WADYSAW STANISAW REYMONT
ZIEMIA OBIECANA
I
d si budzia.
Pierwszy wrzaskliwy wist fabryczny rozdar cisz wczesnego poranku, a za nim we
wszystkich stronach miasta zaczy si zrywa coraz zgiekliwiej inne i dary si chrapliwymi,
niesfornymi gosami niby chr potwornych kogutw, piejcych metalowymi gardzielami
haso do pracy.
Olbrzymie fabryki, ktrych dugie, czarne cielska i wysmuke szyje-kominy majaczyy
w nocy, w mgle i w deszczu  budziy si z wolna, buchay pomieniami ognisk, oddychay
kbami dymw, zaczynay y i porusza si w ciemnociach, jakie jeszcze zalegay ziemi.
Deszcz drobny, marcowy deszcz pomieszany ze niegiem, pada wci i rozwczy nad
odzi ciki, lepki tuman; bbni w blaszane dachy i spywa z nich prosto na trotuary, na
ulice czarne i pene grzskiego bota, na nagie drzewa, przytulone do dugich murw, drce
z zimna, targane wiatrem, co zrywa si gdzie z pl przemikych i przewala si ciko botnistymi
ulicami miasta, wstrzsa parkanami, prbowa dachw i opada w boto, i szumia
midzy gaziami drzew, i bi nimi w szyby niskiego, parterowego domu, w ktrym nagle
zabyso wiato.
Borowiecki si obudzi, zapali wiec i rwnoczenie budzik zacz dzwoni gwatownie,
wskazujc pit.
 Mateusz, herbata!  krzykn do wchodzcego lokaja.
 Wszystko gotowe.
 Panowie pi jeszcze?
 Zaraz bd budzi, jeli pan dyrektor kae, bo pan Moryc mwi wieczorem, e chce dzisiaj
spa duej.
 Id, obud.
 Klucze ju brali?
 Sam Szwarc wstpowa.
 Telefonowa kto w nocy?
 Kunke by na dyurze, ale odchodzc nic mi nie mwi.
 Co sycha na miecie?  pyta prdko, prdzej jeszcze si ubierajc.
 A nic, ino za na Gajerowskim Rynku zagali robotnika.
 Dosy, ruszaj.
 Ale spalia si te fabryka Goldberga, na Cegielnianej. Nasza stra jedzia, ale wszystko
dobrze poszo, ostay tylko mury. Z suszarni poszed ogie.
 C wicej?
 A nic, wszystko poszo fein, na glanc  zamia si rechoczco.
4
 Nalewaj herbat, ja sam obudz pana Moryca.
Ubra si i poszed do ssiednich pokojw, przechodzc przez stoowy, w ktrym wiszca
u sufitu lampa rozrzucaa ostre, biae wiato na st okrgy, nakryty obrusem i zastawiony
filiankami, i na samowar byszczcy.
 Maks, pita godzina, wstawaj!  zawoa otwierajc drzwi do ciemnego pokoju, z ktrego
buchno duszne, przesycone zapachem fiokw powietrze.
Maks si nie odezwa, tylko ko zaczo trzeszcze i skrzypie.
 Moryc!  zawoa do drugiego pokoju.
 Nie pi. Nie spaem ca noc.
 Dlaczego?
 Mylaem o tym naszym interesie, troch sobie obliczaem i tak zeszo.
 Wiesz, Goldberg si spali dzisiaj w nocy, i to zupenie, na glanc, jak Mateusz mwi...
 Dla mnie to nie nowina  odpowiedzia ziewajc.
 Skd wiedziae?
 Ja miesic temu wiedziaem, e on si potrzebuje spali. Dziwiem si nawet, e tak dugo
zwleka, przecie procentw mu nie dadz od asekuracji.
 Mia duo towaru?
 Mia duo zaasekurowane...
 Bilans sobie wyrwna.
Rozemiali si obaj szczerze.
Borowiecki wrci do stoowego i pi herbat, a Moryc, jak zwykle, szuka po caym pokoju
rnych czci garderoby i wymyla Mateuszowi.
 Ja tobie zbij adny kawaek pyska, ja ci z niego czerwony barchan zrobi, jak mi nie
bdziesz skada wszystkiego porzdnie.
 Morgen!2  krzykn przebudzony wreszcie Maks.
 Nie wstajesz? Ju po pitej.
Odpowied zaguszyy wistawki, ktre si rozlegy jakby tu nad domem i ryczay przez
kilkanacie sekund z tak si, a szyby brzczay w oknach.
Moryc w bielinie tylko, z paltem na ramionach, usiad przed piecem, w ktrym wesoo
trzaskay szczapy smolne.
 Nie wychodzisz?
 Nie. Miaem jecha do Tomaszowa, bo Weis pisa do mnie, aby mu sprowadzi nowe
grple3, ale teraz nie pojad. Zimno mi i nie chce mi si.
 Maks, take zostajesz w domu?
 Gdzie si bd spieszy? Do tej parszywej budy? A zreszt wczoraj si z fatrem poarem.
 Maks, ty le skoczysz przez to arcie si cige i ze wszystkimi!  mrukn niechtnie
i surowo Moryc rozgrzebujc pogrzebaczem ogie.
 Co ci to obchodzi!  krzykn gos z drugiego pokoju.
ko zatrzeszczao gwatownie i w drzwiach ukazaa si wielka figura Maksa, w bielinie
tylko i pantoflach.
 A wanie, e mnie to bardzo obchodzi.
 Daj mi spokj, nie irytuj mnie. Karol mnie obudzi diabli wiedz po co, a ten znowu
pyskowa zaczyna.
5
Gada gono, niskim, silnie brzmicym gosem.
Cofn si do swojego pokoju i po chwili wynis ca garderob, rzuci j na dywan i z
wolna si ubiera.
 Ty nam psujesz interes tym swoim arciem  zacz znowu Moryc wciskajc zote binokle
na swj suchy, semicki nos, bo mu si cigle zsuway.
 Gdzie? co? jak?
 Wszdzie. Wczoraj u Blumentalw powiedziae gono, e wikszo naszych fabrykantw
to proci zodzieje i oszuci.
 Powiedziaem, a jake, i zawsze to bd mwi.
Jaki niechtny, pogardliwy umiech przelecia mu po twarzy, gdy patrzy na Moryca.
 Ty, Maks Baum, mwi tego nie bdziesz, mwi ci tego nie wolno, to ja ci powiadam.
 Dlaczego?  zapyta cicho i opar si o st.
 Ja ci powiem, jeli tego nie rozumiesz. Przede wszystkim, co ci do tego? Co ci to obchodzi,
czy oni s zodzieje, czy porzdni ludzie? My wszyscy razem jestemy tu po to w odzi,
eby zrobi geszeft4, eby zarobi dobrze. Nikt z nas tutaj wiekowa nie bdzie. A kady
robi pienidze, jak moe i jak umie. Ty jeste czerwony, ty jeste radyka ps nr 4.
 Ja jestem uczciwy czowiek  burkn tamten nalewajc sobie herbat.
Borowiecki, oparty o st okciami, utopi twarz w doniach i sucha.
Moryc na odpowied usyszan odwrci si gwatownie, a binokle mu spady i uderzyy
w porcz krzesa, popatrzy si na Maksa z umiechem gryzcej ironii na wskich ustach,
pogadzi cienkimi palcami, na ktrych skrzyy si brylantowe piercionki, rzadk, czarn jak
smoa brod i szepn drwico:
 Nie gadaj, Maks, gupstw. Tu chodzi o pienidze. Tu chodzi, eby nie wyjeda z tymi
oskareniami publicznie, bo to naszemu kredytowi moe zaszkodzi. My mamy zaoy fabryk
we trzech: my nic nie mamy, to my potrzebujemy mie kredyt i zaufanie u tych, co go
nam dadz. My teraz potrzebujemy by porzdni ludzie, gadcy, mili, dobrzy. Jak ci Borman
powie: Poda d, to mu powiedz, e jest cztery razy pod  jemu trzeba przytakiwa, bo
to gruba fisz 5. A co ty o nim powiedzia do Knolla? e jest gupi cham. Czowieku, on nie
jest gupi, bo on ze swojej mzgownicy wycign miliony, on te miliony ma, a my je take
chcemy mie. Bdziemy mwi o nich wtedy, jak bdziemy mieli pienidze, a teraz trzeba
siedzie cicho, oni s nam potrzebni; no, niech Karol powie, czy ja nie mam racji  mnie
idzie przecie o przyszo nas trzech.
 Moryc ma zupen prawie suszno  powiedzia twardo Borowiecki podnoszc zimne,
szare oczy na wzburzonego Maksa.
 Ja wiem, e wy macie racj, dzk racj, ale nie zapominajcie, e jestem uczciwy czowiek.
 Frazes! stary, wytarty frazes!
 Moryc, ty jeste pody ydziak!  wykrzykn gwatownie Baum.
 A ty jeste gupi, sentymentalny Niemiec.
 Kcicie si o wyrazy  ozwa si chodno Borowiecki i zacz wdziewa palto.  auj,
e nie mog zosta z wami, ale puszczam w ruch now drukarni.
 Nasza wczorajsza rozmowa na czym stana?  zapyta spokojnie ju Baum.
 Zakadamy fabryk.
 Tak, ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic  zamia si gono.
6
 To razem wanie mamy tyle, w sam raz tyle, eby zaoy wielk fabryk. C stracimy?
Zarobi zawsze mona  dorzuci po chwili.  Zreszt, albo robimy interes, albo interesu
nie robimy. Powiedzcie raz jeszcze.
 Robimy, robimy!  powtrzyli obaj.
 Co to, Goldberg si spali?  zapyta Baum.
 Tak, zrobi sobie bilans. Mdry chop, zrobi miliony.
 Albo skoczy w kryminale.
 Gupie sowo!  achn si niecierpliwie Moryc.  Ty sobie takie rzeczy gadaj w Berlinie,
w Paryu, w Warszawie, ale w odzi nie gadaj. To nieprzyjemne sowa, nam oszczd ich.
Maks si nie odezwa.
wistawki znowu zaczy podnosi swoje przenikliwe, denerwujce gosy i pieway coraz
potniej hejna poranny.
 No, musz ju i. Do widzenia, splnicy, nie kcie si, idcie spa i nijcie o tych
milionach, jakie zrobimy.
 Zrobimy!
 Zrobimy!  powiedzieli razem.
Ucisnli sobie mocno, po przyjacielsku donie.
 Zapisa trzeba dzisiejsz dat; bdzie ona dla nas bardzo pamitn.
 Dodaj tam, Maksie, taki nawias, kto z nas najpierw zechce okpi drugich.
 Ty, Borowiecki, jeste szlachcic, masz na biletach wizytowych herb, kade nawet na
prokurze swoje von, a jeste najwikszym z nas wszystkich Lodzermenschem 
szepn Moryc.
 A ty nim nie jeste?
 Ja przede wszystkim mwi o tym nie potrzebuj, bo ja potrzebuj zrobi pienidze. Wy
i Niemcy  to dobre narody, ale do gadania.
Borowiecki podnis konierz, pozapina si starannie i wyszed.
Deszcz my bezustannie i zacina skonie, a do p okien maych domkw, co w tym
kocu Piotrkowskiej ulicy stay gsto przy sobie, gdzieniegdzie tylko jakby rozepchnite olbrzymem
fabrycznym lub wspaniaym paacem fabrykanta.
Szeregi niskich lip na trotuarze giy si automatycznie pod uderzeniem wiatru, ktry hula
po botnistej, prawie czarnej ulicy, bo rzadkie latarnie rozsieway tylko koa niewielkie tego
wiata, w ktrym byszczao czarne, lepkie boto na ulicy i migay setki ludzi, w ciszy
wielkiej a z popiechem szalonym biegncych na gos tych wistawek, co teraz coraz rzadziej
odzyway si dokoa.
 Zrobimy?  powtrzy Borowiecki, przystajc i topic spojrzenie w tym chaosie kominw,
majaczcych w ciemnoci; w tej masie czarnej, nieruchomej, dzikiej jakim kamiennym
spokojem fabryk, co stay wszdzie i ze wszystkich stron zday si wyrasta przed nim czerwonymi,
potnymi murami.
 Morgen!  rzuci kto stojcemu, biegnc dalej.
 Morgen...  szepn i poszed wolniej.
Gryzy go wtpliwoci, tysice myli, cyfr, przypuszcze i kombinacji przewijao mu si
pod czaszk, zapomina prawie, gdzie jest i dokd idzie.
Tysice robotnikw, niby ciche, czarne roje, wypezo nagle z bocznych uliczek, ktre
wyglday jak kanay pene bota, z tych domw, co stay na kracach miasta niby wielkie
7
mietniska  napenio Piotrkowsk szmerem krokw, brzkiem blaszanek byszczcych
w wietle latar, stukiem suchych drewnianych podeszew trepw i gwarem jakim sennym
oraz chlupotem bota pod nogami.
Zalewali ca ulic, szli ze wszystkich stron, zapeniali trotuary, czapali si rodkiem ulicy,
penej czarnych kau wody i bota. Jedni ustawiali si bezadnymi kupami przed bramami
fabryk, drudzy, uszeregowani w dugiego wa, znikali w bramach jakby poykani z wolna
przez buchajce wiatem wntrza.
W ciemnych gbiach zaczy bucha wiata. Czarne, milczce czworoboki fabryk byskay nagle setkami pomiennych okien i niby ognistymi lepiami wieciy. Elektryczne soca
nagle zawisay w cieniach i skrzyy si w prni.
Biae dymy zaczy bi z kominw i rozwczy si pomidzy tym potnym kamiennym
lasem, co tysicami kolumn zdawa si podpiera noc i jakby chwia si w drganiach wiata
elektrycznego.
Ulice opustoszay, gaszono latarnie, ostatnie wistawki przebrzmiay, cisza, pena chlupotu
deszczu, coraz cichszych powitywa wiatru, rozwczya si po ulicy.
Otwierano szynki i piekarnie, a gdzieniegdzie, w jakim okienku na poddaszu lub w suterenach,
do ktrych sczyo si uliczne boto, byskay wiata.
Tylko w setkach fabryk wrzao ycie wysilone, gorczkowe; guchy oskot maszyn dra
w powietrzu mglistym i obija si o uszy Borowieckiego, ktry wci spacerowa po ulicy
i patrzy w okna fabryk, za ktrymi rysoway si czarne sylwetki robotnikw lub olbrzymie
kontury maszyn.
Nie chciao mu si i do roboty. Byo mu dobrze tak chodzi i myle o tej przyszej fabryce,
urzdza j, puszcza w ruch, pilnowa. Tak si zatapia w tym rozmarzeniu, e chwilami
najwyraniej sysza okoo siebie i czu t przysz fabryk. Widzia stosy materiaw,
widzia kantor, kupujcych, szalony ruch, jaki panowa. Czu jak wielk fal bogactw pync mu pod stopy.
Umiecha si bezwiednie, oczy mu wilgotnymi blaskami wieciy, na blad, pikn twarz
wystpoway rumiece gbokiej radoci. Pogadzi nerwowo brod mokr od deszczu
i oprzytomnia.
 Co za gupstwo  szepn niechtnie i obejrza si dookoa, jakby z obawy, czy kto nie
widzia tej chwilowej saboci.
Nie byo nikogo, ale ju szarzao, ze sabego, przemglonego witu zaczynay powoli wychyla
si kontury drzew, fabryk i domw.
Piotrkowsk zaczynay cign od rogatek sznury chopskich wozw, od miasta turkotay
po wybojach olbrzymie wozy towarowe adowane wglem i platformy naadowane przdz,
bawen w belach, surowym towarem lub beczkami, a pomidzy nimi przemykay pospiesznie
mae bryczki lub powoziki fabrykantw, spieszcych do zaj, lub tuka si z haasem
doroka, wiozca zapnionego oficjalist8.
Borowiecki przy kocu Piotrkowskiej skrci na lewo, w ma, nie brukowan uliczk,
owietlon kilkoma latarniami na sznurach i olbrzymi fabryk, ktra ju sza. Dugi czteropitrowy
budynek wieci wszystkimi oknami.
Przebra si szybko w zafarbowan, brudn bluz i pobieg do swojego oddziau.
8
II
 Murray, dzie dobry!  krzykn Borowiecki.
Murray, okrcony w dugi, niebieski fartuch wysun si spoza rzdw ruchomych kotw,
w ktrych si gotoway i robiy farby. W mdym wietle elektrycznym, przesyconym kolorowymi
parami, jego duga, kocista twarz, starannie wygolona i wiecca bladoniebieskimi,
jakby wypezymi oczami, robia wraenie karykatury z Puncha 9.
 A, Borowiecki! Chciaem widzie pana, byem u was wieczorem, zastaem Moryca, ale
e ja go nie cierpi, nie czekaem.
 Dobry chopak.
 Co mi do jego dobroci! Nie cierpi jego rasy.
 Drukuj ju pidziesity sidmy numer?
 Drukuj. Wydawaem farb.
 Trzyma si?
 Pierwsze metry nieco lakowaa. Przysali z centrali zamwienie na piset sztuk tej paskiej
lamy.
 Aha, dwudziesty czwarty numer, seledynowa.
 I z filii Bech telefonowa o to samo. Czy bdziemy robi?
 Dzisiaj ju nie. Mamy bojki10 pilne, mamy jeszcze pilniejsze do drukowania te letnie korty11.
 Telefonowali o barchan numer sidmy.
 W apreturze. Musz tam zaraz i.
 Chciaem panu co powiedzie...
 Sucham, sucham!  szepn grzecznie, ale z pewn niechci.
Murray uj go pod rk i odprowadzi w kt za wielkie beczki, z ktrych co chwila czerpano
farby.
Kuchnia, bo tak nazywano t sal, tona w zmroku. Pod okapami wiszcymi nisko, niby
pod stalowymi parasolami, krciy si wolno, automatycznie, szerokie miedziane mieszada,
przegarniajce farby w wielkich kotach, byszczcych miedzi polerowan.
Budynek cay dra od ruchu maszyn.
Dugie transmisje, niby we bladote nieskoczonej dugoci, goniy si z szalon szybkoci pod sufitem, przewijay si nad podwjnym szeregiem kotw, pezay wzdu cian,
krzyoway si wysoko, ledwie dojrzane w oboku gryzcych kolorowych par, co buchay
ustawicznie z kotw i przyciemniay wiato, i uciekay wskro murw, przez wszystkie
otwory, do innych sal.
Sylwetki robotnikw w koszulach umazanych farbami przemykay cicho i jak cienie gin-y w zmroku; wzki z oskotem wjeday i wyjeday obadowane farbami gotowymi, ktre
wiozy do drukarni i farbiarni.
9
Ostry straszliwie zapach siarki rozchodzi si wszdzie.
 Kupiem wczoraj meble  szepta cicho do ucha Borowieckiemu.  Uwaasz pan, do
saloniku kupiem te jedwabne w stylu empire. Do jadalnego obstalowaem dbowe w stylu
Henryka IV, a do buduaru...
 A kiedy si pan eni?  przerwa mu dosy niecierpliwie.
 No, nie wiem jeszcze. Chocia ja chciabym jak najprdzej.
 To ju po owiadczynach?  spojrza dosy ironicznie na zgarbionego i dosy miesznie
wygldajcego Anglika; jego garb wyda mu si teraz potwornym, a on sam przypomina
map t dug wystajc szczk i szerokimi ustami, niezmiernie ruchliwymi.
 Tak jakby ju. W niedziel wanie powiedziaa mi, jak by chciaa mie urzdzone mieszkanie.
Wypytaem si szczegowo, odpowiadaa tak, jak odpowiadaj kobiety, gdy idzie o ich
przysze gospodarstwo.
 Ostatnim razem mylae pan tak samo.
 Tak, ale nie miaem takiej pewnoci ani w poowie!  zarcza gorco.
 No, kiedy tak, to winszuj panu szczerze, kiedy poznam narzeczon?
 Na wszystko przyjdzie czas, na wszystko.
 Dlatego te wierz, i si pan w kocu oeni  szepn drwico.
 Moe by pan przyszed jutro do mnie, dobrze? Chciaem koniecznie usysze paskie
zdanie o tych meblach.
 Przyjd.
 Ale kiedy?
 Po obiedzie.
Murray wrci do farb i laboratorium, a Borowiecki pobieg dalej do farbiarni przez korytarze
i przejcia zapchane wzkami naadowanymi towarem ociekajcym wod, ludmi i stosami
towaru, lecego na ziemi w wielkich kupach, oczekujcego swojej kolei.
Co chwila zastpowano mu drog z najrozmaitszymi interesami.
Wydawa krtkie rozkazy, szybko decydowa, pospiesznie informowa, czasem obejrza
prbk z farby, jak mu przynosi robotnik, rzuca stanowczo: Dobre lub Jeszcze  i lecia dalej wrd spojrze setek robotniczych i szumu fabryki, co niby pieko wrzaa chaosem.
Wszystko si trzso: ciany, sufity, maszyny, podogi, huczay motory, wiszczay przenikliwie
pasy i transmisje, turkotay po asfaltowej pododze wzki, szczkay czasem koa rozpdowe,
zgrzytay tryby, leciay wskro tego morza rozbitych drga jakie krzyki lub rozlega
si potny, huczcy oddech maszyny gwnej.
 Panie Borowiecki!
Wyty oczy, bo wrd par, jakie zalegay ca farbiarni, nie byo nic prawie wida prcz
sabych zarysw maszyn. Nie wiedzia, kto woa.
 Panie Borowiecki!
Drgn, bo go ujto pod rami.
 A, pan prezes  szepn, poznawszy waciciela fabryki.
 Ja pana goni, ale pan dobrze uciekasz.
 Robota, panie dyrektorze.
 Tak, tak, ja to rozumiem. Zmczyem si na mier  trzyma go silnie za rami, zamilk
i dysza ciko ze zmczenia.
 Idzie, co?  zapyta po chwili.
10
 Robi si  rzuci krtko i szed naprzd.
Fabrykant uczepiony u jego ramienia wlk si ciko, podpiera si grub lask i zgarbiony
prawie we dwoje, podnosi okrge, czerwone oczy jastrzbie i twarz du, wiecc,
okrg, ozdobion maymi baczkami i wsami przycitymi rwno.
 C, te watsony 12 dobrze dziaaj?
 Po pitnacie tysicy metrw dziennie drukuj.
 Mao  mrukn cicho, puci jego rami i przysiad na wzku penym surowego perkalu,
obcign gruby kaftan, w jaki by ubrany, podpar si lask i siedzia.
Borowiecki pobieg do wielkich kadzi farbiarskich, nad ktrymi na wielkich waach rozwinite
zwoje materiaw krciy si w kko i kpay w farbie rozpryskujc j na twarze i koszule
robotnikw, ktrzy stali nieruchomie, co chwila czerpic z kadzi wod doni i patrzc,
czy jest w niej jeszcze farba, ktr wyciga materia.
Kilkadziesit tych waw, ustawionych rzdem, toczyo si wci w kko, z mczc jednostajnoci, dugie, poskrcane zwoje materiaw pawiy si w farbach i byskay w mgle
matowymi plamami czerwieni, bkitu i ochry.
Z drugiej strony, za podwjnym rzdem elaznych supw, podtrzymujcych wysze pitra
fabryki i rozronitych gsto po olbrzymiej sali, stay puczkarnie; dugie skrzynie, pene wrzcej wody, pienicej si sod, praczek mechanicznych, wyymaczek, myda, przez
ktre przesuwa si surowy materia; bryzgi rozbitej trzepaczkami wody rozsypyway si
na sal i tworzyy nad praczkami tak gsty tuman, e wiata paliy si zaledwie jakby odbite
w lustrze.
Mechaniczne odbieracze szczkay, odbierajc wyprany ju towar na siebie niby na rozkrzyowane rce i oddaway go robotnikom, ktrzy prtami ukadali go w wielkie fady na
wzki, podsuwane co chwila.
 Panie Borowiecki  zawoa fabrykant do jakiego cienia, co si wychyli z mgie, ale to
nie by Borowiecki.
Podnis si i wlk swoje chore, zreumatyzmowane nogi po sali, kpa si z rozkosz
w tej rozpalonej atmosferze. Zatapia swoje schorowane ciao w sali penej oparw, ostrych
zapachw farb, wody pryskajcej z puczkarek i z kadzi, ciekajcej z wzkw, chlupicej pod
nogami, lejcej si ze sufitw, z ktrych skroplona para opadaa prawie strumieniami.
Szalony, podobny do drgajcego jku szczk centryfugi13, wycigajcej wod z materia-w, przenika cae sale, wwidrowywa si w nerwy robotnikw pilnujcych, wpatrzonych
w robot i pochonitych zupenie czuwaniem nad maszynami i rozbija si o kolorowe, powiewajce niby sztandary materiay na odbieraczach.
Borowiecki teraz by w ssiedniej sali, gdzie na niskich angielskich maszynach starego
systemu farbowano ordynarny czarny towar na mskie ubrania.
Dzie wlewa si setkami okien i kad zielonawy ton na czarne opary i na robotnikw, co
niby kolumny z bazaltu stali nieruchomi, z zaoonymi rkami, wpatrzeni w maszyny, przez
ktre przesuway si dziesitki tysicy metrw, gryzione przez spienione, bryzgajce, czarne
farby.
Mury dray cigle. Fabryka pracowaa wszystkimi miniami.
Windy, osadzone w murach, czyy d fabryki z jej czterema pitrami wierzchu. Co chwila
rozlega si guchy szczk w innej stronie sali, to winda braa lub wyrzucaa z siebie wzki,
towary, ludzi...
11
Dzie i do wielkiej sali zacz zaglda, brudne wiato wciskao si przez mae zapocone
szybki, zasnute brudem i par, wyaniajc z nich zarysy peniejsze maszyn i ludzi, ale w tym
szarozielonawym wietle, po ktrym pyway dugie smugi czerwonych oparw i gdzie pyliy
si nimby gazowych wiate  i ludzie, i maszyny wygldali jak nieprzytomni, jak widziada
porwane straszn si ruchu: jak jakie strzpy, pyy, drzazgi skbione, spltane, rzucone
w wir, ktry z hukiem si przewala.
Herman Bucholc, waciciel fabryki, gdy obejrza farbiarni, powlk si dalej.
Przechodzi pawilony, podnosi si w gr windami, schodzi schodami, sun si dugimi
korytarzami, przyglda si maszynom, oglda towar, rzuca czasem pospnym okiem na ludzi,
czasem rzek jakie krtkie sowo, ktre jak byskawica oblatywao ca fabryk, odpoczywa na stosach sztuk, czasem na progach; nikn, aby za chwil pokaza si w innej stronie
fabryki, przy skadach wgla, pomidzy wagonami, ktrych rzdy stay z jednej strony olbrzymiego
czworoboku dziedzica, ogrodzonego niby parkanem murami fabryki.
By wszdzie, a chodzi jak noc jesienna ponury i milczcy; gdzie si tylko zjawi, gdzie
przeszed, rozmowy milky, twarze si pochylay, oczy przestaway widzie, postacie si zginay i kurczyy, jakby chcc uj spod promienia jego oczw.
Spotyka si kilkakrotnie z Borowieckim, biegajcym ustawicznie po oddziale.
Spogldali na siebie przyjanie.
Herman Bucholc lubi swojego dyrektora drukarni, wicej, on go szacowa na cae te
10000 rubli, jakie mu paci rocznie.
 To jest najlepsza moja maszyna w tym oddziale  myla patrzc na niego.
Sam ju si nie zajmowa niczym, zi prowadzi fabryk, a on wskutek przyzwyczajenia
caego ycia co rano przychodzi do niej razem z robotnikami.
W fabryce jada niadanie i przesiadywa do poudnia, a po obiedzie, jeli nie jedzi do
miasta, to azi po kantorach, skadach, magazynach baweny.
Nie mg y z dala od tego potnego krlestwa, ktre stworzy prac wasn caego ycia
i moc swojego geniuszu przemysowego; musia czu pod nogami, w sobie, te roztargane,
trzsce si mury; czu si dopiero dobrze, przedzierajc si przez przdz transmisji i pasw,
rozwleczon po caej fabryce, wrd ostrych zapachw farb, blichowni14, surowego materiau i smarw rozgrzanych w tym upale strasznym.
Siedzia teraz w drukarni i przysonitymi oczyma patrzy na sal, jasno owietlon wielkimi
oknami, na maszyny drukarskie w ruchu, na te piramidy elazne pracujce pospiesznie
i w jakiej gronej ciszy.
Przy kadej drukarce osobna maszyna parowa wistaa swym koem pocigowym, ktre
niby srebrne wypolerowane tarcze migotay z tak szalon szybkoci, e nie mona byo
pochwyci konturw, a tylko jaki nimb srebrny wirowa dokoa swojej osi i rozpyla wietlany
roziskrzony tuman.
Maszyny dziaay z nie ustajcym ani na chwil popiechem; dugie nieskoczenie pasy
materiaw, co si przewijay pomidzy walcami miedzianymi, odciskajcymi na nich barwy
deseni, giny w grze, na wyszym pitrze w suszarni.
Ludzie, z tyu maszyn podkadajcy towar do drukowania, poruszali si sennie, a majstrowie
stali przed maszynami, co chwila ktry si pochyli, przypatrywa walcom, dolewa farby
z wielkich kadzi, patrzy na materia i znowu sta zapatrzony w te tysice metrw,
biegncych z szalonym popiechem.
12
Borowiecki wpada do drukarni, aby ledzi dziaanie wieo umontowanych maszyn, porwnywa prbki ze wieo drukowanymi materiaami, wydawa polecenia, czasem na jego
skinienie zatrzymano dziaajcy kolos, oglda szczegowo i szed dalej znowu, bo ten potny rytm fabryki  te setki maszyn, tysice ludzi ledzcych z najwysz, prawie pobon
uwag za ich dziaaniem, te gry towarw lecych, przewoonych wzkami, snujcych si
przez sale z pralni do farbiarni, z farbiarni do suszarni, stamtd do apretury i w dziesi jeszcze
innych miejsc, nim wyszy gotowe  porywa go.
Chwilami tylko siada w swoim gabinecie, pooonym przy kuchni., i tam, w przerwie
pomidzy kombinowaniem nowych deseni, ogldaniem przysanych z zagranicy prbek, ktrych
olbrzymie, naklejone w albumy stosy leay po stoach  zamyla si, a raczej prbowa
myle o sobie, o tym projekcie fabryki planowanej cznie z przyjacimi  ale nie mg zebra
myli, nie mg ani na chwil zamkn si w sobie, bo ta fabryka, ktrej szum hucza
w jego gabinecie, ktrej ruch i pulsowanie czu we wasnych nerwach, w ttnie krwi nieomal,
nie pozwalaa si odosobni, cigna nieprzeparcie, zmuszaa do suby i warowania kadego,
ktry kry w jej orbicie.
Zrywa si i bieg znowu, ale dzie mu si strasznie duy, tak e okoo czwartej poszed
do kantoru, ktry by w innym oddziale, aby wypi herbaty i zatelefonowa do Moryca, aby
by dzisiaj w teatrze, gdzie dawano przedstawienie amatorskie na jaki cel dobroczynny.
 Pan Welt dopiero z p godziny jak od nas wyszed.
 Tutaj by?
 Bra pidziesit sztuk biaego towaru.
 Dla siebie?
 Nie, na zlecenie Amfiowa, do Charkowa. Cygarem mona suy?
 Owszem, zapal, bo jestem diablo zmczony.
Zapali i siad na wysokim taburecie, przed pustym biurkiem.
Gwny buchalter kantoru, ktry go z unionoci traktowa cygarem, sta przed nim, napychajc sobie fajk tytoniem, kilku modych chopakw, usadowionych na wysokich kobykach, pisao w wielkich czerwono poliniowanych ksikach.
Cisza, jaka tutaj panowaa, dranicy skrzyp pir, monotonne cykanie zegaru, denerwujco dziaay na Borowieckiego.
 C sycha, panie Szwarc?  zapyta.
 Rozenberg si zaama.
 Zupenie?
 Nie wiadomo jeszcze, ale ja myl, e si bdzie ukada; no, bo co za interes robi
zwyk klap?  zamia si cicho i przybija palcem wilgotny tyto w fajce.
 Firma traci?
 To zaley od tego, ile bdzie paci za sto.
 Bucholc wie?
 Nie by jeszcze dzisiaj u nas, ale jak si dowie, zabol go odciski; jest czuy na straty.
 Jego szlag moe trafi  szepn ktry z pochylonych przy robocie.
 Byaby szkoda!
 Bardzo wielka, niech Bg broni!
 Niech yje sto lat, niech ma sto paacw, sto milionw, sto fabryk.
 I niech go razem sto choler cinie!  szepn cicho ktry.
13
Cisza si zrobia.
Szwarc patrzy gronie na piszcych, to na Borowieckiego, jakby chcia si usprawiedliwia,
e on nic nie winien, ale Borowiecki znudzonym wzrokiem patrzy w okno.
W kantorze panowaa atmosfera przytaczajcej nudy.
ciany a po sufit wyoone drzewem malowanym na db, pene pek i ksig, rozstawionych
systematycznie, ciy si smutnie.
Na prost okien sta wielki, czteropitrowy budynek z nagiej czerwonej cegy i rzuca szaro-rdzawy, przygnbiajcy refleks do kantoru.
Przez podwrko, wylane asfaltem, po ktrym turkotay od czasu do czasu wzki i przechodzili
ludzie, w kilku kierunkach biegy na wysokoci pierwszego pitra grube, jak ramiona
atlety, transmisje, warczc gucho, od czego szyby w kantorze ustawicznie dray.
Wysoko nad fabryk wisiao niebo cik, brudn pacht, z ktrej cieka drobny deszcz
i spywa po zabrudzonych murach smugami jeszcze brudniejszymi i sczy si po oknach
kantoru, zakurzonych pyem wglowym i bawenianym, niby wstrtne plwociny.
W kcie kantoru, nad gazem, zacz szumie samowar.
 Panie Horn, moe pan da mi herbaty?
 A moe pan dyrektor zechce butersznicik15  ofiarowywa uprzejmie Szwarc.
 Tylko troch koszerny16.
 Ta znaczy, e lepszy, nili pan jadasz, panie von Horn!
Horn przynis herbat i zatrzyma si na chwil..
 Co panu jest?  zapyta go Borowiecki, ktry z nim zna si bliej.
 Nic  odpar krtko i powlk nienawistnym spojrzeniem po Szwarcu, ktry rozwija
butersznity z gazety i ukada je przed Borowieckim.
 Wygldasz pan bardzo le.
 Panu Horn nie suy fabryka. Po salonach trudno mu si przyzwyczai do kantoru i do
roboty.
 Bydl albo inny parszywiec moe si atwo przyzwyczai do jarzma, ale czowiekowi
trudniej  sykn ze zoci, ale tak cicho, e Szwarc nie zrozumia sw, spojrza uwanie,
umiechn si tpo i szepn:
 Panie von Horn! Panie von Horn! Moe pan dyrektor sprbuje, jest tu kombinacja szynki
z pulard, bardzo dobra, moja ona jest sawna z tego.
Horn odszed, usiad przy biurku i bdzi spojrzeniem po murach czerwonych, po oknach,
za ktrymi bieliy si stosy szarpanej do przdzenia baweny.
 Daj mi pan jeszcze herbaty.
Borowiecki chcia go wybada.
Horn herbat przynis i nie podnoszc oczw zawrci si do odejcia.
 Panie Horn, moe pan za jakie p godziny przyjdzie do mnie?
 Dobrze, panie dyrektorze. Ja nawet miaem interes i w tym celu jutro si wybieraem do
pana. A moe pan teraz zechcesz wysucha?
Chcia co poufnie szepn, ale do kantoru wesza kobieta, czworo dzieci wpychajc przed
sob.
 Niech bdzie pochwalony Jezus Chrystus!  szepna cicho, ogarna wzrokiem te
wszystkie gowy, co si podniosy znad pulpitw, schylia si pokornie do ng Borowieckiego,
bo sta najbliej i mia najbardziej pokan twarz.
14
 Wielmony panie dziedzicu, a to z prob przyszam, wedle tego, co mojemu mowi
gow urwao w maszynie, co ja teraz sierota biedna z dzieciami, co my jestemy biedne. Tom
przysza doprasza si sprawiedliwoci, aby mi pan dziedzic da wspomoenie, jako mojemu
mowi urwao gow w maszynie. Wielmony panie dziedzicu  i schylia si znowu do
kolan Borowieckiego, wybuchajc paczem.
 Za drzwi, wynosi si, tutaj takich spraw nie zaatwia si!  krzykn Szwarc.
 Cicho pan bd!  zawoa na niego Borowiecki po niemiecku.
 Prosz pana, ona ju od p roku nachodzi wszystkie oddziay i kantory nasze, nie mona si jej pozby niczym.
A dlaczego nie zaatwione?
 Pan si pyta? Ten cham umylnie podoy eb pod koo, jemu si nie chciao pracowa,
a jemu si chciao okra fabryk! My teraz mamy paci na jego bab i bkarty!
 A ty parchu jeden, to moje dzieci bkarty!  wykrzykna kobieta, w pasji przyskakujc
do Szwarca, ktry cofn si za st.
 Cicho, kobieto! Niech pani uspokoi si i coby te mae panowie nie pakali  zawoa
przestraszony, wskazujc na dzieci, ktre uczepiy si matki i krzyczay wniebogosy.
 Wielmony dziedzicu, juci e prawda, co od samych kopa chodz i cigiem mi obiecuj, e zapac, cigiem chodz i prosz, to mnie cygani ino i wyciepuj kiej suk za drzwi.
 Uspokjcie si, pomwi dzisiaj z wacicielem, przyjdcie tutaj za tydzie, to wam zapac.
 Aeby ci Pan Jezus i ta Czstochowska szczcia na zdrowiu, na majtku, na honorze,
o mj dziedzicu kochany!  wykrzykiwaa, przypadajc mu do ng, caujc go po rkach.
Wydar si jej i wyszed, ale przystan w wielkiej sieni i gdy wychodzia, zapyta:
 Z ktrych wy stron?
 Ady, panie, jae spod Skierniewic.
 Dawno w odzi?
 A bdzie ze dwa roki, jak my si tutaj przenieli na swoje zatracenie.
 Chodzicie gdzie do roboty?
 A bo mnie to chc gdzie przyj te poganiny, te heretyki zapowietrzone, a po drugie, kaj
ja ostawi swoje sieroty?
 Z czeg yjecie?
 Bidujem, wielmony panie, bidujem. Mieszkam na Bautach z jednymi weberami17 i jae cae trzy ruble pac za pomieszkanie miesiczne. Pki mj nieboszczyk y, to choby
czsto gsto byo ze sol albo i z godem, ale si ta yo, a teraz, kiej jego nie stao, to chodz
na Stare Miasto do posugi, czasem kto zawoa do prania i tak jest  gadaa prdko, okrcajc dzieci w jakie ohydnie brudne strzpy chustek.
 Czemu nie wrcicie na wie, do domu?
 Wrc, kiej mi tylko zapac za chopa, to juci, e wrc, a niech tam to miasteczko
d mr nie minie, niech j ta ogie spali, niech ich tam Pan Jezus niczegoj nie auje, coby
wszystkie wyzdychay, co do jednego.
 Cicho bdcie, nie macie za co przeklina  szepn nieco podraniony.
 Ni mam za co?  wykrzykna zdumiona, podnoszc na niego blad, brzydk, przegryzion przez ndz twarz i zapakane, wyblake, niebieskie oczy.  A to, wielmony panie, my
na wsi byli ino komorniki, bo mj mia trzy morgi grontu, co mu przyszy w schedzie po ojcu,
15
to e nie byo za co postawi chaupy, towa mieszkali u stryjecznych swoich. Mywa yli
z wyrobku ino, ale zawdy czowiek mieszka po ludzku i kartofli gdzie przysadzi na odrobek,
i gsk si uchowao albo i winiaka, i jajko mia swoje, i krow mieliwa, a tutaj co?
Harowa nieborak od witu do nocy i je nie byo co, ylimy kiej te dziady ostatnie, a nie
kiej krzecianie, kiej psy, a nie kiej gospodarze poczciwi.
 Po cecie tutaj przyjechali, trzeba byo siedzie na wsi.
 Po co?  zawoaa bolenie.  A bo ja wiem! Szy wszystkie, to i mywa poszy. Na wiosn
poszed Jadam, ostawi kobit i poszed. Przyjecha po niwach taki wystrojony, co go
nikt nie mg pozna, cay w kortach i zygarek mia rybny, i piestrzonek, i tyla pinidzy, coby
na wsi i bez trzy roki nie zarobi. Ludzie si dziwowali, a ten zapowietrzony cygani, bo mu
za to zapacili, eby ludzi wieskich sprowadzi, obiecywa Bg wie nie co. Tak zaraz poszo
z nim dwch parobkw, Jankw syn i Grzegorza spod lasu, a potem to ju kto ino mg, to
lecia do tego miasteczka odzi. Kudymu si chciao kortw, zygarka i rozpusty! Ja mojego
strzymywaam, bo po co nam byo tutaj i, do obcych w tyli wiat, to me spra kiej bydlaka
i poszed, a potem przyjecha i zabra ze sob. Mj Jezu kochany, mj Jezu!  szeptaa chlipic bolenie i rozcierajc sobie nos i zy brudnymi rkami i tak si zacza trz w tym rozpaczliwym
paczu, e dzieci przytuliy si do niej i take zaczy paka cicho.
 Macie tutaj pi rubli i zrbcie tak, jak wam mwiem.
Mia tego ju dosy, odwrci si spiesznie i wyszed, nie czekajc podzikowa.
Nie cierpia roztkliwia i czuoci, a ta kobieta poruszya w nim zamierajc z wolna, duszon wiadomie  uczuciowo.
Sta czas jaki przy kotle oksydacyjnym Mather-Platta, przez ktry przechodzi towar
suchy i ju drukowany, i z pewnym roztargnieniem przyglda si barwom wieo wytworzonym,
a raczej rozwinitym w przesuniciu si towaru przez kocio. te, naoone bejcem
kwiatki zmieniy si na psowe pod wpywem wysokiej temperatury i skomplikowanych roztworw
soli anilinowej.
Fabryka po chwilowym odpoczynku podwieczorkowym pracowaa znowu z jednak energi.
Borowiecki wyjrza na wiat z okien swojego gabinetu, bo poszarzao nagle i zacz pada
nieg nadzwyczaj gstymi patami i pobieli ciany fabryk i dziedziniec. Spostrzeg Horna stojcego za domkiem szwajcara, przez ktry byo jedyne wyjcie z fabryki. Horn rozmawia z t
sam kobiet, ktra mu za co dzikowaa z uniesieniem i chowaa jaki papier za stanik.
 Panie Horn !  krzykn wychylajc przez lufcik gow.
 Miaem przyj wanie do pana  ozwa si Horn zjawiajc si po chwili.
 Co pan radzi tej babie?  zapyta surowym dosy gosem, patrzc w okno.
Horn zawaha si przez mgnienie, rumieniec powlk jego dziewczco pikn twarz, a w
niebieskich, dobrych oczach zamigota pomie.
 Kazaem jej i do adwokata, niechaj wytoczy proces fabryce o odszkodowanie, bo wtedy
prawo zmusi ich do zapacenia.
 Co to pana obchodzi?  zacz lekko bbni palcami po szybie i przygryza usta.
 Co mnie obchodzi?  zamilk na chwil.  Bardzo mnie obchodzi wszelka ndza i wszelka
niesprawiedliwo, bardzo...
 Czym pan tutaj jeste? przerwa mu ostro i usiad przed dugim stoem.
 No, jestem praktykantem kantorowym, pan dyrektor przecie wie najlepiej  odpowiedzia zdumiony.
16
 No to, panie Horn, pan nie skoczysz tej praktyki, jak mi si zdaje.
 Wreszcie, to mi jest ju wszystko jedno  szepn dosy twardo.
 Ale nam nie jest wszystko jedno, nam  fabryce, w ktrej pan jeste jednym z miliona
kek! Przyjlimy pana nie na to, eby tutaj produkowa si ze swoj filantropi, a tylko,
aby robi. Pan wprowadzasz zamt, gdzie wszystko polega na najdoskonalszym funkcjonowaniu,
na prawidowoci i zgodnoci.
 Nie jestem maszyn, jestem czowiekiem.
 W domu. W fabryce od pana nie wymaga si egzaminw na czowieczestwo ani egzaminw
na humanitarno, w fabryce potrzebne s paskie minie i mzg paski i tylko za to
pacimy panu  rozdrania si coraz bardziej.  Jeste pan tutaj maszyn tak sam jak my
wszyscy, wic pan rb tylko to, co do pana naley. Tutaj nie miejsce do rozaniele, tutaj...
 Panie Borowiecki!  przerwa mu szybko.
 Panie von Horn! Suchaj pan, kiedy mwi do pana  zawoa gronie, zrzucajc gniewnie
wielkie album prbek na ziemi.  Bucholc przyj pana na moje zarczenie, znam pask
rodzin, pragn dla pana najlepiej, ale pan jeste, jak widz, chory na dziecinn demagogi.
 Jeeli pan tak nazywasz wspczucie zwyke u ludzi.
 Pan mnie kompromitujesz takimi radami, dawanymi wszystkim, majcym jakie bd
pretensje do fabryki. Trzeba byo zosta panu adwokatem, byby si wtedy mg opiekowa
nieszczliwymi i pokrzywdzonymi, ma si rozumie, za dobr zapat  dorzuci drwico,
bo jego gniewny nastrj przepad gdzie pod wpywem tych dobrych oczw Horna, wpatrzonych
w niego.  Zreszt, dajmy tej sprawie spokj. Bdziesz pan duej w odzi, rozpatrzysz
si w stosunkach, przyjrzysz si lepiej tym ucinionym, to pan zrozumiesz, jak trzeba postpowa.
A wemiesz pan interes po ojcu, to wtedy przyznasz mi zupen racj.
 Nie, panie, ja w odzi duej nie wytrzymam ani interesu po ojcu nie obejm.
 C pan chcesz robi?  wykrzykn zdumiony.
 Jeszcze nie wiem. Przyznaj si panu szczerze, chocia tak ostro, za ostro pan mwi do
mnie, ale mniejsza z tym, bo wiem, e pan, jako dyrektor takiej wielkiej drukarni, mwi inaczej
nie moe.
 Wic pan odchodzisz od nas? Tyle zrozumiaem, ale nie wiem dlaczego?
 Dlatego, e ju wytrzyma nie mog w tym podym chamstwie dzkim. Pan, jako czowiek
pewnej sfery, rozumie mnie chyba. Dlatego, e ja ca dusz nienawidz zarwno fabryk,
jak i wszystkich Bucholcw, Rozensztejnw, Entw, caej tej ohydnej, przemysowej
bandy  wybuchn gwatownie.
 Ha, ha. ha, pan jeste wspaniay fio, nieporwnany!  mia si Borowiecki serdecznie.
 To ju nic wicej nie powiem  rzek mocno dotknity.
 Jak pan chce, a zawsze lepiej gupstw mwi mniej.
 Do widzenia.
 egnam pana. Ha, ha, ha, pan masz zdolnoci aktorskie!
 Panie Borowiecki  zacz prawie ze zami w oczach Horn, zatrzymujc si i chcia co
mwi.
 Co?
Horn skoni gow i wyszed.
 Kapitalny mazgaj  szepn za nim Borowiecki i take poszed do suszarni.
Owiono go suche, rozpalone powietrze.
17
Olbrzymie czworoboki z blachy, wypenione straszliwie rozpalonym i suchym powietrzem,
brzczay niby oddalone grzmoty, wymiotujc nie koczcy si pas materiaw kolorowych,
suchych i sztywnych.
Na niskich stoach, na ziemi, na wzkach, ktre suway si cicho, leay cae sterty materiaw i w tym suchym, jasnym powietrzu sali, ktrej ciany byy prawie ze szka, paliy si
przymionymi barwami zota przykopconego, purpury o fioletowym odcieniu, bkitu marynarskiego,
starego szmaragdu  niby stosy blach metalowych o matowym, martwym blasku.
Robotnicy, w koszulach tylko i boso, z szarymi twarzami, z oczami zagasymi i jakby wypalonymi
t orgi barw, jaka si tutaj toczya, poruszali si cicho i automatycznie, tworzyli
tylko dopenienie maszyn.
Czasem ktry patrzy przez szyby w wiat, na d, ktra z tej wysokoci czwartego pitra
majaczya w mgach i dymach poprzecinanych tysicami kominw, dachw, domw, drzew
ogooconych z lici; to znw na drug stron, na pola, co szy w gb horyzontu  na szarobiae,
brudne, zalane wiosennymi roztopami przestrzenie, majaczce gdzieniegdzie czerwonymi gmachami
fabryk, ktre z oddalenia czerwieniy si wskro mgie bolesnym tonem misa odartego
ze skry; na odlege linie wiosek maych, przywartych cicho do ziemi, na drogi, co si wywija-y wskro pl czarn, cieknc botem wstg, migajc pomidzy rzdami nagich topoli.
Maszyny huczay bezustannie i bezustannie wistay transmisje uczepione pod sufitem
i niosce si do innych sal, wszystko si poruszao w rytm tych olbrzymich pude, metalowych
suszar, ktre odbieray towar mokry z drukarni i wypluway go suchym i stay w tej
olbrzymiej, czworoktnej sali, penej smutnych barw i smutnego wiata dnia marcowego,
smutnych ludzi, niby kapliczki boga-siy, rzdzcego wszechwadnie.
Borowiecki czu si rozstrojonym i z roztargnieniem oglda towar, czy nie jest zbytnio
przesuszony lub spalony.
 Gupi chopak  myla o Hornie i chwilami stawaa mu w pamici ta moda, szlachetna
twarz i te oczy niebieskie, patrzce na niego z jakim niemym alem zawodu i wyrzutu. Czu
w sobie jakie ciemne zaniepokojenie. Niektre sowa Horna przychodziy mu na myl, gdy
patrzy na te tumy ludzi w milczeniu pracujcych.
 Byem takim  polecia myl do tamtych dawnych czasw, ale nie da si uj wspomnieniom
w swoje szarpice szpony, drwicy umiech wi mu si po ustach, a oczy wieciy
zimno i rozwanie.
 To przeszo! przeszo!  myla z jakim dziwnym uczuciem pustki, jakby mu al byo
tamtych czasw, al tych zudze niepowrotnych, poryww szlachetnych, zszarganych przez
ycie  ale to krtko trwao i znowu siebie odzyskiwa; by tym, czym by, dyrektorem drukarni
Hermana Bucholca, chemikiem, czowiekiem zimnym, mdrym, obojtnym, gotowym
do wszystkiego, prawdziwym Lodzermenschem, jak go nazwa Moryc.
W takim by wanie nastroju przechodzc przez apretur, gdy mu jeden z robotnikw zastpi drog.
 Czego?  zapyta krtko, nie zatrzymujc si.
 A to nasz majster, pan Pufke, powiedzia, e od pierwszego kwietnia bdzie nas pitnastu
ludzi mniej robio.
 Tak. Ustawi si nowe maszyny, ktre tylu ludzi nie potrzebuj do obsugi co stare.
Robotnik mi czapk w rku, nie wiedzc, co powiedzie, i nie miejc, ale zachcony,
spojrzeniami, ktre byskay zza maszyn, zza sgw materiaw, zapyta idc za nim:
18
 A co my bdziemy robili?
 Poszukacie sobie roboty gdzie indziej. Pozostan tylko ci, ktrzy dawniej u nas pracuj.
 A i my robimy ju po trzy roki.
 C ja wam poradz, kiedy maszyna was nie potrzebuje, bo zrobi sama. Zreszt, do
pierwszego moe si jeszcze co zmieni, jeli bdziemy powikszali blich  odpowiedzia spokojnie
i wszed na wind, ktra zaraz z nim zapada si w gbi ciany.
Robotnicy spogldali na siebie w milczeniu, niepokj wieci im w oczach, niepokj przed
jutrem bez roboty, przed ndz.
 cierwy nie maszyny. Psy, psiakrew  szepn robotnik i kopn z ca nienawici w bok
jakiej maszyny.
 Towar idzie na ziemi!  krzykn majster.
Chop prdko nadzia czapk, przygi si nieco i ze spokojem automatu odbiera barchan
czerwony z maszyny.
19
III
W restauracji hotelu Victoria byo peno.
Wielkie, niskie pokoje o ciemnych cianach i tych stiukowych sufitach, udajcych drzewo,
napenia haaliwy gwar.
Wejciowe drzwi z bramy co chwila brzczay mosinymi prtami, zabezpieczajcymi szko, co
chwila kto wchodzi i gin w mgle dymw i w tumie ludzi zapeniajcych restauracj; elektryczne
wiata w sali bufetowej wci drgay spazmatycznie i przygasay, a gazowe bki, ponce rwnoczenie,
rzucay mtne wiato na zbit okoo licznych stolikw mas ludzi i na biae obrusy.
 Kelner, bitte, zahlen18!
 Piwa!
 Kelner, Bier19!
Krzyoway si woania razem z guchym stukiem kufli.
Garsoni20 w zatuszczonych frakach, z serwetami podobnymi do cierek, przesuwali si we
wszystkich kierunkach, byskajc brudnymi gorsami nad gowami pijcych.
Wrzawa podnosia si bezustannie napywajcymi ludmi i wykrzykiwaniem:
 Lodzer Zeitung! Kurier Codzienny!  jakie rzucali chopcy krccy si pomidzy
stoami.
 Szczygie, daj no Lodzerk  zawoa Moryc, siedzcy w pokoju bufetowym, pod
oknem, w otoczeniu kilku aktorw, wiecznie przesiadujcych w knajpie  uwaacie, co zrobi wczoraj nasz fio, vel dyrektor.
 Mw: arcyfio  wtrci szeptem jaki zgarbiony stary aktor.
 Gupi  odpowiedzia mu pierwszy tajemniczym szeptem do ucha.  Ot nasz arcyfio
wczoraj w antrakcie drugim przyszed za kulisy i skoro tylko Niusia zesza ze sceny, powiada
jej: Tak pani graa wspaniale, e jak tylko kwiaty bd troch tasze, to kupi pani bukiet,
chociaby za cae pi rubli!
 Co powiedzia?  zapyta stary aktor nachylajc si do ucha ssiada.
 eby pan pocaowa psa w nos.
Wybuchnli miechem.
 Panie Welt, panie Maurycy, czy pan nie jeste za cwajkoniak systemem, co?
 Panie Bum-Bum, ja jestem za systemem wyrzucenia pana za drzwi.
 Chciaem kaza da...
 Pan lepiej ka blagowa za siebie.
 C, kiedy pan mnie wyrczasz. Panno Ani, koniaczek  zawoa poprawiwszy binokle
i uderzajc w zacinit pi otwart doni prawej rki.
 Paski przodek, panie Maurycy, mia wicej wychowania  zacz znowu Bum-Bum,
stojc na rodku pokoju z kawakiem kiebasy na widelcu.
20
 Ja o paskim tego nie mog powiedzie.
 Warum?21  rzuci kto od ssiedniego stolika.
 Bo go wcale nie mia.
 Nie, nie dlatego, tylko e nie bywa grzecznym wzgldem swoich pachciarzy22. Welt to
zna z tradycji domowych.
 Wysortowany dawno dowcip, pidziesit procent niej kosztu. Bum-Buma, panowie,
sprzedaje si przez publiczn licytacj. Kto da co?  wykrzykn zoliwie Moryc.
 Co on mwi?  zapyta znowu stary aktor szeptem, kiwajc rwnoczenie na garsona.
 e gupi!  odpowiedzia mu tym samym tonem ssiad.
 Kto co da za Bum-Buma? Panowie, Bum-Bum si sprzedaje. Stary jest, brzydki jest,
gupi jest, zdezelowany jest, ale tanio si sprzedaje!  wykrzykiwa i zamilk, bo Bum-Bum
stan i patrzy na niego, a po chwili rzek krtko:
 Parch! Panno Ani, koniaczek!
Moryc haaliwie stuka kuflem i mia si gono, ale nikt mu nie wtrowa.
Bum-Bum wypi i z pochylon kwadratow twarz koloru szmalcu przekrwionego, z oczami
wypukymi, bladoniebieskimi, przykrytymi binoklami na bardzo szerokiej wstce,
z grzywk rzadkich wosw oblepiajcych mu wysokie kwadratowe czoo o pomarszczonej,
wymitej, chropowatej skrze, z pochylon naprzd figur starego rozpustnika chodzi po
caej knajpie, powczc drgajcymi tabetycznie23 nogami, przyczepia si do rozmaitych
grup, gada dowcipy, z ktrych sam mia si najgoniej, albo usyszane kaway roznosi i powtarza z luboci, poprawia obu rkami binokle, wita si prawie ze wszystkimi wchodzcymi, a przynajmniej poow, podchodzi do bufetu, sycha byo bardzo czsto jego
chrapliwy, rozacy si gos:
 Panno Ani, koniaczek  i trzanicie doni w pi zacinit.
Moryc przebieg oczami Zeitung, niecierpliwie spoglda na drzwi. Czeka na Borowieckiego.
Wsta wreszcie, bo zobaczy w drugim pokoju znajom twarz.
 Leon, kiedy przyjecha?
 Dzisiaj rano.
 Jake ci poszed sezon?  pyta siadajc obok niego na zielonej kanapce.
 wieeeetnie!  wycign nogi na krzeseku i rozpi kamizelk.
 Mylaem dzisiaj o tobie, a nawet wczoraj z Borowieckim mwilimy.
 Borowiecki! ten od Bucholca?
 Tak.
 On wci drukuje swoje bojki? Syszaem, e ma zaoy na siebie.
 Dlatego wanie mwilimy o tobie.
 I co, wena?
 Bawena!
 Sama?
 Co to mona dzisiaj wiedzie.
 Pienidze jest?
 Bd, a tymczasem jest co wicej, kredyt...
 Do spki z tob?
 I z Baumem, znasz Maksa?
 Ojej! W tym wekslu jest feler, jeden yrant niepewny! Borowiecki  doda po chwili.
21
 Dlaczego?
 Polaczok!  rzuci dosy pogardliwie i wycign si prawie na kanapce i na krzele.
Moryc rozemia si wesoo.
 To ty go wcale nie znasz! O nim duo si w odzi bdzie mwi. Ja w niego, e zrobi
gruby interes, tak wierz jak w siebie.
 A Baum, c to?
 Baum jest w, jemu trzeba da si wyspa i wygada, a potem da robot, bdzie robi
jak w, a zreszt on wcale nie jest gupi. Ty mgby nam duo pomc i sam duo by zarobi. Nam ju dawa oferty Krongold.
 Idcie do Krongolda, to wielka osoba, on si zna ze wszystkimi baaganami24, ktre kupuj dugiego towaru za sto rubli rocznie; to jest wielki reisender25 na Kutno, na Skierniewice.
Zrbcie z nim interes, ja si nie narzucam! Ja mam co sprzedawa, ja mam list przy sobie
Bucholca, on mi chce powierzy agentur swoich towarw na cay Wschd, a jakie warunki
mi daje!  i zacz gorczkowo rozpina si i szuka po wszystkich kieszeniach tego listu.
 Wiem o tym, nie szukaj. Borowiecki mi wczoraj mwi, bo to on poradzi ciebie Bucholcowi.
 Borowiecki! Naprawd? Dlaczego?
 Bo on jest mdry i myli o przyszoci.
 I tak sobie, przecie za taki interes mgby grubo zarobi. Ja sam dabym dwadziecia
tysicy bares geld26, jak tu siedz. Co on w tym ma? i do tego my si prawie nie znamy.
 Co on w tym ma, to on ci sam powie, ale tylko tyle ci powiem, e gotwki nie wemie.
 Szlachcic!  szepn z pewnym drwicym politowaniem Leon i splun na rodek
pokoju.
 Nie, on tylko mdrzejszy od najmdrzejszych reisenderw i agentw na cay Wschd 
odpowiedzia Moryc dzwonic noem w kufel.  Duo sprzeda?
 Za kilkadziesit tysicy, kilkanacie tysicy gotwki, a reszta najlepsze weksle, bo na
cztery miesice z yrem Safonowa! Jedwabny interes  uderzy Moryca w kolano z zadowolenia.
 Mam i dla ciebie obstalunek. Widzisz, co to przyja.
 Na ile?
 Razem ze trzy tysice rubli.
 Dugi czy krtki towar?
 Krtki.
 Weksel czy nachname27?
 Nachname. Zaraz ci dam zamwienie  zacz przewraca w olbrzymim, zamykanym na
klucz pugilaresie.
 Co ci mam da?
 Jeeli gotwka, to wystarczy jeden procent, po przyjacielsku.
 Gotwki teraz potrzebuj na gwat, mam wypaty, ale w cigu tygodnia zapac.
 Dobrze. Masz zamwienie. Wiesz, w Biaymstoku spotkaem uszczewskiego, przyjechalimy
razem do odzi.
 Gdzie ten hrabia jedzie?
 Przyjecha do odzi robi interes.
 On! Ma wida za duo; trzeba si z nim zobaczy.
 Nic nie ma, przyjecha si dorobi czego.
22
 Jak to nic nie ma, przecie jedzilimy ca band z Rygi jeszcze do jego majtkw. By
pan na gruby sposb! I nic mu ju nie zostao?
 Zostao! troch gumy z powozw na kalosze! Ha, ha, ha, kapitalny witz28  uderzy go
w kolano.
 C zrobi z majtkiem? Liczyli go lekko na dwiecie tysicy.
 A on teraz liczy sam, e ma ze sto tysicy dugw, a to skromny czowiek.
 Mniejsza z nim. Napijesz si?
 Warto by przed teatrem.
 Kelner, koniak, kawior, befsztyk po tatarsku, porter oryginalny, gallopp!
 Bum-Bum, chod no pan do nas!  krzykn Leon.
 Jak si pan ma, jake zdrweczko, jake interesiki!  wykrzykiwa, ciskajc mu rk.
 Dzikuj, bardzo dobrze. Przywiozem dla pana umylnie z Odessy co  wyj z pugilaresu
rysunek pornograficzny i poda.
Bum-Bum poprawi obu rkami binokle, wzi rysunek i zanurzy si w nim cay z luboci. Twarz mu poczerwieniaa, mlaska jzykiem, oblizywa swoje sine, opadnite wargi,
trzs si cay z zadowolenia.
 Cudowne, cudowne. Niebywae!  wykrzykiwa i powlk si pokazywa wszystkim.
 winia  mrukn Moryc niechtnie.
 Lubi dobre rzeczy, a e jest znawc...
 Nie poznae znowu kogo?  zapyta nieco ironicznie.
 Czekaj!...  trzaska w palce, potem w kolano Moryca, umiechn si i z pugilaresu,
spomidzy rachunkw i not, wydoby fotografi kobiety.
 Co? adna maszyna?  mwi z najwyszym zadowoleniem, przymruajc oczy.
 Tak.
 Prawda! Ja zaraz pomyla, e bdzie ci si podoba. To Francuzeczka, a!
 Wyglda na Holenderk, ale krow.
 Kaine29 gadanie. To droga sztuka, stwka za nic.
 Dabym pi za wyrzucenie jej za drzwi.
 Ty zawsze jeste... no, ju nie powiem.
 A ty masz reisenderowskie gusta, skd takie bydl, gdzie pozna?
 W Ninim ja sobie pokuti niemnoeczko30 z kupcami, to oni mwi w kocu: Chod,
pan Lew, w caf concert! Poszli. Nu, wdka, koniak, szampaskie pili prawie z beczki, a potem
suchali piewu, ona piewaczka  e...
 Zaczekaj, w tej chwili przyjd!  przerwa Moryc, zerwa i podszed do tgiego Niemca,
ktry wszed do restauracji i rozglda si po sali.
 Gut Morgen, panie Mller!
 Morgen! Jak si pan ma, panie...  odpowiedzia niedbale i rozglda si dalej.
 Pan szuka kogo? moe ja bd mg pana objani  nastrcza si natarczywie Moryc.
 Szukam pana Borowiecki, tylko po to wszedem.
 Bdzie zaraz, bo ja wanie czekam na niego. Moe pan pozwoli do stolika. To mj kolega,
Leon Cohn!  rekomendowa.
 Mller!  rzuci z pewn dum i przysiad si.
 Kto by nie wiedzia o tym! kade dziecko w odzi wie takie nazwisko!  mwi prdko
Leon, spiesznie si zapinajc i robic miejsce na kanapie.
23
Mller umiechn si pobaliwie i patrza ku drzwiom, bo wszed Borowiecki w towarzystwie,
ale zobaczywszy go, towarzyszy zostawi przy drzwiach i z kapeluszem w rku
szed do tego krlika bawenianego, po ktrego wejciu przyciszyo si w knajpie i wszyscy
ledzili go z nienawici, zazdroci i dum.
 Prawie czekaem na pana  zacz Mller.  Mam do pana interes.
Skin gow Morycowi i Leonowi, umiechn si do pozostaych, obj rk w pas Borowieckiego
i wyprowadzi z knajpy.
 Telefonowaem do fabryki, ale mi odpowiedziano, e pan dzisiaj wyszed wczeniej.
 auj teraz bardzo  rzek uprzejmie.
 Pisaem nawet do pana, sam pisaem  doda mocniej, z wielk pewnoci, chocia na
pewno wiedziano w miecie, e umia zaledwie si podpisa.
 Nie odebraem listu, bo zupenie nie wstpowaem do mieszkania.
 Pisaem o tym, com ju kiedy wspomina. Ja jestem prosty czowiek, panie von Borowiecki,
to ja powiem raz jeszcze i prosto: dam panu tysic rubli wicej, wstp pan do mojego
interesu.
 Bucholc daby mi dwa tysice wicej, abym tylko zosta  szepn zimno.
 Dam panu trzy, no, dam panu cztery! syszysz pan, cztery tysice rubli wicej, to jest
cae czternacie tysicy rocznie, adny grosz!
 Bardzo panu dzikuj, ale nie mog przyj tak wspaniaej propozycji.
 Zostajesz pan u Bucholca?  zapyta prdko.
 Nie. Powiem otwarcie, dlaczego nie przyjmuj paskiej oferty ani nie zostaj w firmie 
zakadam sam fabryk.
Mller przystan, odsun si nieco, popatrzy i ciszej, z pewnym jakby szacunkiem zapyta:
 Bawena?
 Nie powiem nic prcz tego, e adnej konkurencji panu nie zrobi.
 Mnie jest ganz-pommade31 wszystkie konkurencje  wykrzykn uderzajc si po kieszeni.
 Co mi pan moe zrobi, co mi kto moe zrobi? Kto co zrobi milionom?
Borowiecki nic si nie odezwa, tylko umiechn si, zapatrzony przed siebie.
 Co to bdzie za towar?  zacz Mller, znowu ujmujc go niemieckim obyczajem wp.
Spacerowali tak po asfaltowym, powybijanym chodniku, prowadzcym przez podwrze
hotelowe do gmachu teatralnego, stojcego w gbi, owietlonego wielk latarni elektryczn.
Tumy ludzi szy do teatru.
Powz za powozem zajeda przed hotelow bram i wyrzuca cikich i przewanie opasych mczyzn i bardzo wystrojone kobiety, ktre pootulane szy pod parasolami tym chodnikiem
olizgym od wilgoci, bo chocia deszcz usta ju, ale gsta lepka mga opadaa na ziemi.
 Pan mi si podoba, panie von Borowiecki  mwi Mller nie doczekawszy si odpowiedzi
 tak mi si pan podoba, e jak tylko pan zrobi klap, to zawsze znajdzie pan u mnie
miejsce na jakie par tysicy rubli.
 Teraz daby mi pan wicej?
 No, bo teraz pan jeste dla mnie wicej wart.
 Dzikuj za szczero  umiechn si ironicznie.
 Ale ja pana nie chciaem obrazi, ja mwi tak, jak myl  usprawiedliwia si gorco,
dojrzawszy ten umiech.
24
 Wierz. Skoro zrobi klap raz, to tylko dlatego, eby drugi raz jej nie zrobi.
 Pan jeste gowa, panie von Borowiecki, pan ani si ogromnie podoba. My razem moglibymy
robi dobre interesy.
 C, kiedy musimy je robi osobno  zamia si kaniajc nisko jakim damom przechodzcym.
 adne kobiety te Polki, ale moja Mada te adna.
 Bardzo adna  powiedzia powanie, podnoszc na niego oczy.
 Ja mam myl! ja j panu kiedy indziej powiem  zawoa tajemniczo.  Masz pan miejsce
w teatrze?
 Mam krzeso, przysali mi dwa tygodnie temu.
 Nas tylko troje bdzie w loy.
 S i panie?
 One ju w teatrze, a ja umylnie zostaem, aby si widzie z panem, no i na nic moje
plany. Do widzenia, pan zajrzy do loy?
 Z pewnoci, bdzie to dla mnie bardzo przyjemnym obowizkiem.
Mller znikn w drzwiach teatru, a on powrci do restauracji. Nie zasta ju Moryca, ktry
przez garsona kaza powiedzie, e czeka w teatrze.
W bufecie, gdzie poszed napi si wdki, bo czu si dziwnie zdenerwowanym, nie byo
prawie nikogo prcz Bum-Buma, ktry przysonity gazet drzema w kcie.
 Bum, nie idziesz pan do teatru?
 Te, po co mi to. Bawen oglda, przecie ich znam. Pan idzie?
 A zaraz.
Jako i wyszed, odnalaz swoje miejsce w pierwszym rzdzie obok Moryca i Leona, ktry
zawzicie kania si i lornetowa jakie blondynki, siedzce na pierwszym pitrze.
 Krasawica pierwszy sort ta moja blondynka, patrz, Moryc.
 Znasz j bliej?
 Czy ja j znam bliej? Ha, ha, ha, ja j znam bardzo bliej! Poznaj mnie z Borowieckim.
Moryc ich poznajomi zaraz.
Leon chcia co mwi, ju nawet klepn w kolano Moryca, ale Borowiecki wsta i odwrcony
twarz do sali zapenionej gry do dou najlepsz, na jak tylko byo sta d,
publicznoci, przyglda si uwanie, co chwila kaniajc si to loom, to krzesom niesychanie
dystyngowanym ruchem gowy.
Sta spokojnie pod ogniem lornetek i spojrze, jakie w niego uderzay ze wszystkich stron
teatru, ktry wrza niby ul wieo osadzonym rojem.
Jego wysoka, rozronita, bardzo zgrabna posta rysowaa si wykwintn sylwetk.
Pikna twarz, o bardzo typowym, wydelikaconym rysunku, ozdobiona przelicznymi wsami starannie utrzymywanymi i usta o spodniej wardze silnie wysunitej, i pewna niedbao
w ruchach i spojrzeniach czyniy go typem dentelmena.
Nikt nie mgby by z jego powierzchownoci wykwintnej pozna, e ma przed sob czowieka,
ktry jako chemik fabryczny, jako kolorysta by niezrwnanym w swojej specjalnoci;
 czowieka, o ktrego toczyy si wojny pomidzy fabrykami bawenianymi, aby go zdoby
dla siebie; by takim, ktry w tym dziale fabrykacji robi przewroty.
Szare, z niebieskawym odcieniem oczy, twarz sucha, brwi prawie ciemne, czoo twardo
modelowane  nadaway mu co drapienego.
25
Czu byo w nim siln wol i nieugito.
Patrzy dosy wyniole na teatr zalany wiatem i na t barwn, byszczc brylantami publiczno.
Loe podobne byy do ardinierek32 wybitych winiowym aksamitem, na ktrego tle niby
kwiaty siedziay strojne kobiety, skrzce si drogimi kamieniami.
 Karol, ile moe by dzisiaj milionw w teatrze?  zapyta cicho Moryc.
 Bdzie ze dwiecie  odpowiedzia tak samo, z wolna ogarniajc znane twarze milionerw.
 Tu rzeczywicie pachnie milionami  wtrci Leon wcigajc w siebie powietrze przesycone
zapachem perfum, kwiatw wieych i bota przyniesionego z ulicy.
 Cebul i kartoflami przede wszystkim  szepn pogardliwie Borowiecki i kania si
z bardzo sodkim umiechem do jednej z l parterowych, przy samej scenie, wspaniale piknej
ydwce w czarnej jedwabnej sukni decolte z ktrej wychylay si olniewajce biaoci, przepysznie uformowane ramiona i szyja okrcona w sznur brylantw. Brylanty
poyskiway nad skroniami, w grzebykach upinajcych czarne puszyste wosy, zaczesane
mod cesarstwa  na uszy, w ktrych rwnie skrzyy si brylanty zadziwiajcej wielkoci,
brylanty lniy si u gorsu, w agrafie spinajcej stanik i poyskiway w bransoletkach okrcajcych rce obcignite w czarne rkawiczki. Wielkie, podune oczy fiokowe, niby najwspanialsze
szafiry, paliy si ostro. Twarz miaa o gorcym tonie lekko oliwkowym, przesyconym
nieco karminem krwi, czoo niskie, brwi silnie zarysowane, nos prosty i cienki i dosy due
pene usta.
Spogldaa z pewnym uporem na Borowieckiego, nie zwaajc, e j lornetowano ze
wszystkich l, czasami rzucaa nieznaczne spojrzenia na siedzcego troch w gbi loy
ma, starca o wybitnie semickim typie, ktry z opuszczon gow na piersi siedzia zatopiony
w rozmylaniach, chwilami budzi si, rzuca przenikliwe spojrzenia spod zotych okularw
na sal, obciga na wydatnym brzuchu kamizelk i szepta onie:
 Lucy, czemu si ty tak wystawiasz?
Udawaa, e nie syszy, i przegldaa dalej loe i krzesa zapchane publicznoci o typach
przewanie semickich i germaskich albo patrzya w Borowieckiego, ktry chwilami odczuwa te spojrzenia, bo si odwraca do niej twarz, ale sta zimny na pozr i obojtny.
 adny kawaek kobiety z tej Zukerowej  szepn Leon do Borowieckiego, bo chcia
zacz rozmow, aby si dowiedzie bliszych szczegw o swojej agenturze.
 Uwaasz pan?...  odpowiedzia chodno tamten.
 Ja bo widz. Patrz pan, jej biust, ja to najlepiej lubi w kobiecie, a ona ma biust frontowy,
jak aksamit, ha, ha, ha.
 Z czego si miejesz?  pyta ciekawie Moryc.
 Zrobiem pyszny witz  i powtarza go Morycowi ze miechem.
Umilkli, bo kurtyna si podniosa, wszystkie oczy utony w scenie, tylko Zukerowa zza
wachlarza patrzya w Karola, ktry zdawa si tego nie spostrzega, co j tak widocznie irytowao, e po kilka razy skadaa wachlarz i uderzaa nim w parapet jakby od niechcenia.
Umiecha si nieznacznie, rzuca na ni krtkie spojrzenia i patrzy dalej z uwag wielk
na scen, gdzie amatorzy i amatorki parodiowali prawdziwych aktorw i sztuk.
Byo to bowiem przedstawienie na cel dobroczynny, zoone z dwch komedyjek, piewu
solowego, gry na skrzypcach i fortepianie i ywych obrazw na zakoczenie.
26
W antrakcie Borowiecki wsta, aby i do loy Mllerw, zatrzyma go Cohn.
 Panie Borowiecki, ja chciaem z panem pomwi.
 Moe po teatrze, bo jak pan widzi, teraz nie mam czasu  szepn i poszed.
 On jest wielki pan, teraz nie ma czasu.
 Ma racj, tutaj wcale nie miejsce do interesw.
 Moryc, ty zgupia do reszty, co ty wygadujesz, dla interesw jest wszdzie miejsce,
tylko ten von Borowiecki to wielki ksi od Bucholca i Spki, wielka osoba!
Borowiecki tymczasem wszed do loy Mllerw, stary wyszed, aby mu zrobi miejsce,
bo ju tam na czwartego siedzia jaki niski, gruby Niemiec.
Przywita si z matk drzemic w gbi loy i z crk, ktra podniosa si niemal na jego
wejcie.
 Strch.
 Borowiecki.
Skrzyoway si nazwiska i donie.
Karol usiad.
 Jak si pani bawi?  zapyta, aby co powiedzie.
 Doskonale, wybornie!  wykrzykna i jej okrga rowa twarz, podobna do modej
rzodkiewki wieo obmytej, rozbysa silniejszymi rumiecami, co tym mocniej odbijay przy
jasnozielonej sukni.
Podniosa chusteczk do twarzy, aby przysoni rumiece, bo si ich wstydzia.
Matka zarzucia jej na ramiona wspaniay koronkowy szal, bo przecig od drzwi otwartych
przewiewa po teatrze, i drzemaa dalej.
 A pan?  zapytaa po chwili, podnoszc na niego niebieskie, zupenie porcelanowe oczy,
o jasnych zotawych obrzeach rzs, i w tej chwili z rozchylonymi nieco, bladymi ustami
dziecka, z twarzyczk podniesion podobn bya do wieo upieczonej buki.
 Powiem to samo: wybornie, doskonale, albo: doskonale, wybornie.
 Dobrze graj, prawda?
 Tak, po amatorsku. Mylaem, e pani wemie udzia w przedstawieniu.
 Ja bardzo pragnam, ale kiedy mnie nikt nie zaprosi  mwia szczerze, z wielk przykroci.
 Projekt ten istnia, ale nie miano odwagi, bano si odmowy, zreszt, do domu pastwa
wstp tak trudny jakby na dwr krlewski.
 Ja, ja to samo mwi pannie Mada  wtrci Strch.
 To pan winien, przecie pan bywa u nas, trzeba byo mi powiedzie.
 Nie miaem czasu i zapomniaem  tumaczy si prosto.
Zapanowao milczenie.
Strch odkasywa, nachyla si ju, aby zacz rozmow, ale i cofa si widzc, e Borowiecki
znudzonym wzrokiem wczy po teatrze, a Mada bya jaka pomieszana, bo chciaa
duo mwi, a teraz, gdy ten Borowiecki siedzi obok niej, gdy loe ze specjalnym zainteresowaniem
lornetuj ich, nie wie, co mwi, wreszcie zacza.
 Pan bdzie w naszej firmie?
 Niestety, musiaem ojcu pani odmwi.
 A papa tak liczy na pana.
 Ja sam bardzo auj.
27
 Mylaam, e we czwartek pan u nas bdzie, bo mam pewn prob.
 Mog j zaraz wysucha?
Pochyli gow ku niej i spoglda do loy Zukerw.
Lucy wachlowaa si gwatownie i widocznie poza wachlarzem kcia si z mem, ktry
raz po raz obciga kamizelk na brzuchu i wyprostowywa si na krzele.
 Chciaam prosi, aby mi pan wskaza niektre polskie ksiki do czytania. Mwiam to
ju papie, ale powiedzia mi, e jestem gupia i powinnam si zaj domem i gospodarstwem.
 Ja, ja, fater tak powiedziala  szepn znowu Strch cofajc si nieco w ty z krzesem,
bo go Borowiecki uderzy oczami.
 Dlaczego pani chce tego; po co to pani?  zapyta dosy twardo.
 A bo chc  odpara rezolutnie  chc i prosz o informacj.
 Brat musi mie przecie w tym nowym paacyku i bibliotek.
Zamiaa si bardzo serdecznie i bardzo cichutko.
 Co pani widzi miesznego w moim przypuszczeniu?
 Ale, bo Wilhelm tak nie lubi ksiek, e kiedy pogniewa si na mnie i gdy byam
z mam w miecie, spali mi wszystkie moje ksiki.
 Ja, ja, Wilhelm nie lubi ksiek, on jest dobry bursz33.
Borowiecki popatrzy zimno na Strcha i rzek:
 Dobrze, przyl pani jutro spis tytuw.
 A jelibym ja pragna mie ten spis zaraz, natychmiast?
 To natychmiast mog kilka tytuw napisa, a reszt jutro.
 Pan jest dobry chopak  powiedziaa wesoo, ale ujrzawszy, e usta mu drgny umiechem
ironii, rozczerwienia si jak piwonia.
Napisa na bilecie wizytowym, opatrzonym w herby, poegna si i wyszed.
W korytarzu spotka si ze starym Szaj Mendelsohnem, prawdziwym krlem bawenianym,
ktrego nazywano krtko  Szaja.
By to wysoki, chudy yd, o wielkiej biaej, icie patriarchalnej brodzie, ubrany w dugi,
zwyky chaat, ktry mu si tuk po pitach.
Szaja zawsze bywa tam, gdzie przypuszcza, i bdzie Bucholc, jego najwikszy wspzawodnik w krlestwie bawenianym, najwikszy fabrykant dzki i do tego osobisty nieprzyjaciel.
Zagrodzi drog Borowieckiemu, ktry, uchylajc kapelusza, chcia przej dalej.
 Witam pana. Nie ma dzisiaj Hermana, dlaczego?  zapyta ohydn polszczyzn.
 Nie wiem  odpar krtko, bo nie cierpia Szai, jak go nie cierpiaa caa nieydowska d.
 egnam pana  rzuci sucho i pogardliwie Szaja.
