suzina i robi duo notatek, dopiero przy tej pracy 
uspokoi si zupenie. Rzeko pobieg do swojego numeru i zamiast drczy si 
lustrem, wzi do poduszki plan Parya umieszczony w Przewodniku. 
Bagatela! - mrukn. - Okoo stu wiorst kwadratowych powierzchni, dwa 
miliony mieszkacw, kilka tysicy ulic i kilkanacie tysicy powozw 
publicznych... 
Potem przejrza dugi spis najznakomitszych budowli paryskich i ze wstydem 
pomyla, e chyba nigdy nie zorientuje si w tym miecie. 
Wystawa... Ntre-Dame... Hale Centralne... Plac Bastylii... Magdalena... 
cieki... No, dajcie mi spokj! - mwi. 
Zgasi wiec. Na ulicy byo cicho; przez okno napywa szary blask wiate 
odbitych chyba od obokw. Ale Wokulskiemu szumiao i dzwonio w uszach, a 
przed oczyma ukazyway mu si to ulice gadkie jak posadzka, to drzewa 
otoczone elaznymi koszykami, to gmachy budowane z ciosowego kamienia, to 
znowu ciba ludzi i powozw wychodzcych nie wiadomo skd i biegncych 
nie wiadomo dokd. Przypatrujc si tym pierzchliwym widziadom usypia i 
myla, e jednak ten pierwszy dzie w Paryu upamitni mu si na cae ycie. 
Potem marzyo mu si, e to morze domw i las posgw, i nieskoczone 
szeregi drzew zwalaj si na niego i e on sam ju pi w niezmiernym grobowcu 
samotny, cichy, prawie szczliwy. pi, o niczym nie myli, o nikim nie 
pamita, i tak przespaby wieki, gdyby, ach! nie ta kropla alu, ktra ley w nim 
czy obok niego, tak maa, e jej nie dojrzy ludzkie oko, a tak gorzka, e 
mogaby cay wiat zatru. 
Od dnia, w ktrym po raz pierwszy skpa si w Paryu, zaczo si dla 
Wokulskiego ycie prawie mistyczne. Poza obrbem kilku godzin, ktre 
powica naradom Suzina z budowniczymi okrtw, Wokulski by zupenie 
swobodny i uywa tego czasu na najnieporzdniejsze zwiedzanie miasta. 
Wybiera jak miejscowo wedug alfabetu w Przewodniku i nawet nie patrzc 
na plan jecha tam otwartym powozem. Wdrapywa si na schody, obchodzi 
gmachy, przebiega sale, zatrzymywa si przed ciekawszymi okazami i tym 
samym fiakrem, wynajtym na cay dzie, przenosi si do innej miejscowoci, 
znowu wedug alfabetu. A poniewa najwikszym niebezpieczestwem, jakiego 
lka si, by brak zajcia, wic wieczorami oglda plan miasta, wykrela ju 
obejrzane punkta i robi notatki. 
Niekiedy w wycieczkach towarzyszy mu Jumart i prowadzi go do miejsc, o 
ktrych nie wspominaj przewodniki: do skadw kupieckich, do warsztatw 
fabrycznych, do mieszka rkodzielnikw, do kwater studenckich, do kawiarni i 
restauracyj na ulicach czwartego rzdu. I tu dopiero Wokulski poznawa 
waciwe ycie Parya. 
W cigu tych wdrwek wchodzi na wiee: St. Jacques, Ntre-Dame i 
Panteonu, wjeda wind na Trocadero, zstpowa do ciekw paryskich i do 
ozdobionych trupimi gowami katakumb, zwiedza wystaw powszechn, 
Louvre i Cluny, Lasek Buloski i cmentarze, kawiarnie de la Rotonde, du Grand 
Balcon i fontanny, szkoy i szpitale, Sorbon i sal fechtunku, hale i 
konserwatorium muzyczne, bydobjnie i teatry, gied, Kolumn Lipcow i 
wntrza wity. Wszystkie te widoki tworzyy dokoa niego chaos, ktremu 
odpowiada chaos panujcy we wasnej duszy. 
Nieraz przebiegajc myl ogldane przedmioty: od paacu wystawy, majcego 
dwie wiorsty w obwodzie, do pery w koronie Burbonw, niewikszej od ziarna 
grochu, pyta: czego ja chc.?... I okazywao si, e nie chcia niczego. Nic nie 
przykuwao jego uwagi, nie przypieszao bicia serca, nie pobudzao go do 
czynw. Gdyby za cen pieszej podry od cmentarza Montmartre do cmentarza 
Montparnasse ofiarowano mu cay Pary pod warunkiem, eby go to zajo i 
rozgrzao, nie przeszedby tych piciu wiorst. Przechodzi za ich dziesitki 
dziennie dlatego tylko, aeby zaguszy wspomnienia. 
Nieraz zdawao mu si, e jest istot, ktra dziwnym zbiegiem wypadkw 
urodzia si przed kilkoma dniami tu, na bruku paryskim, i e wszystko, co mu 
przychodzio na pami, jest zudzeniem, jakim snem przedbytowym, ktry 
nigdy nie istnia w rzeczywistoci. Wwczas mwi sobie, e jest zupenie 
szczliwy, jedzi z jednego koca Parya na drugi i jak szaleniec garciami 
rozrzuca luidory. 
Wszystko jedno! - mrucza. 
Ach, gdyby tylko nie ta kropla alu, tak maa, a tak gorzka! 
Czasami na tle szarych dni, w ktrych zdawao mu si, e na jego gow wali si 
cay wiat paacw, fontann, rzeb, obrazw i machin, trafia si wypadek, ktry 
przypomina mu, e on nie jest zudzeniem, ale rzeczywistym czowiekiem, 
chorym na raka w duszy. 
By raz w teatrze Varietes na ul. Montmartre, o parset krokw od swego 
hotelu. Miano gra trzy wesoe sztuczki, midzy nimi jedn operetk. Poszed 
tam, aeby odurzy si bazestwem, i prawie natychmiast po podniesieniu 
kurtyny usysza na scenie frazes wypowie-dziany paczliwym gosem: 
Kochanek wszystko wybaczy kochance, wyjwszy drugiego kochanka... -
Niekiedy trzeba wybaczy trzech albo i czterech!... - odezwa si ze miechem 
siedzcy obok niego Francuz. 
Wokulski uczu brak powietrza, zdawao mu si, e ziemia rozstpuje si pod 
nim i sufit upada na niego. Nie mg wytrzyma w teatrze; wsta z krzesa, na 
nieszczcie pooonego gdzie we rodku teatru, i oblany zimnym potem, 
depczc po nogach ssiadw, uciek z przedstawienia. Bieg w stron hotelu i 
wpad do pierwszej naronej kawiarni. O co go pytano, co odpowiedzia, nic 
pamita. Wiedzia tylko, e podano mu kaw i karafk koniaku, naznaczon 
kreskami, ktre odpowiaday objtoci kieliszka. 
Wokulski pi i myla; 
Starski to jest ten drugi kochanek, Ochocki trzeci... A Rossi?...Rossi, ktremu 
ja urzdzaem klak i znosiem mu do teatru prezenta...Czyme on by?... Gupi 
czowieku, ale to jest Mesalina, jeeli nie ciaem, to duchem... I ja, ja mam 
szale dla niej?... Ja!... 
Czu, e oburzenie uspokaja go; gdy przyszo do rachunku, przekona si, e... 
karafka bya pusta... 
A jednake ten koniak uspakaja... - pomyla. 
Odtd, ile razy przypomniaa mu si Warszawa albo ile razy spotka kobiet 
majc co szczeglnego w ruchach, w ubiorze czy fizjognomii, wpada do 
kawiarni i wypija karafk koniaku. Tylko wwczas miao przypomina sobie 
pann Izabel i dziwi si, e taki jak on czowiek mg kocha tak jak ona 
kobiet. 
Przecie chyba zasuguj na to - myla - aebym by pierwszymi ostatnim... 
Karafka koniaku wyprniaa si, a on opiera gow na rkach i drzema, ku 
wielkiej uciesze garsonw i goci. 
I znowu po caych dniach zwiedza wystaw, muzea, studnie artezyjskie, szkoy 
i teatry nie dlatego, aeby co pozna, ale eby zaguszy wspomnienia. 
Powoli, na tle guchych, nieokrelonych cierpie, poczo si w nim rodzi 
pytanie: czy istnieje jaki porzdek w budowie Parya? Czy jest przedmiot, z 
ktrym mona by go porwna, i ad, pod ktry daoby si go podcign? 
Widziany z Panteonu i z Trocadero, Pary przedstawia si jednakowo: byo to 
morze domw, przecite tysicem ulic, nierwne dachy wyglday jak fale, 
kominy jak odpryski, a wiee i kolumny jak wiksze fale. 
Chaos! - mwi Wokulski. - Zreszt nie moe by inaczej tam, gdzie zbiegaj 
si miliony usiowa. Wielkie miasto jest jak obok kurzu; ma przypadkowe 
kontury, lecz nie moe mie logiki. Gdyby j miao, ju od dawna wykryliby ten 
fakt autorowie przewodnikw; bo i od czeg oni s?... 
I przyglda si planowi miasta wymiewajc wasne wysiki. 
Tylko jeden czowiek, i w dodatku genialny czowiek, moe wytworzy jaki 
styl, jaki plan - myla. 
- Ale eby miliony ludzi, pracujcych przez kilka wiekw i nie wiedzcych 
jeden o drugim, wytworzyo jak logiczn cao, jest to wprost niepodobne. 
Powoli jednake, ku najwikszemu zdziwieniu, spostrzeg, e w Pary 
budowany przez kilkanacie wiekw, przez milion ludzi, nie wiedzcych o sobie 
i nie mylcych o adnym planie, ma jednake plan, tworzy cao, nawet 
bardzo logiczn. 
Uderzyo go naprzd to, e Pary jest podobny do olbrzymiego pmiska, o 
dziewiciu wiorstach szerokoci z pnocy na poudnie i o jedynastu - dugoci 
ze wschodu na zachd. Pmisek ten w stronie poudniowej jest pknity .i 
przedzielony Sekwan, ktra przecina go ukiem biegncym od kta 
poudniowo-wschodniego przez rodek miasta i skrca do kta poudniowozachodniego. 
Omioletnie dziecko mogoby wyrysowa taki plan. 
No dobrze - myla Wokulski - ale gdzie tu jest jakikolwiek ad w ustawieniu 
osobliwych budynkw... Ntre-Dame w jednej stronie, Trocadero w innej 
stronie, a Louvre, a gieda, a Sorbona!... Chaos, i tyle... 
Lecz gdy pilniej zacz rozglda si w planie Parya, spostrzeg to, czego nie 
dojrzeli rodowici paryanie (co byoby mniej dziwne) ani nawet K. Baedeker, 
roszczcy sobie prawo do orientowania si po caej Europie. 
Pary pomimo pozornego chaosu ma plan, ma logik, chocia budowao go 
przez kilkanacie wiekw miliony ludzi nic wiedzcych o sobie i bynajmniej nic 
mylcych o logice i stylu. 
Pary posiada to, co mona by nazwa krgosupem, osi krystalizacji miasta. 
Lasek Vincennes ley w stronie poudniowo-wschodniej, a kraniec Lasku 
Buloskiego w pnocno-zachodniej stronie Parya. Ot: owa o krystalizacji 
miasta podobna jest do olbrzymiej gsienicy (majcej prawie sze wiorst 
dugoci), ktra znudziwszy si w Lasku Vincennes posza na spacer do Lasku 
Buloskiego. 
Ogon jej opiera si o plac Bastylii, gowa o uk Gwiazdy, korpus prawie 
przylega do Sekwany. Szyj stanowi Pola Elizejskie, gorset Tuileries i Louvre, 
ogonem jest Ratusz, Ntre-Dame i nareszcie Kolumna Lipcowa na placu 
Bastylii. 
Gsienica ta posiada wiele nek krtszych i duszych. Idc od gowy pierwsza 
para jej nek opiera si na lewo: o Pole Marsowe, paac Trocadero i wystaw, 
na prawo a o cmentarz Montmartre. Druga para (nki krtsze) na lewo siga 
do Szkoy Wojskowej, Hoteludes Invalides, i Izby Deputowanych, na prawo 
kocioa Magdaleny i Opery. Potem idzie (wci ku ogonowi) na lewo Szkoa 
Sztuk Piknych, na prawo Palais Royal, bank i gieda; na lewo Institut deFrance 
i mennica, na prawo Hale Centralne; na lewo Paac Luksemburski, muzeum 
Cluny i Szkoa Medyczna, na prawo plac Republiki, z koszarami ks. 
Eugeniusza. 
Niezalenie od osi krystalizacyjnej i prawidowoci w oglnym konturze miasta 
Wokulski przekona si jeszcze (o czym zreszt mwiy przewodniki), e w 
Paryu istniej cae dziedziny prac ludzkich i jaki porzdek w ich ukadzie. 
Pomidzy placem Bastylii i placem Rzeczypospolitej skupia si przemys i 
rzemiosa; naprzeciw nich, po drugiej stronie Sekwany, ley dzielnica 
aciska, gniazdo uczcych si i uczonych. Midzy Oper, placem 
Rzeczypospolitej i Sekwan gromadzi si handel wywozowy i finanse; midzy 
Ntre-Dame, Instytutem Francuskim i cmentarzem Montparnasse gnied si 
szcztki arystokracji rodowej. Od Opery do uku Gwiazdy cignie si dzielnica 
bogatych dorobkiewiczw, a naprzeciw nich, po lewej stronie Sekwany, obok 
Hotelu Inwalidw i Szkoy Wojskowej jest siedziba militaryzmu i 
wszechwiatowych wystaw. 
Obserwacje te zbudziy w duszy Wokulskiego nowe prdy, o ktrych pierwej 
nie myla albo myla niedokadnie. Zatem wielkie miasto, jak rolina i 
zwierz, ma waciw sobie anatomi i fizjologi. Zatem - praca milionw ludzi, 
ktrzy tak gono krzycz o swojej wolnej woli, wydaje te same skutki, co praca 
pszcz budujcych regularne plastry, mrwek wznoszcych ostrokrne kopce 
albo zwizkw chemicznych ukadajcych si w regularne krysztay. 
Nie ma wic w spoeczestwie przypadku, ale nieugite prawo, ktre jakby na 
ironi z ludzkiej pychy, tak wyranie objawia si w yciu najkapryniejszego 
narodu, Francuzw! Rzdzili nimi Merowingowie i Karlowingowie, Burboni i 
Bonapartowie, byy trzy republiki i par anarchii, bya inkwizycja i ateizm, 
rzdcy i ministrowie zmieniali si jak krj sukien albo oboki na niebie... Lecz 
pomimo tylu zmian, tak na pozr gbokich, Pary coraz dokadniej przybiera 
form pmiska rozdartego przez Sekwan; coraz wyraniej rysowaa si na nim 
o krystalizacji, biegnca z placu Bastylii do uku Gwiazdy, coraz janiej 
odgraniczay si dzielnice: uczona i przemysowa, rodowa i handlowa, 
wojskowa i dorobkiewiczowska. 
Ten sam fatalizm spostrzeg Wokulski w historii kilkunastu goniejszych rodzin 
paryskich. Dziad, jako skromny rzemielnik, pracowa przy ulicy Temple po 
szesnacie godzin na dob; jego syn skpawszy si w cyrkule aciskim zaoy 
wikszy warsztat przy ulicy w. Antoniego. Wnuk, jeszcze lepiej zanurzywszy 
si w naukowej dzielnicy, przenis si jako wielki handlarz na bulwar 
Poissonniere, za prawnuk, ju jako milioner, zamieszka w ssiedztwie Pl 
Elizejskich po to, aeby..jego crki mogy chorowa na nerwy przy bulwarze St. 
Germain. I tym sposobem rd spracowany i zbogacony okoo Bastylii, zuyty 
okoo Tuileries, dogorywa w pobliu Ntre-Dame. Topografia miasta 
odpowiadaa historii mieszkacw. 
Wokulski rozmylajc o tej dziwnej prawidowoci w faktach, uznawanych za 
nieprawidowe, przeczuwa, e jeeli co mogoby go uleczy z apatii, to chyba 
tego rodzaju badania. 
Jestem dziki czowiek - mwi sobie - wic wpadem w obd, ale wydobdzie 
mnie z niego cywilizacja. 
Kady zreszt dzie w Paryu przynosi mu nowe idee albo rozjania tajemnice 
jego wasnej duszy. 
Raz, gdy siedzia przed kawiarni pijc mazagran, zbliy si do werendy jaki 
uliczny tenor i przy akompaniamencie arfy zapiewa: 
Au printemps, la feuille repousse 
Et la flteur embellit les prs, 
Mignonette, en foulant la mousse, 
Suivons les papillons diaprs. 
Vois les se poser sur les roses; 
Comme eux aussi je veux poser 
Ma lvre sur tes lvres closes, 
Et te ravir un doux baiser! 
I natychmiast kilku goci powtrzyo ostatni strof: 
Vois les se poser sur les roses; 
Comme eux aussi je veux poser 
Ma lvre sur tes lvres closes, 
Et te ravir un doux baiser! 
Gupcy! - mrukn Wokulski. - Nie maj co powtarza, tylko takie 
bazestwa. 
Wsta zachmurzony i z blem w sercu przesuwa si pomidzy potokiem ludzi 
tak ruchliwych, krzykliwych, rozmawiajcych i piewajcych jak dzieci 
wypuszczone ze szkoy. 
Gupcy! gupcy!... - powtarza. 
Nagle przyszo mu na myl: czy to on raczej nie jest gupi?... 
Gdyby ci wszyscy ludzie -mwi sobie - byli podobni do mnie, Pary 
wygldaby jak szpital smutnych wariatw. Kady truby si jakim widziadem, 
ulice zamieniyby si w kaue, a domy w ruin. Tymczasem oni bior ycie, 
jakim jest, uganiaj si za praktycznymi celami, s szczliwi i tworz 
arcydziea. 
A ja za czym goniem? Naprzd -za perpetuum mobile i kierowaniem balonami, 
potem za zdobyciem stanowiska, do ktrego nie dopuszczali mnie moi wani 
sprzymierzecy, nareszcie za kobiet, do ktrej prawie nie wolno mi si zbliy. 
A zawsze albo powicaem si, albo ulegaem ideom wytworzonym przez 
klasy, ktre chciay mnie zrobi swoim sug i niewolnikiem. 
I wyobraa sobie, jak by to byo, gdyby zamiast w Warszawie przyszed na 
wiat w Paryu. Przede wszystkim dziki mnstwu instytucyj mgby wicej 
nauczy si w dziecistwie. Pniej, nawet dostawszy si do kupca, doznaby 
mniej przykroci, a wicej pomocy w studiach. Dalej, nie pracowaby nad 
perpetuum mobile przekonawszy si, e w tutejszych muzeach istnieje wiele 
podobnych machin, ktre nigdy nie funkcjonoway. Gdyby za wzi si do 
kierowania balonami, znalazby gotowe modele, cae grupy podobnych jak on 
marzycieli, a nawet pomoc w razie praktycznoci pomysw. 
A gdyby nareszcie, posiadajc majtek, zakocha si w arystokratycznej pannie, 
nie napotkaby tylu przeszkd w zblieniu si do niej. Mgby j pozna i albo 
wytrzewiaby, albo zdobyby jej wzajemno. W adnym za wypadku nie 
traktowano by go jak Murzyna w Ameryce. Zreszt, czy w tym Paryu mona 
zakocha si tak jak on do szalestwa? 
Tu zakochani nie rozpaczaj, ale tacz, piewaj i w ogle najweselej pdz 
ycie. Gdy nie mog zdoby si na maestwo urzdowe, tworz wolne stado; 
gdy nie mog przy sobie chowa dzieci, oddaj je na mamki. Tu mio nigdy 
chyba nie doprowadzia do obdu rozsdnego czowieka. 
Dwa ostatnie lata mojej egzystencji - mwi Wokulski - schodz na uganianiu 
si za kobiet, ktrej moe bym si nawet wyrzek poznawszy j dokadniej. 
Caa moja energia, nauka, zdolnoci i taki ogromny majtek ton w jednym 
afekcie dlatego tylko, e ja jestem kupcem, a ona jak tam arystokratk... 
Czyli ten og w mojej osobie nie krzywdzi samego siebie... 
Tu Wokulski dosign najwyszego punktu samokrytyki: pozna 
niedorzeczno swego pooenia i postanowi wydoby si. 
Co robi, co robi?... - myla. - Juci to, co robi inni. 
A c oni robi?... Przede wszystkim - nadzwyczajnie pracuj, po szesnacie 
godzin na dob, bez wzgldu na niedziel i wita. Dziki czemu spenia si tu 
prawo doboru, wedle ktrego tylko najsilniejsi maj prawo do ycia. Chorowity 
zginie tu przed upywem roku, nieudolny w cigu kilku lat, a zostaj tylko 
najsilniejsi i najzdolniejsi. Ci za dziki pracy caych pokole takich jak oni 
bojownikw znajduj tu zaspokojenie wszelkich potrzeb. 
Olbrzymie cieki chroni ich od chorb, szerokie ulice uatwiaj im dopyw 
powietrza; Hale Centralne dostarczaj ywnoci, tysice fabryk - odziey i 
sprztw. Gdy paryanin chce zobaczy natur, jedzie za miasto albo do 
lasku, gdy chce nacieszy si sztuk, idzie do galerii Louvre'u, a gdy pragnie 
zdoby wiedz, ma muzea i gabinety. 
Praca nad szczciem we wszystkich kierunkach - oto tre ycia paryskiego. Tu 
przeciw zmczeniu zaprowadzono tysice powozw, przeciw nudzie setki 
teatrw i widowisk, przeciw niewiadomoci setki muzew, bibliotek i 
odczytw. Tu troszcz si nie tylko o czowieka, ale nawet o konia dajc mu 
gadkie gocice; tu dbaj nawet o drzewa, przenosz je w specjalnych wozach 
na nowe miejsce pobytu, chroni elaznymi koszami od szkodnikw, uatwiaj 
dopyw wilgoci, pielgnuj w razie choroby. 
Dziki troskliwoci o wszystko przedmioty znajdujce si w Paryu przynosz 
wielorakie korzyci. Dom, sprzt, naczynie jest nie tylko uyteczne, ale i pikne, 
nie tylko dogadza muskuom, ale i zmysom. I na odwrt - dziea sztuki s nie 
tylko pikne, ale i uyteczne. Przy ukach triumfalnych i wieach kociow 
znajduj si schody uatwiajce wejcie na szczyt i spogldanie na miasto z 
wysokoci. Posgi i obrazy s dostpne nie tylko dla amatorw, ale dla artystw 
i rzemielnikw, ktrzy w galeriach mog zdejmowa kopie. 
Francuz, gdy co wytwarza, dba naprzd o to, aeby dzieo jego odpowiadao 
swemu celowi, a potem - aeby byo pikne. I jeszcze niekoczc na tym 
troszczy si o jego trwao i czysto. Prawd t stwierdza Wokulski na 
kadym kroku i na kadej rzeczy, poczwszy od wzkw wywocych miecie 
do otoczonej barier Wenus miloskiej. Odgad rwnie skutki podobnego 
gospodarstwa, e nie marnuje si tu praca: kade pokolenie oddaje swoim 
nastpcom najwietniejsze dziea poprzednikw dopeniajc je wasnym 
dorobkiem. 
Tym sposobem Pary jest ark, w ktrej mieszcz si zdobycze kilkunastu, 
jeeli nie kilkudziesiciu wiekw cywilizacji... Wszystko tu jest, zaczwszy od 
potwornych posgw asyryjskich i mumii egipskich, skoczywszy na ostatnich 
rezultatach mechaniki i elektrotechniki, od dzbankw, w ktrych przed 
czterdziestoma wiekami Egipcjanki nosiy wod, do olbrzymich k 
hydraulicznych z Saint-Maur. 
Ci, ktrzy stworzyli te cuda - myla Wokulski - albo je gromadzili w jedno 
miejsce, ci nie byli jak ja szalonymi prniakami... 
Tak sobie mwic czu, e wstyd go ogarnia. 
I znowu zaatwiwszy w cigu paru godzin interesa Suzina wczy si po 
Paryu. Bdzi po nieznanych ulicach, ton wrd krociowego tumu, zanurza 
si w pozorny chaos rzeczy i wypadkw i na dnie jego znajdowa porzdek i 
prawo. To znowu, dla odmiany, pi koniak, gra w karty i w rulet albo oddawa 
si rozpucie. 
Zdawao mu si, e w tym wulkanicznym ognisku cywilizacji spotka go co 
nadzwyczajnego, e tu zacznie si nowa epoka jego ycia. Zarazem czu, e 
rozpierzchnite dotychczas wiadomoci i pogldy zbiegaj si w pewn cao, 
w jaki system filozoficzny, ktry tumaczy mu wiele tajemnic wiata i jego 
wasnego bytu. 
Czym ja jestem? - pyta si nieraz i stopniowo formuowa sobie odpowied: 
Jestem czowiek zmarnowany. Miaem ogromne zdolnoci i energi, lecz - nie 
zrobiem nic dla cywilizacji. Ci znakomici ludzie, jakich tu spotykam, nie maj 
nawet poowy moich si i mimo to zostawiaj po sobie machiny, gmachy, 
utwory sztuki, nowe pogldy. Lecz ja co zostawi?... Chyba mj sklep, ktry 
dzi upadby, gdyby go nie pilnowa Rzecki... A przecie nie prnowaem: 
szarpaem si za trzech ludzi i gdyby mi nie pomg przypadek, nie miabym 
nawet tego majtku, jaki posiadam!..  
Pniej przyszo mu na myl: na co to, on strwoni siy i ycie?... 
Na walk z otoczeniem, do ktrego nie przystawa. Gdy mia ochot uczy si, 
nie mg, poniewa w jego kraju potrzebowano nie uczonych, ale - chopcw i 
subiektw sklepowych. Gdy chcia suy spoeczestwu, choby ofiar 
wasnego ycia, podsunito mu fantastyczne marzenia zamiast programu, a 
potem - zapomniano o nim. Gdy szuka pracy, nie dano mu jej, lecz wskazano 
szeroki gociniec do oenienia si ze starsz kobiet dla pienidzy. Gdy 
nareszcie zakocha si i chcia zosta legalnym ojcem rodziny, kapanem 
domowego ogniska, ktrego wito wszyscy dokoa zachwalali, postawiono 
go w pooeniu bez wyjcia. Tak, e nie wie nawet, czy kobieta, za ktr szala, 
jest zwyk kokietk o przewrconej gowie, czy moe tak jak on zbkan 
istot, ktra nie znalaza waciwej dla siebie drogi. Sdzc jej czyny, jest to 
panna na wydaniu, ktra szuka najlepszej partii; patrzc w jej oczy, jest to 
anielska dusza, ktrej konwenanse ludzkie sptay skrzyda. 
Gdyby mi wystarczyo kilkadziesit tysicy rubli rocznie i komplet do wista, 
bybym w Warszawie najszczliwszym czowiekiem - mwi do siebie. - Ale 
poniewa oprcz odka mam dusz, ktra aknie wiedzy i mioci, wic 
musiabym tam zgin. W tej strefie nie dojrzewaj ani pewnego gatunku 
roliny, ani pewnego gatunku ludzie... 
Strefa!... Raz bdc w obserwatorium rzuci okiem na klimatyczn map Europy 
i zapamita, e rednia temperatura Parya jest o pi stopni wysz anieli 
Warszawy. Znaczy, e w Pary ma rocznie wicej o dwa tysice stopni ciepa 
anieli Warszawa. A e ciepo jest si, i to potn, jeeli nie jedyn si 
twrcz, wic... zagadka rozwizana... 
Na pnocy jest chodniej -myla - wiat rolinny i zwierzcy jest mniej 
obfity, a wic o ywno dla czowieka trudniej. Nie do na tym: ten sam 
czowiek musi jeszcze wkada mnstwo pracy w budow ciepych mieszka i 
przygotowanie ciepej odziey. Francuz w porwnaniu z mieszkacem pnocy 
ma wicej wolnych si i czasu, a nie potrzebujc zuywa ich na zaspokojenie 
potrzeb materialnych obraca je na twrczo duchow. Jeeli do cikich 
warunkw klimatycznych doda jeszcze arystokracj, ktra opanowaa 
wszystkie oszczdnoci narodu i utopia je w bezmylnej rozpucie, to zaraz 
wyjani si, dlaczego ludzie niezwykle zdolni nie tylko nie mog rozwija si 
tam, ale wprost musz gin. No, ju ja nie zgin!... - mrukn gboko 
zniechcony. 
I w tej chwili, po raz pierwszy, jasno zarysowa mu si projekt niewracania do 
kraju. 
Sprzedam sklep - myla - wycofam moje kapitay i osid w Paryu. Nie bd 
zawadza tym, ktrzy mnie nie chc... Bd tu zwiedza muzea, moe wezm si 
do jakiej specjalnej nauki i ycie upynie mi, jeeli nie w szczciu, to 
przynajmniej bez boleci... 
Powrci go do kraju i zatrzyma w nim mg ju tylko jeden wypadek, jedna 
osoba... Ale ten wypadek nie nadchodzi, a natomiast zdarzay si inne, coraz 
bardziej odsuwajce go od Warszawy i coraz mocniej przykuwajce do Parya. 
ROZDZIA CZWARTY: 
WIDZIADO 
Pewnego dnia, jak zwykle, zaatwia si z interesantami w salonie przyj. Ju 
odprawi jegomocia, ktry ofiarowa si stacza za niego pojedynki, drugiego, 
ktry jako brzuchomwca chcia odegra rol w dyplomacji, i trzeciego, ktry 
obiecywa mu wskaza skarby zakopane przez sztab Napoleona I nad Berezyn, 
kiedy lokaj w bkitnym fraku zameldowa: 
-Profesor Geist. 
- Geist?... - powtrzy Wokulski i dozna szczeglnego uczucia. Przyszo mu na 
myl, e elazo za zblieniem si magnesu musi doznawa podobnych wrae. 
- Prosi... 
Po chwili wszed czowiek bardzo may i szczupy, z twarz t jak wosk. Na 
gowie nie mia ani jednego siwego wosa. 
Ile on moe mie lat?... - pomyla Wokulski. 
Go tymczasem bystro mu si przypatrywa, i tak siedzieli minut, moe dwie, 
taksujc si nawzajem. Wokulski chcia oceni wiek przybysza, Geist zdawa si 
bada go. 
- Co pan rozkae? - odezwa si wreszcie Wokulski. 
Go poruszy si na krzele. 
- Co ja tam mog rozkaza! - odpar wzruszajc ramionami. -Przyszedem 
ebra, nie rozkazywa... 
-Czym mog suy? -spyta Wokulski, twarz bowiem gocia wydaa mu si 
dziwnie sympatyczn. 
Geist przecign rk po gowie. 
- Przyszedem tu z czym innym - rzek - a mwi bd o czym innym. Chciaem 
panu sprzeda nowy materia wybuchowy... 
-Ja go nie kupi - przerwa Wokulski. 
- Nie?... - spyta Geist. - A jednak - doda - mwiono mi, e panowie staracie si 
o co podobnego dla marynarki. Zreszt mniejsza... Dla pana mam co innego... 
-Dla mnie? - spyta Wokulski, zdziwiony nie tyle sowami; ile spojrzeniem 
Geista. 
- Onegdaj puszczae si pan balonem captif - mwi go. 
-Tak. 
-Jeste pan czowiek majtny i znasz si na naukach przyrodniczych. 
- Tak - odpar Wokulski. 
- I bya chwila, e chciae pan wyskoczy z galerii?... - pyta Geist. 
Wokulski cofn si z krzesem. 
- Niech pana to nie dziwi - mwi go. - Widziaem w yciu okoo tysica 
przyrodnikw, a w moim laboratorium miaem czterech samobjcw, wic 
znam si na tych klasach ludzi... Za czsto spogldae pan na barometr, aebym 
nie mia odkry przyrodnika, no, a czowieka mylcego o samobjstwie 
poznaj nawet pensjonarki. 
- Czym mog suy? - spyta jeszcze raz Wokulski ocierajc pot z twarzy. 
- Powiem nieduo - rzek Geist. - Pan wie, co to jest chemia organiczna?... 
- Jest to chemia zwizkw wgla... 
- A co pan sdzisz o chemii zwizkw wodoru?... 
- e jej nie ma. 
- Owszem, jest - odpar Geist. - Tylko zamiast eterw, tuszczw, cia 
aromatycznych daje nowe aliae... Nowe aliae, panie Siuz, z bardzo 
ciekawymi wasnociami... 
-C mnie to obchodzi -rzek gucho Wokulski -jestem kupcem. 
-Nie jeste pan kupcem, tylko desperatem -odpar Geist. -Kupcy nie myl o 
skakaniu z balonu... Ledwiem to zobaczy, zaraz pomylaem: To mj 
czowiek!... Ale znike mi pan z oczu po wyjciu z ganku... Dzi traf zbliy 
nas powtrnie... Panie Siuz, my musimy pogada o zwizkach wodoru, jeeli 
jeste pan bogaty... 
- Przede wszystkim nie jestem Siuz... 
-To mi wszystko jedno, gdy potrzebuj tylko majtnego desperata - rzek 
Geist. 
Wokulski patrzy na Geista nieledwie z trwog; w gowie zapalay mu si 
pytania: kuglarz czy tajny agent - wariat, a moe naprawd, jaki duch?... Kto 
wie, czy szatan jest legend i czy w pewnych chwilach nie ukazuje si 
ludziom?... Faktem jest jednak, e ten starzec, o niezdecydowanym wieku, 
wytropi najtajemniejsz myl Wokulskiego, ktry w tych czasach marzy o 
samobjstwie, ale jeszcze tak niemiao, e sam przed sob nie mia odwagi 
sformuowa tego projektu. 
Go nie spuszcza z niego oka i umiecha si z agodn ironi; gdy za 
Wokulski otworzy usta, aeby zapyta go o co, przerwa mu: 
- Nie fatyguj si pan... Z tyloma ju ludmi rozmawiaem o ich charakterze i o 
moich wynalazkach, e z gry odpowiem na to, o czym chcesz si 
poinformowa. Jestem profesor Geist, stary wariat, jak mwi we wszystkich 
kawiarniach pod uniwersytetem i szko politechniczn. Kiedy nazywano mnie 
wielkim chemikiem, dopki... nie wyszedem poza granic dzi obowizujcych 
pogldw chemicznych. Pisaem rozprawy, robiem wynalazki pod imieniem 
wasnym lub moich wsplnikw, ktrzy nawet sumiennie dzielili si ze mn 
zyskami. Ale od czasu gdym odkry zjawiska nie mieszczce si w rocznikach 
Akademii, ogoszono mnie nie tylko za wariata, ale za heretyka i zdrajc... 
- Tu, w Paryu? - szepn Wokulski. 
- Oho! - rozemia si Geist - tu, w Paryu. W jakim Altdorfie Iub Neustadzie 
kacerzem i zdrajc jest ten, kto nie wierzy w pastorw, Bismarcka, w 
dziesicioro przykaza i konstytucj prusk. Tu wolno kpi z Bismarcka i 
konstytucji, ale za to pod groz odszczepiestwa trzeba wierzy w tabliczk 
mnoenia, teori ruchu falistego, w stao ciarw gatunkowych itd. Poka mi 
pan jedno miasto, w ktrym nie ciskano by sobie mzgw jakimi dogmatami, 
a - zrobi je stolic wiata i kolebk przyszej ludzkoci... 
Wokulski ochon; by pewny, e ma do czynienia z maniakiem. 
Geist patrzy na niego i wci umiecha si. 
- Kocz, panie Siuz - mwi dalej. - Porobiem wielkie odkrycia w chemii, 
stworzyem now nauk, wynalazem nieznane materiay przemysowe, o 
ktrych ledwie miano marzy przede mn. Ale... brakuje mi jeszcze kilku 
niezmiernie wanych faktw, a ju nie mam pienidzy. Cztery fortuny utopiem 
w moich badaniach, zuyem kilkunastu ludzi; dzi za potrzebuj nowej fortuny 
i nowych ludzi... 
-Skde do mnie nabra pan takiego zaufania? - pyta Wokulski ju spokojny. 
- To proste - odpar Geist. 
- O zabiciu si myli wariat, ajdak albo czowiek duej wartoci, ktremu za 
ciasno na wiecie. 
- A skd pan wiesz, e ja nie jestem otrem? 
- A skd pan wiesz, e ko nie jest krow? - odpowiedzia Geist. - W czasie 
moich przymusowych wakacji, ktre niestety, cign si po kilka lat, zajmuj si 
zoologi i specjalnie badam gatunek czowieka. W tej jednej formie, o dwu 
rkach, odkryem kilkadziesit typw zwierzcych poczwszy od ostrygi i 
glisty, skoczywszy na sowie i tygrysie. Wicej ci powiem: odkryem mieszace 
tych typw: skrzydlate tygrysy, we z psimi gowami, sokoy w wich 
skorupach, co zreszt ju przeczua fantazja genialnych poetw. I dopiero wrd 
caej tej menaerii bydlt albo potworw gdzieniegdzie odnajduj prawdziwego 
czowieka, istot z rozumem, sercem i energi. Pan, panie  i u z , masz 
niezawodnie cechy ludzkie i dlatego tak otwarcie mwi z panem; jeste jednym 
na dziesi, moe na sto tysicy... 
Wokulski zmarszczy si, Geist wybuchn: 
- Co? moe sdzisz pan, e pochlebiam ci dla wytumanienia kilku frankw?... 
Jutro bd jeszcze raz u pana i przekonam ci, jak w tej chwili jeste 
niesprawiedliwy i gupi... 
Zerwa si z krzesa, ale Wokulski zatrzyma go. 
- Nie gniewaj si, profesorze - rzek - nie chciaem pana obrazi. Ale mam tu 
prawie co dzie wizyty rnego gatunku filutw... 
- Jutro przekonam pana, em nie filut ani wariat - odpowiedzia Geist. - Poka 
ci co, co widziao zaledwie szeciu albo siedmiu ludzi, ktrzy... ju nie yj... 
O, gdyby oni yli!... - westchn. 
- Dlaczego dopiero jutro? 
- Dlatego, e mieszkam daleko std, a nie mam na fiakra. 
Wokulski ucisn go za rk. 
- Nie obrazisz si, profesorze? - spyta - jeeli... 
- Jeeli dasz mi na fiakra?... Nie. Wszake z gry powiedziaem ci, e jestem 
ebrakiem, i kto wie, czy nie najndzniejszym w Paryu?... 
Wokulski poda mu sto frankw. 
- Daj spokj - umiechn si Geist - wystarczy dziesi... Kto wie, czy jutro nie 
dasz mi stu tysicy... Duy masz majtek? 
-Okoo miliona frankw. 
- Milion! - powtrzy Geist chwytajc si za gow. - Za dwie godziny wrc tu. 
Bodajbym sta ci si tak potrzebny, jak ty mnie jeste... 
- W takim razie moe pozwolisz, profesorze, do mego numeru, na trzecie pitro. 
Tu lokal urzdowy... 
- Wol, wol na trzecie pitro... Za dwie godziny bd - odpar Geist i szybko 
wybieg z pokoju. Po chwili ukaza si Jumart. 
-Wynudzi pana stary - rzek do Wokulskiego -co?. 
- C to za czowiek? - spyta niedbale Wokulski. Jumart wycign naprzd 
doln warg. 
- Wariat to on jest - odpar - ale jeszcze za moich studenckich czasw by 
wielkim chemikiem. No i porobi jakie wynalazki, ma nawet podobno kilka 
dziwnych okazw, ale... 
Stukn si palcem w czoo. 
- Dlaczego nazywacie go wariatem? 
- Nie mona inaczej nazywa czowieka - odpowiedzia Jumart - ktry sdzi, e 
uda mu si zmniejszy ciar gatunkowy cia czy tylko metalw, bo ju nie 
pamitam... 
Wokulski poegna go i poszed do swego numeru. 
C to za dziwne miasto - myla - gdzie znajduj si poszukiwacze skarbw, 
najemni obrocy honoru, dystyngowane damy, ktre handluj tajemnicami, 
kelnerzy rozprawiajcy o chemii i chemicy, ktrzy chc zmniejsza ciar 
gatunkowy cia!... 
Przed pit w numerze zjawi si Geist; by jaki rozdraniony i zamkn za 
sob drzwi na klucz. 
- Panie Siuz - rzek - wiele mi na tym zaley, aebymy si porozumieli.:. 
Powiedz mi, czy masz jakie obowizki: on, dzieci? - Chocia - nie zdaje mi 
si... 
-Nie mam nikogo. 
- I majtek masz? Milion... 
-Prawie. 
-A powiedz mi - mwi Geist - dlaczego ty mylisz o samobjstwie?... 
Wokulski wstrzsn si. 
- To byo chwilowe - rzek. - Doznaem zawrotu w balonie... 
Geist krci gow. 
- Majtek masz - mrucza - o saw, przynajmniej dotychczas, nie dobijasz si... 
Tu musi by kobieta!... - zawoa. 
-Moe - odpar Wokulski, bardzo zmieszany. 
- Jest kobieta! - rzek Geist. - To le. O niej nigdy nie mona wiedzie: co zrobi 
i dokd zaprowadzi... W kadym razie suchaj - doda patrzc mu w oczy. -
Gdyby ci kiedy jeszcze raz przysza ochota prbowa... Rozumiesz?... Nie 
zabijaj si, ale przyjd do mnie... 
- Moe zaraz przyjd... - rzek Wokulski spuszczajc oczy. 
- Nie zaraz! - odpar ywo Geist. - Kobiety nigdy nie gubi ludzi od razu. Czy 
ju skoczye z tamt osob rachunki?.. 
- Zdaje mi si... 
- Aha! dopiero zdaje ci si. To le. Na wszelki wypadek zapamitaj rad. W 
moim laboratorium bardzo atwo mona zgin, i jeszcze jak!... 
-Co pan przynis, profesorze? -zapyta go Wokulski. 
- le! le!... - mrucza Geist. - Musz szuka kupca na mj materia 
wybuchowy. A mylaem, e poczymy si... 
- Pierwej poka pan, co przynis - przerwa Wokulski. 
- Masz racj... - odpar Geist i wydoby z kieszeni redniej wielkoci pudeko. -
Zobacz - rzek - za co to ludzi nazywaj szalecami!... 
Pudeko byo z blachy, zamknite w szczeglny sposb; Geist po kolei dotyka 
sztyftw osadzonych w rnych punktach, od czasu do czasu rzucajc na 
Wokulskiego spojrzenia gorczkowe i podejrzliwe. Raz nawet zawaha si i 
zrobi taki ruch, jakby chcia schowa pudeko; ale opamita si, dotkn 
jeszcze paru szyftw i - wieko odskoczyo. 
W tej chwili opanowa go nowy atak podejrzliwoci. Starzec pad na kanap, 
ukry pudeko za siebie i trwonie spoglda to na pokj, to na Wokulskiego. 
- Gupstwa robi!... - mrucza. - Co za nonsens naraa wszystko dla pierwszego 
lepszego z ulicy... 
- Nie ufasz mi pan?... - spyta niemniej wzruszony Wokulski. 
-Nikomu nie ufam - mwi zgryliwie starzec. -Bo jak mi da kto moe 
rkojmi?... Przysig czy sowo honoru?... Za stary jestem, aby wierzy w 
przysigi... Tylko wsplny interes jako tako zabezpiecza od najpodlejszej 
zdrady, a i to nie zawsze... 
Wokulski wzruszy ramionami i usiad na krzele. 
- Nie zmuszam pana - rzek - do dzielenia si ze mn twoimi kopotami. Mam 
dosy wasnych. Geist nie spuszcza z niego oka, lecz stopniowo uspakaja si. 
W kocu odezwa si: 
- Przysu si tu do stou... Spojrzyj, co to jest? 
Pokaza mu metalow kulk ciemnej barwy. 
-Zdaje mi si, e to jest metal drukarski. 
- We w rk... Wokulski wzi kulk i a zdziwi si, tak bya cika. 
- To jest platyna - rzek. 
- Platyna? powtrzy Geist z drwicym umiechem. - Oto masz platyn... 
I poda mu tej samej wielkoci kulk platynow. Wokulski przekada obie z rk 
do rk; zdziwienie jego wzroso. 
- To jest chyba ze dwa razy cisze od platyny?... - szepn. 
- A tak... tak!... - mia si Geist. - Nawet jeden z moich przyjaci akademikw 
nazwa to komprymowan platyn... Dobry wyraz, co? na oznaczenie metalu, 
ktrego ciar gatunkowy wynosi 30,7,... Oni tak zawsze. Ile razy uda im si 
wynale nazw dla nowej rzeczy, zaraz mwi, e j wytumaczyli na zasadzie 
ju poznanych praw natury. Przepyszne osy... najmdrsze ze wszystkich, jakimi 
roi si tak zwana ludzko... A to znasz? - doda. 
-No, to jest sztabka szklana -odpar Wokulski. 
- Cha! cha!... - mia si Geist. - We do rki, przypatrz si... Prawda, e 
ciekawe szko?... Cisze od elaza, z odamem ziarnistym, wyborny 
przewodnik ciepa i elektrycznoci, pozwala si struga... Prawda, jak to szko 
dobrze udaje metal?... Moe chcesz je rozgrza albo ku motem?.. 
Wokulski przetar oczy. Nie ulega kwestii, e takiego szka nie widziano na 
wiecie. 
- A to?... - spyta Geist pokazujc mu inny kawaek metalu. 
- To chyba stal... 
- Nie sd i nie potas?... - pyta Geist. 
-Nie.. 
- Wee do rk t stal... 
Tu ju podziw Wokulskiego przeszed w pewien rodzaj zaniepokojenia: owa 
rzekoma stal bya lekk jak patek bibuki. 
- Chyba jest pusta w rodku?... 
- Wic przetnij t sztabk, a jeeli nie masz czym, przyjed do mnie. Zobaczysz 
tam nierwnie wicej podobnych osobliwoci i bdziesz mg robi z nimi 
prby, jakie ci si podoba. Wokulski oglda po kolei w metal ciszy od 
platyny, drugi metal przeroczysty, trzeci lejszy od puchu... Dopki trzyma je 
w rkach, wydaway mu si rzeczami najnaturalniejszymi pod socem: c jest 
bowiem naturalniejszego anieli przedmiot, ktry oddziaywa na zmysy? Lecz 
gdy odda prbki Geistowi, ogarniao go zdziwienie i niedowierzanie, 
zdziwienie i obawa. Wic znowu oglda je, krci gow, wierzy i wtpi na 
przemian. 
-No i c? - zapyta Geist. 
-Czy pokazywa pan to chemikom? 
- Pokazywaem. 
- I c oni?... 
- Obejrzeli, pokiwali gowami i powiedzieli, e to blaga i kuglarstwo, ktrym 
powana nauka zajmowa si nie moe. 
- Jak to, wic nawet nie robili prb? - spyta Wokulski. 
-Nie. Niektrzy z nich wprost mwili, e majc do wyboru midzy 
pogwaceniem praw natury a zudzeniami wasnych zmysw, wol nie 
dowierza zmysom. I jeszcze dodawali, e robienie powanych dowiadcze z 
podobnymi kuglarstwami moe obka zdrowy rozsdek i stanowczo wyrzekli 
si dowiadcze. 
-I nie ogaszasz pan o tym? 
- Ani myl. Owszem, ta bezwadno mzgw daje mi najlepsz gwarancj 
bezpieczestwa tajemnicy moich wynalazkw. W przeciwnym razie 
pochwycono by je, prdzej lub pniej odkryto by metod postpowania i 
znaleziono by to, czego bym im da nie chcia... 
- Mianowicie?... - przerwa mu Wokulski. 
- Znaleziono by metal lejszy od powietrza - spokojnie odpar Geist. 
Wokulski rzuci si na krzele; przez chwil obaj milczeli. 
- Dlaczeg ukrywasz pan przed ludmi w transcendentalny metal? - odezwa 
si wreszcie Wokulski. 
- Dla wielu powodw -odpar Geist. - Naprzd chc, aeby ten produkt wyszed 
tylko z mojego laboratorium, chobym nawet nie ja sam go otrzyma. A po 
wtre, podobny materia, ktry zmieni posta wiata, nie moe sta si 
wasnoci tak zwanej dzisiejszej ludzkoci. Ju za wiele nieszcz mnoy si 
na ziemi przez nieopatrzne wynalazki. 
- Nie rozumiem pana. 
- Wic posuchaj - mwi Geist. - Tak zwana ludzko, mniej wicej na dziesi 
tysicy wow, baranw, tygrysw i gadw, majcych czowiecze formy, 
posiada ledwie jednego prawdziwego czowieka. Tak byo zawsze, nawet w 
epoce krzemiennej. Na tak tedy ludzko w biegu wiekw spaday rozmaite 
wynalazki. Brz, elazo, proch, iga magnesowa, druk, machiny parowe i 
telegrafy elektryczne dostaway si bez adnego wyboru w rce geniuszw i 
idiotw, ludzi szlachetnych i zbrodniarzy... A jaki tego rezultat?... Oto ten, e 
gupota i wystpek dostajc coraz potniejsze narzdzia mnoyy si i 
umacniay, zamiast stopniowo gin. Ja - cign dalej Geist - nie chc 
powtarza tego bdu i jeeli znajd ostatecznie metal lejszy od powietrza, 
oddam go tylko prawdziwym ludziom. Niech oni raz zaopatrz si w bro na 
swj wyczny uytek; niechaj ich rasa mnoy si i ronie w potg, a zwierzta 
i potwory w ludzkiej postaci niechaj z wolna wygin. Jeeli Anglicy mieli 
prawo wypdzi wilkw ze swej wyspy, istotny czowiek ma prawo wypdzi z 
ziemi przynajmniej tygrysy ucharakteryzowane na ludzi... 
On ma jednake tgiego bzika - pomyla Wokulski. Pniej doda gono: 
-C wic panu przeszkadza do wykonania tych zamiarw? 
- Brak pienidzy i pomocnikw. Do ostatecznego odkrycia potrzeba wykona 
okoo omiu tysicy prb, co, lekko liczc, jednemu czowiekowi zabraoby 
dwadziecia lat pracy. Ale czterech ludzi zrobi to samo w cigu piciu do 
szeciu lat... 
Wokulski wsta z krzesa i zamylony, pocz chodzi po numerze; Geist nie 
spuszcza z niego oka. 
- Przypumy - odezwa si Wokulski - e, ja mgbym panu da pienidze i 
jednego, a nawet... dwu pomocnikw... Lecz gdzie dowd, e paskie metale nie 
s jak dziwn mistyfikacj, a paskie nadzieje zudzeniami? 
-Przyjd do mnie, obejrzyj, co jest, sam zrb kilka dowiadcze, a przekonasz 
si. Innego sposobu nie widz - odpar Geist. 
- I kiedy mona by przyj?... 
- Kiedy zechcesz. Daj mi tylko kilkadziesit frankw, gdy nie mam za co kupi 
potrzebnych preparatw. A oto mj adres - zakoczy Geist podajc zabrudzon 
notatk. 
Wokulski wrczy mu trzysta frankw. Starzec zapakowa swoje okazy, 
zamkn pudeko i rzek na odchodne: 
- Napisz do mnie list na dzie przed przybyciem. Prawie cigle siedz w domu 
ocierajc kurze z moich retort!... 
Po odejciu Geista Wokulski by jak odurzony. Spoglda na drzwi, za ktrymi 
znikn chemik, to na st, gdzie przed chwil okazywano mu nadnaturalne 
przedmioty, to znowu dotyka swoich rk i gowy lub chodzi stukajc gono 
obcasami po pokoju dla przekonania si, e nie marzy, ale czuwa. 
A przecie faktem jest - myla - e czowiek ten pokaza mi jakie dwa 
materiay: jeden ciszy od platyny, drugi znakomicie lejszy od sodu. Nawet 
zapowiedzia mi, e szuka metalu lejszego od powietrza!... 
Gdyby w rzeczach tych nie tkwio jakie niepojte oszustwo - rzek gono - ju 
miabym ide, dla ktrej warto si skaza na cae lata niewoli. Nie tylko 
znalazbym pochaniajc prac i spenienie najmielszych marze modoci, ale 
jeszcze widziabym przed sob cel, wyszy nad wszystkie, do jakich 
kiedykolwiek rwa si duch ludzki. Kwestia eglugi powietrznej byaby 
rozstrzygnit, czowiek dostaby skrzyde. 
I znowu wzrusza ramionami, rozkada rce i mrucza: 
Nie, to niepodobna!... 
Brzemi nowych prawd czy nowych zudze tak go gnioto, e uczu 
konieczno podzielenia go z kimkolwiek, choby tylko w czci. bieg wic na 
pierwsze pitro do paradnej sali przyj i wezwa Jumarta. 
Wanie gdy zastanawia si, w jaki sposb rozpocz z nim t dziwn 
rozmow, Jumart sam mu j uatwi. Ledwie bowiem ukaza si w sali, rzek z 
dyskretnym umiechem: 
- Stary Geist wyszed od pana bardzo oywiony. Przekona pana czy te zosta 
pobity?... 
-No, mwieniem nikt nikogo chyba nie przekona, tylko faktami -odpar 
Wokulski. 
- Wic byy i fakta?... 
- Tymczasem dopiero zapowied ich... Powiedz mi pan jednak - cign 
Wokulski - co by sdzi, gdyby Geist pokaza ci metal pod kadym wzgldem 
przypominajcy stal, lecz dwa lub trzy razy lejszy od wody?... Gdyby 
podobny materia oglda na wasne oczy, dotyka go wasnymi rkoma?... 
Umiech Jumarta przerodzi si w jaki ironiczny grymas. 
-C bym mia powiedzie, dobry Boe, nad to, e profesor Palmieri jeszcze 
wiksze cuda pokazuje za pi frankw od osoby... 
-Co za Palmieri? - spyta zdziwiony Wokulski. 
- Profesor magnetyzmu - odpar Jumart - znakomity czowiek...Mieszka w 
naszym hotelu i trzy razy dziennie pokazuje magnetyczne sztuki w sali mogcej 
od biedy pomieci ze szedziesit osb... Jest wanie sma, wic w tej chwili 
zaczyna si przedstawienie wieczorne. Jeeli pan chce, moemy tam pj; ja 
mam wstp darmo... 
Na twarz Wokulskiego wystpi tak silny rumieniec, e obla mu czoo, a nawet 
szyj. 
- Chodmy - rzek - do owego profesora Palmieri. - W duchu za doda: 
Wic ten wielki myliciel, Geist, jest kuglarzem, a ja gupcem, ktry paci 
trzysta frankw za widowisko warte pi frankw... Jake on mnie zapa!... 
Weszli na drugie pitro do salonu urzdzonego rwnie bogato jak inne w tym 
hotelu. Wiksz jego cz ju zapeniali widzowie starzy i modzi, kobiety i 
mczyni, ubrani elegancko i bardzo zajci profesorem Palmierim, ktry 
wanie koczy krtk prelekcj o magnetyzmie. By to mczyzna rednich lat, 
zawidy, brunet, z rozczochran brod i wyrazistymi oczyma. Otaczao go par 
przystojnycb kobiet i kilku modych mczyzn o twarzach mizernych i 
apatycznych. 
-To s media - szepn Jumart. -Na nich Palmieri pokazuje swoje sztuki. 
Widowisko, trwajce okoo dwu godzin, polegao na tym, e Palmieri za 
pomoc wzroku usypia swoje media, w taki jednak sposb, e mogy one 
chodzi, odpowiada na pytania i wykonywa rozmaite czynnoci. Prcz tego 
upieni przez magnetyzera w miar jego rozkazw objawiali bd niezwyk si 
muskularn, bd jeszcze niezwyklejsz nieczuo lub nadwraliwo 
zmysw. 
Poniewa Wokulski pierwszy raz widzia podobne zjawiska i bynajmniej nie 
ukrywa niedowierzania, wic Palmieri zaprosi go do pierwszego rzdu krzese. 
Tu po kilku prbach Wokulski przekona si, e zjawiska, na ktre patrzy, nie s 
kuglarstwem, lecz polegaj na jakich nieznanych waciwociach systemu 
nerwowego. 
Ale najwicej zajy, a nawet przeraziy go dwa dowiadczenia majce pewien 
zwizek z jego wasnym yciem. Polegay one na wmawianiu w medium rzeczy 
nie istniejcych. 
Jednemu z upionych poda Palmieri korek od karafki mwic, e poda mu 
r. W tej chwili medium zaczo wcha korek okazujc przy tym wielkie 
zadowolenie. 
- Co pan robisz? - zawoa Palmieri do medium - wszake to asafetyda... 
I medium natychmiast z obrzydzeniem odrzucio korek wycierajc rce i 
narzekajc, e cuchn. Innemu poda chustk do nosa, a gdy powiedzia mu, e 
chustka way sto funtw, upiony pocz ugina si, dre i potnie pod jej 
ciarem. 
Wokulski widzc to sam spotnia. 
Ju rozumiem - pomyla - tajemnic Geista. On mnie zamagnetyzowa... 
Lecz najboleniejszego uczucia dozna wwczas, gdy Palmieri, upiwszy 
jakiego wtego modzieca, owin rcznikiem opatk od wgli i wmwi w 
swoje medium, e jest to moda i pikna kobieta, ktr trzeba kocha. 
Zamagnetyzowany ciska i caowa opatk, klka przed ni i robi najczulsze 
miny. Gdy j woono pod kanap, popezn za ni na czworakach jak pies, 
odepchnwszy pierwej czterech silnych mczyzn, ktrzy chcieli go zatrzyma. 
A gdy nareszcie Palmieri schowa j mwic, e umara. mody czowiek wpad 
w tak rozpacz, e tarza si po pododze i bi gow o cian. 
W tej chwili Palmieri dmuchn mu w oczy i modzian obudzi si ze 
strumieniami ez na policzkach, wrd oklaskw i miechu obecnych. 
Wokulski uciek z sali straszliwie rozdraniony. 
A wic wszystko jest kamstwem!... Rzekome wynalazki Geista i jego 
mdro, moja szalona mio i nawet ona... Ona sama jest tylko zudzeniem 
oczarowanych zmysw... Jedyn rzeczywistoci, ktra nie zawodzi i nie 
kamie, jest chyba - mier... 
Wybieg z hotelu na ulic, wpad do kawiarni i kaza poda koniak. Tym razem 
wypi ptorej karafki, a pijc myla, e ten Pary, w ktrym znalaz najwicej 
mdroci, najwiksze zudzenia i ostateczne rozczarowania, stanie si chyba 
jego grobem. 
Na co mam ju czeka?... czego dowiem si?... Jeeli Geist jest ordynarnym 
oszustem i jeeli mona kocha si w opatce od wgli, jak ja w  i e j, to c mi 
jeszcze pozostaje?...  Wrci do hotelu rozmarzony koniakiem i zasn w 
ubraniu. A gdy obudzi si o smej rano, pierwsz jego myl byo: 
Nie ma kwestii, e Geist za pomoc magnetyzmu oszuka mnie co do owych 
metali. Lecz... kto magnetyzowa mnie wwczas, kiedy oszalaem dla tej 
kobiety?... 
Nagle bysn mu projekt, aeby zasign informacji u Palmieriego. Przebra 
si wic i szybko zeszed na drugie pitro. 
Mistrz tajemniczej sztuki ju czeka na goci; ale e goci jeszcze nie byo, wic 
Wokulskiego przyj natychmiast, pobrawszy z gry dwadziecia frankw 
opaty za narad. 
-Czy - zapyta Wokulski - w kadego moe pan wmwi, e opatka od wgli 
jest kobiet i e chustka way sto funtw?... 
- W kadego, kto da si upi. 
- Wic prosz mnie upi i powtrzy na mnie sztuk z chustk Palmieri zacz 
swoje praktyki; wpatrywa si Wokulskiemu w oczy, dotyka mu czoa, pociera 
rce od obojczykw do doni... Nareszcie odsun si od niego zniechcony. 
- Pan nie jeste medium -rzek. 
-A gdybym ja mia w yciu wypadek taki, jak w jegomo z chustk? - spyta 
Wokulski. 
-To jest niemoliwe, pana niepodobna upi. Zreszt, gdyby by upiony i mia 
zudzenie, e chustka way sto funtw, to znowu obudziwszy si nie 
pamitaby pan o tym. 
- A czy nie sdzisz pan, e kto zrczniej moe magnetyzowa... 
Palmieri obrazi si. 
- Nie ma lepszego magnetyzera ode mnie! - zawoa. - Zreszt i ja pana upi ale 
na to trzeba kilkumiesicznej pracy... To bdzie kosztowao dwa tysice 
frankw... Nie myl darmo traci mego fluidu... 
Wokulski opuci magnetyzera wcale niezadowolony. Jeszcze nie wtpi, e 
panna Izabela moga oczarowa go; miaa przecie dosy czasu. Ale znowu 
Geist nie mg go upi w cigu paru minut. Zreszt Palmieri twierdzi, e 
upieni nie pamitaj swoich przywidze; on za pamita kady szczeg wizyty 
starego chemika. 
Jeeli wic Geist nie upi go, wic nie jest oszustem. Wic jego metale istniej 
i... odkrycie metalu lejszego od powietrza jest moliwe!... 
Oto miasto - myla - w ktrym wicej przeyem w cigu jednej godziny 
anieli w Warszawie przez cae ycie... Oto miasto!... 
Przez kilka dni Wokulski by bardzo zajty. 
Przede wszystkim wyjeda Suzin zakupiwszy kilkanacie statkw. 
Najzupeniej legalny zysk z tej operacji by ogromny - tak ogromny e czstka 
przypadajca na Wokulskiego pokrya wszystkie wydatki, jakie w cigu 
ostatnich miesicy ponis w Warszawie. 
Na par godzin przed poegnaniem si Suzin i Wokulski jedli niadanie w 
swoim paradnym numerze i naturalnie rozmawiali o zyskach. 
- Masz bajeczne szczcie - odezwa si Wokulski. 
Suzin pocign yk szampana i oparszy na brzuchu rce ozdobione 
piercieniami rzek: 
- To nie szczcie, Stanisawie Piotrowiczu, to miliony. Noykiem tniesz 
wiklin, a toporem dby. Kto ma kopiejki, robi interesa kopiejkowe i kopiejki 
zyskuje; ale kto ma miliony, musi zyskiwa miliony. Rubel, Stanisawie 
Piotrowiczu, jest jak zapracowana szkapa: kilka lat musisz czeka, zanim urodzi 
ci nowego rubla; ale milion jest mnony jak winia: co rok daje kilkoro. Za dwa 
albo za trzy lata, Stanisawie Piotrowiczu, i ty zbierzesz okrgy milionik, a 
wtedy przekonasz si, jak zanim goni inne pienidze. Chocia z tob!... 
Suzin westchn, zmarszczy brwi i znowu wypi szampana. 
- C ze mn? - spyta Wokulski. 
- A ot, co z tob - odpar Suzin. - Ty, zamiast w takim miecie robi interesa dla 
siebie do swego handlu, ty nic... Ty sobie wasasz si z gow na d albo do 
gry, na nic si nie patrzc, albo nawet (wstyd powiedzie chrzecijaninowi!) 
latasz w powietrze balonem... C ty baaganowym skoczkiem mylisz zosta, 
ha?... No i nareszcie, powiem tobie, Stanisawie Piotrowiczu, ty obrazie na 
siebie jedn bardzo dystyngowan dam, t ot baronow... A przecie u niej 
mona byo i w karty pogra, i adne kobiety znale; i dowiedzie si o 
niejednej rzeczy. Radz tobie, daj ty jej co zarobi przed wyjazdem: nie dasz 
adwokatowi rubla, on tobie sto wycignie. Ach, ty ojcze rodzony... 
Wokulski sucha z uwag. Suzin znowu westchn i cign dalej: 
- I z czarownikami naradzasz si (pfy! nieczysta sia...), na czym, mwi tobie, 
nie zyskasz rozbitej kopiejki, a moesz na siebie obrazi Boga. 
Nieadnie!... Najgorsze, co ty mylisz, e nikt nie wie, co tobie dolega? 
Tymczasem wszyscy wiedz, e masz jakie moralne cierpienie, tylko jeden 
myli, e chciaby kupowa tu faszywe bankocetle, a inny dogaduje si, e rad 
by zbankrutowa, jeeli ju nie jeste bankrut. 
- I ty w to wierzysz? - spyta Wokulski. 
-Aj! Stanisawie Piotrowiczu, ju komu, ale tobie nie godzi si awansowa 
mnie na durnia. Ty mylisz: ja nie wiem, e tobie chodzi o kobiet?... Nu, 
kobieta smaczna rzecz i bywa, e nawet innemu solidniemu czowiekowi 
przewrci mzgi. Baw wic si i ty, kiedy masz pienidze. Ale ja tobie, 
Stanisawie Piotrowiczu, powiem jedno swko, chcesz?.. 
- Prosz ci. 
- Kto prosi, eby mu ogoli brod, nie gniewa si na zdrapanie. Ot, gobku, 
powiem tobie przypowie. Znajduje si w tej Francji jaka cudowna woda na 
wszystkie choroby (nie pomn jej nazwiska).Wic suchaj mnie: s tacy, ktrzy 
przychodz tam na kolanach i prawie nie mi spojrze; a s inni, ktrzy t 
wod bez ceremonii pij i nawet zby pucz... Ach, Stanisawie Piotrowiczu, ty 
nie wiesz, jak ten pijcy grubo artuje z modlcego si... Zobacz wic, czy nie 
jeste takim, a gdyby by, plu na wszystko... Ale co tobie?... Boli? 
prawda...No, pokosztuj wina... 
-Czy sysza co o niej? - gucho spyta Wokulski. 
- Kln si, em nic nadzwyczajnego nie sysza - odpar Suzin uderzajc si w 
piersi. - Kupcowi trzeba subiektw, a kobiecie bijcych przed ni czoem, 
choby dla zasonicia tego zucha, ktry nie bije pokonw. Rzecz cakiem 
naturalna. Tylko ty, Stanisawie Piotrowiczu, nie wchod midzy czered, a 
jeeli wszed, podnie gow. P miliona rubli kapitau to przecie nie plewy; z 
takiego kupca nie powinni namiewa si ludzie. 
Wokulski podnis si i przecign jak czowiek, ktremu zrobiono operacj 
rozpalonym elazem. 
Moe tak nie by, a moe... tak by!... - pomyla. - Ale jeeli tak jest... cz 
majtku oddam szczliwemu wielbicielowi za to; e mnie wyleczy!... 
Wrci do siebie i pierwszy raz cakiem spokojnie pocz przebiega myl 
wszystkich adoratorw panny Izabeli, ktrych widywa z ni lub o ktrych tylko 
sysza. Przypomina sobie ich znaczce rozmowy, tkliwe spojrzenia, dziwne 
pswka, wszystkie sprawozdania pani Meliton, wszystkie sdy, jakie kryy 
o pannie Izabeli wrd podziwiajcej j publicznoci. Wreszcie gboko 
odetchn: zdawao mu si, e znalaz jak nitk, ktra moe wyprowadzi go z 
labiryntu. 
Wyjd z niego chyba do pracowni Geista - pomyla czujc, e ju wpado mu 
w serce pierwsze ziarno pogardy. 
Ma prawo, ma wszelkie prawo!... - mrucza umiechajc si. - Ale te wybr, 
czy moe nawet wybory... Ehej, jakieem ja pode bydl; a Geist uwaa mnie za 
czowieka!... 
Po wyjedzie Suzina Wokulski po raz drugi odczyta dzi wrczony mu list 
Rzeckiego. Stary subiekt mao pisa o interesach, ale bardzo duo o pani 
Stawskiej, nieszczliwej a piknej kobiecie, ktrej m gdzie zgin. 
Do mierci zobowiesz mnie - mwi Rzecki -jeeli co obmylisz dla 
ostatecznego wyjanienia: czy Ludwik Stawski yje, czy umar? Po czym 
nastpowa rejestr dat i miejscowoci, w ktrych zaginiony przebywa 
opuciwszy Warszaw. 
Stawska?... Stawska?... - myla Wokulski. - Ju wiem!... To ta pikna pani z 
creczk, ktra mieszka w moim domu... Co za dziwny zbieg wypadkw: moe 
po to kupiem dom ckich, aeby pozna w nim t drug?... Nic mnie ona nie 
obchodzi, skoro tu ostan, ale dlaczeg nie miabym jej dopomc, jeeli prosi 
Rzecki... Ach! wybornie... Bd mia zaraz powd da prezent baronowej, ktr 
mi tak rekomendowa Suzin... 
Wzi adres baronowej i pojecha w okolice Saint-Germain. 
W sieni domu, w ktrym mieszkaa, by kramik antykwariusza. Wokulski 
rozmawiajc ze szwajcarem mimo woli rzuci okiem na ksiki i z radosnym 
zdziwieniem spostrzeg egzemplarz poezji Mickiewicza, tej edycji, ktr czyta 
jeszcze jako subiekt Hopfera. Na widok wytartych okadek i spowiaego 
papieru caa modo stana mu przed oczyma. 
Natychmiast kupi ksik i o mao nie ucaowa jej jak relikwi. 
Szwajcar, ktremu frank podbi serce dla Wokulskiego, zaprowadzi go a do 
drzwi apartamentw baronowej, z umiechem yczc przyjemnej zabawy. 
Wokulski zadzwoni i zaraz na wstpie zobaczy lokaja w psowym fraku. 
Aha! - mrukn. 
W salonie, rzecz naturalna, byy zocone meble, obrazy, dywany i kwiaty. Po 
chwili ukazaa si baronowa z min osoby obraonej, ktra gotowa jednak 
przebaczy. Istotnie przebaczya mu. W krtkiej rozmowie Wokulski wyoy 
cel wizyty, napisa nazwisko Stawskiego i miejsc, w ktrych przebywa, usilnie 
proszc, aeby baronowa przez swoje liczne stosunki daa mu o zaginionym 
dokadn wiadomo. 
- To jest moliwe - odpara wielka dama - ale... czy nie zniechc pana koszta?... 
Musimy odwoa si do policji niemieckiej, angielskiej, amerykaskiej... 
- Wic?... 
- Wic wyda pan ze trzy tysice frankw? 
- Oto s cztery tysice - odpar Wokulski podajc jej czek, na ktrym wypisa 
odnon sum. 
- Kiedy mam spodziewa si odpowiedzi?... 
- Tego nie jestem w stanie oznaczy - rzeka baronowa - moe za miesic, moe 
za rok. Sdz jednak - dodaa surowo - e o rzeczywistoci poszukiwa nie 
wtpi pan? 
- Tak dalece nie wtpi, e zostawi u Rotszylda kwit jeszcze na dwa tysice 
frankw, patnych po otrzymaniu wiadomoci o tym czowieku. 
- Pan wkrtce wyjeda? 
- O nie. Zabawi jaki czas. 
- Ach, zachwyci pana Pary!... - rzeka baronowa z umiechem. - Spodoba si 
panu jeszcze bardziej z okien mego salonu. Przyjmuj co wieczr. 
Poegnali si oboje bardzo zadowoleni: baronowa z pienidzy swojego klienta, 
Wokulski, e jednym zamachem speni rad Suzina i prob Rzeckiego. 
Teraz Wokulski zosta w Paryu zupenie osamotniony, bez adnego 
obowizkowego zajcia. Znowu zwiedza wystaw, teatry, nieznane ulice, 
pominite sale w muzeach...Znowu podziwia olbrzymie siy Francji, 
prawidowo w budowie i yciu milionowego miasta, wpyw agodnego 
klimatu na przypieszony rozwj cywilizacji... Znowu pi koniak, jada 
kosztowne potrawy albo gra w karty w salonie baronowej, gdzie zawsze 
przegrywa... 
Taki sposb przepdzania czasu wyczerpywa go znakomicie, ale nie dawa ani 
kropli radoci. Godziny wloky mu si jak doby, dnie nie miay koca, a noce 
spokojnego snu. Bo cho spa twardo, bez adnych marze przykrych albo 
przyjemnych, chocia traci wiadomo, nie mg jednake pozby si uczucia 
niezgruntowanej goryczy, w ktrej tona jego dusza na prno szukajca tam 
dna albo brzegw. 
Dajcie mi jaki cel... albo mier!... - mwi nieraz, patrzc w niebo. A w 
chwil pniej mia si i myla: 
Do kogo ja mwi?... Kto mnie wysucha w tym mechanizmie lepych si, 
ktrych staem si igraszk? C to za okrutna dola nie by do niczego 
przywizanym, niczego nie pragn, a tak wiele rozumie... 
Zdawao mu si, e widzi jak niezmiern fabryk, skd wybiegaj nowe 
soca, nowe planety, nowe gatunki, nowe narody, a w nich ludzie i serca, ktre 
szarpi furie: nadzieja, mio i bole. Ktra z nich najgorsza? Nie bole, bo 
ona przynajmniej nie kamie. Ale ta nadzieja, ktra tym gbiej strca, im wyej 
podniosa... Ale mio, ten motyl, ktrego jedno skrzydo nazywa si 
niepewnoci, a drugie oszustwem... 
Wszystko jedno - mrucza. - Jeeli ju musimy odurza si czym, odurzajmy 
si czymkolwiek. Ale czym?... 
Wwczas w gbi mroku, nazywajcego si natur, ukazyway si przed nim 
jakby dwie gwiazdy. Jedna blada, ale niezmienna -to by Geist i jego metale; 
druga iskrzca si jak soce albo nagle gasnca, a t bya ona... 
Co tu wybra? - myla - jeeli jedno jest wtpliwe, a druga a niedostpna i 
niepewna. Bo chobym nawet dosign jej, czy ja jej kiedy uwierz?... czy 
nawet mgbym uwierzy?... Z tym wszystkim czu, e zblia si chwila 
decydujcej walki pomidzy jego rozumem i sercem. Rozum cign go do 
Geista, serce do Warszawy. Czu, e lada dzie co z tego musi wybra: albo 
cik prac, ktra wioda do nadzwyczajnej sawy, albo pomienn namitno, 
ktra obiecywaa chyba to, e spali go na popi. 
A jeeli i to, i tamto jest zudzeniem, jak owa opatka albo chustka waca sto 
funtw?... Poszed jeszcze raz do magnetyzera Palmieriego i zapaciwszy 
nalene dwadziecia frankw za konferencj, pocz zadawa mu pytania: 
- Wic twierdzisz pan, e mnie nie mona zamagnetyzowa? 
- Co to jest nie mona! - oburzy si Palmieri. - Nie mona od razu, gdy nie 
jeste pan medium. Ale mona by z pana zrobi medium, jeeli nie w kilka 
miesicy, to w kilka lat. 
Zatem Geist stanowczo nie otumani mnie - pomyla Wokulski. Gono za 
doda: 
- A kobieta, panie Palmieri, moe zamagnetyzowa czowieka? 
-Nie tylko kobieta, ale nawet drzewo, klamka, woda, no, sowem, wszystko, 
czemu magnetyzer nada wadz. Ja mog moje media magnetyzowa bodajby 
szpilk ; mwi im: w t szpilk przelewam mj fluid i zaniesz pan, kiedy na 
ni spojrzysz. Tym wic atwiej mgbym przekaza moj wadz jakiej 
kobiecie. Byle, rozumie si, osoba magnetyzowana bya medium. 
- I wtedy do owej kobiety przywizabym si tak jak paskie medium do opatki 
od wgli?.. - spyta Wokulski. 
- Bardzo naturalnie - odpowiedzia Palmieri spogldajc na zegarek. 
Wokulski opuci go i wczc si po ulicach myla: 
Co do Geista, mam prawie dowd, e nie udzi mnie za pomoc magnetyzmu: 
nie starczyoby na to czasu. Ale co do niej, nie mam pewnoci, e nie 
oczarowaa mnie w ten sposb. Czasu byo dosy, ale... kt mnie zrobi jej 
medium?.. 
Im wicej porwnywa swoj mio dla panny Izabeli z uczuciami ogu 
mczyzn dla ogu kobiet, tym bardziej wydawaa mu si nienaturaln. Bo jak 
mona zakocha si w kim od jednego rzutu oka? Albo jak mona szale za 
kobiet, ktr widzi si raz na kilka miesicy, i tylko po to, aeby przekona si, 
e ona nie dba o nas? 
Bah! - mrukn - rzadkie spotkania wanie nadaj jej charakter ideau. Kto 
wie, czy zupenie nie rozczarowabym si poznawszy j dokadniej? 
Zdziwio go, e od Geista nie mia adnej wiadomoci. 
Czyby uczony chemik po to wzi trzysta frankw, aeby ju wcale mi si nie 
pokazywa...' - pomyla. 
Ale sam zawstydzi si tych podejrze. 
Moe chory? - szepn. 
Wzi fiakra i pojecha wedug adresu, daleko za way miasta, w okolic 
Charenton. 
Na wskazanej ulicy fiakier zatrzyma si przed murowanym parkanem; spoza 
niego wida byo dach i grn cz okien domu. 
Wokulski wysiad z powozu i zbliy si do elaznej furtki w murze, 
zaopatrzonej w motek. Po kilkunastu uderzeniach furtka nagle uchylia si i 
Wokulski wszed na dziedziniec. 
Dom by jednopitrowy, bardzo stary; mwiy o tym ciany pokryte pleni, 
mwiy okna zakurzone, gdzieniegdzie wybite. W rodku ciany frontowej 
znajdoway si drzwi, do ktrych wchodzio si po kilku stopniach kamiennych 
do zrujnowanych. 
Poniewa furtka ju zamkna si z guchym oskotem, a nie byo wida 
szwajcara, ktry j otwiera, wic Wokulski sta na rodku dziedzica zdziwiony 
i zakopotany. Nagle w oknie pierwszego, a zarazem jedynego pitra ukazaa si 
jaka gowa w czerwonej czapce i znajomy gos zawoa: 
- Czy to wy, panie Siuz?... Dzie dobry! 
Gowa znika, lecz otwarty lufcik wiadczy, e nie bya zudzeniem. Wreszcie 
po kilku chwilach zgrzytny drzwi rodkowe, otworzyy si i stan w nich 
Geist. By ubrany w podarte niebieskie spodnie, drewniane sanday na nogach i 
brudny flanelowy kaftanik na grzbiecie. 
- Powinszuj mi, panie Siuz! - mwi Geist. - Sprzedaem mj materia 
wybuchowy anglo-amerykaskiej kompanii i zdaje si, zrobiem niezy interes. 
Sto pidziesit tysicy frankw gotwk z gry i dwadziecia pi centimw 
od kadego sprzedanego kilograma. 
- No, w tych warunkach chyba zarzuci pan swoje metale - rzek umiechajc si 
Wokulski. Geist spojrza na niego z pobaliw wzgard. 
-Warunki te -odpar -o tyle zmieniy moje pooenie, e na par lat nie 
potrzebuj si troszczy o majtnego wsplnika. Lecz co do metalw, wanie w 
tej chwili pracuj nad nimi, spojrzyj... 
Otworzy drzwi na lewo od sieni. Wokulski zobaczy rozleg, kwadratow sal, 
bardzo chodn. Na rodku jej sta ogromny cylinder, podobny do kadzi: stalowa 
ciana jej miaa z okie gruboci i bya w czterech miejscach cinita 
potnymi obrczami. Do grnego dna byly przytwierdzone jakie aparaty: 
jeden podobny do klapy bezpieczestwa, spod ktrej od czasu do czasu 
wydobywa si oboczek pary i szybko nikn w powietrzu, drugi przypomina 
manometr, ktrego skazwka jest w ruchu. 
- Kocio parowy?.. - spyta Wokulski. - Dlaczeg takie grube ciany? 
- Dotknij go - rzek Geist. 
Wokulski dotkn i sykn z blu. Na palcach wyskoczyy mu pcherze, lecz nie 
z gorca, tylko z zimna... Kad bya straszliwie zimna, co zreszt czuo si w 
caej sali. 
- Szeset atmosfer cinienia wewntrznego - doda Geist nie zwaajc na 
przygod od Wokulskiego ktry a wstrzsn si usyszawsy tak cyfr. 
- Wulkan!... - szepn. 
- Dlatego namawiaem ci, aeby mnie pracowa - odpar Geist.- Jak widzisz, 
atwo tu o wypadek... Chodmy na gr... 
- Kocio zostawi pan bez dozoru? - spyta Wokulski. 
-O, przy tej robocie nie potrzeba niaki; wszystko robi si samo i nie moe by 
niespodzianek. Wszedszy na gr znaleli si w duym pokoju o czterech 
oknach. Gwnym jego umeblowaniem byy stoy, literalnie zarzucone 
retortami, miseczkami i rurkami ze szka, porcelany, nawet z oowiu i miedzi. 
Na pododze pod stoami i w ktach leao kilkanacie bomb artyleryjskich, 
midzy nimi kilka pknitych. Pod oknami stay wanienki kamienne lub 
miedziane, napenione kolorowymi pynami; wzdu jednej ze cian cigna si 
awa czy tapczan, a na niej ogromny stos elektryczny. 
Dopiero odwrciwszy si Wokulski spostrzeg przy samych drzwiach elazn 
szaf wmurowan w cian, ko okryte podart kodr, z ktrej. wyazia 
brudna wata, pod oknem stolik z papierami, a przed nim fotel obity skr, 
popkan i wytart. 
Wokulski spojrza na starca obutego w drewniane sanday jak najuboszy 
wyrobnik, potem na jego sprzty, z ktrych wyzieraa ndza, i pomyla, e 
przecie ten czowiek za swoje wynalazki mgby mie miliony. Wyrzek si ich 
jednak dla dobra jakiej przyszej, doskonalszej ludzkoci... Geist wyd mu si 
w tej chwili jak Mojesz, ktry do obiecanej ziemi prowadzi jeszcze nie 
urodzone pokolenia. 
Ale stary chemik tym razem nie odgad myli Wokulskiego; przypatrzy mu si 
pochmurnie i rzek: 
- C, panie Siuz, niewesoe miejsce, niewesoa robota?... Od czterdziestu lat 
yj w ten sposb. W tych aparatach uwizo ju kilka milionw i moe dlatego 
ich posiadacz nie bawi si, nie ma suby, a czasami nawet nie ma co je... To 
nie dla pana zajcie - doda machnwszy rk. 
- Mylisz si, profesorze - odpar Wokulski. - Zreszt w grobie nie jest chyba 
weselej... 
- Co tam grb... gupstwo... sentymentalizm!... - mrukn Geist. -W naturze nie 
ma grobw ani mierci; s rne formy bytu, z ktrych jedne pozwalaj nam by 
chemikami, inne tylko preparatami chemicznymi. Caa za mdro polega na 
tym, aeby korzysta  nadarzajcej si okazji, nie traci czasu na bazestwa, 
lecz co zrobi. 
- Rozumiem to - odpar Wokulski - ale... Wybacz pan, paskie odkrycia s tak 
nowe... 
-I ja rozumiem - przerwa Geist. -Moje odkrycia s tak nowe, e... uwaasz je 
pan za oszustwo!... Pod tym wzgldem nie s mdrszymi od ciebie czonkowie 
Akademii, masz wic dobre towarzystwo... Aha!...Chciaby jeszcze raz 
zobaczy moje metale, wyprbowa je?... Dobrze, bardzo dobrze... 
Pobieg do elaznej szafy, otworzy j w sposb bardzo skomplikowany i po 
kolei pocz wydobywa sztabki metalu ciszego od platyny, lejszego od 
wody, to znowu przezroczystego... Wokulski oglda je, way, ogrzewa, ku, 
przepuszcza przez nie prd elektryczny, ci noycami. Na prbach tych zeszo 
mu par godzin; w rezultacie jednak przekona si, e przynajmniej pod 
wzgldem fizycznym ma do czynienia z autentycznymi metalami. 
Skoczywszy prby Wokulski wyczerpany upad na fotel; Geist pochowa 
swoje okazy, zamkn szaf i miejc si zapyta: 
- No i c: fakt czy zudzenie? 
- Nic nie rozumiem - szepn Wokulski ciskajc rkoma skronie - gowa mi 
pka!... Metal trzy razy lejszy od wody... niepojta rzecz!... 
- Albo metal o jakie dziesi procent lejszy od powietrza, co?...mia si Geist. 
- Ciar gatunkowy obalony... prawa natury podkopane, co?... Cha! cha! Nic z 
tego wszystkiego. Prawa natury, o ile je znamy, nawet przy moich metalach 
pozostan nietknite. Rozszerz si tylko nasze pojcia o wasnociach cia i ich 
budowie wewntrznej, no i rozszerz si granice ludzkiej techniki. 
- A ciar gatunkowy? - spyta Wokulski. 
- Posuchaj mnie - przerwa mu Geist - a wnet zrozumiesz, na czym polega 
istota moich odkry, chocia, popieszam doda, naladowa ich nie potrafisz. 
Tu nie ma ani cudw, ani oszustwa; tu s rzeczy tak proste, e poj je mgby 
ucze szkoy elementarnej. 
Wzi ze stou stalowy szecian i podawszy go Wokulskiemu mwi: 
- Oto jest decymetr szecienny, peny, odlany ze stali; we go w rk, ile way? 
-Z osiem kilogramw... 
Poda mu drugi szecian tej samej wielkoci, rwnie stalowy, pytajc: 
- A ten ile way? 
- No, ten way z p kilograma:.. Ale on jest pusty... - odpar Wokulski. 
- Doskonale! A ta szecienna klatka ze stalowego drutu ile way? - spyta Geist 
podajc j Wokulskiemu. 
- Ta way kilkanacie gramw... 
- Ot widzisz - przerwa Geist. - Mamy trzy szeciany tej samej wielkoci i z 
tego samego materiau, ktre jednak s nierwnej wagi. A dlaczego? Gdy w 
penym szecianie jest najwicej czstek stali, w pustym mniej, a w drucianym 
najmniej. Wyobra wic sobie, e udao mi si zamiast penych czstek 
budowa klatkowate czstki cia, a zrozumiesz tajemnic wynalazku. Polega on 
na zmianie budowy wewntrznej materiaw, co nawet dla dzisiejszej chemii nie 
jest adn nowoci. C, jake tam?... 
-Kiedy widz okazy, wierz - odpar Wokulski - kiedy pana sucham, 
rozumiem. Ale gdy wyjd std... Rozoy rce w sposb desperacki. 
Geist znowu otworzy szaf, poszuka i wydobywszy may skrawek metalu, 
barw przypominajcego mosidz, poda Wokulskiemu 
- We sobie to jako amulet przeciw powtpiewaniu o moim rozumie czy 
prawdomwnoci. Ten metal jest okoo piciu razy lejszy od wody, dobrze 
wic bdzie ci przypomina nasz znajomo. Przy tym - doda miejc si - ma 
on wielk zalet: nie obawia si adnych odczynnikw chemicznych... Prdzej 
zniknie, anieli zdradzi mj sekret... A teraz id ju, panie  i u z , odpocznij i 
namyl si: co masz zrobi ze sob? 
- Przyjd tu - szepn Wokulski. 
- O nie! nie zaraz!... - odpar Geist. - Jeszcze nic ukoczye swoich rachunkw 
ze wiatem; a e i ja mam na par lat pienidze, wic nie nalegam. Przyjdziesz 
tu, kiedy ci ju nic nie zostanie z dawnych zudze... 
Niecierpliwie cisn go za rk i popycha ku drzwiom. Na schodach poegna 
go jeszcze raz i cofn si do laboratorium. Gdy Wokulski wyszed na 
dziedziniec, furtka ju bya otwarta, a gdy wymin j i stan obok swego 
fiakra, zatrzasna si. 
Wrciwszy do miasta Wokulski przede wszystkim kupi zoty medalion, 
umieci w nim skrawek nowego metalu i zawiesi na szyi jak szkaplerz. Chcia 
przespacerowa si, ale spostrzeg, e ruch uliczny mczy go; wic poszed do 
siebie. 
Czemu ja si wracam? - szepta. - Dlaczego nie id do Geista do roboty?... 
Usiad na fotelu i uton we wspomnieniach. Widzia sklep Hopfera, stoowe 
pokoje i goci, ktrzy drwili z niego; widzia swoj maszyn o wieczystym 
ruchu i model balonu, ktremu usiowa nada kierunek. Widzia Kasi Hopfer, 
ktra mizerniaa z mioci dla niego... 
Do roboty!... Dlaczego ja nie id do roboty?..  
Wzrok jego machinalnie pad na st, gdzie lea niedawno kupiony Mickiewicz. 
Ile ja to razy czytaem!... - westchn biorc ksik do rki. 
Ksika otworzya si sama i Wokulski przeczyta: 
Zrywam si, biegn, skadam na pami wyrazy, ktrymi mam zorzeczy 
okruciestwu twemu, skadane, zapomniane ju po milion razy...Ale gdy ciebie 
ujrz, nic pojmuj, czemu znowu jestem spokojny, zimniejszy nad gazy, aby 
gore na nowo, milcze po dawnemu. 
Teraz ju wiem, przez kogo jestem tak zaczarowany... 
Uczu z pod powiek, lecz pohamowa si i nie splamia mu twarzy. 
Zmarnowalicie ycie moje... Zatrulicie dwa pokolenia!.. szepn. - Oto skutki 
waszych sentymentalnych, pogldw na mio. 
Zoy ksik i cisn ni w kt pokoju, a rozleciay si kartki. Ksika odbia 
si od ciany, spada na umywalni i ze smutnym szelestem stoczya si na 
podog. 
Dobrze ci tak! tam twoje miejsce... - myla Wokulski. - Bo kt to mio 
przedstawia mi jako wit tajemnic? Kto nauczy mnie gardzi codziennymi 
kobietami, a szuka niepochwytnego ideau?... Mio jest radoci wiata, 
socem ycia, weso melodi w pustyni a ty co z niej zrobie?... aobny 
otarz, przed ktrym piewaj si egzekwie nad zdeptanym sercem ludzkim! 
Wtem nasuno mu si pytanie: 
Jeeli poezja zatrua twoje ycie, to kt zatru j sam? I dlaczego 
Mickicwicz, zamiast mia si i swawoli jak francuscy pieniarze, umia tylko 
tskni i rozpacza? 
Bo on, tak jak i ja, kocha pann wysokiego urodzenia, ktra moga sta si 
nagrod nie rozumu, nie pracy, nie powice, nawet nie geniuszu, ale... 
pienidzy i tytuu... 
Biedny mczenniku! - szepn Wokulski. - Ty odda narodowi, co mia 
najlepszego; lecz ce winien, e przelewajc w niego wasn dusz, razem z 
ni przelae cierpienia, jakimi nasycali ciebie? To oni s winni twoim, moim i 
naszym nieszczciom... 
Podnis si z fotelu i ze czci zebra porozdzierane kartki. 
Nie do, e bye umczony przez nich, ale jeszcze miaby odpowiada za ich 
wystpki?... To oni winni, oni, e twoje serce, zamiast piewa, jczao jak 
dzwon rozbity. 
Pooy si na kanapie i znowu myla: Szczeglny kraj, w ktrym od tak 
dawna mieszkaj obok siebie dwa cakiem rne narody: arystokracja i 
posplstwo. Jeden mwi, e jest szlachetn rolin, ktra ma prawo ssa glin i 
mierzw, a ten drugi albo przytakuje dzikim pretensjom, albo nie ma siy 
zaprotestowa przeciw krzywdzie. 
A jak si to wszystko skadao na uwiecznienie monopolu jednej klasy i 
zdawienie w zarodku kadej innej! Tak silnie wierzono w powag rodu, e 
nawet synowie rzemielnikw i handlarzy albo kupowali herby, albo podszywali 
si pod jakie zuboae rody szlachetne. 
Nikt nie mia odwagi nazwa si dzieckiem swoich zasug, a nawet ja, gupiec, 
wydaem kilkaset rubli na kupno szlacheckiego patentu. 
I ja miabym tam wraca?... Po co?... Tu przynajmniej mam nard yjcy 
wszystkimi zdolnociami, jakimi obdarowano czowieka. Tu naczelnych miejsc 
nie obsiada ple podejrzanej staroytnoci, ale wysuwaj si naprzd istotne 
siy: praca, rozum, wola, twrczo, wiedza, nawet pikno i zrczno, a 
nawet choby szczere uczucie. Tam za praca staje pod prgierzem, a triumfuje 
rozpusta! Ten, kto dorabia si majtku, nosi tytu sknery, kutwy, dorobkiewicza; 
ten, kto go trwoni, nazywa si: hojnym, bezinteresownym, wspaniaomylnym... 
Tam prostota jest dziwactwem, oszczdno wstydem, uczono rwnoznaczny 
z obdem, artyzm symbolizuje si dziurawymi okciami. Tam, chcc zdoby 
miano czowieka, trzeba posiada albo tytu z pienidzmi, albo talent wciskania 
si do przedpokojw. I ja bym tam mia wraca?... 
Pocz chodzi po pokoju i liczy: 
Geist jeden, ja drugi, Ochocki trzeci... Ze dwu jeszcze znajdziemy i za cztery 
albo pi lat wyczerpalibymy owe osiem tysicy dowiadcze, potrzebnych do 
znalezienia metalu lejszego ni powietrze. No, a wtedy co?... Co stanie si z 
dzisiejszym wiatem na widok pierwszej machiny latajcej, bez skrzyde, bez 
skomplikowanych mechanizmw, a trwaej jak okrt pancerny? 
Zdawao mu si, e szmer uliczny za jego oknami rozszerza si i potguje 
ogarniajc cay Pary, Francj i Europ. I e wszystkie gosy ludzkie zlewaj si 
w jeden ogromny okrzyk: Sawa!... sawa!... sawa!... 
Oszalaem? - mrukn. 
Szybko rozpi kamizelk i wydobywszy spod koszuli zoty medalion otworzy 
go. Skrawek metalu, podobnego do mosidzu i lekkiego jak puch, by na swoim 
miejscu. Geist nie udzi go; droga do olbrzymiego wynalazku bya na ocie 
otwarta. 
Zostaj! - szepn. - Bg ani ludzie nie przebaczyliby mi zaniedbania podobnej 
sprawy. 
Mrok ju zapada. Wokulski zawieci gazowe lampy nad stoem, wydoby 
papier i piro i zacz pisa: 
Mj Ignacy! Chc pogada z tob o bardzo wanych rzeczach, a poniewa do 
Warszawy ju nie wrc, prosz ci wic, aeby jak najpieszniej... 
Nagle rzuci piro: jaka trwoga opanowaa go na widok napisanych przez 
siebie wyrazw: do Warszawy ju nie wrc... 
Dlaczego nie mam wrci?..  - szepn. 
A po co?... Moe po to, aeby znowu spotka pann Izabel, znowu straci 
energi?... 
Raz nareszcie musz zamkn te gupie rachunki... 
Chodzi i myla: 
Oto dwie drogi: jedna wiedzie do nieobliczonych reform ludzkoci, druga do 
podobania si, a nawet, przypumy, do zdobycia kobiety. Co wybra?... Bo 
juci jest faktem, e kady nowy a wany materia, kada nowa sia to nowe 
pitro cywilizacji. Brz stworzy cywilizacj klasyczn, elazo wieki rednie; 
proch zakoczy wieki rednie, a wgiel kamienny rozpocz wiek 
dziewitnasty. Co si tu waha: metale Geista dadz pocztek takiej cywilizacji, 
o jakiej nie marzono, i kto wie, czy wprost nie uszlachetni gatunku ludzkiego... 
A z drugiej strony c mam?... Kobiet, ktra przy takich jak ja parweniuszach 
nie wahaaby si kpa. Czym jestem w jej oczach obok tych wykwintnisiw, 
dla ktrych pusta rozmowa, koncept, kompliment stanowi najwysz tre 
ycia. Co ta czereda, nie wyczajc jej samej, powiedziaaby na widok 
obdartego Geista i jego niezmiernych odkry? Tak s ciemni, e nawet nie 
dziwiliby si temu. 
Przypumy wreszcie, ebym si z ni oeni, a wtedy co?... Natychmiast do 
salonu dorobkiewicza wleliby si wszyscy jawni i tajni wielbiciele, kuzyni 
rozmaitego stopnia, czy ja wiem wreszcie kto!...I znowu musiabym zamyka 
oczy na ich spojrzenia, guchn na ich komplimenta, dyskretnie usuwa si od 
ich poufnych rozmw-o czym? O mojej habie czy gupocie?... Po roku tego 
ycia spodliliby mnie tak, e moe zniybym si do zazdroci o podobne 
indywidua... 
Ach, czy nie wolabym rzuci serce godnemu psu anieli odda je kobiecie, 
ktra nawet nie domyla si, jaka jest rnica midzy nimi a mn. 
Basta!. 
Znowu usiad przy stole i zacz list do Geista. Nagle przerwa: 
Paradny jestem - rzek gono - chc pisa zobowizanie nieuregulowawszy 
moich interesw... 
Oto zmieniy si czasy! - myla. - Dawniej taki Geist byby symbolem szatana, 
z ktrym walczy o dusz ludzk anio w postaci kobiety. A dzisiaj... kto jest 
szatanem, a kto anioem?... 
Wtem zapukano do drzwi. Wszed garson i poda Wokulskiemu duy list. 
Z Warszawy - szepn. - Od Rzeckiego?... Przysya mi jaki drugi list... Ach, 
od prezesowej!... Co, moe donosi mi o lubie panny Izabeli? 
Rozerwa kopert, lecz przez chwil waha si z odczytaniem. Serce zaczo mu 
bi pieszniej. Wszystko jedno! -mrukn i zacz: 
Mj kochany panie Stanisawie! Dobrze, wida, bawisz si, podobno nawet w 
Paryu, kiedy zapominasz o swoich przyjacioach. A grb p. biednego stryja 
twego wci czeka na obiecany kamie i ja take chciaabym poradzi si ciebie 
o budow cukrowni, do ktrej namawiaj mnie na stare lata. Wstyd si, panie 
Stanisawie a nade wszystko auj, e nie widzisz rumieca na twarzy Beli, ktra 
w tej chwili jest u mnie i spieka raczka usyszawszy, e pisz do ciebie. 
Kochane dziecko! Mieszka u ciotki w ssiedztwie i czsto mnie odwiedza. 
Domylam si, e zrobie jej jak du przykro; nie ocigaj si wic z 
przeprosinami i jak najrychlej przyjedaj prosto do mnie. Bela zabawi tu 
jeszcze kilka dni i moe uda mi si wyjedna ci przebaczenie... 
Wokulski zerwa si od stou, otworzy okno i postawszy w nim chwil 
przeczyta drugi raz list prezesowej; oczy zaiskrzyy mu si, na twarz wystpiy 
wypieki. 
Zadzwoni raz, drugi, trzeci... Wreszcie sam wybieg na korytarz woajc: 
- Garson!.. Hej, garson!... 
- Do usug... 
-Rachunek. 
- Jaki?.. 
- Cay rachunek za ostatnie pi dni... Cay, nie rozumiesz?... 
- Czy zaraz?... - zdziwi si garson. 
- Natychmiast i... powz na dworzec kolei pnocnej... Natychmiast! 
ROZDZIA PITY: 
CZOWIEK SZCZʌLIWY W MIOCI 
Wrciwszy z Parya do Warszawy, Wokulski zasta drugi list prezesowej. 
Staruszka nalegaa, aeby natychmiast przyjeda i zabawi u niej par tygodni. 
Nie myl, panie Stanisawie - koczya - e zapraszam ci z powodu twoich 
wieych awansw, dla pochwalenia si znajomoci z tob. Tak czasem bywa, 
ale nie u mnie. Chc tylko, aeby odpocz po swych cikich trudach, a moe i 
rozerwa si w moim domu, gdzie oprcz gospodyni, starej nudziarki, znajdziesz 
jeszcze towarzystwo modych i adnych kobiet. 
Duo mnie obchodz mode i adne kobiety! - mrukn Wokulski. W nastpnej 
za chwili przyszo mu na myl: o jakich to awansach pisze prezesowa? Czyby 
ju nawet na prowincji wiedziano o jego zarobku, cho sam nikomu o tym nie 
wspomnia? 
Sowa prezesowej przestay go jednak dziwi, gdy naprdce rozejrza si w 
interesach. Od dnia wyjazdu do Parya obroty jego handlu znowu wzrosy i 
wzrastay z tygodnia na tydzie. W stosunki z nim weszo kilkudziesiciu 
nowych kupcw, a cofn si ledwie jeden, dawny, napisawszy przy tym ostry 
list, e poniewa on nie ma arsenau, tylko zwyczajny sklep bawatny, wic nie 
widzi interesu nadal utrzymywa stosunkw z firm JW-go Wokulskiego, z 
ktrym na Nowy Rok ureguluje wszelkie rachunki. Ruch towarw by tak 
wielki, e pan Ignacy na wasn odpowiedzialno wynaj nowy skad, zgodzi 
smego subiekta i dwu ekspedytorw. Kiedy Wokulski skoczy przeglda 
ksigi (na usiln prob Rzeckiego wzi si do nich w par godzin po powrocie 
z banhofu),pan Ignacy otworzy kas ogniotrwa i z uroczyst min wydoby 
stamtd list Suzina. 
- C to za ceremonia? - spyta ze miechem Wokulski. 
- Korespondencje od Suzina musz by szczeglnie pilnowane - odpar Rzecki z 
naciskiem. Wokulski wzruszy ramionami i przeczyta list. Suzin proponowa 
mu na zimowe miesice nowy interes, prawie tej samej doniosoci co paryski. 
- C ty na to? - zapyta pana Ignacego objaniwszy, o co chodzi. 
- Mj Stachu - odpar subiekt spuszczajc oczy - tak ci ufam, e gdyby nawet 
spali miasto, jeszcze bybym pewny, e zrobie to w szlachetnym celu. 
- Jeste nieuleczony marzyciel, mj stary! - westchn Wokulski i przerwa 
rozmow. Nie mia wtpliwoci, e Ignacy znowu posdza go o jakie 
polityczne knowania. 
Nie sam Rzecki myla w taki sposb. Wstpiwszy do swego mieszkania 
Wokulski znalaz ca pak biletw wizytowych i listw. Przez czas 
nieobecnoci odwiedzio go okoo setki ludzi wpywowych, utytuowanych i 
majtnych, z ktrych co najmniej poowy dotychczas nie zna... Jeszcze wiksz 
osobliwo stanowiy listy. Byy to proby bd o wsparcie, bd o protekcj do 
rozmaitych wadz cywilnych i wojskowych lub te anonimy po najwikszej 
czci wymylajce mu... Jeden nazywa go zdrajc, inny fagasem, ktry tak 
wprawi si do suby u Hopfera, e dzi dobrowolnie wdziewa na siebie liberi 
arystokracji, a nawet wicej ni arystokracji. Inny anonim zarzuca mu opiek 
nad kobiet zego ycia, inny donosi, e pani Stawska jest kokietk i 
awanturnic, a Rzecki oszustem, ktry w nowo nabytym domu wykrada mu 
komorne i dzieli si z rzdc, niejakim Wirskim. 
Musz zdrowe plotki kry o mnie... - pomyla patrzc na stert papierw. 
Na ulicy take, o ile mia czas zwraca uwag, spostrzeg, e jest przedmiotem 
oglnego zainteresowania. Mnstwo osb kaniao mu si; czasem zupenie 
obcy wskazywali na niego, gdy przechodzi; byli jednake i tacy, ktrzy z 
widoczn niechci odwracali od niego gow. Midzy nimi zauway dwu 
znajomych, jeszcze z Irkucka, co go dotkno w przykry sposb. 
C ci znowu - szepn - dostali bzika?... 
Na drugi dzie swego pobytu w Warszawie odpisa Suzinowi, e propozycje 
przyjmuje i e w poowie padziernika bdzie w Moskwie. Pnym za 
wieczorem wyjecha do prezesowej, ktrej majtek leao kilka mil od niedawno 
wybudowanej kolei. 
Na dworcu spostrzeg, e i tu jego osoba robi wraenie. Sam zawiadowca 
przedstawi si i kaza mu da oddzielny przedzia; nadkonduktor za prowadzc 
go do wagonu rzek, e to on wanie mia zamiar ofiarowa mu wygodne 
miejsce, gdzie by mona spa, pracowa albo rozmawia bez przeszkd. 
Po dugim staniu pocig z wolna ruszy. Bya ju noc dua, bezksiycowa i 
bezoboczna, a na niebie wicej gwiazd ni zwykle. Wokulski otworzy okno i 
przypatrywa si konstelacjom. Przyszy mu na myl syberyjskie noce, gdzie 
niebo bywa niekiedy prawie czarne, zasiane gwiazdami jak nieyc, gdzie Maa 
Niedwiedzica kry prawie nad gow, a Herkules, kwadrat Pegaza, Blinita 
wiec niej ni u nas nad horyzontem. 
Czy dzi umiabym astronomi, ja, subiekt Hopfera, gdybym tam nie by? pomyla 
z gorycz. - A syszabym co o odkryciach Geista, gdyby mnie Suzin 
gwatem nie zacign do Parya? 
I oczyma duszy widzia szerokie i niezwyke ycie swoje, jakby rozpite midzy 
dalekim Wschodem i dalekim Zachodem. Wszystko, co umiem, wszystko, co 
mam, wszystko, co zrobi jeszcze mog; nie pochodzi std. Tu znajdowaem 
tylko upokorzenie, zawi albo wtpliwej wartoci poklask, gdy mi si wiodo; 
lecz gdyby mi si nie powiodo, zdeptayby mnie te same nogi, ktre dzi si 
kaniaj... 
Wyjad std - szepta - wyjad!... Chyba e ona mnie zatrzyma...Bo co mi da 
nawet ten majtek, jeeli nie mog go zuytkowa w taki sposb, jaki mnie 
najlepiej przypada do gustu? Co warte ycie, pleniejce midzy resurs, 
sklepem i prywatnymi salonami, gdzie trzeba gra w preferansa, aeby nie 
obmawia, albo obmawia, aeby nie gra w preferansa?... Ciekawym - rzek 
do siebie po chwili - w jakim celu tak znaczco zaprasza mnie prezesowa? A 
moe to panna Izabela?... Zrobio mu si gorco i z wolna uczu jak 
przemian w duszy. Przypomnia sobie swego ojca i stryja, Kasi Hopfer, ktra 
tak go kochaa, Rzeckiego, Leona, Szumana, ksicia i tylu, tylu innych ludzi, 
ktrzy zoyli mu dowody niewtpliwej yczliwoci. Co warta caa jego nauka i 
majtek, gdyby dokoa siebie nie mia serc przyjaznych; na co zdaby si 
najwikszy wynalazek Geista, gdyby nie mia by orem, ktry zapewni 
ostateczne zwycistwo rasie ludzi szlachetniejszych i lepszych?... 
Jest i u nas niemao do zrobienia -szepn. -S i u nas ludzie, ktrych warto 
wydwign albo wzmocni... Za stary jestem na robienie epokowych 
wynalazkw, niech si tym zajmuj Ochoccy... Ja wol innym przysporzy 
szczcia i sam by szczliwym... 
Przymkn oczy i zdawao mu si, e widzi pann Izabel, ktra patrzy na niego 
w dziwny, jej tylko waciwy sposb i agodnym umiechem przytakuje jego 
zamiarom. 
Zapukano do drzwi przedziau i po chwili ukaza si nadkonduktor mwic: 
-Pan baron Dalski pyta si, czy moe tu przyj. Jedzie tym samym wagonem. 
- Pan baron?... - powtrzy Wokulski. - Owszem, niech bdzie askaw.... 
Nadkonduktor cofn si i przymkn drzwi, a Wokulski przypomnia sobie, e 
baron jest czonkiem spki do handlu ze Wschodem i jednym z niewielu ju 
konkurentw panny Izabeli. Czego on chce ode mnie? - myla Wokulski. Moe 
i on jedzie do prezesowej, aeby na wieym powietrzu zoy pannie 
Izabeli stanowcz deklaracj?... Jeeli go nie uprzedzi ten Starski... 
W korytarzu wagonowym sycha byo kroki i rozmow; drzwi przedziau 
znowu usuny si i ukaza si nadkonduktor, a obok niego bardzo szczupy pan, 
z malutkimi wsikami szpakowatymi, jeszcze mniejsz brdk prawie siw i 
dobrze siwiejc gow. 
Chyba nie on? myla Wokulski. - Tamten by zupenie czarny... 
-Najmocniej przepraszam, e niepokoj pana - rzek baron chwiejc si z 
powodu ruchu pocigu. - Najmocniej... Nie omielibym si przerywa 
samotnoci, gdyby nie to, e chc zapyta: czy pan nie jedzie do naszej 
czcigodnej prezesowej, ktra pana ju od tygodnia oczekuje? 
- Wanie do niej jad. Witam pana barona. Nieche pan sidzie. 
- A to doskonale! - zawoa baron - bo i ja tam jad. Prawie od dwu miesicy 
mieszkam tam. To jest... panie... nie tyle mieszkam, ile cigle dojedam. To od 
siebie, gdzie mi dom odnawiaj, to z Warszawy... Teraz wracam z Wiednia, 
gdzie kupowaem meble, ale zabawi prezesowej tylko par dni, bo, panie, 
musz zmieni wszystkie obicia w paacu, zaoone nie dawniej jak dwa 
tygodnie temu. Ale c robi...nie podobay si, wic obedrzemy, nie ma rady!... 
mia si i mruga oczyma, a Wokulskiego zimno przeszo. Dla kogo te 
meble?... Komu nie podobay si obicia?... pyta sam siebie z trwog. 
-Szanowny pan -cign baron - ju skoczy swoj misj. Winszuj!... - doda 
ciskajc go za rk. - Od pierwszego, panie, rzutu oka uczuem dla pana 
szacunek i sympati, ktra teraz zamienia si w prawdziw cze... Tak, panie. 
Nasze usuwanie si od politycznego ycia zrobio nam wiele szkody. Pan 
pierwszy zamae nierozsdn zasad abstynencji i za to, panie, cze... 
Musimy si przecie interesowa sprawami pastwa, w ktrym znajduj si nasze 
majtki, gdzie ley nasza przyszo... 
-Nie rozumiem pana, panie baronie - przerwa mu nagle Wokulski. 
Baron tak zmiesza si, e przez chwil siedzia bez ruchu i gosu. Nareszcie 
wybka: 
- Przepraszam!... Doprawdy nie miaem zamiaru... Ale sdz, e moja przyja 
dla czcigodnej prezesowej, ktra, panie, tak... 
- Skoczmy, panie, z wyjanieniami - rzek ze miechem Wokulski ciskajc go 
za rk. -Kontent pan z wiedeskich sprawunkw? 
- Bardzo... panie... bardzo... Chocia, czy pan uwierzy, bya chwila, e za rad 
szanownej prezesowej miaem zamiar fatygowa pana w Paryu... 
-Chtnie suybym. O c to chodzio? 
-Chciaem mie stamtd garnitur brylantowy - mwi baron. -Ale e w Wiedniu 
trafiy mi si pyszne szafiry... Wanie mam je przy sobie i jeeli pan pozwoli... 
Pan jest znawc klejnotw?... 
Dla kogo te szafiry? -myla Wokulski. Chcia poprawi si na siedzeniu, ale 
poczu, e nie moe podnie rki ani wyprostowa ng. 
Baron tymczasem wyj z rozmaitych kieszeni cztery safianowe pudeka, 
ustawi je na awce i po kolei zacz otwiera. 
- Oto bransoleta - mwi - prawda, jaka skromna, jeden kamie... Brosza i 
kolczyki ju s ozdobniejsze; kazaem nawet zmieni opraw... A to naszyjnik... 
Proste to, ale smaczne i moe dlatego adne...Ale ogie jest, prawda, panie?... 
Mwic tak, przesuwa szafiry przed oczyma Wokulskiego, przy migotliwym 
blasku wiecy. 
- Nie podobaj si panu? - spyta nagle baron spostrzegszy, e jego towarzysz 
nie odpowiada. 
-Owszem, bardzo pikne. Komu to baron wiezie taki prezent? 
- Mojej narzeczonej - odpar baron tonem zdziwienia. - Sdziem, e prezesowa 
wspomniaa panu o naszym szczciu rodzinnym... 
-Nic. 
- A wanie dzi jest pi tygodni, jak owiadczyem si i zostaem przyjty. 
- Komu si pan owiadczy?... Prezesowej?... - rzek innym ju gosem 
Wokulski. 
- Ale nie!... - zawoa baron cofajc si. - Owiadczyem si pannie Ewelinie 
Janockiej, wnuczce prezesowej... Nie pamita jej pan? Bya u hrabiny w tym 
roku na wiconem, nie zauway jej pan?... 
Duga chwila upyna, zanim Wokulski skombinowa, e panna Ewelina 
Janocka nie jest pann Izabel ck, e baron nie owiadczy si pannie Izabeli 
i e nie dla niej wiezie szafiry. 
- Przepraszam pana - odezwa si do zaniepokojonego barona - ale jestem tak 
rozstrojony, e po prostu nie wiedziaem, co mwi... 
Baron zerwa si z siedzenia i prdko zacz chowa pudeka. 
- Co za nieuwaga z mojej strony! - zawoa. - Wanie dostrzegem w oczach 
paskich znuenie i mimo to omieliem si sposzy panu sen... 
- Nie, panie, spa nie mam zamiaru i mio mi bdzie odby reszt drogi w 
paskim towarzystwie. To chwilowe osabienie, ktre ju przeszo. 
Baron z pocztku robi ceremonie i chcia wychodzi, ale widzc, e Wokulski 
istotnie orzewi si, usiad zapewniajc, e tylko na par minut. Czu potrzeb 
wygadania si przed kim ze swoim szczciem. 
- Bo co to za kobieta! - mwi baron z coraz ywsz gestykulacj. Kiedym j, 
panie, pozna, wydaa mi si zimna jak posg i tylko zajta strojami. Dopiero 
dzi widz, jakie to skarby uczu...Stroi si lubi jak kada kobieta, ale c to za 
rozum!... Nikomu bym tego nie powiedzia, co teraz powiem panu, panie 
Wokulski. Ja bardzo modo zaczem siwie i nie bez tego, aebym od czasu do 
czasu nie dotkn wsw fiksatuarem. No i kto by, panie, pomyla: ledwie 
spostrzega to, raz na zawsze zabronia mi fiksatuarowa si; powiedziaa, e 
ona ma szczeglne upodobanie do siwych wosw i e dla niej prawdziwie 
piknym moe by tylko siwy mczyzna. A o szpakowatych co pani myli? zapytaem. 
e s tylko interesujcymi - odpowiedziaa... A jak ona to mwi!... 
Czy aby nic nudz pana, panie Wokulski? 
- Ale, panie!.. Bardzo mi mio spotka czowieka szczliwego. 
- Prawdziwie jestem szczliwy, i to w sposb, ktry dla mnie samego jest 
niespodziank - cign baron. -Bo o oenieniu si zawsze mylaem, ju od 
kilku lat zalecaj mi to doktorzy. No i projektowaem, e wezm sobie, panie, 
kobiet pikn, dobrze wychowan z nazwiskiem i prezencj, bynajmniej nie 
wymagajc od niej jakiej romantycznej mioci. Tymczasem ma pan: sama 
mio zastpuje mi drog i jednym spojrzeniem roznieca poar w sercu... 
Doprawdy, panie Wokulski, jestem zakochany... nie - jestem szalony... Nikomu 
bym tego nie powiedzia, ale panu, dla ktrego od pierwszej chwili uczuem 
nieledwie bratersk sympati... Jestem szalony!... Myl tylko o niej, kiedy pi 
- ni mi si, kiedy jej nie widz - jestem, panie, formalnie chory. Brak apetytu, 
smutne myli, jakie cige lkanie si... 
Tego, co panu teraz powiem, panie Wokulski, bagam, aeby pan nie powtarza 
nawet przed samym sob. Chciaem j wzi na prb; jest to niskie, nieprawda, 
panie? ale trudno, czowiek nieatwo wierzy w szczcie. Chcc j tedy wzi na 
prb (ale nikomu ani sweczka o tym, panie!),,kazaem napisa projekt 
interczy, wedug ktrego, gdyby maestwo nie doszo do skutku z 
czyjejkolwiek winy (rozumie pan?) - ja pac pidziesit tysicy rubli pannie za 
zawd. Serce mi drtwiao z obawy, e... a nu porzuci mnie?... Lecz co pan 
powie? Kiedy jej prezesowa wspomniaa o tym projekcie, panna w pacz... C 
to -mwia -on myli, e wyrzekn si go dla jakich pidziesiciu tysicy 
rubli? Bo jeeli mnie posdza o interesowno i nie uznaje adnych wyszych 
pobudek w sercu kobiety, to przecie powinien rozumie, e za pidziesit 
tysicy nie oddam miliona... 
Kiedy mi to powtrzya prezesowa, wbiegem do pokoju panny Eweliny i nie 
powiedziawszy ani swka upadem jej do ng... teraz w Warszawie zrobiem 
testament, a w nim mianowaem j jedyn i wyczn spadkobierczyni, 
chobym umar przed lubem. Caa moja rodzina przez cae ycie nie daa mi 
tyle szczcia, ile to dziecko w cigu kilku tygodni. A co bdzie pniej?... Co 
bdzie pniej, panie Wokulski?.. Nikomu nie zadabym podobnego pytania zakoczy 
baron, mocno targajc go za rk. -No, dobranoc... 
Zabawna historia! -mrukn Wokulski po odejciu barona. -Ten staruszek 
naprawd wdepta si po szyj... 
I nie mg odpdzi wizerunku barona, ktry jak cie coraz to wypywa na 
amarantowe to siedzenia. Wic patrzy na jego chud twarz, na ktrej pon 
ceglasty rumieniec, na wosy jakby posypane mk, na oczy wielkie a 
zapadnite, w ktrych tli si blask niezdrowy. Komiczne i smutne wraenie 
robiy wybuchy namitnoci w czowieku, ktry nieustannie zasania sobie 
gardo, sprawdza, czy okno jest dobrze zamknite, i siedzia w przedziale coraz 
na innym miejscu z obawy przecigw. 
Ubra si! - myla Wokulski. -Czy podobna, aeby moda panna moga 
zakocha si w takiej mumii? Z pewnoci jest o dziesi lat starszy ode mnie, a 
jaki niedony, jaki przy tym naiwny!... 
Dobrze, ale jeeli ta panna naprawd go kocha?... Bo trudno przypuci, aeby 
go oszukiwaa. W ogle biorc, kobiety s szlachetniejsze od mczyzn ; nie 
tylko mniej speniaj wystpkw, lecz i powicaj si nierwnie czciej od 
nas. Jeeli wic z trudnoci znalazby si tak pody mczyzna, ktry od rana 
do nocy kamaby dla pienidzy, to czy mona posdza o co podobnego 
kobiet, mod pann wychowan wrd uczciwej rodziny? 
Oczywicie co jej strzelio do gowy i musi by take zadurzona, jeeli nie w 
jego wdzikach, to w stanowisku. Inaczej musiaaby zdradzi si, e gra 
komedi, a baron musiaby spostrzec to, bo mio patrzy przez mikroskop. 
A jeeli moda dziewczyna moe pokocha takiego dziada, to dlaczeg by 
mnie nie miaa pokocha tamta?... 
Zawsze wracam do swego! - szepn. - Ta myl staa si ju rodzajem 
monomanii... 
Odsun okno zamknite przez barona i dla odpdzenia natrtnych wspomnie 
pocz znowu przyglda si niebu. Kwadrat Pegaza opuszcza si ju na 
zachd, a na wschodzie podnosi si Byk, Orion, Pies May i Blinita. 
Przypatrywa si gwiazdom wielokrotnym, gsto rozsianym w tej okolicy nieba, 
i przysza mu na myl ta dziwna, niewidzialna sia przycigania, ktra odlege 
wiaty wie w jedn cao potniej, niby to mogy zrobi jakiekolwiek 
materialne acuchy. 
Przyciganie - przywizanie, to to w gruncie jedno i to samo: sia tak wielka, 
e wszystko za sob porywa, a tak podna, e tryska z niej wszelkie ycie. 
Pozbawmy ziemi jej przywizania do soca, a odleci gdzie w przestrze i za 
par lat stanie si bry lodu. Wtrmy jak tuacz gwiazd w sfer 
sonecznego systemu, a kto wie, czy i na niej nie rozbudzi si ycie? Dlaczego 
wic baron ma wyamywa si spod prawa przywizania, ktre przenika ca 
natur? I czy pomidzy nim a jego pann Ewelin jest wiksza przepa anieli 
midzy ziemi i socem? Co si tu dziwi szalestwom ludzi, jeeli w ten sam 
sposb szalej wiaty... 
Tymczasem pocig szed wci z wolna, dugo zatrzymujc si na stacjach. 
Powietrze zrobio si chodne, na wschodzie zaczy bledn gwiazdy. 
Wokulski zamkn okno i leg na bujajcej kanapie. 
Jeeli - myla - moda kobieta moga zakocha si w baronie, to dlaczeg 
bym ja... Bo przecie go nie oszukuje... Kobiety s w ogle szlachetniejsze od 
nas... mniej kami... 
- Prosz pana, tu panowie wysiadaj... Pan baron ju pije herbat. 
Wokulski ockn si: nad nim sta konduktor i budzi go w najuprzejmiejszy 
sposb. - Jak to, ju dzie? - spyta zdziwiony. - O, ju jest dziewita i od p 
godziny stoimy na stacji. Nie budziem pana, bo pan baron nie kaza, ale e 
pocig zaraz idzie dalej... 
Wokulski szybko wysiad. Stacja bya nowa, jeszcze niezupenie wykoczona. 
Pomimo to dano mu wody do umycia si i oczyszczono odzie. Rozbudzi si 
ju zupenie i wszed do maego bufetu, gdzie rozpromieniony baron pi trzeci 
szklank herbaty. 
- Dzie dobry! - zawoa baron, z familiarn poufaoci ciskajc Wokulskiego 
za rk. - Panie gospodarzu, herbaty dla pana... adny dzie, prawda, akurat do 
spaceru komi. Ale te zrobili nam figla! 
- C si stao? 
