Wadysaw St. REYMONT 


KOMEDIANTKA 


Marianowi Gawalewiczowi 
Autor 
I 


Bukowiec, stacja kolei dbrowskiej, ley w przepysznym miejscu!... Wycito krt lini 
pomidzy wzgrzami, okrytymi bukiem i sosn, i w punkcie najrwniejszym, pomidzy olbrzymi 
gr, sterczc nad lasami nagimi ysinami ska zwietrzaych, a dug i wsk dolink, 
pen wd i bot zarosych  postawiono stacj. Dworzec z cegy nietynkowanej, jednopitrowy, 
z mieszkaniami zawiadowcy i jego pomocnika na pitrze, drewniany domek z boku 
dla telegrafisty i niszej suby, drugi taki sam tu przy ostatnich wekslach dla dozorcy drogowego, 
trzy budki stranicze w rnych punktach terenu stacyjnego, rampa odkryta do adowania 
towarw  stanowiy wszystko. 

Las by za dworcem i las szumia przed dworcem. Kawa niebieskawej opony powietrza, 
zarzuconej szarawymi chmurami, roztacza si w grze niby dach rozcignity szeroko. 

Soce podnosio si ku poudniowi, wiecio coraz bielej i coraz lepiej dogrzewao; rude 
zbocza kamienistej gry, o poszarpanym, jakby porytym gwatownie przez wiosenne potoki 
szczycie, opynite byy wiatem soca. 

Bya cisza wiosennego poudnia. Drzewa stay bez ruchu i bez szmeru. Zielone, ostre licie 
bukw zwieszay si jakby senne i upojone wiatem, ciepem i cisz. 

Ptaki odzyway si z rzadka w gstwinie lenej, tylko krzyk wodnego ptactwa z bot i ciche 
brzczenia komarw dzwoniy w powietrzu. 

Nad dug, mocno bkitn lini szyn, cigncych si nieskoczonym acuchem w skrtach 
i zygzakach, mienio si fioletem rozpalone powietrze. 

Z kancelarii zawiadowcy stacji wyszed niski, kwadratowy, o jasnej, prawie konopnej czuprynie 
czowiek. By ubrany, a raczej wcinity, w surdut elegancki, kapelusz trzyma w rku 
i kad palto, ktre mu podawa robotnik. 

Zawiadowca sta przed nim, gadzi dug, siwaw brod ruchem automatycznym i umiecha 
si przyjanie. By tak samo krpy, silnie zbudowany i rozrosy w ramionach i tak samo 
z oczu bkitnych, byskajcych wesoo pod rozronitymi brwiami i czoem kwadratowym, 
wyzieraa mu stanowczo i silna, nieugita natura. Nos prosty, usta bardzo pene i pewien 
sposb cigania brwi, i spogldanie proste, uderzanie oczyma niby sztyletem, znamionoway 
gwatowny charakter. 

 Do widzenia, do jutra!...  powiedzia blondyn wesoo, wysuwajc du rk do poegnania. 
 Do widzenia! No, daj pyska... Jutro zapijemy mohorycz! 
 Boj ja si troch tego jutra... 
 miao, chopcze! Nie bj si. Ja rcz sowem za dobry skutek. Powiem zaraz Jani o 
wszystkim... Przyjedziesz jutro do nas na obiad, owiadczysz si, zostaniesz przyjty, za miesic 
lub... i bdziemy ssiadami... h! Kocham ci, panie Andrzeju! Zawsze marzyem, eby 
mie takiego syna: nie mam! trudno... to cho zicia mie bd!... 
Ucaowali si serdecznie; mody wsiad w lekk, grsk bryczk, czekajc na podjedzie, 
i ruszy ostro wziutk droynk przez las. Obejrza si, ukoni jeszcze kapeluszem, przesa 
potem drugi ukon gbszy do okien pierwszego pitra i znikn w cieniu lasu. Potem zeskoczy 
z bryczki, kaza furmanowi jecha, a sam poszed na przeaj. 

Zawiadowca, skoro tylko mu tamten znikn z oczu, powrci do kancelarii i zaj si zaatwianiem 
urzdowych korespondencji. 

4 



By bardzo zadowolony z proby Grzesikiewicza o rk crki; przyrzek j bdc najpewniejszym, 
e ona si zgodzi. 

Grzesikiewicz, cho nie porywa piknoci, ale by bardzo rozumny i bardzo bogaty. Lasy, 
w ktrych staa stacja, i kilka ssiednich folwarkw byy wasnoci jego ojca. 

Stary Grzesikiewicz by to chop przede wszystkim, ktry z karczmarza przedzierzgn si 
na handlarza i na porbach lenych i handlu opasami dorobi si krociowego majtku. 

Jeszcze duo ludzi w okolicy pamitao, e stary nazywa si za modu Grzesik. Pokpiwano 
sobie nieraz z tego, ale nikt mu za ze nie bra zmiany nazwiska, bo si nie sadzi na pasko 
i nie wieci nikomu brutalnie swoj fortun. 

By chopem i pomimo wszystkich zmian pozosta chopem na wskro. Syn odebra staranne 
wyksztacenie i teraz pomaga ojcu. Przed dwoma laty pozna crk zawiadowcy po jej 
powrocie z gimnazjum kieleckiego i zakocha si w niej gwatownie. Stary mu nie przeszkadza, 
tylko powiedzia prosto, e jeli chce, to niech si eni. 

Z pann widywa si czsto, zakochiwa si w niej coraz gbiej, ale nigdy nie mia mwi 
o mioci. Bya dla niego bardzo uprzejma, bardzo mu rada, ale przy tym taka dziwnie 
prosta i otwarta, e jemu zawsze sowa uczucia i wyznania zatrzymyway si na ustach. 

Czu w niej jak wysz ras kobiet, niedostpn dla takich chamw, jak si nieraz sam 
nazywa otwarcie, ale wanie przez to chamstwo swoje kocha j tym wicej jeszcze. 

Wreszcie zdecydowa si powiedzie o tym jej ojcu. 

Orowski go przyj z otwartymi rkoma i z gry, z ca swoj bezwzgldnoci zapewni 
sowem, e wszystko bdzie dobrze. Myla teraz, e przecie i Janka mu nie odmwi, e musiaa 
ju o tym mwi z ojcem. 

 Dlaczeg by nie!  szepta. 
By modym, bogatym, no  i kocha j bardzo. 
 Za miesic lub!...  dodawa szybko i czu si tak uradowanym, e lecia przez las szybko, 
obamywa gazie drzew, kopa stare, sprchniae pnie, strca gwki grzybom wiosennym 
i pogwizdywa umiechajc si z zadowolenia matki, skoro jej tylko powie o tym, bo 
matka jego gorco pragna tego maestwa. 
Bya to stara chopka, ktra prcz stroju nic nie zmienia pod wpywem pienidzy ze swoich 
obyczajw i myli. O Jance mylaa jak o krlowej. Byo to jej marzeniem mie za synow 
pani prawdziw, szlachciank, ktra by jej imponowaa piknoci i wyszym urodzeniem, 
bo m i jego pienidze, i szacunek, jakim j otaczano w okolicy, nie wystarczay jej. 
Czua si zawsze chopk i wszystko przyjmowaa z niedowierzaniem prawdziwie chopskim. 

 Jdru!  mwia nieraz synowi  Jdru, oe si z pann Orowsk. To pani! Jak spojrzy 
na czowieka, to jae mrwki a ze strachu po skrze i chciaoby si jej do ng pokoni 
i prosi o co... Dobra by musi, bo ile razy spotka si z ludmi w lesie, to pochwali Boga, porozmawia, 
dzieci pogaska... Jensza by tego nie umiaa! Zawdy co rd, to rd. Posaam jej 
grzybw koszyczek, to jak me spotkaa potem, to pocaowaa me w rk... Mdra ci ona jest, 
ho! ho! wi, e ja mam synka kiej malowanie. Jdru, e si! piesz si, flisie, pki jest na 
misie!  dodawaa przysowiem. 
Jdru si zwykle mia, caowa matk po rkach i obiecywa prdko skoczy. 

 Krlewn bdziemy mie, posadzimy j se w wietlicy! Nie bj si, Jdru, nie dam ja 
jej rczkw umorusa w niczym; bd chodzi kole niej, usugiwa, podtyka wszystko... 
niech se czyta po francusku ino albo gra na fortypianie. Na to ona i pani!  cigna dalej 
matka rozmarzajc si przyszym swoim szczciem. 
 Stara kobieta jestem. Jdru, wnuczkw mi potrza!...  mawiaa czsto synowi smtnie. 
I on by takim samym chopem w gbi; pod pokostem cywilizowanego czowieka, gadkiego 
i wyksztaconego, draa niepohamowana energia i pragnienie ony  pani. Ten siacz, 
co w chwilach uniesienia sam rzuca na wz szeciopudowe wory zboa i musia nieraz robi 
jak wyrobnik, eby si zmczy i przyciszy w sobie szalone pragnienie uycia i jakie burze, 

5 



podnoszce si w krwi zdrowej i przez dziesitki pokole nie zuytej  marzy o Jance, przepada 
za jej wdzikiem, za sodycz. Chcia koniecznie pana, ktry by go tyranizowa swoj 
saboci. 

Lecia teraz przez las jak wicher, a potem prosto przez pola zieleniejce si mod runi 
zb jarych  bieg do matki powiedzie jej o swoim szczciu. Wiedzia, e j zastanie w 
ulubionej izbie, zawieszonej w trzy rzdy obrazami witych w zoconych ramach; bo to by 
jedyny jej zbytek, na jaki sobie pozwalaa. 

Zawiadowca tymczasem skoczy pisa raport jaki, podpisa go, przecign przez dziennik, 
wsadzi w kopert, zaadresowa do Ekspedytora stacji Bukowiec" i zawoa: 

 Antoni! 
Posugacz pokaza si w progu. 
 Do ekspedytora!  zawoa Orowski. 
Posugacz wzi w milczeniu kopert i z najpowaniejsz min w wiecie pooy j na 
stoliku stojcym z drugiej strony okna. 
Zawiadowca wsta, przecign si, czerwon czapk zdj z gowy i przeszed do tego 
stolika; woy zwyczajn czapk z czerwonymi wypustkami i z powag odpiecztowa ekspedycj 
pisan przed chwil. Przeczyta i na drugiej stronie nakreli kilka wierszy odpowiedzi 
podpisujc si znowu; zaadresowa do Zawiadowcy stacji w miejscu  i kaza Antoniemu 
odnie. 

By to maniak, ktrego kosztem bawia si caa droga elazna. W Bukowcu nie byo ekspedytora, 
wic on spenia obie czynnoci, ale przy stoliku zawiadowcy sprawy jedne, a przy 
stoliku ekspedytora  drugie. 

Jako zawiadowca by swoim wasnym zwierzchnikiem, wic mia nieraz chwile rzetelnej, 
icie wariackiej rozkoszy, kiedy zauwaywszy jak omyk w rachunkach, jakie opuszczenie 
swoje w subie ekspedytora, pisa raport sam na siebie i monitowa si. 

miali si wszyscy z niego; nie zwaa na to i robi swoje mawiajc na usprawiedliwienie: 

 Na porzdku i systematycznoci opiera si wszystko; braknie tego, wszystko przepada!... 
Skoczy teraz robot, pozamyka szuflady, wyjrza na peron  i poszed do mieszkania. 
Nie wszed przez przedpokj, tylko przez kuchni. Musia wszystko wiedzie, co si robi i 
jak. Zajrza do komina, szturchn w ogie pogrzebaczem, wykrzycza suc za rozlan wod 
na pododze i poszed do jadalnego pokoju. 

 Gdzie Janka? 
 Panna Janina zaraz przyjdzie  odpowiedziaa Krska, rodzaj gospodyni i damy do towarzystwa, 
adna blondynka o bardzo ruchliwej twarzy. 
 C robicie na obiad?  zapyta tym samym inkwizytorskim tonem. 
 To, co pan naczelnik tak lubi: potrawka z kurczt z sosem, zupka szczawiowa, kotleciki... 
 Zbytki!... przysigam Bogu, zbytki!... Zupa i jedno miso dosy chyba dla samego nawet 
krla! Zrujnujecie mnie, przysigam Bogu!... 
 Ale, panie naczelniku... umylnie tylko dla pana dobrodzieja taki obiad kazaam robi. 
 Blaga! przysigam Bogu, blaga!... Warn, kobietom, tylko w gowach frykasiki, sodyczki, 
delikatesiki i nic wicej. Wszystko to tylko fiu! fiu! 
 Niesusznie pan naczelnik nas sdzi; oszczdzamy zwykle wicej ni mczyni. 
 Aha! oszczdzacie, eby sobie pniej kupi wicej achw. Znam to, przysigam Bogu! 
Krska nie odpowiedziaa, tylko zacza nakrywa do obiadu. 
Wesza Janka. 
Bya to dziewczyna dwudziestodwuletnia, wysoka, doskonale zarysowana, o szerokich ramionach, 
spojrzeniu dumnym i imponujcym. Rysy miaa niezbyt regularne; oczy czarne, 
czoo proste, troch za szerokie, brwi ciemne, silnie zaznaczone, nos rzymski, usta pene i 
czerwone. Oczy miay wyraz gboki, jakiego wewntrznego zapatrzenia si w siebie; usta 

6 



zacinaa mocno, co jej nadawao pozr powagi lub zoci ukrytej. Dwie zmarszczki gbokie 
chmurzyy jej jasne czoo. Blond wosy o rudawym odcieniu, przepyszne jako ton, napuszone, 
osaniay niby koron jej gow okrg i ma. Pe miaa zotaw niby brzoskwinia, gos 
dziwny; by to alt, brzmicy chwilami barytonem, o mskich akcentach. 

Skina ojcu gow i usiada z drugiej strony stou. 

 By Grzesikiewicz dzisiaj u mnie  odezwa si zawiadowca, wolno rozlewajc wszystkim 
zup, bo on sam zawsze dzieli i rozlewa przy stole. 
Janka spokojnie spojrzaa na niego, czekajc, co dalej powie. 

 By i prosi mnie o rk twoj, Janiu. 
 C mu pan naczelnik powiedzia?  zawoaa prdko Krska. 
 Jest to nasza sprawa  odpowiedzia surowo.  Nasza sprawa... Odpowiedziaem, e dobrze; 
bdzie tutaj jutro na obiedzie, no i rozmwicie si... 
 Niepotrzebnie! Kiedy mu ojciec powiedzia, e dobrze, to niechaj go sobie ojciec jutro 
przyjmuje i powie ode mnie, e wanie jest niedobrze... Nie chc z nim mwi. Pojad jutro 
do Kielc  odpowiedziaa porywczo Janina. 
 Wlaz na gruszk, rwa pietruszk, cebula si rodzi!... przysigam Bogu!  odpowiedzia 
pogardliwie.  Gdyby nie bya fiksatk, to by zrozumiaa, co to za czowiek i co to za partia!... 
e Grzesikiewicz, cho cham, wicej wart dla ciebie od ksit, bo ci chce... a chce ci, 
bo jest gupi; nie tak mgby dosta! Powinna mu by tylko wdziczn. Owiadczy ci si 
jutro i za miesic bdziesz Grzesikiewiczow. 
 Nie bd Grzesikiewiczow! Kiedy moe sobie wzi inn, niech sobie bierze... 
 Przysigam Bogu, bdziesz Grzesikiewiczow! 
 Nie! Nie tylko za niego, za nikogo nie pjd! Nie pjd wcale za m, nie chc!... 
 Gupia!  przerwa jej brutalnie.  Pjdziesz, bo potrzebujesz je, mieszka, ubiera si 
jako, by czym... Ja nie myl si do reszty zrujnowa... a jak mnie zabraknie, to co? 
 Mam swj posag; dam sobie rad i bez Grzesikiewiczw. Aha, wic ojciec chce mi przez 
to zampjcie zabezpieczy utrzymanie tylko!...  szydzia spogldajc na niego wyzywajco. 
 Tak, przysigam Bogu!... a dla czeg innego kobiety wychodz za m?... 
 Wychodz z mioci i wychodz za tych, ktrych kochaj. 
 Gupia, mwi ci!  krzykn energicznie, nabierajc sobie potrawki.  Mio to tylko 
ten sos, kurcz si zjada i bez niego; sos to wymys, gupstwo, nowy przesd! 
 Nikt si nie sprzedaje pierwszemu lepszemu dlatego tylko, e ten ma na utrzymanie! 
 Gupia, przysigam Bogu! Wszystkie tak robi, wszystkie si sprzedaj. Mio to jest 
pensjonarskie gadanie, gupstwo, przysigam Bogu! Nie irytuj mnie... 
 Tu chodzi nie o irytacj albo o to, czy mio jest gupstwem lub nie jest; idzie tu o moj 
przyszo, ktr ojciec dowolnie si rozporzdza. Powiedziaam ju ojcu wtedy, kiedy Zielenkiewicz 
mi si owiadczy, e nie myl wcale i za m. 
 Zielenkiewicz to tylko Zielenkiewicz, a Grzesikiewicz to pan ca fur; chop do rany 
choby przy!... serce zote, rozum ma, bo przecie skoczy Dublany, mocny jak byk, 
przysigam Bogu; taki chop, co najdzikszego konia utrzyma, co jak parobka onegdaj lun w 
twarz, to mu sze zbw wybi od razu  jest ci niedobry! Przysigam Bogu, idea, najidealniejszy 
idea! 
 Wspaniay jest ten ojca idea; okalecza ludzi i mgby pokazywa si w cyrku! 
 Ty masz fiksacj jak i twoja matka. Zaczekaj! wemie ci Jdrek na podwjny mundsztuk 
i da ci rad... Nie bdzie aowa bata. 
Janka gwatownie odsuna krzeso, rzucia yk na st i wysza zatrzaskujc drzwi za 
sob. 

 Nie gawro si pani, tylko ka dawa kotlety!  krzykn na Krsk, ktra z bolejc min 
patrzya za Jank; podsuna pmisek unienie i z trosk w gosie szepna: 
7 



 Pan naczelnik rozchoruje si kiedy z tej irytacji. 
 Trucizna moja!...  szepn przecigle.  Zje nie mona spokojnie, tylko wieczne haasy!... 
Zacz rozwodzi ale i skargi na upr Janki, na jej charakter i na swoje wieczne z ni kopoty. 
Krska przytakiwaa mu podkrelajc czasami niektre szczegy; dyskretnie alia si, e 
i ona musi znosi wiele, bardzo wiele z jej przyczyny; wzdychaa ciko, pochlebiaa mu przy 
kadej sposobnoci. Przyniosa kaw, postawia arak, nalewaa mu sama, przystawiaa, dotykaa 
si niby przypadkowo jego rk lub ramienia; spuszczaa oczy, kokietowaa go cigle i 
wytrwale staraa si wykrzesa z niego iskr jak... Miaa swoje cele, dla ktrych to robia. 

Orowski kl coraz ciszej, a wypiwszy kaw rzek: 

 Bg zapa!... Przysigam Bogu, pani jedna mnie rozumiesz... dobra z pani kobieta... 
 Panie naczelniku, gdybym tylko moga okaza, co czuj, co...  jkaa si spuszczajc 
oczy. 
Orowski ucisn jej rk i wyszed do swojego pokoju na drzemk. Krska rozkazaa 
sprzta ze stou  i pniej, kiedy zostaa sama, wzia jak robtk i usiada przy oknie 
wychodzcym na peron; spogldaa czasami na lasy, na lini, ale pusto i cicho byo wszdzie. 
Wstaa, bo nie moga usiedzie, i zacza chodzi naokoo stou cichym kocim ruchem, koowaa 
umiechajc si do myli swojej: 

 Bd go miaa... bd!... Nareszcie czowiek odpocznie naleycie!... Skoczy si ze 
wszystkim!...  mylaa i widziaa si ju naczelnikow. 
Widziaa si ju pani... Zrzucaa z ogromn ulg t mask dobrodusznoci, pokory, unienia 
i oszczdnoci, ktr musiaa nosi wobec wszystkich. Obiecywaa sobie powetowa 
wszystko... co wycierpiaa. 

By to jedyny cel, do ktrego wytrwale dya od lat dwch. 

To znowu przychodziy jej na pami obrazy przeszoci: cae lata wczgi z teatrem 
prowincjonalnym... 

Rzucia teatr, bo zapaa modego chopaka, ktry si oeni z ni. ya z nim cae dwa lata... 
dwa lata, ktre wspominaa z gorycz. M by zazdrosny do szalestwa i bija j czasami, 
gdy nie do mocno trzymaa swj temperament na wodzy. 

Zostaa woln wreszcie, ale ju nie pragna teatru; przyzwyczaia si troch do wzgldnego 
dobrobytu, do cichszego ycia. Dreszczem przejmowaa j myl powrotu do tej cigej tuaczki 
z miasta do miasta, do tego cigego braku. Widziaa zreszt, e brzydnie i starzeje si. 
Posprzedawaa, co miaa, odebraa jakie wsparcie od zarzdu, w ktrym jej nieboszczyk suy, 
i przez p roku graa rol wdwki; chciaa si koniecznie wyda za m po raz drugi. 
Zacigaa siecie, ale na prno; jej wasny temperament stan na przeszkodzie. Z pienidzmi, 
jakie poczua w kieszeni, zbudzia si w niej dawna aktorka, lekkomylna, burzliwa, lubica 
si bawi i uywa... Bya jeszcze pontn, wic j otoczy rj rozmaitych lewkw, z ktrymi 
przebawia wszystko, co miaa, razem z reputacj, jak sobie potrafia przy pomocy swego 
ma wyrobi. 

Nie umiaa nic, ale miaa czelno i sprytu tyle, e nie opucia rk biernie, tylko natychmiast, 
jak j ostatni z wielbicieli opuci, ogosia w Gazecie Kieleckiej, e: wdowa po 
urzdniku, w starszym wieku, poszukuje miejsca do wyrczenia pani domu, do towarzystwa 
albo do wdowca. 

Na skutek nie czekaa dugo. Zjawi si Orowski, ktremu by kto koniecznie potrzebny 
do zarzdu domem, bo Janka bya w gimnazjum jeszcze, a on nie mg sobie da rady ze sugami. 
Nie pyta si jej o nic, tak mu si przedstawia cich, potuln, bolejc po stracie ma, 
tylko j zabra zaraz ze sob. 

Orowski by wdowcem, mia niez pensj, gotowizny kilkanacie tysicy, no i jedyn 
crk  nieobecn, crk, ktrej nie cierpia. Chciaa na razie baamuci urzdnikw stacyj


8 



nych, ale si prdko poapaa w sytuacji i ju graa now rol cigle, chcc koniecznie doj 
do ostatniego aktu  maestwa. 

Orowski przyzwyczai si do niej. Umiaa si zrobi niezbdn i umiaa zawsze pokazywa 
t swoj niezbdno tak zrcznie, e nie razia. 

Zreszt te dugie wieczory zimowe, szarugi jesienne zbliyy j wicej do celu, bo Orowski 
mia lat pidziesit om i reumatyzm; by zawsze maniakiem, ale podczas napadw choroby 
robi si wprost wariatem. Ona umiaa go uagodzi i prowadzi swoim sprytem, wyostrzonym 
kilkunastoletni praktyk sceniczn. 

Bya tylko jedna przeszkoda  Janka. 

Krska zrozumiaa, e dopki Janka bdzie w domu, nie mona nic zrobi. Postanowia 
sobie, e zaczeka  i czekaa cierpliwie. 

Orowski kocha crk nienawici, to jest, dlatego j kocha, e nienawidzi. 

Nienawidzi jej, bo bya crk jego ony, ktrej pami przeklina gwatownie  ony, ktra 
po dwch latach wsplnego poycia wyjechaa z dzieckiem do rodziny, bo nie moga duej 
znie jego tyranii i dziwactw. Procesowa si, chcia j si zmusi do powrotu, ale separacja 
rozdzielia ich na zawsze. Szala ze zoci, ale jego zacito, upr niesychany, duma 
wariacka nie pozwolia mu prosi ony o powrt, ktra by moe i wrcia pod dach mowski, 
bo to bya dobra kobieta. Chorowaa tylko cigle na choroby nie znane lekarzom prowincjonalnym. 
Bya to dusza mimozy, ktr kada za, kady bl czy przykro pograa w rozpaczy; 
do tego baa si grzmotw, deszczw, ab, ciemnych pokojw, dni feralnych i wszelkich 
goniejszych dwikw  wic ten m zabija j swoj brutalnoci. 

W kilka lat po rozczeniu umara z wyczerpania nerwowego, pozostawiajc Jank, ju 
wtedy dziesicioletni. Odebra j si zaraz od rodziny ony, albowiem nie chciano mu jej 
odda dobrowolnie ze wzgldu na jego charakter i dziewczyn wychowan w innej atmosferze. 


Nienawidzi j jeszcze i za to, e bya dziewczyn. On, przy swojej dzikie gwatownoci, 
chcia mie syna, na ktrym by mg prbowa nie tylko pici swojej, ale i codziennego humoru. 


Marzy o synu. Wyobraa sobie, e to bdzie duy chopak, na p dziki, energiczny, 
mocny jak db  a tymczasem urodzia si dziewczyna. 

Byby wszystko onie darowa, ale tego nie mg. 

Odda Jank zaraz na pensj i widywa tylko raz na rok, podczas wakacji, bo Boe Narodzenie 
i wita wielkanocne spdzaa u wujw. 

Wakacji tych, co ju w trzecim roku, czeka z niecierpliwoci, bo nudzi si sam na odludnej 
stacji, z nikim nie y bliej, wic jak tylko Janka przyjechaa, zaczynaa si pomidzy 
nimi wojna. 

Janka rosa szybko, rozwijaa si znakomicie, ale poczta, urodzona i wychowana w cigej 
wrzawie i ktni, karmiona paczem i narzekaniami matki na ojca, znienawidzia go i 
obawiaa si jego szyderstw. Wyrobio to w niej skryto i zacito. Buntowaa si przeciw 
jego despotyzmowi i skpstwu. 

Miaa par tysicy rubli po matce i ojciec wrcz jej owiadczy, e procent od tej sumy 
musi wystarczy dla niej, bo on nie myli da ani grosza. 

Staa na pierwszorzdnej pensji, ale po opaceniu jej i pniejszej nauki w gimnazjum pozostawao 
jej tak mao na rne najniezbdniejsze rzeczy, ze cigle musiaa myle o tym, jak 
zwiza koniec z kocem, i wstydzi si to za buciki podarte, to za sukienk, to za brak jakiej 
drobnostki. Wymiewano si z niej na stancji i to j najsroej upokarzao. 

Po paru latach zaczto si jej obawia; nawet damy klasowe czsto jej ustpoway, bo 
miaa porywczy charakter ojca, nie znoszcy adnych wdzide. Nie pakaa nigdy i nigdy si 
nie skarya, ale krzywdy gotowa bya odbija pici, bez wzgldu, co by j byo spotkao; 
przy tym bya najzdolniejsz uczennic. 

9 



Nie lubiono jej szczerze, ale musiano oddawa pierwszestwo, bo go sobie sama wydzieraa, 
gdy poczua swoj wyszo nad tumem koleanek, ktre j, jako crk urzdnika, 
traktoway wyniole, miay si z jej podartych bucikw i sukienek i nie dopuszczay do poufaoci 
z sob. Przeladowaa potem te crki obywatelskie z zaciekoci. 

Bya to dzika natura, rozwijajca si samotnie. Miaa tylko jedn przyjacik, z ktrej 
zrobia sobie pieska, sucego na apkach na kade zawoanie. 

Nie kochaa nikogo, nawet matka zajmowaa w jej dzikim sercu bardzo mao miejsca. 

 Twj ojciec taki!... twj ojciec to zrobi!... twj ojciec taki pody!...twj ojciec...  nieustannie 
jczaa matka wrd potokw ez i histerycznych paroksyzmw. 
Obrzydy jej te spazmy, znienawidzia wszelk sabo, a posta ojca urosa w jej umyle 
do rozmiarw olbrzymich. Wyobraaa go sobie zym, niegodziwym, ale wielkim jakim i 
mocnym. 

Poznaa go bliej po mierci matki i nienawidzia z bojani, jak czua wobec niego. Przyjedaa 
na wakacje do Bukowca, bo byy tutaj lasy ogromne, gry skaliste, potoki rwce, 
dziko, ktra hipnotyzowaa j czarem swoim i przyciszaa jej temperament. Nie lubia miasta, 
bo jej przypominao zaraz szko, koleanki i doznane upokorzenia. Tutaj czua si swobodn 
i woln. Kcia si z ojcem codziennie, nie ustpujc mu w niczym; a Orowski robi 
si podczas tych miesicy jej odpoczynku wprost niemoliwym: umylnie j drani i pobudza 
do wybuchw gniewu, i rad by niezmiernie, kiedy w paroksyzmie zoci robia si podobn 
do modej pantery, gotowej rzuci si na niego i ksa. 

Przepada za si i z gorzk rozkosz widzia, e Janka ma t si w temperamencie, wtedy 
jeszcze ciej aowa, e bya dziewczyn. 

Mwi jej otwarcie o tym, e si ni brzydzi, poniewa jest kobiet, drwi z niej, e prcz 
szydeka i ksiki nie potrafiaby nic w rku utrzyma; pokazywa jej swoj strzelb i odkada 
ze smutkiem, narzekajc, i tylko chopak umiaby oceni naleycie takie rzeczy. 

Byy to smagania, ktre na jej duszy zostawiy piekce prgi. 

Zrywaa si wtedy jak mody rebiec uderzony batem, chwytaa strzelb i po caych dniach 
brodzia po moczarach i guszach lenych za ptakami; nauczya si tak dobrze strzela, e 
przynosia cae pki kaczek dzikich i bekasw i rzucaa je ojcu pod nogi z tryumfem. 

Orowski wtedy dostawa wprost obdu z wciekoci; upokarzao go, ze wobec jej siy 
by sam bezsilnym, e nie mg jej zgi i zmiady  i potem jeszcze wicej aowa, e 
tyle dzikiej wytrwaoci jest w niej  w dziewczynie! 

Bywa chwilami dumny z niej i broni j z zapaem przed znajomymi, bo caa okolica gorszya 
si jej awanturniczoci. Spotykano j po lasach, w nocy, w deszcz, w niepogody, zawsze 
sam, niby mody warchlak odbity od stada. Nie enowao j wcale aenie po drzewach 
za gniazdami albo wycigi na oklep z wiejskimi chopakami po pastwiskach. 

Uciekaa z domu od ojca na dni cae, marzec o powrocie na pensj, a na pensji marzya 
znowu o domu i samotnoci. 

Tak bya prawie do omnastego roku ycia. Skoczya gimnazjum i przyjechaa na stae 
do ojca. 

Uspokoia si zewntrznie, ale gowa jej zacza si rozpomienia coraz bardziej. Zacza 
marzy i szuka czego, jakiego celu, jakiej idei ycia swojego. 

Z t swoj przyjacik, Hel Walder, idealnie pikn i idealnie rozmarzon na punkcie 
samodzielnoci kobiet, rozstaa si. Hela wyjechaa do Parya  na przyrod; ona nie chciaa, 
bo nie czua po prostu potrzeby adnej wiedzy. Pragna czego potniej dziaajcego na jej 
temperament... czego, co by porwao j ca i na zawsze. 

Pozostaa zupenie sam i zacza si przypatrywa ludziom. Szukaa tej idei, ale towarzystwo 
okoliczne nudzio j miertelnie. Dla niej za mao byo tej okolicy, tych zabaw skromnych 
i sennych, tych ludzi, ktrzy j otaczali. 

10 



To ycie ciche, wymierzone, rozklasyfikowane na wstawanie o jednej godzinie, na niadanie, 
obiad, kolacj; preferanse we czwartki u nich, w sobot u pomocnika ojca, w niedziel u 
dozorcy  zabijao j swoj monotoni. Dusia si w nim. 

Mczyzn unikaa prawie, bo j gniewali swoj bezczelnoci; kobiety nudziy j wiecznym 
powtarzaniem plotek, skarg, intryek. Odsunito si oglnie od niej. 

Najrozmaitsze wersje, mniej lub wicej kamliwe, kursoway na jej konto w okolicy. 

Bya dziwadem dla wszystkich. 

A ona tymczasem szamotaa si ze sob, z dusz wasn, z pragnieniami, ktrych nie 
umiaa sobie uprzedmiotowa. Nie wiedziaa, po co yje i na co?... Zamczaa si czytaniem, 
ale spokoju tam nie znalaza. Czua, e musi znale co takiego, co j potrafi porwa, e 
znajdzie kiedy... ale tymczasem szalaa z mki oczekiwania. 

Owiadczy si jej Zielenkiewicz, waciciel wioski dosy obduonej. Rozemiaa mu si 
drwico w oczy, wrcz mwic, e swoim posagiem nie myli wcale paci jego dugw. 

Zacza rok dwudziesty pierwszy i zaczynaa traci cierpliwo. 

Maa, zwyka rzecz zdecydowaa o jej yciu. 

W najbliszym miasteczku urzdzano teatr amatorski. Wybrano trzy jednoaktwki, obsadzono 
role i  utknito, bo adna z pa gra nie chciaa Pawowej w Marcowym kawalerze 
Bliziskiego. 

Inicjator i reyser zarazem chcia koniecznie, aby ta sztuka bya gran, bo pragn ni dokuczy 
jakiemu ssiadowi  ale Pawowej ani Eulalii adna z pa gra nie chciaa. 

Kto rzuci myl, eby prosi Orowskiej, bo wiedziano, e ona nie zwaa na nic. Przyja 
rol Pawowej dosy obojtnie, a Krska, w ktrej zagray wspomnienia przeszoci, zrobia 
tyle, i Orowski sam pojecha i oznajmi, e jest amatorka i na rol Eulalii... 

Robiono prby co ze trzy miesice, bo kilka razy zmienia si skad grajcych. Zwyke 
hece teatrw prowincjonalnych, gdzie adna nie chce gra starej, zej, ktliwej, charakterystycznej, 
dwuznacznej ani pokojwki, a wszystkie chc gra bohaterki. 

Krska, ktr Janka trzymaa dosy z daleka od siebie, nie zwierzajc si jej nigdy z niczym 
i nigdy nie proszc o rad, zbliya si do niej z racji przedstawienia. Zacza jej dawa 
lekcje gry scenicznej i bya niestrudzon mentork; dopiero za jej wpywem Janka zacza si 
interesowa rol i przedstawieniem. 

Tak si gboko przeja rol, tak wesza w charakter i tak si nadaa do tych ram, e graa 
bardzo dobrze. Bya chopk, Pawow, w kadym calu, tak e sala pod koniec sztuki zabrzmiaa 
oklaskami. 

Poczua wtedy szalon, dzik uciech z tego chwilowego panowania nad tumem; schodzia 
ze sceny prawie ze zami alu, e si to ju skoczyo, i czujc, e si w niej, gdzie pod 
wiadomoci, co budzi zaczyna nowego. 

Krska zrobia take prawdziw furor!... Bya to rola, ktr kiedy na prawdziwej scenie 
grywaa z powodzeniem. W antraktach mwiono tylko o niej i o Jance. 

 Komediantka! urodzona komediantka!  szeptay panie z jakim wyniosym politowaniem. 
Orowski, ktremu dzikowano i winszowano takiej crki i towarzyszki, machn rk. 

 eby to by syn, zobaczylibycie, co by wam pokaza!... 
By jednak zadowolony, bo poszed za kulisy, pogadzi Jank po twarzy, a Krsk pocaowa 
w rk. 

 Dobrze, dobrze!... Pociecha niewielka, ale przynajmniej wstydu nie ma  powiedzia im 
za ca pochwa. 
Janka po tym przedstawieniu zbliya si wicej do Krskiej, i ta, w chwili jakiej saboci, 
wygadaa si ze swoj tajemnic, szczelnie trzyman w ukryciu, i przesuna przed Janka 
wiaty takie nowe, takie dziwne, takie pocigajce, e jej serce zabio gwatownie. 

11 



Suchaa z pobonym skupieniem opowiadania o scenie, o tryumfach, o wystpach, o 
barwnym yciu aktorskim. Krska si unosia i obrazowaa entuzjastycznie; ju nie pamitaa 
ndz tego ycia, tylko same jasne obrazy pokazywaa oszoomionej dziewczynie. Wycigaa z 
kufra poke zeszyty rl niegdy granych i czytaa przed ni, graa, podniecona wspomnieniem 
przeszoci. 

Olniewao to Jank, budzio jakie gwatowniejsze pragnienia, ale jeszcze j nie porwao, 
jeszcze to nie byo to co, na co czekaa od tak dawna. 

Graa pniej jeszcze kilka razy, bo ju gorczka teatralna zacza j wolna trapi. 

Z uwag zacza czytywa w pismach krytyki teatralne i szczegy o aktorach. Wreszcie 
czy to z nudw, czy z instynktownej pobudki sprowadzia sobie Szekspira  i wtedy przepada! 


Znalaza to co, znalaza bohatera, cel, ide  by nim teatr. 

Pochona Szekspira z ca gwatownoci swojej natury  caego od razu. 

Trzeba by bardzo wiele pisa, eby zamkn cho w streszczeniu to gwatowne rozszerzanie 
si jej duszy, ten szalony wzlot wyobrani, to wyolbrzymienie jej wewntrzne, jakie 
uczua po przeczytaniu. Otoczy j rj dusz zych, szlachetnych, nikczemnych, paskich, bohaterskich 
i cierpicych, ale zawsze wielkich jak ras, po ktrej nie ma ju ladu na wiecie. 
Przenikay j takie dwiki, takie sowa, takie myli i uczucia potne, e si uczuwaa jakby 
caym wszechwiatem!... 

Po kilkakrotnym przeczytaniu tych ksig niemiertelnych powiedziaa sobie, e zostanie 
aktork, e musi ni zosta koniecznie, bo te sprawy codzienne wyday si jej tak marnymi, 
ludzie tak nikymi, e si dziwia i wczeniej tego nie spostrzega. 

Poczua, e jest artystk, e jaki pomie owieci j byskawic i zbudzi; e to sztuka jest 
tym dobrem dla niej, tak wyczekiwanym i tak upragnionym. 

Zacza j przepala gorczka teatru i pragnienia nadzwyczajnych wzrusze. 

Zimy wyday jej si za ciepe, niegi za mae; wiosny szy za powolnie, upay byy zimne, 
jesienie zbyt suche, za mao mgliste; ona to wszystko miaa w mzgu stokro potniejszym. 
Chciaa mie pikno  szczytnym, zo  choby zbrodni, czyn wszelki  tytanicznych rozmiarw. 


 Mao!... jeszcze!...  woaa nieraz jesieni, kiedy wichry zginay z szumem buki i licie 
leciay niby patki krwi czerwonej na ziemi, kiedy deszcze lay caymi tygodniami, e 
wszystkie drogi, rowy, dolinki stay pod wod, a noce byy wprost straszne ciemnoci i szamotaniem 
si ywiow. 
W dni, w ktre si zdawao, e wszystko na niebie i na ziemi zagaso, staro si, pomieszao, 
e tylko szarzej pyy wiatw rozbitych i zewszd si sczy w wiat szaro pospna i 
targajca dusz smutkiem bezbrzenym konania  uciekaa do lasu, kada si nad potokami 
albo na odartym z rolinnoci wzgrzu i wystawiona na deszcz, na smaganie wichury i zimno, 
dawaa si porywa swojej wyobrani i leciaa w wiaty olbrzymw; bywaa wtedy szczliw 
a do utraty przytomnoci. Szalaa razem z huraganem, co bi i bra si za bary z lasami, 
co pod koronami drzew wy i skomli aonie niby dzikie zwierz na uwizi. 

Kochaa si w takich dniach i nocach, przepadaa za tym przejmujcym paczem aosnym 
przyrody, konajcej w bocie jesieni. Wyobraaa sobie wtedy Leara i gosem, ktrym na 
prno chciaa zaguszy burz i szum lasu, rzucaa w wiat zamglony tragiczne przeklestwa... 


ya wtedy yciem dusz szekspirowskich. Byo to prawie szczytne obkanie duszy. Pokochaa 
z ca gwatownoci te wielkie, tragiczne postacie dramatw. 
Orowski troch wiedzia o jej chorobie, ale mia si z tego pogardliwie. 

 Komediantka!  rzuca jej prosto w twarz ze swoj brutalnoci. 
Krska podsycaa ten ogie, bo za co bd chciaa si jej z domu pozby. 
Zacza w ni wmawia talent i gorco zachwalaa teatr. 
12 



Janka nie moga si jako zdoby na ten krok decydujcy. Baa si tych ciemnych, nieokrelonych 
przeczu i trwogi, jaka j chwilami napadaa. 

Wiedziaa, e musiaaby zerwa ze wszystkimi i i sama w wiat, w wiat, ktrego si 
baa instynktownie. Nie ya nigdy samodzielnie. Mrozia j myl o tym otwieraniu sobie 
drogi kuakami. Dotychczas prowadzono j; rka, co j wioda, bya twarda, nielitociwa, ale 
j prowadzia i mniej wicej czuwaa nad ni. Tutaj miaa swj kt, swj las, swoje miejsca 
ulubione, do ktrych organicznie si ju przystosowaa  a tam, gdzie w wiecie szerokim, 
co tam znajdzie?... 

Nie! nie moga si zdoby na stanowczo. Musiaa jaka burza przyj, wyrwa j i wyrzuci 
daleko std, jak wyrywaa drzewa i rzucaa po polach pustych. Czekaa ju teraz 
wprost na przypadek. Krska tymczasem informowaa j cigle o towarzystwach prowincjonalnych. 
Z pism zreszt wiedziaa nazwiska dyrektorw i opinie, jakie mieli. Robia pewne 
przygotowania i oszczdnoci. Ojciec wypaca jej procent od posagu regularnie i zdoaa 
przez rok zaoszczdzi z niego przeszo dwiecie rubli. 

To owiadczenie Grzesikiewicza i zapewnienie ojca, e musi wyj za niego, wzburzyo j. 

 Nie, nie i nie!  mylaa teraz chodzc po swoim pokoiku.  Nie pjd za m! 
O zampjciu nigdy na serio nie mylaa. Czasami mio jaka wielka, wstrzsajca 
snua si jej w myli, marzya o niej przez chwil, ale o maestwie nie pomylaa nigdy. 
Dosy lubia nawet Grzesikiewicza, bo jej nigdy nie mwi pswkami o uczuciach, nie 
grywa przed ni miosnych komedii, do jakich j przyzwyczaili inni wielbiciele, lubia go za 
prostot, z jak opowiada, co musia przecierpie w szkoach, jak mu wymylano od chamw, 
od karczmarskich synw, jak go upokarzano i jak im paci za to pici  po chopsku. 

mia si przy tych opowiadaniach, ale mia w miechu jaki akcent alu czy urazy. 

Chodzia z nim nieraz na spacery, bywaa z ojcem w ich domu, lubia bardzo star Grzesikiewiczow, 
ale eby wyj za m za niego!... Rozemiaa si z tej myli, tak si jej wydaa 
mieszn i dziwaczn. 

Otworzya drzwi do pokoju ojca, aby mu powiedzie ostro i stanowczo, e Grzesikiewicz 
nie ma po co przyjeda; ale Orowski spa ju po obiedzie w swoim fotelu, z nogami opartymi 
o parapet okienny. Soce wiecio mu prosto w twarz, prawie ju miedzian od opalenia. 


Cofna si. Przeczuwaa po niepokoju, jaki rs w niej, e burza bdzie straszna, bo ojciec 
nie bdzie chcia ustpi, ale czua, e i ona nie ustpi. 

 Nie, nie i nie!... Choby przyszo ucieka z domu, a nie pjd za m!... 
Ale j zaraz chwytaa bezradno czysto kobieca po takiej stanowczej myli i spogldaa 
prawie ze strachem w przestrze, w ktrej zdawaa si widzie siebie sam uciekajc z do-
mu. 

 Pojad do wujw... tak!... a stamtd do teatru... Nikt mnie nie zmusi, abym tutaj pozostaa. 
I a zawrt gowy uczua z oburzenia na myl, e moe j kto chcie zmusza, i zaraz potem 
hardo patrzya w przyszo  i bya ju zdecydowan na wszystko, byle nie ustpi. 
Syszaa, jak ojciec wsta, potem z okna przygldaa si pocigowi osobowemu, ktry odchodzi; 
syszaa dzwonki stacyjne, szwargot kilku wsiadajcych ydkw; widziaa czerwon 
czapk ojca, te wypustki telegrafisty, rozmawiajcego przez okno wagonu z jak pani; 
widziaa i syszaa wszystko, ale nie rozumiaa nic z tego. Ta stanowcza chwila, to jutro, wywieraa 
na ni ju swj wpyw. 

Krska przysza i swoim zwyczajem zacza koowa po pokoju cichym, kocim ruchem, 
nim si odezwaa. Miaa w twarzy wyraz wspczucia i rzewno w gosie. 

 Panno Janino! 
Janka spojrzaa na ni i przeczytaa wyranie jej obaw. 
 Nie! moesz mi pani wierzy, e nie!  odpowiedziaa silnie. 
13 



 Ojciec da sowo... bdzie chcia koniecznie posuszestwa... co to bdzie z tego?... 
 Nie! nie pjd za m!... moe sobie ojciec odwoa sowo; mnie nie zmusi... 
 Tak... ale zacznie si to dopiero wojna, zacznie!... 
 Przetrzymaam ju tyle, przetrzymam i wicej. 
 Ja si boj... to si tak gadko nie skoczy. Ojciec taki gwatowny... Ja nie wiem, jak tam 
pani moe znosi tyle... Gdybym bya na miejscu pani, to wiem, co bym zrobia... i to zaraz, 
dzi, natychmiast! 
 Ciekawam... niech mi pani da jak rad. 
 Wyjechaabym przed wszystkim, eby unikn hecy. Pojechaabym do Warszawy... 
 No i c dalej?  pytaa Janka z dreniem w gosie. 
 Zaangaowaabym si do teatru i niech si co chce dzieje! 
 Tak, to dobra myl, ale... ale... 
I nie dokoczya, bo dawna bezradno i dawne obawy znowu wrciy; siedziaa ju, nie 
odpowiadajc Krskiej, ktra widzc, e projekt jej nie zostanie wykonany, wysza zirytowana. 


Janka woya jaki kaftan, filcow czapk, [wzia] kij i posza do lasu, ale dzi nie moga 
si tam bezmylnie wczy ani znale rozkoszy w obcowaniu z sam sob, nawet marzy o 
scenie nie moga. 

Posza na szczyt tej gry kamienistej, skd si otwiera rozlegy widok na lasy, na wsie za 
nimi i na nieskoczony obszar przestrzeni. Patrzya si, ale ta cisza w przestrzeniach, niepokj, 
to przeczuwanie burzy, jaka trwoga, denerwoway j silnie. Wiedziaa, e jutro co si 
zdecyduje, co si stanie takiego, czego pragna i baa si jednoczenie... 

Wrcia o zmroku do domu. Nie rozmawiaa ani z ojcem, ani z Krsk, tylko zaraz po kolacji 
posza do swojego pokoju i czytaa bardzo dugo Consuelo Jerzego Sanda. 

W nocy sny j trapiy cikie, e si co chwila budzia spocona i jeszcze przede dniem 
obudzia si zupenie i nie moga spa. Leaa z szeroko otwartymi oczyma i patrzaa w sufit, 
na ktrym rysowaa si plama wiata, oderwana od latarni peronowej. Pocig jaki szed z 
hukiem, syszaa dugo jego oskot rytmiczny i cae chry gosw przeciskay si przez szyby 
strumieniami dwikw. 

W gbi pokoju zalanej mrokiem, penej jakich byskw, snujcych si niby oderwane 
promieniowanie wiate dawno zagasych  zdawaa si widzie widma, zarysy jakich scen, 
postaci, dwikw... Mary mzgu zmczonego napeniay pokj halucynacjami. Spostrzega 
jaki gmach ogromny, dugi, z szeregami kolumn, jak si zacz zarysowywa i wyania z 
mrokw... nie wiedziaa, co to jest, ale patrzya... 

Potem szy sceny i postacie jakie tragiczne, przestrzenie zalane wiatem, gosy muzyki, 
ciba ludzka, miasto wielkie, ulice dugie, domy wysokie, tok na ulicach. 

Rano wstaa tak zdenerwowana, e si na nogach utrzyma nie moga. 

Syszaa, e ojciec dysponuje wystawny obiad, e robi przygotowania do uroczystego 
przyjcia. Krska chodzia koo niej na palcach i umiechaa si subtelnie drwicym umieszkiem, 
ktry Jank drani. Odurzona bya wyczerpaniem i burz, jaka wrzaa w niej. Przygldaa 
si wszystkiemu obojtnie, bo myl jej bya cigle o tej oczekiwanej walce z ojcem. 
Chciaa co czyta, zaj si czym, ale wszystko wysuwao si jej z rk bezwadnych. 

Posza do lasu, ale zaraz zawrcia z powrotem, bo nie wiedziaa, po co tam i?... Nuda 
jaka rozlaa si po niej i niepokj przysania jej serce mg coraz wiksz. Nie moga si w 
aden sposb otrzsn z tego nastroju. 

Zacza gra machinalnie gamy, ale monotonne, usypiajce szmery dwikw denerwoway 
j jeszcze wicej. 
Graa pniej nokturny Chopinowskie, graa dugo, wsuchiwaa si w te tony nieokrelone, 
co byy jakim piewem zawiatw, co miay w sobie akcenta ez, cierpie, krzykw, roz


14 



paczy bezsilnej; blaski zimnych nocy ksiycowych, jki podobne do szeptw dusz konajcych, 
szmery, wiata, umiechy rozcze, drgania ycia subtelnego i smutnego... 

I rozpakaa si spazmatycznie. Pakaa dugo, nie wiedzc, dlaczego pacze, ona, ktra od 
mierci matki nie wylaa ani jednej zy. 

Poczua si znkan pierwszy raz w yciu, ktre dotychczas byo tylko cigym buntem 
protestu i szamotania si... Obudzio si w niej gbokie pragnienie podzielenia si smutkami 
duszy: zapragna wyszepta na jakim sercu yczliwym te myli obdne, strzpy uczu, 
cierpienia nieokrelone i obawy... akna wspczucia czujc, e to znkanie byoby mniejszym, 
bl cichszym, zy nie tak palce, gdyby moga otworzy serce przed jak serdeczn 
przyjacik. 

Poznaa, e samotno jest nieszczciem w pewnych stanach duszy. 

Krska zawoaa j na obiad objaniajc, e Grzesikiewicz ju czeka. 

Wytara lady ez, poprawia wosy  posza. 

Grzesikiewicz pocaowa j w rk i usiad obok niej. 

Orowski mia humor witeczny i coraz domylniki i tryumfujce spojrzenia rzuca na 
Jank. 

Pan Andrzej by milczcym i niespokojnym; czasami si odzywa, ale tak cicho, e ledwie 
Janka usysze moga. Na Krskiej zna byo zdenerwowanie. 

Jaka pospna atmosfera wisiaa nad wszystkimi. 

Obiad wlk si ciko i nudnie. Orowski chwilami wpada w zadum i wtedy marszczy 
brwi, targa gniewnie brod i mordercze spojrzenia rzuca na crk. 

Po obiedzie przeszli do saloniku. 

Podano czarn kaw i koniak. 

Orowski wypi szybko kaw i wychodzc pocaowa Jank w gow i mrukn co niezrozumiale. 


Zostali sami. 

Janka patrzya w okno; Grzesikiewicz, czerwony, rozstrojony, dziwny, zacz co mwi i 
popija kaw maymi ykami, wreszcie wypi j od razu, filiank odsun, a si przewrcia 
ze spodkiem na st. 

Janka rozemiaa si z tej gwatownoci i z miny, z jak si tumaczy. 

 Niech si pani nie dziwi, ale w takiej chwili czowiek by lamp pokn nie zauwaywszy... 
 Trudno by byo  odpowiedziaa i znowu j miech pusty i bezmylny zatrzs. 
 Pani si ze mnie mieje?  zapyta patrzc jej niespokojnie w oczy. 
 Nie, tylko tak mi komiczn wydawaa si myl poknicia lampy. 
Milczeli. Janka skubaa abaur, a Grzesikiewicz szarpa rkawiczki i bezmylnie, odruchowo 
przygryza sobie wsy; wzruszenie dawio go po prostu. 

 Ciko mi... okropnie mi ciko!...  zacz podnoszc na ni oczy bagalnie. 
 Dlaczego?  zapytaa krtko i wymijajco. 
 No, bo... bo... Jak Boga kocham, nie wytrzymam ju duej!... Nie, ju nie mog si duej 
mczy, powiem po prostu: kocham pani i prosz o jej rk!  zawoa gono i a odetchn 
z ulgi ogromnej, ale uderzy si w czoo i biorc rk Janki zacz znowu: 
 Kocham pani dawno, baem si pani mwi o tym, i teraz take nie umiem si wygada, 
nie umiem tego tak okreli i wypowiedzie, jak bym chcia... Kocham pani i bagam, bd 
moj on... 
Pocaowa j gorco w rk i patrzy si w ni swoimi niebieskimi, poczciwymi oczyma, z 
ktrych buchao lepe przywizanie i mio szczera i gboka. Usta dray mu nerwowo i 
blado pokrya twarz. 

Janka podniosa si z krzesa i patrzc mu prosto w oczy odpowiedziaa wolno i po cichu: 

 Nie kocham pana. 
15 



Zdenerwowanie gdzie znikno; wiedziaa, e ta chwila oczekiwana ju si zacza, wic 
bya gotow. Spokojne zdeterminowanie przegldao w jej oczach chodno patrzcych. 
Grzesikiewicz odsun si gwatownie, jakby go kto uderzy silnie w piersi, ale powrci 
na miejsce i nie rozumiejc jeszcze znaczenia sw usyszanych mwi drcym gosem: 

 Panno Janino... bd pani moj on... Kocham pani!... 
 Nie kocham pana, nie mog przeto za pana wyj... nie pjd wcale za m!...  odpowiedziaa 
tym samym gosem, ale przy ostatnim wyrazie gos jej zadrga jakim akcentem li-
toci dla niego. 
 Jezus, Maria!  wykrzykn Grzesikiewicz chwytajc si za gow.  Co pani powiedziaa?... 
Co to jest?!... Pani nie pjdzie za m!... nie chce pani by moj on?!... Pani mnie 
nie kocha!... 
Uklk raptownie przed ni, schwyci j za rce i okrywajc je pocaunkami, prawie przez 
zy strachu gorczkowego, zacz j baga tak silnie, tak pokornie, tak mu gos drga kaniem 
mioci ogromnej, e chwilami zatrzymywa si, aby zaczerpn powietrza i zebra myli. 

 Nie kocha mnie pani?... Pokocha mnie pani. Przysigam, e ja i matka moja, i ojciec bdziemy 
jej niewolnikami... Poczekam wreszcie... Niech pani powie, e za rok... za dwa... za 
pi... bd czeka. Przysigam pani, bdziemy czeka!... Ale niech mi pani nie mwi, e 
nie!... Na mio bosk, niech mi pani nie mwi tego, bo si wciekn z rozpaczy! Jak to?... 
nie kocha mnie pani!... ale ja pani kocham... my wszyscy pani kochamy... my nie potrafimy 
ju y bez pani!... nie... Ojciec mi powiedzia, e... e... a tutaj!... Jezus, Maria! ja si 
wciekn!... Co pani robi ze mn!... co pani robi!... 
Porwa si z ziemi i chwytajc si za gow rozczochran krzycza prawie z blu. 
Janka miaa zy w oczach i al si jej robio; ta jego szczera i taka prosta rozpacz, objawiajca 
si tak targajce, podziaaa na ni dziwnie. 
Bya chwila, w ktrej poczua we wasnym sercu te zy jego i rozpacz  i jaka sympatia 
litosna targaa j, e ju odruchowo poda mu chciaa rce i powiedzie, e bdzie jego on 

 ale to trwao krtko. 
Staa znowu ze zami rozczulenia w oczach, ale z obojtnoci w sercu i patrzya si zimno. 


 Panno Janino, bagam o odpowied!... Niech pani pomyli, e odmow zabija pani mnie, 
matk moj, ojca, wszystkich... 
 Wolaby pan, ebym ja si zabia dla wszystkich!  odpowiedziaa chodno i usiada z 
powrotem. 
 A!!...  wyrwao mu si z garda i odchyli gow nieco w ty, jakby z obawy, e sufit runie 
natychmiast. 
Machinalnie zerwa rkawiczki z rk, podar, a raczej poszarpa je i rzuci na podog, zapi 
surdut na wszystkie guziki, a wreszcie silc si na spokj powiedzia: 

 egnam pani... ale... e zawsze... e wszdzie... e nigdy...  szepn z trudem, pochyli 
gow i szed ku drzwiom. 
 Panie Andrzeju!...  zawoaa silnie. 
Grzesikiewicz odwrci si ode drzwi z jakim byskiem nadziei w oczach. 
 Panie Andrzeju  mwia proszco  nie kocham pana, ale go szanuj... nie mog wyj 
za pana, nie mog, ale zawsze... bd o panu wspomina jak o czowieku szlachetnym. Pan 
mnie rozumie, e to byoby podoci i za czowieka niekochanego... Pan si brzydzi obud 
i kamstwem  i ja go nienawidz. Przebaczy mi pan, ale ja sama cierpi... sama take nie jestem 
szczliw... o nie!... 
 Panno Janino... gdyby tylko... gdyby... 
Spojrzaa na niego tak bolenie, e zamilk i wyszed wolno. 
Janka siedziaa jeszcze, patrzc na drzwi, ktrymi wyszed  i jeszcze miaa w mzgu 
dwiki jego sw, gdy wszed do pokoju Orowski. 

16 



Spotka si z Grzesikiewiczem na schodach i z jego twarzy dowiedzia si o wszystkim. 
Janka a krzykna ze strachu, tak ojciec zmieni si strasznie. Twarz mia brudnosin, 
oczy wysadzone, gowa mu si trzsa jakimi poprzecznymi ruchami. 
Usiad przy stole i cichym, przyduszonym gosem zapyta: 

 Co powiedziaa Grzesikiewiczowi? 
 To, co mwiam ojcu wczoraj, e go nie kocham i nie pjd za niego  odpowiedziaa 
miao, ale si zlka tej cichoci i pozornego spokoju, z jakim ojciec przemawia. 
 Dlaczego?  rzuci krtko, jakby nie rozumiejc. 
 Powiedziaam: nie kocham i nie chc wcale wyj za m. 
 Gupia!... gupia!... gupia!...  sycza przez zacinite zby i podnosi si z wolna z 
krzesa. 
Patrzya na niego spokojnie i dawna jej zacito wracaa. 

 Powiedziaem, e pjdziesz za niego... daem sowo, e pjdziesz za niego, to pjdziesz! 
 Nie pjd!... Nikt mnie nie potrafi zmusi!...  odpowiedziaa ponuro, z moc patrzc si 
w byszczce oczy ojca. 
 Zacign ci do otarza. Zmusz ci!... musisz!...  woa gucho. 
 Nie! 
 Wyjdziesz za Grzesikiewicza; ja ci to mwi, ja, twj ojciec, rozkazuj ci to zrobi!... 
Usuchasz mnie natychmiast, bo ci zabij!... 
 Dobrze, niech mnie ojciec zabije, ale nie usucham. 
 Wypdz ci z domu!...  krzycza ju gono, odzyskujc siy i ciskajc nerwowo porcz 
krzesa. 
 Dobrze! 
 Wyrzekn si ciebie! 
 Dobrze!  odpowiadaa coraz silniej. Czua teraz, e z kadym sowem ojca dusza jej 
twardnieje i nasyca si coraz wiksz stanowczoci. 
 Wypdz ci!... syszysz?... i choby konaa z godu, choby skomlia u drzwi, nie 
wpuszcz, nie zechc nigdy wiedzie o tobie! 
 Dobrze... 
 Janka! ty mnie nie doprowadzaj do ostatecznoci. Ja ci prosz, id za Grzesikiewicza, 
moja crko, dziecko moje!... przecie to dla twojego dobra ja chc tego maestwa. Nie masz 
nikogo oprcz mnie na wiecie; ja jestem stary... umr... zostaniesz sama, bez opieki, bez 
utrzymania... Janka, ty mnie nigdy nie kochaa!... eby ty wiedziaa, jaki ja jestem przez 
cae ycie nieszczliwy, to by si ulitowaa!...  prosi, ale w gosie mia akcenta krzyku i 
groby. 
 Nie!... nigdy!...  odpowiedziaa, nie poruszona ani na chwil jego prob i skargami. 
 Ostatni raz ci pytam!  krzykn, onieprzytomniony jej odpowiedzi. 
 Ostatni raz mwi, e nie! 
Orowski z tak si rzuci krzesem o ziemi, e si rozleciao w kawaki; rozerwa sobie 
konierz koszuli, bo go dusi spazm wciekoci, i z porcz w rku rzuci si do Janki, by j 
uderzy, ale jej zimny, prawie pogardliwy wyraz twarzy oprzytomni go w jednej chwili. Odrzuci 
od siebie t porcz. 

 Precz!!...  wrzasn wskazujc drzwi  precz!... syszysz?... Wypdzam ci na zawsze z 
mego domu!... Nie przestpisz nigdy tego progu, pki y bd, bo ci zabij jak psa wciekego 
i wyrzuc za bram!... Nie mam ju crki!... 
 Dobrze, pjd precz...  odpowiedziaa machinalnie. 
 Nie mam ju crki! Nie chc ci zna, nie chc nic sysze o tobie!... zgi!... Zabij!... 
zabij!...  krzycza biegajc po pokoju jak szalony. 
Jego wariactwo wybuchao teraz w caej sile. 
Wybieg potem z mieszkania i widziaa przez okno, jak lecia do lasu. 

17 



Siedziaa gucha, niema, zlodowaciaa... Spodziewaa si wszystkiego, ale nigdy, e j wypdzi 
z domu wasny ojciec. Poczua straszny al do niego, ale ani jedna za nie bysna w jej 
oku. Ogldaa si nieprzytomnie, bo wci syszaa ten chrapliwy krzyk: precz! precz! 

 Pjd precz, pjd...  odpowiadaa pokornym, zamanym gosem poprzez zy, ktre jej 
zaleway serce  pjd... 
Byo jej jednak tak ciko, tak strasznie ciko na duszy, e siedziaa zamierajc z blu: 
zdawao si jej, e to precz ojcowskie smaga j jak prtem elaznym i e si oblewa krwi 
mki... 

 Boe mj. Boe! za c ja jestem tak nieszczliwa?...  zawoaa pniej. 
Krska, ktra wszystko syszaa, przybiega do niej; ze zami w gosie zacza j pociesza, 
lecz Janka odsuna j agodnie. Nie tego jej byo potrzeba: nie takich sw i nie takiej pociechy. 


 Ojciec mnie wypdzi... musz wyjeda...  rzeka dziwic si w duszy tym krtkim 
dwikom, ktre zamykay w sobie tak wiele. 
 Ale to niemoebne!... Ojciec da si przeprosi... 
 Nie; nie zostan ju tutaj duej. Dosy mam mki, dosy... 
 Pojedzie pani do wujw? 
Janka si zamylia na chwil, lecz nagle jej twarz pospna rozjania si blaskiem stanowczoci. 


 Pojad do teatru. Stao si! 
Krska spojrzaa na ni zdziwiona niby i zacza jej odradza. 
 Niech mi pani pomoe pakowa rzeczy. Pierwszym pocigiem odjad... 
 Osobowy teraz nie idzie do Kielc. 
 Pojad do Strzemieszyc, a stamtd Drog Wiedesk do Warszawy. 
 Nieche si pani namyli jeszcze... taki krok to na cae ycie. Mona pniej aowa... 
 Stao si!... Ju tak musiao si sta, to i nie bdzie inaczej. 
I zaraz spiesznie, nie odpowiadajc na uwagi Krskiej, zacza si gorczkowo pakowa. 
Bielizn, garderob, ksiki, nuty, drobiazgi rne  wszystko to ukadaa ze starannoci do 
swojego, jeszcze z pensjonarskich czasw, kufra, jakby wyjedaa po wakacjach. 

Nie mylaa ju nic ponadto i nie czua, tylko, e musi zaraz, natychmiast wyjeda; e 
musi si znale jak najdalej od Bukowca, jakby wewntrznie obawiaa si, e moe jej zabrakn 
pniej si i odwagi. 

Poegnaa si z Krsk obojtnie. Wydawaa si spokojn i zimn na pozr, i bya ni, tylko 
jakie drgania ust i to drenie wewntrzne, ktrego nie moga przyciszy, byy ladami tej 
burzy niedawnej. 

Kazaa zanie rzeczy na d, a majc jeszcze z godzin czasu do pocigu posza do lasu. 
Usiada pod rozoystym bukiem i zapatrzya si przed siebie. 

 Na zawsze!...  odpowiedziaa pgosem, jakby gstwinie, co zacza trz limi, 
szemra i pochyla si ku niej. 
 Na zawsze!...  szeptaa wpatrzona w czerwonawe byski soca, chylcego si do zachodu, 
co przeciekay przez spltane gazie bukw i lniy si na ziemi. 
Las stan w wielkiej ciszy, jakby sucha tych jej sw ostatniego poegnania, jakby dziwi 
si w milczeniu, e moe kto, co si w nim urodzi i wychowa, co y z nim jednym uczuciem, 
co tyle ez w jego objciach wyla, tyle przemarzy w jego ciszy  egna si i odej  
na zawsze; szuka lepszej doli i przyjaci szczerszych. 

aonie zaszemray drzewa... Co, niby pie poegnania i wyrzutu smtnego, przeleciao 
po lesie; poruszyy si zielone wachlarze paproci, mode listki leszczyn zaczy si trzepota, 
sosny cienkimi igiekami zaszeleciy cicho  i zadrga, oywi si las jkiem przecigym. 
Ptaki zapieway urywanymi, przestraszonymi gosami, a po niebie, po ziemi zasanej limi, 

18 



mchami zotymi, konwalijkami biaymi, po lesie zielonym przebiegay jakie cienie, jakie 
dwiki, jakie hukania, podobne do ech ka aosnych... 

 Zosta!... ja ci starcz za wszystko... zosta!...  zdawa si mwi las mocnym gosem 
mioci ojcowskiej. 
Potok szumia zgiekliwie, burzy si, podwaa pnie i kamienie, co mu tamoway drog, 
wymija, okra, spada i rozbity w pian, w kaskad pyw, mienicych si w socu 
wszystkimi barwami tczy, bieg cigle naprzd niepowstrzymanie, szemra zwycisko i 
zdawa si szepta: 

 Id... id... 
Cisza si potem zrobia ogromna, przerywana brzczeniem komarw i chrzstem spadajcych 
szyszek zeszorocznych. 
Kukuka kukaa gdzie daleko. 

 Na zawsze!...  szeptaa Janka. 
Podniosa si i sza z powrotem na stacj. Sza wolno, rozgldaa si mionie po drzewach, 
po ciekach, po zboczach wzgrz i z rozrzewnieniem gbokim, z blem dziwnym egnaa 
je spojrzeniami. 

Czua, e j zy zalewaj; zy alu, odrywania si cierpkiego od tych miejsc, z ktrymi si 
zya tak gboko i z ktrymi si musi rozsta na zawsze... 

Teraz, w tej chwili dopiero, poczua ca gorycz swego wyjazdu i teraz poznaa, e to nieprawda, 
i ona tutaj nic nie kochaa i nic, i nikogo nie zostawi tutaj drogiego!... Zostawiaa te 
lasy, co byy czstk jej duszy najdrosz, zostawiaa gry, polanki, niebo czyste, to ycie 
burzliwe, ale swobodne  te chwile samotnoci  przeszo ca, pen walk, burz, rozszale, 
zachwytw i marze... 

Zostawiaa wicej, ni moga zrozumie na razie. 

Patrzya z gorzk zawici na wszystko, e wszystko to zostanie  i mylaa pospnie, e 
tak samo soce bdzie wieci nad tym drogim kawakiem ziemi, tak samo lasy bd szumie 
i woa tysicami gosw w noce burzliwe jesieni; wiosny i bd, kwiaty kwitn  i 
ta pustka, to dobro jej, pene melancholii, te noce ksiycowe, zadumy lasw  wszystko to 
bdzie... tylko ona odej musi... tylko j los wyrywa i rzuca daleko... i na zawsze... 

Potem mylaa o tym nowym yciu, do jakiego sza  i ale za przeszoci przycichy, i 
podnosia si w niej z wolna jaka wiadoma siebie sia ycia, i przejmowaa j moc, e si 
wyprostowywaa, patrzya coraz mielej przed siebie i coraz bardziej podnosia gow. 

Zobaczywszy ojca na peronie nie drgna nawet: ju si pomidzy nimi rozciga ten nowy 
wiat, do ktrego uciekaa, i pociga j obietnicami szczcia i sawy. 

Znajomi przystpowali do niej, witali si, pytali o zdrowie, dokd jedzie itd. 

Odpowiadaa, e do rodziny, i nie tracia spokoju. Miaa go nawet tyle, e posza sama do 
kasy po bilet. 

Stana przed okienkiem i zadaa go gono. 

Orowski (bo on sam sprzedawa bilety) podnis gow gwatownie; co, jakby cie czerwony, 
przeleciao mu po twarzy, ale nie odezwa si. Wyda jej reszt, spokojnie i zimno si 
patrza gadzc brod, jakby jej nigdy nie zna. 

Odchodzc odwrcia gow i spotkaa si z jego rozpalonym wzrokiem. 

Odsun si gwatownie od okienka, zakl gono  a ona posza, tylko e sza wolniej jako 
i nogi pod ni dray. 

Ten bysk oczw, jakby zakrwawionych zami, uderzy w ni i zaciy na sercu. 

Pocig przyszed  wsiada. Jeszcze z okien wagonu patrzya na stacj. 

Krska powiewaa z mieszkania chustk i udawaa, e zy obciera. 

Orowski w czerwonej czapce, w niepokalanie biaych rkawiczkach, ze sztywn min 

urzdow, chodzi po peronie; nie spojrza w jej stron ani razu. 

19 



Dzwonek uderzy, rozleg si wist maszyny, potem gwizdka nadkonduktora i pocig ruszy. 


Telegrafista egna j ukonami; nie widziaa  widziaa tylko, jak ojciec wolno i ciko 
odwrci si i wszed do swojej kancelarii. 

 Na zawsze!...  szepna wychylajc si z okna i ogarniajc wzrokiem wszystko: lasy, 
wsie, wzgrza, moczary i znw to samo, przemykay si niby cienie fantastyczne  a ona patrzaa 
czujc, e j jednoczenie porywa jaka sia ogromna, e jest ju na asce i nieasce jakiej 
mocy wielkiej, co j wyrwaa z gniazda i niesie w nieznane wiaty, ku nieznanym przeznaczeniom. 
Noc zapada. 

Ksiyc pyn po ciemnym granacie przestrzeni, niby d srebrzysta po morzu nieskoczonoci 
 a ona wci wychylaa si przez okno i patrzya w stron Bukowca, szepcc od 
czasu do czasu sucho i bezdwicznie: 

 Na zawsze!... na zawsze!... 
* 
** 

Orowski o zwykej godzinie przyszed na kolacj. 

Krska pomimo radoci bya niespokojn; patrzya mu w oczy trwonie, chodzia jeszcze 
ciszej, bya teraz jeszcze pokorniejsz i mniejsz. 

A on, jakby si mocowa sam ze sob, bo nie wybucha kltw i nie wspomina nic o Jance. 


Na drugi dzie tylko zamkn pokj Janki na klucz i schowa go do biurka. 

Nie spa w nocy: oczy mia wpadnite i cer trupi. Krska syszaa, e przez ca noc chodzi 
po swoim pokoju, ale sub peni jak zwykle. 

Przy obiedzie Krska omielia si sama z czym odezwa. 

 Aha!... z pani si musz jeszcze zaatwi!... 
Krska zblada. Zacza mwi o Jance, o swojej yczliwoci, o tym, jak ona j odwodzia 
od wyjazdu, jak j serdecznie bagaa. 

 Gupia pani!... Pojechaa, bo chciaa... Niech tam kark skrci!... 
Krska zacza si rozwodzi nad osamotnieniem jego. 
 Suka!...  mrukn spluwajc pogardliwie.  Pani moesz sobie jeszcze dzisiaj odjecha. 
Zapac, co si naley, i precz mi z domu, bo przysigam Bogu, e przez robotnikw wyrzuci 
ka!... Jak sam, to sam... bez opiekunek!... Suka!... przysigam Bogu!... 
Rozbi szklank o st i wyszed. 

20 



II 


Ogrdek teatralny si budzi. 

Kurtyna ze skrzypem posza w gr i ukaza si rozczochrany chopak, bosy i w koszuli, i 
wzi si do zamiatania wityni sztuki. Kurz tumanami pyn na ogrdek, osiada na czerwonym 
suknie krzese i na rzadkich liciach kilku suchotniczych kasztanw. 

Garsoni i suba restauracyjna robili porzdki pod olbrzymi werand. Sycha byo stuk 
mytych kufli, trzepanie chodnikw, suwanie krzese i ciche szepty bufetowej, rozstawiajcej z 
pewnym namaszczeniem szeregi butelek, talerzyki z przekskami i ogromne bukiety a la Ma-
kart, podobne do miote zasuszonych. 

Z boku zagldao soce jaskrawe i banda czarnych, ruchliwych wrbli wisiaa na gaziach, 
trzepotaa si na porczach krzese, dopominajc si krzykiem okruchw. 

Dziesita wydzwonia na bufetowym zegarze wolno i uroczycie, gdy na werand wpad 
wysoki, szczupy chopak; podart czapk mia na czubku gowy, obsypanej rudawymi piercionkami 
poskrcanych wosw, twarz piegowat i miejc si, nos zadarty nieco. Lecia 
wprost do bufetu. 

 Ostronie, Wicek, bo buty zgubisz!...  zawoaa bufetowa. 
 Nic to, ka je tylko przefasonowa!  odpar wesoo, spogldajc na swoje buty, ktre w 
nieznany sposb trzymay si jego ng, pomimo e nie miay podeszew ani wierzchu. 
 Prosz pani o naparsteczek mulinu!  zawoa kaniajc si zamaszycie. 
 Gotwka jest?  spytaa bufetowa wycigajc rk. 
 Nic a bdzie... Wieczorem oddam, jak pani szanuj, oddam rzetelnie  prosi akcentujc 
charakterystycznie. Bufetowa ruszya tylko ramionami pogardliwie. 
 Niech pani da... zaproteguj pani do szacha perskiego... Oj, oj! taka obszerna facetka, to 
pewne angama... 
Garsoni wybuchnli miechem, bufetowa trzasna silniej metalow podstawk. 

 Wicek!  zawoa kto od wejcia. 
 Sucham pana reysera. 
 S ju wszyscy na prbie? 
 Oho! nic a bdzie!...zawoa miejc si obuzowato. 
 Zamawiae?... bye z oklnikiem?... 
 Byem. Wszyscy si podpisali. 
 Bye z afiszem u dyrektora? 
 Kiedy dyrektor by jeszcze za kulisami: lea w ku i but sobie oglda. 
 Trzeba go byo da dyrektorowej. 
 Kiedy pani dyrektorowa zaatwiaa si z dziemi; troch byo za gono, wic daem nura. 
 Polecisz z listem na Ho, wiesz... 
 Par razy. Zacna niewiasta! jak wczoraj jeden pan w krzesach powiedzia na pann Nicolet. 
 Zaniesiesz, dostaniesz odpowied i przylecisz natychmiast. 
 Panie reyserze, zarobi co, prawda?... bo takim biedny, psiako soniowa, e... 
 Dostae przecie wieczorem a conto. 
21 



 I... fajgla! Rozmieniem go zaraz na piwoni i serdelansy. Zapaciem z reszty komorne, 
daem a conto swojemu szewcowi, rat na premiwk i czysto! 
 Mapa zielona jeste!... Masz za drog. 
 Bogosawione rce, co daj czterdziestki!  zawoa komicznie, szasn butami i znikn 
podskakujc z uciechy. 
 Ustawi scen do prby!  krzykn reyser i usiad pod werand. Towarzystwo schodzio 
si powoli. Witali si w milczeniu i rozchodzili po ogrdku. 
 Dobek!  zawoa reyser na wysokiego mczyzn, idcego do bufetu  chlapiesz od 
rana, a na prbie nic ci nie sysz, suflujesz pod psem!... 
 Reyserze! miaem taki sen: Noc... studnia... potykam si... lec w gb... Strach mnie 
cisn... krzycz... ratunku nie ma... chlup!... jestem w wodzie... Brr!... tak mi teraz zimno, e 
niczym si rozgrza nie mog. 
 Nie zawracaj swoimi snami. Pijesz od rana do nocy. 
 Bo nie mog pi jak wszyscy: od nocy do rana. Zimno... obrzydliwie zimno!... 
 Ka ci da herbaty. 
 Jestem zdrowy, panie Topolski, a ziek uywam tylko w chorobie. A herba teus, team, 
czy herbatum... zika! Moszcz, wycig, pierwiastek ytni, to godne tylko penego czowieka, 
a za takiego mam si honor mie, panie reyserze. 
Wszed dyrektor, a Dobek poszed do bufetu. 

 Obsadzie Nitouche?  zapyta reysera po przywitaniu. 
 Jeszcze niezupenie. Te baby to... S trzy kandydatki na Nitouche. 
 Dzie dobry, dyrektorze!  zawoaa jedna z filarw teatrzyku, Majkowska, aktorka 
przystojna, w jasnej sukni, w jasnej jedwabnej okrywce, w biaym kapeluszu z ogromnym 
strusim pirem. Bya rowa od wypoczynku nocnego i od niedostrzegalnej warstewki ru. 
Oczy miaa wielkie, ciemnobkitne, usta pene i ukarminowane, twarz klasyczn i bardzo 
dumne ruchy. Grywaa pierwsze role. 
 Chod no dyrektor, mam interesik... 
 Zawsze na usugi pani. Moe pienidzy?...  rzuci frasobliwie dyrektor. 
 Tymczasem... nie. Co dyrektor pije? 
 Ho! ho! poleje si tutaj czyja krew!  zawoa podnoszc komicznie rk do gry. 
 Co dyrektor pije, pytam si?... 
 Bo ja wiem. Wypibym koniaku, ale... 
 Boisz si pan ony?... Nie gra przecie w Nitouche. 
 To pewne, ale... 
 Dwjka!... koniak i przekska. 
 Dasz dyrektor rol Nitouchy Nicolecie, co?... Prosz ci o to, dyrektorze; zaley mi na 
tym ogromnie. Pamitaj, Cabiski, e ja nigdy o nic nie prosz, i zrb to... 
 To ju czwarta!... Boe, co ja cierpi przez te kobiety! 
 Ktra chce tej roli? 
 A no, Kaczkowska, dyrektorowa, Mimi, a teraz Nicoleta. 
 Dwjka!... dalszy cig!...  zawoaa stukajc kieliszkiem w tack. 
 Dasz dyrektor Nicolecie. Ja wiem z pewnoci, e ona nie przyjmie, bo ze swoim drewnianym 
gosem mogaby taczy, a nie piewa, ale, widzi dyrektor, w tym ley cay interes, 
eby jej da t rol. 
 No, pominwszy moj bab, ale Mimi i Kaczkowska urw mi gow! 
 Niewiele dyrektor straci na tym. Ja bior na siebie wytumaczenie im tego. Bdziemy 
mie pyszn fars, bo, widzisz pan, bdzie tu dzisiaj ten jej obywatel. Wczoraj chwalia si 
przed nim, e to j miae dyrektor na myli ogaszajc w pismach, e rol Nitouchy gra bdzie 
najpikniejsza i fertyczna XX. 
Cabiski zacz si mia cicho. 

22 



 Tylko ani sowa. Zobaczysz dyrektor, co si zrobi. Pozornie, przy nim, ona przyjmie, aby 
si popisa. Halt j zaraz wemie na prb i sypnie... przy wszystkich; dyrektor odbierzesz jej 
rol i dasz, komu ci si podoba. 
 Straszn pani jeste w nienawici. 
 Ba, w tym i nasza sia ley. 
Poszli na ogrdek, gdzie ju kilkanacie osb towarzystwa czekao na prb. 
W krzesach grupami siedzieli dramatyczni i dramatyczne. miechy, arty, opowiadania, 
skargi rozlegay si ze wszystkich stron, na tle strojenia instrumentw w orkiestrze. 

Pod werand przybywao coraz wicej goci. Podnosi si gwar, brzk talerzy, skrzyp odsuwanych 
krzese. Dymy z papierosw unosiy si oboczkami a pod elazne wizania dachu. 
Zapanowaa codzienna atmosfera restauracji, licznie odwiedzanej. 

Wesza Janka Orowska. Usiada przy jakim stoliku i zapytaa garsona: 

 Prosz pana, czy ju przyszed dyrektor teatru? 
 Tam! 
 Ktry? 
 Co pani kae? 
 Przepraszam, ktry z tamtych panw jest Cabiskim? 
 Sidemka!... cztery wdki!  zawoano z boku. 
 Zaraz, zaraz! 
 Piwa! 
 Ktry z tamtych panw jest dyrektorem?  zapytaa Janka po raz drugi cierpliwie. 
 Zaraz bd pani suy!  odpowiedzia kaniajc si na wszystkie strony i nasuchujc. 
Czua si ogromnie oniemielon. Wydao si jej, e patrz na ni wszyscy, e garsoni 
przechodzc obok, z rkoma penymi kufli lub talerzy, przechylaj si i rzucaj takie dziwne 
spojrzenia, e si rumienia bezwiednie. 

Siedziaa dosy dugo, zanim garson przybieg przynoszc zarazem zamwion kaw. 

 Chce si pani widzie z dyrektorem? 
 Tak. 
 Siedzi w pierwszym rzdzie krzese, od ogrdka. Ten gruby, w biaej kamizelce, o!... widzi 
pani?... 
 Widz. Dzikuj! 
 Moe poprosi? 
 Nie. Zreszt zajty... 
 Rozmawia tylko. 
 A ci panowie, z ktrymi rozmawia?... 
 To take nasi: aktorzy. 
Zapacia za kaw dajc czterdziestwk. Dugo szuka reszty, ale widzc, e ona patrzy w 
inn stron, ukoni si za napiwek. 

 Pjd poprosi... 
 Dobrze, ale jak ci panowie troch odejd... 
 Rozumiem!  powiedzia z gupim umiechem i odszed. 
Janka wypia spiesznie kaw i posza na ogrdek. Przesza obok dyrektora i przyjrzaa mu 
si pobienie. Zobaczya tylko du twarz o bladoci anemicznej, z sinawymi plamami, niezbyt 
sympatyczn. 

Kilku aktorw, stojcych obok niego, sprawio na niej wraenie ludzi piknych. 
Zobaczya w ich gestach, twarzach wygolonych, miechach swobodnych co tak wyszego 
od znanych dotychczas mczyzn, e z pewnym skupieniem wsuchiwaa si w ich gosy. 
Scena odsonita, zalega mrokiem, cigna jej oczy swoj tajemniczoci. 

23 



Widziaa po raz pierwszy teatr z bliska i aktorw nie na scenie. Teatr wyda si jej niby 
witynia grecka, a tych ludzi, ktrych profile miaa przed sob i ktrych dwiczne gosy 
syszaa co chwila, wzia za prawdziwych kapanw sztuki, o jakich marzya nieraz. 

Ogldaa to wszystko po raz pierwszy i oczyma entuzjastki. 

Czua si bardzo zadowolon ju tym, e moga oddycha powietrzem prawdziwego teatru. 


Rozgldaa si ciekawie po wszystkim, gdy nagle zobaczya, e ten sam garson co szepce 
do dyrektora i nieznacznie wskazuje na ni. 

Przeszed j jaki dreszcz obawy dziwnej i denerwujcej; nie patrzya ju, czujc, e kto 
idzie do niej, e jakie spojrzenia ci na jej gowie i okraj jej posta. 

Nie wiedziaa jeszcze, od czego zacznie, co powie, jak to zrobi, a czua, e musi si rozmwi. 
Podniosa si, gdy zobaczya Cabiskiego przed sob. 

 Jestem dyrektor Cabiski... 
Staa nie mogc sowa przemwi z gwatownego wzruszenia. 
 Pani raczya mnie wezwa?...  wyrzek i ukoni si z godnoci, na znak, e gotw jest 
sucha. 
 Tak... prosz pana... dyrektora. Chciaam prosi... moe by...  jkaa si nie znajdujc na 
razie sw odpowiednich. 
 Prosz, niech pani spocznie... niech si pani uspokoi... Czy to co tak wanego?...  szepta 
pochyliwszy si ku niej, a jednoczenie mruga znaczco na patrzcych si aktorw. 
 O, bardzo wane!...  odpowiedziaa podnoszc twarz na niego.  Chciaam prosi pana 
dyrektora o przyjcie mnie do teatru. 
To ostatnie zdanie wypowiedziaa szybko, jakby obawiajc si, aby jej odwagi i gosu nie 
zabrako. 

 A!... tylko tyle?... angaowa si panna chciaa?... 
Wyprostowa si i przymruonymi lekcewaco oczyma wpatrywa si krytycznie w jej 
twarz. 

 Umylnie przyjechaam... Pan dyrektor nie odmwi mi, prawda?... 
 U kogo pani bya? 
 Kiedy nie rozumiem... nie wiem, co... 
 W czyim towarzystwie?... gdzie?... 
 Nie byam jeszcze w teatrze. Przyjechaam z prowincji umylnie. 
 Nigdzie?!... Nie mam miejsca! 
I zawrci si do odejcia. 
Jank pochwyci jaki rozpaczliwy strach, e odejdzie z niczym, wic z odwag i prob 
ogromn w gosie zacza mwi z popiechem: 

 Panie dyrektorze!... Umylnie przyjechaam do paskiego towarzystwa. Tak kocham teatr, 
e y bez niego nie potrafi! Nie odmawiaj mi pan! Nikogo tutaj w Warszawie nie mam. 
Zgosiam si do pana, bo czytaam o nim tak wiele w pismach. Czuj, e mogabym gra... 
Umiem na pami tyle rl!... Zobaczy pan, abym tylko zagra moga... zobaczy pan! 
Cabiski milcza. 