Borowiecki nic nie odpowiedzia i poszed na pierwsze pitro, do jednej z l, w ktrej
by cay bukiet kobiet, pomidzy nimi zasta Moryca i Horna.
W loy byo nadzwyczaj wesoo i bardzo ciasno.
 Nasza maa licznie gra, prawda, panie Borowiecki?
 Tak, i bardzo auj, e nie zaopatrzyem si w bukiet.
 My go mamy, podadz jej po drugiej sztuce.
 e jest ciasno beze mnie i wesoo beze mnie, e panie maj ju asyst  wychodz.
 Zosta pan z nami, bdzie jeszcze weselej  prosia go jedna z kobiet, w liliowej sukni,
z liliow twarz i z liliowymi oczami.
28
 Weselej to pewnie nie, ale e cianiej, to z pewnoci  zawoa Moryc.
 To wyjd, bdzie zaraz wicej miejsca.
 ebym mg i do loy Mllerw, to bym wyszed.
 Mog ci to uatwi.
 Ja wychodz i zaraz zrobi si wicej miejsca  zawoa Horn, ale pochwyciwszy proszce spojrzenie modej dziewczyny, siedzcej na froncie loy, pozosta.
 Wie pani, panno Mario, ile si taksuje panna Mller? Pidziesit tysicy rubli rocznie!
 Mocna panna! Ja bym si puci na ten interes  szepn Moryc.
 Przysu si pan bliej, to co opowiem  szepna liliowa i pochylia nisko gow, tak
e jej ciemne, puszyste wosy dotykay skroni nachylonego do niej Borowieckiego. Zasonia
si wachlarzem i szeptaa mu dugo do ucha.
 Nie spiskujcie!  zawoaa najstarsza w loy, zupenie w stylu barocco, pikna, czterdziestokilkuletnia
kobieta, o cerze olniewajcej, siwych zupenie wosach nadzwyczaj obfitych, czarnych
oczach i brwiach i o majestatycznej, imponujcej postaci, ktra przewodniczya caej loy.
 Pani Stefania opowiadaa mi ciekawe szczegy o tej nowej baronowej.
 No, nie powtrzyaby tego przy wszystkich  szepna barokowa.
 Panna Mada Mller raczy nas lornetowa, o!
 Wyglda dzisiaj jak moda, tuciutka, oskubana, z pirek g, okrcona w na pietruszki.
 Pani Stefania udaje dzisiaj zoliw  szepn Horn.
 Albo tamta, Szajwna, cay magazyn jubilerski ma na sobie.
 Przecie sta j nawet na dwa sklepy jubilerskie  wtrci Moryc, wpakowa binokle na
nos i patrzy na d, w lo Mendelsohnw, gdzie siedziaa z ojcem jego najmodsza crka,
ubrana z niesychanym przepychem, z jak drug pann.
 Ktra kulawa?
 Ra, ta po lewej stronie, ruda.
 Wczoraj bya u mnie w sklepie, przerzucia wszystko, nic nie kupia i posza, ale mia-am czas si jej przyjrze, jest zupenie brzydka  mwia pani Stefania.
 Ona jest przeliczn, ona jest anio, co to anio, ona jest cztery albo pitnacie aniow 
wykrzykiwa Moryc przedrzeniajc starego Szaj.
 Do widzenia paniom, chod, Moryc, pan Horn zostanie przy paniach.
 Moe panowie przyjd do nas na herbat po teatrze?  prosia wszystkich liliowa, patrzc na Borowieckiego.
 Dzikuj bardzo, ale przyjd jutro, dzisiaj nie mog.
 Czy jeste pan zamwiony do Mllerw?  szepna troch cierpko.
 Do Grand Hotelu. Dzisiaj sobota, przyjeda Kurowski, jak zwykle, a ja mam z nim do
obgadania niesychanie wane rzeczy.
 To zaatw si pan z nim w teatrze, musi przecie by.
 On przecie nie bywa w teatrze, nie zna go pani?
Ukoni si i wyszed, przeprowadzany dziwnym spojrzeniem pani Stefanii.
Akt dosy dawno si ju cign, wic przesuwa si do swojego miejsca i siad, ale nie
sucha, bo naokoo szeptano co nader tajemniczo.
Zdziwi wszystkich fakt, e w czasie sztuki wywoano z loy Knolla, zicia Bucholca, ktry
siedzia samotnie w loy na wprost Zukerw, a potem, e wynis si z teatru cichaczem
Grosglik, najwikszy bankier dzki.
29
Przynieli mu depesz, z ktr polecia do Szai.
Szczegy te, podawane sobie szeptem, obleciay niby byskawica teatr wzbudziy jaki
ciemny, niewytumaczony niepokj w przedstawicielach rnych firm.
 Co si stao?  zapytywano, nie znajdujc odpowiedzi na razie.
Kobiety suchay sztuki, ale wikszo mczyzn z parteru i z l przypatrywaa si z niepokojem
krlom i krlikom dzkim.
Mendelsohn siedzia zgarbiony, z okularami na czole, gadzi chwilami brod wspaniaym
ruchem i szczerze zdawa si by pochonity przedstawieniem.
Knoll, wszechpotny Knoll, zi i nastpca Bucholca, take sucha z uwag.
Mller istotnie musia nie wiedzie o niczym, bo mia si na cae gardo z dowcipw
mwionych na scenie, mia si tak szczerze, e chwilami Mada szeptaa cicho:
 Papo, tak nie mona.
 Zapaciem, to si bawi  rzuca jej w odpowiedzi i istotnie bawi si zupenie.
Zuker znikn, w loy siedziaa samotnie Lucy i znowu patrzya na Borowieckiego.
Mniejsi potentaci i przedstawiciele takich firm, jak: Ende-Griszpan, Wolkman, Bauvecel,
Fitze, Bibersztein, Pinczowski, Prusak, Stojowsky, krcili si na swoich miejscach coraz niespokojniej,
szepty przelatyway z koca w koniec teatru, co chwila kto si wysuwa i nie
powraca.
Oczy baday naokoo, na ustach tkwiy zapytania, niepokj wszystkimi owada coraz silniejszy.
A nikt nie umia sobie wytumaczy dlaczego, chocia wszyscy byli pewni, e si co sta-o wanego.
Z wolna to zdenerwowanie udzielao si tym nawet, ktrzy nie obawiali si adnych zych
wieci.
Wszyscy poczuli to drenie dzkiego gruntu, tak czsto w ostatnich czasach nawiedzanego
kataklizmem.
Tylko gra, tanie miejsca, nic nie odczuwaa, bawia si wci wybornie, wybuchaa miechem,
bia oklaski, woaa brawo.
miech jakby fal bucha z drugiego pitra i rozpryskiwa si kaskad dwikw na parter
i na loe, na te wszystkie gowy i dusze tak nagle zaniepokojone, na te miliony, rozparte na
aksamicie, ubrylantowane, pyszne sw wadz i wielkoci.
Ze wszystkich l tylko loa znajomych Borowieckiego pa braa udzia w zabawie i bawia si doskonale.
Potworzyy si pewne rafy na tym ruchomym morzu, ktre siedziay spokojnie, wpatrzone
w scen: byy to rodziny przewanie polskie, ktrych nic nie mogo zaniepokoi, bo nic nie
miay do stracenia.
 To bawena  szepn Leon do Borowieckiego.  Patrz pan, wena i inni siedz prawie
spokojnie, s tylko ciekawi. Ja si na tym znam.
 Frumkin w Biaymstoku, Lichaczew w Rostowie, Apasow w Odessie  klapa!  szepn
Moryc, ktry skdci dowiedzia si tego.
Wszyscy trzej byli to kupcy en gros34, jedni z najwikszych odbiorcw dzkich.
 Na ile d zaangaowana?  pyta Borowiecki.
Moryc znowu wyszed i powrci po kilku minutach, by znacznie bledszy, usta mia skrzywione,
oczy wieciy dziwnie; nie mg ze wzruszenia trafi z binoklami na nos.
30
 Jest jeszcze jeden: Rogopuo w Odessie. Murowane firmy, same murowane!
 Wysoko le?
 d traci ze dwa miliony!  szepn bardzo powanie i usiowa woy binokle.
 Nie moe by  wykrzykn prawie gono Borowiecki, zrywajc si z miejsca, a publiczno
siedzca za nim zacza stuka i syka, eby nie zasania sceny sob.
 Kto ci powiedzia?
 Landau, a jak Landau mwi, to Landau wie.
 Kto traci?
 Wszyscy po trochu, a Kessler, Bucholc, Mller  najwicej.
 Ale eby ich nie podeprze, pozwoli na tak klap.
 Rogopuo uciek, Lichaczew umar, zapi si z rozpaczy.
 A Frumkin i Apasow?
 Nic nie wiem, mwiem tyle, co byo w depeszy.
Ju teraz te wszystkie wieci rozlay si po teatrze, wszyscy wiedzieli o klsce.
Co chwila wida byo, jak ta wiadomo niby bomba wybucha w innej stronie teatru.
Twarze si podnosiy w gr, oczy byskay, sowa jakie ostre dwiczay w powietrzu,
krzesa si podnosiy z trzaskiem, wybiegali z popiechem do telegrafu i telefonw.
Teatr bardzo opustosza.
Borowiecki czu si take zdenerwowanym t wieci, sam nic nie traci, ale tracili wszyscy
naokoo niego.
 Wy nic nie tracicie?  zapyta si Maksa Bauma, ktry znalazszy miejsce wolne, przysiad si bliej niego.
 My nie mamy nic do stracenia prcz honoru, a przecie tym towarem w odzi si nie
operuje  odpowiedzia drwico.
 adnie d trzeszczy.
 Nastanie ciepy sezon.
 Tak, tak. Stra ogniowa bdzie mie robot.
 Zrobi si cieplej, to prdzej wiosna bdzie.
 Warto by, wgle takie drogie.
 Pan si mieje zdrw, bo to pana nic nie kosztuje taka zabawa.
 Bywao tak, bywao. Poowa skrci kark, a druga poowa zarobi.
 Kto najlepiej ley?
 Bucholc, Kessler, Mller.
 Tym si nigdy nic nie stanie, co im kto zrobi.
 Niech ich wszystkich diabli wezm, co mi to szkodzi, co ja na tym zarobi, e oni maj
albo nie maj.
Tak si krzyoway uwagi, zapytania, cyfry, spojrzenia prawie wesoe i zadowolone z ruiny
innych, przypuszczenia i drwiny.
 Meyer podobno na cae sto tysicy rubli zaangaowany?
 To mu dobrze zrobi na brzuch, sprzeda konie, bdzie chodzi pieszo i zaraz schudnie,
nie bdzie potrzebowa ju jedzi do Marienbadu.
 Bd tanio do sprzedania rne familijne brylanty.
 Wolkmana moe to dobi, on ju szed na p pary.
 Moesz, Robert, teraz poprosi o rk jego crki, ju ci nie wyrzuc za drzwi.
31
 Niech jeszcze poczeka.
Tak wrza parter, tum.
Krlowie siedzieli spokojnie.
Szaja nie spuszcza oczw ze piewaczki i jak skoczya, pierwszy zacz bi brawo, a potem
szepta po cichu z R i nieznacznie, gadzc brod, wskazywa na Knolla, ktry opartyokciami o parapet loy, skin gow na Borowieckiego.
Karol zaraz w pierwszym antrakcie zjawi si u niego.
 Syszae pan?
 Syszaem  i zacz wylicza firmy.
 Gupstwo.
 Gupstwo, dwa miliony rubli na sam d?
 Nie my tracimy; przed chwil by Bauer i mwi, e jakie kilkanacie tysicy.
 W teatrze mwi, e p miliona.
 To Szaja tak rozpuszcza pogosk, bo on tyle traci. Gupi yd.
 W kadym razie odbije si to na odzi porzdnie, firmy bd lecie jak muchy.
 Niech zdechn wszyscy, co to nam szkodzi  szepta zimno i przyglda si swoim rkom
starannie utrzymanym, i goni bezwiednie przymruonymi oczyma za poyskiem brylantw
osadzonych w piercionku lewej rki.
 Ja do pana mwi nie jak do naszego czowieka, a jak do przyjaciela. Pan wie, kto musi
pa z powodu tego krachu?
 Na pewno nie wymieniaj nikogo prawie.
 Mniejsza z tym, zawsze padnie dosy, a ilu, to zobaczymy jutro, bdzie wesoa niedziela.
 Prawdziwe nieszczcie.
Dla naszej firmy nie, bo pomyl pan, kto pada  bawena. Kto pozostaje  my, Szaja i paru
innych. Ta parszywa, ydowska, tandetna konkurencja zdecha w poowie albo zaraz zdechnie,
struli si sami. Na jaki czas bdzie nam luniej. Bdziemy robili par nowych gatunkw,
ktre oni robili, no i bdziemy o tyle wicej sprzedawali. Ale to jest bagatelka, krc
karki, niech krc; pal si, niech si pal; oszukuj, niech oszukuj; my zawsze zostaniemy.
To zreszt mao wane rzeczy; a s znacznie waniejsze, zobaczysz pan niedugo, e poowa
fabryk bawenianych stanie, niedugo, niedugo.
Borowiecki patrzy si na niego i sucha z pewn niecierpliwoci, nie lubi Knolla i jego
dumy szalonej, pyncej z poczucia swoich milionw.
By najwikszym po teciu dorobkiewiczem, w tym wiecie dorobkiewiczw najwyksztaceszym, dobrze wychowanym, przyjemnym w obcowaniu, ale i najbardziej nieubaganym,
i najbardziej wyzyskujcym prac ludzi i wpywy, jakie mia wszdzie.
 Przyjd pan jutro do nas na obiad, prosz pana w ojca imieniu. A teraz bdzie panaskaw zobaczy, ktra godzina, ja tego nie mog zrobi, aby nie mylano, e mi si gdzie
pieszy.
 Za kilka minut jedenasta.
 O ktrej odchodzi kurierski do Warszawy?
 Wp do pierwszej.
 Mam jeszcze czas. Musz panu powiedzie, dlaczego dla mnie te wiadomoci o bankructwach,
o tym, e d traci dwa miliony, s mao wane; przyszy bowiem wiadomoci
znacznie waniejsze...  urwa nagle.  Ja mwi do szlachcica?
32
 Zdaje mi si, ale nie rozumiem zwizku...
 Zaraz pan zrozumiesz. Pan jest naszym przyjacielem, my panu nigdy nie zapomnimy
tego, e pan podnis nasz drukarni.
 Widzi pan, przed godzin donieli depesz z Petersburga o bardzo wanej sprawie,
o tym, e... e ja musz tam jecha zaraz, ale w zupenej tajemnicy.
Dokoczy spiesznie i nie powiedzia tego, co chcia powiedzie, powstrzyma go wzrok
Borowieckiego, zimny i podejrzliwy, ktry go przewierca tak na wskro, e Knoll poruszy
si niespokojnie, poprawi szpilk w krawacie i popatrzy na lo naprzeciwko.
 Ta Zukerowa to liczna kobieta.
 I ma adne brylanty.
 Wic pan jutro przyjdzie do starego?
 Ale z pewnoci.
 Ma on tam jaki specjalny interes. Pan ju wychodzi, to poprosz o jedno, moe pan
zechce powiedzie mojemu stangretowi, eby czeka na mnie na Przejazd. No, do widzenia,
za kilka dni bd. Wic tajemnica, panie Borowiecki.
 Najzupeniejsza.
Borowiecki wyszed z uczuciem zawodu. Czu, e Knoll nie powiedzia mu wszystkiego.
 Co to za wiadomo? po co on jedzie? dlaczego mi nie powiedzia?  myla, ale na
prno gubi si w domysach i przypuszczeniach.
Nie czeka zapadnicia kurtyny i wyszed, ale ju z ulicy powrci do teatru i poszed do
loy Zukerowej.
 Mylaam, e pan o mnie zapomnia  powiedziaa z wyrzutem, utkwiwszy w nim swoje
ogromne, cudne oczy.
 Czy to moebne?
 Dla pana jest wszystko moebnym.
 Potpia mnie pani na wiar przyjaci i nieprzyjaci.
 Co mnie to obchodzi, widziaam tylko, e pan wyszed.
 Ale powrciem, musiaem powrci  szepn ciszej.
 Do teatru, zapomnia pan czego.
 Do pani.
 Tak?!  szepna dugo i oczy jej zamigotay blaskiem radoci.  Pan tak do mnie nigdy
nie mwi.
 Ale dawno tego pragnem.
Ogarna spojrzeniem caujcym jego twarz, a poczu co jakby powiew ciepy na ustach.
 Pan mwi o mnie tam w krzesach z panem Weltem, czuam to.
 Mwilimy o pani brylantach.
 Prawda, e tak piknych adna nie ma w odzi?
 Prcz Knollowej i baronowej  powiedzia zoliwie, umiechajc si.
 I o czym jeszcze mwilicie?
 O pani piknoci!
 Pan ze mnie artuje.
 Nie mog artowa z tego, co kocham  powiedzia przytumionym gosem, ujmujc
zwieszon rk, wyrwaa mu j szybko i patrzya rozszerzonymi oczami, ogldajc si doko-a, jakby te sowa powiedziano na sali.
33
 egnam pani  mwi powstajc, by zy na siebie, czu, e popeni gupstwo, e jej to
tak prosto bez przygotowa wielkich powiedzia, ale dziaaa na niego narkotycznie.
 Wyjdziemy razem, zaraz  powiedziaa prdko, pozbieraa szal, cukierki z pudekiem,
wachlarz i wysza.
Ubieraa si w milczeniu.
Borowiecki nie wiedzia, co mwi, patrzy tylko na ni, na jej oczy zmieniajce co chwila
wyraz, na cudnie zarysowane ramiona, na usta, ktre ustawicznie oblizywaa, na wspania,
doskonale rozwinit figur.
Gdy woya kapelusz, poda jej rotund35. Pochylia si nieco ty, aby j wzi na ramiona,
i w tym ruchu dotkna wosami jego ust, odsun si nieco w ty, jakby sparzony, a ona
nie znajdujc oparcia, upada mu plecami na piersi.
Pochwyci j szybko w ramiona i wpi si ustami w jej kark, ktry si napry i skurczy
pod poerajcym pocaunkiem.
Krzykna cicho i wpara si w niego ca si na mgnienie, a si zachwia pod jej ciarem.
Wyrwaa mu si szybko z obj.
Bya blad jak marmur, dyszaa ciko, a spod przymknitych powiek buchay pomienie.
 Odprowadzi mnie pan do powozu  powiedziaa, nie patrzc na niego.
 Chociaby na koniec wiata.
 Zapnij mi pan rkawiczki.
Zapina, ale nie mg znale ani dziurek, ani guziczkw, tak jak nie mg znale jej spojrzenia,
bo nie patrzya na niego; opara si jednym ramieniem o cian, odwrcia nieco gow
i tak staa z rk w jego rku, z dziwnym umiechem na ustach, ktre promienioway
karminem; czasem wstrzsa ni dreszcz, wtedy silniej przycisna si do ciany i jaki cie
jakby przeraenia migota po jej twarzy i tai si w ktach ust.
 Chodmy  szepn, skoczywszy zapinanie.
Doprowadzi j do powozu, wsadzi, a ujmujc jej rk i caujc gorco, szepn:
 Niech mi pani przebaczy, bagam na wszystko.
Nic nie odpowiedziaa, tylko tak silnie pocigna go do wntrza, e wskoczy bez namysu, zatrzaskujc drzwi za sob.
Konie ruszyy z kopyta.
Borowiecki czu si zdenerwowanym do najwyszego stopnia tym, co si stao. Nie mia
jeszcze czasu zda sobie sprawy dokadnie, nie umia zreszt teraz, w tej chwili, myle, wiedzia tylko, e ona jest przy nim, siedziaa wcinita w kt powozu, daleko od niego. Sysza
jej nierwny, szybki oddech, a chwilami w wietle latarni ulicznych byskaa mu jej twarz
i oczy ogromne, wpatrzone w jak prni.
Chcia zapanowa nad sob, chcia ju zastuka na stangreta, szuka ju bezwiednie antaby,
aby drzwi otworzy i wprost uciec, ale nie mia si ju ani woli.
 Pani mi przebaczy to, co si stao?  zacz wolno i szuka jej rk, schowaa je gboko
pod rotund.
Nie odpowiedziaa nic, obcisna si szczelnie w rotund, jakby chcc zamkn w sobie,
przytrzyma t szalon ch rzucenia mu si w ramiona.
 Pani mi przebaczy  powtrzy ciszej, przysuwajc si do niej.
Dra cay, nie mg wicej mwi i nie otrzymujc odpowiedzi, szepn bardzo cicho
i bardzo gboko:
34
 Lucy! Lucy!
Wstrzsna si, pucia rotund, ktra zsuwaa si z jej ramion, i z jakim gbokim, przejmujcym okrzykiem rzucia mu si na piersi.
 Kocham ci, kocham!  szeptaa obejmujc go namitnie.
Usta si ich zbiegy w dugim, miertelnie mocnym pocaunku.
 Kocham ci, kocham  powtarzaa z luboci ten dwik sodki, caujc jego twarz z porywajc si.
Czua gd pocaunkw, pieszczot i mioci tak dawno, wic teraz, kiedy si ju tak stao,
nie mylaa o niczym, nie pamitaa na nic, tylko caowaa.
 Nie, nie mw teraz nic, nie mw. Chc mwi sama, chc woa wci. Kocham ci!
Mog to powtarza wobec caego wiata, wszystko mi ju jedno. Ja wiem, e ci inne kochaj, wiem, ze masz narzeczon, ale co mnie to obchodzi! Kocham ci! Kocham nie dlatego,
eby i ty mnie kocha, ebym chciaa przez to szczcia, nie dlatego  ja ci kocham,
kocham i nic wicej. Potrzebowaam kocha, jak kady czowiek potrzebuje mioci. Pan jeste
dla mnie wszystkim. Chcesz, uklkn przed tob i bd ci to mwi tak dugo, tak szczerze,
a uwierzysz i sam kocha mnie zaczniesz. Ju nie mog udawa, ju nie mog y bez
ciebie i bez mioci. Kocham ci, mj jedyny, mj panie.
Mwia bezadnie, prdko, nieprzytomnie. Okrya si w rotund, to znowu j opuszczaa,
odsuwaa si od niego, to bez sw, promieniejca, obejmowaa go, cisna si do niego, ca-owaa.
Borowiecki porwany tym szalonym wybuchem namitnoci, oczarowany mioci tak
wielk i tak ognist, gosem, co go przenika ogniem, i pocaunkami, ktre go onieprzytomniay prawie, da si unie temperamentowi swojemu i szala jak i ona.
Oddawa jej tak pocaunki, e mu chwilami zwisaa na rkach jak martwa.
 Kocham ci, Lucy, kocham!  powtarza, nie wiedzc sam, co mwi.
 Nie mw nic, cauj mnie!  woaa w najwyszym uniesieniu.
Gos jej rwa si i wybucha burz, to znowu ka jakby ca mioci Wschodu, jakby ca
ognist pie nad pieniami wypiewywa.
 Ja tak marzyam o tej chwili, tyle miesicy pragnam ci, tyle lat czekaam na to, tyle
cierpiaam przez to. Cauj mnie! mocniej... mocniej... mocniej... A! teraz umarabym chtnie
 wykrzykna dziko.
Powz toczy si wolno po jednej ze strasznie botnistych i nie brukowanych ulic, gdzie
nie byo nawet latar, tylko powozowe wiata rozkray zoty blask na ruchom, pynn,
a gbok warstw bota, rozpryskujc si a na szyby.
Nikt nie przechodzi ani nie przejeda t ulic, obwiedzion z obu stron wysokimi parkanami,
spoza ktrych wznosiy si sterty drzewa budulcowego uoone w wielkie czworoboki
albo wystrzela komin fabryczki jakiej, ktrych w tej stronie miasta byo dosy.
Wielkie psy, pilnujce skadw, szczekay ponuro na powz i sycha byo, jak si rzucay
na bramy i drapay pazurami deski z wciekoci, nie mogc si wydoby na ulic.
Nie wiedzieli nic i nic nie syszeli, zatopieni w fali tej mioci nagej i olepiajcej, jaka
ich porwaa.
 Lucy!
 Pocauj mnie.
 Kochasz?
35
 Pocauj mnie.
Rway si im tylko takie sowa z piersi przepenionych poerajcym ogniem.
 We mnie, Karl, we mnie ca i na zawsze.
Nie wiedzieli nawet, kiedy stanli na miejscu.
Zajechali przed paacyk Zukerw, stojcy w okolicy miejskiego lasku.
 Chod do mnie  szepna trzymajc go silnie za rk.
Bezwiednie, z przyzwyczajenia, wsun drug rk do kieszeni, gdzie mia rewolwer.
 Niech August zaczeka na pana  zawoaa grzmico do stangreta.
 Chod, nie ma nikogo, on  mwia z naciskiem  pojecha. Nikogo prcz suby nie
ma w domu.
Pucia jego rk, bo suba otwieraa drzwi.
 Zapali wiato w saloniku wschodnim. Podawa zaraz herbat.
Rzucia mu si na szyj, skoro lokaj oddali si, ucaowaa go namitnie i popchna w jaki
korytarzyk wysany dywanem i wybity czerwono.
 Zaraz przyjd, kocham ci!  zawoaa za nim i znikna.
Rozebra si wolno, rewolwer przeoy do kieszeni surduta i wszed w jakie drzwi, ktre
si przed nim otworzyy, do sabo owietlonego saloniku.
Biay dywan ze skr baranw, nadzwyczaj puszysty, tumi zupenie kroki.
 Ale to zupenie romantyczna awantura!  szepn, padajc na jaki zydel perski bez
porczy, inkrustowany w hebanie zotem i srebrem, bo czu si strasznie znuonym.
 Ciekawa kobieta, ciekawa scena  myla i zacz si rozglda po pokoju.
Buduar by urzdzony z takim przepychem, e nawet w miecie penym najwspanialszych
mieszka, takim jak d, mg jeszcze wyrwa okrzyk zdziwienia.
ciany byy obcignite w ty, o gorcym tonie jedwab, po ktrym rozrzucone bardzo
artystycznie gazie bzw czerwonofioletowych, nakadanych grubym haftem.
Przez ca dugo jednej ciany staa wielka i szeroka sofa pod baldachimem tym
w zielone pasy, udrapowanym w formie namiotu i podtrzymywanym przez zote halabardy.
U szczytu, pod namiotem, lampa ze szkie tych, rubinowych i zielonych rozrzucaa
dziwnie omdlewajce wiato.
 Handeesy36  szepn z jak zawistn nieomal pogard, zirytowany tym przepychem,
ale pomimo to rozglda si ciekawie: dziwaczne, kosztowne sprzty o formach wschodniojaposkich
byy bezadnie nagromadzone i stosunkowo do wielkoci pokoju w nadmiernej
iloci.
Stosy poduszek jedwabnych o jaskrawych barwach chiskich leay porozrzucane po sofie
i biaym dywanie i odcinay si ostrymi plamami jakby farb porozlewanych.
Zapach ambry i violettes de Perse, pomieszany z rami, rozwczy si po pokoju,
Na jednej ze cian byszczaa masa broni wschodnich, bardzo kosztownych, uoona dookoa wielkiej, okrgej tarczy saraceskiej, stalowej, nabijanej zotem i tak wypolerowanej,
e w tym wietle przymionym skrzya si i promieniowaa zotymi ozdobami i rzdami rubinw,
i bladych ametystw, jakimi obrzee jej byo wysadzone.
W jednym rogu, na tle olbrzymiego wachlarza z pawich pir, sta cay wyzocony posek
Buddy, z podwinitymi nogami, w postawie kontemplacyjnej.
W drugim rogu staa wielka ardinierka japoska z brzu, podtrzymywana przez zote
smoki, pena kwitncych, biaych jak nieg azalij.
36
 Pociejw37 milionerski  myla znowu Borowiecki, ktry posiada nadzwyczaj wyrobiony
smak artystyczny i poczucie pikna, rozwinite jeszcze do stopnia doskonaoci specjalnymi
studiami nad harmoni barw.
 Janie pani prosi pana dyrektora  szepn z ukonem stary wygolony lokaj odsaniajc
cik portier z tego aksamitu, pokryt malowanymi chryzantemami.
 A, Jzef jest tutaj?  zapyta Borowiecki idc, bo zna go z innego domu.
 Puciem w licytacj tamtych ydw  szepn cicho, zginajc si przed nim.
Karol umiechn si tylko i poszed do jadalnego.
Lucy nie byo jeszcze.
Usysza tylko przytumiony murami krzykliwy jaki gos z dalszych pokojw.
 Co to?  zapyta bezwiednie Borowiecki nasuchujc.
 Janie pani rozmawia z pokojwk  objania Jzef, ale z takim zimno-pogardliwym
wyrazem twarzy, e Borowiecki zwrci na to uwag i o nic ju nie pyta wicej.
Lokaj wyszed, a on rzuci po jadalni oczami: bya umeblowana z banalnym dzkim przepychem;
boazerie z dbu do poowy cian, kredensy w bretoskim stylu z ciemnego orzecha,
z mas sreber i porcelany na pkach, staroniemieckie dbowe i wspaniale rzebione zydle
dokoa olbrzymiego stou, owietlonego yrandolem w formie bukietu tulipanw, w ktrym
janiaa elektryczno.
Cz jedna stou bya przygotowan do herbaty.
Usiad, bo go zaczo niecierpliwi oczekiwanie, i zobaczy, e przy stole na ziemi ley
jaki papier, podnis go, aby pooy, i prawie machinalnie rzuci na niego okiem.
By to telegram, pisany kluczem, firmy Bucholca, ktry si uywa w razach nadzwyczajnej
wanoci.
Borowiecki zna ten klucz i zdziwi si niepomiernie.
 Co tu robi ten telegram?
Odwrci blankiet, adres by: Bucholc  d. Wic si ju dalej nie krpowa, tylko czyta:
Dzisiaj zapado postanowienie na radzie. Co od baweny amerykaskiej sprowadzanej
na Hamburg i Triest  podniesiono do 25 kopiejek w zocie od puda. Wprowadzenie za dwa
tygodnie. Taryfy kolejowe przewz baweny od granic zachodnich do 20 kop. od puda i wiorsty.
Wykonanie za miesic. Za tydzie bdzie ogoszone.
Borowiecki depesz schowa do kieszeni i zerwa si z krzesa, poruszony nadzwyczaj.
 Straszna wiadomo. P odzi padnie  szepta, teraz zrozumia, e o tej wiadomoci
nic mu nie powiedzia Knoll, ba si mu zaufa.  Pojecha do Hamburga kupowa zapasy
baweny. Wykupi, co bdzie mg zdy, i wemie mniejszych fabrykantw za eb. Co za
interes, co za interes! Teraz mie pienidze i jecha kupowa. Aaa!  myla i wszystko w nim
zaczo kipie jak szalon niecierpliwoci, dz niepowstrzyman zrobienia na tej wypadkiem
otrzymanej wieci majtku.
 Pienidzy! Pienidzy!  woa w myli, zrywajc si z krzesa. Oczy mu gorczkowo
wieciy, wszystko si w nim trzso ze wzruszenia nadmiernego, pierwszym jego ruchem
byo ucieka std, do miasta, znale Moryca i obgada ten interes, i byby moe da si porwa
uniesieniu, ale wesza, a raczej wpada do jadalni Lucy i rzucia mu si prosto na szyj.
 Czekae, daruj mi, musiaam si przebra zupenie.
Ucaowaa go i usiada wskazujc mu miejsce obok siebie bardzo spokojnym ruchem, bo
wszed lokaj i nalewa herbat.
37
Nie moga jednak usiedzie spokojnie, co chwila wstawaa do kredensw i przynosia cae
masy najrozmaitszych przysmakw i stawiaa przed nim.
Miaa na sobie bladoty jedwabny szlafrok z bardzo szerokimi rkawami, obszytymi kremowymi
koronkami, naszytymi rzdem turkusw, cignity w pasie zotym sznurem.
Olbrzymie wosy zwinite byy na tyle gowy w wielki grecki wze, przepity brylantowymi
grzebykami.
Ten sam naszyjnik brylantowy, jaki miaa w teatrze, skrzy si i teraz na odsonitej
szyi wszystkimi barwami tczy. Wspaniae rce wysuway si co chwila z rkaww a po
ramiona.
Bya szalenie pocigajca, ale Borowiecki nie odczuwa tego ju ani w poowie; odpowiada prawie monosylabami, pi piesznie herbat, chcia wynie si jak najprdzej.
Wiadomo ta palia go jak ogie.
Lucy draa z niecierpliwoci, gonia wzrokiem nienawici lokaja, ktry azi jak senny
i nie mogc rzuci si na szyj Karola, przycisna mu z tak si rk, e omal nie krzykn
z blu.
 Co panu jest?  spytaa spostrzegszy jego pomieszanie.
 Jestem szczliwy!  szepn jej po francusku.
Zaczli rozmawia, ale rozmowa nie sza, rwaa si co chwila jak stare strzpy, gdy je kto
chce silniej przytrzyma.
Jej przeszkadza lokaj, a jemu niecierpliwo i przymus, jaki sobie zadawa, eby tutaj siedzie
teraz, kiedy by panem takiej wielkiej tajemnicy, w takiej chwili, gdy co podnosio si
z 8 kopiejek do 25.
 Moe przejdziemy do buduaru  szepna cicho, gdy si herbata skoczya.
I tak patrzya na niego rozbysymi cudownie oczami, takim dziwnym blaskiem pony jej
purpurowe usta, e Borowiecki, ktry wsta na to, aby si z ni poegna, skoni gow i poszed za ni.
Nie mg si oprze jej urokowi.
Skoro si tylko znaleli sami, porwaa go znowu swoim ogniem i gwatownoci, ale na
chwil tylko, bo gdy ona caowaa go z uniesieniem nieopowiedzialnym, padaa przed nim na
kolana, obejmowaa go, krzyczaa sowa bez zwizku, ktrymi wybuchaa jej namitno,
i szalaa porwana wasn si  on myla o bawenie, myla, gdzie moe by Moryc, skd
wzi pienidzy na zakup baweny.
Oddawa pocaunki i pieszczoty, rzuca jej chwilami sowa gorce mioci, ale robi to prawie
odruchowo, wicej si nawyknienia do podobnych sytuacji nili sercem, ktre byo w tej
chwili zajte zupenie czym innym.
A ona pomimo rozszalenia odczuwaa intuicj zmysw ludzi bardzo namitnych, e co
stoi pomidzy nimi  wic potgowaa w sobie uczucie, jakby za siebie i za niego, roztaczaa
ca potg czaru kobiety zakochanej, kobiety-niewolnicy, ktra nawet kopnicie swego pana
i wadcy przyjmuje z okrzykiem szczcia, i kobiety, dla ktrej szczciem jest najwyszym
zdobycie sobie kochanka przez si, gwatem, moc swego temperamentu.
Wreszcie zwyciya.
Borowiecki zapomnia o fabryce, a bawenie, o cach, o wiecie caym, oddawa si tej
mioci z ca zapamitaoci ludzi na pozr zimnych i umiejcych w drobnych okolicznociach
ycia panowa nad sob zupenie.
38
Poddawa si huraganowi i z rozkosz, pen denerwujcej ciekawoci, pozwoli mu si
nie.
 Kocham ci  woaa co chwila.
 Kocham  odpowiada i czu, e w tej chwili mwi pierwszy raz w yciu szczerze zupenie to sowo, najwicej moe ze sownika ludzkiego kamliwe i kamane.
 Napisz mi to, mj najdroszy, napisz  prosia z dziecinnym uporem.
Wyj bilet wizytowy i caujc co chwila jej cudne fiokowe oczy i te usta palce, napisa:
Kocham ci, Lucy!
Wyrwaa mu bilet z rk, przeczytaa, ucaowaa kilkakrotnie i schowaa za gors, ale wyja
po chwili, aby znowu czyta i caowa na przemian bilet i jego.
Wreszcie przypatrujc si herbowi, zapytaa:
 Co to jest?
 Mj herb.
 Co to znaczy?
Wytumaczy jej, jak mg, ale nic nie zrozumiaa.
 Nic nie rozumiem, zreszt, nic mnie to nie obchodzi.
 A co ci obchodzi?
 Kocham ci.
Zamkna mu usta pocaunkiem.
 Widzisz, ja nic nie wiem, ja ci kocham, to mj rozum, po co mi wicej?
Siedzieli tak dugo w tej wielkiej ciszy nocy i buduaru, przez ktrego mury i obicia nie
przedziera si najmniejszy szmer ze wiata, zatopieni w sobie, w mioci, otoczeni jakby
obokiem zachwytu nad sob; w tej obezwadniajcej atmosferze, przesyconej zapachami,
odgosem pocaunkw, szeptem rozdrganych, palcych sw, szelestem jedwabiu, rubinowoszmaragdowym
wiatem, co si myo coraz sabiej, barwami przymionymi, ktre z obi
na cianie, z mebli poyskiway tajemniczo, drgay w ywszym na chwil wietle i jakby pezay wskro pokoju, a potem rozleway si i martwiay w zmroku coraz gstszym, w ktrym
tylko wieci si jako dziwnie Budda, a nad nim patrzyy z pawich pir oczy coraz smtniej
i coraz tajemniczej.
39
IV
Czwarta dochodzia, gdy Borowiecki znalaz si na ulicy.
Stangret, nie doczekawszy si, odjecha do stajni.
Wiatr hucza gboko i zamiata kaue z tak si, e boto bryzgao na parkany i na wsk
ciek, suc za chodnik.
Borowiecki wzdrygn si, przejty tym zimnym, wilgotnym wiatrem.
Sta chwil przed domem, nic nie widzc przed sob prcz poyskujcego bota i czarnych,
spitrzonych gmachw w oddali i kominw fabrycznych, sabo rysujcych si na szarym,
zmconym tle nieba, po ktrym chmury, niby porozrywane bele zabrudzonej baweny, biega-y z szalonym popiechem.
By jeszcze oszoomiony, przystawa i oparty o parkan, zbiera rozbit wiadomo.
Wstrzsa si cay co chwila, bo czu jeszcze uciski jej, usta paliy go, przymyka oczy i musia parasolem wyszukiwa przed sob twardszego gruntu, i czu si pijanym zupenie, dopiero
szczekania gwatowne psw za parkanami orzewiy go zupenie i wyrway z tej
dziwnej ciszy, jaka ogarnia po przejciu bardzo silnych wzrusze.
 Kurowski musi ju spa  szepn kwano przypominajc sobie, e mia i do niego do
Grand Hotelu zaraz po teatrze.
 ebym czasem za t zabaw nie zapaci fabryk  szepn i zacz biec prdko, ju nie
zwaajc na boto i na wyboje.
Dopiero na Piotrkowskiej zapa dorok i kaza si wie co ko wyskoczy do hotelu.
 A telegram  wykrzykn przypominajc sobie nagle i przy wietle latarni przeczyta go
raz jeszcze.  Zawracaj i jed prosto Piotrkowsk.  Moe ju jest w domu  myla o Morycu
i gorczka znowu zacza go bra.
Kaza dorokarzowi zaczeka na wszelki wypadek przed domem i z popiechem dzwoni
do mieszkania.
Nikt nie otwiera, co go tak zirytowao, e oberwa dzwonek i trzs ca si drzwiami,
wreszcie, po dugim oczekiwaniu, Mateusz otworzy.
 Pan Moryc w domu?
 Jak poszed na siabas38, to go pewnie ydy nie puciy, a tak, pan Moryc niby?
 Pan Moryc w domu, odpowiadaj?  krzykn rozwcieczony, bo Mateusz by zupenie
pijany, szed za nim ze wiec w rku, rozebrany, z oczami zamknitymi i z twarz pen
poprzysychanej krwi i sicw.
 Pan Moryc, niby ja rozumiem, pan Moryc, aha!
 Bydl!  krzykn i uderzy go w twarz z caej siy.
Chop si potoczy i utkwi twarz w drzwi, ktrymi wszed do mieszkania Borowiecki.
40
Moryca nie byo, Baum tylko spa nie rozebrany, z papierosem w zacinitych zbach, na
wielkiej otomanie w jadalnym pokoju.
Na stole, na ziemi, na kredensie stao mnstwo pustych butelek i talerzy, a kominek samowara
obwinity by w zielon, dug woalk.
 Oho, Antka bya, bawi si wesoo. Maks! Maks!  zawoa, mocno potrzsajc
picym.
Maks ani drgn, spa najspokojniej i chrapa potnie.
Wreszcie Borowiecki, zniecierpliwiony daremnymi usiowaniami obudzenia go, bo chcia
od niego dowiedzie si, gdzie jest Moryc, porwa go za ramiona i postawi na pododze.
Maks zirytowany, e go budz, potoczy si na krzeso, schwyci je i z caej siy rzuci
przed siebie, na st.
 Masz, ty mapa zielona, nie bud  i pooy si najspokojniej na otomanie, cign
surdut, okrci nim gow i spa dalej.
 Mateusz!  krzykn z rozpaczy prawie Karol widzc, e Maksa nic nie obudzi.
 Mateusz!  krzykn po raz drugi, podchodzc do przedpokoju.
 Zaraz id, lece, panie dyrektorze, wieca mi si gdzie podziaa i szukam, i szukam, id
 woa przez sen, roztrzsionym pijanym gosem, na prno starajc si podnie z podogi,
gdzie upadszy po ciosie Borowieckiego zasn.
Podnis si na kolana i pad z powrotem twarz na ziemi, machajc dookoa rkami, jakby
pywa.
Borowiecki podnis go, przyprowadzi do jadalni, postawi pod piecem i pyta:
 Gdzie si upi? Tyle razy ci zapowiadaem, e jak si upijesz, wyrzuc ci do diaba,
syszysz, co mwi?
 Sysz, panie dyrektorze, sysz, aha, niby pan Moryc  bekota, na prno starajc si
znale rwnowag.
 Kto ci zbi pysk? Wygldasz jak winia.
 Mnie kto zbi pysk? mnie, prze... pana dyrektora, nikt zbi pysk, mnie nikt nie moe zbi
pysk, bo ja bym prze... pana dyrektora, gnaty poama, morde zbiu i byoby fertig39, na glanc...
cholera.
Borowiecki widzc, e z pijanym si nie dogada, przynis karafk z wod, przytrzyma
go jedn rk i wszystk wod wyla mu na gow.
Mateusz si krci i wyrywa, ale otrzewia nieco i obcierajc rkawami twarz posinion,
zalan krwi, patrzy ogupiaymi oczyma.
 By pan Moryc?  pyta cierpliwie dalej.
 By.
 Gdzie pojecha?
 Odwiz niby t ma, czarn i mia by w Grandzie.  To znaczyo w Grand-Hotelu.
 Kto tutaj by?
 Rne pastwo byo, by pan Bein, pan Hertz i inne jeszcze ydy. Ja z Agat od pana
inyniera gotowalimy kolacj.
 I upie si jak winia ostatnia; kt ci tak pobi?
 Nikt mnie nie pobi.
Pomaca si bezwiednie po twarzy i gowie i sykn z blu.
 A skde masz te dziury we bie, co?
41
 A to, a bo... by i pan Moryc, i ta czarna mapa, i ten garbaty, i te ydy.
 Gadaj natychmiast, gdzie si upi i kto ci pobi?  krzykn z wciekoci.
 Ja nie pijany ani mnie kto pobi. Poszedem po piwo dla panw, a w szynku byy kolegi
od Francuzw i postawiy bier. Dobra nasza! Postawiem i ja. Jak ony postawiy raz, to i ja
raz. Potem przyszy ludzie z blichu naszego, dobre Polaki, z moich stron, postawiy i one bier
 dobra nasza; postawiem i ja. Ony dobre Polaki, to i ja dobry Polak, ony stawiay  dobra
nasza, to i ja stawiam. Alem nie pijany, prze... pana dyrektora, jak Pana Boga kocham, takim
trzewy, co, jak pan dyrektor chce  to chuchn, niech pan dyrektor sprawdzi.
Nachyli si i z zamknitymi oczami, przylegajc mocno grzbietem do pieca, chucha na pokj.
Borowiecki przebiera si w swoim pokoju i nie sucha, ale Mateusz gada wci.
 Potem przyszy, webery od starego pana Bauma i foluszniki40. Piy z nami  myma stawiali,
a e za Niemcy pody nard, to stawia nie chciay. To ja jednego ino tak dziebko
palcem tknem, to un na ziemi, a drugi me kuflem w eb. To ja i tego tak dziebko palcem
tknem, to on ty na ziemi, a Niemcy me za za orzydle41. Ja si nie biem, bo wiem, e pan
dyrektor tego nie lubi. A e ja sucham swojego pana, to ja si nie biem, ale kiej mie jeden
ucapi za wosy, a inne za orzydle, a jeszcze ktry lun me bez pysk, to myl, szkoda mi
tego tuurka, co go mam od pana dyrektora, i mwi po dobremu: Pu me, a un me noem pod ebro. To ja go bem o cian, to un zosta.
Kolegi pomogy i byo fertig, na glanc. Ja si nie biem, tknem ino dziebeko palcem,
to by i kurcze ustao, a taka winia ju ley. Mitki w nogach nard, panie dyrektorze, bardzo
mitki, te Niemcy. Ja ino tak dziebko palcem tknem, to ju forbeit, na ziemi!
Mrucza coraz senniej i z wycignit rk przed siebie wskazujcym palcem pokazywa,
jak on dziebko tylko tyka.
 Id spa  zawoa Borowiecki, pogasi wiata, zaprowadzi go do kuchni i pojecha
szuka Moryca.
W Victorii byo zamknite, w Grand-Hotelu take.
 Pan Kurowski ju pi?  zapyta numerowego.
 Wcale nie by dzisiaj, by przygotowany salon, i nie przyjecha.
 Pan Welt by u was wieczorem?
 By z paniami i z panem Cohnem, pojechali do Arkadii.
Pojecha do Arkadii na Konstantynowsk, i tam ju nie byo nikogo.
Objecha kilka jeszcze knajp, gdzie zwykle modzie dzka si bawia, ale nigdzie go nie
znalaz.
 Gdzie ta mapa si schowaa  myla zirytowany i raptownie krzykn dorokarzowi: 
Jed na mid, wiesz gdzie? Jeli tam nie bdzie, to go ju nigdzie nie znajd.
 Zaraz tam bdziemy, panie!
I podci konia ze wszystkich si, bo wlk si strasznie powoli, utykajc po dziurach i do-ach, doroka skakaa i koysaa si po bruku penym najstraszliwszych wybojw, niby dka
po falach morskich.
Borowiecki kl i zacina zby i eby zapanowa nad rozdenerwowaniem, ktre tak nim
trzso, e nie mg zapali papierosa, bo mu si ama w rkach, zacz usilnie myle nad
t spraw bawenian.
 Bauer sprzeda dobrze ten telegram Zukerowi. Co za dziwna kobieta  przerzuci si do
wspomnie Lucy i uton w nich.
42
Zna j od lat dwch, ale nie zwrci szczeglniejszej uwagi poniewa by zajty Likiertow, a potem opowiadali o niej, e jest niepomiernie gupia, tak prawie, jak pikn bya.
 Co za temperament  szepta wstrzsajc si na przypomnienie.
Od dosy dawna wiedzia, e zwrci jej uwag, dawaa mu pozna spojrzeniami, zapraszaniem
usilnym do siebie, z ktrych jako nigdy nie korzysta. Bywaa tam wszdzie, gdzie
wiedziaa, e i jego spotka.
Plotka dzka, ktr tam z ca pasj i z wielk maestri uprawiaj przewanie mczyni,
ktr s przepenione kantory i fabryki, zaczynaa ju co kombinowa i przebkiwa, ale
szybko ustaa, poniewa Borowiecki trzyma si z daleka, pochonity w ostatnich miesicach
planami zaoenia fabryki.
Zna osobicie Zukera, starego chaaciarza, przedzierzgnitego w ostatnich dziesiciu latach
w milionera-fabrykanta, ktry zaczyna swoj karier w odzi od skupowania zuytych,
do niczego fabrykom ju nie sucych szmat bawenianych, strzpw papieru, pyu bawenianego, jakiego zawsze byo dosy po tkalniach i postrzygalniach.
Nie cierpia go za tandetne wyroby, naladujce powierzchownie w deseniach i kolorach
wyroby firmy Bucholca, a w istocie materiay w najgorszym gatunku, sprzedawane tanio, ktre
uniemoliwiay wszelk konkurencj.
Wiedzia, e Zukerowa nie ma kochanka, bo raz, e bya ydwk, a po drugie, w miecie,
gdzie wszyscy, poczynajc od milionerw, a skoczywszy na ostatnim gwodziu w tej
olbrzymiej maszynie wytwrczej, musz robi, musz si cali oddawa tej pracy, jest niezmiernie
mao zawodowych donuanw, niesychanie mao sposobnoci do zdobywania i oba-amucania kobiet.
A zreszt, gdyby tak byo, ju by o tym kto wiedzia i mwi z pewnoci.
 Czy ona ma i dusz jak?  myla teraz, rozpatrujc jej dzik, niepohamowan namitno.
 Ale po co ja tam wlazem, jeszcze teraz! Do diaba z mioci, mie teraz tak kul
u nogi, kiedy si zakada fabryk na kredyt. A jednak...
I zastanowi si, szuka w sobie mioci do niej, wmawia w siebie zupenie szczerze, e j
kocha, e to mio go porwaa, a nie zwyka, zmysowa burza zdrowego i nie wyczerpanego
organizmu.
 Bd co bd, gra warta wieczki  pomyla. Dorokarz zakrci i stan zaraz przy rogu
Spacerowej, przed synagog.
43
V
Restauracja, do ktrej przyjecha Borowiecki, poszukujc Moryca, znajdowaa si zaraz
za synagog, w gbi podwrza, obstawionego, niby kamiennymi pudami, czteropitrowymi
oficynami z trzech stron, bo czwart zakocza may ogrdek, odgrodzony zielonymi sztachetkami
i przyparty do tyw olbrzymich, nagich czerwonych murw jakiej fabryki.
Maa oficynka parterowa staa w gbi pod samym murem i buchaa owietlanymi oknami
i wrzaskliw, podobn do ryczenia osw wrzaw.
 Oho, jest caa banda  pomyla, wchodzc do dugiej, niskiej sali, tak zaciemnionej
dymami cygar, e w pierwszej chwili w tym sinawym oboku, popstrzonym zotymi kulami
gazowych wiate, nie odrni nikogo.
Kilkadziesit osb toczyo si dookoa dugiego stou, krzyczao, gadao gono, miao si
i piewao, co  poczone z brzkiem talerzy i przenikliwym szczkiem tuczonego szka 
tworzyo tak spltan, zgiekliw wrzaw, e ciany si trzsy i nic usysze nie byo mona.
Naraz przycicho nieco i jaki ochrypnity, pijany gos zaintonowa z drugiego koca stou:
Agato! Ty interes feiny masz  Agato!
Agato! Ja cauj ciebie w twarz  Agato!
Agato! To mi za to piwa dasz  Agato!
 Agato!  rycza tum wszystkimi moliwymi i niemoliwymi gosami, ktre tak pokryy
gos Bum-Buma, ktry by tej piosnki przedziwnie gupiej kompozytorem i solist, e na prno krzycza dalsze zwrotki, nikt go nie sucha, bo wszyscy wyli:
 Agato! Agato!
 Bum-Bum, la, la, la! Agato! la, la, la! Agato! Cip, cip, cip, Agato!
Tak ten piew podnieca, e zaczli do taktu bi laskami w st, kufle leciay na ciany lub
rozpryskiway si o piec, niektrym i to nie wystarczao, bo krzesami bili o ziemi i jak zapamitali,
olepli, z zamknitymi oczami piewali:
 Agato! Agato!
 Panowie, na mio bosk, bo mi sprowadzicie tymi krzykami policj  zacz baga
wystraszony gospodarz.
 Pan potrzebujesz by cicho, my pacim! Panienko, prosz jedno piwo!
 Hej, Bum-Bum, zapiewaj no pan  krzyczano do Buma, ktry poprawia binokle obu
rkami i sta w drugim pokoju przed bufetem.
 Kwicz, Bum-Bum, ja i tak nie sysz  szepta jeden psennie, lec na stole, ktry cay
by pokryty butelkami wina i koniakw, maszynkami od kawy, kamionkami od porteru, kuflami
i szkem potuczonym.
44
 Agato! Agato!  wrzeszcza pgosem jaki kantorowicz, senny, z przymknitymi oczami,
pijany, bi lask w st.
 No, bawi si echt42 po dzku  szepn Karol szukajc oczami Moryca.
 Dyrektor! Panowie, jest i firma Bucholc Herman i Spka! Jestemy zatem w komplecie.
Panienko, kko koniakw!  krzycza jaki wysoki i gruby Niemiec aman polszczyzn.
Zatoczy si szerokim gestem dookoa, chcia jeszcze co mwi, ale nogi mu si zwiny
i upad na kanap stojc za nim.
 Ale to, widz, caa banda wesoa.
 Cay nasz komplet burszw.
 My tak zawsze, jak pi, to solidarnie, jak co robi  zdech pies.
 O tak, solidarnie, jak mwi ten, no, jake si nazywa, no, ten, co to mwi: Hej, rami
do ramienia, wsplnymi acuchy!
 Opaszmy brzuchy albo inn galanteri  wtrci kto z boku.
 Cicho pan. Wczgom, psom i ludziom od Szai  wstp wzbroniony! Zapisz pan to, panie redaktorze
 woa ktry, zwracajc si do wysokiego, chudego blondyna, melancholijnie siedzcego na
rodku pokoju, ktry bdzi duymi, jakby poyczonymi oczami po cianach pokrytych oleodrukami.
 Moryc, mam do ciebie bardzo pilny interes  szepn Karol, przysiadajc si do Welta
i do Leona Cohna, bo obaj pili tylko ze sob.
 Pienidzy chcesz, masz pugilares  szepn, nadstawiajc kiesze spodni surduta  albo
zaczekaj, chodmy do bufetu. U diaba, jestem pijany  mrukn, na prno usiujc si trzyma
prosto.
 Moe dyrektor usidzie. Napijem si, a! wdeczka jest, koniaczek jest, a!
 Kacie mi da je, bo godnym jak wilk.
Kelnerka przyniosa gorcych serdelkw, bo ju nic wicej nie byo w bufecie.
Borowiecki zacz je nie zwaajc na towarzystwo cae, ktre porozdzielane na grupy
pio i gadao.
Bya to sama prawie modzie dzka, typowa modzie z kantorw i skadw, z ma domieszk technikw fabrycznych i specjalistw innych zaj.
Bum-Bum, pomimo, e by zupenie pijanym, chodzi po sali, w pi si trzaska, binokle
poprawia, pi ze wszystkimi, a chwilami podchodzi do modego chopaka, ktry wcinity
w gboki fotel, obwizany serwetk spa, i krzycza mu do ucha:
 Kuzyn, nie pij!
 Zeit ist Geld43! Czyje conto?  odpowiada nie otwierajc oczu, stuka automatycznie
kuflem w st i spa dalej.
 Kobieta! Daj pan pokj, to kein geszeft by kobiet, to szkoda czasu  woa ze miechem,
znany powszechnie w odzi Felu Fiszbin.
 Ja jestem czowiek, panie, najautentyczniejszy czowiek  krzyczano przy drugim rogu.
 Pan si nie chwal! Pan jeste gruba symulacja czowieka  drwi Felu.
 Panie Fiszbin, pan moe jeste Fiszbin, ale paski interes nie jest nawet soma.
 Panie Weinberg, pan jeste... no, ju pan wiesz i my wiemy, co pan jeste, ha, ha, ha.
 Bum-Bum, zapiewaj majufes44, bo si ydy kc.
 Knig, ty jeste mj przyjaciel, ale ja ze smutkiem widz, e ty coraz gupszy. Tobie
ju w brzuch gowa wlaza. Ja si o ciebie bardzo boj. Panowie, on si tak pasie, e jemu
niedugo wasna skra nie wystarczy, on si w ni nie zmieci, ho, ho.
45
miech gruchn oglny, ale Knig nie odezwa si, popija piwo i wpatrywa si
w wiata nieprzytomnymi oczami, siedzia bez surduta, z rozpitym konierzykiem
u koszuli.
 Wrmy, doktorze, do kobiet  zacz Felu do ssiada, ktry z opuszczon na
piersi brod siedzia i wykrca ustawicznie i niezmordowanie wsiki blond i co chwila
nerwowym ruchem otrzepywa klapy surduta i wpycha w rkawy dosy brudne mankiety.
 Dobrze, to jest wana kwestia, choby z punktu socjalno-psychologicznego.
 To jest adna kwestia. Znasz pan chociaby jedn porzdn kobiet?
 Panie Feliksie, pan jeste pijany, co pan wygadujesz! Ja panu tutaj w odzi poka setki
najlepszych, najzacniejszych, najrozumniejszych kobiet  krzycza wyrwany z apatii, podskakujc na krzele i z byskawiczn szybkoci otrzepujc sobie klapy.
 To pewno paskie pacjentki, pan je powiniene chwali.
 Z punktu socjalno-psychologicznego biorc, to, co pan mwisz, jest...
 Z kadego boku jest to prawda, jest to cztery razy prawda. Pan mi dowied, e jest inaczej.
 Mwi przecie panu.
 To jest gadanie, tylko gadanie, mnie potrzeba faktw! Ja jestem czowiek realny, panie
Wysocki, ja jestem pozytywista. Panienko, maszynka kawy, chartezy45!
 Dobrze, dobrze! Zaraz panu dam fakty: Borowska, Amzelowa, Bibrychowa, bo co?
 Ha, ha, ha, wyliczaj pan wicej, to dla mnie liczny kawaek zabawy.
 Pan si nie miej, to s porzdne kobiety  krzycza zaperzony.
 Skd to pan wiesz, miae je pan w komis?  rzuci cynicznie Felu.
 Nie wymieniem jeszcze najpierwszych, takich, jak Zukerowa i Wolkmanowa.
 To si nie liczy. Jedn m trzyma w zamkniciu, a druga nie ma czasu wyjrze na wiat,
bo ma na trzy lata czworo dzieci.
 Keszterowa to co, to perkal? a Grosglikowa to wata? C pan na to powie?
 Ja nie powiem nic.
 A widzisz pan  woa doktr rozpromieniony, podkrcajc wsiki.
 Ja jestem czowiek realny i dlatego nie powiem nic, bo co tu bra w rachub kobiety
brzydkie, to jest taki brzydki towar, eby go w komis nie wzi nawet Leon Cohn, a on
wszystko bierze.
 Ja je bior w rachub i stawiam w pierwszym rzdzie. One maj oprcz zwykej, organicznej
uczciwoci, jeszcze etyk.
 Etyk, co to jest za towar? Kto w tym robi?  woa, zanoszc si od miechu.
 Felu, powiedziae witz na sto procent  krzykn przez st Leon Cohn klaszczc
w donie.
Doktr nie odezwa si, pi gorc kaw, ktr mu Felu nala, podkrca wsiki, strzepywa klapy, wpycha mankiety i zwrci si do ssiada obok, ktry wci pi, milcza i co chwila
przeciera czerwonym fularem okulary.
 Mecenas, masz to samo zdanie o kobietach co i pan Feliks?
 Phi, to jest... uwa pan dobrodziej... jak by to wyuszczy... hm  machn rk, napi
si piwa, zapali cigle gasncego papierosa i przypatrywa si poncej zapace.
 Pytam si, co mecenas mylisz o kobietach?  szturmowa doktr i nastawia zaczyna
twarz do nowej walki o cze kobiet.
46
 Uwaa pan dobrodziej, ja nic nie myl, ja pij piwo  machn pogardliwie rk i umoczy ca twarz w kuflu, jaki postawia przed nim kelnerka.
Pi dugo, a potem palcami wyciska bia pian z wsw rzadkich, ktre mu niby rudaw
strzech wisiay nad ustami.
 Pan mi poka uczciw kobiet, ja jej pol jedwab od Szmidt i Fitze, kapelusz od Madame
Gustawe i may papierek na ktry z bankw z podpisem Grosglika, to panu pniej opowiem
o niej ciekawe rzeczy  zacz si znowu mia.
 Pan to gadaj na Bautach, tam moe panu uwierz i bd cenili paskie zdanie, ale my
troch pana znamy, panie Feliksie.
 Co tu redaktor swoj szpulk wstawia?
 Bo pan blagujesz, a si krochmal sypie  odpowiedzia kto za nazwanego redaktora,
ktry zirytowany wynis si do bufetu.
 Kuzyn, nie pij  krzykn Bum.
 Zeit ist Geld! Czyje conto?  szepn stukajc kuflem w st i chcia go podnie do ust,
ale nie donis, rka mu opada, piwo z kuflem poleciao na ziemi, nie wiedzia o tym, tylko
si bokiem przekrci w fotelu, serwet przysoni twarz i spa.
 Co osoba chce? Niech adna osoba powie?  szepta Leon Cohn, usiujc pocaowa
wydzierajc mu si kelnerk.
 Niech mi pan da spokj, niech mnie pan puci  i szarpna si energicznie.
 Co osoba si rzuca, ja pac, to ja si rzuc, ja jestem Cohn, Leon Cohn!
 Co mi tam paskie nazwisko, niech mnie pan puci  zawoaa gwatownie.
 Niech osoba idzie do diaba! Szmelc!  rzuci pogardliwie za odchodzc i zacz ciga porozpinany surdut i kamizelk.
 Moryc! Masz ju dosy pijastwa, chodmy do domu, jest wany interes  szepta Karol
w najwyszym zniecierpliwieniu, bo Moryc pijany, z twarz w doniach, siedzia nieprzytomny
i na wszystko, co sysza, odpowiada w kko:
 Ja jestem Moryc Welt, Piotrkowska 75, pierwsze pitro. Id pan do diaba!
 Panie Cohn, ja miaem do pana may interes  szepn Borowiecki.
 Ile pan potrzebuje?
Mlasn jzykiem, trzasn w palce i ju wycign pugilares.
 Pan si prdko orientuje  umiechn si Borowiecki.
 Ja jestem Leon Cohn! Ile?
 Jutro, powie panu Moryc, ja chciaem si tylko zapewni. Dzikuj panu.
 Caa moja kasa, cay mj kredyt na paskie rozporzdzenie.
 Bardzo dzikuj. Termin nie duszy jak trzymiesiczny.
 Kto mwi o terminie? Pomidzy przyjacimi taka bagatelka co stoi?...
 Daj mi sodowej  mrukn Moryc.
Gdy mu przynis, pi wprost z syfonu.
 Schibe, powiedz prawd, ile ci kosztuje ta twoja Jzia?  szeptano za Karolem.
 Drogi towar, jeli chcesz kupi teraz.
 Poczekam do licytacji, poczekam. Ale powiedz, co ci to kosztuje, bo w odzi mwi,
e z tysic rubli miesicznie.
 Moe tysic, moe pi, nie wiem.
 Nie pacisz?
47
 Pac, grubo pac  wekslami. Mieszkanie zapaciem wekslem, meble wekslem, modniark
wekslem, wszystko wekslem. Skd ja mog wiedzie, co mnie to razem kosztuje, bd
wiedzia dopiero, jak si poo, ile zechc wzi za sto. Teraz nic nie wiem.
 Wiesz, to jest genialne!
 Syszysz pan, panie Cohn, co mwi za nami?
 Sysz, sysz. To jest grube ajdactwo, ale mdre, a, a, jakie mdre!
 Chcesz, ebym jecha do domu?  pyta Moryc.
 I to natychmiast, bardzo pilny interes.
 Nasz interes?
 Nasz, niesychanie wana rzecz, niesychanie.
 Jak interes, to ja jestem prawie trzewy. Chodmy.
Karol wyszed, prowadzc pod rami Moryca, ktry si chwia na nogach i nie mg utrzyma
rwnowagi, a za nimi przez otwarte drzwi buchn potok pieww i krzykw i rozla si
po cichym, ciemnym podwrzu, i zgin w przestrzeniach, w nocy.
wit si ju robi nad odzi, bo czarne kominy zaczy majaczy coraz janiejszymi barwami,
dachy byszczay w wietle tych bladych zrz, co niby r najdelikatniejszy, zmieszany
z perami, roztrzsay sw wiato nad ziemi.
Mrz pocina boto, pokry miejscami kaue warstw lodu i pobieli mostki nad rynsztokami,
i okry bujn osdzielin46 drzewa.
Dzie zapowiada si pogodny.
Moryc wdycha ca piersi to chodne, zimne powietrze i przychodzi coraz bardziej do
siebie.
 Wiesz, nie pamitam nigdy, abym si tak upi. Nie mog sobie darowa, szumi mi w gowie
jak w samowarze.
 Zrobi ci herbaty z cytryn, wytrzewiejesz, przygotowywam ci tak niespodziank, e
zechcesz si upi z radoci po raz drugi.
 No, ciekaw jestem, co to moe by.
I zaraz po przyjedzie, nie budzc ju Mateusza, ktry spa, klczc przed kominem
z gow na blasze, Karol nala wody do samowara i zapali pod nim gaz.
Moryc si trzewi bardzo radykalnie, bo zla gow zimn wod, umy si i wypiwszy
kilka szklanek herbaty poczu si zupenie przytomnym.
 No, jestem ju fertig. Do diaba, zimno mi obrzydliwie.
 Maks!  woa tymczasem Karol trzsc z caej siy Bauma, ale Maks nie odezwa si
i obciska silniej surdut na gow.
 Na nic wszystko, pi jak zabity. Tak mi zreszt pilno, e nie bd czeka.
 Przeczytaj, Moryc, uwanie depesz, tylko nie ogldaj adresu  zastrzeg, podajc telegram.
 Ba, kiedy nic nie rozumiem  cyfrowana!
 Prawda. Zaraz ci przeczytam.
I czyta mu wolno, bardzo dobitnie, podkrelajc cyfry i daty.
Moryc wytrzewia zupenie, na pierwsze sowa zerwa si on z krzesa i pochania oczami,
caym sob, tre tego telegramu. Gdy Karol skoczy i podnis tryumfujcy wzrok na
niego, Moryc sta nieruchomy, zapatrzony w ten interes, po kilka razy wciska binokle na nos,
ktre mu zupenie nie chciay si utrzyma, umiecha si tak sodko jak do ukochanej, szarpa nerwowo swoj pikn brod, wreszcie rzek uroczycie:
48
 Wiesz, Karol, my mamy ju przyszo, my mamy grube pienidze. Ten telegram wart
jest sto tysicy rubli, no, pidziesit co najmniej. My si moemy na tej uroczystoci pocaowa! Co to za interes, co to za interes!  I posuwa si do Borowieckiego, chcc go istotnie
w tym radosnym podnieceniu ucaowa serdecznie.
 Daj spokj, Moryc. Nam potrzeba teraz gotwki, nie pocaunkw.
 Prawda, masz racj, trzeba teraz pienidzy i pienidzy.
 Czym wicej kupimy, tym wicej zarobimy.
 Co si to w odzi bdzie dzia. Aj! aj! Jeli o tym wie Szaja albo Bucholc, jeli zdy
wykupi, to wszyscy dopiero bd piewa. Skde to wyrwa!
 Moryc, to moja tajemnica, to moja nagroda.  Umiechn si do siebie, bo przysza mu
na myl Lucy.
 Twoja tajemnica to twj kapita. Mnie jednak dziwi jedno.
 Co takiego?
 Ja si tego, Karol, nie spodziewaem po tobie. Mwi zupenie szczerze. Nie spodziewaem si, eby by zdolny mie taki interes w rku i chcia si dzieli z nami.
 To mnie nie zna.
 Wiesz, e po tym fakcie jeszcze ci mniej znam.  I patrzy na niego tak, jakby podejrzewa jak zasadzk, bo nie mg poj, jak mona chcie si dobrowolnie dzieli zyskami.
 Jestem Aryjczyk, a ty jeste Semita, w tym ley wytumaczenie.
 Ja go nie widz, nie rozumiem, co chcesz powiedzie przez to.
 Tylko to, e ja chc zrobi pienidze, ale dla mnie wiat si nie koczy na milionach
nawet, a ty widzisz cay swj cel ycia w zrobieniu pienidzy. Kochasz pienidze dla pienidzy
i zdobywasz je bezwzgldnoci, nie ogldajc si na rodki.
 Bo kady jest dobry, ktry pomaga.
 To wanie jest semick filozofi.
 Z czyme ja si potrzebuj liczy. Wanie taka filozofia nie jest ani aryjska, ani semicka,
jest filozofia kupiecka.
 No, mniejsza. Pomwimy o tym kiedy indziej obszerniej. Dlatego dziel si z wami, e
jestecie moimi wsplnikami i dawnymi przyjacimi. Zreszt, tak mi kae ambicja nawet,
zrobi przysug przyjacioom.
 Droga ambicja.
 Liczysz?
 Bo wszystko si oblicza.
 Ile liczysz nasz dawn zayo?
 Karol, ty si nie miej, ale ja ci powiem, i twoj przyja mgbym obliczy na ruble,
bo ja przez ni, przez to, e razem mieszkamy, mam wicej kredytu o jakie dwadziecia tysicy
rubli. Mwi ci szczerze.
Borowiecki mia si serdecznie, zadowolony gboko ze sw Moryca.
 To, co ja robi, zrobiby i ty, zrobiby i Baum.
 Ja si boj, Karol, ja si bardzo boj, e Maks jest mdry czowiek, e on jest kupiec...
Ale co ja, to zrobibym z ca przyjemnoci.
Zacz gadzi brod i nasadza binokle, eby pokry wyraz cz i ust, ktre mwiy zupenie co innego.
 Ty jeste szlachcic, ty jeste naprawd von Borowiecki.
49
 Maks! Wstawaj, piochu!  krzycza do ucha Baumowi.
 Nie bud mnie!  rycza wcieky, wymachujc nogami.
 Nie wierzgaj, tylko wstawaj, bo jest pilny interes.
 Karol, po co go budzisz  szepn cicho Moryc.
 We trzech przecie musimy si naradzi...
 Dlaczego nie mamy zrobi tego interesu we dwch?
 Bo zrobimy go we trzech  powiedzia zimno Borowiecki.
 Czy ja mwi inaczej! Moglibymy tylko uoy bez niego, a jak wstanie, jak si wypi,
to mu si powie! My w odzi stanowimy brylantow spk.
I biega po pokoju coraz prdzej. Opowiada o przyszych zarobkach, rzuca cyfry, siada
na chwil przy stole, bra w obie rce szklank z herbat i pi; by tak zdenerwowanym, e
binokle wci mu wpaday do szklanki; kl, wyciera je o poy surduta i znowu biega, albo
pochyla si nad stoem i na ceracie kreli kolumny cyfr, ktre zmazywa natychmiast polinionym
palcem.
Tymczasem Baum wsta, wysapa si, wykl w kilku jzykach, wypi olbrzymi ilo herbaty,
zjad wszystkie resztki z kolacji, jakie jeszcze byy na talerzach, zapali krtk angielsk
fajeczk i przygadzajc swoj ma ysink, jak mia nad czoem, mrukn:
 Czego chcecie? Gada prdko, bo mi si chce spa.
 Nie pjdziesz spa, jeno si dowiesz.
 Nie pyskuj.
Karol przeczyta mu telegram.
Moryc wyoy plan, ktry by bardzo prosty: mie pienidze, duo pienidzy, jecha natychmiast
do Hamburga, kupi co si da surowej baweny i sprowadzi j do odzi, zanim
prawo o podwyszonym cle i taryfie zacznie obowizywa. A potem sprzedawa, ma si rozumie,
z jak najwikszym zyskiem.
Baum myla dugo, zapisywa co w notesie, fajk wypali, wytrzsn popi na spodek,
przecign swoje olbrzymie koci i rzek:
 Zapiszcie mnie na dziesi tysicy rubli, wicej nie mog. Dobranoc!
Podnis si z krzesa, aby i z powrotem spa.
 Zaczekaje! Musimy si przecie porozumie. Wypisz si jeszcze.
 Niech was diabli wezm z tymi porozumiewaniami si. Ach, te Polaki! W Rydze przez
cae trzy lata mao co spaem, bo wszyscy si cae noce u mnie porozumiewali... i w odzi to
samo.
Usiad niechtnie i zacz nabija fajk.
 Moryc, ile dajesz?
 Tak samo dziesi tysicy. Nie wydobd na razie wicej.
 Wic i ja tak samo.
 Zyski i straty bd rwne.
 Ale ktry z nas pojedzie?  zapyta Baum.
 Moe jecha Moryc tylko, bo on si zna dobrze i to jego specjalno.
 Dobrze, pojad. Co dacie gotwki zaraz?
 Ja mam pitnacie rubli, mog dooy mj piercie brylantowy, zastawisz go u ciotki,
da ci wicej ni mnie  mwi ironicznie Maks.
 Mam wszystkiego przy sobie, zaraz... 400 rubli, mog da 300 zaraz.
50
 Kto twoje weksle bdzie yrowa, Baum?
 Dam gotwk.
 Ja jeli na czas nie wyrw gotwki, to dam weksle z dobrym yrem.
Zalega cisza. Maks pooy gow na stole i patrzy na Moryca, ktry szybko co pisa
i oblicza. Karol chodzi wolno po pokoju i wcha dla orzewienia jakie perfumy w kosztownym
flakoniku.
Dzie by ju wielki i przez okna pozasaniane gipiurowymi zasonami wlewa biae, ostre
wiato poranku i mci blask lampy i wiec, poncych w wielkich, brzowych kandelabrach.
Cisza ogromna, cisza odzi w niedziel, rozlewaa si po miecie i przenikaa do wntrza
mieszkania. Jaki daleki turkot doroki hucza niby grzmot po stwardniaym bocie i w pustej,
jakby wymarej ulicy.
Karol otworzy lufcik, aby wpuci troch wieego powietrza, i wyjrza na ulic.
Szron pokrywa bruk i dachy i skrzy si jak brylanty w socu, co wstao gdzie daleko za
odzi, za fabrykami, ktrych kominy, niby las gsty i ponury, rozcigay si wprost okien
i odcinay swoje potne, surowe profile na tle zoto-bkitnego nieba.
 A jak si ten interes nie uda  szepn cofajc si z okna.
 Ano, to stracimy, psiakrew, i nic wicej  mrukn Maks obojtnie.
 Moemy straci trzy razy, bo kapita, zarobek, a moe i fabryk.
 Nie moe tak by  wykrzykn Maks, bijc ze zoci w st.  Fabryk musimy mie. Ja ju
z ojcem nie wytrzymam duej, a zreszt, czy mj fater dugo pocignie? Jeszcze rok, jeszcze dwa,
a zjedz go ziciowie, dogryzie go Zuker, on przecie zacz ju nas je, bo naladuje nasze kapy
na ka i nasze kodry kolorowe i sprzedaje o 50% taniej; on nas ywcem zjada. A ja nie urodziem
si na parobka w cudzym interesie. Mam ju trzydzieci lat, potrzebuj zacz na siebie!
 I ja mwi, nie moe by. Fabryk, tak czy owak, mie musimy. Ja take duej nie
wytrzymam u Bucholca.
 Boicie si?  szepn Moryc.
 To naturalna obawa, gdy si moe straci wszystko.
 Ty, Karol, nie moesz zgin w adnym razie; ty ze swoj uznan specjalnoci, ze swoim
nazwiskiem, ze swoim von, ze swoj twarz, zawsze moesz dosta milion, chociaby
z Mllerwn w dodatku.
 Nie gadaj, mam narzeczon, ktr kocham.
 Co to przeszkadza, mona mie dwie naraz narzeczone i w obu si kocha, a oeni si
z trzeci, ktra bdzie miaa pienidze.
Karol si nie odezwa, bo mu si przypomniaa panna Mada i jej naiwny szczebiot; chodzi po pokoju, a Maks usiad na stole, mi fajk i buja dugimi nogami i nadstawia twarz
na pocaunek soca, co si przedaro wskro okien domu naprzeciwko i kado dug zot
smug, pen drgajcego pyu, na jego twarz rozespan i na czarn gow Moryca, siedzcego
z drugiej strony stou.
 Jeli si boicie ryzyka, to ja wam dam rad, a raczej powiem, e istotnie to jest ryzyko.
A jeeli o tym interesie wie caa bawena dzka? Jeeli ja ich w Hamburgu zastan wszystkich!
A jeeli przez wielkie i gwatowne zapotrzebowanie bawena pjdzie w gr za bardzo!
A w odzi nie bdziemy mieli komu jej sprzeda, to co?
 Przerobimy j w swojej fabryce i zarobimy jeszcze wicej  szepn Maks, nadstawiajc
pod dziaanie soca ucho jedno i cz gowy.
51
 Ale jest wyjcie. Zarobicie rwnie i bez ryzyka.
 W jaki sposb?  zapyta Karol, przystajc.
 Odstpcie mi cay ten interes. Ja wam dam po pi, no, po dziesi tysicy odstpnego,
niech strac, i to gotwk, bares geld, za par godzin.
 winia  mrukn Maks.
 Daj pokj, Maks, on to robi z przyjani.
 A wanie, e z przyjani, bo jak ja strac, wy i tak moecie mie fabryk, a gdy zarobicie,
rwnie wam to nie przeszkodzi.
 Nie tramy czasu na prne gadaniny, trzeba i spa. Kupujemy razem na wsplne ryzyko,
a ty, Moryc, jedziesz dzisiaj do Hamburga.
 Niech da pokrycie. Kupi za nasze pienidze, a potem powie, e kupi dla siebie, jego
sta na to!
 To nasza przyja i moje sowo jest pies, co ty gadasz, Maks  wykrzykn oburzony.
 Twoje sowo zoto, twoja przyja to dobry weksel, ale ewikcj47 daj, to handel.
 Zaatwimy to w ten sposb, e Moryc bdzie kupowa i wysya zaraz pospiesznymi
frachtami48, na nachname. My wykupimy.
 A gdzie moja pewno, e mnie nie wyeliminujecie ze spki, co?
 winia  zawoa gboko dotknity Maks, uderzajc pici w st.
 Cicho, Maks, on ma racj. Zrobimy zaraz pimienn umow, ktr si pniej dla uwanienia urzdowego przecignie przez regenta.
Napisali zaraz upunktowan wielokrotnie umow, rodzaj aktu spki, zawierajcej si pomidzy
nimi trzema, na prowadzenie handlu surow bawen.
Byo w niej wszystko przewidziane.
 No, teraz stoimy na gruncie realnym. Ile mi wyznaczacie za zajcie si tym interesem?
 Teraz zwyke komisowe za kupno, a pniej porozumiemy si.
 Zaliczcie mi z gry, co moecie. Ja wam rachunek dokadny przedstawi strat, jakie ponios
przez czas pobytu w Hamburgu, strat na agenturze swojej, ktrej przez ten czas nie bd
mg prowadzi.
 winia  powiedzia po raz trzeci Maks i wykrci drug stron twarzy na soce.
 Maks, ty mi powiedzia trzy razy winia, ja ci tylko raz odpowiem: gupi! Ty pamitaj,
e my mamy prowadzi nie romans, nie maestwo, tylko interes. Sam okpiby Pana Boga,
eby si tylko dao, a mnie mwisz winia, kiedy ja chc tylko tego, co mi si naley prawnie.
No, niech Karol powie.
 Id do diaba, stergnij49.
 No, zgoda, nie kcie si cigle. Jedziesz kurierem w nocy?
 Tak.
 Tylko, moi drodzy, pamitajcie, ani dzi, ani pniej nikt nie ma wiedzie, skd wzilimy
t wiadomo o bawenie.
 Albo my wiemy, co?
 Taka tajemnica w trzech nie jest ju tajemnic.
 Idcie spa. Karol, tylko mnie ju nie bud. Moryc, cho pocauj ci na drog, bo ci
nie zobacz przed wyjazdem, wstan dopiero jutro. No, bd zdrw, chopie, a nie okpij nas
 mwi artobliwie, caujc si z Morycem serdecznie, bo pomimo cigych ktni i wymyla
lubili si bardzo ze sob.
52
 Ciebie kto by oszuka!  mrucza Moryc jakby z alem.
 Ty jeste dobry chop, Moryc, ale czu ci na mil szachrajem.
***
Byo ju po dwunastej, gdy Karol si obudzi.
Soce wiecio prosto w okna i zalewao blaskami cay pokj, umeblowany z najwyszukaszym
wykwintem.
Mateusz, umyty, wystrojony po niedzielnemu, wsun si na palcach.
 Jest co?  zapyta Karol, bo czsto w nocy Bucholc przysya rne rozporzdzenia.
 Z fabryki nie ma nic, s tylko ludzie z Kurowa, z listem. Czekaj od rana.
 Niech zaczekaj, przynie list, a im daj herbaty. Wytrzewiae ju?
 Jestem ju na glanc, prosz pana dyrektora.
 Opatrzye sobie ju twarz, jak widz.
Mateusz spuci oczy i zacz przestpywa z nogi na nog.
 Raz jeszcze si upijesz, to moesz wicej nie pokazywa si.
 Ju tak nie bdzie.