- Musimy czeka na konie - prawi baron. - Cae szczcie, e o drugiej w nocy 
pchnem depesz o paskim przyjedzie. Bo onegdaj take wysaem do 
prezesowej depesz z Warszawy, ale mwi mi zawiadowca, em si omyli i 
zamwi konie na jutro. Szczcie, panie, em telegrafowa dzi z drogi. O 
trzeciej posali std sztafet, o szstej prezesowa odebraa telegram, o smej 
najpniej wysano konie. Poczekamy jeszcze z godzin, ale za to lepiej pozna 
pan okolic. Bardzo, panie, adna miejscowo... 
Po niadaniu wyszli na peron. Okolica z tego punktu wydawaa si paska i 
prawie bezlena; tu i wdzie wida byo kp drzew, a wrd niej grup 
murowanych budynkw. 
-To s dwory? -spyta Wokulski. 
- A tak... duo szlachty mieszka w tej stronie. Ziemia doskonale uprawna; ma 
pan ubin, koniczyn... 
-Wsi nie widz - wtrci Wokulski. 
- Bo to dworskie grunta, a pan zna przysowie: Na dworskim polu duo stert, na 
chopskim duo ludzi. 
- Syszaem -rzek nagle Wokulski - e u prezesowej zbiera si duo goci. 
- Ach, panie! - zawoa baron - kiedy trafi si dobra niedziela, to jakby pan by 
na balu w cesursie: zjeda si po kilkadziesit osb. A nawet dzi powinni 
bymy znale grono staych goci. No, przede wszystkim bawi tam moja 
narzeczona. Dalej -jest pani Wsowska, milutka wdweczka, lat trzydzieci, 
ogromny majtek. Zdaje mi si, e kry okoo niej Starski. Zna pan 
Starskiego?... Niemia figura: arogant, panie, impertynent... Dziwi si, 
doprawdy, e kobieta z takim rozumem i gustem jak pani Wsowska moe 
znajdowa przyjemno w towarzystwie podobnego lekkoducha. 
-Kt wicej? - pyta Wokulski. 
- Jest jeszcze Fela Janocka, stryjeczna siostra mojej pani; bardzo mie dziecko, 
ma z osiemnacie lat. No, jest Ochocki... 
- Jest?... C on tam robi? 
- Kiedym wyjeda, po caych dniach owi ryby. Ale poniewa gust zmienia 
mu si czsto, wic nie jestem pewny, czy nie zobacz go teraz jako myliwca... 
Ale c to za szlachetny mody czowiek, co za wiedza!... No i zasugi ju ma; 
zrobi kilka wynalazkw. 
- Tak, to niepospolity czowiek - rzek Wokulski. - Kt jeszcze bawi u 
prezesowej?... 
- Stale to ju nikt, ale bardzo czsto przyjedaj na kilka dni, czasem na 
tydzie, pan cki z crk. Dystyngowana osoba - mwi dalej baron - pena 
rzadkich przymiotw. Pan wreszcie ich zna? Szczliwy ten, komu odda serce i 
rk! Co to, panie, za wdzik, co za rozum; doprawdy, czci j mona jak istn 
bogini... Nie znajduje pan? 
Wokulski oglda si po okolicy nie mogc zdoby si na odpowied. 
Szczciem, wybieg w tej chwili posugacz stacyjny donoszc baronowi, e 
zajecha powz. 
- Wybornie! - zawoa baron i da mu par zotych. - Odnie, kochanku, nasze 
rzeczy, a my, panie, jedmy... Za dwie godziny pozna pan moj narzeczon. 
ROZDZIA SZSTY: 
CZOWIEK SZCZʌLIWY W MIOCI 
Wrciwszy z Parya do Warszawy, Wokulski zasta drugi list prezesowej. 
Staruszka nalegaa, aeby natychmiast przyjeda i zabawi u niej par tygodni. 
Nie myl, panie Stanisawie - koczya - e zapraszam ci z powodu twoich 
wieych awansw, dla pochwalenia si znajomoci z tob. Tak czasem bywa, 
ale nie u mnie. Chc tylko, aeby odpocz po swych cikich trudach, a moe i 
rozerwa si w moim domu, gdzie oprcz gospodyni, starej nudziarki, znajdziesz 
jeszcze towarzystwo modych i adnych kobiet. 
Duo mnie obchodz mode i adne kobiety! - mrukn Wokulski. W nastpnej 
za chwili przyszo mu na myl: o jakich to awansach pisze prezesowa? Czyby 
ju nawet na prowincji wiedziano o jego zarobku, cho sam nikomu o tym nie 
wspomnia? 
Sowa prezesowej przestay go jednak dziwi, gdy naprdce rozejrza si w 
interesach. Od dnia wyjazdu do Parya obroty jego handlu znowu wzrosy i 
wzrastay z tygodnia na tydzie. W stosunki z nim weszo kilkudziesiciu 
nowych kupcw, a cofn si ledwie jeden, dawny, napisawszy przy tym ostry 
list, e poniewa on nie ma arsenau, tylko zwyczajny sklep bawatny, wic nie 
widzi interesu nadal utrzymywa stosunkw z firm JW-go Wokulskiego, z 
ktrym na Nowy Rok ureguluje wszelkie rachunki. Ruch towarw by tak 
wielki, e pan Ignacy na wasn odpowiedzialno wynaj nowy skad, zgodzi 
smego subiekta i dwu ekspedytorw. Kiedy Wokulski skoczy przeglda 
ksigi (na usiln prob Rzeckiego wzi si do nich w par godzin po powrocie 
z banhofu),pan Ignacy otworzy kas ogniotrwa i z uroczyst min wydoby 
stamtd list Suzina. 
- C to za ceremonia? - spyta ze miechem Wokulski. 
- Korespondencje od Suzina musz by szczeglnie pilnowane - odpar Rzecki z 
naciskiem. Wokulski wzruszy ramionami i przeczyta list. Suzin proponowa 
mu na zimowe miesice nowy interes, prawie tej samej doniosoci co paryski. 
- C ty na to? - zapyta pana Ignacego objaniwszy, o co chodzi. 
- Mj Stachu - odpar subiekt spuszczajc oczy - tak ci ufam, e gdyby nawet 
spali miasto, jeszcze bybym pewny, e zrobie to w szlachetnym celu. 
- Jeste nieuleczony marzyciel, mj stary! - westchn Wokulski i przerwa 
rozmow. Nie mia wtpliwoci, e Ignacy znowu posdza go o jakie 
polityczne knowania. 
Nie sam Rzecki myla w taki sposb. Wstpiwszy do swego mieszkania 
Wokulski znalaz ca pak biletw wizytowych i listw. Przez czas 
nieobecnoci odwiedzio go okoo setki ludzi wpywowych, utytuowanych i 
majtnych, z ktrych co najmniej poowy dotychczas nie zna... Jeszcze wiksz 
osobliwo stanowiy listy. Byy to proby bd o wsparcie, bd o protekcj do 
rozmaitych wadz cywilnych i wojskowych lub te anonimy po najwikszej 
czci wymylajce mu... Jeden nazywa go zdrajc, inny fagasem, ktry tak 
wprawi si do suby u Hopfera, e dzi dobrowolnie wdziewa na siebie liberi 
arystokracji, a nawet wicej ni arystokracji. Inny anonim zarzuca mu opiek 
nad kobiet zego ycia, inny donosi, e pani Stawska jest kokietk i 
awanturnic, a Rzecki oszustem, ktry w nowo nabytym domu wykrada mu 
komorne i dzieli si z rzdc, niejakim Wirskim. 
Musz zdrowe plotki kry o mnie... - pomyla patrzc na stert papierw. 
Na ulicy take, o ile mia czas zwraca uwag, spostrzeg, e jest przedmiotem 
oglnego zainteresowania. Mnstwo osb kaniao mu si; czasem zupenie 
obcy wskazywali na niego, gdy przechodzi; byli jednake i tacy, ktrzy z 
widoczn niechci odwracali od niego gow. Midzy nimi zauway dwu 
znajomych, jeszcze z Irkucka, co go dotkno w przykry sposb. 
C ci znowu - szepn - dostali bzika?... 
Na drugi dzie swego pobytu w Warszawie odpisa Suzinowi, e propozycje 
przyjmuje i e w poowie padziernika bdzie w Moskwie. Pnym za 
wieczorem wyjecha do prezesowej, ktrej majtek leao kilka mil od niedawno 
wybudowanej kolei. 
Na dworcu spostrzeg, e i tu jego osoba robi wraenie. Sam zawiadowca 
przedstawi si i kaza mu da oddzielny przedzia; nadkonduktor za prowadzc 
go do wagonu rzek, e to on wanie mia zamiar ofiarowa mu wygodne 
miejsce, gdzie by mona spa, pracowa albo rozmawia bez przeszkd. 
Po dugim staniu pocig z wolna ruszy. Bya ju noc dua, bezksiycowa i 
bezoboczna, a na niebie wicej gwiazd ni zwykle. Wokulski otworzy okno i 
przypatrywa si konstelacjom. Przyszy mu na myl syberyjskie noce, gdzie 
niebo bywa niekiedy prawie czarne, zasiane gwiazdami jak nieyc, gdzie Maa 
Niedwiedzica kry prawie nad gow, a Herkules, kwadrat Pegaza, Blinita 
wiec niej ni u nas nad horyzontem. 
Czy dzi umiabym astronomi, ja, subiekt Hopfera, gdybym tam nie by? pomyla 
z gorycz. - A syszabym co o odkryciach Geista, gdyby mnie Suzin 
gwatem nie zacign do Parya? 
I oczyma duszy widzia szerokie i niezwyke ycie swoje, jakby rozpite midzy 
dalekim Wschodem i dalekim Zachodem. Wszystko, co umiem, wszystko, co 
mam, wszystko, co zrobi jeszcze mog; nie pochodzi std. Tu znajdowaem 
tylko upokorzenie, zawi albo wtpliwej wartoci poklask, gdy mi si wiodo; 
lecz gdyby mi si nie powiodo, zdeptayby mnie te same nogi, ktre dzi si 
kaniaj... 
Wyjad std - szepta - wyjad!... Chyba e ona mnie zatrzyma...Bo co mi da 
nawet ten majtek, jeeli nie mog go zuytkowa w taki sposb, jaki mnie 
najlepiej przypada do gustu? Co warte ycie, pleniejce midzy resurs, 
sklepem i prywatnymi salonami, gdzie trzeba gra w preferansa, aeby nie 
obmawia, albo obmawia, aeby nie gra w preferansa?... Ciekawym - rzek 
do siebie po chwili - w jakim celu tak znaczco zaprasza mnie prezesowa? A 
moe to panna Izabela?... Zrobio mu si gorco i z wolna uczu jak 
przemian w duszy. Przypomnia sobie swego ojca i stryja, Kasi Hopfer, ktra 
tak go kochaa, Rzeckiego, Leona, Szumana, ksicia i tylu, tylu innych ludzi, 
ktrzy zoyli mu dowody niewtpliwej yczliwoci. Co warta caa jego nauka i 
majtek, gdyby dokoa siebie nie mia serc przyjaznych; na co zdaby si 
najwikszy wynalazek Geista, gdyby nie mia by orem, ktry zapewni 
ostateczne zwycistwo rasie ludzi szlachetniejszych i lepszych?... 
Jest i u nas niemao do zrobienia -szepn. -S i u nas ludzie, ktrych warto 
wydwign albo wzmocni... Za stary jestem na robienie epokowych 
wynalazkw, niech si tym zajmuj Ochoccy... Ja wol innym przysporzy 
szczcia i sam by szczliwym... 
Przymkn oczy i zdawao mu si, e widzi pann Izabel, ktra patrzy na niego 
w dziwny, jej tylko waciwy sposb i agodnym umiechem przytakuje jego 
zamiarom. 
Zapukano do drzwi przedziau i po chwili ukaza si nadkonduktor mwic: 
-Pan baron Dalski pyta si, czy moe tu przyj. Jedzie tym samym wagonem. 
- Pan baron?... - powtrzy Wokulski. - Owszem, niech bdzie askaw.... 
Nadkonduktor cofn si i przymkn drzwi, a Wokulski przypomnia sobie, e 
baron jest czonkiem spki do handlu ze Wschodem i jednym z niewielu ju 
konkurentw panny Izabeli. Czego on chce ode mnie? - myla Wokulski. Moe 
i on jedzie do prezesowej, aeby na wieym powietrzu zoy pannie 
Izabeli stanowcz deklaracj?... Jeeli go nie uprzedzi ten Starski... 
W korytarzu wagonowym sycha byo kroki i rozmow; drzwi przedziau 
znowu usuny si i ukaza si nadkonduktor, a obok niego bardzo szczupy pan, 
z malutkimi wsikami szpakowatymi, jeszcze mniejsz brdk prawie siw i 
dobrze siwiejc gow. 
Chyba nie on? myla Wokulski. - Tamten by zupenie czarny... 
-Najmocniej przepraszam, e niepokoj pana - rzek baron chwiejc si z 
powodu ruchu pocigu. - Najmocniej... Nie omielibym si przerywa 
samotnoci, gdyby nie to, e chc zapyta: czy pan nie jedzie do naszej 
czcigodnej prezesowej, ktra pana ju od tygodnia oczekuje? 
- Wanie do niej jad. Witam pana barona. Nieche pan sidzie. 
- A to doskonale! - zawoa baron - bo i ja tam jad. Prawie od dwu miesicy 
mieszkam tam. To jest... panie... nie tyle mieszkam, ile cigle dojedam. To od 
siebie, gdzie mi dom odnawiaj, to z Warszawy... Teraz wracam z Wiednia, 
gdzie kupowaem meble, ale zabawi prezesowej tylko par dni, bo, panie, 
musz zmieni wszystkie obicia w paacu, zaoone nie dawniej jak dwa 
tygodnie temu. Ale c robi...nie podobay si, wic obedrzemy, nie ma rady!... 
mia si i mruga oczyma, a Wokulskiego zimno przeszo. Dla kogo te 
meble?... Komu nie podobay si obicia?... pyta sam siebie z trwog. 
-Szanowny pan -cign baron - ju skoczy swoj misj. Winszuj!... - doda 
ciskajc go za rk. - Od pierwszego, panie, rzutu oka uczuem dla pana 
szacunek i sympati, ktra teraz zamienia si w prawdziw cze... Tak, panie. 
Nasze usuwanie si od politycznego ycia zrobio nam wiele szkody. Pan 
pierwszy zamae nierozsdn zasad abstynencji i za to, panie, cze... 
Musimy si przecie interesowa sprawami pastwa, w ktrym znajduj si nasze 
majtki, gdzie ley nasza przyszo... 
- Nie rozumiem pana, panie baronie - przerwa mu nagle Wokulski. 
Baron tak zmiesza si, e przez chwil siedzia bez ruchu i gosu. Nareszcie 
wybka: 
- Przepraszam!... Doprawdy nie miaem zamiaru... Ale sdz, e moja przyja 
dla czcigodnej prezesowej, ktra, panie, tak... 
- Skoczmy, panie, z wyjanieniami - rzek ze miechem Wokulski ciskajc go 
za rk. -Kontent pan z wiedeskich sprawunkw? 
- Bardzo... panie... bardzo... Chocia, czy pan uwierzy, bya chwila, e za rad 
szanownej prezesowej miaem zamiar fatygowa pana w Paryu... 
-Chtnie suybym. O c to chodzio? 
-Chciaem mie stamtd garnitur brylantowy - mwi baron. -Ale e w Wiedniu 
trafiy mi si pyszne szafiry... Wanie mam je przy sobie i jeeli pan pozwoli... 
Pan jest znawc klejnotw?... 
Dla kogo te szafiry? -myla Wokulski. Chcia poprawi si na siedzeniu, ale 
poczu, e nie moe podnie rki ani wyprostowa ng. 
Baron tymczasem wyj z rozmaitych kieszeni cztery safianowe pudeka, 
ustawi je na awce i po kolei zacz otwiera. 
- Oto bransoleta - mwi - prawda, jaka skromna, jeden kamie... Brosza i 
kolczyki ju s ozdobniejsze; kazaem nawet zmieni opraw... A to naszyjnik... 
Proste to, ale smaczne i moe dlatego adne...Ale ogie jest, prawda, panie?... 
Mwic tak, przesuwa szafiry przed oczyma Wokulskiego, przy migotliwym 
blasku wiecy. 
- Nie podobaj si panu? - spyta nagle baron spostrzegszy, e jego towarzysz 
nie odpowiada. 
-Owszem, bardzo pikne. Komu to baron wiezie taki prezent? 
- Mojej narzeczonej - odpar baron tonem zdziwienia. - Sdziem, e prezesowa 
wspomniaa panu o naszym szczciu rodzinnym... 
-Nic. 
- A wanie dzi jest pi tygodni, jak owiadczyem si i zostaem przyjty. 
- Komu si pan owiadczy?... Prezesowej?... - rzek innym ju gosem 
Wokulski. 
- Ale nie!... - zawoa baron cofajc si. - Owiadczyem si pannie Ewelinie 
Janockiej, wnuczce prezesowej... Nie pamita jej pan? Bya u hrabiny w tym 
roku na wiconem, nie zauway jej pan?... 
Duga chwila upyna, zanim Wokulski skombinowa, e panna Ewelina 
Janocka nie jest pann Izabel ck, e baron nie owiadczy si pannie Izabeli 
i e nie dla niej wiezie szafiry. 
- Przepraszam pana - odezwa si do zaniepokojonego barona - ale jestem tak 
rozstrojony, e po prostu nie wiedziaem, co mwi... 
Baron zerwa si z siedzenia i prdko zacz chowa pudeka. 
- Co za nieuwaga z mojej strony! - zawoa. - Wanie dostrzegem w oczach 
paskich znuenie i mimo to omieliem si sposzy panu sen... 
- Nie, panie, spa nie mam zamiaru i mio mi bdzie odby reszt drogi w 
paskim towarzystwie. To chwilowe osabienie, ktre ju przeszo. 
Baron z pocztku robi ceremonie i chcia wychodzi, ale widzc, e Wokulski 
istotnie orzewi si, usiad zapewniajc, e tylko na par minut. Czu potrzeb 
wygadania si przed kim ze swoim szczciem. 
- Bo co to za kobieta! - mwi baron z coraz ywsz gestykulacj. Kiedym j, 
panie, pozna, wydaa mi si zimna jak posg i tylko zajta strojami. Dopiero 
dzi widz, jakie to skarby uczu...Stroi si lubi jak kada kobieta, ale c to za 
rozum!... Nikomu bym tego nie powiedzia, co teraz powiem panu, panie 
Wokulski. Ja bardzo modo zaczem siwie i nie bez tego, aebym od czasu do 
czasu nie dotkn wsw fiksatuarem. No i kto by, panie, pomyla: ledwie 
spostrzega to, raz na zawsze zabronia mi fiksatuarowa si; powiedziaa, e 
ona ma szczeglne upodobanie do siwych wosw i e dla niej prawdziwie 
piknym moe by tylko siwy mczyzna. A o szpakowatych co pani myli? zapytaem. 
e s tylko interesujcymi - odpowiedziaa... A jak ona to mwi!... 
Czy aby nic nudz pana, panie Wokulski? 
- Ale, panie!.. Bardzo mi mio spotka czowieka szczliwego. 
- Prawdziwie jestem szczliwy, i to w sposb, ktry dla mnie samego jest 
niespodziank - cign baron. -Bo o oenieniu si zawsze mylaem, ju od 
kilku lat zalecaj mi to doktorzy. No i projektowaem, e wezm sobie, panie, 
kobiet pikn, dobrze wychowan z nazwiskiem i prezencj, bynajmniej nie 
wymagajc od niej jakiej romantycznej mioci. Tymczasem ma pan: sama 
mio zastpuje mi drog i jednym spojrzeniem roznieca poar w sercu... 
Doprawdy, panie Wokulski, jestem zakochany... nie - jestem szalony... Nikomu 
bym tego nie powiedzia, ale panu, dla ktrego od pierwszej chwili uczuem 
nieledwie bratersk sympati... Jestem szalony!... Myl tylko o niej, kiedy pi 
- ni mi si, kiedy jej nie widz - jestem, panie, formalnie chory. Brak apetytu, 
smutne myli, jakie cige lkanie si... 
Tego, co panu teraz powiem, panie Wokulski, bagam, aeby pan nie powtarza 
nawet przed samym sob. Chciaem j wzi na prb; jest to niskie, nieprawda, 
panie? ale trudno, czowiek nieatwo wierzy w szczcie. Chcc j tedy wzi na 
prb (ale nikomu ani sweczka o tym, panie!),,kazaem napisa projekt 
interczy, wedug ktrego, gdyby maestwo nie doszo do skutku z 
czyjejkolwiek winy (rozumie pan?) - ja pac pidziesit tysicy rubli pannie za 
zawd. Serce mi drtwiao z obawy, e... a nu porzuci mnie?... Lecz co pan 
powie? Kiedy jej prezesowa wspomniaa o tym projekcie, panna w pacz... C 
to -mwia -on myli, e wyrzekn si go dla jakich pidziesiciu tysicy 
rubli? Bo jeeli mnie posdza o interesowno i nie uznaje adnych wyszych 
pobudek w sercu kobiety, to przecie powinien rozumie, e za pidziesit 
tysicy nie oddam miliona... 
Kiedy mi to powtrzya prezesowa, wbiegem do pokoju panny Eweliny i nie 
powiedziawszy ani swka upadem jej do ng... teraz w Warszawie zrobiem 
testament, a w nim mianowaem j jedyn i wyczn spadkobierczyni, 
chobym umar przed lubem. Caa moja rodzina przez cae ycie nie daa mi 
tyle szczcia, ile to dziecko w cigu kilku tygodni. A co bdzie pniej?... Co 
bdzie pniej, panie Wokulski?.. Nikomu nie zadabym podobnego pytania zakoczy 
baron, mocno targajc go za rk. -No, dobranoc... 
Zabawna historia! -mrukn Wokulski po odejciu barona. -Ten staruszek 
naprawd wdepta si po szyj... 
I nie mg odpdzi wizerunku barona, ktry jak cie coraz to wypywa na 
amarantowe to siedzenia. Wic patrzy na jego chud twarz, na ktrej pon 
ceglasty rumieniec, na wosy jakby posypane mk, na oczy wielkie a 
zapadnite, w ktrych tli si blask niezdrowy. Komiczne i smutne wraenie 
robiy wybuchy namitnoci w czowieku, ktry nieustannie zasania sobie 
gardo, sprawdza, czy okno jest dobrze zamknite, i siedzia w przedziale coraz 
na innym miejscu z obawy przecigw. 
Ubra si! - myla Wokulski. -Czy podobna, aeby moda panna moga 
zakocha si w takiej mumii? Z pewnoci jest o dziesi lat starszy ode mnie, a 
jaki niedony, jaki przy tym naiwny!... 
Dobrze, ale jeeli ta panna naprawd go kocha?... Bo trudno przypuci, aeby 
go oszukiwaa. W ogle biorc, kobiety s szlachetniejsze od mczyzn ; nie 
tylko mniej speniaj wystpkw, lecz i powicaj si nierwnie czciej od 
nas. Jeeli wic z trudnoci znalazby si tak pody mczyzna, ktry od rana 
do nocy kamaby dla pienidzy, to czy mona posdza o co podobnego 
kobiet, mod pann wychowan wrd uczciwej rodziny? 
Oczywicie co jej strzelio do gowy i musi by take zadurzona, jeeli nie w 
jego wdzikach, to w stanowisku. Inaczej musiaaby zdradzi si, e gra 
komedi, a baron musiaby spostrzec to, bo mio patrzy przez mikroskop. 
A jeeli moda dziewczyna moe pokocha takiego dziada, to dlaczeg by 
mnie nie miaa pokocha tamta?... 
Zawsze wracam do swego! - szepn. - Ta myl staa si ju rodzajem 
monomanii... 
Odsun okno zamknite przez barona i dla odpdzenia natrtnych wspomnie 
pocz znowu przyglda si niebu. Kwadrat Pegaza opuszcza si ju na 
zachd, a na wschodzie podnosi si Byk, Orion, Pies May i Blinita. 
Przypatrywa si gwiazdom wielokrotnym, gsto rozsianym w tej okolicy nieba, 
i przysza mu na myl ta dziwna, niewidzialna sia przycigania, ktra odlege 
wiaty wie w jedn cao potniej, niby to mogy zrobi jakiekolwiek 
materialne acuchy. 
Przyciganie - przywizanie, to to w gruncie jedno i to samo: sia tak wielka, 
e wszystko za sob porywa, a tak podna, e tryska z niej wszelkie ycie. 
Pozbawmy ziemi jej przywizania do soca, a odleci gdzie w przestrze i za 
par lat stanie si bry lodu. Wtrmy jak tuacz gwiazd w sfer 
sonecznego systemu, a kto wie, czy i na niej nie rozbudzi si ycie? Dlaczego 
wic baron ma wyamywa si spod prawa przywizania, ktre przenika ca 
natur? I czy pomidzy nim a jego pann Ewelin jest wiksza przepa anieli 
midzy ziemi i socem? Co si tu dziwi szalestwom ludzi, jeeli w ten sam 
sposb szalej wiaty... 
Tymczasem pocig szed wci z wolna, dugo zatrzymujc si na stacjach. 
Powietrze zrobio si chodne, na wschodzie zaczy bledn gwiazdy. 
Wokulski zamkn okno i leg na bujajcej kanapie. 
Jeeli - myla - moda kobieta moga zakocha si w baronie, to dlaczeg 
bym ja... Bo przecie go nie oszukuje... Kobiety s w ogle szlachetniejsze od 
nas... mniej kami... 
- Prosz pana, tu panowie wysiadaj... Pan baron ju pije herbat. 
Wokulski ockn si: nad nim sta konduktor i budzi go w najuprzejmiejszy 
sposb. - Jak to, ju dzie? - spyta zdziwiony. - O, ju jest dziewita i od p 
godziny stoimy na stacji. Nie budziem pana, bo pan baron nie kaza, ale e 
pocig zaraz idzie dalej... 
Wokulski szybko wysiad. Stacja bya nowa, jeszcze niezupenie wykoczona. 
Pomimo to dano mu wody do umycia si i oczyszczono odzie. Rozbudzi si 
ju zupenie i wszed do maego bufetu, gdzie rozpromieniony baron pi trzeci 
szklank herbaty. 
- Dzie dobry! - zawoa baron, z familiarn poufaoci ciskajc Wokulskiego 
za rk. - Panie gospodarzu, herbaty dla pana... adny dzie, prawda, akurat do 
spaceru komi. Ale te zrobili nam figla! 
- C si stao? 
- Musimy czeka na konie - prawi baron. - Cae szczcie, e o drugiej w nocy 
pchnem depesz o paskim przyjedzie. Bo onegdaj take wysaem do 
prezesowej depesz z Warszawy, ale mwi mi zawiadowca, em si omyli i 
zamwi konie na jutro. Szczcie, panie, em telegrafowa dzi z drogi. O 
trzeciej posali std sztafet, o szstej prezesowa odebraa telegram, o smej 
najpniej wysano konie. Poczekamy jeszcze z godzin, ale za to lepiej pozna 
pan okolic. Bardzo, panie, adna miejscowo... 
Po niadaniu wyszli na peron. Okolica z tego punktu wydawaa si paska i 
prawie bezlena; tu i wdzie wida byo kp drzew, a wrd niej grup 
murowanych budynkw. 
-To s dwory? -spyta Wokulski. 
- A tak... duo szlachty mieszka w tej stronie. Ziemia doskonale uprawna; ma 
pan ubin, koniczyn... 
-Wsi nie widz - wtrci Wokulski. 
- Bo to dworskie grunta, a pan zna przysowie: Na dworskim polu duo stert, na 
chopskim duo ludzi. 
- Syszaem -rzek nagle Wokulski - e u prezesowej zbiera si duo goci. 
- Ach, panie! - zawoa baron - kiedy trafi si dobra niedziela, to jakby pan by 
na balu w cesursie: zjeda si po kilkadziesit osb. A nawet dzi powinni 
bymy znale grono staych goci. No, przede wszystkim bawi tam moja 
narzeczona. Dalej -jest pani Wsowska, milutka wdweczka, lat trzydzieci, 
ogromny majtek. Zdaje mi si, e kry okoo niej Starski. Zna pan 
Starskiego?... Niemia figura: arogant, panie, impertynent... Dziwi si, 
doprawdy, e kobieta z takim rozumem i gustem jak pani Wsowska moe 
znajdowa przyjemno w towarzystwie podobnego lekkoducha. 
-Kt wicej? - pyta Wokulski. 
- Jest jeszcze Fela Janocka, stryjeczna siostra mojej pani; bardzo mie dziecko, 
ma z osiemnacie lat. No, jest Ochocki... 
- Jest?... C on tam robi? 
- Kiedym wyjeda, po caych dniach owi ryby. Ale poniewa gust zmienia 
mu si czsto, wic nie jestem pewny, czy nie zobacz go teraz jako myliwca... 
Ale c to za szlachetny mody czowiek, co za wiedza!... No i zasugi ju ma; 
zrobi kilka wynalazkw. 
- Tak, to niepospolity czowiek - rzek Wokulski. - Kt jeszcze bawi u 
prezesowej?... 
- Stale to ju nikt, ale bardzo czsto przyjedaj na kilka dni, czasem na 
tydzie, pan cki z crk. Dystyngowana osoba - mwi dalej baron - pena 
rzadkich przymiotw. Pan wreszcie ich zna? Szczliwy ten, komu odda serce i 
rk! Co to, panie, za wdzik, co za rozum; doprawdy, czci j mona jak istn 
bogini... Nie znajduje pan? 
Wokulski oglda si po okolicy nie mogc zdoby si na odpowied. 
Szczciem, wybieg w tej chwili posugacz stacyjny donoszc baronowi, e 
zajecha powz. 
- Wybornie! - zawoa baron i da mu par zotych. - Odnie, kochanku, nasze 
rzeczy, a my, panie, jedmy... Za dwie godziny pozna pan moj narzeczon. 
ROZDZIA SIDMY: 
WIEJSKIE ROZRYWKI 
Z kwadrans upyn, zanim upakowano rzeczy w powozie. Nareszcie Wokulski i 
baron usiedli, furman w piaskowej liberii machn batem w powietrzu i para 
dzielnych siwych koni ruszya wolnym kusem. 
-O, pani Wsowsk rekomenduj panu -mwi baron. -Brylant, nie kobieta, a 
jaka oryginalna!... Ani myli i drugi raz za m, cho lubi pasjami, aeby j 
otaczano. Trudno jej, panie, nie uwielbia, a uwielbia rzecz niebezpieczna. 
Starskiemu paci dzisiaj za wszystkie jego baamuctwa. Pan zna Starskiego? 
-Widziaem go raz... 
-Dystyngowany czowiek, ale nieprzyjemny - mwi baron - antypatia mojej 
narzeczonej. Tak dziaa jej na nerwy, e biedaczka traci humor w jego 
towarzystwie. I nie dziwi si, bo to s wprost przeciwne natury: ona powana on 
letkiewicz, ona uczuciowa, nawet sentymentalna -on cynik. 
Wokulski suchajc gawdy barona oglda si po okolicy, ktra powoli 
zmieniaa fizjognomi. W p godziny za stacj ukazay si na widnokrgu lasy, 
bliej wzgrza; droga wia si midzy nimi, wbiegaa na ich szczyty lub spadaa 
na d. 
Na jednym z takich wzniesie furman zwrci si do nich i wskazujc batem 
przed siebie rzek: 
- O, pastwo tam jad brekiem... 
- Gdzie? kto? - zawoa baron, prawie wspinajc si na kozio.- A tak, to oni... 
ty brek i gniada czwrka... Ciekawym, kto jedzie? Niech no pan spojrzy... 
- Zdaje mi si, e widz co psowego odpar Wokulski. 
- A, to pani Wsowska. Ciekawym, czy jest i moja narzeczona?...doda ciszej. 
-Jest kilka pa -rzek Wokulski, ktremu w tej chwili przypomniaa si panna 
Izabela. Jeeli jedzie z nimi, to dobra wrba - pomyla. 
Oba ekwipae szybko zbliay si do siebie. Na breku gwatownie strzelano z 
bata, woano, wywijano chustkami, w powozie za baron coraz wychyla si i 
dra ze wzruszenia. 
Powz stan, ale rozpdzony brek przelecia okoo niego jak burza miechu i 
okrzykw i zatrzyma si o kilkadziesit krokw dalej. Widocznie naradzano si 
nad czym w sposb haaliwy i zapewne co uradzono, gdy towarzystwo 
wysiado, a brek pojecha dalej. 
- Dzie dobry, panie Wokulski - zawoa z koza kto wywijajc dugim batem. 
Wokulski pozna Ochockiego. 
Baron pobieg w stron towarzystwa. Naprzeciw wysuna si dama w biaej 
narzutce, z bia koronkow parasolk i sza powoli z wycignit do niego 
rk, z ktrej zdawa si opada szeroki rkaw. Baron ju z daleka zdj 
kapelusz i dopadszy narzeczonej, prawie zanurzy si w jej rkawie. Po 
wybuchu czuoci, ktry o ile by krtkim dla niego, o tyle wyda si bardzo 
dugim dla widzw, baron nagle oprzytomnia i rzek: 
-Pozwoli pani, e przedstawi pana Wokulskiego, mego najlepszego 
przyjaciela... Poniewa zabawi tu duej, wic w tej chwili obliguj go, aeby w 
czasie mojej nieobecnoci zastpowa przy pani moje miejsce... 
Znowu zoy kilka pocaunkw w gb rkawa, skd do Wokulskiego wysuna 
si przeliczna rka. Wokulski ucisn j i poczu lodowaty chd; spojrza na 
dam w biaej narzutce i zobaczy poblad twarz z wielkimi oczyma, w ktrych 
wida byo smutek i obaw. 
Szczeglna narzeczona! - pomyla. 
- Pan Wokulski!,.. - zawoa baron zwrciwszy si do dwu pa i mczyzny, 
ktrzy ju zbliyli si do nich. - Pan Starski... - doda. 
- Ju miaem przyjemno... - odezwa si Starski uchylajc kapelusz. 
- I ja - odpar Wokulski. 
-Jake teraz usadowimy si? -spyta baron na widok nadjedajcego breku. 
- Jedmy wszyscy razem! - zawoaa moda blondynka, w ktrej Wokulski 
domyli si panny Felicji Janockiej. 
- Bo w naszym powozie s dwa miejsca... - sodko zauway baron. 
-Rozumiem, ale nic z tego - odezwaa si piknym kontraltem dama w psowej 
sukni - Narzeczeni pojad z nami, a do powozu niech sid, jeeli chc, pan 
Ochocki z panem Starskim. 
- Dlaczego ja? - zawoa z wysokoci koza Ochocki. 
- Albo ja? - doda Starski. 
- Bo pan Ochocki le powozi, a pan Starski jest nieznony - odpowiedziaa 
rezolutna wdwka. Teraz Wokulski spostrzeg, e dama ta ma pyszne 
kasztanowate wosy i czarne oczy, a ca fizjognomi weso i energiczn. 
-Ju mi pani daje dymisj! - westchn komicznie Starski. 
-Pan wie, e ja zawsze daj dymisj wielbicielom, ktrzy mnie nudz. No, ale 
siadajmy, moi pastwo. Narzeczeni naprzd. Fela obok Ewelinki. 
-O nie! -zaprotestowaa blondynka. -Sid na kocu, bo babcia nie pozwala mi 
siada przy narzeczonych. 
Baron z wiksz elegancj anieli zrcznoci podsadzi narzeczon i sam usiad 
naprzeciw niej. Potem wdwka zaja miejsce obok barona, Starski obok 
narzeczonej, a panna Felicja obok Starskiego. 
-Prosimy - odezwaa si wdwka do Wokulskiego zbierajc w fady swoj 
psow sukni, ktra rozesaa si na poowie awki. 
Wokulski usiad naprzeciw panny Felicji i spostrzeg, e dziewczynka patrzy na 
niego z penym zachwytu podziwem, rumienic si co chwil. 
- Czy nie moglibymy prosi pana Ochockiego, aeby lejce odda stangretowi? rzeka 
wdwka. 
- Moja pani, c mi pani wiecznie robi jakie awantury! - oburzy si Ochocki. Wanie, 
e ja bd powozi. 
- Wic daj sowo honoru, e wybij pana, jeeli nas wywrcisz. 
- To si jeszcze pokae - odpar Ochocki. 
- Syszelicie pastwo, ten czowiek mi grozi! - zawoaa wdwka. - Czy nie ma 
tu nikogo, ktry by si za mn uj? 
- Ja pani pomszcz - wtrci Starski dosy lich polszczyzn. -Przesidmy si 
we dwoje do tamtego powozu. 
Pikna wdowa wzruszya ramionami, baron znowu caowa rczki swojej 
narzeczonej, ktra umiechajc si rozmawiaa z nim pgosem, ale ani na 
chwil nie stracia wyrazu smutku i obawy. 
Podczas gdy Starski przekomarza si z wdow, a panna Felicja rumienia si, 
Wokulski patrzy na narzeczon. Spostrzega to, odpowiedziaa mu 
pogardliwym wejrzeniem i nagle z bezbrzenego smutku przesza do dziecinnej 
wesooci. Sama podaa rk baronowi do nowego pocaunku, a nawet 
niechccy potrcia go nk. Jej wielbiciel by tak wzruszony, e poblad i 
posiniay mu usta. 
-Ale pan nie ma idei o powoeniu! - krzykna wdowa usiujc potrci 
Ochockiego drutem parasolki. 
W tej chwili Wokulski wyskoczy. Jednoczenie konie lejcowe skrciy na 
rodek drogi, dyszlowe poszy za nimi i brek silnie pochyli si na lewo. 
Wokulski podpar go, konie, cignite przez stangreta, stany. 
- Czy nie mwiam, e ten potwr wywrci nas! - zawoaa wdowa. - C to 
znowu, panie Starski?... 
Wokulski spojrza na brek i w cigu jednej chwili zobaczy tak scen: panna 
Felicja pokadaa si ze miechu, Starski upad twarz na kolana piknej 
wdwki, baron tarmosi za kark stangreta, a jego narzeczona, blada z trwogi, 
jedn rk chwycia za prt koza, drug wpia w rami Starskiego. 
Mgnienie oka -brek wyprostowa si i wszystko wrcio do porzdku. Tylko 
panna Felicja zaniosa si od miechu. 
- Nie rozumiem, Felu, jak mona mia si w takiej chwili - odezwaa si 
narzeczona. 
- Dlaczego nie mam si mia?... C mogo sta si zego?.,. Przecie jedzie z 
nami pan Wokulski... - mwia panienka. Spostrzega si jednak i zarumieniona 
bardziej ni kiedykolwiek, naprzd ukrya twarz w donie, a potem spojrzaa na 
Wokulskiego w sposb, ktry miao oznacza, e jest bardzo obraona. 
-Co do mnie, gotw jestem zaabonowa kilka podobnych wypadkw - odezwa 
si Starski, wymownie patrzc na wdwk. 
-Pod warunkiem, e ja bd zabezpieczona od dowodw paskiej tkliwoci. 
Felu, usid na moim miejscu - odpowiedziaa wdowa marszczc si i siadajc 
naprzeciw Wokulskiego. 
-C znowu, sama pani dzi powiedziaa, e wdowom wszystko wolno. 
- Ale wdowy nie na wszystko pozwalaj. Nie, panie Starski, pan musi oduczy 
si swoich japoskich zwyczajw. 
- To s zwyczaje wszechwiatowe - odpar Starski. 
- W kadym razie nie z tej poowy wiata, do ktrej ja przywykam - odcia 
wdwka krzywic si i patrzc na drog. 
W breku zrobio si cicho. Baron z zadowoleniem porusza szpakowatymi 
wsikami, a jego narzeczona posmutniaa jeszcze bardziej. Panna Felicja, 
zajwszy miejsce wdwki obok Wokulskiego, odwrcia si do swego ssiada 
prawie tyem, od czasu do czasu rzucajc mu przez rami pogardliwe i 
melancholijnie spojrzenia. Ale za co? tego nie wiedzia. 
- Pan dobrze jedzi konno? - zapytaa Wokulskiego pani Wsowska. 
- Z czego pani wnosi? 
- Ach, Boe! zaraz z czego? Pierwej niech pan odpowie na moje pytanie. 
- Nieszczeglnie, ale jed. 
- Wanie e musi pan dobrze jedzi, gdy od razu zgad pan, co zrobi konie w 
rkach takiego mistrza jak pan Julian. Bdziemy jedzili razem... Panie 
Ochocki, od dzisiejszego dnia daj panu urlop ze spacerw. 
-Bardzo si z tego ciesz - odpar Ochocki. 
-A, adnie w taki sposb odpowiada damom! -zawoaa panna Felcia. 
-Wol odpowiada anieli odbywa z nimi spacery. Kiedymy ostatni raz 
jedzili z pani Wsowsk, w cigu dwu godzin sze razy zsiadaem z konia, a 
piciu minut nie miaem spokojnoci. Niech teraz pan Wokulski sprbuje. 
- Felu, powiedz temu czowiekowi, e z nim nie rozmawiam - odezwaa si 
wdwka wskazujc na Ochockiego. 
- Czowieku, czowieku!... - zawoaa Felcia. - Ta pani z wami nie rozmawia... 
Ta pani mwi, e jestecie ordynarni. 
- A co, ju zatsknia pani do towarzystwa ludzi z dobrymi manierami - odezwa 
si Starski. - Niech pani sprbuje, moe dam si przeprosi. 
-Dawno pan wyjecha z Parya? -zapytaa wdwka Wokulskiego. 
-Jutro bdzie tydzie. 
- A ja ju nie widziaam go cztery miesice. Kochane miasto... 
-Zasawek!..-krzykn Ochocki i zamachn batem do ogromnego wystrzau, 
ktry mu si jednak nie uda, poniewa bicz, niezbyt szczliwie rzucony w ty, 
zaplta si midzy parasolki dam i kapelusze panw. 
- Nie, moi pastwo - zawoaa wdwka - jeeli chcecie mnie miewa na 
przejadkach, to wicie tego czowieka. On jest po prostu niebezpieczny... 
Na breku znowu wszcz si haas, poniewa Ochocki mia swoje stronnictwo w 
osobie panny Felicji, ktra utrzymywaa, e jak na pocztkujcego, dobrze 
powozi i e najwytrawniejszym furmanom zdarzaj si wypadki. 
- Moja Felciu - odpara wdwka - jeste w tym wieku, e u ciebie kady bdzie 
dobrym furmanem, kto ma adne oczy. 
- Dopiero dzi bd mia dobry apetyt... - mwi baron do swej narzeczonej, lecz 
spostrzegszy, e mwi za gono, pocz znowu szepta. 
Znajdowali si ju na terytorium nalecym do prezesowej i wanie Wokulski 
przypatrywa si rezydencji. Na do wysokim, cho agodnym wzgrzu 
wznosi si pitrowy paac z dwoma parterowymi; skrzydami. Za nim zieleniy 
si stare drzewa parku, przed nim rozcielaa si jakby wielka ka, 
poprzecinana ciekami, tu i wdzie ozdobiona klombem, posgiem albo 
altank. U stp wzgrza poyskiwaa obszerna pachta wody, oczywicie 
sadzawka, na ktrej koysay si dki i abdzie. Na tle zielonoci paac 
jasnotej barwy z biaymi supami wyglda okazale i wesoo. Na prawo i na 
lewo od niego wida byo midzy drzewami murowane budynki gospodarskie. 
Przy odgosie wystrzaw z bata, ktre tym razem udaway si Ochockiemu, 
brek po marmurowym mocie zajecha przed paac zawadziwszy tylko jednym 
koem o trawnik. Podrni wysiedli, Ochocki jednak nie odda lejcw, lecz 
jeszcze odprowadzi ekwipa do stajni. 
-A niech pan pamita, e o pierwszej niadanie! -zawoaa panna Felicja. Do 
barona zbliy si stary sucy w czarnym surducie. 
- Janie pani - rzek - jest teraz w spiarni. Moe panowie pozwol do siebie. 
I zaprowadziwszy ich do prawej oficyny wskaza Wokulskiemu obszerny pokj, 
ktrego otwarte okna wychodziy do parku. Po chwili wbieg chopiec w 
liberyjnej kurtce, przynis wody i zaj si rozpakowaniem walizy. 
Wokulski wyjrza oknem. Przed nim rozciga si trawnik ozdobiony kpami 
starych wierkw, modrzewi, lip, poza ktrymi daleko byo wida lesiste 
wzgrza. Tu przy oknie sta krzak bzu, a w nim gniazdo, do ktrego zlatyway 
si wrble. Ciepy wiatr wrzeniowy co chwil wpada do pokoju siejc w nim 
niepochwytne wonie. 
Go patrzy na oboki, jakby dotykajce wierzchokw drzew, na snopy 
wiata, ktre przepyway midzy ciemnymi gami wierkw byo mu dobrze. 
Nie myla o pannie Izabeli. Jej wizerunek, palcy mu dusz, rozwia si wobec 
prostych powabw natury; chore serce umilko i pierwszy raz od dawna zalegy 
w nim ukojenie i cisza. 
Przypomniawszy jednak sobie, e jest tu z wizyt, szybko pocz si ubiera. 
Ledwie skoczy, delikatnie zapukano do drzwi i wszed stary sucy. 
-Janie pani prosi do stou. Wokulski uda si za nim... Min korytarz i po 
chwili znalaz si w obszernym pokoju jadalnym, ktrego ciany do poowy 
byy przysonite taflami z ciemnego drzewa. Panna Felicja rozmawiaa w oknie 
z Ochockim, przy stole za midzy pani Wsowsk i baronem siedziaa 
prezesowa na fotelu z wysok porcz. 
Zobaczywszy swego gocia wstaa i wysza par krokw naprzd. 
-Witam ci, panie Stanisawie -rzeka - i dzikuj, e posucha mojej proby. 
Gdy za Wokulski pochyli si do jej rki, pocaowaa go w czoo, co na 
obecnych zrobio pewne wraenie. 
- Siadaje, o, tu, koo Kazi. A ty, prosz ci, pamitaj o nim. 
- Pan Wokulski zasuguje na to - odpara. wdwka. - Gdyby nie jego 
przytomno, pan Ochocki poamaby nam koci. 
-C znowu?... 
- Nie umie powozi nawet par koni, a rwie si do czwrki. Ju wolaam go, 
kiedy sobie po caych dniach apa ryby. 
- Boe! jakie szczcie, e nie oeni si z t kobiet - westchn Ochocki, 
serdecznie witajc Wokulskiego. 
- O panie, panie!... Tylko jeeli ofiarujesz mi si na ma, to lepiej zosta 
furmanem - zawoaa pani Wsowska. 
- Ci zawsze kc si! - rzeka ze miechem prezesowa. Wesza panna Ewelina 
Janocka, a w par minut po niej, drugimi drzwiami, Starski. 
Powitali prezesow, ktra odpowiedziaa im yczliwie, lecz z powag. Podano 
niadanie. 
- U nas, panie Stanisawie - mwia prezesowa - jest taki zwyczaj, e schodzimy 
si wszyscy obowizkowo tylko do stou. Poza tym kady robi, co mu si 
podoba. Radz ci wic, jeeli boisz si nudw, pilnowa si Kazi Wsowskiej. 
-Ja te od razu bior do niewoli pana Wokulskiego - odpara wdwka. 
- Och!... - szepna prezesowa spojrzawszy przelotnie na gocia. Panna Felicja 
zarumienia si, nie wiadomo ktry ju raz dzisiaj, i kazaa Ochockiemu, aeby 
nala jej wina. 
- Nie, nie... prosz wody - poprawia si. Ochocki speni zlecenie trzsc przy 
tym gow i rozkadajc rce sposb desperacki. 
Po niadaniu, w cigu ktrego panna Ewelina rozmawiaa tylko z baronem, a 
Starski umizga si do czarnookiej wdowy, gocie poegnawszy gospodyni 
rozeszli si. Ochocki poszed na strych paacu, gdzie w pokoiku, wieo na ten 
cel zbudowanym, urzdza obserwatorium meteorologiczne, baron z narzeczon 
wybrali si do parku, a prezesowa zatrzymaa Wokulskiego. 
- Powiedze mi - rzeka - bo to pierwsze wraenia bywaj najtrafniejsze, jak ci 
si podoba pani Wsowska? 
- Wyglda na dzieln i weso kobiet. 
- Masz racj. A baron? 
- Mao go znam. To stary czowiek. 
- O, stary, bardzo stary - westchna prezesowa - a pomimo to chce mu si eni. 
A co powiesz o jego narzeczonej? 
- Wcale jej nie znam, chocia dziwi mnie, e upodobaa sobie barona, ktry 
zreszt moe by najzacniejszym czowiekiem. 
- Tak, to jest dziwna dziewczyna - mwia prezesowa - i powiem ci, e 
zaczynam traci dla niej serce. Do jej maestwa nie mieszam si, skoro 
niejedna panna jej zazdroci, a wszyscy mwi, e robi wietn parti. Ale to, co 
miaa dosta po mojej mierci; przejdzie na innych. Kto ma krocie barona, nie 
potrzebuje moich dwudziestu tysicy. 
Czu byo rozdranienie w gosie staruszki. Niebawem poegnaa Wokulskiego 
radzc mu przej si po parku. 
Wokulski wyszed na dziedziniec i okoo lewej oficyny, gdzie bya kuchnia, 
skrci do parku. Pniej bardzo czsto przychodziy mu na myl dwa 
najpierwsze spostrzeenia, jakie zrobi w Zasawku. 
Przede wszystkim niedaleko kuchni zobaczy bud, a przed ni na acuchu psa, 
ktry spostrzegszy obcego pocz tak szczeka, wy i rzuca si, jakby dosta 
wcieklizny. Widzc, e mimo to pies ma wesoe oczy i krci ogonem, 
Wokulski pogaska go, co okrutnego zwierza wprawio w taki humor, e nie 
pozwoli gociowi odej od siebie. Wy, chwyta za ubranie, kad si na ziemi, 
jakby domagajc si pieszczot, a przynajmniej widoku ludzkiej twarzy. 
Dziwny pies acuchowy! - pomyla Wokulski. 
W tej chwili z kuchni wyszo nowe dziwo: stary parobek otyy. Wokulski, ktry 
jeszcze nigdy nie spotka otyego chopa, wda si z nim w rozmow. 
- Po co wy tego psa trzymacie na acuchu? 
- Aeby by zy i nie puszcza do dom zodziejw - odpar umiechajc si 
parobek. 
- Wic dlaczeg od razu nie wemiecie zego kundla? 
- Kiej dziedziczka nie utrzymaaby zego psa. U nas to i pies musi by askawy. 
- A wy, ojcze, co tu robicie? 
-Jo jestem pasiecznik, ale przdy byem rataj. Ino jak mi w zama ziobro, to 
mi janie pani kazaa do pasieki. 
- I dobrze wam? 
- Z pocztku to cklio mi si bez roboty, ale pni przywykem i jestem. 
Poegnawszy chopa Wokulski skrci do parku i dugi czas przechadza si po 
lipowej alei nie mylc o niczym. Zdawao mu si, e przyjecha tu nasycony, 
zatruty zgiekiem Parya, haasem Warszawy, dudnieniem kolei elaznych i e 
wszystkie te niepokoje, wszystkie boleci, jakie przey, w tej chwili paruj z 
niego. Gdyby go zapytano: czym jest wie? odpowiedziaby, e jest cisz. 
Wtem usysza szybki bieg za sob. Goni go Ochocki niosc na ramieniu dwie 
wdki. 
- Nie byo tu panny Felicji? - zapyta. - Miaa przyj o wp do trzeciej i i ze 
mn na ryby... Ale taka to babska punktualno. Moe pan pjdzie z nami? Nie 
ma pan ochoty. To moe pan woli gra ze Starskim w pikiet?... Do tego on 
zawsze gotw, wyjwszy, jeeli znajdzie komplet do preferansa. 
-C tu robi ten pan Starski? 
- Jake co? Mieszka u swojej ciotecznej babki a razem chrzestnej matki, 
prezesowej Zasawskiej, i jak teraz, martwi si, e zapewne nieodziedziczy po 
niej majtku. adny grosz, ze trzysta tysicy rubli!... Ale prezesowa uwaa, e 
lepiej wesprze nim podrzutkw anieli kas Monaco. Biedny chopak! 
- C mu zego? 
- Ale ba!... Po babci urwao si, z Kazi zerwao si i cho w eb sobie strzel. 
Wiedz pan - cign Ochocki majstrujc co koo wdek - e kiedy obecna pani 
Wsowska, jeszcze jako panna, miaa sabo do Starskiego. Kazio i Kazia, jaka 
dobrana para, co?... Zdaje si, e nawet pod wpywem tej idei pani Kazia 
zjechaa do nas przed trzema tygodniami (a ma take grosz po nieboszczyku, 
bodaj czy nie tyle, co prezesowa!) .Byli nawet. ze sob kilka dni dobrze i nawet 
Kazio na rachunek posagu zrealizowa nowy weksel u pachciarza, gdy wtem... 
co si zepsuo. Pani Wsowska po prostu kpi sobie z Kazia, a on tylko udaje 
dobr min. Sowem, kiepsko! Trzeba bdzie wyrzec si podry i osi na 
piaszczystym folwarku, dopki nie umrze stryjcio, co prawda ju dawno chory 
na kamie. 
- Ale co dotychczas robi pan Starski? 
-No, przede wszystkim robi dugi. Troch gra, troch podrowa (zdaje mi 
si jednak, e gwnie po paryskich i londyskich knajpach, bo w te jego Chiny 
wierzy mi si nie chce), ale specjalnie trudni si baamuceniem modych 
matek. W tym to on mistrz i ju ma tak ustalon reputacj, e matki wcale 
mu si nie opieraj, a panny wierz, e do ktrej zacznie si umizga Starski, 
natychmiast dostanie ma. Takie dobre zajcie jak kade inne!... Zapewne szepn 
Wokulski, ju nieco spokojniejszy o rywala. -Ten nie zbaamuci panny 
Izabeli. Dochodzili do koca parku, poza sztachetami ktrego wida byo 
szereg murowanych budynkw. 
- O, ma pan, jaka to oryginalna kobieta z tej prezesowej! - rzek Ochocki 
wskazujc na sztachety. -Widzi pan te paace?... To wszystko czworniaki, 
mieszkania parobkw. A tamten dom - to ochrona dla parobczt; bawi si ich ze 
trzydzieci sztuk, wszystkie umyte i obatane jak ksitka... A ta znowu willa to 
przytuek dla starcw, ktrych w tej chwili jest czworo; uprzyjemniaj sobie 
wakacje czyszczc wosie na materace do gocinnych pokojw. Tuaem si po 
rozmaitych okolicach kraju i wszdzie widziaem, e parobcy mieszkaj jak 
winie, a ich dzieci harcuj po bocie jak prosita... Ale kiedym tu pierwszy raz 
zajecha, przetarem oczy. Zdawao mi si, e jestem na wyspie Utopii albo na 
kartce nudnego a cnotliwego romansu, w ktrym autor opisuje, jakimi 
szlachcice by powinni, lecz jakimi nigdy nie bd. Imponuje mi ta staruszka... 
A gdyby pan jeszcze wiedzia, jak ona ma bibliotek, co czyta... Zgupiaem, 
kiedy raz zadaa, abym jej objani pewne punkta transformizmu, ktrym 
dlatego tylko brzydzi si, e uzna walk o byt za fundamentalne prawo natury. 
Na kocu alei ukazaa si panna Felicja. 
- C, idziemy, panie Julianie? - zapytaa Ochockiego. 
-Idziemy i pan Wokulski z nami. 
- Aaa?... - zdziwia si panienka. 
- Pani nie yczy sobie? - spyta Wokulski. 
- Owszem, ale... mylaam, e panu bdzie przyjemniej w towarzystwie pani 
Wsowskiej. 
- Moja panno Felicjo! - zawoa Ochocki - tylko prosz nie bawi si w 
uszczypliwo, bo si to pani nie udaje. 
Obraona panna posza naprzd w stron sadzawki, panowie za ni. owili ryby 
do pitej wieczorem, na spiekocie, gdy dzie by gorcy. Ochocki zapa 
dwucalowego kiebia, a panna Felicja oberwaa sobie koronk u rkawa. 
Skutkiem czego wybuchn midzy nimi spr o to, e mode panny nie maj 
pojcia o trzymaniu wdki, a panowie nie mog jednej chwili usiedzie bez 
gadania. Pogodzi ich dopiero dzwonek wzywajcy na obiad. 
Po obiedzie baron oddali si do swego pokoju (o tej godzinie zawsze chorowa 
na migren), reszta za towarzystwa miaa zebra si w parku, w altanie, gdzie 
zwykle jadano owoce. 
Wokulski przyszed tam w p godziny. Myla, e bdzie pierwszy, tymczasem 
zasta ju wszystkie panie, ktrym Starski co wykada. Siedzia rozparty na 
brzozowym fotelu i mwi z min znudzon, uderzajc szpicrzg w koniec 
buta: 
- Jeeli w historii odegray jak rol maestwa, to bynajmniej nie te ze 
skonnoci, ale te z rozsdku. Co wiedzielibymy dzi o Jadwidze albo o Marii 
Leszczyskiej, gdyby panie te nie umiay zdecydowa si na rozsdny wybr? 
Czym byby Stefan Batory albo Napoleon I, gdyby nie poenili si z kobietami 
majcymi wpywy? Maestwo jest zbyt doniosym aktem, aeby przystpujc 
do niego mona byo radzi si tylko serca. To nie jest poetyczny zwizek dwu 
dusz, to jest wany wypadek dla mnstwa osb  interesw. Niech ja dzi oeni 
si z pokojwk, choby z guwernantk, a ju jutro bd zgubiony w mojej 
sferze. Nikt mnie nie zapyta: jaka bya temperatura moich uczu? ale jakie mam 
dochody na utrzymanie domu i kogo wprowadzam do rodziny? 
- Co innego maestwa polityczne, a co innego maestwo dla pienidzy z 
czowiekiem, ktrego si nie kocha - odpowiedziaa prezesowa patrzc w ziemi 
i bbnic palcami po stole. -To gwat zadany najwitszym uczuciom. 
- Ach, kochana babciu - odpar Starski z westchnieniem - atwo to mwi o 
swobodzie uczu, kiedy si ma dwadziecia tysicy rubli rocznie. Pody 
pienidz! brzydki pienidz! - woaj wszyscy. Ale dlaczeg to wszyscy, 
poczwszy od parobka, skoczywszy na ministrze, krpuj swoj wolno prac 
obowizkow? Za co grnik i marynarz naraaj ycie? Naturalnie, za w pody 
pienidz, bo pody pienidz daje swobod cho przez par godzin na dzie, cho 
przez par miesicy na rok, cho przez kilka lat w yciu. Wszyscy obudnie 
gardzimy pienidzmi, lecz kady z nas wie, e jest to mierzwa, z ktrej wyrasta 
wolno osobista, nauka, sztuka, nawet idealna mio. Gdzie to wreszcie 
urodzia si mio rycerzy i trubadurw? Z pewnoci nie midzy szewcami i 
kowalami, a nawet nie midzy doktorami i adwokatami. Wypielgnoway j 
klasy majtne, ktre utworzyy kobiet z delikatn cer i bia rk, ktre 
wyday mczyzn majcego dosy czasu na ubstwianie kobiety. 
Jest tu wreszcie midzy nami przedstawiciel ludzi czynu, pan Wokulski, ktry, 
jak mwi sama babcia, niejednokrotnie zoy dowody bohaterstwa. Co go 
cigno do niebezpieczestw?... Naturalnie pienidz, ktry dzi w jego rku jest 
potg... Zrobio si cicho, wszystkie panie spojrzay na Wokulskiego. Ten 
odpar po chwili milczenia: 
- Tak, ma pan racj, zdobyem mj majtek wrd cikich przygd, ale czy pan 
wie, dlaczegom go zdobywa?... 
- Za pozwoleniem - przerwa Starski - nie robi panu zarzutu, tylko owszem, 
uwaam to za chlubny przykad dla wszystkich. Skde pan jednak wie, czy 
czowiek, ktry eni si lub wychodzi za m dla pienidzy, nie ma rwnie na 
widoku szlachetnych celw? Moi rodzice podobno pobrali si z czystej mioci; 
jednak przez cae ycie nie byli szczliwi, a o mnie, owocu ich uczu, to ju nie 
ma co mwi... Tymczasem moja czcigodna babka, tu obecna, wysza za m 
wbrew skonnoci i dzi jest bogosawiestwem caej okolicy. Nawet lepiej doda 
caujc prezesow w rk -gdy, poprawia bdy moich rodzicw, ktrzy 
tak byli zajci mioci, e zapomnieli o majtku dla mnie... Zreszt - mamy 
drugi dowd w osobie uroczej pani Wsowskiej... 
- O, mj panie - przerwaa zarumieniona wdowa - mwisz tak, jakby by 
prokuratorem sdu ostatecznego. Ja take odpowiem jak pan Wokulski: czy 
wiesz, dlaczegom to zrobia?... 
- Ale pani to zrobia i babcia to zrobia, i my wszyscy to samo zrobimy - mwi 
z ironicznym chodem Starski. - Wyjwszy, rozumie si, pana Wokulskiego, 
ktry ma akurat tyle pienidzy, ile ich potrzeba dla pofolgowania uczuciom... 
-I ja tak samo zrobiem - odezwa si stumionym gosem Wokulski. 
- Oeni si pan dla majtku? - spytaa wdwka szeroko otwierajc oczy. 
- Nie dla majtku, ale dlatego, aeby mie prac i nie umrze godu. Znam 
dobrze to prawo, o ktrym mwi pan Starski... 
- A co? - wtrci Starski patrzc na babk. 
- I dlatego, e znam, auj tych, ktrzy musz mu ulega - zakoczy Wokulski. 
- Jest to chyba najwiksze nieszczcie w yciu. 
- Masz racj - rzeka prezesowa. 
- Zaczyna mnie pan interesowa, panie Wokulski - dodaa pani Wsowska 
wycigajc do niego rk. Panna Ewelina przez cay czas rozmowy bya 
schylona nad haftem. W tej chwili podniosa gow i spojrzaa na Starskiego z 
takim wyrazem rozpaczy, e Wokulski zdziwi si... Ale Starski wci uderza 
szpicrzg koniec swego buta, gryz cygaro i umiecha si na p drwico, na 
p smutnie. Za altank rozleg si gos Ochockiego: 
- Widzisz, mwiem ci, e tu jest pani... 
- No, to w altance, ale nie w krzakach - odpowiedziaa moda dziewczyna z 
koszykiem w rku. 
- Ach, gupia jeste! - mrukn Ochocki wchodzc i niespokojnie patrzc na 
damy. 
-Oho! pan Julian znowu wkracza do nas jako triumfator -rzeka wdwka. 
- Ale sowo honoru daj, e tylko dla skrcenia drogi szedem przez klomby tumaczy 
si Ochocki. 
- I tak pan zjecha z drogi, jak dzi wiozc nas... 
- No, sowo honoru daj... 
- Ju lepiej podprowad mnie, zamiast si tomaczy -przerwaa prezesowa. 
Ochocki poda jej rk, ale mia min tak zakopotan i kapelusz tak wsadzony 
na bakier, e pani Wsowska nie moga pohamowa nadmiaru wesooci, co na 
twarzy panny Felicji wywoao now seri rumiecw, a Ochockiego zmusio 
do rzucenia wdwce kilku gniewnych spojrze. Cae towarzystwo skrcio na 
lewo i boczn alej szo do budynkw folwarcznych. Naprzd prezesowa z 
Ochockim, za nimi dziewczyna z koszykiem, potem wdwka z pann Felicj, 
Wokulski, a za nim panna Ewelina ze Starskim. Przy furtce haas na przodzie 
spotgowa si, a w tej chwili Wokulskiemu przywidziao si, e syszy za sob 
cich rozmow. 
- Czasem zdaje mi si, e wolaabym w grobie lee... - szepna panna Ewelina. 
- Odwagi... odwagi... - odpowiedzia jej tym samym tonem Starski. 
Wokulski teraz dopiero zrozumia cel wyprawy na folwark, gdy w dziedzicu 
wybiego naprzeciw prezesowej cae stado kur, ktrym ona rzucaa ziarno z 
kosza. Za kurami ukazaa si ich dozorczyni, stara Mateuszowa, donoszc pani, 
e wszystko jest dobrze, tylko e z rana kry nad dziedzicem jastrzb, a po 
poudniu jedna z kur troch udawia si kamieniem, ale ju j mino. 
Po przegldzie drobiu prezesowa obejrzaa obory i stajnie, gdzie parobcy, po 
wikszej czci ludzie dojrzaego wieku, skadali jej raporta. Tu o mao nie 
zdarzy si wypadek. Ze stajni bowiem nagle wybiego spore rebi i rzucio si 
na prezesow przednimi nogami jak pies, ktry staje na dwu apach. 
Szczciem, Ochocki pohamowa figlarne zwierz, a prezesowa daa mu zwyk 
porcj cukru... 
- On babci kiedy skaleczy - odezwa si niezadowolony Starski. - Kto widzia 
przyzwyczaja do takich pieszczot rebita, z ktrych pniej wyrastaj konie! 
- Zawsze mwisz rozsdnie - odpowiedziaa mu prezesowa gaszczc rebaka, 
ktry kad gow na jej ramieniu, a pniej bieg za ni tak, e parobcy musieli 
go zawraca do stajni. Nawet niektre krowy poznaway swoj pani i witay j 
stumionym rykiem, podobnym do mruczenia 
Dziwna kobieta - pomyla Wokulski patrzc na staruszk, ktra umiaa 
budzi mio dla siebie nie tylko w sercach zwierzt, lecz nawet ludzi. 
Po kolacji prezesowa posza spa, a pani Wsowska zaproponowaa spacer po 
parku. Baron, lubo niechtnie, zgodzi si na projekt; woy gruby paltot, szyj 
okrci chustk i wziwszy pod rk narzeczon wysun si z ni naprzd. O 
czym mwili? Nikt nie wie, tyle tylko widziano, e ona bya blada, on mia 
wypieki na twarzy. 
Okoo jedenastej w nocy wszyscy rozeszli si, a baron pokaszlujc odprowadzi 
Wokulskiego do jego pokoju. 
- C, przypatrzy si pan mojej narzeczonej?... Jaka ona pikna!...Obraz 
westalki, panie, prawda? A jeszcze kiedy na jej buzi ukae si ten wyraz 
dziwnej melancholii, uwaa pan, jest tak czarujca, e... oddabym za ni ycie. 
Nikomu bym tego nie powiedzia, wyjwszy pana, ale wie pan, ona robi na mnie 
takie wraenie, e nie wiem, czy omiel si kiedykolwiek pieci j... chc 
tylko modli si do niej... Po prostu panie, klczabym u jej ng i patrzy w 
oczy, szczliwy, gdyby mi pozwolia, panie, pocaowa brzeg swojej sukni... 
Ale czy nie nudz pana? 
Gwatownie zakaszla si, tak e mu oczy krwi zabiegy. Odpoczwszy mwi 
dalej: 
- Ja nieczsto kaszl, ale dzi troch zazibiem si... i nawet nie zawsze jestem 
skonny do zazibie, tylko w jesieni i na nowiu. No, ale to przejdzie, bo 
wanie onegdaj zaprosiem na konsylium Chaubiskiego i Baranowskiego i ci 
mi powiedzieli, e bylem si szanowa, bd zdrw... Pytaem ich rwnie 
(mwi to tylko panu), co sdz o moim maestwie. Ale oni powiedzieli, e 
maestwo to taka rzecz osobista... Zwrciem ich uwag, e lekarze berliscy 
od dawna ju kazali mi si eni. To im dao do mylenia i zaraz ktry rzek: 
A to szkoda, wielka szkoda, e pan natychmiast nie speni ich zalecenia... 
Tote, powiem panu, obecnie jestem zdecydowany skoczy przed 
adwentem...Znowu napad go kaszel. Odpocz i nagle spyta Wokulskiego 
zmienionym gosem: 
- Wierzy pan w ycie przysze? 
- Dlaczego?... 
-Bo widzi pan, ta wiara chroni czowieka od rozpaczy. Ja na przykad 
rozumiem, e ani sam nie bd ju tak szczliwy, jak bym mg by kiedy, ani 
jej nie dam zupenego szczcia. Jedyn za pociech mam w tej myli, e 
spotkamy si na innym, lepszym wiecie, gdzie oboje bdziemy modzi. 
Przecie ona - doda zadumany - bdzie i tam naleaa do mnie, gdy Pismo 
wite uczy: Co zwiecie na ziemi, bdzie zwizane w niebie... Pan moe nie 
wierzy w to, tak jak i Ochocki; niech pan jednak przyzna, e... czasem... wierzy 
pan i wcale nie daby pan sowa, e tak nie bdzie?... 
Zegar za cian wybi pnoc, baron zerwa si wylkniony i poegna 
Wokulskiego. W kilka minut pniej jego zanoszcy si kaszel byo sycha w 
drugim kocu oficyny. 
Wokulski otworzy okno. Przy kuchni piay ogromnymi gosami koguty 
kaakuckie, w parku kwili puszczyk; na niebie urwaa si jedna gwiazda i 
spada gdzie za drzewami. Baron wci kaszla. 
Czy wszyscy zakochani s tak lepi jak on? - myla Wokulski. -Bo dla mnie, i 
chyba dla kadego tutaj, jest jasne, e ta panna wcale go nie kocha. Moe nawet 
kocha Starskiego... 
Nie rozumiem jeszcze sytuacji - cign dalej - ale najprawdopodobniej jest tak: 
panna idzie za m dla pienidzy, a Starski swymi teoriami umacnia j w tym 
zamiarze. A moe i on podkochuje si w niej?... Niepodobna. Prdzej ju si ni 
znudzi i gwatem namawia do zampjcia. Chocia... Nie, to byaby 
potworna kombinacja. Tylko kobiety publiczne maj kochankw, ktrzy 
prowadz nimi handel. Co za gupie przypuszczenie!... Starski moe istotnie by 
jej przyjacielem i radzi to, w co sam wierzy. On przecie mwi otwarcie, e 
sam oeni si tylko z bogat kobiet. Zasada taka dobra jak kada inna, 
powiedziaby Ochocki. Susznie prezesowa mwia kiedy, e dzisiejsze 
pokolenie ma mocne gowy i zimne serca. Nasz przykad zniechci ich do 
sentymentalizmu, wic wierz w potg pienidzy, co zreszt dowodzi 
rozsdku. Nie, ten Starski sprytny czowiek; moe troch hulaka, prniak, ale 
sprytu mu nie brak. Ciekawym tylko, za co tak na nim uywa pani Wsowska?... 
Zapewne ma do niego sabo, a e ma i pienidze, wic w rezultacie pobior 
si. Zreszt - co mnie to obchodzi... 
Ciekawym, dlaczego prezesowa dzi nie wspominaa o pannie Izabeli? No, ju 
ja pyta si nie bd... Od razu wziliby nas na jzyki... 
Zasn i marzyo mu si, e jest baronem zakochanym i chorym, a Starski 
odgrywa przy nim rol przyjaciela dom. Ockn si i rozemia... Ju to 
wyleczyoby mnie od razu - szepn. 
Ranek znowu zeszed mu na apaniu ryb z pann Felicj i Ochockim. Gdy za o 
pierwszej wszyscy zebrali si na niadanie, pani Wsowska odezwaa si: 
- Babcia pozwoli nam osioda dwa konie: mnie i panu Wokulskiemu, prawda? A 
potem zwrciwszy si do Wokulskiego dodaa: 
- Za p godziny jedziemy. Od tej chwili zaczyna pan sub przy mnie. 
-Pastwo tylko we dwoje pojad? -spytaa zaponiona panna Felicja.. 
- Czy i ty miaaby ch jecha z panem Julianem? 
- Tylko prosz... bez adnych dysponowa moj osob - zaprotestowa Ochocki. 
-Felcia zostanie ze mn -wtrcia prezesowa. 
Pannie Felicji krew i zy napyny do oczu. Spojrzaa na Wokulskiego naprzd 
z gniewem, potem ze wzgard, a nareszcie wybiega z pokoju pod pozorem 
znalezienia chustki. Gdy wrcia, wygldaa jak Maria Stuart przebaczajca 
swoim oprawcom i miaa czerwony nosek. 
Punkt o drugiej przyprowadzono dwa pikne wierzchowce. Wokulski stan 
przy swoim, a w par minut ukazaa si pani Wsowska. Miaa obcis 
amazonk, ksztaty Junony, kasztanowate wosy zebrane w jeden wze. 
Kocem nogi opara si na rku stangreta i jak spryna rzucia si na siodo. 
Szpicrzga draa w jej rce. Wokulski tymczasem spokojnie dopasowywa 
strzemiona. 
- Prdzej, panie, prdzej - woaa cigajc lejce koniowi, ktry krci si w koo 
i przysiada na zadzie. - Za bram ruszamy galopem... Avanti, Savoya!... 
Nareszcie Wokulski siad na konia, pani Wsowska niecierpliwie uderzya 
swego szpicrzg i wyjechaa za folwark. Droga cigna si alej lipow, 
majc z wiorst dugoci. Po obu stronach leao szare pole, a na nim tu i 
wdzie wida byo sterty pszenicy, due jak chaty. Niebo czyste, soce wesoe, 
z daleka dolatywa jk mocarni. 
Kilka minut jechali kusem. Potem pani Wsowska pooya rkoje szpicrzgi 
na ustach, pochylia si i poleciaa galopem. Welon kapelusza chwia si za ni 
jak popielate skrzydo. 
-Avanti! avanti!... 
Znowu biegli kilka minut. Nagle pani osadzia konia na miejscu, bya 
zarumieniona i zadyszana. 
- Dosy - rzeka - teraz pojedziemy wolno. Uniosa si na siodle i uwanie 
patrzya w stron bkitnego lasu, ktry byo wida daleko na wschodzie. Aleja 
skoczya si; jechali polem, na ktrym zieleniy si grusze i szarzay sterty. 
- Powiedz mi pan - rzeka - czy to wielka przyjemno dorabia si majtku? 
- Nie - odpar Wokulski po chwilowym namyle. 
- Ale wydawa przyjemnie? 
- Nie wiem. 
- Nie wiesz pan? A jednak cuda opowiadaj o paskim majtku. Mwi, e 
masz pan ze szedziesit tysicy rocznie... 
- Dzi mam znacznie wicej, ale wydaj bardzo mao. 
- Ile? 
- Z dziesi tysicy. 
- Szkoda. Ja w roku zeszym postanowiam wyda mas pienidzy. Plenipotent i 
kasjer zapewniaj mnie, e wydaam dwadziecia siedem tysicy... Szalaam, no 
- i nie sposzyam nudw... Dzi, myl sobie, zapytam pana: jakie robi wraenie 
szedziesit tysicy wydanych w cigu roku? ale pan tyle nie wydajesz. 
Szkoda. Wiesz pan co?... Wydaj kiedy szedziesit, no - sto tysicy na rok i 
powiedz mi pan: czy to robi sensacj i jak? Dobrze?... 
-Z gry mog pani powiedzie, e nie robi. 
- Nie?... Wic na c s pienidze?:.. Jeeli sto tysicy rubli rocznie nie daje 
szczcia, c go da? 
- Mona je mie przy tysicu rubli. Szczcie kady nosi w sobie. 
- Ale je skdsi bierze do siebie. 
- Nie, pani. 
-I to mwi pan, taki czowiek niezwyky? 
- Gdybym nawet by niezwykym, to tylko przez cierpienia, nie przez szczcie. 
A tym mniej nie przez wydatki. Pod lasem ukaza si tuman kurzu. Pani 
Wsowska chwil popatrzya, potem nagle zacia konia i skrcia na prawo, w 
pole, bez drogi. 
- Avanti!... avanti!... 
Jechali z dziesi minut, a teraz Wokulski zatrzyma konia. Sta na wzgrzu, nad 
k tak pikn jak marzenie. Co w niej byo piknym, czy zielono trawy, czy 
krty bieg rzeczuki, czy drzewa pochylajce si nad ni, czy pogodne niebo? 
Wokulski nie wiedzia. 
Ale pani Wsowska nie zachwycaa si. Pdzia z gry na zamanie karku, jakby 
chcc zaimponowa swemu towarzyszowi odwag. Gdy Wokulski powoli 
zjecha z gry, zwrcia do niego konia i zawoaa niecierpliwie: 
- Ach, panie, czy pan zawsze taki nudny? Przecie nic po to wziam pana na 
spacer, aeby ziewa. Prosz mnie bawi, tylko zaraz... 
- Zaraz?... Dobrze. Pan Starski jest to bardzo zajmujcy czowiek. 
Pochylia si na siodo, jakby padajc w ty, i przecigle spojrzaa Wokulskiemu 
w oczy. 
- Ach! - zawoaa ze miechem - nie spodziewaam si usysze tak banalnego 
frazesu od pana... Pan Starski zajmujcy... Dla kogo?...Chyba dla takich... 
takich... abdzic jak panna Ewelina, bo na przykad ju dla mnie przesta nim 
by... 
- Jednake... 
- Nie ma jednake. By nim kiedy, kiedym miaa zamiar sta si mczennic 
maestwa. Na szczcie, mj m znalaz si tak uprzejmie, e prdko umar, 
a pan Starski jest tak nieskomplikowany, e nawet przy moim zasobie 
dowiadczenia poznaam si na nim w tydzie. Ma zawsze taki sam zarost a la 
arcyksi Rudolf i ten sam sposb uwodzenia kobiet. Jego spojrzenia, 
pswka, tajemniczo znam tak dobrze jak krj jego akietu. Zawsze tak 
samo unika panien bez posagu, jest cynicznym z matkami, a wdychajcym 
przy pannach, ktre maj wyj za m. Mj Boe, ilu ja podobnych spotkaam 
w yciu!... Dzi trzeba mi czego nowego... 
-W takim razie pan Ochocki... 
- O tak, Ochocki jest zajmujcy, a mgby nawet by niebezpieczny, ale - na to 
ja musiaabym drugi raz si urodzi. To czowiek nie z tego wiata, do ktrego 
ja nale sercem i dusz... Ach, jaki on naiwny, a jaki wspaniay! Wierzy w 
idealn mio, z ktr zamknby si w swoim laboratorium i by pewnym, e 
go nigdy nie zdradzi... Nie, on nie dla mnie... 
-C znowu z tym siodem! -zawoaa nagle. -Mj panie, poprg mi si 
odpi... prosz zobaczy... Wokulski zeskoczy z konia. 
- Zsidzie pani? - zapyta. 
- Ani myl. Niech pan tak obejrzy. Zaszed z prawej strony -poprg by mocno 
przypasany.- Ale nie tam... O, tu... Tu co psuje si, okoo strzemienia. 
Zawaha si, lecz odsun jej amazonk i woy rk pod siodo. Nagle krew 
uderzya mu do gowy: wdwka w taki sposb ruszya nog, e jej kolano 
dotkno twarzy Wokulskiego. 
- No i c?... No i c?... - pytaa niecierpliwie. 
- Nic - odpar. - Poprg jest mocny... 
- Pocaowae mnie pan w nog?!... - krzykna. 
- Nie. Wtedy trzasna konia szpicrzg i poleciaa cwaem szepczc: 
Gupiec czy kamie!... 
Wokulski powoli siad na konia. Niewysowiony al cisn mu serce, gdy 
pomyla: 
Czy i panna Izabela jedzi konno?... I kto te jej poprawia siodo?... 
Kiedy dojecha do pani Wsowskiej, wybuchna miechem: 
- Cha! cha! cha!... Jeste pan nieoceniony!... - A potem zacza mwi niskim, 
metalowym gosem: - Na karcie mojej historii zapisa si pikny dzie odegraam 
rol Putyfarowej i znalazam Jzefa...Cha! cha! cha!... Jedna tylko 
rzecz napenia mnie obaw: e pan nawet nie potrafisz oceni, jak ja umiem 
zawraca gowy. W takiej chwili stu innych na paskim miejscu powiedziaoby, 
e y beze mnie nie mog, e zabraam im spokj, i tam dalej... A ten 
odpowiada krtko: nie!...Za to jedno: nie powiniene pan dosta w krlestwie 
niebieskim krzeso pomidzy niewinitkami. Takie wysokie krzeseko z porcz 
przodu... Cha! cha! cha!... Tarzaa si na siodle ze miechu. 
- I co by pani z tego przyszo, gdybym odpowiedzia jak inni? 
- Miaabym jeden triumf wicej. 
-A z tego co pani przyjdzie? 
- Zapeniam sobie pustk ycia. Z dziesiciu tych, ktrzy mi si owiadczaj, 
wybieram jednego, ktry wydaje mi si najciekawszym, bawi si nim, marz o 
nim... 
-A potem? 
- Robi przegld nastpnej dziesitki i wybieram nowego 
- I tak czsto? 
-Choby co miesic. Co pan chce - dodaa wzruszajc ramionami - to mio 
wieku pary i elektrycznoci. 
- A tak. Nawet przypomina kolej elazn. 
- Lec jak burza i sypie iskry?... 
- Nie. Jedzi prdko i bierze pasaerw, ilu si da. 
- O, panie Wokulski!... 
- Nie chciaem obrazi pani: sformuowaem tylko to, com sysza. Pani 
Wsowska przygryza usta. Jechali jaki czas milczc. Po chwili znowu zabraa 
gos pani Wsowska. 
- Ju okreliam sobie pana: pan jeste pedant. Co wieczr, nie wiem o ktrej, 
ale zapewne przed dziesit, robisz pan rachunki, potem idziesz spa, ale przed 
spaniem mwisz pacierz, gono powtarzajc: Nie podaj ony bliniego 
twego. Czy tak?... 
- Niech pani mwi dalej. 
- Nie bd nic mwi, bo mnie ju i rozmowa z panem drczy. Ach, ten wiat 
daje nam same zawody!... Kiedy kadziemy pierwsz sukni z trenem, kiedy 
idziemy na pierwszy bal, kiedy pierwszy raz kochamy - zdaje si nam, e ot 
jest co nowego... Lecz po chwili przekonywamy si, e to ju byo albo e to 
jest - nic... Pamitam, w roku zeszym, w Krymie, jechalimy w kilka osb 
bardzo dzik drog, po ktrej kiedy snuli si rozbjnicy. I wanie gdy 
rozmawiamy o tym, wysuwa si spoza skay dwu Tatarw... Chwaa Bogu! 
myl, ci zechc nas zabi, bo miny mieli okropne, cho bardzo przystojni 
ludzie. A oni, wie pan, z jak wystpili propozycj?... Aeby kupi od nich 
winogron!... Panie! Oni nam sprzedawali winogrona, kiedy ja mylaam o 
bandytach. Chciaam ich wybi ze zoci, naprawd. Ot - pan dzisiaj 
przypomnia mi tych Tatarw... Prezesowa przez kilka tygodni tomaczya mi, 
e pan jeste oryginalny czowiek, zupenie inny od innych, a tymczasem widz, 
e pan jeste najzwyklejszy pedant. Czy tak? 
-Tak 
- Widzi pan, jak ja si znam na ludziach. Moe bymy jeszcze pojechali 
galopem. Albo - nie, ju mi si nie chce, jestem zmczona. Ach... gdybym cho 
raz w yciu spotkaa prawdziwie nowego czowieka... 
-A z tego co by pani przyszo? 
- Miaby jaki nowy sposb postpowania, mwiby mi nowe rzeczy, czasami 
rozgniewaby mnie do ez, potem sam miertelnie obraziby si na mnie, a 
potem - naturalnie musiaby przeprasza. O, ten zakochaby si we mnie do 
szalestwa! Wpiabym mu si tak w serce i pami, e nawet w grobie nie 
zapomniaby o mnie... No, tak mio -rozumiem. 
-A pani co by mu daa w zamian? -spyta Wokulski, ktremu robio si coraz 
ciej i smutniej. 
- Czy ja wiem? Moe i ja zdecydowaabym si na jakie szalestwo... 
-Teraz ja powiem, co by ten nowy czowiek dosta od pani mwi Wokulski 
czujc, e zbiera w nim gorycz. - Naprzd, dostaby dug list wielbicieli 
dawniejszych, nastpnie, drug list wielbicieli, ktrzy nastpi po nim, a w 
czasie antraktu miaby mono sprawdzania... czy na koniu dobrze ley 
siodo... 
-To nikczemne, co pan powiedziae! - krzykna pani Wsowska ciskajc 
szpicrzg. 
-Tylko powtrzenie tego, co syszaem od pani: Jeeli jednak mwi za miao 
na tak krtk znajomo... 
- Owszem, sucham... Moe paskie impertynencje bd ciekawsze anieli ta 
chodna grzeczno, ktr od dawna umiem na pami. Naturalnie, taki 
czowiek jak pan gardzi takimi kobietami jak ja... No, miao... 
- Za pozwoleniem. Przede wszystkim nie uywajmy zbyt silnych wyrazw, 
ktre wcale nie odpowiadaj spacerowej sytuacji. Midzy nami nie ma mowy o 
uczuciach, tylko o pogldach. Ot, moim zdaniem, w pogldzie pani na mio 
istniej nie dajce si pogodzi kontrasty. 
- Prosz? - zdziwia si wdwka: - To, co pan nazywasz kontrastami, ja 
najdoskonalej godz w yciu. 
-Mwi pani o czstej zmianie kochankw... 
- Jeeli aska, nazwijmy ich wielbicielami. 
- A nastpnie, chce pani znale jakiego nowego i nietuzinkowego czowieka, 
ktry by nawet w grobie nie zapomnia o pani. Ot, o ile ja znam ludzk natur, 
jest to cel nie do osignicia. Ani pani z rozrzutnej w swoich wzgldach nie 
stanie si oszczdn, ani czowiek nietuzinkowy nie zechce zaj miejsca pord 
kilku tuzinw... 
- Moe o tym nie wiedzie - przerwaa wdwka. 
- Ach, wic mamy i mistyfikacj, dla udania si ktrej potrzeba, aeby bohater 
pani by lepy i gupi. Ale choby takim by wybrany, czy sama pani miaaby 
odwag zwodzi czowieka, ktry by a tak pani kocha?... 
-Dobrze, wic powiedziaabym mu wszystko koczc w ten sposb: pamitaj, 
e Chrystus przebaczy Magdalenie, od ktrej przecie ja jestem mniej grzeszna, 
no i przynajmniej mam rwnie pikne wosy... 
-I to by mu wystarczyo? 
- Ja sdz. 
-A gdyby mu nie wystarczyo? 
- Zostawiabym go w spokoju i odeszabym. 
Ale pierwej wpiaby mu si pani w serce i w pami tak, aeby pani nawet w 
grobie nie zapomnia!... - wybuchn Wokulski. - Pikny wiat, ten wasz wiat... 
I mie s te kobiety, przy ktrych, kiedy im czowiek w najlepszej wierze oddaje 
wasn dusz, jeszcze musi spoglda na zegarek, aeby nie spotka swoich 
poprzednikw i nie przeszkadza nastpcom. Pani, nawet ciasto, aeby wyroso, 
potrzebuje duszego czasu; czy wic podobna wielkie uczucie wyhodowa w 
takim popiechu, na takim jarmarku?... 
Niech pani skwituje z wielkich uczu, to pozbawia snu i odbiera apetytu. Po co 
kiedy zatruwa ycie jakiemu czowiekowi, ktrego zapewne dzi jeszcze pani 
nie zna? Po co sobie samej mci dobry humor? Lepiej trwa przy programie 
prdkich i czstych zwycistw, ktre innym nieszkodz, a pani jako zapeniaj 
ycie. 
-Ju pan skoczy, panie Wokulski? 
- Chyba e tak... 
- Wic teraz ja panu powiem. Wszyscy jestecie podli... 
-Znowu silny wyraz. 
- Paskie byy silniejsze. Wszyscy jestecie ndznicy. Kiedy kobieta, w pewnej 
epoce ycia, marzy o idealnej mioci, wymiewacie jej zudzenia i domagacie 
si kokieterii, bez ktrej panna jest dla was nudna, a matka gupia. A dopiero 
gdy dziki zbiorowym usiowaniom pozwoli prawi sobie banalne owiadczyny, 
patrze sodko w oczy, ciska za rce, wwczas z ciemnego kta wyazi jaki 
oryginalny egzemplarz w kapturze Piotra z Amiens i uroczycie wyklina kobiet 
stworzon na obraz i podobiestwo Adamowych synw. Tobie ju nie wolno 
kocha, ty ju nie bdziesz nigdy prawdziwie kochana, bo miaa nieszczcie 
znale si wrd jarmarku, bo stracia zudzenia! A kt j z nich okrad, 
jeeli nie pascy rodzeni bracia?... I c to za wiat, ktry naprzd obdziera z 
ideaw, a potem skazuje obdartego?... 
Pani Wsowska wydobya chustk z kieszeni i pocza j gry. Na rzsach 
bysna jej za i spada na kosk grzyw. 
- Jed pan ju sobie - zawoaa - jeste pan dranico pytki. Jed pan... jed i 
przyszlij mi Starskiego; jego bezczelno jest zabawniejsza od pana 
ksiowskiej powagi... Wokulski ukoni si i pojecha naprzd. By zgryziony i 
zakopotany 
- Gdzie pan jedziesz?... nie tdy... Ach, prawda, gotw pan jeste zbdzi, a 
pniej mwi wszystkim przy obiedzie, em ci sprowadzia z prostej drogi. 
Prosz za mn... Jadc o kilka krokw za pani Wsowsk, Wokulski rozmyla: 
Wic to taki wiat? Jedne w nim sprzedaj si ludziom prawie zgrzybiaym, a 
inne traktuj ludzkie serca jak poldwic. Dziwna to jednak kobieta z tej pani!... 
bo z nie jest, ma nawet szlachetne porywy... 
W p godziny wjechali `znowu na wzgrza, z ktrych wida byo dwr 
prezesowej. Pani Wsowska nagle zawrcia konia i bystro patrzc na 
Wokulskiego spytaa: 
-Midzy nami pokj czy wojna?... 
- Czy mog by szczerym ? 
- Prosz. 
-Mam dla pani gbok wdziczno. W jednej godzinie dowiedziaem si od 
pani wicej anieli przez cae ycie. 
- Ode mnie?... Zdaje si panu. Mam w sobie par kropli krwi wgierskiej, wic 
kiedy wsid na konia, szalej i plot niedorzecznoci. Notabene - nie cofam nic 
z tego, com powiedziaa, ale mylisz si pan, jeeli sdzisz, e mnie ju pozna. 
A teraz pocauj mnie pan w rk; jeste pan rzeczywicie interesujcy. 
Wycigna rk, ktr Wokulski ucaowa, szeroko otwierajc oczy ze 
zdziwienia. 
ROZDZIA SMY: 
POD JEDNYM DACHEM 
W tej samej porze, kiedy Wokulski z pani Wsowsk kci si albo galopowa 
po ce, z majtku hrabiny do Zasawka dojedaa panna Izabela. Wczoraj 
otrzymaa od prezesowej list, wyprawiony przez umylnego posaca, a dzi na 
wyrane danie swej ciotki wyjechaa, lubo niechtnie. Bya pewna, e w 
Zasawku ju znajduje si mocno protegowany przez prezesow Wokulski; taka 
wic naga podr wydaa jej si niewaciw. 
Chobym nawet musiaa kiedy wyj za niego - mwia sobie to jeszcze nie 
mam racji pieszy na powitanie. 
Ale poniewa rzeczy spakowano, powz zajecha, a nawet z przedniego 
siedzenia wygldaa ju jej pokojwka, wic panna Izabela zdecydowaa si na 
wyjazd. 
Poegnanie jej z rodzin byo pene znaczenia. Pan cki, cigle rozstrojony, 
przeciera oczy, a hrabina wsunwszy jej w rk aksamitny woreczek z 
pienidzmi pocaowaa j w czoo i rzeka: 
- Nie radz ani odradzam. Masz rozum, wiesz, jakie jest pooenie, wic sama 
musisz co postanowi i przyj konsekwencje. 
Co postanowi?:.. jakie przyj konsekwencje?... o tym nie wspomniaa hrabina. 
Tegoroczny pobyt na wsi gboko zmodyfikowa niektre pogldy panny 
Izabeli; nie sprawio tego jednak wiee powietrze ani pikne krajobrazy, ale 
wypadki i mono spokojnego zastanowienia si nad nimi. 
Przyjechaa tu na wyrane danie ciotki, dla Starskiego, o ktrym powszechnie 
mwiono, e odziedziczy majtek po prezesowej. Tymczasem prezesowa 
przypatrzywszy si swemu ciotecznemu wnukowi owiadczya, e co najwyej 
zapisze mu tysic rubli doywotniej renty, ktra zapewne bardzo mu si przyda 
na staro. Cay za majtek postanowia zapisa na podrzutkw i ich 
nieszczliwe matki. 
Od tej chwili Starski w oczach hrabiny straci wszelk warto. Straci j i u 
panny Izabeli owiadczywszy pewnego razu, e nigdy nie oeniby si z go 
pann; raczej z Chink albo z Japonk, byle miaa kilkadziesit tysicy rubli 
rocznie. 
-Za mniejszy dochd nie warto ryzykowa przyszoci -powiedzia. Poniewa 
tak powiedzia, wic panna Izabela przestaa go traktowa jako powanego 
epuzera. Ale poniewa mwic to, z cicha westchn spojrza na ni przelotnie, 
wic panna Izabela pomylaa, e pikny Kazio musi mie jak sercow 
tajemnic i e szukajc bogatej ony robi ofiar. Dla kogo?... Moe dla niej... 
biedny chopiec, ale trudno. Kiedy moe znajdzie si sposb osodzenia jego 
cierpie, lecz dzi naley go trzyma z daleka. Co przychodzio tym atwiej, e 
Starski pocz gwatownie zaleca si do bogatej pani Wsowskiej i kry z 
daleka okoo panny Eweliny Janockiej, zapewne dla zatarcia do reszty ladw, 
e kiedy kocha si w pannie Izabeli. 
Biedny chopiec, ale trudno. ycie ma swoje obowizki, ktre trzeba speni, 
cho s cikie. 
W taki sposb Starski, moe najstosowniejszy dla panny Izabeli epuzer, 
wykrelony zosta z listy jej konkurentw. Nie mg eni si z pann ubog, 
musia szuka ony bogatej; byy to dwie nieprzebyte midzy nimi przepacie. 
Drugi jej konkurent, baron, wykreli si sam; zarczywszy si z pann Ewelin. 
Panna Izabela czua wstrt do barona, dopki stara si o jej wzgldy; lecz gdy 
j tak nagle opuci, prawie e si zatrwoya. Jak to, wic na wiecie s kobiety, 
dla ktrych mona wyrzec si jej?!... Jak to, wic moe nadej chwila, w ktrej 
pann Izabel opuszcz nawet tak podeszego wieku wielbiciele?...Zdawao jej 
si, e ziemia dry jej pod nogami, i pod wpywem nie okrelonych obaw, jakie 
j wwczas ogarny, panna Izabela odezwaa si do prezesowej o Wokulskim 
dosy yczliwie. Kto wie nawet, czy nie powiedziaa tych sw: 
-Co si te dzieje z panem Wokulskim? Bardzo auj, e moe mie al do 
mnie. Nieraz wyrzucam sobie, e nie postpowaam z nim tak, jak zasugiwa. 
Spucia oczy i zarumienia si w ten sposb, e prezesowej wydao si 
koniecznym zaprosi Wokulskiego na wie. 
Niech si sobie przypatrz na wieym powietrzu -mylaa staruszka - a 
bdzie, co Bg da. On brylant midzy mczyznami, ona take dobre dziecko, 
wic moe si porozumiej. Bo e on ma do niej sabo, to prawie bym si 
zaoya. 
W kilka dni panna Izabela ochonwszy z nieprzyjemnych wrae pocza 
aowa swojej wzmianki o Wokulskim przed prezesow. 
Jeszcze gotw pomyle, e wyszabym za niego...- rzeka do siebie. 
Tymczasem prezesowa zwierzya si przed bawic u niej pani Wsowsk, e 
przyjedzie do Zasawka Wokulski, bardzo bogaty wdowiec, czowiek ze wszech 
miar niepospolity, ktrego chciaaby oeni i ktry kto wie, czy nie kocha si w 
pannie Izabeli... 
Pani Wsowska bardzo obojtnie suchaa o majtku, o wdowiestwie i o 
matrymonialnych kwalifikacjach Wokulskiego. Lecz gdy prezesowa nazwaa go 
czowiekiem niepospolitym, zaciekawia si; dowiedziawszy si za, e moe 
kocha pann Izabel, rzucia si jak rumak szlachetnej krwi, niebacznie 
dotknity ostrog. 
Pani Wsowska bya najlepsz kobiet, nie mylaa powtrnie wychodzi za 
m, a tym mniej odbiera innym paniom konkurentw. Dopki jednak ya na 
wiecie, nie moga pozwoli na to, aeby jaki mczyzna mg kocha si w 
jakiej innej kobiecie, nie w niej. eni si dla interesu ma prawo; pani 
Wsowska gotowa mu bya nawet pomaga, ale uwielbia -mona byo tylko j. 
Nie dlatego nawet, aeby uwaaa si za najpikniejsz, ale e... tak ju miaa 
sabo. 
Dowiedziawszy si, e panna Izabela dzi przyjeda, pani Wsowska gwatem 
zabraa na spacer Wokulskiego. Gdy za na gocicu pod lasem zobaczya 
tuman kurzu, wzniecony przez powz jej rywalki, skrcia na k i tam zrobia 
wielk scen z siodem, ktra jej si nieudaa. 
Tymczasem panna Izabela dojechaa do dworu. Cae towarzystwo przyjo j na 
ganku witajc prawie tymi samymi wyrazami. 
- Wiesz - szepna jej prezesowa - przyjecha Wokulski. 
-Tylko pani nam brako - zawoa baron -aeby Zasawek by podobny do raju. 
Bo ju mamy tu bardzo przyjemnego towarzysza znakomitego gocia... Panna 
Felcia Janocka wzia na bok pann Izabel i ze zami w gosie pocza jej 
opowiada: 
- Wiesz, przyjecha tu pan Wokulski... Ach, gdyby wiedziaa, co to za 
czowiek!... Ale wol ci nic nie mwi, bo i ty jeszcze pomylisz, e jestem nim 
zajta... No i wyobra sobie: pani Wsowska kazaa mu jecha ze sob na 
spacer, sam na sam... Gdyby wiedziaa, jak si biedak rumieni!... A ja za ni. 
Bo i ja chodziam z nim na ryby, ale tylko tu, do sadzawki, i jeszcze by z nami 
pan Julian. Ale ebym miaa tylko z nim jecha konno?... Za nic w wiecie!... 
wolaabym umrze... 
Uwolniwszy si od witajcych panna Izabela posza do przeznaczonego dla niej 
pokoju. 
Drani mnie ten Wokulsk - szepna. 
W gruncie rzeczy nie byo to rozdranienie, ale co innego. Jadc tu panna 
Izabela czua niech do prezesowej za jej gwatowne zaprosiny, do ciotki, e jej 
kazaa natychmiast jecha, a nade wszystko do Wokulskiego. Wic naprawd mwia 
sobie - chc mnie odda temu parweniuszowi?... A, zobaczy, jak na tym 
wyjdzie!... 
Bya pewna, e pierwszym czowiekiem, ktry j powita, bdzie Wokulski, i 
postanowia traktowa go z najwysz pogard. Tymczasem Wokulski nie tylko 
nie wybieg na jej spotkanie, ale pojecha na spacer z pani Wsowsk. To w 
przykry sposb dotkno pann Izabel i pomylaa: 
Zawsze kokietka z niej, cho ju ma lat trzydzieci!.. 
Gdy baron nazwa Wokulskiego znakomitym gociem, panna Izabela uczua 
jakby dum, ale byo to bardzo przelotne uczucie. Gdy za panna Felicja w 
niedwuznaczny sposb zdradzia si, e jest o Wokulskiego zazdrosn, pann 
Izabel ogarn jakby niepokj, ale tylko na chwil. 
 Naiwna jest ta Felcia - rzeka do siebie. 
Krtko mwic: przez ca drog planowana wzgarda dla Wokulskiego cakiem 
znikna wobec mieszaniny takich uczu jak lekki gniew, lekkie zadowolenie i 
lekka obawa. W tej chwili Wokulski przedstawia si pannie Izabeli inaczej ni 
dotychczas. Nie by to ju jaki tam, kupiec galanteryjny, ale czowiek, ktry 
wraca z Parya, mia ogromny majtek i stosunki, ktrym zachwyca si baron, 
ktrego kokietowaa Wsowska... 
Ledwie panna Izabela miaa czas przebra si, do pokoju jej wesza prezesowa. 
- Moja Belu - rzeka staruszka ucaowawszy j jeszcze raz - dlaczeg to Joasia 
nie chce przyjecha do mnie? 
- Papo jest niezdrw, wic nie chce go opuszcza. 
- Prosz ci... prosz ci, tylko tego mi nie mw. Nie przyjedzie, bo nie chce 
spotka si z Wokulskim, oto cay sekret..: - mwia nieco wzruszona 
prezesowa. - On dla niej wtedy dobry, kiedy sypie pienidze na jej ochron... 
Powiem ci, Belu, e twoja ciotka nigdy ju nie bdzie mie rozumu... 
W pannie Izabeli odezway si dawne gorycze. 
- Moe ciocia nie uwaa za stosowne okazywa tylu wzgldw kupcowi - rzeka 
rumienic si. 
- Kupiec!... kupiec!... - wybuchna prezesowa. - Wokulscy s tak dobr szlacht 
jak Starscy, a nawet Zasawscy... A co si tyczy kupiectwa... Moja Belu, 
Wokulski nie sprzedawa tego, co dziadek twojej ciotki... Moesz jej to 
powiedzie przy okazji. Wol uczciwego kupca anieli dziesiciu austriackich 
hrabiw. Znam ja dobrze warto ich tytuw. 
- Przyzna pani jednak, e urodzenie... 
Prezesowa rozemiaa si ironicznie. 
- Wierz mi, Belu, e urodzenie jest najmniejsz zasug tych, ktrzy si rodz. A 
co do czystoci krwi... Ach, Boe! wielkie to szczcie, e nie bardzo 
zajmujemy si sprawdzaniem tych rzeczy. Powiadam ci, e o czyim urodzeniu 
nie warto rozmawia z ludmi starymi jak ja. Tacy bowiem zwykle pamitaj 
dziadw i ojcw i nieraz dziwi si: dlaczego wnuk jest podobny do 
kamerdynera, a nie do ojca. No, wiele si tumaczy zapatrzeniem. 
- Pani jednak bardzo lubi pana Wokulskiego - szepna panna Izabela. 
- Tak jest, bardzo! - zawoaa z moc staruszka. - Kochaam jego stryja, przez 
cae ycie byam nieszczliwa dlatego tylko, e oderwano mnie od niego, i to z 
tych samych pobudek, dla ktrych twoja ciotka usiuje dzi lekceway 
Wokulskiego. Ale on nie da sob pomiata, o nie!... - mwia prezesowa. - Kto z 
takiej ndzy potrafi wydoby si, kto bez cienia zarzutu zrobi majtek, 
wyksztaci si tak jak on, ten moe nie dba o opinie salonw. Wiesz chyba, 
jak on dzi gra rol i po co jedzi do Parya... Ot zapewniam ci, e nie on 
do salonw; ale salony do niego przyjd, a pierwsz bdzie twoja ciotka, jeeli 
zdarzy si interes. Ja znam salony lepiej ni ty, moje dziecko, i wierz mi, e one 
bardzo prdko znajd si w przedpokoju Wokulskiego. To nie taki prniak jak 
Starski ani marzyciel jak ksi, ani pgwek jak Krzeszowski... To czowiek 
czynu... Szczliw bdzie kobieta, ktr on wybierze za on... Na 
nieszczcie, nasze panny maj wicej wymaga anieli dowiadczenia i serca. 
Cho nie wszystkie... No, ale przepraszam ci, jeeli wypowiedziaam ostrzejszy 
wyraz. Zaraz bdzie obiad. 
Po tych sowach prezesowa wysza zostawiajc pann Izabel pogron w 
gbokim namyle. 
 Z pewnoci mgby zastpi barona, o, jeszcze i jak... - mwia w sobie 
panna Izabela. - Tamto czowiek zuyty i mieszny, tego przynajmniej szanuj 
ludzie. Kazia Wsowska zna si na tym, tote wzia go na spacer... Ha, 
zobaczymy, czy pan Wokulski potrafi by wiernym...adna wierno jedzi z 
inn kobiet na spacery!... To bardzo po rycersku... 
Prawie w tej chwili Wokulski wraca z pani Wsowsk z przejadki i na 
folwarcznym dziedzicu zobaczy powz, od ktrego odprzgano konie. Tkno 
go jakie nieokrelone przeczucie, ale nie mia pyta; nawet uda, e nie patrzy 
na powz. Przed paacem odda konia chopcu, a innemu chopcu kaza 
przynie wody do swego pokoju. I wanie kiedy mia zapyta, kto przyjecha? 
co cisno go za gardo i nie mg sowa przemwi. 
Co za gupstwo! - myla. - Choby nawet i ona, wic c z tego?... jest tak 
sam kobiet jak pani Wsowska, panna Felicja, panna Ewelina... A ja znowu 
nie jestem takim jak baron... 
Ale tak mwic czu, e ona dla niego jest inn ni inne kobiety i e gdyby 
zadaa, zoyby u jej ng majtek, nawet ycie. 
Gupstwo! gupstwo!... - szepta chodzc po pokoju. - Jest tu przecie jej 
wielbiciel, pan Starski, z ktrym umawiali si, e wesoo przepdz wakacje... 
Pamitam te spojrzenia, ach..: 
Gniew w nim zakipia. 
Zobaczymy, panno Izabelo: kim ty jeste i co jeste warta? Teraz ja bd 
twoim sdzi... - pomyla. Zapukano do drzwi, wszed stary lokaj Obejrza si 
po pokoju i rzek przyciszonym gosem: 
- Janie pani kazaa powiedzie, e jest panna cka i e jeeli janie pan gotw, 
to prosi na obiad... 
- Powiedzcie, e natychmiast su - odpar Wokulski. Po wyjciu sucego 
chwil posta w oknie patrzc na park owietlony ukonymi promieniami soca 
i na krzak bzu, na ktrym wesoo wiegotay ptaki. Patrzy, ale serce nurtowaa 
mu gucha obawa na myl, w jaki sposb przywita si z pann Izabel... 
 Co ja jej powiem i jak bd wyglda?  Zdawao mu si, e wszystkie oczy 
zwrc si na nich i e on musi skompromitowa si jakim niewaciwym 
czynem. 
Albo nie powiedziaem jej, e jestem dla nich wiernym sug... jak pies!... 
Trzeba jednak i tam... 
Wyszed, znowu wrci do siebie i znowu wyszed na korytarz. Zblia si do 
drzwi powoli, noga za nog, czujc, e zamiera w nim wszelka energia, e jest 
jak prostak, ktry ma stan przed krlem. 
Wzi za klamk, lecz zatrzyma si... W pokoju jadalnym rozlega si miech 
kobiecy. Pociemniao mu w oczach, chcia uciec i powiedzie przez sucego, 
e jest chory. Nagle usysza za sob czyje kroki i popchn drzwi. 
W gbi pokoju zobaczy cae towarzystwo, a przede wszystkim pann Izabel 
rozmawiajc ze Starskim. Ona tak samo patrzya na Starskiego. a on mia ten 
sam ironiczny umiech jak wwczas w Warszawie. 
Wokulski w jednej chwili odzyska energi; fala gniewu uderzya mu do mzgu. 
Wszed z podniesion gow, przywita prezesow i ukoni si pannie Izabeli, 
ktra zarumieniwszy si wycigna do niego rk. 
- Witam pani. Jake si miewa pan cki? 
- Papo troch przyszed do siebie... Zasya panu ukony... 
-Bardzo jestem obowizany za askaw pami. A pani hrabina? 
- Ciocia jest zupenie zdrowa. Prezesowa siada na fotelu; obecni poczli 
zajmowa miejsca przy stole. 
- Panie Wokulski, pan siada przy mnie - odezwaa si pani Wsowska. 
- Z najwiksz chci, o ile onierz ma prawo siada w obecnoci swego 
komendanta. 
- Czy ju wzia ci pod komend, panie Stanisawie? - zapytaa z umiechem 
prezesowa. 
-Ale jak! Nieczsto odbywa si podobn musztr... 
- Mci si za to, e wodziam go po manowcach - wtrcia pani Wsowska. 
- Po manowcach jedzi najprzyjemniej - odpar Wokulski. 
-Byem pewny, e tak bdzie, ale nie sdziem, e tak prdko...odezwa si 
baron ukazujc swj pikny garnitur sztucznych zbw. 
- Niech mi kuzyn przysunie sl - rzeka panna Izabela do Starskiego. 
- Su... Ach, rozsypaem!... Pokcimy si. 
- Ju chyba nam ten wypadek nie grozi - odpara panna Izabela z komiczn 
powag. 
-Czy zobowizalicie si nigdy nie kci? -zapytaa pani Wsowska. 
- Nie mamy zamiaru nigdy przeprasza si - odpowiedziaa panna Izabela. 
- adnie! - rzeka pani Wsowska. - Na paskim miejscu, panie Kazimierzu, 
teraz straciabym wszelk nadziej. 
- Albo mi j wolno byo kiedy mie! - westchn Starski. 
- Prawdziwe szczcie dla nas obojga... - szepna panna Izabela. Wokulski 
sucha i patrzy Panna Izabela rozmawiaa naturalnie, w bardzo spokojny 
sposb, artujc ze Starskiego, ktry wcale nie zdawa si tym martwi. 
Natomiast od czasu do czasu spoglda ukradkiem na pann Ewelin Janock, 
ktra szepczc z baronem, rumienia si i blada. 
Wokulski uczu, e z serca zsuwa si mu ogromny ciar. 
Oczywicie - myla - jeeli w tym towarzystwie Starski zajmuje si kim, to 
tylko pann Ewelin, a ona nim... 
W tej chwili obudzia si w nim rado i wielka yczliwo dla oszukiwanego 
barona. 
Ju ja go nie bd ostrzega! -rzek w duchu. A potem doda, e takie 
zadowolenie z cudzej biedy jest jednak bardzo podym uczuciem. 
Obiad skoczy si, panna Izabela zbliya si do Wokulskiego. 
- Wie pan - rzeka - jakiego doznaam uczucia na widok pana? Oto alu. 
Przypomniaam sobie, e mielimy we troje jecha do Parya: ja, ojciec i pan, i 
e z naszej trjki los by dobry tylko dla pana. Bawi si pan przynajmniej?... Za 
nas troje?... Musi mi pan odstpi trzeci cz doznanych wrae. 
-A gdyby nie byy wesoe? 
- Dlaczego? - Choby dlatego, e pani nie byo tam, gdzie mielimy by razem. 
- O ile wiem, umie pan jednak bawi si dobrze tam, gdzie mnie nie ma odpara 
panna Izabela i odesza. 
- Panie Wokulski!... - zawoaa pani Wsowska. Lecz spojrzawszy na niego i na 
pann Izabel rzeka tonem niechci: 
- Albo nie... ju nic... Daj panu na dzi urlop. Moi pastwo, chodmy do parku. 
Panie Ochocki... 
- Pan Ochocki ma mnie dzi uczy meteorolog - odezwaa si panna Felicja. 
- Meteorologii?... - powtrzya pani Wsowska. 
- A tak... Wanie zaraz idziemy na gr do obserwatorium... 
- Czy pan tylko meteorologi ma zamiar wykada? -spytaa pani Wsowska. -
Na wszelki jednak wypadek radziabym zapyta babci, co ona sdzi o tej 
meteorologii... 
- Pani zawsze musi mi zrobi jaki skandal! - oburzy si Ochocki. - Pani moe 
ze mn jedzi po wertepach, ale pannie Felicji nie wolno nawet zajrze do 
obserwatorium. 
-Ale zagldajcie sobie, moi kochani, tylko ju raz idmy do parku. Baronie... 
Belu... Wyszli. W pierwsz par pani Wsowska z pann Izabel, za nimi 
Wokulski, dalej baron z narzeczon, a na kocu panna Felicja z Ochockim, 
ktry rozrzuca rkoma i prawi: 
-Nic nigdy nie pozna pani nowego, chyba cudacki kapelusz albo sidm czy 
sm figur kontredansa, jeeli jaki pgwek wymyli j. Nic i nigdy!... doda 
dramatycznym gosem - bo zawsze znajdzie si jaka baba... 
- Fe! panie Julianie, kt tak mwi?... 
- Tak, nieznona baba, ktra bdzie uwaa to za nieprzyzwoite, e pani ze mn 
pjdzie do laboratorium... 
- Bo moe to naprawd jest le... 
- Tak, le!... Dekoltowa si do pasa jest dobrze, bra lekcje piewu od jakiego 
Wocha, ktry nie czyci paznokci... 
- Ale widzi pan... Bo gdyby mode panny cigle sam na sam przebyway z 
modymi ludmi, to mogaby si ktra zakocha... 
- Wic c z tego? Niech si kocha... Czy lepiej, aeby i nie kochaa si, i bya 
gupia?... Pani jest dzika kobieta, panno Felicjo... 
- O panie... 
- No, niech mi pani nie zawraca gowy swymi wykrzyknikami. Albo pani chce 
uczy si meteorologii, a w takim razie idmy na gr... 
- Ale z Ewelink albo z pani Wsowsk. 
- Dobrze, dobrze... Dajmy ju spokj tej zabawie - zakoczy Ochocki, na znak 
gniewu kadc rce w kieszenie. Moda para rozmawiaa tak krzykliwie, e 
sycha j byo w caym parku, ku wielkiemu zadowoleniu pani Wsowskiej, 
ktra zanosia si ze miechu. Gdy umilkli, do uszu Wokulskiego dolecia szept 
barona i panny Eweliny. 
- Prawda - mwi baron - jak ten Starski traci?... Z kadym dniem, panie, traci. 
Pani Wsowska artuje z niego, panna Izabela lekceway go w najwyszym 
stopniu, a nawet nie zajmuje si nim panna Felicja. Zauwaya pani?... 
- Tak - cicho szepna narzeczona. 
-Jest to jeden z tych modych ludzi, ktrych ca ozdob stanowiy widoki na 
duy spadek. Czy nie mam racji?.. 
-Tak. 
-Gdy za upada nadzieja zapisu prezesowej, Starski przesta by interesujcy. 
Wszak prawda?... - Tak - odpara panna Ewelina z cikim westchnieniem. Sid 
tu - dodaa gono - a pan moe mi przyniesie szal z 
pokoju...Przepraszam... Wokulski odwrci gow. Panna Ewelina upada na 
awk blada i zmczona, a baron wdziczy si do niej. 
- Id natychmiast - rzek. - Panie Wokulski... - doda spostrzegszy Wokulskiego 
-moe pan zechce mnie zastpi... Biegn i wracam za chwil... Pocaowa 
narzeczon w rk i poszed ku paacowi. Teraz dopiero Wokulski spostrzeg, e 
baron ma nogi bardzo cienkie i nieosobliwie nimi wada. 
- Pan dawno zna barona? - spytaa panna Ewelina Wokulskiego. - Przejdmy si 
troch ku altance... 
- Wanie dopiero w tych dniach miaem przyjemno zbliy si z nim. 
- On dla pana jest z wielkim uwielbieniem... Mwi, e pierwszy raz spotka 
czowieka tak miego w rozmowie... Wokulski umiechn si. 
- Zapewne - rzek - dlatego, e on sam cigle mwi do mnie o pani. Panna 
Ewelina mocno si zarumienia. 
- Tak, to bardzo zacny czowiek, bardzo mnie kocha... Jest wprawdzie midzy 
nami rnica wieku, ale i c to szkodzi? Dowiadczone panie utrzymuj, e im 
m starszy, tym wierniejszy, a wszake dla kobiety przywizanie ma jest 
wszystkim, prawda, panie? Kada z nas szuka w yciu mioci, kto mi za 
zarczy, e spotkam drug, podobn do tej?... S ludzie modsi od niego, 
przystojniejsi, moe nawet zdolniejsi; aden z nich jednak nie powiedzia mi z 
tak serdecznym zapaem, e ostatnie szczcie jego ycia jest w moim rku. Czy 
mona si temu oprze, choby nawet zezwolenie z naszej strony wymagao 
pewnej ofiary, niech pan sam powie? Zatrzymaa si w alei i patrzya mu w 
oczy, z niepokojem oczekujc na odpowied. 
- Nie wiem, pani. To sprawa uczu osobistych - odpar. 
- To le, e mi pan tak odpowiada. Babcia mwi, e pan jest czowiekiem 
wielkiego charakteru; ja dotychczas nigdy nie spotykaam ludzi z wielkim 
charakterem, a sama mam bardzo saby. Nie umiem oprze si niczemu, Lkam 
si odmawia... Moe le robi, a przynajmniej niektre osoby daj mi do 
zrozumienia, e le robi wychodzc za barona. Czy i pan tak sdzi? Czy pan 
potrafiby usun si od kogo, kto by powiedzia, e pana kocha nad wasn 
dusz, e bez wzajemnoci pana niewielka reszta ycia, jaka zostaa, zejdzie mu 
w osamotnieniu rozpaczy? Gdyby kto w oczach paskich zapada w przepa i 
bagao ratunek, czy nie podaby mu pan rki i w ten sposb nie przyku si do 
niego, dopki nie nadeszaby pomoc? 
-Nie jestem kobiet i nigdy nie byem proszony o sptanie mego ycia na czyj 
korzy, wic nie wiem, co bym zrobi - odpar wzburzony Wokulski. - To tylko 
wiem jako mczyzna, e nie potrafibym ebra nawet o mio. I jeszcze pani 
powiem - doda patrzcej na niego z odchylonymi ustami -nie tylko nie 
prosibym, ale wprost nie przyjbym wyebranej ofiary z czyjego serca. Takie 
dary zwykle bywaj tylko poowiczne... Boczn ciek bieg do nich Starski, 
bardzo zaaferowany, mwic: 
- Panie Wokulski, damy szukaj pana w lipowej alei... Jest moja babka, pani 
Wsowska... Wokulski zawaha si, co ma zrobi w tej chwili. 
- O, niech si pan mn nie krpuje - rzeka, mocniej ni zwykle zaczerwieniona, 
panna Ewelina. -Zreszt zaraz nadejdzie baron i we troje dogonimy pastwa... 
Wokulski poegna ich i poszed. Pikne rzeczy! - myla. - Panna Ewelina 
przez lito wychodzi za barona i zapewne przez lito romansuje ze Starskim... 
Rozumiem kobiet, ktra wychodzi za m dla pienidzy, cho to gupi rodzaj 
zarobku... Rozumiem nawet matk, ktra po szczliwym poyciu nagle 
zakocha si i oszukuje ma... Nieraz zmusza j do tego obawa skandalu, dzieci, 
tysice pt... Ale panna oszukujca narzeczonego jest zupenie nowym 
zjawiskiem... 
- Panno Ewelino!... Panno Ewelino!... - woa baron zbliajc si w stron 
Wokulskiego. Ten nagle skrci i wpad midzy gazony. 
Ciekawym - szepn - co mu powiem, jeeli mnie spotka?... Po diaba ja 
wlazem w to boto?... 
- Panno Ewelino!... Panno Ewelino!... - woa baron ju znacznie dalej. 
 Sowik wabi samiczk - myla Wokulski. - Waciwie jednak, czy mona 
absolutnie potpia nawet t kobiet?... Sama przyznaje gono, e nie ma 
charakteru, a po cichu - e trzeba jej pienidzy, ktrych nie posiada i bez 
ktrych, jak ryba bez wody, y nie potrafi. Wic c ma robi?... Wychodzi 
nieszczliwa bogato za m. A e jednoczenie serce odzywa si w niej, 
wielbiciel namawia j, aeby sza za m, i oboje sdz, e pieszczota starego 
ma nie zepsuje im smaku, wic robi nowy wynalazek: zdrad przed lubem, 
nie starajc si nawet o patent. Wreszcie moe s a tak cnotliwi, e umwili 
si, i zdradz go dopiero po lubie... Bardzo adne towarzystwo!... Spoeczno 
wytwarza niekiedy ciekawe produkta... I pomyle, e, kademu z nas moe 
trafi si podobny specja!... Doprawdy, naleaoby troch mniej ufa poetom, 
kiedy zachwalaj mio jako najwysze szczcie... 
- Panno Ewelino!... Panno Ewelino!... - odzywa si jkliwie baron. 
C to za poda rola - szepn Wokulski. -Wolabym w eb sobie strzeli 
anieli wyj na podobnego bazna. 
W bocznej alei, przy folwarku, spotka panie, z ktrymi bya prezesowa i jej 
pokojwka ze swym koszem. 
- A, jeste - rzeka staruszka do Wokulskiego - to dobrze. Poczekajcie tutaj na 
Ewelink z baronem, ktry j moe nareszcie znajdzie - dodaa lekko marszczc 
brwi -a my z Kazi pjdziemy do koni. 
-Pan Wokulski mgby take poczstowa cukrem swego konia, ktry tak go 
dzi dobrze nosi - wtrcia nieco zadsana pani Wsowska. 
- Daje mu spokj - przerwaa prezesowa. - Mczyni lubi tylko jedzi, ale 
nie pieci si. 
- Niewdzicznicy! - szepna pani Wsowska podajc rk prezesowej. Odeszy 
i wkrtce zniky za furtk. Pani Wsowska obejrzaa si, lecz spostrzegszy, e 
Wokulski patrzy na ni, szybko odwrcia gow. 
- Czy szukamy narzeczonych? - spytaa panna Izabela. 
-Jak pani kae - odpar Wokulski. 
- To moe lepiej zostawi ich w spokoju. Podobno szczliwi nie lubi 
wiadkw. - Pani nigdy nie bya szczliwa?... 
- Ach, ja!... Owszem... Ale nie w ten sposb jak Ewelinka i baron. Wokulski 
uwanie spojrza na ni. Bya zamylona i spokojna jak posg greckich bogi. 
