WADYSAW ST. REYMONT 


FERMENTY 



TOM I 



I 


 Depesza od doktora; przyjedzie towarowym o pierwszej; pan naczelnik go wczeniej 
widocznie zamwi? 
 Co to pana obchodzi!  mrukn zawiadowca drogi odbierajc depesz. 
Telegrafista cofn si, zmieszany nieco, do telegrafu, usiad przy aparacie, zatopi dugie, 
chude, nerwowe palce w jasnych jak len wosach i zapatrzy si przez okno w zamglony 
jesienny dzie. Cisza si rozlaa i zdawaa si zatapia ca stacj w nudzie, zimnie i wilgoci. 
Deszcz puka szyby z jednostajnym, usypiajcym brzkiem i jakby zwizywa niebo 
i ziemi miliardami szarych skonych wkien, a zegar, umieszczony w wysokiej szafce i 
majcy cyferblat na zewntrz stacji, cyka z okropn monotoni. 
Telegrafista nie mg usiedzie na miejscu, wsta i chodzi na palcach spogldajc z 
pewn obaw na drzwi otwarte do pokoju zawiadowcy, to na peron przemiky, szklcy si 
wod, to, z czoem na szybie drzwi wspartym, sucha dwikw fortepianu pyncych niby 
saby szmer z pitra stacji  ale odchodzi zaraz, bo te rwne, jednostajne rytmy, wybijane 
cigle w kko, denerwoway go jeszcze bardziej. Usiad znowu przy aparacie i zacz 
pisa list.

 Mamusiu! Tak si nudz, droga mamo, e a mi si w tej chwili paka zachciao. Jest 
tak mokro, tak zimno, tak brzydko, e mi ogarnia rozpacz. Mamo, czy ja dugo bd musia 
siedzie w tym Bukowcu? Bo, przy tym wszystkim, czuj si bardzo niezdrowy. 
Wczoraj zaczo mi strzyka pod lew opatk, roztarem kamfor i przeszo  ale dzisiaj 
jzyk nieco oboony i nic a nic nie mam apetytu, chocia ta kaczka, ktr mi mama przysaa, 
a szczeglnie nadzienie byo pyszne. Koszyczek odsyam i sze par mankietw 
brudnych, i kamaszki do podzelowania. Moe mi mamusia kupi i przyle rkawiczki lapis, 
z czarnym wyszyciem. Wie mamusia, dzisiaj rano tak si zgryzem, e baem si, aby mi to 
nie zaszkodzio, bo ta Andrzejowa zbia te zielone abki, co to wuj przywiz mi z Wiednia, 
pamita mama? A byy takie liczne i ogromnie si wszystkim podobay. Mamusiu! a 
flanelowy kaftanik, to ju by warto mie, bo lada dzie mog by przymrozki  myl, e 
nie potrzeba kupowa nowego, bo tamten... 

Ukry list pod papiery, aparat zacz przywoywa gwatownie, a pniej wybija znaki 
na wskim pasku papieru, ktry si odwija z krka. Telegrafista czyta uwanie, gdy od 
peronu wszed dozorca drogowy, wierkoski, brunet, wysoki, chudy, z rzadkim zarostem i 
niespokojnymi czarnymi oczyma, nieco pochylony, w krtkim, jasnym kouszku, w dugich 
butach i kapuzie nieprzemakalnej na gowie. 

 Amis! no, pjd piesku! Amis! no, zotko, chod do pana, chod!  woa pieszczotliwie 
na psa, ktry stan przed drzwiami bojc si wej, usiad na stopniach, niespokojnie 
patrzy na pana i krci ogonem. 
 Zamykaj pan drzwi, bo zimno! 
 Amis, psie jeden!  krzykn wierkoski; pies zaskowycza aonie, przypaszczy si i 
wolno zacz czoga si do jego ng. wierkoski schwyci go za grzbiet i wrzuci do telegrafu. 
Pies tylko zapiszcza i z niesychanym popiechem wcisn si pod ceratow kanap4 



k, na ktrej usiad wierkoski zy i pochmurny jak odbicie tego padziernikowego dnia. 
wierkoski zama si we dwoje, zupenie jak scyzoryk si zamkn, bo pooy twarz na 
piciach wspartych na kolanach i siedzia czas jaki w milczeniu, oczy mu niespokojnie 
biegay po pododze zarzuconej mundsztukami papierosw, kilka razy uderzyy o brzow 
skrzynk, na ktrej bieli si napis: rodki opatrunkowe. Stacja Bukowiec i znowu goniy, 
to jakie ostatnie muchy, leniwie wlokce si po pododze, to za butami telegrafisty, 
ktre co chwila zmieniaj pozycj, to patrzyy w zwichrzon gr papierowej wstki, ktra 
wci spywaa z krka na ziemi, wreszcie cmokn cicho na psa. Amis wysuwa popielaty 
eb trwonie, ale, jakby zbierajc ca odwag, skoczy na kanapk i zacz go liza 
po twarzy. 

 Precz! tam!...  sykn wierkoski wskazujc drzwi. Pies poszed wolno, usiad przy 
drzwiach i aonie, prawie bagalnie, patrzy si piwnymi oczyma. wierkoski nieznacznie 
wyj z zanadrza kawa skrconego rzemienia, spoglda pieszczotliwie na psa, umiecha 
si agodnie i szepta: 
 Amis! chod synku, chod!  Pies przybieg w radosnych susach. Schwyci go za kark 
i zacz bi rzemieniem.  Bdziesz zotko sucha pana, co? Synek bdzie sucha, co? 
Amis bdzie posuszny, co?  Pies szarpa si i skomla rozpaczliwie, po jego skrze pokrytej 
krtkim popielatym wosem, lnicym jak jedwab, przebiegay dreszcze niby fale, 
wygina si, liza buty pana, prosi si oczyma, ale wierkoski wpad w pasj i bi go coraz 
zacieklej.  A bdziesz cicho synku, co? a zmilkniesz przyjacielu, co? 
 Co pan robisz? Przysigam Bogu, e chwili spokoju nie ma  zawoa zawiadowca 
wybiegajc ze swego pokoju. Popatrzy gronie i cofn si zatrzaskujc ze zoci drzwi 
za sob. 
 Idiota!  mrukn wierkoski, puci psa, schowa rzemie i rozprostowa si. Pies liza 
sobie skr i spoglda chwilami wylknionym wzrokiem z kta, w ktrym lea. 
wierkoski zapali papierosa, skuba rzadk brod, umiecha si przyjacielsko i z jak 
dzik mioci do psa i spoglda w okno, na plant, gdzie kilkunastu robotnikw, z gowami 
pozawijanymi w worki, z ktrych porobili sobie kapuzy, podbijao podkady. 
Dugie milczenie przerwa telegrafista, bo aparat zamilk: 

 Co? porzdny deszcz? 
 A porzdny. 
 Boto due? 
 A due. 
 Okropny padziernik!... 
 Okropny padziernik  odpowiedzia jak echo wierkoski. 
 A co to bdzie w zimie? 
 Zima. 
 Ja teraz ju wytrzyma nie mog, nudy takie, e chyba si wciekn. 
 Tylko pan pniej nie pogry mojego Amisa  szepn drwico wierkoski. 
Pies na dwik swojego nazwiska zaskomla cicho i pooy si u ng pana. 
 Psia suba. Ani gdzie wyj, ani ludzi, ani rozrywek. 
 Przecie pan bywasz u tego... Grzesikiewicza  powiedzia z przyciskiem. 
 Tak, ale... mody Grzesikiewicz, pan Andrzej, chocia nie z mojej sfery, ale wyjtkowo 
porzdny czowiek, to znowu rzadko go mona zasta w domu, a wpa w rce jego ojca, 
prostego chopa  dzikuj. Prowadzi zaraz do karczmy, czstuje wdk i kiebas, 
sprasza ca wie, funduje wszystkim, a jak si upije, zaraz cauje  otrzsn si nerwowo 
5 



i splun z obrzydzenia.  Mylaem ostatni raz, e zemdlej, tylko e nosze z sob zawsze 
eter, wic si orzewiem i uciekem spiesznie. 

 Pan jeste bardzo delikatny  powiedzia cicho i bysn urgliwie oczyma wierkoski. 
 To jest bardzo naturalne; nie wychowywaem si przecie w chaupie ani nad rynsztokiem. 
 Wiemy tu wszyscy o tym, a jake, e w salonach, w atasach, w zoconych koyskach, 
przy mamie, przy wujaszku, z niak, z bon, z doktorem, Felusiem, jak mj Amis  drwi 
z jak zoci wierkoski i patrzy na mego nienawistnie. 
 O, tak, tak  odpowiedzia z pewn dum telegrafista  ale nie wiem doprawdy, co w 
tym jest miesznego; e pan kpisz, bo przecie, e pan si tak nie chowae, to c ja temu 
winien, zreszt taka nierwno jest konieczna, bo... 
 Tak, konieczna  przerwa mu spiesznie  bo pniej si wszystko wyrwnywa, bo 
pniej taki atasowy Stasio jak pan, panie Babiski, musi suy, musi robi, po nocach 
nie sypia, oczki wyta i pobiera tak malutk pensyjk, i zasmuca mam, e si nudzi 
i e mu si buciki podary! hi! hi! hi!  zakoczy miechem przykrym, jkliwym, ostrym 
jak zgrzyt stali po szkle. 
Stasio si zarumieni jak dziewczyna, oczy mu si zaszkliy zami jakiej aoci, bladorowe, 
wypuke usta dray nerwowo, ale nie odpowiedzia, rozpi tylko konierz munduru, 
powcha eter, ktry nosi przy sobie i zagadn agodnie. 

 Moe pan masz jakie ksiki do czytania? 
 Nie! nie mam pienidzy na gupstwa  rzek szorstko. 
Stasio popatrzy na niego z dobrotliwym politowaniem i znowu zmieni przedmiot rozmowy. 


 Przyszed dzisiaj w nocy baga dla pana z Warszawy. 
 Przyszed  zawoa radonie wierkoski podnoszc si.  Nie uwaae pan, czy aby 
w rogoach? 
 Tak, doskonale zapakowany. Kupie pan co? 
 I... nie... nie... skdbym wzi pienidzy, dostaem od familii  mwi piesznie, rzucajc 
niespokojnie oczyma  jaki stary grat, ktrego przewz kosztuje mnie tyle, e jestem 
zy, i go wziem. 
Aparat zacz stuka, Stasio znowu czyta z paskw, potem wsta, wyszed na peron, 
uderzy w dzwonek stacyjny i cofn si natychmiast. 

 Sygnay od Kielc, pocig wyszed  rzuci robotnikowi, ktry si zjawi na dzwonek. 
 Chod pan na wdk!  szepn mikko jako wierkoski. 
 Po pocigu, to i owszem, chocia, co prawda, wdka mi szkodzi. 
 Co tam, mama przyle lekarstwo!  Zamia si i poklepa go przyjacielsko po odku, 
bo pomimo ustawicznych drwin, yli w zgodzie ze Stasiem. 
 Syszysz pan! zawiadowca rozmawia z sob. 
Zaczli sucha. Z pokoju Orowskiego dochodziy wyrane gosy sprzeczki, czasem 
jaki dosadny frazes, kltwa; to znowu przyciszony, pokorny i bagalny gos. 

 Idiota! musia si pomyli i sam sobie wymyla i usprawiedliwia si przed sob. Jeeli 
jego nie zamkn u Bonifratrw, to ja, wierkoski, bd mia miliony. Pan go nie znasz 
jeszcze dobrze, ale my...  Nie skoczy mwi, bo Orowski wyszed do nich ze swego 
pokoju; by ogromnie wzburzony, wielkie, czarne oczy, o krwawym odblasku, paay mu 
wzruszeniem, twarz o rysach regularnych, jeszcze bardzo pikna, jakby wycita z dawnych 
portretw senatorw weneckich, malowanych przez Tintoretta, otoczona gstymi, szpako6 



watymi wosami i zakoczona wspania, spywajc do p piersi brod, dumna i zacita, 
z brwiami prawie zronitymi, bya a sina z jakiej irytacji. Przeszed obok nich bez sowa 
i wyszed na korytarz. 

Szed wolno na pitro kamiennymi schodami, zaciska rce, mrucza niewyranie, to 
znowu pobaajce i wyniole umiecha si. 

Wszed do kuchni, obrzuci badawczo wszystkie sprzty, zajrza do ognia pod blach i 
przytumionym gosem zapyta starej sucej obierajcej kartofle pod oknem: 

 Panna Janina pi? 
 Nie wiem, ale to chybcikiem obacz. 
 Nie trzeba  powiedzia spiesznie i wyszed do ssiedniego pokoju, ktry suy za jadalni, 
i przez zapuszczone kotary zajrza do sypialni crki. W ciemnociach, zaledwie 
sabo rozrzedzonych pasmami brudnego dnia, przeciekajcymi przez zapuszczone story, 
po chwili patrzenia dostrzeg ko i blade, niepewne zarysy Janki lecej. Musiaa usysze 
szelest jego krokw, bo si poruszya na pocieli. Poczu jej wzrok na sobie i natychmiast 
si cofn zmieszany. Posta jeszcze chwil, podnis koniec brody do ust, przyci j 
zbami i powrci do kancelarii. Zasta tam Karasia, maszynist rezerwowego, ktry 
mieszka w Bukowcu, bo tu bya rezerwowa maszyna, gotowa w kadej chwili wyruszy z 
pomoc, gdyby byo tego potrzeba, skin mu gow i wszed do swojego pokoju zamykajc 
drzwi za sob. 
 wierk! wiesz!  zacz Kara siadajc na skrzynce ze rodkami opatrunkowymi  jeste 
co dzie podobniejszy do swojego psa, nawet ju powiejesz. Panie Babiski, pan jeste 
grubo uczony, skoczye podobno cae trzy klasy; czy Darwin wywodzi ludzi od 
map, czy od psw? 
 W kadym razie nie od Karasiw. 
 Nie jestem godzien takiego zaszczytu, nie jestem godzien!  mia si Kara, zaciera 
rce i zacz drobnymi kroczkami chodzi. Jego drobna, chuda i niska posta, spiczasta 
brdka, cienki i dugi nos, mae i kujce oczki, wypuke bardzo czoo, rzadkie, rudawe 
wosy, wystajce koci policzkowe, sine z odmarznicia uszy, jego cienkie nogi  wszystko 
to si trzso, skakao i poruszao ustawicznie, zdawao si, e wszystkie jego czonki, 
obcignite w gruby kouch, pokryty wyksatyn byszczc, zasmarowane oliw i smarowidami, 
skacz ustawicznie i gro rozsypaniem. 
 Nie masz pan jakiej nowej ksiki? - spyta go Sta. 
 Mam, wczoraj dostaem, ale jeszcze czytam. Bon! poycz panu, kapitalna historia i z 
takim pieprzykiem, jak to my lubimy, panie Stanisawie.  Zamia si, zatar rce, zacz 
byska oczyma, wyszczerzy zby i znowu biega po pokoju. 
 Uwaasz pan, jest tam schadzka miosna, cudissimo pisana, a si krew gotuje przy 
czytaniu; musisz si pan rzewi eterem albo lepiej pan zrb, przy sobie przed zaczciem 
ksiki synapizmy z chrzanu. 
 Dzikuj, takich ksiek nie czytam  odpowiedzia Sta rumienic si. 
 Bon! dziewcztko anielskie, gobku niewinny, bardzo susznie robisz, napij si lepiej 
mleczka, wysmaruj kamfor, po do ka i czytaj z Taskich Hoffmanow, to dobrze 
robi i na sen, i na trawienie. arty na stron  doda powaniej.  Zaleska musi mie ksiki 
jakie, przecie to kobieta i pikna, i wyksztacona, jak zapewnia jej m. 
 licznie gra na fortepianie  wtrci Sta i znowu si zarumieni. 
 Nie rumie si pan tak dziewiczo, afekty umiecie pan godnie; to mi si podoba. 
 Jak na marnego Karasia, jest to za dua ryba, wielki szczupak zgryzby ci. 
 Nie bj si, wierkoski! nie bj si! nie takie wieloryby ogryzaem i byo bon. 
7 



Zacz zaciera rce i mia si tak cicho, gboko i wstrtnie, e Sta odwrci si od 
niego; nie mg patrze na jego oczki, przysonione biaaw mg i na rzadkie, te i ostre 
zby, ktre wyszczerza w tym miechu. Trzs si cay i rzuca na wszystkie strony. 

 Wiecie  zacz znowu, uspokoiwszy si  byem wczoraj w Kielcach, miaem przygod 
tak, e... cudissimo, opowiem wam, bon? 
 Nie ciekawimy, schowaj dla swojej Karasicy, bdzie wdziczna  przerwa mu 
wierkoski. 
 Pocig dochodzi!  zawoa robotnik uchylajc drzwi z peronu. 
Orowski w czerwonej czapce wyszed, nacign niepokalane biae rkawiczki i poszed 
na peron. 
Kara stan na stopniach przed dworcem. wierkoski znowu si zoy w dwoje, a Babiski 
stuka w aparat, notowa, dawa sygnay elektryczne. 
Pocig z guchym szumem i sapaniem wtoczy si na szyny i stan; masa elastwa 
szczkna ciko, pusty peron oywi si nieco, bo kilku smarownikw i brekowych zeszo 
ze swoich odkrytych kozw na wagonach i rozprostowywao na ziemi pogite ciaa. 

Orowski, chmurny, pod parasolem, spacerowa wzdu pocigu; chwilami, kiedy przechodzi 
pod oknami, z ktrych nieskoczonym potokiem pyny gamy chromatyczne, 
ciga nerwowo brwi, zaciska silniej parasol, przyspiesza kroku i spoglda na ostatnie, 
narone okna nad kancelari stacyjn, przysonione szczelnie. Wzdycha, zawraca i chodzi 
dotd, a pocig znowu zacz sapa, dysze, trzeszcze, szczka, gwizda  i powlk 
si dalej, pozostawiajc za sob oboki rudego, duszcego dymu, ktry dar si na 
strzpy o pnagie drzewa ogrdka stacyjnego i rozwczy rudawym pasem po rwno obcitej 
cianie lasu stojcego tu nad plantem. 

Orowski powrci do kancelarii i skoro si tylko zamkn, wierkoski si podnis. 

 Chodcie na wdk. 
 Ja zaraz przyjd do was; spytam si tylko, gdzie jest osobowy?  powiedzia Sta stukajc 
aparatem. 
Kara ze wierkoskim poszli do bufetu. Paru przemokych ydw drzemao na awkach 
oczekujc na osobowy pocig, a za bufetem, wcinity pomidzy szaf i piec, przysoniony 
gazet, chrapa gono bufetowy. W drugim rogu wielkiej, brudnej sali kilku drnikw i 
robotnikw grao zatuszczonymi kartami. 

Przeszli do drugiej sali pustej zupenie. 

 Twoje zdrowie wierk i twojego konia, i twojego psa, i twoich szwindlw, bon! 
 Zaczekaj, zaraz przyjdzie Babiski, to wypijemy razem. 
 Bon, ale powiedz no, podobno si enisz, czy tam co takiego z pann Zofi? 
wierkoski si skrzywi, poskuba brdk, pobiega oczyma po sali, wsun rce w rkawy 
i mwi: 

 I... co ja dabym je onie? wir i podkady chyba? 
 No, i mech, jak swojemu koniowi! 
 miej si... przecie jeste onaty i wiesz co kosztuje ona, chocia twoja to jeszcze 
anio. 
 Bon, kwadratowy anio, powiedz. 
 A te wszystkie panny, co to jest? gdzie znajdziesz zdrow? gdzie jest mdra, adna, 
gospodarna i oszczdna? Jak si znajdzie jaka podobna, to nie ma grosza; jak znowu go 
ma, to nos do gry i myli, e krlowa, a jakie wymagania! 
8 



 O, tak, chc jada, musz chodzi w bucikach, mie sukni, potrzebuj czasami jakiej 
przyjemnoci, chc y po ludzku; szelmy te panny, czego im si zachciewa!... a przy tym 
nie lubi, aby je bi jak psa albo chopw...  zamia si Kara. 
 Gadanie, ebym mia na to, to i ja ybym po ludzku, a jeli oszczdzam, jeli chc 
znale take on oszczdn, to tylko dlatego, eby pniej y po ludzku. O, ja jeszcze 
bd y bd... Wiesz, znam tutaj tylko jedn pann, z ktr bym si 
choby jutro eni, chocia wielka pani... 
 Czy te Grzesikiewicz oeni si z zawiadowcy crk? 
wierkoski rzuci szybkie spojrzenie na niego, zgi si, rce gbiej wsun w rkawy i 
nie odpowiedzia, bo to przypomnienie Grzesikiewicza przejo go zoci i niechci. 
Przybieg Stasio i zaczli pi wdk. 

 Musz si spieszy, bo trzeba korespondencje ekspediowa na osobowy. 
 Bon, ale jest jeszcze jedno rdo ksiek, panna Orowska. 
 A, ta, co si trua; nie znam jej zupenie i widziaem tylko wtedy, kiedy j przenoszono 
z wagonu do mieszkania. 
 To pan nie znasz caej historii? bon, opowiem. 
 Bardzo mao, wiem tylko, e si pogniewaa z ojcem, wyjechaa do teatru, pniej si 
trua, sam nawet o tym czytaem w pismach. Byem w Bukowcu, jak zawiadowca jedzi 
po ni do Warszawy. Co to za panna? 
 Wariatka, jak i jej ojciec  szepn wierkoski. 
 Ale pikna i wyksztacona, bardzo pikna, majestatyczna kobieta, ksztaty cudowne, 
wzrok wspaniay, oczy ogromne i ogniste, cudissimo, e tylko caowa. 
Zacz si trz i mia cicho, i zaciera rce. 
 Warto by tak jeszcze co tego chlapn. Panie bufet, sze mocnych. 
 Czemu od razu sze? 
 Bdzie bon, panie Stasiu, na zapas. 
 Suchajcie no  zabra gos wierkoski podnoszc gow z kolan.  Chc wam co zaproponowa, 
niezy interes, na ktrym moemy dobrze zarobi. 
 Bon, wierk, mw. 
 Jest do kupienia porba, niewielka, za tysic piset rubli, blisko kolei, ogldaem j 
niedawno. miao mona zarobi na niej tysic rubli, mam nawet ju zbyt na drzewo do 
Radomia. Wemy j do spki, interes zoty. 
 I... to ju we sam, nia mam pienidzy, a zreszt orne mnie zim na wglach, daj 
spokj, ja wiem, nie tumacz si, bo ci powiem, czym jeste... 
 O, powiedz, ja si nie pogniewam, z pewnoci si nie pogniewam... 
 Bon! Ot wyszede ze mn jak winia, tak... bufet! sze mocnych!  krzykn. 
 Tylko tyle, to niewiele  i wierkoski zacz si mia, cign na lew stron usta, 
skuba brod, lata oczyma po twarzach i dalej cign:  tak, to niewiele, bo mogem ci 
urzdzi lepiej, a nie zrobiem tego, to handel, mj kochany. 
 ajdactwo, powiedz! handel adny, przez trzy miesice straciem trzysta rubli, ktre 
przeszy do twojej kieszeni, ktre mi wycign. 
 Kupmy porb, to bdziesz si mg odbi, jeli potrafisz... 
 Gdzie ta porba? przystpuj do spki!  zawoa po chwili namysu Kara. 
 W Karczmiskach u Grzesikiewicza  szepn spiesznie wierkoski, oczy mu zamigotay 
radoci, pogadzi psa. 
 Hi! hi! tydzie temu Szczygielski kupi i ju tnie... ni!... hi!...  mia si Kara, porwa 
si z krzesa, zacz biega po sali trzsc si cay, zadowolenie malowao si w jego 
9 



oczkach.  Bufet! sze mocnych!  rzuci we drzwi.  Powiem ci, wierk, e chcesz robi 
interesa, a gupi jeste, chcesz okpiwa ludzi, a gupi jeste, bo si prdko zmiarkuj, robisz 
ajdactwa, ale mae, marn, gupie, ktre pachn kratk...  Wypi wszystkie sze 
kieliszkw jeden po drugim, zatar rce, poklepa drwico wierkoskiego po plecach i wyszed 
razem ze Stasiem. 

 Zobaczymy... zobaczymy...  szepn wierkoski.  ajdactwa, co za ajdactwa? chc 
zarobi, chc mie pienidze, wic niech si gupi strzeg. Amis! chod synku! Pody ten 
Szczygielski, taka pyszna porba.  Kopn psa z gniewu, bo straszny al nim zatarga, e 
straci ten na pewno przewidywany zarobek. 
Odebra z magazynu swj baga i naadowa na plecy robotnikowi, za ktrym szed 
krok w krok. Sta z okna kancelarii widzia, e co chwila wierkoski obmacuje rogoe i 
gaszcze. Widzia go dugo, jak szed tym swoim krtym, wilczym chodem, rzucajc dookoa 
nieufne spojrzenia. 

 Chod pan, podyktuj panu raport  zawoa Orowski. 
Sta przyszed do pokoju zawiadowcy i czeka, bo Orowski chodzi wzdu pokoju, 
spoglda w dwa okna peronu, to przez okienko kasowe wychodzce na korytarz wychyla 
gow i nasuchiwa. 

 Sid pan przy moim stoliku. 
 Przecie... 
 Nie przecie, bo tamten, to st ekspedytora. 
Orowski by zawiadowc stacji i zaatwia czynnoci ekspedytora. 
 Wszystko jedno chyba, skoro pan peni obie suby. 
 Przysigam Bogu, e mnie pan irytujesz. Nie wszystko jedno, bo wiedz pan, e napiszemy 
raport na ekspedytora stacji Bukowiec  mwi zupenie powanie. Babiski ze 
zdumieniem spoglda na niego. 
 Panie, sam na siebie raport, co w dyrekcji powiedz? 
 To s gupcy. Porzdek, przede wszystkim porzdek i systematyczno, syszysz pan? 
Gdyby si pan trzyma tych zasad, nie zwracaby uwagi swojej zwierzchnoci. 
Sta opuci gow i wyrzuca sobie, e go zadrasn: tyle razy postanawia o nic nie 
pyta, lepo tylko wykonywa rozkazy i znowu nie wytrzyma. 

 Pisz pan! 
Jako-e penicy obowizki ekspedytora stacji Bukowiec swoim nietaktownym, a 
mona powiedzie i brutalnym, postpowaniem przy sprzeday biletw spowodowa to, e 
pasaerowie zanieli skarg do ksigi zaale, ktr przy niniejszym zaczam, upraszam 
Wysok Dyrekcj o ukaranie wedug uznania, a to w celu uniknicia na przyszo podobnych 
zaj. Jako jedyne usprawiedliwienie ekspedytora, tene objania, e zajcia owe 
miay miejsce podczas niebezpiecznej choroby jego crki, ktra go jakoby miaa zdenerwowa. 
Sdz jednak, e tego rodzaju usprawiedliwienia pod uwag bra nie mona, bo 
nikogo, ani Dyrekcji, ani pasaerw, nie obchodz domowe sprawy urzdnikw, ktre nie 
powinny mie adnego wpywu na ich czynnoci subowe. 

 Ale panie...  protestowa Sta. 
 Cicho pan bd! Przysigam Bogu; bez uwag, panie Babiski. Zapomniae pan, e 
si milczy wtedy, kiedy zwierzchno mwi  zawoa Orowski. 
Babiski zamilk przygryzajc usta, znowu by zy na siebie. 

 Dochodzi!  krzykn posugacz przez drzwi. 
10 



II 


Sta pobieg do aparatu, a Orowski na peron. Przypatrujc si dosy licznej dzisiaj publicznoci 
wita si z jakimi paniami, za ktrymi w przyzwoitym oddaleniu chodzi uliberiowany 
lokaj, ale spostrzegszy doktora zwrci si do niego i przywita w milczeniu; raportem 
skin, dzwonek zadwicza, rozlega si gwizdawka prowadzcego, a pniej 
maszyny i pocig ruszy dalej. 

 Czekaem na ciebie niecierpliwie, przysigam Bogu, dobrze, e przyjecha. Jance jest 
lepiej, ale zobaczysz to i powiesz mi, bo ja przypuszczam tylko, e lepiej, a nie wiem. Pjdziesz 
zaraz do niej? 
Doktor skin gow potakujco, bo na ustach mia respirator, ktry mu blad, dug i 
chud twarz przecina na dwoje czarn wstg; olbrzymie, gbokie kalosze ledwie cign 
z nogami, ugina si pod futrem, na ktre mia narzucony paszcz gumowy i pod grubym 
kraciastym pledem przykrywajcym mu ramiona. Szed wolno po schodach, odpoczywa i 
odpina co stopie jeden guzik u paszcza i jeden u futra. Nie rozebra si w przedpokoju, 
tylko wszed do saloniku i zacz oglda i prbowa okien, drzwi i lufcikw, czy s dobrze 
pozamykane. 

Orowski ju sprzed kotary zasaniajcej drzwi pokoju, w ktrym leaa Janka, zawrci 
i poszed do sucej. 

 Niech Janowa powie pannie Janinie, e doktor przyjecha. Czy przyj moe?... Zaczekaj 
chwil, suca ci zaraz powie  zwrci si do doktora, ktry z pomoc Rocha, stacyjnego 
popychada, rozbiera si z niezliczonych okrywek.  Pjd na chwil do kancelarii. 
Przylij po mnie, jak skoczysz. 
Okrci si kilka razy po pokoju, popatrzy na doktora, szybko podnis koniec brody do 
ust, strzepn j, wzruszy ramionami i wyszed. 

 Panie Babiski, napiszemy raport. Niech teraz sam od siebie broni si ekspedytor. 
Zacz dyktowa Stasiowi, ale co chwila przerywa, stawa na rodku pokoju, przygryza 
brod i wsuchiwa si chciwie w sabe, zaledwie dosyszalne, odgosy krokw na grze, 
bo pokj chorej by tu nad kancelari. Sysza, a raczej czu, e doktor usiad przy 
ku, bo jakie sabe drgnienie przebiego sufit; zmciy mu to wyczuwanie dwiki fortepianu, 
ktre si rozlegay bardzo gono. 

 Cicho tam!  krzykn z gniewem, tupic nog. 
Sta umiecha si  przecie grajca przez sufity usysze nie moga; ale pochyli gow 
nad papierem, bo Orowski znowu zacz dyktowa i nie skoczywszy pobieg do 
mieszkania, sucha chwil pode drzwiami i szed znowu na peron, spacerowa po nim, 
nieznacznie spogldajc na okna. 

Doktor skoczy rozbieranie si, przyczesa siwawe wosy i zapuka do chorej. 

 Prosz!  ozwa si dwiczny, silny gos. 
Umiech rozjani mu twarz, gdy wchodzi do pokoju. Podnis story do poowy, popatrzy 
znowu, czy okna i lufciki domknite i dopiero usiad przy ku. 

11 



 Jake si pani czuje?  pyta cicho, odjwszy respirator. 
 Dobrze, chciaabym wsta  odpowiedziaa zadrawszy, gdy dotkn chodn doni 
jej rki.  Tak koniecznie chciaam widzie doktora, e miaam ju pisa dzisiaj  mwia 
jakim dziwnym, prawie altowym gosem, ktry si jej chwilami przerywa i chrypia niemile; 
wtedy przestawaa mwi, oddychaa gboko i gos powraca, ale w wielkich czarnych 
oczach migota bl wysiku. Uniosa si nieco, skrcia w grecki wze ca mas 
przepysznych rudawoblond wosw, rozsypanych niby snop dojrzaej pszenicznej somy 
po pocieli i mwia:  Czuj si zupenie zdrowa. W gardle tylko i w piersiach doznaj 
jeszcze chwilami piekcego blu, no, i gosu mi czsto brakuje, ale czuj, e si to coraz 
rzadziej zjawia. Tak, jestem zdrowa, ale nudz si straszliwie. Doktor zostanie na obiedzie? 
Mam prob do pana...  szepna ciszej i fala krwi przyciemnia na mgnienie jej 
kredowoblad twarz. 
 Zostan, zaraz pani su.  Wsta i poszed do kuchni; oczy Janki biegy dotd za 
nim, a znikn za drzwiami i gdy po chwili wrci, zawisy mu badawczo na twarzy. 
 Kazaem dawa obiad wczeniej, eby zdy na pocig  usprawiedliwia si siadajc. 
 Jeszcze raz zbadam pani dokadnie, ale jednoczenie mog sucha... 
Janka spojrzaa na niego z wdzicznoci, bo nie miaaby odwagi powiedzie mu swojej 
proby, gdyby czua jego przenikliwy wzrok na sobie. 
Doktor opukiwa j, oglda, pyta o niektre szczegy, takie, e Janka odwracaa mimowolnie 
twarz do ciany, przycinaa usta i odpowiadaa cicho, e ledwie dosysza. Konsultacja 
trwaa dugo, bo bada chor sumiennie. 

 Czy ojciec wie wszystko?... wszystko?...  powtrzy cicho. 
 Zdaje mi si, e nie.  Wyprostowa si, eby odetchn i obrzuci j spojrzeniem, pod 
ktrym oczy jej pociemniay i pochylia gow niej. 
 Czy powinien wiedzie?  pytaa wolno, z trudem hamujc wzruszenie.  Pana si radz, 
jako naszego najdawniejszego i najlepszego przyjaciela, ktry mnie zna od dziecka, a 
zrobi tak, jak mi pan poradzi.  Milczaa dosy dugo, kty ust zaczy drga w jakim 
bolesnym cigniciu.  Nie chciaabym kama, co bdby pniej nastpio, powiedziaabym, 
ale... boj si... On mnie nienawidzi i nie mia racji, ale gdyby, gdyby wiedzia teraz 
o wszystkim, to...  zacisna kurczowo palce, gosu jej brako, przycisna rk pier, 
bo ten zwyky, piekcy bl rozgorza w niej niby zarzewie i pali straszliwie: dyszaa ciko, 
ale po chwili cichym a szorstkim z powstrzymanego wzruszenia gosem cigna dalej: 
 mnie ojca al, bardzo mi al. 
 To dobrze; on pani kocha, po wariacku moe, ale ogromnie. 
Olnia j nagle myl jaka gnbica. 
 Czy ojciec zupenie jest zdrw?  zapytaa prdko i wpia si oczyma w doktora. 
 Nie... i dlatego trzeba go oszczdza, nie wzburza, bo... 
 Co? powiedz pan otwarcie; jestem dosy silna na usyszenie zupenej prawdy, a nie 
tylko pragn jej, ale potrzebuj j usysze koniecznie. Tyle przypuszczam, tyle symptomatw 
dziwnych, prawie przeraajcych widz, e boj si o niego. 
 Tak, dobrze nie jest, bo jego despotyzm, zacieko i ta pewna dwoisto, na ktr 
rozamuje go powoli ta dwoista suba, jak peni... Mwili mi w wydziale o jego raportach... 
 Czym si to wszystko moe skoczy?  zapytaa przeraona, bo doktor umilk i odwrci 
od niej twarz. 
 Nie wiem, wiem tylko, e nie trzeba mu nic mwi, nic  powiedzia krtko. 
12 



 A jeli bdzie chcia wiedzie?  zapytaa twardo, jakby ju chciaa rzuci ca prawd 
w oczy. 
 I wtedy powinna pani nie mwi nic. Prawda jest czasami zbrodni, bo tak samo zabija. 
A jeli ojciec nie obchodzi pani nic, to trzeba powiedzie, zabije go to od razu i bdzie 
pani miaa pniej spokj i rozwizane rce.  Mwi prdko i gniewnie, naoy zaraz 
respirator na usta i rzuci si na krzeseko. 
Janka patrzya dugo na niego, po jej piknej, wychudzonej i zmizerowanej twarzy 
przewijay si najrozmaitsze uczucia: to bl, to gorycz przypomina, to niepokj i trwoga, 
to gboka, cika apatia powlekaa jej twarz, a oczy zaczynay wieci pospnie pod 
ciemnymi brwiami jakim ogniem rezygnacji. 

 Co pan myli o mnie?  zapytaa wreszcie. Zapragna usysze ciepe sowo pociechy 
i przebaczenia, i wspczucia; bya gotowa otworzy serce, da ujcie drczcym j uczuciom, 
blom i skargom; pragna teraz, w tej chwili, rzuci si na piersi czyje i na nich 
wypaka wszystkie ndze caego ycia, cay nagromadzony al. Czua si tak saba w tej 
chwili, bezbronna a skrzywdzona, e pacz byby sprawi jej rado i ulg; ale doktor dugo 
milcza, pociga si za nos, przygadza wosy, patrzy w okno, wreszcie odj respirator, 
cisn jej do i powiedzia: 
 e jeste nieszczliwa, e mi ci, pani, tak al, jak crki wasnej. : 
 O!... doktorze... o! doktorze... Nie moga nic wicej powiedzie, oczy zaszy jej zami, 
przycisna jego rk do ust i opada na poduszki bezwadnie, tylko zy jak jasne, drogie, 
wyhodowane przez cierpienia pery posypay si z oczu  i taki nagy a wielki rozlew 
alu poczua w sobie, e nie widziaa wychodzcego doktora, e nie syszaa nic i nic nie 
pamitaa. Leaa bez ruchu i prawie bez przytomnoci; w kadym swoim atomie czua zy 
i niewypowiedziany bl, co przepala j ca. 
Ockna si wtedy dopiero, gdy suca na maym stoliczku przy ku postawia obiad. 

 Niech Janowa zabierze z powrotem, nie chce mi si je. 
 Ady ode wczoraj ani krzynki panienka nie zjada jeszcze. A kto to sysza tak si morzy 
godem. Ady i ja, panienko, niezdrowa, o, nie!... w doku mnie cosik tak ciska, e 
jae mnie mroczy.  Spucia story, odniosa obiad i znowu zacza narzeka bolejcym 
gosem.  I na to bolenie adnego leku nie ma, a moe by si to lekarstwo zdao, co panienka 
uywa? 
 Niech si Janowa wdki napije, to zaraz przejdzie choroba. 
 Wdki!... a, prawda, panienko. Wdki! a widzielicie moi ludzie! wdki! a to si 
przed dobrodziejem odrzekam, bo to i moja pani crka tego chciaa, ale e panienka rzeka, 
e pomoe na ciskanie, to juci by prawda musi. 
 Nieche Janowa idzie sobie  zawoaa zniecierpliwiona. 
 Id! id... tak samo nieraz mwi moja pani crka. Id! id... wdki! aby ino kusztyczek 
niewielki i na lekarstwo, to grzech by nie musi.  Wysza i zaraz rozleg si skrzyp 
otwieranego kredensu i szczk szka. 
Janka nasuchiwaa sabo brzmicych odgosw rozmowy w saloniku, prowadzonej 
przez ojca. 
Doktor zjad obiad nie czekajc na Orowskiego, ktry przyszed pod koniec dopiero i 
rozpytywa si o Jank. 

 Zupenie dobrze, moe wsta, zreszt, wszystko, co potrzeba robi i uywa, tutaj napisaem, 
masz kartk. 
Orowski chciwie przebiega oczyma przepisy. 

13 



 Dobrze jest, ale nie krzycz na ni, nie wariuj, bo recydywa dla niej, to mier  mwi 
doktor, a widzc, e twarz Orowskiego czerwienieje, e zaraz wybuchnie gwatownym tonem 
sprzeczki, zaoy respirator na usta i usiad przy stole. 
 Ja j zabijam, to przeze mnie chora? krzycz na ni, co? 
 Daj spokj, bo w wielkiej czci winiene wszystkiemu  napisa doktor na kartce 
owkiem. 
 Wic i ty mwisz, e ja winienem, e ja!  zakrzycza Orowski i zmiwszy kartk 
rzuci j na ziemi, rozdepta, kopn i stan na rodku pokoju z rozoonymi rkoma, jakby 
chcia gono zaprzecza, ale usiad gwatownie przy oknie, zacz bbni po szybach, 
otworzy lufcik i krzykn do robotnika stojcego na peronie: 
 Sygna od Strzemieszyc, nie syszae, bawanie, e osobowy wyszed!  zamkn z 
trzaskiem lufcik, powrci na dawne miejsce, zapali papierosa i natychmiast ze zoci go 
rzuci w piec i zacz chodzi; po twarzy przelatyway mu jakie pomienie, targa brod, 
porusza ramionami, zatacza oczyma niespokojnie, ale omija twarz doktora. 
 Nieprawda! Co tylko robiem, jak postpowaem z ni, wszystko miao na celu jedynie 
jej dobro. Nieprawda, a tak!  woa podniesionym gosem uderzajc w st pici. 
 Dla jej dobra wypdzie j z domu?  napisa doktor. 
 Wypdziem?... tak, prawda...  jkn Orowski rzuciwszy okiem na kartk i jakby go 
te sowa uderzyy i olniy, cofn si, spojrza mtnie i usiad cichy i zgnbiony. 
 Prawda!  doda ciszej nieco i tak ywo przypomnia sobie t scen nieszczsn, ktra 
tutaj, w tym samym saloniku, rozegraa si par miesicy temu, e przygasym spojrzeniem 
powid dokoa i pochyli gow nie mogc znie surowego spojrzenia doktora. 
 Ty jej nie znasz!  mwi znowu, wstajc i chodzc wolno, i przystajc mgnieniowo 
przy drzwiach.  Opowiem ci krtko. Na wiosn owiadczy si jej Grzesikiewicz, znasz 
go, czowiek zupenie porzdny i bogaty. 
 I cham zupeny, chocia zewntrznie ogadzony wyksztaceniem  napisa doktor. 
 Mniejsza. Nie chciaa i za niego, tak si upara, e nie pomogy proby moje, powiedziaa, 
e nie i postawia na swoim. 
 Miaa racj, bo go nie kochaa. 
 Mio, co to takiego? gupstwo!  machn pogardliwie rk  nie dlatego: tylko 
chciaa mi zrobi na zo, chciaa postawi na swoim i postawia. 
 A ty take chcia postawi na swoim i zmusi!  pisa szybko doktor i podsun mu 
kartk. 
 Tylko jej nie zmusisz! By moe, uniosem si, no, moe w rozdranieniu sprawiem 
jej przykro, ale czy powinna bya zaraz, natychmiast ucieka z domu, powinna bya, pomimo 
wszystkiego, co zaszo pomidzy nami, porzuca mnie, ojca, dom? I po co? aby 
wstpi do teatru!... syszysz, crka porzdnego domu, moja crka, do teatru, do teatru!  
powtrzy z przyciskiem. 
 Wypdzie j, musiaa co zrobi z sob. 
Orowski a skoczy przeczytawszy te sowa. Oczy mu latay w orbitach, broda i usta 
trzsy si od gwatownego wzruszenia. Zacz przygryza brod i biega po pokoju w 
kko jak zwierz w klatce, potem usiad z powrotem na fotelu, a spryny zatrzeszczay. 
Zapanowao chwilowe milczenie; przez okna przedziera si brzk przekadanych na stacji 
szyn, w szyby pluska deszcz z dawn monotoni, a guche, jednostajne dwiki fortepianu 
sczyy si przez cian i rozpylay w powietrzu. Doktor spokojnie siedzia i ledzi muchy, 
marne, ostatnie, jesienne muchy, ace leniwie po biaym obrusie. 

14 



 Wypdziem... ale ona posza ani si obejrzaa, posza i ani mi sowa jednego nie powiedziaa 
na poegnanie, posza do teatru, na komediantk, pomidzy band obuzw i ladacznic, 
rzucia mnie, ojca, dla nich... A, niegodziwa, niegodziwa, niegodziwa!  sycza i 
targa sobie mundur na piersiach i dygota cay.  Wypdziem... a ona przez cay czas nie 
napisaa do mnie nawet sowa jednego! Cztery miesice! Dobrze, e jeste kawalerem, dobrze, 
e nie masz dzieci, nie znasz wic tych cierpie, jakie sprawiaj one ojcom... Cztery 
miesice sam, w trwodze cigej o ni, otoczony upokorzeniami, a!... a!...  Gniew zatka 
mu gardo, e sowa przemwi nie mg. 
 Trzeba byo jecha po ni, przebaczy i zabra do siebie  napisa doktor. 
 Ja miaem jecha, prosi, upokarza si przed ni, ja?!  krzycza uderzajc raz po raz 
zacinit pici w piersi, a dudnio.  Ja? nigdy, niechby mnie raczej diabli wzili! 
 Ciebie nie wzili, ale j przez to wzili! 
Orowski przeczyta, milcza dugo ukrywszy twarz w doniach. 
 Ja czekaem, e przecie odezwie si w niej crka i powrci  mwi przejtym zami 
gosem;  czekaem choby listu, mylaem, e napisze o pienidze, bo ona tam ndz 
cierpiaa, bybym rzuci wszystko i na pierwsze jej sowa pojecha i przebaczy, bo przecie 
to dziecko jedyne moje, a ja nie mam nikogo prcz niej i jestem stary, bardzo stary, a 
staro samotna jest gorzka, o, jak gorzka, tego ci powiedzie nawet nie mog; zreszt, po 
c bym y, gdybym nie mg y dla niej? Dwa tygodnie temu dostaj z Warszawy telegram, 
patrz, nosz go przy sobie: Panna Orowska chora. Szpital Dziecitka Jezus. Prosi o 
przyjazd. Gogowski. Pojechaem. Zastaem j nieprzytomn. Otrua si, wiesz o tym, bo 
j pniej ratowa i uratowa, ale dlaczego to zrobia, nie wiem do dzisiaj. 
Doktor spojrza na niego spod czoa. 

 Odzyskaem j i traciem. Bybym sobie paln w eb, gdyby jej nie uratowa. Na 
zo mi to zrobia, tak, na zo, eby mnie zabi, a ajdaczka, ajdaczka!...  krzycza 
prawie i gryz rce, szarpa mundur i rzuca si jakby w paroksyzmie obdu. Uspokoi si 
po chwili, pozapina mundur na wszystkie guziki i naciga machinalnie biae rkawiczki. 
 Musisz wiedzie, dlaczego si trua, przez kogo  mwi spokojnie, ale gos mu dra 
i oczy wieciy ponuro.  Powiedz otwarcie, wszystko... tak, wszystko przebacz jej, ale 
jeli tam jest winien czowiek jaki, zabij, tak mi dopom Boe i wszyscy wici!  wymawia 
wolno przez byskajce zby. 
 Nie, nic nie wiem  powiedzia spiesznie doktor zdjwszy respirator  wiem tylko, e 
si baa powrci do ciebie. Co chcesz, to twoja crka i tak samo gotowa jest raczej zama 
si, nili zgi. Pogdcie si, to wam obojgu na dobre wyjdzie. Ona ci kocha, ale jeli 
chcesz to usysze sam z jej ust, musisz i ty j kocha. Po co wy si mczycie, po co? 
 Po co? prawda! tyle lat, tyle cierpie... 
 Pocig dochodzi!  zawoa posugacz wsadzajc we drzwi gow. 
 Po co!  powtrzy Orowski cicho, ucaowa doktora i wybieg spiesznie. 
Doktor poszed do Janki, ale e nie spostrzega go natychmiast, cofn si i zaraz odjecha. 
A Janka zapada w stan dziwnego odrtwienia, w ktrym si czuje, syszy, widzi nawet, 
tylko si nie wie. 

Pod czaszk czua jak wielk prni, w ktrej rozbrzmieway echami odgosy ycia 
zewntrznego, niezrozumiae i niepojte. Patrzya w gb nieokrelon i kilkakrotnie odruchowo 
powtrzya sowa doktora: 

 Prawda czasami jest zbrodni, bo zabija tak samo. 
I wolno zaczynaa pniej snu konsekwencje takiego wyznania a do koca i cofna 
si blednc, opucia si bezwadnie w sobie i ostry, przejmujcy bl gryz j w serce. Nie 

15 



mona  mylaa  musi si kry z przeszoci, musi strzec sw wasnych, pilnowa si, 
ukrywa, gra rol wstrtn obudnicy.  Ona musi ukrywa co przed ludmi, wstydzi 
si! ona! co niedawno byaby wyzywaa do walki wiat cay, ona, co tak dumnie i pogardliwie 
traktowaa bd wszelki i sabo wszelk, ktra prawie nie rozumiaa, e ona moe 
zrobi co takiego, z czym by musiaa si kry, bo wszystko robia wiadomie, jak czowiek, 
ktry wie, co robi  i teraz, teraz! kry si musi, udawa, gra komedi  i musi tak 
robi, a nie inaczej.  Oczy jej pociemniay zami zoci bezsilnej, buntem przeciwko temu 
jarzmu narzuconemu; jej gwatowna natura zrywaa si w energicznym protecie przeciwko 
obudzie, jak odtd y musiaa. 

 To by ojca zabio... Tak, tak...  powtarzaa ciko, coraz wolniej i gboka lito, 
pena bolesnego wspczucia, budzia si w jej sercu, ale rwnoczenie dziwio j to uczucie, 
dziwio j, e we wasnym sercu znajduje co, jakby mio do tego, ktrego, jak si 
jej zdawao, nienawidzia, do ojca, ktry j tyranizowa i mczy lata cae, ktry j wygna 
z domu. O, jeszcze dzisiaj, teraz, poczua bl tamtej, przeszej chwili; odnowia si rana, 
ktr kiedy wpyno cae morze nienawici. Zapatrzona w mrok pokoju, powtarzaa: 
Precz! precz!... i czua, e j taki sam kurcz trwogi i blu ciska, jak wtedy, kiedy j tymi 
sowami wygania na zawsze z domu.  Jestem w tym samym pokoju, pomimo wszystko  
mylaa rozgldajc si i jakby budzc z przykrego uczucia.  Mam go oszczdza po to, 
aeby mnie znowu wypdzi, gdy mu si w czym sprzeciwi... Nie miaa w sobie odpowiedzi 
innej, tylko powtarzaa j krzepic si wp wiadomie do odebrania przyszego 
ciosu. 
 To pjd, pjd w wiat!  powtarzaa bezmylnie i przez jakie skojarzenie dziwne 
zacza si w niej budzi przeszo niedawna, wizaa bezwiednie dzisiaj z dniem onegdajszym, 
bo wczoraj tkwio w niej szar, niewyran plam. Zadraa, bo si jej wydao, e 
ley w tym samym hotelu, w ktrym si otrua, e to teraz, mgnienie temu, wypia trucizn 
i czeka mierci, e si przewaa ca dusz w ty i leci z jakim niemym, okropnym krzykiem 
trwogi w gb, w noc, w nico  przymkna oczy, wir myli rozprzonej zakbi 
si w jej mzgu, czua, e si stacza i nie ma ani si, ani woli do zatrzymania si na pochyej 
drodze, e ta pami blw przeszych, wszystkich, jakie kiedy bd przecierpiaa, 
przesyca mk niewysowion; zaciskaa zby, mocowaa si z sob, eby nie krzycze i 
eby nie oszale, eby to sabe ttno wiadomoci, jakie czua jeszcze, nie przerwao si. 
Otworzya oczy po dugiej chwili tak ciko i tak zdziwiona jak hipnotycy i ostre wiato 
myli i zupenej przytomnoci orzewio j natychmiast. 
 Jestem w Bukowcu, u ojca! tak samo jak dawniej, jak przed czterema miesicami i jak 
dawniej ycie ma by bez celu, z dnia na dzie? Nie powiedziaa: nie, ale gbokim, prawie 
niewiadomym ruchem myli przeczya i czua, e ju by tak samo y nie moga, e 
jej ycie ma teraz nowy etap, e pierwszy skoczy si w dniu wyjcia z domu i wstpienia 
do teatru. Ca przeszo dwudziestodwuletni, 
czasy dziecistwa, czasy szkolne, kilka lat ostatnich przepdzonych razem z ojcem, te 
marzenia, wyczekiwania przyszoci innej i niepodobnej, szalone dze duszy szamoccej 
si w szarym bycie crki zawiadowcy, walki indywidualnoci szarpicej si w jarzmie wegetacji 
prowincjonalnej walki z ojcem, wstrtne, marn a okropne przez swoj tragiczn 
cigo  wszystko to staczao si w przeszo, w noc, w ktrej zaledwie kontury doniosych 
niegdy zdarze widziaa teraz. To ostatnie czteromiesiczne ycie w teatrze zacza 
rozsnuwa we wspomnieniu. Patrzya zimno w t przeszo niedawn, przypominaa sobie 
teatr i ludzi w najdrobniejszych szczegach i jego ndza z farsami tragicznymi, i twarz 
jaka pikna i cyniczna zacza si wyania coraz natarczywiej z pamici i przysania 

16 



wszystko. Wzdrygaa si, jakby pod dotkniciem pazu zimnego i olizgego  i w gwatownym 
uczuciu zoci, nienawici szalonej, zacisna kurczowo donie, oczy strzeliy 
pomieniami, uniosa si, jakby chcc wsta, i i mci si za krzywdy swoje... ale rozemiaa 
si sucho. 

 Gupia! gupia! gupia!...  szeptaa z nienawici do samej siebie, przypominajc tego 
kochanka, marn kreatur, ndznika, do ktrego czua wiksz pogard ni al. 
 Jak ja mogam! jak ja mogam!  mylaa z palcym wstydem i uprzytomniaa go sobie 
w caej jego nikczemnoci i gupocie tak dokadnie, e gryza poduszk, aby przytumi 
gniew na sam siebie, e chciao si jej krzycze, aby uly sobie, eby wyrzuci ten 
ogrom nienawici i wstrtu, jaki si w niej zebra. 
Zadzwonia na Janow. Nie moga wylee duej. Poczua si zdrowa, zapragna pod 
wpywem tych przej wewntrznych ruchu gwatownego, powietrza, ludzi i przestrzeni. 
Dusza jej rozbysa olepiajcym j sam pomieniem energii, ktry podrywa, przepala i 
unosi. 

 Zimno dzisiaj?  zapytaa Janowej pomagajcej jej ubiera si. 
 A zimno, ady kiej pies tak gryzie. Panienko! a panienka wie, e dzisiaj by pan z 
Krosnowy? Szam, a on mi pyta: Janowa! Grzecznie si ukoniam i sucham. A on wsiki 
se podkrca i rzeknie: A panna Janina ju wstaa? powiadam, a juci, e nie, a on chlasn 
bacikiem konia i powiada: A niech si Janowa kania panience ode mnie. Grzeczny pan... 
 To Janowa zna pana Grzesikiewicza? 
 Za pozwoleniem panienki, ale my z jego matk... panienka si gniewa nie bdzie, 
co? 
 Nie nudcie, mwcie prdzej. 
 A tomy z jego matk za paszczyzny razem chodziy do roboty do dworu. 
 Janowa z jego matk?  zapytaa dotknita nieprzyjemnie. 
 A juci. Ony s teraz wielkie pastwo, pan Bg im poszczci i zostay szlachta, a ja 
suguj, jak sugiwaam. A niechta, moja panienko! a niechta Pan Jezus da wszykiemu narodowi 
dobra po zby, to i biedny si poywi prdzej. A Grzesikiewicze dobrzy ludzie; e 
tam stary lubi si kiej niekiej napi krzynk, to nie grzech, bo majtek robi, a ona taka 
dobra kobieta, e szuka lepszy, a pewnikiem si nie znajdzie. Przecie ja, no, c, ja... 
prosta kobieta jestem, na wyrobku, a jak tam pjd, to mnie ugoci kiej rwn, a przecie 
ony ziemi maj z tysic wk, a taka szlachta wielka! Druga to by nie chciaa i patrze na 
mnie, a ta i gada ze mn to o swoim Jdrusiu, to o Jzi! Ja i powiadam o swoi pani crce, 
to znowu ugotowa kae wdki z tustoci i czstuje... dobra kobieta. 
 Janowa ma crk? 
 Mam panienko! Oho! moja pani crka jest teraz pani! Wzieny j to warsiawskie pastwo, 
co to do Zwolenia przyjedaj co lato, do siebie. Dzieci nie maj i jak zobaczyy 
moj Anusi, tak si im spodobaa, e nie mogam si oprze i da j daam, bo jake... 
miaam dziecku los zagrodzi?... Teraz je we klasach i na takich wielgich, jak dobrodziej, 
ksigach se czyta, a uczona taka, e po zagranicznemu ju gada  mwia z dum naiwn. 
 Czsto j widuje Janowa? 
Janowa nie odpowiedziaa zaraz, otara nos i oczy zapask, pokrcia si bez celu po 
pokoju i dopiero, rozczesujc wosy Jance mwia: 

 Nie mona czsto, bo zim je we Warszawie, a latem, jak s w Zwoleniu, to Anusia 
mwi, e si pastwo gniewaj, jak przychodzi czsto i e si przeszkadza w uczeniu. 
Ciko mi nieraz, bo chciaoby si czowiekowi pogaska j, przytuli, popaka z uciechy, 
ale kiej nie mona, bo to i dla niej nie honor, i sama nie miem, bo gdzie mnie si do17 



tyka brudnymi rcami takiej pannicy w szlachetnym ubiorze, co wyglda jak jaka grafinia. 
Ale moja Anusia dobra, o, dobra, oni daa mi caego rubla i chustk, i materii na cae 
obleczenie. Spakaam si i a zaniosam dobrodziejowi na msze, i krzyem leaam na jej 
intencj za te dobro.  Mwia cicho i zy gbokiej radoci szkliy si w jej wyblakych 
oczach. 

Janka przygldaa si jej uwanie, bo nie tyle zajo j opowiadanie o crce, ile to, e 
razem z matka niedoszego jej ma chodzia do roboty. 

Kazaa pniej poodsania zupenie okna i wyjrzaa na wiat. 

Zmrok mtny, zielonawy, rozpociera si nad lasami, deszcz usta, ale wiatr si zrywa 
i trzs drzewami, i przewistywa po drutach telegraficznych z jkiem aosnym; zielone 
wiata na stacyjnych wekslach migotay w szaroci niby kwiaty promieniejce. 

Janka, wpatrzona w cce si nad lasami nagie szczyty wzgrz, przypomniaa sobie te 
dawne wycieczki w lasy o takiej porze i zapragna i zaraz, ale przeszedszy przez pokj 
osaba, nogi giy si pod ni i czua si tak wyczerpana, e posza do jadalni i usiada. Janowa 
zapalia wiato i przyniosa jej cay stos gazet, ale nie moga czyta, odsuna 
pachty zadrukowanego papieru, wpatrzya si w lamp i dugo siedziaa bez ruchu, sowa i 
myli. Wyczuwaa tylko przyjemno, e jest, e yje, e zaraz, jak tylko zechce, moe 
wsta i i. 

Orowski, po zdaniu suby pomocnikowi, przyszed, przebra si w jaki stary bez guzikw 
mundur i siad z drugiej strony stou, na wprost crki. Janowa szykowaa do herbaty. 


 Niech si Janowa zapyta, moe panienka zje befsztyk, doktor zaleci!  rzuci cicho 
zza gazety przelizgujc si tylko spojrzeniem po twarzy Janki, ktra na to pytanie podniosa 
oczy na niego. 
 Dobrze, niech Janowa usmay  odpowiedziaa Janowej, ktra powtrzya dosownie. 
Orowski bysn zadowoleniem, pooy pismo i sam zacz z kredensu wystawia na 
st koniak, owoce, kieliszek, ciastka, konfitury, wina. Nie mwili z sob, chwilami tylko 
apali si oczyma i odwracali zmieszane twarze lub powlekali je udan obojtnoci. 

 Janowa!... nalewa herbat  zawoa zobaczywszy, e Janka si podniosa i idzie do 
samowaru. 
Usiada z powrotem, ale umiech jaki przemkn po jej ustach. 

 Niech Janowa poprosi panienki, eby si przed befsztykiem napia koniaku, tak doktor 
zaleci. 
Janowa ju teraz nie moga wykrztusi polecenia, tylko wytrzeszczya oczy i patrzaa 
kolejno na nich ze zdumieniem. 

 Jeszcze jeden kieliszek niech Janowa wyjmie z kredensu  powiedziaa. 
 Nie trzeba!  zawoa prdko.  Wypij z tego samego, niech Janowa powie. 
Janka nalaa i podsuna do niego. Zmarszczy si gniewnie, aby pokry wzruszenie, 
zacz chwyta brod zbami, ale wypi w kocu i odsuwajc kieliszek rzek: 

 Niech Janowa podzikuje panience. 
Janka, eby zakry twarz drgajc ju miechem, podniosa szklank i przygldaa si 
herbacie pod wiato. 

 Mtna, co?  zapyta si jej prosto, zerwa si i wycign rk po szklank, ale usiad 
natychmiast i przygryz brod.  Niech Janowa naleje wieej herbaty!  powiedzia surowo 
i zacz gwatownie miesza swoj. 
Milczenie zapanowao. Janka wolno jada, a czujc wzrok ojca na swojej gowie, podnosia 
chwilami na niego oczy; wtedy on zatapia swoje w szklance albo nerwowym ru


18 



chem chwyta gazet i zasania si ni jak tarcz, aby znowu po chwili, gdy jada w dalszym 
cigu, ledzi kade jej poruszenie gowy i ust i caowa j oczyma. 

 Niech Janowa naleje panience wina. Stare wino doktor zaleci  odezwa si, gdy Janka 
przestaa je befsztyk. 
Po kolacji Janka nie wiedziaa, co zrobi z sob, czua si znuona i ociaa, a nie 
miaa i do swojego pokoju, eby ojcu nie sprawi przykroci; wzia jakie pismo i 
czytaa, ale mczyo j schylanie si i ugniata w plecy drewniany ty krzesa  spostrzeg 
to Orowski i przynis swj gboki, wybity skr fotel. 

 Niech Janowa poprosi panienki, eby usiada w fotelu, bdzie wygodniej. 
Spojrzaa na niego z wdzicznoci, zakry si spiesznie gazet marszczc brwi. 
Za oknami wy wiatr, a filianki dray, a ksiyc ukazywa si i znika za szybko 
przebiegajcymi chmurami. Cisza w pokoju panowaa zupena. Lampa pona jasno i rzucaa 
smugi wiata na ich gowy pochylone nieco; czasem zagraa trbka drnicza na linii 
lub pocig z hukiem i szumem przebiega przez stacj i tak ciko, e dom cay dra i 
szklanki szczkay w kredensie; wtedy Orowski podnosi si, patrzy przez okno na czerwone 
wiata zakoczajce pocig i po jego znikniciu siada znowu do czytania. 

Janka odoya gazet, bo byo jej niewygodnie czyta, pooya si prawie w fotelu i 
patrzya na Janow siedzc w kuchni, zaraz przy drzwiach otwartych do jadalni, z poczoch 
w rku. Stary Roch, posugacz stajenny, klcza przed kominem i kawaem sukna szorowa 
rondle. Ten spokj, jaki senny i ciepy, zacz na ni oddziaywa kojco. Czua si dobrze 
w tym kole dobrobytu i yczliwoci  i bezwiednie porwnywaa to z ostatnimi tygodniami 
w teatrze, penymi godu, ndzy najstraszliwszej i cierpie. Przetara rk czoo, 
jakby chcc odegna przykre mary. Spostrzeg ten ruch Orowski. 

 Jeeli panienk gowa boli, to s proszki, niech si Janowa spyta. 
 Nie, dzikuj, nic mi nie jest, czuj si zupenie zdrowa. 
Rozrzewnia j ta troskliwo i zdumiewaa zarazem, bo po raz pierwszy jej dowiadczaa. 
Orowski zacz czyta gazet pgosem z pocztku, a upewniwszy si, e ona sucha, 
czyta dalej ju penym gosem wybierajc umylnie najciekawsze rzeczy. 
Bya zdumiona i wdziczna gboko. Czu to, bo si przysoni gazet i w akcentach 
gosu drgao rozradowanie, modulowa go, spieszcza, z usilnoci wygadza jego szorstkie 
brzmienia, eby tylko jej nie razi, eby tylko zechciaa sucha czytania jak najduej, 
bo sprawiao mu to nieznan dotychczas rado. 

Wieczr si cign dugo, a Janka, rozmarzona winem, ukoysana t atmosfer pokoju, 
ciepa, agodnych brzmie ojcowskiego gosu, usna. Spostrzeg to i natychmiast po cichu 
wynis si do swojego pokoju pozostawiajc drzwi otwarte, eby mc patrze na ni 
choby z daleka. Nie czyta, chocia gazet podnosi co chwila do oczu, bo litery mu si 
zmieszay i nie rozumia, widzia tylko j. Wstrzymywa prawie oddech, ba si poruszy 
na krzele, nie zapala papierosa, eby trzask zapaki lub dym nie zbudziy picej. Siedzia 
i patrzy na ni z gbok czuoci, i mia szalon ch i i uj w donie t drog gow, 
i caowa; o, teraz czu w caej potdze, jak mu jest bardzo droga, jak j kocha. Serce mu 
bio wielk, ojcowsk mioci. Ju nie pamita nic z przeszoci. Czu, e j i dawniej 
musia kocha, chocia zdawao mu si, e nienawidzi. Z jakim umiechem gbokim 
myla, e teraz jego ycie bdzie jednym pasmem szczcia i zaczynaa si w mzgu formuowa 
idea wyniesienia si z kolei, zamieszkania gdzie w miecie z ni razem, i ju si 
widzia tam, ju w myli prowadzi Jank, wspart na jego ramieniu, dumn i pikn, po


19 



midzy roje ludzi  i podnosi gow coraz wyej i mia ochot woa: Patrzcie, to moja 
crka, moja! Z drogi wszyscy, z drogi!  rozmarza si w szczciu coraz gbiej. 

W okna uderza wiatr i gboki szum lasw smutn pieni, czasem pocig z hukiem 
przebiega, a wszystko drgao i przyciszao si, senniao znowu. Z ssiedniego mieszkania 
Zaleskich zaczy przenika ciche, przytumione murami i odlegoci, dwiki fortepianu 
i lay si nieskoczon, monotonn strug gam, to buchay wrzaw zgiekliw rapsodii 
albo pieway ksiycowe hymny rozmarze, dreszczw nocy wiosennej, ka, lub nuciy 
rzewn, prost a gbok jak wieczno piosnk mioci. 

Orowski sucha tej muzyki w coraz wikszym zniecierpliwieniu i ju si zerwa, aby 
i i prosi o zaprzestanie, kiedy zobaczy, e Janka si przebudzia i szukaa go oczyma. 
Podszed prdko, ale podniosa si nie zauwaywszy go i posza do swojego pokoju. 

 Janowa! niech Janowa powie dobranoc panience ode mnie  powiedzia cicho do sucej 
i poszed spa. 
20 



III 


Janka le spaa tej pierwszej nocy po skoczonej prawie chorobie. 

Budzia si czsto i czsto jej si zdawao, e jest jeszcze w szpitalu. Widziaa t dug, 
bia, pen ek sal, w ktrej niedawno leaa. Spogldaa na poprzeczn cian sali, 
tam, gdzie wisia obraz Matki Boskiej, sodko i z mioci patrzcy na chorych, poprzez 
tawe blaski oliwnej lampki. Pamitaa to spojrzenie, miaa je w mzgu. Nieraz w te nieskoczone 
dugie i okropne noce szpitalne, kiedy si budzia, biega oczyma do tego obrazu, 
wisiaa dusz u boskiego umiechu Krlowej, pia sodycz i dobro jej spojrzenia i dugie, 
nieme, niewypowiadane modlitwy i skargi saa do niej. 

Podnosia gow teraz i zdawao si jej, e syszy jki chorych, chrapliwe rzenia konajcych, 
e syszy paczliwe, ebrzce zmiowania sowa modlitw, szeptanych spalonymi 
gorczk ustami. Przymykaa oczy i leaa cicho, bez ruchu, w trwodze niepojtej; przyciszao 
si w niej ycie i zawieszao na mgnienie, aby t mier, ktr czua snujc si w 
szarych cieniach, ktr prawie widziaa, jak przemyka si pomidzy kami i kocistymi 
palcami dotyka chorych, i wieci czarnymi, pustymi oczodoami, omyli, aby si jej wydrze 
podstpem choby; albo zrywaa si gwatownie, siadaa na ku, bo krzyk wielki, 
wstrzsajcy rozdziera bolenie cisz. mier!  powtarzaa zbladymi ustami.  mier!  
i serce przestawao jej bi w drczcym blu strachu, rozpaczy i oczekiwania. 

Mary zmczonego mzgu wysuway szpony przypomnie i dary jej dusz strzpami 
uczu gorzkich i bolesnych, przeszymi ndzami, a tak okropnie, krzyczaa ratunku. 

Bukowiec, Bukowiec... powtarzaa z uporem i tak dugo, a ten dwik zamieni si w 
obraz i w wiadomo i wypdza z pamici wszystko, i zapeni j ca. Nie pamitaa 
znowu tych czterech miesicy teatru; rozmylaa o nim jak dawniej, zanim go poznaa i jak 
dawniej zaczta roi przyszo, zapala si, entuzjazmowa, przerzuca od pewnoci 
zwycistwa do zupenej apatii i zniechcenia, o jak dawniej gwatowna jej dusza zrywaa 
si do walki, do zdobywania szczliwoci nieznanej, draa namitnym i niesformuowanym 
pragnieniem ycia wolnego, wyamania si z wszelkiej zalenoci; i jak dawniej nienawidzia 
ojca, przymusu wszelkiego i wierzya, e posidzie to wszystko nieznane a wielkie, 
czego podaa, i jak dawniej szarpaa si w mce i rozbijaa o prty klatki, w ktrej 
los j umieci. Wreszcie wyczerpana usna i ju nieprzerwanie spaa do rana. 

Obudzia si dziwnie rzewa i zdrowa. Wstaa natychmiast i posza do okna. Poranek 
by przepikny, jeden z tych, jakie bywaj czasami w padzierniku, pomidzy dwiema seriami 
deszczw. Poke trawniki pokrywa szron mienicy si brylantami w socu, ktre 
wiecio jasno i rozlewao potoki ciepa i wesela na czerwone licie bukw, na rdzawe korony 
grusz stojcych w ogrdku, na bladozote, jakby z najczystszego nietopionego jeszcze 
wosku topole; na zielonoperow ru zb modych, cigncych si dugim pasem, rwnolegle 
z szynami kolei;  odbijao si w kauach wody jakby w taflach z seledynu, rozzacao 
powietrze i te dugie mury lasw, stojcych bez ruchu, zatopionych w jakiej usypiajcej 
ciszy. Drzewa zdaway si wolno oddycha i podnosi ostatnie pdy i nieopade 

21 



jeszcze licie ku socu, i piy wiato i ciepo. Wrble z krzykiem radosnym trzepotay si 
pod magazynem i jakby oszalae ciepem biy si zajadle i caymi bandami obsiaday dachy, 
wieszay si na drzewach i znowu spaday ze wiergotem na ziemi. 

 Bardzo ciepo dzisiaj?  zapytaa Rocha, ktry z mokr cierk w rku suwa si na 
kolanach po pokoju i wyciera podog. 
 Ciepo! e... panienko, ciepo je galante, ale i zamrz je te galanty. 
Rozemiaa si z tej odpowiedzi i zapragna ruchu, powietrza, poczua w sobie dawn 
Jank, siln i niezmoon. Zacza si krzta po pokoju i zapytaa go znowu: 

 Pan na subie? 
 Na subie! e... juci, e na subie, bo pan Zaleski pojecha do dnia na swej maszynie 
i nie wrci, pan naczelnik go zastpuje. 
 Na rezerwie pojecha? 
 Na rezerwie! e... nie, panienko, na taki maszynie, co to si siada na ni okrakiem i ino 
si kalikuje nogami, a ona si krci sama; pan Zaleski cigiem jedzi na niej! 
 Bicykl. 
 Biceg! e... juci, bo mi onegdaj na odwieczerzy pedzia: Rochu, przyprowad biceg z 
magazynu. Przeprowadziem juche delikatnie kiej kunia, a on se skoczy na bicega tego i 
pojecha, a to keczko ino si lnio. 
A przymruy oczy, tak sobie ywo przypomnia to lnienie i szorowa dalej. 

Janka zacza oglda cae mieszkanie. Saniaa si nieco, nogi dray pod ni, z uczuciem 
dziecistwa uczya si prawie chodzi i mylaa ogldajc, e przez te cztery miesice 
nic si tutaj nie zmienio, tylko wicej ni zwykle kurzu leao na meblach i fortepian 
by przykryty dywanem. Usiada przy nim i otworzya, ale nie miaa uderzy w klawisze, 
ktre si w tym ostrym wietle sonecznego dnia wydaway niby wyszczerzone zby jakiej 
czaszki trupiej. Pewien lk niewytumaczony powstrzymywa j, czua, e uderzywszy 
obudzi jak przeszo, ktra j znowu otoczy tumanami przypomnie bolesnych, bo 
sam widok ju przypomina jej, e w tym samym saloniku owiadcza si jej Grzesikiewicz 
i z tego samego saloniku ojciec j wygna z domu. Zimno j przejo, posza do swojego 
pokoju nie majc nawet odwagi zamkn fortepianu. Usiada w oknie i przygldaa si stacji. 


Kara, na maszynie rezerwowej, podciga adowne wagony pod ramp i co chwila 
rozlega si guchy huk buforw, uderzajcych o siebie przy dojedaniu. wierkoski szed 
z psem lini i sta chwil przy robotnikach rozkopujcych plant i huczcych oskardami 
przy podbijaniu podkadw. Jacy ydzi snuli si po rampie, na ktrej leay stosy workw 
ze zboem, dziesitki furmanek chopskich zabieray wgiel z wagonw, sycha byo 
zgrzyt elaznych szufli o wglarki, skrzyp wozw i poganianie koni. Orowski chodzi po 
peronie w czerwonej czapce i w biaych rkawiczkach, co chwila spogldajc na ni. 

ycie toczyo si dokoa po codziennej rwni cicho i automatycznie prawie, a ona tak 
odwyka od niego, i z pewnym zdziwieniem i przykroci patrzya; zobaczya, e ci ludzie 
poruszaj si jako sennie, e si tutaj nie spieszy nikomu, e tutaj nikt nie potrca i 
nie przeciga drugich w popiechu; e gwar ustawiczny wysikw, zgiek, szamotanie si, 
ostra i wyczerpujca walka wspzawodnicza nie istnieje tutaj, e musz czu mao i myle 
jeszcze mniej, tyle tylko, ile potrzeba byo do rolinnego prawie ycia, do zaspokojenia 
najpierwotniejszych potrzeb, e wszyscy maj w sobie co z tej ziemi, odartej ju z 
barw lata, smutnej i jakby zamierajcej, szarej a silnej, z tych lasw wielkich; czua w ludziach 
t sam twardo, co w dbach, ktrych potne, rosochate korony pokryte zrudziaymi 
limi miaa przed sob, po drugiej stronie stacji; ten sam smutek rezygnacyjny i 

22 



niewiadomy, jaki by w wielkich brzozach, co wieciy biaymi pniami spord ciemnych 
wierkw; i tak samo ci ludzie zaczynali mow i milkli nagle jak las, ktry si rozkoysa, 
rozszemra, rozchwia nie wiadomo dlaczego i milkn, i opuszcza si w zadum, take 
nie wiadomo dlaczego. 

Chodzia po pokoju i mylaa o takim cichym yciu, oddanym pracy i obowizkom, o 
yciu tylko cia i mini, uwizionych w jarzmie potrzeb codziennych. Wzdrygaa si. Nie, 
ona by nie moga tak y i tak powoli, bez protestu i wiadomoci stacza si do mierci, 
tak rozmienia si na ndzne prace codzienne, mae myli, krcenie si w kku, niezmiernie 
gadko wyszlifowanym, ale niezmiernie ciasnym. 

 Wyzdrowie tylko zupenie! wyzdrowie jak najprdzej!  mylaa, ale jeszcze nie 
miaa odwagi nic postanowi, co z sob zrobi pniej, po wyzdrowieniu. Czua tylko, e 
przecie tutaj nie pozostanie. Przy obiedzie bya mniej oywiona. 
 Czy drki w lesie bardzo rozmoke?  spytaa Janowej. 
 Nie, panienko, byam rano na rydzach, to sucho cakiem. 
 S rydze?  i pocigna nozdrzami, bo poczua ich zapach. 
Janowa przyniosa ich cay koszyk i pokazywaa. Orowski krci si niespokojnie po 
pokoju, chcia co mwi, ale dopiero wychodzc po obiedzie rzek do Janowej: 

 Janowa powie panience, eby si ubraa ciepo, jeeli chce i do lasu, ja przyl pana 
Babiskiego, to z nim pjdzie, bo sama moe si jeszcze zmczy. 
Poszed znowu na d do kancelarii i bardzo serdecznie prosi Stasia o towarzyszenie 
crce na spacer, lecz w duszy by wcieky, bo sam mia ogromn ch i i prowadzi j 
pod rk, ale za nic w wiecie nie byby w stanie tego zaproponowa. eby stumi gniew, 
wyszed na podjazd, ktry Roch zamiata i zacz krzycze na niego: 

 Niedoga, przysigam Bogu. Trzyma miot jak piro! Syszysz, co mwi! wszystkie 
licie zostaj za tob; jak zamiatasz, co? 
 Zostaj! e... nie, panie naczelniku! e... zamiecie si, zamiecie do czysta, bdzie alagancko 
kiej w izbie  usprawiedliwia si spokojnie i dalej zamiata. 
Orowski mia ju odej, gdy go doszed ttent konia; kto jecha lasem. Przysoni rk 
oczy, bo soce razio go i poznawszy jedca, ktry wychyla si z lasu na buanku 
z bia grzyw i ogonem, umiecha si radonie. 

 Roch! potrzymaj panu dziedzicowi konia!  krzykn, gdy jedziec zeskakiwa na 
podjedzie... 
 Dzie dobry.  Skrzyoway si powitania i cisny si silnie donie. 
 Panie Andrzeju, pozwlcie do mnie na chwil. Nie prosz na gr, bo...  zaci si, 
przygryz brod i machn rk. 
 Jake zdrowie panny Janiny?  zapyta Grzesikiewicz, kiedy si ju znaleli w kancelarii. 
 Dobrze, tak dobrze, e dzisiaj ma zamiar i troch si przej. 
 O!  szepn Andrzej i jego bladoniebieskie oczy pociemniay jak myl, zacz 
skuba niewielkie, jasne wsy. 
 Wic jest zupenie zdrowa, co?  zapyta po chwili. 
 Zupenie. Doktor by wczoraj i mwi, e zupenie. Abo nie dosy miaem trzy tygodnie 
ustawicznej trwogi, wiszenia pomidzy yciem a mierci. 
Mwi szorstko i w nagym przypywie uczu chwyta coraz szybciej zbami brod. 

 Ja dawniej wisz  szepn cicho Andrzej, z jakim ledwie odczutym akcentem blu i 
twarz mu poblada, ale oczy natychmiast rozbysy dawn energi wytrwania i uporu. 
 C tam u was sycha? kartofle kopiecie? 
23 



 Koczymy kopa; za tydzie chc ju zacz odsya do gorzelni. 
 Rodzice zdrowi? ojca jako dawno nie widziaem. 
 Mama zdrowa, a ojciec take zdrw, o, zdrw!  rozemia si sucho i troch cierpko. 
 Nie zabieram panu czasu. Moe pan zechce zanie pannie Janinie pozdrowienie ode 
mnie, dobrze?  zakoczy ciszej. 
Orowski spojrza bystro na niego, ucisn mu rce i powiedzia: 

 Dobrze, dobrze. A mamie ucaowanie rczek ode mnie . 
Wyszli pod stacj i Grzesikiewicz odjecha galopem. Orowski dugo patrzy za nim, na 
jego rozros, pochylon nad karkiem konia posta. 
- Szkoda, taki chop jak db  myla.  Szkoda! eby Janka chciaa tylko... Moe si 
to wszystko jeszcze dobrze uoy... moe teraz si zgodzi. Szkoda!  powrci do kancelarii 
i zamyli si gboko. 

Wszed za nim wierkoski, usiad na kanapce, zama si we dwoje jak zwykle i goni 
oczyma po pokoju. 

 Przyszedem prosi pana o rad  zacz wsuwajc rce w rkawy. 
 A owszem, owszem, jeli bd mg tylko. 
wierkoski zacz mu obszernie opowiada o interesie, jaki mia zamiar przeprowadzi, 
o dostawie trzystu sni kamienia brukowego. Chcia si podj tej dostawy, bo oblicza, 
e mona na tym zarobi w przecigu dwch lat okoo trzech tysicy rubli. Rozsnuwa 
swoje plany i projekty, zapala si do tego zarobku, a mu oczy wieciy chciwoci i usta 
dray nerwowo. Przedstawi to przedsibiorstwo w najpikniejszym wietle. 
 Co ja mog innego radzi! bierz pan!  powiedzia Orowski. 
 Potrzeba kilku tysicy rubli, eby puci w ruch interes; a ja tyle nie mam. Ot przychodzi 
mi na myl, waciwie przyszedem z ni: zaproponowa panu spk w tym przedsibiorstwie. 
Trzydzieci procentw od kapitau woonego jest pewne. 
 Przysigam Bogu, a na co mi to! Prawda, mam kilkanacie tysicy rubli w papierach 
procentowych i na hipotekach, ale nieakomy jestem na wielkie procenty, wystarczaj mi 
dotychczasowe. 
 Cztery, pi, no, sze procent najwyej, ale to mieszne! szczeglniej teraz, gdy 
mona mie trzydzieci.  Gdybym ja mia taki kapita, to rcz, e w krtkim czasie podwoibym 
go i potroi. Pucibym go w ruch, umieci w interesach, niech si powiksza, 
niech robi dziesitki tysicy, setki, miliony. Niech pynie szerokim korytem, niech po drodze 
zbierze, co si da zebra, niech potnieje. 
 Albo niech zginie bez ladu, bo i to si trafia  przerwa mu Orowski. 
Nie odpowiedzia natychmiast wierkoski, bo go olniy wasne sowa i projekty, a odmowa 
Orowskiego przeja go zimnem i alem ogromnym, e te marzenia si nie urzeczywistni. 


Spojrza na Orowskiego ze le pokrytym gniewem i nienawici. 

 Widzia si pan z tym chamem?  szepn twardo. 
 Z jakim chamem? 
 No, z tym Grzesikiem  objani drwico. 
Orowski rzuci si gwatownie. 
 Widziaem si z panem Grzesikiewiczem. 
 Skde on Grzesikiewicz! Grzesik, karczmarski syn, wszyscy wiedz o tym. 
 Dobrze, ale po co i dlaczego pan mi to mwi?  zapyta gwatownie Orowski. 
 Mylaem, e pan nie wie, chciaem ostrzec po przyjacielsku. 
24 



 Dzikuj, przysigam Bogu, dzikuj, ale zupenie dobrze si obywam bez takich 
wiadomoci  mwi biegajc po pokoju zirytowany. 
 To si tak mwi: obejd si, a jest inaczej zupenie. Prosz pana, ludzie s podli i maskuj 
si, aby wyprowadzi w pole takich, jak pan, a Grzesikowi potrzebne jest ukrywanie 
swego pochodzenia przed pastwem. Ho! ho! gra on teraz rol szlachcica, pana wielkiego. 
Tfy! chamczuk, psiakrew  szepta nienawistnie i spluwa z pogard. 
 Panie wierkoski, przysigam Bogu, ale oszczd mi pan, nie chc sucha wicej. 
 Dobrze! Amis! do domu.  Podnis si ciko, jego trjktna wilcza twarz pokrya 
si jakim ceglanym rumiecem, gowa zaczynaa mu drga z hamowanego wzruszenia; a 
dugie, chude, o bardzo rozwinitych wzach palce, podobne do pazurw, dary z wciekoci 
kouch. 
 Spki pan nie chce?  zapyta ju w progu. 
 Dzikuj, zarabiaj pan sam, prdzej si zbogacisz  rzuci mu szyderczo Orowski. 
 O! o! pan szydzisz ze mnie  zawoa chrapliwie. 
 Nie, panie wierkoski, ja ycz panu z caego serca zbogacenia rychego. 
wierkoski wyszed bez sowa, ale zaraz za drzwiami wyprostowa si dumnie i podnis 
zacinit pi.  Poczekaj! poczekaj  sycza.  Odbij to wszystko kiedy na tobie. 
Bdziecie jeszcze si nisko kania wierkoskiemu, bdziecie!  myla, spiesznie biegnc 
do mieszkania. W pierwszym, pustym prawie pokoju, gdzie oprcz ka zbitego z nieheblowanych 
sosnowych desek, takiego stou i aweczki, nie byo nic wicej, rozebra si, 
woy pantofle i stary szynel drniczy w miejsce szlafroka i tak przebrany poszed do 
salonu, od ktrego klucz zawsze nosi przy sobie. Salon stanowi wielki kontrast z reszt 
mieszkania, bo by literalnie zapchany meblami bardzo wytwornymi i drogimi. wierkoski 
otworzy wewntrzne okiennice i zabra si do rozpakowywania wczorajszej przesyki, jak 
odebra. Byo to malekie, damskie biureczko, inkrustowane perow mas, przeliczne 
cacko, zniszczone ju i pokryte pleni wilgotnych skadw; obejrza je z radoci, bo 
udao mu si kupi je bardzo tanio w jakim pociejowskim skadzie. 

 Franek! herbaty!  krzykn do kuchni i zacz wolno capa pantoflami, zrobionymi 
ze starych kamaszkw. Przystawa przed sprztami, dotyka si z pieszczot mahoniw lub 
palisandrw, gadzi aksamity pokrycia, przeglda si w wielkich zwierciadach zasnutych 
pajczyn, bo nie byo wolno Frankowi uprzta ani nawet zaglda do tego skarbca, okrca 
gow w jedwabne, brudne portiery zasaniajce drzwi albo na chwil siada na przepysznej, 
tylko nieco poplamionej otomanie pokrytej winiowym w zote pasy aksamitem, o 
ktry omdlewajcym ruchem kota obciera policzki, przymyka oczy z rozkoszy, przeciga 
si, ogarnia pokj dumnym spojrzeniem i szepta:  Moje! moje! 
 Franek! herbaty!  Pi szklank za szklank, pali papierosy jeden za drugim i rozmarza 
si coraz bardziej. Zwinity w kbek na otomanie jak Amis, ktry lea w drugim 
kocu, otoczony kbami dymu, przez ktry wieciy fosforycznie jego tawe, wilcze 
oczy, puszcza wodze marzeniom, pozbywa si codziennych trosk, zrzuca z siebie skr 
zwyk, znan wszystkim, zostawia gdzie daleko tego wierkoskiego, ktry nienawidzi 
wszystkich: i tych, co byli dobrzy za dobro ich, bogatych za bogactwa, biednych, bo mu 
byli wstrtni, piknych dla ich pikna, szlachetnych, bo uwaa ich za gupcw, mdrych, 
bo drwi z mdroci, bo nienawidzi tej mdroci, ktra wskazywaa jakie wiksze, pikniejsze 
cele w yciu ni pienidze; cay ten wierkoski, ktry si wi cigle w wiecznych 
podaniach nigdy niezaspokojonej ambicji i chciwoci, znikn, zostaa tylko dusza, ktra 
ju osigna wszystko i tym wszystkim si rozkoszowaa. 
25 



Chodzi ju w myli po wspaniaych salonach, czu si bogaty i podziwiany, umiech 
osiad mu na wskich wargach, wi si po twarzy i przenika rozszerzone dum serce jakim 
olbrzymim przypywem pychy i zadowolenia; jego niskie, wysunite nad twarz 
czoo idioty, sfadowane gbokimi zmarszczkami, zdawao si promieniowa jak zielonaw 
aureol. Wyj z pugilaresu dziesitki losw loteryjnych najrozmaitszych krajw, porozkada 
je przed sob i zapatrzy si w wielkie szeregi cyfr, w sumy, jakie obiecywa wygrywa. 


 Dwiecie tysicy rubli!  szepta z gbok czuoci, rozwijajc poyczk premiow. 
 Dwiecie tysicy rubli!  przegina si jako lubienie, bo ten sodki dwik askota rozkosznie 
po sercu. 
 Trzysta tysicy marek!  zdawa si szepta rowy los loterii Hamburskiej. 
 Dwiecie tysicy marek!  piewao mu w duszy od bkitnego losu saskiego. 
 Sto tysicy florenw!  grzmiay czerwone wgierskie. 
 P miliona frankw!  rozleg si gboki, powany gos liliowego papieru z gow 
rzeczypospolitej francuskiej w porodku. 
 Miliony! miliony! miliony  szepta umiechajc si sabo i te miliony ju czu przy 
sobie, rozpalay mu krew, przenikay si potn, rozprostowyway skurczon w podaniu 
dusz, podnosi gow coraz wyej, oddycha gboko, jakby wcigajc sodki a denerwujcy 
zapach tych pienidzy, aby je wchon w siebie, aby je czu we wasnej krwi. 
 Miliony, moje miliony  skandowa wolno razy kilkanacie z uporczywoci idioty i 
kretyna olnionego wiecc blaszk.  Moje  i nie pamita ju nic, e prowadzi ycie 
ndzne, e ywi si chlebem, kartoflami i herbat, e oszukuje zarwno ludzi, jak i siebie, 
e dla tych uroje powici w yciu wszystko, e te losy kamay, e oszukiway go dwa 
razy rocznie, e przez nie umiera prawie z rozpaczy, poniewa nie padaa na nie wielka 
wygrana, nic, nic ju nie pamita, bo w najtajniejszej gbi jego istoty tkwia niespoyta 
wiara w spenienie si tych idiotycznych marze. 
Orowski poszed na gr, by wcieky za odezwanie si lekcewace o Grzesikiewiczu: 
Cham! Grzesik! karczmarski syn!  myla powtarzajc ze zoci sowa wierkoskiego. 
 Tak, ale porzdny czowiek, wyksztacony, dobry, bogaty. Co im do tego? Co to 
kogo obchodzi!  Dopiero po jakim duszym czasie uspokoi si i zacz rozmyla, dlaczego 
tak wierkoski mwi, co w tym mia za interes! Uderzy si nagle w czoo i kilka 
razy z rzdu schwyci brod zbami.  Ach! on moe myli o Jance, zazdro o Andrzeja 
re go, a! rozumiem teraz, rozumiem. Mj panie wierkoski! za may dla Orowskiej, za 
may  szepta, uchyli drzwi do kuchni i zawoa: 

 Niech Janowa powie, e pan Grzesikiewicz przesya ukony panience. 
 Panie Stanisawie!  mwi do Babiskiego zeszedszy do kancelarii  crka ju czeka 
na pana. 
 Jestem gotw, tylko zechce mnie pan przedstawi, bo nie mam przyjemnoci zna 
osobicie szanownej panny Janiny  mwi Sta uroczycie, nacigajc rkawiczki. 
Zaprowadzi go, przedstawi w dwch sowach nie patrzc na Jank i wyszed. 

 Ja czekaem tylko wyzdrowienia pani, aby przyj z prob o poyczenie ksiek do 
czytania  mwi Sta.  Takie nudy, takie nudy, e moi przyjaciele warszawscy s zdumieni, 
e ja wytrzymam tutaj. 
 Pan niedawno w Bukowcu? 
 Od trzech miesicy, pani!  powiedzia z tak komicznym ubolewaniem, e Janka rozemiaa 
si: wyda si jej sympatyczny i zabawny z t row cer modej dziewczyny i z 
26 



t niemiaoci dziecinn, mieszn przy jego brodzie i wysokim wzrocie, i rozwinitych 
ramionach. Robi wraenie chopaczka ucharakteryzowanego na mczyzn. 

 Chodmy, poka panu, e Bukowiec, chocia nudny, brzydki nie jest. 
Poda jej rk, gdy szli, ale si tak zarumieni gwatownie, e odwraca gow, aby tego 
nie spostrzega. Prowadzi j z najwiksz ostronoci, bo nogi si jej pltay. 

 Babiski, a uwaaj pan!  zawoa za nim Orowski przed stacj. 
 Czy do lasu pjdziemy? 
 Tak, musia go pan ju pozna troch? 
 Nie. Byem raz i zbdziem, a po drugie, mama mwi, e to niezdrowo teraz chodzi 
po lesie, za duo wilgoci, wic niebezpiecznie, mona si przezibi, dosta febry. 
 O! pan si chyba o siebie obawia nie powinien  powiedziaa obrzucajc go spojrzeniem. 
 Ba... wanie, e musz si pilnowa, cigle musz pamita; mama mwi, ebym nie 
zaniedbywa, bo zwykle jedna choroba przygotowuje nastpne.  I zacz obszernie opowiada 
o rodkach leczniczych, o wycieraniu si kamfor po kadym zmczeniu, o obwijaniu 
flanel do ka, mwi z ca naiwnoci, a tak serio, e Janka powstrzymywaa si, 
aby nie wybuchn miechem. 
 Ma pan dobr mam  powiedziaa mu krtko, gdy skoczy. 
 O pani! myl, e takiej drugiej nie ma na wiecie  i znowu snu tysiczne szczegy 
o rozrzewniajcej troskliwoci matczynej i pomimo niemiaoci, z jak do niej si zwraca, 
jak mia w spojrzeniu niebieskich oczu, w ruchach, w umiechu  gada i gada niepowstrzymanie. 
Nie odzywaa si, nie suchaa go nawet; pucia jego rami i sza rodkiem drki lenej, 
przemikym piaskiem, obeschym tylko z wierzchu. Las nakrywa ich potnie rozrosymi 
konarami, tylko przez gazie byskay kawaki bladego nieba i na mchach tawych, 
na skrconych, rudych i zeschych pirach paproci dray miejscami zotawe blaski 
soneczne. Suche szyszki, zwieszajce si ze wierkw niby pene wrzeciona, spaday im 
pod nogi i w doy pene zgniej wody, w ktrej odbijao si soce. Nad strugami stay 
czarne olchy albo biaosrebnawe osiki trzepay listeczkami, pomimo zupenej ciszy i spokoju, 
panujcych w lesie. Potny zapach ywicy, lici gnijcych, surowizny, kory i ziemi 
przemikej unosi si po lesie. Janka bdzia w zadumie oczyma po lesie tak dobrze jej 
znanym, odnajdywaa wszdzie znajomych: wielk gr skalist i nag, cc si zrudziaymi 
gazami, jakie wapienne zbocza, po ktrych si piy niby wycignite szpony 
dugie pdy jeyn; olbrzymie sosny, co migotay z daleka swoj czerwonaw kor, istne 
bursztynowe kolumny, poplamione rdz; strumyki, ktre si sczyy pomidzy korzeniami 
drzew jak pasma jedwabiu lnice; cieki, polanki z bagniskami w porodku, poznawaa 
wszystko, mylaa w Warszawie nieraz o tym lesie, byo teraz tak, jak chciaa, aby byo, 
jak pragna  a jednak zobaczywszy poczua brak czego: nie witaa uniesieniem, bo ten 
las by jej prawie obojtny teraz, nie czua ju tego cznika pomidzy sob a tymi gszczami, 
co stay nieme, w poowie z lici odarte, zbiedzone i jakby zapadajce w dugi sen 
zimowy, a ziony chodem. 

Chodzili z godzin. Babiski zamilk, a ona z pewn gorycz patrzya na ten las, ktry 
nic nie mwi teraz do niej, ktrego ycia nie czua jak dawniej i jak dawniej nie wstrzsa 
ni. Czua si obca wobec niego. 

 Wracajmy, tak mnie odurzyo powietrze, e czuj si jakby pijana. 
 Dobrze, bo przyznam si, e zaczynam czu katar, nie wziem kaloszy. 
 Co pan robi wieczorem?  zapytaa, aby co powiedzie. 
27 



 Jeli nie jestem na subie, to siedz w domu i czytam, a gdy mi zbraknie ksiek, to 
id do pastwa Zaleskich, posucha gry pani Zaleskiej. 
 Nie znam ich, musz by w Bukowcu niedawno? 
 Trzy miesice, razem sprowadzilimy si tutaj. 
 Ale ona musi cae dnie grywa, bo cigle sysz muzyk. 
 Po sze godzin dziennie. Ogromnie pracuje, a przy tym niesychanie mia  doda gorco 
i zmiesza si, bo Janka umiechna si lekko.  Wic pani bdzie askawa poyczy 
mi ksiek do czytania? 
 Moe pan przyj jutro, to wybierzemy, jeli si co znajdzie.  Podzikowaa za towarzystwo 
i posza do mieszkania. Jeszcze si nie zdya rozebra, gdy Janowa przyniosa 
list. 
 To od tej pani, co gra cigiem  objania. 
Janka ciekawie ogldaa heliotropowy list ze zot lir na kopercie woniejcej take heliotropem; 
nie miaa go jeszcze czasu przeczyta, gdy w kuchni rozleg si jaki obcy gos. 
Janka podesza do drzwi, w ktrych ukazaa si Zaleska w szlafroku adamaszkowym bordo 
w zote palmy, obrzuconym u szyi i przy doniach kremowymi koronkami. 

 Pani pozwoli, ale przychodz si usprawiedliwi... 
Janka poprosia j do pokoju. 
 Pani daruje... Jestem Zaleska! Musiaa ju pani sysze o nas, jestemy niedawno w 
Bukowcu. Troch dziwny jest mj list, ale niech mnie usprawiedliwi tak, jak mnie omielao 
bliskie ssiedztwo.  Usiada przy stole, wyja srebrn papieronic i podaa Jance z 
umiechem zapraszajcym. 
 Dzikuj pani, nie pal. 
 Jeli zabieram czas, to prosz, powiedz pani otwarcie, pomidzy koleankami nie powinno 
by adnego skrpowania.  Zacza gwatownie koo siebie szuka zapaek.  Pro-
siam pani listownie, bo osobicie nie miaam odwagi, ale mam przynajmniej nadziej, e 
pani mi daruje i miao, i natrctwo a natrctwo!  zapalia wreszcie papierosa i pocigna 
kilka razy z luboci.  Mam wieczorem troch goci, kuzyni bliscy, pastwo Tacikowscy 
z Tacikowa, wie pani? Ona i moja mama... wilgotny tyto i pali si nie chce  
rzucia papieros na podog i rozgniota go nog.  Byam w Warszawie, ale kupi zapomniaam, 
wic jeli pani bdzie askawa, to bd jej wdziczna, a wdziczna by umiem... 
Pamitam raz, jeszcze byam w konserwatorium, na ostatnim kursie, Cesia Pigowska, wie 
pani? bya pniej jedn z najlepszych uczennic Rubinsteina, talent pierwszorzdny, ale 
zmarnowany przez zampjcie, chocia ten jej m idealny, sowo daj, idealny. W zabawny 
sposb poznali si ze sob, wypadkiem, a e traf wszystkim rzdzi... Ale powracam 
do proby, ot chciaam prosi o poyczenie nakrycia na sze osb, bo tak mi dzieci wytuky 
w ostatnich dniach, e zmuszona jestem poycza. A, i pani ma fortepian? i pani 
grywa?  zawoaa spostrzegszy przez uchylone drzwi do saloniku fortepian; pobiega do 
niego i z wielk biegoci zacza wybbnia jak improwizacj. Janka posza za ni, 
zdziwiona t paplanin nieskoczon bez zwizku i sensu. 
 Zna pani to, co?  zagadna rozpoczynajc co innego.  To scherzo z koncertu 
Moszkowskiego! Przeliczna rzecz, a szczeglniej w tym miejscu, syszy pani miech, 
subtelny, ironiczny miech!  Odrzucia tren szlafroczka ruchem koncertantki na estradzie, 
umiechaa si przechylajc gwk na bok jakby pod ciarem rozmarzenia i graa posyajc 
w dal spod przysonionych powiek niezmiernie melancholijne spojrzenia.  Ale i bielizny 
stoowej zechcesz mi pani poyczy  powiedziaa koczc gr jakim wciekym 
fortissimo, westchna, opucia bezwadnie ramiona niby pod ciarem rozkoszy, powlo28 



ka oczami po saloniku, podniosa rk do czoa, westchna przecigle jakby si budzc i 
powstaa, dumnie si prostujc. 

 Daruje mi pani roztargnienie  zacza cicho biorc Jank za rk  ale wiem, e pani 
mnie zrozumie, bo jeste pani przecie artystk. Syszaam, syszaam, i ma pani ca moj 
przyja i cae moje serce. Wszystkie dusze, yjce tylko dla sztuki, powinny si rozumie 
i kocha. Do widzenia, do widzenia!  przesaa jej pocaunek od ust i wybiega. Janka nie 
miaa sposobnoci zamieni z ni i sowa jednego i po jej odejciu wzruszya ramionami 
lekcewaco i wzia si do czytania. 
W p godziny Zaleska przysaa znowu heliotropowy licik, z prob o poyczenie 
dwch funtw cukru i herbaty; bo, pisaa, mu zapomnia przywie z Kielc. 
Janka kazaa Janowej zanie wszystko, o co prosia, ale Janowa zaprotestowaa. 

 Panienko, ta pani to cigiem ino poycza; pan naczelnik jeszcze dawniej, jak panienki 
nie byo, powiedzia, aeby jej nic nie dawa, bo nie oddaje. Niech pan sam powie!  
zwrcia si do Orowskiego wchodzcego powtarzajc mu o co idzie. 
 Gupia moja Janowa, jak panienka jest w domu, to panienka rzdzi, mnie nic do tego 
 powiedzia ostro.  Jeeli panienka kazaa ci da, to da natychmiast. 
Janka pooya si zaraz do ka, bo si czua tym pierwszym spacerem bardzo zmczona. 
Orowski cay wieczr chodzi po stoowym pokoju i co chwila prawie posya Janow 
do Janki z zapytaniem, czy nie potrzebuje czego, a wreszcie zaproponowa czytanie 
gone. 

 Niech Janowa powie, e bardzo serdecznie dzikuj i sucha bd z przyjemnoci, 
bo zupenie spa nie mog!  powiedziaa Janka gono. Orowski usysza, odsoni kotar, 
przysun st i siadszy w drzwiach czyta jak md powie angielsk. 
Rano Zaleska znowu przysaa wonny list, w ktrym zapowiadaa si na wieczr, a 
tymczasem przepraszaa, e nie odsya poyczonych przedmiotw, bo ci spodziewani kuzyni 
pojechali do Warszawy, mu si widzia z nimi na stacji, wstpi z powrotem. Posyaa 
pocaunki i prosia na zakoczenie o poyczenie kwarty kaszki krakowskiej. 

 Panienko! ona ma tu!  wtrcia Janowa widzc umiech Janki, z jakim czytaa list i 
zacza opowiada o porzdkach, jakie panuj u Zaleskich. 
 Nie chc sysze, niech mi Janowa nigdy nie opowiada, co si gdzie dzieje. 
 Zawdy przecie lepiej wiedzie wicej kiej mniej!  tumaczya Janowa. 
 Prowincja ju mnie chwyta  mylaa Janka zaczynam ju czu jarzmo. 
Przychodzia do zdrowia bardzo szybko i z pocztku z pewnym upodobaniem poddawaa 
si prdowi ycia cichego i dosy czynnego, ale strasznie monotonnego, jakie pyno 
w Bukowcu. Pocigi w oznaczonych godzinach przychodziy i odchodziy; Orowski regularnie 
szed na sub rano i powraca wieczorem; Zaleski, jego pomocnik, wszystkie 
wolne chwile powica trenowaniu si na rowerze przed stacj na maym podjedzie. 
Spnia si na sub i zaniedbywa dom, a jedzi i jedzi, a to znudzio wszystkich i 
tylko czasami w niedziel chopaki najbliszych wsi przylatywali zobaczy tego ,,cudaka", 
co w opitym kostiumie na tej diabelskiej maszynie wykrela nieskoczone koa. 

Grzesikiewicz codziennie, w rnych godzinach, przyjeda dowiadywa si o zdrowie 
Janki. Przygldaa mu si kilka razy z okna z dziwnym uczuciem pomieszania. Kara cigle 
wekslowa swoje wagony. wierkoski dnie cae przesiadywa na stacji, azi po linii z 
psem, krzycza na robotnikw. Janka przyzwyczaia si widywa go w jednych i tych samych 
godzinach, w ktrych przechodzi koo okien i kania si jej unienie, jak i przyzwyczaia 
si do wiecznego brzczenia fortepianu Zaleskiej. Wiedziaa, co robili wszyscy 
wczoraj i co robi bd jutro. Wiedziaa o wszystkich nadziejach i chorobach Stasia, bo by 

29 



u nich kilka razy i z ca naiwn otwartoci opowiada wszystko, co si jego tyczyo. 
Wiedziaa o wszystkim, bo Janowa nie moga si uspokoi dotd, a wypowiedziaa, ile 
pani Zaleska wydaje na puder, ile na miso, co robi po nocach Kara, kto z okolicy i po co 
przysya do bufetu, i tak jej to prdko obrzydo, e zamykaa si na cae dnie w pokoju i 
leaa godzinami na ku nie mylc nic i nic nie czujc prcz nudy, ktra j ogarnia poczynaa. 


Zaleska wypisywaa do niej cae tuziny pachncych listw, wpadaa na chwil, a siedziaa 
godziny cae, opowiadajc w tempie jedenastej rapsodii Liszta o najmodszym 
swoim synku, Waciu, e zaczyna ju zbkowa; o Szopenie, e jest boski! o zdolnociach 
starszego Stefka, ktry wybija pici klawisze; o Helence, ktra miaa niegrzeczny zwyczaj 
plucia na wszystko. Wtrcaa uwagi o Babiskim i ze mieszkiem znaczcym usprawiedliwiaa 
si dyskretnie, e nie jest winna temu, e chopak gow traci. To znowu snua 
fantastyczne projekty na przyszo i od razu przeskakiwaa do zapytania, po ile Janka pacia 
za okie materiau, z jakiego miaa zrobion sukni; to przynosia nowy kapelusz do 
przymierzenia, bo lustro Janki byo lepsze. Wspominaa niejasno o jakim kuzynie w Warszawie, 
bardzo wpywowym, bardzo bogatym i bardzo miym, ktry ich protegowa. 

 Bo mu jest zdolny bardzo  szeptaa umiechajc si blado i skubic kanwowy 
fartuszek z mink dziewczynki  ale nie ma szczcia, zupenie nie ma, przez cztery lata 
zmieni sze sub.  Wzdychaa ciko i dawaa do zrozumienia, e nie jest szczliwa, 
e j spotka w yciu zawd wielki, e jest ofiar losu. A czasami, swkami rzuconymi 
niebacznie, wspominaa o jakim swoim wystpie publicznym; o wystpie, ktry by wielkim 
triumfem. Wyprostowywaa si mwic o tym, usta jej dray wzruszeniem i rzeczywista 
czy te imaginacyjna bole za przeszoci wyciskaa jej zy z oczu i tak j rozczulaa, 
e piesznie wybiegaa do siebie. 
Jance wydawaa si bardzo mieszna, ale szanowaa j, bo graa znakomicie: tak opanowaa 
technik fortepianu, jak niewielu ze znanych i uznanych mistrzw tego instrumentu, 
ale poza gr bya dzieckiem zatopionym w maych sprawach codziennych, w gupstwach; 
nic nie wiedziaa i nic prawie nie pojmowaa. 

Zaprosia Jank jednego dnia na herbat, ale przedtem heliotropowym licikiem prosia 

o szklanki i cukier miaki. Janka posza z ciekawoci. 
Zaleska przeprowadzia j piesznie przez pokj, w ktrym mu nierozebrany, zabocony 
ostatni jazd, chrapa rozgonie na sofce, do swojego pokoju przylegajcego do saloniku 
Orowskich. Pokj by wybity bkitnym papierem i bardzo adnie urzdzony. Meble 
pokrywa bkitny z heliotropowym odcieniem aksamit, takie byy portiery i firanki, i 
podobny zupenie dywan tumi kroki. Blthnerowski fortepian sta pod oknem; wielka 
palma swoimi wachlarzowatymi limi tworzya zielony dach nad klawiatur. Gerydony, 
pene zwidych i poschych kwiatw, stay w kilku miejscach. Biurko, wykadane koci 
soniow, malekie, eleganckie, przepenione cackami, powidymi bukiecikami fiokw, 
ktre od wiosny wyrzuci zapomniano, listami, pudekami z papierem listowym, nutami, 
rkawiczkami, ktre si walay w rozsypanym pudrze, stao na rodku pokoju. Po krzesach, 
po fotelikach japoskich z bambusu, o porczach z heliotropowego aksamitu, na 
fortepianie, nawet na skromnym ku ukrytym pod pawilonem z heliotropowych tiulw, 
na dywanie pod cianami leay bezadnie porozrzucane ksiki, nuty, przegldy md, 
fartuszki dziecinne, kalosze musia itd. itd. 

 Boe, co za niead, Boe, co za nieporzdek  narzekaa Zaleska zaamujc rce. 
 Anusia, Anusia!  woaa na suc, ale Anusia nie przysza, tylko od kuchni dolatywa 
gwar i krzyk dzieci, a w przerwach coraz potniejsze chrapanie musia. 
30 



 Panno Janino! nieche pani siada; straszliwy nieporzdek; ale jedna suga nie moe 
sobie da rady ze wszystkim; doprawdy, e nieraz rozpacz mnie ogarnia. Mwiam ju 
musiowi, aby przyj pokojwk; powiada, e dosta nie mona. Pisaam nawet do kuzyna, 
niechby przysa z Warszawy. 
Poskadaa nuty na fortepian, przysuna Jance fotelik i upada zmczona na niski, biegunowy 
fotel, obity heliotropowym jedwabiem; ale zerwaa si natychmiast, wydobya pudeko 
cukierkw z biurka, przysuna do Janki maleki stoliczek z czerwonej laki, postawia 
cukierki i zacza Jank zaprasza do nich. Sama jada je cigle, bujaa si na fotelu, 
poprawiaa misternie w grajcarki sztywne ufryzowan grzywk i znowu mwia: 

 Prosz pani, myl, czemu nie zostaybymy przyjacikami! Chwilami tak mi potrzeba 
przyjacielskiego serca, duszy, ktra by mnie kochaa. Ach! w tej chwili ka dawa 
herbat.  Wybiega i powrcia prawie natychmiast zdyszana i zarumieniona, z wypiekami 
na twarzy, upada ciko na fotelik, zacza gry cukierki, z kuchni przybiegy za ni 
przeraliwe krzyki dzieci.  Ach! boj si szalestwa, ale jelibym duej miaa w takich 
warunkach y, to nie rcz za siebie.  Przerwaa nasuchujc, bo turkot jaki rozleg si 
przed stacj.  Ma przyjecha do mnie dzisiaj pani Osiecka, zna j pani? 
 Tylko z widzenia. 
 Bardzo mia kobieta, troch smutna, ale dystyngowana i ma rozlege w wiecie stosunki, 
bardzo czsto przyjmuje u siebie, szczeglniej latem, bo mieszkao u niej kilka kuzynek. 
wierkoski si podobno stara o jej siostrzenic, Zosi, ale to bardzo dziwny czowiek, 
przyznam si, e go si boj. Czy to prawda, e pani bya w teatrze?  zapytaa prosto. 
 Trzy miesice byam  odpowiedziaa Janka niechtnie. 
 Pani mi daruje, ju si nie pytam wicej, bo widz, sprawiam przykro zapytaniem. 
Tak, tak  szeptaa melancholijnie  kady czowiek, a szczeglniej kobieta kada, ma w 
swoim yciu janiejsze chwile, o ktrych nierada mwi; rozumiem to dobrze. Prosz pani, 
te morele w cukrze bardzo dobre, rcz za nie, bo to mj kuzyn przysa. 
Usiada do fortepianu z cukierkiem w ustach i zacza gra preludium Szopena, te 
szeptane przez zy, wrd czarw wiosennej przyrody, zwierzenia duszy chorej. Janka 
wsuchiwaa si z przejciem i kada na tych penych woni i smutku rytmach dusz, i 
zwolna pogrya si w jaki nastrj szarpicy nieopowiedzian tsknot. Zaleska graa z 
uczuciem i z przedziwn prostot, nie byo w jej grze nic byskotliwego, nic wirtuozowskiego, 
obliczonego na olnienie i zdumienie suchaczy; gra jej bya jaka nieosobista, tak 
nic indywidualnego nie mcio i nie przysaniao Szopena. Jej blada, nieregularna twarz, 
powleka si smutkiem, wielkie piwne oczy wieciy gbokim wyrazem odczuwania piknoci 
muzyki, przygryza ze wzruszenia winiowe, przelicznie wykrojone usta i graa 
przejmujc si coraz gbiej. 

 Przesta! psiakrew, e to przespa si nie mona, tylko brzdkanie i brzdkanie  
krzycza m zatrzaskujc drzwi do buduarku i pozna mona byo po gwatownym trzeszczeniu 
sofy, e pooy si znowu spa. 

Zaleska zerwaa si od fortepianu i zalknionym wzrokiem spogldaa na drzwi, to na 
Jank. 

 Pani daruje, ale mu zmczony treningiem... zapomniaam istotnie...  Wstaa chcc 
prawdopodobnie i przeprasza go, ale usiada z powrotem przy fortepianie i zacza obrywa 
zesche licie kwiatw na oknie, aby ukry wzruszenie, ale nie potrafia, bo zy zaczy 
si wydziera spod zaciskanych powiek i coraz obficiej pyn po twarzy, obic w 
wypudrowanej powierzchni tawe bruzdy; rozpakaa si wreszcie spazmatycznie, przy31 



sonia twarz chustk i pakaa cicho, jak dziecko skarcone niesusznie. Janka uczua si 
wprost oburzona brutalnoci Zaleskiego i w jakim przypywie wspczucia przysuna 
si do niej i uspakajaa j z prawdziw serdecznoci. Zaleska przycisna si do niej jak 
dziecko i pakaa; zdawao si, e cae strumienie ez ruszyy z oysk niewyczerpanych i 
pyn coraz obficiej. 

 O, jake jestem nieszczliwa! o, gdyby pani wiedziaa!  szeptaa coraz ciszej, trzsa 
si w kaniu, jakie rozrywao jej piersi. 
Janka przygarniaa j do siebie coraz silniej i gaskaa pieszczotliwie po wspaniaych, 
puszczonych w warkocz, wosach. Nie wiedziaa, co mwi do niej ani czym j pociesza, 
wzbudzaa lito tym swoim dziecistwem i wraliwoci. 

 Mu jest dobry, o, ja si nie skar na niego, nie; jest bardzo dobry, ale suba tak 
go rozdrania, e czasem powie jakie sowo ostre, ktre mnie tak boli, tak boli...  Umilka 
i zacza ssa chciwie cukierek; uspokoio j to nieco, bo posza do tualetki stojcej obok 
ka, wytara si kolosk wod, przypudrowaa i wysza umiechnita i rozpromieniona; 
zupenie ju zapomniaa o przykroci niedawnej, tylko pod oczami wilgotnymi od ez i 
wody koloskiej wystpiy sine plamy, jako jedyne lady wzruszenia. Posza do kuchni i 
wkrtce suca przyniosa herbat. 
 Anusia, a nie zapomnij tam o dzieciach.. 
 To si wie, nie trzeba mi przypomina  odpowiedziaa opryskliwie suca. 
 Niech si Anusia nie gniewa, ale czasem mona zapomnie  prosia pokornie i gdy 
suca wysza, zacza si usprawiedliwia:  Takie teraz s ze suce i tak o nie trudno, 
e boj si, aby mnie moja Anusia nie opucia, bo mu si gniewa, jeli zmieniam sugi 
czsto, a do tej dzieci zupenie si przyzwyczaiy. 
Jance a si zrobio tej biednej niewolnicy sug, ma i dzieci i chciaa jej to powiedzie, 
ale Zaleska znowu mwia: 

 Pani zna pana Grzesikiewicza? 
 Dosy dawno  odpowiedziaa Janka chmurniejc. 
Zaleska spostrzega si, e znowu sprawia jej przykro i umilka, przysiada do biurka, 
napisaa na heliotropowym bilecie kilka wierszy, ktre zaraz posza wysa przez Anusi. 
Pniej znowu zaczynaa mwi, ale wpadaa co chwila w zamylenie, patrzya w okno, 
zagldaa cichutko, czy mu pi jeszcze, wzdychaa, jada cukierki i przesiadaa si z 
krzesa na krzeso nie mogc nigdzie usiedzie. 

 Wie pani! w Warszawie jesie nie jest tak straszna. Ciekawam, czy te nosz jeszcze 
figara? 
 Nie wiem. 
 Sezon koncertowy ju si rozpocz; ach, te rody w Towarzystwie Muzycznym! 
 Bywaa pani czsto? 
 Nie opuszczaam ani jednej! a premiery w Rozmaitociach? a koncerty latem w Dolinie 
Szwajcarskiej! a tysic przyjemnoci, jakie tylko miasto da moe; ta atmosfera artystyczna, 
ktr si oddycha, to ycie inne. Boe, Boe! gdzie to wszystko si podziao, 
gdzie te czasy! 
Janka umiechna si ironicznie; znaa ona nieco t atmosfer artystyczn, to inne ycie. 


 Pani Osiecka z panienk przyjechay!  meldowaa Anusia. 
 Pro! pro!  woaa Zaleska biegajc po pokoju i nie wiedzc co robi pobiega do 
musia. 
32 



 Heniu! Heniu!  szeptaa mu do ucha czerwieniejc z trwogi.  Musiu, mj zoty, 
wsta no, przyjechaa pani Osiecka.  Zacza bardzo delikatnie porusza go. 
 Do pioruna z babami! Czeg znowu chce ten stary grzmot? Psiakrew, e to przespa 
si nie mona  krzycza podnoszc si na nogi. 
 Henieczku! nie gniewaj si, mj zoty! mj jedyny!  szczebiotaa na p z paczem, 
uwiesia mu si u szyi i bardzo pieszczotliwie, i z niezrwnanym wdzikiem kotki asia 
mu si u szyi i spogldaa w oczy trwonie niby pies, ktry si boi kopnicia. 
Odepchn j, zabra poduszk pod pach i wynis si do dziecinnego pokoju, a Zaleska 
pobiega spiesznie naprzeciw bardzo powanie prezentujcej si damie, ktra wchodzia. 


 Jaka pani dobra, jaka pani dobra!  caowaa j serdecznie.  Panno Zofio, jake 
zdrowie?  zwrcia si do modej panny w do krtkiej sukience i filcowym, marynarskim 
kapeluszu.  Panna Janina Orowska!  przedstawiaa Jank.  Anusia! we no okrycie 
pani. 
 Cicho, dzieci!  krzyczaa na gromadk swoich dziatek, ktra ze wszystkich stron 
wieszaa si Osieckiej.  Pozwlcie panie do mnie. 
 Moja pani Stefo, a niech si tam koniem zajmie suca, bo przyjechaymy same, no, 
mwi pani, same, bez parobka!  zawoaa potnym gosem Osiecka, z trudem wpychajc 
si na fotel. 
 Dobrze. Anusia! a daj tam koniowi owsa! Prawda, e konie jadaj owies? 
Osiecka rozemiaa si na cae gardo i tak dononie, e ko zara na podjedzie. 
 Oj, ty dzieciaku, dzieciaku! a chode do mnie, niech ci ucauj za tak szczer naiwno, 
no, kiedy mwi szczer naiwno, to...  zakrzyczaa gwatownie, jakby jej kto 
zaprzecza. 
 To ja si zajm koniem, moe Anusia nie chodzi  powiedziaa Janka mylc, e 
przy tej sposobnoci potrafi si wymkn. 
 O, zota panno Janino, dobrze, bo doprawdy nie wiem, czy mamy w domu owies; ale 
pani zaraz powrci, koniecznie, bardzo o to prosz, bardzo. 
Janka obiecaa i wysza. 