Uderzy si w piersi, a si rozlego.
 Nie boli ci gowa?
 Nie, ale mnie krzywda moja boli. Poprosz bardzo pana, a pan mi, mj pan najdroszy
pozwoli, a to ju jak pies suy bd za to.
 Na c mam ci pozwoli?  pyta ciekawie, ubierajc si.
 ebym ja mg troch porachowa ebra tym Szwabom, co mnie tak uszlachciy.
 Taki to mciwy.
 Nie, nie mciwym, ale sponiewierania, ale swojej utoczonej krwi katolickiej  nie daruj.
 A rb, co ci si podoba, byle ci tylko lepiej jeszcze nie przefasonowali twarzy.
 Ju ja im dam taki bejcz50, co go nikt nie spierze  szepn mciwie i a zaci zby od
nagej zoci, jaka mu zalaa serce.
Sine plamy i siniaki zrobiy mu si psowe od wzruszenia.
Karol ubra si i poszed budzi przyjaci.
Nie byo ju nikogo.
 Mateusz, panowie dawno wyszli?
 Pan Baum wsta o dziewitej, telefonowa o konie do domu i jak przyszy, zaraz
pojecha.
 No, no, cuda si dziej.
 A pan Moryc wyszed o jedenastej. Kaza mi walizk podrn naszykowa i zanie na
kurier nocny.
 Zawoaj tych ludzi. Co mi jest, ale co?  myla rozcierajc sobie skronie, bo gowa mu
ciya, czu si niezdrw.
Wstrzsa nim jaki dreszcz zdenerwowania. Nie chciao mu si siedzie, a czu wstrt do
poruszenia si z miejsca.
Wypadki dzisiejszej nocy: teatr, loe, Lucy, knajpa, telegram, Moryc i Baum przewijay mu
si przez mzg w poszarpanych mgawicach i przechodziy, pozostawiajc po sobie nud
i znuenie.
53
Zapatrzy si na wysmuky, krysztaowy wazonik, pokryty bardzo piknym rysunkiem zotym:
zote lilie francuskie na tle mocnej purpury krysztau, ktrym przewiecao soce i kado krwawo-pomaraczowy cie na jedwabne, kremowe okrycie stou.
 adna kombinacja  myla, ale nie chciao mu si dalej patrze.
 Niech bdzie pochwalony.
Odwrci si do wchodzcych.
 A, to wy z Kurowa. Macie list od panienki?
Wycign rk i zauway, e mu poka.
 Jest pismo. Daj, matka, wielmonemu panu  powiedzia powanie chop w biaej kapocie
wyszywanej na szwach czarnymi tasiemkami, w portkach w poprzeczne czerwone, biae
i zielone pasy, w kamizelce granatowej z mosinymi guziczkami, koszul mia zawizan na
czerwon wsteczk; stan przy drzwiach wyprostowany, baranic zawiesi na wasnych
piciach przycinitych do piersi i patrza niebieskimi, surowymi oczami w Borowieckiego,
od czasu do czasu odrzucajc ruchem gowy grzyw powych, niby konopie wymidlone wosw,
co mu wci opaday na twarz starannie wygolon.
Kobieta list wydobya z dziesiciu co najmniej obwiza i podejmujc Karola za nogi,
podaa.
Przelecia szybko oczami list i pyta:
 Wy si nazywacie Socha?
 Tak, rychtyk Socha, rzeknij no, matka  szepn, szturchnwszy okciem on.
 Juci prawda, Socha on jest, a ja jego ona i przyliwa prosi wielmonego pana niziniera
o robot na fabryce, o...  zatrzymaa si chwil, spogldajc na ma.
 Juci o robot, rzeknij no, matka, od pocztku.
 Wanie pisze mi tu ojciec i panienka o waszym nieszczciu. Spalilicie si, co?
 Juci e spalili, opowiedze, jak byo, matka.
 A to byo tak, wielmony panie, powiem rzetelnie jak na spowiedzi. Mieliwa chaup
zaraz za dworem, pierwsz ode wsi. Grontu to mj kupi ino dwie morgi i prtw dwadziecia
i pi, co nam starszy pan, niby ociec wielmonego pana niziniera, sprzeda, a za comy
zapacili cae trzysta zotych. Uywi by si z tego nie uywi. Kartofle byy swoje, krow si
uchowao, winiak zawdy galanty kwica w chlewie, ku by, bo stary mj jedzi na furmanki
do miasteczka i wozi rnych ludzi do kolei albo i ydw, na ten przykad, za rubla,
jak si dao. A mnie to paninka cigiem woaa do dworu na posugi, a to do prania, a to do
robienia ptna, a to kiej si krowa ocieli miaa. wita panienka, a to naszego Walka to tak
wyuczaa, co chopak zna i drukowane, i pisane, a na zotym untarzyku to cyta poredzi z kudej strony; mistranture ty zna galancie, bo do mszy witej ksidzu Szymonowi suguje.
A chopak ma dopiro na dziesity rok  zatrzymaa si, aby wytrze nos w fartuch i obetrze
zazawione rozczuleniem oczy.
 Prawda, mj syn Walek ma na dziesity rok, mw, matka, dokumentnie  szepn powanie chop.
 Juci na dziesity, albo od Zielnej, albo na sam Siewn.
 Mwcie prdzej, bo, widzicie, ja nie mam czasu  prosi Borowiecki, ktry chocia si
nudzi podczas tego bezadnego opowiadania i mao sysza, siedzia cierpliwie, bo wiedzia,
e chopi lubi si przede wszystkim wygada i wyali po ludzku, a robi to gwnie dlatego,
e pochodzili z Kurowa.
54
 Rzeknij, matka. co ostao, bo wielmonemu panu spieszno.
 To z aski Boski i z aski panienki i bez to, co stary mia kunia i zarabia, i bez to, co si
czasem przedao, a to prosiaka jakiego, a to gsk, a to czasem jak kapk mleka albo i pkwartek masa i jajkw, towa si miay niezgorzy. Caa wie nam zazdrocia, e to my
pierwsze byy przy dworze, e to nas panienka uwaaa, e to w izbie i obrazy wite byy
pikne, we zotych ramach, e to i odzienie zawdy byo jak si patrzy, ewa si to nie bijay,
bo panienka cigiem mwia, e to grzych i obraza boska najwiksza; e to mj u ksidza
Szymona czsto by i wozi go do kolei, to bez to pomstoway na nas. A ju najgorsza to bya
ta Pietrkowa, co to siedzi ino bez miedz. Ktnica taka, e j i ksidz Szymon ju nieraz
z ambony napomina. Nic nie pomogo, cigiem tylko bij zabij na mnie. A taka niepoczciwa,
co szczekaa po cay wsi, e to ze dworu wynosz kasz, e mj kradnie siano z dworskich
stogw. Widzielicie wy, ludzie! Aeby nam tak kulasy poupady, jak jej ozr ten przeklty
odleci za szczekanie, jeliwa co wziy. Ale eby to ino to!
 C ona wicej zrobia, mwcie  szepn prawie z rozpacz, bo kobieta gadaa coraz
szczegowiej, omielona jego yczliwym wzrokiem.
 A to bez ni mywa si spaliy. Bo byo tak, e zawdy jak to po somsiedzku si przytrafia,
gsiaki moje, ju takie w knotach, co bym nijak nie moga sprzeda, po pidziesit kopiejek,
przeszy na jej pole, ale nie byo i pacierza, ino co dziobami chwyciy chila tyla
trawk, a ta suka zapowietrzona poszczua je. Aeby Boga przy skonaniu nie ogldaa, aeby!
Zaraz mi zdechno picioro tych gskw, bo je tak pies pogryz. Com si wypakaa, to
jae trudno wypowiedzie. Stary przyjecha, ja mu mwi, a on mi rzek: Inszej rady ni ma
na tak, ino spra tak, coby gnaty poczua.
 Prawda, rzekem tak, mw dalej, matka.
 Spraam j rzetelnie, zdaram za te kudy, co ma kiej czarownica, utytaam w gnojwce,
skopaam kiej suk. A to mi potem wieprzaka przetrcia. Poszliwa na sdy. Niech ta sprawiedliwo
sdzi, kto winowaty  wykrzykna, rozkrzyowujc rce.
 A kiedy was spalia?
 Ja nie mwi, co ona, ino e bez ni, bo jakiemy siedzieli w sdzie, przylata wony
i pedo: Chaupa si wam, Sochowa, pali! Jezus Maria, jakby mi kto ysty poprzetrca, ruszy
si z miejsca nie mogam.
 No, dosy, rozumiem. A teraz chcecie znale robot w fabryce?
 Juci tak, wielmony panie. Bowa zeszy na dziady, bo si spalio wszyko: i chaupa,
i obora, i caki lewentarz, nic, ino teraz i po proszonym.
Zacza paka spazmatycznie, a chop sta wci powanie, zapatrzony w Borowieckiego,
odgarniajc jednakim ruchem gowy grzyw, co mu co chwila spadaa na oczy i twarz.
 Znacie tu kogo w odzi?
 S tutak ludzie z naszych stron, jest Antek Michaw, jest, powiedz dokumentnie, matka.
 Juci, e s, ino nie wiada, kaj ich szuka.
 Przyjdcie do mnie, Socha, we wtorek o pierwszej godzinie. Robot wam znajd. Mateusz
 krzykn na lokaja  poszukaj im mieszkania i zaopiekuj si nimi.
Mateusz krzywi si niechtnie i pogardliwie patrzy na nich.
 No, idcie z Bogiem, a we wtorek przyjdcie.
 Przyjdziewa, mw no, matka.
Ale kobieta schylia si do ng Karolowi i obejmujc je prosia:
55
 A tom po tej ostatniej kurze, co si nie spalia, uzbieraa mendel jajkw, to niechta wielmonemu panu bd na zdrowie, bo ze szczyrego serca dajem  i pooya mu u ng wzeek.
 Prawda, niechta bd na zdrowie  i pochyli si take do ng.
 No, dobrze, dzikuj wam, przyjdcie we wtorek.  Zostawi ich i poszed do drugiego
pokoju.
 Co za kopalniani ludzie! przeytki  mrucza, chodzc poruszony nieco, siad i czyta
list od narzeczonej.
Mj drogi panie Karolu!
Dzikuj serdecznie za list ostatni, sprawi on dziadkowi wielk przyjemno, a mnie
wprost rozrzewni i porwa. Jaki pan dobry! przez umylnego a przysya kwiaty.
Umiechn si drwico, bo kwiaty owe dosta od kochanki w takiej iloci, e nie wiedzia,
co z nimi zrobi, wic posa je narzeczonej.
Jakie to liczne te re! chyba nie dzkie? a moe mj drogi pan sprowadza umylnie
z Nizzy, jak to kiedy? To by mnie, bardzo cieszc, bardzo smucio jednak, bo nie mam czym
rwnie piknym si odwdziczy. Wie pan, te kwiaty s dzisiaj jeszcze, po dwch tygodniach,
prawie nie zmienione  to zadziwiajce. Wprawdzie pielgnuj je bardzo, bo nie ma
listeczka, ktremu bym nie powiedziaa, dotykajc kadego ustami: Kocham. Ale... dziadek
si ze mnie mieje i powiedzia, e napisze o tym do pana, wic ja si ju sama przyznaj,
a pan si o to przecie nie pogniewa, prawda?...
 Anka moja droga  szepn porwany uczuciem i rozjanionymi oczami czyta dalej:
Z pienidzmi ju zaatwione, s w Banku Handlowym do paskiego rozporzdzenia, bo
kazaam je zapisa na pana nazwisko, na nasze nazwisko...
 Zota dziewczyna!
Kiedy bdzie ta fabryka? Ja tak niecierpliwie czekam, bo takam ciekawa zobaczy j
i mojego drogiego pana jako fabrykanta! A dziadek zrobi sobie nawet wistawk i ni budzi
nas i zwouje na niadania i obiady.
Wczoraj by u nas pan Adam Stawski, pamita go pan? bo podobno bylicie panowie razem
w gimnazjum? Opowiada bardzo ciekawe i wesoe szczegy z waszego ycia. Od niego
dopiero dowiedziaam si, e mj kochany pan Karol to by taki obuz i takie mia
powodzenie u kobiet jeszcze w gimnazjum. Ale dziadek przeczy temu stanowczo i mwi, e
pan Adam garz zawoany. Komu pan kae wierzy?
Pan Adam straci wszystko, bo majtek sprzedao mu Towarzystwo, ma wkrtce jecha do
odzi, bdzie i u pana.
 Jeszcze jeden niedoga!  szepn niechtnie.
Ma jaki projekt wielkiego wynalazku i obiecuje sobie, e na nim w odzi zrobi
majtek.
 Idiota! nie pierwszy i nie ostatni.
Trzeba mi koczy, bo mi si tak oczy klej i dziadek cigle woa, ebym posza spa.
Dobranoc, mj krlu zoty, dobranoc! Napisz jutro obszerniej. Dobranoc.
Anka
W przypisku byo jeszcze gorce polecenie oddawcw listu.
 Pienidze s, to dobrze, to bardzo dobrze, dwadziecia tysicy rubli. Zota dziewczyna.
Bez namysu oddaje swj posag.
56
Przeczyta raz jeszcze list i schowa go do biurka.
 Zota, dobra, powicajca si dziewczyna, ale... Dlaczego jest to ale! U diaba!  uderzy nog w dywan i zacz bezmylnie przerzuca stosy papierw na stole.
 Tak, dobra, moe najlepsza z tych, jakie znam, ale, ale, co mnie ona obchodzi?... Czy ja
j kocham? Czy ja j kiedy kochaem? Postawmy kwesti szczerze  myla, przypominajc
sobie dokadnie.
 Konie pana Bucholca po pana dyrektora  meldowa Mateusz.
Wsiad do powozu i pojecha do Bucholca.
Bucholc mieszka na samym kocu miasta, za fabrykami swoimi. W duym parku, graniczcym jedn stron z murami fabryk, ktre nad nim panoway, sta jednopitrowy dom, nazywany
paacem, zbudowany w tym dzko-berlisko-renesansowym stylu, z wieami
baniastymi po rogach, z szeregiem facjat51 ozdobnych, z tarasem na dachu, obwiedzionym
elazn balustrad.
Grupa wielkich, smutnych brzz bielia si w gazonie gwnym przed podjazdem paacowym.
cieki byy wysypane miaem wglowym i biegy niby pasy czarnej croisy52 wpord
poobwizywanych som r i drzewek poudniowych, co niby szyldwachy wycignit i za-amujc si pod prostym ktem lini obiegay wielki czworoboczny trawnik, na ktrego rogach
stay cztery posgi, okrcone na zim w kaway barchanowych podkadek, zrudziaych
na deszczach i mrozach.
W jednym kocu parku, pod czerwonymi murami fabryki, przez niskie krzewy i drzewa
byszczay w socu okna oranerii.
Park by smutny i niedbale utrzymywany.
Lokaj w czarnej liberii otworzy przed Borowieckim wielkie drzwi do przedpokoju, wyoonego dywanem i obwieszonego fotografiami fabryk, grupami robotnikw i mapami majtkw
ziemskich, jakie posiada Bucholc.
Czworo drzwi prowadzio w gb domu, a wskie elazne schody na pitro.
Wielka, elazna latarnia w stylu gotyckim, wiszca u sufitu, rozrzucaa agodne wiato,
co kolorowymi, jakby wypowiaymi plamami myo na ciemnym dywanie i drzewem wyoonych cianach.
 Gdzie pan prezes?
 Na grze, w swoim gabinecie.
Lokaj szed naprzd i uchyla portier, otwiera drzwi, a Borowiecki szed wolno przez
wspaniae pokoje, bardzo powanie i ciko umeblowane, zaciemnione prawie zupenie storami
opuszczanymi. Cisza go otaczaa zupenie, bo odgos krokw tumiy dywany.
Uroczysta, zimna powaga panowaa w mieszkaniu; meble stay w pokrowcach ciemnych,
zwierciada, wielkie yrandole, kandelabry, obrazy nawet na cianach pokryte byy zasonami
i tony w zmroku, w ktrym tylko byszczay brzowe ozdoby majolikowych53 piecw i zocenia
stiukowych sufitw.
 Herr von Borowiecki!  meldowa powanie lokaj w jednym z pokojw, gdzie pod
oknem, w gbokim fotelu, z poczoch w rku, siedziaa Bucholcowa.
 Gut morgen, Borowiecki  odezwaa si pierwsza, wyja drut i wycigna do niego rk
jakim automatycznym ruchem.
 Gut morgen, Madam  pocaowa j w rk i poszed dalej.
 Kundel! Kundel!  zakrzyczaa za nim papuga, uczepiona nogami u parapetu.
57
Bucholcowa pogaskaa j, umiechna si przyjanie do bandy wrbli, co pod oknami na
drzewach si biy, popatrzya w wiat peen soca i znowu robia poczoch.
Bucholca znalaz Borowiecki w naronym gabinecie.
Siedzia przed wielkim piecem z zielonych gdaskich kafli cudownie ornamentowanych,
w ktrym pali si ogie, grzeba w nim ustawicznie swoim nieodstpnym kijem.
 Dzie dobry! Kundel, krzeso dla pana  zawoa silnym gosem na lokaja, ktry sta
przy drzwiach, gotowy na najmniejsze skinienie.
Karol usiad tu obok niego, plecami do ciany.
Bucholc podnis swoje jastrzbie, czerwone oczy i dosy dugo widrowa twarz jego.
 Chory jestem  szepn wskazujc na nogi pookrcane w bia flanel i lece na taburecie,
wprost ognia, niby dwa way materiau surowego.
 Cigle to samo? reumatyzm?
 Tak, tak  szepta i jaki bolesny skurcz skrzywi mu szaro-taw, okrg twarz.
 Szkoda, e pan prezes nie wyjecha na zim do San Remo lub gdziekolwiek na poudnie.
 Co to pomoe, a ucieszybym tylko Szaj i tych wszystkich, co by chcieli, abym zdech
jak najprdzej. Kundel, popraw  krzykn na lokaja, wskazujc na nog swoj, zsuwajc
si z taburetu.  Ostronie! ostronie!  krzykn.
 Myl, e tych, co by chcieli paskiej mierci, jest bardzo mao, a moe i nie ma ich
zupenie w odzi, jestem nawet pewny, e ich nie ma.
 Co mi pan gadasz, wszyscy chc, abym umar, wszyscy  i dlatego wanie na zo bd
jeszcze y dugo, pan mylisz, e nie mam zazdrosnych, co?
 Kto by ich nie mia.
 Ile by da Szaja za moj mier, jak pan mylisz?
 Przypuszczam tylko, e za ruin pask, gdyby ta bya moebn, to daby bardzo wiele,
bardzo wiele pomimo swojego skpstwa.
 Pan mylisz?  szepn i oczy mu strzeliy pomieniem nienawici.
 Caa d wie o tym.
 Jeszcze i wtedy kogo by oszuka, bo zapaciby faszywymi pienidzmi albo wekslami
bez wartoci. Kundel...  opuci gow na piersi, na stary watowany szlafrok z atami naokciach, i zapatrzy si w ogie.
Borowiecki, zaprawiony ju dobrze w tej serwilistycznej subordynacji wobec milionerw,
nie mia nic mwi, czeka cierpliwie, a on pierwszy zacznie.
Rozglda si po cianach, wybitych bardzo ciemnym winiowym adamaszkiem jedwabnym,
obwiedzionym szerok zot lamperi. Kilka ordynarnych oleodrukw niemieckich wisiao na cianach. Olbrzymie mahoniowe biurko stao w rogu pomidzy dwoma oknami,
przysonitymi ekranami z kolorowych szkie. Linoleum, naladujce posadzk, pokrywao
podog gabinetu i byo nader mocno powydeptywane.
 Sucham pana  mrukn szorstko.
 Mwilimy o Szai.
 Dajmy spokj temu. Kundel! niech tutaj przyjdzie Hamer. Co to, za pi minut mam
bra piguki, a tego bazna nie ma jeszcze. Pan znasz wczorajsze nowiny?
 Syszaem, pan Knoll mwi mi w teatrze.
 Pan bywasz w teatrze?
58
Oczy mu zawieciy urgliw zoliwoci.
 Nie rozumiem nawet pytania pana prezesa.
 Prawda, e pan Polak, prawda, e pan von  zacz si krzywi jakby do miechu.
 Przecie i pan prezes bywa w teatrze.
 Ja jestem Bucholc, panie von Borowiecki. Ja mog bywa wszdzie, gdzie mi si podoba
 podnis gow i dumnie, miadco patrzy.
 Winne s teatry, e zamiast by dla niektrych ludzi tylko, stoj otworem dla wszystkich
majcych za co kupi sobie miejsce  szepn Borowiecki i nie mg powstrzyma zoliwego
umiechu.
 Nie sucham paskie gadanie  stukn ze zoci kijem w gownie, e a si iskry posypay na pokj.
 Daruje pan prezes, e go poegnam  mwi Borowiecki, podnoszc si z krzesa, zirytowany
ostatnimi sowami.
 Sied pan, zaraz bdzie obiad. Tu si nie ma o co obraa, zreszt pan wiesz, jak pana
ceni, pan jeste wyjtkowym Polakiem. Knoll mwi panu o wszystkim?
 O bankructwach ostatnich.
 Tak, tak... Wyjecha za pilnym interesem i wanie prosz pana o zastpienie go na cay
czas nieobecnoci. Murray zastpi pana w drukarni.
 Dobrze, a co do Murraya, to bardzo zdolny czowiek.
 I gupi. Siadaje pan. Ja lubi Polakw, ale z wami wcale gada nie mona, zaraz si
byle swkiem obrazi, i bd zdrw. Langsam54, panie Borowiecki, langsam, pan nie zapominaj,
e jeste moim czowiekiem.
 Pan prezes za czsto mi przypomina, abym o tym chocia na chwil zapomnie mg.
 Uwaasz pan to za niepotrzebne?  pyta, patrzc na niego z umiechem dobrotliwym.
 Jak komu i jak gdzie.
 Ja bym panu da konie, tylko niech pan nimi powozi bez bata i bez cugli.
 Porwnanie jako porwnanie nie jest ze, tylko nie bardzo mona je zastosowa do nas
wszystkich, pracujcych u pana.
 Ja go nie stosuj do pana ani do paskich niektrych, uwaasz pan, mwi niektrych
kolegw, tylko do tej czarnej roboczej masy...
 I ta robocza masa to ludzie.
 Bydo, bydo  wykrzykn bijc kijem w taboret z caych si.  Pan si tak nie patrz na
mnie, ja tak mwi mog, bo ja ich wszystkich ywi.
 Tak, ale oni pracuj dosy dobrze na to ywienie, zarabiaj.
 U mnie zarabiaj, ja im daj zarobek, oni mnie powinni caowa po nogach, bo jakbym
im nie da roboty, to co?
 To by sobie znaleli gdzie indziej  szepn, bo zo nim miota poczynaa.
 Zdechliby z godu, panie Borowiecki, jak psy.
Borowiecki nic ju si nie odzywa, by zirytowany t pych gupi Bucholca, ktry przecie pomidzy dzkimi fabrykantami by unikatem z wielkiego rozumu i wyksztacenia, a tak
prostej kwestii nie rozumia.
 Panie prezesie, szedem wanie z pigukami, kiedy przyszed August.
 Cicho! Jeszcze cae dwie minuty. Zaczekaj!  rzuci ostro do swojego nadwornego doktora,
ktry si nieco zmiesza takim przyjciem, ale stan pokornie o kilka krokw przy
59
drzwiach i czeka, biegajc zalknionym, niespokojnym wzrokiem po twarzy Bucholca, ktry,
wpatrzony w stary srebrny zegarek, nachmurzony siedzia w milczeniu.
 Ty si, Hamer, pilnuj, ja ci pac za to, dobrze pac  rzek po chwili, nie odrywajc
wzroku.
 Panie prezesie!
 Bucholc mwi, cicho!  rzek z naciskiem i uderzy go oczami. Ja jestem punktualny,
jak mi raz powiedzieli, e bra piguki co godzina, to bior co godzina. Pan musisz by bardzo
zdrowym, panie Borowiecki, wida to po panu.
 Tak bardzo jestem zdrowy, e jakbym posiedzia w fabryce w drukarni jeszcze dwa lata,
to mam pewne suchoty. Ju mnie j doktorzy ostrzegali.
 Dwa lata! mona jeszcze duo wydrukowa towaru przez dwa lata. Hamer, dawaj!
Hamer z namaszczeniem odlicza pitnacie piguek homeopatycznych na wycignit
rk Bucholca.
 Prdzej! ty kosztujesz tyle co dobra maszyna, a ruszasz si tak powoli  sykn i pokn
piguki.
Lokaj poda mu na srebrnej tacy szklank z wod do picia po lekarstwie.
 On mi kae poyka arszenik, to jaka nowa metoda leczenia, zobaczymy, zobaczymy...
 Ja ju widz due polepszenie w zdrowiu pana prezesa.
 Cicho, Hamer, nikt ci o to wcale nie pyta.
 Dawno pan prezes prowadzi t arszenikow kuracj?  zapyta Borowiecki.
 Trzeci miesic mnie ju zatruwa. Moesz i, Hamer!  rzuci wyniole.
Doktr ukoni si i wyszed.
 agodny czowiek z tego doktora, ma obwatowane nerwy!  zamia si Borowiecki.
 Ja mu je watuj pienidzmi. Ja mu dobrze pac.
 Telefon si pyta, czy jest pan Borowiecki? co mam powiedzie?  meldowa w drzwiach
dyurny, przyboczny urzdnik Bucholca.
 Pozwoli pan prezes?
Bucholc kiwn niedbale gow.
Karol zeszed na d, do przybocznego kantoru Bucholca, gdzie by telefon.
 Borowiecki, kto woa?  pyta przykadajc ucho do muszli.
 Lucy. Kocham ci!  drgay mu roztrzsione odlegoci wyrazy w uchu.
 Wariatka!  szepn umiechajc si ironicznie na stronie.
 Dzie dobry.
 Przyjd wieczorem o smej. Nikogo nie bdzie. Przyjd. Czekam. Kocham ci! Suchaj,
cauj ci, do widzenia.
Istotnie, odczu rozprynite mlanicie, jakby odgos pocaunku.
Telefon zamilk.
 Wariatka! Bdzie z ni ciko, nie zadowolni si byle czym  myla, powracajc na gr
i by wicej zniecierpliwionym ni uradowanym tym oryginalnym dowodem mioci.
Bucholc, wcinity w fotel, pooy kij na kolanach i przerzuca jak grub, przepenion cyframi
broszur, ktra tak go pochona, e co chwila apa spodni warg przycite krtko wsy,
co si nazywao w jzyku fabrycznym: ssie nos, a co byo oznak gbokiego zaabsorbowania.
Stos cay listw i rozmaitych papierw lea przy nim na niskim stoliku, caa wieo nadesza poczta dzisiejsza, ktr zwykle sam odbiera.
60
 Pomoe mi pan rozsegregowa listy, panie Borowiecki, zastpi pan Knolla od razu,
zreszt, chc pana nieco zabawi.
Borowiecki spojrza pytajco.
 Listami. Zobaczy pan, jakie i o co lity pisuj do mnie.
Odoy za siebie broszur.
 Kundel, dawaj!
Lokaj wszystkie papiery ze stolika zsypa mu na kolana.
Bucholc z szybkoci nieporwnan przeglda koperty i rzuca za siebie razem z objanieniem:
 Kantor!
Lokaj w powietrzu chwyta wielkie koperty opatrzone firmami.
 Knoll!  Listy z adresem zicia.
 Fabryka!
Na tych by adres firmy dla dorczenia pracujcym w fabrykach.
 Centrala!  Faktury kolejowe, zapotrzebowania, rachunki, trasy.
 Drukarnia!  Cenniki farb, prbki kolorw na cienkich kartonach i malowane wzory
deseni.
 Szpital!  Listy do szpitala fabrycznego i do doktorw.
 Merienhof!  Do zarzdu majtkw ziemskich, ktry by przy gwnym zarzdzie fabryki.
 Osobno!
Te byy niezdecydowane i szy na biurko Bucholca albo zabiera je Knoll.
 Uwaaj, Kundlu!  krzykn, uderzajc kijem za siebie, bo usysza list padajcy na ziemi,
i znowu rzuca i komenderowa ostro i krtko.
Lokaj zaledwie zdy chwyta i wrzuca w otwory szafki z odpowiednimi napisami, ktrymi
wpaday przez rury na d, do przybocznego kantoru, skd je rozwoono natychmiast
i roznoszono.
 A teraz bdziemy si bawi!  szepn, skoczywszy rzuca, zostao mu na kolanach
tylko dziesi listw rnych formatw i kolorw.  Bierz pan i czytaj!
Karol rozdar kopert pierwszego listu, rwn, opatrzon monogramem, i wyj list pachncy fiokami, pisany wykwintnym kobiecym charakterem.
 Czytaj pan, czytaj  szepn widzc, e Borowiecki przez dyskrecj si ociga.
Janie wielmony panie prezesie! Omielona rozgosem i czci, z jak wszystko, co nieszczliwe,
wymawia imi pana prezesa, udaj si do niego z bagaln prob o pomoc, udaj
si tym mielej, i wiem, e czcigodny pan nie zostawi proby mojej bez odpowiedzi, jak
nigdy nie zostawia niedoli ludzkiej, ez sierocych i cierpie, i nieszcz bez wsparcia i opieki.
Znane jest twoje dobre serce w caym kraju, znane!
Bg wie, komu dawa miliony!
 Ha, ha, ha!  mia si cicho i tak serdecznie, i mu oczy na wierzch wychodziy.
Nieszczcia nas przeladoway, grady, pomr, susze, ogie, i doprowadziy do ostatniej
ruiny i takiej, e dzisiaj m mj sparaliowany dogorywa.
 Niech zdechnie!  rzuci twardo.
A ja z czworgiem dzieci umieram z godu. Zrozumie pan prezes okropno mego pooenia,
okropno tego kroku, jaki robi ja, wychowana w innej sferze, jako kobieta z towarzystwa,
musz si ponia i nie dla siebie, bo raczej umarabym z godu, ale to czworo
niewinnych dziatek!
61
 Daj pan spokj, to nudne. W kocu czego ona chce?
 Poyczki na zaoenie sklepu, w iloci tysica rubli  rzek Karol, przeczytawszy piesznie
reszt listu, pisanego wci w tym paczliwie sztucznym stylu.
 W ogie!  zakomenderowa krtko.  Czytaj pan dalej.
Teraz by list mozolnie wykaligrafowany jakiej wdowy po urzdniku, ktra miaa szecioro
dzieci i sto pidziesit rubli emerytury i prosia o danie jej w komis sprzeday resztek
fabrycznych, aby moga wychowa dzieci na dobrych obywateli kraju.
 W ogie! Ja na tym duo strac, jak z nich bd zodzieje.
Potem nastpowa list jakiego szlachcica, pisany nie bardzo ortograficznie, na papierze
pachncym ledziami i piwem, widocznie pisany w jakiej restauracji maomiasteczkowej,
w ktrym ten przypomnia, e przed laty mia przyjemno zna Bucholca i jako mu wtedy
sprzedawa par koni.
 lepych!... Znam go, on pisuje co rok, jak si rata kwietniowa zblia, nie czytaj go pan
dalej, ja wiem, co tam jest, proba o pienidze i zaklinanie, e szlachcic szlachcica broni
powinien! Gupiec! W ogie.
I tak dalej szy listy: od wdw z dziemi, bez dzieci, z mami chorymi lub matkami, od
sierot, od okaleczonych w fabryce, od ludzi poszukujcych posad, od technikw, inynierw,
od rozmaitych wynalazcw, ktrzy obiecywali zrobi przewrt w przemyle bawenianym,
a tymczasem dali poyczki na dokoczenie studiw i modeli; by nawet jeden list miosny,
wyznanie jakiej znanej dawniej, ktra nigdy zapomnie nie moga w obecnej niedoli szczcia
dawnego.
 W ogie! W ogie!  zakrzycza trzsc si ze miechu i nie chcia sucha szumnych,
patetycznych tyrad, zakl, baga, zakoczonych prob o poyczk.
 Uwaasz pan, jak ludzie mnie ceni! jak kochaj moje ruble!
Byy listy i wymylajce najohydniej.
Karol si powstrzyma, nie wiedzc, czy czyta.
 Czytaj pan, wymylaj mi, ja to lubi, to przynajmniej szczere, a czsto zabawniejsze
ni tamte.
Karol czyta list zaczynajcy si od sw: Herszcie zodzieju dzkich  przechodzi ca
skal kltw i wymyla, z ktrych najagodniejsze brzmiay: winio niemiecka, otrze,
zbrodniarzu, pijawko, psie pody, kartoflarzu  a koczy si takim frazesem: Jeli ci pomsta
boska minie, to ci kara ludzka nie minie, ty pody psie i drczycielu. List by bez podpisu.
 On ma humor. Ha, ha, ha, wesoe bydl.
 Wie pan prezes, e ja ju mam dosy, ju mi obrzydo.
 Czytaj pan, napij si pan szaflikiem caym tych zgrzz ludzkich, to dobrze robi na otrzewienie.
To naley do psychologii odzi i waszego niedostwa.
 Nie wszystkie listy s od Polakw, s i po niemiecku, nawet wiksza cz jest w tym
jzyku.
 To wanie dowodzi, e s wszystkie od Polakw. Wy macie zdolno do jzykw i do
ebraniny, wy to dobrze robicie  mwi z naciskiem.
Karol popatrzy na niego oczami, w ktrych zaczy byska zielone skry gniewu i nienawici,
ale czyta dalej, jak denuncjacj na gwnego magazyniera, e kradnie towary.
 Daj pan, o tym trzeba si przekona.
62
Schowa list do kieszeni.
Byy jeszcze skargi na majstrw, byy pogrki odprawionych z roboty, byy i takie denuncjacje,
e ktry powiedzia na Bucholca: winia z wypalonymi oczami, Stary zodziej,
pisane owkiem na kawakach papieru opakunkowego.
 Daj pan ten list, to wany, drogi dokument, co o mnie mwi moi ludzie  i umiechn
si pogardliwie.
 Pan mylisz, e ja codziennie czytam takie listy? Ha, ha, ha! August nimi podpala w piecu,
caa korzy z tego nacigania.
 A swoj drog pan prezes rocznie daje kilka tysicy rubli na rne cele publiczne.
 Daj, daj, bo mi je z garda wydzieraj, bo musz dla witego spokoju rzuci jak ko
dla hooty.
 Dawniejsza zasada: szlachectwo obowizuje, zmienia si dzisiaj na: miliony obowizuj.
 Gupia, nihilistyczna zasada. Co mnie obchodzi, e zdychaj z godu, niech zdychaj.
Zawsze jaka cz ludzi musi nic nie mie. Mnie nikt nie da ani grosza, wszystko musia-em sobie wyrwa, wyrobi, wic dlaczego ja mam dawa drugim, za co? Niech mi kto udowodni,
e powinienem. Komu ja mam dawa? Panom, ktrzy przehulali majtki, niech ich
diabe wemie. Tu u was wszyscy chc bra, a nikt robi nie chce. Mg ktry z was tak jak
ja przyj do odzi, zabra si do roboty, zrobiby tak samo jak ja majtek. A dlaczego tak
nie byo? bo wycie w tym czasie robili u nas rewolucj... Ho! ho! Donkiszoci!  splun z pogard na wasne nogi i mia si dugo, rozbawiony niesychanie.
Karol chodzi po pokoju nie chcc nic mwi, i chocia zaczynao si w nim wszystko
trz z gniewu, milcza i udawa obojtnego, wiedzia, e Bucholca nie przekona, a nie chcia
mu si naraa.
Bucholc zauway to pewne udrczenie, jakie sprawia Borowieckiemu, i dlatego wanie
gada coraz boleniejsze dla niego rzeczy, torturowa go z rozmysem; lubi, sprawiao mu to
niezwyk przyjemno, jeli mg mczy kogo i plu w ludzkie dusze.
Lea nieomal w fotelu, z nogami, ktre si prawie przypiekay przy ogniu ustawicznie
podsycanym, a w ktrym co chwila grzeba kijem; z twarz szarot niby trupa rozkadajcego si, w ktrej wieciy krwawo oczy zoci i urganiem. Okrga czaszka, pokryta resztkami
siwych wosw, odrzynaa si janiej od ciemnego ta fotelu.
Nie zamyka prawie ust, tylko z coraz wiksz pasj plu na wszystko i kopa wszystko.
Wyglda niby boek pookrcany w achmany i szmaty, ktry w gbi swej wityni zotej ley
na milionach i nimi potny urga wszystkiemu, drwi ze saboci, szydzi z uczu i samo czowieczestwo
nie podniesione milionami ma w pogardzie.
Przerwa mu wreszcie lokaj, meldujcy obiad.
Dwch ludzi wzio z nim fotel i nioso do jadalni, pooonej na drugim kocu domu.
 Pan umiesz sucha, pan jeste mdry czowiek!  szepn do Karola, idcego tu obok.
 To byo wszystko bardzo ciekawe, co pan mwi, zajmowao mnie to bardzo jako materiay do patologii milionerw  rzek powanie, patrzc mu si w oczy.
 Panie!... Nie przechylaj!  rykn na lokaja, nioscego z lewej strony, uderzajc go kijem
w gow.  Panie Borowiecki, ja pana szanuj bardzo, daj pan rk. My si rozumiemy,
my moemy dobrze y ze sob, licz pan zawsze na mnie.
W jadalni bya ju Bucholcowa i gdy ma ustawili przy stole, pocaowaa go w gow,
podajc w zamian swoj rk do ucaowania, usiada naprzeciwko.
63
Doktr by take, przystpi pierwszy do Borowieckiego i przedstawi si.
 Hamerstein, dr Juliusz Gustaw Hamerstein  powtrzy z naciskiem, gadzc wielk konopiast brod, spywajc mu a do p piersi.
 Doktr homeopatii i wegetarianizmu. Kundel, kosztuje mnie cztery tysice rubli rocznie,
wypala moje drogie cygara i obiecuje, e albo mnie wyleczy, albo umr...
Doktr, chcia co powiedzie, ale stara bardzo cichutkim gosikiem zapraszaa do obiadu,
ktry zaraz lokaje zaczli roznosi.
Rozmowa toczya si po niemiecku.
 Pan nie wegetarianin?  pyta Hamerstein, wycigajc brod spod serwetki, w jak by
obwizany.
 Nie, panie. Jestem zupenym panem wszystkich swoich wadz  odpar do cierpko, bo
mu si niesmaczn wydaa ta figura, jakby rozlana, z wielkim brzuchem, z wielk twarz,
z olbrzymi ys czaszk, wiecc jak rondel wieo wyczyszczony.
Hamerstein poruszy si niecierpliwie, rzuci pogardliwe spojrzenie spod wypukych niebieskich
okularw i rzek sucho:
 Kada prawda bywa zawsze z pocztku wymiewan.
 Pan ma duo zwolennikw w odzi?
 Siebie i moje psy chore na parchy, bo im weterynarz nie kaza dawa misa  drwi Bucholc,
ktry siedzia przy stole, ale nie jad nic prcz kaszy owsianej z mlekiem.
 Co d, co caa Polska  barbarzystwo!
 Dlatego pan przyjecha? Dobre pole do apostolstwa.
 Ja napisaem ksik o wegetarianizmie pod tytuem Naturalne poywienie, mog j
panu przysa.
 Dzikuj, przeczytam z ciekawoci, ale wtpi, czy pan zyska we mnie adepta.
 Pan prezes to samo mwi z pocztku, a teraz...
 A teraz jeste gupi, mj Hamer, bo tego nie rozumiesz, e jak si jest chorym, a caa
gupia medycyna nie pomaga, to czowiek gotw jedzi do owczarzy, do ksidza Kneippa,
wreszcie nawet do twojej elektryczno-homeopatyczno-wegetariasko-arszenikowej metody.
 Bo ona jedynie pomaga, bo zasada homeopatii: similia similibus curantur55, jest zasad
naturze ludzkiej najbardziej odpowiedni, jest jedynie prawdziwa. Pan prezes stwierdza j na
sobie najlepiej.
 Dotychczas tak, ale jak si zmieni na gorsze, to moesz by doktr pewnym, e ci obij
kijem i ka razem z ca twoj blag zrzuci ze schodw.
 Kto daje nowe prawdy, bierze w nagrod mczestwo  szepn sentencjonalnie, dmuchajc w mleko.
 Daj spokj z mczestwem, ty bierzesz w nagrod cztery tysice rubli i twarz ci si wieci
sadem jak latarnia.
Doktr podnis w gr okulary, jakby powoywa sufit na wiadka, ile cierpi, i jad dalej
kasz z mlekiem.
Pmisek saaty z oliw i drugi z kartoflami sta przed nim.
Umilkli.
Lokaje niby cienie przemykali si bez szelestu, ledzc, co mg kto potrzebowa.
Jeden sta za Bucholcem i podawa natychmiast to, na czym wzrok jego zatrzymywa si.
 Kundel!  mrucza czasami Bucholc, gdy si opni lub le poda.
64
Bucholcowa z drugiej strony stou siedziaa, nie biorc zupenie udziau w rozmowie.
Jada bardzo wolno, ujc przednimi zbami, umiechaa si niby maska woskowa bladymi
ustami, spogldaa martwym wzrokiem na Borowieckiego, poprawiaa chwilami koronkowy
czepeczek, ktry stroi jej siwe wosy, gadko przyczesane nad czoem tym i suchym,
o pozapadanych skroniach, gaskaa papug, wiszc na porczy krzesa niby pk barw najjaskrawszych,
ma, pomarszczon, t rk.
Gdy jej byo czego potrzeba, kiwaa na lokaja i mwia mu szeptem prawie niedosyszalnym
albo pokazywaa palcem. Siedziaa niby mumia, yjca tylko w pozostaych, automatycznych,
najduej trwajcych ruchach.
Obiad by najzwyklejszy, na sposb niemiecki. Mao misa, a wiele jarzyn.
Zastawa bardzo zwyka: platery dobrze ju zuyte, porcelana powyszczerbiana, malowana
w gobki na brzegach talerzy.
Dla Borowieckiego tylko podano koniak i kilka gatunkw win, ktre mu sam Bucholc
nalewa zachcajc:
 Pij pan, panie Borowiecki, to jest dobre wino.
Koniec obiadu szed milczco i nudnie.
Cisza panowaa przytaczajca, czasem tylko papuga nic nie mogc cign ze stou krzyczaa: Kundel! Ale to samo rzuca szeptem Bucholc pod adresem lokaja. A kade sowo
czy dwik rozlegao si echem, prawie huczao w tej wielkiej jadalni, w ktrej mogo si
pomieci dwiecie osb, obstawionej ciemnymi, dbowymi kredensami rzebionymi w stylu
staroniemieckim i zydlami w tyme samym stylu.
Wielkie okno weneckie, wychodzce na mury fabryk, dawao niewiele wiata, rozwietla-o tylko ten koniec stou, przy ktrym siedzieli, reszta tona w jakim rdzawym zmroku,
z ktrego wynurzali si co chwila jak czarne cienie  lokaje.
Soce przedaro si z boku okna i rozlao smug czerwonawego, przedzachodniego wiata na p stou.
 Zaso!  krzykn Bucholc, bo nie lubi sonecznego wiata, i patrzy z luboci
w yrandol, ktry rozbysn elektrycznoci.
Obiad si wreszcie skoczy na pociech Karola, ktremu si ju spa zachciao w tej ciszy
i nudzie.
Stara tak samo pocaowaa ma w gow, nadstawiajc w zamian rk i wycigna j
nastpnie automatycznym ruchem do Borowieckiego, ktry ju nie siedzia dugo, zamieni
kilka sw po cichu z doktorem, bo Bucholc drzema w fotelu, i nie egnajc si z nim, wyszed.
Jadalnia zupenie opustoszaa, zosta tylko picy Bucholc w fotelu i lokaj stojcy o par
krokw, nieruchomy, wpatrzony, gotowy na kade skinienie.
Borowiecki, wydostawszy si na ulic, na wiee powietrze i na jasny, soneczny dzie,
odetchn z uczuciem ulgi ogromnej.
Odesa konie Bucholca czekajce na niego i poszed pieszo, min park i obok fabryki
skrci z Piotrkowskiej w ma nie brukowan uliczk, biegnc w pola i z jednej strony obstawion dugimi, pospnymi koszarami dla robotnikw.
Smutnie tam byo i brzydko.
Wielkie, dwupitrowe szopy kamienne bez najmniejszych ozdb, nagie, czerwienice si
bolenie ndzn ceg cian, wykruszanych przez wiatry, przeglday si w ulicy, penej cuch65
ncego bota; setki maych, poprzepalanych okienek, z rzadka bielejcych si firankami lub
ozdobionych doniczkami kwiatw, patrzyo w potne korpusy fabryki rozkadajcej si po
drugiej stronie drogi za wysokim parkanem i szeregiem olbrzymich topoli z uschnitymi
czubkami, co stay niby szkielety grone, rozgraniczajc te smutne katakumby ludzkie, do
jakich miay podobiestwo domy robotnicze, od fabryk, ktre w ciszy niedzielnego odpoczynku,
oniemiae, milczce, a potne ogromem, wygrzeway w wiosennym socu swoje potworne
cielska i byskay ponuro tysicami okien.
Borowiecki przesuwa si pod domami, po wskich kadkach i kamieniach, miejscami zupenie zalanymi przez boto, ktre niby wod falowao i rozpryskiwao si a na parterowe
okna i na drzwi prowadzce do sie i kurytarzy, w ktrych huczay krzyki dzieci.
Za domami wszed do dugiego ogrdka, graniczcego przez drog z polami rozlegymi,
na ktrych w oddaleniu czerwieniy si mury fabryk i porozrzucane samotnie domy. Wiatr
stamtd zawiewa zimny i wilgotny i szeleci liciami ywopotw grabowych, co uschnite,
te, trzsy si za kadym powiewem i opaday na czarne, rozmike uliczki ogrdka.
W ogrodzie sta wysoki, jednopitrowy dom, w ktrym mieszka jego pomocnik Murray,
byo w tym domu i jego mieszkanie, jakie mu fabryka wyznaczya, cae pitro lub parter do
wyboru, ale Borowiecki mia nieprzezwyciony wstrt do tego mieszkania smutnego.
Z jednej strony z okien wida byo podwrza domw robotniczych: od frontu szed ogrdek
i widok na fabryk, a z lewej sza tak samo jak od frontu ostatnia zamiejska ulica, nie brukowana,
otoczona rowami o kilkookciowej gbokoci, nad ktrymi rosy stare, umierajce drzewa, chylce si coraz bardziej, podmywane ciekami spywajcymi z ssiednich fabryk, a za nimi oczy leciay po wielkim kawale ziemi, penej dow, kau, gnijcej wody, zafarbowanej odpywami
z blichw i apretur, stosw rumowisk i mieci, jakie tutaj wywoono z miasta, rozwalonych piecw
cegielnianych, grup drzew poschnitych, ladw zagonw, kup gliny pozostawionej od jesieni,
domkw skleconych z desek i maych fabryczek pod samym lasem szajblerowskim, co swoj
zdrow czerwonoci i martwymi, twardymi konturami raziy wprost oczy.
Nie cierpia tego dzkiego krajobrazu, wola mieszka w wynajtym mieszkaniu i niezbyt
wygodnym, ale mieszka w miecie i z przyjacimi, z ktrymi czya go nie tyle przyja,
co dawna zayo i przyzwyczajenie wieloletnie. Razem mieszkali przez cay czas studiw
w Rydze, razem jedzili za granic i razem przed kilku laty znaleli si w odzi.
Borowiecki by chemikiem-koloryst, Baum tkaczem i przdzalnikiem, a Welt skoczy
kursa handlowe.
W odzi mieli swoje nazwy zoliwe: Welt i dwa due B, albo: Baum i -ka, czyli trzech
braci dzkich.
Murray wybieg a do ogrdka na spotkanie i ju z daleka wyciera rce, ktre mu si
wci pociy, wielk jak przecierado, t chustk.
 Mylaem, e pan ju wcale nie przyjdzie.
 Przecie obiecaem.
 Jest u mnie jeden mody warszawiak, ktry niedawno przyjecha do odzi.
 Kt taki?  pyta obojtnie, zdejmujc palto w przedpokoju obwieszonym a po sufit
sztychami przewanie nagich kobiet.
 Handlowiec, zakada jak agentur.
 U diaba, na dziesiciu spotkanych na ulicy szeciu jest wieo przybyych i zakadajcych agentury, a dziewiciu chccych zrobi miliony.
66
 Tote si w odzi robi gsto.
 Ba, eby ci nowi byli k o l o , ale to b e j  najpodlejszy.
Kozowski, w warszawiak, podnis si niedbale z kanapki na przywitanie i opad z powrotem
ciko, pi ustawicznie herbat, ktr mu z samowara nalewa Murray.
Rozmowa zawizaa si ywo, bo Murray by rano w miecie i opowiada o skutkach bankructw.
 Ze dwadziecia firm diabli wezm zaraz, a z ilu takie plajty wypuszcz krew, to si pokae. W kadym razie Wolkman si chwieje, Grosman, zi Grnspana, oblicza si; Fryszman,
mwi, e on tylko czeka takiej okazji i zaraz dzisiaj z wielkim popiechem p o  o  y  i , ba si, eby mu czasem nie przeszkodzili, potrzebuje zarobi, ma wypaca posag
ziciowi. Mwi, e i Trawiski lata dzisiaj po bankierach, co z nim le, pan go zna, panie
Borowiecki.
 Nasz kolega z Rygi.
 Widz, e tutaj caa Sodoma i Gomora  wykrzykn Kozowski mieszajc herbat.
 A c w Warszawie sycha, wci Mikado?  zapyta Karol drwico.
 Mwi pan o dawnej przeszoci, o bardzo dawnej.
 Nie jestem au courant spraw warszawskich, przyznaj si szczerze.
 Widz to, ot u nas panuje teraz Ptasznik z Tyrolu, wspaniaa heca.
Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz, ptaszku, mj!
Zacz nuci bezwiednie i z luboci.
 Powiadam panu, e Czosnowska jest boska po prostu.
 C to za dama?
 Pan nie wie? Naprawd pan nie wie? ha, ha, ha!  zacz si mia na cae gardo.
 Panie Robercie, pokacie mi to nowe urzdzenie  prosi Karol.
I wyszli zaraz na drug stron domu.
 Ale to cay magazyn piknych mebli!  wykrzykn zdziwiony.
 Co, adne, prawda?  szepta z dum i zadowoleniem i jego wyblade oczy promienioway, szerokie usta miay mu si, gdy pokazywa cae urzdzenie domu.
By salonik maleki, elegancki, zapchany meblami o tych obiciach, stojcymi na bladofiokowym dywanie, obwieszony portierami, take tymi.
 To jest adna kombinacja!  zawoa Karol, z przyjemnoci patrzc na harmoni, w jak
zleway si barwy.
 Co, adne, prawda?  woa uszczliwiony wycierajc wci rce, eby dotkn jedwabnych
sznelowych56 firanek.
Garb mu drga i unosi co chwila surdut na plecach, ktry obciga ustawicznie.
 To bdzie jej pokj, jej buduar  szepn cicho, z namaszczeniem wprowadzajc do
malekiego pokoiku, zastawionego miniaturowymi sprztami i masami cacek porcelanowych.
Pod oknem wielka ardinierka zocona dwigaa cay bukiet kwitncych rnokolorowych
hiacyntw.
 Ale pan o niczym, jak widz, nie zapomniae.
 Ja myl o tym przecie  rzek mocno, wytar rce, obcign surdut i kocisty dugi nos
wsadzi w kwiaty, gboko oddychajc ich zapachem.
67
Pokaza mu jeszcze sypialni i may pokoik od tyu.
Wszystkie byy rwnie elegancko i z komfortem umeblowane, wszdzie zna byo rk
czowieka znawcy i kochajcego bardzo przysz swoj on.
Wrcili do saloniku. Karol usiad i patrzy z uczuciem podziwu na niego.
 Zna, e pan kochasz gboko  szepn.
 Kocham, kocham bardzo! eby pan wiedzia, jak wci myl o niej.
 A ona?
 Cicho!... nie mwmy o tym  przerwa prdko, zmieszany jego zapytaniem.
Zacz strzepywa z krzesa jaki py nie istniejcy, aby pokry wzruszenie.
Karol zamilk, pali papierosa i czu, e go obejmuje senno; usadowi si wygodniej
w fotelu, pali, przymyka oczy lub patrzy przez okno w sine niebo, na ktrym w dali rysoway si czarne sylwetki kominw fabrycznych.
Cisza ich ogarna senna.
Murray wyciera rce, obciga surdut, gadzi ca doni swoje potne, czysto wygolone
szczki i zapatrzy si w dywan, w te blade kwiatki margeritek, jakie zajmoway rodkowe pole.
Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz, ptaszku mj!
Drga przyduszonymi dwikami piew Kozowskiego i cichy gos fortepianu przeciska
si do saloniku, i niby sodk ros dwikw opada na ich gowy.
Borowiecki walczy ze snem, pociga papierosa, ale rka mu ciya i opadaa na porcz fotelu.
Murray si rozmarza przyszym szczciem, y t nadziej oenienia si.
Jego mikka, prawie kobieca dusza rozpywaa si w tysicznych drobiazgach, ktrymi
napeni mieszkanie, i z gry cieszy si wraeniem, jakie to musi zrobi na onie.
Chcia mwi, ale spostrzeg, e Borowiecki pi w najlepsze, zrobio mu si troch przykro,
wic nie budzc go przysoni okno stor, wyj mu z rki palcego si papierosa i wyszed na palcach.
Kozowski wci piewa i brzdka na fortepianie.
 Moe pan zapiewa jak miosn, tylko bardzo tak, no, gorc piosnk! Ja panu tymczasem
nalej harbaty  prosi Anglik Murray.
 Z jakiej operetki?
 Ja nie wiem z jakiej. Ja tylko bardzo lubi piewy miosne.
Kozowski bardzo chtnie zacz mu wypiewywa rozmaite popularne w Warszawie
piosnki.
 Widzi pan, to nie to, ja nie umiem nazwa, bo za mao znam wasz jzyk, ale chciabym
co sodkiego i adnego, te, co pan piewa, s ordynarne bardzo.
 Prosz pana, ja je we wszystkich warszawskich salonach piewaem.
 Ja panu wierz, le powiedziaem, bo one s adne, tylko zapiewaj pan jeszcze.
Kozowski zacz nuci pgosem ze swego niewyczerpanego repertuaru piosnki Tostiego;
piewa niestrudzenie i wszystkie, jakie umia; jego tenorowy, may, ale metaliczny gosik,
umylnie przytumiony, dwicza przelicznie.
Murray zasucha si cay, zapomnia nalewa herbaty, nie wyciera rk, nie obciga surduta,
tylko ca dusz pi t sodk, namitn, palc, to znowu melancholijn muzyk, sucha
ca istot, a mu oczy pyway we zach zachwytu, a mapia duga twarz drgaa ze wzruszenia.
68
VI
Moryc Welt wyszed koo jedenastej z domu, jak mwi Mateusz Borowieckiemu, i wlk
si raczej, ni szed, trotuarem wystawionym na soce, zatopiony w jakiej kombinacji finansowej,
bo nie widzia znajomych, jacy mu si kaniali. Patrzy na ludzi i na miasto tpym
wzrokiem zamylenia.
 Jak to urzdzi? Jak to urzdzi?  myla w kko.
Soce wiecio jaskrawo nad odzi, nad tysicami kominw, co stay w ciszy niedzielnego
odpoczynku i w czystym, przejrzystym powietrzu, nie zaciemnionym dymami, rdzawiy
si i niby potne pnie sosen, opynite bkitnawym wiosennym powietrzem.
Masy robotnikw, poubieranych witecznie w letnie jasne ubrania, w krzyczce kolorowe
krawaty, w czapki o mocno byszczcych daszkach lub wysokie, dawno wysze z mody
kapelusze, z parasolami w rkach, zalewao Piotrkowsk, cignli sznurami z bocznych ulic
i toczyli si na trotuarach tym cikim ruchem masy, ktra z biernoci poddaje si wszelkiemu
parciu; robotnice w cudacznych jaskrawych kapeluszach, w sukniach do figury, w jasnych
pelerynkach, to znowu w chustkach kraciastych na ramionach, z wosami gadko
przyczesanymi i wieccymi pomad i szpilkami zotymi, czasem wetknitym sztucznym
kwiatkiem, dreptay wolno, rozpierajc si okciami w tumie, ochraniajc czsto w ten sposb
sztywne, mocno wykrochmalone suknie albo rozpite nad gowami parasolki, ktre jak
wielkie motyle o tysicach barw chwiay si nad t szar, wci pync rzek ludzk, wzbierajc po drodze nowymi przypywami z bocznych, poprzecznych ulic.
Podnosili oczy ku socu, oddychali wiosn, jak czu byo w powietrzu, i szli naprzd
ociale, krpowani witecznym ubraniem, t wzgldn cisz ulicy, swobod, niedzielnym
wypoczynkiem, z ktrego nie umieli korzysta, z utkwionymi w jeden punkt oczami, olepieni
blaskami, w ktrych te masy twarzy kredowobiaych, tych, szarych, ziemistych, pozapadanych,
bez krwi, ktr powypijay z nich fabryki, wyglday jeszcze ndzniej. Przystawali
przed wystawami sklepw zapenionych tandet albo odpywali drobnymi strumykami do
szynkw.
Z dachw, z popsutych rynien, z balkonw laa si woda strumieniami na gowy przechodzcych i na zabocone trotuary; wczorajszy nieg topnia i cieka po frontach paacw i domw,
obic dugie, czarne smugi po cianach pokrytych pyem wglowym i sadzami.
Bruk uliczny, peen dziur i wybojw, by pokryty mas lepkiego bota, ktre, rozbijane
przejedajcymi dorokami i powozami, opryskiwao trotuary i spacerujcych.
A nad tym, po obu stronach ulicy cigncej si olbrzymi lini a do Baut, stay zbit mas
domy, paace podobne do zamkw woskich, w ktrych byy skady baweny; zwyke puda
murowane o trzech pitrach, poobdzierane z tynkw; domy zupenie stylowe o zoconych
balkonach elaznych barocco, powyginane, wdziczce si, pene amorkw na fryzach i nad
69
oknami, przez ktre wida byo szeregi warsztatw tkackich; malutkie, drewniane, pogite
domki o zielonych omszonych dachach, za ktrymi wznosiy si w dziedzicach potne kominy
i korpusy fabryk, tuliy si do boku paacu o cikim renesansowo-berliskim stylu,
z czerwonej modelowej cegy i wszystkich odrzwiach i futrynach z kamienia, z wielk paskorzeb na frontonie, przedstawiajc przemys, o dwch bocznych pawilonach zakoczonych
wieami, a rozdzielonych od gwnego korpusu przeliczn elazn krat, za ktr w gbi
wznosiy si kolosalne mury fabryki; domy ogromem i wspaniaoci podobne do muzew,
a ktre byy skadami gotowego towaru; domy przeadowane ozdobami w rnych stylach,
bo na parterze renesansowe kariatydy podtrzymyway murowany ganek w staroniemieckim
stylu, nad ktrym drugie pitro a la Louis XV wdziczyo si falistymi liniami w obramowaniu
okien, a zakoczay facjatki pkate, podobne do penych szpulek; domy, ktre z powag
wity wznosiy mury ogromne, ozdobione surowo, pene majestatu, na ktrych zociy si
litery ryte w tablicach marmurowych: Szaja Mendelsohn, Herman Bucholc itd.
Bya to zbieranina, mietnik wszystkich stylw stosowanych przez murarzy, najeona wieyczkami, oblepiona sztukateriami, ktre wci oblatyway, pocita tysicami okien, pena
kamiennych balkonw, kariatyd, facjatek niby ozdobnych, balustrad na dachach, wspaniaych
bram, gdzie szwajcarowie w liberii drzemali w aksamitnych fotelach, i zwykych otworw,
ktrymi boto uliczne wlewao si na straszne, podobne do gnojowisk podwrza; sklepw,
kantorw, skadw, sklepikw ndznych, przepenionych brudem i tandet, pierwszorzdnych
hoteli i restauracyj, najohydniejszych szynkw, przed ktrymi wygrzewali si na socu ndzarze
 milionw, ktre przelatyway ulic w przepiknych powozach, zaprzonych w amerykaskie
rysaki57 po dziesi tysicy rubli sztuka  ndzy, ktra si przewalaa ulicami
z sinymi ustami rozpaczy i ostrym wzrokiem wiecznego godu.
 Cudne miasto  szepn Moryc stojc na rogu pasau Meyera i przymruonymi oczyma
patrzc po tych nieskoczenie dugich groblach domw, co ciskay ulice.  Cudne miasto,
ale co ja na tym zarobi  myla drwico i wszed do cukierni naronej, ju zapchanej prawie
po wierzch.
 Melan58!  zawoa na chopakw, biegajcych we wszystkie strony, wcisn si na jakie
miejsce wolne, przerzuci machinalnie ostatni Berliner Brsen Courier i znowu zapad w rozmylania;
myla, skd wydosta pienidzy, a potem, jak urzdzi, aby na tym bawenianym
interesie, o ktry zrobi z przyjacimi ukad kilka godzin temu, zarobi jak najwicej.
Maurycy Welt za bardzo by dzkim Grnderem59, eby mg mie jakie wahania sumienia,
przeszkadzajce mu zrobi dobry interes chociaby na skrze przyjaci, jeli ten interes
sam mu wszed w rce.
y w wiecie, w ktrym oszustwa, podstpne bankructwa, plajty, wszelkiego rodzaju
szwindle, wyzysk  byy chlebem codziennym, wszyscy si tym akomie karmili, zazdroszczono
gono sprytnie uoonych ajdactw, opowiadano sobie po cukierniach, knajpach i kantorach
coraz lepsze kaway, admirowano tych publicznych oszustw, wielbiono i czczono
miliony, nie baczc, skd pochodz; co to kogo obchodzio, zarobi czy ukrad, byle te miliony
mia.
Niezrcznych lub nie majcych szczcia spotykay drwiny i ostre sdy, brak kredytu, odmowa
zaufania  szczliwy mia wszystko; mg dzisiaj zrobi plajt i paci dwadziecia
pi za sto, jutro ci sami, ktrych okrad, dadz mu jeszcze wikszy kredyt, bo swoje straty
odbij na innych robic plajt na pitnacie procent za sto.
70
Moryc myla wanie, jak by zarobi na spce i jak by zarobi bez spki.
 Kupi na wsplne conto co bd, tylko dla zamydlenia oczw, a kupowa, co si da, na
swoje wasne conto  to bya idea, jaka mu od rana przewiercaa mzg  rzuca kolumny cyfr
na marmurowy blat stolika, sumowa, przekrela, ciera i pisa na nowo niestrudzenie, niewiele
zwaajc, co si okoo niego dzieje.
Wycigano do niego przez gowy obok siedzcych rce, ciska je, nie wiedzc komu.
 Morgen!  rzuca na odpowied i na przywitanie tym, ktrych spostrzeg, i zagbia si
w najniemoliwsze kombinacje.
Nie mg znale ani sposobu, ani pienidzy. Kredyt mia wyczerpany i zaangaowany
w agenturze. Weksli nie mg ju wicej wystawia, jeli nie podeprze dobrym, solidnym
yrem.
 Kogo wzi na yro?  to mu si teraz tuko po mzgu.
 Melan!  rzuci znowu kelnerom, ktrzy w gwarze i toku, jaki zapenia cukierni, krcili
si pomidzy stolikami, z tacami kaw i herbat nad gowami.
Zegar z kukuk wykuka pierwsz.
Z cukierni zacz si wolny odpyw na ulic, na spacer.
Moryc wci siedzia, naraz oczy mu rozbysy, rozczesa palcami swoj wspania, aksamitn brod, wcisn mocno binokle na nos i zacz prdko mruga oczami.
Przyszed mu na myl stary Grnspan , waciciel wielkiej fabryki chustek wenianych pod
firm: Grnspan et Landsberger, jego bliski kuzyn, bo brat matki.
Postanowi i do niego i jeli si da, wzi go na yro, a jeli nie, to wcign go do interesu
na spk.
Rozpromienienie i rado z odkrycia trwaa krtk chwil, bo przypomnia sobie, e
Grnspan zrujnowa wasnego brata i ukada si ju par razy. Z takim nie bardzo bezpiecznie
robi interesy.
 Plajciarz, oszust!  mrucza zirytowany czujc, e go nie wemie na adne yro, ale
pomimo to i postanowi.
Zacz si rozglda po cukierni, po wskim, ciemnym i dugim pokoju, prawie ju pustym,
bo tylko pod oknami siedziao kilkunastu modych ludzi, zatopionych w wielkich pachtach
gazet:
 Panie Rubinroth!  zawoa na modego chopaka, siedzcego pod lustrem, ktry ze szklank
w jednej rce, z ciastkiem w drugiej, siedzia pochylony nad rozoon na stoliku gazet.
 Sucham pana?  wykrzykn zrywajc si na nogi.
 Jest co?
 Nic nie ma.
 Powinienem by to wiedzie rano.
 Nic nie byo i dlatego nie zawiadamiaem, bo mylaem...
 Pan suchaj, a nie myl, to do ciebie nie naley. Ja panu powiedziaem raz na zawsze,
eby mi rano do mieszkania dawa zna codziennie, czy byo lub nie byo, to nie paska
rzecz, paska rzecz jest mi donosi, ja za to panu pac. Na ciastko i gazet jeszcze by pan
zdy.
Rubinroth zacz si usprawiedliwia dosy gorco.
 Nie krzycz pan, tu nie bnica!  rzuci cierpko swojemu urzdnikowi z kantoru i odwrci si od niego plecami.
71
 Keiner! Zal60!  woa, wyjmujc portmonetk.
 Co pan paci?
 Melan!... Prawda, wycie mi nie przynieli, ja nic nie pac.
 W tej chwili bdzie. Melaaan!  krzykn na cae gardo.
 Wlej sobie w nos ten melan, ja cae dwie godziny czekam i musz i bez niadania.
Bawan jeden!  krzycza zirytowany i wybieg z popiechem na ulic.
Soce przygrzewao coraz lepiej.
Tumy robotnikw rozpyny si, zaczy natomiast zapycha trotuary inne tumy; tumy
ubrane elegancko, damy w modnych kapeluszach, w bogatych okrywkach, mczyni w dugich,
czarnych paltach, w hawelokach61, z pelerynami, ydzi w dugich surdutach zaboconych,
ydwki, przewanie pikne, w aksamitach, ktrymi zamiatay boto na trotuarach.
Wrzawa napeniaa ulice, przepychano si ze miechem, toczono, spacerowano w gr
ulicy a do Przejazd lub Nawrot i z powrotem.
Przed cukierni na rogu Dzielnej grupa modziey kantorowej przegldaa przepywajce
tumy kobiet i robia gone uwagi i porwnania, nie tyle uprzejme, ile gupie, wybuchajc co
chwila szalonym miechem, bo Leon Cohn sta z boku i robi swoje zwyke witze, z ktrych
si sam mia najgoniej.
Bum-Bum sta na froncie grupy pochylany i wci trzyma binokle obu rkami, i przypatrywa si kobietom, ktre, przechodzc przez ulic przecinajc trotuar, musiay unosi
sukien.
 Patrzcie, patrzcie, jakie nki!  woa cmokajc ustami.
 Ta ma dwa patyki w poczochach!
 Aj! jak si Salcia dzisiaj wypchaa!
 Uwaga! Szaja jedzie  zawoa Leon Cohn kaniajc si unienie Szai, ktry rozparty
niedbale na powozie przejeda obok nich.
Kiwn im gow.
 On wyglda, jak stara resztka.
 Panienko, bo suknia si boci!  woa za jak dziewczyn Bum-Bum.
 Niech osoba pokae, co osoba ma!  gada Leon.
 O co idzie, o t troszk...
 Moryc, chod do nas!  zawoa Leon zobaczywszy nadchodzcego Welta.
 Daj spokj, nie lubi baznw na ulicy  mrukn i przeszed, i uton zaraz w tumie,
jaki pyn ku Nowemu Rynkowi.
Liczne rusztowania, stojce przed nowo wznoszonymi lub nadbudowywanymi domami,
spychay wszystkich w boto ulicy.
Niej, za Nowym Rynkiem, peno byo ydw i robotnikw, dcych na Stare Miasto.
Piotrkowska ulica w tym miejscu zmieniaa po raz trzeci swj wygld i charakter, bo od Gajerowskiego
Rynku a do Nawrot jest fabryczn; od Nawrot do Nowego Rynku  handlow,
a od Nowego, w d, do Starego Miasta  tandeciarsko-ydowsk.
Boto byo czarniejsze i pynniejsze, trotuary zmieniay si przed kadym prawie domem,
raz byy szerokie z kamienia, to biegy wskim wydeptanym paskiem betonu, albo szo si
wprost po drobniutkim zaboconym bruku, ktry ku przez podeszwy.
Rynsztokami pyny cieki z fabryk i cigny si niby wstgi brudnote, czerwone i niebieskie;
z niektrych domw i fabryk pooonych za nimi przypyw by tak obfity, e nie
72
mogc si pomieci w pytkich rynsztokach, wystpowa z brzegw, zalewajc chodniki kolorowymi
falami, a po wydeptane progi niezliczonych sklepikw, ziejcych z czarnych zaboconych wntrzy brudem i zgnilizn, zapachem ledzi, jarzyn gnijcych lub alkoholu.
Domy stare, odarte, brudne, poobtukane z tynkw, wiecce niby ranami nag ceg, miejscami
drewniane albo ze zwykego pruskiego muru, ktry pka i rozsypywa si przy
drzwiach i oknach, o krzywych obsadach futryn, pokrzywione, wyssane, zabocone, stay
ohydnym rzdem domw-trupw, pomidzy ktrymi wciskay si nowe, trzypitrowe kolosy
o niezliczonych oknach, jeszcze nie tynkowane, bez balkonw, z tymczasowymi oknami,
a pene ju ludzkiego mrowia i stuku tkackich warsztatw, jakie pracoway bez wzgldu na
niedziel, turkotu huczcego maszyn szyjcych tandet na wywz i przenikliwego zgrzytu
koowrotkw, na ktrych zwijano przdz na szpulki do uytku rcznych warsztatw.
Przed owymi nie skoczonymi domami, ktre wznosiy si czerwonymi, pospnymi murami,
nad tym morzem umierajcych ruder i kramarskiego ycia, leay cae sterty cegie
i drzewa, cieniajc i tak wsk uliczk, zapchan wozami, komi, przewoonym towarem,
zgiekiem, nawoywaniem handlarzy i tysicznymi gosami robotnikw, pyncych w gromadach
na Stare Miasto; szli rodkiem ulicy lub obok trotuarw; ich rnokolorowe szaliki, jakimi
mieli poobwizywane szyje; rozjaniay nieco ten oglny, szarobotnisty ton ulicy.
Stare miasto i wszystkie przylegajce uliczki trzsy si zwykym niedzielnym ruchem.
Na kwadratowym placu, obstawionym starymi, pitrowymi domami nigdy nie odnawianymi,
penym sklepw, szynkw i tak zwanych Bier-Hall62, zastawionym setkami szkaradnych
bud i kramw, toczyo si kilkanacie tysicy ludzi, setki wozw i koni, wszystko to krzyczao, mwio, klo, bio si czasami.
Wrzaskliwy chaos przewala si jak fal z jednej strony Rynku na drug. Nad tym rojowiskiem
gw, wosw rozwianych, rk wzniesionych, bw koskich, toporw rzenickich po-yskujcych nagle w socu, podnoszonych nad rozrbywanym misem, olbrzymich
bochenkw chleba niesionych z powodu toku nad gowami, tych, zielonych, czerwonych,
fioletowych chustek, powiewajcych niby sztandary na kramach garderoby; czapek i kapeluszy
wiszcych na kokach, butw, szalikw bawenianych, co jak we kolorowe trzepotay
si na wietrze i uderzay w twarze przeciskajcych si; blaszanych naczy byskajcych
w socu; stosw soniny, kup pomaracz, poukadanych na straganach w pryzmy, kul wieccych jaskrawo na tle czerni ludzkiej i bota, ktre gniecione, rozrabiane, tratowane, mieszane,
rzygao strumieniami spod ng na stragany i na twarze i wylewao si z Rynku do
rynsztokw i na ulice, z czterech stron okalajce targ, ktrymi toczyy si wolno olbrzymie
wozy piwowarskie, pene antakw, wozy z misem, pookrywane brudnymi szmatami albo
z dala wiecce czerwono-tymi ebrami wow obdartych ze skry, wozy naadowane
worami mki, wozy pene drobiu krzyczcego wrzaskliwymi gosami, pene kwakania kaczek
i ggotu gsi, ktre przez szczeble drabin wysuway biae gowy i syczay na przechodniw.
Czasem bokiem tych nierozwartych sznurw wozw, idcych jeden za drugim, przebiega
z popiechem jaki elegancki powozik, ochlapujc botem ludzi, wozy, trotuary, na ktrych
w kuczki siedziay stare, wyndzniae ydwki z koszykami penymi gotowanego grochu, cukierkw,
zmarznitych jabek, zabawek dziecinnych.
Przed sklepami, ktre byy pootwierane i pene ludzi, powystawiano stoy, krzesa, awki,
na ktrych leay gry galanterii, poczoch, skarpetek, kwiatw sztucznych, perkalikw
sztywnych jak blachy, koder o jaskrawych poszyciach, koronek bawenianych. W jednym
73
kocu Rynku stay te, malowane ka, komody, ktre si nie domykay i brzowym bejcem
udaway maho; lustra, w ktrych by si nikt nie zobaczy, poyskiway w socu; koyski,
stosy sprztw kuchennych, za ktrymi na ziemi, na garstkach somy siedziay kobiety
wiejskie z masem i mlekiem, ubrane w czerwone weniaki i zapaski. A pomidzy wozami
i straganami przepychay si przez tumy kobiety z koszami czepkw biaych, wykrochmalonych,
ktre przymierzano wprost na ulicy.
Na Poprzecznej, zaraz przy Rynku, stay stoy z kapeluszami, ktrych ndzne kwiaty, zardzewiae spicia, kolorowe farbowane pira chwiay si smutnie na tle cian domw.
Garderob msk sprzedawano, kupowano i przymierzano na ulicy, w sieniach, wreszcie
pod cian, za zason, ktra zwykle nic nie zasaniaa.
Tak samo robotnice przymierzay kaftany, fartuchy i spdnice.
Wrzawa rosa bezustannie, bo wci z gry miasta napyway nowe fale kupujcych i podnosiy si nowe krzyki, nawoywania zachrypnitymi gardami, gosy trbek dziecinnych brzczay ze wszystkich stron, turkoty wozw, kwiki prosit, krzyki gsi, caa szalona kakofonia
zbiorowiska ludzkiego wrzaa i bia w to czyste, rozsonecznione niebo, co wisiao nad miastem
niby blado-seledynowy baldachim.
W jednym z szynkw grano i taczono, bo czasami przez ten zgiek i wrzaw piekieln
przedziera si gos harmonii i skrzypiec, wycinajcych oberka, i mocny, siarczysty pokrzyk
taczcych, ale rycho te gosy tony w chaosie bjki, jaka powstaa w rodku Rynku, przy
straganach z wdlinami. Kilkanacie cia spltanych, sczepionych, szamotao si z rykiem
i chwiao w rn strony, a w kocu runo pod stragany w boto i gryzo si, i tarzao jak
kb olbrzymi peen rk, ng, twarzy okrwawionych, ust wyjcych, oczw zaszych bielmem
wciekoci.
Wysoko wiecio soce i zalewao potokami wiosennego ciepa Rynek cay. Podnosio
barwy, zocio ndzne, wycieczone twarze, obnaao rudery, zapalao zote ogniska w szybach
okien i w bocie przepojonym wod, w oczach ludzi, ktrzy stali pod domami i grzali
si, i pokrywao jakby zotaw glazur brzydot, jaka tutaj krlowaa, wszystkie te rzeczy i ludzi,
i wszystkie te gosy, co si zryway spord bud, wozw, straganw, bota i olbrzymim
wirem kryy nad Rynkiem, odbijay si o czworokt domw i pyny w boczne ulice,
w wiat, w pola, ku fabrykom, ktre niedaleko stay panujc kominami i jak cich, milczc
groz, w jakiej byy zatopione, i patrzc byszczcymi w socu wytrzeszczonymi oczami
okien na te roje robocze.
Moryc przepcha si przez Rynek z obrzydzeniem i zapuci si w ulic Drewnowsk,
jedn z najstarszych w odzi i bardzo cich, obstawion maymi konajcymi domkami pierwszych
w odzi tkaczw, pomidzy ktrymi tuliy si jeszcze proste chopskie domy, o mocno
wypuszczanych wgach, na p zapade w ziemi, wykrzywione, otoczone ogrdkami, gdzie
dogoryway stare winie i grusze przysadziste, ktre kiedy kwity i rodziy, a teraz od lat ca-ych, cinite pomidzy murami fabryk i odgrodzone coraz gstszymi zaporami od soca,
od pl, od wiatrw, sprchniae, gryzione przez odpywy, jakie si sczyy z farbiarni, gsto
rozrzuconych w tej stronie, obamywane, zapomniane, konay z wolna w tragicznej melancholii
opuszczenia i smutku.
Boto i w tej ulicy byo wyej kostek. A dalej, przy kocu ulicy, ktra wychodzia w pola,
winie aziy przed domami i prboway ry stwardnia ziemi po placach, na ktre wywoono gruz i miecie.
74
Domy stay porozrzucane bezadnie, kupiy si w grupy, to stay samotnie w polach, otoczone
rozmikym, przepojonym wod gruntem.
Na samym kocu miasta staa fabryka Grnspana et Landsbergera, oddzielona od ulicy
potnym parkanem.
Z boku fabryki by wielki parterowy dom z facjatami, otoczony ogrdkiem.
 Pan w domu?  pyta Moryc starego robotnika, ktry mu otwiera drzwi.
 A jest.
 Kt tam jest jeszcze?
 S wszystkie.
 Co za wszystkie?
 Ano, te ydy, familianty  mrukn pogardliwie.
 Ma Franciszek szczcie, e ja mam dzisiaj dobry humor, bo inaczej to ja bym Franciszkowi
zbi adny kawaek pyska. Rozumie Franciszek? Zdj kalosze!
 Rozumiem, dostabym niby po mordzie, ale e janie pan ma humor, to ju nie dostan
 szepta dobrodusznie, cigajc mu kalosze.
 No, to niech Franciszek napije si wdki i niech pamita  powiedzia zadowolony dajc mu dziesitk i wszed do pokoju.
 Parszywiec, cierwo! Biby polski nard  splun za nim.
Moryc wszed do wielkiego pokoju, w ktrym ju byo z dziesi osb, siedzcych dokoa
wielkiego stou, pokrytego talerzami po skoczonym dopiero obiedzie.
Przywita si ze wszystkimi w milczeniu i usiad w rogu na czerwonej kanapce, nad ktr
roztaczaa cie wielka wachlarzowata palma.
 Po co si sprzecza, mona wszystko spokojnie obgada  mwi powoli sam Grnspan
chodzc po pokoju w aksamitnej jarmuce na szpakowatych wosach.
Duga broda bramowaa mu twarz bia, wypasion, o maych oczkach, ktre wci z byskawiczn szybkoci przeskakiway z przedmiotu na przedmiot.
Cygaro trzyma w ozdobionej sygnetem rce, pociga rzadko, wydyma wydatne, czerwone
usta, powcha z uwag.
 Franciszek  zawoa do przedpokoju.  Niech mi Franciszek przyniesie z mojego gabinetu
pudeko z cygarami, to jest zupenie wilgotne. Ja to kad na piecu, niech Franciszek
uwaa, niech ono nie zginie.
 Jak ma nie zgin, to nie zginie  mrukn Franciszek.
 Co to za fest63?  zapyta Moryc Feliksa Fiszbina, ktry take nalea do rodziny, a siedzia teraz na biegunowym fotelu, puszcza kby dymu i koysa si zawzicie.
 Gross-familien-Pleitenfest64  rzuci.
 Ja przyszam do ojca, eby ojciec poradzi, prosiam wszystkich, eby take przyszli,
niech zobacz, niech mojemu mowi powiedz, kiedy mnie sucha nie chce, e jak tak dalej
bdzie prowadzi interes, to my wyjdziem bez niczego  zacza energicznie moda, przystojna,
elegancka brunetka, w czarnym kapeluszu na gowie, najstarsza crka Grnspana.
 Ile macie na Lichaczewa?  rzuci krtko mody student uniwersytetu o wydatnym semickim
nosie i prawie czerwonych wosach i zarocie  zacz gry owek.
 Pitnacie tysicy rubli.
 Gdzie s weksle?  zapyta stary, bawic si zotym acuchem, ktry mu spada na wielkim
brzuchu, obcignitym w aksamitn kamizelk, spod ktrej powieway dwa biae sznurki.