 To moe jutro przyj?... par dni mog poczeka...  dodaa jeszcze, widzc, e nie odpowiada, 
a przypatruje si jej tylko z uwag. Mwia krtko, urywanie, gos dra prob i 
temperamentem, modulowa si z atwoci i mia tyle oryginalnoci w dwiku, tyle ciepa, 
e Cabiski sucha jej z przyjemnoci. 
 Teraz nie mam czasu, ale po prbie rozmwimy si lepiej  odpowiedzia. 
Chciaa mu ucisn rk i podzikowa za obietnic, ale zabrako jej do tego odwagi, 
gdy patrzyo na ni w tej chwili coraz wicej osb. 

 Hej. Cabiski! 
 Czowieku! 
24 



 Dyrektorze! c to?... randka?... w biay dzie, w oczach wszystkich, zaledwie o trzy 
pitra od Pepy?...  woano do niego z krzese, kiedy si rozsta z Jank. 
 Jaka tam randka!... 
 Kt to taki?... 
 Dyrektor nie mydlij, uwaa... Tylko to nieostronie, tak na proscenium... 
 Mamy ci!... Udawae kryszta, mj bursztynie!...  woa jeden z towarzyszy, chudy, o 
ustach wiecznie skrzywionych i jakby ciekncych ci i zoliwoci. 
 Ide do diaba, mj kochany!... ani mi si nio!... Pierwszy raz j widz... 
 adna kobieta!... Czeg chce?... 
 Adeptka jaka... chce si angaowa. 
 We dyrektor. adnych kobiet nigdy nie jest za duo na scenie. 
 Dosy tych krowient ma dyrektor. 
 Ba, a chry?... 
 Nie bj si, Wadek, nie obciaj one budetu, bo Caban ma zwyczaj niepacenia, 
szczeglniej kobietom modym, przystojnym i pocztkujcym. 
 Glas zawsze przesadza... to jego najwiksza wada! 
 Zapomniae dyrektor o najwaniejszej wadzie: e ci dusz o ga. A moe to zaleta, 
co?... 
 Oj, co nie, to nie!...  zaprotestowa gorco Cabiski. 
Wybuchnli miechem. 
 Ka dyrektor da sznapsa, to co powiem  zacz znowu Glas. 
 No, co? 
 e reyser kae da po drugim... 
 Mj mieszny panie, twj brzuch ronie kosztem dowcipu... gadasz ju gupstwa!... 
 Tylko dla gupich...  odci zoliwie Glas Wadkowi i poszed za kulisy. 
 Meches, skrka na buty!  mrukn za nim Wadek. 
 Jasiu!  zawoaa dyrektorowa spod werandy. 
Cabiski pobieg na spotkanie. 
Bya to wysoka, tga kobieta, o twarzy penej ladw wielkiej piknoci, starannie malowaniem 
podtrzymywanej; rysy miaa grube, oczy wielkie, wskie usta i czoo bardzo niskie. 
Ubrana bya przesadnie modo i jasno, tak e z daleka sprawiaa wraenie modej kobiety. 

Bya bardzo dumn z ma dyrektora, ze swojego talentu dramatycznego i z dzieci, ktrych 
miaa czworo. Lubia w yciu gra rol matrony, zajtej tylko domem i wychowywaniem 
dzieci, a bya najwiksz komediantk w yciu i za kulisami: na scenie grywaa matki dramatyczne 
i wszystkie starsze, nieszczliwe kobiety, nie rozumiejc nigdy dobrze rl swoich, 
ale grywaa z przejciem i patetycznie. 

Bya straszn dla sug, dla dzieci wasnych i pocztkujcych aktorek, w ktrych podejrzewaa 
talent. Miaa zoliwy temperament, maskowany wobec ludzi jakim przesadnym spokojem 
oraz udawaniem saboci i choroby nerww. 

 Dzie dobry panom!...  woaa uwiesiwszy si z niedbaoci u ramienia ma. 
Otoczyo j towarzystwo. Majkowska ucaowaa j na przywitanie serdecznie. 
 Jake dyrektorowa licznie wyglda dzisiaj!  zawoa Glas. 
 Poprawi ci si wzrok, bo dyrektorowa zawsze licznie wyglda!  rzuci Wadek. 
 Jake zdrowie?... bo wczorajsze przedstawienie musiao dyrektorow dosy kosztowa?... 
 Nie powinna dyrektorowa bra takich rl mczcych. 
 Graa dyrektorowa pysznie!... staymy wszystkie w kulisach... 
 Prasa pakaa... Widziaem, jak arski wyciera oczy chustk. 
 Kicha przedtem... ma ogromny katar  zawoa jaki gos z boku. 
 Publiczno bya wprost olniona i porwana trzecim aktem... wstawali w krzesach... 
25 



 Chcieli ucieka od tej przyjemnoci. 
 Ile bukietw dyrektorowa dostaa? 
 Spytajcie si dyrektora, on rachunek paci. 
 Ach!... mecenas jeste dzi niegodziwym!  zawoaa sodko dyrektorowa siniejc ze 
zoci, gdy aktorzy krzywili si ju z powstrzymywanego miechu. 
 To z dobrego serca... Wszyscy mwi same pikne rzeczy, nieche ja powiem... rozsdne. 
 Impertynent z mecenasa!... jak mona?... a zreszt, c mnie obchodzi teatr!... Graam 
dobrze, to Janka zasuga; graam le, to wina dyrektora, e mnie zmusza do wystpw, do 
przyjmowania coraz nowych rl!... Ja bym tak chciaa zamkn si z moimi dziemi, nie wychodzi 
poza sprawy domowe... Mj Boe!... sztuka to wielka rzecz!... a mymy wszyscy 
przy niej tacy mali, tacy mali, e kadego wystpu boj si jak ognia!...  deklamowaa przed 
mecenasem dyrektorowa. 
 Dyrektorowo, prosz na sweczko!  zawoaa Majkowska. 
 Widzi mecenas, nawet o sztuce nie ma czasu pomwi!  westchna ciko i posza. 
 Stary koczkodan! 
 Wieczna krowienta!... zdaje si jej, e jest artystk! 
 Wya tak wczoraj na scenie, e... jak Boga kocham, mona si byo wciec! 
 Rzucaa si po scenie jak w wielkiej chorobie! 
 Cicho!... bo to wedug niej jest realizm!... 
 Ju mgby Caban, bez szkody dla siebie i dla teatru, puci j na traw... 
 Tyle dzieci!... 
 Mylisz, e ona si nimi zajmuje?... a jake!... Dyrektor i niania. 
Takie zdania i uwagi krzyoway si po odejciu dyrektorowej z Majkowsk. 
Komedia uniesie, zachwytw, yczliwoci trwaa tylko chwil. Pod werand Majkowska 
koczya rozmow. 

 Daje mi dyrektorowa sowo? 
 Dobrze, zrobi si zaraz. 
 Musi tak by. Nicoleta zrobia si po prostu niemoliw w towarzystwie. Omiela si ju 
krytykowa gr pani!... Wczoraj syszaam, jak wygadywaa przed redaktorem  mwia Majkowska. 
 Jak to?... mnie si czepia?...  zapytaa ze zoci dyrektorowa. 
 Nigdy si w plotki nie bawi, nie umiem sia zawici, ale... 
 C ona mwia?... Przed redaktorem, mwi pani?... Ndzna kokietka! 
Majkowska umiechna si nieznacznie, ale prdko odpowiedziaa: 
 Nie powiem... nie lubi gupstw powtarza!... 
 Zapaci si jej za nie!... Damy jej rad!...  szepna dyrektorowa. 
 Dobek! sufler!... do budy! 
 Prba! 
 Na scen! na scen!...  zaczto woa z widowni. 
 Chodmy!... Czy dyrektorowa dzisiaj co gra?... 
 Nie. 
 Dyrektorze!  zawoaa Majkowska  ju mona... dyrektorowa si zgadza. 
 Dobrze, moje robaczki, dobrze... 
Poszed pod werand, gdzie ju siedziaa Nicoleta z jakim niemodym jegomoci, ubranym 
bardzo starannie. 

 Prosimy na prb... Dzie dobry dziedzicowi dobrodziejowi!... 
 Z czego prba?  spytaa Nicoleta. 
 Z Nitouche... przecie j pani grasz... ogaszaem ju o tym w pismach... 
26 



Kaczkowska, ktra w tej chwili przysza i patrzya, zasonia si szybko parasolk, eby 
nie parskn miechem z komicznego zakopotania Nicolety. 

 Nie jestem usposobiona teraz do prby  rzeka przypatrujc si Cabiskiemu i Kaczkowskiej. 
Przeczuwaa widocznie jaki podstp... ale Cabiski z najpowaniejsz min wrczy jej 
rol. 

 Prosz pani rol... Zaczynamy zaraz  rzek odchodzc. 
 Dyrektorze!... mj zoty dyrektorze, rbcie teraz prb beze mnie! ...tak mnie jako gowa 
boli, e nie wiem, czy bd moga piewa  prosia. 
 Nie mona, zaraz zaczynamy. 
 Niech pani piewa!... ja przepadam za piewem pani!...  prosi obywatel caujc j po 
rkach. 
 Dyrektorze! 
 Co, mj sopranie?... 
I dyrektorowa wskazaa na stojc w kulisie Jank. 
 Adeptka. 
 Angaujesz? 
 Potrzeba do chrw... Siostry z Pragi odpyny, bo robiy tylko skandale. 
 Dosy sobie brzydka!  zaopiniowaa Cabiska. 
 Ale bardzo sceniczna twarz!... ma gos ogromnie adny, ale dziwny... 
Janka nie stracia ani sowa z tej rozmowy prowadzonej pgosem, syszaa take chr 
chwalcy dyrektorow i drugi chr  drwin... Patrzya si zdziwionym wzrokiem na wszystkich, 
nic nie rozumiejc, co to znaczy?... 

 Ze sceny! ze sceny! 
Usunli si wszyscy w kulisy, bo wpad na scen cay tum w galopie. 
Kilkanacie kobiet, przewanie modych, ale o twarzach wymalowanych, suchych, przegryzionych 
nerwowoci i gorczkowym yciem teatru. Byy tam blondynki, brunetki, mae, 
wysokie, szczupe i tuste, jaka pstra zbieranina ze wszystkich warstw ycia. Byy pomidzy 
nimi twarze madonn o wyzywajcych spojrzeniach i twarze paskie lub okrge, bez wyrazu i 
bez inteligencji, dziewczyn z ludu. 

Dwie cechy tylko miay wsplne: byy wszystkie ubrane mniej lub wicej przesadnie modnie 
i miay w oczach to co, co si tylko nabywa na scenie  jaki wyraz swobodnej beztroski 
i cynizmu znudzonego. 

Zaczy chrem piewa. 

 Halt!... Na nowo!  ryczay prawie olbrzymie bokobrody i wielka, czerwona twarz dyrektora 
orkiestry. 
Cofny si i weszy ociale, zawodzc jak zbiorow kankaniad, ale co chwila rozlega 
si trzask batuty o pulpit i skrzek: 

 Halt!... na nowo! Bydo!...  mrucza pod nosem, wywijajc paeczk. 
Prba chrw cigna si dosy dugo. 
Aktorzy, rozproszeni po krzesach, ziewali znudzeni, a ci, co brali udzia w wieczornym 
przedstawieniu, chodzili za kulisami, obojtnie czekajc na swoj kolej prby. 
W mskiej garderobie Wicek czyci buty reyserowi i spiesznie opowiada o rezultacie 
wycieczki na Ho. 

 Oddae?... odpowied masz?... 
 Ojej!... 
I poda Topolskiemu dug, row kopert. 
 Wicek!... jak sowo piniesz o tym, kulfonie, to wiesz, co ci czeka!... 
 Nie nowina!... Ta pani to samo mi powiedziaa, tylko e z dodatkiem rubla. 
 Morys!  zawoaa ostro Majkowska stajc we drzwiach garderoby. 
27 



 Zaczekaj... z jednym oczyszczonym butem nie pjd przecie!... 
 Czemu suca nie oczycia? 
 Suca jest waciwie u ciebie; ja si jej nigdy o nic doprosi nie mog. 
 To przyjmij sobie drug. 
 Dobrze, ale tylko dla siebie. 
 Nicoleta, na scen! 
 Zawoa tam!...  krzykn ze sceny Cabiski w krzesa. 
 Chod, Morys, bdziemy mieli hec! 
 Nicoleta, na scen!  woano z krzese. 
 Zaraz! Jestem... 
Nicoleta z butersznytem w zbach i pudekiem cukierkw pod pach biega, a podoga 
dudnia. 

 C u diaba!... prba... czekamy...  mrukn gniewnie dyrektor orkiestry Halt, bo go 
tak przezywano w teatrze. 
 Na mnie nie czekacie tylko. 
 Wanie tylko na pani, a pani wiesz, e nie przyszlimy tutaj na gadanie... Zaczyna! 
 Ja nic jeszcze nie umiem. Niech Kaczkowska piewa... to dla niej partia! 
 Dostaa pani rol, tak?... no, to nie ma co mwi!... Zaczynajmy! 
 Dyrektorze, moe by po poudniu?... ja teraz... 
 Zaczyna!  krzykn gniewnie Halt uderzajc w pulpit. 
 Niech pani sprbuje... Ta partia ley w gosie pani... Ja sama mwiam dyrektorowi, aby 
j da pani  zachcaa z przyjaznym umiechem Cabiska. 
Nicoleta suchaa wodzc oczyma po towarzyszach, ale wszystkie twarze byy nieruchome, 
tylko ten jej obywatel umiecha si mionie z krzese. 

Halt zrobi ruch paeczk, orkiestra si ozwaa, sufler podda pierwsze sowa. 

Nicoleta, ktra bya znan z tego, e nigdy si roli nauczy nie moga, teraz utkna od ra


zu na pierwszym frazesie i zapiewaa, jak tylko mona, faszywie. 
Zaczli po raz drugi; szo ju lepiej, ale Halt umylnie sfaszowa takt, e ucia niesychanego 
kiksa. 
Jednogony chr miechw podnis si na scenie. 

 Krowa muzykalna! 
 Do baletu z takim suchem i gosem! 
 Dobry do zwoywania kur, jak zostanie dziedziczk! 
Nicoleta prawie z paczem podesza do Cabiskiego. 
 Mwiam, e teraz nie mog piewa... nie miaam czasu nawet zajrze w rol. 
 Aha, wic pani nie moe?... Prosz o rol!... Kaczkowska zapiewa... 
 Mog piewa, ale teraz nie umiem... sypa si nie chc! 
 Obywatelom masz pani czas gow zawraca, robi intrygi, obgadywa przed pras, jedzi 
po Marcelinach... to jest czas!...  syczaa Cabiska. 
 Pilnuj lepiej dyrektorowa swoich facetw i swoich dzieci... ode mnie ci zasi!... 
 Dyrektorze! ublia mi ta jaka... 
 Prosz o rol... Zapiewasz pani sobie w chrach, kiedy partii nie moesz. 
 O, nie!... wanie teraz gra j bd!,.. Nie dbam o pode intrygi! 
 Do kogo to pani mwisz?...  zawoaa Cabiska zrywajc si z krzesa. 
 No, choby do pani. 
 Nie jeste pani w towarzystwie! 
 A zdychajcie tu sobie!  zawoaa rzucajc rol w twarz Cabiskiego.  To dawno wiadomo, 
e w waszym towarzystwie nie ma miejsca dla uczciwej kobiety!... 
 Precz std, poda awanturnico! 
 Drwi sobie z ciebie, stara ropucho!... Mam ju dosy waszej szopki!... 
28 



 Id! id!... przyjm ci... w Koryncie! 
 Pjdzie do dziedzica na guwernantk  zawoaa szyderczo Majkowska. 
 Zaczekam, a dyrektorowa zaoy ten Korynt... ze swoich crek! 
Cabiska poskoczya do niej, ale w poowie drogi stana raptownie i wybuchna paczem. 


 Boe mj! moje dzieci!... Jasiu!... moje dzieci!... 
Zachwiaa si na nogach, duszona po prostu przez spazm zoci histerycznej. 
 Na prawo jest kanapka... bdzie pani wygodniej zemdle!  zawoa kto z krzese. 
Towarzystwo umiechao si nieruchomymi twarzami i szydzio pswkami. 
 Pepa!... ono!... uspokje si... Na Boga, e te nigdy bez szopek si nie obejdzie. 
 To ja je robi?... 
 Nie mwi przecie do ciebie!... ale mogaby si uspokoi... nic ci si nie stao! 
 To takim jeste mem, takim ojcem!... takim dyrektorem?...  krzyczaa jak szalona.  
Pozwalasz mi ublia takiej... ulicznicy i nic nie mwisz?... zniewaa twoje dzieci i nic nie 
mwisz? zrywaj spektakle i nic nie mwisz?!... 

 Nie pacisz nikomu i take nic nie mwisz!...  suflowa kto z kulis. 
 Trzymaj si, Cabiski! 
 Wytrwaj cho godzin, a pjdziesz prosto do nieba, mczenniku! 
 Panie  pyta obywatel krcc za guzik od surduta jednego z aktorw  panie!... czy to 
graj co nowego, czy to to Nitouche, co?... 
 Najpierw, to jest guzik, ktry mi pan ukrci!...  zawoa aktor odbierajc z rk zmieszanego 
obywatela guzik  a tamto, panie dobrodzieju, to pierwszy akt hecy rozczulajcej pod 
tytuem: Za kulisami; daje si to codziennie i z olbrzymim powodzeniem!... 
Scena opustoszaa. 
Orkiestra nastrajaa instrumenty, Halt poszed na piwo, a towarzystwo rozsypao si po 
ogrdku. 
Cabiski chwyci si oburcz za gow i biega po scenie jak szalony, wyrzekajc niby ze 
zoci i niby bolejce, bo ona spazmowaa jeszcze cicho. 

 Co za ludzie! co za ludzie! co za szkandale!... 
Janka, przestraszona brutalnoci tych scen, cofna si gbiej w kulis i nie wiedziaa, co 
pocz ze sob. Czua, e teraz niepodobna mwi z dyrektorem. 

 Artyci!... teatr!...  mylaa, przeniknita do gbi rozczarowaniem i uczuciem niesmaku. 
Zabolao j to i wstydzio niezmiernie. 

 Kc si jak... jak...  mylaa nie mogc na razie znale porwnania. 
Staa nie rozumiejc nic. 
Zaczynaa tylko przypuszcza, e tutaj nic z tych umiechw, rozmw, spojrze, jakie syszaa 
i widziaa, nie byo prawd. Wydao si jej, e wszyscy graj jakie role, e wszyscy 
udaj przed wszystkimi. Odczuwaa to intuicyjnie, ale nie bya jeszcze pewn, bo nie moga 
poj w swej prostocie, dlaczego si to robi?... 

A naprawd, to tutaj nikt nie gra; wszyscy byli sob najzupeniej, to jest  byli aktorami. 
Prba po niedugiej przerwie rozpocza si na nowo  z Kaczkowsk w roli tytuowej bohaterki. 
Majkowska bya w przepysznym humorze, bo pozbya si rywalki w niektrych rolach i 
dosiga przez nie swojej najserdeczniejszej  Cabiskiej. 
Dyrektor, po odejciu ony, zaciera rce z uciechy i kiwn na Topolskiego. Poszli na 
wdk do bufetu. Z pewnoci co zarobi na zerwaniu z Nicolet. 
Stanisawski, najstarszy wiekiem z towarzystwa, chodzi po garderobie, spluwa i mrucza 
do siedzcej z podwinitymi nogami na krzele Mirowskiej: 

 Szkandale i szkandale!... skd tu marzy o powodzeniu!... 
29 



Mirowska potakiwaa mu umiechajc si blado i robia jak chustk wczkow na drutach. 
Po prbie Janka przystpia miao do Cabiskiego. 

 Panie dyrektorze...  zacza. 
 A, pani?... Przyjm pani. Niech pani przyjdzie przed spektaklem, to si rozmwimy... 
Nie mam teraz czasu... 
 Dzikuj panu bardzo!...  powiedziaa uradowana. 
 Masz pani jaki gos? 
 Gos?... 
 To jest: piewasz pani? 
 W domu troch piewaam... ale scenicznego gosu to pewnie nie mam... zreszt, ja... 
 Przyjd pani, tylko wczeniej, to sprbujemy... ja tam powiem dyrektorowi muzyki... 
30 



III 


Dzie by bardzo pikny i ciepy. 

azienki dyszay wiosn... Re kwity i jaminy rozleway duszc wo po parku... Byo 
tak cicho i piknie, e Janka siedziaa par godzin nad stawem zapominajc o wszystkim. 

abdzie z podniesionymi skrzydami niby chmurki biae pyny po bkitnej tafli wody; 
marmurowe posgi bstw promienioway czyst biaoci i wnosiy szlachetnymi liniami w t 
soneczn cisz parku zielonego jaki ton antycznego pikna... 

Ziele wiea, puszysta, niby morze silnego szmaragdu, nasyconego zotem soca, rozlewaa 
si wokoo. 

Czerwone kwiaty kasztanw spyway bez szelestu na ziemi, na wod, na trawniki i niby 
rowe pomyki migotay w cieniach drzew. 

Gwar miasta nadpywa przycichym echem i rozlewa si po gszczach. 

Czasem wiatr zaszumia w gaziach, zmarszczy atasow gadko wody  i przelecia 
pozostawiajc po sobie drenie ciszy jeszcze gbszej. 

Janka przysza tutaj wprost z teatru. Potrzebowaa samotnoci z przyzwyczajenia; nie moga 
w gwarze miasta myle ani przyciszy w sobie serca, rozkoysanego radoci dostania si 
do teatru  i chciaa si pozby przykroci, jak jej sprawiy te ktnie na prbie. 

Niepokoio j to, co widziaa; czua w sobie jaki tpy bl zawodu, podobny do wahania. 
Cie jaki j straszy. 

Nie chciaa nic pamita, tylko sobie powtarzaa raz po raz: 

 Jestem w teatrze!... jestem w teatrze!... 
Jakby sama potrzebowaa w to uwierzy, e speniy si marzenia lat caych, e ta niona 
przyszo jest ju przed ni... e jej jutro przedzieli si od wczoraj niezmiern odlegoci. 


 Jak to bdzie?...  mylaa. 
I przesuway si przed ni postacie tych przyszych koleanek. Instynktownie przeczuwaa, 
e w tych twarzach nie ma nic przyjaznego, tylko jakby zawi i obuda, i e ona i tutaj nie 
znajdzie rki ani serca przyjacielskiego, e tak musi i sama, jak sza dotychczas. 

Rozmarzaa si znowu i wtedy robio si jej wszystko obojtnym, bo uczuwaa w sobie jak 
si czy talent  i wtedy zdawao si jej, e bdzie dosy wystpi raz, zagra jak rol, 
aby zdoby sobie wszystko i i naprzd! 

Ale gdzie?... dokd?... Nie wiedziaa, gdzie ma doj, nie widziaa adnej granicy, pragna 
tylko z ca gwatownoci swej natury i naprzd cigle i nieustannie wzlatywa w 
nieskoczono... 

Wybieraa sobie w myli rol, w jakiej chciaaby wystpi po raz pierwszy. 

Byo jej tak dobrze siedzie i marzy, e ju pniej prawie nic nie mylaa, tylko z biernoci 
poddawaa si przyjemnoci oddychania powietrzem wonnym i czystym, patrzenia na agodne 
barwy nieba i drzew. 

Czua w sobie ttna tej przyrody bujnej, rozrastajcej si niepowstrzymanie, i miaa w sobie 
to samo rolinne szczcie ycia, ciche i mocne. Marmurowe postacie bogw i te mode 
pdy wierzb zdaway si jej bogosawi z yczliwoci gbok i szepta sowa zachty i 
obietnic. 

31 



Wiosn czua w sobie, rwanie si modego i silnego ycia  i te wszystkie niemiertelne, 
niezniszczone, idce przez wieki i przez ludzko, przez umiechy i cierpienia  siy duszy 
powszechnej i uczucia. 

Zbudzi j z tego rozmarzenia skrzyp piasku. Szed jaki mody czowiek, ktry tu na ssiedniej 
awce usiad i zdj czapk; zobaczya wtedy wysokie, bardzo biae czoo, brwi silnie 
zakrelone i oczy siwe. Pooy si prawie na awce i zacz czyta jak ma ksieczk. 

Widziaa przesuwajce si wraenia po jego ruchliwej, bladej twarzy: marszczy brwi, to 
podnosi siwe oczy w gr i ton w dugiej zadumie, a po ustach wi mu si umiech rozmylania. 


Przechodzc obok niego, odruchowo spojrzaa na ksik: Musset  Poezje. 

Zerwa si z awki i bystro spojrza na ni; odwrcia gow, eby nie zobaczy jej umiechu, 
i czua na sobie jego spojrzenie dosy dugo, ale gdy si odwaya obejrze, lea znowu 
z gow w doniach ukryt i czyta. 

Zatrzymaa si zdziwiona przed Satyrem taczcym jakby w klatce uplecionej z bzw 
zielonych. Nie moga si oderwa od tej twarzy ironicznej, szyderskiej, miejcej si gono 
ostrymi rysami; od tych ruchw rozkieznanej wesooci. 

Gste, poczerniae kdziory, poskrcane niby kwiaty hiacyntu, zdaway mu si trz w 
tacu, a te pogite, kole nogi i ten grymas komiczno-bachancki jego rysw zoliwych 
przejmoway j lkiem, ktrego nie umiaa sobie wytumaczy. 

Satyr mia si jakby z tego soca, co zocio jego kamienne ciao i nadawao mu pozr 
ycia, z tej wiosny, co wrzaa dokoa, z siebie i ze wiata; mia si i szydzi, obojtny na 
wszystko, co nie byo sam wesooci. 

Posza, ale kilka razy zdawao si jej, e w gszczach przebyskuje twarz wykrzywiona i 
szyderska, e syszy cichy miech przenikajcy j zimnem. 

Zaspia si, bo na jej wraliwe usposobienie to spotkanie podziaao dosy przykro. Ugryzy 
j w serce usta kamienne  twarde usta! 

piesznie pobiega do hotelu, w ktrym stana za porad wsptowarzyszek podry do 
Warszawy. Hotel ten by tani i odlegy; lokowali si w nim przewanie drobni oficjalici rolni 
i aktorzy maych towarzystw prowincjonalnych. 

Dano jej may pokoik na trzecim pitrze, z oknem wychodzcym na dachy staromiejskie, 
czerwone i biegnce w pokrzywionych liniach. 

By to tak brzydki widok, e przyszedszy z azienek, z oczyma i dusz pen zieleni i 
barw sonecznych, natychmiast spucia rolet i zabraa si do czciowego rozpakowania kufra. 


Nie miaa jeszcze czasu myle o ojcu. Miasto, ktre widziaa po raz pierwszy, gwar, jaki 
j otoczy zaraz na dworcu, zmczenie podr i ostatnimi chwilami w Bukowcu, potem te 
gorczkowe starania o zaangaowanie si do teatru, prba, azienki, oczekiwanie wieczoru i 
tej wstpnej prby, wszystko to tak j ca zajmowao, e prawie zapomniaa o domu. 

Ubieraa si dugo i starannie, bo chciaa wyglda dobrze. 

Kiedy przybya do ogrdka, wiata byy ju pozapalane i publiczno zaczynaa si schodzi. 


Posza miao za kulisy. 

Maszynici ustawiali dekoracje; z towarzystwa nie byo jeszcze nikogo. 

W garderobach gazy pony jasno. Krawiec szykowa jaskrawe kostiumy, a fryzjer pogwizdujc 
czesa jak peruk o dugim, jasnym warkoczu. 

W damskiej garderobie jaka stara kobieta szya co stojc pod wiatem gazu. 

Janka chodzia po ktach i ogldaa wszystko, omielona tym, e nikt na ni nie zwraca 
najmniejszej uwagi. 

32 



ciany murw poza olbrzymimi pachtami dekoracji byy brudne, poobijane z tynkw i 
pokryte jak lepk wilgoci, przejmujc wstrtem. Brud panowa na podogach, przystawkach, 
meblach poobdzieranych i dekoracjach, ktre si jej wyday ndznymi achmanami. 

Wo mastyksu, szminek i wosw przypiekanych, rozwczca si po scenie, sprawiaa jej 
nudnoci. 

Ogldaa zamki wspaniae, komnaty krlw operetkowych, krajobrazy olniewajce  i 
zobaczya z bliska marn mazanin, ktra moga zadowolni tylko grube zmysy i z daleka. 
W rekwizytorni ujrzaa tekturowe korony, aksamitne paszcze byy tylko marnym welwetem, 
atasy  kitajk, gronostaje  perkalem malowanym, zoto  papierem, zbroje  tektur, miecze 
i sztylety  drzewem. 

Kamstwo! kamstwo! kamstwo! 

Przygldaa si temu sztucznemu, kamanemu przepychowi z pogardliw wyszoci. 
Ogldaa to swoje przysze krlestwo, jakby chcc si przekona, czym jest, co zawiera w sobie?... 
a e byo blag, szychem, kamstwem, komedi  nie dziwia si jako temu, widziaa 
nad tym wszystkim rzecz wysz nieskoczenie  sztuk. 

Scena, jeszcze nie ustawiona, bya sabo owietlon. Przechodzia j po kilka razy krokiem 
posuwistym jak heroina; to znowu lekkim, penym wdziku i powiewnoci dziewcztek, albo 
prdkim, gorczkowym, takim, co to ze sob niesie mier, przeklestwo, zniszczenie  i 
twarz jej odpowiednio si ukadaa, oczy gorzay pomieniem Eumenid, burz, dz, walki lub 
rozpalone nastrojem mioci, tsknoty, niepokoju paliy si niby gwiazdy w noc wiosenn. 

Przeobraaa si bezwiednie, pod wpywem przypominania sobie sztuk i rl, e zapomniaa 
o wszystkim, nie zwaajc na posugaczy, chodzcych obok niej. 

Czua si w tej chwili pochonita witym ogniem sztuki; ten dreszcz, taki znany wszystkim 
prawdziwym artystom, przenika j na wskro... 

Skupia si w tej jednej szczliwoci dusz wyszych, jak daje zatopienie si w ekstazie, 
w kontemplacji idei lub wrae... 

 Tak samo mj Ole robi... tak samo  powiedzia kto cicho w kulisie, od strony kobiecych 
garderb. 
Janka zatrzymaa si zmieszana i podesza bliej. 
Staa tam jaka kobieta, redniego wieku i wzrostu, o suchej twarzy i surowym spojrzeniu. 

 Pani si zaangaowaa do nas?  zapytaa ostrym, energicznym gosem stara i okrge, 
sowie oczy wlepia przenikliwie w Jank. 
 Jeszcze niezupenie... Mam mie teraz prb z dyrektorem muzyki. Prawda, pan Cabiski 
mwi nawet, e przed przedstawieniem!...  zawoaa przypominajc sobie. 
 Aha! z tym opojem... 
Janka spojrzaa na ni zdziwiona ostrym dwikiem jej gosu. 
 Chcesz pani koniecznie by u nas? 
 W teatrze?... tak!... Umylnie przyjechaam. 
 Skd?  zapytaa krtko stara. 
 Z domu  odpowiedziaa Janka, ale ju ciszej i z pewnym wahaniem. 
 A... pani wiea zupenie!... no, no!... to ciekawe!... 
 Dlaczego?... e kto, co kocha teatr, chce si dosta do niego?... 
 I!... tak kada mwi, a ucieka z domu albo przed czym... albo dla czego... 
Janka usyszaa w jej gosie akcent zoci jakiej, wic si nic nie odezwaa na to, ale rozwaywszy 
co szybko, zapytaa: 

 Nie wie pani, czy dyrektor orkiestry prdko przyjdzie?... 
 Nie wiem!  odburkna gniewnie stara i odesza. 
Janka zostaa znowu sama; cofna si nieco w kulis, bo na scenie rozcigano olbrzymie, 
woskowane ptno. Patrzya si na to bezmylnie, gdy stara znowu si pokazaa i przemwia 
agodniej: 

33 



 Poradz co pani... Trzeba dyrektora mie za sob. 
 ebym to wiedziaa, jak zrobi?... 
 Masz pani pienidze? 
 Mam, ale... 
 Jeli pani usuchasz, to poradz. 
 Ale wszelk rad przyjm z wdzicznoci; nie mam przecie nikogo, nie wiem, jak si 
obrci i do kogo... Pom mi pani, prosz o to serdecznie!... 
 Trzeba go troch podpoi, to prba dobrze pjdzie. 
Janka spojrzaa zdziwiona; zupenie nie zrozumiaa, co to znaczy. 
Stara umiechna si z politowaniem. 
 Nie rozumiesz pani, widz?... ale jak kto nawet takich rzeczy nie rozumie, w jaki sposb 
si wciska, to nie powinien by w teatrze!... 
 Mwiam przecie z dyrektorem,.. Obieca mi... wic c wicej zrobi?... 
 Cha! cha!  miaa si cicho.  Cha! cha!... to krowienta czysta!... 
Po chwili szepna: 
 Chodmy do garderoby... objani pani troch... 
Pocigna j za sob, a potem wziwszy si do opinania sukni na manekinie, rzeka: 
 Musimy si poznajomi. 
 Orowska  powiedziaa Janka. 
 Pseudonim czy nazwisko?  zapytaa przytrzymujc jej rk. 
 Nazwisko  odpowiedziaa mylc, czy moe nie lepiej byoby uy jakiego pseudonimu. 
 Ja si nazywam Sowiska. Mog pani by pomocn we wszystkim. Jestem tylko teatraln 
krawcow, ale robi si i to, i owo, co potrzeba. Crka moja ma magazyn strojw, jeli bdzie 
pani czego potrzebowa, prosz do nas... 
Gos jej mik i czu byo, e asia si, przymilaa z umiechem, chciaa wzbudzi zaufanie. 


 Prosz pani, jake z tym dyrektorem?... 
 Potrzeba mu kupi koniaku. Tak...  dodaa po chwili  koniak, piwo i przekska, to moe 
wystarczy, a jeeli nie, to ju on sam powie reszt... 
 Ile to moe kosztowa?... 
 Myl, e za trzy ruble ugoci si go naleycie. Niech mi pani da, ju ja wszystko zaatwi. 
Trzeba i zaraz, bo czas. 
Janka daa pienidze. 
Sowiska wysza i w jaki kwadrans przybiega zdyszana. 

 No, dobrze wszystko!... Chod pani, dyrektor czeka. 
Za sal restauracyjn by gabinet z fortepianem, w potrzebie uywany na prby piewne i 
korepetycje. 
Halt, czerwony i zasapany, ju tam czeka. 

 Mwi mi Cabiski o pani...  zacz.  Co moesz pani zapiewa?... Uf! jake mi gorco!... 
Moe uchyli okna?  zwrci si do Sowiskiej. 
Jank zaniepokoi jego gos chrapliwy i twarz rozogniona, pijacka, ale usiada do fortepianu 
nie wiedzc, co wybra. 

 A!... pani gra?...  zdziwi si bardzo. 
 Tak  odrzeka i zacza gra wstp jaki nie widzc znakw Sowiskiej. 
 Zapiewaj pani, co bd... niech tylko gos usysz... A moe mogaby pani solo piewa?... 
 Panie dyrektorze... ja do dramatu, do komedii wreszcie czuj powoanie, ale nigdy do 
opery. 
 O operze nie mwimy przecie... 
34 



 Tylko?... 
 O tym... o operetce!  zawoa uderzajc w kolano z kankanowym zaciciem.  piewaj 
pani!... nie mam czasu i spal si z gorca. 
Zanucia drcym od emocji gosem, ale z pewnym wyrobieniem jak piosenk Tostiego. 
Dyrektor sucha, a patrza si na Sowisk, wskazujc na spieczone usta. 
Kiedy skoczya, zawoa: 

 Dobrze... przyjmujemy pani... Uciekam, bo si sma. 
 Moe by si dyrektor z nami... czego... napi?...  powiedziaa niemiao, zrozumiawszy 
znaki Sowiskiej. 

Troch si wymawia, ale w kocu zosta. 

Stara kazaa garsonowi przynie p butelki koniaku, trzy piwa i przekski, a wypiwszy 

swj kufel wysza spiesznie, narzekajc na zapomnienie czego w garderobie. 
Halt przysun si z krzesekiem bliej. 
Janka, zmieszana tym sam na sam, milczaa nie wiedzc, o czym mwi. 

 Hm!... masz pani gos... adny gos!...  rzek i pooy jej na kolanie swoj olbrzymi, 
czerwon ap, a drug dolewa koniak do piwa. Odsuna si nieco, dotknita nieprzyjemnie 
tak poufaoci. 
 Moesz pani dobrze stan... ja pani pomog... 
Wychyli kufel duszkiem. 
 Jeeli pan dyrektor askaw...  szepna usuwajc si jeszcze wicej, bo j owion jego 
oddech gorcy, przejty alkoholem, i wzrok jaki mtny obejmowa niby uciskiem. 
 Postaramy si o to... Ja si pani zajm!... 
I od razu, bez wszelkich ceregieli, ktrych by zawsze przeciwnikiem, obj jej kibi i 
przycign do siebie. 
Odepchna go z tak si, e upad na st, i dopada drzwi, gotowa krzycze. 

 Phi! zosta... Brzdc jeste gupi!... zosta!... Chciaem si tob zaj, pomc ci, ale kiedy 
gupia, dymaje sobie chry do mierci!... 
Dopi reszt koniaku i wyszed. Pod werand siedzia Cabiski z reyserem. 

 Ma jaki gos?...  zapyta pierwszy, ktry widzia Jank wchodzc do gabinetu. 
 Ma! To nuta jeszcze nie zaatakowana  dorzuci wybuchajc grubym miechem. 
 Ale do wzicia?...  powiedzia Topolski. 
 Sprbuj. Tylko ostrzegam, e takie krowienty  to si ceni... 
 Chciae?... 
 Wol peny antaek ni dziewic... Garson! piwa! 
 Sopran? 
 Ho! ho! co niesychanego prawie... alt! 
Janka siedziaa z godzin w gabinecie nie mogc si uspokoi i nie mogc przyciszy oburzenia 
i zoci, ktra j przejmowaa tak gwatownie, e chwilami gotowa bya i za nim i 
czym bd, co spotka na drodze, rozbi mu gow i bi... bi do mierci. 

To, co j spotkao, byo tak brutalne, tak pode, e wstyd zalewa jej oczy zami gorzkiego 
upokorzenia. Odchodzia od przytomnoci prawie, e to j mogo co podobnego spotka!... 
Byy mgnienia, w ktrych zrywaa si, jakby chciaa uciec z tych murw, spord tych ludzi, 
ale opadaa natychmiast z jkiem, bo przypominaa sobie, e jest bezdomn. 

 Gdzie?... i po co? Zostan!... znios wszystko, jeli wszystko znie potrzeba, ale dojd 
tam, gdzie chc... musz!...  mwia sobie z moc  musz!... 
I zacinaa si w zdeterminowanym uporze. Zbieraa w sobie wszystkie siy do walki jakiej 
z yciem, z niepowodzeniem, z przeszkodami, ze wiatem caym, zym i wrogim  i przez 
chwil widziaa si na jakim zawrotnym szczycie, gdzie bya sawa i upojenie zwycistwem, 
ale nie uczua si tym szczliw, nie!... bo majaczy wyej jaki szczyt inny, potniejszy, ku 
ktremu pili si ludzie. 

35 



 Dobrzem zapacia za przyjcie do teatru!...  powiedziaa do siebie wchodzc za kulisy. 
Sowiska przybiega do niej, patrzya jej w oczy dugo i nieznacznie chciaa wybadywa, 
ale Janka powiedziaa jej wrcz pogardliwie: 

 Dzikuj pani za rad i za... pozostawienie mnie samej z bydlciem!... 
 pieszyo mi si... nie zjad pani... to dobry czowiek... 
 To nieche pani crk swoj zostawi temu dobremu czowiekowi!...  powiedziaa 
szorstko. 
 Moja crka nie jest aktork  odpowiedziaa stara. 
 A!... nic to... tylko nauka  szepna odchodzc od Sowiskiej. 
Spotkaa Cabiskiego i przystpujc do niego rzeka: 
 Przyjmie mnie dyrektor?... 
 Ju pani jeste w towarzystwie. O ga to si ktrego dnia umwimy. 
 Co bd gra na pierwszy wystp?... Ja bym chciaa gra Klar we Wacicielu kunic. 
Cabiski spojrza si bystro i zasoni usta rk, eby nie parskn miechem. 
 Zaraz... zaraz... musi si pani obznajmi ze scen. Tymczasem bdzie pani wystpowa 
w chrach. Mwi mi Halt, e pani grasz na fortepianie i znasz nuty. Jutro dostanie pani partie 
z operetek, jakie grywamy, i nauczy si pani chrw. 
Janka chciaa jeszcze co mwi, ale Cabiski zakrci si i poszed. 

 Albo komediantka, albo ma srogiego bzika!...szepn przystajc nagle; umiechn si, 
machn rk i poszed szybko na ogrdek. 
Janka posza do garderoby i zaledwie uchylia drzwi, gdy j kto pchn, drzwi zatrzasn 
przed nosem i ze zoci zawoa: 

 Na gr! tam chrzystki!... 
Chciaa uderzy w drzwi z gniewu, jaki j opanowa, ale zacia tylko usta i posza na gr. 
Garderoba chrzystek by to wski, dugi i niski pokj. Szeregi gazowych wiate nad prostymi 
z desek stoami, biegncymi z trzech stron przy cianach, pony bez obson. ciany 
byy sklecone z nie heblowanych ani malowanych desek, popisane nazwiskami, datami, dowcipami 
i karykaturami, robionymi wglem lub szmink czerwon. 

Na wolnej cianie wisiay cae pki sukien i kostiumw. 
Ze dwadziecia kobiet siedziao rozebranych przed lustrami najrozmaitszych ksztatw, a 
przed kad paliy si wiece. 
Janka, zobaczywszy niedaleko ode drzwi wolny stoek, usiada i zacza si przyglda. 

 Przepraszam, to moje miejsce!  zawoaa jaka tga brunetka. 
Janka stana z boku. 
 Pani przysza do kogo?...  pytaa si ta sama nacierajc sobie twarz wazelin  pod puder. 
 Nie. Przyszam do garderoby. Jestem w towarzystwie  powiedziaa dosy gono. 
 Tak?!... 
Kilka gw podnioso si znad stow i kilka par oczw spoczo na niej. 
Janka powiedziaa swoje nazwisko tej brunetce. 
 Facetki!... ta nowa nazywa si Orowska. Poznajcie si!  zawoaa brunetka. 
Kilka najbliej siedzcych wycigny rce do przywitania i charakteryzoway si dalej. 
 Lodka, poycz mi pudru. 
 Kup sobie! 
 Sowiska!  krzyczaa jaka przez uchylone drzwi na d, do garderoby solistek. 
 Spotkaam tego samego faceta... wiecie!... Id sobie Nowym wiatem... 
 Blaga!... Mylaby kto, e na takiego diaba poleci ktry! 
 Kupiam sobie garnitur... patrzcie...  woaa niska, bardzo adna blondynka. 
 On ci kupi?... 
36 



 Jak Bozi kocham, nie!... kupiam sobie z oszczdnoci. 
 Perskie oko!... o!... Uwierzymy... Ten farmak skada ci oszczdnoci, co?... 
 Zupenie lila!... bluzka wolna z karczkiem, z koronek kremowych, spdniczka gadka z 
rulonikiem u dou... kapelusz z fiokami...  opowiadaa ktra nadziewajc przez gow sukienki 
baletowe. 
 Suchaj no, ty, liliowa... kiedy mi oddasz p rubla, bo potrzebuj... 
 Wezm po spektaklu, to ci oddam... sowo! 
 Aha! Caban ci da akurat tyle... 
 Powiadam pani, e ju mnie rozpacz ogarnia!... Pokasywa troch... Mylaam, e to 
nic... a tu wczoraj zagldam do gardzioka... plamy biae... Poleciaam po doktora... obejrza i 
powiada: dyfteryt! Siedziaam przy nim ca noc, smarowaam co godzin... nie mg nic 
mwi, tylko pokazywa paluszkiem, e go bardzo boli... i ezki tak mu pyny po buzi, e 
mylaam, i umr z boleci!... Zostawiam przy nim strk, bo chc wzi co pienidzy... 
zastawiam salop i wszystko mao, i mao!...  opowiadaa pgosem ssiadce szczupa, adna, 
ale o znuonej cierpieniem i bied twarzy aktorka i zakrcaa sobie grzywk, karminowaa 
usta posiniae i owkiem nadawaa wyzywajcy wyraz swoim zmczonym bezsennoci i 
zami oczom. 
 Hela! Pytaa si mnie dzisiaj twoja matka o ciebie... 
 To chyba nie o mnie... Dawno matki nie mam. 
 Nie gadaj!... Majkowska przecie zna was dobrze i widziaa was razem na Marszakowskiej. 
 Majkowska mogaby kupi sobie okulary, kiedy lepa... Szam wtedy ze strk do miasta. 
Zaczy si mia. Ta, co si tak wypieraa matki, zgasia swoj wiec i wysza zirytowana. 


 Wstydzi si matki. Co prawda, ale taka matka!... 
 Prosta kobieta. Kompromituje przecie, mogaby z czuociami nie wyjeda przy ludziach! 
 Jak to? matka moe kompromitowa crk?... mona si wstydzi matki?...  zawoaa 
Janka siedzca w milczeniu i suchajca ciekawie tych strzpw rozmw, jakie j dochodziy, 
ale dopiero ostatnie sowa oburzyy j. 
 Pani jeste krowienta wiea, to pani nic nie wiesz  odpowiedziao jej kilka gosw. 
 Mona?...  zawoa jaki gos mski z zewntrz. 
 Nie mona! nie mona!  zakrzyczay energicznie. 
 Zieliska! twj redaktor przyszed. 
Chrzystka, wysoka, tga, szeleszczc spdniczkami przesza przez garderob. 
 Szepska! wyjrzyj no za nimi. 
Szepska si wysuna, ale powrcia natychmiast. 
 Poszli na d. 
Dzwonek zadwicza gwatownie na scenie. 
 Na scen!  zawoa we drzwiach inspicjent.  Zaraz zaczynamy. 
Zrobi si gwar nie do opisania. Krzyczay wszystkie razem, biegay, wyryway sobie 
szpilki, elazka do wosw, przypudrowyway si, kciy o bagatelki, gasiy wiece, zamykay 
popiesznie nesesery i zbiegay hurmem, bo ju drugi dzwonek zadwicza. 

Janka zesza ostatnia i stana w kulisie. 

Przedstawienie si zaczo. 

Grali jak na poy czarodziejsk operetk. 

Nie poznaa po prostu ani tych ludzi, ani teatru  tak to si wszystko przeistoczyo, wy


pikniao pod pudrem, szmink i wiatem!... 

37 



Muzyka cichymi, pieciwymi tonami fletni polaa si z ciszy, w jakiej stan teatr, i wciskaa 
si do jej duszy koyszc j sodko... a potem taniec... jaki mikki, zmysowy, upajajcy, 
obwija j czarem, koysa i pociga na fali rytmu, przenikajcego rozkoszn niemoc... 

Czua si coraz bardziej pocigan w jaki wir peen wiata, pieww i byskawic. Jej 
gwatown i zmysow natur, szamocc si dotychczas pord szarych ludzi i codziennoci 
pospolitej, olniewa ten teatr. 

Takim go prawie miaa w duszy, penym wiata, muzyki, akcentw denerwujcych, 
omdle ekstatycznych, barw silnych, uczu wrzcych i wybuchajcych niby pioruny. 

Nie byo tutaj tego wszystkiego, ale jej wyobrania entuzjastyczna tkaa z tych strzpw 
widzianych wiaty stokro pikniejsze i olniewaa si piknem wasnego dziea. Flaolety 
skrzypiec przenikay j ostrym dreszczem niewysowionej rozkoszy i zaleway ciepem denerwujcym. 


Zdawao si jej, e oglda stare banie ludowe, e jest jakby w kole nimf i rusaek, e te 
grubo wymalowane kobiety, taczce na zakredowanym ptnie bachanckie pas z zaciciem 
szansonistek, s cieniami fantazji, taczcymi gdzie w gbi wd... Elektryczne wiato rozlewao 
jak mg bkitnaw, ledwie dojrzan, i skrzyo si ogniem brylantw na zotych 
blaszkach, obsypujcych kostiumy tancerek. 

Duszca wo rozpylonego pudru owiewaa j niby obokiem, a z sali penej pyn potok 
oddechw gorcych, spojrze podliwych i uderza w scen magnetyczn fal, zatapiajc w 
zapomnieniu wszystko, co nie byo piewem, muzyk i rozkosz. 

Teatr zacz przybiera dla niej coraz wicej kontury halucynacji na jawie. 

Gdy si akt skoczy i zagrzmiaa ulewa braw, omdlewaa prawie... Pochylia gow, 
chciwie wchaniajc te szmery, podobne do byskawic i jak one  olepiajce dusz. Pia te 
krzyki rozbawionej publicznoci ca piersi i moc duszy akncej sawy. Przymykaa oczy, 
aby to wraenie, ten obraz trwa duej. 

Zdawao si jej, e unosi si w zawiaty, e zerwaa ze wszystkim, co mae, ndzne, codzienne 
i otrzewia si usyszawszy gwar gosw na scenie, sprztanej popiesznie. 

Czarodziejskie widzenie rozwiao si. Po scenie krcili si ludzie w koszulach tylko, bez 
kamizelek; zmieniali kulisy, ustawiali meble, przybijali przystawki, pracowali popiesznie; 
zobaczya karki brudne, twarze pomite, brzydkie, rce grube i spracowane, postacie cikie 
robotnikw. 

Przesuna rk po czole, jakby chcc si przekona, czy nie nia teraz wanie; ale kto j 
odsun, kto odepchn, kto przeszed spiesznie obok, cignc za sob ciki sprzt. 

Posza na scen i przez otwr w kurtynie przygldaa si sali czarniawej, nabitej publicznoci. 
Widziaa setki gw modych, gw kobiecych, umiechnitych, podnieconych jeszcze 
muzyk, wachlujcych si z wdzikiem i swobod; mczyni czarnymi strojami tworzyli 
plamy, regularnie rozrzucone na jasnym tle tualet. 

Przypatrywaa si uwanie tej publicznoci, ktr miaa za areopag potny i ostateczny w 
dziedzinie sztuki  areopag, ktry dawa brawa, powodzenie, saw  lub potpia... 

Pamitaa jeszcze doskonale pokorne opowiadania Krskiej o publicznoci. lizgaa si 
ciekawie po wszystkich twarzach, ustach, spojrzeniach, jakby chcc odgadn, co mwi o 
sztuce i artystach  ale syszaa tylko bezadnie grzmicy gwar gosw niby na jarmarku, czasem 
miech gony, to brzk kufli pod werand lub gone woanie: 

 Garson! piwa! 
Poczua jaki zawd, jeszcze wikszy, gdy zobaczya, e ta publiczno ma twarze podobne 
zupenie do Grzesikiewicza, do ojca, do znajomych z okolicy, do przeoonej pensji, do 
profesorw z gimnazjum, do telegrafisty z Bukowca. 

Na razie wydao si jej to wprost niemoebnym. 
Jak to?... wiedziaa przecie, co ma myle o tamtych; poklasyfikowaa ich dawno: na 
kretynw, gupcw, paskich, gsi, pijakw, plotkarki, kwoki gospodarskie; na dusze mae i 

38 



pytkie, na band zwykych zjadaczy chleba, toncych w pytkim bagnisku spraw odywiania 
si i wegetacji. 

I ci ludzie, co zapeniali teatr i bili oklaski, o ktrych dawniej mylaa jak o pbogach, 
mieliby by tym samym, czym tamci?  pytaa siebie, znajdujc w nich coraz wicej cech podobiestwa... 


Miaa wielk intuicj, wysubtelnion samotnoci, ktr widziaa wiele rzeczy. 

 Pani!  powiedzia kto obok niej. 
Oderwaa twarz od kurtyny. Z boku sta mody, przystojny, elegancki modzieniec; dotyka 
ronda cylindra i umiecha si szablonowo. 

 Na chwileczk tylko...  powiedzia. 
Usuna si troch. 
Popatrza na ogrdek i odstpi. 
 Przepraszam... bardzo przepraszam... 
 O, prosz pana, napatrzyam si dosy. 
 Niezbyt zajmujcy widok, co?... Filisterstwo najautentyczniejsze: korzenniki i szewcy!... 
Pani moe myli, e oni przyszli sucha, myle lub podziwia sztuk?... O, nie!... przyszli 
pokaza si, pochwali strojami, zje kolacj i zabi jako czas... 
 Wic kt przychodzi na sztuk tylko? kogo ona tylko obchodzi?... 
 Tutaj, pani, nikt!... Do Wielkiego, do Rozmaitoci... tam si jeszcze znajdzie garstka, 
bardzo zreszt niewielka, ludzi miujcych sztuk i tylko dla niej samej przychodzcych do 
teatru. Podnosiem ju nieraz w pismach t kwesti. 
 Redaktorze, dajcie no papierosa!  zawoa jaki aktor z kulisy. 
 Su...  i poda z bardzo askaw min srebrn papieronic w ksztacie notesu. 
Janka odsuna si nieco i spogldaa na redaktora z ciekawoci i szacunkiem. Ona tych 
ludzi znaa ze syszenia tylko, z powaania, jakim ta godno otoczona jest na prowincji, wic 
sobie urobia w myli jaki idealny typ czowieka, ktry jest streszczeniem cnt oglnych i 
wykadnikiem myli powszechnych, w ktrym musi si ogniskowa talent, rozum i szlachetno. 


Patrzya z podziwem na niego, zadowolona, e moga z bliska pozna takiego czowieka. 

Ile to razy na wsi, suchajc wiecznie tych samych rozmw: o gospodarstwie, kopotach, 
polityce, deszczach i pogodach, marzya o tym innym wiecie, o ludziach, ktrzy jej bd 
mwi o ideach, o sztuce, o ludzkoci, o postpie i o poezji  i ktrzy te wszystkie hasa, jakimi 
si wiat karmi i dy za nimi, uosabiaj w sobie. 

Pragna teraz, aby ten redaktor nie odszed jeszcze i mwi z ni chwil. Redaktor istotnie 
zwrci si do niej. 

 Pani musi by niedawno w towarzystwie, bo nie miaem szczcia jej widzie?... 
 Dzisiaj si dopiero zaangaowaam. 
 Grywaa pani przedtem? 
 Nie, na prawdziwej scenie... nigdy!... Grywaam tylko w teatrze amatorskim. 
 Tak zaczynaj prawie wszystkie talenty dramatyczne. Znam to, znam!... wspominaa mi 
nieraz o tym samym Modrzejewska  powiedzia umiechajc si pobaliwie. 
 Redaktorze... do swoich czynnoci!  zawoaa Kaczkowska wycigajc rce. 
Redaktor zapi guziczki rkawiczek, pocaowa kilkakrotnie kad rk, dosta klapsa i 
znw si cofn pod kurtyn. 

 Wic pani pierwszy raz?... prawdopodobnie rodzina... opr... niezomne postanowienie... 
zabita deskami prowincja... pierwszy wystp amatorski... trema... powodzenie... poczucie w 
sobie boej iskry... marzenia o prawdziwej scenie... zy... noce niespane... walka z otoczeniem... 
wreszcie pozwolenie... a moe potajemna ucieczka w nocy... strach... niepokj... chodzenie 
do dyrektorw... angaowanie si... zachwyt... sztuka... bosko!  mwi szybko stylem 
telegraficznym. 
39 



 Prawie e odgad pan redaktor... tak samo byo ze mn. 
 Widzi pani, od razu poznaem. Intuicja to wszystko! Wemiemy pani w opiek, sowo!... 
Zrobi si ma wzmiank, potem da si troch szczegw pod sensacyjnym tytuem, 
potem artyku wikszy o nowej gwiedzie na horyzoncie sztuki dramatycznej  lecia popiesznie 
 zrobi si rumor, dziwowisko!... ludzi si porwie... dyrektorowie bd sobie wydziera 
pani, a po jakim roku lub dwch... teatr warszawski... 
 Ale, panie redaktorze, przecie nikt mnie nie zna; nikt jeszcze nie wie, czy mam talent 
jaki na scen... 
 Ma pani talent, sowo! Intuicja mi to mwi: zmysom pani nie wierz, od rozumowa 
trzymaj si z daleka, rachunek wyrzu precz, ale intuicji wierz!... 
 Chod no redaktor prdzej!...  zawoano na niego. 
 Do widzenia! do widzenia!... 
Przesa od ust pocaunek, dotkn palcem ronda i wybieg. 
Janka wstaa, ale ta sama intuicja, ktrej zaleca sucha, mwia jej, aby jego sw nie 
bra na serio. Wyda si jej jakim lekkim i za popiesznie sdzcym; ta obietnica wzmianek, 
artykuw, zapewnienia o talencie wyday si jej dziwactwem. Twarz nawet, ruchami i 
szczebiotem przypomina jej Jzia, synnego w okolicach Bukowca motyla i blagiera. 

Zacz si drugi akt przedstawienia. 
Przygldaa si, ale jako bez entuzjazmu, ju j nie porwa tak jak pierwszy. Bya niezadowolona 
z siebie, e choda i nie moga wpa w ekstaz. 

 Jake si pani podoba nasz teatr?...  zapytaa j owa brunetka z chrw. 
 Bardzo  odpowiedziaa. 
 Ba, teatr to niby duma: jak kogo zapie, to ju amen!...  szepna brunetka twardo. 
Za kulisami, w prawie ciemnych przejciach za dekoracjami, peno byo osb. 
Aktorzy stali w przejciach, jakie pary taiy si w ciemnociach; szepty, dyskretne miechy 
rozlegay si wszdzie. 
Inspicjent, stary, ysy, w kamizelce tylko i bez konierzyka, ze scenariuszem w jednej rce 
i dzwonkiem w drugiej, przebiega cigle gb sceny we wszystkich kierunkach. 

 Na scen!... Zaraz pani wchodzisz!... wej!  woa spocony, rozgorczkowany i znowu 
lecia, ciga z garderb potrzebnych mu do wejcia na scen, stawia ich prawie przed 
drzwiami, z tyu lub z bokw sceny, sucha, co mwi na scenie, patrza przez szpary pciennych 
drzwi i w odpowiedniej chwili szepta: 
 Wej! 
Janka widziaa, jak si rozmowy przeryway nagle, odbiegali w poowie frazesu, stawiali 
nie dopite kufle, rzucali wszystko i biegli do wej czekajc swojej kolei nieruchomi i milczcy 
albo rozdenerwowani szeptali sowa roli, wchodzili w charakter; widziaa drenie warg, 
drganie ng i powiek, blado nag pod warstw szminek, rozpalone trem spojrzenia... 

 Wej!  rozlego si niby trzaniecie z bata. 
Prawie kady drgn gwatownie, oblega twarz piorunowo w odpowiedni nastrj, egna 
si po kilka razy i wchodzi. 
Ile razy si drzwi otworzyy ze sceny, tyle razy dreszczem denerwujcym przejmowaa 
Jank ta fala dziwnego ognia, penego spojrze i oddechw, pynca ku niej od publicznoci. 
Zacza si znowu przejmowa i wpada w halucynacje: te mroki, barwy jaskrawe, wynurzajce 
si gwatownie z cieniw, opynite wiatem, dwiki muzyki niewidzialnej, echa 
pieww, rozwczce si po ciemnych zaktkach przyciszone stpania, szelesty dziwne, ludzie 
porwani gorczk, oczy ponce, rozdenerwowanie oglne, oklaski grzmice niby ulewa 
oddalona, smugi olniewajcego wiata, mga ciemnoci; tok ludzi, brzmienie sw patetycznych, 
okrzyki tragiczne, wzruszenia pene ka, jki, pacze, caa melodrama, pompatycznie 
i krzykliwie odgrywana, wszystko to przepajao j gorczk jak inn, ni bya w pierwszym 
akcie, gorczk energii i czynu: graa ze wszystkimi, cierpiaa z tymi papierowymi bo


40 



haterami, niepokoia si z nimi, kochaa jak i oni; czua trem przed wejciem, saniaa si z 
rozkoszy w pewnych chwilach i momentach gry patetycznej; pewne sowa i okrzyki przenikay 
j dreszczem, tak dziwnym i tak bolesnym, e miaa zy w oczach i krzyk saby na 
ustach. 

W antraktach wracaa do rwnowagi i do rozmyla. 

Coraz wicej osb z publicznoci przychodzio za kulisy. 

Pudeka cukierkw, bukiety, pojedyncze kwiaty przechodziy z rk do rk. 

Pito piwo, wdk, koniaki; zjawia si taca kanapek w lot rozchwytanych. 

Wybuchay miechy swobodne, cite dowcipy pkay niby race w powietrzu. Niektre z 
chrzystek przebieray si w zwyke suknie i szy na ogrdek. 

Widziaa aktorw w bielinie tylko, acych przed garderobami; kobiety w spdniczkach 
biaych, w poowie rozcharakteryzowane, z ramionami nagimi, wbiegay na scen, patrzc 
przez kurtyn na publiczno. Cofay si niby zgorszone ujrzawszy obcych. Krzyczay, a 
umiechay si zalotnie i uciekay rzucajc wyzywajce spojrzenia. 

Garsoni z restauracji, suce, maszynici biegali jak charty i co chwila byo sycha: 

 Sowiska! 
 Krawiec! 
 Rekwizytor! 
 Spodnie i peleryn! 
 Lask na scen i list! 
 Wicek!... le po dyrektora, niech przychodzi si ubiera do ostatniego aktu! 
 Ustawia scen! 
 Wacek!... przylij mi karminu, piwa i butersznyt!...  woaa jaka przez scen do mczyzn. 
W garderobach chaos, gwatowne i popieszne przebieranie si, gorczkowa charakteryzacja 
roztopionymi prawie od ciepa szminkami, ktnie... 

 Jak pan bdziesz mi przechodzi przed nosem na scenie, to, jak Boga kocham, kopn!... 
 Kopniesz pan psa swojego!... Mnie tak z roli wypada... przeczytaj pan! 
 Pan umylnie mnie zasaniasz! 
 A co!... wyjrzaem i szmerek by... 
 Wiatr zaszumia, a temu si zdaje, e mia szmerek. 
 By szmerek... oburzenia, bo si sypa jak zwierz. 
 Jak si nie sypa, kiedy Dobek tak sufluje, e niech go drzwi cisn!... 
 Pan gadaj, to wtedy ja przestan... zobaczymy, jak bdziesz wyglda!... Kad sowo po 
sowie w uszy jak opat, nic!... krzycz ju, e Halt a kopie w scen... a ten znowu stoi! 
 Ja zawsze umiem doskonale; pan mnie umylnie kadziesz... 
 Pan nie zawrcisz w gowie umieniem!  zawoa ktry z ydowska. 
 Krawiec! pas, szpad i kapelusz... prdzej! 
 ...Mario! jeli powiesz: odejd... pjdzie ze mn noc, cierpienia, samotno i zy... Mario! 
czy nie syszysz mnie?... to gos serca kochajcego ci... to gos...  mwi Wadek chodzc 
z rol po garderobie i gestykulujc potnie, guchy na wszystko, co si wkoo niego 
dziao. 
 Nie krzycz no, Wadek!... na scenie dosy si wydrzesz i wyjczysz, a uszy zabol... 
 Zdaje mi si, e temu modziecowi, po zaniku wszystkich wadz, pozosta tylko organ 
mowy. 
 Ryku, powiedz... 
 Panowie! nie widzielicie czasem Piotrusia?...  zapytaa charakterystyczna wsadziwszy 
gow. 
 Panowie, zobaczcie, czy gdzie pod stoem nie siedzi Piotru? 
 Prosz pani... Piotru poszed do gabinetu z jak bardzo adn facetk. 
41 



 Zamorduj go pani!... niewierny!... 
Leciay odpowiedzi, podkrelane miechem. 
Charakterystyczna znikna i ju z drugiej strony sceny byo sycha, jak pytaa si 
wszystkich: 

 Nie ma tutaj Piotrusia? 
 Ona si kiedy wcieknie z zazdroci o niego!... 
 Porzdna kobieta! 
 Nie przeszkadza to, e jest gupia ze swoj zazdroci o czowieka najspokojniejszego w 
wiecie. 
 Jak si masz redaktor! 
 O, redaktor!... to jakby ju byo piwo i papierosy. 
 Mecenas! dobry wieczr!... 
 Co tam w kasie sycha? 
 Pysznie!... teatr wyprzedany, bo Gold pali cygaro. 
 Chwaa Bogu! bd wiksze akonta. 
 Bolek! jak si masz?... Nie wchod, bo si roztopisz jak maso... mamy ma Afryk dzisiaj... 
 Zaraz si ochodzimy, ju zamwiem piwo... 
 Na scen wszyscy!... Lud na scen! kapani na scen! wojsko na scen!...  krzycza inspicjent 
biegajc po garderobach. 

Po chwili, prcz osb z publicznoci, nie byo ju nikogo, wszyscy pobiegli na scen. 

Po przedstawieniu Janka idc do hotelu uczua si ogromnie znuon tyloma wraeniami. 
Pokj hotelowy wyda si jej jeszcze ndzniejszym, a tak pustym i nudnym, e natychmiast 
posza spa, ale zasn nie moga. 

W mzgu czua szum, resztki krzykw, majaczenia obrazw, byski barw lub rozstrzpione 
frazy muzyczne; czua, e ma w sobie cay ten wieczr, spdzony w teatrze. Chciaa myle o 
domu, o Bukowcu, ale te wspomnienia, si wywczone, szybko ustpoway miejsca innym, 
nowym. 

Przeszo zacza blednc, jakby si odrywaa staczajc w jak noc zapomnienia; patrzya 
si w ni przez pryzmat dzisiejszych wrae i wydawaa si jej jak obc, szar 
ogromnie, wiejc chodem, e rodzaj politowania miaa dla siebie samej w duszy. Zapadaa 
w psen, z ktrego budziy j brawa, miechy i muzyka... Siadaa na ku rozgldajc si po 
pustym pokoju, zabarwionym sabymi zorzami przedwitu, sczcymi si znad dachw kamienic. 


Albo spaa duej i nio si jej, e syszy huk pocigw, przebiegajcych pod oknami, gosy 
dzwonkw elektrycznych; trbki drnikw sygnalizoway pocig osobowy. 

 Z Kielc, osobowy!...  mylaa i widziaa pomocnika ojca, jak w biaych rkawiczkach, 
opity, sztywny, chodzi po peronie. 
Przeryway si jej marzenia i mieszay... Widziaa ojca, to znowu zdawao si jej, e pi, 
czua, e zaraz wsta musi, bo soce czerwon tarcz wisiao na niebie i ostre jego promienie 
paliy j po twarzy. 

 Jeszcze troch... jeszcze troch!...  prosi kogo i czua si ogromnie senn... ogromnie!... 
Krzykna przez sen, bo ujrzaa tego Fauna z azienek; by tak samo wykrzywiony i 
drwicy  i taczy, a pod nim, niby wizje stoczone, kbi si teatr: Cabiski, redaktor, Sowiska, 
wszyscy!... a Faun tarza si po ich ciaach, taczy po ich gowach, mia paszcz gronostajowy 
na ramionach i powiewajc nim mia si dugo, bezustannie, a ci ludzie pod nim 
gnietli si, krzyczeli, oczy pakay, wycignite rce chciay chwyta za paszcz, usta rozchylone 
bagay i wszyscy przybierali jakie straszne larwy na twarze... Czua, e i j porywa 
ten wir, e mu si broni, ale te rce j chwytaj... e ju kouje si z nimi... 

42 



Byo ju po dziewitej, gdy si obudzia, zmczona i prawie bezprzytomna; nie moga zrozumie 
na razie, gdzie jest i co to za pokj?... 

Ale rycho myli jej wrciy do rwnowagi. Przypomniaa sobie wszystko po kolei i to, e 
ma dzisiaj dosta role z chrw. Ubraa si spiesznie. 

Nie czua w sobie nic z wczorajszych gorczkowych uniesie, ale czua cich rado i zadowolenie 
z tego, e ju jest w teatrze. Czasami na ten jasny ton jej nastroju kad si cie jaki, 
jakie przeczuwanie czy przypomnienie bezwiedne z przeszoci; byo to majaczenie czego 
nieprzyjemnego, co cho znikno, ale zostawiao w gbi duszy lady dranice. 

Wypia spiesznie herbat i ju miaa wychodzi, gdy zapukano delikatnie do drzwi. 

 Prosz!  zawoaa. 
Wesza stara ydwka, ubrana przyzwoicie, z ogromnym pudem pod pach. 
 Dzie dobry panience! 
 Dzie dobry!  odpowiedziaa, zdziwiona t wizyt. 
 Moe panienka co kupi?... Mam dobre, tanie towary. Moe co z byuterie?... Moe rkawiczki, 
pilki do wosw, masyw srybne! moe co?... Mam rny towar, na rne ceny, a 
wszystko doskonalne, paryskie!...  trzepaa prdko rozkadajc zawarto puda na stole, a 
mae jej czarne oczki, o cikich powiekach, czerwonych niby oczy jastrzbia, biegay po pokoju, 
rozglday wszystko. 
Janka milczaa. 

 Co to szkodzi zobaczy...  nalegaa ydwka.  Mom tanie rzeczy i adne rzeczy! A 
moe wstki, koronki gipiurowe, poczochy?... moe chusteczek jedwabnych?... 
Janka zacza przeglda rozoone przedmioty i wybraa par okci jakiej wstki. 

 Moe i mama co kupi?...  rzucia na domys patrzc si uwanie. 
 Sama jestem. 
 Sama?  cmokna przecigle przymruajc oczy. 
 Tak, ale tutaj mieszka nie bd  powiedziaa uprawiedliwiajc si niejako. 
 Moe bym ja nastrczya mieszkanie?... Ja znam jedn wdow, co una... 
 Dobrze  przerwaa jej Janka  niech pani poszuka dla mnie pokoju przy familii, na Nowym 
wiecie, blisko teatru... 
 Panienka z tyjatru?..; a!... 
 Tak. 
 Moe jeszcze co potrzeba?... Mam liczne rzeczy i do tyjatru. 
 Nie, ju nie potrzebuj. 
 Tanio sprzedom... na moje sumienie, tanio!... w sam raz do tyjatru. 
 Nic mi nie potrzeba. 
 ebym tak zdrowa bya, tanio!... Taki psi czas... 
Zoya do pudeka wszystko i przysuna si bliej. 
 Moe ja bym... co zarobia? 
 Kiedy nic nie kupi, bo mi nie potrzeba!...  odpowiedziaa Janka, ju zniecierpliwiona. 
 Tu nie o to chodzi! 
Popatrzya si na ni uwanie i zacza szybko szepta: 
 Ja znam adne, mode mczyzny... panienka wi?... bogate mczyzny!... To nie mj 
fach, ale uny mnie prosiy... Uny same przyjd. Bogate, liczne mczyzny... 
 Co! co?!...  krzykna, zaledwie miejc uwierzy wasnym uszom. 
 Po co panienka krzyczy?... moemy po cichu interes zrobi!... a ja mam taki feler w sercu, 
co... 
 Wyno si, bo suby zawoam!  krzykna w najwyszym oburzeniu. 
 Jaka gorco!... Kupi nie kupi, potargowa mona. Ja znaam nie dziesi takie same 
w pocztku, a pni to uny Salk w rk caoway, coby je tylko zaprowadzi do kogo... 
43 



Nie skoczya, bo Janka otworzya drzwi, schwycia j za kark i wyrzucia na korytarz, a 
za ni poleciao natychmiast pudeko z towarem. 

Drzwi zamkna na klucz i dopiero stana na rodku pokoju uprzytomniajc sobie tre jej 
sw. 

Usiada potem i siedziaa dugo w jakiej bezradnoci i opuszczeniu. Dopiero teraz poznaa, 
e jest sam zupenie i e w tym nowym yciu musi wystarczy sama sobie, e tutaj nie ma 
ojca ani znajomych, ktrzy by j mogli zasoni od takich scen i ludzi; e ta walka ycia, jak 
rozpoczynaa, nie jest tylko walk o saw i wysze cele, e musi walczy o swoj godno 
ludzk i  jeli nie chce zgin  musi si broni. 

 To tak jest na wiecie!  mylaa idc do teatru i zdawao si jej, ju przejrzaa, e ycie 
niewiele moe mie dla niej niespodzianek i goryczy, poniewa ju tyle dowiadczya. 
Spotkaa Sowisk pod werand  i zaraz, jak tylko moga najuprzejmiej, prosia j, czy 
nie wie o jakim pokoju do wynajcia przy familii, bo zrozumiaa, e w hotelu z wielu wzgldw 
mieszka nie moe. 

 A to si dobrze skada!... Jeeli pani zechcesz, to u nas jest pokj. Moemy go pani odstpi 
z caodziennym utrzymaniem, niedrogo. Pokoik adny, na dole, okna na poudnie, z 
osobnym wejciem z przedpokoju. 
Umwiy si o cen. Janka powiedziaa, e moe zapaci za miesic z gry. 

 Zgoda! Bdzie pani u nas cicho, bo crka nie ma dzieci... Chodmy go obejrze. 
 To ju chyba po prbie; a jeli pani nie ma czasu czeka, to niech mi pani zostawi ad-
res... ja trafi. 

Sowiska daa jej adres i posza. 

Jance wrczono nuty i ju braa udzia w prbie piewajc z nich. 

Nikt j nikomu nie przedstawia, ale zwrcia uwag wszystkich, bo Kaczkowska chciaa, 

eby Halt poszed z ni do fortepianu akompaniowa. 

 Daj mi pani spokj! nie mam czasu!  odpowiedzia. 
 Jeeli pani chce, to moe bym ja akompaniowaa, jeli z nut?...  zaproponowaa jej Janka. 
Kaczkowska pocigna j ywo do owego gabinetu z fortepianem i co z godzin mordowaa; 
ale cae towarzystwo zainteresowao si bardzo chrzystk umiejc gra na fortepianie. 


Pniej Cabiska rozmawiaa z ni dosy dugo i prosia, eby przysza do nich, do mieszkania, 
jutro po prbie, i poegnaa j yczliwie. 
Janka z teatru posza prosto do Sowiskiej oglda mieszkanie. 

44 



IV 


Dyrekcja ma zaszczyt prosi Sz. Artystki i Sz. Artystw Towarzystwa, jako te skad orkiestry 
i czonkw chrw, o przybycie do lokalu zarzdu w dniu 6 bm. po przedstawieniu, na 
herbatk i koleesk pogawdk. 

Dyrektor Tow. Artystw Dramatycznych (podpisano) Jan w Oleju Cabiski. 

 Co?... dobrze tak bdzie, Pepa?...  pyta dyrektor przeczytawszy onie mozolnie i z 
mnogimi przekreleniami napisane zaproszenie. 
 Bogdan! cicho, bo nie sysz, co ojciec czyta. 
 Mamusiu, Edek wzi mi rol! 
 Tatku, a Bogdan powiedzia, e ja jestem gupi caban! 
 Cicho! Jezus, Maria! z tymi dziemi!... Przycisze je, Pepa. 
 Niech mi tatko da dych, to bd cicho. 
 I mnie! i mnie! 
Cabiski cisn pod stoem szpicrut i czeka; skoro tylko dzieci zbliyy si na pewn 
odlego, skoczy i zacz je okada, gdzie trafi. 
Podnis si pisk i wrzask; drzwi si z oskotem otwieray i modzi dyrektorowicze z krzykiem 
zjedali na d po porczach schodw. 
Cabiski spokojnie czyta po raz drugi zaproszenie onie siedzcej w drugim pokoju. 

 Na ktr godzin prosisz? 
 Po przedstawieniu, napisaem. 
 Trzeba poprosi kogo z recenzentw, ale to ju osobne listy albo ustnie prosi. 
 Ja nie mam ju czasu, a trzeba porzdnie napisa. 
 Zawoaj kogo z chru, niech napisze. 
 Ba! strzeli mi jakiego byka, jak ten Karol w przeszym roku; wstyd miaem pniej... A 
moe ty, Pepa, napiszesz?... masz adny charakter. 
 Nie, nie wypada, ebym ja, dyrektorowa i kobieta, pisywaa do obcych mczyzn. Mwiam 
tej... jake si nazywa ta, co j zaangaowa do chrw?... 
 Orowska. 
 Ot mwiam jej, aby przysza dzisiaj. Podoba mi si dziewczyna; co ma takiego w 
twarzy, co pociga. Kaczkowska mwia, e doskonale gra na fortepianie, wic przysza mi 
myl... 
 No, to niech ona napisze; gra na fortepianie, to i pisa pewnie umie. 
 Nie tylko to, ale ja myl, e mogaby Jadzi uczy gra... 
 A wiesz, e to pomys!... bo mona by to policzy razem z przysz ga... 
 Ile jej pacisz?  zapytaa zapalajc papierosa. 
 Jeszczem si nie umwi... ale tyle, co i innym  powiedzia umiechajc si dziwnie. 
 To znaczy, e... 
 e... bardzo wiele, bardzo wiele... w przyszoci. Ha! ha! ha! 
Zaczli si mia oboje i zamilkli. 
 Jasiu, c projektujesz na kolacj? 
 Jeszcze nie wiem... Rozmwi si dopiero w restauracji. Jako to si tam urzdzi... 
Cabiski przepisywa na czysto zaproszenie, a Pepa palia papierosa bujajc si na fotelu 
biegunowym. Po chwili rzucia niedbale: 

45 



 Jasiu!... czy ty nie zauway nic w grze Majkowskiej? 
 Nic... e troch spazmuje na scenie, to ju jej styl. 
 Troch?... ona epilepsji dostaje; a przykro patrze, jak si wykrzywia i rzuca na scenie. 
Mwi mi redaktor, e prasa zwrcia na to uwag. 
 Bj si Boga, Pepa! Najlepsz aktork z towarzystwa chcesz wygry?... Zjada Nicolet, 
a bya bardzo lubian i miaa swoj galeri. 
 No, i tobie si ogromnie podobaa; wiem co o tym. 
 Mgbym ci wymwi choby tego redaktora, ale e lubi przede wszystkim spokj... 
 Co ci do tego! wtrcam si, jak ty z chrzystkami wczysz si po gabinetach, co?... 
 Ale i ja si ciebie nie pytam, co robisz?... Po co zreszt mamy si kci?... Tylko Majkowskiej 
ruszy nie dam!... Tobie idzie o intryg, a mnie o byt, przecie dobrze wiesz, e takiej 
pary bohaterskiej, jak Mela i Topolski, nie ma nigdzie na prowincji, nie ma moe i w 
warszawskim teatrze. Naprawd to oni jedni trzymaj wszystko!... Mel chcesz wysadzi?... 
ale ona ma sympati u publicznoci, prasa j chwali... ma talent!... 
 Majkowska ma talent?... Zwariowae, panie dyrektorze! Majkowska ma histeri, ale nie 
talent!  zawoaa podniesionym gosem. 
 Ma talent!... niech mnie kaczusie zdziobi, ale Majkowska ma ogromny talent. Ze 
wszystkich kobiet na prowincji tylko ona ma talent i najlepsze warunki. 
 A ja?!...  spytaa gronie, stajc przed nim. 
 Ty?... ty take masz talent, ale...  mwi ciszej  ale... 
 Tu nie ma ale, tylko jeste skoczonym idiot, panie dyrektorze!... Nie masz pojcia o 
grze, o sztukach, o artystkach, a chcesz je rozdziela na mniejsze i wiksze... Ty sam jeste 
ogromny artysta, ogromny! Wiesz, jak ty grae Franciszka w Zbjcach? wiesz?... nie! to ci 
powiem... Grae jak szewc, jak cyrkowiec!... 
Cabiski skoczy, jakby go kto batem uderzy. 

 Nieprawda! Krlikowski tak samo gra; radzili mi, ebym naladowa, i naladowaem... 
 Krlikowski tak jak ty?... Jeste krowienty, mj artysto! 
 Pepa, cicho, ebym ja ci nie powiedzia, czym ty jeste! 
 O, powiedz, prosz ci, powiedz!  woaa ze zoci. 
 Nic wielkiego, nic nawet maego, moja najdrosza. 
 Powiedz wyraniej, co? 
 No, mwi, mwi, e nie jeste Modrzejewsk  zamia si cicho i drwico Cabiski. 
 Ty mi nie wyjedaj z tymi... z warszawskiego!... 
 Nie irytuj si, Pepa, e ci wtedy nie dopucili do debiutu... 
 Milcz! Widziae?... Syszae, e dzwoni, ale nie wiesz, w ktrym kociele. Nie chciaam 
wtedy, jak i teraz nie chc!... Za bardzo szanuj swoj godno ludzk i artystyczn. 
Cabiski mia si ju gono. 

 Milcz, klownie!...  krzykna rzucajc w niego papierosem. 
 Czekaj, czekaj, gabinetowa primadonno!  sykn siniejc z gniewu. 
Zamilkli, bo im nienawi zatkaa garda. 
Cabiski, w szlafroku podartym na okciach, w bielinie i w pantoflach, zacz biega 
wzdu pokoju, a Pepa, tak jeszcze jak wstaa, nie umyta z wczorajszej charakteryzacji, nie 
uczesana, z roztarganymi wosami, zataczaa koa z tak szybkoci, e tylko jej biaa, brudna 
spdnica szumiaa. 

Spogldali na siebie z wciekoci i grob guch. Stara ich zawi wspzawodnicza 
wybuchna z ca si. Oni si nienawidzili jako artyci, bo sobie wsplnie i niepohamowanie 
zazdrocili talentu i powodzenia u publicznoci. 

Kryli si z tym przed sob starannie, ale mieli w sercach wiecznie krwawice rany, ktre 
lada sowo podraniao. 

46 



Cabiski szczeglniej, ktry zna warto artystyczn swojej ony, wcieka si nieraz, 
usyszawszy, e t jej ndzn, sztuczn gr publiczno oklaskuje zawzicie. Kady oklask 
by jakby uderzeniem noa w jego serce; zdawao mu si, e ona jest wprost pod zodziejk, 
e te brawa s jego, do niego powinny nalee i tylko on je powinien dostawa. I taka mie 
jeszcze mwi mu w oczy, e gra jak cyrkowiec  on, co czu w sobie prawie geniusz aktorski, 
co by pewnym niemal, e gdyby nie klika, to wszystkie role po Krlikowskim powinien 
by grywa w teatrze warszawskim... 

Biega jeszcze prdzej i co tylko spotka na drodze, to kopa w uniesieniu wciekym; a leao 
po ktach dosy rupieci: stare buciki, bielizna, garderoba teatralna, sienniki dzieci pod 
cian, stosy nut i muzykalii, kosze z bibliotek, to kupa starych achw i dekoracji. 

Zo si w nim podnosia coraz wiksza. 

 Ja le graem?... ja cyrkowiec?... a eby ci jasnoci, psiakrew, ogarny!... 
Chwyci jak szklank z paki i grzmotn ni o ziemi, potem unis stos ksiek i rzuci 
nim, potem krzeso wyplatane potuk. 
Zaognia si coraz wicej, wywiera zo swoj na rzeczach rnych i rozbija same drobiazgi 
 ale spotkawszy si ze wzrokiem Pepy, tak samo ziejcym nienawici i pogard, skoczy 
do fortepianu i uderzy pici w klawiatur, a kilka strun pko z brzkiem smutnym  i 
pobieg do okna; na parapecie sta stos talerzy z resztkami wczorajszego obiadu. 

Pepa skoczya co prdzej i zasonia sob talerze. 

 Odejd!...  mrukn gronie, zaciskajc picie. 
 To moje!  zawoaa i cay stos talerzy rzucia mu pod nogi z tak si, e si rozbiy na 
drobne kawaki. 
 Bydl! 
 Bazen! 
Skrzyoway si przymiotniki, stanli naprzeciw siebie groni, gotowi rzuci si i gry 
wzajemnie, tak oczy pony im nienawici i zby szczkay  gdy wtem wesza suca. 

 Prosz pani pienidzy na niadanie. 
 Niech ci pan da!  odpowiedziaa i krokiem dumnym, takim, jak Rakiewiczowa schodzi 
ze sceny, wysza do drugiego pokoju zatrzaskujc drzwi za sob. 
 Niech pan da pienidzy, ju czas, dzieci pacz, e im si je chce! 
 Niech niania idzie do pani po pienidze... 
 Ale!... nie tako ja gupia! Narobi pan pieka, e w caym domu byo sycha, a teraz ja 
mam i do pani?... Niech no pan da i ubiera si prdzej! Loboga, ju je dziesita, a pan azi 
kiej yd rozbabrany przed siabasem... 
 Bez uwag, nianiu; mwi ci cigle, nie wtrcaj si... 
 A juci!... a kto by o czym pamita?... pastwo ino kumedie wyprawiaj, a o dzieciskach 
po ludzku to nikt nie pamita. 
 Brakuje co dzieciom?  spyta udobruchany, gdy dzieci byy jego saboci. 
 Przecie!... Edziowi trza bucikw, Waciowi ubrania, bo hycel chopak do cna portecki 
ciaracha, a i pannie Jadzi te wrazi nie ma co... Pastwo ino na kumedie to nie auj, a lo 
dzieci to pieprzu za grosz musi starczy!  burczaa pomagajc mu si ubiera. 
 Niech si niania dowie w sklepach, co to wszystko bdzie kosztowao, i powie mi, to 
dam pienidzy... a tutaj ma niania na niadanie. 

Pooy rubla, wytar rkawem rudawy cylinder i wyszed. 

Niania zabraa dzbanek, koszyk na buki i posza. 

Cabiscy prowadzili ycie koczownicze, cygaskie i mieli artystyczne zwyczaje w domu. 

Tylko herbat wieczorem robiono na miejscu, i to nie w samowarze, jaki cigle obiecywaa 
kupi pani Pepa, ale na maszynce benzynowej. eby nie mie kopotw gospodarskich, cay 
dom stoowa si w restauracji: dyrektorstwo, czworo dzieci, dwie suce; dla wszystkich rano 
kaw kupowao si w kawiarni, a w poudnie obiad w restauracji. 

47 



Tak samo nie mieli czasu myle o domu, jak i o dzieciach. Nie dbali o nic, pochonici teatrem, 
rolami i walk o powodzenie. 