,No, ju ta nie bdzie oszukiwa - pomyla Wokulski. Szli jaki czas w 
milczeniu ku najdzikszej stronie parku. Kiedy niekiedy spomidzy starych 
drzew migno okno paacu, poyskujc czerwonymi blaskami zachodu. 
- Pan by pierwszy raz w Paryu? - spytaa panna Izabela. 
- Pierwszy. 
- Prawda, jakie to cudowne miasto?!... - zawoaa nagle, patrzc mu w oczy. -
Niech mwi, co chc, ale Pary, nawet zwyciony, nie przesta by stolic 
wiata. Czy i na panu zrobi takie wraenie?... 
- Imponujce. Zdaje mi si, e po kilkutygodniowym pobycie przybyo mi si i 
odwagi. Naprawd, tam dopiero nauczyem si by dumnym z tego, e pracuj. 
-Niech mi pan to objani. 
- Bardzo atwo. U nas praca ludzka wydaje mierne rezultaty: jestemy ubodzy i 
zaniedbani. Ale tam praca janieje jak soce. C to za gmachy, od dachw do 
chodnikw pokryte ozdobami jak drogocenne szkatuki. A te lasy obrazw i 
posgw, cae puszcze machin, a te odmty wyrobw fabrycznych i 
rkodzielniczych!... Dopiero w Paryu zrozumiaem, e czowiek jest tylko na 
pozr istot drobn i wt. W rzeczywistoci jest to genialny i niemiertelny 
olbrzym, ktry z rwn atwoci przerzuca skay, jak i rzebi z nich co 
subtelniejszego od koronek. 
- Tak odpowiedziaa panna Izabela. - Arystokracja francuska miaa mono i 
czas stworzy te arcydziea. 
- Arystokracja?... - spyta Wokulski. Panna Izabela zatrzymaa si w alei. 
- Chyba nie zechce pan twierdzi, e galerie Luwru stworzya Konwencja albo 
przedsibiorcy artykuw paryskich? 
- Z pewnoci, e nie, ale te nie stworzyli ich magnaci. Jest to zbiorowe dzieo 
francuskich budowniczych, mularzy, cielw, wreszcie malarzy i rzebiarzy 
caego wiata, ktrzy nic wsplnego nie maj z arystokracj. Wyborne jest to 
wieczenie prniakw zasugami i prac ludzi genialnych, a choby tylko pracujcych!... 
- Prniacy i arystokracja! - zawoaa panna Izabela. - Myl, e zdanie to jest 
raczej silne anieli suszne. 
-Pozwoli mi pani zada jedno pytanie? -spyta Wokulski. 
- Sucham. 
-Naprzd cofn wyraz: prniacy, jeeli on pani razi, a nastpnie... Niech mi 
pani raczy wskaza czowieka z tej sfery, o jakiej mwimy, ktry by co robi?... 
Znam tych panw okoo dwudziestu, s to rwnie znajomi pani. C wic robi 
oni wszyscy poczwszy od ksicia, najzacniejszej w wiecie osobistoci, ktry 
wreszcie moe tomaczy si wiekiem, a skoczywszy... choby na panu 
Starskim, ktry swoich wiecznie trwajcych wakacyj nie moe tomaczy nawet 
pooeniem majtkowym. 
-Ach, mj kuzynek!... On chyba nigdy nie mia zamiaru suy w czymkolwiek 
za przykad. Zreszt nie mwimy o naszej arystokracji, tylko o francuskiej. 
-A tamci co robi? 
- O, panie Wokulski, tamci duo robili. Przede wszystkim stworzyli Francj, 
byli jej rycerzami, wodzami, ministrami i kapanami. A nareszcie zgromadzili te 
skarby sztuki, ktre pan sam podziwia. 
-Niech pani powie: tamci duo rozkazywali i wydawali pienidzy, stworzy 
jednak Francj i sztuk kto inny. Tworzyli j le wynagradzani onierze i 
marynarze, przywaleni podatkami rolnicy i rkodzielnicy, a nareszcie uczeni i 
artyci. Jestem czowiekiem dowiadczonym i zapewniam pani, e atwiej 
projektowa anieli wykonywa i atwiej wydawa pienidze anieli je 
gromadzi. 
-Pan jest nieprzejednanym wrogiem arystokracji. 
- Nie, pani, nie mog by wrogiem tych, ktrzy w niczym mi nie szkodz. Sdz 
tylko, e zajmuj oni uprzywilejowane miejsca bez zasugi i e dla utrzymania 
si na nich apostouj w spoeczestwach pogard dla pracy, a cze dla 
prniaczego zbytku. 
-Jest pan uprzedzony, gdy nawet i ta, jak pan mwi, prnujca arystokracja 
odgrywa wan rol na wiecie. To, co pa nazywa zbytkiem, jest waciwie 
wygod, przyjemnoci i polorem, ktrej od arystokracji ucz si nawet nisze 
stany i tym sposobem cywilizuj si. Syszaam od bardzo liberalnych ludzi, e 
w spoeczestwach musz by klasy pielgnujce nauki, sztuki i wykwintne 
obyczaje, raz dlatego, aeby inni mieli w nich ywe wzory, a po wtre, aeby 
mieli podniet do szlachetnych czynw. Tote w Anglii i Francji niejeden 
czowiek, nawet prostego pochodzenia, skoro tylko zdobdzie majtek, przede 
wszystkim urzdza sobie dom, aby mg w nim przyj ludzi z dobrego 
towarzystwa, a nastpnie stara si tak postpowa, aeby sam zosta przyjty. 
Silny rumieniec wystpi na twarz Wokulskiego. Panna Izabela nie patrzc 
spostrzega to i mwia dalej 
- Nareszcie to, co pan nazywa arystokracj, a co ja nazwaabym klas wysz, 
stanowi dobr ras. Moe by, e pewna cz jej za wiele prnuje; lecz gdy 
ktry wemie si do czegokolwiek, natychmiast odznaczy si: energi, 
rozumem, a choby tylko szlachetnoci. Przepraszam, e zacytuj tutaj sowa, 
ktre czsto ksi powtarza mi o panu: Gdyby Wokulski nie by dobrym 
szlachcicem, nie byby tym, czym jest dzisiaj... 
- Myli si ksi - odpar sucho Wokulski. - Tego, co posiadam i co umiem, nie 
dao mi szlachectwo, ale cika praca. Robiem wicej, wic mam wicej ni 
inni. 
- Ale czy mgby pan robi wicej urodziwszy si kim innym? - spytaa panna 
Izabela. - Mj kuzyn Ochocki jest przyrodnikiem i demokrat, jak pan, a mimo 
to wierzy w dobre i ze rasy, tak samo jak ksi. On rwnie przytacza pana 
jako dowd dziedzicznoci. Wokulski -mwi - od losu ma powodzenie, ale 
tgo ducha ma od rasy. 
- Bardzo jestem wdziczny tym wszystkim, ktrzy robi mi zaszczyt 
zaliczaniem do jakiej uprzywilejowanej rasy - rzek Wokulski. - Pomimo to 
nigdy nie uwierz w przywileje bez pracy i zawsze bd wyej stawia le 
urodzone zasugi od dobrze urodzonych pretensyj. 
-Wic wedug pana nie jest zasug pielgnowanie delikatniejszych uczu i 
wykwintniejszych obyczajw? 
- Owszem, jest, ale tak rol w spoeczestwie odgrywaj kobiety. Im natura 
daa tkliwsze serca, ruchliwsz wyobrani, subtelniejsze zmysy, i one to, nie 
za arystokracja, utrzymuj w yciu codziennym wykwintno, w obyczajach 
agodno, a nawet umiej budzi w nas najwzniolejsze uczucia. T lamp, 
ktrej blaski ozacaj drog cywilizacji, jest kobieta. Ona te bywa niewidzialn 
spryn czynw wymagajcych niezwykego natenia si... Teraz panna 
Izabela zarumienia si. 
Szli jaki czas w milczeniu. Soce ju schowao si za widnokrg, a midzy 
drzewami parku na zachodzie byszcza sierp ksiyca. Wokulski, gboko 
zamylony, porwnywa w duchu dwie dzisiejsze rozmowy, jedn z pani 
Wsowsk, drug z pann Izabel. 
Jakie to inne kobiety!... I czy nie miaem racji przywiza si do tej oto... 
- Czy mog zada panu draliwe pytanie? - odezwaa si nagle panna Izabela 
mikkim gosem. 
- Choby najdraliwsze. 
- Prawda, e wyjeda pan do Parya bardzo obraony na mnie?. 
Chcia odpowiedzie, e to byo co gorszego od obrazy, gdy posdzenie o 
obud, ale milcza. 
- Jestem winn wobec pana... Posdzaam pana... 
- Czy nie o malwersacj w nabyciu domu ojca pani za porednictwem ydw? spyta 
umiechajc si Wokulski. 
- O nie! - odpara ywo. - Przeciwnie, posdzaam pana o czyn wysoce 
chrzecijaski, ktrego jednak nie mogabym nikomu przebaczy. Przez chwil 
mylaam, e nasz dom kupi pan... za drogo... 
-Dzi chyba uspokoia si pani. 
- Tak. Ju wiem, e baronowa Krzeszowska chce za niego da dziewidziesit 
tysicy. 
- Doprawdy? Jeszcze nie rozmawiaa ze mn, cho przewidywaem, e to 
nastpi. 
- Bardzo ciesz si, e si tak stao, e pan nic nie straci, gdy...dopiero teraz 
mog panu podzikowa z caego serca - mwia panna Izabela podajc mu 
rk. - Rozumiem donioso paskiej usugi. Mj ojciec mia by skrzywdzony, 
po prostu obdarty przez baronow, a pan uratowa go od ruiny, moe od 
mierci... Takich rzeczy nie zapomina si... Wokulski pocaowa j w rk. 
- Ju wieczr - rzeka zmieszana - wracajmy do domu... Cae towarzystwo 
pewnie wyszo z parku... 
Jeeli ona nie jest anioem, to ja jestem psem!... - pomyla Wokulski. 
Wszyscy ju byli w paacu, gdzie wkrtce podano kolacj. Wieczr zeszed 
wesoo. Okoo jedynastej Ochocki odprowadzi Wokulskiego do jego 
mieszkania. 
- C? - rzek Ochocki - sysz, e rozmawialicie pastwo z kuzynk Izabel o 
arystokracji?... Przekonae j pan, e to hoota?... 
- Nie! Panna Izabela zanadto dobrze broni swoich tez. Jak ona wietnie 
rozmawia!... - odpar Wokulski usiujc ukry pomieszanie. 
- Musiaa panu mwi, e arystokracja pielgnuje nauki i sztuki, e jest 
mistrzyni dobrych obyczajw, a jej stanowisko celem, do ktrego d 
demokraci, i tym sposobem uszlachetniaj si... Cigle sysz te argumenta; 
uszami ju mi si wylewaj. 
-Sam pan wierzysz jednak w dobr krew -rzek przykro dotknity Wokulski. 
- Rozumie si... Ale ta dobra krew musi by cigle odwieana, gdy inaczej 
prdko si psuje - odpowiedzia Ochocki. - No, ale dobranoc panu. Zobacz, co 
mwi aneroid, gdy barona amie po kociach i jutro moemy mie sot. 
Ledwie wyszed Ochocki, w pokoju Wokulskiego ukaza si baron, kaszlcy, 
rozgorczkowany, ale umiechnity. 
- A, a... adnie! - mwi, a powieki drgay mu nerwowo adnie... zdradzi mnie 
pan... zostawi pan moj narzeczon sam w parku... artuj... artuj - doda 
ciskajc Wokulskiego za rk - ale... Cho naprawd mgbym mie do pana 
pretensj, gdyby nie to, e wrciem do wczenie i... akurat zetknem si z 
panem Starskim, ktry z przeciwnego koca alei szed ku naszej stronie... 
Wokulski ju po raz drugi tego wieczora zarumieni si jak wyrostek. 
Po co ja wpadem w t sie intryg i oszustw! - pomyla, cigle jeszcze 
rozdraniony sowami Ochockiego. Baron zakaszla si i odpoczwszy prawi 
dalej znionym gosem: 
- Niech pan jednak nie przypuszcza, e jestem zazdrosny o narzeczon... Byoby 
to bardzo niskie z mojej strony... To nie kobieta, to anio, ktremu kadej chwili 
powierzybym cay majtek, ycie. Co mwi, ycie?... zoybym w jej rce 
ycie wieczne, tak spokojny, tak pewny o siebie jak to, e jutro soce wejdzie... 
Soca mog nie zobaczy, bo, mj Boe, kady z nas jest miertelny, ale... Ale 
o ni nie mam obawy, cienia obawy, daj panu sowo, panie Wokulski... Oczom 
wasnym nie wierzybym, nie tylko czyim tam podejrzeniom albo 
pswkom... - zakoczy goniej. 
Ale, widzi pan - zacz po chwili - ten Starski to obrzydliwa figura. Nikomu nie 
powiedziabym tego, ale... wie pan, jak on postpuje z kobietami?... Myli pan, 
e wzdycha, umizga si, baga o dobre swko, o ucisk rki?... Nie, on je 
traktuje jak samice, w najbrutalniejszy sposb... Dziaa im na nerwy rozmow, 
spojrzeniami... 
Baron zaci si, oczy mu krwi nabiegy; Wokulski sucha go i nagle rzek 
cierpkim tonem: 
- Kto wie, mj baronie, czy Starski nie ma racji. Nas nauczono widzie w 
kobietach anioy i tak te je traktujemy. Jeeli one jednak s przede wszystkim 
samicami, to my wydajemy si w ich oczach gupsi i niedoniejsi, ni 
jestemy, a Starski musi triumfowa. Ten jest panem kasy, kto posiada waciwy 
klucz do zamku, baronie! - zakoczy ze miechem. 
- Pan to mwisz, panie Wokulski?... 
- Ja, panie, i nieraz pytam si, czy my nie zanadto ubstwiamy kobiety, czy w 
ogle nie traktujemy ich zbyt powanie; powaniej i uroczyciej ni siebie 
samych 
- Panna Ewelina naley do wyjtkw!... - zawoa baron. 
- Istnieniu wyjtkw nie przecz, kto wie jednak, czy taki Starski nie odkry 
oglnego prawida. 
- Moe by - odpar zirytowany baron - ale to prawido nie stosuje si do panny 
Eweliny. I jeeli chroni j... a raczej nie ycz jej stosunkw ze Starskim, gdy 
ona sama si chroni, to tylko dlatego, aeby podobny czowiek nie skala jej 
czystej myli jakim wyrazem... No, ale pan jest znuony... Przepraszam za 
wizyt w tak niewaciwej porze. 
Baron wyszed, cicho zamykajc drzwi; Wokulski zosta sam, pogrony w 
niewesoych mylach: 
Co ten Ochocki mwi, e argumenta panny Izabeli ju mu si wylewaj 
uszami? Wic to, co syszaem od niej, nie byo wybuchem zadranitego 
uczucia, ale dawno wyuczon lekcj?... Wic jej dowodzenia, uniesienia, a 
nawet wzruszenia s tylko sposobami, za pomoc ktrych dobrze wychowane 
panny czaruj takich jak ja gupcw?... 
A moe po prostu on kocha si w niej i chce j zdyskredytowa w moich 
oczach?... No, jeeli kocha, po c j ma dyskredytowa; niech powie, a ona 
niech wybiera... Naturalnie, e Ochocki ma wicej szans anieli ja; tak jeszcze 
nie straciem rozumu, aeby tego nie ocenia...Mody, pikny, genialny... Ha!... 
niech wybiera: saw czy pann Izabel... 
Zreszt - cign dalej w myli - co mnie obchodzi, e panna Izabela uywa 
zawsze tych samych argumentw w swoich dysputach. Ani ona nie jest Duchem 
witym, aeby wymyla coraz nowe, ani ja jestem tak osobliwoci, aeby 
dla mnie warto byo sili si na oryginalno. Niech sobie mwi, jak chce... 
Waniejsze to, e chyba do niej nie stosuje si oglne prawido o kobietach... 
Pani Wsowska to przede wszystkim pikna samica, ale ona nie... 
Czy nie tak samo mwi baron o swojej pannie Ewelinie?... 
Lampa gasa. Wokulski zdmuchn j i rzuci si na ko. 
Przez dwa nastpne dnie pada deszcz i gocie zasawscy nie opuszczali paacu. 
Ochocki wzi si do ksiek i prawie nie pokazywa si, panna Ewelina 
chorowaa na migren, panny Izabela i Felicja czytay francuskie ilustracje, a 
reszta towarzystwa, pod przewodnictwem prezesowej, zasiada do wista. 
Przy tej okazji Wokulski spostrzeg, e pani Wsowska zamiast kokietowa go, 
do czego cigle nastrczaa si sposobno, zachowuje si bardzo obojtnie. 
Uderzyo go za, e gdy Starski chcia j raz pocaowa w rk, wyrwaa j i 
obraona zapowiedziaa mu, aeby nigdy nie way si tego robi. Gniew jej by 
tak szczery, e sam Starski zdziwi si i zmiesza, a baron, cho mu nie sza 
karta, by w doskonaym humorze. 
- Czy i mnie nie pozwoli pani ucaowa swej rczki?... - rzek baron w jaki czas 
po owym wypadku. 
-Panu owszem -odpara podajc mu rk. Baron ucaowa j jak relikwi 
spogldajc z triumfem na Wokulskiego, ktry pomyla, e jego utytuowany 
przyjaciel moe nie ma powodu do zbyt wielkiej uciechy,. Starski z takim 
zajciem patrzy w karty, e zdawa si nie uwaa na to, co zaszo. 
Na trzeci dzie wypogodzio si, a na czwarty byo ju tak piknie i sucho, e 
panna Felicja zaproponowaa spacer na rydze. 
Prezesowa tego dnia kazaa poda wczeniej drugie niadanie, a pniej obiad. 
Okoo wp do pierwszej przed paac zajecha brek i pani Wsowska daa haso 
do wsiadania. 
- pieszymy si, bo szkoda czasu... Gdzie twj szal, Ewelinko?.. Suce niech 
sid do bryczki i zabior kosze. A teraz - dodaa, przelotnie spojrzawszy na 
Wokulskiego -kady z panw wybierze sobie dam... 
Panna Felicja chciaa protestowa, ale w tej chwili baron podskoczy do panny 
Eweliny, a Starski do pani Wsowskiej, ktra przygryzajc usta rzeka: 
- Mylaam, e ju mnie pan nigdy nie wybierze... I posaa Wokulskiemu 
piorunujce wejrzenie. 
- To my, kuzynko, bdziemy trzyma si razem - odezwa si Ochocki do panny 
Izabeli. - Ale w takim razie musi pani si przy kole, bo ja powo. 
- Pani Wsowska nie pozwala, bo pan wywrci! - zawoaa panna Felicja, ktrej 
los przeznaczy Wokulskiego. 
- Owszem, niech powozi, niech wywraca... - rzeka pani Wsowska. - Jestem 
dzi w takim usposobieniu, e zgadzam si na amanie nam ng... Biedny ten 
rydz, ktry dostanie si w moje rce!... 
- Jestem pierwszy z nich - odezwa si Starski - jeeli chodzi o zjedzenie... 
- Owszem, jeeli zgodzisz si pan na poprzednie ucicie gowy -odpowiedziaa 
pani Wsowska. 
- Ju jej dawno nie mam... 
- Nie dawniej, anieli ja to spostrzegam... ale siadajmy i jedmy... 
ROZDZIA DZIEWITY: 
LASY, RUINY I CZARY 
Ruszyli. Baron, jak zwykle, szepta z narzeczon, Starski w gwatowny sposb 
umizga si do pani Wsowskiej, ktra ku zdumieniu Wokulskiego przyjmowaa 
to do yczliwie, a Ochocki powozi czwrk. Tym razem jednak jego 
furmaski entuzjazm hamowao ssiedztwo panny Izabeli, do ktrej odwraca 
si co chwil. 
Wesoy ptaszek z tego Ochockiego! - myla Wokulski. -Do mnie mwi, e 
argumentacja panny Izabeli wylewa mu si uszami, a teraz z ni tylko 
rozmawia... Oczywicie, chcia mnie do niej zrazi... 
I wpad w bardzo pospny humor, by ju bowiem pewny, e Ochocki kocha si 
w pannie Izabeli i e z takim wspkonkurentem prawie nie ma walki. 
Mody, pikny, zdolny... - mwi w sobie. - Nie miaaby chyba oczu albo 
rozumu, gdyby wybierajc midzy nim i mn nie oddaa jemu pierwszestwa... 
Lecz nawet i w tym razie musiabym przyzna, e ma szlachetn natur, jeeli 
gustuje w Ochockim, nie w Starskim. Biedny baron, a jeszcze biedniejsza jego 
narzeczona, ktra tak widocznie durzy si w Starskim. Trzeba mie bardzo pust 
gow i serce... 
Przyglda si jesiennemu socu, szarym cierniskom i pugom z wolna 
orzcym ugory i peen gbokiego smutku w duszy, wyobraa sobie chwil, w 
ktrej ju zupenie straci nadziej i ustpi miejsca przy pannie Izabeli 
Ochockiemu. 
C robi?... C robi, jeeli go wybraa... Moje nieszczcie, em j 
pozna... 
Wjechali na wzgrze, gdzie roztoczy si przed nimi rozlegy horyzont, 
obejmujcy kilka wiosek, lasy, rzek i miasteczko z kocioem. Brek chwia si 
w obie strony. 
- Pyszny widok! - zawoaa pani Wsowska. 
-Jak z balonu, ktrym kieruje pan Ochocki - doda Starski trzymajc si 
porczy. 
- Pan jedzi balonem? - zapytaa panna Felicja. 
-Balonem pana Ochockiego?.:. 
- Nie, prawdziwym... 
- Niestety! nie jedziem adnym - westchn Starski - ale w tej chwili 
wyobraam sobie, e jad bardzo lichym. 
- Pan Wokulski pewnie jedzi - rzeka tonem gbokiego przekonania panna 
Felicja. 
- Ale, Felu, o co ty niedugo zaczniesz posdza pana Wokulskiego! - zgromia 
j pani Wsowska. 
- Istotnie jedziem... - odpar zdziwiony Wokulski. 
- Jedzi pan?... ach, jak to dobrze! - zawoaa panna Felicja . - Niech nam pan 
opowie... 
- Jedzi pan?... - odezwa si z koza Ochocki. - Hola!... Niech pan zaczeka z 
opowiadaniem, zaraz tam przyjd. Rzuci lejce furmanowi, cho zjedali z 
gry, zeskoczy z koza i po chwili siad w breku naprzeciw Wokulskiego. 
- Jedzi pan?.. - powtrzy. - Gdzie?... Kiedy?... 
- W Paryu, ale tym uwizionym balonem. P wiorsty w gr, prawie adna 
podr -odpar nieco zmieszany Wokulski. 
- Niech pan mwi... To musi by olbrzymi widok?... Jakich uczu doznawa 
pan?.. - mwi Ochocki. By dziwnie zmieniony: oczy rozszerzyy mu si, na 
twarz wystpi rumieniec. Patrzc na niego trudno byo wtpi, e w tej chwili 
zapomnia o pannie Izabeli. 
- To musi by szalona przyjemno... Mw pan... - pyta natarczywie, 
schwyciwszy Wokulskiego za kolano. 
-Widok jest istotnie wspaniay -odpowiedzia Wokulski -poniewa horyzont 
ma kilkadziesit wiorst w promieniu, a cay Pary i jego okolice wygldaj jak 
na wypukej mapie. Ale podr nie jest mia; moe tylko pierwszy raz... 
- Jakie wraenie?.. 
- Dziwaczne. Czowiek myli, e sam pojedzie w gr; nagle widzi, e nie on 
jedzie, ale ziemia szybko zapada mu si pod nogami. Jest to zawd tak 
niespodziany i przykry, e... chciaoby si wyskoczy... 
- C wicej?... - nalega Ochocki. 
-Drugim dziwowiskiem jest horyzont, ktry cigle wida na wysokoci wzroku. 
Skutkiem tego ziemia wydaje si wkls jak ogromny, gboki talerz. 
- A ludzie?... domy?... - Domy wygldaj jak pudeka, tramwaje jak due 
muchy, a ludzie jak czarne krople, ktre szybko biegn w rnych kierunkach, 
cignc za sob dugie cienie. W ogle jest to podr przeadowana 
niespodziankami. 
Ochocki zamyli si i patrzy przed siebie nic wiadomo na co... Par razy 
zdawao si, e chce wyskoczy z breka i e go drani towarzystwo, w ktrym 
te zapanowaa cisza. 
Dojechali do lasu, za nimi dwie suce w bryczce. Panie wziy do rk koszyki. 
-A teraz kada dama ze swoim kawalerem w inn stron! -zakomenderowaa 
pani Wsowska. - Panie Starski, ostrzegam, e jestem dzi w wyjtkowym 
humorze, a co znaczy u mnie wyjtkowy humor, wie o tym pan Wokulski dodaa 
miejc si nerwowo. - Panie Ochocki, Belu, prosz do lasu, i nie 
pokazujcie si, dopki... nie zbierzecie caego kosza rydzw... Felu!... 
- Ja pjd z Michalink i z Joasi! - szybko odpowiedziaa panna Felicja patrzc 
na Wokulskiego w taki sposb, jakby to on by owym wrogiem, przeciw 
ktremu naleao uzbroi si we dwie suce. 
- No, idmy, kuzynie - rzeka do Ochockiego panna Izabela widzc, e 
towarzystwo weszo ju w las. - Ale we mj koszyk i sam zbieraj rydze, bo 
mnie to, przyznam si, nie bawi. 
Ochocki wzi koszyk i rzuci go na bryczk. 
- Co mi tam wasze rydze! - odpar zachmurzony. - Straciem dwa miesice na 
rybach, grzybach, bawieniu dam i tym podobnych gupstwach... Inni przez ten 
czas jedzili balonem... Wybieraem si do Parya, ale prezesowa tak nalegaa, 
ebym u niej wypocz... I piknie wypoczem... Zgupiaem do reszty... Ju 
nawet nie umiem myle porzdnie... straciem zdolnoci... Eh! dajcie mi wity 
spokj z rydzami... Jestem taki zy!... 
Machn rk, potem obie woy do kieszeni i poszed w las ze spuszczon 
gow mruczc po drodze. 
- Miy towarzysz! - odezwaa si z umiechem panna Izabela do Wokulskiego. Ju 
bdzie z nim tak do koca wakacyj... Byam pewna, e zepsuje mu si 
humor, jak tylko Starski wspomnia o balonach... 
Bogosawione te balony! - pomyla Wokulski. - Taki wspzawodnik przy 
pannie Izabeli nie jest niebezpieczny... I w tej chwili uczu, e kocha 
Ochockiego. 
- Jestem pewny - rzek do panny Izabeli - e kuzyn pani zrobi wielki wynalazek. 
Kto wie, czy nie stanie si on epok w dziejach ludzkoci... - doda mylc o 
projektach Geista. 
-Tak pan sdzi? -odpowiedziaa dosy obojtnie panna Izabela. - Moe by... 
Tymczasem kuzynek jest chwilami impertynent, z czym mu niekiedy bywa do 
twarzy, ale chwilami jest nudny, co nie przystoi nawet wynalazcom. Kiedy na 
niego patrz, przychodzi mi na myl historyjka o Newtonie. By to podobno 
bardzo wielki czowiek, czy tak, panie?... Ale i c, kiedy jednego dnia siedzc 
przy jakiej panience wzi j za rk i... czy pan uwierzy?... zacz czyci 
swoj fajk jej maym palcem!... No, jeeli do tego prowadzi geniusz, dzikuj 
za genialnego ma!... Przejdmy si troch po lesie, dobrze, panie? 
Kady wyraz panny Izabeli pada Wokulskiemu na serce jak kropla sodyczy. 
Wic ona lubi Ochockiego (bo kt by go nie lubi?), ale za niego nie 
wyjdzie!... 
Szli wsk drog, ktra stanowia granic dwu lasw: na prawo rosy dby i 
buki, na lewo sosny. Midzy sosnami od czasu do czasu bysn czerwony stanik 
pani Wsowskiej albo biaa okrywka panny Eweliny. W jednym miejscu 
rozwidlaa si droga i Wokulski chcia skrci, ale panna Izabela zatrzymaa go. 
- Nie, nie - rzeka - tam nie idmy, bo stracimy z oczu cae towarzystwo, a dla 
mnie las tylko wtedy jest pikny, kiedy w nim widz ludzi. W tej chwili na 
przykad rozumiem go... Niech no pan spojrzy...prawda, jak ta cz jest 
podobna do ogromnego kocioa?... Te szeregi sosen to kolumny, tam boczna 
nawa, a tu wielki otarz... Widzi pan, widzi pan... Teraz midzy konarami 
pokazao si soce jak w gotyckim oknie... Co za nadzwyczajna rozmaito 
widokw! Tu ma pan buduar damski, a te niskie krzaczki to taburety. Nie brak 
nawet lustra, ktre zostao po onegdajszym deszczu... A to ulica, prawda?... 
Troch krzywa, ale ulica... A tam znowu rynek czy plac... Czy pan widzi to 
wszystko?... 
- Widz, o ile mi pani pokazuje - odpowiedzia Wokulski z umiechem. - Trzeba 
jednak mie bardzo poetyck fantazj, aeby spostrzec te podobiestwa. 
- Doprawdy?... A ja zawsze mylaam, e jestem uosobion proz. 
- Moe by, e jeszcze nie miaa pani sposobnoci odkry wszystkich swoich 
zalet - odpar Wokulski, niekontent, e zblia si do nich panna Felicja. 
-Jak to, nie zbieracie pastwo rydzw? - dziwia si panna Felicja. - Cudowne 
rydze; jest ich takie mnstwo, e nam nie wystarczy koszykw i bdziemy 
chyba musiay sypa je do bryczki. Da ci, Belu, koszyk?... 
- Dzikuj ci! 
- A panu?... 
-Nie wiem, czy potrafibym odrni rydza od muchomora odpowiedzia 
Wokulski. 
-licznie! - zawoaa panna Fela. -Nie spodziewaam si od pana takiej 
odpowiedzi... Powiem to babci i poprosz, aeby adnemu z panw nie 
pozwolia je rydzw, a przynajmniej nie te, ktre ja zbieram. 
Kiwna gow i odesza. 
- Obrazi pan Felci - rzeka panna Izabela. - To nie godzi si...ona jest panu tak 
yczliwa. 
- Panna Felicja ma przyjemno w zbieraniu rydzw, ja wol sucha wykadu 
pani o lesie. 
- Bardzo mi to pochlebia - odpowiedziaa, lekko rumienic si, panna Izabela ale 
jestem pewna, e prdko znudzi pana mj wykad. Bo dla mnie nie zawsze 
las jest pikny, czasem bywa okropny. Gdybym tu bya sama, z pewnoci nie 
widziaabym ulic, kociow i buduarw. Kiedy jestem sama, las mnie przeraa. 
Przestaje by dekoracj, a zaczyna by czym, czego nie rozumiem i czego si 
boj. Gosy ptakw s jakie dzikie, czasem podobne do nagego krzyku boleci, 
a czasem do miechu ze mnie, e weszam midzy potwory... Wtedy kade 
drzewo wydaje mi si istot yw, ktra chce mnie owin gami i udusi; 
kade ziele w zdradziecki sposb opltuje mi nogi, aeby mnie ju std nie 
wypuci... A wszystkiemu temu winien kuzynek Ochocki, ktry tomaczy mi, 
e natura nie jest stworzona dla czowieka..: Wedug jego teorii wszystko yje i 
wszystko yje dla siebie... 
- Ma racj - szepn Wokulski. 
- Jak to, wic i pan w to wierzy? Wic wedug pana ten las nie jest przeznaczony 
na poytek ludziom, ale ma jakie swoje wasne interesa, nie gorsze od 
naszych... 
-Widziaem ogromne lasy, w ktrych czowiek ukazywa si raz na kilka lat, a 
jednak rosy bujniej anieli nasze... 
- Ach, niech pan tak nie mwi!... To jest ponianie wartoci ludzkiej, nawet 
niezgodne z Pismem witym. Bg odda przecie ludziom ziemi na mieszkanie, 
a roliny i zwierzta na poytek... 
-Krtko mwic, wedug pani natura powinna suy ludziom, a ludzie klasom 
uprzywilejowanym i utytuowanym?... Nie, pani. I natura, i ludzie yj dla 
siebie, i tylko ci maj prawo wada nimi, ktrzy posiadaj wicej si i wicej 
pracuj. Sia i praca s jedynymi przywilejami na tym wiecie. Niejednokrotnie 
te tysicletnie, ale bezwadne drzewa upadaj pod ciosami kolonistwdorobkiewiczw, 
a pomimo to w naturze nie zachodzi aden przewrt. Sia i 
praca, pani, nie tytu i nie urodzenie... 
Panna Izabela bya rozdraniona. 
- Tu moe mi pan mwi - rzeka - co pan chce, tu uwierz we wszystko, bo 
dokoa widz tylko paskich sprzymierzecw. 
-Czy oni nigdy nie stan si sprzymierzecami pani?! 
- Nie wiem... moe... Tak czsto teraz sysz o nich, e kiedy mog uwierzy w 
ich potg. 
Weszli na polank zamknit wzgrzami, na ktrych rosy pochylone sosny. 
Panna Izabela usiada na pniu citego drzewa, a Wokulski niedaleko niej na 
ziemi. W tej chwili na brzegu polanki ukazaa si pani Wsowska ze Starskim. 
- Czy nie chcesz, Belu - woaa - wzi sobie tego kawalera? 
- Protestuj! - odezwa si Starski. - Panna Izabela jest cakiem zadowolona ze 
swego towarzysza, a ja z mojej towarzyszki... 
- Czy tak, Belu? 
- Tak, tak! - zawoa Starski. 
- Niech bdzie tak... - powtrzya panna Izabela bawic si parasolk i patrzc w 
ziemi. 
Pani Wsowska i Starski znikli na wzgrzu, panna Izabela coraz niecierpliwiej 
bawia si parasolk. Wokulskiemu pulsa biy w skroniach jak dzwony. 
Poniewa milczenie trwao zbyt dugo, wic odezwaa si panna Izabela: 
- Prawie rok temu bylimy w tym miejscu na wrzeniowej majwce... Byo ze 
trzydzieci osb z ssiedztwa... O, tam palono ogie... 
-Bawia si pani lepiej ni dzi? 
- Nie. Siedziaam na tym samym pniu i byam jaka smutna...Czego mi 
brako... I co mi si bardzo rzadko zdarza, mylaam: co te bdzie za rok?... 
- Dziwna rzecz!... - szepn Wokulski. - Ja take mniej wicej rok temu 
mieszkaem z obozem w lesie, ale w Bugarii... Mylaem: czy za rok y bd 
i... 
- I o czym jeszcze? 
- O pani. Panna Izabela niespokojnie poruszya si i poblada. 
- O mnie?.. - spytaa. - Albo pan mnie zna?.. 
- Tak. znam pani ju par lat, ale niekiedy zdaje mi si, e znam pani od 
wiekw... Czas ogromnie wydua si, kiedy o kim mylimy cigle, na jawie i 
we nie... 
Podniosa si z pnia, jakby chcc ucieka: Wokulski take powsta. 
-Niech pani przebaczy, jeeli mimowolnie zrobiem jej przykro. Moe, 
wedug pani, tacy jak ja nie maj prawa myle o pani?... W waszym wiecie 
nawet ten zakaz jest moliwy. Ale ja nale do innego...W moim wiecie papro 
i mech tak dobrze maj prawo patrze na soce jak sosny albo... grzyby. 
Dlatego niech mi pani wrcz powie: czy wolno mi, czy nie wolno myle o 
pani? Na dzi nie dam nic innego. 
- Ja pana prawie nie znam - szepna, widocznie zakopotana, panna Izabela. 
- Ja te dzi nic nie dam. Pytam si tylko, czy nie uwaa pani za obraz dla 
siebie tego, e ja myl o pani, nic - tylko myl. Znam opini klasy, wrd 
ktrej wychowaa si pani, o takich ludziach jak ja i wiem, e to, co mwi w tej 
chwili, nazwa mona zuchwalstwem. Niech mi wic pani powie wprost, a 
jeeli a taka istnieje midzy nami rnica, nie bd si ju duej stara o 
wzgldy pani... Wyjad dzi lub jutro bez cienia pretensji, owszem, zupenie 
wyleczony. 
- Kady czowiek ma prawo myle... - odpara panna Izabela, coraz mocniej 
zmieszana. 
- Dzikuj pani. Tym swkiem daa mi pani pozna, e w jej przekonaniu nie 
stoj niej od panw Starskich, marszakw i im podobnych... Rozumiem, e 
nawet w tych warunkach mog jeszcze nie zyska sympatii pani... Do tego 
bardzo daleko... Ale wiem przynajmniej, e ju mam ludzkie prawa i e pani 
bdzie od tej pory sdzi moje czyny, nie tytuy, ktrych nie posiadam. 
- Jest pan przecie szlachcicem, a mwi prezesowa, e tak dobrym, jak Starscy, a 
nawet Zasawscy... 
- Owszem, jeeli pani yczy sobie, jestem szlachcicem, nawet lepszym od 
niejednego z tych, jakich spotykaem w salonach. Na moje nieszczcie, wobec 
pani, jestem take i kupcem. 
-No, kupcem mona by i mona nic by, to zaley od pana...odpara ju 
mielej panna Izabela. 
Wokulski zamyli si. 
W tej chwili w lesie poczto huka i zwoywa si, a w par minut pniej cae 
towarzystwo ze sugami, koszami i rydzami znalazo si na polance. 
- Wracajmy do domu - rzeka pani Wsowska - bo mnie te rydze znudziy i czas 
na obiad. 
Kilka dni nastpnych upyny Wokulskiemu w sposb dziwny; gdyby go 
zapytano: czym byy dla niego? zapewne odpowiedziaby, e snem szczcia, 
jedn z tych epok w yciu, dla ktrych, moe by, natura powoaa na wiat 
czowieka. 
Obojtny widz moe nazwaby takie dnie jednostajnymi, a nawet nudnymi. 
Ochocki spospnia i od rana do wieczora albo klei, albo puszcza oryginalnej 
formy latawce: Pani Wsowska z pann Felicj czytay albo zajmoway si 
szyciem ornatu dla miejscowego proboszcza. Starski z prezesow i baronem 
grali w karty. 
I tym sposobem Wokulski i panna Izabela nie tylko byli zupenie osamotnieni, 
ale jeszcze musieli by cigle razem. 
Chodzili po parku, czasem w pole, siedzieli pod wiekow lip na podwrzu, ale 
najczciej pywali po stawie. On wiosowa, ona od czasu do czasu rzucaa 
okruchy ciastek abdziom, ktre cicho suny za nimi. Niejeden podrny 
zatrzymywa si na gocicu za stawem i zdziwiony przypatrywa si 
niezwykej grupie, ktr tworzyy: biaa dka z siedzc w niej par i dwa biae 
abdzie ze skrzydami podniesionymi jak agle. 
Pniej Wokulski nie umia nawet przypomnie sobie, o czym mwili w 
podobnych chwilach. Najczciej milczeli. Raz zapytaa go: dlaczego limaki 
pywaj pod powierzchni wody? drugi raz - dlaczego oboki maj tak rozmait 
barw? Tomaczy jej i wwczas zdawao mu si, e ca natur od ziemi do 
nieba ogarnia w jednym ucisku i skada jej pod nogi. 
Pewnego dnia przyszo mu na myl, e gdyby kazaa mu rzuci si w wod i 
umrze, umarby bogosawic j. 
Podczas tych wodnych przejadek, a take podczas spacerw w parku i 
zawsze, - gdy byli razem, czu jaki niezmierny spokj, jakby caa dusza jego i 
caa ziemia od wschodnich do zachodnich kresw napeniona bya cisz, wrd 
ktrej nawet turkot wozu, szczekanie psa albo szelest gazi wypowiaday si w 
cudownie piknych melodiach. Zdawao mu si, e ju nie chodzi, lecz pywa w 
oceanie mistycznego odurzenia, e ju nie myli, nie czuje, nie pragnie, tylko 
kocha. Godziny umykay gdzie jak byskawice zapalajce si i gasnce na 
dalekim nieboskonie. Dopiero by -ranek - ju poudnie - ju wieczr i - noc 
pena przebudze i westchnie. Niekiedy myla, e dob podzielono na dwa 
nierwne okresy czasu: dzie krtszy od mgnienia powiek i noc dug jak 
wieczno dusz potpionych. 
Pewnego dnia wezwaa go do siebie prezesowa. 
- Siadaje, panie Stanisawie - rzeka - c, dobrze si u mnie bawisz? Drgn 
jak czowiek przebudzony. 
- Ja?... - spyta. 
-Nudzieby si? 
-Za rok takich nudw oddabym ycie. 
Staruszka potrzsna gow. 
- Tak czasem si zdaje - odpowiedziaa. - Nie wiem, kto tam napisa, e 
czowiek jest wtedy najszczliwszy, kiedy dokoa siebie widzi to, co nosi w 
sobie samym... Ale ja mwi, e mniejsza, dlaczego jest szczliwy, byle nim 
by... Wybaczysz mi, jeeli ci obudz?... 
- Sucham pani - odpar, mimo woli blednc. Prezesowa wci przypatrywaa 
mu si i z lekka chwiaa gow. 
- No, przecie nie myl, e obudz ci zymi wiadomociami. Zbudz ci w 
zwyky sposb. Mylae co o tej cukrowni, ktr mi tu radz budowa?... 
- Jeszcze nie... 
-Nic pilnego. Ale o stryju zupenie ju zapomniae. A on, biedak, ley 
niedaleko std, o trzy mile, w Zasawiu... Moe bycie tam jutro pojechali. 
Okolica adna, s ruiny zamku... Moglibycie bardzo przyjemnie czas 
przepdzi i zrobi co z tym kamieniem nagrobnym. 
Wiesz co - dodaa staruszka wzdychajc - namyliam si... Nie trzeba rozbija 
kamienia pod zamkiem. Zostaw go tam i tylko ka wyry na nim te wiersze: 
Na kadym miejscu i o kadej dobie... Znasz to?.. 
- O tak, znam... 
- Pod zamkiem wicej bywa ludzi ni na cmentarzu, prdzej przeczytaj i moe 
zamyl si nad ostatecznym kresem wszystkiego na tym wiecie, nawet 
mioci... 
Wokulski wyszed od prezesowej silnie rozstrojony. Co znaczy jej 
rozmowa?... - pomyla. Na szczcie, spotka pann Izabel idca w stron 
stawu i zapomnia o wszystkim. 
Na drugi dzie istotnie cae towarzystwo pojechao do Zasawia. Mijali lasy, 
zielone pagrki, wwozy z tymi cianami. Okolica bya pikna, jeszcze 
pikniejsza pogoda, ale Wokulski nie uwaa na nic, zatopiony w smutnych 
mylach... Ju nie by sam z pann Izabel, jak wczoraj jeszcze; nawet nie 
siedzia w breku blisko niej, tylko naprzeciw panny Felicji, a nade wszystko... 
Ale to ju mu si tylko zdawao i nawet mia si w duszy ze swych przywidze. 
Zdawao mu si, e Starski w jaki dziwny sposb spojrza na pann Izabel i e 
j obla rumieniec. 
Ach, gupstwo - mwi do siebie -po c miaaby mnie oszukiwa!... Ona 
mnie, ktry przecie nie jestem nawet jej narzeczonym. 
Otrzsn si ze swych przywidze i tylko byo mu troch przykro, e Starski 
siedzi obok panny Izabeli. Ale tylko troch... 
No, przecie nie zabroni jej - myla - siada, przy kim zechce. I nie zni si 
do zazdroci, ktra bd jak bd jest podym uczuciem, a najczciej gruntuje 
si na pozorach... Zreszt, gdyby chcieli wymienia ze Starskim tkliwe 
spojrzenia, nie robiliby tego tak jawnie. Szaleniec jestem... 
W par godzin znaleli si na miejscu. 
Zasaw, niegdy miasteczko, dzi licha osada, stoi w nizinie otoczonej mokrymi 
kami. Oprcz kocioa i dawnego ratusza wszystkie budowle, s parterowe, 
drewniane i stare. Na rodku cynku, a raczej placu penego ostw i jam, wznosi 
si pitrowa kupa mieci i studnia pod dziurawym dachem opartym na czterech 
zgniych supach. 
Z powodu szabasu rynek by pusty, a wszystkie kramiki zamknite. Dopiero o 
wiorst za miastem, w poudniowej stronie, leaa grupa wzgrz. Na jednym 
stay ruiny zamku, skadajce si z dwu wie szecioktnych, gdzie ze szczytw 
i okien zwieszay si bujne zielska; na drugim rosa kpa starych dbw. 
Gdy podrni zatrzymali si w rynku, Wokulski wysiad, aeby zobaczy si z 
proboszczem, Starski za obj komend. 
- Wic my - rzek - jedzimy brekiem do tych dbw i tam zjemy, co Bg da, a 
kucharze przygotowali. Nastpnie brek wrci si tu po pana Wokulskiego... 
- Dzikuj - odpar Wokulski. - Nie wiem, jak dugo zabawi, i wol i 
piechot. Zreszt musz jeszcze wstpi do ruin... 
- I ja z panem - odezwaa si panna Izabela. - Chc zobaczy ulubiony kamie 
prezesowej... - dodaa pgosem. - Prosz mi da zna, jak pan tam bdzie. 
Brek odjecha, Wokulski wstpi na plebani i w cigu kwadransa skoczy 
interes. Proboszcz owiadczy mu, e nikt w miecie nie bdzie mia pretensji, 
jeeli na kamieniu zamkowym znajdzie si jaki napis, byle nie nieprzyzwoity i 
nie bezbony... Dowiedziawszy si za, e chodzi pamitk po nieboszczyku 
kapitanie Wokulskim, ktrego zna osobicie, proboszcz obieca zaj si 
uatwieniem tej sprawy. 
-Jest tu - rzek - niejaki Wgieek, sprytny hultaj, troch kowal, troch stolarz, 
wic moe on potrafi wyrzebi na kamieniu, co potrzeba. Zaraz ja po niego 
pol. W cigu nastpnego kwadransa zjawi si i Wgieek, chopak 
dwudziestokilkoletni, z fizjonomi weso i inteligentn. Dowiedziawszy si od 
ksiego sugi, e mona co zarobi, ubra si w szaraczkowy surdut z krtkim 
stanem i poami do ziemi i obficie wytar sobie wosy sonin. 
Poniewa Wokulskiemu byo pilno, wic poegna proboszcza i poszed z 
Wgiekiem w stron ruin. 
Gdy znaleli si za nieczynn dzi rogatk osady, Wokulski zapyta chopaka: -
Dobrze umiesz pisa, mj bracie? 
- Oj, oj!... Przecie mi nieraz ze sdu dawali do przepisywania, cho nie mam 
lekkiej rki. A te wiersze, co pan ekonom z Otrocza pisywa do leniczanki, to 
wszystko moja robota. On tyle, e kupowa papier i jeszcze mi do tej pory nie 
dopaci czterdzieci groszv za pisanie. A o zakrty to tak si dopomina... 
-I na kamieniu potrafisz pisa? 
- Niby wklso, nie wypuko?... Co nie mam potrafi. Podjbym si pisania 
nawet na elazie, a choby na szkle i literami, jakimi chcc: pisanymi, 
drukowanymi; niemieckimi, ydowskimi... Przecie ja tu, nie chwalc si, 
wszystkie szyldy malowaem w miecie. 
-I tego krakowiaka, co wisi nad szynkiem? 
-A juci. 
-A gdziee ty widzia takiego krakowiaka? 
-U pana Zwolskiego jest furman, co si nosi z krakowska, wicem se jego 
obejrza. 
- I widziae, e ma obie nogi na lewym boku? 
- Prosz aski pana, ludzie z prowincji nie patrz na nogi, ino na butelk. Jak 
dojrzy butelk i kieliszek, to ju nie chybi, ale trafi prosto do Szmula. 
Wokulskiemu coraz wicej podoba si rezolutny chopak. 
- Nic oenie si jeszcze? - zapyta go. 
- Nie. z tak, co chodzi w chustce, to ja si nie oeni, a kapeluszowa mnie by 
nie chciaa. 
- I c tu robisz, kiedy nie ma szyldw do malowania? 
- O tak, panie: troch to, troch owo, a razem nic. Dawniej robiem 
stolarszczyzn i nie mogem nady. Za jakie par lat odoybym z tysic 
rubli. Ale spaliem si tamtego roku i ju nie mog przyj do siebie. Drzewo, 
warsztaty, wszystko poszo na wgiel, a mwi asce pana, by taki ogie, e 
najtwardsze pilniki stopiy si jak smoa. Kiedym spojrza na pogorzel, tom ino 
plun ze zoci, ale dzi nawet mi szkoda tej liny... 
- Odbudowae si? Masz warsztat? 
- Ehe! panie... Odbudowaem w ogrodzie chaup jak barak, eby matka miaa 
gdzie gotowa, ale warsztaty... To by na to, panie, trzeba piset rubli 
gotowego grosza, sowo honoru daj, jak mi Bg miy...Ile to przecie lat ojciec 
nieboszczyk harowa, nim postawi dom i zebra naczynie. 
Zbliali si do ruin. Wokulski rozmyla. 
- Suchaj, Wgieek - rzek nagle - podobasz mi si. Bd w tej okolicy - doda, 
cicho wzdychajc - bd jeszcze z tydzie... A jeeli wyrzebisz mi dobrze 
napis, wezm ci do Warszawy na jaki czas...Tam przekonam si, co jeste 
wart, i... moe odnajd si twoje warsztaty. 
Chopak pochyla gow na prawo i na lewo, przypatrujc si Wokulskiemu. 
Nagle przyszo mu na myl, e musi to by bardzo bogaty pan, a moe nawet z 
takich panw, ktrych niekiedy Bg zsya, aeby opiekowali si ludmi 
biednymi, i - zdj czapk. 
- Ce stan? Nakryj gow... - rzek Wokulski. 
- Przepraszam pana... moe ja co zego powiedziaem?... Ale u nas, panie, to 
tacy panowie nie bywaj... Podobno bywali dawnymi czasy...Nawet ojciec 
nieboszczyk gada, e sam widzia takiego pana, co wzi z Zasawia sierot i 
zrobi z niej wielk pani, a jegomoci zostawi tyle pienidzy, e z nich 
wybudowali now dzwonnic... 
Wokulski umiecha si patrzc na zakopotan min chopaka i z dziwnym 
uczuciem myla, e za swj jednoroczny dochd mgby uszczliwi stu 
kikudziesiciu takich jak ten oto... 
Pienidz naprawd jest wielk potg, tylko trzeba go umie uy... Byli ju 
pod gr zamkow, kiedy z ssiedniej odezwa si gos panny Felicji: 
- Panie Wokulski, my tu jestemy!... 
Wokulski podnis oczy i zobaczy midzy dbami wesoy ogie, dokoa 
ktrego siedziao zasawskie towarzystwo. O kilkanacie krokw z boku 
chopak kredensowy i pokojwka nastawiali samowar. 
- Niech pan zaczeka, id do pana! - zawoaa panna Izabela podnoszc si z 
dywanu. 
Starski podskoczy do niej. 
-Sprowadz kuzynk -rzek. 
- O, dzikuj, sama zejd -odpowiedziaa panna Izabela cofajc si. Potem 
zacza i ze stromej ciany z tak swobod i wdzikiem, jakby to bya ulica w 
parku. 
Pody jestem z moimi posdzeniami - szepn Wokulski. W tej chwili 
przywidziao mu si, e jaki tajemniczy gos kae mu robi wybr midzy 
tysicami takich jak Wgieek, ktrzy potrzebuj pomocy, i jedn kobiet, ktra 
schodzia tam z gry. 
Ju zrobiem wybr!... - pomyla Wokulski. 
- Ale do zamku nie wejd sama, musi mi pan poda rk - rzeka panna Izabela 
stanwszy przy Wokulskim. 
- Moe pastwo pozwol lejsz drog - odezwa si Wgieek. 
- Prowad! 
Okryli gr i poczli wspina si na jej szczyt oyskiem wyschego potoku. 
- Jaki dziwny kolor tych kamieni - odezwaa si panna Izabela patrzc na 
kaway wapienia poplamionego brunatnymi pitnami. 
- Ruda elazna - odpar Wokulski. 
- O nie - wtrci Wgieek - to nie ruda, to krew... 
Panna Izabela cofna si. 
- Krew?... - powtrzya. 
Stanli na szczycie wzgrza, zasonici od reszty towarzystwa walcym si 
murem. Z tego miejsca wida byo dziedziniec zamkowy zaronity cierniem i 
berberysem. Pod jedn z wie sta oparty o jej cian olbrzymi granit. 
- Oto jest kamie - rzek Wokulski. 
- Ach, ten.., Ciekawam, jak go tu wnieli?... Mj czowieku, co mwilicie o 
krwi? - spytaa panna Izabela Wgieka. 
- To dawna historia - odpar Wgieek - jeszcze mi j dziadu opowiada... 
Wreszcie tu wszyscy o niej wiedz. 
-Opowiedzcie j -nalegaa panna Izabela. -Midzy ruinami bardzo lubi 
sucha legend. Nad Renem peno tego... 
Wesza na dziedziniec, ostronie wymijajc cierniste krzaki, i usiada na 
kamieniu. 
- Opowiedzcie histori o tej krwi... 
Wgieek wcale nie zmiesza si t propozycj; owszem, umiechn si i 
zacz: 
- W dawnych czasach, kiedy jeszcze mj dziadu apa ptaki midzy dbami, po 
tych kamieniach, comy nimi szli, pyna woda. Teraz ona pokazuje si tylko 
na wiosn albo po wielkim deszczu, ale za maoci dziadusia sza przez cay rok. 
I by strumie w tym miejscu. 
Na dnie potoku, jeszcze za maoci dziadusia, lea jeden spory kamie, jakby 
nim kto dziur zatyka. W rzeczy samej bya tam dziura, wanie nawet okno do 
podziemiw, gdzie s zachowane wielkie skarby, jakich by na caym wiecie nie 
znalaz. A midzy tymi majtkami, na szczerozotym ku, pi panna, moe 
nawet jaka hrabini, bardzo licznoci i bogato odziana. Mwi, e za to samo, co 
ona ma we wosach, kupiby wszystkie dobra od Zasawia do Otrocza. 
Ta za panna pi przez taki interes, e jej kto wbi zot szpilk w gow, moe 
ze zbytkw, a moe i z nienawici; Bg ich tam wie. Tak pi i nie ocknie si, 
dopki jej kto szpilki z gowy nie wycignie i potem si z ni nie oeni. Ale to 
rzecz cika i nawet niebezpieczna, bo tam w podziemiach pilnuj skarbw i 
samej panny rne straszyda. A jakie one s, to wiem dobrze, bo pki mi si 
dom nie spali, chowaem taki jeden zb jak pi, ktry zb dziadu znalaz w 
tym miejscu (sprawiedliwie mwi i nic nie kami). A jeeli jeden zb by jak 
pi (widziaem go przecie i miaem w rkach przez dugie czasy), to ju eb 
musia by jak piec, a caa osoba chyba jak stodoa... Wic boryka si z takim 
byo trudno i jeszcze nie z jednym, ale z wieloma. Dlatego najmielszy 
czowiek, choby mu si i jak spodobaa panna, a jeszcze lepiej jej majtnoci, 
wej do podziemiw nie mia odwagi, aeby go co nie ujado... 
O tej pannie i o tych majtkach -prawi dalej Wgieek -wiedzieli ludzie od 
dawna; takim sposobem, e dwa razy do roku, na Wielkanoc i na wity Jan, 
usuwa si kamie, co lea na dnie potoku i jeeli kto sta wtedy nad wod, 
mg zajrze do otchani i widzie tamtejsze dziwy. 
Jednej Wielkanocy (dziadusia jeszcze wtedy nie byo na wiecie)przyszed tu do 
zamku mody kowal z Zasawia. Stan nad potokiem i myli: Nie mogyby si 
to mnie pokaza skarby?... Zaraz bym wlaz do nich, choby przez 
najcianiejsz dziur, naadowabym kieszenie i ju nie potrzebowabym dyma 
miechem. Ledwie tak pomyla, a naraz - usuwa si kamie, a mj ci kowal 
widzi wory pienidzy, misy ze szczerego zota i tyle drogiej odziey jak na 
jarmarku... 
Ale najpierwej wpada mu przed oczy pica panna, taka, mwi dziadu, 
liczna, e kowal stan supem. Spaa se i tylko jej zy pyny, a co ktra 
upada, czy na jej koszul, czy na ko, czy na podog, zaraz zamieniaa si w 
klejnot. Spaa i wzdychaa z blu od szpilki; a co westchna, to na drzewach 
nad potokiem zaszelepay licie z alu nad jej strapieniem. 
Ju kowal chcia wej do podziemiw; ale e czas przeszed, wic znowu 
kamie zamkn si, a zabulgotao w potoku. Od tego dnia mj kowal nie mg 
sobie miejsca znale na wiecie. Robota leciaa mu z rki. Gdzie nie spojrza, 
widzia ino potok jak szyb, a za ni pann, ktrej zy pyny. A pomizernia, 
bo go co cigle trzymao za serce rozpalonymi obcgami. Zwyczajnie 
zamroczyo go. Kiedy ju cakiem nie mg wytrzyma z tsknoci, poszed do 
jednej baby, co znaa si na zioach, da jej srebrnego rubla i spyta o rad. 
- Ano - mwi baba - nie ma tu inszej rady, tylo musisz doczeka witego Jana i 
kiedy si kamie odoy, musisz le w otcha. Byle pannie wyj szpilk z 
gowy, obudzi si, oenisz si z ni i bdziesz wielki pan, jakiego wiat nie 
widzia. Tylko wtedy o mnie nie zapomnij, e ci dobrze poradziam. I to se 
spamitaj: kiedy ci strachy otocz, a zaczniesz si ba, zaraz przeegnaj si i 
umykaj w imi boskie... Caa sztuka w tym, eby si nie zlk; ze nie ima si 
niebojcego czowieka. 
- A powiedzcie mi - mwi kowal - jak pozna, e czowieka strach zdejmuje?... 
- Taki ty?.. - mwia baba. - No, to ju id do otchani, a jak wrcisz, o mnie 
pamitaj. 
Dwa miesice chodzi kowal do potoku, a na tydzie przed witym Janem 
wcale si std nie ruszy, tylko czeka. I doczeka. W samo poudnie kamie 
odsun si, a mj kowal z siekier w garci skoczy w jam. 
Co si tam - mwi dziadu - koo niego nie dziao, wosy na gowie staj. 
Otoczyy go przecie takie poczwary, e inny umarby od samego ich wejrzenia. 
Byy - mwi dziadu - niedopyrze wielkie jak psy, ale ino wachloway nad nim 
skrzydliskami. To zastpia mu drog ropucha, dua jak ot ten kamie, to w 
zaplta mu si midzy nogi, a kiedy kowal ciapn go, w zacz paka 
ludzkim gosem. Byy wilki takie na niego zajade, e co im piana pada z pyska, 
to buchna pomieniem, a w opoce wypalaa dziury. Wszystkie te potwory 
siaday mu na plecach, chwytay go za surdut, za rkawy, ale aden nie mia go 
skrzywdzi. Bo widzieli, e si kowal nie boi, za przed nie bojcym si ze 
umyka jak cie przed czowiekiem. Zginiesz tu, kowalu!... - woay strachy, 
ale on tylko ciska siekier w garci i przepraszam... tak im odpowiada, e 
wstyd pastwu powtrzy... Dobra si nareszcie mj kowal do zotego ka, 
gdzie ju nawet poczwary nie miay dostpu, ino stany wkoo, kapicy 
zbami. On zaraz zobaczy w gowie panny zot szpilk, szarpn i wycign j 
do poowy... A krew trysna... Wtem panna apie go rkami za surdut i woa z 
wielkim paczem: 
- Czego mi bl robisz, czowieku!... Wtedy dopiero kowal si zlk... zatrzs si 
i rce mu opady. Strachom tego tylko byo trzeba. Ktry mia najwikszy pysk, 
skoczy na kowala i tak go kapn, e krew trysna przez okno i poplamia 
kamienie, co pastwo na wasne oczy widzieli. Ale przy tym bestia wyama 
sobie zb duy jak pi, co go pniej mj dziadu znalaz w potoku. Od tej 
pory kamie zatka okno do podziemiw, e go ju nikt znale nie moe. Potok 
wysech, a panna zostaa w otchani na p rozbudzona. Pacze teraz ju tak 
gono, e j czasem i pastuchy sysz na kach, i bdzie paka wiek wiekw. 
Wgieek skoczy. Panna Izabela spucia gow i kocem parasolki rysowaa 
jakie znaki na gruzach. Wokulski nie mia spojrze na ni. Po dugim 
milczeniu odezwa si do Wgieka: 
- Ciekawa jest twoja historia... ale powiedz no mi: w jaki sposb zabierzesz si 
do wycicia napisu?... 
- Kiedy nie wiem, co mam wyci? 
-Prawda. 
Wokulski wydoby notesk, owek i napisawszy poda chopcu. -Tylko cztery 
wiersze!... - rzek Wgieek. - Za trzy dni, panie, bdzie gotowe... Na tym 
kamieniu mona wyci bodaj calowe litery... Oj, zapomniaem sznurka, eby 
wymierzy. Zejd, panie, do furmanw, to moe oni mi dadz... Zaraz wrc. 
Wgieek zbieg ze wzgrza. Panna Izabela spojrzaa na Wokulskiego. Bya 
blada i wzruszona. 
- Co to za wiersze?... - spytaa wycigajc rk. Wokulski poda jej kartk; 
zacza czyta pgosem: 
-Na kadym miejscu i o kadej dobie, gdziem z tob paka, gdziem z tob si 
bawi, zawsze i wszdzie bd ja przy tobie, bom wszdzie czstk mej duszy 
zostawi... 
Dokoczya szeptem. Usta jej dray, oczy zaszy zami. Przez chwil mia 
kartk w palcach, potem z wolna odwrcia gow i kartka upada na ziemi... 
Wokulski przyklk, aeby podnie papier. Wtem dotkn sukni panny Izabeli i 
ju nie wiedzc, co robi, schwyci j za rk. 
- Obudzisz si, ty moja krlewno... - rzek. 
- Nie wiem... moe... - odpowiedziaa. 
- Hop!... hop!... - zawoa z dou Starski. - A chodcie ju, pastwo, bo obiad 
wystygnie... 
Panna Izabela obtara oczy i prdko opucia ruin. Za ni wyszed Wokulski. 
- Cecie pastwo tak dugo robili? - pyta ze miechem Starski podajc rk 
pannie Izabeli, ktra przyja j popiesznie. 
- Syszelimy nadzwyczajn histori!... - odpowiedziaa panna Izabela. -
Doprawdy, nigdy nie mylaam, e w tym kraju mog istnie podobne legendy i 
e mog je w tak zajmujcy sposb opowiada ludzie proci... C nam dasz na 
obiad, kuzynie? Ach, ten chopak jest niezrwnany!... Poprocie go, aeby j 
wam powtrzy... 
Wokulskiego nie razio ju to, e panna Izabela idzie ze Starskim pod rk, e 
opiera si na nim, a nawet, e go kokietuje. Wzruszenie, ktrego by wiadkiem, 
i jedno nic nie znaczce jej swko rozproszyo wszystkie jego obawy. Ogarno 
go spokojne zamylenie, w ktrym nie tylko Starski, ale cae towarzystwo 
znikno mu sprzed oczu. 
Pamita, e wszed na gr pod dby, e co jad z wielkim apetytem, e by 
wesoy, rozmowny i nawet umizga si do panny Felicji. Ale o czym mwili?... 
co on im sam odpowiada, nie wiedzia... 
Zachodzio soce, a na niebie pokazay si chmury, kiedy Starski kaza subie 
sprztn naczynia, kosze i dywan, a paniom zaproponowa powrt. 
Siedli do breku w tym samym porzdku co pierwej. Otuliwszy Ewelin szalami 
baron pochyli si do Wokulskiego i szepn z umiechem: 
- Jeeli jeszcze jeden dzie bdziesz pan w takim humorze jak dzisiaj, 
pozawracasz gowy wszystkim paniom. 
- Ach, tak!... - odpar Wokulski wzruszajc ramionami. Usiad na kocu breka, 
naprzeciw panny Felicji. Ochocki umieci si przy furmanie i ruszyli. 
Niebo chmurzyo si, ciemno zapadaa coraz szybciej. Na breku pomimo to 
byo bardzo wesoo, dziki ktni pani Wsowskiej z Ochockim, ktry 
zapomnia o swych latawcach i przeoywszy nogi przez porcz koza, odwrci 
si do towarzystwa. Nagle, chcc zapali papierosa, potar zapak i owietli 
cay brek, najlepiej za Starskiego. 
W tej chwili Wokulski gwatownie cofn si; co migno mu przed oczyma. 
Gupstwo!... - pomyla - piem za wiele...' 
Pani Wsowska parskna krciutkim miechem, lecz wnet opanowaa si i 
zacza mwi: 
- C to za oryginalny sposb siedzenia, panie Ochocki!... Fe, jutro musi pan 
klcze!... Ach, niegodziwiec, ale on niedugo postawi komu nogi na 
kolanach... Odwre si pan natychmiast, bo ka furmanowi, aeby pana 
zostawi na drodze... 
Wokulskiemu zimny pot wystpi na czoo; ale wzruszy ramionami i myla: 
Przywidzenia... przywidzenia!... Co za gupstwo... 
I nadludzkim wysikiem woli odegna w kocu przywidzenia. Znowu odzyska 
humor  bardzo wesoo pocz rozmawia z pani Wsowsk. 
Gdy za wrcili do Zasawka pno w nocy, spa jak zabity i nawet nio mu si 
co zabawnego. 
Nazajutrz, gdy przed niadaniem wyszed Wokulski na spacer, pierwsz osob, 
ktr spotka na dziedzicu, bya pokojwka panny Izabeli; niosa kilka sukien, 
a za ni chopak dwiga kufer. 
C to jest?... - pomyla. - Dzi niedziela, wic chyba nie wyjedzie... Nie 
moe wyjecha w niedziel... zreszt wspomniaaby mi co o tym ona lub 
prezesowa... 
Poszed nad staw, oblecia park wokoo, jakby chcc zgubi w drodze ze 
przeczucia. Na prno. Uczepia go si myl, e panna Izabela moe wyjecha. 
Tumi j i przytumi o tyle, e ju nie rysowaa mu si jasno, tylko gdzie na 
dnie serca drania go nieznacznie. 
Przy niadaniu zdawao mu si, e prezesowa przywitaa go czulej ni zwykle, 
e wszyscy zachowuj si uroczyciej, e panna Felicja wpatruje si w niego 
uporczywie i jakby z wyrzutem. Po niadaniu znowu przywidziao mu si, e 
prezesowa daa jaki znak pani Wsowskiej. 
Oczywicie jestem chory - myla 
Wnet jednak ozdrowia, gdy panna Izabela owiadczya, e chce przej si po 
parku. 
- Ma kto z pastwa ochot i ze mn? - spytaa. Wokulski zerwa si z krzesa, 
inni siedzieli. Wic znalaz si sam z pann Izabel w ogrodzie i znowu 
powrci mu ten spokj, jaki mia zawsze w jej obecnoci. 
W poowie alei odezwaa si panna Izabela: 
- Bardzo mi al bdzie Zasawka... al?... - pomyla Wokulski, a ona prdko 
mwia dalej: 
- Musz ju jecha. Ciocia pisaa jeszcze we rod, aeby wraca, ale prezesowa 
nie pokazaa mi listu, zatrzymaa mnie. Dopiero kiedy wczoraj przyby umylny 
posaniec... 
-Jedzie pani jutro? - spyta Wokulski. 
- Dzi po drugim niadaniu... - odpowiedziaa spuszczajc gow. 
- Dzi!... - powtrzy. 
Wanie przechodzili mimo sztachet, za ktrymi na dziedzicu folwarcznym sta 
powz, ten sam, ktrym przyjechaa panna Izabela. Nawet okoo dyszla furman 
ukada zaprzgi. Ale na Wokulskim ani wiadomo, ani przygotowania do 
wyjazdu nie zrobiy tym razem wraenia. 
No c - myla - kto przyjecha, musi odjecha... Rzecz cakiem naturalna... 
Nawet dziwi go ten spokj. 
Przeszli jeszcze kilkanacie krokw pod zwieszajcymi si gami i nagle opanowaa 
go straszna rozpacz. zdawao mu si, e gdyby w tej chwili zajecha 
powz po pann Izabel, on rzuciby si pod koa i nie pozwoliby jej jecha. 
Niechby go roztratowali i niechby ju raz przesta cierpie. 
Wnet jednak przysza nowa fala spokoju i Wokulski znowu dziwi si, skd mu 
si bior takie akowskie myli. Przecie panna Izabela ma prawo jecha, kiedy 
chce, gdzie chce i z kim jej si podoba... 
- Dugo pani jeszcze zabawi na wsi? - spyta. 
- Najwyej miesic. 
- Miesic!... - powtrzy. - Czy przynajmniej wolno mi bdzie po tym miesicu 
odwiedza pastwa?... 
- O tak, bardzo prosimy... - odpara. - Mj ojciec jest wielkim przyjacielem 
pana. 
- A pani? 
Zarumienia si i milczaa. 
- Nie odpowiada pani... - rzek Wokulski. - Nie domyla si pani nawet, jak jest 
mi drogie kade jej sowo, ktrych tak mao syszaem... I oto dzi odjeda pani 
nie zostawiajc mi nawet cienia nadziei... 
- Moe czas to zrobi - szepna. 
-Bodajby zrobi! -W kadym razie co pani powiem. Widzi pani, w yciu 
mona spotka ludzi weselszych ode mnie, eleganckich, z tytuami, nawet z 
majtkiem wikszym ni mj... Ale przywizania jak moje - chyba pani nie 
znajdzie. Bo jeeli mio mierzy si wielkoci cierpie, takiej jak moja moe 
jeszcze nie byo na wiecie. 
I nie mam nawet prawa skary si o to na kogokolwiek. Los to robi. Jakimi bo 
on dziwnymi drogami prowadzi mnie do pani! Ile klsk musiao spa na og, 
zanim ja, ubogi chopak, mogem zdoby uksztacenie, ktre mi dzi pozwala 
mwi z pani. Jaki traf popchn mnie do teatru, gdzie pierwszy raz 
zobaczyem pani. A na majtek, ktry posiadam; czy moe nie zoy si szereg 
cudw?... 
Kiedy dzi myl o tych rzeczach, zdaje mi si, e jeszcze przed urodzeniem 
naznaczone mi byo zej si z pani. Gdyby mj biedny stryj nie kocha si za 
modu i nie umar osamotniony, ja dzi nie znajdowabym si w tym miejscu. I 
nie jeste to dziwne, e ja sam, zamiast bawi si kobietami, jak robi inni, 
unikaem ich dotychczas i prawie wiadomie czekaem na jedn, na pani... 
Panna Izabela nieznacznie otara z... Wokulski nie patrzc na ni mwi: 
-Nie dalej jak teraz, kiedy byem w Paryu, miaem przed sob dwie drogi. 
Jedna prowadzi do wielkiego wynalazku, ktry moe zmieni dzieje wiata, 
druga do pani. Wyrzekem si tamtej, bo mnie tu przykuwa niewidzialny 
acuch: nadzieja, e mnie pani pokocha. Jeeli to jest moliwym, wol 
szczcie z pani od najwikszej sawy bez pani; bo sawa to liczman, za ktry 
wasne szczcie powicamy dla innych .Ale jeeli si udz, tylko pani moe 
zdj ze mnie to zaklcie. Powiedz, e nie masz i nie bdziesz miaa nic dla 
mnie i... Wrc tam, gdzie moe od razu powinienem by zosta. 
- Czy tak?... - doda biorc j za rk. 
Nie odpowiedziaa nic... 
- Wic zostaj... - rzek po chwili. - Bd cierpliwym, a pani sama da mi znak, 
e speniy si moje nadzieje. 
Wrcili do paacu. Panna Izabela bya troch zmieniona, ale rozmawiaa ze 
wszystkimi wesoo. Wokulskiemu znowu powrci spokj. Nie rozpacza ju, e 
panna Izabela odjeda; powiedzia sobie, e zobaczy j za miesic, i to mu 
obecnie wystarczao. Po niadaniu zajecha powz; zaczto si egna. Na 
ganku panna Izabela szepna do pani Wsowskiej: 
- Mogaby te, Kaziu, ju nie drczy tego biedaka... 
- Kog to? 
-Twego imiennika. 
- Ach, Starskiego... Zobaczymy. 
Panna Izabela podaa rk Wokulskiemu. 
- Do widzenia! - szepna z akcentem w gosie. Odjechaa. Cae towarzystwo 
stao w ganku patrzc na powz, ktry z pocztku oddala si, potem skrci za 
stawem, znik za pagrkiem, znowu ukaza si i nareszcie zosta po nim tylko 
tuman tego kurzu. 
- Bardzo pikny dzie - rzek Wokulski. 
-O, bardzo adny - odpar Starski. 
Pani Wsowska spod spuszczonych brwi przypatrywaa si Wokulskiemu. 
Powoli rozeszli si wszyscy. Wokulski zosta sam. Wstpi do swego pokoju, 
lecz wyda mu si bardzo pusty; potem chcia i do parku, ale co go stamtd 
odepchno... Potem przywidziao mu si, e panna Izabela jeszcze musi by w 
paacu, i w aden sposb nie mg zrozumie, e wyjechaa, e jest ju o mil od 
Zasawka i e kada sekunda oddalaj od niego. 
A jednak wyjechaa! - szepn. - Wyjechaa, wic i c?... Poszed nad staw i 
przypatrywa si biaej dce, dokoa ktrej byszczaa woda, a oczy bolay. 
Nagle jeden z abdzi, pywajcych przy tamtym brzegu, spostrzeg go i 
rozpuciwszy skrzyda, szelestem przylecia do czna. 
I dopiero w tej chwili schwyci Wokulskiego taki smutek, taki niezmierny 
niezgruntowany smutek, jak gdyby ju mia rozsta si z yciem... 
Zatopiony we wasnej goryczy, Wokulski nie bardzo uwaa, co si dokoa 
niego dzieje. Mimo to nad wieczorem spostrzeg; e towarzystwo zasawskie po 
powrocie z parku jest skwaszone. Panna Felicja zamkna si z pann Ewelin w 
jej pokoju, baron by rozdraniony, a Starski ironiczny i zuchway. 
Po obiedzie wezwaa Wokulskiego do siebie prezesowa. Na staruszce rwnie 
byo zna lady irytacji, ktr staraa si opanowa. 
- Mylae co, panie Stanisawie, o tej cukrowni? - rzeka wchajc swj 
flakonik, co byo znakiem wzruszenia. - Pomyl o tym, prosz ci, i pogadaj ze 
mn, bo ju mi zbrzydy te komerae... 
-Ma pani jakie zmartwienie? -spyta Wokulski. Machna rk. 
- Ech! zmartwienie... Chciaabym tylko, aeby albo skojarzy si ten maria 
Eweliny z baronem, albo eby si zerwa... Albo niechaj sobie jad ode mnie oni 
oboje czy Starski... Wszystko jedno... 
Wokulski spuci gow i milcza zgadujc, e umizgi Starskiego do narzeczonej 
barona musiay ju przybra bardziej widoczne formy. Lecz c jego to 
obchodzio? 
- Gupiutkie s te panny - zacza po chwili prezesowa. - Im si zdaje, e jak 
zapie ktra bogatego ma, a poza nim przystojnego kochanka, to ju wypeni 
sobie ycie... Gupiutkie. Ani wiedz, e wnet sprzykrzy si stary m i pusty 
kochanek i e prdzej czy pniej kada zechce pozna prawdziwego czowieka. 
A jeeli si taki trafi, na jej nieszczcie, co ona mu da?... Czy wdziki, ktre 
sprzedaa, czy serce zaszargane z takimi oto Starskimi?... 
I pomyle, e prawie kada z nich musi przej podobn szko, zanim pozna 
ludzi. Przedtem, choby si jej trafia najszlachetniejszy, nie oceni go. Wybierze 
starego bogacza albo miaego hultaja, w ich towarzystwie zmarnuje ycie, a 
dopiero kiedy chce si odrodzi... Zwykle za pno i na prno!.. 
Co mnie jednak dziwi najmocniej - prawia - to okoliczno, e na podobnych 
lalkach nie poznaj si mczyni. Dla adnej kobiety, poczwszy od 
Wsowskiej, koczc na mojej pokojwce, nie jest to sekret, e w Ewelinie nie 
zbudzi si jeszcze ani rozum, ani serce; wszystko w niej pi... A tymczasem 
baron widzi w niej bstwo i durzy si, biedak, e ona go kocha! 
- Dlaczeg go pani nie ostrzee? - odezwa si Wokulski stumionym gosem. 
- Daje spokj, to si na nic nie zda... Czy ja mu raz dawaam do zrozumienia, 
e Ewelina dzi jest tylko zepsute dziecko i lalka? Moe kiedy co z niej 
wyronie, ale w tej chwili!... akurat Starski dla niej dobry. 
- C - dodaa po przerwie - pomylisz o tej cukrowni?... Ka sobie jutro 
osioda konia, przejed si po polach sam, a jeszcze lepiej z Wsowsk... To 
kobieta duo warta, mwi ci... 
Wokulski opuci prezesow przeraony. 
Co ona mwi - myla - o baronie i Ewelinie?... Czy po prostu nie ostrzega 
mnie?... Starski bodaje umizga si nie tylko do panny Eweliny. Co to byo tam 
w breku?... Ach, wolabym w eb sobie paln... 
Wnet jednak opamita si. 
W breku - myla -byo albo przywidzenie, albo fakt. Jeeli przywidzenie, w 
takim razie krzywdzibym niewinn, a jeeli fakt... No, to przecie nie bd 
rywalem tego uwodziciela z operetki i nie powic ycia dla kobiety 
przewrotnej. Wolno jej romansowa, z kim chce, ale nie wolno oszukiwa 
czowieka, ktrego jedynym wystpkiem jest, e j kocha... Trzeba wyjeda z 
tej Kapui i wzi si do roboty. W laboratorium Geista lepiej zapeni ycie 
anieli w salonach... 
Okoo dziesitej wieczr wszed do jego pokoju baron strasznie zmieniony. Z 
pocztku mia si i dowcipkowa, nastpnie zadyszany upad na krzeso, a po 
chwili rzek: 
- Uwaa pan, szanowny panie Wokulski, ja czasami myl, nie z wasnego 
dowiadczenia, bo moja narzeczona jest najszlachetniejsz kobiet... ale czasami 
myl, e kobiety to nas niekiedy zwodz... 
- Tak, niekiedy. 
-Moe nie jest to ich wina -mwi baron - trzeba jednak przyzna, e niekiedy 
pozwalaj baamuci si zrcznym intrygantom... 
- O, pozwalaj. 
Baron dra tak, e chwilami zby mu szczkay. 
- Nie sdzisz pan - zapyta po namyle - e jednak naleaoby temu zapobiec?... 
- W jaki sposb?... - Choby usuwajc kobiet od stosunkw z intrygantami... 
Wokulski gono rozemia si... - Mona kobiet uwolni od intrygantw, ale 
czy podobna uwolni j od jej wasnych instynktw?... Co pan poradzisz, jeeli 
ten, ktry w paskich oczach jest tylko baamutem czy intrygantem, dla niej jest 
- samcem tego co ona gatunku?... 
Stopniowo opanowywa go wcieky gniew. Chodzi po pokoju i mwi: 
- Jaka walka jest moliwa z prawem natury, wedug ktrego suka, choby 
najlepszej rasy, nie pjdzie za lwem, ale za psem? Postaw jej pan ca menaeri 
najszlachetniejszych zwierzt, a ona wyrzeknie si jej dla kilku psw... I trudno 
si temu dziwi, gdy one stanowi jej gatunek. 
-Wic wedug pana nie ma rady? - spyta baron. 
- Dzi adnej, a kiedy bdzie jedna: szczero w ludzkich stosunkach i wolny 
wybr. Gdy kobieta nie bdzie potrzebowaa udawa mioci ani kokietowa 
wszystkich, wwczas od razu odsunie tych, ktrzy jej nie s mili, i pjdzie za 
tym, ktry jej przypada do gustu. Wwczas nie bdzie oszukiwanych ani 
oszukujcych, stosunki uporzdkuj si w sposb naturalny. 
Po odejciu barona Wokulski pooy si. Nie spa ca noc, ale wrci do 
rwnowagi. 
Co ja mam za pretensje do panny Izabeli? - myla. - Przecie nie mwia, e 
mnie kocha; daa mi ledwie cie nadziei, e to moe kiedy nastpi. Jest w 
porzdku, gdy prawie mnie nie zna. I co za przywidzenia snuj mi si po 
gowie!... Starski?... Ale ona chce wyswata go z pani Wsowsk, wic chyba 
romansowa z nim nie myli. Prezesowa?... Prezesowa lubi pann Izabel, sama 
mi o tym mwia, wreszcie kazaa mi tu przyjecha... Mam czas. Poznam si z 
ni bliej, a jeeli mnie pokocha, bd szczliwy i mog by spokojny. Jeeli 
nie - wrc do Geista. Na wszelki wypadek sprzedam kamienic i sklep, a 
zostan przy spce do handlu z Rosj. To mi da za par lat ze sto tysicy rubli 
rocznie, a jej nie narazi na tytu kupcowej galanterii. 
Nazajutrz po pierwszym niadaniu kaza osioda konia i wyjecha pod pozorem 
obejrzenia okolicy. Nie mylc skrci na drog, gdzie wczoraj toczy si powz 
panny Izabeli i gdzie zdawao mu si, e jeszcze wida lady k... Potem, 
rwnie machinalnie, zawrci w stron lasu, dokd tak niedawno jedzili na 
rydze. W tym miejscu miaa si, tu rozmawiaa z nim, tu spogldaa na 
okolic... 
Podejrzenia, gniewy, wszystko w nim wygaso. 
Zamiast nich pocz wpywa mu do serca al strug tak cienk jak zy, a palc 
jak ogie wieczny... 
Wjechawszy do lasu zsiad z konia i prowadzi go za cugle. 
Oto cieka, ktr wwczas szli oboje, ale wydaje si jaka inna. Ta cz lasu 
miaa by podobna do kocioa -dzi ani ladu podobiestwa. Dokoa szaro i 
cicho. Sycha tylko krakanie wron, ktre w tej chwili przelatuj nad lasem, i 
krzyk sposzonej wiewirki, co wdrapujc si na drzewo szczeka jak may 
piesek. 
Wokulski doszed do polanki, gdzie wwczas rozmawiali z pann Izabel; 
znalaz nawet pie, na ktrym siedziaa. Wszystko jest, jak byo; tylko jej nie 
ma... Na krzakach leszczyny ju kn licie, z sosen zwiesza si smutek, jak 
sieci pajcze. Taki nieujty, a tak go omota! 
Co za gupstwo - myla - robi si zalenym od jednej ludzkiej istoty! 
Wszake ja dla niej tylko pracowaem, o niej myl, ni yj. Co gorsze - dla 
niej porzuciem Geista... No, ale c lepszego miabym u Geista? Bybym tak 
samo zaleny jak dzi, tylko zamiast piknej kobiety panem moim byby stary 
Niemiec. I tak samo pracowabym, nawet ciej; z t rnic, e dzi pracuj dla 
mego szczcia, a wwczas dla szczcia innych, ktrzy tymczasem bawiliby si 
i kochaliby si na mj rachunek. 
Zreszt, czy ja mam prawo narzeka? Rok temu ledwie miaem marzy o 
pannie Izabeli, a dzi ju j znam, staram si nawet o jej wzajemno... Czy ja j 
aby znam?... Jest zakamienia arystokratk, no ale nie rozejrzaa si jeszcze w 
wiecie... Ma dusz poetyczn czy moe tak si tylko przedstawia... Kokietka 
ona jest, ale i to si zmieni, jeeli mnie pokocha... Sowem - nie jest le, a za 
rok... 
W tej chwili ko jego wyrzuci gow i zara; odpowiedziao mu w gbi lasu 
inne renie i ttent. Niebawem na kocu cieki pokazaa si amazonka, w 
ktrej Wokulski pozna pani Wsowsk. 
- Hop! hop!... - zawoaa miejc si. Zeskoczya z konia i oddaa cugle 
Wokulskiemu. 
- Przywi go pan - rzeka. - Ach, jak ja pana ju znam!... Pytam si przed 
godzin prezesowej: gdzie Wokulski? 
Pojecha w pole oglda miejsce na cukrowni. 
Akurat! - myl. - On pojecha do lasu marzy.' 
Kazaam sobie poda konia, i ot znajduj pana siedzcego na pniu, 
rozgorczkowanego... Cha!... cha!... cha!... 
- Czy tak miesznie wygldam? - Nie! dla mnie nie wyglda pan miesznie, ale 
jak by tu powiedzie?... niespodziewanie. Wyobraaam sobie pana cakiem 
inaczej. Kiedy mi powiedziano, e pan jest kupcem, ktry w dodatku szybko 
zrobi majtek, pomylaam: 
Kupiec?... Zatem przyjecha na wie albo stara si o posan pann, albo 
wydoby od prezesowej pienidze na jakie przedsibierstwa. 
W kadym razie sdziam, e pan jest czowiek zimny, rachunkowy, ktry 
chodzc po lesie taksuje drzewo, a na niebo nie patrzy, bo to nie daje procentu. 
Tymczasem c widz?... Marzyciela, redniowiecznego trubadura, ktry 
wymyka si do lasu, aeby wzdycha i wypatrywa zeszotygodniowe lady j e j 
stp! Wiernego rycerza, ktry kocha na ycie i mier jedn kobiet, a innym 
robi impertynencje. Ach, panie Wokulski, jakie to zabawne... jakie to 
niedzisiejsze!... 
-Ju pani skoczya? - spyta zimno Wokulski. 
- Ju... Teraz pan zabierze gos?... 
- Nie, pani. Zaproponuj, aebymy wracali do domu. Pani Wsowsk obla 
mocny rumieniec. 
- Za pozwoleniem - rzeka biorc konia za uzd. - Czy nie mylisz pan, e 
mwi w ten sposb o paskiej mioci, aeby sama wyda si za pana?... 
Milczysz pan... Ot mwmy serio. Bya chwila, e mi si pan podoba; bya i ju 
przesza. Ale choby nie przesza, chobym miaa umrze z mioci dla 
pana, co zapewne nie nastpi, bo nie straciam jeszcze ani snu, ani apetytu, nie 
oddaabym si panu, syszysz pan... choby mi si u ng wczy. Nie 
mogabym y z czowiekiem, ktry tak kocha inn kobiet, jak pan to robisz. 
Jestem za dumna. Wierzy mi pan? 
-Tak! 
- Przypuszczam. Jeeli wic dzi drasnam pana moimi artami, to tylko przez 
yczliwo dla pana. Imponuje mi paskie szalestwo, chciaabym, aeby by 
szczliwy, i dlatego mwi: wyrzu pan z siebie redniowiecznego trubadura, 
bo ju mamy wiek dziewitnasty, w ktrym kobiety s inne, ni pan je sobie 
wyobraa, o czym wiedz nawet dwudziestoletni chopcy. 
-Jakie s? 
-adne, mie, lubi was wszystkich prowadzi za nos, a kochaj si tylko o tyle, 
o ile robi im to przyjemno. Na mio dramatyczn nie zgodzi si adna, a 
przynajmniej nie kada... Musiaaby pierwej znudzi si miostkami, a nastpnie 
znale dramatycznego kochanka. 
- Krtko mwic, insynuuje pani, e panna Izabela... 
- O, ja nic nie insynuuj pannie Izabeli - ywo zaprotestowaa pani Wsowska. Jest 
w niej materia na dzieln kobiet i ten, kogo ona pokocha, bdzie 
szczliwy. Zanim jednak pokocha!... Pom mi pan wsi... 
Wokulski podsadzi j i sam wsiad na swego konia. Pani Wsowska bya 
rozdraniona. Jaki czas jechaa naprzd, milczc; nagle odwrcia si i rzeka: 
- Ostatnie sowo. Znam ludzi lepiej, ni pan sdzisz, i... lkam si paskiego 
rozczarowania. Ot gdyby ono kiedy nadeszo, przypomnij sobie moj rad: 
nie dziaaj pod wpywem uniesienia, tylko czekaj. Wiele rzeczy na pozr 
wyglda gorzej anieli w rzeczywistoci. 
Szatan! - mrukn Wokulski. Cay wiat zacz przed nim kry i nabiega 
krwi. 
Jechali, nic ju nie mwic do siebie. Wrciwszy do Zasawka Wokulski 
poszed do prezesowej. 
- Jutro jad - rzek. - A cukrowni niech pani nie stawia. 
- Jutro?.. - powtrzya staruszka. - A c bdzie z kamieniem? 
- Wanie, jeeli pani pozwoli, pojad na Zasaw. Obejrz kamie, zreszt mam 
tam jeszcze interes. 
- Ha! jed z Bogiem... nie masz tu co robi. A w Warszawie zachode do mnie. 
Wrc jednoczenie z hrabin i z ckimi... Wieczorem wpad do niego 
Ochocki. 
- Do licha! - krzykn - tyle miaem z panem do pogadania...Ale c, pan cigle 
okadae si babami, a teraz wyjedasz... 
- Nie lubisz pan kobiet? - rzek z umiechem Wokulski. - Moe masz racj ... 
- Nie to, ebym nie lubi. Ale od czasu, jak przekonaem si, e wielkie damy 
nie rni si od pokojwek, wol pokojwki. 
Te baby - prawi - to wszystko gsi nie wyczajc najmdrzejszych. Wczoraj na 
przykad p godziny tomaczyem Wsowskiej, na co przyda si kierowanie 
balonami. Mwiem o znikniciu granic, o braterstwie ludw, o olbrzymich 
postpach cywilizacji... Ona patrzya mi w oczy tak, i gow oddabym, e 
mnie rozumie. A kiedy skoczyem, zapytaa: 
- Panie Ochocki, czemu si pan nie eni?... - Syszae pan!... Naturalnie, przez 
drugie p godziny wykadaem jej, e ani myl si eni, e nie oenibym si 
ani z pann Felicj, ani z pann Izabel, ani nawet z ni. Diabli mi po onie, 
ktra by si szastaa po moich laboratoriach w sukni z dugim ogonem, 
wycigaaby mnie na spacery, wizyty, teatry... Dalibg, nie znam ani jednej 
kobiety, w ktrej cigym towarzystwie nie zgupiabym w p roku. 
Umilk i chcia odchodzi. 
-Swko - rzek Wokulski. -Kiedy pan wrci do Warszawy, niech pan do mnie 
wstpi. Moe zakomunikuj panu wiadomo o wynalazku, ktry wprawdzie 
zabierze poow ycia, ale... przypadnie panu do gustu. 
- Balony?... - spyta Ochocki z paajcym wzrokiem. 
Co lepszego. Dobranoc. Na drugi dzie okoo poudnia Wokulski poegna 
dom prezesowej. W par godzin pniej by w Zasawiu. Odwiedzi proboszcza 
i kaza Wgiekowi zabiera si w drog do Warszawy. Zaatwiwszy to poszed 
do ruin zamkowych. Na kamieniu ju by wyryty czterowiersz. Wokulski 
przeczyta go kilka razy i zatrzyma wzrok na sowach: 
 Zawsze i wszdzie bd ja przy tobie... 
A jeeli nie?... - szepn. 
Na myl o tym opanowaa go rozpacz. W tej chwili mia jedno tylko pragnienie: 
aeby ziemia rozstpia si pod nim i pochona go razem z tymi ruinami, z tym 
kamieniem i z tym napisem... 
Gdy wrci do miasteczka, konie ju byy nakarmione; przy powozie sta 
Wgieek z zielon skrzynk. 
-A czy wiesz, kiedy tu wrcisz? -zapyta go Wokulski. 
-Kiedy Bg da, panie -odpar Wgieek. 
- Siadaj. 
Sam rzuci si na poduszki powozu i ruszyli. Z daleka stara kobieta przeegnaa 
ich na drog. Wgieek spostrzeg j i zdj czapk. 
- Niech mama bdzie zdrowa!... - zawoa z koza. 
ROZDZIA DZIESITY: 
PAMITNIK STAREGO SUBIEKTA 
Mamy tedy rok 1879. 
Gdybym by przesdny, a nade wszystko gdybym nie rozumia, e po 
najgorszych czasach nadchodz dobre, lkabym si tego roku 1879. Bo jeeli 
jego poprzednik zakoczy si le, to ju on zacz si jeszcze gorzej. 
Anglia, na przykad, w kocu roku zeszego wdeptaa w wojn z Afganistanem i 
w grudniu byo nawet z nimi le. Austria miaa duo kopotw w Boni, a w 
Macedonii wybucho powstanie. W padzierniku i listopadzie byy zamachy na 
krla Alfonsa hiszpaskiego i krla Humberta woskiego. Obaj wyszli cao. 
Rwnie w padzierniku umar hr. Jzef Zamoyski, wielki przyjaciel 
Wokulskiego. Myl nawet, e jego mier w niejednej sprawie pokrzyowaa 
plany Stachowi. 
Rok 1879 dopiero si zacz, ale niechaj go kaczki zdepcz !... Anglicy, jeszcze 
nie wygrzebawszy si z Afganistanu, ju maj wojn w Afryce, gdzie na 
Przyldku Dobrej Nadziei, z jakimi Zulusami. Tu za, w Europie, ani mniej ani 
wicej, tylko - wybucha duma w okolicach Astrachania i lada dzie moe do 
nas zajrze. 
Co my mamy przez t dum !... Kogo spotkam, mwi: Co, dobrze wam 
sprowadza perkaliki z Moskwy? Zobaczysz pan, e razem z nimi sprowadzicie 
morow zaraz. A ile si to odbiera anonimw wymylajcych na czym wiat 
stoi ! Zdaje mi si jednak, e autorami ich s przede wszystkim kupcy, nasi 
wspzawodnicy, albo te fabrykanci perkalikw dzkich. Ci utopiliby nas w 
yce wody, choby adnej dumy nie byo. Naturalnie, e nawet setnej czci 
tych wymysw nie powtarzam Wokulskiemu; myl jednak, e on sam syszy 
ich i czyta wicej anieli ja. 
Waciwie mwic, chciaem na tym oto miejscu napisa histori niesychanej 
sprawy, sprawy kryminalnej, ktr pani baronowa Krzeszowska wytoczya 
komu?... Nikt by nie zgad!... Oto tej piknej, tej poczciwej, tej kochanej pani 
Helenie Stawskiej. Ale taka mnie pasja ogarnia, e nie mog myli zebra. Wic 
dla rozerwania uwagi napisz sobie o czym innym. 
Wytoczya pani Stawskiej proces kryminalny o kradzie!... Jej, o kradzie... 
Naturalnie, e wyszlimy z tego bota jak triumfatorowie. Ale co nas to 
kosztowao... Ja na przykad, dalibg, nie mogem sypia po nocach blisko przez 
dwa miesice. A jeeli dzisiaj lubi wieczorem wstpi na piwo, czego nigdy nie 
robiem, i nawet siedz w knajpie do p nocy, to po prostu robi to ze 
zmartwienia. Jej, tej witej kobiecie, wytoczy proces o kradzie!... Na to, Bg 
mi wiadkiem, trzeba by tak pwariatk jak pani baronowa. 
Za to te nam zapacia dzika baba dziesi tysicy rubli... Ach, gdyby to ode 
mnie zaleao, wydusibym ze sto tysicy. Niechby pakaa, niechby 
spazmowaa, niechby nawet umara... Niegodziwa kobieta! 
Ale mylmy o czym innym, nie o ludzkich niegodziwociach. 
Waciwie mwic, kto wie, czy poczciwy Stach nie by mimowoln przyczyn 
nieszczcia pani Stawskiej; a nawet moe nie tyle on, ile ja... Ja go do niej 
gwatem prowadziem, ja radziem Stachowi, aeby nie odwiedza tej poczwary, 
pani baronowej, ja wreszcie pisaem do Wokulskiego, kiedy by w Paryu, 
aeby zasign tam wiadomoci o Ludwiku Stawskim. Krtko mwic: ja, nikt 
inny, tylko ja rozdraniem t jdz Krzeszowsk. Odpokutowaem te przez 
dwa miesice!... 
Ha, trudno. Panie Boe, jeeli jeste, zbaw pomimo to dusz moj, jeeli j mam 
- jak mwi pewien onierz z czasw rewolucji francuskiej. 
(Ach, jak ja si starzej, jak ja si starzej!... zamiast od razu przystpi do 
rzeczy, baj, krc, nudz... Cho, dalibg, krew by mnie chyba zalaa, gdybym 
mia od razu napisa o tym potwornym, o tym haniebnym procesie...) 
Zaraz, niech zbior myli. 
Stach przez wrzesie by na wsi u prezesowej Zaslawskiej. Po co on tam jedzi, 
co robil?... domyle si nie mog. Ale z paru listw, ktre do mnie napisa, 
widz, e musiao mu si dzia nieosobliwie. Jaki diabe sprowadzi tam pann 
Izabel ck?... Eh! przecie ni si ju chyba nie zajmuje. I bd chystkiem, 
jeeli go nie wyswatam z pani Stawsk. Wyswatam, odprowadz ich do 
otarza, dopilnuj, aeby przysig jak si naley, a potem... Moe sobie w eb 
paln, czy ja wiem?... 
(Stary gupcze!... i tobie to myle o takim aniele?... Zreszt ja o niej wcale nie 
myl; osobliwie od czasu, kiedy przekonaem si, e ona kocha Wokulskiego. 
Nieche go sobie kocha, byle oboje byli szczliwi. A ja?... Ej, Katz, mj stary 
przyjacielu, miaeby by odwaniejszy ode mnie?...) 
W listopadzie, wanie w tym samym dniu, kiedy zawali si dom na ulicy 
Wsplnej, Wokulski wrci z Moskwy. I znowu nie wiem, co tam robi, do, e 
zarobi okoo siedemdziesiciu tysicy rubli... Takie zyski przechodz moje 
pojcie, ale przysign, e interes, do ktrego Stach nalea, musia by 
uczciwy. 
W par dni po jego powrocie przychodzi do mnie jeden solidny kupiec i mwi: 
- Kochany panie Rzecki, nie mam zwyczaju miesza si do cudzych spraw, ale ostrze 
pan Wokulskiego (nie ode mnie, tylko od siebie), e ten jego wsplnik 
Suzin to wielki hultaj i zapewne niedugo zbankrutuje..: Ostrze go pan, bo 
szkoda czowieka... Zawsze Wokulski, jakkolwiek wszed na faszyw drog, 
zasuguje na wpczucie... 
- Co pan nazywasz faszyw drog? - pytam. 
- No juci, panie Rzecki - mwi on - kto jedzi do Parya, kupuje okrty w 
czasie nieporozumie z Angli i tak dalej, ten, panie Rzecki, nie odznacza si 
obywatelskimi cnotami. 
-Panie drogi - ja mwi -a czyme kupno okrtw rni si od kupna chmielu? 
Chyba wikszym zarobkiem... 
-No - mwi znowu on - panie Rzecki, nie bdziemy rozprawiali o tej materii. 
Gdyby to zrobi kto inny, nie miabym nic przeciw temu, ale Wokulski!... Obaj 
przecie znamy jego przeszo, a ja moe lepiej ni pan, bo nieraz witej 
pamici Hopfer robi u mnie przez niego obstalunki. 
-Pan - mwi do owego kupca - rzucasz podejrzenia na Wokulskiego? 
-Nie, panie -mwi znowu on - ja tylko powtarzam, co gada cae miasto. Nie 
myl bynajmniej szkodzi Wolkulskiemu, osobliwie w opinii pana, ktry jeste 
jego przyjacielem (i susznie, bo patrzy na tego czowieka, kiedy by inny ni 
dzi), ale... Przyznaj pan, e ten czowiek szkodzi naszemu przemysowi... Nie 
sdz rwnie jego patriotyzmu, panie Rzecki, ale... szczerze panu powiem (bo 
przecie wobec pana musz by szczery), e te perkaliki moskiewskie... Rozumie 
pan?.. 
Byem wcieky. Gdy jakkolwiek jestem eks-porucznikiem wgierskiej 
piechoty, nie mog jednak poj: czym perkaliki niemieckie s lepsze od 
moskiewskich? Ale z moim kupcem nie byo gawdy. W taki sposb bestia 
podnosi brwi, tak rusza ramionami, a tak rozkada rce, i w kocu 
pomylaem, e on jest wielki patriota, a ja gagan, cho w tym czasie, kiedy on 
nabija kieszenie rublami i imperiaami, mnie parset kul przeleciao nade 
bem... 
Naturalnie, e opowiedziaem o tym Stachowi, ktry wysuchawszy odpar: 
- Uspokj si, mj kochany. Ci sami ludzie, ktrzy mnie ostrzegaj, e Suzin 
jest hultaj, przed miesicem pisali do Suzina, e ja jestem bankrut, szachraj, ekspowstaniec. 
Po rozmowie z tym poczciwym kupcem, ktrego nawet nazwiska nie wymieni, 
i po wszystkich anonimach, jakie odebraem, postanowiem sobie zapisywa 
rozmaite opinie wypowiadane przez dobrych ludzi o Wokulskim. 
A wic tedy na pierwsz porcj: Stach jest zym patriot, poniewa tanimi 
perkalikami zepsu troch interesa dzkim-fabrykantom..Bene!... Zobaczymy, 
co bdzie dalej. 
W padzierniku, jako w tym czasie, kiedy Matejko skoczy malowa bitw 
grunwaldzk (duy to obraz i okazay, tylko nie trzeba go pokazywa 
onierzom, ktrzy przyjmowali udzia w bitwach), wpada do sklepu 
Maruszewicz, ten przyjaciel pani baronowej Krzeszowskiej. Widz - magnat 
ca gb! Na brzuchu, a raczej w tym miejscu, gdzie ludzie maj brzuch, zota 
dewizka gruba na p palca, a duga -e cho psy na niej cignij. W krawacie 
brylantowa spinka, na rkach nowe rkawiczki, na nogach nowe buty, na caym 
ciele (mizerne to ciao, poal si Boe!) nowy garnitur. Przy tym mina, jakby 
jednej nitki nie mia na kredyt, tylko wszystko za gotwk. (Pniej Klejn, ktry 
mieszka w tym samym domu, objani-mnie,. e Maruszewicz grywa w karty i 
e od pewnego czasu szczcie mu suy.) 
Wpada tedy mj elegant do sklepu w kapeluszu na gowie, z hebanow laseczk 
w rku i rozejrzawszy si niespokojnie (on bo ma jakie niepewne spojrzenie), 
pyta: 
- Pan Wokulski jest?... Ach, pan Rzecki!... Na swko... 
Weszlimy za szafy. 
- Z wyborn nowin przychodz - mwi, czule ciskajc mnie za rk. Moecie 
panowie sprzeda swoj kamienic, t po ckim... Baronowa 
Krzeszowska j kupi. Ju wyprocesowaa od ma swoje kapitay i (jeeli 
potraficie si targowa) da, dziewidziesit tysicy rubli, a nawet moe co 
odstpnego... 
Musia spostrzec zadowolenie na mojej twarzy (mnie to kupno kamienicy nigdy 
nie przypadao do gustu), bo cisn mnie za rk jeszcze mocniej, o ile taki 
zdechlak moe co mocno robi, i sodko umiechajc si (mdo mi od tej 
sodyczy) zacz szepta: 
- Mog panom odda usug... wan usug... Pani baronowa badzo polega na 
moim zdaniu i... jeeli ja... 
Tu dosta lekkiego kaszlu. 
- Rozumiem - odezwaem si zgadujc, z kim mam do czynienia. - Pan 
Wokulski zapewne nie bdzie robi trudnoci co do porkawicznego... 
- Ale prosz pana - zawoa - c znowu!... Tym bardziej e ze stanowcz 
propozycj przyjdzie do panw adwokat baronowej. Zreszt nie o mnie chodzi... 
To, co mam, zupenie mi wystarcza... Ale znam pewn ubog rodzin, ktrej na 
moj rekomendacj panowie zechcecie co... 
- Prosz pana - przerwaem mu - wolimy zoy jak sum wprost na paskie 
rce, o ile naturalnie interes dojdzie do skutku. 
- O, e dojdzie, mog rczy honorem! - zapewni pan Maruszewicz. 
Poniewa jednak ja wcale nie daem mu sowa, e otrzyma porkawiczne, wic 
chwil pokrci si po sklepie i opuci go gwidc. 
Nad wieczorem powiedziaem o tym Stachowi; ale on zby mnie milczeniem, co 
mnie nawet zastanowio. Wic na drugi dzie pobiegem do naszego adwokata 
(ktry zarazem jest adwokatem ksicia) i zakomunikowaem mu wiadomo 
Maruszewicza. 
- Daje dziewidziesit tysicy rublil... - zdziwi si adwokat (jest to bardzo 
znakomity czowiek). - Ale, drogi panie Rzecki, teraz kamienice id w gr, a 
nawet na przyszy rok wybuduj ze dwiecie nowych domw... W tych 
warunkach, drogi panie Rzecki, jeeli sprzedamy im nasz dom za sto tysicy 
rubli, zrobimy im ask.:. Pani baronowa bardzo pali si do tej kamienicy (jeeli 
podobnego wyraenia wolno uywa o damach tak dystyngowanych) i moemy 
wycign z niej nierwnie wiksz sum, drogi panie Rzecki. 
Poegnaem znakomitego adwokata i wrciem do sklepu mocno postanawiajc 
nie miesza si ju do sprzeday kamienicy. Teraz dopiero, zreszt nie po raz 
pierwszy, przyszo mi na myl, e Maruszewicz jest to wielki frant. 
Obecnie uspokoiwszy si o tyle, e ju mog zebra myli, opisz wstrtny 
proces pani baronowej z tym anioem, z t doskona kobiet, pani Stawsk: 
Gdybym go nie napisa, za rok albo dwa nie wierzybym wasnej pamici, e 
mogo zdarzy si o rwnie potwornego. 
Zapamitaje sobie tedy, kochany Ignacy, e pani baronowa Krzeszowska 
naprzd od dawna nie cierpiaa pani Stawskiej mylc, e wszyscy w niej si 
kochaj, a po drugie, e ta pani baronowa chciaa jak najtaniej kupi od 
Wokulskiego kamienic. To s dwa wane fakta, ktrych donioso dzi 
dopiero rozumiem. (Jak ja si starzej, Boe miosierny, jak ja si starzej!...) 
U pani Stawskiej, od czasu zaznajomienia si z ni, bywaem dosy czsto. Nie 
powiem co dzie. Czasami raz na kilka dni, a czasem i dwa razy w cigu dnia. 
Byem przecie opiekunem tej kamienicy, to jedno. Dalej, musiaem donie pani 
Stawskiej, em pisa do Wokulskiego w sprawie odnalezienia jej ma. Dalej, 
wypado mi by u niej z zawiadomieniem, e Wokulski nie dowiedzia si nie 
stanowczego. Potem odwiedzaem j, aeby z okien jej mieszkania pozna 
obyczaje Maruszewicza, ktry lokowa si w oficynie naprzeciw niej. Nastpnie 
chodzio mio zbadanie pani Krzeszowskiej i jej stosunku do mieszkajcych nad 
ni studentw, na ktrych cigle si skarya. 
Kto obcy mgby myle, e bywam u pani Stawskiej za czsto. Ja jednak po 
dojrzaej rozwadze doszedem do przekonania, em bywa za rzadko. W jej 
mieszkaniu miaem przecie doskonay punkt obserwacyjny na ca kamienic, 
no i przy tym byem yczliwie przyjmowany. Pani Misiewiczowa (zacna matka 
pani Heleny), ile razy przyszedem, witaa mnie otwartymi rkoma, maa 
Helunia wskakiwaa mi na kolana, a sama pani Stawska oywiaa si na mj 
widok i mwia, e w tych godzinach, ktre u niej przepdzam, zapomina o 
swoich kopotach !... 
Czy wobec podobnych przyj mogem nie bywa czsto? Dalibg, myl, e 
bywaem za rzadko i e gdybym mia wicej rycerskich usposobie, 
powinienem by tam siedzie od rana do wieczora. Niechby si nawet pani 
Stawska ubieraa przy mnie. C by mi to szkodzio? 
W czasie tych wizyt zrobiem kilka wanych spostrzee. 
Naprzd ci studenci, z trzeciego pitra od frontu, byli to istotnie ludzie 
niespokojnego ducha. Do godziny drugiej po pnocy piewali i krzyczeli, 
czasami nawet ryczeli i w ogle starali si wydawa jak najwiccj gosw 
nieludzkich. W cigu dnia, gdy choby jeden z nich by w domu, a zawsze by 
ktry, jeeli tylko pani baronowa Krzeszowska wychylia gow przez lufcik 
(robia to po kilkanacie razy na dzie), zawsze jej kto usiowa wyla z gry 
wod na gow. 
Powiem nawet, e midzy ni a mieszkajcymi nad ni studentami wytworzy 
si pewien rodzaj sportu; polegajcy na tym, e ona wyjrzawszy przez lufcik 
staraa si jak najprdzej cofn gow, a oni usiowali wylewa na ni wod jak 
najczciej i w jak najwikszych ilociach. 
Wieczorami za ci modzi ludzie, nad ktrymi ju nikt nie mieszka i nikt nie 
mg ich oblewa wod, wieczorami zwoywali do siebie praczki i suce z 
caej kamienicy. Wwczas w lokalu pani baronowej rozlegay si krzyki i pacze 
spazmatyczne. 
Drugie moje spostrzeenie odnosio si do Maruszewicza, ktry mieszka prawie 
vis  vis pani Stawskiej. Czowiek ten prowadzi bardzo osobliwy tryb ycia 
cechujcy si niezwyk regularnoei. Regularnie nie paci komornego. 
Regularnie co par tygodni wynosz mu mnstwo gratw z mieszkania: jakie 
posgi, lustra, dywany, zegary... Ale co ciekawsze - rwnie regularnie do 
lokalu przynosz mu nowe lustra, nowe dywany, nowe zegary i posgi... 
Po kadym fakcie wynoszenia rzeczy pan Maruszewicz przez kilka nastpnych 
dni ukazuje si w jednym ze swych okien. Goli si w nim, czesze, fiksatuaruje, 
nawet ubiera si, rzucajc bardzo dwuznaczne spojrzenia w kierunku okien pani 
Stawskiej. Lecz gdy jego lokal napeni si nowymi artykuami wygody i zbytku, 
wwczas pan Maruszewicz zasania swoje okna na kilka dni sztorami. 
Wtedy (rzecz nie do uwierzenia) pal si u niego dniem i noc wiata, a w 
mieszkaniu sycha gosy wielu mczyzn, czasami nawet i kobiet... 
Alo co mi tam do cudzych interesw! 
Jednego dnia, w pocztkach listopada, rzek do mnie Stach: 
- Podobno bywasz u tej pani Stawskiej? 
Gorco mi si zrobio. 
- Przepraszam ci - zawoaem - jak mam to rozumie?... 
- W najzwyczajniejszy sposb - odpar. - Przecie chyba nie skadasz jej wizyt 
oknem, tylko drzwiami. Zreszt skadaj sobie, jak chcesz, a przy pierwszej 
sposobnoci owiadcz tym paniom, e miaem list z Parya... 
-O Ludwiku Stawskim? - spytaem. 
-Tak. 
- Znaleli go nareszcie? 
- Jeszcze nie, ale ju s na tropie i spodziewaj si niedugo rozstrzygn 
kwesti jego pobytu. 
- Moe biedak umar! - zawoaem ciskajc Wokulskiego.- Prosz ci, Stachu dodaem 
nieco ochonwszy ze wzruszenia - zrbe mi ask, odwied te panie i 
sam zakomunikuj im wiadomo... 
- A c to ja jestem grabarz, eby robi ludziom tego rodzaju przyjemnoci? oburzy 
si Wokulski. 
Gdy mu jednak zaczem przedstawia, jakie to zacne kobiety, jak wypytyway 
si: czy ich kiedy nie odwiedzi?... a gdy jeszcze napomknem, e warto by 
rzuci okiem na kamienic, zacz mikn. 
- Mao dbam o t kamienic - rzek wzruszajc ramionami - sprzedam j lada 
dzie... 
Ale w kocu da si namwi i pojechalimy tam okoo pierwszej w poudnie. 
Na podwrku spostrzegem, e sztory w lokalu Maruszewicza s starannie 
zasonite. Widocznie mia ju nowy garnitur mebli. 
Stach niedbale rozejrza si po oknach domu i bez najmniejszej uwagi sucha 
mego sprawozdania o melioracjach. Dalimy now podog w bramie, 
wyreperowalimy dachy, odmalowalimy ciany, mylimy schody co tydzie. 
Sowem, z zaniedbanej zrobilimy wcale okaza kamienic. Wszystko byo w 
porzdku nie wyczajc dziedzica i wodocigw; wszystko - oprcz 
komornego. 
- Zreszt - zakoczyem - bliszych informacji o komornym udzieli ci twj 
rzdca, pan Wirski, po ktrego zaraz poszl stra... 
-A daje mi spokj z komornem i rzdc - mrukn Stach.- Idmy ju do tej 
pani Stawskiej i wracajmy do sklepu. 
Weszlimy na pierwsze pitro lewej oficyny, gdzie czu byo zapach 
gotowanych kalafiorw; Stach zmarszczy si, a ja zapukaem do kuchni. 
-S panie? - zapytaem grubej kucharki. 
- Jeszcze by te nie byy, jak pan przychodzi - odpowiedziaa mruc oczy. . 
-Widzisz, jak nas przyjmuj!... -szepnem po niemiecku do Stacha. 
W odpowiedzi kiwn gow i wysun warg. 
W saloniku matka pani Stawskiej, jak zwykle, robia poczoch; zobaczywszy 
nas uniosa si nieco z fotelu i zdziwiona przypatrywaa si Wokulskiemu. 
Z drugiego pokoju wyjrzaa Helcia. 
- Mamo - szepna tak gono, e zapewne sycha j byo na dziedzicu przyszed 
pan Rzecki i jeszcze jaki pan. 
W tej chwili wysza do nas i pani Stawska. 
Widzc obie damy odezwaem si: 
-Nasz gospodarz, pan Wokulski, przychodzi zoy paniom uszanowanie i 
zakomunikowa wiadomoci... 
- O Ludwiczku?.. - pochwycia pani Misiewiczowa. - Czy yje?.. 
Pani Stawska poblada, a potem rwnie szybko zarumienia si. Bya w tej 
chwili tak pikna, e nawet Wokulski przypatrywa si jej, jeeli nie z 
zachwytem, to przynajmniej z yczliwoci. Jestem pewny, e z miejsca 
zakochaby si w niej, gdyby nie ten pody zapach kalafiorw zalatujcy z 
kuchni. 
Siedlimy. Wokulski zapyta panie, czy s zadowolone z lokalu, a nastpnie 
opowiedzia im, e Ludwik Stawski by przed dwoma laty w New Yorku, a 
nastpnie przenis si do Londynu pod przybranym nazwiskiem. Napomkn z 
lekka, e Stawski by wwczas chory i e za par tygodni spodziewa si o nim 
stanowczych wiadomoci. 
Suchajc tego pani Misiewiczowa kilka razy odwoaa si do pomocy chustki... 
Pani Stawska bya spokojniejsza, tylko par ez stoczyo si jej po twarzy. Aby 
ukry wzruszenie, zwrcia si z umiechem do creczki i rzeka pgosem: 
-Podzikuj, Heluniu, panu, e nam przynis wiadomoci o tatce. 
Znowu zy jej bysny, ale opanowaa si. Tymczasem Helunia zrobia dyg 
przed Wokulskim, a nastpnie przypatrzywszy mu si wielkimi oczyma, nagle 
schwycia go za szyj i ucaowaa w same usta. 
Nieprdko zapomn zmian, jakim ulega fizjognomia Stacha wobec tak 
niespodzianych pieszczot. Poniewa, o ile wiem, jeszcze nigdy nie pocaowao 
go adne dziecko, wic w pierwszej chwili cofn si zdziwiony; potem obj 
Heluni za ramiona, wpatrywa si w ni ze wzruszeniem i pocaowa w gow. 
Bybym przysig, e wstanie z krzesa i powie pani Stawskiej: 
Pozwl pani, aebym zastpi ojca tej kochanej dziecinie... 
Ale... nie powiedzia tego; spuci gow i wpad w zwyk sobie zadum. 
Dabym poow mojej rocznej pensji, aeby dowiedzie si: o czym on wtedy 
inyla? Moe o pannie ckiej?... Eh, znowu staro wyazi... C panna 
cka? ani umywaa si do Stawskiej! 
Po paruminutowym milczeniu Wokulski spyta: 
-Zadowolone panie z ssiadw?... 
- Jak z ktrych - odezwaa si pani Misiewiczowa. 
-Owszem, bardzo -wtrcia pani Stawska. Przy tym spojrzaa na WokuIskiego i 
zarumienia si. 
-Czy i pani Krzeszowska jest rwnie mi ssiadk? -spyta Wokulski. 
- O panie!... - zawoaa pani Misiewiczowa podnoszc palec w gr. 
- To nieszczliwa kobieta - przerwaa pani Stawska. - Stracia crk. 
Mwic to obracaa w palcach rbek chusteczki i spod swoich cudownych rzs 
usiowaa patrze... juci nie na mnie. Ale powieki musiay jej ciy jak ow, 
wic tylko rumienia si coraz mocniej i stawaa si coraz powaniejsz, jak 
gdyby j ktry z nas obrazi. 
- A kt to jest ten pan Maruszewicz? - mwi dalej Wokulski, jakby nie mylc 
nawet o obecnych damach. 
- Letkiewicz, , urwis... - prdko odpowiedziaa pani Misiewiczowa. 
- Ale mateczko, to tylko orygina!... - poprawia j crka. W tej chwili miaa 
oczy tak wielkie i renice tak rozszerzone jak chyba jeszcze nigdy. 
- Bo ci.studenci to podobno bardzo niesforni - rzek Wokulski patrzc na 
fortepian. 
- Zwyczajnie modzi - odpara pani Misiewiczowa i gono utara nos 
- Widzisz, Heluniu, znowu odpina ci si kokardka - rzeka pani Stawska 
nachylajc si do creczki, moe aby ukry zakopotanie na sam wzmiank o 
niesfornociach studenckich. 
Znudzi mnie ju Wokulski swoj rozmow. Istotnie, trzeba by albo 
pgwkiem, albo le wychowanym czowiekiem, aeby tak pikn kobiet 
wypytywa o wsplokatorw! Przestaem go te sucha i machinalnie 
poczem wyglda na podwrze. 
I oto, com zobaczy... W jednym z okien Maruszewicza uchylia si roleta i 
przez szpar z boku mona byo dojrze, e kto patrzy w nasz stron. 
Szpieguje nas ten poczciwiec! - pomylaem. Zwrciem oczy ku drugiemu 
pitru od frontu. Masz pociech!... W najdalszym pokoju pani baronowej 
Krzeszowskiej oba lufciki otwarte, a w gbi wida... j sam, jak przypatruje 
si lokalowi pani Stawskiej przez teatraln lornetk. 
e te Pan Bg nie ukarze tej jdzy... - rzekem do siebie, pewny, e z tego 
lornetowania wyniknie kiedy skandal. 
Modliem si nie na prno. Kara boska ju wisiaa nad gow intrygantki, w 
postaci ledzia, ktry wysuwa si z lufcika na trzecim pitrze. ledzia owego 
trzymaa jaka tajemnicza rka, odziana w granatowy rkaw ze srebrnym 
galonem, spoza rki za co kilka sekund wychylaa si mizerna twarz ze 
zoliwym umiechem. 
Nie trzeba byo mojej przenikliwoci, aeby zgadn, e by to jeden z nie 
paccych komornego studentw, ktry tylko czeka na ukazanie si baronowej 
w lufciku, aeby na ni puci ledzia. 
Ale baronowa bya ostrona, wic mizerny studencina nudzi si. Przekada 
opatrznociowego ledzia z jednej rki do drugiej i zapewne dla zabicia czasu 
robi bardzo nieprzystojne miny do dziewczt z paryskiej pralni. 
Wanie kiedy zastanawiaem si, e zamach, przygotowywany na baronow 
przez studenta ze ledziem, speznie na niczym, Wokulski wsta z krzesa i 
zacz egna damy. 
-Tak prdko panowie odchodz! -szepna pani Stawska i w tej chwili 
ogromnie zmieszaa si. 
- Moe panowie bd askawi czciej... - dodaa pani Misiewiczowa. 
Ale safandua Stach, zamiast poprosi panie, aeby pozwoliy mu bywa co 
dzie albo nawet aeby go stooway (co ja niezawodnie powiedziabym bdc 
na jego miejscu), ten... ten dziwak, zapyta si: czy nie potrzebuj jakich 
reperacyj w mieszkaniu... 
-O, ju wszystko, co byo potrzebne, zrobi poczciwy pan Rzecki - odpara pani 
Misiewiczowa zwracajc si do mnie z sympatycznym umiechem. (Szczerze 
mwic, nawet nie lubi takich umiechw u osb w pewnym wieku.) 
W kuchni Stach zatrzyma si na sekund, wida drani go zapach kalafiorw, 
wic rzek do mnie: 
-Trzeba by tu urzdzi jaki wentylator albo co... 
Na schodach nie mogem ju wytrzyma i zawoaem: 
- Gdyby tu bywa czciej, sam by pozna, jakie melioracje naleaoby 
zaprowadzi w tym domu. Ale co ciebie obchodzi dom albo nawet taka pikna 
kobieta! 