75
 Gdzie s weksle! Wszdzie s! Paciem nimi u Grosglika, paciem za towar, paciem
nimi Koliskiemu za ostatni oficyn. Co tu duo gada, tamten zrobi klap, wrc do mnie
i zapaci musimy. Ja je yrowaem.
 Niech ojciec sucha! on tak cigle mwi. Co to jest? do czego to podobne? To jest handel!
to jest kupiec! to jest fabrykant porzdny, co mwi: Winienem, to zapac. Tak moe
mwi gupi chop, co nie rozumie adnych interesw!  krzyczaa i zy alu, gniewu i oburzenia
byszczay w jej wielkich czarno-oliwkowych oczach.
 Ja si dziwi, Regino, ja si bardzo dziwi, e jeste tak mdr, a tych prostych rzeczy,
na ktrych si opiera nie tylko handel, ale i cae ycie, nie rozumiesz...
 Ja rozumiem, ja dwa razy dobrze rozumiem, tylko nie mog zrozumie, dlaczego ty,
Albert, chcesz paci te pitnacie tysicy rubli.
 Bom winien  szepn pochylajc na piersi blad, zmczon twarz i jaki ironiczno-smutny
umiech przewin mu si przez wskie usta.
 On cigle swoje! Ty bra towar surowy na kredyt, to winien, dobrze, ale ty dawa towar
take na kredyt i tobie s winni, a jak oni ci nie pac, jak oni robi plajt, to co ty masz
robi? to ty powiniene paci, co? To ty masz straci dlatego, e Frumkin chce zarobi, co?
 krzyczaa rozczerwieniona.
 Niedoga!
 Wielki kupiec, aj! aj!
 Ty powiniene si uoy, ty powiniene zarobi na tym pidziesit procent.
 Regina ma racj!
 Ty si nie baw w gupie uczciwoci, bo tu o gruby grosz idzie.
Krzyczeli wszyscy, wycigajc ku niemu rce i twarze rozognione.
 Cicho, ydy!  rzuci niedbale Felu Fiszbin, koyszc si na fotelu.
 Paci! paci! to i gupi potrafi, kady Polak to samo umie, to wielka sztuka!
 Ale porozumiejmy si, pastwo!  krzycza, aby wszystkich zaguszy, Zygmunt
Grnspan, syn, student uniwersytetu, dzwoni noem w szklank, rozpi mundur na piersiach
i koniecznie chcia gos zabra, ale nikt go nie sucha, bo wszyscy gadali razem i krzyczeli,
tylko stary Grnspan chodzi w milczeniu i pogardliwie spoglda na zicia, ktry podpar siokciami i rzuca porozumiewajce spojrzenia na Moryca, ten za czeka dosy cierpliwie
koca rozpraw, przyglda si staremu i rozmyla, czy mu zaproponowa interes, czy nie.
Mia ogromn ch, ale w miar oczekiwania chodn, reflektowa si i co jakby pewien
wstyd niewytumaczony przejmowa go, gdy sobie przypomina Karola i Bauma. A zreszt, nie
mia odwagi zaufa Grnspanowi, ledzi jego okrg, chytr twarz i mae oczki biegajce ustawicznie;
z jakim wyrazem taksacyjnym oczy jego kryy po obecnych, zatrzymay si na jasnych
spodniach wycignitego w fotelu Fiszbina, zdaway si way ciar zotej dewizki Alberta Grosmana,
ktry siedzia teraz z gow przechylon, wpatrzony w sufit, jakby nie syszc wrzawy
gronej, jak podnosia ona z pomoc najbliszej familii, zebranej po to, aby mu nie pozwoli
paci weksli, a zmusi niejako do zrobienia plajty, obmacyway gruby pugilares, w ktrym czego
szuka gorczkowo Landau, stary yd z du rudaw brod, w jedwabnej czapce na gowie.
Nie, Moryc mia coraz mniej zaufania do niego.
 Sza, sza, pastwo. Napijemy si teraz herbaty  zawoa Grnspan, gdy suca wniosa
samowar szumicy.
 Poprosi janie panienk Mele!  rzuci wyniole do Franciszka.
76
Przyciszyo si troch.
Wesza Mela, kiwna wszystkim gow na przywitanie i zaja si rozlewaniem herbaty.
 Ja si z tego wszystkiego rozchoruj jeszcze, mnie ju serce boli, a tu ani chwili spokoju
 szeptaa Regina, wycierajc sobie zapakane oczy.
 I tak co rok jedzisz do Ostendy, bdziesz teraz miaa przynajmniej po co jedzi.
 Grosman, ty tak nie gadaj, to moje dziecko!  zawoa energicznie Grnspan.
 Ty si ze mn nie witaa, Mela  szepn Moryc siadajc obok najmodszej crki firmy
Grnspan et Landsberger.
 Kaniaam si wszystkim, nie widziae?  szepna podsuwajc herbat Zygmuntowi.
 Wolabym, eby si ze mn osobno przywitaa  mwi cicho, mieszajc herbat.
 Na c ci to?  podniosa na niego szaroniebieskie smutne oczy i twarz bardzo adn
o niesychanie regularnych rysach.
 Na co? bo ja bym bardzo chcia, eby zwracaa na mnie uwag; mnie zreszt robi wielk
przyjemno patrze na ciebie i mwi z tob, Mela.
Umiech przebieg po jej wypukych, bardzo adnych ustach, podobnych w kolorze do bladych
sycylijskich korali, nie odezwaa si jednak, rozlewajc herbat na spodek, ktry wzi
ojciec i pi z niego nie przestajc chodzi po pokoju.
 Czy ja co miesznego powiedziaem?  pyta podchwyciwszy ten umiech.
 Nie, przypomniao mi si tylko, co mwia pani Stefania dzisiaj rano, podobno wczoraj
w teatrze mwie jej, e nie umiesz flirtowa z ydwkami, e to rodzaj kobiet, ktry na
ciebie nie dziaa. Mwie tak?  utkwia w nim oczy.
 Mwiem, ale raz, e ja z tob nie flirtuj, a po drugie, e ty wanie nie masz w sobie
nic a nic ydowskiego. Sowo honoru daj!  dorzuci prdko, bo znowu taki sam umiech
przebieg jej po ustach.
 Czyli e jestem w twoim rodzaju. Dzikuj ci, Moryc, za szczero.
 Czy ci to gniewa, Mela?
 Nie, jest mi to zupenie wszystko jedno  surowo zabrzmia jej gos, a zajrza w jej
oczy ze zdziwienia, ale nie zobaczy w nich wytumaczenia, bo trzymaa utkwione w spodku,
do ktrego znowu dolewaa herbaty.
 Pogadajmy spokojnie, zawsze si mona porozumie  zacz znowu Zygmunt przyczesujc malekim grzebykiem czerwon jak mied brod.
 Co tu gada, niech ojciec sam pawie Albertowi, e jak w taki sposb poprowadzi interesy,
to my za rok naprawd zbankrutowa moemy. On mnie nie chce sucha, bo on ma swoj
filozofi, jak powiada, niech mu ojciec powie, co on jest gupi, chocia on jest doktr filozofii
i chemii, bo rzuca pienidze w boto.
 A moe jej ojciec powie, eby si nie wtrcaa do interesw, bo ich nie rozumie, i eby
mnie swoim krzykiem nie nudzia, bo moe mi si to w kocu sprzykrzy.
 Na moje dobro, na moje dobre serce to on tak gada, co!
 Cicho, Regina.
 Ja nie bd cicho, bo tutaj idzie o pienidze, o moje pienidze; ja go nudz, ja mu si
mog sprzykrzy, jaki mi hrabia dzki, o jej! o jej!  wykrzykiwaa ze zoci.
 Niech si uoy na pidziesit procent  rzuci powanie Landau.
 Na co si ukada? Nic nie da, my za swoje pienidze nie dostaniemy od Frumkina ani
grosza.
77
 Nie rozumiesz, Regina. Pokacie, Grosman, aktywa i pasywa  rzek Zygmunt rozpinajc mundur.
 Da dwadziecia pi procent najwyej  szepn stary, dmuchajc w spodek.
 Jest lepszy sposb  mwi pgosem Fiszbin, rozdmuchujc ogie w cygarze.
Nikt mu nie odpowiedzia, bo si wszyscy do popiesznie pochylili nad stoem, nad kartami
pokrytymi cyframi, ktre popiesznie sumowa Zygmunt.
 Pidziesit tysicy rubli winien!  zawoa.
 Ile ma?  zapyta ciekawie Moryc, wstajc, bo Mela wysza z pokoju.
 To si pokae pniej, na ile procentw si uoy.
 To jest interes do zrobienia.
 Pienidze jakby byy w kieszeni.
 Regina, nie potrzebujesz si martwi!
 Wic chcecie, abym plajt zrobi? Nie myl oszukiwa ludzi!  powiedzia Grosman
stanowczo, wstajc od stou.
 Ty musisz si uoy, bo inaczej ja wycofuj swj posag z interesu i bior rozwd, co ja
mam y z takim hrabi, co ja mam si martwi!
 Cicho, Regina, Grosman si uoy na dwadziecia pi procent, bd spokojn, ja w tym
jestem, sam przeprowadz ten interes  pociesza j stary Grnspan.
 Albert ma mae robaczki w gowie, jak si to nazywa, Moryc?  zapyta Fiszbin.
 Kiebie we bie  rzuci prdko i zniecierpliwiony mia ochot i do Meli.
 Chcesz posag  we; chcesz rozwodu  dam ci go; chcesz te pienidze, ktre ja mam
jeszcze  zabierz; mnie ju ycie zbrzydo w tym piekle ajdackim. Ja z tob, Regina, nigdy
do adu nie dojd, nie byo dzieci, to mi wci gadaa, e jej wstyd si pokaza na ulic, ma
ich teraz czworo, to znowu niezadowolona.
 Albert, nie gadaj!
 Sza! sza! to s wasze interesy!  zakrzykn Grnspan, prdko stawiajc spodek na stole.
 Ona nigdy i z niczego nie bya zadowolon, ona si cigle kci ze mn.
 Ja si nie mam kci! ja si nie mam o co kci, jak mi kae jedzi tymi zdechymi
komi, z ktrych si wszyscy miej.
 Dobre s i takie, bogatsze od ciebie chodz pieszo.
 Ale ja chc jedzi, mnie sta na porzdne konie.
 To sobie kup, mnie nie sta na inne konie!
 Cicho, ydy!  zawoa Felu znowu koyszc si w fotelu.
 On zgupia do reszty, to potrzeba mie pienidze, eby kupowa! to potrzeba mie za
co, eby kupi, co potrzeba? To Wulff pewnie co ma, kiedy stawia fabryk, to Berstein duo
ma, kiedy za cae sto tysicy mebluje sobie dom?  wykrzykiwaa wodzc zdumionym wzrokiem
po rodzinie.
Albert odwrci si do nich plecami i patrzy w okno.
Ktnia zawrzaa na nowo i podnosia si do maksimum, krzyczeli wszyscy razem, pochylali
si nad stoem, bili w niego piciami, wydzierali sobie z rk papiery, krelc na ceracie
coraz nowe cyfry, rzucali coraz ohydniejsze projekty i sposoby plajty, wymylali sobie nawzajem,
zrywali si od stou, siadali znowu i krzyczeli; a wszystkim brody, twarze, usta i wsy
trzsy si i drgay, porwane tymi cyframi, jakie mona byo zarobi, rozwcieczeni na tego
gupca, ktry sta odwrcony plecami i ani chcia sucha o plajcie.
78
Nawet stary wyszed ze swego spokoju i gono dowodzi; Regina, zmczona wzruszeniem,
siada w fotelu i pakaa spazmatycznie; Landau odrzuci ceratk i kawakiem kredy
pisa cyfry na stole, rzucajc od czasu do czasu jakie sowo powane, a Zygmunt Grnspan,
rozczerwieniony, spocony, dar si najgoniej, woa, eby si porozumieli, i sprawdza kolumny
cyfr w wielkiej ksice fabrycznej, jak mu przyniosa Regina.
Tylko Moryc nie bra udziau w krzykach, siedzia pod palm obok Fiszbina, ktry wycignity na fotelu, buja si, pali cygaro i od czasu do czasu woa:
 Cicho, ydy!
 To nie jest wcale wesoa operetka  powiedzia znuony Moryc i zaniechawszy ju zupenie interesu z Grnspanem, poszed w gb mieszkania szuka Meli.
Zasta j u babki, ktr caa rodzina otaczaa nadzwyczajn czci i opiek.
Babka siedziaa w fotelu na kkach przy oknie. Bya to blisko stuletnia staruszka, sparaliowana i zupenie zdziecinniaa; twarz miaa tak. zeschnit i pocigan w fady, e
wszelki wyraz zanik zupenie  wisia tylko kawa toszarej skry pofadowanej, z ktrej
wieciy czarne, bez poysku, niby szklane paciorki oczy. Na gowie miaa czarn peruk
ubran w rodzaj czepka z aksamitw kolorowych i koronek, jakie nosz ydwki po
maych miasteczkach.
Mela yeczk dziecinn wlewaa w zapade usta bulion; babka niby ryba otwieraa i skadaa usta.
Ukoni si jej  przestaa je, popatrzya na niego martwo i zapytaa gosem guchym,
jakby pochodzi spod ziemi:
 Kto to, Mela?
Nie poznawaa ju nikogo prcz najbliszych.
 Moryc Welt, brat mojej matki, Welt  powtrzya z naciskiem.
 Welt! Welt!  mea w bezzbnych szczkach i otworzya szeroko usta do bulionu, ktry
znowu podawaa Mela.
 Kc si jeszcze?
 Sdny dzie si zrobi.
 Biedny ten Albert.
 aujesz go?
 Jake, nie pozwala mu by czowiekiem wasna nawet ona i rodzina. Regina mnie
wprost przeraa swoim handlarstwem  westchna smutnie.
 Powinien by dobrym fabrykantem. On troch chory na idealizm, ale po pierwszej plajcie,
niech tylko na niej dobrze zarobi, to si wyleczy.
 Ja nie rozumiem ani ojca, ani wujw, ani ciebie, ani odzi. We mnie si wszystko burzy
patrzc na to, co si tutaj dzieje.
 C si dzieje? dobrze si dzieje, robi si pienidze i basta.
 Ale jak, jakimi sposobami!
 To wszystko jedno, sposb dostania rubla nie zmniejsza jego wartoci.
 Jeste cynik  szepna jakby z wyrzutem.
 Jestem tylko czowiek, ktry nie wstydzi si nazywa rzeczy po imieniu.
 Dajmy spokj, jestem tak zdenerwowan, e brak mi si nawet do ktni.
Skoczya karmienie babki, poprawia poduszki, jakimi bya oboon, i pocaowaa j
w rk.
79
Stara przytrzymaa j lekko, pogaskaa wyschnitymi niby u szkieletu palcami po twarzy
i zapytaa znowu tak samo, patrzc na Moryca:
 Kto to? Mela.
 Welt, Welt! Chod, Moryc, na chwil do mnie, jeli masz czas.
 Mela, ja przecie dla ciebie miabym zawsze czas, jeliby tylko zechciaa.
 Welt, Welt!  powtarzaa stara gucho, otworzya usta i zapatrzya si martwym wzrokiem
w okno, za ktrym widniay mury fabryki.
 Moryc, ja ci ju prosiam, nie komplementuj mnie.
 Ty mi wierz, Mela, mwi szczerze, sowo uczciwego czowieka, e jak jestem z tob, jak
ci sysz, jak patrz na ciebie, to musz nie tylko mwi inaczej ni do innych kobiet, ale zaczynam
czu i myle inaczej. Ty masz w sobie tak dziwn mikko, ty jeste naprawd kobiet. Mela, tu takich mao w odzi  mwi powanie, przechodzc za ni do jej pokoju.
 Odprowadzisz mnie do Ry?  zapytaa, nic mu nie odpowiedziawszy.
 Jeliby nie chciaa, prosibym ci o to.
Opara czoo na szybie i patrzaa na wrble, ktre rozszalae tym pierwszym prawie wiosennym
dniem marcowym, goniy si i biy po ogrodzie.
 O czym mylisz?  zapyta po chwili cicho.
 O Albercie, czy zrobi tak, jak postanowi, czy te tak, jak oni chc.
 Tak, z pewnoci ogosi upado i uoy si z wierzycielami.
 Nie, ja go znam, i jestem tego pewna, e zapaci.
 Zao si z tob, e bdzie si ukada.
 A ja bym nie wiem co daa, e nie zrobi.
 Mela, Grosman ma swoje filozoficzne bziki, ma, ale poza tym on jest mdry czowiek,
mog postawi cay swj majtek, e wicej nie zapaci jak dwadziecia pi procent.
 A ja bym bardzo, bardzo pragna, eby byo inaczej.
 Przyszo mi na myl, e ty powinna bya wyj za niego, Mela, dobralibycie si, nie
mielibycie co je, ale bylibycie tak uczciwi, e pokazywaliby was w panopticum65.
 Lubi go, ale za niego nie wyszabym, to nie mj typ.
 Kt jest w twoim typie?
 Szukaj i zgaduj!  umiechna si znowu tym bladym, subtelnym umiechem.
 Borowiecki, tak, z pewnoci, w nim si wszystkie kobiety dzkie kochaj.
 Nie, nie; wyda mi si oschym, dumnym i karierowiczem, nie, za bardzo zreszt podobny
do was wszystkich.
 Oskar Meyer, baron, milioner i pikny, wprawdzie taki baron z meklemburskiej rasy, ale
za to milioner najprawowitszy.
 Widziaam go raz i wyda mi si parobkiem przebranym. To musi by okropny czowiek,
syszaam o nim duo!
 To jest dziki i wcieky czowiek, to jest prawdziwe pruskie bydle!  mwi z nienawici.
 A tak? Zaczyna by interesujcym.
 Daj spokj o tym chamie. A moe Bernard Endelman podoba ci si?
 ydziak!  szepna pogardliwie.
 A, jaki ze mnie niedomylny. Przecie ty si wychowywaa w Warszawie, ya tam
w polskich sferach i przesza przez wszystkie warszawskie kka i saloniki, to jake mog
80
podoba ci si ydzi lub dzcy ludzie!  woa ironicznie.  Przywyka do studentw rozczochranych,
do tej deklamujcej radykalii, oczekujcej na spadek i na synekury biurowe, do
tej wykwintnej atmosfery blagi i wsplnego obegiwania si na wzniosy, szlachetny sposb.
Ha, ha, ha, ja to przechodziem i ile razy sobie wspomn tamte czasy i tamtych ludzi  umieram
ze miechu.
 Daj spokj, Moryc. Mwisz z gorycz, wic nie bez stronnoci, nie chc sucha  wo-aa prdko, dotknita bardzo, bo istotnie caym sercem jeszcze ya w tamtej sferze, pomimo
e od dwch lat ju mieszkaa przy ojcu w odzi.
Wysza i ukazaa si po chwili ju ubrana do wyjcia.
Zaraz te wyszli.
Otwarty powozik, bardzo elegancki, czeka przed bram.
 Dojed tylko do Nowego Rynku, tam nie ma takiego bota, to pjd pieszo.
Konie ruszyy ostro.
 A swoj drog ty mnie dziwisz, Mela.
 Czym?
 Tym wanie, e jeste tak  nie ydwk. Ja znam nasze kobiety dobrze, ja je umiem
ceni i ceni, ale je znam, one nie bior takich rnych ksikowych rzeczy na serio, jak ty je
bierzesz. Znasz Ad Wasereng? ona tak samo ya w Warszawie w tych samych sferach co ty,
tak samo si zapalaa do wszystkiego, tak samo bya czynn we wszystkim, tak samo ze mn
kcia si o rwno, o wolno, o cnot, o ideay.
 Ja si z tob nie kc o to wszystko  przerwaa mu prdko.
 Prawda, ale pozwl mi skoczy, ot bya najidealniejsz idealistk, ale jak wysza za
swojego Rosenblatta, to o wszystkich gupstwach zapomniaa, idealizm to nie bya jej specjalno.
 Tobie si to podoba?
 Mnie si to wanie podoba, bo jak miaa czas, to si bawia w pzje, dlaczego nie mia-a si bawi, to dobrze jest widziane w polskich domach, nadaje pewien modny ton, no, i nie
jest tak nudne, jak chodzenie po teatrach i balach.
 Wic jeste przekonany, e to tylko dla zabawy?
 Do Polek ani do ciebie tego nie stosuj, to inny gatunek, ale do ydwek  tak, wiem
z pewnoci. Pomyl tylko, co ich to wszystko moe obchodzi? Mela, ja jestem yd, ja si
tego nigdy i nigdzie nie wstydziem ani nie wypieraem, co za interes si wypiera! Mnie tak
samo nic nie obchodzi poza moim wasnym interesem jak naszych wszystkich, bo ja tego nie
mam wprost we krwi. Masz, taki Borowiecki, to jest dziwny czowiek, to jest mj kolega
z gimnazjum w Warszawie, mj kolega z Rygi, mj przyjaciel, my razem mieszkamy tyle lat,
mnie si zdawao, e go znam, e to nasz czowiek. On ma ostre pazury, on jest zupenie czowiekdzki, on lepszy macher66 ni ja, a on czasem zrobi co takiego, czego ja nie rozumiem,
czego aden z naszych nie zrobi; on jest Lodzermensch, a on pomimo to ma rne takie bziki
ideowe, utopijne marzenia, dla ktrych gotw jest da rubla, jak ma dwa przy sobie, a dla
ktrych ja bym da dziesitk, jakby si ju nie mona wykrci, ja...
 Do czego prowadzisz?  przerwaa mu znowu, dotykajc parasolk stangreta, eby przystan.
 e ty masz wanie w sobie co takiego, co maj oni, Polacy.
 Czy to czasem nie nazywa si dusz  powiedziaa wesoo, wyskakujc na trotuar.
81
 To za duy szemat67.
 Pjdziemy redni, chc si przej troch.
 Najbliej bdzie doj do Widzewskiej, a stamtd do Cegielnianej.
 Wybierasz krtsze, eby prdko odby paszczyzn.
 Wiesz przecie, Mela, e ja z wielk przyjemnoci ci towarzysz.
 Czy dlatego, e tak cierpliwie sucham?
 Tak, a i dlatego, e jeste bardzo adna z t ironi na ustach, bardzo adna.
 Komplement twj jest mniej pikny, bo tak en gros podany.
 Lubisz warszawskie en dtaile68, a na krtkie terminy i z dobrym yrem.
 Wystarczy dobre wychowanie i uczciwo.
 Ale pomimo to nie zaszkodzi si obwarowa intercyz69  rzuci ironicznie, wciskajc
binokle.
 A, tu doprowadzi!  szepna niezadowolona.
 Chciaa!
 Chciaam, eby mnie doprowadzi do Ry przede wszystkim  podkrelia zdanie.
 Ja bym ci wszdzie doprowadzi, gdyby zechciaa!  zawoa pokrywajc pewne dziwne
wzruszenie, jakie nim owadno, ostrym miechem.
 Dzikuj ci, Moryc, ale tam to mnie ju kto inny doprowadzi  odpowiedziaa dosy
ostro, zamilka i patrzya smutnie w ulic strasznie botnist, po brudnych domach i twarzach
licznych przechodniw.
Moryc take milcza, bo by zy na siebie, a wicej jeszcze na ni. Potrca z gniewu przechodniw,
zaciska binokle i rzuca niechtne spojrzenia na jej blad twarz, z ironi chwyta
spojrzenia wspczujce, jakimi obrzucaa gromady oberwanych, wyndzniaych dzieci, bawicych si po bramach i trotuarach. Rozumia j nieco i dlatego wydaa mu si bardzo naiwn, bardzo.
Irytowaa go swoim gupim, polskim idealizmem, jak w myli okrela jej charakter, a rwnoczenie
pocigaa jego tward, such dusz t odrobin uczucia i t jak dziwn pzj
wdziku i dobroci, jaka wydzieraa si z jej bladej twarzy, ze spojrze zadumanych, z caej
postaci wysmukej i bardzo harmonijnie rozwinitej.
 Znudziam ci, e zamilk?  szepna po pewnym czasie.
 Baem si przerywa milczenie, moga myle wtedy o nader wielkich rzeczach.
 Bd pewnym, e o daleko wikszych, nili twoja ironia moe dosign.
 Rwnoczenie zrobia, Mela, dwa interesy  mnie daa szczutka i sama si pochwalia.
 A chciaam tylko jedno  powiedziaa z umiechem.
 Mnie uderzy, prawda?
 Tak, i zrobiam to z przyjemnoci.
 Ty mnie bardzo nie lubisz, Mela?  pyta troch dotknity.
 Nie, Moryc  krcia gow i umiechaa si zoliwie.
 Ale mnie i nie kochasz?
 Nie, Moryc.
 My robimy adny kawaek flirtu  powiedzia, zirytowany tonem jej odpowiedzi.
 Pomidzy kuzynami powinno to uchodzi, bo do niczego nie obowizuje.
Przystana, aby da kilka groszy jakiej kobiecie, okrconej w achmany, stojcej pod
parkanem z dzieckiem na rku i gono ebrzcej.
82
Moryc spojrza drwico, ale sam prdko wydoby jaki pienidz i da.
 I ty dajesz biednym?  zdziwia si.
 Pozwoliem sobie na tak miosiern operacj, bo miaem akurat faszyw zotwk 
zacz si mia serdecznie z jej oburzenia.
 Ty si z cynizmu ju nie wyleczysz!  szepna przypieszajc nieco kroku.
 Mam jeszcze czas i ebym mia jeszcze sposobno i takiego jak ty doktora...
 Do widzenia, Moryc.
 Szkoda, e to ju.
 Ja nie auj zupenie. Bdziesz dzisiaj w kolonii?
 Nie wiem, poniewa w nocy wyjedam z odzi.
 Wstp, kaniaj si paniom ode mnie i powiedz pani Stefanii, e bd u niej w sklepie
jutro przed poudniem.
 A dobrze, ale za to ty kaniaj si ode mnie pannie Rzi i powiedz Mllerowi, take ode
mnie, e jest bazen.
Ucisnli sobie rce i rozeszli si.
Moryc obejrza si za ni, gdy ju wchodzia do bramy paacu Mendelsohnw, i szed do
miasta.
Soce ju przygasao i zsuwao si za miasto, rozkrwawiajc tysice szyb unami zachodu.
Miasto cicho i przypaszczao si w mrokach wieczoru; tysice domw i dachw zlewa-o si coraz bardziej w jedn szar, olbrzymi, zagmatwan mas pocit kanaami ulic,
w ktrych zaczynay si pali nieskoczone linie wiate gazowych, tylko kominy fabryk, co
niby las potnych pni czerwonych wznosiy si nad miastem i zdaway si drga i koysa
na jasnym tle nieba, pony jeszcze zorzami zachodu.
 Wariatka! Ja bym si z ni oeni! Grnspan, Landsberger i Welt byaby solidna spka; trzeba o tym pomyle  szepn Moryc umiechajc si do tego interesu.
83
VII
 Co si stao Morycowi dzisiaj?  mylaa Mela, wchodzc do wielkiego dwupitrowego
domu naronego, nazywanego pospolicie paacem Szai.  Prawda, przecie ja mam pidziesit tysicy rubli posagu, musi by w zych interesach i std ta gwatowna czuo.
Nie moga ju myle wicej, bo wybiega naprzeciw niej do przedpokoju jej najserdeczniejsza
przyjacika, Ra Mendelsohn, nieznacznie utykajc na praw nog.
 Miaam ju posa po ciebie powz, bo nie mogam si doczeka.
 Odprowadzi mnie Moryc Welt, szlimy wolno, prawi mi komplementa, no i tak dalej.
 ydziak  rzucia pogardliwie Ra, rozbierajc j i ciskajc lokajowi kapelusz, rkawiczki,
woalk, okrycie, w miar jak zdejmowaa to z Meli.
 Przesya ci ukony bardzo unione.
 Gupi! Myli, e go poznam na ulicy, jak mi si bdzie kania.
 Nie lubisz go?  pytaa przygadzajc powichrzone wosy przed wielkim, zwierciadem, stojcym pomidzy dwoma olbrzymimi sztucznymi palmami, w jakie cay przedpokj by ozdobiony.
 Nie cierpi, bo ojciec chwali go ktrego dnia przed Fabciem, a zreszt i Will go nie
cierpi. Pikna lala!
 Wilhelm jest?
 S wszyscy i wszyscy si nudz oczekujc na ciebie.
 A Wysocki?  zapytaa ciszej i troch niepewnie.
 Jest i przysiga, e my si cay przed sam wizyt. Syszysz, cay.
 Przecie nie bdziemy sprawdza...
 Musimy wierzy na sowo  przygryza usta.
Ujy si pod rce i szy przez szereg pokojw, zalanych mrokiem nadchodzcego wieczoru,
umeblowanych z nadzwyczajnym przepychem.
 Co robisz, Ra?
 Nudz si i udaj przed gomi, e mnie bawi, a ty?
 Nic nie udaj przed nikim i take si nudz.
 Okropne ycie!  szepna Ra z westchnieniem.  I dokd si to ma cign?
 Ty wiesz najlepiej dokd, do mierci chyba.
 Ach, co ja bym daa, ebym si moga zakocha, co ja bym daa.
 Siebie i miliony w dodatku.
 Chciaa powiedzie: miliony i siebie w dodatku  powiedziaa cierpko a drwico.
 Ra!  szepna Mela z wyrzutem.
 No, cicho, cicho!  ucaowaa j serdecznie.
Weszy do niewielkiego pokoju, zupenie czarnego, bo meble, obicia cian, portiery,
wszystko byo pokryte czarnym pluszem lub czarn matow farb.
84
Pokj robi wraenie kaplicy przedpogrzebowej.
Dwch zupenie nagich przegitych w ty olbrzymw z ciemnego brzu unosio w herkulesowych
rkach nad gow wielkie gazie dziwacznie poskrcanych storczykw o kryszta-owych biaych kwiatach, z ktrych myo na pokj elektryczne wiato.
Na czarnych kanapkach i fotelikach niskich siedziao kilka osb w milczeniu i w najswobodniejszych
pozach, a nawet jeden z mczyzn lea na dywanie, pokrywajcym ca posadzk;
dywan by take czarny, mia tylko w rodku wyhaftowany olbrzymi bukiet czerwonych storczykw,
ktre niby potworne, dziwaczne, powyginane robaki zdaway si peza po pokoju.
 Will, na przywitanie Meli mgby wywrci kozioka  zawoaa Ra.
Wilhelm Mller, olbrzymi jasnowosy drab, w obcisym kostiumie cyklisty, podnis si
z fotelu, rzuci na dywan, przekrci si trzy razy w powietrzu z wpraw gimnastyka zawodowego
i stan na rodku pokoju, kaniajc si po cyrkowemu.
 Brawo, Mller!  zawoa lecy na dywanie pod oknem zapalajc papierosa.
 Mela, chod mnie pocaowa  mwia rozronita panna, leca na niskim biegunowym
krzele, leniwie nadstawiajc policzek. Mela j pocaowaa i usiada na kanapie obok
Wysockiego, ktry pochylony nad ma, szczup, row blondynk, trzymajc nogi na taburecie,
szepta po cichu i co chwila otrzepywa klapy, chowa w gb rkaww do brudne
mankiety, wykrca energicznie wsiki blond i dowodzi:
 Z punktu wanie feministycznego nie powinno by adnych rnic prawnych pomidzy
kobiet a mczyzn.
 No tak, ale ty, Mieciek, jeste nudny!  skarya si aonie blondynka.
 Nie witasz si ze mn, Mieciek!  szepna Mela.
 Przepraszam pani, panna Fela wanie nie da si przekona.
 Wysocki paci podwjn kar; Meli powiedzia pani, a Feli panna, pa, Mieciek!  wo-aa Ra, przyskakujc do niego.
 Zapac, Ra, zaraz zapac  zacz si rozpina i szuka po wszystkich kieszeniach.
 Mieciek, nie rozpinaj no si zupenie, to nie jest zabawne  szczebiotaa Fela.
 Ja za ciebie zapac, jeli nie masz pienidzy.
 Dzikuj ci, Mela, pienidze mam, byem dzisiaj w nocy wzywany do chorego.
 Ra, dlaczego ja si potrzebuj nudzi?  jkna Toni z fotelu biegunowego.
 Will, zabaw Toni, syszysz, prniaku!
 Nie chc, musz si przecign, bo mnie krzy boli.
 Dlaczego ciebie boli krzy?
 Toni, jego z tych samych powodw boli krzy co ciebie  miaa si Fela.
 Trzeba go wymasaowa.
 Ja bym chciaa mie twoj fotografi, Will, ty dzisiaj mocno wygldasz  szepna Ra,
w jej szarych wielkich oczach zaczy skrzy si zielonawe byski, przygryza usta bardzo
szerokie i wskie, co niby kresa czerwona przecinay jej twarz dug, biaoprzeroczyst,
okolon nimbem najczystszej miedzi, wosami rozdzielonymi na rodku gowy i zaczesanymi
na skronie i na uszy, e tylko ich rowe koce migotay olbrzymimi szafirami, oprawnymi
w brylanty.
 Fotografujcie mnie w takiej pozie  woa kadc si wznak na dywanie i z rkami podwinitymi
pod gow lea w caej swej dugoci, miejc si dwicznym, wesoym miechem.
85
 Sidcie, dziewczynki, obok mnie! Chodcie, sikorki!
 On jest zupenie dzisiaj adny  szepna Toni pochylajc si nad jego jasn, mod, typowo
niemieck twarz.
 On jest mdy  woaa Fela.
 Wolisz Wysockiego?
 Kiedy Wysocki ma takie cienkie nogi.
 Cicho, Fela, nie gadaj gupstw.
 Dlaczego?
 No, wprost dlatego, e nie wypada.
 Moja Ra, dlaczego nie wypada? Ja wiem, co mczyni opowiadaj o nas, mnie wszystko
Bernard mwi, on mi opowiada taki jeden zabawny kawa, e umieraam ze miechu.
 Powiedz go, Fela  szepna Toni ziewajc z nudw.
 Maa, jak opowiesz przy mnie, to ci ju nigdy nic nie opowiem  zaoponowa Bernard,
lecy na dywanie.
 On si wstydzi! ha, ha, ha!  zerwaa si z kanapki, zacza biega po pokoju jak wariatka,
przewracaa sprzty, zataczaa si na Toni.
 Fela, co ty wyrabiasz?
 Ja si nudz. Ra, ja si wciekam z nudw.
Usiada na stosie pluszowych czarnych poduszek, jakie jej podsun lokaj.
 Skd ty, Willu, masz t szram?  pytaa, wodzc palcem dugim i cienkim po czerwonej
prdze, przecinajcej mu twarz od ucha do maych rozstrzpionych wsikw.
 Od szabli  odpowiedzia usiujc zapa jej palec zbami.
 O kobiet?
 Tak. Niech Bernard opowie, on mi sekundowa tak gono, e wszystkie bumsy70 berliskie
wiedziay o tej sprawie.
 Powiedz, Bernard.
 Dajcie mi spokj, nie mam czasu  mrukn Bernard, przewrci si z boku na wznak
i patrzy w sufit, po ktrym leciay za zotym wozem Aurory gromady nagich, skrzydlatych
nimf; pali papierosa za papierosem, ktre mu podawa i zapala stojcy w drzwiach lokaj,
ubrany w czerwon francusk liberi  zreszt, to sprawa za bardzo skandaliczna.
 Will, umawialimy si przecie, zawizujc nasze zebranie, e mamy mwi sobie wszystko,
wszystko  mwia Toni przysuwajc si bliej z fotelem.
 Mw, Wilhelm, wyjd za ciebie za m w nagrod  rozemiaa si dziwnie.
 A ja bym ci wzi, Ra, ty masz w sobie grubego diaba.
 I jeszcze grubszy posag  rzucia drwico.
 Kiedy to takie nudne! Will, zrb wini, mj drogi, zrb wini!  jczaa Toni, przecigajc si w fotelu z tak si, a wielki guzik, imitujcy kame, oderwa si jej od stanika.
Czua si tak znudzon bezbrzenie, e aosnym gosem prosia wci uparcie, jak dziecko:
 Zrb wini, Will, zrb wini!
Wilhelm stan na czworakach, wygi grzbiet i zacz w krtkich sztywnych podskokach,
doskonale imitujcych ruchy starej wini, oblatywa pokj, pokwikujc od czasu do czasu.
Toni zanosia si szalonym miechem. Ra klaskaa w donie z caych si, a Fela bia pitami
o dywan i trzsa si z radoci. Krtkie jej wosy rozplatay si i niby jasn wiech zakryy jej twarz row, rozbawion niesychanie.
86
Mela rzucaa poduszkami w Mllera rwnie porwana ogln wesooci, a Mller po
kadym uderzeniu podskakiwa, wyrzuca zabawnie tylnymi nogami i kwicza przecigle,
wreszcie zmczony zacz si wypaczonym grzbietem czocha o nogi Ry, wreszcie pooy si na rodku dywanu, wycign nogi i zupenie niby winia zmczona chrzka, mrucza
i pokwikiwa jak przez sen.
 Nieporwnany! Wyborny!  woay z uniesieniem rozbawione panny.
Wysocki wytrzeszczonymi oczami, zdumiony, przypatrywa si po raz pierwszy tej cyrkowej
zabawie znudzonych milionerek; zapomnia strzepywa klapy, nie wciska mankietw
w rkawy, nie krci wsikw, tylko wodzi oczami po twarzach kobiet i mrukn
z obrzydzeniem:
 Bazen.
 Z jakiego punktu?  zapytaa Mela, ktra najpierw si uspokoia.
 Ze wszystkich ludzkich punktw  odpowiedzia twardo i podnis si ogldajc za kapeluszem,
w ktry Fela prbowaa wsadzi obydwie nogi.
 Uciekasz, Mieciek?  pytaa zdumiona jego surowym spojrzeniem.
 Musz i, bo musz si wstydzi tego, e jestem czowiekiem.
 Franois, otworzy wszystkie drzwi, bo obraone czowieczestwo wychodzi  woa
drwico Bernard, ktry przez cay czas popisw Mllera lea najspokojniej i pali papierosy.
 Ra, Mieciek si obrazi i chce wyj, nie pozwl mu.
 Mieciek, zosta. Co ci si stao? dlaczego?
 Dlatego, e ja nie mam czasu, przyrzekem komu, e przyjd  tumaczy si mikko,
usiujc cign swj biedny cylinder z ng Feli.
 Mieciek, zosta, prosz ci bardzo, przecie obiecae mnie odprowadzi do domu 
szeptaa gorco Mela i blad jej twarz pokry rumieniec wzruszenia.
Pozosta, ale siedzia chmurny i nawet nie odpowiada na drwice uwagi Bernarda ani na
burszowskie dowcipy Mllera, ktry znowu si pooy u ng Ry.
Zapanowaa zupena cisza.
Elektryczno drgaa w krysztaowych kwiatach i mya bkitnawym pyem wiata na pokj,
na matowe czarne ciany, z ktrych niby bkitne oczy patrzyy cztery woskie akwarele,
oprawne w aksamitne czarne ramy, zawieszone na jedwabnych sznurach, na te znudzone prniactwem gowy, co tawymi plamami odcinay si od czarnego ta cian i mebli, skrzyy si
na ozdobach pianina z zielonawego brzu, stojcego w jednym rogu, ktre z odkryt klawiatur
byo podobne do jakiego potworu, poyskujcego dugimi, tawymi kami.
Przez zamknite okiennice wewntrzne i zapuszczone cikie czarne portiery nie dochodziy z miasta adne gosy prcz huczcego, sabego szmeru i drga bezdwicznych, co niby
ledwo wyczute bicie pulsu rozleway si po pokoju.
Dym, jaki ustawicznie puszcza kbami Bernard, snu si sinawym, rzadkim obokiem,
przysania zoty wz Aurory i nimfy nagie niby najciesz bengalin71, opada, czepia si
cian i dar si w dugie wkna o plusze, i wypywa do dalszych pokojw drzwiami, w ktrych,
niby ostry krzyk w tej czarnej symfonii, czerwienia si jaskrawo liberia lokaja, gotowego
na kade skinienie.
 Ra, ja si nudz, ja si miertelnie nudz  zajczaa Toni.
 A ja si bawi wesoo  zacza woa Fela podrzucajc nog cylinder Miecia.
 Ja si bawi najlepiej, bo wcale nie potrzebuj zabawy  powiedzia ironicznie Bernard.
87
 Franois, ka dawa herbat!  rzucia Ra.
 Ra, nie chod, ja ci dokocz kawa.
Unis si na okciu i szepta, caujc raz po raz rowy koniec ucha.
 Nie ugry mi kolczyka! Za mocno! Masz takie gorce usta!  szeptaa przechylajc gow
ku niemu, zagryza usta, a spod przymknitych, cikich, sinawych powiek zaczy si
skrzy zielonawe byski.
 Ze strachu zacz si egna  szepn goniej Will.
 C to  on katolik?
 Nie, ale co to szkodzi si zabezpieczy.
Wysuchaa reszty kawau i nie rozemiaa si znudzona.
 Wilhelm, ty jeste dobry, kochany  mwia, gaszczc go po twarzy  ale twoje anegdoty s
za bardzo berliskie, nudne i gupie. Ja zaraz przyjd, a tymczasem moe, Bernard, co zagrasz.
Bernard powsta, pchn nog taburet do pianina i zacz ze wciek brawur gra trzeci
figur kadryla.
Ocknli wszyscy z milczenia i nudy.
Wilhelm podnis si i zacz taczy trzeci figur z Fel, taczyli kontredansa z zaciciem
kankana, wosy Feli trzsy si jak pk somy na wichurze, zasaniay jej oczy, opaday
a na brod, fruway za ni, odgarniaa je rk i taczya do upadego.
Toni leaa w fotelu i znudzonym wzrokiem gonia za ruchami Willa.
Lokaj ustawia z boku mae hebanowe stoliczki inkrustowane wytwornie perow mas
i kad zastaw do herbaty.
Ra przecigna si leniwie i utykajc, i koyszc szerokimi biodrami sza ku drzwiom
i zatrzymaa si chwil przy Wysockim, ktry pgosem mwi:
 Sowo pani daj, e to nie dekadencja, to jest zupenie co innego.
 C to jest zatem?  pytaa Mela, przytrzymujc Wysockiemu rce, eby nie mg otrzepywa
si i wpycha mankietw.
 Ja bym chciaa by dekadentk. Mieciek, czy ja mog by dekadentk? Mieciek, ja chc
by dekadentk, bo ja si nudz  woaa Toni.
 To jest tylko prniactwo, pochodzce ze zbytku czasu i zbytku pienidzy! Nuda jest chorob bogaczw. Ty, Mela, nudzisz si. Ra si nudzi, Toni si nudzi, Fela si nudzi, no i z wami
nudz si te dwa bawany, a poza wami poowa crek i on milionerw nudzi si. Wszystko
was nudzi, bo wszystko mie moecie, co kupi mona. Was nic nie obchodzi, chcecie si tylko
bawi, a najszalesza zabawa koczy si rwnie nud. Z punktu socjalnego...
 Mieciek, ale ty o mnie le nie mylisz?  przerwaa gadzc mu rce.
 Nie robi wyjtkw, zreszt tak samo naleysz do rasy zdegenerowanej, ze wszystkich
ras najbardziej odbiegej od natury, a to si mci na was samych.
 Suchaj go, Mela, on ci uczenie bdzie dowodzi ze wszystkich znanych sobie punktw,
e najwiksz zbrodni na wiecie jest posiada majtek.
 Usid, Ra, przy nas.
 Zaraz przyjd, zajrz do ojca.
Wysza i z przedpokoju ju owietlonego elektrycznymi yrandolami posza na gr do
gabinetu ojca, w ktrym byo prawie ciemno.
Szaja Mendelsohn okryty w rytualne szaty do modlitwy, z obnaon lew rk, okrcon
paskami, siedzia na rodku pokoju, modli si pgosem i pochyla powanie.
88
W dwch oknach stao dwch starych, z siwymi brodami piewakw boniczych, okrytych
w takie same rytualne zasony w biae i czarne pasy i wpatrzeni w ostatnie rowe brzaski
dnia, jakie si barwiy na szarym tle nieba, kiwali si ustawicznie piewajc jak dziwnie
namitn i dziwnie smtn psalmodi.
Gosy byy nabrzmiae skarg i blem i niby gosy trb miedzianych brzmiay wrzaskliw
aoci, to huczay guch rozpacz, wybuchay jkiem beznadziejnym, wznosiy si krzykiem
ostrym, przejmujcym, ktry dugo drga w ciszy mieszkania; to znowu zniali gosy
do szeptu i pyna duga sodka melodia jakby fletw piewajcych w wielkiej ciszy ogrodw
kwitncych, wrd cieniw dyszcych aromatami ambry, w pnie penym ekstatycznych
marze mioci, przez ktre wiy si akcenty wyrane tsknot i westchnie, jakby do
palmowych ogrodw Jeruzalem, do pustyni smutnych i nieobjtych, do palcych arw soca,
do ojczyzny straconej, a tak kochanej.
Pochylali si coraz rytmiczniej, oczy im gorzay ekstaz i dugie siwe brody trzsy si ze
wzruszenia. Poryway ich wasne gosy i te rytmy pieww, co si rozleway z ich piersi na,
pusty, cichy, omroczony pokj, i kay, prosiy, bagay, drgay skarg przepojon niedol i sawiy dobro i moc Pana nad pany.
Poza oknami panowaa cisza.
Wielkie koszary robotnicze po drugiej stronie ulicy, wprost okien gabinetu, zaczy byska
wiatami na wszystkich pitrach, a z drugiej strony okien, bo gabinet by w naroniku,
czerni si park zbit gstw wierkw, ktre przedzielay paac od fabryk, i bieliy si
w zmroku pomidzy niskimi krzewami gazonw paty nie roztopionego jeszcze niegu.
Na wprost Szai, siedzcego w porodku, byo wielkie narone okno, ktrym leciay jego
spojrzenia i zaczepiay si o olbrzymie kontury fabryk, najeone kominami i naronikami,
podobnymi do baszt redniowiecznych.
Szaja modli si gorco, ale nie mg ani na chwil oderwa wzroku od tych murw potnych, zlewajcych si coraz bardziej z noc nadchodzc; wida byo w dali jej ciemny
paszcz, otulajcy miasto, i jej pogodn, cich twarz, patrzc milionami gwiazd.
piew cign si do zupenej nocy.
piewacy zapakowali modlitewne szaty w aksamitne worki, na ktrych lniy si wyszyte
zotem jakie hebrajskie zgoski.
 Masz, Mendel, rubla!
Da mu srebrny pienidz, ktry piewak oglda zacz troskliwie pod oknem.
 Zobacz, to jest prawdziwy rubel! A tobie, Abraam, to ja zapac dzisiaj tylko siedemdziesit pi kopiejek, tobie si dzisiaj nie chciao, ty symulowa piewanie. Chciae oszuka
mnie i Pana Boga?
piewak popatrzy penymi ez i ekstazy oczami na Szaj, wzi rulon miedziakw, rzek
cicho pozdrowienie i wyszed bez szelestu.
Ra cay czas staa przy drzwiach i suchaa tych pieww z takim uczuciem, e co chwila
powstrzymywaa si, aby nie parskn miechem.
Skoro tylko wyszli piewacy, nacisna guzik i wiato elektryczne zalao pokj.
 Ra!
 Potrzeba ci czego?  pytaa siadajc na porczy fotelu przy ojcu.
 Nie. Twoje gocie przyszy?
 S wszyscy.
89
 Bawi si dobrze?
Zacz gaska j po wosach.
 Nie bardzo. Nawet Mller nudny dzisiaj.
 Czemu ich trzymasz, przecie my moemy mie goci wesoych. Chcesz, to ja Stanisawowi
dam not, eby poszuka, w odzi nie brak ludzi wesoych. Po co si masz nudzi za
wasne pienidze. A Wysocki, co to za czowiek?
 Doktr, to taki inny, zupenie nie dzki czowiek, on ma arystokratyczn rodzin, jego
matka jest z hrabiw, o ma herby.
 Tylko nie ma ich na czym nosi. Podoba ci si?
 Dosy, bo jest niepodobny do naszych i bardzo uczony.
 Uczony?
Pogadzi wspaniaym ruchem brod i sucha uwaniej.
 On napisa ksik, za ktr mu jaki uniwersytet w Niemczech da zoty medal.
 Duy medal?
 Nie wiem.
Zymna pogardliwie ramionami.
 My do szpitala bdziemy potrzebowa doktora, ja bym go wzi, jak on taki uczony.
 Duo pacisz?
 Pac. Ale tu nie o to chodzi, miaby du praktyk i suyby w mojej firmie, to samo
warto pienidze. Powiedz mu, niech jutro przyjdzie do kantoru. Ja lubi pomaga ludziom
uczonym.
 Kazae Stanisawowi zaprosi do nas Borowieckiego?
 Ra, ja ci mwiem, e Borowiecki jest czowiek Bucholca, a ja Bucholcowi i wszystkiemu,
co jest jego, ycz wszystkich nieszcz. Niech on zbankrutuje i pjdzie suy. Ja
przez tego zodzieja, przez tego Szwaba, co on do Polski psami przyjecha i na nas zrobi
pienidze, niech on zmarnieje do dziesitego pokolenia, ja przez niego chory jestem cigle,
mnie serce boli, on mnie cigle okrada. A ten Borowiecki to jego jest najgorszy Szwab! 
wykrzykn z nienawici.
 Ale przecie to Polak.
 Polak, adny Polak, co jak zacz drukowa swoje bojki, to mi poow towaru zwrcili
z Rosji, powiedzieli, e paskudztwo, e Bucholca lepszy. To Polak tak robi! on psuje handel,
on tym gupim chamom daje takie desenie i kolory, co by je wzia kada hrabina, po co to?
na co? Co ja straciem przez niego! co straciem, co stracili nasi! Przez niego co stracili te
biedne tkacze! on zjad starego Fiszbina, on zjad trzydzieci innych firm. Ty mi nie mw
o nim, bo mnie wszystko w rodku boli, jak sobie ich przypomn. On jest gorszy od najgorszego
Niemca, bo jeszcze z Niemcem mona pohandlowa, a on jest pan, on jest wielki dziedzic!
 plun z pogard i nienawici.
 Przysa ci herbat?
 Pojad do Stanisawa na herbat, zawioz Julci zabawki, ktre mi dzisiaj przysali z Parya.
Ra pocaowaa ojca w policzek i wysza.
Szaja si podnis, zakrci wiato, bo lubi oszczdza na wszystkim, i chodzi po ciemnym
zupenie pokoju.
Chodzi i myla o wiecznej swojej zmorze  o Bucholcu.
90
On go nienawidzi ca potg ydowskiego fanatyzmu; nienawidzi jako fabrykantawspzawodnika, ktrego nie mg przewyszy niczym.
Bucholc zawsze i wszdzie by pierwszym i tego mu wanie nie mg darowa Szaja, on,
ktry si czu pierwsz firm dzk, ktry by przewodnikiem tej masy ydowskiej, jaka go
otaczaa bawochwalczym uwielbieniem, mioci i czci ndzarzy zahipnotyzowanych milionami,
jakie rosy w jego rkach z szybkoci lawiny nienej.
Przed czterdziestu laty, pamita dobrze te czasy, gdy Bucholc szed ju do milionw, on
zaczyna karier jako subiekt jakiego ndznego kramu na Starym Miecie, ze specjalnoci
nawoywania i cignicia kupujcych, od noszenia paczek do domw, uprztania czasami
sklepu i trotuaru przed nim. Wystawa cae miesice na trotuarze, arty przez mrozy, moczony
przez deszcze, palony przez skwary, popychany przez przechodniw, zawsze prawie godny
i obdarty, zawsze ochrypnity od nawoywa, bez pienidzy, sypiajcy za rubla miesicznie
w jakiej strasznej norze ndzy ydowskiej, jakich peno po miastach.
Potem znikn nagle z trotuaru, na ktrym y.
Zjawi si po paru latach nieobecnoci na bruku dzkim i nikt go nie pozna.
Przyjecha z troch pienidzy i zacz prowadzi interes na wasn rk.
Umiechn si w tej chwili z politowaniem do tamtych czasw, przypomnia sobie ten ndzny
wz, ktrym rozwozi towar po wsiach okolicznych, tego konia, ktrego pasa nad drogami
albo w zboach chopskich, t sta okropn ndz, jaka go wci ara, bo z pidziesiciu rubli
kapitau, wliczajc w to wz i konia, musia ywi siebie, konia, on i dzieci.
Potem te pierwsze warsztaty tkackie, jakie zaoy, te tysice drobnych oszustw na wadze
surowego materiau, jaki wydawa tkaczom biorcym robot do domu, na miarze, na wasnym
i swej rodziny odkach, na wszystkim  nim zaryzykowa wydzierawi jak opuszczon
fabryczk.
On pierwszy, gdy mu i zaczo, pozaprowadza agentw po miasteczkach, sam nie spa,
nie jada, nie y, robi tylko i oszczdza.
On pierwszy dawa na kredyt kademu, kto tylko chcia, i sam zacz obraca kredytem,
bo Bucholc i niemieccy fabrykanci dzcy posugiwali si na stary sposb  gotwk.
On pierwszy rozpocz robi tandet, obnia jako produkcji dzkiej, ktra do jego czasw
cieszya si dobr opini.
On prawie pierwszy wprowadzi, rozwin i udoskonali cay system wyzysku wszystkich
i wszystkiego.
Po poarze, jaki go dotkn, postawi wasn fabryk na tysic ludzi.
Stan na fundamentach.
A szczcie szo za nim nieodstpnie; dziesitki tysicy, setki, miliony zaczy pyn ze
wszystkich stron do jego kas; szy z paskich dworw, z chaup chopskich, z przeartych
brudem miasteczek, ze stolic, ze stepw, z gr odlegych, pyny coraz szerszymi strumieniami
i Szaja rs i potnia.
Tracili inni, umierali, padali przez nieszczcia i klski oglne, Szaja sta twardo, cigle
stare pawilony paliy si, a nowe i potniejsze powstaway i ssay coraz potniej ziemi,
materiay, ludzi, mzgi, konkurentw i przerabiay to wszystko na miliony dla Szai.
Bucholc zawsze by wikszym, nie mg go przecign.
Szaja rs i wstawaa w nim coraz silniejsza dza pokonania Bucholca, on kadego rubla,
jakiego zarobi tamten, liczy za ukradziony i wydarty sobie, y t chimeryczn nadziej, e
91
go przeronie, e przeronie wszystkich, e ujrzy si tak wielkim nad odzi jak ten komin
potny od maszyn gwnych, ktry potworn sylwetk majaczy teraz w nocy, e zostanie
krlem tej odzi.
Bucholc wci by pierwszym, z nim si liczya opinia kraju, jego sowo rwnao si monecie
brzczcej, u niego szukano rady i inicjatywy w wielu kwestiach oglniejszych, jego
towary miay najlepsz mark, jego otacza pewien szacunek, gdy tymczasem Szaj nawet
rwni mu szwindlami obrzucali pogard i nienawici.
Szaja nie mg tego zrozumie, zdawao mu si, e Bucholc obdziera go nie tylko z pienidzy,
ze wszystkiego, czego pragn dla siebie, obdziera go z zaszczytu panowania nad tym
morzem kominw.
Nienawidzi go za to jeszcze wicej.
Chodzi wci po ciemnym pokoju, spoglda przez szyby na fabryki, to na domy robotnikw
owietlone jak latarnie i przystan. Zaoy okulary i zacz patrze na trzecie pitro
domu stojcego wprost paacu, w trzy mocno owietlone okna, poza ktrymi migotay czarne
sylwetki ludzi.
Otworzy lufcik i sucha.
Drcy gos skrzypiec piewa jakiego sentymentalnego walca, wtrowaa mu jkliwie
wiolonczela, to muzyka cicha, a natomiast wybucha gwar kilkunastu gosw i miech rozlewa si kaskad bujn na cich ulic razem z brzkiem szklanek i talerzy.
Bawiono si wesoo.
Szaja nacisn guzik elektryczny na lokaja.
 Kto tam mieszka?  zapyta ostro, wskazujc na okna.
 Zaraz si dowiem, janie panie.
 Ja jestem chory, a oni si bawi! Za co oni si bawi? Skd oni maj na zabaw?  myla zirytowany, nie mogc oderwa wzroku od tych okien.
 Dom E, trzecie pitro, pidziesity szsty numer, mieszka tam Ernest Ramisz, majster
z pitej sali tkackiej  recytowa prdko lokaj.
 Dobrze. Pjdziesz i powiesz, eby przestali gra, bo ja spa nie mog, e ja sobie nie
ycz, coby oni si bawili. Ka konie zaoy. Ernest Ramisz musi za duo bra, kiedy go
sta na zabawy  powtarza wraajc sobie w pami to nazwisko.
92
VIII
 Przyjad w tej chwili. Do widzenia  odpowiada ze zoci Borowiecki do telefonu, bo
Lucy go prosia, aby natychmiast przyjecha do lasku Milscha, bo ma niesychanie wany interes.
 Na taki czas jecha do lasku! Wariatka, jak Boga kocham  szepta ze zoci.
Od szstej bowiem siedzia w kantorze, nie mia ani chwili wolnego czasu, chodzi do fabryki
pilnowa drukowania nowych deseni, jedzi do centralnego biura w kwestii naduy,
jakie Bucholc odkry w gwnym magazynie, lata, pisa, wydawa tysice polece, tysice
spraw kotowao mu si w mzgu, tysice ludzi czekao na jego dyspozycje, setki maszyn
oczekiway rozkazw, kci si z Bucholcem, by zdenerwowany do tego kilkodniowym
oczekiwaniem na telegram od Moryca, jak stoi bawena, by zmczony prac, tym strasznym
codziennym jarzmem, jakie wyrczajc Knolla wzi na swj kark, oguszony rozmiarami
i iloci interesw, jakie musia prowadzi, a tu jeszcze ta wariatka woa go gdzie za miasto
na schadzk.
Irytowa si coraz bardziej.
Nie mia nawet dzisiaj czasu wypi herbaty, bo Bucholc, chocia chory, kaza si zanie
do kantoru z fotelem, do wszystkiego si wtrca, krzycza na wszystkich i rozsiewa tylko
strach i zamieszanie pomidzy urzdnikami.
 Panie Borowiecki  zawoa, siedzc z obwinitymi nogami, w wytartej futrzanej czapce
na gowie i z kijem na kolanach.  Zatelefonuj pan do Marksa, eby nie dawa ani za rubla
towaru Milnerowi w Warszawie. On mia u nas kredyt i za duo ju jest winien, a mam wanie
not o nim, e bardzo prdko idzie do plajty.
Borowiecki zatelefonowa i przeglda jakie potne kolumny cyfr.
 Panie Horn! Sprawd pan ten fracht, tam jest omyka, kolej pobraa za duo, musieli
z innego numeru taryfy policzy  zawoa do Horna, ktry ju od kilku dni, to jest od niedzieli,
zosta przeniesiony na danie Bucholca z podrcznego kantoru drukarni i blichu do
jego osobistego.
Horn, bardzo blady, z oczami zaczerwienionymi zmczeniem i bezsennoci, rachowa sinymi
ustami machinalnie, myli si, nie mg skupi uwagi, kolumny cyfr taczyy mu przed
oczami niby kb sadzy.
Ziewa cigle i znudzonym wzrokiem spoglda na zegar, czeka z utsknieniem poudnia.
 Tej babie, ktr pan protegujesz, niech dadz dwiecie rubli i niech idzie si zapi. Ona
caa ze swoimi szczeniakami niewarta pidziesiciu!
 To wydzia prawny zaatwi t spraw?
 Tak, ona musi nas pokwitowa urzdownie. Bauer, dopilnuj tej sprawy, niech si to skoczy
nareszcie, bo bab jeszcze kto namwi, eby nas zaskarya do sdu.
93
Horn pochyli niej gow, aby ukry zoliwy, tryumfujcy umiech.
 Pan prezes ma konie w domu?
 Potrzebne panu, to pan bierz, bierz pan, ile razy potrzeba. Zaraz zatelefonuj do stajni.
Kundel, popchnij  krzykn na lokaja, ktry popchn fotel pod telefon, funkcjonujcy w obrbie
fabryk jego.
 Stajnia!  krzykn dzwonic gwatownie.  Powz natychmiast do paacu. Ile razy zada koni pan Borowiecki  przyjeda! Bucholc mwi, kundlu!  krzykn w odpowiedzi
telefonistce, zapytujcej si, kto mwi.
Lokaj z powrotem przysun go do biurka i stan z boku.
 Horn, sid pan przy mnie, podyktuj. Pan si prdzej ruszaj, kiedy ja mwi do pana 
krzykn ze zoci.
Horn zagryz tylko usta, usiad i pisa po dyktandzie, ktre mu szybko rzuca Bucholc nie
przestajc zaatwia rwnoczenie innych interesw i krzyczc chwilami:
 Pan nie pij! Ja panu nie za spanie pac  i mocno stuka kijem w podog.
Horna tak to irytowao, taki by zreszt dzisiaj zniecierpliwiony, e z trudem hamowa
wybuch, wrza cay.
Telefon zacz dzwoni.
 Baron Oskar Meyer pyta si, czy zastanie za p godziny pana prezesa?
 Panie Borowiecki, powiedz mu pan, e nie przyjmuj nikogo, le w ku.
Karol odtelefonowa natychmiast i sucha znowu.
 Czego on jeszcze chce?
 Mwi, e ma wany, osobisty interes.
 Nie przyjmuj!  zakrzycza.  Baron Oskar Meyer moe mie wany interes do mojego
psa, a nie do mnie. Kundel! Cham!  mrucza w przystankach dyktanda.
Nie cierpia bowiem Meyera i kpi najgoniej w odzi z barostwa, jakie sobie kupi
w Niemczech Meyer, dawny jego tkacki robotnik, a dzisiaj fabrykant wyrobw wenianych,
rozporzdzajcy milionami.
 Spiesz si pan!  zawoa ze zoci na Horna.
 Obu rkami pisa nie umiem.
 Co to znaczy?
 Nie mog prdzej pisa, ni pisz.
Bucholc dyktowa dalej i wolniej nieco, bo Horn, jakby na zo, pisa niesychanie wolno
i coraz mocniej ciga brwi z gniewu.
W kantorze zrobio si cicho.
Borowiecki ju w palcie sta przed oknem i niecierpliwie czeka na konie.
Urzdnicy z przykutymi do pulpitw twarzami pracowali gorczkowo, bojc si goniej
oddycha lub sowo zamieni ze sob ze wzgldu na obecno Bucholca, ktry wszystkich
przejmowa strachem prcz jednego bauera, starego przyjaciela i powiernika prezesa, tego samego,
ktry musia zakomunikowa tajemnie ow depesz Zukerowi, jak kombinowa Karol.
Konie wreszcie przyszy i za wychodzcym piesznie Borowieckim zawoa Bucholc:
 Zajrzyj pan jeszcze po przyjedzie.
Nie odpowiedzia nic, tylko zakl po cichu, bo by tak zmordowany robot i tym wyczekiwaniem
denerwujcym na depesz od Moryca, e upada wprost ze zmczenia.
Kaza stangretowi jecha do lasku Milscha.
94
Przed starym browarem, olbrzymim budynkiem, na p zrujnowanym, ktry niby trup lea
ju za miastem, kaza zatrzyma konie i zaczeka na siebie.
Obszed te opuszczone mury z powybijanymi oknami, bez drzwi, bez bram, z dachami
pozapadanymi, ze cianami porozwalanymi, co si rud ceg rozsypyway w grzskie boto,
obszed jakie parkany osaniajce skady i po rozmikym zagonie, zapadajc po kostki
w boto wszed do tak zwanego lasku Milscha.
 Niech diabli wezm histeryczki!  kl coraz energiczniej, bo gliniasta rozmika ziemia
tak oblepiaa mu obuwie, e z trudem wyciga nogi  romantyczka jerozolimska!  dodawa
ze zoci, bo czu si miesznym w tej roli kochanka, zmuszonego po bocie lecie na
schadzk gdzie a na drugi koniec miasta, do lasu, w marcu!
Dzie by pospny, chmury pyny nisko nad ziemi i rozsczay si z wolna w drobny,
przenikliwy deszcz, d tona w brudnych, prawie czarnych oparach i dymach, ktre lea-y niby opona nad miastem, jakby si wspierajc na tysicach kominw.
Borowiecki przystan chwil pod cianami restauracji letniej, przypierajcej do lasu, ktra
teraz bya zamknita, okna miay kagace okiennic, wielkie werandy byy zapchane stoami
i krzesami i drzwi pozabijane deskami, tylko pomidzy nagimi drzewami, nad ccymi
si wirem uliczkami bieliy si nie posprztane awki, zarzucone gnijcymi limi.
Ciszej byo za t zason, ale e std nic nie mg dojrze, zapuci si w lasek.
Lasek by ndzny, wierkowy i kona powoli, zabijao go ssiedztwo fabryk, te niezliczone
studnie, wiercone coraz gbiej, ktre obsuszay okoliczne grunta i zabieray drzewom
wszelk wilgo, i ta rzeczka odpyww ciekw fabrycznych, co niby rnokolorowa wstga
przewijaa si pomidzy pokymi drzewami, wsczaa rozkad w te potne organizmy
i roztaczaa dokoa zabjcze miazmaty72.
Pod oson drzew, na drkach lea jeszcze nieg, a drog, ktr zim nikt nie jedzi,
a chodzili tylko robotnicy z pobliskich wsi, cigny si gbokie lady stp, wycinite w zielonawym
przemikym niegu.
Borowiecki lizga si po bocie i po niegu, potyka si o korzenie drzew i szed w gb,
nie mogc nigdzie dojrze Lucy.
Zirytowany bezowocnym poszukiwaniem i zimnem, i t wilgoci przejmujc mia ju
zawrci do powozu, gdy zza grubszego drzewa, gdzie staa zaczajona, rzucia mu si na szyj
Lucy, i z tak gwatownoci, e mu zrzucia kapelusz na ziemi.
 Kocham ci, Karl!  szeptaa caujc go namitnie.
Odpowiedzia na pocaunek, ale nie rzek nic, bo mu si chciao kl ze zoci.
Uja go pod rami i spacerowali tak pomidzy drzewami, po rozkwaszonym, olizgym
gruncie.
Las szumia jako smutnie i gucho i trzs na nich razem z igami schncych wierkw
deszcz, co z szelestem coraz goniejszym trzepa w gazie.
Lucy rozmawiaa niestrudzenie, przeplatajc rozmow pocaunkami i pieszczotliwym, kocim
przytulaniem si do niego. Paplaa jak dzieciak o wszystkim, przeskakiwaa z przedmiotu
na przedmiot, nie koczc jednego zdania zaczynaa drugie pocaunkiem. Wybuchaa
wesoym, szczerym miechem za najlejszym powodem.
Wygldaa przy tym przelicznie, w jakim pwiosennym angielskim kostiumie, w wielkiej
futrzanej pelerynie czarnej, z konierzem a la Medicis z pir strusich, w ogromnym czarnym
kapeluszu, spod ktrego jej cudowne oczy wieciy si jak dwa szafiry.
95
Porywao j to romantyczne spotkanie z kochankiem.
Nie chciaa si z nim spotka w miecie, bo pragna nadzwyczajnoci jakiej bd, pragna niepokoju, dreszczu emocji. Wymylia wic to spotkanie w lesie i teraz si nim rozkoszowaa ca swoj dusz znudzon, nie zwracajc nawet uwagi na milczenie Karola, ktry
odpowiada zaledwie monosylabami i czsto spoglda na zegarek.
Co j to obchodzio, by przy niej, czasem oddawa pocaunek tak namitnie, e a bia-aw mg zachodziy jej oczy, moga mu mwi o swojej mioci, moga rzuca mu si co
chwila w ramiona i moga uczuwa to sodkie zdenerwowanie, przesycone obaw, aby ich kto
nie spostrzeg.
Ogldaa si co chwila z przestrachem na wszystkie strony, a gdy drzewa zaszumiay goniej
lub wrony z krzykiem zryway si z drzew i leciay ku miastu, przytulaa si do niego
z krzykiem przeraenia i trzsa si caa, e musia rozwiewa jej obawy pocaunkami i zapewnieniami,
e s zupenie bezpieczni.
 Karl, masz rewolwer?  zapytaa.
 Mam.
 Wyjmij, mj zloty, mj jedyny. Widzisz, bd si czu bezpieczniejsz. Nie daby mnie,
prawda?  szeptaa, przycinita do niego.
 O, moesz by pewn. Ale czego si boisz?
 Ja nie wiem czego, ale si bardzo boj, bardzo  i oczy jej biegay szybko po lesie.
 Tutaj nie ma zbjcw, daj ci sowo.
 Gdzie tam, czytaam niedawno, e w tym lesie zabili powracajcego z roboty robotnika,
wiem z pewnoci, e tutaj zabijaj  wstrzsna si nerwowo.
 Bd spokojn, przy mnie nic ci si zego nie stanie.
 Wiem, ty musisz by bardzo odwany. Kocham ci, Karl, pocauj mnie, tylko mocno,
mocno.
Zacz j caowa.
 Cicho!  zawoaa odrywajc usta od jego ust.  Kto woa!
Nikt nie woa, las szumia i pochyla si wolno i automatycznie, wysokie drzewa zdaway
si koronami rozmiata kby mgie, co pyny z pl coraz chyej i coraz niklejsze, bo deszcz
poczyna pada rzsisty i sypa si na las niby grube ziarno, i bbni z oskotem w blaszane
dachy restauracji.
Karol rozoy parasol i stanli pod drzewem, ktre ich nieco ochraniao.
 Zamoczysz si, bardzo mi al, e na tak pogod jeste wystawiona.
 Karl, ja to bardzo lubi.
Zdja rkawiczk i wystawia dug bia rk na deszcz.
 Jeszcze si przezibisz i rozchorujesz.
 To byoby dobrze, leaabym w ku i mogabym cigle, cigle myle o tobie.
 Tak, ale ja nie mgbym ci wtedy widzie.
 O, to nie chc. Ju cae trzy dni ci nie widziaam i nie mogam wytrzyma, musiaam
koniecznie z tob si spotka. A ty czy mylae o mnie?
 Musiaem, bo nie potrafiem myle o czym innym.
 Jak to dobrze. Czy ty mnie jeszcze kochasz, Karl?
 Kocham, wtpisz?
 Wierz ci, e bdziesz mnie kocha zawsze.
96
 Zawsze.
Usiowa zmikczy gos i twarzy nada ton szczliwoci, ale nie bardzo mu si to udawao, bo kamaszki mu przemiky, mia pene kalosze wody i bota, a zreszt tyle jeszcze
dzisiaj roboty.
Byli ze sob z godzin i zdecydowaa si dopiero do powrotu, gdy jej twarz i rce tak zziby, e musia je rozgrzewa pocaunkami, a przy rozstaniu, kiedy zapyta, czy istotnie miaa
tak wany interes, o ktrym telefonowaa, rzucia si mu na szyj.
 Kocham ci, chciaam ci to powiedzie, chciaam ci widzie!
Odesza wreszcie i powracaa po kilka razy, eby si raz jeszcze poegna i raz jeszcze
zapewni go o swojej mioci i prosi, eby si nie wychyla z lasu, pki nie wsidzie do
powozu czekajcego w uliczce obstawionej parkanami.
wistawki obiadowe zaczynay przecina powietrze ze wszystkich stron, gdy si wydosta
do powozu i prawie galopem pojecha do kantoru.
Zasta tylko Bucholca i Horna, bo reszta ju si rozproszya na obiad.
 Pan za mocno akcentujesz swoje sowa  szepta Bucholc, wycigajc si w fotelu.
 Nie umiem inaczej mwi  warcza Horn.
 Potrzeba, eby si pan nauczy, bo ja tego nie znosz.
 To mi jest Schwam-drber73, panie prezesie  mwi prawie spokojnie, tylko usta mu
drgay nerwowo, a niebieskie oczy pociemniay nagle.
 Do kogo to pan mwisz?  podnis nieco gos.
 Do pana prezesa.
 Panie Horn, ja pana ostrzegam, bo ja za wiele cierpliwoci nie mam, ja panu...
 Nie potrzebuj wiedzie, czy pan jest cierpliwy, czy nie, to mnie nie obchodzi.
 Nie przerywaj pan, kiedy ja mwi, kiedy Bucholc mwi!
 Nie widz przyczyny, dlaczego nie moe by cicho Bucholc, kiedy Horn mwi.
Bucholc zerwa si, ale tylko sykn z blu, gadzi przez chwil okrcone nogi i oddycha ciko, przykry powiekami oczy, zo nim trzsa, ale milcza, bo chcia panowa
nad sob.
Horn, ktry z ca wiadomoci i nawet z pewn metod rozdrania go coraz bardziej,
zoy ksigi, najspokojniej zabra swoje owki, gumy i obsadki, owin je w papier i schowa do kieszeni.
Robi to wszystko bardzo wolno i spoglda na Borowieckiego, ktry zdumiony jego zachowaniem
i t niesychan ktni, nie wiedzia, co zrobi ze sob. Nie mg wzi strony
Horna, bo nie wiedzia, o co im poszo, a zreszt nie ujby si i tak za nim, bo wicej go
obchodzi Bucholc. Patrza wic zgorszony na Horna, ktry spokojnie kad kalosze i umiecha si sinymi z irytacji ustami.
 Pan u mnie miejsca nie masz, ja pana wyrzucam  szepn Bucholc.
 Ja sobie robi grub nieprzyzwoito z pana i z paskiego miejsca.
Wsadza drugi kalosz.
 Prcz tego ka ci wyrzuci za drzwi.
 Sprbuj, chamie!  krzykn ubierajc si piesznie w palto.
 Kundel, za drzwi z nim!  szepn jeszcze ciszej Bucholc, ciskajc nerwowo kij.
 Daj spokj, August, nie prbuj, bo tobie razem z twoim panem nadami eber.
 Verflucht!74 Za drzwi z nim!  zakrzycza.
97
 Milcze, zodzieju!  rykn Horn, chwytajc za jaki ciki stoek i gotw by bi, gdyby
go by ktokolwiek dotkn.  Milcze, ty szwabska mordo! ty szakalu!  rzuci stokiem
pod biurko i wyszed, trzasnwszy tak silnie drzwiami, a wszystkie szyby z nich wyleciay.
Borowiecki wysun si ju przedtem.
Bucholc opad z jkiem, nieprzytomny prawie z gniewu, mia tyle tylko si, e nacisn
guzik elektryczny i przyduszonym, ochrypym gosem szepn:
 Policja!
Duga cisza zapanowaa w pustym kantorze. Lokaj sta bez ruchu przestraszony i nie wiedzia, co robi, patrzy na twarz sin Bucholca i na wykrzywione z blu usta, ktry oprzytomnia wreszcie, otworzy oczy, popatrzy na pusty kantor, poprawi si w fotelu i po dugiej
chwili zawoa agodnie:
 August!
Lokaj podszed ze strachem, bo jak tylko woa po imieniu i udawa agodnego, wtedy by
najstraszniejszym.
 Gdzie pan Horn?
 Janie pan go wyrzuci, to i poszed.
 Dobrze. A gdzie pan Borowiecki?
 Zajrza tylko i zaraz wyszed, musia i na obiad, bo ju po dwunastej, fabryki dosy
dawno gwizday na poudnie  przeciga umylnie odpowiedzi.
 Dobrze. Sta z boku.
Lokaj drgn, ale wypeni rozkaz.
 Sucham!  rzek bardzo pokornym gosem.
 Kazaem ci wyrzuci tego psa, dlaczego nie suchae, co?
 Janie panie, on sam wyszed  zacz si tumaczy ze zami.
 Milcze!  krzykn i uderzy go z caej siy kijem przez twarz.
August bezwiednie cofn si w ty.
 Stj, chod bliej!
I gdy lokaj pod wpywem strachu znowu si przysun, przytrzyma go za rk i potnie
oboy kijami.
August nie prbowa si nawet wydziera, odwrci tylko twarz, eby ukry zy, ktre mu
si strumieniem lay po wygolonych policzkach, a gdy Bucholc przesta go bi miertelnie
zmczony i lea w fotelu jczc, zacz obwija mu nogi we flanele, ktre si pozsuway
podczas gwatownych porusze.
Karol tymczasem, nie chcc by wiadkiem awantury, wynis si i pojecha na obiad.
Jada w tak zwanej kolonii na Spacerowej.
Koloni skadao kilkanacie kobiet, Polek, wyrzuconych przez los z rnych czci kraju
na bruk dzki.
Byy to przewanie rozbitki yciowe: wdowy, eks-obywatelki ziemskie, eks-kapitalistki,
eks-panie, stare panny i mode dziewczyny, ktre przyszy tutaj szuka pracy. Bieda je poczya i bieda wyrwnaa pomidzy nimi rne towarzysko-kastowe nierwnoci.
Zajmoway na ulicy Spacerowej cae pitro urzdzone na sposb hotelowy, korytarz bieg
wzdu caego mieszkania i koczy si przy wielkim naronym pokoju, sucym za wspln
dla wszystkich jadalni.
Karol i Moryc jadali tam obiady razem z kilkoma kolegami.
98
Przyszed spniony nieco, bo wielki okrgy st by ju obsadzony stoownikami.
Jedzono popiesznie, w milczeniu, nikt nie mia czasu na pogawdk, a wszyscy co chwila
podnosili gowy i nasuchiwali, czy nie odzywaj si ju wistawki.
Karol usiad obok tej barokowej, ktra w sobot przewodniczya w loy, ucisn kilka rk
w milczeniu, kiwn kilka razy gow dalej siedzcym i zabra si do jedzenia.
 Horna nie byo jeszcze?  zapyta kto przez st pani apiskiej.
 Spnia si jako dzisiaj  szepna.
 Przyjdzie dopiero wieczorem  poinformowaa moda dziewczyna z obcitymi krtko
wosami, ktre co chwila odgarniaa z czoa.
 Dlaczego, Kama?
 Mia dzisiaj zrobi awantur Bucholcowi i wymwi mu miejsce.
 Mwi Kamie o tym?  zapyta ywo Karol.
 Taki plan mia.
 On nigdy, jak widz, nie robi nic bez planu  chodzca metoda.
 Zawzity Niemczyk!
 O, pan Sierpiski nazywa Horna Niemczykiem, ciociu!  zaprotestowaa Kama.
 Nie tylko zawzity, on ma nawet w gniewie metod.
 Ba, widziaem go raz, jak u nas w kantorze kci si z Mllerem.
 A ja przed chwil zostawiem go w podobnej sytuacji z Bucholcem.
 Co si stao, panie Karolu?  zawoaa ywo Kama i przybiega do Borowieckiego, zanurzya mu we wosach swoj drobn, dziecinn jeszcze rczk i pocigajc go za gow,
woaa rozpieszczonym gosikiem:  Ciociu, niech pan Karol powie!
Kilka gw podnioso si znad talerzy.
 Przy mnie nic si nie stao jeszcze, a co po moim wyjciu  nie wiem. Szo ostro. Horn
z ca serdecznoci przekonywa Bucholca, e jest zodziejem i szwabsk mord.
 Ha, ha, ha, brawo Horn, dzielny chopak.
 Szlachecka krew, panie dobrodzieju, tak czy owak, a zawsze si pokae  mrucza Sierpiski
ukontentowany, obcierajc potne, wyczernione wsy.
 A ja pana kocham, bo pan jest porzdny szlachcic, prawda, ciociu?
 A ja Kam, panie dobrodziejski, take...
 Kocham tak czy owak  dokoczya Kama ze miechem.
 Nie tyle ma Horn dzielnoci, ile zwykego, bezmylnego zawadiactwa  powiedzia Karol
niechtnie.
 Zabraniamy tak mwi o Hornie  woay kobiety spogldajc na Kam, ktra pucia
gow Karola; odsuna si gwatownie i rozczerwieniona, a paajcymi oczami mierzya go
gniewnie.
 Nie odwoam, com powiedzia, i nie przestan tego dalej dowodzi. Chcia rzuci miejsce
 mg; mia jakie pretensje do Bucholca, mg je wyuszczy; z Bucholcem atwiej si
porozumie ni z innymi, bo Bucholc ma rozum. Ale po co byo robi podobn awantur,
chyba tylko dla popisu, eby o nim w odzi mwiono. Tak, chopaczki bd podziwia jego
miao i odwag. Wielkie bohaterstwo  nawymyla choremu czowiekowi. Bucholc mu
tego nigdy nie daruje, bdzie si na nim mci do mierci, on ma dobr pami.
 O, to niedugo, dziki Bogu, bo on podobno bardzo chory  zawoaa z uniesieniem Kama.
 Kama, co ty wygadujesz?
99
 A zreszt fig mu zrobi. Horn pojedzie do Warszawy, do domu, i bdzie sobie kpi z Bucholca.
Prawda, ciociu?
 A co nawymyla Szwabowi, to mu nikt tego nie odbierze.