Pcienne ciany dekoracji i kulis, przedstawiajce salony wietne i mieszkania wytworne, 
wystarczay im w zupenoci; tam oddychali gbiej i czuli si lepiej, tak jak wolna okolica, 
przedstawiajca jaki dziki krajobraz, z zamkiem na szczycie gry czekoladowego koloru i z 
lasem namalowanym niej, wystarczaa im za yw przyrod, za prawdziwe pola i lasy. 

Zapach mastyksu, szminek i perfum  to byy ich najwspanialsze zapachy. 

Sypiali tylko w mieszkaniu  mieszkali i yli na scenie i za kulisami. 

Pepa, ze swoj wraliwoci kobiec, tak przesika teatrem, e ilekro gniewaa si na serio 
lub radowaa albo wreszcie opowiadaa cokolwiek, to zawsze w jej akcencie, pozie, ruchach 
 mona byo znale echa sceny, powtarzane bezwiednie. 

Nie umiaa powiedzie dwch sw, eby nie byy powiedziane scenicznie i takim gosem, 
jakby j suchay setki osb. 

Cabiski by to przede wszystkim aktor, a pniej aferzysta tego pokroju, e nigdy sam nie 
wiedzia, co w nim przewaa: mio sztuki czy pienidzy? Stacza ze sob czste walki na 
tym punkcie i nie zawsze pienidz wygrywa. Mia szczcie i do sztuki, i do publicznoci; 
robi po cichu pienidze, ale mia zwyczaj gono paka na ndz i niepowodzenie, oszukiwa, 
jak si tylko dao, wszystkich. Obcina gae, zwleka z rachunkami i lubi paci akontami, 
o ile mona najmniejszymi. Marzy przy tym w cichoci o czym wielkim, wspomina o 
tym czsto i niejasno, e si ju miano z niego, ale ile razy by przez letni sezon w Warszawie, 
to czsto chodzi do architektw, naradza si z autorami dramatycznymi, azi po redakcjach 
 i potem oblicza co w tajemnicy. 

Wierzy, e poniedziaki s fatalne do wystawiania nowych sztuk i wyjazdw, e jak pooy 
rol na ku, to pustki pewne wieczorem w teatrze, e wszyscy dyrektorowie s idiotami 
i  e on ma wielki talent tragiczny. 

Dwadziecia par lat by w teatrze i grywa cigle, a akn kadej nowej roli, zazdroci 
drugim, ubolewa, e wszyscy bd gra kiepsko, i nieraz nocami myla, jak by to on zagra, 
wstawa wtedy, zapala wiec i z egzemplarzem w rku chodzi po pokoju i prbowa roli. 

Dopiero krzyki Pepy albo woanie niani, e takie kumedie po nocy i do psa niepodobne, 
zapdzay go z powrotem do ka. 

Pomimo przeciwiestw rnych i nienawici tajonej bya to para bardzo dobrana. 

Wszystko, co nie miao zwizku bliskiego z teatrem, zbywali lekcewaeniem i obojtnoci. 


Zamknli dusz w tej maej orbicie sztucznego ycia i to im w zupenoci wystarczao. 

Pepa faktycznie przewodzia nad teatrem, ale nad mem tylko pozornie, bo jej pomimo 
zawici imponowa; ale za to we wszystkich zakulisowych plotkach, intrygach i skandalach 
bya mistrzyni. 

Nigdy sobie nie zdawaa sprawy z niczego, suchaa tylko instynktu chwilowego i ma 
czasami. Przepadaa za melodramatem, za sytuacj gron, targajc nerwy; lubia szeroki 
gest, ton mowy podniesiony i niezwyko jaskrawie uderzajc. 

Bywaa czsto przesadnie patetyczna, ale grywaa z zapaem; tak j nieraz porywaa sztuka, 
akcent, sowo jakie, e po zejciu ze sceny, jeszcze za kulisami, pakaa prawdziwymi 
zami. 

Rol umiaa zawsze najlepiej, bo kad wykuwaa; o dzieci dbaa tyle, co o star garderob: 
rodzia je  i pozostawiaa mowi i niani. 

Zaraz po wyjciu Cabiskiego krzykna przeze drzwi: 

 Nianiu, do mnie! 
Niania dopiero co wrcia z kaw i chopakami, ktrych ledwie cigna z podwrza; rozdzielaa 
niadanie dzieciom i obiecywaa: 

48 



 Edziu!... bdziesz mia buciki... tatko kupi. Wacio dostanie gamiturek, a panna Jadzia 
sukienk... Pijcie, dzieci! 
Gaskaa je po gowach, przysuwaa buki, obcieraa twarze z troskliwoci. Kochaa je i 
chodzia okoo nich jak okoo wasnych dzieci. 

 Nianiu!  woaa dyrektorowa. 
Niania nie syszaa, bo zdjwszy najmodszemu zabocone buciki szczotkowaa je zawzicie. 


 Edziu by na ulicy. Edziu nie sucha niani... niania przyprowadzi dziada i kae wzi... 
 A jake, dziada!... Tatu grywa dziadw, widziaem!  odezwa si powtpiewajco Wacek. 
 A to zawoam ydwk, co sprzedaje ledzie, i Edziusia i Wacia sprzedam, jak nie bdziecie 
niani suchali. 
 Niania jest gupia!... ydwki przecie grywa pani Wolska, to si jej nie boj. 
 A kiej to bdzie ydowica prawdziwa, nie adna kumediantka. 
 Niania si sypie!  powiedziaa Jadzia, najstarsza, omioletnia, z min i gosem gboko 
przekonanej wyszoci. 
 Nianiu!  krzykna Cabiska wysadzajc przeze drzwi gow. 
 Ady sysz, ale przecie dzieci pilniejsze. 
 Gdzie Antka? 
 Posza do magla. 
 Pjdzie mi niania po sukni na Widok, do Sowiskiej. Wie niania gdzie?... 
 Ady wiem!... do ty chudy i zy kiej pies... 
 Nieche niania zaraz idzie i powraca prdko... 
 Mamusiu!... to i my pjdziemy z niani...  prosiy po cichu dzieci, bo si bay matki. 
 Zabierze niania dzieci ze sob. 
 To si wi, e bym ich samych nie zostawia! 
Poubieraa dzieci, woya na siebie wspaniay owicki weniak, w szerokie pasy psowobiae, 
okrya si chustk i wysza z dziemi. 
W teatrze niani nazywano Bab Jag albo niewiast. By to typ kopalniany, szcztkowy. 
Przyja j Cabiska we Wocawku za niak do pierwszego dziecka i zostaa ju u nich na 
stae. 

Mona miao powiedzie, e pomimo i bya popychadem dla wszystkich, bya prawdziw 
opatrznoci domu. Wyhodowaa wszystkie dzieci Cabiskim. Miaa lat z pidziesit, 
swarliwy charakter, uczciwo prawdziwie chopsk i przepadaa za dziemi. J jedn teatr 
nie przeksztaci ani na odrobin. 

Sama jedna na wiecie, przywizaa si do Cabiskich jak pies. 

Nie chciaa nigdy zmieni weniaka na sukni, malowanej w czerwone kwiaty skrzynki  
na kufer, chopskich wierze  na miejskie i swojego zdania o teatrze. Nazywaa wszystko 
rozpust, kumedi, kumedianctwem, ale ogromnie lubia patrze na przedstawienia. 

Za kulisami urzdzano jej tysice kawaw, nieraz bardzo bolesnych, nie gniewaa si jednak. 


 Rozpustnik!!... da wam Pan Bg rad, da!  mawiaa wtedy. 
Miaa take swoj namitno: dzieci, ktre kochaa nad wszystko, i myl o pierzynie duej 
ze wieego pierza  pierzynie gospodarskiej. Jeli miaa pienidze, to wtedy wydawao 
si jej, e pierze jest za drogie i niedobre; kiedy trafiao si jej tasze, nie kupowaa z nieufnoci. 


 Moe jaki parch na nim styrgn!...  mawiaa. 
Pasjami take lubia kury. eby si na ni nie wiem jak gniewano, umiaa zawsze na wiosn 
wystara si o jajka i o kwok; nasadzaa j choby w nogach swojego ka, a gdy si 

49 



kurczta wylgy, chodzia okoo nich troskliwiej ni okoo dzieci. Za nic w wiecie nie pozwolia 
zabi tych kurczt... 

Byo to dla niej coroczne uroczyste wito, kiedy ju kurczta wyronite byy odpowiednio, 
wybieraa z nich jakie trzy kokoszki i koguta na chowanie, a reszt wsadzaa w koszyk i 
niosa na targ. 

I czy to byo w Pocku, Lublinie albo Kaliszu, sza pomidzy kobiety wiejskie, siadaa razem 
z nimi i sprzedawaa kurczta. 

Trzeba byo wtedy widzie jej twarz rozpromienion, dumn  gospodarsk, lub sysze jej 
dyszkancik powanie brzmicy, jakim zachcaa do kupna i rozmawiaa z ssiadkami!... Nic, 
tylko gospodyni na jakiej wce ziemi!... 

Towarzystwo chodzio wtedy in gremio oglda j. 

adne drwiny ani tumaczenia nie potrafiy wykorzeni tej odziedziczonej po matce skonnoci. 


Nie moga si pozby zwyczaju caowania wszystkich kobiet w rce i ukonw do ziemi  
robia to bezwiednie, si przyzwyczajenia, cho Cabiska cigle j upominaa. 

Sprawiaa dziwne wraenie ta chopka, prosta, szczera i jasna jak dzie letni na wsi, w tym 
wiecie szminki i kamstwa. 

Prdko wrcia z sukni i dziemi. 

Cabiska si ubraa i miaa ju wychodzi, gdy zadzwoniono. 

Niania posza otworzy. 

Wtoczy si niski, dosy otyy i niezmiernie ruchliwy jegomo. 

By to mecenas. 

Twarz mia starannie wygolon, zote binokle na maym nosku i umiech jakby przyklejony 
do wziutkich warg. 

 Mona?... dyrektorowa pozwoli?... Na minutk, bo zaraz uciekam!...  recytowa szybko. 
 Ale szanowny mecenas zawsze moe... 
 Dzie dobry! Prosz o apk... licznie mi dyrektorowa wyglda!... Ja tylko w przelocie... 
 Nieche mecenas siada, prosz! Nianiu, daj no krzeseko panu! 
Mecenas usiad, binokle chustk przetar, poprawi wosy mocno przerzedzone, ale niepokalanie 
czarne, przerzuci szybko nog na nog, mrugn kilkanacie razy newralgicznie 
oczami, wyj papieronic i poda. 

 Doskonae po prostu! Mam przyjaciela w Kairze, przysa mi wanie... 
 Dzikuj! 
Wzia papierosa, obejrzaa go uwanie i zapalia z umiechem nieznacznym. 
 Sowo honoru, egipskie oryginalne  zapewnia pochwyciwszy jej umieszek. 
 Rzeczywicie, doskonae! 
 C tam dzisiaj gramy, kochana dyrektorowo?... 
 Naprawd to nie wiem, nianiu, czy ja co gram dzisiaj?... 
Udawaa zawsze, e nie dba i nie pamita o scenie, e tylko oddycha domem i dziemi. 
 Wicek z ksik nie przychodzi dzisiaj, to pani nie gra  odpowiedziaa niania, sprztajc 
popiesznie lady spustosze, jakie narobi Cabiski. 
 Czytaem dzisiaj w Gocu bardzo pochlebn wzmiank o dyrektorowej. 
 Niezasuona moe, bo ja wiem, jak si t rol gra powinno. 
 Graa j pani przelicznie, cudownie!... 
 Komplemencista z mecenasa, niedobry, nieyczliwy!...  kaprysia naiwnie. 
 Prawd tylko mwi, istotn prawd, sowo honoru! 
 Prosz pani, dy je ju kole poednia  powiedziaa niania, ktra w ten sposb przypominaa 
gociowi, e czas i sobie. 
 Dyrektorowa do teatru? 
50 



 Tak, zajrz na prb, a potem wyjd troch na miasto. 
 Pjdziemy razem, dobrze?... Po drodze zaatwimy may interesik... 
Cabiska spojrzaa na niego z niepokojem. Nie widzia tego, bo mruga znowu oczkami, 
przekada nog na nog i obsadza binokle, wci si zsuwajce. 

 Pewnie chce pienidzy  mylaa Cabiska, kiedy ju szli po schodach. 
Mecenas tymczasem krci si, umiecha si i szczebiota. 
By to naprawd mecenas towarzystwa; wszystkim mwi po imieniu i wszystkimi si 
interesowa. Nie wiedziano, czym by, gdzie mieszka, co robi, ale kiesze mia zawsze 
otwart. 

Zjawia si w ogrdku na pierwsze przedstawienie, znika po ostatnim a do przyszej wiosny. 
Poycza pienidzy, ktrych mu nigdy nie oddawano; czasami fundowa kolacje, przynosi 
cukierki aktorkom, opiekowa si modymi adeptkami i podobno zupenie platonicznie kocha 
si zawsze w ktrej z aktorek. 

By to dziwny, ale zarazem bardzo dobry czowiek. 

Cabiski zaraz po wyjedzie poyczy od niego sto rubli  i umylnie przy wszystkich, eby 
ich przekona, e nie ma pienidzy, zmusi go do wzicia w zastaw bransoletki ony. 

Cabiska mylaa wanie, e teraz bdzie chcia zwrotu pienidzy. 

Siedli cicho w krzesach, bo prba bya w peni i wanie Majkowska z Topolskim grali ja


k kapitaln scen miosn. 
Mecenas sucha, kania si na wszystkie strony, umiecha i szepn: 

 Pyszna to rzecz mio... na scenie! 
 I w yciu nie jest z... 
 Mio prawdziwa to rzadko w yciu, wic ja przekadam scen, bo tutaj mam j codziennie 
 mwi szybciej i znowu powieki zaczy mu drga. 
 Mecenas rozczarowany?... 
 O, nie, nieche Bg broni!... to taka sobie luna uwaga. Jak si masz, Piesiu! 
 Zdrowo, najedzono i nudnie  odpowiedzia wysoki aktor o adnej, mylcej twarzy wycigajc 
rk i witajc si z dyrektorow. 
 Palisz egipskie papierosy, co?... 
 Mog, jak mecenas dasz  odpowiedzia chodno. 
 Piesiowa zdrowa i zazdrosna zawsze... co?  pyta mecenas podajc papierosa. 
 To tak, jak mecenas zawsze w humorze: i to choroba, i tamto nie zdrowie. 
 Uwaasz humor za chorob, co?  pyta ciekawie. 
 Ja uwaam, e czowiek normalny powinien by przede wszystkim obojtnym, zimnym i 
nie dba o nic, powinien zosta spokojnym wewntrznie. 
 Dawno jedzisz na tym koniku? 
 Prawd pno si zwykle poznaje. 
 Zostaniesz przy tej prawdzie dugo? 
 Moe na zawsze, jeli nie znajd czego lepszego. 
 Pie, na scen! 
Aktor wsta sztywno i spokojnym, automatycznym krokiem poszed za kulisy. 
 Ciekawy, bardzo ciekawy czowiek!  szepn mecenas. 
 Tylko nudny porzdnie z tymi wiecznie szukanymi prawdami, ideaami i inn gupi galanteri! 
 zawoa mody aktor, ubrany jak lalka, w jasny garnitur, koszul w rowe paski i 
w te, cielce pantofle. 
 A, Wawrzecki!... musiae znowu pooy trupem jak niewinno, bo promieniejesz niby 
soce... 
 Wolne arty, szanowny mecenasie!...  broni si z umiechem domylnym i wysuwa 
zgrabn nog; pozowa si wdzicznie, podnosi rk i migota w socu piercionkami, bo 
dyrektorowa przymruonymi oczami spogldaa na niego. 
51 



 Wic kt u ciebie nie jest nudnym, h?... wyspowiadaj no si, chopaczku. 
 Mecenas, bo ma humor i zote serce; dyrektor wtedy, jak paci; publiczno, kiedy mnie 
bije brawa; kobiety pikne i askawe; wiosna, jeli jest ciep; ludzie, kiedy s weseli  
wszystko, co jest piknym, miym, umiechnitym; a nudne to same brzydkie rzeczy: troski, 
zy, cierpienia, ndza, staro, zimno... 
 O czym zapomniae; w ktr szuflad kadziesz dobro: na lewo czy na prawo? 
 A jak to dobro wyglda?... jeli ma lat, tak od pitnastu do dwudziestu piciu i jest piknym, 
to na prawo. Ale naprawd, niech mi mecenas powie, co to jest waciwie dobro?... Dla 
Cabana jest dobrem nie paci gay, dla mnie nie paci krawca, a bra ga, a wic... 
 To, co mwisz, jest tylko cynizmem poledniejszego gatunku. 
 Mecenas lubisz to samo, ale w przednim gatunku  odpowiedzia aktor ze miechem, 
ogarniajc wiele mwicym wzrokiem jego i dyrektorow. 
 Gupi, Wawrzecki! a nie chwal si z tym, bo i tak ludzie to dosy prdko spostrzeg. 
 E! bibua z mecenasa!... rozmoczona bibua  odpowiedzia kwano i pobieg do gromady 
aktorek, siedzcych pod werand i tworzcych jasnymi, wieymi sukniami niby bukiet 
przepysznie jaskrawy. 
 Moja dyrektorowo, a to co za jedna?  zapyta mecenas wskazujc na Jank zasuchan 
w prb. 
 Adeptka. 
 Dobrze jej z oczw patrzy. Twarz rasowa i inteligentna. Nie wie pani, co ona za jedna?... 
 Wicek!  zawoaa Cabiska na chopaka, grajcego w klasy na ogrdku  id i popro 
tej pani, co stoi przy loy, eby tutaj przysza. 
Wicek pobieg, obszed Jank, zajrza jej w oczy i powiedzia: 

 Stara tam prosi pani do siebie. 
 Jaka stara?... kto?...  zapytaa nie rozumiejc. 
 Cabanowa, pani Pepa, dyrektorowa przecie!... 
Janka podesza wolno; mecenas przyglda si jej uwanie. 
 Nieche pani siada. Nasz kochany mecenas, opatrzno dobra teatru  rzeka Cabiska 
prezentujc. 
 Orowska!  powiedziaa Janka krtko, dotykajc wycignitej rki. 
 Przepraszam!  zawoa mecenas przytrzymujc jej rk i odwracajc doni do wiata. 
 Niech si pani nie boi!... Mecenas ma niewinn mani wrenia z rk  zawoaa wesoo 
Cabiska zagldajc przez rami mecenasa w do, ktr oglda. 
 Ho! ho! dziwna, dziwna!  szepta stary. 
Wyj z kieszeni ma lup i przez ni przyglda si liniom doni, paznogciom, stawom 
palcw i caej rce. 

 Szanowna publicznoci! Tu si wry z rki, z nogi i z czego tam jeszcze!... tu si przepowiada 
przyszo, daje si talent, cnot, monet w przyszoci! Po pi kopiejek wejcie, po 
pi!... dla biedniejszych po dziesi groszy! Prosimy szanown publiczno, prosimy!  
krzycza Wawrzecki naladujc doskonale gos hecarzy z Ujazdowskiego placu. 
Aktorzy otoczyli ze wszystkich stron siedzcych, zagldali w rk i miali si gono. 

 Nieche mecenas mwi! 
 Prdko za m pjdzie? 
 Kiedy zakasuje Modrzejewsk? 
 Czy bogatego bbenka mie bdzie? 
 Moe kae co postawi? 
 Ilu tam ju byo?... 
Leciay drwice i swawolne zapytania. 
Mecenas nie odpowiada, tylko w milczeniu oglda obie donie. 
52 



Janka syszaa drwiny, ale ten dziwny czowiek przyku j wprost do krzesa; czua, e j 
ogarnia zo i wstyd, a nie moga ruszy rkami, ktre trzyma. 

Przenikn j jaki dreszcz zabobonny  przed przepowiedni. 

Nie wierzya, miaa si nieraz pogardliwie ze znajomych, pozwalajcych sobie gada set-
ne gupstwa Cygankom, ale baa si czego nieokrelonego. 

Wreszcie mecenas puci jej rce i powiedzia do otaczajcych: 

 Moglibycie chocia raz nie baznowa, bo to czasami jest nie tyle gupie, co nieludzkie. 
Przepraszam pani, e j naraziem, bardzo przepraszam, ale nie mogem si powstrzyma, 
eby rki nie obejrze; to moja sabo... 
Pocaowa j ostentacyjnie w rk i zwrci si do zdziwionej Cabiskiej: 

 No, chodmy, dyrektorowo! 
Jank palia ciekawo taka, e pomimo tylu widzw zapytaa cicho: 
 Nic mi pan mecenas nie powie? 
Mecenas si obejrza, ale zobaczy, e dziesitki osb ju chwytay mu prawie z ust odpowiedzi, 
wic si nachyli i szepn ciszej: 

 Teraz nie mog... Za dwa tygodnie, jak powrc, powiem pani wszystko. 
 Chode, mecenas, bo teraz to ju naprawd jeste nudny!  woaa Cabiska.  Ale, 
ale!... czy pani bdzie moga przyj do mnie po prbie?  zwrcia si z zapytaniem do Janki. 
 Owszem, przyjd  odpowiedziaa siadajc. 
 Stary zwariowa!... pocaowa j w ap niby ksin!  mwiy do siebie chrzystki. 
 Bdzie si ni opiekowa. 
 Podobno jest dosy pierzasty i leci tylko na krowienty... stary cymba! 
Janka, cho syszaa, e to do niej byo powiedziane, nie odpowiedziaa nic, bo ju tyle 
zrozumiaa, e w teatrze lepiej nic nie odpowiada i paci za wszystko pogardliw obojtnoci. 


 Gdzie pjdziemy, dyrektorowo?  pyta mecenas, ale by jaki mniej wesoy, zamyla 
si i szepta co do siebie. 
 Chyba tam, gdzie zwykle, do mojej cukierni. 
Cabiska nic si nie pytaa, dopiero gdy usiedli w cukierni, w ktrej stale przesiadywaa 
codziennie po kilka godzin, pijc czekolad, palc papierosy i przypatrujc si ruchowi ulicznemu, 
zapytaa si udajc obojtno: 

 C tam mecenas zobaczy w rkach tej sroki? 
Mecenas poruszy si niecierpliwie, wsadzi na nos binokle i krzykn na posugujcego 
chopaka: 

 Mazagran i czekolada bardzo lekka! 
Zwrci si do Cabiskiej: 
 Widzi pani, to tajemnica... wprawdzie nic nie znaczca, ale tajemnica nie moja. 
Cabiska nalegaa koniecznie, bo przecie do jest zawoa gono: tajemnica!, eby 
wszystkie kobiety wyprowadzi z rwnowagi  ale nie powiedzia nic, tylko rzuci krtko: 

 Wyjedam, dyrektorowo. 
 A to gdzie i po co?  zapytaa zdziwiona mocno. 
 Musz... wrc za dwa tygodnie. Ot przedtem chciabym uregulowa nasz... 
Cabiska skrzywia si i czekaa, co dalej powie. 
 Bo widzi pani, mogoby wypa, e wrcibym dopiero jesieni, kiedy was ju nie bdzie 
w Warszawie... 
 Dawno przeczuwaam, e jeste stary lichwiarz  mylaa Cabiska dzwonic w szklank. 
 Ciastek owocowych! 
 ... I dlatego te wracam kochanej pani ow bransoletk  cign dalej. 
53 



 Kiedy my jeszcze pienidzy nie mamy. Powodzenie si cigle rwie... dawne wypaty... 
 Mniejsza o pienidze. Niech dyrektorowa myli, e jej na imieniny daj may, przyjacielski 
upominek... dobrze, co?...  pyta wsuwajc na jej pulchn rk bransoletk. 
 Mecenasie, mecenasie! gdybym nie kochaa tak swojego Janka, to...  mwia, uradowana 
niezmiernie z odzyskania bransoletki darmo, ciskaa mu silnie rce i palia go rozpromienionym 
wzrokiem tak blisko, e poczu na twarzy jej oddech i zapach werweny, ktr sobie 
twarz wycieraa. 
Odsun si delikatnie i zagryz usta, tak mu si mieszn wydawaa. 

 Mecenasie, jeste idealnym czowiekiem! najszlachetniejszym, jakiego znam! 
 Dajmy pokj!... zrobiem to dzisiaj, bo na imieninach dyrektorowej by nie mog. 
 Ani sucha o tym nie chc!... musisz mecenas by! 
 Nie, nie mog... mam smutne obowizki w tym czasie. Musz...  odpowiedzia wolniej i 
ciszej; oczy mu zaszy jak mg, ale ten sam umiech mia na twarzy. 
 Czym ja si mecenasowi odwdzicz za tyle dobroci?... 
 Zaprosi mnie dyrektorowa na kuma. 
 Szkaradnik z mecenasa!... Jak to?... ju, ju mecenas idzie?... 
 Za dwie godziny mj pocig odchodzi. Do widzenia! 
Zapaci w bufecie i wyszed przesyajc jej umiech jeszcze z ulicy. 
Cabiska siedziaa zapatrzona w ulic. 
 Czyby si we mnie kocha?...  mylaa umiechajc si do jakich niejasnych jeszcze, 
ledwie rysujcych si obrazw, popijajc wystyg czekolad. 

Wycigna z kieszeni rol jak, przeczytaa par wierszy i znowu zapatrzya si w ulic. 

Obszarpane doroki, zaprzgnite w chude konie, wloky si leniwie; tramwaje huczay 

przebiegajc; po trotuarach snuli si pospiesznie, gorczkowo ludzie, jak duga, ruchoma 
wstga. Jaki szyld naprzeciwko byszcza si w socu i migota. 

 Czyby si we mnie kocha?...  pomylaa znowu i zapada w bezmyln niepami 
wszystkiego. 

Zegar wydzwoni trzeci: podniosa si i posza ku domowi. 

Sza wolno, spogldajc majestatycznie na tum wymijajcych j przechodniw. 

W oknie cukierni Bliklego spostrzega Cabiskiego; siedzia i zamylonym wzrokiem ton 

w ulicy nie spostrzegszy przechodzcej. 
Wyprostowywaa si coraz bardziej, bo coraz czciej patrzano na ni. Kupcy, subiekci, 
dorokarze nawet z tej dzielnicy znali pani dyrektorow. 
Zdawao si jej, e na ich twarzach, ktre sobie przypominaa sabo z sali widzw, janiej 
umiechy zachwytw, e wszyscy szepcz z unionoci: Patrzcie! dyrektorowa Cabiska... 
Sza coraz wolniej, eby si duej rozkoszowa wraeniem zadowolenia. Zobaczya z daleka 
redaktora z Nicolet i nagle zachmurzy si horyzont jej myli. 

 On z Nicolet?!... z t... pod intrygantk?!... 
Palia ich ju z daleka okiem Gorgony. 
Na rogu Wareckiej Nicoleta znikna gdzie w ulicy, a redaktor szed ku niej rozpromieniony. 


 Dzie dobry!...  zawoa wycigajc rk. 
Pepa zmierzya go wyniosym wzrokiem i odwrcia twarz w drug stron. 
 C to za nowa heca, Pepa?...  mwi ciszej, idc obok niej. 
 Jeste pan niegodziwym!... 
 Znowu komedia?... 
 miesz pan w ten sposb mwi do mnie?!... 
 Przestaj... i tylko mwi: do widzenia!  powiedzia gniewnie, ukoni si sztywno i zanim 
moga si zorientowa, wsiad w dorok i pojecha. 
54 



Cabiska skamieniaa z oburzenia; nie przeprosi j i odjecha! Wcieko ni zacza 
miota; sza prdko, nie zwaajc ju na nic i nikogo. 

Podobno byo tam co pomidzy nimi; mwiono o tym po cichu za kulisami, ale z pewnoci 
wiedziano tylko to, e Pepa nigdy si nie obywaa bez wielbicieli kilku kategorii. Jeli w 
jakim miecie nie miaa wielbiciela spord publicznoci, to musia by jej amantem jaki pocztkujcy 
aktor o adnej twarzy i dosy naiwny, e pozwala si oplata nudnej, starej i kaprynej 
kokietce. Musiaa mie zawsze kogo zaufanego, ktry by chcia sucha skarg, lamentw 
i serdecznych zwierze z przeszoci. 

Cabiski nie broni jej tego, bo go nie obchodzili nawet nieplatoniczni kochankowie ony, 
a drwi przy kadej sposobnoci z ich nieszczsnej doli. 

Cabiska, po rozstaniu si z redaktorem, wrciwszy do domu zrobia istotne pieko: dzieci 
wybia, niani wykrzyczaa i zamkna si na klucz w swoim pokoju. 

Syszaa, e m przyszed, pyta si o ni, puka do drzwi; gdy podawano obiad, nie wysza 
chodzc gniewnie po swoim pokoju. 

Wkrtce przysza Janka. Kazaa j prosi do siebie i przywitaa serdecznie, zaprowadzia 
do buduarku, przepraszaa, e musi poczeka, nim ona zje obiad: zrobia si do niepoznania 
przystpn i gocinn. 

Janka, zostawszy sam, z ciekawoci rozgldaa si po tym buduarze, bo o ile cae mieszkanie 
wygldao na skad rupieci, na sal pasaersk trzeciej klasy, pen tomokw, waliz i 
kufrw, o tyle ten pokj jania elegancj, a nawet pewnym zbytkiem. 

Pokj by o dwch oknach, wychodzcych na ogrd, obcignity ciemnym, udajcym brokatel, 
papierem, z malowanymi amorkami na suficie. 

Jedwabny ps w zote pasy pokrywa dziwacznie powyginane meble. Kremowy dywan, 
naladujcy star wosk makat, zaciela ca podog. W zocon skr oprawny Szekspir 
lea na stoliczku z laki, malowanej w desenie chiskie. 

Janka niewiele zwracaa na to uwagi, bo ca j pochony wiece, wiszce na cianach, z 
napisami na wstgach: Koleance w dniu imienin, Znakomitej artystce, Od wdzicznej 
publicznoci, Dyrektorowej  od Towarzystwa, Od wielbicieli talentu. Wawrzynowe odygi 
i licie palmowe byy poke ze staroci i wisiay poskrcane, okryte pyem. Szerokie 
wstgi, biae, te, psowe, spyway ze cian, niby oddzielne kolory tczy i krzyczay tymi 
literami toczonymi zotem o czym dawno przebrzmiaym. Te szumnie brzmice napisy, 
wiece poschnite, nadaway pokojowi pozr kaplicy grobowej; szukao si jeszcze bezwiednie 
napisu: p.  zmara... itd. 

Janka uczua jakie cinicie smutne serca i zdawao si jej, e tutaj musia koniecznie 
kto umrze, tak tam byo cicho i tak smtnie. 

Proste ko pod pawilonem z liliowych tiulw, upitych bukiecikami sztucznych r bordo, 
stoliczki, albumy, stojce fotografie w rnych rolach i kostiumach, zeszyty rl, porozkadane 
od niechcenia na konsolkach i taburetach  tworzyy cao dosy wdziczn, ale bardziej 
pretensjonaln. Czu byo, e ten pokj paradny jest tylko na pokaz, e tutaj nikt w nim 
nie mieszka i nie myli. 

Janka ogldaa albumy, gdy wesza cicho Cabiska. 

Miaa wyraz cierpicy i melancholijny; upada ciko na fotelik, westchna gboko i cichym 
przebolaym gosem szepna: 

 Przepraszam, e pozwoliam si pani nudzi tutaj. 
 Nie nudziam si wcale, tyle tutaj rzeczy ciekawych... 
 To moje sanktuarium. Tutaj zamykam si, kiedy mi ycie za bardzo dokuczy, kiedy cierpi 
zbyt silnie... przychodz przypomina sobie przeszo jasn i szczliw: marzy o tym, 
co ju nie powrci!...  dodaa wskazujc role i wiece na cianach. 
55 



 Pani dyrektorowa cierpica?... moe ja przeszkadzam, bo rozumiem doskonale, e na 
pewne smutki i cierpienia samotno jest najlepszym lekarstwem  powiedziaa Janka ze 
szczerym wspczuciem, poruszona dwikiem jej gosu i twarz. 
 Zosta pani!... sprawi mi to prawdziw ulg pomwi z osob, obc jeszcze temu wiatu 
kamstwa i pustoty!  mwia z emfaz, niby recytujc rol. 
 Nie wiem, czy jestem godna zaufania  rzeka skromnie Janka. 
 O! moja intuicja artystki nigdy mnie nie zawodzi!... Prosz, usid pani bliej, o tak! Boe, 
jake cierpi!... Wic pani nigdy jeszcze nie bya w teatrze?... 
 Nie. 
 Jake auj pani i zazdroszcz!... Ach, gdybym moga zaczyna po raz drugi, to moe 
nie byabym w teatrze, nie wypiabym tylu goryczy i tylu zawodw! Kochasz pani teatr?... 
 Powiciam prawie wszystko dla niego. 
 O, smutna jest dola artystek!... Powici wszystko, spokj, szczcie domowe, mio, 
rodzin, stosunki towarzyskie  i za co?... za to, co o nas pisz; za takie wiece, co trwaj dwa 
dni; za oklask naprzykrzonego tumu?... O, strze si pani prowincji!... O, los rzuca ludmi, 
rzuca!.., Pomyl pani o mnie... Widzisz te wiece... Prawda, jakie wspaniae i jakie zwide, 
co?... A jeszcze tak niedawno grywaam we Lwowie!... 
Zatrzymaa si chwil, jakby olniona przypomnieniem. 

 Sceny wiata caego stay przede mn otworem. Dyrektor Komedii Francuskiej umylnie 
przyjeda, aby mnie widzie i zaangaowa... 
 Pani tak dobrze wada francuskim?... 
 Nie przerywaj pani. Miaam par tysicy gay; pisma nie znajdoway sw na okrelenie 
mojej gry; w dniu benefisw modzie wyprzgaa konie, zasypywano mnie bukietami, rzucano 
mi brylantowe kolie!...  poprawia bezwiednie bransoletk.  Najpierwsza modzie: 
hrabiowie, ksita, starali si o moje wzgldy... Potrzeba byo nieszczcia: zakochaam si... 
Tak, nie dziw si, pani! Kochaam i byam kochan... Kochaam, jak tylko mona kocha, 
najpikniejszego i najlepszego... By to pan, ksi-ordynat. Przysiglimy sobie mio i 
mielimy si pobra. Nie wypowiem pani szczcia naszego!... Wtem... grom z jasnego nieba!... 
Rodzina jego: stary ksi, tyran, magnat dumny, bez serca, rozdzieli nas... Wywieli 
go, a mnie chcia zapaci sto tysicy guldenw czy nawet milion, ebym si tylko wyrzeka 
mego ukochanego... Rzuciam mu pod nogi pienidze i pokazaam drzwi. Wyszed wcieky i 
zemci si srogo; rozpuci o mnie najhaniebniejsze pogoski, przekupi pras, przeladowa 
mnie, ndznik, na kadym kroku... Musiaam opuci Lww i ycie moje popyno innym 
oyskiem... innym... 
Chodzia po pokoju gorczkowym krokiem; miaa zy w oczach, mio w umiechu, 
smtek goryczy w ktach ust, tragiczn mask rezygnacji na twarzy, opuszczenie gbokie w 
postawie i dziki akcent rozpaczliwego blu w gosie. 

Graa to opowiadanie z mistrzostwem takim, e Janka wierzya wszystkiemu i gboko odczuwaa 
jej nieszczcie. 

 Jake serdecznie auj pani!... co za okropny los!...  wyrzeka. 
 To ju przeszo!...  odpowiedziaa Cabiska osuwajc si w fotelik z bezwadnoci cichej 
rozpaczy. 
Ona sama wierzya ju w te historie, opowiadane z rozmaitymi wariantami setki razy 
wszystkim, ktrzy tylko sucha chcieli. Czasami, na dokoczenie, poruszona dwikiem 
wasnego gosu i t niedol urojon, wybuchaa paczem gonym i przez chwil kilka cierpiaa 
prawdziwie. 

Tak wiele grywaa nieszczliwych, zdradzonych kobiet, e ju zatracia pami granic 
wasnej osobowoci; stapiaa si coraz bardziej z tymi granymi postaciami wasnym uczuciem 
i std opowiadanie jej nie byo prostym kamstwem. 

Po dugim milczeniu Cabiska zapytaa spokojnie: 

56 



 Pani mieszka podobno u Sowiskiej? 
 Jeszcze nie. Wynajam ju, ale musz mi pokj troch odwiey, bo taki brudny, e 
niepodobna mi byo si sprowadzi, a tymczasem mieszkam w hotelu. 
 Kaczkowska i Halt mwili mi, e pani grasz dobrze na fortepianie. 
 Tak, troch, po domowemu... 
 Chciaam pani prosi, czyby nie zechciaa uczy mojej Jadzi?... Dziewczyna jest bardzo 
zdolna, such ma ogromny, bo wszystkie operetki piewa najdokadniej. 
 Z prawdziw przyjemnoci! Niewiele umiem, ale pocztkw muzyki mog udziela creczce... 
nie wiem tylko, czy mi starczy czasu?... 
 Starczy pani z pewnoci. A honorarium to ju razem z ga liczy si bdzie. 
 Dobrze... Czy crka ma ju jakie pocztki? 
 Doskonae. Zaraz si pani przekona... Nianiu, przyprowad no Jadzi!  zawoaa Cabiska. 
Przeszy do drugiego pokoju, w ktrym stao ko dyrektora, par pak, koszy i stary klekot 
 fortepian. 
Janka zrobia prb z Jadzi i umwia si, e bdzie przychodzi pomidzy drug a trzeci, 
to jest wtedy, kiedy dyrektorstwa w domu nie bdzie. 

 Kiedy pani pierwszy raz wystpi?  zapytaa Cabiska. 
 Dzisiaj, w Baronie cygaskim. 
 Ma pani kostium? 
 Panna Falkowska obiecaa mi poyczy, bo jeszcze nie zdyam sobie kupi. 
 Chod pani... moe ja co znajd dla pani... 
Poszy do pokoju, w ktrym si rano odbya scena artystyczna i gdzie sypiay dzieci z niani. 
Cabiska wycigna z jakiej paki jeszcze niele zachowany kostium i daa go Jance. 

 Widzi pani, my dajemy kostiumy, ale e wszystkie wol mie swoje wasne, bo nasze nie 
mog by przecie tak wykwintne, wic te le... poycz pani tymczasem... 
 Bd i ja mie swoje wasne. 
 Tak jest najlepiej, bo niezbyt przyjemnie gra w kostiumie uywanym ju przez drugich. 
Poegnay si bardzo serdecznie i niania zaniosa za Jank kostium do hotelu. 
Janka, przyprowadzajc do stanu uywalnoci mocno przygnieciony kostium, mylaa o 
Cabiskiej. 
Czua w sobie jeszcze jak mikko wspczucia dla tej nieszczliwej i bezwiedny, artystyczny 
podziw dla formy, w jakiej si wypowiedziaa. 
Tak si palia gorczk dzisiejszego wystpu, e pusto jeszcze byo za kulisami, gdy przysza 
do teatru. 
Chrzystki schodziy si wolno i jeszcze wolniej si ubieray. Rozmowy, miechy, ciche 
szepty toczyy si jak zwykle, ale Janka nie syszaa nic, zajta ogromnie ubieraniem si. 
Zaczy jej pomaga wszystkie, wrd miechw z jej niezaradnoci i z tego, e nie miaa 
nawet pudru i ru. 

 Jak to, nigdy si pani nie pudrowaa?  pytay. 
 Nie... a po co?...  odpowiedziaa po prostu. 
 Trzeba jej zrobi twarz, bo jest za blada  powiedziaa ktra. 
Wziy j w swoje obroty. 
Natarto jej twarz warstewk biaej szminki, przyciemniono j nastpnie rem, ukarminowano 
usta, podkrelono oczy pdzelkiem umaczanym w tuszu, ufryzowano wosy, pozapinano; 
przerzucano j z rk do rk, dawano tysice rad i przestrg. 

 Wchodzc, niech pani patrzy prosto na publiczno, eby si nie potkn. 
 A niech si pani przeegna przed wejciem. 
 I praw nog wchodzi na scen. 
 No, licznie!... ale pani chcesz wej na scen w krtkim kostiumie i bez trykotw?... 
57 



 Nie mam!... 
Zaczy si mia wszystkie z jej miny zakopotanej. 
 Ja pani poycz!  zawoaa Zieliska.  Zdaje si, e bd dobre na pani. 
Okazyway jej yczliwo prawdziw dlatego, e si dowiedziay, i uczy bdzie Jadzi 
Cabiskich i e jej Pepa poyczya kostiumu. Chciay j uj i mie za sob w dyrekcji. 
Janka, przejrzawszy si w lusterku, a krzykna z zadziwienia; nie poznaa si prawie, tak 
j zmieni r, podczernione oczy i bielido. Wydao si jej, e ma jak mask na twarzy, 
bardzo mao podobn do niej samej i przystojniejsz, ale z takim dziwnym wyrazem, jaki 
miay wszystkie chrzystki. 

Zesza na d do Sowiskiej. 

 Moja zota pani, niech mi pani powie prawd, jak ja wygldam?...  prosia rozgorczkowana. 
Sowiska obejrzaa j ze wszystkich stron i roztarta palcem lepiej r na policzkach. 

 A od kogo ma pani kostium? 
 Pani dyrektorowa mi poyczya. 
 O! musiaa si czym rozczuli, bo inaczej to ona nikomu da nie chce. 
 Istotnie, bya dzisiaj jaka cierpica... opowiadaa mi takie smutne historie... 
 Komediantka!... eby ona tak graa na scenie, to nie byoby lepszej aktorki na wiecie. 
 Pani artuje chyba?... Opowiadaa mi o Lwowie i o swojej przeszoci. 
 e baba! Bya tam kochank jakiego huzara, robia skandale i wyrzucili j z teatru. 
Czyme ona bya w lwowskim teatrze?... chrzystk tylko. Ho! ho! to stare kaway... My 
wszyscy znamy je tu dawno... Wierz pani tylko we wszystko, co aktorzy i aktorki opowiadaj, 
to si pani bardzo wiele dowie!... 
Janka nie odpowiedziaa, bo nie moga i nie chciaa wierzy Sowiskiej. 

 Niech mi pani powie, jak ja wygldam?... 
 Dobrze... nawet licznie!... mog rczy, e od dzisiaj ju bd lecie na pani!  powiedziaa 
tak jako twardo a znaczco, e Jank obla rumieniec. 
Ogarniaa j coraz wiksza trema; chodzia po scenie, patrzya przez dziurk w kurtynie na 
publiczno schodzc si powoli, biegaa do garderoby i przegldaa si we wszystkich 
zwierciadach, prbowaa siedzie i czeka, ale nie moga wytrzyma: rozdenerwowanie, go-
rczka pierwszego wystpu trzsa ni niby febra. Nie moga minuty usta lub usiedzie spokojnie. 
Strach jaki dziwny tak j chwilami obezwadnia, e chciaa rzuci wszystko i uciec. 

Nie widziaa ludzi, przygotowa, wiate, sceny nawet, tylko miaa pod czaszk odbicie jakiej 
ruchomej masy oczw i twarzy. Co chwila spogldaa z trwog na publiczno i czua, 
e serce jej przestaje bi. 

Gdy zadzwoniono po raz drugi, zesza ze sceny i stana obok chru za dekoracj oczekujc 
chwili wejcia, egnaa si bezwiednie i tak draa caym ciaem, e jedna z chrzystek 
wzia j pod rk. 

 Wej!  wrzasn inspicjent i tum j porwa i zanis na front sceny. 
Cisza naga i bysk powikszonego wiata onieprzytomni j. Patrzya bezmylnie na publiczno 
nie mogc wydoby z siebie ani jednego dwiku. 
Szarpay j, dodaway odwagi, ale nie wiedziaa, co si z nie dzieje. Dopiero dialog i chr 
nastpny oprzytomni j troch. 
Po zejciu ze sceny stana w kulisie i ochona zupenie, ale wtedy porwaa j zo na 
siebie za ten strach dziecinny, ktremu ulega. 
Po drugim wejciu miaa tylko jakie wewntrzne drenie w sobie, ale ju piewaa, syszaa 
muzyk i patrzya prosto na publiczno. 
Omielio j i to, e spotkaa si ze wzrokiem redaktora siedzcego w pierwszym rzdzie, 
ktry yczliwym umiechem dodawa jej odwagi. 
Patrzya si na niego, a pniej ju coraz lepiej widziaa pojedyncze twarze publicznoci. 

58 



W jakiej scenie, w ktrej chr spacerowa udajc lud  bo szed komiczny dialog na przedzie 
sceny  Janka przygldaa si, a koleanki rozmawiay szeptem. 

 Bronka, jest twj farmak; patrz, w trzecim rzdzie na lewo... 
 Patrzcie! Dasza jest w teatrze... u! jaka wystrojona... 
 Co nie ma by! Odbia Mimi bankiera. 
 Gdzie ona teraz pokazuje? 
 W Eldorado. 
 Siwiska! zapnij mi haftki, bo czuj, e mnie spdnica opada; tylko mw mi co do ucha, 
to nikt nie zauway. 
 Ludka! peruka ci si leni. 
 Pilnuj ty swoich kudw!... 
 Jad jutro z kim do Marcelina... moe z nami pojedziesz, Zieliska? 
 Patrz, jakie ten student z boku robi do mnie oko. 
 Nie lubi goych fatygantw. 
 Ale jakie to wesoe facety! 
 Dzikuj! Maj tylko wdk i serdelki. Dobre przyjcie, ale tylko dla... ulicy. 
 Cicho, bo Cabanowa siedzi w loy. 
 C to ona si dzisiaj zrobia na dziewiczo... 
 Cicho! piewamy. 
Powtarzao si to cigle z maymi zmianami. Rozmawiay z publicznoci umiechami i 
spojrzeniami. W przerwach, a czasem pomidzy jednym taktem a drugim, rzucay sobie krtkie, 
jdrne uwagi o publicznoci, szczeglnie mskiej, bo kobiety tylko krytykoway i drwiy 
z nich. 

W kulisach peno byo najrozmaitszych twarzy; suce, maszynici, chopaki z bufetu, 
aktorzy czekajcy wejcia  wszystko to patrzyo na scen. 

Niania z dwojgiem najstarszych dzieci siedziaa przy samym proscenium, pod sznurem 
kurtyny. 

Gorco byo takie, e aktorzy dusili si prawie i szminki nieomal spyway im po twarzy. 

Wawrzecki z kulisy gwatownie kiwa na Mimi piewajc duet z Wadkiem; aktorka w 

przerwach pokazywaa mu zoliwie jzyk i przysuwaa si coraz bliej. 

 Daje klucz od mieszkania... zapomniaem botfortw, a zaraz ich potrzebuj. 
 Jest w sukni, w garderobie. Moge si domyle przecie...  odpowiedziaa odchodzc 
na rodek sceny, z szerok fraz muzyczn na ustach. 
Halt trzaska o pulpit batut, bo Wadek poyka nuty i cigle si chwia, detonowaa go 
bowiem do reszty grona irytacja dyrektora orkiestry, tak e coraz gorzej piewa. 

 Umylnie mnie sypie, winia szwab!  mrucza ze zoci, ciskajc w miosnej scenie 
piewajc Mimi. 
 Nie ciskaje mnie tak mocno... ebra mi, jak Boga kocham, poamiesz!...  syczaa Mi-
mi umiechajc si jednoczenie omdlewajco. 
 Bo kocham ci mioci szau!... bo kocham ci!...  piewa Wadek ognicie. 
 Czy si pan wciek?!... siniaki mie bd i... 
Urwaa nagle, bo Wadek skoczy piew i brawa sypny si jak lawina, wic go pocigna 
za rk i poszli na front sceny kania si publicznoci. 
W antrakcie Janka przygldaa si ciekawie pierwszemu rzdowi krzese, bo jej powiedziano, 
e tam siedz sprawozdawcy pism; zreszt, sama widziaa na grzbietach krzese tytuy 
gazet. 

Redaktor sta w przejciu rodkowym i rozmawia z jakim tustym blondynem. 

 Prosz pana, z ktrego pisma jest ten redaktor, co przychodzi za kulisy?  spytaa Janka 
inspicjenta pilnujcego ustawiania sceny do nastpnego aktu. 
 Z adnego pewnie, bo to jest sezonowy, ogrdkowy redaktor. 
59 



 Nie moe by!... mwi mi sam, e... 
 Hi! hi!  zamia si cicho  to z pani krowienta jeszcze, eby wierzy temu, co publiczno, 
przychodzca za kulisy, mwi! 
 Siedzi przecie w krzesach prasy  powiedziaa Janka jako argument przekonywajcy. 
 To c?... siedzi tam wicej takiej hooty. Widzi pani... tylko ten jasny blondyn jest literatem 
naprawd i krytykiem teatralnym, a reszta... to takie sobie ptaki letnie: Bg wie, co za 
jedni, co robi... a e yj ze wszystkimi, duo gadaj, maj skdci pienidze, s wszdzie na 
pierwszych miejscach, to si nikt nawet nie pyta, co oni za jedni... 
Janka jeszcze suchaa, niemile dotknita tym odkryciem. 

 Ale przelicznie, przelicznie pani wyglda!  zawoa redaktor wpadajc na scen i 
wycigajc ju z daleka rce do niej.  Istny portret Greuza! Tylko wicej odwagi, a wszystko 
pjdzie jak po aksamicie. Zrobi jutro wzmiank o pojawieniu si pani na scenie. 
 Dzikuj redaktorowi  powiedziaa chodno nie patrzc na niego. Redaktor zakrci si i 
pobieg do mskiej garderoby. 
 Dobry wieczr panom!... Jak si dyrektor masz?... 
 Jake w sali?... by redaktor w kasie?... Rekwizytor!... psiako, brzuch dawaj mi prdzej!... 
 Prawie wszystkie miejsca s wyprzedane... 
 Jak tam idzie sztuka?... 
 Dobrze, bardzo dobrze! Odwiey, widz, dyrektor chry: jaka liczna jasnowosa, a 
cignie oczy... 
 Co?... ona tak dobrze wyglda?... To wiea zupenie. 
 Policz to jutro dyrektorowi za zasug, e dbasz o oczy publicznoci. 
 Dobrze, dobrze... Brzuch dawa mi prdzej! 
 Dyrektorze, prosz o kartk na dwa ruble do kasy, musz sobie zaraz posa po buty  
prosi jaki aktor nacigajc popiesznie kostium. 

 Po przedstawieniu!  odpowiedzia przytrzymujc sobie poduszk na odku.  cinij 
mocno, Antek! 
Okrcili go w dugie powijaki niby mumi. 

 Dyrektorze, ja butw potrzebuj na scen, nie mam w czym gra! 
 Id pan do diaba, mj kochany panie, a teraz mi pan nie przeszkadzaj!... Dzwoni!  
rzuci do inspicjenta.  Kamizelk dawa prdko!... Rekwizytor, jakie meble na scenie?  pyta 
krzyczc prawie, ale rekwizytor nie sysza.  Fryzjer, peruka!... prdzej! Wy mnie zawsze, 
jak Pana Boga kocham, spniacie! 

Cabiski, ilekro gra, zawsze robi zamieszanie w garderobie. Miewa cigle trem, wic 
eby j zaguszy, krzycza, wymyla, kci si o co bd; fryzjer, krawiec, rekwizytor musieli 
biega koo niego i pamita, eby czego nie zapomnia wzi na scen. Pomimo e 
wczenie zaczyna si ubiera, zawsze si spnia, zawsze koczy kompletowanie garderoby 
lub charakteryzacj prawie ju za kulisami. Na scenie dopiero odzyskiwa przytomno. 

Teraz byo tak samo; laska mu gdzie zgina; szuka i krzycza: 

 Laska! kto mi wzi lask?... Laska, psiako, bo zaraz wchodz!... 
 Soniowe hece robisz w garderobie, ale na scenie to brzczysz cicho niby mucha  powiedzia 
wolno Stanisawski, ktry nienawidzi wszelkich krzykw. 
 Nie chcesz sucha, to id na ogrdek. 
 Zostan tutaj i chc mie spokj. Nikt si przy tobie ubiera nie moe... 
 Mistrzu, patrz siebie!  krzykn wcieky Cabiski szukajc daremnie po ktach laski. 
 Terminatorze, mwi ci, e mistrzostwo nie jest krzykiem. 
 Ale i nie jest twoim bekotem... Laska! ludzie, dajcie mi lask! 
 I nie jest take twoim tapicerstwem na scenie!  sykn ze zoci Stanisawski. 
 Podesta na scen!  zawoa inspicjent. 
60 



Cabiski pobieg, wyrwa komu lask z rki, zawiza sobie czarn chustk na szyi i 
wpad na scen. 

Stanisawski poszed za kulisy, wszyscy si rozbiegli, garderoba opustoszaa, tylko krawiec 
zbiera kostiumy porozrzucane po ziemi, po stoach i zanis je do rekwizytorni. 

Przyszed reyser Topolski i swoim staym zwyczajem pooy si na rozstawionych stokach 
podkadajc sobie rk pod gow. 

Bya to jego namitno sucha tak z oddalenia gosw ze sceny, przyciszonych dwikw 
muzyki, niewyranych ech piewu  i marzy. 

By to ognisty amalgamat z najrozmaitszych ywiow: aktor, ktry mia prawdziwy talent 
i poza teatrem nie chcia nic zna. By realist w grze a do przesady, z czego si do woli natrzsano. 
y z Majkowsk; oni oboje tworzyli czoo towarzystwa. Kochali si bardzo, ale codziennie 
prawie robili sobie awantury. 

 Mory! jak ci powiem kawa, jaki zrobiem Cabiskiemu, to a skoczysz na rwne nogi! 
 zawoa Wawrzecki wbiegajc do garderoby. 
 Id do diaba!  mrukn reyser i takie kopnicie wymierzy nog, e byby go przetrci, 
gdyby si Wawrzecki w por nie usun; wpada we wcieko, kiedy mu przerywano to 
sam na sam. 
 Masz specjalny talent w kierunku fikania... mgby i miao do cyrku i na trapez!... 
 Czego chcesz?... mw prdko i id do pieka! 
 Cabiski da mi dziesi rubli... A co! nie mwiem, e si zerwiesz?... 
 Cabiski da ci dziesi rubli akonta?... blaga na brzydki sposb!  rzek Topolski i pooy 
si znowu. 
 Sowo. Powiedziaem mu tylko pod sekretem, e Ciepiszewski znowu si zjawi, e 
sprzeda ostatni folwark w omyskiem i angauje nowe towarzystwo, e nawet ju z tob 
traktowa. 
 Jeste mapa zielona! eby mi Ciepiszewski dawa tysic rubli gay miesicznej, to i tak 
nie bybym u niego. Wolabym ju zaoy sam towarzystwo... 
 Mory, czemu ty naprawd nie zaoysz towarzystwa?... 
 Myl o tym dawno. eby nie by taki gupi i rozumia troch sztuk, to bym ci opowiedzia 
plan, bo pienidze mie bd w kadej chwili. Ty wiesz, e ja mam do ciebie sabo, 
ale mnie nie zrozumiesz, bo jeste bezbrzenie gupi i papla. 
Wawrzecki opuci gow i odpowiedzia naiwnie: 

 C ja na to poradz!... Przecie ja chciabym i umie duo, i rozumie wiele rzeczy; ale 
jak zaczn myle albo co czyta, to mi si spa zaraz chce lub wreszcie Mimi mnie gdzie 
wycignie na spacer i ju po wszystkim! 
 Po co z ni yjesz?... pu j na traw albo odprzedaj jakiemu hebesowi... 
 A po c ty yjesz z Mel?... Przecie ci z ni take niezbyt dobrze... 
 To co innego. Mela ma talent, kocham j, no i lubi ogromnie mocne kobiety; lubi kobiety 
z pasj, takie, co to jak si rozwciekl, to w mioci ksaj, a w gniewie r i bij. W 
takiej, to wiem, e jest jaka dusza! Nienawidz ludzi sklejonych sztucznie, poprawnych manekinw... 
tfu... psiakrew! 
 A Mimi taka sprytna i wesoa. To ona poddaa mi t myl z Ciepiszewskim, bo mamy 
ktrego dnia wyprawi sobie frajd i pojecha na Bielany. Jedzie z nami ten... wiesz... autor 
jaki, co mamy gra jego sztuk... 
 Gogowski. Ho! ho! ten chop ma zby. Sztuka pjdzie w tym miesicu; przepyszna 
rzecz, wcieka po prostu, ale zrobi klap, bo dla naszej publicznoci za twarda... nie ugryz... 
 Mimi si ogromnie podoba za to, e jej prosto w oczy mwi, i jest gupia... Wesoy facet! 
 Wawrzek! moe zao dyrekcj, ale pucimy baby kantem, bdziemy mieszka razem... 
pamitasz, jak w Pocku i Kaliszu... bdziemy sobie sami gotowa... 
61 



 Dobre czasy... tylko bieda bya u tego Grabcia jak cholera! 
 Ty tego nie wiesz, ale troch biedy i duo walki to potrzebne zawsze dla prawdziwego 
artysty. 

Zamilkli. 

miech postrzpionymi falami pyn od publicznoci, to oklaski haaliwym wrzaskiem 

trzsy szybkami okien, to krzyki zadowolenia wpaday niby burza w cicho garderoby, e a 
pomienie gazowe drgay  i znowu przyciszao si i wolne, przerywane odgosy pyny rytmicznie 
dotd, a oguszajca wrzawa podniosa si nagle... Akt si skoczy. 

 Przejechabym z rozkosz po bach tych krzykaczy obcasem!  mrukn Topolski. 
 Opowiedz mi ten plan, daj ci uroczyste sowo, e nie powiem. 
 Pojad z wami na Bielany, to ci opowiem. 
 Uda si frajda. Mimi bdzie ogromnie kontenta; lec jej powiedzie, e i wy bdziecie. 
Topolski podnis si i wyszed na ogrdek, bo do garderoby wlewa si tum schodzcych 
ze sceny. Myla o Wawrzeckim. On go bardzo lubi, cho to byo najdiametralniejsze jego 
przeciwiestwo. 

Wawrzecki by gupi, lekkomylny, birbant, cynik i hulaka pierwszego rzdu, ale pomimo 
tego mia duo talentu; by to jeden z najlepszych lekkich amantw na prowincji. 

Byo to zdumiewajcym, jak on, dziecko ulicy i rynsztoka prawie, syn stra z Leszna, 
grywa modych i rozpieszczonych paniczw. Nie rozmyla nigdy nad rol, nie uzupenia jej 
opracowaniem jakim, od razu odczuwa i wiedzia wszystko, co mu byo potrzeba; wiedzia 
intuicj, tym czym, z czego si skada kady prawdziwy talent; tworzy zawsze nowe typy i 
charaktery. 

By lubianym przez publiczno, zwaszcza esk, bo by bardzo adnym i bardzo cynicznym. 
Nie znosi adnego wdzida; w towarzystwach duej jak dwa miesice nie mg wytrzyma, 
bo o co bd robi awantur i wyjeda gdzie indziej. 

U Cabiskiego siedzia ju od wiosny, bo go przytrzymywa Topolski i jaki romans zawizany 
za plecami Mimi, ktr uwielbia. 
By po dziecinnemu zy i przewrotny. Mia namitno do modnej garderoby i do coraz 
nowych romansw... ot, dusza motyla, ale i z barwami motyla. 
W garderobie solistek wybuchna burza; krzyczano tam tak, e Cabiski schodzc ze sceny 
pobieg czym prdzej, aby przyciszy. 
Rzucia si do niego Kaczkowska z jednej strony, a Mimi z drugiej; pochwyciy go za rce 
i razem, starajc si nie dopuci wsplnie do gosu, krzyczay jedna przez drug. 

 Jeli dyrektor pozwoli, eby si takie rzeczy dziay, to ja nie jestem w towarzystwie!... 
 Skandal!... Dyrektorze!... wszyscy widzieli... ani godziny duej z ni razem nie bd! 
 Dyrektorze! ona... 
 Nie kam pani! 
 To jest oburzajce! 
 To jest wprost nikczemne i mieszne! 
 Na mio bosk! co si stao?... Jezus, Maria! po co ja tu przyszedem?!  woa Cabiski 
aonie. 
 Ja opowiem dyrektorowi... 
 To wanie ja powinnam opowiedzie, bo pani kamiesz! 
 Robaczki moje!... bo, jak Boga kocham, nie wytrzymam i pjd! 
 Tak byo: dostaam bukiet, bo go mnie najwyraniej podawano, a ta... pani, staa bliej, 
podesza i odebraa go... i zamiast odda mnie, ukonia si bezczelnie i zatrzymaa go sobie! 
 woaa wrd ez i zoci Kaczkowska. 
 Pani blaguj!... mylisz, e ci uwierz!... Chyba od kominiarzy miaa kiedy bukiet!... Mj 
dyrektorze, podawano mi bukiet po kuplecie; wziam, a ta si przyczepia, e to dla niej... To 
przecie jest mieszne i gupie!... Ona myli, e za jej przedarte wycie obsypi j kwiatami! 
62 



 Tobie dadz?... tobie, co ani jednej nuty nie bierzesz po ludzku?!... za twj pisk szansonetkowy?!... 
 piewa jak so obdzierany ze skry i stawia si jeszcze! 
 Milcz pani! Jestem aktork na stanowisku i taka krowienta, taki gb kapuciany, chrzystka 
marna, bdzie mi ublia! 
 Taka krowienta jest wicej warta, bo j nie trzymaj przez grzeczno, dla zasug dawniejszych, 
dla jej sztucznych zbw, wosw i pnego wieku!... Mogaby ju pani wnuczki 
bawi swoim piewem, a nie grywa na scenie! 
 Niech dyrektor kae milcze tej awanturnicy, bo w tej chwili opuszczam towarzystwo! 
 Jak ta wiedma nie bdzie cicho, to... jak Wawrzka kocham, nie kocz sztuki... Niech 
diabli wezm wszystko!... Ju mi si ycie sprzykrzyo grywa z takimi!... 
Zacza paka. 

 Mimi, bo sobie oczy zamaesz!  zawoaa ktra. 
Mimi natychmiast przestaa paka. 
 C ja mam paniom poradzi, co?...  woa Cabiski przyszedszy do gosu. 
 Niech mi bukiet odda w tej chwili i zaraz przeprosi!  zawoaa Kaczkowska. 
 Mog ci jeszcze co dooy do tego, ale pici... Niech si dyrektor spyta chrw: widzieli 
wszyscy dobrze, komu bukiet podawano. 
 Chr z czwartego aktu!  krzykn Cabiski w kulisy. Weszo kilkanacie kobiet i mczyzn, 
na p ju porozbieranych, a pomidzy nimi i Janka. 
 No, zrobi sd salomonowy! 
Do garderoby toczyo si wiele osb i drwice uwagi pod adresem oglnie niecierpianej 
Kaczkowskiej sypay si jak fajerwerki. 

 Kto widzia, komu bukiet by podawany?  zapyta Cabiski. 
 Nie uwaalimy  odpowiedziano jednogonie, nie chcc naraa sobie stron obu; tylko 
Janka, nienawidzca wszelkiego faszu i niesprawiedliwoci, powiedziaa na kocu: 
 Pannie Zarzeckiej podano... staam obok i dobrze widziaam. 
 A ta krowienta czego tutaj chce?!... Z ulicy przysza i chce zabiera gos, ta... jaka!...  
zakrzyczaa pogardliwie Kaczkowska. 
Janka postpia ku niej i gosem a ochrypym nieco od gwatownego gniewu powiedziaa: 

 Pani mi nie masz prawa ublia! Za mn nie ma si kto uj, ale ja sobie sama dam rad i 
nie cierpi, eby mi kto ublia! Syszysz pani?... Do garda wpakuj obelgi! Nikt mi nie 
ublia i nie bdzie! 
Podniosa gos prawie do krzyku, bo jej niepohamowana natura braa gr. Cisza si zrobia 
dziwna, tyle byo godnoci i siy w jej sowach. Popatrzaa gronie rozpomienionymi 
oczyma i wysza. 

Kaczkowska dostaa spazmw z irytacji, bo Mimi z reszt kobiet pkay ze miechu. 
Cabiski uciek; rozebra si popiesznie z kostiumu i pobieg do kasy. 


 U! zdrw numer ta nowa!  mrukn ktry. 
 Kaczkowska jej tego nigdy nie podaruje... 
 Co tej tam zrobi!... dyrekcja ma j w opiece... 
Mimi zaraz po skoczeniu sztuki pobiega do chrzystek. Znalaza Jank jeszcze wzburzon 
z gniewu; rzucia si jej na szyj i dzikowaa serdecznie, obcaowujc. 

 Jaka pani dobra... jak ja pani kocham za to!... 
 Zrobiam to, bo tak powinnam bya zrobi. 
 Nie dbaa, jak drudzy, e robisz sobie nieprzyjacik z Kaczkowskiej. 
 Nigdy o to nie dbaam. Si czowieka mierzy si iloci jego nieprzyjaci  powiedziaa 
dumnie, wolno si rozbierajc. 
 Niech pani pojedzie z nami na Bielany, dobrze?... 
 Kiedy?... ale nie wiem, kto bdzie? 
63 



 W tych dniach pojedziemy... Bdzie Wawrzek, no ja, jeden autor, ktrego sztuk bdziemy 
gra, bardzo zabawny chopiec... Majkowska, Topolski i pani. Musi pani z nami jecha. 
Ubawimy si, e to ha! ju ja pani rcz. 
Po dugich naleganiach i pocaunkach, ktre Janka przyjmowaa obojtnie, zgodzia si 
wreszcie. 

 Wie pani, jutro bdzie wysza frajda! imieniny Cabiskiej. Nieche si pani ubiera, to 
wyjdziemy razem. 
Zaczekay na Wawrzeckiego i pniej poszli wszyscy razem do cukierni na herbat zabierajc 
ze sob jeszcze Topolskiego, ktry w cukierni napisa oklnik do caego towarzystwa, 
eby jutro, koniecznie i punktualnie, zebrano si na prb o godzinie dziesitej rano. 

64 



V 


U Cabiskiego wszystkie dni, w ktrych si grao, byy wane, ale tylko trzy dni zwykle 
nadzwyczajnymi: wigilia Boego Narodzenia, pierwszy dzie wit Wielkanocy i... imieniny 
ony przypadajce w dniu 19 lipca, na w. Wincentego a Paulo. 

W te trzy dni dyrekcja teatru wystpowaa z przyjciami na wielk skal. 

Cabiski-sknera znika, a wystpowa wtedy Cabiski gocinny po staroszlachecku i jakie 
ukryte gboko, dziedziczne komrki rozrzutnoci otwieray si wtedy. Wystpowano wspaniale, 
pojono nad miar i nie aowano na nic pienidzy; a e tam pniej przez jaki miesic 
akonta byy mniejsze, narzekania na pustki wiksze i czstsze odkadanie wypat, to mao kto 
zauway, ale co si bawiono, to bawiono, zwaszcza w dniu imienin. 

Cabiskiej byo Wincentyna na imi; dlaczego nazywa j ma Pep, nikt tego si nie 
dowiadywa, bo a tak dalece nikogo to nie obchodzio. 

Stosownie do zapowiedzi Topolskiego towarzystwo zebrao si na prb punktualnie. 
Miano gra Mczennic DEnneryego, w ktrej rol tytuow, jedn z popisowych i najbardziej 
paczliwych w swoim repertuarze, niezmiennie raz do roku grywaa dyrektorowa. Graa 
j rzeczywicie dobrze; wkadaa w ni cay zapas ez i gosu i miaa to gbokie zadowolenie, 
e porywaa publiczno. 

Przedstawienie to imieninowe byo zwykle benefisem prawdziwym dla wszelkiego rodzaju 
krowient, bo umylnie obsadzano zaledwie znonymi siami sztuk, eby gra Pepy wysza 
efektowniej. 

Cabiska posza wprost na scen nie rozmawiajc z nikim i przez cay czas prby miaa w 
twarzy wyraz gbokiego rozrzewnienia i przejcia. 

Po skoczeniu, kiedy towarzystwo cae ustawio si wokoo, wystpi Topolski naprzd. 
Cabiska skromnie spucia oczy i udajc zdziwienie  czekaa. 

 Pozwoli Sz. dyrektorowa, e imieniem kolegw i koleanek zo jej najserdeczniejsze 
yczenia w dniu imienin, yczc z gbi duszy, eby Sz. dyrektorowa jeszcze bardzo dugo 
bya ozdob sceny naszej, pociech ma i dzieci. W uznaniu jej zasug artystycznych i z 
wdzicznoci za jej koleestwo towarzystwo prosi ci, pani, aby raczya przyj ten skromny 
upominek serc yczliwych, sabe odwdziczenie si tylko za twoj, pani, dobro i serce. 
Zakoczy podajc jej otwarte pudeko, w ktrym by garnitur z szafirw kupiony ze skadek 
oglnych. Pocaowa j w rk i usun si na bok. 
Teraz zaczli wszyscy podchodzi do niej z osobna; caowali j w rce, kobiety rzucay si 
jej na szyj z wynurzeniami przyjani i yczliwoci. 
Wadek, ktry najpierw odby paszczyzn caowania, odcign Topolskiego za kulis. 

 Wypluj no pan, tylko prdko, bo si strujesz tak fur blagi. 
 Ale ona si nie struje. 
 Ba! szafiry kosztoway sto dwadziecia rubli, za tyle pienidzy moe sucha choby 
cay tydzie. 
 Dzikuj, dzikuj z caego serca. Zawstydzacie mnie, pastwo, bo nie wiem doprawdy, 
czym mogam zasuy sobie na tyle yczliwoci, na tyle pamici  mwia Cabiska wzruszonym 
gosem, bo istotnie szafiry byy bardzo adne. 
Dyrektor umiecha si, zaciera rce i zaprasza wszystkich do siebie po spektaklu, serdeczniej, 
bo nie przypuszcza, e dadz Pepie taki pikny prezent. 

65 



Dyrektorowa bya tak rozradowana, e ze szczeglnym wyrnieniem ucaowaa Jank, 
ktra, wiedziona sympati, przyniosa jej przeliczny bukiet r tumaczc si, e do skadki 
nie naleaa, bo jeszcze przed jej zaangaowaniem si zbieran bya. 

Cabiska nie pucia jej od siebie i zabraa ze sob na obiad. 

 Ale to bardzo dobrzy ludzie i kochaj pani  powiedziaa Janka przy stole. 
 Raz na rok to ich nie zrujnuje  odpowiedziaa wesoo Cabiska. 
Wysza z domu do cukierni, eby nie przeszkadza przygotowaniom, jakie robiono w do-
mu do wieczornego przyjcia. 
Odsiedziaa tam swoje opowiadajc Jance histori takich dni imieninowych z rozrzewnieniem, 
ktre jednak nie mogo przytumi pewnej goryczy i niepokoju, e redaktor nie da znaku 
ycia, nie przysa nawet biletu. 

Przedstawienie byo dla niej owacj. Od publicznoci dostaa mas kwiatw, redaktor 
przysa olbrzymi kosz kwiatw z bardzo adn bransoletk. 
Porwao j to. Skoro si tylko zjawi za kulisami, odcigna go w najciemniejszy gb teatru 
i ucaowaa ognicie. 

* 
** 

Mieszkanie Cabiskich przedstawiao niezwyky widok. Dwa pierwsze pokoje urzdzono 
zupenie scenicznie i zastawiano meblami uywanymi w teatrze. W pierwszym pokoju na olbrzymim 
dywanie, zacielajcym zupenie brudn podog, sta puf w porodku z wachlarzow 
palm; dwa lustra z marmurowymi konsolami stay w rogach. Cikie, z winiowego 
welwetu portiery wisiay u okien i drzwi. Klomb z wielkich fikusw i rododendronw pomidzy 
oknami tworzy oaz pysznej zielonoci uwydatniajcej przepikn lini torsu Venus 
Miloskiej z pokego gipsu, stojcej na niskim udrapowanym purpur postumencie. 

Fortepian w gbi, otoczony girland sztucznych kwiatw, dwiga na sobie wysok, zot 
pater, zarzucon stosem biletw wizytowych. Cztery malutkie stoliczki, obstawione bkitnymi 
krzeseeczkami, rzucono bardzo umiejtnie w najjaniej owietlone miejsca. Poczerniae 
i obite zocenia ram luster zrcznie zamaskowano czerwonym mulinem, artystycznie poprzepinanym 
kwiatami; poobdzierane obicia ukryto pod obrazami. Salon wyglda doskonale i tak 
mia cech wytworn i artystyczn, e Cabiska wrciwszy z teatru stana zdumiona i 
zawoaa z entuzjazmem: 

 Przepyszna scena!... Jasiu, jeste mistrzem i dostaby ogromne brawo za takie urzdzenie. 
 Loboga!!... piknie kiej na kumedii!  dodawaa niania przechodzc po salonie na palcach. 


Cabiski umiecha si tylko; jego tapicerska przeszo dostawaa brawo. 

Drugi pokj, jeszcze wikszy, stanowicy w zwykym czasie mietnik po prostu, tak by 
zastawiony i zarzucony utensyliami scenicznymi, obecnie przemieniony na jadalni, olniewa 
restauracyjnym przepychem: biaoci obrusw, byszczcymi platerami, bukietami 
kwiatw, mas zastawy stoowej i  szablonem. 

Cabiska zaledwie zdya si przebra w paradn sukni liliow, przy ktrej jej cera, 
przywida i zniszczona kosmetykami, nabraa modzieczego tonu i wieoci, a ju towarzystwo 
zalewao pokoje. 

Panie przechodziy do pokoju Cabiskiej, trzeciego, ssiadujcego z buduarkiem, a mczyni 
zostawiali okrycia w kuchni, przedzielonej cian francusk, malowan w stylu Ludwika 
XV i przyniesion ze sceny. 

Wicek, w liberii teatralnej, w butach z tymi, tekturowymi sztylpami, w granatowym 
spencerku obszytym czerwonym sznurkiem i ozdobionym mas zotych guziczkw, troch za 

66 



wielkim, pomaga si rozbiera aktorom sztywno i powanie niby prawdziwy groom z angielskiej 
komedii; ale e jego obuzerski temperament nie mg dugo wytrzyma w jednym nastroju, 
wic chwilami mruga do aktorw i wykrzywia si pociesznie. 

 To ze mnie map imieninow zrobi dyrektor, co?... rodzona matka by mnie nie poznaa! 
Pewnie za te licznoci kolacji nie dostan albo rozgrzeszenia!  szepta ze miechem. 
 Gotowe!... zaczyna!  zawoa Wadek do reysera klasnwszy w donie. 
 Za pikna scena do takiej ndznej farsy!  dopowiedzia Glas wchodzc za nimi. 
 Pan wolaby knajp na Zapiecku, bo tam brudno  rzuci Wadek. 
 Kade bydl przekada najsuszniej obor nad salon  odezwa si zimno Stanisawski 
zdejmujc poprzecierane mocno, niemiertelne, jak je nazywano, rkawiczki. 
 Nasz znany, ceniony i zasuony ma dzisiaj stajenny humorek. 
 Nie!... tylko umie do kadego przemawia jzykiem odpowiednim  wyrczy Stanisawskiego 
Wadek, ktry z Glasem by zawsze na stopie wojennej. 
 Skoczcie ten moralizujcy dramat, a zacznijcie co z operetki, bdzie weselej. 
Rozeszli si. 
Kobiety postrojone, urowane, pikne, zaczy napenia pokj jak sztywn i lodowat 
atmosfer, siaday nieruchome, skrpowane czym i niemiae. 

Janka przysza dosy pno, bo miaa daleko od hotelu i chciaa si ubra starannie. Witaa 
si z wszystkimi, zdziwionym wzrokiem wodzc po twarzach i mieszkaniu, bo j uderzy uroczysty 
wyraz panujcy we wszystkim. Ubrana w kremow jedwabn sukni wpadajc w odcie 
heliotropu, z chabrami we wosach i u gorsu, wysoka, doskonale rozwinita, ze swoj 
zotaw cer przy rudawych wosach, wygldaa bardzo oryginalnie i bardzo adnie. Miaa w 
sobie wiele wdziku i naturalnej dystynkcji, poruszaa si swobodnie, jakby przywyka do 
salonw, gdy tymczasem reszta towarzyszek czua si skrpowana wykwintem teatralnym 
salonu; chodziy, mwiy, umiechay si jak na scenie, w roli niezmiernie trudnej i wymagajcej 
cigej przytomnoci; wida byo, e ich niezmiernie krpuje dywan pod nogami, e z 
obaw siadaj na jedwabnych krzesekach; e si przesuwaj tylko, obawiajc si dotyka 
przedmiotw, e si czuj tylko  komparsami. 

Przyjcie byo uroczyste: z winem roznoszonym przez garsonw restauracyjnych, z tacami 
ciast, z likierami krcymi w pkatych butelkach. Krpowao to je do reszty. Nie umiay wykwintnie 
pi ani je; bay si poplami sukien, mebli i  miesznoci, bo kilku mczyzn, 
ktrym wcale nie imponowa ten szyk, patrzyo si na nie, zoliwe rzucajc uwagi. 

Majkowska, wspaniaa dzisiaj po prostu, w jasnotej sukni, ubranej rami bordo, przy 
swoich czarnych, prawie granatowych wosach i niadej, klasycznie piknej twarzy wygldaa 
jak Veronesa; wzia Jank pod rk i spacerowaa z ni swobodnie po salonie rzucajc dumne 
spojrzenia na otaczajcych. 

Za to jej matka, ktr kto zoliwy posadzi na malekim tabureciku, znosia mki; miaa 
w jednym rku peny kieliszek wina, w drugiej tartynk i na kolanach ciastko. Wypia wino i 
nie wiedziaa, co zrobi z kieliszkiem. 

Spogldaa bagajco na crk, czerwienia si i wreszcie zapytaa Zieliskiej siedzcej 
obok niej: 

 Moja paniusiu, co ja mam zrobi z tym kieliszkiem? 
 Postaw go pani pod krzesem... 
Stara tak uczynia. Zaczy si z niej mia, wic go znowu podniosa i trzymaa w rku. 
Stara Niedzielska, matka Wadka i wacicielka domu na Piwnej ulicy, zawsze bardzo honorowana 
przez Cabiskich, siedziaa pod klombem z Kaczkowsk i wodzia ustawicznie 
oczyma za synem. 
Mczyni w pokoju jadalnym szturmowali bufet tymczasem; humory si podnosiy razem 
z gwarem, przecinanym miechami albo dobitnym dowcipem Glasa. 

67 



 Skd ty masz cigy humor?...  zapyta go Razowiec, aktor najchmurniejszy z towarzystwa, 
ale grywajcy wesoych szlagonw i pociesznych wujaszkw. 
 To jest gona tajemnica: nie martwi si i mam dobry odek. 
 Masz to, czego mnie wanie brak... Wiesz, uywaem tego rodka, co mi zaleci, i nic... 
ju mi nic nie pomoe. Czuj, e nie przeyj tej zimy z pewnoci, bo jak mnie nie boli odek, 
to bok, to serce, to wazi mi ten straszny bl w kark lub amie mi po prostu krzy, jakby 
drgiem elaznym. 
 Imaginacja! Pij no do mnie koniak... Nie myl o chorobie, a bdziesz zdrw. 
 Wy si miejecie!... a ja ci szczerze mwi, e po caych nocach spa ju nie mog, bo 
czuj, jak ta choroba rozrasta si we mnie, jakbym widzia co, co si wciska do kadej yy, 
do kadej koci mojej i ssie mnie tak okropnie... tak okropnie!... Coraz sabszy ju jestem; 
wczoraj ledwie mogem skoczy rol, tak mi brako tchu... 
 Imaginacja, mwi ci! Pij no do mnie koniak! 
 Imaginacja! imaginacja! ale ta imaginacja mnie boli, zabija codziennie, ta imaginacja jest 
cierpieniem i skoczy si mierci... syszysz, mierci! 
 Lecz si wod! albo ka sobie gow ogoli, w ty kaftan ubra i odstawi na Bonifratry; 
tam ci z pewnoci wylecz. 
 atwo szydzi tym, co nigdy sami nie cierpieli. 
 Cierpiaem, jak Boga kocham, cierpiaem... Pij no do mnie koniak. Zjadem raz Pod 
Gwiazd taki kotlet, e leaem po nim w ku przez tydzie i wiem si jak piskorz z blu. 
Usunli si troch w gb, w sam koniec bufetu pod okno i rozmawiali cigle. Jeden narzeka 
i skary si, drugi cigle si mia, ale wkrtce nie byo ju nic sycha, tylko gorczkowy 
szept Razowca albo wesoy gos Glasa rzucajcy co chwila: 

 Pij no do mnie koniak! 
Topolski sta z Piesiem we drzwiach salonu. Pie smutn i adn twarz pochyli do niego, 
gryz wolno butersznyt i cigle obciera usta kolorowym fularem. Jego wielkie, turkusowe 
oczy bdziy niespokojnie po nieruchomej, kanciastej twarzy Topolskiego, obojtnie zamknitej 
na wszystko. 

 Sztuka dla sztuki!... Nie mw tak, to nieprawda... taka nie ma racji bytu na scenie... To 
jakby chcia sztuk sprowadzi do ndznej zabawki dla kilku niedogw, ktrym by taki sos 
mdy smakowa; to jakby nie bra do tej sztuki impulsw z ycia, chcia si z niego wyodrbni, 
wyszed z siebie  czowieka, czonka jakiej rasy i jakiej spoecznoci. 
 Nic mnie to nie obchodzi. Sztuka nie jest odbiciem ajdactw tej jakiej rasy i tej jakiej 
spoecznoci; nie jest trb, przez ktr mog krzycze rozmaite bawany, e jest ciepo albo 
mokro, e im si je chce albo potacowa... 
 A czyme jest, czowieku, czyme?...  szepta gorczkowo. 
 Jest wiatem osobnym i samym w sobie, poza wszystkim lecym i tylko dla niewielu... 
 Nieprawda, to fasz!... Sztuka nie jest poza wszystkim, ale ponad wszystkim... wyszym 
czym, ale tym samym... jest streszczeniem wszystkiego, bo wszystko si zazbia, wszystko 
si czy i wszystko powinno by jednym: dobrem i poznaniem. Sztuka to sama przyroda, 
tylko przyroda uwiadomiona niejako. 
 Daj spokj!... co nam po tym wszystkim? I tak dosy wczenie spuszcz kurtyn i farsa 
yciowa si skoczy!  powiedzia Topolski jakim szorstkim gosem, w ktrym zadray akcenta 
zniechcenia. 
 Nie, nie!... y to wanie dziaa, to rozlewa po wiecie talent, energi, uczucie... pomaga 
w czasie teraniejszym pokoleniom przyszym. 
 Deklamujesz, Piesiu! gdzie si podzia twj stoicyzm, twoje zalecanie obojtnoci i poszukiwanie 
spokoju wewntrznego, twj artystokratyzm ducha? 
68 



 Gdzie?... poznaem, em le myla, e nam nie wolno odsuwa si pogardliwie od ycia 
i jego cierpie, e to jest egoizm tylko. miej si, ale powiadam ci, e teraz znalazem prawd. 
 A jeeli i to nie jest prawd?... 
 To znajd j kiedy... bd szuka i znajd... 
 Prdzej znajdziesz mier albo szpital wariatw... 
 Nie przestrasza mnie to wcale. C by byo z wygranych bitew, gdyby onierze z obawy 
mierci rozbiegli si przed walk na wszystkie strony wiata, co?... 
 Mory!  zawoaa szeptem Majkowska uchylajc portiery. Topolski pochyli si do niej, 
a ona szepna mu do ucha: 
 Kocham ci!... wiesz?...  i posza dalej, rozmawiajc z Jank. 
 ... Mnie to nie przestrasza, przynajmniej wiem, e yj, mam cel... Ndze ycia osobistego 
dotykaj mnie tylko w poowie... 
 Gupstwo wszystko, marno! C odkryli wszyscy ci mdrcy i badacze?... 
 Co ty mwisz, czowieku!... ale wiaty odkryli, miliony rzeczy wprost dobroczynnych. 
Porwnaj stan ludzkoci przed wiekiem choby  z dzisiejszym, a zobaczysz szalone rnice. 
 Nie widz, aby byo lepiej; jest nawet gorzej, bo jest wicej takich jak ty, co si mcz na 
prno... ale dajmy temu pokj... mam waniejsze rzeczy na myli... Piesiu, czy mog liczy 
na ciebie, gdybym zakada towarzystwo?  powiedzia ciszej. 
 Zawsze. Wol nawet mniejsz ga, byle by z ludmi. Od sezonu? 
 Jeszcze z pewnoci nie wiem. Powiem ci za par tygodni... tylko tajemnica... pamitaj. 
 Bd pewnym. Forszus tylko da mi musisz, bo mam dugi. 
Szeptali dalej po cichu, spiskujc; aby nie zwrci na siebie uwagi, maskowali rozmow 
swoj czstymi i gonymi wybuchami miechu. Po caym salonie potworzyy si grupy rozmawiajcych. 
Cabiski biega bezustannie, zaprasza do picia, sam nalewa, caowa si z 
wszystkimi. 

Pepa siedziaa w salonie z redaktorem i z Kotlickim, jednym ze staych protektorw 
ogrdka. Rozmawiaa o czym ywo i wesoo, bo redaktor wybucha co chwila dyskretnym 
miechem, a Kotlicki swoj dug, gniad, prawdziwie kosk twarz krzywi w umiechu i 
obciga poy dugiego surduta. Wiedziano tylko o nim, e jest bogatym i znudzonym. 

Kotlicki sucha dosy cierpliwie, wreszcie zapyta jakim drewnianym, bez dwiku gosem 
nachylajc si do Cabiskiej: 

 Kiedy kulminacyjny akt sztuki dzisiejszej, kolacja? 
 Zaraz... czekamy tylko na wacicielk domu. 
 Pewnie za kwarta komorne nie zapacone, kiedy macie dla niej tyle wzgldw  szepn 
drwico i swobodnie. 
 Pan zawsze i wszdzie widzi tylko najgorsze rzeczy!  powiedziaa uderzajc go jakim 
kwiatem. 
 Dzisiaj widz tylko, e dyrektorowa jeste zachwycajc, e Majkowska ma min lwicy, 
e ta, co z ni chodzi... ale kt to taki?... 
 wieo angaowana chrzystka. 
 Ot, e ta adeptka kunsztu dramatycznego jest liczna przez swoj oryginalno i jedna 
ma dystynkcji wicej ni wszystkie razem, e Mimi podobna jest dzisiaj do buki wieo 
upieczonej, taka biaa, okrga i zarumieniona; e Rosiska ma twarz czarnego pudla, ktry 
wpad do skrzyni z mk i jeszcze si z niej dobrze nie otrzsn, a ta jej Zosia wyglda na 
charciczk wieo umyt i wygadzon... Kaczkowska ma wygld patelni z roztopionym ma-
sem... Piesiowa, jak kwoczka, ktra szuka pogubionych kurczt... Brzeziska, jak dugie  
zadumana, a Glasowa niby ciel w tczy; skd ona u licha tyle barw wsadzia na siebie? 
 Jeste pan nieubaganym szyderc! 
 Wolno mnie dyrektorowej ubaga: przypieszy kolacj... 
69 



Zamilk. 