Wokulski stan w sieni i patrzc na rynn mrukn: 
- Phy!... gdybym j pozna wczeniej, moe bym si z ni oeni: 
Usyszawszy to doznaem dziwnego uczucia: byem kontent, a jednoczenie 
jakby mnie kto w serce koln. 
- A tak, to ju si nawet nie oenisz? - spytaem. 
- Kto wie?... - odpar. - Moe si i oeni... Ale nie z ni. 
Usyszawszy za to, doznaem jeszcze dziwniejszego uczucia; byo mi al, e 
pani Stawska nie dostanie Stacha za ma, a jednoczenie jakby mi kto zdj 
ciar z piersi. 
Ledwie wyszlimy na dziedziniec, patrz, a pani baronowa wychyla si ze 
swego lufcika i woa, oczywicie do nas: 
- Panie !... Prosz !... 
Nagle - rozdzierajcym gosem krzykna: Ach nihilici..., i cofna si w gb 
pokoju. 
Jednoczenie o kilka krokw od nas spad na podwrze led, na ktrego str 
rzuci si z tak drapienoci, e nawet mnie nie spostrzeg. 
- Nie zajdziesz do pani baronowej? - zapytaem Stacha. - Ona, zdaje si, ma do 
ciebie interes. 
- Niech mi da wity spokj!- odpar machnwszy rk. 
Na ulicy zawoa dorok i wrcilimy do sklepu nie rozmawiajc ze sob. 
Jestem jednak pewny, e myla o pani Stawskiej i e gdyby nie te pode 
kalafiory... 
Taki byem nieswj, taki zmartwiony, e zamknwszy sklep poszedem na piwo. 
Spotkaem tam radc Wgrowicza, ktry wci psy wiesza na Wokulskim, ale 
miewa bardzo szczliwe pomysy polityczne... i kcilimy si z nim do 
pnocy. Wgrowicz ma racj: istotnie wida z gazet, e w Europie na co si 
zanosi. Kto wie, czy po Nowym Roku may Napoleonek (nazywaj go Lulu, 
zrobi on wam lulu!) nie przeniesie si z Anglii do Francji... Prezydent 
MacMahon za nim, ks. Broglie za nim, w narodzie wikszo za nim.:. Mona 
by si zaoy, e zostanie cesarzem jako Napoleon IV, a na wiosn zacznie 
taniec z Niemcami. Teraz przecie Niemcy nie pjd do Parya; nie udaje si 
dwa razy ta sama sztuka. 
Ot tedy... Co ja chciaem powiedzie?... Aha! We trzy, moe we cztery dni po 
naszej wizycie u pani Stawskiej przychodzi Stach do sklepu i podaje mi list, ale 
adresowany do niego. 
- Przeczytaj no - rzek ze miechem. 
Otworzyem - czytam: 
Panie Wokulski! Wybacz, e nie nazywam ci szanownym, ale trudno dawa 
taki tytu czowiekowi, od ktrego ju wszyscy odwracaj si ze wstrtem. 
Nieszczsny czowieku! Jeszcze nie zrehabilitowae si ze swych dawniejszych 
wystpkw, a ju habisz si nowymi. Dzi o niczym wicej nie mwi cae 
miasto, tylko o twoich odwiedzinach u kobiety tak le prowadzcej si jak 
Stawska. Ju nie tylko miewasz z ni schadzki na miecie, nie tylko zakradasz 
si do niej po nocach, co by jeszcze dowodzio, e niezupenie wstyd zatraci, 
ale nawet odwiedzasz j w biay dzie, wobec suby, modziey i uczciwych 
mieszkacw tej skompromitowanej kamienicy. 
Nie ud si jednak, nieszczsny, e sam tylko romans z ni prowadzisz. 
Pomaga ci jeszcze twj rzdca, ten ndznik Wirski, i ten osiwiay w rozpucie 
twj plenipotent Rzecki. 
Musz doda, e Rzecki nie tylko uwodzi ci twoj kochanic, ale jeszcze okrada 
ci w dochodach z domu: poznia bowiem komorne niektrym lokatorom, a 
przede wszystkim tej Stawskiej. Skutkiem tego dom twj ju nic niewart, ty sam 
stoisz nad brzegiem przepaci i zaprawd! wielk wyrzdziby ci ask 
szlachetny dobroczyca, ktry by zechcia kupi t ruder po ckich z ma dla 
ciebie strat. 
Gdyby wic znalaz si taki dobrodziej, pozbd si ciaru, we z 
wdzicznoci, co si da, i uciekaj za granic, pierwej, nim sprawiedliwo 
ludzka okuje ci w kajdany i wtrci do lochw: Czuwaj nad sob!... strze si!... 
i posuchaj rady yczliwego przyjaciela 
- Zuch baba, co? - zapyta Wokulski spostrzegszy, em ju skoczy czytanie. 
- Niech j diabli porw!- zawoaem domylajc si, e mwi o autorce listu. -
Ja, wedug niej, osiwiaem w rozpucie!... Ja kradn!... Ja romansuj!... 
Przeklta jdza. 
- No, no, uspokj si, bo ju widz jej adwokata - rzek Stach. 
Istotnie, w tej chwili wszed do sklepu czeczyna w starym futrze, wypowiaym 
cylindrze i ogromnych kaloszach. Wszed, rozejrza si jak ajent ledczy, 
zapyta Klejna, kiedy bdzie pan Wokulski, potem nagle uda, e dopiero nas 
spostrzega, i przybliywszy si do Stacha szepn : 
- Wszak pan Wokulski?... Czy mog mie z panem krciutk konferencj na 
osobnoci? 
Stach mrugn na mnie i poszlimy we trzech do mego mieszkania. Go 
rozebra si, przy czym zauwayem, e jego spodnie s jeszcze bardziej 
wytarte, a zarost mocniej zjedzony przez mole ni futro. 
- Prezentuj si panom - rzek wycigajc do Wokulskiego praw, a do mnie 
lew rk. - Jestem adwokat... 
Tu wymieni nazwisko i - tak zosta z rkoma w powietrzu. Dziwnym bowiem 
trafem ani Stach, ani ja nie czulimy ochoty do uciskania go. 
Pozna to, ale nie zmiesza si. Owszem, z najlepsz min zatar rce i rzek 
miejc si: 
- Panowie nawet nie pytaj: jaki mnie tu interes sprowadza 
-Domylamy si, e pan sam powiesz -odpar Wokulski. 
- Racja! - zawoa go. - Ot mwi krtko. Jest tu jeden bogaty, ale bardzo 
skpy Litwin (Litwini s bardzo skpi!), ktry prosi mnie, aebym mu 
nastrczy do nabycia jak kamienic. Mam ich z pitnacie, ale przez szacunek 
dla pana, panie Wokulski, bo wiem, co pan robisz dla kraju, nastrczyem mu 
pask, t po ckim, i po dwutygodniowej pracy nad nim tylem zrobi, e 
gotw da... Zgadnijcie panowie: ile?... Osiemdziesit tysicy rublil... Co? 
Kokosowy interes. Nieprawda?... 
Wokulski zaczerwieni si z gniewu, a przez chwil mylaem, e wyrzuci 
gocia za drzwi. Pohamowa si jednak i odpar, ale ju tym swoim tonem, tym 
ostrym i nieprzyjemnym: 
- Znam tego Litwina, nazywa si baronowa Krzeszowska 
- Co?... - zdziwi si adwokat. 
- Ten skpy Litwin daje nie osiemdziesit, ale dziewidziesit tysicy za mj 
dom, pan za proponujesz mi nisz cen, aeby wicej zarobi... 
- H! H! h... - zacz mia si adwokat. - Kt by inaczej robi, szanowny 
panie Wokulski? 
- Powiedz pan zatem swojemu Litwinowi - przerwa mu Stach e sprzedam 
kamienic, ale za sto tysicy rubli. I to do Nowego Roku. Po Nowym Roku cen 
podnios. 
- Ale to jest nieludzkie, co pan mwi!... - wybuchn go. - Pan chce tej 
nieszczliwej kobiecie wydrze ostatni grosz... Co wiat na to powie, zastanw 
si pan!... 
- Co powie wiat, o to nie dbam - rzek Wokulski. - A jeeli zechce mnie 
moralizowa, tak jak pan, poka mu drzwi. O, tam s drzwi, widzisz pan, panie 
adwokacie? 
- Daj panu dziewidziesit dwa tysice rubli i ani grosza wicej - odpar 
adwokat. 
- Niech pan woy futro, bo si pan zazibi na dziedzicu... 
- Dziewidziesit pi... - wtrci adwokat i szybko zacz si ubiera. 
- No, egnam pana... - rzek Wokulski otwierajc drzwi. Adwokat nisko ukoni 
si i wyszed, zza proga za doda sodkim tonem : 
- To ja tu przyjd za par dni. Moe szanowny pan bdie lepiej dysponowany... 
Stach zamkn mu drzwi przed nosem. 
Po wizycie obrzydliwego adwokata wiedziaem ju, co myle. Pani baronowa z 
pewnoci kupi kamienic Stacha, ale pierwej uyje wszelkich rodkw, aeby 
co utargowa. Znam te rodki! Jednym z nich by w list anonimowy, w 
ktrym szkaluje pani Stawsk, a o mnie mwi, e osiwiaem w rozpucie. 
Skoro za kupi kamienic, przede wszystkim wypdzi z niej studentw, a 
zapewne i biedn pani Helen. Gdyby cho na tym ograniczya swoj 
nienawi... 
Teraz ju mog opowiada galopem wszystkie wypadki, ktre pniej nastpiy. 
Ot po wizycie tego adwokata tkno mnie ze przeczucie. Postanowiem dzi 
jeszcze odwiedzi pani Stawsk i ostrzec j, aeby si miaa na bacznoci przed 
baronow. Nade wszystko za, aeby jak najrzadziej siadaa w oknie. 
Te panie bowiem, obok zdobicych je cnt, maj fatalny zwyczaj, e cigle 
siedz w oknie. Pani Misiewiczowa sobie, pani Stawska sobie, Helunia sobie i 
nawet kucharka Marianna te sobie. I nie do, e siedz cay dzie, ale jeszcze 
siedz wieczorami przy lampach i nawet nie zapuszczaj rolet, chyba przed 
udaniem si na spoczynek. Tote wida wszystko, co si dzieje w ich 
mieszkaniu, jak w latarni. 
Dla uczciwych ssiadw taki sposb przepdzania czasu byby najlepszym 
dowodem ich zacnoci: pokazuj si wszystkim cay dzie, bo nie maj czego 
ukrywa. Gdym sobie jednak przypomnia, e te kobiety s cigle szpiegowane 
przez Maruszewicza i przez pani baronow, i gdy jeszcze pomylaem, jak 
baronowa nienawidzi pani Stawskiej -ogarny mnie najgorsze przeczucia. 
Tego samego wieczora chciaem pobiec do moich szlachetnych przyjaciek i 
zakl na wszystkie witoci, aeby tak cigle nie przesiadyway w oknach i 
nie naraay si na ledztwo baronowej. Tymczasem akurat o wp do dziewitej 
zachciao mi si pi i - zamiast do pa, poszedem na kufelek. 
By ju tam radca Wgrowicz i Szprot, ajent handlowy. Wanie mwili co o 
tym domu, co zawali si przy ulicy Wsplnej, kiedy naraz Wgrowicz trca 
swoim kuflem w mj kufel i mwi: 
- Niejeden si to jeszcze dom zawali przed Nowym Rokiem! 
A Szprot mrugn okiem. 
Nie podobao mi si jego mruganie, bo nigdy nie lubiem przemrugiwa si z 
lada baznem, wi pytam: 
- C to, panie, maj znaczy paskie pantominy? 
On mieje si gupowato i mwi: 
- Przecie pan wie lepiej anieli ja, co to znaczy. Wokulski sprzedaje sklep... 
Mko Chrystusowa!... em go nie trzasn kuflem w eb, dziwi si samemu 
sobie. Na szczcie, pohamowaem pierwszy impet, wypiem dwa kufle piwa 
jeden po drugim i pytam go niby spokojnym gosem: 
-Po c by Wokulski mia sklep sprzeda i komu? 
- Komu?... - wtrca Wgrowicz. - Albo to mao ydw w Warszawie? - Zo 
si we trzech, bodaj w dziesiciu, i zaparszywi Krakowskie Przedmiecie z 
aski janie wielmonego pana Wokulskiego, co trzyma wasny powz i jedzi 
do arystokracji na letnie mieszkanie. Mj Boe!... pamitam, jak mi to 
biedactwo podawao rozbratel u Hopfera... Nie ma teraz, jak jedzi na wojn i 
rewidowa tureckie kieszenie. 
- Ale po co by sprzedawa sklep? - pytam szczypic si w kolano, aeby nie 
wybuchn na tego dziada. 
- Dobrze robi, e sprzedaje! - odpar Wgrowicz wziwszy w gar ju nie wiem 
ktry kufel piwa. -Co on ma robi midzy kupcami, taki pan, taki... dyplomata, 
taki... nowator, co nam tu nowe towary sprowadza ?... 
- Mnie si zdaje, e jest inny powd - wtrci Szprot. - Wokulski stara si o 
pann ck, a cho zrazu dosta odkosza, jednak dzi znowu tam bywa, wic 
musi mie widoki... A e panna cka nie wyszaby za galanteryjnego kupca, 
choby on by dyplomat i nowatorem... 
W oczach zaczy mi ognie lata. Uderzyem kuflem w st i krzyknem : 
- Kamiesz pan, wszystko pan kamiesz, panie Szprot!... A oto mj adres... dodaem 
rzucajc mu bilet na st. 
- Co mi pan dajesz adresy? - odpar Szprot. - Mam panu przysa parti kortu 
czy co?... 
- Satysfakcji dam od pana - krzyknem, wci bijc w st. 
- Tere-fere! - mwi Szprot i krci palcem w powietrzu. - atwo panu da 
satysfakcji, bo oficer wgierski. Zamordowa czowieka albo nawet dwu czy 
samemu da si porba to u pana chleb z masem... Ale ja, panie, jestem ajent 
handlowy, mam on, dzieci i terminowe interesa... 
-Zmusz pana do pojedynku! 
- Co to zmusz?... Ciupasem mnie pan sprowadzisz czy co?... A jakby mi pan 
co podobnego powiedzia po trzewemu, tobym poszed do cyrkuu i daliby 
panu pojedynek... 
- Jeste pan bez honoru! - zawoaem. 
Teraz on zacz bi w st. 
- Kto bez honoru?... Komu pan to mwisz?... Nie pac weksli czy daj zy 
towar, czym bankrutowa?... Zobaczymy w sdzie, kto ma honor!... 
- Uspokjcie si! - prosi radca Wgrowicz. - Pojedynki to byy w modzie 
dawniej, nie teraz... Podajcie sobie rce... 
Wstaem od stou zalanego piwem, zapaciem w bufecie i wyszedem. Noga 
moja wicej nie postanie w tej podej dziurze... 
Naturalnie, e po takim wzburzeniu nie mogem ju by u pani Stawskiej. Z 
pocztku mylaem nawet, e ca noc spa nie bd. Alem jako zasn. A gdy 
Stach przyszed na drugi dzie do sklepu, zapytaem go : 
- Wiesz, co mwi?... e sklep sprzedajesz?... 
- A chobym sprzeda, c by w tym byo zego?... 
(Prawda! C by w tym byo zego?... e te mi tak prosta myl nie przysza do 
gowy.) 
- Ale bo widzisz - szepnem - mwi jeszcze, e enisz si z pann ck... 
- Gdyby tak... Wic i c? - odpar. 
(Juci, ma racj! C to, jemu nie wolno eni si, z kim by chcia, nawet z 
pani Stawsk?... e te nie zorientowaem si i bez potrzeby zrobiem awantur 
temu Szprocinie.) 
Naturalnie, poniewa tego wieczora musiaem pj nie tyle na piwo, ile aeby 
pogodzi si z niesusznie obraonym Szprotem, wic znowu nie byem u pani 
Stawskiej i nie ostrzegem, aeby nie siadaa w oknie. 
Tak wic nie bez przykroci dowiedziaem si, e do Wokulskiego midzy 
kupcami wzrasta niech, e sklep nasz bdzie sprzedany i e Stach eni si z 
pann ck. Mwi: eni si, bo on nie majc pod tym wzgldem pewnoci nie 
wyraziby si tak stanowczo, nawet przede mn. 
Dzi ju na pewno wiem, za kim on tskni w Bugarii, dla kogo zbami i 
pazurami zdobywa majtek... Ha, wola boska!... 
No i patrzcie, jak. ja odbiegam od przedmiotu. Ale teraz ju na dobre zajm si 
awantur pani Stawskiej i opowiem z szybkoci byskawicy. 
ROZDZIA JEDYNASTY: 
PAMITNIK STAREGO SUBIEKTA 
Jednego wieczora, zaraz po smej, poszedem do tych pa. Pani Stawska 
swoim zwyczajem w ostatnim pokoju odrabiaa lekcje z jakimi panienkami, a 
pani Misiewiczowa z Heluni... znowu swoim zwyczajem siedziay w oknie. 
Nie rozumiem, co mogy widzie po nocy, ale e ich wszyscy widzieli, to 
pewne. Nawet przysigbym, e pani baronowa w jednym ze swoich 
nieowietlonych okien siedzi z lornet i penetruje pierwsze pitro, bo rolety jak 
zwykle nie byy zasunite. 
Cofnem si tedy za firank, aeby cho mnie ta poczwara nie widziaa, i 
prosto z mostu pytam pani Misiewiczowej: 
- Bez obrazy pani dobrodziejki, dlaczego panie tak cigle siedzicie w oknach?... 
To niedobrze... 
- Ja si cugw nie boj - odpara szanowna dama - a mam w tym wielk 
przyjemno. Bo imaginuj sobie pan, co Helunia odkrya. Czasami okna bywaj 
w takim porzdku owietlone, e ukada si z nich jakby abecado... Heluniu! zwrcia 
si do dziecka - a nie ma tam jakiej literki?... 
- Jest, babciu, i nawet dwie. Jest H i jest . 
- Prawda! - potwierdzia staruszka. - Jest H i jest . Nieche pan spojrzy... 
Spojrzaem. Istotnie, naprzeciw nas byy owietlone dwa okna na trzecim 
pitrze, trzy na drugim i dwa na pierwszym w taki sposb, e tworzyy znak: H 
Za w tylnej oficynie pi okien trzeciego pitra, jedno drugiego, jedno 
pierwszego i jedno na parterze, rwnie owietlone, tworzyy znak:  
- Przez te okna, panie - mwia babcia - (cho rzadko ukadaj si z nich literki) 
Helunia nabraa ciekawoci do abecada, a i teraz jeszcze bawi si najlepiej, 
jeeli potrafi, zoy z owietlonych okien jak form. Dlatego nawet nie 
zapuszczamy rolek wieczorem. 
Wzruszyem ramionami, bo i jake tu broni dziewczynce, aeby wygldaa 
oknem, jeeli si ona tym tak adnie bawi! 
-Jak tu nie wyglda oknem - westchna pani Misiewiczowa -kiedy to nasza 
jedyna przyjemno. Czy my gdzie bywamy? Czy kogo widujemy?... Od czasu 
jak Ludwik wyjecha, zerway si nasze stosunki z ludmi. Dla jednych jestemy 
za ubogie, dla innych podejrzane... 
Otara oczy chustk i mwia dalej : 
- O, Ludwiczek le zrobi, e wyjecha; bo choby go nawet uwizili, okazaaby 
si jego niewinno i znowu bylibymy razem. A teraz on Bg wie gdzie, a 
Stawska... Mwi pan, eby nie wyglda!... Przecie ona, biedactwo, cigle 
czeka, nasuchuje i wypatruje, czy Ludwik nie wraca, a przynajmniej czy nie 
bdzie od niego listu? Niech tylko kto biegnie prdzej przez dziedziniec, ona 
zaraz do okna mylc, e to bryftrygier. A jeeli kiedy do nas wstpi bryftrygier 
(my, panie Rzecki, bardzo rzadko odbieramy listy), to gdyby pan widzia 
Helenkl...Mieni si, blednie, dry... 
Nie miaem ust otworzy, a staruszka odpoczwszy prawia: 
- I ja sama lubi siedzie w oknie, osobliwie kiedy jest adny dzie i czyste 
niebo, bo wtedy staje mi w pamici mj m nieboszczyk jak ywy... 
-Tak - szepnem - przypomina go pani niebo, gdzie on mieszka obecnie. 
- Nie pod tym wzgldem, panie Rzecki - przerwaa. - e on jest w niebie, to 
wiem, bo gdzieby mg by taki spokojny czowiek? Ale jak patrz na niebo i 
na cian tej kamienicy, zaraz przychodzi mi na myl szczliwy dzie naszego 
lubu... Klemens nieboszczyk mia wtedy na sobie szafirowy frak i te 
nankinowe spodnie, zupenie tego koloru co nasza kamienica... 
O, panie Rzecki - mwia staruszka paczc - wierz mi, e dla takich jak my 
nieraz okno starczy za teatr, koncert i znajomoci. Bo i na co my ju mamy 
patrze? 
Nie potrafi opisa, jak mi si zrobio smutno, kiedy z powodu marnego 
wygldania oknem usyszaem taki dramat... Nagle w drugim pokoju zrobi si 
szelest... Uczennice pani Stawskiej skoczywszy lekcj zabieray si do domu, a 
ich przecudna nauczycielka uszczliwia mnie swoim widokiem. 
Kiedym j wita, miaa zimne rce, a na boskiej twarzy wyraz zmczenia i 
smutku. Zobaczywszy mnie jednak raczya si umiechn. (Drogi anio! jakby 
domylaa si, e jej sodki umiech na cay tydzie rozwietla mi ciemnoci 
ycia.) 
- Mwia panu mama - rzeka pani Stawska - jaki nas dzi spotka honor? 
Aha, prawda, zapomniaam... - wtrcia pani Misiewiczowa. 
Tymczasem dwie panienki wyszy dygajc i zostalimy sami, jakby w kku 
familijnym. 
- Niech pan sobie wyobrazi - mwia pani Stawska - e miaymy dzi wizyt 
baronowej... W pierwszej chwili prawie zlkam si, bo ona, biedaczka, nie ma 
przyjemnej powierzchownoci, taka blada, tak zawsze czarno ubrana, takie ma 
jakie spojrzenie... Ale rozbroia mnie w jednej chwili, kiedy zobaczywszy 
Heluni rozpakaa si i upada przed ni na kolana woajc: takie byo moje 
mae biedactwo i ju nie yje!... 
Zimno mi si zrobio, kiedym tego sucha. Nie chcc jednak moe na prno 
przeraa pani Stawskiej, nie miaem zakomunikowa jej moich przeczu. 
Zapytaem tylko: 
- I czego ona chce od pani? 
-Przysza mnie prosi, aebym pomoga jej w uporzdkowaniu bielizny, sukien, 
koronek, sowem, caego gospodarstwa. Ona spodziewa si, e wkrtce m do 
niej wrci, i chce poodwiea jedne drobiazgi, inne zakupi. A e jak mwi, 
nie ma gustu, wic prosi mnie do pomocy i obiecujc mi paci po dwa ruble za 
trzy godziny co dzie. 
-A pani co na to? 
- Mj Boe, c miaam robi?... Naturalnie, e przyjam z podzikowaniem. 
Jest to wprawdzie chwilowe zajcie, ale bardzo przyszo mi w por, bo wanie 
onegdaj (nie rozumiem nawet z jakiego powodu) straciam jedn lekcj muzyki, 
za pi zotych godzina... 
Westchnem domylajc si, e powodem utraty lekcji mg by jaki list 
anonimowy, w pisaniu ktrych pani Krzeszowska odznacza si wielk 
biegoci. Ale -nie powiedziaem nic. Bo czy mogem radzi pani Stawskiej, 
aby odrzucia dwa ruble dziennie? 
Oj, Stachu, Stachu!.:. dlaczego by ty si z ni nie mia oeni?...Panna cka 
zajechaa ci w gow... Bodajby tego nie aowa. 
Od tej pory, ile razy przyszedem do moich zacnych przyjaciek, pani Stawska 
opowiadaa mi jak najszczegowiej histori swoich stosunkw z baronow 
Krzeszowsk, u ktrej bywaa co dzie i rozumie si, zamiast trzech, pracowaa 
pi i sze godzin, wci za owe dwa ruble. 
Pani Stawska jest bardzo pobaliw kobiet, niemniej jednak, o ile mogem 
wymiarkowa z jej ogldnych wyrae, zarwno mieszkanie baronowej, jak i 
cae otoczenie dziwio i robio przykro pani Stawskiej. 
Przede wszystkim baronowa wcale nie korzysta ze swego obszernego 
apartamentu. Salon, buduar, pokj sypialny, jadalny, pokj barona, wszystko 
stoi pustk. Meble i lustra pozasaniane pokrowcami; z rolin, jakie tam byy 
kiedy, dzi s patyki albo tylko wazony pene prchna zamiast ziemi ; na 
kosztownych obiciach kurz. Jada take Bg wie po jakiemu, nie biorc czasem 
przez par dni nic ciepego w usta, i trzyma na tak wielki dom tylko jedn 
suc, ktrej w dodatku wymyla od rozpustnic i zodziejek. 
Kiedy j zapytaa pani Stawska, czy jej nie smutno y w tej pustce - odpara: 
- C mam robi, nieszczsna sierota i prawie wdowa? Chyba jak mego 
wystpnego ma natchnie dobry Bg, aeby aowa za swoje niecne czyny i 
wrci do mnie, chyba wtedy zmieni si nieco moje pustelnicze ycie. O ile za 
mog wnosi ze snw i przeczu, jakie na mnie zsya niebo podczas gorcych 
modw, m mj powinien by nawrci si lada dzie, bo ju i pienidzy, i 
kredytu nie ma ten nieszczliwy optaniec... 
Pani Stawska syszc to zrobia w duchu uwag, e los barona, po jego 
nawrceniu si, moe nie by godnym zazdroci. 
Osoby odwiedzajce baronow take nie wzbudzay zaufania w pani Stawskiej. 
Najczciej byway tam jakie stare, niemiej powierzchownoci kobiety, z 
ktrymi w przedpokoju pgosem rozmawiaa o swym mu. Niekiedy zjawia 
si Maruszewicz albo jaki adwokat w starym futrze. Tych panw baronowa 
braa do pokoju jadalnego, ale rozmawiajc z nimi, pakaa i wymylaa tak 
gono, e w caym domu byo sycha. 
Na niemla uwag pani Stawskiej, dlaczego nie yje z famili baronowa 
odpowiedziaa : 
-Z jak, kochana pani? Ja ju nie mam nikogo, a chobym nawet miaa, nie 
mogabym przyjmowa u siebie ludzi tak chciwych i ordynarnych. Familia za 
mego ma wypiera si mnie, gdy nie pochodz ze szlachty; co im zreszt nie 
przeszkadzao wytumani ode mnie ze dwiecie tysicy rubli. Dopki 
poyczaam im na wieczne nieoddanie, politykowali ze mn ; ale gdy si 
opatrzyam, zerwali stosunki i nawet oni to namawiali mego nieszczliwego 
ma, aeby pooy mi areszt na majtku. O, co ja przeyam z tymi ludmil... dodaa 
paczc. 
Jedyny pokj (mwi pani Stawska), w ktrym baronowa cay dzie spdza, jest 
pokoik jej zmarej creczki. Ma to by bardzo smutny i dziwaczny zaktek, 
wszystko w nim bowiem zostao jak za ycia nieboszczki. Jest wic eczko, na 
ktrym co kilka dni zmienia si pociel, szafka z ubraniem, ktre rwnie czsto 
trzepie si i czyci w salonie, bo na dziedziniec nie pozwoliaby baronowa 
wynie tych witych pamitek. Jest may stolik z ksikami i z kajetem 
otwartym na tej stronie, na ktrej biedne dziecko pisao ostatni raz: Najwitsza 
Panno, form... I nareszcie jest pka, pena lalek maych i duych, ich eczek 
i ich garderoby. 
Pani Stawska w tym wanie pokoju ceruje koronki albo jedwabie, ktrych 
baronowa ma peno. Czy si w nie bdzie kiedy ubiera? - pani Stawska nie 
moe zgadn. 
Jednego dnia baronowa zapytaa pani Stawsk, czy zna Wokulskiego. Lecz 
cho odebraa odpowied, e pani Helena zna go bardzo mao, zacza mwi: 
-Wyrzdzi mi kochana pani wielk ask, prawdziwe dobrodziejstwo, jeeli 
wstawi si za mn do tego pana w wanym dla mnie interesie. Ja chc kupi t 
kamienic i daj mu ju dziewidziesit pi tysicy rubli, a on przez upr, bo 
przez nic innego, da stu tysicy. On mnie chce zrujnowa, ten czowiek!... 
Niech mu pani powic, e on mnie zabije... e cignie na siebie kar bosk za 
tak chciwo... - krzyczaa i pakaa pani baronowa. 
Pani Stawska, bardzo zmiszana, odpowiedziaa baronowej, e w aden sposb 
nie moe mwi o tym z Wokulskim. 
- Nie znam go... Zaledwie raz by u nas... Zreszt, czy wypada mi wtrca si do 
podobnych rzeczy? 
- O, pani wszystko mogaby z nim zrobi - odpara baronowa.- Ale jeeli pani 
nie chce uratowa mnie od mierci - wola boska... Niech wic pani przynajmniej 
speni chrzecijaski obowizek i powie temu czowiekowi, jak jestem dla pani 
yczliwa... 
Pani Stawka usyszawszy to podniosa si z krzesa, aeby wyj. Ale baronowa 
rzucia jej si na szyj i tak przepraszaa, tak zaklinaa, aby jej przebaczy, e 
zacnej pani Helenie zy zakrciy si w oczach i zostaa. 
Opowiedziawszy to wszystko pani Stawka zakoczya pytaniem, ktre miao ton 
jakby proby: 
- Wic pan Wokulski nie chce sprzeda tej kamienicy? 
-Owszem -odpowiedziaem rozdraniony -sprzeda kamienic, sprzeda sklep... 
Wszystko sprzeda... 
Mocny rumieniec obla twarz pani Stawskiej ; odwrcia krzeso tyem do lampy 
i spytaa cichym gosem: 
- Dlaczego?... 
- Albo ja wiem! - rzekem czujc t okrutn przyjemno, jak sprawia 
drczenie blinich. - Albo ja wiem!... Mwi, e chce si eni... 
- Aha - wtrcia pani Misiewiczowa. - Mwi co o pannie ckiej. 
- Czy to prawda?..: - szepna pani Stawska. Nagle przycisna rk piersi, jakby 
jej tchu zabrako, i wysza do drugiego pokoju. 
adny interes! - pomylaem. - Widziaa go raz i ju mdleje... 
- Nic wiem, po co by on si eni - rzekem do pani Misiewiczowej. - Bo on 
chyba nawet nie moe mie szczcia do kobiet. 
-Ach, co te pan mwi, panie Rzecki! - oburzya si staruszka. - On nie moe 
mie szczcia do kobiet? 
- No, przecie nie jest pikny... 
- On?... Ale on kompletnie pikny czowiek!... C to za budowa, jaka 
szlachetna fizjognomia, a co za oczy!... Pan si chyba nie znasz, panie Rzecki. A 
ja wyznam (bo mi to wolno w moim wieku), e lubo widziaam wielu piknych 
mczyzn (Ludwik by take bardzo przystojny), przecie takiego jak Wokulski 
widz pierwszy raz. On midzy tysicem zwrciby uwag... 
Dziwiem si w duchu tym. pochwaom. Bo cho wiem, e Stach jest bardzo 
przystojny, to jednak eby a tak... Ha, nie jestem kobiet! 
Kiedy okoo dziesitej wieczr egnaem moje damy, pani Stawka bya 
zmieniona i smutna i skarya si, e j gowa boli. Ot, osio Stach! Taka kobieta 
szaleje za nim od jednego spojrzenia, a on, wariat, ugania si za pann ck. I 
czy jest jaki porzdek na tym wiecie? 
Gdybym to ja by Panem Bogiem... Ale co to gada na prno. 
Mwi co o kanalizacji Warszawy. By nawet u nas ksi i zaprosi Stacha na 
sesj w tej materii. Skoczywszy za rozmow o kanalizacji zagadn go o 
kamienic. Byem przy tym i wszystko dobrze pamitam. 
- Czy prawda (przepraszam, e zapytuj o podobne rzeczy), czy prawda, panie 
Wokulski, e za swj dom chce pan od baronowej Krzeszowskiej sto 
dwadziecia tysicy?... 
- Nieprawda - odpowiedzia Stach. - Chc sto tysicy i nie odstpi od nich. 
- Baronowa to jaka dziwaczka, histeryczka, ale... nieszczliwa kobieta - mwi 
ksi. - Chce kupi ten dom raz dlatego, e w nim umara jej ukochana 
creczka, a po wtre, aeby zabezpieczy reszt funduszw przed swoim 
mem, ktry lubi trwoni pienidze... Moe by wic pan zrobi jej jak ulg. 
To tak piknie robi dobrze nieszczliwym!... - zakoczy ksi z 
westchnieniem. 
Wyznaj, e cho jestem tylko subiektem, zadziwia mnie ta dobroczynno z 
cudzej kieszeni. Stach uczu to jeszcze mocniej, bo odpowiedzia twardym 
tonem: 
-Wic dlatego, e baron trwoni pienidze; a jego onie podoba si mie mj 
dom, ja mam traci kilka tysicy rubli. Z jakiej racji? 
- No, nie obraaj si pan, szanowny panie - rzek ksi ciskajc Wokulskiego 
za rk. - Wszyscy przecie yjemy z ludmi ; oni nam pomagaj do naszych 
celw, wic i my mamy niejakie obowizki... 
- Mnie bodaj czy kto pomaga, a wielu przeszkadza - odpar Stach. 
Poegnali si bardzo chodno. Zauwayem nawet, e ksi by niekontent. 
Osobliwi ludzie! Nie do, e Wokulski, stworzywszy spk do handlu z 
cesarstwem, da im okazj zarabiania pitnastu procent od ich kapitaw, oni 
jeszcze chc, aeby na ich sowo darowywa baronowej kilka tysicy rubli.:. 
Ale co to za frant baba i gdzie ona nie trafi!... Bo ju nawet by u Stacha jaki 
ksidz z religijnym upomnieniem, aeby sprzeda baronowej kamienic za 
dziewidziesit pi tysicy. A poniewa Stach odmwi, wic zapewne 
niedugo usyszymy, e jest bezbonikiem. 
Teraz nastpuje wypadek gwny, ktry opowiem z szybkoci uderzenia 
piorunu. 
Kiedy znowu zaszedem wieczorem do pani Stawskiej (byo to w dzie objcia 
rzdw przez cesarza Wilhelma, po historii z Nobilingiem), kiedy zaszedem 
tam, moje bstwo, ta nieoceniona kobieta bya w cudnym humorze i pena 
zachwytu dla... baronowej... 
- Niech pan sobie wyobrazi - mwia - jaka ta pani Krzeszowska, mimo swoich 
dziwactw, jest zacna kobieta. Spostrzega, e mi smutno bez Heluni, i prosia 
mnie raz na zawsze, aebym braa Heluni ze sob do niej na te par godzin... 
- Na te sze godzin za dwa ruble?... - wtrciem. 
- Nie, przecie nie sze, najwyej cztery... Helunia bawi si tam doskonale, bo 
cho jej niczego dotyka nie wolno, ale za to jak ona si przypatruje zabawkom 
po nieboszczce... 
-To takie pikne zabawki? -spytaem robic sobie pewien plan w duchu. 
- Przeliczne! - mwia z oywieniem pani Stawska. - Szczeglniej jest tam 
jedna ogromna lalka, ktra ma ciemne wosy, a kiedy nacisn j... tu, pod 
gorsem - dodaa zarumieniona. 
- Czy nie w brzuszek?... za pozwoleniem pani - spytaem. 
- Tak - rzeka prdko. - Wtedy lalka rusza oczyma i woa mama!... Ach, jaka ona 
zabawna, sama bym j chciaa mie. Nazywa si Mimi. Kiedy Helunia 
zobaczya j pierwszy raz, zoya rce i stana jak posg. A kiedy pani 
Krzeszowska dotkna jej i lalka zacza mwi, 
Helunia zawoaa : 
Ach, mamo, jaka ona pikna, jaka ona mdra!... czy ja j mog pocaowa w 
buzi?... 
I pocaowaa j w koniec lakierowanego bucika. 
Od tej pory mwi przez sen o tej lalce; ledwie obudzi si, chce i do pani 
baronowej, a kiedy tam jest, gotowa przez cay czas wpatrywa si w lalk 
zoywszy rce jak do pacierza. 
Doprawdy - zakoczya pani Stawka pgosem (Helunia bawia si w drugim 
pokoju) - byabym bardzo szczliwa, gdybym moga kupi jej tak lalk... 
Z pewnoci musi to by bardzo droga zabawka -wtrcia pani Misiewiczowa 
- Co tam droga, moja mamo. Kto wie, czy kiedykolwiek bd moga sprawi jej 
tyle szczcia, ile dzi jedn lalk - odpowiedziaa pani Stawska. 
- Zdaje mi si - rzekem - e u nas znajdzie si taka wanie lalka. I gdyby pani 
raczya wstpi do sklepu... 
Nie miaem zrobi prezentu pojmujc, e matce przyjemniej bdzie, jeeli sama 
przyczyni si do radoci dziecka. 
Helunia, cho rozmawialimy znionym gosem, usyszaa wida, e mwimy o 
lalce, i wybiega z drugiego pokoju z byszczcymi oczyma. Aeby zwrci jej 
uwag na inny przedmiot, spytaem: 
- C, podoba ci si, Heluniu, pani baronowa? 
-Tak sobie - odpowiedziao dziecko opierajc si na moim kolanie i patrzc na 
matk. (Mj Boe, dlaczego ja nie jestem jej ojcem?) 
- A rozmawia z tob? 
-Niewiele. Raz tylko wypytywaa si, czy mnie bardzo pieci pan Wokulski. 
- Tak?... I c ty na to? 
- Ja powiedziaam, e nie wiem, ktry to pan Wokulski. A wtedy pani baronowa 
mwi... Ach, jak paski zegarek gono puka. Niech pan pokae... 
Wydobyem zegarek i podaem go Heli. 
- C pani baronowa mwi? - spytaem. 
- Pani baronowa mwi: Jak to, nie wiesz, ktry jest pan Wokulski? Przecie 
ten, co u was bywa z tym roz... z tym rozpsotnikiem Rzeckim... Cha! cha! 
cha!... pan jest psotnik... Niech mi pan pokae zegarek we rodku... 
Spojrzaem na pani Stawsk. Bya tak zdziwiona, e nawet zapomniaa 
upomnie Heluni. 
Po herbatce z suchymi bueczkami (bo jak mwia suca, masa nie mona 
byo dzi dosta), poegnaem zacne damy przysigajc sobie, e gdybym by na 
miejscu Stacha, nie odstpibym baronowej kamienicy niej stu dwudziestu 
tysicy rubli. 
Tymczasem jdza ta wyczerpawszy rozmaite protekcje i lkajc si, aeby 
Wokulski albo nie podnis ceny, albo nawet nic sprzeda kamienicy komu 
innemu, zdecydowaa si ostatecznie kupi j za sto tysicy rubli! Bya podobno 
wcieka przez kilka dni, dostaa spazmw, zbia suc, zwymylaa swego 
adwokata w biurze rejentalnym, ale podpisaa akt nabycia. Przez kilka 
nastpnych dni po kupieniu naszej kamienicy byo cicho. 
To jest o tyle cicho, e ju nie syszelimy nic o pani baronowej, tylko jej 
lokatorowie wpadali do nas z pretensjami. 
Najpierw przybieg szewc, ten z trzeciego pitra w tylnej oficynie, paczc, e 
nowa wacicielka podwyszya mu komorne o trzydzieci rubli na rok. Gdym 
mu za w cigu p godziny wytomaczy, e nas to nic nie obchodzi, otar oczy, 
zmarszczy si i poegna mnie sowami: 
- Pan Wokulski to wida nie ma Boga w sercu, eby sprzeda dom takiemu, co 
krzywdzi ludzi!... 
Syszelicie pastwo co podobnego?... 
Na drugi dzie zjawia si wacicielka paryskiej pralni. Ma aksamitn salop, 
duo godnoci w ruchach i jeszcze wicej stanowczoci w fizjognomii. Siada w 
sklepie na fotelu i oglda si, jakby miaa zamiar kupi par japoskich 
wazonw, a nastpnie zaczyna: 
- A, dzikuj panu!... Porzdnie pan ze mn wyszed, nie ma co mwi... Kupi 
pan kamienic w lipcu, a sprzeda j w grudniu, rychtyg jak na handel, nie 
uprzedzajc o.tym nikogo... 
Robi si czerwona i prawi dalej: 
- Dzi ta fldra przysya do mnie jakiego draba z wymwieniem komornego. 
Nie wiem nawet, co jej do ba strzelio, bo pac przecie regularnie... A ona mi 
wymawia komorne, ta lafirynda, i jeszcze rzuca cie na mj zakad... Mwi, e 
moje panny wdziczyy si do studentw, co e, i myli... Ona sobie myli, e 
ja w rodku zimy znajd lokal... e si wyprowadz z domu, do ktrego 
przywykli moi kundmani... Ale ja mog na tym straci kilka tysicy rubli, a kto 
mi to zwrci?.. 
Byo mi na przemian zimno i gorco, kiedym sucha tej perory wypowiadanej 
silnym kontraltem przy gociach. Ledwiem bab wycign do mego mieszkania 
i uprosiem, aeby nam wytoczya proces o szkody i straty. 
W par godzin po babie -traf! wpada student, ten brodacz, co to z zasady nie 
paci komornego. 
- A, jak si pan masz? - mwi. - Czy prawda, e ta diablica Krzeszowska kupia 
od was dom? 
- Prawda - mwi ja, a w duchu jestem pewny, e ten chyba ju mnie bi 
zechce. 
- A do licha!... - mwi brodacz strzelajc z palcw. - Taki by dobry gospodarz z 
tego Wokulskiego (PS. Stach nie widzia od nich ani grosza za lokal) i sprzeda 
dom... Wic Krzeszowska moe nas wyla z chaupy? 
- Hum! Hum!... - odpowiedziaem. 
- I wyleje - doda z westchnieniem. - Ju by tam u nas jaki bursz z daniem, 
aebymy si wynosili... Ale zjedz diaba, czy nas rusz bez procesu, a jeeli 
rusz... Zrobimy uciech caemu domowi! egnam pana. 
No - myl - e przynajmniej ten nie ma do nas pretensji. Zdaje si jednak, e 
oni naprawd gotowi s zrobi uciech baronowej... 
Nareszcie na nastpny dzie wpada Wirski. 
-Wiesz, kolego - mwi wzburzony -wymwia mi baba rzdcostwo i kae 
wynosi si od Nowego Roku. 
-Wokulski - odparem -ju pomyla o panu: dostaniesz posad przy spce do 
handlu z cesarstwem... 
I tak suchajc jednych, uspakajajc drugich, pocieszajc trzecich, 
przetrzymaem jako atak gwny. Zrozumiaem rwnie, e baronowa sroy si 
midzy lokatorami jak Tamerlan, i czuem instynktowny niepokj o liczn i 
cnotliw pani Helen. 
W drugiej poowie grudnia patrz - otwieraj si drzwi i wchodzi pani Stawska. 
liczna jak nigdy (ona jest zawsze liczna, i wtedy kiedy jest wesoa, i kiedy ma 
min zakopotan). Patrzy na mnie swymi czarujcymi oczyma i mwi cichym 
gosem: 
- Czy zechce mi pan pokaza t lalk? 
Lalka (a nawet trzy podobne) od dawna bya przygotowana, ale tak si 
zmieszaem, e przez par minut nie mogem jej znale. mieszny jest Klejn ze 
swoimi minami; on gotw myle, e ja kocham si w pani Stawskiej. 
W kocu wydobywam pudo - s trzy due lalki: brunetka, blondynka i 
szatynka. Kada ma prawdziwe wosy, kada, nacinita w brzuszek, przewraca 
oczyma i wydaje gos, ktry dla pani Stawskiej brzmi jak mama, dla Klejna 
jak tata, a dla mnie jak u-hu... 
- Przeliczna! - mwi Stawka - ale naprawd musi by bardzo droga... 
- Prosz pani - odpowiadam - jest to towar, ktrego si pozbywamy , wic 
moemy go odstpi bardzo tanio. Zaraz pjd po pryncypaa... 
Stach pracowa za szafami, lecz gdy mu powiedziaem, e jest pani Stawka i po 
co przysza, rzuci rachunki i wbieg do sklepu w doskonaym humorze. 
Spostrzegem nawet, e przypatruje si pani Stawskiej tak yczliwie, jakby na 
nim robia silne wraenie. No, przynajmniej teraz!... chwaa Bogu. 
Targ w targ, wytomaczylimy pani Helenie, e lalk, jako towar wybrakowany i 
nie znajdujcy nabywcw, moemy odda za trzy ruble: blondynk albo 
brunetk. 
-Wezm t -odpowiedziaa biorc szatynk -poniewa jest zupenie taka jak 
baronowej. Helcia bdzie zachwycona. 
Kiedy przyszo do pacenia, pani Stawsk znowu napady skrupuy; zdawao jej 
si, e taka lalka musi by warta z pitnacie rubli, i dopiero poczonym 
usiowaniom moim, Wokulskiego i Klejna udao si j przekona, e biorc trzy 
ruble jeszcze mamy zarobek. 
Wokulski wrci do swoich zaj, a ja zapytaem pani Heleny: co nowego w 
domu i w jakich jest stosunkach z baronow. 
- Ju w adnych - odpara rumienic si. - Pani Krzeszowska zrobia mi tak 
scen za to, e musiaa zapaci sto tysicy za kamienic, e ja nie 
protegowaam jej u pana Wokulskiego, i tak dalej, e... poegnaam j i ju tam 
nigdy nie pjd. Naturalnie, wymwia nam komorne od Nowego Roku. 
- A czy pani zwrcia naleno? 
- Ach!... - westchna pani Stawka upuszczajc na ziemi mufk, ktr Klejn 
zaraz podnis. 
- Wic nie? 
- Nie... powiedziaa, e nie ma teraz pienidzy ani pewnoci, czy mj rachunek 
jest dokadny. 
Namielimy si oboje z pani Stawsk z dziwactw baronowej i poegnalimy 
si peni otuchy. Gdy za wychodzia, Klejn otworzy jej drzwi tak szarmancko, 
e jedno z dwojga: albo ju j uwaa za nasz pryncypaow, albo - sam kocha 
si w niej. Pgwek!... On take mieszka w domu baronowej i niekiedy bywa 
u pani Stawskiej ; ale podczas wizyt siedzi tak strasznie smutny, e Helunia 
pewnego wieczora zapytaa babki: czy pan Klejn nie bra dzi olejku?... 
Marzyciel! Komu to myle o podobnej kobiecie... 
A teraz opisz tragedi, na wspomnienie ktrej gniew mnie dusi. 
W wigili Wigilii . 1878 jestem w sklepie, kiedy po poudniu odbieram od pani 
Stawskiej list, aebym przyszed wieczorem. Pismo uderzyo mnie, zna byo 
wzruszenie; wic pomylaem, e moe odebraa wiadomo o mu. 
Pewnie wraca - pomylaem. - Diabli z tymi zaginionymi mami, ktrzy po 
kilku latach opamituj si. 
Ku wieczorowi wpada Wirski zadyszany i zmieszany; cignie mnie do mego 
mieszkania, zamyka drzwi, nie zdejmujc futra rzuca si na fotel i mwi: 
-Wiesz pan, po co wczoraj Krzeszowska siedziaa w mieszkaniu Maruszewicza 
do pnocy?.. 
- Do pnocy, u Maruszewicza?.. 
- Tak, i jeszcze z tym otrem swoim adwokatem?... Hultaj Maruszewicz 
wypatrzy ze swych okien, e pani Stawka ubiera lalk, a baronowa posza do 
niego z lornetk, aeby to sprawdzi... 
- Wic i c?... - pytam. 
- To, e baronowej przed kilkoma dniami zgina lalka po nieboszczce crce i e 
dzi ta wariatka posdza pani Stawsk... 
-O co? 
-O kradzie lalki!... 
Przeegnaem si. 
- miej si pan z tego - rzekem - lalka u nas kupiona... 
-Wiem -odpar. -Z tym wszystkim dzi, o dziewitej, pani baronowa wpada z 
rewirowym do mieszkania pani Stawskiej, kazaa zabra lalk i spisa protok. 
Ju posza skarga do sdu... 
- Oszalae, panie Wirski. Lalka przecie u nas... 
- Wiem, wiem, ale co to wszystko znaczy, kiedy ju jest skandal - mwi Wirski. 
- Co najgorsze (wiem to od rewirowego), e pani Stawka nie chcc, aeby 
Helunia dowiedziaa si o lalce, z pocztku nie chciaa jej pokaza, prosia, 
aeby mwi cicho, rozpakaa si... Rewirowy mwi, e sam by zakopotany, 
bo przede wszystkim nie wiedzia, po co go baronowa cignie do mieszkania 
pani Stawskiej. Ale jak zacza jdza wrzeszcze: Okrada mnie!... lalka 
zgina tego samego dnia, kiedy Stawka bya ostatni raz u mnie... aresztujcie j, 
bo odpowiadam caym majtkiem za prawdziwo skargi!... - tak tedy mj 
rewirowy wzi lalk do cyrkuu i poprosi ze sob pani Stawsk... Skandal, no, 
straszny skandal... 
- A c wy na to?... - zawoaem wcieky z gniewu. 
- Mnie nie byo ju w domu. Suca pani Stawskiej pogorszya spraw 
wymylajc rewirowemu na ulicy, za co nawet siedzi w kozie... Ta znowu 
wacicielka paryskiej pralni, aeby przypochlebi si baronowej, wymylaa 
pani Stawskiej... Tyle tylko mamy dzi satysfakcji, e poczciwe studenciny 
wylay na eb baronowej co tak obrzydliwego, e si domy nie moe... 
- Ale sd!... ale sprawiedliwo!... - krzyczaem. 
- Sd pani Stawsk uniewinni - rzek - to przecie jasna sprawa. Ale co skandal 
jest, to jest... Biedna kobieta zgubiona; ju nawet dzi poodprawiaa uczennice i 
sama nie posza na lekcje... Zapakuj si obie z matk. 
Rozumie si, e nie czekajc na zamknicie sklepu (teraz zdarza mi si to coraz 
czciej), pobiegem do pani Stawskiej, a nawet pojechaem dorok. 
W drodze przysza mi jedna z najszczliwszych myli, aeby o sprawie 
zawiadomi Wokulskiego, do ktrego te wstpiem, niepewny, czy jest w 
domu, bo coraz czciej przesiadywa na subie u panny ckiej. 
Wokulski by u siebie, ale jaki rozstrojony; konkury oczywicie nie wychodziy 
mu na zdrowie. Gdym mu jednak opowiedzia histori pani Stawskiej z 
baronow i z lalk, chopak oywi si, podnis gow i bysny mu oczy. 
(Nieraz spostrzegem, e najlepszym lekarstwem na nasze wasne kopoty jest 
cudze nieszczcie.) 
Wysucha mnie z zajciem (smutne myli pierzchny mu gdzie) rzek : 
- Zuch baba z tej baronowej... ale pani Stawka moe spa spokojnie; spraw ma 
jasn jak soce. Czy to wreszcie na ni jedn rzuca si ludzka podo! 
- Dobrze ci tak mwi - odparem - bo jeste mczyzna, a nade wszystko masz 
pienidze... Tymczasem ona, biedaczka, skutkiem tej awantury ju dzi stracia 
wszystkie lekcje, a raczej sama si ich wyrzeka. Z czego wic bdzie y?... 
- Aj!... - sykn Wokulski uderzajc si w czoo. - Nie pomylaem o tym... 
Przeszed si par razy po pokoju (silnie marszczc brwi), potrci krzeso, 
zabbni na szybie i nagle stan przede mn. , 
- Dobrze! - rzek. - Jede do tych pa, a ja tam bd za godzin. Zdaje mi si, 
e zrobimy interes z pani Milerow... 
Spojrzaem na niego z uwielbieniem. Pani Milerowa stracia niedawno ma, 
kupca galanteryjnego tak jak i my; cay za jej sklep, majtek, kredyt zalea od 
Wokulskiego. Wic ju prawie zgadywaem, co Stach zrobi dla pani Stawskiej... 
Cwauj tedy na ulic, buch w dorok, jad jak trzy lokomotywy i wpadam jak 
raca kongrewska do tej piknej, tej szlachetnej, tej nieszczliwej, tej od 
wszystkich opuszczonej pani Heleny. Mam pene piersi wesoych okrzykw i 
otwierajc drzwi chc zawoa ze miechem: Kpijcie, panie, z caego 
wiata!... Wtem wchodz i - cay mj dobry humor zostaje za progiem. Bo 
prosz sobie wyobrazi, com znalaz. W kuchni Marianna ma zawizan gow i 
obrzmia fizjognomi, niewtpliwy dowd, e bya dzi w cyrkule. Na kominie 
ciemno, naczynia od obiadu nie pozmywane, samowar nie nastawiony, a nad 
spuchnit biedaczk siedzi strowa, dwie suce i mleczarka, z minami jak 
na pogrzebie. 
Chd przelecia mi po kociach, ale wchodz do salonu. Prawie ten sam widok. 
Na rodku siedzi w fotelu pani Misiewiczowa, rwnie z obwizan gow, a 
dokoa niej pan Wirski, pani Wirska, wacicielka paryskiej pralni, ktra znowu 
pokcia si z baronow, i jeszcze jakich par dam, ktre rozmawiaj 
pgosem, ale za to ucieraj nosy o ca oktaw wyej anieli w codziennych 
okolicznociach. Na domiar spostrzegam pod piecem pani Stawsk, ktra 
siedzi na stoeczku biaa jak kreda. 
Sowem, atmosfera katakumbowa, twarze blade lub te, oczy zazawione, 
nosy zaczerwienione. Tylko Helunia trzyma si jako tako. Siedzi przy 
fortepianie ze sw dawn laleczk i jej rkoma od czasu do czasu uderza w 
klawisz mwic: 
- Cicho, Zosiu, cicho... Nie graj, bo babci gowa boli. 
Prosz doda do tego przymione wiato lampy, ktra troch filuje, i... 
poodsaniane rolety, a kady pojmie, jakie mnie uczucia ogarny. 
Ujrzawszy mnie pani Misiewiczowa zacza wylewa chyba ju resztki ez. 
- Ach, wic przyszede, szlachetny panie Rzecki?... nie wstydzisz si biednych 
kobiet okrytych hab?... O, nie cauje mnie w rk!... Nieszczliwa nasza 
rodzina... Niedawno Ludwiczek posdzony, a teraz na nas przysza kolej... 
Musimy si std wynie choby na koniec wiata... Mam pod Czstochow 
siostr, tam pojedziemy dokona zamanego ycia... 
Szepnem Wirskiemu, aeby delikatnie wyprosi std goci, i zbliyem si do 
pani Stawskiej. 
-Wolaabym nie y... -rzeka mi na powitanie. 
Wyznaj, e po kilkuminutowym pobycie zupenie skoowaciaem. Bybym 
przysig, e pani Stawka, jej matka, a nawet jej obecne tu przyjaciki s 
naprawd zhabione i e nam wszystkim nie pozostaje nic innego, tylko mier. 
Pragnienie mierci nie przeszkodzio mi jednak poprawi filujcej lampy, ktra 
zacza ju cay pokj zasypywa delikatn, ale bardzo czarn sadz. 
- No, moje panie - odezwa si nagle Wirski - wynomy si std, bo pan Rzecki 
musi pogada z pani Stawsk. 
Wizytujce damy, w ktrych wspczucie nie osabio ciekawoci, owiadczyy, 
e i one mog z nami pogada. Ale Wirski tak zamaszycie zacz podawa im 
salopy, e zakopotane biedaczki ucaowawszy pani Stawsk, pani 
Misiewiczow; Heluni i pani Wirsk (mylaem, e w kocu zaczn caowa 
krzeseka) wyniosy si nareszcie i nadto zmusiy maonkw Wirskich do 
wyjcia razem z nimi. 
- Kiedy sekret, to sekret - rzeka najrezolutniejsza z nich. Pastwo take nie 
jestecie tu potrzebni. 
Nastpi nowy atak poegna; pocaunkw, pociesze i ledwie e wyszli na 
zamanie karku ca band, ceremoniujc si jeszcze we drzwiach i na schodach. 
Ach, te baby!... Czasem myl, e Pan Bg po to stworzy Ew, aeby omierzi 
Adamowi pobyt w raju. 
Zostalimy nareszcie w kku familijnym, ale salonik by ju tak nasycony 
kopciem i smutkiem, e ja sam straciem wszelk energi. Biadajcym gosem 
poprosiem pani Stawsk, aeby mi byo wolno otworzy lufcik, i tonem 
mimowolnego wyrzutu poradziem jej, aeby przynajmniej od tej pory 
zasaniaa rolety w oknach. 
-Pamita pani -rzekem do pani Misiewiczowej - jak ja dawno zwracaem 
uwag na te rolety?... Gdyby byy zasonite, pani Krzeszowska nie mogaby 
ledzi, co si dzieje w mieszkaniu pa. 
- Prawda, ale kt si tego spodziewa? - odpara pani Misiewiczowa. 
- Takie ju nasze szczcie - szepna pani Stawska. 
Usiadem na fotelu, splotem rce tak, e mi koci w nich trzeszczay, i ze 
spokojn rozpacz przysuchiwaem si jkliwym opowiadaniom pani 
Misiewiczowej o habie, jaka na ich rodzin spada co kilka lat, o mierci, ktra 
jest kresem ludzkich cierpie, o nankinowych spodniach p. Misiewicza i 
mnstwie tym podobnych rzeczy. Nim upyna godzina, byem pewny, e 
sprawa o lalk skoczy si aktem jakiego oglnego samobjstwa, przy ktrym 
ja, konajc u ng pani Stawskiej, omiel si wyzna, e j kocham. 
Wtem kto mocno zadzwoni do kuchni. 
- Rewirowy! - krzykna pani Misiewiczowa. 
- Panie przyjmuj? - zapyta go Marianny gosem tak pewnym, e od razu 
odzyskaem otuch. , 
-Jest Wokulski - rzekem do pani Stawskiej i pokrciem wsa. 
Na cudnej twarzy pani Heleny ukaza si rumieniec podobny do listka bladej 
ry na niegu. Boska kobieta!... O, dlaczeg ja nie jestem Wokulskim... 
Dopiero bym... 
Wszed Stach. Pani Helena wysuna si na jego spotkanie. 
- Nie gardzi pan nami?... - spytaa zdawionym gosem. 
Wokulski ze zdziwieniem popatrzy jej w oczy i... dwa razy, raz po raz... dwa 
razy, ebym tak zdrw by, pocaowa j w rk. Z jak za zrobi to tkliwoci, 
najlepszy dowd, e nie byo sycha zwykego w takich razach mlanicia. 
- Ach, wic przyszede, szlachetny panie Wokulski?... nie wstydzisz si 
nieszczliwych kobiet okrytych hab... - zacza nie wiem ju ktry raz pani 
Misiewiczowa swoj mow powitaln. 
-Za pozwoleniem -przerwa jej Wokulski. -Pooenie pa jest niewtpliwie 
przykre, ale nie widz powodu do desperacji. Za par tygodni sprawa wyjani 
si, a dopiero wtedy bdzie moga rozpacza, ale nie adna z pa, tylko ta 
wariatka baronowa: Jak si masz, Heluniu - doda caujc dziewczynk. 
Gos jego by tak spokojny i stanowczy, a cae zachowanie tak naturalne, e pani 
Misiewiczowa przestaa jcze, a pani Stawka jakby raniej spojrzaa na mnie. 
- Wic c mamy robi, szlachetny panie Wokulski, ktry nie wstydzie si... zacza 
pani Misiewiczowa. 
- Trzeba czeka na proces - przerwa Wokulski - dowie w sdzie pani 
baronowej, e kamie, wytoczy jej spraw o oszczerstwo i jeeli pjdzie za to 
do kozy, nie darowa ani jednej godziny. Jaki miesic przepdzony w celi zrobi 
jej bardzo dobrze. Zreszt mwiem ju z adwokatem, ktry jutro przyjdzie do 
pa. 
- Bg ci zesa, panie Wokulski... - zawoaa ju zupenie naturalnym gosem 
pani Misiewiczowa zrywajc  gowy chustk. 
- Przyszedem tu w waniejszym interesie - rzek Stach do pani Stawskiej (pilno 
mu wida byo poegna j, temu osu!). - Pani rzucia swoje lekcje? 
-Tak. 
- Niech je pani rzuci raz na zawsze. To licha praca i niepopatna. Niech si pani 
wemie do handlu. 
- Ja?.. 
- Tak, pani. Pani umie rachowa? 
- Uczyam si buchalterii... - szepna pani Stawska. Bya tak czego wzruszona, 
e usiada. 
- Wybornie. Ot spad tu na mnie jeszcze jeden sklep z jego wacicielk, 
wdow. Poniewa prawie cay kapita naley do mnie, wic w interesie tym 
musz mie kogo ze swej rki; wolabym za kobiet ze wzgldu na 
wacicielk sklepu. Czy wic przyjmie pani miejsce kasjerki z pac... 
tymczasem siedemdziesiciu piciu rubli na miesic? 
- Syszysz, Helenko? - zwrcia si do crki pani Misiewiczowa robic przy tym 
desperacko zdziwion min. 
- Wic powierzyby pan swoj kas mnie, ktrej wytoczono...- rzeka pani 
Stawka i rozpakaa si. 
Wnet jednak obie damy uspokoiy si, a w p godziny pniej pilimy wszyscy 
herbat, nie tylko rozmawiajc, ale nawet miejc si... 
Wokulski to sprawi... Jedyny w wiecie czowiek! I jak go tu nie kocha? Co 
prawda, moe i ja miabym rwnie dobre serce, tylko brak mi do niego 
bagatelki... p miliona rubli, ktre posiada kochany Stach. 
Zaraz po Boym Narodzeniu zainstalowaem pani Stawsk w sklepie 
Milerowej, ktra przyja now kasjerk bardzo serdecznie i przez p godziny 
tomaczya mi, jaki ten Wokulski jest szlachetny, mdry, przystojny... Jak to on 
sklep uratowa od bankructwa, a j i dzieci od ndzy, i jak by to byo dobrze, 
gdyby si taki czowiek oeni. 
Figlarna kobiecinka, pomimo swoich trzydziestu piciu lat!... Ledwie jednego 
ma odwioza na Powzki, a ju (dabym sobie rk uci) sama przejechaaby 
si drugi raz za m, naturalnie za Wokulskiego. Nie zliczybym, dalibg, ile 
tych bab ugania si za Wokulskim (czy te za jego krociami?). 
Pani Stawka ze swej strony zachwyca si wszystkim: i posad, ktra przynosi jej 
pensj, jakiej nie miaa nigdy, i nowym mieszkaniem, ktre jej znalaz Wirski. 
Rzeczywicie nieze mieszkanko: maj przedpokj, kuchenk ze zlewem i 
wodocigiem, trzy pokoiki wcale zgrabne, a nade wszystko ogrdek. 
Tymczasem rosn w nim trzy zesche kije i ley kupa cegie; ale pani Stawka 
wyobraa sobie, e w cigu lata zrobi z tego raj. Raj, ktry mona by nakry 
chustk od nosa!... 
Rok 1879 zacz si zwycistwem Anglikw w Afganistanie, ktrzy pod 
jeneraem Robertsem weszli do Kabulu. Pewnie sos Kabu1 zdroeje!... Ale 
Roberts chwat; nie ma jednej rki i pomimo to upi Afgaczykw, a si wata 
sypie... Chocia takich dzikusw wali nietrudno; lecz zobaczybym ja ci, 
panie Roberts, jak by ty sobie poczyna majc spraw z wgiersk piechot!... 
Wokulski take mia po Nowym Roku batali z t spk, ktr zaoy do 
handlu z cesarstwem. Myl, e jeszcze jedna sesja, a rozpdzi swoich 
wsplnikw na cztery wiatry. C to za dziwni ludzie, cho wszystko 
inteligencja: przemyowcy, kupcy, szlachta, hrabiowie! On im stworzy spk, 
a oni uwaaj go za wroga tej spki i sobie tylko przypisuj zasug. On im daje 
siedem procent za p roku, a ci jeszcze si krzywi i chcieliby poznia pensje 
pracownikom. 
A ci kochani pracownicy, za ktrych ujada si Wokulski!... Co oni na niego 
wygaduj, jak nazywaj go wyzyskiwaczem (nb. w naszym interesie s 
najwiksze pensje i gratyfikacje!), a jak jedni pod drugimi kopi doy... 
Ze smutkiem widz, e od pewnego czasu midzy naszymi ludmi zaczynaj 
kwitn nie znane przedtem obyczaje: mao robi, gono narzeka, a po cichu 
snu intrygi i puszcza plotki. Ale co mi tam do cudzych spraw... 
A teraz z nadzwyczajn szybkoci dokocz opowiadania o tragedii, ktra 
powinna bya wstrzsn kade szlachetne serce. 
Ju nawet zapomniaem o szkaradnym procesie pani Krzeszowskiej przeciw tej 
niewinnej, tej czystej, tej cudnej pani Stawskiej, kiedy, jako w kocu stycznia, 
spady na nas dwa gromy: wie o tym, e w Wietlance wybucha duma, i awizacje 
z sdu do Wokulskiego i do mnie na jutro. Mnie nogi pocierpy i tak 
mi to cierpnicie szo od pit do kolan, pniej do odka, celujc oczywicie w 
stron serca. Myl: Duma albo parali?... Ale e Wokulski przyj awizacj 
bardzo obojtnie, wic i ja nabraem otuchy. 
Id tedy wieczorem, wci peen otuchy, do tych pa, ju na nowe ich 
mieszkanie, gdy naraz sysz na rodku ulicy: brzk-brzk... brzk brzk!... O 
rany boskie, ale to aresztantw prowadz!... Co za okropna wrba... 
Oj, jakie mnie smutne myli opanoway: A jeeli sd nie uwierzy nam (bo 
przecie omyki s moliwe) i jeeli t najszlachetniejsz kobiet wtrc do 
wizienia, choby na tydzie, choby na jeden dzie - c wtedy?... Ona tego 
nie przeyje ani ja... Gdybym za przey, to chyba tylko - aeby biedna Helunia 
miaa opiek... 
Tak ja musz y. Ale jakie to bdzie ycie!... 
Wchodz do tych dam... A, znowu caa awantura! Pani Stawka siedzi blada na 
stoeczku, a pani Misiewiczowa ma na gowie chustk zmoczon w wodzie 
umierzajcej. Pachnie staruszka o dwa okcie kamfor i mwi lamentujcym 
gosem: 
- O, szlachetny panie Rzecki, ktry nie wstydzisz si nieszczliwych, 
zhabionych kobiet... Wyobra sobie, co za nieszczcie: jutro sprawa Helenki... 
i tylko pomyl: co bdzie, jeeli si sd omyli i t nieszczliw kobiet skae 
do rot aresztanckich?... Ale uspokj si, Helciu, bd odwana, moe to Bg 
odwrci... Chocia tej nocy miaam sen okropny... 
(Ona miaa sen, ja spotkaem aresztantw... Nie obejdzie si bez katastrofy.) 
- Ale - mwi - c znowu! Sprawa nasza jest jak zoto, wygramy j... Zreszt 
co tam taka sprawa; gorsza historia z dum...- dodaem, aeby zwrci uwag 
pani Misiewiczowej, w innym kierunku. 
I pikniem trafi... Gdy jak moja staruszka nie wrzanie: 
- Duma?... tu?... w Warszawie?... A co, Helenko, nie mwiam?... Aaa... ju 
zginlimy wszyscy!... Bo to w czasie dumy kady zamyka si w domu... 
jedzenie podaj sobie na drgach... trupw cigaj do dow hakami... 
Uuu... widz, e mi si rozhulaa starowina, wic eby j pohamowa na 
punkcie dumy, napomknem znowu o procesie, na co ta kochana pani 
odpowiedziaa mi dugim wywodem o habie cigajcej jej rodzin, o 
moliwym uwizieniu pani Stawskiej, o tym, e si rozlutowa samowar... 
Krtko mwic, ostatni wieczr przed spraw, kiedy wanie najpotrzebniejsza 
bya energia, ostatni ten wieczr upyn nam pomidzy dum i mierci a 
hab i kryminaem. W gowie mi si zamieszao tak, e kiedym si znalaz na 
ulicy, nie wiedziaem, gdzie i: w lewo czy w prawo? 
Na drugi dzie (sprawa miaa by o dziesitej) ju o smej pojechaem do moich 
pa i nie zastaem nikogo. Wszystkie poszy do spowiedzi: matka, crka, 
wnuczka i kucharka, i jednay si z Bogiem do wp do dziesitej, a ja 
nieszczliwy (by przecie stycze) spacerowaem przed bram na mrozie i 
mylaem: 
adny interes! Spni si do sdu, jeeli si ju nie spniy, sd wyda wyrok 
zaoczny i naturalnie, nie tylko skae pani Stawsk, ale jeszcze uzna j za 
zbieg, rozele listy gocze... Tak zawsze z tymi babami!... 
Nareszcie przyszy wszystkie cztery z Wirskim (czy i ten pobony czowiek 
chodzi dzi do spowiedzi?) i - dwoma dorokami pojechalimy na spraw: ja z 
pani Stawsk i Heluni, a Wirski z pani Misiewiczow i kuchark. Szkoda 
jeszcze, e nie wziy ze sob rondli, samowara i naftowej kuchenki!... Przed 
sdem spotkalimy powz Wokulskiego, ktrym przyjecha on i adwokat. 
Czekali nas przy schodach tak zaboconych, jak gdyby przeszed tdy batalion 
piechoty - i mieli miny zupenie spokojne. Zaoybym si nawet, e rozmawiali 
o czym innym, nie o pani Stawskiej. 
- O, zacny panie Wokulski, ktry nie wstydzisz si biednych kobiet, okrytych... zacza 
pani Misiewiczowa. 
Ale Stach poda jej rk, adwokat pani Stawskiej, Wirski wzi za rczk 
Heluni, a ja asystowaem Mariannie i tak weszlimy do biura sdziego pokoju. 
Sala przypomniaa mi szko; sdzia siedzia na wzniesieniu jak profesor na 
katedrze, a naprzeciw niego, w dwu szeregach awek, miecili si oskareni i 
wiadkowie. W tej chwili tak ywo stany mi w pamici mode lata; e mimo 
woli rzuciem okiem na piec, pewny, e zobacz wonego z rzg i awk, na 
ktrej nas bito w skr. Chciaem nawet przez roztargnienie krzykn: Pki 
ycia, nie bd, panie profesorze!..., alem si w por opamita. 
Zaczlimy rozsadza nasze damy w awkach i spiera si przy tej okazji z 
ydkami, ktrzy, jak mi to pniej objaniono, s najcierpliwszymi audytorami 
spraw sdowych, szczeglniej o kradzie i oszustwo. Znalelimy nawet miejsce 
dla poczciwej Marianny, ktra usiadszy zrobia tak min, jakby miaa zamiar 
przeegna si i zmwi pacierz. 
Wokulski, nasz adwokat i ja uplanowalimy si w pierwszej awce, obok 
jegomoci z rozerwanym paltotem i podbitym okiem, na ktrego brzydko 
spoglda jeden z obecnych rewirowych. 
Pewnie znowu jaki zatarg z policj - pomylaem. 
Nagle usta same otworzyy mi si z podziwu; ujrzaem bowiem przed katedr 
sdziego pokoju ca gromad znanych mi osb. Na lewo od stou - pani 
Krzeszowska, jej robaczywy adwokat i ten hultaj Maruszewicz, a na prawo dwaj 
studenci. Jeden z nich odznacza si bardzo wytartym mundurem i niezwykle 
obfit wymow; drugi mia jeszcze mocniej wytarty mundur, kolorowy szalik na 
szyi i wyglda, dalibg, jak emigrant z przedpogrzebowego domu. 
Przypatrzyem mu si lepiej. Tak, to on, to jest ten sam mizerny mody 
czowiek, ktry podczas pierwszej bytnoci Wokulskiego u pani Stawskiej rzuci 
baronowej ledzia na gow. Kochany chopak!... Ale te nie zdarzyo mi si 
widzie nic rwnie chudego i tego... 
W pierwszej chwili mylaem, e midzy tymi przyjemnymi modziecami i 
baronow toczy si proces wanie o owego ledzia. Wnet jednak przekonaem 
si, e chodzi o co innego, e mianowicie pani Krzeszowska zostawszy 
wacicielk domu chce z niego wyrzuci swoich najzapamitalszych wrogw, a 
zarazem najniewypacalniejszych lokatorw. 
Sprawa midzy baronow a modymi ludmi w tej chwili dosiga najwyszego 
punktu. 
Jeden ze studentw, adny chopak z wsikami i faworytami, wspinajc si na 
palcach albo opadajc na obcasy opowiada co sdziemu; przy czym praw 
rk wykonywa okrge ruchy, a lew kokieteryjnie zakrca wsik, wysoko 
podnoszc may palec, ozdobiony piercionkiem bez oczka. 
Drugi modzieniec milcza pospnie i kry si za koleg. W postawie jego 
zauwayem pewn osobliwo: przyciska on do piersi obie rce, a donie 
rozoy w taki sposb, jakby w nich trzyma ksik albo obrazek. 
- Wic jak si panowie nazywacie? - spyta sdzia. 
- Maleski - odpar z ukonem waciciel faworytw - i Patkiewicz... - doda 
wskazujc gestem penym dystynkcji na ponurego towarzysza. 
-A trzeci pan gdzie? 
-Jest cierpicy -odpar krygujc si pan Maleski. -Jest to nasz sublokator i 
zreszt bardzo rzadko mieszka z nami. 
-Jak to? Bardzo rzadko mieszka? Gdzie on siedzi w dzie? 
- W uniwersytecie, w prosektorium, czasem na obiedzie. 
- No, a w nocy? 
-Pod tym wzgldem mog panu sdziemu da tylko poufne objanienia. 
-A gdzie on zapisany w ksigi? 
- O, zapisany jest cigle w naszym domu, poniewa nie chciaby robi wadzom 
subiekcji - objani pan Maleski z min lorda. 
Sdzia zwrci si do pani Krzeszowskiej. 
- C, pani wci nie chce trzyma tych panw? 
-Za adne skarby! -jkna pani baronowa. -Po caych nocach rycz, tupi, 
piej, gwid... Nie ma sucej w domu, ktrej by nie zwabiali do siebie... 
Ach, Boe!... - krzykna odwracajc gow. 
Sdzia by zdziwiony wykrzyknikiem, ale ja nie... Spostrzegem bo wiem, e 
pan Patkiewicz nie odejmujc rk od piersi nagle wywrci oczy i opuci doln 
szczk w taki sposb, e zrobi si podobny do stojcego trupa. Jego twarz i 
caa postawa istotnie moga przerazi nawet zdrowego czowieka 
-Najokropniejsze jest to, e ci panowie wylewaj oknem jakie pyny... 
-Czy na pani? - spyta zuchwale pan Maleski. 
Baronowa posiniaa z gniewu, ale umilka; wstyd jej byo przyzna si. 
- C dalej? - rzek sdzia. 
- Ale najgorsze ze wszystkiego (przez co nawet wpadam w nerwow chorob), 
e ci panowie po kilka razy na dzie stukaj do mego okna trupi gwk... 
- Tak panowie robi? - zapyta sdzia. 
-Bd mia honor objani pana sdziego - odpar Maleski, z postaw 
czowieka, ktry chce odtaczy menueta. - Nam usuguje str domu 
mieszkajcy na dole; aeby wic nie marnowa si schodzeniem i wchodzeniem 
na trzecie pitro, mamy u siebie dugi sznur, wieszamy na nim, co jest pod rk 
(moe czasem zdarzy si i trupia gwka), i... pukamy do jego okna - zakoczy 
tak sodkim tonem, e trudno byo przestraszy si rwnie delikatnego pukania. 
- Ach, Boe!... - krzykna znowu pani baronowa zataczajc si. 
-Oczywicie, chora kobieta - mrukn Maleski. 
- Nie chora! - zawoaa baronowa. - Ale wysuchaj mnie, panie sdzio!... Ja nie 
mog patrze na tego drugiego... bo on cigle robi miny jak nieboszczyk... Ja 
niedawno straciam crk!.:. - zakoczya ze zami. 
-Sowo honoru, e ta pani ma halucynacje - rzek Maleski. Kto tu jest podobny 
do nieboszczyka?... Patkiewicz?... taki przystojny chopak!... - doda 
wypychajc naprzd mizernego koleg, ktry...w tej chwili wanie ju po raz 
pity udawa trupa. 
W sali wybuchn miech; sdzia dla uratowania powagi zanurzy gow w 
papierach i po duszej pauzie surowo zapowiedzia, e mia si nie wolno i e 
kady, zakcajcy porzdek, ulegnie karze pieninej. 
Korzystajc z zamieszania Patkiewicz szarpn koleg za rkaw i szepn 
ponuro : 
- C ty, winio Maleski, kpisz sobie ze mnie w publicznym miejscu.? 
Bo jeste przystojny, Patkiewicz. Kobiety wciekaj si za tob. 
- To przecie nie dlatego... - mrukn Patkiewicz znacznie spokojniejszym 
tonem. 
- Kiedy panowie zapac dwanacie rubli kopiejek pidziesit za miesic 
stycze? - spyta sdzia. 
Pan Patkiewicz tym razem uda czowieka, ktry ma bielmo na lewym oku i 
lew cz twarzy sparaliowan; pan Maeski za pogry si w gbokim 
zamyleniu. 
- Gdybymy - rzek po chwili - mogli zosta do wakacyj, to... Ale tak!... Niech 
nam pani baronowa zabierze umeblowanie. 
Ach, nic ju nie chc, nic... Tylko wyprowadcie si, panowie! Nie mam adnej 
pretensji o komorne... - zawoaa baronowa. 
- Jak si ta kobieta kompromituje - szepn nasz adwokat. Wczy si po sdach, 
bierze takiego szubrawca na doradc... 
-Ale my mamy do pani pretensj o szkody i straty! -odezwa si Maleski. - Kto 
sysza o tej porze wymawia przyzwoitym ludziom komorne?... Gdybymy 
nawet znaleli lokal, to bdzie taki pody, e przynajmniej ze dwu z nas umrze 
na suchoty... 
Pan Patkiewicz zapewne w celu dodania wikszej wagi sowom mwcy zacz 
porusza uchem i skr na gowie; co w sali wywoao nowy atak wesooci. 
- Pierwszy raz widz co podobnego! - rzek nasz adwokat. 
-Tak spraw? -spyta Wokulski. 
- Nie, ale eby czowiek uchem rusza. To artysta!... 
Sdzia tymczasem napisa i przeczyta wyrok, moc ktrego panowie: Maleski i 
Patkiewicz, zostali skazani na zapacenie dwunastu rubli i pidziesiciu 
kopiejek komornego tudzie na opuszczenie lokalu przed 8 lutym. 
Tu zdarzy si fakt nadzwyczajny. Pan Patkiewicz usyszawszy wyrok dozna 
tak silnego wstrznienia moralnego, e twarz zrobia mu, si zielon i zemdla. 
Szczciem, spadajc trafi w objcia pana Maleskiego; inaczej 
strasznie rozbiby si nieborak. 
Naturalnie w sali odezway si gosy wspczucia, kucharka pani Stawskiej 
zapakaa. ydki zaczy pokazywa palcami na baronow i chrzka. 
Zakopotany sdzia przerwa posiedzenie i kiwnwszy gow Wokulskiemu 
(skd oni si znaj?) poszed do swego pokoju, a dwaj stjkowi prawie 
wynieli na rkach nieszczliwego modzieca, ktry tym razem by naprawd 
podobny do trupa. 
Dopiero w przedpokoju, gdy zoono go na awce, a jeden z obecnych zawoa, 
aeby obla go wod; chory nagle zerwa si i rzek gronie: 
- No, no!... tylko bez gupich artw... 
Po czym natychmiast sam ubra si w palto, energicznie nacign niezbyt cae 
kalosze i lekkim krokiem opuci sdow sal ku zdziwieniu stjkowych, 
oskaronych i wiadkw. 
W tej chwili zbliy si do naszej awki jaki oficjalista sdowy i szepn 
Wokulskiemu, e sdzia prosi go na niadanie. Stach wyszed, a pani 
Misiewiczowa zacza nawoywa mnie rozpaczliwymi znakami. 
- Jezus! Maria!... - rzeka - nie wiesz pan, po co sdzia wezwa tego 
najszlachetniejszego z ludzi?.. Pewnie chce mu powiedzie, e Helenka 
zgubiona!... O, ta niepoczciwa baronowa musi mie wielkie stosunki... ju jedn 
spraw wygraa i pewnie bdzie to samo z Helenk... O, ja nieszczliwa!... , 
czy nie masz, panie Rzecki, jakich kropli trzewicych? 
- Pani sabo? 
- Jeszcze nie, cho tu jest zaduch... Ale strasznie boj si o Helenk... Jeeli j 
ska, zemdleje, i moe umrze, jeeli prdko jej nie otrzewimy... Czy nie 
sdzisz, kochany panie, e dobrze bym zrobia, gdybym upada do ng sdziemu 
i zakla go.... 
- Ale, pani, to wszystko niepotrzebne... Wanie mwi nasz adwokat, e 
baronowa moe by i chciaa cofn skarg, tylko ju nie wolno. 
- Ale my ustpimy! - zawoaa staruszka. 
- O, co to, to nie, szanowna pani - odezwaem si troch niecierpliwie. -Albo 
wyjdziemy std kompletnie oczyszczeni, albo... 
- Umrzemy, chcesz powiedzie? - przerwaa staruszka. - O, nie mw tego... Pan 
nawet nie wiesz, jak przykro w moim wieku sysze o mierci... 
Cofnem si od zrozpaczonej staruszki i podszedem do pani Stawskiej. 
- Jake si pani czuje? 
- Doskonale! - odpowiedziaa z moc. - Jeszcze wczoraj baam si okropnie; ale 
ju po spowiedzi lej odetchnam, a od chwili kiedy tu jestem, czuj si 
zupenie spokojn. 
Ucisnem j za rk dugo... dugo... tak, jak umiej ciska tylko prawdziwie 
kochajcy, i pobiegem do swej awki, gdy Wokulski, a za nim sdzia weszli do 
sali. 
Serce mi uderzyo jak mot. Spojrzaem wokoo. Pani Misiewiczowa widocznie 
modlia si z zamknitymi oczyma, pani Stawka bya bardzo blada, lecz 
zdecydowana, pani baronowa szarpaa swoj salop, a nasz adwokat spoglda 
na sufit i tumi ziewanie. 
W tej chwili i Wokulski spojrza na pani Stawsk i - niech mnie diabli wezm, 
jeeli nie dostrzegem w jego oczach rzadko trafiajcego si tam wyrazu 
rozczulenia!... 
eby jeszcze par takich procesw, jestem pewny, e zakochaby si w niej na 
mier. 
Sdzia przez par minut co pisa, a skoczywszy zawiadomi obecnych, e 
teraz toczy si bdzie sprawa Krzeszowskiej przeciw Stawskiej o kradzie 
lalki. 
Jednoczenie zawezwa strony i ich wiadkw na rodek. 
Staem przy awkach, dziki czemu mogem sysze rozmow dwu kumoszek, z 
ktrych modsza i czerwona na twarzy tomaczya starszej : 
-To, widzi pani: ta adna pani ukrada tamtej pani lalk... 
- Take miaa si na co akomi!... 
- Ha, trudno. Nie kady moe kra magle... 
- To pani ukrada magle - odezwa si spoza kumoszek gruby gos. - Nie ten 
zodziej, co zabiera swoj wasno, ale ten, co da pitnacie rubli zadatku i 
myli, e ju kupi... 
Sdzia wci pisa, a ja chciaem przypomnie sobie mow, ktr uoyem 
wczoraj na obron pani Stawskiej, a na pohabienie baronowej. Ale e mi si w 
gowie pltay wyrazy i zdania, wic zaczem oglda si po sali. 
Pani Misiewiczowa wci modlia si w awce po cichu, a siedzca za ni 
Marianna pakaa. Pani Krzeszowska miaa szar twarz, przycite usta i 
spuszczone oczy; ale z kadego fadu jej ubrania wygldaa zo... Obok niej 
sta Maruszewicz wpatrzony w ziemi, a za nim suca baronowej, tak 
przestraszona, jakby j miano prowadzi na szafot... 
Nasz adwokat tumi ziewanie. 
Wokulski ciska pici, a pani Stawka spogldaa kolejno na wszystkich z 
takim agodnym spokojem, e gdybym by rzebiarzem, wzibym j za model 
do posgu oskaronej niewinnoci. 
Wtem, pomimo protestu Marianny, Helunia wybiega na sal i schwyciwszy 
matk za rk spytaa pgosem: 
- Mamo, czego ten pan kaza mamie tu przyj?... Ja co powiem do uszka: 
pewnie mama bya niegrzeczna i teraz bdzie sta w kcie... 
- To wyuczone!... - rzeka czerwona kumoszka do starszej. 
-eby pani tak zdrowa bya! - mrukn za ni gruby gos. 
- Pan bdziesz zdrw za moj krzywd... - odpara z gniewem kumoszka. 
-A pani skonasz na konwulsje i bd ci w piekle maglowa na moich maglach 
- odrzek jej antagonista. 
-Ciszej! - zawoa sdzia. -Co pani Krzeszowska mwi o sprawie? 
-Wysuchaj mnie, panie sdzio! -zacza deklamowa pani baronowa 
wysunwszy nog naprzd. - Po zmarym dziecku zostaa mi, jako najdrosza 
pamitka; lalka, ktra bardzo podobaa si tej oto pani - wskazaa na Stawsk - i 
jej crce... 
-Oskarona bywaa u pani? 
- Tak, wynajmowaam j do szycia... 
- Alem jej nic nie zapacia! - hukn z koca sali Wirski. 
- Ciszej! - zgromi go sdzia. - Tak i c? 
- W dniu, w ktrym t pani oddaliam od siebie - mwia baronowa - zgina 
mi lalka. Mylaam, e umr z alu, i zaraz na ni powziam podejrzenie... 
Miaam dobre przeczucia, gdy w kilka dni pniej przyjaciel mj, pan 
Maruszewicz, zobaczy z okna, e ta pani (ktra mieszka vis  vis niego) ma u 
siebie moj lalk i dla niepoznaki przebiera j w inn sukni. 
Wtedy poszam do jego mieszkania z moim doradc prawnym i zobaczyam 
przez lornetk, e moja lalka jest rzeczywicie u tej pani. Na drugi dzie wic 
udaam si do niej, zabraam lalk, ktr tu widz na stole, i podaam skarg. 
- A pan Maruszewicz jest pewny, e to ta sama lalka, ktra bya u pani 
Krzeszowskiei? - spyta sdzia. 
- To jest... waciwie mwic... pewnoci nie mam adnej. 
- Tak dlaczeg pan Maruszewicz powiedzia to pani Krzeszowskiej? 
- Waciwie... ja nie w tym znaczeniu... 
- Nie kam pan! - zawoaa baronowa. - Przybiege do mnie, miejc si, 
powiedziae, e Stawka ukrada lalk i e to do niej podobne... 
Maruszewicz zacz mieni si, potnie i nawet przestpowa z nogi na nog, co 
jest chyba dowodem wielkiej skruchy. 
- Podlec - mrukn Wokulski dosy gono. 
Spostrzegem jednak, e uwaga ta nie wzmocnia w Maruszewiczu otuchy. 
Owszem, zdawa si by jeszcze wicej zmiszany. 
Sdzia zwrci si do sucej pani Krzeszowskiej. 
- U was bya ta lalka? 
- Nie wiem ktra... - szepna zapytana. 
Sdzia wycign do niej lalk, ale suca milczaa mrugajc oczyma i 
zaamujc rce. 
- Ach, to Mimi!... - zawoaa Helunia. 
- O, panie sdzio! - krzykna baronowa. - Crka wiadczy przeciw matce... 
- Znasz t lalk? - spyta sdzia Heluni. 
-O, znam!... Zupenie taka sama bya u pani tam w pokoiku... 
- Czy to jest ta sama? 
- O, nie, nie ta... Tamta miaa popielat sukienk i czarne buciki, a ta ma 
brzowe buciki!... 
- Nu, tak... - mrukn sdzia kadc lalk na stole. - Co pani Stawka powie?... doda. 
- Lalk t kupiam w sklepie pana Wokulskiego... 
- A ile pani daa za ni?... - sykna baronowa. 
- Trzy ruble. 
- Cha! Cha! Cha!... - zamiaa si baronowa. - Ta lalka kosztuje pitnacie... 
-Kto pani sprzeda t lalk? - zapyta sdzia Stawskiej. 
- Pan Rzecki - odpara rumienic si. 
- Co powie pan Rzecki?... - rzek sdzia. 
Tu wanie bya pora wypowiedzie moj mow. Jako zaczem: 
- Szanowny sdzio!... Z bolesnym zdumieniem przychodzi mi... To jest... widz 
przed sob triumfujc zo i tego... ucinion... 
Nagle tak mi zascho w ustach, e ju nie mogem sowa przemwi. 
Szczciem, odezwa si Wokulski: 
- Rzecki by tylko obecny przy kupnie, lalk ja sprzedaem. 
- Za trzy ruble? - spytaa baronowa bysnwszy oczyma jaszczurki. 
- Tak, za trzy ruble. Jest to towar wybrakowany, ktrego si pozbywamy. 
-Czy i mnie pan sprzedaby tak lalk za trzy ruble? - indagowaa baronowa. 
- Nie! Pani ju nic i nigdy nie sprzedadz w moim sklepie. 
- Jaki pan ma dowd, e ta lalka jest kupiona u pana? - spyta sdzia. 
-Ot to! -zawoaa baronowa. -Jaki dowd?... 
- Ciszej!... - zgromi j sdzia. 
-Gdzie pani swoj lalk kupia? -spyta baronow Wokulski. 
-U Lessera. 
-Wic mamy dowd - rzek Wokulski. -Lalki takie sprowadzaem z zagranicy 
w kawakach: oddzielnie gowy, oddzielnie korpusy. Niech wic pan sdzia 
odpruje gow, a wewntrz znajdzie moj firm. 
Pani baronowa zacza si niepokoi. 
Sdzia wzi do rk lalk, ktra tyle narobia zgryzoty, i urzdowym 
scyzorykiem rozci jej naprzd stanik, a nastpnie pocz z wielk uwag 
odpruwa gow od tuowia. Helenka, z pocztku zdziwiona, przypatrywaa si 
tej operacji, nastpnie zwrcia si do matki mwic pgosem: 
- Mamo, dlaczego ten pan rozbiera Mimi? Przecie ona bdzie si wstydzi... 
Nagle zrozumiawszy, o co chodzi, wybuchna paczem i kryjc twarz w sukni 
pani Stawskiej, zawoaa: 
- Ach, mamo, po co on j kraje?... To strasznie boli... O mamo, mamo, ju nie 
chc, aeby Mimi krajali... 
- Nie pacz, Heluniu, Mimi bdzie zdrowa i jeszcze adniejsza - uspakaja j 
Wokulski, wzruszony nie mniej od Helenki. 
Tymczasem gowa Mimi spada na papiery. Sdzia spojrza wewntrz i podajc 
mask pani baronowej rzek: 
- Nu, niech pani przeczyta, co tam napisano? 
Baronowa przycia usta i milczaa. 
- To niech pan Maruszewicz przeczyta gono, co tam jest. 
- Jan Mincel i Stanisaw Wokulski... - jkn Maruszewicz. 
- Zatem nie Lesser? 
-Nie. 
Przez cay ten czas suca baronowej zachowywaa si w sposb bardzo 
dwuznaczny: czerwienia si, blada, krya si midzy awki... 
Sdzia patrzy na ni spod oka ; nagle rzek : 
-Teraz panna nam powie, co to byo z lalk? Tylko prosz prawd, bo panna 
stanie do przysigi... 
Zagadnita, z najwyszym przestrachem schwycia si za gow i przypadszy 
do stou, prdko odpowiedziaa: 
- Lalka stuka si, panie... 
- Ta wasza lalka, od pani Krzeszowskiej?... 
-Ta... 
- Nu, to stuka si jej tylko gowa, a reszta gdzie?... 
- Na strychu, panie... Oj, co ja bd miaa! 
- Nic panna nie bdzie miaa; gorzej byoby nie odpowiedzie prawdy. A pani 
oskarycielka syszy, co jest?... 
Baronowa spucia oczy i skrzyowaa rce na piersi jak mczennica. 
Sdzia zacz pisa. Siedzcy w drugiej awce (maglarz oczywicie) odezwa si 
do damy czerwonej na twarzy: 
A co, ukrada?... Widzisz pani, co si teraz zrobio z paninej gby?... H?.. 
- Jak kobieta jest adna, to si i z kryminau wygrzebie - rzeka czerwona dama 
do swojej ssiadki. 
- Ale pani si nie wygrzebiesz... - mrukn maglarz. 
- Gupi pan!... 
- Pani gupsza... 
- Ciszej!... - zawoa sdzia. 
Kazano nam wsta i usyszelimy wyrok najzupeniej uniewinniajcy pani 
Stawsk. 
- Teraz - zakoczy sdzia skoczywszy czytanie - moe pani poda skarg o 
potwarz. 
Zeszed na sal, ucisn za rk pani Stawsk i doda: 
- Bardzo mi przykro, em pani sdzi, i bardzo mi przyjemnie, e mog 
powinszowa. 
Pani Krzeszowska dostaa spazmw, a dama z czerwon twarz mwia do swej 
ssiadki: 
-Na adn buzi to i sdzia jest payrny... Ale nie tak to bdzie w dniu 
ostatecznym! - westchna. 
- Cholera!... jak to bluni... - mrukn maglarz. 
Poczlimy wychodzi. Wokulski poda rk pani Stawskiej,  ktr wysun si 
naprzd, ja za ostronie zaczem sprowadza pani Misiewiczow z brudnych 
schodw. 
- Mwiam, e si tak skoczy - upewniaa mnie staruszka - ale pan to nie 
miae wiary... 
-Ja nie miaem wiary?.. 
- Tak, chodzie jak struty... Jezus Maria... A to co?.. 
Ostatnie te sowa skierowane byy do mizernego studenta, ktry wraz ze swoim 
towarzyszem czeka przed bram, widocznie na pani Krzeszowsk, a mylc, 
e ona wychodzi, ucharakteryzowa si na trupa przed... pani Misiewiczow!... 
Wnet pozna swoj omyk i zawstydzi si tak; e pobieg par krokw 
naprzd. 
- Patkiewicz!... Stje... ju id... - zawoa pan Maleski. 
- Niech ci diabli porw!... - wybuchn pan Patkiewicz. - Ty zawsze musisz 
mnie skompromitowa. 
Usyszawszy jednak haas w bramie zawrci si i jeszcze raz pokaza 
nieboszczyka... Wirskiemu!... 
To ju modych ludzi ostatecznie zdetonowao; wic poszli do domu bardzo 
rozgniewani na siebie i kady inn stron ulicy. 
Nimemy jednak dopdzili ich dorokami, ju znowu szli razem i ukonili si 
nam z wielk galanteri. 
ROZDZIA DWUNASTY: 
PAMITNIK STAREGO SUBIEKTA 
Wiem ja, dlaczego tak szeroko rozpisaem si o sprawie pani Stawskiej. Oto 
dlaczego... 
Na wiecie jest duo niedowiarkw i ja sam bywam czasami niedowiarkiem i 
wtpi o Opatrznoci Boskiej. Nieraz te, kiedy le id polityczne interesa albo 
kiedy patrz na ndz ludzk i na triumfy ajdakw (jeeli taki wyraz wolno 
wymawia), nieraz myl sobie: 
Stary gupcze, nazywajcy si Ignacym Rzeckim! Ty wyobraasz sobie, e 
Napoleonidzi wrc na tron, e Wokulski zrobi co nadzwyczajnego, bo jest 
zdolny, i bdzie szczliwym, bo jest uczciwy?... Ty mylisz, ola gowo, e 
chocia hultajom zrazu dzieje si dobrze, a ludziom poczciwym le, to jednake 
w kocu li zostan pohabieni, a dobrzy saw okryci?... Tak sobie 
imaginujesz?... Wic gupio sobie imaginujesz!... Na wiecie nie ma adnego 
porzdku, adnej sprawiedliwoci, tylko walka. O ile w tej walce zwyciaj 
dobrzy, jest dobrze, o ile li; jest le; ale aeby istniaa jaka potga protegujca 
tylko dobrych, tego sobie wcale nie wyobraaj... Ludzie s jak licie, ktrymi 
wiatr ciska; gdy rzuci je na trawnik, le na trawniku, a gdy rzuci w boto - le 
w bocie... 
Tak sobie nieraz mylaem w chwilach zwtpienia; lecz proces pani Stawskiej 
doprowadzi mnie do wrcz przeciwnych rezultatw, do wiary, e dobrym 
ludziom prdzej czy pniej stanie si sprawiedliwo. 
Bo zastanw si tylko... Pani Stawka jest zacnoci kobieta, wic powinna by 
szczliw; Stach jest wyszym nad wszelk warto czowiekiem, wic - i on 
powinien by szczliwy. Tymczasem Stach jest cigle rozdraniony i smutny 
(a mi si czasem paka chciao, kiedym na niego patrzy), a pani Stawka miaa 
spraw o kradzie... 
Gdzie wic jest sprawiedliwo nagradzajca dobrych?... 
Zaraz j zobaczysz, o czowieku maej wiary! Aeby za lepiej przekona ci, e 
na tym wiecie jest porzdek, zapisuj tu nastpujce proroctwa : 
Po pierwsze - pani Stawka wyjdzie za m za Wokulskiego i bdzie z nim 
szczliwa. 
Po drugie - Wokulski wyrzeknie si swojej panny ckiej, a oeni si z pani 
Stawsk i bdzie z ni szczliwy. 
Po trzecie -may Lulu jeszcze w tym roku zostanie cesarzem Francuzw pod 
imieniem Napoleona IV, zbije Niemcw na bryndz i zrobi sprawiedliwo na 
caym wiecie, co mi jeszcze przepowiada p. mj ojciec. 
e Wokulski oeni si z pani Stawsk i e zrobi co nadzwyczajnego, o tym 
ju dzi nie mam najmniejszej wtpliwoci. Jeszcze si, co prawda, nie zarczy 
z ni, jeszcze si nawet nie owiadczy, zreszt... jeszcze nawet on sam sobie z 
tego nie zdaje sprawy. Ale ja ju widz... Jasno widz, jak rzeczy pjd, i gow 
dam sobie uci, e tak bdzie... Ja mam nos polityczny! 
Bo tylko uwa, co si dzieje. 
Na drugi dzie po procesie Wokulski by wieczorem u pani Stawskiej i siedzia 
do jedynastej w nocy. Na trzeci dzie by w sklepie u Milerowej, przejrza 
ksigi i oddawa wielkie pochway pani Stawskiej, co nawet troch ubodo 
Milerow. Na czwarty za dzie... 
No, on wprawdzie nie by ani u Milerowej, ani u pani Stawskiej, ale za to mnie 
zdarzyy si dziwne wypadki. 
Przed poudniem (jako nie byo goci w sklepie) ni std, ni zowd przychodzi 
do mnie kto?... Mody Szlangbaum, ten starozakonny, ktry pracuje w ruskich 
tkaninach. 
Patrz mj Szlangbaum zaciera rce, ws do gry, gowa pod sufit... Myl: 
Zwariowa czy co?... A on - kania mi si, ale z gow zadart, i mwi 
dosownie te wyrazy: 
- Spodziewam si, panie Rzecki, e cokolwiek nastpi, bdziemy dobrymi 
przyjacimi... 
Myl: Tam do diaba, czy Stach nie da mu dymisji?.. Wic odpowiadam : 
- Moesz by pewny, panie Szlangbaum, mojej yczliwoci, cokolwiek bd 
nastpi, byle nie popeni naduycia, panie Szlangbaum... 
Na ostatnie sowa pooyem nacisk, bo mi mj pan Szlangbaum wyglda tak, 
jakby mia zamiar albo nasz sklep kupi (co wydaje mi si 
nieprawdopodobnym), albo kas okra... Czego, lubo jest uczciwy 
starozakonny, nie uwaabym za rzecz niemoliw. 
On to wida zmiarkowa, bo umiechn si nieznacznie i wyszed do swojego 
oddziau. W kwadrans pniej wpadem tam niby niechccy, ale zastaem go jak 
zwykle przy robocie. Owszem, powiedziabym nawet, e pracowa gorliwiej ni 
zwykle: wbiega na drabinki, wydobywa sztuki rypsu i aksamitu, wkada je na 
powrt do szaf, sowem krci si jak bk. 
Nie - myl - ju ten chyba nas nie okradnie... 
Spostrzegem, co mnie rwnie zastanowio, e pan Ziba jest unienie grzeczny 
dla Szlangbauma, a na mnie patrzy troch z gry, cho jeszcze nie bardzo: 
Ha! - myl -chce Szlangbaumowi wynagrodzi dawne krzywdy, a wobec 
mnie, najstarszego subiekta, zachowuje godno osobist. Bardzo uczciwie robi, 
zawsze bowiem naley troch zadziera gowy wobec wyszych, a by 
uprzedzajco grzecznym dla niszych... 
Wieczorkiem zaszedem do restauracyjki na piwko. Patrz, jest pan Szprot i 
radca Wgrowicz. Ze Szprotem od tamtej afery, co to o niej mwiem, jestemy 
na stopie obojtnoci, ale z radc witam si kordialnie. A on do mnie: 
- No i co, ju?... 
- Przepraszam - mwi - ale nie rozumiem. (Mylaem, e robi aluzj do procesu 
pani Stawskiej.) Nie rozumiem - mwi - panie radco. 
- Czego nie rozumiesz - on mwi - tego, e sklep sprzedany?... 
- Przeegnaj si pan, panie radco - ja mwi - jaki sklep? 
Poczciwy radca by ju po szstym kuflu, wic zaczyna si mia i mwi : 
- Phy! ja si przeegnam, ale panu to si i przeegna nie pozwol, jak z 
chrzecijaskiego chleba przejdziesz na ydowsk cha; wszak ci to; jak 
gadaj, ydzi wasz sklep kupili... 
Mylaem, e dostan apopleksji. 
- Panie radco - mwi - jeste pan zbyt powanym czowiekiem, aeby nie mia 
powiedzie, skd ta wiadomo. 
- Cae miasto gada - odpar radca - a zreszt niech obecny tu pan Szprot pana 
objani. 
- Panie Szprot - mwi kaniajc si - nie chciabym ubliy panu, tym wicej, 
e daem od pana satysfakcji, a pan odmwie mi jej jak hultaj... Jak hultaj, 
panie Szprot... Owiadczam panu jednak, e albo powtarzasz, albo sam 
fabrykujesz plotki... 
- Co to jest?!... - wrzasn Szprot, znowu jak niegdy bijc pici w st. Odmwiem, 
gdy nie jestem od dawania satysfakcji panu ani nikomu. Z tym 
wszystkim powtarzam, e sklep wasz kupuj ydzi... 
- Jacy ydzi? 
- Diabe ich wie: Szlangbaumy, Hundbaumy, czy ja ich zreszt znam!... 
Taka mnie porwaa wcieko, em kaza przynie piwa, a radca Wgrowicz 
mwi : 
- Z tymi ydami to moe by kiedy gupia awantura. Tak nas dusz, tak nas ze 
wszystkich miejsc wysadzaj, tak nas wykupuj, e trudno poradzi z nimi. Ju 
my ich nie przeszachrujemy, to darmo, ale jak przyjdzie na goe by i pici, 
zobaczymy, kto kogo przetrzyma... 
- Pan radca ma racj! - doda Szprot. - Tak wszystko ci ydzi zagarniaj, e w 
kocu trzeba im bdzie si odbiera, dla utrzymania rwnowagi. Bo zobaczcie 
tylko, panowie, co si dzieje choby z takimi kortami... 
- No - mwi - jeeli nasz sklep kupi ydzi, to i ja si z wami pocz; jeszcze 
moja pi co zaway... Ale tymczasem, na miosierdzie boskie, nie 
rozpuszczajcie plotek o Wokulskim i nie dranijcie ludzi przeciw ydom, bo ju 
i bez tego panuje rozgoryczenie... 
Wrciem do domu z blem gowy, wciekajc si na cay wiat. Budziem si 
kilka razy w cigu nocy, a po kadym zaniciu nio mi si, e ydzi naprawd 
sklep nasz kupili i e ja, aby nie umrze z godu, chodziem po podwrzach z 
katarynk, na ktrej by napis: Ulitujcie si nad biednym, starym oficerem 
wgierskim! 
Dopiero z rana wpadem na jedyn myl prost i rozsdn, aeby stanowczo 
rozmwi si ze Stachem i jeeli istotnie sklep sprzedaje, wystara si o 
miejsce. 
adna kariera po tylu latach suby! Gdyby czowiek by psem, to by mu 
przynajmniej w eb strzelili... Ale e jest czowiekiem, wic musi wyciera obce 
kty, niepewny zreszt, czy nie zbilansuje ycia w rynsztoku. 
Przed poudniem Wokulski nie by w sklepie, wic okoo drugiej wybraem si 
do niego. Moe chory? 
Id i w bramie domu, w ktrym mieszka, wpadam na doktora Szumana. Gdy 
powiedziaem mu, e chc odwiedzi Stacha, odpar : 
- Nie chod pan tam. Jest rozdraniony i lepiej zostawi go w spokoju. Zajd 
pan lepiej do mnie na herbat... A propos, czy ja mam paskie wosy? 
- Zdaje mi si - odpowiedziaem - e niedugo oddam panu moje wosy razem ze 
skr. 
- Chcesz si pan wypcha? 
- Powinien bym, bo wiat jeszcze nie widzia podobnego mi gupca: 
- Pociesz si pan - odpar Szuman - s gupsi. Ale o c to chodzi? 
- Mniejsza, o co mnie chodzi, ale syszaem, e Stach sklep sprzedaje ydom... 
No, a ja ju do nich w sub nie pjd. 
- C to, czy i pana ogarnia antysemityzm? 
- Nie; ale co innego nie by antysemit, a co innego suy ydom. 
- Kt wic im bdzie suy?... Bo ja, cho jestem yd, take nie wdziej liberii 
tych parchw. Zreszt -doda -skde panu takie myli przychodz? Jeeli 
sklep zostanie sprzedany, pan bdziesz mia wietn posad przy spce handlu 
z cesarstwem... 
- Niepewna to ta spka - wtrciem. 
-Bardzo niepewna - odpowiedzia Szuman -bo za mao w niej Zydw, a za 
wielu magnatw. Ale pana i to nie obchodzi, bo... Tylko nie wydaj mnie z 
sekretu... Ot pana to nic nie obchodzi, co si stanie ze sklepem i spk, gdy 
Wokulski zapisa panu dwadziecia tysicy rubli... 
- Mnie?... zapisa?... c to znaczy?... - wykrzyknem zdziwiony. 
Akurat weszlimy do mieszkania Szumana i doktor kaza poda samowar. 
- Co znaczy ten zapis? - spytaem, troch nawet zaniepokojony. 
- Zapis... zapis!... - mrucza Szuman chodzc po pokoju i pocierajc sobie ty 
gowy. - Co znaczy? nie wiem, do, e Wokulski zrobi go. Widocznie chce 
by przygotowany na wszelki wypadek jako rozsdny kupiec!... 
-Czyby znowu pojedynek?... 
- Eh! c znowu... Wokulski za duo ma rozumu, aeby dwa razy popenia to 
samo gupstwo. Tylko, kochany panie Rzecki, kto z tak bab ma do czynienia, 
ten musi by przygotowany... 
- Z jak bab?... z pani Stawsk?... - spytaem. 
- Co za pani Stawska! - mwi doktr. - Tu chodzi o grubsz rybk, o pann 
ck, w ktr ten wariat wdepta bez ratunku. Ju zaczyna poznawa, jakie to 
ziko, cierpi, gryzie si, ale oderwa si od niej nie moe. Najgorsza rzecz 
spnione amory, osobliwie, kiedy trafi na takiego diaba jak Wokulski. 
- C si znowu stao? Przecie wczoraj by w ratuszu na balu? 
- Wanie by dlatego, e ona bya, a i ja tam byem dlatego, e oni oboje byli. 
Ciekawa historia! - mrukn doktr. 
-Czy nie mgby pan mwi janiej? -spytaem niecierpliwie. 
- Dlaczeg by nie, tym bardziej e wszyscy widz to samo - mwi doktr. -
Wokulski szaleje za pann, ona go bardzo mdrze kokietuje, a wielbiciele... 
czekaj. 
Awantura - cign Szuman, precz chodzc po pokoju i trc sobie gow. -
Dopki panna Izabela bya bez grosza i bez konkurenta, pies do nich nie 
zaglda. Ale gdy znalaz si Wokulski, bogaty, z wielk reputacj i stosunkami, 
ktre nawet przeceniaj, dokoa panny ckiej zgromadzi si taki rj wicej lub 
mniej gupich, wyniszczonych i adnych kawalerw, e przecisn si midzy 
nimi nie mona. A kady wzdycha, przewraca oczy, szepcze tkliwe pswka, 
czule za rczk ciska w tacu... 
- I c ona na to? 
- Marna kobieta! - rzek doktr machajc rk. - Zamiast gardzi hoot, ktra j 
w dodatku po kilka razy opuszczaa, ona upaja si ich towarzystwem. Wszyscy 
to widz, a co najgorsze - widzi sam Wokulski... 
- Wic dlaczego, do diaba, nie puci jej?... Ju kto jak kto, ale chyba on kpi ze 
siebie nie pozwoli. 
Podano samowar; Szuman odprawi sucego i nala herbat. 
- Widzisz pan - rzek - on by j niezawodnie puci, gdyby mg oceni rzeczy 
rozsdnie. Bya taka chwila wczoraj na balu, e w naszym Stachu obudzi si 
lew i kiedy przyszed do panny ckiej, aeby z ni zamieni par wyrazw, 
przysigbym, e jej powie: Dobranoc pani, ju poznaem jej karty i ogrywa 
si nimi nie pozwol! Tak mia min, kiedy szed do niej. Ale i c z tego?... 
Panna raz spojrzaa, szepna, cisna go za rk i mj Stach by taki 
szczliwy przez ca noc, taki szczliwy, e... dzi miaby ochot w eb sobie 
wypali, gdyby nie czeka na drugie spojrzenie, szept i ucisk rki... Nie widzi, 
cymba, e ona zupenie takimi samymi sodyczami obdzielaa dziesiciu, nawet 
w znakomicie wikszych dozach. 
- C to za kobieta? 
- Jak setki i tysice innych. Pikna, rozpieszczona, ale bez duszy. Dla niej 
Wokulski tyle wart, o ile ma pienidze i znaczenie: jest dobry na ma, 
naturalnie, w braku lepszego. Ale na kochankw to ju ona wybierze sobie 
takich, ktrzy do niej wicej pasuj. 
A tymczasem on - prawi Szuman - czy to w piwnicy Hopfera, czy to na stepie 
tak si karmi Aldonami, Graynami, Marylami i tym podobnymi chimerami, e 
w pannie ckiej widzi bstwo. On si ju nie tylko kocha, ale uwielbia j, 
modli si, padaby przed ni na twarz... Przykre go czeka zbudzenie!... Bo cho 
to romantyk penej krwi, jednak nie bdzie naladowa Mickiewicza, ktry nie 
tylko przebaczy tej, co z niego zadrwia, ale jeszcze tskni do niej po zdradzie, 
bal nawet j uniemiertelni... Pikna nauka dla naszych panien: jeeli chcesz 
by sawn, zdradzaj najgortszych wielbicieli!... My, Polacy, jestemy skazani 
na gupcw nawet w tak prostej rzeczy jak mio... 
- I mylisz doktr, e Wokulski bdzie taki bazen?... - spytaem czujc, e 
burzy si we mnie krew jak pod Vilagos: 
Szuman a skoczy na krzele. 
- O, do licha, nie!... - zawoa. - Dzi moe szale, dopki mwi sobie: A nu 
mnie kocha, a nu jest tak, jak myl?... Ale gdyby nie ockn si 
spostrzegszy, e z niego artuj, ja... ja pierwszy, jakem yd, plunbym mu w 
oczy... Taki czowiek moe by nieszczliwym, ale nie wolno mu by 
podym... 
Dawno ju nie widziaem Szumana tak rozdranionego. yd, bo yd, ma to 
wypisane od czuba do pity, ale rzetelny przyjaciel i czowiek z poczuciem 
honoru. 
- No - rzekem - uspokj si, doktorze. Mam dla Stacha lekarstwo. 
I opowiedziaem mu wszystko, co wiem o pani Stawskiej, dodajc: 
- Umr, mwi ci, doktorze, umr albo... oeni Stacha z pani Stawsk. To 
kobieta, ktra ma i rozum, i serce, i za mio zapaci mioci, a jemu takiej 
trzeba. 
Szuman kiwa gow i wznosi brwi. 
- Ha! prbuj pan... Na al po kobiecie jedynym lekarstwem moe by tylko 
druga kobieta. Chocia obawiam si, czy kuracja ju nie jest spniona... 
-Stalowy to czowiek - wtrciem. 
-I dlatego niebezpieczny - odpar doktr. -Trudno zatrze, co si raz w takim 
zapisze, i trudno sklei, co pknie. 
-Pani Stawka zrobi to. 
- Bodajby. 
- I Stach bdzie szczliwy. 
-Oho!... 
Poegnaem doktora peen otuchy. Kocham, bo kocham pani Helen, ale dla 
niego... wyrzekn si jej. 
Byle nie byo za pno! Ale nie... 
Nazajutrz w poudnie wpad do sklepu Szuman; z jego umieszkw i ze sposobu 
przygryzania warg poznaem, e mu co dolega i nastraja go na ton ironiczny: 
- Bye doktr u Stacha? - spytaem. - Jake dzi... 
Pocign mnie za szafy i pocz mwi zirytowanym gosem: 
-Oto patrz pan, do czego doprowadzaj baby nawet takich ludzi jak Wokulskil 
Wiesz pan, dlaczego on rozdraniony?.. 
- Przekona si, e panna cka ma kochanka 
- Gdyby si przekona!... to moe by go radykalnie uleczyo. Ale ona za 
sprytna, aeby taki naiwny wielbiciel spostrzeg, co si dzieje za kulisami. 
Zreszt, w tej chwili chodzi o co innego. miech powiedzie, wstyd 
powiedzie!... - zyma si doktr. 
Uderzy si w ysin i mwi ciszej: 
-Jutro bal u ksicia, gdzie, naturalnie, bdzie panna cka. I czy pan wiesz, e 
ksi do tej chwili nie zaprosi Wokulskiego, cho z innymi zrobi to ju od 
dwu tygodni!... A czy uwierzyby pan, e Stach chory z tego powodu?... 
Doktr zamia si piskliwie, wyszczerzajc popsute zby, a ja dalibg zarumieniem 
si ze wstydu.! 
- Teraz rozumiesz pan, na jakiej pochyoci moe znale si czowiek?... spyta 
Szuman. - Ju drugi dzie truje si, e go jaki ksi nie zaprosi na bal... 
On, ten nasz kochany, ten nasz podziwiany Stach... 
-I on sam powiedzia to panu? 
-Bah! -mrukn doktr -wanie, e nie powiedzia. Gdyby mia si 
powiedzie, potrafiby odrzuci tak dalece spnione zaproszenie. 
- Mylisz pan, e go zaprosz? 
- Och! Niezaproszenie kosztowaoby pitnacie procent rocznie od kapitau, 
ktry ksi ma w spce. Zaprosi go, zaprosi, gdy, dziki Bogu, Wokulski jest 
jeszcze rzeczywist si. Ale pierwej, znajc jego sabo dla panny ckiej, 
podrani go, pobawi si nim jak psem, ktremu pokazuje si i chowa miso, 
aeby nauczy go chodzenia na dwu apach. Nie bj si pan, oni go nie 
wypuszcz od siebie, na to s za mdrzy; ale go chc wytresowa, aeby piknie 
suy, dobrze aportowa, a choby i ksa tych, ktrzy im nie s mili. 
Wzi swoj bobrow czapk i kiwnwszy mi gow, wyszed. Zawsze dziwak. 
Cay dzie upyn mi marnie; nawet par razy omyliem si w rachunkach. 
Wtem, kiedym ju myla o zamkniciu sklepu, zjawi si Stach. Zdawao mi 
si, e przez par tych dni schud. Obojtnie przywita si z naszymi panami i 
zacz przewraca w biurku. 
- Szukasz czego? - spytaem. 
- Czy nie byo tu listu od ksicia?... - odpar nie patrzc mi w oczy. 
-Odsyaem ci wszystkie listy do mieszkania... 
- Wiem, ale mg si ktry zosta, zarzuci... 
Wolabym rwa zb anieli usysze to pytanie. Wic Szuman mia racj: Stach 
gryzie si, e go ksi na bal nie zaprosi! 
Gdy sklep zamknito i panowie wyszli, Wokulski rzek: 
- Co dzi robisz ze sob? Nie zaprosiby mnie na herbat? 
Naturalnie, zaprosiem go z radoci i przypomniaem sobie dobre czasy, kiedy 
Stach przepdza u mnie prawie kady wieczr. Jake daleko te czasy! Dzi on 
by pospny, ja zakopotany i cho obaj mielimy sobie duo do powiedzenia, 
aden z nas nie patrzy drugiemu w oczy. Nawet zaczlimy rozmawia o 
mrozie i dopiero szklanka herbaty, w ktrej byo p szklanki araku, rozwizaa 
mi troch usta. 
- Wci mwi - odezwaem si -- e sprzedajesz sklep. 
- Ju go prawie sprzedaem - odpar Wokulski. 
-ydom?... 
Zerwa si z fotelu i wsadziwszy rce w kieszenie zacz chodzi po pokoju. 
- A komu go sprzedam?... - spyta. - Czy tym, ktrzy nie kupi sklepu, gdy 
maj pienidze, czy tym, ktrzy by go dlatego tylko kupili, e nie maj 
pienidzy? Sklep wart ze sto dwadziecia tysicy rubli, mam je rzuci w boto? 
- Strasznie ci ydzi wypieraj nas... 
- Skd?... Z tych pozycyj, ktrych nie zajmujemy albo do zajmowania ktrych 
sami ich zmuszamy, pchamy ich, bagamy, aby je zajli. Mego sklepu nie kupi 
aden z naszych panw, ale kady da pienidze ydowi, aby on go kupi i... 
paci dobre procenta od wzitego kapitau. 
- Czy tak?... 
- Naturalnie, e tak, wiem przecie, kto Szlangbaumowi poycza pienidzy... 
-To Szlangbaum kupuje? 
- A kt by inny? Klejn, Lisiecki czy Ziba?... Ci nie znaleliby kredytu, a 
znalazszy, moe by go zmarnowali. 
-Bdzie kiedy awantura z tymi ydami -mruknem. 
- Byway ju, trway przez osiemnacie wiekw i jaki rezultat?.. W 
antyydowskich przeladowaniach zginy najszlachetniejsze jednostki, a 
zostay tylko takie, ktre mogy uchroni si od zagady. I oto jakich mamy dzi 
ydw: wytrwaych, cierpliwych, podstpnych, solidarnych, sprytnych i po 
mistrzowsku wadajcych jedyn broni, jaka im pozostaa - pienidzmi. Tpic 
wszystko, co lepsze, zrobilimy dobr sztuczny i wypielgnowalimy 
najgorszych. 
- Czy jednak pomylae, e gdy twj sklep przejdzie w ich rce, kilkudziesiciu 
ydw zyska popatn prac, a kilkudziesiciu naszych ludzi straci j? 
-To nie moja wina -odpar zirytowany Wokulski. -Nie moja wina, e ci, z 
ktrymi cz mnie stosunki, domagaj si, aebym sklep sprzeda. Prawda, e 
spoeczno straci, ale te i spoeczno chce tego. 
-A obowizki?.. 
- Jakie obowizki?!... - wykrzykn. - Czy wzgldem tych, ktrzy nazywaj 
mnie wyzyskiwaczem, czy tych, ktrzy mnie okradaj? Speniony obowizek 
powinien co przynosi czowiekowi, gdy inaczej byby ofiar, ktrej nikt od 
nikogo nie ma prawa wymaga. A ja co mam w zysku? Nienawi i oszczerstwa 
z jednej strony, lekcewaenie z drugiej. Sam powiedz: czy jest wystpek, 
ktrego by mi nie zarzucano i za co?... Za to, em zrobi majtek i daem byt 
setkom ludzi. 
- Oszczercy s wszdzie. 
-Ale nigdzie w tym stopniu co u nas. Gdzie indziej taki jak ja uczciwy 
dorobkiewicz miaby wrogw, ale miaby te uznanie, ktre wynagradza 
krzywdy... A tu... 
Machn rk. 
Jednym ykiem wypiem znowu p szklanki araku z herbat, na odwag. Stach 
tymczasem usyszawszy kroki w sieni stan przy drzwiach. Odgadem, e tak 
czeka na ksice zaprosiny!... 
Ju mi w gowie szumiao, wic zapytaem: 
- A czy ci, ci, dla ktrych sprzedajesz sklep, oceni ci lepiej?... 
- A jeeli oceni?... - spyta zamyliwszy si. 
- I bd ci lepiej kocha anieli ci, ktrych opuszczasz? 
Przybieg do mnie i bystro popatrzy mi w oczy. 
- A jeeli bd kocha?... - odpar. 
- Jeste pewny?... 
Rzuci si na fotel. 
- Czy ja wiem?... - szepn. - Czy ja wiem?... Co jest pewnego na tym wiecie? 