 Bucholc ma dugie rce, dostan i do Warszawy. Znajdzie sposb zwrcenia na niego
uwagi, zrobi tak, jak zrobi Mller z Obrbskim, i Horn moe si dobrze przechodzi, bdzie
mia czas75.
wistawka gdzie niedaleko rozlega si przeraliwie.
 Krzeczkowski, to twj sowik ci wabi  zamia si ktry.
 Niechaj straci gos  szepn wysoki, chudy blondyn w okularach, podnis si i wyszed
z popiechem.
 Czy istotnie szo tak ostro, panie Karolu?  pytaa pani Stefania, przysiadajc si do niego,
rwnie dzisiaj liliowa, jak i w sobot bya w teatrze.
 Wicej jak ostro, bo Horn gotw by si rzuci na Bucholca.
 Zuch chopak, panie dobrodziejski, trzeba byo Szwaba przytrzyma za czupryn i potem
tak i owak, z jednej i z drugiej strony nafasonowa.
 Panie Sierpiski, to nie sprawa z ratajem.
 A c to, wiadomo, panie dobrodziejski, e Bucholc traktuje wszystkich jak psw. Psiakrew
 zatka gwatownie usta.  Przepraszam panie dobrodziejki, zapomniaem si, ale moje
bydl ju na mnie ryczy  mwi piesznie, caowa wszystkie kobiety w rce z popiechem,
bo gruby, huczcy wist przedziera si przez szyby i woa go do roboty.
I tak prdko po kolei odrywali si od stou, rzucali niedokoczony obiad, kiwali gowami
nie majc czasu na inne poegnania i wybiegali ubierajc si ju w palta na schodach, i lecieli
do fabryk, porywani tymi wistami, co jak kanonada rozlegay si nad miastem i zwoywa-y do pracy. Kady zna gos swojej wistawki i kady usyszawszy ten nienawistny gos,
rzuca wszystko i bieg, aby si tylko nie spni.
Borowiecki tylko nie zwaa na to i Malinowski, mody technik z biura Szai, ktry wci
milcza, jad i w przerwach pisa co szybko w notesie lecym obok talerza, czasem powczy zielonymi oczami po twarzy pani Stefanii, wzdycha cicho, przegarnia wosy i krci
gaki z chleba, ktrym si nastpnie dugo przypatrywa.
Twarz mia blad jak surowy perkal, zupenie popielate wosy i wsy, no i te dziwne oczy
zielone, ktre cigle zmieniay kolor. Zwraca zawsze ogln uwag, bo by bardzo pikny
i bardzo niemiay, i bardzo zamknity w sobie.
 Ciociu, czy pan Malinowski mwi co dzisiaj?  zapytaa Kama, ktra ze szczegln
sympati torturowaa go codziennie.
apiska nic nie odpowiedziaa, zajta rozmow z Borowieckim, a Malinowski opuci
oczy i umiechn si dziwnie sodko, i znowu co pisa w notesie.
I kobiety, siedzce przy stole, zaczy z wolna podnosi si i wychodzi, kada z nich bowiem
pracowaa w jakim interesie.
Dzwonek zadwicza w przedpokoju z gwatownoci.
 To mj Mateusz, telegram!  zawoa Karol, znajcy dobrze sposb dzwonienia famulusa76,
ktry istotnie wszed zaraz, niosc telegram od Moryca.
 To przyszo dopiro i zaraz jezdem  meldowa.
 A to niech zawsze wyciera nogi w przedpokoju, jeli to ma zabocone buty!  komenderowaa energicznie Kama.
Borowiecki, nie zwaajc na ciekawe spojrzenia, usun si pod okno i czyta:
Dobrze. Knoll, Zuker, J. Mendelsohn  kupuj. Pierwsz parti wysaem rano. Zwo do
mnie. Pitnacie procent droej. Zapasy mae. Za tydzie powrc.
Karol chciwie przeczyta ten telegram i nie mg ukry zadowolenia.
 Dobre wiadomoci, panie Karolu?  zapytaa pani Stefania patrzc si liliowymi oczami
w jego rozjanion twarz.
 Bardzo dobre!
 Od narzeczonej!  wykrzykna Kama.
 Tylko od Moryca z Hamburga. adna narzeczona. Niech Kama bdzie grzeczna, to wyswatam
za Moryca.
 ydziak, nie chc, nie chc  woaa tupic nogami.
 No, to za Bauma.
Kamy ju nie byo w pokoju.
Zacz si egna z pozostaymi.
 Ju przecie pana gwizdawki nie woaj.
 Pomimo to dzisiaj mi pilniej ni kiedykolwiek.
 Prawda, pan dla nas nigdy nie ma czasu, ju trzy niedziele z rzdu nie byo pana wieczorem
 lekki wyrzut brzmia w jej gosie.
 Pani Stefanio, nie miem wierzy nawet, e brak mj zauwaono, nie jestem tak zarozumiaym, ale jestem pewny, e opuszczajc te wieczory straciem daleko wicej ni pani, daleko
wicej.
 Kto to wie?  szepna cicho, podajc mu rk na poegnanie, ktr on ucaowa bardzo
mocno i wyszed.
W przedpokoju zastpia mu drog Kama.
 Panie Karolu, ja mam do pana bardzo wielk prob, bardzo wielk, bardzo...
 Sucham i z gry obiecuj wszystko speni. Niech dziecko prosi.
Kama nie patrzya na niego; te krtkie czarne wosy, poskrcane w piercionki, zasoniy
jej cae czoo, nie odgarniaa ich wcale, oparta plecami o drzwi, z pistkami zacinitymi,
zbieraa dugo ca swoj odwag.
 Niech pan nie przeladuje Horna, niech mu pan pomoe. On wart tego, on taki dobry, taki
szlachetny, a jemu tak le w odzi, tak le, jego nikt nie lubi i wszyscy si z niego miej, a ja
tego nie chc, mnie to tak bardzo boli, ja bym tak pragna, Jezus Maria... ja tego nie chc? 
wykrzykna, wybuchajc paczem i ucieka do saloniku, gubic jeden pantofel z nogi.
 Dziecko si kocha  pomyla, posta chwil, podnis pantofelek i poszed z nim do
saloniku, otworzy drzwi i stan zdumiony.
Kama w poczochach tylko gonia naokoo stou maego biaego bonoczyka, ktry z pantoflem
w zbach biega dookoa.
miaa si do rozpuku i koniecznie usiowaa go zapa, ale mdry pies umia si jej zawsze
wykrci w ostatniej chwili i uciec, a gdy zwalniaa pogo, kad pantofelek i szczeka
wesoo.
 Picolo, daj Kamie, suchaj Kamy, Picolo  woaa do niego, zdradziecko si podsuwajc, ale pies przeczuwa manewr, chwyta w zby pantofel i ucieka.
 Za to ja Kamie oddaj zgub, chocia mgbym miao zatrzyma.
 Ciociu!  zawoaa przestraszona, przykucajc na rodku pokoju, aby ukry nogi.

Postawi pantofelek na pododze i wyszed szczerze rozbawiony.
Pobieg do kantoru Moryca obejrze skady, gdzie miaa by adowan bawena.
Powracajc natkn si na Kozowskiego, tego operetkowego warszawiaka, poznanego
u Murraya.
 Bon jour, dyrektorze  zawoa wycigajc rk w eleganckiej czerwonej rkawiczce.
 Morgen!
 Pjd z panem kawaek.
Zsun gak laski cylinder nieco w ty.
 A i owszem, bdzie mi przyjemniej. Jake interesa?
 wietnie, ma si wie. Pomys doskonay ju mam, szukam tylko pienidzy. Rzepa, nie
facetka, o!  zawoa, wykrcajc si za jak kobiet i z ukontentowaniem nasun sobie
lask cylinder mocno na czoo.
 C to, w tej brany chcesz pan pracowa?
 Nie zrobibym na tym w odzi adnego interesu. Wczoraj dopiero spotkaem pierwszadn kobiet w odzi, ma si wie, e musi by nietutejsza do tego.
 S i w odzi adne kobiety.
 Sowo honoru, e tego nie powiem. A przecie cigle jestem na miecie, cigle szukam,
no bo  ma si wie  bez kobiet, i do tego piknych, nie rozumiem ycia.
 No, a ta wczorajsza?  wywabia go Karol, bo go facet zacz interesowa i bawi.
 Aha, zaraz. Id Piotrkowsk, powracaem z Grandu. Patrz, wali wprost na mnie jaka
niewiasta. Kostium  szyk, buzia  caca, figura  zacna, wosy  smoa, oczy  szafir przykopcony,
biodra  wal czwrk, wzrost  grzeczny, a jake. No, smok, nie kobieta! A usta,
no, mwi dyrektorowi, dwa najwspanialsze zraziki.
 Musia pan jeszcze nie je obiadu?  przerwa mu Karol.
 Dlaczego?  zapyta ostro, zsuwajc cylinder w ty.
 e panu przyszo takie kulinarne porwnanie.
 Z dyrektora wesoy pasaer!  zawoa i po przyjacielsku klepn go w brzuch.  Ma si
wie, wykrciem z miejsca i wal za ni. Ona furt idzie, a ja za ni. Za Nowym Rynkiem, tam
na dole, boto byo na trotuarze, wic moja facetka parasolik pod pach, sukieneczk w obie
rczki i jazda dalej! U! frajd miaem zacn, nki wprost boskie, mona by bucik caowa.
Obejrzaem j ze wszystkich bokw, a ta wci udaje, e mnie nie widzi. Wyprzedziem i stanem przed jak wystaw, a kiedy nadchodzia, patrz si w jej oczy. Umiechna si cudownie,
buchno na mnie jak z pieca, spalia mnie oczami. Idziemy dalej, ona naprzd, a ja
krok w krok za ni. Kto to moe by? Za bardzo ostentacyjnie nie zwraca na mnie uwagi, to
co podejrzanego. A e ja mam pewn metod, podug ktrej oceniam kobiety, wic zaczynam
j oglda na fest. Pozory miaa wielkiej wytwornoci, ale zobaczyem, e uczesana bya
niedbale, to pierwszy minus; kapelusz miaa z pewnoci paryski, to znowu plus; kostium
drogi, wena w najlepszym gatunku, solidnie zrobiony i dobrze przystosowany do obecnej
pory, to plus drugi; ale patrz lepiej i nad bucikami rudziej zwyke, ordynarne fil de cosy77:
to mnie zmieszao, powinna bya mie jedwab  to minus podwjny!
 Pan pracowa w damskim interesie?  przerwa mu ironicznie.
 Nie, ale ja si znam na tych rzeczach, badaem je metodycznie, ja, panie, po sposobie
ubrania, po szczegach garderoby poznaj: kto? skd? ile?
 Wic kt bya owa pikno?

Nie powiedzia mu, e z opisu pozna Zukerow.
 Ot nie wiem, pierwszy raz zawioda mnie metoda. Kapelusz i twarz miaa kobiety z towarzystwa
 milionerki; suknia osoby zamonej  powozowa; fil de cosy  to znowu co:
nauczycielki, ony urzdnika, maego kupca; spdniczka spodnia, bo to zobaczyem, z tej
glasy78 jedwabnej, w tanim gatunku  uszaby, ale c, kiedy bya ozdobiona bawenianymi
koronkami. Uwaa dyrektor  bawenianymi!  akcentowa prawie ze zgroz.
 C to oznacza?
 Tandet, panie, trotuarow facetk, a w najlepszym razie wystrojonego parzygnata. To
mnie dobio. Nie przedstawia ju dla mnie adnego interesu. Obejrzaem j po raz ostatni,
musiaa si obrazi, bo opucia sukni w boto i przesza na drug stron ulicy.
 No i pan za ni znowu poszede?
 Nie, panie, nie warto byo. Gdybym si myli w poprzedniej ocenie, to to spuszczenie
sukni i zamiatanie ni bota samo ju wystarczyo, aby mnie przekona, e to zwyka dzka
fldra. adna warszawska szwaczka nawet tego nie zrobi, raz, e maj adne nogi i lubi je
pokazywa, a po drugie  boci suknie... fe!...
Skrzywi si pogardliwie i przystan.
 Do widzenia. Musz tutaj wstpi  rzuci mu Karol i aby si go pozby, wstpi na rogu
pasau Meyera do cukierni.
Przyszo mu zaraz na myl, eby kolonii sprawi uciech.
Kupi wielk tac ciastek, pudeko cukierkw i doczy nastpujcy bilet pod adresem Kamy:
Niechaj dziecko nie pacze i cukierkami podzieli si z Picolem, moe drugi raz nie bdzie
krad pantofelka, i bdzie pewne, e ten niegodziwy Karol zrobi wszystko, co tylko bdzie
mona, dla H.
Wszystko to kaza posa na Spacerow.
 Niechaj i one zarobi co na moim interesie  szepn, wychodzc na ulic.
By tak zadowolony z siebie i ze wiata, e kania si na lewo i na prawo licznym znajomym
pieszcym z obiadw do fabryk i kantorw i z pewn pobaliwoci spoglda na
Kozowskiego, ktry po drugiej stronie ulicy szed za jakimi kobietami i co chwila zaglda
im w oczy.
Wyda mu si miesznym, w palcie na ksztat najzwyklejszego worka, z majtkami79 jasnymi,
ostentacyjnie zawinitymi z wier okcia nad lakierkami, i cylindrem na tyle gowy, i z
t ruchliw niesychanie twarz, podobn do mopsika.
Trotuary byy literalnie zapchane robotnikami biegncymi z popiechem do fabryk na gos
tych niezliczonych wistawek, ktre przedzieray powietrze; niektrzy biegnc dojadali jeszcze
obiadw. Stukot drewnianych podeszew zapeni ca ulic klekotem, ktry si rozprasza razem z t fal zakopconych, czarnych, wyndzniaych i obdartych robotnikw po
bramach i bocznych uliczkach.
Bokiem ulicy szed jaki ubogi pogrzeb. Bia trumienk, z niebieskim krzyem porodku,
nioso czterech czarno ubranych wyrostkw za kocielnym, ktry w niebieskiej pelerynce,
zgarbiony, z przekrzywion ys gow, nis krzy czapic si sennie po olbrzymim
bocie; za trumienk kilkoro dzieci pod parasolami szo przy samym trotuarze, bo ich co chwila
doroki, powozy i olbrzymie platformy naadowane towarem spdzay ze rodka ulicy
i obryzgiway czarnym lepkim botem trumienk, ktr co chwila obcieraa fartuchem jaka
stara kobieta.

Nikt nie mia czasu zwraca uwagi na pogrzeb, czasem tylko jaki robotnik uchyli czapki
albo robotnica przeegnaa si pobonie, westchna  i biegli dalej, porywani tymi wistami,
co jak ostrza zimne pruy powietrze cikie, szare, przesycone dymami, ktre strugami brudnymi
buchay z niezliczonych kominw, dary si o dachy i napeniay ulice trudnym do zniesienia
zapachem.
Borowiecki przystan ogldajc si za dorok, aby prdzej znale si w kantorze, gdy
zobaczy, e mu si kaniaj z przejedajcego powozu. To Mada Mller z bratem, ktry
w czerwonej, burszowskiej czapeczce, z zielono-czerwon wstg korporacji przez piersi i z
wielkim czarnym pudlem na kolanach siedzia rozwalony w powozie.
O kilkanacie krokw dalej powz przystan przy trotuarze.
Mada z umiechem zwrcia si do Borowieckiego.
 Panie, a obiecane tytuy ksiek! To pan taki sowny?  zacza zaraz po przywitaniu
si.
Borowiecki patrzy w jej zotawe oczy.
 Przyznaj si szczerze do zapomnienia, ale e si poprawi i dzisiaj jeszcze pani przyszl,
przyrzekam uroczycie.
 Nie wierz, dam solidniejszego zapewnienia  szczebiotaa wesoo.
 Gotw si jestem na to podpisa.
 Mao! Podpis niewiele kosztuje  miaa si, rozbawiona humorem, z jakim kad rk
na piersiach i obiecywa.
 Wic opatrz swj podpis yrem jakiej firmy wielkiej.
 Chyba pani Likiertowej  zawoaa prdko i schowaa szybko twarz w jedwabn mufk,
przestraszona wasnymi sowami, ktre si jej niechccy wyrway.
 Mwi jej tyle razy, e gupia, to mi nie chce wierzy  zamrucza Wilhelm.
 Gdzie pan idzie?  zacza znowu, chcc naprawi ze, jakie zrobia, i podniosa twarz
zaczerwienion jak burak.
 Do roboty  odpowiedzia swobodnie, chocia ta wzmianka o Likiertowej zabolaa go
mocno.
 Podwieziemy pana, dobrze, Mada?
 O, z przyjemnoci. Pan si przecie zgodzi?
 Siadam w miejsce odpowiedzi.
 Wilhelm, sid razem z psem, a panu ustp miejsca  zawoaa energicznie.
 Dzikuj, usid sobie nisko, bd mg wygodniej patrzy; liczny pies.
 Trzy tysice marek kosztuje. By medalowany na wystawie i przedstawiany Capriviemu.
 A wic psia znakomito!
 Zy pies, szczeka na mnie i podar mi zupenie nowy fartuszek.
 I pani go nie ukaraa za tak zbrodni?
 Daby mi Wilhelm go bi.
 A pastwo gdzie jedziecie?
 Mada co ogldaa w Salonie Artystycznym, pewnie znowu kupuje jaki gupi malunek.
A ja chciaem swojego Cezara przewie troch, bo si nudzi w domu, zupenie jak i ja.
 Kiedy pan wraca do Berlina?
Magda zacza si mia bardzo gono i szczerze.
 Od miesica ju wyjeda i co dzie o to kci si z pap.

 Cicho, Mada, kiedy gupia jeste, to nie podno kwestyj, ktrych nie rozumiesz  zacz
mwi zirytowany, a mu owa kresa na twarzy poczerwieniaa.
Wyprostowa swj olbrzymi korpus i siedzia chmurny.
 Prosz pana, czy ja panu take si wydaj gupi? Tak mi o tym wszyscy w domu mwi
i tak cigle, e w kocu ja sama bd musiaa uwierzy. A pomimo to wiem na przykad, e
Wilhelm narobi dugw w Berlinie, papa ich paci nie chce, i dlatego siedzi w odzi  mwia zoliwie, patrzc na brata.  Ha, ha, ha, jak on ma zabawn min.
 Mada, bo zejd i pjd prosto powiedzie fatrowi, co ty wygadujesz.
 A zejd, bdzie nam wygodniej z panem Borowieckim. Ale pan mi nie odpowiedzia.
 Bo takie pytanie musi pozosta bez odpowiedzi.
 Nie chce pan powiedzie mi prawdy.
 Bo, ja w tym wypadku, tej prawdy nie znam.
 Kiedy mie bd tytuy?
 Przyszl pani jeszcze dzisiaj.
 Nie wierz. Wol, aby je pan przynis sam za kar.
 Jeli to kara, to c dopiero bdzie za wspaniaa nagroda!
 Dostanie pan dobrej kawy!  powiedziaa naiwnie.
Wilhelm parskn gonym miechem, a Cezar zacz szczeka.
 Czy ja powiedziaam jakie gupstwo?  pytaa, czerwienic si z niepokoju.
 Pan Wilhelm mieje si z psa, o, widzi pani, jaki zabawny.
 Pan dobry chopak, to papa nawet mwi i wszyscy u na w domu prcz Wilhelma.
 Mada!
 Dobrze mi tak z pastwem, i bardzo mi al, e to ju moja fabryka. Dzikuj i mwi
do widzenia.
 Czekamy na pana w niedziel po poudniu.
 Pamitam i auj, e ta niedziela nie jest jutro, we czwartek.
Mada rozemiaa si wesoo i rzucia na niego bardzo serdeczne spojrzenie.
Sta chwil na trotuarze i widzia, e kilka razy odwracaa si za nim.
 Czemu to Anka nie ma miliona! Szkoda...  pomyla, biegnc do fabryki, ktra ju po
obiadowym odpoczynku bya w caym zwykym szalonym ruchu.
Z bocznych zabudowa wyjecha oddzia stray ogniowej ochotniczej. Wozy, sikawki,
beczki wyjeday w wielkim porzdku i z popiechem ogromnym leciay, a boto otwierao
si do dna pod uderzeniem k i kopyt koskich; na platformach robotnicy zamienieni w straakw mundurowali si popiesznie.
 Gdzie si pali, panie Rychter?  zapyta Karol naczelnika stray jednego z dyrektorw
przdzalni, ktrego szwajcar fabryczny w swojej izbie ciga pasem i upina.
 Pali si Albert Grosman! cigaje pan lepiej  krzycza na szwajcara, ktry nie mg
zmieci jego potnego brzucha w mundur straacki, nieco za ciasny, bo a przy dopinaniu
odlatyway guziki.
 Dawno?
 Od p godziny, ale ju pono wszystko si pali. Mocniej, panie Szmit.
 I dlatego ten popiech?
 Grosglik telefonowa do starego, proszc na wszystko, aby na zo Grnspanowi nie
pozwoli si spali ziciowi.

 Dlaczego? Aha, chc go zrujnowa.
 To ju trzeci ogie dzisiaj.
 Fabryki?
 A tak.
 Odbijaj straty na bankructwach ostatnich.
 Niech ich pioruny spal, kajdaniarzy, psiakrew, oni zarabiaj, a my jak psy z wywieszonymi
ozorami ze zmczenia latamy od poaru do poaru.
 Co pan chcesz, to im potrzebne do zamknicia bilansu.
 Do widzenia! Uf, pkn, jak Boga kocham!  wykrzykn siadajc do oczekujcej przed
bram doroki i zaraz z miejsca ruszy galopem za wozami stray, ktre pokryte byszczcymi
kaskami straakw, niby samowarami, widne ju byy w grze ulicy.
 Ho! ho! sezon si zaczyna gorcy  szepn i pobieg do telefonu, aby powiedzie Maksowi
Baumowi o telegramie Moryca.
Jeszcze nie odszed, kiedy go znowu przywoa dzwonek.
Mwi Trawiski, e zaraz przyjedzie z bardzo pilnym interesem.
 Czekam ci w drukarni  odpowiedzia i pobieg w gb fabryki.
Wpad pomidzy nieustannie krce wzki, maszyny w ruchu, stosy materiaw, ktre si
snuy we wszystkie kierunki sal jak wstgi rnokolorowe nigdy si nie koczce, w ten las
transmisyj, pasw, k, ludzi, turkotu piekielnego, par, co jak oboki podnosiy si znad pralni;
chaosu spltanych szumw, drga, krzykw, chrzstw, energii rozdrganej i szalejcej,
ktra porywaa wszystko i wszystkich i zdawaa si rozsadza potne mury fabryki szalonym
nateniem; zatopi si zupenie w tym dzikim, porywajcym yciu fabryki.
Przebiega sale, oglda towary, wydawa rozkazy i lecia dalej, do innych sal, zapomniawszy
zupenie o wszystkim, co nie byo w zwizku z fabryk.
Po tym ogromnym wyczerpaniu nerwowym dni ostatnich czul ulg i z rozkosz da si
porywa tej strasznej masie siy nagromadzonej dookoa.
Wyczerpanie ustpowao, a natomiast czu si coraz bardziej spokojnym i zrwnowaonym
wrd tego pieka fabryki, jakby wchania w siebie te niezliczone prdy energii ludzi i maszyn,
co biy w niego ze wszystkich stron.
Obszed wszystkie sale i powrci do kuchni.
Murray w maym gabinecie, rozdzielonym od kuchni oszklonym przeforsztowaniem,
robi jakie prby na maej maszynie drukarskiej. Prba si nie udawaa, bo farba rozlewaa
si na materiale i zalewaa dese. Anglik by wcieky, umiecha si sodko, ale twarz mia
szar ze wzburzenia i wyszczerza niby buldog dugie te zby. Wyciera rce o fartuch, jakim
by opasany, i kl coraz ciszej.
 Od poudnia si morduj i nie mog wydoby barwnika!
Borowiecki zaj si prac energicznie, ale mu przerwa Trawiski, ktry by tak zakopotany,
e si zapomnia przywita, proszc zaraz od progu o chwil odosobnionej rozmowy.
 Chodmy do magazynu walcw, tam nie ma nikogo.
I poprowadzi go idc przodem.
Trawiski szed jak nieprzytomny. Niebieskimi oczami bdzi po fabryce nic nie widzc;
wychuda, pikna twarz napitnowana bya trosk i jakby zastyga w wyrazie goryczy, jaka wyzieraa mu z wpadnitych oczw i z kta ust, nie przykrytych maymi blond wsikami. By dawnym
koleg i przyjacielem Karola, a obecnie wacicielem dosy duej przdzalni baweny.

 Mwe, co?  szepn Karol wprowadzajc go do wielkiej wysokiej sali, zastawionej
rzdami wysokich pek elaznych, byszczcych szeregami miedzianych walcw drukarskich,
podobnych do potnych zwojw papirusw, okrytych niby hieroglifami wypukymi
deseniami, ktrymi drukowano materiay.
 Zaraz ci bd mwi  szepn siadajc na jakiej pace.
Zdj kapelusz, opar gow o cian i chwil tak siedzia w milczeniu, zbierajc siy do
mwienia.
 Chory jeste? Wygldasz bardzo mizernie.
 Jake bankrut moe wyglda inaczej!  mwi z gorycz.
 C si stao, znowu ci kto zarwa?
 Gorzej, bo znowu le i teraz pewnie bez powstania.
 Co ty mwisz?  wykrzykn udajc zdumienie, bo ju wiedzia o zachwianiu si Trawiskiego.
 Ten krach, co wzi mocniejszych, co w tej chwili pali Grosmana, nie oszczdzi i mnie. Mam
weksle patne w sobot, a na to mam weksle wystawione przez tych zbankrutowanych, czyli nie
mam nic. W sobot s patne. Nie zapac  to i po wszystkim. Niech diabli wezm takie szczcie.
Trzeci ju raz stoj na brzegu ruiny, ale jak si teraz ju stocz, to bez powstania.
 Ile masz paci?
 Pitnacie tysicy rubli!
 I dla takiej marnej sumy pada?
 Suma ndzna, ale ja tej sumy nie mam. Chciaem poyczy  nie mog; nikt teraz w odzi
gotwki nie ma, zrobi si taki popoch, e wczoraj Grosglik odmwi dwudziestu tysicy
Rozenbergowi. To najlepiej mwi. Nikt, aden prawie bank nie chce najsolidniejszych weksli
dyskontowa, wszyscy si boj, bo d si trzsie i co troch kto si zwala w d. Na
czym si to skoczy! A do tego sezon okropny! Ja mam przdzy gotowej w skadzie za dziesi
tysicy i pies si o ni nie pyta, stali odbiorcy zmniejszyli do poowy produkcj, a ja robi
dalej musz, paci ludziom musz, y musz i pcha t maszyn, bo jak stanie na chwil
 to ju po mnie. Jest le, a tu przychodz te bankructwa i dorzynaj mnie do reszty. Co za
czasy! Na ca fabryk, na tyle maszyn, na moj osobist uczciwo do tego, nie mona poyczy pitnastu tysicy rubli.
 Prbowae u Bucholca, on wczoraj podpar Wolkmana.
 Bo zrobi to na zo Szai, a zreszt nie mog za nic i i prosi tego Szwaba o pomoc.
Brzydz si nim, to by mi wprost ubliao.
 C z tego, kiedy by ci to niewtpliwie uratowao.
 A nie, on wie, co ja o nim myl.
 Mgbym ci u niego pomc.
 Dzikuj ci, nie mog, to byoby nie tylko wbrew moim zasadom, ale to byoby wprost
wistwem i ponieniem i o pomoc do czowieka, ktrego si nienawidzi i ktremu si
wprost tego nie enuje wyraa.
 Szlachecka logika  rzek niecierpliwie Karol zapalajc papierosa.
 Mam tylko jedn, nie jest to logika szlachecka, ale logika zwykej etyki uczciwego czowieka.
 Nie zapominaj, e jeste w odzi. A widz, e wci zapominasz, e zdaje ci si, i prowadzisz
interes wpord cywilizowanych ludzi rodkowej Europy. d to las, to puszcza 

masz mocne pazury, to id miao i bezwzgldnie du blinich, bo inaczej oni ci zdusz,
wyssaj i wypluj z siebie.
I dugo jeszcze mwi, bo by poruszony jego niedol, zna go dobrze, ocenia jako czowieka,
ale rwnoczenie czu do niego jak zo pogardliw za to polskie mazgajstwo, z jakim
chcia prowadzi interesy w odzi, za t uczciwo, jak uznawa, jakiej czu potrzeb
w stosunkach z ludmi  ale poza obrbem tego miasta, gdzie na ni nie byo miejsca prawie
i gdzie co waniejsza  mao kogo sta byo na to. W tym wirze szalbierstw i zodziejstw, kto
nie chcia by po trochu tym samym, czym byli wszyscy  ten nie mg marzy o istnieniu
i choby si zapracowa i woy w interes wielkie kapitay, musia w kocu by wyrzuconym,
bo nie potrafi wytrzyma konkurencji.
Trawiski milcza dugo, przechyli gow w ty na jaki dugi walec i goni oczami
za Karolem, ktry wzburzony chodzi prdko po wskim przejciu, jakie byo pomidzy
pkami.
Fabryka ze wszystkich stron szumiaa gucho niby morze wiecznie pracujce, ciany si
trzsy, a biegnce u sufitu przez sal pasy, przenoszce si do sal ssiednich, wistay ostro,
a jeszcze ostrzejszy zgrzyt tokarni elaznych przedziera si z modelowni obok lecej i przenika jego roztargane nerwy blem guchym.
 Co poczniesz?  przerwa milczenie Borowiecki.
 Przyszedem ci prosi o poyczk, wiem, e masz pienidze. Wierz mi, e gdyby nie
taka ostateczno, nie miabym.
 Nie mog, absolutnie nie mog. Pienidze mam, ale o ile sysza, sam zakadam fabryk,
a poza tym w tej chwili jestem grubo zaangaowany gdzie indziej.
 Poycz mi z terminem miesicznym, ubezpiecz ci t sum na fabryce, na wszystkim,
co mam. Wystarczy z pewnoci na pokrycie w najgorszym razie.
 Wierz ci, ale nie poycz. Ty jeste czowiek, ktry nie ma szczcia; ja bym si wprost
ba wchodzi z tob, w interes. Moe si utrzymasz, moe padniesz  kto to wie! a ja potrzebuj
y i mie fabryk. Tobie bym przeduy egzystencj na rok, a sam bym zgin.
 Przynajmniej szczerym jeste  szepn gorzko.
 Mj drogi, po c mam ci obegiwa! Nie cierpi bezmylnego kamstwa, jak nie cierpi
sentymentalnych roztkliwia si nad kad niedol, ktrej to tyle pomaga, e moe sobie
zdycha swobodnie, oblana zami wspczucia. Pomgbym, gdybym mg, a e nie mog 
nie pomagam. Nie mog przecie odda wasnego surduta nawet nagiemu wtedy, kiedy sam
zmarzbym bez niego.
 Masz suszno. Nie ma co mwi wicej. Przepraszam, e ci nudziem.
 Ty masz do mnie al?  zawoa tknity akcentem jego gosu.
 Nie. Postawie kwesti tak jasno, e rozumiem twoj odmow, ktra moe mnie bole,
to inna rzecz, ale ktr dobrze rozumiem.
Podnis si do wyjcia.
 Nie mylisz si ukada?
 Nie, plajty nie zrobi, mog tylko uczciwie zbankrutowa.
 Znalazyby si jeszcze inne sposoby ratunku.
 Daj je, przyjm z rozkosz.
 Mocno asekurowany jeste?
 Dosy, bo si przeasekurowaem jesieni, po tym nieudanym podpaleniu.

 Szkoda jednak, e si wtedy nie spali. Ten robotnik mszczc si, zrobiby ci naprawd
wielk usug.
 Mwisz serio?
 Zupenie serio, jak zupenie serio zwracam ci uwag, e w tej chwili pali si Grosman,
w nocy spali si Goldstand, jutro i spali si na pewno Felu Fiszbin, A. Rychter, B. Fuchs
i inni. Co na to mwisz?
 e nie jestem i nie bd podpalaczem i zodziejem.
 Nie namawiam ci przecie do tego, pokazuj ci tylko wspzawodnikw, ich sposoby
trzymania si na powierzchni; z takimi nie wytrwasz.
 Ha, to zgin. Jak mi ju braknie si do walki, to paln sobie w eb.
 A ona!  rzuci prdko, bo ujrza w jego oczach jaki stalowy bysk rezygnacji.
Trawiski drgn.
 Ale, przysza mi myl. Znasz starego Bauma?
 Jestemy ssiadami, yjemy nawet bliej ze sob.
 Id do niego, powiedz mu otwarcie. To jest taki dziwny fabrykant, e z pewnoci ci
pomoe. Dabym gow, e jeeli ci tylko zna, to ci pomoe.
 Istotnie, myl szczliwa, a zreszt, c strac, jeli mi odmwi!
 Nic rzeczywicie, a warto poprbowa. To jest unikat dzkich fabrykantw. Czowiek,
ktry mg mie miliony i nie chcia si schyli po nie, czowiek, ktry setki tysicy rubli
zapaci za drugich, nieprzyjaciel wielkiego przemysu, rutynista, snob albo arcyfio, jak go
nazywaj, a w istocie nic innego, tylko wariat, stara resztka czasw rcznej fabrykacji.
Poegnali, si w milczeniu.
Karol odczu w nim przy rozstaniu jaki chd. Patrza za nim oknem z dziwnym uczuciem
politowania.
 Mazgaj, szlachecka resztka  myla prawie gono, aby zaguszy w sobie jaki cichy
jeszcze wyrzut, ktry si podnosi w nim i rozrasta szybko.
Nie chcia mu pomc i usprawiedliwi si przed samym sob z tego w zupenoci, a pomimo
to nie by z siebie zadowolony. Cigle staa mu przed oczami ta jasna, pikna gowa napitnowana,
niby stygmatem, wieczn trosk i niepokojem. Czu, e powinien mu by
poyczy, e nic by na tym nie straci, a zrobiby wielk usug. Gryzo go to coraz mocniej.
 C mnie obchodzi, e jednego wicej diabli wezm  myla przebiegajc postrzygalni,
zapchan pod sufit stosami biaego towaru, ktry szed na maszyny pomidzy dwa ostrza,
jedno obiegajce cylinder spiraln lini, a drugie proste i rwne, ktre z obu stron materia-w przesuwajcych si pomidzy nimi cinay z matematyczn dokadnoci przy samym
wknie mech baweniany, powstajcy przy tkaniu.
Kilkanacie kobiet pracowao w tej biaej, chodnej i prawie cichej sali, zapenionej niedostrzegalnym
prawie obokiem pyu bawenianego, ktry powstawa z tego strzyenia materiaw, wisia nad postrzygalniami, oblepia bia powok ludzi i maszyny i trzs si
szarawym gstym mchem na transmisjach obracajcych maszyny i gincych w suficie.
Borowiecki obejrza si tylko po sali i szed do windy, aby zjecha na d, gdy rozleg si
krtki, straszny ryk ludzki.
Jedno z k, wprawiajcych w ruch maszyny, schwycio nieostronie przysunitego robotnika
za kaftan, wcigno go w swj ruch, rzucio na maszyn, obrcio, zgnioto, poamao
o maszyn, zmiadyo i wyrzucio miazg, nie przestajc i ani na chwil.

Krew bluzna a pod sufit i czerwonym strumieniem oblaa maszyn i cz towaru lecego przy niej, i najbliej stojce robotnice.
Krzyk si rozleg ogromny, maszyn zatrzymano, ale byo za pno; krwawa masa zwieszaa si z osi koa i z rnych czci maszyny, opadajc na ziemi, cika, drgajca jeszcze
odruchami ycia.
Ratunku nie byo adnego, bo robotnik by literalnie zmiadony, lea niby kupa misa
krwaw plam na biaym tle perkalw surowych.
Podniosy si ciche pacze kobiet, a nawet kilka starszych poklkao przy trupie i zaczy
gono odmawia litani za konajcych, robotnicy pozdejmowali czapki, niektrzy egnali si
nabonie i wszyscy koem skupili si przy zabitym. W oczach nie byszcza al, a tylko wiecia jaka dzika, surowa apatia.
Sala ogucha, tylko w tej ciszy rozlegay si pacze kobiet i szum, i oskot sal ssiednich
robicych bez ustanku.
Skoro zjawi si felczer, stale dyurujcy w fabryce, Borowiecki si wynis.
Przylecia i gwny majster oddziau i widzc sal bezczynn i ludzi zbitych okoo trupa,
krzykn ju od drzwi:
 Do maszyn!
Rozlecieli si wszyscy jak ptaki sposzone przez jastrzbia i po chwili sala znowu sza,
wszystkie maszyny byy w ruchu prcz tej jednej, okrwawionej zbrodni, ale ktr natychmiast
zaczynano oczyszcza.
 Verflucht! tyle materiau na nic!  kl majster ogldajc poplamiony krwi perkal
i zacz wymyla robotnikom za nieostrono, i grozi, e caej sali kae wytrci za ten
materia.
Borowiecki ju nie sysza tego, bo winda piorunowo zapadaa si z nim i wyrzucia go do
farbiarni.
Nie zrobi ten wypadek na nim adnego wraenia, by przyzwyczajonym do tego.
 Socha!  zawoa na protegowanego swojej narzeczonej, ktry dzisiaj pierwszy dzie
robi w fabryce woc wzkami materiay.
Chop puci wzek i stan przed nim wyprostowany.
 Jake wam idzie?
 A dy robi, wielmony dziedzicu!
 No, to rbcie, tylko pilnujcie si maszyn.
 A te cierwy!  zacz i chcia kaza onie, aby reszt dopowiedziaa, jako mu ju te
cierwy oberway dzisiaj kawa kapoty, ale ony nie byo, a Borowiecki odszed, bo dano mu
zna, e go Bucholc wzywa do kantoru, wic Socha popatrzy markotno na swj spencerek,
jaki mu z kapoty zrobia maszyna, podrapa si w gow, plun w garcie i pcha wzek do
windy, bo ze wszystkich stron zaczto wymyla, e zatamowywa drog.

IX
Trawiski wyszed zgnbiony.
Idc do Borowieckiego by prawie pewnym dobrego rezultatu proby, bo jak kady czowiek
w pooeniu bez wyjcia, pragnienia bra za rzeczywisto, za fakt, ktry powinien si
by sta.
Siad w dorok i kaza jecha prosto w Piotrkowsk. Nie mg nic myle, czu si rozbitym
i niezdolnym ju do adnej akcji, do adnego ruchu. Poddawa si z biernoci wyczerpania
tej ostrej, przenikliwej fali goryczy, jaka mu zalewaa serce. Patrza na miasto brudne,
zadeszczone, na trotuary botniste, zapchane ludmi, na niezliczone kominy, co niby topole
wznosiy si nad paszczyznami dachw i giny w zapadajcym zmroku, znaczc tylko swoje
istnienie kbami biaych dymw tukcych si po dachach, na setki wozw z wglem, ktre
olbrzymim acuchem cigny do fabryk, na platformy wyadowane towarami, na doroki
i powozy z popiechem mijajce si w rnych kierunkach, na te niezliczone kantory i skady
zapchane towarami, ludmi, na ten szalony ruch, jaki by na ulicach, na to wysilone ycie
wrzce dookoa.
Patrzy z rozpacz prawie, bo czu swoj niemoc, czu, e chwila jeszcze, a z tego olbrzymiego
wiru, z tej maszyny nazywanej odzi wyleci za chwil jak odpadek, jak miazga wyssana
i zuyta na nic, niepotrzebna temu potworowi-miastu. Patrzy z jak bezsiln
nienawici na fabryki byskajce w mroku tysicami okien, na t olbrzymi ulic, ktra niby
kana nakryty dymami i brudnym niebem, huczaa energi, rozlewaa potoki wiate i ttniaa
ogromn si ycia. lizga si oczami po ostrych konturach fabryk, raziy go bolenie elektryczne
soca zapalone nad dziedzicami, bola go ten szum guchy a potny swoj bezustannoci, co si rozlewa po ulicach z fabryk i warsztatw, bolao go to ycie tak silnie
ttnice, bolaa go ta straszna wiadomo konania, ktre spostrzega ostatnim byskiem
oczw, e tyle pozostaje jeszcze ywych! I ta wiadomo przegryzaa mu dusz nieopowiedzian zawici.
Nie umia y w tym wiecie.
Nie umia si przystosowa do otoczenia.
Tyle si zuy, tyle mzgu, tyle zachodw, tyle kapitaw swoich i cudzych, tyle lat penych udrcze przey i po co?... eby znowu zaczyna to samo od pocztku! znowu stawia
gmach, ktry w kocu spadnie mu na gow.
Mczy si ogromnie, nie mg usiedzie w doroce, wic poszed pieszo Piotrkowsk.
Mia i do starego Bauma, wedug rady Borowieckiego, ale wola t chwil ostatniego zawodu
oddali jeszcze, a zreszt nie mg si oderwa od tej ulicy.
Utopi si w tumie, co pyn trotuarem i pozwala mu si pcha i nie. Przyglda si bezmylnie
wystawom sklepw, kupi nawet cukierki dla ony w jakiej cukierni, gdzie zawsze kupowa, przywita si tam z kilku znajomymi i znowu szed zapatrzony w fabryki, w okna owietlone,
poza ktrymi migotay sylwetki maszyn i ludzi; ogusza si powoli wrzaw i obojtnia.
Nie zwaa na deszcz, mcy bezustannie, zapomnia nawet otworzy parasola. Nie widzia nic prcz kantorw penych ludzi i towarw i fabryk pracujcych z popiechem.
 Dobry wieczr, panie Trawiski!
 Dobry wieczr, panie Halpern!
Ucisn wycignit do wysokiego, do zaniedbanie ubranego Halperna.
 Pan wyszed spacerowa po miecie?
 Tak, troch chciaem si przej.
 d o zmroku bardzo adna. Ja co dzie wychodz z kantoru, aby si przej i aby si
przypatrzy miastu.
 Pan jeste amator, panie Halpern.
 Co pan chcesz, jak si pidziesit sze lat przeyje w miecie, jak si widzi go cigle,
jak si zna wszystkich, to mona zosta amatorem.
 Co sycha w miecie nowego?
 Co sycha? Sycha le, zrobi si adny deszcz z protestowanych weksli, mona je bdzie
kupowa na funty. Ale to wcale nic nie szkodzi.
 Jak to?
 Gaganw diabli wezm, a d i tak zostanie. Panie Trawiski, ja ju w odzi widzia-em gorsze czasy. A e po zych nastaj lepsze, to i teraz tak bdzie, po co to z tego robi
gwat. Dla mdrych jest zawsze dobry czas.
 A kiedy bdzie dla uczciwych?  zapyta ironicznie.
 Sza, panie Trawiski, oni maj niebo, po co im dobre czasy.
 Grosman si podobno spali.
 Bardzo porzdnie, bardzo porzdnie; dwiecie pidziesit tysicy asekuracji jakby mia
w kasie. Ale Goldstand, co si spali w nocy, ma mae nieporozumienie z policj. Dobrze mu
tak, jak kto nie umie robi dobrze interesw, to niechaj si do nich wcale nie bierze.
 Kt teraz na brzegu?
 Z grubszych A. Rychter i F. Fiszbin.
 Mwi mi to samo Borowiecki.
 Pan Borowiecki, ho, ho, ho! On zna d, on wie, kto czego potrzebuje.
 No, ale i pan take zna d dobrze.
 Ja? Ja j mam ca w gowie. Ja od pidziesiciu lat patrz na kad firm, co si zakada. Ja mog dzisiaj prawie na pewno powiedzie o wszystkich, co otwieraj interesy, czy
one bd y! Niech mi pan wierzy, panie Trawiski, moje sowo to nie jest ten wiatr, moje
sowo to dokument, to weksel z najlepszym yrem.
Trawiski nic nie odrzek, szli obok siebie w milczeniu.
Halpern zastawia si parasolem od deszczu i patrza z mioci na domy i fabryki; jego
wielkie czarne oczy wieciy fosforycznym blaskiem w bladej, chudej twarzy, okolonej siw
brod. Mia gow i twarz patriarchy, osadzon na chudym, skrzywionym szkielecie, obleczonym
w dugie zaszargane palto, ktre wisiao na nim jak na kiju.
 Ja tu znam kady dom, kad firm  zacz mwi gorco  Pamitam d, jak miaa
dwadziecia tysicy, a dzisiaj ma trzysta! A ja si doczekam, jak ona mie bdzie p miliona,
ja nie umr prdzej! Ja to musz widzie na wasne oczy, musz si ucieszy.

 Jeeli j przedtem licho nie wemie  szepn nienawistnie.
 Ha, ha, ha, panie Trawiski, pan nie mw takich miesznych rzeczy! d jest, d
bdzie! Pan jej nie znasz! Pan wiesz, ile ona w przeszym roku zrobia obrotu? Dwiecie trzydzieci
milionw rubli  woa z entuzjazmem, przystajc a na chodniku.  To jest adny
grosz. Pan mi poka takie drugie miasto!
 Nie ma si znowu tak czym chwali, a zreszt masz pan racj, e takiego zodziejskiego
miasta nie ma drugiego w Europie  mwi ze zoci.
 Zodziejskie czy nie zodziejskie, to dla mnie jest papier. Mnie chodzi o co innego, ja
chc, eby stawiali domy, eby budowali fabryki, robili ulice, urzdzali komunikacje, przeprowadzali
drogi! Ja chc, eby moja d rosa, eby miaa paace wspaniae, ogrody pikne,
eby by wielki ruch, wielki handel i wielki pienidz.
 Na pocztek ju s wielkie szwindle i wielka tandeta.
 To nie aden feler, bo z tego uronie wielka d.
 Tymczasem niech j piorun spali. Dobranoc, panie Dawidzie.
 Dobranoc, panie Trawiski. To nie jest dla odzi ostatnie paskie sowo.
 Ostatnie i zupenie szczere. Doroka!  krzykn.
 Kapcan!  szepn za nim pogardliwie Halpern i zawrci, wlokc si wolno z powrotem
i znowu przypatrywa si domom, fabrykom, sklepom, skadom, ludziom oczami oczarowanymi
potg tego miasta.
Nie zwaa na deszcz, ktry go moczy pomimo parasola, na tok ludzki, jaki go rzuca na
domy lub do rynsztokw, na doroki i wozy, ktre go botem ochlapyway na przejciach
poprzecznych ulic, szed jak zahipnotyzowany.
Trawiski pojecha do domu.
Mieszka dosy daleko, bo przed kocem Konstantynowskiej ulicy kaza skrci w jak
ciemn i tak botnist uliczk, e dorokarz nie chcia si tam zapuszcza.
Poszed w ni pieszo jakim ladem trotuaru, ktry si nieco wznosi nad poziom nie brukowanej
ulicy, tworzcej czarn, botnist rzek, poprgowan zotymi smugami wiate bijcych z okien niskich domw, co cigny si sznurem z obu stron ulicy.
Domy byy zamieszkane przez tkaczw rcznych, w kadym oknie trzsy si sylwetki warsztatw
i ludzi, a ulic ca zapenia monotonny klekot i stuk. Nawet niskie krzywe piterka, jakie
si gdzieniegdzie wznosiy, i szeregi facjatek rozbrzmieway i trzsy si odgosami roboty.
Poprzeczne uliczki, jakie wybiegay z jednej strony, cigny si do pl samych i byy rwnie czarne i botniste, pene stuku warsztatw, domw pozapadanych, krzywych facjatek,
porozwalanych parkanw, ndzy i opuszczenia, i owiony Trawiskiego zimnym, przejmujcym wilgoci wiatrem, jaki si z pl wdziera do miasta.
Nad ca dzielnic, pywajc w bocie i opuszczeniu, zupenie niepodobn do reszty
odzi, panowaa fabryka Mllera swoimi czteropitrowymi gmachami, ktre wyrastay nad
morzem niskich domkw i ogrodw i wieciy tryumfalnie tysicami okien i socami elektrycznymi.
Fabryka wznosia si jak potny zbiornik siy, ktrej tchnienie zdawao si przypaszcza
do ziemi te szeregi ndznych, pokrzywionych domw. Czu byo, e te wielkie gmachy, huczce setkami maszyn, z wolna wysysaj ca ywotno tej starej dzielnicy, zamieszkaej
przez rj tkaczw rcznych, e zjady i dogryzaj do reszty ten drobny rczny przemys, ktry
tutaj kwitn kiedy, a ktry si jeszcze broni rozpaczliwie, bo bez nadziei zwycistwa.

Fabryka Trawiskiego staa skromnie obok Mllerowskiej, przedzielona tylko wskim
ogrodem.
Trawiski wszed w bram, ktrej pilnowa jaki stary weteran bez nogi i z pocerowan
niby stara szmata twarz, ktry po wojskowemu si wycign na jego widok i czeka rozkazw,
ale Trawiski blado si umiechn tylko do tej archeologicznej spucizny po swoich
ojcach i poszed do kantoru, gdzie kilku drzemao nad ksigami, popatrzy chwil do przdzalni
poprzez las transmisyj i pasw trzepoczcych si w szalonym pdzie, na cikie skone
ruchy salfaktorw, co niby potwory czaiy si, wyginay biae od baweny grzbiety,
odbiegay od pilnujcych je robotnikw i cofay si rwnie ciko i bezustannie, wlokc za
sob, niby pasma liny, setki bawenianych wkien, nawijajcych si na warczce w ruchu
szpulki papierowe.
Cofn si i poszed przez dugie podwrze rozwietlone szeregiem tych gazowych
pomieni, co przy elektrycznych blaskach Mllerowskiej fabryki wyglday na gromniczne
wiata.
Dom sta w gbi ogrdka, frontem do dziedzica fabrycznego, a bokiem wychodzi na
jak pust uliczk; dom mia jedno pitro, a wyglda na trzy z powodu gotyckiego stylu,
w jakim by postawiony.
W kilku oknach parterowych, przysonitych storami, wiecio si jasno.
Trawiski przeszed kilka pokojw przelicznie umeblowanych, ciepych i bardzo zacisznych,
penych delikatnego zapachu kwitncych w ardinierkach hiacyntw, i wszed do maego
buduaru.
Dywany tak szczelnie okryway posadzki i szed tak cicho, e Nina go nie usyszaa, siedziaa przy lampie czytajc.
Cofn si i zawoa przed portier:
 Nina! Sama tak siedzisz?  pyta siadajc obok niej.
 A kt by mg by u mnie?  szepna smutnie.
 Pakaa?
 Nie, nie  zaprzeczaa odwracajc gow od wiata.
 Widziaem zy.
 Byo mi tak smutno samej!  szepna przysuwajc si do niego i mikkim, cudownym
ruchem pooya mu gow na piersi i zy znowu zapeniy jej oczy.  Czekaam na ciebie,
a ten deszcz tak pada, tak dzwoni w szyby, tak bbni w dachy, tak dziwnie bekota w rynnach,
e baam si; baam o ciebie.
 Dlaczeg o mnie?
 Nie wiem przecie dlaczego, ale mnie jakie ze przeczucia przepeniy. Ale tobie nic nie
jest, prawda? Jeste zdrowy i spokojny, prawda?  szeptaa oplatajc mu ramionami szyj.
Gadzia go rk po wosach, caowaa jego delikatne, pocite siatk niebieskich yek
czoo; zielonawe, poctkowane zotymi skrami renice biegay niespokojnie po jego chudej,
zmczonej twarzy.
 Czemu smutny?
 Taka straszna pogoda, to i skd wzi humoru!
Wysun si z jej obj i zacz chodzi po buduarze. Burza zacza kotowa strasznie
jego sercem. Czu, e gdyby mg powiedzie jej wszystko, e gdyby mg wtajemniczy j
w swoje pooenie, to sprawiaby mu wielk ulg ta spowied, ale rwnoczenie czu, spogldajc na jej twarz przepikn, pochylon pod lamp, ktra agodne wiato rozpylaa na
jej pyszne kasztanowe wosy, skrzce si na skroniach zotem, e za nic w wiecie nie powie.
Chodzi coraz wolniej, oddycha t czyst, wykwintn atmosfer mieszkania z jak gryzc ulg; przyglda si dziwnym wzrokiem meblom wytwornym i tym niezliczonym gracikom,
bdcym istotnymi dzieami sztuki wielkiej wartoci, ktre przez lat par zwozili ze
wszystkich stron wiata, nie baczc na koszta, bo Nina ze swoj natur arystokratyczn,
z wraliwoci artysty na wszystko co pikne, z dusz mimozy, czua si dopiero dobrze
w otoczeniu pikna.
Nie sprzeciwia si temu, tym bardziej e sam lubi sztuk i czu potrzeb otaczania si jej
dzieami. Ale teraz, wobec ruiny, jaka go czekaa, szarpa go straszny bl, bl strachu przed
jutrem, ktre miao przyj i zabra mu i te wszystkie skarby, i ten spokj, i szczcie, jakim
oddycha.
 Co pocz?  myla ciko i na odpowied przychodzia mu jedna tylko myl, uda si
znowu do ojca o pomoc, i tak go ta myl porywaa na mgnienie, e radonie i tryumfujco
spoglda, ale spojrzenie gaso szybko i ju mrocznymi, penymi trwogi oczyma patrzy si
w Nin, ktra powstaa i sza amfilad pokojw.
Goni oczami jej wysmuk, bardzo pikn posta, odwrcia si posyajc jaki tajemniczy
umiech.
Wrcia natychmiast, przynoszc do dugie, paskie drewniane pudo, bardzo cikie.
Odebra jej i pooy na stole z pytajcym spojrzeniem.
 Zgadnij co? Chciaam ci zrobi niespodziank.
 Nie, nie bd nawet prbowa  szepn blednc, czu bowiem zobaczywszy na pudeku
piecztki pocztowe, e to znowu jaki kosztowny zakup.
 Bandini nasz florencki przysya ten mozaikowy blat, ktry latem ogldalimy, pamitasz?
 daa tego?  zapyta dosy ostro.
 Tak, chciaam mojemu panu zrobi niespodziank, bo przecie si nie gniewasz, co?
 Nie, Nina, nie, dzikuj ci z caej duszy, dzikuj...  szepta caujc j w rk.
 Otwrz, to zobaczymy zaraz. Kazaam przysa ten may, taszy, a taki jest tani, e nie
do uwierzenia.
 Przysa rachunek?
 Masz. Dwa tysice dwiecie lirw, to za bezcen.
 Tak... istotnie... za bezcen...  odpowiada, drcymi rkami odpakowujc pudo.
Mozaika bya przeliczna.
Na pycie kwadratowej czarnego marmuru o bardzo rzadkim bkitnawym odcieniu rzucono
wizank fiokw, r jasnotych i liliowych, obsypanych zotordzawym pyem storczykw;
jeden motyl o rubinowo-zielonych skrzydach chwia si razem ze storczykiem, na ktry
opad, a dwa inne unosiy si w powietrzu. I tak to byo cudownie wykoczone i do zudzenia
prawdziwe, e chciao si podnie te kwiaty lub uchwyci za skrzydeka motyle.
Nina, pomimo e to ju widziaa, krzykna z podziwu i przypatrywaa si dugo w niemym
zachwycie.
 Nie patrzysz, Kaziu?
 Widziaem, istotnie jest pikne, w swoim rodzaju arcydzieo  odpowiedzia cicho.
 Wiesz, ten blat trzeba bdzie oprawi w szerok ram z brzu matowego i powiesi si
na cianie, szkoda wprawia w stolik  mwia wolno i dugim, cienkim palcem bardzo delikatnie wodzia po konturach listkw i kwiatkw, wysnuwajc subteln rozkosz dotykania si
barw.
 Musz i, Nina!  szepn, przypominajc sobie starego Bauma.
 Na dugo? Przyjd prdko, mj zoty, mj jedyny!  prosia przytulajc si do niego
i przytrzymawszy mu wsy rkami, caowaa go w usta.
 Najdalej za godzin. Pjd naprzeciwko do Bauma.
 Czekam na ciebie z herbat.
 Dobrze.
Pocaowa j i szed, ale ju przy progu si zatrzyma i szepn:
 Nina, pocauj mnie i ycz mi szczcia.
Pocaowaa go serdecznie i oczami pytaa, nie rozumiejc tego, co powiedzia.
 Przy herbacie ci powiem.
Odprowadzia go a do przedpokoju i patrzya jeszcze za nim oszklonymi drzwiami, a jej
znikn w nocy i w oddaleniu.
Powrcia do buduarku, ogldaa mozaik.
Drzwi wchodowe zadwiczay silnie.
 Zapomniaem ci powiedzie, e ten mj dawny kolega uniwersytecki, ktrego w przeszym roku poznaa w Szwajcarii, Grosman, spali si dzisiaj.
 Jak to?
 Ano spalia mu si fabryka zupenie, nic nie uratowano.
 Biedny czowiek!  zawoaa ze wspczuciem.
 Nie ma go co aowa, bo ten poar go wanie postawi na nogi.
 Nic nie rozumiem.
 Sta le w interesach, by zachwiany, jak si u nas mwi, wic eby si poprawi, urzdzi poar fabryki i skadw, ktre byy wysoko zaasekurowane w kilku Towarzystwach. Odbierze
asekuracj, ktra mu w czwrnasb pokryje straty, i bdzie kpi sobie ze wszystkiego.
 Umylnie podpali?! Ale to zbrodnia!  wykrzykna z oburzeniem.
 Kodeks tak to nazywa i odpowiednio karze, ale w jzyku zwyczajnym nazywa si to
dobrym interesem  mwi prdko, nie patrzy jej w oczy i w twarzy mia jaki niespokojny,
gorczkowy wyraz.
 I to zrobi on, ktry mi si wyda czowiekiem tak nadzwyczajnie szlachetnym, nie mog
wprost w to uwierzy. Przypominam sobie, jego rozmowy tchny najwysz etyk i sprawiedliwoci.
 C chcesz, jak mu ruina zajrzaa w oczy, to da spokj etyce, zostawi j na pniej.
Bez etyki y mona, a bez pienidzy nie  mwi twardo.
 A nie, nigdy, raczej umrze  wykrzykna namitnie i caa jej natura wzdrygna si na
myl popenienia wystpku.  Jak to dobrze, e ty tak nie mylisz, e ty nigdy, nigdy nie popenie nic zego! Wiesz, gdybym ci nie kochaa nawet, to i tak musiaabym ci uwielbia
za dobro i za t szlachetno twoj.
Kazimierz nic nie odrzek, ucaowa tylko jej oczy rozgorzae oburzeniem i te purpurowe
pene usta, co teraz wyklinay i rzucay potpienia na ludzi niemoralnych, ludzi bez etyki, na
zo i brzydot ycia, ucaowa j tak namitnie, jakby tymi pocaunkami chcia pokry wasne
gbokie upokorzenie, jakie poczu po jej sowach, jakby chcia zaguszy nimi jak
myl, ktra zawiecia mu w mzgu i olnia.
Wyszed zaraz i poszed wprost do fabryki Bauma, ktra staa naprzeciwko, po drugiej
stronie ulicy, w gbi rozlegych ogrodw.
W kantorze zasta tylko Maksa, ktry bez surduta siedzia przy pulpicie.
 Ojciec w fabryce, mog go zawoa.
 Pjd tam. Nigdy nie widziaem waszej fabryki.
 Nie ma co oglda, ndza  szepn lekcewaco, siadajc z powrotem do roboty.
Oszklony korytarz prowadzi z kantoru do pierwszego fabrycznego pawilonu.
Mrok i cisza zaleway wielki dziedziniec, obstawiony z trzech stron trzema dwupitrowymi
pawilonami fabryki, przez rzdy okien mya sabe wiato, a niektre pitra zupenie byy
ciemne, nie owietlone, tylko z dou u drzwi wchodowych kopciy si smutnie naftowe latarnie
i owietlay czerwone, olizge wilgoci mury.
Suchy trzask warsztatw rcznych, rozlegajcy si monotonnie, rozlewa po korytarzach
mrocznych, zamieconych odpadkami baweny i resztkami starych warsztatw, usypiajcy
nastrj nudy i smutku.
Na schodach i korytarzach byo pusto, czasem tylko rozleg si klekot drewnianych podeszew,
zamajaczy w mroku jaki robotnik i cicho gin w wielkich salach na kocu korytarzy
rozoonych; tylko suchy trzask warsztatw i echa krokw mciy t senn cisz.
W salach fabrycznych rwnie byo pusto, mroczno i sennie.
Byy to wielkie prostokty, podparte w rodku szeregiem elaznych supw, zapchane rcznymi
tkackim warsztatami Jaccarda, ktre stay w dwa rzdy, pod gsto rozoonymi oknami.
Poowa warsztatw staa nieczynna, obronita, niby mchem siwym, pyem bawenianym.
Kilka lampek przyczepionych do supw owietlao rodkowe przejcie i robotnice nawijajce na rcznym koowrotku przdz na szpulki. Koowrotki warczay sennie i sennie pochylay si nad nimi robotnice, i sennie trzaskao kilkanacie czynnych warsztatw, ktre
w tawym, sabym wietle lampek palcych si nad nimi podobne byy do olbrzymich kokonw
fantastycznie opltanych w tysiczne wkna rnokolorowe, w nieprzeliczone warstwy
przdzy rozpitej w rnych kierunkach; w rodku tych kokonw niby jedwabniki
poruszali si robotnicy, tkajc wzorzyste materiay, pochylali si automatycznie, jedn rk
przybijajc poch80, a drug, ruchem horyzontalnym, pocigajc od gry sznur i przebierajc
rwnoczenie nogami po pedaach; czenka ze wistem przelatyway wskro pasem przdzy
niby te, dugie uki i powracay t sam drog z nuc jednostajnoci.
Robotnicy byli starzy, spogldali zagasymi oczami apatycznie na przechodzcego i tkali
dalej rwnie sennie i automatycznie.
Trawiski z przykroci przechodzi przez te na p ywe sale, z przykroci patrzy na agoni
rcznego przemysu, ktry z uporem szalecw chcia walczy z tymi potworami, ktrych
olbrzymie cielska rozdrgane energi, huczce si niepokonan, wida byo z okien tych sal.
Pyta o Bauma; pokazywali mu ruchem rki lub gowy, nie odrywajc si od roboty, nie
podnoszc nawet gosu, jeli mwili; wszyscy poruszali si jak senni, pmartwi, obojtni
i smutni  smutkiem tych sal olepych, cichych, umierajcych, przez ktre przechodzi potykajc si w ciemnoci o filary i o nieczynne warsztaty, o ludzi.
Przeszed przez cae pitro dwch pawilonw i wszdzie bya ta sama pustka, nuda
i senno.
Trawiskiego ze wzgldu i na wasne pooenie ogarnia coraz wikszy smutek, traci zupenie wiar w pomoc Bauma i szed z tym uczuciem, z jakim si idzie do konajcych  bo
fabryka, ktra kiedy pracowaa w 500 ludzi, poruszaa si teraz tylko stoma i wydawaa mu
si chorym, konajcym organizmem, ktremu nawet olbrzymie drzewa szumice za oknami
zdaway si piewa hymn mierci.
Starego Bauma znalaz w trzecim pawilonie, wychodzcym na ulic.
Baum siedzia w maym pokoiku przed biurkiem, zarzuconym stosem prbek towarw,
pocitych w dugie pasy.
Przywitali si w milczeniu.
Stary cisn mu mocno rk i podsun krzeso.
 Dawno pana nie widziaem  zacz Baum.
Usprawiedliwia si kopotami i zajciami, mwi duga, a nie mia przystpi do celu
swoich odwiedzin, powstrzymywa go smutek fabryki, taki sam smutek wyryty na twarzy fabrykanta,
ktry blade oczy zwraca bezwiednie na okno, przez ktre doskonale wida byo
fabryk Mllera, byszczc wszystkimi oknami.
Odpowiada krtko i czeka na wyjanienie wizyty.
Trawiski to odczu, bo przerywajc jak opowie, rzek krtko:
 Przyszedem do pana z prob  zawoa i odetchn nieco.
 Prosz pana bardzo... sucham...
Trawiski szybko opowiedzia mu cae swoje pooenie, ale o pomoc zawaha si prosi,
ujrzawszy surowe cignicie brwi i jaki niechtny wyraz oczw.
 My wszyscy jedzimy na tym wzku, oni nas jedz!...  mwi wolno wskazujc na wielkie
fabryki przez okno.  Czym panu mog pomc?  doda.
 Poyczk albo yrem na wekslach.
 Ile?
 Ostatecznie bez dziesiciu tysicy rubli pa musz  rzek cicho i wymijajco, jakby obawiajc si goniejszym dwikiem sposzy yczliwo, jak spostrzeg w oczach Bauma.
 Ja gotwki nie mam, ale co bd mg zrobi, zrobi panu. Daj mi pan weksle na t
sum, a ja pokryj do tej samej wysokoci paskie zobowizanie.
Trawiski zerwa si z krzesa i zacz mu z uniesieniem dzikowa.
 Nie ma za co, panie Trawiski, ja nic nie ryzykuj nawet, bo znam pana i paski interes
dobrze. Masz pan blankiety i wypenij pan zaraz.
Trawiski by oszoomiony, ten prawie nieprzewidziany ratunek wywrci go z rwnowagi,
wypenia blankiety wekslowe gorczkowo, ale co chwila podnosi gow znad papieru
i patrzy na Bauma, ktry chodzi po kantorze, przystawa przy oknie i spoglda na d jakim
tpym, srogim spojrzeniem.
Mia przed oczyma ca cz miasta; domy, fabryki, magazyny dziesitkami tysicy okien
patrzyy w noc, a poza nimi poruszay si cienie robotnikw i maszyn, elektryczne wiata
wisiay w ciemnym mglistym powietrzu, setki kominw majaczyo w nocy i wyrzucao nieustannie
smugi biaych dymw, ktre jak obok przysaniay wiata i kontury fabryk.
Baum przyglda si miastu i spacerowa na przemian z pochylon naprzd such, kocist
twarz. By rwnie wysoki, jak syn, tylko znacznie chudszy i ywszy w ruchach. Nie lubi
wiele mwi i zwykle najwaniejsze interesy zaatwia w kilku sowach. By spokojny, cichy
nawet, ulegy onie i dzieciom a do saboci nieraz, ale pomimo to mia swoje punkty, na
ktrych by nieugitym; jego uczynno bya w odzi przysowiowa i niewyczerpana, a rwnoczenie
by skpym w domu do dziwactwa.
 Jaki termin pan chce?
 Jaki jest dla pana najwygodniejszy  powiedzia uchylajc drzwi do sali ssiedniej,
w ktrej wszystkie warsztaty byy czynne.
Zamkn drzwi, wsadzi rce w kieszenie szarego, podbitego kutnerem kaftana i znowu
przyglda si miastu.
Telefon zadzwoni, byo to jedyne wspczesne urzdzenie w jego fabryce.
 To, do pana! Woa pan Borowiecki  rzek Baum.
Trawiski ze dziwieniem sucha.
 Mj drogi, od ony dowiedziaem si, gdzie jeste. Oto rozliczyem si, mog ci poyczy
pi tysicy rubli, ale tylko z dwumiesicznym terminem. Wic jeli chcesz?  mwi
Borowiecki.
 Przyjmuj z radoci!  wykrzykn gorco.  Skd telefonujesz?
 Z twego gabinetu, pod stra ony  brzmiaa odpowied.
 Zaczekaj na mnie, zaraz przyjd.
 Czekam.
 To Borowiecki chce si ze mn widzie, pan go zna?
 Z widzenia tylko, bo przecie ja nie bywam w tym wielkim wiecie dzkim, u tych rozmaitych
Bucholcw, Mendelsohnw, Salemanw, Meyerw i innego robactwa. Znam ich
wszystkich, z widzenia tych modych, a starszych od Michla, gdzie si czasami schodzimy;
znalimy si wszyscy co prawda lepiej, ale to byo dawno, kiedy w odzi panowaa jeszcze
uczciwo i nie byo milionerw. To byy takie czasy, o ktrych wy, modzi, nie macie pojcia.
Ja wtedy byem z Geyerem starym najwiksz dzk firm. Pary, maszyn, elektrycznoci,
weksli, tandety, plajt, podstpnych poarw nikt nie zna nawet ze syszenia.
 A jednak to, co jest obecnie, przyj musiao.
 Ja wiem, e musiao, e stary porzdek zawsze musi ustpi nowemu miejsca, zreszt,
po co to mwi o tym  machn rk i zacz przeglda weksle.
Zo bezsilna zatrzsa jego sercem tak gwatownie, e brako mu gosu, milcza dosy
dugo, podpisawszy weksle.
 Panu si pieszy?
 Istotnie, pozostaje mi tylko raz jeszcze z caej duszy podzikowa panu za pomoc.
 Szkoda czasu! Mnie tylko al jednego, e pan nie by przed pidziesiciu laty w odzi,
pan wtedy powinien by mie fabryk. Pan take nie pasuje do dzisiejszej odzi, tutaj
uczciwi fabrykanci nie maj co robi, panie Trawiski.
Nie odpowiedzia mu na to pytanie, bo si pieszy do domu, obgadali tylko niektre kwestie
dotyczce terminw weksli i rozeszli si.
Zaraz te zaczy rozdziera powietrze gwizdawki na skoczenie roboty i fabryki gasy
jedna po drugiej i giny w nocy.
Baum po wyjciu robotnikw poszed do domu, ktry sta w ogrodzie, przed pawilonami
fabrycznymi, z frontem od ulicy.
Przebra si w swoim pokoju w jak lekk marynark, woy haftowane pantofle na nogi,
przykry swoje bujne jeszcze siwe wosy ma czapeczk wyszywan biaymi pacioreczkami
i poszed do stoowego pokoju, w ktrym ju nakrywano do kolacji.
Maks siedzia przy stole i pomaga siostrzenicom, ktre mu wisiay u szyi, ukada domki
z drewnianych kwadratw.
Dziewczynki miay si ustawicznie i jak ptaki wiergotay wesoo.
Matka siedziaa w gbokim fotelu i robia poczoch, miaa lat ze szedziesit, twarz
bardzo mi i schorowan, okulary srebrne na dugim nosie, siwe, gadko przyczesane wosy
nad niskim, wypukym czoem, malankowate oczy, blade usta, kbek baweny w kieszeni
niebieskiego fartucha, z ktrego robia poczochy, i wielk sodycz w gosie i w umiechu;
liczya cigle oczka, byskaa drutami i umiechaa si do syna i wnuczek, crki, ktra zajta
bya czytaniem, do frau Augusty, kuzynki, od niepamitnych lat zajmujcej si caym ich
gospodarstwem, do dwch kredensw stojcych obok siebie, do pieca, do starej serwantki,
wypenionej porcelanowymi pieskami, figurkami i talerzykami, do dwch kotw burych frau
Augusty, ktre chodziy za ni i mruczc obcieray si cigle grzbietami o suknie  umiechaa si zawsze i do wszystkiego, takim przyklejonym do ust olizgym umiechem trupw.
Ciepy spokj starego mieszczaskiego domu panowa w mieszkaniu. Tak wszyscy byli
zyci ze sob i dopasowani, e porozumiewali si spojrzeniami, przenikali si nawzajem.
Stary troski swoje zostawia w kantorze, a do mieszkania zawsze przynosi spokojn,
umiechnit twarz, opowiada onie o sprawach niektrych, czasem si kci z Maksem,
pokpiwa regularnie co wieczr od lat dwudziestu z frau Augusty, bawi si z wnuczkami,
ktrych zawsze mia pod dostatkiem, bo wszystkie cztery crki dawno ju byy zamne,
czyta stale Klnische Zeitung i jedn z gazet polskich. Sucha rwnie stale co wieczr
jakiego sentymentalnego romansu z rozmaitych Familienblatw, ktrymi ya ona i crki,
i tak spdza wieczr.
Dzisiaj zaczynao si tak samo; usiad przy stole i zacz kiwa na wnuka, ktry na wielkim
biegunowym koniu buja si pod piecem.
 Jasiu, chod do dziadzi, chod!
 Zaraz przyjad  woa chopak, pogania konia szpicrut, okada mu boki pitami, ale
e i tak ko nie popiesza, schodzi z niego, gaska go po gowie, oklepywa mu piersi i wo-a:  Cieka, cieka sucha Jasia, Jasio jedzie do dziadzi, dziadzio da nam cukierkw.
Obiecywa mu sodko, popycha go gwatownie naprzd i bohatersko wskakiwa na siodo.
W ten sposb objecha cay pokj i przyjecha do dziadka.
 Prr! Herman, konia do stajni  woa, ale dziadek zdj go z konia i posadzi sobie na
kolana.
Chopak zacz krzycze i wydziera si do konia, ktrego zdradliwie zaraz uprowadziy
dziewczynki, cignc za rudy ogon na drug stron stou, do wuja Maksa, przy ktrym si
czuy wicej zabezpieczone od batoenia brata.
 Jasiu, co to jest?  woa Baum, wyjmujc z kieszeni dziecinn trbk i ukazujc mu nad gow.
 Trlombka! Dziadziu, d Jasiowi trlombk  prosi wycigajc rczki.
 Nie chcesz siedzie u dziadzi, nie kochasz dziadzi, to nie dam, dam Wandzi.
 Daj Jasiowi trlombk, dziadziu. Jasio dziadzia kocha, Wandzia jest gupia, nie kocha
dziadzi. Dziadziu, da Jasiowi trlombk!  prosi ze zami, uklkn na kolanach dziadka,
a nie mogc i tak dosta, zacz mu wchodzi na ramiona, obejmowa go za szyj, caowa
po twarzy, baga coraz gorcej, a nie spuszcza niebieskich rozpomienionych oczek z trbki.
Dziadek da mu wreszcie.
Chopak nie mia ju czasu dzikowa, zeskoczy na ziemi, polecia odebra konia, przy
czym pobi dziewczynki, zaprowadzi go pod piec, okry cignit z matki t jedwabn
chustk i biega po pokoju trbic, co mia tylko si.
Dziewczynki z paczem przybiegy do kolan dziadka.
 Wandzia ce, dziadziu.
 Janusi da!
Prosiy rozpakanymi gosikami i zaczy si wdrapywa na dziadkowe nogi.
Oswobodzi si od nich prdko i zacz ucieka przed nimi. Dziewczynki ju wiedziay,
co to znaczy, wic zaczy goni ze wszystkich si i krzycze na dziadka, ktry zastawia si
krzesami, chowa za kredensy, i wci wymyka si im z rk, a wreszcie pozwoli si im
zapa w jakim kcie, wzi je obie pod pachy i przynis z powrotem do stou, a potem pozwoli si zrewidowa i powyciga z kieszeni lalki, jakie przynis dla nich.
Rado zapanowaa niezmierna w gromadce, ktra skupia si przy maym stoliczku pod
oknem i ogldaa szczegowo lalki, wydzierajc je sobie z rk.
Dziadkowie bawili si wybornie, tylko Berta zatkaa uszy i utona w ksice, a Maks gono
gwizda, eby nie sysze tych dzikich wrzaskw, by zreszt zy na ojca, czu bowiem
po jego rozmowie, e musia znowu poyczy komu pienidzy lub zarczy za kim, bo ilekro
to si stao, stary zawsze przynosi dzieciom lub wnuczkom, jak teraz, zabawki, unika
Maksa i by bardzo sodkim i serdecznym w obejciu ze wszystkimi, biorc gorcy udzia
w rozmowie kadej; tym sposobem unika interpelacji synowskiej.
Dzisiaj byo tak samo.
Przy kolacji rozmawia bezustannie, pousadza sam dzieci i najtroskliwiej ich pilnowa,
wci artujc z frau Augusty, ktra zawsze jednakowo odpowiadaa:
 Ja, ja, Herr Baum  umiechajc si bezmylnie dugimi, tymi i krzywymi zbami.
 Gdzie pan Jzef? schowaa go sobie pani do ogryzania na pniej?
 Pan Jzefa zaraz przyjdzie  i nim swoje dwa nieodstpne koty zdya utuli na obszernymonie, pan Jzef Jasklski wszed.
By to rodzaj praktykanta kantorowego, chopak zupenie biedny, ktrym si Baum od lat
paru opiekowa. Mia lat osiemnacie, wzrost ogromny, za due nogi, za dugie rce, gow
wielk i cigle rozczochran, twarz okrg, wiecznie spocon i w dodatku by bardzo niemiaym i niezgrabnym, wci zawadza sob o wszystkie drzwi i sprzty.
Wszed teraz dosy odwanie, ale poczuwszy wszystkich oczy na sobie, zaplta si zaraz
przy ukonie w chodnik, uderzy biodrem o rg kredensu, potrci krzeso Maksa i czerwony
jak burak, przeraony swymi nieszczciami usiad do kolacji.
Pomimo lat osiemnastu i skoczenia szkoy rzemielniczej by naiwnym jak dziecko. By
tak pokornym, ulegajcym, dobrym, e zdawa si nieraz oczami przeprasza wszystkich, e
omiela si y pord nich. Maksa si lka bardzo, bo Maks kpi z niego ustawicznie, a teraz
widzc, e Jziowi przy jedzeniu wszystko z rk wylatuje, zacz si mia i powiedzia:
 Musz ja pana odebra pani Augucie i wzi pod swoj opiek.
 Daj pokj, Maks, ju on lepiej wyjdzie na naszej opiece.
 Robicie z niego mazgaja.
 A ty co by z niego chcia zrobi?
 Czowieka, mczyzn.
 Prowadziby go do knajp, na hulanki, no i tak dalej. Fryc mi nieraz z obrzydzeniem
opowiada o waszym kawalerskim yciu.
 Ha, ha, ha, wiesz, Berta, e to jest pyszny witz. Fryc i obrzydzenie wesoego ycia! Ty
jeste znakomita, to ty niewiele znasz swojego ma.
 Maks, po co masz psu jej zudzenia  szepn stary.
 Ma ojciec racj, ale to mnie irytuje, e byle bawan nablaguje przed ni, to ona tak zaraz
wierzy, e gotowa si da zabi za t prawd.
 Maks, nie zapominaj, e mwisz o moim mu.
 Niestety, my to z ojcem za bardzo czsto musimy bra pod uwag, e Fryc jest twoim
mem, e naley do naszej rodziny, bo inaczej...
 To co?  zawoaa ze zami w oczach, gotowa rzuci si w obronie ma.
 To bymy go wyrzucili za drzwi  mrukn gniewnie.  Chciaa, to ci powiedziaem,
moesz teraz paka do woli, tylko pamitaj, e zawsze po paczu bardzo brzydko wygldasz,
oczy ci puchn i nos si czerwieni.
Berta istotnie rozpakaa si gono i wysza z pokoju.
Matka zacza mu wyrzuca delikatnie jego brutalno.
 Niech mama da pokj, wiem, co robi. Fryc jest zwykym bydlciem, ktre nie pilnuje
fabryki, tylko cigle knajpuje, a przed Bert gra rol nieszczliwego, ktremu si nic nie
wiedzie, ktry si zapracowywa dla ony i dzieci, jakby caego ich domu od pierwszego dnia
lubu nie utrzymywa ojciec swoim kosztem.
 Cicho, Maks, po co to wywczy!
 Po to, e temu trzeba raz koniec pooy, e to jest zwyke kryminalne ajdactwo to
wieczne naciganie ojca. My wszyscy robimy na to, eby nasi szwagrowie mogli si bawi.
Przerwa, bo dzwonek zadwicza w przedpokoju, poszed otworzy i zaraz wprowadzi
Borowieckiego.
Baum by nieco zakopotany i sztywny, ale stara przyja go z ca serdecznoci i zaraz
przedstawia Bercie, ktra przysza na odgos dzwonka i ciekawie si przygldaa temu jedynemu
okazowi dzkiego donuana, o ktrym tak wiele mwiono w miecie.
Zapraszano go serdecznie do herbaty, ale odmwi.
 Byem u pastwa Trawiskich na kolacji, po drodze wpadem do Maksa na chwil tylko
z jakim interesem i musz znowu i  tumaczy si, ale usi przy stole musia, bo frau
Augusta z najpikniejszym umiechem podawaa mu herbat, Berta rozzawionym jeszcze
gosem prosia, aby pi, stara z umiechem podsuwaa jakie ciastka.
Przyj to wszystko, a e by w doskonaym humorze, wic wkrtce zapanowa nad wszystkimi;
rozmawia z matk o wnuczkach, unosi si przed Bert nad piknoci jej dzieci, ktre
mu przedstawiono, wysawia przez pi minut ostatni nowel Heysego, jak ujrza lec
na stole, frau Augusty porwa serce bawic si jej faworytami, ktre mruczc aziy mu po
ramionach i obcieray si o twarz, co go tak rozdranio, e mia ochot uchwyci ktrego za
ogon i rozbi o piec, o Jziu nawet nie zapomnia. By tak miym, uprzejmym, eleganckim,
e w dwadziecia minut ju wszyscy nim byli oczarowani, nawet stary, ktry go dobrze zna
i nie bardzo lubi, zacz bra udzia w rozmowie.