Dyrektorowa opowiadaa ze szczegami o nowej hecy, jak Majkowska urzdzia Topolskiemu. 


Kotlicki suchajc tego marszczy si niecierpliwie, bo nie lubi plotek i bliej y z Topolskim. 


 Szkoda, e nie ma prawa zmuszania was, panie, do przekuwania zamiast uszw  jzykw; 
byoby to wielce dobroczynne prawo dla wiata  powiedzia zoliwie, zakrywajc si 
obokiem dymu i obserwujc Jank spacerujc wci z Majkowsk. 
Obie byy rozpromienione, bo obie czuy si zadowolone z tego, e wszyscy patrz na nie. 
Janka miaa jaki wyraz wesela w duych oczach, a karminowe jej usta miay si z tak swobod 
i wdzikiem odsaniajc pyszne zby, e Kotlicki mruy oczy z zadowolenia. Pochylia 
gow naiwnie i tak prosto patrzya w Majkowsk, e wida byo do wyranie ton nieufnej 
ciekawoci w jej twarzy. Czasami tylko przemyka si jaki wyraz twardy i zacity w ktach 
ust i w spojrzeniu; wtedy palce jej bezwiednie i nerwowo miadyy gwki chabrw u gorsu 
przypitych. Przechodzio to byskawicznie, ale nie uchodzio uwagi Kotlickiego. 

Wadek rozmawia co duej ze swoj matk i take ledzi wzrokiem Jank. Imponowaa 
mu swoj powierzchownoci kobiety z towarzystwa. Spotka si ze spojrzeniem Kotlickiego 
i odwrci gow, zmieszany nieco. 

Majkowska tymczasem opowiadaa rozmaite epizody swojego artystycznego ycia, bardzo 
swobodne i bardzo cyniczne. Podkrelaa je czasami ostrym miechem histeryczki tak wymownie, 
e Janka uczuwaa niech, i wtedy to przelatywa przez jej twarz, niezmiernie ruchliw, 
w twardy cie. 

Przyczya si do nich Zosia Rosiska, czternastoletni podlotek, typ aktorskiego dziecka, 

o chudym i dugim pyszczku charciczki, sinawej cerze i wielkich oczach Madonny. Krtkie, 
zafryzowane wosy trzsy si jej za kadym ruchem gowy, a cieniutkie, wskie usta wprost 
gryzy wyrazem zoliwoci, kiedy opowiadaa co ywo Majkowskiej. 
 Zosia!  zawoaa energicznie Rosiska. 
Zosia odesza i usiada obok matki, chmurna i za. 
 Mwi ci cigle, adnych stosunkw z Majkowsk!  szeptaa Rosiska poprawiajc z 
tak pieszczotliwoci loki na gowie crki, e ta a sykna z blu i odpowiedziaa cicho: 
 Niech mi mama gowy nie zawraca!... Nudzi mnie mama tylko!... Ja lubi pann Mel, 
bo nie jest takie czupirado jak inne  szczebiotaa zoliwie i umiechaa si z naiwnoci 
dziecic do Niedzielskiej patrzcej na ni. 
 Czekaj, rozmwimy si w domu!  powiedziaa jeszcze ciszej matka. 
 Dobrze, dobrze... zobaczymy, mamusiu! 
Rosiska zwrcia si do Stanisawskiego, ktry nic nie pijc siedzia obok niej przez cay 
czas i rozmawia. Zacza robi uwagi o Majkowskiej, z ktr zawsze bya na stopie wojennej, 
bo miay prawie jeden repertuar, a do tego Majkowska miaa talent, modo i pikno, 
wic Rosisk powoli odsuwano od rl waniejszych. Gryza si tym strasznie i robia o to 
skandaliczne awantury, bo zazdro i upokorzenie paliy j niby ogniem. Znosia nieopisane 
mki aktorki, ktrej zaczynao brakowa si, gosu i warunkw scenicznych, i kobiety starzejcej 
si, ktr porzucano jak sprzt ju nieuyteczny  dla innej, modszej, zdolniejszej i 
pikniejszej. 

Nienawidzia wszystkich modych kobiet, bo w kadej przeczuwaa rywalk, zodziejk 
wydzierajc jej role i publiczno. 

Ach! ile razy ona pakaa zami niewypowiedzianego blu, kiedy w roli, w ktrej kiedy 
robia furor, schodzia teraz bez brawa ze sceny!... ile j nocy bezsennych i gorzkich ez 
kosztoway powodzenia Majkowskiej  tego nikt nie wiedzia. 

W ostatnich czasach zbliya si do Stanisawskiego, bo odczuwaa, e co podobnego i w 
nim si dzieje; nie mwi jej tego, nie skary si nigdy, ale teraz, kiedy pochyli ku niej swoj 

70 



chud, t twarz, pocit drobniutkimi jak wosy zmarszczkami, w ktrej tawe oczy pony 
ponuro; kiedy zobaczya w nich jaki okropny, mczcy niepokj, jak myl szalenie 
trapic i trzyman w gbi i ten wyraz ust sinawych, gorzki, smutny i bezbrzenie znkany, 
bya prawie pewn przypuszczenia. 

 Nie tylko Majkowska... widzisz przecie, jak oni wszyscy graj!... co to jest ten ich teatr!... 
 Czy pan uwaa jak Cabiska graa dzisiaj? 
 Czy uwaaem?... ja to codziennie widz, ja to dawno wiem, czym oni s... dawno!... C 
to jest sam Cabiski?... bazen, linoskok, ktremu za moich czasw nie dano by gra lokaja!... 
A Wadek! to artysta, co?... Bydl, ktre ze sceny robi dom publiczny!... on grywa tylko dla 
swoich kochanek! Jego panowie s szewcami i fryzjerami, a jego fryzjerzy i szewcy s... andrusami 
znad Wisy... C oni wprowadzaj na scen?... obuzeri, ulic, szwargot, boto... A 
Glas co to jest? Pijaczyna w yciu, to mniejsza, ale nie wolno prawdziwemu artycie wczy 
si z najwstrtniejsz hoot po szynkach; nie wolno artycie wprowadza na scen czkawek 
pijackich ani ordynarnego brutalstwa... Zobacz w Majstrze i czeladniku kowskiego; to typ, 
skoczony typ pijaka, wzity szeroko i klasycznie, jest tam i gest, i poza, i mimika, i jest szlachetno... 
C Glas z tej roli robi?... robi brudnego, wstrtnego, zapijaczonego szewca najlichszego 
gatunku. To sztuka!... A Pie?... Pie take nie lepszy, cho ma mark dobrego arty-
sty... ale to ndza, wieczna partanina; ma humor na scenie taki, jaki maj psy, kiedy si gryz, 
ale nie ludzki i nie szlachecki... i nie nasz!... 
Zamilk na chwil i przetar sobie oczy dug, chud rk o wzowatych, cienkich palcach. 


 A Krzykiewicz?... a Wawrzek?... a Razowiec?... to artyci, co?... Artyci!... Pamitasz 
Kaliciskiego?... to by artysta!... starego Krzesiskiego, Stobiskiego Felka, Chechowskiego?... 
to mury ama takimi artystami!... Czyme s ci nasi przy nich?...  pyta, nienawistnym 
wzrokiem wodzc po zgromadzonych  czyme jest ta banda szewcw, krawcw, tapicerw, 
fryzjerw... komedianci, hecarze, bazny!... Tfu! na psa schodzi sztuka! Jeszcze za par 
lat, kiedy my zejdziemy w d, zrobi ze sceny szynk, cyrk albo lamus publiczny. 
Znowu zamilk, bo dusia go nienawi bezsilna i gniew. 

 Syszysz?... oni mnie daj parkuszowe role: starych dziadw, starych niedogw, 
mnie! syszysz? mnie, com przez czterdzieci lat trzyma cay klasyczny repertuar... mnie! O! 
a!  sycza cicho, drc sobie paznogciami rce z blu dzikiego.  Topolski!... Topolski jeden 
ma talent, ale co z nim robi?... Zbj jeden, Syngalez, co dostaje epilepsji na scenie, co gotw 
byby nawet postawi na scenie obor, jeeli tego zechc ci ich nowi autorowie... Nazywaj to 
realizmem, a to jest tylko wistwem i ajdactwem! 
 A kobiety?... zapominasz pan o kobietach!... Kto to grywa amantki i bohaterki?... kto jest 
w chrach?... szwaczki, kelnerki, ostatnie... co sobie zrobiy z teatru parawan do nierzdu. Ale 
to nic... potrzeba tego dyrektorom; co ich obchodzi, e nie maj talentu, inteligencji, urody!... 
i graj, graj pierwszorzdne role; grywaj bohaterki, a wygldaj jak pokojwki albo jak takie, 
co si wcz po ulicach!... Byle handel szed, byle peno byo w kasie, o to im idzie!  
mwia prdko i fala krwi zalaa jej twarz, e poczerwieniaa pomimo grubej warstwy pudru i 
bielida. 
Umilkli oboje, bo im zo, nienawi, bl skrcay i ary wntrznoci. Nie byli w stanie 
znie tego i zrozumie, i zgodzi si z tym, e ich czas przechodzi, e wypierali ich nowi 
ludzie i nowe pojcia; e sam ich wiek obezwadnia w tej walce ponurej i zacitej, toczcej 
si bez sw i cigle. Czepiali si ostatnich skrawkw jak topielcy. Krzyczeli na morze, e 
wieczny i nieustanny przypyw fal ksztatowa coraz inaczej brzegi. Czuli z niewypowiedzian 
rozpacz niemoc swoj, ubytek si, zapadanie si w mroki niepamici... 

Inspicjent, ktry kiedy by znanym bohaterem kilku teatrw, stara Mirowska, trzymana 
ju teraz z aski, przez wzgld na jej wiek i wietn przeszo  dopeniali obozu niedobit


71 



kw starej gwardii aktorskiej, walczcej w innych czasach, w czasach najwietniejszego rozkwitu 
sztuki aktorskiej  no, i patrzcej na teraniejszo spim okiem... Byli pod pomostem 
toncego okrtu, wic nawet ich rozpaczliwych krzykw nikt nie sysza. 

Kotlicki kiwn na Wadka i zrobi mu miejsce obok siebie. 

Wadek przechodzc obrzuci Jank ognistym wzrokiem i usiad trc kolano, ktre mu dolegao, 
ilekro siedzia duej. 

 Reumatyzm ju jest, co?... a sawa i pienidze jeszcze daleko!...  zacz drwico Kotlicki. 
 I!... diabli mi po sawie!... pienidze to chciabym mie... 
 Mylisz, e jeszcze kiedy mie je bdziesz?... 
 Bd... wierz w to gboko. Chwilami zdaje mi si, jakbym je ju czu u siebie w kieszeni. 
 Prawda, przecie matka ma dom. 
 I... dzieci szecioro i dugw po kominy!... To nie to!... Ja je widz gdzie indziej... 
 Tymczasem, wedle starego zwyczaju, poyczasz, gdzie si da, co?...  drwi dalej Kotlicki. 
 Tobie przecie oddam, i to w tym miesicu, z pewnoci. 
 Poczekam nawet do komety z tysic omset dwunastego roku; bdzie przechodzi w roku... 
 Nie kpij... Ty jeste okropny po prostu z drwinami swoimi. Kijem nie zrobiby tyle ludziom 
krzywdy, co im robisz drwinami i cynizmem swoim. 
 To moja bro!  odrzek Kotlicki cigajc brwi. 
 Oeni, si moe niedugo, to wszystkie dugi spac... 
Kotlicki gwatownie si odwrci, zajrza mu w oczy i zacz si mia swoim cichym, 
rcym gosem, przekrzywiajc pociesznie twarz. 

 To jest blaga wprost genialna jako pomys; na ni moesz nawet nacign jeszcze nie 
tylko swoje siostry, ale i swoj matk; opatentuj ten pomys i wyzyskaj... 
 Na serio myl si oeni... mam ju co upatrzonego: kamienica na Krzywym Kole... 
panna lat dwudziestu, blondyneczka jasna, pulchniutka, zgrabna, rezolutna... Jeli mi matka 
pomoe, to si oeni jeszcze przed kocem sezonu. 
 A teatr?... 
 Zao towarzystwo... zrobi tak konkurencj wszystkim dyrektorom, e ich diabli wezm!... 
Kotlicki mia si znowu. 

 Matka twoja jest za rozsdna, i jestem pewny, e si nie da nabra, mj pikny!... Co ty 
tak strzelasz oczami za t kremow, h?... 
 O, to kokosowa niewiasta, bardzo pikna!... 
 Tak, ale na taki kokos masz zby troch za sabe. Nie zgryziesz, a zb straci mona... 
 A wiesz, jak dzicy robi?... kiedy nie ma pod rk noa albo kamienia, rozpalaj ognisko, 
kad kokos w ogie i pod dziaaniem ciepa sam si otwiera... 
 A jak nie ma ognia, to co?... Nie odpowiadasz, mj sprytny?... To odchodz pocieszywszy 
si patrzeniem i myl, e inni dadz im rad... 
Przerwao im rozmow wejcie wacicielki domu. Zrobi si rumor. Cabiska wysza naprzeciwko 
niej z wycignit rk, z min rozjanionego majestatu. 
Wacicielka podnosia do oczw binokle w zotej oprawie i spogldaa z wysoka na 
wszystkich. 

 Bardzo mi przyjemnie!... bardzo mi mio!...  powtarzaa z mdym umiechem, wycigajc 
askawie rk do przedstawianych sobie przez Cabisk osb. 
72 



Robia min wielkiej damy, chodnej, wyniosej i obojtnej, a ara j ju od rana ciekawo 
zobaczenia bliej tych kobiet, tak gonych, o ktrych yciu suchaa z oburzeniem niepokojcym 
kobiety wychowanej i przebywajcej w innym wiecie. 

Cabiski przybieg do niej umiechnity, z winem i ciastkami, ale Pepa prosia ju wszystkich 
do kolacji. 

Wacicielka usprawiedliwiaa si ze spnienia, ale gos jej cienki gin we wrzawie kilkudziesiciu 
osb siadajcych do stou. Usiada na honorowym miejscu, obok Pepy, Majkowskiej 
i redaktora; Kotlicki usiad na kocu stou obok Janki, a Wadek przybieg i wsun si 
pomidzy Jank a Zielisk. 

Wszyscy si lokowali, jak mogli. Krzykiewicz tylko, czowieczek may, grywajcy czarne 
charaktery, z kwadratowym podbrdkiem i spiczast brod, zosta poza obrbem stou i gra 
rol wicegospodarza. Co chwila wida byo jego ciow, jakby posklejan z kawakw, 
twarz coraz w innej stronie pokoju. 

Janka spogldaa po twarzach, powoli nabierajcych ycia; milczenie i sztywno rozwizyway 
si, oczy zaczy wieci i poyskiwa. 

Srebrne kandelabry, bukiety, koszyki do owocw, butelki  wszystko to tworzyo niby 
sie, przez ktr czerwieniy si coraz wyraniej twarze towarzystwa. 

Po pierwszych daniach i wdkach zaczynaa si zrywa wesoo, rozlega si ju miejscami 
miech lub dowcip wypowiedziany po cichu. 

Po toacie, wygoszonym przez redaktora na cze solenizantki, gwar buchn jak potok i z 
si niepowstrzyman zala cay pokj. 

Zaczli wszyscy naraz mwi, mia si i dowcipkowa. Upojenie zaczo przysania row 
mg wesooci mzgi i przdo rado w sercach. 

W poowie kolacji zabrzmia gwatownie szarpnity dzwonek w przedpokoju. 

 Kto to moe by?  zapytaa Cabiska przegldajc wszystkich. 
Nikogo nie brakowao. 
 Nianiu! niech niania idzie otworzy. 
Niania uwijaa si okoo bocznego stolika, gdzie jady dzieci; posza zaraz i otworzywszy 
wrcia. 

 Kt tam przyszed?... 
 A nikt, ino ten tek niechrzczony!  powiedziaa pogardliwie. 
Najblisi wybuchnli miechem na to okrelenie. 
 A prawda, brak Golda!... kochanego i nieocenionego Golda! 
Gold wszed i kania si towarzystwu skubic rzadk, t brod. 
 Jak si masz, niechrzczony! 
 Po szabasie ju jeste?... 
 Hej, yd! chod no tutaj, jest dla ciebie koszerne miejsce. 
 Kasjerze!... pero kasjerw, chod do nas!... 
 Fundamencie towarzystwa! 
Kasjer wci si kania i wita ze wszystkimi nie zwaajc na grad zoliwych docinkw. 
 Pani dyrektorowa mi daruje, e si spniem, ale to moja rodzina mieszka na Szmulowinie, 
musiaem istotnie siedzie z nimi do koca wita. 
 No i kugiel, i szabaswka tak ci smakoway, e si nie spieszy na katolick kolacj... 
 Siadaj pan. Jeeli je pan nie chcesz, to pi ci przecie wolno  zaprasza Cabiski robic 
mu miejsce obok siebie. 
Gold ulokowa si ostronie, umiechajc si do wszystkich, gdy tymczasem drwiny coraz 
zoliwsze i pogardliwe spojrzenia leciay gradem na jego kdzierzaw, semick gow. 
Nie zwaa na to i zabra si do jedzenia. By klasycznie wytrzymaym na ataki podobne i 
obelgi, ktrych mu nigdy nie szczdzono, mszczc si za jego ajdactwa i lichw. 
Kiedy troch zapomniano o nim, zabra gos. 

73 



 Przyniosem najwiesz wiadomo, bo widz, e jeszcze nikt nie wie... Wyj gazet z 
bocznej kieszeni i czyta gono: 
 Panna niowska, znana i utalentowana artystka scen prowincjonalnych, grywajca pod 
pseudonimem Nicolety, uzyskaa pozwolenie na debiuty w teatrze warszawskim. Artystka 
wystpi po raz pierwszy w nadchodzcy wtorek w Odecie Sardou. Mamy nadziej, e dyrekcja 
angaujc p. . zrobi bardzo cenny nabytek dla sceny. 
Schowa gazet i spokojnie jad dalej. 
Towarzystwo osupiao na razie, usyszawszy tak dziwn wiadomo. 


 Nicoleta na warszawskiej scenie!... Nicoleta debiutuje!... Nicoleta?!...  szeptali przyciszonymi 
gosami, zdziwieni, dotknici i poruszeni do ywego usyszan przed chwil wieci. 
Wszyscy zaczli spoglda na Majkowsk i Pep, ale obie milczay. Majkowska miaa wyraz 
twarzy pogardliwy, a Pepa nie mogc ukry zoci wewntrznej szarpaa bezmylnie koronki 
u rkaww... 

 Pewnie bogosawi teraz t hec, przez ktr od nas wyleciaa; to jej pomogo  powiedzia 
kto. 
 Albo talent!...  dorzuci umylnie Kotlicki. 
 Talent?...  zawoaa Cabiska.  Nicoleta i talent!... ha! ha! ha!... Ale ona pokojwki 
gra u nas nie moga! 
 Ale w warszawskim teatrze bdzie grywa drugie role. 
 Warszawski teatr! warszawski teatr to jeszcze gorsza szopka!  zawoa Glas. 
 Ho! ho! wielki cymes teatr warszawski i tamci ich aktorzy!... wielka mi rzecz!... Powiedzcie 
to tym, co nie znaj go dobrze!...  krzycza rozczerwieniony Krzykiewicz nalewajc 
wina wacicielce domu. 
 Pacie nam tylko takie gae, a zobaczycie, czym jestemy! 
 Prawda. Pie ma racj... Kto moe myle tylko o sztuce, jeeli mu cigle brak na ycie, 
na komorne, jeeli codziennie musi re si z ndz, czy to usposabia do dobrej gry?... 
 Fasz! To by znaczyo, e mona zrobi artyst pierwszego lepszego pastucha, ktremu 
tylko da si je!  zawoa przez st Stanisawski. 
 Bieda to ogie, co spala drzewo, puch i wszelkie miecie, ale metal szlachetny wychodzi 
z niego jeszcze czystszym  mwi prdko Topolski. 
 Gadanie!... Wychodzi nie czystszym, tylko bardziej okopconym i potem rdza zjada go 
jeszcze prdzej... Butelka nie dlatego jest co warta, e w niej mg by najwspanialszy tokaj, 
tylko dlatego, e tam jest w niej peno sznapsa, psia twarz...  bekota niewyranie Glas. 
 Warszawski teatr! Boe kochany! przecie tam oprcz dwch, trzech osb to ndza sama, 
ktrej nikt nie chcia ju na prowincji!... 
 Tak, tak, psia twarz! aktorzy, co nie potrafi zagra nowej sztuki w dwa dni, o jednej 
prbie, co najmarniejszej operetki nie ugryz!... Niech ich kaczusie zdziobi, psia twarz!... jak 
mwi nasz kochany Cabiski. Panowie, prosz o gos!  woa pijany zupenie Glas chcc si 
unie z krzeseka. 
 Niechby nas tak prasa wzia w opiek, niechby do nas robia codzienn nagonk publicznoci, 
niechby o nas codziennie p szpalt zapisywaa!... 
 No, to c?... i tak zostaby tylko Wawrzeckim! 
 Tak, ale przyszaby publiczno i zobaczya, e ten Wawrzecki nie jest wcale gorszym, a 
moe nawet lepszym od tych patentowanych znakomitoci. 
 Psia twarz, panowie, prosz o gos!  szepta Glas, na prno starajc si oderwa od 
krzeseka i utrzyma na nogach. 
 Publiczno!... publiczno to stado baranw: tam leci, gdzie chc owcarze. 
 Nie mw tak, Topolski... 
 Nie sprzeczaj si, Kotlicki! Ja ci powiem, e publiczno jest gupia, ale i ci jej pastuchy 
jeszcze gupsi!... A to, na co chcecie, eby chodzia podziwia, przecie to nie ma sensu! Te74 



atr obecny, czy to bdzie Cabiskiego, czy warszawski albo Komedii Francuskiej  jest 
szopk, teatrem marionetek, zabawk dla dzieci albo dla tumu!  mwi przez st Topolski 
do Kotlickiego umiechajcego si ironicznie. 

 Jakiego ty chcesz teatru, co?... 
 Psia twarz, panowie, prosz o gos!  mrucza ju prawie niedosyszalnie Glas, opierajc 
si ciko na stole i mtnym wzrokiem patrzc w wiece. 
 Glas, id spa, bo jeste pijany!  powiedzia mu ostro Topolski. 
 Ja jestem pijany?... psia twarz, prosz o gos... ja jestem pijany?!...  mrucza rozczerwieniony 
Glas. 
Podnosiy si gosy coraz namitniejsze przeciwko teatrowi warszawskiemu. Zapanowa 
gwar nieopisany. Ale czu byo we wszystkich gosach protestu, drwin, wyrzeka si, w spojrzeniach, 
rozpomienionych winem i wdk, w twarzach nagle poruszonych, e ten teatr, nienawidzony 
tylko pozornie, tkwi gboko w kadej czaszce i w kadym sercu tli si cigle pragnienie 
dostania si do niego, e panuje nad ich duszami niby majak Ziemi Obiecanej. 

Pito coraz bardziej i przesiadano si, gdzie komu byo wygodniej. 

Wadek usadowi si pomidzy Majkowsk a wacicielk domu i z t ostatni puci si 
we flirt. 

Mimi, podochocona i rozbawiona, podesza do Kaczkowskiej, z ktr ju przez st zamieniaa 
spojrzenia i pojedyncze, bardzo yczliwe sowa. Siedziay teraz obok siebie trzymajc 
si wp i caujc si co chwila z serdecznoci przyjaciek. 

Janka, ktra tylko krtkimi zdaniami odpowiadaa Kotlickiemu, bo z najwiksz uwag 
patrzya i suchaa rozmw, zobaczywszy Mimi w takiej serdecznej komitywie z Kaczkowsk, 
spojrzaa zdumionym i pytajcym wzrokiem na Kotlickiego. 

 Dziwi pani, e si cauj?...  powiedzia. 
 Onegdaj tak strasznie si pognieway, e mylaam, i pomidzy nimi niemoebn jest 
zgoda... 
 E... to bya sobie tylko taka komedia, zagrana niele w chwilowym usposobieniu... 
 Komedia?... Prosz pana, a ja mylaam, e... 
 e si pobij, bo przecie i to si trafia za kulisami pomidzy najpierwszymi i najserdeczniejszymi. 
Z jakiej planety, u Boga, spada pani do teatru, e si pani dziwi ludziom i 
komedianctwu?... 
 Przybyam ze wsi, gdzie si nie syszy nic prawie o artystach, tylko o teatrze samym  
odpowiedziaa po prostu. 

 A! to przepraszam... Teraz rozumiem zdumienie i pozwol sobie objani pani, e te 
wszystkie ktnie, haasy, intrygi, zazdroci, bjki nawet to tylko nerwy, nerwy i nerwy! ktre 
wszystkim graj jak fortepian rozklekotany za najmniejszym dotkniciem. zy s chwilowe, 
gniewy chwilowe, nienawici chwilowe, a mioci co najwyej tygodniowe. Jest to komedia 
ycia rozdenerwowanych, grana stokro lepiej ni ta sceniczna, bo instynktowo. Pozwol sobie 
okreli tak: e wszystkie kobiety w teatrze to historyczki, a mczyni, mniejsi lub wiksi 
 neurastenicy. Tutaj, pani, jest wszystko, tylko nie ma ludzi  szepn ciszej, pokazujc 
spojrzeniem po wszystkich.  Pani dawno w teatrze?... 
 Pierwszy miesic. 
 To nic dziwnego, e jeszcze wszystko pani dziwi, zdumiewa, irytuje; e wiele rzeczy, 
widzianych tutaj, oburza pani i moe nawet przejmuje wstrtem; ale jutro, za miesic, za 
cztery najdalej ju pani nie zobaczy nic dziwnego; wszystko si wtedy wyda zwykym i naturalnym. 
 Czyli e zostan tak sam histeryczk  podchwycia wesoo. 
 Tak. Sowo pani daj, e z ca szczeroci mwi: tak! Pani sdzi, e w tym wiecie 
mona bezkarnie istnie i nie sta si tym, czym wszyscy?...  jest to konieczno naturalna. 
Moe to rozszerzymy nieco, eby si lepiej przekona, dobrze?... 
75 



 Z przyjemnoci sucham i nic ju nie mwi. 
 Na wsi si pani chowaa, wic musi pani zna lasy... Ot, prosz, niech sobie pani przypomni 
dobrze drwali: czy nie maj oni w sobie co z tego lasu, ktry cigle rbi, bywaj 
sztywni tak samo, robi si mocni, ponurzy i obojtni. Po paru latach przebywania w lesie 
maj ju nie tylko w konturach, ale i w spojrzeniu t twardo drzewa i cich melancholi 
wegetacji... A rzenik?... czowiek, ktry cigle zabija, cigle oddycha wieym misem i 
krwi dymic, nie ma pniej tych samych cech, co i pomordowane przez niego bydlta?... 
ma, i powiem, e jest sam bydlciem. A chopi?... zna pani dobrze wie?... 
Janka skina gow potwierdzajco i suchaa. 

 Niech pani sobie uprzytomni pola zielone na wiosn, zotawe latem, szaro-rdzawe, 
omotane pospnoci  jesieni; biae, twarde, dzikie pustk  zim; niech teraz pani patrzy, 
jakim jest chop od urodzenia a do mierci. Mwimy o przecitnych, normalnych chopach. 
Chopak  to bdzie dziki, rozkieznany rebiec, to bdzie sia przyrody wiosennej. Chop w 
rozwoju  to lato, to mocarz fizyczny, twardy jak ziemia spieczona socem lipcowym, szary 
jak jego ugory i pastwiska, powolny jak dojrzewanie zb... Jesieni zupenie odpowiada staro 
chopska, ta rozpaczliwa, brzydka staro, co ma oczy wyblake, cer ziemist jak podorwki, 
brak jej si, w achmanach  jak ziemia, z ktrej ju wydarto wikszo podw, e 
tylko gdzieniegdzie c si posche odygi pl kartoflanych; wylga si pod przyzbami, nie 
myli, nie czeka, nie raduje si... on ju z wolna powraca do ziemi, co sama guchnie po zbiorach 
i w bladym socu jesieni stoi cicha, zadumana i senna... Pniej przychodzi zima; chop 
si kadzie w biaej trumnie, nowych butach i czystej koszuli do tej ziemi, ktra si pewnego 
poranku tak samo wywitecznia niegiem i zasna, a ktrej yciem on y, ktr bezwiednie 
i dziko kocha i razem z ni umiera, tak samo zimny i twardy jak te zagony cite mrozem, 
co go ywiy. Pani! to nie jest czowiek taki jak my, on si nie oderwa od ziemi i ma jej 
wszystkie cechy nie przeksztacone, i ziemia go urobia na swoj mod... 
Zamyli si na chwil, a potem mwi w dalszym cigu: 

 A pani nie chciaaby by histeryczk i zosta w teatrze, i gra, i by aktork... to niemoliwe! 
To ycie wrd mar, to codzienne odtwarzanie coraz innych ludzi, uczu i myli na 
tej ruchomej powierzchni wrae, wrd sztucznych podniet, otocze, zachwytw, blw, 
uniesie i mioci, zbrodni i powice  to musi przeksztaci kadego czowieka, zburzy 
jego dawn osobowo, przeku, a raczej tak rozmikczy dusz, e na niej wszystko si odcinie. 
Musisz pani by kameleonem: na scenie  dla sztuki, w yciu potem  z koniecznoci, 
bo inn by nie potrafisz... Artyzm to ta szalona ruchliwo wraliwoci mzgowej i czuciowej, 
co wszystko wchania i rozlewa si na wszystko, i dy przede wszystkim do tego, eby 
swoje ja zatraci. Gdzie tutaj miejsce  bo mwi o aktorach  na indywidualizm yciowy, 
na wiadomo oglniejsz i jak bd rwnowag, gdy si pomieszaj wszystkie stany scenicznych 
nastrojw z wasnymi tak cile, e si nie wie, gdzie si zaczyna moje wasne ja, a 
gdzie komediowe, artystyczne, to jest: wyobraeniowe?... Ludzie ci te yj resztkami rozprzonej 
jani, s jakby wasnymi cieniami... 
 Czyli, mwic po prostu, trzeba zwyrodnie, aby mc zosta artyst  odpowiedziaa 
Janka. 
 Tak, bez entuzjazmu nie ma sztuki; bez pewnego zapamitania si nie ma artysty!... Ale 
po co ja to mwi pani?... Temu, kto si wybiera w dalek drog, nie powinno si naprzd 
pokazywa wszystkich niebezpieczestw, bo przez to moe nie doj... 
 Ja sdz, e wiadomo tych niebezpieczestw dodaje siy. 
 Nigdy. Osabia... tak, rozumowanie osabia wol. Patrze od razu na wszystko to tyle, co 
nie widzie nic i stan w poowie drogi, i rozglda si bezradnie... Najlepiej jest nic nie 
wiedzie, tylko mie siy i i naprzd... 
 Mona si przez to nie obliczy z siami i pa w p drogi... 
76 



 To i c?... inni, drudzy dojd z pewnoci i przekonaj si, e nie warto byo i... e nie 
warto dy do niczego, e nie warto ani jednego wysiku ponie, ani jednej zy wyla, ani 
jednej przykroci znie... bo wszystko urojenie i urojenie... 
 Boj si zrozumie...  szepna Janka. 
 Lepiej, aby pani nie zrozumiaa, aby nigdy nie pytaa, po co i dlaczego?... Lepiej jest 
by bydlciem ni czowiekiem, niech mi pani wierzy... 

Zamilkli. 

Jance zimno si zrobio i przykro; mylaa nad jego ostatnimi sowami  i ten dawny, jeszcze 
z Bukowca strach przed czym nieznanym przejmowa j, ale staraa si go pozby i  zapatrzona 
w szeregi wiec  leciaa w jak dal ogromn, pen ciszy i szczcia... 

Kotlicki opar si jedn rk o st i zapatrzy si w krysztaowe karafki z arakiem. Nalewa 
sobie kieliszek po kieliszku, pi i zadumywa si w nudzie, co go ciskaa jakim blem 
tpym i niespokojnoci... Znudzia go rozmowa z Jank  opowiada, ale by zy na siebie, e 
tak wiele zachciao mu si mwi. Jego twarz ta, obsypana piegami i pokryta czerwonawym, 
krtkim wosem, twarda w wyrazie, caa w liniach, w krwawym refleksie karafki z arakiem, 
podobn bya do ba koskiego. 

Spoglda na Jank i czu, e w nim zaczyna wrze zo jaka cicha, bo widzia w tej twarzy 
tyle siy, zdrowia wewntrznego, pragnie, marze i nadziei, e a szepn z guch niechci: 


 Po co?... po co?... 
I wychyli znowu kieliszek wina wsuchujc si w gwar oglny. 
Bya to ju wrzawa pijacka. Gosy brzmiay chrapliwie, twarze byy czerwone i oczy 
byszczay przez sinaw mg odurzenia alkoholem, a niejedne usta ju bekotay niewyranie 
i bez zwizku. Wszyscy mwili, nie dbajc, czy ich kto sucha; wszyscy dowodzili z si, kcili 
si gono, klli bez ceremonii, krzyczeli lub miali si bez powodu, chwilami wybuchaa 
zwierzco brutalna... 

wiece dopalay si prawie; zmieniono je na wiee. Szary wit bliskiego dnia wpywa 
przez trzcinowe story cienkimi smugami i poszarza ton wiate. 

Zaczto wstawa od stou i rozchodzi si po pokojach. 

Cabiska, a za ni kilka kobiet poszy do buduaru na herbat, ktr ju roznoszono w filiankach. 


W pierwszym pokoju urzdzono naprdce kilka stolikw i zaczto gra w karty. 

Tylko Gold siedzia jeszcze przy stole i jad, opowiadajc co Glasowi, ktry si tak upi, 

e ba si poruszy z krzesa, aby nie upa. 

 To biedni ludzie... Siostra moja jest wdow i ma szecioro dzieci; ja jej pomagam, jak 
mog, ale czy ja duo mog?... a dzieci rosn i coraz wicej potrzebuj  opowiada Gold. 
 To wicej nas okradaj, psia twarz!... bierz wiksze procenta i pomagaj tym swoim parchom. 
 Starszy pjdzie na medycyn, modszy chodzi do sklepu, a reszta jeszcze drobiazg i takie 
to sabe, chorowite, e a strach! 
 Potop je jak szczeniaki, psia twarz!... potop, i basta!  mrucza nieprzytomny ju prawie 
Glas. 
 Jeste pan bardzo pijany...  szepn Gold pogardliwie.  Pan nie masz pojcia, co to s 
za dzieci!... co to s za kochane, dobre dzieci! Ja si stamtd nigdy wyrwa nie mog... 
 Oe si, bdziesz mia bachory swoje wasne, psia... 
Czkawka zacza go mczy. 
 Nie mog... musz wpierw te wyprowadzi w wiat  szepta Gold biorc szklank z 
herbat w obie rce i popijajc j maymi ykami.  Musz je wyprowadzi na ludzi  doda i 
oczy mu si zamgliy gbok radoci tego kochania. 
77 



Krzykiewicz przechodzc potrci Golda tak silnie, e ten a sykn z blu, ale umiecha 
si do tej swojej myli o gromadce siostrzecw. 

Krzykiewicz, jak najprzytomniejszy, bo nigdy nie mg si upi, nie przeprosiwszy nawet 
Golda pobieg dalej. 

Podchodzi do gromadek, jakie si potworzyy, znia swoj spiczast gow, rzuca kilka 
sw i szed dalej. Intrygowa; wygadywa okropnoci na zbytek Cabiskiego i roznosi w tajemnicy 
nowin, e Ciepiszewski zakada towarzystwo; dawa do zrozumienia, e wie blisze 
szczegy. 

 Wiem z pewnoci, e gdyby si pan angaowa do niego, oddaby zupenie kierownictwo 
w paskie rce  szepn do ucha Topolskiemu. 
 Moesz pan wzi, bo ja nie bd nigdy razem z Ciepiszewskim. 
 Dlaczego?... Facet, co ma dobre chci i jeszcze lepsze pienidze... gaa pewna... 
 Dlatego, e Ciepiszewski jest bawan, e Ciepiszewski zakada towarzystwo tylko dlatego, 
aeby mie harem i tytu dyrektora. Zrozumiano, panie Krzykiewicz?... 
 Zrozumiano, panie Topolski, e dodawszy do poprzedniego, bdzie jedno nic, na ktre 
nie warto zwraca uwagi, a pienidz zostaje pienidzem. 

Topolski odwrci si do niego plecami i poszed napi si wody sodowej. 

Wrzao wszdzie gdyby w ulu, kiedy mody rj szykuje si lecie w wiat. 

Wszystkie przyciszone dze, zazdroci, ktnie i kopoty wyaziy na wierzch niepowstrzymanie. 
Mwiono gono, potpiano bez pardonu, obczerniano bez litoci, miadono i 
szydzono bez miosierdzia. Byli ju teraz sob: nikt si nie maskowa i nie krpowa ramami 
jednej roli; wszyscy grali tysice rl. Komedianctwo dusz tutaj miao swoj scen, widzw i 
aktorw, czsto genialnych. 

Janka, ktr troch odurzyo wypite wino i to liczne zebranie, rozmawiaa z Wawrzeckim 

o teatrze. Pokada si a ze miechu, tak mu si wydawaa naiwn ze swoimi pogldami. 
Potem Janka chodzia po pokojach, przygldaa si grajcym w karty, suchaa rozmw i 
sprzeczek najrozmaitszych, czua jednak, e jej czego brak, aby bya zupenie zadowolon. 
Marzya kiedy o tym wiecie i ludziach, wrd ktrych chodzia teraz; miaa to wszystko, 
ale jej si wydao, e to jeszcze nie to, e to, co sobie utworzya w wyobrani, jest stokro 
wikszym i potniejszym, i da by powinno gbsze zadowolenie. Ci ludzie, prcz jednego 
Kotlickiego, o ktrym zapomniaa, byli tak samo podobni dla niej do publicznoci. Nie moga 
w nich zobaczy artystw. Sowiska ju j objania o wszystkich, opowiadajc ze zoliwym 
zadowoleniem, e tylko Topolski i Pie nie wiadomo czym byli przed teatrem, a reszta eksrzemielnicy, 
kantorzyci, kupczyki itd. 

Obniao to w jej oczach ich warto aktorsk. Teraz przysza jej na pami scena ze Snu 
nocy letniej Szekspira. 

 Ja jestem ksiyc! a ja jestem lew!  mwi poczciwy stolarz, daremnie chcc naladowa 
groz i majestat krla pustyni. 
 To ci sami, ci sami!  szeptaa przypatrujc si towarzystwu ostrym wzrokiem poznawania. 
 Czyby Szekspir drwi wiadomie ze wszystkich i mwi przez usiowania tych grubych 
i prostych natur, e wszyscy tak wygldaj i wszyscy s takimi tylko wobec prawdziwego 
artyzmu... Wszystko to miaoby by tylko nieudoln chci, bezwiednym deniem lepcw 
do soca!  mylaa z pewn gorycz i znowu patrzya; chciaa nieomal zobaczy choby 
tylko koce skrzyde u jakich ramion, choby bardzo sabe odbicie czego nieskoczonego 
w oczach ktrejkolwiek z osb; ale widziaa tylko tum, ktry zdawa si mwi: 
 Ja jestem mur! Ja jestem ksiyc! Ja jestem Piram! Ja jestem lew!... Nie bjcie si, my 
jestemy poczciwymi ludmi, ktrym, Bg wie po co, kazano gra komedi! Cicho! ja, jako 
lew, zarycz zaraz!... 
Tak, oni byli krawcami, szewcami, tapicerami, kelnerkami, szwaczkami, onami, ktre 
ucieky od mw i ktrym co, jaki fatalizm kaza udawa komedi... Tak, byy to mzgi 

78 



ciasne, indywidualnoci przecitne, serca mae  tum czarny; ale w tym tumie, zbieranym ze 
wszystkich grzd ycia, byo tyle mioci i zapau do sztuki i teatru, tak ukochali oni t chimer, 
e rzucali warsztaty, sklepy, wzgldny dobrobyt, mw i dzieci, dobre imi, wiat, w ktrym 
wzroli, i nie dbajc o nic szli za triumfalnym rydwanem Melpomeny. 

Nie rozumowali tak jak Topolscy i Piesiowie, co to jest sztuka?... ale dawali tej sztuce ycie 
swoje, powicali jej swoje mzgi i serca, byli jej niewolnikami bezwzgldnie i na zawsze. 
Znosili dla niej ndz, cierpieli dla niej, przestawali by dla niej ludmi... 

Byy to moe dusze ze, przewrotne, brutalne, takie, ktre na targowisku wiata witano 
miechem lekcewaenia i nieomal pogard; ale pomimo to dusze te byy wiksze, choby tylko 
dlatego, e nie pcha ich do teatru ordynarny instynkt eru, e walczyli o jak ide, ktrej 
nawet ich mzgi nie umiay sobie jasno uwiadomi. 

Byy to dusze lepsze, bo szy za gosem przyrody  i cierpiay. 

Janka ockna si z zadumy, bo Kotlicki stan przy niej z filiank herbaty w rku i ze 
swoim cierpko znudzonym umiechem zacz mwi: 

 Przyglda si pani towarzystwu?... Prawda, co za energia jest we wszystkich ruchach, jakie 
to teraz silne dusze; eby te wszystkie nerwowe napicia mona zebra w jaki zbiornik, 
wytworzyaby si sia na kilka koni parowych, sia, ktra si marnuje na gadanie... 
 Paska zoliwo ma take si...  powiedziaa Janka powoli, bo j zaczyna irytowa. 
 Marnujc si na obgadywaniu i drwinach... chciaa pani tak powiedzie?... 
 Prawie tak, z maym streszczeniem, e jedno i drugie jest... 
Zawahaa si. 
 Czym?... bagam, niech pani powie... ogromnie lubi, jak kobiety... nie kami. 
 ...Jest flirtem dosy nudnym i dosy pospolitym  powiedziaa prdko. 
 O, mocno! mocno!... Sucham dalszego szczebiotu z ciekawoci. 
 Tylko tyle miaam powiedzie. Powiedziaam szczerze, bo nie lubi lemoniadek, mniej 
lub wicej ocukrzonych banalnoci towarzysk... Lubi widzie i mwi prosto, nienawidz 
w niczym flirtu i id zwykle na prawo albo na lewo, byle nie sta. 
 Zoty rodek to zota rwnowaga mdrcw; z niego widzi si cao dopiero. 
 E! jest to miejsce dla niedogw, ktrzy nie majc woli, si, chci, aby co robi, wol 
patrze i popisywa si obserwacjami zbieranymi z daleka. Takim si zdaje, e widz wszystko 
dobrze, a oni tylko widz odbicia  mwia Janka dobitnie, unoszc si. 
 Mocno, mocno!... Chc wierzy, e tak mwi szczero  szepta Kotlicki z umiechem. 
 Mnie si zdaje, e powinno si zawsze sta w szeregu jednym lub drugim i czego pragn, 
co robi, pracowa i ka ca dusz, i y z ca pasj... 
 I udzi si niemdrze, e to nas doprowadzi do czego  dokoczy za ni Kotlicki. 
 Nie, i nie dba, do czego doprowadzi, byle nie doprowadzio do nudy. 
 Prosz pani, to take flirt, tylko w innej odmianie. Ciekaw jestem, do czego pani doprowadzi 
ta pasja; co pani zdobdzie t swoj nadmiernie rozpalon energi. 
 Moe i zdobd to, co chc zdoby  odpowiedziaa ciszej, bo jaka szaro przysonia 
jej myli subteln niezmiernie bojani przed czym nieznanym. 
 Zobaczymy, zobaczymy...  mwi wolno i akcentujc dugo, postawi filiank na stoliczku, 
nastpnie poegna si z Jank i wyszed po cichu. 
W przedpokoju, kiedy rozespany Wicek podawa mu palto, usysza za przepierzeniem 
monotonnie szepczce gosiki dzieci. Uchyli ptna i zobaczy czterech chopakw Cabiskiego, 
klczcych w koszulach i szepczcych za niani pacierz. 

Maa, oliwna lampka, byszczca si przed obrazem, umieszczonym nad kiem niani, 
owiecaa sabo t grup dzieci i star, siw kobiet, co z pokor nachylaa si ku ziemi, bia 
si mocno w piersi i szeptaa zawym gosem: 

 Baranku Boy, ktry gadzisz grzechy wiata! 
Dzieci powtarzay sennymi gosikami i biy si pistkami w piersi. 
79 



Popatrzy zdumiony i cofn si, cicho i bez miechu. Dopiero na schodach, jakby odpowiadajc 
i temu obrazowi, i ostatnim sowom Janki, szepn: 

 No, no! Zobaczymy, zobaczymy... 
Janka posza do buduaru, ale j w drodze zatrzymaa Niedzielska i gwatem wcigna w 
rozmow; dosiad si do nich pniej i Wadek. Zaczli si wszyscy rozchodzi do domw. 

 Pani daleko mieszka?  zapytaa Niedzielska. 
 Na Podwalu, ale za tydzie najdalej przeprowadzam si na Widok. 
 A to dobrze, bo my idziemy na Piwn, to bdziemy szli razem... 
I zaraz wyszli. 
Niedzielska wzia Jank pod rami, Wadek szed z boku, troch zy, e musia odprowadza 
matk, kl po cichu, a gono robi melancholijne uwagi o poranku. 

Cicho byo zupenie na ulicach. 

wit rozbieli mroczne gbie horyzontu, domy rysoway si ju dosy wyranie. Latarnie 
gazowe niby zoty sznur o wzach zbladych pomieni cigny si nieskoczon lini i rozsieway 
zotawy py na pokryte ros trotuary i szare mury kamienic. wiey, jdrny powiew 
poranku lipcowego szed ulicami i napawa dziwnym urokiem i spokojem. Domy i ulice stay 
ciche, zapade jeszcze w nie nocy, czu byo, e wokoo jeszcze pi ludzie, e trzepocz dokoa 
sny swymi skrzydami i snuj si tumnie w popielatym brzasku witu. 

W milczeniu odprowadzali Jank do hotelu; Niedzielska z jak nag yczliwoci ucaowaa 
j i rozeszli si. 

80 



VI 


 Dobrze pani bdzie?.,. 
 Sdz, e tak. Cicho i widno, to dla mnie wystarcza... Kto tu mieszka przede mn? 
 Panna Nicoleta. Teraz jest w teatrze warszawskim, to take omen. 
 No jeszcze zupenie nie jest. Mog j nie zaangaowa jeszcze... 
 Ale zaangauj... Panna niowska to spryt, da ona sobie rad. Nie zjady j Majkowska 
z Cabisk, nie zjada j przez sze lat prowincja, to j ju nic nie zje!  mwia z gbokim 
przekonaniem M-me Anna, crka Sowiskiej, do ktrej si teraz wanie sprowadzia Janka. 
Bya to dwudziestoczteroletnia kobieta, ani brzydka, ani adna, co niezdecydowanego co 
do barwy oczw i wosw, ale o zdecydowanej mocno chudoci i zoliwoci nieprzebranej. 

Miaa magazyn strojw pod firm M-me Anna, ktra si zocia ogromnymi literami nad 
sklepem. Nazywaa si pospolicie Stpniak, wic prawdopodobnie tylko dlatego wystpowaa 
pod francuskim daszkiem. Ubieray si u niej przewanie aktorki i pwiatek. Miaa kilkanacie 
panien w pracowni i ma, ktry podobno pracowa w jakim biurze, ale przewanie 
wczy si po bilardach i wyciera wszystkie kty knajp. Nie mieli dzieci, co im zawsze z 
szorstkoci wymawiaa jej matka  Sowiska, ktrej oboje lkali si naprawd, bo trzsa 
wszystkim i wszystko trzymaa krtko w swoich rkach. 

M-me Anna miaa jeszcze t cnot, e cho ya z aktorek i bardzo czsto miewaa bezpatne 
bilety do teatrw, nie chodzia nigdy i nienawidzia artystw. M sekundowa jej w 
tym zupenie szczerze. Byway bardzo czsto o to sceny z matk, ale stara ani sobie mwi 
nie daa o tym, eby miaa przesta chodzi do teatru. 

Wrosa tak gboko w teatr, e si wyrwa z niego nie moga, a M-me Anna taczki dostawaa 
ze wstydu, e jej matka jest krawcow teatraln. Bya skpa do obrzydliwoci, gupia, 
nielitociwa i zazdrosna... Przegldaa garderob Janki ze le skrywan zoliwoci. 

 Trzeba to wszystko przerobi, przefasonowa, bo to o mil czu zapad prowincj  zawyrokowaa. 
Janka zacza troch oponowa twierdzc, e takie same fasony widzie mona czsto na 
ulicy. 

 Tak, ale kt to nosi, niech pani na to zwrci uwag: sklepikarki albo jakie szewcwny; 
szanujca si kobieta nie wemie takich achw na siebie! 
 No, to niech pani kae wszystko poprzerabia, cho dla mnie zupenie jest to wszystko 
jedno. Mog pani zaraz zapaci za te przerbki i za mieszkanie za pierwszy miesic. 
 Nic pilnego. Potrzebuje pani przecie kupi sobie kilka kostiumw, to jest pilniejsze. 
 Jeszcze mi wystarczy... 
Zapacia trzydzieci rubli za pierwszy miesic, bo tak si zgodzia z Sowisk. 
 Osiedliam si ju na dobre  powiedziaa pniej do starej, ktra zajrzaa do niej. 
 Bo to na dugo! Za dwa miesice znowu przeprowadzka... Cygaskie ycie, z wozu na 
wz, z miasta do miasta... Nigdy kta nie zagrza, to take przyjemno!... 
 Moe kiedy bdzie mona osi gdzie na stae... 
Sowiska umiechaa si pospnie i cicho mwia: 
 Tak si z pocztku myli, a potem... potem diabli bior wszystko i koczy si na wczdze 
do mierci... Czowiek si tam zszarga jak ach i zdycha gdzie na hotelowym barogu... 
 Nie wszyscy tak kocz!  odpowiedziaa Janka wesoo, niewiele zwaajc na jej sowa, 
bo bya zajta wybieraniem i ustawianiem rnych drobiazgw. 
81 



 Z czeg si pani mieje?... to wcale nie mieszne!...  zawoaa gwatownie Sowiska. 
 Albo ja si miej?... mwi, e nic wszyscy tak kocz, bo tak jest przecie... 
 To wszyscy powinni tak koczy, wszyscy!  zawoaa ze zoci i wysza. 
Janka nie moga zrozumie ani jej gwatownego gniewu, ani sw ostatnich. Rozkadaa 
dalej rozmaite przedmioty, ale syszaa, e w ssiednim pokoju, ktry zajmowaa Sowiska, 
kto chodzi prdko, roztrca sprzty i klnie gono. 

* 
** 

Dnie szy naprzd niepowstrzymanie i niby fale wiecznego przypywu biy w brzegi nieskoczonoci, 
roztrcay si o nie i zapaday w gbie czasu cicho i tak zupenie, e tylko lad 
ich istnienia pozostawa w sercach ludzkich. 

Janka coraz gbiej wchaniaa w siebie teatr. 

Chodzia regularnie na prby, potem na dwie godziny lekcji do Cabiskich, pniej przychodzia 
na obiad, szykowaa garderob na przedstawienie i sza okoo smej znw do teatru. 

W dni, w ktre nie grywali operetek i chry byy wolne, chodzia do Letniego Teatru i tam, 
wcinita wysoko, przepdzaa na marzeniach cae wieczory. Poykaa oczami aktorki, ruchy 
ich, stroje, mimik, gos. ledzia za akcj sztuki tak uwanie, e pniej moga j sobie najdokadniej 
rozsnuwa w myli i nieraz po powrocie z teatru zapalaa wiece, stawaa przed 
wielkim zwierciadem, ktre jej kazaa wstawi M-me Anna, i powtarzaa widzian gr ledzc 
uwanie kade drgnienie twarzy, prbujc najrozmaitszych pz, ale rzadko kiedy bya z 
tego zadowolon. 

Sztuki, jakie widziaa, nie poryway jej wcale; czua si wobec nich zimn i znudzon. Nie 
rozgrzeway jej mieszczaskie dramaty, wieczne konflikty sercowo-obyczajowe, flirt, jaki 
przewanie uprawiali autorowie. Powtarzaa ich frazesy chodno i w poowie sceny przestawaa 
i sza spa. Byy dla niej za mae wszystkie te sztuki wspczesnego repertuaru. 

Nikt o tym nie wiedzia, bo nie lubia zwierze i nie miaa przyjaciki pomidzy koleankami, 
z ktrymi ya na stopie pewnej wyniosoci. Pisywaa im listy, suchaa cierpliwie 
wiecznych zwierze i tajemnic, ale sama si nie odsaniaa. Czua si nieomal tak samotn jak 
w Bukowcu, zdawao si jej, e ten gszcz ludzki, jaki j otacza, by dalszym, wicej obcym 
ni tamte buki i sosny. 

Mwia Cabiskiemu o rol przy obsadzie jakiej nowej sztuki. 

Zby j niczym. 

 Mylimy o pani, ale pierwej musi si pani obznajmi ze scen... Bdziemy grali jaki 
melodramat albo sztuk ludow, to pani dostanie wiksz rol... 

Tymczasem grywali tylko operetki, bo zapeniay teatr. 

Umiechaa si w odpowiedzi, cho targaa j niecierpliwo, ale si ju nauczya panowa 
nad sob i nosi mask umiechnitej obojtnoci. Pocieszaa si tym, e przecie skoczy 
kiedy z tymi chrami, e przyjdzie ta chwila, w ktrej gra bdzie. 

I przymykaa oczy z luboci, bo si przenosia piorunowo w przyszo, bo ju widziaa 
si stojc na scenie w jakiej roli ogromnej; widziaa magnetyczny wzrok tumw publicznoci, 
czua bicie serc i umiechaa si tsknie do tego obrazu. 

Chwile, w ktrych piewaa chrem na scenie albo robia tum, byy dla niej wiekami 
caymi marze. Z chciwoci owia szmery zadowolenia i entuzjastyczne okrzyki publicznoci. 
Jak ona wtedy zazdrocia szalenie tych braw i oklaskw, jakby obawiajc si, e zbraknie 
dla niej w przyszoci, e j teraz ograbiaj niejako. 

Przesikna ju z wolna atmosfer, w ktrej ya. 
A ta publiczno, tak dziwna, tak kapryna, ktr jedni posdzali o gupot i brak wszelkiego 
smaku i wyszych pragnie, drudzy o obojtno, a ktrej wszyscy bili hody, przed 

82 



ktr si wszyscy paszczyli, dreli i ebrali jej ask, ta publiczno przejmowaa j nawet 
gniewem. Byo co dziwnego w zachowaniu si Janki wobec niej. Ubieraa si bardzo wykwintnie 
na scen, by tylko zwrci na siebie uwag; wysuwaa si czsto na front sceny, pozowaa 
si w najwdziczniejszy sposb, ale ile razy poczua na sobie wzrok tumu, ktry j 
przejmowa denerwujcym dreszczem, cofaa si szybko w ty, rozgniewana. 

 Szewcy!  szeptaa pogardliwie i ju wtedy cay wieczr trzymaa si w cieniu. 
W garderobie nie ustpowaa nikomu, chrzystki jej ulegay z biernoci, bo czuy w niej 
jak wysz si i bay si jej wiedzc, e jest w bliskich i cigych stosunkach z dyrekcj  
imponowao im to, e Wadek chodzi za ni ustawicznie, a Kotlicki, ktry dawniej tylko czasami 
przychodzi za kulisy, siedzi teraz codziennie przez cae przedstawienie i rozmawia z ni 
zawsze bez cylindra na gowie. Otacza j jaki oboczek niedostrzegalny szacunku bezwiednego, 
bo chocia na konto Kotlickiego opowiadano sobie o niej rne przypuszczenia, nie 
miay jej jednak mwi tego wprost w oczy. 

Lgna z pocztku do aktorek, chciaa zawiza z nimi blisz znajomo, ale j zniechciy, 
bo ile razy zacza mwi z nimi o teatrze i sztuce milky lub zaczynay opowiada o 
swoich tryumfach, bibach, rolach popisowych, benefisach, a zreszt co one mogy wiedzie 
sztuce?... Wloky si za tym Thespisowym wozem marzc o brawach i wielkich akontach, 
zmczone yciem, zawsze zatroskane o byt, przejte cig walk ze wszystkim; z drwinami 
suchay poryww takiej entuzjastki, jak bya Janka. Kpiy z jej marze i pogldw, bo one 
przewanie nie umiay marzy, umiay tylko y tak, jak ona marzya. 

Za to stary Stanisawski i inspicjent byli jej serdecznymi przyjacimi. Ile to razy podczas 
prb szli razem na gr, do pustych garderb albo pod scen zawalon rnymi rupieciami, i 
opowiadali jej dzieje swoich teatrw, dzieje ludzi i epoki ju umarej; rysowali przed ni jakie 
wielkie postacie, wielkie dusze i wielkie namitnoci, takie wanie nieomal, o jakich 
marzya. 

Czasami chodzia z nimi do azienek, namawiaa ich sama do tych wycieczek, bo j zaczynao 
dusi miasto i miaa coraz dotkliwsze chwile tsknoty za wsi, za lasem, za kawaem 
pl obsianych i szumicych, za cisz, przerywan co najwyej pieni skowronka; skrywali 
si w najodleglejszej alei i tam, ukryci w klombie lub w gszczu zaroli, grali przed ni fragmenty 
swoich dawnych rl bohaterskich; opowiadali jej rne kaway z dawnych czasw. 
Odywali wtedy na nowo i porywali swoim entuzjazmem. Krew zarumieniaa im te twarze, 
przygase oczy promienioway byskawicami, postacie si prostoway i wracay im wtedy 
na chwil modo, pami, talent i szczcie stracone dawno. 

A ona wtedy miaa si z nimi, pakaa i bya takim samym dzieckiem jak i oni. 

A ile jej rad nadawali co do wymowy, klasycznoci pozy i sposobu dobrego mwienia 
wiersza! 

Suchaa z ciekawoci, ale kiedy przysza do domu i chciaa jaki fragment roli gra we-
dug ich metody, nie moga, i tak si jej wydawali sztywni, patetyczni, nienaturalni, e zacza 
pniej traktowa ich z pewn pobaliwoci. 

Z M-me Ann ya na stopie zimnej grzecznoci i unikaa starannie wszelkich z ni rozmw, 
bo j zwykle wyprowadzay z cierpliwoci, tak e rzucaa jej w oczy nieraz jakie sowo 
tchnce pogard i zamykaa si w swoim pokoju. Z Sowisk ya troch bliej, bo stara 
chodzia koo niej, jak okoo lokatorki paccej z gry, i dogldaa, eby jej czego nie brakowao. 


Sowiska bya szorstka i gwatowna, na zicia czsto porywaa si z pici, robotnice z 
pracowni nieraz przepdzaa bez najmniejszego powodu i cay dzie krzyczaa na wszystkich. 
Miaa swoje dni, w ktrych nic nie jada, do teatru nawet nie sza siedzc zamknita w swoim 
pokoju i paczc dzie cay lub chwilami wyklinajc z ca pasj kobiety prostej. 

Po takim dniu bya jeszcze energiczniejsz i bardziej rzucaa si w intrygi zakulisowe. 
Wtedy wida j byo wszdzie. Chodzia do publicznoci, rozmawiaa cicho z modzie kr


83 



cc si koo teatru i aktorek. Przemieniaa si w pewnego rodzaju rajfurk. Przynosia aktorkom 
zaproszenia na kolacje, bukiety, cukierki, listy i staraa si z prawdziw namitnoci 
nakania do ulegoci oporne.  Chodzia za towarzyszk na biby i wiedziaa, kiedy wynale 
wany powd do natychmiastowego wyjcia, eby nie przeszkadza... 

Miaa wtedy pod mask dobrodusznej i pomarszczonej staroci wyraz okrutnej, zoliwej 
uciechy. Dla opierajcych si miaa w pogotowiu rodzaj filozofii, ktr im wygaszaa. 

Janka raz tylko syszaa, jak stara mwia do Szepskiej, ktra wstpia do teatru uwiedziona 
przez jakiego chrzyst. 

 Pani mnie suchaj!... C ci twj miy daje? Mieszkanie na Browarnej i serdelki z herbat 
na rano, poudnie i wieczr... To przecie wstyd marnowa si dla takiego! Moesz pani przecie 
tak mieszka, jak tylko zechcesz; moesz sobie kpi z Cabana i nie dba, czy ci da po 
przedstawieniu dwa zote albo nie da. Co tam dba o co!... tyle zysku, co czowiek uyje... 
Moda, adna dziewczyna powinna si bawi, y, uywa, a nie marnowa z jakim tam... 
Plu, pani, na to, co powiedz. Wszystkie tak yj i widzisz, e nie pacz wcale na bied ani 
nie narzekaj, e im le na wiecie. Dobrze im z tym, bo tak by powinno. Mylisz pani moe, 
e prdzej rol jak dostaniesz?... oho! jak rak winie!... dostaj te, z ktrymi si dyrekcja 
musi liczy, ktre maj kogo za sob, co je popycha. 
Szepska si bronia jeszcze, ale stara jako ostatni argument rzucia: 

 Pani mylisz, e Leszcz zrobi pani jaki skandal?... Mog pani zarczy, e on nie jest taki 
gupi. Nie potrzebujesz przecie zrywa z nim zupenie... 

I zwykle przeprowadzaa wszystko, co chciaa. 

Za to ciemne porednictwo nie chciaa nigdy przyjmowa nic, cho jej dawano nawet 

kosztowniejsze upominki. 

 Nie chc... Jeli komu radz, to z yczliwoci  odpowiadaa krtko. 
Tymi drogami dosza do pewnej wadzy w teatrze; trzymaa tajemnice wszystkich w 
swoim rku, wic si jej obawiano i radzono w kadej draliwej sprawie. 
Janka, ktra ju dosy poznaa gbin ycia zakulisowego, patrzaa na Sowisk z pewn 
trwog. Wiedziaa, e nie dla zyskw spycha drugie w boto, tylko dla czego, czego jeszcze 
odkry nie umiaa. Obawiaa si chwilami, nie mogc znie jej dziwnego wzroku, z jakim si 
przypatrywaa czasami jej twarzy. Czua tylko, e Sowiska jakby czekaa na co lub upatrywaa 
jakiej sposobnoci. 

Janka prdko zauwaya sposb ycia, jaki prowadz jej koleanki, ale nie oburzaa si na 
nie ani patrzya z pogard. Byo to jej najzupeniej obojtnym, bo si patrzya na nie jak na 
przedmioty jakie, a nie na ludzi, i nigdy jej nie przyszo nawet na myl, e ona mogaby y 
tak samo. Za bardzo ya tylko mzgiem i miaa jeszcze pienidze, nie zaznaa ona jeszcze 
biedy teatralnej. 

Jednego z takich paczliwych dni Sowiskiej Janka wychodzc do teatru chciaa si jej zapyta, 
jak jest daleko do Bielan, gdzie miaa jutro jecha z Mimi i caym towarzystwem. 

Wesza do pokoju i stana zdumiona. 

Sowiska klczaa przy otwartym kufrze, a na ku, stole i krzesach leay porozkadane 
czci jakiego teatralnego kostiumu. Na ziemi leay stosy pokych zeszytw, w rku 
trzymaa fotografi modego mczyzny o twarzy dziwnej, tworzcej trjkt dugi, wychudej 
tak, e wszystkie koci policzkowe rysoway si poprzez skr najwyraniej. Czoo mia 
nadmiernie wysokie, rozszerzone w skroniach, i gow olbrzymi. Oczy ogromne patrzyy z 
biaej twarzy niby oczodoy trupie. 

Janka popatrzya si na wszystko i zacza: 

 Wie pani, jad jutro na Bielany z caym towarzystwem. Czy to daleko?... 
Sowiska nie odpowiedziaa, tylko zwrcia si do niej z fotografi i gosem przesiknitym 
blem szepna: 

84 



 Patrz pani, to mj syn... a to... relikwie moje!...  dodaa wskazujc ze zami w oczach na 
porozkadane przedmioty. 
 Artysta?  zapytaa Janka z jakim bezwiednym szacunkiem. 
 Artysta!... Przecie, e nie taka mapa, jak ci u Cabiskiego. Jak on gra, pani moja, jak 
gra!... klkajcie!... Gazety pisay o nim. By w Pocku i pojechaam do niego. Bo jak gra 
Zbjcw, teatr si a trzs od braw i od krzykw... Ja sobie siedziaam za kulisami i jak usyszaam 
jego gos, jak go pniej zobaczyam, to jak mnie zaczo co trz, ama, rzuca 
mn niby w chorobie, to mylaam, e ju umr z radoci... A on gra!... widz go takim cigle... 
widz... o!... 
Porwaa si z ziemi, stana zapatrzona we wspomnienie, a zy wolno spyway po jej twarzy 
tej i pomarszczonej. 

 A jak sobie pomylaam, e to mj syn, dziecko moje, to mi si mio w oczach, a w doku 
to mnie tak co ciskao, ciskao... a kada kosteczka trzsa si we mnie z radoci... i rosam 
z pychy, rosam... 
Janka suchaa jej ze wspczuciem. 

 Byam mu tak matk, e wntrznoci daabym wypru sobie dla niego!... Artysta by, 
artysta! grosza nigdy nie mia, bieda go nieraz ara, jak pies, alem j odganiaa, jakem tylko 
moga. Suyam prawie, yam herbat i chlebem, aby co oszczdzi dla niego. Dawaam 
krew, ale dziecku najdroszemu to choby i zdechn, niech tam, aby tylko ono, yo... Matk 
mu byam rodzon, niczym wicej. 
Umilka nie obcierajc nawet ez, co pyny cicho po jej zmitej, sinawej twarzy niby dwa 
strumienie, obice sobie krwawe koryta. 
Janka po dugim milczeniu zapytaa cicho: 

 Gdzie syn teraz? 
 Gdzie?...  odpowiedziaa gucho, podnoszc si z ziemi  gdzie?... Umar! Zastrzeli si, 
psi syn!... zastrzeli si!... A!... e ci, psubracie, wita ziemia nie wyrzucia za t krzywd, 
jak matce zrobie!... Trzeba by ostatnim hyclem, aeby mnie tak zostawi sam... I to rodzone, 
najukochasze mi zrobio... o!... 
Zacza dysze ciko, bo j dusi gwatowny spazm ez i blu nieopisanego. 

 Cae ycie moje ju takie!  zacza znowu, bo znajdowaa jak okropn rozkosz w rozdranianiu 
ran troch zablinionych.  Jego ojciec by taki sam pies... Krawiectwo robi, a ja 
miaam sklepik; dobrze nam byo z pocztku, bo grosz by na zapas i w mieszkaniu mielimy 
po ludzku. Ale to niedugo trwao. Zgodzili go na krawca do cyrku; ja sama tego chciaam, bo 
pacili dobrze i nie mia wiele roboty. Kto mg wiedzie, e z tego bdzie nieszczcie, 
kto?... Wpada mu w oczy jaka skoczka cyrkowa: rzuci wszystko i jak cyrk wyjeda, polecia 
z nimi w wiat... 
Odetchna ciko. 

 Zby cisnam tylko! Na zbity eb, na zamanie karku, przepadnij!... Targaam si do 
koci, eby tylko wyy z crk, ale zachorowaam na t sabo, co tak na ni ludzie padali 
wtedy jak muchy... Chorowaam dugo i ledwiem si wylizaa, ale wszystko diabli wzili, bo 
sklepik sprzedali mi za dugi. Zostaam wprost na bruku. Szewska pasja mnie ogarna. Poyczyam, 
gdziem tylko moga, pienidzy i pojechaam z dzieckiem szuka swojego miego. 
Znalazam go. Z jak kupczych y, dobrze im byo razem, tak e zapomnia o mnie i o 
dziecku. Za eb go prawie przywlokam do Warszawy... Siedzia cay rok, obdarzy mnie synem 
i znowu uciek... Ju go nie szukaam. Plunam za nim... Co z psem zaczo, niech z 
psem koczy. Miaam dwoje dzieci, byo wic o czym myle; robio si rnie, byle wyy, i 
tak jako lata szy... Chopca, jak tylko skoczy dziesi lat, cho si dar do ksiki, cho 
ino po caych dniach czytywa, do terminu, do brzownika oddaam... Nie byo nieraz je 
kupi za co, a c dopiero uczy. 
Miaam z nim utrapienia, miaam! 

85 



Majster si skary, e po nocach czytuje, e przy robocie za pazuch ksiki nosi i robot 
opuszcza dla czytania. Ale jak si tylko wyzwoli, zwcha si zaraz z aktorami i ju przepad 
dla mnie... Com si naprosia, com napakaa krwawymi zami; nic nie pomogo. Caowa 
mnie po nogach, przeprasza, a mwi jedno: Pjd do teatru! nie wytrzymam i pjd!  
Biam go, katowaam jak psa, nie powiedzia mi marnego sowa za to, ale rzuci nas i przyczy 
si gdzie na prowincji do tej zgrai... Dopust boy!  pomylaam. To ju wida tak stao 
napisane, e pociechy z niego mie nie bd, a tylko udrczenie!... Zaczam pomaga mu po 
trochu... Crka mi dorosa, braymy szycie do domu i tak si jako yo. 

A tu jednego dnia przywo mi ma  lepego zupenie. Matko Boska! mylaam, e 
mnie szlag trafi ze zoci, bo jak by zdrowy, to si tuk po wiecie, a lepy, z chorob niewyleczaln 
przywlk si do mnie zdycha... Daam mu kt, bo dzieci tak chciay. Ja bym go 
bya z drugiego pitra zrzucia na bruk za moj poniewierk przez niego... Ale Pan Bg by 
wtedy o tyle askaw na mnie, e zabra go niedugo. 

Crk wydaam za m. Ole si krzywi na szwagra, e to ukadu lepszego nie ma, e si 
po chamsku nazywa, ale, moja pani, co m to m, zawsze on lepszy, jaki jest, ni aden. A 
ten zy nie jest; e si napije czasami, ale swojego grosza przy tym nie straci, to i c?... kady 
potrzebuje si zabawi czasami. Poszam do obowizku, jak ju mwiam, eby chopcu 
pomc, a i im nie ciy, bo otworzyli ten magazyn i z pocztku bardzo im kiepsko szo. 

Raz, bdzie temu dwa lata, crka na swoje imieniny zaprosia kilka osb po kumostwie, po 
dobrej znajomoci. Akurat, kiedy bawilimy si w najlepsze, przynieli do mnie telegraf, a 
e ja pisanego tak dobrze nie czytam, wic przeczyta zi. 

Pismo byo a z Suwak. Pisali, eby przyjecha, bo Ole bardzo chory... 

Jak staam, tak i pojechaam, a tak mnie co niedobrego w rodku gryzo, tak ydy wolno 
jechay, jak na zo, e ledwiem nie umara z niespokojnoci... 

Zawiesia gos na chwil, obejrzaa si jako bdnie po pokoju i cichym, przesiknitym 
rozpacz gosem szeptaa dalej, podnoszc na Jank twarz posinia. 

 ...Nie y ju... Z pochowaniem czekali na mnie... 
Janka spojrzaa na ni smutnie... 
 Pani moja, jak zobaczyam t pociech moj, to dziecko najdrosze... w trumnie, z obwizan 
gow, nieywe... tak co pko we mnie... I tak mi si zrobio pusto, i tak ciemno a 
strasznie, e sobie powiedziaam: Basta, i ja zaraz zdechn... 
eby Bg by sprawiedliwy, to bym powinna bya umrze. Nie pakaam prawie, tylko 
czuam, e mnie coraz wicej co w sercu pali, re i dusi... Tak si paszczyam na tej ziemi, 
ktra mi go zabraa, tak wyam, tak mnie co tuko i cigno tam, gdzie ten mj chopiec lea, 
e psy wyyby nad moj aoci i sieroctwem. 

Powiedzieli mi pniej, e si zakocha w chrzystce i z tego kochania si zabi! 

Pokazali mi j. Szurgot by ostatni; wszystkie kulisy ni wycierali i dlatego si wanie zabi... 


Jak j zapaam na ulicy, to j tak stukam, skopaam, zdaram za eb; podrapaam pazurami 
mord, e mnie a oderwali. Zabiabym, zabiabym jak psa wciekego, za mj bl, za 
krzywd!...  krzyczaa gono, zaciskajc pieci.  Takie jest moje ycie, takie! 

Przeklinam codziennie, ale zapomnie nie mog... siedzi mi to wszystko tu, pod piersiami... 


Czasem, w nocy, to przyjdzie do mnie i stoi, z t obwizan zawsze gow, a ja si a trzs 
z aoci i serce mnie tak boli, e o mao nie pknie. Oczy ju wypakaam... 

Jestem w teatrze, bo mi si cigle zdaje, e on wrci, e si ju ubiera i zaraz wejdzie na 
scen... To wtedy, kiedy mnie tak napadnie, chodz po garderobie i jestem szczliwa, bo zapominam 
na chwil, e jego nie ma, e go ju nigdy nie bdzie, e go ju nigdy nie zobacz!... 


86 



Boe mj. Boe!... a!... to nie on winien, tylko ta... Wy wszystkie jestecie suki wcieke, 
wszystkie szarpiecie serca matczyne... pode... ostatnie!... Jak ze robaki rozgniotabym 
wszystkie, mordowaa... spychaa w d, w ndz, w choroby, ebycie cierpiay tak jak ja... 
ebycie si mczyy, mczyy, mczyy!... 

Umilka dyszc ciko; t jak wosk gromniczny twarz jej napitnowaa nienawi 
straszna i dzika; drgaa nerwowo w dugich zmarszczkach twarzy i z sinych, pogryzionych ust 
wya zniszczeniem i zemst. 

Janka cay czas staa, chciwie pochaniajc kade sowo, kady gest i drgnicie ust. Przejmowaa 
j gboko tragiczno opowiadania. Prawda wstrzsajca tej boleci, tak prostej i 
mocnej, przegryzaa jej serce blem... Czua to wszystko tak, jakby sama przecierpiaa. Stopia 
si z jej istnoci tak, e pakay razem. Przenika j dreszcz ekstazy, miaa krzyk blu w 
sercu, szarpanym wspomnieniem utraty, mierci tego najdroszego, obd rozpaczy bezbrzenej 
w oczach zaszklonych beznadziejnoci, smtno duszy, dogorywajcej w umiechu... 

Graa, nie wiedzc prawie o tym; a pniej, ochonwszy nieco i widzc, e Sowiska siedzi 
pogrona w bolesnym rozpamitywaniu, wysza na miasto. 

Miaa pen dusz i mzg wyrazw tego blu. Rozkoszowaa si wprost tym nastrojem 
tragicznym, jako szczegem przepysznym do roli jakiej. 

 Matk w Karpackich gralach albo Matk rodu mona by tak gra...  mylaa. 
I znowu wchodzia wntrznie w ten dramat syszany i widziany, swoj organizacj na 
wskro nerwow. 

 Ju nie y!  szepna, bezwiednie powtarzajc ten rozpaczliwy ruch szczki i jakie 
paskie rozpostarcie rk, i opadnicie ich bezsilne, i to piorunowe zaganicie oczw w twarzy 
zesztywniaej w boleci nagej. 
Oprzytomniaa, ale powstaa w niej ch zobaczenia wsi, zieleni... Zapragna ciszy i spokoju. 


Tutaj, w tych murach, ya tylko jakby poow swej duszy, dusia si w nich; zdawao si 
jej, e te kamienice rzucaj na jej dusz jaki szary i pospny cie, e jej zagradzaj drog i 
zasaniaj soce. 

Stana na ulicy namylajc si, gdzie i, gdy kto za ni wyrzek: 

 Dzie dobry pani! 
Odwrcia si szybko. Staa przed ni Niedzielska, matka Wadka, z umiechem na starej, 
poczciwej twarzy o wyblakych oczach. Janka przywitaa j prdko i zdecydowaa si nie jecha 
nigdzie. 

 Odprowadz pani kawaek drogi, przejd si troch... 
 Dzikuj, dzikuj... A moe pani zajrzy do mnie?...  prosia cichutko Niedzielska.  Ja 
taka sama siedz, e nieraz po caych dniach, oprcz swojej Anusi i stra, nikogo nie widuj, 
bo Wadeczek, jak wyjdzie rano, to wraca dosy pno, e nigdy nie mog z nim pomwi. 
No, pjdzie pani ze mn, prawda?... 
Zakaszlaa si bardzo i dreptaa wolno. 

 Dobrze, mam jeszcze dosy czasu do przedstawienia. 
 Pani to pewnie od niedawna w teatrze, co?... 
 Dopiero trzy tygodnie... to jakby od wczoraj. 
 To zaraz zna, o, zna! 
 Po czyme pani poznaje?...  zapytaa Janka ciekawie. 
 Nie umiem tego tak powiedzie. Przygldaam si pani wtedy na imieninach Cabiskiej i 
zaraz poznaam. Mwiam nawet o tym Wadeczkowi... 
 Wezm pani pod rk, to bdzie wygodniej...  powiedziaa Janka widzc, e Niedzielska 
dyszy ciko ze zmczenia i ledwie idzie. 
 O, jaka to pani dobra! Prawda, e to i wiek, i chora jestem cigle, ale wyszam kupi 
Wadeczkowi chusteczek i za nimi zaszam a tak daleko. 
87 



 Wemy dorok; pani, widz, ogromnie zmczona... 
 Nie, nie... po co?... to koszt zaraz; zreszt, dojd sobie gdzie do skweru, to odpoczn troch... 
Janka pomimo protestu starej zawoaa doroki, ulokowaa Niedzielsk i pojechay na 
Piwn. 
Jak tylko doroka stana, Niedzielska wysiada prdko, bez pomocy i wpada w bram, 
eby nie paci doroki, i aby to zamaskowa, zacza krzycze na stra: 

 O! ju si Micha ubra w now bluz? a w starej to nie mona chodzi, co?... Ja ju nie 
mog nastarczy, tak Micha drze!... Niech Micha zaraz zdejmie i woy star. 
Str si tumaczy, ale go zakrzyczaa. Odesza troch i znowu zacza woa: 

 Micha! niech Micha zapowie, eby mi si dzieci adne nie bawiy na podwrzu pikami; 
wybij jeszcze szyb i trzeba bdzie znowu paci! Skaranie boskie z tymi dziemi!... nie 
mogoby to spokojnie siedzie w mieszkaniu... a to nie tylko biega, ale kopie mi podwrze, 
brudzi schody i drze somianki... Niech Micha zaraz zapowie lokatorom, e wymwi mieszkania. 
Str sucha w pogardliwym milczeniu, a Janka umiechaa si nieznacznie, idc za Niedzielsk, 
ktra podniosa z ziemi jaki kawaek wgla. 
 Po co si ma marnowa!... nie szanuj nic, a potem nie maj czym paci komornego!...  
mwia otwierajc drzwi do mieszkania. 

 Nieche si pani rozgoci... Ja zaraz pani su. 
Wysza do drugiego pokoju. 
Janka z ciekawoci przygldaa si starowieckiemu urzdzeniu. 
St mahoniowy z klapami pokrgymi, pokryty siatkow serwet o wczkowym wyszyciu, 
sta przed ogromn i wysok kanap, obcignit czarn wosiennic; krzesa takie 
same, z oparciami w ksztacie lir. Serwantka, to politurowana w rogu pokoju, pena bya 
dziwacznej porcelany, zielonawych dzbanuszkw, figurynek kolorowych, kieliszkw pkatych 
z monogramami i filianek malowanych w kwiaty, na wysokich nkach. Zegar pod kloszem, 
stare, spleniae staloryty z epoki cesarstwa, przedstawiajce sceny mitologiczne, lampa 
z zielon umbrelk na osobnym stoliczku, kilka doniczek mizernych kwiatw na oknie i dwie 
klatki z kanarkami mebloway ten pokj paradny. Okno wychodzio na podwrze wielkoci 
pokoju i otoczone byo wysokimi murami. Byo tutaj cicho, ale i smutnie, jaka wo pleni, 
staroci i skpstwa wiaa ze wszystkiego. 

 Napijemy si kawusi...  mwia Niedzielska. 
Wyja z serwantki dwie paradne filianki i postawia je na stole. Posza potem do kuchni i 
przyniosa kaw, nalan ju w obtuczone, fajansowe kubki, i talerzyk z kilkoma suchymi 
ciastkami. 

 A, mj Boe, zapomniaam, e ja ju wystawiam filianeczki... No, to nic, przecie i w 
tych wypijemy, prawda?... 
Postawia kaw i znowu zawoaa zakopotana: 

 Zapomniaam cukru! Paniusia lubi kawusi sodk?... 
 Nie bardzo. 
Stara wysza; sycha byo przez drzwi wybieranie ze szklanego klosza cukru, przyniosa 
na malekiej podstawce dwa kawaki tylko. 

 Nieche paniusia pije... Ja bo, widzi pani, ju tak ze staroci nie mog nic sodkiego pija 
 mwia czerpic kaw yeczk i rozdmuchujc kad kropl. 
Janka umiechaa si z jej tumacze i pia nie mogc ukry wstrtu do kawy obrzydliwej i 
do tych ciastek, ktre czu byo pleni i szaf sosnow. 
Niedzielska rozgadaa si o Wadku, przysuwaa cigle ten talerzyk z ciastkami i zachcaa 
do jedzenia. 

88 



 No, niech pani sama powie, po co jemu to aktorstwo? Do klas chodzi, to mgby by jakim 
urzdnikiem przecie... Tylko wstyd nam robi i tyle, e a si paka chce. No bo, jak tam 
kto musi, trudno... to i hyclami s ludzie, ale pewnie nie z rozkoszy... Jego koledzy, a wszystko 
to ma ju i ony, i dzieci, s w jakich profesjach i zarabiaj dobrze, i po ludzku yj, jak 
Pan Bg przykaza... a on co?... Aktor! I niech pani nie myli, e mymy bogaci; domek jest, 
ale may i lokatorzy nie pac, i podatki coraz wiksze, e prawie nic z tego nie ma... Widzi 
paniusia... No, moe ciasteczko jeszcze?... Czas by i Wadeczkowi si oeni i powiem pani 
w sekrecie, e mamy ju co na oku... Wadeczek przyrzek mi, e jeszcze w tym roku rzuci 
teatr i oeni si... Poznaam t przysz swoj synow: liczne dziecko i dobry rd. Maj na 
witojaskiej sklep z wdlinami i dwa domy, a tylko troje dzieci; na kade padnie adny 
grosz!... Ju bym chciaa, eby to jak najprdzej si stao, bo co ja mam z nim zmartwienia!... 
Mj Boe, ja si nie skar, ale on i napi si lubi, i straci lubi, jak jego ojciec... Tak, tak, i 
oeni si musi bogato. Obywatelski syn, to, moja paniusiu, jake by on wyglda, gdyby si 
oeni z tak, co nic nie ma!... byoby to nieszczcie dla tej dziewczyny, co by wysza za 
niego... nieszczcie!... Znam ja troch wiat, znam! 
I tak opowiadaa dalej cichutkim gosem, szeplenic troch i spieszczajc dwiki ze staroci, 
i poruszaa si niby cie niky, tak bya sucha i malutka. Na jej niskim, pomarszczonym 
czole leaa troska o ukochanego Wadeczka i w wyblakych niebieskich oczach tkwi cigy 
niepokj. 

Jance spa si po prostu zachciao suchajc jej monotonnego gosu w tej ciszy, jaka panowaa 
w mieszkaniu. Podniosa si do wyjcia. 

 Niech paniusia zajdzie tu do mnie czasami, moja droga, bd bardzo rada. 
Poegnaa j serdecznie i jeszcze wychylia si lufcikiem, patrzc za Jank z jakim dyplomatycznym 
umiechem. 
Niedzielska umylnie po kolei zapraszaa do siebie wszystkie adniejsze kobiety z teatru i 
opowiadaa im o maestwie Wadeczka, eby im z gw wybija jakie zamysy na niego. 
Janka przed bram spotkaa si z Wadkiem, ktry a krzykn z zadziwienia. 

 Pewnie pani bya u matki!  zawoa nie witajc si. 
 Przecie w tym nie ma nic zego  odpowiedziaa umiechajc si z jego pomieszania. 
 Jak Boga kocham, ta stara wariatka kompromituje mnie tylko. Pewnie opowiadaa o 
moim maestwie, jaki ja jestem hultaj, no itd. mieszne dziecistwo. Ja pani bardzo przepraszam... 
 Wcale mnie to nie gniewao... 
 Tylko mieszyo, wiem, bo to przecie idiotyczne... Cay teatr mieje si ze mnie, bo ju 
tutaj byy wszystkie panie. 
 Jest w tym troch dziwactwa, ale to dziwactwo pochodzi z mioci... matka kocha pana. 
 Ju mi ta mio koci w gardle stoi!  odpar kwano i chcia co wicej jeszcze mwi, 
ale Janka skina mu gow w milczeniu i posza. 
Wadek nie mia i za ni i zy pobieg do matki. 
Jance przypomniao to dom i a zadraa do smtnie wyaniajcych si wspomnie. 

 Co si tam dzieje?...  mylaa  co ojciec robi?... Prawda, przecie ja mam ojca!... 
I poczua w sobie nagle jak cieniutk ni sympatii ku temu dziwakowi i tyranowi. Zobaczya 
teraz jego samotno wrd ludzi obcych i szydzcych z jego dziwactw. 