 Czy to ta Orowska, co to bya w teatrze, co to si przed miesicem trua? stao o tym 
w gazetach, sama czytaam, na wasne oczy!  dodaa czerwienic si z irytacji. 
 Tak, to ta sama, bardzo dystyngowana kobieta, dzielna. 
 O, dzielna! doskonale! Dzielna kobieta!  powtrzya ciszej Osiecka i jaki drwicy, 
zy umiech przelecia po jej przystojnej twarzy okolonej zupenie siwymi wosami, co 
przy czarnych, ogromnych oczach, penych ywoci i temperamentu, stanowio jaki przykry 
kontrast. Usta i pe miaa zadziwiajco wiee i modziecze. 
Janka powrcia wkrtce i zacza si pogawdka bardzo ywa, o niczym prawie. Zaleska 
czstowaa tylko cukierkami i kolejno przysiadaa si do kadej, aby kilka sw szepn 
do ucha w tajemnicy. Osiecka ustawicznie przygldaa si Jance. Janka poczua ten 
wzrok ciekawy, podniosa dumnie gow, spojrzenia ich si skrzyoway zimno i badawczo, 
a Jank owadn jaki lk niewytumaczony, zadraa, bo oczy Osieckiej przewiercay 
j na wskro i wprost obmacyway ca jej posta, i ledziy z uwag jej ruchy. 

 Nie nudzi si pani na wsi?  spytaa Zosi. 
 Nie  odpowiedziaa krtko i w zakopotaniu spogldaa na Osiecka pytajc si oczyma, 
czy mwi moe, ale i Janka nie pytaa wicej, bo czua, e myli zebra nie moe, bo 
ten tubalny gos Osieckiej podrania j, a te jej oczy, ustawicznie biegajce, mieszay j. 
Mk jak czua, jak musi przechodzi ptak hipnotyzowany przez grzechotnika; nie 
33 



miaa si si podnie i uciec, pomimo e pragna to zrobi; w gowie zaczynao si jej 
mci, fale krwi uderzay do mzgu, tak osaba, e bya bliska omdlenia, a jednoczenie z 
pewnym strachem stwierdzaa swj stan, bo nigdy przedtem czego podobnego nie dowiadczaa. 
 Chora jestem!  mylaa rozcierajc sobie skronie. 

 Gdzie Henio?  zagrzmiaa Osiecka. 
 Mu? prawdopodobnie na subie... 
 Nieprawda. Tatu pi!  zaprzeczya ze zoliw radoci siedzca dotd cicho Hela. 
 Tak... by moe... nie uwaaam  tumaczya si Zaleska spogldajc bagalnie na 
crk. 
 Obud go pani, to sobie maego preferka urzdzimy; no, mwi maego, to maego! 
Pani gra w preferansa?  zapytaa ju spokojniej, zwracajc si do Janki. 
 Nie  wyszeptaa z trudem, wstrzsajc si nerwowo. 
 Szkoda! Mj witej pamici m mawia, e to jedna z najprzyjemniejszych gier: dla 
mnie ona jest, niestety, jedyn przyjemnoci od czasu mierci witej pamici ma; tak, 
jedyn biednej, samotnej wdowy przyjemnoci; no, tak, skoro mwi, e samotnej, biednej 
wdowy jedyn... przyjemnoci...  powtrzya z jakim kaniem, wspara si na stoliku, 
a zatrzeszcza i zy niby wielkie krople tuszczu zaczy pyn z jej oczu niespodzianie. 
 Cioteczko! niech si ciocia uspokoi. 
 Droga pani wie, e jej kade wzruszenie szkodzi  prosia bagalnie Zaleska. 
 Szkodzi... oj, szkodzi, ale pani mylisz, e to biednej sierocie tak atwo zapomnie o 
swoim przyjacielu najlepszym, a wszystko mi cigle przypomina, e jego ju nie ma. Nie 
mog podnie yki do ust, aby nie pomyle, e ten mj kochany, ten niezapomniany! 
ten...  przysonia sobie tust, wielk niby patelnia rk oczy i ciko wzdychaa, a fotel 
trzeszcza, rozpierany jej ksztatami, wstrzsanymi kaniem sierocym.  Zosia caowaa j 
po rkach i szczebiotaa sowa banalnych pociech, ale w oczach miaa le skrywan niecierpliwo 
i znudzenie.  Zaleska biegaa pomidzy ni a tualetk, skd przynosia coraz 
nowe flaszki z perfumami i z caym namaszczeniem zlewaa jej twarz i gow kolosk 
wod. Osiecka pozwolia robi z sob wszystko, co chciaa. Odja rce od twarzy i caym 
ciarem zwiesia si na porczy fotelika z bezwadnoci boleci nieutulonej. 
Janka, pod wpywem tej sceny, ktra zrobia na niej komiczne wraenie, odzyskaa nieco 
si i przytomnoci i teraz patrzaa na profil Osieckiej z drwicym umiechem. 

 Dzikuj ci, Stefo! dzikuj!  szeptaa Osiecka rozbolaym gosem.  Twoje wspczucie 
budzi nowy al, nowy bl szarpie mnie przypomnieniami, e to nie on, nie witej 
pamici m mj tak myli o mnie, nie witej pamici m mj tak mnie pieci  zawoaa 
energiczniej. 
 Ale nikt pani nie przeczy  powiedziaa troch szorstko Janka. 
Osiecka uderzya j oczami niby maczug i cigna dalej narzekania zawym gosem: 
 Nie dziwi si obojtnoci ludzkiej, bo c kogo moe obchodzi stara, samotna kobieta? 
Grzeczno! tak, grzeczno zimna tylko. To si dopiero pniej ocenia, kiedy si 
zostaje sam na wiecie... sierot... opuszczon... Pani Stefo, ka zaraz robi kolacj, bo 
tylko jedn parti dzisiaj zagramy, aby wczeniej jecha do domu, bo noce teraz s ciemne 
 s bardzo ciemne, jeli si nie myl.  Zwrcia si do Janki. 
 Doprawdy, ale nie mog tego potwierdzi, bo wieczorem ju od dawna nie wychodziam. 
 Ach, pani chorowaa, jeli si nie myl. 
 Tak  powiedziaa krtko Janka, bo ten wzrok przenikliwy Osieckiej zabola j i zmiesza. 
34 



 Pani Stefo, obud no ma, czas by ju zacz gra; no, mwi, e czas, to czas. 
 O, z pewnoci, e czas  potwierdzia senna Zosia. 
Zaleska wysza i po chwili w ssiednim pokoju rozleg si gniewny, zaspany gos musia 
i pokorny, bagajcy onusi; potem trzask wysuwanych i zamykanych szuflad, chlupot 
wody i potne parskanie. W jakie p godziny ukaza si Henio. Wywieony, w nowym mundurze, 
umiechnity, rowy od snu i wody, podobny do modego kurczaka, z tym nosem cienkim i 
dugim, z grzywk naturalnie si wijcych w piercionki wosw blond, starannie rozczesanych przez 
rodek gowy a do karku, z oczyma niebieskimi z wypezej emalii, ze sodkim umiechem i elegancj 
kelnera, suwa nogami i przegina wysok, smuk, dobrze uformowan figur. Ucaowa rce 
Osieckiej, ktra go pieszczotliwie poklepaa po twarzy. 

 Pani dziedziczka dobrodziejka raczya zaszczyci nas swoj osob, z czego ja i moja 
ona jestemy niezmiernie radzi, nieprawda, onusiu?  Ucaowa po raz drugi jej rce, 
pochyli przepoowion rozczesaniem gow przed Zosi i zwrci si do Janki z powanym, 
penym szacunku dla crki zwierzchnika wyrazem twarzy. 
 Nie miaem dotychczas sposobnoci i przyjemnoci pozna pani osobicie, chocia 
tego pragnem bardzo, ja i moja ona, nieprawda, onusiu? Tak mwi, bo jestem pewny, 
e mam przed sob pann Janin Orowsk, crk naszego drogiego, szanownego naczelnika, 
z czego jestemy, ja i moja ona, niezmiernie szczliwi, niezmiernie jestemy 
dumni, e moemy pani powita u siebie.  Stan w drugiej pozycji, wycign rk, jak 
w kontredansie, ucisn jej do, skoni si tak nisko, e zobaczya jego czerowny kark i 
usiad pomidzy Jank a on. Umiech nie schodzi mu z ust i rozpromienienie z twarzy. 
 Jaki on pikny! jak on mi przypomina . p. mojego ma  rozrzewnia si Osiecka 
caujc go oczyma.  Panie Henryku! usid pan przy mnie, bo mam taki szum w gowie, 
e z daleka wyrazw niektrych nie dosysz. 
Przysuna si do niego tak blisko, e prawie p jej osoby, zwieszajcej si przez trzcinowe 
porcze foteliku, opado i pokryo jego nogi. 

 onusiu! moe kaesz naszykowa stolik do kart. 
 Jake panu idzie trening?  zapytaa Zosia. 
 Bliski jestem celu, bardzo bliski  zawoa ywo.  Robi ju dwadziecia kilometrw 
w minut pidziesit i jeli tak dalej bd postpowa, to wiosenny pierwszy rekord mj z 
pewnoci, bo dotychczas jeszcze nikt tak szybko nie jedzi.  Rozpromieni si, z ywoci 
zacz rozmawia o maszynach, gumach pewnych, pneumatykach, oliwiarkach, szosach, 
rekordach i startach. Przytacza szczegy z ostatnich wycigw, opowiada anegdotki 
ze sportowego ycia. Prawi z wielkim lekcewaeniem o niezwycionym dotychczas 
polskim championie cyklistw. Pokazywa nogami i rkami niektre finishowe ruchy, ktre 
powinien robi jedziec, jeli chce pierwszy stan u celownika. Siada na krzele niby na maszynie i 
mwi, mwi, sam mia si z wasnych dowcipw pierwszy, a nogami bezwiednie pedaowa i porcz 
krzesa ciska i krci jakby kierownikiem. Zosia suchaa z otwartymi ustami, Osiecka co 
chwila wybuchaa potnym miechem, a fotelik trzeszcza i aby okaza mu swoje zadowolenie, 
klepaa go po twarzy lub szczypaa nieznacznie w wyrobione, stwardniae bicepsy. 
 A, smyk! a, zuch chopak!  szeptaa zachcajc go do coraz nowych opowiada. Zaleska, 
w otwartych drzwiach do jadalnego pokoju, ukazywaa si co chwila, patrzya na 
musia z dum, suchaa, umiechaa si delikatnie z jego blagierstwa i znikaa krztajc 
si dalej okoo kolacji. Jank znudzio prdko to towarzystwo, wic pomimo bardzo gorcych 
prb, aby zostaa duej, poegnaa si i posza do mieszkania. 
35 



IV 


Zastaa ojca przy herbacie i wierkoskiego, co ywo rozmawiajcych. Na stole sta w 
bardzo piknym brzowym wazonie wielki bukiet z r kremowych i czerwonych godzikw. 
Przywitaa si ze wierkoskim i ze zdziwieniem ogldaa bukiet ze wszystkich stron, 
a unikajc spojrze ojca spojrzaa pytajco na Janow, ktra stawiaa przed ni herbat. 

Orowski podsun jej list i wymownym ruchem wskaza jedno z bukietem, odwrci 
si do Janowej i pgosem powiedzia: 

 Niech Janowa powie, e to z Krosnowy! Owszem! z przyjemnoci, panie wierkoski, 
poycz panu tych czterystu rubli!  zacz mwi prdko do dozorcy. 
 Za dwa miesice od daty dzisiejszej zwrc, lecz, jak mwiem, mam teraz wypaty za 
te kamienie chopom, ktrzy mi je dostawiaj i ca gotwk ju wydaem. Za dwa miesice 
bd mg wzi zaliczk, to wrc.  Zamilk gwatownie, podnis si i zacz liczy 
w bukiecie kwiaty.  Trzydzieci pi r  szepn zapisujc t cyfr na mankiecie.  
Szedziesit dwa godziki.  Policzy raz jeszcze i postawi t cyfr obok poprzedniej.  
Trzy tysice piset szedziesit dwa! bardzo dobry numer bardzo dobry. Poowa stanowi: 
tysic siedemset osiemdziesit jeden. liczna cyfra  szepta zapisujc mankiet.  Jak 
si pastwu ta pierwsza cyfra podoba?  zapyta pokazujc kolejno brudny mankiet Orowskiemu 
i Jance. 
 Doprawdy nie wiem, co panu mam powiedzie, bo na mnie adne cyfry nie robi 
wraenia  odpowiedziaa Janka zdumiona jego zachowaniem. 
 To dla pani martwe, tak! do mnie za mwi wyranie, ot, ta cyfra, ktr tutaj wycignem 
z iloci kwiatw, mwi mi, ebym poszuka tego numeru w jakiejkolwiek loterii, 
bo wygra z pewnoci los gwny. Dzikuj panu serdecznie za poyczk  zwrci si do 
Orowskiego.  Bardzo przepraszam, ale i ju musz; przypomnia mi si bardzo pilny 
interes.  Poegna si piesznie, wisn na psa i wybieg: lecia do domu, aby w samotnoci 
rozmyla nad tymi cyframi i pisa do swoich loteryjnych dostawcw o los z takim 
numerem. 
 Bzika ma, przysigam Bogu, zupeny fiksat  mrukn Orowski. 
 Bardzo adne kwiaty!  szepna Janka ogldajc raz jeszcze bukiet. 
 Umylnie jedzi po nie do Warszawy  szepn Orowski szarpic brod, bo mu byo 
ciko mwi wprost do niej; zacz chodzi naokoo stou z zaoonymi na plecach rkoma 
i z czuoci spoglda na Jank, ktra dugo czytaa list Grzesikiewicza, skoczya i w 
milczeniu podaa go ojcu. 
Szanowna Pani. Niewaciwie postpuj, ale z tak szczerymi intencjami, e Pani mi 
wybaczy musi. Od ojca wiem, i Pani powrcia do zdrowia, wic jeli moja osoba nie 
sprawia Pani wstrtu, jeli jej nie jestem nienawistny, to bardzo serdecznie prosz o pozwolenie 
odwiedzenia si.  List by dugi i cay w tym tonie bagalnym a szczerym. Prosi 
w kocu o swko choby odpowiedzi, bo bez niej nie miaby odwagi przyjecha; e jeli 
nie zechce go widzie, to on si zgodzi na to, ale tak baga, tak z gry zobowizywa 

36 



si skry w sobie, zdusi wszelkie samolubne uczucia, byle tylko pozwolia mu przyjecha. 
Zacza pozdrowienie od rodzicw. 

 Poczciwy chop, przysigam Bogu, poczciwy Jdrek  szepta Orowski, a Janka suchaa 
jakby w pomieniach; zacz j przepala jaki bolesny ogie, jaki cichy, gboki al 
zatarga ni. Wpatrywaa si w bukiet, wchaniaa blad, jesienn wo tych kwiatw i zobaczya 
przed sob dobr, poczciw twarz tego, ktry jej te kwiaty ofiarowa. Poczua gbok 
wdziczno i jakie sodkie zadowolenie mioci wasnej, e pomimo wszystkiego 
on j kocha jeszcze, ale ta wdziczno jej serca zacza si miesza powoli z jak trosk, 
z jakim nieuchwytnym alem, z jakim nie wiadomo skd pyncym lkiem; serce jej podobne 
byo do palety penej farb, ktre rozciekay, mieszay si z sob, przenikay wzajemnie 
i pomieszane tworzyy jak brudn plam. 
Wieczr cign si pospnie. 

Nie mwili do siebie, ale coraz gbiej czuli, e im tak le, e potrzebuj koniecznie 
powiedzie jakie sowo, ktre ich zjednoczy i wzmocni. Serca ich wzbieray pragnieniem 
wypowiedzenia si. 

Orowski wci chodzi naokoo stou z ponur twarz. Chwyta brod zbami, przystawa 
i mia ju to sowo na ustach, ju chcia je wymwi, ale obawa, e ona moe si 
rozgniewa i pjdzie do swojego pokoju, mrozia go, rzuca ramionami, oczy byskay mu 
boleci i nie odzywa si. Janka take nie moga usiedzie na miejscu, prbowaa czyta, 
szy, co robi, nie moga, bo wszystko, co wzia, wysuwao si jej z rk. Zdenerwowanie 
trzso ni ca. Wpada w jaki bolesny stan, peen przeczu i niepokojw nieznanych. 
Suchaa szumw lenych wdzierajcych si przez okna, to monotonnego skrzypu zegara, 
ale na niczym nie moga skupi uwagi, o niczym myle nie moga, bo pierzchay jej myli 
jak stado ptactwa poszone przez co niewytumaczonego. Patrzya na list lecy na stole, 
na ktry kwiaty rzucay lekki rowy refleks, czytaa go po kilka razy i miaa tylko jedno 
sowo, ktre samo wracao cigle i dwiczao w jej mzgu bez udziau nawet wiadomoci. 


 Nie! nie! nie! 
Posza spa. Orowski patrzy za ni krwawymi, bagajcymi oczyma, nie spojrzaa nawet 
na niego przechodzc; zapomniaa, e oprcz niej jest jeszcze kto w pokoju. Postawia 
bukiet na stole, zgasia lamp i leaa wpatrzona w wiat, zalany potokami ksiycowego 
wiata, ktre wielkim i dugim, pokratowanym przez fugi okienne, pasem, lnio si 
na posadzce. Wpatrywaa si pniej z usilnoci w stary, wyblaky portret matki wiszcy 
na przeciwnej cianie, po ktrego oszkleniu i czarnych ramach lizgao si wiato i wydobywao 
agodne kontury rysw, zatopionych w cieniach, jak si tylko w pamici rysuj 
dawno umare postacie; patrzya si w matk i jakby daa od niej jakiej rady, jakiego 
sowa mocnego, ktrego pragna, ktrego potrzebowaa, i jakby si modlia do niej gbi 
niewiadom tylko, bo usta szeptay:  Co robi? co robi...  i nie znajdujc odpowiedzi 
w sobie ani nie syszc jej z zewntrz zapadaa w chaos spltanych myli, scen i marze, 
jakie w tej ciszy nocy szy do niej z przestrzeni, wychylay si z ciemnych nor mzgu i 
przepeniay jej dusz gwarem bolesnym, uczuciem opuszczenia, smutkiem, niemoc  i 
wtedy miaa tylko tyle siy, aby sobie powtarza w duszy:  Nie, nie, nie!  Baa si, nie 
miaa nawet sobie zda sprawy, dlaczego myli to  nie.  O! nie moga, bo natychmiast, 
gdy unosia si wewntrznie, gdy zaczynaa rozpltywa i myli ukaday si w pewien 
wniosek, z jakich gbin wyaniaa si twarz tego nienawistnego, podego, ktrego z ca 
gwatownoci swojej natury przeklinaa i wisiaa jej przed oczyma, i wloka za sob 
wszystkie zapomniane sceny jej upadku, wstrtne sceny! przypomnienia wszystkich ez i 

37 



cierpie. Zerwaa si z ka i boso, w bielinie tylko, z zacinitymi palcami, chodzia po 
pokoju. Rozpuszczone na noc wosy, jak zoty ogon komety, biegay za ni zamiatajc 
kurz posadzki i w ksiycowym wietle skrzyy si elektrycznymi skrami. 

Okrya si chustk i posza do stoowego; przez drzwi do kuchni przeciskao si wiato, 
wesza tam. Janowa siedziaa na ziemi przed skrzynk otwart. 

 Panienka nie pi jeszcze? A ja se panienko ogldam, a, jake, ogldam se. A to te 
materie daa mi pani crka  mwia rozwijajc z papieru jaki rdzawego koloru materia. 
 Spdnica by bya i kaftan, ale ja sobie to ka zrobi dopiero na mier, a na mier, panienko. 
Dzieciskie podarunki najmilsze do trumny, panienko. Jak si przed Ojcem 
Przedwiecznym stanie, to choby tu i pani crka nagrzeszya, to jak ja, matka, powiem: 
daa mi to obleczenie, kochaa mnie! to ta ju odpuszczone bdzie. 
Janka w milczeniu przypatrywaa si jej starej pomarszczonej twarzy, o sinych, obwisych 
ustach, spoza ktrych wychylay si sprchniae zby  podobnej do krowiej gby, a 
penej macierzyskiej mioci, ktr janiay mae, gboko schowane oczy, wiecce pod 
czoem okrconym t chustk. Poczua szacunek dla tej prostej, gupiej kobiety, ktra 
umiaa tylko kocha, dla ktrej cay wiat i ycie cae streszczao si w dziecku. 

Wysza z kuchni, bo poczua jaki al, e jej nikt tak bezgranicznie nie kocha. Zajrzaa 
do saloniku, w ktrym ksiyc wieci przez okno i zoci jakby wyszczerzone, zielonkawe 
zby klawiatury otwartej. Janka wesza i nie mylc po co idzie pchna ostatnie drzwi do 
pokoju ojca; nie sysza jej wejcia, siedzia pochylony nad biurkiem i pisa. 

 Moe mi ojciec poradzi, co mam odpisa Grzesikiewiczowi?  zapytaa cicho. 
Orowski zerwa si gwatownie, popatrzy na ni, targn brod i szepn: 
 Co chcesz, co tylko chcesz; ja ci do niczego nie zmuszam, na nic nie nalegam. Zechcesz 
i za niego, id, nie chcesz, dobrze.  Zamilk, bo go wzruszenie dawio, odwrci 
si i zacz bibu wyciga atrament z pisma. 
Jance zrobio si przykro, wzia jego ruch za niech, jego szorstki gos za gos gniewu 
i nienawici, wic si nie odzywaa, tylko sza z powrotem. 

 Janiu!  zawoa, ale tak mikko, tak pieciwie, z takim smutkiem i mioci, i alem, 
i strachem w gosie, e odwrcia si szybko i porwana tym gbokim akcentem, ktry zatarga 
j do gbi, rzucia mu si w ramiona. 
 Ojcze mj! Ojcze! Ojcze! 
 Moje dziecko! moje dziecko!  Szeptali obejmujc si ramionami. Zmieszali z sob 
zy i pocaunki i nie mwili nic wicej ponad te sowa, tylko serca biy im zgodnie. 
38 



V 


 Panienko, oto Bartek z Krosnowy przyszed i powiada, e go dziedzic przysali po list. 
 Niech Janowa kae mu przyj do mnie. 
 Hale!... wczoraj podoga myta, a tam bez las takie bocko, takie... moe by... 
 Zawoa go zaraz, podog Janowa wytrze. 
Bartek przyszed i sta przy drzwiach obracajc niemiao czapk, a Janowa ze stoowego 
pokoju spogldaa na jego buty z jak komiczn nienawici, bo istotnie zostawiay 
grube lady na woskowanej posadzce. 

Janka pisaa, ale co chwila dara arkusiki i zaczynaa na nowo. Chciaa podzikowa 
Grzesikiewiczowi za pami i odpisa kilka sw uprzejmych a nic nie znaczcych. 
Wreszcie po dugich usiowaniach skleia odpowied. 

 Dawno jestecie u pana Grzesikiewicza?  zapytaa piecztujc list. 
 He! he!... a zawdy byem, nikaj indziej nie suyem. 
 Starsza pani zdrowa? 
 He! he!... zdrowa, musi by zdrowa, bo jeszcze rano Jewk spraa po gbie  mia si 
gupowato Bartek obracajc coraz szybciej czapk i okrga, pucoowata twarz, wygolona 
starannie, z szerokimi ustami, maym noskiem, okrgymi oczyma i z grzywk tawych 
wosw, rwno obcitych nad czoem, krzywia mu si zadowoleniem. 
 Oddajcie list i kaniajcie si pastwu. Jak si nazywacie? 
 He! he!... a Bartek! To panienka nie wiedz? a przecie wszyscy wiedz!  Bartek list 
obwin w chusteczk, wsadzi j w zanadrze, pochyli si do ng, pochwali Boga i wyszed. 
W kuchni czyhaa na niego Janowa. 

 Bartek, ty zapowietrzony, a nie moge to se niezdaro buciskw obmy we wodzie, 
co? to do pokojw bdziesz chodzi w takich gnojach, co? Drugi raz to ci przetrc. 
 He! he!... oynie si z wami, kobito, i pogodziwa si! 
 Hale! bdziesz si tu pokrako jedna przemiwa!  i oglda si zacza za miot. 
Bartek sun prdzej do drzwi i wali nogami tak silnie, e boto kawaami odpadao mu 
od butw na czyst podog kuchni, najwiksz trosk i chlub Janowej. 
Zabra gazety z poczty, wsadzi je do parcianej torby, ktr sobie przewiesi przez rami, 
popatrzy przed stacj na trenujcego si Zaleskiego i ruszy przez las do domu. Lecia 
prdko, ale im bliej by Krosnowy, tym wiksza markotno i niepokj przepeniay 
mu dusz. Przystawa, zdejmowa czapk i drapa si frasobliwie po gowie.  I... raz kozie 
mier  mrucza, naciska gbiej czerwon, krakowsk rogatywk, uciera nos w palce, 
obciga szeroki, nabijany mosinymi blaszkami skrze i szed wolniej, bojaliwym 
spojrzeniem badajc drog wybiegajc z lasu na wielkie pola, pofalowane wzgrzami, 
pocite dugimi obszarami zb ozimych, podorwek i rdzawych, wytartych ugorw i 
ciernisk. Lasy wielkim koem jakby obrcz niebieskaw ciskay obszary pl, z majaczc 
wrd nich wsi du, przez ktrej domy i sady, w poowie ogoocone z lici, byskaa 

39 



szeroka, wijca si kaprynymi skrtami rzeka pynca z lasw do wielkiego stawu przy 
dworskim ogrodzie, skd wylewaa si na myskie koa i pyna niej przez wielki park, 
przecinaa drog i migotaa byszczc w socu wstg na kach tawych, pomidzy 
kpami czarnych olszyn i dugich plam trzcin poschnitych. 

Bartek most przeszed i wspaniaym z lip olbrzymich szpalerem sadzonym w kierunku 
nasypu trzymajcego rzek na wodzy bieg ku dworowi, z daleka ju bielejcemu wielk 
kolumnad podjazdu, nad ktr okna pitra zakoczonego bardzo piczastym dachem o 
dwch kondygnacjach odbijay jaskrawo promienie soca. Przeszed skonie wielki klomb 
otoczony niskim berberysowym ywopotem 

porozrywanym i uschym w poowie, w ktrym zamiast trawnikw i kwiatw rosy 
kartofle i poszed w bok, do duej oficyny, stojcej w cieniu kasztanw, poczonej z dworem 
gankiem krytym, penym powybijanych szyb, obdartym z szalowania, jakim niegdy 
by obity. Zajrza przez otwarte okno do kuchni. 

 Magda, a kaj pani gospodyni? 
Magda wskazaa mu gow na sie i tuka dalej kartofle w wielkiej cebratce buchajcej 
kbami pary. 
Na progu sieni, do ktrej si schodzio przez czworoktne zagbienie tworzce wpuszczony 
w dom ganek, siedziaa Grzesikiewiczowa na starym, podartym fotelu, z ktrego 
wyazio wosie. Dara pierze w przetak trzymany na kolanach i co chwila rzucaa 
oczyma na klomb i na drugie podwrze, oddzielone od paradnego wyplatanym potem 
chrucianym i rzdem wysmukych, z poschymi wierzchokami, topoli, otoczone z trzech 
stron budynkami gospodarskimi. 

Bartek w ganku czapk zdj, torb przekrci i wyjmowa gazety. 

 Masz list od panienki?  zapytaa agodnym gosem, podnoszc ku niemu siwe, bystre 
oczy i twarz wyblad i pomarszczon. 
 Juci, e mam. Panienka kazaa mi przyj do pokoju, kazaa list odda i kazaa 
grzecznie si kania pastwu, he! he... 
 I zdrowa panienka, co? 
 Musi by, co tam o tym w licie stoi, alem widzia, e silnie bledziuchna na gembie, 
kiej miesic na nowiu i tak mitko gada, com ledwie usysza. Pytaa si mnie, czy dawno 
su u pastwa? he! he!  mia si cicho, bo mu si dziwnym wydawao, e ona nie wie  
przecie cay wiat wiedzia, nawet w Miechowie ydzi wiedzieli, e si on u nich chowa 
od dziecistwa.  Pytaa si, czy starsza pani, to niby gospodyni, zdrowa? Pedziaem, e 
zdrowa. Kazaa si kania i przyszedem. 
 Nic wicej nie mwia?  spytaa si, bo ogromnie lubia wypytywa ludzi. 
 He! he!... a dy mwia: Jak si nazywacie? A Bartek! odrzekem. A dawno suycie? 
A zawdy, pedam, he! he... A starsza pani zdrowa? A zdrowa!  powtarza w kko. 
 Bartek, ide do kuchni, pomoesz Magdzie zanie winiom, a potem pjdziesz do 
kopcw, tylko si tam nie gzij, bo zobaczysz...  pogrozia mu. 
Bartek torb powiesi w sieni i poszed, ale powrci zaraz, mi czapk w rku, drapa 
si po gowie, przestpowa z nogi na nog i niemiao patrzy si na star. 

 Czego chcesz? 
 A to... moe by pani gospodyni  pochyli si i pocaowa j w kolano  wstawili si 
do pana dziedzica, bo mi si cosik we bie pokrcio i te listy, co mi dziedzic dali na poczt, 
pjd na maszyn dopiero jutro, a bez to dopiro jutro pjd nie dzisia, e pan dziedzic 
powiedzieli: modry na maszyn, a biay do naczelnika. Baczyem do lasu, ale potem tak mi 
si we bie pokiebasio, e mylaem, co modry la naczelnika, a biay na maszyn, inaczej 
40 



ich da nie chciaem. Naczelnik mnie skrzycza, bo modry by na maszyn, a biay do naczelnika! 
Baczyem do lasu, a w lesie to mi si widziao, e modry by... 

 Dobrze, dobrze  przerwaa mu prdko, bo nie zrozumiaa, o co mu idzie. Odstawia 
pierze, z gazetami i z listami, ktre wzia przez czerwon zapask samodziaow, jak 
bya opasana, przesza kuchni i tym gankiem krytym posza do dworu, do pokoju syna, 
pooonego na pitrze w rogu domu. Sza cicho przez wspaniale kiedy urzdzone pokoje, 
pene jeszcze staroytnych stylowych mebli, malowide i zoce na sufitach poczerniaych, 
obrazw zakurzonych na cianach. 
Dwr by prawdziwie paski, Grzesikiewicz kupi go na licytacji ze wszystkim, co w 
sobie zawiera, bo majtek ogromny obszarem ziemi i lasw, po mierci waciciela. ktry 
si zastrzeli w przystpie obdu, poszed pod motek, na rzecz niezliczonych wierzycieli. 
Starzy 

Grzesikiewiczowie mieszkali w oficynie; dwr by za wielki i za paradnie urzdzony 
dla nich, nie umieli chodzi po posadzkach i dywanach ani te porusza si wrd aksamitw, 
jedwabiw, brzw i wielkopaskiego, wytwornego wykwintu; czuli si w tym 
domu skrpowani jakby w kociele. Andrzej tylko zajmowa dwa pokoje na pitrze, bo 
stamtd mia cae podwrze i kawa pl na oczach, a reszta staa pustkami. W jednej poowie 
poskadano wszystkie meble bezadnie, a druga suya za spichlerz, skad uprzy i 
starego elastwa. 

Stara sza wolno, unosia nieco szarej, beowej sukni, bo kurz grub warstw pokrywa 
dywany i posadzki, i ogldaa uwanie pokj po pokoju wybierajc w myli mieszkanie dla 
przyszej synowej. Dom cay, pomimo nagromadzonych w nim wspaniaoci, mrozi smutkiem 
i opuszczeniem. Wiele okien byo pozabijanych deskami, w wielu szyby pozaklejane 
papierem albo zapchane som; sprzty kolawe, bez ng, z fornirami poodklejanymi, wyglday 
niby najndzniejsze kaleki w ydowskim skadzie mebli. Marmurowe, rzebione 
kominki, o kratach ze zoconego brzu, zarzucone byy mieciami. Cikie, aksamitne z 
adamaszkw jedwabnych portiery zwieszay si w niektrych drzwiach oderwane; wiele 
obrazw wyleciao z ram i leao w kurzu; tynki odpaday i tworzyy warstw szar na 
konsolach luster wspaniaych, zasnutych pajczyn, martwych, na stoach inkrustowanych 
rnokolorowym drzewem i miedzi zocon. 

W wielkim pokoju od ogrodu, owieconym przez dwa weneckie okna, dawniej jadalnym, 
obstawionym kredensami, wyoonymi dbowymi, rzebionymi boazeriami, leay 
stosy cebuli, a na stoach dbowych, o wspaniaych blatach pokrytych mozaik z jasnego 
drzewa, czerwieniy si poukadane rzdem pomidory wystawione tutaj na dziaanie soca. 
Oszklone, szerokie drzwi prowadziy na taras otoczony balustrad elazn, kut rcznie 
w wielkie lilie; z tarasu kamienne schody, poupane, powybijane z obsad, prowadziy na 
trawniki. Grzesikiewiczowa popatrzya na czerwone georginie dogasajce ostatnimi kwiatami, 
na te nagietki i blade lazy, ktre rosy w klombach dziko i odradzay si same z 
kad wiosn, na dugie, powyginane, pene wysepek jeziorko cignce si od samego 
prawie tarasu i przez cay park, peen starodrzewia, wzgrz sztucznych, grot, posgw potrzaskanych, 
ulic obsadzonych przystrzyonymi grabami, a do rzeki. Poodwracaa cz 
pomidorw i posza na pitro do syna. Mieszkanie Andrzeja utrzymane byo przyzwoicie, 
miao czyste firanki i cae meble, ale czu w nim byo, e tutaj si tylko sypia, a nie myli, 
nie yje; taki stamtd wia chd i tak poprawnie stay meble. Na dugim biurku peno byo 
papierw i ksig gospodarczych, sojw z prbkami sztucznych nawozw, rysunkw, prbek 
ziemi i kilka retort. Stara pookurzaa wszystko starannie, poprawia pociel na ku i 
patrzya dugo na list Janki opatrujc go ze wszystkich stron. Przygldaa si ciekawie pi


41 



smu z t jak czci i szacunkiem, z jakim si patrz na nie chopi, bo sama nie umiaa pisa 
ani pisanego czyta; czytywaa tylko na swojej ksice do naboestwa. Pooya list 
na biurku w widocznym miejscu, pogadzia go pieszczotliwie, jakby Jank gaskaa i 
umiechajc si z radoci zesza z powrotem do oficyny. Zabraa pierze i zaniosa do swojego 
pokoju pooonego zaraz przy sieni, z ktrego okna wychodziy na podwrze i na warzywny 
ogrd. Przymkna lekko drzwi, aby sysze, co si dzieje w kuchni i drobnymi 
kroczkami spacerowaa po przecinajcym pokj chodniku samodziaowym w poprzeczne 
biao-zielone i czerwone pasy. Pokj mia podog prost, z oheblowanych desek sosnowych, 
lnicych prawie od biaoci i ciany wybielone wapnem z niebiesk obwdk pod 
sufitem. Trzy rzdy obrazw witych, we wspaniaych, zotych ramach, wisiay na cianach, 
a nad kiem ogromnym, mahoniowym, przyniesionym ze dworu, zasanym pierzyn 
i stosem poduszek, i jakw w biaych powoczkach, wisia obraz Matki Boskiej, przysoniony 
mulinow firaneczk i otoczony kilkunastu obrazkami przyklejonymi do ciany. 
W rogu izby staroytna, wykadana brzami, komoda dwigaa dwa olbrzymie bukiety z 
papierowych r, tych i czerwonych, wstawionych w obtuczone nieco wazony, pomidzy 
ktrymi staa czarna, prosta pasyjka opleciona racem, a nad komod, a do sufitu, 
wisiay obrazki otaczajce wielkiego, z koci soniowej, Chrystusa rozpitego na hebanowym 
krzyu. Niebieska lampa na poczerniaym acuszku palia si przed krzyem nieustannie. 


 Anusia!  zawoaa do kuchni  naszykuj dla starszego pana podwieczorek. 
 O, pani! Prawdziwa pani!  mylaa umiechajc si sodko na wspomnienie Janki. 
Polinia palec i pogadzia wosy gadko rozczesane nad czoem, okrya si kraciast 
chustk, wzia kij, zajrzaa do ssiedniego pokoju i podreptaa do kuchni. Sama krajaa 
chleb dla suby i wziwszy naszykowany ju podwieczorek dla ma posza w podwrze. 
Zajrzaa najpierw do chleww przerobionych z dawnej psiarni. 
 Magda! tocie tak re dawali, co? Poowa kartofli na ziemi, nie w korycie. 
 A to maciora wyrzucia ryjem, niech gospodyni patrz jak wyrzuca. 
 Maciora! Ty tumoku jeden, ju nieraz widziaam, jak ty dajesz im je  krzyczaa 
piskliwie i zacza rkami zbiera z ziemi kartofle z osp i wrzuca do koryta.  Powiem 
panu dziedzicowi, to jak ci kijem przeleje troch, to zaraz bdziesz uwaaa, gdzie ka, 
zaraz zobaczysz koryto. Prniaki! szelmy!  mruczaa.  Bartek! zanie starszemu panu 
do burakw, a ywo! 
Bartek znikn za wgem z podwieczorkiem, a stara posza dalej. 

W podwrzu cicho byo, tylko kilkadziesit kaczek trzepao si po gnojowiskach i stada 
kur rozgrzebyway miecie i som przed stodoami. 

Wielkie, kudate brytany, z rudawej sierci podobne do wilkw, przykute przy drzwiach 
stajen, zaczy si rzuca na acuchach i skomle radonie, pogaskaa kadego i wesza 
do rodka, do rebakw zamknitych w osobnej przegrodzie. Klepaa ich po bokach, po 
karkach, gaskaa i zagldaa do obkw, a ujrzawszy w drugim kocu stajni koniarka 
krzykna: 

 Micha! rebaki siana nie maj, od czego ty prniaku!  pogrozia mu kijem i posza 
do kopcw sypanych w ogrodzie. 
Kilkanacie fornalek wozio kartofle, ktre zsypywano w dugie pryzmy. Stara sza 
przez ogrd, zupenie opuszczony, peen odwiecznych drzew owocowych pokrytych 
mchem, pod ktrymi stao kilkanacie pookrcanych som pni pszcz. 

Za ogrodem, kilkadziesit kobiet, w jaskrawo czerwonych weniakach i chustkach, kopao 
kartofle. Przysonia rk oczy i patrzya na mody zagajnik, przy ktrym biega dr


42 



ka, wysadzona od pola brzzkami, a rdzawe kicie lici wznosiy si na biaych pniach i na 
tle mocno bkitnym zagajnika rysoway si niby wielkie pawie pira. Drk migota buanek 
Andrzeja. 

W powietrzu bya cisza zupena; graby w parku cigny si dugimi rudawymi pasami, 
winie ciemnoczerwone licie zrzucay na ziemi wieo rozkopan i plamiy j niby patkami 
krwi zastygej. Wrble goniy si pod stogami owsa, a wrony ca band chodziy po 
kartoflisku i zryway si na kady goniejszy odgos pieww, jakie pyny w powietrzu 
od kopicych. Wozy turkotay, czasem krzyk fornali rozlega si goniej, razem ze wistem 
bata, to guchy odgos zsypywanych na ubit ziemi kartofli albo jaka pszczoa zabrzczaa 
cicho i siadaa na liliowych ostatnich astrach; myn hucza gdzie za parkiem 
jednostajnie. Senno zdawaa si spywa ze wiatem soca i rozwczya si nad ziemi 
obnaon ze zb, rozkopan, obdart z rolinnoci, zmit i zmczon wysikiem wegetacji, 
ludzie i zwierzta chodzili ociale, nie leciay pokrzyki radosne nad zkymi trawami, 
nie szumiay drzewa prawie nagie, nie piewao ptactwo. Jesie pobraa barwy i si 
przyrodzie, na polach byo szaro i pusto, tylko gdzieniegdzie zieleniy si mode zboa, a 
od k rozbrzmiewa guchy, bez echa, poryk byda. Zamierao wszystko, zapadao w dugi 
sen i odpocznienie. 

A nie wierz chopu, nie wierz, 

A choby najlepszemu...  

A bo ci wyprobuje 

A powie dziesitemu... 

Leciaa zwrotka od kopiarzy, ale zaraz przepada w ciszy i sennoci przestrzeni. Grzesikiewiczowa 
powrcia do domu mylc, e ju syna tam zastanie. Nie byo go jeszcze. 

VI 

Na sam wieczr, kiedy ju podwrze zaczynao nabiera ycia, bo rozbrzmiewao beczenie 
owiec i spdzano bydo do obr, przyjechaa Jzia, crka Grzesikiewiczw, starsza 
od Andrzeja. 

Przyjechaa brekiem, ze stangretem ubranym w liberi. 

 Dobrze, e przyjechaa  zacza stara wprowadzajc j do swojego pokoju.  Zaraz 
ci co poka. 
Posza piesznie do dworu i przyniosa list Janki. 

 Patrz, list od panny Orowskiej do Jdrusia. 
Jzia obejrzaa list i dosy niechtnie rzucia go na st. 
 C w tym wanego?  szepna podnoszc na matk dwukolorowe oczy, bo miaa 
jedno bkitne, a drugie tawe. 
 Przecie to od panny Janiny  powiedziaa z naciskiem, jeszcze raz przypatrujc si 
listowi. 
 Sysz, nie potrzebuje mi mama powtarza. 
 Jdru teraz to ju si z pewnoci oeni. 
 Jdru jest...  nie dokoczya, zniya gos do szeptu.  Jdru, eby chcia, to mgby 
si oeni nie z tak, jak Orowska. Mody jest przecie, wyksztacony, bogaty. 
 A juci! juci, e mody, e bogaty, e uczony, tyle lat by w klasach, juci, ale... 
 Mogaby mama tego juci nie mwi; to dawniej uchodzio jeszcze, ale dzisiaj... 
 O, moja Jziu, co ci to szkodzi? 
 Szkodzi, bo ludzie si z mamy miej. 
 Tylko gupie si miej, mdre nie, bo wiedz, e prosta, nieuczona kobieta jestem i 
przecie na staro uczya si nie bd piknego mwienia. A ty zawsze mnie musisz 
43 



ugry: a matka tak niech nie mwi, a tak nie chodzi, a z matki ludzie si miej. Ady, 
moja Jziu, chobym gadaa i ubieraa si po pasku, ludzie by i tak wiedzieli, e nie adna 
pani jestem. Ty to se yjesz, jak grafina jaka, a i tak wiedz, e moja crka i e twj 
ojciec by karbowym. Jest czym si d. Jezus Maria!  szeptaa prdko i z pewn gorycz. 

 Niech mama przestanie, bo zaraz odjad  szepna Jzia, zo zamigotaa w jej 
oczkach, wyprostowaa swoj wynios, majestatyczn posta i zmierzaa ku drzwiom, ale 
si rozmylia i usiada na kanapce drewnianej plecami do okna. 
 Czy Andrzej si ju owiadczy?  zapytaa prawie obojtnie. 
 Jeszcze nie, ale e napisaa do niego sama, to juci, e wszystko musi by dobrze 
pomidzy nimi. Jdru tam jedzi co dzie podczas jej choroby, ale pono ju wyzdrowiaa. 
Chciaabym, eby si oeni z ni  umiechaa si tkliwie.  Taka pani i adna, i dobra. 
Przecie jak oni, zeszego roku  poprawia si, bo Jzia sykna  spotkaam j w lesie, to 
pocaowaa mnie w rk! widzisz! mnie pocaowaa w rk! a przecie prosta kobieta jestem 
 dobra, o, dobra panienka!... 
 Dobrze tylko liczy. Przecie takiego, jak Andrzej, ma, nie znajdzie drugiego. Niech 
mama zrozumie, e panny z najpierwszych domw poszyby z chci za niego. 
 Mwisz! a nie jedzi to do panny Zieliskiej albo do Owiskiej, co? i na prno. 
 To on by temu winien, bo nie umia si podoba  odpowiedziaa i bysk triumfu zawieci 
w tawym oku, bkitne wiecio zimno, jak ld bardzo przejrzysty, a po wskich 
ustach przelizn si umieszek niedostrzegalny. 
 Nie to, ino tamte panny gupie, dufaj, wierz  poprawia si  w swoje pastwo. Jdru, 
cho chopski syn, ambicj swoj ma i honor, nie chcia asi si kole nich kiej pies i 
ja nie chciaam, bo jak mi spotkay w kociele, to se patrzyy na mnie bez te gupie 
szkieka, kiej na zagranicznego robaka!... A c to, cudak jaki jestem, czy co?  zatrzsa 
si z oburzenia. 
 Bo te mogaby mama ubiera si inaczej. Co mama kadzie na siebie! ii!  Wstaa i 
zacza matk wykrca na wszystkie strony i oglda z politowaniem.  Zapaska, beowa 
suknia, watowany, barchanowy kaftanik, chustka za p rubla na gowie, f i!... mogaby 
mama w tym kostiumie sta za szynkwasem. Co? i ciemki na nogach za dziesi zotych! 
hi! hi! hi! paradne, jak dzieci kocham. Moja gospodyni...  nie skoczya, odsuna si i 
zatykajc nos szeptaa pogardliwie  ale mam czu obor i chlewami, to ju chamstwo!... 
 A ta panna Orowska  cigna stara nie obraajc si ani zwaajc na sowa crki  
to cakiem inna, cakiem. Uczona te jest i bogata. Prawdziwa pani, a Jdrusiowi ju by 
czas wielki by si oeni, bo ja stara, niedugo oczy zamkn i coraz mi ciej doglda 
gospodarstwa. 

 Czemu mama nie wemie sobie gospodyni? 
 Trzeba juci paci, a po drugie, bo to obca dojrzy, bo to si mona spuci na nie. 
 Mama myli, e Orowska zajmowaaby si gospodarstwem? 
 A niechby ta i nie, aby tylko bya. Tak, niechta se siedzi cay dzie w paacu, czyta po 
francusku abo i gra na fortepianie, od tego przecie ona pani. Ju bym ja jej raczkw nie 
daa umorusa robot, nie. A taka szlachcianka, taka pani synowa, to nie honor, co?  
Umiechaa si wodzc rozpromienionym wzrokiem po okrgej, mocno wypudrowanej 
twarzy crki, zacinajcej usta, eby nie wybuchn zym, drwicym miechem. Zte oko 
wiecio nienawici i biegao po pokoju, gdy tymczasem bkitne trzymaa utkwione w 
matce. 
44 



 Zawsze co pani, to pani. W paacu tyle dobra jest i marnieje wszystko, a ona umiaaby 
si w tym obraca. 
 Dlaczego mi mama nic nie chce da z tych gratw? Dla bratowej i tak starczy. 
 To Jdrusia, przecie wiesz, e to wszystko Jdrusia. Ojciec, jak kupi, chcia spichrz 
zrobi z paacu, a meble sprzeda, ale si z Jdrusiem jako porachowali, e teraz paac i 
wszystko, co w nim jest, jego. Ja ci da nie mog z tego, nie mog.  Zacza energicznymi 
ruchami zaprzecza moliwoci dania czegokolwiek, bo Jzia czsto j o to nagabywaa. 
 Niech si mama nie boi, zostanie wszystko dla Jdrusia, bo przecie tylko Jdru jest 
dzieckiem, tylko Jdru potrzebuje, tylko o Jdrusiu si myli i dla Jdrusia si zbiera. 
 A ty by chciaa wzi sama wszystko. Masz ju po zby, a naje si nie moesz; to 
nawet grzech takie akomstwo, Pan Bg ci jeszcze za to skarz, zobaczysz... 
 Niech no mama te przepowiednie zostawi na pniej, a teraz moe dostan co je, bo 
wyjechaam z domu przed kaw. 

Stara popatrzya na ni niechtnie i posza do kuchni. 

Jzia siedziaa nieruchoma na kanapce i ze zoci zacza gry i szarpa rkawiczki. 
Zacza pracowa mzgiem usilnie, jakby przeszkodzi temu maestwu, ktre mogo 
popsu jej najtajniejsze plany i najgortsze marzenia. Nie chciaa, eby si Andrzej oeni, 
bo w przyszoci widziaa si ju pani caego majtku. Popsua Andrzejowi opini we 
wszystkich dworach, gdzie byy panny, z pomoc Osieckiej, ktra bya jej najlepsz przyjacik 
i pomocnic. Bya gboko uradowana na wiosn dowiedziawszy si, e Janka 
odmwia bratu, a jeszcze gbiej, gdy si dowiedziaa o jej wyjedzie z Bukowca i wstpieniu 
do teatru; wtedy, przy kadej sposobnoci, w formie wspczucia i politowania, 
rozmawiaa o niej z Andrzejem.  Znowu wchodzi mi w drog!  pomylaa, uklka na 
kanapce, opara si okciem o parapet okienny i utona w mczcej pracy myli, wynajdywaniu 
rodkw, jakimi naley przeszkodzi temu maestwu. Patrzya w ten zmrok 
czerwonawy, peen refleksw miedzianych, zrz pozachodnich i smug fioletowych, i gwarw 
koczcego si dnia, co ju rozwczy si nad ziemi, ogarnia pola, okrywa niskie 
krzewy i pnie topoli i wpywa do pokoju mtnym, szarym tumanem, porysowanym konajcymi 
na zotych ramach obrazw byskami.  Nie dam!  szeptaa zaciskajc picie.  
Nie dam!  i zawzita, chciwa jej dusza zacia si w gniewie. te oko zaczo drga 
newralgicznie i sypa iskrami, bkitne wiecio martwo i gronie. Nienawidzia Janki ca 
moc swojej dzikiej, chopskiej duszy, jak nienawidzia wszystkiego, co byo pikne i 
wysze. 

Suca wniosa kaw i lamp, bo ju w pokoju zupenie ciemno si zrobio. 
Jzia oderwaa si od okna, woya na nos niebieskie binokle, eby ukry oczy pod 
nimi i z zaoonymi na plecach rkoma spacerowaa po pokoju. 

 Irenka pisaa?  zapytaa matka nalewajc kaw z dzbanuszka. 
 Pisaa, cauje mam i ojca. Na Boe Narodzenie przyjedzie. Przeoona dopisaa si 
do listu i donosi, e Irenka bardzo dobrze si uczy  opowiadaa ywo Jzia siadajc przy 
stole, poruszona przypomnieniem crki, ktra si uczya u Sercanek lwowskich. Rozpromienia 
si i zapomniaa o wszystkim, tylko opowiadaa nieskoczone szczegy o dzieciach 
swoich, bo miaa jeszcze syna umieszczonego w jakim specjalnie arystokratycznym 
pensjonacie wiedeskim. Dzieci byy jej dum, marzeniem i pociech, bo czua si zawsze 
nieszczliwa; to jej pochodzenie, ktrego si wstydzia, byo dla niej cikim jarzmem w 
caym yciu. Bya dumna, mciwa, zazdrosna i chciwa. Wiedziaa, e pomimo znacznego 
majtku, okolica, to jest caa dawno osiada tutaj szlachta, traktuje j, jak crk byego 
szynkarza i owczarza i to j gboko bolao. Upokarza j wasny m, ekonom, za ktrego 
45 



wydali j rodzice jeszcze wtedy, kiedy stary Grzesikiewicz handlowa wen i owcami, 
kiedy jeszcze nikt nie przewidywa jego zbogacenia si, bo pomimo kostiumw, w jakie 
ubiera si go zmuszaa, pozostawa zawsze prostym, ordynaryjnym ekonomem umiejcym 
zaledwie czyta i pisa. 

 Andrzej wie, e Orowska bya cae cztery miesice w Warszawie?  zapytaa w kocu, 
skombinowawszy jaki plan. 
 Jake, przecie tam jedzi wicej ni dziesi razy latem. 
 Do niej?  zapytaa udajc zdziwienie, bo o wszystkim wiedziaa doskonale. 
 Juci, tego nie wiem, bo mi nie pedzia, nie powiedzia  poprawia si spiesznie  ale 
tak sobie kalkuluj. 
 Pewnie, e tak. Mama wie, co ona robia w Warszawie? 
 Przecie Jdru mwi, e uczya si. 
Jzia wybuchna miechem tak serdecznym i dugim, a czerwona, pomimo pudru, jej 
twarz pokrya si sinawymi plamami. 

 Mama jest atwowierna, mamie wszystko wmwi mona i gdyby Jdru powiedzia, 
e Orowska pojechaa na ksiyc, to mama by uwierzya. 
 A dlaczegby nie? Po c Jdru miaby cygani przede mn? 
 Po co?... bo si wstydzi powiedzie, e ta panna Janina, ta prawdziwa pani, ta szlachcianka 
z edukacj, bya komediantk. 
 Komediantk?  zapytaa stara nie rozumiejc dobrze. 
 A tak. Taka, jakie widziaa mama w Miechowie, co to jedziy na koniach i przewracay 
kozioki; pamita mama, te w koszulach tylko. 
 Jezus Maria! Jzia, co ty mwisz?  wykrzykna zaamujc tragicznym ruchem rce. 
Stana przed crk i ze zgroz jak, litoci i smutkiem patrzya na ni. 
 Prawd mwi, niech si mama spyta Andrzeja, niech si mama spyta, kogo chce. Na 
stacji wiedz najlepiej, zreszt, caa okolica wie dobrze. 
 A nie, nie uwierz, nie, bo po c by ona posza do tych komediantw? Ojca ma, pienidze 
ma, porzdna kobieta, nie, nie.  Zaprzeczaa energicznie i szybko odzyskiwaa 
wiar zachwian na chwil.  Taka pani i poszaby do takich mapw i po co?  pytaa si 
nie mogc zrozumie. 
 Mwili rnie, po co? ale przecie porzdna panna, jeeli si jej trafia i za m za 
takiego czowieka, jakim jest Jdru, to by wysza, a ona nie chciaa... tylko zaraz potem 
ucieka z domu. Mama wie dobrze, co wyrabia Orowski, e o mao nie zwariowa ze 
wstydu. 
 Prawda, prawda... ale bez co ona posza do komediantw?  pytaa stara i znowu fala 
wtpliwoci i goryczy przepenia jej serce. 
 Moe nie moga i za Jdrusia i musiaa ucieka z domu! mwi nawet, e Orowski 
j wygna!...  szeptaa znaczco Jzia nie patrzc na matk, ktra poykaa te sowa jak 
ogie palcy zgroz. 
 Jzia, co ty mwisz, jeszcze kto usyszy?  obejrzaa si odruchowo na drzwi i okna. 
 Nie bd powtarza, co wszyscy mwi i wiedz, ale jak bya w domu, to przecie 
wczya si sama po lasach, sama jedzia do Kielc. To porzdna panna tak powinna robi, 
co? Nigdzie by jej za prg nie pucili do porzdnego domu. A co robia w teatrze? 
Dlaczego si trua?.. przecie na p yw przywiz j stary do Bukowca, leaa w szpitalu, 
pisay o tym gazety. 
 W szpitalu bya! trua si, pisay o tym gazety!  powtarzaa stara zbladymi, trzscymi 
si ustami i zy niby groch posypay si jej z oczu na watowany kaftanik. 
46 



 Wszyscy o tym wiedz. Nikt nie wie, dlaczego si trua, ale przecie to nie trudno si 
domyli, o, wcale nie trudno...  szeptaa cichym, przenikajcym gosem i zy umiech 
odsoni jej ostre, psie zby. 
 Nie, nie!...  protestowaa znowu stara.  Jed ju ty sobie, jed. Nie przywieziesz ty 
nigdy adnej pociechy, tylko jak diabe zmartwienie albo zo. 
 Prawd przynosz zawsze; przekona si mama jeszcze o tym  powiedziaa twardo. 
Podniosa si, woya kapelusz zielony z jasnym pirkiem, okrya si dugim burnusem i 
chciaa na poegnanie pocaowa matk w rk, ale stara usuna si spiesznie. Jzia kiwna 
jej pogardliwie gow i wysza. 
Grzesikiewiczowa staa wci, nie mogc zgnie w sobie alu i oburzenia. Dygotaa, 
bo jej gmach szczcia, o ktrym tak dawno marzya, rysowa si i grozi rozsypaniem. 
Janka! ta Janka, ktrej tak pragna za synow, byaby taka... Ta pani... szlachcianka, ktr 
jej Jdru tak kocha... Nie, nie... to nieprawda. Jdru by wiedzia, on taki mdry i uczony... 
Tak, to z pewnoci nieprawda, co ta Jzia mwia  wmawiaa w siebie.  Z pewnoci 
nieprawda. A, suka! aby tylko ugry  szepna z gniewem, spogldajc oknem za 
crk, na brek okrajcy klomb i gincy pod wspania arkadow bram. Uspokoia si 
nieco, ale w gbi wiy si wtpliwoci z pragnieniem, eby to bya nieprawda; jej prosty, 
chopski mzg nie mg poj, nie mg zrozumie nawet istnienia przyczyn skaniajcych 
takie kobiety, jak bya Janka, do wstpienia do teatru i do popenienia tego, o co j 
oskaraa Jzia, ale jednoczenie chopska podejrzliwo widrowaa j bolenie. Dugo si 
biedzia tymi pytaniami i nie mogc doczeka si syna posza w podwrze. 

A w oficynie sycha byo jej gderliwy, cienki gos; krzyczaa na parobkw, na dziewki, 
na dwrki dojce krowy. Zagldaa wszdzie: do wi, do obw koskich, do owiec, 
do kur i gsi; ogldaa zamki w pichlerzu i stodoach i co chwila gos jej gniewny rozlega 
si w innej stronie. 

Posza ku kopcom, gdzie pomimo ciemnoci koczono okrywanie kartofli, bo stamtd 
j doszed potny gos syna krzyczcego na Bartka, ktry sta z czapk w rku i stara si 
tumaczy paczliwym gosem. 

 Co mi ty narobi, chamie jeden! Nie powiedziaem ci wyranie, nie tumaczyem po 
kilka razy, e niebieski list wrzucisz do pocigu, a biay oddasz naczelnikowi, co?... 
 Janie panie, byy dwa listy: biay i modry. Juci, e bacz, co janie pan kazali, modry 
na maszyn, a biay dla pana naczelnika. 
 A czemu tak nie zrobi?  zapyta Andrzej agodniej, spostrzegszy nadchodzc 
matk. 
 Zapomniaem. Wyszedem, tom baczy do samego lasu, pamitaem cigiem, co biay 
do naczelnika, a modry na maszyn; ale ju w lesie cosik mi si pokiebasio i stawa modry 
we bie tam, gdzie przdzi by biay, i nie wiedziaem dokumentnie, ktry gdzie trza 
odda, a kiej przyszedem na stacje, to mi si kuniecznie widziao, co modry do naczelnika, 
a biay na maszyn. Ja, janie panie, baczyem dobrze, ino pod lasem wrony krakay, mignuem 
na nie kamuszkiem i poszedem, i do samego lasu cigiem se przepowiadaem: modry 
na maszyne, biay do naczelnika; a w lesie to mie jako; zamroczyo i mylaem ju: 
biay abo modry na maszyn, tak, modry abo biay la naczelnika. A na stacji... janie pan 
mi daruj, ale do lasu mylaem: biay, biay, biay  naczelnik, naczelnik... 
 Id do diaba! Zaprowad buanka do stajni! Odpowied przyniose? 
 Oddaem pani gospodyni. 
 No, ruszaj!  krzykn oddajc konia, ktry sta przy nim spokojnie. 
47 



 Janie panie!  szepta przez zy Bartek.  Do lasu dobrzem myla: biay, biay  juci 
biay... 
 Wyno si, idioto! Wytrzyj konia i okryj go na noc derk. 
Bartek znikn w mroku; cign za trenzl konia, drapa si po skopotanej gowie i 
mrucza: 

 Jezus! to te zapowietrzone gapy, za to, com na nie mign kamieniem. Jeszcze do lasu 
mylaem: biay, biay, w lesie, abo modry, abo biay... Loboga, to nic inszego, ino te 
gapy dur rzuciy na mnie. 
Andrzej wyda ostatnie polecenie i razem z matk powraca do domu. Stara spogldaa 
na niego tajemniczo i cicho powiedziaa: 

 Jest list od panny Orowskiej. 
 A mwi mi ten idiota, Bartek.  Zacz i prdko, niecierpliwo go porywaa. 
 Jedru bo nie zd, ju mi tchu brak. 
Zwolni kroku,uj matk pod rami i prowadzi troskliwie. 
 Jzia dopiero co odjechaa  zacza stara nie wiedzc w jaki sposb opowiedzie mu 
to, co syszaa od crki. Spogldaa na niego co chwila i niemiao a zarazem jaka matczyna 
mio zamykaa jej usta. 
 Nie jedzie do Warszawy, nie wspominaa mamie? 
 Nie, ale duo mi opowiadaa o pannie Janinie  rzucia drcym gosem. 
 Moe mi mama nie powtarza, znam dobrze Jzie i wiem, co mwi moga. Wiem, e 
nie zostawia na pannie Orowskiej i jednej suchej nitki ani jednej biaej centki. Znam dobrze 
t jdz! 
Stara odetchna, bo jeli on wszystko wie i chce si z Janka eni, to, co jej Jzia opowiadaa 
i kazaa si domyla, musi by nieprawda; tak j to serdecznie ucieszyo, e zacza 
na Jzi si skary. 

 A taka chciwa, e a wstyd. Wszystko by ino braa i cigiem si ze mnie mieje. 
 Lubi bra, w przeszym tygodniu bya w paacu, prosia mnie o dwa lichtarze z brzu. 
Nie daem, ale i tak wychodzc zabraa je pod okrycie. Mniejsza o to, ale mama powinna 
jej zabroni wstpu do paacu, kiedy mnie tam nie ma. Okropna kobieta, kci si z caym 
wiatem, okolica caa si jej boi, bo jak kogo wemie na jzyk, to go tak obrobi czy winien, 
czy nie, e strach, a przy tym w domu cigle pieko; ten biedny Ignacy to ju bez 
gowy chodzi. 
Weszli do mieszkania. 

Rozerwa gorczkowo kopert i poera list oczyma; fala krwi oblaa rumiecem radoci 
jego jasn twarz o regularnych, mocno citych rysach zakoczonych pow czupryn. 
Zacz skuba i przygryza wsy, czyta list po kilka razy. 

 Przeczytaj, Jdru, gono i ja rada bym wiedzie  prosia stara dotykajc listu delikatnie. 
Czyta. Matka rozradowaa si zupenie. Wszystkie podejrzenia, wtpliwoci topiy si, 
jak nieg pod wpywem wiosennego soca, rado przeja jej serce i szczcie wiecio w 
jej biaej, niby z blichowanego wosku, twarzy. 

 Teraz, to mi si widzi, e si z ni oenisz, a czas by, Jdru, czas! westchna. 
 Oeni si, mamo, jeeli mnie tylko zechce, to si zaraz oeni.  I jaka radosna 
pewno przejmowaa go sodkim uczuciem zadowolenia.  Bdzie mama mie synow, 
bdzie. 
 I wnuczki, Jdru? 
 Bd i wnuczki!  woa ze miechem, caujc matk po rkach. 
48 



Przycisna mu gow do piersi. 

 Stara kobieta jestem i wnuczkw mi kuniecznie trza, kuniecznie twoich dziecitek, 
Jdrusiu! bo te Jzine, to jakie nie nasze, babki nie rozumiej i takie jakie, kiejby zagraniczne. 
Jdru zacz snu plany przyszoci i tak mwi wiele, e stara rozpywaa si w radoci, 
bo si nigdy nim dostatecznie nasyci nie moga. Zawsze czas przepdza za domem, 
przy gospodarstwie, wpada tylko do rodzicw je, zamienia po kilkanacie sw i znika. 
Lecz teraz, zamiast i do siebie lub jecha do Witowa, gdzie czsto przepdza wieczory, 
siedzia z matk i rozmarzonym gosem opowiada o Jance i o przyszoci. Dotyka rk 
piersi, na ktrej list Janki spoczywa, chodzi, siada, opiera gow na krawdzi stou i snu 
cudn przdz marze. 

Matka siedziaa w swoim starym, podartym fotelu i robia poczoch, pochylaa si nad 
ni chwilami, aby znale zgubione oczka i podnosia siwe oczy na Andrzeja, promieniaa 
jego szczciem, i suchaa. Przerwa im turkot bryczki. 

 Ojciec przyjecha. 
Parobek przeprowadzi starego, tak pijanego, e ledwie si wlk na nogach, do ssiedniego 
pokoju, ktry by jego pokojem i zarazem suy za jadalni. Stary upad na gboki 
fotel i dysza ciko, zgrzyta zbami, uderzy w porcz rk i sykn: 

 A, boli! niech ci psy zgryz, bdzie jutro plucha... a, boli!... kazae zakry kopce? 
 Kopanie skoczone. 
 Byem w lesie, bo si zjechao duo ludzi po drzewo. A... to jak widerkiem, tak mi w 
kociach wierci. Matka, daj no gorzaki, zalej tego psa wciekego, co mnie gryzie, jak 
Boga tego kocham. 
 Musia go ojciec dosy ju zalewa w lesie  szepn z gorycz Andrzej. 
 Cicho, synku! cicho! Widzisz, tak byo: strzykno mnie co w nogach, posaem 
Walka po gorzak i co mnie kolo tylko, zaraz kieliszek nalaem na tego robaka podego, 
a mnie rozbolay obydwie nogi. Jdru, sprzedaem t zmursza!  zawoa radonie, rozcierajc 
kolana. 
 Prosiem ojca, eby nie sprzedawa, znowu ojciec oszuka kogo. 
 Cicho, synku! zapacili jak za najzdrowsze drzewo. Ho! ho! Niemiec myla, e mnie 
oszwabi, a ja go wziem! a, jucha Szwab, jucha! Matka, daj no gorzaki, bo boli  zacz 
zgrzyta zbami, gowa mu opada na ty fotelu, twarz posiniaa nagle i pokrya si potem, 
krzywi si okropnie i przewraca oczyma.  Matko, daj wdki!  jcza. 
 A juci, chcesz si dopi krlestwa niebieskiego? Doktor ci nie powiedzia, coby ani 
wdki, ani adnych jenszych tronkw nie pija, co? Ju masz tyle, e ani kropli ci nie dam! 
 Matka, daj wdki, mwi ci, bo jak Boga tego kocham...  grzmotn pici w st, 
a szklanki i talerze podskoczyy, zgrzytn i wypry si z jkiem. 
 Niech mama nie daje!  zawoa Andrzej widzc, e matka obciera zy, ale i szuka 
kluczykw od spiarni.  Jeeli ojciec nie dba o swoje zdrowie, to mymy powinni. 
 Mdry, panie synie, mdry! Jutro si wyprowadz do Jzi, kiedycie tacy, ju ona 
da mi tyle wdki, ile tylko wypij. Ju ona wiedzie bdzie, kto ja jestem  mrucza coraz 
niezrozumiaej.  Pan jestem. Janie Pietrz dziedzic jestem!... to mnie sucha!... juchy... 
sucha, bo wygoni na cztery wiatry!... jak Boga tego kocham!... Matka, daj wdki!... Jdrek!... 
ej, Jdrek!... Jdrek, mwi ci, wara ode mnie... wara... bo...  zgrzytn zbami, 
bekota co jeszcze sennie i zasn. 
Andrzej przeprowadzi go do ka. Suca chciaa mu zdj zabocone buty, ale tak 
kopa i krzycza przez sen, e musiaa da spokj. Od paru lat chodzi spa nie rozbierajc 

49 



si, bo zawsze wieczorem by pijany. Cay dzie wdki do ust nie bra, ale pod wieczr lub 
przy kolacji upi si musia. 

Stary, pomimo niesychanego sprytu i rozumu, by chamem w 
ujemnym tego sowa 
znaczeniu i nic go nie byo w stanie przerobi. Jeszcze dawniej, kiedy potrzebowa czciej 
prowadzi rozmaite sprawy z ludmi, maskowa si i stara si ukrywa swoje kanty, ale w 
ostatnich latach, gdy zarzd caym majtkiem prowadzi Andrzej, nie krpowa si w niczym. 
Pija z chopami po karczmach, okpiwa, bo mu to wielk sprawiao przyjemno; 
mia si ze wszystkich i wszystkiego urgliwie, rozpierany potg swojego majtku, ktry 
wzrasta corocznie, bo nie wydawali i poowy dochodw. 

Andrzej wkrtce poszed do swojego mieszkania. 

Cicho ogromna zapanowaa nad wiatem, wszystko umilko i posno w caym domu, 
tylko psy szczekay gdzie na wsi i myn szumia gucho. Noc cigna si dugo. Andrzej 
prawie do samego rana przechodzi po swoim pokoju rozmylajc o przyszoci i o tym 
jutrzejszym widzeniu si z Jank. Postanawia w najkrtszym czasie ponowi owiadczyny. 


50 



VII 


Jzia wrcia do domu w wesoym usposobieniu. Mieszkali tylko o cztery wiorsty, w 
ugach, wielkim folwarku dzierawionym od ojca, bo stary dzieciom nic nie dawa darmo. 
Jzi tanio nawet wydzierawia ugi majce co z pidziesit wk, a Andrzejowi za zarzd 
caym majtkiem paci pensj. 

Dwr w ugach by wielki i urzdzony z przepychem niezmiernie prostym, uderzajcy 
swoj wytwornoci. Suby byo niewiele, ale tak wytresowana i powana, i z tak godnoci 
speniajca swoje obowizki, jak rzadko gdzie w naszych dworach. Jzia wszystkich 
trzymaa elazn rk. M zakrzyczany, styranizowany, sucha lepo i w milczeniu 
spenia wszystkie rozporzdzenia; by tylko ekonomem u wasnej ony, ktra na gospodarstwie 
znaa si tak znakomicie, e nieraz ssiedzi zasigali jej rad i pomocy. 

Zajechaa przed dom owietlony w jednej poowie, rzucia lejce stangretowi i przez ganek 
wsparty na ogromnych supach okrconych pdami dzikiego wina, wesza do wielkiego 
przedpokoju. Lokaj, w piaskowej liberii z czarnym, zerwa si na jej wejcie. 

 Pan w domu?  rzucia mu zapytanie razem z burnusem i kapeluszem. 
 Janie pan jest jeszcze w podwrzu  rzek prostujc si uroczycie. 
Posza do pokoju, ktrego okna wychodziy na ogrd. Przy stole okrgym, owieconym 
wiszc lamp, siedziaa chuda, maa, o dugiej twarzy, przenikliwych czarnych 
oczach, kobieta lat czterdziestu kilku, otoczona gazetami i ksikami. 

 Fifi, ka dawa kolacj, godna jestem, mamunia poczstowaa mnie kaw tak obrzydliw, 
e mi si sabo robio  zacza Jzia siadajc w fotelu na biegunach; rozkoysaa si 
gwatownie.  Co, znowu czytasz gupstwa? 
Fifi, stara nauczycielka, jej powiernica i sprzt, na ktrym wywieraa nieraz zo swoj, 
zoya piesznie powycinane wieo felietony i podniosa si. 

 Id prdko, a nie zgub nogi!  zawoaa zoliwie, bo Fifi utykaa i idc koysaa si 
gwatownie na jedn stron. 
Zadzwonia. Wszed lokaj i sta przy drzwiach wyczekujco. 

 Id w podwrze, poszukaj pana i powiedz, e ja prosz. 
Lokaj znikn cicho, a ona zacza znowu si buja na fotelu i rozmyla o sposobach 
przeszkodzenia maestwu Janki z Andrzejem. 
W p godziny jakie przyszed lokaj i nachylajc si lekko mwi: 

 Janie pan pyta si, czy moe przyj do janie pani tak, jak przyszed z podwrza. 
 Nie!  cigna gniewnie brwi i bysna okiem.  Cham!  szepna pogardliwie. 
Zmuszaa ma, eby przychodzc od gospodarstwa wieczorem, my si i przebiera do 
stou. 
 Kolacja?  zapytaa krtko panny Fifi powracajcej. 
 Zaraz bdzie. Skoczyam Stary Zamek", przeliczna rzecz  mwia Fifi z silnym 
akcentem francuskim.  Po kolacji zrobimy lekcje?  zapytaa prdko, strwoona cigniciem 
brwi pani. 
51 



 Zrobimy!  i koysaa si dalej, nie patrzc na Francuzk, ktra wycigaa ksiki i 
kajety, a na tych ostatnich robia jakie uwagi czerwonym owkiem. Jzia w wielkiej tajemnicy 
uczya si po francusku i bya tak wytrwaa, i takie postpy robia, e Fifina zdumiewaa 
si czasem. Nikt nie wiedzia o tym, nawet m, e Jzia uczy si po francusku, a 
postanowia umie, bo na balu u prezesa jedna z dam gono zagadna j w tym jzyku i z 
uszczypliwoci zdumiewaa si, jak moe polska kobieta nie umie po francusku. Jzia 
wciekaa si z bezsilnej zoci i postanowia si nauczy. Szo jej straszliwie ciko, ale 
przezwyciaa trudnoci uporem, pasj, z jak si wzia do uczenia i z jak wszystko robia. 
Jej nienasycona ambicja pchaa j cigle naprzd. Nienawidzia tych wszystkich pa; 
w ktrych towarzystwie ya, miaa si z nich, kua je ostrym dem sarkazmu, ale pragna 
wszystkie przecign w przepychu, upokorzy i zami. W domu obywaa si byle 
czym, kuchni niewiele lepsz od chopskiej, ubraniem nicowanym i przerabianym po kilka 
razy, kaw palon z grochu albo z yta, byle oszczdzi i mie pienidze na kosztowne 
ksztacenie dzieci za granic, na zbytkowne graty, na lokai, ktrzy cae dnie wysiadywali 
w przedpokoju, na powozy i konie najpikniejsze w okolicy, na wspaniae przyjcia, jakie 
urzdzali dwa razy do roku i na ktre spraszali cae dalsze i blisze ssiedztwo. Wtedy 
byo wszystko po magnacku. 
Jzia si podniosa i posza razem z Fifin. W stoowym siedzia ju m, wysoki, przygarbiony 
nieco prac mczyzna o agodnej twarzy i rozmawia z modym praktykantem, 
obywatelskim synem z krakowskiego, zapalonym myliwym i gospodarzem, ktry w ugach 
przechodzi praktyczn szko gospodarsk. 

 Panie Zygmuncie, mam ukony dla pana. 
 Wolno wiedzie, kto o mnie pamita?  zapyta Zygmunt zwracajc ku niej swoj 
pikn, arystokratyczn twarz spalon przez soce na brz. 
 Zgadnij pan. 
 Nie domyl si, z pewnoci si nie domyl, ale to bya kobieta, nieprawda? 
 O, tak, i bardzo pikna.  Zaoya binokle, bo jej te oko zaczo drga newralgicznie 
na wspomnienie tej piknej. 
 Znam tylko jedn, zupenie pikn kobiet w Polsce, moj kuzynk, Jadzi Witowsk: 
ale ta mnie nie cierpi i nazywa dzikim czowiekiem; to nie ona, prawda? 
 Ona. Spotkaam si z ni, jadc do domu. 
 Doprawdy, nigdy bym nie przypuszcza, e pamita o mnie? 
 To, naturalnie, powiedziaa mi w braku czego innego, wic niech si pan zbytnio nie 
cieszy. Trzeba byo o czym powiedzie sw kilka, a e nie mamy nic wsplnego... 
 Dzikuj, dzikuj, otrzewia mnie pani, chocia mog upewni pani, e jeszcze nie 
pywaem w sodkim oboku marze o niej, nie.  mia si Zygmunt troch z przymusem: 
nieszczero dwiczaa mu w gosie. 
 Fifi!  wskazaa szorstkim ruchem Zygmunta i talerze. 
Fifi, utykajc i koyszc si, podsuwaa mu kolacj. Dla Zygmunta by befsztyk, koniak 
i piwo, a oni zadowolili si herbat, wdlinami i resztk pieczeni z obiadu. 

 Buraki?... 
 Skoczone. Jutro zaczniemy odstawia do cukrowni  odpowiedzia cicho m. 
 Zredukuj pac kopaczom o dziesi groszy dziennie. 
Zygmunt spojrza na ni z oburzeniem, m ani drgn, tylko patrzy w szklank, a Fifi 
rozemiaa si sucho. Cisza si zrobia duga, ale nikt gono nie zaprotestowa na razie. 

 Obiecywalimy paci droej, ja sam zapewniaem...  zacz Zygmunt do energicznie. 
52 



 Zapacimy taniej. Wtedy, kiedymy zaczynali kopa buraki, byy soty i zimna, wic 
trudniej byo dosta ludzi, ale skoro zrobia si pogoda, nie ma sensu paci tak drogo. 
 Obiecywalimy  szepn m cicho. 
 Zapacimy inaczej.  Poruszya si niecierpliwie na krzele. 
 Bd malkontenci, bd si skary, obmwi nas w okolicy o wyzysk biednych ludzi. 
Jzia pisaa co w notesie bardzo szybko, liczya i sumowaa. 

 To wszystko razem jedno wielkie nic i tak nas nikt nie oszczdza w tej szanownej 
okolicy.  Odpowiedziaa twardo, schowaa notes, dokoczya kolacji, skina Zygmuntowi 
gow, zabraa ma i posza do kancelarii, w ktrej siedzieli ze dwie godziny, obliczajc 
robocizny i zapisujc. Pniej wrcia do naronego pokoju, gdzie ju Fifina czekajc 
na ni zdrzemna si w biegunowym fotelu. 
 Moja Fifi, na dywanie moesz sobie siada, ale w fotelu, ktrego ja uywam, prosz 
ci, nie wysypiaj si, tego nie znosz  powiedziaa szorstko. Francuzka zacza si lkliwie 
usprawiedliwia.  Gupia g jeste; jeli zrobisz co zego, to mieje odwag znosi 
nastpstwa, a nie wykrca si, jak dzieciak. Zacznijmy lekcj. 
Lekcja cigna si bardzo dugo. Jzia z niesychan cierpliwoci tumaczya na jzyk 
polski jak powiastk i znosia uszczypliwe uwagi i gniewne, pogardliwym tonem wypowiadane 
poprawki Fifiny, ktra w ten chocia sposb wetowaa swoje upokorzenia i 
krzywdy. Jzia to czua gboko i nieraz rzucaa w ni ksik lub kajetem, ale uspokajaa 
si byskawicznie, przepraszaa, a nie omieszkaa w najbliszym czasie udrcza jej z procentami. 
Pomimo wszystkiego, yy na stopie przyjacielskiej, dopeniay si niejako i byy 
sobie potrzebne. 

Na drugi dzie, zaraz po poudniu, Jzia kazaa zaoy konie do breku i pojechaa do 
Osieckiej, bo ju miaa jaki plan wzgldem Janki, do ktrego wykonania bya niezbdna 
Osiecka, dawna i dobra jej znajoma. 

Osiecka mieszkaa przy samym plancie kolei, od Bukowca ze dwie wiorsty, w maym 
kilkuwkowym folwarczku pooonym zupenie samotnie w lasach, a kupionym od Grzesikiewicza. 
Gospodarowaa dosy le, ale nie ya z ziemi, tylko z procentw. Kazaa zbudowa 
w tym Zaciszu, jak nazywano jej osad, bardzo eleganck will, pitrow, z werandami 
z trzech stron. Widok z frontowych okien miaa rozlegy, bo pola nalece do niej 
cigny si dugim pasem i koczyy daleko, za kolej, do ktrej od domu sza alejka wysadzona 
poczwrnym szeregiem brzz i jode. Las sta z trzech stron, zielon ram obiegajc 
ten szmat szczerkowej, dosy lichej ziemi. 

Jzia znalaza Osieck w saloniku, w chwili ataku wspomnie o witej pamici mu i 
paczw. Zastaa take wierkoskiego, ktry tutaj codziennym by gociem. Siedzia zgity 
i patrzy obojtnie na Osieck paczc i na Zosi, zajt wyszywaniem czerwonych 
kwiatw na fioletowej kanwie. Amis lea przy nim skomlc cicho, jakby wtrujc Osieckiej, 
ktra ujrzawszy wchodzc powstrzymaa zy i z ywoci porwaa si do przywitania. 


 Przepraszam, bardzo przepraszam, przerywam jak scen rodzinn  mwia Jzia 
czc wzrokiem bezwiednie wierkoskiego z Zosi. 
 O, 
nie, sowo daj, e nie, a jestem pani bardzo wdziczna za odwiedziny.  ciskaa 
rce Jzi wpijajc w jej zamknit twarz czarne, niespokojne oczy. 
 Pani pozwoli sobie przedstawi, pan wierkoski, poczciwy, nie zapominajcy o samotnicach 
przyjaciel. 
wierkoski kania si apatycznie. 

53 



 Miaam do kochanej ssiadki interesik prawdziwie ssiedzki, wic jeli mi pani zechce 
powici troch czasu... 
 Ale, szanowna pani, doprawdy uradowana jestem, prosz mi wierzy, tym samym, 
e pani jest askawa mie do mnie interesik, jak witej pamici ma kocham, jestem uradowana; 
no, kiedy mwi, e jestem uradowana, to nie ma wtpliwoci  dodaa mocniej, 
obrzucajc pokj oczyma. 
Jzia umiechaa si zoliwie; wyszy zaraz na drug stron domu. 
wierkoski przysiad si bliej Zosi, pies biega koo niej i wydziera jej zbami kanw. 
Pogaskaa go i nie podnoszc oczu zapytaa: 

 Amis, prawda? 
 Tak. 
 Zawsze chodzi z panem? 
 Tak. 
 Dobry pies, adny pies, mdry pies  mwia gaszczc go pieszczotliwie. 
Amis skaka i szczeka z radoci. wierkoskiemu rozbysy oczy, wsadzi rk w zanadrze 
i zawoa cicho: 

 Amis! 
Pies odskoczy na rodek pokoju, stan na dwch apach i szed ku niemu. wierkoski 
wyj kawaek cukru z kieszeni, pooy mu na nosie i wsta, wisn rzemieniem koo jego 
uszu i zakomenderowa: 

 Amis, marsz! rata ta ta ta! rata ta ta ta!  woa naladujc bbnienie i wybijajc takt 
nog. Pies maszerowa wokoo pokoju sztywno, z cukrem na nosie i z wywieszonym rowym 
jzykiem, a on wista tylko batem i bbni. 
Zosia opucia robtk i z podziwem przypatrywaa si tej scenie. 

 Rata ta ta ta ta ta! ognia!  krzykn i chlasn go batem przez grzbiet. Amis wywin 
kozioka, cukier w powietrzu chwyci i zemkn pod fotel, na ktrym siedziaa Zosia. 
 Jakie to adne! Pan go tak wyuczy? 
 Tak. 
 Musi duo sztuk umie. 
 Zaraz pani poka. Amis!  Pies przyszed niechtnie, oblizywa si i pokornie patrzy. 
 Amis, synku, pamitaj, nie zrb wstydu panu  szepta mu do ucha i gaska.  No, Amis! 
kot! kot! kot!...  Pies si wycign i zacz skaka po pokoju udajc, e go goni zawzicie; 
przeskakiwa krzesa i stoy, szczeka zajadle i biega wci w kko. Zosia miaa si 
rozbawiona ogromnie, a wierkoski, kiedy pies ju biega jak szalony, wyj rewolwer i 
strzeli w otwarty lufcik. Amis, jak martwy, przewrci si na rodku pokoju. 
Zosia, przestraszona hukiem, zerwaa si i podbiega do Amisa, bo bya pewna, e nieywy. 


 Zdech pies, nie ma psa  woa aosnym gosem wierkoski pochylajc si nad nim. 
 Zdech pies, zdech!...  przydepta mu ogon, Amis przekrci si na grzbiet, wtedy 
wierkoski zacz go obchodzi w kko i udawa, to szczekanie psw, to kwik wi, to 
renie koni, to bek owiec, i tak dokadnie, e Amis, chocia wiedzia, kto to robi, nie mg 
si powstrzyma od strzyenia uszami i warczenia; potem udawa krakanie wron i targa 
go za skr, wreszcie skrci si i szed do psa prawie na czworakach i wy gucho, jak 
wilk. Oczy roziskrzyy mu si zwierzco, trjktna twarz pociemniaa i wy, a na podwrzu 
wszystkie psy wtrowa mu zaczy aonie, kury gdakay strachliwie, a gsi z krzykiem 
prboway ucieka na poty. Zosia zblada ze strachu. 
54 



Amis nie wytrwa, porwa si i skoczy do drzwi, trzs si cay, skroba je rozpaczliwie 
i wy gucho, bo wierkoski patrzy na niego rozgorzaymi, wilczymi lepiami, wista batem 
i wy coraz przeraliwiej, pies uciek od drzwi i skoczy przez lufcik na werand, a 
stamtd na podwrze. 

wierkoski si wyprostowa, przetar sobie drc rk oczy, popatrzy bezprzytomnie 
na Zosi, na p yw z przestrachu i chwiejc si, i wspierajc o sprzty wyszed nie powiedziawszy 
ani sowa. Sam nie wiedzia, co si z nim dziao. 

Zosia wyjrzaa oknem i zobaczya, e bi psa, a potem obaj szli alejk do frontu. wierkoski, 
zgarbiony, koysa si na dugich nogach, a Amis wlk si ze spuszczonym bem za 
nim. 

Jeszcze si nie uspokoia po wstrzsajcym wraeniu, jakie na ni wywaro wycie 
wierkoskiego i jego twarz straszna, gdy wesza Osiecka i Jzia. 

 Pan wierkoski poszed? 
 W tej chwili dopiero; ciocia nie syszaa strzau ani wycia? 
 Syszaam, syszaam  odpowiedziaa niedbale. 
 Nie zabieram czasu  powiedziaa Jzia, ucaowaa Zosi i wysza. Na werandzie 
Osiecka szepna jej do ucha: 
 Najduej za dwa tygodnie bdzie pani wiedzie wszystko, natychmiast pisz w tej 
sprawie do znajomych. 
 Czy ta Orowska yje z kim bliej? 
 Przyjani si z Zalesk, zna j pani, idiotka muzykalna  zamiaa si rubasznie z wasnego 
konceptu.  Aha! zrozumiaam pani. Franusia! nie wychod z dzieckiem na powietrze 
 zawoaa do tustej mamki z dzieckiem na rku, wychylajcej si zza wga.  To 
dziecko mojej siostry, chorowao na koklusz, wic dla zmiany powietrza przysali je do 
mnie z Warszawy  tumaczya si spiesznie. 
Ucisny sobie rce i Jzia odjechaa w wybornym humorze. Podcinaa konie coraz 
czciej, pomimo e biegy jak szalone wsk len droyn; brek podskakiwa niby pika 
na grubych korzeniach i tak si koysa chwilami gwatownie, a stangret chwyta si oburcz 
koza, eby 

nie zlecie. Lubia tak jedzi, by to nieomylny znak zadowolenia, bo w zoci chodzia 
zwykle pieszo. Droga biega rwnolegle z kolej, przez wski skrawek lasu ci si wiey 
nasyp. Przed stacj, na przeciciu drogi wiodcej z Krosnowy, zobaczya buanki Andrzeja; 
umiech zoliwy przelecia jej przez usta, oko zadrgao, podcia mocniej koni, eby 
jej nie spostrzeg i znikna na skrcie drogi, w lesie. 

55 



VIII 


Andrzej po wczorajszym licie jecha z pierwsz wizyt do Janki. Mia by wieczorem, 
ale nie potrafi czeka, bo dzie mu si duy szalenie i matka go jeszcze przynaglaa, aby 
nie odkada. Pomimo radoci, jak mu da miaa ta dugo oczekiwana chwila, by peen 
niepokoju i obaw. Tyle ju wycierpia, e teraz ba si myle i wierzy, e speni si jego 
marzenia; nawet gboko w sercu tlia si gryzca pewno, ktr pokrywa przypomnieniami 
jej listu, e co si takiego sta musi, co ich znowu rozczy. Myla o powitaniu, 
gryz wsy, zapina rkawiczki, ktre mu si cigle rozpinay i im by bliej, tym wolniej 
jecha kaza stangretowi; by tak zatopiony w sobie, e nie widzia przecinajcej mu drogi 
Jzi, ockn si dopiero, gdy konie porway si gwatownie i skrciy z podjazdu w bok, w 
las. Przestraszyy si Zaleskiego trenujcego si na podjedzie stacyjnym. Stangret cign 
konie, wykrci je spord drzew, ale nie utrzyma, bo lejce pky i konie przeleciay 
podjazd i wpady do ogrdka zawiadowcy przeskakujc niskie ogrodzenie z rur elaznych.. 
Stangret wylecia, a Andrzej mia tyle przytomnoci, e wyskoczy; bryczka rozleciaa si 
w kawaki, konie wpady w wielki wierkowy klomb i zatrzymay si natychmiast. 

Zrobi si tumult na stacji. Przylecia Orowski, a Zaleski blady i pomieszany, z rowerem 
przy sobie, sta pod stacj. 

Wyprowadzono konie i stangret, ktremu si nic nie stao, pojecha do domu po drug 
bryczk. Andrzej mia tylko do skaleczon o jaki kamie, okrci j silnie chustk, by 
zatamowa krew i najspokojniej wita si z Orowskim. 

 No, nic, wypadek, ale pan Zaleski mgby jedzi gdzie indziej, nie tam, gdzie konie 
staj; bo moje widocznie przestraszyy si bysku k roweru i poniosy. 
Zaleski zacz go przeprasza jak najserdeczniej. 

 No, mniejsza, stao si ju i nie odstanie. 
 Nie, panie Andrzeju, nie mniejsza; jeli pan chcesz, moesz darowa panu Zaleskiemu 
swoj ran, rozbicie bryczki, przestrach; ale ja nie mog, bo to si sprzeciwia przepisom; 
tego pazem nie puszcz, raport zo o tym, bo mi sumienie zamilcze nie pozwoli. 
 A skadaj pan i dziesi gupich raportw!  zawoa zirytowany Zaleski, skoczy na 
rower i w gniewie zatacza coraz szybsze koa na podjedzie. 
 Zo tylko jeden, przysigam Bogu, e zo!  krzycza Orowski.  Naraasz pan 
ludzi na nieszczcie i to w czasie, kiedy pan powinien by na subie. Panie Babiski, 
panie Stanisawie!  woa wchodzc do kancelarii.  Napiszemy raport. 
Sta list rozpoczty do mamy wsun pod papiery i niechtnie poszed za Orowskim, 
ale ten przypomnia sobie, e zostawi Grzesikiewicza przed stacj i natychmiast wybieg. 

Sta spiesznie dopisywa: 

list i koszyczek odebraem, dzikuj z caego serca za kiszk, tylko mi si zdaje, e 

sona musiaa by, bo dzisiaj cigle mi si chce pi. W tej chwili konie Grzesikiewicza, tego, 
co jedzi do panny Orowskiej, przestraszone rowerem Zaleskiego, poniosy; bryczka 
si potuka w kawaki, ale jemu samemu nic si nie stao. Stary idiota chce pisa raport na 

56 



Zaleskiego i pewnie napisze, bo by strasznie rozgniewany. Jeli napisze, to Zaleski moe 
mie grub nieprzyjemno, a moe i translokacj; niech si mama za kilka dni dowie w 
dyrekcji o tym. Wuj bdzie wiedzia. Posyam flaszeczk na spirytus kamforowy. Wczoraj 
zuyem reszt, zrobio mi si zupenie dobrze, bo spaem ca noc doskonale i dzisiaj rano 
jzyk miaem zupenie czysty. Moe si mamunia spyta Felcia, co to moe by, e mnie 
dzisiaj noga zabolaa w kostce, ale tak silnie, e ledwiem chodzi. Kiszki niech mama nie 
przysya, wolabym poldwic albo kiebas serdelow. Papierosw wystarczy mi jeszcze 
do niedzieli. Cauj mamusi serdecznie. Sta. 

Zaledwie zdy list schowa do koszyczka, ktry wysya do matki przez konduktorw, 
gdy Orowski powrci do kancelarii, bo osobowy pocig dochodzi do stacji. 

Grzesikiewicz z bijcym sercem szed na gr. Rka bolaa go dotkliwie, tumi gniew z 
tego powodu, ale znalazszy si w tym samym saloniku, gdzie przed kilku miesicami dosta 
odmow, zapomnia o blu, usiad przy stole i ze dreniem oczekiwa na Jank. 

Janka, pomimo pewnoci, e go zobaczy, bya bardzo pomieszana. Patrzya dugo w lustro, 
przygadzaa rozczochrane wosy, poprawiaa ze szczegln starannoci sukni, aby 
przeduy o ile mona wyjcie. 

Gdy wreszcie wesza do saloniku, Grzesikiewicz podnis si, zaledwie mogc pokry 
wraenie, jakie na nim wywara jej dziwnie blada twarz, mocno czerwone usta i gbokie 
ady choroby tkwice w ktach ust i w podkronych sinymi plamami oczach. 

cisnli sobie rce w milczeniu. 

Janka, z jakim szerokim, nieco teatralnym gestem, wskazaa krzeso. 

 Dzikuj raz jeszcze za pami. Bukiet zrobi mi wielk przyjemno, wielk  powtrzya 
czujc, e mu sprawia tymi sowami zadowolenie. 
 Jeeli pani pozwoli przysya sobie czciej kwiaty, sprawi mi pani gbok rado  
mwi przytumionym gosem. 
Podnis rk do wsa, ale bezwiednie sykn z blu. 

 Co panu w rk?  spostrzega obwizan rk chustk, na ktrej wystpoway krwawe 
pitna. 
 Bagatela; wyskakujc z bryczki upadem rkoma na szaber. 
 Mwia mi suca o tym wypadku, ale powiadaa, e nikomu, prcz bryczki, nic si 
nie stao. 
 Nic nie znaczca rana, spirytusem zalej i bole przestanie. 
Janka dosy ywo posza po spirytus i pomimo jego oporu odwina mu chustk z rki. 
Janowa przyniosa miednic z wod, w ktrej wymoczy rk i zala spirytusem pknit w 
rodku do; obwina j wieym kawakiem ptna. Spirytus tak go szczypa w ranie, e 
zblad i pot rzsisty okry mu twarz ros, zacina z blu zby i szepta z trudem: 

 Nieche mnie pani nie rozpieszcza... nieche mnie pani nie przyzwyczaja, bo gotw 
jestem sobie cae rce rozgnie, aby zmusi pani do opatrunku. 
Janka spojrzaa na niego jasnym, dobrym wzrokiem. Pocaowa j w rk. 

 Wiedziaem dawno, e pani bardzo dobra. 
Cie jaki przysoni jej oczy, pochylia gow nie mogc znie jego wzroku. 
 Co sycha u pastwa? Rodzice zdrowi, siostra? 
 Mama przesya przeze mnie tysice pozdrowie i zapytanie serdeczne, kiedy pani raczy 
j odwiedzi, bo czeka stskniona za pani, jak my wszyscy  doda ciszej. 
 Wybierzemy si ktrego dnia z ojcem. 
 Wie pani, nie mog sobie uwierzy, patrz na pani, sucham, mwi, a nie miem 
przypuszcza, e to naprawd jestem w tym samym saloniku. 
57 



Smutek zadrga mu w gosie. 

 A jednak to prawda, wszystko zdaje si powraca do punktu wyjcia  powiedziaa 
powanie. 
 By moe, ale mymy z ojcem pani tak stracili nadziej zobaczenia pani tutaj, e jeszcze 
w tej chwili wtpliwoci jakie mnie przenikaj, czy to nie jest sen zdradliwie udzcy 
pozorami rzeczywistoci, czy to nie dalszy cig tych dugich miesicy oczekiwania. Pa-
mitam je gboko. Przesiadywalimy w tym saloniku cae wieczory, nie mwic ani sowa 
do siebie i wiszc mylami i dusz na tej fotografii  wskaza szorstkim ruchem fotografi 
stojc na stole. 
Podnis si, oczy przysoniy mu si blem przypomnie i usiad na drugim krzele. 
Janka w milczeniu przypatrywaa si jego twarzy. Wyda si jej teraz nie tylko zupenie 
przystojny, ale i jaki wicej interesujcy. Nie byo w nim nic z salonowca ani z wielkomiejskiego 
pudla skaczcego niby na sprynach koo kobiet. Gos brzmia mu akcentami 
prawdy i wielkiego uczucia. Mia w sobie jak godno i si, ktra jej zacza imponowa. 
Przygldaa mu si niby aktorowi grajcemu swoj rol z przejciem, ledzia jego 
szorstk mimik, spojrzenia, ruchy, to gonia wzrokiem bysk brylantowego piercionka, 
ktry mia na palcu, przyczepiaa si uwag do szpilki w krawacie, byle tylko zaguszy w 
sobie jakie uczucie alu i winy, jakie si w niej budzio. 

 Jedzi pan latem za granic?  przerwaa to milczenie mczce, ktre ju dosy dugo 
trwao. 
 Nie, ale...  zakaszla, aby zaguszy to ale", bo chcia powiedzie, e jedzi do 
Warszawy co tydzie, aby j chocia z daleka zobaczy. 
 Zazdroszcz mczyznom swobody; moecie panowie robi, co wam si podoba, nie 
potrzebujc z niczego i przed nikim skada rachunku. 
 Tak, ale za czsto naduywaj tej swobody. 
 Czy to we wszystkich wypadkach miaoby by zem? 
 Z pewnoci, bo kade naduycie, kady wybryk, kady nieopatrzny czyn mci si 
pniej najsroej na nas samych. 
Gboko poczua te sowa, zdawao si jej. e umylnie, powiedzia do niej i ju oczy 
rozgorzay, ju miaa okaza chwilowe uczucie gniewu, ale si powstrzymaa. Siedziaa w 
milczeniu kopotliwym. 

Andrzej mia tyle do powiedzenia, tyle uczu przepenio mu serce, tyle myli toczyo 
si pod czaszk, a nie mia nic mwi, siedzia skrpowany niemiaoci wasn i jej pozornym 
chodem wzroku. 

 yj jeszcze buanki?  zapytaa znowu, aby tylko mwi. 
 yj i to one rozbiegay si dzisiaj. 
I znowu milczenie przykre i denerwujce. 
Co tu mwi, o czym?...  mylaa Janka z rozpacz i wstaa, poprawia abaur na 
lampie, zoya porozrzucane albumy, zajmowaa rce i poruszaa si, eby stumi rosnc 
coraz bardziej przykro tego dziwnego przymusu, jaki panowa pomidzy nimi. Ta przeszo 
jej niedawna stana pomidzy nimi i nie mogli si zbliy do siebie, nie mogli 
swobodnie rozmawia, nie mogli nawet patrze na siebie prosto i jasno, bo jemu obok tej 
Janki, jak teraz widzia, stawaa tamta, z teatru, wpord sceny przymionej nieco; tamta 
Janka  wymalowana, w hecarskim kostiumie, rzucajca wyzywajce spojrzenia na pierwsze 
rzdy krzese; tamta Janka  aktorka, ktrej nienawidzi za cierpienia, ktrych bya 
przyczyn; ona czua, co si w nim dzieje, prawie widziaa, jakie myli kr mu w gowie, 

58 



czytaa mu to wszystko z oczu i to j gnbio i rozstrajao nerwowo; chciaa, aby zapomnia 
o tym i nie myla. 

 Zostanie pan na herbacie... prawda?...  zapytaa widzc, e si podnosi.  Ojciec zaraz 
przyjdzie ze suby. Pozostawi pana na chwil samego. 
Wysza zaj si herbat, a Andrzejowi zrobio si jako janiej w duszy. Widzia j w 
tej chwilowej samotnoci inn ni dawniej, imponujc wicej, ale i przez to drosz.  
Kocham j!  myla i czu, e j teraz kocha jako inaczej nili dawniej, gbiej i lepiej, e 
wzbudzia w nim szacunek, bo zobaczy w niej poza kobiet, ktrej pikno go pocigaa, 
dusz jak wiksz.  Kocham!  szepta z moc i jego nieugita, twarda, chopska dusza 
ze dreniem rozkoszy klkaa przed jej dusz i zanosia niewolnicze mody. 

Przyszed Orowski i wkrtce usiedli do herbaty. Zrobio si wesoo i swobodnie. Janka 
miaa humor i czua si zadowolona; Andrzej rozmawia wiele i ze swoj porywczoci 
troch nieokrzesan, prawie w kadym sowie i spojrzeniu, mwi jej o swojej mioci. Rozumiaa 
go, bya mu wdziczna, tylko chwilami na spokojny ton jej usposobienia i myli 
pada cie jaki, mcio si w niej wszystko na mgnienie, niedostrzegalnie jak woda, gdy 
pod sam powierzchni przepywa ryba; przechodzio to prdko, e znowu mwia, oywiaa 
si, byskaa czasami subtelnym dowcipem, ktrego Andrzej nie odczuwa, nawet jej 
twarz blada zabarwia si lekkim karminem krwi szybciej krcej. 

Orowski by uradowany; ale po wybuchach miechu lub po gorco wygoszonym zdaniu, 
wpada w zamylenie, odwraca si prdko i rzuca przestraszone spojrzenia za siebie i 
pniej tym usilniej czy si i bra udzia w rozmowie, aby si oguszy. 

 Doprawdy, tak mi tutaj dobrze, e rad bym to dobro pi codziennie  powiedzia Andrzej 
podnoszc si do odjazdu. 
 Pij pan, dokd nie obrzydnie  powiedziaa wesoo. 
Ucaowa jej rce, czua, e zadra po tych sowach i kiedy wychodzi, rzuci na ni 
jedno z tych spojrze, ktre s najgbszym wyrazem mioci. 
Wygldaa za nim oknami z kuchni, odczu jej wzrok, bo si z bryczki odwrci i przesa 
ukon kapeluszem. 
Gdy tylko zostali sami, Orowski wyj jaki papier i da go do przeczytania Jance. Bya 
to rezolucja Dyrekcji, na jego raport zoony na siebie. 
Naczelnik wydziau w bardzo powanie brzmicych sowach, w ktrych jednoczenie 
tkwia ironia, poleca: 
Zawiadowcy stacji Bukowiec, zawiadomi p. o. ekspedytora tej stacji, Orowskiego, e 
na skutek zaale publicznoci i motyww przytoczonych przez jego bezporedniego 
zwierzchnika, zawiadowc stacji, pana Orowskiego, Dyrekcja skazuje go na trzyrublow 
kar, z tym nadmienieniem, aby w przyszoci si to nie powtrzyo i robi zawiadowc stacji, 
pana Orowskiego, odpowiedzialnym na przyszo za gorliwe i akuratne wypenianie 
obowizkw subowych przez p. o. ekspedytora teje stacji, Orowskiego". 

Janka zadraa przeczytawszy, stany jej w myli sowa doktora, przypomniay si jej 
wszystkie dziwactwa wariackie ojca, oddaa papier nie wiedzc co mwi. 

 Surowa kara, prawda?  szepn cicho.  Surowa, ale sprawiedliwa. Urzdnik nie powinien 
ulega sabociom; kto jest na subie, ten jest jakby na wojnie, ten nie ma ojca, 
matki, dzieci, rodziny, ma tylko obowizek. Tak i oni to zrozumieli, uznali nareszcie to, o 
co si upominaem dawno. Zrozumieli i czyni mnie odpowiedzialnym za czynno ekspedytora 
polecajc czuwa nad nim. Suszne, nic suszniejszego. 
 Jak to pogodzi ojciec speniajc obydwie czynnoci  mwia niemiao, bojc si go 
rozdrani, a pragna w jaki bd sposb wywie go z tego bdnego koa. 
59 



 To si tylko tak mwi, e ja jeden speniam obie suby, tak si mwi, ale jest inaczej. 
Czuem to dawno, a teraz po raz pierwszy i stanowczy uznaa to Dyrekcja piszc: ,,zrobi 
zawiadowc stacji, pana Orowskiego, odpowiedzialnym na przyszo za gorliwe i akuratne 
wypenianie obowizkw subowych przez p. o. ekspedytora teje stacji, Orowskiego". 
To przecie wyranie powiedziane. Tak, dziecko, w istocie, w Bukowcu jest nas 
dwch: Orowski zawiadowca i Orowski ekspedytor. Ja tak dawno mylaem: tak, s dwa 
etaty, dwa odrbne zajcia speniane przez dwch rnych ludzi. Z pewnoci tak jest, pisze 
to sama Dyrekcja, ktra nie myli si chyba.  Zamia si gono, wzruszy ramionami, 
chwyci zbami brod i chodzi po pokoju przygldajc si co chwila papierowi. Przystawa 
na chwil, jakby pod wpywem niejasnych wtpliwoci, jakie w nim tkwiy jeszcze, 
ale odczytywa odezw, patrzy przed siebie, daleko, uderza palcami w papier z umiechem 
zadowolenia i pewnoci. 
 Jake si ojcu wyda dzisiaj Grzesikiewicz?  zapytaa, aby go oderwa od tych myli. 
 Ho, ho, miaem racj!... a Grzesikiewicz?... dobrze, bardzo dobrze. Bardzo duo mwilicie 
ze sob  ockn si, papier schowa do kieszeni.  Wiesz  zacz siadajc obok 
niej zupenie przytomny  e takiego dobrego i uczciwego czowieka nie znam drugiego na 
wiecie. eby chciaa i za niego, bybym zupenie szczliwy. No, ja ci nie zmuszam, 
przysigam Bogu, nie zmuszam  mwi prdko, spostrzegszy chmur na jej twarzy.  
Mylaem sobie tylko, e gdyby mieszkaa w Krosnowie, to jedzibym do was codziennie. 
 Dlaczego ojciec nie rzuci suby? Miaby ojciec zupen swobod, nie potrzeba by 
znosi zmartwie i kopotw. Po co ojcu suyc? Przecie to, co ojciec ma, wystarczyoby 
nam na swobodne, niezalene zupenie ycie. 
 Mylaem o tym i zrobi si to, zrobi, ale teraz jeszcze nie mona. Dopki siy s, potrzeba 
co robi i by czym, zreszt, jestem potrzebny tutaj, bo kolej to spoeczna instytucja, 
to krwionone naczynie kraju, od jej prawidowego funkcjonowania zaley cay organizm, 
zdrowie jego i sia; ot, ja znam, rozumiem i kocham swoje powoanie, a ludzi oddanych 
pracy, ludzi, ktrzy by subie chcieli si powici w zupenoci, jest coraz mniej. 
Taki Zaleski, na przykad, to mydek, ktremu rower tylko po bie jedzi, ktry by w 
pidziesiciu subach, takiemu idzie tylko o zapat i nic wicej. Stasio, to idiota. wierkoski 
 zdziczaa pomidzy chopstwem dusza. Kara! ten, gdyby nie by zwierzciem 
przede wszystkim, ktre pije i goni za kobietami, mgby by dobrym funkcjonariuszem, 
bo rozumie, e sucha potrzeba. A nisza suba! kady tylko szuka sposobw wywinicia 
si gadkiego od wypeniania obowizkw. Tak, czuj, e yjc razem, byoby nam dobrze, 
mylaem ju nawet o tym, ale co ja bym robi bez suby? Czowiek cae ycie 
przywyk chodzi w kieracie jak ko, ktry chocia odwizany od dyszla, to i tak bdzie 
chodzi w kko, z pochylonym bem, bo ju inaczej nie umie.  Zacz si mia z wasnego 
porwnania. 
Janka si uspokoia, bo jego myli wyday si jej zupenie logiczne. 

 Posu jeszcze czas jaki, niech si przyzwyczaj, niech zapomn, e yli kiedy inaczej, 
to ju pniej beze mnie bd robi wszystko, samym ruchem porwani. To moja idea 
 e o tym mao kto wie i zdaje sobie spraw, e mnie nie uznaj, e nazywaj mnie tyranem, 
e na moje projekty administracyjne odpowiadaj czsto odmownie, to mnie chwilami 
boli, ale pomimo wszystkiego wytrwam, bo mam nagrod w sobie, w sumieniu, w 
pewnoci, e tak robi powinienem. 
Tak si rozgada i oywi, e opowiada jej najrozmaitsze rzeczy, rozwija teori ekonomiczn; 
projekty uproszczonej administracji, przechodzi na coraz szersze widnokrgi, 

60 



zatacza coraz wiksze koa, porwnywa ustroje pastw, wykazywa wady panujcych 
systemw wytwrczoci, ich cisy zwizek z moralnoci, etyk, wyobraeniami, liczb 
urodze i mierci. Rzuca cyframi, ktre kreli palcem w powietrzu, cytowa z pamici 
zdania autorw studiowanych w tych obchodzcych go kwestiach, zbija niektre twierdzenia, 
zapala si, unosi, porywa sam siebie gosem i gestami, a chwilami przerywa, 
rzuca jakim mtnym, zaniepokojonym wzrokiem dokoa, umiecha si blado do Janki 
zdumionej t powodzi sw i myli, bo nigdy ojca takim nie widziaa, ciska oburcz 
gow i snu dalej marzenia, tylko ciszej i bezadniej, czasem wypowiada tylko zarys myli, 
jedno zdanie, jeden dwik i oglda si za siebie z przestrachem, i przez dug chwil 
siedzia w milczeniu, zatapiajc twarz w wielkiej pachcie gazety rozoonej na stole. W 
kocu zerwa si i bez sowa poszed do swojego pokoju. 

Janka posza take spa i pomimo trwg i obaw o niego, usna zaraz, zmczona tylu 
wraeniami, ale po pewnym czasie obudzi j jaki przytumiony gos. Podniosa gow i 
suchaa. Zaleska, jak zwykle o tej godzinie, graa nie koczce si gamy, dwiki lay si 
monotonnie, ale na ich tle drgay jakie nieznane, blisze szepty, to wykrzykniki, to sowa 
jakby prb pokornych. 

Posza do saloniku, do pokoju ojca drzwi byy uchylone. 

Orowski w kalesonach, ale w mundurze i czerwonej czapce, sta na rodku pokoju; 
wieca ponca na stoliczku przy ku obrzucaa go mtnym, tawym wiatem. 

 Panie ekspedytorze, mwiem: adnych tumacze, bo, przysigam Bogu, nie 
uwzgldni. Dyrekcja skazaa pana na trzy ruble kary, to pan zapacisz i na przyszo 
adnych wykrocze, adnych, bo ja, naczelnik paski, nie pozwalam: syszysz pan, nie pozwalam 
 mwi powanie, rozwczc litery, nachyli si jakby nad kim znacznie niszym 
od siebie, pogrozi palcem i odszed, zrzuci mundur i czapk, zacz chodzi drobnymi 
krokami, obciera spocone czoo i garbic si, i pochylajc szepta zmienionym gosem 
i tak rnym, e Janka zajrzaa lepiej, bo bya na razie pewna, e tam jest kto drugi 
jeszcze. Orowski chodzi po jednej stronie pokoju, wprost drzwi uchylonych, ktrymi patrzya, 
wycign rk do miejsca, gdzie sta przedtem. 
 Panie naczelniku, daj sowo uczciwego czowieka, jak crk kocham, e niesusznie 
mnie karz. Byem rozdraniony wtedy, byem chory, byem nieprzytomny, prawda. ydzi 
si toczyli, krzyczeli, uderzyem jednego, prawda. Podnieli krzyk, kazaem ich wyrzuci, 
prawda... ale niech pan naczelnik pamita, e wtedy crka bya miertelnie chora, e j dopiero 
co przywiozem z Warszawy, e byem bardzo nieszczliwy. Panie naczelniku! a 
gdyby tak panu jedyna crka odjechaa z domu, posza do teatru, nie pisaa przez kilka 
miesicy, gdyby tak pana, ojca, rzucia jak stary ach i gdyby pan to dziecko tak kocha, 
jak ja kocham, i gdyby ci potem zachorowaa miertelnie, czy miaby przytomno, czy 
miaby poza ni jak sub? O, co ja wycierpiaem, co ja przeszedem!  jcza, zakry 
twarz rkoma i szepta poprzez kanie: zy zaczy mu przecieka przez palce i spywa po 
zbladych policzkach i taki bl, taki wcieky bl skrca mu serce, e traci chwilami 
przytomno, chwyta si porczy krzese, eby nie run, krci si w kko, skada bagalnie 
rce i szepta jakie niedosyszalne, bolesne skargi, to milcza dugo, wpatrujc si z 
pokor w t urojon posta naczelnika, w to drugie swoje ja, ktre widzia przed sob najwyraniej. 
Jank trzs spazm trwogi, bo to spokojne, dziwne szalestwo ojca przepeniao j rozpacz 
i wprowadzao take pierwiastek chaosu w jej myli. Nie moga si poruszy z miejsca, 
brako jej si i odwagi. Pokj zacz wirowa, to blade wiato wiecy drgao przed ni 

61 



niby krwawa una, niby poar olbrzymi, w ktrym kbi si jaki pk cia, wiy si jakie 
ogniste i przeraajce skrty myli, ciskajce jej gow palcymi zwojami. 

Orowski usiad na ku, tar sobie czoo, napi si wody z syfonu stojcego na stoliku i 
widocznie ten syk i szum wytaczanej wody powrciy mu nieco przytomnoci, oderway 
tym gosem zewntrznego wiata od mar chorego mzgu; targa brod, przeciera oczy i 
dugo, szeroko otwartymi oczyma, penymi bezbrzenego strachu, patrzy w ciemn gb 
pokoju. Uspokoi si widocznie, bo w oczach zaczynaa byska wiadomo, majak znikn. 
Zgasi wiec. 

Janka take oprzytomniaa, suchaa pode drzwiami i wkrtce usyszaa rwny, mocny 
oddech ojca; fortepian Zaleskiej coraz cichszymi dwikami piewa, a zamilk; cisza 
ogromna, mistyczna cisza nocy, pena rozprzonych drga, pena niewytumaczonych 
szmerw i byskw, zalaa mieszkanie. 

Przej j dziwny, wstrzsajcy strach. Sza do swojego pokoju ze dreniem, tumia 
oddech, przyciskaa serce bijce gono, bo si jej zdawao, e tutaj, obok niej, w tamtym 
ciemnym kcie pokoju, kto jest, kto idzie za ni, jakie rce wycigaj si do niej, jakie 
oczy patrz zowieszczo, jaki powiew zimnym tchnieniem powia na jej twarz i zlodowaci 
krew. Meble, niby czarne, bezksztatne potwory czaiy si w mrokach i zdaway si zabiega 
drog; biaawa klawiatura wyszczerzaa na ni dugie, ostre ky. Przebiega szybko 
salonik, wpada do swojego pokoju, zamkna drzwi na klucz i rzucia si na ko okrcajc 
si kodr. 

Po dugim czasie oprzytomniaa zupenie, zacza si ubiera, aby zej na d, poda 
depesz do doktora, ale potrzeba byo przej stoowy, kuchni, schody, kurytarz dugi  
zatrzsa si z trwogi i postanowia zaczeka do rana. 

Nie spaa ca noc, co chwila zdawao si jej, e syszy gos ojca, chowaa gow w poduszkach, 
ale dugo nie moga tak wylee, bo prawie bya pewna, e przez szyby, ktrymi 
wpywaa czarna, bez gwiazd noc, zaglda twarz jaka. Zrywaa si i nie zobaczywszy nic 
kada si, ale w coraz boleniej drczcym zdenerwowaniu. 

Pocigi z hukiem przelatyway, czasem trbki drnicze zagray tak mocno, a echa 
powtarza las i znowu si rozpocieraa bezmierna, przytaczajca cisza, jakby wiat cay 
skona. 

Rano Orowski wsta o zwykej godzinie, wypi herbat i poszed do swoich zaj, by 
tylko bledszy i oczy mia wicej przekrwione czerwonymi ykami, ale ani sowem nie 
wspomina o Dyrekcji, wydawa si w zupenie normalnym usposobieniu. Janka ledzia 
go uwanie i gdy wyszed, przespaa si dopiero, a pniej napisaa list do doktora proszc 
go, aby pod jakim bd pozorem i jak najpieszniej przyjecha, objaniajc w krtkoci o 
stanie ojca. 

 Rochu, ten list oddacie na pierwszy towarowy, idcy do Kielc. Macie tu rubla, dacie 
go z listem pakmajstrowi i poprosicie, eby ze stacji natychmiast wyprawi. Co to wam 
jest?  zapytaa spostrzegszy smutn i strapion twarz Rocha. 
 Co mi jest? mnie to ta nic nie jest, panienko, ale Rochowa ju ino bokami robi, pewnikiem 
si chudzitku zamrze. 
 Dawno chora? nic nie mwilicie. 
 Nie mwiem! a juci, panienko, em i nie mwi, bo co to pomoe... a dawno? juci, 
e nie od wczoraj, ino od lata sabuje; robi z pocztku nie moga, bo zaraz j kolki spieray 
pod piersiami, potem to i je nie jada. Chodzia i do dochtorw, smarowaa si i tustoci, 
i okowit, i zielami, i nic nie pomogo. 
 Trzeba byo wezwa kolejowego doktora, przecie wam pomoc lekarska si naley. 
62 



 Si naley! a juci, panienko, naley, ale... dochtory panw, to uny tam likowa 
umiej, ale chopw to pewnikiem nie, bo przyjecha do Banasikowej, no i co? umara, panienko. 
Moe i nie przez jego pork, bo jak kto ma zamrze, to mu adne dochtory pomc 
nie pomog, chyba jeden Pan Jezus, ale zawdy... 
 Co jest waciwie waszej onie? 
 Waszej onie? a juci, e dokumentnie nie wiem, a kto to wie, panienko, kiej bl jeno 
jest we wntrzu. Je ni moe, robi ni moe, wyscha kiej wir, no, i ley, i ley, a czeka 
zmiowania Paskiego abo mierci: gemba, to jej si zrobia kiej pistka. Wdki czasem 
kapk si napije, misa dziobnie pare razy yk i tya. 
 Oddajcie ten list, zrobimy jeszcze inaczej. 
Napisaa bilet do ojca, aby zatelegrafowa po doktora do chorej Rochowej. 
 Zaniecie to panu. Za dwie, trzy godziny doktor tutaj bdzie.  Tak, to si lepiej stao, 
nikt wiedzie nie bdzie, e ja wzywaam doktora  pomylaa. 
Rzeczywicie, w kilka godzin pniej przyjecha doktor, przyszed na gr, nie chcia 
si rozbiera ze swoich pledw, waterproofw, kaszla wicej ni zwykle, cer mia zielonaw 
i respiratora nie zdejmowa z ust zupenie. Wszedszy, natychmiast pozamyka drzwi 
i lufciki, obejrza okna i zobaczywszy, e nie opatrzone na zim, pogrozi Orowskiemu, 
ktry z nim przyszed. 

 yjemy i tak jako zdrowo!  zamia si zawiadowca. 
 Ale z reumatyzmami, migrenami i newralgiami  napisa na marginesie gazety lecej 
na stole. 
 Moe po powrocie od Rochowej doktor mnie jeszcze obejrzy. 
Popatrzy na ni, machn rk i znowu napisa: 
 Pani jeste zupenie zdrowa  ale dopiero teraz spostrzeg, e patrzy na niego jako 
szczeglnie. Skin gow potakujco i chcia i. 
Janka szybko ubraa si do wyjcia. 

 Pjd do chorej z doktorem, bo ju si od rana wybieraam. 
 Po co?  krzykn Orowski.  Jeli zdycha, to si tam obejdzie bez ciebie, choroba 
moe zaraliwa. 
 Doktor pierw wejdzie i przekona si. 
Wyszli zaraz. 
Roch mieszka o kilkadziesit krokw od stacji, w maych koszarach postawionych dla 
suby. Szli nad plantem. Janka uja doktora pod rami i cicho zacza mu opowiada o 
ojcu. Nie byo to dla niego niespodziank, ale usyszawszy t nocn scen przystan i powiedzia 
jej smutnymi oczyma, e to bardzo le. 

 Musi doktor pod jakim pozorem obejrze ojca i poradzi, ja gow trac. 
Skin gow i weszli do izby. 
Izba bya dosy czysto utrzymana, ale przepeniona wyziewami spirytusu z tuszczem, 
wieo zakwaszonej kapusty, ktrej kodka staa pod piecem, przykryta poduszk. Jedyne 
ko stao pod oknem, na ktrym w blaszanych kwartach rosy anemiczne geranie i staa 
butelka z pijawkami, z obwizan gagankiem brudnym szyjk. Rochowa, z rkoma czarnymi 
i wyschymi na pierzynie, leaa bez ruchu; prbowaa si unie, ale jkna tylko 
cicho i bladymi, wypowiaymi oczyma patrzya bezmylnie; twarz miaa tak such, t, 
pomarszczon, jak lene, zasuszone jabko. Doktor nawet jej nie oglda, bo ju bya w 
agonii, z trudem szeptaa niezrozumiae sowa i gonia zdumionym wzrokiem za Jank. 