Frau Augusta bya tak nim zachwycona, e wci przynosia wiee szklanki herbaty i coraz
nowe wyjmowaa z kredensu przysmaki, i coraz inny zb pokazywaa w umiechu. Maks
tylko milcza, ze zoliwym umiechem przypatrujc si tej scenie. Wreszcie znudzony i widzc, e i Karol ma rwnie dosy, powsta i zabra go w gb mieszkania.
Przy stole zapanowaa cisza.
Dzieci siedziay przy dziadku i zaczynay studiowa zabawki. Jzio zacz czyta gono,
zwykym codziennym zwyczajem. Matka robia poczoch. Berta suchaa i wybiegaa co
chwila wzrokiem do tego pokoju, w ktrym by Maks z Karolem, bo przez pootwierane drzwi
wida ich byo. Frau Augusta sprztaa cicho ze stou, gadzia swoje kotki, czasem przystawaa i podnoszc do gry mae czarne oczy, ktre pyway w jej twarzy jak ziarnka pieprzu
w patelni przyrumienionego masa, wzdychaa gboko.
 Dziadziu, lalk noga nie boli?  pytay dziewczynki, rozrywajc przy tych studiach lalki.
 Nie boli  odpowiada gaszczc jasne, kdzierzawe gwki.
 Dziadziu, co trlombi w tej trlombie?  pyta chopak od czasu do czasu, a nie dostawszy
odpowiedzi, wierci z wielk wpraw i zamiowaniem patykiem w trbce.
 Dziadziu, gwka lalk nie boli?  pytay, rozbijajc o podog.
 Lalka nieywa. Wanda gupia.
Dzieci umilky, tylko gos Jzia rozlega si po pokoju, przerywany westchnieniami frau
Augusty i wykrzyknikami Berty, ktra, rozczulona powieci, zacza cicho paka i wzdycha
przecigle.
 Dziwnie mia atmosfera panuje, dobrze tu u was  szepn Karol.
Wycign si w fotelu i patrzy z przyjemnoci na ca rodzin, siedzc w stoowym pokoju.
 Raz na rok to smakuje, ale nie czciej.
 I to wiele, mie jeden dzie w roku, w ktrym mona zapomnie o interesach caego
wiata, o wszystkich kopotach ycia i czu si otoczonym przez rodzinne szczcie.
 enisz si przecie, to tego szczcia bdziesz mg uywa a do obrzydzenia.
 Wiesz, pojad na kilka dni na wie, do domu.
 Do narzeczonej?
 To wszystko jedno, bo Anka mieszka u mojego ojca.
 Chciabym j pozna.
 Zawioz ci tam kiedy na par godzin choby.
 Dlaczego na par godzin?
 Bo tam duej nie wytrzymaby, umarby z nudw. Ach, jak tam nudnie, szaro, pusto,
to nie masz pojcia. Gdyby nie Anka, to dwch godzin nie wytrzymabym pod tym dachem
ojcw moich.
 A sam ojciec?
 Ojciec mj to zmumifikowana szlachetczyzna z czasw demokracji, to nawet demokrata
zajady, ale demokrata szlachecki, jak zreszt caa nasza demokracja. Bardzo ciekawy typ 
zamilk i umiecha si drwico, ale w oczach mia wilgotne blaski rozrzewnienia, kocha
bowiem ojca ca dusz.
 Kiedy pojedziesz?
 Jak tylko Moryc przyjedzie, a nawet, jak tylko Knoll powrci, bo dzisiaj telegrafowano
po niego. Bucholc bardzo chory, dawna choroba serca odezwaa si, mia przy mnie tak straszny
atak, e ledwie go uratowano, co mu zreszt nie przeszkodzio, powrciwszy do przytomnoci,
nawymyla mi w taki miy sposb, e musiaem wymwi miejsce.
 Tak spokojnie mwisz o tym?  wykrzykn Maks, widzc, e Karol podnis si i oglda wczkowe, czerwono-te patarafki81, na jakich stay lichtarze i lampy.
 Prdzej czy pniej musiabym to zrobi. Skorzystaem tylko z doskonaej okazji, bo mj
kontrakt koczy si dopiero w padzierniku.
 Czyli miae sposobno na brutalstwa odpowiedzie oburzeniem z dodatkiem swojej
dymisji.
Karol zacz si mia, chodzi po pokoju i oglda szeregi kredkowych portretw, wiszcych na cianach.
 Ca mdro ycia polega wanie na tym, aby w por si oburza, mia, bawi, gniewa,
pracowa, ba! aby nawet w por wycofa si z interesw. Czyje to portrety?
 To nasza menaeria familijna. Rozumiem warto tego, co mwisz, ale nigdy nie potrafiem si uchwyci takiej chwili, nigdy nie mogem si przystosowa, zawsze mnie ponosi.
 Sd bez miosierdzia czycie temu, kto nie czyni miosierdzia.
Czyta Karol gono biblijny werset, wyszyty czerwonym jedwabiem na kanwie, oprawnej
w dbowe ramy i zawieszonej pomidzy oknami.
 Ach, czytasz wite protestanckie maksymy. To starym niemieckim obyczajem wyszyto
i powieszono.
 A wiesz, to mi si podoba, te biblijne wersety nadaj oryginalny ton domowi.
 Masz racj. By u nas Trawiski.
 Wiem, bo wanie od niego id, stary twj mu pomg.
 Domyliem si tego, bo nic ze mn nie mwi i unika mojego wzroku. Nie wiesz, jak
wysoko?
 Dziesi tysicy.
 Psiakrew! te niemieckie sentymentalizmy  zakl cicho.
 Pienidz pewny  uspokaja go Karol, ogldajc aksamitne meble, pokryte gipiurowymi
pokrowcami.
 Ja wiem, bo ten idiota Trawiski nie umiaby zarobi dziesiciu groszy nieuczciwie, ale
idzie mi o to, e stary pomaga wszystkim, w ktrych tylko wierzy, i wszyscy, ma si rozumie,
go nacigaj. Fabryka ledwie dyszy, towarem gotowym tak zawalone wszystkie skady,
e nie ma gdzie ka, sezon nie wiadomo jak pjdzie, a ten bawi si w przyjacielsk filantropi,
ratuje innych.
 Prawda, bo Trawiskiego uratowa.
 Ale siebie gubi, mnie gubi.
 Pociesz si, e masz za ojca najuczciwszego w odzi czowieka.
 Nie drwij, ju ja bym wola, eby on by troch mdrzejszy.
 Zaczynasz mwi na sposb Welta.
 Ty mylisz lepiej?
 Inaczej tylko; lepiej  gorzej, uczciwiej  nieuczciwiej, dialektyka, i nic wicej.
 Jake ci si wydaa ta legendowa Trawiska?
 Krtko, po sienkiewiczowsku j okrel: bajeczna!
 Przesadzasz chyba, skd by Trawiski wzi tak!
 Nic nie przesadzam, jeli dodam jeszcze, e pikna i dystyngowana; a skd Trawiskiego
sta na tak on, to nie zapominaj, Maks, e Trawiski jest zupenie przystojny i bardzo
wyksztacony czowiek. Nie patrz na niego jako na fabrykanta, ktremu si nic nie wiedzie,
ale jako na czowieka. Ot on jako czowiek jest wyjtkowym okazem, wysubtelnionym
przez dawn w rodzinie kultur. Opowiada mi, e ojciec jego, bardzo bogaty obywatel z Wo-ynia, zmusi go niejako do zaoenia fabryki. Staremu przewrci w gowie wielki przemys
i wydaje mu si to obowizkiem narodowym, aby szlachta sza wspzawodniczy z podlejsz
nacj w pracy okoo podwignicia tego przemysu. Widzi nawet odrodzenie tej kasty w przemyle.
Trawiski za tak si do tego nadaje, jak ty na przykad do zataczenia mazura, ale
ojca usucha, no i powoli stapia w swojej przdzalni ojcowskie kapitay, wyprzdza mu lasy
i ziemi. Widzi sam i czuje to doskonale, e ta nasza dzka ziemia obiecana musi si sta
dla niego ziemi przeklt, ale pomimo to walczy uparcie z niepowodzeniem i brakiem szczcia.
Upar si i chce przemc.
 Czasem tacy wychodz dobrze na swoim uporze. Ona wie o jego pooeniu?
 Chyba nie, bo on z tego gatunku ludzi, co to gotowi umrze w ofierze, byle si do ich
najdroszych nie przedara adna wie przykra, adna troska.
 Znaczy, e kocha t swoj bajeczn.
 Tam jest co wicej ni mio, bo cze prawie i wsplne uwielbienie, dosy wyranie
czytaem to z ich spojrze.
 Dlaczeg ona si nigdzie nie pokazuje?
 Nie wiem. Nie masz pojcia, co ta kobieta ma wdziku w rozmowie, w ruchach, jak
cudownie mikko podnosi gow.
 Gorco mwisz o niej.
 Domylnie gupio si umiechasz i na nic, bo ja si w niej nie kocham ani nawet mgbym kocha. Podoba mi si tylko jako typ piknej kobiety o bardzo uduchowionym wyrazie,
ale to nie mj typ, chocia przy niej wszystkie nasze dzkie piknoci to zwyky perkal przy
czystym jedwabiu.
 Ufarbuj go na swj kolor.
 Daj spokj z farbiarskimi dowcipami.
 Ju idziesz? to razem pjdziemy.
 Ba, mam jeszcze interes na miecie.
 Czyli mam ci nie krpowa sob.
 Cudownie poj. Kania ci si Kurowski, w sobot bdzie i zaprasza na zwyk kolacj,
a tymczasem zapytuje listownie, czy gruby Szwab, to niby ty, nie schud, a cienki yd nie
uty  to do Moryca.
 On zawsze bawi si w dowcipy. Bucholc wzi jego chemikalia?
 Ju od miesica uywamy.
 To on dobrze stanie, bo syszaem, e Kessler et Endelman zawarli z nim rwnie umow.
 Tak, pisa mi o tym. On ju jest na najlepszej drodze do majtku, ju go robi nawet.
 Niechaj robi, i my go mie bdziemy.
 Wierzysz w to, Maks?
 Po co ja mam wierzy, ja wiem, e mie go bdziemy, przecie jest do zrobienia, co?
 O, jest, masz racj, i zrobimy go. Ale, jeli w domu zastaniesz Horna, bo mia przyj
do mnie, to mu powiedz, eby zaczeka koniecznie, bo najdalej za dwie godziny bd.
Obgadali jeszcze depesz Moryca i Karol, poegnawszy wszystkich, wyszed razem z Jziem,
ktry, ukoniwszy mu si zaraz przed domem, znikn w ciemnych uliczkach.
X
Jzio szed odwiedzi rodzicw, bo stale mieszka u Baumw.
Jasklscy mieszkali daleko, za starym kocioem, w jakiej uliczce bez nazwy, ktra tyami
dotykaa tej synnej miejscowej rzeczki, sucej za rynsztok, odprowadzajcy wszelkie
odpywy fabryk.
Uliczka podobna bya do mietnika, penego odpadkw wielkiego miasta.
Jzio przesun si piesznie i wszed do nie tynkowanego domu, ktry wieci wszystkimi
oknami od suteryn a po strychy niby latarnia i wrza cay ludzkim rojem, jaki si w nim
gniedzi.
W ciemnej sieni, przepenionej strasznymi zapachami i zaniesionej botem, namaca brudne
a do lepkoci porcze i zbieg szybko do suteryn; dugi korytarz bez podogi, zarzucony
mieciami i sprztami gospodarskimi, peen rwnie bota i wrzawy ludzkiej, i smrodw,
owietla may kaganek kopccy si pod sufitem.
Przedar si przez porozstawiane na drodze zawady i dotar do koca korytarza.
Buchno na niego gorce, piwniczne powietrze, przesycone zgnilizn i wilgoci, ciekajc rudymi pasami po wybielonych cianach.
Gromada dzieci rzucia si na jego przywitanie.
 Mylaam, e dzisiaj ju nie przyjdziesz  szepna wysoka, chuda, przygarbiona kobieta,
o zielonkowatej zapadej twarzy i wielkich czarnych oczach.
 Spniem si, mamusiu, bo by u nas pan Borowiecki, dyrektor od Bucholca, i przez to
nie miaem wyj prdzej. Ojciec nie by jeszcze?
 Nie  odpowiedziaa gucho i posza nalewa herbat do kominka, odgrodzonego od izby
kawaem materiau zawieszonego na drutach.
Jzio poszed za ni za zason i pooy przyniesione ze sob prowianty.
 Wziem dzisiaj od starego pienidze za tydzie, moe mama schowa.
Pooy cztery ruble z kopiejkami; bra pi tygodniowo.
 Nic sobie nie zostawiasz?
 Mamusiu, mnie nie potrzeba na nic. al mi tylko, e nie mog jeszcze zarobi tyle, ile
mamie potrzeba  mwi z prostot: jego niemiao gdzie znikna zupenie.
Pokraja chleb na kawaki i chcia wrci do izby.
 Jziu, mj synu drogi, moje dziecko kochane  szepna matka zawym gosem i zy jak
groch posypay si po jej wyndzniaych policzkach i spaday na gow syna, ktr przyciskaa do piersi.
Chopak ucaowa jej rce i z rozweselon twarz powrci do reszty rodzestwa, ktre
siedziao na ziemi, pod maym okratowanym okienkiem, wychodzcym na trotuar; byo tego
czworo, w wieku od lat dwch do dziesiciu, bawiy si bardzo cicho, bo starszy od nich trzynastoletni chopiec lea na ku, chory na suchoty; ko byo nieco odsunite od ciany
z powodu wilgoci, jaka si zsczaa na pociel.
 Anto!  pochyli si nad poduszk ku bladej, zielonawej twarzy, ktra z gbi kolorowej
pocieli patrzya szklistymi nieruchomymi oczami z jakim tragicznym spokojem zamierania.
Chory nie odezwa si, porusza tylko ustami i utkwi w nim szare, byszczce oczy, a potem
dotkn si wychudymi palcami jego twarzy z pieszczotliwoci dziecinn i umiech
blady, podobny do umiechu kwiatw widncych, przelizgn mu si po sinawych ustach
i oywi martwe spojrzenia.
Jzio usiad przy nim, popoprawia mu poduszki, uczesa swoim grzebykiem rozrzucone,
pozlepiane i mikkie jak jedwab jasne wosy i znowu zapyta:
 Anto, dobrze ci dzisiaj?
 Dobrze  wyszepta cicho i zacz mruy oczy potakujco i umiecha si.
 Niedugo wyzdrowiejesz!
Trzasn z zadowoleniem w palce. On swoim zdrowym, silnym organizmem nie odczuwa
zupenie grozy tej choroby brata.
Anto bowiem umiera powoli na suchoty, jakie si wywizay z silnej influenzy, a chorobie
dopomagaa ndza, jaka ara ca rodzin od lat dwch, to jest od czasu sprowadzenia
si na bruk dzki ze wsi; dobijaa go twarz matki, ktra codziennie bya smutniejsza, dobijao go modsze rodzestwo, ktre byo coraz cichsze, i te wieczne klekotania warsztatw, co
prawie bez ustanku, dzie i noc, wstrzsay nad jego gowami sufitem, ta wilgo, jaka ciekaa po cianach, te wrzaski ssiadw i bijatyki, jakie si czsto zryway w ssiednich suterynach
i na grze; a najwicej ta wiadomo, powikszajca si z dniem kadym, ndzy ich
wszystkich.
Chopiec by bardzo rozwinitym, nieszczcia, jakie ich spotkay, i ta choroba przewleka
rozwiny go jeszcze wicej. A przy tym bya to natura cicha i marzca.
 Jziu, jeszcze nie zielono na polach?  zapyta cicho.
 Nie, dopiero pitnasty marzec dzisiaj.
 Szkoda  i oczy mu pociemniay alem.
 Za miesic bdzie zielono i ty ju bdziesz zdrowy wtedy, to zbierzemy sobie kolegw
i pjdziemy na majwk.
 Wy pjdziecie tylko sami i mama pjdzie, i ojciec, i Zoka pjdzie, i Ada pjdzie, wszyscy
pjd, wszyscy, a ja nie pjd, nie  zacz trz gow.
 Jak wszyscy, to przecie i ty z nami.
 Nie, Jziu, bo mnie ju nie bdzie z wami  mwi wolno i zaczy mu piersi wznosi
si zami, jakie chcia powstrzyma, ale nie mg, bo si polay jak wielkie pery, a on patrza
poprzez te zy w jak gb przeraajc, usta zaczy mu drga i wielki strach mierci tak
nim zatrzs, e zerwa si jakby do ucieczki.  Jziu, ja nie chc umiera, nie chc, Jziu! 
szepta i jaki straszny al rozdziera mu serce.
Jzio go ogarn rkami i zasoni sob, bojc si, eby matka tego nie spostrzega, i zacz
go pociesza.
 Nie umrzesz, doktr wczoraj mwi mamie, e najdalej w maju bdziesz zdrowy zupenie. Nie pacz, bo mama usyszy  szepn mu ciszej.
Anto uspokoi si nieco, otar szybko zy i dugo patrza na zason, poza ktr bya matka.
 Jak wyzdrowiej, to pojad do wuja Kazia na cae lato, prawda?
 Mama ju o tym nawet pisaa do wuja.
 W czerwcu to akurat bd mode dzikie kaczki ju w knotach. Wiesz, mnie si wczoraj
nio, e jechaem cznem po naszym stawie, a ty i pan Walicki strzelalicie do kaczek wodnych.
Tak byo adnie na wodzie! Potem byem tylko sam i syszaem najwyraniej, jak nakach klepali kosy. Chciabym widzie nasze ki.
 Zobaczysz je jeszcze.
 Ale kiedy one ju nie nasze. Wiesz, dlaczego ja z tego buanka zleciaem, co to mnie
ojciec tak wybi za to? Nie chciaem wtenczas mwi, bo Maciek byby dosta po bie, ale to
on winien, tak poprgi spi luno, e siodo si ze mn przekrcio i dlatego musiaem zlecie.
A na tatusiowym ogierku to ju bym si nie ba jedzi. Uwaasz, zaoybym mu kantar
ze cigaczami, wzibym go krtko, eby nie mg si zedrze do gry i nie stan dbem
i dopiero go lekko szpicrut pod brzuch, poszedby, co?
 O, poszedby, ale go nie cigniesz, on twardy w pysku.
 cign, Jziu! O, wzibym go tak  zacz pokazywa rkami, jak to on wemie za
lejce; cign brwi w tym wysiku, cmoka ustami i pochyla gow, jakby poddajc si ruchowi
konia.
Czerwone plamy zabarwiy mu policzki.
 Jziu, i my pojedziemy!  woay dzieci skupiajc si koo ka.
 Pojedziecie, ale powozem  odpowiada serio.
 Powozem, w teli katany  szczebiotaa dziewczynka, przyciskajc do kolan Jzia jasn
jak len gwk, i niebieskimi oczkami, penymi radoci, wodzia po braciach.
 Heta! wio!  wykrzykiwa gruby chopak, pchajc przed sob krzeseko i okadajc je
jakim batem, zrobionym z trokw fartucha matki.
 Pojedziesz, Hela, wszyscy pojad; i Igna, i Bole, i Kazio.
 Mama nas ubierze i pojedziemy do kocioa, prawda, Jziu?
 Jziu, a ja wiem, co to koci! To ten dom, comy jechali do niego tak dugo za mynem
i tam graj organy buuum. buuum... a ludzie nosz takie chustki z obrazkami na kijach
i tak piewaj: A! a! a! a!  zacz piewa naladujc te syszane kocielne piewy; wzi
miot z kta, powiesi na ni Antosiow, zaplamion krwi chustk i chodzi dookoa stou
z wielk powag.
 Zaczekaj, Bolciu, zrobimy koci  woaa starsza dziewczynka i zaraz wszystkie pookryway sobie gowy, czym kto mia, pobray z komody ksiki.
 A ja bd ksidzem  wykrzykn najstarszy z nich, dziewicioletni Igna.
Okry si fartuchem, woy na nos okulary matki, rozoy ksik i zacz piewa cienkim
gosikiem:
 In saecula saeculorum... um...
 Amen!...  odpowiaday dzieci chrem i pieway wci, obchodzc z wielk powag st
dookoa.
Zatrzymywali si na kadym rogu, bo ksidz przyklka, egna ich; piewa kilka dwikw
i szli dalej wydobywajc z duszy te dwiki pieni, jakimi na wsi karmili si od dziecistwa.
Jasklska patrzya na nich w milczeniu.
I Anto nuci pgosem, Jzio spoglda na matk, ktra ukradkiem obcieraa oczy, wspara si na stoliku i utona na chwil w tej niedawnej przeszoci, ktra tak bardzo ya w ich
sercach.
A Anto kad ca dusz w te przypomnienia.
Przesta piewa, bo straci poczucie rzeczywistoci, przenis si dusz do tej wsi ukochanej,
za ktr umiera z tsknoty jak rolina przesadzona na zy grunt.
 Dzieci, do herbaty!  zawoaa po chwili matka.
Anto si obudzi natychmiast i nie wiedzia, gdzie jest, oglda si prawie ze zdumieniem
po izbie, po tych cianach zielonych od wilgoci, na ktrych gniy razem z ca rodzin portrety
przodkw w poczerniaych ramach, uratowane z rozbicia, po tej strasznej rzeczywistoci,
i zy zawieciy mu w oczach, lea niemy i patrzy martwo na szaro-rudawe krople
wilgoci byszczce na cianie.
Jzio wysun st na rodek i wkrtce caa rodzina go obsiada, dzieci rzuciy si chciwie
na chleb i herbat, tylko Jzio nie jad, spoglda powanym ojcowskim wzrokiem na te jasne
gowy i na oczy, z niespokojnoci ledzc znikanie chleba, i na matk, ktra z twarz
mczennicy, pochylona, wyndzniaa, przesuwaa si po izbie niby cie delikatny i obejmowaa wszystkich mocnym spojrzeniem mioci bezgranicznej. Jej arystokratyczna twarz o rysach
bardzo delikatnych i wytwornych, napitnowana jakby stygmatem blu zakrzepego,
najczciej zwracaa si do chorego.
Nikt nic nie mwi przy herbacie.
Nad gowami bezustannie trzaskay warsztaty tkackie i warczay gucho koowrotki, od
czego cay dom dra ustawicznie, a chwilami wrzawa gucha przedzieraa si z ulicy okienkiem
i zalewaa izb albo odgosy czapicych po bocie krokw lub chlapanie przejedajcych wozw i szczk uprzy.
Lampa, otoczona zielon umbrelk, przyciemnione wiato rozlewaa na izb i owietlaa
tylko gowy dzieci.
Drzwi si gwatownie otworzyy i wbiega moda dziewczyna, z haasem otupujc nogi
z bota o prg.
Jasklsk ucaowaa zamaszycie, wyciskaa si z dziemi, ktre si do niej rzuciy
z okrzykiem, podaa rk Jziowi i pochylia si nad chorym.
 Dobry wieczr, Anto, masz fioki!  zawoaa i odpiwszy od wydatnego gorsu bukiecik,
rzucia mu na piersi.
 Dzikuj. Dobrze, e przysza, Zoka, dzikuj!
Chciwie wciga w siebie delikatny zapach kwiatw.
 Prosto idziesz z domu?
 Nie, byam u Szulcowej, gra na harmonii Felek, posuchaam troch i poleciaam do
Mani, a od niej wstpiam do pastwa po drodze.
 Mama zdrowa?
 Dzikuj pani, bardzo zdrowa, bo si wykcia tak z nami, e ojciec poszed na piwo,
a ja uciekam na cay wieczr. Wiesz, Jziu, ten twj mody Baum to bardzo przystojny
facet.
 Poznaa go?
 Pokazywaa mi go dzisiaj w poudnie jedna grplarka.
 Bardzo dobry czowiek  odpowiedzia gorco i patrzy na Zok, ktra nie moga usiedzie
na miejscu, wyrczya Jasklsk w nalewaniu herbaty, poogldaa ksiki lece na starej
komodzie, podkrcia lampy, obejrzaa szydekow serwet, jak bya nakryta maszyna do
szycia, przygadzia dzieciom wosy i krcia si po izbie jak fryga.
Smutne i ponure jak grb mieszkanie napenia weselem modoci bujnej i zdrowia, jakie
tryskao z jej niadej, bardzo adnej twarzyczki i czarnych bystrych oczw.
Miaa w ruchach i w stanowczoci, z jak mwia, wiele mskiego, by to wynik pracy
w fabryce i przebywania staego z mczyznami.
 Nie powinna pani nosi tej chustki na gowie, to pani szpeci.
 Zabawna jeste, Zosiu, z t uwag.
 Ale, o!  trzasna si w biodro, pocigna za nos bardzo zgrabny o malekich przelicznie wykrojonych
nozdrzach i zacza przepina wosy przed maym zwierciadekiem, wiszcym na cianie.
 Ale ty jeste coraz adniejsza, moja Zosiu!
 Ba! Powiedzia mi to samo wczoraj mody Kessler, ten, co jest u nas w przdzalni dyrektorem.
Rozemiaa si swobodnie.
 Ciebie to cieszy?
 Mnie to wszystko jedno. Wszystkie facety mi to mwi, ale ja si z tego miej  wyd-a pogardliwie mocno czerwone usta, ale zna byo po janiejcej zadowoleniem twarzy, e
te uznania j raduj.
Gadaa bezustannie, opowiadajc rne szczegy o robotnicach z ich fabryki, o majstrach,
o dyrektorach; pomagaa pniej Jasklskiej porozbiera do snu dzieci, ktre si mocno temu
opieray, bo wszystkie przepaday za ni, tak je umiaa zaj i zabawi.
 Wie pani, sprzedaam i te kapy szydekowe, i dwa kaftaniki. Pienidze bd w sobot,
po wypacie.
 Bg ci zapa, Zosiu!
 Co tam! Niech pani takich kaftanw zrobi wicej, tylko troch ozdobniejszych, to ju ja
je wtryni naszym.
 Kt kupi kapy?
 Mody Kessler. Zobaczy, e w podwieczorek pokazywaam w kantorze, zabra je do
domu i powiedzia, e matka kupia; nawet si nie targowa, to fajny facet! Anto, a pamitasz,
jakemy w przeszym roku tacowali na Mani?
 Pamitam  odpowiedzia ywo.
 W tym roku ma fabryka wyprawi wszystkim majwk, pojedziemy do Rudy. Ja tam, eby
nawet mama na gowie stawaa, to musz z ojcem pojecha. Jziu, gralicie w niedziel?
 Gralimy, ale Adasia nie byo, w domu by?
 Co tam Ada, on ju nie by w domu z miesic, podobno cigle przesiaduje u tych pa
na Spacerowej, a to podobno s jakie lafiryndy.
 Nie mw tak, Zosiu, ja znam dobrze pani apisk i pani Steck, to bardzo porzdne
kobiety, straciy jak i my majtek, a teraz ciko pracuj, jak wszyscy.
 Ja tam nie wiem, mama mwia, ale mama tak e czasami, a si kurzy, a na te panie
wci wygaduje, moe dlatego, e Adam tam wci przesiaduje.
Adam by to Malinowski, ten popielaty blondyn z zielonymi oczami, a Zoki brat rodzony.
 Ojciec chodzi na nocn robot?
 A jake, dyma od dziesitej do szstej rano.
 Wie mama  przerwa milczenie Jzio.  Spotkaem dzisiaj w poudnie na Piotrkowskiej
Stacha Wilczka, tego, co mi dawa korepetycje w szstej klasie, syna organisty z Kurowa.
Pamita go mama? By u nas raz na wakacjach.
 C on w odzi robi?
 Nie wiem, mwi, e robi wszystko, suy w ekspedycji kolejowej, ale prowadzi przy
tym rne przedsibiorstwa: trzyma konie, ktrymi wozi wgle ze stacji do fabryk, ma skad
drzewa na Mikoajewskiej i podobno otwiera w Warszawie sklep z resztkami z fabryk zgierskich.
Namawia mnie, ebym przyj miejsce w jego skadzie.
 Ce mu powiedzia?
 Odmwiem stanowczo, bo chocia paciby wicej, ale kto wie, jak on dugo moe
potrwa.
 Dobrze zrobi, a przy tym by w zalenoci od jakiego organiciaka. Pamitam go dobrze
jeszcze z tych czasw, kiedy do nas przynosi opatki na Boe Narodzenie.
 Przystojny facet?  zapytaa Zosia.
 O, przystojny i tak si elegancko ubiera, jakby by co najmniej wacicielem fabryki.
 Kania si mamie i powiedzia, e przyjdzie nas odwiedzi.
 Mj Jziu, niechaj nie przychodzi lepiej, po co ma widzie jak i gdzie mieszkamy, nie,
nie, nie, sprawiaby mi przykro wielk ta wizyta. Niech mu tam Pan Bg dopomaga w interesach,
ale po co ma zna nasze pooenie.
 Ale bo, widzi pani, taki to moe si czasem przyda.
 Moja Zosiu, ju my od takich nie bdziemy da pomocy  przerwaa jej dosy cierpko,
bo caa jej duma si oburzya, aby bra cokolwiek od jakiego chopaka, ktremu w lepszych
czasach sama pomagaa dosta si do gimnazjum, od syna jakiego organisty, ktrego
si przyjmowao w przedpokoju i obdarowywao rnymi produktami.
Ta moliwo wydaa si potworna dla jej dumy rodowej.
 Ojciec idzie z doktorem  szepn Anto usyszawszy gosy w korytarzu.
Wszed istotnie Jasklski, poprzedzany przez Wysockiego, o ktrym mwiono, e ma
klientel najliczniejsz w odzi, ale za to jest na utrzymaniu u wasnej matki, bo leczy tylko
sam ndz.
Pozdrowi wszystkich przyjanie, zatrzymujc duej oczy na Zoce, ktra wysuna si
naprzd, aby by lepiej widzian, a potem wzi si do egzaminowania chorego.
Zoka pomagaa mu tak gorliwie unosi Antosia, tak si wci krcia koo ka, e zniecierpliwiony
powiedzia:
 Prosz nas samych zostawi.
Zirytowana posza za zason, gdzie Jasklski siedzia na pace od wgli i prawie z paczem
usprawiedliwia si przed on.
 Jak honor kocham, pijany nie jestem. Spotkaem si ze Stawskim, pamitasz go? Przyjecha do odzi, sierota, bo i jego tak samo jak nas Szwaby wyuskay z majtku. Poszlimy do
Polskiego Hotelu, spakalimy si nad nasz dol, wypilimy po kieliszku i masz ca bib
nasz, a pniej nastrczyem jednemu ydowi konie do kupna i znowumy pili litkup84,
i wicej ju nic. Byem u Szwarca, miejsce ju zajte, ale podobno otwiera si jakie miejsce
w magazynach kolejowych, jutro pjd do dyrektora, moe mi si uda dosta.
 Jak zawsze ci si udaje  szepna cicho i z gorycz i patrzya z niepokojem na Antosia
i doktora.
Jasklski utkwi zaczerwienione oczy w lampce i milcza. W jego obrzkej twarzy
o sumiastych wsach jasnych tkwia rozpaczliwa bezradno i jakie tragiczne prawie niedostwo.
By istotnie typem niedogi.
Przez niedostwo straci swj i ony majtek, przez niedostwo nie mg od dwch lat
znale miejsca, bo jeli dosta jakie ze staraniem przyjaci, traci rwnie przez niedostwo.
Mia wielk rozmikczon czuo, sab nadzwyczaj gow, wytrwaoci ani za grosz,
paka z najmniejszego powodu, y nadziej spadkw i zmiany na lepsze, a tymczasem szuka miejsca, strczy konie i rozpija si powoli, take z niedostwa, nie majc siy oprze
si sposobnociom, i pozwala rodzinie gin z ndzy, bo sam nie potrafi temu zaradzi,
a zreszt nic nie umia i do niczego nie by zdolnym.
Ona, Jasklska, zacza szy kaftaniki, fartuchy, czepki i chodzia w niedziel sprzedawa
na Stare Miasto; zacza przyjmowa pranie od robotnikw, mieszkajcych w tym domu, ale
zbrako jej si; zacza stoowa tyche robotnikw, ale i to nie wystarczao; wic cho wiedzc, e nic nie umie, zacza dawa lekcje dziewczynkom rnych majstrw i oficjalistw
fabrycznych, lekcje jzykw polskiego i francuskiego i gry na fortepianie.
Te wszystkie sposoby zarobkowania, ta praca wytona, po osiemnacie godzin dziennie,
dawaa jej razem rubli dziesi miesicznie.
Bronia jednak wszystkich od godowej mierci i obronia.
Zaczo si ich pooenie poprawia od pewnego czasu, gdy Jzio zarabia pocz po
dwadziecia rubli miesicznie i oddawa matce co do grosza.
 C, panie doktorze?  zapytaa podchodzc do niego, gdy skoczy konsultacj.
 Bez zmiany. Lekarstwa dawa te same, a do mleka mona dolewa koniaku.
Wyj z palta butelk i pudeko z proszkami.
 Wic jake?  zapytaa tak cicho, e raczej si domyli, ni usysza.
 Nic nie wiadomo. Tylko potrzeba go wysa na wie, jak tylko zrobi si ciepo. Myla-em o koloniach letnich, ale to nie dla niego. W kadym razie dwoje starszych, mog si postara,
aby wysano z innymi, kilka tygodni na wsi zrobi im doskonale.
 Dzikuj panu  szeptaa.
 No, zuchu, pojedziemy w lecie na traw, co?
 Dobrze, panie doktorze.
 A lubisz czyta?
 Bardzo, tylko e ju wszystkie ksiki, nawet stare kalendarze, przeczytaem.
 Przyl ci jutro nowe ksiki, ale co przeczytasz, musisz mi opowiedzie.
Anto ciska mu mocno rk nie mogc sowa przemwi z radoci.
 No, bd zdrw, za par dni znowu zajrz do ciebie.
Pogaska go dobrotliwie po spoconym i zimnym czole i zacz ka palto.
 Panie doktorze  szepn niemiao.  One tak pachn, te fioki. Mj zoty doktorze,
niech je pan wemie. Pan taki dobry dla mnie jak mama, jak Jzio, niech pan wemie, mnie
daa Zoka, niech pan wemie  prosi cichutko i tak serdecznie, e Wysocki z umiechem
rozrzewnienia fioki przypi do klapy palta.
Kiedy si egna, Jasklska chciaa mu wsun w rk rubla. Odskoczy jak oparzony.
 Bez gupstw, prosz pani  wykrzykn zirytowany.
 Ale nie mog wymaga, aby doktr powica tyle czasu i trudw... nie.
 Zreszt, ju mi may zapaci. Dobranoc pani.
Znikn w korytarzu z Jasklskim, ktry go odprowadza przez zauki do Piotrkowskiej.
 Gupie fanaberie szlacheckie  mrucza Wysocki biegnc tak szybko, e Jasklski nie
mg nady.
 Nie ma doktr nic dla mnie?  zapyta niemiao, rwnajc si z nim wreszcie.
 Miejsca s, tylko tam potrzeba robi.
 Wic ja pracowa nie chc?
 Moe pan i chcesz, tylko to nie wystarcza w odzi, tu trzeba umie pracowa. Dlaczeg pan nie siedzia u Weisblata? miejsce byo nieze.
 Sowo honoru, nie winienem nic. Dyrektor mnie przeladowa tak, e nie mogem wytrzyma,
obraano mnie cigle...
 Tych, co obraaj, bije si po zbach, a przede wszystkim nie daje si powodw ani do
artw, ani do obraz. Musiaem si wstydzi za pana.
 Dlaczego, przecie pracowaem uczciwie.
 Wiem, ale musiaem wstydzi si paskiego niedostwa.
 Tak robiem, jak umiaem i mogem  szepn ze zami w gosie.
 Nie pacz no pan, u diaba, nie facjenduje85 mi pan lepego konia, wic wierz na zwyke sowo.
 Sowo honoru daj, ale pan mnie obraa...
 Wic wracaj pan z Bogiem do domu, sam trafi na Piotrkowsk.
 egnam  rzuci krtko Jasklski i zawrci do powrotu.
Wysockiemu wstyd byo wasnej brutalnoci wzgldem tego niedogi, ale bo go tak irytowa, e nie mg si powstrzyma.
 Panie Jasklski  zawoa za odchodzcym.
 Sucham pana.
 Moe panu potrzeba pienidzy, kilka rubli mog poyczy.
 A nie, sowo honoru daj, e dzikuj  broni si sabo i ju zmik, i zapomnia o obrazie.
 We pan, oddasz mi pan razem, jak ten spadek po ciotce odbierzesz.
Wsadzi mu w rk trzy ruble i poszed.
Jasklski ze zami oglda pienidze pod latarni, wzdycha i powlk si do domu.
Wysocki przedosta si na Piotrkowsk i szed wolno w gr, peen gbokiego znkania
t ndz, jak codziennie widywa.
Wlk zmczonym, smutnym wzrokiem po miecie przycichym, po fabrykach, ktre majaczyy w gbi dziedzicw jak czarne, pice potwory, po nielicznych owietlonych oknach,
jakie patrzyy w czarn wilgotn noc. Czu si dziwnie zdenerwowanym i niespokojnym, mia
dusz pen lku niewytumaczonego i tych niepokojw dziwnych, ktre bez przyczyn zewntrznych
przylatuj, obsiadaj dusz i tak j strasz, e wtedy czowiek zdenerwowany
patrzy z obaw na domy, czy si nie wal na niego, czeka i spodziewa si jakich strasznych
wieci, myli o wszystkich nieszczciach, jakie ludzi spotykaj.
Wysocki by w podobnym nastroju.
Nie chciao mu si i do domu, nie chciao mu si nawet wstpi na gazety do cukierni,
obok ktrej przechodzi, obojtnym mu byo w tej chwili wszystko, bo zacza mu si w dusz
wera coraz silniej zmora niepokoju.
 Gupie ycie prowadz  myla.  Zupenie gupie!
Przed teatrem spotka si oko w oko z Mel, sza z R z przedstawienia, powz jecha
za nimi.
Przywita si dosy obojtnie i chcia egna zarazem.
 Nie odprowadzisz nas?
 Nie chciaem wam przeszkadza.
 Chod na herbat, w domu musi ju czeka Bernard.
Poszed w milczeniu, nie odzywa si, bo nie chciao mu si mwi nawet.
 Co tobie, Wysocki?
 Nic, prcz zwykego zdenerwowania i jakiej ostrej apatii.
 Spotkao ci co zego?
 Nie, ale oczekuj na z wie, a nigdy mnie jeszcze przeczucie nie zawiodo.
 Mnie tak samo, ale wstydziam si przyznawa  szepna Mela.
 A przy tym byem u ndzarzy dzisiaj, naykaem si tyle widokw niedoli ludzkiej, e
si upiem.
Wstrzsn si nerwowo.
 Jeste chory na lito, jak mwi o tobie Bernard.
 Bernard  zawoa mocniej  on ma stae delirium tremens86 opluwania wszystkiego, on
jest jak lepy, ktry chce wmawia we wszystkich, e nic nie ma, poniewa sam nie widzi.
 Co to za ndzarze? moe by im pomc?  zapytaa Mela.
Opowiedzia im pooenie Jasklskich i kilku innych rodzin robotniczych.
Suchaa ze wspczuciem, notujc w pamici adresy.
 Dlaczego ludzie musz si tak mczy? za co?  szepna.
 Teraz ja si spytam, co tobie, Mela? Masz zy w gosie?
 Nie pytaj, nie chciej wiedzie nawet.
Pochylia gow na piersi.
Nie pyta si, popatrzy si na jej twarz i zapad znowu w zadum.
Patrzy w puste, umilke ulice, upunktowane szeregami latar, na szeregi domw podobnych
do skamieniaych gw potworw, lecych obok siebie, ktre zdaway si drga szybami
okien w wietle tawym ulicy, jakby przez ciki i niespokojny sen.
 Co jej jest?  myla ogarniajc rozpalonym spojrzeniem jej gow i czu, e ten jej smutek
zaczyna go bole i nka.
 Nie bardzo musiaycie si bawi w teatrze?
 Przeciwnie! Ale straszna jest potga mioci!  mwia Ra, jakby wypowiadajc dalszy
cig myli.  Jak ta Safo cierpiaa! Wszystkie jej krzyki, bagania, wszystkie jej boleci
pamitam, mam je w sobie jeszcze. Przerazia mnie taka mio, nie rozumiem jej, wtpi
nawet, czy mona tak bardzo czu, tak zupenie odda si mioci, tak przepa w niej.
 Mona... mona...  szepna cicho Mela podnoszc oczy.
 Przejd na moj stron, Wysocki! Daj mi rk.
I gdy to zrobi, wzia jego chud rk i przyoya do czoa i twarzy rozpalonej.
 Czujesz, jak jestem zgorczkowana?
 Strasznie. Po c chodzi na takie denerwujce sztuki?
 Wic c ja w kocu robi bd!  wykrzykna bolenie i rozszerzonymi oczami zawisa na jego twarzy.  Ty mi nie dasz rady adnej na nud, a mnie si ju znudziy wszystkie
fiksy87, nudz mnie przejadki po miecie, nudz mnie wyjazdy za granic, bo nie cierpi
hotelowego ycia, a teatr jeszcze mnie zajmuje czasem, bo zatarga nerwami, zdenerwuje, a lubi,
gdy mn co zatarga do gbi.
 Co jest Meli?  przerwa, nie syszc, co mwia.
 Zaraz si dowiesz.
 Nie, nie, nie  zaprzeczya Mela, dosyszawszy zapytanie i odpowied.
Weszli do owietlonego przedpokoju paacu Mendelsohna.
 Pan Endelman jest?  rzucia Ra zapytanie lokajowi, razem z kapeluszem i dug peleryn.
 W myliwskim pokoju i prosi, eby tam janie pastwo przyszli.
 Chodmy do myliwskiego, tam bdzie cieplej ni w moim buduarze, cieplej ni tutaj 
mwia, prowadzc ich przez szereg pokojw, sabo rozwietlanych przez kandelabr szecioramienny,
jakim owietla drog lokaj.
Pokj by Stanisawa Mendelsohna, modszego syna Szai, a nazwa jego pochodzia od
dywanu ze skr tygrysich i takiche portier u drzwi i od mebli z rogw bawolich, obitych
skr o dugim, popielatym wosiu; masy broni wisiay na cianie dookoa olbrzymiego baosia z potnymi opatkowatymi rogami.
 Czekam ca godzin  odezwa si Bernard, nie wstajc nawet na powitanie; siedzia
pod osiem i pi herbat.
 Dlaczego nie przyszede po nas do teatru?
 Bo nigdy nie chodz na szopki teatralne, przecie o tym wiesz, to dobre dla was!
Skrzywi si pogardliwie.
 Pozer!  szepna Ra lekcewaco.
Skupili si przy stoliku, ale nikt nie mia ochoty mwi.
Lokaj porozstawia herbat.
Cisza cika i nudna rozlaa si po gabinecie, trzeszczay tylko zapaki, bo Bernard co
chwila zapala papierosa, lub dochodzi guchy stuk bil bilardowych uderzajcych o siebie.
 Kto gra?
 Stanisaw z Kesslerem.
 Widziae si z nimi?
 Znudzili mnie prdko, a jeszcze prdzej ograli. Moe nareszcie zaczniecie mwi!
Nikt jednak nie zaczyna.
Mel nurtoway jakie przykre myli, patrzya smutnie na R i obcieraa co chwila za-zawione oczy.
 Mela, jeste brzydka dzisiaj. Kobiety paksiwe s podobne do zmoczonych parasoli, zamkn je czy rozpi  zawsze kapi. Nie cierpi ez babskich, bo s albo faszywe, albo gupie.
Tumani lub pyn z powodw najbahszych.
 Daj spokj, Bernard, bo dzisiaj nawet twoje porwnania przechodz bez adnego wraenia.
 Niechaj mwi, to jego specjalno.
 No i ty, Ra, nie wygldasz wietnie. Masz tak min, jakby ci kto w przedpokoju mocno
wyciska i wycaowa, jakby ten sodki akt przerwano gwatownie w najlepszym miejscu...
 Wcale nie jeste wytworny dzisiaj.
 Nie idzie mi o to zupenie.
 Wic po c mwisz gupstwa!
 Po to mwi, e usypiacie wszyscy, e ty, Wysocki, wygldasz jak ojwka, ktra kopci
na szabasowym stole i okapuje smtkiem na urocze Sulamity.
 Nie czuj si tak dobrze na wiecie jak ty.
 Masz racj, mnie jest bardzo dobrze  zacz si mia nerwowo i zapala papierosa rwnoczenie.
 Znowu poza!  zawoaa, bo j niecierpliwi.
 Ra!  wykrzykn, podrywajc si jakby podcity biczem.  Albo przyjmuj wszystko,
co mwi, albo mnie wicej nie zobaczysz u siebie.
 Irytujesz si, a ja nie chciaam ci obraa.
 Irytuj mnie twoje definicje. Nazywasz mnie pozerem, a nie znasz mnie zupenie. Co
moesz o mnie wiedzie, o moim yciu; c mog wiedzie panny, ktre jeszcze nie wyszy
z zakresu gaganw i nudy panieskiej  o mczynie! nic, absolutnie nic prcz tego: jak
ubrany, jakie ma wosy i oczy, w kim si kocha, czy dobrze taczy itp. Znasz moj zewntrzn
garderob, a chcesz definiowa mnie caego. Woasz na mnie: Pozer! Dlaczego? e rzucam
czasem paradoks o marnoci ycia, pracy i pienidzy. Gdyby to mwi Wysocki, uwierzyaby, bo on nic nie ma i musi ciko pracowa; ja za pozuj, gdy na to wszystko pluj,
bo jake by panna moga zrozumie, e mwi to na serio, ja, czowiek bogaty, akcjonariusz
fabryki Kessler et Endelman! Zupenie tak samo na Mllera mwisz Bazen! bo widzisz
go tylko, jak u ciebie wywraca kozioki, opowiada kaway i przygody miosne, jest zabawnym,
ale poza tym Mllerem baznujcym jest jeszcze inny Mller, Mller, ktry myli, uczy
si, spostrzega, rozumuje  juci ani on, ani ja nie przychodzimy do ciebie z naszymi rozumowaniami,
z naszym wewntrznym ja, nie mwimy ci, co nas gnbi, gryzie lub zachwyca,
bo ty tego nie potrzebujesz; nudzisz si i potrzebujesz si nami bawi, wic istotnie stajemy
si baznami dla was, bo si nam podoba by czas jaki baznami i koziokowa w rny sposb
przed znudzonymi gskami dzkimi! Ogldacie nas jak towar na kontuarze, taksujecie
podug tego, o ile wam bdzie w nim do twarzy. A zreszt, mwi do kobiet rozumnie, to la
wod w sito.
 Moe jestemy gupie, ale ty jeste zarozumiay.
 A jeli nie spostrzegamy tego, o co mnie obwiniasz, to twoja wina, to wasza wina, e
nas traktujecie jak dzieci  zacza Mela.
 Bo jestecie i zostaniecie dziemi  rzuci ostro i powsta.
 Wic czemu masz pretensje, e nie postpuj jak doroli!
 Jeeli si gniewacie na mnie, to wychodz, dobranoc!  Szed ku drzwiom.
 Zosta, Bernard, prosz ci  zawoaa Ra zagradzajc mu sob wyjcie.
Pozosta, ale poszed do jednego z pokojw i siad przy fortepianie.
Ra chodzia po pokoju wzburzona jego sowami. Wysocki milcza, sowa Bernarda obijay mu si jak brzczenie, ktrego nie stara si rozezna, patrzy na Mel, ktra pooya
gow na stole i zapatrzya si tpo przed siebie.
 Usid przy mnie  szepna, czujc jego gorce spojrzenie.
 Co ci jest?  zapyta, pochylony nad jej twarz.
Gos przytumiony zadrga takim mikkim akcentem, e zapali w jej duszy jak dziwnie
sodk rado i obla jej twarz i donie pomieniem.
Nie odezwaa si jednak, bo zabrako jej gosu, a po tym chwilowym, rozkosznym wzruszeniu
taka wielka ao ni zatrzsa, ze zy byskay w jej szarych oczach, pooya twarz
na jego doni, trzymanej na stole, i zy dugo powstrzymywane posypay si jak grube ziarna
i spyway na jego rk rozpalonym potokiem.
Tak go te zy rozrzewniy, e zacz bezwiednym prawie ruchem gadzi jej wosy puszyste
i szepta cichym, przejtym tkliwoci i wzruszonym gosem jakie sowa prawie bez
zwizku.
Podsuwaa gow coraz bliej, bo kade dotknicie jego rki elektryzowao i przesycao
dziwn, nieopowiedzianie sodk rozkosz. Miaa szalon ochot pooy gow na jego piersiach,
zarzuci mu rce na szyj, przycisn si do niego i powiedzie wszystko, wszystko,
co j drczyo.
Jej pena tkliwoci dusza akna takiej pieszczoty, jak akna mioci, z ktr si baa
zdradza przed nim w tej chwili, powstrzymana jedynie jakim odruchem kobiecej wstydliwej
biernoci. Pakaa tak cicho, e tylko pynce zy i drenie nerwowe bladych ust mwio
o jej stanie.
Patrzya na niego przez te zy, ktre mu rozmikczay dusz, a takim dziwnym przejmoway go wzruszeniem, e ba si ulec pokusie ucaowania jej ust rozpalonych paczem. Nie
kocha jej bowiem, to, co czu, nawet w tej chwili, byo tylko wielkim wspczuciem dla cierpienia.
Nie spostrzeg nawet jej mioci do siebie, widzia przyja, bo pragn przyjani.
Bernard gra z coraz wiksz pasj, tuk fortepian, rozbite, haaliwe dwiki jakiego
szalonego scherza huczay w pustych pokojach i drgay szalonym, drwicym miechem, ktry
zdawa si tarza po dywanach.
Ra chodzia po amfiladzie pokojw nie zwracajc na nic uwagi, co chwila wynurzaa
si z cieniw, przechodzia myliwski pokj i gina w dalszych, powracajc wkrtce tym
swoim cikim, koyszcym ruchem bioder.
Udawaa zamylenie, a w istocie chciaa da czas do porozumienia si Meli z Wysockim
i niecierpliwio j to, e siedzieli przy sobie nieruchomie i w milczeniu. Chciaa zobaczy,
jak bd sobie pada w ramiona z bekotem mioci na ustach, jak si bd zjada pocaunkami;
tak sobie wszystko dobrze naprzd wyobraaa i tak chciwie pragna widzie podobn
scen, e co chwila odwracaa si spacerujc, aby ich zapa na tym caowaniu.
 Niedoga!  mylaa ze zoci i przystanwszy przed drzwiami, z ciemnoci przypatrywaa si jego gowie i twarzy.
 Ostryga!  mrukna niechtnie i zwrcia si do Bernarda, ktry skoczy gra.
 Pierwsza! Dobranoc, Ra, id do domu.
 Idziemy razem  zawoaa Mela.  Jeli chcesz, to ci podwioz, moje konie czekaj
przed bram.
Zwrcia si do Wysockiego, ktry jak senny zapina wci rozpinajce si guziki surduta.
 Mela, nie zapomnij, e w sobot urodziny Endelmanowej  zacza Ra na poegnanie.
 Bratowa mnie dzisiaj prosia, aby wam przypomnie, e jestecie z upragnieniem oczekiwane.
 Wczoraj dostaam zaproszenie, ale czy bd  nie wiem!
 Przyjdcie koniecznie, zobaczycie mas osobliwoci, bdziemy wsplnie kpi z bratowej.
Szykuje si niespodzianka dla askawych goci: koncert, nowy obraz i ta tajemnicza Trawiska.
 Bdziemy, warto j obejrze.
Wysocki sprowadzi Mel do powozu.
 Nie wsidziesz?  zapytaa zdumiona, bo podawa rk na poegnanie.
 Nie, daruje mi pani... Potrzebuj si przej... Jestem tak zdenerwowany  tumaczy si
dosy niewprawnie.
 A... to dobranoc panu!  powiedziaa z naciskiem, dotknita jego odmow, ale nie zwaajc na to, pocaowa j w rk. aowaa bardzo swej ostroci i jeszcze z powozu odwrci-a si do niego.
 Pjdmy gdzie do knajpy  rzek Bernard.
 Nie, dzikuj, nie jestem dzisiaj usposobiony.
 Pjdziemy do Chteau.
 Musz zaraz i do domu, matka na mnie czeka.
 Nie podoba mi si takie gadanie, ty cay jeste dziwny od pewnego czasu, wygldasz,
jakby pokn bakcyla mioci.
 Nie, daj ci sowo honoru, e si nie kocham.
 Kochasz si, tylko nie zdajesz sobie jeszcze z tego sprawy.
 To wiesz wicej ni ja sam, a w kime, jeli askawy?
 W Meli.
Wysocki zacz si mia dosy nieszczerze.
 Spudowae rzetelnie.
 Nie, ja si w tych sprawach nie myl nigdy.
 Przypumy, ale po co mi to mwisz?  zagadn dosy niechtnie.
 Bo mi ci al, e si kochasz w ydwce.
 Dlaczego?  zapyta.
 Bo ydwki s dobre do flirtu, Polki do kochania, a Niemki do zakadania obory zarodowej.
Ale ydwka na on dla ciebie  nigdy, lepiej si utop.
 A moe ja ci przeszkadzam? Bdmy szczerzy ze sob  zawoa porywczo Wysocki
przystajc.
 Nie, sowo honoru, e nie. Co za myl?  rozemia si sucho.  Ostrzegem ci tylko
z przyjani, bo pomidzy wami s za wielkie rnice rasowe, aby je moga wyrwna nawet
najszalesza mio. Nie psuj sobie rasy, nie e si z ydwk i bd zdrw.
Wsiad w dorok i pojecha do domu, a Wysocki szed znowu jak przed dwoma godzinami
Piotrkowsk, ale szed szybko i w zupenie innym usposobieniu.
Sowa Bernarda day mu wiele do mylenia, zacz si sam egzaminowa z uczu, jakie
w nim budzia Mela.
XI
Mela zamkna si w swoim pokoju i rozmylaa nad sob.
Leaa z otwartymi oczami i wsuchiwaa si w cisz nocy i w te gosy, jakie si w niej
odzywa zaczynay, gosy stanowczego protestu przeciw zamiarom ojca, bo wczoraj rano
przedstawi jej dosy stanowczo propozycj maesk, zwyk handlow ofert od wielkiej
sosnowickiej firmy Wolfisz et Landau, ktra miaa syna i pragna go oeni z crk firmy
Grnspan et Landsberger.
Oferta dla stron obu przedstawiaa si korzystnie. Mody Leopold Landau zgadza si, jemu
byo wszystko jedno, z kim si oeni, byle ona miaa posag w gotwce i w podanej wysokoci,
pienidze byy mu potrzebne do zaoenia interesu na wasn rk, a e Mela miaa
taki posag i e mu si do tego bardzo podobaa z fotografii, jak mu w tajemnicy dostarczyli
swatowie, to gotw by si oeni.
Czy go kochaa, czy bya mdra, czy gupia, zdrowa lub chora, dobra lub zonica  to mu
byo ganz fiksatuar!88  jak powiedzia porednikom.
Wczoraj przyjecha do odzi, eby si przyjrze tej swojej przyszej.
Papa podoba mu si bardzo. Mela go olnia, a fabryka zrobia na nim wraenie wietnego
interesu, ale z tym ostatnim si nie wygada przed starym, ale przeciwnie, ogldajc, robi
bardzo obojtn twarz i dosy pogardliwie przyglda si gotowym ju chustkom.
 dzkie!  szepta, przymruajc oczy.
 Nie bd pan gupi, to kurantny89 interes!  powiedzia porywczo Grnspan.
Leopold si nie obraa o zbytni szczero, w interesie nie ma gniewu, klepa pap poopatce i w najwikszej zgodzie powrcili na obiad.
Mela przemczya si przy stole i z nienawici w sercu suchaa sosnowickich komplementw
Landaua i zaraz, jak tylko moga, ucieka do Ry.
 P dnia zyskaam, a co jutro, co pniej?  mylaa teraz lec w ciemnoci i patrzc
na stor, przez ktr ksiyc sia na pokj zielonawe wiato, jakie drcym pyem lnio
na jasnym dywanie i na ciemnym, majolikowym piecu.  Nie zmusz mnie przecie, nie 
dodawaa mocniej i ze wstrtem mylaa o Leopoldzie, o jego wiewirczej twarzy; przejmowa j wprost fizycznym obrzydzeniem jego gos chrapliwy i wywinite, zalinione
murzyskie usta.
Przymykaa oczy, ukrywajc gow w poduszkach, aby si pozby tego przypomnienia.
Wzdrygaa si nerwowo, jakby pod obrzydliwym dotkniciem jego rk zimnych i spoconych,
ktre czua jeszcze; wytara odruchowo rce o kodr i przygldaa im si dugo pod ten ksiycowy brzask jakby z obaw, czy te dotknicia nie pozostawiy plugawego ladu.
Czua, e kocha Wysockiego ca moc duszy, e w nim kocha cay ten wiat, w jakim si
wychowywaa w Warszawie, wiat tak zupenie odmienny od otaczajcego.
Wiedziaa, e nie pjdzie za Leopolda, e potrafi si oprze wszelkim naleganiom ojca
i rodziny, i na tym postanowieniu wyczerpywaa si caa jej energia, a pniej ju mylaa tylko
o Wysockim, nie pytaa si nawet, czy on j kocha, za bardzo go sama kochaa, eby to
spostrzec lub przekona si o jego obojtnoci.
Nie powiedziaa mu dzisiaj o swoich cierpieniach, bo by taki zdenerwowany i smutny,
a zreszt czua si dziwnie oniemielon wobec niego, jak dziecko, ktre obawia si skary
przed starszymi. Dotkno j bolenie, e nie chcia z ni jecha, ale ten jego mocny ucisk
i pocaowanie rki przejmoway j rozkosznym dreszczem.
Leaa dugie godziny nieruchomo i rozpamitywaa cay okres ich znajomoci i wieczr
dzisiejszy; wypraa si i wciskaa silniej gow w poduszk, bo przypomnienie dotknicia
jego rk, to pogaskanie po wosach przejmoway j denerwujcym, sodkim dreszczem.
A pniej, gdy ju szary wit rozbiela coraz silniej wntrze pokoju, wydobywajc na jaw
dnia kontury mebli i sprztw, mylaa o znajomych doktorach, o ich powodzeniu.
Miaa dwie koleanki, ktre wyszy za doktorw i prowadziy dom otwarty wcale nie na
nisz stop ni niektre z on fabrykantw. To j uspokoio zupenie i przepeniona mylami,
jak by to ona prowadzia taki dom, w ktrym zbieraaby si caa inteligencja dzka 
zasna.
Obudzia si do pno i z wielkim blem gowy.
Rodzina caa bya zebrana przy drugim niadaniu, gdy wesza do jadalnego.
Nakarmia najpierw babk i nie zwracajc uwagi na podniesiony gos Zygmunta, ktry co
wykrzykiwa, siada do stou.
Grnspan, jak zwykle, chodzi po pokoju ze spodkiem penym herbaty, ktry podnosi do
ust obu rkami; by wystrojony w aksamitny winiowy szlafrok, haftowany zotem na konierzu
i rkawach, wyszywana rwnie aksamitna czapeczka tkwia mu na czubku gowy, twarz
mia bardzo rozjanion, herbat chlipa gono i w przerwach prdko odpowiada Zygmuntowi,
ktry si pieszy z jedzeniem, bo odjeda do Warszawy.
Stara ciotka, prowadzca gospodarstwo domowe, pakowaa mu walizk.
 Zygmunt, ja ci kad czyst bielizne, ty potrzebujesz czyst bielizne?
 Dobrze. Mwi ojcu  rzek Zygmunt  e nie ma co czeka, niech Grosman zaraz wyjedzie,
on jest chory naprawd. Ojciec si z Regin zajmie interesami.
 Co jest Albertowi?  zapytaa Mela, ktra od poaru fabryki stracia do dawn yczliwo.
 Ma feler w sercu, on si bardzo zmartwi tym ogniem.
 To by duy fajer, ja si sam baem  wycign spodek, aby Mela nalaa mu herbaty,
i dopiero zobaczy jej podkrone oczy i szar, jakby obrzk twarz.
 Co taka blada dzisiaj, moe chora? Nasz doktr zaraz bdzie w domu familijnym u jednego
robotnika, to mgby ci obejrze.
 Zdrowa jestem, nie mogam tylko wcale spa.
 Kochana Mela, ja wiem, dlaczego nie moga spa  wykrzykn uradowany i pogadzi
j po twarzy pieszczotliwie.  Potrzebowaa troch myle o nim, ja to rozumiem.
 O kim?  zapytaa, ostro.
 O swoim przyszym. Ale, przysya przeze mnie ukony, bdzie tutaj po poudniu.
 Nie mam adnego przyszego, a jak przyjdzie, to moesz go sobie, Zygmunt, przyj.
 Syszy ojciec, co ta gupia mwi?  wykrzykn ze zoci.
 Sza, Zygmunt, przed lubem wszystkie panny tak mwi.
 Jak si nazywa ten... pan?  zapytaa pod wpywem jakiej nowej myli.
 Ona nie pamita! co to za nowy kawa?
 Zygmunt, ja do ciebie si nie odzywam, to moesz da mi zupeny spokj.
 Ale ja do ciebie mwi, to mnie sucha powinna!  wykrzykn rozpinajc szybko
mundur, co robi zawsze w irytacji lub wzruszeniu.
 Sza... sza... dzieci. Ja ci powie, Mela, on si nazywa Leopold Landau, on jest z Czstochowy,
to jak chcesz, eby si nazywa? W Sosnowicach maj fabryk. Wolfisz et Landau to
solidna firma, samo nazwisko ma wag!
 Ale nie dla mnie!  odpowiedziaa dobitnie.
 Zygmu! ja tobie kad letni mundur, ty potrzebujesz letni mundur, co?
 Niech ciotka woy!  zawoa prdko i sam zacz pomaga jej w pakowaniu, i wkrtce
poegnawszy si z ojcem ju od drzwi zawoa:
 Mela, przyjad dopiero na twoje wesele.  Umiechn si zoliwie i wyszed.
Grnspan bez ceremonii zacz si przy pomocy Franciszka ubiera, bo chocia mia swj
pokj wspaniale urzdzony, ale nie mg si do niego przyzwyczai, wola zawsze pokj
brudniejszy i chociaby tok nili samotno. Mela milczaa, a ciotka, ta, chuda, zgarbiona
ydwka w rudej peruce, rozdzielonej na rodku gowy biaym sznurkiem, z twarz zapad i jakby zakurzon, o cikich, bezwadnie opadajcych powiekach, spod ktrych tliy
si zaropiae oczy, chodzia po pokoju ustawiajc w kredensie szklanki i talerze od niadania,
ktre zaraz mya w wielkiej miednicy.
 Niech to sobie Franciszek wemie dla dzieci  mruczaa zgarniajc z talerzy na cerat
kawaki chleba i ogryzione koci.
 Dla psw jedzenie takie, a nie dla moich dzieci!  odpowiedzia hardo, nie krpujc si
zupenie.
 Ty gupi cham jeste, jeszcze mona z tego ugotowa zup.
 A niech pani da kucharce, to ugotuje.
 Cicho, nie piskuj, Franek? Daj mi wody do umycia.
I ju prawie ubrany zacz si my, z wielk delikatnoci oblewajc swoje oblicze wod,
ale natomiast parskajc bardzo dononie.
 Co ty masz, Melu, przeciwko Leopoldowi Landau?
 Nic, bo go nie znam zupenie, przecie widziaam go po raz pierwszy.
 Po co wicej? Jak si interes zrobi, to bdziecie mieli czas pozna si lepiej.
 Powiem jeszcze raz ojcu stanowczo, e nie pjd za niego!
 Co ty patrzysz jak mucha w mliku!  krzykn na Franciszka, ktry si zaraz wynis
razem z ciotk. Wytar si starannie, uczesa, przypi wykadany konierzyk do dosy brudnej
koszuli, zaoy krawat, ktry mu j przykry w zupenoci, powkada do kieszeni zegarek
i szczoteczk z grzebieniem, wygaska przed lustrem brod, schowa pod kamizelk
dugie biae sznurki, woy kapelusz, nadzia palto, wzi parasol pod pach i wcigajc ciepe rkawiczki zapyta:
 Dlaczego nie chcesz i za niego?
 Nie kocham go i jest mi wstrtnym; a po drugie...
 Ha, ha! Kochana moja Mela ma mae rybki w gowie.
 By moe, ale pomimo to nie pjd za niego  zawoaa z wielk stanowczoci.
 Mela! ja nic nie powiem, bo ja jestem bardzo liberalny ojciec. Ja mgbym ci kaza, ja
mgbym wszystko zaatwi bez ciebie, a ja tego nie robie, dlaczego? bo ja ci kocham, Melu,
i daje ci czas do namysu. Ty si namylisz, ty jeste mdr dziewczyn i nie popsujesz takiego
kurantnego interesu, ty bdziesz, Mela, pierwsz osob na cae Sosnowice. Ja ci krtko
wytumacz.
Ale Mela nie chciaa sucha, odsuna gwatownie krzeso i wysza z pokoju.
 Te kobiety to zawsze maj swoj fanaberi!  mrukn nic zraony jej odmow ani wyjciem,
dopi zimn herbat i wyszed na miasto.
Przez kilka dni nie byo zupenie mowy o maestwie. Landau wyjecha, a Mela cae prawie
dnie przesiadywaa u Ry, aby jak najrzadziej widywa si z ojcem, ktry, spotkawszy
j wypadkowo, umiecha si pobaliwie, gaska po twarzy i pyta:
 Mela, nie chcesz jeszcze Leopolda Landau?
Zwykle nie odpowiadaa, ale bya zrozpaczona i zdenerwowana tym stanem. Nie wiedzia-a, co robi, na czym si to wszystko skoczy. Zaczo j do tego trapi niepokojce pytanie,
czy Wysocki j kocha? Pytanie to tkwio w jej mzgu jak iga i coraz bardziej kuo ciemnymi,
bolesnymi wtpliwociami. Byy chwile, w ktrych pomimo dosy rozwinitej dumy by-aby mu otwarcie wyznaa swoj mio, aby tylko usysze to upragnione sowo: kocham!
Ale Wysocki nie pokazywa si u Ry, spotkaa go raz tylko na ulicy, prowadzcego pod
rami matk, ukoni si jej i musia objania matce, komu si kania, bo Mela poczua na
sobie jej wzrok badawczy. Wybraa si z R do Endelmanw tylko dlatego, e miaa nadziej
spotka tam Wysockiego. Tylko nadziej, bo nie wiedziaa, czy tam bywa.
Jechay przez miasto wolno, bo dzie by pikny, ulice nieco obeschy i roiy si tumem
spacerujcych, wywitecznionych robotnikw, bo wypadao w sobot jakie uroczycie obchodzone
wito. Szaja jecha z nimi na przednim siedzeniu i bardzo troskliwie okrywa im
nogi pledem.
 Ra, ja mam ochot si przejecha, zgadnij gdzie? a jak zgadniesz, to ci zabior.
Spojrzaa bezwiednie w bkitne niebo wiszce nad miastem i zawoaa bez namysu:
 Do Woch!
 Zgada, moemy za par dni jecha.
 Pojad z tob, ale pod warunkiem, e Mela z nami pojedzie.
 Niech jedzie, bdzie nam wesoo w drodze.
 Dzikuj ci, Ra, ale sama wiesz, e nie mog, ojciec si na to nie zgodzi.
 Jak to si nie zgodzi? Jak ja chc, to Grnspan si nie zgodzi! Jutro bd u niego w tym
interesie i na drug sobot bdziemy sobie ju wchali kwiat pomaraczowy.
Ra ju znaa Wochy, bya tam z bratem i z bratow, ale teraz chciaa jecha, aby je pokaza
przyjacice. Stary Mendelsohn zna je rwnie, ale bardzo pobienie, bo mia mani,
e gdy mrozy cisny ziemi i niegi zasypay cay kraj, budzia si w nim gucha, niezmoona tsknota za socem i ciepem i dotd go nurtowaa, a kaza pakowa walizy, bra ktrego
z synw i jecha popiesznie, bez odpoczynku do Woch, do Nizzy albo do Hiszpanii.
Ale najdalej po dwch tygodniach by ju z powrotem. Nie mg i nie umia y bez tego
miasta; brakowao mu tych godzin szeciu, jakie musia przesiedzie w kantorze codziennie,
brakowao mu turkotu maszyn, szalonego ruchu, wytonego ycia fabryki, brakowao mu
odzi, wic zaledwie straci j z oczw, powraca stskniony. Przycigaa go, jak wielki magnes
przyciga opiki elazne.
 Papo! ale ja zaraz nie wrc z tob?
 Dobrze, ja take chce duej tam posiedzie, mnie ju d mczy.
Zajechali przed dwupitrowy dom, dosy szczliwie udajcy ciki paac w stylu florenckim,
stojcy w ogrodzie przy jednej z bocznych ulic i odgrodzony od niej elazn krat pokryt bluszczem, z ktrego wieciy zocone ostrza sztachet i niebieskie majolikowe wazony
ustawione na supach, rowic si krzewami azalii kwitncych, poustawianych tam specjalnie
na dzisiejsz uroczysto u Endelmanw.
Fabryki towarzystwa akcyjnego Kessler et Endelman zamykay ogrd czerwon olbrzymi
cian, byszczc w socu niezliczonymi oknami.
Stangret objecha klomb uoony z oraneryjnych kwiatw i krzeww i wjecha pod kolumnowy
podjazd, ktrego supy, objte bluszczem, dwigay na sobie teras, obwiedzion
drewnian balustrad, malowan na marmur.
Z dugiego przedsionka, wyoonego czerwonym dywanem, na rodku ktrego sta wielki
klomb kwitncych rododendronw, prowadziy na pierwsze pitro szerokie schody, wyoone
rwnie czerwonym dywanem i ubrane podwjnym rzdem obsypanych kwiatami azalii, ktre
jak smugi niegu odcinay si od cian obitych adamaszkiem ciemnoczerwonym.
Elektryczno zalewaa przedpokj i schody, skrzc si w ogromnych zwierciadach przedpokoju.
Kilku lokajw czarno ubranych, ze zotymi galonami na konierzach kurtek, rozdziewao
wchodzcych.
 Ale tu bardzo adnie!  szepna Mela idc po schodach z R.
 adnie  odpowiedzia pogardliwie Szaja i skuba niedbale kwiaty, i rzuca je na dywan,
depczc skrzypicymi butami.
Endelman wyszed a przed drzwi, wita ich z uniesieniem i ostentacyjnie wprowadzi do salonu.
 Pan prezes jest bardzo askaw, pan prezes, co?  koczy zapytaniem nadstawiajc ucha,
bo by guchym nieco.
 Chciaem ci zobaczy, Endelman, no, jak si masz?
Poklepa go przyjacielsko po opatkach.
 Bardzo dzikuj, ja si mam dobrze i moja ona te, co?
Gwar, jaki wrza w salonie, przycich z ich wejciem, kilkadziesit osb powstao na przywitanie
bawenianego krla, ktry w dugiej czarnej kapocie, w dugich lakierowanych butach
odrzyna si mocno od frakowych kostiumw zebranych.
Szed, przez salon z bardzo askawym umiechem, niektrym podawa rk, niektrych
klepa po ramionach, kobietom kiwa gow i przymruonymi oczami wodzi po salonie.
Mody Kessler podsun mu fotel; opad na niego ciko i zaraz otoczya go ciba ludzi.
 Pan prezes zmczony? Moe kieliszek szampaskiego, wybornej marki, co?
 Napij si  wyrzek uroczycie, przecierajc kolorow chustk okulary i gdy je zaoy,
zacz dopiero odpowiada na liczne zapytania.
 Jake zdrowie pana prezesa?
 Wrci pan prezes do dawnego apetytu?
 Kiedy prezes wyjeda do wd?
 Doskonale pan prezes wyglda!
 Dlaczego miabym le wyglda  odpowiedzia z umiechem i z pewnym lekcewacym znueniem sucha dalej chru gosw, a goni oczami za R, ktr otoczyo kilka
modych kobiet jasno ubranych.
Zgiek, troch haaliwy, zacz si zrywa z buduarw ssiadujcych z salonem i z sali
bufetowej, i z wielkiej grupy pa i panien siedzcych w rodku salonu.
Panoway dwa jzyki: francuskim mwiy prawie wszystkie ydwki mode i stare z nieliczn garci Polek; niemieckim posugiwali si ydzi, Niemcy i Polacy.
Gdzieniegdzie tylko i po cichu brzmiaa polska mowa, ktr si komunikowaa grupa inynierw, doktorw i innych specjalistw, do wybitnych na to, aby by zaproszonymi do
Endelmanw, i do niewielk grajcych rol wobec milionerw, aby zajmowa naczelne
miejsce w salonie.
Endelman powrci wkrtce, przed nim szed lokaj i na srebrnej tacy nis kieliszek,
srebrn wanienk i zamroon butelk szampaskiego.
Endelman podcina druty kapsla i gdy korek wyskoczy, sam nalewa perlcy napj i podawa.
Mendelsohn pi wolno i smakowa ze znawstwem.
 Nieze, dzikuj ci, Endelman.
 Myl, jedenacie rubli butelka.
Kilkanacie krzese, taburetw i niskich fotelikw utworzyo pkole, w rodku ktrego
siedzia Szaja, jak krl wrd dworzan i wasalw; surdut rozpi, e poy opady na ziemi
i odsoniy jedwabn atasow kamizelk, spod ktrej zwieszay si dwa biae sznurki, nog
zaoy na nog tak wysoko, e szpic jego buta by na wysokoci gw siedzcych, ktre za
kadym jego sowem pochylay si pokornie, usta milky w p wyrazu, gdy on mwi,
a wszyscy ledzili kady bysk jego czarnych wielkich renic. obwiedzionych zaczerwienionymi
powiekami, kade poruszenie chudej, tej rki o poobgryzanych paznokciach i pakowatych
palcach, gadzi dug siw brod i krtko ostrzyone siwe wosy, przez ktre rowia
si skra gowy.
Twarz mia koloru szafranu, bardzo chud i niesychanie ruchliw, nos garbaty i tak wyduony z powodu braku przednich zbw, e wisia mu nad ustami.
Mwi wolno, akcentujc kady wyraz i marszczc biae czoo, zapadnite na skroniach,
bardzo wypuke i bardzo pomarszczone w grube zastygnite fady.
Jego dwudziestu milionom skaday hod i czoobitno ndzne pojedycze miliony i nikczemne
setki tysicy rubli; otaczali go zgodnym harmonijnym koem ydzi, Niemcy i Polacy;
wobec jego potgi, cicej na wszystkich i hipnotyzujcej najtrzewiejszych, znikay
rasowe antagonizmy, konkurencyjne nienawici, osobiste nieprzyjanie  bo wobec tego
szczupaka wszyscy czuli si kiebiami i czekali z niepokojem, rycho zechce ich pokn, jak
okrela Dawid Halpern stosunek maych fabrykantw do Szai, ale Szaja by dzisiaj w dobrym
humorze, nie chcia rozmawia a interesach, a zacz artowa z niektrych.
 Kipman, ty masz brzuch, jakby tam schowa sztuk perkalu.
 Dlaczego ja miabym schowa sztuk perkalu w brzuch, ja jestem chory, ja zaraz musz
jecha do Karlsbadu.
I tak sobie rozmawiali dalej milionerzy dzcy, a salon wrza coraz silniejszym yciem, bo
co chwila kto przybywa.
Endelmanowa robia honory domu z wielk wpraw i godnoci, m jej pomaga energicznie,
bo co chwila sycha byo jego przenikliwe: co?
Szum jedwabnych sukien, szept rozmw i zapachy perfum i kwiatw zapeniay z wolna
ten olbrzymi salon, jeden z najwspanialszych w odzi.
Towarzystwo dzielio si wci na grupy, ktre nikny prawie w ogromie salonu, w masie
mebli porozstawianych i w kilku bocznych buduarach.
Salon by naronikowy z oknami na ogrody, poza ktrymi niby kije sterczay kominy fabryk.
te jedwabne story nie przepuszczay soca do wntrza, rozsieway zotawy pmrok,
w ktrym niewyranymi zarysami byszczay ze cian ramy obrazw, brzowe ozdoby mebli
i lnica jedwabna materia, obcigajca ciany, pohaftowana w bladozielone gazki i kwiatki,
o bardzo delikatnym rysunku; bladozielone lamperie zarzucone zotymi haftami kwiatw
trzymay niby w ramie ciany i stanowiy otoczk dla sufitu, na ktrym by rozpity rodzaj
plafonu, przeliczne malowido przedstawiajce scen a la Watteau: ka, strzpiaste drzewa,
strumyk wijcy si srebrn wstg przez murawy pene kwiatw, wrd ktrych pasy si
baranki z niebieskimi wsteczkami na biaych runach karkw, a gromada pasterzy i pasterek
w perukach, w krtkich kostiumach taczya kadryla przy dwikach formingi90, na ktrej
wygrywa ryy faun.
W naroniku salonu wznosia swoje brzowe ksztaty wdziczna Diana z Fontainebleau,
wrd r biaych i purpurowych, ktre delikatnymi pdami piy si na marmurowy postument
i plamiy barwami popielatozielonawy ton brzu.
Na tym tle siedzia Mendelsohn i gromada fabrykantw.
Kilka garniturw w najczystszym stylu Ludwika XIV, biaych ze zotem, z pokryciami
malowanymi lub haftowanymi w bladozielone barwy, stao pod cianami, pod szeregiem obrazw,
przewanie bardzo cennych, bo Endelmanowie mieli ca galeri zbieran nie tyle ze
znawstwem, ile z namitnoci; prcz tych mebli stao jeszcze dosy w innych stylach, byo
peno stolikw inkrustowanych, obijanych materiami, chiskich fotelikw ze zoconego bambusu
z wybiciami z jaskrawych jedwabiw, ardinierek zoconych, penych kwiatw; na marmurowym
stylowym kominku pon wielki ogie i rzuca krwawo-zoty brzask na kilka
modych panien, pomidzy ktrymi siedziay Ra i Mela.
Endelmanowa, wspaniaa w swojej toalecie z ciemnowiniowego aksamitu, ubranej podug
panujcej mody imitacjami drogich kamieni przy gorsie bardzo wydatnym, zbliya si do Ry.
 Jeli si nie bawicie, to wam przyl Bernarda.
 Moe ma pani kogo zabawniejszego.
 Znudzi ju pani?
 Na co dzie dobry, ale przy dzisiejszej uroczystoci wolaabym jak zmian.
 Przyprowadz wam Kesslera albo Borowieckiego.
 Jest i pan Borowiecki?  zagadna ciekawie, bo widziaa przed chwil Likiertow.
 Caa d jest u nas!  powiedziaa z zadowoleniem i na jej odwinitych ustach, podobnych
do wydeptanych mocno stopni, wykwit umiech, z ktrym odesza wspaniaym, majestatycznym
krokiem, w aureoli ufryzowanych szpakowatych wosw, spitych brylantowymi
szpilkami; dua rozlana twarz o cienkim zgrabnym nosie i maych czarnych oczkach mocno
podkrelonych janiaa dum.
Rozmawiaa ze wszystkimi, bya wszdzie, ale co pewien czas spogldaa na wielkie sztalugi
pokryte zason i otoczone wiecem laurowym, ktre stay pod jednym z okien, i na
wszystkie zapytania, co si tam kryje, odpowiadaa tajemniczo:
 Niespodzianka! cud! Panie Endelman  woaa podniesionym gosem na ma, ktry
piesznie przybiega na to wezwanie i z rk przy uchu sucha rozkazw ony, i pieszy je
natychmiast wykonywa.
W bufecie, urzdzonym w jednym z bocznych pokojw, byo kilkunastu wyfraczonych
mczyzn, pomidzy ktrymi sta Borowiecki z Trawiskim i ze starym Mllerem, ktry wicej
czerwony ni zwykle, gada gono i pogardliwie plu na posadzk, wymyla na ydw,
bo go podrani przepych mieszkania Endelmanw i ich wielkopaskie maniery. Borowiecki
krci wsy i umiecha si tpo, a Trawiski patrzy na on, ktra pierwszy raz dzisiaj wystpowaa w odzi na tak wielkim zebraniu, siedziaa wpord gromady kobiet i gasia
wszystkie swoj arystokratyczn urod i wykwintn prostot stroju.
Musiaa si nudzi wrd tego banalnego szczebiotu kobiet, bo odpowiadaa krtko i wodzia oczami po obrazach i dzieach sztuki rozrzuconych po salonie; wa jedwabiw, koronek,
aksamitw, obrzucony mas drogich kamieni, byszczcy wszystkimi kolorami tczy,
ponad ktrymi wznosiy si jakby nasadzone gwki kobiet, tworzy dla niej wspania ram,
z ktrej jej biaa suknia, zapita pod szyj i cinita w stanie zotym paskiem, mocno wystpowaa.