 Moe myli o mnie?...  pytaa sama siebie, ale przysza jej na pami ostatnia scena i 
wszystkie przebyte udrczenia i poczua w sobie jak niech zimn, prawie nienawistn. 
Pomimo wszystkiego podczas przedstawienia, na scenie, za kulisami, w garderobie, ojciec 
przychodzi jej cigle na pami. Zaczynaa spokojnie rozmyla nad stosunkiem swoim do 
ojca i nad jego charakterem i poczua, e jest i byo co nienormalnego pomidzy nimi. Mylaa, 
co mogo go zrobi takim srogim i dziwacznym?... dlaczego jej nienawidzi?... 

Kotlicki przynis jej bukiet r. 

89 



Przyja chodno, nie patrzc na niego, tak bya zajta myl o ojcu. 

 Pani dzisiaj nie w nastroju  rzek biorc jej rk. Wyrwaa mu j i zapytaa: 
 Czy jest moebnym, aby dzieci i ojcowie nienawidzili si wzajemnie?... 
 W samym tym pytaniu jest ju twierdzca odpowied... W takich klasycznych objawach 
jest to rzadko po prostu, bo nienawi nie jest przecie obojtnoci, tylko... tylko cokolwiek 
odmienn form mioci... Nienawi to zawsze krzyk serca zranionego... 
Janka nie odpowiedziaa nic, bo przypomniaa sobie Sowisk i jej gwatowne, nienawistne 
narzekania na syna. 

 Moe on mnie kocha w ten sposb?  mylaa  ale ja w takim razie nic a nic, bo jest mi 
obojtnym. 
 Nieprawda!  odpowiedziaa sobie pniej  nieprawda, nie jest mi zupenie obojtnym; 
mam tylko al do niego... 
I pochylia si niej, eby ukry twarz, bo ten nagy al tak szarpn j za serce, e a poczua 
zy w oczach. 

 Co to jest mio?... co to jest mio w ogle?...  mylaa stojc w kulisie i patrzc na 
otwart scen, na ktrej Wawrzecki owiadcza si Rosiskiej w sowach niezmiernie czuych, 
z przesadn afektacj. 
 Komedia! 
Majkowska, przechodzc obok niej, szepna wskazujc na grajc: 
 Co za czupirado, co za szablon!... na jeden akcent prawdziwego uczucia zdoby si nie 
moe! 
Za ni, w mrocznej gbi, jaki pan w cylindrze ciska rce ktrej z chrzystek i szepta 
gorce sowa mioci... 

 Komedia! 
Janka przesza na drug stron, bo jej si ta czua scena wydaa wprost obrzydliw. 
 Co to jest mio?... Co mi jest?... 
Nie moga si uspokoi. 
 Co mnie spotka... Moe ojciec przyjedzie, moe Grzesikiewicz?... 
Ale si rozmiaa prawie gono, tak si jej wydao nieprawdopodobnym to przypuszczenie. 
Mimi przybiega do niej i zacza szepta: 

 Dobrze nam si skada, bo jutro nie ma prby, pojedziemy na Bielany w poudnie. Niech 
pani czeka u siebie, wstpimy i zabierzemy pani... 
 Co to jest mio?...  snuo si ustawicznie Jance po gowie. 
 O, ten Wawrzek! mgby nie robi do tej wiedmy takich min gupich... to wistwo!  
szeptaa Zarzecka patrzc z niechci na scen.  Patrz pani, jak ona mu leci w objcia!... cauje 
go naprawd... to mapa dopiero... Czekaj! ja ci dam...  sykna gronie i pobiega czeka 
u drzwi, ktrymi wychodzi miaa Rosiska. 

 Komedia! 
 I ja z pastwem wybieram si na t wycieczk  mwi Kotlicki do Janki.  Topolski ma 
tam wyoy jaki plan... Bdziemy opiniowa razem, bo pani bdzie?... 
 Prawdopodobnie; a gdybym nie moga, to i beze mnie uda si wycieczka. 
 Tak, ale ja bym take nie pojecha, nie miabym ju po co... 
Pochyli si tak, e czua jego oddech na swojej twarzy. 
 Nie rozumiem  rzeka odsuwajc si od niego. 
 Jad tam tylko dla pani...  szepn ciszej. 
 Dla mnie?...  spytaa patrzc si na niego bystro, przejta akcentem jego gosu i podraniona 
nagym przypywem niechci wprost pogardliwej do niego. 
 Tak... przecie pani moga ju to pozna, e kocham pani...  powiedzia cigajc 
usta, ktre mu dray, i patrzy si na ni bagalnie. 
90 



 Tam tak samo mwi, tylko e troch lepiej graj!  powiedziaa pogardliwie wskazujc 
na scen. 
Kotlicki wyprostowa si, jaki cie pospny przelecia po jego koskiej twarzy i oczy bysny 
mu gronie. 

 Moje uczucie bierze pani za komedi?... Przekonam pani, e to nie komedia, przekonam!... 
 Dobrze, ale jutro na Bielanach  przerwaa podajc mu rk na poegnanie i nucc jak 
piosnk posza do garderoby. 
Kotlicki patrza za ni podliwie, gryz usta i burzy si ze zoci. 

 Komediantka!  szepn w kocu, wychodzc z teatru. 
 Jak on kama!... Dobrze, ale dlaczego on mia mi to powiedzie?... dlaczego?...  mylaa 
oburzajc si z wolna i z wolna uwiadamiajc sobie jego postpowanie od dnia imienin 
Cabiskiej. 
 Kocha mnie! 
I umiechaa si z pewnym uczuciem upokorzenia i buntu jednoczenie. Czua niejasno, e 
on tymi owiadczynami ubliy jej godnoci; ubliy jej choby ju tym samym, e mg j 
uwaa za podobn do wszystkich kobiet w teatrze. 

 C to jest mio?...  snua dalej bezwiednie pierwszy temat i patrzya na koleanki, 
ubierajce si szybko, eby jeszcze prdzej biec na schadzki; suchaa miechw i szeptw, 
sporw, ktrych ustawicznym tematem byli tylko mczyni i mio. Umiechaa si ironicznie 
z tego, ale w gbi nkao j jedno zapytanie i jaka pustka, jaki brak czego w sobie 
i wszystko to denerwowao j. 
Przysza do domu i zaraz udaa si na spoczynek, ale nie usna, tylko suchaa szelestw, 
niewyranie napywajcych z ulicy. Godziny szy wolno, a ten niepokj, to przeczuwanie 
czego roso w niej ustawicznie. 

 Co mnie spotka!  szeptaa przechodzc w such prawie. 
Syszaa wolny odgos krokw jakiego przechodnia na ulicy, pniej stuk kija nocnego 
stra. 
Zadzwoni kto do bramy. 

 Kto to?!...  zapytaa si prawie gono, unoszc gow, jakby chcc ujrze poprzez mury, 
ale natychmiast zapomniaa zupenie o wszystkim, bo tylko miaa jedn myl w mzgu: 
 Co mnie spotka?... 
Leaa cicho i nieruchomymi, przymknitymi renicami patrzya w jak przestrze bez 
koca... 
Drgna gwatownie i jeszcze gbiej wcisna si w poduszki; patrzya wytonymi oczyma 
duszy w jakie cienie, co si rysowa zaczy przed ni. Zadraa znowu, bo jakby uczua 
spojrzenie jakie, pynce z nieskoczonoci i pene jakich szklistych, zawych blaskw i 
mocy... 

Usna... ale kiedy po jakim czasie przebudzia si i znowu przez jakie ciemne skojarzenia 
ujrzaa te same cienie, czua, e si poruszaj nieznacznie, widziaa je lepiej, ale nie moga 
rozezna konturw twarzy; czua, e s coraz bliej. Oprzytomniaa zupenie, ale ten niepokj 
przeczucia jakiego by nie do wytrzymania. Ogldaa si na wszystkie strony, bo jej si zdawao, 
e syszy czyje kroki, e kto wszed do pokoju i podchodzi do jej ka na palcach, e 
nachyla si nad ni... 

Zesztywniaa z trwogi ogromnej, nie miaa si ruszy ani odezwa, tylko mylaa ciko: 
Kto to?... kto?...  i trzsa si wewntrznie od zdenerwowania. 
Usna na dobre dopiero nad ranem, kiedy pierwsze czerwone promienie wschodzcego 
soca wpady do pokoju. 

91 



VII 


Obudzia si wp do jedenastej rano; Sowiska wanie przyniosa jej niadanie. 

 By kto do mnie?...  zapytaa Janka. 
Sowiska kiwna gow potakujco i podaa list. 
 Moe godzin temu da mi go jaki tgi, czerwony szlagon i prosi bardzo o oddanie... 
Janka nerwowo rozerwaa kopert i poznaa natychmiast pismo Grzesikiewicza. 
Szanowna pani! Umylnie przyjechaem do Warszawy, aby si widzie z pani w bardzo 
wanym interesie. Raczy pani by w mieszkaniu o jedenastej, to przyjd i zechce mi pani wybaczy 
miao. Przepraszam i cauj rczki. Suga Grzesikiewicz 

 Co to bdzie?...  mylaa ubierajc si prdko.  C to za bardzo wany interes?... Ojciec!... 
czyby by chory i tskni za mn?... O nie, nie!... 
Wypia piesznie herbat, uporzdkowaa pokj i czekaa niecierpliwie tej wizyty. Mylaa 
z pewn radoci nawet, e zobaczy nareszcie kogo swojego z Bukowca. 

 Moe znowu mi si owiadczy?...  pomylaa. 
I widziaa jego twarz wielk, spalon od soca i te niebieskie oczy, tak agodnie patrzce 
spod konopnej grzywy, i przypomniaa sobie jego kopotliw niemiao. 

 Dobry, poczciwy czowiek!  mylaa chodzc po pokoju; ale przyszo jej na myl znowu, 
e moe jej ta wizyta popsu wycieczk na Bielany, i ochoda dla niego postanawiajc 
sobie rozmwi si z nim zwile i krtko. 
 Czego on moe chcie?... pytaa siebie niespokojnie, przypuszczajc najniemoliwsze 
rzeczy. 
 Ojciec bardzo musi by chory i wzywa mnie do siebie  odpowiedziaa sobie ze strachem 
prawie. 
Stana na rodku pokoju; tak zamroczyo j obaw przypuszczenie, e musiaaby moe 
wraca do Bukowca. 

 Nie, to niemoebne; ja bym tam ju tygodnia nie wytrzymaa... zreszt, wypdzi mnie 
na zawsze... 
Jaka ciemna walka pomidzy nienawici, alem i cichym, ledwie odczuwalnym uczuciem 
tsknoty zaczynaa nagle wrze w jej sercu. 

Dzwonek zadwicza w przedpokoju. 

Janka usiada i czekaa spokojnie. Syszaa otwieranie drzwi, gos Grzesikiewicza i Sowi


skiej, wieszanie palta, oskot przewrconej laski, a nie miaa si na tyle, aby si podnie i 
wyj naprzeciw gocia. 

 Mona?  zapyta gos z zewntrz. 
 Prosz  wyszeptaa przez zacinite obaw gardo wstajc z krzesa. 
Grzesikiewicz wszed. 
Mia twarz jeszcze wicej opalon i oczy jakby bardziej niebieskie. Musia by wzruszony, 
bo szed sztywno wyprostowany jak skamieniaa brya misa, wcinita z trudem w surdut 
obcisy. Kapelusz rzuci prawie na kosz, stojcy przy drzwiach, i caujc Jank w rk powiedzia 
cicho: 

 Dzie dobry pani... 
Wyprostowa si, powlk oczyma po jej twarzy i usiad ciko na krzele. 
92 



 Zaledwie pani odszukaem...  zacz goniej i urwa nagle, a dla nabrania odwagi 
chcia odsun nieco krzeso, ktre mu tamowao ruchy, i pchn je tak silnie, e si przewrcio. 
Zerwa si rozczerwieniony i zacz przeprasza. 

Janka umiechna si, tak jej to ywo przypomniao ostatni z nim rozmow i niefortunne 
owiadczyny. I byo mgnienie, w ktrym jej si zdawao, e to teraz wanie ma si jej 
owiadczy, e siedz w saloniku zacisznym w Bukowcu. Nie umiaa sobie wytumaczy 
wraenia, jakie on wywiera teraz na ni t swoj twarz poczciw i zmizerowan bardzo i 
tymi jasnymi oczyma, jakby przynis ze sob echa tych pl i lasw kochanych, jarw zacisznych, 
soca i bujnoci przyrody niekrpowanej. Rozmylaa o tym przez mgnienie oka, ale 
rwnoczenie przysza jej pami wszystkich udrcze i wygnania swojego... 

Podsuna mu papierosy i rzeka swobodnie, przerywajc dosy dugie milczenie: 

 Daje pan dowd niemaej odwagi i... dobroci, e po tym wszystkim odwiedza mnie pan 
jeszcze... 
 Pamita pani, com powiedzia wtedy, kiedymy ostatni raz mwili ze sob?...  mwi 
przyciszajc i zmikczajc gos  e nigdy i zawsze!... e nigdy nie przestan i zawsze bd 
pani kocha. 
Janka poruszya si niecierpliwie; zabola j ten jego akcent gboki i szczery. 

 Przepraszam... kiedy to pani gniewa, nie powiem ju o sobie ani sowa... 
 C tam sycha w domu?  zapytaa podnoszc na niego oczy. 
 A no, co sycha?... Sodoma i Gomora! Nie poznaaby pani ojca: zrobi si ju podobno 
niemoliwym pedantem na subie, a poza sub chodzi na polowanie, jedzi do ssiadw, 
pogwizduje... ale tak schud, tak zmizernia, e go pozna nie mona. Gryzie go zmartwienie 
jak robak. 
 Dlaczego?... Jakie ojciec moe mie zmartwienie?... 
 Jezus, Maria! pani si pyta: dlaczego? jakie moe mie zmartwienie?... Czy pani artuje, 
czy te pani nie ma ani odrobiny serca?... Dlaczego?... no, bo pani nie ma, no, bo usycha, jak i 
my wszyscy, z tsknoty za pani!... 
 A Krska?...  pytaa niby ze spokojem, a wewntrz czua si poruszona. 
 C tu ma Krska?... wyrzuci j do diaba zaraz na drugi dzie po wyjedzie pani; potem 
si poda o urlop i wyjecha... Po tygodniu powrci, ale tak zbiedzony, taki mizerny, e 
go pozna nie moglimy... Obcy ludzie pacz nad nim, ale pani si nie zlitowaa i posza w 
wiat, jeszcze jaki?  do komediantw!... 
Janka zerwaa si z krzesa gwatownie. 

 Niech si pani gniewa na mnie, dobrze, ale ja pani za bardzo kocham... my wszyscy za 
bardzo kochamy pani i cierpimy przez ni, ebym ja nie mia prawa mwi. Niech mnie pani 
kae wyrzuci od siebie, dobrze, zaczekam pod bram, spotkam pani gdzie bd i bd mwi, 
e ojciec umiera bez pani, e jest chory coraz bardziej! Moja matka spotkaa go niedawno 
w lesie: lea w jakim gszczu i paka jak dziecko. Zabija go pani... Wy si oboje zabijacie 
t swoj dum i uporem zawzitym. Pani jest najlepsz, najwitsz kobiet; ja wiem, czuj, 
e pani go nie zostawi, e pani powrci i rzuci ten teatr pody... Pani si nie wstydzi by z tak 
band szubrawcw?... moe si pani pokazywa na scenie?! 
Urwa gwatownie i dyszc obciera chustk oczy. Nigdy nie powiedzia tyle jednym 
tchem i nie wiedzia, skd mu si wzia ta dzika i szorstka wymowa. 

Janka siedziaa ze spuszczon gow, blada jak ptno, ze cinitymi ustami i sercem 
przepenionym burz buntu i cierpienia. Ten ostry gos, jaki syszaa, mia takie zawe, szarpice 
uczuciem gbokim akcenta, i te sowa: Ojciec cierpi... ojciec pacze...ojciec tskni za 
ni!... kocha j!...  przejmoway j ostrym blem i gryzy tak bolenie, e chwilami chciaa 
si zerwa i biec tam, do niego, ale znowu napyway wspomnienia przeszoci i ochoda; 
uprzytomnia sobie teatr i obojtniaa zupenie. 

93 



 Nie! wypdzi mnie na zawsze... jestem sama i pozostan sama... Nie mogabym y bez 
teatru!  mylaa i powstawaa w niej owa szalona ch zdobywania wiata. 
Grzesikiewicz take milcza i oczy coraz czciej zaczynay mu zachodzi mg, i czu coraz 
srosz burz alu i mioci do niej. Ogarnia j wzrokiem i mia wielk ochot pa przed 
ni na kolana, caowa jej rce, nogi, kraj sukni i prosi... To znowu, kiedy sobie przypomnia 
wszystko, zrywa si z krzesa i byby tuk, ama i rozbija, co by mu pod rk podpado; albo 
napadao go takie rozrzewnienie, e byby paka gono i bi gow o cian z rozpaczy, 
jaka go przegryzaa... 

Siedzia i patrza na t twarz kochan, blad i wyndznia, na ktrej powietrze miasta i 
nocne, gorczkowe ycie wyciskao ju swoje pitno  i oddaby krew swoj i ycie swoje dla 
niej, niechby tylko zechciaa je wzi. 

Janka podniosa na niego oczy ponce mocnym i niecofnitym postanowieniem. 

 Pan musi wiedzie, jak mnie ojciec nienawidzi; musi pan i to wiedzie, e kiedym panu 
odmwia mojej rki, to wypdzi mnie z domu na zawsze... prawie mnie przekl i wypdzi... 
 powtrzya z gorycz.  Odeszam, bo musiaam, ale ju nie wrc nigdy. Nie zamieni 
swobody i teatru na niewol domow. Stao si tak, bo si tak sta musiao. Ojciec mi 
wtedy powiedzia, e nie ma crki, a teraz ja mwi, e nie mam ojca. Rozeszlimy si i nie 
zejdziemy nigdy. Ja zupenie wystarcz sobie; sztuka starczy mi za wszystko. 
 Wic pani nie wrci?  zapyta, bo tyle tylko zrozumia z jej sw. 
 Nie; nie mam domu i z teatru nie wyjd  odpowiedziaa spokojnie, patrzc zimno na 
niego, tylko jej usta blade dray troch i pier szybko si podnosia, wstrzsana walk wewntrzn. 
 Zabije go pani... on pani tak kocha... nie przetrzyma tego...  mwi agodnie. 
 Nie, panie Andrzeju, ojciec mnie nie kocha i nie kocha... Kogo si kocha, tego si nie 
mczy przez cae lata i nie wypdza z domu jak ostatni... Pies nie wypdza szczenit swoich 
z legowiska... nawet pies, zwierz, nie robi tego nigdy, co mnie spotkao!... 
 Panno Janino! Ja gboko jestem przekonany, e chocia nawet w chwili gniewu i uniesienia 
wymwi pani swj dom, ale ani na chwil nie mg myle o tym na serio, nie mg 
nawet przypuszcza, e pani to zrozumie tak literalnie. Ja widziaem i wiem, jak strasznie auje 
tych sw niebacznych, jak mu ciko bez pani... Panno Janino! przysigam, e go pani 
uszczliwisz powrotem swoim!... e mu pani wrcisz ycie!... 
 Mwi panu, ebym wrcia do Bukowca? Moe napisa list do mnie?...  mwia szybko. 
 Prosz pana o ca prawd. 
Grzesikiewicz si zaci i posmutnia bardziej. 

 Nie... ani mwi mi o tym, ani pisa przeze mnie  odpowiedzia ciszej. 
 Wic tak bardzo mnie kocha i tak bardzo mnie pragnie ujrze?... cha! cha! cha!  zamiaa 
si jakim suchym, spazmatycznym miechem. 
 Czy go pani nie zna?... Umrze z pragnienia, a nie poprosi nikogo o szklank wody. Kiedym 
odjeda i powiedziaem mu, gdzie jad, nie powiedzia mi ani jednego sowa, ale tak 
na mnie spojrza, tak mi cisn silnie rk, e go zrozumiaem zupenie... 
 Nie, panie Andrzeju, nie zrozumia go pan wcale. Ojcu nie chodzi o mnie, chodzi mu 
tylko o to, e caa okolica musi mwi o moim wyjedzie i wstpieniu do teatru... Ju tam 
Krska nie prnowaa... Chodzi mu tylko o to, e mnie okrywaj plotkami, e szarpi mu jego 
nazwisko; chodzi mu o to, e si musi wstydzi za mnie... chodzi mu o to, e chciaby 
mnie widzie zaman i ebrzc u ng swoich, eby mc zadowoli swj instynkt nienawici 
do mnie, eby mnie mg, jak dawniej, mczy i torturowa. O to mu chodzi! 
 Nie zna go pani!... takie serca... 
Przerwaa mu prdko. 
 Nie mwmy o sercach tam, gdzie one z jednej strony wcale nie wchodz w gr, gdzie ich 
nie ma zupenie, tylko wariactwo... 
94 



 Wic?...  zapyta wstajc, bo go dusi spazm jakiego gniewu. 
Dzwonek w przedpokoju zadwicza ostro, szarpnity snad gwatownie. 
 Nie wrc nigdy! 
 Panno Janino!... nieche si pani zlituje... 
 Nie rozumiem tego sowa  odpowiedziaa z naciskiem  i mwi: nigdy! chyba... po 
mierci. 
 Niech pani tak nie mwi, bo s chwile takie... 
Nie dokoczy, gdy nagle drzwi otworzyy si szeroko i wpada przez nie Mimi z 
Wawrzeckim. 

 No, jazda! Niech si pani zabiera, bo zaraz jedziemy! A, przepraszam! nie zauwayam... 
 zawoaa Mimi, ciekawie przypatrujc si Grzesikiewiczowi, ktry wzi kapelusz, skoni 
si automatycznie i nie patrzc na nikogo szepn pogardliwym tonem: 
 egnam pani! 
I wyszed. 
Janka porwaa si, jakby chcc go zatrzyma, ale Kotlicki z Topolskim wchodzili do pokoju 
i witali j wesoo. Kto trzeci szed za nimi. 

 C to za szeroki pan?... Niech zdechn, ale pierwszy raz widz tak mas misa w surducie! 
 woa ten trzeci. 
 Gogowski! Za tydzie gramy jego sztuk, a za miesic... sawa europejska!  przedstawia 
Wawrzecki. 
 A za trzy... bd gony na Marsie z przylegociami!... Jak blaga, to nieche ju bdzie 
tga. 
Janka witaa si i odpowiadaa pgosem Mimi, ciekawie wypytujcej si o Grzesikiewicza. 


 Dawny znajomy, ssiad nasz, bardzo uczciwy czowiek... 
 Kopiejczasty by musi ten modzian... wyglda na takiego!  woa Gogowski. 
 Nawet bardzo bogaty. Maj najwiksz owczarni w Krlestwie... 
 Owczarz!... a wyglda, jakby mia do czynienia ze soniami!...  baznowa Wawrzecki. 
Kotlicki umiecha si tylko i dyskretnie obserwowa Jank. 
 Co tu byo... wzruszona i mocno w wyrazie...  myla.  Moe to jej dawny kochanek?... 
 Chodmy prdzej, bo Mela czeka na nas w doroce. 
Janka ubraa si szybko i wyszli zaraz wszyscy. 
Pojechali nad Wis i stamtd odzi ruszyli na Bielany. Wszyscy mieli humory wiosenne, 
tylko Janka nie zwracaa uwagi na to, co si dziao koo niej. Siedziaa pospna i zamylona. 

Kotlicki rozmawia wesoo, Wawrzecki baznowa z Gogowskim; wtroway im kobiety 
rozbawione, ale Janka nic prawie nie syszaa z tego. Przeywaa jeszcze rozmow niedawn i 
to znkanie, jakie jej pozostao w sercu po niej. 

 Pani co jest?...  zapyta Kotlicki z troskliwoci w gosie. 
 Mnie?... nic!... ot, zamyliam si o ludzkiej niedoli...  odpara spogldajc na fal, co 
ich niosa cicho. 
 Nie warto myle o niczym, co nie jest rozkosz, pen ycia i modoci... 
 Nie kocz pan gupstwa. Zjada tylko maso z chleba, a potem marzy przy suchym 
chlebie, e si byo jednak dosy naiwnym!  podchwyci Gogowski. 
 Pan, widz, nie lubisz je, tylko oblizywa. 
 Panie... 
 Kotlicki!  rzuci drwico. 
 Mam honor wiedzie o tym od drugiej klasy. Nie o to idzie; idzie o to, e pan zaleca rzeczy 
wprost naiwne, bo uywanie, a moge ju na sobie sprawdzi smutne skutki tej wesoej 
teorii. 
95 



 Pan jeste w yciu i w literaturze zawsze paradoksalnym. 
 Niech zdechn, jeeli pan nie masz sabych puc, artretyzmu, maego tabes, neurastenii i... 
 Licz a do dwudziestu. 
Zaczli si gwatownie sprzecza, a potem wprost kci. 
Przejechali za most kolejowy i cisza ich wielka ogarna. Soce wiecio jasno, ale chd 
podnosi si z mtnych wd rzeki. Drobne fale, przesycone wiatem niby we o grzbietach 
lnicych, pluskay si dokoa w socu. Dugie awice piasku podobne byy do jakich olbrzymw 
wodnych, wygrzewajcych si na socu tawymi brzuchami. Sznur tratew pyn 
przed nimi: retman na maym niby upina czenku lawirowa przodem i coraz to rzuca 
okrzyk jaki, ktry si rozchodzi krtko i dolatywa do nich jakby spltanym tylko kbem 
dwikw... Kilkunastu flisakw poruszao automatycznie wiosami; jaka piosenka smutna 
leciaa od nich i rozwiewaa si ponad gowami. Cisza potem rozpocieraa si jeszcze wiksza. 


agodna ziele brzegw, woda lnica si pasmami jak poyskliw mikkoci atasu, 
koysanie lekkie odzi i rytmiczne uderzanie wiose, i ta melancholia, jaka si podnosia z 
przestrzeni, przyciszya wszystkich. 

Ucichli i siedzieli jakby rozmarzeni milczeniem. 
Mona byo siedzie i nic nie myle, i nic nie czu nad rozkosz ycia zawieszonego w 
kontemplacji. Tak byo dobrze pyn i rozmyla o niczym. 

 Nie wrc!  mylaa Janka powracajc automatycznie do tego sowa; wpatrywaa si w 
sinaw przestrze, gonia okiem fale, co uciekay w dal z popiechem.  Nie wrc! 
Czua, e j samotno ogarnia szerszymi jeszcze ramionami i otacza pustk; patrzya si 
w ni hardo. al jej, ojciec, Grzesikiewicz, wszyscy dawni znajomi, caa jej przeszo zdawaa 
si pyn daleko za ni, e ich widziaa ju sabo w szarej mgle oddalenia i e tylko 
czasami jaki akcent proby czy paczu dolatywa do niej niby echo. 

Nie! nie miaaby si zawrci i pyn pod ten prd, z jakim pyna naprzd. Ale czua 

take, e jakie zy spywaj na jej serce i rozpalaj je gorycz. 
Wysiedli na Bielanach w przystani statkw i szli wolno pod gr. 
Janka posza naprzd z Kotlickim, ktry jej nie odstpowa. 

 Jest mi pani winn odpowied  powiedzia po chwili, przybierajc czuy wyraz twarzy. 
 Odpowiedziaam panu wczoraj, a dzisiaj pan mi jest winien wyjanienie  mwia twardo, 
bo teraz, po tej niedawnej rozmowie z Grzesikiewiczem, po tylu wzruszeniach, uczua do 
niego jak nienawi fizyczn po prostu; wyda si jej wstrtnym i bezczelnym. 
 Wyjanienie?... Czy mona czym objani mio, analizowa uczucie?...  zacz mwi, 
niespokojnie zagryzajc wskie usta. Nie podoba mu si ton jej gosu. 
 Bdmy szczerzy, bo to, co pan powiedzia...  zawoaa porywczo. 
 ...Jest wanie szczeroci. 
 Nie, jest tylko komedi!  rzucia ostro i miaa ochot uderzy go w twarz. 
 Obraa mnie pani... Mona wierzy nie podzielajc nawet czyjego uczucia  mwi ciszej, 
aeby idcy za nimi nie usyszeli. 
 Prosz pana! Powiem panu, e ta komedia nie tylko mnie nudzi, ale i gniewa zaczyna. 
Jestem jeszcze za mao aktork-histeryczk, a za duo zwyk i normaln kobiet, ebym si 
lubowaa w takiej grze... Mnie nigdy matka ani ciotki lub opiekunki nie uczyy sekretw na 
postpowanie z mczyznami i nie ostrzegay mnie przed ich faszem albo podoci. Ja to 
sama za prdko zobaczyam i ogldam to codziennie za kulisami. Pan sdzi, e mona kadej 
kobiecie, ktra jest w teatrze, miao mwi o swojej mioci, ot tak sobie... a moe si uda!... 
Aktorki s takie zabawne i takie gupie, nieprawda?...  mwia z zacitoci nieubagan. 
Czyby pan mia powiedzie mi to samo, gdybym bya w domu?... Nie, nie powiedziaby 
pan tego nie kochajc naprawd, gdy tam byabym dla pana kobiet, a tutaj jestem tylko aktork; 
bo tam wreszcie byby za mn jaki ojciec, matka, brat albo jaki konwenans, ktry by 

96 



zabrania panu popeni podo wzgldem modej i moe naiwnej dziewczyny... Ale tutaj nie 
zawaha si pan ani na chwil, bo jake!... tutaj jestem sam i aktork, to jest tak kobiet, 
ktrej mona bezkarnie mwi kamstwa, ktr mona bezkarnie wzi, potem rzuci i i 
dalej, nie tracc nic ze swojej opinii czowieka uczciwego i honorowego!... O, moesz pan 
by pewnym, panie Kotlicki, e nie zostan pask kochank, e nie zostan niczyj, jeli nikogo 
kocha nie bd... Duo, za duo ju mylaam, ebym si daa uwodzi frazesom!  
mwia prdko, a sowa jej ostre, brutalne nawet, spaday jak cicia topora na jego gow. 

Upokorzya go tak gboko, e ledwie by w stanie sucha, dra z niecierpliwoci i spoglda 
na ni zdumiony. Nie zna jej, ani przez chwil nie przypuszcza, e moe znale jak 
aktork, co by mu takie rzeczy powiedziaa prosto w oczy. Przypaszcza si, mruy oczy 
i zacina si coraz bardziej, tak mu si ogromnie podobaa. Porywaa go swoj si i uczciwoci, 
bo po tych sowach, po jej twarzy odbijajcej najdokadniej wszystkie wewntrzne wraenia, 
po szczerych akcentach jej gosu poznawa, e to jest uczciwa i niepospolita dziewczyna; 
a do tego bya tak pikna! 

 Bat by rzemienny, z oowiankami na kocu... Bia pani z kobiec zaciekoci winnych i 
niewinnych  powiedzia Kotlicki, a widzc, e Janka nie odpowiada, doda po chwili: 
 Czy pani jeszcze za mao?... Gdyby mona podczas caego tego aktu caowa rczki pani, 
to prosz o cig dalszy... 
Widzc jej zaspion min chcia obrci wszystko w art. 

 Kotlicki!... Czekajcie no pastwo i pomcie nie koszyki!  zawoa Wawrzecki w 
chwili, kiedy Janka przystana bezwiednie i byaby rzucia Kotlickiemu w twarz jaki silny 
wyraz swojej pogardy, ale nie zdya. 
Mczyni nieli koszyki z prowiantami; wszyscy szli stromym brzegiem, upatrujc dogodnego 
miejsca na rozbicie obozowiska. 

Las sta pusty i szumia cicho modymi limi dbw i krzakami jaowcu. 

Rozoyli si pod grup zielonych dbw. Las sta za nimi cichy, a w dole Wisa bekotaa 

falami, rozbijajcymi si o brzegi, i byszczaa w socu. 
Po pierwszych wdkach i przekskach oywili si wszyscy. 

 No, teraz wypijmy zdrowie inicjatorw wycieczki!  zawoa Gogowski nalewajc kieliszki. 
 Lepiej pijmy za powodzenie paskiej sztuki. 
 Nie, to jej nie pomoe... i tak zrobi klap... 
 Moe by teraz Topolski opowiedzia nam swj tajemniczy plan  mwi Kotlicki, spokojnie 
rozcignity na pledzie, prawie obok Janki. 
 Dajcie teraz pokj!... Zjemy dobrze, podpijemy lepiej jeszcze, to dopiero wtedy. Moe 
tam panie rozwi sepeciki i dadz co przedniego  zawoa Wawrzecki. 
Rozoono na trawie serwet, wyadowano rozmaite specjay i ustawiono je wrd miechw, 
bo Mimi nie moga da sobie rady, a Majkowska nie chciaa jej pomaga. Dopiero Janka 
z Gogowskim urzdzili wszystko porzdnie. 

 Piknie, a herbata?...  zawoaa Janka. 
Kotlicki si zerwa. 
 Herbata jest, samowar jest, tylko pan przyniesiesz wody. Pjdmy po ni do Wisy!  
zawoaa Majkowska wytrzsajc wgle z jakiego dzbanka. 
Kotlicki skrzywi si troch, ale poszed. Nastawiono w kilka minut samowar, w czym mistrzem 
prawdziwym okaza si Gogowski. 

 To moja specjalno!  krzycza dmuchajc jak miech.  A trzeba paniom wiedzie, e 
czsto, czciej, anieli mi si to podoba, brakuje mi wgli, ot wtedy wystpuje na jaw mj 
geniusz wynalazczy: nastawiam papierem lub wreszcie jak deseczk z podogi troch si 
uskubnie i herbata by musi. 
 Nie moesz pan sobie kupi maszynki benzynowej?... 
97 



 Ba! lubi tylko familijne instrumenty... a po drugie, jak mi zabraknie benzyny, to przecie 
deseczka, choby z kanapy, nic nie pomoe. 
 Musisz pan prowadzi bardzo urozmaicone ycie!  rzek ze miechem Topolski. 
 Troszeczk! troszeczk!... ale eby to tak smakowao, to nie powiem. 
 Ogaszam wszem wobec i kademu z osobna, e zaczyna si gotowa!... Zabawcie si 
panie w Heby. 
Janka ponalewaa wszystkim herbaty i sama, ze szklank w rku, usiada nie opodal Mimi. 

 Jest teraz sposobna pora do gadania  rzuci Kotlicki. 
 Mw, Topolski... Suchamy w skupieniu!  woa Wawrzecki. 
 Zakadam towarzystwo dramatyczne  zacz Topolski. 
 Dam ci jedyny sposb na to: angauje si kilkanacioro teatralnego narodu obietnic 
wielkiej gay, daje si mae forszusy; szuka si kasjerki tak mdrej, eby miaa kaucj, i tak 
dalece naiwnej, eby j zoya, bierze si rzeczy towarzystwa, wysya si je za zaliczeniem  
no i gotowe, mona si ju rozbi, a za dwa miesice powtrzy to samo, a do skutku. 
 Wawrzek, nie baznuj!  zawoa zirytowany Topolski pijc jeden kieliszek po drugim.  
Takie towarzystwo stworzy kady idiota, kady Cabiski. Mnie nie potrzeba bandy, ktra si 
rozleci zaraz, jak jej kto mignie forszusem, tylko organizacji silnej, z planem pewnym, organizacji 
mocnej jak mur!... 

 Rozbijae sam nieraz towarzystwa i jeszcze mylisz, e z aktorami trafisz kiedy do adu?... 
 Jestem tego pewny. Suchajcie! robi tak: warunek pierwszy, z pi tysicy rubli na pocztek: 
wyawiam ze wszystkich towarzystw najlepsze siy, osb najwicej ze trzydzieci; 
pac rednio, ale rzetelnie; wyznaczam feu, dywidendy... 
 No, no, daj no pan pokj z marzeniami o dywidendzie!  mrukn Kotlicki. 
 Bdzie dywidenda! musi by!  woa Topolski zapalajc si coraz bardziej.  Wybieram 
sztuki: szereg rzeczy typowych i klasycznych; to bd mury i fundamenta mojego gmachu; 
dalej wszystkie powaniejsze nowoci i wszystkie sztuki ludowe, ale precz z operetk, precz z 
bazestwem, precz z cyrkiem, precz ze wszystkim, co nie jest naprawd sztuk! 
Chc mie teatr, a nie szopk!  woa coraz goniej  artystw, a nie klownw!... Nie ma 
popisw na scenie!... Cao to mj idea! prawda na scenie to mj cel! Teatr jest to otarz! 
przedstawienia to misteria wite na cze bstwa! Obecny teatr to bazestwo!... Jeszcze nie 
wiem, czego potrzeba, aby stworzy teatr wzorowy, doskonay, ale ju chwilami czuj, e go 
stworz, bo ten obecny jest mieszny, jest bud dla dzieci, w ktrej si pokazuj marionetki, 
wypchane frazesami. Teatr by kiedy instytucj religijn, by kultem i musi na powrt nim 
by!... 

Zakaszla si tak gwatownie, e mu wszystkie yy na szyi ponabrzmieway jak postronki. 
Kaszla dugo, potem si napi wdki i znowu mwi, ale ju ciszej i wolniej, nie patrzc na 
nikogo i nie widzc nic poza tym marzeniem caego swego ycia, ktre im opowiada w krtkich 
i pogmatwanych zdaniach. 

 Trzeba wyrzuci wszystkie obecne imitacje, faszywe i gupie; paldamenta, kulisy, malowane 
zwierciada itp. tandet kuglarsk. Jeeli ma by salon na scenie, to nieche on bdzie 
naprawd salonem; jeli ma by bal, to nieche tacz, flirtuj, cisn si, niech to bdzie bal 
rzeczywisty, a nie imitowny; obora, to niech bdzie obora ze wszystkim, najdokadniejsza, nie 
ju utopia, ale rzeczywisto... A gra na scenie? bo to graj! deklamuj, markuj ludzi rzeczywistych, 
mizdrz si ze sztuk, papl jak dzieci lekcj pamiciow. Aktor powinien zapomnie, 
e patrzy na niego publiczno; e on si nie popisuje jak bazen, ale e odtwarza tajemnice 
ycia, e sam nie jest celem, tylko rodkiem, narzdziem... Artysta powinien zej na 
plan drugi zawsze, bo zawsze mwi przez niego idea  autor. Tak, zakadam prawdziwe towarzystwo 
artystw, tworz prawdziwy teatr, grywam prawdziwe dziea talentu i natchnienia, i z 
takim towarzystwem id w wiat  zobaczycie powodzenie! Objedam kraj, potem Rosj, 
98 



potem Europ  zobaczycie tryumf!... Zdobd Ameryk! Zobaczycie zwycistwo sztuki 
prawdziwej!  woa prawie nieprzytomny, ochrypy, porwany olnieniem tej walki przyszej i 
zwycistwa. 

Podnosi ramiona w gr, jak do zdruzgotania wszystkiego, co nie byo sztuk prawdziw, 
rozbija sobie pier pici, umiecha si do przyszoci, rzuca si naprzd, wstrzsa caym 
wiatem, zapala wszystko pomieniem szczytnego szau duszy i pdzi ju naprzd, jak wdz 
i reformator, jak niczym nie powstrzymana energia i dza czynu... Zniky mu sprzed oczu 
Bielany, towarzysze, wszystko, czu si sam jeden wobec wszystkiego; skrzyda rosy mu u 
ramion i szybowa w gr  do ideau! 

Kotlicki, ktrego ta mowa, pena zapau, ale i nielogicznoci, nie porwaa ani na chwil 
tak, jak reszt towarzystwa, powiedzia: 

 Spnie si pan troch. Antoine w Paryu ju to samo zrobi dosy dawno; to s jego 
myli... 
 Nie! to jest moja myl, moje marzenie; od dwudziestu lat to ju nosz w sobie!  zawoa 
Topolski posiniawszy nagle, jak od uderzenia piorunu, i patrzc si bdnie na Kotlickiego. 
 C z tego, kiedy te marzenia ju inni urzeczywistnili w czci i dali im swoje nazwisko... 
 Zodzieje! ukradli mi myl! ukradli mi myl!  krzycza Topolski i upad nieprzytomny 
na trawnik, ukry gow w doniach i przez cikie, spazmatyczne kania i bekot pijacki 
szepta: 
 Ukradli mi myl!... Ratujcie! ukradli mi myl!...  i ka rzucajc si po trawie jak dziecko 
rozalone. 
 Nie w tym, e ta myl ju jest znana, widz niemoebno urzeczywistnienia projektu  
zacz spokojnie Gogowski  tylko w tym, e publiczno nasza nie dorosa jeszcze do takiego 
teatru i nie odczuwa jeszcze potrzeby takiej sceny. Tymczasem dawajcie jej dalej fars, 
gdzie bd kozy i fikania, na p nagi balet, kankanowe wycia, troch zdawkowej, kuchennej 
czuostkowoci, kupa frazesw na temat cnoty, moralnoci, rodziny, obowizkw, mioci i... 

 Licz a do dwudziestu... 
 Jaka publiczno, takie teatry; jedno warte drugiego!  odezwaa si Majkowska. 
 Kto chce mie tum i chce nad nim panowa, musi si pochlebia i robi to, co ten tum 
chce; dawa mu to, czego potrzebuje; musi by wprzd jego niewolnikiem, aby potem zosta 
panem  mwi Kotlicki powoli i z namaszczeniem. 
 Ja bo powiadam: nie! Nie chc ulega motochowi i nie chc mu panowa; wol i 
sam... 
 Pyszne stanowisko! mona kpi z niego ze wszystkich do syta. 
 eby podcina batem i jednym mwi: gupi! drugim: podli! 
 Panno Janino, prosz o herbat!  zawoa zaperzony ju Gogowski; poruszy si gwatownie, 
rzuci kapeluszem o drzewo i gorczkowo wichrzy rzadk czupryn. 
 Jeste pan zawsze siarczystym radykaem swojego chowu  rzek z dobroduszn ironi 
Kotlicki. 
 A pan jeste, niech zdechn, ryb, fok, wielorybem... 
 Licz do dwudziestu! 
 Pikne argumenty!... masz pan tutaj lepszy...  zawoa Wawrzecki podajc mu swoj lask. 


Gogowski powstrzyma si, popatrzy przez chwil i zacz pi herbat. 

Majkowska suchaa w milczeniu, a Mimi, rozcignita na palcie Wawrzeckiego, spaa w 

najlepsze. 
Janka podawaa wszystkim herbat i nie tracia ani sowa z rozmowy. Zapomniaa ju o 
Grzesikiewiczu, o ojcu, o rozmowie z Kotlickim; pochaniay j podnoszone kwestie, a ma


99 



rzenia Topolskiego olniy swoj fantastycznoci. Absorboway j zupenie takie oglniejsze 
rozmowy o sztuce i artystycznych kwestiach. 

 C bdzie z towarzystwem?  zapytaa Topolskiego podnoszcego gow. 
 Bdzie... musi by!  odpowiedzia Topolski. 
 Rcz pani, e bdzie  odezwa si Kotlicki  nie takie, jakiego chce Topolski, ale takie, 
jakie bdzie moliwie najlepsze. Mona bdzie nawet wprowadzi pewien postp, jako urozmaicenie 
i si atrakcyjn, ale reformowanie teatru zostawmy komu innemu; na to trzeba setek 
tysicy rubli i trzeba to przeprowadza w Paryu. 
 Reforma teatru nie wyjdzie od dyrektorw, a twrczo dramatyczna dzisiejsza  to co to 
waciwie jest?... szukanie czego po omacku, wietrzenie psie, aenie bez celu lub skoki... 
Musi przyj geniusz, co to zrobi, ja go ju przeczuwam... 
 Jak to? nie wystarcza obecnych arcydzie, aby stworzy teatr wzorowy?  spytaa Janka. 
 Nie... te arcydziea s w czasie przeszym arcydzieami; nam potrzeba innych utworw. 
Dla nas te arcydziea s bardzo powan archeologi, ktr dobrze oglda w muzeach i gabinetach. 
 Wic Szekspir to archeologia? 
 Sza!... nie mwmy o nim; to jest cay wszechwiat: mona go tylko rozwaa, ale nie 
pojmowa... 
 A Szyller?... 
 Utopista i klasyk: echo encyklopedystw i rewolucji francuskiej. Jest to szlachetno, porzdek, 
doktrynerstwo szwabskie, deklamacja patetyczna i nudna. 
 A Goethe?...  rzucia Janka, ktrej si bardzo podobay paradoksalne definicje Gogowskiego. 
 To znaczy: tylko Faust, ale Faust to maszyna tak skomplikowana, e od mierci wynalazcy 
nikt nie umie jej nakrci i puci w ruch. Komentatorzy j pchaj, rozbieraj skadowe 
czci, czyszcz, obkurzaj, ale maszyna stoi i zaczyna j co nieco je rdza... Zreszt, to 
wcieka arystokracja. Ten pan Faust to nie jest przede wszystkim idealny typ czowieka, ale 
eksperymentator; to tylko mzg jednego z tych rabinw uczonych, ktrzy cae ycie myl 
nad tym: jak wchodzi do bnicy, praw nog czy lew; to wiwisektor, a e przy dowiadczeniu 
pko serce Magorzaty, e mu grozia koza i e krtki wzrok nie pozwala mu zobaczy 
nic poza pracowni i retortami, wic sobie zrobi sport z narzekania i gldzi, e ycie 
jest pode, a wiedza nic niewarta. Naprawd, trzeba wielkiej, prawdziwie niemieckiej arogancji, 
eby majc na przykad katar, twierdzi, e go maj wszyscy albo mie go powinni... 
 Wol takie wesoe kaway ni paskie mdre sztuki  szepn Kotlicki. 
 Panie... a Shelley? a Byron?  pytaa Janka rozciekawiona. 
 Wol gupstwo, gdy zabiera nawet gos, ni gdyby co robi chciao  rzuci prdko Gogowski. 
 Aha, Byron!... Byron to maszyna parowa, produkujca buntownicz energi; lord, ktremu 
byo le w Anglii, le w Wenecji z Guicciol, bo cho mia ciepo i pienidze, nudzi 
si. Jest to buntownik-indywidualista, mocna bestia pasj; pan, ktry si cigle wcieka i 
wszystkie siy cudownego talentu zuywa na to, aby na zo robi swoim nieprzyjacioom. 
Policzkowa Angli arcydzieami. Jest to potny protestant z nudw i w osobistej sprawie. 
 A Shelley? 
 Shelley znowu to boskie gadanie dla publicznoci Saturna; poeta ywiow, nie dla nas, 
ludzi. 
Gogowski zamilk i poszed nala sobie herbaty. 

 Suchamy jeszcze; przynajmniej ja czekam dalszego cigu z upragnieniem  mwia 
Janka. 
 Dobrze, ale bd przeskakiwa, eby prdzej skoczy. 
 Z warunkiem niebrzkania dzwonkami i bicia w tamburyn... 
100 



 Kotlicki, bd cicho! Ty jeste marny filister, typowy przedstawiciel swojego podego 
gatunku i nie masz gosu, kiedy ludzie mwi! 
 Dajcie panowie pokj, bo ja spa nie mog  prosia aonie Mimi. 
 Tak, tak, bo to wcale niezabawne!  rzeka Majkowska ziewajc potnie. 
Wawrzecki zacz znowu nalewa kieliszki. Gogowski przysun si do Janki i z zapaem 
wykada jej swoj teori. 

 Ibsen jest dla mnie dziwnym; on zapowiada kogo potniejszego, jest jakby zorz przed 
wschodem soca. A najnowsi, okrzyczani, przereklamowani Niemcy: Sudermann i spka, to 
gone gadanie o maych rzeczach. Chc przekonywa wiat, e dajmy na to: noszenie majtek 
na szelkach nie jest koniecznym, bo mona je nosi czasami bez szelek... 
 Wic doszlimy do tego  wtrci Kotlicki  e ju nie ma nikogo. Jeden dosta po gowie, 
drugi w bok, trzeci nog bardzo grzecznie... 
 Nie, panie, jestem ja!  odpowiedzia Gogowski kaniajc si komicznie 
 Zwalilimy gmachy dla... baki mydlanej! 
 Moe tak, ale e i w bakach odbija si soce... 
 To napijmy si jeszcze wdki!  odezwa si Topolski, milczcy dotychczas. 
 Za drzwi ze wszystkim!... Pijmy i nie mylmy! 
 To ostatnie jest twoim streszczeniem, Wawrzecki! 
 Pijmy i kochajmy!  podnis gos Kotlicki oywiajc si i dzwonic kieliszkiem w butelk. 
 Zgoda, jakem Gogowski, zgoda, bo jedno kochanie stanowi dusz wiata! 
 Czekajcie, zapiewam wam co o mioci... 
A kochaje mnie, kochaj, 
A kiedy mnie napocz  
A nie daj opakiwa, 
A moim modrym oczom 
hu, ha! 

 Brawo, Wawrzek! 
Oywili si wszyscy i ju nic nie roztrzsano, tylko paplano, co lina przyniosa. 
 Zacni i zacne!... Chmurzy si na niebie, a na ziemi ju pustki w butelkach. Zmykajmy! 
 A jak? 
 Pjdziemy pieszo, jest co najwyej mila do Warszawy. 
 A koszyki? 
 Wynajmiemy jakiego drabanta... Id si tym zaj  zawoa Wawrzecki i pobieg w kierunku 
klasztoru. 
Zanim wrci, ju wszyscy byli gotowi do drogi. Nastrj podnis si jeszcze, bo Mimi 
taczya z Gogowskim walca na trawniku. Topolski by tak pijany, e cigle rozmawia ze 
sob albo kci si z Majkowsk. Kotlicki umiecha si i trzyma si blisko Janki, rozbawionej 
i wesoej niezmiernie. Umiechaa si do niego i rozmawiaa nie pamitajc prawie jego 
owiadczyn. By pewnym, e to wraenie zelizgno si tylko po jej duszy i przepado w niepamici. 


Szli bezadnie, jak z wycieczki. 

Janka z lici dbowych wia wieniec, a Kotlicki jej pomaga i bawi j pikantnymi uwagami. 
Suchaa, ale gdy weszli w las wikszy, prawdziwy, zaronity u dou krzakami, spowaniaa 
i przygldaa si tak radonie drzewom, z tak pieszczot dotykaa si pni i gazi, tak 
si jej usta i oczy rozjaniy radoci jak, e Kotlicki zapyta wskazujc na las: 

 Pewnie dobrzy znajomi?... 
 Dobrzy, serdeczni i nie komedianci  odpowiedziaa z lekk ironi w gosie. 
 Pani ma mciw pami. Nie wierzy pani i nie przebacza... Pragn tylko jednego: abym 
mg przekona pani... 
101 



 Niech si pan oeni ze mn!  zawoaa szybko, zwracajc si do niego. 
 Prosz o rk pani!  odpowiedzia w tym samym tonie. 
Spojrzeli sobie prosto w oczy i spochmurnieli. Janka zmarszczya brwi i zacza bezwiednie 
rwa zbami nie dokoczony wieniec, a on spuci gow i zamilk. 

 Chodmy prdzej, bo si spnimy na przedstawienie. 
 Wic jutro czytana prba z mojej sztuki?... 
 Waciwie to dopiero czytanie sztuki, gdy Dobek nie skoczy jeszcze rozpisywania 
rl... 
 Jezu! a kiedy wystawicie?... 
 Nie bj si pan! i tak do wczenie wygwid ci filistrzy!  dogryza mu Kotlicki. 
 Wystawimy w przyszy wtorek, za tydzie... przynajmniej ja tak chc!...  mwi Topolski. 
 Czyli, cile liczc, zostanie na prby i uczenie si rl ze cztery dni. Nikt nie bdzie 
umia, nikt nie zdy opracowa roli jako tako... Przecie to istne zabjstwo, zabjstwo! 
 Zafundujesz pan Dobkowi par wdek, a on sztuk poprowadzi. 
 Tak, bdzie krzycza za wszystkich... To ju lepiej ogosi, e odbdzie si czytanie 
sztuki. 
 O mnie moesz pan by spokojny, naucz si roli.. 
 I ja take. 
 Wiem, e panie zawsze umiej rol, ale mczyni... 
 Mczyni i bez uczenia si gra bd dobrze. Wiesz pan, e Glas nigdy, ale to nigdy nie 
uczy si roli; kilka prb obznajmiaj go z sytuacjami sztuki, a reszt robi sufler. 
 Tote i tak gra! 
 Co pan chcesz, to dobry aktor, wcale niezy komik. 
 Tak, bo zawsze improwizuje bazestwa i tym wszelkie sypki pokrywa. 
 Prosz o odpowied zupenie na serio. Czy te ostatnie sowa byy artem, czy te wyrazem 
pani ycze, warunkiem?...  szepta znowu Kotlicki, ktremu jaka myl przysza do 
gowy. 
 Kady rodzaj jest dobrym, byleby nie by... nudnym. Zna pan to?  odpowiedziaa zniecierpliwiona. 
 Dzikuj! Bd pamita... ale zna pani to: cierpliwo jest pierwszym warunkiem powodzenia. 
Zmruy oczy, pochyli gow w ukonie i cofn si w ty. Mia bezczeln pewno siebie 
i bd co bd postanowi czeka. 
Kotlicki nie by jednym z tych, ktrych kobieta moe odpdzi od siebie pogard albo 
wprost zniewag. Wszystko przyjmowa i skrztnie skada w pamici na przyszy rachunek. 
By to czowiek, ktry pogardza kobiet, ktry wszystkim mwi w oczy otwarcie wszystko i 
ktry zawsze poda kobiet i mioci. Nie zwaa na to, e jest brzydkim, bo wiedzia, e jest 
dosy bogatym na to, aby kupi sobie kad, ktrej zapragnie. Nalea on do gatunku  gotowych 
do wszystkiego. 

Teraz szed i umiecha si do jakiej myli strcajc lask przydrone chwasty. 
Pociemniao i deszcz zacz pada wielkimi kroplami. 


 Zmokniemy jak kury!  zamiaa si Mimi otwierajc parasolk. 
 Panno Janino, su pani swoim deszczochronem  woa Gogowski. 
 Bardzo dzikuj, o ile mog, nie uywam adnej ochrony przed deszczem; lubi pasjami 
mokn na deszczu. 
 Ma pani instynkta...  urwa nagle i komicznie przysoni sobie usta. 
 Nieche pan skoczy... prosz pana o to... 
 Ma pani rybio-gsie instynkta. Ciekawa rzecz, z czego si to rozwino w pani?... 
102 



Janka umiechna si, bo przypomniaa sobie dawne wycieczki swoje jesienne lub zimowe 
w najwiksze burze i nawanice, i odpowiedziaa wesoo: 

 Lubi takie rzeczy. Jestem przyzwyczajona od dziecka znosi deszcze i niepogody... 
przepadam po prostu za kad burz. 
 Ognista krew, co atawistycznego, fantazja itd. 
 Tylko przyzwyczajenie lub potrzeba wewntrzna, ktra si rozrosa do stopnia namitnoci. 
Gogowski poda rami Jance; przyja i opowiadaa mu w swobodnym, przyjacielskim tonie 
rne przygody swoich wycieczek. Czua si z nim tak swobodna, jakby go znaa od 
dziecka. Chwilami nawet nie pamitaa, e widzi go po raz pierwszy w yciu. Ujmowa j 
swoj pogodn twarz i t troch dzik szczeroci charakteru; przeczuwaa w nim jak bratni 
i uczciw dusz. 

Gogowski sucha jej, odpowiada i patrzy si na ni ciekawie; wreszcie, upatrzywszy 
stosown chwil, rzek szczerze: 

 Niech zdechn, ale z pani ciekawa niewiasta... bardzo ciekawa! Co powiem; w tej 
chwili mi bysa myl i podaj j natychmiast, na gorco, niech si pani tylko nie wyda dziwaczn. 
Nie cierpi konwenansw, obudy towarzyskiej, minoderii aktorek itp., licz do dwudziestu!... 
a wanie nie widz jeszcze tego w pani... Oho! zaraz zobaczyem, e pani tego 
wcale nie masz w sobie. Pani mi si wprost podobasz, jako pewien dosy rzadko spotykany 
typ. Ciekawe, ciekawe!  mwi prawie do siebie.  Moglibymy zosta przyjacimi!  zawoa 
uradowany wypowiadajc gono myl swoj.  Bo chocia baby zawsze mnie zawodz, 
gdy prdzej czy pniej z kadej wylizie samiczka, ale nowy eksperyment byby moe 
co wart... 
 Otwarto za otwarto  mwia miejc si z jego byskawicznoci, z jak postanawia 
 pan take jeste ciekawym okazem. 
 No wic zgoda!... podajmy sobie rce i bdmy przyjacimi!  zawoa wycigajc rk. 
 Nie skoczyam jeszcze: ot ja w zupenoci obywam si bez powiernic i przyjaci; to 
czu sentymentalnoci i nie jest bardzo bezpieczne. 
 Gadanie! Przyja jest wicej wart od mioci... Zaczyna, widz, la nie na arty! To 
psy pacz nad odrzucon przyjani. Ja pani bd spotyka, prawda? bo pani masz w sobie 
co, co... jakby kawaek duszy jakiej, rzadko spotykanej. 
 W teatrze bywam codziennie na prbach i prawie codziennie na przedstawieniach... 
 Niech zdechn, ale to na nic!... Gdybym przez tydzie asystowa pani, to powstaoby tyle 
plotek, gada, przypuszcze itd., licz a do dwudziestu! 
 A c mnie obchodzi, co tam mwi o mnie!...  zamiaa si swobodnie. 
 Ho! ho! rodem kurki czubate. Lubi to, kiedy czowiek nie robi sobie ceregeli z tym achem, 
nazywajcym si opini publiczn. 
 Myl, e skoro nie mam sobie nic do wyrzucenia, to spokojnie mog patrze i sucha 
tego, co mwi o mnie. 
 Pycha, jak Boga kocham, kapitalna pycha! 
 Czemu pan swojej sztuki nie wystawia w warszawskim teatrze? 
 Bo jej nie chcieli wystawi. To, widzi pani, jest zakad ogromnie wyperfumowany, elegancki 
i tylko dla delikatnej, dla bardzo subtelnie czujcej publicznoci; a moja sztuka wcale 
nie pachnie salonem; co najwyej, czu j polem, troch lasem, nieco chaup chopsk. Tam 
trzeba nie prawdy, tylko flirtu, konwenansu, blagi itd., licz a do dwudziestu. Zreszt, nie 
miaem protekcji i oni maj ju swoich, patentowanych fabrykantw sztuk. 
 A ja mylaam, e to dosy napisa rzecz dobr, aby j natychmiast grali. 
 Boe mj!... niech zdechn, o ile jest inaczej. Niech pani uwaa, ile ja znie musz, nim 
mi taki Cabiski wystawi sztuk!... Teraz niech to pani podniesie do kwadratu, a dopiero mie 
103 



bdzie pani jakie takie pojcie o rozkoszach pocztkujcego komediopisarza, ktry w dodatku 

nie umie uywa do swoich sztuk patronw... 

Zamilkli. Deszcz pada nieustannie i tworzy ju po drodze kaue wody. 

Gogowski spoglda pospnie na miasto, rysujce si wieami na zamglonym horyzoncie. 

 Pode miasto!  mrukn gniewnie.  Od trzech lat nie mog go wzi... Walcz, zabijam 
si... i pies mnie nie zna! 
 Jak im pan bdzie mwi, e s podli i gupi, to tym ich pan nigdy chyba nie zdobdzie... 
 Zdobd. Nie bd mnie kocha, ale liczy si ze mn musz, musz, niech zdechn!... 
Najatwiej to bra takie twierdze aktorom, piewakom i tancerkom; zdobywa si jednym wystpem 
wszystko. 
 Ale na jeden dzie. Po zejciu ze sceny nie zostawia si ladu po sobie, jak kamie w 
wod!  mwia Janka z pewn gorycz, wpatrujc si w coraz blisze, stoczone mury Warszawy. 
W tej chwili dopiero pomylaa, e ta sawa, o ktrej marzy, jest tylko saw jednodniow. 

 Mnie si zdaje, e ma pani apetyt na to samo danie? 
 Mam!  odpowiedziaa mocno i gos jej rozdwicza niby wybuch dugo potgowany. 
 Mam!  powtrzya, ale ju znacznie ciszej i bez zapau. 
Oczy jej przygasy i bdziy po tych szczytach nic nie rozumiejc, bo j nkaa myl tej 
sawy jednodniowej, bo sobie przypomniaa te usche wiece Cabiskiej, dawn saw Stanisawskiego, 
bo mylaa z coraz wiksz gorycz o tych tysicach sawnych aktorw, ktrzy 
byli, pomarli i nikt nie zna nawet ich imienia. Czua, e ma jaki przykry zamt w sercu. 
Opara si silniej na Gogowskim i sza nie odzywajc si ani sowem. 

Na ulicy Zakroczymskiej wsiedli do doroki; wskoczy do nich Kotlicki na trzeciego. 

Janka spojrzaa na niego z gniewem, ale udawa, e tego nie widzi, i patrza na ni z tym 
swoim wiecznym umiechem. Odwieli j do mieszkania. Miaa tylko tyle czasu, eby wpa 
do domu, przebra si, zabra potrzebne rzeczy i natychmiast jecha do teatru. 

Z powodu deszczu kilka chrzystek take si spnio. 
Cabiski, zirytowany spodziewanymi z powodu deszczu pustkami w teatrze, biega po 
scenie i krzycza do wchodzcych: 

 Panienki si g... Po smej i jeszcze adna nie ubrana! 
 Byymy na nieszporach w kociele witego Karola Boromeusza  tumaczya si Zieliska. 
 Nie mnie bra na nieszpory! a jake!... Pilnowa tego, z czego jest chleb! 
 Ogromnie duo go dyrektor daje!  odcia si ze zoci Ludka, bo sobie przy wejciu 
zamaa parasolk. 
 Nie daj?... a z czeg yjecie? 
 Z czego?... przecie nie z tej gupiej, obiecywanej tylko gay. 
 O! i pani si spnia?!  zawoa do wchodzcej Janki. 
 Gram dopiero w trzecim akcie, mam jeszcze dosy czasu... 
 Wicek! le po Rosisk... Gdzie jest Zoka? Zaczyna prdzej!... a niech was psy gryz! 
Spojrza przez dziurk w kurtynie. 
 W teatrze peno, jak Boga kocham, a w garderobach nikogo... potem krzycz, e nie pac! 
Panowie, na lito bosk, ubiera si i zaczyna! 
 Zaraz, skoczymy bank. 
Kilkunastu porozbieranych aktorw, w poowie nawet pocharakteryzowanych, cigno 
maego sztosika. Jeden tylko Stanisawski siedzia w kcie garderoby przed kawakiem lusterka 
i robi twarz. 

Ju trzeci raz ciera sobie szminki ciereczk i charakteryzowa si na nowo; gimnastykowa 
usta, ciga brwi gniewnie, marszczy czoo, rzuca najrozmaitsze spojrzenia; robi 

104 



charakter i mrucza pgosem przy kadej zmianie fizjognomii odpowiednie ustpy roli, rzucajc 
tylko czasami w stron grajcych dziesitk i dwa sowa: 

 Czwrka! dziesitka. 
 Publika awantur robi! Czas dzwoni i zaczyna  baga Cabiski. 
 Nie przeszkadzaj dyrektor. Niech czekaj... Dycha, oczko... sypa! 
 Walet! zocisz! 
 Damusia w kierusiach... pi dydkw! 
 Gotowe! postaw dyrektor na Desdemon. 
Stasowa, zebra, zapiecztowa, trzepn i zawoa: 
 Gotowe! Postaw dyrektor. 
 Zdradzi!  sykn Cabiski rzucajc monet srebrn na kart. 
 A tak to ci nie zdradza? 
 Dzwoni!  krzycza Cabiski na inspicjenta usyszawszy w sali tupot. 
Przez chwil nie byo nic sycha prcz szelestu kart, z byskawiczn szybkoci spadajcych 
na st. 

 Cztery mamuty... w eb! 
 Paci dychy! 
 Walet w d! 
 Pi, dobre. Zarobeczek jest. 
 Dama w kierach, w eb! 
 Miejcie wzgld dla pci piknej. 
 Dama pik, w eb. Paci! 
 Dosy! Ubierajcie si. Tam ju, jak Boga kocham, wyj... 
 Kiedy to ich bawi, to czemu im przeszkadza? 
 Bdziesz si bawi, jak wyjd i poodbieraj pienidze z kasy!  zawoa Cabiski wybiegajc. 
Rzucono karty i wszyscy gorczkowo koczyli si ubiera i charakteryzowa. 

 Co zaczyna? 
 Przysiga. 
 Stanisawski! 
 Ju mona dzwoni, id!  zawoa Stanisawski. 
I poszed powoli. 
 Prdzej! teatr rozwal!  krzycza we drzwiach Cabiski. 
Grali tak zwany bukiet dramatyczny albo co kto lubi, to jest: komedyjk, operetk jednoaktow, 
wyjtek z dramatu i taniec solowy. Prawie cae towarzystwo brao udzia w przedstawieniu. 


Janka, ju ubrana w kostium, siedziaa w kulisie i patrzc na scen czekaa na swoj kolej. 
Czua si ogromnie zdenerwowan wraeniami dnia caego. Przymykaa oczy zatapiajc si w 
jakim cichym rozpamitywaniu sw Grzesikiewicza, ktry si jej znowu przypomnia, ale 
si wzdrygna, bo ujrzaa spoza jego twarzy wynurzajcy si z gbin umiech Kotlickiego i 
jego twarz satyra, a potem majaczy si jej Gogowski ze swoj wielk gow i dobrym spojrzeniem. 
Przecieraa rk oczy, jakby chcc odegna widziada, ale ten umiech wci tkwi 
w jej pamici. 

 Co za obrzydliwy pudel z tej Rosiskiej!  szepna Majkowska stajc przed Jank. 
Janka wzdrygna si i z pewn niechci spojrzaa na ni. 
Co j w tej chwili obchodzio wszystko?... 
I zaczynaa j ju gniewa i niecierpliwi ta wieczna walka wszystkich ze wszystkimi. 
Co j obchodzia Rosiska, ktra istotnie graa niemoliwie, szarowaa lub wpadaa w 
ckliwy szablon tam, gdzie byo potrzeba tylko troch uczucia; mizdrzya si do pierwszych 
rzdw krzese z rutynicznym, mdym wdzikiem, co sprawiao wprost niesmaczne wraenie. 

105 



 Mgby j Cabiski nie puszcza na scen  mwia Majkowska nie zwaajc na milczenie 
Janki, ale urwaa prdko, bo nadesza Zoka, crka Rosiskiej, ktra miaa taczy solo 
pas z szalem. 
Stana obok Majkowskiej, ju ubrana do taca. Wygldaa w tym swoim kostiumie na lat 
dwanacie; figur miaa nierozwinit, twarz chud i ruchliw, a wyraz dowiadczonej kurtyzanki 
w szarych oczach i cyniczne skrzywienie ukarminowanych ust. Przypatrywaa si grze 
matki i sykaa przez zby z niezadowolenia, wreszcie nachylia si do Majkowskiej i szepna 
tak, eby j i Janka sysze moga: 

 Niech no pani patrzy, jak ta stara gra! 
 Kto? matka?... 
 Podobno. Niech pani patrzy. Jak si to mizdrzy do tego faceta w cylindrze. Podskakuje 
jak stara indyczka... O! jak si to ubraa! Koniecznie chce si wyda mod, a nawet twarzy 
nie umie zrobi sobie porzdnie. Wstydzi si musz za ni... Myli, e wszyscy tacy gupi i 
nie poznaj si... oho! mnie aby na ap nie wemie. Przy ubieraniu to si zamyka przede 
mn, ebym nie widziaa, jak si sztukuje, cha! cha! cha!  miaa si prawie nienawistnie.  
Te chopy to takie gupie, e we wszystko wierz, co tylko widz... Wszystko kupuje dla siebie, 
a ja to si parasolki doprosi nie mog. 
 Zosiu, kt sysza wygadywa tak na matk! 
 Phi! wielka mi rzecz: matka! Za cztery lata, jak tylko zechc, mog ni par razy zosta; 
ale niegupiam, oho! bachory!... niegupiam!... 
 Jeste wstrtny i gupi bachor! Powiem zaraz matce...  szepna oburzona Majkowska 
odchodzc. 
 Sama jest gupia, cho aktorka na stanowisku. Lubi takie!...  rzucia za ni Zoka zacinajc 
usta. 
 Przesta, przeszkadzasz mi sucha... 
 Ma te panna Janina kogo sucha!... Stara ma gos jak garnek rozbity  cigna dalej 
nie zraona. Janka zrobia ruch niecierpliwy. 
 A jak ona mnie obeguje, eby pani wiedziaa! W Lublinie to przychodzi do nas jaki 
pan Kulasiewicz; nazywaam go Kulasem, bo mi nawet cukierkw nie przynosi. Wytuka 
mnie za to i powiedziaa, e to mj tatko... Cha! cha! cha! znam ja takich tatkw... Tam by 
Kulas, w odzi Kamiski, a teraz mam ich dwch... Chowa si z nimi... Ona myli, e ja jej 
zazdroszcz; miaabym te kogo! Takich goych fatygantw to nie brak nigdy... 
 Przesta, Zoka! Jeste niegodziwa!  szepna Janka oburzona do gbi cynizmem tego 
aktorskiego dziecka. 
 A c ja zego mwi?... Czy tak nie jest?...  odpowiedziaa z cudownym akcentem 
prawdziwej niewiadomoci. 
 Pytasz si!... Kt matk wasn tak obgaduje?... 
 No, bo prosz pani, po co taka gupia? Wszystkie maj bbenkw takich, co co maj... 
a ona!... I mnie byoby lepiej, eby bya mdrzejsza... Ju ja si urzdz inaczej!.. 
Janka cofna si, ze zdumieniem patrzc na ni; ale Zoka nie zrozumiaa tego, tylko nachylajc 
si bliej, szepna znaczco: 

 Panna Janina ju ma kogo?... 
Odbiega natychmiast, gdy kurtyna spada, a taniec mia si zaraz zacz w midzyakcie. 
Janka poruszya si, jakby j co plugawego dotkno. Dreszcz j przeszed zimny, jaki 
rumieniec wstydu i upokorzenia powlk jej twarz. 

 Co za brudy!  szeptaa patrzc, jak Zoka wchodzia na scen umiechnita i rozpromieniona. 
Jej chudy pyszczek charciczki tylko migota w szalonym tempie walca. 

106 



Taczya z takim temperamentem i wpraw, e burza oklaskw zerwaa si w sali. Kto 
rzuci jej nawet bukiet; podniosa go i cofajc si ze sceny umiechaa si kokieteryjnie jak 
wytrawna aktorka, rozdtymi nozdrzami wcigajc te objawy zadowolenia. 

 Panno Janino!  zawoaa za kulisami  bukiet, o! Teraz Caban musi mi da a konto. Oni 
przyszli na mj taniec... oni mnie wywouj!... 
Skoczya na otwart scen kania si publicznoci. 

 Wasze gadanie warte fig!... eby nie taniec, byyby puchy, e no!... 
Wykrcia si na palcach, rozmiaa tryumfujco i pobiega do garderoby. 
Zaczli gra akt niezmiernie paczliwego dramatu Crka Fabrycjusza. Fabrycjusza gra 
Topolski, a crk Majkowska. Grali zupenie dobrze, cho Mory by tak pijanym jeszcze, e 
nic a nic nie wiedzia, co si z nim dzieje; ale gra tak, e nikt nie poznawa jego stanu. Tylko 
Stanisawski sta w kulisie i mia si gono z jego automatycznych ruchw i spojrze nieprzytomnych. 
Majkowska podtrzymywaa Topolskiego co chwila, bo byby pad na scenie. 

 Mirowska! chod no pani i patrz, jak oni graj!  mwi do starej aktorki, apatycznie dzisiaj 
usposobionej, i oczy mu pony gorczkow nienawici. 
 To moja rola!... ja j gra powinienem. Co on z niej zrobi?... Bydl pijane!  sycza 
przez zacinite zby i gdy zerway si brawa gorce i pomimo wszystkiego zasuone, Stanisawski 
zsinia i a si chwyci kulisy, aeby nie run, taka straszna zazdro go dawia. 
 Bydo! bydo!  szepta wygraajc zacinit pici publicznoci. 
Pobieg potem do inspicjenta, nie mg go znale i przyszed z powrotem; chodzi nastpnie, 
ledwie wlokc nogi za sob, rozdenerwowany i zy. 

 ...Crko moja! dzieci ukochane! wic nie odpychasz starego ojca?... przyciskasz do 
czystego serca ojca zbrodniarza?... nie uciekasz od jego ez i pocaunkw?...  pyn ze sceny 
gorcy szept Topolskiego i uderza w starego aktora, e stawa, zapomina piorunowo o 
wszystkim, porwany gr i szepta te same sowa, i kad w te ciche akcenta mioci ojcowskiej 
tyle uczucia i ez, tyle krwi i zapau, i taki by mieszny jednoczenie w niepewnym wietle 
kulis, z patetycznie wycignitymi rkoma do prni, z gow podan naprzd, z oczyma 
utkwionymi w sznur od kurtyny, e Wicek, ktry to zobaczy, pobieg do garderoby z krzykiem: 
 Prosz panw!... Stanisawski, tam, za kulisami, pokazuje znowu co swojego... 
Pobiegli hurmem przyglda si widowisku, a zobaczywszy go jeszcze w tej samej patetycznej 
postawie, wybuchnli jednogonym miechem. 

 Cha! cha! to mapa amerykaska! 
 To je taka mamuta afrykaska! co una sto lat yje! co una ludzi jada, papir jada, role jada, 
saw jada i jae krka dostaa, tak si objada!  woa Wawrzecki naladujc ton i 
mow jakiego prowincjonalnego pokazywacza osobliwoci. 
Stanisawski oprzytomnia i obejrza si poza siebie, a spotkawszy si z oczyma szydzcych 
zadra i opuci smutnie gow na piersi. 

Janka, ktra bya wiadkiem caej sceny i w chwili jego ekstazy nie miaa rk poruszy, 
aby mu nie przeszkodzi, nie moga ju teraz wytrzyma zobaczywszy zy w jego oczach i t 
ca band szyderczego byda  podesza do niego i pocaowaa go w rk z jak czci bezwiedn. 


 Moje dziecko! moje dziecko!  szepn sabo, odwracajc gow, aby ukry zy coraz 
gstsze, cisn jej silnie rk i wyszed. 
Burza szalonego alu, blu i nienawici wstrzsaa nim tak silnie, e ledwie mg zej ze 
schodkw. 
Poszed na ogrdek, ogarn stamtd grajcych i publiczno bezbrzenie smutnym wzrokiem 
i szed przez werand ku ulicy, ale zawrci raptownie i pozosta. 

 Byby z niego powany opiekun!  zawoa ktry do Janki po odejciu Stanisawskiego. 
 Zaoy towarzystwo i bd razem grywa kochankw!  rzuci znowu gono kto drugi. 
107 



 Szakale! szakale!  rzeka Janka gono z wyzywajcym spojrzeniem. 
I miaa wielk ochot plun im wszystkim w oczy, tak gwatowna fala nienawici zalaa 
jej serce i tak si jej wszyscy wydali podli i nielitociwi, powstrzymaa si jednak i usiada na 
powrt, dugo nie mogc si uspokoi. 

Wchodzia z chrem na scen jeszcze drca i wzburzona, i pierwsz osob, jak zobaczya 
w krzesach, by Grzesikiewicz, siedzcy w pierwszych rzdach. Spotkali si oczami; on 
zrobi ruch jaki, jakby chcia wyj, a ona przystana na mgnienie oka na rodku sceny z zadziwienia, 
ale odzyskaa natychmiast przytomno, bo spostrzega take Kotlickiego, siedzcego 
niedaleko i obserwujcego bacznie Grzesikiewicza, a dalej zobaczya Niedzielsk, stojc 
nie opodal l i umiechajc si do niej przyjanie i yczliwie. 

Nie patrzya na Grzesikiewicza, ale czua jego wzrok na sobie; to j zaczo drani i denerwowa 
jeszcze wicej. Przyszo jej na myl, e ma za krtki kostium, i jaki dziwny wstyd 
j ogarnia, e stoi wobec niego w tych jaskrawych teatralnych szmatach. 

Nie mona wprost okreli tego, co si w niej dzia zaczynao. Nigdy przedtem nie czua 
czego podobnego. Wystpujc patrzya zwykle na publiczno z gry, jak na tum niewolniczy 
i prawie gupi, dzisiaj wydao si jej, jak gdyby staa na przedzie klatki olbrzymiej lub e 
jest jakim zwierzciem w budzie osobliwoci i ta publiczno przysza j oglda i bawi si 
pokazywanymi przez ni sztukami: patrzy si ze wszystkich stron, lornetuje, dotyka j nieomal 
kocem lasek lub parasoli. 

Pierwszy raz zobaczya u nich ten umiech, ktrego nie byo na pojedynczych twarzach, 
ale ktry si wi jednak przez twarze wszystkich i zdawa si wypenia teatr; by to umiech 
jakiej dobrodusznej i bezwiednej ironii, umiech wyszoci przygnbiajcej, jaki miewaj 
starsi przypatrujcy si zabawom dzieci. Czua go wszdzie. 

Potem widziaa tylko Grzesikiewicza nieruchome, wpatrzone w siebie oczy. Oderwaa si 
gwatem od niego i patrzya w inn stron, ale zobaczya jednak, jak Grzesikiewicz podnis 
si i wyszed z teatru. Nie czekaa przecie na niego, nie spodziewaa si ju z nim widzie, a 
jednak dotkno j przykro jego odejcie. Patrzya jakby z pewnym uczuciem zawodu na to 
puste miejsce, gdzie siedzia przed chwil. 

Cofna si z chrem na plan dalszy, bo Glas zacz piewa duet komiczny z Kaczkowsk. 
Glas stan przed sam budk suflera i cicho, a znaczco puka na Dobka, bo nadchodzi 
jaki ustp solowy, ktrego swoim zwyczajem nie umia ani sowa. 
Halt skin na niego batut i Glas z nastrojon komicznie twarz zacz piewa jakie zapamitane 
sowo i wyta such, ale Dobek nie podpowiada. 
Halt uderzy energicznie w pulpit, ale Glas wci piewa jedno i to samo, rzucajc w 
chwilowych pauzach ciche i proszce: 

 Sufluj! sufluj! 
Chry, rozproszone z tyu, zaczy si miesza t sytuacj, zza kulis kto poddawa gono 
sowa nieszczsnej piosenki, ale Glas, spocony, czerwony z gniewu i emocji, piewa cigle 
dokoa: Moj jeste, pikna Rziu! nie syszc ju nic i nie widzc, co si dzieje koo niego. 

 Sufluj!  szepn raz jeszcze z rozpacz, bo ju orkiestra i cz publicznoci spostrzega, 
co si dzieje, i rozlegy si miechy. Kopn Dobka w twarz i stan nagle, bezprzytomnym 
wzrokiem patrzc si na publiczno. 
Dobek bowiem, otrzymawszy cios w zby, schwyci go za nog i trzyma silnie. 

 Widzisz, synku! nie brykaj!  szepta sufler, tak mocno trzymajc go, e Glas nie mg 
si poruszy.  Pooye si na amen!... Malowae Dobka, umalowa ciebie Dobek... Teraz 
jestemy na kwit! 
Sytuacj uratowa Halt i Kaczkowska zaczwszy piewa numer nastpny. 

108 



Dobek puci nog Glasa i cofn si tak gboko w bud, jak tylko mg, i najspokojniej 
suflerowa dalej z pamici, umiechajc si dobrodusznie do grocego mu zza kulis Cabiskiego 
i do chrzystek. 

Janka nie moga si nawet dobrze zorientowa, co si dzieje na scenie, bo zobaczya wracajcego 
Grzesikiewicza z olbrzymim bukietem w rku. 

Usiad na poprzednim miejscu; dopiero, kiedy znowu chr przyszed na proscenium, wsta, 
doszed do orkiestry, rzuci kwiaty pod nogi Jance, a nastpnie zawrci najspokojniej, przeszed 
sal i znikn nie dbajc, e wywoa wraenie w teatrze. 

Janka automatycznie podniosa kwiaty i cofna si w gb sceny, poza koleanki, bo oczy 
caej publicznoci poczua zwrcone na siebie. 

 Dusza jest jaka?  szepna jej Zieliska. 
 Niech pani zobaczy w rodku pomidzy kwiatami, moe co jest...  szepna jej znowu 
ktra. 

Nie ogldaa, ale poczua gbok wdziczno dla Grzesikiewicza za te kwiaty. 

Zesza ze sceny nie zwaajc na ostr ktni Glasa z Dobkiem, jaka si zawizaa po za


padniciu zasony. 
Glas skaka z wciekoci, a Dobek naciga wolno palto i cicho, a zoliwie odpowiada: 

 Malunek za malunek. Sodka jest zemsta sercu czowieczemu. 
Zemci si bowiem za to, e poprzedniego dnia Glas spoi go i pijanego do spki z Wadkiem 
ucharakteryzowali na Murzyna. Dobek, kiedy troch wytrzewia, poszed z knajpy najspokojniej 
do teatru, o niczym nie wiedzc, co si stao z jego obliczem. Bya to niebywaa 
zabawa za kulisami, ale Dobek poprzysig zemst i sowa dotrzyma groc jeszcze, e i 
Wadkowi nie daruje. 

Cabiski, rozirytowany, gada rne gupstwa Glasowi, ale ten nie odzywa si, gboko 
upokorzony samym pooeniem si na scenie. 
Janka, ju ubrana, czekaa tylko na Sowisk, aby i do domu, gdy Wadek si do niej 
przysun i mikko zapyta: 

 Pozwoli si pani odprowadzi?... 
 Id z Sowisk, a pan przecie w przeciwnej stronie mieszka... 
 Wanie Sowiska mi mwia, abym uwiadomi pani, e dopiero za jak godzin wrci... 
Jest w dyrekcji. 
 No, to chodmy. 
 Moe bukiet pani przeszkadza, to go mog nie...  rzek wycigajc rk po kwiaty. 
 O nie! dzikuj... 
 Bardzo drogi!...  rzek, umiechem podkrelajc sowa. 
 Nie wiem, ile kosztuje  odpowiedziaa zimno, nie okazujc wcale usposobienia do rozmowy. 
Wadek si rozemia; potem mwi o matce, a w kocu rzek: 

 Moe pani zajrzy do nas... Mama jest chora; od kilku dni nie podnosi si wcale z ka... 
 Mama chora?... Widziaam j dzisiaj w teatrze. 
 Nie moe by!...  zawoa naprawd zmieszany.  Daj pani sowo, e byem pewny... 
bo mi matka mwia, e od kilku dni nie wstaje... 
 Mama mi co urzdza...  doda w kocu pochmurnie. 
Niedzielska go tylko szpiegowaa nieustannie i wytrwale, i zawsze musiaa wiedzie, z kim 
prowadzi jaki romans, bo wci truchlaa, eby si Wadek nie oeni z jak aktork... 
Poegna j z przesadnym szacunkiem przed sam bram i mwi, e musi biec do matki, 
aby si przekona o jej chorobie. 
Skoro tylko Janka wesza do domu, zawrci ku teatrowi i spotkawszy Sowisk mwi z 
ni co dugo i tajemniczo. Stara spogldaa na niego drwico i obiecaa swoje poparcie. 

109 



Wadek pobieg spiesznie do Krzykiewicza na karty, gdy urzdzali sobie czsto takie kolejne 
karciane wieczory, na ktre gsto uczszczali znajomi z publicznoci. 

Janka przyszedszy do swojego pokoju wstawia kwiaty w wod i idc spa spojrzaa raz 
jeszcze na re i szepna mikko: 

 Poczciwy! 
110 



VIII 


 Prosz pani, oklnik!  woa Wicek. 
 C tam nowego?... 
 Czytanie tej nowej sztuki czy co tam takiego!...  odrzek myszkujc oczyma po pokoju. 
Janka podpisaa si na oklniku, w ktrym reyser zwoywa cae towarzystwo na godzin 
dwunast w poudnie, na czytanie sztuki Gogowskiego pt. Chamy. 

 Fajn bukiet!  zawoa Wicek ogldajc kwiaty w wazoniku.  Mona by jeszcze stopi... 
 Mw no po ludzku!  rzeka Janka oddajc mu podpisany oklnik. 
 Mgbym jeszcze sprzeda ten bukiet, eby mi go tylko pani daa. 
 A kt sprzedaje takie bukiety i kto kupuje?... 
 Prosz pani, pani jeszcze frajerka!... Niektre panie, to jak dostan kwiaty, to je sprzedaj 
zaraz kwiaciarce, tej, co wieczorem sprzedaje kwiaty w ogrdku... Ojej!... fajgielka jak 
nic mona by za to wzi. Jak ja bym go dosta... 
 Nie dostaniesz... Masz tu co innego i bd zdrw! 
Wicek pocaowa Jank w rk pokornie, uradowany, e mu daa rubla, i wybieg. 
Szastaa pienidzmi nieopatrznie. 
Po odejciu Wieka Janka zmienia wod w wazoniku z kwiatami i ustawiaa je wanie na 
stoliku, gdy wesza Sowiska ze niadaniem. 
Bya dzisiaj promieniejca: jej siwe, okrge oczy miay tyle sodkiej yczliwoci, e a to 
Jank uderzyo. 
Stara ustawia kaw na stoliku i wskazujc na bukiet rzeka z umiechem: 

 Pikne kwiaty!... Czy to od tego obywatela?... 
 Tak  odpowiedziaa krtko. 
 Znam kogo, co by z wielk przyjemnoci przysya takie same codziennie...  zacza 
niby od niechcenia Sowiska sprztajc pokj. 
 Kwiaty? 
 No... i co wicej, jeliby to co byo przyjmowanym. 
 Musiaby ten kto by bardzo a bardzo naiwnym i mnie nie zna... 
 Prosz pani, kady gupieje podobno z mioci. 
 By moe!  odpowiedziaa krtko i suchaa coraz pilniej, bo przeczuwaa jak propozycj. 
 Nie domyla si te pani, kto to taki? 
 Nie jestem ciekaw zupenie. 
 A jednak zna go pani dobrze... 
 Dzikuj pani, ale nie potrzebuj adnych informacji. 
 Nieche si pani nie gniewa... C w tym moe by zego?...  cedzia wolno Sowiska. 
 A! pani tak mwisz?... 
 Ja, a przecie ycz pani jak crce rodzonej... 
 yczysz mi pani jak wasnej crce?  spytaa wolno Janka patrzc si jej prosto w oczy. 
Sowiska spucia powieki nie mogc wytrzyma jej spojrzenia i w milczeniu wysza z 
pokoju, ale za drzwiami przystana i pogrozia pici. 

 wita! Poczekaj!...  szepna nienawistnie. 
111 



Dzie by mglisty i zimny, deszczyk niby rosa my cigle, tworzc grub warstw bota 
na ulicach i trotuarach; chmury snuy si szare i przypominay jesie. 