- I czy nigdy nie przyszo ci na myl - mwiem coraz mielej - e moesz by 
nie tylko wyzyskiwany i oszukiwany, ale jeszcze wymiewany i lekcewaony?... 
Powiedz, nigdy o tym nie pomyla?... Wszystko jest moliwe na wiecie, a w 
takim wypadku naley si zabezpieczy, jeeli nie od zawodu, to przynajmniej 
od miesznoci. 
Do diaba! - zakoczyem uderzajc szklank w st - mona ponosi ofiary 
majc z czego, ale nie mona pozwala na maltretowanie siebie... 
- Kto mnie maltretuje? - krzykn zrywajc si. 
- Wszyscy ci, ktrzy ci nie szanuj tak, jake na to zasuy. 
Przestraszyem si wasnej miaoci, ale Wokulski nic nie odpowiedzia. 
Pooy si na kozetce i splt rce pod gow, co byo objawem niezwykego 
wzruszenia. Potem zacz mwi o interesach sklepowych gosem zupenie 
spokojnym. 
Okoo dziewitej otworzyy si drzwi i wszed lokaj Wokulskiego. 
- Jest list od ksicia!... - zawoa. 
Stach przygryz wargi i nie podnoszc si wycign rk. 
- Daj - rzek - i id spa. 
Sucy wyszed. Stach powoli otworzy kopert, przeczyta i - rozdarszy list na 
kilka kawakw, rzuci go pod piec. 
- C to jest? - spytaem. 
- Zaproszenie na bal jutrzejszy - odpar sucho. 
- Nie idziesz? 
- Ani myl. 
Osupiaem... I nagle w tym osupieniu przysza mi najgenialniejsza myl pod 
socem. 
- Wiesz co? - rzekem - a moe bymy jutro poszli do pani Stawskiej na 
wieczr?... 
Usiad na kozetce i odpar z umiechem: 
- A wiesz, e to bdzie niele!... Wcale mia kobieta i dawnom ju tam nie by. 
Trzeba by przy okazji posa par zabawek tej maej. 
Lodowata ciana, jaka utworzya si midzy nami, pka. 
Obaj odzyskalimy dawn szczero i do pnocy rozmawialimy o przeszych 
czasach. Na dobranoc powiedzia mi Stach: 
-Czowiek niekiedy gupieje, ale te niekiedy odzyskuje rozum... Bg ci zapa, 
mj stary! 
Zoty, kochany Stach!... ebym mia pkn, oeni go z pani Stawsk!... 
W dzie balu u ksicia ani Stach, ani Szlangbaum nie byli w sklepie. Odgadem, 
e musz ukada si o sprzeda naszego interesu. 
W kadym innym razie podobny wypadek zatruby mi humor na ca dob. Ale 
dzi ani mylaem o znikniciu naszej firmy i zastpieniu jej szyldem 
ydowskim. Co mi tam sklep! byle Stach by szczliwy, a przynajmniej 
wydoby si ze swoich zgryzot. Musz go oeni, aeby pioruny biy!... 
Z rana wysaem do pani Stawskiej licik donoszc, e przyjdziemy dzi na 
herbat obaj z Wokulskim. Do listu omieliem si zaczy pudeko zabawek 
dla Heluni. By tam las ze zwierztami, cae umeblowanie dla lalki, may serwis 
i mosiny samowar. Razem za rs 13 kop. 60 towaru z opakowaniem. 
Musz jeszcze,co wymyli dla pani Misiewiczowej. Tym sposobem zrobi 
obcki z babuni i z wnuczki i tak nimi pikn mam cisn za serce, e musi 
kapitulowa przed witym Janem... 
(Aj, do licha! a ten m za granic?... No, co tam m, niechby si pilnowa... 
Zreszt, za jaki dziesitek tysicy rubli dostaniemy rozwd z nieobecnym i 
zapewne ju nieyjcym.) 
Po zamkniciu sklepu id do Stacha. Lokaj otwiera mi drzwi i trzyma w rku 
wykrochmalon koszul. Przechodzc przez pokj sypialni widz na krzele 
frak, kamizelk... Oj, czy z naszej wizyty nie miaoby nic by?.. 
Stach w gabinecie czyta angielsk ksik. (Czort wie, na co jemu ta 
angielszczyzna? Przecie mona oeni si bdc nawet guchoniemym...) 
Przywita mnie serdecznie, chocia nie bez pewnego wahania. Trzeba wzi 
byka za rogi! - pomylaem i nie kadc czapki na stole mwi: 
- No, chyba nie ma co czeka. Idmy, bo te panie spa si pokad. 
Wokulski zoy ksik i zamyli si. 
- Brzydki wieczr - rzek - nieyca. 
- Innym ta nieyca nie przeszkodzi jecha na bal, wic dlaczeg nam miaaby 
psu wieczorek -odpowiedziaem z gupia frant. 
Jakbym koln Stacha. Zerwa si z krzesa i kaza poda futro. Sucy 
ubierajc go mwi: 
- Tylko niech pan ara wracza, bo ju pora ubiera si i fryzjer przyjdzie. 
- Nie potrzeba - odpar Stach. 
- Przecie nie uczesany nie pjdzie pan taczowa... 
- Nie id na bal. 
Sucy rozoy ze zdziwieniem rce i rozstawi nogi. 
- Czo pan dzi wyrabia? - zawoa. - Pan tak robi, jakby pan mia le w gowie... 
Pan czki tak prosi... 
Wokulski prdko wyszed z pokoju i zatrzasn drzwi pod nosem zuchwaemu 
famulusowi. 
Aha! - myl - wic ksi spostrzeg, e Stach moe nie przyj, i na 
przeprosiny wysa tego niby tecia!... Szuman ma racj, e oni go nie zechc 
wypuci, no, ale my wam go odbierzemy! W kwadrans bylimy u pani 
Stawskiej. Rozkosz jak nas przyjto!... 
Marianna wysypaa kuchni piaskiem, pani Misiewiczowa ubraa si w 
jedwabn sukni tabaczkowego koloru, a pani Stawka miaa dzi takie liczne 
oczy, rumiece i usta, e mona si byo na mier zacaowa przy tej piknej 
kobiecie. 
Nie chc si uprzedza, ale dalibg! Stach spoglda na ni z wielkim zajciem 
przez cay wieczr.. Nie mia nawet czasu spostrzec, e Helunia ubraa si w 
now szarf. 
Co to by za wieczr!... Jak pani Stawka dzikowaa nam za zabawki, jak ona 
osadzaa Wokulskiemu herbat, jak go par razy trcia brzegiem rkawa... Dzi 
ju jestem pewny, e Stach bdzie tu przychodzi jak najczciej, z pocztku ze 
mn, pniej beze mnie. 
W rodku kolacji zy czy dobry duch skierowa oczy pani Misiewiczowej na 
Kurier 
- Widzisz, Helenko - rzeka do crki - e to dzi bal u ksicia. 
Wokulski spospnia i zamiast w oczy pani Stawskiej zacz patrze w talerz. 
Wziwszy na odwag odezwaem si nie bez ironii: 
-Pikne to musi by towarzystwo u takiego ksicia! Stroje, elegancja... 
- Nie tak pikne, jak si wydaje - odpowiedziaa staruszka. - Stroje bardzo 
czsto nie popacone, a elegancja!... Zapewne, inna musi by w salonie z 
hrabiami i ksitami, a inna w garderobie z biednymi robotnicami.(O! jake mi 
staruszka w por wystpia ze swoj krytyk. Suchaje, Stasiu - pomylaem i 
pytam dalej:) 
- Wic te wielkie damy nie bardzo s eleganckie w stosunkach z 
pracownicami?... 
- Prosz pana!... - odpara pani Misiewiczowa trzsc rk. Znamy tu jedn 
magazynierk, ktrej te panie daj roboty, bo jest bardzo zrczna i tania. zami 
si nieraz zalewa, kiedy od nich wraca. Ile si trzeba naczeka z przymierzeniem 
sukni, z poprawieniem, z rachunkiem... A jaki ton w rozmowie, jakie 
impertynencje, jakie targi... Ta magazynierka mwi (jak dobrze ycz!), e woli 
mie do czynienia z czterema ydwkami anieli z jedn wielk dam. Cho 
teraz i ydwki psuj si: gdy ktra zbogaci si, zaraz zaczyna mwi tylko po 
francusku, targowa si i grymasi. 
Chciaem spyta: czy panna cka nie stroi si u tej magazynierki? ale al mi 
byo Stacha. Tak mieni si na twarzy, biedaczysko!... 
Po herbacie Helunia zacza ustawia na dywanie dzi otrzymane zabawki, co 
chwil wykrzykujc z radoci; pani Misiewiczowa i ja usiedlimy pod oknem 
(staruszka nie moe odzwyczai si od tych okien!), a Wokulski i pani Stawska 
uplacowali si na kanapie : ona z jak siatk, on z papierosem. 
Poniewa starowina z wielkim ogniem zacza mi opowiada, jakim 
doskonaym naczelnikiem powiatu by p. jej m, wic nie bardzo syszaem, o 
czym rozmawiaa pani Stawka z Wokulskim. A musiao to by interesujce, 
gdy mwili pgosem: 
Ja pani widziaem w roku zeszym u Karmelitw przy grobach. 
A ja pana najlepiej zapamitaam, kiedy pan w lecie by w tej kamienicy, gdzie 
mieszkaymy. I nie wiem dlaczego, zdawao mi si... 
- A co to by za kopot z tymi paszportami!... Bg wie, kto bra, komu oddawa, 
czyje wpisywa nazwisko... - opowiadaa pani Misiewiczowa. 
...Owszem, ile tylko razy pan zechce... - mwia rumienic si pani Stawska. 
...I nie bd natrtny?...' 
-Pikna para! -rzekem pgosem do pani Misiewiczowej. 
Spojrzaa na nich i wzdychajc odpara: 
- C z tego, choby nieszczliwy Ludwik ju nawet nie y? 
-Miejmy w Bogu ufno... 
- e yje?... - spytaa staruszka, wcale nie zdradzajc zachwytu. 
- Nie, nie o tym mwi..: Ale... 
- Mamo, ja ju spa chc - odezwaa si Helunia. 
Wokulski wsta z kanapki i poegnalimy damy. 
Kto wie - pomylaem - czy ten jesiotr nie pokn ju haczyka?... 
Na dworze wci sypa nieg; Stach odwiz mnie do domu i nie wiem, z jakiej 
racji czeka w sankach, a wejd w bram. 
Wszedem, ale zatrzymaem si w sieni. I dopiero, kiedy str zamkn bram, 
usyszaem na ulicy dzwonki odjedajcych sanek. 
Taki to ty? - pomylaem. - Zobaczymy, dokd teraz pjdziesz... 
Wstpiem do siebie, woyem mj stary paszcz, cylinder i tak przebrany, w 
p godziny wyszedem na ulic. 
W mieszkaniu Stacha byo ciemno, zatem nie siedzi w domu. Wic gdzie 
jest?... 
Kiwnem na przejedajce sanki i w par minut wysiadem niedaleko domu, w 
ktrym mieszka ksi. 
Na ulicy stao kilka karet, inne jeszcze zajeday; ale ju pierwsze pitro byo 
owietlone, muzyka graa, a w oknach od czasu do czasu migay cienie 
taczcych. 
Tam jest panna cka - pomylaem i czego serce mi si cisno. 
Rozejrzaem si po ulicy. Uf! jakie tumany niegu... Ledwie mona dojrze 
targane przez wiatr pomyki gazowe. Trzeba i spa. 
Chcc zapa sanki przeszedem na drugi chodnik i... prawie otarem si o 
Wokulskiego... sta pod drzewem zasypany niegiem, zapatrzony w okna. 
Wic to tak?... O, eby zdech, mj kochanku, musisz oeni si z pani 
Stawsk.: 
Wobec takiego niebezpieczestwa postanowiem dziaa energicznie. Wic 
zaraz na drugi dzie wybraem si do Szumana i mwi: 
- A wiesz, doktr, co si stao ze Stachem? 
-C, zama nog? 
-Gorzej. Bo jakkolwiek, pomimo dwukrotnych zaprosze, nie by na balu u 
ksicia, lecz okoo pnocy wymkn si pod jego dom i stojc na nieycy 
patrzy w okna. Rozumiesz pan? 
- Rozumiem. Na to nie trzeba by psychiatr. 
- Zatem - mwi dalej - nieodwoalnie postanowiem oeni Stacha w tym 
jeszcze roku, nawet przed witym Janem. 
- Z pann ck? - pochwyci doktr. - Radz nie miesza si do tego. 
- Nie z pann ck, ale z pani Stawsk. 
Szuman zacz bi si po gowie. 
- Szpital wariatw! - mrucza. - Nie brak ani jednego... Pan, oczywicie, masz 
wod w gowie, panie Rzecki - doda po chwili. 
-Pan mnie obraasz! - krzyknem zniecierpliwiony. 
Stan przede mn i schwyciwszy mnie za klapy surduta mwi zirytowanym 
gosem : 
- Suchaj pan... Uyj porwnania, ktre powiniene zrozumie Jeeli masz 
pen szuflad, na przykad, portmonetek, czy moesz w t sam szuflad 
naka, na przykad, krawatw?... Nie moesz. Wic jeeli Wokulski ma pene 
serce panny ckiej, czy moesz mu tam wpakowa pani Stawsk?... 
Odczepiem mu rce od moich klap i odparem: 
-Wyjm portmonetki i wo krawaty, rozumiesz pan, panie uczony?:.. 
I zaraz wyszedem, bo ju mnie jego arogancja rozdrania. Myli, e wszystkie 
rozumy pozjada. 
Od doktora pojechaem do pani Misiewiczowej. Stawska bya w swoim sklepie, 
Heluni wyprawiem do drugiego pokoju, do zabawek, a sam przysiadem si do 
staruszki i bez adnych wstpw zaczynam : 
- Pani dobrodziejko!... Czy sdzi pani, e Wokulski jest godnym czowiekiem?... 
- Ach, dobry panie Rzecki, jak moesz o to pyta?... W swoim domu zniy nam 
komorne, wydoby Helenk z takiej haby, da jej posad na siedemdziesit pi 
rubli, Heluni przysa tyle zabawek... 
- Za pozwoleniem - przerywam. - Jeeli wic zgadza si pani, e to czowiek 
zacny, to musz pani doda, pod najwikszym sekretem, e jest bardzo 
nieszczliwy... 
- W imi Ojca i Syna!... - przeegnaa si staruszka. - On nieszczliwy, on, 
ktry ma taki sklep, spk, taki straszny majtek?... On, ktry niedawno 
sprzeda kamienic?... Chyba e ma dugi, o ktrych ja nic nie wiem. 
-Dugw ani grosza - mwi - a po zlikwidowaniu interesu ma ze szeset 
tysicy rubli, cho dwa lata temu mia ze trzydzieci tysicy rubli, rozumie si, 
oprcz sklepu... Ale, pani dobrodziejko!...pienidze nie stanowi wszystkiego, 
bo czowiek oprcz kieszeni ma jeszcze i serce... 
- Przecie syszaam, e si eni, nawet z pikn osob, z pann ck? 
- Tu jest nieszczcie; Wokulski nie moe, nie powinien eni si... 
- Czyby mia defekt?... Taki zdrowy mczyzna... 
-Nie powinien eni si z pann ck, to nie dla niego partia. Dla niego trzeba 
by ony takiej:.. 
- Takiej jak moja Helenka... - wtrcia spiesznie pani Misiewiczowa. 
- Ot to!... - zawoaem. - Nie tylko takiej, ale wprost tej samej... Jej samej, 
pani Heleny Stawskiej, trzeba nam za on. 
Staruszka rozpakaa si. 
- Czy wiesz, kochany panie Rzecki - mwia szlochajc - e to jest moje 
najmilsze marzenie... Bo, e poczciwy Ludwiczek ju umar, za to gow sobie 
dam uci... Tyle razy mi si ni, a zawsze albo nagi, albo jaki inny, nie ten... 
-Zreszt - mwi - choby nie umar, dostaniemy rozwd. 
- Naturalnie. Za pienidze wszystkiego mona dosta. 
- Ot to!... Caa rzecz w tym, aeby pani Stawka nie opieraa si... 
- Zacny panie Rzecki! - zawoaa starowina. - Ale ona, przysign, ju dzi 
kocha si, biedactwo, w Wokulskim... Humor jej si zepsu, po nocach nie 
sypia, tylko wzdycha, mizernieje kobiecisko, a kiedycie tu byli wczoraj, c si 
z ni dziao... Ja, matka, pozna jej nie mogam... 
- Wic - basta!... - przerwaem. - Moja gowa w tym, aeby Wokulski bywa tu 
jak najczciej, a pani... niech dobrze usposabia pani Helen. Wyrwiemy 
Stacha z rk tej panny ckiej i... bodaj przed witym Janem wesele... 
- Bj si Boga, ale Ludwiczek?... 
- Umar, umar... - mwi. - Gow sobie dam uci, e ju nie yje... 
- Ha, w takim razie wola boska.. 
- Tylko... prosz pani o sekret. To gruba gra. 
- Za kog to mnie masz, panie Rzecki? - obrazia si staruszka. - Tu... tu... dodaa 
stukajc si w piersi - tu kada tajemnica ley jak w grobie. A tym wicej 
tajemnica mego dziecka i tego szlachetnego czowieka: 
Oboje bylimy gboko wzruszeni. 
- C - rzekem po chwili, zabierajc si do wyjcia - c, czy przypuciby kto, 
e taka drobna rzecz jak lalka moe przyczyni si do uszczliwienia dwojga 
ludzi? 
- Jak to lalka? 
- No, jake?... Gdyby pani Stawka nie kupia u nas lalki, nie byoby procesu, 
Stach nie wzruszyby si losem pani Heleny, pani Helena nie pokochaaby go, a 
wic i nie pobraliby si... Bo, cile rzeczy biorc, jeeli w Stachu zbudzio si 
jakie gortsze uczucie dla pani Stawskiej, to dopiero od owego procesu. 
- Zbudzio si, powiadasz pan?... 
- Bah! Czy to pani nie widziaa, jak wczoraj szeptali na tej kanapie?... Wokulski 
dawno ju nie by tak oywiony, nawet wzruszony jak wczoraj... 
- Bg ci zesa, kochany panie Rzecki! - zawoaa staruszka i na poegnanie 
pocaowaa mnie w gow. 
Dzi kontent jestem z siebie i chobym nie chcia, musz przyzna, e mam 
metternichowsk gow. Jak to ja wpadem na myl zakochania Stacha w pani 
Helenie, jak ja to wszystko uoyem, aeby im nie przeszkadzano!... 
Bo dzi nie mam ju najmniejszej wtpliwoci, e i pani Stawka, i Wokulski 
wpadli w zastawion na nich puapk. Ona w cigu paru tygodni zmizerniaa 
(ale jeszcze lepiej wyadniaa, bestyjka!), a on formalnie traci gow. Jeeli tylko 
nie jest wieczorem u ckich, co zreszt trafia si nieczsto, bo panna wci 
baluje, to zaraz chopak sprowadza si do pani Stawskiej i siedzi tam choby do 
pnocy. A jak si wtedy oywia, jak jej opowiada historie o Syberii, o 
Moskwie, o Paryu!... Wiem, bo cho nie bywam wieczorami, aeby im nie 
przeszkadza, to zaraz na drugi dzie wszystko opowiada mi pani 
Misiewiczowa, rozumie si pod najwikszym sekretem. 
Jedno mi si tylko nie podobao. 
Dowiedziawszy si, e Wirski zaazi czasem do naszych pa i, naturalnie, 
poszy gruchajc par, wybraem si, aeby go ostrzec. 
Wanie ju ubrany wychodz z domu, gdy wtem spotykam w sieni Wirskiego. 
Naturalnie, zawracam si, zapalam wiato, pogadalimy troch o polityce... 
Nastpnie zmieniam przedmiot rozmowy i zaczynam obcesowo : 
- Chciaem te panu poufnie zakomunikowa... 
- Wiem ju, wiem!... - on mwi miejc si. 
- Co pan wiesz? 
- A e Wolkulski kocha si w pani Stawskiej. 
- Rany boskie! - woam. - A panu to kto powiedzia?... 
- No, przede wszystkim nie bj si pan zdradzenia sekretu mwi on powanie. W 
naszym domu sekret to jak w studni... 
-Ale kto panu powiedzia? 
- Mnie, widzisz pan, powiedziaa ona, ktra dowiedziaa si o tym od pani 
Kolerowej... 
-A ona skd? 
-Pani Kolerowej powiedziaa pani Radziska, a pani Radziskiej pod 
najwitszym sowem powierzya t tajemnic pani Denowa, wiesz pan, ta 
przyjacika pani Misiewiczowej. 
- Jaka nieostrona pani Misiewiczowa!... 
- Ale! - mwi Wirski - c miaa robi, nieboga, jeeli Denowa wpada na ni z 
gry, e Wokulski przesiaduje u nich do rana, e to jakie nieczyste sprawy... 
Naturalnie, zatrwoona staruszka powiedziaa jej, e tu nie chodzi o figle, ale o 
sakrament, i e moe pobior si okoo witego Jana. 
A mnie gowa zabolaa, ale c robi? Aj, te baby, te baby!... 
- C sycha na miecie? - pytam Wirskiego, aeby raz skoczy kopotliw 
rozmow. 
-Awantury - mwi -awantury z baronow! Ale daj mi pan cygaro, bo to dwie 
due historie. 
Podaem mu cygaro, a on opowiedzia rzeczy, ktre ostatecznie przekonay 
mnie, e li prdzej czy pniej musz by ukarani, dobrzy wynagrodzeni i e w 
najzakamienialszym sercu tli si przecie iskra sumienia. 
- Dawno pan by u naszych dam? - zaczyna Wirski.- Ze cztery... z pi dni... odparem. 
- Pojmujesz pan, e nie chc przeszkadza Wokulskiemu, a... i panu 
radz to samo. Moda z modym prdzej porozumie si anieli z nami, starymi. 
- Za pozwoleniem! - przerywa Wirski. - Mczyzna pidziesieioletni nie jest 
starym; jest dopiero dojrzaym... 
-Jak jabko, ktre ju spada. 
- Masz pan racj: mczyzna pidziesicioletni jest bardzo skonny do upadku. 
I gdyby nie ona i dzieci... Panie Ignacy!... panie Rzecki!... 
niech mnie diabli wezm, jeelibym si nie ciga z modymi. Ale, panie, onaty 
czowiek to kaleka: kobiety na niego nie patrz, chocia... panie Ignacy... 
W tym miejscu oczy mu si zaiskrzyy i zrobi tak pantomin, e jeeli jest 
naprawd pobonym, jutro powinien i do spowiedzi. 
Ju to w ogle uwaam, e ze szlacht jest tak: do nauki ani do handlu nie ma 
gowy, do roboty go nie napdzisz, ale do butelki, do wojaczki i do spronoci 
zawsze gotw, choby nawet trumn zalatywa. Paskudniki! 
- Wszystko to dobrze - mwi - panie Wirski, ale ce mi pan mia 
opowiedzie? 
- Aha! wanie o tym mylaem - mwi on, a dymi cygarem jak kocie asfaltu. Ot 
tedy, pamitasz pan tych studentw z naszej kamienicy, co mieszkali nad 
baronow?... 
- Maleski, Patkiewicz i ten trzeci. Co nie miabym pamita takich diabw. 
Jowialne chopaki! 
- Bardzo, bardzo! - potwierdza Wirski. - Niech mnie Bg skarze, jeeli przy tych 
urwipociach mona byo utrzyma mod kuchark duej jak osiem miesicy. 
Panie Rzecki! mwi ci, e oni we trzech zaludniliby wszystkie ochrony... Ich 
tam, wida, w uniwersytecie ucz tego. Bo za moich czasw, na wsi, jeeli 
ojciec majcy modego syna da trzy, a cztery krowy na rok... fiu!... fiu!... to ju 
zaraz obraa si nawet ksidz proboszcz, aeby mu nie psu owieczek. A ci, 
panie... 
- Miae pan mwi o baronowej - wtrciem, bo nie lubi, jeeli gupstwa 
trzymaj si szpakowatej gowy. 
- Wanie... Ot tedy... A najgorszy bestia to ten Patkiewicz, co trupa udaje. Jak 
zapad wieczr, a ten pokraka wylaz na schody, to mwi ci, taki by pisk, 
jakby stado szczurw tamtdy przechodzio... 
- Miae pan przecie o baronowej... 
- Wanie te... Ot tedy, moci dobrodzieju... No i Maleskiemu nic nie brak!... 
Ot tedy, jak panu wiadomo, baronowa uzyskaa wyrok na chopakw, aebysi wyprowadzili smego. Tymczasem ci ani we... smy, dziewity, 
dziesity... oni siedz, a pani Krzeszowskiej ronie wtrbka z irytacji. W 
kocu, naradziwszy si z tym swoim niby adwokatem i z Maruszewiczem, na 
dzie 15 lutego pchna im komornika z policj. 
Drapie si tedy komornik z policj na trzecie pitro, stuk -puk! drzwi u 
chopcw zamknite, ale ze rodka pytaj si: Kto tam?- W imieniu prawa 
otwrzcie! - mwi komornik. - Prawo prawem -mwi mu ze rodka - ale my 
nie mamy klucza. Kto nas zamkn, pewnie pani baronowa. - Panowie arty 
robicie z wadzy - mwi komornik - a panowie wiecie, e powinnicie si 
wyprowadzi. - Owszem - mwi ze rodka - ale przecie dziurk od klucza 
nie wyjdziemy. Chybaby... 
Naturalnie, komornik wysya stra po lusarza i czeka na schodach z policj. W 
jakie p godziny przychodzi i lusarz: otworzy ten zwyczajny zamek 
wytrychem, ale angielskiemu zatrzaskowi nie moe da rady. Krci, wierci - na 
prno... Dyma znowu po narzdzia, na co znowu schodzi mu z p godziny, a 
tymczasem w podwrzu zbiegowisko, wrzask, a na drugim pitrze pani 
baronowa dostaje najstraszniejszych spazmw. 
Komornik cigle czeka na schodach, a tu wpada do niego Maruszewicz. 
Panie! - wola - zobacz no, co ci dokazuj... Komornik wybiega na dziedziniec 
i widzi tak scen: 
Okno na trzecim pitrze otwarte (miarkuj pan, w lutym!) i z owego okna lec na 
podwrze: sienniki, kodry, ksiki, trupie gwki i tam dalej. Niedugo 
poczekawszy zjeda na sznurze kufer, a po nim ko. 
No i c pan na to? - woa Maruszewicz. 
Trzeba spisa protok - mwi komornik. -Zreszt wyprowadzaj si, wic 
moe nie warto im przeszkadza. 
Wtem -nowa szopka. W otwartym oknie na trzecim pitrze ukazuje si krzeso, 
na krzele siada Patkiewicz, dwaj koledzy spychaj go i - mj Patkiewicz jedzie 
z krzesem na sznurach na d!... To ju i komornika zemdlio, a jeden stjkowy 
przeegna si. 
Kark skrci... - mwi baby. - Jezus Maria! ratuj dusz jego... Maruszewicz, 
jako czowiek nerwowy, uciek do pani Krzeszowskiej, a tymczasem krzeseko z 
Patkiewiczem zatrzymuje si na wysokoci drugiego pitra, przy oknie 
baronowej. 
Skoczcie, panowie, z tymi artami! -woa komornik do dwu kolegw 
Patkiewicza, ktrzy go spuszczali. 
Ale ba! kiedy nam si sznur zerwa... - mwi tamci. 
Ratuj si, Patkiewicz! - woa z gry Maleski. 
Na dziedzicu awantura. Baby (ile, e niejedna mocno interesowaa si 
zdrowiem Patkiewicza) zaczynaj wrzeszcze, stjkowi osupieli, a komornik 
zupenie straci gow. 
Sta pan na gzymsie!... Bij w okno... - woa do Patkiewicza. 
Memu Patkiewiczowi nie trzeba byo dwa razy powtarza. Zaczyna tedy puka 
do okna baronowej tak, e sam Maruszewicz nie tylko mu otworzy lufcik, ale 
jeszcze wasnorcznie wcign chopa do pokoju. 
Nawet baronowa przybiega zatrwoona i mwi do Patkiewicza: 
Boe miosierny! potrzebne te to panu takie figle 
Inaczej nie miabym przyjemnoci poegna szanownej pani- odpowiada 
Patkiewicz i sysz, pokaza jej takiego nieboszczyka, e baba runa na wznak 
na podog woajc: 
Nie ma mnie kto broni!... Nie ma ju mczyzn!... Mczyzny!... 
Mczyzny!... 
Krzyczaa tak gono, e j byo sycha na caym dziedzicu, i nawet komornik 
bardzo opacznie wytomaczy sobie jej woania, bo powiedzia do stjkowych : 
Ot, w jak chorob wpada biedna kobieta!... Trudno, ju ze dwa lata jest w 
separacji z mem. 
Patkiewicz, jako medyk, pomacawszy puls baronowej, kaza jej zada waleriany 
i najspokojniej wyszed. A tymczasem w ich lokalu lusarz wzi si do 
odbijania angielskiego zatrzasku. Kiedy ju skoczy swoj czynno i dobrze 
drzwi pokaleczy, Maleski nagle przypomnia sobie, e oba klucze: od zamku i 
od zatrzasku - ma w kieszeni. 
Ledwie baronowa. dosza do przytomnoci, zaraz w adwokat pocz j 
namawia, aeby wytoczya proces i Patkiewiczowi, i Maleskiemu. Ale baba 
jest ju tak zraona do procesw, e tylko zwymylaa swego doradc i 
przysiga, i od tej pory adnemu studentowi nie wynajmie lokalu, choby na 
wieki mia sta pustkami. 
Potem, jak mi mwiono, z wielkim paczem zacza namawia Maruszewicza, 
aeby on nakoni barona do przeproszenia jej i do sprowadzenia si do niej. 
Ja wiem - szlochaa - e on ju nie ma ani grosza, e za mieszkanic nie paci i 
nawet ze swoim lokajem jada na kredyt. Mimo to; wszystko mu zapomn i 
popac dugi, byle nawrci si i sprowadzi do domu. Bez mczyzny nie 
mog rzdzi takim domem... umr tu w cigu roku... 
W tym widz kar bosk -zakoczy Wirski odmuchujc cygaro. -A 
narzdziem tej kary bdzie baron... 
- A druga historia? - spytaem. 
-Druga jest krtsza, ale za to ciekawsza. Wyobra pan sobie, e baronowa, 
baronowa Krzeszowska, zoya wczoraj wizyt pani Stawskiej... 
Oj! do licha... - szepnem. - To zy znak... 
- Wcale nie - rzek Wirski. - Baronowa przysza do pani Stawskiej, spakaa si, 
dostaa spazmw i prosia obie damy prawie na klczkach, aeby jej zapomniay 
w proces o lalk, bo inaczej nie bdzie mie spokoju do koca ycia. 
-I one obiecay zapomnie? 
- Nie tylko obiecay, ale jeszcze ucaoway j i nawet przyrzeky wyjedna jej 
przebaczenie u Wokulskiego. o ktrym baronowa odzywa si z wielkimi 
pochwaami... 
- Oj, do diaba!... - zawoaem. - Po c one z ni rozmawiay o Wokulskim?... 
Gotowe nieszczcie... 
-Ale, co pan mwisz! - reflektowa mnie Wirski. -To kobieta skruszona, auje 
za grzechy i niezawodnie poprawi si. 
Bya ju pnoc, wic sobie poszed. Nie zatrzymywaem go, bo mnie troch 
zrazi sw wiar w skruch baronowej. Ha! zreszt kto j tam wie, moe si i 
naprawd nawrcia?... 
Post scriptum. Byem pewny, e MacMahonowi uda si zrobi zamach na rzecz 
maego Napoleonka. Tymczasem dzi dowiaduj si, e MacMahon upad, 
prezydentem rzeczypospolitej zosta mieszczanin Grvy, a may Napoleonek 
pojecha na wojn, do jakiego Natalu do Afryki. 
Trudna rada - niech si chopak uczy wojowa. Za jakie p roku wrci okryty 
saw, tak e go sami Francuzi gwatem zaczn cign do siebie, a my 
tymczasem - oenimy Stacha z pani Helen. 
O, bo ja, kiedy uwezm si na co, to mam metternichowskie sposoby i 
rozumiem naturalny bieg rzeczy. 
Niech wic yje Francja z Napoleonidami, a Wokulski z pani Stawsk!... 
ROZDZIA TRZYNASTY: 
DAMY I KOBIETY 
W minionym karnawale i w biecym wielkim pocie fortuna po raz trzeci czy 
czwarty znowu askawym okiem spojrzaa na dom pana ckiego. 
Jego salony byy pene goci, a do przedpokoju sypay si bilety wizytowe jak 
nieg. I znowu pan Tomasz znalaz si w tej szczliwej pozycji, e nie tylko 
mia kogo przyjmowa, ale nawet mg robi wybr pomidzy odwiedzajcymi. 
-Pewnie ju niedugo umr - mwi nieraz do crki. -Mam jednak t 
satysfakcj, e ludzie ocenili mnie cho przed mierci. 
Panna Izabela suchaa tego z umiechem. Nie chciaa rozprasza ojcowskich 
zudze, ale bya pewna, e rj wizytujcych jej skada hody - nie ojcu. 
Wszake pan Niwiski, najwykwintniejszy araner, najczciej z ni taczy, nie 
z ojcem. Pan Malborg, wzr dobrych manier i wyrocznia mody, z ni 
rozmawia, nie z ojcem, a pan Szastalski, przyjaciel poprzedzajcych, nie przez 
ojca, tylko przez ni czu si nieszczliwym i niepocieszonym. Pan Szastalski 
wyranie jej to owiadczy, a chocia sam nie by ani najwykwintniejszym 
tancerzem jak pan Niwiski, ani wyroczni mody jak pan Malborg, by jednak 
przyjacielem panw: Niwiskiego i Malborga. Mieszka blisko nich, z nimi 
jada, z nimi sprowadza sobie angielskie lub francuskie garnitury, damy za 
dojrzae nie mogc w nim dopatrze adnych innych zalet nazyway go 
przynajmniej poetycznym. 
Dopiero drobny fakt, jedno zdanie zmusio pann Izabel do szukania w innym 
kierunku tajemnicy jej triumfw. 
Podczas pewnego balu rzeka do panny Pantarkiewiczwny: 
- Nigdy tak dobrze nie bawiam si w Warszawie jak tego roku. 
- Bo jeste zachwycajca - odpowiedziaa krtko panna Pantarkiewiczwna 
zasaniajc si wachlarzem, jakby chciaa ukry mimowolne ziewnicie... 
- Panny w tym wieku umiej by interesujce - odezwaa si na cay gos pani 
z de Ginsw Upadalska do pani z Fertalskich Wywrotnickiej. 
Ruch wachlarza panny Pantarkiewiczwny i swko pani z de Ginsw 
Upadalskiej zastanowiy pann Izabel. Za duo miaa rozumu, aeby nie 
zorientowa si w sytuacji, jeszcze tak jaskrawo owietlonej. 
C to za wiek? - mylaa. - Dwadziecia pi lat jeszcze nie stanowi <<tego 
wieku>>... Co one mwi?... 
Spojrzaa na bok i zobaczya utkwione w siebie oczy Wokulskiego. Poniewa 
miaa do wyboru albo przypisa swoje triumfy temu wiekowi, albo 
Wokulskiemu, wic... pocza zastanawia si nad Wokulskim. 
Kto wie, czy nie by on mimowolnym twrc uwielbie, ktre j ze wszech 
stron otaczay?... 
Zacza przypomina sobie. Przede wszystkim ojciec pana Niwiskiego mia 
kapitay w spce, ktr zaoy Wokulski, a ktra (o czym byo wiadomo nawet 
pannie Izabeli) przynosia wielkie zyski. Nastpnie pan Malborg, ktry ukoczy 
jak szko techniczn (z czym si nie zdradza), za porednictwem 
Wokulskiego (co w najgbszej zachowa dyskrecji) stara si o posad przy 
kolei. I rzeczywicie, dosta tak, ktra posiadaa jedn wielk zalet, e nie 
wymagaa pracy, i jedn straszn wad, e nie dawaa trzech tysicy rubli pensji. 
Pan Malborg mia nawet o to al do Wokulskiego; lecz ze wzgldu na stosunki 
ogranicza si na wymawianiu jego nazwiska z ironicznym pumiechem. 
Pan Szastalski nie mia kapitaw w spce ani posady przy kolei. Ale poniewa 
dwaj jego przyjaciele, panowie Niwiski i Malborg, mieli do Wokulskiego 
pretensj, wic i on mia do Wokulskiego pretensj, ktr formuowa 
wzdychajc obok panny Izabeli i mwic: 
- S ludzie szczliwi, ktrzy... 
O tym, jak wygldaj ci ktrzy..., panna Izabela nigdy nie moga si 
dowiedzie. Tylko przy wyrazie ktrzy przychodzi jej na myl Wokulski. 
Wtedy zaciskaa drobne pici i mwia do siebie: 
Despota... tyran... 
Cho Wokulski nie zdradza najmniejszej skonnoci ani do tyranii, ani do 
despotyzmu. Tylko przypatrywa si jej i myla: 
Tye to czy... nie ty?..  
Czasami na widok modszych i starszych elegantw otaczajcych pann Izabel, 
ktrej oczy byszczay jak brylanty albo jako gwiazdy, po niebie jego 
zachwytw przelatywa obok i rzuca mu na dusz cie nieokrelonej 
wtpliwoci. Ale Wokulski na cienie zamyka oczy. Panna Izabela bya jego 
yciem, szczciem, socem, ktrego nie mogy zami jakie przelotne 
chmurki, moe nawet zgoa urojone. 
Niekiedy przychodzi mu na myl Geist, zdziczay mdrzec wrd wielkich 
pomysw, ktry wskazywa mu inny cel anieli mio panny ckiej. Ale 
wwczas starczyo Wokulskiemu jedno spojrzenie panny Izabeli, aeby go 
otrzewi z mrzonek. 
Co mi tam ludzko! - mwi wzruszajc ramionami. - Za ca ludzko i za 
ca przyszo wiata, za moj wasn wieczno... nie oddam jednego jej 
pocaunku... I na myl o tym pocaunku dziao si z nim co niezwykego. 
Wola w nim saba, czu, e traci przytomno, i aeby odzyska j, musia 
znowu zobaczy pann Izabel w towarzystwie elegantw. I dopiero wwczas, 
gdy sysza jej szczery miech i stanowcze zdania, kiedy widzia jej ogniste 
spojrzenia rzucane na panw: Niwiskiego, Malborga i Szastalskiego, przez 
mgnienie oka zdawao mu si, e spada przed nim zasona, poza ktr widzi 
jaki inny wiat i jak inn pann Izabel. Wtedy, nie wiadomo skd, zapalaa 
si przed nim jego modo pena tytanicznych wysikw. Widzia swoj prac 
nad wydobyciem si z ndzy, sysza wist pociskw, ktre kiedy przelatyway 
mu nad gow, a potem widzia laboratorium Geista, gdzie rodziy si 
niezmierne wypadki, i spogldajc na panw: Niwiskiego, Malborga i 
Szastalskiego; myla: 
Co ja tu robi?..: Skd ja modl si do jednego z nimi otarza?.: 
Chcia rozemia si, ale znowu wpada w moc obdu. I znowu wydawao mu 
si, e takie jak jego ycie warto zoy u ng takiej jak panna Izabela kobiety. 
Bd jak bd, pod wpywem nieostronego swka pani z de Ginsw 
Upadalskiej, w pannie Izabeli pocza wytwarza si zmiana na korzy 
Wokulskiego. Z uwag przysuchiwaa si rozmowom panw odwiedzajcych 
jej ojca i w rezultacie spostrzega, e kady z nich ma albo kapitalik, ktry chce 
umieci u Wokulskiego; bodajby na pitnacie procent, albo kuzyna, 
ktremu chce wyrobi posad, albo pragnie pozna si z Wokulskim dla jakich 
innych celw. Co si za tycze dam, te albo rwnie chciay kogo protegowa, 
albo miay crki na wydaniu i nawet nie taiy si, e pragn odbi Wokulskiego 
pannie Izabeli, albo, o ile nie byy zbyt dojrzaymi, rade byy uszczliwi go 
same. 
- Oto by on takiego czowieka! - mwia z Fertalskich Wywrotnicka. 
- Choby nawet i nie on! - odpara z umiechem baronowa von Ples, ktrej 
m od piciu lat by sparaliowany. 
Tyran... despota... - powtarzaa panna Izabela czujc, e lekcewaony przez 
ni kupiec zwraca ku sobie wiele spojrze, nadziei i zazdroci. 
Pomimo resztek pogardy i wstrtu, jakie w niej jeszcze tlay, musiaa przyzna, 
e ten szorstki i ponury czowiek wicej znaczy i lepiej wyglda anieli 
marszaek, baron Dalski, a nawet anieli panowie: Niwiski, Malborg i 
Szastalski. 
Najsilniej jednak wpyn na postanowienia jej ksi. 
Ksi, na ktrego prob Wokulski nie tylko w grudniu roku zeszego nie 
chcia ofiarowa pani Krzeszowskiej dziesiciu tysicy rubli, ale nawet w 
styczniu i lutym roku biecego nie da ani grosza na protegowanych przez 
niego ubogich, ksi na chwil straci serce do Wokulskiego. Wokulski zrobi 
ksiciu przykry zawd. Ksi sdzi i wierzy, i ma prawo tak sdzi, e 
czowiek podobny Wokulskiemu, raz posiadszy ksic yczliwo, powinien 
wyrzec si nie tylko swoich gustw i interesw, ale nawet majtku i osoby. e 
powinien lubi to, co lubi ksi, nienawidzie tego, co nienawidzi ksi, 
suy tylko ksicia celom i dogadza tylko jego upodobaniom. Tymczasem ten 
parweniusz (aczkolwiek niewtpliwie dobry szlachcic) nie tylko nie myla by 
ksicym sug, ale nawet odway si by samodzielnym czowiekiem; nieraz 
sprzecza si z ksiciem, a co gorsza, wrcz odmawia jego daniom. 
Szorstki czowiek... interesowny... egoista!... - myla ksi, ale coraz 
mocniej dziwi si zuchwalstwu dorobkiewicza. 
Traf zdarzy, e pan cki, nie mogc ju ukry zabiegw Wokulskiego o pann 
Izabel, zapyta ksicia o zdanie o Wokulskim i o rad. 
Ot ksi, pomimo rozmaitych saboci, by z gruntu uczciwym czowiekiem. 
W sdzie o ludziach nie polega na wasnym upodobaniu, ale zasiga opinii. 
Poprosi wic pana ckiego o par tygodni zwoki dla uformowania sobie 
zdania, a poniewa mia rozmaite stosunki i jakby wasn policj, 
podowiadywa si wic rnych rzeczy. 
Naprzd tedy zauway, e szlachta, lubo o Wokulskim odzywa si z przeksem 
jako o dorobkiewiczu i demokracie, w cichoci jednak chepi si nim: 
Zna, e nasza krew, cho przysta do kupcw! 
Ile razy za chodzio o przeciwstawienie kogo ydowskim bankierom, 
najzakamienialsi szlachcice wysuwali naprzd Wokulskiego. 
Kupcy, a nade wszystko fabrykanci, nienawidzili Wokulskiego, najcisze 
jednak zarzuty, jakie mu stawiali, byy te: To szlachcic... wielki pan... 
polityk!..., czego znowu ksi w aden sposb nie mg mu bra za ze... 
Najciekawszych jednak wiadomoci dostarczyy ksiciu zakonnice. By jaki 
furman w Warszawie i jego brat drnik na Kolei Warszawsko-Wiedeskiej, 
ktrzy bogosawili Wokulskiego. Byli jacy studenci, ktrzy gono opowiadali, 
e Wokulski daje im stypendia; byli rzemielnicy, ktrzy zawdziczali mu 
warsztaty, byli kramarze, ktrym Wokulski pomg do zaoenia sklepw. 
Nie brako nawet (o czym siostry mwiy z pobon zgroz i rumienic si), nie 
brako nawet kobiety upadej, ktr Wokulski wydoby z ndzy, odda do 
magdalenek i ostatecznie zrobi z niej uczciw kobiet, o ile (mwiy siostry) 
taka osoba moe by uczciw kobiet. 
Relacje te nie tylko zdziwiy, ale wprost przestraszyy ksicia. I naraz Wokulski 
spotnia w jego opinii. By przecie czowiekiem, ktry ma swj wasny 
program, ba! nawet prowadzi polityk na wasn rk, i ktry ma wielkie 
znaczenie wrd posplstwa... 
Tote kiedy ksi w oznaczonym terminie przyszed do pana ckiego, nie 
omieszka jednoczenie zobaczy si z pann Izabel. W znaczcy sposb 
ucisn j i powiedzia te zagadkowe sowa: 
- Szanowna kuzynko, trzymasz w rku niezwykego ptaka... Trzymaje go i 
pie tak, aeby wyrs na poytek nieszczliwemu krajowi... 
Panna Izabela bardzo zarumienia si; odgada, e owym niezwykym ptakiem 
jest Wokulski. 
Tyran... despota!... - pomylaa. 
Pomimo to w stosunku Wokulskiego do panny Izabeli pierwsze lody byy 
przeamane. Ju decydowaa si wyj za niego... 
Pewnego dnia, kiedy pan cki by troch niezdrw, a panna Izabela czytaa w 
swoim gabinecie, dano jej zna, e w salonie czeka pani Wsowska. Panna 
Izabela natychmiast wybiega tam i zastaa, oprcz pani Wsowskiej, kuzynka 
Ochockiego, ktry by bardzo zachmurzony: 
Obie przyjaciki ucaoway si z demonstracyjn czuoci, ale Ochocki, ktry 
widzia nie patrzc, spostrzeg, e albo jedna z nich, albo obie maj do siebie 
jak pretensj, zreszt niewielk. 
Czyby o mnie?... - pomyla. - Nie trzeba si zbytecznie angaowa... 
- A, i kuzynek jest tutaj! - rzeka panna Izabela podajc mu rk - czeg taki 
smutny? 
- Powinien by wesoy - wtrcia pani Wsowska - gdy przez ca drog, od 
banku do was, umizga si do mnie, i to z dobrym skutkiem. Na rogu Alei 
pozwoliam mu odpi dwa guziki u rkawiczki i pocaowa si w rk. Gdyby 
wiedziaa, Belu, jak on nie umie caowa... 
- Tak?... - zawoa Ochocki rumienic si powyej czoa .Dobrze! Od tej pory 
nigdy nie pocauj pani w rk... Przysigam... 
- Jeszcze dzi przed wieczorem pocaujesz mnie pan w obie - odpara pani 
Wsowska. 
- Czy mog zoy uszanowanie panu ckiemu? - spyta uroczycie Ochocki i 
nie czekajc na odpowied panny Izabeli wyszed z salonu. 
- Zawstydzia go - rzeka panna Izabela. 
- To niech si nic umizga, kiedy nie umie. W podobnych wypadkach 
niezrczno jest miertelnym grzechem. Czy nieprawda? 
- Kiedye przyjechaa? 
- Wczoraj rano - odpowiedziaa pani Wsowska. - Ale dwa razy musiaam by 
w banku, w magazynie, zrobi porzdki u siebie. Tymczasem asystuje mi 
Ochocki, dopki nie znajd kogo zabawniejszego. Jeeli mi kogo odstpisz... dodaa 
z akcentem. 
-C znowu za pogoski! - rzeka rumienic si panna Izabela. 
- Ktre doszy a: do mnie na wie. Starski opowiada mi, nie bez zazdroci, e 
w tym roku, jak zawsze zreszt bya krlow. Podobno Szastalski zupenie 
gow straci. 
- I obaj jego rwnie nudni przyjaciele - wtrcia panna Izabela z umiechem. -
Wszyscy trzej kochali si we mnie co wieczr, kady owiadcza mi si w takich 
godzinach, aeby nie przeszkadza innym, a pniej wszyscy trzej zwierzali si 
przed sob ze swoich cierpie. Ci panowie wszystko robi na spk. 
-Atyco na to? 
Panna Izabela wzruszya ramionami. 
- Ty mnie pytasz? - rzeka. 
- Syszaam rwnie - mwia pani Wsowska - e Wokulski owiadczy si... 
Panna Izabela zacza bawi si kokard swej sukni. 
- No, zaraz: owiadczy si!... Owiadcza mi si, ile razy mnie widzi: patrzc na 
mnie, nie patrzc, mwic, nie mwic... jak zwykle oni. 
- A ty? 
- Tymczasem przeprowadzam mj program. 
- Wolno wiedzie, jaki? 
- Owszem, nawet zaley mi, aeby nie by tajemnic. Naprzd, jeszcze u 
prezesowej... Jake ona si ma? 
- Bardzo le - odpara pani Wsowska. - Starski ju prawie nie opuszcza jej 
pokoju, a rejent przyjeda co dzie, ale zdaje si na prno... Wic co do 
programu?... 
- Jeszcze w Zasawku - cigna panna Izabela - wspomniaam o pozbyciu si 
tego sklepu (tu obla j rumieniec); ktry te ma by sprzedany najpniej w 
czerwcu. 
- Pysznie. C dalej? 
- Nastpnie mam kopot z t spk handlow. On, rozumie si, rzuciby j 
natychmiast, ale ja si zastanawiam. Przy spce dochody wynosz okoo 
dziewidziesiciu tysicy rubli, bez niej tylko trzydzieci tysicy, wic 
pojmujesz, e mona waha si. 
- Widz, e zaczynasz zna si na cyfrach. 
Panna Izabela pogardliwie rzucia rk. 
-Ach, ju chyba nigdy nie poznam si z nimi. Ale on mi to wszystko tomaczy, 
troch ojciec... i troch ciotka. 
- I mwisz z nim tak wprost?... 
- No, nie... Ale poniewa nam nie wolno pyta si o wiele rzeczy, wic musimy 
tak prowadzi rozmow, aeby nam wszystko powiedziano. Czyby tego nie 
rozumiaa? 
- Owszem. I c dalej? - badaa pani Wsowska nie bez odcienia 
niecierpliwoci. 
-Ostatni warunek dotyczy strony czysto moralnej. Dowiedziaam si, e nie ma 
adnej rodziny, co jest jego najwiksz zalet, i zastrzegam sobie, e utrzymam 
wszystkie moje dotychczasowe stosunki... 
- A on zgodzi si bez szemrania? 
Panna Izabela troch z gry spojrzaa na przyjacik. 
-Wtpia? - rzeka. 
- Ani przez chwil. Wic Starski, Szastalski... 
- Ale Starski, Szastalski, ksi, Malborg... no wszyscy, wszyscy, ktrych 
podoba mi si wybra dzi i na przyszo, wszyscy musz bywa w moim 
domu. Czy moe by inaczej?... 
- Bardzo susznie. I nie obawiasz si scen zazdroci? 
Panna Izabela zamiaa si. 
- Ja i sceny!... Zazdro i Wokulski... Cha! Cha! Cha!... Ale nie ma na wiecie 
czowieka, ktry omieliby si zrobi mi scen, a tym bardziej on... Nie masz 
pojcia o jego uwielbieniu, poddaniu si... A jego bezgraniczna ufno, nawet 
zrzeczenie si wszelkiej osobistoci do prawdy rozbrajaj mnie... I kto wie, czy 
to jedno nie przywie mnie do niego. 
Pani Wsowska nieznacznie przygryza usta. 
- Bdziecie bardzo szczliwi, a przynajmniej... ty - rzeka pohamowawszy 
westchnienie. - Chocia..: 
-Widzisz jakie: chocia? -spytaa panna Izabela z nieudanym zdziwieniem. 
- Powiem ci co - cigna pani Wsowska tonem niezwykego u niej spokoju. -
Prezesowa bardzo lubi Wokulskiego, zdaje mi si, e go bardzo dobrze zna, 
cho nie wiem skd, i czsto rozmawiaa ze mn o nim. I wiesz, co mi raz 
powiedziaa?... 
- Ciekawam?... - odpara panna Izabela, coraz mocniej zdziwiona. 
-Powiedziaa mi: obawiam si, e Bela wcale nie rozumie Wokulskiego. zdaje 
mi si, e z nim igra, a z nim igra nie mona. I jeszcze zdaje mi si, e oceni go 
za pno... 
-Tak powiedziaa prezesowa? - rzeka chodno panna Izabela. 
- Tak! Zreszt powiem ci wszystko. Swoj rozmow zakoczya sowami, ktre 
dziwnie mnie poruszyy... Wspomnisz sobie moje sowa, Kaziu, e tak bdzie, 
bo umierajcy widz janiej... 
- Czy z prezesow a tak le? 
- W kadym razie niedobrze - sucho zakoczya pani Wsowska czujc, e 
rozmowa zaczyna si rwa. 
Nastaa chwila milczenia, ktr szczciem przerwao wejcie Ochockiego. Pani 
Wsowska znowu bardzo serdecznie poegnaa pann Izabel i rzucajc na 
swego towarzysza ogniste spojrzenie rzeka: 
- Wic teraz jedziemy do mnie na obiad. 
Ochocki zrobi wielk min, ktra miaa oznacza, e nie pojedzie z pani 
Wsowsk. Nachmurzywszy si jednak jeszcze bardziej, wzi kapelusz i 
wyszed. 
Gdy wsiedli do powozu, odwrci si bokiem do pani Wsowskiej i spogldajc 
na ulic zacz: 
- eby ta Bela raz ju skoczya z Wokulskim tak albo owak... 
- Zapewne wolaby pan: tak, aeby zosta jednym z przyjaci domu? Ale to si 
na nic nie zdao -rzeka pani Wsowska. 
-Bardzo prosz, moja pani -odpar z oburzeniem. -To nie mj fach... 
Zostawiam to Starskiemu i jemu podobnym... 
- Wic c panu zaley na tym, aeby Bela skoczya? 
- Bardzo wiele. Dabym sobie gow uci, e Wokulski zna jak wan 
tajemnic naukow, ale jestem pewny, e nie odkryje mi jej, dopki sam bdzie 
w takiej gorczce... Ach, te kobiety z ich obrzydliw kokieteri... 
-Wasza jest mniej obrzydliwa? -spytaa pani Wsowska. 
- Nam wolno. 
- Wam wolno... pyszny sobie!... - oburzya si. - I to mwi czowiek postpowy, 
w wieku emancypacji!.:. 
- Niech licho wemie emancypacj! - odpar Ochocki. - Pikna emancypacja. 
Wy chciaybycie mie wszystkie przywileje: mskie i kobiece, a adnych 
obowizkw... Drzwi im otwieraj, ustpuj im miejsca, za ktre zapacie, 
kochaj si w nich, a one... 
- Bo my jestemy waszym szczciem - odpowiedziaa drwico pani Wsowska. 
- Co to za szczcie?... Sto pi kobiet przypada na stu mczyzn, wic czym si 
tu droy? 
- Tote paskie wielbicielki, garderobiane, zapewne nie dro si. 
- Naturalnie! Ale najnieznoniejsze s wielkie damy i suce z restauracji. Co 
to za wymagania, jakie grymasy!... 
-Zapominasz si pan - rzeka dumnie pani Wsowska. 
-No, to pocauj w rczk -odpar, natychmiast wykonujc swj zamiar. 
- Prosz nie caowa w t rk... 
- Wic w tamt... 
- A co, nie powiedziaam, e przed wieczorem pocaujesz mnie pan w obie rce? 
- Ach, jak Boga kocham!... Nie chc by u pani na obiedzie... tu wysiadam... 
-Zatrzymaj pan powz. 
- Po co?... 
- No, jeeli chcesz tu wysi... 
- Wanie, e tu nie wysid... O, ja nieszczliwy z takim podym 
usposobieniem!... 
Wokulski przychodzi do pastwa ckich co kilka dni i najczciej zastawa 
tylko pana Tomasza, ktry wita go z ojcowsk czuoci, a nastpnie po par 
godzin rozmawia o swoich chorobach lub o swoich interesach dajc z lekka do 
zrozumienia, e uwaa go ju za czonka rodziny. 
Panny Izabeli zazwyczaj nie byo wtedy w domu: bya u hrabiny ciotki, u 
znajomych albo w magazynach. Jeeli za Wokulski trafi szczliwie, 
rozmawiali ze sob krtko i o rzeczach obojtnych, gdy panna Izabela nawet i 
wwczas albo wybieraa si gdzie, albo u siebie przyjmowaa wizyty. 
W par dni po odwiedzinach pani Wsowskiej Wokulski zasta pann Izabel. 
Podajc mu rk, ktr jak zwykle z religijn czci ucaowa, rzeka: 
- Wie pan, e z prezesow jest bardzo niedobrze... 
Wokulski stropi si. 
- Biedna, zacna staruszka... Gdybym by pewny, e moje przybycie nie 
przestraszy jej, pojechabym... Czy aby ma opiek? 
- O tak - odpara panna Izabela. - S tam baronostwo Dalscy rzeka z umiechem 
- bo Ewelinka ju wysza za barona. Jest Fela Janocka i... Starski... 
Twarz jej obla lekki rumieniec i umilka. 
Oto skutki mego nietaktu - pomyla Wokulski. - Spostrzega, e ten Starski 
wydaje mi si niesmacznym, i teraz miesza si na lada wspomnienie o nim. 
Jake to podle z mojej strony! 
Chcia powiedzie co yczliwego o Starskim, ale uwizy mu wyrazy. Aby 
wic przerwa kopotliwe milczenie, rzek: 
-Gdzie w tym roku wybior si pastwo na lato? 
- Czy ja wiem? Ciotka Hortensja jest troch saba, wic moe pojedziemy do 
niej do Krakowa. Ja jednak, musz przyzna, miaabym ochot do Szwajcarii, 
gdyby to ode mnie zaleao. 
-A od kog? - spyta Wokulski. 
- Od ojca... Zreszt, czy ja wiem, co si jeszcze stanie? - odpowiedziaa 
rumienic si i spogldajc na Wokulskiego w sposb jej tylko waciwy. 
- Przypuciwszy, e wszystko stanie si wedug woli pani rzek - czy mnie 
przyjaby pani za towarzysza?... 
-Jeeli pan zasuy... 
Powiedziaa to takim tonem, e Wokulski straci wadz nad sob, ju nie 
wiadomo po raz ktry w tym roku. 
- Czym ja mog zasuy na ask pani? - spyta biorc j za rk. -Chyba 
lito... Nie, nie lito. Jest to uczucie rwnie przykre dla ofiarowujcego, jak i 
dla przyjmujcego. Litoci nie chc. Ale niech pani tylko pomyli, co ja poczn, 
tak dugo nie widzc pani? Prawda, e i dzi widujemy si bardzo rzadko; pani 
nawet nie wie, jak wlecze si czas tym, ktrzy czekaj... Ale dopki mieszka 
pani w Warszawie, mwi sobie: zobacz j pojutrze... jutro... Zreszt mog 
zobaczy kadej chwili, jeeli nie pani, to przynajmniej ojca, Mikoaja, a 
choby ten dom... 
Ach, mogaby pani speni uczynek miosierny i jednym sowem zakoczy nie 
wiem... moje cierpienia czy przywidzenia... Wszak zna pani to zdanie, e 
najgorsza pewno jest lepsza od niepewnoci... 
- A jeeli pewno nie jest najgorsza?... - spytaa panna Izabela nie patrzc mu 
w oczy. 
W przedpokoju zadzwoniono, a po chwili Mikoaj poda bilety panw 
Rydzewskiego i Pieczarkowskiego. 
- Pro - rzeka panna Izabela. 
Do salonu weszli dwaj bardzo eleganccy modzi ludzie, z ktrych jeden 
odznacza si cienk szyj i do wyran ysin, a drugi powczystymi 
spojrzeniami i subtelnym sposobem mwienia. Weszli rzdem, jeden obok 
drugiego; trzymajc kapelusze na tej samej wysokoci. Jednakowo ukonili si, 
jednakowo usiedli, jednakowo zaoyli nog na nog, po czym pan Rydzewski 
zacz pracowa nad utrzymaniem swojej szyi w kierunku pionowym, a pan 
Pieczarkowski zacz mwi bez wytchnienia. 
Mwi o tym, e obecnie wiat chrzecijaski obchodzi wielki post za pomoc 
rautw, e przed wielkim postem by karnawa, w czasie ktrego bawiono si 
wyjtkowo dobrze, i e po wielkim pocie nastpi czas najgorszy, w ktrym nie 
wiadomo, co robi. Nastpnie zakomunikowa pannie Izabeli, e podczas 
wielkiego postu obok rautw odbywaj si odczyty, na ktrych mona bardzo 
przyjemnie czas spdza, jeeli si siedzi obok znajomych dam, i e 
najwykwintniejsze przyjcia w tym pocie s u pastwa Rzeuchowskich. 
- Co zachwycajcego, co oryginalnego!... powiadam pani - mwi. - Kolacja, 
rozumie si, jak zwykle: ostrygi, homary, ryby, zwierzyna, ale na zakoczenie, 
dla amatorw, wie pani co?... Kasza!... Prawdziwa kasza... jaka to?... 
- Tatarska - wtrci pierwszy i ostatni raz pan Rydzewski. 
- Nie tatarska, ale tatarczana. Co cudownego, co bajecznego!... Kade ziarnko 
wyglda tak, jakby oddzielnie gotowane... Formalnie zajadamy si ni: ja, 
ksi Kiebik, hrabia ledziski... Co przechodzcego wszelkie pojcie... 
Podaje si zwyczajnie, na srebrnych pmiskach. 
Panna Izabela z takim zachwytem patrzya na mwicego, w taki sposb kady 
jego wyraz podkrelaa ruchem, umiechem lub spojrzeniem, e Wokulskiemu 
zaczo robi si ciemno w oczach. Wic wsta i poegnawszy towarzystwo 
wybieg na ulic. 
Nie rozumiem tej kobiety! - pomyla. -Kiedy ona jest sob, z kim ona jest 
sob?... 
Ale po przejciu paruset krokw na mrozie ochon. 
W rezultacie - myla - c w tym nadzwyczajnego? Musi y z ludmi, do 
ktrych nawyka; a jeeli z nimi yje, musi sucha ich bazeskiej rozmowy. Co 
ona za temu winna, e jest pikna jak bstwo i e dla kadego jest bstwem?... 
Chocia:.. gust do podobnego towarzystwa... Ach, jaki ja jestem nikczemny, 
zawsze i zawsze nikczemny!.. 
Ile razy po wizycie u panny Izabeli jak dokuczliwe muchy rzucay si na niego 
wtpliwoci, bieg do pracy. Przeglda rachunki, uczy si angielskich swek, 
czyta nowe ksiki. A gdy i to nie pomagao, szed do pani Stawskiej, u niej 
spdza cay wieczr i dziwna rzecz, w jej towarzystwie znajdowa jeeli nie 
zupeny spokj, to przynajmniej ukojenie... 
Rozmawiali o rzeczach najzwyklejszych. Najczciej ona opowiadaa mu o tym, 
e w sklepie Milerowej interesa id coraz lepiej, poniewa ludzie dowiedzieli 
si, e sklep ten w wikszej czci naley do pana Wokulskiego. Potem mwia, 
e Helunia robi si coraz grzeczniejsza, a jeeli jest kiedy niegrzeczn, wwczas 
babcia straszy j, e powie przed panem Wokulskim, i - dziecko zaraz si 
uspakaja. Potem jeszcze napomykaa o panu Rzeckim, ktry bywa tu niekiedy i 
jest bardzo lubiany przez babci, poniewa opowiada jej mnstwo szczegw z 
ycia pana Wokulskiego. I e babcia rwnie lubi pana Wirskiego, ktry po 
prostu zachwyca si panem Wokulskim. 
Wokulski patrzy na ni zdziwiony. W pierwszych czasach zdawao mu si, e 
sucha pochlebstw, i - uczu przykro. Lecz pani Stawska opowiadaa to z tak 
naiwn prostot, e powoli zacz odgadywa w niej najlepsz przyjacik, 
ktra jakkolwiek przecenia go, jednak mwi bez cienia obudy. 
Spostrzeg rwnie, e pani Stawska nigdy nie zajmuje si sob. Kiedy skoczy 
ze sklepem, myli o Heluni, suy matce, troszczy si interesami sucej i 
mnstwa ludzi obcych, po najwikszej czci biedakw, ktrzy niczym 
odwdziczy si jej nie mogli. Gdy za i tych kiedy zabrako, wwczas zaglda 
do klatki kanarka, aeby mu zmieni wod albo dosypa ziarna. 
Anielskie serce!... - myla Wokulski. Pewnego za wieczora rzek do niej : 
- Wie pani, co mi si zdaje, kiedy patrz na pani? 
Spojrzaa na niego zalkniona. 
- Zdaje mi si, e gdyby pani dotkna czowieka ciko poranionego, nie tylko 
bl by go opuci, ale chyba zagoiyby mu si rany. 
- Pan myli, e jestem czarodziejk? - spytaa bardzo zakopotana. 
-Nie, pani. Ja myl, e tak jak pani wyglday kobiety wite. 
- Pan Wokulski ma racj - potwierdzia pani Misiewiczowa. 
Pani Stawska zacza si mia. 
- O, ja i wita!... - odpara. - Gdyby kto mg zajrze w moje serce, dopiero 
przekonaby si, jak dalece zasuguj na potpienie... Ach, ale teraz wszystko mi 
jedno!... - zakoczya z desperacj w gosie. 
Pani Misiewiczowa nieznacznie przeegnaa si. Wokulski nie zwrci na to 
uwagi. 
Myla o innej. 
Swoich uczu dla Wokulskiego pani Stawska nie umiaaby okreli. 
Z widzenia znaa go od lat kilku, nawet wydawa jej si przystojnym 
czowiekiem, ale nic j nie obchodzi. Potem Wokulski znikn z Warszawy, 
rozesza si wie, e pojecha do Bugarii, a pniej, e zrobi wielki majtek. 
Duo mwiono o nim, i pani Stawka zacza si nim interesowa jako 
przedmiotem publicznej ciekawoci. Gdy za jeden ze znajomych powiedzia o 
Wokulskim: To czowiek diabelnie energiczny , pani Stawskiej podoba si 
frazes: diabelnie energiczny, i postanowia lepiej przypatrze si 
Wokulskiemu. 
Z t intencj nieraz zachodzia do sklepu. Par razy wcale nie znalaza tam 
Wokulskiego, raz widziaa go, ale z boku, a raz zamienia z nim par sw i 
wtedy zrobi na niej szczeglne wraenie. Uderzy j kontrast pomidzy 
zdaniem: diabelnie energiczny, a jego zachowaniem si; wcale nie wyglda 
na diabelnego, by raczej spokojny i smutny. I jeszcze dostrzega jedn rzecz: 
oto - mia oczy wielkie i rozmarzone, takie rozmarzone... 
Pikny czowiek! - pomylaa. 
Pewnego dnia w lecie zetkna si z nim w bramie domu, gdzie mieszkaa. 
Wokulski spojrza na ni ciekawie, a j ogarn taki wstyd, e zarumienia si 
powyej oczu. Bya za na siebie za ten wstyd i za ten rumieniec i dugi czas 
miaa pretensj do Wokulskiego, e tak ciekawie na ni spojrza. 
Od tej pory nie moga ukry zakopotania, ile razy wymawiano przy niej to 
nazwisko; czua jaki al, nie wiedziaa jednak, czy do niego, czy do siebie? Ale 
najprdzej do siebie, gdy pani Stawska nigdy do nikogo nie .czua alu; a 
wreszcie - c on temu winien, e ona jest taka zabawna i bez powodu wstydzi 
si?... 
Gdy Wokulski kupi dom, w ktrym mieszkaa, i gdy Rzecki za jego wiedz 
zniy im komorne, pani Stawska (lubo jej wszyscy tomaczyli; e bogaty 
waciciel nie tylko moe, ale nawet ma obowizek znia komorne) poczua dla 
Wokulskiego wdziczno. Stopniowo wdziczno zamienia si w podziw, 
gdy pocz bywa u nich Rzecki i opowiada mnstwo szczegw z ycia 
swojego Stacha. 
- To nadzwyczajny czowiek! - mwia jej nieraz pani Msiewiczowa. 
Pani Stawska suchaa w milczeniu, lecz powoli dosza do przekonania, e 
Wokulski jest najbardziej nadzwyczajnym czowiekiem, jaki istnia na ziemi. 
Po powrocie Wokulskiego z Parya stary subiekt czciej odwiedza pani 
Stawsk i robi przed ni coraz poufniejsze zwierzenia. Mwi, rozumie si, pod 
najwikszym sekretem, e Wokulski jest zakochany w pannie ckiej i e on, 
Rzecki, wcale tego nie pochwala. 
W pani Stawskiej zacza budzi si niech do panny ckiej i wspczucie dla 
Wokulskiego. 
Ju wwczas przyszo jej na myl, ale tylko na chwil, e Wokulski musi by 
bardzo nieszczliwy i e miaby wielk zasug ten, kto by wydoby go z side 
kokietki. 
Pniej spady na pani Stawsk dwie due klski: proces o lalk i utrata 
zarobkw. Wokulski nie tylko nie wypar si znajomoci z ni, co przecie mg 
zrobi, ale jeszcze uniewinni j w sdzie i ofiarowa jej korzystne miejsce w 
sklepie. 
Wwczas pani Stawska wyznaa przed sam sob, e ten czowiek obchodzi j i 
e jest jej rwnie drogim jak Helunia i matka. 
Odtd zaczo si dla niej dziwne ycie. Ktokolwiek przyszed do nich, mwi 
jej wprost albo z ogrdkami o WokuIskim. Pani Denowa, pani Kolerowa i pani 
Radziska tomaczyy jej, e Wokulski jest najlepsz parti w Warszawie; 
matka napomykaa, e Ludwiczek ju nie nie, a zreszt choby y, nie 
zasuguje na jej pami. Nareszcie Rzecki a kad bytnoci opowiada, e jego 
Stach jest nieszczliwy, e trzeba go ocali; a ocali go moe tylko ona. 
- W jaki sposb?... - zapytaa, sama niedobrze rozumiejc, co mwi. 
-Niech go pani pokocha, to znajdzie si sposb - odpar Rzecki. 
Nie odpowiedziaa nic, ale w duszy robia sobie gorzkie wyrzuty, e nie potrafi 
kocha Wokulskiego, choby chciaa. Ju serce jej wyscho; zreszt ona sama 
nie jest pewna, czy ma serce. Wprawdzie mylaa wci o Wokulskim podczas 
zaj sklepowych czy w domu; czekaa jego odwiedzin, a gdy nie przyszed, 
bya rozdraniona i smutna. Czsto ni jej si, ale to przecie nie mio; ona nie 
jest zdolna do mioci. Jeeli miaaby powiedzie prawd, to ju nawet ma 
przestaa kocha. Zdawao jej si, e wspomnienie o nieobecnym jest jak 
drzewo w jesieni, ktrego opadaj licie caymi tumanami i zostaje tylko czarny 
szkielet. 
Gdzie mnie tam do kochania! - mylaa. -We mnie ju namitnoci wygasy. 
Rzecki tymczasem wci wykonywa swj chytry plan. z pocztku mwi jej, e 
panna cka zgubi Wokulskiego, potem, e tylko inna kobieta mogaby go 
otrzewi; potem wyzna, e Wokulski jest znacznie spokojniejszy w jej 
towarzystwie, a nareszcie (ale o tym wspomnia w formie domysu), e 
Wokulski zaczyna j kocha. 
Pod wpywem tych zwierze pani Stawska szczuplaa, mizerniaa, nawet zacza 
si trwoy. Opanowaa j bowiem jedna myl: co ona odpowie, jeeli Wokulski 
wyzna, e j kocha?... Wprawdzie serce w niej ju od dawna zamaro, ale czy 
bdzie miaa odwag odepchn i go przyzna, e j nic nie obchodzi? Czy 
mg jej nie obchodzi czowiek taki jak on, nie dlatego, e mu co 
zawdziczaa, ale e by nieszczliwy i e j kocha. Ktra kobieta - mylaa 
sobie - potrafi nie ulitowa si nad sercem tak gboko zranionym, a tak cichym 
w swojej boleci? 
Zatopiona w wewntrznej walce, z ktrej nie miaa si nawet przed kim 
zwierzy, pani Stawska nie spostrzega zmiany w postpowaniu pani Milerowej, 
nie zauwaya jej umiechw i pswek. 
- Jake si miewa pan Wokulski ? - pytaa jej nieraz kupcowa. - O, dzi jest pani 
mizerniutka... Pan Wokulski nie powinien ju pozwoli, aeby pani tak 
pracowaa... 
Pewnego dnia, byo to jako w drugiej poowie marca, pani Stawska wrciwszy 
do domu zastaa matk zapakan. 
- Co to znaczy mamo ?... Co si stao ?... - spytaa. 
- Nic, nic, moje dziecko... Co ci mam ycie zatruwa plotkami !...Boe 
miosierny, jacy ci ludzie niegodziwi. 
- Pewnie mama odebraa anonim. Ja co par dni odbieram anonimy, w ktrych 
nawet nazywaj mnie kochank Wokulskiego, no i c ?...Domylam si, e to 
sprawka pani Krzeszowskiej, i rzucam listy do pieca. 
- Nic, nic, moje dziecko...Gdyby to anonimy... Ale bya dzi u mnie ta 
poczciwa Denowa z Radzisk i ... Ale co ja ci mam ycie zatruwa !.. One 
mwi ( sycha to podobno w caym miecie ), e ty zamiast do sklepu 
chodzisz do Wokulskiego... 
Pierwszy raz w yciu w pani Stawskiej obudzia si lwica. Podniosa gow, 
oczy jej bysny i odpowiedziaa twardym tonem : 
- A gdyby tak byo, wic i c ?... 
- Bj si Boga, co mwisz ?... - jkna matka skadajc rce. 
- No, ale gdyby tak byo ? - powtrzya pani Stawska. 
- A m ? 
- Gdzie on jest ?... Zreszt niech mnie zabije... 
- A crka ?... a Helunia ?... - wyszeptaa staruszka. 
-Nie mwmy o Heluni, tylko o mnie... 
- Heleno... dziecko moje ... Ty przecie nie jeste... 
- Jego kochank ?... Tak, nie jestem, bo on tego jeszcze nie zada. Co mnie 
obchodzi pani Denowa czy Radziska albo m, ktry mnie opuci... Ju nie 
wiem, co si ze mn dzieje...To jedno czuj, e ten czowiek zabra mi dusz. 
- Bde przynajmniej rozsdna... Zreszt... 
- Jestem ni, dopki by mog... Ale ja nie dbam o taki wiat, ktry dwoje ludzi 
skazuje na tortury za to tylko, e si kochaj. 
Nienawidzie si wolno - dodaa z gorzkim umiechem - kra, zabija... 
wszystko, wszystko wolno, tylko nie wolno kocha... Ach, moja mamo, jeeli ja 
nie mam racji, wic dlaczeg Jezus Chrystus nie mwi ludziom: bdcie 
rozsdni, tylko - kochajcie si? 
Pani Misiewiczowa umilka, przeraona wybuchem, ktrego nigdy nie 
oczekiwaa. Zdawao si, e niebo spada jej na gow, kiedy z ust tej gobicy 
bryzgny zdania, jakich dotychczas nie syszaa, nie czytaa, jakie jej samej nie 
przeszy przez myl, nawet kiedy bya w tyfusie. 
Na drugi dzie by u niej Rzecki; przyszed z min zakopotan, gdy mu 
wszystko opowiedziaa, wyszed zamany. 
Bo wanie dzi w poudnie zdarzy mu si taki wypadek. 
Do sklepu, do Szlangbauma, przyszed kto?... Maruszewicz i rozmawia z nim 
blisko godzin. Inni subiekci, od czasu gdy dowiedzieli si, e Szlangbaum 
kupuje sklep, natychmiast wobec niego spokornieli. Ale pan Ignacy zhardzia i 
po odejciu Maruszewicza zaraz zapyta: 
- C pan masz za interesa z tym otrem, panie Henryku? 
Ale i Szlangbaum ju zhardzia, wic odpowiedzia panu Rzeckiemu, 
wysunwszy pierwej doln warg: 
- Maruszewicz chce dla barona poyczy pienidzy, a dla siebie chciaby jakiej 
posady, bo ju gadaj na miecie, e Wokulski odstpuje mi swoj spk. Za to 
obiecuje mi, e baron bdzie odwiedza mj dom z baronow... 
-I pan przyjmiesz tak jdz? -spyta Rzecki. 
- Dlaczeg by nie?:.. Baron bdzie dla mnie, a baronowa dla mojej ony. W 
duszy jestem demokrat, ale co poczn, kiedy wobec gupich ludzi salon lepiej 
wyglda z baronami i hrabiami anieli bez ich. Wiele robi si dla stosunkw, 
panie Rzecki. 
- Winszuj. 
- Ale, ale... - doda Szlangbaum. - Mwi mi jeszcze Maruszewicz, i po miecie 
kursuje, e Stasiek wzi na utrzymanie t... t... Stawsk... Czy to prawda, panie 
Rzecki?... 
Stary subiekt plun mu pod nogi i wrci do swego biurka. 
Nad wieczorem zaszed do pani Misiewiczowej, aeby si z ni naradzi, i tu 
dowiedzia si z ust matki, e pani Stawska dlatego tylko nie jest kochank 
Wokulskiego, poniewa on tego nie da... 
Opuci pani Misiewiczow strapiony. 
Niechby sobie bya jego kochank - mwi w duchu. - Ojej!... ile to dam bardzo 
renomowanych s kochankami jeszcze jak lichych facetw... Ale to gorsze, e 
Wokulski wcale o niej nie myli. Tu jest awantura!... Ha, trzeba co poradzi. 
Ale e sam ju nie znajdowa rady, wic poszed do doktora Szumana. 
ROZDZIA CZTERNASTY: 
W JAKI SPOSB ZACZYNAJ OTWIERA SI OCZY 
Doktr siedzia przy lampie z zielon umbrelk i pilnie przeglda stos 
papierw. 
-C - spyta Rzecki - znowu doktr pracuje nad wosami?... 
Phi! co za mnstwo cyfr... Jak sklepowe rachunki. 
- Bo te to s rachunki z waszego sklepu i waszej spki - odpar Szuman. 
-A pan skd je masz? 
- Mam tego dosy. Szlangbaum namawia mnie, aebym mu powierzy mj 
kapita. Poniewa wol mie sze tysicy anieli cztery tysice rocznie, wic 
jestem gotw wysucha jego propozycji. Ale e nie lubi dziaa na lepo, wic 
zadaem cyfr. No, i jak widz, zrobimy interes. 
Rzecki by zdumiony. 
- Nigdy nie mylaem - rzek - aeby pan zajmowa si podobnymi kwestiami. 
- Bom by gupi - odpar doktr wzruszajc ramionami.- W moich oczach 
Wokulski zrobi fortun, Szlangbaum robi j, a ja siedz na paru groszach jak 
kamie na miejscu. Kto nie idzie naprzd, cofa si. 
- Ale to nie paska specjalno zbijanie pienidzy!... 
- Dlaczego nie moja? Nie kady moe by poet albo bohaterem, ale kady 
potrzebuje pienidzy - mwi Szuman. - Pienidz jest spiarni 
najszlachetniejszej siy w naturze, bo ludzkiej pracy. On jest sezamem, przed 
ktrym otwieraj si wszystkie drzwi, jest obrusem, na ktrym zawsze mona 
znale obiad, jest lamp Aladyna, za ktrej potarciem ma si wszystko, czego 
si pragnie. Czarodziejskie ogrody, bogate paace, pikne krlewny, wierna 
suba i gotowi do ofiar przyjaciele, wszystko to ma si za pienidze... 
Rzecki przygryz wargi. 
-Nie zawsze - rzek - bye pan tego zdania. 
- Tempora mutantur et nos mutamur in illis - spokojnie odpowiedzia doktr. Dziesi 
lat zmarnowaem na badaniu wosw, wydaem tysic rubli na druk 
broszury o stu stronicach i... pies nie wspomnia ani o niej, ani o mnie. Sprobuj 
dziesi nastpnych lat powici operacjom pieninym i jestem z gry pewny, 
e mnie bd kocha i podziwia. Bylem otworzy salon i kupi ekwipa... 
Chwil milczeli nie spogldajc na siebie. Szuman by pochmurny, Rzecki 
prawie zawstydzony. 
- Chciabym - odezwa si nareszcie - pogada z panem o Stachu... 
Doktr niecierpliwie odsun od siebie papiery. 
- Co ja mu pomog - mrukn. - To nieuleczony marzyciel, ktry ju nie 
odzyska rozsdku. Fatalnie posuwa si do ruiny materialnej i moralnej, tak jak 
wy wszyscy i cay wasz system. 
- Jaki system?.. 
-Wasz, polski system... 
- A co doktr postawisz na jego miejsce? 
- Nasz, ydowski... 
Rzecki a podskoczy na krzele. 
- Jeszcze miesic temu nazywae pan ydw parchami?... 
- Bo oni s parchy. Ale ich system jest wielki: on triumfuje, kiedy wasz 
bankrutuje. 
-A gdzie on siedzi, ten nowy system? 
- W umysach, ktre wyszy z masy ydowskiej, ale wzbiy si do szczytw 
cywilizacji. We pan Heinego, Brnego, Lassalle'a, Marksa, Rotszylda, 
Bleichrdera, a poznasz nowe drogi wiata. To ydzi je utorowali: ci 
pogardzani, przeladowani, ale cierpliwi i genialni. 
Rzecki przetar oczy; zdawao mu si, e ni na jawie. Wreszcie rzek po chwili: 
- Wybacz, doktr, ale... czy pan nie artujesz ze mnie?... P roku temu 
syszaem od pana co zupenie innego... 
- P roku temu - odpar rozdraniony Szuman - syszae pan protesty przeciw 
starym porzdkom, a dzi syszysz nowy program. Czowiek nie jest ostryg, 
ktra tak przyrasta do swojej skay, e dopiero trzeba j noem odrywa. 
Czowiek patrzy dokoa siebie, myli, sdzi i w rezultacie odpycha dawne 
zudzenia przekonawszy si, e s zudzeniami... Ale pan tego nie pojmujesz ani 
Wokulski... Wszyscy bankrutujecie, wszyscy... Cae szczcie, e wasze miejsca 
zajmuj wiee siy. 
-Nic pana nie rozumiem. 
- Zaraz mnie pan zrozumiesz - prawi doktr gorczkujc si coraz mocniej. We 
pan rodzin ckich, co oni robili? Trwonili majtki: trwoni dziad, ojciec i 
syn, ktremu w rezultacie zostao trzydzieci tysicy ocalonych przez 
Wokulskiego i -pikna crka dla dopenienia niedoborw. 
A co tymczasem robili Szlangbaumowie? Pienidze. Zbiera je dziad i ojciec, 
tak e dzi syn, do niedawna skromny subiekt, za rok bdzie trzs naszym 
handlem. A oni to rozumiej, bo stary Szlangbaum jeszcze w styczniu napisa 
szarad: 
Pierwsze po niemiecku znaczy w, drugie rolina, wszystko do gry si 
wspina... I zaraz mi objani, e to znaczy: 
Szlang - Baum. Kiepska szarada, ale porzdna robota - doda miejc si doktr. 
Rzecki spuci gow. Szuman mwi dalej: 
- We pan ksicia, co on robi? Wzdycha nad tym nieszczliwym krajem, i 
tyle. A pan baron Krzeszowski? Myli, aeby wydoby pienidze od ony. A 
baron Dalski? Usycha ze strachu, aeby go nie zdradzia ona. Pan Maruszewicz 
poluje na poyczki, a gdzie nie moe poyczy, tam wykpiwa; za pan Starski 
siedzi przy dogorywajcej babce, aeby podsun jej do podpisania testament 
uoony wedug jego myli. 
Inni, wiksi i mniejsi panowie, przeczuwajc, e cay interes Wokulskiego 
przejdzie w rce Szlangbauma, ju skadaj mu wizyty. Nie wiedz, biedaki! e 
on co najmniej o pi procent zniy im dochody... Najmdrzejszy za z nich, 
Ochocki, zamiast wyzyska lampy elektryczne swego systemu, myli o 
machinach latajcych. Ba!... zdaje mi; si, e od kilku dni radzi o nich z 
Wokulskim. Zawsze znajdzie swj swego: marzyciel marzyciela... 
-No, ju chyba Stachowi nie bdziesz doktr nic zarzuca -przerwa 
niecierpliwie Rzecki. 
- Nic, oprcz tego, e nigdy nie pilnowa fachu, a zawsze goni za mrzonkami. 
Bdc subiektem chcia zosta uczonym, a zaczwszy uczy si postanowi 
awansowa na bohatera. Majtek zrobi nie dlatego, e by kupcem, ale e 
oszala dla panny ckiej; a dzi, kiedy jej dosiga, co wreszcie bardzo jest 
niepewne, ju zaczyna naradza si z Ochockim... Sowo honoru, nie pojmuj: o 
czym finansista moe rozmawia z takim Ochockim?... Lunatycy!... 
Rzecki szczypa si w nog, aeby doktorowi nie zrobi awantury. 
- Uwaa pan - odezwa si po chwili - przyszedem do pana w sprawie ju nie 
tylko Wokulskiego, ale kobiety... Kobiety, panie Szuman, a przeciw tym nic pan 
chyba nie znajdziesz do powiedzenia. 
- Wasze kobiety s akurat tyle warte co i mczyni. Wokulski za dziesi lat 
mgby by milionerem i potg w tym kraju, ale poniewa zwiza losy swoje z 
pann ck, wic sprzeda sklep doskonale procentujcy, rzuci spk, wcale 
nie gorsz od sklepu, a potem strwoni majtek. Albo ten Ochocki!... Inny, na 
jego miejscu, ju pracowaby nad owietleniem elektrycznym, skoro uda mu si 
wynalazek. Tymczasem on hula po Warszawie z t adn pani Wsowsk, dla 
ktrej wicej znaczy dobry tancerz anieli najwikszy wynalazca 
yd zrobiby inaczej Gdyby by elektrotechnikiem, znalazby sobie kobiet, 
ktra albo siedziaaby z nim w pracowni, albo - handlowaa elektrycznoci. A 
gdyby by finansist, jak Wokulski, nie kochaby si na olep, tylko szukaby 
ony bogatej. Wreszcie moe by wzi ubog i pikn, ale wtedy musiayby 
procentowa jej wdziki. Ona prowadziaby mu salon, zwabiaa goci, 
umiechaaby si do monych, romansowaaby z najmoniejszymi, sowem, na 
wszelki sposb popieraaby interes firmy, zamiast j gubi. 
-I w tym wypadku bye pan przed p rokiem innego zdania -wtrci Rzecki. 
- Nie przed p rokiem, ale przed dziesicioma laty. Ba! truem si po mierci 
narzeczonej, ale to wanie jeden wicej argument przeciw waszemu 
systematowi. Dzi a cierpn, kiedy pomyl, e albo mogem umrze, licho wie 
po co, albo oeni si z kobiet, ktra strwoniaby mi majtek. 
Rzecki podnis si z krzesa. 
- Wic teraz - rzek - ideaem paskim jest Szlangbaum. 
- Ideaem nie, ale dzielnym czowiekiem. 
- Ktry wydoby rachunki sklepowe... 
-Ma do tego prawo. Wszak od lipca zostanie wacicielem. 
- A tymczasem demoralizujc kolegw, swoich przyszych subiektw?... 
- On ich rozpdzi!... 
-I ten paski idea, kiedy prosi Stacha o posad, to ju wwczas myla o 
zagarniciu naszego sklepu? 
- Nie zagarnia, tylko kupuje! - zawoa doktr. - Moe wolaby pan, aeby 
sklep zmarnia nie znalazszy nabywcy?... I kto z was mdrzejszy: pan, ktry po 
kilkudziesiciu latach nie masz nic, czy on, ktry w cigu roku zdobywa tak 
fortec, nikomu notabene nie robic krzywdy, a Wokulskiemu pacc 
gotwk?... 
- Moe masz pan racj, ale mnie jako si to nie wydaje - mrukn Rzecki 
potrzsajc gow. 
- Nie wydaje si panu, bo naleysz do tych, co sdz, e ludzie jak kamienie 
musz porasta mchem nie ruszajc si z miejsca. Dla pana Szlangbaumy 
zawsze powinni by subiektami, Wokulscy zawsze pryncypaami, a ccy 
zawsze janie wielmonymi... Nie, panie! Spoeczestwo jest jak gotujca si 
woda: co wczoraj byo na dole, dzi pdzi w gr... 
- A jutro znowu spada na d - zakoczy Rzecki. - Dobranoc, doktorze. 
Szuman cisn go za rk. 
- Gniewasz si pan? 
- Nie... Tylko nie wierz w ubstwienie pienidzy. 
-To stan przejciowy. 
- A kt panu zarczy, e marzycielstwo Wokulskich albo Ochockich nie jest 
stanem przejciowym? Machina latajca mieszna to rzecz na pozr, ale tylko na 
pozr; wiem co o jej wartoci, bo przez cae lata tomaczy mi to Stach. Lecz 
gdyby takiemu na przykad Ochockiemu udao si j zbudowa, pomyl pan, co 
byoby wicej warte dla wiata: czy spryt Szlangbaumw, czy marzycielstwo 
Wokulskich i Ochockich? 
- Tere-fere - przerwa doktr. - Ju ja na tych godach nie bd. 
- Ale gdyby pan by, musiaby chyba trzeci raz zmieni program. 
Doktr zmiesza si... 
- No, co tam - rzek. - Jaki to interes miae pan do mnie? 
- Tej biednej Stawskiej... Ona naprawd zakochaa si w Wokulskim. 
- Ehe!... takimi sprawami ju mgby pan mnie nie zajmowa - ofukn go 
doktr. - Kiedy jedni zbogacaj si i rosn w si, a inni bankrutuj, on mi 
zawraca gow amorami jakiej pani Stawskiej. Nie trzeba byo bawi si w 
swata!... 
Rzecki opuci doktora tak zmartwiony, e nawet nie uwaa na brutalno jego 
ostatnich sw. 
Dopiero na ulicy spostrzeg si i uczu al do Szumana. 
Ot, przyja ydowska! - mrukn. 
Wielki post nie by tak nudny, jak obawiano si w modnym wiecie. 
Naprzd Opatrzno zesaa wezbranie Wisy, co dao powd do publicznego 
koncertu i kilku prywatnych wieczorw z muzyk i deklamacj. Nastpnie w 
szeregu prelegentw na Osady Rolne wystpi jeden krakowianin, nadzieja partii 
arystokratycznej, na ktrego odczyt wybrao si najlepsze towarzystwo. Potem 
Szegedyn uleg powodzi, co znowu wywoao wprawdzie niedue skadki, ale za 
to ogromny ruch w salonach. Odby si nawet w domu hrabiny teatr amatorski, 
na ktrym odegrano dwie sztuki w jzyku francuskim i jedn w angielskim. 
We wszystkich tych filantropijnych zajciach panna Izabela przyjmowaa 
czynny udzia. Bywaa na koncertach, zajmowaa si wrczeniem bukietu 
uczonemu krakowianinowi, wystpowaa w ywym obrazie w roli anioa litoci 
i graa w sztuce Musseta Nie igra si z mioci. Panowie Niwiski, Malborg, 
Rydzewski i Pieczarkowski prawie zasypali j bukietami, a pan Szastalski 
zwierzy si kilku damom, e prawdopodobnie w tym jeszcze roku bdzie 
musia odebra sobie ycie. 
Gdy rozesza si wie o zamierzonym samobjstwie, pan Szastalski sta si 
bohaterem rautw, a panna Izabela zyskaa przydomek okrutnej. Kiedy panowie 
powymykali si na wista, wwczas damy pewnego wieku miay najwiksz 
przyjemno w tym, aeby za pomoc dowcipnych manewrw zbliy pann 
Izabel z Szastalskim. Z nieopisanym wspczuciem przypatryway si przez 
lornetki cierpieniom modego czowieka; prawie starczyo im to za koncert. 
Gnieway si tylko na pann Izabel widzc, e ona rozumie swoje 
uprzywilejowane stanowisko, a kadym ruchem i spojrzeniem zdaje si mwi: 
patrzcie, to mnie on kocha, przeze mnie jest nieszczliwy!... 
Wokulski znajdowa si niekiedy w tych towarzystwach, widzia lornetki dam 
skierowane na Szastalskiego i pann Izabel, nawet sysza uwagi, ktre 
brzczay mu okoo uszu jak osy, ale nic nie rozumia. Nim wreszcie nikt si nie 
zajmowa, odkd dowiedziano si, e jest powanym konkurentem. 
-Nieszczliwa mio budzi daleko wicej interesu -szepna raz panna 
Rzeuchowska do pani Wsowskiej. 
- Kto wie, gdzie tu naprawd jest mio nieszczliwa, a nawet tragiczna!... odpowiedziaa 
pani Wsowska patrzc na Wokulskiego. 
W kwadrans pniej panna Rzeuchowska kazaa przedstawi sobie 
Wokulskiego, a w cigu nastpnego kwadransa zawiadomia go (spuszczajc 
przy tym oczy), e jej zdaniem najpikniejsz rol kobiety jest pielgnowa 
ranione serca, ktre cierpi w milczeniu. 
Pewnego dnia przy kocu marca Wokulski przyszedszy do panny Izabeli zasta 
j w doskonaym humorze. 
- Wyborna wiadomo! - zawoaa witajc si z nim niezwykle gorco. - Czy 
wie pan, e przyjecha ten znakomity skrzypek Molinari... 
- Molinari?... - powtrzy Wokulski. - Ach, tak, widziaem go w Paryu. 
-Tak pan chodno o nim mwi? -zdziwia si panna Izabela.- Czyby jego gra 
nie podobaa si panu?... 
- Przyznam si pani, e nawet nie uwaaem, jak on gra. 
- To niepodobna!... to chyba nie sysza go pan... Pan Szastalski (no, on zawsze 
przesadza) powiedzia, e tylko suchajc Molinariego mgby umrze bez alu. 
Pani Wywrotnicka jest nim zachwycona, a pani Rzeuchowska ma zamiar 
wyda dla niego raut. 
-O ile mi si zdaje, jest to dosy mierny skrzypek. 
- Ale, panie!... Pan Rydzewski i pan Pieczarkowski mieli sposobno widzie 
jego album, zoone z samych recenzyj... Pan Pieczarkowski mwi, e 
Molinariemu ofiarowali to jego wielbiciele. Ot wszyscy europejscy 
recenzenci nazywaj go genialnym. 
Wokulski potrzsn gow. 
-Widziaem go w sali, gdzie najdrosze miejsce kosztowao dwa franki. 
- To niepodobna, to chyba nie on... On dosta order od ojca witego, od szacha 
perskiego, ma tytu... Miernych skrzypkw nie spotykaj takie odznaczenia. 
Wokulski z podziwem przypatrywa si zarumienionej twarzy i byszczcym 
oczom panny Izabeli. Byy to tak silne argumenta, e zwtpi we wasn pami 
i odpar: 
- Moe by... 
Ale pann Izabel w przykry sposb dotkna jego obojtno dla sztuki. 
Spospniaa i przez reszt dnia rozmawiaa z Wokulskim dosy chodno. 
Gupiec jestem! - pomyla wychodzc. - Zawsze musz si wyrwa z czym, 
co jej robi przykro. Jeeli jest melomank, moe uwaa za witokradztwo 
moje zdanie o Molinarim... 
I przez cay nastpny dzie gorzko wyrzuca sobie nieznajomo sztuki, 
prostactwo, niedelikatno, a nawet brak szacunku dla panny Izabeli. 
Z pewnoci - mwi - znakomitszym jest ten skrzypek, ktry na niej zrobi 
wraenie, anieli ten, ktry by mnie si podoba. Trzeba by arogantem, aeby 
wypowiada sdy tak stanowcze, tym bardziej e musiaem nie pozna si na 
jego grze... 
Wstyd go ogarn. 
Na trzeci dzie otrzyma od panny Izabeli krtki licik: 
Panie - pisaa. - Musi mi pan uatwi zaznajomienie si z Molinarim, ale to 
koniecznie, koniecznie... Obiecaam Cioci, e skoni go, aeby zagra u niej na 
ochron; pojmuje wic pan, ile mi na tym zaley. 
W pierwszej chwili zdawao si Wokulskiemu, e zblienie si do genialnego 
skrzypka bdzie jednym z najtrudniejszych zada, jakie mu kazano rozwiza. 
Szczciem, przypomnia sobie, e ma znajomego muzyka, ktry nie tylko 
pozna si z Molinarim, ale ju chodzi za nim i przesiadywa u niego jak cie. 
Kiedy zwierzy si z kopotu przed muzykiem, ten naprzd szeroko otworzy 
oczy, potem zmarszczy brwi, w kocu za, po dugim namyle, odpar: 
- O, to sprawa trudna, bardzo trudna, ale dla pana postaramy si. Tylko musz 
go przygotowa, dobrze usposobi... I wie pan, jak zrobimy?... Niech pan jutro 
zajdzie do hotelu o pierwszej w poudnie; ja tam bd na niadaniu. Wtedy niech 
pan wywoa mnie nieznacznie przez sucego, a ju ja wyrobi panu audiencj. 
Te ostronoci i ton, jakim je wypowiadano, przykro dotkny Wokulskiego; 
mimo to w oznaczonym terminie poszed do hotelu. 
- Pan Molinari w domu? - zapyta szwajcara. 
Szwajcar, czowiek znajomy, wyprawi pomocnika na gr, sam za zacz 
bawi Wokulskiego rozmow: 
- To, wielmony panie, mamy ruch w hotelu z tym Wochem!... 
Schodz si pastwo jak do cudownego obrazu, ale najwicej kobiety... 
- Oho?... 
- Tak, wielmony panie. Taka najpierwej przysya mu list, potem bukiet, a 
nareszcie sama przychodzi za woalk, bo myli, e jej nikt nie pozna... To, 
panie, miech dla caej suby!... On nie kad przyjmuje, cho ktra da jego 
lokajowi ze trzy ruble. Ale czasem, jak trafi mu si dobry humor, to nieraz 
dobiera sobie chopisko jeszcze dwa numery, kady w innej stronie korytarza, i 
w kadym inn rozwesela... Taki, bestia, zajady. 
Wokulski spojrza na zegarek. Upyno z dziesi minut na czekaniu, wic 
poegna szwajcara i poszed na schody czujc, e gniew zaczyna w nim kipie. 
Tgi blagier! - myla. - Ale te i mie te kobietki... 
W drodze spotka go zadyszany pomocnik szwajcara. 
- Pan Molinari - rzek - kaza prosi, aeby janie pan chwilk zaczeka... 
Wokulski chcia schwyci za kark posaca, ale pohamowa si i zawrci na 
d. 
- Janie pan odchodzi?... Co mam powiedzie panu Molinaremu?... 
- Powiedz mu, aeby... Rozumiesz? 
- Powiem, janie panie, tylko on nie zrozumie - odpowiedzia zadowolony lokaj, 
a wpadszy do szwajcara rzek: 
- Przynajmniej znalaz si cho jeden pan, co si pozna na tym kundlu 
Wochu... O, hycel! eb to zadziera, ale nim ci da, czeku, dziesitczyn, to j 
pierwej ze trzy razy obejrzy... Legawa suka go urodzia, pokrak... Zgnilec... 
obieywiat... kopernik !... 
Bya chwila, e Wokulski uczu al do panny Izabeli. Jak mona zapala si do 
czowieka, z ktrego nawet hotelowa suba artuje!... Jak mona zapisywa si 
na dug list jego wielbicielek... Czy w kocu godzio si zmusza go, aeby 
szuka znajomoci z takim pytkim blagierem!... 
Ale wnet ochon; przysza mu bardzo suszna uwaga, e panna Izabela nie 
znajc Molinariego daje si tylko unosi prdowi jego reputacji. 
Pozna go i ochonie - pomyla. -Tylko ju ja nie bd im suy za 
porednika. 
Kiedy Wokulski wrci do domu, zasta u siebie Wgieka, ktry czeka na 
niego od godziny. 
Chopak wyglda po warszawsku, ale by troch mizerny. 
-Wychude, zblade - rzek Wokulski przypatrzywszy mu si. ajdaczysz si 
czy co?... 
-Nie, panie, tylko dziesi dni chorowaem. Co mi si zrobio na szyi takie 
paskudne, e mnie doktr pokraja. Ale ju wczoraj poszedem do roboty. 
-Potrzebujesz pienidzy? 
-Nie, panie. Chciaem tylko opowiedzie si wzgldem powrotu do Zasawia. 
- Ju ci korci. A nauczye si czego? 
- Ojej! I ze lusark si troch... i wedug stolarki... Koszykw nauczyem si te 
wcale piknych i rysowa. A nawet jakby przyszo do malowania, to te... 
Mwic to kania si, rumieni i mitosi czapk w rku. 
- Dobrze - odezwa si po chwili Wokulski. - Na narzdzia dostaniesz szeset 
rubli. Wystarczy?... A kiedy chcesz wraca? 
Chopak zaczerwieni si jeszcze mocniej i pocaowa Wokulskiego w rk. 
- Bo ja jeszcze, z przeproszeniem aski paskiej, chciabym si oeni... Tylko 
nie wiem... 
Poskroba si w gow. 
-Z kime to? - spyta Wokulski. 
- Z t pann Mariann, co mieszka u furmanw Wysockich. Ja te mieszkam w 
tym domu, tylko na grze. 
Chce si eni z moj magdalenk? - pomyla Wokulski. Przeszed si po 
pokoju i rzek: 
-A dobrze ty znasz pann Mariann? 
- Co nie mam zna? Przecie widujemy si co dzie trzy razy, a czasami to i 
przez ca niedziel albo ja siedz u niej, albo oboje u Wysockich. 
- No tak. Ale czy wiesz, czym ona bya przed rokiem?, 
- Wiem, panie. Ledwiem tu przyjecha z aski paskiej, zaraz Wysocka mwi do 
mnie: Uwaaj, mody, bo ona si puszczaa... Takim sposobem od pierwszego 
dnia wiedziaem, co ona za jedna; okpistwa ze mn nie robia adnego. 
- I jake si stao, e chcesz eni si z ni? 
- Bg wie, panie, ani tak, ani owak. Nawet z pocztku to miaem si z niej i jak 
kto przechodzi za oknem, mwiem: Pewno i ten znajomy panny Marianny, 
bo panna nie z jednego pieca chleb jada. A ona nic, tylko spuci gow, krci 
maszyn, a warczy, i ognie jej na twarz bij. 
Pniej spostrzegem si, e mi kto ata bielizn; wic na Boe Narodzenie 
kupiem jej za dziesi zotych parasol, a ona sze chustek perkalowych z 
moim nazwiskiem. A Wysocka mwi: Nie daj si, mody, bo to probantka!... 
Wicem se do gowy nie dopuszcza, cho gdyby nie bya ladaco, ju bym si w 
zapusty oeni. 
Akurat w Popielec Wysocki rozpowiedzia mi, jak si z ni zrobi ten interes, 
niby z pann Mariann. Zgodzia j jaka pani w aksamitach do suby, no i 
miaa sub, niech rka boska broni! Coraz chce ucieka, ale j api i mwi: 
Albo sied tu, albo oddamy ci do kryminau za zodziejstwo. Cem ja 
ukrada - ona mwi. Nasze dochody, psiawiaro! - oni krzycz. I tak by 
siedziaa (rozpowiada Wysocki) do sdnego dnia, gdyby jej pan Wokulski nie 
zobaczy w kociele. Wtedy j wykupi i wyratowa. 
-Mw dalej, mw -odezwa si Wokulski spostrzegszy, e Wgieek waha si. 
- Zaraz mnie tkno - cign Wgieek - e to nie adne ajdactwo, tylko 
nieszczcie. I pytam si Wysockiego: Oeniby si pan z pann Mariann? I 
z jedn bab jest utrapienie - on mwi. Ale eby pan Wysocki by w 
kawalerskiej kondycji, to co? Eh mwi - kiedy ju nie mam ciekawoci do 
kobiet. Widzc ja, e stary nie chce gada, takem go zakl, e mi w kocu 
powiedzia: Nie oenibym si, bo nie miabym przekonania, e si w niej stary 
obyczaj nie odezwie. Kobieta jak dobra, to dobra, ale jak si rozwydrzy, niczym 
diabe. 
Tymczasem na pocztku witego postu zesa Pan Bg miosierny na mnie 
takiego bolaka, em musia lee w domu, i jeszcze doktr mnie pokraja. A tu 
panna i Marianna jak nie zacznie do mnie chodzi, ko przeciea, pokrajanie 
mi opatrywa... Mwi doktr, eby nie jej opatrunki, tobym z tydzie duej 
lea. Mnie nieraz zo braa, osobliwie, jak mnie trzso, wic jednego dnia 
mwi: Co sobie panna Marianna robi subiekcj?... Panna myli, e ja si z 
pann oeni, a ja chybabym zgupia, eby si z tak wiza, co si dziesiciu 
wysugiwaa. 
A ona na to nic, tylko spucia gow i zy jej kap... kap... 
Przecie ja rozumiem - mwi - eby si pan Wgieek ze mn nie oeni... 
A mnie, z przeproszeniem aski paskiej, zemdlio z wielkiej litoci, kiedym to 
usysza. I zaraz powiedziaem Wysockiej: Wie pani Wysocka co, moe ja si z 
pann Mariann oeni...' 
A ona na to: Nie bd gupi, bo... 
Kiedy nie miem mwi - doda nagle Wgieek, znowu caujc Wokulskiego w 
rk. 
-Mw miao. 
- Bo - rzeka mi pani Wysocka -jakby si oeni z pann Mariann, to moe 
by obrazi pana Wokulskiego za jego ask nad nami wszystkimi... Kto za wie, 
czy panna Marianna do niego nie chodzi... 
Wokulski zatrzyma si przed nim. 
- Tego si lkasz? - spyta. - Daj ci sowo honoru, e nigdy nie widuj tej 
panny. 
Wgieek odetchn 
- To i chwaa Bogu. Bo jedno, e nie miabym przecie panu wazi w drog za 
jego dobro, a po drugie... 
-C po drugie? 
- Po drugie, widzi pan, e ona si puszczaa, to przez nieszczcie, li ludzie j 
skrzywdzili i temu ona nie winna. Ale eby ona teraz nade mn chorym pakaa, 
a do wielmonego pana chodzia, to ju byaby taka szelma jak wcieky pies, co 
to tylko zabi, aeby ludzi nie ksa. 
- A zatem?... - spyta Wokulski. 
- Ha, c? oeni si po witach - odpar Wgieek. - Przecie ona za nie swoje 
grzechy cierpie nie moe. Nie jej to bya wola. 
- Masz jeszcze jaki interes? 
- Ju nic. 
- Wic bywaj zdrw, a przed lubem wstp do mnie. Ona bdzie miaa piset 
rubli posagu, no i co potrzeba na bielizn i gospodarstwo. 
Wgieek opuci go bardzo wzruszony. 
Oto logika prostych serc! - pomyla Wokulski. - Pogarda dla wystpku, 
miosierdzie dla nieszczcia 
Naiwny mieszczanin w jego oczach wyrs na posannika odwiecznej 
sprawiedliwoci, ktry zdeptanej kobiecie przynis spokj i przebaczenie. 
W kocu marca u pastwa Rzeuchowskich odby si wielki raut z Molinarim; 
Wokulski take otrzyma zaproszenie zaadresowane pikn rczk panny 
Rzeuchowskiej. 
Przyby tam dosy pno, wanie w chwili kiedy mistrz da si uprosi do 
uszczliwienia suchaczy koncertem wasnej kompozycji. 
Jeden z miejscowych muzykw usiad towarzyszy mu na fortepianie, drugi 
przynis mistrzowi skrzypce, trzeci odwraca nuty akompaniatorowi, czwarty 
sta za mistrzem w zamiarze podkrelania fizjognomi i gestami pikniejszych 
albo trudniejszych ustpw. 
Kto poprosi obecnych o spokojno, damy usiady w pkole, mczyni 
zgromadzili si za ich krzesami, koncert zacz si. 
Teraz Wokulski spojrza na skrzypka i przede wszystkim spostrzeg pewne 
podobiestwo midzy nim i Starskim. Molinari mia takie same niewielkie 
faworyciki, jeszcze mniejsze wsiki i ten sam wyraz znuenia, jaki cechuje ludzi 
posiadajcych szczcie u pci piknej. Gra dobrze i wyglda przyzwoicie, lecz 
byo wida po nim, e ju pogodzi si z rol pboka askawego dla swoich 
wiernych. 
Od czasu do czasu skrzypce odezway si goniej, stojcy za mistrzem muzyk 
robi min zachwycon, a po sali przebiega cichy i krtki szmer. Pomidzy 
uroczycie nastrojonymi mczyznami i zasuchanymi, zamylonymi, 
rozmarzonymi lub drzemicymi damami Wokulski dostrzega kobiece 
fizjognomie napitnowane niezwykym wyrazem. Byy tam namitnie 
odrzucone gowy, zarumienione policzki, paajce oczy, rozchylone i drgajce 
usta, jakby pod wpywem narkotyku. 
Straszna rzecz! - pomyla Wokulski. - C to za chore indywidua wprzgaj 
si do triumfalnego wozu tego pana... 
Wtem spojrza na bok i zrobio mu si zimno... Zobaczy pann ck bardziej 
odurzon i roznamitnion od innych. Nie wierzy wasnym oczom. 
Mistrz gra z kwadrans, ale Wokulski nie sysza ju ani jednej nuty. Rozbudzi 
go dopiero przecigy grzmot oklaskw. Potem znowu zapomnia, gdzie jest, ale 
za to doskonale widzia, jak Molinari szepn co do ucha panu 
Rzeuchowskiemu, jak pan Rzeuchowski wzi go pod rk i - przedstawi 
pannie Izabeli. 
Przywitaa go rumiecem i wejrzeniem nieopisanego zachwytu. A poniewa 
proszono na kolacj, mistrz poda jej rk i zaprowadzi do sali jadalnej. Przeszli 
tu obok niego, Molinari potrci go okciem, ale tak byli zajci sob, e panna 
Izabela nawet nie spostrzega Wokulskiego. Potem usiedli we czworo przy 
jednym stoliku: pan Szastalski z pann Rzeuchowsk, Molinari z pann 
Izabel, i byo zna, e jest im bardzo dobrze razem. 
Wokulskiemu znowu zdawao si, e z oczu spada mu zasona, poza ktr wida 
zupenie inny wiat i inn pann Izabel. Ale w tej samej chwili uczu taki zamt 
w gowie, bl w piersiach, sza w nerwach, e uciek do przedpokoju, a stamtd 
na ulic obawiajc si, e traci rozum. 
Boe miosierny! - szepn - zdejmije ze mnie to przeklestwo... 
O kilka krokw od Molinariego, przy mikroskopijnym stoliczku, siedziaa pani 
Wsowska z Ochockim. 
- Moja kuzynka zaczyna mi si coraz mniej podoba - rzek Ochocki patrzc na 
pann Izabel. - Widzi j pani?... 
-Od godziny - odpara pani Wsowska. -Ale zdaje mi si, e i Wokulski co 
spostrzeg, bo by bardzo zmieniony. al mi go. 
- O, niech pani bdzie spokojna o Wokulskiego. Prawda, e dzi jest rozbity, ale 
jeeli si raz ocknie... Takich nie zabijaj wachlarzem. 
- Wic moe by dramat. 
- adnego - rzek Ochocki. - Ludzie o skoncentrowanych uczuciach wwczas 
tylko s niebezpieczni, jeeli nie maj rezerw... 
- Mwisz pan o tej pani... jake ona... Sta... Star?... 
- Boe uchowaj, tam nic nie ma i nigdy nie byo. Zreszt dla zakochanego 
mczyzny nie stanowi rezerwy inna kobieta. 
- Wic c? 
-Wokulski ma silny umys i wie o cudownym wynalazku, ktrego wykoczenie 
naprawd przewrcioby wiat... 
-I pan wiesz o nim? 
- Tre znam, dowd widziaem; nie znam tylko bliszych szczegw. 
Przysigam - mwi zapalajc si Ochocki - e dla takiej sprawy mona by 
powici nawet dziesi kochanek! 
- Wic i mnie powiciby, niewdziczniku? 
- Albo pani jest moj kochank?... Nie jestem przecie lunatykiem. 
- Ale kochasz si we mnie. 
- Moe jeszcze tak jak Wokulski w Izabeli?... Ani myl... Cho kadej chwili 
jestem gotw... 
- W kadej chwili jeste pan le wychowany. Ale... tym lepiej, e si we mnie 
nie kochasz. 
- I nawet wiem, dlaczego lepiej. Pani wzdycha do Wokulskiego. 
Pani Wsowsk obla mocny rumieniec; zmieszaa si tak, e wachlarz upad 
jej na posadzk. Ochocki podnis go. 
- Nie chc gra z panem komedii, mj potworze - odpara po chwili. -Obchodzi 
mnie tak, e... robi wszystko, co jest w mojej mocy, aeby dosta Bel, 
poniewa... j kocha ten szaleniec... 
- Przysigam, e spomidzy znajomych mi dam jeste pani jedyn kobiet, ktra 
naprawd co warta... Ale dosy o tym. Od czasu kiedym pozna, e Wokulski 
kocha Bel (a jak on j kocha!), moja kuzynka robi na mnie dziwne wraenie. 
Dawniej uwaaem j za wyjtkow, dzi wydaje mi si pospolit, dawniej 
wzniosa, dzi jest paska... Ale to tylko chwilami i jeszcze ostrzegam, e mog 
si myli. 
Pani Wsowska umiechna si. 
- Podobno - rzeka - ile razy mczyzna patrzy na kobiet, szatan zakada mu 
rowe okulary. 
- Czasami zdejmuje. 
- Ale nie bez cierpie - odpowiedziaa pani Wsowska. - Wiesz pan co - dodaa poniewa 
jestemy prawie kuzynami, mwmy sobie  y... 
- Bardzo dzikuj. 
- Dlaczego? 
- Nie mam zamiaru by wielbicielem pani. 
- Ja proponuj panu przyja. 
-Wanie. Jest to mostek, po ktrym... 
W tej chwili panna Izabela wstaa nagle od swego stolika i podesza do nich; 
bya wzburzona. 
-Porzucasz mistrza? -spytaa j pani Wsowska. 
- Ale to jest impertynent! - rzeka panna Izabela tonem, w ktrym czu byo 
gniew. 
- Bardzom kontent, kuzynko, e tak prdko poznaa si na tym poliszynelu odezwa 
si Ochocki. - Moe pani sidzie? 
Ale panna Izabela rzucia na niego piorunujce spojrzenie, zacza rozmawia z 
Malborgiem, ktry wanie zbliy si do niej, i odesza do sali. 
Na progu, spoza wachlarza, spojrzaa w stron Molinariego, ktry bardzo 
wesoo rozmawia z pann Rzeuchowsk... 
- Zdaje mi si, panie Ochocki - rzeka pani Wsowska - e prdzej zostaniesz 
naszym Kopernikiem, anieli nauczysz si ostronoci! Jak moge wobec 
Izabeli nazwa tego pana poliszynelem?... 
- Ona przecie nazwaa go impertynentem... 
- Niemniej interesuje si nim. 
- No, prosz ze mnie nie artowa. Jeeli nie interesuje si czowiekiem, ktry j 
ubstwia... 
- To wanie bdzie interesowa si takim, ktry j lekceway. 
-Pocig do ostrych sosw jest oznak nietgiego zdrowia zauway Ochocki. 
-Ktra tu jest zdrowa! - rzeka pani Wsowska, pogardliwie obwodzc 
wzrokiem towarzystwo. - Podaj mi pan rk i idmy do salonu. 
Na przejciu spotkali ksicia, ktry z wielkim zadowoleniem przywita pani 
Wsowsk. 
- C, moci ksi, Molinari?... - zapytaa. 
- Ma bardzo adny ton... Bardzo... 
-I bdziemy przyjmowa go u siebie? 
- O tak... w przedpokoju... 
W par minut dowcip ksicia oblecia wszystkie sale... Pani Rzeuchowska z 
powodu nagej migreny musiaa puci goci. 
Gdy pani Wsowska rozmawiajc po drodze ze znajomymi wesza z Ochockim 
do salonu, zobaczya ju pann Izabel siedzc w towarzystwie Molinariego. 
- Kto z nas mia racj? - rzeka trcajc Ochockiego wachlarzem. - Biedny 
Wokulski!... 
- Zapewniam pani, e jest mniej biednym anieli panna Izabela. 
- Dlaczego? 
- Bo jeeli kobiety kochaj tylko tych, ktrzy je lekcewa, to moja kuzynka 
bardzo prdko bdzie musiaa oszale za Wokulskim. 
- Powiesz mu pan?... - oburzya si pani Wsowska. 
- Nigdy! Jestem przecie jego przyjacielem, a ju to samo wkada na mnie 
obowizek nieostrzegania o niebezpieczestwach. Ale jestem take mczyzn i 
dalibg, czuj, e gdy midzy mczyzn i kobiet zacznie si tego rodzaju 
walka... 
- To przegra mczyzna. 
- Nie, pani. Przegra kobieta, i to na eb na szyj. Przecie dlatego kobiety 
wszdzie s niewolnicami, e lgn do tych, ktrzy je lekcewa. 
- Nie blunij pan. 
Poniewa Molinari zacz rozmawia z pani Wywrotnick, pani Wsowska 
zbliya si do panny Izabeli, wzia j pod rk i zaczy spacerowa po 
salonie. 
- Pogodzia si jednak z tym impertynentem? - zapytaa pani Wsowska. 
- Przeprosi mnie - odpara panna Izabela. 
- Tak prdko? A czy cho obieca popraw? 
- Moj bdzie rzecz, aeby nie potrzebowa si poprawia. 
- By tu Wokulski - mwia pani Wsowska - i dosy nagle wyszed. 
- Dawno? 
- Kiedycie siedli do kolacji; sta nawet w tych drzwiach. 
Panna Izabela zmarszczya brwi. 
- Moja Kaziu - rzeka - wiem, o co ci chodzi. Ot owiadczam ci raz na 
zawsze, e ani myl wyrzeka si dla Wokulskiego moich sympatii i upodoba. 
Maestwo nie jest wizieniem, a ja mniej ni kto inny nadaj si na winia. 
- Masz suszno. Czy jednake dla kaprysu godzi si drani takie uczucia? 
Panna Izabela zmieszaa si. 
- Wic c mam robi? 
- To ju od ciebie zaley. Jeszcze nie jeste z nim zwizana... 
- Ach, tak!... ju pojmuj... - umiechna si panna Izabela. 
Stojcy pod oknem pan Malborg z panem Niwiskim przypatrywali si obu 
damom przez binokle. 
-Pikne kobiety! - westchn pan Malborg. , 
-A kada w innym gucie - doda pan Niwiski. 
-Ktr by wola? 
-Obie. 
- A ja Izabelk, a potem... Wsowsk. 
- Jak one tul si do siebie... jak si umiechaj!... To wszystko, aeby nas 
podrani. Sprytne s te kobietki. 
-A w gruncie mog si nienawidzie. 
- No, przynajmniej nie w tej chwili - zakoczy pan Niwiski. 
Do spacerujcych pa zbliy si Ochocki. 
- Czy i kuzynek naley do spisku przeciw mnie? - zapytaa panna Izabela. , 
-Do spisku nigdy; mog z pani by tylko w otwartej wojnie. 
- Z pani? w otwartej wojnie?... C to znaczy. Wojny prowadz si w celu 
zawarcia korzystnego pokoju! 
- To nie mj system. 
- Czy tak?... - rzeka panna Izabela z umiechem. - Wic zamy si, e 
kuzynek zoysz bro; bo wojn uwaam ju za rozpoczt. 
- Przegrasz j, kuzynko, nawet w tych punktach, w ktrych liczysz na 
najzupeniejsze zwycistwo - odpowiedzia uroczycie Ochocki. 
Panna Izabela spospniaa. 
- Belu - szepna do niej przechodzca w tej chwili hrabina wyjedamy. 
- C, Molinari obieca?... - zapytaa tym samym tonem panna Izabela. 
-Wcale go nie prosiam -odpowiedziaa dumnie hrabina. 
- Dlaczego, ciociu?... 
- Zrobi niekorzystne wraenie. 
Gdyby doniesiono pannie Izabeli, e umar Wokulski z powodu Molinariego, 
wielki skrzypek nie straciby nic w jej oczach. Ale wiadomo, e zrobi ze 
wraenie, dotkna j w niemiy sposb. 
Poegnaa artyst chodno, prawie wyniole. 
Pomimo znajomoci trwajcej ledwie kilka godzin Molinari ywo zainteresowa 
pann Izabel. 
Kiedy pno wrciwszy do domu spojrzaa na swego Apollina, zdawao jej si, 
e marmurowy boek ma co z postawy i rysw skrzypka. Zarumienia si 
przypomniawszy sobie, e posg bardzo czsto zmienia fizjognomi; nawet 
przez krtk chwil by podobny do Wokulskiego. Uspokoia si jednak uwag, 
e dzisiejsza zmiana jest ostatni, e dotychczasowe jej upodobania polegay na 
omykach i e Apollo, jeeli mg kogo symbolizowa, to tylko Molinariego 
Nie moga zasn, w sercu jej walczyy najsprzeczniejsze uczucia: gniew, 
obawa, ciekawo i jaka tkliwo. Czasem nawet budzio si zdumienie, kiedy 
przypominaa sobie zuchwae czyny skrzypka. Przy pierwszych sowach 
powiedzia, e jest najpikniejsz kobiet, jak zna; idc na kolacj namitnie 
przytula jej rami i owiadczy, e j kocha. 
A przy kolacji, bez wzgldu na obecno Szastalskiego i panny Rzeuchowskiej, 
tak natarczywie szuka pod stoem jej rki, e... c miaa zrobi?... 
Podobnie gwatownych uczu nie spotkaa jeszcze nigdy. On naprawd musia 
j pokocha od pierwszego wejrzenia, szalenie, na mier. Czy jej wreszcie nie 
szepn (co nawet zmusio j do opuszczenia stolika), e bez namysu oddaby 
ycie za kilka dni spdzonych z ni razem. 