 Kto to ta liczna kobieta?  zapyta Grosglik.
 Moja ona, panie.
 A, to panu winszuj, to anio, to cztery razy anio nie kobieta!  wykrzykn bankier
i zmusi Trawiskiego, e musia i go przedstawi.
 Panie Borowiecki, pan wielu pa nie zna?  pyta Bernard.
 A dosy, moe pan mnie przedstawi?
 To moja dzisiejsza funkcja.
Wzi Borowieckiego pod rami i weszli do salonu, gdzie ju jaki dugowosy mistrz prbowa fortepianu, przed chwil wtoczonego z jednego z buduarw.
 Bdzie i muzyka?
 Spytaj pan, czego nie bdzie, na to atwiej odpowiem. Pan po raz pierwszy na przyjciu
bratowej?
 Tak, jako nigdy przedtem nie mogem si wybra.
 A, to pana auj.
 Dlaczego, e wczeniej nie byem?
 Tak, bo miaby pan te nudy ju za sob  drwi lekko Bernard.
 O, przeciwnie...
 Uwaga, zaczynamy! Milion okrgy!  szepn, przedstawiajc go Mllerwnie.
 O, my si znamy dobrze!  zawoaa Mada z radoci, wycigajc rk.
 Powiedzcie sobie, pastwo, co przyjemnego, a ja wrc za chwil po pana.
 Ja ju usyszaem przed chwil  szepn Borowiecki, stajc przed ni.
 To si liczy  zawoaa naiwnie.
 I liczy, i dobrze pamita.
 Ach, jaki pan dobry!  wykrzykna i szybko urwaa przysaniajc twarz wachlarzem.
Obrzuci j spojrzeniem, pod ktrym rozczerwienia si caa. Wygldaa dzisiaj bardzo adnie
w rowej jedwabnej sukni, upitej biaymi konwaliami; te jak marchew wosy, spite
w grecki wze, odsaniay biay kark, pokryty niby puszkiem zotawym ctkami piegw, ktre,
gdy si rumienia, zabiegay krwi; zote obrczki rzs otaczajce jej bkitne porcelanowe
oczy, opady na renice i nie miay si podnie na niego.
 Bawi si pani dobrze?  zapyta powanie, aby j wyprowadzi z zakopotania.
 Nie... tak... prosz, niech pan usidzie przy mnie.
 Mama jest tutaj?
 A, nie; mama nie lubi takich zebra, bo, widzi pan, mama si musi krpowa, a gwnie
to mama nie chce z ydwkami razem bywa  skoczya cicho, umiechajc si za wachlarzem
ze strusich pir.
 A pani?
 Mnie wszystko jedno, tylko e si ogromnie nudziam z pocztku.
 A teraz?
 A teraz ju nie. Jak tylko pana zobaczyam, poczuam si swobodniejsz.
 Dzikuj pani.
Umiechn si.
 Czy powiedziaam co niewaciwego? To ju nic nie bd mwi ani ust nie otworz.
 Przeciwko temu protestuj bardzo gorco i energicznie.
 A nie, nie bd mwi, bo co powiem, to albo gupstwo, albo mieszno.
 Ani jedno, ani drugie, sucham pani nie tylko uwanie, ale i z przyjemnoci prawdziw.
 Chodmy dokoczy paszczyzn!  zawoa Bernard powracajc.
Borowiecki si skoni i odeszli, przeprowadzani wzrokiem Mady, ktra nie miaa go prosi,
aby powrci do niej.
 Dwiecie tysicy w wysortowanych towarach albo w niepewnych wekslach  szepta
znowu Bernard, przedstawiajc go brzydkiej, czarnej prawie od piegw pannie, ktrej gowa,
twarz i chudy biust zasypane byy pudrem i brylantami.
 Czy ma zby wasne  nie rcz, ale za brylanty odpowiadam.
 Pan jeste nieporwnanym ciceronem91.
 Znana rzecz w odzi. Zaraz pana do ruin doprowadz. Pidziesit tysicy bares geld
na st  ale papa moe si raz jeszcze spali, to posag si skwadratuje!
Niemoda, blada panna, o anemicznym spojrzeniu, zielonawej twarzy i sukni, umiechn-a si jakim bolesnawym umiechem, odsaniajc dugie rzadkie zby i sine dzisa.
Borowiecki si skoni i piesznie odszed, bo niemie, wprost przykre wraenie zrobia na
nim ta zgaszona twarz, podobna do zatrzymanego zegaru ze starej zakurzonej i obtuczonej
porcelany saskiej.
 Sto tysicy, kaprysw za dwiecie, a rozumu za trzy grosze  szepta przedstawiajc go
Feli, przyjacice Ry, ktra caa bya w ruchu, bo wosy si jej trzsy, oczy biegay, poruszaa nogami, ramionami, ustami, brwiami i wybuchaa co chwila wesoym dziecinnym miechem
i bya taka wdziczna, umiechnita, rozbawiona, tak przelicznie skadaa rczki, takim
naiwnym gosikiem szczebiotaa, tak si sodko wdziczya, e Borowiecki szepn:
 liczne dziecko!
 Tak, tylko w tym licznym dziewcztku siedzi przysza Mesalina!
Borowiecki nie mg zaprotestowa, bo si zbliali do Ry.
 Ra Mendelsohn! Nazwisko samo mwi: ile! ta druga, popielata, to Mela Grnspan,
posagu nie wymieni w cyfrach, ale mog pana objani, e to najlepsza i najrozumniejsza
panna w odzi  szepn i przedstawia go przyjacikom, ktre ciekawie mu si przyglday.
 Za chudy!  szepna Ra z tak min, e Mela nie moga si powstrzyma od
miechu.
A Bernard przedstawi go jeszcze kilkunastu kobietom starym i modym i wszdzie go
odpowiednio informowa, a skoczywszy prac puci wolno na rodku salonu.
Borowiecki stan przy cianie i ciekawie si przyglda zebranym. Na wprost niego byy
drzwi osonite zielono-zotymi portierami, prowadzce do buduaru, w ktrym siedziaa samotnie
Likiertowa i patrzya na niego, nie zauway na razie tego wzroku, bo go zajmoway
kolorowe grupy kobiet wrd mebli, kwiatw i zielonoci, skrzce si drogimi kamieniami
jak wystawy sklepowe zotnikw, i grupy czarnych frakw, porozrzucane na tle cian i na tle
tego przepychu barw strojw kobiecych jak czarne brzydkie kraby na tle gobelinu. Kilka starszych
pa, uginajcych si prawie pod mas koronek, zota i brylantw, siedziao obok niego
i rozmawiao tak gono, e si odsun nieco.
 Prawda, e to wspaniae, mona by z tego obraz namalowa  zagadna przechodzca
Endelmanowa pocigajc go za sob.
 Nieporwnane!
 Zabieram pana, bo kto chce pana pozna, tylko uprzedzam, e ten kto bardzo pikny
i bardzo niebezpieczny.
 Tym gorzej dla mnie  szepn tak skromnie, e Endelmanowa rozemiaa si i uderzajc go wachlarzem po rku, szepna sodko:
 Z pana jest czowiek niebezpieczny.
 Dla samego siebie najbardziej  odpowiedzia zupenie serio i wszed za ni do malekiego,
po chisku urzdzonego buduaru.
Przedstawia go synnej piknoci dzkiej, siedzcej niedbale na tej chiskiej sofie,
z filiank herbaty w rku.
 Musi mi pan wybaczy miao chociaby dla odwagi przyznania si, e dawno pragnam pozna pana.
 Doprawdy, ale nie godzien jestem tego zaszczytu  mwi znuony i znudzony, ogldajc si na salon, czy nie nadchodzi jaki wybawca.
 Mam jednak do pana pewien al!
 Czy nie do zapomnienia?  zapyta z umiechem, ledzc jej ywe ruchy.
 Z pewnoci zapomn, jeli pan okae skruch odpowiedni.
 Chocia nie wiem za co, auj jednak szczerze.
 al mj pochodzi std, e mi pan ma oczarowa.
 Czy narzeka, e bawi si wtedy le z nami?
 Przeciwnie, dowodzi bowiem, e pierwszy raz w yciu bawi si tak dobrze.
 Wic zamiast alu powinna pani zapaci mi wdzicznoci, i to podwjn.
 Dlaczego podwjn?
 e si bawi dobrze i swoj obecnoci nie popsu pani przejadki do Pabianic  doda
z naciskiem i bystro patrzy w jej oczy i brwi napite niepokojem.
Rozemiaa si sucho i zacza poprawia wspaniay naszyjnik z pere, osadzonych w brylanty,
ktry otacza jej marmurow, przelicznie uformowan szyj. W tym ruchu rkawiczki,
dochodzce a do ramion, zsuny si nieco i odsoniy klasycznie pikne rce; oddychaa
tak szybko, e do poowy tylko przysonite piersi wznosiy si i opaday.
Bya istotnie bardzo pikn, ale t such, klasyczn, zimn piknoci; szaro-stalowe bez
poysku oczy patrzyy jak zamarznita szyba pod przyczernionymi mocno brwiami, patrzya
dugo na Karola i w kocu szepna:
 Dlaczego Lucy nie przysza?
I lekka ironia zamigotaa w jej oczach.
 Nie wiem, bo nie wiem, kogo pani ma na myli  rzek spokojnie na pozr.
 Pani Zukerowa.
 Nie wiedziaem, e pani Zuker ma takie imi.
 Dawno si pan z ni widzia?
 Musz rozumie pytanie, abym mg na nie odpowiedzie.
 Ach, pan nie rozumie!  powiedziaa przecigle z umiechem i bysna rzdem wspaniaych zbw spoza maych bardzo i wycitych w uk amora ust.
 Pani mnie indaguje?  zapyta dosy porywczo, bo go irytowao jej spojrzenie i ta chtka
udrczania, jaka si przewijaa w jej twarzy. cigna brwi lekko i patrzya si w niego
spojrzeniem Junony, do ktrej bya bardzo podobna.
 Nie, panie, ja pytam tylko o Lucy, o nasz serdeczn przyjacik, bo i ja j kocham nie
mniej, moe tylko troch inaczej  dodaa agodnie.
 Musz pani wierzy, e pani Z. jest godn kochania.
 I jest godn niezapierania si tej mioci, panie Borowiecki. yjemy ze sob jak dwie
siostry i nie ukrywamy przed sob nic  powiedziaa z naciskiem.
 Wic?  zapyta stumionym przez gniew gosem, bo zalaa go zo, e Lucy wypaplaa
przed t klasyczn lalk ich tajemnice.
 Wic trzeba mi ufa i stara si zasuy na moj przyja, ktra nieraz moe by bardzo
pomocna.
 Dobrze. Zaczynam od tej chwili.
Przesiad si na sof i pocaowa j w obnaone rami, bo bya wygorsowan pod pachy
i tylko paski naszywane drogimi kamieniami trzymay sukni na ramionach.
 T drog nie idzie si do wiernej, siostrzanej przyjani?  szepna, odsuwajc si nieco,
z umiechem.
 Ale przyja nie powinna mie tak cudownych ramion ani by tak pikn.
 Ani nie powinna zdradza takich gwatownych, ludoerczych instynktw  powiedziaa,
wstajc i rozprostowujc swoje rozwinite doskonale ksztaty, poprawia troskliwie kunsztownie
ufryzowane w waki na skroniach blond wosy i rzeka widzc, e i on podnis si:
 Pan zostanie na chwil, bylimy ze sob akurat tak dugo, e mog pana posdzi o mi-o do mnie.
 Czyby si pani gniewaa za tak mio?
 A Lucy, panie Karolu! Dobrzem powiedziaa, e pan jest ludoerc.
 A raczej piknoerc.
 Przyjmuj w czwartki, prosz przyj troch wczeniej!...
 Zobaczymy si jeszcze dzisiaj?
 Nie, bo ja zaraz wychodz, opuciam chore dziecko dla pana...
 Szkoda, e nie mog wyrazi swojej wdzicznoci tak, jak chciabym!  zawoa z umiechem,
ogarniajc spojrzeniem jej gors wspaniay i szyj.
Zakrya si wachlarzem, skina mu gow i posza, pokrywajc umiechem pewne zakopotanie.
 Panie Borowiecki, pani Trawiska o pana si dopomina!  zawoa Bernard.  Gdzie
pikna dyrektorowa?
 Posza sia oczami mier i zniszczenie  odrzek.
 Nudna baba!
 Czy pan bywa na jej czwartkach?
 C bym tam robi! Bywaj tylko jej wielbiciele i kochankowie: przeszli, obecni i przyszli...
Czekamy na pana!
Borowiecki czu si tak znudzonym, e zamiast i do Trawiskiej, chcia bokiem nieznacznie
przesun si do drzwi gwnych i wyj, ale przechodzc obok portier ssiedniego
buduaru spotka si oko w oko z Likiertow, swoj dawn mioci.
Cofna si z powrotem, a on, cignity nieprzeparcie jej spojrzeniem, poszed w lad za ni.
Nie mwili ze sob ju od roku, rozeszli si nagle, bez jednego sowa wyjanie; spotykali
si czasem na ulicy, w teatrze, witali si z daleka, jak obcy sobie zupenie, a jednak czsto
stawaa przed nim jej twarz dumna i smutna, jak wyrzut cichy i bolesny.
Kilkakrotnie chcia mwi z ni, ale zawsze brako mu odwagi, bo go trapio to, e nie
mia jej co powiedzie, nie kocha jej. A teraz to niespodziewane spotkanie oszoomio i przenikno bolesn mk.
 Dawno pana nie widziaam  powiedziaa spokojnie.
 Emma! Emma!  wyszepta bezwiednie, wpatrujc si w jej blad twarz.
 Prosz pastwa, w tej chwili rozpoczyna si koncert!  zawoaa Endelmanowa, obrzucajc ich spojrzeniem.
Jako zaraz rozleg si akompaniament fortepianu i czysty, dwiczny sopran zala melodi piosenki salon.
Wrzawa umilka i wszystkich oczy utony w piewaczce.
Ale oni nic nie syszeli prcz niespokojnego, trwoliwego bicia serc wasnych.
Emma usiada na niskim, wspartym na smokach foteliku, osonitym od kominka ekranem,
przez ktry zoty brzask ognia przecieka i zabarwia rem jej blad, o liliowym tonie twarz,
bardzo smutn twarz starzejcej si piknoci.
Borowiecki stan z boku i patrzy si spod spuszczonych nieco powiek na jej twarz jeszcze
bardzo pikn, ale ju poznaczon pazurami czasu; na skroniach zapadnitych rozwijaa
si caa sie drobnych zmarszczek i zbiegaa pod oczami, pod krlewskimi oczami, ktrych
czarne renice, otoczone bkitnawymi biakami, jak u dziecka, wieciy ostrym blaskiem
spod cikich, dugich powiek, porysowanych siatk sinych i cienkich jak wosy yek.
Oczy byy podkrelone rwnie sinymi plamami, ktre przebijay si spod delikatnej warstwy
bielida.
Czoo wysokie i bardzo pikne byo odsonite, bo miaa czarne wosy, przewiecajce
srebrnymi nitkami, zaczesane na uszy, w ktrych wisiay ogromne dwa brylanty.
Mocno purpurowe usta, bardzo wydatne, miay wyraz cierpienia, opuszczay si ktami ku
silnie zarysowanym szczkom. A w caej twarzy i gowie lekko pochylonej czu byo znkanie,
jakie bywa po dugiej i bolesnej chorobie, bo nawet te jedynie mode usta wyglday jak
widncy kwiat granatu  i miaa w swej twarzy jak cierpk, melancholijn sodycz kobiet
wyczerpanych mioci.
Jej delikatne rysy, odbijajce natychmiast kade uczucie, jakie przewijao si przez serce
i mzg, cigay si nerwowo i drgay samymi odruchami wrae.
Bya ubrana w ciemnofioletow sukni, przybran przy odsonitym biucie mocno tymi
koronkami, naszywanymi rubinami i ametystami; figur miaa tak zgrabn i wysmuk, e
mona j byo wzi za mod dziewczyn, gdyby nie pewna sztywno plecw i opadnicie
ramion.
Siedziaa, wachlujc si lekko, nie patrzya na niego, nie patrzya na nikogo, chocia jej
promienne spojrzenia obejmoway cay salon, bo czua jego oczy na swej twarzy i to spojrzenie,
ktre palio, przenikao jej rozgoryczone i smutne serce zarzewiem dziwnie palcego
blu.
Sta przy niej tak blisko, e syszaa jego oddech i skrzyp gorsu, gdy si pochyla, widziaa
jego rk, ktr si podpiera o ardinierk, moga podnie oczy i nasyca si tym tak bardzo
kochanym, tak bardzo wyczekiwanym, ale nie zrobia tego, siedziaa nieporuszenie.
Wiedzia, e ona jest z tych kobiet, ktre raz tylko kochaj, e to jedna z tych marzycielskich
bluszczowych dusz, spragnionych idealnego ycia, guchych i lepych na zwyk codzienno,
a penych namitnych dz kochania i oddawania si na wieczno ca
ukochanemu, a rwnoczenie penych dumy i poczucia wasnej godnoci.
To go wanie irytowao najwicej, bo wola stosunek z kobietami pospolitymi, ktrym pod
wykwintn zewntrznoci bij zwyke serca samic lub sprztw gospodarskich. Takie nie
robi tragedii z miostki przelotnej, kocz j na zach, na bezsennoci, na drugim wreszcie
kochanku albo powracaj do przerwanych chwilowo funkcji gospodarskich i zostaj znowu
tym, czym byy przedtem, tj.  i  z y m.
 Co ja jej powiem?  myla znowu.
 Bardzo adnie piewa, prawda?
Przerwaa milczenie nie patrzc na niego.
 Tak, tak!  odpowiedzia prdko, gonic wzrokiem piewaczk, ktr po skoczeniu
piosnki otoczy tum mczyzn i odprowadza do bufetu.
Fortepian zamilk i gwar z wiksz si ni przedtem wion po salonie.
Lokaje roznosili lody, konfitury, ciastka, cukierki i szampaskie, ktre co chwila hukao
korkami.
 Czy pan ju puci w ruch swoj fabryk?
 Nie jeszcze, dopiero koo jesieni to zrobi  odpowiedzia zdumiony, bo by przygotowany
na inne zupenie pytanie.
Spojrzeli sobie w oczy, zajrzeli a do gbi dusz.
Emma opucia pierwsza, bo renice jej zaszkliy si zami, i rzeka cicho:
 Z caej duszy ycz panu szczcia we... wszystkim... a chyba... pan... wierzy... e mu
szczerze... ycz...
 Jak nikomu.
 I zawsze jednakowo... bez zmiany...
Gboki al zadrga w jej gosie.
 Dzikuj...
Pochyli gow.
 egnam pana  powiedziaa powstajc, ale takim tonem, e zadra i pod wpywem jakiej
nagej obawy czy strachu zacz szepta gorczkowo:
 Emma, nie odchod tak! Musz si z tob widzie, jeli nie zapomniaa o mnie zupenie, jeli mnie nie masz za ostatniego ndznika, to pozwl mi przyj do siebie, musz z tob
mwi, chc ci powiedzie... odpowiedz mi chocia swko, bagam ci.
 Patrz na nas! egnam pana. Nie mam panu nic do powiedzenia, przeszo tak zamara
w moim sercu, e jej ju nie pamitam, a jeli chwilami wspominam, to ze wstydem.
Powleka przymionym zami spojrzeniem po jego pobladej twarzy i odesza.
Te ostatnie sowa byy nieprawd, ale woya w nie ca swoj zemst, ktrej teraz, idc
wolno przez salon, tak bardzo aowaa, e miaa nieprzepart ch powrotu do niego i rzucenia
mu si do ng, bagania o przebaczenie  ale nie powrcia, sza wolno, umiechajc
si do znajomych i zamieniajc sowa i spojrzenia z nimi, a nie widzc prawie nikogo.
Przyjechaa do Endelmanw umylnie dla Karola, zdecydowaa si na ten krok po dugich
miesicach cierpie, po strasznych szamotaniach z tsknot i z mioci, ktre j ca przepalay.
Chciaa go widzie i mwi z nim, bo na dnie jej dumnego serca, pod rumowiskami cierpie
i zawodw, tli si ostatni pomyk nadziei, e on j kocha jeszcze, e tylko jakie niewytumaczone przyczyny rozdzieliy ich chwilowo, po ktrych wyjanieniu i usuniciu...
A teraz wracaa jak grb, w ktrym ostatnie lady ycia zgniy i rozpady si w strzpy,
pokryte wielk, martw cichoci nocy wiecznej.
Borowiecki poszed pomidzy ludzi do bufetu, aby si orzewi, bo pokn jej sowa
ostatnie jak wilk poykajcy zamroon w tuszczu spryn, ktra teraz rozpraa si z wolna
i dara mu wntrznoci ostrym, przenikliwym blem.
Byby wszystko znis: i zy, i rozpacz, i wyrzuty, ale tej pogardy, jak go spoliczkowaa,
znie nie mg, a znie musia, bo Endelmanowa go zabraa, aby mu pokazywa obrazy
i zbiory dzie sztuki, nagromadzone w kilku pokojach dosy bezadnie, ale musiaa go zaraz
odstpi Grosglikowi, ktry mia do niego jaki interes.
Po piewach towarzystwo znowu si rozsypao.
Szaja, otoczony swoim dworem, przenis si do bufetu, a w salonie panowaa teraz Trawiska,
otoczona gronem modych kobiet, pomidzy ktrymi byy Mela i Ra.
Endelmanowa co chwila podchodzia do kogo i szeptaa tryumfujco:
 Caa d jest u nas dzisiaj! Prawda, e si dobrze bawi?
 Cudownie!  odpowiadano ziewajc ukradkiem, bo si istotnie nikt dobrze nie bawi.
 Panie Endelman!  woaa na ma, piesznie podbiegajcego krokiem baletowym, co
przy jego cienkich nkach i duym brzuchu robio mieszne wraenie.  Panie Endelman,
do buduaru chiskiego ka pa zanie lodw!
 Zaraz ka zanie lodw, co?  odpowiada, osaniajc doni ucho.
 I szampaskiego dla panw.
 Zaraz i szampaskiego dla panw.
 Prawda, e si dobrze bawi?  zapytaa go po cichu.
 Co? licznie, bardzo licznie, wypili prawie wszystko szampaskie.
Rozeszli si, bo Endelman zaglda co chwila do bufetu, aby tam gospodarzy i z pewn
wynios przykroci stwierdza, e gocie pomijali inne wina, a pili tylko szampaskie.
 Te chamy pij szampaskie, jakby to byo Mnchenbier92, co?  szepn do Bernarda.
 Masz przecie jeszcze dosy zapasw.
 Mam wino, ale oni nie maj wychowania, eby tak pi, jakby to nic nie kosztowao!
 Paradny jeste, musz to w odzi opowiedzie.
 Co? no, nie bd gupi, Bernard.
Ale Bernard nie sucha i ze miechem opowiada Ry, przy ktrej usiad.
 Panowie, damy si nudz same!  woa Endelman do modziey zgromadzonej w bufecie,
aby j odcign od picia, nikt si jednak nie ruszy.
Bernard sam jeden bawi panie, siedzia na wprost Trawiskiej i rozmawia z ni, wyrzucajc co chwila takie zabawne paradoksy, e czerwona gowa Ry pochylaa si a ku kolanom, eby stumi miech, a Trawiska miaa si swobodnie i z subtelnie pobaliwym miechem
z jego bazestw, a szukaa oczami ma, ktry teraz rozmawia z Borowieckim pod
Dian tak ywo, e gosy ich chwilami syszaa.
Reszta towarzystwa nudzia si, jak moga.
Mada chodzia nieco senna i udawaa, e si przyglda obrazom, a przysuwaa si coraz
bliej do Borowieckiego.
Starsze panie drzemay w fotelikach lub skupione po buduarach opowiaday sobie nowiny,
modsze suchay rozmowy Trawiskiej z Bernardem i spoglday cikim, aosnym wzrokiem
w stron bufetu, skd huczay podniecane szampanem gosy mw i ojcw.
Z wolna nuda rozlewaa si po salonie.
Patrzano na siebie obojtnie i jakby wrogo, jakby jedni drugim przypisujc win tego
wsplnego nudzenia si.
Obejrzano stroje, otaksowano klejnoty, jakimi panie i panny byy literalnie obadowane, obgadano
i salon, i gospodarzy, i przyjcie, i samych siebie, a teraz nie byo ju co robi wicej.
Nic tutaj zebranych nie czyo, nie mieli nic wsplnego, zebrali si razem, bo pewien tondzkiego ycia nakazywa bywa u Endelmanw, jak nakazywa zachwyca si ich galeri
obrazw i ich zbiorami dzie sztuki, jak nakazywa czasem bywa w teatrze, jak rwnie nakazywa od czasu do czasu da co na biednych, narzeka na brak ycia towarzyskiego w odzi,
wyjeda za granic itd.
Naginali si z trudem do pewnych form przyjtych w wiecie, a ktre byy im obce i obojtne.
Wanie prawie o tym samym rozmawia Bernard.
 Pan odzi nie kocha?  przerwaa mu Trawiska, aby skrci zbyt dug tyrad.
 Nie, ale y bez niej nie mgbym, bo nigdzie bardziej si nie nudziem i nigdzie wicej
nie spostrzegem miesznoci.
 A, pan si zajmuje zbieraniem pewnych miesznoci.
 Potpia pani umiechem moj zabaw.
 Niezupenie, rada bym usysze o celu tego zbierania.
 Mylaem, e pani bdzie rada co usysze z mego zbioru.
 Omyli si pan w przypuszczeniu, nie jestem ciekawa.
 Niczego?  zapyta troch drwico.
 Przynajmniej blinich swoich.
 Jeli ci s nudni, ach, jak bardzo nudni!  szepna Toni aonie.
 Nawet kobiety pani nie obchodz?
 Obchodz mnie tyle tylko, ile wszyscy ludzie.
 A gdybym chcia opowiedzie co bardzo ciekawego, na przykad o pani dyrektorowej
Smoliskiej, ktra w tej chwili wychodzi?  zapyta cicho.
 O nieobecnych, tak samo jak o umarych, nie mwi nigdy.
 Moe ma pani racj, bo jedni i drudzy bywaj nudni.
 A najbardziej ci pozujcy na znudzonych  zawoaa z naciskiem Ra, patrzc na niego
ironicznie.
 Dobrze. Mwmy o obrazach, czy to nie waciwy temat dla pani?  zawoa podraniony.
 To ju lepiej o literaturze  podja Toni gorco, ktra bya synn zjadaczk romansw.
 Pan czyta Bourgeta La Terre Promise?  zapytaa niemiao milczca cay czas ta zakurzona,
z twarz podobn do zatrzymanego zegara.
 Nie czytuj literatury jarmarcznej; w dziecistwie czytaem Histori o Magielonie, R
z Tanenbergu i podobne arcydziea, to mi wystarcza na reszt ywota.
 Za ostro pan sdzi Bourgeta  odezwaa si Mela.
 By moe, e ostro, ale sprawiedliwie.
 Dzikuj pani za poparcie  skoni gow przed Trawisk.  Czytaem jak ksik tego niby wielkiego pisarza, niby psychologa, niby moralisty, czytaem dosy pilnie,
bo zmusi mnie do tego rozgos, jakim si on cieszy u nas, no i wyda mi si starcem lubienym, opowiadajcym w tonie podniosym, a z cynicznym umieszkiem, szkaradne historyjki.
 Moe zaczniemy teraz mwi o kobietach, czy to nie waciwy temat dla panw?  zacza Trawiska zoliwie.
 Ha, to mwmy o tak nazywanej pci piknej, kiedy ju nie mamy zabawniejszego
tematu.
Rozkrzyowa komicznie rce, ale by zy na Nin.
 Ostronie, bo pan nas obraa zaczyna.
 Anioy ziemskie obraa si nie powinny, e jednak ja mao mog mwi o anioach, bo
ten rodzaj niewiele jest znany w odzi, odejd i przyprowadz kogo, ktry w tej specjalnoci
jest au courant.
Powiedzia dosy twardo, podnis si i zaraz przyprowadzi Kesslera, modego, chudego
Niemca, o tych wosach, niebieskich wyupiastych oczach i wielkich, mocno wysunitych
szczkach, obronitych rwnie tym zarostem.
 Robert Kessler!  zarekomendowa, posadzi na swoim miejscu i odszed do grupy mczyzn, ktrzy pod przewodnictwem Endelmana ogldali obrazy w dugim, stanowicym waciw galeri pokoju.
 Panie Grosglik, patrz pan na t Madonn, to jest z Drezna Madonna.
 liczny obraz!  mwi przecigle stary Liberman i woywszy rce w kieszenie, wypi
brzuch, pochyli gow na piersi i przypatrywa si ramom obrazu.
 To jest obraz medalowany, patrz pan, tu stoi: Mdaille dor93, to jest obraz masiw
i kosztuje grube pienidze, co?
 Ile?  rzek cicho Grosglik, gadzc wskazujcym palcem lewej rki, na ktrym byszcza krwawnik oprawny w zoto, twarde czarne bokobrody, ktre mu oblepiay okrg twarz
niby kotlety z kostk; wsy i brod mia wygolone starannie.
Podnosi brod tak wysoko, e dwie fady skry na grubym czerwonym karku zakryway
mu konierzyk i czyniy go podobnym do krtkiej wypasionej wini, usiujcej daremnie cigna z pota wiszc bielizn; praw rk trzyma w kieszeni biaej kamizelki.
 Ile?  powtrzy cicho, bo zawsze mwi cicho, i z wielk powag podnis brwi, ktre
ostrymi pkolami rysoway si na jego wypukym czole i stanowiy mocny kontrast swoj
czarnoci z siwymi wosami i row cer twarzy.
 Nie pamitam, bo tym si zajmuje mj sekretarz  odpowiedzia niedbale Endelman.
 Patrz pan na ten obraz rodzajowy, to ywe prawie, to si rusza.
 Bardzo adne farby!  mrukn ktry.
 I jeszcze adniejszy kapita, co?
 Ja, ja! same ramy do taki landszaft94 kosztuje drogo  mwi z powag gruby Knaabe,
ze znawstwem stukajc cygarniczk brzowe ramy.
 Przecie pana sta nawet i na zote, panie Knaabe; bo kogo sta na kapelusz, tego musi
by sta i na gow  zamia si Grosglik, ktry zawsze prawie popiera swoje wywody porwnaniami.
 To jest genialne powiedzenie, panie Grosglik  zawoa Bernard tumic miech.
 Mnie sta i na to  szepn skromnie bankier.
 Prosz panw, jeszcze jedna Madonna, to jest kopia z Cimabuego, ale lepsza od oryginau, ja panu daj sowo, e lepsza, bo ona kosztuje cae tysic rubli, co?  zawoa zobaczywszy
wtpicy umiech na ustach bankiera.
 Zobaczymy, ja bardzo lubie Madonny. Ja swojej Mery kupiem Murillowsk Madonn,
jej to sprawia przyjemno mie w swoim pokoju taki obraz, to czemu ja nie miaem kupi?
Obejrzeli w ten sposb kilkadziesit obrazw i stanli przed wielkim mitologicznym malowidem, zajmujcym p ciany i przedstawiajcym wejcie do Hadesu.
 To dua sztuka  wykrzykn z podziwem Knaabe.
Endelman zacz objania tre obrazw, ale mu ywo przerwa Grosglik.
 To jest zwyky grabarz, a to jest gupi obraz, po co malowa takie smutne rzeczy! Jak
zobacz pogrzeb, to ja si pniej musz leczy, bo mnie przez par dni boli w sercu. Kto
ma umrze, to si nie utopi!
 Drugi numer koncertu, prosz panw do salonu!  zapraszaa Endelmanowa.
 Powinszowa pastwu takiej galerii, powinszowa!  woa bankier.
 Co oni bd wyprawia w salonie?
 Su panu programem, tam jest wydrukowane.
Bernard poda mu dugi pasek surowego jedwabiu, ozdobiony rcznymi malowidami, na
ktrym by po francusku wypisany program.
Wrcili do salonu, gdy si ju przyciszyo, bo wynajta para popisywaa si jakim dialogiem
francuskim.
Mczyni, skupieni przy drzwiach od bufetu, suchali ze znudzonymi twarzami i powoli
cofali si do porzuconych szklanek i kieliszkw; kobiety natomiast suchay z chciwoci
i poeray oczami par deklamatorw, udajcych modych naiwnych kochankw, ktrym si
zdarzy wypadek, e na przejedajcych napadli w grach zbjcy, zabrali i rozdzielili.
Spotkali si wanie i opowiadali swoje przygody z takim naiwnym cynizmem, z takim
eleganckim wyuzdaniem, e panie trzsy si ze miechu i co chwila biy entuzjastyczne
brawa.
 Ah, mon Dieu, mon Dieu! Tres joli, tres joli!95  wykrzykiwaa gono z zachwytu uklejnotowana
jak sklep jubilerski pani Cohn, ona jednego z fabrykantw, i jej mae, zarose
tuszczem oczka tryskay zami zadowolenia, i tak si bawia doskonale, e trzsy si jej tuste,
nalane policzki i ramiona podobne do waw obwinitych w czarny jedwab.
 Co oni ci kosztuj, Endelman?  zapyta cicho Grosglik.
 Sto rubli i kolacj, ale to warto tysic, bo si gocie dobrze bawi.
 To jest dobry pomys, na imieniny ony musz ich zamwi.
 Zamw pan teraz, to ustpi dobry rabat  szepn mu Bernard przez rami i przesun
si do Meli, siedzcej poza wszystkimi samotnie, bo Ra siada w pierwszym rzdzie, aby
nie straci i sowa z dialogu.
 Budz ci, Mela! O czym marzysz?
 W tej chwili mylaam o tobie  szepna cicho, podnoszc na niego swoje szare oczy.
 Nie, mylaa o Wysockim!  sykn i gniewnie obrywa hiacynty rozkwite, stojce na
stoliczku, obok ktrego usiad.
Patrzya na niego zdumionymi i jakby wylkymi oczami.
 Mogam tak samo myle o L. Landau, o ktrym ze znajomych, jakich nazwiska moge
wymieni z rwn domylnoci, jeli nie uwierzye moim sowom.
 Przepraszam ci, Mela, zrobiem ci przykro?
 Tak, bo wiesz, e nigdy nie mwi tego, czego nie myl.
 Daj mi rk.
Wysuna mu do obcinit w bia rkawiczk z szarym wyszyciem.
Odpi guziki i pocaowa j w do dosy mocno.
 Skoro Wysockiemu wolno, wolno i mnie!  tumaczy, gdy mu dosy ostro wyrwaa rk.
 Ale, a propos Landaua. Mwili mi na miecie, e wychodzisz za niego, czy to prawda?
 A co odpowiada tym, ktrzy ci mwili o moim maestwie?
 e to pogoska, ktra si nigdy nie sprawdzi.
 Dzikuj, bo si istotnie nie sprawdzi. Daj ci sowo, e za niego nie wyjd  dodaa
silniej, widzc niedowierzanie w jego oczach.
Po jego chudej, nerwowej twarzy przelecia bysk zadowolenia.
 Wierz ci, ja ani chwili nie przypuszczaem, eby moga i za niego. Ty i taki kantorowicz
ordynarny, przecie to zwyky macher bez wychowania, brudny ydziak. Wolabym ju
w ostatnim razie Wysockiego dla ciebie.
Bysna oczami, lekki rumieniec mg ru powlk jej twarz, spucia powieki pod jego
badawczym wzrokiem i poprawiajc bransoletk szepna:
 Nie bardzo lubisz Wysockiego?
 Ceni go jak czowieka, bo jest prawym i dosy rozumnym, ale nie cierpi go jako twojego
wielbiciela.
 Mwisz, aby mwi, bo dobrze wiesz, e nikt nie jest mniej moim wielbicielem od niego
 powiedziaa niby szczerze, bo chciaa wycign z Bernarda, jeli wiedzia, jakie szczegy o Wysockim.
Przypuszczaa bowiem, e jeli si przyjani, to i zwierza si musz przed sob.
 Wiem, co mwi. On jeszcze z tej mioci nie zdaje sobie sprawy, ale ju ci kocha.
 C z tego, kiedy on katolik!  zawoaa bezwiednie, zdradzajc si ze swojej tajemnicy.
 A, tak rzeczy stoj! Winszuj ci, winszuj!  szepta wolno i zjadliwy, rcy umiech
okoli mu cienkie usta.
Rozgarn niedbaym ruchem czarne kdzierzawe wosy, pokrci mae wsiki i powsta;
na jego delikatn, wybitnie semick twarz pad jaki cie rozdranienia czy te gniewu.
Nozdrza mu dray ze wzruszenia tumionego, a czarne, o oliwkowym odcieniu oczy biegay niespokojnie po jej twarzy.
Wykrci si i odchodzi bez sowa.
 Bernard?  zawoaa za nim prdko.
 Zaraz powrc  powiedzia odwracajc do niej twarz ju spokojn, przez ktr wi si
tylko zwyky pogardliwy umiech.
Mela nie zwracaa uwagi na jego rozdranienie, bo to, co powiedzia, zatopio jej serce
w dziwnie rozkosznym cieple.
Siedziaa z przymknitymi oczami i wcigajc siln wo hiacyntw szeptaa, upojona
wielk radoci i szczciem:
 Wic to jest prawda?
Ale jej rado przerway grzmice brawa, jakimi oglnie zasypywano dialogistw, gdy
skoczyli.
 Tres joli, mon cher Bernard!96  wykrzykiwaa jeszcze Cohnowa, wycierajc zazawione
oczy i mokr od tuszczw twarz, do Bernarda, ktry przechodzi obok niej.
 Ona mwi francuszczyzn krowy hiszpaskiej  szepn do Trawiskiej, ktra szukaa
oczami ma.
Umiechna si tylko w odpowiedzi.
 Moe pastwo zechc nie opuszcza swoich miejsc, co?  mwi podniesionym gosem
Endelman.
Jako i zaraz lokaje wynieli pod okno sztalugi i ustawili je w wietle, a na znak Endelmanowej
odkryli zason.
 Prosz pastwa do obrazu! do nowego arcydziea! prosz oglda! Panie Endelman, ka
pan podnie story.
Skupili si wprost ptna uwieczonego wiecem laurowym, z ktrego wychylaa si scena
morska Kraya: kilka nimf odpoczywao na skale, wynurzajcej si spod bkitnych cichych
wd jakiej poudniowej zatoki.
Magnoliowe drzewa, pokryte kwiatem, podobne do stokowych bukietw, kady rowy
ton na szafiry wd, ktre z jak pieszczot marszczyy si i biy w zielone skaliste brzegi.
Kilka mew zataczao krgi nad nimfami, a z boku, z lasu laurw o byszczcej zieleni jasnej,
z drzew migdaowych i magnolii wychylay si wielkie ciaa centaurw, pokryte rudym
wosem, z twarzami byszczcymi dz.
Nad caym krajobrazem leaa wielka sodka cisza upalnego dnia, przesycona zapachami
kwiatw, szmerem morza i barwami turkusowego nieba, ktre si rozlewao w wielk roztocz
i w gbi obrazu czyo si w jeden ton z morzem.
 Czemu one bez ubrania?
 Bo im gorco.
 Jak pan chcesz, panie Grosglik, eby si one kpay!
 To scena mitologiczna, panie Grosglik.
 To jest przede wszystkim goa scena.
 Cudowny obraz, zachwycajcy!  woay panie.
 Nu, a gdzie tu ley ich ubranie, dlaczego tu ubranie nie namalowane, ten malarz to musi
by fuszer.
 To s przecie nimfy, panie Cohn.
 Cohn, ty si tak znasz na nimfach jak... nimfy na tobie  zawoa Grosglik.
 Panie Cohn, eby Kray by fuszer, to jego obraz nie byby u mnie, pan wie?  rzeka
wyniole, z politowaniem Endelmanowa.
 Mj m si nie zna na tym, on si zna na barchanie  tumaczya Cohnowa tak gorco,
e kilka osb wybuchno miechem.
 Jakie to liczne! Jakie to morze prawdziwe, zupenie takie same, jakie byo przy naszej
willi w Genui. Mymy byli w przeszym roku w Genui.
 W Biarritz te jest duo wody, ale ja nie lubi patrze, bo mnie si zaraz niedobrze robi.
 Ale niechaj pastwo uwaaj, e to morze prawie sycha, o! a te kwiaty s tak adne,
jakby byy robione, i pachn prawdziwie  szeptaa Endelmanowa, usilnie zwracajc uwag
zebranych na obraz, bo zaczynali ju odchodzi.
 Farb czu  zawoa Knaabe pochylajc si do obrazu.
 Ale, bo, widzicie pastwo, kazaam obraz powerniksowa.
 Przez to barwy straciy na wieoci i poczerniay, a potem warstwa werniksu byszczy
si tak, e trudno przez to co zobaczy  tumaczya jej Trawiska po cichu, bo sama dosy
odczuwaa malarstwo.
 Ja lubi, eby by glanc! Mnie jest wszystko jedno: landszaft, scena rodzajowa,
mitologiczna czy historyczna, ja wszystko kupuj, bo my moemy sobie na to pozwoli,
ale ja lubi, eby moje obrazy miay glanc! To porzdniej wyglda  tumaczya si
gono i tak szczerze, e Nina musiaa przysoni twarz wachlarzem, eby nie parskn
miechem.
 Bernard, czy ja nie mam racji?
 Zupen, bo si nadaje wiksz warto obrazowi. Kt trzyma rondle w kuchni nie
wyczyszczone i bez glancu?
 Mon chri, ty si miejesz ze mnie, a ja si i tak przyznaj, e lubi, aby wszystko wygldao porzdnie, nowo...
 Wiem, bo dlatego kazaa poczyci pomadk stare zbroje i chiskie brzowe figurki.
Ra rozemiaa si z tych objanie i eby zatrze ten miech, zawoaa:
 Id ojca przyprowadzi do obrazu.
I posza zaraz do bufetu, gdzie Szaja siedzia z Mllerem, i prosia go, eby szed.
 Po co mi taka ekspozycja! Mnie tu jest dobrze z panem Mllerem. Ja morze znam, co to
jest za wielkie widowisko? Troch wiksza sadzawka od mojej, jak kazaem wykopa w moich
dobrach. Kipman, ja ci kiedy zaprosz do moich majtkw ziemskich!  zwrci si do
starego przyjaciela, ktry siedzia przy bufecie.
 Jake si panu wydaa moja bratowa?  pyta Bernard Borowieckiego.
 Bd co bd wyjtkowa kobieta. Kupuje obrazy, zbiera galeri.
 Aby si ni chwali. Ta galeria wynosi j we wasnym mniemaniu ponad t ordynarn,
ciemn mas milionw. To kwestia nie potrzeby, zamiowania, sztuki, a wprost ambicji.
 Mniejsza o powody, bo czy s takie lub inne, zgromadziy zawsze dosy pokan liczb
dzie istotnie wartociowych.
 Ach, bratowa ma swj system. Jeli si jej jaki obraz podoba, to dugo chodzi koo niego,
wypytuje si znawcw o jego warto, targuje go wytrwale dopiero wtedy, gdy ju wie,
e kupiwszy go, nic na nim straci nie moe.
 Przyjdzie pan do hotelu? Kurowski ma by dzisiaj.
 Przyjd, bo nie widziaem go ze dwa miesice.
 Moe mnie pan usprawiedliwi przed braterstwem, ale wyj zaraz musz.
Ucisn mu rk i wyszed niepostrzeony.
Mrok ju zalewa miasto, zapalano latarnie i wystawy sklepw, gdy si znalaz na Piotrkowskiej.
Odetchn z pewn ulg na powietrzu.
Nie opuci salonu Endelmanw zaraz po wyjciu Likiertowej, eby nie zwrcono na to
uwagi i nie zrobiono nowych plotek, ktre i tak dosy szarpay imi Emmy.
Nudzi si piekielnie, bo ani go nie obchodzio towarzystwo, ani produkcje koncertantw,
ani obraz nowy.
By jeszcze oguszony t dziwn rozmow z Emm i jej ostatnimi sowami.
Nie mg zrozumie wasnego stanu, bo nigdy przedtem nie czu si tak bardzo zdenerwowanym
i dotknitym.
 Pogardza i nienawidzi!  myla i bolaa go ta pogarda i nienawi coraz silniej.
XII
Pod drzwiami mieszkania, na trotuarze, czekaa na niego kobieta z czworgiem dzieci, ta
sama, ktra wci si staraa o wynagrodzenie za mier ma.
 Wielmony panie! a to z pokorn prob przyszam  bagaa, rzucajc mu si do ng.
 Czego chcecie?  zapyta ostro.
 A to wedle tego, co wielmony pan mi obiecali, e fabryka zapaci mi za to, co maszyna
mojego rozerwaa.
 A, to Michalakowa?  zapyta agodniej, patrzc na jej czerwone oczy i twarz wyndznia i sin, przejedzon przez ndz.
 Michalakowa, juci ta sama, co ju ode niw...
 Maj wam zapaci dwiecie rubli. Trzeba wam i do pana Bauera, bo on wam zapaci
i tam u niego jest caa sprawa.
 Byam jako i dzisiaj u tego Niemca, ale ten zapowietrzony kaza me ze schodw ciepn i pedzia przez lokaja, e me wsadzi do kryminau, kiej go bd nachodzia, jak un ma
swoje wito. Aeby zmarnia, psubracie, za moje siroctwo i poniewierk.
 W poniedziaek przyjdcie do kantoru pana Bucholca, to wam wypac. Zaczekajcie jeszcze
ten dzie.
 Ady ja czekam, wielmony panie: lato zeszo, kopania zeszy, twarda zima zesza i wiosna
nadchodzi, a ja czekam, wielmony panie. Bieda me z dzieciamy re kiej ten zy zwirz,
a znikd poratowania ni ma, jae mi ju mocy i pomylunku brakuje do cierpienia. A jak me
wielmony pan, nasz dziedzic i ociec kochany, nie poratuje, to ju pewnikiem zmarniejemy.
Zacza paka cicho i z rozpaczliw bezradnoci patrzya mu w oczy.
 Przyjdcie w poniedziaek, jak wam powiedziaem  szepn i wszed do mieszkania,
polecajc Mateuszowi zanie tej kobiecie rubla.
 To ona jeszcze jest? Wyrzuciem j z sieni ju trzy razy, a ta jak suka wraca pode drzwi
i skomle ze swoimi szczenitami. Ni ma co, ino j trzeba spra.
 Dasz jej pienidze i ani j tkniesz palcem, syszysz!  krzykn podraniony, wchodzc
do pokoju.
Maks z fajk w zbach lea na otomanie, a Murray, ubrany czarno, z bardzo wzruszon
twarz siedzia przy nim i sodko patrzy w dno kapelusza, ktry trzyma w rku.
Szczka lataa mu szybciej ni zwykle, bo przeuwa ustawicznie i podrzuca garbem tak
czsto, e p surduta wjechao mu a na kark.
Karol kiwn im tylko gow i poszed do swojego pokoju.
Uporzdkowa papiery na biurku, poprawia kwiaty w wazonach, przyglda si dugo fotografii
Anki, otworzy list czekajcy na niego, ale nie czyta, odoy i zacz chodzi, przysiada
na wszystkich krzesach, wyglda przez okno.
By jak czowiek ugodzony w samo serce, ktry nie moe zda sobie sprawy z wasnego
stanu i chwieje si na wszystkie strony, bezwiednie poszukujc rwnowagi i zaczepienia si
myl o co bd.
Nie mg si pozby tej gryzcej pamici sw Emmy.
Usiad wreszcie przed oknem i zapatrzy si bezmylnie w resztki dnia, jakie gasy z ostatnimi
zorzami nad miastem.
Mtna, brudna szaro zalewaa pokj i przynosia ze sob nud i zniechcenie, jakie zaczyna teraz uczuwa.
Nie da zapala lamp, siedzia w ciemnoci i sucha gwarw usypiajcych ulicy.
Gos Maksa rzadko si rozlega, a natomiast coraz wyraniej sysza przyduszony, guchy
szept Anglika, ktry mwi:
 Co pan chce! Pies si przyzwyczaja do wasnej budy. Wie pan, jak id do Smoliskich,
to mnie ogarnia takie dziwne ciepo, taki spokj, tak mi tam dobrze, jasno, wesoo, e potem
ze strachem myl, e przecie musz powrci do siebie, do pustych cian, do ciemnego,
zimnego mieszkania. Ju mi tak zbrzydo kawalerstwo, e dzisiaj wanie postanowiem...
 Owiadczy si... a ktry to raz z rzdu  mrucza Maks.
 Tak, owiadcz si i zaraz po Wielkiejnocy lub. W czerwcu wezm urlop i zawioz on
do Anglii, do rodziny. Ach, jaka ona bya dzisiaj liczna w kociele!  zawoa.
 Kt to ta ona, wybrana?
 Dowiesz si pan jutro.
 Niemka, ydwka, Polka?  bada Maks zaciekawiony.
 Polka.
 Jeli katoliczka, to nie pjdzie za pana, bo one si swojej religii trzymaj z uporem
pijanych.
 Nic nie szkodzi, bo ja si panu przyznam po cichu, e zaraz, skoro tylko zostan narzeczonym,
przejd na katolicyzm. Mnie jest wszystko jedno, bo i tak moj religi jest mi-o.
 Jak teraz, to tylko ona.
 Tylko on mona kocha i szanowa, tylko ony godne s uwielbienia,
 Immer langsam voran, langsam!97 jeszcze pan nie by onatym, sprbuj pan pierwej.
Borowiecki przerwa im rozmow.
 Maks, przyjdziesz do Kurowskiego?
 Przyjd. A ty ju wychodzisz?
 Tak, do widzenia, Murray.
 Pjd razem z panem.
Obcign szybko surdut, poegna si i zaraz wyszli.
W tej stronie Piotrkowskiej, pomidzy Rynkiem Geyera a Ewangelick, dosy pusto byo
na trotuarach i cicho.
Niskie, parterowe domy patrzyy na ulic owietlonymi oknami, przez ktre wida byo
doskonale wntrze mieszka.
Borowiecki milcza, a Murray ciekawie zaglda przez okna i co chwila przystawa.
 Spojrzyj pan, jak to adnie wyglda!  zawoa przystajc przy jednym, przez ktre, lekko
przysonite, wida byo duy pokj: st na rodku, owietlony wiszc lamp, obsiada
rodzina.
Czerwony papa, obwizany serwetk, nalewa z dymicej wazy zup na talerze dzieci, ktreakomymi oczami mierzyy ruchy ojca.
Matka, tga Niemka o jasnej, umiechnitej twarzy, obwizana niebieskim fartuchem, rozstawiaa talerze przed star siw kobiet i starym mczyzn, ktry wytrzsa fajk do popielniczki
i opowiada co gono.
 Im musi by bardzo dobrze  szepn Murray, zazdronie obejmujc oczami t zwyk
scen.
 Tak, jest im ciepo, maj apetyt i obiad na stole  szepn niechtnie Karol i przypieszy
tak kroku, e Anglik pozosta w tyle i wlk si wolno, przygldajc si wszystkim owietlonym
oknom.
By chory na siln nostalgi rodziny i mioci.
Borowiecki zmiesza si z tumem robotnikw, wylewajcych si z bocznych ulic i napeniajcych trotuary Piotrkowskiej, i pyn z nim bezmylnie.
Do Kurowskiego byo jeszcze za wczenie, do knajpy adnej ochoty nie czu, z domu
wypdzia go nuda, wic si wlk ulic nie wiedzc, co zrobi ze sob i z kilku godzinami
czasu.
Skrci w ulic Benedykta i wszed na Spacerow, jako cichsz i bardziej ciemn. Chodzi
z jednego koca alei w drugi i zawraca.
Chodzi wprost po to, aby si zmczy, aby fizycznym wysikiem przyciszy te dziwne
gosy jakby sumienia, ktre si budziy w nim i rozdraniay go coraz boleniej, i przechodziy nastpnie w guchy jeszcze, nieuwiadomiony al do Emmy.
Zaczyna na nowo rozmyla nad tym stosunkiem, zerwanym tak brutalnie i nieludzko,
i ktry ona dzisiaj przekrelia pogard pen nienawici.
Nie by modziecem niedowiadczonym ani sentymentalnym, nie by zbyt skorym do odczuwania
niedoli ludzkiej, a pomimo to gryza go wiadomo, e wyrzdzi wielk krzywd.
A poza tym, kiedy sobie przypomnia jej dawne pocaunki, jej mio i szlachetno, to
wszystko, czego pami wobec niej, tam u Endelmanw, nie potrafia przyspieszy krenia
krwi  teraz, w takim zdenerwowaniu, przepalao go jakim upartym, mocnym pragnieniem.
Zapragn znowu jej mioci.
Nie mg znie spokojnie tej myli, e si rozstali na zawsze, e nigdy ju nie ucauje jej
ust, nie zobaczy tej dumnej gowy w swoich ramionach.
Tak go oszaamiaa ta myl, e kilkakrotnie szed ju ku jej domowi i z denerwujcym biciem
serca myla o okrzyku, z jakim go przywita. Pamita dawne czasy.
Ale nie poszed, wraca znowu na ulic.
Byby si musia usprawiedliwia, a usprawiedliwia si nie mia czym. A potem gryz go
jaki wstyd, bo dobrze pamita przysigi i te zapewnienia wiecznej mioci, jakie jej skada
tak niedawno jeszcze...
Wstyd byo mu rwnie tego rozmazgajenia, jakie czu w tej chwili.
Wzi si przecie w gar rozumu i zimnego handlowego rozsdku, popenia wiele rzeczy
zych umylnie, zasklepia si w sobie umylnie i opancerza serce egoistycznymi sofizmatami.
Wyrzuca stale z budetu swojego ycia wszystko, co tylko nosio lad jakikolwiek uczucia,
porywu bezwiednego, interesu oglniejszej natury  wszystko, co mogo przeszkodzi
mu do zrobienia majtku i do spokojnego nasycania si yciem.
Spekulowa na zimno, uwodzi kobiety na zimno, bo wypaday mu taniej ni patne kochanki,
eni si prawie na zimno, wszystko oblicza i tak si trenowa dobrze, e chwilami
czu, e jest nowym, innym czowiekiem, e wyniesione z domu, ze szk, ze spoeczestwa
popdy, aspiracje i wierzenia  zagasy w nim zupenie.
Zdawao mu si tylko, bo przyszo co, taka choby pogarda kobiety kiedy kochanej, takie
jedno nic, ktre swoj potg niewytumaczon skojarze zbudzio w nim na nowo tak
starannie pogrzebane wiaty.
Patrza teraz z trwog, e jednak nie zdoa utopi caej duszy w interesach, w fabryce,
w takiej cile egoistycznej egzystencji, e dusz ma pen tych mar, ktre si zbudziy i potniejsze ni dawniej dopominay si o swoje prawa.
Jakby pierwsza modo si w nim zbudzia spod popiow tego mechanicznego dzkiego
ycia, modo ze wszystkimi wierzeniami i zudzeniami. Poczu jaki mocny gd wrae.
Samotno mu zaciya.
Poszed spiesznie do kolonii, ale tam prcz sucej nie zasta nikogo.
Suca go zapewniaa, e panie zaraz przyjd, poniewa niedugo zaczn si schodzi
zwykli niedzielni gocie.
 A gdzie panna Kama?
 W salonie. Niedawno syszaam Picola, to tam by musi i panna Kama.
Jako znalaz Kam, pic na kozetce. Picolo zawarcza cicho na intruza, ale poznawszy
go, schowa biay kudaty eb w jej wosy i zamilk.
Kama spaa na wznak, z rkami pod gow. Przez otwarte drzwi z przedpokoju oblewao
j wiato i zocio jej dziecinn, zarumienion twarzyczk, otoczon piercionkami czarnych
wosw, pozakrcanych w biae szpilki.
Wyszed po cichu, aby jej nie zbudzi.
 Nie mam nawet gdzie pj  myla, bo chocia pamita, e obieca by dzisiaj o zmroku
u Lucy, nie poszed.
Teraz, gdy mia tak rozmikczon dusz melancholijnymi przypomnieniami Emmy i tak
pen przernych drga, Lucy bya mu wyrzutem sumienia.
Gniewaa go swoj ordynarnoci i gupot. Nie mg si w niej teraz dopatrze ani jednej
z tych zalet, jakie jeszcze wczoraj widzia.
I na pewno, gdyby mg mwi o niej w tej chwili, to by j odsdzi od wszystkiego, aby
tym sposobem usprawiedliwi si przed sob i uspokoi nieco roztrzsione nerwy.
Nie namylajc si ju poszed do hotelu, do Kurowskiego, z ktrym si kilka tygodni nie
widzia.
 Pan Kurowski?  zapyta na pierwszym pitrze posugacza.
 Zaraz si dowiem, czy wsta.
Powrci za chwil, proszc za sob.
 Karol?  zapyta silny, dwiczny gos z drugiego pokoju.
 Tak, pisz jeszcze?
 Niezupenie. Bd askaw przej do saloniku, za dwie minuty przyjd.
Borowiecki czeka dosy niecierpliwie, spacerujc po niewielkim, bardzo wykwintnie
umeblowanym saloniku.
Kurowski, prcz mieszkania przy swojej fabryce w jednej podmiejskich wsi, mia w tym
hotelu drugie, dzkie mieszkanie do dyskretnych funkcyj, jak mwi.
Przyjeda co sobot i zwykle wieczorem przyjmowa grono dobrych znajomych, pi z nimi,
gada i grywa w karty; przez niedziel ca spa i wieczorem jecha do domu, znikajc
na cay tydzie.
ycie podobne prowadzi od kilku lat.
Nie mia zupenie przyjaci, chocia z bliskimi, ktrych przyjmowa, by na ty.
By to dziwny egzemplarz wykolejonego, ktry przywar do powierzchni tej ziemi obiecanej,
zaaklimatyzowa si o tyle, e robi pienidze i zerwa ze wiatem, z ktrego wyszed.
Niewiele wiedziano o nim.
Przed dziesiciu laty zjawi si na bruku dzkim z resztkami wielkiej fortuny, ktr straci podobno z dobrym humorem. Zaoy fabryk z jakim aferzyst ciemnego gatunku i po
roku wyszed z niej bez grosza. Potem usiowa sam co robi, rwnie bez powodzenia.
A potem uczy si pracowa, jak okrela swj kilkoletni ciki ywot, spdzony na podrzdnym
stanowisku w fabryce Bucholca.
Zaoy w kocu znowu do spki jak fabryczk przetworw chemicznych, bo koczy kiedy podobny wydzia w Niemczech, i ju nie zbankrutowa, przeciwnie, pozosta
sam, a wsplnik, jaki eks-obywatel, wyjecha do Warszawy stara si o miejsce przy
tramwajach.
Fabryka rozwijaa si z tym szalonym amerykaskim popiechem, jaki tylko w odzi widzie
mona, popychana jego energi i niesychanie wytrwa, rozumn administracj i gruntown fachowoci.
Nie zbankrutowa, nie spali si ani razu, nie oszukiwa, a szed prdko do majtku. Postanowi go zdoby i zdobywa szalon prac i wytrwaoci.
Poza tym by to dziwny czowiek.
Arystokrata do gbi, nienawidzcy arystokracji; konserwatysta, fanatycznie wierzcy
w postpy wiedzy; wolnomylny, a zajady wielbiciel absolutyzmu; katolik szczery, szczerzej
jeszcze drwicy z wszelkich religii, wykwintny sybaryta nie cierpicy wszelkiego trudu,
a rwnoczenie pracownik namitny.
Drwi z wszystkich i ze wszystkiego, a mia wspczujce serce dla kadej niedoli i wielki
pobaajcy rozum.
Bya to paradoksalna sprzeczno, pokrywajca bardzo jednolit, oryginaln jednostk.
 Kurowski to jest polnische Misch-Masch!98  okreli kiedy Bucholc, ktry go bardzo
powaa.
Borowiecki przystan, bo zdawao mu si, e syszy jakby gos kobiety i szelest sukien
w pokoju Kurowskiego, ale przycicho zaraz i on sam wszed.
By jaki niespokojny, przywita si i usiad przy stole z pewn niecierpliwoci.
 Przyjdzie kto dzisiaj?  zapyta, podnoszc na Karola orzechowe wielkie oczy.
 O ile wiem, to bd wszyscy. Nie widzielimy si cae trzy tygodnie.
 I tsknilicie, co?  rzuci niedbale.
Umiech przelecia po jego twarzy.
 Chociaby dlatego, aby mg wtpi.
 Nie wtpi, bo musiabym i wam to krlewskie dostojestwo myli czasem przeznacza.
 A nie chcesz?
 Nie mog jako. Pomimy to, jeste jaki niewyrany, masz wyraz twarzy zdradzonego
po raz pierwszy ma.
 Czemu nie wyraz chorego na niestrawno?  wykrzykn Karol, dotknity pewn
prawd, zamknit w tym okreleniu.
 Jak chcesz! Czy oni na pewno przyjd?  zapyta, spogldajc na zegarek i ironiczne,
zoliwe spojrzenie rzuci na kotar, przysaniajc drzwi sypialni, poza ktr rozleg si bardzo
delikatny szmer.
 Maks, Endelman i Kessler bd z pewnoci, bo Maks si wyspa, a tamci dwaj wynudzili
si porzdnie na dzisiejszym przyjciu Endelmanw.
 Dostaem zaproszenie! No i c, duo byo zotych cielt?
 Doskonae okrelenie, Bernard informowa mnie szczegowo o ich posagach, no i ogldalimy je po kolei, ale to wcale nie zajmujce widowisko, nie.
Trzs gow melancholijnie, bo twarz Emmy stana przed nim i przypomniay mu si jej
sowa.
 Trawiscy by mieli, bo on wczoraj by u mnie i mwi.
 A byli. On si nudzi w tym ydowsko-niemieckim morzu, a ona robia sensacj swoj
urod i wykwintem. Bya take i Smoliska.
 Bya? To wypadek dnia. Jake znajdujesz t antyczn pikno?
 e jest bardziej antyczn ni pikn.
 Masz racj, jej uroda ma wicej sawy ni piknoci. Obmwili j za odlegej modoci,
e jest pikn, i ta plotka kursuje z jednak si przez szereg pokole.
Borowiecki skrzywi si tylko do umiechu i zamilkli.
 A jednak tobie co jest?
 Dlaczego przez cae trzy tygodnie nie bye w odzi?  zapyta nie odpowiadajc na
pytanie.
 A, dlaczego?  zacz podrzuca n i chwyta ze zrcznoci onglera.  Dlaczego?
oto dlatego  obrci si do niego ramieniem i pokaza lew rk na temblaku.
 Wypadek?
 Tak, dwa cale stali.
 Kiedy?  zapyta prdko, jakby z niedowierzaniem.
 Dwa tygodnie temu  odpowiedzia ciszej i jego brwi czarne napiy si niby uki nad
oczami, wieccymi twardo i surowo.
Teraz dopiero Borowiecki spostrzeg jak chorobliw zielonaw blado jego twarzy
i wpadnite oczy.
 Kobieta?  rzuci wicej do siebie ni do niego.
 Nie znam ani jednej takiej, za ktr bym powici paznogie!  powiedzia prdko
i zacz niespokojnie gadzi czarne, mocno przerzedzone wosy i brod rwnie kruczoczarn, ktra mu zakrywaa konierzyk i p gorsu.
 Bo takich nie ma! Zupenie nie ma!  zacz gorco Karol.  S albo samice gupie, albo
paczliwe sentymentalne gsi; czowieka, zupenego czowieka pomidzy nimi nie znalazem.
Chcia za obecny swj nastrj mci si na ogle kobiet, ale Kurowski mu przerwa.
 Bo nie czowieczestwa szukae w swoich kochankach  tylko mioci. Nie masz gosu
w tej sprawie dotd, dopki nie przestaniesz ple o nieczowieczestwie kobiet, dopki nie
przestaniesz traktowa je jako zabawki, jako er; dopki patrzysz na kobiety przez pryzmat
apetytu  tylko apetytu.
 Ciekawym, kto patrzy z nas na mode, pikne kobiety inaczej?
 A nie wiem, bo ja to nie  odpowiedzia niedbale.
 A mnie z takiego samego powodu odbierasz prawo sdzenia?  pyta rozdraniony.
 A ty mi zabraniasz mwienia chociaby pozornych sprzecznoci?
Zacz si mia.
 W takim razie po c si bawimy pustymi sowami!
 O tym wanie myl od pocztku, a ty dopiero po czterdziestu minutach przyszede do
tego samego.
 Bd zdrw!  rzek zirytowany Karol i szed ku drzwiom, ale mu Kurowski zastpi
drog bardzo ywo.
 Nie dziwacz, jeste zirytowany na ludzi, a chcesz si odbija na mnie. Zosta. Chciabym, eby nikt wicej dzisiaj nie przyszed  dokoczy.
Karol zosta; usiad w fotelu i tpym wzrokiem zapatrzy si w wiato kilkunastu wiec,
pozapalanych w wielkich srebrnych kandelabrach, bo Kurowski nie cierpia w mieszkaniu
gazu, nafty i elektrycznoci.
 Odwoaj, e dzisiaj nie przyjmujesz nikogo, ja zaraz wyjd.
 Ba, odwoa musz, ale chce mi si jednoczenie widzie i tego dzkiego Hamlecika,
Bernarda, ktry nie tylko karykaturuje naladownictwem moje sowa i definicje, ale i kolor
moich skarpetek. Chciabym rwnie zobaczy to miso  Maksa, i tego wilka niemieckiego
 Kesslera, nie mwi ju o reszcie. Brakowao mi was przez ten czas.
 Nie mia ci kto bawi w chorobie?
 Istotnie, przyznam ci szczerze, e wy bywacie nieraz wysoce zabawni.
 Dobrze wiedzie o tym, musz ci w imieniu wszystkich podzikowa za szczero.
 A, trudno nie by szczerym  zawoa takim akcentem artobliwym, e obaj spojrzawszy
sobie w oczy umiechnli si i zamilkli.
Kurowski poszed do drugiego pokoju i powrci za chwil.
Karol spoglda na niego i czu jak niezwyk potrzeb mwienia, wypowiedzenia si
nawet choby pswkami, a milcza, bo wobec jego zimnej twarzy i gryzcego ironi spojrzenia
zamyka si w sobie i cofa pospiesznie w gb, i si powstrzymywa wyrazy cisnce
si na usta.
 C twoja fabryka?  zapyta po pewnym czasie Kurowski.
 Sprawy stoj tak, jak ci objaniaem w ostatnim licie. Za tydzie Moryc przyjedzie, to
si zabierzemy do roboty.
 Zapomniaem ci powiedzie, e widziaem pann Ank w Warszawie.
 Nie wiedziaem nawet, e miaa tam by.
 Po c si opowiada miaa? Chcesz, eby si dla panien wiat koczy na narzeczonych?
 Zdawao mi si, e powinien si koczy na narzeczonych wanie.
 Jeli nie maj kochankw. A dlaczeg to ty na tym nie poprzestajesz?
 Zabawne pytanie! Jeste wyznawc idei Bjrnstjerna-Bjrnsona. Wtpi, czy si to podoba
twojej kochance.
 Aaa!  zacz ziewa  mwimy o rzeczach, ktre mnie nic a nic nie obchodz.
 Dzisiaj.
 Moe i przez jutro jeszcze  zakoczy niedbale dzwonic na garsona, ktremu poleci
nie puszcza dzisiaj nikogo do siebie i przynie kolacyjn kart.
Karol przeciga si ociale i pooy gow na grzbiecie fotela.
 Moe kaza wnie ko, co?
 Dzikuj ci, pjd zaraz do domu. Jestem strasznie znuony i taka wstrtna apatia obwina mnie, e si czuj coraz bezsilniejszym.
 Ka si wasnemu lokajowi wypoliczkowa, to ci orzewi; jest to rodek radykalny, bo
apatia jest najstraszniejszym wrogiem ycia.
 Nie odpisae mi, czy dajesz kredyt lub nie?
 Daj. Prosz ci, czemu nie zameldowa lokajowi, e przychodzisz z interesem, bybym ci powiedzia, e interesy zaatwiam w kantorze, a tutaj przyjmuj tylko przyjaci.
 Przepraszam ci, zapytaem si prawie bezwiednie. Nie dziw si temu, e jestem pochonity
t swoj fabryk. Chciabym j widzie jak najprdzej w ruchu.
 Tak mocno pragniesz pienidzy?
 Nie tyle co niezalenoci.
 Niezaleno maj tylko ndzarze, bo ju nawet i miliarderzy s jej pozbawieni. Czowiek
posiadajcy rubla jest ju niewolnikiem tego rubla.
 Paradoks!
 Rozwa, a przekonasz si.
 By moe, ale w kadym razie wol by zalenym na sposb Bucholca od wasnych
milionw ni od pierwszego lepszego zbogaconego parobka.
 To inna kwestia, bardziej praktyczna, ale patrzc szerzej, to zobaczymy, e ta niezaleno jest zudzeniem absolutnym w oglnoci, a niezaleno poszczeglna, niezaleno ludzi
bogatych jest niewol. Przecie taki Knoll, Bucholc, Szaja, Mller i stu innych to
najbardziej ndzni niewolnicy wasnych fabryk, najmniej samodzielne mechanizmy, nic wicej!
Znasz przecie ycie fabrykantw i ycie fabryk, to wiesz tak dobrze o tym jak i ja. Pomyl,
co za dziwna kombinacja rozwija si dzisiaj w wiecie: czowiek ujarzmi potgi
przyrody, odkry mas si  i poszed w pta wanie tych samych potg. Czowiek stworzy
maszyn, a maszyna czowieka zrobia swoim niewolnikiem; maszyna bdzie si rozrasta
i potnie do nieskoczonoci i rwnie wzrasta i potnie bdzie niewola ludzka. Voila!99
Zwycistwo kosztuje zawsze wicej ni przegrana!  Rozwa.
 Nie, bo musiabym doj do innych zupenie wnioskw.
 Ja mam gotowe, mog ci je rozsnu natychmiast, rwnie bd logiczne.
 Dziwi mnie tylko, e sam tak ochotnie poszede w niewol swojej fabryki.
 Skd wiesz, e ochotnie? czemu nie przypuszczasz koniecznoci, elaznej koniecznoci,
musu ohydnego!
Mwi prdko i ze zoci, ktr mu przyniosy te bolesne jakie przypomnienia.
 Jeste niekonsekwentny. Gdybym tak myla i mia podobny do twojego kt patrzenia na
wiat, to nie robibym nic, bo i po co?
 eby mie pienidze, duo pienidzy, tyle, ile mi potrzeba mie, to pierwsza przyczyna,
a druga jest ta, eby rozmaite chamy niemieckie nie mogy powiedzie: Jedcie do Monaco.
A potem chc na tym gruncie szachrajstw zaszczepi nieco cnoty  zakoczy szyderczo.
 Aby j tym lepiej sprzedawa?
 C warta jest cnota, ktrej dobrze sprzeda nie mona?
 Ty si ze swoj nie bardzo droy  rzuci Karol przypomniawszy sobie ostatniego jego
wsplnika, ktry ze spki nie wnis ani grosza, pomimo e woy w ni wiele.
 To pode oszczerstwo!  krzykn Kurowski, gwatownie uderzajc krzesem o podog.
Oczy mu rozbysy potnym pomieniem, a twarz zadrgaa gwatownie ze wzruszenia, ale
si wnet opanowa, usiad z powrotem, zapali papierosa, pocign kilka razy, rzuci go i wycigajc rk rzek cicho:
 Przepraszam ci bardzo, jelim ci dotkn.
 Wierzyem troch plotkom, bo sdziem ci po dzku, ale teraz wierz tobie i nie gniewam
si zupenie, rozumiem, e mogo ci moje przypuszczenie zabole.
 Nie okpiem, bo sposobno nie bya po temu i nie miaem kogo  powiedzia, ale pod
tym cynizmem czu byo jeszcze wzburzenie wielkie.
Kaza sobie przynie butelk wina i pi szklanka po szklance.
 Szkoda, e nie yem sto lat temu  zacz zwykym tonem.
 Dlaczego?
 Bybym si lepiej bawi na wiecie. Sto lat temu byo jeszcze dobrze. Istniay jeszcze
potne instynkty i potne namitnoci, jeli byli zbrodniarze, to takiej miary jak Danton,
Robespierre i Napoleon, jeli byli zdrajcy, to tacy, ktrzy sprzedawali cae ludy, jeli zodzieje,
to tacy, ktrzy kradli pastwa. A dzisiaj co? kieszonkowe zodziejstwo i gnicie scyzorykiem
w brzuch!
 I nie potrzebowaby w tamtej epoce fabrykowa swoich chemikaliw.
 Miabym robot inn, pomagabym Robespierrom cina by yrondzie i Dantonom,
a Barrasom cina Robespierrw, eby pozostaych kaza zatuc kijami i wyrzuci psom.
 A w kocu?  zapyta Karol, niespokojnie patrzc na niego, bo mwi z zamknitymi
oczami i wyglda na niezupenie przytomnego.
 A w kocu pani Libert, Fraternit, Egalit100 plunbym w oczy, bo jest nonsensem
i mierdzi, a poszedbym pomaga Wielkiemu oczyszcza wiat z hooty.
Karol zacz si mia, biorc jednoczenie kapelusz.
 Dobranoc ci.
 Ju idziesz? Dopiero siedzisz godzin i p.
 Liczye tak cile?
 Ze strachem, eby nie byo wicej. No, do tych gupstw. W przysz sobot czekam
ci, czekam was wszystkich.
 Mam zamiar by wtedy u narzeczonej.
 Polij zastpc, a sam pojedziesz w niedziel. Licz na ciebie z pewnoci.
Karol szed Piotrkowsk, ale czu si jeszcze wicej zdenerwowanym i znuonym ni
przedtem.
Zyska tylko to, e pozby si tych jakich ciemnych niepokojw i wyrzutw sumienia.
Jakie resztki niedawnego nastroju mia jeszcze w duszy, ale co chwila zapomina o sobie, bo
mu w mzgu dwiczay paradoksalne wywody Kurowskiego, ktre rwnie prdko przeu.
Wraca do rwnowagi, bo zachciao mu si gwatownie je. Wic wstpi po drodze do
Victorii.
W restauracji byo prawie pusto z powodu przedstawienia w teatrze, ktre si niedawno
zaczo.
Garsoni drzemali w ciemnej sali od ulicy, a po dwch pierwszych, owietlonych, azi
Bum-Bum, poprawia binokle obu rkami, trzaska w palce i przystawa co chwila, wpatrujc
si w wiata wysadzonymi, martwymi oczami.
Przy bufecie sta wysoki, tgi mczyzna z bardzo ma spiczast gow, pokryt czarnym
mchem wosw, malekie czarne punkciki, ktre stanowiy gboko obsadzone oczy, wieci-y mu z czerwonej twarzy, przecitej tak szerokimi ustami o wywinitych wargach, e byy
podobne do nalepionych sinych wakw waty.
Pochyli si nad bufetem, oblizywa wiecce usta, wysysa co chwila wsy, wyciera serwetk spiczast czarn brdk i szepta do stojcego przy nim niskiego grubasa, ktry poyka prawie jaki butersznit, ruszajc przy tym wsami, nosem, brwiami i wytrzeszczajc
zapynite tuszczem oczy.
 Mj paneczku kochany, a moe by tak koniaczek jeszcze raz, co? Niech no pani strzyknie,
a potem tak kawiorku, befsztyczek po tatarsku, co? Oby nam si dobrze dziao!
Stuknli si i wypili.
 Mj paneczku kochany, a tak przepowiedzie sobie jeszcze do trzeciego razu, co?
Karol przeszed do pokoju od podwrza i nim mu podali je, przeglda zacz ostatnie
gazety.
Przyszed zaraz za nim Bum-Bum, szed zygzakowato, nogi mu ostro wyskakiway i drga-y tabetycznie, a binokle co chwila opaday na piersi.
 Dobry wieczr! Z dyrektora rzadki go!  bekota jako niewyranie i rybie martwe
oczy nastawia na niego.
 Mieszkam daleko  odpowiedzia krtko, przysaniajc si gazet, aby si go prdzej
pozby.  Co to?  zapyta prdko, odsuwajc si mimowolnie, bo Bum-Bum nachyli si
nad nim.
 A, niebieskie nitki ma dyrektor na ramionach i plecach, o!
Zacz z niego ciga ruchem takim, jakby te nici byy nieskoczonej dugoci.
Borowiecki przejrza si w lustrze, ale nie zobaczy nic.
 Wszyscy dzisiaj tak jako opltani...  bekota Bum-Bum.  Ma pan jeszcze na plecach!
I znowu snu z niego te urojone jakie nici, mota je w rkach, rzuca na podog i snu
dalej, poruszajc si automatycznie, zapatrzony wzrokiem, ktry nic nie widzia, w te zwoje
bkitnych wkien, jakimi by osnuty Borowiecki, ktry zniecierpliwiony zadzwoni na garsona,
wskazujc gow Bum-Buma.
Garson uj go pod rami i odprowadzi.
Bum-Bum nie stawia oporu, szed jak senny, tylko zacz z niego zdejmowa nici caymi
garciami i rzuca na ziemi.
Na Borowieckim zrobia ta scena tak przykre wraenie, e z popiechem zjad i wynis
si; w bufecie Bum-Buma ju nie zasta, by tylko ten wysoki, siedzia przy stole, gono
mlaska jzykiem i z kawakiem befsztyku w zbach gada.
 Rka rk... tego, uwaa paneczek kochany! O ile si da... o tyle si zrobi.
Gruby nie odpowiada, bo mia usta zapchane misem, tylko jeszcze szybciej porusza
twarz.
Na rogu pasau Meyera pod latarni Borowiecki znowu spostrzeg Bum-Buma, szed wolno
i snu dalej t urojon przdz, snu z latar, z przechodniw, z domu; z powietrza apa
nad gow, bo mu si zdawao, e caa ulica jest zasnuta niby pajczyn, wic j rwa, ciga
i jakby si przedziera przez ni.
 Delirium tremens  szepn Karol z politowaniem i pojecha do domu; obiecywa sobie,
e zaraz pjdzie spa i wypi si za wszystkie czasy.
Mateusz gra na harmonijce, a w ciemnej, dugiej sieni kilka sug z domw ssiednich
walcowao z zapaem.
Przerwa im t zabaw, zabierajc Mateusza do mieszkania.
Maksa Bauma ju nie byo, pozosta tylko po nim szumicy jeszcze samowar.
Kaza posa ko, zapowiadajc, eby w sieni byo cicho, bo zaraz po herbacie pjdzie
spa.
Nie poszed jednak, bo gdy go owiona cisza mieszkania, wtedy go schwyci taki ostry
spazm nudy, e nie wiedzia, co ma z sob zrobi.
Rozebra si, ale spa nie poszed, zacz przeglda jakie papiery i rzuci je z niechci
na st, zajrza do Maksa pokoju  ciemny by i wion pustk.
Popatrzy na ulic cich i usypiajc ju po witecznym ruchu.
W caym domu panowaa cisza przygnbiajca, a z kadego kta mieszkania wyazia nuda
i pustka.
Nie mg ju duej wytrzyma w tej samotnoci, pospiesznie si ubra i nie pamitajc
ju ani o niedawnych zgryzotach z powodu Emmy i postanowieniach ycia inaczej, pojecha
do Lucy.
XIII
Po poudniu na drugi dzie Borowiecki, rzewy, wywieony, spokojny zupenie po wczorajszej
burzy, ktra przesza nie zostawiajc w nim innego ladu nad drwicy umiech z samego
siebie, podobny jasnoci i humorem do tego dnia niedzielnego, jaki zatopi d
w sonecznych blaskach, cieple i radoci nadchodzcej wiosny, wybiera si z wizyt do
Mllerw.
Szykowa si do niej tak starannie, e Maks mrukn niechtnie:
 Komediowy amant!
Ale Maks nie by dzisiaj w dobrym humorze.
Przyszed do domu pno, wsta jeszcze pniej, bo o drugiej po poudniu, i azi po mieszkaniu
w pantoflach, zaglda we wszystkie kty, prbowa si ubiera, ale wszystko mu byo
niedogodnym, wic zarzuci cay pokj bielizn i garderob, kopic je ze zoci i wymylajc
co chwila na Mateusza, to na praczk, e mu przypalia konierzyki, to znowu zacz irytowa
si na szewca, ktry mu reperowa kamaszki i pozostawia w rodku ostre koce szpilek;
tak zapewnia o tym Mateusza, ktry si zaklina na wszystkie witoci mu znane, e to
nieprawda, e kamaszki w rodku s gadkie jak aksamit.
 Ani kruszyny nie ma, ani tylego dziebdzia!
 Mapa zielona jeste, mnie najwyraniej kole, a ten gada, e nic nie ma!
 Wsadziem palec, nic nie czuj, potem ca rk i ty nie ma.