W teatrze zastaa Janka tylko Piesia, Topolskiego i autora. 

Gogowski podszed do niej z umiechem i rzek podajc jej rk: 

 Dzie dobry! Mylaem wczoraj o pani; niech mi pani koniecznie za to podzikuje... 
 Dzikuj! ale ciekawam bardzo... 
 Nie mylaem le... Nie mylaem o pani, jak mnie podobni o takich adnych jak pani kobietach, 
nie! niech zdechn!... Mylaem... Jezus, Maria! nie mog wyle z mylaem!... 
Dlaczego pani ma w sobie to co, co jest si?... skd ona?... 
 Std chyba, skd i sabo bierze pocztek: jest przyrodzon  odpara Janka siadajc. 
 Musisz pani mie jaki dogmacik i zapatrzona w niego, idziesz pani naprzd. Ten dogmat 
ma ryote wosy, okoo dziesiciu tysicy rubli rocznego dochodu, nosi binokle... i... 
 I... nie kocz pan!... Gupstwo zawsze czas powiedzie! nie zestarzeje si...  przerwa 
Topolskiemu Gogowski. 
 Pitka! cztery koniaki, bo i pani si z nami napije?... 
 Dzikuj! nigdy nie piam i nie pij. 
 Ale koniecznie... cho ustka umoczy pani. Jest to pocztek stypy pogrzebowej po mojej 
sztuce. 
 Przesada!  mrukn Pie. 
 Ano, zobaczymy! Co tam, panie Pietrze, panie Topolski, po jednym jeszcze... na pohybel!... 
 woa Gogowski nalewajc koniak w kieliszki. 
mia si, dowcipkowa cigle, przyprowadza wchodzcych aktorw do bufetu, rwa si, 
ale zna byo, e pod t sztuczn wesooci kryje si troska i niepewno powodzenia. 
Pod werand zrobi si may huczek, bo Gogowski wszystkim fundowa, ale humory byy 
w czci zwarzone niepogod. 
Cabiski co chwila spoglda w niebo, zdejmowa cylinder i drapa si w gow z nieukontentowaniem; 
dyrektorowa chodzia pochmurna jak dzie jesienny; Majkowska spogldaa 
zaiskrzonymi oczyma na Topolskiego i miaa ochot zrobi jak scen, bo usta miaa 
sine i oczy zaczerwienione od paczu lub bezsennoci; Glas take chodzi jak struty po wczorajszej 
sypce i nie opowiada ani jednego kawau; Razowiec w lustrze oglda sobie jzyk i 
narzeka przed Piesiow; Wawrzecki nawet nie by w sytuacji, jak okrela swoje usposobienie. 


Jaka senno, taka sama, jaka rozwczya si w powietrzu, przejmowaa wszystkich nud 
i apati. 

 Wp do pierwszej... chodmy czyta  rzek reyser, 
Wysunito st na rodek sceny, poustawiano krzesa i Topolski, uzbrojony w owek, zacz 
czyta. 
Gogowski nie usiad, tylko chodzi zataczajc ogromne koa i co chwila przechodzc obok 
Janki szepta jej jakie uwagi, z ktrych miaa si pgosem; a on odchodzi, wichrzy wosy, 
podrzuca kapelusz do gry i pali papierosa po papierosie suchajc pomimo to uwanie 
czytania. 

Deszcz my w dalszym cigu i woda z oskotem spywaa z rynien. Dzie brudnym wiatem 
zalewa scen. Tak byo nudno, e nie mogli wytrzyma w spokoju, wic zaczy si 
szepty coraz czstsze. 

Glas rzuca niedogarkami od papierosw w nos Dobka, a Wadek delikatnie dmucha w 
gow drzemicej Mirowskiej. 
Z garderoby dochodzi zgrzyt piki rncej drzewo i stuk przybijania gwodzi; to maszynista 
szykowa sobie przystawki na wieczr. 

 Panie Gogowski, tutaj trzeba troch skreli  mwi niekiedy Topolski. 
 Skrel pan!  odpowiada Gogowski spacerujc w dalszym cigu. 
112 



Szepty byy coraz goniejsze. 

 Kamiska, idziesz pani ze mn na Nalewki? Chc sobie kupi na sukni. 
 Dobrze, obejrzymy zaraz paszczyki jesienne. 
 Co to bdzie?... wstawka?...  zapytaa Rosiska Piesiowej, gorliwie robicej szydekiem. 
 Tak. Widzi pani, jaki adny dese... Dostaam prbk od dyrektorowej. 
Znowu nastaa chwila ciszy zupenej, w ktrej sycha byo tylko spokojny i dwiczny 
gos reysera, chlupot deszczu i zgrzyt piki. 

 Daj mi papierosa  zwrci si Wawrzecki do Wadka.  Wygrae co wczoraj? 
 Spukaem si jak zawsze. Powiadam ci  szepta Wadek przysuwajc si bliej  postawiem 
na czwrk, dwadziecia pi rubli oczko. Gram na dubl, przechodzi; mwi: kwadra 
 moje! Kotlicki mi proponuje cign poow. Nie chc; przestaj gra wszyscy, bo zaczyna 
by ciepo; cign dalej: sze, siedm, om, dziesi  precz moje! Ju si tylko patrz. 
Kotlicki ju zy, gdy ju ze trzysta rubli moje; cign jedenasty raz  moje! Krzycz ju na 
mnie, ebym cign poow... Nie chc! Cign dwunasty raz i przewalam! Parset rubli jak 
w boto, to pech, co?... Przyszed mi na myl pewien plan! 
Nachyli mu si do ucha i szepta tajemniczo. 

 Ce zrobi z mieszkaniem?  pyta si Krzykiewicz Glasa podajc mu papierosa. 
 A, nic! mieszkam dalej. 
 Pacisz? 
 Nic, a bdzie!  odpowiedzia komik przymruajc jedno oko. 
 Suchaj, Glas! Podobno Cabiski kupuje dom na Lesznie. 
 Zawracanie! A, jak Boga kocham, zaraz bym si sprowadzi do niego odmieszka ga. 
Ale to bajki! Skd by on wzi tyle groszy?... 
 Ciepiszewski widzia go z faktorami od domw. 
 Nianiu!  zawoaa Cabiska. 
Niania spiesznie sza niosc przez fartuch list jaki. 
 To nie ja, to Felka zbia lustro; rzucia szampank celujc w lichtarz, a trafia w lustro... 
Brzdk!... i ju trzydzieci rubli przybyo do rachunku. Ten gruby tylko si skrzywi. 
 Nie kam! Ja przecie nie byam pijana i dobrze pamitam, kto stuk. 
 Pamitasz?... A pamitasz, jak skakaa ze stou, a potem zdja buciki i... Cha! cha! 
cha!... 
 Cicho!...  zawoa ostro Topolski na chrzystki, opowiadajce sobie wraenia dnia 
wczorajszego. 
Przyciszyy si, ale Mimi zacza prawie gono opowiada Kaczkowskiej o nowym fasonie 
kapelusza, jaki zobaczya na ulicy Dugiej. 

 Jeeli tak bdzie duej, to ju nie wytrzymam... Gospodarz wymwi mi komorne. 
Wczoraj ostatni ach prawie zastawiam, bo musiaam kupi wina Jankowi. Biedactwo tak 
wolno przychodzi do zdrowia, chce ju wstawa, nudzi si i kaprysi; potrzeba by mu co lepiej 
dawa je, a tu ledwie na herbat starczy... Jeeli si nie zaangauj do Ciepiszewskiego 
i nie wezm forszusu, to mnie gospodarz wyrzuci na bruk, bo nie bd miaa czym zapaci... 
 Czy tylko aby z pewnoci zakada towarzystwo? 
 Z pewnoci; mam by u niego w tych dniach do podpisania kontraktu. 
 Nie bdzie pani u Cabiskiego? 
 Nie chce mi gay zalegej paci  szeptaa charakterystyczna Wolska. 
Trzydzieci lat byo wypisane wyranie na jej twarzy zmczonej i pobrudonej troskami. 
Gruba warstwa pudru i ru nie moga pokry zmarszczek ani zatrze niepokoju byszczcego 
w oczach. Miaa szecioletniego synka, ktry jej chorowa od wiosny. Bronia go rozpacz, 
godem wasnym; pozbawiaa si wszystkiego, byle go ocali, i ocalia, ale sama zrobia si 
podobn do szkieletu. 

113 



 Mecenasie! prosimy do nas!  krzykn Glas zobaczywszy starego, ktry ju od kilku tygodni 
nie pokazywa si w teatrze. 
Mecenas wszed i wita si ze wszystkimi. Czytanie przerwano, bo si wszyscy porwali z 
miejsc. 

 Dzie dobry! dzie dobry!... Przeszkadzam moe?... 
 Nie, nie! 
 Siadaj no mecenas  woaa Cabiska  bdziemy razem sucha... 
 A, mody mistrzu! moje uszanowanie! 
 Stary idiota!  mrukn Gogowski kiwajc mu gow i schowa si w kulis, bo go ju 
wcieko ogarniaa na te cige przerwy i rozmowy. 
 Cicho!... Jak Boga kocham, istna bonica!  woa zirytowany Topolski i czyta dalej. 
Ale ju nikt nie sucha. Dyrektorowa wysza z mecenasem, a za ni wysuwali si wszyscy 
po cichu. 
Deszcz zacz la i uderza w blaszany dach teatru z oskotem, ktry guszy wszystko. 
ciemnio si tak, e Topolski nie mg czyta. 
Przenieli si wszyscy do garderoby mskiej; byo tam troch widniej i cieplej, rozpoczli 

wic pogawdk. 
Janka z Gogowskim staa we drzwiach i mwia co gorco o teatrze, gdy Rosiska przerwaa 
jej drwico: 

 A to pani dopiero teatr zajecha w gow!... no, nie uwierzyabym, gdybym nie widziaa... 
 To przecie proste: w teatrze zamyka si dla mnie wszystko. 
 Ja przeciwnie: yj dopiero poza teatrem. 
 To czemu pani nie rzuci sceny? 
 Gdybym si tylko moga wyrwa, to godziny bym tu nie bya!...  odpowiedziaa z gorycz. 
 Tak si tylko mwi! Kada z nas by moga, tylko e si nie potrafi oderwa od teatru  
mwia cicho Wolska.  Mnie jest ciej ni wszystkim i wiem, e gdybym rzucia scen, 
miaabym lepiej, ale ile razy pomyl, e si tu musi kiedy przesta gra, to mnie taki strach 
ogarnia, i zdaje mi si, e umarabym bez sceny... 

 O, teatr!... to trucie si powolne i konanie codzienne!  szepn paczliwie Razowiec. 
 Nie wyrokuj, bo chory nie na teatr, tylko na odek. 
 To konanie i to trucie si cige jest jednak i rozkosz pewn!  zacza znowu Janka. 
 I!... Jaka tam rozkosz!... chyba e jest rozkosz gd, zazdro ciga i niemono ycia 
inaczej. 
 Szczliwi s ci, co tej chorobie nie ulegli lub w por si cofnli. 
 Lepiej przecie tak y, tak cierpie i tak kona, ale mie jaki cel: sztuk, nieli y limacznym 
yciem pazw. Tysic razy wol y tak ni by mowsk sug, niewolnic 
dzieci, sprztem gospodarskim i nie zna adnej troski  wybuchna Janka. 
Wadek zacz deklamowa z komicznym patosem: 
Kapanko! tobie otarze 
W tej sztuki farze 
Wystawi ka!... 


 Prosz mi darowa. Ja sam mwi, e poza sztuk... nie ma nic!... e gdyby nie teatr... 
 Byby zosta operatorem obcasw!...  wtrci Glas. 
 Tak moe mwi tylko bardzo moda i bardzo naiwna!  zawoaa zoliwie Kaczkowska. 
 Albo ta, co jeszcze nie wie, jak smakuje Cabiskiego gaa... 
 Litoci godna osobo! masz entuzjazm... wemie ci go bieda; masz zapa... wemie ci go 
bieda; masz modo, talent, urod... wemie ci wszystko bieda!  mwi Pie surowym gosem 
i tonem przepowiedni. 
114 



 Nie, to nic!... ale takie towarzystwo, tacy artyci, takie sztuki pozbawi pani wszystkiego... 
A jeli takie pieko zniesiesz bez szczerby, to bdziesz wielk artystk!  szepta zgryliwie 
Stanisawski. 
 Mistrz tak rzek, wic, rzeszo, pochyl gowy i powiedz, e tak by musi!  drwi 
Wawrzecki. 
 Bazen!...mrukn Stanisawski wychodzc. 
 Mamut! 
 Opowiem wam, jak zaczynaem...  rzek Wadek. 
 Wiadoma rzecz, e u cyrulika. 
 Nie baznuj, Glas!... Koniecznie chcesz si wyda gupszym, ni jeste! 
Byem w czwartej klasie, gdy zobaczyem w Hamlecie Rossiego... i przepadem!... Ojcu 
buchaem grosze, a kupowaem sobie tragedie i chodziem do teatru; dniami i nocami uczyem 
si rl. Marzyem, e zdobd wiat cay... 

 I jeste krowientym u Cabana!  szydzi Dobek. 
 Dowiedziaem si, e Rychter przyjecha do Warszawy i zamierza otworzy szko dramatyczn. 
Poszedem do niego, gdy czuem w sobie talent i chciaem si uczy. Mieszka na 
witojaskiej... Przychodz i dzwoni; otwiera mi on sam, wpuszcza i zamyka drzwi na 
klucz. Ciepo mi si zrobio ze strachu... Nie wiem, od czego zacz... Przestpuj z nogi na 
nog. On najspokojniej my jaki rondelek, potem nala nafty w maszynk; zdj surdut, woy 
jak watwk i zaczyna obiera kartofle. 
Po dugim milczeniu widzc, e si nie doczekam, zaczynam co bekota o powoaniu, o 

mioci sztuki, o chci uczenia si i tam dalej. 
On wci obiera kartofle. prosz go ju wreszcie, aby mi zechcia dawa lekcje. 
Popatrzy na mnie i mrukn: 

 A ile kawaler ma lat? 
Zbaraniaem, a on cignie dalej: 
 Z mam kawaler przyszed? 
zy poczy mi zalewa oczy, a on znowu mwi: 
 Tatko frycwk sprawi... o, sprawi!... i ze sztuby wylej. 
Tak mi si przykro zrobio i tak czuem si upokorzonym, e sowa przemwi nie mogem. 


 Niech kawaler zadeklamuje jaki wierszyk, na przykad Sta na sukni zrobi plam.... 
Noc bya ciemna..., co z wypisw ukaszewskiego...  powiedzia cicho, systematycznie 
obrzynajc kartofle. 
Nie zrozumiaem ironii, bo si niebo otworzyo przede mn. Deklamowa przed nim!... 
Marzyem przecie o tym... sdziem, e go olni i zachwyc, bo przecie wszystkie moje 
kuzynki i cae gimnazjum unosio si nad moim gosem. 

 To jeszcze z tamtych czasw pozosta ci pocig do krzykw?... 
 Glas, nie przeszkadzaj... 
 Ha! myl, trzeba si od razu pokaza!... i cho draem ze wzruszenia, stanem w tragicznej 
postawie i zaczynam... no, c by?... Czarny szal, ktry wtedy by modnym... Przebiem 
si przez trem i z miejsca unis mnie patos, ami si, wykrcam stawy, krzycz, wybucham 
niby Otello, sycz nienawici jak samowar i skoczyem, oblany potem... 
 Jeszcze co?"  rzek obierajc wci kartofle i ani jeden musku twarzy nie zdradzi, co 
myli o tym. 
Zdawao mi si, e idzie dobrze, i wybieram Hagar; jad na caego: rozpaczam jak Niobe, 
przeklinam niby Lear... bagam, gro i w rozdenerwowaniu kocz, a on mwi: 

 Jeszcze! 
115 



Da spokj kartoflom i zabra si do siekania misa. Olniony ju tym przyzwoleniem i zacht, 
jak zdawaem si sysze w jego gosie, wybieram z Mazepy Sowackiego t scen w 
wizieniu z czwartego aktu i mwi j ca... 

Jcz za Ameli, gldz za Chmar, przeklinam za Zbigniewa, hucz za Wojewod... 
Wkadam w to tyle uczucia, tyle gosu, e a chrypn; wosy mi powstaj na gowie, dr, zapominam, 
gdzie jestem, natchnienie mnie unosi, ogie bucha ze mnie, bucha jak z pieca; zy 
mam w gosie, kolki z wysiku pod piersiami, a gadam... Ju Ameli przeklem, sponiewieraem, 
szarpi si z blu i mioci; kocz akt czwarty i jak potok wal z pitym. Tragiczno 
mnie porywa, podnosi pod sufit nieomal pokj zaczyna mi tacowa, w oczach robi si kolorowo, 
brak mi ju tchu  sabn, wzruszenie mnie dawi, dusza mi opada kawaami  omdlewam... 


Wtem  on kicha zaczyna i zy obciera rkawem... 

Przestaem mwi. 

On cebul, jak kraja, pooy, dzbanek mi w rk wcisn i najspokojniej mwi do mnie: 

 Przynie no mi wody... 
Przyniosem. 
Nala kartofle, wstawi je na maszynk i zapali knot. 
Niemiao go pytam, czy mog przychodzi na lekcje. 
 Przychod, przychod!...  odrzek.  Zamieciesz mi, przyniesiesz wody. A umiesz ty 
po chisku?... 
 Nie!  odpowiadam nie wiedzc, do czego zmierza. 
 To si naucz, a jak bdziesz ju umia, przyjd do mnie; pogadamy wtedy o teatrze! 
Wyszedem zrozpaczony, ale mnie to wcale nie ostudzio. Chwili tej nigdy w yciu nie zapomn!... 


 Nie roztkliwiaj si, na piwo ju Gogowski nie poleci. 
 Mwcie, co chcecie, ale tylko przez sztuk ycie co warte. 
 I nie widzia si pan ju wicej z Rychterem?  spytaa ciekawie Janka. 
 Przecie nie nauczy si jeszcze po chisku... 
 Nie, nie byem; a zreszt, jak mnie wypdzili ze szkoy, uciekem zaraz z domu i zaangaowaem 
si do Krzyanowskiego. 
 Bye u Krzysia?... 
 Cay rok chodziem z nim, z jego on, z niemiertelnym Leosiem, jego synem, i jeszcze 
jedn krowient: mwi chodziem, bo innych sposobw lokomocji bardzo rzadko uywalimy. 
Je bardzo czsto nie byo co, ale grywa i deklamowa mogem tyle, ile tylko chciaem. 
Repertuar miaem ogromny. W cztery osoby grywalimy Szekspira i Szyllera, najcudaczniej 
przerobionych dla naszego uytku przez Krzysia, ktry prcz tego mia bardzo wiele 
sztuk wasnych, o potrjnych i poczwrnych tytuach. Krzyanowski sam je nosi w duej 
skrzynce i nieraz na popasach mawia klepic pudo: 
 Tu albo Szekspir, albo Molier jest polski. Bieda, gupstwo!... kiedy si ma zapewnion 
niemiertelno. Leo, pamitaj, co ojciec mwi! 

Zaczli si wszyscy mia serdecznie. 

Jank dotkn przykro ten miech i przypomnia jej Stanisawskiego, odezwaa si wic 

energicznie: 

 Tak bardzo nie jest mieszn ndza i poniewierka talentu. 
 O tak, bratnia duszo! tak!... To by aposto sztuki, geniusz bez caych butw i... okolicznoci!... 
Szekspir podwrzowy! Talma karczemny!...  woa patetycznie Glas. 
 Hoota! bydo! szubrawcy! i licz a do dwudziestu!  mrucza Gogowski, bo garderoba 
a si trzsa z wesooci. 
 Jakie my z nim kumedie puskali, jak ja mia swoj kompani, to ha!... Wy i widzie ju 
takich nie bdziecie!  rzek gorzko inspicjent. 
116 



Zaczli drwi i przeladowa go t galicyjsk kompani. 

 Komedianty jestecie, nie artysty!...  zawoa rozgniewany inspicjent i wyszed na ogrdek. 
Zaczli po kolei opowiada najrozmaitsze kaway, bo ten temat by niewyczerpany i zawsze 
znajdowa mwcw i chtnych suchaczy. 
Deszcz wci pada i na wiecie byo coraz zimniej i pospniej, wic si skupili cilej i 
opowiadali. 
Wtem przerway im gone krzyki, dochodzce ze sceny. 

 Cicho! co to?... Aha! Majkowska contra Topolski: scena wolnej mioci. 
Janka wysza, eby zobaczy, co si tam dzieje. 
Na scenie, prawie ciemnej, kcia si bohaterska para towarzystwa. 
 Gdziee by?!  krzyczaa Majkowska przyskakujc do niego z piciami. 
 Daj mi spokj, Mela. 
 Gdziee by przez ca noc? 
 Prosz ci, odejd... Kiedy chora, to id do domu. 
 Grae, co?... a ja sukni nie mam! Kolacji nie miaam sobie wczoraj za co kupi!... 
 Dlaczego nie chciaa?... 
 A! ty by chcia, ja wiem! Ty by chcia, ebym ja miaa pienidze, miaby gra za co... 
Pomagaby mi nawet mie pienidze... nikczemnik! pody! 
Rzucia si do niego nerwowo i zajadle. Pikna, posgowa jej twarz paaa rozdranieniem, 
a z garda zacinitego wydobyway si krtkie, przecige sykania. Wpadaa w paroksyzm 
histerii: pochwycia go za rami, szczypaa i trzsa nim nie wiedzc sama, co robi. 

Topolski, zniecierpliwiony, uderzy j i odepchn od siebie gwatownie. 
Majkowska, prawie z rykiem, tak gos jej nie mia nic ludzkiego, przerywanym miechem i 
paczem, z tragicznym zaamaniem si, upada przed nim na kolana. 

 Mory!... kochanku duszy mojej, przebacz!... Soce moje!... ha! ha! ha! Psiakrew, ajdaku! 
ty!... ty!... najdroszy mj, przebacz mi!... 

Przyczogaa mu si do ng, pochwycia go za rce i zacza je z uniesieniem caowa. 

Topolski sta chmurny; al mu jej byo i wstyd wasnego uniesienia, wic tylko gryz pa


pierosa i szepta cicho: 

 Wstae... nie graj komedii... Chyba nie masz wstydu!... Zaraz si tutaj wszyscy zlec... 
Przybiega matka Majkowskiej, stara, podobna do wiedmy kobieta; usiowaa podnie j 
z ziemi. 

 Mela! cruchno! 
 Niech matka zabierze t wariatk; robi tylko skandale...  rzek Topolski i wyszed na 
ogrdek. 
 Cruchno!... a widzisz... mwiam, prosiam, nie bierz go... taki fatygant! Nie umie ci 
uszanowa i jeszcze ci tylko zdrowie niszczy, a tamten... Masz, kochanie, Melciu! Wsta, 
dzieciteczko, wsta! 
 Id matka do choroby!  zawoaa Majkowska. Odtrcia star, zerwaa si z ziemi, wytara 
sobie twarz i zacza szybko chodzi po scenie. 
Musiaa w ten gwatowny ruch wyadowa z siebie reszt zoci, bo zacza nuci i umiechaa 
si do siebie, a pniej zawoaa do Janki najnaturalniejszym gosem: 

 Moe pani pjdzie ze mn na miasto?... 
 Dobrze, nawet deszcz ju przesta pada  odpowiedziaa Janka spogldajc na jej twarz. 
 Co! to mam soliterka... widziaa pani? 
 Widziaam i... nie mog jeszcze stumi oburzenia. 
 I... gupstwo! 
 Wiele ju rzeczy zrozumiaam z trudem w teatrze i wytumaczyam sobie, jak mogam, 
ale takiej sceny nie potrafi. Jak to! pani moesz znie co podobnego?... 
117 



 Za bardzo go kocham, aby zwaa na takie bagatelki. 
Janka zacza si mia nerwowo. 
 Tylko w operetce mona co podobnego zobaczy, no i za kulisami. 
 Ba, ja si zemszcz! 
 Pani si zemci?... Ciekawam bardzo... bo ja bym nigdy, nigdy nie darowaa. 
 Wyjd za niego... Musi si ze mn oeni. 
 To bdzie zemsta?  zawoaa zdumiona Janka. 
 Nie potrzeba lepszej. Ju ja mu urzdz ycie! Wie pani, wstpmy najpierw do cukierni, 
musz kupi czekolady... 
 Nie miaa pani na kolacj!...  zawoaa mimo woli Janka. 
 Ha! ha! to pani jeszcze naiwna... ha! ha! Widziaa pani tego, co mi bukiety przysya, i 
mylisz, e jestem bez grosza! ha! ha! Gdziee si pani taka uchowaa? to wprost pyszne!... 
I znowu miaa si jak wariatka, a si przechodnie na ulicy ogldali za nimi; zmienia nagle 
ton mowy i zapytaa ciekawie: 

 Masz pani kogo?... 
 Mam... sztuk  odpowiedziaa Janka powanie, nie obraona nawet zapytaniem, bo 
wiedziaa, e to s rzeczy do zwyke w teatrze. 
 Jeste pani albo bardzo ambitn, albo bardzo mdr... nie znaam pani...  rzeka Majkowska 
i zacza przysuchiwa si jej uwaniej. 
 Ambitn, by moe! bo mam tylko jeden cel w teatrze: sztuk. 
 Nie graje pani ze mn farsy! ha! ha! Sztuka: cel ycia, to motyw do pysznego kupletu, 
cho stary kawa. 
 Jak dla kogo... 
Majkowska zamilka; zacza nad czym rozmyla chmurnie, bo przeczuwaa w niej rywalk, 
i do tego gron przez swoj inteligencj. 

 Ledwiem dogoni panie!  zawoa kto za nimi. 
 Mecenas tutaj?... nie na subie?...  szepna zoliwie Majkowska, bo zawsze chodzi z 
dyrektorow. 
 Chc zmieni pani... wanie szukam miejsca. 
 U mnie cikie obowizki. 
 O, to dzikuj!... jestem ju za stary... Znam kogo, co by by wzgldniejszy na moje lata. 
I skoni si z wyszukan grzecznoci przed Janka. 
 Idzie mecenas z nami? 
 Owszem, ale panie pozwol, e ja poprowadz. 
 Zawsze zgoda. 
 Proponuj niadanie w Wersalu. 
 Ja musz wrci  rzeka Janka  przecie nie skoczyli jeszcze czytania sztuki. 
 Skocz i bez pani. Chodmy. 
Szli wolno, bo deszcz usta zupenie i lipcowe soce osuszao boto ulic. 
Mecenas si szasta, zaglda w oczy Jance i umiecha si znaczco; kania si znajomym 
i wobec modych przechodniw przybiera min zwycizcy. 

W Wersalu byo pusto. Rozsiedli si przy balustradzie i mecenas zarzdzi dosy wykwintne 
niadanie. 

Janka enowaa si troch z pocztku, ale widzc, e Majkowska zachowuje si z tak 
swobod, jak zawsze, odzyskaa humor i nie zwracaa uwagi na garsonw ani na spogldajcych 
z umiechem przechodniw. 

Mecenas usugiwa tylko Jance, nie odstpowa jej ani na krok i sypa komplementami, z 
ktrych si Majkowska miaa gono. Jank troch to dziwio, ale pniej tak si jej te zabiegi 
wyday komiczne, e miaa si serdecznie razem z Mel. 

118 



niadanie byo doskonae, wina wyborne i soce tak wesoo przywiecao, e czua, i 
przenika j jakie ciepo denerwujce i e to tak dobrze siedzie bez troski i bez myli adnej, 
i bawi si, ale swoj drog przypomniaa prb. 

 Niech czekaj! C to, ja si bd do nich dopasowywa! 
Majkowska bywaa czsto despotyczn z kaprysu, a wtedy trzsa teatrem i zmuszaa, eby 
wystawiano takie sztuki, w ktrych by moga si popisywa. Cabiski ulega, bo musia i ba 
si, eby w rodku sezonu nie rozbia mu towarzystwa swoim wystpieniem z niego z Topolskim. 


Ju byo po trzeciej, gdy wrciy do teatru. Prba z dzisiejszego przedstawienia bya w 
peni. 
Cabiski chcia im co grymasi, ale Majkowska spojrzaa na niego takim miadcym 
wzrokiem, e si tylko skrzywi i odszed. 
Matka przybiega do niej z jakim listem. Majkowska przeczytaa, nakrelia zaraz kilka 
sw odpowiedzi i oddaa starej. 

 Niech matka to odniesie, tylko zaraz. 
 Mela, a jak go nie bdzie?...  zapytaa stara 
 Niech matka poczeka, a odda samemu... Ma tu matka na to... 
I prztyknwszy si w krta po pijacku, daa jej czterdziestwk. 
Zielonkowate oczy starej rozbysy wdzicznoci, pocaowaa crk w rk i pobiega. 
Janka szukaa Gogowskiego, ale ju go nie byo, wic posza do krzese do mecenasa, ktry 
z powrotem przyszed z nimi, bo si jej przypomniao owo wrenie kiedy z rki. 

 Panie mecenasie... jest mi pan co dunym...  zacza siadajc obok niego. 
 Ja?... ja?... dalibg, nie przypominam sobie... czybym... 
 Obieca mi mecenas powiedzie to, co pan zobaczy wtedy na mojej rce... 
 Pamitam, ale musz jeszcze raz zobaczy... 
 Ale nie tutaj. Chodmy ju lepiej do garderoby, to nikt przynajmniej uwagi nie zwrci... 
Poszli do garderoby chrzystek. Mecenas oglda obie jej rce szczegowo i dosy dugo, 
a w kocu rzek nieco zaambarasowany: 

 Sowo honoru daj, e po raz pierwszy widz takie dziwne rce... Nie wiem doprawdy, 
czy... 
 Ale prosz powiedzie wszystko i absolutnie nic nie ukrywa. Widzi mecenas, choby 
si miano ze mnie, ale powiem, e prawie wierz w takie wrby, jak wierz w sny niektre i 
w przeczucia... Moe to mieszne, ale wierz. 
 Nie mog powiedzie, a zreszt, ja sam nie jestem przekonany, czy to prawda. 
 Wszystko jedno, czy prawda lub nie, ale mecenas mi musi koniecznie powiedzie, mj 
zoty mecenasie! Obiecuj mecenasowi solennie, e nie wezm tego, co usysz, do serca  
prosia pieszczotliwie Janka, podniecona ciekawoci i jakim strachem niewytumaczonym. 
 Czeka pani jaka choroba, jakby mzgowa... Ja nie wiem, nie wierz w to, daj pani 
sowo honoru. Mwi, co widz, ale... ale... 
 A teatr?  spytaa. 
 Bdzie pani sawn... bdzie pani bardzo sawn!  szepn prdko nie patrzc na ni. 
 Nieprawda; tego pan tam nie zobaczy!...  rzeka wyczytawszy mu kamstwo z oczw. 
 Sowo! sowo honoru, jest tam to wszystko!... Dojdzie pani, ale przez tyle cierpie, przez 
tyle ez... Strze si pani marze. 
 Niechby przez wszystkie pieka, byle doj! powiedziaa silnie, z byskawicami w 
oczach. 
 Niech pani pozwoli sobie suy zawsze rad, pomoc przyjazn. Serca ludzkie s po to, 
eby si wspieray wzajemnie... 
I pocaowa j w rk z szacunkiem. 

119 



 Dzikuj, pjd sama; jeeli bd nieszczliwa, to take sama. Dzikuj panu bardzo, 
ale litoci nigdy bym nie zniosa od ludzi, a pan chciaby by dla mnie litociwym... 
Gwar kilkudziesiciu osb, spltany z tonami muzyki, dopyn z dou i wdar si w cisz, 
w jakiej si pogryli oboje. 
Mecenas cisn rk Janki i odchodzc powiedzia: 

 Niech pani w to nie wierzy, ale niech si pani strzee wody!... 
Siedziaa jeszcze chwil sama, targana niewyranymi przeczuciami, co byy jak obaw i 
blem jednoczenie, a potem zesza na d. 
Posza do domu, zjada obiad, czytaa nawet co, a wci syszaa te przepowiednie. 

 Ciekawam, co to bdzie i jak?...  mylaa chodzc niespokojnie po pokoju. 
 Bdzie pani bardzo sawn!... Strze si pani marze!  powtarzaa. 
 Gupstwo!... rozdenerwowaam si niepotrzebnie!  dodawaa. Ale tak atwo nie moga 
si pozby tych ciemnych przeczu, co si kbiy gdzie pod wiadomoci jeszcze. 
 Bd sawn!... 
Umiechaa si powtarzajc wolno i rozcige te sowa. 
 Strze si pani marze! 
Siedziaa pniej i mylaa nad sob. 
Przepatrywaa ten cay czas, jaki bya w teatrze, tak dokadnie, e widziaa prawie dzie po 
dniu, scen po scenie. 

 Com zrobia?...  zapytaa siebie samej obrywajc prawie zwidy bukiet Grzesikiewicza. 
 Jestem w teatrze!  odpowiadaa. 
I zarysowa si znowu w jej mzgu ten cay wiat, w ktrym ya, i wyda si jej dziwnym, 
bardzo dziwnym w zestawieniu z tym swoim dawnym wiatem. Ogldaa obydwa jakby z 
wysokoci jakiej i uczua, e sama jest jak gdyby na rozdrou i e dwa te wiaty maj inne 
ruchy i inne centra przycigajce. 

Mylaa dugo nad swoj przyszoci, tylko jako niewiadomie baa si zagbia w mylach 
i stawia jakie wyraniejsze przypuszczenia, gdy czua e j zaraz jaka ciemno 
chwyta i zaczyna krpowa jej myli. 

Zaja si jakim szyciem i powoli myli jej przybray inny kierunek. Wytrzewiaa prawie 
i cho mylaa jeszcze czasami o tych wrbach mecenasa, ale ju nie czyniy na niej takiego 
wraenia. 

Wieczorem tego dnia przysa jej mecenas za kulisy przez posaca bukiet, pudeko cukierkw 
i list zapraszajcy na kolacj do Sielanki, wzmiankujc, e bdzie i Majkowska z 
Topolskim. 

Przeczytaa i nie wiedzc, co pocz, zapytaa Sowiskiej. 

 Bukiet sprzeda, cukierki zje i pj na kolacj. 
 Pani mi radzi? 
Sowiska pogardliwie zymna ramionami i odpowiedziaa szorstko: 
 I!... prdzej czy pniej to musi by... Wszystkie jestecie... 
Nie dokoczya zdania i wysza. 
Janka ze zoci bukiet rzucia w kt, cukierki rozdaa i po przedstawieniu posza prosto do 
domu, oburzona niezmiernie na mecenasa, ktry jej si wydawa bardzo powanym i zacnym 
czowiekiem. 
Na drugi dzie, po prbie, Majkowska odezwaa si do niej z przeksem: 

 Jeste pani niepokalan... romantyczk. 
 Nie, tylko powinnam szanowa swoj godno ludzk. 
 eby bya czyst jak nieg, nie ujdziesz potwarzy... Id do klasztoru!  zadeklamowaa 
Mela. 
120 



 Nie dbam o opini; tylko wobec siebie chc pozosta czyst... Kady brud jest mi wstrtnym 
i nawet dla dopicia swoich marze nie zrobiabym podoci. 
 Phi! ebym ja wiedziaa, co to jest podo, brud i tym podobne wyrazy, i czy daj jak 
porzdn frajd, to zaraz zaczabym uywa tego rano i wieczr, w miejsce masa do buek. 
Popatrzyy sobie w oczy z umiechnit pogard i rozeszy si. Janka zaczynaa czu gbok 
niech do koleanek, poczon nawet z pewnym wstrtem. Znaa ju je wszystkie doskonale, 
tak e wydaway si jej gromad papug, tak byy bezmylne, ze i gupie. Irytoway 
j swoj wieczn paplanin o strojach i mczyznach. Przejmoway j wprost gniewem ich 
twarze umiechnite i myli swobodne. Ona, co miaa si bardzo rzadko, i to tylko ustami, a 
prawie nigdy sercem, nie moga znie wesooci powstajcej z byle czego. 

Posza na lekcj do Cabiskiej, ale nie moga zapomnie tego pogardliwego zymnicia 
ramion Sowiskiej i sw dzisiejszych Majkowskiej. 

 Choby bya czyst jak nieg, nie ujdziesz potwarzy. Id do klasztoru! powtrzya 
kilka razy, ale uderzyo ja nie pierwsze zdanie, tylko drugie. 
 Nie, nie!...  mwia odpychajc od siebie jakie widma ze wstrtem. 
Skoczya lekcje i dugo potem graa nokturny Chopinowskie znajdujc w ich melancholii 
jak ulg na wasne smutki. 

 Panno Janino!... M tu zostawi rol dla pani!...  zawoaa dyrektorowa z drugiego pokoju. 
Janka zamkna fortepian i zacza przeglda t rol. Rola ta skadaa si z kilkudziesiciu 
wyrazw ze sztuki Gogowskiego i nie zadawalniaa jej wcale, gdy bya maym tylko epizodem, 
ale serce jej zadrgao ywiej, bo to mia by pierwszy wystp prawdziwy. 

Sztuk odoono do przyszego czwartku i miano z niej robi codziennie po poudniu prby, 
bo Gogowski prosi o to i fundowa wszystkim codziennie, byle si tylko rl uczyli. 
W kilka dni po otrzymaniu tej pierwszej roli skoczy si miesic mieszkania Janki u Sowiskiej. 
Przypomniaa jej o tym stara rano, proszc o pienidze jak mona najprdzej. 
Janka daa jej dziesi rubli obiecujc solennie zapaci reszt w przecigu kilku dni, bo 
miaa wszystkiego ju kilka rubli zaledwie. 
Obliczya si i ze zdumieniem mylaa, gdzie ona wydaa i na co w przecigu piciu tygodni 
co okoo dwustu rubli, z ktrymi przyjechaa z Bukowca. 

 Jak to bdzie dalej?  szeptaa postanawiajc jak najprdzej mwi Cabiskiemu o zaleg 
ga. 
Zrobia to zaraz na pierwszej prbie. 
Cabiski skoczy, jakby go kto chcia zamordowa. 

 Nie mam, jak Boga kocham, nie mam! Zreszt... pocztkujcym adeptkom za pierwsze 
miesice nie pac nigdy. Hm! dziwne, e pani nikt nie objani. Drugie cay sezon s i nie 
koacz mi gowy ga... Powinno pani tymczasowo starczy to, e jeste pani w pierwszorzdnym 
towarzystwie. Hm!... zreszt... pani si co tam podobno naley za lekcje?... 
Suchaa ze strachem i odezwaa si po prostu: 

 Panie dyrektorze! ale ja za tydzie ju y nie bd miaa z czego... Nie mwiam dotychczas 
nic, bo miaam pienidze jeszcze z domu. 
 A ten stary... mecenas... nie moe to da?... przecie wiadomo, e... 
 Dyrektorze!...  szepna oblewajc si rumiecem. 
 Mascotta!...  mrukn, zoliwie cigajc usta. 
Przemoc stumia w sobie oburzenie i mwia: 
 Dziesi rubli potrzebuj tymczasem koniecznie: musz sobie kupi kostium do Chamw. 
 Dziesi rubli?... Cha! cha! cha! Paradna pani jeste! Majkowska nawet nie bierze tyle 
od razu! Dziesi rubli!... Lubi tak naiwno!... 
mia si serdecznie, a potem rzuci jej na odchodnym: 
121 



 Niech mi pani przypomni wieczorem, to dam kwit do kasy. 
Wieczorem dostaa rubla. 
Zamylia si smutnie, bo zrozumiaa, e bieda stoi ju za drzwiami, e jeszcze czas jaki, 
a zajrz sobie w oczy. 

Wiedziaa dobrze o tym, e chrzystki po najlepszym przedstawieniu dostaway pidziesit 
kopiejek akonta, a zwyczajnie dwa zote lub czterdzieci groszy. Przypomniaa sobie dopiero 
teraz te smutne znkane twarze starszych aktorek. 

Zobaczya teraz wiele takich rzeczy, ktrych przedtem nie widziaa albo widzc nie zastanawiaa 
si nad nimi. Jej wasny brak otworzy jej szeroko oczy na bied, jaka gniota wszystkich, 
na te skryte szamotania si z ni codzienne, pokrywane czsto wesooci jaskraw na 
prbach i przedstawieniach. 

Ta sztuczna wesoo, pozowanie, bazestwa to byy tylko pozory albo raczej to bya druga 
twarz tych ludzi, moe nawet prawdziwsza; ale zobaczya potem smutne, z dnia na dzie 
pdzone ycie wrd zgryzot i walki nieustannej. Poczua, e sama zaczyna zstpowa a do 
tych nizin, na ktrych toczya si ustawiczna walka wszystkich przeciw wszystkim i przeciw 
kademu, kto by chcia przyj, zabra rol i uszczupli akonto. Bya dotychczas widzem zaledwie, 
teraz sama musiaa wzi udzia w walce. 

Odczuwaa bezwiednie, jak ten grunt teatralny jest ruchomym, jak trzeba si silnie trzyma, 
aby nie upa innym pod nogi, i i po nim naprzd. Ile to trzeba zuy si, woli, ile 
przenie, jak nie zwaa na nic i nikogo, aby mc doj... 

 Doj, dojd!...  odpowiadaa z moc tym ponurym obrazom, przesuwajcym si konturami 
tylko w jej mzgu; bo przychodziy jej na pami wrby mecenasa. 
Te, ju teraz codzienne, wystawania pod kas po przedstawieniu i ta prawie ebranina o 
pienidze rzucia jaki cie na jej dusz i przesczya j gorycz. 
Tym usilniej pragna dosta jak wiksz rol, eby si wydosta z tego wstrtnego chru, 
nie moga si o ni doprosi i to j bolao niewymownie i upokarzao gboko. 

Kotlicki kry koo niej ustawicznie, nie ponawia owiadczyn, ale czeka. 

Wadek by dla niej najwicej koleeskim ze wszystkich i gono opowiada, e odwiedza 
jego matk. 

Janka istotnie bya kilka razy u Niedzielskiej, bo si nie moga wymwi zaproszeniom 
starej, z ktr bardzo czsto spotykaa si to w teatrze, to na ulicy. Niedzielska wci ledzia 
Wadeczka, bo go ju podejrzewaa o skonno ku niej. 

Janka grzecznoci i pswka Wadka przyjmowaa obojtnie, tak jak przyjmowaa pene 
wyszukanego szacunku spojrzenia i sowa Kotlickiego, jak przyjmowaa bukiety i cukierki od 
mecenasa, ktre jej codziennie przysya. 

aden z tych trzech cichych wielbicieli nie obchodzi jej ani troch, trzymaa ich od siebie 
daleka chodem. 

Aktorki drwiy z jej nieugitoci, a po cichu zazdrociy szczerze. 

Nie odpowiadaa im na uwagi uszczypliwe, eby nie wywoywa jeszcze wikszego potoku 
drwin. 

Lubia jedynie Gogowskiego, ktry z racji wystawienia swojej sztuki przesiadywa caymi 
dniami w teatrzyku. Wyrnia j gono ze wszystkich kobiet i tylko z ni rozmawia o waniejszych 
rzeczach i tylko j traktowa jak czowieka. Pochlebiao to jej bardzo i bya mu za to 
wdziczn. Lubia go za paradoksalno i szczero, z jak jej mwi nieraz o najdraliwszych 
kwestiach spoecznych, no i nigdy nie wspomina jej o mioci i nie blagowa. 

Czsto chodzili razem na spacery do azienek. 
Bya z nim na stopie szczerej przyjani; traktowaa go nie jak mczyzn, ale jak dusz 
wiksz, ktrej obce s wszelkie marne drobnostki. 
Po generalnej prbie z Chamw wyszed z ni razem z teatru. 

122 



Gogowski by tego dnia chmurniejszym ni zwykle, czciej mwi: niech zdechn i 
licz a do dwudziestu. Niespokojno nim rzucaa o wieczr, a jednak mia si gono. 

 Moe si przejedziemy belgijsk koby do Botaniki. Dobrze?... 
Janka skina gow przyzwalajco i pojechali. 
Znaleli wolne miejsce obok basenu pod klonem olbrzymim i siedzieli czas jaki w milczeniu. 


Pusto byo dosy w ogrodzie. Kilkanacie osb niby cienie majaczyo po awkach w upalnym 
powietrzu. Ostatnie re wieciy barwami przez ziele nisko opuszczonych gazi; zapach 
lewkonii z gwnego klombu rozchodzi si jakby prdami coraz mocniejszej woni. Ptaki 
z rzadka wierkay w gstwinie sennymi gosami. Drzewa stay nieruchome, jakby zasuchane 
w tej sonecznej ciszy dnia sierpniowego. Czasami tylko jaki li lub gazka sucha 
spywaa spiraln lini na trawniki. Zote plamy soca, przeciekajcego przez gazie, tworzyy 
na trawie ruchom mozaik, lniy si jak paty bladej platyny. 

 Niech diabli wezm wszystko!  rzuca chwilami w cisz Gogowski i wichrzy zapamitale 
wosy. 
Janka spogldaa tylko na niego i al si jej robio sowami mci ten spokj, jaki j owiewa, 
t cisz przyrody, usypiajcej z nadmiaru ciepa; i rozmarzaa j czuo jaka nieznana i 
nie zwizana z adn rzecz, ale pynca chyba z przestrzeni, z bkitu, z biaych, przejrzystych 
chmur, snujcych si wolno, i z czarniawej zieleni drzew. 

Oddychaa z rozkosz woni lewkonii, ale ile razy spojrzaa na Gogowskiego, ktry nie 
mg usiedzie spokojnie, tylko si rzuca, spoglda na ni, targa wosy, tyle razy przychodzia 
jej jedna myl uparcie: e on chce wyzna jej swoj mio. 

 Mw pani co, bo oszalej, wciekn si!...  wykrzykn nagle. 
Rozemiaa si, tak by w tej chwili komicznym i bardzo dalekim od marze o mioci. 
 Mwmy, chociaby o... wieczorze... 
 Chce mnie pani stru do reszty?...  Niech zdechn, ale chyba nie wytrzymam do wieczora!... 
 Przecie pan mi mwi, e to nie pierwsza sztuka, wic... 
 Tak, ale mnie zawsze przy kadej trzsie febra, bo zawsze widz w ostatniej chwili, e 
napisaem wistwo, ajdactwo, tandet. 
 Ja nie mam pretensji do znawstwa, ale mnie si sztuka podobaa ogromnie, bo taka 
szczera... 
 Co, na serio?  zawoa z odcieniem ukontentowania w gosie. 
 Wie pan przecie, e wprost nie miaabym skama. 
 Bo widzi pani, powiedziaem sobie, e jak ta sztuka klapnie, to... niech zdechn, ale... 
 Rzucisz pan pisanie? 
 Nie, ale znikam z horyzontu na kilka miesicy i pisz drug... Pisz drug, trzeci... pisz 
dotd, a musz stworzy zupenie dobr, musz!... Chobym mia z tego zdechn, napisz!... 
Gotw jestem wstpi do teatru, aby go lepiej pozna i zrozumie... Pani myli, e to 
mona przesta pisa?... mona si wciec, zabi, zdechn, ale przesta pisa?!... o, tego bym 
nie potrafi. No, bo, prosz pani, po c ja bym y?...  dorzuci i zapatrzy si przed siebie. 
Jego jasna twarz, rysy nieregularne i ostre miay wyraz natonego zdziwienia, jakby teraz 
dopiero pierwszy raz postawi sobie pytanie: po co by y, gdyby pisa przesta?... 

 Jak pani uwaa, Majkowska dobr bdzie Antk, co?  zapyta nagle. 
 Zdaje mi si, e ta rola ley w jej charakterze. 
 Mory take bdzie niezy, ale reszta... ndza i wystawa pod psem! No! i klapa pewna!... 
 Mimi wcale nie zna chopw i miesznie mwi dialektem. 
 Syszaem i a mnie wtroba zabolaa! Pani zna chopw?... A! jak Boga kocham!  zawoa 
gwatownie  czemu pani tej roli nie gra?... 
 No, bo mi jej nie dali. 
123 



 Czemu mi pani nie powiedziaa wczeniej?... Niech zdechn, ale bym teatr rozwali i 
musiaaby pani gra!... Wszystko si spikno na moich biednych Chamw i pani mnie jeszcze 
dorzyna! 
 Nie miaam panu mwi, a zreszt dyrektor da mi Filipow. 
 Kompars, epizod... mg wzi ktokolwiek. Niech zdechn, ale ju czuj, e Mimi bdzie 
gada jak subretka z operetki... Co mi pani narobia... Jezus, Maria! Jeeli pani myli, e ycie 
to pikna operetka, to si pani myli! 
 Wiem ju co o tym...  odpowiedziaa umiechajc si cierpko. 
 Dotychczas jeszcze pani nic nie wie... pozna pani pniej. Zreszt, kobietom idzie zwykle 
atwiej; sam los czsto wobec pa bywa galantem: podaje rk i przeprowadza w trudniejszych 
miejscach. My musimy ciko wydziera cz swoj i paci za marny zysk, Bg wie, 
jak drogo. 
 A kobiety niczym nie pac? 
 Widzi pani, jest tak: e kobiety, a szczeglniej na scenie, to cz minimaln powodzenia 
winny swojemu talentowi  sobie; drug kochankom, ktrzy je proteguj, a reszt galanterii 
mczyzn, ktrzy maj nadziej protegowa je kiedy... 
Janka, pomimo e si czua dotknit, nic nie odpowiedziaa, bo si jej byskawicznie zarysowaa 
Majkowska, a za ni Topolski, Mimi i Wawrzecki w cieniu, Kaczkowska i jeden z 
dziennikarzy i tak dalej, prawie wszystkie, wic spucia gow dosy smutnie i milczaa. 

 Niech si pani na mnie nie gniewa, bo to si jej jeszcze nie tyczy. Stwierdziem tylko 
fakt, jaki mi si nasun na myl. 
 Nie, nie gniewam si, bo przyznaj panu zupen suszno. 
 Z pani tak nie bdzie, ja to czuj... Chodmy ju!...  zawoa nagle zrywajc si z awki. 
 Jeszcze co powiem...  rzek Gogowski, kiedy ju szli Alejami z powrotem.  Powiem 
to, co i pierwszego dnia, w ktrym poznaem pani na Bielanach: zostamy przyjacimi!... 
Nie ma co, ale czowiek jest bydlciem stadowym: potrzebuje zawsze mie kogo niedaleko 
siebie, eby mu byo jako tako na wiecie... Czowiek nie stoi samotnie; musi si opiera, zazbia 
o drugich, musi czy swoje istnienie z drugimi, i razem i czu razem, eby mg 
co robi... Juci, e najzupeniej wystarcza jedna dusza spowinowacona. Zostamy przyjacimi!... 
 Dobrze  odpowiedziaa Janka  ale postawi jeden warunek. 
 Prdzej, na mio bosk, bo go moe nie przyjm! 
 Oto... niech mi pan da sowo honoru, e mi pan nigdy, nigdy nie bdzie mwi o mioci, 
e si pan nie zakochasz we mnie i bdziesz ze mn postpowa jak z modszym troch koleg. 
Moesz si pan nawet zwierza z mioci i wszelkich zawodw sercowych... 
 Zgoda na caej linii; piecztuj to uroczystym sowem honoru!  woa uradowany Gogowski. 
 Moje warunki s takie: szczero zupena i bezwzgldna, zaufanie nieograniczone... 
Amen! 
Ucisnli sobie powanie rce. 

 Jest to zwizek dusz czystych, w celach idealnych!  mia si mrugajc oczyma.  Jestem 
teraz tak czego wes, e wzibym wasn gow i ucaowa serdecznie... 
 To przeczuwanie zwycistwa Chamw. 
 Niech mi pani o tym nie przypomina. Ja wiem, co mnie czeka. Musz ju pani poegna... 
 Nie odprowadzi mnie pan do samego mieszkania? 
 Nie... a zreszt dobrze, ale bd mwi o... mioci  zawoa wesoo. 
 No, to ju do widzenia! Niech Pan Bg strzee pana od takich kamstw. 
 Musiaa si pani tego paskudztwa obyka, e na sam zapach ju mdoci... 
 Id ju pan sobie... opowiem to panu kiedy... 
124 



Gogowski rzuci si w dorok i popdzi na Ho, a Janka posza do domu. 

Przymierzya kostium chopski, jaki jej robia do Chamw M-me Anna, i mylaa z umiechem 
o tym przymierzu, jakie zawara z Gogowskim. 

Za kulisami i w garderobach czu byo dzisiejsz premier. 

Wszyscy schodzili si wczeniej, ubierali i charakteryzowali staranniej, tylko Krzykiewicz, 
swoim zwyczajem, na p rozebrany, ze szmink w rku, azi po garderobie i po scenie. 

Stanisawski, ktry zwykle, jeli gra, przychodzi na dwie godziny przed zaczciem, ju 
by ubrany i tylko co chwila si docharakteryzowywa. 

Wawrzecki z rol w rku chodzi po garderobie i przepowiada sobie pgosem. 

Inspicjent szybciej biega ni zwykle, a w damskich garderobach kcono si zawziciej; 
wszyscy byli bardziej rozdenerwowani. Sufler pilnowa ustawiania sceny i patrzy na publiczno 
tumnie zapeniajc ogrdek. Chrzystki w ludowych strojach, ju gotowe, bo miay 
robi tum, snuy si we wszystkich kierunkach. 

 Dobek!  zawoaa Majkowska.  Mj zoty, trzymaj mnie tylko!... Ja umiem, ale w drugim 
akcie, w scenie z Hrehorym ten monolog podsu mi pan goniej. 
Dobek kiwa gow i jeszcze nie wrci na stanowisko, kiedy go znowu zaczepi Glas. 

 Dobek! bdziesz pi wdk, co?... moe chcesz jak przeksk?...  pyta troskliwie suflera. 
 Na przeksk ka da piwa  odpowiedzia Dobek umiechajc si bogo. 
 Mj zoty, trzymaj mnie aby!... Ja umiem dzisiaj naprawd, ale mog si miejscami zaci... 
 No, no! nie po si tylko sam, to ju ja ci nie dam zgin. 
I tak co chwila ktra lub ktry przybiega, prosi, fundowa wdk, a Dobek tylko gow 
kiwa i obiecywa solennie wszystkich trzyma. 

 Dobek! mnie potrzebne pierwsze sowa tylko... pamitaj!  zakoczy Topolski. 
Gogowski krci si po scenie, ustawia sam chat wewntrz, dawa informacje aktorom i 
niespokojnie przyglda si par razy pierwszemu rzdowi krzese, zajtemu przez przedstawicieli 
prasy. 

 Bdzie mi jutro ciepo!...  szepn do siebie. 
I zacz chodzi gorczkowo, gdy nie by w stanie usta ani usiedzie w miejscu, wreszcie 
wyszed na ogrdek, stan obok jakiego kasztanu i przyglda si z biciem serca pierwszemu 
aktowi, ktry si wanie zacz, nie mg i tam wytrzyma, bo nie widzia caej sceny 
i mia publiczno z boku. 

Wrci znowu za kulisy i przez szpary we drzwiach patrzy na publiczno. 

Publiczno siedziaa zimna i suchaa spokojnie; cisza przytaczajca pyna z ogrdka. 
Widzia setki oczw i gw nieruchomych, nawet zobaczy garsonw, stojcych na krzesach 
pod werand i przypatrujcych si scenie. Nasuchiwa, czy jaki szmer nie przeleci przez sal... 
nic! cisza... Czasami kto zakaszla, zaszeleci afiszem i znowu cisza. 

Gos grajcych rozlega si wyranie i pyn do tej czarnej, zbitej w gszcz, ciby ludzkiej. 


Gogowski usiad w najciemniejszym kcie na stosie dekoracji, twarz schowa w donie i 
sucha. 

Scena za scen szy prawidowo i rwno, ta sama wci zowroga cisza w sali i witeczna 
za kulisami, gdy przechodzono na palcach, i zreszt, kto tylko mg, sta w kulisie. 

Nie! nie by w stanie wysiedzie!... 

Sysza barytonowy gos Topolskiego, sopranowy Majkowskiej, troch schrypnity Glasa, 

ale nie to chcia usysze, nie to! 
Gryz sobie rce tak silnie, e mia zy w oczach z blu. Podnosi si; chcia gdzie i, co 
robi, choby krzycze, ale siada z powrotem i sucha. 
Akt si skoczy. 

125 



Kilkanacie braw chodnych zerwao si i utono w ciszy oglnej. 

Gogowski zerwa si i z wycignit gow, z oczami poncymi gorczk czeka, ale 
usysza tylko stuknicie kurtyny opadajcej i gwar rozmw, podnoszcy si raptownie. 

W midzyakcie znowu przyglda si publicznoci: miaa jakie dziwne miny. Prasa bya 
skrzywiona; szeptali co pomidzy sob, a niektrzy notowali. 

 Zimno mi!...  szepn wstrzsajc si w jakim lodowatym dreszczu. 
I poszed bdzi, jak nieprzytomny, po teatrze. 
Stali bywalcy zakulisowi napywali hurmem i oywili nieco kulisy, ale na twarzach aktorw 
odbija si niepokj bezwiedny o los pozostaych czterech aktw. 

 Winszuj panu!... Za ostra, za brutalna, ale nowa!  mwi Kotlicki ciskajc Gogowskiemu 
rk. 
 Czyli: ni pies, ni wydra, co na ksztat kapona!...  odpowiedzia Gogowski z przymusem. 
 Zobaczymy, co bdzie dalej... Publiczno jest zdziwiona, bo ludowa sztuka i bez tacw... 
 Do diaba!... przecie to nie balet!...  mrukn niechtnie Gogowski. 
 Ale pan znasz publiczno i wiesz, e przepada za piewami i tacami. 
 To niech idzie na szopk krakowsk!  rzek Gogowski. 
Odwrci si i poszed, bo go wcieko porywaa. 
Po drugim akcie brawa byy rzsistsze i dusze. 
Humor podnosi si w garderobach do zwykego napicia. 
Cabiski ju dwa razy posya Wicka do kasy, dowiedzie si, jak tam idzie?... Gold raz 
przysa odpowied: Dobrze, a drugi raz: Wyprzedany. 

Gogowski mczy si w dalszym cigu, tylko ju inaczej, bo usyszawszy to, na co tak gorczkowo 
czeka, to jest brawa, uspokoi si nieco i usiad w kulisie, przypatrujc si grze. 

Sinia ze zoci, bi nog w kapelusz i sycza z niecierpliwoci, bo ju nie mg wytrzyma... 
Z jego postaci chopskich, prawdziwych w kadym calu, zrobiono jakie mde figurki 
sentymentalnego melodramatu, manekiny, ubrane w stroje ludowe. Jeszcze mczyni trzymali 
si jako tako, ale kobiety prcz Majkowskiej i Mirowskiej, grajcej rol baby-ebraczki, 
gray pod psem, zamiast mwi, szczebiotay, markoway nienawi, mio, miechy, 
wszystko byo takie robione, sztuczne, bezmylne, bez odrobiny prawdy i szczeroci, e go po 
prostu rozpacz dawia... Bya to tylko maskarada i nic wicej. 

 Ostrzej!... mielej!... energiczniej!...  szepta tupic nog. 
Ale nikt nie zwraca uwagi na jego nawoywania. 
Umiech przelecia mu przez usta, bo zobaczy Jank wchodzc na scen. Spostrzega ten 
umiech i to j uratowao, gdy gos jej zamar w piersiach i czua si po prostu sparaliowan 
wszedszy na scen, taka okropna trema ni trzsa, e nie widziaa ani sceny, ani aktorw, ani 
publicznoci; zdawao si jej, e zatopiy j jakie blaski... 

Spostrzega ten umiech yczliwy i od razu oprzytomniaa. 
Miaa tylko chwyci za miot, potem ma pijaka za konierz, wykrzycze kilkanacie 
wierszy wymyla i narzeka, a nastpnie wyprowadzi go si za drzwi. 
Zrobia to za gwatownie, ale tak szczerze schwycia chopa za kark i tak energicznie pomstowaa 
na szynkarza, e bya zupenie prawdziw, rozwcieklon bab wiejsk. 
Sytuacja bya dosy komiczna, bo chop si tumaczy i opiera, wic szmer miechw zerwa 
si w widowni, kiedy schodzili ze sceny. 
Gogowski poszed szuka Janki. Staa na schodkach prowadzcych do garderoby i jeszcze 
nie moga przyj do siebie; oczy jej promienioway jakim gbokim zadowoleniem. 

 Bardzo dobrze!... to bya chopka prawdziwa! Masz pani temperament i gos, dwie 
pierwszorzdne rzeczy!  powiedzia do niej Gogowski i odszed na palcach na swoje miejsce. 
126 



 Moe zrobi wywoanie?  szepn mu do ucha Cabiski. 
 Zdechnij pan i id do diaba!  odpowiedzia rwnie cicho i poczu szalon chtk uderzenia 
go w ucharakteryzowan twarz, ale znowu przysza mu nowa myl, bo zobaczy niani, 
stojc niedaleko i surowo, a z pewnym naboestwem patrzc na scen. 
 Nianiu! 
Niania niechtnie podesza do Gogowskiego. 
 Powiedzcie, nianiu, jak si wam widzi ta kumedia?  zapyta ciekawie. 
 Przezwisko je niepolityczne cakiem... Chamy!... To si wi, e wieski nard nie jest 
lachta, ale eby zaraz tak przezywa na ludzkie pomiewisko, to je grzych! 
 No, mniejsza!... Ale czy ci ludzie podobni s do wiejskich? 
 Utrafi pan, prawda!... takie s chopy, ale ino nie tak aligancko obcz si ani s takie 
lachetne w chodzeniu i w mowie... Ale, przepraszam pana, co powiem: po co to wszystko?... 
Panw, Zydw albo i jenszych ciarachw to se pokazujta, ale rzetelnych gospodarzy to wstyd 
tak ciga na ludzkie pomiewisko i wyprawia z nimi kumedie! Pan Bg moe pokara za 
tak rozpust!... Co gospodarz, to gospodarz... wara od niego!  dodaa w kocu. 
I patrzya dalej na scen z coraz wiksz surowoci i prawie ze zami oburzenia. 

Gogowski nie mia czasu si dziwi, gdy zaraz akt si skoczy grzmicymi brawami i 
wywoywaniem autora, ale nie wyszed si kania. 

Kilku dziennikarzy przyszo ciska mu rce i chwali sztuk. Sucha obojtnie, bo ju mu 
po gowie plta si plan przerobienia tej sztuki. 

Zobaczy teraz dopiero szczegowo najrozmaitsze braki i niekonsekwencje, i uzupenia 
zaraz w myli, dodawa sceny, przestawia sytuacje, i tak by zatopiony w tej nowej robocie, 
e ju nie zwaa, jak graj czwarty akt. 

Brawa grzmiay na caej linii i znowu ozwa si jednogony okrzyk: 

 Autor! Autor! 
 Wywouj, idzie pan!  szepn mu kto do ucha. 
 Niech zdechn, ale id, sodki bracie, do diaba! 
Wywoywano rwnie Majkowsk i Topolskiego. 
Majkowska przybiega zdyszana do Gogowskiego. 
 Panie Gogowski!... chode pan prdzej!  zawoaa biorc go za rk. 
 Dajcie wy mnie spokj!  krzykn gronie. 
Majkowska odesza, a on siedzia i myla dalej. Ju teraz nic go nie obchodziy brawa ani 
wywoywania, ani powodzenie sztuki, bo go gryza okropnie ta wiadomo, e sztuka jest 
zupenie za. Zastanawia si, to jest widzia j coraz lepiej i a si trzs z blu, e znowu jeden 
wysiek na prno! 

Z bezsiln zoci sucha, jak publiczno oklaskiwaa szorstkie i charakterystycznokomiczne 
epizody, waciwe to, na ktrym dusze jego chamw musiay si rysowa, a sama 
tre sztuki, jej teza, przechodzia bez wraenia. 

 Panie Gogowski, ja chc, eby pan wyszed w pitym akcie, jeli bd wywoywa  
rzeka do niego stanowczo Janka, bo dziwn wydaa si jej ta obojtno, jak mylaa. 

 Kto woa?... Nie widzi pani, e to galeria! Nie widzi pani drwin w oczach prasy i publicznoci 
w pierwszych rzdach, co?... Mwi, e sztuka jest z, pod... wistwem! Zobaczysz 
pani, co jutro napisz o niej. 
 Co bdzie jutro, zobaczymy jutro. Dzisiaj jest powodzenie i sztuka jest pyszna. 
 Pyszna!  zawoa z boleci.  eby pani widziaa, jak ona mi w mzgu tkwi, jak ona 
tam jest pyszn i zupen, to wiedziaaby, e to, co graj, jest marnym achem, strzpem... 
Przybieg zaraz Cabiski, reyser i Kotlicki i gwatownie namawiali Gogowskiego, aby 
si pokaza publicznoci; opiera si jeszcze. 

127 



Po skoczeniu sztuki, kiedy istotnie caa publiczno bia zapamitale brawo i woaa autora, 
Gogowski wyszed z Majkowsk, ukoni si zamaszycie, poprawi sobie czupryny i cofn 
si niezrcznie za kulisy. 

 eby byy tace, piewy i muzyka, to rcz, e gralibymy do koca sezonu  rzek Cabiski. 
 Umrzyj dyrektor, spal si, zapij, ale mi nie mw bredni!  krzycza Gogowski.  Z pewnoci 
przyleci tutaj restaurator i bdzie mi wymyla, e z tych samych przyczyn mniej 
sprzeda piwa i wdek, bo publiczno, ktra musi sucha i rzadko si mieje, przekada gorc 
herbat... 
 Panie, przecie nikt sztuk nie pisze dla siebie, tylko dla ludzi. 
 Tak, dla ludzi, ale nie dla Syngalezw... 
Kotlicki znowu przyszed i co mu dugo mwi. 
Gogowski si skrzywi i rzek: 
 Po pierwsze: nie mam na to, bo to by kosztowao grubo, a po drugie: nie chc by adnym 
naszym znanym i cenionym; to prostytucja!... 
 Mog panu suy moj kas... sdz, e nasze dawne stosunki koleeskie... 
 Dajmy temu pokj!...  przerwa mu gwatownie Gogowski,  Ale to dao mi pewn 
myl... Urzdmy sobie kolacyjk, ale tak w par osb, co?... 
 Dobrze, trzeba zaraz uoy list. 
 Cabiscy, Majkowska i Topolski, Mimi i Wawrzecki, Glas na bawiciela, pan, ma si rozumie. 
Kogo by tu jeszcze?... 
Kotlicki chcia poda Jank, ale krpowa si odezwa z tym gono. 

 Aha! wiem... Orowska;.. Filipka! Widziae pan, jak j pysznie zagraa?... 
 Rzeczywicie, dobrze...  odpowiedzia spogldajc na niego podejrzliwie, bo pomyla, 
e i Gogowski musi mie na ni jakie plany. 
 Id no pan zamwi wszystkich... ja zaraz przyjd. 
Kotlicki poszed na ogrdek, a Gogowski pobieg na gr do garderoby chrzystek i zawoa 
przeze drzwi: 

 Panno Orowska! 
Janka wychylia gow. 
 Niech no si pani prdko ubiera; pjdziemy na kolacj ca band, tylko bez najmniejszego 
protestu. 

W p godziny siedzieli ju w gabinecie jednej z wikszych restauracji na Nowym wiecie. 

Energicznie rzucono si na wdk i przekski, bo to kilkogodzinne denerwowanie si za


ostrzyo niezmiernie apetyty. Mwiono mao, ale pito wiele. 
Janka nie chciaa pi, ale Gogowski prosi i wykrzykiwa: 

 Masz pani pi, i basta! Na takim zacnym pochwku, jak dzisiejszy, musi pani pi... 
Wypia jeden na prb, ale potem musiaa pi dalsze; zreszt czua, e to j dobrze usposabia, 
bo miaa w sobie jeszcze resztki tremy i drenia o los sztuki. 
Po rozmaitych daniach garsoni ustawili ca bateri butelek wina i likierw. 

 Bdzie czym walczy!...  zawoa wesoo Glas uderzajc noem w butelk. 
 Padniesz ofiar wasnego zwycistwa, zobaczysz, jeli z takim zapaem bdziesz dalej 
atakowa. 
 Mwcie sobie, a my pijmy!  zawoa Kotlicki podnoszc kieliszek.  Za zdrowie autora! 
 Udaw si, Syngalezie!...  mrukn Gogowski podnoszc si i trcajc ze wszystkimi. 
 Niech yje i niech co rok pisze nowe arcydzieo!  krzykn Cabiski, ju dobrze podchmielony. 
 Dyrektor take co rok prawie tworzysz arcydziea, a nikt ci przecie tego nie wymawia. 
 Z Bo i ludzk pomoc, panowie, tak, tak!  rzek Cabiski. 
Zarzecka wybuchna miechem, a za ni wszyscy. 
128 



 Nieche ci ucisn!... przynajmniej raz nie kamiesz!  krzycza Glas. 
Cabinska a si pokadaa ze miechu. 
 Zdrowie dyrektorstwa!  zawoa Wawrzecki. 
 Niech yj i z Bo i ludzk pomoc tworz wicej arcydzie! 
 Zdrowie caego towarzystwa! 
 A teraz wypijmy na cze... publicznoci. 
 Za pozwoleniem. Poniewa ja tu jestem jedynym jej przedstawicielem, wic mnie oddajcie 
hod. Przystpujcie do mnie z uszanowaniem, pijcie do mnie... moecie mnie nawet caowa 
i prosi o jak ask; rozwa i co bd mg da, dam!  woa rozbawiony Kotlicki. 
Wzi kieliszek ze stou, stan przed lustrem  i czeka. 

 Pycha, jak Boga kocham! Ja pierwszy id na ogie!  zawoa Gogowski, 
I z penym kieliszkiem, troch si ju potaczajc, podszed do Kotlickiego. 
 Szanowna i miociwa pani!... Daj ci sztuki, pisane krwi i sercem; zrozum je tylko i 
oce sprawiedliwie!  woa patetycznie, caujc go w twarz. 
 Jeeli je, mistrzu, bdziesz pisa dla mnie, jeeli mnie nie bdziesz obraa brutalstwami 
i bdziesz si liczy ze mn, i pisa tylko dla mnie, ebym si moga bawi i rozrywa, dam ci 
powodzenie! 
 Kopn ci pierwej i zdechnij!  szepn gorzko Gogowski. 
Podszed Cabinski. 
 Szanowna publicznoci! Ty jeste socem, ty jeste piknem, ty jeste wszechmoc, ty 
jeste mdroci, ty jeste znawstwem! Dla ciebie yje, gra, piewa i twoj jest ta Melpomeny 
dziatwa!... Powiedz, wielmona pani, czemu nie jeste askaw na nas?... Prosz ci, janie 
owiecona, daj codziennie peny teatr!... 
 Kochanku! Miej troch pienidzy, jak przyjedasz do Warszawy, duy repertuar, towarzystwo 
dobrane, chry pikne, no i grywaj to, co ja lubi, a kasy twoje bd si ama pod 
ciarem zota. 
 Szanowna publicznoci!  zawoa z komicznym patosem Glas caujc w brod Kotlickiego. 
 Mw!  rzek Kotlicki. 
 Szanowna niewiasto!... daj mi mamony i ka sobie eb ogoli, w ty kaftan ubra, w 
zielony papier oklei, a my ci ju sami wylemy tam, gdzie potrzeba. 
 Dostaniesz, synku, ale... delirium tremens. 
 Topolski! kolej na ciebie! 
 Dajcie mi spokj!... mam dosy waszych szopek! 
Dyrektorowa take nie chciaa; ale Zarzecka dygna komicznie i pogaskaa Kotlickiego 
po twarzy. 

 Moja droga!... moja zota!...  prosia pieszczotliwie.  Niech si Wawrzek nie kocha w 
coraz innej i... widzisz... przydaaby mi si bransoletka, potem kostium zielony na jesie, futerko 
jakie na zim i... eby tylko dyrektor paci... 
 Dostaniesz, czego chciaa, bo szczerze chciaa, a oto adres. 
Poda jej swj bilet wizytowy. 
 Pysznie! Brawo! 
 Panna Majkowska moe przystpi, bo ju z gry obiecuj wiele. 
 Jeste pani stara obudnica!... obiecujesz cigle, ale nigdy nic nie dajesz!  powiedziaa 
Mela. 
 Dam ci... za rok debiut w warszawskim teatrze i zaangauj ci z pewnoci. 
Majkowska wzruszya niedbale ramionami i usiada. 
 Panna Orowska... 
Janka wstaa; krcio si jej troch w gowie, ale byo jej tak wesoo i tak komiczn si jej 
wydawaa ta heca, e podesza i zawoaa proszcym gosem: 

129 



 Tylko jednego chc, ebym moga grywa... prosz tylko o role... 
 Pomwimy o tym z dyrektorem i dostaniesz. 
 Dajcie pokj, bo to ju nudne... Kotlicki! chod pan, zaczniemy drug seri. 
Zaczto pi na dobre. Pokj przepeni si gwarem i dymem z papierosw. Kady czego z 
osobna dowodzi i przekonywa, a wszyscy krzyczeli gupstwa, bo wszyscy byli ju dobrze pijani. 
Majkowska opara si na stole i wybijajc na butelce od szampana takt noem piewaa. 
Dyrektorowa sprzeczaa si gono z Zarzeck i nieustannie gryza such malag. 
Topolski milcza i pi sam do siebie. Wawrzecki opowiada rne dykteryjki Jance, a Go


gowski, Glas i Kotlicki kcili si o publiczno. 

 Ja wam co zapiewam na ten temat  zawoa Glas. 
ebym ja mia tak pani, 
To bym cigiem patrza na ni... 
Jesce bym si przy niej ukod, 
Zeby mi jej kto nie ukrod. 
Hu! ha!... 
Nie syszeli go, zajci dyskusj. 

Janka miaa si, sprzeczaa z Wawrzeckim, ale ju nie wiedziaa dobrze, co si z ni 
dzieje. Pokj zaczyna z ni wirowa, wiece si wyduay do wielkoci pochodni; miaa 
szalon ochot taczy, to butelkami puszcza kaczki, bo si jej olbrzymie zwierciada zaczy 
wydawa wod; to znowu koniecznie chciaa zrozumie Gogowskiego, ktry czerwony, 
pijaniuteki, z rozczochran gow i krawatem na plecach, krzycza najgoniej, wymachiwa 
rkami, bi pici, zamiast w st, w brzuch Glasa i spluwa na kolana Cabiskiego, 
ktry obok drzema na krzele i tylko mrucza: 

 Za pozwoleniem!... 
Ale Gogowski tego nie sysza i krzycza dalej: 
 Za drzwi ze znawstwem publiki! Sztuka jest za, ja to wam mwi!... A e inni krzyczeli... 
e wy mwicie, to wanie racja, e tylko ja mam racj... Byo was tysic, wic tym trudniej 
w tysic zdoby si na prawd... Jednostka jest czowiekiem, ale tum stadem, ktre nic 
nie wie... 
 Hromada weykij czoowik!"  powiada przysowie...  szepn sentencjonalnie Kotlicki. 
 I mwi gupstwo! Gromada to tylko wielki krzyk, wielkie zudzenie i wielka halucynacja. 
 Pan, mj mistrzu, jeste arystokrata i indywidualista. 
 Ja jestem Gogowski... Gogowski, panie, od kolebki a poza trumn. 
 To znaczy?... 
 Moesz pan sobie tumaczy, jak ci si podoba. 
 Zostawiasz pan bardzo szerokie pole przypuszczeniom. 
 A c ty mylisz, filistrze jeden, e ja mam dusz jednokomrkow, ktr mona wzi 
w gar, cisn, obejrze i stwierdzi, e jest z tego lub owego gatunku?!... Bez etykietowania, 
panie Kotlicki. Precz z klasyfikacj! Wy ju nie umiecie nic, tylko gatunkowa! 
 Mistrzu, jeste diablo pewnym siebie. 
 Dyletancie, jestem tylko wiadomym. 
 Psia twarz!... tyle wariactw w takim marnym futerale!  szepta Glas obmacujc Gogowskiemu 
piersi. 
 Geniusz nie siedzi w misie... Tusty czowiek to tylko tuste bydl. Dusza wysza nie 
znosi tuszczu. Zdrowy odek, normalno to przecitno, a przecitno to pastuchy. 
 A takie paradoksy to s tylko ytni sieczk. 
 Dla osiokw i innych inteligentnikw. 
 Dixi! bracie! Reskie mwi przez twoje usta. 
 Zacznijcie na nowo!  przerwa im Glas chwytajc obu za szyj. 
 Jeli pi, zgoda; jeli mwi, id spa!  wrzeszcza Kotlicki. 
130 



 Wic pijmy! 
 Wawrzek, psia twarz! we no Mimi i jak drug bakali i zrobimy may chrek. 
Zapiewali zaraz jak weso piosenk; tylko Gogowski nie piewa, bo opar si na Cabiskim 
i usn w najlepsze, a Janka nie moga wydoby z siebie gosu. 
Piosenka brzmiaa coraz weselej, a Janka czua, e j chwyta nieprzeparta senno, e si 
chwieje na krzele, a pniej, e j kto podtrzymuje, okrywa, prowadzi... jedzie jakby dorok. 


Czuje przy sobie co, z czego nie moe zda sobie sprawy, jaki gorcy oddech j owiewa, 
jakie rce j obejmuj; syszy turkot k i jaki gos szepczcy... rozrnia sabo, prawie go 
powtarza: Kocham ci, kocham! ale nic nie rozumie... 

Zadraa, uczuwszy gorce, namitne pocaunki na ustach... Rzucia si gwatownie naprzd 
i  oprzytomniaa. 

Kotlicki siedzia obok niej, trzyma j wp i caowa, chciaa go odepchn od siebie, ale 
jej opady rce; chciaa krzykn gwatownie, ale zabrako jej si... senno obezprzytomnia 
j znowu i rzucia prawie w letarg. 

Doroka zatrzymaa si i ta raptowna cisza przebudzia j. Zobaczya, e stoi na trotuarze, 
a Kotlicki dzwoni do bramy jakiego domu. 

 Boe! Boe!  szeptaa zdziwiona nie mogc poj, gdzie jest. Zrozumiaa dopiero byskawicznie 
wtedy, gdy Kotlicki przysun si do niej i szepn sodko: 
 Chodmy! 
Wyrwaa mu si z si niezmiernego strachu. Chcia j uj, ale tak go odepchna, e potoczy 
si na mur... a ona pobiega prosto, ku rogatce Mokotowskiej. 
Biega jak nieprzytomna, bo jej si zdawao, e j goni, e ju dobiega i chwyta... serce 
bio jej jak motem, twarz palia wstydem i przeraeniem. 

 Boe! Boe!  szeptaa uciekajc coraz prdzej. 
Na ulicach byy pustki, przestraszay j odgosy wasnych krokw, doroki spotykane na 
rogach ulic, cienie pod domami i ta kamienna, okropna cisza miasta upionego, w ktrej zdaway 
si drga jakie akcenty paczw, ka, chichoty jakie wstrzsajce, rozpustne miechy, 
krzyki pijackie... Przystawaa w cieniu bram i trwonie rozgldaa si dokoa, i przypominaa 
sobie powoli wszystko: przedstawienie, kolacj, potem, e pia... piewy... i znowu j kto 
zmusza do picia, a wrd tych okruchw wspomnie wyjrzaa duga, koska twarz Kotlickiego, 
jazda dorok i jego pocaunki!... 

 Pody! Pody!  szeptaa oprzytomniawszy zupenie i a zacisna pici, taka j zalaa 
fala gwatownego gniewu i nienawici... 
Dawiy j zy bezsilnoci i takiego upokorzenia, e z paczem spazmatycznym wracaa do 
domu. 
Dzie si ju robi. 
Otworzya jej Sowiska. 

 Trzeba ju byo wrci w dzie, a nie budzi ludzi po nocy!  szeptaa stara zirytowana. 
Janka nie odezwaa si pochylajc gow jak pod uderzeniem. 
 Podli! podli!...  miaa tylko ten jeden krzyk w sercu, przejtym buntem i nienawici. 
Nie czua teraz wstydu ani upokorzenia, tylko bezbrzen zo; biegaa po pokoju jak 
szalona, rozdara sobie stanik bezwiednie i nie mogc w aden sposb pozby si irytacji 
upada na ko w ubraniu. 

Spaa mczc si okropnie; zrywaa si co chwila z krzykiem, chciaa gdzie biec, ucieka, 
to znowu podnosia rk do gry jakby z kieliszkiem i woaa przez sen: Wiwat! Zaczynaa 
piewa albo przez zgorczkowane usta woaa od czasu do czasu: Podli! podli! 

131 



IX 


W kilka dni po przedstawieniu Chamw, ktrzy nie schodzili z afisza, ale coraz mniej 
przycigali widzw, Gogowski przybieg do Janki. 

 Co si z panem dzieje?...  zawoaa wycigajc przyjanie rk do niego. 
 Nic, tylko miaem may katzenjamer przez kilka dni po tej bibce, no... i poprawiem 
troch sztuk... Czytaa pani krytyki?... 
 Czytaam troch. 
Zarumienia si na przypomnienie tego wieczoru, bo do dzisiaj zapomnie go nie moga. 
Trapia j myl, i prawdopodobnie cay teatr wie ju o tym, e pojechaa razem z Kotlickim; 
ale nie mylaa protestowa i objania nikogo, tylko nosia gow jeszcze wyej i mniej si 
odzywaa do swoich koleanek. 

 Przyniosem wszystkie pisma z recenzjami o mojej sztuce. Przeczytam, eby pani miaa 
godzin szczerej wesooci. 

Zacz czyta. 

Jeden z powanych tygodnikw twierdzi, e: Chamy to sztuka bardzo dobra, oryginalna i 
przepysznie realistyczna, ktrej autor ma talent wielki i wietn przyszo przed sob; e z 
Gogowskim zjawi si nareszcie prawdziwy dramaturg, ktry w stch i anemiczn atmosfer 
naszej twrczoci dramatycznej wpuci prd wieego i zdrowego powietrza, da prawdziwych 
ludzi i prawdziwe ycie; szkoda tylko, e wystawienie byo niej krytyki, a gra, z 
maym wyjtkiem, skandaliczna. 

Drugi tygodnik, nie mniej powany, twierdzi: Autor Chamw ma istotnie talent do pisania... 
nowel, ktrych kilka stworzy, ale sceny nie powinien tyka, to nie jego dziedzina; brak 
mu zupenie nerwu teatralnego, przez co ludzie jego sztuki s manekinami, a ycie i pojcia, 
jakie przedstawia, to nie ycie naszych chopkw, ale co najmniej Papuasw itd. 

Sprawozdawca jednego z najpoczytniejszych pism codziennych gada przez dwa dni w odcinku: 
o dziejach teatrw we Francji, o aktorach w Niemczech, o sztuce stosowanej w Norymberdze... 
Mwi o wpywie dodatnim krytyki na jako twrczoci dramatycznej; opowiada 
o nowociach teatralnych, rzuca co dwa wiersze w nawiasach: Widziaem go w 
0deonie... syszaem w Burgu... podziwiaem tak gr w Londynie... Przytacza rozmaite 
anegdoty teatralne, wychwala aktorw zmarych przed p wiekiem, przypomina przesze 
czasy sceny, w kilkunastu wierszach mwi o czerwonych achmanach radykalizmu, jaki si 
na sceny przedziera zaczyna, chwali z ojcowsk pobaliwoci aktorw grajcych Chamw, 
chwali Cabiskiego i zakoczy, e chyba o samej sztuce powie wtedy, jak autor napisze 
drug, bo t mona tylko wybaczy pocztkujcemu autorowi. 

Drugi dziennik pisa: e sztuka jest idiotyczna wprost jako teza i jako robota, e cynizm 
podobny i brutalstwo, z jakim autor wyszydza podstawowe idee, przechodzi nawet, co widzie 
tylko mona w importowanych ze strupieszaej Francji podach; ale co tamtym mona 
wybaczy, bo... (tu nastpowaa caa szpalta objanie i przyczyn, dlaczego Francuz moe pisa 
ajdactwa), tego pazem swojskiemu autorowi puci nie mona... I na to, eby autor 
omieli si tak pisa, tak obnia etyczne ideay ycia, sia nienawici, plu na najwitsze 
kademu sercu polskiemu rzeczy, trzeba tylko by... (tu nastpoway kropki i przejrzyste metafory, 
a znaczyy: ajdakiem). 

132 



Trzeci twierdzi, e sztuka wcale jest niez, a byaby wprost doskona, gdyby autor chcia 
w tym wypadku szanowa tradycj i dorobi muzyk i tace. 

Czwarty stan na wprost przeciwnym stanowisku, bo twierdzi, e sztuka stanowczo jest 
nic niewart, jest wistwem, ale autor ma przynajmniej t zasug, e ustrzeg si szablonu i 
nie wprowadzi pieww i tacw, ktre zawsze obniaj warto sztuk ludowych. 

W pitym napisa specjalista od teatrw ogrdkowych sto wierszy, takich mniej wicej: 
Chamy pana Gogowskiego  hm!... nieza rzecz... byaby nawet zupenie dobra... ale... chocia 
znowu zwaywszy... swoj drog... trzeba mie odwag powiedzie prawd... W kadym 
razie... bd co bd... z maym zastrzeeniem, autor ma talent. Sztuka jest... hm... jak by tu 
okreli?... Przed dwoma miesicami pisaem ju co o tym, wic ciekawych odsyam tam... 
Grali znakomicie!... I przepisa cay afisz stawiajc obok nazwiska kadej aktorki jaki sodki 
epitet, mie swko, grzeczne okrelenie, dwuznacznik melancholijny i frazes... 