 Co was boli? 
63 



 Umr... umr...  szeptaa cicho i ta jej twarz trupia miaa ten sam ton, na tle kolorowej, 
w czerwone paski pocieli, co twarze witych ascetw i mczennikw wiszcych 
rzdem na cianach, wychylajce z czarniawej gbi ta niby z niebytu, twarze bezksztatne, 
podobne do wizji niezupenie zmaterializowanych. 
 Czemucie mnie pierwej nie wezwali? 
 Nie wzywali... a juci, nie wzywali, ale myleliwa, e samo przejdzie, a potem towa 
widzieli, e ju i wielmony dochtor nie poradzi.  Tumaczy si Roch wyprony przy 
drzwiach jak struna i salutujcy ca doni. 
 Jedzilicie do znachorw, co? 
 Juci, e do dochtorw jedzia i smarowaa si wdk z tustoci, i pia ziele, i odczyniay 
j kobiety, i na ros boso chodzia, i pijawki przystawiaa, i bakw trzy mendle 
suchych balwierz stawia, i nic nie pomogo. Ju widno na mier zachorzaa, to nic nie 
pomoe  mwi ze spokojn rezygnacj, patrzc bezmylnym, kamiennoobojtnym wzrokiem 
w chor. 
 Przyl jeszcze dzisiaj lekarstwo. Chodmy!  powiedzia doktor do Janki, ktra cay 
czas z jak litoci pen trwogi, patrzya na chor. Odwrcia si, aby wyj, ale Rochowa 
wycigna rk i chudymi palcami chwycia j za sukni. Obejrzaa si przestraszona. 
 Panienko! panienko!...  woaa gucho, zakrztusia si i leaa chwil z wysadzonymi 
z orbit oczyma, chwytajc ciko powietrze i drapic bezmylnie pierzyn. 
Janka poczua zy w oczach, poprawia jej poduszek i pierzyny, cigna jej t, rozlunion 
chustk, jak miaa okrcon gow, pogaskaa j po twarzy i poykajc zy wysza 
z izby. Rochowa patrzya za ni i w sztywniejcych, zmconych mierci oczach, zaszkliy 
si jeszcze ostatnie zy wdzicznoci, a sine, obwise, odsaniajce bezzbne szczki, 
usta poruszay si jakby w modlitwie. 

 A nieche!... a nieche!... a nieche!... 
Snuo si jej po zamierajcym mzgu, jak ostatni bysk wiata i spokojnie leaa, i bez 
trwogi patrzya w jak dal nieznan a straszn. 

 Kobieta jeszcze dzisiaj umrze  powiedzia doktor Rochowi przed domem i zaraz 
woy respirator. 
 Umrze... a juci, e umrze! Ta... to i zaraz pode po trumne  rzek apatycznie. 
Jance zatrzso si serce z alu, nie moga nic mwi, tylko sza za doktorem i wpatrywaa 
si w jesienne barwy lasu zamierajcego, w szare stada chmur, co pyny chyo niby 
ptactwo w wiat smutny i jakby obumary. 

Doktor w mieszkaniu si rozebra i pokaza na migi, eby mu dali je i gdy Janka opowiedziaa 
ojcu o stanie Rochowej, skin na ni nieznacznie, aby wysza. 
Wyj swj notes z owkiem na st, usiad, rzuci okiem na spacerujcego po pokoju 
Orowskiego i napisa: 

 Jeste niezdrw, widz to. 
 Ale gdzie tam, nigdy nie byem zdrowszy. 
 Masz w oczach napisane, e ci gowa boli, e le sypiasz  napisa. 
 To prawda, ale mam tyle kopotw na subie, e to dosy naturalne. 
Doktor obejrza bez ceremonii oczy, obmaca grzbiet i gow i siad z powrotem. 
 Nic mnie nie boli, co ci si zdaje?... 
Nie odpisa, zjad piesznie obiad i poszed poegna si z Jank. 
 Jest tylko jedna rada: spokj, spokj, spokj  szepn cicho  a druga, zreszt poowiczna, 
eby Dyrekcja daa mu pomocnika do ekspedycji. Bd si o to stara po cichu. 
64 



 Doktorze, nie wypowiem nawet, ale doktor odczuje, co si we mnie dzia musi, jak 
si boj strasznie, ratuj go, nie krpuj si kosztami, rozporzdzaj, wszystko zrobi, byle go 
ocali. 
 To nie o to idzie; mnie chodzi tylko o przeduenie dzisiejszego stanu, o wyleczeniu 
nie ma mowy  szepn szorstko, ucisn jej gorco rk, pocaowa j w twarz, zaoy 
respirator i wyszed. 
Wieczorem przyjecha Grzesikiewicz z bukietem kwiatw. Janka przyja go z roztargnieniem, 
bo ca uwag miaa skupion na ojcu. Po przyjedzie Andrzeja, Orowski 
otrzsn si z przygnbienia, mia si czsto i by tak rozpromieniony, e obawy jej 
zwolna si rozwieway i milky, a nawet pniej o nich zapomniaa, bo tak poufale poklepywa 
Andrzeja po bokach i tak czsto go caowa, e bya troch zirytowana, gnieway j 
czue spojrzenia i ton narzeczestwa, z jakim Andrzej zwraca si do niej. Rozmawiali o 
stosunkach ssiedzkich, gdy Orowski zapyta: 

 Czy Witowski gdzie wyjecha? Dawno go nie widziaem. 
 Nie, przesta tylko jedzi przez Bukowiec. 
 Dlaczego? 
 Dziwaczy, jak zwykle, tumaczy mi dlaczego: oto, e ten db, na ktrym si zim 
powiesi nasz owczarz, pamitaj pastwo, denerwuje go, nie moe obok niego przejeda. 
 To dziwny czowiek jaki! 
 Niech pani powie  dziwak. W sobot, pi w najlepsze, wtem budzi mnie kto; zerwaem 
si, zapalam zapak. Witowski siedzi na ku i wita si ze mn. Zdziwiem si, 
ale mylaem, e ma jaki wany interes; a on powiada, e nie mg spa i koniecznie zapragn 
mnie zobaczy. Przyszed pieszo, drzwi byy pozamykane, wic od tarasu wybi 
szyb, otworzy okno i wszed. Psy, jak zwykle, nie mwiy mu nic. 
 Jak to, jak zwykle? 
 Tak, faktycznie, widziaem kilka razy, e psy nie mwi mu nic, ale id do niego i asz 
si. 
 Na Boga! nie wiedziaam, e okolica ma tak nadzwyczajno. 
 Moe wkrtce pani go pozna. Bardzo bogaty, wyksztacony i straszliwie przykry w 
stosunkach; ale e wielki pan, boj si go wszyscy i wywiera na ca okolic dziwny 
wpyw. Chopi nazywaj go ;,antychrystem". Jako gospodarz, nie jest wietny, ale majtkiem 
administruje znakomicie. Bardzo dobrze jestemy z sob i ju mi nieraz powiedzia 
prosto w oczy: Grzesikiewicz, ty jeste cham, ale ci kocham i dlatego, e jeste dopiero 
elementem ludzkim, z twojej rodziny wyjdzie jeszcze wielka dusza. 
 Skd on si wzi tutaj? 
 Akurat rok temu okrgy, sprowadzi si prosto z Parya. Stary Witowski z Witowa, 
stryj jego, zapisa mu Witw, aby majtek nie wyszed z nazwiska; ale tyle pozostawi legatw 
filantropijnych, tyle zobowiza moralnych a dziwacznych, e tylko szaleniec mg 
przyj zapis, pomimo e to fortuna magnacka. 
 Opowiada mi pan Skulski dziwne rzeczy o tym Witowskim. 
 No, ju dosy anegdot kry po okolicy na jego konto. 
 Chciaabym go pozna. 
Grzesikiewicz zacz si mia. 
Janka wzdrygna si lekko. 
 miej si, bo powiedzia mi kiedy, e jeli kto bd mwi o nim lub pragnie go widzie, 
to on telepatycznie wie o tym i prdzej czy pniej da si pozna. 
65 



 Bd cierpliwie czekaa. 
 Pani wierzy w takie bajki, jak telepatyczne odczuwania, przeczucia itd.? 
 Ani tak, ani nie, ja nie wiem, a przypuszczam moliwo wszystkiego. Rzeczywisto 
jest z tej samej przdzy, co i marzenia. 
Grzesikiewicz nie odpowiedzia, ale w oczach mia niedostrzegalny bysk ironii. 

66 



IX 


Jance dugo sta w pamici Witowski. Zaciekawi j ogromnie, dziaa ju z oddalenia, 
bo czua w nim jak niezwyk, nieszablonow organizacj. Przypominay si jej postacie 
Calderonowskich dramatw  i pena niejasnych, niesformuowanych myli i marze posza 
odwiedzi Rochow. Janowa za ni niosa bulion i wino. 

Rocha nie byo w izbie. Maa lampka kopcia nad okapem i zalewaa izb brudnotym 
wiatem. Przy kominie, na ktrym suche, wierkowe gazki trzaskay wesoo, siedziao 
kilka kobiet, rozmawiay pgosem i ze zdziwieniem podnosiy rozczerwienione od ognia 
twarze na wchodzc. Chora otworzya z trudem cikie powieki. Kobiety j nieco uniosy 
na poduszki, a Janka wlaa w zacinite gardo troch wina. Dyszaa dugo, w tych 
oczach zatli si jaki saby bysk przytomnoci ycia. 

 Panienko!  szeptaa bezdwicznie, starajc si uj kostniejc rk do Janki  a 
niech ci Pan Jezus da... a niech ci Bg Ojciec da.... a niech ci Matka Boska da... a niech 
ci... a...  dokoczya rzeniem, pomyk wiadomoci zagas, jczaa cicho i w dugim 
oddechu otwieraa usta, oczy staway jej koem i wytrzeszczone wieciy niby wielkie, 
szklane paciorki. Jedna z kobiet zapalia gromnic, bo mylaa, e ju kona, ale Rochowa 
po chwili uspokoia si i spojrzaa przytomniej. 
Janka siedziaa dugo przy niej, poprawiaa jej wosy wymykajce si z martw bezwadnoci 
spod chustki, wlewaa po kilka kropel wina, czasem gadzia j po twarzy i 
zwolna sama zapadaa w jakie odrtwienie bezbolesne; kobiety znowu siedziay przy 
ognisku, jedna z nich ukrya gow w poduszce pokrywajcej kodk i spaa, reszta mwia 
cicho i trwonie si oglday na ko i na Jank. Pocig bieg z hukiem, a cay domek 
dygota i fajansowe talerze w serwantce brzczay, i rozlewaa si po izbie senna i tragiczna 
cisza; wiatr szamota si z lasem i przewistywa w kominie, i ucich, ale zaraz rozlego 
si jakie aosne beczenie kozw w lesie, a baby egnay si pobonie i przysuway si 
coraz bliej do siebie. Janka poruszya si, spojrzaa na izb  kobiety milczay, Rochowa 
patrzya na ni z jakiej zawrotnej gbokoci, a ten tawy blask spojrzenia przenikn j 
zimnem i trwog; usuna swoj rk, bo chora dotykaa jej kocem palcw, nie mogc 
uj, jakby czepiaa si z trwog w tej przedostatniej chwili. Wstrzsna si i powstaa do 
wyjcia. 

 Pa... pa... pa... nienko... pa...  rzaa Rochowa, na prno usiujc j zatrzyma i jaka 
straszliwa rozpacz i bl wykrzywiy jej twarz such. Janka nie spojrzaa ju na ni 
wicej, nie chciaa widzie nic i chocia czua t nie wypowiedzian i gbok prob w 
twarzy umierajcej, wysza. 
Nie, nie moga tam pozosta duej, bo czua, e i w niej wszystko kona, e umiera. Dopiero 
w tej chwili poczua ca zgroz mierci. Biega tak prdko do domu, o ile jej tylko 
siy pozwoliy. 

Noc ca widziaa t trupi twarz pywajc w cieniach. 

67 



Rano Roch sprzta w mieszkaniu, jak zwykle, tylko e dzisiaj co chwila stawa przy 
robocie, wytrzeszcza oczy, egna si i zaczyna cigle nieskoczony pacierz. 

 C, onie nielepiej?  zapytaa Janka po dugim wahaniu, bo odgada po jego zachowaniu, 
e ju wszystko skoczone, ale chciaa zaprzeczenia, pragna sysze, e Rochowa 
yje, bo j nurtowa pocz jaki al, e nie zostaa tam, e nie usuchaa proby 
chorej, drczy j wyrzut sumienia. 
 Lepiej?... e... nie lepiej panienko, bo akuratnie drugie kury piay, kiej si jej zmaro. 
 Umara!... 
 Umara! Juci, panienko, na mier umara. Ino panienka odesza, przyjechaem z dobrodziejem, 
woy na ni wite oleje i zaraz umara. Ju j tam kobiety oporzdziy do 
pochwku. 
 Umara  mwi takim gosem, jakby si dziwi dwikom i nie rozumia ich znaczenia, 
i nie mg jeszcze uwierzy, aby ta, z ktr przey trzydzieci lat, moga umrze.  
Pojutrze pochwek! tak panienko! Dobra kobieta bya. Czasem to mnie juci i spraa, ale 
winowaty byem, a jaka robotna! a jak harowaa! 
 Umara! 
Obejrza si po pokoju. 
 Juci, e umara  dopowiedzia. 
 Dajcie pokj robocie, idcie zaj si pogrzebem. Zaraz powiem ojcu, to napisze, eby 
wam Dyrekcja przysaa na pochowanie. 
Pomyla chwil i pochylajc si jej do ng, rzek pokornym gosem: 

 A to panienko, chciaem podzikowa, e to panienka taka pani, a nie wagowaa si 
przyj do nieboszki, a niechta Pan Jezus da najlepsze i ta Matka Czstochowska. 
Widziaa go, jak z czapk w rku, ktr ociera sobie oczy, szed ku domowi plantem. 

 Umara!  powtrzya cicho Janka i wstrzsna si w dugim przejmujcym dreszczu. 
 Tak samo o mnie powiedz: Umara!  mylaa. 
Przez par dni nie moga si otrzsn z przygnbiajcego wraenia, jakie mier Rochowej 
na niej wywara. Zaleska heliotropowym listem zaproponowaa jazd na pogrzeb.  
Czas taki pikny, przejedziemy si, odetchniemy wieym powietrzem i spenimy dobry 
uczynek  pisaa. Przysza w p godziny po licie i z trudem namwia Jank. wierkoski 
dawa konie i razem ze Stasiem mieli towarzyszy. 

Zaraz po poudniu pojechali, dogonili orszak i jechali wolno za wszystkimi. Orszak rozcign 
si dugim pasem na wskiej droynce lenej. Na przodzie niesiono czarny krzy i 
wielk chorgiew, trzepocc si niby czarny, olbrzymi ptak, przybity jednym skrzydem 
do drzewca, z wymalowanym biao kociotrupem z kos w rku, potem jecha wz w jednego 
zaprzony konia, proste deski, w ktrych leaa biaa, czysto oheblowana trumna, z 
czarnym krzyem w porodku wieka. Roch szed przy niej ze spuszczon na piersi gow, 
trzyma si rk wieka, czasem patrzy przed siebie, w t szaro perow, jaka spywaa z 
przestrzeni na drog wijc si jakby gbokim wykopem wskro lasu, na mier na chorgwi, 
co zdawaa mu si wychyla i zagarnia kos brzozy stojce z obu stron drogi, a 
te licie leciay niby zy lasu, na trumn, na odkryte konopiaste wosy chopw, na te 
i czerwone chusty kobiet i opadaa mu gowa bezwadnie, i szed jak martwy, wielk aoci 
przytoczony, a za nim cigny si sznury gromnic, kwitncych zotymi pomieniami, 
rozpylajcych zapach przypalonego arem lipcowym pszeniczyska, gdy na nie deszcz 
krtki upadnie, i pyn gboki, peny uroczystoci i namaszczenia piew: 

Kto si w opiek poda Panu swemu, 
A caym sercem szczerze ufa Jemu. 


68 



Pie tak mocno brzmiaa w ciszy powietrza, a brzozy dray, a stare dby, co poskrcane 
dziwacznie, narose guzami gazie wznosiy niby zacinite pici w gr, szumiay 
rudymi limi; dugie, zielone jemioy trzsy si, a zke trawy, jaowce, kicie poskrcanych 
paproci, drobne leszczyny szemray smutnie i las cay, okryty bladawym zotem i 
purpur jesieni, sucha tej pieni, zadumywa si, pi j wszystkimi porami i jakby przepeniony 
aoci, co owiewaa idcych, zacz wtrowa swoimi gosami, rozbrzmiewa 
cichym pogwarem i hukaniami; koysa si wolno niby an zb olbrzymich, przystawa na 
chwil wyprostowany i wtedy lecia gboki, tajemniczy pokrzyk, a dzicioy ku przestaway, 
wrony zryway si z wrzaskiem i kryy nad lasem przestraszone, a pie przycichaa 
na mgnienie i wtedy rozleg si ostry stuk k wozu o kamienie i wist bata nad koniem, 
i cikie westchnienia modlitwy orszaku. 

Jank przepaja smutek spokojny, w milczeniu przypatrywaa si twarzom idcych i 
gowom  twarde byy, kanciaste, a wieciy jak kamienn rezygnacj, podobne w tonie 
do tej szarej ziemi, po ktrej szli i jak ona senni i spokojni, podobne byy do tych dbw 
rosochatych ich mocne postacie, bo miay t sam si i spokj rolinny. Bkitnosiwe ich 
oczy miay barw kau wody porozlewanej na drodze i tego nieba, co jak nieobjt szklan 
tafl wisiao nad nimi. Janka mylaa, e gdyby tak zakrzepli w tym lesie, to by byli podobni 
grabom, dbom, bukom, e rozpynliby si na onie tej pramatki swojej i zginli 
bez ladu, tylko na wiosn przybyoby modych pdw i te pnie ludzkie zazieleniyby si, i 
yy duej, silniej i wolniej. 

 Wszystko z powrotem do ziemi!  mylaa patrzc na trumn  tak, wszystko  i 
przypatrywaa si ze szczegln uwag wierkoskiemu, ktry siedzia na przednim siedzeniu 
i skulony, zamany we dwoje, z domi w rkawach, patrza ponuro; usta mu dray 
nerwowo, co chwila wciga nozdrzami powietrze, spoglda jakim ostrym, nienawistnym 
spojrzeniem na trumn i zgina si jeszcze bardziej, i sucha z zabobonn trwog pieni, co 
si rozwczya po lesie pasmem jakby biaego fioletu, przesyconego perami ez, prb, 
ufnoci  tych robakw ludzkich, ktrzy kadli w te rytmy odwieczne proste swoje dusze. 
 Amis! Amis!  zawoa cicho na psa biegncego obok bryczki. Pies wskoczy mu na 
kolana, zsun si do ng i zwinity w kbek lea cicho. Przyciska jego eb do ng, bo 
tak mu si pusto i smutno zrobio w duszy, jakby umiera. Dwik jego gosu rozbi milczenie, 
jakie panowao pomidzy nimi. Zaleska nachylia si do Janki. 
 Wie pani! tam, w lesie, z daleka tylko, niechby sza orkiestra i graa szopenowskiego 
marsza, tylko cicho a przejmujco. Co za to! piew chopw, trumna, chorgiew, las 
uschnity, wiece zapalone  szeptaa cicho i sinawa od pudru twarz zarumienia si, oczy 
strzeliy artystyczn ekstaz.  Byby cudowny efekt, cudowny! prawda? 
 Tak, operowy efekt!  odpowiedziaa gniewnie Janka, bo j rozdranio zapytanie; nie 
chciaa mwi teraz, kiedy cisza i milczenie byy dobroczynne, ten gos zabrzmia przykrym 
dysonansem w tej harmonii. 
 Operowy! tak. Trumn zarzuci kwiatami, konia ubra w czarn kap i piropusz, 
czarne paszcze da chopom, przybledzi im twarze, cudownie, cudownie!  szeptaa 
upojona i zacza po cichu nuci drug cz marsza aobnego. 
Janka odwrcia si od niej niechtnie, patrzya na dziada, co cieynk wijc si nad 
drog pomidzy drzewami, utyka na kulach, piewa tylko ostatnie sowa i bieg tak szybko, 
a wielkie torby wiszce mu na plecach obijay si o skurczon na kuli nog i o kije, 
ktrymi si podpiera, i dymiy obokiem wstrzsanej mki. 

Przed karczm stojc pomidzy wsi a lasem, na rozdrou, stao kilkadziesit wozw, 
naadowanych klocami drzewa i kupa chopw, ktrzy poodkrywali gowy i tpymi spoj


69 



rzeniami spogldali na aobny orszak, a w progu karczmy, przy stoliku, siedzia jaki 
mody chopak i pisa. Stary Grzesikiewicz z bryczki mu dyktowa, a zobaczywszy Jank 
umiechn si przyjanie i czapk przesa jej ukon, a za nim chopi zaczli si pochyla z 
unionoci i szepta midzy sob. 

Zmieszaa si nieco tymi objawami szacunku. wierkoski rzuci na ni jakie gronodrwice 
spojrzenie i pochyli gow. 

Przejedali przez dug wie o niskich cianach bielonych, na ktrych rozpaszczay 
si somiane, pokryte zielonym mchem, dachy. Ludzie stawali przed domami, egnali si, 
psy wyy pod przyzbami i leciay za wozem, a dzieci w szarych koszulach, bose, w czerwonych 
rogatywkach na gowach, obsiaday poty i przestraszonymi oczyma przeprowadzay 
orszak. 

Koci sta na kocu wsi, w wiecu ogromnych dbw, i tu za nim, na zboczu wzgrza 
piaszczystego, rozkada si cmentarz, prosty chopski cmentarz, okopany rowem, zarosy 
brzozami, zotakiem i akacjami. 

Z boku drewnianej bramy, ktr trzymay dwa murowane supy, sta may powozik zaprzony 
w przepyszne, kare konie. 

Chopi przed bram trumn wzili na ramiona i ponieli, a ksidz, ktry szed ju z nimi 
od kocioa, zaintonowa pie acisk. 

 Witowski!  szepna Zaleska spostrzegszy siedzcego mczyzn w powozie. Janka 
spojrzaa ciekawie, Witowski odwrci twarz i spojrzenia ich zbiegy si na chwil i utony 
w sobie. Fala krwi pomieniem zalaa jej serce; przesza szybciej do grobu, nad ktrym 
ju postawiono trumn i piewano. 
Ceremonia si skoczya prdko, spucili trumn na sznurach do dou i na biae wieko 
zaczli zsypywa ziemi. 

Jance zrobio si zimno, strasznie zimno. Patrzya przeraonymi oczyma w ten d zasypywany. 
Roch, z zacitymi ustami, zmarszczony, sypa ziemi z gorliwoci, baby pieway 
jak rozpaczliw, lamentujc pie, co gryza wprost serce; Stasio odwrci si i 
obciera ukradkiem zy, a wierkoski oparty o jaki krzy, przejmujcym wzrokiem patrzy 
na wiey grb i dra cay ze wzruszenia. 

Wiatr szumia po cmentarzu i zamiata na wieo oklepane, cce si piaskiem mogiy, 
poczerniae licie; Amis skomla krtko i bolenie, a stado wron na dbach przy kociele 
wieszao si z wrzaskiem i czyo swoje gosy z jkliwym zawodzeniem kawek 
koujcych nad piczastym, czerwonym dachem dzwonnicy, a nad tym wszystkim wyciga 
czarne ramiona krzy stojcy w rodku cmentarza, z ktrego patrzyy miosiernie przebaczajce 
oczy Chrystusa. 

Na kracach, ponad lasami, co otaczay wie koem zamknitym, na seledynowych 
przestrzeniach, zaczy wykwita rowe blaski zachodu i rozpurpurza ca jedn stron 
nieba. Mrok ju si sania zaledwie dostrzegalny po gszczach, co stany niby w miedzianych 
brzaskach ognisk w unach zachodu. 

Janka opucia towarzystwo i posza w gb cmentarza, ku grobowcowi w formie piramidy 
Cestiusza, co si bieli przez wysmuke niby cyprysy, drzewa jaowcw. Drzwi do 
grobowca byy uchylone, sta w nich lokaj czarno ubrany. Nade drzwiami zoci si napis: 
..Grb rodziny Witowskich z Witowa", a z boku drzwi, na marmurowej tablicy, wieci 
szereg imion i dat mierci, caa litania istnie dawno rozproszonych we wszechwiecie. 

Janka uklka i zacza si modli, bo imi Anna" wyryte na samym kocu tablicy 
przypomniao jej matk, ktr stracia w dziecistwie i pamitaa bardzo sabo niby jaki 

70 



dwik syszany w przelocie jakby przez cian i ktrego w zupenoci nigdy sobie przypomnie 
nie moga. 

Z kaplicy wysza moda kobieta w czarnym stroju, lokaj uj j pod rk i ostronie 
sprowadza po schodkach. Janka podniosa si i ze zdumieniem patrzya na nieznajom, bo 
tak piknej, tak dziwnie piknej twarzy nie widziaa przedtem. Bya to olniewajca twarz 
blondynki najjaniejszej o najczystszym tonie wosw jakby ze lnu, owal przecudny, 
dziewczcy prawie, nos rzymski i usta wprost arcydzieo jako rysunek, oczy szafirowe 
ogromne i promienne, o dugich i wypukych powiekach, oprawione w zupenie czarne, 
dugie rzsy, wieciy jako ostro. Nieznajoma sza wolno, z automatycznoci stawiajc 
kroki i utkwia oczy w Jance z uporem krtkowidzw. Caa jej twarz bya tak jasna, uduchowiona 
i zerodkowana w oczach, jak postacie Rossettego. 

Jank porwao to spojrzenie. Nieznajoma przesza, a ona wci patrzya w te oczy, ktre 
jej zapady w pami i a si cofaa jakby przed gbi. 

 To Witowska, siostra tego, co siedzi w powozie  informowaa Zaleska, ktra jej szukaa, 
bo mieli zaraz odjeda.  Prawda, jaka pikna, a tak dziwnie patrzy, tak dziwnie, e 
uklkabym przed ni, nie wiem sama dlaczego. 
W bramie cmentarza spotkay Witowskiego, obrzuci Jank wzrokiem i podprowadzi 
siostr do powozu; poczua na swojej twarzy jakby lodowaty cie. 

 Kobiety tak pikne s niepotrzebne na wiecie  powiedzia wierkoski, gdy ju siadali 
na bryczce. 
Chopi obstpili ich i Roch, a za nim Walek, stary gospodarz, zaczli dzikowa za honor, 
jaki zrobili biorc udzia w pogrzebie. 

 Panienko! panienko dobra, e i rodzona lepsza by nie bya! eby Jagna moga, to by 
pewnie z kontentnoci sama podzikowaa za dobro i za honor  mwi Roch z rozrzewnieniem. 
 Prawda, jak i to prawda, e tam jej duszyczka trzepie si z ukontentowania kiej te 
ptaszki!  dokoczy Walek powanie, wskazujc kawki koujce nad dzwonnic. 
 Zostacie z Bogiem  egnaa ich wzruszona Janka. 
 Panu Bogu oddajem i dzikujem  rozleg si chr gosw i wszystkie gowy si pochyliy. 


Odjechali prdko, bo wieczr nadchodzi. 

Gromada ludzi ruszya od cmentarza, Roch szed naprzd z Walkiem, drapa si kopo


tliwie po gowie, gdy przystanli przed karczm, ale ozwa si do energicznie: 

 Ludzie krzecijaskie, gospodarze i te wszystkie, co z Bukowca, wstpcie ano na rozgrzywk. 
 Dobrym sercem prosimy, co Bg da, to se zjemy i wypijemy  doda Walek i ruszy 
pierwszy do karczmy. 
Roch przynis z wozu wzeek z chlebem i serkami. W karczmie znalaz si przetak 
jeden i drugi, a stara Krakalina, ktra na wszystkich pogrzebach, weselach i chrzcinach 
prym trzymaa, bo umiaa zapiewa piosnk nabon albo i weso, i wiedziaa, co robi 
przy kadej uroczystoci, jak okowit przygotowa ze szmalcem, zaja si teraz krajaniem 
chleba i serw, a po czci i ugaszczaniem. 

Obsiedli dugi st na krzyakach i Walek, z butelk w garci, zacz przepija do bratw. 


 Ludzie krzecijaskie, Polaki kochane, na wypominek witej pamici Jagny  zacz 
uroczycie, odlewajc wdki w kt. 
71 



 A wiato wiekuista niechaj jej wieci na wieki wiekw amen!  odpowiedzia powany 
chr gosw i wszystkie gowy si pochyliy, i kilkadziesit pici grzmotno si w 
piersi, i kilkadziesit gbokich, cikich westchnie uderzyo w Rocha, co siedzia ze 
spuszczon gow i zamedytowa si o swojej doli sierocej, podnis gow, przetar kuakiem 
oczy i rykn paczem: 
 Ni ma ju Jagny, ni ma! O, biedny ja sierota, biedny!  Opar gow o st i paka. 
Gosy zaczy si podnosi, bo butelka krya wci w kko; zrzucali z siebie ao, 
przygnbienie, smutek i zaczli si wyala jedni przed drugimi, i przepija do siebie, 
przegryzajc zy, pocaunki i wspominania chlebem i serem. 

Przy wielkim kominie, na ktrym starowieckim obyczajem paliy si szczapy drzewa i 
rzucay krwawe blaski na ciemn izb, siedzia dziad i gosem drcym i paczliwym odmawia 
nieskoczone pacierze za umar. 

Za drewnianymi kratami stojcy szynkwas rozjani si nagle zapalon lampk, w 
wietle wyjrzay z cieniw wielkie beczki z wdk, rzdy flaszeczek ,,sodkiej" na pkach 
i zwoje kiebas wiszcych na drku. 

 Pijcie braty, pijcie!  zaprasza wci Walek i do wszystkich razem, i do kadego z 
osobna przepija, ama chleb, macza go w soli rozsypanej na stole, zjada i znowu zaprasza. 
Krakalina zachcaa kobiety, co si wstydliwie odwracay, przysaniay zapaskami i 
piy okowit. Gwar coraz ywszy przepenia karczm. 
 Napij si, Rochu! Pan Bg da, Pan Bg wzi, co poradzi bracie, co? Miae ty kobiet, 
mieli j ludzie, mia j wiat, a teraz ma j wita ziemia, bo i dla niej trza. 
 Napij si, Rochu, bo ju tak by musi, kiej jest. 
 Pij, Rochu! ao to kiej mrz, ino gorcoci wypdzisz  dogadywaa Krakalina. 
 Gorcoci! juci, e ino gorcoci  szepn Roch i wypi, przegryz chlebem i wycign 
rk po drugi kieliszek.  Gorcoci, juci, e ino gorcoci. 
 Co poradzi! ani pienidzmi, ani grontem, ani pakaniem si nie wyprosisz od mierci, 
oho! Kostucha przychodzi kiej zodziej i kiej zodziej z obory bydlaka, tak ci ona po cichu 
grzeszn duszyczk z czowieka wyprowadzi! Nalejcie no, Walek. 
 Wyprowadzi! juci, e wyprowadzi  powtarza paczliwie Roch i pi znowu; przypomnia 
sobie, e pitnacie lat temu ukradli im krow, ktrej zapomnie i odaowa nie 
mogli.  Wyprowadzi cierwa! i zamek by, i pies zy by, i myma z nieboszczk w chaupie 
byy, a cierwa wyprowadzi  ali si na star krzywd.  Trzysta zotych, jak nic, 
bya warta. A coma si naszukali, nieboszczka i na msz dawaa, i do policji chodzia, i 
kiej kamie we wod. Jagna to ta dokumentniej wie...  Obejrza si jakby u ony szukajc 
potwierdzenia, ale Jagny nie byo i taka go ao przeja, e z ca pasj blu, co go gryz 
jak pies, zacz rwa sobie wosy i tuc gow o cian i krzycze o swoim sieroctwie, o 
krowie, o trzystu zotych. 
Odciga go Walek, otoczyli go koem i pocieszali, jak kto mg, brali go w ramiona, 
caowali. 

 Nie pacz, nie pomstuj! nie skar si, sieroto Rochu!  pocieszaa Krakalina  ju ja ci 
onk wyswatam tak, co i krow mie bdzie, i szmat, i grontu abo spat gospodarsk, e 
si pocieszysz, sieroto.  Napia si do niego wdki i posza z jednym kieliszkiem do dziada, 
co coraz goniej i aoliwiej mwi pacierze. 
 Pijcie i wy, dziaduniu, a mwcie za dusz witej pamici Jagny i wszystkie duszyczki 
w czyszczu zostajce. 
 Bg zapa! Pani gospodyni, jeszcze jeden kusztyczek, bom zzib kiej pies i pacierza 
w zbach utrzyma nie mog. 
72 



 Naci, robaku, pij! 
 Rochu, mwi ci, nie pacz, nie narzekaj, bo grzech  zacz wolno Walek nalewajc 
kieliszek pod wiato bijce z komina.  Robotna bya kobieta, z jednego zrobia dwa abo 
pie, a e ci ta kiej niekiej spraa kijaszkiem abo i czym mitkim, a e ta pomstowaa o 
bele co, prawda, ale to bya ino kobieta, czowieku 
krzecijaski! Napij si, robaku i odpu wszystkie krzywdy, bo ju na boskim sdzie 
ona, z janioami teraz ona, we weselu teraz ona i siedzi se, jak ta najwiksza dziedziczka, 
ino na zocie, ino na srybrze, a niech jej Pan Jezus da wieczne odpocznienie. Napij si, robaku. 


 Krzecijaski pogrzeb miaa, gospodyni na wce nie miaaby lepszego, dobrycie 
chop, Rochu. 
 Nie miaaby lepszego! juci, e nie miaaby lepszego  powtarza sennie Roch, opar 
si o st, bo wdka tak gorcoci bia mu do gowy, e karczma zaczynaa si z nim 
chwia i ba si, e skoro si puci stou, to wpadnie w komin. 
 Niech bdzie pochwalony!  powiedzia stary Grzesikiewicz wychodzc z alkierza, 
gdzie koczy rachunki z pisarzem lenym; karczma naleaa do niego i zaraz za ni cito 
w lesie porby. 
 Na wieki!  odpowiedzieli chrem i kaniali mu si do ng, a kobiety caoway go w 
zatuszczony rkaw. 
 Co to, pochowae on, Rochu? 
 Pochowaem, janie Pietrze, dziedzicu  szepn Roch i chcia mu si w pas ukoni, 
ale szybko uchwyci si stou, eby nie run na ziemi. 
 Na kadego mizeracja przyj przyjdzie abo dopust Boy  rzek uroczycie Walek. 
 Prawda! Pijta, gorzak, a uly wam. Matka! garniec okowity dla gospodarzy  
krzykn do karczmarki i oglda si za stokiem. Karczmarz przynis mu drewniany fotel 
z alkierza, wysany pierzyn i przysun go do komina. Grzesikiewicz prawie si w nim 
pooy, nogi wspar o upk drzewa, lec przy ognisku i tak si rozgrzewa. Chopi stanli 
kup i niemiao pili w jego rce; nie odmawia, jego czerwona twarz apoplektyka po 
kilku kieliszkach zrobia si sina, oczy zaszy mu mg, ale si rozochoci ogromnie. 

 No, mwta, a co to gby wam pozamarzay?  zawoa, bo milkli oniemieleni jego 
obecnoci i odsuwali si nieco w ciemny kt karczmy. 
 Janie Pietrze, dziedzicu, nard si waguje troch, bo jake to! janie Pietr, dziedzic i 
my proste chopy, to cosik nie pasuje  szepta chytrze Walek. 
 Gupi. Pijcie do mnie, Krakalina. Albom to nie wasz, czy co? abo mi to ty Franek  
zwrci si do chopa stojcego troch w cieniu  tydzie temu nie zapaci pitnacie rubli 
kary za dbka, he! Widzisz go! jucha chop, kupi ciki, a uci sobie dbka. 

 Na rozwor, ino na rozwor, janie Pietrze, dziedzicu  tumaczy si dosy markotno 
Franek i splunl z aoci za pitnastu rublami. 
 Na rozwor! a obrobie go jucho na przyciesie, co? Ju si nie tumacz. Mwi wam 
cigle: zboa brakuje, przyjd jucho, dam, poycz, ale od lasu wara! Potrzeba ci drzewa, 
zapa! A ukradniesz, to do sdu i ostatni krow wezm, kouch ci sprzedam, a swojego 
nie daruj. Tniesz mi las, to jakby mnie po bie siekier ci. Matka! p garnca gorzaki 
dla chopw! jak Boga tego kocham, dla ssiadw! 
Chopi wypili, ale zmrozia ich wesoo ta przemowa, zaczli si po jednemu wynosi, 
bo kady mia co na sumieniu i niejeden ju siedzia w kozie przez niego i paci kary za 
las, przy ktrym wszyscy mieszkali, a Grzesikiewicz nikomu nie przebacza. Las by jego 
czu strun i chocia i poi ich nieraz, i ugaszcza chtnie, obawiali si go i nienawidzili, i 

73 



po cichu odgraali si, e mu poami koci, drwi z tego, bo zawsze jedzi z rewolwerem 
i z parobkiem, ktry sam jeden mg poturbowa z dziesiciu. 

 Co, wszyscy poszli? Juchy chopy  szepta sennie, bo go ogie rozpraa, wdka bia 
mu do gowy.  Juchy! ebym za eb nie trzyma, to miabym wrbla... albo patyk zamany... 
Pochowae on, Rochu?  zapyta Rocha drzemicego pod cian. 
 Pochowaem, janie Pietrze, dziedzicu, juci, e pochowaem. 
 Pij gorzak, a uly ci. Matka! nalej kieliszki. 
 Pochowaem!  cign dalej Roch sennym, nieprzytomnym gosem  jakom ino na 
wyrobku, ale gospodarski pochwek sprawiem; i ksidz by, i chorgiew bya, i bractwo 
ze wiecami byo, i pastwo ze stacji byo; i wdka, i chleb, i ser, i wszyko, wszyko!  a 
jakem biedny sierota! Nie ma ci Jagna, nie ma!  zacz paka cicho i kiwa si na 
wszystkie strony. 
 Panienka bya? 
 Bya, janie Pietrze, dziedzicu, bya. Jak to soce  wskaza na ogie w kominie  tak 
i ona dobra jest dusza, u nieboszczki przede mierci bya, doktora sprowadzia, wina sodziukiego 
sama przyniesa. 
 Pij gorzak, pij, chopaku, uly ci  woa ukontentowany Grzesikiewicz. 
Roch wypi, chocia ju by zupenie nieprzytomny. Koysa si na rodku karczmy i 
wytrzeszczonymi, zamglonymi oczyma to patrzy w ogie, to na dziada, co si wycign 
pod cian i z gow na torbach spa. Chcia mwi jeszcze o Jance, ale mu znowu na jzyk 
wrci pogrzeb. 

 I jakom tylko na wyrobku, ale gospodarski pochwek sprawiem, jak si patrzy. 
Trumna to bya z cae p okcia za dua. Prawd rzekem, janie Pietrze dziedzicu, prawd, 
cae p okcia za dua, ale niech tam ta nieboszczka kochana ma domowin galant, 
po gospodarsku. 
Bidowaa cae ycie, to niechta teraz ma wygod swoj i kontentno swoj, niech 
tam... 

 Pochowae on, Rochu?  pyta w kko Grzesikiewicz i drzema dalej. 
 Pochowaem, janie Pietrze. Jako rzek, Panie! Ty obrona moja!"  zapiewa nagle 
jkliwie, bo mu si przywidziao, e idzie za trumn, tak jak sta z czapk w garci i wycignit 
rk, jakby podtrzymywa trumn, wyszed z karczmy i szed ku stacji, t sam 
drk, co kilka godzin temu. 
 Pochowae on, Rochu? Matka, nalej gorzaki ssiadom  zawoa przez sen Grzesikiewicz, 
ale cisza orzewia go nieco, obejrza si po izbie.  Walek! do domu. 
 Parobek z pomoc karczmarza wcign go na bryczk. Grzesikiewicz, pomimo e 
zupenie by pijany, siedzia sztywno na siedzeniu i tylko na wybojach kiwa si; 
jechali t sam drog, co i Roch szed, bo sycha go byo, jak rozpakanym, sennym 
gosem piewa: 

,,O ostry kamie nie ugodzisz nog 

Grzesikiewicz przejecha obok niego, nie widzc nic, bo spa. 

Roch zatacza si, uderza o przydrone drzewa, a szed coraz prdzej, bo w jego sennym, 
bezprzytomnym mzgu tlia si myl, e musi wraca na sub. Czapk wci trzyma 
w rku, przystawa, przewraca si o kamienie i wyboje, podnosi i szed. 

Blady ksiyc wieci nad lasem i zalewa gboki wyrb, jaki tworzya droga, lni 
zielonawym wiatem na tych liciach brzz i rozlewa po lesie senno wielk i cisz, 
bo ani wiatr, ani ptactwo, ani aden szelest nie mci uroczystego milczenia, tylko Roch 
mrucza: 

74 



 Prawda, we weselu teraz ona i jako najwiksza dziedziczka ino na zocie, ino na srybrze 
se siedzi i z janioami!  powtarza zdumionym gosem Walkow przemow.  Janie 
Pietrze, dziedzicu, Bg zapa, Bg zapa!...  schyla si, jakby chcia kogo obj za nogi. 
 Gospodarski pochwek! p okcia trumna za dua... dwadziecia cztery i zotych 
dwa, i groszy dwadziecia, i cztery chleby, i sze serkw, i trzy garnce gorzaki! Gospodarski 
pochwek  gada nieustannie, jako instynktownie trafi do stacji i zaraz na korytarzu 
dworca przewrci si pod cian i zasn. 
75 



X 

 Panie wierkoski, polij pan przez swojego robotnika list do Osieckiej, bo pisz, e 
pilny, a mj Roch po wczorajszym pogrzebie jeszcze nieprzytomny. 
 Sam go zabior, bo tam z panem Babiskim idziemy wieczorem. Panie Stanisawie, 
prdko pan bdzie gotw? 
 O szstej schodz ze suby, to jest za godzin. Wstp pan po mnie do mieszkania. 
wierkoski poszed do domu, rzuci si na ko w tym swoim pustym pokoju i zawoa: 


 Franek! 
Wbieg chopak, ktry by jego lokajem, kucharzem, praczk i stangretem. 
 Herbaty! zdejm mi buty i naszykuj ubranie na wizyt. 
Trzeba dzisiaj stanowczo pomyle: Zosia czy Orowska?  myla lec.  Osiecka 
mwia, e trzy tysice w dzie lubu. Trzy tysice! ogromnie mao. Policzmy. Wyj notes 
i owek i zacz stawia rne cyfry, oblicza.  Ogromnie mao  splun pogardliwie. 
Nie, nic z Zosi, nie ma co myle... ndza. Pomyl, Hipciu! Podoba ci si, co? Hi! hi! 
hi!  mia si cicho i urgliwie, e zada sobie takie gupie pytanie. Nie cierpia kobiet, bo 
dla niego kobieta bya synonimem rozrzutnoci i saboci.  A Orowska? snu dalej.  
Bogata, podobno trzydzieci tysicy! liczna cyfra!  Pisa kilkakrotnie t cyfr, lubowa 
si szeregami zer, kreli je z mioci.  Idiota, ktry niedugo zdechnie albo zwariuje!  
pomyla pod adresem Orowskiego.  Cham przeszkod  szepn nienawistnie i splun, 
jakby w twarz Grzesikiewiczowi.  Bdziesz, Hipciu, cae ycie parobkiem, bo chamy ci 
zabior tysice!  Zerwa si z ka, usiad przy oknie, pi herbat i rozmyla dugo. 

 Od dzisiaj zaczn si stara o Orowsk! Zaczn robi czue miny! Hi! hi! hi!...  
Przejrza si w lusterku, pogadzi wosy i mia si dugo i gono, a Amis zacz skaka 
mu do piersi i szczeka; kopn go, pies zawy z blu i skry si pod ko. wierkoski si 
uspokoi i przebra si bardzo prdko. 

 Kamienie dobrze id, zarobi dosy. Wygram choby jedn gwn, oeni si z Orowsk, 
zsumujemy razem.  Policzy i zapatrzy si w cyfry. Zatar radonie rce.  Pikna 
cyfra. Hipciu, postaw na niej. Tak, ona moe wygra.  Zapisa j sobie w notesie i poszed 
do Stasia, do maego domku przy stacji. 
 No, chod pan, a to niby panna, tak si pan stroisz. 
 Nie panna, ale do panny. Jeszcze zdymy. Ubiera si powinno wolno i z namysem. 
Sta z ca systematyczn powolnoci rozebra si z watowanego szlafroka; my, wyciera, 
zlewa perfumami i oglda kad cz garderoby po kilka razy, zanim j woy na 
siebie. Ustawi lustra tak, aby si mg w nich obejrze ze wszystkich stron, przymierza z 
tuzin krawatw, bardzo starannie uoonych w pudekach. Prbowa konierzykw rnych 
fasonw, pniej cay rzd butw, a wreszcie skoczy si ubiera. 

 Herbatki z araczkiem napijecie si, prawda?  zaproponowa wycierajc sobie brwi i 
wosy perfumami. 
76 



 Spnimy si i zajdziemy na dziesit. 
 Jeszcze czas, wypijemy herbatki. Mama mwi, eby zawsze przed wyjciem na powietrze 
zimne pi gorc herbat, bo to ociepla odek, zabezpiecza od przezibie. 
Wiesz pan, moe by wzi akiet zamiast surduta, co?  zapyta przegldajc si w lustrach. 
 Jak Boga kocham, nie wiedziaem, e w tym jest jaka rnica. 
 Ha! ha! nie wiedziae pan, to zabawne. Chyba pjd w surducie, bo to wieczorna wizyta; 
tak, surdut dystyngowaniej wyglda, ale jakiego koloru rkawiczki? 
Wycign cae pudeko z rkawiczkami, przewraca, oglda i nie mg si zdecydowa. 


 Amis! chodmy sami, bo ja musz wczenie wrci, eby si wyspa. 
 Zaraz bd. Jedziesz pan gdzie rano?  Wciga jasnoperowe rkawiczki. 
 Tak, jad do Krosnowy, namawia chopw do woenia kamieni. 
 Dobrze idzie interesik, co?  zmieni perowe na te. 
 I... niech psy bior takie interesy a nie ludzie. 
 Orowski mwi, e to wietny interes. 
 Idiota! co on tam wie? Widzi zarobki, a nie widzi strat. 
 Powiada, e gdyby nie odradzaa mu crka, to wziby t dostaw sam. 
 Ugryzby! a jake!  sykn ze zoci  zreszt, co moe wiedzie taka g!... 
 Panna Janina g! Panie wierkoski, to jest wcale niestosowne okrelenie panny Janiny 
 mwi Sta powanie i zmieni rkawiczki te na czerwone.  Bardzo nawet niewaciwe, 
bo takiej rozumnej i piknej kobiety nie mona nazywa gsi... 
wierkoski przekrzywi twarz i drwico patrzy na Stasia. 

 Rozumne, dobre, pikne, anioy, ideay i tak dalej! Amis! ty, piesku, jeste lepszy i 
rozumniejszy od wszystkich panien na wiecie!  szepta gaszczc psa. 
Sta oburzy si, ale dobrawszy rkawiczki pozamyka szafy, kufry, walizy, pozasuwa 
szuflady, pochowa i poukada wszystko na swoim miejscu, i dopiero wyszli. 

 Grzegorzu!  mwi do drnika przejazdowego stojcego przed domem.  Powiedzcie 
onie, aby naszykowaa ciepej wody, jak powrc. 
 Co panu po ciepej wodzie? 
 Wycieram si zawsze przed spaniem wod i kamfor albo lekki masa sobie robi, to 
mi bardzo suy. 
 A moe pan polecisz wygrza sobie ko i pantofle. 
 No, teraz ja powiem: chodmy!  zawoa energicznie Stasio, ktry zwykle dugo si 
waha, namyla, szykowa, ale gdy ju co postanowi, to szed naprzd niepowstrzymanie. 
Sta milcza, podkrca wsw i ukada w myli jutrzejszy list do mamy. 

 Podoba si panu panna Janina?  zapyta wierkoski. 
 Podoba mi si bardzo, ale... widzi pan, nie rozumiem, jak moga panna z naszej sfery 
wstpi do teatru. Grzesikiewicz mia si z ni eni, stary ma pienidze, nic nie rozumiem. 
 Ma bzika, przecie crka swojego ojca. 
 Wuj Felcio to samo mwi, chocia i ci Grzesikiewiczowie to zupene prostactwo. 
 To s chamy, najczystsze chamy, dorobkowicze; hoota, ot, co oni s, panie Babiski. 
W milczeniu ju doszli do Zacisza, bo Stasia zrazi ostry, nienawistny ton wierkoskiego. 


77 



W przedpokoju Stasio si rozebra, obcign, przejrza w lusterku, przyczesa wosw, 
zapi rkawiczki, ruszy si kilka razy, prbujc, czy grzbiet dobrze si wygina w ukonach 
i dopiero weszli do stoowego, bo tam si wiecio. 

Osiecka, Zosia i jaka pani siedziay przy herbacie. 

wierkoski przywita si i usiad, a Sta kania si nie miejc postpi kroku, a go 
Osiecka przyprowadzia przed nieznajom i zarekomendowaa: 

 Pan Babiski, moja siostrzenica, Tola! 
 Zosiu! nalej herbaty panom. Mielicie panowie liczny pomys przychodzc do nas, 
bdzie nam, biednym samotnicom, weselej troch, bo teraz takie dugie wieczory, e 
wprost koca nie maj. Jake zdrowie, panie Stanisawie?... 
 Dzikuj pani dobrodziejce, dzisiaj jestem zupenie zdrw.  Porwa si, aby odebra 
z rk Zosi filiank i w tym ruchu rce ich si spotkay, zarumienili si oboje. 
Sta usiad, pi herbat i patrzy na ni z rozkosz, jak si przesuwaa cichutko i z niezrwnanym 
wdzikiem. wierkoski przysiad si przy Osieckiej, ktra po przeczytaniu listu 
przeze przyniesionego, zbliya si do niego i dosy tajemniczo zacza rozmawia. 

 Moe zagracie sobie pastwo w warcaby?  zwrcia si do Stasia i Zosi. 
 Pan u nas dopiero pity raz, prawda?  pytaa cicho Zosia rozstawiajc warcabnic na 
malekim stoliczku. 
 Dopiero, ale ile razy wicej si wybieraem przyj!  zarumieni si po same biaka. 
 I czemu pan nie przychodzi? 
 Obawiaem si by natrtny, to znowu... 
 Natrtny! pan! panie Stanisawie? Ciocia tak czsto wspominaa o panu.  Spucia 
oczy, przygryza usta i rozstawiaa po polach kamienie. 
 Doprawdy nie zasuyem. Pani wychodzi? 
 To trzeba si zasuy. Nie, pan zaczyna gr  dodaa prdko, podnoszc na niego 
bkitne oczy i bardzo adn twarzyczk o stanowczych i nieco za wskich ustach. Koralowy 
fartuszek okrca jej wysmuk, gibk kibi. 
 A pani mi pomoe si zasuy?  zapyta, niemiao spogldajc. 
 Bij od razu dwa kamienie panu; ach, jaki pan nieuwany, jaki nieuwany! umylnie 
podstawiam i zapaam pana. 
 Skoro pani jest taka podstpna, bd si teraz strzeg i mia na bacznoci. 
 Nie ustrzee si pan! Ot i mam znowu: mia pan do bicia, nie bi, bior chuch!  zacza 
si mia serdecznie, ale tak cichutko, eby Osiecka nie zwrcia uwagi. 
 Widz, e z pani przegram. 
 Trzeba si broni. 
 No, kiedy ju nie widz wyjcia. 
 Trzeba si nie da, broni do upadego, walczy. 
 Zosiu, nalej mi herbaty!  zagrzmiaa Osiecka uderzajc pici w st. 
 Gramy dalej, posuwaam ostatnia, teraz na pana kolej  powiedziaa Zosia podawszy 
herbat. 

 Kuzynka chora, prawda?  zapyta Sta, ze wspczuciem patrzc na Tol, ktra blad, 
schorza twarz opara na porczy krzesa i drzemaa. 
 O, to bardzo nieszczliwa, bardzo nieszczliwa!  szepna Zosia i pochylia si nad 
warcabami, aby ukry zy; musna wosami czoo Stasia. Cofn si zmieszany i drcy. 
Grali w milczeniu. Amis siedzia przy nich i rozumnymi oczyma wpatrywa si w Zosi, 
ktra co chwila gaskaa go i dawaa po sucharku. 
78 



Zegar cyka monotonnie i w okna uderza wiatr, a chwilami z obr i z chleww dochodziy 
gosy stad i urawie u studzien skrzypiay przeraliwie. Cisza senna i nuda panowaa 
w mieszkaniu. 

Osiecka wykrcia si bokiem do lampy, opara o st, a trzeszcza i pochylona nieco 
nad skrconym we dwoje wierkoskim, ktremu tylko oczy byskay dziwn toci, 
opowiadaa cigle; musiaa wspomina witej pamici ma, bo po kilka razy wycigaa 
chustk z rkawa, aby obetrze oczy, ale zapominaa i mwia znowu. 

 U pani Zaleskiej bdzie pani w niedziel? 
 Mwia ciocia, e pojedziemy na preferansa, tak, przypominam sobie, e mwia. 
 To przyj mona? Aha, nareszcie, zabieram pani trzy jednym biciem. 
 Mog przyj do Zaleskich w niedziel  zapyta proszco a ciszej. 
 Skde ja mog dawa panu pozwolenie! Bywa pan tam codziennie, tylko u nas raz 
na miesic  powiedziaa jakby z wyrzutem. 
 A mgbym tutaj bywa codziennie? 
Zosia si zarumienia, przymkna oczy, aby ukry rado i posuwajc kamie odpowiedziaa: 


 Chce pan, naprawd? 
 Bardzo! bardzo!  powtrzy chcc wzi j za rk. 
 A zrobi pan to wszystko, o co poprosz?... 
 Wszystko, pod warunkiem, e teraz pani zrobi to, o co poprosz. 
 Dobrze. 
 Prosz mi poda rczk. 
Podaa mu niemiao, wzi j delikatnie i gorco ucaowa. 
 Panie Stachu! bo si pogniewam, tak nie mona  bronia si surowo. 
Puci jej rk nieco zaambarasowany, czu, e si posun za daleko. 
 Pani mi daruje, ale przysigam, e si to nigdy nie powtrzy  prosi pokornie, gboko 
zmartwiony, bo Zosia, z namarszczon brwi, odsuna si nieco dalej. 
 Nigdy!...  powiedziaa przecigle ze zdumieniem. 
 Sowo daj, nigdy  przyrzeka powanie. Zapi dwa guziki odpite od surduta, musn 
wsiki, wyprostowa si na krzele i gra w milczeniu, ale w tym wyprostowaniu czu, 
e mu si jaki guzik oberwa, spsowia i ba si ruszy z miejsca. Zosia bya i zdziwiona, 
i za na jego naiwno, graa niedbale, pozwalajc mu wygrywa, chocia coraz bardziej 
fuszerowa, bo go niepokoi ten oberwany guzik coraz bardziej. 
Skoczyli parti. Zosia odsuna stolik, posprztaa ze stou nakrycia, wzia swoj niemierteln 
kanw z kwiatami i zacza wyszywa nie spogldajc nawet na Stasia, ktry 
sztywny, oniemielony, z rozpacz prawie, e j obrazi, zaaferowany tym guzikiem, siedzia 
nieruchomy i myla, jakby tu zawiza przerwan rozmow i odwrci uwag od 
siebie. Przysun si nieco, rozpi surdut, nachyli si ku Zosi, ale nie mia si odezwa, 
tylko bagajcymi spojrzeniami obrzuca jej twarz pochylon nad kanw. Zosia udawaa, 
e nic nie spostrzega, a umiechaa si zoliwie. Siedzieli w tym kopotliwym milczeniu 
dosy dugo, a Sta, zrozpaczony, e nie mg rozpocz rozmowy i e szelki wpijay mu 
si coraz gbiej w rami, powsta i zacz si egna. Podnis si i wierkoski, zamieni 
jakie tajemne sowa z Osieck i wyszli. 

W milczeniu powracali. Sta czu si oczarowany i zgnbiony, nie tyle Zosi, ktra mu 
si podobaa bardzo, ile wasn dzisiejsz wymow i miaoci. Rozpi palto, bo mu gorco 
byo, wyprostowa si dumnie i rzuca rozpalone, miosne spojrzenie w noc i w rzadko 
ponce na linii wiata przejazdw. 

79 



 liczna dziewczyna, musz napisa o tym mamie. A jakie to musi by dobre! Panie 
Stachu!  powtarza z rozkosz i tak si rozmarza, e nie pamita, czy przy rozstaniu poegna 
si ze wierkoskim, ktry prdko szed, pogrony w rozpamitywaniu tego, co 
sysza od Osieckiej pod uroczystym sekretem. 
Na stacji pusto byo, w oknach Orowskich pono wiato, a spoza heliotropowych zason 
buduaru Zaleskiej pyn potok dwikw. 

wierkoski zaszedszy do siebie zbudzi Franka, kaza mu gotowa herbat i nie przebierajc 
si poszed do saloniku swojego. Porozpala wiece i wielk lamp stojc w rogu 
na kolumnie, pod czerwonym niby krew abaurem. Usiad na pluszowym, wykwintnym 
foteliku i zaczyna si rozkoszowa komfortem, jaki go otacza. Franek wkrtce postawi 
mu herbat na maym zoconym stoliczku. wierkoski ze skrytki, misternie ukrytej w biurku, 
wyj dobre cygaro, zapali, otoczy si kbem wonnego dymu, popija herbat, przyglda 
si salonowi i jakby si rozkoszowa przedsmakiem przyszoci. 

 Hipciu! oenisz si z Orowsk! Tak, z pewnoci.  Jaki zy umiech wykrzywi jego 
trjktn twarz, a mu biae, dugie zby byskay spod wsw i szczkay z zadowolenia. 
 liczna panna! Hi! hi! hi!... kochany robaczek, licznieki, niewinnieki! hi! hi! 
hi!... wydobywao mu si z zacinitego radoci garda niby bulgotanie indycze, a twarz 
mu promieniaa dzik, zwierzc radoci.  Hipciu, bdziesz panem, umiej tylko czeka  
szepta splatajc na kolanach dugie jak u szympansa rce. Tak, oeni si, rzuci sub, 
wyprowadzi si do Warszawy, puci si w wielkie interesa, powygrywa na loterii i  miliony! 
miliony! miliony!  szepta z upojeniem i przeciga si ociale z rozkoszy, dziwnie 
dranicej. 
 Hipciu, ostronie!  ostrzega sam siebie.  Ach, to ona miaa kochankw! skd ta 
Osiecka si dowiedziaa? Grzesik si ucieszy, skoro si dowie o tym! a, chamie jeden, ajdaku, 
dobrze ci tak, masz ju dosy!  mia si cicho, chodzc po pokoju. Mia teraz w 
sobie, w tej trjktnej, brzowej twarzy, w to poncych oczkach, co wilczego; zatacza 
koa tak samo jak wilk, z wycignit szyj, z wygitym grzbietem, mia postaw wszcego 
er, co dwa kroki podrzuca si nerwowo, przysiada na krzesach i fotelikach, gadzi 
aksamity i jedwabie i szepta:  Twoje, Hipciu! twoje!  Amis siedzia przy drzwiach i niespokojnie 
ledzi pana.  Amis! chod, synku!  Pies rzuci si do niego.  Spokojnie, spokojnie, 
dobry piesek, dobry!  gaska go, a pies liza mu rk i twarz. wierkoski szybko 
wydoby z kieszeni rzemie i uderzy go z caej siy przez grzbiet. Amis zwin si w kbek 
i upad na dywan.  Widzisz, synku, bez poufaoci. 
80 



XI 

Rano, po zaatwieniu si z kamieniami, wierkoski by ju na stacji okoo jedenastej. 
Stasio by na subie i Zaleski, ktry azi po telegrafie w skwaszonym humorze i co chwila 
wyglda przez szyby nie mogc poradzi nudzie, wyszed na peron i wkrtce ju trenowa 
si na rowerze. wierkoski zoy si we dwoje i siedzia na kanapce nieruchomo, tylko 
oczy ustawicznie biegay mu po pododze, a Stasio, w przerwach pomidzy jedn a drug 
depesz, pisa list: 

Droga mamusiu! Koszyczek odebraem, za co serdecznie dzikuj. Cielcina bya znakomita. 
Z resztek kazaem zrobi potrawk drniczce z biaym sosem i kaszk. Wczoraj 
byem ze wierkoskim u pani Osieckiej. Panna Zosia bya taka adna i taka jaka yczliwa 
dla mnie, e z alem odchodziem do domu, ale musielimy wczenie odej, wierkoski 
ma dostaw kamieni, wic rano wstawa musi. Gralimy w warcaby i pili herbat, do ktrej 
podali ciastka z serem, ale si baem je, bo ser na noc za ciki do strawienia. Bya 
tam siostrzenica Osieckiej, Tola, chora. A eby mamusia wiedziaa, jaka ta Zosia adna i 
jaka dobra! Bd tam czciej chodzi, bo mi si ju nudz przewracania oczu Zaleskiej, a 
Orowscy przyjmuj tylko Grzesikiewicza, wie mama, tego bogacza chama, co to pisaem 

o nim, e si z pann Orowsk eni. Moe mi mamusia kupi nowe szelki, tylko jedwabne, 
mikkie, bo te, co mam, tak mnie wczoraj uwieray w rami, e porobiy mi si czerwone 
pasy, a je wycieraem spirytusem. Byo mi bardzo przyjemnie przez cay wieczr, tylko 
pod koniec pocaowaem pann Zosi w rk, rozgniewaa si i guzik mi si oberwa przy 
szelkach, wic si nieco strapiem. W niedziel zobacz si z ni, to mamie napisz o wiele 
obszerniej. Cauj mamie rczki.  Zapiecztowa spiesznie, bo Orowski zy i mroczny 
jaki wszed, nie odzywa si do nikogo, trzaska drzwiami i pniej chodzi wielkimi krokami 
po swoim pokoju. 
 Moe naczelnik ma duo do pisania, to mgbym pomc  powiedzia wierkoski 
wchodzc za nim. Orowski przystan, bysn gronie oczyma, targn brod i gucho 
rzek: 
 Bez aski! Jest nas dwch, przysigam Bogu, to wystarczy powinno, za c by pacia 
Dyrekcja? 

wierkoski zymn ramionami i wyszed. 

Orowski zamkn drzwi za nim, pisa raporty, porzdkowa kas i sprawdza rachunki i 
zrobiwszy ca, codzienn czynno, przygotowawszy kas i papiery do wysyki, zacz 
odpiecztowywa nadesane ekspedycje i czyta. Po przeczytaniu, bo byy adresowane na 
jego rce, napisa w nagwku czerwonym owkiem: 

P. o. ekspedytora, do wiadomoci i zastosowania si. 

 Roch! zanie to do ekspedycji.  Roch zabra papier i najspokojniej pooy go na 
drugim stole.  A ten list zanie panience.  Orowski zdj czerwon czapk, woy zwyczajn, 
suby ruchu, z czerwonymi wypustkami, zatar rce, przygarbi si nieco i przesiad 
do tamtego stolika. Przeczyta uwanie sowa, napisane przed chwil przez siebie. 
81 



 Dobrze, panie naczelniku, uwaam!  odpowiada chwilami, unoszc si i pochylajc 
jakby sucha polecenia.  Zacign tylko do dziennika i otworz kas, bo niedugo osobowy 
przychodzi.  Skoczy wkrtce, otworzy okienko, uporzdkowa stempel do biletw; 
przechodzi przez pokj na palcach, przesuwa si ostronie, aby nie robi najmniejszego 
szelestu. Od kasy kilkakrotnie spoglda na biurko swoje, z pewn dziwn usunoci 
i pokor w oczach i wtedy przychodzia mu myl, e trzyrublow kar zapaci niesusznie, 
wzdycha lekko. Gdy pocig dochodzi, kas zamkn, przemieni czapk, nacign 
rkawiczki i wyprostowany, wspaniay niby wdz na przegldzie armii, chodzi po 
peronie. 
Janka ze zdziwieniem odebraa list, nie miaa pojcia, kto mg pisa do niej. Rozerwaa 
kopert i zobaczya podpis Gogowski.  A! Gogowski!  szepna uradowana.  
List by krtki: 

Panno Janino! Przypomina te pani sobie, w tej chwili czytania moj osob?  
Umiechna si i z pamici wyonia si jej jasna, nieregularna, o ostrych rysach, szarych 
oczach, twarz, zakoczona rozczochran czupryn.  Uciekem kilka dni temu z ostatniej 
kondycji i ju troch trafem, troch, e chciaem, dostaem miejsce, wcale dobre, w domu 
jednej, okropnie gonej autorki. Mieszka ta sawa o trzy mile od Bukowca. Mam pakowa 
mdro we by jej jedynie ywych utworw. Przyjedam w niedziel do Bukowca, ot, 
bez wzgldu, jak mnie pani przyjmie: dobrze czy psami, widzie pani musz. Pamita pani, 
e nas cz wzy zacnie zawartej przyjani? Ogromnie jestem ciekaw stron tamtych i 
pani. Pisanie kocz, bo obiecuj wiele powiedzie osobicie. Cauj pani rce z szacunkiem 
dawnym i z dawn yczliwoci. Przyjad wieczorem o sidmej, tak mnie objani 
rozkad. 

Odczytywaa list po kilka razy i jakby wchaniaa z tego krtkiego szeregu wierszy jak 
szczegln si ycia, ktra j przenika poczynaa dreszczem.  Gogowski  wymwia 
gono, aby si upewni niejako, e to prawda, e nie ni w dalszym cigu, nie marzy, 
w tym biernym, apatycznym poddaniu si losowi.  Gogowski; a!  Budzia si w niej 
gwatownie dawna Janka, dawna natura dzika i nieposkromiona w dzach szerszego lotu, 
dusza szarpica si w jarzmie szarego, prowincjonalnego bytu, pena fermentu gwatownego. 


Przypomnienia teatru obsiady jej mzg, wyaniay si z ciemnych komrek myli, 
gdzie czaiy si i czekay na sposobn chwil, otaczay ja rojem barwnym, skrzcym blaskami, 
szalonym; taki zamt miaa pod czaszk, e aby ochon, otworzya lufcik i patrzya 
chwil na ojca spacerujcego po peronie i na pocig stojcy, ale cofna si prdko. 
Co j to wszystko obchodzio! Dusia si wanie w tej samotnoci. Ubraa si i nie mwic 
nic Janowej posza do lasu. 

 Gogowski!  powtarzaa, bo ten dwik zawar w sobie cay wiat; rozgldaa si po 
lesie, a myl podaa tam, w t przeszo niedawn, ktrej nie byo nigdzie, prcz w 
pamici. Widziaa teatr, kolegw, przedstawienia, publiczno; cay szereg zdarze nanizanych 
na acuch czasu.  Spaam! spaam!  szeptaa rozgldajc si zdumionym wzrokiem 
po lesie.  Co ja tutaj robi? po co jestem?  Trzy tygodnie w Bukowcu, to by sen; 
tak, teraz si budzia, przebudzi j ten list przyjaciela. Myli jej biegy w wiat, jak te licie 
bukw, co niby patki krwi leciay na cieyny, wieszay si kolczastych gogw, 
chwiay si na nagich gaziach olch i jak te oboki, ktre zbite w bezadn gromad, zmieszane 
niby stado burych gsi uciekay przez przestrzenie, gnane wichur. 
Obejmowaa dumnym spojrzeniem wadczyni las, co szumia dokoa tajemniczo i trzs 
koronami hardo, i jakby mocowa si z wichur, co przewistywaa pomidzy gaziami, 

82 



bia w korony i weraa si w gszcze. Tylko teraz ju nie widziaa lasu, nie czya z nim 
swojej duszy, nie czua w sobie tego ttna, nie szarpaa si pomidzy tymi olbrzymami, co 
j otaczay ponur, straszn cib; przysza do niego, bo szukaa odosobnienia, bo miaa w 
piersiach jaki krzyk, w oczach jaki ogie, w mzgu jaki sza i chciaa si nimi nacieszy, 
chciaa wyadowa z siebie ten gwatowny przypyw energii. Nie miaa jeszcze adnej 
idei, nie sformuowaa adnej myli o przyszoci, wystarczao jej teraz marzenie i poczucie, 
e yje, e czuje, jak kiedy, e jest znowu gotowa do walki, do zdobywania wiata! 
Cieszya si wasnym istnieniem. 

 Dzie dobry pani! 
Przebudzia si i zadraa. Przed ni sta Grzesikiewicz, konia prowadzi za uzdeczk i 
przyjanie wyciga rk i umiecha si, szczliwy z tego niespodziewanego spotkania, a 
j przenikn bl dziwny, al jaki i smutek. Opady jej skrzyda, w miejsce snw Grzesikiewicz! 
Przez krtk chwil nienawidzia go gboko, ale zapanowaa nad sob, umiechna 
si jako po komediancku. 

 Pan do nas jedzie? 
 Tak, wybraem si troch wczeniej i szczliwy traf pozwoli mi spotka pani. 
 Wyszam si przej.  Czekaa, e moe bdzie tak delikatny, e j przeprosi i odjedzie 
sobie, ale Andrzej ani myla o tym. 
 Mama si wybiera w niedziel do pastwa. 
 O, prosz, bdziemy z ojcem bardzo radzi  odpowiedziaa chodno. 
 Pani jeszcze nigdzie nie wyjedaa? 
 Nie, dopiero w niedziel moe si wybior do kocioa po raz pierwszy. Chciaabym 
zobaczy troch wicej ludzi. Czuj si ju zupenie zdrowa. 
 O, wyglda pani przelicznie  rzek z zapaem. 
Wyda si jej gupi z tym banalnym komplementem; spojrzaa na niego ostro. 
 Moe za prdko idziemy, pani si zmczy!... 
 Nie, lubi chodzi prdko. 
 Przyl w niedziel pastwu swoje konie, dobrze? 
 Dzikuj, ale ojciec ju zamwi w Zielonce  odpowiedziaa i z pewn przyjemnoci 
zauwaya, e sprawia mu t wiadomoci przykro. 
 Odwiedzi pani mam? 
 Moe...  powiedziaa wolno, cofajc troch gow, bo pochyli si ku niej zbyt blisko, 
odsun si zmieszany, bo uderzya go oczyma niby szpicrut, a pokrci wsw z 
zakopotania. Weszli do mieszkania; poniewa Orowski by, zostawia mu Andrzeja, a 
sama posza do saloniku i po raz pierwszy po chorobie zagraa jakiego marsza ze wciek 
brawur. 
Grzesikiewicz patrza otwartymi drzwiami na ni, nie mg jej dzisiaj pozna. Wczoraj 
bya taka dobra, sodka, cicha, a dzisiaj! Co si tu stao?  zapytywa siebie z niepokojem. 
Przestaa gra i wzia udzia w rozmowie, ton jej gosu by niby stal, ostry i zimny. 

 Wie pan, spotkaam Witowskiego na cmentarzu. 
 Mwi mi ojciec, e pani widzia jadc za pogrzebem. Jake si pani podoba? 
 On, taki sobie, ale Witowska przeliczna kobieta. 
 Take nie mniejsza wariatka nili jej brat. 
 Dlaczego?  zapytaa szorstko; nie cierpiaa tego drwicego tonu, jakim mwi o Witowskich. 
 Pierwsze, e si jej zdaje, i lepnie. 
83 



 Nie do na tym; musi by tego pewna, skoro tak twierdzi, a zreszt samo zdawanie 
si jest cierpieniem. 
 I... bogata! gowa przewrcona, brak jej zajcia i wymyla sobie rne urozmaicenia. 
 Ale co to przeszkadza komu, co robi?  zapytaa dosy niegrzecznie.  Co pan nazywa 
przewrcon gow?  zapytaa prdko, rozrumieniona irytacj. 
 Moga wyj za m, nie chce; urzdzia poow paacu zupenie na sposb klasztorny 
i niby mniszka, spdza dnie cae na modlitwie; zaoya ochron dla zwierzt, he! he! he! 
bardzo adna menaeria! 
 To s jej osobiste, dajmy na to, wady, ale co pan w ogle nazywa przewrcon gow? 
 Nie umiem pani tego zdefiniowa krtko, ale daem jeden przykad, dobrze ilustrujcy 
przewrcon gow; dam teraz drugi: pani Stabrowska, literatka powiatowa, zamiast pilnowa 
gospodarstwa, ma, dzieci, bawi si w pisanie gupich wierszykw i jeszcze gupszych 
artykuw majcych zreformowa wiat. Albo to nie jest typowa, przewrcona gowa? 
 Kretyni!  pomylaa Janka, odpada j ch pytania, dyskutowania, ju j nawet nudzi 
ten temat, miaa tylko ochot powiedzie mu, e jest bawan i gupiec. 
 Czy to ta Stabrowska z Bonar?  zapyta Orowski. 
 Tak! liczny majtek, ale si wszystko rozazi, bo gospodarstwo prowadzi si prawie 
po literacku, corocznie przystosowuj nowe systemy gospodarowania, a przy tym, jak yj 
z sob!  Janka wysza, a Andrzej nachyli si i po cichu opowiada rne drastyczne i dosy 
skandaliczne szczegliki, jakie kursoway po okolicy o Stabrowskich. 
 Ci, co was przerastaj o pid, s przewrcone gowy, wszyscy jestecie gupcy i 
idioci. Nienawidzicie tych, ktrym nie wystarcza codzienne ycie, codzienne plotki, bydo 
robocze!  mylaa po wyjedzie Grzesikiewicza, ktry odjeda smutniejszy i ebra 
spojrzeniem litoci. Poegnaa go ceremonialnie. 
Po jego wyjciu, Zaleska przysaa heliotropowy licik i wkrtce sama przybiega, rzucia 
si Jance na szyj i obsypywaa j gradem pocaunkw. 
Janka si zdziwia nie rozumiejc powodw tej nagej czuoci. 

 Ale pani zagraa tego marsza przelicznie. Czytaam w buduarze ksik, sysz fortepian, 
przyznam si, e wyj chciaam do kuchni, bo mylaam, e pani gra, ot, tak sobie, 
jak wszystkie panny, po domowemu. Zdumiona byam posuchawszy. Pani masz talent; co 
za sia uderzenia, co za ekspresja! Ledwiem si doczekaa wyjcia narzeczonego pani. 
 Pan Grzesikiewicz nie jest moim narzeczonym  odpowiedziaa, niemile dotknita. 
 Niech si pani na mnie nie gniewa, to powiedziaam, co w caej okolicy mwi. Mnie 
si nawet nie zdawao to prawd, bo przecie byabym co od pani usyszaa. Musz zaraz 
i, bo si dzieci kupi, a suca pojechaa po sprawunki: ale poprosz bardzo o zagranie 
czegokolwiek, moja droga panno Janino, bardzo prosz. A! nie jest pani narzeczon. Dobrze? 
zagra pani? 
Janka ulega probom i zagraa. Graa dugo; Zaleska chodzia cicho po pokoju, przystawaa, 
stukaa nog w podog, gdzie peda wychodzi za sabo, wybijaa takt rk, 
szeptaa  forte! forte!  uderzaa rozoonymi palcami w powietrze niby w klawisze, siadaa 
gwatownie na fotelu, ale nie mogc wytrzyma, zdenerwowana, troch rozczarowana 
i tym uradowana, przerwaa jej gr nowym wylewem czuoci. 

 Ma pani talent, ogromne uczucie, indywidualizuje pani muzyk, brak tylko pani 
szkoy i techniki, gra pani jest intuicyjna. Boe, musz i, bo tam dzieci w kpieli! Tak, ta 
jedna fraza pyszna. Uderzya w klawisze i powtrzya j kilka razy  pyszna! 
84 



 O, niech mnie pani nie chwali; talentu nie mam, o tym wiem; czuj tylko, co gram. 
 Gdyby si pani chciaa uczy, to przy tym, co pani posiada, przy swobodzie i rodkach, 
zaszaby pani daleko. 
 Dokd?  zapytaa Janka spokojnie. 
 Na estrad, do rozgosu, do sawy!  odpowiedziaa uroczycie. 
 Znam t gorczk i te marzenia, palia si we mnie, ale ju wygasa. 
 Nie pragnie pani wrci na scen? 
 Nie, wystarczy mi wspominanie teatru na cae, najdusze ycie. 
 Jak to? wyrzeka si pani myli o sztuce, nie pragnie pani sawy, oklaskw, tego boskiego 
upojenia sztuk, tego zdenerwowania wystpu, tego szau, tego...  woaa patetycznie 
Zaleska. 
 Nie, niczego ju z tego wszystkiego nie pragn  odpowiedziaa smutnie i to uwiadomienie 
zabolao j bardzo, poczua w sercu jak prni, a w myli zniechcenie do ycia. 
 Ach! eby pani wiedziaa! Na popisach to nic  ale po skoczeniu konserwatorium 
zaproszono mnie do wzicia udziau w koncercie. Skoczyam konserwatorium ze zotym 
medalem, przynios go pani pokaza. Panno Janino, nigdy tego koncertu nie zapomn. 
Graam szopenowskie mazurki, o, te  uderzya pierwsze takty.  Nigdy tego nie zapomn. 
Umieraam z rozkoszy. Dostaam bukiet i wieniec. Czy pani nic nie syszy?  zdawao mi 
si, e Hela krzyczy... Krytyka, poka pani, co napisali o mojej grze. C z tego? zmuszono 
mnie wyj za m, rodkw nie miaam do dalszego ksztacenia, a brakowao mi 
tylko techniki. Teraz j mam, zdobyam szecioletni prac, czekam tylko sposobnoci  
przerwaa umiechajc si zawo do przeszoci czy przyszoci.  Zapomniaa o dzieciach, 
o musiu, nawet kuzyna nie wspominaa. wstrznita zapaem. Miaa oczy pene ez, 
grzywka si jej rozwiaa, podkrelenia oczu rozmazay zy, nie pamitaa o niczym, marzya 
gono o triumfach i sawie. Znikna jej dziecinna wesoo, oczy byszczay 
ogniem, rosa jej dusza i obnaaa si, pokazywaa swoje wntrze. Rzucaa pioruny oczyma, 
jakby stay przed ni cae tumy suchaczw. Umiechaa si omdlewajco, upojona 
muzyk, ktr syszaa dusza, olniona brawami, wstrzsana dreszczem ekstazy. 
Janka suchaa i patrzya, ale ten chd i prnia, jakie poczua we wasnym sercu, przeszkadzay 
jej odczuwa zachwyty i uniesienia Zaleskiej. Wydawaa si jej wysoce mieszna, 
z trudem powstrzymywaa umiech litoci. Miaa ochot przerwa jej brutalnie jak 
uwag ostr, ale al si jej zrobio i suchaa tych nieskoczonych wynurze coraz niecierpliwiej. 


 Laboga, pani! tam dzieci cosik krzycz!  zawoaa Janowa wpadajc do pokoju. 
Zaleska zatrzymaa si na rodku pokoju, zblada, zacza spoglda naokoo bdnym 
wzrokiem, pniej spucia oczy. Mwia co bez zwizku, krcia si w kko, jakby nagle 
stracia przytomno, nie wiedziaa co zrobi ze sob, wreszcie zy strumieniem popyny 
z jej oczu, zakrya twarz rkoma i ucieka. 

Po kilku minutach przysaa Rocha z heliotropowym licikiem, prosia o paski czystego 
ptna na banda i troch maci diachilowej. Janka posaa i zaraz sama posza odwiedzi 
j, ale przede drzwiami usyszaa podniesiony gos musia: 

 Co to jest! Wczysz si po ssiadach! Psiakrew, eby dzieci zostawia same w kpieli, 
potopiyby si jak szczenita, a ona tam rajcuje z t komediantk. Dosy ju tego. 
Czowiek nie moe spa, nie moe je, obiadu nigdy na czas nie ma, a ja musz dzieci 
pilnowa, bo onusi podoba si chodzi z wizytami, a wszystko zostawia na Boej opiece. 
85 



 Henryczku! mj najdroszy, mj jedyny, wybiegam tylko na chwileczk, bo miaam 
pilny interes. 
 Siedzie w domu i pilnowa domu. Wszystko idzie do gry nogami. Trzeba ci byo 
wzi ze dwadziecia tysicy posagu, to mogaby robi, co by ci si podobao, miaby ci 
kto wyrczy, byoby za co. 
Janka cofna si, nie chciaa wicej sysze, wystarczyo jej odgosw maeskiego 
szczcia. Zamkna nawet drzwi od saloniku, bo przez cienk cian przenika krzykliwy 
gos Henia, odgos rozbijanych sprztw i paczliwy, pokorny, bagajcy gosik onusi. 

Do niedzieli, to jest przez cae trzy dni, nie widziaa Zaleskiej; przysaa ona tylko kilka 
pachncych bilecikw z zapytaniem o zdrowie i w przypiskach skarya si domylnikami 
i wykrzyknikami na los i ycie. Wieczorem grywaa po dwie godziny duej ni dawniej. 

 W niedziel przyjedzie Gogowski!  powtarzaa sobie Janka ustawicznie. 
86 



XII 


Nareszcie nadesza niedziela, tak wygldana przez Jank. Denerwowao j oczekiwanie 
Gogowskiego, bo si jej zdawao, e z jego przyjazdem jej pooenie zmieni si musi, e 
on przywiezie z sob co takiego, czego pragna w marzeniach, jakie niedosnute dobro, 
oczekiwane z gorczk od chwili przeczytania listu. Gogowski rozrasta si w niej, w gbokociach 
tej pustki, w jakiej ya, stroia go w idealne cechy, prawie bohatera, wyolbrzymiajc 
go wysokoci wasnej duszy; chciaa mie nadczowiekiem, eby go mc 
uwielbia, bo jak kada ywotniejsza natura musiaa mie przed sob fetysza, musiaa 
mie jaki cel w oddali, do ktrego by mona i, modli si, ktrego by mona czu si 
wasnoci. 

Powiedziaa ojcu o jego przyjedzie. Orowski si uradowa. 

 Wtedy... chciaem go zobaczy, ale nie byo go w Warszawie. Winnimy mu bardzo 
wiele. Poczciwy czowiek i eby nie on...  przerwa i schwyci si za brod... 
 Idealnie dobry czowiek. Jestem mu winna kilkadziesit rubli; poyczy mi w takiej 
chwili, kiedy byam ju bez grosza. 
 Oddam mu natychmiast. Tak bied tam miaa?  mwi cicho, nie miejc spojrze 
na ni, aby si nie obrazia pytaniem. 
 Dosy tego byo, wicej nawet, nili czowiek unie moe. 
 Czemu nie napisaa? co?  krzykn gwatownie, ale podnis rce do gry, jakby 
chcia przyciszy ten ostry dwik i doda z gorycz i alem  gdybym by wiedzia, gdybym... 
 Gdyby!... Wykrelmy ten wyraz z naszych rozmw. W tym dwiku s zamknite 
wszystkie najsrosze ndze ludzkie, przez to gdyby wiat si szamoce w mce.  Gdyby! 
 mylaa ju, blednc i przypominajc przeszo; stana przy oknie i zatkaa usta chustk, 
aby nie rzuci gono przeklestwa na to gdyby. Przyciszaa si si i ubieraa piesznie, 
bo Orowski, przynagla; konie, zaprzone do jakiego odwiecznego powozu, czekay 
ju przed stacj. 
W p godziny pniej, jechali do miasteczka oddalonego o mil od stacji. Z daleka 
byo ju wida mas domkw niskich, usadzonych bezadnie, z kocioem w porodku, co 
si nad gontowe, szare dachy wznosi potn mas gotyckich murw i byszcza zotym 
krzyem na wysmukej wiey. 

Drog botnist, pen wyboi i kau, wloko si duo wozw chopskich, bryczek i powozw; 
wsk cieyn biegnc nad przydronym, w poowie zawalonym rowem, w poprzek 
zagonw obsianych ytem, szy rzdami czerwono ubrane kobiety, z trzewikami w 
rkach, niby dug, czerwon wstg, jaskrawo drc na tle zimnej zieleni zb. Orowski 
kania si powozom, kapelusze si uchylay i spoza szyb karet albo spod bud powozw 
wychylay si kobiece twarze i ciekawe spojrzenia obrzucay Jank. Umylnie odwrcia 
gow, bo j irytoway te spojrzenia i kiwaa gow chopom, co ich witali umiechami 
yczliwymi, ukonami i tym niemiertelnym:  Pochwalony! Wjechali w botnist uliczk 

87 



obstawion ndznymi, pozapadanymi w ziemi domkami, zachlapanymi botem a po 
mae, przekrzywione okienka. ydzi, brudni i oberwani, ydwki w oboconych sukniach, 
w rudych perukach, ndzne i brzydkie, snuli si pomidzy chopami i wydzierali sobie z 
rk kury i gsi, przynoszone na sprzeda i zapeniajce ulic krzykiem. Wozy stay przed 
szynkami z wyprzonymi komi, pomidzy ktrymi trzoda chlewna uwijaa si szukajc 
poywienia. Jeden potok bota tworzyy niebrukowane uliczki; boto wpywao do czarnych 
sieni, zalewao podogi ndznych sklepikw, czerniao na szybach okien, oblepiao 
ludzi i zwierzta, unosio si w oparach cikich, co si snuy nad domami razem ze smugami 
brudnych dymw. 

Na wielkim rynku, obstawionym kilku jednopitrowymi domami z cegy nietynkowanej, 
gdzie znajdowaa si poczta, sd, apteka i koci, byo troch suszej; kilkadziesit 
niedoamanych drzewek czernio si nad chodnikiem z cegie i osaniao wielk studni 
koow, obok ktrej rozsiady si stragany handlarzy. Sterty buek ciy si na stolikach, 
zwoje kiebas pitrzyy si razem z pociami soniny, czerwone i te chustki powieway 
na kramach niby chorgwie, buty te, biae krakowskie kapoty, niebieskie spodnie, stoczone 
razem, wisiay dugimi rzdami i koysay si na wietrze. Poza murem cmentarnym, 
okalajcym koci, pomidzy wielkimi, szarymi modrzewiami, bieliy si krzye i nagrobki 
marmurowe tworzce kamienny, rozpadajcy si ju w gruzy las. Na cmentarzu kobiety 
wizay chustki, wdzieway trzewiki na bose nogi, a kilkunastu mieszczan w czarnych 
kapotach, wygniecionych caotygodniowym leeniem w skrzyniach, w czapkach ze 
lnicymi daszkami, z wielkimi ksikami do naboestwa pod pachami, rozmawiao pgosem; 
witali unienie Orowskiego, bo mieli cige stosunki z Bukowcem. 

Bocznymi drzwiami, przez zakrysti, weszli do wielkiego, poklasztornego kocioa; 
Orowski zosta we drzwiach, a Janka posza do olbrzymich stall, wspaniale rzebionych w 
dbie i inkrustowanych jesionem, w ktrych niegdy gromadzili si na modlitwy wsplne 
zakonnicy. Stalle zajmoway z obu stron ca dugo prezbiterium i wznosiy si a po 
wskie, gotyckie okna, trzema kondygnacjami miejsc. Janka usiada najniej, blisko otarza, 
tam gdzie siadywaa dawniej. 

Byo jeszcze dosy wczenie, awki stay prawie puste, tylko pod olbrzymimi nawami 
kocioa kbi si coraz gstszy tum ludzi. Po prawej stronie kobiety, niby cay an makw 
psowych, poprzerastaych tymi jaskrami i chabrami, zajmoway p kocioa a 
po wrb niskiej, przypaszczonej bocznej nawy, z ktrej przez kolorowe szyby gotyckich 
okien wpyway smugi soca i refleksami szyb maloway gowy i ramiona, kady szmaragdowe 
plamy na wygolone, surowe i kanciaste twarze chopw, krwawiy rubinem jasne 
wosy, zaleway fioletem biae kapoty i czerwone kamizele, iskrzyy si barwnym, brylantowym 
pyem na metalowych ozdobach pasw, kierezyj i konierzy. 

Wielki yrandol, wiszcy przed prezbiterium, obwieszony szlifowanym szkem, byska 
niby tcz ca gam barw, jakby si okry chmur rnobarwnego pyu, w ktrym pony 
zote pomienie wiec pozapalanych. 

Szmer modlitw, oddechw, kaszlu, ruchw, bi w otarz wielki i oblewa Jank denerwujcym 
ciepem; ludzie si koysali niby wielki an zb, biernie poddajc si naporowi 
ustawicznie napywajcych wielkimi drzwiami. 

Stalle zapeniay si zwolna. 

Janka z ciekawoci i z pewnym uczuciem przyjemnoci spostrzegaa twarze, znane 
tylko z widzenia i osobistych swoich znajomych. Spostrzega po drugiej stronie sdzin 
Zakrzewsk, przyjacik matki swojej, ukonia si jej z umiechem radoci. Sdzina 
przez pince-nez na dugiej, szyldkretowej rczce, patrzya na ni dugo, ale si nie odko


88 



nia, szepna tylko jakie swko do ucha ssiadki i z pogardliwym ruchem gowy wskazaa 
Jank. Odczua bolenie ten ruch i to ironicznie-litociwe spojrzenie, jakie jej rzucano; 
odwrcia wyniole gow do kazalnicy, bo ksidz zacz mwi. Przez prezbiterium, zapchane 
crkami i onami mieszczan i oficjalistw dworskich, sza dobra znajoma Janki, 
pani omiszewska, znana z jzyka, energii i czterech crek, ktre niby le dobrana fornalka 
szy wprost ku niej. Podniosa si nieco, aby je przeprosi i przywita si. omiszewska 
spostrzegszy j cofna si zagradzajc sob crki i usuwajc w ty ostentacyjnie rce. 

 Chodmy, tutaj dla nas nie ma miejsca. 
 Ale, mamo, tutaj zaraz kilka wolnych. 
 Nie, nie bdziecie siedzie przecie obok jakiej cyrkwki!...  szepna tak gono i 
pogardliwie, e wszystkie oczy zwrciy si na Jank. 
Janka zatrzsa si z oburzeniu i gniewu tak silnego, e byo mgnienie niepowstrzymanej 
chci rzucenia ksik w twarz omiszewskiej; oprzytomniaa jednak, usiada ciko, 
zapatrzya si w otarz i suchaa melodyjnego gosu ksidza i tych szeptw, co za ni i 
obok niej zaczy si krzyowa. Panie przyglday si jej impertynencko. 

 To ta, w tym zielonym kapelusiku? 
 Tak, twarz jakby z miedzi pobielanej. 
 Ale naprawd pikna. 
 Brwi ma malowane i usta. 
 To ona si trua? 
 Gazety o tym pisay. 
Przycichy, bo ksidz, w religijnej ekstazie, wycign z ambony rce do otarza i woa 
ogromnym gosem wiary i ufnoci: Powinnimy tylko tego Pana prosi, sucha, tego Pana 
si ba, temu si zasugiwa.  I mwi ciszej, a tysice oczu i tysice ust rozchylonych 
wznosio si ku niemu i wszystkie serca stopione w jedno serce tumu dray w gbokiej 
ciszy kontemplacji, stalle tylko cigny przerwane na chwil rozmowy. 

 Podobno ten zawiadowca zupeny wariat! 
 Lodzia musi si z ni zna, a o ile sobie przypominam, byy na jednej stancji i razem 
chodziy do szkoy, bya nawet u pastwa, tak, przypominam sobie. 
 Tak, niestety, i nigdy tego nie odauj. 
 Ja swoich dziewcztek nie oddam do szk publicznych, gdzie byle kto umieszcza 
swoje dzieci. 
 Dlaczego ucieka z domu? 
 Prosz pani, rnie mwi...  szept sta si niedosyszalny. 
 Daj pani sowo, mwia mi onegdaj Gbiska, siostra Grzesikiewicza. 
Janka ju nic nie syszaa wicej, miaa dosy, te sowa zaleway jej dusz blem i smagay 
niby elaznym prtem; podniosa gow i suchaa, chciaa sucha przynajmniej kazania. 


 Bogosawieni pokornego serca!  mwi ksidz  bogosawieni wierzcy, bogosawieni 
cisz w sercach blinich czynicy, bogosawieni speniajcy przykazanie, bo oni 
miuj ludzi i dobrze im czyni; s oni, jako ci pasterze i pracownicy, ktrzy po dniach 
pracy uznojeni, ale czystego serca, przychodz do drzwi Pana swojego odebra zapat za 
trud ywota. I zaprawd, zaprawd, powiadam wam, Pan wypaci wszystkim podug ich 
zasug. Unosi si, klka na kazalnicy i mwi na zakoczenie gorc, przejt zami 
proby o ask i upamitanie, modlitw. Westchnienie przecige i palce niby wicher 
sierpniowy przeleciao po kociele, lud si zakoysa gwatownie, jak las uderzony przez 
wichur, oczy si rozezawiy, jk wyrwa si ze wszystkich piersi, rce si podniosy w 
89 



gr, serca korzyy si, a czoa biy o posadzk i wielki rytm modlitw i paczu drga pod 
sklepieniami. 

Janka powtarzaa zbielaymi ustami te modlitwy, byle tylko zapomnie o tych szeptach, 
ktre spaday na ni niby deszcz ukropu i przepalay j niesychan gorycz. Nie czua ju 
gniewu ani nienawici, tylko gboki al trzs jej sercem, tylko zdawao si jej, e wszystkie 
oczy przewiercaj jej czaszk, e cay wiat z szyderstwem, pogard, nienawici, woa: 


 Z daleka od niej! wyklta! 
zy zaleway jej serce, ale siedziaa prosto i wzrokiem zimnym, rozeszklonym wielkim 
blem, patrzya przed siebie. 
Zacza si suma, ale Janka modli si nie moga; patrzya na Witowsk, ktr lokaj 
prowadzi do fotela stojcego obok otarza, ale Witowska szarpna za rkaw lokaja i usiada 
obok niej. 

Witowski z Andrzejem stali we drzwiach i spogldali na ni, stara Grzesikiewiczowa 
siedziaa w rodku prezbiterium, na krzele umylnie dla niej przyniesionym i modlia si z 
roztargnieniem, bo co chwila spogldaa w jej stron z nieokrelonym wyrazem mioci i 
podejrzliwoci. 

Msza cigna si uroczycie, organy snuy jak powan psalmodi, pen przejmujcych 
akcentw, gosy piewakw, co niby girland gw bramowali balustrad chru, pyny 
pod sklepienia uroczyst, namaszczon powag. Soce wiecio przez okna i zalewao 
cay koci blaskami, w ktrych snuy si bkitnawe pasma dymw, pynce z trybularza. 
U otarza, wpord obokw kadzide, wpord wiate i blaskw, siwy, stary 
ksidz drcym gosem piewa modlitwy. Westchnienia, szepty modlitw, ciche jki dusz 
rozmodlonych zleway si z barwami, z muzyk, z mrocznymi gbiami naw bacznych, z 
rozpalonymi spojrzeniami, kbiy si i uderzay potnym szumem w wielki otarz niby 
fal i cofay si do drzwi gwnych, i wypyway w bady, zotawy dzie padziernikowy, 
co si roztacza nad ziemi i lasami. 

Janka patrzya w Murillowsk Madonn, ktrej kopia bya w otarzu, ale myl nie bya 
przy niej, nie widziaa nic z tego, co j otaczao, zatapiaa si we wasnym wntrzu i 
wszystkie krzywdy, jakich doznaa, przypominay si, wyaziy z ciemnych gbin pamici 
i zobojtniay j na wszystko, zalewajc serce spokojem prawie kamiennym. 

Nie czua ju alu nawet, tylko reszta goryczy sczya si niby z rozbitej czary zudze i 
padaa po kropli na serce. 

 Dlaczego? Za co?  mylaa.  Cierpiaa tak wiele w yciu i za te wszystkie szamotania, 
za zawody spotyka j pogarda oglna!  Czy nie ma prawa do szczcia? Co ja takiego 
zrobiam?  i wodzia oczyma po kociele i gowach ludu, po stallach penych znajomych 
i znanych twarzy, i uczua si bardzo samotna i jakby obca pomidzy nimi; zrozumiaa, 
e nie ma adnej spjni pomidzy jej dusz a tamtymi duszami. Czua si na jakim 
morzu, ktre j z obojtnoci ywiou zalewao i spychao w gb. Bya poza koem tego 
ycia, jakim yli wszyscy, ale tego nie moga zrozumie, jak i nie wiedziaa, czym zawinia 
wobec nich. 
Organy na chwil umilky i chralny piew przycichn. 
Ksidz zot, promieniejc monstrancj zrobi krzy nad klczcymi i zaintonowa: 
wity Boe! wity mocny! 
i schodzi po stopniach otarza: 
wity a niemiertelny! Zmiuj si nad nami! 

90 



Zerwa si potny piew ze wszystkich piersi, niby orkan hucza, a ksidz szed pod 
baldachimem w obokach dymu i nis wysoko, zotem lnic i rubinami, monstrancj; 
lud szed za nim, gowa przy gowie, rami przy 

ramieniu, serce przy sercu i piewa prawie jednym gosem; rzdy wiec migotay zotymi 
wiatami, dzwonki ostre dwiki dorzucay do tej ogromnej harmonii, co jednoczya 
wszystkie dusze i wielkim gosem wiary pyna w wiat. Procesja wysza na cmentarz i 
obchodzia koci, prowadzona przez spiowe, radosne gosy dzwonw i tylko do kocioa 
zupenie pustego, przez grube mury, wdziera si przyciszony, odlegy piew: 

wity Boe! wity mocny! 

 wity a niemiertelny! Zmiuj si nad nami!  pieway echa w pustych nawach, jakby 
przez tych serafw i witych, ktrych roje pokryway ciany i stropy kocioa. 
 Zmiuj si nad nami!  powtarzaa Janka nie ruszajc si z miejsca i pia ten piew 
chciwie, i mylaa rwnoczenie, e w wiecie nie ma zmiowania nad nikim, e wszyscy 
ci, ktrzy id z tym piewem na ustach, e ci wszyscy, ktrych zobaczya wchodzcych z 
powrotem w wielkie drzwi, rozpiewanych, ogromnych uniesieniem, silnych ekstaz, zalewajcych 
koci niby niezmoon niczym fal, s jej wrogami. 
Przycisna si do awki ze strachem bezwiednym, bo caa ta masa ludzka sza prosto na 
ni; rozpomienione oczy, dymy kadzide, lnienie zota, dwiki organw, usta porozchylane 
w piewie, guchy omot ng, wszystko to, spltane w jaki kb grony, toczyo si ze 
straszn si. Przymykaa oczy, bo jej si zdawao, e to morze uderzy w ni i zaleje jak 
ndzne dbo, e j rozdepc niby marnego robaczka, ktry mia stawia czoo temu prdowi. 
Po naboestwie wychodzia prawie ostatnia, gdy j Grzesikiewiczowa uja pod 
rami yczliwie i dreptaa obok niej, szepcc cichutko ostatnie sowa pacierzy. 

Na cmentarzu cae towarzystwo okoliczne stao porozdzielane na grupy i rozmawiao z 
oywieniem. Chodnawy wiatr zawiewa i zgarnia suche licie, trzs nagimi gami modrzewi 
i wista smutnie. Zanosio si na deszcz. 

 Chciaam usi przy pani, ale ju miejsca nie byo  szeptaa stara. 
 O, przeciwnie, bo byo dosy miejsca  odpowiedziaa spokojnie, umiechajc si tak 
blado, e ten umiech mia wyraz odpowiedni w smutku rozwleczonym w przyrodzie jesiennej. 
 Bdziecie w domu wieczorem? bo my si z Jdrzejem wybieramy do pastwa. 
 Bdziemy i bd pani bardzo wdziczna za odwiedziny, bardzo!  Gos jej zmik, 
bez namysu podniosa rk starej i pocaowaa. Bya jej w tej chwili bardzo wdziczna. 
Towarzystwo rozstpowao si przed nimi, gdy szy do furtki, rozmowy milky, kilka 
pa, umylnie prawdopodobnie, zbliao si do Grzesikiewiczowej z powitaniami, ostentacyjnie 
nie spostrzegajc Janki. Przechodzia dumnie pod tym kaudyskim jarzmem spojrze 
i pogardy, zimnym wzrokiem wodzc po ich twarzach i nie odpowiadajc na ukony 
kilku modych ludzi, ktrzy z pewn niemiaoci uchylali kapeluszy. 

Andrzej z Witowskimi szed za nimi i widzia wszystko. 

Odprowadzia star do powozu, poegnaa si z Andrzejem, ktry z kapeluszem w rku, 
wobec wszystkich, caowa j w rk; czekaa jeszcze na ojca, ktry w ssiednim sklepie 
kupowa rne rzeczy, kiedy jaki gos agodny i rozradowany zawoa z tyu: 

 Janka! 
Odwrcia si szybko, zelektryzowana tym dwikiem. 
 Helena! Ty tutaj? Skd? 
 Co za radosna niespodzianka! 
I dwie, jeszcze ze szkolnych czasw, koleanki i przyjaciki, ucaoway si serdecznie. 
91 



 Mieszkasz w tej okolicy?  zapytaa Janka. 
 Od niedawna, w Rozogach, jeli kiedy syszaa o nich. Mieszkamy tutaj dopiero kilka 
miesicy; ale ty, ty wci w domu? w Bukowcu? 
 Powiedz: znowu w domu, znowu w Bukowcu. Co tam! pomwimy obszerniej pniej, 
tymczasem zabieram ci do nas. 
 Nie, bo jedziemy wprawdzie do Bukowca, ale na stacj i pierwszym pocigiem do 
Warszawy. Z powrotem z ca przyjemnoci wstpimy. Boe, to ju co z pi lat nie widziaymy 
si! 
 Tylko pi! Dawno wrcia z Parya? 
 Cztery lata temu, byam tam rok tylko. 
 Miaam do ciebie al i mam go do dzisiaj, e ani sweczkiem nie zawiadomia mnie 
o sobie, a ja nie wiedziaam gdzie ci szuka. Zapytywaam si o twj adres przed rokiem 
Haliny, ale i ona nie wiedziaa. 
 Usprawiedliwie pewnie e nie znajd, ale przebaczy mi musisz tymczasem. Panna 
Orowska, mj m  przedstawiaa wysokiego blondyna, ktry nadszed, bardzo przystojnego 
i bardzo pospolitego.  Jed z nami do stacji, to pomwimy o tym. 
 Dobrze, zaczekajcie, pjd ojcu powiedzie o tym. 
W kilka sekund bya ju z powrotem, czua si bardzo uradowana ze spotkania z przyjacik. 


 I co robisz?  spytaa Helena, kiedy ju jechali, obserwujc j drobiazgowo. 
 A c by! Jestem pann na wydaniu!  rzucia ironicznie Janka. 
 Niezabawna pozycja, to prawda. 
 O, przepraszam ci, Helu, ale swobody widz nie oceniasz dostatecznie. 
 Doskonae grunta!  zacz Woliski, zbudzony milczeniem, jakie zapanowao. 
 Znacie si ju pastwo z okolic? dzisiaj w kociele bya prawie w komplecie. 
 Prcz najbliszego ssiedztwa, nikogo. W tym kociele bylimy dzisiaj po raz pierwszy, 
bo to nie nasza parafia i dosy daleko od nas. Wstpilimy po drodze, jadc do kolei. 
 Jechaam z planem, e jeli ci znajd w Bukowcu, to ci zabior, choby si, do nas. 
 Nie odmawiam i nie przyrzekam. Mama yje, zdrowa? 
 O, yje, dzikuj. 
 Czy ten pan, co ci w rk caowa, jest...  pytaa ywo, zmieniajc temat rozmowy. 
 O, nie, nie! To tylko bardzo dobry znajomy  zaprotestowaa energicznie Janka. 
Umilky obie i z zakopotaniem spoglday na siebie. 
Nie wiedziay o czym mwi z sob, byy sobie ju zupenie obce i nieznane prawie. 
Dojechali do stacji. Woliscy nie mieli czasu na odwiedziny, bo pocig zaraz przyszed, 
obiecali tylko solennie, e za powrotem wstpi. 

92 



XIII 

Do pocigu, ktrym przyjeda Gogowski, byo jeszcze kilka godzin. 

Jank teraz, gdy zostaa sama, opady przypomnienia niedawnej sceny w kociele i z tak 
si j ary, e posza do fortepianu starajc zaguszy si i uton w muzyce. 

Przybiega wkrtce Zaleska i siedziaa w milczeniu, z podziwem przypatrujc si jej 
bladej twarzy i oczom pospnie wieccym; bya take w kociele razem z Osieck i Zosi 
i syszaa, co mwiono o niej. Po kilka razy zaczynaa mwi, pragna pocieszy, ale ten 
pospny spokj, w jaki zapada Janka, powstrzymywa j i oniemiela; siedziaa dugo i 
nie mogc si doczeka koca gry wysza cicho. 

Janka roztapiaa si w dwikach, improwizowaa jak dzik fantazj, pen burzy i 
piorunw, ktra orkanem zrywaa si ze strun i bia ostrymi rytmami w jej dusz. 

Pniej chodzia po ciemnym mieszkaniu i wygldaa co chwila na sygnay, czy podane. 
Myli jej byy niby we ogniste, gryzy i olepiay niby byskawice wijce si w 
mrocznych przestrzeniach krwawymi biczami. 

Pocig przyszed wreszcie. W wietle latarni powozowych dojrzaa Gogowskiego. 
Wzruszenie j ogarno. Syszaa, e idzie z ojcem po schodach, e ju jest w przedpokoju 
i ruszy si nie moga z krzesa; dopiero usyszawszy gosy, podniosa si i wysza naprzeciw. 


Gogowski, tym tak dobrze znanym ruchem, wycign do niej rce. 

 No! niech zdechn! niech zdechn teraz, kiedy oczy moje widziay pani w zdrowiu  
woa caujc j po rkach i bijc si w piersi. Jasnoszare oczy promieniay radoci, rozwichrzone, 
jasne wosy trzsy si i spaday na czoo bezadnie, a usta i caa twarz tak mu 
si miay szczer, dziecinn radoci, e i Jank przenikn nastrj radosny. 

 Zaraz na peronie przedstawiem si panu Orowskiemu, no i jestem. Moi drodzy!  
zawoa do Rocha  dowiedzcie si, czy s ju konie od pastwa Stabrowskich. 

 Ale... przysigam Bogu, e pana tak zaraz nie pucimy, musi pan zosta choby do 
jutra  protestowa Orowski. 
 Musi pan zosta, bo tak chcemy  odezwaa si po raz pierwszy do niego Janka. 
 Stwierdzam gwat, na osobie wolnego obywatela popeniony, ulegam przemocy i zostaj. 
Powiem jedno, czego szanowny pan dobrodziej za ze mi wzi nie zechce, bo o 
pann Janin jestem spokojny: ot je mi si chce tak cacanie, e...  rozkrzyowa rce 
komicznie. 
 Czekalimy umylnie na pana z obiadem i natychmiast podadz. 
 Panie! zacz powanie Orowski po wyjciu Janki, biorc go za rce.  Winienem ci 
wicej ni wdziczno, bo ycie crki i swoje; bo gdyby by nie poda depeszy o chorobie 
Janki, nic bybym nie wiedzia; nie pojechabym, ona by umara i ja bym nie y. 
Chciaem dawno podzikowa panu za jego dobro, a e nie mogem, czyni to teraz ca 
dusz i prosz: rozporzdzaj mn w zupenoci, pozwl sobie czym wywdziczy. 
93 



 Niech...  powstrzyma si.  Jeli usysz jeszcze jedno sowo podzikowa, to sowo 
honoru daj, e chociaby pieszo, w tej chwili uciekam. 
 No, to pozwl si pan chocia ucaowa. 
 O, to, to i owszem, tego moemy uywa! 
 Ucaowali si serdecznie. 
 Zrobiem tylko to, co zrobi byem powinien. Ludzie po to yj w jakim statku, aby 
pomaga sobie, jest to najczystszy egoizm, bo co ja dzisiaj zrobi Piotrowi, to Piotr zrobi 
dla mnie jutro, uwaa pan dobrodziej? Ale to pikny krajobraz?  zawoa przystpujc do 
okna i patrzc na lasy owiecone ksiycowym wiatem. 
Orowski przyglda mu si bacznie; jakie przykre podejrzenie, ktre na prno chcia 
stumi w sobie, niepokoio go. Przez cay obiad prawie si nie odzywa, tylko z chciwoci 
chwyta ich spojrzenia i sowa, ledzi umiechy, sucha ze skupieniem, ale nie mg 
zapa nic podejrzanego, bo w ich zachowaniu si bya tylko wielka przyjacielska zayo, 
pena szacunku i yczliwoci. 

 Niedugo byem w Radomskim  opowiada Gogowski.  Mj chlebodawca zacz 
mi mwi: 
Niech siada, niech wemie, niech uwaa na synkw. Skoczyem z nim w ten sam 
sposb, powiedziaem: 
Niech zapaci, niech zdechnie, niech sam sobie uczy synkw -i wyjechaem. Teraz 
siedziaem troch w Warszawie 

 A pan nie urzdowa nigdzie? Przecie byoby wygodniej dosta jak posad, chociaby 
na kolei; mgby pan siedzie w Warszawie i rwnoczenie oddawa si literaturze, 
to by jedno drugiemu nie przeszkadzao. 
 Dwa razy ju prbowaem posad. Na pierwszej byem dwa miesice, a e si tak zdarzyo, 
i w tym czasie pisaem jaki dramat, wic zapomniaem troch o biurze i nie byem 
co z miesic. Sztuk skoczyem, ale z posady mnie wybbniono. Drugi raz dostaem si 
na kolej i wytrzymaem cae dwa lata, bom sobie powiedzia: basta z literatur, nawet w 
domu nie miaem jednej wiartki biaego papieru, nie nosiem notesu ani biletw wizytowych, 
ba, nawet nie miaem czystych mankietw, eby mi si bazgra nie chciao. Chodziem 
do biura niby zegarek, pracowaem usilnie, idiociaem tak wzorowo, e w kocu 
dwch lat zrobiono mnie jakim maym naczelnikiem. Urzdzio si dla oblania nominacji 
wspania bibk; pilimy bruderszaft, caowalimy si z dubeltwki, pniej mwilimy z 
kolegami sobie ty, jednym sowem w moim oddziale panowa raj, bywao u nas weselej ni 
na maskaradzie. Raz woa mnie mj naczelnik i bardzo delikatnie daje mi do zrozumienia, 
e nie powinienem si poufali z podwadnymi, e brak mi powagi, e powinienem trzyma 
si wicej po naczelnikowsku, no, itd. Umiaem si szczerze. 
 Przysigam Bogu, ale paski naczelnik mia zupen racj. 
 Tak, ale i ja miaem pewne racje, aby si mia z tego. 
 Ciekawy jestem rozwizania. 
 Zaraz nastpio  mwi wesoo, wsta i chodzi dookoa stou, bo piciu minut nie 
mg wysiedzie na jednym miejscu.  Ktry z kolegw napisa humorystyczn scen na 
ten temat, bo im opowiedziaem i umieci w jednym z pism. A e wiedziano o moich 
dawnych stosunkach z literatur, przypisano to przestpstwo mnie. Naczelnik miertelnie 
si pogniewa i ubliy mi publicznie, nie pozostaem mu duny, w nastpstwie czego posaem 
mu grzecznie kartk, ale on postara si o dymisj dla mnie zamiast odpowiedzi.  
Rozemia si serdecznie i nerwowym ruchem wichrzy czupryn, i szybciej biega dookoa 
stou. 
94 



Orowski, zirytowany, zacz mu tumaczy idee zwierzchnoci: 

 Nie mona inaczej, przysigam Bogu, nie mona. Trzeba cugle trzyma w garci i 
batem jeli nie bi, to wista przynajmniej, bo inaczej caa buda stanie i nikt jej pniej z 
miejsca nie ruszy. 
 By moe, e tak potrzeba, ale ja nie chc, aby nade mn bat wista i sam nim wista 
nie chc. 
 Musi pan by jednym lub drugim  powiedziaa Janka i przypomniay si jej dawne, 
nieskoczone z nim dysputy. 
 O, za pozwoleniem, jest jeszcze galeria, s widzowie, ktrzy przypatruj si hecy i 
ktrzy si tym bawi lub nudz. Ot ja czsto jestem tylko takim widzem, ale szelmostwo... 
 potar czoo i rozgarnia wosy.  Nie mog dugo si przypatrywa obojtnie, no, 
i zawsze gupstwo zrobi, uwaa pani dobrodziejka. 
 Tak, to niebezpiecznie, skoczy pan pod koami, bo albo w pocigu, albo z daleka od 
niego  zawoa energicznie Orowski chwytajc brod zbami i rzuci si w gorc dyskusj. 
 Prosz panienki, pastwo z Krosnowy przyjechay  zameldowaa Janowa. 
Orowski wyszed z Jank. Gogowski tylko chodzi dalej naokoo stou i myla: 
 Co to jest, to nie ta dawna Orowska! Spokojna, zimna, uroczysta, jak bogata panna na 
wydaniu; czyby j choroba tak przemienia! Do diaba, niech zdechn, ale mi j skleili na 
inny fason, na pody fason. 
Nie mia ju czasu wicej myle, bo go Orowski zabra i wid przedstawi Grzesikiewiczowi. 
Ju z daleka szepta: bardzo mi przyjemnie  szasta nogami i rzuca gow, 
jak ko cigany zbyt mocno mundsztukiem. 

Grzesikiewiczowa siedziaa na fotelu uroczycie, odrzucia nieco przydugi tren swojej 
mantynowej byszczcej i twardej, jak blacha, sukni, eby si nie wygniota, poprawia starannie 
czarny, koronkowy czepek na gowie, sprawdzia, czy tkwi w uszach olbrzymie 
kolczyki bursztynowe, w formie gruszek, ktre si opieray a o ramiona i bardzo cicho 
mwia do Janki, bo jej wrodzona niemiao spotgowaa si jeszcze obecnoci Gogowskiego 
i tym witecznym strojem, w jaki j Jzia zmusia dzisiaj si ubra. 

 Nie moglimy wczeniej przyjecha, bo Jzia bya. 
 Dlaczego m nie by askaw? 
 A bo widzi panna... przyjecha ten Witowski i zabra go ze sob. Ja si go zawsze tak 
boje, e uciekam, bo to wyglda kiej czysty antychryst, wic i starego nie zatrzymaam. A 
to ten diabe podobno...  nachylia si i szeptaa po cichu, rzucajc przecige spojrzenia 
na Andrzeja, ktry czu si nieco skrpowany obecnoci Gogowskiego i spoglda na 
niego nie bardzo przyjanie. 
 Gdzie musiaem widzie tego ledzia  myla podkrcajc wsw. 
 To miso jest mi skd znane, ale skd?  snuo si Gogowskiemu. 
Zaczli spoglda na siebie z niechci. 
Orowski przysiada si do nich kolejno l rozpoczyna rozmow, ale si nie kleia, bo 
Gogowski zadumywa si, a Andrzej nieznacznie patrzy na matk, ktra co ywo opowiadaa 
Jance i wskazywaa go brod, a zreszt, by jeszcze gboko wzburzony kocieln 
scen, bo to, co usysza na konto Janki od znajomych  a nikt mu nie szczdzi szczegw 
i uwag, bo nie zdradzi si ani jednym drgnieniem, jak bardzo go to obchodzi  daro 
po prostu wntrznoci jakby sierpem. Patrzy teraz co chwila w jej twarz, szczeglniej dzisiaj 
pikn i rozjanion i uspokaja si nieco, ale znowu ten Gogowski! Co za jeden, skd 

95 



si oni znaj? Niepokj w nim rs i niech.  Moe konkurent?  myla i tak go ta myl 
ugryza, e si raptownie zwrci do niego. 

 Skd ja pana znam?  zapyta Gogowski prosto, uprzedzajc. 
 Nie wiem i nie bd z pewnoci myla o tym  odpowiedzia Andrzej szorstko. 
 A, pamitam! By pan latem u panny Janiny w Warszawie. Przyszlimy ca band po 
ni, bo jechalimy na majwk; pan zaraz wyszed. 
 Tak, ale ja pana sobie nie przypominam  mwi z pewn zoci; ale uderzony tym 
przypomnieniem, przysun si bliej i spojrza mu w oczy. - Pan zna pann Janin z teatru? 
 Tak, i z teatru, i zza kulis, i z domu  mwi wolno Gogowski, bo mu si wyda dosy 
zabawny sposb, w jaki go traktowa Andrzej. 
 Pan jest aktorem?  zapyta Grzesikiewicz twardo i spojrza na niego pogardliwie. 
 Cofnij pan ten umiech nieskoczonej pogardy, bo niestety, nie mnie si naley, nie 
jestem aktorem, jestem tylko dotychczas dramatopisarzem, uwaa pan dobrodziej?... 
 Daruje mi pan, nie chciaem ubliy, sowo honoru na to daj, ale na wspomnienie 
aktorw i teatru nie mog si powstrzyma, aby nie poczu nienawici i wstrtu. 
 Pan musi potnie kocha i potnie nienawidzie  szepn Gogowski, ciekawie 
przypatrujc si jego silnie sklepionemu czou i rysom ostro citym. 
 Tak, tak, tak!...  odpowiedzia Andrzej przez zacinite zby i oczy strzeliy mu takim 
silnym pomieniem woli, i taka moc rozbysa mu w twarzy, e Gogowski a zadra 
z radoci, i spotka taki pikny okaz; przysun si bliej, eby porozmawia obszerniej i 
obmaca mu nieco dusz. 
 Daruje mi pan zapytanie: dlaczego aktorw i teatru pan tak nie lubi? 
 Bo cierpiaem i jeszcze cierpi przez nich. 
 Wic tylko z czysto osobistych pobudek; to zmienia dosy znaczenie. 
 Nie, panie, to nic nie zmienia. Poniewa co robi mi le, wic to co nienawidz ca 
dusz. 
 Ale dla drugich to samo moe by dobrem. 
 To drugich obchodzi, dla mnie jest zem, wic jest zem  powiedzia z naciskiem. 
 Jdru!  zawoaa stara. 
Jdru poszed do matki i zaraz wyszed do przedpokoju po chusteczk, ktrej stara zapomniaa 
w kieszeni okrycia. 

 Pyszny okaz nieuspoecznionego jeszcze bydlcia, pierwotniaka! pyszny!  myla 
Gogowski z zadowoleniem, bo nienawidzi ludzi zlepionych z kompromisw.  Jedna 
brya, by moe, e tylko glina, ale czysta, bez wirw we bie. 
Andrzej usiad na dawnym miejscu z powrotem, ale nie mwi nic, patrzy na Jank, 
ktrej Janowa przyniosa heliotropowy bilecik. Przeczytaa go, szepna co potakujco 
Janowej, ale podniosa si i przystpia do ojca, ktry siedzia jaki zmieniony, oglda si 
czsto dokoa, przeciera czoo, gryz brod i zapad w zamylenie. 

 U Zaleskich s gocie: Osiecka, Zosia i wierkoski. Zaleska mi to pisze i prosi o poyczenie 
nakrycia, ale przysza mi myl: moe by wszystkich zaprosi do nas, byoby weselej; 
jak ojciec uwaa?  szeptaa cicho. 
 Dobrze, zaraz pjd ich prosi; bardzo dobrze, urzdzimy sobie preferansa. 
 Ile razy pan Gogowski powiedzia panu: niech zdechn?  zagadna zatrzymujc si 
przed Andrzejem. 
 Doprawdy, e nie zauwayem. 
 Oho! ,,niech zdechn" ju umaro! Odzwyczaia mnie od niego narzeczona. 
96 



 Ma pan narzeczon, no, no... 
 Miaem, miaem, ale pikne sny trwaj krtko! mia si Gogowski. 
 W miecie, to tam pannw nigdy nie zbraknie  powiedziaa Grzesikiewiczowa sentencjonalnie, 
poprawiajc sukni i obmacujc czapeczek i kolczyki. 
 Rzeczywicie tak jest, tylko nie ma si komu z nimi eni. 
 Bo te miejskie mczyzny, to ino tak na urwisa, aby ino zawrci gowy, a jak do 
oenku, to ich ni ma. 
Andrzej zagryza usta do krwi ze zoci i dawa oczyma matce znaki, eby przestaa 
mwi, a Gogowski przysiad si bliej, bo chcia wicej usysze. Stara zamilka, bo 
wchodzio cae towarzystwo Zaleskich. Wszyscy si znali z sob, wic tylko Gogowskiego 
wzi Orowski pod rk i przedstawia. 