I na co on si naraa mwic co podobnego - pomylaa panna Izabela. Nie 
przyszo jej do gowy, e co najwyej naraa si na opuszczenie towarzystwa 
przed kocem kolacji. 
Co za uczucie!... co za namitno!... - powtarzaa w duchu. 
Przez dwa dni panna Izabela nie wychodzia z domu i nikogo nie przyjmowaa. 
W trzecim dniu zdawao jej si, e Apollo, jakkolwiek wci podobny do 
Molinariego, chwilami przypomina Starskiego. Tego dnia po poudniu przyja 
panw Rydzewskiego i Pieczarkowskiego, ktrzy owiadczyli jej, e Molinari 
opuszcza ju Warszaw, e zrazi do siebie cae towarzystwo, e jego album z 
recenzjami jest blag, poniewa nie umieszczono w nim krytyk 
nieprzychylnych. Dodali w kocu, e tak mierny skrzypek i pospolity czowiek 
tylko w Warszawie mg dozna podobnych owacyj. 
Panna Izabela bya oburzona i przypomniaa panu Pieczarkowskiemu, e nie kto 
inny, tylko on chwali artyst. Pan Pieczarkowski zdziwi si i powoa si na 
wiadectwo obecnego pana Rydzewskiego i nieobecnego Szastalskiego, e 
Molinari od pierwszej chwili nie budzi w nim zaufania. 
Przez nastpne dwa dni panna Izabela uwaaa wielkiego artyst jako ofiar 
zawici. Powtarzaa sobie, e tylko on jeden zasuguje na jej wspczucie i e 
nigdy o nim nie zapomni. 
W tym czasie pan Szastalski przysa jej bukiet fiokw, a panna Izabela nie bez 
wyrzutw spostrzega, e Apollo zaczyna by podobnym do Szastalskiego i e 
Molinari szybko zaciera si w jej pamici. 
Prawie w tydzie po koncercie, kiedy bez wiata siedziaa w swoim pokoju, 
przed oczyma jej stana dawno zapomniana wizja. Zdawao jej si, e w 
towarzystwie ojca zjeda powozem z jakiej gry w dolin napenion 
chmurami dymw i pary. Spomidzy chmur wysuna si olbrzymia rka 
trzymajca kart, na ktr pan Tomasz patrzy z niespokojn ciekawoci. Z 
kim ojciec gra?... - pomylaa. W tej chwili wion wiatr i z tumanw ukazaa 
si twarz Wokulskiego, take w olbrzymich rozmiarach. 
Rok temu miaam to samo widzenie - rzeka do siebie panna Izabela. - Co to 
znaczy?... 
I dopiero teraz przypomniaa sobie, e Wokulski nie by u nich od tygodnia. 
Po raucie u pastwa Rzeuchowskich Wokulski wrci do siebie w niezwykym 
nastroju ducha. Atak szau min go i ustpi miejsca apatycznemu spokojowi. 
Wokulski nie spa ca noc, ale stan ten nie wydawa mu si przykrym. Lea 
spokojnie, nie myla o niczym i tylko ciekawie przysuchiwa si bijcym 
godzinom. Pierwsza... druga... trzecia... 
Na drugi dzie wsta pno i do poudnia, pijc herbat, znowu przysuchiwa 
si biciu zegara. Jedynasta... dwunasta... pierwsza... Jakie to nudne!... 
Chcia co czyta, ale nie chciao mu si pj do biblioteki po ksik ; wic 
pooy si na szezlongu i zacz myle o teorii Darwina. 
Co to jest dobr naturalny? Jest to skutek walki o byt, w ktrej gin istoty nie 
posiadajce pewnych uzdolnie, a zwyciaj wicej uzdolnione. Jaka jest 
najwaniejsza zdolno: czy pocig pciowy? Nie, wstrt do mierci. Istoty, 
ktre nie miayby wstrtu do mierci, musiayby wygin najpierwej. Gdyby 
czowieka nie hamowa wstrt do mierci, ten najmdrszy zwierz nie dwigaby 
kajdan ycia. W poezji staroindyjskiej s lady, e istniaa kiedy ludzka rasa 
majca mniejszy wstrt do mierci anieli my. No i rasa ta wygina, a jej 
potomkowie s albo niewolnikami, albo ascetami. 
A co to jest wstrt do mierci? Naturalnie, instynkt polegajcy na zudzeniu. S 
osoby majce wstrt do myszy, ktra jest zupenie niewinnym stworzeniem, 
albo nawet do poziomek, ktre s wcale smaczne. (Kiedy to ja jadem 
poziomki?... Aha, w kocu wrzenia roku zeszego w Zasawku.... Zabawna 
miejscowo ten Zasawek; ciekawym, czy jeszcze yje prezesowa i czy ma 
wstrt do mierci?...) 
Bo c to jest obawa mierci?... Zudzenie! Umrze jest to nie by nigdzie, nic 
nie czu i o niczym nie myle. W ilu ja miejscach dzi nie jestem: nie jestem 
w Ameryce, w Paryu, na ksiycu, nie jestem nawet w moim sklepie i nic mnie 
nie trwoy. A o ilu ja rzeczach nie mylaem przed chwil i o ilu nie myl? 
Myl tylko o jakiej jednej rzeczy, a nie myl o miliardzie innych rzeczy, nie 
wiem nawet o nich i nic mnie to nie obchodzi. 
C wic moe by przykrego w tym, e nie bdc w milionie miejsc, tylko w 
jakim jednym, i nie mylc o miliardzie rzeczy, tylko o jakiej jednej, przestan 
by i w tym jednym miejscu i myle o tej jednej rzeczy?... Istotnie, obawa 
mierci jest najkomiczniejszym zudzeniem, jakiemu od tylu wiekw ulega 
ludzko. Dzicy boj si piorunu, huku broni palnej, nawet zwierciada; a my, 
niby to ucywilizowani, lkamy si mierci!... 
Wsta, wyjrza przez okno i z umiechem przypatrywa si ludziom, ktrzy 
gdzie biegli, kaniali si sobie, asystowali damom. Przypatrywa si ich 
gwatownym ruchom, wielkiemu zainteresowaniu, bezwiadomej szarmanterii 
mczyzn, automatycznej kokieterii kobiet, obojtnym minom dorokarzy, mce 
ich koni i nie mg oprze si uwadze, e cae to ycie, pene niepokoju i 
udrcze, jest kapitalnym gupstwem. 
Tak przesiedzia cay dzie. Nastpnego przyszed Rzecki i przypomnia mu, e 
dzi jest dzie pierwszego kwietnia i e panu ckiemu trzeba zapaci dwa 
tysice piset rubli procentw. 
- A prawda - odpar Wokulski. - Odwie mu tam... 
- Mylaem, e sam odwieziesz. 
- Nie chce mi si... 
Rzecki krci si po pokoju, chrzka, nareszcie rzek: 
-Pani Stawka jest jaka markotna. Moe by j odwiedzi? 
- A prawda, e ju dawno u niej nie byem. Pjd wieczorem. 
Odebrawszy tak odpowied Rzecki ju nie zatrzymywa si. Bardzo czule 
poegna Wokulskiego, wpad do sklepu po pienidze, potem siad w dorok i 
kaza jecha do pani Misiewiczowej. 
- Przybiegem tylko na chwil, bo mam zaatwi pilny interes - zawoa 
uradowany. - Wie pani, Stach bdzie tu dzisiaj... Zdaje mi si (ale mwi to pani 
w najwikszej tajemnicy), e Wokulski ju stanowczo zerwa z ckimi... 
- Czyby tak?... - rzeka pani Misiewiczowa skadajc rce. 
- Jestem prawie pewny, ale... egnam pani... Stach bdzie dzi wieczorem... 
Istotnie, Wokulski by wieczorem i co waniejsza, zacz bywa kadego 
wieczora. Przychodzi dosy pno, kiedy Helunia ju spaa, a pani 
Misiewiczowa odchodzia do swego pokoju, i z pani Stawsk przepdza po 
par godzin. Zwykle milcza i sucha jej opowiada o sklepie Milerowej albo o 
brukowych wypadkach. Sam odzywa si rzadko, a wtedy wypowiada 
aforyzmy; nawet nie majce zwizku z tym, co do niego mwiono. 
Raz rzek bez powodu: 
- Czowiek jest jak ma: na olep rwie si do ognia, cho go boli i cho si w 
nim spali. Robi to jednak dopty - doda po namyle dopki nie oprzytomnieje. I 
tym rni si od my... 
Mwi o pannie ckiej!... - pomylaa pani Stawka i serce jej spieszniej 
uderzyo. 
Innym razem opowiedzia jej dziwaczn histori: 
- Syszaem o dwu przyjacioach, z ktrych jeden mieszka w Odessie, a drugi w 
Tobolsku; nie widzieli si kilka lat i bardzo tsknili za sob. 
Nareszcie przyjaciel tobolski, nie mogc wytrzyma duej, postanowi zrobi 
odeskiemu niespodziank i nie uprzedzajc go pojecha do Odessy. Nie zasta go 
jednak w domu, poniewa jego przyjaciel odeski, rwnie stskniony, pojecha 
do Tobolska... 
Interesa nie pozwoliy im zetkn si w czasie powrotu. Zobaczyli si wic 
dopiero po kilku latach i wie pani, co si pokazao?.. 
Pani Stawska podniosa na niego oczy. 
- Oto obaj, szukajc si, tego samego dnia zjechali si w Moskwie, stanli w 
tym samym hotelu i w ssiednich numerach. Los czasami mocno artuje z 
ludzi... 
- W yciu chyba nieczsto si tak trafia... - szepna pani Stawska. 
- Kto wie?... Kto wie?... - odpar Wokulski. 
Pocaowa j w rk i wyszed zamylony. 
Z nami tak nie bdzie!... - pomylaa, gboko wzruszona. 
Podczas wieczorw przepdzanych w domu pani Stawskiej Wokulski 
stosunkowo by najbardziej oywiony, troch jad i rozmawia. 
Lecz przez reszt dnia zapada w apati. Prawie nie jad, tylko wypija mnstwo 
herbaty, nie zajmowa si interesami, nie by na kwartalnym posiedzeniu spki, 
nic nie czyta, a nawet nie myla. Zdawao mu si, e potga, ktrej nie umiaby 
nazwa, wyrzucia go poza obrb wszelkich spraw, nadziei, pragnie i e jego 
ycie, podobne dzi do martwego ciaru, toczy si wrd pustki. 
Przecie w eb sobie nie wypal - myla. - Gdybym cho zbankrutowa, ale 
tak!... Pogardzabym sam sob, gdyby z tego wiata miaa mnie wymie 
spdnica... Trzeba byo zosta w Paryu... Kto wie, czy ju dzi nie posiadabym 
broni, ktra prdzej czy pniej wytpi potwory z ludzk twarz. 
Rzecki odgadujc, co si z nim dzieje, zachodzi w rnych porach dnia i 
prbowa wcign go w rozmow. Ale ani stan pogody, ani handel, ani 
polityka nie obchodziy Wokulskiego. Raz si tylko oywi, gdy pan Ignacy 
zrobi wzmiank, e Milerowa przeladuje pani Stawsk. 
- O c jej chodzi? 
- Moe zazdroci, e bywasz u pani Stawskiej, e jej pacisz dobr pensj. 
- Uspokoi si Milerowa - rzek Wokulski - jak oddam sklep Stawskiej, a j 
zrobi kasjerk. 
- Bj si Boga, daje spokj!... - zawoa przestraszony Rzecki. - Zgubiby tym 
pani Stawsk. 
Wokulski zacz chodzi. 
- Masz racj. Ale swoj drog, jeeli baby kc si, trzeba je rozdzieli... 
Namw Stawsk, aeby sama na siebie zaoya sklep, a my jej dostarczymy 
funduszw. Od razu o tym mylaem, a teraz widz, e nie warto duej 
odkada. 
Pan Ignacy, naturalnie, w tej chwili pobieg do swoich pa i zawiadomi je o 
wielkiej nowinie. 
- Nie wiem, czy nam wypada przyjmowa tak ofiar? - odezwaa si 
zakopotana pani Misiewiczowa. 
- C to za ofiara? - zawoa Rzecki. - Spacicie nas panie w cigu paru lat, i 
basta. Jake pani sdzi?... - zapyta Stawskiej. 
- Zrobi tak, jak zechce pan Wokulski. Kae mi otworzy sklep otworz; kae 
zosta u Milerowej, zostan 
- Ale, Helenko!... - zreflektowaa j matka. - Pomyl, na co si naraasz 
mwic w podobny sposb?... Cae szczcie, e nas nie syszy nikt obcy. 
Pani Stawska umilka ku wielkiemu zmartwieniu pani Misiewiczowej, ktr 
przeraaa stanowczo crki dotychczas tak agodnej i ulegej. 
Pewnego dnia Wokulski przechodzc ulic spotka karet pani Wsowskiej. 
Ukoni si i szed dalej bez celu; wtem dopdzi go sucy. 
-Janie pani prosi... 
- Co si z panem dzieje?... - zawoaa pikna wdwka, gdy Wokulski zbliy si 
do powozu. -Sid no pan, przejedziemy si po Alejach. 
Wsiad, pojechali. 
- Co to znaczy? - cigna pani Wsowska. - Wygldasz pan okropnie, ju 
blisko dziesi dni nie bye u Beli... No, mwe pan co!... 
- Nie mam nic do powiedzenia. Nie jestem chory i nie sdz, aeby pannie 
Izabeli byy potrzebne moje wizyty. 
-A jeeli s potrzebne? 
-Nigdy nie miaem tych zudze; dzi mniej ni kiedykolwiek. 
- No, no... mj panie... mwmy jasno. Jeste pan zazdronik, a to ponia 
mczyzn w oczach kobiet. Zirytowae si pan Molinarim... 
- Myli si pani. Tak dalece nie jestem zazdrosny, e wcale nie przeszkadzam 
pannie Izabeli wybiera pomidzy mn i panem Molinarim. Wiem przecie, e w 
tym wypadku obaj mamy rwne prawa. 
-O panie, to ju zbyt ostre! - zgromia go pani Wsowska. -C to, wic biedna 
kobieta, jeeli raczy j uwielbia jeden z was, nie moe rozmawia z innymi?... 
Nie spodziewaam si, aeby taki czowiek jak pan w taki haremowy sposb 
traktowa kobiet. Zreszt o co panu chodzi?.. Gdyby nawet Bela kokietowaa 
Molinariego, to i c?... Trwao to jeden wieczr i skoczyo si tak 
wzgardliwym poegnaniem go ze strony Beli, e a przykro byo patrze. 
Zgnbienie opucio Wokulskiego. 
- Pani askawa, nie udawajmy, e si nie rozumiemy. Pani wie, e dla 
mczyzny kochajcego kobieta jest witoci jak otarz. Susznie czy 
niesusznie, ale tymczasem tak jest. Ot jeeli pierwszy lepszy awanturnik 
zblia si do tej witoci jak do krzesa i postpuje z ni jak z krzesem, a otarz 
prawie zachwyca si podobnym traktowaniem, wwczas... pojmuje pani?... 
Zaczynamy przypuszcza, e w otarz jest naprawd tylko krzesem. Jasno si 
wytumaczyem?... 
Pani Wsowska rzucia si na poduszkach powozu. 
- O panie, a nadto jasno!... Co by pan jednak powiedzia, gdyby kokieteria 
Beli bya tylko niewinnym odwetem, a raczej ostrzeeniem?.. 
-Do kogo wystosowanym? 
- Do pana; wszake pan cigle zajmujesz si pani Stawsk?... 
- Ja?... Kto to powiedzia?... 
-Przypumy, e naoczni wiadkowie: pani Krzeszowska, pan Maruszewicz... 
Wokulski pochwyci si za gow. 
- I pani wierzy temu? 
- Nie, poniewa zapewni mnie Ochocki, e tam nic nie ma; czy jednak Bel 
uspokoi kto w podobny sposb i czy mogaby na tym poprzesta, to ju inna 
sprawa: 
Wokulski uj j za rk. -Pani droga - szepn - cofam wszystko, com 
powiedzia z powodu tego Molinariego... Przysigam pani, e czcz pann 
Izabel i e najwikszym dla mnie nieszczciem jest moje nierozwane sowo... 
Teraz dopiero widz, czego si dopuciem, mwic to... 
By tak wzruszony, e pani Wsowskiej al go si zrobio. 
- No, no - rzeka - niech pan si uspokoi i nie przesadza... Pod sowem honoru 
(cho kobiety podobno nie maj honoru) zapewniam pana, e to, o czym 
mwilimy, zostanie midzy nami. Zreszt jestem pewna, e nawet Bela 
przebaczyaby panu jego wybuch. Bya to niegodziwo, ale... zakochanym 
wybacza si nie takie niegodziwoci. 
Wokulski ucaowa jej obie rce, ktre mu wydara. 
- Prosz si do mnie nie umizga, bo dla zakochanej kobiety mczyzna jest 
otarzem... A teraz wysiadaj pan, id, o tam, do Beli i... 
-I co pani? 
- I przyznaj, e umiem dotrzymywa obietnic. 
Gos jej drgn, ale Wokulski nie spostrzeg tego. Wyskoczy z karety i pobieg 
do kamienicy zajmowanej przez pana ckiego, gdzie wanie stanli. 
Gdy Mikoaj otworzy mu drzwi, kaza zameldowa si pannie ckiej. Bya 
sama i przyja go natychmiast, zarumieniona i zmieszana. 
-Tak dawno nie by pan u nas - rzeka. -Czy pan by chory?... 
- Gorzej, pani - odpowiedzia nie siadajc. - Ciko obraziem pani bez 
powodu... 
- Pan mnie?.. 
- Tak, pani, obraziem pani podejrzeniami. Byem - mwi stumionym gosem 
- byem na koncercie u pastwa Rzeuchowskich... Wyszedem nawet nie 
poegnawszy si z pani... Ju nie chc mwi dalej... Czuj tylko, e ma pani 
prawo nie przyjmowa mnie jako czowieka, ktry nie oceni pani... mia 
posdza... 
Panna Izabela gboko spojrzaa mu w oczy i wycigajc rk rzeka: 
- Przebaczam... niech pan siada. 
- Niech pani nie spieszy si z przebaczeniem, bo ono moe podnie moje 
nadzieje... 
Zamylia si. 
- Mj Boe, i c na to poradz?... nieche ju pan ma nadziej, jeeli tak o ni 
chodzi... 
- I to pani mwi, panno Izabelo?... 
- Tak wida byo przeznaczone - odpowiedziaa z umiechem. 
Namitnie ucaowa jej rk, ktrej mu nie bronia, potem odszed do okna i co 
zdj z szyi. 
- Niech pani przyjmie to ode mnie - rzek i poda jej zoty medalion z 
acuszkiem. 
Panna Izabela ciekawie zacza si przyglda. 
-Dziwny prezent, nieprawda - mwi Wokulski otwierajc medalion. - Widzi 
pani t blaszk lekk jak pajczyna?... A jednak jest to klejnot, jakiego nie 
posiada aden skarbiec, nasienie wielkiego wynalazku, ktry moe ludzko 
przemieni. Kto wie, czy z tej blaszki nie urodz si okrty napowietrzne. Ale 
mniejsza o nie... Oddajc go pani, skadam moj przyszo... 
- Wic to jest talizman? 
- Prawie. Jest to rzecz, ktra moga mnie wycign z kraju, a cay mj majtek 
i reszt ycia utopi w nowej pracy. Moe byaby ona strat czasu, maniactwem, 
ale w kadym razie myl o niej bya jedyn rywalk pani. Jedyn... - powtrzy z 
naciskiem. 
- Myla pan opuci nas? 
- Nawet nie dawniej jak dzi rano. Dlatego oddaj pani ten amulet. Odtd, 
oprcz pani, ju nie mam innego szczcia na wiecie; zostaa mi pani albo 
mier. 
-Jeeli tak, wic bior pana do niewoli - rzeka panna Izabela i zawiesia 
medalion na szyi. A kiedy przyszo wsun go za stanik, spucia oczy i 
zarumienia si. 
Otom pody -pomyla Wokulski. -I, ja tak kobiet podejrzywaem... Ach, 
ndznik... 
Kiedy wrci do siebie i wpad do sklepu, by tak rozpromieniony, e pan Ignacy 
nieledwie przerazi si. 
- Co tobie? - zapyta 
- Powinszuj mi. Jestem narzeczonym panny eckiej. 
Ale Rzecki, zamiast winszowa, mocno poblad. 
- Miaem list od Mraczewskiego - rzek po chwili. - Suzin, jak wiesz, jeszcze w 
lutym wysa go do Francji... 
- Wic?... - przerwa Wokulski. 
- Ano pisze mi teraz z Lyonu, e Ludwik Stawski yje i mieszka w Algierze, 
tylko pod nazwiskiem Ernesta Waltera. Podobno handluje winem. Przed rokiem 
kto go widzia. 
- Sprawdzimy to - odpowiedzia Wokulski i spokojnie zanotowa w katalogu 
adres. 
Odtd kade popoudnie spdza u pastwa ckich, a nawet raz na zawsze 
zosta zaproszony na obiady. 
W kilka dni przyszed do niego Rzecki. 
- C, mj stary! - zawoa Wokulski. - Jake tam z ksiciem Lulu?... Gniewasz 
si jeszcze na Szlangbauma, e mia sklep kupi?.. 
Stary subiekt pokrci gow. 
- Pani Stawska - rzek - ju nie jest u Milerowej... troch chora... Mwi co o 
wyjedzie z Warszawy... Moe by tam wstpi?.. 
- Prawda, trzeba by zaj - odpar pocierajc czoo. - Mwie z ni o sklepie? 
-Owszem; poyczyem jej nawet tysic dwiecie rubli. 
- Z twoich biednych oszczdnoci?... Dlaczeg nie ma poyczy ode mnie?... 
Rzecki nic nie odpowiedzia. 
Przed drug Wokulski pojecha do pani Stawskiej. Bya bardzo mizerna; jej 
sodkie oczy wydaway si jeszcze wiksze i jeszcze smutniejsze. 
- C to - spyta Wokulski - syszaem, e pani chce opuci Warszaw? 
- Tak, panie... Moe m powrci... - dodaa stumionym gosem. 
- Mwi mi o tym Rzecki i pozwoli pani, e postaram si o sprawdzenie tej 
wiadomoci... 
Pani Stawska zalaa si zami. 
- Pan taki dobry dla nas - szepna. - Nieche pan bdzie szczliwy... 
O tej samej godzinie pani Wsowska bya z wizyt u panny Izabeli i 
dowiedziaa si od niej, e Wokulski zosta przyjty. 
- Nareszcie..: - rzeka pani Wsowska. - Mylaam, e nigdy si nie zdecydujesz. 
- Wic zrobiam ci przyjemn niespodziank - odpowiedziaa panna Izabela. - W 
kadym razie jest to idealny m: bogaty, nietuzinkowy, a nade wszystko 
czowiek gobiego serca. Nie tylko nie jest zazdrosny, ale nawet przeprasza za 
podejrzenia. To mnie ostatecznie rozbroio... Prawdziwa mio ma zawizane 
oczy. Nic mi nie odpowiadasz? 
- Myl... 
- O czym? 
- e jeeli on tak zna ciebie, jak ty jego, to oboje bardzo si nie znacie. 
-Tym przyjemniej zejdzie nam miodowy miesic. 
- ycz... 
ROZDZIA PITNASTY: 
POGODZENI MAONKOWIE 
Od poowy kwietnia pani baronowa Krzeszowska nagle zmienia tryb ycia. 
Do tej pory dzie schodzi jej na wymylaniu Mariannie, na pisywaniu listw do 
lokatorw o to, e schody s zamiecone, na wypytywaniu stra: czy nie zdar 
kto karty wynajmu mieszka? czy praczki z paryskiej pralni nocuj w domu 
albo czy rewirowy nie mia do niej jakiego interesu? Nie zapominaa przy tym 
upomina go, aeby w razie zgoszenia si konkurenta o lokal na trzecim pitrze 
bacznie przypatrywa si, szczeglniej ludziom modym, a gdyby to byli 
studenci, aeby odpowiada, e lokal ju wynajty. 
- Uwaaj, Kacprze, co ci mwi - koczya - bo stracisz miejsce, jeeli mi tu 
zakradnie si jaki student. Mam ju dosy tych nihilistw, rozpustnikw, 
ateuszw, ktrzy znosz trupie gwki. 
Po kadej takiej konferencji str wrciwszy do swej komrki rzuca czapk na 
st i wykrzykiwa: 
- Albo si, psia ma, powiesz, albo duej nie wytrzymam z tak pani! W 
pitek na targ -id, stru, do apteki po dwa razy na dzie lataj, do magla drauj 
i choroba wie, gdzie nie chod. Przecie ju mi zapowiedziaa, e bd z ni 
jedzi na cmentarz do porzdkowania grobu!... Sychane to rzeczy na 
wiecie?... Odejd std na wity Jan, ebym mia da komu dwadziecia rubli 
odstpnego... 
Ale od poowy kwietnia pani baronowa zagodniaa. 
Zoyo si na to kilka okolicznoci. 
Przede wszystkim ktrego dnia odwiedzi j nieznany adwokat z poufnym 
zapytaniem, czy pani baronowa nie wie czego o funduszach pana barona... 
Gdyby za takowe gdzie istniay, o czym zreszt wtpi adwokat, naleaoby je 
wskaza dla uwolnienia pana barona od kompromitacji. Wierzyciele jego 
bowiem gotowi s chwyci si ostatecznych rodkw. 
Pani baronowa solennie upewnia adwokata, e jej maonek, baron, pomimo 
caej przewrotnoci i udrcze, jakie jej zada, adnych funduszw nie posiada. 
W tym miejscu dostaa spazmw, co skonio adwokata do szybkiego odwrotu. 
Gdy za kapan sprawiedliwoci opuci jej mieszkanie, nader szybko powrcia 
do zdrowia i zawoawszy Marianny rzeka do niej niezwykle spokojnym 
gosem: 
- Trzeba by, moja Marysiu, zaoy wiee firanki, bo mam przeczucie, e 
nieszczliwy nasz pan nawrci si... 
W par dni pniej by u baronowej ksi w swojej wasnej osobie. Zamknli 
si oboje w najodleglejszym pokoju i mieli dug konferencj, w trakcie ktrej 
pani par razy zaniosa si od paczu, a raz zemdlaa. O czym by jednak mwili, 
tego nie wie nawet Marianna. Tylko po odejciu ksicia baronowa kazaa 
natychmiast wezwa pana Maruszewicza, a gdy przybieg, rzeka dziwnie 
agodnym gosem, przeplatajc mow westchnieniami : 
- Zdaje mi si, panie Maruszewicz, e mj zbkany m nareszcie si 
opamita... Bd wic askaw, jed do miasta i kup mski szlafrok i par 
pantofli. We na twoj miar, bo wy obaj, biedacy, jestecie jednakowo 
szczupli... 
Pan Maruszewicz ruszy brwiami, ale wzi pienidze i zrobi sprawunek. 
Baronowej cena czterdziestu rubli za szlafrok i szeciu za pantofle wydaa si 
nieco wysok, ale pan Maruszewicz odpowiedzia, e nie zna si na cenie, e 
kupowa w pierwszorzdnych magazynach, i ju nie mwiono o tym. 
Znowu po kilku dniach do mieszkania pani Krzeszowskiej zgosio si dwu 
ydkw zapytujc, czy pan baron jest w domu... Pani baronowa, zamiast wpa 
na nich z krzykiem, jak to zwykle robia, kazaa im bardzo spokojnym tonem 
wyj za drzwi. Potem zawoawszy Kacpra rzeka 
-Zdaje mi si, kochany Kacprze, e nasz biedny pan sprowadzi si do nas dzi 
albo jutro. Trzeba pooy sukno na schodach od drugiego pitra... Tylko 
uwaaj, moje dziecko, aeby nie pokradli prtw... I sukno trzeba co kilka dni 
trzepa... 
Od tej chwili ju nie wymylaa Mariannie, nie pisywaa listw, nie drczya 
stra... Tylko po caych dniach, z rkoma zaoonymi na piersi, chodzia po 
swym rozlegym mieszkaniu, blada, cicha, zirytowana. 
Na turkot doroki, zatrzymujcej si przed domem, biega do okna; na odgos 
dzwonka rzucaa si do progu i spoza przymknitych drzwi salonu nasuchiwaa, 
kto rozmawia z Mariann. 
Po paru dniach takiego trybu ycia zrobia si jeszcze bledsz i jeszcze bardziej 
rozdranion. Biegaa coraz prdzej po coraz mniejszej przestrzeni, czsto 
upadaa na krzeso lub fotel z biciem serca, a nareszcie pooya si do ka. 
- Ka zdj sukno ze schodw -rzeka do Marianny schrypnitym gosem. -
Panu znowu musia jaki otr poyczy pienidzy... 
Ledwie to powiedziaa, energicznie zadzwoniono do drzwi. Pani baronowa 
posaa naprzd Mariann, a sama tknita przeczuciem, pomimo blu gowy, 
zacza si ubiera. Wszystko leciao jej z rk. 
Tymczasem Marianna, uchyliwszy drzwi zaczepione na acuch, zobaczya w 
sieni jakiego bardzo dystyngowanego jegomocia z jedwabnym parasolem i 
rczn walizk. Za jegomociem, ktry pomimo starannie ogolonych wsw i 
bujnych faworytw wyglda nieco na kamerdynera, stali tragarze z kuframi i 
tomokami. 
- A co to?.. - machinalnie zapytaa suca. 
- Otworzy drzwi, obie poowy!... - odpar jegomo z walizk. Rzeczy pana 
barona i moje... 
Drzwi otworzyy si, jegomo kaza tragarzom zoy kufry i tomoki w 
przedpokoju i zapyta: 
- Gdzie tu gabinet janie pana?... 
W tej chwili przybiega baronowa w nie zapitym szlafroku, z wosami w 
nieadzie. 
- Co to?... - zawoaa wzruszonym gosem. - Ach, to ty, Leonie... Gdzie pan?.. 
- Zdaje si, e janie pan u Stpka... Chciabym zoy rzeczy, ale nie widz ani 
gabinetu pana, ani pokoju dla mnie. 
- Zaczekaje mwia gorczkowo baronowa. - Zaraz Marianna wyniesie si z 
kuchni, to ty tam... 
- Ja w kuchni?... - spyta jegomo nazwany Leonem. - Chyba janie pani 
artuje. Wedug umowy z panem mam mie swj pokj... 
Pani baronowa zmieszaa si. 
- Co ja mwi!... - rzeka. - To wiesz, mj Leonie, wprowad si tymczasem na 
trzecie pitro, do mieszkania po studentach... 
-Tak to rozumiem - odpar Leon. -Jeeli tam jest z par pokoikw, to mog 
nawet mieszka z kucharzem... 
-Jak to z kucharzem? 
- Bo przecie janie pastwo bez kucharza obej si nie mog. Bierzcie te rzeczy 
na gr - zwrci si do tragarzy. 
- Co wy robicie?... - krzykna baronowa widzc, e zabieraj wszystkie kufry i 
tomoki. 
- Bior moje rzeczy. Niecie! - komenderowa Leon. 
-A gdzie pana barona?... 
- O, prosz... - odpar sucy podajc Mariannie rczn walizk i parasol. 
- A pociel?... garderoba?... sprzty?... - zawoaa pani amic rce. 
- Nieche janie pani nie robi skandalu przy subie!... - zgromi j Leon. -
Wszystkie te rzeczy janie pan powinien mie w domu... 
- Prawda... prawda!... - szepna upokorzona baronowa. 
Zainstalowawszy si na grze, gdzie mu jeszcze musiano zanie ko, st, 
par krzese i miednic z dzbankiem wody, pan Leon ubra si we frak, biay 
krawat, wie koszul (troch ciasn na niego), wrci do pani baronowej i 
powanie zasiad w przedpokoju. 
- Za p godziny - rzek do Marianny spogldajc na zoty zegarek - janie pan 
powinien by, bo co dzie sypia od godziny czwartej do pitej. - C, nudno tu 
pannie? - doda. -No, ale ja pann rozruszam... 
- Marianno!... Marianno, chod tutaj!... - zawoaa ze swego pokoju baronowa. 
- C panna zaraz tak lecisz? - zapyta Leon. - Ucieknie starej interes czy co?... 
Niech troch poczeka... 
- Kiedy boj si, bo strasznie za - szepna Marianna wydzierajc mu si z rk. 
- Za, bo j sama panna zepsua. Im tylko pozwoli, toby zaraz czowiekowi 
koki na bie ciosali... Z baronem bdziesz panna miaa lej, bo to koneser... Ale 
ubra si panna musisz inaczej, nie tak po tercjarsku. My nie lubimy zakonnic. 
- Marysia!... Marysia!... 
- No, to id ju panna, tylko powoli - upomina j Leon. 
Wbrew przewidywaniom Leona baron przyby do swej maonki nie o czwartej, 
ale dopiero okoo pitej. 
By ubrany w nowy tuurek i wiey kapelusz, w rku trzyma laseczk ze 
srebrn kosk nog. Mia min spokojn, ale pod tymi pozorami wierny suga 
dostrzeg mocne wzruszenie. Ju w przedpokoju binokle dwa razy spady 
baronowi, a lewa powieka drgaa mu bez porwnania czciej anieli przed 
pojedynkiem albo nawet przy sztosie. 
- Zamelduj mnie pani baronowej - rzek pan Krzeszowski nieco przytumionym 
gosem. 
Leon otworzy drzwi salonu i prawie gronie zawoa: 
- Janie pan!... 
A gdy baron wszed, zamkn za nim drzwi, odprawi Mariann, ktra 
przybiega z kuchni, i - sam zacz podsuchiwa. 
Pani baronowa, siedzca z ksik na kanapie, na widok ma powstaa. Gdy 
baron zoy jej gboki ukon, chciaa odkoni si, ale znowu upada na 
kanap. 
- Mu mj... - szepna zasaniajc twarz rkoma. - O! Co ty robisz... 
- Przykro mi bardzo - rzek baron kaniajc si po raz drugi - e skadam pani 
uszanowanie w takich warunkach... 
- Ja wszystko gotowa jestem przebaczy, jeeli... 
-Jest to bardzo zaszczytne dla nas obojga -przerwa baron - poniewa i ja 
gotw jestem zapomnie pani wszystko, co dotyczy mojej osoby. Na 
nieszczcie, raczya pani wprowadzi w gr moje nazwisko, ktre lubo w 
historii wiata nie odznaczyo si adn niezwykoci, zasuguje przecie na to, 
aby je oszczdzano. 
- Nazwisko?... - powtrzya baronowa. 
- Tak, pani - odpar baron kaniajc si po raz trzeci, cigle z kapeluszem w 
rku. - Daruje pani, e dotkn tej niemiej sprawy, ale... Od pewnego czasu 
nazwisko moje figuruje we wszystkich sdach... W tej chwili na przykad 
podoba si pani mie a trzy procesy: dwa z lokatorami, a jeden z jej byym 
adwokatem, ktry nie uchybiajc mu, jest skoczonym otrem. 
- Ale, mu! - zawoaa baronowa zrywajc si z kanapy. - Wszake w tej 
chwili ty masz jedynacie procesw o trzydzieci tysicy rubli dugw... 
- Przepraszam!... Mam siedemnacie procesw o trzydzieci dziewi tysicy 
rubli dugw, jeeli mnie pami nie myli. Ale to s procesy o dugi. Midzy 
nimi nie ma ani jednego, ktry wytoczybym uczciwej kobiecie o kradzie 
lalki... Midzy moimi grzechami nie ma ani jednego anonimu, ktry by 
spotwarza niewinn, a spomidzy moich wierzycieli ani jeden nie musia 
ucieka z Warszawy wygnany przez oszczerstwa, jak si to zdarzyo niejakiej 
pani Stawskiej dziki troskliwoci pani baronowej Krzeszowskiej... 
-Stawska bya twoj kochank... 
- Przepraszam. Nie twierdz, e nie staraem si o jej wzgldy, ale przysigam 
na honor, e jest to najszlachetniejsza kobieta, jak spotkaem w yciu. Niech 
pani nie obraa ten superlatyw zastosowany do osoby obcej i niech pani raczy 
mi wierzy, e pani Stawska jest kobiet, ktra nawet moje... moje starania 
zostawiaa bez odpowiedzi. A poniewa, pani baronowo, ja mam honor zna 
przecitne kobiety, wic... moje wiadectwo co znaczy... 
- W rezultacie czego chcesz, mj mu? - zapytaa pani baronowa ju pewnym 
gosem. 
- Chc... broni nazwiska, ktre oboje nosimy. Chc... nakaza w tym domu 
szacunek dla baronowej Krzeszowskiej. Chc zakoczy procesy i da pani 
opiek... Dla dopicia tego celu zmuszony jestem prosi pani o gocinno. 
Gdy za ureguluj stosunki... 
- Opucisz mnie? 
-Zapewne. 
- A twoje dugi? 
Baron powsta z krzesa. 
- Moje dugi niech pani nie interesuj - odpar tonem gbokiego przekonania. Jeeli 
pan Wokulski, zwyczajny szlachcic, mg w cigu paru lat zrobi miliony, 
czowiek z moim nazwiskiem potrafi spaci czterdzieci tysicy dugw. I ja 
poka, e umiem pracowa... 
- Jeste chory, mj mu - odpara baronowa. - Przecie wiesz, e pochodz z 
rodziny, ktra zrobia swj majtek, i dlatego mwi ci, e ty nie potrafisz 
zapracowa nawet na wasne utrzymanie... Ach, nawet na wykarmienie 
najuboszego czowieka!... 
-Zatem pani odrzucasz moj opiek, ktr ofiaruj jej pod wpywem prb 
ksicia i dbaoci o honor nazwiska? 
- Ale owszem!... Zacznije si nareszcie mn opiekowa, bo dotychczas... 
- Co do mnie - przerwa baron z nowym ukonem - bd si stara zapomnie o 
przeszoci... 
- Zapomniae o niej dawno... Nie bye nawet na grobie naszej crki... 
W taki sposb baron zainstalowa si w mieszkaniu swojej ony. Przerwa 
procesy z lokatorami, byemu adwokatowi baronowej owiadczy, e kae mu 
da baty, jeeli kiedykolwiek wyrazi si bez szacunku o swojej klientce, do pani 
Stawskiej napisa list z przeprosinami i posa jej (a pod Czstochow) 
ogromny bukiet. Nareszcie przyj kucharza i wraz ze swoj maonk zoy 
wizyty rozmaitym osobom z towarzystwa, powiedziawszy pierwej 
Maruszewiczowi, ktry ogosi to po miecie, e jeeli ktra z dam nie odda im 
rewizyty, wwczas baron od jej ma zada satysfakcji. 
W salonach zgorszono si dzikimi pretensjami barona; rewizyty jednak zoyli 
pastwu Krzeszowskim wszyscy i prawie wszyscy zawarli z nimi blisze 
stosunki. 
W zamian pani baronowa, co z jej strony byo dowodem nadzwyczajnej 
delikatnoci, nic nikomu nie mwic spacaa dugi ma. Niektrym z 
wierzycieli robia impertynencje, wobec innych pakaa, prawie wszystkim 
odtrcaa jakie sumy na rachunek lichwiarskich procentw, irytowaa si, ale pacia. 
Ju w osobnej szufladzie jej biurka leao kilka funtw mowskich weksli, 
kiedy zdarzy si nastpny wypadek. 
Sklep Wokulskiego w lipcu mia obj w posiadanie Henryk Szlangbaum; a 
poniewa nowy nabywca nie yczy sobie przejmowa ani dugw, ani 
wierzytelnoci dawnej firmy, wic pan Rzecki na gwat regulowa rachunki. 
Midzy innymi posa notatk na parset rubli baronowi Krzeszowskiemu, z 
prob o rych odpowied. 
Notatka, jak wszystkie tego rodzaju dokumenta, dostaa si w rce baronowej, 
ktra zamiast zapaci, odpisaa Rzeckiemu list impertynencki, gdzie nie brako 
wzmianki o szachrajstwie, o nieuczciwym kupnie klaczy, i tak dalej. 
Akurat we dwadziecia cztery godzin po wysaniu tego listu w lokalu pastwa 
Krzeszowskich zjawi si Rzecki owiadczajc, e chce si widzie z baronem. 
Baron przyj go bardzo yczliwie, cho nie ukrywa zdziwienia spostrzegszy, 
e byy sekundant jego przeciwnika jest mocno rozdraniony. 
- Przychodz do pana z pretensj - zacz stary subiekt. - Onegdaj omieliem si 
przysa panu rachunek... 
- Ach, tak... jestem co winien panom... Ile to wynosi? 
- Dwiecie trzydzieci sze rubli kopiejek trzynacie... 
- Jutro postaram si zaspokoi panw... 
- To nie wszystko - przerwa mu Rzecki. - Wczoraj bowiem od szanownej 
maonki paskiej otrzymaem ten oto list... 
Baron przeczyta podany mu papier, zamyli si i odpar: 
- Przykro mi bardzo, e baronowa uya tak nieparlamentarnych wyrazw, ale... 
co do tej klaczy - to ma racj... Pan Wokulski (czego mu zreszt nie mam za ze) 
da mi istotnie za klacz szeset, a wzi kwit na osiemset rubli. 
Rzecki pozielenia z gniewu. 
- Panie baronie, bolej nad tym wypadkiem, ale... jeden z nas dwu jest ofiar 
mistyfikacji... grubej mistyfikacji, panie!... A oto dowd... 
Wydoby z kieszeni dwa arkusze i jeden z nich poda Krzeszowskiemu. Baron 
rzuci okiem i zawoa: 
- Wic to ten otr Maruszewicz?... Ale honorem rcz, e odda mi tylko 
szeset rubli i jeszcze duo mwi o interesownoci pana Wokulskiego... 
- A to?... - spyta Rzecki podajc drugi papier. 
Baron obejrza dokument z gry na d i z dou do gry. Usta mu poblady. 
- Teraz wszystko rozumiem - rzek. - Ten kwit jest sfaszowany, a sfaszowany 
przez Maruszewicza. Ja nie poyczaem pienidzy od pana Wokulskiego!... 
- Niemniej jednak pani baronowa nazwaa nas szachrajami... 
Baron podnis si z fotelu. 
- Wybacz pan - rzek. - W imieniu mojej ony uroczycie przepraszam i 
niezalenie od satysfakcji, jak gotw jestem da panom, zrobi, co potrzeba, 
aeby naprawi krzywd wyrzdzon panu Wokulskiemu... Tak, panie. Zo 
wizyty wszystkim moim przyjacioom i owiadcz im, e pan Wokulski jest 
dentelmenem, e zapaci za klacz osiemset rubli i e obaj stalimy si ofiarami 
intryg tego otra Maruszewicza: Krzeszowscy, panie... panie... 
-Rzecki. 
- Szanowny panie Rzecki, Krzeszowscy nigdy i nikogo nie oczerniali. Mogli 
bdzi, ale w dobrej wierze, panie... 
-Rzecki. 
- Szanowny panie Rzecki. 
Na tym zakoczya si rozmowa; stary subiekt bowiem pomimo nalega barona 
nie chcia ani sucha usprawiedliwie, ani nawet widzie si z pani baronow. 
Baron odprowadziwszy Rzeckiego do drzwi, nie mogc wytrzyma, odezwa si 
do Leona: 
- Ci kupcy to jednak honorowi ludzie. 
- Maj gotwk, janie panie, maj kredyt - odpar Leon. 
- Gupcze jaki!... wic my ju nie mamy honoru dlatego, e nie mamy 
kredytu?... 
- Mamy, janie panie, ale na inszy sposb. 
- Spodziewam si, e nie na kupiecki sposb!... - odpar dumnie baron. 
I kaza sobie poda garnitur wizytowy. 
Prosto od barona Rzecki uda si do Wokulskiego i treciwie opowiedzia mu o 
naduyciach Maruszewicza, o skrusze barona, a nareszcie odda sfaszowane 
dokumenta radzc wytoczenie procesu. 
Wokulski sucha go powanie, nawet kiwa gow, ale patrzy nie wiadomo 
gdzie i myla nie wiadomo o czym. 
Stary subiekt zmiarkowawszy, e nie ma tu co robi duej, poegna swego 
Stacha i rzek na odchodne: 
- Widz, e jeste diabelnie zajty, wic najlepiej zrobisz, jeeli od razu oddasz 
spraw adwokatowi. 
- Dobrze... dobrze... - odpar Wokulski nie zdajc sobie sprawy z tego, co mwi 
pan Ignacy. Wanie w tej chwili myla o ruinach zasawskiego zamku, wrd 
ktrych pierwszy raz zobaczy zy w oczach panny Izabeli. 
Jaka ona szlachetna!... Jaka delikatno uczu!... Jeszcze nieprdko poznam 
wszystkie skarby tej piknej duszy... 
Po dwa razy dziennie bywa u pana ckiego, a jeeli nie u niego, to 
przynajmniej w tych towarzystwach, gdzie mg spotka si z pann Izbel, 
patrze na ni i zamieni cho par wyrazw. To mu na dzi wystarczao, a o 
przyszoci nie mia myle. 
Zdaje mi si, e umr u jej ng... - mwi sobie. - No i co z tego?... Umr 
patrzc na ni i moe przez ca wieczno bd j widzia. Kt wie, czy ycie 
przysze nie zamyka si w ostatnim uczuciu czowieka?... 
I powtarza za Mickiewiczem: 
A po dniach wielu czy po latach wielu, kiedy mi ka mogi porzuci, 
wspomnisz o twoim sennym przyjacielu i spyniesz z nieba, aby go ocuci... 
Znowu mnie zoysz na twym onie biaym... znowu mnie rami kochane 
otoczy... Zbudz si - mylc, e chwilk drzemaem, caujc lica, patrzc w 
twoje oczy... 
W kilka dni wpad do niego baron Krzeszowski. 
- Byem ju u pana dwa razy! - zawoa majstrujc okoo binokli, ktre, zdaje 
si, stanowiy jedyny kopot jego ycia. 
-Pan? spyta Wokulski. I nagle przypomnia sobie opowiadanie Rzeckiego i to, 
e na swym stole znalaz wczoraj dwa bilety barona. 
-Domyla si pan, z czym przychodz? -mwi baron. -Panie Wokulski, czy 
mam przeprosi pana za mimowoln krzywd?... 
- Ani sowa wicej, baronie!... - przerwa Wokulski ciskajc go. - Drobna to 
sprawa. Zreszt gdybym nawet utargowa na paskiej klaczy dwiecie rubli, czy 
potrzebowabym si z tym kry?... 
- To prawda!... - odpar baron uderzajc si w czoo. - e te mi wczeniej nie 
przysza podobna myl... A propos zarobku, czy nie wskazaby mi pan sposobu 
szybkiego zbogacenia si? Potrzebuj na gwat stu tysicy rubli w cigu roku... 
Wokulski umiechn si. 
- miejesz si pan, mj kuzynie (bo sdz, e ju mog pana tak nazywa?). 
miejesz si, a przecie sam na uczciwej drodze zdobye miliony w cigu dwu 
lat?... 
- Niecaych - doda Wokulski. - Ale to majtek nie wypracowany, tylko 
wygrany. Wygraem, kilkanacie razy z rzdu dublujc stawk jak szuler, a caa 
moja zasuga polega na tym, e graem nie faszowanymi kartami. 
-Wic znowu szczcie! -krzykn baron obrywajc binokle. -A ja, mj 
kuzynie, ani za grosz nie mam szczcia. P majtku przegraem, drug poow 
zjady kobietki i - cho w eb sobie strzel!... 
Nie, ja stanowczo nie mam szczcia!... Oto i teraz. Mylaem, e osio 
Maruszewicz zbaamuci baronow... Dopiero miabym spokj w domu!... Jaka 
byaby ona pobaliwa na moje drobne grzechy... Ale i c?... Baronowa ani 
myli mi si sprzeniewierzy, a tego bazna czekaj roty aresztanckie... Prosz 
ci, wsad go tam koniecznie, bo jego otrostwa nawet mnie ju zaczynaj 
nudzi. 
A wic - zakoczy - midzy nami zgoda. Dodam tylko, e odwiedziem 
wszystkich znajomych, do ktrych mogy doj moje nieostrone sowa o 
klaczy, i najskrupulatniej rzecz wyjaniem... Maruszewicz niech idzie du 
wizienia; tam dla niego najwaciwsze miejsce, a ja na jego nieobecnoci 
zyskam par tysicy rubli rocznie... Byem take u pana Tomasza i u panny 
Izabeli i rwnie wytomaczyem nasze nieporozumienie... Strach, jak ten otr 
umia ze mnie wyciska pienidze! Cho ju od roku nic nie mam, on jednak 
zawsze ode mnie poycza. Genialny hultaj!... Czuj, e jeeli nie przeflancuj 
go do cikich robt, nie bd umia uwolni si od niego. Do widzenia, 
kuzynie. 
Nie upyno dziesi minut po wyjciu barona, kiedy sucy zameldowa 
Wokulskiemu jakiego pana, ktry koniecznie chce si widzie, ale nie mwi 
swojego nazwiska. 
Czyby Maruszewicz?... - pomyla Wokulski. 
Istotnie, wszed Maruszewicz, blady, z paajcymi oczyma. 
- Panie! - rzek ponurym gosem, zamykajc drzwi gabinetu. - Widzisz przed 
sob czowieka, ktry postanowi... 
-Ce pan postanowi? 
- Postanowiem zakoczy ycie... Cika to chwila, ale trudno. Honor... 
Odpocz i mwi dalej wzburzony: 
- Mgbym wprawdzie pierwej zabi pana, ktry jeste przyczyn moich 
nieszcz... 
-O, nie rb pan ceremonii - rzek Wokulski. 
-Pan artuje, a ja doprawdy mam bro przy sobie i jestem gotw... 
- Sprobuj no pan swojej gotowoci. 
- Panie! tak nie przemawia si do czowieka stojcego nad grobem. Jeelim 
przyszed, to tylko, aeby da panu dowd, e pomimo bdw mam serce 
szlachetne. 
-I dlaczeg to stajesz pan nad grobem? -spyta Wokulski. 
-Aeby ocali honor, ktry chcesz mi pan wydrze 
- O!... zachowaje pan ten drogi skarb - odpar Wokulski i wydoby z biurka 
fatalne dokumenta. - Czy o te papiery panu chodzi? 
- Pan pytasz?... pan naigrawasz si z mojej rozpaczy! 
- Uwaa pan, panie Maruszewicz - mwi Wokulski przegldajc papiery mgbym 
panu w tej chwili wypowiedzie kilka moraw albo nawet przez 
pewien czas zostawi pana w niepewnoci. Ale e obaj jestemy ju penoletni, 
wic... 
Rozdar papiery i kawaki ich odda Maruszewiczowi. 
- Wic niech pan zachowa sobie to na pamitk. 
Maruszewicz uklk przed nim. 
- Panie! - zawoa - darowae mi ycie... Wdziczno moja... 
-.Nie bd pan mieszny - przerwa mu Wokulski. - O ycie paskie byem 
zupenie spokojny, tak jak jestem pewny, e kiedy dostaniesz si do wizienia. 
Caa rzecz, e ja nie chc panu uatwia tej podry. 
-O, pan jeste nielitociwy! - odpar Maruszewicz, machinalnie otrzepujc 
spodnie. - Jedno yczliwsze sowo, jeden cieplejszy ucisk rki moe 
wprowadziby mnie na nowe tory. Ale pan nie moesz si na to zdoby... 
- No, egnam pana, panie Maruszewicz. Niech tylko panu nie przyjdzie koncept 
podpisa kiedy mego nazwiska, bo wwczas... Rozumie pan? 
Maruszewicz wyszed obraony. 
To dla ciebie, dla ciebie, ty ukochana, uby dzi jeden wizie. Straszna to 
rzecz uwizi kogo, nawet zodzieja i oszczerc - pomyla Wokulski. 
Przez chwil jeszcze toczya si w nim walka. Raz - wyrzuca sobie, e mogc 
uwolni wiat od hultaja nie zrobi tego, to znowu myla, co dziaoby si z nim, 
gdyby tak jego samego uwiziono, oderwano od panny Izabeli na cae miesice, 
moe na lata. 
C to za okropno ju nigdy jej nie zobaczy... Kto zreszt wie, czy 
miosierdzie nie jest najlepsz sprawiedliwoci?... Jaki ja si robi 
sentymentalny!... 
ROZDZIA SZESNASTY: 
TEMPUS FUGIT, AETERNITAS MANET 
Jakkolwiek sprawa z Maruszewiczem zaatwia si we cztery oczy, jednak wie 
o niej rozesza si... Wokulski powiedzia o tym Rzeckiemu i kaza wykreli z 
ksigi rzekomy dug barona. Maruszewicz za opowiedzia baronowi dodajc, 
e baron ju nie powinien gniewa si na niego, poniewa dug zosta umorzony 
a on, Maruszewicz, ma zamiar poprawi si. 
- Czuj - mwi wzdychajc - e bybym inny, gdybym mia cho ze trzy tysice 
rubli rocznie... Nikczemny wiat, na ktrym tacy jak ja ludzie musz si 
marnowa!... 
- No, daj spokj, Maruszewicz - uspakaja go baron. - Kocham ci, ale przecie 
wszyscy wiedz, e jeste hultaj. 
- Zagldae, baron, w moje serce?... wiesz, jakie tam uczucia?... O, gdyby 
istnia jaki trybuna, ktry umie czyta w duszy czowieka, zobaczylibymy, 
kto z nas lepszy: ja czy ci, co mnie sdz i potpiaj!..: 
W rezultacie tak Rzecki, jak baron, jak ksi i paru hrabiw, ktrzy dowiedzieli 
si o nowym figlu Maruszewicza, wszyscy przyznawali, e Wokulski postpi 
szlachetnie, ale nie po msku. 
- To bardzo pikny czyn - mwi ksi - ale... nie w stylu Wokulskiego. On mi 
wyglda na jednego z tych ludzi, ktrzy w spoeczestwie stanowi si 
tworzc rzeczy dobre, a karcc otrw. Tak jak postpi Wokulski z 
Maruszewiczem, mgby zrobi kady ksidz... Obawiam si, e ten czowiek 
traci energi. 
W rzeczywistoci Wokulski nie straci energii, ale zmieni si pod wieloma 
wzgldami. Sklepem na przykad nie zajmowa si, nawet czu do niego wstrt, 
poniewa tytu kupca galanteryjnego szkodzi mu w oczach panny Izabeli. 
Natomiast zacz gorcej zajmowa si spk do handlu z cesarstwem, 
poniewa ona przynosia ogromne dochody, a tym samym zwikszaa majtek, 
ktry chcia ofiarowa pannie Izabeli. 
Prawie od chwili kiedy owiadczy si i zosta przyjty, opanowaa go dziwna 
rzewno i wspczucie. Zdawao mu si, e nie tylko nie umiaby nikomu 
zrobi przykroci, ale nawet sam nie umiaby si broni przeciw krzywdom, 
byle te nie dotykay panny Izabeli. 
Natomiast czu niepokonan potrzeb robienia dobrze innym. Oprcz zapisu dla 
Rzeckiego, przeznaczy Lisieckiemu i Klejnowi, swoim byym subiektom, po 
cztery tysice rubli, tytuem wynagrodzenia szkd, jakie wyrzdzi im 
sprzedajc sklep Szlangbaumowi. Przeznaczy rwnie okoo dwunastu tysicy 
rubli na gratyfikacje dla inkasentw, wonych, parobkw i furmanw. 
Wgiekowi nie tylko sprawi huczne wesele, ale jeszcze do sumy obiecanej 
modemu maestwu dooy kilkaset rubli. Poniewa w tym czasie furmanowi 
Wysockiemu urodzia si crka, wic trzyma j do chrztu; gdy za sprytny 
ojciec da dziecku imi Izabeli, Wokulski zoy dla niej piset rubli na posag. 
Imi to byo mu bardzo drogie. Nieraz, gdy siedzia samotny, bra papier i 
owek i bez koca pisa: Izabela... Iza... Bela... a potem pali, aeby nazwisko 
ukochanej nie wpado w obce rce. Mia zamiar kupi pod Warszaw may 
folwark, zbudowa will i nazwa j Izabelinem. Przypomnia sobie, e w czasie 
jego wdrwek po grach uralskich pewien uczony, ktry znalaz nowy minera, 
radzi si: jak by go nazwa? I wyrzuca sobie, e nie znajc wwczas panny 
Izabeli, nie wpad jednake na pomys nazwania go izabelitem. Nareszcie 
przeczytawszy w gazetach o znalezieniu nowej planetoidy, ktrej znalazca 
rwnie kopota si o danie jej nazwiska, chcia przeznaczy du nagrod 
temu z astronomw, ktry odkryje nowe ciao niebieskie i nazwie je :Izabel. 
Odurzajce przywizanie do jednej kobiety nie wykluczao jednak myli o 
drugiej. Niekiedy przypomina sobie pani Stawsk, o ktrej wiedzia, e 
wszystko gotowa bya dla niego powici, i czu jakby wyrzuty sumienia. 
No, co ja zrobi?... - mwi. - Com winien, e t kocham, a tamt... Gdyby 
ona zapomniaa o mnie i bya szczliw. 
Na wszelki sposb postanowi zabezpieczy jej przyszo i stanowczo 
dowiedzie si o jej mu. 
Niech przynajmniej nie potrzebuje troszczy si o jutro... Niechaj ma posag dla 
dziecka... 
Co kilka dni widywa pann Izabel w licznych towarzystwach, otoczon 
modszymi i starszymi ludmi. Ale ju nie raziy go ani umizgi mczyzn, ani 
jej spojrzenia i umiechy. 
Tak ma natur - myla - nie umie ani mia si, ani patrze inaczej. Jest jak 
kwiat albo jak soce, ktre mimo woli uszczliwia wszystkich, dla wszystkich 
jest pikne. 
Pewnego dnia otrzyma telegram z Zasawia wzywajcy go na pogrzeb 
prezesowej. 
Zmara?... - szepn. - Jaka szkoda tej zacnej kobiety!... Dlaczego ja nie byem 
przed jej mierci?..  
Zmartwi si, posmutnia, ale -nie pojecha na pogrzeb staruszki, ktra daa mu 
tyle dowodw yczliwoci. Nie mia odwagi rozsta si z pann Izabel nawet 
na kilka dni... 
Ju zrozumia, e nie naley do siebie, e wszystkie jego myli, uczucia i 
pragnienia, wszystkie zamiary i nadzieje przykute s do tej jednej kobiety. 
Gdyby ona umara, nie potrzebowaby si zabija; jego dusza sama odleciaaby 
za ni jak ptak, ktry tylko chwil odpoczywa na gazi. Zreszt nawet nie 
mwi z ni o mioci, jak nie mwi si o ciarze ciaa albo o powietrzu, ktre 
czowieka napenia i ze wszystkich stron otacza. Jeeli w cigu dnia wypado 
mu pomyle o czym innym ni o niej, wstrzsa si ze zdumienia jak czowiek, 
ktry cudem znalazby si w nie znanej sobie okolicy. 
Nie bya to mio, ale ekstaza. 
Pewnego dnia, ju w maju, wezwa go pan cki. 
- Wyobra sobie - rzek do Wokulskiego - musimy jecha do Krakowa. 
Hortensja jest chora, chce widzie Bel (zdaje si, e chodzi o zapis), no, a 
zapewne rada by pozna ciebie... Moesz jecha z nami?... 
-Kadej chwili - odpar Wokulski. -Kiedy to? 
- Powinni bymy jecha dzi, ale zapewne zejdzie do jutra. 
Wokulski obieca by gotowym na jutro. Kiedy poegna pana Tomasza i 
wstpi do panny Izabeli, dowiedzia si od niej, e jest w Warszawie Starski... 
- Biedny chopak! - mwia miejc si. - Dosta po prezesowej tylko dwa 
tysice rubli rocznie i dziesi tysicy ciep rk, Radz mu, aeby oeni si 
bogato, ale on woli jecha do Wiednia, a stamtd zapewne do Monte Carlo... 
Mwiam, aeby jecha z nami. Bdzie weselej, nieprawda?... 
-Zapewne - odpar Wokulski - tym bardziej e wemiemy osobny wagon. 
- Wic do jutra! 
Wokulski zaatwi najpilniejsze interesa, na kolei zamwi wagon salonowy do 
Krakowa, a okoo smej wieczr, wyekspediowawszy swoje rzeczy, by u 
pastwa ckich. Wypili herbat we troje i przed dziesit udali si na kolej. 
- Gdzie pan Starski? - zapyta Wokulski. 
- Czy ja wiem? - odpowiedziaa panna Izabela. - Moe wcale nie pojedzie... to 
taki lekkoduch!... 
Ju siedzieli w wagonie, ale Starskiego jeszcze nie byo. Panna Izabela 
przygryzaa usta, co chwil wygldajc oknem. Nareszcie po drugim dzwonku 
Starski ukaza si na peronie. 
- Tutaj, tutaj!... - zawoaa panna Izabela. Ale poniewa mody czowiek nie 
dosysza jej, wic wybieg Wokulski i wprowadzi go do saloniku. 
- Mylaam, e ju pan nie przyjdzie - rzeka panna Izabela. 
- Niewiele do tego brakowao - odpar Starski witajc si z panem Tomaszem. Byem 
u Krzeszowskiego i niech sobie kuzynka wyobrazi, od drugiej po 
poudniu do dziewitej gralimy... 
- I naturalnie przegra pan?... 
- Rozumie si... Szczcie ucieka od takich jak ja... - doda spogldajc na ni. 
Panna Izabela lekko si zarumienia. 
Pocig ruszy. Starski usiad po lewej stronie panny Izabeli i zacz z ni 
rozmawia w poowie po polsku, w poowie po angielsku, coraz czciej 
wpadajc w angielszczyzn. Wokulski siedzia na prawo od panny Izabeli, nie 
chcc jednak przeszkadza w rozmowie wsta stamtd i usiad za panem 
Tomaszem. 
Pan cki, troch niezdrw, odzia si w hawelok, w pled i jeszcze pooy 
kodr na nogach. Kaza pozamyka wszystkie okna w wagonie i przymi 
latarnie, ktre go raziy. Obiecywa sobie, e zanie, nawet czu, e go sen 
morzy; tymczasem wda si w rozmow z Wokulskim i szeroko zacz mu 
opowiada o siostrze Hortensji, ktra za modu bya do niego bardzo 
przywizana, o dworze Napoleona III, ktry z nim kilka razy rozmawia, o 
uprzejmoci i miostkach Wiktora Emanuela i o mnstwie innych rzeczy. 
Wokulski sucha go uwanie do Pruszkowa. Za Pruszkowem zmczony i 
jednostajny gos pana Tomasza zacz go mczy. Za to coraz wyraniej 
wpadaa mu w ucho rozmowa panny Izabeli ze Starskim, prowadzona po 
angielsku. Usysza nawet kilka zda, ktre go zainteresoway, i zada sobie 
pytanie: czy nie naleaoby ostrzec ich, e on rozumie po angielsku? 
Ju chcia powsta z siedzenia, kiedy wypadkiem spojrza w przeciwleg szyb 
wagonu i zobaczy w niej jak w lustrze sabe odbicie panny Izabeli i Starskiego. 
Siedzieli bardzo blisko siebie, oboje zarumienieni, cho rozmawiali tonem tak 
lekkim, jakby chodzio o rzeczy obojtne. 
Wokulski jednake spostrzeg, e obojtny ton nie odpowiada treci rozmowy; 
czu nawet, e tym swobodnym tonem chc kogo w bd wprowadzi. I w tej 
chwili; pierwszy raz od czasu jak zna pann Izabel, przeleciay mu przez myl 
straszne wyrazy: fasz!... fasz!... 
Przycisn si do awki wagonu, patrzy w szyb i - sucha. Zdawao mu si, e 
kade sowo Starskiego i panny Izabeli pada mu na twarz, na gow, na piersi 
jak krople oowianego deszczu... 
Ju nie myla ich ostrzega, e rozumie, co mwi, tylko sucha i sucha... 
Wanie pocig wyjecha z Radziwiowa, a pierwszy frazes, ktry zwrci 
uwag Wokulskiego, by ten: 
- Wszystko moesz mu zarzuci - mwia panna Izabela po angielsku. - Nie jest 
mody ani dystyngowany; jest zanadto sentymentalny i czasami nudny, ale 
chciwy?... Ju dosy, kiedy nawet papo nazywa go zbyt hojnym... 
- A sprawa z panem K?... - wtrci Starski. 
- O klacz wycigow?... - Jak to zaraz zna, e wracasz z prowincji. Niedawno 
by u nas baron i powiedzia, e jeeli kiedy, to w tej sprawie pan, o ktrym 
mwimy, postpi jak dentelmen. 
-aden dentelmen nie uwolniby faszerza, gdyby nie mia z nim jakich 
zakulisowych interesw - odpar z umiechem Starski. 
- A baron ile razy uwalnia go? - spytaa panna Izabela. 
- I akurat baron ma rozmaite grzeszki, o ktrych wie pan M. le bronisz swoich 
protegowanych, kuzynko -mwi drwicym tonem Starski. 
Wokulski przycisn si do awki wagonu, aeby nie zerwa si i nie uderzy 
Starskiego. Ale pohamowa si. Kady ma prawo sdzi innych - myla. Zreszt 
zobaczymy, co bdzie dalej!... 
Przez kilka chwil sysza tylko turkot k i zauway, e wagon si chwieje. 
Nigdy nie czuem takiego chwiania si wagonu - rzek do siebie. 
- I ten medalion - drwi Starski - jest caym prezentem przedlubnym?... Niezbyt 
hojny narzeczony: kocha jak trubadur, ale... 
- Zapewniam ci - przerwaa panna Izabela - e oddaby mi cay majtek... 
- Bierze go, kuzynko, i mnie poycz ze sto tysicy... A c, znalaza si ta 
cudowna blaszka?... 
-Wanie e nie, i jestem bardzo zmartwiona. Boe, gdyby on si kiedy 
dowiedzia... 
- Czy o tym, e zgubilimy jego blaszk, czy e szukalimy medalionu? szepn 
Starski przytulajc si do jej ramienia. 
Wokulskiemu mg zaszy oczy. 
Trac przytomno?... - pomyla chwytajc za pas przy oknie. Zdawao mu 
si, e wagon zaczyna skaka i lada moment nastpi wykolejenie. 
- Wiesz, e jeste zuchway!... - mwia przyciszonym gosem panna Izabela. 
-To wanie stanowi moj si -- odpar Starski. 
- Zlituj si... Ale on moe spojrze!... Znienawidz ci... 
- Bdziesz szale za mn, bo nikt nie zdobyby si na to... Kobiety lubi 
demonw... 
Panna Izabela przysuna si do ojca. Wokulski patrzy w przeciwleg szyb i 
sucha. 
- Owiadczam ci - mwia zirytowana - e nie wejdziesz za prg naszego 
domu... A gdyby omieli si... powiem mu wszystko... 
Starski rozemia si. 
- Nie wejd, kuzynko, dopki sama mnie nie wezwiesz; jestem za pewny, e 
nastpi to bardzo prdko. W tydzie znudzi ci ten ubstwiajcy m i 
zapragniesz weselszego towarzystwa. Przypomnisz sobie obuza kuzynka, ktry 
ani przez jedn chwil w yciu nie by powanym, zawsze dowcipnym, a 
niekiedy bezczelnie miaym... I poaujesz tego, ktry zawsze gotw do 
uwielbiania ci, nigdy nie by zazdrosnym, umia ustpowa innym, szanowa 
twoje kaprysy... 
- Wynagradzajc sobie na innych drogach - wtrcia panna Izabela. 
- Wanie!... Gdybym tak nie robi, nie miaaby mi czego przebacza i 
mogaby lka si wymwek z mojej strony... 
Nie zmieniajc pozycji obj j praw rk, a lew ciska jej rczk, ukryt pod 
paszczykiem. 
-Tak, kuzynko - mwi. -Takiej jak ty kobiecie nie wystarczy powszedni chleb 
szacunku ani pierniczki uwielbie... Tobie niekiedy potrzeba szampana, ciebie 
musi kto odurzy choby cynizmem. 
- Cynikiem by atwo... 
- Ale nie kady omieli si by nim. Zapytaj tego pana, czy on wpadby kiedy na 
myl, e jego miosne modlitwy s mniej warte od moich blunierstw?.. 
Wokulski ju nie sysza dalszej rozmowy; uwag jego pochon inny fakt: 
zmiana, ktra szybko pocza odbywa si w nim samym. Gdyby wczoraj 
powiedziano mu, e bdzie niemym wiadkiem podobnej rozmowy, nie 
uwierzyby; mylaby, e kady wyraz zabije go albo przyprawi o szalestwo. 
Kiedy si to jednak stao, musia przyzna, e od zdrady, rozczarowania i 
upokorze jest co gorszego. 
Ale co?... Oto - jazda kolej, Jak ten wagon dry... jak on pdzi!... 
Drenie pocigu udziela si jego nogom, pucom, sercu, mzgowi; w nim 
samym wszystko dry, kada kosteczka, kade wkno nerwowe... 
A ten pd przez pole nie ograniczone niczym, pod ogromnym sklepieniem 
nieba!... I on musi jecha, nie wiadomo jak jeszcze daleko... moe z pi, moe 
z dziesi minut!... 
Co tam Starski albo i panna Izabela... Jedno warte drugiego!... Ale ta kolej, ach, 
ta kolej... to drenie... 
Zdawao mu si, e si rozpacze, e zacznie krzycze, e wybije okno i 
wyskoczy z wagonu... Gorzej. Zdawao mu si, e bdzie baga Starskiego, aby 
go ratowa... Przed czym?... Bya chwila, e chcia schowa si pod awk, 
prosi obecnych, aeby na nim usiedli, i tak dojecha do stacji... 
Zamkn oczy, zaci zby, schwyci si rkoma za frdzle obicia; pot wystpi 
mu na czoo i spywa po twarzy, a pocig dra i pdzi... Nareszcie rozleg si 
wist jeden... drugi i pocig zatrzyma si na stacji. 
Jestem ocalony - pomyla Wokulski. 
Jednoczenie obudzi si pan cki. 
- Co to za stacja? - spyta Wokulskiego. 
- Skierniewice - odpowiedziaa panna Izabela. 
Konduktor otworzy drzwi. Wokulski zerwa si z siedzenia. Potrci pana 
Tomasza, zatoczy si na przeciwn awk, potkn si na stopniu i wbieg do 
bufetu. 
- Wdki!... - zawoa. 
Zdziwiona bufetowa podaa mu kieliszek. Podnis go do ust, ale uczu 
ciskanie w gardle i nudnoci i postawi kieliszek nietknity. 
W wagonie Starski rozmawia z pann Izabel. 
-No, ju daruj, kuzynko - rzek - ale z takim popiechem nie wychodzi si z 
wagonu przy damach. 
- Moe chory? - odpowiedziaa panna Izabela czujc jaki niepokj. 
- W kadym razie jest to choroba nie tyle niebezpieczna, ile nie cierpica 
zwoki... Czy kaesz sobie co poda, kuzynko? 
- Niech mi dadz wody sodowej. 
Starski poszed do bufetu; panna Izabela wygldaa oknem. Jej nieokrelony 
niepokj wzrasta. 
W tym co jest... - mylaa. - Jak on dziwnie wyglda... 
Wokulski z bufetu poszed na koniec peronu. Kilka razy odetchn gboko, 
napi si wody z beczki, przy ktrej staa jaka uboga kobieta i paru ydkw. 
Powoli oprzytomnia, a spostrzegszy nadkonduktora rzek : 
- Kochany panie, we do rk jaki papier... 
- Co to panu?... 
-Nic. We pan z biura jaki papier i przed naszym wagonem powiedz, e jest 
telegram do Wokulskiego. 
- Do pana?... 
- Tak... 
Nadkonduktor mocno si zdziwi, ale poszed do telegrafu. W par minut 
wyszed z biura i zbliywszy si do wagonu, w ktrym siedzia pan cki z 
crk, zawoa: 
-Telegram do pana Wokulskiego!... 
- Co to znaczy?... poka pan... - odezwa si zaniepokojony pan Tomasz. 
Ale w tej chwili obok nadkonduktora stan Wokulski, odebra papier, spokojnie 
otworzy go i cho w tym miejscu byo zupenie ciemno, uda, e czyta. 
- Co to za telegram?... - zapyta go pan Tomasz. 
- Z Warszawy - odpar Wokulski. - Musz wraca. 
- Wraca pan?... - zawoaa panna Izabela. - Czy jakie nieszczcie?... 
- Nie, pani. Mj wsplnik wzywa mnie. 
- Zysk czy strata?... - szepn pan Tomasz wychylajc si przez okno. 
-Ogromny zysk -odpar tym samym tonem Wokulski. 
- A... to jed..: - poradzi mu pan Tomasz. 
- Ale po c ma pan tu zostawa? - zawoaa panna Izabela.- Musi pan czeka na 
pocig, a w takim razie lepiej niech pan jedzie z nami naprzeciw niego. 
Bdziemy jeszcze par godzin razem... 
-Bela wybornie radzi - wtrci pan Tomasz. 
- Nie, panie - odpowiedzia Wokulski. - Wol std pojecha na lokomotywie 
anieli traci par godzin. 
Panna Izabela przypatrywaa mu si szeroko otwartymi oczyma. W tej chwili 
spostrzega w nim co zupenie nowego i - zainteresowa j. 
Jaka to bogata natura! - pomylaa. 
W cigu paru minut Wokulski bez powodu spotnia w jej oczach, a Starski 
wyda si maym i zabawnym. 
Ale dlaczego on zostaje?... Skd si tu wzi telegram?..  - mwia w sobie i 
po nieokrelonym niepokoju ogarna j trwoga. 
Wokulski znowu zwrci si ku bufetowi, aby znale posugacza, ktry 
wyjby mu rzeczy, i zetkn si ze Starskim. 
- Co panu jest?... - zawoa Starski wpatrujc si w niego przy wietle 
padajcym z sali. 
Wokulski wzi go pod rami i pocign za sob wzdu peronu. 
- Niech pana to nie gniewa, panie Starski, co powiem - rzek guchym gosem. Pan 
myli si co do siebie... W panu jest tyle demona, ile trucizny w zapace... I 
wcale pan nie posiada szampaskich wasnoci... Pan ma raczej wasnoci 
starego sera, co to podnieca chore odki, ale prosty smak moe pobudzi do 
wymiotw... Przepraszam pana... 
Starski sucha oszoomiony. Nic nie rozumia, a jednak zdawao mu si, e co 
rozumie. zacz przypuszcza, e ma przed sob wariata. 
Odezwa si drugi dzwonek, podrni tumem wybiegli z bufetu do wagonw. 
- I jeszcze dam panu rad, panie Starski. Przy korzystaniu ze wzgldw pci 
piknej lepsz jest tradycyjna ostrono anieli wicej lub mniej demoniczna 
miao. Paska miao demaskuje kobiety. A e kobiety nie lubi by 
demaskowane, wic moesz pan straci u nich kredyt, co byoby nieszczciem i 
dla pana, i dla paskich pupilek. 
Starski wci nie rozumia, o co chodzi. 
- Jeeli pana czym obraziem - rzek - gotw jestem da satysfakcj... 
Zadzwoniono po raz trzeci. 
- Panowie, prosz siada!... - woali konduktorzy. 
-Nie, panie -mwi Wokulski zwracajc si z nim do wagonu pastwa ckich. 
- Gdybym czu potrzeb satysfakcji od pana, ju by nie y, bez dodatkowych 
formalnoci. To raczej pan masz prawo da ode mnie satysfakcji, e 
omieliem si wej do tego ogrdka, gdzie pielgnujesz swoje kwiaty... Bd 
w kadym czasie do dyspozycji... Pan wie, gdzie mieszkam?... 
Zbliyli si do wagonu, przy ktrym ju sta konduktor. Wokulski si 
wprowadzi Starskiego na stopnie, popchn go do saloniku, a konduktor 
zatrzasn drzwi. 
-C to, nie egnasz si, panie Stanisawie? zapyta zdziwiony pan Tomasz. 
- Przyjemnej podry!... - odpar kaniajc si. 
W oknie stana panna Izabela. Nadkonduktor wisn, odpowiedziano mu z 
lokomotywy. 
- Farawell, miss Iza, farewell! - zawoa Wokulski. 
Pocig ruszy. Panna Izabela rzucia si na awk naprzeciw ojca; Starski 
odszed w drugi kt saloniku. 
No... no... no!... - mrukn do siebie Wokulski. - Zbliycie wy si jeszcze przed 
Piotrkowem... 
Patrzy na odchodzcy pocig i mia si. 
Zosta na peronie sam i przysuchiwa si szumowi odlatujcego pocigu; szum 
niekiedy sabn, czasem milkn, znowu potnia i nareszcie ucich. 
Potem sysza stpanie rozchodzcej si suby, przesuwanie stokw w bufecie; 
potem w bufecie zaczy gasn wiata i ziewajcy kelner zamkn szklane 
drzwi, ktre wyskrzypiay jaki wyraz. 
Zgubili moj blaszk szukajc medalionu!... - myla Wokulski. - Ja jestem 
sentymentalny i nudny... Ona oprcz powszedniego chleba szacunku i 
pierniczkw uwielbie jeszcze musi mie szampana... Pierniczki uwielbie to 
dobry dowcip!... Ale jakiego to ona lubi szampana?... Ach, cynizmu!... Szampan 
cynizmu - take dobry dowcip... No, przynajmniej opacia mi si nauka 
angielskiego... 
Bkajc si bez celu, wszed midzy dwa sznury zapasowych wagonw. Przez 
chwil nie wiedzia: dokd i? - i nagle dozna halucynacji. Zdawao mu si, e 
stoi we wntrzu ogromnej wiey, ktra zawalia si nie wydawszy oskotu. Nie 
zabia go, ale otoczya ze wszystkich stron waem gruzw, spord ktrych nie 
mg si wydosta. Nie byo wyjcia!... 
Otrzsn si i widzenie zniko. 
Oczywicie, morzy mnie senno - myla. - Waciwie mwic nie spotkaa 
mnie adna niespodzianka; wszystko mona byo z gry przewidzie, ja nawet 
wszystko to widziaem... Jakie ona ze mn paskie rozmowy prowadzia!... Co j 
zajmowao?... Bale, rauty, koncerta, stroje... Co ona kochaa?... Siebie. zdawao 
jej si, e cay wiat jest dla niej, a ona po to, aeby si bawi. Kokietowaa... 
ale tak, najbezwstydniej kokietowaa wszystkich mczyzn; ze wszystkimi 
kobietami walczya o pikno, hody i toalety... Co robia?... Nic. 
Przyozdabiaa salony. Jedyn rzecz, za pomoc ktrej moga zdoby sobie byt 
materialny, bya jej mio, faszywy towar!... A ten Starski... C Starski? taki 
pasoyt jak i ona... By zaledwie epizodem w jej yciu penym dowiadcze. Do 
niego przecie nie mog mie pretensji: znalaz swj swoj. Ani do niej... Tak, 
to Mesalina przez imaginacj!... ciska j i szuka medalionu, kto chcia, nawet 
ten Starski, biedak, ktry z powodu braku zajcia musia zosta uwodzicielem... 
Niegdy wierzyem, e s tu na ziemi, 
Biae anioy z skrzydami jasnemi... 
Pikne anioy!... jasne skrzyda!... Pan Molinari, pan Starski i Bg wie ilu 
jeszcze... Oto skutki znajomoci kobiet z poezji ! 
Trzeba byo poznawa kobiety nie przez okulary Mickiewiczw, Krasiskich 
albo Sowackich, ale ze statystyki, ktra uczy, e kady biay anio jest w 
dziesitej czci prostytutk; no i jeeli spotkaoby ci rozczarowanie, to cho 
przyjemne... 
W tej chwili rozleg si jaki ryk: nalewano wody do kota czy do rezerwoaru. 
Wokulski przystan. Zdawao mu si, e w tym przecigym i melancholijnym 
dwiku syszy ca orkiestr wygrywajc inwokacj z Roberta Diaba. Wy, 
co spoczywacie tu, pod zimnym mierci gazem... miech, pacz, al, pisk, 
niesforne okrzyki, wszystko to odzywao si razem, a nad wszystkim unosi si 
gos potny, peen beznadziejnego smutku. 
Byby przysig, e syszy tak orkiestr, i znowu uleg halucynacji. Zdawao 
mu si, e jest na cmentarzu, pord otwartych grobw, z ktrych wymykay si 
wstrtne cienie. Po chwili kady cie stawa si pikn kobiet, midzy ktrymi 
ostronie przesuwaa si panna Izabela wabic go rk i spojrzeniem... 
Ogarna go taka trwoga, e przeegna si, i widma zniky. 
Basta! - pomyla - ja tu rozum strac... 
I postanowi zapomnie o pannie Izabeli. 
Bya ju druga po pnocy. W biurze telegrafu palia si lampa z zielonym 
daszkiem i sycha byo pukanie aparatu. Obok dworca przechadza si jaki 
czowiek, ktry zdj czapk. 
-Kiedy jedzie pocig do Warszawy? -spyta go Wokulski. 
-O pitej, wielmony panie -odpar czowiek robic ruch, jakby chcia 
pocaowa go w rk. -Ja, wielmony panie, jestem... 
- Dopiero o pitej!... - powtrzy Wokulski. - Komi mona... A z Warszawy o 
ktrej? 
- Za trzy kwadranse. Ja, wielmony panie... 
- Za trzy kwadranse... - szepn Wokulski. - Kwadranse... kwadranse... powtarza 
czujc, e niedokadnie wymawia liter . 
Odwrci si od nieznajomego i wzdu plantu poszed w kierunku Warszawy. 
Czowiek patrzy za nim, krci gow i znikn w ciemnociach. 
Kwadranse... kwadranse... - mrucza Wokulski. - Jzyk mi koowacieje?... Jaka 
dziwna pltanina wypadkw; uczyem si, aeby zdoby pann Izabel, a 
nauczyem si, aby j straci... Albo i Geist. Po to zrobi wielki wynalazek, po to 
powierzy mi wity depozyt, aeby pan Starski mia jeden wicej powd do 
swoich poszukiwa... Wszystkiego mnie pozbawia, nawet ostatniej nadziei... 
Gdyby w tej chwili zapytano mnie: czy ja istotnie znaem Geista? czym widzia 
jego dziwny metal? Nie umiabym odpowiedzie i ju sam nie wiem, czy to nie 
byo zudzeniem... Ach, gdybym mg o niej nie myle... Choby przez 
kilkanacie minut... 
Ot nie bd o niej myla... 
Noc bya gwiadzista, pola ciemne, wzdu kolei w wielkich odstpach paliy 
si sygnaowe latarnie. Wokulski idc rowem potkn si o spory kamie i w 
jednej chwili stany mu przed oczyma ruiny zamku w Zasawiu, kamie, na 
ktrym siedziaa panna Izabela, i jej zy. Ale tym razem poza zami bysno 
spojrzenie pene faszu. 
Ot nie bd o niej myla... Pojad do Geista, bd pracowa od szstej rano 
do jedynastej w nocy, bd musia uwaa na kad zmian cinienia, 
temperatury, natenia prdu... Nie zostanie mi ani jednej chwili... 
Zdawao mu si, e kto za nim idzie. Odwrci si, ale nie dojrza nic. 
Natomiast spostrzeg, e lewym okiem widzi gorzej ni prawym, co 
niewymownie zaczo go drani. 
Chcia wrci si do ludzi, ale uczu, e nie znisby ich widoku. Ju samo 
nawet mylenie mczyo go, prawie bolao. 
Nie wiedziaem, e czowiekowi moe ciy wasna dusza...- mrukn. 
Ach, gdybym mg nie myle... 
Daleko na wschodzie zamajaczy blask i ukaza si wski sierp ksiyca 
oblewajc krajobraz niewymownie ponurym wiatem. I nagle ukazao si 
Wokulskiemu nowe widzenie. By w cichym i pustym lesie; pnie sosen rosy 
pochylone w dziwaczny sposb, nie odzywa si aden ptak, wiatr nie porusza 
najmniejszej gazki. Nie byo nawet wiata, tylko pmrok. Wokulski czu, e 
ten mrok, al i smutek wypywa z jego serca i e to wszystko zakoczy si 
chyba z yciem, jeeli si zakoczy... 
Spomidzy sosen, gdziekolwiek spojrza, przeglday paty szarego nieba; kady 
zamienia si w drgajc szyb wagonu, w ktrej wida byo blady obraz panny 
Izabeli w ucisku Starskiego. 
Wokulski ju nie mg oprze si widzeniom: opanoway go, poary mu wol, 
skrzywiy myl i zatruy serce. Duch jego straci wszelk samodzielno: 
rzdzio nim lada raenie, odbijajce si w tysicznych, coraz pospniejszych, 
coraz boleniejszych formach, jak echa w pustej budowli. 
Znowu potkn si o kamie i ten nie znaczcy fakt obudzi w nim straszliwe 
medytacje. 
Zdawao mu si, e kiedy, kiedy... on sam by kamieniem, zimnym, lepym, 
nieczuym. 
A gdy lea pyszny w swojej martwocie, ktrej najwiksze ziemskie kataklizmy 
nie zdoay oywi, w nim czy nad nim odezwa si gos zapytujcy: 
Chcesz zosta czowiekiem? 
Co to jest czowiek?... - odpar kamie. 
Chcesz widzie, sysze, czu?... 
Co to jest czu?... Wic czy chcesz zazna co zupenie nowego? Czy chcesz 
istnienia, ktre w jednej chwili dowiadcza wicej anieli wszystkie kamienie w 
cigu miliona wiekw? 
Nie rozumiem - odpar kamie - ale mog by wszystkim. 
A jeeli - pyta gos nadnaturalny - po tym nowym bycie pozostanie ci wieczny 
al?... 
Co to jest al?... Mog by wszystkim. 
Wic niech si stanie czowiek - odpowiedziano. 
I sta si czowiek. y kilkadziesit lat, a w cigu nich tyle pragn i tyle 
cierpia, e martwy wiat nie zaznaby tego przez ca wieczno. Gonic za 
jednym pragnieniem znajdowa tysice innych, uciekajc przed jednym 
cierpieniem wpad w morze cierpie i tyle odczu, tyle przemyla, tyle 
pochon si bezwiadomych, e w kocu obudzi przeciw sobie ca natur. 
Dosy!... - poczto woa ze wszystkich stron. - Dosy!... ustp innym miejsca 
w tym widowisku... 
Dosy!... dosy!... ju dosy!... - woay kamienie, drzewa, powietrze, ziemia i 
niebo. - Ustp innym!... niech i oni poznaj ten nowy byt... 
Dosy!... Wic znowu ma zosta niczym, i to w chwili, kiedy w wyszy byt 
jako ostatni pamitk daje mu tylko rozpacz po tym, co straci, i al za tym, 
czego nie dosign!... 
Ach, gdyby ju soce weszo! - szepn Wokulski. -Wracam do Warszawy... 
zabior si do jakiejkolwiek roboty i skocz z tymi gupstwami, ktre mi 
rozstrajaj nerwy... Chce Starskiego? niech ma Starskiego!... Przegraem na 
niej? Dobrze !... Za to wygraem na innych rzeczach... Wszystkiego nie mona 
posiada... 
Od kilku chwil czu na wsach jak gst wilgo. 
Krew? - pomyla. Otar usta i przy wietle zapaki zobaczy 
na chustce pian. 
Wciekem si czy co, u diaba?... 
Wtem z daleka zobaczy dwa wiata, powoli zbliajce si w jego 
stron; za nimi majaczya ciemna masa, za ktra cign gsty snop 
iskier. 
Pocig?... - rzek do siebie, i przywidziao mu si, e jest to ten 
sam pocig, ktrym jedzie panna Izabela. Znowu zobaczy salonik owietlony 
latarni przysonit niebieskim klamotem, a w kcie dostrzeg pann Izabel w 
objciach Starskiego.. 
Tak kocham... tak kocham... - szepn. - I nie mog zapomnie!... W tej chwili 
opanowao go cierpienie, na ktre w ludzkim jzyku ju nie ma nazwiska. 
Drczya go zmczona myl, zbolae uczucie, zdruzgotana wola, cae istnienie... 
I nagle uczu ju nie pragnienie, ale gd i dz mierci. 
Pocig z wolna zblia si. Wokulski nie zdajc sobie sprawy z tego, co robi, 
upad na szyny. Dra, zby mu szczkay, schwyci si oburcz podkadw, 
mia usta pene piasku... Na drog pad blask latar, szyny zaczy cicho 
dwicze pod toczc si lokomotyw... 
Boe, bd miociwy... - szepn i zamkn oczy. 
Nagle uczu ciepo i gwatowne szarpnicie, ktre strcio go z szyn... Pocig 
przelecia o kilka cali od gowy obryzgujc go par i gorcym popioem. Na 
chwil straci przytomno, a gdy ockn si, zobaczy jakiego czowieka, ktry 
siedzia mu na piersiach i trzyma za rce. 
- Co wielmony pan robi najlepszego?... - mwi czowiek.- Kto sysza takie 
rzeczy... Przecie Bg... 
Nie dokoczy. Wokulski zepchn go z siebie, pochwyci za konierz i jednym 
szarpniciem rzuci na ziemi. 
- Czego chcesz ode mnie, ty pody!... - zawoa. 
- Panie... wielmony panie... ja przecie jestem Wysocki... 
- Wysocki?... Wysocki?... - powtrzy Wokulski. - Kamiesz, Wysocki jest w 
Warszawie... 
- Ale ja jego brat, drnik. Przecie mi wielmony pan sam miejsce tu wyrobi 
jeszcze w przeszym roku, po Wielkanocy... I gdziebym ja mg patrze na 
takie nieszczcie pana?... Zreszt, panie, na kolei nie wolno wazi pod 
maszyn... 
Wokulski zamyli si i puci go. 
Wszystko zwraca si przeciw mnie, cokolwiek zrobiem dobrego- szepn. 
By bardzo zmczony, wic usiad na ziemi, obok dzikiej gruszki, co w tym 
miejscu rosa, nie wiksza od dziecka. W tym czasie wia wiatr i porusza 
listkami drzewa wywoujc szelesty, ktre nie wiadomo skd przypomniay 
Wokulskiemu dawne lata. 
Gdzie moje szczcie!... - pomyla. 
Uczu ciskanie w piersiach, ktre stopniowo doszo do garda. Chcia 
odetchn, lecz nie mg; myla, e si dusi, i obj rkoma drzewko ktre 
wci szelecio. 
Umieram!... - zawoa. 
Zdawao mu si, e go krew zalewa, e mu pkaj piersi, wi si z blu i nagle 
zanis si od paczu. 
Boe miosierny... Boe miosierny!... - powtarza wrd ka. 
Drnik przypezn do niego i ostronie wsun mu rk pod gow. 
- Pacz, wielmony panie!... - mwi nachylajc si nad nim.-Pacz, wielmony 
panie, i wzywaj boskiego imienia... Nie bdziesz go wzywa nadaremnie... Kto 
si w opiek poda Panu swemu, a caym sercem szczerze ufa jemu, miele rzec 
moe, mam obroc Boga, nie spadnie na mnie adna straszna trwoga... Ciebie 
on z side zdradzieckich wyzuje... Co tam, wielmony panie, dostatki, co 
najwiksze skarby!... Wszystko czowieka zawodzi, tylko jeden Bg nie 
zawiedzie... 
Wokulski przytuli twarz do ziemi. Zdawao mu si, e z kad z spada mu z 
serca jaki bl, jaki zawd i rozpacz. Wykolejona myl pocza ukada si do 
rwnowagi. Ju zdawa sobie spraw z tego, co robi, i ju zrozumia, e w 
chwili nieszczcia, kiedy go wszystko zdradzio, jeszcze pozostaa mu wiern 
ziemia, prosty czowiek i Bg... 
Powoli uspokaja si, kania coraz rzadziej rozdzieray mu piersi, uczu niemoc 
w caym ciele i twardo zasn. 
witao, kiedy si obudzi; usiad, przetar oczy, zobaczy obok siebie 
Wysockiego i wszystko sobie przypomnia. 
- Dugo spaem? - zapyta. 
- Moe kwadrans... moe p godziny - odpar drnik. 
Wokulski wyj pugilares, wydoby kilka sturublwek i podajc je Wysockiemu 
rzek : 
- Uwaasz... Wczoraj byem pijany... Nie mwe nic i nikomu, co si tu stao. A 
oto masz... dla dzieci... 
Drnik pocaowa go w nogi. 
- Mylaem - rzek - e janie pan straci wszystko i dlatego... 
- Masz racj! - odpar w zamyleniu Wokulski - straciem wszystko... oprcz 
majtku. Nie zapomn o tobie, chocia... Wolabym ju nie y. 
- Ja te zaraz mwiem, e taki pan nie szukaby nieszczcia, choby straci 
wszystkie pienidze. Zrobia to zo ludzka... Ale i na ni przyjdzie koniec. 
Bg nierychliwy, ale sprawiedliwy, przekona si pan... 
Wokulski podnis si z ziemi i zacz i do stacji. Nagle zwrci si do 
Wysockiego. 
- Jak bdziesz w Warszawie - rzek - wstp do mnie... Ale ani sowa o tym, co 
si tu stao... 
-Tak mi Boe dopom, e nie powiem - odpar Wysocki i zdj czapk. 
- A na drugi raz... - doda Wokulski kadc mu rk na ramieniu - na drugi raz... 
Gdyby spotka takiego czowieka... rozumiesz?... gdyby spotka, nie ratuj go... 
Kiedy kto chce dobrowolnie stan ze swoj krzywd przed boskim sdem, nie 
zatrzymuj go... 
Nie zatrzymuj!... 
ROZDZIA SIEDEMNASTY: 
PAMITNIK STAREGO SUBIEKTA 
Sytuacja polityczna zarysowuje si coraz wyraniej. Mamy ju dwie koalicje. Z 
jednej strony Rosja z Turcj, z drugiej Niemcy, Austria i Anglia. A jeeli tak 
jest, wic znaczy, e lada chwil moe wybuchn wojna, w ktrej zostan 
rozstrzygnite bardzo, ale to bardzo wane sprawy. 
Czy tylko bdzie wojna? bo my zawsze lubimy si udzi. Ot bdzie, tym 
razem niezawodnie. Mwi mi Lisiecki, e ja co roku zapowiadaem wojn i 
nigdy si nie sprawdzio. Gupi on, uczciwszy uszy... Co innego byo w tamtych 
latach, a co innego dzi. 
Czytam na przykad w gazetach, e Garibaldi agituje we Woszech przeciw 
Austrii. Dlaczeg on agituje?... Bo spodziewa si wielkiej wojny. I nie na tym 
koniec, gdy w kilka dni pniej sysz, e jenera Trr na wszystkie witoci 
zaklina Garibaldiego, aeby nie robi kopotu Wochom... 
Co to znaczy?... To znaczy, przetomaczone na ludzki jzyk, e: Wy, Wosi, 
nie ruszajcie si, bo i bez tego Austria da wam Triest, jeli wygra: Gdyby za z 
waszej winy przegraa, nie dostaniecie nic... 
To s wane zapowiedzi te agitacje Jzia Garibaldiego i uspakajania Trra. 
Jzio agituje, bo widzi wojn na dugo rki, a Trr uspakaja, bo widzi dalsze 
interesa. 
Ale czy zaraz wybuchnie wojna? w kocu czerwca czy w lipcu?... 
Tak by myla niedowiadczony polityk, ale nie ja. Niemcy bowiem nie 
rozpoczliby wojny nie zabezpieczywszy si od Francji. 
Jake si za zabezpiecz?... Szprot mwi, e na to nie ma sposobu, ale ja widz, 
e jest, i jeszcze bardzo prosty. O, Bismarck to sprytny ptaszek, zaczynam si do 
niego przekonywa!... 
Bo i po co Niemcy i Austria wcigny do zwizku Angli?... Rozumie si po to, 
aeby mie plaster na Francj i j namwi do przymierza. Zrobi si to w 
nastpujcy sposb: 
W wojsku angielskim suy mody Napoleonek, Lulu, i bije si z Zulusami w 
Afryce jak jego dziadek, Napoleon Wielki. Kiedy za Anglicy skocz wojn, 
mianuj Napoleonka jeneraem i powiedz do Francuzw te sowa : 
-Moi kochani! Macie tu Bonapartego, ktry wojowa w Afryce i okry si tam 
niemierteln chwa jak jego dziad. Zrbcie go wic waszym cesarzem jak 
dziada, a my za to wypolitykujemy u Niemcw Alzacj i Lotaryngi. Zapacicie 
im kilka miliardw, no, ale to lepsze anieli przeprowadzi now wojn, ktra 
bdzie kosztowaa z dziesi miliardw i jest dla was wtpliwa... 
Francuzi, naturalnie, zrobi Lulu cesarzem, odbior swoj ziemi, zapac, 
wejd w przymierze z Niemcami, a wtedy Bismarck majc tyle pienidzy 
pokae swoj sztuk!... 
O, Bismarck mdra ryba i jeeli kto, to tylko on moe taki plan przeprowadzi. 
Ja ju od dawna czuem, e to frant szpakami karmiony, i miaem do niego 
sabo, chocia si z ni taiem... To, panie, ziko!... Jest on oeniony z 
Puttkamerwn; wiadomo za, e Puttkamerowie s spokrewnieni z 
Mickiewiczem. Przy tym podobno pasjami lubi Polakw; a nawet synowi 
nastpcy tronu niemieckiego radzi uczy si po polsku... 
No, jeeli w tym roku nie bdzie wojny... Dopiero to Lisieckiemu powiem 
bajk o kpie! On, biedak, myli, e polityczna mdro polega na tym, aeby w 
nic nie wierzy. Gupstwo!.. Polityka polega na kombinacjach, ktre wynikaj z 
porzdku rzeczy. 
A wic niech yje Napoleon IV!... Bo chocia dzisiaj nikt o nim nie myli, ja 
przecie jestem pewny, e w tym rozgardiaszu on gwn odegra rol. A jeeli 
potrafi si wzi do rzeczy, to nie tylko odzyska Alzacj i Lotaryngi darmo; ale 
jeszcze granice Francji moe posun do Renu na caej linii. Byle Bismarck nie 
spostrzeg si za wczenie i nie zmiarkowa, e posugiwa si Bonapartym 
znaczy to samo, co lwa zaprzga do taczek. Zdaje mi si nawet, e w tej jednej 
kwestii Bismarck przerachuje si. I powiem prawd, e nie bd go aowa, bo 
nigdy nie miaem do niego zaufania. 
Jako z moim zdrowiem nie jest dobrze. Nie powiem, aeby mi co dolegao, ale 
ot tak... Chodzi wiele nie mog, apetyt straciem, nawet nie bardzo chce mi si 
pisa. 
W sklepie prawie nie mam zajcia, ju tam bowiem rzdzi Szlangbaum, a ja tylko 
na przyprzk zaatwiam interesa Stacha. Przed padziernikiem ma nas 
Szlangbaum spaci zupenie. Biedy nie zaznam, bo poczciwy Stach zapewni 
mi ptora tysica rubli doywotniej pensji; ale jak sobie czowiek pomyli, e 
niedugo nic ju nie bdzie znaczy w sklepie, do niczego nie bdzie mia ju 
prawa... 
Nie warto y... Gdyby nie Stach i nie Napoleonek, to czasem jest mi tak ciko 
na wiecie, e zrobibym sobie co... Kto wie, stary kolego Katz, czy nie 
najmdrzej postpie? Nie masz wprawdzie adnych nadziei, ale te i nie boisz 
si zawodw... Nie twierdz, aebym si ich lka, bo przecie ani Wokulski, ani 
Bonaparte... Ale zawsze... tak co... 
Jaki ja jestem zmczony; ju nawet ciko mi pisa. Tak bym gdzie pojecha... 
Mj Boe, dwadziecia lat nie wyjrzaem za warszawskie rogatki!... A tak mi 
czasami tskno, aeby jeszcze cho raz przed mierci spojrze na Wgry... 
Moe na dawnych polach bitew znalazbym bodaj koci kamratw... Ej, Katz, 
ej, Katz!... pamitasz ty ten dym, ten wist, te sygnay?... Jaka wtedy bya 
zielona trawa i jak wiecio nam soce?... 
Nic nie pomoe, musz wybra si w podr, spojrze na gry i lasy, wykpa 
si w socu i w powietrzu szerokich rwnin i zacz nowe ycie. Moe nawet 
wynios si gdzie na prowincj, w ssiedztwo pani Stawskiej, bo i c wicej 
pozostaje emerytowi?... 
Ten Szlangbaum dziwny czowiek; anibym myla znajc go biedakiem, e on 
tak potrafi zadziera nosa. Ju, widz, zapozna si przez Maruszewicza z 
baronami, przez baronw z hrabiami, a tylko jeszcze nie moe dosta si do 
ksicia, ktry z ydami jest bardzo grzeczny, ale i bardzo z daleka. 
I kiedy tak Szlangbaum zadziera nosa, w miecie na ydw krzyk. Ile razy 
wstpi na piwo, zawsze kto napada mnie i wymyla, e Stach sprzeda sklep 
ydom. Radca narzeka, e ydzi zabieraj mu trzeci cz emerytury ; Szprot 
utyskuje, e ydzi popsuli mu interesa ; Lisiecki pacze, e mu Szlangbaum 
wymwi miejsce od witego Jana, a Klejn milczy. 
Ju i w gazetach zaczynaj pisa przeciw ydom, ale co dziwniejsze, e nawet 
doktr Szuman, cho sam starozakonny, mia raz ze mn taka rozmow : 
-Zobaczysz pan, e przed upywem kilku lat z ydami bdzie jaka awantura. 
- Za pozwoleniem - mwi - przecie sam doktr niedawno chwalie ich!... 
- Chwaliem, bo to genialna rasa, ale pode charaktery. Wyobra pan sobie, e 
Szlangbaumy, stary i mody, mnie chcieli okpi, mnie... 
Aha! - myl sobie - zaczynasz si znowu nawraca, kiedy ci poaskotali za 
kiesze... 
I mwic prawd, do reszty straciem serce dla Szumana. 
A co oni wygaduj na Wokulskiego!... Marzyciel, idealista, romantyk... Moe za 
to, e nigdy nie zrobi wistwa. 
Kiedy Klejnowi opowiedziaem moj rozmow z Szumanem, nasz mizerny 
kolega odpar: 
- On mwi, e dopiero za kilka lat bdzie awantura z ydami?... Uspokj go 
pan, bdzie wczeniej... 
- Rany Chrystusowe! - mwi - dlaczego ma by?... 
- Bo m y dobrze ich znamy, cho si i do  a  umizgaj... - odpowiedzia Klejn. 
- To migday! ale przerachowali si... M y wiemy, do czego oni s zdolni, gdyby 
mieli si. 
Uwaaem Klejna za czowieka bardzo postpowego, moe nawet zanadto 
postpowego, ale teraz myl, e to jest wielki zacofaniec. Zreszt, co znacz 
owe: m y -  a ?... 
I to ma by wiek, ktry nastpi po XVIII, po tym XVIII wieku, co napisa na 
swoich sztandarach: wolno, rwno, braterstwo?... Za c ja si, u diaba, 
biem z Austriakami?... Za co ginli moi kamraci?.. 
Facecje! Przywidzenia! wszystko to odrobi cesarz Napoleon IV. 
Wwczas i Szlangbaum przestanie by arogantem, i Szuman przestanie chepi 
si swoim ydostwem, i Klejn nie bdzie im grozi. 
A niedalekie to czasy, bo nawet Stach Wokulski... 
Ach, jaki ja jestem zmczony... Musz gdzie wyjecha. 
Nie jestem przecie taki stary, aebym mia myle o mierci; ale mj Boe, 
kiedy z wody wyjm ryb, choby najmodsz i najzdrowsz, musi zdycha, 
gdy nie ma waciwego sobie ywiou... 
Bodaj czy ja nie staem si tak ryb wycigan z wody; w sklepie ju 
rozpanoszy si Szlangbaum i aeby zamanifestowa swoj wadz, wypdzi 
szwajcara i inkasenta za to tylko, e nie okazywali mu dosy szacunku. 
Kiedy prosiem za biedakami, odpar z gniewem: 
- Patrz pan, jak oni mnie traktuj, a jak Wokulskiego!... Jemu nie kaniali si tak 
nisko, ale w kadym ruchu, w kadym spojrzeniu byo wida, eby za nim 
poszli w ogie... 
- Wic i pan, panie Szlangbaumie, chcesz, aeby za tob szli w ogie? spytaem. 
- Naturalnie. Przecie jedz mj chleb, maj u mnie zarobki! ja im pac pensj... 
Mylaem, e Lisiecki, ktry posinia suchajc tych bredni, palnie go w ucho. 
Pohamowa si jednak i tylko spyta: 
-A czy wiesz pan, dlaczego my za Wokulskim poszlibymy w ogie?... 
- Bo on ma wicej pienidzy - odpar Szlangbaum. 
-Nie, panie. Bo on ma to, czego pan nie masz i mie nie bdziesz - rzek 
Lisiecki bijc si w piersi. 
Szlangbaum zaczerwieni si jak upir. 
- Co to jest?... - zawoa. - Czego ja nie mam?... My nie moemy razem 
pracowa, panie Lisiecki... pan obraasz moje obrzdki religijne.:. 
Schwyciem Lisieckiego za rk i odcignem za szafy. mieli si wszyscy 
panowie z tej obrazy Szlangbauma... Tylko Ziba (on jeden zostaje przy sklepie) 
zaperzy si i zawoa: 
- Pryncypa ma racj... nie mona drwi z wyznania, bo wyznanie to wita 
rzecz!... Gdzie wolno sumienia?... gdzie postp?... cywilizacja?... 
emancypacja?... 
- Lizus bestia - mrukn Klejn, a potem rzek mi do ucha: 
- Czy nie ma Szuman racji, e oni musz si doczeka awantury?.. 
Widziae go pan, jaki by, kiedy do nas nasta, a jaki jest dzisiaj?... 
Naturalnie, e zgromiem Klejna, bo i co on ma za prawo straszy swoich 
wspobywateli awanturami? Nie mog jednak ukry przed sob, e 
Szlangbaum mocno zmieni si w cigu roku. 
Dawniej by potulny, dzi arogant i pogardliwy; dawniej milcza, kiedy go 
krzywdzono, dzi sam rozbija si bez powodu. Dawniej mianowa si Polakiem, 
dzi chepi si ze swego ydostwa. Dawniej nawet wierzy w szlachetno i 
bezinteresowno, a teraz mwi tylko o swoich pienidzach i stosunkach. Moe 
by le!... 
Za to wobec goci jest uniony, a hrabiom, a nawet baronom waziby pod 
podeszwy. Ale wobec swoich podwadnych istny hipopotam: cigle parska i 
depcze ludzi po nogach. To nawet nie jest piknie... Swoj drog radca, Szprot, 
Klejn i Lisiecki nie maj racji grozi mu jakimi awanturami. 
C wic ja dzi znacz w sklepie przy takim smoku? Gdy chc zrobi 
rachunek, on zaglda mi przez rami; wydam jak dyspozycj, on j zaraz 
gono powtarza. Ze sklepu usuwa mnie coraz bardziej, przy znajomych 
gociach cigle mwi: Mj przyjaciel Wokulski... mj znajomy baron 
Krzeszowski... mj subiekt Rzecki... Gdy za jestemy sami, nazywa mnie 
kochanym Rzesiem... 
Par razy w najdelikatniejszy sposb daem mu do zrozumienia, e te 
pieszczotliwe nazwiska nie robi mi przyjemnoci. Ale on, biedak, nawet nie 
pozna si na tym; ja za mam zwyczaj dugo czeka, nim komu nawymylam. 
Lisiecki robi to z miejsca, wic Szlangbaum szanuje go. 
Swoj drog Szuman mia racj mwic wtedy, e my, z dziada pradziada, 
mylimy: jak trwoni pienidze? a oni: jak by je zrobi? Pod tym wzgldem 
byliby ju dzi pierwszymi na wiecie, gdyby ludzka warto zasadzaa si tylko 
na pienidzach. Ale co mi tam!... 
Poniewa w sklepie nie mam wiele zajcia, wic coraz czciej myl o podry 
do Wgier. Przez dwadziecia lat nie widzie ani zboa, ani lasu... To strach!... 
Zaczem si ju stara o paszport; mylaem, e mi zejdzie z miesic. 
Tymczasem wzi si do tego Wirski i paf!... traf!... wyrobi mi paszport w cigu 
czterech dni. Aem si przestraszy... 
Nie ma co, trzeba wyjecha choby na kilka tygodni. Zdawao si, e 
przygotowania do wyjazdu zabior mi troch czasu... Gdzie tam!...Znowu 
wmiesza si Wirski, jednego dnia kupi mi podrny kufer, drugiego dnia 
spakowa mi rzeczy i mwi: Jed!... 
Aem si rozgniewa. Czego oni, u diaba, chc mnie si pozby.?... Kazaem 
im na zo rozpakowa rzeczy i kufer nakry dywanem, bo mnie to ju drani. 
Ale swoj drog, tak bym gdzie pojecha... tak bym jecha... 
Musz jednak pierwej troch si nabra. Wci brak mi apetytu, chudn, le 
sypiam, cho przez cay dzie jestem senny; miewam jakie zawroty, bicia 
serca... Ech! wszystko to przejdzie... 
Klejn take zaczyna si zaniedbywa. Spnia si do sklepu, znosi jakie 
ksieczki, chodzi na sesje nie wiadomo z kim... Ale to najgorsze, e z sumy 
przeznaczonej mu przez Wokulskiego wzi ju tysic rubli i wyda w cigu 
jednego dnia. Na co?... 
Pomimo to wszystko dobry chopak! A najlepsz miar jego poczciwoci jest 
fakt, e nawet baronowa Krzeszowska nie wyrzucia go ze swego domu, gdzie 
po dawnemu mieszka na trzecim pitrze, zawsze cichutki, nikomu nie mcc 
wody. 
Gdyby tylko wydoby si z tych niepotrzebnych stosunkw; bo z ydami moe 
nie by awantury, ale z nim!... 
Niech go tam Pan Bg owieca i chroni. 
Zabawn histori i pouczajc opowiedzia mi Klejn. Umiaem si do ez, a 
zarazem przyby mi jeden wicej dowd sprawiedliwoci boskiej nawet w 
drobiazgowych rzeczach. 
Krtki jest triumf bezbonikw - mwi, zdaje mi si, Pismo wite czy moe 
jaki ojciec Kocioa. Ktokolwiek zreszt powiedzia, jest niezawodnym, e 
zdanie to sprawdzio si i na baronowej, i na Maruszewiczu. 
Wiadomo, e baronowa raz pozbywszy si Maleskiego i Patkiewicza 
zapowiedziaa strowi, aeby pod adnym pozorem nie wynajmowa 
mieszkania na trzecim pitrze studentom, choby miao sta pustk. 
Rzeczywicie, pokj studencki przez par miesicy by nie zajty, ale pani miaa 
przynajmniej satysfakcj. 
Tymczasem wrci do niej m, baron, i naturalnie obj zarzd kamienicy. A 
poniewa baron cigle potrzebuje pienidzy, wic mocno korci go i w pusty 
pokj, i zakaz baronowej, ktry zmniejsza dochody o sto dwadziecia rubli 
rocznie. 
Nade wszystko jednak buntowa go Maruszewicz (ju si pogodzili!...), ktry 
znowu cigle od Krzeszowskiego poycza pienidzy. 
- Co baron - mwi mu nieraz - masz sprawdza, czy kandydat na lokatora jest, 
czy nie jest studentem? Na co ten kopot? Byle nie przyszed w mundurze, to ju 
nie student; a jak z gry za miesic zapaci, to bra, i kwita. 
Baron mocno wzi do serca te rady; nakaza nawet strowi, aeby gdy trafi si 
lokator, nie pytajc przysa go na gr. Str, rozumie si, powiedzia o tym 
swej onie, a ona Klejnowi, ktremu znowu chciao si mie ssiadw najlepiej 
odpowiadajcych jego gustowi. 
Wic w par dni po owej dyspozycji zjawia si u barona jaki elegant z dziwn 
fizjognomi, a jeszcze dziwniej ubrany: jego spodnie nie pasoway do 
kamizelki, kamizelka do surduta, a krawat do wszystkiego. 
-W domu pana barona jest kawalerski pokj do wynajcia - mwi elegant - za 
dziesi rubli miesicznie? 
-A tak - mwi baron - moe go pan obejrzy. 
-O, to zbyteczne! Jestem pewny, e pan baron nie wynajmowaby zego 
mieszkania. Czy mog da zadatek? 
-Prosz - odpowiada baron. -A poniewa pan ufasz mi na sowo, wic i ja nie 
bd da bliszych informacyj... 
-O, jeeli pan baron yczy sobie... 
- Midzy ludmi dobrze wychowanymi wystarcza wzajemne zaufanie - odpar 
baron. - Mam wic nadziej, e ani ja, ani moja ona, a nade wszystko moja 
ona nie bdzie miaa powodu skary si na panw... 
Mody czowiek gorco cisn go za rk. 
- Daj panu sowo - rzek - e nigdy nie zrobimy przykroci paskiej onie, 
ktra moe niesusznie uprzedzia si... 
- Do! Do!... panie - przerwa baron. Wzi zadatek i wyda kwit. 
Po wyjciu modzieca wezwa do siebie Maruszewicza. 
-Nie wiem -rzek strapiony baron - czy nie palnem gupstwa... bo lokatora ju 
mam, ale sdzc z opisu obawiam si, czy nie bdzie nim jeden z tych modych 
ludzi, ktrych wanie wypdzia moja ona... 
- Wszystko jedno! . - odpar Maruszewicz - byle z gry pacili. 
Na drugi dzie z rana wprowadzili si do pokoiku trzej modzi ludzie, ale tak 
cicho, e nikt ich nawet nie widzia. Nikt nawet nie uwaa, e wieczorami 
sesjonuj z Klejnem. Za w kilka dni pniej wpad do barona mocno 
zirytowany Maruszewicz woajc: 
- A wie baron, e to istotnie s ci hultaje, ktrych wyrzucia baronowa. Maleski, 
Patkiewicz... 
-Wszystko jedno - odpowiada baron. -onie mojej nie dokuczaj, wic byle 
pacili... 
- Ale mnie dokuczaj! - wybuchn Maruszewicz. - Jeeli okno otworz, jeden z 
nich strzela do mnie grochem przez wistu, co wcale nie jest przyjemne. Gdy 
si za zejdzie u mnie par osb albo ktra z dam (doda ciszej), bbni mi 
grochem w okna tak, e wysiedzie nie mona... To mi przeszkadza... to mnie 
kompromituje. Ja pjd na skarg do cyrkuu!... 
Baron naturalnie opowiedzia o tym swoim lokatorom proszc ich, aby nie 
strzelali do okien Maruszewicza. Ci przestali strzela, ale za to jeeli 
Maruszewicz przyjmuje u siebie jak dam, co trafia mu si dosy czsto, zaraz 
jeden z chopakw wychyla si przez okno i wrzeszczy : 
- Stru! stru!... a nie wiecie, jaka to pani posza do pana Maruszewicza? 
Naturalnie, str nie wie nawet, czy jaka posza, ale po podobnym zapytaniu 
dowiaduje si o tym caa kamienica. 
Maruszewicz jest wcieky na nich; tym bardziej e baron na jego skargi 
odpowiada : 
- Sam mi radzie, aebym nie trzyma pustego lokalu... 
I baronowa spokorniaa, bo z jednej strony boi si ma, a z drugiej studentw. 
Takim sposobem baronowa za swoj zo i mciwo, a Maruszewicz za 
intrygi, z jednej i tej samej rki ponosz kar; uczciwy za Klejn ma 
towarzystwo, jakiego pragn. 
O, jest sprawiedliwo na wiecie!... 
Ten Maruszewicz, dalibg, jest bezwstydny! 
Przylecia dzi do Szlangbauma ze skarg na Klejna. 
- Panie - mwi - jeden z paskich oficjalistw, ktry mieszka w domu 
baronowej Krzeszowskiej, po prostu kompromituje mnie... 
-Jak on pana kompromituje? - zapyta Szlangbaum otwierajc oczy. 
-On bywa u tych studentw, ktrych okno wychodzi na podwrze. A oni, panie, 
zagldaj w moje okna, strzelaj do mnie grochem, a jeeli zbierze si kilka 
osb, wrzeszcz, e u mnie jest szulernia!... 
- Pan Klejn ju nie bdzie u mnie suy od lipca - odpar Szlangbaum. - Wic 
niech pan rozmwi si z panem Rzeckim, oni znaj si dawniej. 
Maruszewicz z kolei wpad na mnie i znowu opowiedzia histori studentw, 
ktrzy nazywaj go szulerem albo kompromituj damy bywajcc u niego. 
Porzdne damy! - pomylaem, gono za odparem: 
-Pan Klejn cay dzie siedzi w sklepie, wic nie moe odpowiada za swoich 
ssiadw. 
- Tak, ale pan Klejn ma z nimi jakie konszachty, namwi ich, aeby znowu 
sprowadzili si do kamienicy, bywa u nich, przyjmuje ich u siebie. 
- Mody chopak - odparem - woli przestawa z modymi. 
- Ale ja z tego powodu nie chc cierpie!... Niech wic ich uspokoi albo... 
wszystkim wytocz proces. 
Dzika pretensja, aeby Klejn uspakaja studentw, a moe jedna u nich 
sympati dla Maruszewicza! Swoj drog, ostrzegem Klejna i dodaem, e 
byby to bardzo przykry wypadek, gdyby on, subiekt Wokulskiego, mia proces 
o jakie studenckie awantury. 
Klejn wysucha i wzruszy ramionami. 
- Co mnie to obchodzi!- odpar. - ja moe powiesibym takiego nicponia, ale mu 
w okna grochu nie rzucam i nie nazywam go szulerem. Co mnie do jego 
szulerki?... 
Ma racj! Tote nie odezwaem si ani sowa wicej. 
Trzeba jecha... trzeba jecha!... eby tylko Klejn nie wdepta si w jakie 
gupstwo. Strach, co to za dzieciaki: chcieliby wiat przebudowa, a 
jednoczenie robi tak paskie figle. 
Albo jestem w grubym bdzie, albo znajdujemy: si w przededniu 
nadzwyczajnych wypadkw. 
W maju jednego dnia pojecha Wokulski z pann ck i z panem ckim do 
Krakowa i wyranie mi zapowiedzia, e nie wie, kiedy wrci, moe dopiero za 
miesic. 
Tymczasem wrci nie za miesic, ale na drugi dzie, taki sponiewierany, e 
lito braa patrze na niego. Okropno, co si zrobio z tym czowiekiem przez 
jedn dob! 
Kiedym go pyta: co si stao? dlaczego wrci? z pocztku waha si, a potem 
powiedzia, e otrzyma telegram od Suzina i e pojedzie do Moskwy. Lecz 
znowu po upywie doby rozmyli si i owiadczy, e do Moskwy nie pojedzie. 
- A jeeli to wany interes?... - spytaem. 
- Pal diabli interesa! - mrukn i machn rk. 
Teraz po caych dniach nie wychodzi z domu i po wikszej czci ley. Byem u 
niego, ale przyj mnie rozdraniony; od lokaja za dowiedziaem si, e nikogo 
nie kae przyjmowa. 
Posaem mu Szumana, ale Stach i z Szumanem nie chcia gada, tylko 
powiedzia mu, e nie potrzebuje doktorw. Szumanowi to jednak nie 
wystarczyo; a e jest troch wcibski, wic zacz ledztwo na wasn rk i 
dowiedzia si dziwacznych rzeczy. 
Mwi, e Wokulski wysiad z pocigu okoo pnocy w Skierniewicach, 
udajc, e otrzyma telegram, e potem znikn sprzed stacji i wrci dopiero 
nad ranem, powalany ziemi i jakby pijany. Na stacji myl, e on naprawd 
podchmieli sobie i zasn gdzie w polu. 
Wyjanienie to nie trafio do przekonania ani mnie, ani Szumanowi. Doktr 
twierdzi, e Stach musia zerwa z pann ck i moe nawet prbowa jakiej 
niedorzecznoci... Ale ja myl, e on naprawd mia telegram od Suzina. 
W kadym razie trzeba jecha, dla zdrowia. Jeszcze nie jestem inwalidem i dla 
chwilowego osabienia nie mog si wyrzeka przyszoci. 
Jest tu Mraczewski i mieszka u mnie. Wyglda chopak jak bernardyski 
prowincja, zmnia, opali si, uty. A ile on wiata oblecia przez par 
ostatnich miesicy... 
By w Paryu, potem w Lyonie; z Lyonu wpad pod Czstochow do pani 
Stawskiej i z ni przyjecha do Warszawy. Potem odwiz j pod Czstochow, 
siedzia z tydzie i podobno pomg jej do urzdzenia sklepu. Nastpnie polecia 
a do Moskwy, stamtd znowu wrci pod Czstochow, do pani Stawskiej, 
znowu u niej siedzia troch i obecnie jest u mnie. 
Mraczewski twierdzi, e Suzin wcale nie telegrafowa do Wokulskiego, a przy 
tym jest pewny, e Wokulski zerwa z pann ck. Musia nawet co mwi 
pani Stawskiej, gdy ten anio, nie kobieta, bdc przed paroma tygodniami w 
Warszawie raczya mnie odwiedzi i mocno wypytywaa si o Stacha. 
A czy zdrw?... a czy bardzo zmieniony i smutny?... a czy ju nigdy nie 
wydobdzie si ze swej rozpaczy?... 
Z jakiej rozpaczy?... Gdyby nawet zerwa z pann ck, to jeszcze, dziki 
Bogu, nie brak kobiet i jeeli Stach zechce, moe si oeni choby z pani 
Stawsk. 