 Co to jest? 
 Libretto do operetki; da tytu: Krytyki teatralne, podoy muzyk i heca taka, e nard 
bdzie chodzi jak na odpust... 
 A c pan na to? 
 Ja?... a no, nic!... Odwrciem si do nich plecami, a poniewa mam pyszny plan nowej 
sztuki, zabieram si zaraz do roboty. Dostaem korepetycj w Radomskiem i wyjad tam na 
cae p roku. Czekam wanie ostatecznego zawiadomienia. 
 I koniecznie musi pan wyjecha?... 
 Musz!... przecie utrzymuj si tylko z korepetycji. Dwa miesice siedziaem bez zajcia. 
Spukaem si na czysto: sztuk wystawiem, kaniaem si publicznoci, uywaem Warszawy, 
a teraz basta! Kurtyna na d, bo przygotowa trzeba drug fars. Do widzenia, panno 
Janino! przed odjazdem wpadn tu albo do teatru. 
cisn jej rk, zawoa: niech zdechn, i wybieg. 

Janka posmutniaa. Tak si przyzwyczaia do Gogowskiego, do jego dziwactw, paradoksw 
i do tej szorstkoci, ktra ukrywaa tylko wrodzon niemiao i delikatno przesubtelnion, 
e si jej zrobio przykro, i zostanie sama. 

Teraz, kiedy wyjeda, zrozumiaa, e samo zajcie si teatrem nie wystarczy jej, czua 
coraz bardziej potrzeb serdecznego zblienia si do jakiej duszy ludzkiej, gdy zaczynao 
by jej le. 

Nie miaa ju swoich pienidzy, tylko ya naprawd z teatru. 

Nie miaa wyzna przed sob, ale przy kadej probie o pienidze przypomina si jej 
dom i te czasy, w ktrych nie potrzebowaa o niczym myle, bo wszystko miaa. Upokarzaa 
j bardzo ta prawie ebranina codzienna o marne kilkadziesit kopiejek, ale nie byo rady, 
chyba taka, jak czytaa cigle w siwych oczach Sowiskiej i widziaa w yciu koleanek, 
ktre po kadym takim uwiadomieniu traktowaa pogardliwiej. Odpacano si jej w dwjnasb. 
Wygadywano niestworzone rzeczy na temat jej nocnych wycieczek i dziwacznych przyzwyczaje, 
bo od jakiego czasu prawie codziennie musiaa chodzi po ulicach przez kilka 
godzin z rzdu, aeby uspokoi si, aeby cho w czci zadouczyni wprost szalonej chci 
ruchu nieustannego, potrzebie przerzucania si z miejsca na miejsce, i codziennie prawie musiaa 
i wieczorem na plac Teatralny. 

Jeeli jej byo bardzo pilno, to przechodzia tylko przez plac, spogldaa na Teatr Wielki i 
sza do domu, a jeli miaa czas, to siadaa na skwerze albo na awce przy budce tramwajowej 
i patrzya stamtd na szeregi kolumn, na wyniose i czyste profile frontu i tona w rozmarzeniu... 
Nie mylaa, dlaczego to robi; czua tylko, e j nieprzeparcie cign te mury... Miaa 
chwile prawdziwej i gbokiej przyjemnoci, kiedy przechodzia pod kolumnad albo gdy w 
ciszy jasnej nocy przypatrywaa si szaremu, dugiemu korpusowi. 

Mwi do niej ten kamienny olbrzym, suchaa szeptw, co pyny stamtd, ech i dwikw; 
rozcieczone w mroku i widzialne tylko dla jej duszy odbicia scen, niedawno tam od


133 



grywanych, przesuway si przed jej wyobrani. Kochaa ten gmach... wicej, ona go uwielbiaa; 
by dla niej kultem, modlia si do niego rozmarzeniem i niejasnymi, nie sformuowanymi 
w adn ide mylami. 

Marzenia jej zaczynay przybiera czasami formy prostego rozprenia mzgowego. Bya 
to burza, ktra w mgnieniu oka chciaa posi wiat cay, a ktr pierwsza lepsza wynioso 
zmuszaa do wyczerpywania si, a lada jaki konduktor mg sprowadzi do ziemi. 

Marzya i dlatego jeszcze, eby nie czu biedy, bo druga poowa sezonu, pod wzgldem 
kasowym, bya o wiele gorsza od pierwszej. Publiczno przychodzia coraz nieliczniej, przeszkadzay 
cige deszcze i zimne wieczory; ma si rozumie, e i akonta byy kwadratowo 
mniejsze. 

Bywao i tak, e Cabiski w poowie przedstawienia zabiera kas i wynosi si udajc 
chorego i zostawiajc zaledwie kilkanacie rubli na podzia dla kilkudziesiciu osb, a zapany 
przed ucieczk, paka prawie na ndz i narzeka: 

 Garstka osb... poowa biletw frejowych do tego; jak dzieci kocham, poowa frej... C 
ja zrobi?... sam nie mam na komorne, no, groszem po prostu nie mierdz!... Spytajcie si 
Golda; on was nie sprzedanymi biletami przekona. Z torbami pjd, jak takie powodzenie bdzie 
duej!... Chodcie do kasy, jeli co jest... dam. 
I jeli przyprowadza kogo do kasy pod rami, po przyjacielsku, byo to umwionym znakiem 
dla Golda, e pienidzy ma nie by, jeli za nie, to kasjer robi skopotan min i narzeka: 


 Na gaz nie wystarczy... a gdzie teatr, gdzie rekwizyta?... No, po prostu na koszta nie ma. 
 Daj pan cokolwiek... Moe si dzisiaj czego nie dopaci...  wstawia si niby Cabiski. 
Zostawia kwit na wydanie pienidzy i odchodzi. 
Zawsze prawie tak si nieszczliwie skadao, e Gold nie mia w caoci takiej sumki, na 
jak kwit by wystawiony. Choby kilkanacie kopiejek, ale brakowa musiao. Wymylali 
mu od parchw i zodziei, ale kady bra, bo inaczej mgby nic nie dosta. 

Gold udawa obraonego i odwoywa si zwykle do dyrektorowej, przesiadujcej zawsze 
w kasie, ile razy nie graa. 

Cabiska wtedy powstawaa ostro na aktorw i gono mwia o uczciwoci Golda, ktry z 
takiej maej pensji, jak mia, pomaga jeszcze siostrze. Gold promienia na przypomnienie 
siostry; oczy przebyskiway mu tkliwoci i wtedy gorco zapewnia, e brakujce pienidze 
dopaci jutro z pewnoci, ale nie dopaca. 

W teatrze zaczynay si awantury, oglne ktnie z dyrekcj i zrywanie przedstawie. 
Wikszo towarzystwa chodzia zgryziona cigym niepowodzeniem i bied. Coraz wicej 
projektw na nowe towarzystwa snuo si po mzgach i coraz czciej naradzano si przy 
czarnej kawie w cukierni na Nowym wiecie. 

Przedstawienia zbywano wprost, byle prdzej, bo rozprenie z powodu jawnych zodziejstw 
Cabiskiego byo coraz wiksze, a przy tym blisko wyjazdu z Warszawy, dugi, w 
jakich wszyscy tonli, nadchodzca zima i troski o zaangaowanie si nie usposabiay nikogo 
do gry. 

A Cabiski wci wyrzeka, caowa, obiecywa i nie paci. 

Tak si umia uoy, tak doskonale gra zatroskanego o byt wszystkich, e Janka odczuwajc 
jego kopoty i wierzc mu, nie miaa nieraz wspomina o pienidzach; wiedziaa 
zreszt, e pomidzy dyrektorstwem toczya si ciga walka o wydatki i e niania bardzo 
czsto za wasne oszczdnoci kupowaa dzieciom rozmaite rzeczy, a Cabiska dwa razy duej 
ni zwykle przesiadywaa w cukierni, aeby nie sysze narzeka i nie spotyka si czsto 
z towarzystwem. 

Tak si skadao, e Janka z jednych narzeka na bied wpadaa w drugie, bo M-me Anna 
przy kadym obiedzie opowiadaa o coraz wikszej droynie i o podniesieniu komornego. 

134 



Janka nie moga je syszc te utyskiwania, bo bya winna za p miesica i nie miaa 
czym zapaci. 

Bieda powolnie, ale coraz cianiejszym koem j otaczaa i zacza jej twarz powleka wyrazem 
ustawicznej troski. 

Nie przynoszono ju jej niada, zapominano czyci bucikw, dawa lampy wieczorem i 
tych tysicznych, drobnych uchybie i lekcewae zbierao si tyle, e ilekro przychodzia 
na obiad i siadaa do stou ze le skrywanym wstydem i obaw, draa na kade goniejsze 
sowo M-me Anny, patrzya z niepokojem w twarze siedzcych, gdy zdawao si jej, e we 
wszystkich oczach czyta niech do siebie i pogard albo ten wyraz litociwy ludzi majcych 
zawsze pienidze i wyrazu tego lekcewaenia baa si strasznie. 

Na zewntrz zrobia si powolniejsz, ale w niej samej toczya si smutna, wyczerpujca 
jej siy walka pomidzy marzeniami o sztuce, o sawie  a uczuciem ndzy. Zaczynaa si 
czego ba i ze strachem spogldaa przed siebie. 

Przy tym miasto dusio j coraz bardziej. Dusiy j mury domw, onieprzytomnia ten 
wieczny chaos i popieszna bieganina miejskiego ycia, ktre jej sprawiao obrzydzenie, bo 
zobaczya, e jest bardziej jeszcze pytkim, bardziej rozklasyfikowanym i bardziej nudnym 
ni na wsi. Tu kady by niewolnikiem swoich wasnych potrzeb, dla zaspokojenia ktrych 
pracowa, krad, oszukiwa i popiesznie pcha taczk swojego ycia... 

Mczya si jeszcze wicej swoim pooeniem wskutek tego, e nie moga odosobni si 
od ludzi, jak to robia w Bukowcu po kadej ktni z ojcem; nie moga poszale z wichrami i 
uspokoi si wewntrznie wyczerpaniem fizycznym. 

Chodzia po miecie, ale wszdzie za wielu spotykaa ludzi. Byaby si chtnie zwierzya 
Gogowskiemu ze wszystkiego, co j trapio, ale nie miaa; duma wstrzymywaa j od tego. 
Gogowski zdawa si odgadywa jej pooenie, a przynajmniej zgryzoty, i cigle jej przypomina, 
e powinna mwi przed nim wszystko... wszystko... Nie powiedziaa. 

Przebywaa w mieszkaniu, o ile mona najmniej, a ile razy wchodzia, staraa si to robi 
tak cicho, eby nikt nie sysza, eby nikomu si nie narazi i nie wywoa rozmowy o swoim 
dugu. 

Nie to j przeraao, e jutro moe znale si na bruku, ale to, e M-me Anna albo Sowiska 
mog jej powiedzie krtko: Zapa pani, co winna!, a ona nie bdzie moga zapaci... 

A chwila ta przysza nareszcie. 

Jedzc tego dnia obiad, wiedziaa ju, e j to spotka dzisiaj nieuchronnie, cho Stpniak, 
M-me Anna, a nawet Sowiska byli w doskonaych humorach; ale schwycia jedno spojrzenie 
M-me Anny przy rozlewaniu zupy i przeczytaa w nim wszystko. 

Jada wolno, bo taka trwoga szarpaa jej sercem, e poykaa z trudnoci i siedziaa przy 
stole jak moga najduej, byle odwlec troch jeszcze t spodziewan rozmow, ale w kocu 
musiaa i do swego pokoju. 

Przysza zaraz za ni M-me Anna i z min najswobodniejsz opowiada zacza o jakie 
fantastycznej klientce, a potem przeskakujc nagle z przedmiotu, jakby sobie dopiero przypomniaa, 
rzeka: 

 Ale, ale!... moe mi pani da za te p miesica, bo dzisiaj musz paci komorne. 
Janka zblada i ledwie potrafia wykrztusi: 
 Nie mam dzisiaj... 
Chciaa jeszcze co mwi, ale zbrako jej gosu. 
 Co to jest: nie mam?... Prosz o moj naleno!... Pani nie myli przecie, e ja mog 
ywi kogo darmo... ot, tak sobie!... dla ozdoby mieszkania!... adna ozdoba, co rano dopiero 
wraca do domu!... 
 Oddam pani przecie!...  zawoaa Janka ocknwszy si nagle pod uderzeniem jej sw. 
 Potrzebuj zaraz pienidzy! 
135 



 Bdziesz je pani miaa... za godzin!  odpowiedziaa powziwszy jakie nage postanowienie 
i spojrzaa tak pogardliwie, e M-me Anna wysza bez sowa trzasnwszy drzwiami. 
Janka wiedziaa co od koleanek o lombardzie i posza tam zaraz zastawi zot bransoletk, 
jedyn, jak miaa. 
Powrciwszy zapacia zaraz zdziwionej i pomimo to niezbyt uprzejmej M-me Annie, dodajc: 


 Bd si stoowaa na miecie! nie chc pastwu robi ambarasu... 
 Jak pani chce. Jeli u nas le, wolna droga!  szepna M-me Anna upokorzona gboko. 
Tym jednym postpieniem stana z caym domem na stopie wojennej. 
 Wszystko sprzedam... do ostatka!  zacinaa si Janka. 
I obliczya, e za poow tego, co pacia M-me Annie, wyywi si doskonale. 
Wolska zaprowadzia j do taniej kuchni i tam chodzia na obiady; a jeli nie byo i na to, 
to serdelek z buk musiay starczy czsto i na dzie cay. 

Ale dnia jednego zamknito przedstawienie, bo byo co dwadziecia rubli w kasie, a nastpnego 
take nie grano z powodu ulewy nadzwyczajnej. Nie dostaa, jak i wszyscy, ani grosza 
od Cabiskiego i przez te dwa dni absolutnie nic nie jada. 

Ten pierwszy gd, ktrego nie miaa czym zaspokoi, okropnie na ni podziaa. Czua 
cigle w sobie jaki bl dziwny i nieustanny. 

 Gd!... gd!...  szeptaa przeraona. 
Znaa go dotychczas tylko z nazwiska. Dziwio j to uczucie; dziwio j to, e si jej chce 
je naprawd, e nie ma nawet na kupno  buki! 

 Czy naprawd nie mam co je?  zapytywaa siebie samej. 
Od przedpokoju dolatywa j zapach smaonego misa. Przymkna szczelnie drzwi, bo 
ten zapach przyprawia j o mdoci. 
Przypomniaa sobie z pewnym dziwnym wzruszeniem, e wikszo wielkich artystw 
rnych czasw take cierpiaa ndz, i to j na chwil pocieszyo; czua si jakby namaszczon 
pierwszym mczestwem w imi sztuki... 

Umiechaa si w zwierciadle do swojej tawej, mizernej twarzy z pewn melancholijn 
poz; prbowaa czyta, zapomnie o sobie, wyzby si niejako wasnej osobowoci, ale nie 
moga, bo cigle czua, e si jej chce je. 

Wygldaa oknem na dugie podwrze, obstawione ze wszystkich stron wysokimi oficynami, 
ale zobaczya w kilku mieszkaniach, e siadaj do obiadw; robotnicy jacy na dole 
siedzieli pod murami i jedli take swj obiad z czerwonych, glinianych garnczkw... Cofna 
si, bo poczua, e gd, jak jaka stalowa rka o ostrych pazurach, szarpie j coraz silniej. 

 Wszyscy jedz!  szepna, jakby zdziwiona, jakby pierwszy raz dopiero zwrcia uwag 
na ten fakt. 
Pniej pooya si i przespaa do wieczora nie idc na prb ani do Cabiskiej; ale 
uczua si bardziej osabion i miaa jakie bolesne zawroty gowy, a to niezmierne ssanie, jakie 
czua w sobie, rozdraniao j a do paczu. 

Wieczorem w garderobie ogarna j haaliwa wesoo; miaa si ustawicznie, mwia 
dowcipy, drwia z koleanek, pokcia si o jak bagatelk z Mimi, a ze sceny kokietowaa 
pierwsze rzdy. 

Mecenasa, ktry zaraz w antrakcie zjawi si za kulisami z pudekiem cukierkw, przywitaa 
radonie i cisna mu tak mocno rk, e a stary si zmiesza. Potem w jakim ciemnym 
kcie, gdzie usiada oczekujc, a inspicjent zawoa: Wej!, gdy j ogarna ciemno i cisza, 
rozpakaa si spazmatycznie. 

Po przedstawieniu dostaa akonto poczwrne, bo a dwa ruble. Cabiski da jej sam i w 
tajemnicy przed drugimi, bo zabezpiecza sobie w ten sposb lekcje crki. 
Posza na kolacj pod werand, i upia si zupenie jednym kieliszkiem wdki, tak e sama 
prosia Wadka, aeby j odprowadzi do domu. 

136 



Wadek od tego wieczoru chodzi za ni jak cie i zacz jawnie okazywa jej swoj mio 
nie zwaajc, e matka wszystkich wypytuje w teatrze o niego i e ledzi cigle ich oboje. 


Pewnego dnia do mieszkania Janki wpad Gogowski i ju ode drzwi zawoa: 

 No, jad ju do tych moich Syngalezw!... 
Rzuci kapelusz na kufer, usiad na ku i zacz zwija papierosa. Janka patrzya na niego 
spokojnie i mylaa, e teraz jest jej ju wszystko jedno, e jednak dawniej wicej j obchodzi 
ten przyjaciel. 

 Nie paczesz pani, co?... Ha, trudno... psy ju chyba zapacz po mnie, niech zdechn! 
Ale nie wie pani, co si dzieje z Kotlickim?... Nie bywa w teatrze i nie mog go nigdzie spotka... 
Musia zapewne wyjecha... 
 Nie widziaam go od tej kolacji...  odpowiedziaa wolno. 
 Co w tym jest!... awantura, miostka, ul... licz do dwudziestu! Ale co ja si bd zajmowa 
tak zielon map, h? nieprawda?... 
 Istotnie, prawda!  szepna odwracajc si do okna. 
 O! a to co?...  zawoa zagldajc jej bystro w oczy.  Jak si pani zmienia!... Oczy 
wpadnite, cera ta, spojrzenie szkliste, rysy zaostrzone... Co to znaczy?...  rzek ciszej. 
Naraz uderzy si w czoo i zacz biega po pokoju jak wariat. 

 To ze mnie idiota, to Hotentot, to potworny czowiek!... Ja sobie spaceruj po Warszawie, 
a tu artystyczna bieda rozkwaterowaa si w tym zakadzie na dobre!... Panno Janino!  
zawoa biorc jej rk i patrzc energicznie w oczy  panno Janino! chc wiedzie wszystko, 
jak na spowiedzi... Niech zdechn!... ale pani musisz mi powiedzie!... 
Janka milczaa; ale widzc jego twarz poczciw i syszc ten gos wspczucia, ktry mia 
dziwnie chwytajce za serce akcenta, poczua nagle wielkie rozrzewnienie i zy stany jej w 
oczach, ale ze wzruszenia nie moga przemwi. 

 No, no, na nic pacze, bo i tak odjad...  mwi artujc, aby pokry wasne wzruszenie. 
 Niech no pani posucha... ale bez adnych protestw i opozycji gonej... nienawidz parlamentaryzmu! 
Pani sobie uywa biedy, takiej teatralnej do tego... no, ja to znam. Nieche si 
pani, do diaba, nie rumieni... Bieda uczciwie nabyta to nie wstyd aden! ot, zwyczajna ospa, 
ktr, co lepsze tylko na wiecie, przechodzi musi... Ho! ho! albo to ja jeden roczek gram w 
ciuciubabk z kopotami!... No, ju kocz galopem... Zrobimy tak... o!... 
Odwrci si, wyj z pugilaresu trzydzieci rubli, to jest wszystkie pienidze, jakie mu 
przysano na podr, woy je pod poduszk i powrci na dawne miejsce. 

 Wszak teraz zgoda midzy nami, mj kuzynie... powiedzia Ludwik XI uciwszy gow 
ksiciu dAnjou... Ju apelacji nie przyjm, a niech pani mie... to!... 
Pochwyci kapelusz i rzek cicho, wycigajc rk: 

 Do widzenia, panno Janino! 
Janka szybko zasonia sob drzwi jakim rozpaczliwym ruchem. 
 Nie, nie!... nie upokarzaj mnie pan!... Ju i tak dosy jestem nieszczliwa!  szeptaa 
trzymajc silnie jego do. 
 Ot, macie babsk filozofi!... Niech zdechn, ale przecie to takie naturalne, jak to, e ja 
sobie paln w eb, a pani bdziesz wielk aktork! 
Janka zacza mu tumaczy, prosi, wreszcie nalega, eby zabra pienidze, e ona nic 
nie potrzebuje, e nic nie przyjmie, i okazywaa wprost wstrt do tej pomocy. 
Gogowski spochmurnia i krzykn rubasznie: 

 C?... niech zdechn, ale z nas dwojga nie ja jestem gupi!... Ot nie! nie bd si irytowa; 
siadam najspokojniej i pomwimy serio... Nie chc, eby si za marny grosz miaa pani 
gniewa na mnie. Nie chce ich pani przyj, cho s potrzebne, i dlaczego?... bo pani faszywy 
wstyd zabrania, bo pani nauczono, e takie zwyczajne, ludzkie rzeczy, jak pomaganie 
jeden drugiemu, jest obraz godnoci. Takie pojcia ju cuchn; na Pociejw z nimi! To s 
137 



gupie i ze przesdy. Jak Boga kocham, ale na to trzeba tylko europejskiego mzgu i subtelnoci 
historycznej, eby si wzdraga wzi pienidze od czowieka podobnego sobie, wtedy 
kiedy s potrzebne. Na c i dlaczeg, mylisz pani, banda ludzka czy si w jak spoeczno?... 
eby si gryza i okradaa wsplnie, czy te, eby sobie pomagaa? Pani mi powiesz, 
e jest inaczej, a ja odpowiem, e przez to jest wanie le: a skoro co uznaje si za ze, to 
powinno si go unika. Czowiek powinien robi dobrze, to jest jego obowizek. Robi dobrze 
to wanie najmdrzejsza matematyka. Boe!... co ja bd wreszcie dugo gada!...  wykrzykn 
zirytowany. 

Mwi jeszcze dugo: szydzi, kl czasami, krzycza: niech zdechn!, sroy si  ale w 
gosie jego byo tyle szczerej i gbokiej yczliwoci i serca, e Janka, cho wcale nie przekonana, 
ale tylko dlatego, eby go nie zrazi odmow, przyja cisnwszy mu do na podzikowanie. 


 No, tak, to lubi!... A teraz... do widzenia! 
 Do widzenia! Dzikuj panu i jestem mu tak wdziczn i tak obowizan... 
 eby pani wiedziaa, ile mnie ludzie zrobili dobrego!... Ja tylko w setnej czci chciabym 
to zrobi drugim... Powiem jeszcze, e my si pewno spotkamy z sob na wiosn. 
 Gdzie?... 
 Ba! nie wiem!... ale e w teatrze, to pewne, bo ju postanowiem wstpi do teatru na 
wiosn, choby na p roku, aby lepiej pozna scen. 
 Ale to by byo dobre! 
 Na czysto teraz z nami, jak mawia mj ojciec, kiedy mi wymasaowa skr, e wiecia 
jak wieo garbowana. Zostawiam pani mj adres i nie mwi nic, tylko przypominam, e 
pani mi wszystko mwi bdzie listownie... wszystko!... No, sowo?... 
 Sowo!  odpowiedziaa powanie. 
 Ja pani sowu wierz, jak mskiemu, cho w ogle u bab sowo jest tylko wyrazem, ktrym 
si operuje, ale ktrego si nigdy nie wypenia. Do widzenia! 
cisn j silnie za obie rce, podnis je nieco w gr, jakby mia ochot ucaowa, ale 
opuci prdko, spojrza jej w oczy, zamia si troch sztucznie  i wybieg. 
Janka dugo mylaa o nim. Tak serdeczn wdziczno poczua do niego, tak nabraa od 
razu si i humoru po tej rozmowie, e aowaa, i nie wie, ktr kolej pojedzie Gogowski, 
bo miaa ochot zobaczy go raz jeszcze. 

To znowu zrywao si w niej co, co gono protestowao przeciw tej pomocy, co, co widziao 
w tej yczliwoci  obelg. 

 Jamuna!  szeptaa gorzko i pali j bl upokorzenia. 
 Jak to?... nie mog y sama, i o wasnych siach, wystarczy sobie?... musz si 
wiecznie opiera na kim?... musi zawsze kto czuwa nade mn?! A oni daj sobie przecie 
rad... 
Zamylia si nad tym, ale w chwil potem posza wykupi bransoletk z lombardu i po 
drodze kupia sobie jaki jesienny kapelusik. 

ycie si wloko jako powoli, leniwie i nudnie. 

Jank podtrzymywaa tylko nadzieja, a raczej wiara gboka, e si to wszystko zmieni zupenie 
i niedugo, i w tym tsknym oczekiwaniu zacza zwraca coraz wicej uwagi na 
Wadka. Wiedziaa, e j kocha... Suchaa prawie codziennie jego wynurze i owiadczyn, 
umiechajc si w gbi i mylc, e pomimo wszystkiego nie zostanie ona tym, czym zostaway 
jej towarzyszki, ktre budziy w niej gbok odraz, gdy czua wprost wstrt organiczny 
do wszelkiego bota; ale te umizgi Wadka robiy tyle, e si w niej zaczynay budzi po 
raz pierwszy wiadome myli o mioci. 

Marzya chwilami o kochaniu czowieka, ktremu oddaaby si na zawsze i ze wszystkim; 

o yciu we dwoje, penym uniesie i mioci, o takim yciu, jakie przedstawiali w sztukach 
poeci  i wtedy przesuway si przez jej mzg obrazy kochankw, namitne szepty, uciski 
138 



palce, namitnoci wulkaniczne i cae to ycie mioci potnej, ktrego przypomnienie 
przejmowao j ju dreszczem na wskro... 

Nie wiedziaa, skd si bior takie marzenia, ale staway si coraz czstszymi pomimo ndzy, 
ktra znowu rosa, pomimo czstego godu, ktry j bra w swoje kociste uciski. 

Bransoletka znowu posza do lombardu, bo cigle trzeba byo kupowa jakie nowe 
szmatki, konieczne na scen, tak e musiaa nieraz nie je, a kupi... Wystawiali coraz nowe 
sztuki, eby zapa powodzenie, ale powodzenia nie byo. 

Nkao j ogromnie takie pooenie i mczyo odbierajc siy, ale podnosio w niej nowy 
bunt, ktry wrze zaczyna w niej gucho. 

Czua jak nieokrelon z pocztku uraz do wszystkich. Z pewn dzik zawici przygldaa 
si kobietom na ulicy; porywaa j nieraz szalona ch zaczepienia takiej strojnej, 
wspaniaej damy i spytania si jej, czy ona wie, co to jest ndza. 

Przygldaa si bacznie ich twarzom, sukniom i umiechom i przychodzia do bolesnego 
przekonania, e takie damy musz nie wiedzie, i s inni ludzie, ktrzy cierpi, pacz i s 
godni. 

Ale zacza pniej rozumowa, e i ona sama ubran jest podobnie; e takich moe by 
wicej, moe przechodz obok niej i tak samo godni, zrozpaczeni, czepiaj si spojrzeniami 
twarzy przechodniw... Chciaa rozpoznawa w tumach twarze cierpice i nie moga. Wszyscy 
wygldali na zadowolonych i szczliwych. 

Wtedy co, jakby tryumf wasnej wyszoci nad tumem strojnym i najedzonym opromieni 
jej twarz. Czua si znacznie wysz od tego wiata... 

 Mam ide, cel jaki!  mylaa. 
 Dlaczego one yj?... po co?...  zapytywaa si nieraz. 
I nie umiejc sobie odpowiedzie umiechaa si z politowaniem nad marnoci ich egzystencji. 


 Motyli rd! Nie wie skd?... po co?... i dokd?...  szeptaa nasycajc si do woli t cich 
pogard ludzi, jaka si w niej nadmiernie rozrastaa. 
Dyrektorowej nienawidzia teraz z caej duszy, bo cho Pepa bya zawsze dla niej sodko 
uprzejm, ale nie pacia za lekcje wyzyskujc z umiechem yczliwoci jej pooenie i siy. 
Janka nie moga zerwa z ni, bo czua wyranie, e poza t jej wdziczc si mask twarzy 
ukrywa si jdza, ktra by jej tego nie darowaa; zreszt nienawidzia jej jako kobiety, 
matki i jako aktorki. Poznaa j doskonale, a zreszt w tym swoim rozdarciu i szamotaniu si 
cigym musiaa kogo kocha ogromnie albo nienawidzi. 

Nie kochaa jeszcze nikogo, ale ju nienawidzia. 

 Wie pan, e to nie do uwierzenia, aby taka niewielka znawczyni, jak dyrektorowa, obsadzaa 
sama sztuki!  powiedziaa raz do Wadka, rozgoryczona ogromnie, e pominito j 
przy wystawianiu starej szopki melodramatycznej pt. Marcin podrzutek. 
 Szkoda, e pani jej nie prosia o rol, bo jak pani widzi, dyrektor nic nie moe... 
 Prawda! doskonaa myl!... sprbuj jutro. 
 Niech pani prosi o rol Marii w Doktorze Robin; wystawiaj na drugi tydzie. Chce si 
do nas zaangaowa jeden amator i ma gra na debiut Garricka. 
 Jaka ta rola Marii?... 
 Na popis wspaniaa! Zdaje mi si, e graaby j pani wietnie... Mog przynie sztuk... 
 Dobrze, to przeczytamy razem. 
Nazajutrz dostaa od Cabiskiej solenn obietnic. 
Po poudniu Wadek przynis Doktora Robin. By po raz pierwszy w jej mieszkaniu, wic 
si zrobi szczeglnie piknym, eleganckim, uprzejmym i jakim melancholijnie roztargnionym. 
Gra doskonale mio i szacunek; by bardzo cichy, jakby z nadmiaru szczcia. 

 Pierwszy raz jestem niemiay i szczliwy!  rzek caujc j w rk. 
139 



 Dlaczego niemiay?... Pan taki swobodny zawsze na scenie!  odpara zmieszana nieco. 
 Tak, na scenie, gdzie si tylko grywa szczcie; ale nie tu, gdzie si jest... naprawd 
szczliwym. 
 Szczliwym?...  powtrzya. 
Spojrza na ni tak pomiennie, tak wymownie podkreli umiechem i z tak maestri zrobi 
w twarzy zachwyt i omdlewanie miosne, e gdyby to pokaza na scenie, brawo miaby 
pewne. 

Janka zrozumiaa go doskonale i co w niej zatrzepotao, jakby jak now strun serca 
lekko szarpnito. 

Zacz czyta sztuk. Z kadym sowem Marii entuzjastyczna natura Janki wybuchaa; z 
zawieszonym oddechem, zapatrzona we Wadka, suchaa nie odwaajc si sowem albo gestem 
zmci wraenia, jakie j przenikao; baa si sposzy czaru, przenikajcego w dwiki 
jego sw i w barwy jego aksamitnoczarnych oczu. 

Gdy skoczy czyta, Janka zawoaa upojona: 

 Przepyszna rola! 
 e pani zrobisz w niej furor, za to bym rczy. 
 Tak... czuj, e moe zagraabym j niele. 
 Garrick, ten twrca dusz, taki potny w Koriolanie!  szepna zapamitany frazes, 
wchodzc w rol. 
I twarz jej zajaniaa takim zapaem, tak si rozjania wewntrzn gbok radoci, e 
Wadek nie poznawa jej prawie. 

 Jeste pani entuzjastk. 
 Tak, bo kocham sztuk! Wszystko dla niej i wszystko w niej!... to moje haso. Poza sztuk 
prawie nic nie widz!...  mwia zapalajc si niespodzianie. 
 Nawet mioci?... 
 Kiedy sztuka wydaje mi si wikszym i zupeniejszym upostaciowaniem ideau nieli 
mio... 
 Ale jest wicej obc dla ludzi i nie tak konieczn do ycia jak mio. Bez sztuki wiat 
mgby istnie, ale bez mioci... nigdy!... zreszt, sztuka daje boleniejsze zawody... 
 Ale i wiksze rozkosze... Mio to wzruszenie jednostkowe; sztuka to wzruszenie spoeczne, 
to synteza. Kocha si j swoim czowieczestwem; cierpi si przez ni, ale tylko przez 
ni bywa si czasami niemiertelnym! 
 To s marzenia... Tysice, aeby przekona si o tym, day ycie i tysice przeklinay ten 
niedocigy majak... 
 Ale te tysice miay zapenione ycie tym majakiem i czuy wicej, ni mona czu nie 
marzc o niczym... 
 Ale poniewa nie byli szczliwi, wic c to warte?... 
 A og jest szczliwym?... 
 Tysic razy wicej nili... my! 
To m y podkreli znaczco. 
 Nigdy!  zawoaa Janka bo nasze szczcie jest zarwno w blu, jak i w radoci, w 
znkaniu, jak i w zachwycie, ju to samo jest szczciem: mc si rozwija duchowo, i w 
niezmierzono podaniem; to stwarza wiaty sobie pod czaszkami, wiksze i pikniejsze 
nili otaczajce nas; to piewa, choby przez zy i ble, hymny na cze niemiertelnoci i 
pikna; to marzy, ale marzy tak silnie, eby zupenie zapomnie o yciu i y w marzeniu! 
Janka czua tak wielki przypyw jakiego szczcia i zapau, e mwia tylko jakby okresami 
myli, eby si wypowiedzie tylko cho w czci. 
Ju dawno nie czua si tak porwan i olnion wasnymi widziadami; mwia zapominajc, 
e j kto sucha; snua gono marzenia coraz wiksze i coraz mniej okrelone... 
Wadek sucha z pocztku ciekawie, ale pniej niecierpliwi si. 

140 



 Komediantka!  myla z ironi. 
I by pewnym, e Janka dlatego rozwija przed nim pawie pira zapau i entuzjazmu, aby go 
olni i podbi... Nie odpowiada ani przerywa, bo go w kocu zaczynao to nudzi; on swoje 
szczcie zamyka w trzech sowach: knajpa, pienidze i dziewczyna. 

 Troch za sentymentalna jest ta rola Marii...  dodaa Janka po duszym milczeniu. 
 Mnie wydaa si tylko liryczn. 
 Chciaabym gra kiedy Ofeli. 
 Zna pani Hamleta? 
 Przez dwa ostatnie lata czytywaam tylko dramaty i marzyam o scenie  odpowiedziaa 
po prostu. 
 Doprawdy, e klka przed takim zapaem! 
 Po co?... Pomc mu tylko... da pole... 
 Gdybym mg... Uwierzy pani, gdy powiem, e caym sercem pragn ujrze pani na 
wyynach. 
 Wierz panu  powiedziaa ciszej.  Za Robina dzikuj bardzo. 
 Moe wypisa pani rol?... 
 Wypisz sobie sama; sprawi mi to pewn przyjemno. 
 Przy uczeniu si, jeeli pani zechce, mgbym podsuflowa... 
 Bd zabiera panu czas... 
 Niech mi pani wyczy kilka godzin dziennie na przedstawienie, a reszt czasu prosz 
rozporzdza dowolnie  rzek z zapaem. 
Popatrzyli na siebie chwil. Janka podaa mu rk; przytrzyma j i caowa dugo. 

 Od jutra zaczn si uczy, bo mam dzie wolny. 
 A i ja nic nie pokazuj. 
Wyszed troch zy na siebie, bo chocia mwi na ni: Komediantka", ale oniemielaa 
go swoj prostot i entuzjazmem; czu w niej przy tym jak wyszo umysow i artystyczn. 


Szed i umiecha si drwico z jej mowy, ale podobaa mu si ona szalenie, coraz wicej. 

Janka gorczkowo zabraa si do Robina. 

W kilka dni umiaa nie tylko rol, ale i sztuk ca na pami. Rozpomienia si tak do 
grania tej roli, e caym yciem zawisa na tym przedstawieniu. Dawne jej marzenia, przytumione 
nieco ndz i gorczkowym yciem teatru, wystrzeliy znowu pomieniami, ktre j 
olepiay i hipnotyzoway. Teatr znowu rozrs si w niej tak potnie, e ju nie byo w jej 
wiadomoci miejsca na co innego, przedstawia si jej w godzinach ekstazy jak otarz mistyczny 
zawieszony wysoko nad bytem powszednim i gorejcy pomieniami niby drugi krzak 
Mojesza, wydawa si jej niejako cudem, ktry trwa zawsze. 

Wadek codziennie, pomidzy prb a przedstawieniem, przychodzi do niej, cho go ju 
potnie nudziy te wieczne powtarzania i niecierpliwio to, e przez szalone oddanie si sztuce 
nie zwracaa zbyt wiele uwagi na niego; nie mg si przedrze przez ten entuzjazm chorobliwy 
ze swoj mioci, ale chodzi. 

Zaczyna coraz silniej poda jej mioci. Drania go jej naiwno i talent, jaki w niej 
przeczuwa, a zreszt, takiej eleganckiej, wyksztaconej kochanki ju dawno pragn. Jego 
brutalna, zmysowa natura ju si z gry lubowaa zwycistwem. 

Chcia j koniecznie posi, t wykwintn dziewczyn, w ktrej widzia ogromn rnic 
pomidzy dawnymi swymi kochankami i ktra go podbijaa jakim wdzikiem wyszoci; 
byby to tryumf tym wikszy, bo mu si wydawaa jedn z tych pa wielkiego wiata, ktrym 
si nieraz przyglda podliwie w Alejach Ujazdowskich. 

Nie powiedziaa mu, e go kocha, ale on to ju widzia w niej i otacza j coraz gstsz sieci, 
zoon z umiechw, sw palcych, westchnie i przesadzonego szacunku. 

141 



Dla Janki by to najpikniejszy okres w dotychczasowym yciu. Bied traktowaa pogardliwie, 
jak co, co trapi j chwilowo i przejdzie zaraz. 

Sowiska po czstych odwiedzinach Wadka przysuna si do niej znowu z dawn yczliwoci 
i poradzia sprzeda czci garderoby, ktrej miaa dosy; podja si nawet sama jej 
to uatwi. 

I tak szo ycie, byle prdzej doczeka si tego przedstawienia. 

ya niby w nie drczcym. Przez pryzmat marze wiat si znowu jej pokaza jasnym i 
ludzie dobrymi. Zapomniaa o wszystkim, nawet o Gogowskim, ktrego list na p przeczytany 
schowaa do szuflady odkadajc dokoczenie na przyszo, gdy ya tylko przyszoci. 


Bronia si przed teraniejszoci marzeniami o tym, co bdzie. 

No, i kochaa Wadka. 

Nie wiedziaa, jak si to stao, do, e nie moga si obej bez niego; czua si bardzo 
szczliw i spokojn, gdy przycinita do jego ramienia sza ulicami i suchaa jego niskiego, 
melodyjnego gosu, jego zakl... 

Spojrzenie aksamitnej mikkoci jego czarnych oczu oblewao j ogniem i sodk niemoc... 


Pociga j wszystkim. 

Tak przelicznie wyglda na scenie! z takim zapaem i liryzmem grywa nieszczliwych 
kochankw w melodramatach! z takim wdzikiem prostoty mwi, porusza si i pozowa!... 
By ulubiecem publicznoci, a prasa bardzo czsto nie skpia mu pochwa i przepowiadaa 
wietn przyszo artystyczn. 

Janka odczuwaa przyjemno nawet wtedy, kiedy on brawa dostawa na scenie. A tak 
umiejtnie pokazywa zasoby swojego mzgu, e oglnie uchodzi za wyksztaconego, a mia 
tylko spryt i czelno ulicznika warszawskiego i hecarza, a przy tym by jej jedynym, pierwszym, 
ktremu si oddaa. Zdawao si jej, e to ich zczyo na zawsze i nierozdzielnie. 

Tak to samo jako si stao, po jednej z prb z Robina, w ktrym zastpczo Wadek gra 
Garricka. 

Mwi jej potem, a raczej deklamowa o mioci z wulkanicznym wybuchem i tak podtuszowywa 
patosem uczucie, e j przejo rozrzewnienie do gbi; zy czuoci nagej poczua 
w oczach i pragnienie takiego potnego, na mier i ycie, szczcia zostao w jej sercu rozmarzonym. 
Caa jej dusza strecia si w podaniu mioci. 

Nie wiedziaa nawet, co si z ni dzieje, bo nie moga si oprze urokowi jego gosu; bo 
ten szczebiot miosny, pocaunki palce, spojrzenia namitne zaleway j ca potnym pragnieniem 
rozkoszy. 

Oddaa mu si z biernoci istot olnionych, bez sowa oporu, ale i bez wiadomoci; bya 
wprost zahipnotyzowan. 

Nie wiedziaa nawet, co w nim kocha: czy aktora, doskonale grajcego na jej uczuciu i 
entuzjazmie, czy te czowieka. 

Nie mylaa o tym. 

Kochaa go, bo go kochaa, bo jej uzupenia teatr i sztuk i by w tych chwilach prawie jako 
jej uosobieniem. 

Zdawao si jej, e przez jego oczy patrzy dalej i gbiej. 

Dusza jej rosa (jak chopi okrelaj pewne stany rozwoju u modziey), wic prcz planw 
odlegych, sawy w przyszoci potrzebowaa mie co tylko dla siebie, potrzebowaa si 
wzmocni i mie oparcie na jakim sercu, ktre byoby jednoczenie stopniem do podniesienia 
si jej samej. Nie czua si osamotnion, bo moga wypowiada przed nim najtajniejsze 
myli i marzenia, rozwija projekty na przyszo; prbowa razem z nim rnych rl bohaterskich; 
by rodzajem dopenienia jej fizycznego, ujciem, w ktre rzucaa nadmiar wrzcej 
energii i roje... 

142 



Nie zatapiaa si i nie gina w nim, lecz przeciwnie, pochaniaa go wewntrznie. I ani na 
chwil nie mylaa, e ona si jemu, jemu oddaa! e odtd on jest jej kochankiem i panem; e 
ona jest jego wasnoci. 

Nie mylaa nawet, czy on ma jak dusz; wystarczao jej to, e by piknym, dosy znanym, 
kocha j i by jej potrzebnym. 

By nawet w jej wyznaniach najskrytszych, w szeptach miosnych pewien ton bezwiednej 
wyszoci. Mwia z nim cigle, ale prawie nigdy nie pytaa si o jego zdanie i rzadko suchaa 
jego odpowiedzi. 

Wadek tego nie rozumia, ale czu i to go krpowao niemile, bo pomimo ich cisego stosunku 
nie potrafi by wobec niej swobodnym po swojemu. Ranio to jego mio wasn, ale 
nie mg nic poradzi. Mia tylko jej ciao, ale dusza, ale to co... ta mio, co si naprawd 
oddaje na mier i ycie i robi z siebie podnek dla kochanka  tego w niej nie czu. 

Irytowao go to, nudzio chwilami, ale cigno do niej tak nieprzeparcie, e podwaja 
oznaki mioci, bo myla, e wiksz doz sentymentalnego kamstwa, lepsz gr uczuciowoci 
zwyciy j nareszcie i podbije w zupenoci. 

Nie udawao mu si to jednak. Janka, poza t mioci, wyprzedawaa si powoli ze 
wszystkiego; ale pomimo to czua si zadowolon. Bya nieraz godna, spragniona, ale do 
jej byo jego mie obok siebie i zagbi si w roli, aby zapomnie o caym wiecie. 

A wystawienie Robina odkadali z dnia na dzie, bo w amator, majcy debiutowa, zachorowa. 
Trzeba byo co innego wpierw wystawia, gdy powodzenie coraz bardziej kulao, 
a ona czekaa... poerana niecierpliwoci i ambicj wybicia si od razu ponad tum koleanek 
i pchana t ndz, ktra wtedy miaa si skoczy, zreszt, ju potrzeb duszy, ktra pocza 
ow posta Marii i musiaa j z siebie wyoni. 

Nie zwaaa nawet, e za kulisami coraz wicej si kotuje, e wszdzie robiy si zmowy, 
e codziennie powstaway projekty nowych towarzystw i po kilku dniach  paday. 

Krzykiewicz ju jej kilka razy napomyka delikatnie, e jeli chce, moe si zaraz zaangaowa 
do Ciepiszewskiego. Odmawiaa, bo pamitaa o projekcie reysera i chciaa czeka na 
jego urzeczywistnienie, wiedzc, e tam licz na ni z pewnoci. 

Topolski istotnie organizowa towarzystwo; byo to jeszcze niby tajemnic, ale ju znan 
wszystkim. Mwiono gono, e Mimi, Wawrzecki, Pie z on i kilka modszych si ju zakontraktowani; 
e Topolski po cichu zrobi umow o teatr lubelski, wieo wtedy wybudowany; 
wiedziano z pewnoci, e mu Kotlicki i jaki drugi daj pienidzy. 

Cabiski, ma si rozumie, wiedzia o tym wszystkim i gono drwi z projektw; wiedzia 
dobrze, e tych wszystkich, ktrzy si zczyli z Topolskim, mie bdzie, niech tylko bynie 
troch wikszym forszusem; przepowiada, e Topolski sezonu nie przetrzyma i zrobi klap, 
bo nie wierzy, aby mu kto chcia poyczy pienidze na zaoenie towarzystwa. 

 Takich gupich ju nie ma!  mwi gono i z przekonaniem. 
Najwicej do miechu pobudzaa go ta zamierzona przez Topolskiego reforma; nazywa j 
po prostu wariactwem... On zna doskonale nasz publiczno i wiedzia, czego jej potrzeba. 
Topolski bardzo czsto urzdza u siebie wieczorki, na ktre sprasza tych, co mu mogli 
by potrzebni; ale nie mwi jeszcze gono o towarzystwie, robi to za niego Wawrzecki, ktry 
t spraw traktowa gorco, jak swoj wasn, i ustawicznie ju teraz na to konto docina 
Cabiskiemu, i robi czstsze awantury o ga. 

Janka bya kilka razy na tych wieczorkach u Topolskiego, ale nudzia si miertelnie, bo 
mczyni zwykle grali w karty, a kobiety, jeli nie robiy plotek i nie narzekay, to skupiay 
si cilej dla szeptw tajemniczych, nie przypuszczajc do siebie Janki z obawy, bo przecie 
codziennie chodzia do Cabiskich na lekcje. 

Na ostatnim takim wieczorze Majkowska prosia j przy herbacie cicho, eby zostaa duej, 
to j oboje odprowadz. 
Wadek nigdy tu nie bywa, bo by jawnym i staym stronnikiem Cabiskiego. 

143 



Po wyjciu wszystkich Topolski usiad na wprost Janki i zacz opowiada o towarzystwie, 
jakie zakada. 

 Bdzie to teatr wzorowy, dla prawdziwej sztuki!... Mam pyszny komplet towarzystwa; 
jedno z najlepszych miast ju zakontraktowaem, biblioteka w pakach, kostiumy w poowie 
gotowe... zatem jest ju prawie wszystko... 
 Czeg jeszcze brakuje?...  zapytaa Janka i zaraz postanowia prosi o zaangaowanie 
jej. 
 Troch pienidzy... Bagatelk!... z jakie tysic rubli kapitau zapasowego na pierwszy 
miesic... 
 Nie mona by poyczy?... 
 Mona by... i wanie chc o tym pomwi z pani po koleesku, bo pani my ju liczymy 
za nasz. Dam pani dobr ga i role dublowane z Mel, bo wiem, e pani gra moe... 
Ma pani wygld, gos i temperament; to akurat tyle, nie liczc ju inteligencji, ile potrzeba na 
doskona aktork. 
 Dzikuj!... dzikuj serdecznie!  zawoaa rozpromieniona Janka. I w tym uradowaniu 
ucaowaa Majkowsk, ktra, swoim zwyczajem, leaa prawie na stole i patrzya bezmylnie 
w lamp. 
 Ale musi nam pani pomc!  rzek Topolski po pewnym przestanku. 
 Ja?!... c ja mog?...  zapytaa zdziwiona. 
 Bardzo wiele!... jeli pani tylko zechcesz... 
 No!... jeeli pan mwi, e mog, to ma si rozumie, e zechc, bo przecie to nie tylko 
jest moim obowizkiem, ale i wasnym interesem!... ale ciekawam, co ja mog, ciekawam... 
 Idzie tu o ten tysic rubli... Pienidze s pewne... tylko jest jeden may waruneczek... 
 Jaki?  spytaa ciekawie. 
Topolski przysun si do niej bliej, wzi j po przyjacielsku za rce i dopiero odpowiedzia: 


 Panno Janino! Tu od tego zaley nie tylko nasz teatr, ale i przyszo artystyczna pani... 
wic powiem po prostu, e jest kto, co da choby dwa tysice rubli, ale chce je da osobicie 
pani, bo inaczej, powiedzia, e nie da... 
 Kt to taki?...  zapytaa niespokojnie. 
 Kotlicki! 
Opucia gow i milczenie zalego pokj. Topolski patrza na ni niespokojnie, a Majkowska 
miaa w twarzy nieokrelenie drwicy umiech. 
Janka oniemal nie krzykna z blu, tak j uderzyo to nazwisko i propozycja, i po chwili 
wstajc z krzesa powiedziaa stanowczym gosem: 

 Nie, panie!... ja nie pjd do Kotlickiego... a to, co mi pan powiedzia, jest po prostu niegodziwym... 
Tylko w teatrze ludzie mog tak zatraci poczucie moralne, aeby namawia do 
podoci, eby umylnie spycha w d haby drugich, byle samym skorzysta na tym... Przerachowae 
si pan!... tak nisko jeszcze nie upadam... Boli mnie tylko, e pan moge choby 
przez chwil myle, e ja si zgodz, e pjd do Kotlickiego, do Kotlickiego, ktry mi jest 
wstrtniejszym od najpodlejszego pazu!...  woaa unoszc si. 
 Panno Janino! mwmy rozsdnie, bez uniesie... 
 Pan mie mi mwi: mwmy bez uniesie?!... 
 Musz, bo pani jeste po prostu tylko niedowiadczona; zdaje ci si, e to, o co prosz, 
jest czym potwornym, co ci unurza zaraz w bocie, zhabi, obedrze ze czci... 
 A wic czyme jest, na Boga?!  zawoaa zdumiona. 
 Nie grajmy komedii, nie bawmy si w chowanego i patrzmy trzewo, to zobaczymy, e 
to jest najzwyklejsza rzecz. O c ja prosz pani?... eby posza do Kotlickiego po pienidze, 
ktre stanowi fundament naszej wsplnej przyszoci... po pienidze, ktre nam stworz 
144 



teatr i bez ktrych my wszyscy nie moemy si ruszy z Warszawy. Wic c w tym jest zego?... 
co jest zego w tym, co nas prawie wszystkich uszczliwi?... 

 Jak to? pan nie widzisz w tym nic zego, ebym ja, kobieta, sama chodzia do mieszkania 
mczyzny?... I za c on mi da ten tysic czy dwa tysice rubli?... 
 Jak pani ya z Gogowskim, nikt tego nie uwaa za ze; jak teraz pani yjesz z Wadkiem, 
kt ci to wyrzuca?... C to jest wreszcie za strasznie habica rzecz?... Wszyscy tak 
yjemy i czy przez to popeniamy jak podo?... Nie!... bo to jest rzecz podrzdna, bo mamy 
co waniejszego w mzgach: sztuk! 
 Nie, nie pjd...  odpowiedziaa cicho, przygnbiona tym, e wszyscy wiedz o jej stosunku 
z Wadkiem. 
Suchaa dalej Topolskiego, ju prawie nie syszc i nie rozumiejc jego sw. Zacz jej 
przekada, prosi, tumaczy, e przecie dla teatru powicaj wszyscy ycie, wic co wicej 
nili jedn pieszczot kobiety... e odmow swoj zada miertelny cios towarzystwu, e 
liczyli na ni, e bd jej wdziczni do mierci, bo zabezpieczy byt dziesitkom ludzi powiceniem 
swoim; e ten teatr bdzie zwizany z jej imieniem. Chcia koniecznie przeama ten 
upr, ktrego nie mg poj, ale Janka pozostaa niewzruszona. 

 eby ycie zaleao od tego, nie poszabym... wolaabym raczej umrze!... 
 To... egnam!  rzek ze zoci Topolski. 
Janka patrzya na niego i chciaa si jeszcze tumaczy, ale Majkowska rzucia jej paszczyk 
na ramiona, wsadzia brutalnie kapelusz na gow i obsypawszy gradem obelg otworzya 
przed ni drzwi na rozcie. 

Janka jak automat pozwolia z sob robi wszystko i jak automat schodzia ze schodw i 
sza ulic do domu. 

al jej byo tego towarzystwa, tych widokw, jakie tracia zrywajc z Topolskim, ale jednoczenie 
straszny wstyd j ogarnia, e j maj za tak ostatni, jeli mi jej propozycje takie 
robi i liczy, e ona je mogaby speni... 

Nie moga si uspokoi. 

W nocy ni jej si to Kotlicki, to Wadek, to teatr... Syszaa, e jej wszyscy zorzecz i 
wymylaj, e j goni jaka banda ludzi okrytych achmanami i z przeklestwami, z nienawici 
w oczach chc j schwyci i bi... W tych twarzach, zaledwie zarysowanych, poznaa 
Mel, Topolskiego, Mimi, Wawrzeckiego... 

To znowu nia, i idzie ulic i wszyscy patrz si na ni tak jako dziwnie, tak strasznie, 
e chciaaby si zapa pod ziemi, byle tylko nie widzie tych spojrze, ale poruszy si nie 
ma si i ten tum wolno obok niej si posuwa, a Topolski stoi i drwicym gosem mwi tak 
gono, e wszyscy si odwracaj: 

 Patrzcie!... ya z Gogowskim, a teraz jest kochank Wadka! 
Nie moga znie tego; krzykna straszliwie przez sen, bo zobaczya, e ojciec idzie z 
Krsk pod rk i mwi pokazujc na ni: 

 ya z Gogowskim, a teraz jest kochank Wadka!... 
 O, Jezus!  szeptaa mczc si w tym nie drczcym.  O, Jezus! 
A tum znajomych twarzy rs: ksidz z Bukowca, przeoone pensji, koleanki dawne, 
Grzesikiewicz  wszyscy, wszyscy przechodzili piesznie obok niej i patrzyli na ni z tym 
strasznym, okropnym umiechem, ktry j przenika niby ostrze i smaga jakby batem... 

Obudzia si zapakana i zmczona miertelnie. 
Jeszcze przed prb przyszed Wadek. 
Rzucia mu si po raz pierwszy sama w ramiona. 


 Wszyscy wiedz!...  szepna ukrywajc twarz na jego piersiach. 
Domyli si, o co jej chodzi. 
 No, to i c?... krymina czy co?!...  odpowiedzia. 
145 



I siad chmurny, rozciera kolano i gniewnie rzuca si na krzeseku. Spostrzega jego stan i 
zapomniawszy o sobie zapytaa: 

 Co tobie jest?... czy chory?... 
 Nic mi nie jest... Winienem tylko komu kilkanacie rubli i odda nie mog... Matce 
mwi nie mog, bo bym j jeszcze dobi... choruje znowu!... Cabiski nie chce nic da i 
urwije sobie eb!... 
Kama, ot tak sobie, bo gra ca noc i przegra wszystko. Jance przypomnia si dug zacignity 
u Gogowskiego, wic bez namysu odpia zoty zegarek z tak dewizk i pooya 
przed nim. 

 Nie mam pienidzy. Zastaw to i zapa swj dug, a co ci zostanie, przynie mi, bo take 
nic nie mam  rzeka z serdecznoci. 
 Nie, nigdy! C znowu!... Nie potrzeba mi wcale!... ale, dziecko moje!...  wymawia 
si Wadek w pierwszym porywie uczciwoci. 
 We, prosz ci o to... Jeeli mnie kochasz, to wemiesz... 
Wadek si chwil jeszcze droy, ale pomyla, e majc pienidze mgby si odegra. 
 Nie!... do czego by to byo podobne!  szepta bronic si coraz sabiej. 
 Id zaraz, a z powrotem wstp, to pjdziemy na niadanie. 
Ucaowa j niby zaenowany, mrucza co o wdzicznoci itd., ale zegarek wzi i poszed 
zastawi. 
Wrci pospiesznie, przynoszc trzydzieci rubli. Dwadziecia zaraz od niej poyczy i 
chcia nawet napisa jej kwit. Pogniewaa si tak, e musia j przeprasza, i poszli na niadanie. 


Mieszkali prawie razem. W teatrze wiedziano o tym stosunku, ale nikt na tak zwyczajn 
rzecz nie zwraca uwagi. 

Tylko Sowiska czasami dogryzaa Jance pswkami i lekcewaeniem i o ile niedawno 
wychwalaa tylko Wadka, o tyle teraz wygadywaa na niego mas obrzydliwoci... Znajdowaa 
ogromn rozkosz w takim zncaniu si nad Jank. 

Mcia si tak za syna. 

Naznaczono wreszcze sceniczne prby z Robina. Przynis jej t wiadomo Wadek, bo 
od kilku dni wcale nie wychodzia z domu czujc si bardzo sab. Ogarniaa j jaka senno 
nuca, to bl nieznony krzya; to znowu jakie uczucie niemocy i zniechcenia j opanowywao, 
e miaa ochot paka, nie chciao si jej ruszy z ka, tylko leaa caymi dniami, 
wpatrzona w sufit. Dostawaa dawnego szumu w gowie i takie pragnienie j palio, e nie 
moga go niczym ugasi, ale na wie, e bdzie gra, uczua si od razu zdrow i siln. 

Posza na prb z trwog, ale zobaczywszy przyszego Garricka, opanowaa si szybko. 
Amator w by to chudy, miczakowato-lamazarny chopak; nie wymawia , chodzi jak 
kaczka, ale e by kuzynem jednego z wpywowych dziennikarzy, ktry go popiera, wic patrza 
na teatrzyk z gry i traktowa wszystkich z askawoci. 

Drwili sobie delikatnie z niego w oczy, a miali si gono za plecami. 

Na prb, jakby si towarzystwo zmwio, zjawili si w komplecie. 

Skoro tylko Janka wesza na scen, Majkowska ostentacyjnie usuna si w kulisy, a Topolski 
nie kiwn jej nawet gow na przywitanie. 

Zrozumiaa, e z nimi ju zerwane na dobre; nie miaa ju czasu myle o tym, bo zaraz 
zaczli prb. Pomimo e sobie postanowia tylko markowa gr, nie moga si powstrzyma, 
aby cho szerokimi konturami nie nakreli roli. 

Rozdraniao j ogromnie to, e si wszyscy na ni patrz, e z kadego punktu czuje oczy 
utkwione w siebie; zdawao si jej, e widzi drwiny w spojrzeniach, szyderstwo na ustach, 
wic si chwilami szarpaa w rozdenerwowaniu i wybuchaa caym swoim temperamentem 
albo znowu mwia za cicho. 

146 



Majkowska sykaa i miaa si z Zarzeck, gono wypowiadajc zdania o jej grze. Topolski 
wraca j kilkakrotnie do wejcia, bo w rozdenerwowaniu wchodzia le na scen. 

Janka wiedziaa, do czego to wszystko zmierza, wic zbyt do serca nie braa drwin Meli 
ani pedantycznych informacji reysera. Graa dalej; rola wychodzia nierwno, ale silnie. 

Zrobia si charakterystyczna cisza; nikt si nie mia i nikt nie baznowa gono. 

Inspicjent chodzi z kulisy w kulis, zaciera rce i mrucza: 

 Dobrze, ale jeszcze za mao patosu, za mao!... 
 Przecie ju krzyczy, nie mwi!  rzucia mu szyderczo Majkowska. 
 Moja pani!... pani miewasz konwulsje na scenie, a nikt ci tego przez grzeczno nie wymawia 
 odpowiedzia za przyjaciela Stanisawski. 
 Nie tak!.. Wiatrak pani z siebie robisz czy co?... kt tak rkami wymachuje?  wola reyser. 
 Nie detonuj pan, przecie to pierwsza prba!  zawoaa Cabiska z krzese. 
 Chodzisz pani po scenie jak g!  znowu rzuci zirytowany Topolski. 
 Ona jest nieza, ale do pralni!  sykna Mela. 
Pomimo wszystkiego, cho czua pod powiekami zy zoci, graa nie dajc si wysadzi z 
charakteru i nie tracc ani na chwil przytomnoci. 
Kiedy skoczya, Cabiska j ostentacyjnie ucaowaa i gono, aby Majkowska dosysze 
moga, zacza j chwali. 

 Winszuj pani, bdziesz pani doskonale gra t rol! 
 Niech pani szczegy wicej opracuje  radzi jej Stanisawski. 
 Przecie to prba!... ja ca posta mam ju w myli gotow. 
 Bdziemy mieli teraz naprawd bohaterk, bo i z piknoci, i z talentu!  zawoaa bardzo 
gono Rosiska. 

Majkowska spojrzaa na ni wciekle, ale si nie odezwaa. 

Janka czua si tak weso i dobr, e miaa ochot uciska wszystkich. 

Za dwa dni miao by przedstawienie. 

Ten czas by jedn olbrzymi smug wiatoci, w ktrej zdawaa si pogra zachcona. 

Zdawao si jej, e jest zupenie zadowolona. 

 Nareszcie! nareszcie!...  szeptaa upojona.  Skoczy si bieda, skocz si upokorzenia!... 
Mylaa, e zaraz dostanie jaki wydzia rl. Puszczaa wodze wyobrani i widziaa si ju 
u jakiego szczytu. Bya ju w tej Ziemi Obiecanej wzrusze potnych, o ktrej codziennie 
marzya; w tym wiecie, ktry si roi przed ni wspaniaym tumem postaci bohaterskich, 
uczu nadludzkich, pikna olniewajcego, gdzie bya zupena harmonia pomidzy marzeniami 
a rzeczywistoci. 

Umiechaa si z politowaniem do tych dni niedostatkw, jakby si ju z nimi egnaa na 
wieki. Wszystko, nawet Wadek, zblado przed jej zahipnotyzowanymi oczyma. 

Po tysic razy powtarzaa t rol Marii. Przesiadywaa caymi godzinami przed zwierciadem 
ukadajc sobie mimik i dostawaa febry z niecierpliwoci oczekiwania. 

Przez sen prawie siadaa w nocy na ku i patrzya; zdawao si jej, e widzi peen teatr, 
przedstawicieli prasy... e syszy ciche gosy publicznoci, widzi promieniowanie spojrze, e 
wchodzi na scen i gra... Na p przytomnie powtarzaa sowa roli, zapalaa si deklamujc z 
uniesieniem, a pniej opadajc w senno gbsz umiechaa si przez zy szczcia, bo syszaa 
najwyraniej ten znany, wstrzsajcy oskot braw i woanie: 

 Orowska! Orowska!... . 
I z tym umiechem zasypiaa i budzia si do dalszego cigu marze. 
Co tylko moga jeszcze sprzeda, sprzedaa, aby si odpowiednio do roli ubra. Ze miechem 
zadowolenia wypdzaa od siebie Wadka, aby jej nie przeszkadza. 

147 



W dzie, tak dla niej wany i decydujcy, przed jeneraln prb Cabiski odebra jej rol i 
odda Majkowskiej. 

Intryga i zazdro zrobiy swoje. 

Cabiski uleg, bo mu Topolski zagrozi, e z poow towarzystwa natychmiast wyjedzie, 
jeli roli nie odbierze Jance i nie odda Majkowskiej. 

Bya to zemsta za Kotlickiego. 

Janka stracia po prostu przytomno, ugodzona w samo serce; zacza si chwia na nogach 
czujc, e teatr zaczyna z ni wirowa i e si to wszystko razem z ni w jak czarn 
noc zapada... Spojrzeniem niewypowiedzianego blu obrzucia wszystkich, jakby szukajc 
pomocy, ale wikszo towarzystwa miaa w twarzach uciech z takiego pysznego kawau i 
zadowolenie zwierzce kretynw z przyduszenia talentu. Szydzili spojrzeniami z pokonanej: 
domylniki, palce drwiny sycze zaczynay ze wszystkich stron i pada na jej poraon ciosem 
niespodziewanym dusz. Podnosiy si miechy brutalne, smagajce jak biczem, i caa 
ludzka podo zadowolenia z blu innych znajdowaa sobie cel i ujcie. 

A ona staa bez sw i bez ruchu, z tym blem okropnym serca, w ktrym jakby si rway 
wszystkie ttnice i zaleway go krwi rozpaczy. 

Zebraa na tyle si, e zapytaa: 

 Dlaczego ja nie mog gra?... 
 No, nie moesz pani, i basta!  odpowiedzia krtko Cabiski. 
I wynis si zaraz z ogrdka obawiajc si jakiej sceny, i troch al mu si jej zrobio. 
Janka zostaa w kulisie, z ogromnym, ksajcym j uczuciem bolesnego zawodu. Tak 
pustk i osamotnienie poczua, e wydawao si jej chwilami, i jest sam na wiecie, i co j 
bezmiernym ciarem przytoczyo i dusi; e ginie w jakich gbiach, stacza si piorunowo 
po pochyoci na samo dno, gdzie jaka woda szarozielonkowata szumiaa gucho... 

Rway si jej myli i rozryway czucia, zaleway j zy beznadziejnego opuszczenia. Posza 
do garderoby i usiada w najciemniejszym kcie. 
Marzenia si rozpaday; te cudowne wiaty tony w mgle oddalenia, te czarodziejskie wizje 
niby achmany postrzpione wisiay w jej mzgu i duszy. 
Szaro jaka, bijca od tych brudnych cian i dekoracji, od tego wyszarzanego tumu 
drwicych ndzarzy, przesczaa j ca. 
Uczua si tak zmczon, rozbit, chor i niezdoln do niczego, e posza na ogrdek szuka 
Wadka, aby j odprowadzi do domu, bo nie miaa si. 
Nie znalaza go; wynis si przezornie, a ona wrcia z powrotem da garderoby i siedziaa 
bezmylnie. 

 Strze si pani marze!... strze si pani wody!...  powtarza przypominajc sobie z trudem, 
kto jej to mwi. 
I nagle zblada, i cofna si w ty, bo zakbi si w jej mzgu taki chaos, e mylaa, i 
oszaleje... 
Siedziaa dugo bezprzytomna i pakaa. Pakaa, nie mogc si powstrzyma, bo odzyskawszy 
nieco wiadomoci przypomniaa sobie wszystkie swoje cierpienia i doznane zawody. 


W kocu, zmordowana wyczerpaniem, ukoysana cisz, jaka ogarna teatr po skoczeniu 
prby  usna. 

Przebudzia j Rosiska, ktra tego dnia przysza wczeniej do garderoby, bo miaa zaczyna 
sztuk, i gdy zobaczya pic, lito j ogarna; resztki zaszminkowanej teatralnym yciem 
kobiecoci poruszyy si w i niej na widok bladej, zmizerowanej bied i zgnbieniem 
twarzy. 

 Panno Janino!  szepna z czuoci. 
Janka powstaa i zacza nerwowo ciera lady ez z twarzy. 
 Nie widziaa pani Niedzielskiego?  zapytaa Rosiskiej. 
148 



 Nie. Biedne dziecko! to ci urzdzili!... ale znowu nie trzeba tak bra tego do serca... 
Chcesz by artystk, to musisz wiele przenie, wiele przecierpie... Moja droga, nie takie ja 
rzeczy przeszam i dzisiaj przechodz. eby wszystkie przykroci braa do serca, irytowaa 
si wszystkimi plotkami, jakie bd robi na ciebie, i pakaa po kadej intrydze, w jak ci 
oplcz, to by ci ani ez, ani oczw, ani si nie starczyo!... To trudno, w teatrze ju tak by 
musi! Nic zreszt straconego!... jeden zawd masz pani, to o jedno dowiadczenie bogatsza. 
 Moe oni maj racj?... Musz nie mie zupenie talentu, skoro Cabiski odebra mi rol... 
 Okropnie pani naiwna jak na aktork! Dlatego wanie, e go masz, urzdzili ci kawa... 
Syszaam, co na pierwszej prbie mwi kuzyn tego amatora... 
 Na c mi si to wszystko przyda, kiedy gra nie mog i y nie mam z czego? 
 To wszystko robota Majkowskiej. Ona zmusia Cabiskiego, aeby pani rol odebra!... 
 Gniewa si na mnie, to wiem, ale eby si mci tak nieludzko!... 
 Nie znasz jej pani... Nie wiem, o cocie si pognieway, ale to wiem, e jak ci zobaczya 
na pierwszej prbie, tak si zlka, e moe zej przy tobie na drugi plan, i zacza zaraz doki 
kopa. Widziaam, jak chodzia okoo tego amatora, jak si mizdrzya do jego kuzyna i do 
Cabiskiego, jak caowaa dyrektorow po rkach! sama widziaam!... Syszane to rzeczy, aby 
si tak ponia?... Ale swoje zrobia. Ju ona tak niejedn zagryza. Pani moe nie wiesz, co 
ja, aktorka na stanowisku i z takim wielkim repertuarem, musz wycierpie od niej... O, to 
jest wcieka jdza! Pani nic nie moga zauway, bo to si tak po cichu robio, e prcz mnie 
nikt pewnie nie wiedzia. Taka... to ma zawsze szczcie!... Ale czekaj, ju ja j urzdz dzisiaj; 
zapac jej za nas obie!... 
Garderoba powoli zacza si napenia aktorkami, gwarem i zapachem pudru i szminek, 
rozgrzewanych przy wiecach. Zaczynay si ubiera. Przysza w kocu i Majkowska, wspaniaa, 
tryumfujca, z bukietem w rku, z rami przy gorsie, i zobaczywszy siedzc obok 
Rosiskiej Jank spochmumiaa. 

 Zdaje mi si, e tutaj nie garderoba chrzystek!  zawoaa ze zoci. 
 le ci si zdaje, pantominowa artystko  odpowiedziaa Rosiska. 
 Nie do pani mwi. 
 Ale ja odpowiadam. Zosta pani, prosz  zwrcia si do Janki chccej wyj. 
 Pani si mnie nie czepiaj... Z krowientami bd si ubiera razem, co? 
 Zaczekaj, dostaniesz osobny numer z kaftanem i pomp osobn, nie minie ci to. 
 Milcze! czterdziestoletnia naiwnoci. 
 Zasi ci do moich lat, zamana bohaterko. 
 Wyglda to na scenie jak zmoka kwoka, gos bdzie tu podnosi. 
Garderoba a si trzsa od miechu, a one ju teraz kciy si coraz ordynarniej, nie przerywajc 
sobie ani na chwil charakteryzacji i ubierania popiesznego. 
Janka suchaa ktni w milczeniu. Nie czua prawie alu do Meli za zabranie roli, tylko 
wstrt jaki fizyczny do jej osoby. Wydawaa si jej teraz taka brudna, wyszarzana, poda i 
obdarta z cech czowieczestwa, e nawet gos jej brzmia obrzydliwie. 

Dopiero gdy zaczto gra Doktora Robina, posza w kulis zobaczy t swoja rol. Niepodobna 
opisa tego subtelnego mordujcego blu, jaki szarpa jej dusz, kiedy zobaczya Majkowsk-
Mari na scenie. Kade sowo, kady gest, kad poz i akcent czua, e tamta jej 
wyszarpuje z mzgu, odziera z serca po kolei. 

 Moje! moje!  szeptaa nie mogc da sobie rady.  Moje!  i poeraa Mel oczyma, to 
znowu zamykaa oczy, eby ju nie widzie nic i nie krwawi sobie duszy przypomnieniem.  
Zodziejka!  szepna wreszcie tak gono, e Majkowska drgna na scenie. 
Rosiska siedziaa z drugiej strony sceny, w kulisie; jak tylko Majkowska wesza, wtedy 
zacza si scena na scenie, bo kade sowo Meli powtarzaa pgosem w faszywej intonacji, 
miaa si z jej gry gono, drwia, przedrzeniaa jej ruchy najkomiczniej, wyprawiaa prawdziw 
hec... 

149 



Majkowska z pocztku nie zwracaa na to uwagi, ale pniej nie moga si powstrzyma 
od spogldania w kulis, nie potrafia ju nie sysze drwin i przedrzenia. Zaczynaa si 
miesza i zapomina: nie syszaa chwilami suflera i stawaa w p zdania, a Rosiska coraz 
gwatowniej j dobijaa. 

Majkowska szalaa ze zoci bezsilnej, ale graa le i czua to rzucajc si po scenie jak 
nieprzytomna. We wszystkich kulisach widziaa twarze rozbawione, nawet Dobek w budzie 
a zatyka sobie usta, tak si bawi szczerze hec, wic jej to odbierao reszt panowania nad 
sob. 

Skoro tylko zesza ze sceny, rzucia si z piciami na Rosisk. 

Zrobia si taka awantura, e mczyni musieli je rozdzieli, bo sobie ju po trosze nadweryy 
peruk. 

Majkowska si zaprowadzono do garderoby; bya wprost rozszala i z tej irytacji dostaa 
jakiego napadu histerii. Potuka lustra, dara garderob i tak si rzucaa, e musiano wezwa 
doktora i skrpowa jej rce i nogi. 

Cabiski resztki wosw wyrywa z rozpaczy, ale aktorzy miali si po garderobach i bawili 
nadzwyczajnie. 

Musiano kurtyn spuci w poowie sztuki, a Topolski, siny prawie z gniewu, zaanonsowa: 


 Szanowna publicznoci! Z powodu nagej i silnej niedyspozycji panny Majkowskiej 
Doktor Robin nie moe by dokoczony. W tej chwili zacznie si nastpujca sztuka, podug 
afisza. 
Jance, pomimo pewnego zadowolenia z takiego fiaska nieprzyjaciki, al si zrobio, gdy 
j zobaczya nieprzytomn i cierpic. Nie bya jeszcze na tyle aktork, eby pozosta obojtn, 
i posza do niej, ale zobaczywszy w garderobie doktora i Cabiskiego, ktry si kci z 
Rosisk, cofna si szybko. 

Rosiska, Wolska i Mirowska owiadczyy wrcz Cabiskiemu, e jeli Majkowska zostanie 
w towarzystwie, to ich jutro ju nie bdzie... 

Cabiski uciek, ale natkn si znowu na Stanisawskiego i Krzykiewicza, ktrzy mu powiedzieli 
to samo, z dodatkiem, e nie bd ani dnia duej, bo im wstyd by w towarzystwie, 
gdzie si takie skandale publicznie dziej... 

Dyrektor o mao nie zwariowa, bo nie by na tak rzecz wcale przygotowany; wykrca 
si, jak mg, obiecywa, dawa kwity do kasy kademu, kto chcia, a zobaczywszy Jank zawoa 
gono, eby troch zagodzi swj postpek: 

 Jeeli pani chce co z kasy, to dam kwit, bo musz i zaraz... 
Prosia o pi rubli; nie skrzywi si nawet, tylko da i polecia zaraz do Pepy, ale go znowu 
w drodze napad w debiutant ze swoim kuzynem i zaczynao by tak gono za kulisami, 
e publiczno suchaa zaniepokojona. 

Dokoczono przedstawienia wrd ciszy publicznoci; ani jedno brawo si nie odezwao... 
Janka odchodzc od kasy z pienidzmi spotkaa Niedzielsk, wolno drepczc. 
Przystana i chciaa j powita, ale Niedzielska spojrzaa na ni gronie. 


 Czego chcesz, ty! ty!... 
Zakasaa si gwatownie, pogrozia jej lask, ktr si podpieraa, i powloka si dalej. 
Janka obejrzaa si bezwiednie, czy gdzie nie zobaczy Wadka, ale ju, wida, znik... nie 
widziaa go od rana. 
Umylnie jej unika, bo stanowczo przyszed do wniosku, e lepiej mie do czynienia ze 
zwyczajnymi kobietami: nie potrzeba si krpowa, udawa i cigle liczy si ze wszystkim. 
Zreszt, zrobia klap: bya dalej tylko chrzystk i matka mu grozia wprost wydziedziczeniem 
za ni... 
Patrzya dugo za star, ktra pewnie sza szuka syna, i posza wolno do domu. 

150 



X 


Janka leaa chora. 

Zdawao si jej, e ley na dnie studni i z tych gbin, w ktre j zepchnli, widzi tylko 
blady bkit nieba, czasem noc zupen, czasem migotanie gwiazd, to jakie skrzyda przelatujce 
kady cie na jej oczy, e przestawaa wiedzie o wszystkim; czua tylko, e to falowanie 
ycia i jego odgosy, jego zamty, krzyki, zy i rozpacze sczyy si po gadkich cembrowinach 
i zleway w jej duszy jak w zbiorniku, i przenikay j ca blem niewiadomym, 
ktry jednak czua w kadym ttnie swojego jestestwa. 

Zdawao si jej, e jest coraz dalej nie tylko od ycia, ale i od marze, bo ilekro razy 
chciaa co myle, kombinowa, tworzy w myli jaki obraz lub pojcie, wymykao si jej 
wszystko z mzgu jakby przez jakie olbrzymie szczeliny i czua tylko pustk i bl samotnoci. 


Dnie wloky si tak wolno, jakby byy nanizane na acuchy wiekw, jak wlok si tym, co 
stracili wszystko, nawet nadziej. 

Zawiadomia dyrekcj, e jest chora, ale nikt jej nie odwiedzi, Cabiska tylko przez Wicka 
kazaa powiedzie, e Jadzia tskni za lekcjami, i nic wicej. 

Tam graj, ucz si, tworz co, yj! Ona leaa, pogrona w apatii zupenej niby dusza 
zmiadona, ktra zaledwie mie chwilami pomyle, e jest jeszcze, i znowu zapada w agoni, 
ktra nie moe si jednak skoczy zapomnieniem  mierci. 

Nie bya waciwie fizycznie chor, bo j nic nie bolao, ale bya umierajc z wewntrznego 
wyczerpania. 

Zdawao si jej, e cay zapas wydaa w cigu tych trzech miesicy teatralnego ycia i teraz 
kona z godu duszy, ktra nie ma czym y duej. 

W te dugie dni, w t nieskoczon mczarni ciszy nocy, rozmylaa wolno, a raczej odczuwaa 
wszystkich i wszystko, i to powolne, ale zupenie jednostronne uwiadomienie sobie 
otoczenia napeniao j gryzcym smutkiem. 

 Nie ma szczcia na wiecie...  szeptaa; i zdawao si jej, e dotd miaa katarakt na 
oczach, ktr jej los zdj brutalnie. Przejrzaa, ale byy chwile, w ktrych aowaa dawnych 
ciemnoci i chodzenia po omacku. 
 Nie ma szczcia!  mwia gorzko i pesymizm ten, pesymizm kobiet i namitnych charakterw, 
buntowniczy i gwatowny, owadn jej dusz zupenie. 

Zobaczya wszdzie tylko zo i podo. 

Jak w latarni czarnoksiskiej przesuway si przed ni wszystkie znajome postacie i 
wszystkie spychaa do jednego dou z pogard, nie wyjmujc Wadka, ktry tylko raz zajrza 
do niej, zacz si usprawiedliwia, ale przerwaa mu niecierpliwie i prosia, eby sobie poszed. 


Poznaa go ju dosy i ze zdziwieniem mylaa, e ona go przecie nigdy nie kochaa naprawd. 


 Dlaczego? dlaczego?  zapytywaa siebie. 
Wstyd i al zacz j przejmowa, e moga upa tak nisko, i dla kogo jeszcze!... 
Wyda si jej teraz tak marnym i pospolitym... 
Nie moga sobie tego darowa. 
Mczyo j to okropnie, e nie moga ju nic odmieni. 
151 



 Co za fatalno postawia go na mojej drodze?...  zapytywaa dalej. 
Wobec siebie czua si gboko upokorzon. 
 Nie kochaam go...  mylaa i dreszcz niesmaku i obrzydzenia zatrzs ni. 
Zaczyna by dla niej nienawistnym. 
I teatr straci wiele w tych godzinach rozmyla. 
Patrzya si na niego przez te cige ktnie i intrygi zakulisowe, przez marno tych jego 
kapanw i przez wasne zawody. 

 Nie takim go widziaam dawniej!  ubolewaa. 
Zmniejszao si w niej wszystko i szarzao coraz bardziej; zaczynaa wszdzie odkrywa 
achmany, blag i kamstwo... Ludzie przysaniali jej sob wszystko. 
Nie pragna ju krlowania na scenie. 

 C to jest?  szeptaa.  C to jest?... 
I widziaa pstr, rnorodn publiczno, ktrej byo obojtnym, czy sztuka ma jak 
warto lub nie. Przychodzia tylko si bawi i mia, chciaa bazestw i cyrku. 

 C to jest?... Komedianctwo dla zarobku i dla bawienia tumu... 
Scena wydawaa si jej prawdziw aren dla popisu klownw i map tresowanych. 
 O! o!...  jczaa dotknita tym bolenie.  Chciaam by bawicielk motochu... a gdzie 
sztuka?  pytaa si wpatrujc w jak przestrze nieskoczon.  C jest czyst sztuk? ideaem?... 
tym, dla czego setki ludzi powica ycie?... Co to jest i gdzie to jest?  pytaa si 
znowu niespokojnie, ale zaczynaa widzie, e wszystko jest raczej zabaw ni celem, 
Literatura, poezja, muzyka, malarstwo, wszystkie sztuki pikne przesuny si przed jej 
mylami i nie moga oddzieli ich strony poytkowej od czysto artystycznej. 

Widziaa, e wszyscy graj, piewaj, tworz tylko dlatego, eby si ten ogromny, brutalny 
tum bawi... Dla niego powicaj ycie, krew i marzenia; dla niego walcz i cierpi dla niego, 
dla niego yj i umieraj... 

Ujrzaa ten olbrzymi tum Grzesikiewiczw, Kotlickich, mecenasw, jako srogiego w 
swojej gupocie i niskich popdach pana, ktry z umiechem pdrwicym i paskawym 
spoglda na ca rzesz ludzk, ktra przed nim maluje, gra, czyta, tworzy i ebrze rozdenerwowanym 
spojrzeniem aski i uznania... 

I widziaa jedn wielk, siln fal ciby ludzkiej, rozlewajc si szeroko po nizinach, koysan 
wolno i nie dc nigdzie, a z drugiej tych wszystkich, jak przerzynali cib we 
wszystkich kierunkach, mwili co gono, piewali z uniesieniem, wskazywali na przestrze, 
zwracali uwag na gwiazdy, chcieli zaprowadzi jaki ad w kbicym si bezadnie tumie, 
torowali drogi, prosili gbokimi gosami, zaklinali, ale tum albo si mia, albo potakiwa 
gucho i sta w miejscu, falujc i wypychajc poza siebie tych ludzi albo ich depczc. 

 Co to? Dlaczego?  rzucaa zapytania strwoona gboko.  Nie potrzebuj nas, to ich 
zostawi samych i zosta na uboczu, i by tylko dla siebie i ze sob  mylaa. Ale znowu si 
to wszystko mieszao w jej gowie, e nie moga poj, jak by to y mona poza wszystkimi, 
e nie warto by y. Myli podobne rozsadzay jej czaszk zamtem. 
Sowiska, ktra j dogldaa z macierzysk troskliwoci, przerwaa jej te majaczenia. 

 Niech pani jedzie do domu  powiedziaa jej szczerze. 
 Nigdy. 
 Po c ma si pani tak marnowa. Odpocznie pani troch, nabierze si i znowu z powrotem 
wrci pani do teatru. 
 Nie  odpowiedziaa cicho. 
 Ale, bya tu u mnie wczoraj Niedzielska stara. 
 Zna si pani z ni? 
 Wcale, tylko miaa may interesik. O, to hycel baba!  dodaa. 
 Troch tylko moe za bardzo skpa, ale to dosy zreszt poczciwa kobieta. 
 Poczciwa, dowiadczysz pani jeszcze jej poczciwoci. 
152 



 Dlaczego?  zapytaa Janka, ale bez ciekawoci; co j to mogo obchodzi teraz. 
 Powiem tylko tyle, e wcale pani nie kocha, o! wcale. 
 To dziwna, bo jej przecie nie zrobiam nic zego. 
Sowiska zmienia si gwatownie, bo spojrzaa na ni ze zoci i chciaa co powiedzie 
ostro, ale zobaczywszy na jej twarzy zupen obojtno daa spokj i wysza. 
Janka zacza myle o Bukowcu. 

 Nie mam domu  mylaa nawet bez goryczy.  Taki szeroki wiat na mieszkanie  dodaa, 
ale przypomniaa sobie to, co Grzesikiewicz mwi jej o ojcu, i poruszya si, jakby j 
co zabolao. 
Niepokj, nie taki, jaki ogrania czowieka w przededniu czego, ale taki, jaki si czuje przy 
wspominaniu jakiego dobra utraconego na zawsze, owadn jej sercem. 

By to bl przeszoci, jakby ciche wspomnienie umarych w godzinie rozmyla i rachunkw 
z samym sob. 

Ale te wspomnienia Bukowca i tych nocy samotnych, w ktrych marzya zapominajc o 
wszystkim i stwarzaa sobie takie cudowne wiaty, zajaniay w jej mzgu bardzo silnie. Tylko 
wspomnienie przyrody bujnej i wspaniaej, pl olbrzymich, jarw zacisznych a penych 
szmerw i pieww, zieleni i dzikoci potnej piknem, owiewao j melancholi i koysao 
czarem jej dusz, zmczon yciem i walk. 

Tylko te lasy, w ktrych si wychowywaa, te mroczne gbie, pene cudw niewypowiedzianych, 
te drzewa olbrzymy, pomidzy ktrymi czua si jak pomidzy brami nieledwie, z 
ktrymi bya zczon tysicami powinowactw, rysoway si w jej mzgu coraz potniej. 

Tsknia za nimi teraz, nasuchiwaa nocami, bo si jej wydawao, e syszy powany szum 
jesienny boru, senne szmery gazi, e czuje w sobie to powolne, nieskoczone koysanie si 
olbrzymw; te mikkie zotawe ruchy, krzyki radosne ptakw, zapachy modych pdw sosen 
i jaowcw; to ycie powolne przyrody caej. 