 Gogowski!  mrukn dramaturg przed Osieck, ktra pada na fotel i sapaa niby lokomotywa. 
 Gogowski!  i spojrza ciekawie na Zosi, zarumienion i dygocc po pensjonarsku. 
 Gogowski!  ucisn wsk, obcignit w lapisow rkawiczk, do Zaleskiej. 
 Gogowski! Gogowski!  szepn ju ze zoci Zaleskiemu i wierkoskiemu. Kiwn 
si raz jeszcze do prni, puci rami Orowskiego, splun i stan przy fortepianie 
obok Janki.  Co, mgbym by lokajem, grzbiet mam wygimnastykowany  szepn.  
Wie pani, e z powodu tych przedstawie, ktrych nienawidz, zerw z ludmi, bo czuj 
si wtedy, jak si czu musi mapa oprowadzana na obroy i ustrojona w sukienk. Ta bueczka, 
to adna  wskaza nieznacznie na Zosi. 
 Panno Janino, moe pani nam co zagra!  prosi sodko Zaleski pochylajc si przed 
ni, a pokaza cay przedzia wosw od czoa do karku. 
 Przy pani Stefanii nie omieliabym si nigdy. 
 Zbyt askawa jest szanowna pani, doprawdy, e dobrze mwi, i zbyt askawa.  Pochyli 
si znowu w ukonie, wykrci si, musn wsikw, wycign mankietki, poprawi 
krawatu i posun si do Zosi. 
 To mapa, stworzona na amanta ogrdkowego. Stroi takie miny, jak Wawrzek albo 
Wadek; przypomina pani sobie? 
Janka skina gow, spojrzaa gdzie przed siebie i odesza. 

 Panowie, a moe bymy tak partyjk preferansa urzdzili  proponowa Orowski. 
 Jeli panowie tego, to ja i owszem  zamrucza wierkoski, ktry w czarnym surducie, 
sztywny i z min psa od dwch dni godnego, siedzia przy Zosi i patrzy na Jank. 
 Ja nie gram zupenie  powiedzia Gogowski. 
 Wic... ja, wierkoski, Zaleski i moe pani dobrodziejka  zwrci si do Osieckicj. 
 Owszem. Po mierci witej pamici mojego ma, to jedyna rozrywka jego biednej; 
samotnej wdowy... a moe i pani zagraaby z nami? 
 O, nie; ja nawet kartw nie znam. 
Popowstawali wszyscy mczyni, bo w ssiednim, Orowskiego pokoju, szykowano 
stolik i zapalono wiece. wierkoski swoim cichym i krtym chodem spacerowa po pokoju, 
liczy wszystkich, kombinowa jakie cyfry, lata oczyma ustawicznie to za Jank; 
ktra sio krztaa po ojca pokoju, za Andrzejem rozmawiajcym z Zaleskim, to za Gogowskim, 
ktry sta na rodku saloniku z rkoma w kieszeniach i odrzuconymi w ty ramionami, 
z przegit nieco gow i przypatrywa si Zosi szczebioccej do Zaleskiej. 

 Kt dzisiaj peni sub, bo widz tutaj wszystkich  mwia naiwnie Zosia. 
 Pan Babiski z musiem, ale do dwunastej zastpuje go sam. 
 Prawda! zapomniaam, e tu jest jeszcze pan Babiski. 
97 



 Jake si maj wnuczki pani dziedziczki? no, tak, pani dziedziczki. 
 Nie widziaam ich, jak oni, kiej przeszego roku  poprawia si  moja pani Jzia 
miaa list od nich niedawno; a no, c, s zdrowe, ucz si... 
 Prawda, jaka to mia osoba ta panna Janina? 
 A juci, e prawda, moja pani, a to daleko szuka takiej panny, bo to i figurna, i pikna, 
i uczona. Prawdziwa pani. 
 Ale i pan Andrzej jak malowanie  cedzia wolno Osiecka. 
 Przecie, a dobry! takich synw to mao na wiecie. 
 Syszaam, e si eni?  badaa dalej, dyskretnie si umiechajc. 
 Czas by mu byo, ale poczeka jeszcze moe...  wywina si stara. 
 Zmieniem rower, kupiem teraz sobie Brensbora; jak dziedzic przyjedzie, to poka. 
 Aha, to pan niby tego, kouje...  zapyta Gogowski wykrelajc palcem keczko w 
powietrzu, na wysokoci czoa Zaleskiego. 
 Trenuj si, panie  poprawi z naciskiem.  Braem udzia w tegorocznym rekordzie 
Warszawa  Radom, przyjechaem czwarty, bo nie byem dobrze przygotowany i rower 
miaem pody, ale na przyszy rok bd pierwszy z pewnoci. 
 Nic dziwnego, kto ma takie obiecujce nogi!  drwi spokojnie Gogowski. 
 Prawda! Zobacz no pan rk muskuy, stalowe, jak onusi kocham.  Nachyli si i z 
dum obszczypywa sobie ydki.  Zobaczcie, panowie. 
 Wierzymy, wierzymy, e to s pierwsze polskie nogi, ale do pana, jako do specjalisty, 
zwrc si o informacj: po co te treningi, wycigi i rekordy pan robisz? 
 Zostan championem, pierwszym jedcem na Krlestwo Polskie! zdobd medal... 
 Tak, to adne, ale co dalej? 
 No, bd championem, to nie dosy?  odpowiedzia z politowaniem nad jego gupot 
Zaleski. 
Andrzej odwrci si nieco, bo Gogowski najpowaniej ucisn mu rk i rzek prawie 
wzruszonym gosem: 

 Panie! pozwl, abym ja pierwszy powinszowa ci tego zaszczytu, jest to dla mnie 
prawdziwy zaszczyt powita w panu championa nie tylko Polski, ale nastpnie i wiata 
caego. Panie... jake to?...  mwi biorc go za metalowy guzik munduru. 
 Zaleski! Henryk Marian Zaleski! 
 Panie Henryku Marianie Zaleski! wytrwaj pan w tak wielkim zamiarze, nie zwaaj 
pan, e filisteria i ludzie, ktrym troch brak tutaj  stukn si w czoo  drwi z tej koowacizny, 
nazywaj to bezcelow zabawk, marnujc czas i zdrowie, e niektrzy doktorzy 
higienici wystpili przeciw temu sportowi w imi zdrowia, e kobiety s przeciwne 
temu z jakich swoich tajemnych racji, drwij z tego, panie Henryku Marianie Zaleski i id 
prosto przez przeszkody do szampionowania, na saw kraju i rodakw. 
 Panie... panie... doprawdy, e nie dosyszaem... 
 Gogowski! Pafnucy Symforian! - wygosi powolnie Gogowski i rzuci szybkie 
spojrzenie na Jank, ktra usyszawszy te imiona wybuchna miechem i odwrcia si 
spiesznie. 
 O, panie Gogowski, najtrudniej jest usysze mdre sowo zachty. Dzikuj panu, 
bardzo dzikuj, a jeeli pan kiedy zawadzi o Bukowiec, to bardzo prosz da nas na herbatk, 
pogawdk i przekonanie si o mojej jedzie. 
 Ja bo miaem ju przyjemno nie tylko oglda!  rzek zoliwie Andrzej ogldajc 
sobie rk zalepion jeszcze plastrem. 
98 



 Panie dziedzicu, dobrodzieju, wypadki chodz po ludziach, tak, dobrze mwi, trafiaj 
si wypadki ludziom... ale przepraszam...  skoni si, musn wsikw, wycign 
mankietki, poprawi krawat i poszed do onusi. 
 Ale go pan wypatroszy niby zajca. Cay si pokaza. 
 Panie, ludzi zawsze mona wywrci niby surdut, podszewk na wierzch. 
 Pan si tym bawi? 
 Nie, ja to obserwuj, to moja specjalno, uwaa pan dobrodziej? 
 Musiu! Henieczku! Kto to ten pan Gogowski? 
 Nie wiem, onusiu, wiem tylko, e to czowiek bardzo rozumny, bardzo wiaty, e 
tak powiem. Zagldaa do dzieci? 
 Anusia przecie tam jest i pilnuje  powiedziaa niechtnie. 
 Prosz ci, onusiu, id zaraz i przekonaj si, czy pi!  szepn twardo i despotycznie, 
umiechajc si jednoczenie z niezrwnan sodycz. 
 Panowie! st gotw!  woa Orowski trzaskajc kartami. 
 Gdybym miaa syna, to sama wybieraabym mu on, bo ju mj witej pamici m 
mwi, e i najlepiej wychowane panny mog... uwaa pani, no, mwi, e mog wyprowadzi 
w pole mczyzn. Mj witej pamici m zna si na tym, id... id... no, id...  
powiedziaa gono i ze zoci, podniosa si z fotelu i posza do kart, a si podoga gia 
pod ni. 
 Panno Janino, kto jest ten pan Gogowski? bo mu mwi, e bardzo rozumny... 
 Literat, dramaturg i powieciopisarz  objania j Janka i posza dalej, umiechajc 
si. 
 Literat!  szepna poprawiajc sobie odruchowo grzywk, w subtelne keczka opadajc 
na czoo.  Dramaturg!  umiechna si czarujco.  Powieciopisarz!  przysonia 
oczy rzsami i usiada przy Gogowskim, ktry zacz wanie przeglda album lecy 
na stole i przypatrywa si fotografii Janki. 
 Przeliczna twarz, ma w wyrazie co muzycznego  szepna poprawiajc sobie piercionek. 
 Dobre okrelenie!  odpowiedzia ywo.  Tak, jest w tej twarzy co rytmicznego. 
Pani zapewne uprawia muzyk?... 
 Troch, o ile mona j uprawia na wsi; jest to jedyna moja przyjemno. 
 Prawdopodobnie wielka. 
 O, nadzwyczajna! Czyby bez muzyki moebnym byo wyy w Bukowcu, wpord 
ludzi obojtnych na cele wysze, na przyjemnoci subtelniejsze, na sztuk. Podziwiam 
pann Janin, e ona moe tutaj wytrzyma, pomimo i jest wolna, bo ja musz, mnie 
trzymaj obowizki...  westchna lekko. 
 Mu, dziateczki!  westchn wspczujco. 
 Jedynie marzenie o sztuce, nadzieja trzyma mnie na powierzchni tego ycia okropnego. 
Pan, jako poeta, jako artysta... 
 Siedem pik, bez atu! 
 Rka! 
 Siedem trefl! 
 Rka! 
 Siedem kierw. 
 Przejd si, rka!  strzelay sowa licytacji z pokoju karcianego. 
99 



 Istotnie, kto ma nadziej, ten ma wszystko.  I w dalszym cigu oglda album, a Zaleska 
szarpaa palce z niecierpliwoci i nie moga znale tematu rozmowy, ktr koniecznie 
chciaa prowadzi; wreszcie po dugiej pauzie zacza: 
 To paska nowela pod tytuem ,,Zacisze", prawda? 
Gogowski skin gow niechtnie, nie lubi rozmawia o swoich pracach. 
 Przeliczna! uwierzy mi pan, e pakaam serdecznie nad t biedn Zok, pakaam. 
Jest w tym obrazku szopenowska melancholia i smutek. Wyobraaam sobie autora, e 
musi mie jasne, bujne wosy, jak pan! e musi by dobry, smutny i cierpicy. 
 Na odek i nerki!  wtrci cicho.  Spotka pani pewien zawd, bo nie jestem dobry, 
a jestem bardzo wesoy i nie cierpi melancholii!  mwi ironicznie. 
Patrzya na niego szeroko otwartymi oczyma i z gbok przykroci suchaa objanie. 


 Panno Janino!  zwrcia si Grzesikiewiczowa do Janki, ktra usiada przy niej na 
chwil.  Czym jest ten pan?  wskazaa Gogowskiego. 
 Literat, pisarz!  tumaczya cicho. 
 Pisarz? ze dwora jakiego czy z kolei? 
 Nie, to widzi pani taki pisarz, co ukada i pisze ksiki... 
 Naprawd taki, co to ksiki pisze!... ale on na pobonego wcale nie wyglda... 
 Do naboestwa ksiek nie pisze  mwia ju zniecierpliwiona jej naiwnoci. 
A ino jensze, takie do uczenia, co si to Jdru w klasach uczy!... 
 Nie, powieci, dramata, krytyki... 
 To niby takie historie, kiej o Magielonie aha! rozumiem! To pewnie i gazety pisze? 
 Pisze  zakoczya krtko.  Panii Zofio! zazibi si pani!  zawoaa do Zosi, ktra 
otworzya lufcik i wychylia gow na peron, bo Sta nie mogc zej ze suby, co par 
minut wychodzi z kancelarii, spacerowa pod oknami i umiecha si sodko ku niej. Zamkna 
lufcik i siedziaa przy klawiaturze przegldajc nuty, ale tak blisko szyby, e bez 
trudu widziaa przez ni Stasia. 
 Prosz odkry karty! 
 No, c wielkiego, bez trzech ley pan wierkoski. 
 witej pamici m mj zawsze mawia... 
 Panie Zaleski, pan mnie poderwae, wyszede pan w dziesitk, a powiniene by w 
semk. 
 Panie wierkoski! pozwoli szanowny pan dobrodziej, ale ja wiem, w co wyj powinienem. 
 Panie Zaleski!...  sycza coraz ciszej wierkoski i trzsa mu si caa twarz, a tawe 
oczy tryskay prawie iskrami i przebijay Zaleskiego. 
 Muzyka, to archanielskie skrzyda duszy!  deklamowaa przyciszonym, rozemdlonym 
gosem.  To szybowanie w przestworach szczcia... 
 Z musiem i dziateczkami!  odpowiedzia prawie gono Gogowski.  Moe pani 
nieco rozwinie tych skrzyde, chciabym bardzo usysze gr pani. 
 Dobrze... ale...  spojrzaa niespokojnie w stron musia, usiada przy fortepianie i 
zacza delikatnie trca klawisze, ale przestaa. 
 To chyba pniej, teraz czuj si tak jako zdenerwowana. 
Wrcili do stou, Janka usiada przy nich i rozmawiali. Zosia znowu wygldaa lufcikiem. 
Grzesikiewiczowa co chwila dotykaa czepeczka i kolczykw, poprawiaa sukni i 
nadstawiaa pilnie uszu na ich rozmow, bo spojrzenia, jakimi Gogowski obrzuca Jank, 
ktrymi si porozumiewali, gdy Zaleska wygadywaa niezmiernie mieszne dziecistwa, 

100 



intrygoway j i niepokoiy usposabiajc niechtnie do niego. Chciaa i i zawoa Jdrusia, 
powiedzie mu, eby siedzia przy pannie; ale na myl, e musi si podnie i przej 
przez pokj, e wszyscy bd patrzyli na ni, daa spokj i siedziaa nieruchomie. 

 Licytowaam bez atu! jak witej pamici ma kocham, bez atu, no, kiedy mwi, e 
bez.... 
 Ale przysigam Bogu, e nikt tego nie sysza. 
 Tak! tak! nikt tego nie sysza  rozleg si drewniany gos wierkoskiego. 
 Szanowna pani dziedziczka dobrodziejka zapomniaa, tak, dobrze mwi, nie uwaaa 
za stosowne powiedzie, e bez atu  tumaczy uprzejmie Zaleski pocigajc mankietki. 
 Co mi pan bdziesz gada: zapomniaam! Mj panie, ja wicej lat grywam w karty, 
nili ich pan masz i gram dobrze; mwi mi to jeszcze witej pamici mj m, a panowie 
mi zarzucaj omyk, no tak, jeli mwi omyk, to omyk! witej pamici m mj... 
 Daruje pani, gramy dalej i nie bardzomy ciekawi, co o tym myla witej pamici 
m pani  powiedzia szorstko Andrzej.  Kto gra, musi ulega kontroli. Panie Zaleski, 
we pan kur od pani Osieckiej. 
 Dobrze, zabierzcie, piszcie, tylko szanujcie imi witej pamici ma, ktry... 
 Jedziemy! osiem w pikach! poda sygna!  zawoa Orowski, grzmotn pici w 
st, a podskoczyy lichtarze i popielniczki. Osiecka zamilka, poykaa zy i przez kanie 
jakie szepna zawo: 
 Przejd si, panie Orowski! wistuj! ale si pan pooy! 
 Zobaczymy, zobaczymy!  szepta Orowski wybijajc nog jaki takt i umiecha si 
do kart trzymanych w rku, szarpa brod, rzuca spod binokli drwice spojrzenie i bi 
karty o st z si. 
Zapanowaa chwila zupenej ciszy, tylko szelest kart i sapanie Osieckiej rozlegay si po 
mieszkaniu. 
Andrzej, ktry po rozdaniu kart by wolny, przyszed i usiad na chwil. 

 Pani si dzisiaj nie nudzi, taka oywiona twarz, jak dawno nie widziaem. 
 O, tak, jest to pierwszy dzie w Bukowcu, w ktrym si czuj zupenie dobrze. 
 Powinnimy by wdziczni panu Gogowskiemu, bo to jego zasuga... 
 Dlaczego ironia dwiczy w paskim gosie? Opowiem panu kiedy, jak wiele mi zrobi 
dobrego ten czowiek, wic nic dziwnego, e si uradowaam zobaczywszy go. 
 Gwnie, e pani przypomina teatr, tamte czasy... 
 Panie Andrzeju, jeli chce pan usysze, to powiem krtko: teatru obecnie nienawidz, 
a tamtych czasw nie przeklinam, ale patrz na nie, jak na smutn szko, jak na tragiczn 
lekcj ycia. Powiedziaam ca prawd; wierzy pan? 
 Wierz i dzikuj pani z caego serca!  szepn uszczliwiony. 
 Panie Andrzeju!  zawoano. 
Dotkn si jakim pieszczotliwym ruchem jej rki, rzuci na ni jedno z tych gbokich 
spojrze, jakie zamykay ca jego mio i poszed... 
Janka patrzya za nim i take posza do jadalnego pokoju pilnowa nakrywania stou. 

 Zazdrosny jest, ale ja si przed nim zaczynam ju tumaczy, dlaczego?  mylaa, a 
w sercu nie miaa ani gniewu, ani obojtnoci zupenej, ale wdziczno jak sodk za 
jego dobro. 
 Panno Janino, czy ja z pani kilku sw swobodnie nie zamieni dzisiaj  mwi pgosem 
Gogowski wsadzajc gow we drzwi.  Niech mi pani przy stole wyznaczy miejsce 
przy sobie, honorowe, jako gociowi!  cofn si, bo Zosia chciaa przej do stoowego. 
Zesza a na korytarz stacyjny i pod drzwiami kancelarii zacza gono woa: 
101 



 Rochu! Rochu! 
Sta usyszawszy woanie wyszed. Zaponia si i z najniewinniejsz mink pytaa: 
 Chciaam, aby Roch poszed i zobaczy, czy ko nasz ma jeszcze obrok w opace. Pan 
na subie? Mylaam, e pan gdzie wyjecha... 
 Tak mi suba nieszczliwie wypada, e nie mog by u Orowskich. 
 Wierz, e pan auje, bo jest tam i pani Zaleska, a panna Janina cudownie dzisiaj 
wyglda. 
 Panno Zofio!  zawoa z wyrzutem, biorc j za rk. 
 Do widzenia, do widzenia. Roch pewnie jest na peronie.  cisna mu do i ucieka. 
 Moe Roch po kolacji opatrzy naszego konia, trzeba go bdzie napoi  mwia w 
kuchni. 
 Napoi! e... a juci, e si juch napoi! Gospodarna panna, ho! ho! gospodarna!  
szepta Roch. 

 Przecie, taka szlachetna panna, a sama myli o koniu!  powiedziaa Janowa. 
Zosia cichutko przelizna si do saloniku, gdzie ju wszyscy po skoczeniu preferansa 
kcili si i rozmawiali. 
wierkoski tylko, z tali kart w rku, zosta przy stoliku i sprawdza pgosem: 

 Bij asem! daj mdk, daj dziesitk - przebija mi waletem atutowym; daj dam 
kier, bij j sidemk atutow  dobrze; daj semk, zrzuca mi obcego asa...  nie tak  
upi krlem atutowym, przebija mi asem, gwatu! Le bez nki ze szeciu! 
Pooy karty, obszed stolik par razy i znowu medytowa zirytowany przegran i odszed 
dopiero do kolacji, ktra bardzo bya gwarna, ale wszystkie gosy przenosi i pokrywa 
bas Osieckiej, ktra przez st do Andrzeja liczya na palcach karty i wyjcia i przekonywaa, 
e dobrze graa. wierkoski temu przeczy pgosem, Zaleski umiecha si dyskretnie, 
podkrca wsiki, wyciga mankietki i obciera co chwila serwetk rowe usta. 
Podawa mechanicznie obok siedzcej Zosi wszystko i prawi jej w przerwach komplimenty, 
z ktrych dziewczyna miaa si do rozpuku i rzucaa ciekawe spojrzenia na Jank 
siedzc nieco dalej, pomidzy Grzesikiewiczow a Gogowskim, z ktrym cigle mwia 
po cichu, o ile moga, bo co chwila podnosia si, by dyrygowa Rochem, ktry w odwitnym 
szarym mundurze z czerwonymi wypustkami, czysto wymyty i wygolony, peni 
rol lokaja. Andrzej, pomimo e dzisiaj szczeglniej jako pamitaa o nim, siedzia naprzeciwko 
i chwyta oczyma ich szepty. Zazdro cicha gryza go bolenie, ale si zmusza 
do rozmowy z Orowskim, ktry by dziwnie roztargniony, podnosi si, odbiera z rk 
spoconego Rocha pmiski, obnosi je sam, siada, oglda si dokoa, sucha rozmw, 
czasem miesza si do nich, ale nic nie rozumia, co mwi. Zdawao mu si cigle, e kto 
mwi mu do ucha i mczy si tym, e nie mg zrozumie, skd ten gos pochodzi. Zaleska 
siedzca obok niego patrzya melancholijnie w zapalone wiece, przelotnie spogldaa 
na Gogowskiego, czasem umiechaa si do musia i bezwiednie przebieraa palcami po 
serwecie. 

Po kolacji porozdzielali si i zacza si gwarna i bezadna rozmowa. Zaleska usiada do 
fortepianu i dugo graa. 

 Ale pani gra wprost znakomicie!  powiedzia Gogowski, gdy skoczya i usiada 
przy stole. 
 C z tego, kiedy musz siedzie w Bukowcu. 
 Powinna pani koniecznie wystpi publicznie w Warszawie. 
 To s moje dawne marzenia, dotychczas, niestety, nie spenione. 
102 



 Doprawdy, przyznam si szczerze, ale nie spodziewaem si spotka z takim talentem 
w Bukowcu. 
 Ja dawno czuj, e mam talent, dawno!  i zacza mu opowiada o swoim wystpie, 
o owacjach, o kwiatach; powtarzaa sowa krytykw muzycznych, mwia, ile ma lat i ile 
dzieci, e lubi kolor heliotropu, takie perfumy i pralinki, ktre jej kuzyn przysya z Warszawy. 
Skoczya tym, e znowu usiada do fortepianu, zagraa jak piosenk Tostiego i 
piewaa niewielkim, ale dosy wyrobionym gosem. Posypay si brawa i podzikowania. 
 Panie Zaleski, zapiewaj pan, wiemy, e pan ma pikny gos  prosia Janka, prob 
poparli wszyscy, prcz wierkoskiego, ktry nie mg darowa przegranej i chodzi teraz 
po saloniku, liczy meble, wiece i ludzi, kombinowa rne cyfry i zapisywa na mankiecie, 
zreszt dosy brudnym. 
Zaleski, po zwykej serii wymawia, rozpi guzik munduru na piersiach, pogadzi wsiki, 
wycign nieco mankietki, wypry pier, stan w postawie bohaterskiej obok fortepianu 
i hukn barytonem Starego kaprala". 

 Dobry gos, zupenie sceniczny! powiniene si pan uczy i i na scen, kariera pewna 
 powiedzia mu Gogowski zupenie na serio, gdy skoczy piew. 
 Syszysz, musiu, co pan Gogowski powiedzia, a pan, jako literat i krytyk, zna si 
znakomicie i mgby ci swoim wpywem w prasie wiele pomc. 
Zaleski czu si wniebowzity z zadowolenia i piewa jeszcze kilka piosenek, eby pokaza 
si gosu Gogowskiemu. 
Po pnocy zaczli si szykowa i podnosi do rozejcia. wierkoski wynis si najpierw, 
bo zobaczy Rocha w stoowym, wic wykombinowa, e w przedpokoju nie bdzie, 
a on nie potrzebuje da mu na piwo za podanie palta. 

Osiecka, ju w kapeluszu i okrywce, zacza paczliwie lamentowa. 

 Kto mnie z panw odwiezie, tak ciemno dzisiaj, e si boj sama, a stangreta nie 
wziam, no, tak, kiedy mwi, e nie wziam, to nie wziam!  zakrzyczaa czerwienic 
si z irytacji, chocia nikt jej nie przeczy.  A moe by pan Babiski!  dodaa usyszawszy 
w por szept Zosi.  Ale, prawda, pan Babiski na subie. 
 Ja go natychmiast zastpi, to bdzie paniom suy  powiedzia Zaleski. 
Grzesikiewiczowa ucaowaa Jank serdecznie i bardzo usilnie zapraszaa do siebie. 
Andrzej by niewyrany, czu jaki al do Janki, gniewa go jej humor, bo wiedzia, e 
on nie by jego sprawc. 

103 



XIV 


Gogowski mia spa w pokoju Orowskiego. Wkrtce caa stacja utona w ciemnociach 
i w nie, tylko Stasio siedzia na przednim siedzeniu bryczki razem z Zosi i powozi 
wolno, bo noc bya ciemna i peno wybojw i korzeni na lenej drce. 

 Pan si pogniewa, e go tak fatygujemy?  zapytaa pierwsza, bo Sta milcza uporczywie. 
 O, przeciwnie, jestem uradowany, jestem bardzo szczliwy, bardzo...  umilk znowu. 
 Co panu jest, panie Stanisawie?  zapytaa szeptem, biorc go pod rk, bo siedzenie 
byo tak wskie, e co chwila obawiaa si wylecie. 
 Zmartwiony jestem, bo mama napisaa mi taki list...  urwa, cmokn na konia. 
Osiecka, rozwalona niby w fotelu na swoim siedzeniu, chrapaa. 
 Pamita pan, e mi pan obieca wszystko zrobi, o co poprosz! 
 Pamitam, wio kary, wio!  uderzy konia batem bardzo energicznie. 
 Ot, ja teraz prosz o powiedzenie mi swojego zmartwienia. 
 Nie, nie miabym, nie mgbym nawet, nie... 
 A jeeli mnie to obchodzi bardzo, bardzo...  szepna sodko, przyciskajc si do 
niego ramieniem. 
Stasia przeszed dreszcz, chcia si odsun, bo jej oddech pali mu twarz, ale nie byo 
gdzie si usun. Milczenie zapanowao pomidzy nimi. Las szumia tajemniczo w czarnych 
gbiach. Ksiyc rzuca zotawe blaski na mchy i lni arabeskami fantastycznego 
rysunku na czerwonych korach sosen, chmury leciay szybko przez szare sklepienia i co 
chwila przysaniay wiato. 

 Pani si na mnie gniewa?  zapyta po dugiej chwili. 
Nie odpowiedziaa. 
 Pani si gniewa?  powtrzy paczliwie i uj j za rk. Wyrwaa mu j energicznie. 
Sta posmutnia i pokornym gosem baga o przebaczenie. Nie powiedziaa mu nic, tylko 
gdy stanli przed domem, dotkna si ustami jego ucha i szepna ciskajc mu rk: 

 Przyjd pan jutro, wieczorem. 
Sta wraca na sub oszoomiony. Sta dugo pomidzy szynami i patrzy na rozwietlone 
okna Zacisza; co si w nim rozrastao potnie, jaki zachwyt i szczcie przepeniay 
go caego. 

Zaleski spa na kanapie okryty mundurem, aparat milcza. Sta zmieni kamasze na 
zielone, haftowane zotem pantofle, chodzi po kancelarii i nie mg jeszcze poj, co si z 
nim dzieje. Zay laurowych kropli, bo serce bio mu przypieszonym ttnem; wyj z kieszeni 
dzisiejszy list matki i przeczyta go raz jeszcze: 

Mj synu! Odpisuj natychmiast, bo twj ostatni list przerazi mnie po prostu. Co to za 
panna Zofia? Skd j znasz? jak dawno? Gdzie mieszka? kto s jej rodzice? to jest najwaniejsze, 
a tego mi nie piszesz, tylko same gupstwa, e ci si bardzo podoba. Mj Stasiu, 

104 



nie jeste ju dzieckiem, wic bde mczyzn. Powiniene ju wiedzie, co ci si podoba 
powinno. Pamitaj, e nie ma nic niebezpieczniejszego nad mode panny. Kada z nich 
myli tylko o jednym, aby si jak najprdzej wyda za m, aby zapa jakiego bd gupca 
i potrafi one tak mczyzn obaamuci umieszkami, swkami, spojrzeniami, e ani 
si spostrzee, kiedy ju wpad po szyj. Moesz mi wierzy, ja si troch znam na tym, 
yj dosy dawno i patrz, a ty jeste niedowiadczony dzieciak. Gdyby uprawia may 
flircik z Zalesk, gdyby si jej stara przypodoba, nie miaabym nic przeciw temu, bo 
matka nie moe grozi maestwem i przez ni mgby mie protekcj jej ma! Gdyby 
si umizga do zawiadowcwny, to take nic zego, bo to crka zwierzchnika, panna z 
naszej sfery i bogata; ale jaka tara pierwsza lepsza zrobia do niego oko, a ten ju pisze: 
podoba mi si ogromnie. Pisz w rozaleniu, e omielie si nie zapytawszy pierwej 
matki, zwrci uwag na dziewczyn, ktrej ja nie znam. Stasieczku, jeli mnie kochasz, to 
bywa u tych pa przestaniesz, wierz, e tak uczynisz dla matki, ktra ci tak bardzo kocha 
i prosi o to. Szelki ci posyam i z twego listu widz, e gdyby ci nie uwieray, to moe 
by si by owiadczy, ty zapalecze. Zaczam kawaek pasztetu, bardzo dobry, i cay 
placek z serem. Na pewno u tej panny takiego ci nie podadz do herbaty! 

Ostronie, drogie dziecko, z pannami ubogimi i nieznanymi, jak z ogniem. Wuj Felu 
cauje ci. Posyam ci sze jedwabnych chusteczek; kupiam, bo mi si bardzo podobay. 

To by powd, dlaczego si tak hamowa w rozmowie z Zosi. Rozmyla nad tym li-
stem od rana. Waha si, postanawia ju wicej nie widzie Zosi, ale ile razy przypomnia 
dwik jej sw ostatnich i dotknicie jej ust, dra ze wzruszenia, zy zapeniay jego wypuke 
oczy, zy radoci  i wtedy zapomina o mamie, o wuju Felciu, o wszystkim. Czu, 
e nie jest w stanie oderwa myli od niej, e nie potrafi zastosowa si do ycze matki  
a rwnoczenie przesuwa mu si przez pami jej cie. Matki, ktrej od dziecka lepo 
nawyk sucha, ktra prowadzia go przez ycie krok za krokiem z najwiksz troskliwoci 
i usuwaa przed nim przeszkody wszystkie i cierpienia, i ktra dostarczaa mu nie tylko 
rad, jak ma y i postpowa, nie tylko szelek, plackw z serem i pasztetw, ale bya 
gotowa strczy mu kochanki, byle go tylko nie wypuci z opieki i nie straci nad nim 
wadzy. Rozumia cay ogrom jej mioci, ale mio do Zosi braa chwilami gr, budzia 
si w nim samodzielno, wyprostowywa si z energi, chcia nawet list przedrze i wanie 
przez bunt robi wszystko na przekr swej matce, ale skoczyo si na tym, e list 
przeczyta raz jeszcze, ucaowa go i podda si biernie losowi. Przyjmowa i wysya depesze 
ze zwyk mechaniczn bezmylnoci, zapisywa do dziennikw czas przyjcia i 
odchodzenia pocigw. Wydawa polecenia Karasiowi, ile wagonw ma podstawi pod 
ramp do naadowania i chwilami tylko wzdycha wpatrujc si w omglony, szary, jesienny 
poranek i w szeregi byszczcych od rosy, brzowych wagonw, ktrymi Kara manewrowa 
po linii; sucha gwizdawki parowozu, stuku sztosujcych buforw, wiergotu wrbli 
pod magazynem. Dobrze mu teraz byo, bo myle nie potrzebowa, bo to ycie dokoa, 
pokratkowane na godziny, wymierzone, czynne, w ktrym szed ze suby na odpoczynek, 
z odpoczynku na sub, trzymao go silnie swoj otoczk przepisw i obowizkw. 

Wyjrza na podjazd, czekay tam konie na Gogowskiego, da o tym zna do Orowskiego 
przez Rocha, zda sub i poszed spa. 

Gogowski pi spiesznie herbat. Orowski poszed na osobowy. 

 Trzeba zaraz jecha. Mwilimy o tym i o owym, ale, panno Janino, czy ta przyja 
nasza, jak zawarlimy w Warszawie, trwa jeszcze? 
 Co do mnie, to jeli przyja daj komu, daj na zawsze. 
105 



 Dzikuj. Ja si take nie zmieniem, a powiem przy tym otwarcie, e dawniej nie 
wierzyem w przyja mczyzny z kobiet; ale teraz wiem, e to istnieje, chocia jest to 
nie moja zasuga, bo wyranie mi byo wzbronione kochanie si w pani, a? 
Umiechaa si podnoszc na niego oczy. 

 I nie kocham pani tak, jak si kocha kobiety; ja pani uwaam za wielk dla mnie dusz, 
za drog dla mnie gow, za inteligencj pokrewn, ktrej los mnie obchodzi, ktra 
zwizana jest z moim ja niezliczonymi nimi wsplnych wrae, ideaw, pragnie i 
wstrtw. Powiedziaem wstp, aby si teraz zapyta: czy mog wszystko wiedzie, co si 
pani tyczy? o wszystko pyta? 
Nie odpowiedziaa, tylko skina mu potakujco gow, ale uchwyci, e jaki cie 
przemkn po jej oczach wpatrzonych w niego. 

 Ot, niech mi pani powie, co teraz z sob pani robi myli?  zapyta prosto i reszt 
pyta, jakie mia na ustach, pokn, bo ten cie go ostrzeg, e nikt wszystkiego, nawet 
najserdeczniejszym, nie powie, e kada dusza musi mie swoje tajemne skrytki, ktre 
musz pozosta zamknite i nie poznane. 
 Nie wiem  odpowiedziaa powanie. 
 W Bukowcu pani dugo nie wytrzyma, to wiem, ale chybaby pani za m wysza? 
 Nie wiem. 
 O powrocie na scen pani nie myli?  pyta, zdumiony troch jej odpowiedziami. 
 Nie wiem... nie wiem... nie wiem... nic jeszcze nie wiem: co poczn, dokd pjd... Te 
kilka tygodni przychodziam do ycia, do rwnowagi i baam si samej siebie zapyta jasno: 
co dalej?... bo nie znalazabym odpowiedzi ani w sobie, ani  zrobia szeroki krg rk. 
 Nie wiem! wir jaki mnie porwa i krci mn dotd, i nie pozwala wydosta si na 
prd, ktry by mnie ponis, chociaby na zatracenie. Wszystko mnie rwie w jak dal, ale 
dokd? gdzie? po co? nie wiem!  szeptaa cicho, oczy jej bdziy po jakiej prni i bolesny 
umiech okoli usta drce od wzruszenia.  Wie pan, wczoraj, w kociele, wszyscy 
odwrcili si ode mnie z pogard. Opowiadali sobie prawie gono takie szczegy o mnie, 
e suchajc umieraam ze wstydu i blu, e byabym spoliczkowaa ca t zgraj i ucieka, 
gdzie mnie ponios oczy. O, tutaj jest pieko, pieko!  woaa przyciskajc sobie serce 
i czoo.  Czemu mi pan umrze przeszkodzi? 
 Powinienem by. ycie pani nie jest jednak wasnoci osobist, to dobro spoeczne. 
 Obudziam si w szpitalu po wypiciu tej esencji, mylaam, e ju nie yj. Ojciec 
klcza przy ku i caowa mnie ze zami, i wtedy cierpiaam niewypowiedzianie za tym 
zmarnowanym yciem, i przysigaam sobie, e jeli y bd, to bd ya dla niego, dla 
ojca. Teraz, kiedy jestem zdrowa, chciaabym y znowu dla siebie. Czuj, e moje serce 
nie jest zdolne do powice i do ofiar, i do mioci, bo tyle ju wyczerpaam z niego, e 
kada chwila ycia tylko do mnie naley, e nic nikomu nie odstpi.  Zawiesia gos na 
chwil i patrzya twardo i ponuro w wiat, w przestrze ogromn, co si roztaczaa za 
oknami. 
Gogowski cierpia, bo te jej gwatowne akcenta, ta dzika, troch bezadna mowa, ten 
chd, jaki w niej czu, pomimo ognistych spojrze i poryww przejmoway go blem 
wspczucia. Czu, e si szamoce z sob, e sama nie wie, czego chce, e najwikszym 
wrogiem jest jej ja wasne, buntownicze i bezwzgldne, jej temperament szalony, e to 
wszystko, jak dawniej, fermentuje w niej. 

 Odbiegam daleko, a panu si pieszy. Chce pan wiedzie, co bd robia? Panie, mj ojciec 
jest bardzo chory, yje tylko dotd, dopki ja jestem przy nim, yje tylko moim yciem. 
 Pogodzilicie si zupenie? 
106 



 Tak. Najlepszy czowiek i tyle ju wycierpia przeze mnie, e nie wolno mi go naraa 
na nowe cierpienia, boby ich nie przenis. 
 Czy nie mona by, jeli co pani zechce poczyna, robi to z jego wiedz i wol? 
 Mona by. Tylko co robi? Wrci do teatru?  zapytaa ciszej i gorzki umiech rozkwitn 
na jej bladych wargach.  Panie, co ja tam przeszam, zanim zdoaam targn si 
na wasne ycie! Nie przypuszcza pan nawet istnienia takich cierpie, ndzy i upokorze. 
Chciaam by kobiet  nie mogam; chciaam gra, wybi si ponad tum  nie mogam; 
y nawet nie mogam, zepchnito mnie w d. Podo ludzka jest straszna dla takich 
naiwnych, jak byam  jak byam  powtrzya. 
 Syszaem troch o pani ndzy!  rzek cicho i smutnie. 
 Obrzyd mi teatr, nie czuj w sobie talentu na scenie; po tej chorobie co si zerwao 
we mnie, co zagaso mi w duszy, przyciemni mi si wiat, nawet sama sztuka wydaje mi 
si chwilami marn zabawk, ndznym odbiciem wszechpikna. 
 Szkoda, bo miaem pewien projekt, ktry teraz nie warto jest podnosi. 
 Powiedz go pan, mw, niech bdzie najdzikszy, nie zlkn si projektowania, marzenie 
jest jedyn rozkosz w tym pyciu moim, bo na czyn nie mam ju si. 
 Chciaem pani zaproponowa to: Ja od Nowego Roku wstpuj do lwowskiego teatru, 
ju si umwiem, potrzebuj by na scenie jaki czas, wprost dla jej poznania. Zaatwiajc 
to, mylaem i robiem te miejsce dla pani, zgodzono si. Tymczasem, przez dwa miesice 
bd uczy dzieci i chc skoczy swoj sztuk. Projekt, przynajmniej co do pani, zostanie 
projektem; ale mylaem, e si pani zgodzi. Tam inny wiat, ludzie inni, byoby pani 
tam lepiej, bo ma ju pani pewne dowiadczenie... 
 O, mam ju dosy dowiadczenia, dosy... - zacza si mia suchym, histerycznym 
miechem tak gwatownie, a Gogowski porwa si z krzesa przestraszony. 
 To nie atak histerii, nie! miaam si z siebie samej i egnaam ca przeszo gupi, 
ach, jak gupi, zudzenia modoci i wiar w ludzi. Mw pan, mw: kiedy mi pan odsoni 
oczy duszy mojej, to przesuwaj przed nimi obrazy, wizje nawet. 
Gogowski chodzi po pokoju poruszony, ten miech i jej sowa nie podobay mu si, 
widzia w nich komedi albo istotn histeri, spoglda na ni badawczo. 

 Nie patrz pan tak, nie lubi tego spojrzenia, ktre tylko obserwuje i bada; patrzysz pan 
na mnie niby na dzikie lub bardzo osobliwe zwierz  zawoaa porywczo. 
 Patrz, bo pani nie poznaj; ale wracam do mojego projektu. Ukadajc si z lwowskim 
teatrem, byem pewny zgody pani, bo stamtd otwarta jest droga na cay wiat. 
 Cudowna baka mydlana, przeliczna fatamorgana, boj si w ni patrze, eby nie 
zapragn dotkn si jej rk, bo c by si stao? 
 Wic?  zapyta przystajc przed ni i patrzc na zegarek. 
 Nie wiem. Wszystkie dawne myli, wszystkie dawne pragnienia i wszystkie dawne marzenia s we 
mnie; tylko niewierz,ebymogy daszczcie. Bdmyle, co zrobi z sob. Napisz do pana, dobrze? 
 Tysic razy dobrze! chciaem prosi o to samo. W grudniu musz ju wiedzie z pewnoci, 
czy pani pojedzie lub nie. 
 Przyjed pan do nas, przyjedaj czsto. Pan jeden streszcza mi w sobie cay inny 
wiat, ktry jest poza Bukowcem. 
 Dobrze, jeli znajd par godzin czasu, przyjad. 
 Do widzenia. 
 Do widzenia. Niech pani tylko wytrwa w tym, co postanowi. 
 Bd chciaa... 
Odjecha. 
107 



XV 


W Bukowcu byo cicho i sennie; kilka dni po odjedzie Gogowskiego i po wieczorze u 
zawiadowcy, o ktrym przez kilkanacie godzin mwiono na stacji, byo tak nudnych, tak 
rozpaczliwie nudnych, e ludzie chodzili apatyczni, bo deszcze, mgy i wilgo zdaway si 
przescza przez skry i zalewa nud, szaroci i brzydot mzgi i serca. 

Orowskiemu te deszcze day si okropnie we znaki, bo go powaliy cierpienia reumatyczne 
tak straszne, e cae dnie lea w ku, jcza z blu i przeklina cay wiat. Janka, 
aby mu jako tako uprzyjemni czas, czytywaa gono, ale wkrtce brako jej wieych 
ksiek. Orowski kaza jej czyta Balzakowskiego ojca Goriota, ktrego zna dobrze; 
umylnie przez jakie okruciestwo, chcia, aby czytaa, bo czu, e sprawia jej tym przykro. 
Zatyka usta kodr, aby nie jcze, ale sucha nie spuszczajc z niej oczu, i bl, i ta 
smutna historia ojcowskiej mioci, niewdziczno crek, z tak porywajc prawd 
przedstawione, wyryway mu z piersi chrapliwe zorzeczenia, miota si po wariacku, siada 
na ku, przerywa czytanie i wymyla na dzieci niewdziczne, ale przed przyjciem 
osobowego pocigu zmik i agodnym gosem zacz prosi Janki: 

 Moje dziecko, okryj si i przejd koo kasy, bo jestemy pewni, e ten mydek, Zaleski, 
nie sprzedaje biletw. Uywaj tam sobie prniaki!  hukn si ze zoci w nog. 
 Skoro 2astpuje ojca, to tym samem odpowiada za wszystko. 
 Odpowiada, odpowiada, my tylko odpowiadamy! Janowa, ubranie!... Pjd sam!... 
 W tej chwili id!  zawoaa widzc, e by gotw, i posza zaraz. 
 No, no! kasa bya zamknita, on jedzi ju na rowerze, a pasaerowie pojechali bez 
biletw, na szwarc? Wiedziaem, e tak bdzie!  mwi, gdy powrcia. 
 Przeciwnie. Byo kilku pasaerw, widziaam ich odchodzcych od kasy z biletami. 
 Jutro obejmiemy sub. Przysigam Bogu, e oni okpiwaj. W nocy sycha byo 
najwyraniej, e z ekspedycji wyprowadzono rower, tak, Zaleski jedzi. Dziej si tam 
hece!  Nie darujemy tego, o, nie!  uderzy znowu pici w kolano, bo straszliwie zabolay 
go stawy.  Raporciki si kropn, a mio!  umiechn si, chwyci zbami brod i 
sucha czytania w dalszym cigu, ale ju myl przepatrywa ksigi kasowe i dzienniki, 
znajdowa nieporzdki, opuszczenia, jakie Zaleski ze Stasiem porobili i ukada surowy raport 
w myli. 
Janka czytaa bezdwicznym, znudzonym i podranionym gosem; zdenerwowao j 
kilkodniowe, nieustanne czuwanie, dziwactwa i kaprysy ojca, ktre chwilami byy zupenym 
ju wariactwem. Czsto nie mwi prosto: ja, tylko: my, z jak szczegln powag 
wypowiadajc ten zaimek. Strach j ogarnia, bo przypomniaa sobie dokadnie ten wieczr, 
w ktrym sam siebie strofowa. 

Skoczya ksik i chciaa odej, czua si bardza zmczona, senna. 

 Nie chod, chcemy, aby zostaa!  krzykn gwatownie. 
Przez te kilka dni jego dawna szorstko powracaa zdwojona. Na Rocha rzuca butami, 
jeli zbyt wolno szed. 

108 



Janka usiada apatycznie. 

Janowa wanie przyniosa rozpraony owies na okady i podajc go patrzya zazawionymi 
wspczuciem oczyma. 

 C to? przysigam Bogu, zdycham ju, czy co, e bdziesz tu nade mn kwicze, 
stara klempo! 
 Panusiu! ady mi al, e panusio ma takie bolenie. 
 Gupia, przysigam Bogu... to nie mnie boli, syszysz, to nie mnie, tylko jego... 
 Juci, e sysz, ale wiem, e boli, a moe by z tatarczanej mki zrobi okady abo 
zawoa takiej znajcej! W Krosnowie jest dochtorka, co to ona i od kotuna, i kiej w krzyzie 
strzyka, i od amania w kociach suchego, a moe by wysmarowaa tustoci ... 
 Gupia! Janka! wyrzu t wiedm, bo nie wytrzymam! szczeka, jak stara suka! 
Zerwa okady z ng i rzuci Janowej w twarz z wciekoci. 
 Idcie sobie, bo przysigam Bogu, e...  chcia rzuci lichtarzem, ale gwatownie 
chwyci si za kolano i upad na ko z jkiem i przeklestwami. 
Janka dugo syszaa przez drzwi jki i rozmowy energiczne, i co chwila huk uderze 
pici w ciany lub ko. Zastraszona t chorob, napisaa do doktora przypominajc mu 
obietnic stara o pomocnika dla ojca. 

Nie sprzeciwiaa si w niczym choremu, pokrywaa milczeniem i obojtn twarz jego 
ostre, a czsto obelywe sowa, bo widziaa jego cierpienia; ale w gbi, prcz strachu 
przed tym, co si z nim sta moe, czua zniecierpliwienie, e si tak dugo i wolno 
wszystko wlecze. Pozostajc sama, rozmylaa nad projektem Gogowskiego, przegldaa 
wasn przeszo i rozpalaa si zwolna do myli o powrocie na scen; ale straszy j jeszcze 
jaki nie uchwytny cie, nie bya to obawa, ale to mgnieniowe uwiadomienie, e teatr 
ju jest dla niej dosy obojtny, staraa si wskrzesza w sobie dawne wierzenia, ale ju 
nie pragna tak namitnie sceny, jak przedtem. 

 Panienko, ady prosz licznie o jedno  prosia Janowa caujc w rk. 
 Mwcie!... 
 Ta historia o tym panu Grze, czy jak tam, co to panienka czytaa dzisiaj panu, czy to 
wszystko prawda? albo to moe ino tak sobie, la uciechy wymyliy tak histori. Bo jak to 
by moe, eby taki bogacz da crkom wszystko, a pochowku nie mia mu kto sprawi? 
eby mu obleczenia nie kupiy, eby ani jedna crka nie przysza przede mierci?... to widzi 
mi si, co prawda nie jest.  Mwia cicho i tak patrzya w oczy Janki, jakby koniecznie 
chciaa potwierdzenia wasnych ycze. 
 To wszystko prawda, tak robi dzieci swoim ojcom, tak!  odpowiedziaa Janka czujc 
jak srog przyjemno w tych zach, co si polay po twarzy sucej. 
 To le, to nie po Boemu, to takie dzieci powinni rozedrze komi powiedziaa bolenie 
dotknita.  Hale, eby takie dzieci byy dla swych ojcw, to ju koniec wiata. 
 Przecie i po wsiach tak robi z rodzicami. Janowa przecie znaa Soch w ugach! 
da dzieciom majtek cay i wygnali go, i teraz chodzi po probie. 
 Znam go  szepna cicho  i wiem, e Pan Bg ciko te dzieci skarz na swoich 
dzieciach i dobytku, ale to ino gupie chopy! ale eby taki pan, co tyla pienidzy mia, co 
jego crki byy kiej krlewny i takie uczone, miay tak samo zrobi z ojcem, to mi si nie 
widzi, nie uwierz, panienko, to jae mnie cosik w sercu kole...  i trzsa gow, nie moga 
wierzy, bo si jej przypominaa wasna crka, chowajca si u pastwa i taka uczona. 
 Moja Anusia tak by nie zrobia! o, nie!  dodaa obcierajc palcem zy. 
Pozamykaa drzwi, pogasia wiata i dugo klczaa przed obrazem wiszcym nad kiem, 
zatopiona w gorcych modlitwach za crk. 

109 



Jank zaczynao wszystko gniewa i irytowa: gniewaa j Janowa, e chodzia niby 
krowa trzsc brzuchem i rozstawiajc szeroko nogi, e wierzya w swoj crk, irytowa 
j ojciec, Roch, e by idiota, Zaleski, e mia gupi min, Zaleska, e miaa jakie aspiracje 
serca, a nie pilnowaa dzieci  wszyscy i wszystko pobudzao j ustawicznie do gniewu. 
Pakaa ze zoci na deszcz, ktry kilka dni my nieustannie i zalewa brudnymi strugami 
szyby, bo nie moga wyj za stacj ani na chwil, czua si tak zdenerwowana, e 
nie przyja Grzesikiewicza co trzy razy. Nie chciaa widzie nikogo. Rzucaa w kt heliotropowe 
bileciki Zaleskiej nie otwierajc ich. Nudzia si i mczya tym, e nie moga 
si zdecydowa na projekt Gogowskiego i nie miaa odwagi odrzuci go. 

Nastpny dzie powitaa z radoci, bo przyszed pogodny, deszcz nie pada i soce 
wiecio. Orowski z trudem zwlk si z ka i poszed do kancelarii, i zaraz prawie usyszaa 
jego gos na peronie. Krzycza na chopw zwocych kamienie dla wierkoskiego, 
kci si z Karasiem, ktry najspokojniej siedzia na tendrze, macha nogami i pogwizdywa. 
Polecia do zwrotnic i z pomidzy szpic-szyn, i odbojowych wydobywa piasek palcami, 
i z piciami rzuca si do zwrotniczego wymylajc za niedbalstwo. Zwrotniczy, 
wyprony niby struna, z rk przy daszku, prbowa si tumaczy; uderzy go w twarz i 
polecia na drugi koniec stacji. Nie przyszed nawet na obiad, tylko kaza sobie przynie 
na d, do kancelarii, w ktrej si zamkn i pisa ca mas raportw na wszystkich. 

Przed wieczorem, kiedy ziemia troch obescha, Janka posza do lasu. 

Dzie by zupenie ciepy i bardzo cichy. 

Las sta nieruchomy, przewiany niebieskawym powietrzem, tylko nad mokradami tuky 
si nisko szkliste opary. W miar posuwania si w gb lasu, ogarniaa j coraz wiksza 
cisza i uspakajaa zupenie. Sza coraz dalej, nie patrzc gdzie idzie i nic nie widzc. Wesza 
pomidzy stare, zapadnite szyby torfowe, ziemia uginaa si pod jej stopami i dudniaa 
gucho, strugi czarnej wody, podobnej do tafli polerowanego bazaltu, poplamione 
rdzaw pleni, wieciy tajemniczo spord rudawej, poobrywanej ziemi, otoczone tymi, 
umierajcymi wierkami i suchymi kiciami paproci, co si czepiay rozpaczliwie starych, 
zmurszaych pni i ssay ndzny ywot z tych trupw. 

Chodzia bez celu. Siadaa na kupach zlasowanego, rozkruszonego przez deszcze torfu, 
zatapiaa si w przestrzeniach jakby bez koca z jednej strony, to patrzya ku wzgrzom 
paskim, przecinajcym horyzont pofalowan, szaraw lini, nad ktre zsuwao si wolno 
olbrzymie, bezrzsne, czerwone soce; na rude wysche ki, po ktrych lizgay si miedziane 
promienie niby we olbrzymie; na szyby, zrwnane z ziemi, byszczce wod niby 
oczyma przekrwionymi; na cienkie smugi dymw, rozstrzpiajce si po krzakach niby 
przdza pajcza; to na las z drugiej strony, ktry czernia nagimi szkieletami olch, a nad 
nim wrony kryy stadem wielkim i krzyczay. 

Patrzya teraz na wiat z jakiej odlegoci i poczua gorycz osamotnienia. Uczua si 
sama. Widziaa dookoa siebie wiat wrogi, zy i mocny, i te tysiczne niewidzialne nici 
czce wszystkich ze sob, ktre j opltyway coraz gciej i silniej, e nie moga si z 
nich wyrwa. Na prno raz si zerwaa, podeptaa wszystko, na prno, bo znowu czuje 
to cikie jarzmo zalenoci od wszystkiego i prawie wie, e inaczej y nie mona. 
Wzdrygna si. 

Na moczarach sieczono usche, te trzciny i sitowia i do niej dopyn zgrzyt kos 
ostrzonych osek. Zgrzyt ten przej jej dusz zimnem, zmcio si w niej wszystko i jaka 
obawa niewiadoma ciskaa jej serce. 

110 



Powrcia znowu do wielkiego lasu. Uderzaa kijem w pnie sprchniae, strcaa nogami 
usche muchomory, co jak kapelusze, przekrzywiay si pod drzewami i sza szeleszczc 
suchymi limi, co pokryway cieki i droynki. 

Las ju zamiera; brzozy te jak wosk gromniczny, licie ostatnie roniy niby zy 
wielkie, ktre spyway na las, wieszay si na czarnozielonych wierkach, na czerwonych 
bukach, paday na ziemi szar, ndzn, zmordowan jesieni. Pnie sosen wieciy rozpalonym 
bursztynem od soca, ktre dugimi smugami wsczao si z boku i rozpalao 
krwawymi odblaskami wntrze lasu zasypiajcego w ciszy. 

Nie pieway ptaki, nie brzczay uki, nie pachniay kwiaty ani mode pdy drzew, nie 
ttniao ycie mode, wszystko zapadao zwolna w zimow katalepsj i okrcao si w jak 
cik zadum snu i milczenia; stada wron przecigay wysoko, cicho opocc skrzydami 
albo z krzykiem ostrym i bolesnym siaday na nagich drzewach, biy skrzydami i 
krakay smutn pie jesieni i znowu ca band wzbijay si, i wiroway nad lasem w takich 
wysokociach, e wyglday na bladym tle nieba niby kb sadzy; czasami wiatr 
chodny wdziera si do lasu, nie wiadomo skd, uderza w korony, rozszumia, rozszeleci, 
rozgwarzy las i milkn w gszczach zagajnikw, tylko olbrzymy koysay si coraz 
senniej i coraz powolniej, i oderwane licie i szyszki leciay na ziemi, a melancholia, pena 
spokoju i odrtwienia, i pena rozdrganych, konajcych ech, ka, szmerw i trzaskw, 
rozlewaa si po lesie. 

Janka usiada na odwiecznym okopowisku, ktre kiedy, przed wiekami, za napadw 
ju nie wiadomo jakich nieprzyjaci, suyo za schronienie, bo zewszd otaczay je nieprzebyte 
bagna, dzisiaj w poowie wysche i pokryte lasami lub przemienione w pokady 
torfu. Wzgrze byo niewielkie, podobne do rozwalonej kopy siana i jakby ocembrowane 
wielkimi gazami piaskowca zwietrzaego, ktry wieci swoj biaoci niby ogromne popkane 
czerepy jakich olbrzymw, spord niskich krzakw jaowcw porastajcych 
wzgrze. Posche, popielate dziewanny stay sztywne i martwe, tylko u ziemi patrzyy 
oczyma ostatnich tych kwiatw. Okopowisko byo pene smtku i rumowisk dawno 
zmarego ycia, jakby zapomniane, umare cmentarzysko. Po wsiach szeptano, e tutaj 
straszy, e widywano w miesiczne noce cae gromady widm, e z prawej strony, gdzie 
sterczay wielkie granitowe gazy, obrose mchem, zwalone na kup bezadn i otoczone 
nieprzebytym gszczem cierni, malin dzikich i jeyn  otwieraa si ziemia do wntrza 
wzgrza, penego lochw, bogactw i dusz pokutujcych. 

Janka pooya si na szczycie na wielkich biaych gazach, lecych w uschych trawach 
niby kamienie grobowe, patrzya w niebo i zapominaa o wszystkim, przestawaa 
czu. 

Soce zachodzio; nisko, nad sam ziemi cigny si mgy i mroki, a las cay rozgorza 
w ogniach zachodu, sta jakby oblany miedzi stygnc, peen rdzawych blaskw, 
purpury i fioletu. Daleko, zza wzgrz, gdzie chowao si soce, buchay pomienie olbrzymimi 
supami, jakby ziemia palia si z tamtej strony i purpurow un okrwawiaa p 
wiata. 

Zwolna uny blady i zmniejszay si, pomaraczowe zorze przechodziy w tawy seledyn, 
zleway si z szarobkitnym tonem nieba na zachodzie i gwiazdy zaczy wykwita, 
gwiazdy, w tym pmroku i pwietle blade niby lilie; chd wieczorny wstawa z bagnisk, 
z wd, z gbin lenych i rozpociera si nad ziemi z mrokiem. 

Janka, z rkoma podwinitymi pod gow, leaa nieruchomie, wpatrujc si w gwiazdy 
wiecce wprost w oczy. Odpoczywaa i jakby niewiadomie pia z nieskoczonoci moc 
dalszego istnienia, i jakby si zdawaa na ask i nieask tych strasznych przestrzeni, w 

111 



ktre bya zapatrzona, tej przyrody konajcej i nocy, coraz mroczniejszy caun rozcigajcej 
nad ziemi. Zanurzaa si w ogromie i byy chwile, w ktrych czua, e jej dusz przenika 
jakie mrone tchnienie, jakby unicestwienie, e jej rolinne ycie zamiera i rozprzga 
si; e te wszystkie na p martwe korzenie drzew i traw, ten cay las, cisza, przestrzenie, 
mroki  przenikaj j na wskro i zaczynaj z niej wysysa ycie... 

Oprzytomniaa, bo wielkie stado wron zaczo zatacza nad ni olbrzymie koa. Opuszczay 
si coraz niej i niej, syszaa jakby przytumiony szum ich skrzyde; krzyczay cicho 
a tak zowrogo, e wzdrygna si ze strachu, ale nie poruszya si nawet. Opuciy si 
ju tak nisko, e czua na twarzy pd ich skrzyde i widziaa ostre, twarde dziby wycigajce 
si coraz drapieniej, okrge tawe oczy wieciy niby prchnic; dreszcz j 
przeszed, zdawao si jej, e ju tysice szpon i dzibw spado na ni ze wszystkich stron 
i zatopio si w jej ciele; ale nie moga si poruszy, leaa martwa, jakby zahipnotyzowana 
tysicami tych oczu, ktre weray si w ni z chciwoci, tym szumem skrzyde, tymi 
krtkimi, chrapliwymi krzykami, co j nakryway chmur zowrog; dopiero gdy kilka 
wron mielszych opado tu przy niej na ziemi i z podniesionymi skrzydami, z roziskrzonym 
wzrokiem podskakiwao do jej twarzy, zerwaa si na nogi; caa ta czarna banda rozbiega 
si na wszystkie strony, poobsiadaa drzewa i krakaa aonie z zawodu. Janka posza 
do domu prdko, bo w lesie bya ju pna noc. 

Ale gdy powrcia do mieszkania, gdy usiada w swoim pokoju, wybuchna niepowstrzymanym 
paczem zdenerwowania. Nie wiedziaa, co jej jest, dlaczego pacze, ale 
uspokoi si nie moga. 

 Panienko! laboga, co panience si stao? O Jezu miosierny, czego to kochane dziecitko 
pacze?  wyrzekaa nad ni cicho Janowa caujc j po rkach i nogach, i sama 
miaa zy aoci w oczach; a Janka uspokoi si nie moga, nie moga powstrzyma ez 
pyncych nieustannym potokiem i pakaa tak dugo i spazmatycznie, e Janowa ju nie 
wiedziaa, co robi: przynosia jej to wino, to ciastka, to herbaty, to gazety ostatnie, to wody, 
to wytara jej twarz spirytusem, zamiast kolosk wod, bo wicej w niego wierzya i 
wreszcie z paczem, ulegajc nieprzepartej sile sympatii i wspczucia macierzyskiego, 
zapominajc o tym, e jest tylko suc  usiada przy niej, wzia j wp i przycisna 
do swojej prostej, poczciwej piersi, i zacza najsodszymi nazwiskami i wyrazami mwi 
do niej, uspokaja, krzepi. 
 Dziecitko najsodsze, cruchno przenajmilsza, panienko kochana, ady nie pacz, 
ady nie martwij si, ady ze przeminie i Matka Przenajwitsza i Jezus kochany dadz ci 
tyle dobra i szczcia, e bdziesz go miaa jae po grdyk. Nie pacz, krlewno, nie 
pacz... bo wiat cakiem przeminie, ale miosierdzie boskie nie przeminie. 
Zaprowadzia j do ka, rozebraa, uoya i pookrywaa; chodzia koo niej na palcach 
i pozaatwiawszy wszystkie roboty w kuchni popiesznie, siada w progu na maym 
stoeczku z poczoch w rku i pilnowaa jej gbokiego snu spogldajc na ni z wiernoci 
i mioci psa. Oczy szkliy si jej zami, cigle gubia oczka, ale siedziaa odmawiajc 
dugie litanie na intencj Janki; zdawao si jej sercu, e to Anusia. Siedziaa tak dugo 
w noc, ale widzc, e Janka si nie budzi i pi rwno i mocno, posza do kuchni. Postawia 
zdjty ze ciany obraz Matki Boskiej Czstochowskiej na skrzynce i krzyem leaa przed 
nim, modlc si gorco za Jank i za swoj Anusi, a w kocu ju za jedn tylko, bo tak 
si jej zlay w sercu w jedno, e rozrni nie umiaa. 

112 



XVI 


Janka rano uczua si spokojna, wczorajszy pacz wyrwa z niej gorycz tych smutnych 
dni i zdenerwowania i przepeni jej serce rezygnacj smutku. 

Zaleska heliotropowym licikiem prosia o poyczenie nakry, bo ju dzisiaj z pewnoci 
mieli przyjecha do nich ci wyczekiwani bogaci kuzyni. Przybiega zreszt sama w 
pi minut po licie. 

 Od kilku dni wybieram si do pani. Mam znakomity projekt! Tylko, panno Janino, na 
mio Bosk, ani sowa nikomu, dobrze?  rzucia si na szyj i ucaowaa. 
 Sze par noy i widelcy, no, cae naczynie, razem z bielizn stoow. Mu po pensj 
jedzie do Warszawy, to kupi. Nie powie pani nikomu o tym projekcie? 
 Jeszcze nic nie wiem  odpowiedziaa dosy szorstko, bo ju j nudzia Zaleska. 
 Napisaam do kuzyna, aby si postara przenie musia do Warszawy, do Dyrekcji; 
to bardzo wpywowy czowiek, dla nas szczeglnie yczliwy  opucia gow na chwil.  
Ot, gdyby si tak stao, to mu mgby w godzinach pozabiurowych bra lekcje piewu. 
 Po co?  rzucia niechtnie i prawie z gniewem. 
 Panno Janino, on ma wspaniay gos, mgby zosta piewakiem, gdyby si tylko 
uczy, a ja tymczasem miaabym czas zdoby sobie rozgos. Wystpiabym najpierw w 
Towarzystwie Muzycznym, pniej urzdziliby mi koncert w ratuszu, zdobyabym rodki 
na ksztacenie si za granic. 
 Pani to mwi serio?  zapytaa porywczo, bo j zirytowaa ta gupia pewno powodzenia, 
ten optymizm wzgldem wiata, z ktrego ona wysza zdruzgotana rozczarowaniem. 
 Zupenie serio. C pani w tym widzi niemoebnego?  zapytaa zlkym gosem. 
 Prosz pani. Zupenie nie przecz, e pani ma talent  nie moga powstrzyma lekcewacego 
umiechu.  Ale eby w Warszawie, gdzie tyle swoich i obcych saw walczy 
cigle z sob o powodzenie, moga si pani wybi nad zwyk poprawno, w to trudno mi 
uwierzy. Zna pani przecie tamten wiat; wie pani o tych szalonych trudnociach, jakie 
trzeba przezwyciy, o tej cikiej, przewanie bezowocnej walce, jak trzeba toczy, 
nim si co zdobdzie  i pomimo to chce pani tam i! Bo zreszt, przypumy, e kuzyn 
 podkrelia to sowo  urzdzi pani koncert, ktry si powiedzie pod kadym wzgldem, 
bo kuzyn prawdopodobnie wie, jak bra si do tego, ale co pniej, co dalej? 
 Bd pracowaa, aby zdoby uznanie. 
 Nie tak bdzie, tylko tak, e m pani bdzie si wci uczy, a pani bdzie si mczya, 
mczya, mczya do mierci  powiedziaa gono i twardo. 
 By moe, ale przynajmniej bd si mczya wpord tego wiata, o jakim marz i 
bez ktrego ju bym duej nie wyya.  zy zaczy zalewa jej twarz.  Przecie pani 
wie, jakie ycie straszne tutaj, bez celu, tylko byle dzie przepchn, a przy tym my jestemy 
biedni, bo ta marna pensyjka musia zaledwie wystarcza dla niego i gdyby nie po113 



moc kuzyna, to je nie mielibymy co, a licz, e przy jakim takim powodzeniu jego na 
scenie a moim na estradzie, bdziemy mieli znacznie wicej dochodw i zreszt ju ten 
kuzyn nasz... 

 O, tak, bdziecie mieli skarby! o, tak, bdziecie mieszkali w jednym pokoju na 
czwartym pitrze i jadali raz na dwa dni obiady. Znam takie ycie, jadam t rozkosz, jak 
sztuka daje, tak apczywie, e a si udawilam. 
 Panno Janino, dlaczego dzisiaj pani tak mwi? Odbiera mi pani siy i wiar w przyszo 
 skarya si, cicho kajc. 
 Bo pani znam, jeste pani biednym ptaszkiem, ktry chce przelecie ocean i mwi: 
utoniesz, bo o ile mi si zdaje, m pani nie ma takiego gosu, z ktrego mona by co zrobi 
na scenie; jest to gos do saloniku w Bukowcu, bardzo dobry, ale nic wicej, jeden z 
miliona. al mi pani, a e mam pewne dowiadczenie, chciaam pani ostrzec, bez entuzjazmu, 
bez zudze i obson pokaza chciaam pani przyszo. 
 Dzikuj, dzikuj pani, ale pjd za przeznaczeniem, pjd  powiedziaa mocno, 
otara zy i nie egnajc si wysza. 
 Gupia g, wiat chce zdobywa i panowa mu!  szepna Janka ironicznie. Rozgniewao 
j to, e jaka gupia kobiecina marzy o tym samym, co ona niegdy i teraz. Nie, 
nie chciaa jej przyzna nawet talentu, chocia go czua w niej, bo co, niby zazdro, 
ostrymi szponami szarpao jej dusz. Zacza chodzi po mieszkaniu.  Tak, tak bywa na 
wiecie, jaka tam bdzie triumfowaa, zdobdzie wszystko, a ona?  mylaa  ona, co 
cae ycie woya w pragnienia i ktr urzeczywistnienie ich kosztowao ju tyle ez i rozczarowa, 
ona zostanie na tej ndznej prowincji, wyjdzie za m za tego chama! 
Odepchna gniewnie krzeso, ktre stao na jej drodze. Bdzie mu rodzia dzieci, chodzia 
koo gospodarstwa, bdzie ya w tym wiecie, ktry j w niedziel spoliczkowa; 
umiecha si bdzie do tej starej chopki, do tej swojej pani matki, ktra razem z jej suc 
chodzia kiedy na paszczyzn, bdzie mwia: ojcze! temu pijakowi wycierajcemu 
wszystkie karczmy okoliczne, bdzie on tego karczmarczyka, tego Grzesika! 

Pchna znowu jaki fotel, a polecia do przeciwlegej ciany.  Ona, ona! tak y musi, 
a dlaczego? po co? eby z kluczami u pasa, w przydeptanych trzewikach, chodzi po 
chlewach, pilnowa udojw, toczy walki ze sub, eby w niedziel jedzi do kocioa, 
czasem przyj u siebie ca t band gupcw i kretynw, to stado gsi i plotkarek i eby 
si wci paszczy, wci pilnowa wasnej duszy, wci sta na stray wasnej przeszoci, 
by aden jej odgos nie doszed tych poczciwcw, bo mgby jej kto w twarz rzuci: 
cyrkwka! dawna aktorka! I tak zmale, tak zdusi wasn dusz, wszystkie pragnienia 
szerszego ycia, wszystkie marzenia nie majce na celu jedynie koryta, tak znikczemnie, 
eby bez szemrania chodzi w jarzmie codziennego, przemarnego ycia! 

 To ja mam zrobi? ja mam tak y dalej? ja? Nie, nie, nie!...  woaa unoszc si, porwana 
buntem duszy czujcej wasne siy.  Nie! niech wiat si zapada, niech wszystko 
runie dokoa mnie, wszystko mi jedno, ja pjd tam, gdzie chc, y bd pen piersi, 
gdzie mi nikt nie powie: nie mona! nie wypada! nie wolno! 
Myli jej, jak przestraszone przez jastrzbia ptaki, rozbiegy si nagle z tego skupienia i 
zakbiy chaotycznie gmatwanin scen jakich, obrazw, przypomnie, barw, gosw, 
chwiaa si jej dusza porywana jakim potnym wichrem i leciaa w tamten wymarzony i 
podany wiat, peen soca, czynw i ycia szerokiego i swobodnego. 

Usiada i siedziaa dugo, rozmylajc zimno. 

 Tak, pjd do teatru, talent mam... musz go mie. Odbior swj posag, eby nie zazna 
znowu ndzy. Pjd do teatru.  Mwia sobie gono i przez mzg zaczy si jej 
114 



przewija sylwetki poznanych ludzi w Warszawie: tych niby artystw, ktrzy tworzyli teatr 
i tych ludzi, ktrzy tworzyli publiczno, i te wszystkie ndze, gupie, codzienne ich 
ycia szczegy, ktre teraz widziaa w ostrym, prawdziwym wietle; te ktnie nieustanne 
i intrygi, podostki, nikczemnoci, cae trzsawisko, pene bota moralnego, cay wiat histerykw, 
podych, zych, do ostatnich wkien, jakimi ich teraz zobaczya. A publiczno, 
te masy Zaleskich, Grzesikiewiczw, Babiskich, wierkoskich, te masy gupie, dzikie i 
barbarzyskie, ktre tylko w teatrze poszukuj eru dla stpionych nerww, podranienia, 
uciechy. 

 Bazny, manekiny i bydo... Nie, ju nic nie wiem!  szeptaa zgnbiona tym poznaniem 
i nie moga pozby si uczucia gbokiej odrazy i pogardy, jak j to uwiadomienie 
przejo do teatru; ale pomimo wszystkiego, postanowia, e wyjedzie. Wszystko jedno, co 
si stanie, byle si ju raz stao, byle stao si jak najprdzej, bo pragna wyjecha, nim 
Grzesikiewicz odway si zdoa na owiadczyny. O ojcu nie mylaa teraz, ale Andrzeja 
byo jej troch al, chocia sama nie wiedziaa dlaczego, czua si 
wobec niego jakby winna jakiego przestpstwa. 

I tak bya tymi projektami i mylami pochonita, e nazajutrz zrobia si szorstka i 
gwatowna w stosunkach z ludmi, a ze szczegln niechci traktowaa wierkoskiego, 
ktry stara si spotyka j na spacerach, przychodzi do nich codziennie po podniesieniu 
si z ka Orowskiego i przesiadywa wsplnie z Andrzejem cae wieczory, grajc w 
domino z Orowskim, bawic Jank swoimi dzikimi z psem sztukami albo skulony na 
krzele, zy, milcza cay wieczr, skubic brod i widrujc tymi oczyma Grzesikiewicza. 


 Wie pani, zarobiem na kamieniach przez trzy miesice piset rubli  powiedzia raz 
w miejsce powitania, drgajcym, rozbitym z radoci gosem. 
 A ile pan chce zarobi jeszcze?  zapytaa drwico. 
 Tysic, co najmniej, a moe by dwa!  umiechn si lubienie do tej sumy. 
 No, a pniej, na czym pan myli zarabia. 
 Na czym si tylko da. Bd kupowa od Grzesikiewiczw budulcowe drzewo i bd je 
dostawia do Warszawy wielkim zakadom ciesielskim. To pocztek, a pniej chc si 
wzi do handlu zboowego; w tym roku ydzi pozarabiali na nim ogromne pienidze, 
czemu ja nie miabym take zarobi, co? 
 Rzeczywicie, czemu! dlaczego i pan nie miaby zrobi majtku? 
 Bd go mia, zobaczy pani!  wsun rce w rkawy i patrzy na ni z jak dzik, 
wilcz czuoci. 
 Rzuci pan wtedy sub na kolei. 
 Tak. 
 Powinien si pan wtedy oeni, eby te miliony nie pleniay w skrzyniach  powiedziaa 
wesoo, podsuwajc mu szklank herbaty. 
 Oeni si powinienem prdzej, oeni si nawet... mwi wolno i patrza jej w oczy 
bardzo czule i bardzo znaczco. 
 Oe si pan; ale naprawd co mnie to wszystko obchodzi?  powiedziaa bardzo impertynenckim 
tonem, bo j rozgnieway i zdenerwoway te te oczy, ktre cigle czua na 
swojej twarzy, jak jakie olizge, wstrtne pocaunki. 
Orowski, ktry sysza t rozmow, rozemia si na cae gardo spoza gazety. 

 wierk, dostae prztyczka w nos, co? trzymaje, bracie!  i mia si znowu. 
 Tak, dostaem i trzymam, tak!  i przez jakie pi minut pi piesznie herbat, dmucha 
w szklank, parzy sobie z popiechem usta, szczka zbami po szkle, kopa nie115 



znacznie lecego u ng psa i przez zby sycza cicho i jakby bezmylnie.  Tak, dostaem 
i trzymam, tak!  skoczy wreszcie i wyszed. 

 Bdzie ci jeszcze wszystko obchodzio, anioku, bdzie  szepta szarpany wciekoci 
i tak kopn psa, e Amis zlecia ze schodw.  Przypiuj ci te liczne zbeczki, Hipcio 
ci je powyrywa, zobaczysz! 
Nie przestawa jednak chodzi codziennie do nich. Przysya zajce, kuropatwy, ryby, 
ktre mu znosili jako gocice robotnicy kolejowi. Nie moga Janka odrzuca, bo zwyczaj 
taki panowa i na innych stacjach, tylko mu zawsze tak cierpko dzikowaa za te prezenty, 
e wierkoski: trzs si z gniewu, ale po kadym takim przysaniu czegokolwiek przychodzi, 
bo akn podzikowa. bo pomimo tej ostrej formy, sprawiay mu zadowolenie; 
tumaczy sobie, e poniewa przyjmuj, wic jest widziany dobrze. 

116 



XVII 


W kilka dni pniej przyjechaa Helena z mem z Warszawy. 

Woliski zaj si wyadowaniem z wagonw najrozmaitszych przedmiotw zakupionych 
w Warszawie, ktre adowano na oczekujce ju furmanki. 

Janka przywitaa radonie Helen, ale pomimo ich dawnej przyjani, te pi lat rozki 
przedzielay ich dusze. Obie byy dosy skryte i za dugo yy w odosobnieniu od siebie, 
aby teraz mogy si szybko porozumie, czuy si wobec siebie obco i dosy obojtnie. 

Helena bya jaka smutna. Rozmawiay urywanie, nie mogc trafi na przedmiot, ktry 
by je zaj i poczy. Dawna przyja bya tylko w pamici, ale nie byo jej w sercach. 
Spoglday na siebie ukradkowo i z zakopotaniem, a Janka nawet z pewnym blem 
uwiadamiaa sobie t obojtno wasn i staraa si wszelkimi sposobami wskrzesi 
dawne uczucia, ale nie bardzo jej usiowania zwyciay. Wywoay tylko ze strony Heleny 
rwnie sztuczn serdeczno i wymuszon, ktra co chwila gasa wyczerpana, i siedziay 
wtedy obok siebie, nie miejc spojrze w oczy, z upokorzeniem w duszach i milczc. 

Na stacji wekslowane wagony uderzyy z guchym szczkiem o siebie. Helena zerwaa 
si z krzesa z nerwowym, bezwiednym krzykiem. 

 Jeste zdenerwowana ogromnie! 
 Ach, wstydz si, ale ta droga tak mnie zdenerwowaa... no, mniejsza o mnie, mw mi 
o sobie... 
 C ci powiem?... Moja historia zamyka si w tym: cierpiaam i cierpi. 
 Szeroko bardzo okrelasz, tragicznie, ale to ju wada panien, e przesadzaj we 
wszystkim. Nie yycie, a ju przeklinacie ycie. 
 Ja nie przeklinam, mwi tylko: cierpiaam i cierpi. Dawno wysza za m? 
 Cztery lata temu. Ogromny kawa czasu. Mieszkalimy w Lubelskim, ale dla rozmaitych 
powodw musielimy si przenie w te strony, co prawda, zamiana niewietna, bo 
czujemy si dosy obco pomidzy ssiedztwem, ktre jest jakie smutne, zaabsorbowane 
kopotami, troch zaniedziae, wic prawie nie yjemy z nikim, jedynie ze Stabrowskimi, 
bo do nich najbliej. 
 Stabrowska?... ta literatka? 
 A tak, tak, powieciopisarka, nowelistka, poetka, publicystka, tysic i jeden jeszcze 
tytuw mona by jej da!  Zacza si mia. 
 Nie znam jej; jeden z moich znajomych pojecha niedawno do nich za nauczyciela do 
chopcw; musisz zna nazwisko: Gogowski, komediopisarz i nowelista. 
 Gogowski!... czekaj! by w Paryu przed piciu laty? 
 Doprawdy, e nie wiem, bo to czowiek, ktry jeli mwi, to zwykle nie o sobie, 
 Blondyn, ostre rysy, wichrowata czupryna, temperament ogromny!... Tak, pamitam i 
wtedy ju pisa dramaty, bo gralimy na Mont Parnasse jego jednoaktwk, w ktrej mia 
sam gra jedn z rl, ale w ostatniej chwili, zamiast wej na scen, uciek z teatru z tremy. 
117 



Pniej si tumaczy, e sztuka jest tak poda, i go moga publiczno zasypa kaloszami 
i obwiesi za idiotyzm. 

 To ten sam, byam przy wystawieniu jego sztuki w Warszawie, wygadywa podobnie. 
 Wic jest u Stabrowskich? Musimy odnowi znajomo. Znasz go dawno? 
 Kilka miesicy temu poznaam go w teatrze, nawet graam ma rolk w jego sztuce. 
 Gdzie w teatrze? na amatorskiej scenie? 
 Nie, na prawdziwej scenie, chocia ogrdkowej. 
 Ty wystpowaa? Ty? ale to niemoebne. 
 Tak, byam aktork przez kilka miesicy. 
 Ale to niespodzianka dla mnie! nie, uwierzy nie mog; jak to, ojciec ci pozwoli i 
na scen? 
 Sama sobie pozwoliam, niestety. 
 I miaa tyle odwagi? i siy tyle? 
 Miaam, musiaam si zdoby na odwag, bo nie mogam ju duej y tutaj. Pomyl 
tylko, przypomnij sobie, e kada panna dochodzc do pewnego wieku obowizana jest 
wyj za m... 
 A tak, zdaje mi si, e to jest dosy naturalne  przerwaa Helena. 
 Nie o to mi chodzi, tylko e mog by panny, ktre nie chc szuka mw, nie chc 
urzdza polowa na wadcw i nie pragn pozosta wdzicznymi niewolnicami. 
 Nawet na to zgoda, tylko niech co innego robi i nie skar si na los swj. 
 Ot ja nie chciaam i za m, bo chciaam si powici sztuce  mwia Janka z 
zapaem, nie suchajc jej uwag dosy cierpkich.  Zreszt, mnie tutaj duszno i ciasno, nienawidz 
przymusu, kamstwa, konwenansw, pruderii, jakie panuj na prowincji. 
 A gdzie ich nie ma? 
 Nienawidz caej tej ludzkiej zgrai, tej trzody gryzcej si przy korycie, poza ktrym 
nic nie istnieje dla nich. 
 Aj! jak ostro i strasznie! By moe, e ta zgraja nie jest tak za ani nikczemna, tylko 
trzeba j obserwowa bez uprzedze; nie mwmy o tym, to temat do dyskusji obszerny 
bardzo, za obszerny!...  mwia umiechajc si pobaliwie.  Dugo bya w teatrze? 
 Przeszo trzy miesice!  zacza jej opowiada dosy gorczkowo smutne dzieje tych 
czasw. Helena suchaa z uwag i z ogromnym wspczuciem. 
 No, a teraz, co mylisz robi? 
 Stoj na rozdrou i nic nie wiem, co poczn naprawd, bo chocia postanowiam wrci 
do teatru, ale... 
Nie dokoczya, bo wszed Orowski z Woliskim i rozmowa staa si oglna. 

 Musicie nas pastwo odwiedzi koniecznie  mwi przy herbacie Woliski.  Chociaby 
dlatego, abym si mg pochwali swoim gospodarstwem. 
 Ja to, przysigam Bogu, nie mog, bo musiabym bra urlop, ale Jania, jeli zechce, to 
moe wkrtce wpa do pastwa. 
 Przyjedziesz, Janiu, co? 
 Przyjad, potrzebuj chociaby przez chwil odetchn innym, wieym powietrzem... 
 Dwr mamy obszerny, park pikny, lasy nie ustpuj tutejszym i w okolicy bardzo 
duo przystojnej modziey. 
 Ostatni warunek, jak dla mnie, nie ma znaczenia. 
 Nie wyrzekaj si tak stanowczo, Janiu! 
118 



 Tak, tak, przysigam Bogu!  powiedzia Orowski przez zby, pocign brod 
gwatownie i zaci gniewnie usta. 
Helena umilka, Janka patrzya w lamp zamylona, a Woliski szeroko opowiada o 
gospodarstwie i ulepszeniach, jakie zamierza wprowadzi u siebie. 
Przyjecha i Andrzej, ale ju od proga przeprosi za kostium niewaciwy. 

 Byem konno w miasteczku, wracajc al mi byo nie wstpi, tym bardziej, e cae 
dwa dni nie widziaem pani  usprawiedliwia si przed Jank. 
Poznajomia go. 

 Ach! to pan kupi Rozogi; mwili mi faktorowie, e jaki pan z Lubelskiego i przy 
tym kiwali gowami na rodzaj gospodarstwa, jakie tam pan podobno zaprowadza. 
 Tak, zaprowadzam gospodarstwo przemysowe, bo nie chc wyj z kijem i z torb, 
jak mj poprzednik. Ssiedzi troch podrwiwaj ze mnie, nazywaj ironicznie reformatorem, 
miej si razem z nimi i wszystko przeksztacam. 
 To s nieuniknione rzeczy; tak, a nawet jeszcze cisz walk i ja stoczyem, nawet 
z wasnym ojcem, ktry dopiero w roku przeszym si pogodzi z moim systemem, bo dostalimy 
zoty medal za nasienie buraczane i srebrny za opasy. Rozogi znam dobrze. Mj 
ojciec tam kiedy trzyma karczm i tam si chowaem  powiedzia zupenie szczerze, bez 
cienia afektacji. 
Woliscy spojrzeli zdumieni, a Orowski zmarszczy brwi i szarpn gwatownie brod. 

 Pozer  pomylaa Janka. 
 W Rozogach pierwsze porby kupowa. Tam z lasem bdzie okoo stu pidziesiciu 
wk, co? 
 Przeszo  odpowiedzia dosy chodno Woliski i spojrza na Andrzeja jako z gry, 
z paska; ten ojciec karczmarz, do ktrego si tak gono przyznawa, popsu mu humor. I 
ju do koca, do samego odjazdu, traktowa go z subteln pobaliwoci. 
 miej si z niego, ale rutyna zawsze si mieje z postpu  powiedzia Andrzej po 
ich odjedzie. 
 Pan, to ju dusz i ciao sprzeda gospodarstwu. 
 Ciao tak, ale dusz komu innemu  odpowiedzia patrzc si na Jank. Zacza mu 
zbyt prdko przysuwa herbat i tak niezrcznie, e szklanka zleciaa i rozbia si na miazg 
o posadzk. 
 To na szczcie tucze si szko  zawoa wesoo. 
 Ale na czyje? 
 Nie wiem, ale myl, e na tego, komu bya przysuwana herbata. 
 Jeli tak, to ja dodam jeszcze od siebie yczenia szczcia. 
 yczy mi pani... 
 Ja zawsze i wszystkim ycz, aby byli szczliwi  powiedziaa wymijajco. 
Orowski umiechn si nieznacznie i poklepa kolano Andrzeja, ktry rozpromieni si 
niby soce i tak wieci radoci, e Janka si zlka, bo pomylaa, e moe dzisiaj si 
zechce owiadczy. Nie odezwaa si i z namarszczon brwi, chodna i zimna, siedziaa 
dosy sztywno, nie spogldajc nawet na niego. 

Andrzej wyj z kieszeni papiery i rozoy je na stole. 

 Jeli to pani nie znudzi, to pokazabym pewne plany  prosi. 
 Owszem. Stawia pan co bdzie?  zapytaa obojtnie. 
 Nie, przerabiam ten nasz paac, bo zacznie si wali niedugo  mwi cicho i oczy 
jego mwiy, e to dla niej si robi. Przygldaa si z pocztku obojtnie planom, ale w 
kocu poczua dla niego wdziczno. Tak si pochyli nad planami, e jej puszyste wosy 
119 



musny mu twarz, rozczerwieni si i dotkn ustami jej rki spoczywajcej na planach; 
nie usuna jej, spojrzaa na niego przelotnie z jak subteln ironi i pytaa dalej o informacje. 


 To ogromny dom; mylaam, e tam znacznie mniej pokojw. 
 Tak, dla mnie to puszcza, w ktrej samotny gin. Jak pani uwaa, czy mj pomys 
przywrcenia go do dawnej wietnoci nie jest mieszny? 
 mieszny nie, uwaam tylko, e musi by bardzo kosztowny. 
 Bagatela, nie zrujnuje to nas!  powiedzia akcentem czowieka, dla ktrego kilka tysicy 
rubli niewiele znaczy. 
 Wierz...  powiedziaa przecigle, a pomylaa:  cham!  i odsuna si nieco od 
niego. 
 Nawet koszta nie s tak wielkie, bo wikszo mebli i sprztw tylko si odnowi; s, a 
raczej bd do uytku. 
 No i potrzeba, eby tam mia kto mieszka  wtrci Orowski, ktry podczas gdy 
ogldali, chodzi dokoa stou, z rkoma na grzbiecie i przypatrywa si obojgu z rnych 
stron i umiecha si z zadowolenia. 
 Przede wszystkim to  zawoa Andrzej z zapaem i znowu pochyli si, aby pocaowa 
j w rk; usuna tak spiesznie, e dotkn ustami stou, a ona zacia usta, eby nie 
rozemia mu si w oczy, bo mia dosy zabawn min. 
 Przecie i pastwa wystarczy na cay dom: pan, ojciec, mama...  cigna zoliwie. 
 Ojciec ani mama nigdy by w paacu nie mieszkali, prdzej by zgodzili si na obor. 
Niech si pani nie dziwi, cae prawie ycie mieszkali po karczmach, po szaasach lenych, 
po szopach owczarskich, wic ten paac ich oniemiela, robi na nich wraenie kocioa. 
Przyznam si pani, e i ja czuj si w nim nie bardzo swobodnie. 
 A odnawia pan, mebluje, przywraca mu dawn wietno! wic?... 
 To nie dla siebie... tak... przecie zawsze sam nie bd w nim mieszka, bo...  jka 
si zwijajc plany i gdyby nie obecno starego to byby powiedzia otwarcie, e dla niej 
odnawia, e tylko o niej myli, e j kocha jak zawsze i prosiby, aby zostaa jego on; ale 
Orowski chodzi uparcie. Janka odczua doskonale, co myli i miaa ochot powiedzie 
mu take, z gry, nimby on zdy wyzna jej sw mio:  Nie, nie pjd za pana, bo 
powracam do teatru:  ale pomimo takich chci, gdy odjeda, poegnaa go serdecznie, a 
pniej mylaa o nim ze wspczuciem. 
 Ten mnie kocha naprawd. Trudno, trzeba go tak trzyma, aby mi si nie zdy 
owiadczy przed wyjazdem.  Chciaa sobie oszczdzi przykroci. Po zachowaniu si 
ojca, ktry jej cigle wspomina Grzesikiewicza, po coraz sodszych oczach wierkoskiego, 
poznaa, e jeli ma wyjeda z domu, to trzeba to zrobi w jak najkrtszym czasie. 
Czua si zupenie zdrowa i zupenie zdecydowana do zerwania jarzma powtrnie. Przystpia 
zaraz do czynu. Napisaa obszerny list o wszystkim do Gogowskiego nadmieniajc, 
e ona moe wyjecha chociaby zaraz. Przytoczya przyczyny, jakie j zmuszaj do 
tego. 
Zakleia list i dopiero przysza kwestia, przez kogo list posa? Rocha nie chciaa uy, 
bo trzeba by powiedzie ojcu. 

 A ojciec! prawda! co on powie na mj wyjazd?  pomylaa.  Zgodzi si! Musi si 
zgodzi, by taki dobry dla mnie.  Uspokoia si. Zesza z listem na d, bo przez okno 
zobaczya gromad chopw na stacji. W korytarzu spotkaa Stasia. 
 Czy pan powraca z Kielc? Szkoda, e nie wiedziaam, bo mam may interes. 
 Nie, nie byem. Id od pani Osieckiej  odpowiedzia mikko. 
120 



 Panie zdrowe? 
 Panna Zosia zdrowa, dzikuj pani.  Zarumieni si.  Przesya ukony, ale pani 
Osieck spotkaa niemia przygoda, nie, to raczej wypadek. 
Janka drgna niespokojnie. 

 Mieszka u niej siostrzenica, melancholiczka, ktra cigle chce ucieka, ot, kilka dni 
temu, udao si jej wymkn z domu, to jest uciec. Pani Osiecka przestraszona, eby chora 
gdzie nie zabdzia, bo las i w nocy byo, czy nawet wieczorem  zamyli si  tak, wieczorem 
 pojechaa jej szuka, znalaza, zabraa na bryczk i powracaa t drog nad plan-
tem, wie pani? Pocig szed, ko si przestraszy wiate, huku i ponis. Uwaa pani, ponis 
w lesie! Bryczka si rozbia, a pani Osiecka szczliwie upada na krzak jaowca, tak 
mwi, a mnie si zdaje, e na ciernie i strasznie podrapaa sobie twarz. Ja nawet pewny jestem, 
e jaowiec nie mg tak podrapa, jest za mikki, tylko ciernie. Szczciem, e na 
tym si tylko skoczyo. 
 O, tak, bo mogo si skoczy gorzej. Nieche im pan ode mnie zoy sowa wspczucia 
i yczenie wyzdrowienia. 
Stasio, przejty wanoci swej misji, dzikowa bardzo powanie w Osieckiej imieniu. 
Janka sza do tej gromady, ale ju z daleka doszed j guchy pomruk kltw i zorzecze. 

 Zodziej! Powiada: weta chopy, zapac, co zechceta! Przywieliwa, a un oszukuje. 
 Prawda! Mnie powiada: nie chcesz za fur czterdzieci groszy, to j sobie zabierz. 
 Zabierz! a, juci! Ciarach zapowietrzony! Zabierz, a c to na barszcz bd kamienie 
gotowa, a moja praca, a wozisko, a konisko si tuko bez cay miesic, a teraz mwi: zabierz 
sobie! 
 Za pierwsze, to jucha zapaci po ludzku. 
 Dla zachty, mdry on kiej yd! Zapaci pierwej, a teraz nas krzywdzi. 
 Wzilita Marcin, to czegj pyskujeta! 
 A miaem robi co? Moe mu darmo dam kamienie abo je wezm do chaupy? 
 Oszukaniec, psiama! 
 cierwa! a to kiej pies si asi i skomla, coby mu tylko wozi! 
 Bez to on i teraz gryzie, nie bj si, Wawrzon, myla on co robi! 
 Ino go zdzieli konic po ty wilczy mordzie, niechby obaczy, co to oszukiwa. 
 Poganin zapowietrzony. Mwi, co ino ydy oszukuj, a to swj i pies taki... 
 Jaki on ta swj, obieywiat!... 
Leciay groby, wyrzekania, kltwy; pici si zacisny, oczy rzucay byskawice, twarze 
wieciy pospn, gron nienawici; skupili si, baty zaciskali w rkach, przestpowali 
z nogi na nog, drapali si w gow, spluwali i stali kup bezradn. 

Domylia si, e to o wierkoskim mowa. 
Posaa przez jednego z chopw list do Gogowskiego, a nazajutrz spotkawszy wierkoskiego 
zapytaa: 

 Skoczy pan ju z kamieniami? 
 Wczoraj wanie wypaciem ju chopom za ostatnie fury. 
 Syszaam. Chopi bogosawili panu i wydawali si bardzo zadowoleni... bardzo. 
 Bardzo naturalne, pac co do grosza, co si komu naley... 
 O, to szlachetnie, bardzo szlachetnie...  mwia drwico. 
Podnis szybko na ni oczy, pociemniaa mu twarz, usta drgny nerwowo i rzek cicho: 


 Pani myli, e ich oszukaem, okradem; nie, sowo, e nie. 
121 



 Ja nic nie mwi i nie myl, co pan robi, bo mnie to absolutnie nic nie obchodzi.  
Skina mu pogardliwie gow i poszedszy do domu opowiedziaa ojcu o wszystkim. 
Orowski si nie zdziwi. 

 Znam go dobrze, to gupi i zy czowiek. Ile on mi ju wprost ajdackich propozycji 
robi! to wstyd mwi o tym. 
 Moe ojciec ktrego dnia pojedzie ze mn do Kielc? 
 Nie mog, przysigam Bogu, nie mog. Popro Zaleskiej, niech jedzie z tob. Czy 
chcesz co kupowa? 
 Tak, jak ojciec wie, prawie nie mam garderoby i bielizny. Wszystko trzeba kupi. 
Wszystko, co byo, wyprzedaam. 
 Nieciekawym gdzie!  krzykn ze zoci, ale uspokoi si prdko, pocaowa j w 
czoo dosy szorstko i mikkim, agodnym gosem powiedzia:  Ile chcesz pienidzy? 
 Sama nie wiem, ale dosy wyda bdzie trzeba, bo wszystkiego po trochu naleaoby 
kupi.  Mwia niemiao i pocignita jego pocaunkiem, pochylia mu si do rki; uj 
j wp i pocign do swojego pokoju, posadzi w swoim fotelu. 
 Dlaczego po trochu? Obstaluj kompletn wypraw, tak, jak tylko zechcesz, przecie 
nas sta na to, eby si pniej nie wstydzi przed obcymi. Myl, e w Kielcach nie dostaniesz 
wszystkiego, jed do Warszawy. Czytaem w ogoszeniach, zaraz ci poka.  
Wyj z biurka kilkanacie cennikw rozmaitych magazynw.  Przegldaem to latem, 
zobacz, s tu wymienione najrozmaitsze przedmioty.  Usiad przy niej i zacz jej pokazywa 
cenniki i miejsca w nich pozakrelane czerwonym owkiem; byy tam podznaczone 
najdrobniejsze nawet przedmioty. Jank takie gwatowne rozczulenie chwycio widzc 
te gbokie dowody jego mioci, e zy pocieky z jej oczu. 
 Jaki ojciec dobry, jaki dobry!  szeptaa caujc mu gorco rce. 
 Cicho! bo sobie pjd, przysigam Bogu  wykrzykiwa wyrywajc rce i zacz chodzi 
po pokoju wielkimi krokami, rzuca ramionami, chwyta brod zbami i oczy mu 
wieciy dziwnym wiatem rozradowania. Siedziaa z tymi cennikami w rku i patrzya si 
zazawionymi oczyma na niego, a on coraz to przystawa, gadzi brod, bra jej gow w 
rce, przechyla j do wiata, caowa w czoo i szepta: 
 Janka! a co? Janka! Faramuszki reszta! a co! Janka!  i chodzi znowu, by szczliwy 
i pewny, e ona ju zdecydowaa si i za Grzesikiewicza. 
Da jej tysic rubli i wsadzajc do wagonu na drugi dzie, jeszcze zaleca, eby nie 
oszczdzaa go i kupowaa co najlepsze. 
Janka wiedziaa dlaczego taki hojny i rozradowany, ale nie wyprowadzaa go z bdu, 
chocia czynia sobie wyrzuty, e go oszukuje niejako. Miaa mu powiedzie wszystko dopiero 
w chwili wyjazdu bez przygotowa, eby zaraz wyjecha i nie da mu czasu do protestowania. 
Baa si, ukrywaa t obaw na dnie serca, ale j czekaa ta niedaleka chwila i 
mrozia niedobrymi przeczuciami. 

122 



XVIII 


Mylaa o tym ca drog swobodnie, bo Zaleska, ktra z ni jechaa, bya take w jakim 
dziwnym usposobieniu, oczy miaa czerwone od ez, bardzo zmczon twarz i milczaa 
cigle, zaledwie odpowiadajc na zapytania. Dopiero w Kielcach, w magazynach, 
wobec tysicznych drobiazgw tualety kobiecej, wobec materiaw modnych, oywia si, 
zapomniaa o wasnym udrczeniu i rozkoszowaa si nieskoczonym wybieraniem fasonw, 
kolorw i gatunkw i chciaa t rozkoszn chwil przedua do nieskoczonoci, bo 
Janka prdko si decydowaa i bystro si orientowaa we wszystkim. 

 Namylmy si, zastanwmy si, panno Janino!  szeptaa przy kadym przedmiocie. 
 Bior, prosz pakowa!  odpowiedziaa Janka troch niecierpliwie. 
 Wolniej, nie tak prdko, trzeba dobrze obejrze!  mwia z alem Zaleska i z rozkosz 
zanurzaa rce po okcie w koronkach, jedwabiach, a choby tylko w doskonaych 
ptnach, tracia wprost gow, przegldaa materiay pod soce, okrcaa si nimi, przegldaa 
w lustrach, pytaa si wszystkich, czy jej do twarzy! Z wielk przykroci skoczyy 
zakupy i umawianie si z modniarkami. Janka bya zmczona i znudzona, a Zaleska 
trzsa si w zdenerwowaniu. 
Poniewa miay jeszcze ze dwie godziny czasu do pocigu, Janka zaproponowaa, eby 
pj na obiad do znajomego jej hotelu. 
Zaleska energicznie zaprotestowaa. 

 Nie wypada, jake, dwie same, mode kobiety pjd do restauracji, nie mona. Co by 
sobie ludzie pomyleli o nas? 
 e nam si je chce i przyszymy je  odpowiedziaa troch szorstko. 
 Ja za nic w wiecie nie weszabym bez musia do restauracji. 
 No, to chodmy do cukierni, na kaw z ciasteczkami!  powiedziaa z przyciskiem. 
Weszy do cukierni w rynku, w jakim kciku, z dala od okna usiady. 
Janka spostrzega przy drzwiach wywieszony ogromny, czerwony afisz, ogaszajcy, e 
towarzystwo artystw dramatycznych, pod dyrekcj Cabiskiego, w dniu dzisiejszym daje: 
Gniazdo rodzinne Sudermana, z pann Majkowsk w roli Magdy. 

Przegldaa afisz z dziwnym, nie dajcym si sformuowa wraeniem, zoonym z najsprzeczniejszych 
uczu. Przetara oczy, bo si jej to wydao niemoebne, e halucynuje na 
jawie, ale nie, afisz malinow plam odcina si od czarnego ta futryn drzwiowych, czytaa 
po raz drugi i znalaza te same szczegy. Obejrzaa si po cukierni zdumiona i przestraszona 
zarazem. 

Przy okrgym stole marmurowym, pod oknem wychodzcym na rynek, siedziao kilka 
osb. Janka zacza si im przypatrywa pilnie. Poznaa Cabisk, on dyrektora teatru, w 
ktrym bya latem. 

Cabiska siedziaa zadumana, wpatrzona w okno, rzucaa co czas jaki oczyma na zeszyt 
trzymany w rku, popijaa czekolad stojc przed ni i znowu patrzya. 
Janka poczua w sercu jaki zalew ciepa ogromnego. 

123 



Naprzeciw Cabiskiej siedzia chudy aktor, o adnej, mylcej twarzy, opuci si w 
krzele i bdzi bkitnymi oczyma po cukierni. 

 Pie!  mylaa Janka, coraz wicej zdumiona. Poznaa go, bo by to aktor grywajcy 
role charakterystyczno-dramatyczne, mia talent i duo rozmyla, by z tego wzgldu unikatem 
w teatrze. Obok niego siedziaa niemoda, wyrowana, wybielona i wyczerniona 
aktorka, ubrana z czysto aktorsk elegancj. Janka nie wiedziaa, co robi ze sob; serce 
bio jej gwatownie i takie wzruszenie j owadno, e nie odpowiadaa zupenie na szczebiot 
Zaleskiej. 
 Cae towarzystwo! moje towarzystwo! Majkowska na afiszu! a tutaj Cabiska! Rosiska! 
Pie!  mylaa z gwatownym uczuciem radoci. Zapomniaa o wszystkich ndzach, 
ktrych przyczyn byli wanie ci ludzie, siedzcy tam, tak obojtnie, zapomniaa o nienawici, 
jak czua do nich, tylko zapragna pomwi z nimi, zobaczy ich z bliska, odetchn 
powietrzem tamtego wiata, ktry pomimo wszystkiego, co w nim wycierpiaa, 
ukaza si teraz przed ni niby olniewajce, czarodziejskie widzenie. Chciaa podnie si, 
ale nogi si pod ni ugiy, brako jej si, drenie, dziwne drenie tremy, jak podczas 
pierwszego wystpu, zatrzso ni blem rozkosznym, zdobya si tylko na to, e zawoaa 
chopaka, aby jej poda afisz. 
Czytaa go z jak chciwoci niewypowiedzian. 

 Wszyscy moi! wszyscy z wyjtkiem kilku obcych nazwisk!  Czytaa go uwanie i 
przy kadym nazwisku wystpowaa jaka twarz z pamici, jaka scena, jaki gos lub frazes, 
ktry jej przypomina ca posta. 
 P. Niedzielski!  Czytaa to nazwisko po kilka razy, zanim uwiadomia sobie, kto to 
taki! dopiero wtedy oprzytomniaa.  I on tutaj! on!  Lodowaty powiew owion jej serce. 
Aktorzy zwrcili uwag na kobiety czytajce afisz, bo cukiernia bya prawie pusta. Cabiska 
odwrcia si leniwie od okna, ale spojrzawszy na Jank, wypucia z rk zeszyt, 
odstawia filiank i z wycignitymi rkoma, z gestem i postaw lady Makbet, sza do 
niej. 

 Panna Orowska! Na Boga! i pani si nie wita z nami! Panno Janino!  Upada jej w 
ramiona i obcaowywaa z serdecznoci przesadn, pocigajc do okna. 
 To niespodzianka! Jake si pani miewa, nigdy bym si nie spodziewaa spotka z pani! 
 szeptaa Rosiska ciskajc jej rk i ciekawie j ogldajc. 
 Nie trzeba cieszy si niczym, dziwi si niczemu, bo wszystko jest moebne  rzek 
powanie Pie witajc si z ni i robic jej miejsce. 
 Co pani robi tutaj? co pani w ogle robi? A mymy pani ju opakiwali... 
 Naprawd! Glas nawet zbiera skadk na aobne naboestwo. 
 Mia si napi za co  wtrcia Janka zimno. 
 Pakaam, jak ma i dzieci kocham, pakaam dowiedziawszy si o wszystkim. Mj 
Boe, gdybymy mogy przeczu! ale to z pani determonistka. 
 Deterministka!  poprawi Pie. 
 Szkoda byo ez, chocia one niewiele kosztuj w teatrze, jak szkoda byo skadek, o 
ktre trudniej znacznie; pocieszam si tylko tym, e ez nie wylano za wiele, a do skadek 
brako chci i amatorw  odpowiedziaa Janka zimno i twardo, bo spotkawszy si z nimi 
poczua od razu gboki al do nich, dawne, niewypowiedziane urazy powrciy i zreszt 
znaa dobrze te komedianckie dusze. 
 Panno Janino, pani ma al do nas, a to niesusznie; stao si le, ale czy tylko z naszej 
winy? Czy mymy byli winni, e pani jeste inn kobiet, ni bywaj w teatrze, czy moglimy 
przewidzie, e pani tak na serio wszystko bierze do serca? 
124 



 Tak, zwyka historia, syci nigdy nie pojmuj i nie uwierz w gd, bo go nie rozumiej. 
 May! dwa koniaki dla pana sekretarza!  krzykn gruby, niski aktor ukazujc gow 
z ssiedniego pokoju; ale zobaczywszy oywienie pod oknem, przyszed z kijem bilardowym 
w rce, ktry kredowa. 
 Glas, nie poznajesz panny Janiny? 
 Panna Orowska, ta, co to mortus! Psia twarz. Pani yjesz? naprawd, pani yjesz?  
woa z komicznym patosem, dotykajc si jej rk. 
- yj! zy pastwa i intencje skadek na naboestwo za mnie uratoway mi ycie!... 

 No, no! psia twarz, to nie do uwierzenia. Przyjecha jeden kibic o Majkowsk, moe 
miesic temu, do Pocka jeszcze; pytaem si o pani, ale nic nie wiedzia. Niech no dyrektorowa 
postawi na t uroczysto butelk koniaku, skocz parti i przyjd! no, to chociaby 
wdek rzd i piw kilkanacie  doda ze miechem. 
 Pan si nic nie zmieni, ten sam humor zawsze  szepna Janka. 
 I ten sam zdrowy odek. 
 Witam pani, jake odeczek, to jest chciaem powiedzie zdrweczko, chocia to 
zupenie znaczy to samo  zagadn cichym, bolejcym gosem aktor podnoszc si od 
drugiego stolika, gdzie siedzia zaczytany. 
Janka witaa si, odpowiadaa na pytania, a wci przypatrywaa im si krytycznie. Nie 
moga zaprzesta tego, tylko z jak dziwn przyjemnoci stwierdzaa ich stan. Wydali si 
jej ndzni, wytarci niby achmany ludzkie; twarze mieli podobne do masek martwych, ruchy 
zmczone, spojrzenia niespokojne i apatyczne. Otoczyli j koem i znudzonymi gosami 
pytali spogldajc w okno na rynek lub poziewajc ukradkiem. 

Jedna tylko Cabiska z istotn ciekawoci wypytywaa si jej i ogldaa j. 

 Razowiec!  odezwaa si do aktora, ktry ostatni przyszed. Szepna mu co do 
ucha. 
 Dobrze, zaraz. Pie, pozwl na chwil, zaraz ci puszcz. 
Pie ociale si podnis i podszed. 
 Mj drogi, powiedz mi tylko jedno sowo: biay, co?  zapyta Razowca pokazujc 
mu jzyk. 
 Czarny! Nie nudziby ludzi swoim ozorem, bo to jest ju gupie. 
 Mj drogi, kiedy mi nikt prawdy powiedzie nie chce i lustra s wszdzie faszywe, 
ale jeli mi ty powiesz, uwierz; prawda, e jest biay i oboony plamami, bo czuj gorczk, 
ca noc nie spaem. No, powiedz. 
 Jzyk jest zupenie normalny, tylko ty jeste halucynant i skoczysz w Tworkach.  
Odwrci si od niego i usiad przy Jance. 

 I pani ju o teatrze nie myli? to niemoebne  mwia Cabiska.  Wie pani, cudowny 
pomys przyszed mi do gowy: angauj si pani do nas, na amantki. 
 Dlaczego taki awans gwatowny? w Warszawie marnej roli subretki nie chcielicie 
mi dawa. Doprawdy, e spotyka mnie zaszczyt nie zasuony. 
 Och, pani ma dobr i mciw pami, to czysto kobiece  wtrci Pie. 
 To chyba czysto ludzkie, e krzywdy si pamita. 
 Panno Janino, wszystko si wygadzi, wszystko, zobaczy pani. Moe pani pjdzie do 
nas, to pomwimy obszerniej, zobaczy pani swoj dawn uczennic. 
 Nie mog, za p godziny musz jecha na kolej  mwia stanowczo, ale ta propozycja 
niespodziewana uderzya jej do gowy niby mocne wino i rozmarzya j nieco. Siedziaa 
zadowolona, swobodna, bo pomimo e oni wszystko wiedzieli o niej, nie czua si 
125 



tam skrpowana ani zawstydzona. Patrzya na nich z pewnej wysokoci; nawet te ale, jakie 
si w niej rozbudziy, milky zwolna, tumione rozrzewnieniem i radoci, e widzi ich, 
e jest pomidzy nimi. 

Wpad zadyszany Cabiski, po ktrego posaa ona i ju od progu krzycza: 

 Co za go! co za go! Witam caym sercem i obu rkoma!  Ucaowa jej rk i z 
pewnym zdziwieniem patrzy na ni.  Doprawdy, e ledwie pani poznaj, tak si pani 
zmienia! bez komplementw powiem, e wyglda pani przelicznie! jak dzieci kocham, 
na bohaterk liryczn z pierwszorzdnej sceny! 
 May! dwa koniaki dla pana sekretarza  krzykn przez drzwi do bufetu Glas. 
Janka zacza si egna, bo Zaleska si ju niecierpliwia sama. 
 Pani na serio odjeda? mylaem, e chocia na przedstawieniu zostanie pani. Przenocowaaby 
pani u nas, nacieszylibymy si duej pani. 
 To ju chyba kiedy indziej, bo dzisiaj i to zaraz odjecha musz. 
 Odprowadzimy pani na kolej. 
 A, z przyjemnoci.  Posza do Zaleskiej. 
Aktorzy patrzyli na ni teraz z ciekawoci i jak bezwiedn admiracj, bo bya bardzo 
pikna i jej twarz dumna, wzrost, chd powany wyrniay j ogromnie i pocigay oczy. 
W drzwiach cukierni zetkna si z Niedzielskim, z Wadkiem. Spostrzega go z daleka, 
poblada, zacia dumnie usta i przesza obok, uderzajc go zimnym, pogardliwym wzrokiem, 
bo stan pode drzwiami z cylindrem w rku i zobaczywszy j nie wiedzia, co robi 
z sob. Powid za ni jakim mtnym, ogupiaym wzrokiem i znikn w cukierni. 

Do pocigu byo jeszcze minut kilkanacie, Zaleska zaja si ekspediowaniem sprawunkw, 
bo Cabiscy otoczyli Jank i bardzo gorco namawiali do powrotu na scen. 

 Daj pani role pierwszorzdne, jakie tylko pani zechce  mwi uroczycie dyrektor. 
 A Majkowska?  rzucia niepewnym gosem i chwiaa si nie wiedzc jak postpi. 
 Majkowska nie bdzie u nas. Pani nie wie, e si rozeszli z Topolskim? Topolski zaoy 
towarzystwo, ktre trwao cay miesic, po pierwszej gay rozlecieli si wszyscy. 
Przyjechaa wtedy Mela do nas, ale mamy ju jej dosy. Dam pani nie tylko jej repertuar, 
ale jej ga, sowo honoru. 
 To jest, obiecuje dyrektor paci  powiedziaa ironicznie. 
 Jak Boga kocham, jakie te kobiety s mciwe. Ot mog si zobowiza kontraktowo 
paci pani z gry. Jestem pewny bowiem, e za p roku bdzie pani najlepsz bohaterk 
na prowincji. 
 Mogaby pani mieszka z nami, bralibymy wiksze mieszkanie, to przypominaoby 
pani dom i ognisko rodzinne.  Janka umiechna si na wspomnienie ich rodzinnego 
ogniska. 
 Niech si pani zdecyduje, bdzie nas pani jeszcze bogosawi, a z tak amantk, jak 
pani, to mona by wzi si do wystawienia Szekspira i najnowszych sztuk repertuaru 
wielkich teatrw wiata; dokompletowabym towarzystwo, pozabiera innym najlepsze siy... 
 prosi Cabiski, rozgrzewa si wasnymi sowami, gadzi doni po wygolonej 
wieo twarzy i przedstawia przyszo w najpikniejszych barwach. Caowa j co chwila 
po rkach. Cabiska ze swej strony gorczkowo a serdecznie namawiaa. 
Janka nie moga powiedzie: nie, ale jeszcze nie moga powiedzie: tak! 

Lww, wedug projektu Gogowskiego, mg by dopiero za dwa miesice, ale tam role 
nie byy pewne, trzeba byo wywalczy stanowisko, a tutaj od razu stanowisko pierwszorzdne, 
mona by si prdko wybi, repertuar nieograniczony, a nawet byskaa jej mono 
zemsty na tych ludziach, ktrzy j tak niedawno jeszcze lekcewayli. Czua zawrt 

126 



gowy, tysice planw i projektw, tysice wtpliwoci i nadziei krzyoway si w niej i 
oszaamiay; ale dusza, ale instynkt rwa j w ten wiat, do tej przyszoci, jak ukazywa 
jej Cabiski. Zwolna tracia wszystko z oczu, co protestowao przeciwko angaowaniu si, 
zacza j przenika dawna gorczka teatru, pali j i wstrzsa. Zacz w jej mzgu wirowa 
cay wiat nowy, role wspaniae, brawa potne, publiczno, rozkosz grania i panowania 
nad tumami poczua w sercu. 

 Wic zgoda? Czuj, e pani nasza, prawda?  szepta niespokojnie Cabiski. 
 Nie, jeszcze nie wiem, musz si namyli, ale jelibym si zgodzia, to z jednym warunkiem!... 
to  zawahaa si, czy powiedzie go wyranie. 
 Rozumiem i zgoda  zawoa Cabiski domyliwszy si, e jej idzie o to, aby nie byo 
Wadka.  Majkowska wyjedzie, to natychmiast sprowadzam na jego miejsce Topolskiego. 
 Dzikuj  powiedziaa ciszej  w cigu tygodnia napisz stanowczo. 
 Czekamy z upragnieniem, uratuje pani teatr na prowincji!  zawoa patetycznie Cabiski. 
Pocig przyszed i drzwi otwierano na peron. Z pokoju pierwszej klasy wysza Majkowska, 
dawna nieprzyjacika Janki i jak gdyby nic pomidzy nimi nie zaszo, poznawszy 
Jank, z umiechem podesza wycigajc rk do powitania. 

 Co za spotkanie! Witam pani! serdecznie si ciesz, e... 
Janka schowaa swoj rk, spojrzaa na ni druzgocco, poegnaa si z Cabiskimi i 
przesza na peron. Majkowska niby skamieniaa zostaa na rodku sali. Cabiski postawi 
spiesznie konierz palta, wzi on pod rk i zemkn obawiajc si jakiego skandalu. 

 Ma zby ta Orowska  mrukna na podjedzie dyrektorowa. 
 Pi! pi! mocna kobieta, a adna! niech j kaczusie zdziobi, wprost zachwycajca. 
 Nie przewracaj tak oczyma, bo ci mog z zachwytu koem stan. 
 Nie bj si, Pepa, nie obawiaj si, prawnie polubiona maonko. 
127 



XIX 


Janka wracaa do domu pena triumfu i niepokoju zarazem. Ta blisko urzeczywistnienia 
si jej marze prawie j przeraaa, wolaaby, aby to dalej jeszcze byo; zreszt, tak na 
ni niespodzianie spado to spotkanie, propozycja, e j to wprawiao w niepokj niewytumaczony. 
W domu pokazywaa wszystko ojcu, co kupia, ale mwia mao, zajta mylami 
o teatrze. 

 Pierwsze role i to wszystko chociaby jutro!  Wyprostowaa si triumfalnie.  Ach, 
nareszcie bd wynagrodzona za wszystkie cierpienia! Nareszcie y zaczn naprawd, 
y szeroko!  Wicher energii podrywa jej wyobrani rozpalon, wiat znikn z oczu. 
Chciao si jej krzycze i piewa z rozradowania. 
Byaby caowaa w lesie drzewa, gdzie posza nazajutrz, Rocha, ktry myjc podog 
patrzy na ni baranimi oczyma, Janow, jak zwykle cich i gboko zaduman o swojej 
pani crce. Tylko wobec ojca ukrywaa rado, przywdziewaa na twarz mask spokoju i 
zwykej obojtnoci na wszystko, on jeden rzuci cie na jasne to jej zadowolenia, ale pozbya 
si tego myleniem o teatrze. 

Napisaa gwatowny list do Gogowskiego, w ktrym odwoywaa swoje projekty w poprzednim 
podane licie i radzia si, czy jecha do Cabiskich, chocia w istocie zrobi to 
ju postanowia. 

Gogowski odpisa, e dobrze robi jadc do Cabiskich. Obieca przyjecha przed jej 
wyjazdem, o ktrym prosi zawiadomienia, kiedy nastpi. Opisywa swoich chlebodawcw 
i wzmiankowa, e duej ni miesic nie wytrzyma u Stabrowskich. 

List by jaki wymuszony i smutny, czu w nim byo zniechcenie i nud. 

Ale Janka przyja jego tylko faktyczn stron, nie wczuwajc si w nastrj, bo za duo 
sama w tej chwili czua. 

Zrobia si teraz niezmiernie dobra i wesoa. 

Grzesikiewiczowi, ktry jednego dnia przywiz bukiet, tak gorco podzikowaa, tak 
mu ciskaa rk i tak przyjacielsko patrzya na niego, e Andrzej by uszczliwiony i 
chcia si zaraz owiadczy, tylko nie znalaz sposobnej chwili, bo cigle kto przeszkadza. 
Nawet wierkoski dostrzeg w niej zmian, bo bya tak dobra, kochajca wiat i ludzi, 
e o ile tylko moga, wylewaa na zewntrz to uczucie. 

Tylko Zaleska bya tym stanem zdumiona i z ciekawoci ledzia jej przygotowania. 