Zote, diamentowe kobiecisko, jak ona go kochaa i kto wie, czy teraz nie 
kocha?... Dalibg, miabym si, eby Stach powrci do niej Taka pikna, taka 
szlachetna, tyle w niej powicenia... Jeeli jest ad na wiecie (o czym niekiedy 
wtpi), to Wokulski powinien by si oeni ze Stawsk. 
Ale musi si spieszy, bo jeeli si nie myl, naprawd zaczyna o niej myle 
Mraczewski. 
- Panie! - mwi nieraz do mnie zaamujc rce. - Panie, co to za kobieta, co to za 
kobieta... Gdyby nie ten nieszczsny jej m, ju bym si jej owiadczy. 
-A przyjaby ci? - pytam. 
-Ot nie wiem - westchn. 
Pad na krzeso, a zatrzeszczao, i mwi: 
- Kiedy j spotkaem pierwszy raz po jej wyjedzie z Warszawy, jakby we mnie 
piorun trzas, tak mi si podobaa... 
- No, ona i dawniej robia na tobie wraenie. 
- Ale nie takie. Po przyjechaniu z Parya do Czstochowy byem rozmarzony, a 
ona taka blada, z takimi smutnymi oczyma, e zaraz pomylaem: nu mi si 
uda?... i daleje w umizgi. Tymczasem ona po pierwszych sowach odpycha 
mnie, a gdym upad przed ni na kolana i przysigem, e j kocham... 
rozbeczaa si!... Ach, panie Ignacy, te zy... zupenie straciem gow, 
zupenie... Gdyby raz tego jej ma diabli wzili albo gdybym mia pienidze na 
rozwd... Panie Ignacy!... po tygodniu ycia z t kobiet albo umarbym, albo 
jedzibym wzkiem... Tak, panie... Dzi dopiero czuj, jak j kocham. 
-A gdyby ona kochaa si w innym? - pytam. 
- W kim?... Moe w Wokulskim?... Cha! cha!... Kto w tym mruku moe si 
kocha?... Kobiecie potrzeba okazywa uczucie, namitno, mwi jej o 
mioci, ciska za rce, a jeeli mona, to i... A czy ten gaz potrafiby co 
podobnego?... Wystawa do panny Izabeli jak wye do kaczki, bo mu si 
zdawao, e wejdzie w stosunki z arystokracj i e panna ma posag. Ale gdy 
pozna stan rzeczy, uciek ze Skierniewic. O panie, z kobietami tak nie mona... 
Wyznaj, e nie podobaj mi si zapay Mraczewskiego. Jak zacznie pada do 
ng, skomle, paka, to w kocu zawrci gow pani Stawskiej. A Wokulski 
moe tego aowa, bo, na mj honor oficerski, bya to jedyna kobieta dla niego. 
Ale zaczekajmy, a tymczasem jedmy... jedmy!... 
Brr!... Ot i pojechaem... Kupiem bilet do Krakowa, na Dworcu WarszawskoWiedeskim 
siadem do wagonu i kiedy ju byo po trzecim dzwonku, 
wyskoczyem... 
Nie mog ani na chwil rozsta si z Warszaw i ze sklepem..., y bym bez 
nich nie potrafi... 
Rzeczy odebraem z kolei dopiero na drugi dzie, gdy zajechay a do 
Piotrkowa. 
Jeeli wszystkie moje plany speni si w taki sposb, to winszuj... 
ROZDZIA OSIEMNASTY: 
DUSZA W LETARGU 
Lec albo siedzc w swoim pokoju Wokulski machinalnie przypomina sobie, 
w jaki sposb ze Skierniewic powrci do Warszawy. 
Okoo pitej rano kupi na dworcu bilet pierwszej klasy, nie by jednak pewny, 
czy takiego da, czy dano mu go bez dania. Nastpnie wsiad do przedziau 
drugiej klasy i zasta tam ksidza, ktry przez cay czas podry wyglda 
oknem, tudzie rudego Niemca, ktry zdj kamasze i oparszy nogi w brudnych 
skarpetkach na przeciwlegej awce, spa jak zarnity. Wreszcie naprzeciw 
siebie mia jak star dam, ktr tak bolay zby, e nawet nie obraaa si na 
postpowanie swego ssiada w skarpetkach. 
Wokulski chcia porachowa liczb osb jadcych w przedziale i z wielkim 
trudem zmiarkowa, e bez niego jest ich trzy, a z nim cztery. Potem zacz 
rozmyla: dlaczego trzy osoby i jedna osoba stanowi razem cztery osoby -i 
zasn. 
W Warszawie opamita si dopiero w Alejach Jerozolimskich, ju jadc 
dorok. Kto mu jednak wynis walizk, jakim sposobem on sam znalaz si w 
doroce? o tym nie wiedzia i nawet nic go to nie obchodzio. 
Do swego mieszkania dosta si ledwie po pgodzinnym dzwonieniu, cho bya 
blisko sma rano. Otworzy mu sucy zaspany, rozebrany, przeraony jego 
nagym powrotem. Wszedszy za do sypialni Wokulski przekona si, e 
wierny suga spa na jego wasnym ku. Nie robi mu jednak wymwek, lecz 
kaza poda samowar. 
Sucy, otrzewiony, ale i zakopotany, szybko zmieni przecierada i 
poszewki, Wokulski za zobaczywszy wieo posane ko nie pi herbaty, ale 
rozebra si i leg spa. 
Spa do pitej po poudniu, a potem, umywszy si i ubrawszy jak do wyjcia, 
cakiem mimo woli usiad na fotelu w salonie i drzema do wieczora. Gdy za na 
ulicach zapony latarnie, kaza poda wiato i przynie befsztyk z restauracji. 
Zjad go z apetytem, popi winem i okoo pnocy znowu poszed spa. 
Na drugi dzie odwiedzi go Rzecki, ale jak dugo siedzia i o czym rozmawiali, 
nie pamita. Tylko nastpnej nocy, kiedy obudzi si na chwil, zdawao mu si, 
e widzi Rzeckiego z twarz bardzo zafrasowan. 
Potem zupenie straci rachub czasu, nie spostrzega rnic pomidzy dniem i 
noc, nie uwaa, aeby godziny mijay za prdko albo za wolno. W ogle nie 
zajmowa si czasem, ktry dla niego jakby nie istnia. Czu tylko pustk w 
sobie i naokoo siebie i nie by pewny, czy nie powikszyo si jego mieszkanie. 
Raz przywidziao mu si, e ley na wysokim katafalku, i zacz myle o 
mierci. Zdawao mu si, e musi umrze koniecznie na parali serca; ale ani 
przeraao go to, ani cieszyo. Niekiedy z cigego siedzenia na fotelu cierpy 
mu nogi, a wwczas myla, e idzie mier, i z obojtn ciekawoci uwaa, 
jak szybko owo cierpnicie posuwa si do serca? Obserwacje te chwilowo robiy 
mu jakby cie przyjemnoci, ale i one rozpyway si w apatii. 
Sucemu nakaza nie przyjmowa nikogo; pomimo to kilka razy odwiedzi go 
doktr Szuman. 
Na pierwszej wizycie wzi go za puls i kaza pokaza jzyk. 
- Moe angielski?... - spyta Wokulski, lecz wnet opamita si i wyrwa rk. 
Szuman bystro popatrzy mu w oczy. 
- Nie jeste zdrw - rzek - co ci dolega? 
- Nic. Czy znowu zajmujesz si praktyk? 
- Spodziewam si! - zawoa Szuman .- a pierwsz kuracj zrobiem na samym 
sobie: uleczyem si z marzycielstwa. 
- Bardzo piknie - odpar Wokulski. - Rzecki wspomina mi co o twoim 
wyleczeniu. 
- Rzecki jest pgwek... stary romantyk... To rasa ju ginca! Kto chce y, 
musi trzewo patrze na wiat... Uwaaj no i po kolei zamykaj oczy. Kiedy ci 
powiem: lewe... prawe... prawe... Za nog na nog... 
- Co ty robisz, mj kochany?... - zapyta Wokulski. 
- Badam ci. 
- O!... I masz nadziej zbada? 
- Spodziewam si. 
-A potem? 
- Bd ci leczy. 
-Z marzycielstwa? 
- Nie, z neurastenii. 
Wokulski umiechn si i rzek po chwili: 
- Czy moesz wyj czowiekowi jego mzg i woy na to miejsce inny? 
- Tymczasem nie... 
- No, to daj spokj leczeniu. 
-Mog podsun ci nowe pragnienia... 
- Ju je mam. Chciabym zapa si pod ziemi, cho tak gboko jak... studnia 
w zasawskim zamku... I jeszcze chciabym, aeby mnie zasypay gruzy, mnie i 
mj majtek, i nawet lad tego, e kiedykolwiek istniaem. Oto moje pragnienia, 
owoc wszystkich poprzednich. 
- Romantyzm!... - zawoa Szuman klepic go po ramieniu. Ale i to przejdzie. 
Wokulski ju nic nie odpowiedzia. Gniewa si za swoje ostatnie wyrazy i 
dziwi si: skd nagle przysza mu taka otwarto?... Gupia otwarto!... Co 
komu do jego pragnie?... Po co on to mwi?... Po co jak bezwstydny ebrak 
odsoni swoje rany? 
Po wyjciu doktora spostrzeg, e co si w nim zmienio; oto na tle dotychczas 
bezwzgldnej apatii pojawio si jakie uczucie. By to bezimienny bl, z 
pocztku bardzo may, ktry szybko powikszy si i stan w mierze. W 
pierwszej chwili mona go byo porwna do delikatnego ukucia szpilk, a 
pniej do jakiej zawady w sercu, nie wikszej od laskowego orzecha. ju 
aowa apatii kiedy przyszo mu na myl zdanie Feuchterslebena: 
Radowaem si w mojej boleci; bo zdawao mi si, em spostrzeg w sobie t 
podn walk, ktra tworzya i tworzy wszystko na tym wiecie, gdzie bez 
przerwy walcz nieskoczone siy. 
Jednake co to jest? - spyta siebie czujc, e w jego duszy miejsce apatii 
zajmuje gucha bole. I wnet odpar: 
Aha, jest to budzenie si wiadomoci... 
Powoli w jego umyle, dotychczas jakby zasnutym mg, pocz zarysowywa 
si obraz. Wokulski ciekawie wpatrywa si w niego i dostrzeg - sylwetk 
kobiety w objciach mczyzny... Obraz ten mia z pocztku saby blask 
fosforycznego wiata, potem sta si rowym... tawym... zielonawym... 
bkitnym... wreszcie zupenie czarnym jak aksamit. Potem znikn na kilka 
chwil i znowu zacz ukazywa si kolejno we wszystkich barwach, poczwszy 
od fosforycznej, koczc na czarnej. 
Jednoczenie bl wzmaga si. 
Cierpi, wic jestem!... - pomyla miejc si Wokulski. 
Tak upyno kilka dni na wpatrywaniu si ju to w w obraz zmieniajcy 
barw, ju to w bl, ktry zmienia natenie. Czasami zupenie gin, pojawia 
si drobny jak atom, rs, wypenia serce, ca istot, cay wiat... I w chwili 
kiedy ju przekroczy wszelk miar, znowu nikn ustpujc miejsca 
absolutnemu spokojowi i zdziwieniu. 
Z wolna zaczo si rodzi w duszy co nowego: pragnienie pozbycia si i tych 
blw, i tych obrazw. Byo to podobne do iskry zapalajcej si na tle nocy. 
Jaka saba otucha bysna Wokulskiemu. 
Czy tylko aby potrafi jeszcze myle? - rzek do siebie. 
Aeby sprawdzi to, zacz przypomina sobie tabliczk mnoenia, potem 
mnoy liczby dwucyfrowe przez jednocyfrowe i dwucyfrowe przez 
dwucyfrowe. Nie dowierzajc sobie zapisywa rezultaty dziaa, a potem 
sprawdza je... Mnoenia na papierze zgadzay si z pamiciowymi i Wokulski 
odetchn. 
Jeszcze nie straciem rozumu! - pomyla z radoci. 
Zacz wyobraa sobie rozkad wasnego mieszkania, ulice Warszawy, Pary... 
Otucha rosa; spostrzeg bowiem, e nie tylko dokadnie pamita, ale e jeszcze 
wiczenia te przynosz mu pewien rodzaj ulgi. Im wicej myla o Paryu, im 
ywiej przedstawiay mu si tamtejszy ruch, budowle, targi, muzea, tym mocniej 
zacieraa si sylwetka kobiety spoczywajcej w objciach mczyzny... 
Ju zacz spacerowa po mieszkaniu i oczy jego przypadkowo zatrzymay si 
na stosie ilustracji. Byy tam kopie z galerii drezdeskiej i monachijskiej, Don 
Quichot z rysunkami Dorgo, Hogart... 
Przypomnia sobie, e skazani na gilotyn najznoniej przepdzaj czas 
ogldajc rysunki... I odtd cae dnie schodziy mu na przegldaniu rysunkw. 
Skoczywszy jedn ksik, bra si do drugiej, trzeciej... i znowu powraca do 
pierwszej. 
Bl guchn; widziada ukazyway si coraz rzadziej, otucha rosa... 
Najczciej jednak przeglda Don Quichota, ktry robi na nim potne 
wraenie. 
Przypomnia sobie t dziwn histori czowieka, przez kilkanacie lat yjcego 
w sferze poezji - tak jak on, ktry rzuca si na wiatraki jak on, by druzgotany jak 
on, ktry zmarnowa ycie uganiajc si za ideaem kobiety - jak on, i 
zamiast krlewny znalaz brudn dziewk od krw - znowu jak on!... 
A jednake ten don Quichot by szczliwszy ode mnie! - myla. - Dopiero 
nad grobem zacz budzi si ze swych zudze... A ja?... 
Im duej przypatrywa si rysunkom, im bardziej oswaja si z nimi, tym mniej 
pochaniay jego uwag. Spoza don Quichota, Sancho Pansy i mulnikw 
Dorgo, spoza Walki kogutw i Ulicy pijackiej Hogarta coraz czciej 
pokazywao mu si wntrze wagonu, drgajca szyba, a w niej niewyrany obraz 
Starskiego i panny Izabeli... 
Wtedy odrzuci ilustracje i zacz czyta ksiki znane mu jeszcze z epoki 
dziecistwa albo z piwnicy Hopfera. Z niewymownym wzruszeniem odwiea 
w pamici: ywot w. Genowefy, R z Tannenburgu, Rinaldiniego, Robinsona 
Kruzoe, a nareszcie - Tysic i jedn nocy. Znowu zdawao mu si, e ju nie 
istnieje czas ani rzeczywisto i e jego raniona dusza uciekszy z ziemi bdzi 
po jakich czarodziejskich krainach, gdzie bij tylko szlachetne serca, gdzie 
podo nie stroi si w mask obudy, gdzie rzdzi wieczna sprawiedliwo 
kojca ble i nagradzajca krzywdy... 
I tu uderzy go jeden dziwny szczeg. Kiedy z wasnej literatury wynis 
zudzenia, ktre zakoczyy si rozkadem jego duszy - ukojenie i spokj 
znajdowa tylko w literaturach obcych. 
Czy my naprawd -myla z trwog -jestemy narodem marzycieli i czy ju 
nigdy nie zejdzie anio, ktry by poruszy betsedejsk sadzawk oboon tylu 
chorymi?... 
Pewnego dnia przyniesiono mu z poczty gruby pakiet. 
Z Parya?... - rzek. - Tak z Parya. Ciekawym, co to?... 
Ale ciekawo jego nie bya do siln, aeby zachci go do otworzenia i 
przeczytania listu. 
Taki gruby list!... Komu, u licha, chce si dzi tyle pisa? 
Rzuci pakiet na biurko i w dalszym cigu wzi si do czytania Tysica i jednej 
nocy. 
Co za rozkosz dla zmczonego umysu te paace z drogich kamieni, drzewa, 
ktrych owocami byy klejnoty!... Te kabalistyczne sowa, przed ktrymi 
ustpoway mury, te cudowne lampy, dziki ktrym mona byo zwalcza 
nieprzyjaci, przenosi si w mgnieniu oka o setki mil... A ci potni 
czarodzieje!... Co za szkoda, e taka wadza dostawaa si ludziom zoliwym i 
nikczemnym!... 
Odkada ksik i miejc si sam z siebie marzy, e on jest czarodziejem, 
ktry posiada dwie bagatelki: wadz nad siami natury i zdolno stawania si 
niewidzialnym... 
Myl - rzek - e po kilku latach mojej gospodarki wiat wygldaby inaczej... 
Najwiksi hultaje zmieniliby si na Sokratesw i Platonw. 
Wtem spojrza na list paryski i przypomnia sobie Geista i jego sowa: 
Ludzko skada si z gadw i tygrysw, midzy ktrymi ledwie jeden na ca 
gromad znajdzie si czowiek... Dzisiejsze niedole pochodz std, e wielkie 
wynalazki dostaway si bez rnicy ludziom i potworom... Ja nie popeni tego 
bdu i jeeli ostatecznie znajd metal lejszy od powietrza, oddam go tylko 
prawdziwym ludziom. Niech oni cho raz zaopatrz si w bro na swj 
wyczny uytek; niechaj ich rasa mnoy si i ronie w potg... 
Niezawodnie byoby lepiej - mrukn - gdyby tacy Ochoccy i Rzeccy mieli si, 
a nie Starscy i Maruszewicze... 
To jest cel!... - myla w dalszym cigu. - Gdybym by modszy... Chocia... 
No i tutaj bywaj ludzie, i tu jest niemao do zrobienia... 
Zacz znowu czyta histori z Tysica nocy, lecz spostrzeg, e i ona ju nie 
absorbuje go. Dawny bl zacz nurtowa serce, a przed oczyma coraz 
wyraniej rysowaa si sylwetka panny Izabeli i Starskiego. 
Przypomnia sobie Geista w drewnianych sandaach, pniej jego dziwny dom 
otoczony murem... I nagle przywidziao mu si, e ten dom jest pierwszym 
stopniem olbrzymich schodw, na szczycie ktrych stoi posg nikncy w 
obokach. Przedstawia on kobiet, ktrej nie byo wida gowy ani piersi, tylko 
spiowe fady sukni. Zdawao mu si, e na stopniu, ktrego dotykaj jej nogi, 
czerni si napis: Niezmienna i czysta. Nie rozumia, co to jest, ale czu, e od 
stp posgu napywa mu w serce jaka wielko pena spokoju. I dziwi si, e 
on, ktry by zdolnym dowiadcza podobnego uczucia, mg kocha czy 
gniewa si na pann Izabel albo zazdroci jej Starskiemu!... 
Wstyd uderzy mu na twarz, cho nikogo nie byo w pokoju. 
Widzenie zniko. Wokulski ockn si. By znowu tylko czowiekiem zbolaym i 
sabym, ale w jego duszy hucza jaki potny gos niby echo kwietniowej 
burzy, grzmotami zapowiadajcej wiosn i zmartwychwstanie. 
Pierwszego czerwca odwiedzi go Szlangbaum. Wszed zakopotany; ale 
przypatrzywszy si Wokulskiemu nabra otuchy. 
- Nie odwiedzaem ci do tej pory - zacz - bo wiem, e by niezdrw i nie 
chciae nikogo widywa. No, ale dziki Bogu, ju wszystko przeszo... 
Krci si na krzele i spod oka rzuca spojrzenia na pokj; moe spodziewa si 
znale w nim wicej nieadu. 
-Masz jaki interes? -zapyta go Wokulski. 
- Nie tyle interes, ile propozycj... Wanie kiedy dowiedziaem si, e chory, 
przyszo mi na myl... Uwaasz... tobie potrzeba duszego wypoczynku, 
usunicia si od wszelkich zaj, wic przyszo mi na myl, czyby nie zostawi 
u mnie tych stu dwudziestu tysicy rubli... Miaby bez kopotu dziesity 
procent. 
- Aha!... - wtrci Wokulski. - Ja moim wsplnikom bez kopotu, nawet dla 
siebie, paciem pitnacie. 
- Ale teraz cisze czasy... Zreszt chtnie dam pitnasty procent, jeeli mi 
zostawisz swoj firm... 
-Ani firmy, ani pienidzy -odpar niecierpliwie Wokulski:- Firma bodajby 
nigdy nie istniaa, a co do pienidzy... Tyle ich mam, e mi wystarczy procent, 
jaki daj papiery. Aaa... i tego za duo. 
- Wic chcesz odebra swj kapita na wity Jan? - spyta Szlangbaum. 
-Mog ci go zostawi do padziernika, nawet bez procentu, pod warunkiem, e 
zatrzymasz przy sklepie tych ludzi, ktrzy zechc zosta. 
- Ciki warunek, ale,.. 
-Jak chcesz. 
Nastaa chwila milczenia. 
- C mylisz robi ze spk do handlu z cesarstwem? - zapyta Szlangbaum. -
Bo mwisz tak, jakby si i z niej chcia wycofa... 
- Jest to bardzo prawdopodobne. 
Szlangbaum zarumieni si, chcia co powiedzie, ale da spokj. Pogadali 
jeszcze o rzeczach obojtnych i Szlangbaum wyszed egnajc si z nim bardzo 
serdecznie. 
On, widz, ma zamiar wszystko odziedziczy po mnie - myla Wokulski. Ha! 
niech dziedziczy... wiat naley do tych, ktrzy go bior. 
Swoj drog Szlangbaum rozmawiajcy z nim w tej chwili o swoich interesach 
wyda mu si zabawny. 
Wszyscy w sklepie skar si na niego - myla - mwi, e gow zadziera, e 
wyzyskuje... Co prawda, o mnie mwili to samo... 
Spojrzenie jego znowu pado na biurko, gdzie od kilku dni lea list z Parya. 
Wzi go do rk, ziewn, ale nareszcie odpiecztowa. 
Bya to korespondencja od baronowej majcej dyplomatyczne stosunki, tudzie 
kilka urzdowych aktw. Przejrza je i przekona si, e s to dowody mierci 
Ernesta Waltera, inaczej Ludwika Stawskiego, ktry zmar w Algierze: 
Wokulski zamyli si. 
Gdybym przed trzema miesicami dosta te papiery, kto wie, co by dzi byo?... 
Stawska - pikna, a nade wszystko jaka szlachetna... jaka szlachetna!... Czy ja 
wiem, moe ona naprawd mnie kochaa?... Stawska mnie, a ja tamt... Co za 
ironia losu!... 
Rzuci papiery na biurko i przypomnia sobie ten may, czysty salonik, w ktrym 
tyle wieczorw przepdzi z pani Stawsk, gdzie czu si tak spokojnym. 
No - mwi - i odrzuciem szczcie, ktre samo wpado mi w rce... Ale czy 
moe by szczciem to, czego nie pragniemy?... I jeeli ona cho przez jeden 
dzie tyle cierpiaa co ja?... 
Okrutne jest to urzdzenie wiata, na ktrym dwoje ludzi nieszczliwych z tego 
samego powodu nie mog sobie pomc... 
Dokumenta o mierci Stawskiego leay kilka dni, a Wokulski jeszcze nie 
zdecydowa si, co z nimi zrobi. 
Z pocztku wcale o nich nie myla, potem, gdy mu coraz czciej wpaday w 
oczy lub pod rk, zacz dowiadcza wyrzutw sumienia. 
Ostatecznie - mwi - sprowadziem je dla pani Stawskiej, wic trzeba to odda 
pani Stawskiej; ale gdzie ona jest?... Nie wiem... Zabawna byaby historia, 
gdybym si z ni oeni... Miabym towarzystwo. Helunia mie dziecko... 
miabym cel w yciu. No, ale ona sama nie zrobiaby interesu... C bym jej 
wreszcie powiedzia? Jestem chory, potrzebuj dozorczyni i dlatego ofiaruj 
pani kilkanacie tysicy rubli rocznie... Nawet pozwol si pani kocha, chocia 
sam... Mam ju dosy mioci... 
Dzie schodzi za dniem, a Wokulski nie wymyli sposobu odesania papierw 
pani Stawskiej. Trzeba by dowiedzie si, gdzie mieszka, napisa list 
rekomendowany, odda go na poczt... W kocu przypomnia sobie, e 
najprostsz rzecz bdzie wezwa Rzeckiego (z ktrym nie widzia si od kilku 
tygodni) i jemu odda dokumenta: Lecz chcc wezwa Rzeckiego, trzeba 
dzwoni na lokaja, posa go do sklepu... 
Aaa... dajcie mi spokj ! - mrukn. 
Wzi si znowu do czytania, tym razem podry. Zwiedzi Stany Zjednoczone, 
Chiny, ale papiery pani Stawskiej nie daway mu spokoju. Rozumia, e co 
trzeba zrobi z nimi, a czu, - e on nic nie zrobi. 
Taki stan ducha jego samego zacz dziwi. 
Myl przecie prawidowo - mwi - no, o ile nie przeszkadzaj mi 
wspomnienia... Czuj prawidowo... ach, nawet zanadto prawidwo ! Tylko... nie 
chce mi si zaatwi tego interesu i zreszt adnego... Jest to wic modna dzisiaj 
choroba woli... Pyszny wynalazek !... Ale ja, u diaba, nigdy nie stosowaem si 
do mody... W kocu, co mi tam moda czy nie moda; jest mi z ni dobrze, 
zatem... 
Wanie koczy podr do Chin, kiedy przyszo mu na myl, e gdyby on mia 
wol, to mgby prdzej czy pniej zapomnie i o pewnych wypadkach, i o 
pewnych osobach. 
A tak mnie to drczy... tak drczy.!... - szepn. 
Ju zupenie straci rachub czasu. 
Pewnego dnia gwatem wszed do niego Szuman. 
- No, jake tam? - spyta. - Czytamy, widz... powieci, dobrze... podre, 
doskonale... Nie miaby ochoty wyj na spacer? adny dzie, a przez pi 
tygodni chyba nacieszye si swoim mieszkaniem... 
-Ty z dziesi lat cieszye si swoim - odpar Wokulski. 
- Racja! Ale ja miaem zajcie, badaem ludzkie wosy i mylaem o sawie. 
Nade wszystko za nie miaem na karku interesw cudzych i swoich. Przecie 
za kilka tygodni bdzie sesja tej spki do handlu z cesarstwem... 
- Wycofuj si z niej... 
- Prosz... Dobra myl - mwi z ironi Szuman. - I jeszcze, aeby ci lepiej 
ocenili, pozwl im wzi na dyrektora Szlangbauma. On ich urzdzi!... tak jak 
mnie... Genialna rasa te ydki, ale c to za ajdaki!... 
-No, no, no... 
- Tylko ty ich nie bro przede mn - zawoa gniewnie Szuman -bo ja ich nie 
tylko znam, ale i odczuwam... Dabym gardo, e ju w tej chwili Szlangbaum 
kopie pod tob doy w owej spce, i jestem pewny, e si tam wkrci, bo 
jakeby polska szlachta moga obej si bez yda... 
- Widz, e nie lubisz Szlangbaunla? 
- Owszem, nawet podziwiam go i chciabym naladowa, ale nie potrafi! A 
wanie teraz zaczyna si budzi we mnie instynkt przodkw: skonno do 
geszefciarstwa... O naturo! jakebym chcia mie z milion rubli, aeby zrobi 
drugi milion, trzeci... i sta si modszym bratem Rotszylda. Tymczasem nawet 
Szlangbaum wyprowadza mnie w pole... Tak dugo krciem si w waszym 
wiecie, em w kocu utraci najcenniejsze przymioty mojej rasy... Ale to 
wielka rasa: oni wiat zdobd, i nawet nie rozumem, tylko szachrajstwem i 
bezczelnoci... 
- Wic zerwij z nimi, ochrzcij si... 
- Ani myl. Naprzd, nie zerw z nimi, chobym si ochrzci, a jestem znowu 
taki fenomenalny ydziak, e nie lubi blagowa. Po wtre - jeeli nie zerwaem 
z nimi, kiedy byli sabi, nie zerw dzi, kiedy s potni. 
- Mnie si zdaje, e wanie teraz s sabsi - wtrci Wokulski. 
-Czy dlatego, e ich zaczynaj nienawidzie ?... 
-No, nienawi zbyt silne sowo. 
- Daje spokj, nie jestem lepy ani gupi... Wiem, co mwi si o ydach w 
warsztatach, szynkach, sklepach, nawet w gazetach...I jestem pewny, e lada rok 
wybuchnie nowe przeladowanie, z ktrego moi bracia w Izraelu wyjd jeszcze 
mdrsi, jeszcze silniejsi i jeszcze solidarniejsi... A jak oni wam kiedy zapac!... 
Szelmy spod ciemnej gwiazdy, ale musz uzna ich geniusz i nie mog wyprze 
si sympatii... Czuj, e dla mnie brudny ydziak jest milszym od umytego 
panicza; a kiedy po dwudziestu latach pierwszy raz zajrzaem do synagogi i 
usyszaem piewy, na honor, zy mi w oczach stany... Co tu gada... Piknym 
jest Izrael triumfujcy i mio pomyle, e w tym triumfie ucinionych jest 
czstka mojej pracy!... 
- Szuman, zdaje mi si, e masz gorczk... 
-Wokulski, jestem pewny, e masz bielmo, i to nie na oczach, ale na mzgu... 
- Jake moesz wobec mnie mwi o takich rzeczach?.. 
-Mwi, bo naprzd, nie chc by gadem, ktry ksa podstpnie, a po wtre... 
ty, Stachu, ju nie bdziesz z nami walczy... Jeste zamany, i to zamany przez 
swoich... Sklep sprzedae, spk porzucasz... Kariera twoja skoczona. 
Wokulski spuci gow na piersi. 
- Pomyl zreszt - cign Szuman - kto dzi jest przy tobie?... Ja, yd, tak 
pogardzony i tak skrzywdzony jak ty... I przez tych samych ludzi... przez 
wielkich panw... 
- Robisz si sentymentalny - wtrci Wokulski. 
- To nie sentymentalizm!... Bryzgali nam w oczy swoj wielkoci, reklamowali 
swoje cnoty, kazali nam mie ich ideay... A dzi, powiedz sam: co warte s te 
ideay i cnoty, gdzie ich wielko, ktra musiaa czerpa z twojej kieszeni?... 
Rok tylko ye z nimi, niby na rwnej stopie, i co z ciebie zrobili?... Wic 
pomyl, co musieli zrobi z nami, ktrych gnietli i kopali przez cae wieki?... I 
dlatego radz ci: pocz si z ydami. Zdublujesz majtek i jak mwi Stary 
Testament, zobaczysz nieprzyjacioy twoje u podnka ng twoich... Za firm i 
dobre sowo oddamy ci ckich, Starskiego i nawet jeszcze kogo na 
przykadk... Szlangbaum to nie dla ciebie wsplnik, to bazen. 
- A jak zagryziecie owych wielkich panw, to co?... 
- Z koniecznoci poczymy si z waszym ludem, bdziemy jego inteligenej, 
ktrej dzi nie posiada... Nauczymy go naszej filozofii, naszej polityki, naszej 
ekonomii i z pewnoci lepiej wyjdzie na nas anieli na swoich 
dotychczasowych przewodnikach... Przewodnikach!... - doda ze miechem. 
Wokulski machn rk. 
- Mnie si zdaje - rzek - e ty, ktry chcesz wszystkich leczy na 
marzycielstwo, sam jeste marzycielem. 
- A to znowu?... - zapyta Szuman. 
- Tak... Nie macie .gruntu pod nogami, a chcecie innych bra za eb... Mylcie 
wy lepiej o uczciwej rwnoci z innymi, nie o zdobywaniu wiata, i nie leczcie 
cudzych wad przed uleczeniem wasnych, ktre mno wam nieprzyjaci. 
Zreszt ty sam nie wiesz, czego si trzyma: raz gardzisz ydami, drugi raz 
oceniasz ich zbyt wysoko... 
- Gardz jednostkami, szanuj si gromady. 
- Wprost przeciwnie, anieli ja, ktry gardz gromadami, a niekiedy szanuj 
jednostki. 
Szuman zamyli si. 
- Rb, jak chcesz - rzek biorc za kapelusz. - Faktem jest jednak, e jeeli ty 
wyjdziesz ze swojej spki, to ona wpadnie w rce Szlangbauma i caej zgrai 
parszywych ydziakw. Tymczasem gdyby zosta, mgby tam wprowadzi 
ludzi uczciwych i przyzwoitych, ktrzy maj niewiele wad, a wszystkie 
ydowskie stosunki. 
-Tak czy owak, spk opanuj ydzi. 
- Ale bez twej pomocy zrobi to ydzi chederowi, a z tob zrobiliby 
uniwersyteccy. 
- Czy to nie wszystko jedno! - odpar Wokulski wzruszajc ramionami. 
- Nie wszystko. Nas z nimi czy rasa i wsplne pooenie, ale dziel pogldy. 
My mamy nauk, oni Talmud, my rozum, oni spryt; my jestemy troch 
kosmopolici, oni partykularyci, ktrzy nie widz dalej poza swoj synagog i 
gmin. Gdy chodzi o wsplnych nieprzyjaci, s wybornymi 
sprzymierzecami, ale gdy o postp judaizmu... wwczas s dla nas nieznonym 
ciarem! Dlatego w interesie cywilizacji ley, aeby kierunek spraw by w 
naszych rkach. Tamci mog tylko zaplugawi wiat chaatami i cebul, ale nie 
posun go naprzd... Pomyl o tym, Stachu!... 
Uciska Wokulskiego i wyszed pogwizdujc ari: Rachelo, kiedy Pan w 
dobroci niepojty... 
Tak tedy - myla Wokulski - zanosi si na walk midzy ydami postpowymi 
i zacofanymi o nasz skr, a ja mam bra w niej udzia jako sprzymierzeniec 
tych albo tamtych... Pikna rola!:.. Ach, jak mnie to nudzi i nuy... 
Zacz marzy, i znowu zobaczy odrapany mur domu Geista i nieskoczon 
ilo schodw, na szczycie ktrych siedzia posg spiowej bogini, z gow w 
chmurach i z zagadkowym napisem u stp: Niezmienna i czysta... 
Przez chwil, kiedy patrzy na fady jej sukni, mia mu si chciao i z panny 
Izabeli, i  jej triumfujcego wielbiciela, i z wasnych cierpie. 
Czy to podobna?... czy to podobna?... - szepn. - Aebym ja... 
Ale posg wnet znikn, a bl powrci i rozsiad si w jego sercu jak wielki 
pan, ktremu nikt nie sprosta. 
W par dni po wizycie Szumana zjawi si u Wokulskiego Rzecki. By bardzo 
mizerny, podpiera si lask i tak zmczy si wejciem na pierwsze pitro, e 
zadyszany upad na krzeso i z trudnoci mwi. 
Wokulski przerazi si. 
- Co tobie, Ignacy?... - zawoa. 
- Et, nic!... Troch staro, troch... Ot, nic!... 
- Ale ty lecz si, mj drogi, wyjed gdzie... 
- Powiem ci, e prbowaem wyjeda... Ju nawet byem na kolei. Ale 
ogarna mnie taka tsknota za Warszaw i... za naszym sklepem - doda ciszej e... 
Iii... co tam!... Przepraszam ci, em tu przyszed... 
- Ty mnie przepraszasz, kochany stary?.. Ja mylaem, e gniewasz si na mnie. 
- Ja na ciebie?... - odpar Rzecki wpatrujc si w niego z przywizaniem. - Ja na 
ciebie?... - Ale co tam!... Przypdziy mnie tu interesa i ciki kopot... 
- Kopot? 
- Wyobra sobie, e Klejn aresztowany... 
Wokulski cofn si z krzesem. 
- Klejn i ci dwaj... pamitasz?... Ten Maleski i Patkiewicz... 
-Za co? 
- Oni mieszkali w domu baronowej Krzeszowskiej, no i troch, co prawda, 
szykanowali tego... tego Maruszewicza... On grozi, a ci jeszcze lepiej... W 
kocu polecia na skarg do cyrkuu... Zesza policja, zrobi si jaki skandal i 
wszystkich trzech wzito do kozy. 
- Dzieciaki... dzieciaki!... - szepn Wokulski. 
-Ja to samo mwiem - cign Rzecki. -Naturalnie, nic im si nie stanie, ale 
zawsze niemia historia. Ten osio Maruszewicz sam przestraszony... Wpad do 
mnie, przysiga, e on temu nie winien... Nie mogem ju wytrzyma i 
odpowiedziaem mu: e pan nie winien, jestem pewny; ale i to pewne, e w 
naszych czasach Pan Bg opiekuj si hultajami... Bo naprawd to pan 
powiniene siedzie dzi pod kluczem za faszowanie podpisw,, ale nie te 
lekkoduchy... A rozpaka si. Przysig, e odtd wejdzie na dobr drog i e 
jeeli dotychczas nie wszed na ni, to tylko z twojej winy. 
Byem peen najszlachetniejszych zamiarw - mwi - ale pan Wokulski, 
zamiast poda mi rk, zamiast utwierdzi w zacnych intencjach, zby mnie 
lekcewaeniem... 
- Poczciwa dusza! - rozemia si Wokulski. - C wicej? 
- W miecie gadaj - mwi Rzecki - e opuszczasz spk... 
- Tak... 
- I e odstpujesz j ydom. 
- No, przecie moi wsplnicy nie s star garderob, aebym mg ich 
odstpowa - wybuchn Wokulski. -Maj pienidze, maj gowy na karkach... 
Niech znajd ludzi i niech sobie radz. 
- Kogo oni tam znajd, a choby znaleli, komu zaufaj, jeeli nie ydom!... A 
ydzi na serio myl o tym interesie. Nie ma dnia, aeby nie odwiedzi mnie 
Szuman albo Szlangbaum, a kady namawia, aebym ja po tobie prowadzi 
spk... 
- Waciwie ty j dzi prowadzisz. 
Rzecki machn rk. 
- Twoimi pomysami i pienidzmi! - odpar. - Ale mniejsza... Z tego widz, e 
Szuman naley do jednej partii, a Szlangbaum do drugiej i e potrzebuj 
sztromanw... Przede mn jeden na drugiego wiesza psy, ale wczoraj syszaem, 
e obie partie ju maj si porozumie. 
- Mdrzy! - szepn Wokulski. 
- Ale ja do nich straciem serce - odpar Rzecki. - Jestem przecie stary kupiec i 
mwi ci, e u nich wszystko stoi na bladze, szacherce i tandecie. 
- Nie bardzo im wymylaj - wtrci Wokulski - bo to przecie my ich 
wyhodowalimy... 
- Nie my!... - zawoa gniewnie Rzecki - oni wszdzie tacy... Gdziekolwiek ich 
spotkaem: w Peszcie, Konstantynopolu, w Paryu i w Londynie, zawsze 
widziaem jedn zasad: dawa jak najmniej, a bra jak najwicej, tak we 
wzgldzie materialnym, jak i w moralnym... Blichtr... zawsze blichtr!... 
Wokulski zacz chodzi. po pokoju. 
- Szuman mia racj - rzek - e wzrasta do nich niech, kiedy nawet ty... 
- Ja nie jestem niechtny... ja ju schodz z pola... Ale spojrzyj tylko, co si tu 
dzieje?... Gdzie oni nie wa, gdzie nie otwieraj sklepw, do czego nie 
wycigaj rk?... A kady, byle zaj jakie stanowisko, prowadzi za sob cay 
legion swoich, bynajmniej nie lepszych od nas, nawet gorszych. Zobaczysz, co 
zrobi z naszym sklepem: jacy to tam bd subiekci, jakie towary... I ledwie 
zagarnli sklep, ju wkrcaj si midzy arystokracj, ju bior si do twojej 
spki... 
- Nasza wina... Nasza wina!... - powtarza Wokulski. - Nie moemy odmawia 
ludziom prawa do zdobywania stanowisk, ale moemy broni wasnych. 
- Ty sam opuszczasz stanowisko. 
-Nie przez nich; oni ze mn uczciwie wychodzili. 
-Bo by im potrzebny. Z ciebie i twoich stosunkw zrobili szczebel... 
- No, co tam - przerwa Wokulski - obaj nie przekonamy, si... Ale, ale... Mam 
tu urzdowe papiery o mierci Ludwika Stawskiego. 
Rzecki zerwa si z fotelu. 
- Ma pani Heleny?... Gdzie?... - mwi rozgorczkowany. - Ale to ocalenie 
dla nas wszystkich!... 
Wokulski poda dokumenta, ktre Rzecki schwyci drcymi rkoma. 
- Wieczny odpoczynek i... chwaa Bogu!... - prawi czytajc.- No, kochany 
Stachu, dzi nie ma ju adnej przeszkody... Ze si z ni... Ach, gdyby 
wiedzia, jak ona ci kocha... Zaraz donios o tym biedaczce, a papiery ty sam 
zawie i... owiadcz si z miejsca... Ju widz, spka bdzie uratowana, a moe 
i sklep... Paruset ludzi, ktrych uchronisz od ndzy, pobogosawi was... Co to 
za kobieta!... Przy niej dopiero znajdziesz spokj i szczcie... 
Wokulski stan przed nim i pokiwa gow. 
- A ona ze mn znajdzie szczcie? - spyta. 
- Szalenie ci kocha... Ty nawet nie domylasz si... 
- A wie ona: co kocha?... Czy ty nie widzisz, e ja ju jestem tylko ruin, 
najgorsz, bo moraln... Zatru komu szczcie potrafi, ale da!... 
I jeeli mgbym da co wiatu, to chyba pienidze i prac, ale... nie dla 
dzisiejszych ludzi i jak najdalej od nich. 
- Eh, przesta!... - zawoa Rzecki. - Oe si z ni, a zaraz inaczej spojrzysz... 
Wokulski mia si smutno. 
- Tak... oeni si!... Spta dobr i niewinn istot, wyzyskiwa 
najszlachetniejsze uczucia, a myl by gdzie indziej... I moe jeszcze za rok lub 
dwa wymawia, e dla niej porzuciem wielkie zamiary... , 
- Polityka?... - szepn tajemniczo Rzecki. 
- Co tam polityka!... ju miaem czas i okazje rozczarowa si do niej... Jest co 
waniejszego od polityki... 
- Moe wynalazek tego Geista?... - pyta Rzecki. 
-A ty skd wiesz? 
- Od Szumana. 
- Ach, prawda!... Zapomniaem, e Szuman musi wiedzie o wszystkim. To 
take talent... 
- I bardzo pomocny. Swoj drog, radz ci: pomyl o pani Stawskiej, bo... 
- Ty mi j odbijesz?... - umiechn si Wokulski. - Odbij, odbij!... Gwarantuj 
wam, e nie zaznacie biedy. 
- Tfy! daje spokj!... Ziemia by si zapada, gdyby taki stary grat jak ja myla 
o podobnej kobiecie. Ale jest tu kto niebezpieczniejszy... Mraczewski... Szaleje 
za ni, mwi ci, i ju pojecha do niej trzeci czy czwarty raz... Serce kobiety nie 
kamie... 
- O!... Mraczewski?... Ju nie bawi si w socjalizm? 
- Ale skd! on mwi, e byle czowiek odoy pierwszy tysic rubli, a jeszcze 
pozna tak pikn kobiet jak Stawka, zaraz polityka wywietrzeje mu z gowy. 
- Biedny Klejn by innego zdania - rzek Wokulski. 
-.Co tam Klejn, narwaniec!... Dobry chopak, ale aden subiekt... Mraczewski, 
oto bya pera!... Pikny, papla po francusku, a jak on spoglda na klientki, jak 
podkrca wsy!... Ten zrobi interes na wiecie i zdmuchnie ci pani Stawsk... 
Zobaczysz!... 
Zabra si do wyjcia, ale jeszcze stan i rzek: 
- e si z ni, Stachu, e... Uszczliwisz kobiet, uratujesz spk, a moe i 
sklep ocalisz. Co tam wynalazki!... Rozumiabym cele polityczne w tych 
czasach, kiedy mog zaj najdoniolejsze wypadki. Ale te machiny latajce... 
Chocia moe i one przydayby si? - doda po namyle. -Ha! zreszt rb, jak 
chcesz, ale prdko decyduj si co do Stawskiej, bo czuj, e Mraczewski nie 
zapi gruszek w popiele. To frant! Machiny latajce... Phy! czy ja wiem?... 
Moe i to... moe i to na co si przyda. 
Wokulski zosta sam. 
Pary czy Warszawa?... - myla. - Tam wielki cel, ale niepewny, tu paruset 
ludzi... Na ktrych nie mog patrze... - doda po chwili. 
Zbliy si do okna i jaki czas wyglda na ulic, po prostu aeby si przemc. 
Ale wszystko dranio go: ruch powozw, bieganina pieszych, ich zafrasowane 
lub umiechnite twarze. Najbardziej za rozstraja go widok kobiet. Zdawao 
mu si, e kada jest uosobieniem gupoty i faszu. 
Kada znajdzie swego Starskiego, prdzej lub pniej - myla.- Kada go 
szuka. 
Wkrtce znowu odwiedzi Wokulskiego Szuman. 
-Mj drogi - zawoa od progu miejc si - choby mia mnie wyrzuci za 
drzwi, bd ci przeladowa wizytami... 
-Ale owszem, przychod jak najczciej - odpar Wokulski. 
- Wic zgadzasz si?... Wybornie!... To poowa kuracji...Co znaczy jednake 
silny mzg!... Po niecaych siedmiu tygodniach cikiej mizantropii ju 
zaczynasz tolerowa gatunek czowieczy, i to jeszcze w mojej osobie... Cha! 
Cha! Cha!... C by byo, gdyby wpuci do twej klatki jak szykown 
kobietk... 
Wokulski zblad. 
- No, no... wiem, e jeszcze za wczenie... Cho ju pora, aeby zacz 
ukazywa si midzy ludmi. To uleczyoby ci do reszty. Bo we za przykad 
mnie - prawi Szuman. - Dopki siedziaem w czterech cianach, nudziem si 
jak diabe w dzwonnicy; a dzi ledwiem pokaza si w wiecie, ju mam tysice 
rozrywek. Szlangbaum chce mnie okpi i z jednego zdziwienia wpada w drugie, 
dzie po dniu przekonywajc si, e cho mam tak naiwn min, przecie z gry 
przewidziaem wszystkie jego cugi. To nawet zjednao mi u niego szacunek... 
- Dosy skromna zabawa - wtrci Wokulski. 
- Zaczekaj ! Drug uciech sprawiaj mi moi wspwyznawcy ze sfer 
finansowych, poniewa zdaje im si, e ja mam nadzwyczajny spryt do 
interesw i e pomimo to bd mn mogli kierowa, jak im si podoba... 
Wyobraam sobie ich bolesne rozczarowanie, kiedy przekonaj si, e ani 
jestem do sprytnym do interesw, ani do gupim, aeby sta si pionkiem w 
ich rkach... 
- A tak namawiae mnie do wejcia w spk z nimi?.. 
- To co innego. Ja i dzi jeszcze ci namawiam. Na ostronej spce z 
rozumnymi ydami nikt nigdy nie straci, przynajmniej finansowo. Ale co 
innego by wsplnikiem, a co innego pionkiem, jakim mnie chc zrobi... Ach, 
te ydziaki !... zawsze szelmy, w chaatach czy we frakach... 
- Co ci jednak nie przeszkadza uwielbia ich, a nawet czy si ze 
Szlangbaumen!?... 
- To znowu co innego - odpar Szuman. - ydzi, moim zdaniem, s 
najgenialniejsz ras w wiecie, a przy tym moj ras, wic ich podziwiam i w 
gromadzie kocham. A co do porozumienia ze Szlangbaumem... Bj si Boga, 
Stachu! czyby to bya rzecz rozsdna z nasze strony, gdybymy si arli midzy 
sob wwczas, kiedy idzie o uratowanie tak wietnego interesu jak spka do 
handlu z cesarstwem?... Ty j rzucasz, wic albo runie, albo zapi j Niemcy i 
w kadym razie kraj straci. A tak i kraj zyska, i my... 
- Coraz mniej rozumiem ci - wtrci Wokulski. - ydzi s wielcy i ydzi s 
szelmy... Szlangbauma trzeba wyrzuci ze spki i trzeba go znowu przyj... 
Raz ydzi na tym zyskuj, to znowu kraj zyska... Kompletny chaos!.. 
- Masz, Stachu, mzg przewrcony... To aden chaos, najjaniejsza prawda... W 
tym kraju tylko ydzi tworz jaki ruch przemysowy i handlowy, a wic kade 
ich ekonomiczne zwycistwo jest czystym zyskiem dla kraju... Nie mam racji?... 
- Musz si nad tym zastanowi - odpar Wokulski. - No, a jak jeszcze masz 
uciech?.. 
- Najwiksz. Wyobra sobie, e na pierwsz wie o moich przyszych 
sukcesach finansowych ju chc mnie eni... Mnie, z moj ydowsk mord i 
ysin!... 
- Kto?... z kim?.. 
- Naturalnie, e nasi znajomi, a z kim?... Z kim zechc. Nawet z chrzecijank, i 
to z piknej familii, byem si ochrzci... 
- A ty?.. 
- Wiesz co, e gotowem to zrobi przez ciekawo. Po prostu dla dowiedzenia 
si: w jaki sposb przekona mnie o swej mioci chrzecijanka pikna, moda, 
dobrze wychowana, a nade wszystko z porzdnej familii?... Tu ju miabym 
miliony zabaw. Bawibym si widzc jej konkury o moj rk i serce. Bawibym 
si syszc, jak mwi o swej wielkiej ofierze dla dobra rodziny, a moe nawet 
ojczyzny. Bawibym si w kocu ledzc, w jaki sposb powetowaaby sobie 
swoj ofiar: czy oszukiwaaby mnie star metod, to jest potajemnie, czy now, 
to jest jawnie, i moe nawet dajc mego przyzwolenia?... 
Wokulski schwyci si za gow. 
- Okropno... - szepn. 
Szuman patrzy na niego spod oka. 
- Stary romantyku!... stary romantyku!... - mwi. - Chwytasz si za gow, bo w 
twojej chorej wyobrani cigle jeszcze pokutuje chimera idealnej mioci, 
kobiety z anielsk dusz... Takich jest ledwie jedna na dziesi, wic masz 
dziewi przeciw jednemu, e na tak nie trafisz. A chcesz pozna norm?..: 
wic rozejrzyj si w stosunkach ludzkich. Albo mczyzna jak kogut uwija si 
midzy kilkunastoma kurami, albo kobieta, jak wilczyca w lutym, wabi za sob 
ca zgraj ogupiaych wilkw czy psw... I powiadam ci, e nie ma nic 
bardziej upadlajcego jak ciganie si w takiej gromadzie, jak zaleno od 
wilczycy... W tym stosunku traci si majtek, zdrowie, serce, energi, a w kocu 
i rozum... Haba temu, kto nie potrafi wydoby si z podobnego bota! 
Wokulski siedzia milczcy, z szeroko otwartymi oczyma. Wreszcie rzek 
cichym gosem: 
- Masz racj... 
Doktr pochwyci go za rk i gwatownie targajc ni zawoa: 
- Mam racj?... ty to powiedziae?... A wic - jeste ocalony!... Tak, jeszcze 
bd z ciebie ludzie... Plu na wszystko, co mino: na wasn bole i na cudz 
nikczemno... Wybierz sobie jaki cel, jakikolwiek, i zacznij nowe ycie. Rb 
dalej majtek czy cudowne wynalazki, e si ze Stawsk czy zawi drug 
spk, bye czego pragn i co robi. Rozumiesz? I nigdy nie pozwl 
nakrywa si spdnic... Rozumiesz? Ludzie twojej energii rozkazuj, nie 
suchaj, prowadz, nie za s prowadzeni... Kto majc do wyboru ciebie i 
Starskiego wybra Starskiego, ten dowid, e niewart nawet Starskiego... Oto 
moja recepta, pojmujesz?... A teraz bd zdrw i zosta z wasnymi mylami. 
Wokulski nie zatrzymywa go. 
- Gniewasz si? - rzek Szuman. - Nie dziwi si, wypaliem ci tgiego raka; a 
to, co jeszcze zostao, samo zginie. Bywaj zdrw. 
Po odejciu doktora Wokulski otworzy okno i rozpi koszul. Byo mu duszno, 
gorco i zdawao mu si, e go krew zaleje. Przypomnia sobie Zasawek i 
oszukiwanego barona, przy ktrym on sam odegrywa wwczas prawie tak 
rol, jak dzisiaj przy nim Szuman... 
Zacz marzy i obok wizerunku panny Izabeli w objciach Starskiego ukazaa 
mu si teraz gromada zziajanych wilkw uganiajcych si po niegu za 
wilczyc... A on by jednym z nich!... 
Znowu ogarn go bl, a zarazem wstrt i obrzydzenie do samego siebie. 
Jakim ja nikczemny i gupi!... - zawoa uderzajc si w czoo. eby tyle 
widzie, tyle sysze i jednake doj do podobnego upodlenia... Ja... ja... 
cigaem si ze Starskim i Bg wie z kim jeszcze. 
Tym razem miao wywoa w pamici obraz panny Izabeli; miao 
przypatrywa si jej posgowym rysom, popielatym wosom, oczom mienicym 
si wszystkimi barwami, od niebieskiej do czarnej. I zdawao mu si, e na jej 
twarzy, szyi, ramionach i piersiach widzi, jak pitna, lady pocaunkw 
Starskiego... 
Mia racj Szuman - pomyla - jestem naprawd uleczony... 
Powoli jednak gniew ostyg w nim, a jego miejsce znowu zaj al i smutek. 
Przez kilka nastpnych dni Wokulski ju nic nie czyta. Prowadzi oywion 
korespondencj z Suzinem i duo rozmyla. 
Myla, e w obecnym pooeniu, prawie od dwu miesicy zamknity w swoim 
gabinecie; ju przesta by czowiekiem i zaczyna robi si czym podobnym do 
ostrygi, ktra, siedzc na jednym miejscu, bez wyboru przyjmuje od wiata to, 
co jej rzuci przypadek. 
A jemu co da przypadek? 
Najpierw podsun ksiki, z ktrych jedne owieciy go, e jest don Quichotem, 
a inne obudziy w nim pocig do cudownego wiata, w ktrym ludzie posiadaj 
wadz nad wszelkimi siami natury. 
Wic chcia ju nie by don Quichotem i zapragn posiada wadz nad siami 
natury. 
Potem kolejno wpadali do niego Szlangbaum i Szuman, od ktrych dowiedzia 
si, e dwie partie ydowskie walcz midzy sob o odziedziczenie po nim 
kierunku spk. W caym kraju nie byo nikogo, kto by mg dalej rozwija 
jego pomysy; nikogo, prcz ydw, ktrzy wystpowali z ca kastow 
arogancj, przebiegoci, bezwzgldnoci i jeszcze kazali mu wierzy, e jego 
upadek, a ich triumf - bdzie korzystnym dla kraju... 
Wobec tego poczu taki wstrt do handlu, spek i wszystkich zyskw, e dziwi 
si samemu sobie: jakim sposobem on mg, prawie przez dwa lata, miesza si 
do podobnych rzeczy? 
Zdobywaem majtek dla niej!... - pomyla. - Handel... ja i handel!... I to ja 
zgromadziem przeszo p miliona rubli w cigu dwu lat, ja zmieszaem si z 
ekonomicznymi szulerami, stawiaem na kart prac i ycie, no... i wygraem... 
Ja - idealista, ja - uczony, ja, ktry przecie rozumiem, e p miliona rubli 
czowiek nie mgby wypracowa przez cae ycie, nawet przez trzy ycia... A 
jedyn pociech, jak jeszcze wyniosem z tej szulerki, jest pewno, em nie 
krad i nie oszukiwa... Widocznie Bg opiekuje si gupcami... 
Potem znowu wypadek przynis mu wiadomo o mierci Stawskiego w licie 
z Parya i od tej chwili kolejno budziy si w nim wspomnienia pani Stawskiej i 
Geista. 
Mwic prawd -myla - powinien bym ten wyszulerowany majtek zwrci 
ogowi. Biedy i ciemnoty u nas peno, a ci ludzie biedni ciemni s jednoczenie 
najczcigodniejszym materiaem... Jedyny za na to sposb byby oeni si ze 
Stawsk. Ona z pewnoci nie tylko nie paraliowaaby moich zamiarw, ale 
byaby najwierniejsz pomocnic. Ona przecie zna prac i bied, i jest taka 
szlachetna!... 
Tak rozumowa, ale czu co innego: pogard dla udzi, ktrych chcia 
uszczliwi. Czu, e pesymizm Szumana nie tylko poderwa w nim 
namitno dla panny Izabeli, ale jeszcze zatru jego samego. Trudno mu byo 
opdzi si przed skutkami sw, e rodzaj ludzki albo skada si z kur 
kokietujcych koguta, albo z wilkw uganiajcych si za wilczyc. I e 
gdziekolwiek zwrci si, ma dziewi razy wicej szans, e trafi na zwierz 
anieli na czowieka!... 
Niech go diabli wezm z tak kuracj - szepn. 
Teraz pocz zastanawia si nad Szumanem. 
Trzej ludzie upatrywali w czowieczym gatunku cechy mocno zwierzce: on 
sam, Geist i Szuman. Ale on sdzi, e zwierzta w ludzkiej postaci s 
wyjtkami, og za skada si z dobrych jednostek. Geist twierdzi, przeciwnie, 
e og ludzki jest bydlcym, a jednostki dobre s wyjtkami; ale Geist wierzy, 
e z czasem rozmno si ci dobrzy ludzie, e opanuj ca ziemi - i od 
kilkudziesiciu lat pracowa nad wynalazkiem, ktry by umoliwi ten triumf. 
Szuman take twierdzi, e ogromna wikszo ludzi s zwierztami, lecz ani 
wierzy w lepsz przyszo, ani w nikim nie budzi tej otuchy. Dla niego ludzki 
rodzaj by ju skazany na wiekuiste bydlctwo, wrd ktrego odrniali si 
tylko ydzi, jak szczupaki midzy karasianii. 
Pikna filozofia! - myla Wokulski. 
Czu jednak, e w jego zranionej duszy, jak w wieo zaoranym polu, pesymizm 
Szumana bystro si pleni. Czu, e ganie w nim nie tylko mio, ale nawet al 
do panny Izabeli. Bo jeeli cay wiat skada si z bydlt, to nie ma dobrej racji 
ani szale za jednym z nich, ani gniewa si za to, e jest zwierzciem, nie 
lepszym i zapewne nie gorszym od innych. 
Piekielna jego kuracja! - powtarza. - Ale kto wie, czy nie suszna?... Ja fatalnie 
zbankrutowaem na moich pogldach; kto mi zarczy, e i Geist nie myli si w 
swoich albo e nie ma racji Szuman?... Rzecki bydl, Stawska bydl, Geist 
bydl, ja sam bydl... Ideay - to malowane oby, w ktrych jest malowana 
trawa, niezdolna nikogo nasyci!... Wic co si powica dla jednych albo 
ugania za drugimi?... Po prostu trzeba si wyleczy, a potem na odmian jada 
poldwic albo adne kobiety i popija to dobrym winem... Czasami co 
przeczyta, czasami gdzie wyjecha, wysucha koncertu i tak doczeka staroci 
 
Na tydzie przed sesj, ktra miaa zdecydowa o losach spki, wizyty u 
Wokulskiego stay si coraz czstszymi. Przychodzili kupcy, arystokracja, 
adwokaci zaklinajc go, aeby nie opuszcza stanowiska i nie naraa instytucji, 
ktra przecie jest jego dzieem. Wokulski przyjmowa interesantw z tak 
lodowat obojtnoci, e nawet nie mieli ochoty wypowiedzie mu swoich 
argumentw; mwi, e jest znuony i chory i e musi si wycofa. 
Interesanci odchodzili bez nadziei; kady jednak przyznawa, e Wokulski musi 
by ciko chory. Wychud, odpowiada krtko i cierpko, a w oczach palia mu 
si gorczka. 
-Zabi si chciwoci! - mwili kupcy. 
Na par dni przed ostatecznym terminem Wokulski wezwa swego adwokata i 
prosi go o zawiadomienie wsplnikw, e stosownie do zawartej z nimi 
umowy, wycofuje kapita i usuwa si ze spki. Inni mog zrobi to samo. 
-A pienidze? -spyta adwokat. 
- Dla nich ju s gotowe w banku; ja za mam rachunki z Suzinem. 
Adwokat poegna go strapiony. Tego dnia przyjecha do Wokulskiego ksi. 
- Sysz nieprawdopodobne rzeczy! - zacz ksi ciskajc go za rk. -
Adwokat paski zachowuje si tak, jakby pan naprawd mia zamiar nas 
opuci... 
- Czy ksi myla, e artuj?... 
- No, nie... Ja myl, e pan spostrzeg jakie niedogodnoci w naszej umowie 
i... 
- I targuj si, aeby zmusi was do podpisania innej, ktra zmniejszy wasze 
procenta, a zwikszy moje dochody... - pochwyci Wokulski. - Nie, ksi, 
usuwam si zupenie na serio. 
-Wic robi pan zawd swoim wsplnikom... 
- Jaki? Panowie sami zawizalicie ze mn spk tylko na rok i sami dalicie 
takiego prowadzenia interesw, aeby w cigu miesica po rozwizaniu umowy 
kady wsplnik mg wycofa swj wkad. To byo wasze wyrane danie. Ja 
za przekroczyem je o tyle, e zwrc pienidze nie w miesic dopiero, ale w 
godzin po rozwizaniu spki. 
Ksi upad na fotel. 
-Spka zostanie -rzek cicho - ale na miejsce pana wejd do niej 
starozakonni... 
-To ju z wyboru panw. 
- ydowszczyzna w naszej spce!... - westchn ksi. - Oni nawet na 
posiedzeniach gotowi rozmawia po ydowsku... Nieszczsny kraj! nieszczsny 
jzyk!... 
- Nie ma obawy - wtrci Wokulski. - Wikszo naszych wsplnikw ma 
zwyczaj rozmawia na sesjach po francusku i jzykowi nic si nie stao, wic 
chyba nie zaszkodzi mu i kilka frazesw w argonie. 
Ksi zarumieni si. 
- Ale starozakonni, panie... obca rasa... Teraz jeszcze zacza si przeciw nim 
jaka niech... 
- Niech tumu niczego nie dowodzi. Lecz kt zreszt broni panom zebra 
odpowiednie kapitay, jak to zrobili ydzi, i powierzy je nie Szlangbaumowi, 
ale ktremu z chrzecijaskich kupcw? 
- Nie znamy takiego, ktremu mona by zaufa. 
- A Szlangbauma znacie?... 
- Przy tym u nas nie ma ludzi do zdolnych - wtrci ksi.- To s subiekci, 
nie finansici... 
- A ja czym byem?... Take subiektem i nawet restauracyjnym chopcem; mimo 
to spka przyniosa zapowiedziany dochd. 
- Pan jeste wyjtkiem... 
- Kt panom zarczy, e nie znalelibycie wicej takich wyjtkw w 
piwnicach i za kontuarami. Poszukajcie. 
- Starozakonni sami do nas przychodz... 
- Ot to!... - zawoa Wokulski. - ydzi przychodz albo wy do nich, ale 
chrzecijaski parweniusz do was nawet przyj nie moe, bo tyle napotyka 
zawad po drodze... Wiem co o tym. Wasze drzwi tak szczelnie s zamknite 
przed kupcem i przemysowcem, e albo trzeba je zbombardowa setkami 
tysicy rubli, aeby si otworzyy, albo wciska si jak pluskwa... Uchylcie 
troch tych drzwi, a moe bdziecie mogli obchodzi si bez ydw. 
Ksi zasoni rkoma oczy. 
- O, panie Wokulski, to... bardzo suszne, co pan mwi, ale i bardzo gorzkie... 
bardzo okrutne... Mniejsza jednak... Rozumiem paski al do nas, ale... s 
jakie obowizki wzgldem ogu... 
- No, ja nie uwaam tego za penienie obowizkw, e od mego kapitau miaem 
pitnacie procent rocznie. I nie sdz, aebym by gorszym obywatelem 
poprzestajc na piciu... 
- Ale my wydajemy te pienidze - odpar ju obraony ksi. - Ludzie yj 
okoo nas... 
- I ja bd wydawa. Pojad na lato do Ostendy, na jesie do Parya, na zim do 
Nizzy... 
- Przepraszam!... Nie tylko za granic yj z nas ludzie.. Ilu tutejszych 
rzemielnikw... 
-Czeka na swoje nalenoci po roku i duej -pochwyci Wokulski. - My obaj, 
moci ksi, znamy takich protektorw krajowego przemysu, mielimy ich 
nawet w naszej spce... 
Ksi zerwa si z fotelu. 
- Aaa!... to si nie godzi, panie Wokulski - mwi zadyszany.- Prawda, s wrd 
nas due wady, s grzechy, ale adnego z nich nie popenilimy wzgldem 
pana... Miae nasz yczliwo... szacunek... 
- Szacunek!... - zawoa miejc si Wokulski. - Czy ksi sdzi, e nie 
zrozumiaem, na czym on polega i jakie zapewnia mi stanowisko midzy 
wami?... Pan Szastalski, pan Niwiski, nawet... pan Starski, ktry nigdy nic nie 
robi i nie wiadomo skd bra pienidze, o dziesi piter stali wyej ode mnie w 
waszym szacunku. Co mwi... Lada zagraniczny przybda bez trudu dostawa 
si do waszych salonw, ktre ja musiaem dopiero zdobywa, choby... 
pitnastym procentem od powierzonych mi kapitaw!... To oni, to ci ludzie, nie 
ja, posiadali wasz szacunek, ba! mieli nierwnie rozleglejsze przywileje... Cho 
kady z tych wyej oszacowanych mniej jest wart anieli mj szwajcar 
sklepowy, bo on co robi i przynajmniej nie gnoi ogu... 
- Panie Wokulski, krzywdzisz nas... Rozumiem, o czym pan mwisz, i na mj 
honor, wstydz si... Ale my nie odpowiadamy za wystpki jednostek... 
-Owszem, wy wszyscy odpowiadacie, bo owe jednostki wyrosy pord was, a 
to, co ksi nazywasz wystpkiem, jest tylko owocem waszych pogldw, 
waszej pogardy dla wszelkiej pracy i wszelkich obowizkw. 
- al mwi przez pana... - odpar ksi zabierajc si do wyjcia. - al suszny, 
ale moe niewaciwie skierowany... egnam pana. Wic zostawiasz nas na 
pastw starozakonnym?... 
- Mam nadziej, e porozumiecie si z nimi lepiej ni z nami rzek Wokulski z 
ironi. 
Ksi mia zy w oczach. 
-Mylaem - mwi wzruszony - e bdziesz pan zotym mostem midzy nami a 
tymi, ktrzy... coraz wicej odsuwaj si od nas... 
- Chciaem by mostem, ale podpiowano go i zawali si... - odpowiedzia 
Wokulski kaniajc si. 
- Wracajmy wic do okopw witej Trjcy!... 
- To jeszcze nie okopy... to dopiero spka z ydami. 
- Tak pan mwisz?... - zapyta ksi blednc. - A wic ja... nie nale do tej 
spki... Nieszczsny kraj!... 
Kiwn gow i wyszed. 
Nareszcie odbya si sesja rozstrzygajca losy spki do handlu z cesarstwem. 
Przede wszystkim zarzd, utworzony przez Wokulskiego, zoy sprawozdanie 
za rok ubiegy. Okazao si, e obroty przewyszay kilkanacie razy kapita, 
ktry przynis nie pitnacie, ale osiemnacie procent zysku. Wsplnicy 
suchajc tego byli wzruszeni i na wniosek ksicia podzikowali zarzdowi i 
nieobecnemu Wokulskiemu przez powstanie. 
Potem podnis si adwokat Wokulskiego i owiadczy, e jego klient z powodu 
choroby wycofuje si nie tylko od zarzdu, ale nawet od udziau w spce. 
Wszyscy od dawna byli przygotowani na t wiadomo, niemniej zrobia 
wraenie bardzo przygnbiajce. Korzystajc z przerwy ksi poprosi o gos i 
zawiadomi obecnych, e skutkiem usunicia si Wokulskiego i on wystpuje ze 
spki. Co powiedziawszy zaraz opuci sal obrad; na odchodne za rzek do 
ktrego ze swoich przyjaci. 
-Nigdy nie miaem zdolnoci do operacji handlowych, a Wokulski jest jedynym 
czowiekiem, ktremu mogem powierzy honor mego nazwiska. Dzi nie ma 
jego, wic i ja nie mam tu co robi. 
- Ale dywidenda?... - szepn przyjaciel. 
Ksi spojrza na niego z gry. 
- To, com robi, robiem nie dla dywidendy, ale dla nieszczliwego kraju odpar. 
-Chciaem do naszej sfery wla troch wieej krwi i wieszych 
pogldw; musz jednak wyzna, em przegra, i to nie z winy Wokulskiego... 
Biedny ten kraj!... 
Wyjcie ksicia, aczkolwiek nieoczekiwane, zrobio mniejsze wraenie; obecni 
bowiem ju byli uprzedzeni, e spka utrzyma si. 
Teraz wystpi jeden z adwokatw i drcym gosem odczyta bardzo pikn 
mow, ktrej treci byo to, e z usuniciem si Wokulskiego spka traci nie 
tylko kierownika, ale i pi szstych kapitau. Powinna by wic upa -cign 
mwca - i gruzami swoimi zasypa cay kraj, tysice pracownikw, setki 
rodzin... 
Tu przerwa czekajc na efekt. Ale obecni zachowywali si obojtnie, z gry 
wiedzc, co nastpi dalej. 
Adwokat zabra znowu gos i wezwa obecnych, aeby nie tracili mstwa. 
Znalaz si bowiem zacny obywatel, czowiek fachowy, nawet przyjaciel i 
wsplnik Wokulskiego, ktry jest zdecydowany jak Atlas niebo podeprze 
zachwian spk. Mem tym, ktry chce obetrze zy tysicom, ocali kraj od 
ruiny, handel popchn na nowe drogi... 
W tym miejscu wszyscy obecni zwrcili gowy ku krzesu, na ktrym siedzia 
spotniay i zarumieniony Szlangbaum. 
- Mem tym - zawoa adwokat - jest pan... 
- Mj syn, Henry... - odezwa si gos z kta. 
Poniewa ten efekt nie by oczekiwany, wic sala zatrzsa si od miechu. 
Swoj drog zarzd spki uda radosne zdziwienie, zapyta obecnych: czy chc 
przyj pana Szlangbauma na wsplnika i kierownika? a otrzymawszy 
jednomylne zezwolenie, wezwa nowego kierownika na fotel prezydialny. 
Tu znowu zrobio si mae zamieszanie. .Natychmiast bowiem zada gosu 
Szlangbaum ojciec i wypowiedziawszy kilka pochwa synowi i zarzdowi, 
postawi wniosek, e spka nie moe gwarantowa wsplnikom wicej nad 
dziesi procent rocznego zysku. 
Powsta haas, kilkunastu mwcw zabrao gos i po bardzo oywionych 
rozprawach uchwalono, e spka przyjmuje nowych czonkw wskazanych 
przez pana Szlangbauma, a kierunek spraw powierza temu panu 
Szlangbaumowi. 
Ostatnim epizodem byo przemwienie doktora Szumana, ktrego wezwano na 
czonka zarzdu, ale ktry odmawiajc przyjcia tak zaszczytnego stanowiska w 
szyderczy sposb pozwoli sobie zaartowa ze spki midzy arystokracj i 
ydami. 
Jest to jakby nielubne maestwo - mwi. - Ale poniewa z takich zwizkw 
rodz si niekiedy genialne dzieci, miejmy wic nadziej, e i nasza spka 
wyda jakie niezwyke owoce... 
Zarzd by zaniepokojony, garstka obecnych oburzona; ale wikszo daa 
doktorowi rzsiste brawo. 
Wokulski najdokadniej zna przebieg sesji: przez cay bowiem nastpny tydzie 
odwiedzano go i zasypywano listami lub anonimami. 
Przy tej sposobnoci odkry w sobie nowy i dziwny nastrj duszy. Zdawao mu 
si, e pky w nim wszystkie nici czce go z ludmi, e s mu obojtni, e go 
nic nie obchodzi, co ich obchodzi. Sowem, e jest podobny do aktora, ktry 
skoczywszy rol na scenie, gdzie przed chwil mia si, gniewa lub paka, 
zasiad obecnie midzy widzami i na gr swoich kolegw patrzy jak na zabaw 
dzieci. 
Czego oni si tak rzucaj?... Co to za gupstwa!... - myla. 
Zdawao mu si, e spoza wiata patrzy na ten wiat, a jego sprawy widzi z 
jakiej nowej strony, ktrej dotychczas nie spostrzega. 
Przez par pierwszych dni nachodzili go wsplnicy, pracownicy albo klienci 
spki, niezadowoleni z wejcia Szlangbauma, a moe zatrwoeni o swoj 
przyszo. Ci po najwikszej czci namawiali go, aeby wrci na porzucone 
stanowisko, ktre jeszcze moe zaj, gdy kontrakt ze Szlangbaumem nie 
podpisany. 
Niektrzy w tak smutnych barwach przedstawiali swoje pooenie, a nawet 
pakali, e Wokulski dozna wzruszenia. 
Lecz zarazem odkry w sobie tak obojtno, taki brak wspczucia dla cudzej 
niedoli, e sam si zadziwi. 
Co we mnie umaro!... - myla i odprawi interesantw z niczym. 
Potem przysza druga fala odwiedzajcych, ktrzy pod pozorem podzikowania 
mu za oddane usugi chcieli zaspokoi ciekawo i zobaczy, jak wyglda ten 
niegdy silny czowiek, o ktrym teraz mwiono, e cakiem zniedonia. 
Ci ju nie prosili go, aeby wszed znowu do spki, tylko wychwalali jego 
minion dziaalno i mwili, e nieprdko znajdzie si dziaacz podobny do 
niego. 
Trzecia fala goci odwiedzaa Wokulskiego nie wiadomo po co. Bo nawet ju 
nie mwili mu komplementw, ale coraz czciej wspominali o Szlangbaumie, 
jego energii i zdolnociach. 
Z gromady wizytujcych wyrni si furman Wysocki. Przyszed poegna si 
ze swoim dawnym chlebodawc; chcia nawet co powiedzie, lecz nagle 
rozpaka si, ucaowa go w obie rce i wybieg z pokoju. 
Mniej wicej to samo powtarzao si w listach... W jednych znajomi i 
nieznajomi zaklinali go, aeby nie cofa si od interesw, ustpienie jego 
bowiem bdzie klsk dla kraju. Inni chwalili jego minion dziaalno lub 
aowali go; jeszcze inni radzili mu poczy si ze Szlangbaumem, jako z 
czowiekiem bardzo zdolnym i mylcym o dobru ogu. Za to w anonimach 
wymylano mu bez miosierdzia, e zgubiwszy rok temu przemys krajowy 
przez sprowadzanie obcych wyrobw, dzi zgubi handel sprzedawszy go 
ydom. Nawet wymieniano sum. 
Wokulski cakiem spokojnie rozmyla nad tymi rzeczami. Zdawao mu si, e 
ju jest zmarym czowiekiem, ktry patrzy na wasny pogrzeb. Widzia tych, co 
aowali go, co go chwalili, co mu zorzeczyli; widzia swego nastpc, do 
ktrego dzi zaczy zwraca si sympatie ogu, a nareszcie zrozumia, e jest 
zapomniany i nikomu niepotrzebny. By podobny do rzuconego w wod 
kamienia, nad ktrym w pierwszej chwili powstaje wir i zamt, a pniej tylko 
rozbiegaj si fale coraz mniejsze, coraz mniejsze... I w kocu nad miejscem, 
gdzie upad, tworzy si gadkie zwierciado wody, gdzie znowu przebiegaj fale, 
lecz zrodzone ju w innych punktach, wywoane przez kogo innego. 
No, ale co dalej?... - mwi do siebie. - Z nikim nie yj... nic nie robi... c 
dalej?... 
Przypomnia sobie, e Szuman radzi mu upatrzy jaki cel w yciu. Rada dobra, 
ale... jak j wykona, kiedy on sam nie czu adnego pragnienia, nie mia si ani 
ochoty?... By jak zeschy li, ktry tam pjdzie, gdzie nim wiatr rzuci. 
Kiedy przeczuwaem ten stan - myla - ale dzi widz, e nie miaem o nim 
pojcia... 
Pewnego dnia usysza w przedpokoju gony spr. Wyjrza i zobaczy 
Wgieka, ktrego lokaj nie chcia puci do pokoju. 
- Ach, to ty! - rzek Wokulski. - Chode no... Co u was sycha? 
Wgieek z pocztku przypatrywa mu si z min niespokojn; stopniowo 
jednak oywi si i nabra otuchy. 
- Mwili - rzek z umiechem - e wielmony pan ju na ostatnich nogach, ale, 
widz, gali. Zmizernia pan, bo zmizernia, ale na ksi꿹 obor to ju adnym 
sposobem pan nie patrzy... 
-C sycha? -powtrzy Wokulski. 
Wgieek szeroko opowiedzia mu, e ju ma dom, lepszy od tamtego, co si 
spali, i e ma mnstwo roboty. Dlatego wanie przyjecha do Warszawy, aeby 
kupi materiay i zabra choby ze dwu pomocnikw. 
- Fabryk mgbym zaoy, mwi wielmonemu panu!... - zakoczy 
Wgieek. 
Wokulski sucha go milczc. Nagle zapyta: 
- A z on jeste szczliwy? 
Cie przelecia po twarzy Wgieka. 
- Dobra kobieta, wielmony panie, ale... Wreszcie przed panem powiem jak 
przed Bogiem... Troch nam ju nie tak... Zawsze to prawda, e czego oczy nie 
widz, tego sercu nie al; ale jak raz zobacz... 
Otar zy rkawem. 
- Co to znaczy!... - zdziwi si Wokulski. 
- Ot, nic. Wiem przecie, kogo wziem, alem by spokojny, bo kobieta dobra, 
cicha, pracowita i przywizana do mnie jak ten pies. No, ale co z tego?.. 
Doptym by spokojny, dopkim nie zobaczy jej dawnego gacha czy jak tam... 
- Gdzie?... 
- W Zasawiu, panie - cign Wgieek. - Jednej niedzieli poszlimy z Marysi 
na zamek; chciaem jej pokaza ten potok, gdzie zgin kowal, i ten kamie, co 
na nim wielmony pan kaza mi wyci napis. Wtem patrz, jest powz pana 
barona Dalskiego, co oeni si z wnuczk nieboszczki pani Zasawskiej... 
Dobra to bya pani, niech jej Bg da wieczne odpocznienie!... 
-Znasz barona? - spyta Wokulski. 
-Ojej! - odpar Wgieek - przecie pan baron gospodaruje teraz dobrami po 
nieboszczce, dopki si tam co nie zrobi. A ja ju za jego rzdw wyklejaem 
pokoje i poprawiaem okna. Znam go!... rzetelny pan i hojny... 
- C dalej? 
- Wic mwi wielmonemu panu, stoimy w zamku z Marysi i patrzymy na 
potok, a ci na jeden raz wa midzy gruzy: pani baronowa, niby wnuczka 
nieboszczki, i ten psubrat Starszczak... 
Wokulski rzuci si na krzele. 
- Kto?... - szepn. 
- Ten pan Starski, take wnuk po nieboszczce pani Zasawskiej, co si 
podlizywa jej za ycia, a teraz chce zwali testament, bo mwi, e babka przed 
mierci zwariowaa... Taki to on! Odpocz i cign dalej: 
-Wzili si z pani baronow pod rce, patrzyli na nasz kamie, ale wicej 
gadali ze sob i chichotali. Wtem Starszczak oglda si. Zobaczy moj on i 
rozemia si do niej nieznacznie, a ona tak zbielaa jak chusta... 
Co ci to, Mary?...  - mwi. A ona: Nic mi... A tymczasem pani baronowa i 
ten bisurman zbiegli z grki zamkowej i poszli midzy leszczyn. Co ci to? 
mwi jeszcze raz do Marysi. - Ino mi gadaj prawd, bom zmiarkowa, e si z 
tym choler znasz... A ona siada na ziemi i w pacz: eby go Bg skara! mwi 
- przecie on najpierwszy mnie zgubi...' 
Wokulski przymkn oczy. Wgieek zirytowanym gosem opowiada : 
- Jakem to usysza, wielmony panie, mylaem, e polec za nim i cho przy 
pani baronowej, nogami go zabij na miejscu. Taki mnie al zdj. Ale wnet 
przyszo mi do gowy: Po ce si, durny, z ni oeni? Wiedziae przecie, co 
za jedna... I w tym momencie serce mi zemdlao, em si nawet ba zej z 
grki, a na on wcalem nie spojrza. Ona mwi: Gniewasz si?... A ja: 
Pewniecie si tu spotykali?... Bogiem si wiadcz - ona odpowiada -em 
go tylko wtedy widziaa... I dobrzecie si sobie przypatrzyli!... - ja mwi.-
Bodajem by pierwej olep, nimem na ci spojrza; bodajem zdech, niem si z 
tob pozna... A ona pyta si z paczem: Za co si gniewasz?... Ja jej wtedy 
powiedziaem, pierwszy i ostatni raz: winia jeste, i tyle... - bom ju nie 
mg wytrzyma. Wtem patrz, leci sam pan baron, zakaszlany, a posinia, i 
pyta: 
Nie widziae, Wgieek, mojej ony?... Mnie co wtedy do ba strzelio, em 
mu odpowiedzia: Widziaem, janie panie, posza w krzaki z panem Starskim. 
Ju mu zabrako pienidzy na kupowanie dziewczt, to teraz chwyta si 
matek... No, jak on na mnie wtedy spojrza, cho i pan baron!... 
Wgieek ukradkiem otar oczy. 
- Ot, takie jest moje ycie, wielmony panie. Byem spokojny, dopkim nie 
zobaczy jednego gacha; ale teraz na kogo spojrz, wydaje mi si, e i on mj 
szwagier... A od ony, cho jej o tym nie gadam, to tak mnie odpycha... tak 
mnie odpycha, jakby co midzy mn i ni stao... Nawet pocaowa jej nie mog 
po dawnemu i eby nie wita przysiga, to mwi panu, ju bym porzuci dom 
i lecia gdzie na cztery strony.., A wszystko tylko z tego idzie, em do niej 
przywizany. Bo ebym ja jej nie lubi, to co mi tam!... Gospodyni staranna, 
dobrze gotuje, piknie szyje i w domu cichutka jak pajczyna. Niechby tam 
miaa gachw. 
Ale em j lubi, wic przez to taki mam al i zo, e si we mnie wszystko 
pali na popi... 
Wgieek dra z gniewu. 
- Z pocztku, wielmony panie, jakemy si pobrali, tom ino wyglda dzieci. 
Ale dzi to mnie strach bierze, aebym zamiast mojego dziecka nie zobaczy 
gachowego. Bo przecie wiadomo, e jak wylica ma raz szczenita z kundlem, 
to pniej eby jej dawa wyy najlepsze, zawsze si odezwie kundel w 
pomiocie, wida przez zapatrzenie... 
- Musz wyj - rzek nagle Wokulski - wic bd zdrw... A przed wyjazdem 
wstp jeszcze do mnie... 
Wgieek poegna go bardzo serdecznie, w przedpokoju za rzek do lokaja : 
- Co waszemu panu dolega... Zrazu tom myla, e zdrw, cho le wyglda; 
ale on, wida, nietgi... Niech si wami Pan Bg opiekuje!... 
-A widzisz, mwiem ci, eby tam nie wazi i duo nie gada odpar 
pochmurnie lokaj wypychajc go do sieni. 
Po odejciu Wgieka Wokulski wpad w gbok zadum. Stali naprzeciw 
mego kamienia i mieli si!... - szepn. - Nawet kamie musia zbezczeci, 
niewinny kamie. 
Przez chwil zdawao mu si, e znalaz nowy cel, chodzio tylko o wybr; czy 
wypali w eb Starskiemu wymieniwszy mu pierwej list osb, ktrym 
zrujnowa szczcie, czyli te - zostawi go przy yciu, lecz doprowadzi do 
ostatecznej ndzy i upodlenia?... 
Ale wnet przyszed rozmys i wydao mu si rzecz dziecinn, a nawet 
niesmaczn, aeby on mia powica majtek, prac i spokojno dla zemsty 
nad tego rodzaju czowiekiem. 
Wolabym zastanawia si nad tpieniem myszy polnych albo karaluchw, bo 
one s rzeczywist klsk, a taki Starski... licho wie, co to jest?... Zreszt 
niepodobna, aeby czowiek tak ograniczony mg by wyczn przyczyn tylu 
nieszcz. On jest tylko iskr, ktra podpala ju gotowe materiay... 
Pooy si na szezlongu i myla: 
Mnie urzdzi - dlaczego?... Mia wsplniczk najzupeniej godn siebie, no i 
drug wsplniczk: moj gupot. Jak mona byo od razu nie pozna si na tej 
kobiecie i zrobi j boyszczem dlatego tylko, e pozowaa na istot wysz?... 
Urzdzi te Dalskiego, ale kto winien Dalskiemu, e oszala na staro dla 
osoby, ktrej warto moralna leaa jak na pmisku... Przyczyn klsk wiata 
nie s Starscy ani im podobni, ale przede wszystkim gupota ich ofiar. A znowu 
ani Starski, ani panna Izabela, ani pani Ewelina nie spadli z ksiyca, tylko 
wyhodowali si w pewnej sferze, epoce i wrd pewnych poj. Oni s jak 
wysypka, ktra sama przez si nie stanowi choroby, ale jest objawem zakaenia 
spoecznych sokw. Co si tu mci nad nimi, po co ich tpi... 
Tego wieczora Wokulski pierwszy raz wyszed na ulic i przekona si, jak jest 
osabiony. Krcio mu si w gowie od turkotu doroek i ruchu przechodniw, i 
po prostu ba si zbyt daleko odchodzi od mieszkania. Zdawao mu si, e nie 
dojdzie do Nowego wiatu, e nie trafi z powrotem albo e mimo woli zrobi 
jaki mieszny skandal. Nade wszystko za lka si spotkania znajomej twarzy. 
Wrci zmczony i wzburzony, ale tej nocy spa dobrze. 
W tydzie po odwiedzinach Wgieka wpad Ochocki. zmnia, opali si i 
wyglda na modego szlachcica. 
-A pan skd? - zapyta go Wokulski. 
-Prosto z Zasawka, gdzie siedz prawie od dwu miesicy -odpar Ochocki. - A 
nieche ich w kocu diabli wezm, w jakie wpadem awantury!... 
- Pan?... 
- Ja, ja, panie, i w dodatku bez winy. Wosy panu powstan na gowie!... 
Zapali papierosa i prawi: 
- Nie wiem, czy pan sysza, e nieboszczka prezesowa, oprcz drobnej czci, 
cay swj majtek zapisaa na cele dobroczynne. Szpitale, domy podrzutkw, 
szkki, sklepy wiejskie et caetera... A ksi, Dalski i ja naleymy do grona 
wykonawcw jej woli... Bardzo dobrze!... 
Ju zaczynamy wykonywa, a raczej stara si o zatwierdzenie testamentu, gdy 
wtem (bdzie z miesic) wraca z Krakowa Starski i owiadcza nam, e w 
imieniu pokrzywdzonej rodziny wytoczy proces o zwalenie testamentu. 
Naturalnie, ksi ani ja nie chcemy o tym sysze; ale baron, ktrego 
podburzya ona, zbuntowana przez Starskiego, ot baron zaczyna mikn... 
Nawet z tej racji przemwilimy si par razy, a ksi wprost zerwa z nim 
stosunki... 
Tymczasem co si dzieje - mwi Ochocki zniajc gos. - Pewnej niedzieli 
baron z on i ze Starskim pojechali do Zasawia na spacer. Co tam zaszo?... 
nie wiem, do, e rezultat jest nastpujcy. Baron jak najenergiczniej 
owiadczy, e testamentu obali nie pozwoli, ale to jeszcze nic... Bo tene 
baron stanowczo rozwodzi si ze swoj ubstwian maonk (syszae pan 
?...). Ale i to jeszcze nic: gdy baron przed dziesicioma dniami strzela si ze 
Starskim i dosta kul po wierzchu eber... Mwi panu, jakby mu kto hakiem 
rozdar skr od prawej do lewej strony piersi... zy stary, wrzeszczy, wymyla, 
gorczkuje, ale onie kaza natychmiast wyjecha do familii i jestem pewny, e 
jej nie przyjmie... To twarda sztuka!... A tak si bestia zawzi, e na ou 
boleci kaza felczerowi, aeby mu, na zo onie, ufarbowa eb i zarost i dzi 
wyglda na dwudziestoletniego trupa. 
Wokulski umiechn si. 
- Z pani dobrze zrobi - rzek - ale ufarbowa si niepotrzebnie. 
- No i po ebrach dosta niepotrzebnie - wtrci Ochocki.- A niewiele 
brakowao, aeby przewidrowa mzgownic Starskiemu!... Kule zawsze lepe. 
Mwi panu, em przechorowa ten wypadek. 
- I gdzie teraz jest ten bohater? - spyta Wokulski. 
- Starski?... Dmuchn za granic, i nie tyle przed impertynencjami, ktre go 
zaczy spotyka, ile przed wierzycielami. Panie! co to za majster... Przecie on 
ma ze sto tysicy rubli dugw. 
Nastao dugie milczenie. Wokulski siedzia tyem do okna ze spuszczon 
gow, Ochocki cicho pogwizdujc rozmyla. 
Nagle ockn si i zacz mwi jakby do siebie: 
-Co to za dziwna pltanina -ycie ludzkie! Kto by si spodziewa, e taki 
cymba Starski moe zrobi tyle dobrego... I wanie z racji, e jest cymbaem... 
Wokulski podnis gow i pytajco spojrza na Ochockiego. 
- Prawda, e dziwne?... - cign Ochocki - a przecie tak jest. Gdyby Starski 
by czowiekiem przyzwoitym i nie awanturowa si z mod pani baronow, 
Dalski niezawodnie poparby jego pretensje do testamentu, ba! daby mu nawet 
pienidzy na proces, gdy zyskaaby na tym i jego ona. Ale e Starski jest 
cymba, wic narazi si baronowi i... uratowa zapisy. Tym sposobem nawet nie 
urodzone jeszcze pokolenia chopw zasawskich powinny bogosawi 
Starskiego za to, e umizga si do baronowej... 
- Paradoks!... - wtrci Wokulski. 
- Paradoks!... To s przecie fakta... A c pan sdzisz, czy Starski nie ma 
zasugi, e uwolni barona od takiej ony?... Mwic midzy nami, to aba, nie 
kobieta. Mylaa tylko o strojach, zabawach i kokietowaniu, ja nawet nie wiem, 
czy ona co kiedy czytaa, czy na co patrzya z uwag... Istny kawa misa przy 
koci, ktry udawa, e ma dusz, a mia zaledwie odek... Pan jej nie znae, 
pan nie wyobraasz sobie, co to jest za automat i jak tam pod wszelkimi 
pozorami czowieczestwa nie byo nic ludzkiego... e baron nareszcie pozna 
si na niej, to to jakby wygra wielki los... 
- Boe miosierny! - szepn Wokulski. 
- Co pan mwi? - zapyta Ochocki. 
-Nic. 
- Ale ocalenie zapisw nieboszczki prezesowej i uwolnienie barona od takiej 
ony to dopiero czstka zasug Starskiego... 
Wokulski przecign si na krzele. 
-Bo wyobra pan sobie, e ten cymba swoimi umizgami moe przyczyni si 
do faktu rzeczywicie doniosego - mwi Ochocki.- Rzecz jest taka. Ja nieraz 
napomykaem Dalskiemu (i zreszt wszystkim, ktrzy maj pienidze), e warto 
by zaoy w Warszawie gabinet dowiadczalny do technologii chemicznej i 
mechanicznej. Bo pojmujesz pan, u nas nie ma wynalazkw przede wszystkiem 
dlatego, e nie ma ich gdzie robi... Naturalnie, baron sucha moich wywodw 
jednym uchem, a drugim je wypuszcza. Co mu z tego jednak ugrzzo w 
mzgu, bo dzi, kiedy Starski poaskota go po sercu i po ebrach, mj baron, 
rozmylajc nad sposobami wydziedziczenia ony, gada ze mn po caych 
dniach o pracowni technologicznej. A na co si to zda?... A czy ludzie istotnie 
zrobi si mdrzejsi i lepsi, gdyby im ufundowa pracowni?... A ile by 
kosztowaa i czy ja podjbym si urzdzenia podobnej instytucji?... Kiedym za 
wyjeda, rzeczy tak stany, e baron wezwa do siebie rejenta i spisali jaki 
akt, ktry, o ile mog wnosi z pswek, dotyczy wanie pracowni. Zreszt 
Dalski prosi mnie, aeby mu wskaza facetw zdolnych do dyrygowania tym 
interesem. No i patrz pan, czy to nie ironia losu, aeby takie zero jak Starski, 
taki gatunek publicznego mczyzny na pociech nudzcych si matek aeby 
ten frant by zarodkiem technologicznej pracowni!... I nieche mi teraz 
dowodz, e na wiecie jest co niepotrzebnego. 
Wokulski otar pot z twarzy, ktra przy biaej chustce wydawaa si prawie 
popielat. 
- Ale moe ja pana mcz?... - zapyta Ochocki. 
- Owszem, niech pan mwi... Chocia... zdaje mi si, e pan troch przecenia 
zasugi tego... pana, a ju cakiem zapomina pan... 
- O czym?... 
- O tym, e pracownia technologiczna wyronie z cierpie, z gruzw ludzkiego 
szczcia. I nawet nie zadaje pan sobie pytania, jak drog przeszed baron od 
mioci dla swojej ony do... pracowni technologicznej!... 
- A c mnie to obchodzi! - zawoa Ochocki wyrzucajc rkoma. - Kupi 
postp spoeczny za cierpienia choby najokropniejsze jednostki to, dalibg! 
tanie kupno... 
- A czy pan przynajmniej wiesz, jakie bywaj cierpienia jednostek? - spyta 
Wokulski. 
- Wiem! Wiem!... Wyrywali mi przecie bez chloroformu paznogie u nogi, i 
jeszcze u wielkiego palca... 
- Paznogie? - powtrzy w zamyleniu Wokulski. - A czy pan zna ten dawny 
aforyzm: Niekiedy duch ludzki rozdziera si i walczy z samym sob?... Kto 
wie, czy to nie gorsze od wyrywania paznogcia, a moe od zdarcia caej skry? 
- Iii... to jaka niemska dolegliwo! - odpar krzywic si Ochocki. -To moe 
kobiety dowiadczaj czego podobnego przy porodach... Ale mczyzna... 
Wokulski rozemia si gono. 
- miejesz si pan ze mnie?... - ofukn Ochocki. 
- Nie, tylko z barona... A pan dlaczego nie podje si zorganizowa pracowni 
technologicznej? 
- Daje mi pan spokj ! Wol pojecha do gotowej pracowni, a nie dopiero 
tworzy now, z ktrej bym nie doczeka si owocw i sam zmarnia. Na to 
trzeba mie zdolnoci administracyjne i pedagogiczne, a ju bynajmniej nie 
myle o machinach latajcych... 
- Wic?... - spyta Wokulski. 
- Jakie wic?... Byem odebra mj kapitalik, jaki jeszcze mam na hipotece, a o 
ktry od trzech lat nie mog si doprosi, zmykam za granic i na serio bior si 
do roboty. Tutaj mona nie tylko rozprniaczy si, ale zgupie i skwanie... 
- Pracowa wszdzie mona. 
- Facecje!... - odpar Ochocki. - Bo nawet, pominwszy brak pracowni, tu przede 
wszystkim nie ma naukowego klimatu. To jest miasto karierowiczw, midzy 
ktrymi istotny badacz uchodzi za gbura albo wariata. Ludzie ucz si nie dla 
wiedzy, ale dla posady; a posad i rozgos zdobywaj przez stosunki, przez 
baby, przez rauty, czy ja wiem wreszcie przez co!... Skpaem si w tej 
sadzawce. Znam prawdziwie uczonych, nawet ludzi z geniuszem, ktrzy nagle 
zatrzymani w swym rozwoju wzili si do dawania lekcyj albo do pisania 
artykuw popularnych, ktrych nikt nie czyta, a choby czyta, nie rozumie. 
Rozmawiaem z wielkimi przemysowcami mylc, e skoni ich do popierania 
nauki, choby dla praktycznych wynalazkw. I wiesz pan, com pozna?... Oto 
oni maj takie wyobraenie o nauce jak gsi o logarytmach. A wiesz pan, jakie 
wynalazki zainteresowayby ich?... Tylko dwa: jeden, ktry by wpyn na 
zwikszenie dywidend, a drugi, ktry by nauczy ich pisa takie kontrakty 
obstalunkowe, eby na nich mona byo okpi kundmana bd na cenie, bd na 
towarze. Przecie oni, dopki myleli, e pan zrobisz szwindel na tej spce do 
handlu z cesarstwem, nazywali pana geniuszem; a dzi mwi, e pan masz 
rozmikczenie mzgu, poniewa dae swoim wsplnikom o trzy procent 
wicej, anieli obiecae. 
-Wiem o tym -odpar Wokulski. 
- No, wic sprbuje pan midzy takimi ludmi pracowa dla nauki. Zdechniesz 
z godu albo zidiociejesz!... Ale za to jeeli bdziesz pan umia taczy, gra na 
jakim instrumencie, wystpowa w teatrze amatorskim, a nade wszystko bawi 
damy, aaa... to zrobisz pan karier. Natychmiast ogosz pana za znakomito i 
zajmiesz takie stanowisko, na ktrym dochody dziesi razy przenios warto 
paskiej pracy. Rauty i damy, damy i rauty!... A poniewa ja nie jestem 
lokajem, aebym mia fatygowa si na rautach, a damy uwaam za bardzo 
poyteczne, ale tylko do rodzenia dzieci, wic umkn std, chociaby do 
Zurychu. 
-A do Geista nie pojechaby pan? - spyta Wokulski. 
Ochocki zamyli si. 
-Tam potrzeba setek tysicy rubli, ktrych ja nie mam - odpar. - Zreszt, 
chobym je mia, musiabym pierwej przekona si, co to jest naprawd... Bo 
owe zmniejszanie ciaru gatunkowego cia wyglda mi na bajk. 
- Przecie pokazywaem panu blaszk - rzek Wokulski. 
- Aha, prawda... Niech no j pan pokae!... - zawoa Ochocki. 
Wokulskiemu wystpi na twarz chorobliwy rumieniec i szybko znikn. 
- Ju jej nie mam!... - rzek stumionym gosem. 
- C si z ni stao? - zdziwi si Ochocki. 
- Mniejsza!... Przypu pan, e upada gdzie w kana... Ale czy do Geista 
pojechaby pan majc na przykad pienidze?.. 
- Owszem, pojechabym, ale najpierwej dla sprawdzenia faktu. Bo to, co ja 
wiem o materiaach chemicznych, wybacz pan, ale nie godzi si z teori 
zmiennoci ciarw gatunkowych poza pewn granic. 
Obaj umilkli, a wkrtce Ochocki opuci Wokulskiego. 
Wizyta Ochockiego zbudzia w Wokulskim nowy prd myli. Poczu nie tylko 
ch, ale dz przypomnienia sobie dowiadcze chemicznych i tego samego 
dnia wybieg na miasto, aeby kupi retort, cucek, epruwetek tudzie 
rozmaitych preparatw. 
Pod wpywem tej myli wyszed miao na ulic, nawet wsiad w dorok; na 
ludzi patrzy obojtnie i nie doznawa przykroci widzc, e jedni ciekawie 
przypatruj mu si, inni go nie poznaj, a inni nawet umiechaj si zoliwie na 
jego widok. 
Ale ju w magazynie szkie, a jeszcze bardziej w skadzie materiaw 
aptecznych przyszo mu na myl, jak dalece osaba w nim nie tylko energia, ale 
wprost ludzka samodzielno, jeeli rozmowa z Ochockim przypomniaa mu 
chemi, ktr nie zajmowa si od kilku lat!.. 
Wszystko jedno - mrukn - jeeli mi to czas zapeni 
Na drugi dzie zakupi wag precyzyjn i kilka bardziej skomplikowanych 
narzdzi i wzi si do roboty jak ucze, ktry dopiero zaczyna studia. 
Na pocztek otrzyma wodr, co przypomniao mu czasy akademickie, kiedy to 
wyrabiao si wodr we flaszce owinitej rcznikiem, przy pomocy puszek od 
szuwaksu. Jakie to byy szczliwe czasy!... Potem przyszy mu na myl balony 
jego pomysu, a potem Geist, ktry utrzymywa, e chemia zwizkw wodoru 
zmieni dzieje ludzkoci... 
No, a gdybym tak ja za par lat trafi na w metal, ktrego Geist poszukuje? rzek 
do siebie. - Geist twierdzi, e odkrycie zaley od wyprbowania kilku 
tysicy kombinacji; jest to wic loteria, a ja mam szczcie... Gdybym za 
znalaz taki metal, co wwczas powiedziaaby panna Izabela?..  
Gniew zakipia w nim na to wspomnienie. 
Ach - szepn - chciabym by sawnym i potnym, aebym mg jej dowie, 
jak ni gardz... 
Potem przyszo mu na myl, e pogarda nie objawia si ani gniewem, ani chci 
upokorzenia kogo, i znowu zabra si do roboty. 
Elementarne dowiadczenia z wodorem sprawiay mu najwicej przyjemnoci, 
tote powtarza je najczciej. 
Jednego dnia zrobi sobie harmonijk fizyczn i tak gono na niej wygrywa, e 
nazajutrz odwiedzi go sam waciciel domu zapytujc z ca uprzejmoci, czy 
nie zgodziby si na odstpienie swojego mieszkania od kwartau. 
-A ma pan kandydata? - spyta Wokulski. 
- To jest... tak jakby... Prawie mam - odpowiedzia zakopotany gospodarz. 
- W takim razie odstpi. 
Gospodarz troch zdziwi si gotowoci Wokulskiego, ale poegna go bardzo 
zadowolony. Wokulski mia si. 
Oczywicie - myla - uwaa mnie za bzika albo za bankruta... Tym lepiej!... 
Prawd bowiem powiedziawszy, mog doskonale mieszka w dwu pokojach 
zamiast omiu. 
Potem przychodziy chwile, e nie wiadomo dlaczego aowa popiechu w 
odstpieniu mieszkania. Ale wwczas przypomnia sobie barona i Wgieka. 
Baron - mwi - rozwodzi si z on, ktra romansowaa z innym; Wgieek 
straci serce do swojej dlatego tylko, e na wasne oczy zobaczy jednego z jej 
gachw... C bym wic ja powinien zrobi?... 
I znowu zabiera si do analiz, z przyjemnoci widzc, e nie bardzo straci 
wpraw. 
Zajcia te wybornie go pochaniay. Niekiedy przez kilka godzin z rzdu nie 
myla o pannie Izabeli, a wtedy czu, e jego zmczony mzg naprawd 
wypoczywa. Nawet przygasa w nim obawa ludzi i ulic, i zacz coraz czciej 
wychodzi na miasto. 
Jednego dnia pojecha a do azienek; zrobi wicej, gdy spojrza w alej, po 
ktrej niegdy spacerowa z pann Izabel. Wtem zwabione przez kogo 
abdzie rozpuciy skrzyda i uderzajc nimi o wod przyleciay do brzegu. 
Zwyky ten widok straszne zrobi wraenie na Wokulskim: przypomnia mu 
odjazd panny Izabeli z Zasawka... Jak szalony uciek z parku, wpad do doroki 
i z zamknitymi oczyma zajecha do domu. 
Tego dnia nie zajmowa si niczym, a w nocy mia dziwny sen. 
nio mu si, e stana przed nim panna Izabela i ze zami w oczach 
zapytywaa go, czemu j porzuci... Wszake owa podr do Skierniewic, 
rozmowa ze Starskim i jego umizgi byy tylko snem. Wszake jemu si to tylko 
nio... 
Wokulski zerwa si z pocieli i zapali wiato. 
Co tu jest snem?... - pyta si. - Czy podr do Skierniewic, czy jej al i 
wyrzuty?... 
Do rana nie mg zasn, trapiy go kwestie i wtpliwoci najwikszej wagi. 
Czy osoby, siedzce w sabo owietlonym wagonie, mogy odbi si w szybie myla 
- i czy to, co widziaem wwczas, nie byo halucynacj?... Czy posiadam 
w tym stopniu jzyk angielski, aebym nie mg przesysze si co do znaczenia 
niektrych wyrazw?... Jak ja wygldam wobec niej, jeelim zrobi tak straszny 
afront bez powodu?... 
Przecie kuzyni, i jeszcze znajcy si od dziecka, mog prowadzi nawet do 
drastyczne rozmowy nie zdradzajc niczyjego zaufania?... 
Co ja zrobiem, nieszczliwy, jeelim si omyli tylko pod wpywem 
nieusprawiedliwionej zazdroci!... Wszake ten Starski kocha si w baronowej, 
panna Izabela wiedziaa o tym i ju chyba nie miaaby wstydu romansujc z 
cudzym kochankiem... 
Potem przypomnia sobie swoje ycie obecne, tak puste, tak okropnie puste!... 
Zerwa z dotychczasowymi zajciami, zerwa z ludmi i ju nie mia przed sob 
nic, no - nic. Co dalej pocznie?... Czy ma czyta fantastyczne ksiki? Czy robi 
bezcelowe dowiadczenia? Czy jecha gdzie? Czy oeni si ze Stawsk?... 
Ale cokolwiek z tego wybierze, gdziekolwiek pjdzie, nigdy nie pozbdzie si 
ani alu, ani uczucia samotnoci! 
No, a baron?... - rzek do siebie. - Oeni si ze swoj pann Ewelin i co?... 
Myli dzi o zaoeniu pracowni technologicznej, on, ktry moe nawet nie 
rozumie, co znaczy technologia... 
Dzie i kpiel pod prysznicem naday znowu inny kierunek mylom 
Wokulskiego. 
Mam, co najmniej, trzydzieci do czterdziestu tysicy rubli rocznie; wydam na 
siebie dwa do trzech tysicy, c zrobi z reszt, co z majtkiem, ktry mnie 
wprost przytacza?... Za tak sum mgbym ustali byt tysicowi rodzin ; ale co 
mi z tego, jeeli jedne z nich bd nieszczliwymi jak Wgieek, a inne 
odwdzicz mi si tak jak drnik Wysocki?... 
Znowu przypomnia sobie Geista i jego tajemniczy warsztat, w ktrym 
wykluwa si zarodek nowej cywilizacji. Tam woony majtek i praca 
opaciaby si milion milionw razy. Tam by i cel kolosalny, i sposb 
zapenienia czasu, a w perspektywie sawa i potga, jakiej nie widziano na 
wiecie... Pancerniki unoszce si w powietrzu!... czy mogo by co 
niezmierniejszego w skutkach?... 
A jeeli nie ja znajd w metal, tylko kto inny, co jest bardzo 
prawdopodobne?... - pyta sam siebie. 
No to i c? - odpowiada. -W najgorszym razie naleabym do tych kilku, 
ktrzy wynalazek posunli naprzd. Taka sprawa warta przecie ofiary z 
bezuytecznego majtku i bezcelowego ycia. Wic lepiej tu zmarnowa si w 
czterech cianach albo zgupie przy preferansie anieli tam siga po 
bezprzykadn chwa.?... 
Stopniowo w duszy Wokulskiego coraz wyraniej pocz zarysowywa si jaki 
zamiar; lecz im dokadniej pojmowa go, im wicej odkrywa w nim zalet, tym 
lepiej czu, e do wykonania brakuje mu energii, a nawet pobudki. 
Wola jego bya zupenie sparaliowana; ocuci j mogo tylko silne 
wstrznienie. Tymczasem wstrznienie nie przychodzio, a codzienny bieg 
wypadkw pogra Wokulskiego w coraz gbszej apatii. 
Ju nie gin, ale gnij - mwi do siebie. 
Rzecki, ktry odwiedza go coraz rzadziej, patrzy na niego z przeraeniem. 
- le robisz, Stachu - odzywa si nieraz. - le, le, le!... Lepiej nie y anieli 
tak y... 
Pewnego dnia sucy odda Wokulskiemu list zaadresowany kobiec rk. 
Otworzy go i przeczyta: 
Musz si z panem widzie, czekam dzi o trzeciej po poudniu ; 
Wsowska 
Czego ona moe chcie ode mnie?... - zapyta zdumiony. 
Ale przed trzeci pojecha. 
Punkt o trzeciej Wokulski znalaz si w przedpokoju Wsowskiej. Lokaj, nawet 
nie pytajc, kim jest, otworzy drzwi do salonu, po ktrym szybkimi krokami 
spacerowaa pikna wdowa. 
Bya w ciemnej sukni, doskonale uwydatniajcej jej posgow figur; rude 
wosy, jak zwykle, byy zebrane w ogromny wze, ale zamiast szpilki tkwi w 
nich wski sztylecik ze zot rkojeci. 
Na jej widok ogarno Wokulskiego osobliwe uczucie radoci i rozrzewnienia; 
podbieg do niej i gorco ucaowa jej rk. 
- Nie powinna bym mwi z panem!... - rzeka pani Wsowska wydzierajc mu 
rk 
- W takim razie po c mnie pani wezwaa? - odpar zdziwiony. Zdawao mu 
si, e go na wstpie oblano zimn wod. 
- Niech pan siada. 
Wokulski siad milczc; pani Wsowska wci chodzia po salonie. 
- Doskonale si pan popisuje, nie ma co mwi!... - zacza po chwili 
wzburzonym gosem. -Narazi pan osob z towarzystwa na plotki, jej ojca na 
chorob, ca rodzin na przykroci... Zamyka si pan po par miesicy w domu, 
robi pan zawd kilkunastu ludziom, ktrzy mu nieograniczenie ufali, a potem 
nawet poczciwy ksi wszystkie paskie dziwactwa nazywa przyczynkiem do 
dziaalnoci kobiet... Winszuj panu... Gdyby to jeszcze zrobi jaki student... 
Nagle umilka... Wokulski by strasznie zmieniony. 
- Ach, c znowu, przecie mi pan chyba nie zemdlejesz?.. - rzeka 
przestraszona. - Dam panu wody albo wina... 
- Dzikuj pani - odpar. Jego twarz bardzo szybko odzyskaa naturaln barw i 
spokojny wyraz. - Widzi pani, e naprawd nie jestem zdrw. 
Pani Wsowska zacza mu si pilnie przypatrywa. 
- Tak - mwia - troch pan zeszczupla, ale z t brod jest panu wcale niele... 
Nie powinien pan jej goli... Wyglda pan interesujco... 
Wokulski rumieni si jak dzieciak. Sucha pani Wsowskiej i dziwi si czujc, 
e jest wobec niej niemiay, prawie zawstydzony. 
Co si ze mn dzieje?.., - pomyla. 
- W kadym razie powinien pan zaraz wyjecha na wie - cigna dalej. - Kto 
sysza siedzie w miecie na pocztku sierpnia?... O, basta, mj panie... 
Pojutrze zabieram pana do siebie, bo inaczej cie nieboszczki prezesowej nie 
daby mi spokoju... Od dzisiejszego dnia przychodzi pan do mnie na obiady i 
kolacje; po obiedzie jedziemy na spacer, a pojutrze... bd zdrowa, Warszawo!... 
Dosy tego... 
Wokulski by tak zahukany, e nie umia zdoby si na odpowied. Nie 
wiedzia, co zrobi z rkoma, i czu, e na twarz bij mu ognie. 
Zadzwonia. Wszed lokaj. 
- Prosz poda wina - rzeka pani Wsowska. - Wiesz, tego malacza... Panie 
Wokulski, niech pan zapali papierosa. 
Wokulski natychmiast zapali papierosa modlc si w duszy, eby mg 
zapanowa nad dreniem rk. Lokaj przynis wino i dwa kieliszki; pani 
Wsowska nalaa oba. 
- Pij pan - rzeka. 
Wokulski wypi duszkiem. 
- O tak, to lubi!... Za paskie zdrowie! - dodaa pijc. - A teraz musi pan wypi 
za moje... 
Wokulski wypi drugi kieliszek. 
- A teraz wypije pan za spenienie moich zamiarw... Prosz... prosz... tylko 
natychmiast... 
- Za pozwoleniem pani - odpar - ale ja nie chc upi si. 
- Wic pan nie yczy mi spenienia zamiarw? 
- Owszem, ale musz je pierwej pozna. 
- Doprawdy?... - zawoaa pani Wsowska. - A to co zupenie nowego... 
Dobrze, niech pan nie pije. 
Zacza patrze w okno uderzajc nog w podog. Wokulski zamyli si. 
Milczenie trwao par minut, nareszcie przerwaa je pani. 
- Syszae pan, co zrobi baron?... Jak si to panu podoba?... 
-Dobrze zrobi - odpar Wokulski ju zupenie spokojnym tonem. 
Pani Wsowska zerwaa si z fotelu. 
- Co?!... - zawoaa. - Pan bronisz czowieka, ktry okry hab kobiet?... 
Brutala, egoist, ktry dla dogodzenia zemcie nie cofn si przed najniszymi 
rodkami... 
- C on zrobi? 
- Ach, wi pan nic nie wiesz... Wyobra pan sobie, e zada rozwodu z on i 
aeby skandal zrobi jeszcze goniejszym, strzela si ze Starskim... 
- To prawda - rzek Wokulski po namyle. - Bo przecie, nie mwic nikomu, 
mg by tylko sobie w eb strzeli zapisawszy pierwej onie majtek. 
Pani Wsowska wybuchna gniewem. 
- Z pewnoci - rzeka - tak by zrobi kady mczyzna majcy iskr 
szlachetnoci i poczucia honoru... Wolaby si sam zabi anieli cign pod 
prgierz biedn kobiet, sab istot, nad ktr tak atwa jest zemsta, kiedy si 
ma za sob majtek, stanowisko i przesdy publiczne!... Ale po panu nie 
spodziewaam si tego... Cha! cha! cha!... I to jest ten nowy czowiek, ten 
bohater, ktry cierpi i milczy... O, wy wszyscy jestecie jednakowi!... 
- Przepraszam, ale... o co waciwie ma pani pretensj do barona? 
Z oczu pani Wsuwskiej posypay si byskawice. 
- Kocha baron Ewelin czy nie?... - zapytaa. 
- Wariowa za ni! 
- Ot nieprawda, on udawa, e j kocha, kama, e ubstwia... Ale przy 
najpierwszej sposobnoci dowid, e nawet nie traktowa jej jak rwnego sobie 
czowieka, ale jak niewolnic, ktrej za chwil saboci mona zaoy powrz 
na szyj, wycign na rynek, okry sromot... O, wy panowie wiata, 
obudnicy!... Dopki was zalepia zwierzcy instynkt, wczycie si u ng, 
gotowicie speni podo, kamiecie, ty najdrosza... ty ubstwiana... za ciebie 
oddabym ycie... Kiedy za biedna ofiara uwierzy waszym 
krzywoprzysistwom, zaczynacie si nudzi, a jeeli i w niej odezwie si 
ludzka, uomna natura, depczecie j nogami... .Ach, jakie to oburzajce, jakie to 
nikczemne... Czy mi pan co nareszcie odpowiesz?... 
- Czy pani baronowa nie romansowaa z panem Starskim?- zapyta Wokulski. 
- O!... zaraz romansowaa. Flirtowaa go, zreszt miaa do niego feblik... 
- Feblik?... Nie znaem tego wyrazu. Wic jeeli miaa feblik do Starskiego, to 
po c wysza za barona? 
- Bo j o to baga na klczkach... grozi, e odbierze sobie ycie... 
- Przepraszam, ale... Czy on j baga tylko o to, aeby raczya przyj jego 
nazwisko i majtek, czy te i o to, aeby nie miaa feblika do innych 
mczyzn?... 
- A wy?... a mczyni?... co wyrabiacie przed lubem i po lubie?... Wic 
kobieta... 
- Prosz pani, nam, jeszcze kiedy jestemy dziemi, tomacz, emy zwierzta i 
e jedynym sposobem uczowieczenia si jest mio dla kobiety, ktrej 
szlachetno, niewinno i wierno troch powcigaj wiat od zupenego 
zbydlcenia. No, i my wierzymy w t szlachetno, niewinno et caetera, 
ubstwiamy j, padamy przed ni na kolana... 
- I susznie, bo jestecie daleko mniej warci od kobiet. 
- Uznajemy to na tysice sposobw i twierdzimy, e wprawdzie mczyzna 
tworzy cywilizacj, ale dopiero kobieta uwica j i wyciska na niej idealniejsze 
pitno... Jeeli jednak kobiety maj nas naladowa pod wzgldem owej 
zwierzcoci, to niby czyme bd lepsze od nas, a nade wszystko: za co mamy 
je ubstwia?... 
-Za mio. 
- I to pikna rzecz! Ale jeeli pan Starski otrzymuje mio za swoje wsiki i 
spojrzenia, to znowu inny pan nie ma racji dawa za ni nazwiska, majtku i 
swobody. 
- Ja pana coraz mniej rozumiem - rzeka pani Wsowska.- Uznajesz pan, e 
kobiety s rwne mczyznom czy nie?.. 
- W sumie s rwne, w szczegach nie! Umysem i prac przecitna kobieta jest 
nisz od mczyzny; ale obyczajami i uczuciem ma by od niego o tyle 
wysz, e kompensuje tamte nierwnoci. Przynajmniej tak nam to cigle 
mwi, my w to wierzymy i pomimo wielu niszoci kobiet stawiamy je wyej 
od nas... Jeeli za pani baronowa zrzeka si swoich zalet, a e si ich od dawna 
zrzeka, tomy widzieli wszyscy, wic nie moe dziwi si, e stracia i 
przywileje. M pozby si jej jako nieuczciwego wsplnika. 
- Ale baron to niedony starzec!... 
- Po c za niego wysza, po co nawet suchaa jego miosnych paroksyzmw? 
- Wic pan nie pojmujesz tego, e kobieta moe by zmuszon do sprzedania 
si?... - zapytaa pani Wsowska blednc i rumienic si. 
- Pojmuj, pani, bo... ja sam kiedy... sprzedaem si, tylko nie dla zyskania 
majtku, ale z ndzy... 
- C dalej? 
- Ale ona moja przede wszystkim z gry nie posdzaa mnie o niewinno, a ja 
jej, co prawda, nic obiecywaem mioci. Byem bardzo lichym mem, ale za 
to, jak czowiek kupiony, byem najlepszym subiektem i najwierniejszym jej 
sug. Chodziem z ni po kocioach, koncertach, teatrach, bawiem jej goci i 
faktycznie potroiem dochody ze sklepu. 
-I nie miae pan kochanek? 
- Nie, pani. Tak gorzko odczuwaem moj niewol, em po prostu nie mia 
patrze na inne kobiety. Niech wic pani przyzna, e mam prawo by surowym 
sdzi pani baronowej, ktra sprzedajc si wiedziaa, e nie kupowano od 
niej... jej pracy... 
- Okropno! - szepna pani Wsowska patrzc w ziemi. 
- Tak, pani. Handel ludmi jest rzecz okropn, a jeszcze okropniejsz handel 
samym sob. Ale dopiero transakcje zawierane w zej wierze s rzecz 
haniebn. Gdy si taka sprawa wykryje, nastpstwa musz by bardzo przykre 
dla strony zdemaskowanej. 
Jaki czas oboje siedzieli milczc. Pani Wsowska bya zirytowana, Wokulski 
spospnia. 
- Nie!... - zawoaa nagle - ja musz z pana wydoby zdanie stanowcze... 
- O czym? 
- O rnych kwestiach, na ktre mi pan odpowie jasno i wyranie. 
- Czy to ma by egzamin? 
-Co na ksztat tego. 
-Sucham pani. 
Mona byo myle, e si waha; przemoga si jednak i zapytaa: 
-Wic utrzymuje pan, e baron mia prawo odepchn i zniesawi kobiet?... 
- Ktra go oszukaa?... Mia. 
- Co pan nazywa oszustwem? 
- Przyjmowanie uwielbie barona pomimo feblika, jak pani mwi, do pana 
Starskiego. 
Pani Wsowska przygryza usta. 
- A baron ile mia takich feblikw?... 
-Zapewne tyle, na ile mu starczyo ochoty i okazji - odpar Wokulski. - Ale 
baron nie pozowa na niewinno, nie nosi tytuu specjalisty od czystoci 
obyczajw, nie by za to otaczany hodami... Gdyby baron zdoby czyje serce 
twierdzc, e nigdy nie mia kochanek, a mia je, byby take oszustem. Co 
prawda, nie tego w nim szukano. 
Pani Wsowska umiechna si. 
- Wyborny pan jeste!... A ktra kobieta twierdzi czy zapewnia was, e nie 
miaa kochankw?... 
- Ach, wic pani ich miaa... 
- Mj panie!... - wybuchna wdwka zrywajc si. 
Wnet jednak opamitaa si i rzeka chodno: 
- Zastrzegam sobie u pana niejak wzgldno w wyborze argumentw. 
- Na co to?... Przecie oboje mamy rwne prawa, a ja wcale si nie obra, jeeli 
pani zapyta mnie o liczb moich kochanek. 
- Nie ciekawam. 
Zacza chodzi po salonie. W Wokulskim zadrga gniew., ale go opanowa. 
-Tak, przyznaj panu - mwia -e nie jestem woln od przesdw. No, ale ja 
jestem tylko kobiet, mam mzg lejszy, jak utrzymuj wasi antropologowie: 
zreszt jestem sptana stosunkami, naogami i Bg wie czym!... Gdybym jednak 
bya rozumnym mczyzn jak pan i wierzya w postp jak pan, umiaabym 
otrzsn si z tych naleciaoci, a choby tylko uzna, e prdzej lub pniej 
kobiety musz by rwnouprawnione. 
-Niby pod wzgldem tych feblikw?... 
- Niby... niby... - przedrzeniaa go. - Wanie mwi o tych feblikach... 
- O!... to po c mamy czeka na wtpliwe rezultaty postpu? Ju dzi jest 
bardzo wiele kobiet rwnouprawnionych pod tym wzgldem. Tworz nawet 
potne stronnictwo, nazywajce si kokotami... Ale dziwna rzecz: posiadajc 
wzgldy mczyzn, panie te nie ciesz si yczliwoci kobiet... 