Leaa godzinami caymi bez sowa, bez myli i bez ruchu, bo dusza bya tam, w tych borach 
zielonych; chodzia rozogami, po ktrych kwity maliny dzikie i tarnina, bdzia przez 
pola zaronite, niby lasem ytami wysokimi, ktre z szumem koysay si i poyskiway w 
socu rosami; przedzieraa si przez zagajniki pene sosenek i cikich zapachw ywicznych. 
Sza kad drog, kad granic i ciek kad i witaa si ze wszystkim, i mwia i 
polom, i lasom, i bkitom, i grom: 

 Jestem! Jestem!  I umiechaa si, jakby odnajdywaa stracone szczcie. 
Wyzdrowiaa prawie przez te wspomnienia orzewiajce.
smego dnia wstaa i czujc si dosy siln posza na spacer. Zapragna wieego powietrza, 
zieleni nie zakurzonej pyem miasta, soca i przestrzeni wielkiej, ktra by si nie daa 
obj wzrokiem. 

Czua, e to miasto dusi j coraz bardziej, e tutaj na kadym kroku musi swoje j a ogranicza, 
skupia si i cigle szamota ze wszystkimi barierami zwyczaju i zalenoci. 

Przesza plac Broni i za Cytadel sza wilgotnymi awicami piasku ku Bielanom. 

Cisza j ogarna zupena. 

Soce wiecio jasno i ciepo, ale od wody zawiewa jdrny, pokrzepiajcy chd. 

Patrzya na rzek, toczc si z cichym pluskiem, poprgowan biaymi grupkami piany, 
na niejasne sylwetki odzi, przesuwajcych si rodkiem. Pia wolno i pen piersi ten spokj, 
jaki j otoczy; czua jakby wskrzeszenie w sobie si starganych. 

Pooya si na tym piasku wybrzea i zapatrzona w poyskliw kres wody, zapomniaa 
o wszystkim. Zdawao si jej tylko, jakby pyna z prdem, e mija brzegi, domy, lasy 
i wci pynie w jak dal nieskoczon a niebieskaw, niby w bezmiar wiszcy nad ni; 
e nic ju nie wie, tylko czuje niewypowiedzian rozkosz koysania si z fal i e to jest niezmiernym 
szczciem odda si na ask ywiou i bez chci jakiej bd, bez myli da si 
porwa i nie, i usypia coraz gbiej przy tym szmerze agodnym fali, przejmujcym sody


153 



cz; nie y, nie pamita, tylko czu niejasno barwy, wonie, dwiki, drganie wietlane 
gwiazd, ycie tych drzew, szepty nieskoczonoci, ca t pulsacj matki-ziemi i niezmiernoci. 


Ockna si z tego psnu, bo obok niej przeszed jaki stary czowiek z wdk w rku. 

Popatrzy na ni przechodzc i usiad prawie obok niej, nad samym brzegiem, spokojnie 
zarzuci wdk i czeka. 

Mia tak poczciw twarz, e poczua ch porozmawiania z nim, mylaa ju, jak zacz, 
gdy on odezwa si pierwszy. 

 Chcesz si pani przejecha na drug stron? 
Janka spojrzaa na niego pytajco. 
 Aha! nie rozumiemy si. Mylaem, e pani chciaa si utopi. 
 Nie mylaam nawet o mierci  odpowiedziaa cicho. 
 Ho! ho! niespodziewany byby honor dla rzeki. 
Poprawi wdki i zamilk skupiajc ca uwag na rybki, ktre si zaczy uwija koo 
przynty i haczyka. 
Cisza jakby si rozpostara jeszcze gbsza i rzucia jej dusz w wyczuwanie bogoci 
uspakajania si; czua, e j przenika jakie dobro ogromne, e ten majestat przestrzeni, wody 
i zieleni podnosi j i wyrywa z jej piersi niemy hymn dzikczynienia i czystej radoci istnienia, 
bo nie zwizanej z adn rzecz bytu. Wyprostowywaa si niejako i olbrzymiejc zaczynaa 
y yciem powszednim. 

Stary spoglda na ni z boku i po ustach wskich przewija mu si umiech niezgbiony. 

Poczua ten wzrok i spojrzaa na niego. Oczy ich spotkay si i zatony w sobie dugo i 
yczliwie. 

Porwaa j naga i niepowstrzymana ch wypowiedzenia si przed nim do dna. 

Ten nieznajomy mia taki dobrotliwy wyraz twarzy, taka powaga mdroci wiecia w jego 

oczach, e wzbudzi w niej nieprzepart sympati. 
Przysuna si bliej i rzeka cicho: 

 Nie mylaam o mierci. 
 To szukaa pani uspokojenia? 
 Tak. Chciaam zobaczy przyrod i zapomnie... 
 O czym? 
 O yciu!  szepna gucho i zy rozczulenia gwatownego zabysy w jej oczach. 
 Dziecko pani jeste. Tak tragicznie usposobi pewnie jaki zawd miosny, ambicyjka albo 
brak moe obiadu? 
 Razem to nie do, eby si czu bardzo, bardzo nieszczliw? 
 Razem to jest jedno nic, bo jak ja myl, nie ma wprost nic, co by zupenego, wiadomego 
siebie czowieka mogo uczyni nieszczliwym. 
 Kto pani jeste? zapyta po pewnym przestanku  to jest, co pani robisz? 
 Jestem w teatrze. 
 Aha! komediancki wiat! Udawania, ktre pniej bierzecie za rzeczywisto, chimery! 
to psuje dusz ludzk. Najwiksi aktorzy to tylko maszynki, nakrcone czasem przez mdrcw, 
czasem przez geniusze, ale najczciej przez gupstwo, mwice do jeszcze wikszego 
gupstwa. Aktorzy, artyci, twrcy! to tylko lepe narzdzia przyrody-natury, ktra ich uywa 
do objawienia siebie i dla celw sobie tylko wiadomych. Im si zdaje, e oni s czym istotnym 
 smutne zudzenie, s narzdziem, ktre pjdzie na miecie wtedy, jak przestanie by 
potrzebnym albo zrobi si nieuytecznym. 
 Kto pan jeste?  zapytaa prawie bezwiednie, poruszona jego sowami. 
 Stary czowiek, jak pani widzi, ktry apie ryby i lubi gawdzi. O tak, jestem bardzo stary. 
Przychodz tutaj codziennie latem, jeli jest pogoda, na kilka godzin i api rybki, jeli si 
pozwol apa. Na c to pani? Nazwisko nic pani nie objani. Jestem tylko jednostk w 
154 



oglnej cyfrze, ktra ma swj numer wejcia na wiat i bdzie go mie przy zejciu. Jestem 
komreczk czucia, dawno ju zapisan i zaklasyfikowan przez blinich w rubryce niedogi 
 mwi umiechajc si artobliwie. 

 Nie chciaam tym zapytaniem obrazi pana. 
 Nigdy si o nic nie gniewam. Gniewa si tylko lub raduje gupstwo  odpowiedzia.  
Czowiek powinien patrze, obserwowa i na swoj drog  dorzuci cigajc kiebia z haczyka. 


Mrozia j troch ta powaga i stanowczy, nie dopuszczajcy dyskusji ton mowy. 

 Pani z warszawskiego teatru?  zapyta zarzucajc znowu wdk. 
 Nie; jestem w towarzystwie Cabiskiego, zna pan pewnie. 
 Nie znam, nie syszaem. 
 Jak to, nie sysza pan nic o Cabiskim i o Tivoli, nie czyta pan?  pytaa ogromnie 
zdziwiona, e moe by kto w Warszawie, co nie zna i nie interesuje si teatrem. 
 Nie chodz wcale do teatru i nie czytuj pism. 
 Ale to niemoebne! 
 Wida zaraz, e pani masz dwadziecia lat, bo woasz zdumiona: Niemoebne! i patrzysz 
si pani na mnie jak na upoledzonego umysowo albo jak na barbarzyc. 
 Ale niepodobna mi byo przypuci ani na chwil, rozmawiajc z panem, e... 
 e si nie interesuj teatrem, tak, e nie czytam pism, tak  odpowiedzia za ni. 
 Nie umiem nawet i rozumie dlaczego? 
 No, bo mnie to nic nie obchodzi  odpowiedzia prosto. 
 Nic pana nie obchodzi, co si dzieje w wiecie, jak yj, co robi, co myl? 
 Nie. Pani si to wydaje pewnie potwornym, a to jest zupenie naturalnym. Czy nasze 
Maki, Bartki i Jagny zajmuj si teatrem albo sprawami wiata? Nie, prawda? 
 Ale to chopi, to zupenie co innego. 
 To jest to samo, z tym tylko, e dla nich wcale nie istniej wasze sawy i wielkoci i e 
im zupenie wszystko jedno, czy Newton lub Szekspir by, czy te nie by. Bardzo im z tym 
dobrze, bardzo. 
Janka milczaa, bo si jej to wydawao paradoksalnym i niezbyt prawdziwym. 

 C ja si dowiem z waszych pism i teatrw, e si kochaj, nienawidz, gryz, e jest, 
jak byo, panowanie za i przemocy, e wiat i ycie to wielki myn, w ktrym si tr na miazg 
mzgi i sumienia. To ju wygodniej nic nie wiedzie. 
 Ale czy si powinno tak egoistycznie odsuwa od wszystkiego? 
 W tym jest wanie mdro. Nie da nic dla siebie, nie dba o nic i by obojtnym, do 
tego si powinno dy. 
 Czy jest moebnym do osignicia ten stan bez czucia zupenego? 
 Dochodzi si do niego dowiadczeniem yciowym i myleniem. Niech pani pamita, e 
najdrobniejsza przyjemno, chwilowe zadowolenie kosztuje nas zawsze droej, nieli jest w 
istocie warte. Przecitny czowiek nie zapaci tysica rubli za gruszk, dajmy na to, bo rozumie 
si, e byoby to szalestwem i zreszt zna warto tysica i gruszki, ale z kapitau ycia 
gotw rozchodowa tysice na bagatele  na miostk, ktra trwa przez czas dojrzewania 
gruszki za dwa grosze, bo nie myla nigdy nad kosztownoci wprost bezcenn wasnej 
energii yciowej, olepia si jak byk, kiedy mu torreador zamigoce czerwon pacht, i za to 
olepienie paci kawaem ycia. Wikszo umiera nie z naturalnej koniecznoci jak lampa, 
kiedy si nafta wypali, tylko z bankructwa, z roztrwonienia si na gupstwa tysic razy mniej 
warte od jednego dnia istnienia. 
 Nie chciaabym takiego zimnego i wyrachowanego ycia, bez szalestw, marze i mioci. 
 wiat i tak by si nie zapad w nico, choby si ludzie nie kochali. 
 Lepiej by si ju zabi ni y i usycha jak drzewo. 
155 



 Samobjstwo to ordynarny krzyk zwierzcia, ktre cierpi, to bunt atomu przeciw prawom 
oglnym, a do tego krzyk, w ktrym moe zosta co z blu wiadomoci i trwa wieki 
w przestrzeniach. Trzeba wypali si spokojnie do ostatka  w tym jest szczcie. 
 Takim jest szczcie?  zapytaa przejta jakim zimnem. 
 Tak. Spokj jest szczciem. Negowanie wszystkiego, zabijanie siebie w pragnieniach, w 
dzach, wyrywanie z siebie zudze i zachcianek. Jest to wzi swoj dusz w gar wiadomoci 
i nie pozwoli si rozmienia dla gupstwa. 
 Kt zechce y w takim jarzmie? jaka dusza wytrzyma? 
 Dusza  to wiadomo. 
 Nic prcz kamiennej obojtnoci, spokoju! Nic nigdy; wol ju tak zwyczajnie y. 
 Jest jeszcze jeden rodek: najlepszym lekarstwem na cierpienia mzgu jest rozszerzenie 
serc naszych, zjednoczenie si z przyrod. 
 Dajmy spokj, nie lubi tego, to mnie porusza. 
Milczeli dugo. 
Starzec wpatrywa si w wod i mrucza co szeptem, a Janka rozmylaa. 
 Wszystko gupstwo!  zacz znowu.  Patrz pani i podziwiaj choby wod, starczy ci na 
dugo. Przypatruj si gwiazdom, ptakom, ywioom; led rozrost drzew, wsuchaj si w wichry, 
pij wonie i barwy, a wszdzie znajdziesz cuda niesychane, wiecznie trwajce, dowiadczysz 
rozkoszy niewypowiedzianych. Wystarczy ci to zupenie za ycie wrd ludzi. Nie 
patrz tylko okiem pospolitaka; bo wtedy najpikniejszy piew ptakw bdzie krzykiem; najwspanialsze 
lasy  opaem; w zwierztach zobaczysz tylko miso na pokarm; w kach  siano; 
bo wtedy zamiast czu, bdziesz obrachowywa. 
 Wszyscy s takimi. 
 Jest niewielu, ktrzy z ksigi przyrody czytaj i bior dla siebie pokarm ywota. 
Znowu zapadli w milczenie. 
Soce chylio si za wzgrza drugiego brzegu, jakby wypalone wiecio coraz zimniej, 
krwawic wod ostatnimi zorzami. 

Kpy drzew jakby si kurczyy, bo wydaway si nisze a szersze. to nadbrzenych 
piaskw pocigaa si szaroci zmroku. Dalekie horyzonty zdaway si zapada w mgach, 
podnoszcych si niby dymy dopalajcego si soca. 

Spokj by jeszcze gbszy i rozwczy si sennoci nad ziemi, jakby senn po trudach 
dnia. 

Janka rozmylaa nad sowami starca i smutek jaki cichy, pospny napenia jej serce i 
przysania mzg lkiem niejasnym; ogarniao j bierne poddanie si, rodzaj wewntrznego 
odrtwienia. 

Powstaa do odejcia, bo byo ju prawie szaro na wiecie. 

 Idzie pan? 
 Czas ju, kawa drogi do Warszawy. 
 Pjdziemy razem. 
Zoy wdk w lask, rybki zowione wpuci do blaszanej puszki i zacz i do prdko. 


 Nie wiem, jak si pani nazywa  zacz wolno  nic mnie to nie obchodzi, ale widz, e 
musi pani by nie bardzo dobrze na wiecie. Ja jestem stary wariat, jak mnie nazywaj moi 
ssiedzi; stary mason, jak dodaj kumoszki staromiejskie; jestem sam i pogodzony z losem, 
czekam koca... Co, kiedy tam cierpiao si, kochao, ale to ju dawno przeszo, dawno!  
szepta wpatrujc si w jak przeszo odleg, z bladym umiechem wspomnienia.  Najwikszym 
dobrem czowieka jest to, e moe zapomina, inaczej nie mgby y zupenie. 
Nic to pani nie obchodzi, prawda? Bredz czasami i ju si api na rozmawianiu z samym 
sob, zapominam czsto, ot, staro. Masz pani dobr twarz, wic jako dowiadczony, poradz 
ci: ile razy cierpisz, zawodzi ci wszystko, boli ci ycie  uciekaj z miasta, id w pola, 
156 



oddychaj powietrzem czystym, kp si w socu, wpatruj si w niebo, myl o nieskoczonoci 
i mdl si... a zapomnisz o wszystkim. Uczujesz si lepsz i silniejsz. Ndza dzisiejszych ludzi 
pochodzi z oderwania si od przyrody i od Boga, z osamotnienia wewntrznego. I jeszcze 
jedno ci powiem: przebaczaj wszystko i miej lito dla wszystkiego. Ludzie s li przez gupot, 
bd dobr. Najwysza mdro jest najgbsz dobroci. Nie trwo si na gupstwa. Ja 
codziennie tutaj jestem, pki ciepo. Moe si kiedy spotkamy. No, bd pani szczliw.  
Kiwn jej gow na poegnanie i umiechn si yczliwie. 

Dugo patrzya za nim, a jej znikn gdzie koo kocioa Panny Marii. 

Przetara oczy, bo si jej wydao, e ulega jakiej halucynacji. 

 Nie  szepna, bo jeszcze czua na swojej twarzy to czyste spojrzenie staroci pogodnej, 
syszaa gos jego: 
 Bd dobr! Mdl si! Przebaczaj!  powtarzaa idc ulicami. 
 Przebaczaj!  i widziaa ojca, pniej teatr, Cabiskiego, Majkowsk, Kotlickiego, M-me 
Ann, Sowisk, i przypomniaa sobie te dni, w ktre bya godn i sponiewieran w swojej 
godnoci ludzkiej, swoje cierpienia. 
 Bd dobr  i znowu widziaa Mirowsk, ktra najboleniejsze krzywdy zbywaa 
umiechem, ktra nikomu nigdy nic zego nie zrobia, a bya pomiewiskiem caego towarzystwa; 
Wolsk, co kosztem wasnego ycia wydzieraa dziecko mierci, ktr oszukano i 
pchnito w ndz; niani, powicajc si dla cudzych dzieci; inspicjenta; chopw na wsi, 
traktowanych niby zwierzta; robotnikw wyzyskiwanych; szalbierstwa, oszustwa, zbrodnie, 
o ktrych cigle syszaa i ktre si dziay zawsze i cigle. Czua, e si w niej co trzsie, amie, 
krzyczy; e nabrzmiewa blem jakim powszechnym, e wszystkie niesprawiedliwoci, 
wszystkie krzywdy, wszystkie zy, cierpienia staj przed ni, a jaki gos powany mwi z gry: 
 Bd dobr... przebaczaj... mdl si...  a miech szyderczy zrywa si dokoa jakby w 
odpowiedzi. 
Przysza do mieszkania i dugo nie moga si uspokoi. Chwytaa si za gow, tak jej si 
tam pltao wszystko, zazbiao i toczyo ze zgiekiem, a ona nie wiedziaa, gdzie prawda, i 
nie wiedziaa, gdzie fasz. Bo ujrzaa w jakim olnieniu jasnowidztwa, e li i dobrzy zarwno 
cierpi, e wszyscy si szamocz, wszyscy krzycz o zbawienie jakie i pacz na ycie. 

 Oszalej! oszalej!  szeptaa. 
Rano przybieg Wadek. By dzisiaj taki dobry, tak j caowa po rkach, e zwrcia na to 
uwag. Narzeka na Cabiskiego, ali si dugo na matk. 
Patrzya zimno na niego i zaraz prawie zrozumiaa, e chcia od niej poyczy pienidzy. 

 Kup mi pudru, bo musz ju dzisiaj i do teatru. 
Podnis si z ochot. 
 Zamknij te drzwi, bo si bd ubiera. 
Zamkn drzwi do jej pokoju na zatrzask, od ktrego mia swj klucz, i poszed. 
Na ulicy, prawie przed bram, zobaczy mecenasa. Bysna mu myl jaka, bo si 
umiechn i przystpi serdecznie do starego. 

 Dzie dobry szanownemu mecenasowi. 
 Dzie dobry, jake zdrowie, h? 
 Dzikuj, ja jestem zdrw zupelnie, tylko panna Orowska. Wanie prosia mnie dyrektorowa, 
aby w jej imieniu dowiedzie si o chor... 
 Co? Panna Janina chora? Mwili mi za kulisami, ale nie wierzyem, mylaem... 
 Chora, wanie biegn po lekarstwo. 
 To niebezpieczne? 
 O nie; ale chce si pan mecenas naocznie przekona? 
Mecenas poruszy si gwatownie, ale rzek skromnie, poprawiajc binokli: 
 Doprawdy, chciabym, chciaem ju nieraz, ale ona taka nieprzystpna. 
157 



 Uatwi panu. 
 artujesz pan, jakeby mona...Cho moj prawdziw yczliwo... 
 Mona. Masz pan klucz od zatrzasku. Przyjmie pana, mwia mi nawet, e z przyjemnoci 
zobaczyaby znajomych u siebie; c pan chcesz, tak samotnie przepdza dnie cae. 
 Ale... jeli... 
 Id pan, skoro dla mnie bya widzialn, to tym bardziej dla mecenasa. Ja za godzin 
przyjd, to sobie posiedzimy. 
Odszed piesznie. 
Mecenas przeciera binokle, krci si w miejscu i jeszcze nie mg si zdecydowa wej 

lub nie, gdy Wadek si zawrci i zawoa: 

 Panie! Mecenasie mj zoty, niech mi mecenas poyczy pi rubli. Musiabym Cabiskiego 
szuka, eby da pienidzy, a tu lekarstwo zaraz jest potrzebnym. Nieprzyjemny wziem 
na siebie obowizek, ale c robi... koleestwo. Oddam mecenasowi wieczorem, tylko 
o dyskrecj prosz i o przebaczenie, mj mecenasie. 
Mecenas chtnie sign po pugilares i dajc dziesi rubli rzek: 
 Z przyjemnoci, prosz. Jeeli bdzie potrzeba wicej, powiedz pan tylko pannie Janinie, 
niech swko powie. 
Wadek z pienidzmi odszed pogwizdujc wesoo. 
Mecenas poszed, otworzy drzwi po cichu, rozebra si z palta w przedpokoju i wszed. 
Janka czesaa si nie zwracajc uwagi na otwieranie drzwi, bo mylaa, e to Wadek wra


ca. 
Mecenas od drzwi pokasywa i z wycignit rk szed ku niej. 
Zerwaa si piesznie, narzucajc chustk na nagie ramiona. 

 Wanie pan Wadysaw objani mnie, e pani chora, wic grzechem nie jest odwiedzi 
 mwi prdko, poprawi binokli i umiecha si swoim mdym, zdawkowym umiechem. 
Janka patrzya na niego zdumiona, dopiero poczuwszy dotknicie jego zimnej i wilgotnej 
rki poczerwieniaa caa, rzucia si ku drzwiom, a chustka zsuna si na ziemi, odsaniajc 
wspaniale zakrelone ramiona, i zawoaa, energicznym gestem otwierajc drzwi: 

 Wyjd pan! 
 Ale sowo honoru, nie miaem myli nawet ublia pani. Owszem, jako szczerze yczliwy, 
chciaem przyj ze sowem wspczucia. Pan Wadysaw... 
 Jest nikczemnikiem. 
 Na to zgoda, ale nie potrzebuje pani si gniewa na mnie i wyraa swoje oburzenie a w 
ten sposb, jest to troszeczk... 
 Prosz, wyjd pan  woaa trzsc si z gniewu. 
 Komediantka! Komediantka, sowo honoru daj  szepta kadc popiesznie palto, bo 
by zirytowany i obraony. Zatrzasn drzwi za sob ze zoci. 
 A ndznik, a!... i ja naleaam do takiego czowieka, ja!... ach!... Szakale, nie ludzie, szakale! 
Nie mona tkn si niczego, bo wszdzie boto. 
I tak si w niej spotgowao to oburzenie, e krzyczaa prawie gono przez zy: 

 Podli! podli! podli! 
Wkrtce przyszed Wadek; przynis puder, butelk wdki i przekski w papierze. Patrzy 
si na ni i rozglda po pokoju. 

 By tutaj mecenas!  rzucia mu szorstko. 
Aktor cynicznie si rozemia i zawoa knajpiarskim argonem: 
 Skantowaem go. Urzdzimy sobie ma frajdk. 
Chciaa mu rzuci w twarz t jego podo, ale byskawicznie zadwiczay w jej uszach 
sowa: 

158 



 Bd dobr... przebaczaj!...  Powstrzymaa si i zacza si mia, ale tak ostro, spazmatycznie 
i dugo, e a si rzucia na ko i tarzajc si po nim, przez ten miech histeryczny 
i straszny powtarzaa: 
 Bd dobr... Przebaczaj... Cha! cha! cha! 
* 
** 

Po tygodniowej przerwie rozpoczo si znowu dawne cikie ycie, cisza ni przedtem 
walka, bo ju tylko o chleb. 

Tak samo jak przedtem piewaa w chrach, ubieraa si, patrzya przez kurtyn na publiczno, 
ktrej coraz mniej przychodzio; tak samo snua si w antraktach po scenie, garderobach, 
suchaa szeptw, muzyki, ktni; ale jak rne byy jej uczucia i myli, jak inn bya i 
niepodobn do tej dawnej Janki! 

Nie szukaa ju w oczach publicznoci zapau i mioci sztuki, nie rzucaa wyzywajcych 
spojrze do pierwszych rzdw, bo j ndza nauczya oblicza ze sceny publiczno i std 
wyciga wnioski co do wysokoci akonta. 

Nauczya si z godu zabiera potajemnie chleb z rekwizytorni, uywany czsto na scen, i 
w drodze do domu go zjadaa; czsto byo to jej jedyne, caodzienne poywienie. Nikt jej nie 
admirowa i nie odprowadza, nie sprzeczaa si ju wicej o sztuk. 

Kotlicki gdzie przepad. Mecenas si pogniewa i nie przychodzi, a Wadek tylko czasami 
z ni rozmawia i coraz rzadziej zaglda do niej tumaczc si, e matka coraz sabsza i 
musi przy niej przesiadywa. Wiedziaa, e kama, ale mu nie przeczya, bo jej by zupenie 
obojtnym. Czua do niego gbok pogard, ale jakby przez niewiadom ju pami tych 
sonecznych chwil nie potrafia zerwa z nim zupenie. Traktowaa go zimno, nie pozwalaa 
si caowa, ale nie moga mu powiedzie wprost  pody, bo by jakby ostatnim ogniewem, 
czcym si z jej dziwn dusz. 

Schuda ogromnie; twarz jej, o niezdrowej, sinawej cerze, pokryy tawe plamy i z powikszonych, 
szklistych oczw patrza gd cigy, stay, okropny! 

Chodzia po teatrzyku niby cie, cicha i spokojna na pozr, ale z tym uczuciem wiecznego 
godu, ktry jej szarpa wntrznoci; zdeterminowana ju na wszystko. 

Byy dni cae spdzane bez odrobiny poywienia, w ktrych czua jak pustk bolesn 
pod czaszk i w ktrych si jej tylko w mzgu to jedno byskao  je! 

Naje si!... Poza tym wszystko zniko i nie miao znaczenia. 

Podobna ndza panowaa w caym towarzystwie. 

Kobiety radziy sobie, jak mogy; ale mczyni, zwaszcza uczciwsi, sprzedawali, co tylko 
mieli, nawet peruki, aby wprost nie umrze z godu. 

Ile to trwogi przynosi wieczr kady. 

 Czy si bdzie gra? 
Ten szept sycha byo wszdzie, przedziera si na ogrdek, po ktrym hula zbyt czsto 
jesienny wicher, brzmia pod pust werand, wymawiany przez garsonw, na prno wyczekujcych 
na goci. Powtarza go Gold, skulony z zimna w swojej budce kasjerskiej. 

Cisza przygnbiajca panowaa w garderobach. Najdowcipniejsze kaway Glasa nie potrafiy 
rozchmurzy oczw zaspionych trosk. 
Charakteryzowali si niedbale. Nikt si rl nie uczy, bo kady z trwog czeka przedstawienia, 
azi koo kasy i szepta: 

 Czy si gra bdzie? 
Cabiski codziennie wystawia now sztuk i pustki byy tak samo. Da: Podr po Warszawie 
 pustki. Grali Zbjcw  pustki. Grali takie bomby, jak Don Cezar de Bezan, Posg 
komandora, Wrka la Voison  pustki i pustki. 

159 



 Jak Boga kocham, czego chcecie?  woa dyrektor do publicznoci przez kurtyn. 
 Pan mylisz, e oni wiedz sami? Gdyby byo trzysta osb, to by z pewnoci zjawio si 
jeszcze trzysta, ale jak jest pidziesit z dodatkiem zimna i deszczu, to zostaje tylko dwadziecia 
 tumaczy Cabiskiemu redaktor, ktry sam jeden zosta z licznych znajomych 
przychodzcych za kulisy, bo reszta rozpierzcha si razem z pierwszymi deszczami. 
 To jest stado, ktre dzisiaj nie wie, gdzie si jutro toczy bdzie  powiedzia pan Piotr 
nienawistnie. 
O tak, nienawidzili tej publicznoci i modlili si do niej. Przeklinali j, nazywali stadem, 
bydem, grozili piciami, pluli na ni, ale niech si tylko zjawia w wikszej iloci, padali 
przed ni na twarz i czuli gbok wdziczno do tej kaprynej pani, ktra miaa humor codziennie 
inny i codziennie kogo innego darzya swoimi wzgldami. 

 Ulicznica! Ulicznica!  szepta gronie Topolski.  Dzisiaj u mocarza, jutro u cyrkowca! 
 Prawd powiedzia, ale ci to nie da ani rubla  odpowiedzia Wawrzecki, ktrego humor 
si jeszcze trzyma, ale ju zgorzkniay i cierpki, bo Mimi wyjechaa z towarzystwa angaujc 
si do Poznania. 
Rozjedali si ju po trochu, cho cay tydzie byo jeszcze czasu do koca sezonu. Chry 
szczeglniej zupenie si prawie rozsypay, bo najwicej cierpiay ndzy. 

Deszcze paday rano, w poudnie i wieczorem. 

Atmosfera w teatrze robia si wprost nie do wytrzymania. Przecigi w garderobach, boto 
na podogach, bo przez wszystkie dachy przecieka deszcz; zimno wyganiao wprost. 

Jance si zdawao, e ten teatr rozpada si z wolna i zagrzebuje wszystkich pod ruinami. A 
tamten, na placu Teatralnym, sta mocno. Poczernia od deszczw, wydawa si jej surowszym, 
potniejszym jeszcze i przejmowa j jak niewytumaczon, pobon trwog, ile razy 
patrzya na niego. Zdawao si jej czasami, e ten ogromny gmach opiera swoje kolumny 
na caych stosach trupw, e pije krew, ycie, mzgi ich wszystkich i tym tak ronie i potnieje. 


W swoich snach halucynacyjnych, ktre j coraz czciej nawiedzay, patrzya si nieraz 
oko w oko ze sztuk i umieraa z przeraenia, bo to nie bya jedna z tych sodkich, niebiaskich 
muz, jak je przedstawiali malarze i poeci. Bya to grona twarz Diany Taurydzkiej, surowa 
i zacita nieubagalnoci. Nie byo litoci na jej gadkim, dziewiczym czole, przernitym 
zmarszczk skupienia; na ustach miaa wyraz krwioerczej siy, a oczy byy pene 
jakiej boskiej surowoci i patrzyy daleko  w nieskoczono; zimne dla ndzy ludzkiej, 
obojtne na krzyki i miertelne szamotanie tych, co si rwali do niej i chcieli j posi. 

Niemiertelna i niezdobyta! 

 Zwariuj, zwariuj!  szeptaa nieraz Janka ciskajc rozpalon gow, bo takie sny, takie 
halucynacje nkay j jeszcze wicej ni gd. 
Bya jeszcze jedna rzecz, ktra j miertelnie przyciszaa, e caymi godzinami wsuchiwaa 
si w siebie; godzinami mylaa o tych dziwnych, nieokrelonych wraeniach i uczuciach, 
jakie j przenikay coraz czciej. Czua, e si w niej dzieje co strasznego, e te nage 
drgania, te pacze, ktre j poryway, nie wiadomo dlaczego, te szalone zmiany usposobienia, 
ktrym si poddawaa, te cierpienia  dziwne s jakie, nienaturalne i pochodz z czego, o 
czym myle si baa. 

Nie miaa matki ani nikogo, komu by moga si zwierzy i kto by j objani, ale przysza 
chwila, e instynktem kobiecym poznaa, e bdzie matk. 

Pakaa po tym odkryciu dugo, ale nie byy to zy rozpaczy, tylko jakiego litociwego 
rozrzewnienia, czuoci i wstydu zarazem. Poczua wtedy, e mier stana za ni i stoi tak 
blisko, e a j dreszcz szalestwa przenika ca i rzuca w bezmyln, apatyczn obojtno. 
Przestawaa myle poddajc si biernie, z fatalizmem ludzi dugo cierpicych albo potnym 
ciosem zdruzgotanych, jakiej fali, ktra j niosa, i nie pytaa nawet gdzie. 

Raz, nie mogc ju wytrzyma mczarni godu, zacza szuka co do sprzedania. 

160 



Przetrzsa kosze gorczkowo. Miaa tylko kilka lekkich, eleganckich, obwieszonych 
wstkami kostiumw teatralnych. Kosztoway j drogo i przywodziy na pami szereg wieczorw 
przepdzonych w upojeniu na scenie... 

Sowiska codziennie znowu przypominaa zalege komorne, a mk tego codziennego trapienia 
czua okropnie. 

Nie moga jej teraz prosi o sprzedanie tych resztek, bo bez skrupuw zabraaby pienidze. 


Sama postanowia sprzeda. 

Zawina w papier kostium i wysza na schody wyczekiwa handlarza, ale po podwrzu 
chodzi str, mijay si suce, przez szyby okien widziaa twarze kobiet, ktre j nieraz obrzucay 
pogardliwymi spojrzeniami. 

Nie, tutaj nie moga, bo za chwil cay dom wiedziaby o jej ndzy. Posza do ssiedniego 
domu i czekaa niedugo. 

 Handel! handel!  woa jaki stary yd zgniecionym gosem. 
Zawoaa na niego. 
Handlarz si obejrza i przyszed. Stary by o tyle, o ile brudny. 
Posza za nim na jakie schody. 
 Pani co przeda? 
Worek z kijem na schodach pooy i chud, o zaczerwienionych oczach twarz wycign 
ku paczce. 

 Tak. 
Rozwina papier. 
yd kostium w brudne rce wzi, rozpostar pod soce, obejrza, obrci kilka razy, 
umiechn si niedostrzegalnie, zoy z powrotem w papier, zawin, podnis worek i kij i 
dopiero powiedzia: 

 Taki cymes to nie dla mnie  i schodzi ze schodw cmokajc drwico. 
 Tanio sprzedam  zawoaa za nim. 
 eby cho rubla, cho p  mylaa z trwog. 
 Moe pani ma stare buciki, suknie, poduszki, ja kupi, ale taki towar to nie aden kurant. 
Kto to kupi? miecie!... 
 Tanio sprzedam  szepna. 
 Ny, co ja mam da? 
 Rubla. 
 ebym tak zdrw by, co to nie warto i dwadziecia kopiejek. Co to warto, kto to kupi?  
i wrci, rozwin i znowu obojtnie oglda. 

 Same wstki kosztoway mnie kilka rubli. 
Zamilka zgadzajc si ju w duchu na cen. 
 Wstkes! co to jest, same kawaki  gada ogldajc prdko.  Ny, trzydzieci kopiejek 
dam. Bierze pani? Na moje sumienie, wicej nie mog, mam dobre serce, ale nie mog. Ny, 
mam paci? 
Ten handel sprawi jej taki wstrt, takim wstydem przepoi i tak j rozali, e chciaa ju 
wszystko rzuci i uciec. 
yd pienidze wyliczy, zabra kostium i poszed. Zobaczya go jeszcze przez okno, jak na 
podwrzu w penym wietle dnia oglda jeszcze raz spdniczki. 

 Co z tym zrobi?  szeptaa bezradnie, ciskajc lepkie z brudu miedziaki. 
Bya winna za mieszkanie, w bufecie teatralnym, kilku koleankom, ale nie mylaa ju o 
tym; z tymi pienidzmi tylko posza do sklepiku kupi sobie co je. 
Wrcia do mieszkania i zjadszy przyniesione ze sob wiktuay chciaa si troch przespa, 
ale przysza Sowiska mwic, e tu na ni ju z p godziny czeka jaka suca, i zaraz 
wesza rozczerwieniona i zapakana suca Niedzielskiej. 

161 



 Prosz panienki, niech te panienka idzie ze mn, bo moja pani ju bardzo le i prosi koniecznie 
do siebie. 
 Pani Niedzielska taka chora?  zawoaa zrywajc si z ka i piesznie kadc kapelusz. 
 Ju ksidz od Augustianw by po poudniu z Panem Jezusem, ledwo ino zipi  szeptaa 
przez zy stara powiernica i suga  inom tyla moga zrozumie, co mwia, eby lecie po 
panienk, chce si widzie koniecznie. A pan Wadysaw gdzie jest? 
 A skde ja mog wiedzie, przecie powinien by przy matce. 
 Powinien, juci, e powinien, ale taki i on syn  szepna gucho.  Ju od tygodnia nie 
zajrza do domu, bo si z moj pani tak strasznie pokcili. Mj Boe! mj Boe! Tak kl, 
tak wymyla, chcia jae bi moj pani. O Panie miosierny, to za to, e go tak silnie kochaa, 
e sobie odejmowaa od gemby, a dawaa mu cigiem pienidze. Bya skpa, nie chciaa 
dochtora ni lekw nijakich, aby ino nie kosztowao, a on! O! skarze go Pan Bg ciko za te 
zy matczyne. Ja wiem, e panienka temu niewinowata, tak se miarkuj... ale...  mwia cicho, 
drepczc obok Janki i obcierajc co chwila kocem chustki, w jak bya okryta, oczy 
czerwone od paczu i bezsennoci. 
Janka prawie nic nie syszaa z tej mowy, bo gwar i szum ulicy, i chlapanie wody spywajcej 
rynnami na trotuary zaguszay wszystko. 

Sza tylko dlatego, e j umierajca wzywaa. 

W pierwszym pokoju byo prawie peno osb, przesza go mwic powitanie, ale nikt jej 
nie odpowiedzia i wszystkie oczy ledziy j z jak szczegln ciekawoci. 

W pokoju, gdzie Niedzielska leaa, siedziao take kilka osb koo jej ka. 

Posza prosto do chorej. 

Stara leaa wznak, ale ju od progu trzymaa w niej oczy utkwione. Rozmawiajcy umilkli 
tak prdko, e Jank ta cisza przeja jakim dreszczem dziwnym. Spotkaa si ze spojrzeniem 
Niedzielskiej i ju nie moga si od niego oderwa. Usiada przy ku witajc j pgosem. 


Stara schwycia j za rk silnie i cichym gosem o niezmiernie mocnym akcencie zapytaa: 


 Gdzie Wadek? 
Surowa zmarszczka zarysowaa si na jej czole, co jak nienawi rozbysa w tych 
biakach. 

 Nie wiem. Skde ja mog wiedzie?  odpowiedziaa prawie przestraszona. 
 Nie wiesz, zodziejko! ty nie wiesz, ukrada mi syna!  szeptaa silc si gos swj podnie 
troch, ale brzmia gucho i dziko. Oczy si jej rozszerzay coraz wicej i wieciy grob 
i nienawici, usta sine trzsy si nerwowo, a ta wychuda twarz drgaa ustawicznie. 
Uniosa si nieco i chrapliwie, jakby ostatkami si, krzykna: 
 Ulicznico, zodziejko, ty...  i upada w ty z guchym jkiem wyczerpania. 
Janka, jakby uderzona prdem elektrycznym, zerwaa si, ale rka starej zacisna si tak 
silnie koo jej doni, e upada z powrotem na krzeso nie mogc wyrwa rki. Spojrzaa rozpaczliwie 
po wszystkich, ale twarze ich byy grone. Przymruya na chwil oczy, aby nie 
widzie tych tych, pomarszczonych twarzy kobiet, co stay na wprost niej, jak widma 
wiecc swoimi szkieletowatymi twarzami w pcieniu, w jakim ton pokj. 

 To ta! Taka moda i ju... 
 Poda gadzina... 
 Ja bym zabia jak psa, eby tak z moim Antkiem zrobia. 
 Na policj oddaabym, do prochowni. 
 Pod prgierz za moich czasw stawiali takie... na ukaranie, pamitam dobrze. 
 Cicho, cicho!  mitygowa kobiety jaki staruszek. 
 I dla niej to polecia do komediantw, dla niej tyle traci, dla takiego ostatniego tomoka 
wybi matk, aeby zmarniaa, poda!... 
162 



Syczay za ni i przed ni gosy nienawici i pogard i zo sczya si z ich sw i spojrze, 
i zalewaa jej serce oceanem blu i wstydu. 

Chciaa zawoa: litoci! ludzie, jam niewinna, ale pochylaa coraz niej gow i coraz sabiej 
wiedziaa, gdzie jest i co si z ni dzieje; miaa ju za sab dusz na taki cios. Olbrzymia 
fala strachu zacza ni trz, bo si jej zdawao, e ta rka starej, trzymajca j tak silnie, i 
te jej oczy okropne, wysadzone z orbit, cign w przepa, e to ju mier i koniec wszystkiego... 


Nie syszaa ju pniej sw adnych i nie widziaa nikogo, prcz tej konajcej kobiety. 
Jeszcze si chwilami chciaa zerwa i uciec std, ale ten pomie woli przechodzi tylko przez 
jej nerwy i nie uwiadamia si. 

Tyle poprzednich wrae i ten cios w samo serce zamiy jej mzg szalestwem cichym. 
Poblada straszliwie, siedziaa jak martwa, wpatrzona w twarz konajcej; te same strzpy myli 
i obrazw kbiy si jej pod czaszk, jak kiedy; tak samo, jak kiedy, zielonawa, ogromna 
masa wd zatapiaa jej wiadomo. Nie czua nawet, e j oderwano od starej i zepchnito w 
kt, gdzie staa nieruchoma i nieprzytomna. 

Niedzielska konaa; jakby czekaa tylko ze mierci na Jank. Zo i nienawi trzymay 
j przy yciu kilka godzin duej. 

Teraz ju si wszystko rozprzgao. 

Leaa sztywna, wyprostowana, z rkami na kodrze, ktr szarpaa odruchowo, i wpatrzona 
mtnymi renicami w gr, jakby w nieskoczono, w ktr si staczaa. 

Gromnica tawe wiato rozlewaa po jej twarzy, operlonej potem ostatniego wytenia i 
mk konania. Wosy siwe, rozsypane w nieadzie, tworzyy rodzaj ta, na ktrym tym silniej 
odbijaa si sucha gowa konajcej, wstrzsana bezprzytomnym, strasznym drganiem konania. 

Dyszaa ciko i wolno, rzaa z wysikiem, chwytajc powietrze sinymi ustami. Przekrzywiaa 
chwilami twarz ze strasznie bolesnym kurczem ust i podnosia rozwarte donie, 
jakby chciaa rozerwa sobie gardo, aby zaczerpn wicej powietrza. Biay, oboony gorczk 
jzyk wysuwaa spazmatycznie i tak w tym szamotaniu si ze mierci wypraa si 
strasznie, e yy jak postronki czarne napray si na jej skroniach i gardle. 

Cisza pen bya paczw i ka klczcych, i przejmujcego jku umierajcej. Gorczkowo 
szeptane modlitwy, strumienie ez, szlochanie sucej i dzieci, i cay ten bolesny nastrj 
dusz rozlewa w powietrzu tragizm okropny i wstrzsajcy. 

Cienie w gbiach pokoju drgay, jakby pochaniajc to ycie, co si tam rozlewao. wieca 
na stoliku i gromnica rozleway jak to przenikajc blem. 

Pokj napeni si zupenie klczcymi, tylko ta, co tam bya wyprostowana, nieprzytomna 
i umierajca, leaa jak tryumfatorka na swoim ostatnim posaniu, krlowaa z tronu mierci 
tym zgitym do ziemi i ebrzcym zmiowania. 

Jaki staruszek, siwy jak gob, przedar si do oa, uklk, wyj ksik z kieszeni i przy 
wietle gromnicy czyta psalmy pokutne. 

Gos mia czysty i dwiczny, i te sowa psalmw jak szmer tczowy, jak byski pene 
trwogi, ez potgi i aski rozleway si nad gowami wszystkich. 

Zmiuj si nade mn. Panie! bom chory jest, uzdrw mnie. Panie! bo udrczon jestem. 

Ty jest ucieczk moj w utrapieniu, ktre mnie ogarno. O Boe! wyrwij mnie z mki... 


Wiele jest biczw na grzesznika, ale ufajcego w Panu miosierdzie ogarnie... 

Przyjaciele moi i bliscy moi naprzeciwko mnie stanli... 

A ci, ktrzy przy mnie byli, z daleka stali, a gwat mi czynili i zdrady cay dzie wymylali... 


Dwiki coraz mocniejsze rozchodziy si koliskami niby powiew potgi ogromnej, ktra 
chylia czoa niej i rzucaa je w proch ze zami alu, pokuty i proby. 

163 



Powtarzali wszyscy za czytajcym i ten szmer gosw zmieszanych, przesikych zami, 
monotonnych  wyrwa Jank z odrtwienia. 

Poczua, e yje jeszcze, uklka w samym progu i spalonymi gorczk ustami szeptaa te 
sodkie sowa, o ktrych dawno zapomniaa, i braa z nich jakie gbokie pocieszenie, pene 
smutku i rozrzewnienia. 

Obmyjesz mnie, a bd nad nieg wybielony... 

Nie odwracaj oblicza Twego ode mnie, bo bd podobnym do zstpujcego do dou... 

Zgubisz wszystkich, ktrzy drcz dusz moj, bom ja jest suga Twj... 

Powtarzaa arliwie i zy jak pery toczyy si po jej twarzy, i jakby czyy si ze zami 
wszystkich, i obmyway jej dusz z blw i pamici, ale te zy pniej tak zaczy j zalewa 
i dusi, ze podniosa si cicho i wysza. 

Na ulicy spotkaa Wadka, biegncego z popiechem i z trwog; chcia si jej zapyta, ale 
posza nie spojrzawszy nawet na niego. 

Nie czua prawie nic, oprcz miertelnego zmczenia. 

Wstpia do owietlonego kocioa witej Anny na Krakowskim Przedmieciu, usiada w 
awce i siedziaa. Patrzya na owietlony otarz, na tum ludzi klczcych, syszaa powany 
gos organu, piew jaki szeroki; widziaa, e na ni patrz ze cian i z otarzy spokojne i 
szczliwe twarze witych, ale nic nie odczuwaa. 

 Zgubisz wszystkich, ktrzy drcz dusz moj. Zgubisz... zgubisz...  powtarzaa bezmylnie 
i wysza z kocioa; nie, nie moga si modli, nie moga. 

Spaa po tym wszystkim guchym, kamiennym snem, bez marze i halucynacji. 

Na drugi dzie Cabiski da jej du rol po Mimi; przyja obojtnie. Tak samo obojtnie 
posza na pogrzeb Niedzielskiej. Sza w kocu orszaku, nie zauwaona przez nikogo; obojtnie 
patrzya na tysice grobw powzkowskich i na trumn i nic si w niej nie poruszyo nawet 
na dwik paczw u grobu. 

Co si w niej zerwao, jakby zdolno odczuwania tego, co si wkoo niej dziao. 

Wieczorem posza na przedstawienie; ubraa si jak zwykle i siedziaa bezmylnie zapatrzona 
w szeregi wiec poprzylepianych do stow, na pozapisywane ciany, to na szeregi 
aktorek, siedzcych przed lustrami. 

Sowiska krcia si cigle po garderobie i przygldaa si jej ciekawie. 

Mwiy do niej, nie odpowiadaa; zapadaa co chwila w jaki stan kataleptyczny, w ktrym 
si patrzy  nie widzc; yje si  nie czujc tego; a w gbi, na samym dnie mzgu miaa odbicie 
konajcej i toczyy si, i syczay te szepty krwawe, pomieszane z sowami psalmw pokutnych. 


Drgna naraz, bo jaki dwik gosu doszed j ze sceny; przemkno jej przez myl, e to 
pewnie Grzesikiewicz, podniosa si i posza. 

Wadek stal na scenie i co ywo rozmawia z Majkowsk caujc j w obnaone ramiona. 

Przystana w kulisie, bo jakie uczucie bez nazwy zimnym, ostrzem przelizgno si 

przez jej serce, ale przeszo prdko, budzc w niej pewn wiadomo. 

 Panie Niedzielski!zawoaa. 
Aktor rzuci ramionami; po jego wygolonej twarzy przelecia cie zniecierpliwienia i nudy; 
szepn jeszcze do ucha Meli, zamiaa si i wysza, a on wolno, nie skrywajc zego humoru, 
podszed do niej. 

Chciaa czego?zapyta opryskliwie. 

 Tak... 
Chciaa mu powiedzie, w chwilowym przypywie znkania, e jest nieszczliw i chor. 
Pragna usysze jakie cieplejsze sowo, czua wprost potrzeb nieprzepart poskarenia si, 
popakania na jakiej piersi yczliwej, ale na ostry dwik jego gosu przypomniaa sobie, ile 
wycierpiaa przez niego, jaki on pody, wic te pragnienia jakby wcisna gbiej w siebie. 

 Czy bdziemy gra dzisiaj? 
164 



 Bdziemy. W kasie jest ze sto rubli. 
 Mw dla mnie o pienidze. 
 C znowu! Na drwiny nie bd si wystawia, zreszt zaraz id do domu. 
Spojrzaa na niego i odezwaa si cichym, bezdwicznym gosem. 
 Odprowadzisz mnie, bo czuj si tak niedobrze. 
 Nie mam czasu, musz natychmiast lecie do domu, tam ju wszyscy czekaj na mnie. 
 Ach! jaki ty pody, jaki ty pody!  szepna. 
Aktor cofn si nie wiedzc, co pokaza,w twarzy: miech czy te udawa obraonego. 
 Do mnie to mwisz, do mnie, ty?... 
Nie mia zakl. Ta dziewczyna zawsze swoim wzrokiem pani i dumn twarz nakazywaa 
mu szacunek, wtaczaa mu niejako do garda brutalstwa, jakimi chcia zion na ni. 

 Do ciebie! Jeste pody, najpodlejszy z ludzi, syszysz! najpodlejszy! 
 Janciu!  zawoa, jakby si tym chcia zasoni od jej zniewag. 
 Zabraniam tak panu mwi do mnie, to mnie zniewaa. 
 Zwariowaa czy co? C to za heca! - wykrztusi ze zoci. 
 Poznaam pana i pogardzam nim z caej duszy, 
 Phi! Take patetyczn wybraa sobie rol? Czy to na debiut w warszawskim? 
Odpowiedziaa spojrzeniem pogardy i odesza. 
Sowiska przybiega do niej i z tajemnicz a okrutn litoci szepna: 
 Nieche si pani tak nie irytuje i nie trzeba si ciga gorsetem. 
 Dlaczego? 
 Moe szkodzi, bo to, bo...  i reszt dopowiedziaa jej do ucha. 
Krew j oblaa rumiecem wstydu, e Sowiska poznaa jej stan, z ktrym si krya. Nie 
miaa ju si na odpowied ani czasu, bo trzeba byo i na scen. 

Grali Emigracj chopsk, w pierwszym akcie wchodzia jako lud. 

W garderobie mskiej tego wieczoru wybuchna burza. 

W antrakcie, przed obrazem tak zwanym Wigilijnym, Topolski, grajcy Bartka Kozic, 
posa do Cabiskiego list, rodzaj ultimatum, dajc pidziesit rubli dla siebie i Majkowskiej, 
bo inaczej nie bdzie gra dalej. Zanim mu Cabiski odpowiedzia, zacz si wolno i 
wyczekujco rozcharakteryzowywa. 

Cabiski przylecia prawie z paczem. 

 Dwadziecia rubli dam. O ludzie! ludzie!... 
 Pidziesit dasz  gramy dalej, a nie, to...  odklei jeden ws i zacz ciga botforty. 
 Jezus, Maria! Czowieku, ale w kasie wszystkiego jest ze sto rubli, na koszta ledwie 
starczy. 
 Pidziesit rubli, i to natychmiast, bo bdziesz sam koczy sztuk albo oddawa pienidze 
publicznoci  mwi spokojnie Topolski cigajc drugi botfort. 
 Mylaem dotychczas, e chocia ty jeden jeste czowiekiem! Pomyl, co ty nam robisz 
wszystkim. 
 Widzisz dyrektor, rozbieram si. 
Antrakt si przeciga, publiczno ju krzycze i tupa zaczynaa. 
 Nie, prdzej mierci bym si spodziewa. Ty, najlepszy przyjaciel, ty... 
 Mj dyrektorze, bez gadania. Moesz sobie wszystkich okpiwa, ale ja si nie pozwol. 
 Nie mam; jak ci teraz dam trzydzieci rubli, to ju nie bdzie czym teatru zapaci  
krzycza rozpaczliwie Cabiski biegajc po garderobie. 

 Powiedziaem: idziemy zaraz do domu... 
W ogrdku robio si istotne pieko krzykw i wistw. 
 Dobrze, masz pidziesit rubli, masz, rabujesz wasnych kolegw, ale ciebie to nic nie 
obchodzi, bo bdziesz mia za co zaoy towarzystwo. Masz! ale z nami ju kwita! 
 Nie martw si o moje towarzystwo, zostawi ci miejsce maszynisty. 
165 



 Prdzej ty u mnie bdziesz palta podawa, nim ja bd w twoim towarzystwie. 
 Milcz, banie! 
 Zawoam policji, to ci zaraz uspokoi  krzycza jak wcieky Cabiski. 
 Ja ci zaraz uspokoj, cyrkowcze  krzykn Topolski dokompletowawszy ju garderoby 
i schwyci Cabiskiego za konierz, kopn go i wyrzuci z garderoby; sam pobieg na scen. 

Przedstawienia dokoczono spokojnie, ale znowu przed kas zaczy si ktnie. 

Stali zbit gromad, e tylko gowy i twarze wiecce si od szmalcu, jakim zmywali cha


rakteryzacj, wida byo w wietle. 
Wszyscy krzyczeli o pienidze i dali wypaty zalegoci. Picie si wycigay do okienka 
gronie, spojrzenia rzucay byskawice i gosy a chrypy od wytenia. 
Cabiski, jeszcze czerwony i drcy od tej zniewagi niedawnej, kci si z kadym i wymyla 
chcc tylko dawa zwyke akonta. 

 Kto nie chce, niech idzie do Topolskiego. Wszystko mi jedno. 
Janka podsuna si pod okienko. 
 Dyrektorze, obieca mi dzisiaj da dyrektor. 
 Nie mam! 
 Ale ja take nie mam  prosia cicho. 
 Innym nie daj, a tak natarczywie si nie upominaj. 
 Panie Cabiski, ja prawie umieram z ndzy  powiedziaa prosto. 
 To zarb sobie pani. Wszystkie daj sobie jako rad... Lubi naiwne, ale na scenie... 
Komediantka! Id pani do Topolskiego, to da forszus. 
 O! z pewnoci, Topolski nie pozwoli swojemu towarzystwu cierpie ndzy i zapaci, co 
si komu naley, nie bdzie ludzi oszukiwa  wybuchna energicznie. 
 To moesz pani zaraz i do niego i u mnie nie pokazywa si wicej  zawoa ze zoci, 
do pasji doprowadzony wzmiank o Topolskim. 
 Suchaj no dyrektor, psia twarz!  zacz Glas, ale Janka nie suchaa ju dalej i przedzierajc 
si przez tum, wysza. 
 Zarb sobie... 
Sza ulicami prawie pustymi. wiato latar miao jak gromniczn to pospn i 
owiecao pustk i cisz, jaka zalegaa ulice i zauki. 
Gboki granat nieba rozciga si nad miastem niby olbrzymi paldament, poprzetykany 
gwiazdami wieccymi jasno. Ulicami zawiewa wiatr chodny i przejmowa j do koci zimnem. 


 Zarb sobie...  powtrzya przed Wielkim Teatrem, przystajc. Przysza tutaj bezwiednie. 
Gmach pociemniay, jakby zasypiajcy w ciszy nocy, sta mocno, szeregi kolumn majaczyy 
w cieniach ponurymi konturami. 

Popatrzya na niego i posza z powrotem. 

Bl nieznony niby obrcz rozpalon ciska jej gow; bya tak znkan, e miaa chwilami 
nieprzepart ch usi gdzie nad rynsztokiem i siedzie. To znowu uczuwaa si w stanie 
takiej rozpaczliwej wiadomoci ndzy swojej, e gotow bya si odda pierwszemu lepszemu, 
gdyby tego zada i gdyby tylko moga si pozby tego drenia w sobie bolesnego, 
tego prawie zamierania, jakie czua. 

Wloka si ulicami ociale, bo ju nie wiedziaa, co robi ze sob, i ten chd nocy, cisza i 
to miertelne zmczenie daway jej jak rozkosz blu. Przed oczyma jej snuy si tylko jakie 
widma, jakie byski, e nie wiedziaa, gdzie jest, co si z ni dzieje. Czua tylko to jedno, e 
duej nie wytrzyma. 

 Co dalej?  pytaa si bezmylnie, patrzc przed siebie. Cisza miasta usypiajcego i cisza 
przestrzeni granatowej bya jakby odpowiedzi. 
166 



Czua, e coraz szybciej, szybciej stacza si po jakiej pochyoci, leci ju, a tam, w kocu 
tej drogi, majaczy przed ni rozkrzyowany trup Niedzielskiej. 

 mier!  odpowiadaa sobie.  mier!...  i wpatrywaa si w t twarz srog, ale ju 
martw, ze zami zastygymi na policzkach, i nie trwoga j ogarniaa, ale cisza wielka. 
Ogldaa si dookoa, jakby przyczyn tej gbokiej ciszy szukaa obok siebie. 
Mylaa jeszcze o ojcu, o teatrze, o sobie, ale tak, jakby o rzeczach, ktre moe widziaa 

kiedy, o ktrych moe czytaa. 

 Co dalej?  pytaa si gono, kiedy si znowu znalaza w domu; nie moga ju po prostu 
zobaczy ani wyobrazi sobie tego jutra. 
 W tym stanie nie mog by w teatrze, nie mog by nigdzie; ale co dalej?  to zapytanie, 
ktre si jej bezwiednie wyrywao, bio j raz po raz niby obuchem w gow. 
Dzie si zrobi i zalewa pokj mtnym wiatem, a ona jeszcze siedziaa na dawnym 
miejscu i [z] wpadnitymi gboko oczami, ustami czarnymi od gorczki szeptaa, zapatrzona 
bezmylnie w okno: 

 Co dalej? Co dalej? 
167 



XI 


Sezon si skoczy. 

Cabiski wyjeda do Pocka z zupenie nowym towarzystwem, bo mu Topolski zabra 
najlepsze siy, a reszta rozpierzcha si po rnych towarzystwach. 

W cukierni na Nowym wiecie Krzykiewicz, ktry zerwa z Ciepiszewskim, zakada 
swoje towarzystwo. 

Stanisawski take organizowa ma dziawk. 

Topolski ju montowa swoje towarzystwo na Lublin. 

Teatrzyki cisza zalega miertelna. 

Sceny byy pozabijane deskami, garderoby i wejcia pozamykane na gucho, na werandach 
stay poamane krzesa i rupiecie. 

Licie drzew leciay na ziemi, a strzpy afiszw ostatnich szeleciy smutnie na wietrze. 

Sezon si skoczy. 

Nikt ju tutaj nie zaglda, bo wdrowne ptactwo zabierao si do odlotu, tylko Janka si 
przyzwyczajenia przychodzia jeszcze, spogldaa przez chwil na pustki i powracaa. 

Cabiska napisaa do niej list bardzo serdecznie zapraszajc j do siebie. 

Posza. 

Pakowano si ju do drogi. 

Ogromne kufry i kosze stay na rodku pokojw, peno najrozmaitszych utensyliw scenicznych 
razem z materacami i siennikami leao na pododze, cay kram obozowego ycia 
uderzy j na wstpie. 

W pokoju Cabiskiej nie zastaa ju ani wiecw, ani mebli, ani pawilonu z kiem; nagie 
ciany wieciy tynkiem, poodbijanym w popiesznym zdejmowaniu obrazw i wyrywaniu 
hakw. Dugi kosz sta na rodku i niania, spocona z wysiku, pakowaa w niego garderob 
Pepy. Cabiska, z papierosem w ustach, dyrygowaa pakowaniem i krzyczaa cigle na dzieci 
tarzajce si z uciech po materacach i somie rozrzuconej przy pakach. 

Przywitaa Jank z przesadn serdecznoci. 

 Taki tu kurz, e nie do zniesienia. Niech tylko niania ostronie pakuje, eby nie pognie 
bardzo sukien. Chodmy na ulic  powiedziaa ubierajc si w okrycie i kapelusz. 
Pocigna Jank do tej swojej cukierni i tam przy czekoladzie zacza Jank przeprasza 
za ma. 

 Niech mi pani wierzy, e dyrektor by tak wtedy rozdraniony, e nie wiedzia wprost, co 
mwi. Nic dziwnego, stara si, zastawia wasne rzeczy, byle towarzystwu na niczym nie zbywao, 
a tu mu taki Topolski robi kaway i rozbija towarzystwo. To wity straciby cierpliwo 
i zreszt sam Topolski powiedzia mu, e pani jedzie z nimi. 
Janka nic nie odpowiedziaa, bo byo jej to zupenie obojtnym, ale kiedy Cabiska powiedziaa 
jej, e ju po poudniu wyjedaj do Pocka i niech natychmiast idzie spakowa rzeczy, 
bo furmanki zaraz po ni przyjad, odpowiedziaa stanowczo: 

 Dzikuj za yczliwo dyrektorowej, ale nie pojad. 
Cabiska prawie nie wierzya swoim uszom i zawoaa zdumiona: 
 Ju si pani zaangaowaa! i do kogo? 
 Nigdzie, ale nie bd si angaowa. 
 Jak to! rzucasz pani scen? pani, co masz przyszo przed sob! 
168 



 Nagraam si ju dosy  odpowiedziaa z gorycz. 
 Nieche mi pani nie wymawia, przecie to pierwszy rok pani na scenie, nigdzie by pani 
nie dali rl wielkich od razu. 
 O! ju si nie bd stara o nie. 
 A ja sobie uplanowaam, e w Pocku bdzie pani mieszka razem z nami, to i dla pani 
lej by byo, i moje dziewcztko mogoby wicej na tym skorzysta. Nieche si pani namyli, 
ju ja pani zarczam, e i role bdzie pani dostawa. 
 Nie, nie! Mam dosy ndzy, a ju mi brak zupeny si do znoszenia jej dalej i zreszt nie 
mog, nie mog  odpowiedziaa cicho, ze zami w oczach, bo ta propozycja bysna przed 
ni, niby wiatem, lepsz przyszoci i zbudzia na chwil dawny zapa i marzenia o tryumfach, 
ale zaraz jej na myl przyszed stan obecny i te cierpienia, jakie by j musiay spotka z 
tego powodu, wic jeszcze mocniej dodaa: 
 Nie mog, nie mog!  Ale ez powstrzyma nie moga, pyny cichym strumieniem po 
twarzy, a si Cabiska przysuna bliej i szepna ze szczerym wspczuciem: 
 Na Boga, co pani jest? Niech mi pani powie, moe si co zaradzi. 
Na odpowied Janka zarumienia si sabo, ucisna jej mocno rk i piesznie wysza z 
cukierni. 

Dusiy j zy, dusio j ycie. 

Stanisawski przyszed zaraz do niej i namawia do wyjazdu ze sob na ma prowincj. 
Zakada towarzystwo z omiu do dziesiciu osb, na dziay. Oddawa Jance pierwsze role 
amantek i gorco opowiada o powodzeniu pewnym w powiatowych miastach. Wylicza, kogo 
angaowa, sama modzie, adepci i adeptki, peno si, zapau i talentu, i obiecywa sobie, 
e ich poprowadzi ladem prawdziwej sztuki, e to bdzie prawie szkoa dramatyczna i on 
bdzie ich nauczycielem i ojcem prawdziwym, ktry stworzy z tych ludzi prawdziwych artystw, 
godnych teatru i tradycji jego. 

Odmwia mu stanowczo. 

Podzikowaa serdecznie za yczliwo, jak jej okazywa przez lato, poegnaa si z nim 
ciepo, jakby na zawsze. 

Kiedy wyszed, zapado w niej postanowienie zakoczenia tego wszystkiego. 

Jeszcze nie powiedziaa sobie stanowczo  umr! jeszcze, gdyby jej kto powiedzia, e 
myli o tym, zaprzeczyaby szczerze, ale ju ta myl i ch tkwia w gbi niewiadomej mzgu. 


Wiedziaa, kiedy Cabiscy odjedaj, i posza na przysta statkw parowych. 

Staa na mocie i patrzya na nich, jak odpywali, na szare fale Wisy, z pluskiem bijce o 
przyczki, na zamglone jesiennymi mgami przestrzenie i taki j smutek i al okropny przej, 
e ruszy si i oderwa od wody nie moga. 

Noc si robia, a ona wci staa zapatrzona przed siebie; szeregi latar nadbrzenych wykwitay 
z cieniw niby zotawe kwiaty i kady wietlane i drce plamy na ruchomej, zielonawej 
powierzchni wody, szum i gwar miasta wrza za ni gucho, doroki przelatyway przez 
most z haasem, dzwonki tramwajw biy ustawicznie, tumy przechodniw przesuway si ze 
miechem; czasem piosnka z echem doleciaa albo skoczne dwiki katarynki, to ciepy powiew 
wiatru lub surowa wo toni, i bio w ni to wszystko odbijajc si jak od wypolerowanego 
gazu. 

Woda w gbi mienia si coraz dziwniej, czerniaa, ale w tej czarnoci przewijay si 
chwilami byski, pomienie czerwone, smugi fioletu i tawe niby bl promieniowania. Tam 
byo jakie ycie lepsze i peniejsze, bo fale szemray tak radonie, rozbijay si o przyczki i 

o bulwary kamienne i jakby z chichotem szau czyy si zaraz, mieszay, pitrzyy jedna na 
drug i pyny dalej. Syszaa prawie ich miech swobodny i nawoywania, i gosy radoci 
potnej. 
 Co pani tutaj robi? 
169 



Drgna, wolno si odwracajc. Staa przed ni Wolska i ciekawie a niespokojnie patrzya 
si na ni. 

 Nic, patrzyam  odpowiedziaa cicho. 
 Chod pani, tu niezdrowe powietrze  mwia biorc j pod rami, bo zobaczya w jej 
oczach przygasych myl samobjcz. 
Janka pozwolia si zabra i dopiero na Zjedzie zapytaa si cicho: 

 Pani nie wyjechaa? 
 Nie mogam. Widzi pani, mj Janek znowu gorzej chory. Doktor zabroni mi go poruszy 
z eczka i wierz, bo mogoby go to dobi  szeptaa smutnie.  Musiaam zosta, c, 
przecie go do szpitala nie oddam. Jeeli ju na to przyjdzie, to umrzemy oboje, ale ja go nie 
opuszcz. Doktor mi jeszcze robi nadziej, e to przejdzie. 
Janka patrzya si z dziwnym uczuciem na jej twarz wyszarzan, a pen blaskw gbokiej 
mioci. Wygldaa jak ndzarka w swoim ciemnym, poplamionym paszczyku, w sukni szarej, 
wystrzpionej u dou; kapelusz miaa ryowy i czarne, pocerowane rkawiczki na rkach, 
i rud od deszczw parasolk, ale przez t ndz wiecia niby soce mio dla dziecka. Nie 
widziaa nic i na nic nie zwaaa, bo wszystko nie miao dla niej adnego znaczenia, co si 
tylko nie tyczyo jej dziecka. 

Janka sza obok niej przypatrujc si z podziwem tej kobiecie. 

Znaa jej histori. 

Bya to crka zamonej i inteligentnej rodziny, zakochaa si w aktorze czy w teatrze i 

wstpia na scen, i chocia j pniej kochanek rzuci, chocia j ndza jada i ponienie, nie 
moga oderwa si od teatru, a teraz ca swoj mio i wszystkie nadzieje skupia na dziecku, 
ktre jej od wiosny ciko chorowao. 

 Skd ona bierze siy?  mylaa. 
 Co pani teraz robi? 
Wolska drgna, rumieniec saby przelecia po jej wyndzniaej twarzy i usta zatrzsy si 
bolenie. 

 piewam... c miaam robi, y przecie musz i Janka musz leczy, musz... cho mi 
jest wstyd okropnie, ale musz. Ach! los mj, los!  jkna ze skarg. 
 Kiedy nic nie wiem.  Nie rozumiaa, dlaczego si wstydzi piewa. 
 Bo widzi pani, panno Janino, zostanie to przy pani, dobrze?  bagaa ze zami. 
 Ale daj pani sowo, zreszt komu ja powiem, albo nie sama jestem? 
 piewam w restauracji na Podwalu  powiedziaa prdko i cicho Wolska. 
 W restauracji!  szepna Janka, a przystajc na trotuarze ze zdziwienia. 
 Co miaam robi? Niech pani powie, co? Trzeba przecie je i mieszka gdzie... 
Czyme miaam zarobi, przecie ja nawet szy nie umiem. Umiaam w domu troch gra na 
fortepianie, troch mwi po francusku, ale przecie tym i grosza nie zarobi. Znalazam w 
kurierze ogoszenie, e potrzeba piewaczki  poszam i piewam. Pac mi rubla dziennie, 
ycie i... ale...  pacz zatamowa jej gos, chwycia rk Janki i cisna j gorczkowo. Janka 
odpacia jej rwnym ucinieniem i szy w milczeniu. 
 Chod pani ze mn, bdzie mi troch lej, dobrze? 
Janka zgodzia si chtnie. 
Weszy do restauracji Pod Mostem na Podwalu. 
By to dugi i wski ogrdek z kilkunastu mizernymi drzewkami. Przy wejciu zaraz bya 
studnia. Parkan z lewej strony, pomalowany wapnem, rozgranicza od ssiedniej posesji, w 
ktrej musia by skad drzewa, bo przez ogrodzenie wyglday cae stosy bali i desek. Kilka 
naftowych latar sabo owietlao placyk. 

Kilkadziesit stolikw biaych, o blatach z drzewa pokostowanego, i przy nich trzy razy 
wiksza ilo krzese, ledwie z gruba ociosanych, stanowio umeblowanie tej letniej restauracji. 
Maa parterowa oficyna i szczyt domu ssiedniego zamykay praw stron; a na wprost 

170 



mury nie tynkowane, pocite zakratowanymi okienkami, brudne, wznosiy si wysok cian; 
byy to tyy paacu, dawniej Kochanowskich, stojcego na rogu Miodowej i Kapitulnej. 

Przy parkanie maleka estrada, osonita daszkiem pciennym, z dwch stron otwarta na 
publiczno, tworzya rodzaj niszy, wybitej niebieskim, ordynarnym papierem w srebrne 
gwiazdy. 

Naftowe kinkiety z boku kopciy brudnym wiatem nad jakim muzykiem, ktry w zatuszczonym 
surducie, z siw brod w nieadzie tuk klawiatur ndznego fortepianu z automatycznym 
ruchem ramion i gowy. 

Ogrdek by zapeniony publicznoci staromiejsk i rzemielnicz. Przecisny si przez 
tok do tej oficynki, w ktrej by pokj do ubierania si wystpujcych, przedzielony czerwonym 
kretonem na dwie garderoby, msk i damsk. 

 Ja ju czekam!  zabrzmia jaki schrypnity, pijacki gos spoza zasony. 
 Moe pan swoje zaczyna, zaraz przyjd  odpowiedziaa Wolska, gorczkowo ubierajc 
si w jaki dziwaczny, czerwony kostium. 

W par minut bya ju gotow do wystpu. 

Janka wysza za ni i usiada na wprost estrady. Wolska, rozgorczkowana popiechem, 
zapinajc jeszcze ostatnie guziki i haftki ukazaa si na estradzie, dugim ukonem witajc publiczno. 
Muzykant uderzy w te klawisze i wraz rozleg si piew: 

Raz na pniu midzy dbami 

Siedziay sobie turkawki 

I nie wiem, dla jakiej zabawki 

Caoway si dziobkami. 

Brzmiaa stara, sentymentalna piosnka z Krakowiakw i grali, przerywana tylko czstymi 
brawami, stukiem kufli, brzkiem talerzy, trzaskaniem drzwi i strzaami w strzelnicy. Latarnie 
rozsieway jakie mtne, brudne wiato; dziewczyny w biaych fartuchach, z penymi rkami 
kufli, przesuway si pomidzy stolikami, liczyy gono naleno, rzucay z brzkiem reszt, 
wdziczyy si do pijcych i cyniczne rzucay uwagi i odpowiedzi zaczepiajcym je... miechy 
rubaszne, dowcipy grube, arty rynsztokowe wypryskiway niby race i odpowiada im zaraz 
szeroki, bezmylny miech. 

Publiczno wyraaa swoje zadowolenie ze piewu krzykiem, wybijaniem taktu laskami i 
stukaniem kuflami. Chwilowo wiatr zupenie pokrywa piew albo z szumem zgina ndzne 
drzewka i sia pokymi limi na gowy i na estrad. 

Raz nam si krwka ganiaa 

piewaa dalej Wolska. Jej czerwony, hecarski strj, gboko wycity na piersiach, odrzyna 
si jaskraw plam z niebieskiego ta gbi i doskonale uwydatnia chud, grubo malowan 
twarz, oczy wpadnite i podsinione, rysy ostre niby trupia twarz godomora. Koysaa si 
cikim ruchem w takt piosenki: 

Taka mnie mio przeja  

em Stacha czule cisna. 

Gos si rozlega gucho i wlewa niby warczenie w ten gwar pijacki knajpy. 

miechy brutalne zryway si ostrymi, przenikajcymi gamami, te brawa, wyrzucane przepitymi 
gardzielami niedzielnej publicznoci, przerywane czkawk, strzelay guch, chrapliw 
wrzaw ku estradzie razem z krwawymi szyderstwami, jakich nie szczdzono piewaczce. 

Ale ona nic nie syszaa, piewaa obojtna na wszystko i zimna; wyrzucaa z siebie piew, 
sowa, mimik, z automatycznoci zahipnotyzowanej, tylko chwilami szukaa wzroku Janki i 
jakby bagaa o lito. 

Janka blada i siniaa na przemian, nie mogc ju wytrwa w tej przesyconej alkoholem 
atmosferze i w tym zgieku pijackim, ktry j przenika wstrtem i obrzydzeniem. 
Umrze raczej  mylaa. O nie, nie umiaaby bawi tej publicznoci, plunaby jej w oczy 
i sama siebie spoliczkowaa, a potem  choby do Wisy! 

171 



Wolska skoczya piosenk, a ten jej partner, wystrojony w kostium krakowski, obchodzi 
pijcych z nutami w rku. Uwagi, mroce cynizmem i brutaln szczeroci, rzucano mu w 
twarz; umiecha si tpym umiechem naogowego pijaka, ciga nerwowo usta i kania si 
pokornie za te dziesitki, ktre mu rzucano na nuty. 

Wolska z przymknitymi oczami staa obok fortepianu, skubaa nerwowo zoty galon u 
stanika i z lkiem, bolesnym nateniem obliczaa w duszy ilo miedziakw, ktre pooy 
razem z nutami obok niej. Grajek uderzy znowu w klawisze i zaczli teraz ju we dwoje 
piewa jakie komiczne kuplety, przeplatane rodzajem krakowiaka, ktrego taczyli prawie 
sennie. 

Janka zaledwie si doczekaa koca i nie mwic nic o wraeniu, jakie wynosia z tej knajpy, 
poegnaa si z Wolsk i ucieka prawie z tego ogrdka, od tej publicznoci i od tego ponienia. 


Cay dzie nastpny nie wychodzia zupenie z mieszkania, nie jedzc nic i nic prawie nie 
mylc; leaa na ku i patrzya w sufit bezmylnie, wodzc oczami za ostatni much, co 
si wczya senna i na p martwa. 

Sowiska przysza wieczorem, usiada na kufrze i szorstko bez wstpu powiedziaa: 

 Mieszkanie ju wynajte, wic jutro niech sobie pani idzie z Bogiem, a e si nam naley 
pitnacie rubli, to wszystkie achy zatrzymam, jak mi pani wrci, oddam dopiero. 
 Dobrze  odpowiedziaa Janka i patrzya si na ni obojtnie, jakby to bya rzecz najzwyklejsza. 
 Dobrze, pjd sobie z Bogiem!  dodaa ciszej i podniosa si z ka. 
 Pani tam sobie rad da, prawda? Jeszcze powozem bdzie pani zajeda do mnie, co?  
mwia Sowiska i brzydki, nienawistny ogie drga w jej okrgych oczach. 

 Dobrze  powtrzya znowu Janka i zacza chodzi po pokoju. 
Sowiska, nie mogc si doczeka jakiej bd odpowiedzi, wysza. 
 To i po wszystkim!  szepna Janka gucho, i myl o mierci wyonia si ju wiadomie 
i janiaa przycigajco. 
 Co to jest mier? Zapomnienie, zapomnienie!  odpowiedziaa sobie gono, przystajc i 
topic wzrok w jakich gbiach mrocznych, ktre si otwieray przed ni. 
 Tak, zapomnienie! Tak, zapomnienie!  powtarzaa wolno i siedziaa dugo, bez ruchu, 
wpatrzona w pomie lampy. 
Noc sza wolno, dom przycicha, wiata kolejno gasy w dugich szeregach okien, milczenie 
zalegao coraz gbsze, a wszystko utono w jakim spokoju sennym, tylko w bramie 
dwicza kiedy niekiedy dzwonek, a z ulicy dochodzi turkot doroek. 

Szarzao ju i wit zacz z wolna rozbiela przestrzenie i wyania z siebie sabe zarysy 
dachw, kiedy ockna i obejrzaa si po pokoju, poczua si zupenie zdeterminowan, porwaa 
si z krzesa i pchana jak myl, ktra jej oczy dziwnym rozwiecia ogniem, sza 
prdko ku drzwiom, ale trzask klamki, ktr przycisna, przenikn j takim dziwnym, 
ostrym strachem, e zadygotaa, opara si o futryn i dyszaa przez chwil ciko, wreszcie 
po cichu cigna buciki z ng i ju miao, ale z najwiksz ostronoci przesza przedpokj 
i znalaza si w duym pokoju, przylegajcym do kuchni, w ktrym jadano i ktry suy 
za pracowni w dzie, a sypialni uczennic w nocy. Ogarno j duszne, okropnie cikie powietrze. 
Z wycignitymi rkami i powstrzymanym oddechem posuna si ku kuchni tak 
wolno, e si jej wyda ten czas ca wiecznoci. Przystawaa na chwil i opanowujc drenie, 
to okropne drenie, suchaa gonych oddechw i sapa picych i znowu sza zaciskajc 
zby z jak rozpaczliw si. Pot wysiku i strachu zalewa jej oczy, a wolne i niezmiernie 
bolesne bicie serca czua prawie w gardle. Drzwi do kuchni byy uchylone, przesuna si 
przez nie jak cie i potkna si o ko sucej, ktre stao zaraz przy drzwiach. Zmartwiaa 
z przeraenia i dugo staa bez ruchu i bez oddechu, z zawieszonym prawie yciem, ogupiaym 
wzrokiem wpijajc si w ledwie odczuty w ciemnociach zarys ka, ale zbierajc cay 
zapas si i odwagi posza miao do pek, na ktrych stay rozmaite sprzty kuchenne  ob


172 



macywaa je z najwiksz ostronoci po kolei, a wreszcie namacaa pask czworoktn 
flaszeczk z esencj octow; widziaa j tutaj kilka godzin temu i znalazszy teraz, tak gwatownie 
wyja j spord innych przedmiotw, e jaka blaszana pokrywa z brzkiem spada 
na podog. Janka bezwiednie pochylia gow przeraona, bo ten brzk rozleg si takim 
echem w jej mzgu, jakby wiat si wali na ni. 

 Kto tam?  zawoaa suca, przebudzona haasem.  Kto tam?...  powtrzya goniej. 
 To ja... przyszam si wody napi...  odpowiedziaa Janka po dugiej chwili zdawionym 
gosem, nerwowo przyciskajc flaszeczk do piersi. Suca mrukna co niewyranie i nie 
odezwaa si ju wicej. Janka, jakby gnana przez furie szalestwa, nie dbajc ju, czy j kto 
usyszy, czy zbudzi kogo, pobiega do swojego pokoju, zamkna si na klucz i dopiero wtedy 
upada na p ywa z wyczerpania, i tak si trzsa caa, e si jej wydao, e si rozleci; zy, 
ktrych nawet nie czua, zaczy pyn strugami po jej twarzy. Sprawio to jej tak ulg, e 
usna. Rano Sowiska znowu jej przypomniaa wyprowadzk i najbrutalniej otwierajc 
drzwi przed ni kazaa si jej wynosi. Janka ubraa si spiesznie i nie odpowiadajc ni sowem 
wysza na miasto. 
Chodzia ulicami czujc tylko swoj bezdomno i ten jaki wir, w ktrym mzg jej ton 
coraz gbiej. Przesza Nowy wiat, Aleje Ujazdowskie i zatrzymaa si dopiero w azienkach 
nad stawem. 

Drzewa stay obumierajce i poke licie zacielay zotawym kobiercem droyny. Cisza 
dnia jesiennego wisiaa w powietrzu, czasem tylko banda wrbli przeleciaa ze wiergotem 
albo abdzie krzyczay aonie i dugo biy skrzydami w brudnozielon to wody, jakby w 
aksamit wyszarzany. 

Wszdzie wida byo t, rozkadajc wszystko ycie, jesie; gdzie tylko musna 
drzewa, tam licie schy i leciay, trawy czerniay, a ostatnie kwiaty astrw jesiennych schylay 
martwe gwki i ociekay ros niby zami pomiertnymi. 

 mier  szeptaa ciskajc t flaszeczk, zdobyt w nocy, i usiada moe na tej samej 
awce, co na wiosn, i zdawao si jej, e zasypia z wolna, e myli jej pezn, bo wiadomo 
jej zaczynaa si rozprzga i przestawaa ju czu i wiedzie. 
Oblatuje z niej wszystko i obumiera jak ta przyroda wkoo niej, co zdawaa si take dogasa 
i dysze ostatnim tchnieniem. 

Rozkosz pena spokoju i ciszy napeniaa jej serce, bo wszystko znikao z pamici: wszystkie 
ndze, wszystkie zawody i walki wszystkie zacieray si, blady i rozpraszay, jakby wypijane 
przez to blade, jesienne soce, co nad parkiem wisiao; nie, ona ich nigdy nie przechodzia, 
ona nigdy nic nie czua i nie cierpiaa nigdy... Wydao si jej, e robi si tak ma, tak 
nik, jak to kolisko wody rozbite piersi abdzi, co si rozpaszczy zaraz, co ju nawet ginie 
w niedostrzegalnym drganiu, e si jako zawina w sobie i zmniejsza si, kurczy, e jest 
jak ten li zawieszony na kolcach drutu ogrodzenia, ktry szemrze niedosyszalnie, dry i zaraz 
si przeway, i zaraz go ten lekki powiew wiatru strci tam... w przepa... w mier... To 
znowu, e si rozstrzpia niby ta pajcza przdza, co omotaa trawniki, co lnicymi strzpami 
pynie w powietrzu; e si rozciga w takie pasma, we wkna coraz subtelniejsze i przestaje 
ju czu, rozmotana w nieskoczonociach. To j ogromnie rozrzewnio, dziwna dla siebie 
samej czuo przepenia jej serce zami alu. 

 Jaka ja biedna!... jaka nieszczliwa...  szeptaa jakby o kim innym, ktrego cierpienia 
odczuwa i boleje nad nimi okropnie; spazm blu niewypowiedzianego ciska jej serce i rozgniata 
w mce prawie nieosobistej. 
Dusza jej tak rozkada si w agonii, e ju teraz nie ma penego pojcia, jakie to ndze j 
zmogy? Jakie nieszczcia rozbiy? Czemu pacze? Kto ona jest? 

 mier!  powtarza odruchowo i sowo to znajduje niewiadomy a gboki oddwik w 
jej mzgu i nerwach i wyciska z jej oczw kilka ez zaledwie. 
Zatrzymaa si, nie wiedzc, dlaczego to robi, przed Faunem taczcym. 

173 



Deszcze przyciemniy jego kamienne ciao, kdziory wosw, zwinite niby kwiaty hiacyntu, 
zrudziay, twarz, pobrudona potokami wody, jakby wyduya si nieco od wiosny, 
ale w oczach skrzy si i pali ten sam pomie szyderczy i krzywe nogi taczyy wci zapamitale. 


 Ijo! Ijo! Ijo!...  Zdawa si piewa i potrzsa fletni, i mia si, i szydzi ze wszystkiego, 
i podnosi zuchwale do soca gow, ktr wieczyy, niby bachancki wieniec, opade 
na ni licie. 
Patrzya w niego, ale nic nie mogc sobie przypomnie ani nic zrozumie, posza. 

Na Nowym wiecie, w jednym z Chambres-garnies kazaa sobie da numer, atramentu, 
papieru listowego i kopert. Gdy jej dostarczono wszystkiego, zamkna drzwi na klucz i napisaa 
dwa listy: jeden krtki, suchy i jaki bolenie ironiczny do ojca, a drugi dugi i zupenie 
spokojny do Gogowskiego. Zawiadamiaa obydwch o swoim samobjstwie. 

Zaadresowaa jak najdokadniej, z pewn nawet starannoci, i pooya na widocznym 
miejscu. 

Pniej najspokojniej wyja flaszeczk z kieszeni, odkorkowaa, przyjrzaa si pod wiato 
pynowi i nie mylc ju ani si wahajc  wypia do dna... 

Rozkrzyowaa nagle rce, w bladosinej twarzy zajania jaki bysk trwogi, a oczy jakby 
olnione prni bezmiern, ktra si przed ni roztoczya, przymkny si i upada na wznak 
w strasznych blach, jakie j porway. 

* 
** 

W kilka dni pniej Kotlicki, powrciwszy z Lublina, gdzie instalowa niejako towarzystwo 
Topolskiego, przeglda w cukierni pisma i jakim trafem szczeglnym przeczyta w rubryce 
wypadkw nastpujc wiadomo: 

SAMOBJSTWO AKTORKI 

We wtorek w Chambres-garnies na Nowym wiecie suba usyszaa jki, wydobywajce 
si z numeru, ktry przed godzin zaja jaka nieznajoma kobieta, wyamaa drzwi i oczom 
jej przedstawi si straszny widok. 

Na ziemi wia si w blach moda i pikna kobieta. Dwa listy, pozostawione przez desperatk, 
objaniy, e jest to niejaka Janina Orowska, bya chrzystka teatru, ktry pod dyrekcj 
Cabiskiego dawa w ubiegym sezonie przedstawienia w teatrzyku NN. 

Wezwano lekarza, a bezprzytomn odwieziono do szpitala Dziecitka Jezus. Stan chorej 
grony, budzi jednak pewne nadzieje... Orowska otrua si esencj octow, od ktrej flaszk 
znaleziono w numerze. Przyczyna rozpaczliwego kroku niewiadoma. ledztwo w toku... 

Kotlicki czyta t wiadomo kilka razy z rzdu, marszczy si, blad targa wsy, znowu 
czyta, wreszcie zmi Kurier i rzuci go ze zoci na ziemi. 

 Komediantka! Komediantka! .... szepn pogardliwie, zagryzajc usta. 
Wolbrka, dn. 15 listopada 1894 . 