Orowski tylko nie odczuwa w niej adnej zmiany, bo sam by pogrony w dziwnej 
cichoci, jaka si w nim rozlewaa i tumia wszystkie myli i chci, ociaa go ogromnie. 
Nie poznawa sam siebie! On, ktry cigle musia by czynny, cigle musia co robi, 
przesiadywa teraz godzinami, zapatrzony tpym wzrokiem w wiat, widziany z okien 
swojej kancelarii, spenia sub automatycznie. Mia chwile nieraz uwiadomienia, ale te 
byy coraz rzadsze i coraz krcej trway, a wtedy zrywa si z miejsca, bieg na gr lub na 
peron i w poowie drogi zapomina, gdzie idzie, przystawa, tar sobie czoo i powraca 
siedzie bezmylnie u siebie. Napaday go okropne ble gowy, w ktrych traci prawie 

128 



przytomno i lea na sofce wpatrzony w jaki majak, ustawicznie rysujcy si przed nim 
w mgawym zarysie. Zrywa si z sofy jakby go chcc uchwyci, przekona si, e to nie 
zudzenie i pniej cichym gosem wymawia sobie wasne przywidzenia, kci si z sob 
i zapada w coraz wiksz ciemno. Prbowa czyta, aby sprawdzi si swego wzroku, 
bo myla chwilami, e olepnie, ale ten zarys jakiej istoty wci majaczy mu przed 
oczyma: raz by przed nim i tak blisko, e mg si go prawie dotkn  to widzia w jakiej 
dali, jakby w gbi byszczcej zwierciada, twarz czerwon, z du siwaw brod i z 
oczyma roziskrzonymi; to znowu ten kto sania mu si z boku i szepta do ucha, a si 
Orowski odwraca szybko lub, co czciej robi, sucha z gbokim przejciem, tak zupenie, 
jakby sucha zwierze crki lub ktrego z kolegw, kiwa gow potakujco lub zaprzecza 
i czsto wywizywaa si sprzeczka gwatowna i duga, ktr nieraz syszeli w 
drugim pokoju Sta i Zaleski. 

Orowski rozprzga si zwolna na dwie osobowoci. Stawao si to z pewnymi przerwami, 
bo byy dnie, w ktrych czu i myla jak najnormalniej, i wtedy uderzaa go przemiana 
Janki i gorczkowe przygotowania, ale si nic nie pyta, bo si obawia odpowiedzi, 
czu niejasno, e ona myli i szykuje si do odjazdu: utwierdziy go w tym mniemaniu kufry, 
jakie kupia w Kielcach, stojce w jej pokoju. Zreszt by tak podraniony, e wprost 
przeczuwa jak katastrof. Nieraz w nocy wstawa i szed zobaczy, czy ona jest jeszcze. 
Zapanowa pomidzy nimi jaki stan przymusu i podejrzliwoci. 

W kocu tygodnia Janka napisaa list do Cabiskiego wyznaczajc termin swojego 
przyjazdu i proszc, aby na pierwszy wystp moga zagra Mari w Doktorze Robin, 
ktr kiedy gra miaa, a odebran w ostatniej chwili dla Majkowskiej. 

Cabiski odpisa entuzjastycznie, donoszc, e ju role rozda do nauki, e zrobi 
wzmiank w miejscowej gazecie, i zaangaowa mod i niepospolit si dramatyczn, 
e Wadek wyjecha, a Majkowska bdzie tylko do dnia jej przyjazdu. 

Umocni j ten list, bo ju teraz miaa jasno okrelony cel, na ktrym koncentrowaa 
wszystkie myli i w ktrym czerpaa si. 

Chwila odjazdu si zbliaa. 

Kufry czekay zapakowane, wszystko byo gotowe, a ona teraz zacza jako zwleka z 
godziny na godzin, z pocigu do pocigu, bo przecie potrzeba byo powiedzie ojcu o 
wyjedzie; bya pewna, e si zgodzi, a jeliby nie!... to i tak czua, e ju si nie powstrzyma, 
e ju by nie moga po prostu  za wiele siebie woya w te plany i przygotowania, 
aby si moga bez cierpie wyrzec wszystkiego. 

Zaczynaa po kilka razy rozmow z ojcem, ale te sowa nie chciay jej przele przez 
gardo!  Odjedam!  mwiy jej oczy, a usta milczay; zacite niemiaoci. Pasowaa 
si z sob i nie bya w stanie zmusi si do powiedzenia tego prosto i szczerze, draa ze 
zniecierpliwienia, e si tak zwczy z odjazdem, a przez cae dnie i wieczory nie moga 
si zdoby na odwag. 

Zrobio si to w kocu samo prawie. 

W ostatni wieczr, siedzieli, jak zwykle, przy herbacie. Noc bya ciemna i ddysta, listopadowa 
noc, pena wichrw wyjcych w piecach i kominach, deszczu bbnicego po 
szybach, jkw po lesie i smutkw w caej przyrodzie. Przez szyby wciskao si zimno i 
wiatr, ktry chwia pomieniem lampy, jako ciemno poncej. Janowa miaa zaczerwienione 
oczy, wzdychaa ciko i snua si senna po mieszkaniu, nawet Roch odczuwa dzisiejszy 
nastrj, bo siedzia w kuchni pod kominem smutny i ilekro wiatr uderza silniej w 
las, a szumy i wisty zaczy si w nim odzywa przeraliwie, podnosi senne oczy na 
okno, egna si i znowu patrza w dogasajcy ogie. 

129 



Orowskiemu dokucza reumatyzm, wyciera nogi mrwczanym spirytusem, obwija je 
flanel i siedzia w fotelu, klnc co chwila po cichu. Przekrwionymi oczyma widrowa 
Jank, ktra nie moga usiedzie na miejscu, chodzia z pokoju do pokoju, gorczk i niecierpliwoci 
przepalana. 

Jutro postanowia jecha. 

 Jutro!  powtarzaa po tysic razy i po tysic razy chciaa ju powiedzie ojcu o wyjedzie, 
ale spotykaa si z jego oczyma, w ktrych tkwi bl, strach jaki i obd prawie, i 
siy j opuszczay, odkadaa jeszcze na pniej. Zimno jej byo, ciemno, straszno jako. 
Zdenerwowanie dochodzio do swego maksimum. Patrzya z trwog w wiat zadeszczony, 
baa si tych dziwnych cieniw, ktre dray pod sufitem i czaiy si pomidzy meblami, 
wreszcie posza do swojego pokoju, pootwieraa kufry, poogldaa je z tak uwag, jakby 
po raz pierwszy. 
 
Janowa! Rochu!  krzykn Orowski, zerwa si z fotelu i przestraszonymi oczyma 
wpi si w szyb, na ktrej rozpaszczy si zwabiony wiatem nietoperz i bi skrzydami 
nie mogc si utrzyma na niej. 
 
Janka wstrzsna si na ten gos, zerwaa si take i staa bezradnie. 
Orowski si uspokoi, upad znowu na dawne miejsce, spojrza na ni, bo drzwi byy 
otwarte i wprost nich staa, i zapyta spokojnie: 

 Szykujesz si do odjazdu? 
 
Tak  odpowiedziaa ze dreniem, postpia krok naprzd, jakby ku tej walce, ktra 
miaa si stoczy w tej chwili. Dreszcz j przeszed zimny. 
 
Patrzeli na siebie dugo. 
 Gdzie wyjedasz?  zapyta cicho i tak bezdwicznie, e drgna przestraszona. 
 Do teatru...  odpowiedziaa wolno i z trudem, bo jaki okropny spazm strachu dusi 
j, jaki lk zapcha jej gardo. Patrzya coraz bardziej strwoona na jego ziemist twarz i 
oczy biegajce po niej z uporczywoci idioty. 
Pocig przelatywa stacj z takim hukiem i omotem, e ciany si zatrzsy, a szko w 
kredensie zabrzczao, a potem zalega miertelna cisza w mieszkaniu. 

 Gdzie wyjedasz? do teatru? gdzie? 
 Do teatru... 
Znowu milczenie. Trbki drnicze zaczy gra na linii, wicher si wzmaga i bi w 
okna coraz silniej, i coraz wiksze szumy lasw przedzieray si smutnym jkiem i rozbrzmieway 
w tej zowrogiej ciszy mieszkania. 

Jego oczy zaczy si rozpala, rozkrwawia jeszcze bardziej, posiniae usta opady mu 
starczo, gow pochyli i trzs si cay, i mia wyraz takiej bezsilnoci, znkania, staroci, 
e postpia znowu krok, bo mylaa, e zleci z krzesa. 

Przetar oczy, wyprostowa si, potoczy oczyma po niej i po kufrach, jakby si budzi 
ze snu; wiadomo wszystkiego wracaa mu, a w niej serce zamierao z trwogi niewytumaczonej. 
Bya przedtem pewna, e ojciec bdzie si upiera, e wybuchnie caa jego 
gwatowno, e moe znowu j wypdzi, na to bya przygotowana, jak i bya zdecydowana, 
pomimo wanie takich przeszkd, zerwa z nim i odjecha; ale ten cichy, przejmujcy 
szept, to spojrzenie rozpaczliwe wpiy si ostrymi szponami w jej serce, zachwiay ni, 
zmciy jej wol, wytrciy z rwnowagi, tego si nie spodziewaa. 

 Jed... jed... jed...  zacz znowu mwi, ciko oddychajc, jakby kady wyraz 
wyrywa z kawakiem serca, z yciem razem, gos mu chrypia i rozpywa si po pokoju o 
jak smug blu niewypowiedzianego. 
130 



Nie odezwaa si, bo strach buchn z jej serca i obla pomieniem twarz i rce, obezprzytomni 
j, patrzya nie mogc mwi; wsta i poszed do swego pokoju, powracajc 
natychmiast z wielk szar kopert w rku. 

 Jed, masz tutaj wszystko, co tylko mam  i zaci wyjmowa i rzuca na st: listy 
zastawne, poyczki premiowe, arkusze kuponw, ksieczki czekowe.  Wszystko, co 
mam!...  wyj z pugilaresu wszystkie, jakie mia pienidze, z kieszeni drobn monet i 
skada na jedn kupk. 
 Masz, nie bdziesz cierpiaa ndzy, a mnie te pienidze ju na nic, mnie ju nic nie 
potrzeba.  Zaprzesta na chwil, odetchn gboko, zapatrzy si w jak gb i mwi 
dalej:  Nic mi ju nie potrzeba. Dyrekcja da na mj pogrzeb, nic mi nie potrzeba. Zostan 
sam, 
poo si zaraz i umr... umr... umr...  powtarza wolno, coraz wolniej, gowa zacza 
mu si trz... wypuci z rk kopert, podnis rce ku twarzy, poczerwienia i run. 
Zdya go jeszcze chwyci, nim upad na podog. 

 Ojcze! Ojcze!  jkna rozpaczliwie  Janowo, wody! 
 Cicho! cicho! cicho!... nie trzeba nic, to tylko chwilowo zrobio mi si niedobrze, rozepnij 
mi konierzyk. Dobrze, o, lej mi troch. Dobrze.  Napi si wody i spojrza na ni 
przytomnym, ale strasznie smutnym wzrokiem. 
 Jed, dziecko, nie wstrzymuj ci, bo wiem, e to dla ciebie szczcie. My starzy, my 
ojcowie czy matki, jestemy egoici, chcielibymy dzieci zawsze mie przy sobie. Jed, 
prosz ci o to. Ja tutaj sobie rad dam i chocia zostan sam... chocia ciebie... nie bdzie... 
chocia... Przysigam Bogu, e chc tego!  krzykn, uderzy pici w st i zamilk, 
zabrako mu ju si, opuci gow na piersi i nie mia si powstrzyma ez, ktre 
polay mu si z cz dwoma strumieniami. I nic ju nie mwi, tylko paka jak dziecko. 
A Janka, porwana jego boleci, przeniknita tymi zami, co paday na jej serce rozpalon 
law, uklka przed nim i obejmujc go w jaki ogromny ucisk mioci, zacza mu 
mwi: 

 Ojcze mj! Nie pojad. Zostan z tob. Daruj mi. Przebacz, nie wiedziaam, e ci 
sprawi bole tak. Nie zostawi ci samego, nie rozstaniemy si nigdy. Syszysz, ojcze, 
tylko mi przebacz  prosia i poblad miertelnie twarz podnosia do gry, jakby stamtd 
chciaa zaczerpn mocy do tego powicenia, ktre przechodzio jej siy.  Tak, nie pojad, 
zostan z tob, ojcze. 
 Janka!... Janiu!...  odpowiada, pochwyci j w ramiona i zacz gorco caowa, potem 
mwi bez zwizku, mia si nerwowo, chwyta zbami brod, nareszcie si uspokoi 
i obtar zy. 
 Moje dziecko, ja ci prosz, eby pojechaa. 
 Nie, mj ojcze, mwi stanowczo, e nie pojad. Nie pojad  powtrzya silnie, powstajc 
i zdawao si jej, e po tych sowach wiat si z ni zapada, e leci i przepada w 
jakich ciemnociach, e w niej wszystko obumiera, taka naga gusza opanowaa jej mzg 
i serce. Patrzya si na ojca spokojnie i raz jeszcze powtrzya z jak kamienn determinacj: 
 Nie pojad do teatru. 
Upada ciko na krzeso, nic ju nie wiedziaa, co si z ni dzieje. 
Orowski zerwa si z fotelu, oczy mu rozbysy dawn energi i wdzicznoci, upad 
przed ni na kolana i nim zdya mu wyrwa, obj jej nogi i caowa. 

 Dziecko moje drogie, dzieci moje!  szepta przejmujco. 
131 



Podniosa go i odprowadzia do krzesa, bo si chwia na nogach. Zuywaa wszystkie 
siy, eby by spokojn, eby wytrwa. Nalaa mu herbaty, podsuwaa wszystko, czego 
mg potrzebowa. 

 Wie ojciec, eby Grzesikiewicz chcia, to pjd za niego  powiedziaa umylnie, eby 
go ju zupenie uspokoi, e to, co mwia, potrafi dotrzyma.  Ojciec wtedy sub 
rzuci i zamieszka przy nas. 
 Rzuc sub, dobrze, ju mnie mczy wszystko, od pewnego czasu czuj si nawet 
saby, gowa mnie cigle boli  urwa i odwrci si gwatownie, zdawao mu si, e ten 
jego przeladowczy majak stan za nim, sysza najwyraniej szept jego, patrzy po pokoju. 
Janka widziaa ten ruch nie po raz pierwszy, ale go nie rozumiejc nie przywizywaa 
do wagi najmniejszej, zreszt w tej chwili nic nie rozumiaa, patrzya si w ojca i po cichu, 
odruchowo powtarzaa: 

 Nie pojad, zostan. Nie pojad, zostan...  i pier jej wzbieraa krzykiem buntu, ale 
siedziaa milczc w wielkiej ciszy, oguszona tym, co j spotkao, nie zdawaa sobie jeszcze 
sprawy dokadnie. 
Automatycznie odprowadzaa ojca do ka; biernie i bezmylnie przyjmowaa jego pocaunki 
i dzikczynienia, bezmylnie, si przyzwyczajenia, przeczytaa ostatni gazet, 
usiowaa si nawet zastanowi nad jakim modnym fasonem kapelusza, jaki zobaczya w 
Bluszczu. Wydaa Janowej dyspozycj na jutro, posprztaa sama ze stou, poustawiaa 
szko w kredensie, rozplota wosy, bo jej ciyy, poogldaa lufciki, czy s zamknite, 
wyjrzaa przez okno, przy ktrym staa chwil i nie widzc patrzya na zielone latarnie 
zwrotnic, i posza spa... 

Dopiero, gdy j ogarna ciemno i cisza, gdy myli moga zebra, a oczy nie uderzay 

o nic zewntrznego, ockna si nagle. Usiada na ku. 
 Nie bd w teatrze! Zostan w Bukowcu. Pjd za Grzesikiewicza!  powtarzaa gono 
i za kadym zdaniem, nowa fala uwiadomienia bia w jej mzg. Schwycia si za 
gow nagym, rozpaczliwym ruchem, jakby te sowa spaday na ni grami i rozbijay jej 
czaszk. Patrzya obkanym wzrokiem w jak prni, ktr zobaczya przed sob i staa 
tak chwil jak drzewo ju podpiowane, ktre dry jeszcze i chwieje si tylko koron, zanim 
runie martwe na ziemi. 
 Co to jest? kto mi to mwi? kto tego chce? dlaczego?  pytaa prdko i rzucia si na 
pokj gwatownym ruchem zwierzcia ranionego, zbierajcego wszystkie siy, aby uj 
przed mierci lub broni si do ostatka. Cay huragan buntu wybuchn i zakbi si w jej 
mzgu i sercu. 
 Nie, nie, nie! Tysic razy nie! Mnie miaby kto powstrzyma, zabra mi przyszo, 
nie pozwoli y! O, nie, nigdy; nie ma takiej mocy na ziemi, nie ma takich pt, ktrych 
bym nie zerwaa... 
 Ojciec!...  szepn jej gos jaki w gbi duszy.  Ojciec!  powtrzya przecigle, 
rozgldajc si, jakby chcc pozna, skd pochodzi ten gos. Zatrzsa si.  Nigdy, nikt, 
nawet ojciec mnie nie powstrzyma. Chc y, a tam jest dla mnie ycie, tam moje szczcie. 
W teatrze jest dla mnie wszystko, a tutaj, marno, wegetacja, konanie, niewola, 
wieczny gd duszy, wieczna mka! I ojciec chory!  szepn znowu ten gos surowo.  
Nikt si nie powici dla mnie, to ja nie bd, to moje prawo: y!  A obowizek?!...  
Obowizek!  zamiaa si sucho i urgliwie.  Obowizek! wielkie sowo, ktrego nikt 
nie wypenia. Ja jestem dla siebie najwaniejszym obowizkiem, o, tak!  rozpalaa si coraz 
wicej.  O, tak! c mnie powstrzyma? Drwi sobie z ludzi i ich sdw, poznaam do132 



sy ich podoci. Drwi sobie z opinii, wiem, kto j robi. Drwi sobie z przesdw, znam 
ich warto. C mnie powstrzyma?  zapytaa hardo, jakby caego wiata.  Sumienie!... 

 zadwiczao w jej mzgu ciko.  Lito, obowizek, sumienie!  Zachwiaa si, usiada 
na ku i przestraszonym, bdnym wzrokiem patrzya w ciemny gb pokoju, gdzie 
mrok grubym, nieprzeniknitym caunem pokrywa wszystko; oliwna lampka, palca si 
na przeciwlegej cianie przed obrazem Matki Boskiej, migaa zaledwie wiatem. Wydao 
si jej, e z tamtej gbi wyania si jaka potna i straszna posta, ktra mocnym, jakby 
pikowym gosem powtarza:  lito! obowizek! sumienie! 
 Wic ja mam powici siebie na stracenie?  pytaa na p przytomna, przyciszonym 
gosem rozpaczy. 
 Tak. 
 Wic mam pozosta tutaj na zawsze, zamkn si w tej ciasnej komrce ycia, wyrzec 
si wszelkiej myli o niezalenoci? 
 Tak. 
 Wic, jeli si powic, zaprzepaszcz, wyrzekn siebie i zgnij w tej codziennej ndzy, 
to bdzie: lito, sumienie i obowizek? 
 Tak. 
Janka upada na wznak na ko i jczaa z blu; burza wrzaa jej pod czaszk, burza 
rozrywaa jej serce, orkan najsprzeczniejszych myli i uczu targa ni i rzuca. 

 Nie  powiedziaa po chwili twardo, podnoszc si i zaciskajc mocno rce na piersiach. 
 Nie, pjd. Co bdby si stao, pjd. 
 Id! id! id!  zdawa si brzmie gos, podobny teraz do jku dzwonw pogrzebowych 
i bi w jej mzg okropnym rytmem; suchaa i zdawao si jej, e wszystkie ciany 
si otworzyy, e spod jej stp biegnie droga w wiat jasny, wesoy, umiechnity, e idzie 
t drog i spostrzega w poprzek trupa sinego ojca!  krzykna z przestrachu. Zacza biega 
po pokoju, myli si zmieszay jak to, po ktrej powia ostry wicher. 
 Jezus! Jezus! Jezus!  jczaa i taki okropny bl zakrci jej ca istnoci, e skowyczaa 
nieludzko i wpada w jakie omdlenie, w ktrym przestaa czu i myle, tylko bezmylnie 
patrzya na smugi wiata, wdzierajce si z peronu i miaa pod czaszk jak 
pustk i wielk gusz dookoa. 
Godziny szy za godzinami i niby krople sczyy si do nieskoczonoci; noc trzymaa 
wiat w objciu czarnym; noc, pena plusku, deszczu i wichrw, ktre wyy za oknami i 
zginay skrzypice aonie drzewa, i mocoway si z lasem. Jk drutw telegraficznych, 
podobny do aosnego, zmczonego pisku psw na acuchach, rozbrzmiewa po pokoju. 
Gosy nieznane nocy i ciemnoci skaryy si nad lasami, leciay niby skry, niby promieniowania 
gwiazd, poprzez ciemnoci, tony w ciemnociach i martwocie. Ziemia i noc 
zlay si w jedn bezksztatna bry, ktra zdawaa si drga przez sen, wzdycha wichrami 
i jazgota urgliwie. 

Janka leaa wci, burza w niej ucicha, przestaa si szamota; bya teraz jak ciki 
kloc drzewa, wyrzucony z gbi wd na piasek nadbrzeny, ktry tylko fale li chciwie, 
ale ju nie mog porwa na gbie i zatopi. 

Wszystko w niej przycicho, wyczerpao si, obumaro, jak wiat po orkanie byskawic i 
piorunw obumiera i przycicha, ale w powietrzu dry jeszcze groza, na ziemi le ruiny i 
jeszcze niekiedy piorun niemy przernie horyzont wstg ognist. 

 Zostan! zostan!  odpowiadaa gosem podobnym do jku konajcych.  Zostan!  
i prawie po raz ostatni pier si podniosa w kaniu.  Zostan!  powtarzaa uporczywie, 
czujc, e wszystko, co w niej yo, chciao, co mylao, zamiera, rozsypuje si i czy jak


133 



by z t straszn noc. Czua, e si rozwija niby pene wrzeciono ze wszystkich marze i 
pragnie, i e si sprowadza do jakiego pierwotnego stanu, w ktrym si nie pragnie niczego, 
na nic nie czeka, niczemu si nie raduje i jest si jak brzoza jesieni, bez lici i na 
p martwa, i tam si gnie, gdzie chc wichry, i tam pada, gdzie chc ludzie, i tak zamiera, 
jak chce ziemia martwiejca i wystyga. 

Uklka przed obrazem Matki Boskiej. 

KONIEC TOMU PIERWSZEGO 

134 



TOM II 



I 


 Przenios musia do Warszawy woaa ju od progu  Zalewska. 
 Bya pani w Warszawie? 
 Stamtd wracam, bo jak tylko mu zgodzi si na mj projekt, o ktrym wtedy mwiam 
pani, pojechaam do kuzyna i tak prosiam, a si zaj wszystkim i przeprowadzi szczliwie 
translokacj. Z pewnoci od Nowego Roku wyniesiemy si z Bukowca. Jestem szczliwa, 
bo moje marzenia zaczynaj si spenia: bd mieszka w Warszawie, bd wystpowa! 
Doprawdy, a mi si taczy chce z radoci. No, do widzenia, bo w domu jeszcze nie 
byam, musiowi powiedziaam na peronie i wpadam do pani. Czy pani chora, bo tak 
okropnie blada? 
 Zdrowa jestem zupenie, a jak teraz, ciesz si pani szczciem... 
 O, tak, jestem szczliwa! Boe, jake to daleko do Nowego Roku! Co, wyjeda pani 
gdzie? 
 Dlaczego pani pyta? 
 Te wielkie kufry... 
 Kupowaymy je razem w Kielcach, nie pamita pani? 
 Prawda! Zapomniaam. Boe! Jake jestem roztargniona. Czy to nie dzieci moje krzycz? 
 Przystana na rodku pokoju i suchaa chwil wrzaskw rozlegajcych si dononie. 
 Bawi si dzieci!  zauwaya cicho Janka podnoszc na ni oczy. 
 Panno Janino, wic pani nie wyjeda ju do teatru?  zapytaa biorc za klamk. 
 Nie. 
 Aha! rozumiem, owiadczy si pani Grzesikiewicz! No, niech si pani nie wypiera, nie 
uwierz. 
 Skd si pani wzio to przypuszczenie?  zapytaa ostrym, podniesionym gosem, ale 
ochona i ju agodnie dodaa:  Ma pani suszno, istotnie, wyjd prawdopodobnie za pana 
Andrzeja. 
 A to winszuj pani serdecznie, serdecznie. 
Chodno przyja jej yczenia i pocaunki, tak chodno, e Zaleska odczua to, popatrzya 
na ni jakby zalkniona i cicho wysza. 
A Janka z pewn gorycz mylaa o jej szczciu, ale ju nie zazdrocia, ju teraz nie 
umiaa nawet zazdroci, tak bya zrezygnowana. 
Napisaa zaraz dugi list do Gogowskiego i drugi do Cabiskich, odwoujcy swj przyjazd. 
Od tej nocy walki ze sob zmienia si ogromnie. Prbowaa si zobojtni na wszystko, 
zamkn serce i dusz dla wszystkich wrae zewntrznych, ale pod tym chodem tlao nieugaszone 
zarzewie, a pod t mask spokoju i rezygnacji ukrywaa si beznadziejno. Nie 
aowaa niczego, bo przecie wiadomie zdecydowaa si pozosta w Bukowcu, ale nurtowaa 
j coraz gbsza niech do otoczenia i jaki niesychanie subtelny al do wszystkich. 
Bya za moda, za silna fizycznie, za namitna, aby ta walka moga wyrwa z niej wszystkie 
pragnienia niezaspokojone; yy i rozwijay si w gbi niewiadomej; unicestwiaa je wol, 
ale to ciche mocowanie si byo mczce i bezpodne. Stawaa nieraz przy oknie i ponuro 
patrzya w wiat zaciskajc usta, aby nie krzykn, aby nie woa, e cierpi; bdzia oczyma 
po lasach biaawych od niegw, zimnych, mokrych, przejtych szarug jesieni pnej, po 

4 


stacji, jakby sennej, byszczcej olizgymi od wilgoci niciami szyn i dachami budynkw  i 
gdy paday deszcze lub niegi puchami pokryway ziemi, gdy wichry zimowe wistay po 
lasach, gdy szy dnie tak krtkie, e prawie poranek czy si ze zmrokiem i tak brudne jak 
achmany wytarzane po botach, i gdy lasy krzyczay i mocoway si z wichrami, i gdy nie 
byo ani nieba, ani ziemi, ani barw, ani wiate, tylko jedna plama migotaa przed jej oczyma i 
osnuwaa dusz pospn melancholi  przesiadywaa dnie cae w kuchni przed kominem, 
zapatrzona w ogie i nie mylaa nic, czua tylko jak zwierzc prawie przyjemno: ciepa 
i spokoju. Zreszt, patrzya miao w ycie, ktre j ujo w swoje jarzmo i nie miao nigdy 
puci, i widziaa bez trwogi, a nawet z jak dziwn przyjemnoci, e ono gnbi ludzi. Zobaczya 
po raz pierwszy, e otaczajcy j, pomimo braku szerszych myli i poda, jak mylaa, 
take cierpi; zaczynaa patrze i spostrzega w tych szarych, grubych twarzach przebyski 
dusz i zaczynaa wspczu z nimi. 

 Czy oni myleli kiedy? czy pragnli? czy miotay nimi burze?  zadawaa sobie pytania 
przypatrujc si ludziom. Nic nie moga wyczyta ze spowiaych i zatartych kart. Zatapiaa 
si znowu w sobie i z pewn rozkosz mylaa, e po latach i ona zapomni o teraniejszoci, 
e si wyzbdzie tego, co j tak dzisiaj unieszczliwia, e si tak dopasuje do tego jarzma, 
jak i wszyscy, e bdzie zupenie taka sama, jak te wszystkie modsze i starsze kobiety, ktrych 
rolinne prawie ycie pyno tak wolno i tak spokojnie, i ktrych oczy poza dom, dzieci, 
mw nie wybiegay. 
 Dobre takie ciche ycie, dobre!  mylaa i zaraz stwarzaa sobie obraz, i widziaa si on 
Grzesikiewicza, kobiet star, zajt dziemi i kopotami, i dwr krosnowski, i czua jak 
cisz w sobie i spokj wegetacyjnego ycia. 
 Dobrze!  i zapragna, aby Andrzej si jej owiadczy jak najprdzej, aby si to ju 
wszystko stao, co si sta miao. 

Pragna spokoju za jak bd cen. 

Ten przykry nastrj potgowa si jeszcze obaw o ojca, bo to wstrznienie le podziaao 

na jego mzg gubicy si w mrokach obdu. Okazywa jej pewn wdziczno, ale czua, e 
nie rozumia wielkoci ofiary. Oniemia jako, siadywa wieczory cae z gazet w rku, ktrej 
nie czyta i podejrzliwym wzrokiem cigle ledzi kty ciemne mieszkania, a nawet raz kaza 
pozapala wszystkie wiata w domu i chodzi po pokojach jak senny, przystawa, oglda si 
spiesznie, szepta z sob i gdy si pniej zamkn w swoim pokoju, syszaa rozmawiajcego 
pgosem. Coraz czciej teraz mwi my, a nawet jednego dnia kaza pooy przy obiedzie 
jedno nakrycie wicej. 

 Czy kto przyjdzie na obiad?  zapytaa zdziwiona. 
 Tak, Miecio zaraz tutaj bdzie. 
 Kto to taki? 
 Nie znasz? Ekspedytor nasz przecie...  nie skoczy, ukry gow w doniach i zamilk, 
siedzia tak dosy dugo, bo mia burz pod czaszk, przez chaos rozprzgajcej si myli 
byskay jakie sabe wkienka wiadomoci i jednoczenie zalewa go okropny strach przed 
szalestwem. Ta walka dwch odrbnie rozrastajcych si osobowoci, toczca si w jego 
organizmie, w pewnych chwilach przytomnoci przepeniaa go niewypowiedzianym lkiem. 
Ucieka wtedy z domu, chodzi po stacji, siedzia pod ramp magazynow, miesza si z 
ludmi, rozmawia, mia si z nimi, nie widzia wtedy adnych uchybie, tylko o ile mg, 
trzyma si ludzi, bo czu, e ich obecno wzmacnia go, e wtedy szalestwo jakby nie mogo 
si przedrze do niego przez wa zdrowych organizmw. 
Jednego dnia w pocztkach grudnia, w straszny dzie, bo deszcz ze niegiem pada od rana, 
przyjecha Grzesikiewicz, w zwykej porze, o zmierzchu, bo teraz przyjeda codziennie 
prawie, ale dzisiaj, zanim poszed na gr, wstpi do kancelarii. 

Orowski podnis si z sofki, na ktrej lea i widzc nieg przez okno, powiedzia: 

 Wygodnie nam tutaj, ciepo i zacisznie! 
5 


 Ale na dworze jest okropnie. Musiaem przyjecha powozem, eby nie zmokn. 
 Bye pan u Jani? 
 Pjd dopiero, musz u pana nabra nieco odwagi. 
 Dobrze wszystko bdzie, dobrze, co wiem o tym  zawoa wesoo, chwytajc brod zbami. 
 Czy naprawd  bo ju od kilku dni nie mog zdoby si na odwag. Id. 
Zawrci od drzwi i zapyta cicho: 
 A jeli bdzie: nie? 
 Ale rcz ci, e: tak  zawoa Orowski, wzi go w ramiona, ucaowa serdecznie.  
Id, owiadcz si, w karnawale si oenisz, no i basta. No id, nie marnuj czasu...  popchn 
go lekko ku drzwiom, ktre za nim zamkn i pooy si znowu na sofce. 

 Widzisz, smyku, mwie, e z tego maestwa nic nie bdzie  szepta drwico. 
 Zaczekaj! zobaczymy po lubie, jak odejd od otarza, zaczekaj...  odpowiedzia sobie, 
ale zupenie zmienionym gosem i gow trzs niedowierzajco. 
 Co mi gadasz! Przysigam Bogu, e jeli mwi, i wszystko si stanie, jak chc, to tak 
bdzie. 
 Nie zawsze, mj naczelniku, przekonae si ju, e na crk liczy nie mona. 
 Cicho! Janka jest najlepszym dzieckiem, przysigam Bogu, najlepszym. 
 Ho! ho! ho!  mia si cicho.  Najlepsza, a cae lato bujaa, a teraz chciaa odjecha! 
 Milcz!  krzykn i z wciekoci kopn nog w prni i rzuci si na pokj, ale sobowtr 
rozwia si, znikn; na prno zaglda pod sofk, pod stoy, szuka nawet w szufladach 
biurka i w maej kasie ogniotrwaej wmurowanej w cian; nie znalaz nikogo, ale tak by 
pewny, e tamten by przed chwil, e otworzy kasowe okienko i krzykn na Rocha chcc 
si spyta, czy kto nie szed przez korytarz. Roch si nie zjawi, a on posta chwil, skupiajc 
myli i poszed do Zaleskiego. 
Grzesikiewicz tymczasem, pomimo zapewnie Orowskiego, szed na gr z wielk obaw, 
bo sobie dokadnie uprzytomnia podobn chwil na wiosn, kiedy szed tak samo si 
owiadczy. Rozbiera si bardzo wolno w przedpokoju. 

 Jest panna Janina?  zapyta Rocha zdejmujcego mu palto. 
 Jest! a juci, gdzieby miaa by! Zaraz powiem panience, e janie pan przyjechali!... 
 Zaczekaj no  zawoa za nim.  Roch si zatrzyma.  Andrzej obciga surdut, zapina 
si, wciga rkawiczki, muska wsy, przyczesywa wosy i zwczy wejcie.  No, czeg 
stoisz?  zapyta. 
 A no, janie pan kazali czeka... 
 Tak, tak, chciaem ci da co, za rne usugi... tak, prawda...  Da mu trzy ruble, Roch 
pocaowa go w rk i chcia starym zwyczajem obj za nogi. 
 Gupi jeste, mj Rochu! no, ide ju sobie... Wszed wreszcie do saloniku. Zatrzyma 
si na rodku, zdj rkawiczki i niespokojnie patrzy na drzwi prowadzce do jadalnego pokoju. 
Niecierpliwo i obawa ryy si ustawicznie w jego spojrzeniu. owi uchem najdrobniejszy 
szelest i wzdryga si cay, chcia ju wyj, uciec i odoy wszystko na pniej, to 
znowu chcia, nie mogc ju wytrzyma, i do pokoju Janki, ale usiad i siedzia, sucha 
nawet z pewnym zajciem dwikw przymionych fortepianu Zaleskiej, ktra zacza gra 
zwyke, popoudniowe wiczenia. 
Wreszcie Janka przysza i witajc si poznaa po jego uroczystej twarzy, e to dzisiaj si 
rozstrzygnie. Wskazaa mu miejsce jakim sztywnym ruchem, poblada od wzruszenia chwilowego, 
bo zreszt bya zdecydowana przyj jego owiadczyny. 

 Pani wyglda dzisiaj nieco cierpice?  przerwa milczenie. 
 Migrena... nic wicej. 
 O tak, na takie straszne powietrze to nic dziwnego... 
 Nic dziwnego  odpowiedziaa jak echo. 
6 


 nieg, deszcz, wichura i zimno...  cign dalej, ale jzyk mu si plta, by wcieky na 
swoj niemiao, czu, e gada najgupsze banalnoci, a nie by w stanie powiedzie nic 
innego. 
 Tak, nieg, deszcz, wichura i zimno! Tak  powtrzya ciszej, odwracajc oczy do okna. 
A jemu chciao si uderzy gow w kant stou z gniewu na siebie. Patrzy na ni bagalnie, 
prosi spojrzeniem, eby mu uatwia wyjcie z tego zapltania, ale Janka z niedostrzegalnym 
umiechem w oczach udawaa, e nic nie rozumie. Targa rkawiczki, zapina i rozpina guziki 
surduta, zagryza ws i nie mg nic mwi mylc tylko z wciekoci, e moe go wemie 
za gupca i niedog. 

 Prawda, e jestem mieszny?  zawoa szorstko. 
 Nie, o nie  powiedziaa przecigle, ale w oczach migny iskierki ironii  widz tylko, 
e pan jaki nieswj, jakby zakopotany  dodaa. 
 Niech pani powie, ze jestem ogupiay niby baran zbkany. 
Rozemiaa si gono. 
 miejesz si pani ze mnie? 
 Bro Boe, porwnanie mnie to rozmieszyo, a raczej, rozemiaam si bez przyczyny. 
Podnis si, przystan przed ni na mgnienie i poszed do okna. 
 Bya pani dzisiaj na dworze? 
 Nie, za mokro i za zimno... 
 Prawda! 
 Wie pan, przypomina mi si rozmowa, jak mielimy w tym saloniku na wiosn  powiedziaa 
spokojnie i umylnie, aby powiedzia czego chce, bo zaczyna j niecierpliwi. 
Odwrci si szybko od okna, zblad, pociemniae oczy sypny mu iskrami. 

 Panno Janino... panno Janino... pani pamita? ale ja strasznie pamitam...  gos mu 
uwiz w gardle, obtar sobie czoo rkawem i uj j za rk. 
 Boj si, ale jeli i dzisiaj ma mi pani powiedzie: nie! to ju nie wytrzymam. Nie, ju 
nie jestem w stanie stumi mojej mioci!... kocham pani. Panno Janino... kocham pani... 
tak... Nie umiem tego lepiej okreli, nie umiem mwi, ale kocham pani!...  mwi prdko. 
 Kochaem zawsze. Pamita pani, kiedymy si spotkali po raz pierwszy? Jechaa pani z 
Kielc, na wakacje... Od tego czasu kocham pani i od tego czasu marzyem o tym, aby zostaa 
moj on. Pani mi nie mwi, nie odpowiada, nie sucha?... 
 Mw pan, sucham z radoci  odpowiedziaa mikko. 
 Sucha pani z radoci, wic si pani zgadza? Wic to prawda? Na Boga, niech pani mwi, 
bo oszalej  krzycza prawie, okrywajc jej rce pocaunkami  Wic chce pani zosta 
moj on? 
 Dobrze!  powiedziaa dobitnie. 
Andrzej si wyprostowa nagle, jakby oszoomiony jej sowami i patrzy prawie przestraszonym 
wzrokiem w jej oczy. 

 Pani powiedziaa, dobrze?  pyta nie wierzc uszom wasnym. 
 Powiedziaam. 
Usiad spokojnie, panowa ju nad sob zupenie, zacz mwi cichym gosem, bo rado 
roztrzsaa mu serce, dray mu rce i usta, oczy caoway jej twarz blad i pikn. 

 Wiem, e jestem tym, co si nazywa chamem; tak, jestem prosty czowiek, ale myl, e 
zasu na mio pani, przysigam, e zasu. Marzyem, e stworzymy rodzin wzorow, 
ktr ja bd podtrzymywa ramieniem, a pani bdzie rozwiecaa i ocieplaa uczuciem i inteligencj. 
Jestem olniony, e marzenia moje zaczynaj si spenia. Czowiek dziki, taki jakim 
ja jestem, potrzebuje kocha, musi kocha kobiet tak, jak pani! O, tak, ja w tej chwili 
patrzc na pani czuj dopiero, dlaczego jeste mi tak droga i niezbdna do ycia, bo kocham 
pani, bo kocham w pani pikno, inteligencj, kocham w pani kultur, dobro, subtelno; 
kocham w pani cay ten wiat nowy dla mnie i wyszy.  Zacz znowu caowa j po rkach, 
7 


mia szalon ch wzi j w ramiona, okry pocaunkami, przycisn do piersi i uciec z ni 
w jaki gszcz, z dala od ludzi! I mwi dugo, opowiada wiele, wyznawa swoje uczucia, 
swoje myli, swoje pragnienia. 

Janka suchaa, ale tkwio w niej cigle to uczucie, e jednak ten czowiek, ten przyszy jej 
m, jest dla niej zupenie obcy. Ale brzmienie jego niskiego gosu, serdeczne akcenta, mio 
ogromna, pocaunki, ta ufno .bezgraniczna, jak w niej pokada, zaczy przenika ciepem 
nieznanego uczucia jej wraliw natur, zaczyna zwolna wzrusza jej serce, jednak pomimo 
to, powiedziaa w kocu z ca samowiedz: 

 A jednak pan nie zna mojej przeszoci...  i czekaa z dziwnym uczuciem alu, ktry zacz 
przescza jej dusz, e skoro usyszy t odpowied, wyjdzie i nie wrci wicej. Patrzya 
na niego z jak niem prob, a powiedzie wszystko postanowia. 
 Przeszo pani! Mj Boe, to tylko pani obchodzi...  powiedzia prosto. 
 Powinnaby i pana obchodzi. 
 Nie, nie, nie! Nie da pani spowiedzi ode mnie, wic nie mam prawa chcie tego same-
go od pani. ycie nasze nie bdzie miao: wczoraj! Zaczyna si od dzisiaj i bdzie jutrem. 
Ach, jestem tak szczliwy, tak szczliwy! a jak si matka ucieszy! ona tak pani kocha! 
I znowu mwi z ogniem i bezadnoci zakochanych. 

Janka nie nalegaa, eby sucha jej spowiedzi, bya bardzo wdziczna, e nie chcia, teraz 
dopiero odczuwaa ca okropno swojego wyznania. Nie, nie powinien nikt wiedzie, nie, i 
ca dusz zacza sucha jego wynurze, przytakiwa mu, umiecha si, dawaa si porywa 
jego mioci i tak szybko swoj wraliw, aktorsk natur wesza znowu w now dla siebie 
rol, i tak si ni przeja, e bez udawania i przymusu, a z wielk przyjemnoci, graa 
rol kochanej i kochajcej narzeczonej. Sprawio jej to ogromn ulg, zapomniaa prawie o 
przeszoci, miaa si gono i tak swobodnie, e Orowski, ktry wkrtce nadszed, usyszawszy 
ten miech, zobaczywszy twarz rozjanion Andrzeja zrozumia, e wszystko skoczyo 
si dobrze. 

 No, moje dzieci, bdcie szczliwi, bdcie szczliwi  szepta caujc ich serdecznie. 
 Podobasz mi si, Jdrek, podobasz, przysigam Bogu; co za chop! co za zi! h! h  i 
klepa go, bra w ramiona i caowa z serdecznoci. 
Wesoy nastrj ogarn wszystkich.  Ju to i adny, i dobry menszczyzna, ju on pani na 
rkach nosi bdzie, ju tam pani chyba ptasiego mleka braknie!  szeptaa Janowa do Janki i 
dodawaa:  eby to moja pani crka takiego ma dostaa! to ju bym piechty sza do Czstochowy 
i wszystkie pitki suszya. 

Janka si miaa z jej ycze, ale nie chciaa myle o tym przyszym yciu; tak bya podniecona 
t wspln wesooci, e pobiega do Zaleskiej, aby jej powiedzie o wszystkim, ale 
zobaczywszy j grajc najspokojniej w pokoju prawie ciemnym i zimnym, ochoda. Zamienia 
kilka sw i powrcia do domu. 

Wieczorem, kiedy siedzieli przy kolacji, przyszed wierkoski i rycho z twarzy i rozmowy 
dowiedzia si o wszystkim. W pierwszej chwili oniemia prawie, oczy mu zamigotay zowrogo, 
ale siedzia, jak zwykle, zgarbiony, z rkoma w rkawach, tylko oczy biegay mu po 
twarzach Janki i Andrzeja, a nog przydeptywa ze zoci ogon Amisa, a ten ze skowytem 
wyrwa si i uciek do kuchni. 

Nikt nie zwraca uwagi na niego. Janka podawaa mu herbat patrzc na Andrzeja i rozmawiaa 
tylko z nim. 

wierkoski siedzia jak na torturach, chwyta oczyma ich spojrzenia i gryz a do krwi 
wargi, eby nie krzycze z alu, jaki mu zakrci wntrznoci. Wydao mu si, e jak Amis z 
kuchni na niego, tak on na nich patrzy akomym wzrokiem, z jakiej gbi, e nikt tego nawet 
nie spostrzega i taka mocna, straszna zazdro i bl cisny mu dusz, e bezwiednie prawie 

8 


ugryz szklank, z ktrej pi herbat, szko rozprysno si w kawaki, a z ust pokaleczonych 
popyna krew. 

Co si panu stao? Szklanka w rku pka? 

 W zbach! To nic  mrukn obcierajc usta chusteczk. 
 Zgryze pan kamienie, a teraz bierzesz si do szka, jest w tym postp i metoda. 
 Zgryz i twardsze rzeczy, panie dziedzicu  odpowiedzia wyszczerzajc swoje wilcze 
zby z umiechem. Krew pyna mu obficie z warg, podnis si i z chusteczk przy ustach 
szepn gucho, nie patrzc na nikogo: 
 Musz ju i, a pastwo przyjmijcie ode mnie szczere yczenia na nowe ycie, szczere. 
 Dzikujemy. e si pan, to pan zobaczy, jak przyjemnie odbiera podobne yczenia. 
 Poczekam jeszcze... poczekam  szepn wolno i powlk tak dziwnym spojrzeniem po 
Jance, e podniosa gow i zadraa z jakiej trwogi, umiech zgas na jej twarzy; patrzya si 
chwil w jego te oczy nic nie rozumiejc. 
 Ale w kadym razie, my zapraszamy si z gry na paskie wesele. 
 Taki zaszczyt!... czybym mg na serio marzy, aby ja, urzdniczyna, mg goci dziedzica 
dobrodzieja; nie, nie miabym prosi, nie godnym takiego zaszczytu...  szepta, ukoni 
si od progu i wyszed. 
9 


II 


wierkoski stan przed stacj pod cian, bo wszystko w nim zakotowao i rwao mu 
mzg i wntrznoci blem. Sta tak dugo, przycinity do tej ciany, z rkoma w rkawach, 
zgarbiony, nie zwaajc na zimno, na przemarznity suchy nieg bijcy mu w oczy, pies 
skomla z zimna i tuli mu si do ng; nie zwaa na niego, pochonity tym strasznym alem 
ciskajcym mu dusz jakby obrcz. Zatapia tawe, o fosforycznych blaskach renice w 
ciemne przestrzenie, z ktrych zaczy wyania si blade gwiazdy, bo mrz ciska ziemi, to 
w las, okryty niegiem, przygity, biay, jakby zasuchany w cisz, jaka zapanowaa  i jcza 
przez zacinite zby. Poczu teraz, e kocha Jank, e nie tylko mu al posagu, ale i jej... 

Porwa si gwatownie, bo taka dzika, wcieka zo nim zatrzsa, e dra cay, a palce 
kurczyy mu si i zakrzywiay niby szpony; byby chwyci, gdyby mg, Andrzeja za gardo i 
dar go paznokciami. Nie poszed do domu, tylko namyliwszy si ruszy do Osieckiej, ale 
przechodzc obok koni Andrzeja, stojcych na podjedzie, nie mg powstrzyma si i uderzy 
z caej siy licowego pici w brzuch: zdawao mu si, e uderzy Grzesikiewicza. Ko 
porwa si zestraszony i skoczy z powozem w bok gwatownie; drzemicy na kole stangret, 
poderwany tym ruchem, wypad na ziemi, a konie poszy w las. wierkoski znikn w lesie. 

 Poczekam, chamciu! poczekam!  myla szczkajc zbami z wciekoci i a przystawa, 
bo zo tamowaa mu oddech i takim nastrojem napeniaa caego, e prawie traci 
przytomno. Zgarbi si i pocz wy przecigle, aby sobie uly. Amis mu wtrowa tak 
gono, e psy drnicze przy pierwszych domkach skomlay przeraliwie i szczekay, a on 
wy wci, a po lesie leciay takie echa, jakby cae stado zgodniaych wilkw wyo. 
 Poczekam! Hipcio czeka umie!...  i eby jeszcze energiczniej wyrazi zo swoj i 
mio, i nienawi, zacz strzela z rewolweru w las; strzela, bo ten huk, zapach prochu, 
urwane smugi strzaw, byskajce w ciemnoci, sprawiay mu rozkosz, uspokajay go. 
Gdy przyszed do Zacisza, by ju zupenym panem siebie. 

Zasta Osieck w jadalnym pokoju przy stole. Zosia nalewaa herbat, Sta siedzia i niby 
zahipnotyzowany wpatrywa si w ni. Tola, jak zwykle, sztywna i martwa siedziaa na 
swoim miejscu wpatrzona w lamp. Bya jeszcze jaka nieznajoma moda kobieta, o schorowanej 
twarzy, siedzca w fotelu, oboona poduszkami. 

wierkoski przywita si i zaraz szepn Osieckiej, e ma pilny interes. 

 C takiego? Przestraszasz mnie pan zowieszcz min!  zapytaa, gdy si znaleli w 
ssiednim pokoju. 
 Grzesik owiadczy si dzisiaj i zosta przyjty. 
 Gupiec. To naturalne, e zosta przyjty, ona by wysza za tragarza, byleby j tylko ten 
tragarz chcia. 
 Przesadza pani!  szepn; dotkno go to niemile. 
 Pan mi wierz. 
 Wierz, bardzo wierz, ale pomimo tego, a moe dlatego, oni si pobior... 
 Rcz panu, e nie. Zarczyny to nie lub. W tej. chwili jad do Gbiskiej, ju ona ich 
rozerwie, choby byli stal spojeni. A, sprawiedliwo chodzca! Zedrzemy ci mask, zedrzemy! 
 szeptaa gronie i jej pikn twarz napitnowa wyraz takiej mciwoci nieubaganej, 
e wierkoski z pewnym niepokojem patrzy na ni. 
 Chod pan, podwioz pana do stacji, pomwimy obszerniej w drodze. 
Kazaa natychmiast zakada konie. 
10 


 Panie Stanisawie, zostanie pan, eby si dziewczta nie bay; no, kiedy mwi, e pan 
zostanie, to nie potrzebuje si pan szykowa do wyjcia. Za dwie godziny najdalej powrc. 
Ubraa si spiesznie i zaraz pojechali. 
W pokoju zrobio si cicho. Sta dzisiaj by bardziej ni zwykle niemiay, bo ostatni list 

matki, zabraniajcy mu kocha si w Zosi, przygnbia go i pogra w rozpaczy. Przez jaki 
tydzie nie by w Zaciszu, ale nie mg wytrzyma duej i przyszed. Cay wieczr by 
mroczny i smutny, ten list w kieszeni pali mu piersi i przypomina cigle, e postpuje na 
przekr radom i yczeniom matki; czu si winny, nieszczliwy, przez t walk pomidzy 
dwiema miociami i takie gorce spojrzenia rzuca na Zosi, e ta, zaraz po wyjedzie Osieckiej, 
przysuna si do niego. 

 Co pana tak martwi?  zapytaa pochylajc si nad jakim pismem rozoonym na stole. 
 O, bo s chwile w yciu czowieka... e jest bardzo zmartwiony, bardzo  i bezwiednie 
dotkn piersi, na ktrej spoczywa list matki. 
 Boli pana serce? 
 Nie, nie. Doprawdy, za askawa jest pani zwracajc uwag na mnie... 
 A jeli mnie obchodzi, dlaczego, przez co pan cierpi?...  powiedziaa ciszej, pochylajc 
niej jeszcze gow nad gazet. 
 Panno Zofio! panno Zofio!  wyrwao mu si z piersi. 
 Niech mi pan powie, co pana tak martwi, prosz o to. Czy to suba? 
 Nie, nie. 
 Moe mama chora albo wuj ktry? 
 Nie, nie... doprawdy... 
 Aha! pewnie mama napisaa jaki nie bardzo sodki list. Opowiada mi kto ze stacji, e 
pan wszystko mamie opisuje i tylko to robi, co mama zaleci lub poradzi. 
 Tak, prawda; robi to, bo mama mnie przecie kocha i yczy mi najlepiej w wiecie, 
wic byoby niewdzicznoci z mojej strony, gdybym jej nie pisa o wszystkim, co robi. A 
zreszt, mama zajmuje si moimi interesami. 
 Wic ostatni list od mamy by taki nieprzyjemny?  pytaa troch zirytowana. 
 Tak, istotnie, by niezmiernie przykry, bardzo przykry  skary si paczliwie. 
 Cicho!  krzykna Tola, zacza nasuchiwa i wycigna prn filiank do Zosi. 
Zosia wstaa, a chora drzemica w fotelu podniosa oczy na nich, umiechna si agodnie, 
poruszya ustami i znowu powieki jej spady i spaa dalej. 
Zosia podawszy Toli herbat siada przy nim. 

 Musi mi pan pokaza ten list. Prosz o to, bardzo prosz, bardzo... 
 Nie mog, sowo daj. S w yciu czowieka takie chwile, w ktrych nie powinien ulega... 
 broni si i jakby dla zabezpieczenia wyj list z kieszeni i cisn go w rku. 
 Bd si gniewaa; ale prawda, c to pana moe obchodzi, byle si mama nie gniewaa... 
bo reszta dla pana obojtna.  Odwrcia si zadsana. 
 Gdyby pani wiedziaa... gdybym mg pani powiedzie... gdybym... 
 Trzeba si spyta mamy, czy pozwoli powiedzie  szepna uszczypliwie. 
 Panno Zofio!  powiedzia z wyrzutem, wstyd mu si zrobio, e moe ona myli, i boi 
si matki. 
 Niech pan nic nie mwi, bo wiem, a nadto dobrze, e jest mi pan nieyczliwy, chocia 
ja... 
 Prosz pani ten list!  zawoa z rozpaczliw odwag, dotknity bolenie jej akcentem 
gosu;  ale pani da mi sowo, e bd co bd, gniewa si pani na mnie nie bdzie. 
 Panie Stanisawie, czy ja na pana mogabym si gniewa?  powiedziaa tak sodko, biorc 
list, e Sta obla si rumiecem i radoci niesychan. 
11 


Zacza czyta wolno. Sta patrzy na ni z niepokojem i teraz aowa serdecznie swojej 
odwagi; ba si patrze na jej twarz, krci si na krzele, odpina surdut, bo i duszno mu byo, 
i te nowe szelki wpijay mu si w ramiona i dodaway jeszcze mki. 

Oddaa mu list patrzc na z jak gniewn, litociw czuoci; nie mia odwagi nic pyta, 
unika jej oczu i coraz to nowa fala krwi rozczerwieniaa go na buraczkowo. 

Zosia bez sowa podniosa si i posza do saloniku. 

Wsta, aby i za ni, ale nie mia; usiad z powrotem bezradnie, a ze zoci zacz myle 
i buntowa si przeciw tyranii matki i zacz uczuwa, e przecie jest mczyzn, e 
przecie... Wyprostowa si msko, zapi surdut na wszystkie guziki, poprawi niepostrzeenie 
szelek, zrobio mu si znacznie lepiej. Spojrza z gry na pokj, potoczy oczyma wyzywajco, 
zacisn donie i nie mia i za Zosi. 

Chora si przebudzia, popatrzya sennymi oczyma po pokoju i zawoaa: 

 Zosiu! Tola powinna i ju spa. 
 Panna Zofia wysza, w tej chwili poprosz  powiedzia idc do saloniku. 
Zosia siedziaa przy fortepianie z twarz ukryt w doniach, podniosa na niego zaczerwienione, 
jakby paczem, oczy. 

 Panno Zofio!... pani si gniewa na mnie, e omieliem si pisa do mamy o pani, ale... 
ale... Tola powinna i spa, ta pani chora woa pani; bo widzi pani: nie mogem nie pisa, 
nie mogem i pani mi wybaczy musi... bo s chwile w yciu czowieka, e... 
 Panie Stanisawie, trzeba by mczyzn, nie mona przecie nawet mamie mwi 
wszystkiego, co si myli i czuje, nie trzeba. Ja istotnie powinnabym si gniewa na pana... 
 Ale mi pani przebaczy. Przysigam pani, e od dzisiaj ju bd inny, ma pani racj, bd 
mczyzn!... tak!...  wyprostowa si i z jak odwag niesychan uj jej rk i podnis 
do ust.  Ja pani przekonam, e jak potrzeba, to jestem mczyzn. 
 Nie, nie, pan znowu o wszystkim napisze do mamy. 
 Sowo honoru daj, e nie napisz  powiedzia energicznie i potrzsn j tak silnie za 
rce, e mu prawie upada w ramiona; jako si tak stao, e usta ich spotkay si w dugim, 
palcym pocaunku. Ogarna ich olepiajca jasno szczcia  wiat razem z mam, z 
obaw i z ludmi zapad si gdzie, pokj znikn, pami wszystkiego sczeza, zostali tylko 
we dwoje i z ustami przy ustach, z sercem przy sercu, spleceni potnym pocaunkiem pierwszej 
mioci. Odrywali si od siebie na chwil, spogldali sobie w oczy, w ktrych byo zdumienie 
szczcia nadzwyczajnego, prawie przestrach i znowu padali sobie w objcia, oniemieli, 
bez tchu, bez przytomnoci, i wysysali z siebie ycie, i dawali je sobie. 
 Kocham!  pieway jej wielkie niebieskie oczy pene zawych blaskw rozkoszy. 
 Kocham!  odpowiaday jego oczy. 
 Kocham! kocham! kocham!  piewao im w mzgach, w duszach, w krwi modej i 
wszystko w nich, i wszystko dookoa piewao im ten hymn szczcia, mioci, upojenia. 
Zarzucia mu bezwiednym ruchem rce na szyj, oplota go sob i przez zy, przez mio, 
przez bo ja i rozkosz, szeptaa upojona i porwana czarem tej chwili: 

 Stachu mj! Stachu mj! kocham ci! 
Nie mg mwi ze wzruszenia, dopiero po chwili pewnej klkn przed ni i zapewnia 
drcym gosem o swojej mioci wiernej, przysiga jej na mier i ycie. 
Wreszcie, kiedy ju powrcili do jakiej takiej rwnowagi, Sta otrzepa chusteczk kolana, 
wytar spocon twarz, zapi wszystkie guziki surduta i powanym, nieco drcym gosem, 
rzek: 

 To ja pjd pomwi z cioci pani. Tak, teraz czu si mczyzn. 
 Nie, nie teraz, nie miaabym spojrze jej w oczy, a zreszt nie przyjechaa jeszcze, ale 
niech pan ju idzie. 
Pocaowa j w rk i nachyli si jakby chcc pocaowa w twarz. 

12 


 Nie, nie, Stachu... panie Stanisawie!  szepna uchylajc gow, a wysuwajc rozchylone 
karminowe usta. 
Wyszli do ciemnej sieni, drcymi rkoma szuka klamki, gdy Zosia cicho szepna: 

 Stasiu!... 
Wycign ramiona i pomimo ciemnoci obj j w namitnym ucisku. 
 Id ju!... id, mj zoty!... id, bo si boj 
Rozerwali si si prawie. 
Sta wyszed; zatacza si z upojenia, wracajc na stacj, nie wiedzia, co si z nim stao, 
nie mg przypomnie sobie, w jaki to sposb usta ich si zczyy, dreszcz wstrzsajcy 
przenika go jeszcze, czu j przy sobie, czu ciepo jej ciaa, jeszcze jej oddech muska i pieci 
mu twarz, sysza j, czu j ca w ramionach, na piersiach, bezwiednie otwiera rce i 
zaciska, jakby j obejmowa. 

Szed wolno, zatopiony w szczliwoci niewypowiedzianej i pierwsz jego myl, pierwszym 
ruchem serca bya ch napisania wszystkiego matce, wyspowiadania si przed ni, ale 
zaraz przyszy mu na pami sowa Zosi.  Tak, przecie jestem mczyzn  myla popuszczajc 
szelek, eby si uwolni od tego piekielnego uciskania.  Dam sobie rad i bez mamy 

 rozumowa energicznie, ale w gbi czu si bezradny i strwoony wobec tego nowego ycia, 
jakie go czekao i tej samodzielnoci.  Zosia taka dobra, energiczna, mdra, przecie 
zostanie moj on!  Uspokoi si, powracaa mu rwnowaga, bo niewiadomie jeszcze odczuwa, 
e Zosia w zupenoci zastpi mu matk. 
Przed stacj spotka Osieck wychodzc od Zaleskich, do ktrych wstpowaa tylko na 
chwil, cofn si w cie, jakby si ba spotkania z ni. Obj zaraz sub po Zaleskim, ktry 
poszed spa i noc ca, pomidzy depeszami i pocigami, w wolnym czasie, ukada plany 
przyszego ycia, obrachowywa budet, obmyliwa umeblowanie itd., ale tak mu to szo 
ciko, e kilka razy wyjmowa papier listowy, pisa Kochana mamusiu i dar arkusik, bo 
sobie przypomina obietnic, jak da Zosi i jej sowa: Trzeba by mczyzn! 

 Tak, trzeba by mczyzn!  powtarza mocno. Odpi zupenie szelki, wytar sobie 
skronie kamfor, pokn kilka homeopatycznych piguek dla orzewienia i czu si silnym, 
penym woli mczyzn. 
13 


III 


W kilka dni po owiadczynach Grzesikiewicza, najniespodziewaniej przyjecha Gogowski, 


Janka przywitaa go radonie. 

 Chciaam widzie pana, ale si nie spodziewaam dzikuj bardzo za pami, za odwiedziny. 
 Daj pani spokj  w odwiedziny!  przerwa jej szorstko.  Jestem w Bukowcu, bo uciekam 
w wiat. 
Rzuciem do diaba swoich Syngalezw. 

 Ju si pan poegna ze Stabrowskimi? 
 Ciekawa pani przede wszystkim: dlaczego? Naturalne zapytanie, bo u kobiet prdzej 
przychodzi sowo na usta, anieli myl do mzgu.  Powiedzia twardo, zwichrzy gwatownie 
wosy i wielkimi krokami zacz obchodzi st. 
 A no dlaczego? bo wytrzyma nie mogem. Godny dom, a jake, sze razy dziennie siadaj 
do koryta, uwaa pani, sze razy! Niech pioruny spal, to i winia by nie wytrzymaa. A 
jacy wszyscy porzdni ludzie! jak Boga kocham, automaty! m do produkowania pienidzy, 
a ona gupstw. Wyobra pani sobie najregularniejszy kwadrat szablonu, konwenansw, formu 
i porzdku! Niech pioruny spal wszelk regularno, wszelki porzdek i wszystkich porzdnych 
ludzi!  I zatopi chude, nerwowe palce, o mocno rozwinitych stawach, w zwichrzonych 
wosach, i usiad. 
 Nie, ju nie mogem, nie mogem; jesie taka straszna, zimno, ciemno, mokro, nudnie, e 
pooy si w bocie i wy z rozpaczy. Jad do Parya! Szste piterko, obiad w gargocie, co 
drugi dzie, to gupstwo wszystko, bo czowiek przy tym bdzie wolny, bdzie mg oddycha 
powietrzem, bdzie si mg wczy, gdzie oczy ponios, a to rozkosz, tskni za tym. 
Uwaa pani, ta Stabrowska zupenie sfiksowaa, smaruje sniste gupstwa i tak mnie zaczynaa 
nimi opycha, e zbuntowaem si i powiedziaem jej, dosy zreszt grzecznie, e to, co 
pisze i funta kakw niewarte, e lepiej by zrobia pilnujc udojw i kur. No, niechby pisaa, 
jest to taka sama dobra choroba jak katar chroniczny lub linienie si, ale czemu pragnie zaraa 
gupstwem ludzi, czemu czytuje swoim i obcym, znajomym i nieznajomym?... Waciwie, 
po co ja si irytuj, co to mnie obchodzi? a niech sobie zdycha wiat cay, wszystko mi jedno. 
 Gada prdko, przeskakujc z przedmiotu na przedmiot, roztrzsionym, zdenerwowanym 
gosem. 
 Tak, to prawda, po co si irytowa? 
 Irytuj si ludzie majcy krew, a zreszt, co ja bd gada!  machn rk. 
 Skoczy pan Ludzi niezomnych? 
 Nie, nie, nie!  krzycza jakim wysikiem nerwowym i twarz mu poczerwieniaa, a w 
oczach zabysn ponury, rozpaczliwy ogie. Posmutnia nagle, opar czoo o donie i gosem 
znkanym zacz mwi dosy bezadnie i cicho, jakby mwi do siebie. 
 Nie skoczyem i nie skocz, dosy mam literatury, dosy mam tego gupiego kuglarstwa, 
zdycham z tego. Co mi daje ta kochana sztuka? szczcie moe  a jake, daje mi tylko 
coraz gbsze uwiadomienie, e jestem lepiec i idiota, e nic nie umiem, nic nie rozumiem. 
Daem ju spokj wszystkiemu. 
 Jak to? wic moesz pan ju nic nie pisa, nic nie robi? 
14 


 Nie bd, a raczej nie powinienem, przekonaem. si, e nie powinienem bra pira do 
rki. Waciwie, to napisaem Niezomnych, woyem w nich p roku pracy, p roku mylenia, 
podlewaem krwi, eby roli i yli, dawaem mzg, chuchaem, ochraniaem, modliem 
si do nich, cierpiaem z nimi i za nich, yem tylko nimi  i przez pi minut byem 
pewny, e stworzyem arcydzieo! A wie pani, co jest naprawd? Manekiny bez kropli krwi, 
bez jednego prawdziwego ttna w papierowych piersiach!... Gadanie jest, nie ludzie, gadanie, 
nie ycie, odbicie prawdy, cie! Rozpacz mnie ogarna! o! ja mam tych ludzi w sobie, s we 
mnie z krwi i komi, mam ich dusze w swojej, to wszystko trzepie si we mnie, jak ptactwo, 
ktre chce wyrwa si z klatki i lecie, te dusze pacz, krzycz, prosz si o wiato 
dzienne, prosz si o ciao, chc y samodzielnie, mcz mnie okropnie!  a ja, jak marny 
pastuch, ktry widzi cud, ktry czuje cud i nie moe go poj, i nie moe go niczym zakl, 
eby trwa!... Ach! i ja nie mog wyrwa tych dusz z siebie, nie mog ich uzewntrzni!...  
O, nie mw pani, nie, bo mnie gorycz zalewa, niemoc ogupia, rozpacz re; nie chciej pani 
nic, bo chcie nawet nie warto, nie pragnij pani niczego, bo niczego pragn nie warto, bo si 
nie urzeczywistni, bo tylko to straszne jarzmo wasnej niemocy czowiek silniej czuje, bo poznaje 
ca swoj marno i ndzot, bo pniej najprostszej ludzkiej przyjemnoci nie odczuje. 
Szczcie nie jest tam, gdzie, w marzeniach o sawie, w sawie samej, nie jest poza nami, 
nie szukajmy go poza sob, bo ono jest w nas. Gupcy! gupcy! gupcy!  woa podniesionym 
gosem.  Naladujmy woy, co z wiecznie pochylon gow cign pugi i nigdy nie patrz w 
niebo; naladujmy drzewa, ktrym wystarczy rosn, kwitn, uczuwa ciepo, pi soce, 
koysa si z wiatrami, usypia o kadej jesieni i budzi si z pierwszym drgniciem wiosny, 
bo szczcie jest w trwaniu, w istnieniu i w spokoju! 
Zamilk ze zmczenia, po twarzy przelatyway mu byskawice gniewu i alu, ktry mu serce 
przeorywa bolenie, szamota si w niemocy. Targa piersi, jakby chcc wydrze z siebie 
te uczucia i porywy, myli i marzenia, t przyrod swoj, ktra nim rzucaa po wiecie. Wi 
si cigle, wznosi na wyyny i opada w d wiadomej niemocy. 

Siedzia teraz niemy i w szarych, zaszklonych oczach tli si krwawy bl i zmczenie. Janka 
suchaa tego dugiego, bezadnego wybuchu uczu z jak gorzk przyjemnoci, ale i ze 
zdziwieniem, bo go znaa jako nieugitego bojownika, ktry szed miao od poraki do poraki, 
bo wierzy, e zwyciy w kocu. 

Wspczua mu serdecznie, ale w tym wspczuciu bya jaka odrobina zadowolenia z tego, 
e nie tylko jej si le dzieje, nie tylko ona si mczy. 

 Tak mi pana al szczerze, e... 
 Nie kocz pani, nie przyjechaem po sowa pociechy ani wspczucia, bo te mi nie pomog. 
Przyjechaem, aby pani zobaczy, aby powiedzie to, co mwiem, bo si ju przepenio 
we mnie, a czy pani suchaa, czy mnie auje, grubo mi to obojtne. Tak, tak, tak!  woa 
uderzajc ze zoci w st. Umiechna si cierpko, bo j nieco dotkny te sowa. 
 Odebra pan ostatnie listy moje? 
 Odebraem. 
 I nic pan mi nie powie? 
 Powiem: powinna pani bya tak zrobi, jak pani zrobia. 
 Czy powinnam?  powiedziaa z naciskiem, bo j podranio to: powinna. 
 Mniejsza o wyraz; dobrze pani zrobia pozostajc przy ojcu. C by pani miaa w teatrze?... 
rozkosz, saw, niemiertelno?... Nic z tego, walk tylko, walk marn o marno, 
walk o cie, ktrego nikt jeszcze nie uchwyci. 
 A c tutaj? 
 Chociaby i spokojne wegetowanie. 
 To jest: prawidowo i porzdek, rodzina, m, dzieci i obowizki. Znam to! Zaleca mi 
pan to, co sam od siebie odrzuca ze wstrtem. Troch wydaje mi si to sprzeczne... 
15 


 Niech si pani nie wydaje, bo si pani le wydaje. Odrzucam je, bo odrzuca mog, bo 
tam, gdzie jaowiec moe rosn i y, tam dby schn i umieraj. 
 Dobrze pan rozgatunkowa  szepna z gorycz. 
 Znowu o wyraz si gniewamy, nie chodzi mi o to, tylko e jeden czowiek moe y sto 
lat rzep pieczona i czu si szczliwy, a drugi rzep y by nie mg. 
 Skde pan wie, e akurat ja jestem jaowcem, e akurat ja jestem, tym czowiekiem, 
ktry rzep y moe? 
 Nie mwiem tego do pani, ale oglnie. 
 Poniewa mwilimy o mnie, musiaam wzi to do siebie. 
 Kobiety zawsze sprowadzaj wszystko do swojego . 
 Wic?...  rozdraniaa si coraz gbiej. 
 Wic, ja nie wiem, kto pani; ale wiem, e kady silny czowiek bierze swj krzy na ramiona 
i idzie w wiat lub kadzie si gdzie pod potem i zdycha, jeli mu si tak podoba. 
 A ja wychodz za m!...  szepna jako urgliwie i oczy jej rozbysy gniewem. 
 Najlepsz rzecz pani robi, jaka pozostaa do zrobienia. 
 I ostateczn... 
 Przedramatyzowuje pani. Kobiety zawsze wpadaj w ostateczno. 
 ci pan dzisiaj oddycha i gorycz. 
 Nie miodem mnie ycie poi. Zreszt, czas przerwa dialektyczne obegiwanie si i 
wsplne lamenty na los. Kady dostaje to, co mu si naley. 
 A nalee mu si powinno szczcie, a tego nie dostaje. 
 Dlaczego mu si naley? skd pani to wie, e czowiek powinien by szczliwy? 
 Bo chce. 
 Wic niech je pani wyrwie skd bd, jest do wzicia zawsze. 
 Gdzie? 
 W nas samych i tylko w nas samych. 
 Nie ma go we mnie!  odpowiedziaa cicho. 
 Ha! to go nie ma dla pani nigdzie... 
Nie odpowiedziaa, oczy miaa pene ez,  serce goryczy i alu. 
 No, dosy, czas mi ju odej, pocig zaraz nadejdzie. egnam pani i ycz z caej duszy 
szczcia, ktrego pani tak aknie bardzo, a wszystko si gnie przed dusz w ekstazie, 
powiada Avicenna, stary scholastyk. 
 Nie zobaczymy si pewnie prdko  mwia smutnie i ao j ogarna za t jedyn dusz, 
ktr cenia wysoko i kochaa mioci przyjani. 
 Myl, e nigdy.  Gos mu zadwicza surowo, stan przy oknie i patrzy szklistym 
wzrokiem w dal jak. 
 Nigdy powinno si wykreli z jzyka ludzkiego, brzmi w tym rozpacz i nico nasza. 
 Dwie jedyne rzeczy, ktre nie zawodz nikogo. No, do widzenia. Teraz jad do Warszawy, 
a po witach w wiat. Jeli mi bdzie bardzo le albo bardzo dobrze, napisz do pani, 
bo tego nie zapomn, e w tym dzikim zaktku jest jedna dusza przyjazna i cierpica. 
 Dzikuj, ale ogromny mi al straci pana. 
 Nie auj pani, wanie i w tym szczcie, e czowiek moe zapomina. Ja nie potrafi 
zapomnie pani, ale to co innego. By moe, i gdybymy yli bliej, znienawidzilibymy si 
i pogryli jak psy, za blisko siebie przykute i rywalizujce o misk i o powietrze. 
 Nie, bo ustpiabym panu  powiedziaa powanie. 
 Do widzenia!... ciko mi si odrywa.  Wzi jej obie rce, ucaowa i patrza dugo w 
jej twarz, jakby chcc zapamita na zawsze. 
 Niech mi pani wybaczy... serce mi si rwie z blu... ycie mnie gryzie!... gryzie... 
Obejrza si po pokoju i wyszed spiesznie, obcierajc na schodach oczy zazawione. 
16 


Janka patrzya oknem, jak chodzi po peronie z ojcem, ktry mu oddawa ten jej dawny 
dug, jak si caowali na poegnanie. Widziaa go jeszcze wygldajcego z pocigu. Przesa 
jej ukon, pocig ruszy i wszystko znikno w nienym tumanie. 

Ciko si jej zrobio na sercu. Czua, e go ju moe nie zobaczy nigdy, e z nim pkaj 
ostatnie nici czce j ze wiatem, e rw si i zalewaj j cikim, przytaczajcym smutkiem 
osamotnienia. Oddalaa si teraz od swojej przeszoci z szalon szybkoci. 

17 


IV 


Kilka godzin chodzia jaka martwa i, taka smutna, e gdy przyjecha Andrzej, szepna: 

 Dobrze, e pan przyjecha, czekaam z upragnieniem. 
Nie kochaa go przecie, tylko samotno ciya jej strasznie. Przystosowywaa si zwolna 
do jego zwyczajw i poj, ale czsto nudzi j swoj mioci, razi prostactwem, bo pomimo 
swojej wolnomylnoci pod kadym wzgldem, miaa ju we krwi poczucie niezliczonych 
formuek towarzyskiego savoir-vivreu, a Jdru, jak go poufale nazywa Orowski, pomimo 
pewnego wyksztacenia, zreszt czysto specjalnego, by zupenym barbarzyc w bliszych 
stosunkach. 

 Wytresuje mnie pani, jak konia dzikiego  usprawiedliwia si nieraz i caowa po rkach. 
Czynia mu uwagi nieraz bardzo szorstko, bo j irytowao jego nieuctwo i Andrzej obiecywa 
popraw, ale w duchu byo mu to obojtne, wprost nie bardzo rozumia, czego ona chce 
i dlaczego. Gospodarstwo pochaniao wszystkie jego siy i wadze, i zreszt tak by zakochany, 
e reszt spenia prawie odruchowo, automatycznie. Pocigaa go coraz wicej tym, e 
wobec niej czu si oniemielony i e bya dla niego jak istot wysz; by z niej dumny. 

Rozumowa nieraz sobie, e do ich bogactw potrzeba takiej wanie, jak ona jest, przedstawicielki, 
takiej ,,pani, jak j okrelaa jego matka. Codziennie jedzi do Bukowca i codziennie 
powraca do domu wicej upojony i szczliwszy, i nieraz pno w nocy siedzia u 
matki i opowiada jej o Jance nieskoczone szczegy albo jecha do Witowskich i przed pann 
Jadwig spowiada si do dna. y w gorczce przygotowa przedlubnych, nie zwaajc 
na szpilkowe i nieraz bardzo bolesne sowa Jzi, ktra teraz czsto przyjedaa do Krosnowy 
i z nienawici, i z alem przygldaa si restauracji wntrza paacu. 

 Krlewskie mieszkanie!... i dla kogo?...  szepna raz drwico. 
 Dla mojej ony... nie wiedziaa?... 
 O, wiedziaam, wiedziaam i wiem jeszcze wicej.  Odwrcia si i posza. 
 Moja siostra bardzo mnie kocha...  powiedzia ojcu, ktry sysza ich rozmow. 
 Co prawda to prawda, ale diabli to po tym, aksamity, dywany, zocone meble... tfu!... 
twoja matka mieszkaa w karczmie, jak wysza za mnie i byo dobrze, jak Boga kocham. 
 Bo ojciec nie mia paacu ani matka nie wnosia trzydziestu tysicy posagu. 
 Phi!... trzydziestu tysicy, adny grosz, juci, ale... jak Boga tego kocham, zginiecie w 
tylu pokojach... pi, sze... to przecie i biskup wicej nie potrzebuje. 
 A my potrzebowa bdziemy szesnastu... 
 Po co, co z nimi bdziecie robi? 
 Bdziemy w nich mieszka...  powiedzia mocno, bo stary zaczyna go irytowa. 
 Porby z ugw nie starczy na jedn zim, eby ogrza te landary. 
 To s jeszcze krosnowskie lasy, s na Jakubowie... 
 A juci... s, ja wiem, e s, nie potrzebujesz mnie uczy, gdzie s lasy moje, gdzie s 
moje porby!...  zawoa z przyciskiem.  Jak Boga tego kocham, moje!... rodzone!... 
 A ojciec nie potrzebuje mi cigle mwi, e to moje lasy, moja ziemia, bo ja bardzo dobrze 
wiem i nie czyham na to  zawoa podniesionym gosem. 
 Jdrek! ej, Jdrek!... stul pysk, bo ci takiego figla spatam, e poaujesz! 
 Dam sobie rad!...  szepn Andrzej lekcewaco, bo stary w ten sposb dawa mu 
uczuwa, e moe cay majtek zapisa Jzi. 
18 


 Jucha, chopak!...  myla stary, z jak gniewn rzewnoci patrzc za odchodzcym 
Andrzejem i sam, pomimo e tylko z pomoc kija i cian chodzi, poszed na pilnowanie i 
pogawdk do pokojw, w ktrych robili stolarze i tapicerzy. 
Stara take po kilka razy dziennie zagldaa do paacu, przechodzia na palcach przez pokoje 
parterowe, ju prawie gotowe, przygldaa si tym wspaniaociom z podziwem i dum, 
gadzia jedwabie i aksamity, wzdychaa jakby z alem za pienidzmi, ale synowi nie mwia 
nic. Wieczorami dugimi siadywaa w kuchni z koowrotkiem albo z pierzem wpord swoich 
dziewek i parobkw, ktrzy byli na stole dworskim i niezmiernie lubia sucha, jak suba 
wychwalaa jej Jdrusia, a czsto nie moga si powstrzyma i opowiadaa sama o Jance, o jej 
piknoci i uczonoci. 

Andrzej czsto robi matce, wymwki za to poufalenie si ze sub i opowiadanie. 

 A, mj Jdru, a gdziee pjd pogada, co?... tylko do swoich; nie bj si, oni mnie rozumiej 
i pewnikiem, e mi lepiej ycz, jak pani Kossowska albo Witowska, albo insze; to 
przecie swoje, nasze ludzie...  usprawiedliwiaa si cicho.  Prdko si e, to se bd przychodzia 
do pani synowej na pogadanie  dodaa. 
Rozbroia go tymi sowami, e nic ju nie mwi. 

 Ale, Jdru, popro panny Janiny, niech przyjedzie zobaczy; moe si jej co nie podoba, 
to mona teraz jeszcze zmieni. 
 A racja! jad zaraz do Bukowca. 
 Tak, moe bdzie potrzeba postawi paac w innym miejscu, tam, na wyspie, byoby adniej, 
a moe kae go przenie na gr, do lasu, stamtd s liczne widoki  sykna Jzia, 
gdy Andrzej wyszed. 
 Ty, Jzia, masz deko, h! h!... powie swko, to jakby gn pod ebro, jak Boga tego 
kocham!  zamia si stary. 
 Nieche ja chocia mam oczy, kiedy ich nie ma ojciec ani mama, bo o Andrzeju ju nie 
mwi. Zobaczy ojciec, e jak ta janie pani tu przyjdzie, to w par lat zostan strzpy z Krosnowy... 
 A juci... a ja to nie yj, co?... patyczki stra, a ptaszki jeszcze w lesie. 
 C z tego, albo Andrzej nie robi, co tylko chce... Ile tysicy kosztuje odnowienie paacu 
i po co takie wydatki, co?... Dla jakiej zawiadowcwny!... nos ju dzisiaj zadziera do gry, 
jak jaka hrabianka, a to...  nie dokoczya, te jej oko zaczo drga newralgicznie, a 
bkitna znieruchomiao i patrzyo ponuro; zaoya binokle. 
 Cicho, Jzia!... oeni si Jdrek, sprowadzi on, zobaczymy, co bdzie. Nie bj si, ju 
ona Jdrka nie bdzie za nos tak wodzi, jak ty swojego Gbika. 
 Tyle razy mwi ojcu, e m mj nazywa si Gbiski, ale z ojca cham nigdy nie wyjdzie. 
 No, dobrze, moja ty szlachcianko, grafinio, dobrze! ale powiedz janie panu na ugach 
Gbiskiemu, e ju tydzie czekam na rat dzierawn. 
 Moe ojciec poczeka jeszcze miesic. 
 Jzka!  krzykn uderzajc pici w st ze zoci;  tak mi nie gadaj, z pienidzmi nie 
ma artw; pamitaj, e nie mwi do ciebie ojciec, a tylko wasz dziedzic, syszysz?... 
 Sysz, po co si ojciec irytuje, czy to nie pacimy?... 
 Tak, choroba takie pacenie... trzeba kadego rubla z garda wyciga!... 
 Ale w kocu ojciec wycignie co do jednego, nie daruje i grosza. 
 A niby za co miabym darowa, he?... za co?... jak Boga tego kocham!... 
 Ale mj ojcze, przecie my nie chcemy adnych darowizn. Nie zapacilimy teraz raty, 
bo musiaam posa pienidze do Wiednia za dzieci, to przecie pierwsze. Zaczniemy pojutrze 
mci pszenic, to si z pierwszych pienidzy odda  tumaczya si mikko. 
 No, dobrze, a sprzeda zaraz, bo teraz pszenica stoi fajn. 
19 


A Andrzej rad, e ma powd, pojecha po raz drugi dzisiaj do Bukowca i zaraz od progu 
zacz: 

 Przyjechaem prosi pani o odwiedzenie Krosnowy. Poniewa tam zawieszaj portiery, 
firanki i obrazy, a ja ani moi nie bardzo si znamy na tym, wic jeliby pani bya askawa 
pojecha i zobaczy, i co zego pani spostrzee, powiedzie, to si przerobi tak, jak pani bdzie 
chciaa, dobrze?  prosi caujc j po rkach. 
 A dobrze, miaam ch pojecha troch sankami. 
 To si przejedziemy. 
 Ale warunek, a raczej proba!... 
 Speni sto i jeden. 
 Bdziemy jechali prdko. 
 Jak wicher, buanki moje nie lubi czapa wolno. 
 A sanna przetarta? 
 Jak po szkle, tak wyszlifowana. 
 Na szosie? 
 Wszdzie. 
 licznie!... poszalejemy!...  zawoaa wesoo, bo poczua ogromn ch ruchu. 
 Jedziemy zaraz? 
 Nie, jutro!... przyjedzie pan do nas na obiad, a po obiedzie pojedziemy hula po drogach. 
 Gdzie oczy ponios!  zawoa, porwany jej ogniem. 
 A raczej, gdzie buanki i drogi poprowadz. 
Odjecha. 
20 


V 


Wieczr sa si nad ziemi; wieczr zimowy, mrony, cichy, wyiskrzony miliardami 
gwiazd, olepiajco biay przesycony ciemnobkitnymi cieniami, jakie kady szkielety 
drzew na niegi. Stacja milka, a na dugiej i krtej linii kolejowej, wijcej si wskro biaych 
paszczyzn i gncych si pod niegami lasw, wykwitay zotawe wiateka latar straniczych 
niby sznur promieniejcych pere. 

Zaleska graa, jak zwykle o tej godzinie, muzyka sczya si przez ciany agodnymi 
dwikami, ale brzmiaa tak smutnie jako, e Janka zadraa, zabolao j serce, czua, e jakie 
zy niewypakane jeszcze ma w duszy, e ta muzyka koysze ni i budzi przygase nieco 
marzenia, rozpala jakie ognie. Nie, nie chciaa tego. Chciaa by silna, chciaa to jarzmo, 
ktre sama sobie woya na barki, nie wiadomie i wytrwale. Chciaa zupenie zapomnie, 
czekaa nawet dnia lubu z pewn niecierpliwci, bo pragna si ju znale u siebie, pragna 
ju zacz y tym nowym yciem. Pragna i dlatego, e wtedy bdzie prdzej moga 
namwi ojca do porzucenia suby i zamieszkania przy niej, bo objawy jego obdu, coraz 
czstsze, przejmoway j trwog. 

Pozamykaa drzwi, eby nie sysze muzyki i usiada w stoowym pokoju, zamienionym 
teraz na rodzaj pracowni krawieckiej, gdzie dwie szwaczki szyy rozmaite szczegy wyprawy; 
jedna, moda dziewczyna sprowadzona z Kielc, a druga, stara, siwa, o pomarszczonej, 
tej twarzy i 
wybladych oczach niebieskich, kobieta, ktrej cae ycie zeszo na szyciu wypraw po dworach 
i dworkach i ktra bya wyroczni w tych niezliczonych drobnostkach tyczcych si wypraw. 


 Prosz pani!...  zacza biorc ig wini z konfitur ze stojcego przed ni spodka.  
Czy monogramy na pocieli gotowe? 

 S, wczoraj przysaa dopiero hafciarka. Chce pani widzie? 
 licznie prosiabym.  Pochylia si unienie i znowu ig wzia wini. 
Janka przyniosa cay stos rozmaitej bielizny i pooya przed ni. 
 Iii! bez koron, a kt to sysza co podobnego?... same tylko litery, to dobre dla ydwek 
albo jakich yczek!  szepna pogardliwie, cigajc usta.  Przecie pastwo maj prawo do 
korony piciopakowej?  zapytaa ostronie. 
 Tak, ale sdziam, e nie potrzeba, bo...  zarumienia si pod badawczym i nieco aroganckim 
wzrokiem szwaczki. 
 Nie potrzeba?! szlacheckiej korony nie potrzeba?... co te pani mwi?... A to znam rozchwiane 
maestwo, wanie przez to, e panna moda chorowaa na tak sawantk i nie 
chciaa, eby znaczono i malowano jej znakw herbowych i szlacheckich. Panna Grnicka, w 
Pockim, magnacki dom!... szyam wypraw, bielizn obszywao si prawdziwymi walansjenkami. 
Porcelan sprowadzono wprost z Sevres... rozchwiao si, panna pniej rozpaczaa, 
ale nic nie pomogo; jak to, eby panna nie chciaa i wstydzia si herbw swoich?... to 
koniec wiata!... to zgroza!...  szepna rzeczywicie oburzona i zamilka zagbiajc si w 
robocie. Maszyny dudniay gucho, szyjc bez ustanku. 
 Mona by jeszcze pododawa te korony, prawda?  zapytaa Janka po chwili. 
 licznie radziabym zapakowa wszystko podesa z powrotem. 
 Panno Martyno, odkd maj zaczyna si te wody w kaftaniku?  zapytaa modsza, mizerna, 
blada, o sinawej twarzy i czarnych wosach gadko rozdzielonych nad czoem. 
21 


 Panna nie wie!...  wykrzykna z wyniosoci i podziwem.  To koniec wiata, to zgroza!... 
ale to naturalne, panna jest z pierwszorzdnego magazynu!...  umiechna si zjadliwie, 
biorc ig wini.  Pamitam, szyam wypraw dla panny Wojna, w Lubelskim, magnacki 
dom!... sprowadzili mi do pomocy pann z pierwszego magazynu, z Warszawy. Ho, 
ho!... licznotka, w kapeluszu modnym, urnalowa panna, miaa ca waliz listw miosnych 
i kosmetykw!... Wszyscy byli ni zachwyceni, bo i mwia po francusku, i graa na fortepianie, 
i nawet piewaa, ale bya taka uzdolniona, e sukni upi nie umiaa!... Odesaam j po 
tygodniu do Warszawy!...  zakoczya ciszej .i z wielk powag poniosa na igle wini do 
ust. 
Milczenie zapanowao. 

 T sukni naleaoby przybra aksamitem, welwet za ordynarny. Pamitam, e u pastwa 
Mielyskich, w Poznaskim, hrabiowski dom!... 
 Prosz panienki!  zawoaa Janowa z kuchni. Janka nie suchajc koca opowieci wysza. 
 A to od kilku dni juem chciaa panience podzikowa za sub od Nowego Roku...  
zacza niemiao, caujc j w rk. 

 Dlaczego?... a ja mylaam, e Janow wezm z sob do Krosnowy... 
 Nie mog, panienko,... z pani Zalesk si zmwiam, bierze mnie z sob do Warszawy. 
 Jeli Janowej za maa pensja, to mog paci wicej. 
 Panienko, tu nie o zapat chodzi, to marna rzecz jest, a ja panienk tak kocham kieby 
rodzon swoj pani crk, ale ckni mi si do mojej Anusi, okrutnie mnie prze zobaczy j. 
 No, to mona to zrobi; ojciec da wam bilet wolny do Warszawy i z powrotem. Pojedzie 
Janowa, zobaczy, nacieszy si crk i powrci. 
 Hale!... juci, mogoby tak by, juci...  szeptaa zakopotana.  Ale, juci tak wprost, 
kiej kul w pot, nie pjd prosto do niej... nie mona!... Musz ino utrafi i kiej bendzie sza 
do szkoy, to mogabym popatrze na ni albo i porozmawia. 
 Dlaczego Janowa nie pjdzie wprost do pastwa Zieliskich i nie zada widzenia si z 
crk?... 
 Prawda, e tak byoby dobrze... ale pastwo by si gniewao, e przeszkadzam, a i Anusi 
nie byby honor, e to przy subie i przy inszych pastwach przychodzi do ni taka chopka, 
e to matka... juci... 
Jance al si zrobio tej matki, ktrej crka si wstydzi i ktra sama nie mie si upomnie 

o swoje prawa, zalepiona mioci i pragnieniem szczcia dla dziecka; ale nie powiedziaa 
jej nic, co myli o crce jej, nie chciaa odbiera jej zudze, ktrymi stara ya jedynie. 
 Niech Janowa jedzie z pani Zalesk, jeli tak bdzie wygodniej, ale kiedy bd Janowa 
zechce wrci to mnie, zawsze miejsce bdzie. 
 A Bg zapa panience, niechta pan Jezus wynagrodzi na szczciu i na zdrowiu, i na 
dzieciach, i na majtku, bo ja tak se po cichu kalkulowaam, e od witego Jana, kiedy ju 
moja Anka z pastwem przyjad do Zielonki na lato, to wrciabym do pani, do Krosnowy, 
bo byoby mi blisko do niej, ino bez pola... 
 Dobrze. Jak i kiedy tylko Janowa zechce. Niech Janowa podaje ju samowar, a wy, Rochu, 
idcie prosi pana na herbat. 
Orowski przyszed zaraz, przebra si tylko w swj stary, bez guzikw mundur, ktrego 
uywa w miejsce szlafroka i siad do stou. 

 Panno Martyno, panno Mario! prosz na herbat. Maria usiada przy stole, ale Martyna 
wzia szklank i postawia j na maszynie. 
 Nieche si pani przysunie do stou, bdzie wygodniej  zaprasza Orowski. 
 licznie dzikuj, licznie rzucia druzgocce spojrzenie na Mari i siada przy maszynie.. 
22 


 Moe ojciec chce pojecha jutro do Krosnowy? pan Andrzej przyjedzie do nas na obiad, 
a po obiedzie obiecaam mu jecha do nich. 
 Jed, dziecko, my nie mamy czasu, koniec miesica, niegi, pocigi si cigle spniaj, 
zadymki i przerwy w komunikacji spodziewamy si lada dzie, wic ani na godzin ze suby 
zej nie mog  odpowiada spokojnie, ale gosem urywanym, chwilami zawiesza gos w 
poowie wyrazu, oglda si za siebie, przeciera oczy i cign dalej. 
Przesiedzia cay wieczr i z niesychanym zajciem przyglda si robocie i wypytywa o 
rozliczne szczegy. Martyna odpowiadaa mu z szacunkiem i powag i kiedy odszed ju do 
swego pokoju, szepna cicho do Janki: 

 Ojciec pani ma ogromnie pask, arystokratyczn twarz, bardzo... znam si na tym, a pani 
nie chciaa koron!... Pamitam, na Podolu, u pastwa Kruszelnickich, magnacki dom... Stary 
pan Kruszelnicki, szyam wypraw dla wnuczki... 
 Skoczmy na dzisiaj te roboty!...  przerwaa Janka, ju znudzona nieco jej przypomnieniami 
i posza do swojego pokoju, ale przez drzwi syszaa przyciszony gos Martyny: 
 Jak pani miaa si do stou razem z pastwem?... to koniec wiata, to zgroza!... e oni 
prosz, powinni prosi, bo tylko prostacy nie prosz, ale e pani nie rozumie tego, e za 
grzeczno pask trzeba grzecznoci odpaci. licznie pani postpuje, ani sowa! 
 Ale, panno Martyno, c zego pani w tym widzi? 
 Gorzej ni ze, bo niewaciwe; ja, gdybym bya pann Janin, nie zniosabym. Zreszt 
trzeba nieraz udawa niemiao, szacunek, zdumienie, zachwyt... trzeba...  szeptaa dalej 
tak cicho, e Janka nic nie syszaa i wkrtce usna. 
Obudzia si niedugo; przez szpary w zapuszczonej portierze wiato z pokoju jadalnego 
wdzierao si do jej ciemnego pokoju. Wstaa, eby zobaczy, ktra z nich siedzi tak dugo i 
co robi. 

Uchylia portiery i zajrzaa: ko Marii zasonione byo parawanikiem, a Martyna staa 
przed lustrem, ubrana w welon lubny i udrapowana w biay atas, z ktrego miaa by zrobiona 
suknia Janki. Lustro, chocia skonie stojce od Janki, odbijao ca figur Martyny, 
ktra zapucia welon na twarz, uklka i z rk wycignit niby do wizania stu, szeptaa 
co cicho. Potem odgarna welon z twarzy i dugo, bardzo dugo patrzya si w lustro; zy 
pyny wolno po jej starej, zmitej, poobionej zmarszczkami i bruzdami twarzy, a sine, 
obrzke wargi dray jej w jakim serdecznym, utajonym blu. Przesza cicho kilka krokw 
po pokoju, tak ociale, jakby zwieszaa si na czyim ramieniu; potem zdjwszy welon poodpinaa 
przypite szpilkami do swojej sukni bryty atasu, poskadaa na dawne miejsca i z 
twarz jak dziwn, rozjanion, rozrumienion, pen trwogi i szczcia zarazem, z oczyma 
penymi jakiego niezrozumiaego zachwytu, zagasia lamp i posza spa. 

Janka powrcia na ko, zdumiona tym dziwacznym zachowaniem si i scen. Nie rozumiaa 
z niej nic i na drugi dzie przypatrywaa si z wielk uwag Martynie, ale na jej twarzy 
nie byo nic zna; tak samo opowiadaa niestrudzenie o rozmaitych wyprawach i domach magnackich, 
tak samo strofowaa swoj pomocnic i cay dzie jada ig winiowe konfitury. 

Janka bya podraniona, ale powiedzie jej o tym, e bya wiadkiem tej nocnej sceny, nie 
miaa. 
Grzesikiewicz przyjecha na obiad i zaraz po nim pojechali do Krosnowy. 

 Waek! w konie!  zawoa do stangreta, skoro tylko wjechali w las. 
 Nie teraz, dobrze? z powrotem, wyjedziemy na szos, tam szerzej...  prosia. 
 Sowo daj, nie ma i tutaj obawy, pomimo e droga wska. 
 Nie boj si, tylko chciaam przypatrzy si lasowi, nie byam tutaj po niegach. Jechali 
stpa. 
 Cudownie! panie Andrzeju, patrz pan!  zawoaa z uniesieniem, zakrelajc rk szerokie 
koo. 
23 


Istotnie, byo przepiknie. Las sta cichy, jakby senny, pod mas niegu, wiszcego na gaziach 
i skrzy si cay w blaskach soca, i okrywa subtelnym obokiem bkitu. Droga bya 
jakby zasypana puchem, ktry pod uderzeniami pz i ng koskich rozpryskiwa si tumanem. 
Konie parskay radonie, a dwiczny, wesoy gos dzwonkw rozlega si po lesie bez 
echa; kby sinawej pary, supy, cae fontanny wisiay nad sankami. Taka cisza panowaa pod 
t biaobkitn kopu lasu, wrd tych nieskoczonych szarozielonawych kolumn, w tych 
gbiach perowych, zioncych chodem, e kada szyszka spadajca, kada gazka sucha, 
ktra pkaa pod naporem niegu, co wtedy kaskad pyw spywa na ziemi, rozlegay si 
ostrym dysonansem w tej symfonii milczenia. Przez dolinki, przez moczary zarose tymi, 
poschymi wicinami, wiy si pasy strumieni stalowomodrych o zimnym blasku, nad ktrymi 
cikim, skonym lotem unosiy si wrony. 

Jechali w milczeniu, bo Andrzej nie mia mwi, tylko patrza na rozrumienion twarz 
Janki i bieg za jej oczyma, bdzcymi z rozkosz po nagich, pustych i biaych polach, na 
ktre wyjechali z lasu, i taka go dziwna a wielka rado przepenia, e chciao mu si wsta 
w sankach i krzycze ze wszystkich si, ale nie podnis si, tylko delikatnie wyj jej rk z 
mufki i ucaowa. Nie bronia mu, umiechna si agodnie i szepna bezwiednie, przyciskajc 
si ramieniem do niego: 

 Dobrze tak jecha... dobrze... 
 Nie zimno pani?...  zapyta troskliwie, otulajc jej nogi futrem. 
 Nie. 
 Moe jecha prdzej? 
Skina gow . Da znak stangretowi i konie ruszyy z kopyta, sanki wiszczay tylko w 
locie szalonym. 
Zaraz te ukazay si zabudowania krosnowskie: park, wie, nad ktr unosiy si bkitne 
supy dymw i rzeka niezamarznita miejscami, byszczca zotymi taflami wody w socu. 
Pod kolumnad podjazdow paacu, gdy dojechali, ukaza si stary Grzesikiewicz, odwitnie 
ubrany, w dugie buty, wieo widocznie wysmarowane, bo w zaamku cholew bieliy 
si resztki skrzepego tuszczu, w czarny kouszek, podbity zwykymi baranami, od ktrego 
z daleka bi zapach skry niewyprawnej, siwawe wosy mia gadko przyczesane, a twarz 
sinoczerwon; koce wsw, przycitych nad ustami, buczucznie wykrca do gry. 

 Witam, witam, wielmon pani!  zawoa wysadzajc Jank, ale zamilk i omroczy 
si, bo syn uderzy go oczyma za t wielmon pani. Odzyska prdko rwnowag i 
.rubasznie, z mlaskaniem, ucaowa rce Janki wiodc j do rodka paacu. Z Grzesikiewiczow 
przywitay si serdecznie i gdy Janka pocaowaa j w rk, stara chwycia j w ramiona 
i rozpakaa si ze wzruszenia. 
 Kto zami wita, z mioci kwita!  zamia si stary.  Pozadawaa pani moim na kochanie, 
czy co?... bo ani moja stara, ani Jdru nie mog ju y bez pani  powiedzia wesoo i 
uj j pod rami.  Jdru, id se synku miedz, tam, gdzie gapy siedz; ja pani oprowadz. 
 Pan si fatyguje, ale ja nie pozwol  protestowa zacza zobaczywszy, e ledwie wlecze 
nogi. 
 Ale, ale! oberka bym jeszcze zatacowa z pani, jak Boga tego kocham. 
 I mj ojciec cierpi na reumatyzm, wic wiem, jaka to przykra choroba. 
 Niech no si pani dotknie, aksamit, prawdziwy aksamit!... jak Boga tego kocham!... Jucha, 
Jdrek, jedzi po niego sam do Warszawy!...  mwi pokazujc pokrycie wielkiej, starowieckiej 
kanapy.  I spryny nowe, o  grzmotn pici, a zadwiczay.  Pod, bykiem 
by si nie zamay, a c dopiero pod pani, jak Boga tego kocham. 
 Wierz  szepna tumic miech. 
 A oto, uwaa pani, malunki dawniejsze.  Pokazywa jakie mitologiczne sceny.  
Ksidz nasz na nie troch si skrzywi, bo to, za pozwoleniem, dziebko za goe s te pannice, 
ale wyrzuci byo mi szkoda, bo ramy masyw... stukn kijem z rozkosz w brz.  Wic coby 

24 


oczw nie paskudzio, kazaem stolarzowi, jak Pana Boga tego kocham, lakierem troch popdzlowa 
i jest fertig!... co, adne?... 

 Bardzo adne!...  przypatrywaa si z zajciem wspaniaym ramom w stylu cesarstwa, 
bo obrazu nie byo wida: sczernia pod lakierem stolarskim, tylko dwie gwki bogi janiejsz 
plam wychylay si z tej czarnoci. 
 Ale, to pokj stoowy. Uwaa pani, jakie to wszystko!...  zacz otwiera kredens, wysuwa 
szuflady, prbowa kluczy, dzwoni z rozkosz pici w deski i blaty stow. 
 Db rzetelny, jak Pana Boga tego kocham, u nas wszystko musi by fajn!... 
 Istotnie, bardzo adny pokj...  odpara, z zajciem przypatrujc si widokowi, jaki si 
roztacza przez okna, na jeziorko i park. 
 Co?... adne?... aha!... mwiem sam, e si to pani bdzie podoba, latem to tylko ptaszyskw 
bywao za duo, dary si cae noce, e nie mona byo spa, ale jak je Jdru przestrzela, 
to ich teraz mniej. 
 Sowiki? 
 Jest tego paskudztwa najwicej. Chodmy do salonu, bo to wszystko nic, ale zobaczy 
pani, jak Jdru zmylnie wszystko wykalkulowa; jucha chopak, do wszystkiego zdatny, jak 
Pana Boga tego kocham.  Odchyli kijem portier i puci j naprzd. 
Salon by ogromny, o czterech oknach, bardzo wysoki, z rodzajem estrady dla muzyki i 
przeadowany cennymi meblami i sprztami. 

 He, he!... jak Boga tego kocham, niby koci, niby krlewski dom!... a co?... niech no 
pani wemie!  zawoa podajc jej koniec story z jedwabnej gipiury.  Materia! a jaka gruba! 
co?... takich sam sdzia omiszewski nie ma. A jakie to cacane, kiejby z cukru! a co!...  
woa wskazujc kijem garniturek mebli, w stylu rokoko, ozdobiony zoceniami i malowidami 
rcznymi na jedwabnym pokryciu.  Troch to puszczao, rozazio si, ale tapicer wyreparowa, 
wymalowa, matka wycerowaa i teraz fertig!... a!... fajnowe, jak Boga tego kocham. 
Janka z wielk ciekawoci, a nawet zdziwieniem, przypatrywaa si licznym wazonom z 
saskiej porcelany, stojcym na ogromnym, marmurowym kominku. 

 Porcenela! rozbia si, jucha, ale stara lakiem skorupy zlepia i licznie, jak Boga tego 
kocham... albo te malunki! i w kociele nie ma lepszych, a co ramy, to nasze sto razy wicej 
warte, yd chcia je kupi na funty, ale szelma!... 
 Mj ojcze, na chwileczk!...  zawoa Andrzej wchodzc do saloniku i usyszawszy 
rozmow odcign starego troch w bok, co mu szepn takiego, e stary odsun si gniewnie, 
stukn kijem, nasroy wsy i sapn: 
 Mwi ci, gupi! ja wiem, co mwi!  i wrci do Janki. 
 Panie Andrzeju, ale to same przeliczne antyki te meble. 
 Szczliwy jestem, e si pani podobaj!  odezwa si uradowany 
 Jeszcze by te!... za samo odnowienie wezm te skurczybyki... 
 Nieche ojciec nie nudzi pani takimi szczegami. Panno Janino, czy tak, jak jest urzdzony 
i ustawiony, zosta moe?... podoba si pani?...  mwi prdko, przysuwajc si do 
niej, aby odgrodzi od ojca. 
 Podoba mi si bardzo, chocia zaproponowaabym malekie zmiany. 
 Niech pani bdzie tak dobra wskaza tylko, co zmieni, co przestawi, co wyrzuci, a 
wszystko natychmiast si zrobi. 
Stary szturchn go kijem z tyu, przestraszony, e obiecuje wyrzuca takie cenne rzeczy. 

 Wie pan, teraz niech tak zostanie wszystko, to ju chyba pniej pomylimy, razem. 
 Tak, tak, ma wielmona pani racj, jak Boga tego kocham. Las kupuj latem, a cinaj w 
zimie, bdziesz spa w pierzynie. Ha, ha!... a co?... Co si odwlecze, to nie uciecze. Kto robi 
pniej, sakwy nie wyprni! Rozum w gowie ma wielmona pani fajn. 
Przeszli do dalszych pokojw, cay parter by ju zupenie skoczony. Janka ogldaa dugo, 
bo to mieszkanie imponowao jej swoim wielkopaskim wygldem: nie dostrzega ani 

25 


staroci i zniszczenia mebli, ani grubej, ordynarnej roboty odnawiaczy, bo j olnieway 
wspaniaej dywany, portiery aksamitne i jedwabne, pokrycia mebli, meble zocone, stoliki 
inkrustowane metalami i koci, biurka i szafeczki z mahoniu, z ozdobami z brzu i z nogami 
wieo dopasowanymi, powleczonymi czerwonym bejcem; marmurowe kominki z kratami ze 
zoconego brzu wywieray na ni wpyw magnetyczny  kiedy marzya o takich kominkach, 
spotykaa si z nimi dotychczas w romansach tylko. Wielkie zwierciada przeke, w poowie 
olepe, we wspaniaych, wieo odzoconych ramach barokowych, patrzyy ze wszystkich 
stron, jak zamierajce smutne oczy; nie widziaa tego, bo rada spostrzega odbicie swojej 
postaci, bo j porywao to mieszkanie. Ogldaa po kilka razy jedno, cieszya si jak dziecko 
ze wietnie byszczcej zabawki, ale na zewntrz nie objawiaa zadowolenia, tylko chodzia 
wyniosa, majestatyczna, wspaniaa, bo te wielkie i wysokie pokoje, te sprzty starowieckie, 
ten przepych butwiejcy oddziaywa na ni szczeglnie, czua si jakby na scenie, jakby w 
jakiej roli margrabiny, wic bezwiednie przybieraa odpowiednie ruchy, gesty, spojrzenia, 
nawet dwik gosu modulowaa inaczej. 

Koczyli ju oglda, gdy stara si zjawia zapraszajc na podwieczorek do siebie. 

Przez korytarz czcy paac z oficyn i kuchni pust, bo wszystkie suce ucieky do 
sieni i tylko przez szpar niedomknitych drzwi wida byo ich oczy, przeszli do jadalnego 
pokoju Grzesikiewiczw. Przy stole panowao milczenie, bo stary nie wiedzia o czym mwi, 
matka krztaa si przynoszc cae gry rozmaitych przysmakw, a Andrzej by oniemielony 
spojrzeniami Janki, jakimi obrzucaa pokj i rodzicw. 

Dopiero pod sam wieczr, kiedy ostatnie miedziane zorze zapalay si na zachodzie, przyjechaa 
Jzia i rozmowa si oywia. 

Gbiska bya w szczeglnie wesoym usposobieniu dnia tego. Ucaowaa Jank z serdecznoci, 
miaa si, artowaa z Andrzeja, pia wdk z ojcem i co chwila zarzucaa przysz 
bratow gradem caym zachwytw, wypowiadanych w poowie po francusku, w poowie 
po polsku. 

 Matka, syszysz?... Jzia gada po zagranicznemu!  zawoa zdumiony Grzesikiewicz, bo 
uczenie si francuskiego jzyka Jzia trzymaa w wielkiej tajemnicy. 
 A juci, abo to w klasach bya! abo si uczya od gubernantek?...  wtpia prosto stara. 
Jzi kolorowe oczy zamigotay wciekoci, przykrya je spiesznie binoklami i szepna 
ironicznie po francusku do Janki. 

 Musi si pani uzbroi w wielki zapas pobaliwoci dla naszych rodzicw. 
 Jzia, a to jak Boga tego, mw no po ludzku, czowiek siedzi, jak na kazaniu niemieckim, 
a to ino szerc... szerc...  zacz komicznie przedrzenia. 
 Ach, jaka pani dobra, jaka dobra, tego nie wypowiem, e pani nas odwiedzia i myl, e 
i o mnie nie zapomni pani. Prosz o to koniecznie, z ca serdecznoci, no, dobrze?... panno 
Janino!... 
 A i owszem, jeli pan Andrzej zechce mnie zawie do pani. 
 Kiedy tylko pani rozkae, jestem przecie na rozkazy. 
 Przyjedcie, tylko z pewnoci, bdzie to prawdziwe wito dla nas, moja droga panno 
Janino!...  i tak si przymilaa, tak asia, takimi pieszczotliwymi akcentami drgay jej sowa, 
e stary szepn cicho do ony: 
 Jucha, musiaa kogo oszwabi, kiedy taka ucieszna dzisiaj. 
 Widziaa pani ju paac?... prawda, e adny. 
 Bardzo adny, nie mylaam nawet, e tak w nim piknie. 
 Krlewskie mieszkanie, ale dla pani nie ma nic zbyt wspaniaego, nic, sowo honoru daj, 
e jestem z pani dumna. 
Jank mieszay jej sowa, odczuwaa pod tymi gadkimi i piknymi frazesami nieszczero, 
zreszt bya bardzo czua na szar, a Jzia przesadzaa w czuociach i komplementach, nawet 
Andrzej spoglda na siostr troch niespokojnie i ze zdziwieniem, nie poznawa jej. 

26 


Gdy zmierzch si zrobi i ksiyc wypyn znad lasw, Janka podniosa si do odjazdu. 
Poegnaa si ze wszystkimi bardzo serdecznie. Stary sam j wsadza do sanek, okrywa jej 
nogi i gdy sanki pomkny z brzkiem spod oficyny, szepn: 

 Jucha ten Jdrek, wybra se pannic niby ani, jak Boga tego kocham, bdzie chop uywa. 
Jzia spogldaa za odjedajcymi ironicznym, drwicym wzrokiem. 
27 


VI 


 Pojedziemy si przejecha, panno Janino! 
 Gdzie tylko pan chce. 
 Waek, jed do szosy. Co byo niewaciwe, to nieche nam pani daruje!...  zacz niemiao. 
 Ale, panie Andrzeju, daj sowo, e te kilka godzin przepdzonych u pastwa sprawiy 
mi prawdziw przyjemno, za ktr panu serdecznie dzikuj. 
 Gdyby pani wiedziaa, jak pani kocham, jakiego szczcia pragn dla pani!  mwi gorco, 
okrywajc jej rce pocaunkami. Zamilk, bo wjechali na szos i konie ruszyy z kopyta; 
przygarn j do siebie rk i siedzieli tak, milczc i poddajc si rozkoszy: on siedzenia przy 
niej, trzymania jej prawi w objciu, e czu jej oddech na twarzy; ona za temu nieokrelonemu 
uczuciu zadowolenia, jakie wywioza z Krosnowy. 
Konie biegy tak szalenie prdko, e w ptorej godziny zrobili trzy mile. Stangret wjecha 
do Miechowa i przystan przed cukierni. 

 Janie panie, koniom trza da zipn i przegry co  tumaczy. 
 A dobrze, wytrzyj je, pookrywaj, niechaj wytchn, bo za godzin wracamy. Panno Janino, 
wstpimy do cukierni na herbat. 
 Doprawdy, wolaabym poczeka w sankach. 
 Nie, nie zgodz si na to, zazibiaby si pani. 
 Tak, ale znowu...  wahaa si chwil, wreszcie wysiada i weszli do cukierni. Wybraa 
jaki zacieniony wicej stolik. 
Koczyli prawie herbat, gdy przed dom zajechay z brzkiem sanki i do rodka wpad 
mody, czarno ubrany czowiek. 
Andrzej podszed do niego i zaraz go przyprowadzi i przedstawi. 
By to Witowski. 

 Wyjechalimy z Krosnowy przejecha si, ale e sanna wietna, konie szy dobrze, wic 
znalelimy si a tutaj  objania Andrzej robic mu miejsce obok siebie. 
 I mnie spotkao co podobnego. Jadzia pojechaa do Jasinowskich, wybraem si po ni i 
po drodze wstpiem na czarn kaw. 
 No, po drodze nie tak bardzo, dziesi wiorst w bok  zamia si Andrzej. 
 Tak, ale moimi komi dwadziecia minut. 
 Kiedy jedziesz za granic?... chopiec! kawy gorcej i koniaku! 
 Dopiero po lubie pastwa!  skoni gow przed Janka.  A czekam dosy niecierpliwie, 
pomimo e Ada chce mnie powstrzyma jak mona najduej. 
 To musi by dosy nudne jecha daleko kolej. 
 Jak dokd, jak z kim i jak kiedy!...  odpowiada i pi wolno czarny ukrop, biorc szklank 
w obie rce i ustawicznie przyglda si nieznacznie rzucanymi spojrzeniami Jance, ktra 
siedziaa milczca i zmieszana nieco: i jego obecnoci, i swoim sam na sam z nimi; przy tym 
mieszay i irytoway j jego spojrzenia jakie badawcze a lekcewace, jego ton poufay i 
obejcie swobodne. 
 Lubi pani sann?  zapyta stawiajc szklank. 
 Czemu pan nie zapyta, czy ser lubi?... i tym mona by zacz rozmow  odpowiedziaa 
dosy porywczo, bo j oburzy impertynencki, niedbay ton zapytania. 
28 


Witowski odwrci si cay do niej. Przez chud twarz o czarnych, gbokich oczach, przebieg 
jaki twardy ton, skoni si z powag. 

 Poniewa nie zawiniem, wic niesusznie mnie pani karze; ale e widz pani po raz 
pierwszy, e jest pani narzeczon Andrzeja, e chc y w zgodzie, wic niech mi pani zapomni 
przykro mimowoln.  Wyprostowa si na krzele i spojrza na ni prosto. 
Zmieszaa si, bo to spojrzenie miao tak si, e gowa jej drgna jakim poprzecznym 
ruchem, poprawia si na krzele. 

 Pani mi odpowie?  doda. 
 Tym, e sann lubi bardzo. 
 Przypuszczam, e pani nie zna prawdziwej sanny, bo konie Andrzeja, chocia nieze, ale 
czapaki, chodz troch szybciej od wow. 
 Przesadzasz i to bardzo, trzy mile jechalimy ptory godziny. 
 To wiksza przesada, daj ci sowo, ale co tam, jedcie pastwo ze mn, odwioz was do 
Bukowca. 
Zobaczy pani i poczuje prawdziw jazd sankami. 

 To znaczy, z wywrceniem  umiechna si. 
 O, nie, a zreszt, to zaley od szczcia. 
 Miae pojecha po pann Jadwig  wtrci Andrzej, bo nierad by z propozycji Witowskiego. 
 Jasinowski j odwiezie. Ale uprzedzam, e bdziemy jechali szalenie. 
 Zgoda, ale wracani do wywrcenia... 
 O tym nie mog nic mwi. Mnie to nie obchodzi zupenie, bo wiem, e jeli si to stanie, 
to mnie nic nie bdzie, ale czy pastwu nie, tego nie wiem. 
 Bardzo ciekawa pewno, z jak pan mwi, e nic si panu nie stanie. Gdybym bya panem 
Andrzejem, wystawiabym j na prb  mwia wesoo, bo wyda si jej zarozumiaym 
pozerem. 
 O, lubi pani eksperymentowa... 
 Jedyny sposb sprawdzenia. 
Zamilk na chwil, zaczynaa go interesowa, bo przedtem by prawie pewny, e skoro jest 
narzeczon Jdrusia, wic musi by, ot, zwyk sobie gsk, tymczasem zdziwia go. Znajdowa 
zupenie co innego. 

 Dobrze, sprbujemy!  cign brwi, a mu na czole wystpiy podune prgi formujce 
rzymsk pitk. Kaza zajeda swemu stangretowi. 
 Wic jedziemy? 
 Nie, dajmy spokj, panno Janino, z tego moe by jeszcze nieszczcie. 
 Moe by, ale czas jeszcze si cofn  szepn ironicznie Witowski. 
 Sprawdzimy. Przecie pana Witowskiego konie nie mog prdzej biec od paskich? 
 A, to diaby, nie konie. Wic, chce pani?- zapyta mylc jeszcze, e Janka si cofnie. 
 O, prosz tylko  odpowiedziaa stanowczej, bo przysonione oczy Witowskiego jakby 
szydziy. 
Andrzej kaza swojemu jecha za sob. Wsiedli w sanki Witowskiego, dugie i wysane 
niedwiedzim futrem. 
Stangret cign lejcami niewielkie, w biae aty, mudzkie koniki, pookrywane siatkowymi 
kapami i obejrza si na sygna. 
Janka siedziaa w rodku. 

 Ruszaj!... a za miastem ze wszystkich si!  zawoa Witowski. 
Istotnie, za ostatnim domem, stangret zacz wista batem i konie ruszyy jak strzaa, prost, 
wyszlifowan drog. 
Noc si roztaczaa nad ziemi; po granatowych gbiach, roziskrzonych miliardami 
gwiazd, pyn ksiyc, rozsiewa i my pyem wietlistym po niegach stwardniaych, prze


29 


srebrza nagie przydrone drzewa, pokryte osidzielizn, co puchem szklistym zwieszaa si i 
trzsa za kadym drgnieniem powietrza; drzewa stay dugim, nieskoczonym szeregiem 
szkieletw, jakby z masy perowej i rozwichrzonymi, pokrconymi aonie koronami patrzyy 
w niebo i w t noc dzik zimy i pl pustych, otoczonych na dalekim widnokrgu sinymi 
waami lasw, niby jakiego morza falami, co zastygy i skamieniay. Po drodze wytartej 
pozami sa, po niegach pokrywajcych pola jednostajn zimn biaoci, po drzewach, po 
krzyach przydronych oszroniaych, wycigajcych czarne ramiona na rozdroach, wczyy 
si i przebiegay byski wietliste i skrzyy si tajemniczo i nieuchwytnie, niby jakie widmo 
wiate i barw lata umarego. A tam, pod wzgrzami biaymi, siedziay cicho wsie dugie, 
jakby wielkie jakie ostyge potwory, o setkach czworoktnych czerwonawych oczu i zdaway 
si ucieka z popiechem w ty. 

Mrz bra coraz siarczystszy, konie pokryy si bia pian i tak leciay, e prawie brzuchami 
dotykay drogi i tylko od czasu do czasu kwiczay dziko i biy kopytami coraz szybciej. 

 Dobrze pani?  zapyta cicho Witowski. 
 Prdzej! prdzej!...  szeptaa, upojona tym ruchem szalonym. 
Witowski skoczy na kozio, schwyci lejce i zacz powistywa na konie; zaray radonie, 
wisn je batem; tak poderway sanki i poniosy, e gdyby by Andrzej wp nie 
uchwyci Janki, byaby wyleciaa z siedzenia. 

Zacza si prawdziwie szalona jazda. Tchu nie mogli zapa. Wsie, drzewa, krzye, 
karczmy, przestrzenie, wszystko to zlao si w jaki kb spltany, migajcy, niewyrany, 
ktry si przewala z niezmiern szybkoci i toczy jakby w przepa jak; a oni porwani, 
oniemieli, z dzik radoci w sercach lecieli... lecieli... lecieli... nieg pryskajcy spod kopyt 
koskich zasypywa im twarze i pali pomieniem. 