- Z panem nie mona rozmawia, panie Wokulski - upomniaa go wdwka. 
- Nie mona ze mn rozmawia o rwnouprawnieniu kobiet? 
Pani Wsowskiej zapony oczy i krew uderzya na twarz. Usiada gwatownie 
na fotelu i uderzywszy rk w st, zawoaa: 
- Dobrze!... ot wytrzymam paski cynizm i bd mwia nawet o kokotach... 
Dowiedze si pan, e trzeba mie bardzo niski charakter, aeby zestawia te 
damy, ktre sprzedaj si za pienidze, z kobietami uczciwymi i szlachetnymi, 
ktre oddaj si z mioci... 
-Cigle pozujc na niewinno... 
- Chociaby. 
-I po kolei oszukujc naiwnych, ktrzy temu wierz. 
- A co im szkodzi oszustwo?... - zapytaa, zuchwale patrzc mu w oczy. 
Wokulski zaci zby, ale opanowa si i mwi spokojnie: 
-Prosz pani, co by te powiedzieli o mnie moi wsplnicy, gdybym ja zamiast 
szeciu kro stu tysicy rubli majtku, jak to ogoszono, mia sze tysicy i nie 
protestowa przeciw pogoskom?... Chodzi przecie tylko o dwa zera... 
- Wyczmy kwestie pienine - przerwaa pani Wsowska. 
- Aha!... A wic co sama pani powiedziaaby o mnie, gdybym ja na przykad 
nazywa si nie Wokulski, ale - Wolkuski i za pomoc tak maego przestawienia 
liter zdoby yczliwo nieboszczki prezesowej, wcisn si do jej domu i tam 
mia honor pozna pani?... Jak by pani nazwaa ten sposb robienia znajomoci 
i pozyskiwania ludzkich wzgldw?... 
Na ruchliwej twarzy pani Wsowskiej odmalowao si uczucie wstrtu. 
- Jaki to znowu ma zwizek ze spraw barona i jego ony?...- odpara. 
- Ma, prosz pani, ten zwizek; e na wiecie nie wolno przywaszcza sobie 
tytuw. Kokota moe by zreszt uyteczn kobiet i nikt nie ma prawa robi 
jej wymwek za specjalno; ale kokota maskujca si pozorami tak zwanej 
nieskazitelnoci jest oszustk. A za to ju mona robi wymwki. 
- Okropno!... - wybuchna pani Wsowska. - Ale mniejsza... 
Powiedz mi pan jednak, co wiat traci na podobnej mistyfikacji?... 
Wokulskiemu zaczo szumie w uszach. 
- wiat niekiedy zyskuje, jeeli jaki naiwny prostak wpada w obd zwany 
mioci idealn i za cen najwikszych niebezpieczestw zdobywa majtek, 
aby go zoy u stp swego ideau... Ale wiat czasem traci, jeeli ten wariat 
odkrywszy mistyfikacj upada zamany, do niczego niezdolny... Albo... nie 
rozporzdziwszy majtkiem rzuca si... To jest: strzela si z panem Starskim i 
dostaje kul po ebrach... wiat traci, pani, jedno zabite szczcie, jeden 
zwichnity umys, a moe i czowieka, ktry mg co zrobi... 
-Ten czowiek sam sobie winien... 
- Ma pani racj: byby winien, gdyby spostrzegszy si nie postpi jak baron i 
nie zerwa ze swoim ogupieniem i hab... 
- Krtko mwic - rzeka pani Wsowska - mczyni nie zrzekn si 
dobrowolnie swoich dzikich przywilejw wobec kobiet... 
- To jest: nie uznaj przywileju zwodzenia... 
-Kto za odrzuca ukady - mwia z uniesieniem -ten rozpoczyna walk... 
- Walk?.. - powtrzy miejc si Wokulski. 
- Tak, walk, w ktrej strona silniejsza zwyciy... A kto silniejszy, to dopiero 
zobaczymy!... - zawoaa potrzsajc rk. 
W tej chwili staa si rzecz dziwna. Wokulski nagle schwyci pani Wsowsk 
za obie rce i umieci je midzy trzema palcami swojej. 
- C to znaczy?... - zapytaa blednc. 
-Prbujemy, kto silniejszy - odpar. 
- No... ju dosy artw... 
- Nie, pani, to nie s arty... To tylko may dowd, e z pani, jako 
reprezentantk walki, mog zrobi, co mi si podoba. Tak czy nie? 
- Pu mnie pan - zawoaa szarpic si - bo zawoam na sub... 
Wokulski puci jej rce. 
-Ach, wic bdziecie panie walczy z nami przy pomocy suby?... Ciekawym, 
jakiego wynagrodzenia zadaliby ci sprzymierzecy i czy pozwoliliby nie 
dotrzymywa zobowiza? 
Pani Wsowska przypatrywaa mu si naprzd z lekk trwog, potem z 
oburzeniem, w kocu wzruszya ramionami. 
- Wie pan, co mi na myl przyszo? 
- em oszala. 
-Co na ksztat tego. 
-Wobec tak piknej kobiety i przy takiej dyskusji byoby to rzecz naturaln. 
- Ach, jaki paski kompliment!... - zawoaa z grymasem.- W kadym razie 
musz wyzna, e mi pan troch zaimponowa. Troch... Ale nie wytrzymae 
pan w roli, pucie mi rce, i to mnie rozczarowao... 
- O, ja potrafibym nie puci rk. 
-A ja potrafiabym zawoa na sub... 
- A ja, przepraszam pani, potrafibym zakneblowa usta. . 
- Co?..: co?... 
-To, co powiedziaem. 
Pani Wsowska znowu si zadziwia. 
- Wie pan - rzeka zakadajc po napoleosku rce - e pan jest albo bardzo 
oryginalny, albo... bardzo le wychowany... 
- Wcale nie jestem wychowany... 
- Wic istotnie oryginalny - szepna. - Szkoda, e z tej strony nie dae si pan 
pozna Beli... 
Wokulski osupia. Nie na dwik tego imienia, ale z powodu zmiany, jak 
uczu w sobie. Panna Izabela wydaa mu si cakiem obojtn, a natomiast 
zacza go interesowa pani Wsowska. 
- Trzeba jej byo - cigna - od razu wyoy swoje teorie tak jak mnie, a nie 
wynikyby midzy wami nieporozumienia. 
- Nieporozumienia?.. - spyta Wokulski szeroko otwierajc oczy. 
- Tak, bo o ile wiem, ona panu gotowa przebaczy. 
- Przebaczy?... 
- Jeste pan, widz, jeszcze bardzo... osabiony - mwia obojtnym tonem jeeli 
nie czujesz, e postpek paski by brutalny... Wobec paskich 
ekscentrycznoci nawet baron wyglda na eleganckiego czowieka. 
Wokulski rozemia si tak szczerze, i jego samego to zaniepokoio. Pani 
Wsowska mwia dalej: 
- miejesz si pan?... Wybaczam, poniewa rozumiem taki miech... Jest to 
najwyszy stopie cierpienia... 
- Przysigam pani, e od dziesiciu tygodni nie czuem si tak swobodnym... 
Boe mj!... nawet od paru lat... Zdaje mi si, e przez cay ten czas szarpaa mi 
mzg jaka straszna zmora i przed chwil znika... Teraz dopiero czuj, e 
jestem ocalony, i to dziki pani... 
Gos mu dra. Wzi j za obie rce i caowa prawie namitnie. Pani 
Wsowskiej zdawao si, e dostrzega w jego oczach co na ksztat ez. 
- Ocalony!... Uwolniony!... - powtarza. 
- Posuchaj mnie pan - mwia zimno, cofajc rce. - Wszystko wiem, co 
midzy wami zaszo... Postpie pan niegodziwie podsuchujc rozmow, ktr 
znam w najdrobniejszych szczegach, a nawet wicej... Bya to najzwyklejsza 
flirtacja... 
- Ach, wic to jest flirtacja?... - przerwa. - To, co robi kobiet podobn do 
restauracyjnej serwetki, ktr kady moe obciera usta i palce?... To jest 
flirtacja, bardzo dobrze!... 
- Milcz pan!... - zawoaa pani Wsowska. - Nie przecz, e Bela postpia le, 
ale... osd pan sam siebie, jeeli powiem, e ona pana... 
- Kocha, czy tak? - spyta Wokulski bawic si swoj brod. 
- O, kocha!... Dopiero auje pana. Nie chc si wdawa w szczegy, do, 
jeeli powiem, e widywaam j prze dwa miesice prawie co dzie... e przez 
ten czas mwia tylko o panu i e najulubieszym miejscem jej przejadek 
jest... zamek zasawski!... Ile razy siadaa na tym wielkim kamieniu z napisem, 
ile razy widziaam zy w jej oczach... A nawet raz rozpakaa si na dobre, 
powtarzajc wyryty tam dwuwiersz : 
Wszdzie i zawsze bd ja przy tobie, 
Bom wszdzie czstk mej duszy zostawi! 
C pan na to?... 
- Co ja na to?.. - powtrzy Wokulski. - Przysigam, e jedynym moim 
yczeniem w tej chwili jest, aeby zagin najdrobniejszy lad mojej znajomoci 
z pann ck... A przede wszystkim ten nieszczliwy kamie, ktry j tak 
roztkliwia. 
-Gdyby to bya prawda, miaabym pikny dowd mskiej staoci 
-Nie, miaaby pani tylko dowd cudownej kuracji - mwi wzruszony. - O 
Boe!... zdaje mi si, e mnie kto na par lat zamagnetyzowa, e przed 
dziesicioma tygodniami zbudzono mnie nieumiejtnie i e dopiero dzi 
ocknem si naprawd... 
- Pan to mwisz na serio?... 
- Czyli pani nie widzi, jaki jestem szczliwy?... Odzyskaem siebie i znowu 
nale do siebie... Niech mi pani wierzy, e jest to cud, ktrego najzupeniej nie 
rozumiem, ale ktry porwna mona tylko z przebudzeniem z letargu 
czowieka, ktry ju lea w trumnie. 
- I czemu pan to przypisuje?... - zapytaa spuszczajc oczy. 
- Przede wszystkim pani... A nastpnie temu, e nareszcie zdobyem si na jasne 
sformuowanie przed kim rzeczy, ktr od dawna rozumia, alem nie mia 
odwagi uzna. Panna Izabela to kobieta innego gatunku anieli ja i tylko jakie 
obkanie mogo mnie przyku do niej. 
-I co pan zrobi po tym ciekawym odkryciu? 
- Nie wiem. 
- Nie znalaz pan czasem kobiety swego gatunku?.. 
-Moe. 
- Zapewne jest ni ta pani... pani Sta... Sta... 
- Stawska?... Nie. Prdzej byaby ni pani. 
Pani Wsowska podniosa si z fotelu z min bardzo uroczyst. 
- Rozumiem - rzek Wokulski. - Mam ju odej? 
-Jak pan uwaa. 
- I na wie nie pojedziemy razem? 
- O, to z pewnoci... Chocia... nie broni panu przyjecha tam... 
Zapewne bdzie u mnie Bela... 
- W takim razie nie przyjad. 
-Nie twierdz, e bdzie. 
- I zastabym tylko sam pani? 
- Przypuszczam. 
- I rozmawialibymy tak jak dzisiaj?... Jedzilibymy na spacer jak wwczas?.. 
-I naprawd rozpoczaby si midzy nami wojna -odpara pani Wsowska. 
- Ostrzegam, ebym j wygra. 
- Doprawdy?... I moe zrobiby mnie pan swoj niewolnic?.. 
- Tak. Przekonabym, e potrafi mie wadz, a pniej u ng pani bagabym, 
aeby przyja mnie za swego niewolnika... 
Pani Wsowska odwrcia si i wysza z salonu. Na progu zatrzymaa si chwil 
i z lekka odwracajc gow rzeka: 
- Do widzenia... na wsi!... 
Wokulski opuci jej mieszkanie jak pijany. Znalazszy si na ulicy szepn : 
Oczywicie, zgupiaem. 
Spojrza za siebie i zobaczy w oknie pani Wsowsk, ktra wygldaa spoza 
firanki. 
Do licha ! - pomyla. - Czy ja znowu nie wlazem w jak awantur?... 
Idc ulic Wokulski wci zastanawia si nad zmian, jaka w nim zasza. 
Zdawao mu si, e : otchani, w ktrej panuje noc i obd, wydoby si na jasny 
dzie. Pulsa biy mu silniej, oddycha szerzej, myli toczyy si z niezwyk 
swobod; czu jak rzeko w caym organizmie i nie dajcy si opisa spokj 
w sercu. 
Ju nic drani go ruch uliczny, a cieszyy tumy. Niebo miao ciemniejsz 
barw, domy wyglday zdrowiej, a nawet kurz, nasycony potokami wiata by 
pikny. 
Najwiksz jednak przyjemno robi mu widok modych kobiet, ich gitkich 
ruchw, umiechajcych si ust i wabicych spojrze. Kilka z nich spojrzay mu 
prosto w oczy z wyrazem sodkiej tkliwoci i kokieterii; Wokulskiemu serce 
uderzyo pieszniej, jaki prd dranicy przelecia po nim od stp do gw. 
adne!... - pomyla. 
Wnet jednak przypomnia sobie pani Wsowsk i musia przyzna, e 
spomidzy tych adnych ona jest najadniejsza, a co lepiej, najpontniejsza... Co 
to za figura, jaki wspaniay kontur nogi, a pe, a oczy majce w sobie co z 
brylantw i aksamitu... Byby przysig, e czuje zapach jej ciaa, e syszy 
spazmatyczny miech, i w gowic zaszumiao mu na sam myl zblienia si do 
niej. 
Co to musi by za wcieka kobieta!... - szepn. - Ksabym j... 
Widmo pani Wsowskiej tak go przeladowao i dranio, e nagle przyszed mu 
projekt odwiedzi j jeszcze dzi wieczorem. 
Przecie zaprosia mnie na obiady i kolacje - mwi do siebie czujc, e w nim 
co kipi. - Wyrzuci mnie za drzwi?... Po c by mnie kokietowaa. e nie ma do 
mnie wstrtu, wiem nic od dzisiaj, no, a ja, dalibg, mam na ni apetyt, ktry 
take co wart... 
Wtem przesza obok niego jaka szatynka z fiokowymi oczyma i twarz 
dziecka, a Wokulski spostrzeg ze zdziwieniem, e i ta mu si podoba. 
O kilkanacie krokw od swojego domu usysza woanie: 
- Hej!... hej!... Stachu!... 
Wokulski odwrci gow i pod werand cukierni zobaczy Szumana. Doktr 
zostawi nie dokoczon porcj lodw, rzuci na st srebrn czterdziestwk i 
wybieg do niego. 
-Id do ciebie - mwi Szuman biorc go pod rk. -Wiesz co, e dawno ju nie 
miae tak byczej miny... Zao si, e wrcisz do spki i porozpdzasz tych 
parchw... Co za Fizjognomia... co za oko... Dzi dopiero poznaj dawnego 
Stacha!... 
Minli bram, schody i weszli do mieszkania. 
-A ja w tej chwili mylaem, e grozi mi jaka nowa choroba... rzek Wokulski 
ze miechem. - Chcesz cygaro? 
- Dlaczego grozi? 
- Wyobra sobie, e moe od godziny ogromne wraenie robi na mnie 
kobiety... Jestem przestraszony... 
Szuman rozemia si na cay gos. 
- Pyszny jeste... Zamiast wyda obiad na znak radoci, to ten si boi... A c ty 
mylisz, e wwczas bye zdrw, kiedy wariowa za jedn kobiet? Dzi jeste 
zdrw, kiedy ci si wszystkie podobaj, i nie masz nic pilniejszego jak postara 
si o wzgldy tej, ktra ci najlepiej przypadnie do gustu. 
- Bah!... A gdyby to bya wielka dama?... 
- Tym lepiej... tym lepiej... Wielkie damy s daleko smaczniejsze od pokojwek. 
Kobieco ogromnie zyskuje na szyku i inteligencji, a nade wszystko na dumie. 
Jakie czekaj ci idealne rozmowy, jakie miny pene godnoci... Ach, powiadam 
ci, to ze trzy razy wicej warte... 
Po twarzy Wokulskiego przelecia cie. 
-Oho! -zawoa Szuman - ju widz obok ciebie dugie ucho tego patrona, na 
ktrym Chrystus wjeda do Jerozolimy. Czego si krzywisz?... Wanie 
umizgaj si tylko do wielkich dam, bo one maj ciekawo do demokracji. 
W przedpokoju rozleg si dzwonek i wszed Ochocki. Spojrza na 
zacietrzewionego doktora i zapyta: 
- Przeszkadzam panom? 
-Nie - odpar Szuman - moesz pan nawet by pomocny. Bo wanie radz w tej 
chwili Stachowi, aeby leczy si romansem, ale... nie idealnym. Z ideaami ju 
dosy... 
-A wie pan, e tego wykadu i ja gotw jestem posucha - rzek Ochocki 
zapalajc podane cygaro. 
-Awantura! -mrukn Wokulski. 
-adna awantura - prawi Szuman. -Czowiek z twoim majtkiem moe by 
kompletnie szczliwy, do rozsdnego bowiem szczcia potrzeba: co dzie 
jada inne potrawy i bra czyst bielizn, a co kwarta zmienia miejsce pobytu i 
kochanki. 
-Zabraknie kobiet -wtrci Ochocki. 
- Zostaw pan to kobietom, a ju one postaraj si, aeby ich nie zabrako odpar 
szyderczo doktr. - Przecie ta sama dieta stosuje si i do kobiet. 
- Ta kwartalna dieta?.. - spyta Ochocki. 
- Naturalnie. Dlaczeg one maj by gorsze od nas? 
-Nie ciekawa to jednak suba w dziesitym lub dwudziestym kwartale. 
- Przesd!... przesd!... - mwi Szuman. - Ani si pan spostrzeesz, ani si 
domylisz, szczeglniej, jeeli ci zapewni, e jeste dopiero drugim lub 
czwartym, i to tym prawdziwie kochanym, tym od dawna przeczuwanym... 
-Nie bye u Rzeckiego? -spyta Szumana Wokulski. 
- No, jemu ju nie zapisz recepty na mio - odpar doktr.- Stary kapcanieje... 
- Istotnie, le wyglda - dorzuci Ochocki. 
Rozmowa przesza na stan zdrowia Rzeckiego, potem na polityk, w kocu 
Szuman poegna ich. 
- Bestia cynik!... - mrukn Ochocki. 
-Nie lubi kobiet - doda Wokulski -a w dodatku miewa gorzkie dnie i wtedy 
wygaduje herezje. 
- Czasami nie bez racji - rzek Ochocki. - Ale te dobrze trafi ze swymi 
pogldami... Bo akurat przed godzin miaem uroczyst rozmow z ciotk, ktra 
koniecznie namawia mnie, abym si oeni, i dowodzi, e nic tak nie 
uszlachetnia czowieka, jak mio zacnej kobiety... 
- On nie radzi panu, tylko mnie. 
-Ja te wanie, gdym sucha jego wywodw, mylaem o panu. Wyobraam 
sobie, jak by pan wyglda zmieniajc co kwarta kochanki, gdyby kiedy stanli 
przed panem ci wszyscy ludzie, ktrzy dzi pracuj na paskie dochody, i 
zapytali: Czym si wywdziczasz nam za nasze trudy, ndz i krtsze ycie, 
ktrego cz tobie oddajemy?... Czy prac, czy rad, czy przykadem?... 
-Jacy dzi ludzie pracuj na moje dochody? -spyta Wokulski. - Wycofaem 
si z interesw i zamieniam majtek na papiery. 
- Jeeli na listy zastawne ziemskie, to przecie kupony od nich pac parobcy; a 
jeeli na jakie akcje, to znowu ich dywidendy pokrywaj robotnicy kolejowi, 
cukrowniani, tkaccy, czy ja zreszt wiem jacy?.. 
Wokulski jeszcze bardziej spochmurnia. 
- Prosz pana - rzek - czy ja potrzebuj myle o tym?... Tysice yj z 
procentw i nie troszcz si podobnymi pytaniami. 
- Ale ba!- mrukn Ochocki. - Inni to nie pan... Ja mam wszystkiego ptora 
tysica rubli rocznie, a jednak bardzo czsto przychodzi mi na myl, e taka 
suma stanowi utrzymanie trzech albo czterech ludzi i e jacy faceci ustpuj dla 
mnie ze wiata albo musz ogranicza swoje, ju i tak ograniczone potrzeby... 
Wokulski przeszed si po pokoju. 
- Kiedy pan jedziesz za granic? - nagle zapyta. 
-I tego nie wiem - odpar kwano Ochocki. -Mj dunik nie zwrci mi 
pienidzy wczeniej jak za rok. Spaci mnie dopiero now poyczk, a tej dzi 
nieatwo zacign. 
- Duy daje procent? 
- Sidmy. 
- A pewna to lokacja? 
-Pierwszy numer po Towarzystwie Kredytowym. 
-A gdybym ja panu da gotwk i wszed w paskie prawa, wyjechaby pan za 
granic? 
- Jednej chwili!... - zawoa Ochocki zrywajc si. - C ja tu wysiedz?... 
Chyba z desperacji oeni si bogato, a pniej bd robi tak, jak radzi Szuman. 
Wokulski zamyli si. 
-C by to byo zego oeni si? - rzek pgosem. 
- Daje mi pan spokj!... Ubogiej ony nie wykarmi, bogata wcignaby mnie 
w sybarytyzm, a kada byaby grobem moich planw. Dla mnie trzeba jakiej 
dziwnej kobiety, ktra by razem ze mn pracowaa w laboratorium; a gdzie 
znajd tak?... 
Ochocki zdawa si by mocno rozstrojony i zabra si do wyjcia. 
- Wic, kochany panie - mwi egnajc si z nim Wokulski spraw paskiego 
kapitau obgadamy. Ja gotw jestem spaci pana. 
- Jak pan chce... Nie prosz o to, ale bybym bardzo wdziczny. 
- Kiedy pan wyjedasz do Zasawka? 
- Jutro, wanie przyszedem poegna pana. 
- A wic interes gotw - zakoczy ciskajc go Wokulski.- W padzierniku 
moesz pan mie pienidze. 
Po.wyjciu Ochockiego Wokulski pooy si spa. Dozna dzi tylu silnych i 
sprzecznych wrae, e nie umia ich uporzdkowa. Zdawao mu si, e od 
chwili zerwania z pann Izabel wchodzi na jak straszn wysoko, otoczon 
przepaciami, i dopiero dzi dosign jej szczytw, a nawet zeszed na drugi 
skon, gdzie ujrza jeszcze niewyrane, lecz cakiem nowe horyzonty. 
Jaki czas snuy mu si przed oczyma roje kobiet, a midzy nimi najczciej 
pani Wsowska; to znowu widzia gromady parobkw i robotnikw, ktrzy 
zapytywali go, co im dal w zamian za swoje dochody. 
Nareszcie twardo zasn. 
Obudzi si o szstej rano, a pierwszym wraeniem byo uczucie swobody i 
rzekoci. 
Wprawdzie nie chciao mu si wstawa, lecz nie doznawa adnego cierpienia i 
nie myla o pannie Izabeli. To jest myla, ale mg nie myle; w kadym razie 
wspomnienie jej nie nurtowao go w sposb jak dotychczas bolesny. 
Ten brak cierpie znowu zatrwoy go. 
Czy to nie przywidzenie? -pomyla. 
Przypomnia sobie histori dnia wczorajszego; pami i logika dopisyway mu. 
Moe i wol odzyskam? - szepn. 
Na prb postanowi, e wstanie za pi minut, wykpie si, ubierze i 
natychmiast pjdzie na spacer do azienek. Patrzy na posuwajc si skazwk 
zegarka i z niepokojem zapyta: A moe ja si nawet na to nie zdobd ?..  
Skazwka dosiga piciu minut i Wokulski wsta bez popiechu, ale te i bez 
wahania. Sam nala sobie wody do wanny, wykpa si, wytar, ubra i ju w p 
godziny szed do azienek. 
Uderzyo go, e przez cay ten czas nie myla o pannie Izabeli, tylko o pani 
Wsowskiej. Oczywicie, co si w nim wczoraj zmienio: moe zaczy dziaa 
jakie sparaliowane komrki w mzgu?... Myl o pannie Izabeli stracia nad 
nim wadz. 
Co to za dziwna pltanina -mwi. -Tamt wyrugowaa pani Wsowska, a 
pani Wsowsk moe zastpi kada inna kobieta. Jestem wic naprawd 
uleczony z obdu... 
Przeszed nad stawem i obojtnie przypatrywa si cznom i abdziom. Potem 
skrci w alej ku Pomaraczarni, na ktrej byli wtedy oboje, i powiedzia sobie, 
e... zje niadanie z apetytem. Ale gdy wraca t sam drog, opanowa go 
gniew i z dzik radoci zoliwego dzieciaka poprzednie lady wasnych stp 
zaciera nog. 
Gdybym mg wszystko tak zetrze... I tamten kamie, i ruiny... Wszystko!... 
W tej chwili uczu, e budzi si w nim niepokonany instynkt niszczenia 
pewnych rzeczy; lecz zarazem zdawa sobie spraw, e jest to objaw 
chorobliwy. Wielk te robio mu satysfakcj, e nie tylko spokojnie moe 
myle o pannie Izabeli, ale nawet oddawa jej sprawiedliwo. 
O co ja si irytowaem? - mwi do siebie. - Gdyby nie ona, nie zdobybym 
majtku... Gdyby nie ona i nie Starski, za pierwszym razem nie wyjechabym do 
Parya i nie zbliybym si z Geistem, a pod Skierniewicami nie uleczybym si 
z gupoty... Wszake to moi dobrodzieje ci pastwo... Nawet powinien bym 
wyswata t dobran par, a przynajmniej uatwia im schadzki... I pomyle, e 
z takiej mierzwy kiedy wykwitnie metal Geista!... 
W Ogrodzie Botanicznym byo cicho i prawie pusto. Wokulski wymin studni 
i z wolna pocz wstpowa na ocieniony pagrek, na ktrym przeszo rok temu 
po raz pierwszy rozmawia z Ochockim. Zdawao mu si, e wzgrze jest 
podwalin tych ogromnych schodw, na szczycie ktrych ukazywa mu si 
posg tajemniczej bogini. Ujrza j i teraz i ze wzruszeniem spostrzeg, e 
chmury otaczajce jej gow rozsuny si na chwil. Zobaczy surow twarz, 
rozwiane wosy, a pod spiowym czoem ywe, lwie oczy, ktre wpatryway si 
w niego z wyrazem przygniatajcej potgi. Wytrzyma to spojrzenie i nagle 
uczu, e ronie... ronie... e ju przenosi gow najwysze drzewa parku i siga 
prawie do obnaonych stp bogini. 
Teraz zrozumia, e t czyst i wieczn piknoci jest Sawa i e na jej 
szczytach nie ma innej uciechy nad prac i niebezpieczestwa. 
Wrci do domu smutniejszy, ale wci spokojny. Zdawao mu si, e podczas 
tej przechadzki nawiza si jaki wze midzy jego przyszoci a ow odleg 
epok, kiedy jeszcze jako subiekt i student budowa machiny o wiecznym ruchu 
albo dajce si kierowa balony. Kilkanacie za ostatnich lat byy tylko 
przerw i strat czasu. 
Musz gdzie wyjecha - rzek do siebie - musz odpocz, a pniej... 
zobaczymy... 
Po poudniu wysa dug depesz do Suzina do Moskwy. 
Na drugi dzie, okoo pierwszej, kiedy Wokulski jad niadanie, wszed lokaj 
pani Wsowskiej i owiadczy, e pani czeka w powozie. 
Gdy wybieg na ulic, pani Wsowska kazaa mu wsi. 
- Zabieram pana - rzeka. 
-Czy na obiad?... 
- O nie, tylko do azienek. Bezpieczniej mi bdzie rozmawia z panem przy 
wiadkach i na wolnym powietrzu. 
Ale Wokulski by pochmurny i milcza. 
W azienkach wysiedli z powozu, minli paacowy taras i zaczli spacerowa 
po alei dotykajcej amfiteatru. 
- Musi pan wej midzy ludzi, panie Wokulski - zacza pani Wsowska. -
Musi ockn si pan ze swej apatii, bo inaczej minie pana sodka nagroda... 
- Och?... a tak... 
- Niezawodnie. Wszystkie damy s zainteresowane paskimi cierpieniami i 
zao si, e niejedna chciaaby odegra rol pocieszycielki. 
-Albo pobawi si moim rzekomym cierpieniem jak kot poranion 
mysz?...Nie, pani, ja nie potrzebuj pocieszycielek, poniewa wcale nie cierpi, 
a ju najmniej z winy dam... 
- Prosz?... - zawoaa pani Wsowska. - Mylaby kto, e naprawd nie 
otrzymae pan ciosu z maych rczek... 
- I dobrze by myla - odpar Wokulski. - Jeeli zada mi kto ciosy, to 
bynajmniej nie pe pikna, ale... czy ja wiem co?... moe fatalno. 
-Zawsze jednak za porednictwem kobiety... 
- A nade wszystko mojej wasnej naiwnoci. Prawie od dziecistwa szukaem 
jakiej rzeczy wielkiej i nieznanej; a poniewa kobiety widywaem tylko przez 
okulary poetw, ktrzy im przesadnie pochlebiaj, wic mylaem, e kobieta 
jest ow rzecz wielk i nieznan. Omyliem si i w tym ley sekret mego 
chwilowego zachwiania, na ktrym zreszt udao mi si zrobi majtek. 
Pani Wsowska zatrzymaa si w alei. 
- No, wie pan co, e jestem zdumiona!... Nie widzielimy si od onegdaj, a dzi 
przedstawia mi si pan jako cakiem inny czowiek, co w rodzaju starego 
dziada, ktry lekceway kobiety... 
- To nie lekcewaenie, to spostrzeenie. 
- Mianowicie?... - zapytaa pani Wsowska. 
-e jest gatunek kobiet, ktre po to tylko yj na wiecie, aeby drani i 
podnieca namitnoci mczyzn. Tym sposobem ogupiaj ludzi rozumnych, 
upadlaj uczciwych i utrzymuj w rwnowadze gupcw Maj licznych 
wielbicieli i dziki temu wywieraj na nas taki wpyw jak haremy na Turcj. 
Widzi wic pani, e damy nic maj powodu roztkliwia si nad moimi 
cierpieniami ani prawa bawi si mn. Nic nale do ich referatu. 
- I nawet zrywasz pan z mioci?... - zapytaa ironicznie pani Wsowska. 
W Wokulskim zakipia gniew... 
- Nie, pani - odpar - tylko mam przyjaciela pesymist, ktry mi wytumaczy, e 
nierwnie korzystniej jest kupi mio za cztery tysice rubli rocznie, a 
wierno za pi tysicy anieli za to, co nazywamy uczuciem. 
- Pikna wierno!... - szepna pani Wsowska. 
-Przynajmniej z gry zapowiada, czego si mamy od niej spodziewa. 
Pani Wsowska przygryza wargi i skrcia w stron powozu. 
- Powinien by pan zacz apostoowa swoje nowe pogldy. 
- Ja myl, prosz pani, e na to szkoda czasu, bo jedni nigdy ich nie 
zrozumiej, a inni nic uwierz bez osobistego dowiadczenia. 
- Dzikuj panu za prelekcj - rzeka po chwili. - Zrobia na mnie tak silne 
wraenie, e nawet nie prosz pana, aeby mnie odwiz do domu... Jeste pan 
dzi w wyjtkowo zym humorze, sdz jednak, e to minie... Ale... ale... Oto 
list - dodaa wsuwajc mu w rk kopert - ktry niech pan przeczyta. 
Popeniam niedyskrecj, ale wiem, e mnie pan nie zdradzi, a postanowiam 
sobie ostatecznie rozwika nieporozumienie midzy panem i Bel. Jeeli mi si 
zamiar uda, niech pan spali, jeeli nie... niech mi pan ten list przywiezie na 
wie... Adieu! 
Siada do powozu i zostawia Wokulskiego na ogrodowej szosie. 
Do licha, czybym j obrazi?... - rzek do siebie. - A szkoda, bo warta 
grzechu!... 
Szed powoli w stron Alei Ujazdowskiej i myla o pani Wsowskiej. 
Gupstwo!... przecie jej nie owiadcz, e mam na ni apetyt... A zreszt, 
chobym trafi na dobr chwil, co bym da jej w zamian?.. Nawet nie mgbym 
powiedzie, e j kocham. 
Dopiero w domu Wokulski otworzy list panny Izabeli. 
Na widok drogiego niegdy pisma przeleciaa po nim byskawica alu; ale 
zapach papieru przypomnia mu te dawne, bardzo dawne czasy, kiedy jeszcze 
zachcaa go do urzdzania owacyj Rossiemu. 
To by jeden paciorek z raca, na ktrym panna Izabela odprawiaa 
naboestwo!... - szepn z umiechem. 
Zacz czyta. 
Moja droga Kaziu! Jestem tak zniechcona do wszystkiego i tak jeszcze nie 
mog zebra myli, e dzi dopiero zdobywam si na opowiedzenie ci 
wydarze, jakie u nas zaszy od twego wyjazdu. 
Ju wiem, ile mi zapisaa ciotka Hortensja: oto szedziesit tysicy rubli; razem 
wic mamy dziewidziesit tysicy rubli, ktre poczciwy baron obiecuje 
umieci na siedem procent, co wyniesie okoo szeciu tysicy rubli rocznie. Ale 
trudno, trzeba nauczy si oszczdnoci. 
Nie umiem ci opowiedzie, jak si nudz, a moe tylko tskni... Ale i to 
przejdzie. Ten mody inynier cigle u nas bywa, co par dni. Z pocztku bawi 
mnie rozmow o mostach elaznych, a obecnie opowiada, jak si kocha w 
osobie, ktra wysza za innego, jak za ni rozpacza, jak straci nadziej 
zakochania si po raz drugi i jak by pragn uzdrowi si przez now, lepsz 
mio. Wyzna mi jeszcze, e niekiedy pisuje wiersze, w ktrych jednak opiewa 
tylko wdziki natury... Czasami paka mi si chce z nudw, ale e bez 
towarzystwa umarabym, wic udaj, e sucham, i niekiedy pozwalam mu 
ucaowa moj rczk... 
Wokulskiemu yy nabrzmiay na czole... Odpocz i czyta dalej: 
Papo coraz sabszy. Pacze po kilka razy na dzie i bylemy porozmawiali pi 
minut sami, robi mi wymwki, wiesz za kogo!... Nie uwierzysz, jak mnie to 
rozstraja. 
W ruinach zasawskich bywam co par dni. Co mnie tam cignie, nie wiem pikna 
natura czy samotno. Kiedy jestem bardzo nieszczliwa, pisz rne 
rzeczy owkiem na spkanych cianach i z radoci myl: jak dobrze, e to 
wszystko pierwszy deszcz zmyje. 
Ale, ale... Zapomniaam o najwaniejszym! Wiesz: marszaek napisa do ojca 
list, w ktrym najformalniej owiadcza si o moj rk. Ca noc pakaam, nie 
dlatego, e mog zosta marszakow, ale... e si to tak atwo sta moe!... 
Piro wypada mi z rki. Bd zdrowa i wspomnij czasami o twej nieszczliwej 
Beli. 
Wokulski zmi list. 
Tak pogardzam i... jeszcze j kocham! - szepn. 
Gowa mu paaa. Chodzi tam i na powrt z zacinitymi piciami i umiecha 
si do wasnych marze. 
Nad wieczorem otrzyma telegram z Moskwy, po ktrym natychmiast wysa 
depesz do Parya. Nastpny za dzie, od rana do pnej nocy spdzi ze swym 
adwokatem i rejentem. 
Kadc si spa pomyla: 
Czy tylko ja nie zrobi gupstwa?... No, przecie zbadam rzeczy na miejscu... 
Czy moe istnie metal lejszy od powietrza, to inna kwestia, ale e co w tym 
jest - nie ma wtpliwoci... Zreszt szukajc kamienia filozoficznego znaleziono 
chemi; kto zatem wie, co si napotka teraz?... W rezultacie wszystko mi jedno, 
byle wydoby si z tego bota... 
Dopiero nazajutrz w poudnie przysza odpowied z Parya, ktr Wokulski 
par razy odczyta, W chwil pniej oddano mu list od pani Wsowskiej, gdzie 
na kopercie, w miejsce piecztki, znajdowa si wizerunek Sfinksa. 
-Tak - mrukn z umiechem Wokulski - twarz ludzka i tuw zwierzcia: nasza 
za imaginacja dodaje wam skrzyde. 
Niech pan do mnie wpadnie na kilka minut - pisaa pani Wsowska - gdy 
mam bardzo wany interes, a dzisiaj chciaabym jecha. 
Zobaczymy ten wany interes! - rzek do siebie. 
W p godziny pniej by u pani Wsowskiej; w przedpokoju stay ju gotowe 
do drogi kufry. Pani przyja go w swoim gabinecie do pracy, w ktrym przecie 
ani jeden szczeg nie przypomina pracy. 
- A, pan jest bardzo grzeczny! - zacza obraonym tonem pani Wsowska. -
Wczoraj cay dzie czekaam na pana, a pan ani si pokaza... 
- Przecie zabronia mi pani przychodzi do siebie - odpar zdziwiony Wokulski. 
- Jak to?... Czyli wyranie nie zaprosiam pana na wie?... Ale mniejsza, 
policz to na karb paskiej ekscentrycznoci... Drogi panie, mam do pana 
bardzo wany interes. Chc niedugo wyjecha za granic i chc poradzi si 
pana: kiedy najlepiej kupi franki, teraz czy przed wyjazdem?.. 
- Kiedy pani jedzie?... 
- Tak... w listopadzie... w grudniu... - odpara rumienic si. 
- Lepiej przed samym wyjazdem. 
-Tak pan sdzi? 
- Przynajmniej tak wszyscy robi. 
- Ja wanie nie chc robi jak wszyscy! - zawoaa pani Wsowska. 
- To niech pani kupi teraz. 
- A jeeli do grudnia franki staniej? 
- To niech pani odoy kupno do grudnia. 
- No, wie pan co - mwia drc jaki papier - e jeste pan jedyny do rady... 
Czarno to czarno, biao to biao... C z pana za mczyzna? Mczyzna w 
kadej chwili powinien by stanowczy, a przynajmniej wiedzie, czego chce... 
C, odnis mi pan list Beli? 
Wokulski milczc odda list. 
-Doprawdy? - zawoaa oywiona. -Wic pan jej nie kochasz?... A w takim 
razie rozmowa o niej nie powinna panu robi przykroci. Bo ja musz... 
pogodzi was albo... Niech si ju biedna dziewczyna nie drczy... Pan si do 
niej uprzedzie... pan wyrzdzasz jej krzywd... To nieuczciwie... tak nie 
postpuje czowiek honorowy, aby zbaamuciwszy kogo rzuca jak zwidy 
bukiet... 
-Nieuczciwie! -powtrzy Wokulski. -Niech mi pani z aski swej powie, jaka 
uczciwo moe pozosta w czowieku, ktrego wykarmiono albo cierpieniem i 
upokorzeniem, albo upokorzeniem i cierpieniem? 
- Ale obok tego miae pan i inne chwile. 
- O tak, par yczliwych spojrze i kilka dobrych swek, ktre dzi maj w 
moich oczach t jedn wad, e byy... mistyfikacj. 
- Ale ona dzi tego auje i gdyby pan zwrci si... 
-Po co? 
- Aeby pozyska jej serce i rk. 
- Zostawiajc drug dla znanych i nieznanych wielbicieli?... Nie, pani, ju mam 
dosy tych wycigw, w ktrych byem bity przez panw Starskich, 
Szastalskich i licho nie wie jakich jeszcze!... Nie mog odegrywa roli eunucha 
przy moim ideale i upatrywa w kadym mczynie szczliwego rywala czy 
niepodanego kuzyna. 
- Jakie to niskie!... - zawoaa pani Wsowska. - Wic za jeden bd, zreszt 
niewinny, poniewierasz pan niegdy ukochan kobiet?.. 
- Co do liczby owych bdw, to pozwoli pani, aebym mia wasna opini; a co 
do niewinnoci... Boe miosierny! w jak ndznym jestem pooeniu, skoro 
nawet nie mam pojcia, dokd sigaa ich niewinno. 
- Pan przypuszczasz?.. - surowo zapytaa go pani Wsowska. 
- Ja ju nic nie przypuszczam - odpar chodno Wokulski.- Wiem tylko, e w 
moich oczach, pod pozorami obojtnej yczliwoci, toczy si najzwyklejszy 
romans, i - to mi wystarcza. Rozumiem on, ktra oszukuje ma; bo ona moe 
si tumaczy ptami, jakie wkada na ni maestwo. Ale aeby kobieta wolna 
oszukiwaa obcego sobie czowieka... Cha!... cha!... cha!... to ju jest, dalibg, 
zamiowanie do sportu... Przecie miaa prawo przenosi nade mnie Starskiego 
i ich wszystkich... Ale nie! Jej jeszcze byo potrzeba mie w swoim orszaku 
bazna, ktry j naprawd kocha, ktry dla niej wszystko by gotw powici... 
I dla ostatecznego zhabienia natury ludzkiej wanie z mojej piersi chciaa 
zrobi parawan dla siebie i adoratorw... Czy pani domyla si, jak musieli 
drwi ze mnie ci ludzie, tak tanio obsypywani wzgldami?... I czy pani czuje, co 
to za pieko by tak miesznym jak ja, a zarazem tak nieszczliwym, tak 
ocenia swj upadek i tak rozumie, e jest niezasuony?... 
Pani Wsowskiej dray usta; z trudnoci powstrzymywaa si od ez. 
-Czy to nie jest imaginacja? -wtrcia. 
- Eh, nie, pani... Skrzywdzona ludzka godno to nie imaginacja. 
- A zatem?.. 
- C by moe? - odpar Wokulski. - Spostrzegem si, odzyskaem siebie, a 
dzi mam t tylko satysfakcj, e triumf moich wspzawodnikw, przynajmniej 
co do mnie, nie by zupeny. 
- I to jest nieodwoalne?... 
-Prosz pani, rozumiem kobiet, ktra oddaje si z mioci albo sprzedaje si z 
ndzy. Ale na zrozumienie tej duchowej prostytucji, ktr prowadzi si bez 
potrzeby, na zimno, przy zachowaniu pozorw cnoty, na to ju brakuje mi 
zmysu. 
- Wic s rzeczy, ktrych si nie przebacza? - spytaa cicho. 
- Kto i komu ma przebacza?... Pan Starski chyba nigdy nie obrazi si o takie 
rzeczy, a moe nawet bdzie rekomendowa swoich przyjaci. O reszt za 
mona nie dba majc liczne i tak dobrane towarzystwo. 
- Jeszcze swko - rzeka pani Wsowska powstajc. - Wolno wiedzie, jakie 
pan ma zamiary?... 
- Gdybyem ja sam wiedzia!... 
Podaa mu rk. 
-egnam pana. 
- ycz pani szczcia... 
- O!... - westchna i szybko wesza do nastpnego pokoju. 
Zdaje mi si - myla Wokulski schodzc ze schodw - e w tej chwili 
zaatwiem dwa interesa... Kto wie, czy Szuman nie ma racji?..  
Od pani Wsowskiej pojecha do mieszkania Rzeckiego. Stary subiekt by 
bardzo mizerny i ledwie podnis si z fotelu. Wokulskiego gboko poruszy 
jego widok. 
-Czy ty si gniewasz, stary, e tak dawno nie byem u ciebie?- rzek ciskajc 
go za rk. 
Rzecki smutnie pokiwa gow. 
- Albo ja nie wiem, co si z tob dzieje?... - odpar. - Bieda... bieda na 
wiecie!... Coraz gorzej... 
Wokulski usiad zamylony, Rzecki pocz mwi: 
- Widzisz, Stachu, ja ju miarkuj, e mi czas i do Katza i do moich 
piechurw, co tam gdzie wyszczerzaj na mnie zby, em maruder... Wiem, e 
cokolwiek postanowisz ze sob, bdzie mdre i dobre, ale... Czy nie byoby 
praktycznie, gdyby si oeni ze Stawsk?... Przecie to jakby twoja ofiara... 
Wokulski schwyci si za gow. 
- Boe miosierny! - zawoa - a kiedy ja si wyplcz z tych babskich 
stosunkw?... Jedna pochlebia sobie, e ja staem si jej ofiar, druga jest moj 
ofiar, trzecia chciaa zosta moj ofiar, a jeszcze znalazby si z dziesitek 
takich, z ktrych kada przyjaby mnie i mj majtek w ofierze... Zabawny 
kraj, gdzie baby trzymaj pierwsze skrzypce i gdzie nie ma adnych innych 
interesw, tylko szczliwa albo nieszczliwa mio! 
- No, no, no... - odpar Rzecki - ja ci przecie za kark nie cign!... Tylko, 
widzisz, mwi mi Szuman, e tobie na gwat potrzeba romansu... 
- Iii.. nie!... Mnie bardziej potrzeba zmiany klimatu i to lekarstwo ju sobie 
zapisaem. 
- Wyjedasz? 
- Najdalej pojutrze do Moskwy, a potem... gdzie Bg przeznaczy... 
-Masz co na myli? -spyta tajemniczo Rzecki. 
Wokulski zastanowi si. 
- jeszcze nic nie wiem; waham si, jakbym siedzia na dziesiciopitrowej 
hutawce. Czasami zdaje mi si, e co zrobi dla wiata... 
- Oj, to... to... 
- Ale chwilami ogarnia mnie taka desperacja, e chciabym, aeby mnie ziemia 
pochona i wszystko, czegom tylko dotkn. 
- To nierozsdne... nierozsdne... - wtrci Rzecki. 
-Wiem... Tote nie dziwibym si ani temu, gdybym kiedy narobi haasu, ani 
temu, gdybym skoczy wszelkie rachunki ze wiatem... 
Siedzieli obaj do pnego wieczora. 
W kilka dni rozesza si wie, e Wokulski gdzie wyjecha nagle i moe na 
zawsze. 
Wszystkie jego ruchomoci, poczwszy od sprztw, skoczywszy na powozie i 
koniach, naby hurtem Szlangbaum za dosy nisk cen. 
ROZDZIA DZIEWITNASTY: 
PAMITNIK STAREGO SUBIEKTA 
Od kilku miesicy utrzymuje si pogoska, e w dniu 26 czerwca biecego 
roku zgin w Afryce ksi Ludwik Napoleon, syn cesarza. I to jeszcze zgin 
w bitwie z dzikim narodem, o ktrym nie wiadomo, ani gdzie mieszka, ani jak 
si nazywa ; bo przecie Zulusami nie moe nazywa si aden nard. 
Tak wszyscy mwi. Nawet miaa tam pojecha cesarzowa Eugenia i przywie 
zwoki syna do Anglii. Czy tak jest w rzeczy samej, nie wiem, bo ju od lipca 
nie czytuj gazet i nie lubi rozmawia o polityce. 
Gupia jest polityka! Dawniej nie byo telegramw i artykuw wstpnych, a 
przecie wiat posuwa si naprzd i kady czowiek rozsdny mg zorientowa 
si w sytuacji politycznej. Dzi za s telegramy, artykuy wstpne i ostatnie 
wiadomoci, ale wszystko suy do baamucenia w gowach. 
Gorzej nawet, ni baamuc, bo odejmuj serca ludziom. I gdyby nie Kenig albo 
poczciwy Sulicki, to czowiek przestaby wierzy w sprawiedliwo bosk. 
Takie si dzi rzeczy wypisuj w gazetach!... 
Co za do ksicia Ludwika Napoleona, to mg on zgin, ale moe si te i 
ukry gdzie przed ajentami Gambetty. Ja tam do pogosek nie przywizuj wagi. 
Klejna wci nie ma, a Lisiecki przenis si do Astrachania nad Wog. Na 
odjezdne powiedzia mi, e tu niedugo zostan tylko ydzi, a reszta zydzieje. 
Lisiecki zawsze by gorczka. 
Moje zdrowie jako nietgie. Mcz si tak atwo, e ju bez laski nie wychodz 
na ulic. W ogle nic mi nie jest, tylko czasem napada mnie dziwny bl w 
ramionach i duszno. Ale to przejdzie, a nie przejdzie - to wszystko mi jedno. 
Tak si jako zmienia wiat na ze, e niedugo nie bd mg z nikim gada i w 
nic wierzy. 
W kocu lipca Henryk Szlangbaum wyprawia urodziny jako waciciel sklepu i 
naczelnik naszej spki. A cho i w poowie nie wystpi tak jak Stach w roku 
zeszym, jednake zbiegli si wszyscy przyjaciele i nieprzyjaciele Wokulskiego 
i pili zdrowie Szlangbauma... a okna si trzsy. 
Oj, ludzie, ludzie!... za penym talerzem i butelk wleliby do kanau, a za 
rublem to ju nawet nie wiem gdzie. 
Fiu! Fiu!... Pokazano mi dzisiaj kurierek, w ktrym pani baronowa Krzeszowska 
nazywa si jedn z najzacniejszych i najlitociwszych naszych niewiast za to, e 
daa dwiecie rubli na jaki przytuek. Widocznie zapomniano o jej procesie z 
pani Stawsk i awanturach z lokatorami. 
Czyby m tak bab ujedzi?... 
Przeciw ydom cigle rosn kwasy. Nie brak nawet pogosek o tym, e ydzi 
chwytaj chrzecijaskie dzieci i zabijaj na mace. 
Kiedy sysz takie historie, dalibg, e przecieram oczy i zapytuj samego 
siebie: czy ja teraz majacz w gorczce, czyli te caa moja modo bya 
snem?.. 
Ale najbardziej gniewa mnie uciecha doktora Szumana z tego fermentu. 
- Dobrze tak parchom!... - mwi. - Niech im zrobi awantur, niech ich naucz 
rozumu. To genialna rasa, ale takie szelmy, e nie ujedzisz ich bez bata i 
ostrogi... 
- Mj doktorze - odpowiedziaem, bo ju mi zbrako cierpliwoci - jeeli ydzi 
s takie gagany, jak pan mwisz, to im nawet i ostrogi nie pomog. 
-Moe ich nie poprawi, ale napdz im now porcj rozumu i naucz silniej 
trzyma si za rce - odpar. - A gdyby ydzi byli solidarniejsi... no!... 
Dziwny czowiek z tego doktora. Uczciwy to on jest, a nade wszystko rozumny; 
ale jego uczciwo nie wypywa z uczucia, tylko - albo ja wiem? - moe z 
naogu; a rozum ma tego gatunku, e atwiej mu sto rzeczy wymia i zepsu 
anieli jedn zbudowa. Kiedy z nim rozmawiam, czasami przychodzi mi na 
myl, e jego dusza jest jak tafla lodu : nawet ogie moe si w niej odbi, ale 
ona sama nigdy si nie rozgrzeje. 
Stach wyjecha do Moskwy, zdaje mi si po to, aeby uregulowa rachunki z 
Suzinem. Ma u niego z p miliona rubli (kto mg przypuci co podobnego 
przed dwoma laty!), ale co zrobi z tak mas pienidzy, ani si domylam. 
Ju to Stach by zawsze orygina i robi niespodzianki. Czy nam teraz jakiej nie 
przygotowuje?... a si lkam. 
A tymczasem Mraczewski owiadczy si pani Stawskiej i po krtkim wahaniu 
zosta przyjty. Gdyby, jak projektuje sobie Mraczewski, otworzyli sklep w 
Warszawie, wszedbym do spki i przy nich bym zamieszka. I mj Boe! 
niaczybym dzieci Mraczewskiego, cho mylaem, e podobny urzd 
mgbym peni tylko przy dzieciach Stacha... 
ycie jest okrutnie cikie... 
Wczoraj daem pi rubli na naboestwo na intencj ksicia Ludwika 
Napoleona. Tylko na intencj, bo moe nie zgin, cho tak wszyscy gadaj... 
Gdyby za... Nie znam ja si na teologii, ale zawsze bezpieczniej wyrobi mu 
stosunki na tamtym wiecie. Bo nuby?... 
Naprawd jestem niezdrw, cho Szuman mwi, e wszystko idzie dobrze. 
Zabroni mi: piwa, kawy, wina, prdkiego chodzenia, irytacji... Wyborny 
sobie!... Tak recept to i ja potrafi zapisa; ale potraf ty j sam wykona... 
On mwi ze mn tak, jakby podejrzywa, e ja niepokoj si losem Stacha. 
Zabawny czowiek!... A c to Stach nie jest penoletni albo czy ja go ju nie 
egnaem na siedem lat? Lata miny, Stach wrci i znowu puci si na 
awantur. 
Teraz bdzie to samo; jak nagle znikn, tak nagle powrci... 
A jednake ciko y na wiecie. I nieraz myl sobie: czy naprawd jest jaki 
plan, wedle ktrego caa ludzko posuwa si ku lepszemu, czyli te wszystko 
jest dzieem przypadku, a ludzko czy nie idzie tam, gdzie j popchnie wiksza 
sia?... Jeeli dobrzy maj gr, wwczas wiat toczy si ku dobremu, a jeeli 
gagany s mocniejsi, to idzie ku zemu. Za ostatecznym kresem zych i 
dobrych jest gar popiou. 
Jeeli jest tak, nie dziwi si Stachowi, ktry nieraz mwi, e chciaby jak 
najprdzej sam zgin i zniszczy wszelki lad po sobie. Ale mam przeczucie, 
e tak nie jest. 
Chocia... Czy to ja nie miaem przeczu, e ksi Ludwik Napoleon zostanie 
cesarzem Francuzw?... Ha! jeszcze zaczekajmy, bo mi ta jego mier, w bitwie 
z goymi Murzynami, jako dziwnie wyglda... 
ROZDZIA DWUDZIESTY: 
... ? ... 
Pan Rzecki istotnie niedomaga; wedug wasnej opinii z powodu braku zajcia, 
wedug Szumana z powodu sercowej choroby, ktra nagle rozwina si w nim i 
sza dosy szybko pod wpywem jakich zmartwie. 
Zaj mia niewiele. Z rana przychodzi do sklepu niegdy Wokulskiego, 
obecnie Szlangbauma, lecz bawi tam, dopki nie zaczli si schodzi subiekci, 
a nade wszystko gocie. Gocie bowiem, nie wiadomo nawet dlaczego, 
przypatrywali mu si ze zdziwieniem, a subiekci, dzi z wyjtkiem pana Ziby 
starozakonni, nie tylko nie okazywali mu szacunku, do ktrego przywyk, ale 
nawet wbrew upomnieniom Szlangbauma traktowali go w sposb lekcewacy. 
W tym stanie rzeczy pan Ignacy coraz czciej myla o Wokulskim. Nie z racji, 
aeby lka si jakiego nieszczcia, ale - ot tak sobie. 
Z rana okoo szstej myla: czy Wokulski wstaje, czy pi o tej porze i gdzie 
jest? W Moskwie czy moe ju wyjecha z Moskwy i dy do Warszawy? W 
poudnie przypomina sobie te czasy, kiedy prawie nie byo dnia, aeby Stach 
nie jad z nim obiadu, wieczorem za, szczeglniej kadc si do ka, mwi: 
Zapewne Stach jest u Suzina... To dopiero uywaj!... A moe wraca w tej 
chwili do Warszawy i w wagonie zabiera si do spania?... 
Ilekro za wszed do sklepu, a robi to po kilka razy na dzie, mimo niechci 
subiektw i dranicej grzecznoci Szlangbauma, zawsze myla, e jednak za 
czasw Wokulskiego byo tu inaczej. 
Martwio go, ale tylko troch, e Wokulski nie dawa zna o sobie. Uwaa to 
przecie za zwyke dziwactwo. 
Nie bardzo rwa si on do pisania, kiedy by zdrw, wic c dopiero teraz, 
kiedy jest tak rozbity - myla. - Oj, te baby, te baby!... 
W dniu nabycia przez Szlangbauma sprztw i powozu Wokulskiego pan 
Ignacy pooy si do ka. Nie dlatego, aeby miao mu to robi przykro, bo 
przecie powz i zbytkowne sprzty byy rzeczami wcale niepotrzebnymi, ale 
dlatego, e podobne sprawunki robi si tylko po ludziach ju umarych. 
No, a Stach, dziki Bogu, jest zdrw!... - mwi do siebie. 
Pewnego wieczora, kiedy pan Ignacy siedzc w szlafroku rozmyla, jak to on 
urzdzi sklep Mraczewskiemu, aeby zakasowa Szlangbauma, usysza 
gwatowne dzwonienie do przedpokoju i szczeglny haas w sieni. 
Sucy, ktry ju zabiera si do spania, otworzy drzwi. 
- Jest pan? - zapyta gos znany Rzeckiemu. 
-Pan chory. 
- Co to chory!... Kryje si przed ludmi. 
- Moe, panie radco, zrobimy subiekcj... - odezwa si inny gos. 
- Co to subiekcj!... Kto nie chce mie subiekcji w domu, niech przychodzi do 
knajpy... 
Rzecki podnis si z fotelu, a jednoczenie ukaza si we drzwiach jego 
sypialni radca Wgrowicz i ajent Szprot... Spoza nich wychylaa si jaka 
kudata gowa i oblicze nie pierwszej czystoci. 
- Nie chciaa przyj gra do Mahometw, wic Mahomeci przyszli do gry!... zawoa 
radca. - Panie Rzecki... panie Ignacy!... co pan najlepszego 
wyrabiasz?... Przecie od czasu jakemy pana ostatni raz widzieli, odkrylimy 
nowy gatunek piwa... Postaw tu, kochanku, i zgo si jutro - doda zwracajc 
si do zasmolonego kudacza. 
Na to wezwanie kudaty czowiek, ubrany w wielki fartuch, postawi na 
umywalni kosz wysmukych butelek i trzy kufle. Potem znikn, jak gdyby by 
istot zoon ze mgy i powietrza, nie za z dwustu funtw ciaa. 
Pan Ignacy zdziwi si na widok wysmukych butelek; uczucie to jednak nie 
czyo si z adn przykroci. 
- Na mio bosk, c si z panem dzieje? - zacz znowu radca rozkadajc 
rce, jakby cay wiat chcia ogarn w jednym ucisku.- Tak dawno nie bye 
pan midzy nami, e Szprot nawet zapomnia, jak wygldasz, a ja pomylaem, 
e zarazie si od swego przyjaciela, co to ma bzika... 
Rzecki spospnia. 
- Wic wanie dzi - prawi radca - kiedy na paskim przyjacielu wygraem od 
Deklewskiego kosz piwa nowej marki, mwi do Szprota: wiesz pan co, 
zabierzmy piwo i chodmy do starego, a moe si chop rozrusza... C to, 
nawet nie prosisz nas, aebymy usiedli?... 
- Ale bardzo prosz - odpowiedzia Rzecki. 
- I stolik jest... - mwi radca ogldajc si po pokoju - i miejsce, widz, 
zaciszne. Ehe, he!... my tu bdziem mogli zazi si do chorego na partyjk co 
wieczr... Szprot, dobd, synu, trybuszonik i zabierz si do szkliwa... Niech 
poczciwiec zaznajomi si z now mark... 
- Jaki to zakad wygra radca? - zapyta Rzecki, ktremu znowu fizjognomia 
zacza si wyjania. 
- Zakad o Wokulskiego. Widzisz pan, byo tak. Jeszcze w styczniu roku 
zeszego, kiedy to Wokulski awanturowa si po Bugarii, ja powiedziaem do 
Szprota, e pan Stanisaw jest wariat, e zbankrutuje i le skoczy... Tymczasem 
dzisiaj, wyobra sobie, Deklewski utrzymuje, e to on to powiedzia... 
Naturalnie, zaoylimy si o kosz piwa, Szprot rozstrzygn na moj stron i 
jestemy u ciebie... 
W cigu tego wyjanienia pan Szprot ustawi na stole trzy kufle i odkorkowa 
trzy butelki. 
- No, tylko spojrzyj, panie Ignacy - mwi radca podnoszc napeniony kufel. -
Kolor starego miodu, piana jak mietana, a smak szesnastoletniej dziewczyny. 
Skosztuje... Co to za smak i co to za posmak?... Gdyby zamkn oczy, 
przysigby, e to jest A l e... O! uwaasz?... Ja powiadam, e przed takim 
piwem naleaoby puka usta. Powiedze sam: pie kiedy co podobnego?... 
Rzecki wypi p kufla. 
- Dobre - rzek. - Skde jednak przyszo radcy do gowy, e Wokulski 
zbankrutowa? 
- Bo nikt w miecie nie mwi inaczej. Przecie czowiek, ktry ma pienidze, 
sens w gowie i nikogo nie zarwa, nie ucieka z miasta Bg wie gdzie... 
-Wokulski wyjecha do Moskwy. 
- Tere, fere!... Tak wam powiedzia, aeby zmyli lady. Ale sam si zapa, 
skoro wyrzek si nawet swoich pienidzy... 
- Czego si wyrzek?... - spyta ju rozgniewany pan Ignacy. 
- Tych pienidzy, ktre ma w banku, a nade wszystko u Szlangbauma... Przecie 
to razem wyniesie ze dwakro sto tysicy rubli... Kto wic tak sum zostawia 
bez dyspozycji, po prostu rzuca j w boto, ten jest albo wariat, albo... 
zmajstrowa co takiego, e ju nie czeka na wypat... W caym miecie rozlega 
si tylko jeden gos oburzenia przeciw temu... temu... e go nie nazw 
waciwym imieniem... 
- Radco, zapominasz si!... - zawoa Rzecki. 
- Rozum tracisz, panie Ignacy, ujmujc si za takim czowiekiem -odpar 
gwatownie radca. -Bo tylko pomyl. Pojecha po majtek, gdzie?... na wojn 
tureck... Na wojn tureck!... czy rozumiesz donioso tych sw?... Tam 
zrobi majtek, ale w jaki sposb?... Jakim sposobem mona w p roku zrobi 
p miliona rubli?.. 
- Bo obraca dziesicioma milionami rubli - odpar Rzecki - wic nawet zrobi 
mniej, niby mg... 
-Ale czyje to byy miliony? 
- Suzina... kupca... jego przyjaciela... 
- Ot to!... Ale mniejsza; przypumy, e w tym razie nie zrobi adnego 
wistwa... Co to jednake za interesa prowadzi on w Paryu, a pniej w 
Moskwie, na czym rwnie grubo zarobi?... A godzio si to zabija krajowy 
przemys, aeby da osiemnacie procent dywidendy kilku arystokratom dla 
wkrcenia si pomidzy nich?... A piknie to sprzedawa ca spk ydom i 
nareszcie ucieka zostawiajc setki ludzi w ndzy lub w niepewnoci?... To tak 
robi dobry obywatel i czowiek uczciwy?... No, pije, panie Ignacy!... - zawoa 
trcajc jego kufel swoim. - Nasze kawalerskie!... Panie Szprot, poka, co 
umiesz... nie kompromituj si przy chorym... 
- Hola!... - odezwa si doktr Szuman, ktry od kilku chwil sta na progu nie 
zdejmujc kapelusza z gowy. - Hola!... A c to wy, moi panowie, jestecie 
ajentami domu pogrzebowego, e mi w taki sposb urzdzacie pacjenta?... 
Kazimierz! - zawoa na sucego wyrzu mi te butelki do sieni... A panw 
prosz, aebycie poegnali chorego... Szpital, choby na jedn osob, nie jest 
knajp... To pan tak wykonywasz moje zlecenia?.. - zwrci si do Rzeckiego.To 
pan majc wad serca bdziesz mi urzdza pijatyki?... Moe jeszcze 
zaprosicie sobie dziewczta?... Dobrej nocy panom... - rzek do radcy i Szprota a 
na drugi raz nie otwierajcie mi tu piwiarni, bo was zaskar o zabjstwo... 
Panowie radca Wgrowicz i ajent Szprot wynieli si tak szybko, e gdyby nic 
gsty dym ich cygar, mona by myle, e nikogo nie byo w pokoju. 
- Otwrz okno!... - mwi doktr do sucego. - Oj, to! To!... doda patrzc 
ironicznie na Rzeckiego. - Twarz w pomieniach, oczy szkliste, pulsa bij tak, e 
sycha na ulicy... 
- Syszae pan, co on mwi o Stachu?.. - spyta Rzecki. 
- Ma racj - odpar Szuman. - Cae miasto mwi to samo, chocia myli si 
tytuujc Wokulskiego bankrutem, bo on jest tylko pgwkiem z tego typu, 
ktry ja nazywam polskimi romantykami. 
Rzecki patrzy na niego prawie wylkniony. 
-Nie patrz pan tak na mnie - cign spokojnym gosem Szuman - raczej 
zastanw si, czy nie mam racji. Wszake ten czowiek ani razu w yciu nie 
dziaa przytomnie... Kiedy by subiektem, myla o wynalazkach i o 
uniwersytecie; kiedy wszed do uniwersytetu, zacz bawi si polityk. Pniej, 
zamiast robi pienidze, zosta uczonym i wrci tu tak goy, e gdyby nie 
Minclowa, umarby z godu... Nareszcie zacz robi majtek, ale - nie jako 
kupiec, tylko jako wielbiciel panny, ktra od wielu lat ma ustalon reputacj 
kokietki. Nie koniec na tym, ju bowiem majc w rku i pann, i majtek, rzuci 
oboje, a dzisiaj - co robi i gdzie jest?... Powiedz pan, jeeli mdry?... 
Pgwek, skoczony pgwek! - mwi Szuman machajc rk. - Czystej 
krwi polski romantyk, co to wiecznie szuka czego poza rzeczywistoci... 
- Czy doktr powtrzy to Wokulskiemu, gdy wrci?... - spyta Rzecki. 
-Sto razy mu tak mwiem, a jeeli teraz nie powiem, to tylko dlatego, e nie 
wrci... 
- Co nie ma wrci szepn Rzecki blednc. 
- Nie wrci, bo albo sobie gdzie eb rozbije, jeeli odzyska rozsdek, albo 
wemie si do jakiej nowej utopii. Choby do wynalazkw tego mitycznego 
Geista, ktry take musi by patentowanym wariatem. 
-A doktr nie uganiae si nigdy za utopiami? 
- Tak, ale robiem to odurzywszy si w waszej atmosferze. Opatrzyem si 
jednak w por i ta okoliczno pozwala mi stawia jak najdokadniejsze 
diagnozy podobnych chorb... No, zdejmij pan szlafrok, zobaczymy, jakie 
skutki wywoa wieczr spdzony w wesoym towarzystwie... 
Zbada Rzeckiego, kaza mu natychmiast i do ka, a na przyszo nie robi 
ze swego mieszkania szynkowni. 
- Pan to take jeste okazem romantyka; tyle tylko, e mia mniej sposobnoci 
do robienia gupstw -zakoczy doktr. 
Po czym wyszed zostawiajc Rzeckiego w bardzo ponurym nastroju. 
Ju tam twoje gadanie wicej mi zaszkodzi anieli piwo - pomyla Rzecki, a 
po chwili doda pgosem: 
Mgby jednake Stach cho swko napisa... Bo licho wie, jakie domysy 
snuj si czowiekowi po gowie!... 
Przykuty do ka pan Ignacy nudzi si piekielnie. Wic dla zabicia czasu 
odczytywa, po raz nie wiadomo ktry, histori konsulatu i cesarstwa albo rozmyla 
o Wokulskim. 
Oba te jednak zajcia, zamiast uspakaja, draniy go... Historia przypominaa 
mu cudowne dzieje jednego z najwikszych triumfatorw, na ktrego dynastii 
Rzecki opiera wiar w przyszo wiata, a ktra to dynastia w jego oczach 
pada pod oszczepem zulusa. Rozmylania za o Wokulskim prowadziy go do 
wniosku, e ukochany przyjaciel, a tak niezwyky czowiek, co najmniej 
znajdowa si na drodze do jakiego moralnego bankructwa. 
Tyle chcia zrobi, tyle mg zrobi i nic nie zrobi!... - powtarza pan Ignacy 
ze smutkiem w sercu. - Gdyby cho napisa, gdzie jest i jakie ma zamiary... 
Gdyby chocia da zna, e yje!... 
Od pewnego bowiem czasu trapiy pana Rzeckiego niejasne, ale zowrogie 
przeczucia. Przychodzi mu na myl jego sen, kiedy po przedstawieniu Rossiego 
marzyo mu si, e Wokulski skoczy za pann Izabel z wiey ratuszowej. To 
znowu przypomina sobie dziwne, a nic dobrego nie zapowiadajce zdania 
Stacha: Chciabym zgin sam i zniszczy wszelkie lady mego istnienia! 
Jak atwo podobne yczenie moe si speni u czowieka, ktry mwi tylko to, 
co czu, i umia wykonywa to, co mwi!... 
Codziennie odwiedzajcy go doktr Szuman wcale nie dodawa mu otuchy i ju 
prawie znudzi go powtarzaniem jednej i tej samej zwrotki: 
-Doprawdy, e trzeba by albo kompletnym bankrutem, albo wariatem, aeby 
zostawiwszy tyle pienidzy w Warszawie, nie wyda adnej dyspozycji, a nawet 
nie donie, gdzie jest!... 
Rzecki kci si z nim, ale w duszy przyznawa mu racj. 
Pewnego dnia doktr wpad do niego w porze niezwykej, bo o godzinie 
dziesitej rano. Cisn kapelusz na st i zawoa: 
- A co, nie miaem racji, e to jest pgwek!... 
- C si stao?... - zapyta pan Ignacy, z gry wiedzc, o kim mowa. 
- Stao si, e ju przed tygodniem ten wariat wyjecha z Moskwy i... zgadnij 
pan dokd?... 
- Do Parya?... 
- Ale gdzie za!... Wyjecha do Odessy, stamtd ma zamiar uda si do Indyj, z 
Indyj do Chin i Japonii, a pniej przez Ocean Spokojny do Ameryki... 
Rozumiem podr, nawet naokoo wiata, sam bym mu j radzi. Ale aeby nie 
napisa swka, zostawiajc, bd jak bd, ludzi yczliwych i ze dwakro sto 
tysicy rubli w Warszawie, na to, dalibg! trzeba mie w wysokim stopniu 
rozwinit psychoz... 
- Skde te wiadomoci? - spyta Rzecki. 
-Z najlepszego rda, bo od Szlangbauma, ktremu zbyt wiele zaley na tym, 
aeby dowiedzie si o projektach Wokulskiego. Ma mu przecie w pocztkach 
padziernika zapaci sto dwadziecia tysicy rubli... No, a gdyby kochany 
Stasio w eb sobie paln czy uton, czy umar na t febr... Rozumiesz 
pan?... Wwczas moglibymy albo caemu kapitaowi ukrci szyj, albo 
przynajmniej obraca nim z p roku bez procentu... Pan ju chyba poznae 
Szlangbauma? On przecie mnie... mnie chcia okpi! 
Doktr biega po pokoju i gestykulowa rkoma w taki sposb, jak gdyby sam 
by dotknity pocztkami psychozy. Nagle zatrzyma si przed panem Ignacym, 
popatrzy mu w oczy i schwyci za rk. 
- Co... co... co?... Puls przeszo sto?... Miae pan dzi gorczk?... 
- Jeszcze nie. 
- Jak to: nie?... Przecie widz... 
- Mniejsza!. - odpar Rzecki. - Czyby jednake Stach zrobi co podobnego?... 
-Ten nasz dawny Stach, pomimo romantyzmu, moe by nie zrobi; ale ten pan 
Wokulski, zakochany w janie wielmonej pannie ckiej, moe zrobi 
wszystko... No, i jak pan widzisz, robi, na co go sta... 
Od tej wizyty doktora pan Ignacy sam zacz zeznawa, e jest z nim niedobrze. 
To byoby zabawne - myla - gdybym ja tak w tych czasach da nura?... Phy! 
trafiao si to lepszym ode mnie... Napoleon I... Napoleon III... may Lulu... 
Stach... No, c Stach?... przecie jedzie teraz do Indyj... 
Zaduma si, wsta z ka, ubra si jak naley i poszed do sklepu ku 
wielkiemu zgorszeniu Szlangbauma, ktry wiedzia, e panu Ignacemu 
zabroniono podnosi si. 
Za to przez nastpny dzie byo mu gorzej; odlea wic dob i znowu na par 
godzin zaszed do sklepu. 
- C on sobie myli, e sklep to trupiarnia?... - rzek jeden ze starozakonnych 
subiektw do pana Ziby, ktry z waciw sobie szczeroci znalaz, e ten 
koncept jest doskonay. 
W poowie wrzenia odwiedzi pana Rzeckiego Ochocki, ktry na kilka dni 
przyjecha tu z Zasawka. 
Na jego widok pan Ignacy odzyska dobry humor. 
- C pana tu sprowadza!... - zawoa, gorco ciskajc kochanego przez 
wszystkich wynalazc. 
Ale Ochocki by pochmurny. 
- C by innego, jeeli nie kopoty! - odpar. - Wiesz pan, e umar cki... 
- Ojciec tej... tej?... - zdziwi si pan Ignacy. 
- Tej... tej!... I nawet bodaj czy nie przez ni... 
- W imi Ojca i Syna... - przeegna si Rzecki. - Ilu ludzi ma zamiar zgubi ta 
kobieta?... Bo, o ile wiem, a zapewne i dla pana nie jest to tajemnic, e jeeli 
Stach wpad w nieszczcie, to tylko przez ni... 
Ochocki pokiwa gow. 
- Moesz mi pan powiedzie, co si stao z ckim?... - ciekawie zapyta pan 
Ignacy. 
-aden to sekret - odpar Ochocki. -W pocztkach lata owiadczy si o pann 
Izabel marszaek... 
- Ten... ten?... Mg by moim ojcem - wtrci Rzecki. 
- Moe te dlatego panna przyja go, a przynajmniej nie odrzucia. Wic stary 
zebra manatki po dwu swoich onach i przyjecha na wie do hrabiny... do 
ciotki panny Izabeli, u ktrej mieszkaa wraz z ojcem... 
-Oszala. 
-Trafiao si to i mdrszym od niego - cign Ochocki. Tymczasem, pomimo 
e marszaek zacz uwaa si za konkurenta, panna Izabela co par dni, a 
pniej nawet i co dzie jedzia sobie w towarzystwie pewnego inyniera do 
ruin starego zamku w Zasawiu... Mwia, e jej to rozpdza nudy... 
- I marszaek nic?... 
- Marszaek, naturalnie, milcza, ale kobiety perswadoway pannie, e tak robi 
nie wypada. Ona za ma w tych razach jedn odpowied: Marszaek powinien 
by kontent, jeeli wyjd za niego, a wyjd nie po to, aby wyrzeka si moich 
przyjemnoci... 
- I pewnie marszaek przydyba ich na czym w owych ruinach? - wtrci Rzecki. 
- Ii... nie!... nawet tam nie zaglda. A gdyby i zajrza, przekonaby si, e panna 
Izabela braa z sob naiwnego inynierka po to, aeby w jego asystencji tskni 
za Wokulskim... 
-Za Wo-kul-skim?... 
- Przynajmniej tak domylano si - mwi Ochocki. - Tym razem ja sam 
zwrciem jej uwag, e w towarzystwie jednego wielbiciela nie wypada tskni 
za drugim. Ale ona odpowiedziaa mi swoim zwyczajem: Niech bdzie 
kontent, e pozwalam mu patrze na siebie... 
- To osio ten inynier!... 
- Nie bardzo, gdy pomimo caej naiwnoci spostrzeg si i pewnego dnia, a 
nawet przez wszystkie dnie nastpne nie pojecha z pann tskni midzy 
gruzami. Jednoczenie za marszaek, zazdrosny o inyniera, zaprzesta 
konkurw i wynis si na Litw w sposb tak demonstracyjny, e panna 
Izabela i hrabina dostay spazmw, a poczciwy cki nawet nie kiwnwszy 
palcem umar na apopleksj... 
Skoczywszy opowiada Ochocki obj si rkoma za gow i mia si. 
- I pomyle tu - doda - e tego rodzaju kobieta tylu ludziom gowy zawrcia... 
- Ale to potwr!... - zawoa Rzecki. 
- Nie. Nawet niegupia i nieza w gruncie rzeczy, tylko... taka jak tysice innych 
z jej sfery. 
- Tysice?... 
- Niestety!... - westchn Ochocki. - Wyobra pan sobie klas ludzi majtnych 
lub zamonych, ktrzy dobrze jedz, a niewiele robi. Czowiek musi w jaki 
sposb zuywa siy; wic jeeli nie pracuje, musi wpa w rozpust, a 
przynajmniej drani nerwy... I do rozpusty za, i do dranienia nerww 
potrzebne s kobiety pikne, eleganckie, dowcipne, wietnie wychowane, a 
raczej wytresowane w tym wanie kierunku... To to ich jedyna kariera... 
- I panna Izabela zacigna si w ich szeregi?... 
- To jest, waciwie zacignli j... Przykro mi to mwi, ale panu mwi, 
aeby wiedzia, o jak to kobiet potkn si Wokulski... 
Rozmowa urwaa si - zacz j Ochocki pytajc: 
- Kiedy on wraca? 
- Wokulski?... - odpar pan Ignacy. - Przecie wyjecha do Indyj, Chin, 
Ameryki... 
Ochocki rzuci si na krzele. 
- To niepodobna!... - zawoa. - Chocia... - doda po namyle. 
- Czy ma pan jakie wskazwki, e tam nie pojecha?.. - zapyta Rzecki 
znionym gosem. 
- adnych. Tylko dziwi si nagej decyzji... Kiedym tu by ostatnim razem, 
obieca mi zaatwi pewien interes... Ale... 
-I niezawodnie zaatwiby go ten dawny Wokulski. Ten nowy za zapomnia nie 
tylko o paskich interesach... Przede wszystkim o wasnych... 
-e on wyjedzie -mwi Ochocki jakby do siebie -tego mona byo 
spodziewa si, ale nie podoba mi si ta nago. Pisa do pana?.. 
- Ani litery, i do nikogo - odpar stary subiekt. 
Ochocki krci gow. 
-Musiao si tak sta - mrukn. 
- Dlaczego musiao si sta?... - wybuchn Rzecki. - C to on bankrut czy 
moe nie mia zajcia?... Taki sklep, spka to fraszki? A nie mg oeni si z 
kobiet pikn, zacn... 
- Znalazoby si wicej takich kobiet - wtrci Ochocki.- Wszystko to byo dobre 
-mwi oywiajc si - ale nie dla czowieka z jego usposobieniem... 
-Jak pan to rozumiesz? - pochwyci Rzecki, ktremu rozmowa o Wokulskim 
sprawiaa tak przyjemno jak o kochance. - Jak pan to rozumiesz?... Poznae 
pan bliej tego czowieka?... - pyta natarczywie, a oczy mu byszczay. 
- Pozna go atwo. By to jednym sowem czowiek szerokiej duszy. 
- Oto wanie!... - odezwa si Rzecki wybijajc takt palcem i wpatrujc si w 
Ochockiego jak w obraz. - Co pan jednak rozumiesz przez t szeroko?... 
Piknie powiedziane!... Wytomacz to pan, a jasno!... 
Ochocki umiechn si. 
- Widzi pan - rzek - ludzie maej duszy dbaj tylko o swoje interesa, nie sigaj 
myl poza dzie dzisiejszy i maj wstrt do rzeczy nieznanych. Byle im byo 
spokojnie i suto... Taki za facet jak on troszczy si interesami tysicy, patrzy 
nieraz o kilkadziesit lat naprzd, a kada rzecz nieznana i nierozstrzygnita 
pociga go w sposb nieprzeparty. To nawet nie jest adna zasuga, tylko mus. 
Jak elazo bez namysu rusza si za magnesem albo pszczoa lepi swoje 
komrki, tak ten gatunek ludzi rzuca si do wielkich idei i niezwykych prac... 
Rzecki ciska go za obie rce i dra ze wzruszenia. 
- Szuman - rzek - mdry doktr Szuman mwi, e Stach jest wariat, polski 
romantyk. 
- Gupi Szuman ze swoim ydowskim klasycyzmem!... - odpar Ochocki. - On 
nawet nie domyla si, e cywilizacji nie stworzyli ani filistrowie, ani 
geszefciarze, lecz wanie tacy wariaci... Gdyby rozum polega na myleniu o 
dochodach, ludzie do dzisiejszego dnia byliby mapami... 
- wite sowa... pikne sowa!... - powtarza subiekt. - Wytomacze pan 
jednak: jakim sposobem czowiek, podobny Wokulskiemu, mg... tak oto... 
zaawanturowa si?.. 
- Prosz pana, ja si dziwi, e to tak pno nastpio!... - odpar Ochocki 
wzruszajc ramionami. - Przecie znam jego ycie i wiem, e ten czowiek 
prawie dusi si tutaj od dziecistwa. Mia aspiracje naukowe, lecz nie byo ich 
czym zaspokoi; mia szerokie instynkta spoeczne, ale czego dotkn si w tym 
kierunku, wszystko padao... Nawet ta marna spczyna, ktr zatoy, zwalia 
mu na eb tylko pretensje i nienawici... 
- Masz pan racj!... masz pan racj!... - powtarza Rzecki.- A teraz ta panna 
Izabela... 
- Tak, ona moga go uspokoi. Majc szczcie osobiste, atwiej pogodziby si 
z otoczeniem i zuyby energi w tych kierunkach, jakie s u nas moliwe. Ale... 
nietgo trafi... 
- A co dalej?... 
- Czy ja wiem?.. - szepn Ochocki. - Dzi jest on podobny do wyrwanego 
drzewa. Jeeli znajdzie grunt waciwy, a w Europie moe go znale, i jeeli 
ma jeszcze energi, to wlezie w jak robot i bodaj czy nie zacznie naprawd 
y... Ale jeeli wyczerpa si, co take w jego wieku jest moliwym... 
Rzecki podnis palec do ust. 
- Cicho!... cicho!... - przerwa. - Stach ma energi... o, ma!... On jeszcze 
wypynie... wypy... 
Odszed od okna i oparszy si o futryn zacz szlocha. 
- Taki jestem chory - mwi - taki rozdraniony... - Bo ja mam podobno wad 
serca... Ale to przejdzie... przejdzie... Tylko dlaczego on tak ucieka... kryje si... 
nie pisze?..: 
- Ach, jak ja rozumiem - zawoa Ochocki - ten wstrt czowieka rozbitego do 
rzeczy, ktre mu przypominaj przeszo!... Jak ja to znam, choby z maego 
dowiadczenia... Wyobra pan sobie, e kiedy zdawaem w gimnazjum egzamin 
dojrzaoci, musiaem w pi tygodni przej kursa aciny i greki z siedmiu klas, 
bom si tego nigdy nie chcia uczy. No i jako wykrciem si na egzaminie, 
ale tak przedtem pracowaem, em si przepracowa. 
Od tej pory nie tylko nie mogem patrze na ksiki aciskie albo greckie, ale 
nawet myle o nich. Nie mogem patrze na gmach szkolny, unikaem 
kolegw, ktrzy pracowali razem ze mn, ale nawet musiaem opuci owe 
mieszkanie, gdzie uczyem si dzie i noc. Trwao to par miesicy i naprawd 
nie pierwej uspokoiem si, aem... Wiesz pan, com zrobi? Rzuciem do pieca 
wszystkie podrczniki greckie i aciskie i spaliem bestie!... Paskudzio si to z 
godzin, ale kiedy ostatecznie kazaem popioy wysypa na mietnik, 
ozdrowiaem! Chocia i dzi jeszcze dostaj bicia serca na widok greckich liter 
albo aciskich wyjtkw: panis, piscis, crinis... Aaa... jakie to obrzydliwe... 
Nie dziwe si pan - koczy Ochocki - e Wokulski umyka std a do Chin... 
Dugie udrczenie moe doprowadzi czowieka do wcieklizny... Chocia i to 
przechodzi... 
- A czterdzieci sze lat, panie?... - zapyta Rzecki. 
- A silny organizm?... a tgi mzg?... No, ale zagadaem si... Bywaj mi pan 
zdrw... 
- Co, moe wyjedasz pan?... 
-A do Petersburga - odpar Ochocki. -Musz pilnowa testamentu nieboszczki 
Zasawskiej, ktry chce obali wdziczna rodzina. Posiedz tam, bodaj czy nie 
do koca padziernika. 
-Jak tylko bd mia wiadomo od Stacha, zaraz panu donios. Tylko przylij 
mi pan adres. 
- I ja panu dam zna, tylko zachwyc jzyka... Chocia wtpi... Do widzenia!... 
- Rychego powrotu... 
Rozmowa z Ochockim orzewia pana Ignacego. Zdawao si, e stary subiekt 
nabra si nagadawszy si z czowiekiem, ktry nie tylko rozumia ukochanego 
Stacha, ale i przypomina go w wielu punktach. 
On by taki sam - myla Rzecki. - Energiczny, trzewy, a mimo to zawsze 
peen idealnych popdw... 
Mona powiedzie, e od tego dnia zacza si rekonwalescencja pana Ignacego. 
Opuci ko, potem szlafrok zamieni na surdut, bywa w sklepie i nawet 
czsto wychodzi na ulic. Szuman zachwyca si trafnoci swojej kuracji, 
dziki ktrej choroba serca zatrzymaa si w rozwoju. 
- Co bdzie dalej - mwi do Szlangbauma - nie wiadomo. Ale fakt, e od kilku 
dni stary ma si lepiej. Odzyska apetyt i sen, a nade wszystko opucia go 
apatia. Z Wokulskim miaem to samo. 
Naprawd za Rzecki pokrzepia si nadziej, e prdzej lub pniej bdzie mia 
list od swego Stacha. 
Ju moe jest w Indiach - myla - wic w kocu wrzenia powinien bym mie 
wiadomo.. .No, o spnienie w takich razach nietrudno; ale za padziernik 
dam gow... 
Rzeczywicie, w epokach wskazanych nadeszy wiadomoci o Wokulskim, lecz 
bardzo dziwne. 
W kocu wrzenia wieczorem odwiedzi pana Ignacego Szuman i miejc si 
rzek: 
- Tylko uwaaj pan, jak ten pgwek zainteresowa ludzi. Pachciarz z 
Zasawka mwi Szlangbaumowi, e furman nieboszczki prezesowej widzia 
niedawno Wokulskiego w lesie zasawskim. Opisywa nawet, jak by ubrany i 
na jakim koniu jecha... 
- Moe by!... - wtrci oywiony pan Ignacy. 
- Farsa!... Gdzie Krym, gdzie Rzym, gdzie Indie, a gdzie Zasawek?... - odpar 
doktr. - Tym bardziej e prawie jednoczenie inny ydek, handlujcy wglami, 
widzia znowu Wokulskiego w Dbrowie... A nawet wicej, bo jakoby 
dowiedzia si, e w Wokulski kupi od jednego grnika, pijaczyny, dwa 
naboje dynamitowe... No, ju tego gupstwa chyba i pan nie zechcesz broni?... 
- Ale c by to znaczyo?... 
-Nic. Widocznie Szlangbaum musia midzy ydkami ogosi nagrod za 
dowiedzenie si o Wokulskim, wic teraz kady bdzie upatrywa Wokulskiego 
bodajby w mysiej jamie... I wity rubel tworzy jasnowidzcych!... - zakoczy 
doktr miejc si ironicznie. 
Rzecki musia przyzna, e pogoski nie miay sensu, a wyjanienie ich przez 
Szumana byo najzupeniej racjonalne. Pomimo to niepokj o Wokulskiego 
wzmg si. 
Niepokj jednak zamieni si w istotn trwog wobec faktu nieulegajcego ju 
adnej wtpliwoci. Oto w dniu pierwszego padziernika jeden z rejentw 
zawezwa do siebie pana Ignacego i pokaza mu akt, zeznany przez 
Wokulskiego przed wyjazdem do Moskwy. 
By to formalny testament; w ktrym Wokulski rozporzdzi pozostaymi w 
Warszawie pienidzmi, z ktrych siedemdziesit tysicy rs leay w banku, za 
sto dwadziecia tysicy rs. u Szlangbauma. 
Dla osb obcych rozporzdzenie to byo dowodem niepoczytalnoci 
Wokulskiego; Rzeckiemu jednak wydao si cakiem logiczne. Testator zapisa: 
ogromn sum stu czterdziestu tysicy rubli Ochockiemu, dwadziecia pi 
tysicy rs. Rzeckiemu, dwadziecia tysicy rs. Helence Stawskiej. Pozostae za 
pi tysicy rs. podzieli midzy swoj dawn sub albo biedakw, ktrzy 
mieli z nim stosunki. Z tej sumy otrzymali po piset rubli: Wgieek, stolarz z 
Zasawia, Wysocki, furman z Warszawy, i drugi Wysocki, jego brat, drnik ze 
Skierniewic. 
Wokulski rzewnymi sowami prosi obdarowanych, aeby zapisy przyjli jak od 
zmarego; rejenta za zobowiza do nieogaszania aktu przed pierwszym 
padziernikiem. 
Midzy ludmi, ktrzy znali Wokulskiego, zrobi si haas, posypay si plotki, 
insynuacje, obrazy osobiste... Szuman za w rozmowie z Rzeckim wypowiedzia 
taki pogld: 
- O zapisie dla pana dawno wiedziaem... Ochockiemu da blisko milion zotych, 
poniewa odkry w nim wariata tego co sam gatunku... No i prezent dla creczki 
piknej pani Stawskiej rozumiem - doda z umiechem -jedno mnie tylko 
intryguje... 
- C mianowicie.? - spyta Rzecki przygryzajc wsy. 
- Skd si wzi midzy obdarowanymi w drnik Wysocki?:.. zakoczy 
Szuman. 
Zanotowa jego imi i nazwisko i wyszed zamylony. 
Wielki by niepokj Rzeckiego o to, co mogo si sta z Wokulskim, dlaczego 
zrobi zapis i dlaczego przemawia w nim jak czowiek mylcy o bliskiej 
mierci... Wnet jednak trafiy si wypadki, ktre obudziy w panu Ignacym iskr 
nadziei lub do pewnego stopnia wyjaniy dziwne postpowanie Wokulskiego. 
Przede wszystkim Ochocki, zawiadomiony o darze, nie tylko natychmiast 
odpowiedzia z Petersburga, e zapis przyjmuje i e ca gotwk chce mie w 
pocztkach listopada, ale jeszcze zastrzeg sobie u Szlangbauma procent za 
miesic padziernik. 
Nadto za napisa do Rzeckiego list z zapytaniem: czy pan Ignacy nie daby mu 
ze swego kapitau dwudziestu jeden tysicy rubli gotowizn, w zamian za sum 
patn na wity Jan, ktr Ochocki mia na hipotece wiejskiego majtku? 
Bardzo zaley mi na tym -koczy swj list - aeby wszystko, co posiadam, 
mie w rku, gdy w listopadzie stanowczo musz wyjecha za granic. 
Objani to panu przy osobistej rozmowie... 
Dlaczego on tak nagle wyjeda za granic i dlaczego zbiera wszystkie 
pienidze?... - zapytywa sam siebie Rzecki. - Dlaczego w kocu odkada 
wyjanienia do rozmowy osobistej?... 
Naturalnie, e przyj propozycj Ochockiego; zdawao mu si, e w tym 
nagym wyjedzie i niedomwieniach tkwi jaka otucha. 
Kto wie - myla - czy Stach pojecha do Indyj ze swoim pmilionem?... Moe 
oni obaj z Ochockim zejd si w Paryu, u tego dziwnego Geista?... Jakie 
metale... jakie balony!... Widocznie chodzi im o utrzymanie tajemnicy, 
przynajmniej do czasu... 
W tym jednak razie pomiesza mu rachunki Szuman powiedziawszy przy jakiej 
okazji: 
-Dowiadywaem si w Paryu o tego sawnego Geista mylc, e Wokulski 
moe si o niego zechce zaczepi. No, ale Geist, niegdy bardzo zdolny chemik, 
jest dzi skoczonym wariatem... Caa Akademia mieje si z jego pomysw!... 
Drwiny caej Akademii z Geista mocno zachwiay nadziejami Rzeckiego. Juci, 
jeeli kto, to tylko Akademia Francuska mogaby oceni warto owych metali 
czy balonw... A jeeli mdrcy zadecydowali, e Geist jest wariatem, to ju 
chyba Wokulski nie miaby co robi u niego. 
Gdzie i po co w takim razie wyjecha? - myla Rzecki. - Ha, oczywicie, 
wyjecha w podr, bo mu tu byo le... Jeeli Ochocki musia opuci 
mieszkanie, w ktrym dokuczya mu tylko gramatyka grecka, to Wokulski mg 
tym bardziej wynie si z miasta, gdzie mu tak dokuczya kobieta... I gdyby to 
tylko ona!... Czy by kiedy czowiek bardziej szkalowany od niego?... 
Ale dlaczego on zrobi prawie testament i jeszcze napomyka w nim o 
mierci?... - dodawa pan Ignacy. . 
T wtpliwo rozjania mu wizyta Mraczewskiego. Mody czowiek 
przyjecha do Warszawy niespodzianie i przyszed do Rzeckiego z min 
zakopotan. Rozmawia urywkowo, a w kocu napomkn, e pani Stawska 
waha si przyj darowizny Wokulskiego i e jemu samemu dar ten wydaje si 
niepokojcym... 
- Dzieciak jeste, mj kochany!... - oburzy si pan Ignacy.- Wokulski zapisa jej 
czy Helci dwadziecia tysicy rubli, bo polubi kobiet; a polubi j, bo w jej 
domu znajdowa spokj w najciszych czasach dla siebie... Wiesz przecie, e 
kocha si w pannie Izabeli?.. 
- To wiem - odpar nieco spokojniej Mraczewski - ale wiem i o tym, e pani 
Stawska miaa do Wokulskiego sabo... 
- Wic i c?... Dzi Wokulski jest dla nas wszystkich prawie umarym i Bg 
wie, czy go kiedy zobaczymy. 
Mraczewskiemu twarz rozjania si. 
- To prawda - rzek - to prawda!... Pani Stawska moe przyj zapis od 
zmarego, a ja nie potrzebuj si obawia wspomnie o nim... 
I wyszed bardzo kontent z tego, e Wokulski moe ju nie yje. 
Stach mia racj - myla pan Ignacy - nadajc tak form swoim zapisom. 
Umniejszy kopotu obdarowanym, a nade wszystko tej poczciwej pani 
Helenie... 
W sklepie Rzecki bywa ledwie raz na kilka dni, jedyne za jego zajcie, 
notabene bezpatne, polegao na ukadaniu wystawy w oknach, co zwykle robi 
w nocy z soboty na niedziel. Stary subiekt bardzo lubi to ukadanie, a 
Szlangbaum sam go o nie prosi w nadziei, e pan Ignacy umieci swj kapita 
w jego kantorze na niewysoki procent. 
Ale i te rzadkie odwiedziny wystarczyy panu Ignacemu do zorientowania si, 
e w sklepie zaszy gruntowne zmiany na gorsze. Towary, lubo pokane na oko, 
byy liche, cho zarazem zniya si troch ich cena; subiekci w arogancki 
sposb traktowali publiczno i dopuszczali si drobnych naduy, ktre nie 
uszy uwagi Rzeckiego. Nareszcie dwu nowych inkasentw dopucio si 
malwersacji na sto kilkadziesit rubli. 
Kiedy pan Ignacy wspomnia o tym Szlangbaumowi, usysza odpowied : 
- Prosz pana, publiczno nie zna si na dobrym towarze, tylko na tanim... A co 
do malwersacji, te si wszdzie trafiaj. Skd zreszt wezm innych ludzi? 
Pomimo tgiej miny Szlangbaum jednak martwi si, a Szuman drwi z niego 
bez miosierdzia. 
- Prawda, panie Szlangbaum - mwi doktr - e gdyby w kraju zostali sami 
ydzi, wyszlibymy z torbami z interesu! Bo jedni okpiwaliby nas, a drudzy nie 
daliby si apa na nasze sztuki... 
Majc duo wolnego czasu pan Ignacy duo rozmyla i dziwi si, e teraz po 
caych dniach zaprztay go kwestie, ktre dawniej nawet nie przeszy mu przez 
gow. 
Dlaczego nasz sklep upad?... - mwi do siebie. - Bo gospodaruje w nim 
Szlangbaum, nie Wokulski. A dlaczego nie gospodaruje Wokulski?... Bo jak to 
wspomnia Ochocki, Stach dusi si tutaj prawie od dziecistwa i nareszcie 
musia uciec na wiee powietrze... 
I przypomnia sobie najwydatniejsze momenta z ycia Wokulskiego. Kiedy 
chcia uczy si, jeszcze jako subiekt Hopfera, wszyscy mu dokuczali. Kiedy 
wstpi do uniwersytetu, zadano od niego powice. Kiedy wrci do kraju, 
nawet pracy mu odmwiono. Kiedy zrobi majtek, obrzucono go 
podejrzeniami, a kiedy zakocha si, ubstwiana kobieta zdradzia go w 
najnikczemniejszy sposb... 
Trzeba przyzna - rzek pan Ignacy - e w takich warunkach zrobi, co mg 
najlepszego... 
Ale jeeli Wokulskiego sia faktw wypchna z kraju, dlaczego sklepu po nim 
nie odziedziczy bodajby on sam, Rzecki, nie za Szlangbaum?... 
Bo on, Rzecki, nigdy o tym nie myla, aeby posiada wasny sklep. On 
walczy za interesa Wgrw albo czeka, a Napoleonidzi wiat przebuduj. I 
c si stao?... wiat nie poprawi si, Napoleonidzi wyginli, a wacicielem 
sklepu zosta Szlangbaum. 
Strach, ile si u nas marnuje uczciwych ludzi - myla. - Katz paln sobie w 
leb, Wokulski wyjecha, Klejn Bg wie gdzie, a Lisiecki musia take si 
wynosi, bo dla niego nie byo tu miejsca... 
Wobec tych medytacyj pan Ignacy doznawa wyrzutw sumienia, pod wpywem 
ktrych pocz mu si zarysowywa jaki plan na przyszo... 
Wejd - mwi - do spki z pani Stawsk i z Mraczewskim. Oni maj 
dwadziecia tysicy rubli, ja dwadziecia pi tysicy, wic za tak sum 
moemy otworzy porzdny sklep choby pod bokiem Szlangbaumowi... 
Projekt ten tak go opanowa, e pod jego wpywem czu si nawet zdrowszym. 
Wprawdzie coraz czciej doznawa blu w ramionach i dusznoci, ale nie 
zwaa na to... 
Pojad na kuracj choby za granic - myla -pozbd si tych gupich 
dusznoci i wezm si do roboty naprawd... C to, czy tylko Szlangbaum ma 
robi u nas majtek?... 
Czu si modszym i rzewiejszym, cho Szuman nie radzi mu wychodzi na 
ulic i zaleca unika wzrusze. 
Sam doktr jednake czsto zapomina o wasnym przepisie. 
Raz wpad do Rzeckiego z rana, wzburzony tak, e zapomnia woy krawata 
na szyj. 
-Wiesz pan - zawoa -piknych rzeczy dowiedziaem si o Wokulskim!... 
Pan Ignacy pooy na stole n i widelec (wanie jad befsztyk z borwkami) i 
uczul bl w ramionach. 
- C si stao?... - zapyta sabym gosem. 
- Pyszny jest Sta!... - mwi Szuman. - Odnalazem tego drnika Wysockiego 
w Skierniewicach, wybadaem go i wiesz pan, com odkry?... 
- Skde mog wiedzie?... - spyta Rzecki, ktremu na chwil zrobio si 
ciemno w oczach. 
- Wyobra pan sobie - mwi zirytowany Szuman - e... to bydl... to zwierz... 
wtedy w maju, kiedy jecha z ckimi do Krakowa, rzuci si w Skierniewicach 
pod pocig!... Wysocki go uratowa... 
- Ehl... - mrukn Rzecki. 
- Nie: eh!... tylko tak jest. Z czego widz, e kochany Stasieczek, obok 
romantyzmu, mia jeszcze mani samobjstwa... Zaoybym si o cay mj 
majtek, e on ju nie yje!... 
Nagle umilk spostrzegszy straszn zmian na twarzy pana Ignacego. Zmiesza 
si niesychanie, sam prawie zanis go na ko i przysig sobie, e ju nigdy 
nie bdzie zaczepia tych kwestyj. 
Ale los zrzdzi inaczej. 
W kocu padziernika bryftrygier odda Rzeckiemu list rekomendowany pod 
adresem Wokulskiego. 
List pochodzi z Zasawia, pismo byo niewprawne. 
Czyby od Wgieka... - pomyla pan Ignacy i otworzy kopert. 
Wielmony panie ! - pisa Wgieek. - Najpierwej dzikujemy wielmonemu 
panu za pami o nas i za te piset rubli, ktrymi nas wielmony pan znowu 
obdarzy, i za wszystkie dobrodziejstwa, ktre otrzymalimy z jego 
szczodrobliwej rki, dzikujemy: matka moja, ona moja i ja... Po drugie za 
wszyscy troje zapytujemy si o zdrowie i ycie wielmonego pana i czy pan 
szczliwie do dom powrci. Pewno, e tak jest, bo inaczej nie wysaby nam 
pan swego wspaniaego daru. Tylko ona moja jest bardzo o wielmonego pana 
niespokojna i po nocach nie sypia, a nawet chciaa, aebym sam do Warszawy 
pojecha, zwyczajnie jak kobieta. 
Bo to u nas, wielmony panie, we wrzeniu, tego samego dnia, kiedy wielmony 
pan idc na zamek spotka moj matk przy kartoflach, trafio si wielkie 
zdarzenie. Tylko co matka wrcia z pola i nastawia wieczerz, a tu w zamku 
dwa razy tak strasznie hukno, jak pioruny, a w miasteczku szyby si zatrzsy. 
Matce garnczek wypad z rk i zaraz mwi do mnie: 
<<Le na zamek, bo tam moe bawi si jeszcze pan Wokulski, wic eby go 
nieszczcie nie spotkao.>> I ja te zaraz poleciaem. 
Chryste Panie! Ledwieem pozna gr. Z czterech cian zamku, co si jeszcze 
mocno trzymay, zostaa tylko jedna, a trzy zmielone prawie na mk. Kamie, 
comy, na nim rok temu wycili wiersze, rozbity na jakie dwadziecia 
kawakw, a w tym miejscu, gdzie bya zawalona studnia, zrobi si d i 
gruzw nasypao w niego wicej ni na stodo. 
Ja myl, e to mury same zawaliy si ze staroci; ale matka mwi, e to moe 
kowal nieboszczyk, com o nim wielmonemu pastwu rozpowiada, e on tak 
psot zrobi. 
Nic nie mwic nikomu o tym, e wielmony pan szed wtedy na zamek, przez 
cay tydzie grzebaem midzy gruzami, czy, bro Boe, nie stao si 
nieszczcie. I dopiero, kiedym ladu nie znalaz, ucieszyem si tak, e na tym 
miejscu wity krzy stawiam, cay z drzewa dbowego, nie malowany, aeby 
bya pamitka, jako wielmony pan od nieszczcia si ocali. Ale moja ona, 
kobiecym obyczajem, wci si niepokoi... Wic dlatego pokornie upraszam 
wielmonego pana, aeby nam da zna o sobie, e yje i e zdrw jest... 
Ksidz proboszcz jegomo taki poradzi mi wyci napis na krzyu: 
Non omnis moriar... 
Aeby ludzie wiedzieli, e cho stary zamek, pamitka z czasw dawnych, w 
gruzy si rozlecia, to przecie nie wszystek zgin i jeszcze niemao zostanie po 
nim do widzenia nawet dla naszych wnukw... 
A zatem Wokulski by w kraju!... - zawoa ucieszony Rzecki i posa po 
doktora proszc go, aeby przyszed natychmiast. 
W niecay kwadrans zjawi si Szuman. Dwa razy przeczyta podany mu list i ze 
zdziwieniem przypatrywa si oywionej fizjognomii pana Ignacego. 
- C doktr na to?... - zapyta triumfalnie Rzecki. 
Szuman zdziwi si jeszcze mocniej. 
- Co ja na to?... - powtrzy. - e stao si, co przepowiadaem Wokulskiemu 
jeszcze przed jego wyjazdem do Bugarii. Przecie to jasne, e Stach zabi si w 
Zasawiu. 
Rzecki umiechn si. 
- Ale zastanw si, panie Ignacy - mwi doktr, z trudnoci hamujc 
wzruszenie. -- Pomyl tylko : widziano go w Dbrowie, jak kupowa naboje, 
potem widziano go w okolicach Zasawka, a nareszcie w samym Zasawiu. 
Myl, e w zamku musiao co kiedy zaj midzy nim a t... t potpienic. 
Bo nawet mnie raz wspomnia, e chciaby zapa si pod ziemi tak gboko 
jak studnia zasawska... 
- Gdyby zechcia si zabi, mgby to zrobi dawniej... Zreszt i pistolet by 
wystarczy, nie dynamit - odpar Rzecki. 
- Tote zabija si... Ale e w kadym calu bya to wcieka bestia, wic mu 
pistolet nie wystarcza... Jemu trzeba byo lokomotywy, aeby zgin... 
Samobjcy umiej by wybredni, wiem o tym!... 
Rzecki krci gow i umiecha si. 
- Wic co pan mylisz, u diaba?... - zawoa zniecierpliwiony Szuman. - Czy 
masz jak inn hipotez.?... 
- Mam. Stacha po prostu drczyy wspomnienia tego zamku, wic chcia go 
zniszczy, jak Ochocki zniszczy greck gramatyk, kiedy si na niej 
przepracowa. Jest to take odpowied dana tej pannie, ktra podobno co dzie 
jedzia tskni do tych gruzw... 
- Ale to byoby dziecistwo!... Czterdziestoletni chop nie moe postpowa 
jak ucze... 
-Kwestia temperamentu - odpar Rzecki spokojnie. -Jedni odsyaj pamitki, a 
on swoj wysadzi w powietrze... Szkoda tylko, e tej Dulcynei nie byo midzy 
gruzami. 
Doktr zamyli si. 
- Wcieka bestia!... Ale gdzie by teraz si podzia, jeeliby y?... 
- Teraz wanie podruje z lekkim sercem. A nie pisze, bomy mu ju wida 
wszyscy obrzydli... - dokoczy ciszej pan Ignacy.- Zreszt, gdyby tam zgin, 
pozostaby jaki lad... 
- Swoj drog, nie przysigbym, e pan nie masz racji, chocia... ja w to nie 
wierz - mrukn Szuman. 
Kiwa smutnie gow i mwi: 
-Romantycy musz wygin, to darmo; dzisiejszy wiat nie dla nich... 
Powszechna jawno sprawia to, e ju nie wierzymy ani w anielsko kobiet, 
ani w moliwo ideaw. Kto tego nie rozumie, musi zgin albo dobrowolnie 
sam ustpi... 
Ale jaki to czowiek stylowy!... - zakoczy. - Umar przywalony resztkami 
feudalizmu. Zgin, a ziemia zadraa... Ciekawy typ, ciekawy... 
Nagle schwyci kapelusz i wybieg z pokoju mruczc: 
- Wariaty!... wariaty!... cay wiat mogliby zarazi swoim obdem... 
Rzecki wci umiecha si. 
Niech mnie diabli wezm - mwi do siebie - jeeli co do Stacha nie mam 
racji!... Powiedzia pannie: adieu! i pojecha... Oto cay sekret. Byle wrci 
Ochocki, dowiemy si prawdy... 
By w tak dobrym usposobieniu, e wydoby spod ka gitar, nacign struny 
i przy jej akompaniamencie zacz nuci: 
Wiosna si budzi w caej naturze, 
Witana nowym sowikw pieniem... 
W zielonym gaju, ponad strumieniem, 
Kwitny dwie pikne re... 
Ostry bl w piersiach przypomnia mu, e nie powinien si mczy. 
Niemniej czu w sobie ogromn energi. 
Stach - myla - wzi si do jakiej wielkiej roboty, Ochocki jedzie do niego, 
wic musz i ja pokaza, co umiem... Precz z marzeniami!... Napoleonidzi ju 
nie poprawi wiata i nikt go nie poprawi, jeeli i nadal bdziemy postpowa 
jak lunatycy... Zawi spk z Mraczewskimi, sprowadz Lisieckiego, znajd 
Klejna i sprbujemy, panie Szlangbaum, czy tylko ty masz rozum... Do licha, co 
moe by atwiejszego anieli zrobienie pienidzy, jeeli chce si tego? 
A jeszcze z takim kapitaem i takimi ludmi!... 
W sobot po rozejciu si subiektw wieczorem pan Ignacy wzi od 
Szlangbauma klucz od tylnych drzwi sklepu, aeby na przyszy tydzie uoy 
wystaw w oknach. 
Zapali jedn lamp, z gwnego okna wydoby przy pomocy Kazimierza 
ardynierk i dwa wazony saskie, a na ich miejsce ustawi wazony japoskie i 
starorzymski stolik. Nastpnie kaza sucemu i spa, mia bowiem zwyczaj 
wasnorcznie rozkada przedmioty drobne, a osobliwie mechaniczne zabawki. 
Nie chcia zreszt, aeby prosty czowiek wiedzia, e on sam najlepiej bawi si 
sklepowymi zabawkami. 
Jak zwykle, tak i tym razem wydoby wszystkie, zapeni nimi cay kontuar i 
wszystkie jednoczenie nakrci. Po raz tysiczny w yciu przysuchiwa si 
melodiom grajcych tabakierek i patrzy, jak niedwied wdrapuje si na sup, 
jak szklana woda obraca myskie koa, jak kot ugania si za mysz, jak tacz 
krakowiacy, a na wycignitym koniu pdzi dokej. 
I przypatrujc si ruchowi martwych figur po tysiczny raz w yciu powtarza : 
Marionetki!... Wszystko marionetki!... Zdaje im si, e robi, co chc, a robi 
tylko, co im kae spryna, taka lepa jak one... 
Kiedy le kierowany dokej wywrci si na taczcych parach, pan Ignacy 
posmutnia. 
Dopomc do szczcia jeden drugiemu nie potrafi - myla - ale zrujnowa 
cudze ycie umiej tak dobrze, jak gdyby byli ludmi... 
Nagle usysza oskot. Spojrza w gb sklepu i zobaczy wydobywajc si spod 
kontuaru ludzk figur. 
Zodziej?... - przeleciao mu przez gow. 
- Bardzo przepraszam, panie Rzecki, ale... ja zaraz przyjd odezwaa si figura z 
oliwkow twarz i czarnymi wosami. Pobiega do drzwi, otworzya je 
popiesznie i znika. 
Pan Ignacy nie mg podnie si z fotelu; rce mu opady, nogi odmwiy 
posuszestwa. Tylko serce uderzao w nim jak dzwon rozbity, a w oczach 
zrobio mu si ciemno. 
C, u diaba, ja si zlkem? - szepn. - Wszake to jest ten... ten Izydor 
Gutmorgen... tutejszy subiekt... Oczywicie, co skrad i uciek... Ale dlaczego 
ja si zlkem?... 
Tymczasem pan Izydor Gutmorgen po duszej nieobecnoci wrci do sklepu, 
co jeszcze wicej zadziwio Rzeckiego. 
- Skde si pan tu wzi?... czego pan chcesz?... - zapyta go pan Ignacy. 
Pan Gutmorgen zdawa si by mocno zakopotany. Spuci gow jak 
winowajca i przebierajc palcami po kontuarze, mwi: 
- Przepraszam pana, panie Rzecki, ale pan moe myli, e ja co ukradem?... 
Niech mnie pan zrewiduje... 
- Ale co pan tu robisz? - zapyta Rzecki. Chcia si podnie z fotelu, lecz nie 
mg. 
- Mnie pan Szlangbaum kaza zosta tu dzi na noc... 
- Po co?... 
- Bo, widzi pan, panie Rzecki... z panem przychodzi tu do ustawiania ten 
Kazimierz... Wic pan Szlangbaum kaza mnie pilnowa ,aeby on czego nie 
wynis... Ale e mnie si troch niedobrze zrobio, wic... ja pana bardzo 
przepraszam... 
Rzecki ju powsta z siedzenia. 
- Ach, wy kundle!... - zawoa w najwyszej pasji. - To wy mnie uwaacie za 
zodzieja?... I za to, e wam darmo pracuj?... 
- Przepraszam pana, panie Rzecki - wtrci z pokor Gutmorgen - ale... po co 
pan darmo pracuje?... 
- Nieche was milion diabw porwie!... - krzykn pan Ignacy. Wybieg ze 
sklepu i starannie zamkn drzwi na klucz. 
Posiede sobie do rana, kiedy ci niedobrze!... I zostaw pamitk swemu 
pryncypaowi - mrukn. 
Pan Ignacy nie mg spa ca noc. A poniewa jego lokal dzielia tylko sie od 
sklepu, wic okoo drugiej usysza ciche pukanie wewntrz sklepu i stumiony 
gos Gutmorgena, ktry mwi: 
- Panie Rzecki, niech pan otworzy... Ja zaraz wrc... 
Wkrtce jednak wszystko ucicho. 
O gagany!... - myla Rzecki przewracajc si na ku. - To wy mnie 
traktujecie jak zodzieja... Poczekajcie!... 
Okoo dziewitej z rana usysza, e Szlangbaum uwolni Gutmorgena, a 
nastpnie zacz koata do jego drzwi. Nie odezwa si jednak, a kiedy 
przyszed Kazimierz, zapowiedzia mu, aeby nigdy nie puszcza tu 
Szlangbauma. 
Wynios si std - mwi - bodaj od Nowego Roku... ebym mia mieszka na 
strychu albo wzi numer w hotelu... Mnie zrobili zodziejem!... Stach powierza 
mi krocie, a ten, bestia, lka si o swoje tandeciarskie towary... 
Przed poudniem napisa dwa dugie listy: jeden do pani Stawskiej proponujc, 
aeby sprowadzia si do Warszawy i zawizaa z nim spk ; drugi do 
Lisieckiego zapytujc : czyby nie zechcia powrci i obj posady w jego 
sklepie?... 
Przez cay czas pisania i odczytywania listw zoliwy umiech nie schodzi mu 
z twarzy. 
Wyobraam sobie min Szlangbauma - myla - kiedy otworzymy mu przed 
nosem sklep konkurencyjny... he!... he!... he!... On mnie kaza pilnowa... 
Dobrze mi tak, kiedym pozwoli rozpanoszy si temu filutowi... He! He! He! 
W tej chwili trci rkawem piro, ktre z biurka upado na podog. Rzecki 
schyli si, aeby je podnie, i nagle uczu dziwny bl w piersiach, jakby mu 
kto przebi puca wskim noykiem. Na chwil zamio mu si w oczach i 
dozna lekkich mdoci; wic nie podnoszc pira wsta z fotelu i pooy si na 
szezlongu. 
Bd ostatnim cymbaem - myla - jeeli za par lat Szlangbaum nie wyjdzie 
na Nalewki... Stary gupiec ze mnie!... troszczyem si o Bonapartych i o ca 
Europ, a tymczasem wyrs mi pod bokiem tandeciarz, ktry kae mnie 
pilnowa jak zodzieja... No, ale przynajmniej nabraem dowiadczenia; 
wystarczy mi go na cae ycie... Przestaniecie wy mnie teraz nazywa 
romantykiem i marzycielem... 
Co jakby zawadzao mu w lewym pucu. 
Astma?... - mrukn. - Musz ja si na serio wzi do kuracji. Inaczej za pi, 
sze lat zostabym kompletnym niedog... Ach, gdybym si by spostrzeg 
dziesi lat temu!... 
Przymkn oczy i zdawao mu si, e widzi cae swoje ycie, od chwili obecnej 
a do dziecistwa, rozwinite na ksztat panoramy, wzdu ktrej on sam pyn 
dziwnie spokojnym ruchem... Uderzao go tylko, e kady miniony obraz 
zaciera mu si w pamici tak nieodwoalnie, i w aden sposb nie mg 
przypomnie sobie tego, na co patrzy przed chwil. Oto obiad w Hotelu 
Europejskim z powodu otwarcia nowego sklepu... Oto stary sklep, a w nim 
panna cka rozmawia z Mraczewskim... Oto jego pokj z zakratowanym 
oknem, gdzie przed chwil wszed Wokulski, kiedy powrci z Bugarii... 
Zaraz... Co to ja poprzednio widziaem... - myla. 
Oto piwnica Hopfera, gdzie pozna si z Wokulskim... A oto pole bitwy, gdzie 
niebieskawy dym unosi si nad liniami granatowych i biaych mundurw... A 
oto stary Mincel siedzi na fotelu i cignie za sznurek wiszcego w oknie 
kozaka... 
Czy ja to wszystko istotnie widziaem, czy mi si tylko nio?... Boe 
miosierny... - szepn. 
Teraz zdawao mu si, e jest maym chopcem i e podczas gdy jego ojciec 
rozmawia z panem Raczkiem o cesarzu Napoleonie, on wymkn si na strych i 
przez dymnik patrzy na Wis w stron Pragi... Stopniowo jednak obraz 
przedmiecia zatar mu si przed oczyma i zosta tylko dymnik. Z pocztku by 
on wielki jak talerz, pniej jak spodek, a potem zmala do rozmiarw srebrnej 
dziesitki... 
Jednoczenie ze wszystkich stron ogarna go niepami i ciemno, a raczej 
gboka czarno, wrd ktrej tylko w dymnik wieci jak gwiazda o 
nieustannie zmniejszajcym si blasku. 
Nareszcie i ta ostatnia gwiazda zgasa... 
Moe zobaczy j znowu, ale ju nie nad ziemskim horyzontem. 
Okoo drugiej w poudnie przyszed sucy pana Ignacego, Kazimierz, z 
koszem talerzy. Haaliwie nakry do stou, a widzc, e pan nie budzi si, 
zawoa: 
- Prosz pana, obiad wystygnie... 
Poniewa pan Ignacy nie ruszy si i tym razem, wic Kazimierz zbliy si do 
szezlonga i rzek: 
- Prosz pana.... 
Nagle cofn si, wybieg do sieni i zacz puka do tylnych drzwi sklepu, w 
ktrym jeszcze by Szlangbaum i jeden z jego subiektw. 
Szlangbaum otworzy drzwi. 
- Czego chcesz?... - szorstko zapyta sucego. 
- Prosz pana... naszemu panu co si stao... 
Szlangbaum ostronie wszed do pokoju, spojrza na szezlong i rwnie cofn 
si... 
- Biegnij po doktora Szumana!... - zawoa. - Ja tu nie chc wchodzi... 
W tej samej porze u doktora by Ochocki i opowiada mu, e wczoraj z rana 
powrci z Petersburga, a w poudnie odprowadza na pocig wiedeski swoj 
kuzynk pann Izabel ck, ktra wyjechaa za granic. 
- Wyobra pan sobie - zakoczy - e wstpuje do klasztoru!... 
- Panna Izabela?... - zapyta Szuman. - C to, czy ma zamiar nawet Pana Boga 
kokietowa, czy tylko chce po wzruszeniach odpocz, aeby pewniejszym 
krokiem wyj za m? 
- Daj jej pan spokj... to dziwna kobieta... - szepn Ochocki. 
- One wszystkie wydaj si nam dziwne - odpar zirytowanym gosem doktr dopki 
nie sprawdzimy, e s tylko gupie albo ndzne... O Wokulskim nie 
syszae pan czego? 
- A wanie... - odpowiedzia. Lecz nagle zatrzyma si i umilk. 
- C, wiesz pan co o nim?... Czy moe robisz z tego tajemnic stanu?... nalega 
doktr. 
W tej chwili wpad Kazimierz woajc:- Panie doktorze, co si stao naszemu 
panu. Prdzej, panie! 
Szuman zerwa si, razem z nim Ochocki. Siedli w dorok i pdem zajechali 
przed dom, w ktrym mieszka Rzecki. 
W bramie zastpi im drog Maruszewicz z mocno zafrasowan min. 
-No, wyobra pan sobie - zawoa do doktora - taki miaem do niego wany 
interes... Chodzi przecie o mj honor... a ten tymczasem umar sobie!... 
Doktr i Ochocki w towarzystwie Maruszewicza weszli do mieszkania 
Rzeckiego. W pierwszym pokoju by ju Szlangbaum, radca Wgrowicz i ajent 
Szprot. 
- Gdyby pi radzika - mwi Wgrowicz - dosignby stu lat... A tak... 
Szlangbaum spostrzegszy Ochockiego schwyci go za rk i zapyta: 
- Pan nieodwoalnie chce odebra pienidze w tym tygodniu?... 
-Tak. 
- Dlaczego tak prdko?... 
- Bo wyjedam. 
- Na dugo?... 
- Moe na zawsze - odpar szorstko i wszed za doktorem do pokoju, gdzie 
leay zwoki. 
Za nim na palcach weszli inni. 
- Straszna rzecz! - odezwa si doktr. - Ci gin, wy wyjedacie... Kt tu w 
kocu zostanie?... 
-My!... -odpowiedzieli jednogonie Maruszewicz i Szlangbaum. 
- Ludzi nie zabraknie... - dorzuci radca Wgrowicz. 
- Nie zabraknie... ale tymczasem idcie, panowie, std!... - krzykn doktr. 
Caa gromada z oznakami oburzenia cofna si do przedpokoju. Zosta tylko 
Szuman i Ochocki. 
- Przypatrz mu si pan... - rzek doktr wskazujc na zwoki.- Ostatni to 
romantyk!... Jak oni si wynosz... Jak oni si wynosz... 
Szarpa wsy i odwrci si do okna. 
Ochocki uj zimn ju rk Rzeckiego i pochyli si, jakby chcc mu co 
szepn do ucha. Nagle w bocznej kieszeni zmarego spostrzeg wysunity do 
poowy list Wgieka i machinalnie przeczyta nakrelone wielkimi literami 
wyrazy: Non omnis moriar... 
- Masz racj... - rzek jakby do siebie. 
- Ja mam racj?... - zapyta doktr. - Wiem o tym od dawna. 
Ochocki milcza. 