 Czy teraz dobrze?  rzuci drwico. Nie odpowiedziaa, bo nie miaa si i strach jaki 
bezwiedny jeszcze przysania jej oczy krwawym tumanem; przyciskaa si do Andrzeja, ktry 
j trzyma silnie, ale i w nim niepokj rs co chwila wikszy, bo konie szalay, zaczy 
kwicze dziko i rzuca si w bok, ale Witowski trzyma je na wodzy elazn rk, smaga 
potnie, znaglajc do biegu i od czasu do czasu Janka widziaa jego profil, zwrcony do siebie 
i czarne, zimne oczy, i ten umiech dziwny, ktry j przejmowa dreszczem, ale za nic na 
wiecie nie przyznaaby si do obawy; zaczynaa traci przytomno, zesaba, czua szalony 
zawrt gowy, poryway j te charakterystyczne mdoci, jak przed chorob morsk, omdlewaa 
ze wzruszenia, ale milczaa. 
Przelecieli las jak burza, tylko ostre, gwatowne dwiki dzwonkw pozostay po nich i leciay 
po cichym, oniemiaym lesie, i jak burza wpadli przed stacj. Zatrzyma konie tak 
gwatownie, e zaryy nozdrzami w niegu. 

 Nie chciao si nas uczepi nieszczcie!  rzek Witowski spokojnie, oddajc lejce stangretowi. 
Janka wysiada spiesznie, ale stanwszy zachwiaa si i upada zemdlona w nieg. 
 Histeryczka!  mrukn Witowski, obwin si futrem i nie egnajc si z nikim kaza 
wykrci i odjecha. 
Andrzej przestraszony porwa Jank na rce. Panna Martyna i Maria z Janow zajy si 
ni i przywracay do przytomnoci, a on nie miejc wej do pokoju siedzia w kuchni i gryz 
rce i wsy ze zoci na siebie. 

Przysuchiwa si przez drzwi narzekaniom kobiet i paczom aosnym Janowej i taka go 
rozpacz ogarna, e tuk obcasem w skrzynk, a deski pkay, rzuca si do drzwi i chcia 
wej si do pokoju, gdzie leaa Janka, ale Martyna rozkrzyowaa si we drzwiach i gosem 
wyniosym powiedziaa:

  Nie mona!... janie pan wiedzie powinien, e nie wypada panu tutaj wchodzi. 
Ale w kilkanacie minut okropnych dla niego, bo zdawao mu si, e Janka ju umara, 
usysza jej gos. Wpad ,niby wichura i nie zwaajc na kobiety przedar si do sypialni i 

30 


upad przy ku na kolana, okrywajc jej rce pocaunkami i przepraszajc najszczerzej jak 
mg. 

 Moja wina, niech mi pani daruje, znam przecie tego diaba, on by powici cay wiat, 
ale po com si ja zgodzi. Doprawdy, mylaem, e pani ju nie yje. 
 Nic mi nie jest, zwyczajne omdlenie z nadmiaru takich silnych wrae, za silnych  mwia 
z umiechem i przymykaa oczy, przechylaa si nieco w ty na poduszce, bo si jej wydawao, 
e jeszcze jedzie. 
 Nie, jak Pana Boga kocham, nie daruj!  wykrzykn. 
 Przeciwnie, prosz pana bardzo o to, zapomnijmy... to bya moja wina, ja tego chciaam. 
Czy pan Witowski ju odjecha? 
 Zapewne ju w domu. 
 Pierwszy raz w yciu zemdlaam, zrobio mi si tak sabo, tak si zakrci wiat ze mn, 
e pamitam tylko tyle, jak upadaam, a pniej nic. Moe si umiera tak samo. 
 Niech pani nie mwi o mierci. 
 Boi si pan mierci? 
 Przyznam si szczerze, e przede wszystkim staram si nie myle o niej, bo mnie zaraz 
dawi jaki okropny strach. O, tak, boj si mierci, boj. 
Rozmawiali jeszcze chwil i wkrtce Andrzej odjecha, a Janka nie mogc usn rozmylaa 
o Witowskim. To oczy jego wyglday ze nienych, roziskrzonych przestrzeni i chwiay 
si z powiewem wiatru ponc ponuro; to profil jego suchy, twardy, migota tu przed ni, to 
ten spiowy gos syszaa tak wyranie, e przejmowa j dreszczem i jakie ciepe nieznane 
fale pulsoway w jej yach. 

Zaczyna zajmowa jej wyobrani, mylaa o nim duej i a si zdziwia uwiadomiwszy 
sobie, e tak wiele si nim zajmuje; ale, pomimo e odsuna go w gb pamici, chciaa si 
dowiedzie bliszych szczegw o nim. Zaciekawia j i podrania. 

Miaa si spyta Andrzeja, ktry na drugi dzie przyjecha wczeniej, aby si dowiedzie o 
jej zdrowie; ale spojrzawszy w jego szczere, pene mioci oczy zaniechaa bo przesuna si 
przed ni twarz tamtego i bezwiednie porwnywaa. 

 Moe i dzisiaj zechce si pani przejecha troch?  proponowa. 
 Dzikuj, ale na dosy dugo starczy mi wrae wczorajszych. 
Nie sza im rozmowa dzisiaj, Jank mieszay jego czyste, gorce spojrzenia, jakimi j obrzuca, 
gos jego j drani, bo z powodu przezibienia chrypia troch, zawadza jej, bo musiaa 
z nim siedzie i nawet z pewn ulg poegnaa go i powrcia do szwaczek, ktre ju 
koczyy szy wypraw. Martyna pieszya si gorczkowo, bo czekay na ni konie z jakiego 
dworu, gdzie miaa zaraz jecha. 

 Jad do pastwa Borzckich; magnacki dom; starsza crka, panna Cecylia wychodzi za 
m, za jakiego Winiewskiego, doktorzyn z Warszawy; mezalians, ale podobno si kochaj! 
 skrzywia si ironicznie.  Jake si pani podoba przyszy pani dom?  zapytaa i 
pochylia gow nad spodkiem z konfiturami nabierajc winie na ig, eby ukry drwicy 
umieszek, jakiego powstrzyma nie moga. 
 Bardzo mi si podoba, przelicznie urzdzony, przepychem niesychanym. 
 Chamskim!  mylaa Martyna i wyblade jej oczy zawieciy pogard. 
 Wie pani, bdzie temu dwa lata, .szyam wypraw u pastwa K. na Litwie, magnacki 
dom, jedynaczka ich wychodzia za m za pana Wodka, przeliczny mczyzna. Na tydzie 
przed lubem pojechali na spacer sankami, panna si zazibia i zachorowaa, nie umara 
wprawdzie, ale maestwo si rozwiao, bo rodzice uwaali, e to zy znak. 
 Wic?...  zapytaa si Janka odwracajc si szybko do niej. 
 Ja nie chc przez to powiedzie, nic, tylko mi na myl przyszo pani zemdlenie i przypomniaam 
sobie t histori. To si czasem tak dziwnie skada, to takie dziwne rzeczy nieraz 
przychodz, nie wiadomo skd...  mwia takim zowrbnym gosem, e Janka zirytowaa 
31 


si i odesza do swojego pokoju, ale Orowski zawoa j do saloniku i zacz cicho wypytywa 
o Krosnowe i o jej zdrowie. 

Opowiadaa mu szczegowo, zdawa si nie sysze, patrzy tpym, zmconym wzrokiem 
w okno i automatycznie gadzi brod; gdy skoczya, rzek najspokojniej: 

 Jake tam w Krosnowie? paac adny? przyjli ci szczerze? 
 Ale w tej chwili opowiadaam o wszystkim, nie sysza ojciec, co ojcu jest? 
 Nic, nic, a prawda, syszaem, dywany, brzy, porcelana sewrska, stoowy wykadany 
dbem, prawda, syszaem. Wic idziesz za Andrzeja?  zapyta podnoszc na ni ciko oczy 
i z takim dziwnie przejmujcym akcentem, e zadraa. 
 Dlaczego ojciec pyta si w ten sposb?  zawoaa przestraszona i chciaa, go uj za rce. 
 Nie, nie!...  zakrzykn cofajc si gwatownie.  Widzisz, mylaem, e si rozmylia, 
e... e...  mwi wolniej i raptownie podnis si i wyszed do swego pokoju. 

Chory!  pomylaa i w chwil potem zajrzaa za nim. 

Orowski sta przed biurkiem z twarz pochylon do ciany, nieruchomo i cicho. 

Cofna si z niepokojem w sercu i na prno staraa sobie wytumaczy jego stan, ale 
uspokoia si, bo przy wieczornej herbacie, gdy zostali sami  szwaczki ju odjechay  Orowski 
by w zwykym usposobieniu, zauwaya tylko jaki ledwie pochwytny odcie zdumienia 
czy przestrachu, jaki mia w oczach i to, e odchodzc spa wczeniej ni zwykle, nie 
pocaowa jej. 

Przeczuwaa, e ma jakie wielkie zmartwienie, e musiao go co spotka na subie i 
chcc si dowiedzie posza do Zaleskich. Byli oboje w domu, ona graa, a on prbowa 
piewa jak wielk ari, bo teraz sycha go byo na stacji dnie cae wypiewujcego nieustannie. 


Usiada milczc, eby doczeka si koca piewu. Henio wypra si po bohatersku i z 
rk na sercu, w pozie tenora heroicznego wydziera wprost gos z siebie i rzuca zabjcze 
spojrzenia na onusi, ktra, jaka rozpromieniona, z rozrzucon grzywk, spotniaa od wysiku, 
zdenerwowana, poddawaa mu gosem i dwikami tony i wybijaa jeszcze od czasu do 
czasu takt nog. 

 Jake si pani mj gos podoba, prawda, e jest?  skromnie pyta po skoczeniu. 
 Zdumiewajcy! przepraszam, e przeszkadzam, ale przyszam z prob. 
Henio si wypry, wycign mankietki, musn wsiki, skoni nisko, przysun krzeso, 
usiad z min bardzo powan i bardzo wdziczn i sucha. 
Opowiedziaa mu swoje przypuszczenia co do ojca. 

 Nic nie wiem, nic, daj sowo!  rzek patetycznie, ale jako zesztywnia, spoglda 
przelotnie, porozumiewajce, na onusi, ktra suchaa rozmowy z twarz zatopion w nu-
tach rozoonych na pulpicie. Jank zdziwio jego zachowanie si, odczua, e ukrywa co 
przed ni i utwierdzia si jeszcze bardziej w przypuszczeniach. Poegnaa si prdko i wstpia 
do kancelarii, aby zapyta si Stasia, bo obawa jaka ciemna a bolesna przepeniaa jej 
serce, ale w kancelarii by Kara, pokazywa pod wiato karty z pornograficznymi rysunkami 
i mia si jakim ohydnym miechem, podobnym do rechotania wi. Sta, rozczerwieniony, 
z oczyma na wierzchu niby aba wpatrujca si w soce, sta i patrzy. Zamkna prdko 
drzwi i wrcia na gr. 
 Dlaczego ja si denerwuj?  mylaa.  Przecie nic si nie stao, nic!  i szukaa myl 
przyczyn tego dziwnego nastroju; nic nie znalaza, ale pomimo to zdenerwowanie nie ustpowao, 
niepokj rs i coraz gstszymi wknami opasywa jej serce. 
Nastpnego dnia Andrzej nie przyjecha wcale; czekaa go do pna. 

 Musia gdzie pojecha... nie mwi mi, e wyjedzie...  przypominaa sobie i po kilkakro 
sza do kuchni, aby oknem popatrzy na rozsrebrzony las, na pusty podjazd i na dug 
bia wstg drogi, ginc w lesie. Pusto byo wszdzie i cicho. 
32 


Orowski milcza cay wieczr i chodzi zgarbiony dokoa stou, targa brod, rzuca ramionami 
i znowu nie caujc jej na dobranoc, odszed do siebie. 

 Co to jest? dlaczego?  mylaa. Nastpnego dnia Andrzej take si nie zjawi. 
Jank zaczy trapi drczce, ze przeczucia. Szy na ni, jak te chmury oowiane, cikie, 
jakie zaczy zasnuwa horyzont i zaciemnia wiat, jak te wichry, ktre zryway si z pl, 
poryway kby niegu, tarzay si w nienych tumanach i giny w nagej, przeraajcej ciszy. 


Niepokoio j niepokazywanie si Andrzeja, przestrasza ojciec, ktry ca noc chodzi po 
swoim pokoju i rozmawia z sob. Drczyo i rozdraniao j wszystko. 

Nie moga spa w nocy, bo Zaleska graa duej i smutniej jako tego wieczora; suchajc 
tych oddalonych kajcych dwikw zdawao si jej, e to las tak pacze i skary si. Wygldaa 
oknem w noc ciemn, burzliw, rozwian wichrami, szalejc i uczuwaa, e j dawi 
strach mocny i okropny, patrzya si rozszerzonymi oczyma w zawieruch, co niby orkan 
kbia si, wirowaa w olbrzymich lejach i bia niestrudzenie w las, ktry si pokada, jcza, 
gi, ale wstawa i rozsroony, straszny jaki, w obokach kurzawy, hucza ponury hymn walki. 


 To okropne!  szeptaa siadajc na ku, a nie mogc wysiedzie zrywaa si, jakby 
chcc ucieka i padaa na ma otomank, skrcaa si w kbek, chowaa gow i leaa tak 
dugo, uspokajajc si powoli rozmylaniem. 
Andrzej znowu nie przyjecha. Janka, pomimo e cigle sobie przypominaa, i go nie kocha 
przecie, e nic jej nie obchodzi, czy on jest lub go nie ma, powiedziaa ojcu, e naleaoby 
posa do Krosnowy i dowiedzie si, co si tam stao. 

 Widziaem pana Grzesikiewicza w bufecie  powiedzia wierkoski syszc jej sowa. 
 Kiedy? 
 Dzisiaj. 
 Przywidziao si panu. Rcz, e gdyby by w bufecie, byby i tutaj!  odpowiedziaa 
gniewnie.  Czego ten idiota chce, po co dzisiaj przyszed?  pomylaa. 
 Rcz pani, e w bufecie by. Wydawa si jaki zmartwiony, wpad do bufetu, siedzielimy 
z Karasiem i ogldali nowe karty, jakie sprowadzi z Sosnowca, przystan przy nas, popatrzy 
i zaraz wyszed; mylelimy, e poszed, jak zwykle, do pastwa. 
 Nie by, musia mie wany interes i brako mu czasu...  szepna jakby usprawiedliwiajc. 
 O, tak, przecie narzeczony moe mie interesa waniejsze ni odwiedzanie... moe... 
tak... 
 Z czeg si pan mieje?  zawoaa porywczo, bo po ustach wierkoskiego przesun 
si zjadliwy umieszek. 
 Nie miej si, wydaje si pani  powiedzia powanie, wsuwajc rce w rkawy. 
Spogldaa na niego podejrzliwie, bo j uderzy jego suchy, szydzcy akcent. 
wierkoski dzisiaj by szczeglny; nie porusza si prawie na krzele, siedzia prosto i 
sztywno, tylko oczy z byskawiczn szybkoci biegay mu po pokoju. W twarzy zamknitej, 
wicej pokej i bardziej jeszcze podobnej do pyska wilka, tkwi jaki wyraz gbokiej radoci 
si powstrzymywanej i triumfu, mwi bardzo mao i gra w warcaby z Orowskim, a tak 
spokojnie przegrywa, e zawiadowca zapominajc o kopotach podrwiwa z niego. 

 Dlaczego nie wstpi, co to si dzieje?  mylaa Janka, z odraz odwracajc oczy od 
wierkoskiego i zadumywaa si nie odpowiadajc na jego zapytania. 
Nuda jaka obrzydliwa i okropna po tym zdenerwowaniu przysza i ogarniaa j ca, przesycia 
na wskro i gnbia niesychanie. 

33 


VII 


Leaa na otomanie bezmylnie zapatrzona w sufit, gdy Janowa przysza powiedzie, e 
pan z Krosnowy przyjecha i czeka w saloniku. 

 To dobrze, zaraz przyjd!  zawoaa tak ywo, e a si zarumienia i dugo patrzya w 
lustro i poprawiaa sobie wosy, nim wysza. 
Andrzej zerwa si z krzesa, pocaowa j w rk i usiad znowu, w roztargnieniu pokrcajc 
wsy. 

 Co si z panem dzieje, czy pan chory? chciaam ju dzisiaj z zapytaniem posa Rocha. 
 Zdrw jestem, nawet zupenie zdrowy jestem, tak... tak...  mwi urywanie, podnis si 
i patrzy na ni wahajco. 
 Pan taki strasznie zmieniony!...  spostrzega jego dziwn, sinaw blado, oczy podkrone 
i wiecce gorczk, usta biae i popkane. 
Nie odpowiedzia, zrobi kilka bezcelowych krokw, strzepn kurz z serwety na stole, 
przekrci nieco abaur, przystan. Patrza si teraz prosto w jej oczy, ale takim zmczonym, 
bezbrzenie aosnym wzrokiem, e zatrzsa si z trwogi. Drcymi rkoma rozpi surdut i 
dugo szuka portfelu, z ktrego wyj niewielki, w dugiej kopercie list i poda jej. Potem 
upad na krzeso jakby z absolutnego braku si, opar czoo o st i szepta gucho: 

 Niech pani przeczyta, niech pani przeczyta, niech pani...  urwa, brako mu gosu i si do 
mwienia. 

Janka najspokojniej wzia list i czytaa: 

Panie! Bardzo yczliwa osoba poczytuje sobie za wity, chrzecijaski obowizek przesa 
panu ostrzeenie: Ta, ktrej pan dajesz swoje nazwisko, ktra ma by matk twoich dzieci, 
on twoj, jest najpospolitsz awanturnic. e bya w teatrze, wie pan o tym, ale o tym, e 
bya kochank niejakiego Kotlickiego, pniej Gogowskiego, literata, a w kocu Niedzielskiego, 
zwykego szubrawca teatralnego, o tym zapewne szanownemu panu nie zdya jeszcze 
powiedzie ta, ktra z tak pogard patrzy na wiat i zwykych uczciwych ludzi. Nie powiedziaa 
prawdopodobnie i o przyczynach, jakie j zmusiy szuka przed hab ucieczki w 
samobjstwie. Spytaj si jej pan. 

Zaczam adres osoby, u ktrej mieszkaa w Warszawie, ta panu moe blisze, ciekawsze 
szczegy opowiedzie. Pniej, kiedy pan odtrci j od siebie, kiedy odetchnie powietrzem 
czystym i uspokoi si, osoba, ktra pana ostrzega, da si pozna, eby wiedzia, kto czuwa 
nad twoim nazwiskiem, a przede wszystkim, nad twoim szczciem. 

Podpisu nie byo adnego, data sprzed trzech dni. Janka czytaa wolniej, coraz wolniej, odrywaa 
oczy od listu, patrzya chwil przed siebie, oddychaa gboko i czytaa dalej, chwilami 
nie rozumiejc nic, bo litery zleway si w jedn czarn plam i krew z takim szumem 
napywaa do gowy i huczaa w skroniach, e chwiao si z ni wszystko. 

Upada na krzeso, taki okrutny spazm alu cisn jej serce. Opucia gow bezwadnie, 
bo wszystka moc j odbiega, tylko zazawionymi oczyma patrzya w prni i zdawao si 
jej, e syszy jaki potwarczy, nieubagany gos, mciwie krzyczcy: 

 Bya kochank Kotlickego! Gogowskiego! Niedzielskiego!  i ten gos smaga j 
okropnie, rozdziera jej wprost mzg hukiem i rozpra wszystkie ttnice blem. 
Andrzej patrza na ni i pi spojrzeniem z jej renic kady bysk i kade uczucie. 

34 


 Czy to... prawda?...  zapyta wolno, ale tak wolno i ciko, jak pyta umierajcy. Pot zalewa 
mu oczy wiecce krwawo i rozpaczliwie, opiera si o st, bo wydawao mu si, e 
zaraz padnie i umrze. 
Nie odpowiedziaa, tylko patrzya na niego takim dziwnym, okropnym wzrokiem, penym 
krzyku i rozpaczy, e zadra, jaki bysk nadziei przelecia mu przez mzg: usta, oczy, caa 
twarz zacza mu lata, rkoma bi powietrze nie mogc tchu zapa i naga, olepiajca, 
miertelna rado niby burza zerwaa si w nim; nie mg mwi, trzs si ze wzruszenia i 
rzuci si jej do ng z okrzykiem jakim dzikim i zacz okrywa jej stopy i sukni pocaunkami. 


Odsuna go agodnie, podniosa z ziemi list i oddaa; a kiedy odbiera go nie rozumiejc 
nic, pochylia si szybko, pocaowaa go w rk i wysza .z pokoju. 
Sta osupiay, zmartwiay, nieprzytomny i patrzy na drzwi, ktrymi wysza. 

 A! a! a!...  wyrwao mu si z garda. Ubra si cicho i wyszed. 
Siada do sanek nieprzytomny i patrzy na stada wron, tukcych si po drodze, po kupach 
koskiego nawozu, uciekay przed komi i opaday z powrotem na dawne miejsca. Obejrza 
si za nimi. 

 Walek! gdzie ty jedziesz? Przecie mwiem, e jedziemy do Bukowca!  zawoa ostro, 
spostrzegszy, e jad lasem. 
 Ady, janie panie, przecie jedziemy z Bukowca. 
 Gupi, zawracaj do Bukowca! To idiota dopiero!...  dokoczy ciszej i gdy stangret 
speni rozkaz i wykrci, Andrzej zacz naciga machinalnie rkawiczki, a kiedy w par 
minut zatrzymali si przed stacj, wysiad, poszed na gr i zadzwoni najspokojniej. Dopiero 
zobaczywszy Janow, ktra mu drzwi otworzya, ockn si, przypomnia sobie wszystko, 
zatrzs si cay i uciek, rzuci si do sanek i krzykn: 
 Ruszaj!... prdzej!...  konie pomkny tgim kusem. 
 Prdzej!...  woa, wyrwa Wakowi bat z rki i z ca wciekoci bi konie, a zaczynay 
stawa dba i re. 
 Prdzej!... prdzej, psiakrew, prdzej!...  krzycza ochrypym gosem i bi zapamitale. 
Wreszcie upad w sanie, zatka sobie usta futrem, eby nie krzycze ze strasznego blu, jaki 
mu ar dusz. 
 Ta wita! Janka! jego narzeczona, jego idea, jest... Jezus! Jezus! Jezus!... ratuj, bo zwariuj... 
 jcza przez kanie. 
Chwilami siedzia sztywno i bezmylnie, patrzy na drog, na las czarny, otrznity wichrami 
ze niegu, na sroki, ktre w porbie wieszay si na nasiennikach i krzyczay, i wtedy 
jaka chwilowa cisza rozlewaa si w nim i przytumia burz. 

Zamkn si u siebie i rzuca po mieszkaniu, jak rozszalae zwierz tukce gow o prty 
klatki, ktra si nie otworzy. Ale bl i chaos nie ustpoway; wcieko tylko dzika miotaa 
nim coraz sroej i ten straszny, nieopowiedziany bl zawodw miosnych przeplata go na 
wskro i gryz. Po kilka razy chwyta rewolwer ze stolika i kad go po chwili, bo zapomina o 
myli, z jak go bra, bo ten zamt rozsadza mu wprost czaszk i wszystkie myli i uczucia 
plta i rozkada. 

Poszed w podwrze na wieczorny przegld gospodarstwa, ale na nic nie patrzy i nie pamita. 
Chodzi z tym. blem niby z noem w sercu i za kadym uwiadomieniem sobie wasnego 
stanu, chwia si i potyka, i chodzi dalej bezprzytomny. Przy kolacji dopiero zwrci 
uwag na ojca, ktry pijany potnie krzycza o wdk. 

 Niech mama nie daje!  okrzykn ze zoci i rozsroy si. 
 Jdrek, cicho!... jak Boga tego kocham, cicho!... matka, gorzaki postaw!  bekota stary 
i bi pici w st.  Dziedzic tu jestem, to mnie sucha, bo jak Boga tego kocham... pszo 
wszyscy!... Matka, mwi ci po dobremu, gorzaki postaw!...  i kiwa si sennie, i plu co 
chwila na wasny brzuch i na talerze rozstawione do kolacji. 
35 


Stara przestraszona postawia butelk.  Andrzej j porwa i rzuci pod piec. 
Stary wytrzewia od razu, siad prosto zapyta: 


 Co ty Jdru zrobi? 
 Widzi ojciec, co zrobiem; dosy tego pijastwa!..  ojciec opija si jak zwierz. 
 Bo mi si tak chce, Jdrusiu! bo mi si tak podoba, synku! jak Boga tego kocham. 
 Ale mnie si tak nie podoba, ja nie chc, eby si ojciec zapija. 
 Nie chcesz, Jdrusiu! nie chcesz, mj janie panie .synku! aha, to niby ty chcesz, eby ja 
nie pi...  przekomarza si stary i oczy mu zaczy byska wciekoci, a zby latay jak w 
febrze. 
 Niech mnie ojciec nie irytuje, bo...  krzykn Andrzej hamujc z trudem gniew. 
 No, bo co?... zbijesz mnie, wyrzucisz na mieci, nie dasz je?... 
 Pietru! ady na rany Chrystusowe, prosz was, ludzie!...  bagaa stara czepiajc si obu 
i starajc zaegna burz. 
 To niby ja ci zawadzam, ju by wszystko chcia zabra, jak Boga tego kocham... poczekaj 
jeszcze, poczekaj, dziecitko... mnie ta nie pilno do Abramka na piwo... oho, jeszcze dugo 
musisz tylko wcha mj majtek. To mnie aujesz gorzaki, a cae tysice rubli pakujesz 
na swoj grafini!... to se kupujesz jaksamity i sajety, a mnie nie chcesz da gorzaki; a przecie 
to wszystko moje... a przecie ja tu dziedzic i pan, jak Boga tego kocham... a tobie od 
wszystkiego wara, jak psu!... jak ci ka poliza, to li! ale ugry nie wolno, bo nog w zby 
i za drzwi!. pszo!... jucho jedna, pszo!... 
Andrzej si zerwa gwatownie, ale rzek dosy spokojnie: 

 To dobrze, nieche sobie ojciec zostaje dziedzicem, ja jutro wyjedam. 
 Jed, Jdru! jed, janie synku, do Italii z janie synow na pomaracze, ale pierwej rachunki 
z foliwarkw z, wylicz si!... Ho, jaki mdrala, jak Boga tego kocham... obowi si 
niezgorzej, a teraz powiada: pocauj psa w nos, odjedam!... 
 Co wziem, gdziem si obowi, com ojcu ukrad?  krzycza Andrzej z wciekoci.  
Daje mi ojciec chocia grosz na pensj? Ile razy ojciec naciga mnie na poyczki? kiedy rachunkw 
nie skadaem? co?... a odnawiam paac, to ojciec dobrze wie, e za oszczdnoci, za 
konie, ktre mi wolno chowa, mam to w kontrakcie. To, za to, e robi i za pana, i za parobka, 
e cay dzie jak pies z wywieszonym ozorem latam przy gospodarstwie; to, za to, e zaprowadziem 
gospodarstwo lene, e zaprowadziem podozmian, e podniosem dochd w 
dwjnasb, e pracuj jak w  ojciec robi mnie jeszcze zodziejem!... Mnie zodziejem za 
to, e ojciec si upija jak winia i nie wie, co si z nim robi i ojciec mi tak mie powiedzie? 

 A miem, dziedzic tu jestem, bo pan tu jestem, sucha i basta, a nie, to... pszo!... 
 Ja zodziej, ja!...  krzycza, zerwa si z krzesa, chwyci starego za klapy i zacz trz 
nim z caej siy niby snopem somy.  eby mi to powiedzia kto obcy, to zabibym jak psa... 
 Pu, Jdru, Jdru, pu!...  jcza stary i znowu poczu, e jest pijany; przymkn 
oczy i czeka, rycho go syn zacznie tuc o piec. 
Stara z paczem rzucia si pomidzy nich. 

 Karczmarska dusza, psiakrew!...  sykn Andrzej, rzuci starego niby pk achw na 
ko i wyszed. 
 Pietru! laboga, Pietru!...  zawoaa matka potrzsajc .rozpaczliwie starym, bo lea 
chwil jak koda nieruchomy, ale wkrtce otworzy oczy i podnis si przy jej pomocy, obmaca 
sobie gow i boki, i rzek trzewo: 
 Dobra nasza! niczego w kosteczkach nie brakuje! A to honorna cierwa, jak Boga tego 
kocham, kiej szlachcic...  zakoczy z jak gbok satysfakcj i podziwem. 
 Ty pijanico! pieko zrobie, a jak Jdru pojedzie sobie, to bdziesz mia... 
 Gupia, stara, a gdzie to pojedzie, h?... 
 A juci, to un, co taki uczony, niby nie poradzi sobie; a zreszt, bo to jego panna nie ma 
pienidzy?... to ty bdziesz moj pociech, mojego jedynaka wygania, co?... 
36 


 Guptas, nie wydziwiaj! Jdru nie pojedzie, bo mu zaraz jutro u regenta zapisz wszystko. 
Wart tego, juci, e prawda, ale co honorna jucha, to honorna...  podrapa si po gowie. 
 A mocny jak ko; rzuci mnie kiej snopek. Ho, ho!... uda mi si parobek, jak Boga tego 
kocham, uda mi si. Pjd i przeprosz go, co?... jak matka zrobi? i, czy nie? 
 Id!... przecie, e trza go przeprosi; ja bym sama posza, ino miaoci nie mam. 
Stary poszed, ale troch niemiao, wstyd mu byo wasnego uniesienia. 
Andrzeja nie byo w mieszkaniu, wybieg od rodzicw w najwyszym rozdranieniu; ktnia, 
do ktrej zreszt nie przywizywa wagi, bo podobne czsto byway, dopenia miary jego 
zdenerwowania. 
Polecia na przeaj polami do Witowskiego. 

37 


VIII 


Noc bya chmurna i wietrzna, od pnocy cigny nie skoczonym szeregiem szare, bezksztatne 
chmury, podobne do porozrywanych bel baweny: wiatr mikki przewistywa i 
nis szum lasw huczcych w oddali jak burza, nieg prszy mokrymi patkami i opada 
ciko na ziemi. 

Andrzej szed spiesznie, do Witowa byo tylko pi wiorst, ale niegi i ta droga przez zaspy 
i zagony zmczyy go potnie. Ochon z gwatownoci, ale samowiedza nieszczcia 
przenikaa go aoci rozpaczliw. Skary si w duchu tym obszarom nocy. Czu si tak 
nieszczliwy, e przystawa i obrzuca przestrzenie wzrokiem bagajcym o pomoc, o zmiowanie 
i szed dalej z t niepewnoci czowieka, ktry straci drog i znale drugiej nie 
moe. 

Do Witowskich pchaa go sia przyzwyczajenia i to, e Witowski panowa nad nim. Andrzej 
nie tylko go sucha, ale wierzy mu zupenie, bo w swoim osamotnieniu mia dusz 
przyjazn, przed ktr mg si wywntrza. Witowski nigdy go nie oszczdza i zawsze ci 
niby brzytw sarkazmem, ale go kocha. Byy to dwa szczyty; pierwszy, czowiek z ludu, silny 
i prosty, w poowie tylko okrzesany cywilizacj  i przerafinowany potomek wojewodw, 
histeryk prawie, a z pewnoci neurastenik. Dopeniali si. 

Andrzej przeszed most, bo wielki dom, dawny zameczek obronny sta na wysepce, i 
wszed do przedpokoju. 

Lokaj w liberii oczyci go ze niegu. 

 Gdzie pastwo? 
 W bibliotece. 
Przeszed wielki ciemny salon, jaki mniejszy pokoik i zatrzyma si przed zapuszczon 
portier, spoza ktrej rozlega si monotonny gos lektorki: 
Panie! otom jest w przygodzie: ciao moje chore, a serce udrczone smutkiem, ktry je 
uciska. A teraz c powiem? Niech Twoja wola si stanie! 
Nie sucha wicej, odchyli portier i wszed. 

 Miaem posa po ciebie  powiedzia Witowski ciskajc mu rk. 
 Mylaam dzisiaj o panu!  odezwaa si panna Jadwiga siedzca w gbokim fotelu. 
 Jedziesz z domu czy od narzeczonej? 
 Z domu przyszedem... ale przeszkadzam, to zabior pani brata i wyjd. 
 Nie, nie zgodz si na to dzisiaj. Panno Aurelio, odmy czytanie!  zwrcia si do 
lektorki, ktra zaraz wysza.  Masz na dzisiaj dosy Naladowania!... namwiam po raz 
pierwszy, eby sucha...  zwrcia si do Andrzeja. 
 I suchaem. Dziwna rzecz, jak te sowa s przesiknite zami, poddaniem si, ufnoci 
bezgraniczn; ca w tym poezji! 
 Moe jeszcze tak samo bdziesz wierzy!  szepna jakim srebrnym gosem, zwracajc 
na niego cudne, ale bez blasku, martwe oczy. 
 Od zachwytu do wiary znacznie dalsza droga, ni nam si zdaje. 
 Sdz, e nie. 
Zaczli jedn z tych przesubtelnych rozmw, w ktrych nie tylko sowa i pojcia, ale ich 
najlejsze odcienie rozcina si i przepatruje. Andrzej zwykle milcza, bo albo nie rozumia, o 
czym. mwi, albo si nudzi, ale dzisiaj opuci si w krzele i nic nie sysza zupenie, a czu 

38 


si tak wyczerpany, rozbolay, zmiadony, e siedzia w uroczystej ciszy duszy, omdlewajcy 
z nadmiaru cierpienia. 

 My mwimy, a pan Andrzej co milczy zawzicie. 
 Je mi si chce  powiedzia szczerze, bo w tej chwili przypomnia sobie, e nie jad od 
rana i gd zacz mu ssa wntrznoci. 
 Od trzech dni mao co jadem  usprawiedliwia si. 
 O, to co niezwykego! co ci si stao? konie pady, owce zdychaj? 
 O, nie, nie!...  zaprzecza smutnie, nie odczuwajc ironii. 
 Z rodzicw ktre chore?  zapytaa Jadwiga ze wspczuciem  bo po gosie czuj, e 
pan cierpi. 
 Niesychane! Andrzej cierpi i cierpi nie z powodu strat materialnych... aha, moe ty 
chory? 
 Zdrw jestem, ale uwaasz mnie za proste zwierz, bez duszy i bez serca. 
 Nie, ale mylaem, e te organa nie funkcjonuj u ciebie. 
 Wic za kog ty mnie masz?  zapyta mocno dotknity. 
 W kadym razie za czowieka, a uwaaj, e Jasinowskiemu ju tego przyzna nie mog. 
 Dzikuj, bo to zaszczyt by zakwalifikowanym przez ciebie do ludzkiego rodzaju. 
 Gatunku!...  poprawi Witowski unoszc gow z. fotelu, na ktrym buja. 
 A, tak, marnego, podego, stadowego gatunku, ktry nie umie kocha, nie moe cierpie... 
tak, rozumiem ci, rozumiem was!...  zacz si unosi, gos mu brzmia gorycz i 
alem, a w oczach pon ponury ogie.  Kt ja jestem?... cham, prosty cham... bydl prawie 
dla ciebie... o, tak, my nie cierpimy, my nie kochamy, my nie czujemy. Tak, c ja jestem? 
zwierz pocigowe; czowiek, ktry widzia tylko z cywilizacji ubranie i potrzeby niektre; 
ty przecie mwisz mi codziennie o tym, bo sobie nie zadajesz trudu zajrze do mojego 
wntrza, bo nie wierzysz, ebym mg myle i zajmowa si nie tylko komi, gospodarstwem, 
lasem, ziemi... a zreszt, co mnie to obchodzi!...  dokoczy ciszej i zamilk. 
 Pan cierpi bardzo, panie Andrzeju?... poka si pan!...  uja go za rk i podprowadzia 
pod lamp, okryt jedwabnym, zielonym abaurem i z bliska zajrzaa mu w oczy.  Bardzo 
pan cierpi...  szepna smutnie, usta jej drgny wielk litoci. Wrcia do swojego fotelu, 
delikatnie rozpoznajc drog rkoma, bo sprzty rysoway si jej niby we mgle niezdecydowanymi 
konturami. 
 Moe poradzimy... jeli mona, powiedz pan, co si stao?... kade serce ludzkie, to 
wszechwiat zaludniony miliardami blw. Straszne, straszne!...  szeptaa cicho i cudn 
gow zwiesia na piersi, a w marwych, wystygych oczach bysny zy. 
Andrzej poruszy si, spojrza na ni z wdzicznoci i uwielbieniem, ale pochwyci przelotnie 
wyraz twarzy Witowskiego, jaki pogardliwy i cae wyznanie, jakie mia ju na ustach, 
zamkn w sobie. Zesztywnia nagle, zapi bezwiednie surdut, jakby go mrone tchnienie 
owiao i podkrcajc wsa mwi, silc si na spokj i obojtno: 

 Bagatela!... sowo pani daj... mae nieporozumienie domowe... 
 Domowe...  szepn przecigle Witowski lec w fotelu, zapatrzony w malowane na suficie 
Trytony dmce w muszle. 
 Ach! te niesnaski rodzinne s zwykle najboleniejsze, bo scz w dusz rozdranienie i 
zo, niby z czary pknitej, kropla po kropli i ani si spostrzee czowiek, jak znienawidzi 
ten swj dom, przysta jedyn... jak przeklina; a to wszystko z powodu braku pobaliwoci, 
wyrozumienia. 
 Tak!...  szepn znowu Witowski ziewajc gono. 
 Szczcie, e my ze Stefem nie kcimy si nigdy, nawet w czasach najciszej ndzy, 
kiedy nas dawia w Londynie, aden cie nie mci naszego przywizania. 
 Stawiaj te pastwa za wzr zgody i mioci rodzinnej. 
 I wariactwa!  dorzuci szyderczo Witowski. 
39 


Przyniesiono stolik, pokryty potrawami, przed Andrzeja. Zacz je chciwie. 

Milczenie zalego pokj. 

Witowski patrza wci w sufit z ironicznym, gryzcym wyrazem ust, a Jadwiga wstaa i 
zacza chodzi wzdu pokoju, wycignitymi rkoma dotykajc sprztw i t cudown intuicj 
lepych omijajc zawady. 

 Kiedy pan mnie zaznajomi z narzeczon? Pragn si jej dotkn i pozna. Myl, marz 
nawet, e stworzymy sobie we czworo mocny zwizek dusz zbratanych, oddanych zupenie 
sobie. 
 Liliowy bukiet dusz, zwizanych surowcem  rzuci Stefan spogldajc na Andrzeja. 
Andrzej uda, e nie rozumie przycinku. 
 To moje gbokie marzenie: mie naokoo siebie duo dobrych ludzi i wtedy, kiedy ju 
wiat zniknie zupenie dla moich oczu, kiedy ta wielka noc zatopi moje ciao, czu przy sobie 
serca dobre i czerpa z ich ycia troch si do znoszenia ciaru wasnej egzystencji. O, to s 
egoistyczne uczucia, wiem; ale tak mi trudno si ich wyrzec, tak trudno...  mwia stojc na 
rodku pokoju z oczyma wzniesionymi do gry i z rkoma wycignitymi.  Nie mog znale 
innej radoci, a chocia nie mam prawa ju do adnej... 
 Ada!  powiedzia z uczuciem Witowski podchodzc do niej.  Nie mw tak, nie myl o 
tym, bo mnie to rozdziera i ciebie wzburza, i przypiesza ten kres straszny. Nie mw, 
umiechnij si, siostro!  prosi gbokim, przejtym zami gosem, bo jej twarz jasna, wzniesiona 
nieco, bya pena surowoci blu, jaki szarpa jej sercem. 
Dotkna si jego twarzy jakim matczynym, penym czuoci ruchem i umiech, podobny 
do umiechw kwiatw konajcych, przysypanych ziemi, wykwit! na bladych ustach. 

 Myli s niby ptaki; zrywaj si z gazi, aby usi na drugiej, ale padaj daleko, daleko, 
daleko... bo ju w locie spostrzegszy wyniolejszy wierzchoek wiruj dokoa niego, nim 
spostrzeg, e i tam odpoczynku nie ma... Kiedy mnie pan zaznajomi z narzeczon?... chciaabym 
j pozna jak najprdzej. Stef mwi, e taka pikna!... 
 Nie mam ju narzeczonej!...  odpowiedzia wolnym, drcym gosem. 
 O, o, o!...  wymawia wolno Witowski lec znowu w fotelu i odrywa zwolna oczy z 
sufitu, i coraz silniej wieci nimi przenoszc je na twarz Andrzeja. 
 I marzenia s jak ptaki, gdy kr upojone si wasn, weselem, piknem, radoci czyst 
istnienia i wtedy zdaj si dosiga soca, i wiat zabarwia; a jastrzb spada i rozbija 
harmoni, i ginie rado, uniesienie... i glinie szczcie, i gin marzenia; ze wieci, to jastrzbie, 
co szponami wisz u serc i krzycz: mier i zatracenie! Bardzo bolesn wie pan przynis, 
bardzo...  mwia ze smutkiem. 
 Ze wieci, to wilki, to we, co oplataj serca i mzgi potwornymi skrtami i gryz... 
gryz... gryz...  powtarza wolno Witowski z wykrzywion twarz i takim cikim i bolesnym 
gosem, jakby wszystkie mije blw ockny si w nim i zaczy mu gry dusz. 
 Dobranoc!  powiedzia Andrzej powstajc nagle od nie dokoczonego jedzenia, bo ton 
ich sw, wyrazy ich twarzy, ta tragiczna cisza pokoju i przypomnienia schwyciy go za gar-
do okropnym kaniem i serce cisny mu tak strasznie, e nie mg nic wicej mwi i wyszed. 
I szed z powrotem tymi samymi polami i jakby ze mierci w sobie  i przez zy, ktre mu 
przysaniay oczy, przez bl, przez ca ndz swojego stanu szepta chwilami: 

 Janka!... Janka!...  i wyciga rce do tych bezmiernych, pustych przestrzeni niebios, w 
ktrych gdzieniegdzie w przeraajcej gbi migotay gwiazdy, przysaniane chmurami, pdzcymi 
z szalon szybkoci. 
 Biedny czowiek! ta mio tak go podnosia i tak uszczliwiaa!...  szepna ze wspczuciem 
Jadwiga. 
 Tak, ale ta bole go uczowieczy. 
40 


 Biedny czowiek, czym on y bdzie? przecie w t mio woy caego siebie. Zostaniesz?... 
pjd si modli... 
 Ada! znowu wzruszenie?... a czy my nie cierpimy? On mniej cierpi, bo cierpi jak czowiek 
dziki,, ktry tylko czuje; ale my sroej, bo uwiadamiamy sobie i nie widzimy ratunku 
na bl. Rano pojad do niego, rozpytam, bd chcia ich pogodzi. 
 Dobranoc!  Dotkna ustami jego czoa, przesuna rk po wosach i twarzy i wysza. 
Sza dugim, sklepionym korytarzem, pocitym z jednej strony oknami, zupenie klasztornymi, 
bo w gbokich niszach wisiay wielkie krzye, owiecone lampkami oliwnymi. Dotykaa 
si ich, przystawaa chwil w gbokim skupieniu przed kadym i wesza do ogromnej 
kaplicy. Bya to dawna zamkowa kaplica, zajmujca naron dwupitrow baszt, zupenie 
bez ozdb i przeraajca swoj surowoci i cisz kamienn. ciany byy czarne od staroci, 
poplamione zielonawymi plamami wilgoci, ktra ciekaa na posadzk kamienn uoon z 
tafli biaych i czerwonych. Kilka wskich i dugich strzelnic w rodku murw nie przepuszczao 
prawie wiata, tak byy zasnute pajczyn. Od wiza dachowych spuszcza si prosty 
sznur i trzyma lamp, podobn do ry zotej, ktra draa ustawicznie i rozsypywaa nieco 
blaskw zimnych na klcznik stojcy pod ni i na prosty otarz, na ktrym stao sze elaznych 
lichtarzy, z tymi woskowymi wiecami. Na tle tej czarnoci grobowej, nad otarzem, 
wisia ogromny Chrystus z koci soniowej, przepyszna kopia z Donatella, z paacu Pitti; dwie 
lampki o purpurowych szkach, stojce pomidzy lichtarzami, rzucay krwawy refleks na 
Ukrzyowanego, ktrego gowa zwieszona bezsilnie na piersiach, tragiczna smutkiem, wychylaa 
si z cieniw i jak nadludzk bladoci promieniowaa. 

Jadwiga uklka na klczniku i zatopia si w modlitwie. 

41 


IX 


 To i po wszystkim!  powiedziaa Janka zamykajc si w pokoju po rozstaniu z Andrzejem. 
 Po wszystkim!  powtrzya gucho, usiada na otomanie, ukrya twarz w doniach i siedziaa 
kilka godzin w najsroszej z mk duszy  w mce upokorzenia i w mce wstydu. To 
okropnie palce uczucie przepeniao ca jej istot, paraliowao mzg, odbierao wiadomo 
i palio, palio, palio. 
Orowski wszed i chodzi po pokoju, co chwila przystajc przed ni; nie spostrzega go 
nawet. 

 Andrzej by?... 
Drgna na ten dwik, podniosa oczy i odpowiedziaa bezdwicznie. 
 By... 
 I wicej ju nie przyjedzie...  dokoczy wolno, oczy zaczy mu lata, szarpa palcami 
guziki munduru, ale powstrzymywa wybuch rozpierajcy mu piersi. 
 Nie przyjedzie...  powtrzya jak echo. 
 Wiem! nie potrzebujesz mwi tego!  krzykn przyskakujc do niej z zacinitymi piciami, 
ale rce mu opady, obejrza si w bok i znowu zacz chodzi. 
 Wypdzia go znowu  rzek spokojniej. 
 Nie... sam odszed  mwia, jakim echowym gosem, bo si ju jej brako i siedziaa w 
biernym opuszczeniu, gotowa teraz podda si kadej sile, ktra by j porwaa. Patrzya w 
oczy ojcu prosto, bo czua, e on wie wszystko i wielka lito nad jego cierpieniem zacza 
si podnosi w jej sercu. 
 To go wypdzio, ty ulicznico...  wybuchn rzucajc jej w twarz zmity list, bo i on dosta 
anonim. 
Pochylia gow i zy zaczy wolno spywa z jej oczu, nie powstrzymywaa patrzc spoza 
nich bezbrzenie smutnie. 
 Ortowska miaa kochanka! moja crka! krew z krwi mojej!  krzycza coraz goniej.  
Dobrze, dobrze! musi si to wszystko skoczy, musi, bo ja nie znios... 

 Niech si skoczy, niech mnie ojciec zabije. Tak mi jest ciko, tak strasznie le, e zrobi 
ojciec dobrodziejstwo. Prosz ci ca istot moj, zabij mnie, zabij!...  bagaa osuwajc 
mu si do kolan.  Zhabiam ci nazwisko, unieszczliwiam ciebie i Andrzeja, robiam tylko 
ze i sama jestem taka nieszczliwa, taka okropnie nieszczliwa, e bagam ci, zabij mnie. 
Niech si ju wszystko skoczy.  Upada przed nim, obja jego nogi rkoma i z paczem 
caowaa. 
 Nie dotykaj mnie, bo powalasz!  krzykn wcieky i odepchn j z tak brutalnoci, 
e upada na wznak. Zerwaa si, twarz jej pokrya si purpur, oczy rozgorzay pomieniem i 
ca j przej nagy, olepiajcy, niepowstrzymany krzyk ponienia i dumy. 
 A! dosy tego! to nie jest kara, tylko zemsta. Ojcu nie wolno tak postpowa ze mn! Ja 
zabraniam ojcu, nie pozwol...  krzyczaa obkanym, przejmujcym gosem.  Za c ojciec 
poniewiera mn tak, co? e miaam kochanka! ale ojciec mnie si nawet nie pyta, czy to 
prawda, tylko na mocy marnego oskarenia poniewiera mn, odtrca od ng, jak ostatni! 
 Prawda! prawda!..  szepta zalkniony. 
 Dlaczego mnie to spotkao? dlaczego ja mam rachunki skada z ycia? Nie spyta mnie 
ojciec, ilem wycierpiaa przez to, jak drogo okupiam swj bd. Przez trzy miesice byo ojcu 
42 


obojtne, co robi, czy mam co je, czy si nie sprzedaj wprost z ndzy, a cae ycie ojciec 
mnie tylko tyranizowa i trzyma w jarzmie upokorze, nienawici, mki... Zamordowa ojciec 
matk, mordowa ojciec mnie, naginajc do swoich zachcianek, nie dbajc, czy si poami 
lub nie, byle si stao zado kaprysowi! A teraz ojciec przychodzi i paci mi zniewag! 
Dlaczego ja mam spowiada si ze swojego ycia, kto ma prawo kara mnie, e yam tak, 
jak yam, kto?  woaa w najwyszym wzburzeniu, sina a z wysiku i gniewu, ze spojrzeniem 
rozgorzaym nienawici i buntem. 

 Ja, ojciec, mam to prawo, mam to prawo?  pyta cicho jakby siebie i rozglda si nieprzytomnie 
po pokoju. 
 Nie, tylko jeden Bg ma prawo, bo on wie, co wycierpiaam. On jeden zna wszystkie zy 
moje, wszystkie cierpienia. O, Boe, Boe, Boe!...  szeptaa coraz ciszej i spazm takiego 
alu cisn jej serce, e stracia przytomno i upada na podog. 
Orowski rzuci si na ratunek, ponis j na ko, zacz krzycze na Janow, ktra przybiega 
natychmiast i nagle wszystko si w nim rozprzgo i zmcio, przystan przed kiem, 
zatar rce i mia si cicho i dugo. 

 Dobrze! dobrze, Miciu!  Poklepa rk prni na wysokoci ramienia i wyszed przed 
stacj. Popatrzy na las, na podjazd, zajrza do kancelarii sta dosy dugo na korytarzu, bo z 
gbin zaczy mu si wyania jakie strzpy przytomnoci i czy. Powrci szybko do Janki, 
ktra ju przytomna leaa na ku. 
 Janiu!  szepn niemiao, nachyli si, aby j pocaowa, ale cofn si prdko, jakby 
szarpnity w ty przez niewidzialn rk, przetar czoo i usiad przy ku. 
 Daruj mi... Uniosem si, ale ja ci tak kochaem, tak ci jeszcze kochani...  powtarza 
wolno, odwrci szybko gow i patrzc w jak prni spochmurnia, oczy mu zamigotay 
surowoci i mwi twardo i prdko:  Jeeli chcesz jecha gdzie odpocz, jed! Moe do tej 
swojej przyjaciki. Pamitasz, jak ci zapraszaa? 
 Pojad. Odzyskam troch si i zaraz pojad  odpowiadaa ze dreniem, bo widziaa, co 
si w nim dzieje, jak si zmusza do uprzejmoci i spokoju, jak tumi w sobie groz i wstrt 
nieledwie. 
 Nie myl o Grzesikiewiczu, to cham, prosty cham. Dobrze, e si tak stao, bo teraz czuj, 
e nie byaby za nim szczliwa. Prawda, co to za rodzina  szynkarska. 
Jakby tam moga wytrzyma pomidzy starym pijanic, chopk prost i mem parobkiem! 
Jed, nie krpuj si, e ja sam zostan, sied u nich do wiosny. Od kwietnia wezm 
dymisj. Dosy mam suby. Wyjedziemy do Warszawy albo dokd zechcesz. 

 Wszystko mi jedno, dokd ojciec zechce, tam pojad. 
 Bdziemy spokojni, tak, tak, naley si nam odpoczynek  powtarza smutnie.  Gupia 
caa ta suba, gupie wszystko, po co to?... Cicho, nic nie mw.  Sucha chwilk, pokiwa 
gow i mwi dalej: 
 Skoczy si to wszystko, skoczy, przejdzie, zapomnimy, prawda? 
 Zapomnimy  odpowiedziaa gbokim gosem pragnienia i chciaaby ju, w tej chwili, 
zanurzy dusz w zapomnieniu i nie pamita nic, nic. 
Orowski odszed i nie widziaa go dni kilka, bo kaza przynosi obiady do kancelarii, herbat 
rano i wieczorem pija w swoim pokoju. 
Nie zwracaa prawie uwagi na niego, apatycznie poddawaa si wszystkiemu i tak bya 
zmczona i wyczerpana, e nic jej nie obchodzio. Jeeli pragna czego i mylaa, to tylko, 
aby gdzie przepa i uton w ciszy, i zapomnie. 

Chciaa jecha do Heleny, bo nie miaa adnych innych znajomych i czua, e tam u nich, z 
dala od miast i kolei, na szczerej wsi, znajdzie t cisz upragnion. 
Kilka dni zwczya z wyjazdem, bo tkwia w niej gboka jaka nadzieja, do ktrej si 
nawet nie przyznawaa, e Andrzej powrci, bo zreszt wielk przykro sprawia jej myl, e 

43 


si z nim rozstaje w gniewie i alu. Nie kochaa, nie byaby teraz za nic w wiecie wysza za 
niego, ale ten bl, jaki w nim czua, wzbudzi w niej szacunek. 

Andrzej nie dawa znaku najmniejszego, nawet przez te kilka dni nikt z jego ludzi nie zjawi 
si na stacji. 

W dniu odjazdu, gdy ju wszystko byo gotowe, popakowane, walizy powynoszone na 
sanki czekajce przed dworcem, Orowski odezwa si, dajc t sam wielk kopert z pie-
nidzmi. 

 We z sob, to twoje pienidze, a mieszkanie zostanie puste, wic mogliby zodzieje...  
nie dokoczy i cofn si do saloniku, i chodzi. 

Janka poegnaa si z Zalesk, ktra jej pomagaa pakowa i zacza si ju ubiera w futro, 
gdy zjawi si wierkoski, wywieony, paradnie ubrany, uroczysty jaki. 

 Bybym si spni...  powiedzia  ulg. 
 Z czym?  zapytaa niechtnie. 
wierkoski stan przy stole, nachyli si nieco ku niej, i nie podnoszc oczu, ktrymi biega 
po stole, mwi: 

 Natychmiast powiem, mogem to dawniej mwi,. ale czekaem, bo... Grzesikiewicz by 
jeszcze narzeczonym pani; czekaem, nim by przestanie. 
 Zechce pan mwi prdzej, bo nie mam czasu. 
 Jestem pewny, e skoro pani powiem to, z czym przyszedem, to znajdzie pani czas dla 
mnie... 
Usiada gwatownie, miaa ochot zawoa na Rocha,. eby go wyrzuci. 

 Sucham... 
 Nie umiem mwi piknie, ale kade moje sowo-ma wag. 
 Kamieni  wtrcia ironicznie.  Rubli choby, czego solidnego zawsze. Ot przyszedem 
z propozycj, jakby to krcej powiedzie, e mog si z pani oeni!  wyrzuci mocniej 
i utkwi te oczy w jej renicach, i gaska psa, ktry si wspina obok niego na st. 
 Pan dostae pomieszania zmysw!  zawoaa zrywajc si z krzesa. 
 Nie, sowo daj, e ja tu obecny, jestem przytomny po dugim rozmylaniu, postanowiem 
przyj i prosi o pani rk, pomimo wszystkiego...  zakoczy z naciskiem. 
 Jak to?... co pan mwi?... nic nie rozumiem... 
 A no... bo syszao si co nieco o tym, jak to tam byo w Warszawie... wiem, e Grzesikiewicz 
zerwa przez to z pani, ale to cham, nie ma wyrozumienia, e przecie i panny... 
mnie tam wszystko jedno. Co to mnie obchodzi, moemy i tak y w zgodzie przecie. Ja 
jestem dobry czowiek i myl, e pani aowa wyjcia za mnie nie bdzie. 
Janka patrzya na niego nie tylko ze zdziwieniem, ale i z przestrachem. 

 Myl, e si pani zgodzi, no, bo jak taki porzdny czowiek, majcy nieco kapitaw, 
chce si oeni z pani, to nie ma adnej racji do odmowy. Wyniesiemy si do wielkiego miasta, 
nikt nas zna nie bdzie, bdzie nam dobrze, bo bdziemy si jeszcze tak kochali niby 
turkawki hi!... hi!... hi!...  zacz si mia jkliwie i byska oczyma. 
 Precz!  krzykna, bo przysuwa si ku niej tym, cichym, krtym ruchem wilczym i niby 
wilkowi byszczay mu te oczy, a zby ostre i dugie kapay ze wzruszenia. 
 O! Taka to! o!  wykrzykn i zgi si jakby do skoku. 
 Precz natychmiast, bo ludzi zawoam. 
 Ostronie, z Hipciem ostronie, ostronie, pikna pani, ostronie ty moja caceka... bo 
wszystkie zbki wytrzaskam, eby nie ugryza  sycza w strasznej zoci i palce mu si giy 
i rozpray, jakby chcia j schwyci za gardo i zdusi, wycign ju ku niej rce. 
 Ojcze!  krzykna i z jak niesychan si porwaa krzeso spod siebie i rzucia w niego. 
Zawy gucho, skrci si we dwoje i byby si rzuci na ni, ale Orowski wpad, schwyta 
go za kark i, rzuci pod piec. 
44 


Zerwa si natychmiast. Krzycza strasznym gosem, szuka po kieszeniach, trzs si, 
obkany z gniewu rwa wosy. 

 Amis!.., bierz go!  krzykn wreszcie, nieprzytomny. 
Dog zebra si cay i rzuci si prosto na piersi Orowskiego, ale ten, jakim odruchem, z 
tak potn si kopn go w brzuch, e Amis zaskowycza przecigle i upad jak martwy. 
wierkoski wtedy oprzytomnia, rzuci si na psa, zacz mu dmucha w nozdrza i trz nim, 
ale pies si nie rusza, wic go chwyci w ramiona i pozostawiajc palto i czapk, uciek z nim 
jak szalony. 

 Jed ju, jed. Bez czuoci, przysigam Bogu! obejdzie si!  krzykn widzc, e Janka 
chce si z nim poegna. 
 Dobrze  szepna. 
Odwrci si, eby nie widzie jej spojrzenia, a ona poegnaa si z Janow zalecajc raz 
jeszcze czuwanie nad ojcem i pojechaa. 
Nie odwrcia gowy z sa, aby spojrze po raz ostatni na stacj, na okno, w ktrym sta 
Orowski i przekrwionymi, obkanymi oczyma patrzy za ni dotd, a zakry j las. 

 Samimy teraz, Mieciu, co? Sami, sami...  odpowiada zacierajc rce.  Zjemy sobie 
dobry obiad i pjdziemy do roboty, obiad z winem, co?  zapyta i odpowiada sobie, ale 
przytomnia chwilami, bieg do okna i sta przy nim, i dugo patrzy na pust, bia drog i na 
las cichy. 
Wraca do stou i jaki strach szalestwa mci mu mzg, zrywa si, jakby chcia ucieka, 
tar sobie czoo i uspakaja si znowu. 

 Siadaj, Mieciu! Janowa! .Dwa nakrycia pooy, bo bdziemy jedli obiad razem. 
A wierkoski lecia oszalay trwog, bo ju nie pamita odmowy ani uderzenia krzesem, 
ani uderzenia o piec, widzia tylko, e jego Amis nie yje... 
Wpad do mieszkania i nie pomnc o niegu na butach, wlecia do salonu, pooy Amisa 
na otomanie i zacz go przywraca do przytomnoci. 

 Amis! Amis! piesku mj  woa czuym, zrozpaczonym gosem, przewracajc psa na 
wszystkie boki.  Franek! niegu prdzej, okady mu zrobi!  krzykn na chopaka, ale i 
okady nie pomogy, pies lea nieruchomy wycignity i bez oddechu. 
 Amis!  krzykn mu do ucha; pies ani drgn. Wtedy wierkoski, oszalay z boleci po 
stracie psa, zacz biega po pokoju, a e zagrodzi mu drog may, inkrustowany stoliczek, 
unis go i z tak si rzuci o podog, e rozlecia si w kawaki. 
 Masz on! masz pienidze, masz spokojn przyszo... masz... masz... A durniu!... a 
gupcze... dobrze ci tak...  krzycza coraz goniej i nieprzytomnie j. 
 Masz pastwo i miliony, ndzarzu... masz... A eby ci, psiakrew, najjaniejsze pioruny! 
A eby ci!  zacz rycze na cay gos i rzuci si na kanap z jak dzik wciekoci, dar 
pokrycie nogami, rkoma i zbami; wywczy wosie, odrywa porcze i ama, krzycza, 
gryz i chrypia oszalay. 
 Psiakrew!... psiakrew!... a!... 
W kocu, zmczony, bezprzytomny z gniewu, dugo lea w niemym, rozpaczliwym milczeniu. 
Przycichn zewntrznie, ale w duszy zaczy mu si podnosi gryzce ale, dawne 
straty, zawody, przegrane stawki, cige i daremne usiowania wypynicia na wierzch i zostania 
bogatym, wieczne marzenia o yciu spokojnym i dostatnim  i tak go gryzy w sercu te 
przypomnienia, e jcza z blu, ciska gow rozpaczliwie i od czasu do czasu potnym 
odruchem kopa w prni lub bi pici w spryny kanapy. To uspokaja si i chcia co 
myle spokojniej o jutrze wasnym, ale nie mg, bo pami tej ostatniej sceny z Janka z tak 
wyrazistoci stawaa przed nim, e rozszalay potnym, olepiajcym przypywem gniewu, 
zrywa si i chcia biec, bi, ama, krzycze, mci si... ale stawa na rodku z zacinitymi 
piciami, wodzi roziskrzonym wzrokiem dokoa po pokoju zarzuconym szcztkami stolika i 
kanapy i siada. 

45 


 Amis!  Pies nie przyszed, bo Franek jeszcze go przywraca do ycia.  Amis!  szepn 
ciszej i przeraonym wzrokiem spostrzeg teraz dopiero zniszczenie; oglda aksamit podarty, 
porcze poamane, resztki porozrzucane i przesyca si coraz gbiej alem, ktry nim wreszcie 
tak zatrzs, e oprzytomnia zupenie. 
Obla si zimn wod, ochodzi si jeszcze chwil przed domem na mrozie i zacz zbiera 
po pododze porozbijane kawaki mebli. 

 Franek! ugotuj kleju, chamie, a prdko!  krzykn do chopaka i cay si teraz zagbi w 
reparacj i dopasowywanie. 
 A, Jaki gupiec ze mnie! Tyle szkody! tyle szkody!  mrucza aonie i z ca pasj i 
namaszczeniem zszywa, ukada, klei. Nie zapyta nawet o Amisa chopaka, ktry mu klej 
przynis. Zapomnia o caym wiecie, na czworakach zbiera szcztki inkrustacji, odmuchiwa, 
wyciera, caowa miejsca ju zreparowane, oblewa prawie kady kawaek, kad drzazg, 
kady pat podartego aksamitu  zami alu i radoci, jeli udao mu si co zreparowa, e 
zna nie byo. 

Nie widzia, e zmrok zapada, e wichura si zrywa i bije w okna suchym niegiem, nie 
sysza wycia lasu, coraz potniejszego, ani huku i gwizda pocigw przebiegajcych. 

 Amis yje, prosz pana  krzykn Franek wtykajc we drzwi uradowan twarz; i tego 
nie sysza. 
 Amis yje, prosz pana  powtrzy chopak goniej. 
wierkoski podnis gow, pomyla przez chwil i dopiero poszed do psa. 
Amis krci ogonem i liza go po twarzy i rkach, i zacz wyskakiwa i szczeka z zadowolenia. 
wierkoski wygaska go, wycaowa i zmarszczy si gronie. Pies zadra, przypad 
na podog i pokornym, ebrzcym wzrokiem patrza w niego, a bi niespokojnie ogonem. 

 Do nogi!  zawoa umiechajc si zowieszczo, wyj z zanadrza swj bat i zacz 
czogajcego si psa bi z caych si. 
 A piesku, a synku, to ja przez ciebie miaem tyle strachu, przez ciebie tyle szkd sobie 
zrobiem, co? a synku!  i bi go coraz zacieklej. Pies chowa si pod ka, pomidzy sprzty, 
rzuca si na drzwi, skaka do okien, ale wierkoski wszdzie go znalaz, wyciga i bi 
wyadowujc wszystek bl, wszystk swoj dzik rozpacz w ten sposb. Pies przyczoga mu 
si w ostatku do ng nie widzc ju nigdzie ratunku i zacz wy aonie, bagajco, rozpaczliwie. 
wierkoski rzuci bat, oczy mu zaszy zami, rzuci si na ziemi obok psa, obj go za 
szyj i zacz rycze i wy razem z nim, tarza si po ziemi niby w epilepsji, a zmczony, 
wyczerpany, opady z si, przycich i usn na pododze; Franek podoy mu pniej poduszk 
delikatnie pod gow, a Amis lea przy nim i drzema, .tylko od czasu do czasu otwiera 
oczy, przysuwa si bliej i z jak nieopowiedzian czuoci przyciska swj powy eb do 
jego piersi i liza go po twarzy i rkach, i spoziera w okno, ktrym biaa, rozwichrzona, grudniowa 
noc zagldaa. 

46 


X 


 Przeczytam ci nowin, Janiu, sdz, e... 
 Tatusiu, ja na barana, mnie we, mnie. Fela nie bya grzeczna. 
 Tatusiu, Fela na balana ce, Fela ce, tatusiu! 
Krzyczay dzieci wniebogosy i rozbawione miay si i wdrapyway na Woliskiego, ktry 
w poowie lea na wielkiej sofie i sam krzycza i mia si najgoniej. 

 Cicho! ale wasnego gosu nie sysz  woaa Helena zatykajc uszy i tupotaa nog, 
ale twarz i usta miay si jej do tych jasnowosych, rowych krzykaczw tarzajcych si po 
sofie.  Mj drogi, widz, e ty najlepiej si bawisz, bo najgoniej krzyczysz. 
 No, c ja im zrobi? Cicho, dzieci, mamusia przeczyta, dzieci bd grzeczne, a pniej 
tatko zrobi konia  tumaczy dzieciom zdejmujc je z siebie. 
 Wic czytam: Pan Gogowski, mody, utalentowany dramaturg i nowelista, zoy dyrekcji 
teatrw najnowszy swj dramat pt. ,,Niezomni. O ilemy mogli pozna, z popiesznie, 
bo na krtko nam udzielonego rkopisu, rzecz to wspaniaa, w duchu Ibseno-
Maeterlinkowskim, o scenach niezmiernie wstrzsajcych. 
 A rozpacza przede mn, e dramat ten absolutnie nic niewart  zagadna Janka. 
 Dziwado, przyjeda od Stabrowskich kilka razy do nas. 
 Dziwado! by moe, ale bardzo utalentowane i najlepsze pod socem. 
 Ocenilimy go tak samo wszyscy. By rozrywany w ssiedztwie, nawet przez niego, 
wiem to z pewnoci, bo od panny, jedno bliskie maestwo si zerwao. Urzdzi kilka odczytw, 
na ktre panny zjeday tumami. 
 Gski zawsze rzucaj si na owies. 
 Dlaczego ma pani to za ze? 
 Nie za ze, bawi mi tylko ta panieska apczywo, z jak rzucaj si na wszelk nowo, 
bez wzgldu, co ona w sobie zawiera. 
 Ba, od tego jest modo, eby si zapalaa. No, dzieci, zrobimy konia? 
 Posya pan jutro konie do Bukowca? 
 Tak si stao, e nie, ale jeli pani potrzebuje, to posa mog. 
 Nie potrzebuj, przecie czowiek pjdzie i tak po gazety. 
 Nie miaa jeszcze listu od ojca? 
 Nie, dziwi mi to i niepokoi. Przez te trzy tygodnie pisaam cztery razy, a miaam odpowied 
jedn, boj si, czy nie chory. 
 Myl, e jest przeciwnie, dlatego, e zdrowy, nic nie pisze. 
 Cichocie no..  zawoaa Helena podnoszc rk do gry. 
 Nic, psy si gryz w podwrzu, musz im je dawa. 
 A mnie si wydao, e syszaam najwyraniej pacz...  powiedziaa Helena. 
 Et... zdawanie  mrukn i znowu zaczy si krzyki i miechy dzieci. 
Helena odczytywaa gazety, przerysowywaa monogramy z Bluszczu, a Janka siedziaa 
bezczynnie i w milczeniu przypatrywaa si, jak na czworakach, z jednym dzieckiem na karku, 
a z drugim na plecach, skaka po dywanie i udawa renie konia. Nie zwracaa na to uwagi, 
chocia z pocztku z podziwem patrzya na niego, e wszystek wolny od gospodarstwa 
czas powica dzieciom i kamieniem przesiadywa w domu. 

Nie zajmowaa si zreszt nimi zbyt silnie, bo wasne troski pochaniay j w zupenoci. 
Czekaa listu od ojca; tylko od ojca, ale w gbi ciemnej nurtowao j pragnienie otrzymania 

47 


choby kilku sw od Andrzeja. Nie przyznawaa si przed sob do tego, mylaa nawet o nim 
z niechci; ale byy chwile, e wygldaa na podjazd, na szerok wysadzon topolami drog 
wiodc z Rozogw do Bukowca. Wiedziaa, e stamtd do niej nikt nie przyjedzie, a nieraz 
si jej wydawao, e widzi w dali zanieonej buanki znajome i zawd powleka jej czoo 
smutkiem i gorycz. 

Zreszt, nudzia si tutaj. Helena dzie cay bya zajta dziemi i gospodarstwem, on tak 
samo, a ona przestawaa samotna z mylami swoimi i wspomnieniami. Czyta wprost nie 
moga, tylko gdy dnie byy pikniejsze i suchsze, ubieraa si ciepo i sza t wielk alej na 
spacer, ale i to j wkrtce znudzio, bo niegi byy wielkie i na drodze panowa ruch nieustanny, 
wic musiaa si spotyka z ludmi, co j rozdraniao. 

Lubia samotno zawsze, a teraz pokochaa t dobroczynn, sodk, upajajc przyjacik 
dusz chorych lub zmczonych yciem. Cofaa si od ycia i spraw jego w gb jak, z 
ktrej cay wiat i ludzie, i namitnoci  wydawa si jej poczynay dosy sobie marne i gupie, 
i widziaa z tej gbi i siebie take, i dugo patrzya, tak dugo, dobrze i jasno, a opady 
jej rce i dusza zakaa ze zgryzoty, e marnowaa ycie na gupstwa, e gonia majaki, e 
chcc i podajc szczcia robia wszystko, aby je sama popsua. 

 Jak mogam! jaka ja byam lepa  szeptaa ze smutkiem w tych chwilach poznawania. I 
teraz patrzc na Woliskiego, tak serdecznie bawicego si z dziemi, na Helen czytajc w 
spokoju, z tym czystym, gbokim wyrazem w twarzy czowieka, ktry yje dobrze, bo spenia 
obowizki i reszt zostawia losom, mylaa, e takie ycie jest najwyszym dobrem, ale 
czua, e tak by sama y nie moga, bo za wiele pamitaa innego ycia. 
 Jedziemy jutro do Stabrowskich?  zapyta siadajc przy stole. 
 Jak chcesz, ja wolaabym przesiedzie w domu. 
 Obiecaem w twoim imieniu, e bdziemy. 
 Pani Stabrowska uraczy nas jakim specjaem literackim  szepna Janka. 
 Pani jej nie lubi? 
 O, przeciwnie, tylko nie mog nie widzie jej miesznoci. Prawda, e prcz Gogowskiego, 
nie znam bliej adnego literata ani literatki, ale myl, i osoby zarozumialszej nie 
ma pod socem. Przy tym wszystkim talent ma. 
 Ma pani racj, i gdyby do talentu miaa jeszcze pikno i nie mordowaa znajomych 
czytaniem swoich utworw, byaby z niej idealna kobieta. 
 Nie uwaam naprawd za tak cik kar suchania jej utworw, przeciwnie nawet, dwa 
ostatnie razy suchaam z ciekawoci i byam jej wdziczna, bo mnie porwaa. 
 A ja, przyznam si szczerze, drzemaem i nic a nic nie mogem zrozumie. 
 To chyba wina drzemki, nie czytanego utworu  umiechna si pobaliwie. 
 Panno Janino! sowo daj, e szanuj pani ogromnie, e oceniam i podziwiam, e pani 
jest jedyn kobiet, nie wyczajc Heli, ktrej wano czuj nad sob; ale przyznam si, e 
chwilami miewa pani umiech taki straszny, taki miadcy, e ja trac przytomno, zabija 
mnie 
krajc jak noem  mwi prdko, z pewn niecierpliwoci i wyrzutem. 

 Tak...  powiedziaa przecigle i znowu umiechna si bezwiednie. Helena zacza si 
mia gono. Woliski zerwa si z krzesa, przeszed kilka razy pokj i usiad z powrotem, 
hamujc przykro, jak mu sprawio to krtkie tak. 
 A, zapomniaem powiedzie, e dzisiaj na polowaniu rozmawialimy o pani. 
 Zobacz, czy powinnam by wdziczna za zaszczyt... 
 Ale, bo to nie by kto zupenie obcy pani. Sam 
mnie zaczepi, odcign z koa i tak par force pyta o zdrowie pani. 
 Grzesikiewicz?  szepna cicho i czua, e fala krwi pomieniem oblewa jej twarz i rce. 
 Zgada pani. Ogromnie si zmieni od tego czasu, kiedym go pozna u pastwa. By z 
nim jaki Witowski, bardzo cudaczny czowieczek. 
48 


 Dlaczego cudaczny? 
 Nie strzela zupenie. Mia stanowisko obok mnie. Wyszed na niego najpierw zajc: nic, 
opar si o drzewo i patrzy spokojnie; zajc skrci na mnie. Zabiem go. Pniej wysun si 
lis, by ju o jakie dziesi krokw, a ten podnis szyszk i rzuci na niego. Zaoyli kocio 
na sarny, wyszed mody jelonek, pyszna sztuka i tak blisko kraja las, e mona go byo zabi 
z rewolweru; ale Witowski zacz mu pogwizdywa i nie strzeli. Brogowski z Dolean 
wcieka si ze zoci i zacz dosy urgliwie mwi o paryskich strzelcach i nowej szlachcie. 
Witowski wysucha i powiada w kocu: 
 Do ludzi tylko strzelam, ale nie puduj. Brogowski, e to szlachcic sierdzisty i stary 
awanturnik, pokrci wsw i rzecze: 
 A no, to moe bymy, panie dobrodziejski, si tego i owego przestrzelali, to zobaczyby 
pan, czy ja, zawsze puduj. 
 Dobrze, mog pana przestrzeli, ale uprzedzam, e pan spudujesz. 
Rzucili si pomidzy nich, bo do pojedynku nie byo najmniejszego powodu i zaagodzili. 
Zaraz poegna si i odjecha z Grzesikiewiczem. Co, czy nie cudak? 
 Tak, na tym szarym tle rysuje si jego indywidualno nieco za jaskrawo  odpowiedziaa 
Janka przypominajc sobie t szalon sann i to, co syszaa o nim. 
Nazajutrz, gdy w czwrk krakowsk zaprzgnit do sanek, jechali do Stabrowskich, 
znowu si jej przypomnia. 

49 


XI 


U Stabrowskich zastali kilka osb: ksidz dziekan, ktry czsto zaglda na partyjk, siwy, 
stary, z pikn twarz biskupa rzymskiego; jaki szlachcic szpakowaty, z okrgym brzuszkiem 
i sumiastymi wsami, i z cer tak spalon, e bya podobna do szafranu nierozpuszczonego. 
Sam Stabrowski, przystojny brunet, z postaw, sztywnoci, z faworytami lorda i z monoklem 
w oku. Matka Stabrowskiej, typ szcztkowy tych cichych, oddanych dzieciom i pracy, 
matron, ktrych ju i na wsiach brakowa zaczyna, no i pani domu. 

Siedzieli wszyscy w bibliotece. Caa jedna ciana a do sufitu zapchana bya ksikami, 
nagromadzonymi na prostych, brzowo bejcowanych pkach, a po ktach, na stoliczkach, na 
parapetach'trzech okien wychodzcych na ogrd leay cae stosy dziennikw i tygodnikw. 
Dugi, dbowy st, na rodku pokoju, zarzucony by papierami i stosami jeszcze nie porozcinanych 
ksiek, ale w najwidoczniejszym i honorowym miejscu  leay numery przernych 
pism z utworami Stabrowskiej. 

Wysokie, mosine lampy, okryte zielonymi umbrelami, rzucay wiato tylko na st. Na 
wolnej od ksiek cianie, pod ktr stay meble obcignite skr i fotel na biegunach, wisia 
wielki karton z kilkudziesiciu portretami z jakiego zamknitego ju pisma, pomidzy ktrymi 
by portret Stabrowskej, obrysowany dla wyodrbnienia czerwonym owkiem. 

 Czekalimy z partyjk na pana  odezwa si po przywitaniu ksidz dziekan do Woliskiego. 
 Moemy zaraz siada. 
 Kto gra? Aha, ja, pan Woliski, ksidz dziekan i pan Rutowski. 
 A my? c my tu bdziemy robiy same? Zamiast porozmawia z nami, zabawi, to panowie 
zaraz uciekaj do kart. 
 Pani dobrodziejka przeczyta jaki utworek  zacz dziekan artobliwie. 
 Ale panowie stracicie na tym, bo go sysze nie bdziecie. 
 Pani dobrodziejko, to my sobie to pniej powetujemy, powetujemy... no, panowie, 
chodmy, karteczki czekaj. 
 Doprawdy, e to jest wyborny temat do artykuu. Zjedzie kilku mczyzn i zamiast porozumie 
si w rnych kwestiach, siadaj do kart. C z tego wynika? zupeny zanik towarzyskoci, 
zgrubienie obyczajw, e pniej taki pan w salonie, pomidzy kobietami, trzech sw 
powiedzie nie umie, e dla niego nie istnieje nic, ani nowa ksika, ani idea  pokn karcianego 
bacyllusa i ten go zjada. Rzeczywicie, mona o tym napisa z punktu socjologicznego. 
 Napisaa kilkanacie sw na kartce i wsuna j pod przycisk. 
 Pani wszystko notuje?  zapytaa ciekawie Janka.  Wszystko. Tylko w ten sposb mona 
chwyta z ycia i z wasnego mzgu najwybitniejsze, najlepsze momenty. O, widzi pani, to 
s moje dokumenty ludzkie. Mam ich cae stosy  wskazaa gry rnokolorowych kartek. 
 Te biae, to psychologia oglna; czerwone, sprawy spoeczne; zielone: opisy, krajobrazy, 
nastroje, wschody i zachody soca; bkitne: mio, uczucia rodzinne, maestwa szczliwe, 
przyja; biae z czarnym: mierci, wypadki, tragedie losowe, zbrodnie ze sprawozda 
sdowych; te: zazdroci, niechci, nienawici, sytuacje w gbiach dusz; purpurowe: kataklizmy, 
zdrady, uwodzenia, walki z obowizkami, z sercem, tragedie zmysw; heliotropowe: 
tsknoty, marzenia, sny, zapachy kwiatw, muzyka, chwile zawe; pomaraczowe: wszystkie 
najbujniejsze rzeczy, ktrych terenem  dusza. Razem, same szkice, strzpy, notatki itd., a 
50 


tutaj  wskazaa paski biae  tu s same pomysy, tematy ju gotowe, szkielety opracowane 
nowel, powieci i dramatw. 

 Zupenie au bon marche literackie. Wszystko jest, co potrzeba w chwili pracy. 
 Wie pani, e to dobre porwnanie, zanotuj. Literatura  cigna dalej, zapisawszy to 
porwnanie na jakim szarym papierze  to cika praca, ktra potrzebuje szalonego przygotowania. 
 Pani duo pisuje? 
 Bardzo nawet duo, ale niewiele drukuj, bo... zawahaa si nieco; jej pask, chud 
twarz osypan pudrem przelecia twardy wyraz zoci i ironii, oczy biaawe, rozmike niby u 
ryby ugotowanej, wysadzone na wierzch, obwiedzione czerwon obrczk powiek, szydziy. 
 Ja jestem na stopie wojennej prawie z ca nasz pras, hodujc tylko gustom i opiniom 
wulgarnym tumu, masy ciemnej, instynktom i tradycjom skostniaym, nierozwiniciu. Co oni 
lubi? czemu hoduj? jakie maj zasady? dokd id? czego chc? 
Tylko to i tylko to, czego chc ich czytelnicy i prenumeratorzy; su obudzie spoecznej. 
Jeeli mona streci ca literatur nasz zapachem, to powiem za Gogowskim, e mierdzi 
pieluchami i wod wicon! 

Zamiast prowadzi i wie tumy, oni wsz, dokd ten tum w swojej ciemnoci chce i i 
tam za nim d. Nie lubi kamstw, chociaby w imi najdroszych, narodowych bolczek i 
obwijania brudnymi kompresami obudy ran, ktre leczy mona i naley wypalaniem lub 
noem. 

Odbiegam od przedmiotu. Ot, dlatego jestem na wojennej stopie z pras i z uznanymi, 
bo jestem dla nich za szczera, za bardzo kocham i za mocno nienawidz. 

Ja chc pokazywa ycie bez obson romantyzmu i dziecinnej wstydliwoci, po msku 
chc wszystko rozpatrywa, aby w tych gbiach, starannie dotychczas omijanych przez rutyn, 
obnay najgbsze rany i wynale lekarstwo na nie. A szczeglniej zwracam uwag na 
mio z jej fizjologicznej strony, bo to kwestia niesychanej doniosoci spoecznej i najobudniej 
dotychczas traktowana przez naszych pisarzy, chc j wycign na jaw dnia i zmusi 
ludzi, aby gono przyznali jej prawa obywatelskie i jej niespoyt moc, i... 

 Ale po co? przypuszczam, e wszyscy wiedz o jej sile i trwaniu. 
 Ach, po co? Zaraz pani powiem sowami Zoli; mam w tej kwestii list od niego, zaraz pani 
przeczytam  zacza szuka pomidzy papierami, po tekach i szufladach, pomidzy kartkami 
ksiek, ale nie znalaza.  Nie mog znale w tej chwili. Nawet pan Gogowski nie 
chce uzna mojej idei, pomimo e taki na wskro realista. 
 Ale nie naturalista i nie pornograf  powiedzia Stabrowski stajc we drzwiach, wrzuci 
monokl w oko i rozczesywa powoli dugimi palcami wspaniae bokobrody. 
 Mj Wodku! powtarzasz dosy zuyty epitet, jeste . echem. A zreszt, w tym okreleniu 
nie ma nic miesznego ani ubliajcego. Kada nowa myl ma przeciwnikw. Homer, 
Dante, Ariosto, Szekspir, Byron, Mickiewicz  wyliczya bezadnie kilkanacie nazwisk  
mieli nieprzyjaci, ktrzy im odmawiali nie tylko talentu, ale i prawa uzewntrznienia si! 
Ale rewolucja zrobia swoje, wytopia zoto, a miecie zgino w niepamici czasw. Dla 
prawdziwych talentw przyjdzie zawsze dzie uznania. 
 Daleko! chyba Todzio doczeka si tego!  szepn spogldajc na kilkoletniego chopaka, 
przytulonego do Heleny. 
 Mj Wodku...  nie skoczya, zagryza blade usta i na tej karteczce nakrelia sw 
kilka. 
 Uniemiertelnia moj uwag  umiechn si i wrci do kart. 
 Moe pani co przeczyta, prosimy bardzo  zacza Helena prdko, aby zatrze odezwanie 
si Stabrowskiego. 
51 


 Dobrze, przeczytam paniom ustp ze szkicu pod tytuem W oborze. Nie jest to zarozumiaoci, 
jeli powiem, e jest to pierwsza rzecz pisana po polsku z takim realizmem, e 
ycie jest tutaj samo w sobie, e to wprost prawda sama. 
Wzia kilkanacie krtszych i duszych kartek, kawakw papieru, kopert nawet, marginesw 
gazet, zapisanych drobnym, prawie nieczytelnym pismem. Uporzdkowaa jako tako i 
zacza dosy cicho, przysuwajc si bliej. 

 ,,Walu! Walu! Walu! dyszaa Jzia z omdlewajcym ruchem kolan, cisnc si do niego 
i czerwonymi ustami wpijaa si w jego twarz brudn, zalana strugami potu, rozgrzana. 
 Walu!  oczy jej zachodziy mg coraz mtniejsz, przenika j sodki, orzewiajcy 
dreszcz i jaka brutalnie echcca niemoc rozpieraa j coraz szerzej. 
 A dostaniemy herbatki?  zawoa dziekan wchodzc. 
 W tej chwili. Prosz panw do stou  zacza zaprasza matka, bo Stabrowska zbieraa 
kartki rkopisu drcymi rkoma, zirytowana, e w najpikniejszym miejscu jej przerwano. 
 Nie zdyam przeczyta najpikniejszej sceny, jak Jagna, ona Walka, spostrzega ich. 
Helena i Janka byy zmieszane tym, co syszay i zarumieniy si bezwiednie, nie miejc 
spojrze na Stabrowskiego, ktry do ciekawie spoglda. 
Stabrowska przy stole bya rozpromieniona, oczy jej wieciy, blade usta zaszy purpur 
krwi, przecigaa si nieznacznie i co chwila przycinaa zbami koniec jzyka. Odczuwaa 
doskonale opisywan scen. 

 Wic pan dobrodziej na wiosn do Woch jedzie...  cign rozpoczt przy kartach 
rozmow dziekan. 
 Pojad, jakem Rutowski, raz, dwa, trzy, panie tego owego, pojad. 
 Bodaj, czy to nie rok pity, jak si ssiad wybiera  wtrci ironicznie Stabrowski. 
 Tak, tak, ale panie tego i owego, zawsze jako si tak skadao, e nie mogem, ale ju w 
tym roku, choby na pniu sprzeda pszenic, sprzedam, a taki pojad. 
 Istotnie, warto jest zwiedzi Wochy. 
 Pani zna Wochy?  zawoa ywo, zwracajc si do Woliskiej. 
 Mieszkalimy tam z mem cay rok. 
 A, pani moja, ale musi mi pani opowiedzie  przesiad si do niej  bo ja byem kiedy 
we Woszech cae sze lat i nie mog zapomnie, i cignie mnie co do nich, e tylko myl, 
aby przed mierci tam by. Rzym pani zna? 
 Kilka tygodni bylimy w Rzymie. 
 Prawda, e wyglda jak rudera, jak wspaniay, ale okropnie zdewastowany majtek. W 
kopule witego Piotra musiaa pani by? Chodziem do niej co tydzie, bo w tej bani, podkrzyem 
samym, s szpary, ktrymi wida rdziemne morze, ale z tej odlegoci, takie, panie 
tego i owego, zielone, jak wieo wykoszona pszenica... .to przypominao mi nasze pola, 
jak to idziesz sobie drk, panie tego i owego, a na lewo nie dojrzysz koca zboa i na prawo 
nie dojrzysz. Wiaterek sobie musknie koski, a cae pola szu... szu... i kadzie si pod nogi, 
koysze i tak pachnie! A Monte Pincio! liczny stamtd widok na miasto. 
Obmurowywalimy go od strony willi Borghese. 

 Jak to i pan obmurowywa? 
 Tak, jakem Rutowski, woziem kamie taczkami, a mio! c byo robi? Ho! ho! nie 
tylko takie roboty byy!  Pokrci wsa, twarz mu si rozjania, a w wybladych, jakby 
spowiaych oczach, zamigota gboki lazur. 
 A Neapol? co? mierdzi pewnie i dzisiaj tak samo jak mierdzia. Uliczki, panie tego i 
owego, niby przegony na sapach! Gorco, zaduch, krzyk, brud cieka po cianach, oliwa 
mierdzi, ludzie mierdz, ryby mierdz, osy mierdz, e czowiek chciaby ucieka na 
bory i lasy, ale zrobisz dziesi krokw dalej, cicho jak w lesie, kawa muru, na ktrym zoc 
si pomaracze, Matka Boska wisi piknie ubrana, re po murach kwitn i pachn, ptaszki 
piewaj i ludzie si modl przed Madonn!... 
52 


Trzy lata mieszkaem w Neapolu, przy porcie via... zaraz!... nie, to by vmicolo Siesta, 
rynsztok, panie tego i owego, uliczka bez wyjcia, sze piter domy. Z okna do okna, z jednej 
strony ulicy na drug, rce mona sobie ciska. Nie pamitacie pastwo vmicolo Siesta, 
zaraz przy porcie? 

 Niestety, tyle tam tych zaukw i takich strasznych, emy si obawiali w nie puszcza. 
 A zatoka, taka sama, co? co to jak patrze pod soce, to daleko, przy Capri, a czarna 
prawie, taka modra, nic, tylko jakby zasia chabrami cae pole. licznie, panie tego i owego, 
malowa tylko. 
 A Wenecja, pani dobrodziejko?! to brudna kaczka, panie tego i owego, jakem Rutowski. 
Kamie, niebo i woda! no, widzia to kto? gupie miasto! 
 Padwa! Florencja! Genua! to wszystko razem kamie i wistwo! Wczyem si tu i 
owdzie, yem z Wochami za pan brat, znam Itali na durch. O bella Italia! bella! Ha! ha! 
dziwny kraj, lasu ani kawaka, pola ludzkiego ani znale, gospodarstwo Boe si zmiuj! 
Saata, wino, oliwa! 
 Z tego wnioskowa mona, e pan niezbyt przyjemne wraenie wywiz z Woch  
wtrcia Stabrowska. 

 Niby prawda, pani dobrodziejko, tak... juci, ale kiedy sobie wspominam, ta mi si tak 
jako robi na sercu, e mi dobrze. Byo tam i le, i godno, i smutno, ale co mnie cignie do 
tej woskiej jasnoci; ja, panie dobrodzieju, nieraz w polu, w niwa szczeglniej, patrz si w 
niebo .i widz, e tu wszystko ciemno, chocia soce doskwiera. Pamitam Wochy. Jak si 
wylazo nieraz w Neapolu na wierzch, na gry, to jak si spojrzao na morze, na miasto, na 
drzewa, to si pakao nie wiadomo z czego, niby mazgaj ostatni, panie tego i owego. Tak, 
pojad na wiosn z pewnoci, niech tam co chce si stanie! 
Albo kiedy czowiek by zmczony, zapracowany jak ten w, panie dobrodzieju, to si 
szo na molo, nad wod od strony Torre Greco, gdzie same ogrody pomaracz, to si siadao i 
po prostu jado si powietrze i jado si oczyma wiat, i zapominao si o wszystkim, bo to 
morze ca chwila pod nogi chlup! chlup! panie tego i owego, pomaracze pachn, ciepo, 
wszystko w czowieku jakby umierao z radoci, a na wodzie byle kto jedzie, pierwszy lepszy 
cham i parobek i piewa, a si w kociach ciepo robio. 

Nieraz czowiek za ostatniego lira siada w bark i hajda, panie tego i owego, na morze, a 
przewonik na mandolinie brzdk... brzdk... brzdk... i 

O mia Napoli, o santa citta 
Tu sei sempre ii paradiso 


zanuci drcym, penym zapau i chrypki gosem. Zerwa si, oczy mu pociemniay z zawstydzenia, 
zacz targa y wsy, eby pokry i wzruszenie, i zo na siebie, bo mczyni 
patrzyli na niego nieco drwico. 

Ksidz dziekan przymruy jedno oko, zay tabaki i szepn: 

 Stary grzesznik! Garybaldysta, mason... 
Stabrowska suchaa go z uwag autorsk, co zdaje si zapisywa w pamici kade sowo i 
gest kady... Helena suchaa z przymknitymi oczyma i przenosia si myl do Woch, bya 
w Neapolu, pyna bark i zdawao si jej, e syszy: 

Tu sei sempre il paradiso 

A w Jance wstawao jakie ogromne pragnienie zobaczenia tych cudw. Dopeniaa syszane 
czytanym i wyobrani i tysice obrazw zaczo snu si przed jej dusz. 

Milczenie zalego. Pokojwka nalewaa i roznosia herbat. 

53 


Rutowski pochyli nisko nad szklank twarz, bo tsknota szarpna mu bolenie sercem do 
tych brudw, kamieni, sowem do tego pikna, w ktrym si bezwiednie kocha. Wstydzi si 
sam siebie, bo jak to, on, ojciec szeciorga dzieci, stary czowiek, jeszcze o takich myli gupstwach, 
niby pierwszy lepszy mokos!  Tfy... panie tego i owego  splun nieznacznie i zacz 
rozmawia o gospodarstwie. 

Stabrowska posza do biblioteki i na biaej karcie pisaa: 

Epizod: szlachcic, ktry by we Woszech i nazywa Rzym folwarkiem zdewastowanym. 
O Neapolu mwi: mierdzi, ludzie mierdz, ulice mierdz, powietrze mierdzi, morze 
mierdzi. O Wenecji: kaczka brudna. 

Sanki z brzkiem zajechay przed dwr. 

Stabrowski wyszed i powrci po chwili zmieszany jaki i poblady. 

 Po pani przyjechali, z Bukowca  szepn do Janki. 
 Ojciec chory!  porwaa si z krzesa takim ruchem, jakby biec chciaa do niego, ale powstrzymaa 
si, stumia przestrach i .spokojnie si poegnaa. 
Woliscy zrobili to samo i wkrtce wracali do Rozogw. Chciaa jeszcze wstpi do nich, 
aby si przebra na drog. 
Stabrowska po ich odjedzie powrcia znowu do biblioteki i na purpurowym papierze pisaa: 
Ojciec umar!  zerwaa si z krzesa i z wycignitymi rkoma, z krzykiem straszliwym 
w oniemiaych ustach i szeroko otwartych oczach, sza ku temu zowrogiemu posacowi 
mierci, ktry ostrym zgrzytem zmci sodk harmoni wieczoru. 

54 


XII 


Przez ca drog do Rozogw nie mwiono nic. Janka siedziaa, oguszona wiadomoci, 
nie pytaa nawet, kto j przywiz. Dopiero kiedy wchodzia do sanek przysanych z Bukowca, 
spostrzega, e siedzi w nich, prcz stangreta, kto drugi. Cofna si bezwiednie, wydao 
si jej, e to Andrzej, ale spod kapuzy, bo nieg pada, wychylia si do niej ostra twarz Witowskiego. 


 Pan tutaj, po mnie? 
 Niech pani siada, bo pilno nam jecha  powiedzia szorstko, okrywajc j bez pytania 
wielkim paszczem futrzanym, ktry przywiz z sob. 
 Ojciec bardzo chory?  zapytaa niemiao po dugiej chwili, gdy ju jechali. 
 Bardzo. 
 Moe...  nie domwia, bo strach j przej szalony. 
 Nie, ale zwariowa  powiedzia z brutaln szczeroci, ktra pokrywaa rozdranienie. 
 Jed prdzej, choby konie pa miay!  krzykn na stangreta. 
Sanki zamioty tak silnie do rowu, e bezwiednie chwycia si jego rki, aby nie wypa i 
trzymaa. Spogldaa na niego z prob niem, ale on milcza z surowo cignitymi brwiami, 
a j zacz przejmowa strach jaki i al okropny do siebie, e to jej wina, e to ostatnia scena 
zabia ojca. Tak cierpiaa, e zy pyny jej po twarzy. Pakaa nie wiedzc o tym, zapatrzona 
w t dal zanieon, myl w Bukowcu. 

 Co pani zy pomog? si pani potrzeba  powiedzia zwracajc si wicej do niej. 
 Ojciec... ojciec...  powtarzaa cicho i bezdwicznie i coraz boleniejsza mka ciskaa 
jej serce; pakaa cigle, tym cichym paczem rozpaczy i beznadziejnoci. 
Noc okrywaa ich mtna, masy niegu wolno, bez szelestu, otulay pola, drzewa i ich samych 
i spyway ustawicznie, jakby miay wiat zasypa i rozpocieray jak okropn cisz 
dookoa, w ktrej jej myli niby zmczone ptaki krciy si w kko, na prno szukajc miejsca 
odpocznienia. 

 Nie pacz pani, blu pani nic, prcz czasu, nie uleczy  mwi dobrym, ludzkim gosem i 
pochyli si ku niej tak blisko, e j owion oddechem a zadraa spojrzawszy mu w t gb, 
gdzie wieciy jego renice. 
 Tam, w tych sinych przestrzeniach, w tym oceanie nicoci, utoniemy wszyscy, wszyscy, 
ani jeden atom naszego ja nie ocaleje. Tak chce Bg. Takie jest prawo. Silna dusza wiadomoci, 
to pancerz przeciw blom. Nie pacz pani. Ze mierci nie potrzeba si mia, ale i 
paka nad ni nie trzeba, bo nie zmieni porzdku, zreszt, ojciec nie umar jeszcze. 
Nie odpowiedziaa, tylko poleciaa dusz w te przestrzenie, na ktre rk wskaza i ogarn 
j jaki powiew zimny i przeraenie. Gos jego wyda si jej, jakby pochodzi z tamtej strony 
ycia, jakby z tych obszarw konieczno mwia i nieubaganie; suchaa z bojani. 

 Nie pacz pani  powiedzia mikko, odczuwajc febryczny dreszcz, jaki ni wstrzsn. 
Pochylia niej gow i zy blu, palce zy, upady mu na rk, poprawiajc paszcz na niej. 
Cofn j, jakby sparzony. 
 Prdzej!  zawoa i zamilk. 
Po jakiej godzinie jazdy, nieg zacz rzedn i ustawa; a spoza szaroci przewityway 
gwiazdy i wiatr ostry zrywa si z pl, hucza w lasach i kbi niegi. 

 Odwagi! Kiedy tylko pani zechce, to dom nasz i my jestemy do rozporzdzenia  powiedzia, 
kiedy wysiada przed stacj. Ucisna mu rce, silnie-ucaowa je i odjecha. 
55 


Nowa suca przyja j obojtnie, tylko Roch caowa j po rkach, obejmowa za kolana 
i ze zami szepta: 

 A juci, e zachorza, -a juci... e si pewnikiem zamrze panisku, a juci... 
Posza prosto do pokoju ojca i krzykna z przeraenia ujrzawszy jego gow ogolon zupenie, 
pokryt ranami, twarz caa bya w ranie, na oczach mia przepask. 

 Jezus, Maria! 
 Cicho!  szepn doktor, ktry przyszed za ni.  Chodmy std. 
 Usn niedawno  powiedzia wprowadzajc j do saloniku. 
Grzesikiewicz, ktry tam by, w milczeniu podszed ,i gorco ucaowa jej rce. 
 O, jaki pan jeste dobry  szepna z gbok wdzicznoci, patrzc na jego twarz zbiedzon, 
zmizerowan, po ktrej teraz latay pomienie radoci jakiej. 
 Cicho! przejdziemy chyba do stoowego, tutaj jeszcze za blisko chorego. 
 Pani si pooy powinna, ju pno, trzecia. Musi pani czu si bardzo zmczona... 
 Nie, nie, bd siedziaa do rana przy ojcu, moe czego bdzie potrzebowa. 
 Pjdziesz pani spa natychmiast! o ojcu ja pamitam  napisa spiesznie doktor na kartce, 
bo ju zaoy respirator. 
 A dobrze, czuj si strasznie znuona i tak gowa mnie boli, boli...  cisna sobie skronie 
i smutnym, przejtym blem wzrokiem patrzya na Andrzeja. 
 Dobranoc pani  szepn biorc j za rk. 
 Czy jutro... jutro...  zacza z wysikiem. 
 I jutro, i zawsze; ycie moje przecie naley do pani  powiedzia prosto. 
Usiada i zacza paka ze zdenerwowania; ucaowa jej rce, pocaowa j w pochylon 
gow, jakim pocaunkiem gbokiej czci i mioci i odjecha. 
Nie, nie miaa si podnie si z krzesa, nie miaa si nawet podzikowa mu za jego dobro 
niesychan; siedziaa tylko i zazawionymi oczyma odprowadzaa go do drzwi i biega 
za nim myl, to znowu patrzya na doktora rewidujcego swoim zwyczajem okna, drzwi i 
lufciki i chodzcego w milczeniu po pokoju. Nie zwracaa uwagi na jego grone spojrzenia i 
niecierpliwe ruchy, jakimi j wyprawia spa. 

Co j to wszystko obchodzio, czua si tylko miertelnie zmczona, a do zmczenia do-
pyway jeszcze nowe strumienie gryzcego alu, pomieszane z wdzicznoci dla Andrzeja i 
przejmoway j takim rozezawieniem denerwujcym, e pakaa nie wiedzc nawet o tym. 

Dalekie echa dzwonkw przy saniach, tukce si po lesie, jakie napyway z wiatrem i 
wdary si przez szyby w t tragiczn cisz mieszkania, przepenion widmami jkw i zapachem 
karbolu, oprzytomniy j nieco. 

 Czemu odjecha?  mylaa, z jakim niewyranym jeszcze lkiem, patrzc w okno, w 
rozbielony niegami wiat, w te zimne, roziskrzone gwiazdami granatowo-powe przestrzenie. 
Zatrzsa si z zimna, z przejmujcego zimna, jakie pyno ze wszystkich stron, z obawy, 
jaka j coraz silniej przenikaa. Podniosa si, okrya chustk i chciaa zajrze do ojca, ale 
doktor zastpi jej drog i rozkrzyowanymi rkoma nie puci. 
 pi  szepn zdejmujc respirator.  Niech pani idzie spa. 
Podniosa si znowu i automatycznie sza ku drzwiom swojego pokoju. 
 Boj si  szepna cicho, powracajc do niego. 
 Czego? 
 Nie wiem, co ze mn si dzieje, z czego nie umiem zda sobie sprawy. Zalewa mi si 
mzg i serce jak ciemn obaw. Niech doktor mwi, straszy mnie ta cisza okropna. Niech 
doktor mwi, boj si ciemnoci, boj si samotnoci, bo mi si zdaje, e skoro tylko zostan 
sama, musi si znowu sta co strasznego. Niech doktor mwi  bagaa coraz ciszej. 
 Rozdenerwowanie i nic wicej, trzeba i spa, a wszystko przejdzie. 
 Nie, niech mi doktor opowie, jak si stao z ojcem. Moe doktor lamp rozjani i drzwi 
pozamyka, bo mi jest straszliwie zimno. 
56 


Trzsa si jak w febrze. 

 Nie czas na opowiadanie, ale jak pani chce, to opowiem o ile wiem lub si domylam, to 
nawet dobrze zrobi na nerwy pani. 
Po pani wyjedzie przez kilka dni by zupenie spokojny, tylko rozkaza Janowej, aby kada 
do obiadu po dwa nakrycia, a wieczorami zamyka si i z zapalon wiec chodzi po 
mieszkaniu i oglda wszystko. 

Zalescy przed wyjazdem wyprawiali poegnalny wieczr, by na nim i jak opowiada pan 
Babiski zachowywa si normalnie. 

Dopiero po powrocie stamtd, kaza Janowej zawoa pani. 

Nie chcia uwierzy, e pani wyjechaa. 

Nawymyla jej i poszed szuka po mieszkaniu i stacji caej; szuka po drodze, szuka nawet 
w lesie. 

Rano poszed, jak zwykle, do kancelarii, zamkn si na klucz i siedzia tam kilka godzin. 
Syszeli, e cay czas rozmawia i kci si z samym sob, a raczej z tym swoim sobowtrem, 
ale sub jeszcze peni przytomnie. Tak zeszo kilkanacie dni. 

Odzywa si tylko coraz mniej do otoczenia i coraz czciej cae noce nie spa, tylko chodzi 
po mieszkaniu i szuka. 

Czego szuka? nie wiadomo. 

Przedwczoraj w nocy suc obudziy krzyki guche i trzask rozbijanych sprztw. Obu


dzia Rocha i z nim dopiero pobiega do jego pokoju. Sta na rodku i mia si, a potem szuka, 
rozrywa sprzty, wazi pod meble, tupa nogami i krzycza ze zoci na tego drugiego. 

 Gdzie ona? Mieciu, psiakrew, bo zabij! Nie syszeli wicej, bo spostrzeg ich i rzuci w 
Rocha krzesem, uciekli. Rano, suca znowu zajrzaa do jego pokoju. Szyby byy wytuczone, 
wieca si dopalaa na rodku pokoju, a on pookrcany w poobrywane firanki i w zdarte 
pokrycia mebli, obkany, pokrwawiony, straszny, siedzia w kcie. 
 Okropne;... okropne!...  szeptaa Janka i serce jej przepenia taki straszny, dziki bl, e 
z piersi wydobyway si krtkie, chrapliwe jki podobne do skowytu; pochylaa gow niej, 
pod ciarem tego udrczenia winy wasnej, jak sobie coraz wyraniej uwiadamiaa. 
 To moja wina! To przeze mnie  mylaa ciko w tym poczuciu ostrym jak n, ktre 
raz po raz przeszywao jej mzg i serce. 
 Dosy ma ju pani  szepn doktor odczuwajc, co si w niej dzieje. 
 Niech doktor koczy, niech doktor mwi, chc wszystko wiedzie  mwia prdko, 
chwytajc powietrze ,posiniaymi ustami i podniosa na niego oczy tak pene .znkania, alu i 
rozpaczy, e doktor j uj za rk i bardzo serdecznym gosem powiedzia: 
 Nic tu pani nie jest winna, prawie nic. Tak czy owak pani by postpia, on nieodwoalnie 
musia skoczy obkaniem. Mwi to zupenie szczerze, bo nie tylko byem jego przyjacielem, 
ale i lekarzem. 
 Prawie nic, prawie nic...  powtarzaa wolno, a czua, wiedziaa teraz, w tej chwili, e 
bya winna wiele, bardzo wiele i przesuwao si jej w pamici tysice scen, ktni, rozdranie, 
cierpie, jakich bya jedynym powodem. 
 Zreszt, kt zna granice i cay ogrom wpyww i oddziaywa duszy na dusz; kt 
wie, kto winien? kto ma odpowiada za nieszczcia, jakie si staj? Wszyscy s winni i 
wszyscy pokrzywdzeni, ot co. No, uspokj si pani; ju si stao i nic tego nie odmieni; fakty 
s to trupy, ktrych nikt nie wskrzesi, jak nikt nie wskrzesi dnia, co przeszed. Moesz pani 
myle o tym nieszczciu i to myle gboko, bo mylenie wypala odczuwanie... ot co!  
Zakaszla si straszliwie i potem dugo siedzia bez ruchu, wpatrzony w okno. 
Janka milczaa take. 

Cisza bya denerwujca, tylko wiatr rzuca suchym niegiem w okna i wista po szybach, 
a gdzie, z bardzo daleka, szy jakie sabe gosy, jakby wycia wilkw i trzask odpadajcych 
w lesie gazi, albo z pokoju 

57 


Orowskiego wydobyway si dugie i bolesne jki, dray chwil i rozpyway si w ciszy. 

 Dokocz pani  zacz doktor.  Wczoraj rano przyszed ojciec do biura, przywita si 
ze wszystkimi i poszed do swojej kancelarii. Chocia tam by zastpca jego, ktrego przysaa 
Dyrekcja zawiadomiona o wszystkim, nie zwaa na to, usiad na sofce i zdrzemn si. 
Zby mu nie przeszkadza, zastpca w wyszed. 
Po jakiej godzinie, pan Babiski, ktry by na subie w telegrafie, usysza zamykanie 
drzwi na klucz i wkrtce odgosy jakby uderze i krzyki: 

 Zabij, zabij! Dosy mam tego, dosy! Stukano i proszono, aby drzwi otworzy, na 
prno. 
Stali wszyscy pod drzwiami, nasuchujc, kiedy naraz drzwi si gwatownie otwary i zatrzasny 
natychmiast. Zobaczyli tylko, e zrobi ruch, jakby kogo si wyrzuca. 
Pozby si drugiego swojego ja i w obkanym mzgu zawitaa zupenie naturalna idea  
pozbycia si go na zawsze: wic pod drzwi, ktrymi go wyrzuci, a mg przypuszcza, e 
odgosy, jakie z tamtej strony sysza, byy dobijaniem si wyrzuconego  pociga papiery, 
krzesa poamane, meble porozrywane, maszynki do stemplowania biletw, drzwiczki nawet 
od pieca poobrywa, uoy z tego stos, obla naft z lampy i podpali. 

Sdzi, e spali tego drczyciela. 

Drzwi tymczasem nadaremnie prbowano otworzy i dopiero, gdy dym zacz si przedziera 
przez szpary, wzito si do wywaania ich. wierkoski wybi od peronu okno i skoczy 
do rodka. Usysza tylko straszny krzyk: yje! yje! i odgos upadajcego ciaa  musia 
ucieka, bo dym go dusi i stos w pali si i zapenia ogniem p pokoju. 

Wywalono wreszcie drzwi i wyniesiono ojca na p ywego. Upad prosto w ogie i pali 
si cay. 

Oto caa historia. Smutna historia! 

Zaoy respirator, popatrzy na Jank i poszed do chorego. 

Nie powrci ju do niej. 

Lampa dogasaa i brudny mrok zimowego witu zacz zalewa pokj i wydobywa kontury 
przedmiotw. 

Posza do swojego pokoju i z czoem opartym na szybie staa nie mylc nic i nie czujc; 
ledzia bezmylnie brudne kby oparw, co si wznosiy znad oparzelisk i bagien lenych i 
rozleway si nad lasami szarym obokiem, to patrzya w gwiazdy, coraz sabiej wiecce i w 
bolenie czerwone zorze witu, co jak ostrza rozpalone wrzynay si w szaro obokw i 
siay purpurow srzeog na niegi, lasy i przestrzenie. 

Nie mylaa, ale mzg jej bezwiednie odtwarza dopiero co syszane sceny szalestwa i z 
tak brutaln wyrazistoci, i tak nieubaganie w szczegach rysowa, e zwolna zacza 
dre z przestrachu i cofa si od szyby, bo bya pewna, e to wszystko teraz si dzieje; e z 
tamtej strony okna zobaczya jak larw, patrzc wprost wypalonymi oczodoami. 

 Ojciec! ojciec!  kaa bezprzytomnie ogarniona takim gwatownym paroksyzmem strachu, 
e bya bliska szalestwa. 
Chciaa krzycze, ucieka  nie moga! Wycigna rce bezsilnie i upada nieprzytomna 
na podog. 

58 


XIII 


Rano Orowski lea niby koda opalona, doktor okrca mu twarz i gow kataplazmami.  
To pewna, e oczu si nie uratuje  powiedzia. 

 Nie ma adnego ratunku? 
 adnego. y bdzie, ale skoczone z nim. Jak tylko mona bdzie, przewioz go do 
szpitala. 
 Nie, za nic w wiecie, przecie moe si leczy w domu. 
 A tak, a w pierwszej chwili, gdy si poczuje lepiej, moe wpa w furi. Umieszcz go u 
Bonifratrw. Tu ju i czuoci nie pomog  rzuci szorstko, zakadajc respirator. 
Nic ju nie oponowaa, nie rozpaczaa nawet, chodzia jak trup, wiecc zapadymi gboko 
oczyma, zaniedbana i apatyczna na wszystko. Co jaki czas zagldaa do ojca, patrzya na 
niego i wychodzia. 

Co si w niej zerwao, jaka zdolno odczuwania blw, czucia nawet. Dopiero z przyjazdem 
Andrzeja oywia si nieco. Grzesikiewiczowa przyjechaa z synem i z wielk troskliwoci 
uspakajaa j i pocieszaa, jak moga; ale w akcencie gosu, w twarzy, miaa przymus 
jaki i oscho, ktrej pokry nie umiaa. Patrzya na Jank bolejcym, litociwym 
okiem, ucieraa nos gono dla zamaskowania pomieszania i przenosia oczy na syna: a widzc 
jego zmizerowan twarz, jego oczy pomienne i lady gbokich cierpie w caym obliczu, 
pochylaa gow, poprawiaa sukni, eby si nie pogniota i niech ostra, prawie nienawi, 
przesycaa j do tej sprawczyni wszystkiego. 

Wiedziaa od Osieckiej i Jzi wszystko. 

Ale widzc znowu, jak Janka doglda ojca, z jak gbokim szacunkiem doktor zwraca si 
do niej, jak Andrzej j cauje po rkach, poczuwaa zadowolenie, zaczynaa czu niewiar w 
to, co syszaa od Jzi, bo nie mogo si pomieci w jej chopskiej gowie to wszystko, co 
tutaj widziaa  z tym, co syszaa. 

Andrzej, zdawao si, nic nie pamita. Kocha j pomimo wszystkiego i te kilka tygodni 
rozczenia, pene mki, przekuy mu dusz; tysic razy wybiera si do niej jecha, prosi o 
przebaczenie, ale zawsze brako mu odwagi. Dopiero ten wypadek straszny, ktremu by prawie 
wdziczny, wytrci go z bdnego koa bezradnoci i z ca szczeroci popieszy poda 
jej rk do zgody i zapomnienia przeszoci. 

Nie mwili o tym, ale wrcili do dawnego stosunku, jakby pomidzy nimi nie byo tych 
anonimw i zerwania. Podwaja teraz troskliwo o ni, eby zatrze przeszo; Janka odpacaa 
mu wdzicznoci i zwracaa si do we wszystkich sprawach, bo teraz czua, e prcz 
niego nie ma ju nikogo na wiecie. 

Dnie wloky si strasznie smutnie i monotonnie. 

Rany Orowskiego goiy si bardzo powoli, a on sam. lea wci nieruchomy, z opask na 
oczach i nie odzywa si ani sowa, porusza czasem ustami, jakby mwi niedosyszalnym 
szeptem i nie zwraca najmniejszej uwagi na otoczenie. 

Doktor przyjeda codziennie opatrywa go i odjeda, czsto nie zamieniwszy ani sowa 
jednego z Janka lub z Andrzejem, ktry cae dnie przesiadywa, jedzi do apteki po lekarstwa, 
pomaga nawet doktorowi przy opatrunku, pamita i zmusza Jank do jedzenia i spania, 
czuwa z niewyczerpan dobroci nad wszystkim. 

Marzec by ju w poowie, dnie nastay brudne, deszcze zaczy zalewa wiat, niegi znikay; 
ta ohydna szaro przedwiosenna sczya si z nieba i zalewaa ziemi. Czasami tylko, 

59 


w poudnie, soce przedzierao si przez opary i rozpromieniao jasnoci i ciepem, i wtedy 
lasy zieleniay, wody lniy atasow mikkoci i szmaragdem, wrble wiergotay na gzymsach 
i pod oknami, i Janka budzia si, jakby z apatii, w jakiej bya pogrona, rozgldaa si 
po mieszkaniu jakby po nie, powracaa jej caa wiadomo, ale ze znikniciem soca wpadaa 
znowu w dawny, szary stan egzystencji prawie rolinnej. 

Chodzia smutna po tym mieszkaniu, penym zapachw karbolu i jodoformu, przesyconym 
aob i nieszczciem, penym, zwaszcza w nocy, jakich ech okropnych, drga, akcentw, 
skarg i paczw, co nieraz w przejmujcym largo wyaniay si z cieniw i przenikay jej dusz 
blem bezbrzenym. 

Po jednej z takich niespanych, penych udrcze, nocy, w ktrej si jej zdawao, e wci 
syszy ciche tony fortepianu Zaleskiej i e las huczcy wichur wyrywa si i leci, a z nim 
wszystkie jki i wszystkie gosy, i wszystkie skargi ziemi zrywaj si i brzmi w przestrzeniach, 


i zapeniaj pokj zgroz i zgiekiem  i w jeden z takich dni marcowych, w ktrych ycie 
jest ciarem, myl jakakolwiek niemoebnoci, wszelki ruch mczarni, w ktrej czowiek 
nerwowy szaleje z niewytumaczonego blu, i w przygnbieniu, w strachu i w apatii jednoczenie 
zalega jaki kt cichszy izby, i oszoomiony, zmczony miertelnie, ogupiay, sucha 
plusku nieustannych deszczw i powistw wichury, i kona z rozpaczliwej nudy  przyjechali 
Witowscy z Andrzejem. 

Podniosa si na ich przyjcie apatycznie, a nawet z pewn niechci, bo zmuszali j do 
mwienia i ruchu, kiedy jej najwygodniej byo siedzie samotnie i nic nie myle. 

 Tyle syszaam o pani, o nieszczciu, zmusiam brata, aby mnie, nieznajom, przywiz, 
bo wiem, e wspczucie jest czasami balsamem  mwia Jadwiga. 
 Czciej tylko plastrem, ktry przeszkadza ranie wygni, a przez to zagoi si. 
Poaowaa swojej ostroci, bo Jadwiga poblada i usta drgny jej blem. 
 Niech mi pani daruje te sowa, jestem tak wprost ogupiona rnymi rzeczami, e bezwiednie 
zupenie i niesprawiedliwie krzywdz  prosia Janka ocknwszy si ze swej sennoci. 
 Bl nie szuka najagodniejszej formy uzewntrznienia si, tylko najtwardszej. Odczuwam 
pani i rozumiem. 
ciskay si silnie za rce i patrzyy sobie w twarze. 

 Nie widz, pozwoli pani, e dotkn si jej twarzy. Janka nachylia si ku niej, Jadwiga 
delikatnie, kocami palcw dotkna si czoa, oczu, nosa i brody. Opucia potem rce i skupia 
uwag na chwil. 
 Wiem, jak pani wyglda. Wiem. Czuj pani!  Umiech niesychanej dobroci przyjani 
rozjani jej twarz pikn i jakby rozla po pokoju jasno, pen blaskw wionianych. 

Siedziay przy sobie i mwiy dugo. 

W stoowym Andrzej z Witowskim wid cich rozmow o jakim serdecznym napiciu, 
bo oczy mu byszczay rozrzewnieniem, gdy spoglda na panie siedzce w saloniku. 

Jako dobrze im byo, wytworzya si pomidzy nimi atmosfera pena sympatii; Janka 
mwia mao, ale suchaa z chciwoci; sodki gos Jadwigi, jej sowa pene dobroci i jakiej 
wprost nadzwyczajnej sodyczy uspakajay j i wzmacniay. Budzia si w niej powoli energia, 
podnosia dusz z apatii i z podziwem, i czci prawie patrzya na t lep dziewczyn, 
ktrej kade sowo tchno mioci ludzi, przebaczeniem i wiar. 

Takich rzeczy nikt jej nie mwi, takiego serca nie przeczuwaa nawet istnienia. 

 Ale czuje pani i mwi jak wita!  krzykna w kocu. 
 O, nie! tylko jak gboko wierzca, jak chrzecijanka. Wiara mnie uzdrowia i wzmocnia. 
 Wiara? Czy to moebne, aby moga oderwa dusz zupenie i na zawsze od nas samych? 
60 


 Nie, ona nie odrywa, ona tylko rozpala dusz mioci wszystkiego i przebaczeniem 
wszystkiego, rozjania oczy. Kto wierzy w Boga, ten wszystko wie, dla tego nie ma tajemnic, 
wtpliwoci, szamota; kto wierzy, jest silny i na ycie, i na mier; kto wierzy, ten yje i 
pracuje, jak robotnicy u dobrego pana, bo wie, e przyjdzie godzina zapaty za trudy, godzina 
odpoczynku. 
 I pani tak mwi! Pani, ktra, przy wszystkich warunkach posiadanych do szczcia, jeste 
najnieszczliwsza, bo ju tracisz wzrok, bo. jutro moe zupenie zaniewidzisz? Pani bogosawisz? 
 Tak, bo tak si Bogu podobao  powiedziaa prosto, pochylajc gow. 
 Panno Jadwigo! Na lito, nic nie rozumiem. 
 Cicho! Jeli Bg tego chce, to tak by powinno. 
 Ale skd wiemy, e Bg tego chce, abymy byli nieszczliwi? Czy to nie jest zudzenie, 
czy... 
Doktor im przerwa, bo przyszed, pooglda lufciki u okien i drzwi do przedpokoju, rozdzia 
si ze swoich pledw i obson, kiwn im gow i poszed do chorego. 
Nie mwiy ju wicej, bo rozleg si gos Orowskiego pierwszy raz od czasu choroby. 
Janka wzia za rk Jadwig i poszy do jego pokoju. 
Orowski siedzia na ku, opask mia na oczach i twarz ca pokryt szklist, czerwon 

skr wychud i tak zmienion, e nie podobna si byo w niej doszuka ladw dawnej. 
 Zgoda, panie Mieciu  mwi i potrzsa wycignit rk, jakby ciska do komu.  
Ju si teraz nie opucimy. Hm!... chce ci si je? Zaraz. Dajcie Mieciowi je. 
Janka uja go za rk i podniosa do ust. Nachyli si na bok i szepta co cicho i tajemniczo, 
a potem rzek gono: 

 A Janka! Pamitam, pamitam. Dobrze, e przysza, bo Mieciowi trzeba da je. 
Doktor zacz mwi do niego. Orowski sucha, ale pochylony w stron, gdzie sta ten 
jego sobowtr, zwraca chwilami gow do mwicego i rzek: 

 Jak si masz! Ka no da je Mieciowi, bo nam si chce je.  Pniej szepta co po 
cichu nie zwracajc uwagi na nikogo i pooy si. 
 Klasyczny przykad rozdwojenia osobowoci  mwi doktor i zacz objania Witowskiego, 
ale Witowski nie mg sucha, zrobia ta scena takie wraenie na nim, e zabra Jadwig 
i odjechali proszc usilnie, aby po umieszczeniu ojca w szpitalu, Janka przyjechaa do 
nich. 
 A my jutro przewieziemy ojca  powiedzia doktor Jance. 
 Doktor pozwoli, e i ja pojad, mog by uyteczny  ofiarowywa si Grzesikiewicz. 
 Ja take pojad. Chc zobaczy, jak tam ojcu bdzie. 
 Po co? a jake, tam miejsce dla historyczek! to nie aden flirt panieski!  burkn doktor 
zakadajc spiesznie respirator. 
 Wytrzymam; tyle przeszam, to i to znios. 
Nazajutrz, osobnym przedziaem odwieli go do Warszawy. 
Dla Janki ta droga bya mczarni. Patrzya cigle w okno albo staa na korytarzu, eby nie 
widzie straszliwie oszpeconej twarzy ojca. 

Orowski wiedzia, e jedzie, e jest przy nim doktor, crka, Grzesikiewicz, wita si z nimi, 
ale nie zwraca na nich uwagi, bo rozmawia szeptem z tym drugim, ktremu ustpowa 
miejsca, sam zajmujc brzeek siedzenia. 

Na stacjach, koledzy i znajomi przychodzili go zobaczy, bo wypadek by gony na linii. 
Przystpujc mwili mu swoje nazwiska. Nie odpowiada zaraz, tylko po cichu pyta Micia, 
co to za jedni i dopiero wtedy zamienia po kilka sw. Jank tak rozdraniay podobne sceny 
i te twarze rozciekawione, te banalne pocieszenia i jeszcze gorsze litociwe spojrzenia, e 
zatarasowaa drzwi i nie chciaa nikogo wpuszcza. 

61 


W Warszawie czekaa ju zamwiona lektyka, ktr przeniesiono chorego do szpitala. 

Jank grobowe zimno owiono, gdy si znalaza w dugim i mrocznym korytarzu szpitala; 
sza za lektyk, jakby za trumn. Jaki czowiek w achmanach chodzi po korytarzu, w papierowym 
kasku na gowie, z epoletami z czerwonego papieru na porwanej w strzpy bluzie; pas 
naklejony zotym papierem ciska chud jego posta, salutowa powanie blaszanym paaszem 
przechodzcych, zawraca po wojskowemu i chodzi dalej sztywnym, miarowym krokiem, 
niebieskawymi oczyma wpatrzony w jak prni. 

Orowskiego umieszczono w pokoju na pierwszym pitrze. 

 Niech pani jedzie do domu, ja bd doglda ojca; podug prawa, moe pani jeszcze 
mieszka w Bukowcu ptora miesica  radzi doktor, gdy wyszli ze szpitala. 
 Ani dnia nie bd tam mieszkaa, wyjad do Rozogw. 
 Czy pani wychodzi za Grzesikiewicza?  zapyta otwarcie. 
 Prawdopodobnie wyjd.  Zacza mu dzikowa za wszystko, co dla nich uczyni. 
 To mj serdeczny obowizek zrobi, co zrobiem; byem waszym przyjacielem nie z nazwiska, 
a zreszt taka fenomenalna choroba. Bd j studiowa, o mi si opaci. 
Zamia si sucho, zaoy respirator i machn rk, eby sobie pojechaa. 

 Co jaki czas bd tu zagldaa, a gdyby byo gorzej, to prosz o zawiadomienie. 
Skin gow, wsadzi j w dorok i odszed. 
Gdy si znowu znalaza w pustym mieszkaniu w Bukowcu, penym tylko niewywietrzaych 
zapachw karbolu, uczua, e sabnie, e sia bezwadnoci, w jak j opancerzya apatia i 
nadmiar wrae  gnie si i rozpryskuje, e gotowa bdzie popeni szalestwo jakie, byle 
si wyzby tych udrcze i osamotnienia. 

Siedziaa w cichym saloniku i szklanym, martwym wzrokiem przygldaa si fortepianowi, 
co w mroku wyszczerza te zby klawiatury, meblom jakim obumarym, tchncym jakby 
stchlizn i niemoc tak, e baa si dotkn czegokolwiek, bo si jej wydao, e to wszystko 
si rozleci i rozsypie w py... 

Po kilku godzinach snu mczcego, obudzi j pocig, z hukiem przebiegajcy stacj. 

Czerwone latarnie rzuciy na pokj krwaw smug wiata, ktre si rozlao w cieniach 
strumieniem iskier; zerwaa si i wsuchiwaa  pocig hucza na mocie i po chwili, oddalone, 
guche dudnienie milko i zlewao si coraz bardziej z szumem lasu. 

Ju nie usna. Uprzytomnia sobie wszystko i strach niewytumaczony przej j zimnem i 
niepokojem, ktry na prno stumi usiowaa. 

Stacja ogucha i oniemiaa, tylko druty telegraficzne, targane wichrem, brzczay sabo i 
oderwany kawa blachy na dachu magazynu targa si i bi twardo o ciany, i skrzypia, a czasami 
do tych gosw las dorzuci rytm gboki i krtki lub wiatr zaszumia gucho, zgarn 
wszystkie odgosy i nis dalej. 

Koguty w zabudowaniach gospodarczych piay regularnie co godzina. Nie moga ju duej 
znie tej strasznej monotonii nocy, tej ciszy i tego mczcego uczucia niepokoju, a 
wprost baa si poruszy z ka. Pomieszane z wraeniami myli zaczy j zalewa chaosem, 
z niewiadomych gbin wynurzay si jakie sowa nieznane, jakie nieuchwytne 
dwiki, barwy nigdy niepamitane, sceny umare dawno w pamici, twarze wyblake, przestrzenie. 
ycia upynionego widma, co teraz ukazyway si na zrbie jawy mgnieniowej, chybotay 
si i rozwijay na wskim skrawku wiadomoci i rozpaday w chaos, ustpujc miejsca 
zmartwychwstaniu innych, nowych, nieskoczonych. Mzg jej zrobi si jakby terenem 
walki, widowni, na ktrej toczyy si zobrazowane wraenia, zmartwychwstajc i umierajc 
rwnoczenie; a jej si wydao, e to wszystko dzieje si zaraz przed ni, e siedzi z boku i 
patrzy, podziwia, wzrusza si, poznaje niektre rzeczy, przypomina sobie niektre, a na wiele 
spoglda z obojtnoci, bo nie poznaje  i wszystko tak szybko si staje, w takim wirze si 
przewala, e nim zdy sobie przypomnie, zobaczy i  znika i zmienia si, i rniczkuje. 

62 


W kocu nic ju nie poznaje. Spoglda na pokj i widzi go dobrze; lampka pali si przed 
obrazem Matki Boskiej migotliwym, tym pomykiem oliwy i subtelne iskry wiata dr i 
lizgaj si po szkle pokrywajcym portret jej matki, a przez okna zaglda szarozielona twarz 
nocy, o bkitnych, gboko osadzonych oczach gwiazd. 

 Co mi jest! czy ja spaam? Myli  i patrzy si w cian  nic, widzi salonik, widzi pokj 
jadalny, widzi pokj ojca!  Zadraa, bo zza jakich kotar, cieniw wychyla si posta ojca! 
 On, on!  krzyczy jej co w duszy rozdzierajco? i chciaa si zerwa, i biec, ale siedzi 
nieruchoma i patrzy, na ojca-widmo, ktry z czarn przepask na oczach, z ogolon gow, z 
twarz czerwon, poranion, z rkami wycignitymi  idzie... idzie... idzie... 
Straszna noc! tak j zmczyy halucynacje i takim strachem przejmoway, e w chwili ju 
witowej, poczuwszy nieco siy, zerwaa si z ka. 

 Oszalej! Oszalej! Do dnia jeszcze posaa po Andrzeja. Prosia go, aby wszystko, co 
byo w mieszkaniu, przewiz do Krosnowy i eby si tym zaj, bo ona nie bya w stanie 
duej w tym mieszkaniu przebywa. 
A gdy j zawiz do Rozogw do Woliskich i przy rozstaniu, gdy patrza jej w oczy i da 
spojrzeniem odpowiedzi, nie miejc nic mwi  rzeka mu:

  Na wiosn! Niech si troch uspokoj. Przyjedaj pan czsto, bardzo czsto! przecie 
prcz pana nie mam ju nikogo na wiecie! 
63 


XIV 


Wiosna si budzia. 

Kwietniowymi rankami, o witaniu, gdy ki, moczary i wody niby z kadzielnic dymiy 
supami oparw ku purpurowo zotym zorzom wschodu; gdy w rosach i wodach zapalay si 
barwy; gdy resztki cieniw  widma nocy, uciekay chykiem w gszcza lub na polach konay 
w wiatoci; gdy purpurowe, ogromne, bezrzsne soce wychylio si zza lasw i rozlao po 
wiecie miliardy drga, byskw, wiata i ciepa: wiosna podnosia zotawo-senn gow, 
uwieczon diademem z jaskek martwych i jeszcze ociaa, na p wiadoma pikna swego 
i mocy, pyna nad polami zimnymi i martwymi, muskaa wrbem sonecznej sukni ziemi 
i szare ugory si zieleniy; kaczece otwieray te oczy nad strumieniami i piy ros; 
stokrotki przy drogach, na miedzach, rozchylay czerwone rzsy; ostromlecze wieciy po 
rowach, w zaciszach, pomidzy kamieniami; brzozy pkay i dyszay aromatem topole, co nad 
drogami stay p ywe, szeleciy, radonie pijc soce czerwonawymi listkami; a wiatr ciepy, 
pieszczcy niby tchnienie matki, obejmowa ziemi, suszy pola, topi resztki niegw, co 
brudnymi plamami wieciy po doach i wwozach, podnosi zboa, marszczy wody, budzi 
ptaki, co si zryway z guszy lenych na pola i pieway: 

 Wiosna! Wiosna! Wiosna!...  A wiosna bya coraz potniejsza; budzia lasy skostniae; 
anemony, pierwiosnki, sasanki miay si pod cieniem sennych jeszcze olbrzymw; przepywaa 
nad wodami  i wody rzucay resztki lodw, strumienie pyny szybciej i byskay szafirem 
i zotem; budzia wszystko i z jej doni dobroczynnych, z jej oczu zotych, z jej umiechw 
promiennych  pyno na wiat ciepo, ycie i rozkosz! 
Bociany brodziy z powag po kach, a rankami dugo klekotay po gniazdach, wrble po 
strzechach biy si jak szalone i caymi bandami leciay na wiee podorwki, na jczmiona 
dopiero posiane, na owsy. 

Po polach, po lasach, w przestrzeniach brzmia krzyk gboki, twrczy, niemiertelny. 

Wiosna! Wiosna! Wiosna! 

Bydo w oborach ryczao na ru, na powietrze pachnce; psy biegay olnione, nieprzy


tomne z radoci i tarzay si razem z dziemi przed chaupami. 
Pugi migotay na czarnej, cikiej ziemi niby srebrne byskawice, a za nimi rzdami chodziy 
wrony, a nad nimi pieway skowronki hymny upojenia. 
Przepotny rytm odradzania si, poczynania, mioci,. drga i przepywa przez wszystko, 
co byo i co czuo. 
Ludzie po polach piewali zapatrzeni w soce. Starcy wyazili na przyzby i wybladymi 
oczyma pili nowe ycie. Serca wzbieray dobroci, modlitw, dzikczynieniem! 

 A, ycie! ycie!  wy buchna Janka otwierajc ramiona do tych przestrzeni zalanych 
poog soneczn i ttnicych wiosn. miaa si jej dusza i drao serce w wielkiej radoci 
istnienia. 
Nie mwia wicej, tylko sza alej parku i dotykaa rk grubych pdw lilii co wychylay 
si z ziemi, gadzia liliowe pereki pierwiosnkw, rwaa pierwsze fioki; to sza wpatrzona w 
dal, oddychajc gboko zapachem brzz, ziemi wieo oranej, soca; suchaa ptakw 
wiergoccych, szmeru rzeczki, gosw leccych od zabudowa gospodarczych  i nie mylaa 
nic, obejmujc sercem wszystko i rozlewajc si na wszystko  radoci wiosny i 
zmartwychwstania. 

64 


 Jeste pani entuzjastk  szepna Stabrowska, ktra sza za ni z Helen. We trzy wybray 
si po raz pierwszy do parku. 
 Nie wiem, czym jestem, czuj tylko, e jestem, ze dusza mi zaczyna pon, e szabym 
gdzie, e piewaabym razem z tymi ptakami, e mam szalon ochot potarza si po trawnikach, 
e mnie co unosi do soca, e chciaabym obj to wszystko i przepa! A, wiosno! 
wiosno!  dodaa ciszej z niewypowiedzian rozkosz w sercu. Nie pamitaa ojca, Andrzeja, 
cierpie, nudy Rozogw, bo czua, e si budzi tak samo, jak ziemia pod pocaunkami soca 
i ciepa. 
Helena umiechaa si z yczliw pobaliwoci, a Stabrowska, obwinita w pled, w gbokich 
kaloszach, wodzia znudzonym wzrokiem po nagich drzewach i gryza owek, bo 
nadaremnie szukaa czego do zanotowania. 

 Chyba ju powrcimy, wilgoci tyle w powietrzu... 
 Nie zdya pani nic zanotowa i chce pani powrotu? 
 Nic godnego uwagi nie ma, bo przecie tego notowa nie bd, e wiosn czu w powietrzu. 
To dobre dla bardzo prostaczych natur. Boe kochany! Wiosna, to stary zleay baga 
poetycznych retorw, ktrzy udaj, e szalej z rozkoszy usyszawszy piew skowronka 
lub spostrzegszy pierwsz stokrotk! Blaga i dziecistwo!...  dokoczya drwico i sza dalej, 
strcajc parasolk pierwiosnki i kapic po rzadkim, wilgotnym wirze alei za duymi 
kaloszami. 
 Kiedy pani jedzie do Warszawy? 
 W sobot w nocy, a raczej bardzo wczenie w niedziel, to jest jutro. 
 Jeliby pani zechciaa mi jedn rzecz kupi... 
 A owszem, cay dzie zwykle spdzam w Warszawie. 
 Czsto pani Jedzi? 
 Ostatni raz byam dwa tygodnie temu u ojca. 
 Zdrowszy? 
 Fizycznie zupenie zdrowy, tylko umysowo jak dawniej. 
 Mona spyta kiedy lub? 
 W pocztkach maja.  Wymczya j Helena, bo Janka pochylia si nad fiokami. 
 W naszym kociele? 
 Tak. Odbdzie si rano, po cichu, a po niadaniu, jakie bdzie u nas, wyjazd do Krosnowy. 
 Poprawi ci, Helciu. Po niadaniu wyjazd prosto do Woch, to moja wina, opowiadaa 
mi tyle cudw, e namwiam pana Andrzeja, abymy prosto od otarza tam pojechali. 
 Do Woch! Co za romantyczna podr! O, tak! to bardzo poetycznie; rka w rk pyn 
lagunami Wenecji, spacerowa po galeriach Florencji, zwiedza Kolizeum rzymskie; o, tak, 
to wzniose, y w chwilach pierwszych uniesie miosnych w kraju, gdzie cytryna dojrzewa, 
gdzie pomaracz gaj, gdzie laury i gdzie wszystko mierdzi, jak powiada Rutowski. 
Szeptaa patetycznie z gryzc ironi Stabrowska, zmienia szybko ton i mwia surowym, 
powanym gosem: 

 Mylaam, e epidemia podry polubnych wygasa, e ta moda razem z krynolinami 
przesza, a tymczasem! tak, to ciekawe, e gdy warstwy przodujce jedzi przestay, teraz 
plebs, pchany odruchem czysto naladowczym... tak dobry spoeczny temat  szeptaa, szybko 
zapisujc w notesie. 
 Co za czasy okropne, e plebs zaczyna czu si czowiekiem i zaczyna mie cywilizowane 
potrzeby zobaczenia wiata, pikna, arcydzie!  wykrzykna zoliwie Janka. 
 Podre s znakomit szko pogldow  rzucia Helena. 
 Zapominania obowizkw dla marnych przyjemnoci. 
65 


 Niech mi pani wierzy, e ja zawsze pamitam o swoich obowizkach  odpowiedziaa 
Janka z naciskiem, bo Stabrowska ju od pewnego czasu irytowaa j swoimi uwagami moralizujcymi 
i ignorancj czsto dotkliw. 
 Ja nie zwracaam uwagi pani. Bro Boe. Mam takie zasady, jakie gosz, a gosz wolno 
indywidualn zupen. Niech kady robi, jak mu wygodniej i przyjemniej  mwia 
prdko, rozbierajc si w wielkiej sieni dworu i przyszedszy do salonu wyja notes i pisaa: 
Obowizki! Dajcie mi spokj! Rozkosz jest moim obowizkiem, upojenie, przyjemno, 
to co chc, czego podam, czego mi potrzeba.  Nie skoczya, bo przyjecha m i wszed 
do saloniku  zaraz zacz gorco prosi Janki o zagranie. 

 Bo chocia ona moja nazywa mnie marnym filistrem, ale jak pani wie, uwielbiam muzyk 
i po pracy jest mi ona bardzo krzepicym odpoczynkiem. 
 W tym wanie jest filisterstwo. Nie cierpi brzdkania, muzyk mog si zachwyca 
tylko ludzie, nie umiejcy myle. Jest to sztuka dusz paskich i znudzonych, ktra je przyjemnie 
askoce i przyjemnie zatapia w sodkim far-niente lenistwa i bezmylnoci, dlatego 
wanie muzyka w tym stuleciu budzi taki szalony wpyw na masy, bo bezmylne... 
 Nie, dziecko  przerwa dosy agodnie Stabrowski krcc mynka monoklem. 
 Masz przykry sposb przeczenia, tym tyranizujesz.  Kiedy jestem tyranem, to raz jeszcze 
powiem: nie!  zawoa mocno, oczy mu bysy, wrzuci w oko monokl i drcymi nieco 
palcami rozczesywa bokobrody. 
 Nie, nie, nie! Muzyka dlatego przemawia do .tumw, bo mwi do ich uczu szlachetniejszych, 
lepszych, bo zaspokaja pewn sum idealniejszych pragnie i poryww, bo odrywa 
ich wanie od cikiej i czsto istotnie bezmylnej pracy, bo jest potrzeb przede wszystkim 
uczucia... 
 Uczucia!  przerwaa mu triumfujco  to wanie barbaria, bo tylko dzicy czuj i 
wszystko sprowadzaj do uczu; czowiek kulturowy pojmuje, rozwaa, myli... 
 Ej, gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie... 
 Nie przerywaj. Takiemu czowiekowi, naprawd cywilizowanemu, muzyka nie wystarczy, 
bo nie mwi do niego caego, bo nie moe wystarczy schemat, ktry mona wypeni 
dowolnie, czym kto chce. Muzyka, to chiska amigwka, ktr kady rozwizuje po swojemu 
i zawsze dobrze, bo jest bez rozwizania. Muzyka, to jak te gosy przyrody, w ktrych 
poeci, histerycy, halucynanci sysz hymny, czuj sodycz, piewy aniow, niebo, harmoni, 
a to jest tylko ryczenie krw na pastwiskach, krzyki ptakw w bitwie o er i samice, szum 
drzew targanych wichrem, kwik osw i wi; jednym sowem pierwotna bezrozumna kakofonia. 
Muzyka! nie mwcie, e to sztuka wielka, wiatowa, to kwilenie dzieci i wariatw, to... 
zatrzymaa si, aby zaczerpn powietrza. 
 Mw dalej, ono, suchamy i mylimy z Hamletem: Sowa! Sowa! Sowa!... 
Stabrowska odwrcia si gniewnie do okna, patrzya w milczeniu w okno, ale wkrtce 
wyja notes i pisaa: 

 Mczyni s podli i wtedy kiedy kochaj  i kiedy nie kochaj. Mczyni s nikczemni 
i gupi i wtedy kiedy wiat ma ich za mdrcw, i kiedy s kretynami. 
Stabrowski oparty o fortepian mwi do Janki rozkadajcej nuty na pulpicie: 

 Nie wiem dobrze, co si kryje pod nazw filistra, ale przypuszczam, e ona ma racj, e 
jestem chwilami filistrem, to znaczy, e jestem czowiekiem, ktry pracowa musi, ktry nie 
moe mie zbyt wysubtelnionych uczu, ktremu nie wolno si osabia uniesieniami ani nawet 
zbyt gbokimi rozmylaniami; bo musi do dnia wsta, i do gospodarstwa i robi; musi 
trzyma si tej ziemi ze wszystkich si, trzyma nie dlatego, e ten kawaek naley do niego 
od piciuset lat, nie dla jakiej tradycji kastowej, tylko dlatego, e to mj warsztat, na ktrym 
obowizaem 
66 


si wyrabia codzienny chleb dla siebie i dla rodziny, i dla tych, ktrzy pracuj razem ze 
mn, i dlatego, eby za cz mojej pracy fizycznej inni mogli myle, tworzy arcydziea, 
posuwa w spokoju wielkie dzieo postpu. 

Jestem tylko nawozem, na ktrym rosn kwiaty i zboa, ale rozumiem to i zgadzam si, bo 
tak by powinno; a e nie chc udawa sowika, gdy czuj si tylko koniem roboczym, wic 
nazywaj mnie pogardliwie filistrem. Ale ja nie niszcz sowikw, nie zaprzeczam im prawa 
piewania i ycia, bo wiem, e ko i sowik  s potrzebni w przyrodzie, 

 Woy pan gow dobrowolnie w cikie jarzmo zrezygnowania. 
 Cisze jest ono, nili pani przypuszcza, ale wiadomie woone!  spojrza bezwiednie 
na on. 
 S ludzie, co umiej zmniejszy ciary, nawet wasnowolnie podejmowane. 
 S, ale tacy, jak ja, filistrzy, brzydz si kompromisami. Jest si uczciwym lub si nim 
nie jest. Zacz, to dokoczy, podj si czego, to dokona. A zreszt, to nie widz nigdzie 
ucieczki, bo nie tu, to tam, gdzie indziej, a zawsze, chocia w coraz inny sposb, jakie jarzmo 
musi uj kark ludzki i gnie do mierci. 
 Zawsze? prawda!  odpowiedziaa i zacza gra preludium Szopena. 
Cisza zapanowaa w saloniku. 
Wieczr nadchodzi. Zorze pomaraczowe paliy si za parkiem i obleway nagie, czerwone 
dachy aureol niesychanie subtelnego fioletu, ktry razem ze zmrokiem wscza si do 
pokoju i przysania zwolna wszystko. 

Janka z preludium przesza do improwizacji, ktra dwiczaa niby skarga pohaftowana 
marzeniami i zapeniaa pokj nastrojem melancholii. Chwilami pobyskiwaa zami, jak te 
rozlewy i kaue wody po bruzdach, co si paliy w ogniach zachodu i wieciy ostro; czasami 
wiona tak denerwujco, jak fale powietrza nabrzmiae zapachami brzz, fiokw i wiosn, 
to podnosia gos i piewaa gbokim, powanym rytmem, w ktrym byy i organw brzmienia, 
i bicie dzwonw, i pieni wypeniajce dusze wszystkich, i te marzenia, co pyny nad 
chatami, co si tuliy w zaktkach serc i mzgw wszystkich. 

Przycichy tony, osaby i prowadziy smutny piew, przestronny, jak te pola, co za parkiem 
szy nieskoczon rwnin i rozleway si nad nimi skarg bolesn  tony ligawek pastuszych 
si odzyway i pieway ale jakie prostacze, dziecice, jakby ale dzieci, co pogubiy 
ojcw i szy zmrokiem, paczc i woajc na prno  i obejmowaa je cicha noc kwietniowa, 
mgy, chry ab, chd przejmujcy; a one id wci, woaj cicho i przejmujco, bdz 
w nocy, ktra zaczynaa patrze miliardami oczu zimnych i byszczcych; siadaj nad 
rowem jakim i spakane, zmczone, przyciskaj si do siebie i usypiaj pod krzakiem pokrytej 
kwiatem tarniny, a przez sen jeszcze szepc i woaj na prno; nad nimi lataj czajki 
coraz niej, niej, zagldaj im w oczy i krzycz cicho i przejmujco. A tam, w tych wioskach, 
ostatnie wierzeje skrzypi, ostatnie renia i ryki przebrzmiewaj, wiata gasn, ludzie 
usypiaj  i zalewa wiat pena tajemnic noc, i panuje milczenie... 

Oderwaa rce od klawiatury i taka cisza zalaa pokj, e syszaa bicie serca swojego. 

 Helenko! na lito, je mi ka da!  woa Woliski wchodzc do pokoju i przywitawszy 
si ze wszystkimi odcign Stabrowskiego i pgosem opowiada. 
Gowa gina w cieniu firanki, tylko wspaniale rozwinite piersi rysoway si przez czarn 
tkanink opitego stanika  zmysowe usta i wysunity podbrdek w tym pzmroku rysoway 
si wydatnie. On lubienym, przysonitym biaaw mg wzrokiem obejmowa jej 
piersi, jej stan, jej biodra i nachyla si coraz bliej ku niej. 

Zapisaa szybko Stabrowska i zwrcia si do Janki: 

 Pani improwizowaa? 
 I tak, i nie, bo grajc nigdy nie wiem, co gram, tak si myli i uczucia mieszaj swoje i 
cudze, tak si jedno z drugiego wysuwa i czy w jeden acuch, e trudno mi rozumie. 
67 


 Ja pani podziwiam, e moe pani przy fortepianie siedzie kilka godzin i gra, mnie p 
godziny przynosi ju sen  mwi Woliski. 
 To naturalne, bo pan sam nie gra i nie lubi muzyki. 
 Moe i lubi, tylko nie mam nigdy czasu. Czowiek przyjdzie wieczorem spracowany jak 
w, to s przede wszystkim dzieci, potem kolacja, troch rozmowy i ju przy gazecie jestem 
gotw. 
Zacz si mia z dobrodusznoci. 
Po herbacie Stabrowscy odjechali, a Janka posza spa zaraz, bo trzeba byo wsta wczenie, 
aby zdy na pierwszy pocig. 

68 


XV 


W Bukowcu czeka Andrzej, bo razem zwykle jedzili odwiedza Orowskiego. Janka nie 
moga bez przykroci patrze na t stacj, bo cae poprzednie ycie przychodzio jej na pami; 
czua dziwne cinicie serca spogldajc na nowego zawiadowc, ktry, tak samo jak 
ojciec, w czerwonej czapce i biaych rkawiczkach, spacerowa po peronie. Dranio j te, e 
ilekro bya tutaj, widziaa zawsze w oknie dawnego swego pokoju jak twarz wypudrowan, 
such, z papierosem w ustach, z grzywk pofryzowan w grube loczki, podobne do grajcarkw. 


Nieraz, oczekujc na pocig nasuchiwaa, czy si nie rozlegn dwiki fortepianu Zaleskiej 
lub czy nie usyszy charakterystycznego chrzstu rowera na podjedzie. Kilka razy, wysiadszy 
z powozu, sza prosto na gr i dopiero przed drzwiami przypominaa sobie nagle, e 
ona jest tutaj obca zupenie. I dzisiaj, poniewa do przyjcia pocigu byo z godzin czasu, nie 
moga usiedzie w chodnej i pustej sali pasaerskiej, pozostawia Andrzeja, ktry usn na 
kanapce, znuony cisz i czekaniem i posza na peron. 

wit szary zapala si nad lasami i rozbiela przestrzenie, a w porannej rosie dugie nici 
szyn, dachy, zwrotnice, budki czerniay twardo. wiata zdaway si dogasa sabym pyem i 
jakby tylko rodzajem aureoli rozwiecay przedwit. Przesza peron i ze cinitym, penym 
alu sercem patrzya na wszystko: na las, co sta ciemn, milczc mas, jeszcze senn, na 
stacj jakby obumar, na drogi i drki biegnce wrd lasu, o stwardniaej, winej niby rzemie 
ziemi  wszdzie znajdowaa jakie echo dawnego ycia, wszdzie jaki cie, jakie 
widmo wstawao, budzio si i szo za ni, i szeptao do jej duszy przejmujcymi gosami 
wspomnie... 

Dopiero dzisiaj poczua swoj gbok zaleno od tej miejscowoci. 

 Za dugo tu byam  mylaa zatrzymujc si na skraju lasu i patrzc w jego mroczne, 
wionce surowoci gbie. Z mioci jak obejmowaa wzrokiem olbrzymy nagie jeszcze, 
czarne, stojce w ponurym odrtwieniu, suchaa z radoci jakich krzykw rozlegajcych si 
po lesie i znowu sza na peron, i wszdzie odnajdywaa jak czstk siebie, umar i zapomnian, 
ktra teraz zmartwychwstawaa. 
Opara si o ogrodzenie ogrdka i patrzya na klomby, przysypane zeszorocznymi limi, 
spomidzy ktrych sterczay suche, umare badyle kwiatw. 

 E... panienka, a juci... Niech bdzie pochwalony! Odwrcia si ywo, bo Roch z czapk 
w rku schyla si jej do kolan. 
 Jake si macie, Rochu! 
 Niezgorzy, chwaa Panu Bogu, niezgorzy, juci. 
 C u was sycha? jake sobie rad dajecie sam? 
 Sam? e... panienko, nie sam, bo on mam, jak si patrzy. 
 Oenilicie si!... no i ktra ona lepsza? 
Roch wsadzi palec pod czapk, zafrasowa si i po krtkim namyle rzek: 
 I... zawdy ta nowa mocniejsza. 
 C za jedna? panna czy wdowa? 
 Jakby to rzec, juci niby panna, ale ta dziebko nie umiaa pilnowa kole swego paniestwa 
i przypadek si zdarzy w ten czas, kiej moja nieboszka pomara; ale dobra kobieta i robotna, 
i szmat ma galantych, i krow z cielakiem, jako e nie sam wziem  dali, i spata 
69 


bdzie niezgorsza, dwa tysice. Pikna kobieta, czerwona, mocna w garci, rozoysta, nie 
taki chuderek kiej nieboszka! Pikna kobieta. 

Skina mu gow i posza, pocig dochodzi i Andrzej z bagaami sta ju na peronie. Z 
okna pocigu zobaczya wierkoskiego; szed ze swojego mieszkania skulony, z rkami w 
rkawach, zapatrzony w ziemi; cofna si ywo, ale podnis oczy, spostrzeg j i przystan 
na mgnienie; 

kopn Amisa, ktry si take zatrzyma i spiesznie ruszy dalej. 

W Warszawie, prosto z pocigu pojechali do szpitala. Nie moga bez trwogi przestpowa 
tych strasznych progw. Sza, patrzc z przeraeniem po dugich, nagich, zimnobiaych korytarzach, 
pocitych oknami silnie zakratowanymi; z oddali dochodziy przytumione nieco 
ryki jakie ludzkie i rozlegay si cikim hucznym echem. 

 Po tygodniu zwariowaabym tutaj. 
 I na mnie dziaa ogromnie. Tutaj zawsze myl o mierci przychodzi w caej swojej przeraajcej 
grozie i potem mnie przeladuje dugo. 
Weszli do celi ojca. Orowski w dugim szlafroku, na ktry nacign mundur dawny, siedzia 
przy stole zarzuconym papierami i pisa. Gdy weszli, podnis na nich swoj straszn 
twarz i czerwone oczodoy. 

 Zaczeka! kas zaraz otworz! 
Cigle pisa raporty i zaatwia czynnoci subowe, a czasami chodzc dyktowa Mieciowi. 
Dostarczano mu cae gry papieru, ktre pomimo lepoty zapisywa. 

 Panie Mieciu, czas kas otworzy!  zawoa podnoszc si. Przecign si, zdj z gowy 
czerwon czapk, woy zwyczajn z czerwonymi wypustkami, stan przy dugim stoliku 
stojcym poprzecznie do drzwi, nachyli si nad nim takim ruchem, jakby dawnym okienkiem 
kasy wyglda, zatar rce i czeka. 
Janka pocaowaa go w rk nie mogc sowa powiedzie, bo dusiy j zy. 
Nachyli si w bok, szepta co po cichu i dopiero powiedzia: 


 Janka! jak si masz? jak si masz Jdru?  wycign do niego rk i ucisn. 
 Jake si ojciec czuje? 
 licznie! kropnem na Miecia taki raporcik, e pi rubli zapaci, jak amen w pacierzu. 
Przysigam Bogu, e musiaem; sam suysz, to rozumie powiniene, e zwierzchnik jest 
strem i wykonawc przepisw i polece  mwi, jakby do Miecia. 
 Nie brakuje niczego ojcu? 
 Mnie nie, tylko  zniy gos  Miecio jest gagan, zy urzdnik, niedbay, czasem si 
upija, przysigam Bogu, wczoraj poczuem, e pije wdk; ale widzisz, skary mi si, e je 
mu si chce czasem. Zoyem o tym raport! 
Narzeka, e mu twardo spa; kropnem protok, bo to ju dyrekcja winna! Swoj drog 
napisz trzeci. Tak. Dobrze mi jest, tylko tu, przez cian, cigle kto krzyczy; posaem Miecia, 
eby si dowiedzia, kto taki; przychodzi i powiada, e tam wariaci siedz. Co za wariaci? 
Wariaci! ha! ha! 

 Zaraz po lubie, to ojca przewieziemy do nas do Krosnowy  przerwa mu Andrzej. 
 Krosnowa! co to takiego? Mieciu, Krosnowa! o!  Ojciec nie pamita, par wiorst przecie 
od Bukowca. 
 Bukowiec? Nie znam i Miecio nie zna. Nie byo nigdy adnego Bukowca  rzek stanowczo. 
 Nie, nie. 
 Ojcze, przyjechalimy prosi o bogosawiestwo, bo za kilkanacie dni nasz lub. 
 lub... Mieciu!  odsun si pod okno, pochyli i szepta dugo.  Rozumiem. Janka 
idzie za ciebie  mwi powrciwszy do nich.  Naturalnie, w tym licie, mam go tutaj, wczoraj 
przysali z dyrekcji, pisz, e by jej kochankiem. Pamitam, ale kiedy... moje dzieci... 
moje dzieci... moje dzieci...  Umilk, patrzy krwawymi oczodoami, napry yy na skroniach, 
walczy z jak myl, ktra jak saby wit przesuna si w chaosie szalestwa, bi 
70 


rkami z niecierpliwoci, tar czoo, mczy si, wreszcie .szepn cicho z takim akcentem, e 
zadreli oboje. 

 Moje dzieci... moje dzieci... ale ja!...  bekota dalej niewyranie, pochyli si nad stoem 
i wielkie zy popyny po jego twarzy, pokrytej zablinionymi ranami. 
Janka rzucia si do niego, bo mylaa, e powrcia mu wiadomo; ale skoro go tylko 
dotkna rk, wyprostowa si gwatownie, brzask przytomnoci zagas, odepchn j silnie i 
zacz krzycze: 

 Wynosi si! Pocig ju odszed. Panie Mieciu, powiedz tym ludziom, e nie maj na co 
czeka.  Odwrci si i poszed w drugi koniec pokoju i stamtd zmienionym gosem mwi: 
 Tak, idcie sobie, bo jak pan naczelnik powiedzia, e pocig odszed, to nie macie na co 
czeka. Usiad przy stole i zacz najspokojniej przeglda papiery. 
Spojrzeli tylko na siebie i wyszli. 

 Dokd pani teraz chce jecha?  zapyta, gdy si znaleli na ulicy. 
 Pojad odwiedzi Zalesk; prosia mnie listownie, aby koniecznie wstpi do niej, a pniej 
zrobi kilka sprawunkw dla Stabrowskiej. 
Wyznaczya mu miejsce, gdzie si spotka mieli i nastpnie i razem kupowa. 
W milczeniu zaprowadzi Jank do doroki, bo wzburzyo go wspomnienie anonimu. 
,,Bye jej kochankiem brzmiay mu w mzgu sowa Orowskiego i pieky bolenie. 
Gdy zobaczy j odjedajc, przysza mu myl pewna. 
Wskoczy do drugiej doroki i kaza wolno jecha w oddaleniu. 

 Do Zaleskiej! Do Zaleskiej!  powtarza, a na usta cisno mu si inne nazwisko z anonimu. 
 Z pewnoci, e tak, z pewnoci.  Uspakaja si i zacz wyrzuca sobie podejrzliwo 
i zazdro, jaka nim miotaa i na Marszakowskiej ju wstrzyma dorok, aby wysi, 
ale tramwaj zagrodzi mu drog. Skin rk i pojecha dalej. Dra, eby si nie odwrcia i 
nie spostrzega go za sob. Z denerwujcym niepokojem patrzy na trotuary zapchane ludmi 
wystrojonymi, na ruch, jaki wrza dokoa, na jej gow ubran w ciemny, wielki kapelusz. 
 Do Zaleskiej! tak... tak...  powtarza i coraz boleniejszy kurcz strachu ciska mu serce. 
Jej doroka skrcia w Pikn i zatrzymaa si wkrtce przed jakim parkanem; Janka wysiada 
i znikna w gbi. Odprawi dorok i z p godziny czeka w jakiej bramie, a si 
wreszcie odway wyj i chwiejc si na nogach, blady i wzruszony niezmiernie, przez ma 
furtk wszed na to samo podwrze; z boku staa oficyna murowana jednopitrowa, ktrej 
okna wychodziy na ulic, a na niej, tu przy drzwiach sieni, wisiaa lista lokatorw. Przebieg 
j kilka razy oczyma i z ogromn ulg odczyta: Zaleski Henryk, urzdnik Dr. . I. D.  i 
uciek, jak mg najpieszniej. 
71 


XVI 


Janka nie domylajc si niczego wesza do mieszkania Zaleskich na pierwsze pitro. 
Janowa rzucia si do niej z krzykiem radoci. 


 Laboga, ady to panienka moja!... Pani! pani...  woaa do pokoju popiesznie.  Panienka 
z Bukowca przyjechaa!... jaka to pani dobra... a ja dzie i noc mylaam o panience i tak 
si nieraz gowiam, co te panienka robi?... 
Utara nos z haasem i rozpakaa si caujc j po rkach z uniesieniem. 
Zaleska w niezapitym szlafroku, nie umyta, z przypudrowan tylko twarz, wybiega rzucajc 
si Jance na szyj. 

 Boe, co za niespodzianka!... Mylaam, e pani zapomniaa ju o nas. Janowa, herbaty! 
Nieche pani pozwoli dalej!  zacza pomaga jej przy rozbieraniu.  Papierosa tymczasem, 
prosz pani!... ach, pani nie pali. Boe, jake pani piknie wyglda!... Co za niead!... Janowa! 
Janowa!... herbaty prdzej!... 
Zacza biega po pokoju tak zapenionym sprztami, garderob porozrzucan, nutami i 
dziennikami, ktre leay wszdzie, e usi nie byo miejsca. Pobiega do kuchni, krzyczaa 
na dzieci, sprzeczaa si z Janow, wreszcie przybiega i przy biurku, na heliotropowym papierze 
napisaa kilka wierszy, z ktrymi wysaa Janow. 

 Ciekawe, od kogo teraz poycza?  mylaa Janka zobaczywszy list. 
 Ach, jkam szczliwa, e pani widz, to wypowiedzie nie umiem.  Znowu seria causw, 
sw bez zwizku, umiechw, ruchw, przesuwa wszystkich krzese i bieganiny w 
kko. 
 C sycha u pastwa?  zapytaa Janka do chodno; razi j niead i to jej roztargnienie. 
 O, dobrze, bardzo dobrze!... mam dosy lekcyj niele patnych. 
 A kiedy koncert?  zapytaa ciszej i odwrcia gow, bo gryzcy umiech miaa w 
oczach. 
 Niedugo, jeszcze czekam. Widzi pani, przeprowadzka, zainstalowanie si, pozawieranie 
a raczej poodnawianie znajomoci zajy nam bardzo wiele czasu. Ale teraz zaczynam ju 
myle o koncercie, szykuj si... o, ja mam cierpliwo, jak pani wie, mam!...  podesza do 
przymknitych drzwi ssiedniego pokoju na palcach, zajrzaa i cofna si spiesznie. 
 Czuje si pani szczliwsza ni w Bukowcu? 
 O, o ca oktaw! yj przynajmniej w cywilizowanym wiecie. Bywam w domach, 
gdzie zbiera si literatura, sztuka i teatr!... o, nieskoczenie jestem szczliwsza... kilka razy 
graam z wielkim powodzeniem na rautach!...  zajrzaa znowu do ssiedniego pokoju.  I 
gdyby nie rne kopoty... no, ale si wszystko przetrzyma! Jako tam bdzie! Mu bierze 
lekcje piewu i uczy si bohaterskich partii: Raula, Lohengrina, Wilhelma Tella! Wolno idzie, 
bo musi przecie chodzi do biura. Tak, tak si to yje, ale co u pani?... co w Bukowcu?... 
Bya tu u mnie niedawno matka pana Stasia. Bardzo mia kobieta, tylko taka dziwna... przysza 
si wypytywa o syna, mnie... uwaa pani, jakie to kopotliwe... skarya si, e zaprzesta 
wszystko pisywa w listach, szczeglniej od mojego wyjazdu z Bukowca.  Zarumienia 
si.  Prosia mnie, ebym mu nie cofaa swojej przyjani, e on zupenie zasuguje nawet na 
mio... doprawdy, e nie rozumiem, czego ona chciaa. 
 Stefa!  rozleg si gos Henia z drugiego pokoju Wody do mycia!... co u diaba, dwie 
wiedmy w domu, a nic nie naszykowane!...  krzycza ze zoci. 
72 


Zaleska pomieszana pobiega do niego. 

 A, przecie usyszaa... kamaszki, dawaje mi kamaszki, c u starego diaba! 
Umilk nagle, musiaa mu powiedzie o obecnoci Janki i sycha byo tylko skrzyp ka. 
Wstawa i ubiera si. Stefa ze spuszczonymi oczyma nosia mu wod, kamasze, bielizn i nie 
miaa spojrze na Jank, ktra odwrcia si nieco do okna przez delikatno, ale wytrzyma 
nie moga, tak j irytowao tyranizowanie Stefy. 

Janowa powrcia z ulicy i nakrywaa do herbaty w przylegym saloniku, ktry suy i za 
jadalni, i za pokj dziecinny, bo by obstawiony eczkami. Stara bya tak rozradowana 
obecnoci Janki, e co chwila przybiegaa patrze na ni i caowa po rkach. 

 Kuntentno mam tak w sobie, e laboga!  szeptaa. 
 Dzie dobry drogiej pani, dzie dobry!  woa. 
Zaleski wchodzc. By ubrany w jasny garnitur, w krawatk bkitn, w artystyczny wze 
zawizan. Jasny, umiechnity, woniejcy, w koszuli w rowe paski z biaym konierzykiem, 
w lakierkach. Pikny, jak tenor prowincjonalny i z gupim, icie tenorowym umiechem 
na ustach, posun si do niej, cisn jej rk potrzsajc z .gry, jakby j chcia jej wsadzi 
w bok. Upad niedbale na krzeso, zaoy nog na nog, wsadzi monokl w oko, wycign 
mankietki i tak siedzia z przymruonymi oczyma, pozwalajc si askawie podziwia. 

 Doprawdy, e na ulicy nie poznaabym pana!  zacza Janka, z trudem tumic miech, 
taki si jej wyda gupio zabawny. 
 Si... si.. signora! to naturalne!...  mwi z. komiczn wyniosoci.  Czowiek taki jak 
ja, w ndznej budzie jak Bukowiec, nie mg by na waciwym miejscu, nie mg czu si 
sob. Doprawdy, dzisiaj dziwi si, e tam mogem tak dugo wytrwa!  zakoczy pogardliwie, 
wsadzajc monokl, ktry mu wypad. 
 Musiu, popro pani na niadanie. 
 Pani  rzek z ukonem, krlewskim ruchem rki zapraszajc.  Gdybym by wczeniej 
gos swj zacz obrabia, piewabym ju w operach, a tymczasem musz jeszcze zaczeka, 
musz jeszcze pojecha do Mediolanu na jakie p roku. 
 Tak musiowi radz, ale to jeszcze nie wiadomo, bo... 
 Nie przerywaj, onusiu... tak bdzie, jak ja chc. Mam zreszt bardzo bogatego mecenasa, 
ktry si zachwyca moim gosem. Wierzy pani, e bior grne cis, jak Mierzwiski, o...  
zapiewa penym gosem i z wielk atwoci jaki pasa.  Mecenas powiada, e w grnym 
regestrze mam najszlachetniejszy metal. Na pierwszy wystp bior Jontka w Halce, onusiu! 
 zawoa gronie, otworzywszy jajko, ktre przed nim leao na serwetce.  Te jajka s 
za twarde, ja takich jada nie mog, mnie zabroniono, mwiem tyle razy!...  mwi z oburzeniem. 
 W tej chwili bd inne. Janowa, co dzie wam mwi, eby si tylko jajka ciy. 
 Ady to ju wymysy czyste; niecae Zdrowa trzymaam je we wodzie. Pan to ino cigiem 
pieko robi, a to jajka za twarde, a to za sone, a tera... 
 Moja Baucis, nie falsetuj, tylko dawaj wiee jajka. 
 Kiej ju nie ma. 
 Kup, ugotuj i dawaj!... prdzej!...  zawoa, silniej wciskajc monokl, ktry mu ustawicznie 
wylatywa z oka. 
Zaleska znowu napisaa heliotropowy licik i w kilkanacie minut Henio z ca wanoci 
pokn dwa jajka. Wypi szklank bardzo lekkiej herbaty i gryzc sucharek rzek z namaszczeniem: 


 Sztuka, to mczestwo!... widzi pani, sucharki jadam, jak dziecko. 
 Takie powicenie nie zostanie bez nagrody  odpowiedziaa z drwicym umiechem, 
ale nie zrozumia ironii. 
73 


 Jake ojciec?... syszaem o wszystkim i byo mi bardzo przykro, ale, droga pani, mymy 
to przewidywali, niestety! przykry by w stosunkach, czsto niesprawiedliwy, no, ale to trudno, 
czowiek starej daty, rutynista... 
 Kiedy lub pani?  przerwaa mu szybko onusia. 
 W pocztku maja. 
 A, wychodzi pani za tego... jake si nazywa?... aha, za Grzesikiewicza, poczciwe chopisko!... 
orze to nie jest, troch, jakby to powiedzie...  pstrzykn w palce, pocign mankietki 
i wsadzi monokl.  No, niniejsza, ale winszuj pani szczerze szczcia w tym zwizku... 
 Dzikuj i nawzajem ycz panu scenicznych sukcesw  powiedziaa dosy cierpko, bo 
j ten jego gupioprotekcyjny ton irytowa. 
 Sukcesy, wiece, oklaski, powodzenie, o, bdzie to wszystko, daj pani na to sowo honoru. 
 Przycisn rk do piersi teatralnym ruchem, obtar fularem usta, otrzepa starannie 
klapy, przejrza si bez ceremonii w wiszcym na wprost stou lustrze i powsta. 
 Bardzo auj, ale musz si wyrzec towarzystwa tak miego i wyj. 
 Musiu, mielimy i razem, pamitasz gdzie... 
 Ja pastwu nie przeszkodz, bo wpadam tylko na chwil i mam rzeczy do kupowania  
zacza Janka podnoszc si take i kadc kapelusz. 

 Ale onusia zostanie, ja musz i sam, bo przypominam sobie, e jednemu z kompozytorw 
obiecaem, e przyjd do Semadeniego w tej porze. Addio, ma bella. addio Signora! 
 rzuci pocaunek od ust, kiwn niedbale gow i wyszed. 
Na schodach jeszcze sycha byo jego organ, brzmicy najszlachetniejszym metalem. 
 liczny gos!  szepna Zaleska nasuchujc z luboci.  Prawda, jaki on pikny? Nieche 
pani jeszcze siada na chwileczk. Ma szalone powodzenie u kobiet, cae stosy bilecikw 
przynosi do domu. miejemy si z nich razem i nieraz ja sama umylnie odpisuj. To takie 
zabawne, bo wyznaczam schadzki w takich godzinach, w ktrych mu jest albo w biurze, 
albo na lekcji. Tak, przypominam sobie, e go wczoraj zaprasza Noskowski. Nieche pani 
jeszcze nie odchodzi, a moe cukierka, te s przepyszne!...  zapraszaa uprzejmie, podajc 
pudeko. 
Janka tak miaa ich dosy, e nie zwaajc na pocaunki i gorce proby Zaleskiej ubraa 
si i wysza. Na ulicy ju dogonia j Janowa. 

 Duchem lec, a ledwiem zgonia. A to chciaam pokornie si przypomnie, co jakby panienka 
chciaa mnie wzi do Krosnowy... 
 Dobrze. Od witego Jana, bo zaraz po lubie wyjedamy z mem i dopiero w lipcu 
bdziemy z powrotem, ale ja powiem panu Grzesikiewiczowi... 
 Bo widzi panienka, ja ju tu cierpie duej nie scierpi. Dobrzy s ludzie. Pani na ten 
przykad, ale c, kiej jej tu cosik brak  stukna si w czoo  i pomylonek ma kiepski. A 
pan, to takie ladaco, e jae wstyd mwi panience, cigiem si ino drze, kieby go kto wrztkiem 
polewa, e jae pastwo z dou przysyaj, co sypia nie mog. I taka bieda, taka bieda, 
e wszystko si na brg bierze, na karteczki. Pani si zaharowywa, bo cae dnie chodzi uczy 
grania, a on, co zarobi i co wycignie od pani... syszy to panienka?... to przepuci z takimi!... 
 zaakcentowaa pogardliwie.  Oho, dobrze wiem, ino pani nie powiem, bo i tak ma za swoje, 
a un taki pies niepoczciwy... 
 Crk widuje Janowa czsto?  przerwaa jej Janka. 
 A jake, panienko, a to i wczoraj widziaam moj pani crk. Zobaczyam j z daleka, 
jak se sza do szkoy, suca niesa za ni ksiki, schowaam si do bramy, bo mi tak cosik 
zatchno w piersiach, e tchu zapa nie mogam, ale wytchnam dziebko gow, zobaczya 
mnie i omiaa si. Bledziuchna taka, kiej panienka, a w pasie to cienka jak osa, a tak si rucha 
caa kiej na sprynach i szlachetnie niby pani ubrana. 
 Rozmawia z ni Janowa? 
74 


 A gdziebym ja miaa zaczepi na ulicy tak szlachciank, przecie ja prosta kobieta 
jezdem, nienauczna, jeszcze by si pogniewaa, bo zawsze tak jej spieszno do tych klasw, e 
chocia me obaczy, to ino spojrzy, co jae mnie. gorco przejmie i poleci  mwia podnoszc 
na Jank wyblade, pene ez oczy.  Byam raz w niedziel u tych jej opiekunw. Czekaam 
w kuchni, wyszed lokaj i powiada, e janie panienka kazaa, eby niania, to niby ja, 
przysza. Poszam, zaprowadzia mnie do swojego pokoju, takiego liczniuchnego, co jaem 
si przeegnaa. I u najpierwszej dziedziczki to pikniej nie jest. Pokazaa mi wszystkie podarunki, 
jakie dostaa. Jezus! jakie licznoci i materie, i zoto ciutkie, i brelanty! Nagadaam 
si z ni dugo, a potem to mi przynieli obiad, a moja pani crka daa mi te chustk i kazaa 
koniecznie w niej chodzi, a na odchodnym me prosia, eby czsto przychodzi, tylko e ona 
si musi teraz duo uczy i taka bya dobra dla mnie, tak me pogaskaa po gembie, em j 
jae pocaowaa w rczk, a ma takusi, paninko!...  pokazaa na trzy swoje palce.  Dobr 
mi Pan Jezus da crk, dobr!... Juci, matce to by si ta chciao popieci z gobk, popaka, 
ale kiej nie mona teraz, to nie mona...  obtara fartuchem oczy. 
 Janowa jest tak dobr matk, e lepszej chyba na wiecie nie ma. 
 Panienko, to przecie moje dziecitko!  zawoaa prosto.  Hale! byam tam we szpitalu, 
u starszego pana i tak si spakaam, e jae mnie mroczyo. 
 Bya Janowa?... a, moi drodzy, dzikuj wam z caego serca!  zawoaa rozrzewniona. 
 Jak mi pani powiedziaa o wszystkim, to si jednej niedzieli wystroiam i poszam. Nie 
poznao mnie panisko. Mwiam: ady jezdem Janowa, prosz pana naczelnika. Janowa, suyam 
u pastwa w Bukowcu! Krzycze zacz, co nie ma adnego Bukowca, syszy te panienka? 
i tak gada do siebie, i tak si patrzy tymi czerwonymi oczami kiej wrona, co jej 
chopaki na psote lepie wypal. Laboga! mylaam, e mi serce pknie z bolenia. Mj Boe! 
taki naczelnik, taki nauczny, taki szlachcic dobry i tak mu popado robakowi.  Lamentowaa 
z gbokim, penym zgrozy wspczuciem. 
Rozstaa si z Janow i sza wolno Marszakowsk. 

Soce wiecio jasno i rozlewao potoki ciepa i wesela na twarze przechodniw. Tumy 
zapeniay ulice, tumy strojne, banalnie umiechnite, sztywne w swoich witecznych sukniach; 
wyblade twarze podnosiy do soca, a zmczone powieki spaday na oczy pod dotkniciem 
blaskw. W tym silnym, poudniowym socu, w tym wiosennym powietrzu, co 
zawiewao od ogrodw zieleniejcych, od pl odlegych, od sprzedawanych po ulicach fiokw 
i hiacyntw, odcinay si ostro chorobliwe twarze ludzi. miech dra w powietrzu, ale 
jaki nieszczery, wymuszony i rozpywa si szybko, gin w guchym gwarze, w turkocie 
doroek, w odgosach tramwajowych dzwonkw i pozostawia tylko jaki rytm ciki troski, 
zmczenia i apatii. 

Janka zacza uczuwa udrczenie: to, co widziaa u Zaleskich, ich ca ndz wewntrzn, 
oszukiwanie si, kamstwo, pozory udzce, blag, zaczynaa teraz dostrzega i na ulicach, i w 
twarzach przechodniw, i w tym ruchu szalonym a bezcelowym, wywoywanym nie potrzeb, 
lecz chci oguszania si. 

Wrble wierkay radonie i tarzay si pijane wiosn po trawnikach pokrytych delikatnym 
puchem zieleni, drzewa otaczay si ju przesubteln aureol modych, pierwszych listkw; w 
powietrzu drgaa wiosna z caym swoim czarem; ale Janka rozgldaa si po Saskim ogrodzie 
ze smutkiem prawie, ludzie przysaniali jej sob wszystko  te tysice twarzy, ktre si snuy 
po ogrodzie, miay, mwiy  te stroje byskotliwe i tandetnie wietne, zasaniay tylko, a nie 
przykryway trosk i ndzy, jakie si poza nimi taiy. 

 Blaga! blaga! blaga! mylaa patrzc w ich dusze jakim ostrym wzrokiem przenikania 
na wskro, do dna wszystkiego. Widziaa, e te pikne warszawianki s sztuczne, poretuszowane 
pudrem, szmink, rem, woalkami, kapeluszem, sukni; e te ciaa s nierozwinite, 
pokrcone, e poza maskami banalnie umiechnitych twarzy nie ma nic; e te fiokowe, 
czarne, niebieskie oczy patrz pustk i gupot; e mczyni chudzi, mali, wyndzniali, ner75 



wowi, s wprost mami, wiao od nich chodem zuycia i przesytu. Patrzya coraz uwaniej i 
pniej zacza spostrzega coraz wyraniej w tych tumach pitno walki tragicznej, codziennej, 
gupiej i zabijajcej powoli, walki o byt. 

Nic tylko o er! tylko o er!  mylaa z litoci i wiedziaa teraz, e to jarzmo przeklte 
tak zgina tych ludzi, ogupia i wysysa z nich wszystkie myli i pragnienia szersze. 

Dalszy cig myli przerwa Andrzej, ktry ju czeka przy fontannie; zadraa na jego widok 
nie wiedzc dlaczego. 

 Zimno pani?  zapyta spostrzegszy to. 
 Chodmy z ogrodu, zimno jest istotnie. Pozaatwiali sprawunki, zjedli obiad w hotelu i 
przed wieczorem samym wyjechali. 
W wagonie ju zacza mu opowiada o Zaleskiej i o Janowej. Mwia z gorycz i politowaniem 
smutnym. 

 O Zaleskim dawno wiedziaem, e to bazen i cyrkowiec, ale e ona taka naiwna i wierzy 
w jego gos i karier na scenie  nie mylaem. Szkoda jej, bo e on j rzuci i pozostawi na 
bruku, tego jestem pewny, bo do gupoty przymieszay si teraz aspiracje, zarazi si nimi od 
onusi. Ach, te wysze aspiracje!  rzuci szorstko i pogardliwie.  Przecie jeli to nie jest 
mieszne, to jest gupie. Tacy Zalescy maj aspiracje, ona bdzie zdobywa wiat muzyk, on 
gosem. Ha, ha!  zamia si. 
Janka patrzya si na niego troch smutnie, ale mwi zacza: 

 Tak, ona jest naiwna, saba i mieszna, ale ma wanie te gupie szersze aspiracje. Jej nie 
wystarcza to ycie codzienne, umiera w tym jarzmie bez poytku dla nikogo. Pan jest szczliwy 
przez to, e si pan do swoich warunkw yciowych tak przystosowa, i nie ma potrzeby 
pragnienia czego wicej. Ale ona! ale inni! nie miejmy si! nie potpiajmy ludzi za 
ich pragnienia, czsto nierozsdne, za Ich marzenia, prawie nigdy nieurzeczywistnione, bo 
cierpi przez nie i dla nich. Boe, jakie tragedie odgrywaj si w takich duszach, ile szamota, 
mki, ez pynie w cichoci, z dala od oczu ludzkich i o tym nikt i nigdy wiedzie nie bdzie. 
Tak mi al dusz takich, jak Zaleska, bo pod mask pewnych miesznostek, ktre si wydaj 
takimi tylko, e nie umiemy przenikn do gbi, jest tam cige krwawienie, cigy wysiek, 
a nie bdzie nigdy szczcia i wszystko to, cae jej ycie przejdzie nadaremnie. 
 Tak, tak, ma pani suszno!  szepn z gbok. przykroci. 
Janka popatrzya na niego dugo, potem opara gow o poduszki i zaraz usna. 
Andrzej wyszed i palc papierosa po papierosie, chodzi po korytarzu i co chwila patrzy 
przez niedomknite drzwi na pic. By wzburzony i nie mg stumi w sobie jakiego alu 
do niej, co si wyoni teraz w nim i przejmowa udrczeniem. Niech prawie czu w sobie 
do jej inteligencji, do jej wyszoci rasowej i intelektualnej. Teraz dopiero zapragn nagle, 
eby go kochaa, bo dotychczas wystarczao mu to, e on sam kocha, e myla o niej, e 
odgadywa i spenia jej najmniejsze yczenia, e y jej umiechami i nadziej, e bdzie 
jego on i wystarczao mu takie kochanie; ale teraz, w tej chwili jakby przebudzenia, pragn 
jej mioci, pragn panowania nad ni, pragn j posi ca i mie. 

Przystan i dugo patrza na jej twarz, tonc w mroku wagonu; spaa jakim cichym 
snem; potwarte usta swoj purpur odcinay si mocno od bladoci twarzy, opade powieki 
rzucay dugi cie na policzki, bya bardzo pikna. 

Pocig bieg bez ustanku, zatrzymywa si na stacjach mgnienie, wyrzuca z siebie pasaerw, 
zabiera nowych, gwizda, dysza i znowu lecia niby potwr ziejcy ogniem w tumanie 
dymw, w deszczu iskier, co jak ogon komety cign si za nim. Noc bya ciemna, w wagonach 
spali wszyscy; Andrzej pozasuwa firanki na latarni i usiad naprzeciwko picej, i patrzy 
si w jej twarz coraz bliej. Walczy z sob. Bya tak pikna, e przenika go dreszcz 
ognisty, e wyciga ju rce, aby j pochwyci i ucaowa, ale powstrzyma si prawie w 
ostatniej chwili i aby nie ulec pokusie wyszed znowu na korytarz. Spacerowa w dalszym 
cigu, ale ju nie patrzy na Jank, ochon i jaki nastrj nudy, i zniechcenia powoli nim 

76 


owadn; zobojtniaa mu nagle tak, e widzc ssiedni przedzia pusty, pooy si w nim i 
usn. 

Konduktor obudzi go w Bukowcu. Nie usprawiedliwia si nawet przed ni, e spa, wyprowadzi 
j z wagonu, wsadzi do czekajcego powozu i drzemic ca drog, dowiz do 
Rozogw. Poegnali si, jak zwykle, krtkim do widzenia. 

77 


XVII 


 Za cztery godziny bdziesz on pana Andrzeja, jak to prdko! 
 A tak!  odpowiedziaa ziewajc.  Za cztery godziny wszystko si skoczy. 
 Albo, waciwie mwic, zacznie si.. boisz si?...  zapytaa Helena troskliwie. 
 Nie, tylko mi smutno. Bardzo mi smutno!  powtrzya w myli. 
 A ja si ciesz, bo czuj, e bdziesz szczliwa. 
 A ty jeste szczliwa?  zapytaa prdko, podnoszc na ni oczy. 
 Zupenie, ale tak bardzo, e a chwilami boj si o to szczcie, bo nieraz czuj si 
wprost za szczliwa. Pomyl, mam wszystko, czego pragnam: ma, mio, dzieci, jaki 
taki majtek, spokj i zadowolenie. O, tak, jestem bardzo szczliwa i tobie z caej duszy ycz 
takiego szczcia. 
 Dzikuj!  szepna cicho, z niedosyszan prawie ironi w gosie. 
Po wyjciu Heleny, staa przy oknie dugo, zapatrzona w siebie; ockna si z zadumy wtedy, 
gdy by ju czas ubiera si do lubu. Czua si spokojna i zimna prawie. Nieliczne towarzystwo, 
tylko najblisi znajomi: starzy Grzesikiewicze, Jzia z mem i Witowski, czekali na 
ni w salonie i po jej wejciu otoczyli koem, skadajc yczenia. Przyjmowaa je obojtnie i 
pniej, jadc ju zamknit karet do kocioa, dziwia si sobie, e ten lub nie robi na niej 
adnego wraenia, e wicej j zajmuj te pola, na ktre oknem patrzaa, pene zielonoci i 
wiosny, ni Andrzej, ktry siedzia obok niej w milczeniu i drzema nieco, bo ostatniego wieczora 
wyprawia poegnanie kawalerstwa tak wesoo, e Woliski, ktry by na nim, jeszcze 
dzisiaj nie by zupenie trzewy. 

Stary, drewniany koci, o czarnych, pogitych cianach, obwieszonych obrazami poczerniaymi, 
ubrany w jedlinowe girlandy i wierki, rozjaniony szeregiem wiec olbrzymich, 
ktre tworzyy szpaler pomieni, wiodcy od wielkich drzwi do otarza, poprzeplatanych podzwrotnikowymi 
krzewami z oranerii Stabrowskich, wyglda czarodziejsko i pochania jej 
uwag. Z rozkosz czysto estetyczn przygldaa si wiatu, przesianemu przez ziele palm, 
starym, czerwonym chorgwiom, tworzcym pod chrem pyszne plamy jakby krwi krzepncej, 
a wielki otarz ze swoimi zoceniami poczerniaymi, po ktrych drgay blaski wiec, toncy 
w kwiatach biaych i purpurowych azalii, obwiedziony u dou wiecem narcyzw, o wzach 
z bzw i fiokw, wion na ni czarem. Spojrzaa z wdzicznoci na Andrzeja, ale nie 
byo ju czasu szepn podzikowania, bo zacza si ceremonia. 

Skadaa przysig z takim spokojem i obojtnoci, e po kilka razy podnosia oczy ku 
oknom, poza ktrymi na wielkiej lipie haaliwie wiergotay wrble, lub patrzya na sinaw 
twarz Jzi i na drgajce jej te oko, i na Witowskiego, ktry sta po prawej stronie z przysonitymi 
oczyma i zagryza usta. 

Organy pieway Veni Creator i wszystko si skoczyo do prdko, ale Janka odchodzc 
od otarza czua si znuona. Patrzya pustym, martwym wzrokiem po twarzach obecnych 
i pomylaa, e gdyby wszyscy w tej chwili zniknli, zapadli si w podziemie, to tak 
samo obojtnie wychodziaby z kocioa. Czua, e nic j nie obchodz ci ludzie, nawet Helena, 
z ktr w wielkiej ya przyjani, bya jej w tej chwili obca zupenie; te wszystkie pdy 
sympatii, jakimi bya spltana z ludmi, poschy nagle i opady jak marny popi na dno pustej 
duszy; to oczekiwanie nowego ycia stumio w niej wszystkie myli i uczucia, pochylia 
si pod nim z biernoci i sza obojtna i apatyczna, a rwnoczenie zdumiona t zmian w 

78 


sobie, ktrej przyczyny ani ogromu nie bya jeszcze w stanie uwiadomi. Zdawao si jej, e 
j porwa prd szeroki i tak wolno j nis, e nawet nie wiedziaa, czy pynie dokd? 

Po lubie nie wstpowali nigdzie, nawet do Krosnowy, tylko pojechali wprost do Bukowca 
na pocig, bo jechali do Woch. Witowski ze starym odwieli ich na stacj. 

Andrzej zaj si ekspedycj bagay, a Janka to chodzia po sali niecierpliwie, bo pragna 
si znale od tych miejsc daleko i jak najprdzej, to wygldaa na peron, po ktrym Stasio 
spacerowa ubrany w czerwon czapk zawiadowcy. 

Odrtwiajcy spokj panowa dokoa; bo nawet Kara, jak zwykle wekslujcy wagony i 
podstawiajcy je pod ramp magazynow, nie gwizda i nie dawa sztosw haaliwych, maszyna 
suwaa si po szynach cicho i dyszaa wielkimi kbami brudnego dymu, ktry poszy 
wrble, gonice si po dachach; kilku robotnikw podbijao oskardami podkady jakim automatycznym, 
usypiajcym ruchem, a lasy stay dokoa ciche, zieleniejce modymi pdami, 
pene rozpiewanych ptakw i woni ywicznej, co zalewaa ca stacj; soce wiecio nad 
stacj i na ukach .linii drgao jakby mor, i wypijao byszczce smugi wody w rowach. ycie 
pyno zwykym codziennym rytmem. Janka z przykroci zacza odczuwa, e si tutaj 
nic nie Zmienio, e nie byo czu braku ojca ani Zaleskiego, ani jej, e wszystko jest, jak 
byo i e wszystko to zostanie, chocia wszyscy ludzie si zmieni. Miaa al do tych lasw, 
e rosy i yy, do soca, do tych murw nawet, do pocigw, co przychodziy i odchodziy. 

 Nie yczyem pani dotychczas nic  przerwa jej Witowski podchodzc.  Bo czeg 
mog yczy? szczcia? 
Uderzy j jego gos cichy i smutny i spojrzenie pene wilgotnych blaskw; popatrzya mu 
prosto w oczy i odpowiedziaa nieco niepewnie. 

 Tak, tylko szczcia! 
I umilkli oboje, bo im nagle na usta zaczy si cisnc jakie wyrazy pene smutku i goryczy, 
i serca przepenio drenie bolesne, bo poczuli, e mogliby powiedzie sobie sowa, ktrych 
im mwi nie wolno, bo zreszt al ciki i gryzcy szarpa im dusze i ostre, bezlitosne 
wiato poznania olnio ich i pogryo w trwodze i w tpym, guchym blu. Bojc si spojrze 
sobie w oczy, patrzyli na stacj, na jasny wiat, przecinany niby kulami szalonym lotem 
jaskek i serca im biy cicho i wolno. 

Nie umieli sobie wytumaczy, co si dzieje z nimi, skd to przyszo. Poznali tylko, e zajrzeli 
do jakiej gbi i przeraenie odebrao im siy i wiadomo. 

Wszed Andrzej, bo pocig ju hucza wpadajc na stacj. 

Odjechali zaraz. 

Witowski, nie egnajc si ze starymi, popdzi do domu. 

Grzesikiewiczowie dugo stali na peronie powiewajc chustkami za gincym w oddali po


cigiem, ale wreszcie wsiedli w bryczk i odjechali. 

 Pietru!  szepna stara po dugiej chwili milczenia obcierajc ostatnie zy. 
 H? 
 Mamy ju, chwaa Bogu, synow. 
 A juci, e mamy dziedziczk, jak Boga tego kocham.  Wsun palce pod czapk i drapa 
si z jakiego gbokiego zadowolenia, bo oczy mu si skrzyy wesoo. 
 Sielma szlachcianka ta pani synowa! W kociele kiej sza, to niby krlewna wygldaa, 
e te drugie panie, to przy niej byy niby suce! Ale bo to i Jdru nie dziedzic? nie uczony? 
 pocieszaa si. 
 Bdziesz ty jej jeszcze usugiwa, jak Boga tego kocham! przeje ci si jej pastwo... 
 Nie bj si!... a usugiwaa bd, jak dla mnie bdzie dobra. 
 Ho, ho! ju ona potrafi za eb Jdrka wzi! 
 Charaktema to juci ona jest, a adna taka, e laboga! cigiem mi przed oczami stoi, ae 
nie miaam jej caowa. 
 Jucha chopak ten Jdrek!... bdzie se uywa, jak Boga tego kocham! 
79 


 Cicho by by, a to nogami ledwo powczy, a rozpusta jeszcze mu we bie. 
 Jucha chopak... we mnie si wrodzi... jucha...  mrucza gboko zadowolony, przymrua 
oczy, chlasta konie batem, bo sam powozi i coraz to cmoka ustami, rozpamitujc pikno 
Janki. 
80 


XVIII 


Sta, po odejciu pocigu, wrci do pokoju, dawniej zajmowanego przez Orowskiego, bo 
zastpczo peni obowizki zawiadowcy, i pisa list do mamy: 

Najdrosza mamusiu! Dawno nie pisaem, bo jestem tak zawalony robot i tak zmczony, 
e radziem si ju doktora i ten zaleci mi duszy odpoczynek. Podaem si te o urlop dwudziestoomiodniowy. 
Mamusia poprosi wuja, eby mnie popar, gdzie potrzeba, dobrze? Bd 
mg cay ten czas przepdzi z mamusi, prawda? Musz te przy sposobnoci kupi w Warszawie 
wiele rzeczy do mieszkania, bo przecie teraz, zostawszy pomocnikiem zawiadowcy, 
powinienem y na odpowiedniej stopie. Mamusiu! mam jeszcze plan taki, e teraz bdzie 
pora i czas, aby mnie mamusia zapoznaa z pann Cesi, co to mamusia pisaa niedawno. 
Przecie jestem ju na takim stanowisku, e mi o onie myle wypada, co? Konierzyki odsyam, 
bo o p numeru s mniejsze, ni zwykle nosz. Wie mamusia? Orowska, crka dawnego 
zawiadowcy, tego co zwariowa, wysza za m, pomimo skandali, za tego chama Grzesikiewicza, 
dzisiaj odjechali w podr polubn do Woch! syszy mamusia: do Woch! Tacy 
jed do Woch, a my musimy suy za jakie marne parset rubli! Nie ukoniem si jej 
nawet, bo przecie, eby tylko byo poow prawdy w tym, co o niej mwi, to ju by naleao 
wyprze si, e si j znao kiedykolwiek! Dobrana para: karczmarski syn i cyrkwka! 

Moe mamusia pjdzie do Zaleskich i odbierze od niego maszynk do papierosw, par 
mankietw, dwie spinki czarne do gorsu i rubla. Poyczyem mu to ju dawno, pisaem ju, 
eby mi pozwraca trzy razy, ale mi nie odpisa. Koszyczek odsyam, placek z powidami by 
pyszny, tego z serem nie jadem, bo baem si przy obecnym rozdenerwowaniu, eby mi nie 
zaszkodzi, daem go pastwu Kubiczom. Cauj mamusi itd. 

Wysa list z koszyczkiem i po skoczeniu suby przebra si i poszed do Osieckiej. 

Zaraz na wekslach spotka si ze wierkoskim, ktry wymyla drnikowi: 

 Psiakrew! zodzieje! psy! chamy!... wypdz, wygoni! oddam do kryminau!  krzycza, 
tupa nogami i bi czapk o ziemi z tak wciekoci, e a Amis szczka zbami i skomla 
cicho. 
 Wielmony nizinierze, juci, e winien jedem, ale si dopraszam aski, powiem jak byo 
i dopiero niech mie sdz!  tumaczy si pokornie drnik.  Roch, ten ze stacji, przychodzi 
i powiada, co nasza dawna panienka dzisia bdzie jecha do Italii, a e moja kobieta chciaa 
jej grzecznie podzikowa, bo jak si wyprowadzali, kazaa jej panienka da rne statki, to 
moja mwi:  Rafa, polec na pocig, ucauje panience rczki, a moe i da co jeszcze dla 
dzieciakw, bo tera taka wielka dziedziczka, i zaraz przylec.  Mwi: id, zastpi ci na 
subie na te par minut, bo mylaem, e choby i pan nizinier si dowiedzia, to gniewa si 
.nie bd. 
 Nie wolno krokiem ruszy si ze suby bez mojego pozwolenia, nie wolno, bo zo raport, 
zawiesz ci w subie, wyl na roboty, wygoni na cztery wiatry! nie wolno!  krzycza 
pienic si z wciekoci i przyskakujc z piciami do drnika, ktry wycignity, 
sztywny, z rk przy czapce, sta gboko zmartwiony. 
 Panie wierkoski, chod pan!  rzek Sta, wzi go pod rk i odprowadzi.  Po co si 
pan irytujesz? szkoda zdrowia, taka bagatela zreszt... 
 Trucizna moja! A, pode chamy, w czuoci psy si bawi... przejeda jaka ostatnia... a 
ta leci caowa j po rkach, egna... aeby ci, psiakrew! 
 Cicho, panie! usyszy kto, doniesie Grzesikiewiczowi i awantura gotowa. 
81 


 Co mi taki cham, zodziej! oszukaniec! w kajdanach zgnije... 
 Gadaje pan sobie, bo ja sucha nie chc.  Sta go puci, zeszed z plantu w las i znikn. 
wierkoski gwizdn na psa i zacz go okada batem. Sta z dala sysza jeszcze wycie 
psa i krzyki wierkoskiego, bieganie po lesie; wsadzi wat w uszy i przypieszy kroku, nie 
lubi takich gwatownoci, denerwoway go i przyprawiay zwykle o pewne zaburzenia odkowe 
i bezsenno. 

Zobaczy z daleka Zosi, siedzc na werandzie i zacz macha czapk i krzycze. Wybiega 
naprzeciwko niego i zakryci olbrzymim krzakiem bzw rozkwitych, ucaowali si 
serdecznie. 

 Napisaem ju do mamy o urlopie, mama niczego si nie domyla i nawet pisaem, e na 
cay czas urlopu przyjad do mamy odpocz...  zacz si mia. 
 Panie Stachu, ale tak oszukiwa mam, to... 
 Panno Zosiu! przecie jestem mczyzn!  wyprostowa si dumnie  trudno, kiedy nie 
mona inaczej, to trzeba oszukiwa. 
 A jakby si skd dowiedziaa o wszystkim i przyjechaa? 
 No to... nie dabym si, oho! dosy mam tego sodkiego jarzma, ju mi si sprzykrzyo!  
wykrzykiwa bardzo gono, nawet za gono. 

 Panie Stachu!  zacza owijajc sobie na palec loczek z grzywki i patrzc na spod 
czoa. 
 Panno Zosiu, sucham!  mwi jakim miosnym, przyduszonym gosem. 
 Trzeba by zawsze mczyzn, zawsze... zawsze... nie trzeba si obawia mamy, trzeba 
mnie kocha i sucha; dobrze, panie Stachu? 
 Panno Zosiu! albo pani nie widzi, e jestem mczyzn? kocham pani, przesiedliem 
si do tutejszej gminy, daem na zapowiedzi, prosiem o urlop, wemiemy lub, wyjedziemy, 
no i tak pani kocham, tak kocham, e nigdy tak nie kochaem!  i zy mu zawieciy w niebieskich 
oczach. 
Przytulia si do niego i rozgarniaa mu paluszkami wosy zwichrzone, bo czapk trzyma 
w rku, a on j zacz caowa po twarzy, po oczach, ustach, wosach, rkach, gdzie dosta i 
szepta zawo: 

 Moja zota Zoka, moja dobra, moja kochana, najdrosz, wita, moja ty mateczko! 
 Dzieci! a chodcie no do domu!  zagrzmia z werendy bas Osieckiej i echem rozleg si 
po lesie. Wzili si za rce i poszli. 
Osiecka roztya si przez ostatnie czasy, wosy miaa bielsze, a twarz rowsz. Patrzya 
na Stasia gronie i gdy j na powitanie caowa w rk, uszczypaa go w policzek. 

 Rzepa nie chopak. Po lubie dziateczki do lasu, po lubie. A to takie smyki, jak pan, co 
psem mierdz jeszcze, to z daleka od narzeczonej... kiedy mwi, e z daleka, to z daleka!  
krzykna czerwienic si nagle. 
 Ale ja nie zaprzeczam  tumaczy si pocz. 
 Gupi, mj kochany. Franka, przyprowadzi na obiad Tol!  wrzasna. 
 Prosz pani, ju wszystko gotowe. Urlop mie bd w pitek najdalej, to w sobot lub 
moemy wzi i wyjedziemy zaraz na par tygodni. 
 Dobrze... matk bior na siebie, ju ja j uprzedz o wszystkim, no, mwi, e uprzedz, 
e wszystko bdzie dobrze. 
 Dzikuj pani. Poszli w gb domu. 
82 


XIX 


W ostatnich dniach lipca Grzesikiewiczowie powrcili z Woch. 

Na stacji nikt ich nie czeka, bo nikogo nie zawiadamiali o dniu przyjazdu. Wysiedli na peron 
pusty i cichy, po ktrym z powag spacerowa Sta, w czerwonej czapce i biaych rkawiczkach, 
zastpujcy zawiadowc. Soce przygrzewao mocno i zalewao jaskrawymi blaskami 
ty peron i czerwone mury; linie lasw, dugie wici szyn byy jakby opynite rozgrzanym, 
drgajcym mor, powietrzem. 

Cisza letnia upalnego dnia otoczya ich i zalaa. 

Janka z pewnym zdziwieniem rozgldaa si dokoa. 

 Jak tu cicho!... jak tu inaczej!... 
 Ba, to Bukowiec, a nie Wochy! Bukowiec!...  powtarza przyciszonym gosem Andrzej 
i radonie spoglda na lasy, i  chciwoci wciga w puca powietrze, przesycone ciepem i 
ywicznymi zapachami borw. Dusza tak mu si trzsa z ukontentowania, e nie mg 
utrzyma najrozmaitszych paczek i pudeek, ktre mu wypaday z rk drcych; zbiera je 
kilka razy, a Sta, ktry po odejciu pocigu odszed udajc, e ich nie poznaje, ukaza si 
znowu i szed spiesznie, ale zawrci z powrotem do kancelarii, bo sobie przypomnia, e 
zdj ju czerwon czapk i rkawiczki. Przyszed dopiero po chwili wy czerwieniony, rowszy 
ni dawniej, majestatyczny. 
 Mnie przypad w udziale zaszczyt witania szanownych pastwa po tak dalekiej podry 
 rzek, powanie witajc, ale Roch mu przerwa, bo chyli si do kolan Janki i zazawionym 
gosem gada: 
 Panienka! e... juci panienka, dziedziczka kochana!... a starsze pastwo, to niby z Krosnowy 
i janie Pietrz dziedzic, i pani gospodyni jechay bez Bukowiec wczoraj... tak, dobrze 
mwi, wczoraj... abo i... 
 Niech Roch rzeczy zabiera i znika!  zawoa wyniole Sta.  No, jake zdrowie szanownych 
pastwa, jake podr? 
 Dzikujemy, dzikujemy!... c sycha u pana, panie Stanisawie? mamusia zdrowa? 
 Dzikuj i mama zdrowa, i ona... 
 Pan si oeni? 
 Tak, szanowna pani dziedziczko, dobrodziejko!... w miesic po pastwa wyjedzie zawarem 
zwizek maeski z pann Zofi Osieck!... o, widzi pani dobrodziejka, ona si z 
okna kania!  mwi z powag. 
 Dzie dobry!  krzyczaa Zosia z okien dawniej Zaleskich i po chwili zbiega na d i 
rzucia si w ramiona Janki, i caowaa j z uczuciem dawnej przyjaciki. 
 No i mnie si co naley z tego!  artowa Andrzej. 
 Jak pastwo licznie wygldaj oboje!... Ja take chciaam, abymy ze Stasiem, z mem, 
pojechali za granic po lubie, ale... ale... jake? Wochy bardzo pikne? 
 Bardzo pikne. 
 W Rzymie pastwo byli, bo widzielimy listy... 
 Bylimy. Czy s jakie konie?  zwrcia si do Andrzeja, bo j niecierpliwili. 
 S, chop szykuje siedzenia, moemy ju jecha 
 A Ojca witego pastwo widzieli? 
 Widzielimy, ale daruje pani, e nie bd teraz opowiada, bo jestemy dosy zmczeni 
drog i pilno nam do domu. 
83 


 Rozumiemy... ale jeliby mona kiedy zasta pastwa w domu, to umylnie, aby usysze... 
 Zawsze bdziemy chyba, prosz, przyjedcie pastwo! 
 Roch jutro przyjdzie do Krosnowy, to wam dam co, co przywiozam z Rzymu dla was  
mwia Janka wsiadajc na zwyczajny wzek krakowski, zaprzony w mae koniki o parcianym 
moderunku. 

 Z Rzymu!... e... z Rzymu, lo mnie... loboga! mrucza Roch pochylajc si do wozu, 
ktry si potoczy.  Poganiaj prdzej!  woa Andrzej na chopa, bo koniki wloky si sennie 
ze spuszczonymi bami.  A juci, kiej gorc taki!... pray ty Jezusieczek, pray!... wio! malukie! 
wio!  wista batem, szarpa lejcami, huka, zachca; konie si podryway, a wzek 
skaka po kamieniach i korzeniach lenych, ale po chwili wolniay i znowu si wloky sennie 
wsk droynk przez las, ktry j prawie nakrywa, e tylko przez gazie kady si paty 
olniewajcego wiata na drodze, na mchach, na pniach i mieniy fantastycznymi arabeskami. 
. To naprawd las!  szepn Andrzej z dum. 

 Tak, to las!  odpowiedziaa cicho i wczya troch sennymi oczyma po dbach olbrzymich, 
po sosnach, co jak miedziane kolumny stay nieskoczonymi szeregami i zdaway si 
podpiera niebo, po polankach zielonych i cichych, po bagniskach zaronitych, penych 
wrzawy ptasiej, pisku, chlupotu, brzku; po kamienistych szczytach, przewiecajcych przez . 
drzewa, pokrytych zielon siatk  pdami jeyn. Las sta cichy, rozpraony lipcowym upaem, 
woniejcy ywic, trawami i garbnikiem. Ptaki z rzadka i sennymi gosami odzyway si 
w gszczach, tylko sroki gdzieniegdzie kciy si na drzewach albo ona przelatywaa cicho 
pod gaziami niby tczowa byskawica, albo drzewa zaszumiay na chwil i znowu robia si 
cisza gboka i usypiajca. 
 Tak, to las!  mylaa, ale widziaa przez niego wysmuke palmy, mieniy si jej w 
oczach lazury zatoki neapolitaskiej, tamta ziele, tamto soce, tamto powietrze  i teraz 
czua, e ten las, tak kiedy ukochany, jest jaki czarny, dziki, e wionie chodem i pospnoci. 
e zaczyna j omotywa jaki smutek ycia, tam nieodczuwany. Zadraa w gbi, bo z 
tych przestrzeni zaczy jakby i do niej przypomnienia wszystkie ycia tutaj spdzonego, 
zaczy wstawa w niej widma przeszoci i cieniami przysania jej dusz. 
Budzia si, jakby dawne ycie brao j w swoje oysko z powrotem. 

 Ciemno jako!  szepna wstrzsajc si nerwowo.. 
 Bj si Boga, przecie soce wprost olepia! 
 O, nie tak, jak w Neapolu, nie tak, jak w Palermo. 
 Nie widz rnicy, a zreszt, teraz powiem ci szczerze, e jestem szczliwy czujc si u 
siebie; nudziy mnie ju Wochy w ostatku. To upir, nie kraj ywy, to... 
 Nie mwmy, dobrze? 
 Dobrze, wiem przecie, e Wochy podobay ci si ogromnie; entuzjazmowaa si przecie 
przy kadym zmurszaym kamieniu: no, milcz. Rozmarszcz czoo, spojrzyj na mnie. 
Spojrzaa, ale nie moga ukry pewnego alu i goryczy. 

 Powinna mi darowa te chamskie uwagi, chociaby za ich szczero! 
 Albo si gniewam? 
 Dzikuj! ot, widzisz, jedziemy ju do siebie do domu; czy ciebie to nie cieszy? 
 A i bardzo, bo zmczona jestem. 
 Marzyem o tym dniu, bo przecie teraz ju y bdziemy tylko ze sob, nie bd nas 
krpowali ani ludzie, ani kraj obcy, ani to hotelowe ycie, ktrego nie cierpi, nie bd pomidzy 
nami staway arcydziea i ktnie o nie; tak nie cierpi tego hotelowego kraju, tego 
ycia w oczach wszystkich, podzielonego na etapy, wyznaczone przez Cooks limited, gdzie 
wszystko ma cen z gry oznaczon, gdzie wszystko jest posegregowane i opisane, i oznaczone 
numerami przez Baedekera, gdzie czowiek nigdy nie moe si czu sam zupenie i 
84 


sob. Obcy wiat, a mnie tego brakowao, o, tych lasw i tej ziemi!... ja std i z tego!...  zakreli 
szeroki uk rk i rozrzewnionym wzrokiem ogarn obszary pl, na ktre wyjechali z 
lasu. 

 To ju Krosnowa?  szepna jakim strwoonym gosem. 
 Tak, to ju dom nasz 
 Dom nasz!...  powtrzya jak echo.  Krosnowa!  i patrzya z jak guch obaw na 
park i dug alej lipow Krosnowy. Nie czua upau, jaki ich zalewa teraz, kiedy jechali polami, 
niezasonieni niczym; zimno jej byo i ciemno. Jakie uczucie obcoci przenikao jej 
dusz chodem. 
 Dom nasz!  powtarzaa i niepokj rs, miaa wraenie, jakby te lasy, ktre zataczay 
olbrzymie koo i stanowiy zielon ram pl, odgradzay od wiata i wtaczay si w t ciasn 
dolin, gdzie odtd y miaa, jakby j te pola, zocce si pszenic, pohaftowan makami 
czerwonymi, liliowymi-wykami, ktre jak morze si koysay i dwiczay muzyk chrzstw 
konikw polnych, przepirek, bray w swoje objcia tak mocno, tak mocno, e czua jaki 
strach niewytumaczony i bl. 
Andrzej spoglda na ni, ale nie umia czyta w tej piknej, bladej twarzy. On si cieszy, 
e powrci, bo pewny by, e teraz, kiedy go nic nie bdzie przegradzao od jej duszy, zazna 
szczcia dopiero, e teraz ona bdzie moga oceni jego mio; ale chwilami odzywa si w 
nim jaki cichy i gboki al do niej za obojtno marmurow, za ten chd, ktrego nie mg 
przeama, za t wynioso pewn, ktra go oniemielaa i zamykaa mu nieraz usta w poowie 
gorcego okrzyku, wic chwilami spoglda surowiej, z wyrzutem, ale w tym wytrwa 
nie mg, bo otaczay go jego ziemie i jego zboa. 

 Zwo pszenic! zawoa wstajc na wzku.  Pyszna pogoda, sucho zbieraj!  i goni 
oczyma za niwiarkami, ktre o kilka staj od drogi pracoway  tryby zgrzytay i ostre zby 
byskay co chwila stalowymi byskawicami nad zotawym polem. Wielkie sterty wznosiy si 
w rnych kierunkach niby piramidy, a czerwone stroje kobiet, rojcych si po polach, ciy 
si ostro niby wielkie maki. Powietrze lekko drgao, a przydrone niskie grusze szeleciy 
sennie zakurzonymi limi. 
 Walek! sam tu!  krzykn ogromnym gosem Andrzej na chopa uwijajcego si na koniu 
przy najbliszej niwiarce. 
 Zobacz tylko, co si robi i zaraz przyjad! 
Skina gow i patrzya ha Walka, ktry sadzi przez zagony i koysa si na siodle niby na 
biegunach i co chwila zapada i wychyla si ze zb. 
Pojechaa sama do dworu. Nikt nie wyszed na jej spotkanie, drzwi byy pozamykane, okna 
szczelnie pozasaniane, a na podwrzu, prcz kur i lepego psa, co si wylegiwa w cieniu 
podjazdowej kolumnady, nikogo. 

Dopiero w kilkanacie minut po woaniach chopa, nadbieg zadyszany Bartek w jednych 
tylko parciankach i koszuli, ocieka wod i obciera si na gwat spencerkiem. 

 A to kpa si byem, bo taki gorc, e pik me morzy, ale ino pacierz byem  usprawiedliwia 
si ze strachem  a nie bybym i tya, ino... 
 No dobrze, otwrz drzwi. 
 A juci, kiej Janowa maj klucze, zaraz polec; a nie bybym pacierza, ino Jdrek Rafaw, 
koniarek, wzion mi obleczenie i zanis na kp; zapaem go, spraem juch kiej psa, a 
tu sysz, e ktosik woa... i  Id no i poszukaj Janowej.  Jezdem, paninko, jezdem!  krzyczaa 
z daleka, lecc z rozoonymi rkoma niby stara kokosz do pisklt w niebezpieczestwie; 
przypada do ng i radosnym gosem woaa:  O mj Jezu sodki, o .moja paninka 
najukochasza, a towa czekali i dnie, i noce! a towa ze starsz pani wychodziy jae do 
mostw, a towa se mwiy: a moe dzisiaj przyjad! Loboga, jak mi paninka licznie wyglda, 
kiej na obrazku, a opalia si paninka na gembie, za przeproszeniem kiej bueczka.  Ga85 



daa otwierajc drzwi, pomagajc wnosi walizy i co chwila przypadaa do Janki, obejmowaa 
za nogi, caowaa po rkach, nie wiedziaa co robi ju, tak j roztrzsa rado. 

 Duszno tutaj, pootwieraj Bartek okna. 
 A moja zota paninko, a moja kochana! 
 Starsza pani w domu? 
 Pani gospodyni je na wsi u Jadamki, co ju od rana rodzi, je i dochtr... 
 Hale! widzisz go! gupi chop, chlapie ozorem byle co, id do kuchni pali ogi!  zakrzyczaa 
Janowa wypychajc Bartka.  A to u niwa wszyscy, a starsza pani je rychtyk u 
chory kobity na wsi. A ja byam w ogrodzie za ogrkami i bez to me paninka nie zastaa. 
 A crka wasza? c tam sycha, jest ju w Zielonce? 
 A jest... jest...  urwaa, usta opady jej tak jako na brod, e jej stara obrzka twarz z 
sinymi wargami zrobia si podobna do gby krowy ryczcej za cielciem. 
Janka nie czekaa na dalszy cig opowiadania, tylko posza oglda mieszkanie. Otoczya 
j smutna cisza mieszkania na p umarego, bo niezamieszkanego. Mrok, jaki rzucay pospuszczane 
story, ciemne obicia i portiery, meble o formach powanych, wielkie pokoje, 
wszystko to tchno jak pleni i pospnoci. 

Chodzia i ogldaa dugo, nikt si nie zjawi, tylko od oficyn dochodzi j krzyk apanych i 
zarzynanych kurczt, a od dziedzicw i zabudowa  szczekanie i wycie psw na acuchach, 
a czasami od pl leciay odgosy turkotw i echa pieww rozbrzmieway smutno w 
tym pustym mieszkaniu. 

 Co ja tu bd robi?  zapytaa gono, rozgldajc si po tych wspaniaych pokojach. 
Nie umiaa sobie odpowiedzie, a nawet nie chciaa; przesza pokj jadalny wyoony dbem, 
obstawiony wspaniaymi kredensami i przez werend zesza do ogrodu, nad dugie, powyginane 
jeziorko, otoczone alejami grabw strzyonych, tak rozronitych, poskrcanych ze sob, 
poopltywanych dzikim chmielem, e tworzyy guchy, zimny tunel, ktrego spd, niegracowany 
od wiekw moe, zars chwastami. W niszach ywych, utworzonych z drzew 
odwiecznych, stay trzony, z ktrych pozrzucane posgi bstw mitologicznych leay zaledwie 
widoczne w trawie, sczerniae, obronite mchem, jedzone przez deszcze, trawy i powietrze. 
Kosy gwizday w gszczach, gile, ziby, bogowole, sikorki zawodziy ogromny wrzaskliwy 
chr w caym parku, a na jeziorku, przyczepione do wielkich lici grzybieni, aby nukay 
przecigle i sennie, wielkimi oczyma patrzyy w soce i na miliardy much, kotujcych 
si nad powierzchni niby tuman, przez ktry, jak punkty szmaragdowozote, byskay wysmuke 
waki. Jaskki ze wiergotem przelatyway nad wod i pruy powietrze fantastycznymi 
liniami. Cisza bya taka ogromna w parku, e sycha byo gosy komarw i szelest 
trzcin, tatarakw i sitowia, co zarastay brzegi i biy o siebie, ilekro wiatr powia od drzew 
albo kolisko wody roztrconej piersi jaskek nadbiegao. 
Jasnopopielatawy bkit rozciga si nad wszystkim niby dach, z ktrego zsuwao si ju 
ku zachodowi soce i kado na wod zot patyn niby laserunek. 

Janka zimno i bez uniesienia przygldaa si parkowi; sza, ale zaczynaa j porywa nuda 
i zniechcenie; siadaa po kilka razy na kamiennych awkach, zielonych od mchu, to na trawie 
tu nad wod, ale zrywaa si prdko i znowu sza patrzc obojtnie. Obesza ca jedn stron 
i przez most zrujnowany, ozdobiony kiedy posgami, ktre teraz przeglday z dna wody, 
przesza na drug stron. 

 Jestem w domu!  mylaa idc samym brzegiem, wpatrzona w fasad domu, ktry si 
wychyla niby z ramy zielonej, spord potnych lip i bukw, rosncych w szczytach. 
 Jestem w domu!  odwrcia nieco gow, bo soce bio w szyby i zapalao kilkadziesit 
promieniejcych ognisk. 
Powtarzaa te sowa po kilka razy, ale jej nie poruszyy. Nie wiedziaa, co w niej jest, ale 
czua, e nie ma w niej ani radoci, ani zadowolenia z tego, e jest ju u siebie. 

86 


I kiedy powrcia i przy pomocy Janowej rozpakowywaa walizy, to musiaa sobie przypomina, 
e jest u siebie, bo jej si zdawao, e zaraz std odjedzie, e jest jakby z wizyt 
tylko. 

O dobrym zmroku dopiero przysza Grzesikiewiczowa, a zaraz potem stary, Andrzej i Jzia 
z dziemi. 

Przywitanie byo nad wyraz serdeczne. 

Jzia drgaa rozpromienieniem i radoci, a co chwila musiaa zasania oczy binoklami. 

 Raif, Tola! przywitajcie si z cioci!  woaa po francusku na dzieci i ledzia z dum, 
jak dzieci niby manekiny lub pudle wyuczone sztywno witay si. 
 Jzia, gadaj no po ludzku!  upomina stary, ktry troch oniemielony wyniosym i 
chodnym zachowaniem si Janki, sta sztywno, nie wiedzc, co zrobi z sob.  Wielemona 
pani!  zacz, ale Jzia uderzya go oczyma, e zamilk.  E! moja Jzia, przecie ojciec tu 
jezdem, to mi tu wolno co nieco z pyska pary puci przy swoi pani synowej; prawda pani? 
 pyta Janki zbierajc si na odwag. 
 Ale mj ojcze, przecie ojciec u siebie, to mu wszystko, wszystko wolno. 
 A widzisz Jzka. Stara, a nie daj no wiele... pani synowej morusa raczkw!  wykrzykn 
widzc, e Janka zabieraa si do nalewania herbaty. 

Jzia skrzywia si nieco a Andrzej rozpromieniony patrza na on i na matk. 

Podano kolacj i zaczo si to prdkie i bezadne opowiadanie pierwszego dnia po podr


y. Stara tylko niewiele syszaa, bo ledzia z niepokojem Bartka obnoszcego pmiski, ktry 
ubrany w przyciasn liberi, chodzi sztywny i ogupiay, wszystko wysuwao mu si z rk. 

 Upucisz! a, jak to trzymasz?... oblejesz, niedojdo, pani!  wykrzykiwaa stara. 
 Gadaj, Jdru, gadaj!... takim rad, ecie przyjechali, takim wes, e pi bd na uciech. 
Matka, postaw gorzaki!  woa stary rozpromieniony i przesiad si do syna, popija i ukontentowany 
do gbi, dumny, sucha i jad jak wilk, gono mlaskajc i z tej radoci rzuca pod 
st koci apie, staremu nieodstpnemu psu, ktry je odnosi pod okno i gryz, a trzeszczao. 
 Papo, szkoda podogi, a zreszt do czego podobne rzuca koci na ziemi, tutaj nie 
karczma przecie. 
 Papo! papo! Jzia! Jzia!  przedrzenia stary.  Ty sobie dzisiaj gadaj, a ja i tak sucha 
nie bd, bom wes, jak Boga tego kocham. Matka, daj gorzaki. 
Jzia zaoya binokle i szepna po francusku do Janki: 

 Czeka pani niemaa praca oduczenia ojca od chopskich nawyknie. 
Janka pochylia gow, nie odzywajc si prawie przez ca kolacj, tyle tylko, ile do niej 
si zwracano, bo dziwne wraenie wywierali na ni zgromadzeni. Jzia ledzia j cigle i 
gonia oczyma, matka pilnowaa Bartka i gderaa, stary pi, plu za siebie, gada gono, mia 
si i dowcipkowa rubasznie; dzieci siedziay obok siebie sztywno i powanie, a Bartek, o ile 
nie by zajty, sta przy drzwiach wyprostowany, zalkniony i wyciera spocon twarz rkawem 
i wzdycha. Andrzej opowiada, ale jako sennie i niecierpliwi si, bo stary co chwila 
bra go w ramiona albo klepa po opatkach i porwany dum wykrzykiwa: 

 Uda mi si synek, uda mi si parobek, co, prawda, pani?... 
A Janka na odpowied umiechaa si blado i czekaa, rycho si skoczy ten wieczr, bo 
czua si zmczona i jako bardzo obca tym ludziom; zwracaa si do dzieci, ale dzieci umiechay 
si do niej banalnie niby automaty, a stara rzucaa na nie niechtne spojrzenia i szeptaa: 


 Cudaki! Boe si zmiuj! 
 Jestem w domu, u siebie, z rodzin!  powtarzaa i wodzia oczyma po dbinie rzebionej, 
okrywajcej ciany, pocitej na wielkie czworoktne pola brzowymi pasami, po kredensach 
olbrzymich, co zajmoway ca jedn cian, po tych osich gowach z rosochatymi gaziami, 
co w rodku owych pl byy zawieszone, a potem, po twarzach siedzcych, prostych; 
87 


grubych chopskich twarzach, ktre tak dziwnie wyglday na tle tego wielkopaskiego przepychu, 
e chwilami zapominajc mylaa, skd oni si wzili? po co? i miaa ochot wsta i 
wyj, czujc si dotknita, e siedz obok niej. 

 A nieche pani nie zapomina o nas!  mwia Jzia i dalej ju opowiadaa o ssiedztwie 
caym. 
Wtedy Janka przychodzia do rwnowagi i wkrtce przysza zupenie, bo przyniosa rozmaite 
drobiazgi, przywiezione z Woch i zacza rozdawa, kiedy drzwiami z werendy najniespodziewaniej 
wszed Witowski. 

 Wszelki duch Pana Boga chwali!  wykrzykna stara. 
Nie odezwa si, tylko z Janka si wita najpierw, a potem z reszt. Andrzej zerwa si i 
pochyli do pocaowania, ale mu Stefan mocno ucisn rk i usiad obok dzieci. 

 Bartek! daj mi mocnej herbaty. Dowiedziaem si, e pastwo przyjechali i przyszedem 
was zobaczy. Jdru pysznie wyglda, ale pani jako inaczej, o inaczej!...  spojrza jej w 
oczy tak mocno, e drgna. 
 C, Wochy! cuda! same cuda!  ironia zadrgaa mu w gosie. 
 Istotnie cudowny kraj! znalazam tam wicej, nili mylaam, e znajd. 
 Albo przywioza pani ze sob tak ch zobaczenia cudw, e a pani i zobaczya!  Zacz 
pi herbat, a po chwili doda:  Jadzia przesya pozdrowienia i czeka na wasze odwiedziny. 
 Jak tylko nieco niwa zepchniemy, to natychmiast. 
 Dobra i obietnica. 
 Siostra zdrowa? 
 Prawie ju zdrowa i dzisiaj po raz pierwszy wyjedaa na spacer. 
 To chorowaa? 
 Troch. Konie poniosy, powz si wywrci i potuka si. 
 Pewnie te same diaby, ktrymi nas wiz wtedy. 
 Te same. Czy te pani pamita jeszcze ow sann? 
 I myl, e nie zapomn nigdy!  odpowiedziaa dosy prdko. 
 A to cierwy ogiery, czyste smoki, jak Boga tego kocham. 
 Smoki nie, tylko Jasinowski nie umia powozi i pozwoli si im rozhuka. Pamitasz, 
Jdru, jak to wtedy si rway?  umylnie mwi o tej sannie i patrza na Jank. 
 Ba, dzisiaj mnie jeszcze dreszcz przejmuje i dziwi si, emy si nie pozabijali, pamitam 
i z tego, e ona zemdlaa. 
 Pani zemdlaa?... ale kiedy?...  pyta jakby nie wiedzc o tym. 
 Skoromy tylko wysiedli. 
 No, no, nie wiedziaem!... 
 Ze co?  podchwycia. 
 e pani umie takie rzeczy odczuwa tak mocno. 
 Zawdy kobieta je mitsza kiej menszczyzny!  wtrcia stara sentencjonalnie. 
 Przyznam si, e pierwszy raz jechaam z tak szalon szybkoci. 
 Urzdzimy sobie jeszcze nieraz podobn sann, eby si pani przyzwyczaia i nie mdlaa. 
 Nie, wicej ju tak nie pojad, a przynajmniej niepaskimi komi  powiedziaa z naciskiem, 
bo j drani ironiczny ton jego gosu. 
 Wyrychtujemy sanie, zaoymy buanki i pojedziemy, jak Boga tego kocham, e jaz... 
ha! Matka, daj no jeszcze gorzaki, napijemy si z panem Witowskim. 
Ale matka, widzc, e stary ju pijany, podniosa si, uja go pod pach i chciaa wyprowadzi. 


 Nie cigaj, jak mwi gorzaki postaw, to postaw. Pan Witowski jest janie pan dziedzic 
i ja jestem janie Pietrz dziedzic. Postaw gorzaki, niech si dwa dziedzice uciesz, jak Boga 
88 


tego kocham, wesoym dzi taki, to...  nie skoczy ju, bo go Andrzej uj mocno pod rami 
i wyprowadzi, a zaraz i Jzia si zabiera zaczynaa do odjazdu. 

 Idcie pastwo spa, mnie Bartek da herbaty jeszcze, wypij i pjd sobie. Niech si pani 
nie dziwi, to nie po raz pierwszy...  tumaczy Jance. 
Ale Andrzej z Janka pozostali i jeszcze z godzin razem siedzieli na werandzie, wpatrzeni i 
wsuchani w cudn noc lipcow, tak ciep, tak rozmarzajc i pen zapachw lip i kwitncych 
w klombach heliotropw, tak rozpiewan, e Janka wkrtce zasna w swoim biegunowym 
fotelu, a Andrzej by coraz senniejszy. 

Witowski siedzia na balustradzie, pi herbat, dopki bya, pali papierosy jeden za drugim 
i patrzy w niebo granatowe, gbokie, pene gwiazd i ciszy nieobjtej; czasem spoglda na 
Jank, ktrej przechylona twarz sabo si rysowaa w zmroku, na jeziorko dymice mgami, 
na park czarny i gucho szemrzcy jakby przez sen, w t noc spokojn, ktra obejmowaa 
wszystkich i wszystko w sen i w milczenie, i w kocu nie odezwawszy si ani sowem zeszed 
z werandy i poszed. 

89 


XX 


ycie w Krosnowie pyno cicho a pracowicie, szczeglniej teraz, czasu niw. 

Andrzej od witu do nocy na koniu uwija si na polach, stary rwnie dnie cae przesiadywa 
w lasach. Dom. opustosza, bo nawet stara Grzesikiewiczowa, gdy soce przygrzao, 
sza w pole z przyzwyczajenia i siadywaa dnie cae pod stertami lub nie ztym jeszcze zboem 
i ledzia robot albo azia okoo domowego gospodarstwa i gderaa, e cigle sycha 
byo jej gniewny gos w coraz innej stronie. 

Tylko Janka nie braa udziau w tych kopotach i pracach. 

Te pierwsze dnie przepdzia prawie samotnie. Ma widywaa raz na dzie, a czasami 
wcale, jeli kaza sobie obiad przynie na pole, a wieczorami albo zamknity w kancelarii z 
ekonomami przesiadywa prawie czas cay, albo jeli przychodzi na kolacj do jadalnego, to 
by tak strudzony, e nie dopija herbaty i zasypia w krzele. 

Przeprasza j za to serdecznie, wypytywa, czy si nie nudzi, czasem zabiera w pole i 
uspokojony jej spojrzeniem i twarz zawsze zamknit, zmroony tym chodem obojtnoci, 
jaki wia od niej i t jak pask wyniosoci, z jak na wszystko patrzya, cho bardzo 
cierpia z tego powodu, zostawia j w samotnoci. Zapracowywa si, eby nie czu blu i 
wyzby si tego wrzenia gniewu, jakie nieraz czu w sobie w jej obecnoci. 

 Jeszcze si nie zya z nami, czuje si obca, niech mama o niej pamita!  tumaczy 
matce. 
 Nie bj si, Jdru, ju ja pilnuj, chuchana na ni, ju jej tu niczego nie brakuje. 
 Niech mama z ni wicej przesiaduje i rozmawia, bo ona tak cigle sama, to moe si jej 
nudzi. 
 A boga to! mwi, juci, ale widzisz, kiej nie mie. Nieraz przylec z pola ino po to, 
coby z ni pogada, bo i mnie si za ni ckni, i boje si gemby otworzy. Ona taka pani, taka 
uczona, co ja jej powiem? A nudzi, to pewnie, e si nie nudzi, bo cigiem grywa na fortepianie 
abo czyta na tych wielgich ksikach. Pani mam synow, uczon mam synow!  
dopowiadaa z dum stara, ale swoj drog ciko jej byo, e nie moga si do niej zbliy, 
bo wanie ta jej uczono i pasko przegradzay i otaczay Jank koem zakltym. Obca 
bya im wszystkim, zupenie obca. Przysza z innego wiata, podziwiali j, kochali po 
swojemu, ale nie rozumieli, tak e zwolna do duszy starych wkradaa si niech, podsycana 
jeszcze zmianami, jakie z jej przyjazdem zaprowadza Andrzej w Krosnowie. 
Dotychczas, pomimo magnackiej fortuny, yli jak dostatni chopi, moe troch lepiej, 
mieszkali w oficynie, jadali, co Magda ugotowaa, jedzili bryczkami, ubierali si jak bd, 
skpili na wszystkim, bo nie mieli adnych potrzeb. A teraz wszystko si zmienio. Andrzej 
chcia dom postawi na stopie odpowiedniej: nie dla siebie, bo byo mu to dosy obojtne, ale 
dla Janki, przyj kucharza, piwnice kaza zaopatrzy dostatnio, Bartka ubra w liberi, pokupowa 
powozy i kilka par koni cugowych stao zawsze w stajni, a starego zo porywaa. 

 Te habany zer tyle owsa, co poowa fornalskich, nic nie robi, jak Boga tego kocham! 
 skary si onie po cichu, bo Andrzejowi nie mia. 
 Kunie, juci e adna pociecha, a wydatki tylko; ale eby to kunie ino, a to ten zapowietrzony 
kucharz tya masa, jajkw i mietany bez tydzie bierze, co dawniej i bez miesic 
nie wyszo, a jeszcze si za gotowy grosz sprzedao. 
 Gryz Krosnowe, a trzeszczy!  dodawaa Jzia od siebie;  ale to pocztek, zobaczy 
ojciec, jak to pniej bdzie. 
90 


 Gupia! nie wtykaj swoje trzy grosze!  przerwa jej brutalnie, bo go zo szarpna. 
 Ale pani synowa jest niby lala malowana! 
 Jzia, ty mi na ni nic nie mw, syszysz, bo jak Boga tego kocham!  uderzy pici w 
st, zapa czapk i wynis si w podwrze. 
 Lala malowana, wielka pani! szlachcianka! Tfu! na psa taki paski moderunek na habecie! 
 mrucza zirytowany, bo gryzy go i te wydatki, i to, e synowa trzymaa go w oddaleniu, 
e nie mia ani kl przy niej, ani pi i musia na obiady i kolacje przychodzi do paacu 
umyty i przebrany, bo mu to Andrzej wprost nakaza. 
 Takim eligantem zostane jeszcze, e co miesic nowe obleczenie bd sobie kupowa, 
fryzjera sprowadz, frak kupie, jak Boga tego kocham! i celender  gadaa nieraz Andrzejowi. 
Przecie ojca na to sta. 
 Sta! przecie e sta i na wicej, bo c to przy nas taki pan omiszewski, co to ino 
czwrkami wali? karbowym mgbym go zrobi na folwarku; albo pan Zieliski! wielkie mi 
pastwo, jak Boga tego kocham! z bebechami bym ich kupi i jeszcze by si co zostao, prawda, 
synku? 
 I duo by si zostao, bo oni prcz dugw, pretensji i szlachectwa, nic nie maj wicej. 
Dlatego wanie my, bdziemy y po ludzku. 
 A jak tomy dotd yli, h? 
 Po chopsku! ojciec tego nie rozumie, e wanie dlatego, e mamy duo, to powinnimy 
znacznie wicej ni dotychczas wydawa. Robilimy dotd pienidze, a teraz musimy zacz 
y. 
 A yj se, Jdru, ino kiej chorujesz na pana, to ja twoim doktorem nie bd i za lekarstwa 
paci nie bd. Gd daje nogi, a chleb rogi, mj synku, jak Boga tego kocham! mj panie 
dziedzicu, mj janie Jdrusiu! ho! ho!  Andrzej trzasn drzwiami i wyszed. 
 Szlachta zapowietrzona! Pani synowa nie moe patrze na mj kouch, buty jej moje 
mierdz, perfunami po mnie kadzi, a eby to!...  sycza ze zoci i kopn nienawistnie kamaszki, 
w ktre si mia przebra, a si rozleciay po pokoju. Napi si wdki dla uspokojenia, 
ubra si i poszed do paacu. 
Prawie takie same sceny byy i z matk, ktra za nic nie chciaa si pozby swoich beowych 
sukien i chustki z gowy, i starych chopskich przyzwyczaje. 

Andrzej znowu nie ustpowa, bo nieraz widzia spojrzenia ony, rzucane na rodzicw i 
czu, e j ra swoim prostactwem i ubiorami, zdawao mu si przeto, e przebrawszy ich 
zbliy do niej tym samym. 

Ale i to nie pomogo, nie zbliyo ich do siebie. Janka ya obok nich, ale nie z nimi. Pozostawaa 
te prawie samotna dnie cae. 

Jedzia czasami na pola ze starym, chodzia z matk po chlewach i oborach, odwiedzia 
Jzi, prbowaa si interesowa yciem otoczenia, chciaa si zaj sprawami domu i gospodarstwa-; 
ale koczyo si to prdko i znowu czua, e to wszystko nic jej nie obchodzi. Na 
prno powtarzaa, e jest w domu u siebie, e ju std nigdy nie wyjdzie, e musi przystosowa 
si do tych ram ycia, jakim yli wszyscy; nie, nie moga i ya tylko jakim oczekiwaniem 
 na co? nie wiedziaa. Czua tylko, e tutaj pozosta nie moe, e nie wytrzyma pomidzy 
tymi ludmi prostymi, ktrzy j odgrodzili od wiata, jakby gronie strzegli, eby nawet 
myl nie moga wybiec z Krosnowy; wic si zamykaa coraz czciej w sobie i dugie godziny 
przepdzaa przy fortepianie albo na samotnych po parku , spacerach; pisywaa dugie 
listy do Heleny i do doktora, 
ktry jej czsto donosi o zdrowiu ojca; przesiadywaa z ksik w rku, zapatrzona w przestrze, 
bezmylnie prawie poddajc si apatii i nudzie, jakie j przenikay; obca temu, na co 
patrzya i obca nawet samej sobie, tej dawnej swojej duszy, penej nieskrystalizowanych fermentw, 
marze i pragnie, ktrej teraz, jeli si jej przypatrywaa gbi swoj, pozna nie 
moga. 

91 


 Co si ze mn stao?  mylaa, ale odpowiedzi nie znalaza i pogrya si znowu w 
apatii, i leniwie przypatrywaa si Bartkowi siedzcemu pod podjazdem, ktry przeciga si 
ociale i tsknie poglda na pola, i wzdycha jako aonie. 
 Bartek! 
Chopak spiesznie nadzia Spencer liberyjny, ktry o ile tylko mg, zawsze zdejmowa, bo 
go dusi, i rozczerwieniony, sztywny, patrza na ni. 

 Co ci jest? czemu tak wzdychasz? 
 A to... a bo... ckno mi, prosz janie pani!  szepta niemiao. 
 Powinno by ci dobrze: nic nie robisz, masz chodno. 
 Juci, e nic nie robi; juci, e chd mam galanty, ale...  zacz si drapa po gowie 
rkami i obciera rkawem twarz wiecznie spocon  ale... czek by wzwyczajony do pola i 
do ruchania si, tu sied, kiej pies w budzie uwizany, kiej tyn kamie i patrz, jak drugie parobki 
jed, piwaj se, a do tego wszyscy si miej ze mnie...  zakoczy na p z paczem. 
 miej si z ciebie? 
 A ino, e to ja lokaj i w tej zapowietrzonej luberii kiej jaka mapa zagraniczna chodz, e 
ino paskie psy po ogonach drapie za ca robot. Scierwy!...  mrukn zaciskajc pici, 
opamita si rycho i zamilk zmieszany. 
Nie odezwaa si ju nic wicej i sza przez wspaniae salony zalane mrokiem, chodem i 
cisz. Stare portrety ze cian spoglday za ni wybladymi spojrzeniami, w ktrych tkwi 
jaki smutek rzeczy umarych; brzy, zocenia, kraty kominkw, marmury, stiuki sufitw, 
cikie jedwabie portier i obi miay w sobie jak przygniatajc pospno; wp olepe 
zwierciada wieciy suchotnicz toci niby zamierajce oczy tych pustych salonw; bukiety 
r, lewkonii i astrw rozleway duszc, cik wo i pogbiay barwami ten nastrj 
pustki, jaki Jank przenika coraz gbiej. 

Chodzia z pokoju do pokoju, grube dywany tumiy odgos jej stpa, czasem przystawaa 
na rodku, zakadaa rce na gow i staa dug chwil, nie mylc, pustymi oczyma bdzc 
po otaczajcym j przepychu, po oknach, przez ktrych zasony rysoway si kontury drzew i 
za ktrymi byy pola, lasy, ludzie, wiat cay, ten wiat, od ktrego czua si coraz dalej. 

 Moi kochani, powiedzcie mi prawd, czy tutaj jest smutno?  zapytaa Janowej, ktra w 
jednym z pokojw wycieraa podog. 
 Hale! cakiem po pasku jest. Ja prosta kobita jezdem, co bym ta tutaj nie cierpiaa, ale 
licznie je, kiej w kociele. Jezus kochany, kiej wejd do tej duej stancji, to jae mi si chce 
przeegna, tyla je zota, e jae trza oczy mruy, tak si yni wszystko. 
 Czy wam nigdy nie jest smutno? 
 O, jest, paninko, jest! kiej pani crki dugo nie widz, to me tak rozbiera, e rady sobie 
da nie mog. Nie pytaa si wicej, posza do swojego pokoju. 
 Pusto! pusto! pusto!  szeptaa opadajc w gboki fotel. 
Wzia jak ksik i przerzucaa bezmylnie kartki dotd, a oczy same zaczy si zaczepia 
na literach i czyta: 

My si nie moem kocha jak gobie, 
Dwie nasze dusze s jak dwie otchanie, 
Co wzajem patrz w swe bezdenne gbie  
I nigdy wzrok ich u kresu nie stanie. 

 Dziwny czowiek, dziwny!  mylaa o Witowskim oderwawszy oczy od ksiki i zobaczya 
jego such, ostr twarz i jego czarne, przepaciste oczy magnetyzera. Zacza znowu 
czyta to samo, nie wiedzc, co czyta; przeczytaa po raz trzeci, bo ten wiersz: Dwie nasze 
dusze s jak dwie otchanie zapada jej w pami i powraca na usta, i koncentrowa koo 
siebie rozpierzche myli. 
92 


Przeczytaa raz jeszcze, odoya ksik, chodzia znowu po pokojach i powtarzaa te 
cztery wiersze ustawicznie, a ten rytm sw, to ich gbokie znaczenie budzio j z apatii. Te 
wiersze zapeniy ca jej dusz, przeuwaa je po tysic razy i byo jej coraz dziwniej w duszy. 


Mieszkanie wydao si jej grobem i ta pustka jakby si wdara do jej duszy i huczaa rytmem 
powtarzanych wierszy. 

Gboka tsknota zerwaa si w niej i niby wicher owiona cae jej jestestwo  tsknota za 
wiatem, za yciem, za kochaniem. 

 Janiu. 
Drgna przystajc, bo ju miaa wyj na podjazd. 
 A to miodu crko ci przyniesam, podebrali dopiero pszczkom, moe zjesz? 
 Dzikuj mamie serdecznie.  Ucaowaa rce gorco, tak czua potrzeb zblienia si 
do ludzi. Stara zy miaa w oczach z radoci. 
 Jedz, dziecitko, taki czysty jak bursztyn. Banach podbiera, a ja se myl: siedzi tam 
sama, wezm miodu i zaniese. Jedz, crko, sodziutki jest, bo to lato byo suche i kwiateczki 
dobrze kwity; wziam i przyniesam. 
 Wie mama, co? wezm ten mid i zanios Andrzejowi na pole!  zawoaa i porwana 
myl, okrya talerzyk jak serwetk i posza. 
Andrzej by na polach zaraz za parkiem, sta na koniu przy mockarni parowej, buchajcej 
kbami brudnego dymu, zobaczy on idc przez ciernisko i skoczy do niej galopem. 

 Jaka ty dobra, e przysza, jaka dobra!  woa gboko uradowany, okrywajc jej rce 
i twarz pocaunkami. 
 Widzisz, tak mi byo jako pusto i samotnie, a potem mama przyniosa mid, moe bdziesz 
jad, co?  zapytaa niemiao, odsaniajc talerzyk. 
 O moja najdrosza, o moja kochana! nigdym jeszcze nie czu si tak szczliwy. Umylnie 
mi przyniosa?  nie mg uwierzy. 
 Ale tak, bdziesz jad? 
 Chcesz, to zjem i talerzyk, i serwetk nawet!  wykrzykn entuzjastycznie. 
Opar si o konia i jad popiesznie, a caowa j oczyma i miaa mu si twarz i dusza z 
przypywu radoci ogromnej i niespodziewanej. 

 Te! chamie jeden! uwaaj, bo batem dostaniesz!  krzykn na fornala wiozcego zboe 
do mockarni, ktry nieomal nie wywrci na przegonie. 
 Jeli masz czas dzisiaj, to moe bymy pojechali do Witowskich? 
 Jed sama zaraz, przyjad po ciebie wieczorem, dobrze? 
 Nie moesz teraz jecha? 
 Widzisz, mc pszenic, to wana taka robota, ale jeli ju tak koniecznie chcesz razem, 
zaczekaj troch. 
Miaa si ju zgodzi na to, ale w ostatniej chwili powstrzymaa si i szepna: 

 Pojad, mog pojecha i sama, ty przyjedziesz? 
 Przyjad! Walek, odgarnia som prdzej!  krzykn znowu. 
 Prdko przyjedziesz na obiad? 
 Za p godziny. 
 To ja ju pjd. 
Umiechna si do niego blado i posza zirytowana na siebie za ten spacer. 
 mieszna scena!  mylaa. My si nie moem kocha jak gobie, powtrzya pgosem 
i rozemiaa si gono, tak gono, e a si obejrzaa, czy nie usysza; zobaczya, e 
znowu siedzi na koniu. I taki silny, ogorzay, wielki niby posg spiowy Gattamelaty w Padwie. 
Przy obiedzie bya do rozmowna, bo oczekiwanie wyjazdu do Jadwigi podniecao j i 
przy tym zaczynaa czu do samej siebie wdziczno za ten mid zaniesiony Andrzejowi, 

93 


ktry by niesychanie rozpromieniony przy stole. Stara take bya w humorze i po raz dziesity 
opowiadaa, jak to ona przyniosa mid, jak to j Janka ucaowaa i jak ten mid zaniosa; 
tylko stary by mroczny; i zy czego, czeka tylko okazji, aby si wywntrzy. 

 Kundlu jeden!  krzykn na Bartka.  C to w liberii bdziesz paradowa na co dzie? 
widzisz go! jucha si w korty wystroia i myli, e sielny pan, jak Boga tego kocham! fotela ci 
tylko potrzeba. 
 Janie Pietrze dziedzicu, kiej mi tak kazali. 
 Niech mu ojciec da spokj! 
 A to w spencerku chodzi nie moe?... to dar bedziesz takie ubranie poczciwe, co kosztuje 
cae dwadziecia pi rubli. 
 Bartek, id do Walka, niech zaoy cugowe do wolancika, pojedzie z pani do Witowa! 
 Bj si Boga, chopaku! roboty tya, e nie wiadomo, co wpierw robi, ludzi nawet na 
lekarstwo dosta nie mona, a ten, jak Boga tego kocham, parobkw na spacery wysya bdzie! 
 Wiem dobrze, e robota jest, ale Jania musi jecha. 
 Tak, musz jecha!  odpowiedziaa z przyciskiem, aby zrobi na zo staremu. 
 Grafina zapowietrzona!  mrukn stary ze zoci i nie skoczywszy obiadu wyszed, a 
Janka bya w takim usposobieniu, e aby mu zrobi wicej przykroci, kazaa koniom czeka 
przed dworem cae dwie godziny i z pewn przyjemnoci widziaa, e stary kilka razy wyglda 
z oficyny na podjazd, kl gono na marnowanie czasu i na janie pastwo i nie mogc 
w kocu wytrzyma krzykn na stangreta: 
 Czemu nie jedziesz? 
 Janie pani kazaa czeka. 
 Aeby pioruny takie rzdy, jak Boga...  cofn si, bo wysza Janka i pojechali. 
94 


XXI 


Do Witowa by kawa drogi; jechali wielk alej, wysadzan lipami, czc oba majtki, 
kiedy tworzce cao jedn. 

Ciepo byo w powietrzu i bardzo spokojnie. 

Lipy olbrzymie, rosochate, stay bez ruchu wycignit lini niby wa zielony. Pola ogoocone 
ze zb migotay pomidzy pniami, pasami chopskich kartofli jeszcze zielenicych i 
wysokimi cianami koskiego zbu, a na otawordzawych ryskach trzsy si w socu 
srebrnym pyem pajczyny. Pszczoy brzczay wrd gazi lip i na czerwonych kwiatach 
ostw rosncych nad rowem przydronym, zewszd pachniao miodem i gryk kwitnc, ktrej 
ranoniene pola rozleway si z drugiej strony drogi, nad kami, ku wodom, poyskujcym 
zotem w oddali bkitnawej. 

Wie bya jakby wymara. Domy stay w ogrodach, oddzielone od drogi potami z desek i 
wysokimi bramami, nakrytymi gontowymi daszkami, a w rodku bram, w wiankach ze zb 
lub zi pachncych, wisiay obrazki Matki Boskiej Czstochowskiej. ciany domw bieliy 
si z sadw liwkowych, pokrytych owocem jakby liliow rdz i wieciy przepalonymi w 
socu oknami, i stay ciche i puste. Tylko gdzieniegdzie bkitne supy dymw biy prosto i 
wisiay w powietrzu spokojnie, a stare, olepe i zniedoniae psy wyaziy na przyzby i 
szczekay krtko albo otwartym oknem wyjrzaa jaka twarz, staa chwil, przysaniajc oczy 
doni i gina w czarnym wntrzu izb, i znowu byo pusto i cicho, bo wszystko, co mogo 
tylko robi, byo na polach i kach. 

 Prosz janie pani, a to dziedziczka tam id!  Przerwa milczenie Walek wskazujc batem 
przed siebie, ku kocowi wsi. 
Witowska sza rodkiem drogi, otoczona gromad dzieci, ktre trzymay si jej rk, czepiay 
sukni, wieszay u ramion, tuliy si do niej ze wszystkich stron niby mody rj pszcz 
do matki i cienkimi gosikami pieway. A ona z jasn, cudn gow, z umiechem, ktrym 
promieniay purpurowe usta i gboko szafirowe oczy, penym szczcia i dobroci nieopowiedzianej 
 sza i wtrowaa dzieciom, to przystawaa i mwia im gono, a one podnosiy gowy 
i wszystkie te dziecinne oczy wlepiay si w ni z mioci i zachwyceniem, i wtedy jej 
wysmuka posta, obwinita w jasn mulinow sukni, wielkimi fadami spadajc do ziemi, 
cinit w pasie niebiesk szarf, oblan potokami soca, co przez sady rzucao skone, 
czerwonawe pomienie  wydawaa si cudnym zjawiskiem, widmem, co spyno z tych pl 
ogromnych, spod tego bkitu nieba, z lasw zielonych. 

Walek zjecha na bok; przystan i zdj bezwiednie czapk  i patrzy si takim wzrokiem, 
jakim chopi patrz na obrazy witych. 

Janka patrzya zdumiona. 

Gromada skupia si przed kapliczk, co staa przy drodze, nad strumykiem, gdzie wity 

Jan Nepomucen, ciosany z drzewa i polichromowany, sta z krzyem w rku, otoczony wiecami 
i bukietami kwiatw, wrd cian wybielonych wapnem. I chr tych modych gosw, 
podobny do trzepotania lici wiosennych, do zapachw pl, do szumu strumieni i zb  
piewa: 

Wszystkie nasze dzienne sprawy 
Przyjm litonie, Boe prawy. 

95 


I jasne, konopiaste gowy, i modre niby strumie w dzie pogodny oczy, wiecce w opalonych 
twarzach, podnosiy si wyej, i gosiki brzmiay coraz zgodniej, i rozleway sodkie 
rytmy, co si czyy z harmoni wieczoru nadchodzcego. 

Jadwiga klczaa w porodku gromadki i skupiona, zapatrzona daleko przed siebie, piewaa 
czystym, dwicznym niby brz gosem. 

Ludzie zaczli ju schodzi z pl i co chwila kto przyklka na drodze, kad kos czy 
grabie, skada rce i modli si lub czy gos z drugimi. 

Wozy ze zboem, jakie szy, przystaway i chopi przyklkali w piasku. 

Bydo spdzane z pastwisk szo ca drog w zotej kurzawie pyw, a za nim piszczaki 
pastuchw, klekotki zawieszone u karkw krw, beczenie owiec, porykiwanie i, pieni, co si 
skdci zryway, gosy nawoywa, skrzyp k  wszystko to czyo si z t pieni i rozlewao 
w cichym powietrzu pl, po cierniskach, po ugorach, po podorowkach i pyno ku lasom 
 hen ku socu, co si za nie zsuwao. Woao gbokim gosem ufnoci: 

Odwracaj nocne przygody, 

Od wszelkiej bro nas szkody. 

Janka staa z boku i suchaa, i dopiero gdy piew umilk, gdy dzieci kolejno caoway Jadwig 
w rce, a ona kad gow gaskaa jakim ruchem mioci matczynej i caowaa na 
poegnanie, podesza si przywita. 

 Pani Janina! Ale zrobia mi pani ogromnie dobr niespodziank. 
 Szczliwiem trafia, bo na jak uroczysto. 
 To dzieci z naszej ochrony pieway, odprowadziam je, bo taki cudny czas. 
 Ja dotychczas nie mog jeszcze pozby si zdumienia patrzc na to. 
 C pani dziwi? Wezm pani pod rk, bo niezbyt dobrze widz. 
 Mam powz, to pojedziemy. Jechaam wanie do pani. 
 Przejdmy, to tak blisko. 
 Co mnie dziwi? No, to, co widziaam, by moe dla pani jest to rzecz naturalna, ale dla 
mnie zupenie nowa i zdumiewajca. 
 To brata zasuga i inicjatywa ta ochrona. Dawno pastwo wrcili?  zapytaa prdko, bo 
nie lubia mwi O swoich czynach filantropijnych. 
 Przeszo miesic. Wybieraam si dawno do pani, ale m ma tyle roboty, a potem, zanim 
si do tego nowego ycia nieco przyzwyczaiam... 
Czekaam dawno na pani, dawno.  Daruje mi pani, bo ju jestem.

  I nie puszcz rycho, musi mi pani odwiey wraenia Woch, bo to ju trzy lata, jak 
tam bylimy po raz Ostatni, trzy lata, jeszcze wtedy zupenie dobrze widziaam  dokoczya 
ciszej i smutniej, zwieszajc gow na piersi. 
Szy czas jaki w milczeniu, wrd wrzawy wieczornej wsi, zapeniajcej si coraz gciej 
ludmi, wozami i stadami. 

Chopi odkrywali przed nimi gowy, kobiety przychodziy caowa po rkach, pochyla si 
do kolan i wita tym niemiertelnym: Pochwalony. 

Jadwiga poznawaa wszystkich, wypytywaa o roboty, o dzieci, zajmowaa si ich interesami 
i kopotami, radzia w niektrych kwestiach i sza dalej niby promie soca przez mroki 
tej ciemni ludzkiej, co zapychaa ulice wioski. Janka milczaa, bo zdumienie jej przechodzio 
w podziw. Patrzya na ni nie rozumiejc wcale. Lubia lud, ale z daleka, z przedpokoju, bo 
chopa miaa prawie za zwierz i nie zbliaa si do niego bez le skrywanego wstrtu, czysto 
estetycznego; nie moga teraz odczu i zrozumie w Jadwidze tego jej szczerego zajcia si 
nimi, wydao si jej to nieco ekscentryczne. ya w ciasnej komrce wiecznie burzcej si 
duszy i przez to nie moga . zrozumie takiej spoecznej kobiety, jak bya Jadwiga. 

 Poka pani co, co przypomni nieco Wochy  odezwaa si Jadwiga, kiedy ju szy 
ogrodem, wielk alej. nakryt wizami, co jak wielkie, porwane w strzpy parasole, zwieszay 
cienkie gazki. 
96 


I zaraz ukaza si ten gony Witw, stary zameczek, zbudowany na sposb dawnych woskich 
zamkw, z wie czworoktn dwupitrow, zakoczon wysmukymi blankami, z tarasami, 
balkonami kamiennymi i elaznymi, z oknami okratowanymi, ze strzelnicami dugimi, 
z rzdami wskich okien, z murami zrudziaymi, po ktrych piy si pdy dzikiego wina 
a do wysokoci strzelnic i blankw. Zameczek by zbudowany na wysepce, oblanej szerokim 
pasem wody, rozpalonej do czerwonoci zorzami zachodu. Wyniose jody otaczay go wiecem 
i kady na wod i na brzeg przeciwlegy dugie cienie. 

 Ale to zamek z legend! Cudowny!  wykrzykna Janka oczarowana i dosy dugo staa 
przypatrujc si z rozkosz. 
Przez olbrzymi sie, mogc pomieci ze sto osb, ozdobion gowami jeleni, osiw, 
dzikw, zawieszon broni i skrami dzikich zwierzt, weszy w gb domu. 
Jaka klasztorna surowo wiaa od wszystkiego i mrozia. Wszystkie pokoje byy sklepione, 
o rzadkich oknach, zastawione cikimi meblami staroytnymi, o ciemnych cianach, robiy 
wraenie kaplic w gotyckich katedrach. 

Janka sza z pewn obaw za Jadwig, ktra z wycignitymi rkami dotykajc sprztw i 
cian rozpoznawaa drog i zaprowadzia j do pokoju, w ktrym kiedy Andrzej powiedzia, 
e nie ma ju narzeczonej. 

Janka tam dopiero odetchna, bo chocia panowa pmrok, ale jasne meble i obicia czyniy 
ten pokj bardzo wesoym. 

Wkrtce przyszed Witowski i siedzieli tak we troje w zmroku, ktry zwolna zalewa pokj, 
przysania wszystko i wypija wiato ze zoce sufitu, cian i sprztw. 

Rozmawiali pgosem. 

Jadwiga chodzia po pokoju z wycignitymi rkami i w swojej biaej sukni sprawiaa 
wraenie widma, cicho przesuwajcego si. 

Witowski prawie lea w biegunowym krzele, a Janka siedziaa na niskim foteliku pod 
oknem, tak e jej zotawe wosy wieciy si w ostatnich blaskach dnia i suchaa uczuwajc 
jaki dziwny nastrj spokoju i zadowolenia, Czua na sobie oczy Witowskiego, a jego gos 
niski, o brzmieniu bardzo mikkim, przenika j gbok rozkosz, odzywa si echem w sercu 
i rozlewa po nim nieokrelone, dziwne ciepo. 

 Woch nie lubi!  mwi  s dla mnie za jasne, za adne, tam wszystko si wykrela z 
t wyrazistoci geometryczn, jakiej wanie nie cierpi; tam pikno tkwi w powierzchni, w 
linii, w formie samej, a ja w piknie szukam czego wicej jeszcze, szukam treci  duszy. 
 Ta dusza przecie musi i moe si wyraa w jakiej formie, ta dusza moe by wanie 
w samej formie tylko  mwia Jadwiga. 
 Nie, Ada! A pani jak myli? 
 Nie bd przeczy ani potwierdza, bo jeli mi si co podoba, zwykle nie zdaj sobie 
sprawy dlaczego. 
 Dlatego te podoba si pani i Neapol, i Krosnowa  rzuci ciszej. 
 Bo i Neapol, i Krosnowa s pikne, kade na swj sposb!  Tak!  rzuci przecigle i 
zakoysa si szybciej. 
 Mnie Wochy poryway wanie tym jasnym powietrzem, przejrzystoci przestrzeni, 
tym spokojem dziwnym pikna, tak dziwn cznoci sztuki z natur. Tam zreszt czuam 
pierwszy raz gbok przyjemno samego istnienia. 
 Tak...  rzuci znowu. 
 Tymczasem tutaj nie czuam nigdy tego; tutaj, idc czy lasem, czy polami, nawet w zupenym 
spokoju duszy, nigdy nie mog zapomnie, e jestem, wszystko sprawia mi jeli nie 
bl, to przykro, a ludzie i przyroda jest zmczona dzik, nieustann, straszn groz mierci; 
tutaj wszystko zdaje si y rozpacz, walk, obaw, gdy tymczasem tam wydao mi si ycie 
spokojem, niezakconym nawet przez obaw mierci, nawet mier sama musi tam nie mie 
grozy, tylko jak melancholi gasncego dnia i kwiatw okwitajcych. 
97 


 Tak!  powiedzia po raz trzeci i unis gow z fotelu. 
Janka spojrzaa na niego ostro, podraniona tym krtkim dwikiem, ale nie miaa ju czasu 
mwi, bo wszed Andrzej. 

 Jestemy teraz wszyscy, tak jak chciaam  mwia Jadwiga. 
 Sami bliscy. 
 Ja nie mam prawa zalicza si jeszcze do tych bliskich. 
 Zaliczamy jednak pani, bo Andrzej ju dawno do nas naley. 
Andrzej przysiad si bliej niego. Janka wstaa, uja Jadwig pod rami i chodziy przycinite 
do siebie, i mwiy cicho. 
Wniesiono lamp, ktra napenia seledynowymi blaskami jedn cz pokoju, na reszt 
rozsypujc zaledwie py wietlany. 

 Kochaam pani jeszcze nie znajc, z opowiada ma i czekaam dawno tej dzisiejszej 
chwili. 
 Wygldasz dzisiaj na bardzo szczliwego?  zagadn Stefan. 
 Jestem istotnie szczliwy, no, bo powiedz... 
 Chcesz wylicza pierwiastki swojego szczcia, daj spokj, do mi spojrze tam  
wskaza gow na Jank  aby wiedzie wicej, ni mi powiedzie moesz...  Usta mu zadrgay, 
a przez oczy przelecia jaki zimny bysk, jakby niechci czy zazdroci. Patrzy dugo 
na twarz Andrzeja, ktry siedzia przy nim na niskim krzele, patrzy z gniewem prawie, a 
rzek: 

 Masz twarz czowieka zupenie zadowolonego, zupenie spokojnego. 
 Jestem spokojny, tak spokojny, e a mnie to dziwi, e po tylu burzach wszystko we 
mnie tak przycicho od razu. 
 Szczcie jest oliw, przytumiajc burze wszelkie serc i mzgw. 
 Wiesz, nieraz w nocy wstaj, aby zajrze do niej, bo mi si chwilami wydaje niemoebnym, 
aby bya pod moim dachem. 
 No i znajdujesz j pic!... wtedy, ma si rozumie, klkasz przed kiem i wpatrujesz 
si w twarz ukochan. 
 Dlaczego drwisz?  szepn Andrzej z wyrzutem. Nie odezwa si, bo go zo przygniota 
do krzesa; zacz si koysa szybko i zagryza wargi do krwi prawie, przycisza si z trudem. 
 C to mnie obchodzi, co oni robi, jak si kochaj, czy s szczliwi! C mnie to 
obchodzi!  myla, ale czu, e jednak go to obchodzi. 
 Nie nudzi si ona w Krosnowie?  zapyta znowu, nie mogc si oderwa od tego tematu 
 Bj si Boga, dopiero trzy miesice po lubie i ju nudziaby si? 
 Tak, tak! masz racj, trzy miesice dla dusz upojonych sob!... 
Andrzej spojrza na niego uwaniej, a on goni wzrokiem za Janka, spotka si z jej wzrokiem 
i przypomnia sobie te ostatnie chwile, przed ich wyjazdem do Woch, na stacji. cign 
brwi i koysa si prdko, bardzo prdko, a myli latay mu pod czaszk coraz dziwniejsze 
i coraz potniejsza fala zoci zalewaa mu dusz, gdy spoglda na Andrzeja, pochylonego 
nieco i siedzcego tak nisko,. e byy chwile, w ktrych poczu szalon ch uderzenia 
nogami w t gow i rozbicia jej na miazg. 

 Czuj, e nam bdzie dobrze ze sob  mwia Jadwiga do Janki  bo czego trzeba, aby 
si czu szczliwym? Spokoju wewntrznego i kilku dusz dobrych w otoczeniu, na ktrych 
mona by si wspiera w dniach smutku.  I mwia dugo jeszcze, odkrywaa swoj czyst 
dusz z t szczeroci ludzi dobrych na wskro. Opowiadaa nie tylko myli swoje, ale i marzenia 
prawie, szczytne przez swj altruizm, przez wiar w dobro, w cnot, w sprawiedliwo. 
Janka suchaa z pocztku z pewnym roztargnieniem, ktre sprawiay oczy Witowskiego i 
z pewnym sceptycznym niedowierzaniem; ale pniej i j porwaa, i ju suchaa z chciwo


98 


ci, i wpatrywaa si w t cudn, na p olepi gow, otoczon jakby aureol wit, dobroci 
i zapaem. 

 Czy te ona zna anonim?  pomylaa nagle Janka.  Czy ona wie, kto ja jestem?  i 
pierwszy raz w gbi swojej poczua jakie szarpnicie ostre, poczucie niszoci swojej wobec 
tej witej. Ju nie moga sucha, bo mylaa o sobie, o przeszoci i zestawiaa j bezwiednie 
z yciem Jadwigi.  Kt ja jestem?  przychodzio jej co chwila na myl. Pucia jej rami i 
usiada zamroczona tymi olepiajcymi przypomnieniami. 
 Co pani?  pytaa agodnie i troskliwie. 
 Nic, zmczyam si tylko!  Opucia gow, baa si, aby jej z oczu nie wyczytaa myli, 
bo jaki wstyd dziwnie palcy przej jej serce i ubarwi twarz rumiecem. 
Przeszli wkrtce do jadalni, podobnej do redniowiecznego refektarza klasztornego, tak 
bya ciemna i obstawiona olbrzymimi kredensami. 
Cisza panowaa. Suba w milczeniu grobowym usugiwaa, nawet dziesitki wiec, poncych 
w wielkich brzowych kandelabrach, wieciy jako pospnie i nie rozwiecay caego 
pokoju, bo szafy i sklepiony sufit, o wydatnych ebrowaniach, podobnych do ng olbrzymiego 
pajka, tony w cieniu. Pniej rozmowa bya dosy oywiona, tylko Janka mwi nie 
moga, miaa gardo, zapchane jakim cierpieniem bez nazwy i dusz smutn. Wodzia oczyma 
po wszystkich twarzach, ktre si umiechay do niej yczliwie, po biaej plamie obrusa, 
penej sreber i krysztaw, promieniejcych w wietle, po twarzach suby nikncej co chwila 
w mroku olbrzymiego pokoju, po gbokich niszach okien kolorowych, przez ktre zaglda 
ksiyc i kad na kamiennej posadzce dugie paty wiata rnokolorowego, i znowu siedziaa 
zatopiona w sobie, z tym drczcym pytaniem w mzgu: 

 Czy ona wie, kto ja jestem? 
Kiedy si egnali, spostrzega zy, ironiczny wzrok Witowskiego, jakim mierzy Andrzeja i 
j. Tak ywo dotkno j to spojrzenie, e chciaa mu co powiedzie, ale nie zdoaa, bo poda 
jej rk i prowadzi do powozu. 

 Pikny wieczr, nieprawda?  szeptaa, aby co powiedzie, wskazujc na ksiyc, 
wlokcy srebrne smugi wiata po drcych wodach kanau i wyolbrzymiajcy cienie jode. 
 Pikny! Pani jest w stadium najwyszego szczcia, wic wszystko si wydaje pikne, 
nawet tak banalny wieczr z ksiycem, wod i murami starego zameczku. Szkoda, e pani 
nie maluje, mona by to uwieczni akwarelk. 
Panna Jasinowska ju to wypiewaa w tuzinie sonetw. 

Odsuna si od niego bez sowa, a on natychmiast poaowa ironii, bo egnajc si szuka 
usilnie jej oczu  nie spojrzaa na niego. 

Wracali w milczeniu. Andrzej, jako dobrze usposobiony, caowa j gorco i szepta jakie 
proby, ktre j przejmoway obaw, a nieledwie wstrtem takim, e moga tylko przez 
zacinite zby powiedzie: 

 Nie... nie... 
Dugo w nocy nie moga zasn, tyle myli naraz skbio si w niej, myli o sobie i o ludziach, 
a przez ktre przelizgiway si niby byskawica spojrzenia Witowskiego i cudna 
gowa Jadwigi. 

I jaka zazdro takiego ycia czystego i podnego, i spokojnego, gryza jej serce a do 
krwi i mczya bolenie. 

99 


XXII 


W kocu wrzenia Janka pojechaa, aby sprowadzi ojca do Krosnowy. 
Wstpia do doktora i z nim posza do szpitala, wypytujc o stan jego zdrowia. 


 Nic si nie zmienio w jego umyle, jest zupenie niepoczytalny i rozprzgnity umysowo; 
ale u pani c sycha? 
 yj i jestem zdrowa, to wszystko. 
 Wiele i nic jednoczenie zawiera ta odpowied. 
 Bo i ycie moje teraniejsze zawiera to samo, a nawet jest tylko wielkim nic. 
 Jake mona tak mwi majc ma, dom i obowizki?.  I nic wicej. 
 Tego, co jest, jest a nadto do wypenienia ycia. Nie odpowiedziaa, eby nie wykrzykn, 
tak j to nudzio niewypowiedzianie, ale nie odpowiedziaa dlatego, bo zaczynaa czu, 
e doktor ma racj, e skoro si zgodzia sama i wasnowolnie na to jarzmo, to powinna by 
cicho. 
 Bo waciwie czego pani chce od ycia, pani Janino? Ja mog mwi, bo jestem waszym 
przyjacielem, a pani ycz dobrze z caej duszy, wic niechaj mi pani raz szczerze pawie, 
czego pani chce? a za to, czego pani wymaga, co pani moe da w zamian? Na wiecie jest 
tak, e ten oto dorokarz, jadcy przed nami, wie czego chce: chce zarobi, wyywi rodzin, 
wychowa j, a daje za to prac; tamten sklepikarz tak samo, wikszo tak samo. Artysta 
wielki chce sawy, uznania  daje talent lub geniusz w zamian, daje myli wasne, obrazy, 
pikno, wraenia  to prosta wymiana usug. Czego pani chce i co pani daje? 
Zawoa szorstko i zakaszla si tak strasznie, e a chwil sta na trotuarze, oparty o jak 
cian. 

 Czego ja chc?... czego chc?  szeptaa... nie, nie moga na razie sformuowa jasno da 
swoich, nie moga i pniej. Pragnienie jej i dania byy tak nieokrelone, e miay raczej 
cechy marze.  Czego ja chc? To proste pytanie onieprzytomnio j, uderzyo niby 
motem i sza oguszona, bezradna i na prno silia si wyrwa z siebie to jakie sowo, ktre 
by okrelio jej podania. 
Weszli do szpitala i z tych pospnych murw, z tej ciszy grobu, przerywanej echami dalekich 
miechw i rykw, z tej hekatomby dusz ludzkich, szed za ni strach jaki ostry i poznanie 
wasnej nicoci. 

 Ci take czego chcieli! Ci take za czym gonili!  szepn doktor przeprowadzajc j 
do celi Orowskiego ktry si podnis na ich wejcie. 
Janka przypada do niego; cofn si prdko pod okno i zwrci si do doktora: 

 Aha! jeste, przeczytam ci raport, jaki napisalimy. Zacz szuka w stosach papierw. 
Mwi bezadnie, zapina mundur, odpinajcy si cigle, dawnym ruchem gadzi brod. Wyglda 
strasznie, bo wosy na wsach, brodzie i gowie nie odrosy po opaleniu, wic caa 
gowa bya podobna do kuli czerwono-tej, pokrytej szramami, przecitej sinymi ustami i 
czerwonymi oczodoami. 
 Chodmy, nie pozna pani, to i nie pozna! Ja si zajm przewiezieniem do Krosnowy. Na 
wieczorowy pocig niech pani czeka na stacji. No, do widzenia. Wysza bez sowa i dopiero 
na ulicy spostrzega, e idzie. Bya zdziwiona, e widok ojca nie poruszy w jej sercu adnej 
struny ani blu, ani litoci. Nie chciaa przyzna przed sob, e by jej prawie obojtny ten 
biedny obkaniec. 
 Ala dlaczego? 
100 


Nie szukaa odpowiedzi, tylko pojechaa odwiedzi Zalesk. 

Nie mieszkali ju na Piknej z trudem dostaa nowy adres i majc do wieczora dosy czasu, 
odszukaa ich gdzie na Chodnej, w podwrzu na trzecim pitrze, w domu brudnym i 
zapenionym po wrby wrzaw jeszcze brudniejszych dzieci. Z obrzydzeniem sza po schodach 
zasanych mieciami, penych zapachw kuchennych, nie dotykajc porczy lepkich od 
brudu, przez korytarzyki zapchane sprztami gospodarskimi; otwarte drzwi pokazyway wntrze 
izb maych, zapenionych brudem, ndz, kobietami podobnymi do widm, par bijc z 
kuchenek, czadu z wgli, zapachw porozlewanych na blaty kuchenne tuszczw, smrodu 
okropnego. 

Zalesk zastaa przy fortepianie. 

 Pani Janina! Pani Janina!  zakrzyczaa rzucajc si jej w ramiona i rozpakali si z radoci; 
potem zrzucaa z krzese rozmaite przedmioty, podsuwaa je nog, pod ka, krcia si 
oszoomiona z ca sw dawn bezradnoci po ciasnym pokoiku o jednym oknie, przepenionym 
ndznymi gratami. 
 Jaka pani dobra, nigdy tego nie zapomn, nigdy...  Znowu pakaa ocierajc oczy brudnym 
fartuchem.  Waciu! 
Hela!  krzyczaa przez okno na podwrko.  Weronika!  zawoaa do maej ciemnej kuchenki. 
 Boe! jak zwykle nie ma nikogo, kiedy potrzeba. To niespodzianka! To niespodzianka! 
 wykrzykiwaa, a ujrzawszy, e Janka, nie odpowiadajc prawie, rozglda si jakby 
z litoci po mieszkaniu, po tych ndznych sprztach, z ktrych wyzieraa caa jej ndza, 
usiada apatycznie i ze splecionymi na kolanach rkami siedziaa tumic z trudem jaki 
krzyk, wzbierajcy w duszy. Po jej brzydkiej, podstarzaej twarzy, cigncej si dugimi, wychudymi 
wknami ku doowi, przelatyway zawe byski biernej rozpaczy rozprostowana 
grzywka niby rudawym mchem oblepiaa jej czoo, a warstwa pudru, zmyta zami, opadaa na 
czarny konierz stanika, ktry wisia na wychudych ramionach niby na manekinie. 

 Panno Janino! Panno Janino! jaka jestem nieszczliwa!...  i pakaa dugo i cicho, i cicho 
i dugo opowiadaa: e mu w Mediolanie uczy si piewa, e ona utrzymuje si z lekcyj 
i miaaby prawie dosy dla siebie i dzieci, gdyby nie musiaa posya musiowi, ktremu 
tak mao daje ten mecenas na ksztacenie, e cigle pisuje do niej rozpaczliwe listy; e Hela 
spada ze schodw, e wszystko zastawia, co moga tylko zastawi, e nie moga wzi lekcji 
lepszych, bo wprost nie ma sukni i bucikw caych. 
Chwilami przerywaa opowiadanie, zrywaa si na nogi, chwytaa za gow i szeptaa nieprzytomnie: 


 Wytrzymam przecie! Wytrzymam! Na wiosn mu ju skoczy nauk, a moe mnie 
si uda koncert zim!  Chodzia po pokoju i uspakajaa si znowu, i poprzez rozpacz i zy 
pynce niepowstrzymanie, przewitywaa w jej piwnych oczach nadzieja i marzenia sodkie 
o powodzeniu, pienidzach, sawie. I jak dziecko tulia si do Janki i ebraa potwierdzenia. 
 Przecie to moebne, prawda? 
 Prawda. Tak pani pragnie, e sta si musi  odpowiadaa Janka cicho, bo j gboki bl 
litoci i wspczucia zalewa, i gadzia niby dziecku wosy, i caowaa j po czole i oczach, i 
wlewaa w ni wiar i nadziej w przyszo drcymi ustami i sercem penym ez, bo jej si 
przypomniaa dawna przeszo i zdawao si jej, e to ona, Janka, tak klczy, tak pacze, tak 
narzeka, tak si wije w pazurach ycia. Siebie odczuwaa w niej, dawn Jank, umar ju na 
zawsze, bo teraz, w tej chwili spostrzega, e cho j to boli, co syszy, nie przerywa jednak, 
e wicej wspczuje jej ndzy yciowej nili duszy zawiedzionej. A potem siedziaa w milczeniu, 
gdy pierwsze wraenia przeszy i patrzya zimno i spokojnie na Zalesk, i ju nie 
miaa dla niej w sercu nic  prcz litoci. 
Zaleska zacza ubiera si popiesznie. 

 Na lekcj piesz si, bo to a w Aleje Jerozolimskie. 
 Niech pani wemie dorok! 
101 


 Ba! czasem na obiad nie mamy, czterdziestu groszy  szepna cicho. 
Janka zerwaa si spiesznie jak byskawica, przypomniay si jej te dnie godu w teatrze i 
taki j al cisn, e poegnaa si zaraz. 

Ucieka prdko z tego domu od widoku ndzy. 

W jakiej cukierni napisaa kilkanacie sw, doczya Co tego wszystkie pienidze, jakie 

miaa i wysaa Zaleskiej, proszc na j usilnie j o przyjcie. 
Kade najmniejsze dobro, czynione drugim, jest rozkosz dla czynicych, odczua to Janka 
i zaraz postanowia , e si zajmie losem Zaleskiej. 

 Jadwiga zrobiaby tak samo!  mylaa przez ca drog na stacj, zadowolona z tego postanowienia, 
poddajc si dobroczynnemu wpywowi tej cudnej duszy. I takie zadowolenie z 
siebie czerpaa z postanowienia swego, e rado powloka jej twarz weselem, e nawet zbytnio 
si nie zdziwia dojrzawszy Andrzeja, stojcego w drzwiach stacji. 
 Tutaj? Kiedy przyjecha? 
 Dostaem telegram, e maszyny, jakie zamwiem przyszy do Warszawy, a e jednoczenie 
chciaem ci zrobi niespodziank... wic i jestem  kama spokojnie, ale w oczach mia 
niepokj i jakby bl, e musi j oszukiwa. 
 Jad prosto od Zaleskiej.  I opowiedziaa mu wszystko, co widziaa i syszaa, zamilczajc 
tylko o pienidzach i postanowieniu. 
Odpowiada jej monosylabami, to czasem jakim krtkim zdaniem, nie wicym si zupenie 
z jej opowieci, a tylko poblady, z przysonionymi powiekami, siedzia na wprost niej 
w wagonie. Kiedy ju jechali, ledzi jej twarz, jej oczy, doszukiwa si tam ladw czego, 
do czego przyzna si przed sob nie mia i bardzo czsto wychodzi zajrze do ssiedniego 
przedziau, gdzie siedzia Orowski z dozorc; wraca wicej panujcy nad sob i wypytywa 
si jej troskliwie, co robia przez dzie cay w Warszawie. 

Dawia go zazdro. 

Wszystko jej przebaczy i wszystko chcia zapomnie, ale zapomnie nie mg tego anonimowego 
listu. 

To bya zmora, co mu w pewnych chwilach przypinaa si do duszy i ssaa j straszliwie. 

By zazdrosny o jej przeszo, bo zdawao mu si, e w niej tli si jeszcze jaki pomyk 
dawnej mioci i nieraz caujc j lub trzymajc w ramionach, spostrzega, e ona patrzy jakim 
dziwnym wzrokiem na niego, jakby na kogo, ktrego pami zachowaa jej dusza. 
Wtedy odsuwa si i w ponurym gniewie na wiat cay przepdza dnie cae, aby przyj do 
wniosku, e jest najgupszym czowiekiem na wiecie, e jego podejrzenia s szalestwem i 
tam, gdzie widzia wczoraj pewne potwierdzajce jego przypuszczenia rysy  nie znajdowa 
nic. 

Pojecha za ni do Warszawy, bo nkaa go myl dzika i szalona, e moe ona pojechaa 
spotka si z tamtym... 

Teraz, zobaczywszy jej twarz spokojn i miao patrzce oczy, i t jej dumn wynioso, 
wstydzi si wasnych podejrze i ju przed Bukowcem by tak daleki od wszelkich posdze, 
e mia ochot uklkn przed ni i ucaowa jej nogi, i przeprasza. 

Janka zauwaya jego stan dziwny, ale nie mylaa o nim, zelizgiway si jej oczy po tej 
brzowej od soca twarzy, byszczcej jasnymi oczyma, jakby po rzeczy martwej, i odczuwaa 
z pewnym zdumieniem, e to miasto, ktre widziaa dopiero, ten szalony gwar, ruch, ta 
pltanina spraw i podranie, to ycie tak zupenie inne, do ktrego tsknia ca moc, sprawiao 
jej przykro, nuyo j i przenikao pewnego rodzaju niechci. Wyjedaa z Warszawy 
z jak ulg i z pewn niecierpliwoci liczya stacje, oddzielajce j od Bukowca. 

 Dlaczego tak wolno jedziemy? 
 Jak zwykle. 
 Czy zgodzisz si, eby ojciec zamieszka ten narony pokj? 
 Gdzie ty chcesz, byle mu byo dobrze. 
102 


 Bdzie mu przecie lepiej w Krosnowie ni w szpitalu. 
Zamilka i dziwia si znowu, e ona myli o Krosnowie, e tam j co cignie, jakby wasna 
emanacja w tym pustym, wielkim dworze. 
I bardzo rada bya, kiedy stanli w domu, bo czua si daleka od wszystkiego, co mogo 
przypomina jej przeszo i mci t jak cisz, ktra zwolna zacza wyama si z fermentw 
jej duszy. 

Orowskiego ulokowano tak, jak Janka proponowaa, dajc specjalnego chopaka do usug. 
Przyjmowa wszystko obojtnie; je mu si chciao, to pisywa raporty, a zreszt peni cigle 
t imaginacyjn sub i spacerowa po parku. Ogrodzono barierkami dug ciek nad jeziorkiem, 
niezasonion drzewami i w tym ogrodzeniu, suwajc rkami po porczach, chodzi 
caymi godzinami, rozmawia z sob, czasem si kci, czasem bi usugujcego chopaka i 
tak wid ycie. 

Przyzwyczaili si wszyscy do niego prdko, a jeszcze prdzej przesta ich obchodzi. Tylko 
stary Grzesikiewicz, ktrego gryzy powikszane ustawicznie wydatki domowe, nie zapomina 
o nim. Z pocztku patrzy na niego z szacunkiem, bo go przecie niedawno widywa w 
Bukowcu, gdzie mu imponowa jako urzdnik; ale pniej zaczyna patrze na niego i jego 
kalectwo po chopsku, to jest z nienawici prawie. 

 Zdechby sobie, jak Boga-tego kocham, a za to, co zje, to by par koni utrzyma, co by 
si na co zday  i tak go to gniewao, e raz przy kolacji dosy delikatnie zacz Andrzejowi 
wymawia, e trzyma darmozjadw, do ktrych jeszcze trzeba suby. 
 Mj ojcze  przerwaa mu wzburzona Janka  na utrzymanie mojego ojca o ja, wic 
nie ma mi prawa ojciec wymawia. 
 Juci... ale z czyich pienidzy to pani synowa daje, h? 
 Niech ojciec da spokj! Ojciec niedugo gotw mwi, e za wiele jadamy  wtrci si 
Andrzej, ktremu zreszt te ojcowskie uwagi nie sprawiay przykroci, bo w gbi przyznawa 
im pewn racj. 
 Przecie, e za duo, abo to matka nie mwia... 
 Pietru, a co ty plt bdziesz! Mwiam ino la ciebie. 
 A co nie mam mwi, bo to nie mnie kosztuje wszystko, co? A po co to trzyma kucharza, 
co? Abo to Magda, abo i ta stara krowa, Janowa, ugotowa nie mog, jak Boga tego kocham, 
co? A to paci takiego byka, co se tylko jucha cygarusy mi, kiej jaki dziedzic, co? 
 A masem sobie ogie podpala!  wtrcia aonie stara. 
 Co nie mam mwi! Ty cicho bd, stara  krzycza podniecony wdk i cisz, jaka zapanowaa 
przy stole.  Pani synowa tylko spaceruje i zagraniczne ksiki czyta, a tyle dba o 
dom, co pies o zesze lato. Cicho bd, stara. Ja mwi bd, bo tu pan jezdem i dziedzic.  
Uderzy pici w st. 
 A to co?  zawoaa Janka rozgniewana; stary zmiesza si nieco.  Wic gdzie ja jestem? 
u siebie czy u tych ludzi?  zapytaa hardo. 
 Ci ludzie s moimi rodzicami, bd askawa nie zapomina  powiedzia Andrzej z naciskiem. 
 Jeste u siebie, a jeli ci robi przykroci, to nie pozwl na to. A ojciec mgby nie 
przychodzi pijany i nie robi awantur, bo tutaj nie karczma!  krzykn rozirytowany. 
 Taki-to, synku!... jak mu rogi wyrosy! a dobrze Jzia mwia, jak Boga tego kocham, 
e jak ojciec zapisze, to wezm ojca za eb. Taki-to, synku. 
 Niech ojciec cicho bdzie i pjdzie spa lepiej. 
 Mnie tak piwasz, jedynaku!... mnie, janie dziedzicu  h?... 
Janka wysza i zamkna si u siebie, ale dugo jeszcze syszaa odgosy ktni i paczliwy, 
rozbrajajcy gos starej. 
Dosy ju miaa wszystkiego; te codzienne drobne ukucia, te ndzne oszczdnoci, te pootukane 
talerze i pmiski, jakie podawano, aby oszczdzi nowych; ta ustawiczna kontrola, 
te grubiastwa, to skpstwo obrzydliwe, paskie i gupie, ktre j otaczao coraz silniejszym 

103 


koem  przejy J niepohamowanym wstrtem. Miaa ochot odjecha natychmiast, rzuci 
wszystko i uciec w wiat szeroki, bo czua ca swoj bezradno wobec tych ludzi brutalnych, 
wobec tego ycia paskiego. Biegaa po pokoju nie wiedzc co zrobi z sob, tysice 
myli i postanowie zjawiao si w mzgu i rozpryskiwao bezsilnie, wreszcie zadzwonia. 

Zjawi si Bartok, ale w koszuli tylko, nawet bez spencerka. 

 Popro pana. Jak ty chodzisz, co? 
 A kiej prosz janie pani, starszy dziedzic zla me kijem i kaza zdj luberi. 
 Popro pana! Dobrze  mwia do siebie  rozmwimy si teraz.  Ach, to jest maestwo! 
 Zacza nerwowo szarpa koronki szlafroczka.  Dobrze, to ja musz znosi od tych 
chamw, ja mylaa coraz wolniej i szalony gniew wzbiera w niej niby burza. 
Andrzej wszed i usiad w milczeniu. 

 Prosiam ci, bo mam pilny interes. 
 Przypuszczaem, dla czego innego nie zapragnaby widzie si ze mn! 
Mwi twardo, gniewem pony mu oczy i jak nienawistn zacitoci. 
Oprzytomniaa, dotknita akcentem jego gosu. 
 Sucham! bo jest ju tak pno...  spojrza na zegarek. 
 Jeli ci pilno i spa, to nie zatrzymuj!  zawoaa porywczo. 
 Ale zanim to zrobi, mog jeszcze usysze, co mi powiedzie chciaa. 
 Chciaam si ciebie spyta, jak my dalej y bdziemy?  zapytaa po dugiej pauzie. 
 To ju od ciebie tylko zaley, pani, tutaj jeste, jak zechcesz, tak bdzie. 
 Tak, a tymczasem twoi licz mi kady kawaek chleba i traktuj jak obc. 
 Bo jeste obca, bo chcesz ni by, bo nic ci my nie interesujemy albo przynajmniej tyle, 
co te sprzty.  Odsun nog krzeso, wszystkie ale do niej, dugo tumione, budziy si i 
rozpieray dusz, gorycz sczya mu si z ust. 
 Zamkna si w sobie i nie dbasz o reszt, ktra yje obok ciebie, i by moe, i aujesz 
wyjcia za mnie, by moe..  powtrzy ciszej. 
 Nie, o nie!  zawoaa, przeniknita jego gosem. 
 Traktujesz wszystkich z gry, a nie wiem dlaczego, chyba dlatego, e ci tak bardzo kochaj. 
 Nie, nikogo i nigdy z gry nie traktowaam, zobacz raczej, jak mnie traktuj twoi rodzice. 
 Gupstwo! co tam ojciec lub matka wygaduj, nie zwaaj na to. 
 To mnie obraa!  wykrzykna zdenerwowana t ktni spokojn. 
 Na to jest rada. Poniewa rodzicw od gada nie poduczy nikt  wiesz przecie, e to proci 
ludzie, e nic nie mog skry w sobie  trzeba wszystko wzi w swoje rce, cay zarzd 
domem; zreszt, jeli chcesz, to moemy si oddzieli od nich, wrc do swojej oficyny, a ty 
bdziesz moga spokojnie nie widywa ich, kiedy ci ra.  Wyrzut zadwicza mu w gosie. 
Ona patrzya na niego, dotykay j bolenie niektre sowa, odczuwaa ich wag, odczuwaa 
bl ma i jego niespokojne, wyczekujce spojrzenie, i prawie mwi nie moga z jakiego 
dziwnego dawienia, jakie czua w sobie. 

 Dobranoc!  powiedzia nie doczekawszy si jej odpowiedzi. 
 Idziesz ju?  zapytaa cicho. 
 Pno, po dwunastej. 
 Odchodzisz, jakby si gniewa...  mwia i miaa ogromn ch przeproszenia go, powiedzenia 
jakiego sowa, ktre by mogo rozproszy t niech, jak w nim czua, ale nie 
moga nic znale w mzgu. 
 Nie, c znowu... miabym si gniewa na ciebie! Niedobrze mi jako  cisn si za 
gow i obciera spocone czoo. 
 Moe chory?... a moe... 
104 


 Moe...  powtrzy szeptem i patrzy na ni tak jako dziwnie, e zadraa, postpia 
kilka krokw bezwiednie i usiada przy lampie, a jemu dusza mika, zawzito ustpowaa 
prdko i wstawao w nim ogromne pragnienie syszenia jej gosu, wzicia w rce tej bladej, 
piknej gowy, ucaowania tych ust dumnych i zacitych. 
 Janiu!  powiedzia bardzo cicho i bardzo proszcym gosem.  Przebacz mi te przykroci, 
bo widzisz...  Urwa, a ona podniosa oczy na niego i patrzya, i czekaa, co dalej powie; 
chciaa mu nawet uatwi, chciaa sama co powiedzie, nie moga. Cisza si taka zrobia, e 
sycha byo pianie kogutw w czworakach i lekki szum parku. Posta chwil jeszcze, oczekujc 
i wyszed. 
Gdy drzwi si zamkny, odzyskaa wadz nad sob, ale jego ju nie byo. 

 Czego ja chc? Czego ja chc?  wykrzykna bolenie. 
105 


XXIII 


Rano, nim jeszcze posza na herbat, wszed Bartek, rozczerwieniony, z jakim rozpaczliwym 
postanowieniem w oczach. Pochyli si do jej ng i rzek: 

 A to dopraszam si aski janie pani, niech mnie zwolni od luberii i od tego lokajstwa, 
bo jo ju do cna zgupiaem, a po drugie, na ty harbacie. to by si czowiek zamorzy na 
mier. Dopraszam si aski janie pani  zacz po raz drugi. 
 Dlaczego nie chcesz suy? 
 Suy juci chc, bo co ja bym biedny czowiek robi? suy jako i u pastwa, ale do 
kuni, do wszystkiego, ino do tej cierwy pokojw to suy nie bd. 
 Dlaczego? 
 Abo wczoraj janie pan modszy dziedzic zdzieli me w pysk, e nie byem w luberii, a 
dzisia starszy pan dziedzic wyla me lach, e chodziem w luberii. Ja ju cakiem nie wim. 
miej si ze mnie wszystkie. Ja ju suy nie bd, bo jeszcze sobie co zego zrobi, a ja 
jestem... 
 Jeste gupi, syszysz? 
 Juci, niby sysz  rzek pokornie, prostujc si na jej podniesiony gos. 
 To suchaj dalej: liberi w i chod, i jakby ci kto mwi, to powiedz, e ja ci kazaam. 
 A jak starszy pan me wylej i wypdza? -pyta paczliwie. 
 Suysz u mnie, ja jestem twoj pani i modszy pan, nikt wicej, rozumiesz? 
 Rozumiem! Woy luberi i chodzi, a kiej kto spyta abo i spierze, to powiedzie, e 
su u modszych janie pastwa, e janie pani kazaa, rozumiem  wyprostowa si i wyszed. 
 Zaczyna si wojna, dobrze!  szepna twardo.  Chcecie, abym wam panowaa, bd! 
Poczujecie wadz i albo ja std wyjd, albo bdzie tak, jak ja chc. 
Mylaa gniewnie, patrzc przez okno na ojca, ktry w czerwonej czapce i w starym mundurze 
spacerowa pomidzy opotkami, podnosi nogi wysoko i maszerowa uroczycie. 

 Raz... dwa!... Raz... dwa... Mieciu!  woa ustawicznie, domaszerowa do koca, zawraca 
i wci chodzi. 
Oderwaa oczy od ojca i posza do jadalnego pokoju. Andrzeja ju nie byo, siedzia tylko 
stary przy stole ze szklank herbaty w obu rkach i matka. Kiwna im gow i zabraa si do 
niadania. Janowa jako cicho dziwnie, z zaczerwienionymi oczyma i obrzk twarz, usugiwaa. 


 Niech Janowa otworzy okno; ten ojca tyto jest wprost obrzydliwy. 
 A boga!  mrukn, postawi szklank i patrza na ni niechtnie. 
 Da mi Janowa inne nakrycie, nowe, na tych wyszczerbionych skorupach nie bd jada i 
niech je Janowa zbierze i wyniesie do kuchni. Nie podawa ich nigdy. 
 Janiusiu! Kiej to jeszcze takie dobre talerzyki  oponowaa stara. 
 Cicho, matka! Janie pani tak ka, to sucha, jak Boga tego kocham, a nie to jeszcze 
powie: pszo wszyscy i basta!  wybuchn urywanym ze zoci gosem. 
Prdko skoczy niadanie i wyszed, bo zo go dawia. 

 Bd walczy za maso, za talerze, za liberi!  mylaa z pewn gorycz urgliw. 
Matka wysza cicho, nie spojrzawszy na ni, a ona dugo siedziaa przy stole i mylaa. 
 Czego ja chc? a, czego ja chc?  zadzwonia gwatownie na Bartka. 
106 


 Zawoaj zaraz kucharza. Ale po co mi to wszystko? dlaczego nie mogam y wolna i 
niezalena! A teraz co?  chodzia gwatownie po pokoju i prawie nienawi miaa w sercu do 
tego domu, do tych pokojw, ktre widziaa w dugiej amfiladzie przed sob, do tej ziemi, 
oblewajcej niby morze dwr dookoa. Czua si upokorzona t rol, jak gra musiaa i t 
ndzn walk. 
 Od dzisiaj nieche Jan przychodzi do mnie po wszystkie dyspozycje. 
 Dobra! bo to rzekn, e stara to ju mi koci w gardle stoi  mrukn stojc rozparty w 
drzwiach, z papierosem w rku. 
 O kim Jan mwi? 
 A no, o starszej pani!  Umiechn si pogardliwie. 
 Nieche ja to sysz po raz ostatni, jak po raz ostatni znosz, eby Jan przychodzi z papierosem. 
Ale prosz janie pani, bo to...  zacz przestraszony. 

 Bo co? 
 Bo ta stara... 
 Cicho!  krzykna. Niech Jan wraca, a pamita, co mwiam. 
 Zobaczycie! Poczujecie mnie!  szepna zirytowana? pniej siedziaa w skupieniu, 
zbierajc siy do walki, peen podniecenia, ale i trwogi zarazem przed tym jutrem, do ktrego 
i musiaa. Rozbiegay si jej myli i uczucia niby jastrzbie na owy i kryy ciko w pustce 
i szaroci. Cofaa si w gb, w przeszo niedawn, otaczaa wspomnieniami, ale byy 
one niby mgy, ktrych nic uj ni zatrzyma nie jest w mocy. Pustk coraz wiksz czua w 
sobie. Gdzie si to wszystko podziao?  mylaa z alem i przeraeniem prawie; czua, e nie 
jest w stanie zerwa si, obudzi dawnych marze i poda dawnych, e serce jej i dusza 
wypaliy si ze wszystkiego i tylko wiec dogasajcymi ulami. 
I wstawao w niej ciche jeszcze i niewiadome pragnienie czego, co by zapenio t pustk 
wewntrzn, czego bardzo bliskiego i dobrego; pragnienie oparcia si i obwinicia koo jakiej 
duszy kochanej. 

 Czego pani chce?  wzdrygna si przypomniawszy sobie to proste zapytanie doktora. 
Obejrzaa si bdnie po pokoju. Tak, czego ja chc?... Nic nie wiedziaa, dokd idzie, czego 
chce, po co yje. Przecie...  i powtarzaa puste dwiki  mam dom, ma... obowizki... 
dlaczego innym wystarcza takie ycie, dlaczego?... Bo kochaj!  odpowiedzia w niej gos 
jaki.  A ja?  i zacza na swoje usprawiedliwienie szuka w pamici i w sercu tych rozproszonych 
dziebe sympatii do ma, czepiaa si ich rozpaczliwie, zwikszaa je, podnosia na 
chwil do mioci, wmawiaa w siebie, e przecie ona go kocha, rozrzewniaa si nad jego 
dobroci i chwilami czua w sercu jaki ar, jakby refleks jego mioci i rozdmuchiwaa w 
sobie dotd  a te drobne iskierki gasy i ciemniao jej w duszy. 
 Nie kocham go!  szepna wtedy upokorzona, niezdolna do duszego oszukiwania siebie 
samej. By jej obojtny nawet, a w pewnych chwilach wstrtny. 
Obtara usta, bo j zapieky przypomnienia pocaunkw i pieszczot. 

 Oszukuj wiat cay!  I drczyo j to poznanie bardzo gboko i upokarzao ciko, tak 
ciko, e chwilami uderzaa j myl zerwania wszystkiego, wyjazdu i ucieczki; ale wtedy 
zrywaa si w sobie na chwil i opadaa, bo nie wiedziaa ju, dokd i, nie miaa ju si ani 
chci do walczenia ze wiatem, tysice skrupuw, nieznanych dawniej, tamowa zaczynao 
jej ruchy woli. I tak si w niej wszystko skbio, porwao, obezsilio, e bya podobna do ula, 
w ktrym rj zamar i tylko czarne robaki zgryzot, mki strachw, syciy si miodem jej ycia 
i huczay coraz goniej w pustych komrkach. 
Wreszcie, nie mogc si pozby z siebie tego chaosu ani zapanowa nad nim, ucieka prawie 
z mieszkania i posza do matki. 
Stara w drzwiach oficyny, swoim wiecznym zwyczajem, dara pierze i gderaa na suce. 

 Moe mama pjdzie na wie, co?  ozwaa si Janka. 
107 


 A zajrze do Jadamki by trza; dobrze. Magda! o winiach nie zapomnij! Chodmy zajrze 
do chleww po drodze. 
Wzia kij, obwina gow chustk i sza naprzd nieco, nie odzywajc si wcale, chmurna 
i za, tylko chwilami jej siwe oczy lizgay si ukradkiem po Jance i zaraz przysaniay 
powiekami, kryjc niech i al. 

A Janka w tym stanie duszy patrzya si na ni pokornie prawie, czekaa na jakie sowo 
ciepe, pragna je usysze; bo czua jak nag potrzeb sympatii, potrzeb przycinicia 
gowy do jakiej piersi, jaki gd mioci. 

 Bartek! Chod tu!  Bartek niechtnie opuci awk pod podjazdem.  A to zdejm te luberie, 
prniaku i id pomaga Magdzie  krzykna stara ostro.. 
 Nie pde i luberii nie zdejm; janie pani kazaa nie zdejmowa, siedzie w przedpokoju 
i nie sucha, to sucha nie bd, bo jako i swyniarkiem nie jezdem  gada hardo, a patrza na 
Jank. 
 Co ty szczekasz, gadzino poda, co!  wykrzykna zdziwiona trzsc si z gniewu. 
 Ja ta nie szczekam, bom nie pies aden, ino powiadam... 
 Ty nie szczekasz! luberii nie zdejmiesz, sucha nie bdziesz! Tak! O, ty zapowietrzona 
sobako! Ty mnie tak pyskujesz, co? mnie!  Uderzya go kijem przez gow i zacza, nim si 
spostrzeg, okada potnie, chwyciwszy go garci za wosy. 
 Gospodyni! laboga gospodyni!  bekota ogupiay. 
 Dosy tego! Niech mu mama da spokj!  krzykna Janka, oderwaa matk od niego i 
zasonia sob. 
 Robi mama, jak pijana baba w karczmie, a nie jak dziedziczka, to wstyd przecie. 
 Baba jezdem! chopka jezdem, a tobie zasie do mnie! Chopka jezdem, a nie aden ciarach 
abo inny obieywiat. Widzicie j! jaka wielka pani, abo moe mnie wemiesz za eb, 
co? O mj Jezus sodki, o Matko Czstochowska, ebym si takiej pociechy doczekaa na 
stare lata! O mj Jezu! 
Lamentowaa tak gono, a dziewki zaczy wychyla si z okien oficyny. 

 C ja mamie zrobiam zego? e nie daam bi Bartka! On robi tylko to, co ja kazaam. 
 To ja ju nic nie znacz, to maj me za popychado, to ju im przeszkadzam. 
 Co mama wygaduje?  zawoaa zirytowana i aby powstrzyma gniew, nie suchaa dalszych 
lamentw i posza. Kazaa zaoy konie i pojechaa do Witowa. 
Siedziaa tam kilka godzin w jakim ocieniu i apatii, a Jadwiga zwrcia na stan jej 
uwag. 

 Co pani jest?  pytaa troskliwie. 
 Nie wiem. Wiem tylko, e stoj na rozstaju i adnej drogi nie widz przed sob  powiedziaa 
i zamilka, chocia wyznanie miaa na ustach, bo wstyd si jej zrobio zakca spokj 
tej czystej duszy. Przesiedziaa kilka godzin przy fortepianie, ale i muzyka nie przyniosa 
uspokojenia. Przed samym wieczorem, poniewa byo bardzo cicho i piknie, odesaa konie, 
a sama powracaa pieszo do domu. Sza wsk drk, biegnc na przeaj pl ogromnych, 
patrzya daleko przed siebie, w gb jak, z ktrej zdaway si wychyla kontury postanowie 
jakich. Uciszaa si zwolna, bo te przestrzenie, po ktrych zacza bdzi oczyma, 
przyciszay w niej burz i rozleway spokj, dajc moc wytrwania. 
 Nie jestem potrzebna nikomu!  mylaa i poczua po raz pierwszy ch stania si czym, 
zajcia jakiego miejsca w tym yciu j otaczajcym, poczua znowu t pustk osamotnienia, 
w jakiej ya, tylko gbiej i szerzej. 
Usiada pod krzyem, co w rodku pl, nad drog, na wzgrku, zarosym cierniami i krzewami 
dzikich malin, sta i ramionami ogarnia te olbrzymie, odarte z rolinnoci, senne jakie 
any i zapatrzya si w jesie idc wszystkimi miedzami. 

108 


Nie widziaa ucieczki nigdzie, wic zacza pilniej patrze w otoczenie, szerzej obejmowa 
ycie i widzie, e ma ono swoje czary, e mona si z nim pogodzi, e moe w nim jest 
jeli nie szczcie, to spokj. 

Zapominaa chwilami o wasnych mylach i czuciach, tylko poddawaa si biernie fali 
pikna, jaka bia z pl i z przestrzeni i patrzya dusz ca w t jesie, w t przebosk, polsk 
jesie, ktra si snua po polach pustych  w t jasn pani, o cichym zotawym obliczu, w. 
liliowych astrw wiecu na lnianych wosach, w dugiej szacie z pajczyn babiego lata, przetykanej 
czerwonymi jagodami jarzbiny, ktra w soneczne, ciche popoudnie przepywa nad 
rdzawymi ryskami, nad czerwonaw runi zb kiekujcych, nad wodami przymglonymi i 
zapatrzona w siebie, rozsiewa w przestrzeniach cisz pen smtku i woni ostatnich powoi, 
gasncych po jej przejciu; muska szat bratki modrawe, e przymykaj oczy i padaj martwe; 
potrca suche badyle dziewanny, odziera krwawe licie z grusz, co przysiady na polach i 
niknie w lasach, w gszczach czarnych olch i wierkw, w tych brzozach i tylko wkna 
pajczyn drce mwi, e tutaj bya, e tdy przesza, e jest tam... gdzie wody czarne odbijaj 
srebrnawe drce licie osiki i krwawe grona wilczych jagd; tam  w tej pustce oniemiaej, 
na tych rozogach i polankach lenych, w tej wityni, podpieranej przez tysice kolumn, 
gdzie tylko sycha stuk dziciow i chrzst spadajcych szyszek i krzyki ptactwa oddalone. 


W t jesie patrzya i zwolna zaczynaa si rozszerza na te pola, na lasy, na te wsie, ktrych 
bkitne supy dymw szy prosto w gr; zaczynaa je pojmowa i odczuwa jak kiedy, 
i jak kiedy zacza si snu myl wszystkimi drogami, po wszystkich kniejach, po wszystkich 
wodach, po wszystkich dniach penych soca i spokoju, jak kiedy zaczynaa odczuwa 
gbok, odywcz mio do tego wszystkiego, zaczynaa znowu czy si z ziemi i z tym 
powszechnym pulsujcym yciem dokoa. Nie czua si ju ani tak obca, ani tak samotna. 

Patrzya i widziaa t jesie, jak wida w przedwieczorza, jak pynie w nimbie zrz miedzianych 
zachodu nad miedzami, gdzie siedz stare drzewa, tarniny i kpy jeyn rosn na 
kamionkach. Przepywa, a licie drzew lec za ni obumare, trzciny po stawach szemrz sennie, 
ptaki zrywaj si i z krzykiem trwogi uciekaj do siedzib ludzkich, wrony stadami pyn 
za ni i kracz pie grobow, smutn gloss jesieni, a ludzie staj po drogach, przy pugach, 
przed domami i milkn, patrz w wiat ze smutkiem gbokim i z trwog. Pieni po pastwiskach 
cichn, dusze si skupiaj, bydo porykuje gucho i patrzy w zamglon przestrze tpym 
spojrzeniem obawy. Dymy tuk si pomidzy wpnagimi sadami i wiatr powstaje z 
przestrzeni, przychodzi z lasw, podnosi si z pl i zaczyna szumie gucho i smutnie, szare 
chmury pdz jak ptaki i jak ptaki rzucaj cie pospny, przysaniaj zorze, tumi wiato, 
wypijaj ciepo i rozlewa si wtedy smutek, w ktrym jak cienie cieniw tuk si ostatnie, 
rozbite w pyy, konajce widma lata. 

Dugo siedziaa nie spostrzegszy, e za ni prawie stal Witowski, konia trzymajc za cugle. 
Siedziaa zapomniawszy zupenie o sobie, przeniknita sodycz tej jesieni i tej vis medicatrix 
naturae, pync z pl i ze skupienia si w sobie. 

109 


XXIV 


 Odprowadz pani!  szepn stajc przed ni  bo od roznaturzenia i zachwytw na onie 
wilgotnej przyrody do kataru i przezibienia niedaleko. 
 Po co ten ton?  zapytaa powstajc, nie zdziwiona jego obecnoci, ale dotknita ironi 
dwiczc mu w gosie. 
 Po co jest wszystko  aby byo. 
Zajrzeli sobie w oczy, tak samo prawie, jak wtedy, przed wyjazdem do Woch. 
Jank obla rumieniec, odwrcia gow, a Witowski zaci usta i trzaska szpicrut po butach 
i jaka naga, ostra zoliwo przeja mu dusz. Pragn, potrzebowa drwi. 

 Idzie pan do nas?  mwia, kiedy ju szli. 
 Nigdzie nie id, id z pani.  Odsun si nieco i patrzy dugo na ni. 
Bya dzisiaj przepikna na tle pl zabkitnionych i zrz purpurowych. 
W oczach miaa roztsknienie, zadum i jak tajemniczo, jak te pola, co pod lasami 
okryway si ju mrokiem. 

 Wyglda pani niby Gioconda Lionarda. 
 To jest? 
 Dziwnie piknie, za piknie  doda ciszej. 
 I nic wicej...  szepna ironicznie.  To stary repertuar... 
 Znudzi pani! a dobrze, popisz si nowym natychmiast. 
 Ciekawam. 
 Ciekawo jest pani cech bardzo wan. 
 Czy to okrelenie jest ju z nowego repertuaru? Pytam, bo wydaje mi si znajome... 
Nie odezwa si, zabolaa go ta ironia, bo zreszt jej ruchy, nieco cikie, lekko rozkoysane, 
te ramiona wspaniale uformowane, te usta purpurowe, zmysowe, przy oczach spokojnych 
i gbokich, ta caa posta dumna i dranica dziaaa na niego dziwnie: przycigaa i gniewaa 
na siebie, e ulega czarowi. Ogarnia j pomiennym wzrokiem; spostrzega to i woya 
kapelusz, ktry dotychczas niosa w rku. 

 Niech pani si nie szpeci tym pudem  zaprotestowa. 
 Nie lubi, eby mnie taksowano oczyma  powiedziaa twardo. 
 Kto pani jest?  Uderzyy go jej sowa niby pejcz przez twarz. 
 Czowiek. 
 Wielka ambicja jest zasadnicz cech pani. 
 Mwimy o umarej! bo gdyby jeszcze ta ambicja ya we mnie, to nie szabym t drog z 
pewnoci. 
 Nie rozumiem. 
 Byabym gdzie w wiecie. Moe byabym wielk artystk, moe niczym, ale nie siedziaabym 
w Krosnowie, to pewna. 
 Z dobrych on wprawdzie mniej jest poytku ni z wielkich artystek, ale... mona by i 
wielk kobiet w Krosnowie. 
 Dla kogo?  Poaowaa tego zapytania, wydao jej si dziecinne. 
 Dla samej siebie, dla ludzi, dla ma, dla janie Pietrza dziedzica. 
 Dlaczego pan zawsze koczy drwinami? 
 Drwiny s czsto tarcz przed wasnym sercem  odpowiedzia ciszej i smutniej. 
 A moe tylko flirtem z nowego repertuaru... 
110 


 Bardzo pani jest szczliwa w Krosnowie? 
 Panie... 
 Dlaczego si pani oburza? Podchwyciem tylko ton pani. 
 Dobrze; wic jake z paskim szczciem w Witowie! 
 Jestem kwadratowo szczliwy. Tak, odywiam si doskonale, kocham w miar potrzeby, 
sypiam kiedy chc. drwi z ludzi, kiedy pragn, nie dbam o nic i o nikogo i mog w kadej 
chwili rozbi sobie czerep, jeli mi si spodoba. Umiecha si pani drwico! nie wierzy 
pani, bierze mnie pani za jednego z tych ndznych blagierw, pozujcych na nud i 
weltszmerc. Mog pani zaraz, natychmiast, przekona, e to, co mwi, gotw jestem zrobi, 
jak w Anglik!  Mwi prdko, oczy mu zawieciy tak zdeterminowan stanowczoci, tak 
strzeliy pomieniem gwatownej siy, gdy wyciga z kieszeni rewolwer, e Janka zblada i 
bezwiednym ruchem zatrzymaa mu rk podnoszc si do czoa. Strach obla j pomieniem, 
bya najgbiej przekonana, e byby si zastrzeli. 
A on sta chwil i wpija si w ni swoimi oczyma magnetyzera, twarz, podobna nieco do 
dzikiego Antinousa, drgaa mu na chwil wszystkimi muskularni, wreszcie zdj ze swojej 
doni jej rk i rzek drwico: 

 Jest pani za nerwowa na on Andrzeja, a przeto trudno bdzie zapanowa nad gospodarstwem, 
bardzo trudno... 
 Nie kocz pan!  sykna przychodzc do siebie i taki nagy, olepiajcy gniew j ogarn, 
e w pierwszym odruchu byaby go uderzya parasolk. 
Nienawidzia go w tej chwili tak silnie, e nie powiedziawszy sowa wicej posza naprzd 
bardzo spiesznie. 

 Pani Janino!  zawoa za ni zdumiony. Nie obejrzaa si nawet, tylko przypieszya 
kroku, serce bio jej gniewem, a w oczach poczua zy zdenerwowania. 
 Bagam o przebaczenie. Nie chciaem pani obrazi. Niech pani tak nie odchodzi. 
 Rozejdmy si lepiej; nie przywykam, aby eksperymentowano dla zabawki na. moich 
nerwach i wraliwoci. 
Patrza si w jej oczy tak smutnie, e stopi gniew i zadrgaa w niej lito i wspczucie. 

 Ciekawe wraenie wynisby ten, kto by nas widzia i sysza teraz  powiedziaa usiujc 
panowa nad sob. 
 Zrozumiaby, e ma przed sob dwie dusze, ktre si szukaj i ktre si boj wasnych 
przepaci. 
 A pan co by powiedzia?  Serce zabio jej mocno. 
 emy szukali bezwiednie drg do dusz wasnych. 
 Dobranoc panu, dojd ju sama. 
 I emy zajrzeli do ciemni  mwi nie syszc jej poegnania. 
 Majc takie cuda przed sob!  Wskazaa wiszce nad lasami soce, co si krwawio w 
szybach staww i pywao w mgach sinych. 
 H2O  zabarwione metalicznie, chce pani, to okrel formuami reszt. 
Spojrzaa na niego i jakie dziwne uczucie obawy cisno jej dusz, jakby istotnie zajrzaa 
w przepa niezgbion. 
Szli w milczeniu, spogldali na siebie chwilami zimno i badawczo, a dusze si im trzsy 
w jakim nieopowiedzianym uczuciu mioci i zgryzoty, w uczuciu podania i strachu przed 
tym podaniem, a pomidzy nimi snuy si byski renic rozpalonych i te niezliczone prdy, 
biegnce z duszy do duszy. 

Od kapliczki z Witowa lecia gos sygnaturki i czy si z muzyk konikw polnych i z 
rytmicznym turkotem myna huczcego w Krosnowie i bieg po rosie, i rozlewa si coraz 
szerzej. 

Milczeli wci, bojc si przerwa cisz, bojc si przemwi, aby czasem to pierwsze 
sowo, jakie by si wyrwao z ust, nie byo tym, co tak chcieli mwi, a co tak pragnli za


111 


chowa w gbi wasnej. Janka czua zawrt gowy, czasami fala krwi tak uderzaa w jej serce 
i mzg, e chwiaa si, bliska runicia na ziemi. Przystawaa nieco, aby oprzytomnie i znowu 
sza. Nie mylaa nic ani pamitaa, prcz niego, prcz tego dziwnego wyrazu oczu, gdy 
mwi: Szukalimy drg do dusz wasnych. Draa coraz silniej wewntrznie i obwijaa si w 
pelerynk coraz szczelniej, jakby chcc si zamkn przed jego oczyma, ktre j magnetyzoway; 
czua je na ustach swoich tak silnie jakby pocaunki, a pokryy si wilgotnym, promieniejcym 
karminem upojenia; czua je w oczach swoich i opanowywaa j dziwnie senna 
ociao. Sza coraz wolniej i niepewnie j, chwilami budzia si z tego czaru dziwnego, jakim 
j opanowywa, spogldaa przymglonym wzrokiem dookoa; ale spotkawszy si z jego 
wilgotnymi, wieccymi dziwnie oczyma, opadaa w siebie, przenikn j taki dreszcz dziwny, 
a rozkadaa ramiona, oddychaa gboko i miaa szalon ch przycinicia si do niego 
z caych si, z caej duszy i przepadnicia chociaby. 

W nim dziao si prawie to samo, czu, e go jaka sia porywa i przykuwa do niej, tak j 
czu obok siebie, tak wchodzia mu w dusz gboko, a uczuwa pewien tpy, niewiadomy 
bl fizyczny. Zajmowaa go caego, przycicha, ale w gbi podnosia si w nim zo na samego 
siebie, na ni, na wszystko. 

 Kocham ci! Kocham!  bio mu serce ze straszliw jednostajnoci, a wyrazem ust szydzi, 
nienawidzi i broni si do ostatka, by nie upa przed ni na kolana, by nie obj jej stp 
i nie przywrze ustami chociaby do kraju jej sukni, ktrej szelest suchy przenika go mk, i 
nie wypowiedzie tego wszystkiego, co mia w duszy, a co dopiero teraz sobie uwiadomi. 
 Dobranoc panu!  szepna cicho, gdy wchodzili do wsi i spiesznie ukrya rce pod 
okrywk, nie spojrzaa nawet na niego i posza dalej sama, bo nie stara si jej zatrzyma ani 
i z ni; patrzy tylko, jak jej jasna suknia migotaa w zmroku i zlewaa si z cieniami. 
 Kocham ci!  myla dugo i tak sta zapatrzony w te miejsca gdzie znikna, a gdzie on 
widzia j jeszcze oczyma duszy. 
Janka sza szybko i dopiero ockna si usyszawszy ttent jego konia, gdy odjeda; obejrzaa 
si za siebie i jaki al zatarga j silnie. 

 Czemu nie poszed ze mn!  mylaa, ale pniej, gdy ruch wrci j do przytomnoci 
zupenej, zacia usta z gniewu, bya bardzo niezadowolona z siebie, jeszcze resztki tego nastroju 
przenikay j dreszczem rozkosznym, ale si im bronia mylami i rozwag. 
Przy kolacji zauwaya tylko, e matka miaa zaczerwienione oczy, stary by pijany i gronie 
patrzy na ni, a m weselszy ni zwykle namawia j usilnie, aby co zjada koniecznie. 

 Nie mog. Zmczyam si troch i gowa mnie boli... 
Nie, nie moga mwi, nie syszaa nawet, gdy mwiono do niej, bya bardzo daleko od 
nich wszystkich myl, bdzia po jakim wiecie rozmarze, penym byskw spojrze, 
konturw twarzy, dwikw gosw wyrazw cz, penym sodkiego chaosu. 

 Panna Jadwiga zdrowa? Widziaa si ze Stefanem? 
 Zdrowa, zdrowa  powtrzya.  Pana Stefana podobno od rana nie byo w domu. 
Dlaczego tak odpowiedziaa, nie umiaa zda sobie sprawy, ale to j zmieszao. 
Posza zaraz do swojego pokoju. 
A rano obudzia si dziwnie dobrze usposobiona, tak dobrze, tak si czua spokojna, pena 
si, chci do ycia i do czynu, e posza do oficyny, 
Matka zajta bya powczeniem wieych poszewek na poduszki. 

 Ja to prdzej zrobi!  powiedziaa odbierajc jej z rk poduszk. 
 Hale!... bo to taka jasnie pani potrafi...  szepna uszczypliwie. 
 Zobaczy mama.  Powleka poduszki, posaa ko, poustawiaa na komodzie niezliczone 
figurki i obrazki witych, zapalia lampk przed obrazem, a stara nie rozmarszczya si 
jeszcze, tylko z chopsk zacitoci i pewn ironi w siwych oczach ledzia jej ruchy i 
wzdychaa. Dopiero gdy Janka porobia co byo i nie doczekawszy si sowa nawet chciaa 
wyj, stara zawoaa: 
112 


 Janusiu! 
Pozostaa siadajc obok niej. 
 Nie gniewaj si, cruchno, na mnie. Widzisz, stara kobieta jezdem, prosta i prdka, i nienauczna, 
to mi si ta acno jakie ze sowo wypsnie z gemby. 
 Co tam, nie mwmy o tym mamo, ja mam przepraszam.  Pocaowaa jaw rk, co star 
tak rozrzewnio, e pochwycia j w ramiona i dugo caowaa. 
 Bo to ckni mi si, cruchno, zagadn do kogo ni ma, Jdru z dziewkami przestawa nie 
da, z ojcem nie ma co, bo zaraz ktnia i obraza boska, z Jdrusiem ni ma kiej, z tob nie 
miem, no, bo co ja taka prosta kobieta mwia bd?... to si i czowiekowi i ycie przykrzy, 
i tak markotno rozbierze, e si chodzi z kta w kt i ino szuka do czego si przyczepi. 
 Ho! ho! taka zgoda!  zawoa Andrzej wchodzc  A bo widzisz synku, ja tak opowiadam, 
co mi si tak ckni do wnuczkw  powiedziaa chytrze. 
Andrzej spojrza jako dziwnie na Jank, e si oblaa rumiecem i wysza bez sowa, podraniona 
tym wzrokiem. 

 Kwoczka jeszcze niena, to j nie przyniewoli siedzie!  miaa si stara. 
 Nieche mama o tym przy niej nie mwi. 
 Czeg to wstydzi si bd, e trza mi wnuczkw, co? 
 Ma mama Jzi dzieci. 
 A jak mi si chce twoich, mj parobku kochany, co? twoich, mj Jdrusiu. 
Uwiesia mu si u ramienia i gaskaa go po twarzy i wosach, rada z wasnej miaoci i 
okazji wypowiedzenia najgbszych swoich pragnie, na ktrych urzeczywistnienie czekaa z 
coraz wiksz niecierpliwoci. 

 A moe dochtr je potrzebny, abo co?  szeptaa dalej. 
 Nie mwmy o tym.  Ucaowa matk poszed do paacu. 
I on tego pragn niemniej od matki, bo czu, e dziecko zwizaoby j silniej z nimi, rozmyla 
o tym, gdy usysza jej gos. 

 Poprosz ci o wielk ask. 
 Wiesz przecie, e dla ciebie zrobi wszystko. 
 Daj mi szeset rubli w ratach miesicznych. 
 Dobrze. Kupujesz co? 
 Nie, nie...  zawahaa si, czy mu powiedzie, e chciaa pomaga Zaleskiej, przyszo jej 
na myl, e moe on to przyjmie z niechci, wic nie powiedziaa. 
 Waciwie to chc sobie co kupi, ale mam w tym pewien cel, e kupi na rozpaty. 
 Masz czeki na bank handlowy. Wpisuj dan sum na okaziciela, wypac natychmiast. 
Ciekawy jestem, co kupujesz? 
 Pniej ci powiem. 
Zastanowia go tajemnica i gdy jecha w pole, jakie ciemne podejrzenie zaczo kiekowa 
mu w mzgu. 

 Komu ona posya, na co? A moe!... nie, nie...  zaprzeczy sobie energicznie i zawrci, 
wszed do mieszkania cicho, bo dywany tumiy odgos krokw, tak e bez szelestu wszed do 
jej pokoju. 
 Przysza mi myl...  zacz od progu  eby w niedziel zoy kilka wizyt w ssiedztwie, 
jeeli zechcesz, ma si rozumie. 
 Trzeba y z ludmi. Mwia mi nawet panna Jadwiga, e ssiedztwo jest zdziwione, e 
jeszcze nie skadalimy wizyt  odpowiadaa spokojnie, wycigajc bibu atrament z listu i 
tym sposobem przykrywajc go. 
Zobaczy to dobrze i przez ten cay dzie tuko mu si pytanie: 

 Do kogo pisaa? 
Janka pojechaa na poczt, aby osobicie list wysa z pierwszym czekiem. Potem odwiedzia 
Jzi, ktra od kilku dni leaa chora ze zmartwienia, bo jej cay drb wyzdycha na 

113 


czerwonk. Nasuchaa si dosy skarg na niedostwo ma i niegodziwo suby, i dosy 
faszywych, obudnych uniesie nad sob i znudzona tym powracaa do domu. 

Deszcz zacz pada gwatowny i gliniaste drogi rozmiky, tak e konie szy noga za nog 
i lizgay si co chwila, wieczr si robi prdko, wieczr czarny, zimny, przesycony wilgoci, 
obrzydliwy. 

Jechali ju lasem prdzej, bo droga bya twardsza, gdy Janka usyszaa ttent konia tu za 
sob. Obejrzaa si i spostrzega Witowskiego. 

Ukoni si jej i nadjecha tak blisko, e bok jego konia ociera si o skrzyda powoziku, 
nie powiedzia nawet zwyke formy powitania, tylko nachyli si ku niej i szepn gucho: 

 Musz z pani dzisiaj mwi!  Chwyci jej rk i zamiast pocaowa ugryz tak silnie, 
e krzykna, a on zawrci byskawicznie konia i zgin w mroku lasu. Nim zrozumiaa, nim 
si obejrzaa, ju znikn jak cie. Siedziaa w jakim oniemieniu wewntrznym, pochodzcym 
ze strachu i zdumienia. 
 Jed prdzej! oszala!  mylaa, z trwog prawie spogldajc po lesie, czy gdzie zza 
drzew nie ujrzy jego twarzy; przerazia j taka gwatowno i sprawia jednoczenie bardzo 
dziwne, bardzo podniecajce wraenie. 
Przycisna usta do tego miejsca, gdzie j ugryz, bo j palio bardzo, ale tak silnie przywara 
ustami i z takim uczuciem, jakby caowaa kogo bardzo kochanego. A potem ochonwszy 
przynaglaa Walka do popiechu. 

W domu zastaa goci, przyjechali Woliscy z Rutowskim. 

Bardzo si ucieszya na razie, ale pniej ciyli jej nieco. Miaa dusz zajt czym innym, 
to musz si widzie dzisiaj z pani tkwio ustawicznie w myli i przejmowao j lkiem, 
obaw i dreszczem zdenerwowania. Suchaa, mwia i bardzo czsto chwytaa si na ledzeniu 
wszystkich, bo si jej wydawao, e wiedz i szczegln uwag zwracaj na ni, a najbardziej 
niepokoi j m, ktry patrzy tak dziwnie dzisiaj! Siedzia chmurny, przygryza wsy i 
sili si na rozmow, ktra co chwil si rwaa, nie umia jej podtrzyma, bo drczyo go zapytanie: 


 Komu wysyaa pienidze?... a moe...  nie koczy nawet w myli i zwraca si do Rutowskiego, 
cign oczyma za Janka i nic nie sysza, a Rutowski, poruszony i rozpromieniony, 
nie mogc wycign wiele z niego przesiada si do Janki, ale ta go zbywaa oglnikami 
o Woszech, bo bya zajta Woliskimi i ich dziemi, i t ciekawoci drczc coraz bardziej: 
 Czego on chce! Co powie  mylaa i na kady szelest wiatru, co tuk i wpycha prawie 
szyby, drgaa ywo i nasuchiwaa odgosu krokw; patrzya nieznacznie w okno, czy poza 
szybami nie zarysuje si sylwetka Witowskiego, znajdowaa nawet sposobno wyjcia na 
podjazd i spojrzenia w czarn, pen plusku deszczu, zimn noc. Potem zirytowana na siebie, 
zdenerwowana, siadaa przy Helenie. 
 Wygldasz dziwnie imponujco, dziwnie piknie...  mwia Helena. 
 Krosnowa tak zmienia. 
 Wochy, pani dobrodziejko, tego i owego, Wochy  wtrci Rutowski  aura tam panie... 
 Ale ty zawsze wietnie wygldasz, przytya tylko nieco. 
 A tak!...  wykrzykn Woliski siedzcy przy Andrzeju. Helena pochylaa gow. 
 W okolicy adnych nowin?  zacza Janka, aby j wywie z kopotu. 
 S: pani Stabrowska napisaa now powie pod tytuem Pomyje. Drukuje j w jakim 
tygodniku, ktrego nikt nie czyta, wic aeby zmusi cae ssiedztwo do czytania utworu, 
kazaa wszystkim ssiadom, w promieniu trzymilowym, rozsya w tygodnik. 
 Dopaca do rozgosu. 
 Ale zmusza do czytania, a przeto i do mylenia  szepna Janka i podniosa si nieco, bo 
si jej wydao, e jaki gos znajomy rozleg si w przedpokoju.  Czytaa, czy to bardzo za 
rzecz?  pytaa dalej. 
114 


 Czy pastwo byli w Loreto?  wsadzi znowu Rutowski. 
 Nie czytaam, m powiedzia, e to wprost niemoliwa rzecz. 
 Tytu w tym razie najlepiej definiuje tre. 
 Ze mowi si nie podobaa, no to moe nie w jego gucie, ale ty powinna si bya 
przekona. Bartek!  zawoaa, podniosa si i posza do przedpokoju, spojrzaa przez szyby i 
powrcia. 
 Bo to troch na boku od Ankony, ale licznie. Morze, panie tego i owego, u ng. 
 Gdzie?  zapyta ostro Andrzej, bo ten niepokj Janki nie uszed jego uwagi. 
 Pod Ankon, pastwo byli w Loreto? 
 Jechalimy zwykym szlakiem jedcych do Woch. 
 Pobonych pielgrzymw, to jest z omijaniem piknych miejscowoci, a wstpowaniem 
do cudownych!  szepna Janka wicej do siebie. 
 Ale wspaniale mieszkacie, po ksicemu...  odwrcia rozmow Helena spostrzegszy, 
e Andrzej spojrza ostro na on i rzuci si na krzele. 
 O tak!... jest to przepych wielkiego skadu mebli na Pociejowie. 
 Ale, byabym zapomniaa ci powiedzie, Janiu! Gogowski pisa do Stabrowskich z Parya, 
obiecuje przyjecha do nich na wiosn. 
 Kto?... a Gogowski! Gogowski!... Jake tu zimno!  wzdrygna si, otulia szczelnie 
jakim szalem i nachylona nieco ku Helenie suchaa, ale oczyma bdzia po oknach i dusz 
bya gdzie na drodze wiodcej z Witowa do Krosnowy. 
 Te kare bym kupi od pana,  mwi Woliski zapalajc cygaro. 
 S do sprzedania, moe pan z ojcem pomwi o tym to jego wydzia. 
 Nie jest panom ta para potrzebna?... 
 Nie, a zreszt, my wszystko sprzedajemy, jeli trafi kupiec. 
 Widz, e macie wielki myn. 
 Walcowy, systemu amerykaskiego. Wszystko zboe mielemy i sprzedajemy mk. 
 A, teraz si nie dziwi, e macie takie wspaniae inwentarze... 
 Mamy zasad nie sprzedawa nic z surowych produktw, tylko przerabiamy u nas. Nawet 
od wiosny przestaniemy sprzedawa porby, bo zakadamy tartak. 
 Macie zbyt na rnite i obrobione drzewo? 
 Prawie mamy. 
 Przetwarzacie gospodarstwo na fabryk. 
 Chc doprowadzi do tego. Chciaem nawet znacznie wicej robi, bo chciaem zaoy 
wielk cegielni, kolej zabudowuje si i potrzebuje kilku milionw cegie; chciaem zaoy 
browar, bo piwo ma pewny zbyt kolej, podniosoby to upraw jczmienia i dao mono 
wypasania wielkiej iloci byda, chciaem zaoy gorzelni, bo wtedy yto da wicej nili 
dotychczas przerabiane na mk. 
 Ale... boi si pan tych milionowych przedsiwzi?... 
 Nie, tylko mi si nie chce, energi, kapitay mam, tylko po co to robi?  Opuci si w 
krzele, strzsn popi z papierosa i zamilk utkwiwszy jaki wilgotny wzrok w Jance; zniechcenie 
i bl mia w duszy i al do niej, e mu odbiera siy. Woliski rozwaa syszane 
projekty i spoglda na niego z jakim szacunkiem penym podziwu. 
Cisza zalegaa salon. 

Helena nachylona mwia co szeptem do Janki siedzcej pod wielk brzow lamp, ktrej 
zielonawe wiato, przesiane przez jedwabny abaur, powlekao jej twarz sinawym refleksem. 
Suchaa uwanie, ale oczy jej cigle bdziy z niepokojem po salonie i twarzach siedzcych 
i jakie nieznane, denerwujce drenie nkao j coraz boleniej. 

Rutowski przy osobnym stole siedzia, zatopiony w albumach przywiezionych z Woch, a 
z dalszych pokojw dochodzi krzykliwy gos dzieci, ktre wzia stara pod swoj opiek. 

115 


Deszcz bi monotonnie w szyby, wiatr uderza z tak si, a portiery si chwiay i wiata 
koysay si co chwila; park szumia gucho i dorzuca swoje gosy. Chwilami robio si tak 
cicho, e wszyscy spogldali ze zdumieniem na siebie i jakby z trwog. Wieczr by ciki i 
przygnbiajcy. 

Koo dziewitej wszed Witowski. Ujrzaa go dopiero, gdy stan przed ni i wycign rk 
do powitania. Ciepo radoci ogromnej rozlao si po niej, ale marmurowa twarz ani 
drgna, oczy patrzyy spokojnie w jego zamknit, zimn, ale dziwnie wychud twarz. 

 A siostra? czemu pan jej nie przywiz?...  pytaa wolno, bardzo wolno, bo draa jej 
dusza i gos chwilami wiz w gardle. 
 Teraz jest w kaplicy i prawdopodobnie wyebruje miosierdzie dla nas wszystkich. 
Przywita si ze wszystkimi i swobodny, elegancki, ironiczny, jak zwykle, wzi krzeso i 
usiad obok Janki. 

 Wcisnem si pomidzy panie, niby klin nie bardzo podany. 
 Bardzo nie, ale zniesiemy pana, chociaby ze wspczucia, eby pan nie by zmuszony 
rozmawia o gospodarstwie z panami. 
 Dzikuj, ale przyznam si szczerze, i milszy mi szczebiot dam. 
 To znaczy, e pan lubi muzyk sw. 
 Pochlebia pani sowom, wyrzeczonym przez damy. 
 Musz, skoro pan prawi im impertynencje. 
 Tak cigle okamuj mczyni panie, tak cigle s panie przyzwyczajone do sodkiego 
brzku flirtowych dzwoneczkw, e gos brzmicy naturalnie wydaje si paniom skrzekiem 
barbarzycy. 
 A jeli my lubimy ten brzk! A jeli, suchajc nie wierzymy wam nic a nic, to co? 
 To nic, bo okamywana obuda godna jest okamujcych. 
 Ale pastwo naprawd brzkacie w dzwonki flirtu!  zauwaya Janka, siedzca cay 
czas w milczeniu, bo na prno chciaa wzi udzia w rozmowie, nie moga sowa wydusi z 
siebie. 
 A czy nie do wprawnie to robimy?  zapyta nie patrzc na ni. 
Zamiaa si jako przymuszenie. 
 Co do pana, to tak, i gdyby byy medale za mistrzostwo w tej specjalnoci, sdz, e naleaby 
si panu  powiedziaa dosy cierpko, powstajc. Gniewa j dzisiaj jego ton lekko 
cyniczny, a zreszt czua w sobie jaki strach, guch obaw przed tym, co nastpi miao. 
 Co on mi powie?  pytaa i tysice myli cisno si do jej duszy. Prawie wiedziaa, co 
jej powie i ta pewno przenikaa j dreszczem dziwnej, nigdy nieodczuwanej rozkoszy. 
 Niestety, ale we flircie, jak i we wszystkim, jestem tylko dyletantem  odpowiedzia. 
Nie odpowiedziaa i posza do jadami, gdzie ju Janowa z Bartkiem nakrywali do stou. 
Przechodzc obok okien, spostrzega przez nie ojca siedzcego na werandzie. 

 Janowa! Bartek! Ojciec na taki deszcz i zimno na werandzie! 
I pomoga im sprowadzi Orowskiego, ktry zapomniany w swoich opotkach, przywlk 
si na werand i tam siedzia skulony i przemoczony zupenie. 

 A kt to o nim bdzie pamita, h? kiej janie pani crka ni ma czasu, bo ino na spacerach 
i wesamblach  szepn stary i tak si zatoczy na st, e kilka talerzy z brzkiem spado 
na podog. 
 To moja rzecz, ale ojciec tak si upi, e nie wiem, jak si ojciec mie pokazywa; s 
przecie obcy ludzie, to wstyd doprawdy. 
 Co mi to obce, dziedzic tu jezdem i pan, a komu si to nie widzi, to pszo! jak Boga tego 
kocham. 
 Matka!  rykn grzmocc pici w st, ale matki nie byo, staa tylko Janka, dygocca 
ze zoci. 
116 


 Zaraz zawoam mamy, to moe by kazaa zaprowadzi ojca pod studni, eby troch 
wytrzewia. 
 Pod studnie! mnie... kiej swyniaka! A, jak Bogatego kocham, kuniec wiata! mnie, dziedzica, 
pod studnie, a cierwo sobacze... pszo... Matka! 
Nie suchaa, posza powiedzie Andrzejowi, ktry zaraz kaza go wzi i zanie do oficyny. 
Janka zapraszaa wszystkich na kolacj i tak si jako stao, e sza ostatnia z Witowskim. 
Nie mwili do siebie, ale na rodku dugiego, prawie ciemnego pokoju, przez ktry przechodzili, 
Witowski uj jej rk i szepn: 

 Przyjd pod pani okno od ogrodu, musi mnie pani wysucha, musi...  szepn twardo i 
nakazujce, puci jej rk i zczy si z towarzystwem, a ona staa chwil nieprzytomna i 
oguszona. 
 Janiu!  Andrzej zawoa wchodzc drugimi drzwiami i widzia, e Witowski mwi z 
ni, sysza nawet dwiki jego szeptu, tylko nie mg ich zlepi w sowo, w tre jak. Podejrzenie 
dziwnie olepiajce zalao mu dusz.  Chod na kolacj!  szepna cicho i przez 
cay czas kolacji poruszaa si jak senna, patrzya nie widzc, suchaa nie syszc, rozmawiaa 
nie rozumiejc sw wasnych. miaa si z byle czego, to chwilami zapadaa w jakie 
pospne zamylenie, z ktrego j budziy oczy Witowskiego, uporczywie patrzce; oczy 
dziwnie rozszerzone i tak wiecce, i tak ogromne, e chwilami spogldaa w nie, jakby w 
jak przepa, ktra j cigna swoj gbi i te skrzce, pomienne spojrzenia rozpalay w 
jej sercu ar potny, przepalay j na wskro i tak obezsilay, e chwilami siedziaa zupenie 
zahipnotyzowana, gotowa na kade skinienie, wpatrzona w nie z pokor i poddaniem si zupenym. 
Kiedy si skoczya kolacja i wszyscy rozchodzili si spa, Witowski odjedajc, tak 
spojrza na ni i cisn jej rk, e oprzytomniaa zupenie. Chciaa mu powiedzie, eby nie 
przychodzi, chciaa go baga o to, bo wszystko si w niej zatrzso ze strachu, ale nie mona 
byo nic mwi. Andrzej zimno patrzy na nich, Woliscy stali take i kade sowo, kade 
nawet poruszenie byoby zauwaone. Patrzya na niego z przeraeniem i rozpacz, nie zwrci 
na to uwagi i odjecha. A ona dugo siedziaa u Heleny, sama rozbieraa dzieci i kada je na 
posanie, otulaa z dziwn troskliwoci, przecigaa rozmow do nieskoczonoci, byle duej 
by z ludmi, byle pniej pj do swojego pokoju. Chodzia jak bdna, czepiaa si 
najbahszych pozorw pozostawania, a wreszcie, widzc, e Helena zasypia ze znuenia, 
sza do siebie. 

 Czy spucili rolet? czy?...  mylaa ciko i teraz, w tej chwili, czepia si tej myli, 
zawisa na niej caym yciem. Stana pode drzwiami, bo baa si wej, bo ju std zdawao 
si jej, e widzi za szybami twarz Witowskiego, e syszy jego gos. Omdlewaa z dziwnego 
uczucia, wszystko w niej podao go i wszystko w niej protestowao przeciwko temu widzeniu. 
Wreszcie, zbierajc siy wesza. 

Okno nie byo zasonione. Krzykna z przeraenia i dugo patrzya w czarn zadeszczon 
noc, przegldajc szybami. Lampa palia si na stole, w pokoju bya cisza zupena, biay 
futrzany dywan tumi zupenie kroki. Przebiega gorczkowo oczyma pokj, ogldaa po tysic 
razy te jasnobkitne meble, wielkie ko pod kotarami z bkitnego aksamitu, tysiczne 
drobnostki, poustawiane na biurku i tualecie, i zawsze w kocu oczy tony z jak bolesn 
ulg w tym oknie, jakby w jakiej strasznej ranie ciany. 

Bya taka straszna cisza, e syszaa skwierczenie knotw wiec, zapalonych przed tualet, 
szum drzew w parku i chlupot wody, rozbijajcej si o brzegi jeziorka i monotonny, okropny 
szelest deszczu, padajcego bezustannie, i te wszystkie smutne, rozbite na atomy gosy dnia, 
co si tuky ostatnimi echami ech po parku. Tysic razy zrywaa si w sobie, aby i i zasoni 
okno  i nie moga, baa si ruszy z kanapki i nie umiaa zda sobie sprawy z niczego, ani 

117 


z tego, co si z ni dzieje, ani z tego, co si sta miao. Czua tylko, e j porwa jaki wir 
straszny, z ktrego nie miaa si si wydoby. 

Zadraa, bo doszed j saby, w normalnym stanie mzgu niedosyszalny chrzst wiru i 
odgos stpa. Syszaa dobrze, tak strasznie dobrze, e kady ten krok odbija si echem 
okropnym w jej mzgu; zerwaa si i nie wiedzc co robi, zadzwonia gwatownie. Oprzytomni 
j ten dwik; byaby p ycia daa, eby stumi te dwiki, huczce w ciszy. 

 Nie pisz jeszcze?  zapyta Andrzej wchodzc. 
 A... a!... to... nie, nie, nie mog spa  wykrztusia z trudem i zadygotaa, bo odgos krokw 
by coraz bliszy; patrzya si to w okno, to na ma, z niedajcym si okreli przeraeniem 
i blem. 
 Co ci jest, dziecko, wygldasz tak dziwnie?  zapyta mikko i jego dobre serce zwyciyo, 
zapomnia o podejrzeniach, o mce, jak przechodzi do tej chwili; porwany jej stanem 
dziwnym, przysiad si do niej, uj jej zimne rce i zacz okrywa pocaunkami. 
 Co ci jest, dziecko moje, co ci jest, Janiu!  I mwi dugo, przygarnia j do siebie, caowa 
jej oczy i usta, przytula jak dziecko chore, a ona przyjmowaa te pieszczoty nie wiedzc 
o nich, wpatrzona w okno i wsuchana w te coraz blisze kroki. 
 A!...  krzykna wyrywajc mu si z obj: cie Witowskiego przemkn po szybach i 
przepad w nocy. 
 Zobaczya kogo w oknie?  zapyta idc za kierunkiem jej szeroko; z przeraeniem 
otwartych renic. 
 Nie, zdawao mi si tylko... nie, doprawdy tak jestem strasznie zdenerwowana. 
 Przysoni okno! mwi zawsze, eby zamykano okiennice.  I podnis si. 
 Ja zasoni!  zawoaa, bo przemkna jej myl, e on, spuszczajc rolet, moe zobaczy 
tamtego. Skoczya spiesznie i zapucia, ale roleta nad samym parapetem zatrzymaa si 
nieco na wazonach z kwiatami, tak e od dou zostaa szeroka szpara przez ca szeroko 
okna, ktr z zewntrz mona byo doskonale widzie, co si dzieje w pokoju. 
Usiada z powrotem przy nim, a on z t sam serdecznoci mwi: 

 Tak chciaem przyj do ciebie, tak mi bardzo byo potrzeba widzie ci sam, tak bardzo 
si mcz... widzisz, chciaem ci szczerze zapyta... 
 O co?  pytaa cicho, tak cicho, jakby nie chcc,. aby jej gos mg by syszany przez 
okno. 
 Ale mi daruj, przebacz moj podejrzliwo, ale ju. duej nie mog wytrzyma. Ja potrzebuj 
si, a to mnie zamcza, nie daje spa, nie pozwala myle o niczym... tylko mi przebacz, 
moja droga, moja najdrosza! 
 Ale co? 
 Powiedz, komu posyaa pienidze!  powiedzia prdko, obejmujc j i chowajc twarz 
na jej piersiach. 
 Zaleskiej  odpowiedziaa prosto.  Nie chciaam ci mwi, bo mylaam, e byby si 
gniewa, miaam ci pniej powiedzie. 
 Ach, to idiota ze mnie! Przebacz mi, przebacz! Nie odpowiedziaa, bo cae swoje jestestwo 
skupia w wyczuwaniu. Nie syszaa nic, ale czua, e Witowski jest pod oknem; zdawao 
si jej, e t szpar spod rolety patrz na nich jego oczy. Odsuna bezwiednie ma i 
chciaa si podnie, ale pozostaa, bo nie miaa si powsta, bo zreszt nie wiedziaa, co robi, 
spogldaa na ma, to na okno i czekaa, ze mierci prawie w duszy, na to, co si stanie. 
Andrzej, nic nie przeczuwajc, uszczliwiony odpowiedzi, ktra mu kamie zdja z serca, 
zacz j poera pocaunkami. 
 Jaka ty dobra! jaka poczciwa, jak ja ci kocham. 
 Nie, nie  wydzieraa mu si ju z ramion, bo bya tak bezprzytomna, i zdawao si jej, 
e to tamten siedzi przy niej, e to tamtego gos, tamtego pocaunki, tamtego palce oczy i 
118 


wtedy przyciskaa si do ma, zarzucaa mu rce na szyj i wpijaa si spragnionymi ustami 
w jego usta i caowaa, caowaa... 

 Kochasz mnie?  pyta cicho, coraz ciszej. 
 Kocham! kocham!...  odpowiedziaa dyszcym namitnoci gosem i miaa ochot rzuci 
si na kolana i tarza si przed nim w prochu i wtedy serce bio jej tak silnie, a dusza nabrzmiewaa 
tak radoci ogromnego kochania, e twarz jej promieniaa szczciem nieopowiedzianym, 
upojeniem, szaem prawie. 
Co si poruszyo za oknem, szyba zadwiczaa dosy gono, wiatr zatarga silniej drzewami 
i szumia gucho, trzs, uderza w ciany, wy w kominach, przewistywa pomidzy 
nagimi konarami. 

Wyrwaa mu si z obj, stana na rodku pokoju i przeraona, wstrznita, patrzya si 
na ma nie mogc zrozumie, skd si wzi. Ogldaa si po pokoju  nie byo nikogo wicej. 


Wtedy zrozumiaa wszystko. Patrzya dugo na niego tak dziwnie, tak jako aosnolitonie, 
e si poruszy niespokojnie. Usiada i taka j niemoc schwycia, i takie straszne rozalenie, 
e wybuchna paczem, dugim, strasznym paczem zawodu i alu. 

Zanis j na ko, rozebra, mwi do niej najczulszymi sowami, caowa po nogach, ale 
paka nie przestawaa, a on uspokaja j, jak mg i umia, i gdy w kocu przycicha, e tylko 
od czasu do czasu kanie wstrzsao jej piersiami, zacz prosi bardzo pokornie. 

 Dobrze!  szepna apatycznie i ostatnie zy, jakby pogrzebowe zy marze wszystkich, 
popyny strumieniem z jej oczu. 
119 


XXV 


Cae dwa miesice Witowski si nie pokazywa w Krosnowie, dopiero trzeciego przysa 
list adresowany do Janki. 

Otworzya z jak smutn ciekawoci, jakby list by pisany przez kogo, kto umar dawno, 
tak dawno, e ju rysy jego zatary si prawie w pamici. 

List zawiera kilkanacie wierszy i by bez nagwka i daty. Dlaczego nie chciaa mnie 
pani wysucha? Dlaczego nie oszczdzia mi pani widoku maeskich pieszczot? Kochaem 
pani o tyle, o ile dzisiaj nienawidz, a nienawidz tak, jak kocham  bezgranicznie. Nie ebrz 
tym . listem litoci, nie; chc tylko przesa poegnanie, bo jutro wyjedam i chc rzuci 
ostatnie: dlaczego? Widzi pani, e nawet nie ironizuj, nie mam si, dusza mi odpada kawaami 
niby znoszony achman. Kochaem pani od pierwszego dnia poznania i kocham pani 
ca nienawici. Zabibym pani tylko dlatego, eby samemu umrze. Nie moglibymy 
nigdy by szczliwymi, ale moglimy prbowa zosta nimi; dlaczego pani nie chciaa? Zlka 
si jak gob jastrzbia? Tak, ja bybym ci zabi dusz, wyssa j i zaprzepaci w sobie 
albo sam zgin w tobie. Poeralibymy si, ale bymy yli, gdy tymczasem zgnijemy: pani w 
maestwie ubogosawionym obficie, a ja na mietniku dusz samotnych. Nie jestem tak 
szlachetny, aby pani szczerze yczy szczcia, nie, nie mog... Nie egnam i nie mwi do 
widzenia! tylko zapytuj: dlaczego? Nie czekam nawet na odpowied. Nie czekam na nic. 
Rozbiegy si nasze drogi i nie zejd nigdy!... nigdy!!!... 

Czytaa po kilka razy ten list, a potem zatopia si w dugim rozpamitywaniu bolesnym i 
gdy si obudzia z niego, bya zupenie spokojna i zrezygnowana, czua tylko potrzeb odpowiedzi, 
napisania kilku sw; ale na prno napisaa i podara kilka arkusikw papieru, nic jej 
nie zadawalao; wreszcie przypomnia si jej ten wiersz Langego, ktry kiedy tak dugo tkwi 
w jej pamici. Znalaza ksik, wydara z niej kartk i nim j woya do koperty, raz jeszcze 
przeczytaa: 

My si nie moem kocha jak gobie, 

Dwie nasze dusze s jak dwie otchanie, 

Co wzajem patrz w swe bezdenne gbie  

I nigdy wzrok ich u kresu nie stanie. 

 Tak, my si nie moem kocha!  powtrzya  nie moem. 
Nie czua ju nic z tej burzy, co przesza przez jej serce, prcz alu i smutku, jaki przysoni 
jej oczy zadum. Zgodzia si ju na ycie takie, jakie byo, bo nie miaa si wywalczy 
sobie takiego, jakiego pragna, bo zreszt nie wiedziaa, czego pragnie. Wypalio si w niej 
wszystko, zagaso i poszarzao, jak te szmaty pl, na ktre teraz patrzya oknem, przyprszone 
niegiem, przez ktry czerniay grzbiety zagonw wypukane deszczami; jak te smutne, 
nagie drzewa parku, co. niby szkielety, poobdzierane przez wichry, tuky si o siebie i bekotay 
drc, lodowat pie zimy; jak to szare, nisko wiszce niebo, co niby brudna cierka 
zwieszao si ciko nad ziemi. Zbudzia si z rozmarzenia i zadzwonia. 

 Bartek! Zawoaj mi zaraz Walka, pjdzie do Witowa, tylko prdko. 
W kilka minut by ju Walek, ale sta przy drzwiach i drapa si po gowie. 
 Odniesiesz ten list do Witowa i oddasz panu, id zaraz. 
 A kiej ja mam jecha ze starszym panem i ju kazali zakada konie. 
 Pjdziesz do Witowa i to natychmiast, syszysz? 
120 


 Ano juci, kiej rozkaz to i posuchanie, a co starszy pan me spierze po pysku, to spierze. 
 Zabra list i wynis si. 
Wkrtce wpad stary i zaraz od progu zacz krzycze, by pijany zupenie, bo od pewnego 
czasu by pijany cigle. 

 Co to za rzdy! Walek jedzie ze mn. 
 Gdzie? do karczmy! Nie spni si tam ojciec, jak pojedzie przed wieczorem, tymczasem 
zdy przyj z Witowa. 
 Do karczmy czy nie do karczmy, to od tego wara, ja tu kae, bo ja tu dziedzic, jak Boga 
tego kocham! 
 Niech ojciec nie krzyczy, bo si nie zlkn i niech ojciec wrci do przedpokoju i oczyci 
sobie buty ze niegu, bo szkoda dywanu. 
 Ale, jak chc, to chodzi po dywanie bd, bo ja tu jezdem dziedzic, ja tu janie pan, to 
moje wszystko!...  krzycza coraz goniej. 
 Nie jest ojciec aden janie pan, tylko zwyczajny cham i parobek, a nawet i tacy jeszcze 
by wicej po ludzku si zachowywali. 
Powiedziaa pogardliwie i wysza. 

 Pszo!... jak Boga tego kocham, pszo!...  wykrzykn po chwili.  Ja cham, ja parobek! 
Dziedzic, psia cirwo, jezdem, osim folwarkw mam, janie pon jezdem  krzycza rozwcieklony. 
 Dywany ci psuje, czekoj! 
Wybieg w podwrze, skoczy w gnojwk a po kolana, umaza buty w niegu i poszed, 
rzuci si na wykwintn kanapk, obit perowym jedwabiem, wytar o ni nogi, a potem tarza 
si po jasnym dywanie, zostawiajc wszdzie olbrzymie i obrzydliwe plamy. 

 A masz, grefinio, masz chama, masz parobka, teraz se ugaszczaj swoich szlachcicw.  
Kopn jakie krzeso, plun w lustro obok ktrego przechodzi, bo ujrza w nim czerwonosin, 
obrzk twarz swoj i poszed w podwrze. 

 Grefinia! Ja cham, ja? Cham jeste, janie Pietrze dziedzicu, cham i parobek! A cirwo, 
bo dam w pysk! Cham jeste!  powtarza z uporem pijackim.  Ja! cham, ja! Nie szczekoj, 
bo ubije jak psa marnego!  Chwyci si za gow i uderzy ni w cian stodoy.  To mnie 
chamem nazywa! Wygoni, pszo... jak Boga tego kocham, pszo wszyscy...  By tak pijany, 
e si przewrci pod stodoami, przynieli go do domu i ciepa pierzyna tak go rozmarzya, 
e na p senny gada: 
 Januchno! janie synowo, a to jezdem twojego Jdrusia ociec, a to uszanuj. Cicho stara, 
cicho! ino kulasy zbiere, to zaraz pjd przeprosi  odpowiada starej, ktra nad nim kilka 
godzin wykrzykiwaa.  Cicho stara, cicho... niech tylko ma chopaka, to ju me moe pra i 
po pysku i pary nie puszcze, jak Boga tego kocham. 
W ptora roku pniej, w cudowny zmierzch majowy, siedziao cae towarzystwo na werandzie 
krosnowskiego dworu. 

Wieczr szed cichy z pl zielonych i rozwiesza nad ziemi pokryt mod zieleni, nad 
drzewami kwitncymi po sadach, subteln opon szarawego fioletu. Soce zaszo, tylko 
ostatnie zorze rozleway si dugimi pasmami zota i purpury po szybie jeziorka. W gszczach 
kwitncych bzw, podobnych do ognisk poncych fioletem, ozway si chry drozdw i sowikw. 
Powietrze przesycone byo zapachami wiosny. 

 Cudowny czas!  ozwaa si pierwsza Janka i przechylia si przez balustrad do niaki 
nioscej rocznego chopaka, ktry z pistkami w oczach, z buzi otwart, spa jej na rku.  
usia, chod prdzej, bo dla dziecka za zimno  i z wielk macierzysk troskliwoci patrzya 
si w oczy jedynaka, a gdy suca przechodzia obok niej, pocaowaa dziecko w bia 
nk, wysuwajc si spod czerwonej sukienki. 
 To jest widz ogromnie kochane przez pani!  szepn Gogowski, ktry od kilku dni 
bawi w Krosnowie i dzisiaj szykowa si do wyjazdu. 
 Tak, to, jak pan nazywa, jest istotnie bardzo kochane, ale bo czy nie pikne? 
121 


 Zachwycajcy robaki,  zawoa Sta Babiski, teraz ju zawiadowca stacji Bukowiec i 
przesa od ust pocaunek w stron dziecka. 
 I ogromnie mdry!  dodaa jego ona, zazdronie ledzca dziecko. 
 Nadzwyczajnie! Cudowne dziecko, samo ju dubie w nosku i samo pakuje sobie nog 
do buzi. Niech zdechn, ale to przesada  zawoa Gogowski, zwichrzy mocno przerzedzone 
wosy, rzuci cygaro w klomb rozkwitych tulipanw, podnis si i zacz drobnymi, niecierpliwymi 
krokami przebiega werand. 
 Bartek, czy konie ju s? 
 Gdzie si panu tak pieszy, czemu pan nie moe zosta z nami?  Dokd? i po co? 
 Dokd pan zechcesz, za pan u nas pracowni, osid, nikt ci nie bdzie krpowa i w 
niczym, doczekaj si pan, a mj chopiec bdzie potrzebowa nauczyciela. 
 A ja tymczasem zidiociej, dzikuj. Musz jecha. 
 Teraz ja spytam: dokd i po co? 
Odpowiedzia dopiero wtedy, gdy Babiscy odjechali. Stan przed ni, przypatrywa si 
jej chwil, zwichrzy wosy i powiedzia cicho: 

 I ja nie wiem po co i nie wiem dokd! W wiat, przed siebie na dalsz tuaczk. A jednak 
od kilku dni, jak tu jestem, patrz na pani, sucham i cigle si pytam, gdzie jest dawna panna 
Janina? Ja pani takiej, jaka stoisz przede mn, nie znam; nie do, ja takiej nie chc. Co 
pani zrobia ze swoj dusz?  zapyta prawie ostro i jaki bl wieci mu w szarych oczach, 
gdy si przypatrywa tej wysokiej, wspaniale rozwijajcej si figurze Janki; zaglda w jej 
oczy spokojnie patrzce, ledzi twarz pikn jak piknoci koczcej si wiosny, obmacywa 
jej dusz, wsuchiwa si w dwiki jej sw i na prno  dawnej Janki nie byo, bo 
dawna Janka umara, staa przed nim inna zupenie kobieta.  Co pani zrobia ze swoj dusz? 
 ciszej jeszcze. 
 Spytaj si pan o to ycia. 
 Sfilistrzaa pani do szpiku. 
 Frazes  szepna uraona nieco. 
 Frazes, frazes! Wszystko jest frazesem i wszystko nim nie jest. Ale jeste pani przynajmniej 
szczliwa? 
 Jestem zupenie spokojna. 
 A tu...  wskaza na piersi i gow  nic si ju nie pragnie, nic si ju nie marzy, 
wszystko wygaso pod popioem filisterstwa, wszystko zapomniane? 
 Nie, panie Gogowski, wszystko, co potrzebne mi w obecnym yciu, jest i pozostanie, bo 
to wszystko... 
 Nie kocz pani, na Boga, nie pokazuj mi pani tego zwykego chlewika duszy gospodarskiej 
i obywatelskiej. 
 Pan mnie obraa! 
 A pani mnie zabija! Wie pani, siedziaem w Paryu, tukem si po .wiecie, robiem co, 
tworzyem, mylaem i miaem w dniach znkania t jedn pociech, gdym myla o pani. 
Kochaem pani dusz, czepiaem si nieraz je wasn dusz, czerpaem z niej nieraz si, bo 
czuem wtedy, e nie jestem tak strasznie samotny na wiecie, tak zupenie wyodrbniony z 
ycia, ktre si toczy dookoa mnie. Przyjechaem i po co? aby zobaczy pani w glorii rodzinnego, 
zapasionego szczcia! Obc mi, tak obc, jak ten Bartek, jak pani m, jak reszta 
wiata! Ja pani nie znam! 
 Konie czekaj!  zameldowa Bartek stajc we drzwiach. 
 Dobrze, jad natychmiast. egnam. 
 Wic nie zostanie pan? 
 Nie, co ja bym tu robi? nie mog patrze na trupy, ktre znaem i kochaem. egnam 
pani. 
122 


 Do widzenia, a nie zapominaj, e tutaj s zawsze yczliwi i nie potpiaj pan nas, a mnie 
w szczeglnoci. 
Tak jak yj, y musz, bo inaczej nie umiaam. Przekona si pan sam, e to nie zbrodnia 
takie ycie, lecz tylko obowizek mj spoeczny. 

 Zegnam pani!  Ucisn jej rce, spojrza po raz ostatni na jej twarz spokojn, zimn, 
wystyg, pogodzon zupenie z losem, twarz, na ktrej nie byo ju i ladw dawnych marze 
i wzlotw ducha, zwyk twarz dobrej matki, ony i kobiety wiadomej ycia i celw 
jego, pochyli gow i wyszed. 
Patrzya za nim chwil, al jej byo, e odchodzi, ale wyda si jej dziwacznym histerykiem 
o przedranionej i przesubtelnionej duszy, niezbyt nawet przyjemnym, bo drani j 
rozmow i przypomina sob czasy, o ktrych .chciaa zapomnie zupenie; .a potem zwrcia 
oczy na park toncy w zmierzchu, na ojca spacerujcego jeszcze pomidzy opotkami, na te 
gbokie ciche .przestrzenie nieba, z ktrych wykwitay gwiazdy niby kwiaty i cofna si do 
jadalnego pokoju, bo wszed Andrzej. 

 ono, kolacj, bom godny jak wilk!  wykrzykn caujc j gono w usta  a gdzie 
ten Fliegender literat?  zapyta nie zobaczywszy Gogowskiego. 
 Fliegender literat odlecia. 
 I nie chcia pozosta? 
 Nie. Prosiam, nic nie pomogo, upar si i pojecha. 
 To nic, obejdziemy si bez niego, nudna paa. usia, a daj no tu synka  krzykn na 
dziewczyn do drugiego pokoju. 
Przyniesiono chopca i wkrtce oboje rodzice, starzy Grzesikiewczowie, niania, a nawet 
Janowa szykujca do herbaty, zaczli przyglda si z niesychan ciekawoci i uniesieniem 
dziecku, ktre rozbawione, wesoe tarzao si po wielkiej otomanie, cigno ojca za wsy, 
wazio Jance na gow, spadao i wybuchao miechem i piskiem dziecinnym. 

A Fliegender literat jecha tymczasem do stacji. Noc si roztaczaa nad ziemi, noc pena 
wiosny i czaru, pena zapachw pl, pena gosw przyrody potnej, zmartwychwstajcej, 
pena pieww ptakw, chrw ab, chrzstu drzew, pena biaych kwiatw na gruszach, siedzcych 
po miedzach. Wsie stay ciche, pokryte cae winiowymi sadami, ktre niby fale 
kwiatw bladorowych dray i dyszay woni i radoci. Siedzia kulc si coraz bardziej i 
z coraz wiksz nienawici spoglda dookoa; jaki w oplata mu dusz i ssa j okropnie, 
w alu, osamotnienia i obcoci. 

Czu si tak strasznie samotny i pokrzywdzony, tak mu dusz ara niewypowiedziana ao 
i bl zawodu, e skrci si prawie we dwoje na siedzeniu, trzs si cay i syczcym, 
penym nienawici i cierpienia gosem zawoa: 

 Psiakrew!... Trzoda filisterska!... winie!.. i splun z tak pogard i nienawici, jakby 
plu w twarz caej ludzkoci, caej przyrodzie. 
Wolbrka 1896 . 

K O  IE  