 To ozorem pomacaj, to odczujesz tak samo jak ja nog!  krzycza, wyrywajc mu but.
 Hale, ja ta ni mam ozora w tym samym miejscu co pan  rzek z gniewem famulus i wynis si trzaskajc drzwiami.
Maks poszed do okna i tam pod wiato skroba w bucie pogrzebaczem.
 Po czym ty masz taki katzenjamer101 zoci?  zagadn go Borowiecki, wcigajc rkawiczki.
 Po czym? Ju mnie diabli bior ze wszystkiego. Wczoraj zmarnowaem sobie wieczr
przez Kurowskiego. By, a nie przyjmowa u siebie, bo przyjmowa jak... map! Poszedem
do domu ju zy, a tam przy kolacji uraczyem si na dobre! Niech jasne pioruny spal wszystkie
buty i wszystkich szewcw!
Trzasn kamaszkiem o podog, pogrzebacz rzuci pod piec i zacz si szybko rozbiera.
 Co robisz?
 Id spa  powiedzia ponuro.  Niech diabli wszystko wezm, tu buta woy nie mog,
bo kuje, ta klpa popalia mi konierzyki, w domu pieko, tego ju za wiele. Mateusz! 
rykn pen piersi.  Jakby kto do mnie przychodzi, to mnie dzisiaj nie byo i nie ma, syszysz?
 To si wie, a jakby ta... jak si nazywa, panna Antka przysza?
 To j wyrzu, a jak mnie obudzisz, to ci eb przekrc na drug stron i tak wat ci z pyska
zrobi, e ci rodzona kochanka nie pozna. Telefon zaknebluj, przynie samowar i wszystkie
dzienniki.
 C si u was stao?  zapyta Karol, zupenie nie zdziwiony jego sposobem przepdzania
wit i niedziel, bo si to zdarzao zbyt czsto.
 Co? Od jutra zmniejszamy dzie roboczy o dwadziecia pi procent. Sezon zupenie
martwy, nic si nie sprzedaje, magazyn zawalony, weksli nie pac, a w dodatku ojciec zamiast
dawno zmniejszy ilo godzin roboczych lub oddali z poow robotnikw, pacze, e
ci biedacy nie bd mieli co je, i yruje rozmaitym ajdakom weksle. Za rok sam nie bdzie
mia co je. Niech sobie zdycha, jeli mu si tak podoba, ale po co ja mam na tym cierpie!
 Poowa fabryk zmniejsza pac, oddala robotnikw i ogranicza produkcj. Syszaem
wczoraj u Endelmanw, rozprawiano dosy szeroko.
 Niech ich diabli wezm wszystkich razem, co mnie to obchodzi, ja tylko nie chc, eby
mnie wzili, i ebym spokojnie mg spa!
Wsun si pod kodr, wykrci twarz do ciany i sapa gono z irytacji.
 Ojciec musi by bardzo zmartwiony, al mi go bardzo.
 Nie gadaj mi o nim, bom taki zy, e oddabym go kademu za darmo!  zawoa siadajc gwatownie na ku.  Stary niedoga! robi sam jak ostatni robotnik, zamcza si, odmawia
sobie nawet tego, e w tym roku nie pojedzie do Ems, chocia doktr radzi mu jecha
i nawet nakazywa; robi bokami tak, e mu ju wszystkie warsztaty stan niedugo, a tu wczoraj
przyjeda m Berty, ten miy Fryc Wehr, i jak zacz go podchodzi, tak stary wycign
prawie ostatnie pienidze i da ajdakowi, a potem matce mwi, e si czuje tak dobrze, i
ju nie pojedzie do wd. Ju nie wiem, co si stanie z nami, bo straciem nadziej uratowania
firmy. Dorobi si tyle na swojej uczciwoci, e po czterdziestu latach roboty, jak teraz
umrze, to bd go musia pochowa za swoje pienidze.
 Za wczenie o tym mwisz, bdzie si jeszcze trzyma dugo.
 Fabryka nie wytrzyma roku, musi zdechn, bo paszy zbraknie, a jak fabryka klapnie, to
stary jej nie przeyje! Zdechnie z ni razem, ja go znam dobrze. A kto si upar rczn fabryk wytrzyma konkurencj z par, tego mona od razu posa do domu wariatw.
 Rzeczywicie, jest to maniactwo tak dziwne, e a mieszne.
 To jest mieszne dla obcych, ale dla nas to maniactwo jest tragiczne, a szczeglniej teraz,
kiedy caa d si trzsie, kiedy mocne nawet firmy kad si jak zboe, kiedy bankructwami
cae miasto mierdzi, kiedy ju nie wiadomo komu da kredyt, a komu nie da, bo
wszyscy zarywaj. Jak ty mylisz, czym my od paru lat yjemy? ju nie kodrami ani kapami,
bo te ju naladuje Zuker i sprzedaje o pidziesit procent taniej, yjemy tymi czerwonymi
pcienkami, yjemy czerwonym kolorem, ktrego jeszcze dzisiaj nikt nie potrafi naladowa.
Tylko ten towar idzie jako tako, ale on jest taki drogi, e gdyby szed najlepiej, eby si
sprzedawao wszystko, co tylko zrobi mona, to si zarobi na tym dziesi procent. Ja mam
ju tak dosy tego kramarstwa, e jak ty prdko nie zajmiesz si fabryk, to sam, chocia nic
nie mam, zao i plun na wszystko. Zbankrutuj, to zbankrutuj, ale bd przynajmniej co
robi!
Pooy si znowu, okrci kodr po uszy i milcza.
 Sezon jest zy, bankructwa s na porzdku dziennym, oglnie zmniejszaj produkcj
wszyscy z wyjtkiem trzech, moe czterech wielkich fabryk, ktre maj za co przeby kryzys; jest nawet le, ale ju s widoki poprawienia si interesw. Ostatnie urzdowe zawiadomienia
gosz, e w caej Rosji oziminy jesieni doskonae, zim przetrzymay wietnie i zapowiadaj si doskonale. Jeli wiosna nie zawiedzie, jeli urodzaje bd dobre przez dwa lub
trzy lata, a ceny na zboe nie spadn w tym czasie, czego si nawet nie przewiduje z powodu
wyczerpania zapasw u nas i za granic i z powodu nieurodzajw indyjsko-amerykaskich,
to nasz rynek koo jesieni zacznie si oywia. Jest jeszcze jedna przyczyna, dlaczego musi
by lepiej w przemyle tkackim: oto rozpoczcie olbrzymich pastwowych robt, ktre pochon setki milionw i zajm dziesitki tysicy rk obecnie bezczynnych! Syszysz, Maks!
 Sysz, ale powiem waszym przysowiem: Patyczki stru, a ptaszki jeszcze w lesie.
Karol nic si na to nie odezwa, tylko woy palto i pojecha do Mllerw.
Na Piotrkowskiej spostrzeg Kozowskiego, ktry po caych dniach wczy si po miecie.
Sta jak, zwykle w baletowym pas, z cylindrem na tyle gowy, ktry co chwila zsuwa na
czoo gak laski i odsuwa, rozmawia z dyrektorem teatru, ktry w baraniej siwej czapce,
z jasnym zawiesistym wsem i orlim nosem mia min atamana koszowego102.
Odkoni im si spiesznie i nie zwaajc na znaki Kozowskiego, chccego zatrzyma dorok, pojecha dalej.
Mllerowie mieszkali za gmachami swojej fabryki, oddzielonej ogrodami od mieszkania,
wychodzcego na inn ulic.
Ulica bya mao zabudowana i zaraz prawie za ich domem wychodzia w pola, ale pomimo
to bya ju uregulowan, miaa bruk, trotuary i gazowe owietlenie z tego powodu, e
kilku fabrykantw miao tutaj swoje mieszkania.
W oknie niskiego parterowego domu, przycinitego bokiem do pitrowego paacyku, zacia si na chwil pomidzy mas kwiatw twarz Mady i znikna.
W przedpokoju zasta Mllerow, ktra mu otwieraa drzwi i nieomal chciaa pomaga
przy zdejmowaniu palta.
Bya tak zakopotana i oniemielona, e tylko ruchem rki zaprosia go do pokoju.
 M w kantorze, a Mada zaraz przyjdzie, niech pan siada !  zacza przysuwajc mu
fotel, na ktrym pooya jedwabn czerwon poduszk.
Zacz rozmawia, ale pomimo e mwi o najbanalniejszych rzeczach, o pogodzie,
wionie, a nawet o droynie na targach, Mllerowa nie daa si wywie z cierpliwego
milczenia.
 Ja, ja!  odpowiadaa wygadzajc niebieski fartuch, jakim bya okrcon, i podnosia
na niego blade, wypeze przy ognisku kuchennym oczy, poruszajce si ciko w pomarszczonej,
martwej twarzy.
Miaa na sobie jaki barchanowy w kratk kaftan i chustk wenian na gowie, zawizan
pod brod.
Wygldaa jak stara kucharka, bo nawet jaki zapach rosow i frytur103 otacza j i rozlewa si po pokoju.
Najlepiej si przeto czua w kuchni z poczoch w rku, ktra teraz wygldaa z kieszeni
fartucha.
 Jake pani zdrowie?  zapyta w kocu z rozpacz.
 Dobrze, bardzo dobrze  odpowiadaa z polszczyzn i spogldaa niecierpliwie na
drzwi, ktrymi miaa wej Mada.
 A pana ona i dziecka?  zapytaa po dugim namyle.
 Jestem jeszcze kawalerem, askawa pani.
 Ja, ja! i mj Wilhelm jeszcze kawaler. Pan zna moja Wilhelma?
 Mam przyjemno go zna. Czy ju wyjecha?
 Ja, do Berlina  odpowiedziaa z westchnieniem i byaby si powoli moe rozgadaa, ale
Mada wesza i tak promieniejca zadowoleniem, e stara popatrzya na ni, obcigna jej
stanik i wysza.
 Widzi pani, e czasami umiem dotrzyma sowa.
Poda jej dugi spis ksiek, jaki mu zrobi Horn, ktry z literatur by w bliszych stosunkach.
 A byo panu bardzo trudno?  zagadna akcentujc sowa na ostatnich literach.
 Byo mi bardzo atwo, poniewa pani sobie tego yczya.
 Pan nie kamie?  zapytaa naiwnie.
 Nie, nie!  odpowiedzia z umiechem.  Pani myli, e mczyni zawsze kami!
 Ja nie wiem, tylko Wilhelm to zawsze kamie. Ja mu nic a nic nie wierz.
 Ale mnie pani wierzy bdzie?
Zaczyna si bawi t rozmow.
 A, jak pan nigdy nie skamie, to bd wierzy.
 Obiecuj pani to solennie.
 Dobrze. Wie pan, a tamte ksiki ciocia mi przywioza i ju czytam.
 Bardzo pani zajmuj?
 Takie s tam adne. wzruszajce kawaki, e pakaymy razem z mam. Ojciec si z nas
mia, ale musiaam mu wczoraj czyta cay wieczr.
 Pno pani powrcia od pastwa Endelmanw?
 Ju byo ciemno. Widziaam, jak pan wychodzi z salonu.
 Musiaem wczeniej wyj i bardzo aowaem tego.
 Bardzo adnie jest u Endelmanw i tak wspaniale przyjmowali.
 aowaem, e nie mogem porozmawia duej z pani.
 Ale ja za to mwiam o panu z pani Trawisk.
 I bardzo mnie panie obmawiay?
 O nie, nie! To tylko panowie nas obmawiaj.
 Przekonaa si pani o tym?
 Zawsze, jak Wilhelm powraca. z wizyt i wieczorw, to przychodzi do mnie opowiada
i wykpiwa ze wszystkich kobiet.
 I myli pani, e wszyscy mczyni tak robi?
 Jak pan powie, e nie wszyscy, to ja panu bd wierzy!  zawoaa prdko, rumienic
si gwatownie.
 Zapewniam pani, e nie wszyscy.
I tak dalej toczya si rozmowa w tonie naiwnego szczebiotu o niczym, a go znudzia,
i zacz oglda kwiaty, bardzo starannie hodowane i przysaniajce szyby okien.
Chwali je gorco.
 Powiem Gotliebowi, to jemu bdzie przyjemnie.
 Kt to taki?
 Nasz ogrodnik. Pan Strch nie lubi kwiatw i powiada, e jakby w tych doniczkach posadzi kartofle, to byoby wicej poytku, ale pan Strch jest gupi, prawda?
 Pewnie, e tak jest, skoro pani mwi.
Bawi si coraz lepiej, a pniej, gdy si omielia wicej i rumiece coraz mniej j kopotay swoj czerwonoci, rozmawiaa tak rezolutnie, e spoglda na ni z pewnym zdziwieniem.
Brakowao jej znajomoci wielu form towarzyskich, bo ojciec by za wieym milionerem
i wychowywaa si pomidzy kuchni a fabryk, w prostym otoczeniu webrw, robotnikw
i takich samych dorobkiewiczowskich rodzin jak oni, ale zdradzaa du ywo umysu
i wiele rozsdku yciowego.
Obuda ycia towarzyskiego nie stara z niej szczeroci, ktra nieraz wydawaa si miesznie
dziecinna, ale porywaa swoj prostot.
Skoczya nawet jak pensj w Saksonii, skd Mller przyby przed laty jako zwyky
tkacz do tej ziemi, ktra istotnie staa si dla ziemi obiecan.
Miaa nawet pewne pojcie o wartoci pienidzy, bo w rozmowie powiedziaa o wsplnej
ich znajomej:
 Pan wie, e Mania Godfryd zerwaa z narzeczonym?
 Nie, czy pani to oburza?
 Dziwi mnie tylko, bo ani nie jest pikn, ani nie ma posagu i ju z drugim zrywa.
 Moe woli czeka na bogatego modego fabrykanta.
 Przecie i ten jej narzeczony mg si dorobi. Mj ojciec, jak si eni, nie mia ani
talara, a teraz przecie jest bogaty.
 A moe panna Godfryd chce zosta star pann?
 A ktra by chciaa zosta star pann dobrowolnie!  wykrzykna gorco.
 Jest pani tego pewn?
 Ja bym nigdy nie zostaa. Mnie zawsze bardzo al starych panien, one s tak samotne
i takie biedne.
 Bo pani dobra.
 A potem ludzie si z nich miej. Gdybym moga, to by wszystkie kobiety na wiecie
miay mw i dzieci, i...
Zatrzymaa si patrzc, czy Borowiecki si nie mieje, ale on stumi umiech i spogldajc na jej zote rzsy i twarz mocno zaczerwienion, powiedzia powanie:
 Dobrze by pani zrobia.
 I pan nie mieje si ze mnie?  pytaa podejrzliwie.
 Podziwiam pani dobre serce.
 Papa idzie  zawoaa odsuwajc si nieco od niego.
Mller istotnie wyszed z drzwi prowadzcych do paacu, by w pantoflach kapicych drewnianymi podeszwami i w barchanowym podwatowanym i mocno zatuszczonym
kaftanie.
Wyglda jak karczmarz z wypasion czerwon twarz, pozbawion zupenie zarostu
i wiecc si tuszczem, tylko zamiast porcelanowej fajki mia w ustach cygaro, ktre przerzuca jzykiem z jednego kta ust w drugi.
 A czemu, Mada, ja nie wiedziaem, e jest pan Borowiecki  zawoa po przywitaniu si.
 Mama nie chciaa przerywa ojcu roboty.
 Widzi pan, ja mam duy kopot.
Wyj cygaro i poszed splun pod piec do kraszuarki104.
 Pan nie zmniejsza produkcji?
 Musz mniej robi, bo tyle gotowego towaru, a mao co si sprzedaje. Sezon przepad
zupenie. Kupcy s, ale ci wszyscy tylko bankrutuj i zarywaj. W tym roku dosy straciem
na nich. Co robi, trzeba czeka na lepsze czasy.
 No, pan si sezonu nawet najgorszego nie obawia  zauway z umiechem.
 Ja! ale co si straci dzisiaj, tego ju i najlepszy sezon nie powrci. U Bucholca nie
zmniejszaj dnia?
 Przeciwnie, bo w oddziale biaym bd robi wieczorem.
 On ma zawsze glck105. On cigle chory?
 Niby zdrowszy, bo ju prbuje wychodzi.
 Ale po co ty, Mada, trzymasz tutaj pana, przecie mamy paac dla goci.
 Moe pan pozwoli dalej?  szepna.
 Pjdmy, poka panu moj chaup.
 O ktrej cuda opowiadaj w odzi.
 Zobaczysz pan; kosztuje mnie cae sto szedziesit tysicy rubli; ale wszystko nowe. Ja
nie kupuj starych gratw jak Endelmanowie, mnie sta na nowe.
Obcign na do wydatnym brzuchu kaftan i wyd pogardliwie usta na wspomnienie
starych, bardzo cennych mebli Endelmanw.
Szli wskimi schodami, jakie prowadziy ze starego domu na pierwsze pitro paacu, bo
cay jego parter zajmowa kantor gwny fabryki.
Mada biega naprzd i otworzya wielkie drzwi, u ktrych klamki schowane byy w barchanowe
futeray.
 Dobrze, e pan przyszed  gada Mller sapic i przerzucajc ustawicznie cygaro
w ustach.
 Dawno pragnem, ale nigdy mi czas nie pozwala.
 Ja wiem, ja wiem!  zawoa klepic go w opatk.
 U nas nudno, to si pan ba przyj  szczebiotaa Mada wprowadzajc ich do paacu.
 Niech pan sidzie na tej adnej kanapie  zaprasza Mller.
Mieszkanie tono w pzmroku, ale Mada popodnosia story do gry i jaskrawe wiato
dnia zalao szereg pokojw umeblowanych z przepychem.
 A moe pan zapali dobre cygaro?
 Nigdy nie odmawiam.
 Sprbuj pan tych, mocne, po siedemdziesit pi kopiejek sztuka!
Wycign z kieszeni spodni mocno zatuszczonych i powypychanych gar zmitych i pokrzywionych
cygar.
 A te sabsze, po rublu, sprbuj pan!  doda, wycigajc z drugiej kieszeni jeszcze silniej
zmitoszone, rzuci je na stolik, wakowa brudnymi rkami, eby si poprostoway, ugryza koce i podawa.
 Sprbuj mocniejszych.
Zapali nie bez obrzydzenia.
 Fein, co?  pyta, rozkraczajc si na rodku pokoju z rkami w kieszeniach.
 Doskonae, ale to, ktre pan pali, ma inny jaki zapach.
 Moje kosztuj po pi fenigw, ja bardzo duo pal i przyzwyczaiem si do nich 
usprawiedliwia si.  Chce pan obejrze mieszkanie?
 Z ca przyjemnoci. Maks Baum duo mi o nim opowiada.
 Pan Maks jest pana wielkim przyjacielem  wtrcia Mada.
 To mdry chopak, ale jego ojciec to ma co... w gowie. Zobacz pan dobrze, ogldaj
pan wszystko, to nie adna tandeta uywana, to wszystko na obstalunek robione w Berlinie.
 Wszystko pan sprowadza z zagranicy?
 Wszystko, bo Hberman powiedzia, e tutaj u was nic nie dostanie porzdnego.
Karol zamilk i oglda do pobienie garnitury mebli, cikie portiery z jedwabiw i aksamitw,
dywany, obrazy, a raczej wspaniae ramy, bo na to zwraca uwag Mller, kandelabry
kosztowne a niesmaczne, piece pkate z niemieckiej majoliki, specjalne do jednego
z damskich pokoikw sprowadzone zwierciada w ramach z saskiej porcelany.
Mada go objaniaa szczegowo o kadym sprzcie, bya bardzo zadowolona z jego obecnoci
i co chwila podnosia swoje jasne porcelanowe oczy i przykrywaa je spiesznie zotaw
strzech rzs, bo Karol czste spojrzenia zatrzymywa na jej biaej twarzy, pokrytej drobniutkimi
punkcikami piegw, ktre j obsypyway niby puchem brzoskwiniowym, ale nie zaniedbywa przy tym wykrzykiwa gono:
 Wspaniae, wspaniae!
Mieszkanie byo istotnie urzdzone z dorobkiewiczowsk wspaniaoci.
Byo w nim wszystko, co mona kupi za pienidze, ale nie byo w nim ycia ani gustu.
By gabinet do pracy bardzo paradnie urzdzony, w ktrym nikt nie pracowa; bya azienka
wyoona majolik bia w niebieski dese z wann marmurow, do ktrej si schodzio
po kilku stopniach pokrytych szkaratem, sufit by ozdobiony malowidami w stylu pompejaskim,
ale czu byo, e tutaj si nikt jeszcze nie kpa.
Pod wieyczk, ktra wyskakiwaa nad dach paacyku niby gruby watuch106 weny, by
pokj urzdzany po mauretasku; okna, ciany i odrzwia pstrzyy si w jaskrawe ordynarne
figlasy rysunkowe, udajce styl mauretaski, dugie a niskie sofy pokryway meblowe barchany
w tyme stylu; pokj by karykaturalny i ordynarny krzykliwoci barw, w jakie upstrzono
ciany i okna, a w ktrym rwnie nikt i nigdy nie siada pod mauretask kopu, wiecc
jak stary przepalony rondel ceglasto-miedzianymi malowaniami.
 To jest po hiszpasku  objania Mller.
 Po mauretasku, ojciec si omyli  poprawiaa Mada.
 Pan sam urzdza?
 Ja sam paciem, a Hberman urzdza.
 Panu si podoba ten pokj?  pytaa Mada.
 Bardzo, jest liczny i oryginalny.
Kama z umiechem.
 On jest bardzo drogi! Hberman doliczy mi za niego cae dwa tysice rubli. Ja nie lubi
gupstw, lubi tylko solidne rzeczy, ale jak mi zacz gada, e w kadym porzdnym paacu
musi by pokj urzdzony po chisku lub po japosku, a e i Mada chciaa, to on zrobi po
mauretasku dla oryginalnoci. Mnie to nic nie szkodzi, niech sobie bdzie po jakiemu chce,
ja i tak w tym nie bd mieszka.
 To pastwo nie mieszkaj w paacu?
 Panie Borowiecki, ebym ja mieszka w paacu, to by si ze mnie tak mieli, jak si
miej z Meyera i z Endelmana. Po co mi to, kiedy wygodniej w starej chaupie.
 Ale szkoda trzyma pustk.
 Niech stoi. Wszyscy stawiaj paace, i ja kazaem postawi, maj salony, i ja mam salony,
maj powozy i konie, i ja mam powozy i konie. Kosztuje drogo, niech kosztuje i niech
sobie stoi, niech ludzie wiedz, e Mller moe mie paace, a woli mieszka w starym domu.
Poszli dalej oglda.
W rodku mieszkania, z oknem na alejk prowadzc do fabryki, by dugi wski pokj
obity ciemn materi.
Pod cianami stay niskie sofy pokryte czerwon w zote kwiaty skr, z tyami sigajcymi do
p wysokoci cian i poprzegradzanymi na pojedyncze siedzenia jak w coup107 drugiej klasy.
Wskie zwierciada wpuszczone w mur patrzyy mrocznie znad sof i marmurowych konsol
obwiedzionych brzowymi galeryjkami.
By to pokj do palenia, jak objaniaa Mada, ale zna byo po niepokalanej nowoci sof
i stolikw niskich, symetrycznie przed nimi rozstawionych, e tutaj nikt jeszcze nie pali.
Potem ogldali ogromny salon owietlony czterema oknami, zupenie biay, ze stiukowym
sufitem gsto zoconym, zapchany meblami, przeadowany mas obrazw, kandelabrw, kolumn,
kanapek i krzese, ktre w wycignitych szeregach, owinite w biae pokrowce, stay
pod cianami; zna byo, e nikt tutaj si jeszcze nie bawi i nikt nie siada na tych meblach.
Byy jeszcze malekie gabineciki, wyzocone i ozdobione jak bombonierki, pene gracikw,
pustych ardinierek, paradnych marmurowych kominkw, na ktrych si wdziczyy
porcelanowe statuetki.
By i pokj jadalny, poczony wind z kuchni, cay wyoony mahoniowymi kwadratami,
ujtymi w cienkie jak ostrza brzowe listwy, ze stoem cikim w porodku, z kredensami
w stylu empire, ktre Mller kolejno otwiera i pokazywa ich wntrza zapchane porcelan
i zastawami stoowymi, ktrych nikt nie uywa.
Bya i biblioteka, bo budowniczy i tapicer o niczym nie zapomnieli; may pokoik obstawiony
szafkami z biaego dbu, w stylu staroniemieckim, w ktrym si zociy przez szyby
szaf grzbiety dzie wszystkich wielkich pisarzw wiata, a ktrych tutaj nikt nie tylko nie
czyta, ale i nikt nie zna ich imion.
A na zakoczenie poszli do sypialni; na rodku stay dwa olbrzymie oa, zasane jedwabn
niebiesk pociel i przysonite takimi kotarami, niebieski rwnie dywan zaciea ca
posadzk i niebieskie obicie miay ciany.
W rogu staa wielka marmurowa umywalnia dwuosobowa, tak wielka, e mona by w niej
pawi konie, poczona rurami z fabryk, ktra dostarczaa wody ciepej.
Nikt nie sypia w tej sypialni.
 Wspaniay pokj do spania!  szepn Karol.
 To Mady, jak pjdzie za m. Chodmy do pokoju Mady.
Ale Mada zacza protestowa, e jeszcze w nim nie sprztnito.
 Gupia jeste  mrukn i wprowadzi Karola do bardzo jasnego pokoju, wybitego biaorow materi.
Malekie mebelki stay w wielkim nieadzie na jasnym dywanie.
 Doskonae miejsce do pisywania licikw  powiedzia Karol, przypatrujc si malekiemu
biurku, na ktrym w wielkim porzdku uoone leay pudeka z papierem i przybory do pisania.
 C z tego, kiedy zupenie nie mam do kogo pisywa. A tyle razy chciaam bardzo pisa
list  mwia ze szczer przykroci i zacza cmoka na dwa kanarki, rozbijajce si w mosinej klatce, stojcej na parapecie okna.
 Suchaj pani?
 O, suchaj. Wilhelm przychodzi, gwizda im cigle i ponaucza piewa.
 Ma pani pokj jak Gthowska Gretchen.
Nie wiedziaa, co na to odpowiedzie, ale zarumienia si po wosy.
Powracajc na d, Karol raz jeszcze przyglda si tym licznym pokojom, ktre stay w ciszy
pustki i sztywnoci.
Byy tak wspaniae, tak czyste, wiee, nowe, e robiy wraenie wystawy tapicerskiej,
urzdzonej bardzo bogato, ale zupenie bez gustu.
Prcz Mady nikt nie mieszka w paacu, sta na pokaz gociom i dlatego, eby Mller mg
powiedzie:  Mam paac.
Na dole w maym pokoiku, przylegajcym do kuchni i ktry suy za jadalni caej rodzinie,
Mllerowa podaa kaw.
Karol wymawia si brakiem czasu, ale Mller odebra mu kapelusz, wzi go wp i posadzi na krzele.
Pozosta, bo Mada tak wymownie prosia go oczami, e nie chcia jej robi przykroci,
tylko si spieszy, gdy mia jeszcze by dzisiaj u Bucholca.
Prosi te Mllera o protekcj do Szai dla Horna.
Fabrykant przyrzek uroczycie, e jutro osobicie si tam uda, i rczy nawet za skutek,
bo y z Szaj w bliskich stosunkach.
Mllerowa w milczeniu podsuwaa rne ciastka swojej roboty i kilka razy poprawiaa
Madzie wosy, ktre si wysuway zotymi kosmykami na czoo, bo dziewczyna tak bya uradowana
i podniecona, e cigle si miaa i na nic nie zwaaa.
Nie umiaa nawet ukry tego, e si jej Karol bardzo podoba, mwia mu to kilkakrotnie
w rny sposb.
Mller by rwnie rad, bra go wp, klepa po kolanie i szeroko opowiada o swojej fabryce.
Karol, jak mg, udawa zajcie tym, co mu mwiono, sucha cierpliwie, odpowiada, ale
w gbi nudzi si i mczy tym przymusem i banalnoci tematw, jakie Mller podnosi.
Dom cay mia wybitne cechy maego mieszczastwa w obyczajach i pogldach, pachnia
porzdkiem i t czysto niemieck woow pracowitoci.
Wyjtkowi byli tylko na tym punkcie, e nie popsuy ich miliony i mieli wymagania i instynkty
robotnikw.
 Jak pan bdzie naszym ssiadem, to musi pan bywa czciej u nas.
 A pan bdzie blisko mieszka?  zawoaa Mada rozpromieniona.
 Tak. Widzi pani ten dugi rzd okien za fabryk Trawiskiego?  pokazywa oknem.
 To stara fabryka Meisnera!
 Ja j kupiem.
 To pan bdzie blisko!  zawoaa radonie i umilka nagle zachmurzona, siedziaa ju
cicho do samego odejcia Karola, tylko prosia go, aby przyszed znowu.
Obieca to solennie i tak cisn jej rk na poegnanie, e oblaa si rumiecem i dugo
oknem wygldaa za nim.
Borowiecki szed ju prosto do Bucholca, ale szed wolno, bo go obciya ta serdeczno
Mllera i jeszcze wiksza Mady.
Umiecha si do jakiego obrazu, ktry w coraz peniejszych formach wyania mu si
z mzgu.
Czu, e Mller daby mu crk bez adnego wahania.
Rozemia si prawie gono, bo przypomnia sobie tego grubego czerwonego Niemca,
w barchanowym kaftanie, w zatuszczonych spodniach i w starych pantoflach, na tle salonw.
By miesznym, ale co go to obchodzio.
 Mada ma duo naturalnego wdziku i okrgy milion w dodatku!  Do licha  mrukn.
 A jednak!  myla i zacz stawia pewne przypuszczenia i kombinacje, ale rycho si
ich pozby, bo przypomnia sobie Ank i list jej, jaki rano odebra i ktrego jeszcze nie
przeczyta.
 Zawsze co staje w poprzek, zawsze czowiek jest niewolnikiem!  szepn wchodzc
do kantoru Bucholca.
Bucholc po ostatnim ataku prdko uczu polepszenie i ju nie tylko przesiadywa w kantorze
jak dawniej, ale zaczyna wychodzi do fabryki i azi po niej z pomoc kija lub ktrego
z robotnikw.
Z Borowieckim by na dobrej stopie, pomimo e ten wymwi mu miejsce i e kcili si
po kilka razy dziennie.
Ufa mu we wszystkim i potrzebowa go teraz, nim Knoll powrci, bo zi na wezwanie
do powrotu, z powodu choroby tecia, odpowiedzia telegraficznie, e gdyby stary umar, to
przyjedzie, a inaczej nie myli sobie psu interesw.
Bucholc przeglda wielk ksig, ktr mu August podtrzymywa, i tylko spojrza na
wchodzcego, kiwn mu gow i dalej sprawdza pozycje budetu.
Karol w milczeniu zabra si do klasyfikowania korespondencji, a pniej rozpatrywa plany
i kosztorysy nowych urzdze w farbiarni, jakie sam zaprojektowa; robota bya pilna, bo
na nowych maszynach mia si drukowa towar ju na nastpny sezon zimowy.
Wieczr robi si prdko i przez okna kantoru park czernia coraz bardziej i zaczyna szumie
nagimi drzewami, ktre koysane wiatrem zaglday do okien, trzsy si chwil w wietle
i cofay.
Robota sza mu niesporo, bo co chwila przypomina si Mller, odkada wtedy sztywne
karty pene rysunkw, cyfr i notat i zapada w zadum.
Cisza zupena panowaa w kantorze, wiatr tylko si wzmaga na dworze, harcowa po drzewach,
tuk nimi o ciany i okna i dudni gucho po blaszanych dachach.
Elektryczne wiato drgao i lizgao si po czarnych szafach, w ktrych stay uszeregowane
olbrzymie ksigi, majce na grzbietach biae cyfry lat, z jakich pochodziy.
Bucholc oderwa oczy od ksigi i zasucha si w dalekich tonach harmonijki, jakie pyn-y z wiatrem gdzie od domw familijnych.
Usta mu drgay nerwowo, okrge jastrzbie oczy, bardziej czerwone ni zwykle, powleky si jakby smtkiem, sucha dugo, a w kocu rzek cicho:
 Nudno tutaj, prawda?
 Jak w kantorze.
 Mam dziwn ch usyszenia muzyki, tylko gonej bardzo, gwaru wielkiego: a nawet
chciabym widzie duo ludzi.
 Zdyby pan prezes jeszcze do teatru. Dopiero dziewita.
Bucholc nic nie odpowiedzia, pooy gow na grzbiecie fotelu i zapatrzy si przed siebie,
i z wolna zaczo mu twarz powleka jakie ostre zniechcenie i nuda.
 Jak si pan prezes czuje dzisiaj?  spyta Karol po chwili.
 A dobrze, dobrze!  odpowiedzia stumionym gosem i ostry, gorzki umiech okoli mu
sine usta.
Nie, nie byo mu dobrze; serce wprawdzie bio spokojnie i normalnie, ble ng przeszy,
mg si dosy swobodnie porusza, ale czu, e nie jest mu dobrze.
Czu dziwn ociao w sobie, nie mg myle, bo co chwila rwaa mu si przdza
wiadomoci i zapada w guchy stan apatii; nudzia go robota, cyfry, zyski i straty, wszystko
stawao mu si zupenie obojtnym dzisiaj.
A gboko pod lini wiadomoci, poprzez t szar cik mg nudy wyryway si byski
pragnie nieokrelonych, zachcenia tak mgnieniowe, e w drodze do uwiadomienia przepaday i zaleway mu mzg mrokiem, a serce smutkiem zniechcenia.
 Strasznie pusto w caym domu  powiedzia cicho i rozglda si po kantorze, po tych
szafach, po oknach, patrzy na Augusta, ktry oparty grzbietem o framug drzwi wyprostowa si nagle i czeka rozkazu.
Przypatrywa si wszystkiemu dziwnie badawczym wzrokiem, jakby oglda po raz pierwszy,
i opad w fotel bezwadnie, zwiesi gow na piersi i dysza ciko, bo mu dusz cisn
jaki mocny, bardzo bolesny spazm strachu niewytumaczonego, czepia si jeszcze oczami
czarnych punktw cyfr na biaej karcie ksiki, byszczenia wiata na brzowym wielkim
kaamarzu, to wiesza si jakby na tym coraz sabiej dwiczcym odgosie harmonijki, na
szumie parku i na dalekim, guchym odgosie turkotw ulicznych, ale dusza zelizgiwaa si
bezwadnie z tych krawdzi i zapadaa w ciemni, pen strasznej ciszy.
Przed dziesit Karol skoczy robot i poda papiery, tumaczc obszernie kad pozycj.
 Dobrze, dobrze!  mwi od czasu do czasu Bucholc, nic prawie nie syszc.
Nic go to nie obchodzio, bo coraz gbiej czu t pustk i osamotnienie, w jakim y, coraz
mocniejszym koem zaciskao mu dusz zniechcenie i niemoc.
 Po co ja si tym zajmuj. Kosztuje tyle czy tyle, to kwestia kasjera  powiedzia niechtnie.
Borowiecki zabiera si do wyjcia.
 Idziesz pan ju?
 Skoczyem robot na dzisiaj. Dobranoc panu.
Ucisn mu rk i wyszed, a Bucholc nie mg si zdoby na prob, aby pozosta, bo
w ostatniej chwili wstyd mu si zrobio tej dziecinnej saboci.
Sucha sabncych w oddali jego krokw i byby bardzo wiele da, gdyby Borowiecki powrci.
 August, pjdmy na gr  szepn, podnoszc si z miejsca i poszed bez pomocy lokaja,
ktry gasi wiata i zamyka drzwi.
Drugi lokaj, czuwajcy w przedpokoju, szed przed nim ze wiec, a Bucholc wolno wlk
si przez olbrzymie, ciche i puste mieszkanie.
Tak mu si dziwnie pustym wydawao dzisiaj, tak mu ciya ta samotno, e poszed
zajrze do ony, ale ona spaa, zakopana w betach, e tylko kawaek jej tej woskowej
twarzy wida byo na poduszce, nie obudzia si na odgos jego wejcia, tylko papuga, przebudzona
blaskiem wiata, zeskoczya z klatki i uwieszona pazurami na firance zakrzyczaa
aonie:
 Kundel, Kundel!
Cofn si zawiedziony i poszed prosto do siebie.
 August!  zawoa pgosem.
Lokaj stan w oczekujcej postawie, ale mu Bucholc nic nie powiedzia, siedzia w fotelu
przed piecem, porusza nieodstpnym kijem dogasajcy ogie i z dziwn, po raz pierwszy
odczuwan obaw myla, e musi zosta sam.
 Pozamykaj okiennice  rzek w kocu i sam sprawdza, czy dobrze zamknite s elazne
wewntrzne okiennice, rozebra si, pooy i prbowa czyta, ale oczy miay ciar oowiu,
nie mg nimi porusza.
 Czy mog ju i?  zapyta szeptem lokaj.
 Id, id!  odpowiedzia gniewnie, a gdy August ju dochodzi do drzwi, zawoa:
 August!
Lokaj zawrci i sta czekajc, wtedy Bucholc zacz si go pyta powoli o on i o dzieci,
a pyta tak askawie, e August odsun si na bezpieczn odlego od jego kija i odpowiada niemiao, zaniepokojony t niesychan dobroci.
Bucholcowi szo o to, aby go zatrzyma jak najduej w pokoju, a nie mg powiedzie
mu prosto w oczy, aby zosta.
Ta dziwna rozmowa prdko go zmczya i w kocu skin, eby sobie szed spa.
Pozosta sam i te obawy samotnoci, te jakie dziwne, ciemne trwogi zaczy mu przenika
dusz coraz ostrzejszymi wknami.
Nasuchiwa pilnie odgosw z ulicy, ale ulica spaa, a sabsze echa nie byy w stanie przedrze
si przez elazne, obite wojokiem108 okiennice.
Unis si na okciu i z zapartym oddechem, kurczowo ciskajc rewolwer, sucha dugo,
bo mu si wydao, e syszy coraz bliszy i wyraniejszy odgos krokw przez puste pokoje.
Nikt jednak nie szed, tylko odgos bijcego zegaru doszed go jkliwym dwikiem z ktrego
z pokojw.
To mu si wydawa znowu poczynao, e cika aksamitna portiera zasaniajca drzwi,
wydyma si tak dziwnie, jakby si za ni kry czowiek.
Umiechn si z wasnego zudzenia i znowu lea spokojnie, przytumiwszy wiato.
Nie mg jednak zasn.
Godziny pyny tak strasznie wolno, e wydaway mu si nieskoczonoci.
I nie uspakaja si zupenie, a nawet to zdenerwowanie i te wszystkie obawy wzrastay
stopniowo i z wolna zamieniay si w jedn obaw mierci.
Zdawao mu si, e zaraz umrze, i tak jasno to zobaczy, tak nim ta straszna myl zatrzsa, tak go oszoomia, e zerwa si z ka, jakby chcia ucieka, trzs si cay z trwogi
i zacz gwatownie dzwoni na dyurnego lokaja, picego na dole.
 Id prdko, niech tutaj zaraz przyjdzie doktr  woa sinymi ustami.
A gdy po pewnym czasie przyszed Hamerstein, rzek mu:
 Mnie co jest! Obejrzyj no mnie i zarad.
 Nic nie widz  odpowiedzia zaspany doktr, obejrzawszy go dosy starannie.
Bucholc zacz mu opowiada swj stan.
 Jak si pan prezes wypi, to i wszystko przejdzie.
 Gupi!  odpar mu porywczo Bucholc, ale wielk doz chloralu zay i wkrtce zaraz zasn.
Borowiecki, zmczony nadprogramow prac, pojecha do miasta na herbat.
U Roszkowskiego pusto byo ju w tej godzinie, tylko w ostatnim pokoju cukierni za lustrem
siedziao trzech mczyzn: Wysocki, Dawid Halpern i Myszkowski, inynier z fabryki
barona Meyera.
Przysiad si do nich, bo zna dwch ostatnich, a z Wysockim zaraz go poznajomili.
Dawid Halpern, pochylony nad stolikiem, bi w niego chudymi rkami i prawie krzycza:
 Pan, panie Myszkowski, nie wie, co daje ta praca w odzi, bo pan wiedzie nie chce, ale
ja pana zaraz przekonam, ja panu poka rezultaty!
Wyj z pugilaresu kilka wycinkw z Kuriera i podsuwajc mu pod oczy czyta:
 Suchaj pan: Od dnia 22 do 28 wywieziono z odzi: wyrobw elaznych 1791 pudw109,
przdzy 11 614 pudw, wyrobw bawenianych 22 852 pudw, wyrobw wenianych
10 309 pudw. To panu nic nie mwi, to si samo zrobio! A ja panu poka, co przez ten
tydzie robiono w odzi.
 Nie nud pan swoj statystyk. Chopiec, kawy trzy! Pan Borowiecki napije si z nami?
 Ja tylko par cyfr panu przeczytam, suchajcie, panowie, bo to tyle warto co Biblia, a moe i troch wicej: Przywz nastpujcy: weny 11 719 pudw, przdzy 12 333, elaza 7303,
maszyn 4618, smarw 8771, mki 36 117, zboa 8794, owsa 18 685, drzewa razem 36850,
baweny surowej 120 682, wgla kamiennego 1 032 360 pudw. Takie cyfry gono dzwoni, to jest adny papier taki wykaz; d musi mie dobry brzuch, eby to wszystko przetrawi,
to trzeba troch pracowa, a pan mwi, e tylko gupi pracuj.
 I bydo, pdzone batem  mwi spokojnie Myszkowski, popijajc kaw.
 Aj, aj, co pan wygaduje! Jakim batem, gdzie bat! Ludzie musz robi, no, powiedz pan, co
by robi taki prosty cham, eby on nie musia robi! On zgniby z prniactwa i zdechby z godu.
 Daj pan pokj! Pan si zachwycaj pracowitoci odzi, wysawiaj pan dalej swoje cudowne
miasteczko, cauj pan po rkach kadego, ktry tylko zechce zosta milionerem, i gadaj
pan, e ci milionerzy maj dlatego miliony, e najwicej pracowali.
 Bo oni dlatego wanie maj, skd by inaczej je wzili!  krzycza zaperzony.
 Bo s gupsi od swoich robotnikw i dlatego maj pienidze.
 Ja ju nic pana nie rozumiem. Jak pana szanuj, panie Myszkowski, ja nic nie rozumiem,
co pan mwi. Ja dotychczas wiedziaem, e jak kto pracuje, to ma, a jak kto pracuje i jest
mdry, to ma jeszcze wicej, a jak kto jest bardzo mdry i bardzo pracuje, to robi miliony! 
krzycza gono Halpern.
 O co panom idzie?  zapyta Borowiecki nie mogc si poapa.
 Ja twierdz, e wszyscy milionerzy, wszyscy pracujcy caym wysikiem swoich i cudzych
mini i wadz  s gupcami, s kretynami. Pan Dawid Halpern dowodzi przeciwnie.
Wygaduje bajeczne brednie na cze pracy i stawia na otarzu bydlta gnijce na podcice
z pienidzy i kae mi ich podziwia.
 A prawda musi by w porodku!  wtrci milczcy dotychczas Wysocki.
 Id pan do nieba z t swoj redni prawd. Jest si bydlciem zupenym albo czowiekiem,
przej nie ma w naturze, chyba we bach zidiociaych ideologw.
 Panie Myszkowski, ja musz pana przekona, e fabrykant, e czowiek, ktry chce zrobi
miliony, robi wicej sto razy ni robotnik i e jego trzeba szanowa.
 Daj mi pan spokj z gupcami, ktrzy si zapracowuj na to, aby zrobi pienidze, mw mi pan
lepiej o wszelkich boskich stworzeniach, ktre pracuj tyle tylko, eby wyy, one maj rozum.
 Panie Myszkowski, eby pan mia miliony, toby pan inaczej mwi.
 Szanuj pana, ale mog panu powiedzie gupstwo, jak pan bdziesz gada rzeczy, ktrych
pan nie rozumie. Miaem dosy pienidzy i puciem je, ot tak!  dmuchn dymem
w oczy Halpernowi.
 Spytaj si pan Kurowskiego, mymy razem je puszczali. Ja dbam o pienidze tyle co
o deszcz wczorajszy. Pan mnie masz, panie Halpern, za gupca! Nie, panie Dawidzie, ja dlatego,
eby zarobi rubla wicej, ni potrzeba, nie wstan pi minut wczeniej, ni mi si chce,
a dlatego, eby zrobi nawet miliardy  nie powic przyjemnoci penego czowieczego ycia,
nie wyrzekn si patrzenia na soce, spacerw po powietrzu, swobodnego oddychania, mylenia
nad troch wikszymi rzeczami ni miliardy, kochania itd., itd. Ja nie bd robi, robi robi!
bo ja chc y, y, y! Nie jestem bydlciem pocigowym ani maszyn, jestem czowiekiem.
Tylko gupiec chce pienidzy i dla zrobienia milionw powica wszystko, ycie i mio,
i prawd, i filozofi, i wszystkie skarby czowieczestwa, a gdy si ju tak nasyci, e moe plu
milionami, c wtedy? Zdycha na materacu wypchanym tytuami wasnoci. Wielka pociecha,
zupenie tej samej wartoci, jak gdyby zdycha na goej ziemi. A gdyby go pniej spytano, jak
y? powiedziaby: Robiem. Po co? Zrobiem miliony! Na co? No, eby mie miliony, eby
ludzie podziwiali, eby jedzi powozem i imponowa gupcom i eby zdechn w poowie
ycia, zdechn z wycieczenia prac, ale na milionach! Tfu, z tak gupot.
 Porusza pan wan kwesti, o ktrej mona by wiele mwi.
 To sobie mwcie, ja id do domu, ale podejmuj si kiedy indziej w stosownej chwili
przekona pana, panie Borowiecki, e wam wszystkim zaszczepili strasznego baccilusa pracy,
ktry toczy cay organizm ludzkoci, i myl, e jeli si nie opamitaj, to ludzko prdzej
zginie, ni to przewiduj geologowie.
Szli pustym trotuarem w gr ulicy.
Wysocki po dugim milczeniu zabra gos i zacz namitnie dowodzi, e ze nie tkwi
w tym, e wszyscy pracuj za wiele, a w tym, e nie wszyscy pracuj.
Myszkowski nic nie odpowiedzia, bo zaraz si z nimi poegna i poszed do domu.
Borowiecki sennym wzrokiem patrza w upion cich ulic.
Halpern podchwyci to spojrzenie i zacz:
 Pan si przypatruje miastu! Pan sprawdza, e Myszkowski racji nie ma, bo jakby robili, jak
on chce, to by tutaj nie stay te domy, te paace, te fabryki, te skady, tu nie byoby odzi! Bybyadny kawaek lasu, gdzie by sobie mogli obywatele wyprawia polowanie na dzikie winie!
 Nam nic nie szkodzioby to, panie Dawidzie.
 Panu moe nie, panu Wysockiemu, to nie wiem, ale dla mnie potrzebn jest d, mnie
potrzeba fabryk, wielkiego miasta i wielkiego handlu! Co ja robibym na wsi? co ja robibym
z chopami!  wykrzykn.
 Byby pan pachciarzem  rzek zimno Borowiecki, ogldajc si za dorok.
 I pomidzy nimi jest taka konkurencja, e z godu umieraj.
 Tylko ci, co nie umiej oszukiwa chopw i obywateli.
 To jest gadanie? to jest tylko antysemickie gadanie, w ktre pan nie wierzy, bo pan dobrze
wie, e potk zjada duy kiebik,, kiebika zjada oko, a okonia zjada szczupak, a szczupaka?
Szczupaka zjada czowiek! A czowieka zjadaj drudzy ludzie, jedz go bankructwa,
jedz choroby, jedz zmartwienia, a go w kocu zjada mier. To wszystko jest w porzdku
i jest bardzo adnie na wiecie, bo z tego robi si ruch.
 Pan masz talmudyczn filozofi, panie Dawidzie.
 To jest filozofia patrzenia, a ja na wiat patrz bardzo dawno, panie Wysocki. Panie dyrektorze,
co pan myli o Myszkowskim?  zapyta, przytrzymujc go za rk, bo Karol zacz
si z nim egna.
 Bardzo dobry czowiek, bardzo!  szepn wymijajco.
 On jest genialny czowiek! on ma w gowie miliony i nie chce ich stamtd wycign.
Pan wie, e on zrobi nowe odkrycie u Meyera? Nowy sposb blichowania biaego towaru.
Meyer zarabia na tym pidziesit procent, a co, pan myli, ma z tego Myszkowski? On nic
nie ma! Jemu za ten wynalazek, ktry wart milion, dali dwa tysice rubli pensji rocznej, on
wzi i jeszcze chodzi do fabryki, i pracuje w laboratorium! Ja go bardzo szanuj, ale eby
nie chcie majtku, eby si mia z tego, e drudzy robi pienidze, tego nic nie rozumiem,
to jest troch ciemne.
Stukn si w czoo.
 Dobranoc panom  rzek Karol.
 Miaem do pana interes i zaatwi go w kilku sowach zacz Wysocki.  Nie znajc
pana, miaem jednak by u niego z prob za jednym czowiekiem.
 Szuka pan zajcia dla kogo?
 Tak, znam jednego biedaka, ktry od dwch lat na prno poszukuje pracy.
 Specjalista?
 Eks-obywatel ziemski, ale czowiek uczciwoci nieposzlakowanej.
 To razem tyle kwalifikacyj, e moe szuka miejsca jeszcze drugie dwa lata z takim samym
skutkiem.
 Bardzo biedny i bardzo obarczony rodzin, umieraj wprost z godu.
 Nie wyjtkowy wcale, bo takich nie brakuje w odzi.
 Moe by pan pomg. Jakiekolwiek miejsce, jakkolwiek patne, najprostsze, byoby dla
niego prawdziwym dobrodziejstwem. Niechaj mi pan daruje, e prawie nieznajomy i zaraz
z prob si udaj.
 Nie w tym rodek kwestii, tylko e nie wiem, co panu odpowiedzie. Miejsc lepiej patnych
nie ma nigdy wolnych, poniewa na kad oprnion posad zgasza si dwudziestu
kandydatw, i to przewanie samych specjalistw.
 Mnie idzie o najzwyklejsz prac, wic jeli pan moe...
Borowiecki da mu swj bilet wizytowy.
 Niechaj ten protegowany paski przyjdzie do mnie z tym biletem jutro po poudniu do
fabryki. Miejscami nie rozporzdzam, ale bd si stara co zrobi dla niego, tylko e panu
nie rcz za skutek.
Rozeszli si zaraz w rne strony.
XIV
Dawid Halpern szed wolno Piotrkowsk, rozmyla o Myszkowskim i przypatrywa si
miastu, ktre kocha ca swoj entuzjastyczn dusz.
Nie chcia pamita, e to miasto zabrao mu wszystko, co kiedy posiada po ojcu, e od lat
wielu yje z dnia na dzie, e wci zmienia musi sposoby zarobkowania, e wci jest tylko na
drodze do majtku, ktry mu si wiecznie wylizgiwa z rk, co sobie tumaczy brakiem szczcia,
ale pomimo tego wytrwale zakada kantory, to sklepy, to zostawa agentem i zawsze koczy bankructwem,
ale nie traci nadziei, szed jednako przez ycie, zapatrzony w d i w jej potg, oszo-omiony jej wielkoci, zahipnotyzowany milionami, jakie si przewalay dookoa niego.
Nie mia dzieci, mia tylko on, na ktr pracowa, aby moga corocznie jedzi do Franzensbadu
leczy si, sam za od wielu lat nie wychyla si za d, nie dba, co jada, jak
mieszka, w czym chodzi, sam nic nie mia, ale by szczliwym, e miasto posiada coraz
wicej, e mg widzie ten ruch szalony, przewalanie si towarw, huk maszyn pracujcych,
zgiek na ulicach, zapchane skady, nowe ulice, milionerw, fabryki, wszystko, co skadao
si na ten kolos, ktry spa teraz pod cichym ciemnym niebem, przez ktre pyn ksiyc.
Kocha d, jak kocha fabrykantw i robotnikw i jak kocha nawet prostych chopw,
tumnie cigajcych na kad wiosn, bo wiksza ich liczba na ulicach mwia, e znowu
przybdzie miastu fabryk i domw, i ruchu.
Kocha d.
A co go obchodzio, e ta d bya brudna, le owietlona, le zabrukowana, le zabudowana,
e domy waliy si corocznie na gowy mieszkacw, e w bocznych ulicach w biay
dzie zarzynali si ludzie scyzorykami!
O takich gupstwach nie myla, jak i nie myla o tym, e tutaj tysice ludzi maro z godu,
e tysice ludzi gnio w ndzy, e tysice ludzi walczyo caym wysikiem o ndzny byt
i e ta walka, cicha i straszna przez swoj ustawiczno, walka prowadzona nawet bez nadziei
zwycistwa, zeraa wicej ludzi rocznie nili najgroniejsze epidemie.
 Z tego robi si ruch  tumaczy cieszc si, e miasto wzrastao z szalonym popiechem,
e mg podziwia olbrzymie cyfry wywozu i przywozu, a oglna cyfra obrotw
wzrastaa corocznie o cae dziesitki milionw.
Jego sucha semicka dusza tona w tych cyfrach i lubowaa si ich zwikszaniem.
Z dum spoglda na nowych milionerw i czci ich ca dusz; z zachwytem niekamanym
podziwia z trotuarw przepych zaprzgw i mieszka; z entuzjazmem rozgasza po
miecie cyfry sum, jakie rni krlikowie baweniani i pweniani wyrzucali na przyozdobienie
swoich paacw i legowisk.
Takim by Dawid Halpern, ktry teraz szed na ulic redni do mieszkania i rozmyla
o Myszkowskim.
Dla niego, czciciela pienidzy, Myszkowski by zupenie niezrozumiaym.
Nie mg poj, jak mona nie bra milionw, skoro same wa do kieszeni.
Z podobnymi mylami otworzy cicho drzwi na trzecim pitrze jakiego wielkiego domu,
ale nim wszed, usysza przyciszone tony muzyki, pynce z gbi ciemnego korytarza.
Wszed do mieszkania.
ona ju spaa, a e mu si zachciao je, przeszuka szafk i z kawakiem cukru, bo nic
wicej nie znalaz, poszed cicho do kuchenki zrobi sobie herbaty.
Samowar by ju zimny, nala jednak herbaty w filiank i przegryzajc cukrem pi spacerujc w malutkim przedpokoju, eby nie budzi ony i sysze troch tej muzyki sczcej si
przez drzwi.
Znudzio mu si do prdko to spacerowanie, bo z filiank w rku przeszed korytarz
i zapuka bardzo delikatnie do drzwi, za ktrymi grano.
 Herein!110  odezwa si gos ze rodka.
Wszed miao, kiwn yczliwie gow grajcym i usiad pod piecem, popija herbat
maymi ykami i sucha muzyki z nabonym skupieniem.
Horn gra na flecie, Malinowski na wiolonczeli, Szulc na klarynecie, a na skrzypcach Blumenfeld,
ktry prowadzi ca druyn. Drugie skrzypce prowadzi Stach Wilczek.
Jzio Jasklski siedzia w drugim pokoju przy stoliku i list jaki przepisywa.
Prcz Horna wszyscy byli kolegami ze szkoy i zbierali si po dwa razy na tydzie, aby
wsplnie grywa.
Muzyk bronili si bezwiednie przed stpieniem, jakie dawaa codzienna, cika praca, bo
pracowali jako technicy, majstrowie lub praktykanci po fabrykach lub kantorach.
Horn, jako najzamoniejszy, bo by tylko w odzi na praktyce i mia bogatego ojca, gromadzi ich w swoim mieszkaniu i pokupowa instrumenta, ale dusz tych biesiad muzycznych
by Blumenfeld, muzyk z powoania i wyksztacenia, bo skoczy konserwatorium, ale e
muzyka nie dawaa mu w odzi utrzymania, wic tymczasem pracowa w kantorze Grosglika
jako buchalter111.
Jzio Jasklski by pomidzy nimi najmodszym, gra nie umia, ale y z nimi blisko
i czsto przychodzi, bo namitnie lubi sucha ich opowiada o rnych awanturach miosnych.
Marzy bowiem o mioci z ca pasj osiemnastoletniego chopaka, surowo wychowanego.
Tamci grali, a on przepisywa sobie list miosny, jaki mu da do przeczytania Malinowski,
ktry z powodu swojej urody dosy ich otrzymywa.
List by pisany nieortograficznie, ale tak namitnie, e Jzio czerwieni si co chwila i zamglonymi
oczyma wpatrywa si w te szeregi koszlawych i niezgrabnych liter.
Upaja si tymi wybuchami dzikiej czuoci i rwnoczenie gryzo go straszne pragnienie,
eby go kto tak kocha, a raczej, eby otrzymywa podobne listy.
Muzyka skoczya si wreszcie, bo posugaczka wniosa samowar. Horn pomaga nakrywa
st i sam rozstawia szklanki.
 Wilczek, trzy razy pan sfaszowae. Wzie pan  zamiast D, potem jechae pan
o jedn oktaw niej  zacz Blumenfeld.
 Nic nie szkodzi, bo was dogoniem prdko  mia si Wilczek, chodzc po pokoju, zaciera rce, a potem bardzo uperfumowan chustk obciera sobie tust, okrg twarz, pokryt rzadkim, niezdecydowanego koloru zarostem.
 Pachniecie jak cay skad perfum!  szepn Horn.
 Mam perfumy w komis!  usprawiedliwia si.
 Czym wy ju nie handlujecie?  mia si Szulc, ktry pomimo swojej barykowatoci
rano si uwija, nalewajc herbat dla wszystkich.
 Choby waszym misem, Szulc.
 To nie dowcip!  szepn Blumenfeld, siadajc przy stole i rozgarnia chud, nerwow
rk jasnozociste wosy, ktre jakby aureol otaczay jego wysokie, bardzo adne czoo
i dug, cierpic twarz o gorzkim umiechu.
 Panie Halpern, moe pan z nami sidzie  zaprasza Horn.
 A dobrze, napij si gorcej herbaty. Panowie, gracie coraz lepiej, ten kawaek, co to
podobny do tego, jakby kto bardzo paka, to mi zrobi takie wraenie, e siedzie nie mogem. liczny koncert.
 Panie Jzefie, herbata czeka na pana!  woa Horn.
Jzio, rozczerwieniony jeszcze, przyszed siadajc na kocu, aeby ukry wzburzenie i pomieszanie,
jakie w nim sprawi ten list.
Pi herbat prdko, parzy si cigle i milcza, powtarzajc w myli ogniste frazesy, a chwilami
spoglda z podziwem na Malinowskiego, e siedzi tak spokojnie i pije herbat.
 Pijcie wdk, a nie ogldajcie zegarka, gdzie wam si spieszy, Wilczek?
 Idziecie na dyur?
Bo Wilczek pracowa w magazynach kolejowych.
 A nie, z biurem ju dzisiaj poegnaem si na zawsze.
 Co, co? Wygralicie na loterii?
 enicie si moe z Mendelsohnwn?
 Dajecie moe drapaka z kas kolejow do Ameryki?
Woali chrem.
 Nic z tego, bo mam co lepszego, interes cudowny, ktry mnie musi postawi, zobaczycie,
e stan od razu na czterech nogach.
 Ty zawsze bye czworonogiem!  odezwa si Malinowski i spojrza na niego zielonymi
oczami, w ktrych bya pogarda i niech.
 Ale nigdy nie byem wariatem, nie zajmowaem si wynalazkami, niemoliwymi do urzeczywistnienia.
 Co ty wiesz, co ty moesz wiedzie prcz tego, eby okpiwa na kupnie i na sprzeday,
ty jeste prosty, ordynarny handees. Wiedze o tym, e wariactwa ludzi genialnych wicej
przyniosy dobrego wiatu nili praktyczna gupota podobnych tobie, umiejca tanio kupi
i drogo sprzeda. Syszysz, Wilczek?
 Sysz i bd o tym pamita, gdy zadasz nowych kredytw.
 A propos, sprowad mi dwadziecia funtw drutu miedzianego, takiego, jaki by ostatnio
 rzuci spokojnie Malinowski.
Wilczek pomimo gniewu zanotowa obstalunek w notesie.
 Dajcie spokj z ktniami i interesami.
 Jedno drugiemu nie przeszkadza  szepn Wilczek i chodzi po pokoju, zaciera rce
nerwowo, oblizywa due, wywinite usta i czsto poprawia wosy, rozczesane przez ca
gow i tworzce mu grzywk nad niskim, brzydko pomarszczonym czoem.
Malinowski powlk za nim oczami i szepn:
 Wygldasz jak stara pokojwka!
 Co wam to przeszkadza!
 Irytuje mnie widok takiego mebla, przeszkadza patrze swobodnie.
 To patrzcie si w samowar albo w koniec wasnego nosa, macie przecie na co.
 Kiedy kufa112 mi wanie przeszkadza patrze na samowar.
 Malinowski!  sykn Wilczek z umiechem i jego mae niebieskie oczki, gboko schowane,
zamigotay gniewem, zacz szarpa wielki zoty acuszek od zegarka.
 Wilczek!  umiechn si sodko i sodko patrzy na Stacha.
 Wam niedugo trzeba woy kagace, bo si kiedy jeszcze pogryziecie.
 Powiem wam wspania rzecz, tylko nie przeszkadzajcie  zawoa Szulc, znowu nalewajc wszystkim herbat.  Mwi mi dzisiaj Reck, ktry przyjecha z Sosnowca od Dlmana.
 Ciekaw jestem, co mona jeszcze nowego powiedzie o tym bydlciu.
 Zaraz si dowiesz. Miesic temu bawi w Sosnowcu przejazdem jaki hrabia. Dlman,
dawny handlarz wi, dawny oberkelner113 z Katowic i dawna kanalia, zaprosi hrabiego do
siebie, ale mao, e go zaprosi, kaza na jego przyjcie wystawi bram triumfaln, wyprawia wspaniae obiady, specjalnymi pocigami sprowadzone z Berlina, sam mu buty ciga,
bo chcia przez porednictwo tego hrabiego dosta jaki pruski order. Hrabia spa w jego paacu
przez cae trzy dni i odjecha do Vaterlandu114. Po jego wyjedzie w par dni Dlman przysya po Recka, ktry jest technikiem w jego fabryce, w oddziale stolarskim. A gdy Reck
przyszed, Dlman kae mu zrobi rysunek wspaniaej skrzyni, jak mona najozdobniejszej.
Reck zrobi co w rodzaju olbrzymiej trumny i podug jego rysunku wykonano t skrzyni
w Berlinie i przywieziona do Dlmana. Ot ten idiota, wobec caej rodziny i dyrektorw
swoich, ustawi skrzyni na honorowym miejscu w salonie, a do skrzyni wstawi ko z ca
pociel i ze wszystkim, czego uywa w hrabia, skrzyni zamkn na klucz, a na niej przybito
brzow blach z takim napisem niemieckim: W tej skrzyni stoi ko, a na ku ley
pociel, a w tej pocieli, na tym ku dnia X roku 18... raczy spa trzy razy janie wielmony graf Wilhelm Johann Somerst-Somerstein.
 Ale to farsa, to niemoliwe!
Zaczli oponowa.
 Ja Reckowi wierz, on nigdy nie kamie.
 Ale to byaby gupota potworna!
 Co chcecie, takiego eks-winiarza olnia askawo grafa.
 To jest moebne, a bo to w odzi mao jest podobnych miesznoci pomidzy milionerami!
Przecie wszyscy znaj szczegy pojedynku Stanisawa Mendelsohna z tym inynierem
Myszkowskim.
 A Knaabe to nie mieszny? A stary Lehr, ktry jak siedzi w restauracji, a kto zawoa gono:
Kelner!, to si bezwiednie zrywa z krzesa, bo by przecie kiedy kelnerem, a Zuker
jeszcze mojej matce przynosi do domu resztki do sprzedania. Lehr, na przykad, umie si tylko
podpisywa, a przyjmuje interesantw w swoim gabinecie z ksik w rku, a ktr mu zawsze
lokaj daje otworzon, bo byy wypadki, e Lehr trzyma j przy gociu do gry nogami!
 Kademu wolno robi, co mu si podoba, nie widz potrzeby wymiewania si.
 Ale i kademu wolno si z tego mia, co jest gupie.
 Ty, Wilczek, bronisz swojej sprawy, bo i z ciebie si miej, z twojej grzywki, z perfumowania
i z twoich acuszkw i piercionkw, z twojego szyku.
 Gupcy miej si ze wszystkiego. Ten si mieje najlepiej, kto si ostatni mieje.
 Czyli jak zrobisz miliony, obiecujesz mia si z nas wszystkich.
 Bo jestecie godni miechu.
Halpern ucisn im rce i wyszed, nie lubi bowiem, eby modzie omielaa si przekpiwa
z fabrykantw.
 Dlaczego? powiedzcie no wyranie, Wilczek.
 Bo wy si nie miejecie szczerze, wy drwicie ze zoci, e nic nie macie, a oni maj
miliony.
 Nowe rzeczy gada! Mylaem, e powiecie co nowego, a jeli chcecie mwi tak dalej,
to ju lepiej przestacie.
 Bdcie no cicho na chwil, jest wana sprawa  podnis gos Malinowski.  Jzio Jasklski
potrzebuje stu rubli na jutro wieczr i prosi nas wszystkich o poyczenie tej sumy,
bdzie oddawa po dziesi rubli miesicznie. Pienidze te s dla niego kwesti ycia i mierci,
wic ja jeszcze od siebie prosz was wszystkich o koleesk pomoc. Za ca sum rcz.
 Dasz ewikcj na swoim wynalazku.
 Wilczek!  krzykn rozdraniony uderzajc pici w st.  Zrbmy skadk poyczkow, panowie  doda agodniej, kadc na stole jedyne pi rubli, jakie mia. Szulc pooy
drugie pi, Blumenfeld dziesi.
 Co bdzie brakowa, doo, bo chocia dzisiaj nie mam, ale mog poyczy jutro 
mwi Horn.  No, Wilczek, dajcie no ze dwadziecia rubli.
 Sowo honoru, e nie mam trzech rubli nawet przy sobie, zacie za mnie pi rubli.
 Dowcipnie kombinujecie  szepn Horn.
 Na niego nie liczcie. Musicie, Horn, poyczy osiemdziesit rubli, bo jest dwadziecia,
ale koniecznie przed szst wieczorem jutro.
 Z pewnoci, niech pan przyjdzie do mnie, panie Jzefie.
Jzio ze zami rozrzewnienia dzikowa wszystkim, prcz Wilczkowi, ktry pogardliwie
si umiecha i chodzi coraz prdzej po pokoju. Mia pienidze, ale nigdy nikomu nie
poycza.
 Na co ci potrzeba a stu rubli?  zapyta Jzia.
 Kiedy nic nie dajesz, to niepotrzebnie si wypytujesz.
 Pozdrw mam ode mnie.
Jzio nic si na to nie odezwa, mia do niego wielki al, bo dobrze pamita, ile ten sam
Wilczek zawdzicza im, a potem pieszno mu byo lecie z radosn nowin do domu, bo tych
pienidzy potrzebowa dla matki, ktrej jaki piekarz oddawa w zarzd sklepik, ale pod warunkiem
zoenia storublowej kaucji. Byo to niejakie zabezpieczenie od godowej mierci
caej rodziny, bo mieszkanie mieli mie darmo i pewien procent okrelony od sprzeday. Jzio
wyszed popiesznie, ale ze schodw wrci i szepn do Malinowskiego:
 Ada, poycz mi na par dni tego listu, ja ci go nie zniszcz.
 Moesz go sobie wzi na wasno, nic mi po nim.
Jzio go ucaowa i pobieg.
Zamilkli na chwil.
Blumenfeld nastraja skrzypce, Horn pi herbat, Szulc patrzy na Malinowskiego, ktry
z tym swoim wiecznym umiechem wpatrywa si w formuy algebraiczne, jakie kreli owkiem
na serwecie, a Wilczek wci spacerowa i rozmyla o jutrzejszym interesie, jaki mia
go postawi na cztery nogi, a w przerwach wodzi po towarzyszach ironicznym, niedbaym
wzrokiem, w ktrym byo wiele politowania, a jeszcze wicej lekcewaenia, a czasami i przysiada z sykiem i zdejmowa kamasz na chwil, bo by obuty w lakierki bardzo eleganckie,
a1e tak ciasne, e czu je coraz mocniej.
By ubrany z wielk a przesadn elegancj kantorowicza.
 Szulc, odkryem bezwiednie tajemnic waszego modego Kesslera!  zacz, nakadajc
znowu but i spacerujc po pokoju.
 Wy macie specjaln zdolno ledcz.
 Bo dobrze patrz.
 Czasem si opaca taki dobry wzrok!
 Malinowski!  zawoa siadajc, bo kamasz pali go jeszcze wicej.
 Nie przerywajcie sobie popisw wasnego sprytu i przenikliwoci, bdziemy sucha
cierpliwie i moe buciki troch zmikn  szydzi Adam.
 Spotkaem wczoraj rano na Wschodniej bardzo adn dziewczyn, poszedem za ni, eby
si jej przyjrze lepiej, bo znaem skd jej twarz. Wesza do jednego z domw na Dzielnej
i znikna mi w podwrzu. Troch strapiony szukam stra, aby si od niego dowiedzie, gdy
natykam si na modego Kesslera, wchodzcego do bramy. Wydao mi si to podejrzanym, bo
przecie wiadomo, e Kessler wci si wczy za dziewczynami. Zaczekaem przed domem
i po kilkunastu minutach doczekaem si, ze wyszed, ale nie sam, wyszed z t dziewczyn,
tylko tak ubran wspaniale, e z trudem j poznaem. Wsiedli do powozu czekajcego o kilka
domw dalej i pojechali w kierunku kolei. T dziewczyn, Malinowski, musisz zna?
 Skde takie przypuszczenie?  zapyta spokojnie na pozr.
 Widziaem ci z ni przeszej niedzieli, wyszede z domw familijnych Kesslera i prowadzie j nawet pod rk.
 To nieprawda? to nie moga by...  zawoa gwatownie, poykajc jakie imi.
 Jestem najpewniejszy, e to ona. Brunetka, bardzo ywa i bardzo adna.
 Dajmy pokj, co mnie to obchodzi  szepn niedbale i czu, e mu jaka rka wsuna
si do wntrznoci i szarpie je strasznie.
Z tego jednego szczegu pozna, e to bya Zoka, jego siostra.
Nie, nie mg w to uwierzy, siedzia w milczeniu i chcia i, do domu, ale si nie ruszy,
nie podnis nawet oczu na towarzyszw, bo si ba spotka z ich wzrokiem, eby mu nie
wyczytali tajemnicy.
Ochonwszy nieco, najspokojniej ubra si i wyszed nie czekajc na kolegw.
Pobieg do rodzicw, mieszkajcych w domach familijnych Kesslera.
Wielkie trzypitrowe czworoboki, podobne do koszar, w ktrych si gniedzio kilkaset
osb, stay ciemne i ciche, tylko w jednym oknie byskao wiato. Dom spa zupenie, bo
nawet na korytarzach, ktrymi bieg Malinowski, byo ciemno i pusto, a tylko jego kroki huczay po caym domu.
W mieszkaniu zasta matk i modszego brata, ktry siedzia w kuchence i okrcony w chustk,
zatykajc uszy rkami, kiwa si i monotonnym gosem wbija sobie w pami jutrzejsz lekcj.
 Dawno ojciec poszed do fabryki?  zapyta szukajc oczami Zoki w drugim pokoju.
Matka nie odezwaa si, klczaa przed zocistym obrazem Czstochowskiej, ktry sta na
komodzie w owietleniu purpurowej lampki, modlia si pgosem, szybko przesuwajc
ziarnka wielkiego raca.
 A gdzie Zoka?  zapyta, znowu drc z niecierpliwoci.
 i bogosawiony owoc ywota Twojego Jezus, Amen!  Ojciec poszed ju dawno.
Zoka jeszcze wczoraj pojechaa do cioci Olesi.
Cigna dalej przerwany pacierz.
Adam nie wiedzia, co robi; chcia matce powiedzie o swoich podejrzeniach, ale zobaczywszy
j w takim nabonym skupieniu, tak rozmodlon, nie mia.
al mu byo zamca tego spokoju, jaki panowa w mrocznym, cichym mieszkaniu.
Siedzia czas jaki, patrzc na star, zmczon twarz matki, na jej siwe wosy pokryte
krwawym refleksem lampki, to na dwie doniczki kwitncych hiacyntw, postawionych z boku
obrazu, ktre roztaczay po pokoju duszcy zapach.
 Rivus  strumie, terra  ziemia, mensa  st, nautilus  marynarz  powtarza z monotonnym
uporem brat, koyszc zawzicie nogami.
 Naprawd Zoka pojechaa do ciotki?  zapyta ciszej.
 Mwiam ci. Herbata jeszcze bdzie gorca, Jziek niedawno wod przynosi z fabryki,
jeli chcesz, to ci zrobi herbaty, co?
Nic nie odpowiedzia, wyszed spiesznie, nie zwracajc uwagi na woania matki, aby powrci; poszed do fabryki Kesslera, gdzie ojciec pracowa jako mechanik przy gwnym
motorze.
Szwajcar przepuci go bez trudnoci na wielki ciemny dziedziniec, obstawiony z trzech
stron olbrzymimi gmachami, ktre poyskiway setkami okien i wrzay nieustannym guchym
hukiem maszyn pracujcych, bo oddziay tkackie i przdzalniane z powodu nawau roboty
szy ju od miesica dniem i noc.
Z czwartej strony, zamykajcej ten dugi czworobok przed olbrzymim kominem, sta wysoki
trzypitrowy budynek, podobny do wiey, przez ktrego sabo owietlone okna majaczyo w szalonym ruchu olbrzymie koo rozpdowe.
Przeszed obok niskich, bezczynnych teraz pawilonw, gdzie byy farbiarnie wczki i mydlarnia,
bo z olejw otrzymywanych przy odtuszczaniu weny prcz potau robiono i szare
mydo; szed obok piecw z daleka ju czerwienicych si wielkimi ogniskami, ktre rzucay
krwawe smugi wiata na kupy wgla lece niedaleko.
Kilku pnagich, czarnych od pyu ludzi zwozio nieustannie wgiel wzkami, a kilku innych
wrzucao go do palenisk, i wszed do wiey.
Na razie nie spostrzeg nic w pmroku, w ktrym gwne koo, niby jaki gad potworny
skrcony w kbek, z szybkoci szalon, rozpryskujc stalowymi byskami, wypryskiwao
z ziemi, gdzie byo do poowy zanurzone, rzucao si w gr z szalestwem, jakby chcc rozbi
te wi꿹ce je mury i uciec, zapadao z. wciekym wistem, wyrywao si znowu i biego
bezustannie i z tak szybkoci, e nie mona byo uchwyci jego ksztatu, wida byo tylko
drc mg byskw, odprynitych od stalowej polerowanej powierzchni, ktra srebrnaw
aureol pdzia za koem i przepeniaa ciemn wie miliardami ostrych iskier.
Kilka olejnych lampek, przyczepionych do cian, drcymi pomykami owietlao toki,
ktre niby stalowe, grube jak drzewa rce pracoway rwnie nieustannie z jednostajnym,
przeszywajcym wistem, jakby usioway z nadaremn wciekoci pochwyci to koo, ju
oburcz trzymane i wiecznie si wymykajce.
Stary Malinowski chodzi z oliwiark w rku dokoa mosinej barierki otaczajcej maszyn
i co pewien czas sprawdza na manometrze ilo produkowanej siy.
Spostrzeg syna, ale obszed maszyn, powyciera jej pewne czci, zbada wzrokiem funkcjonowanie
i dopiero przyszed; nabi fajk tytuniem, zapali i spojrza pytajco na syna.
 Przyszedem ojcu powiedzie, e Zoka prawdopodobnie jest kochank Kesslera.
 Gupi! Widziae?
Malinowski zacz mu opowiada, co sysza od Wilczka, ale mwi szeptem, gdy w tym
roztrzsionym, piekielnym szumie i gos armaty zginby bez echa.
Stary sucha uwanie, jego bure oczy podobne do stalowych byskw koa, ktre wznosi-o si i zapadao bezustannie, poczynay wieci i drga.
 Dowiedz si wszystkiego, wszystkiego  szepta nachylajc ku niemu such, szaraw
twarz o ostrych jakby z kamienia ciosanych rysach.
 Ja si dowiem, ale jeli tak jest, to ju mu si na zawsze odechce uwodzi swoje robotnice,
na zawsze  doda z naciskiem i jego zielone, sodkie oczy strzeliy ogniem zawzitoci,
a sodkie karminowe usta posiniay, odsaniajc dugie i ostre jak u wilka zby.
 Suka!  rzuci stary przez zby zacinite, przypychajc palcem tytu.
 Co ojciec o tym myli? mamie nie mwiem jeszcze nic.
 Sam jej powiem. Dowiedz si tylko dobrze, to ju si z Kesslerem zaatwi.
Poszed do maszyny i powrci po chwili.
 Czemu nie bye u mnie cay tydzie?  zapyta mikko, z wielk mioci w gosie.
 Robiem koo swojej maszyny.
Stary spojrza na niego spod oka, ale si nic nie odezwa, chocia nienawidzi ca dusz
t maszyn, ktr od roku ju stwarza Adam, nie aujc czasu ani pienidzy.
 Pno, id spa, Ada. Dobrze, e powiedzia. Przekonaj si zupenie i powiedz mi,
w domu nie mw nic. Jeli jest, jak przypuszczasz, to ja sam si z nimi zaatwi. Kessler ma
miliony, ale rad mu dam.
Mwi z chodnym, prawie okrutnym spokojem, tak samo jak kiedy w Zabajkalskim kraju,
gdy chodzio o zakad na szarego niedwiedzia z toporem w rku.
cisnli sobie rce i popatrzyli w oczy.
Stary znowu zacz chodzi dookoa maszyny, naoliwia, czyci, patrze na manometr,
a chwilami opiera si grzbietem o trzsc si cian i zapatrzony w ten wir byskw, drga,
cieniw i wistw, pokrywajcy szalony ruch koa, szepta jakby z aoci:
 Zoka!
Adam powrci do mieszkania z pewn ulg w duszy.
Horn ju spa, wic przymkn drzwi od jego pokoju i zabra si do rozbierania tej maszyny,
ktra mu wypijaa ycie, bo robi j od roku i nigdy skoczy nie mg.
Miaa to by maszyna dynamo-elektryczna o tak prostej konstrukcji i tak tanim motorze,
e zrobiaby przewrt w wiecie, gdyby si tylko udaa, gdyby go tylko nie zawodziy cigle
obliczenia, gdyby mu cigle co nie stawao na przeszkodzie.
By cigle bliskim zwycistwa, codziennie sobie obiecywa, e to ju jutro zwyciy, a te
jutra tworzyy dugie miesice i zwycistwa nie byo.
Siedzia tak dugo, e nad ranem Horn si obudzi i zobaczywszy wiato zawoa:
 Adam, idcie spa.
 Zaraz  mrukn i rzeczywicie zgasi wiato i pooy si do ka.
wit szary zacz zaglda oknem i napenia pokj tym dziwnym wiatem, w ktrym
ludzie i rzeczy maj wygld trupw, a wiat wyglda jak pustka.
Adam patrzy w okno, w gwiazdy, ktre blady coraz bardziej i kolejno zapaday w jasnoci
zalewajcej wiat. Spa nie mg, po kilka razy wstawa i sprawdza obliczenia lub gow
wychyla przez lufcik na surowy powiew poranku i lizga si po tysicach czarnych lnicych dachw, zaledwie sabo wyaniajcych si z mroku.
Miasto spao w zupenej, absolutnej ciszy, nie zmconej najmniejszym dwikiem.
Setki kominw, niby las kolumn czarnych, chwiay si w tych ruchomych mgach, co wstaway z pl rozmikych i z wolna niby biaawym obokiem zwczyy si na miasto i dary
si o ostre szczyty.
Pooy si raz jeszcze, ale teraz znowu przeszkodziy mu spa myli o Zoce i ten chr
gwizda, jaki wkrtce zacz si rozlega nad cichym miastem.
Gwizdawki piay przenikliwie i ze wszystkich stron: z poudnia i z pnocy, ze wschodu
i zachodu miasta zryway si ryki metalowych gardzieli, czyy w jeden chr, rozdzielay na
pojedyncze tony, a dary zgrzytem powietrze.
Horn, ktry od czasu zerwania z Bucholcem nic nie robi i czeka na rezultat stara, jakie
czyni Borowiecki, aby go umieci u Szai, wsta dzisiaj tak pno, e nim wypi herbat,
czas byo ju i na obiad, a nim zaszed do kolonii, gdzie si stoowa, ju tam byli wszyscy
po obiedzie i nie zasta Borowieckiego, z ktrym si chcia zobaczy.
Kama zajta bya fryzowaniem pir, a kilka pa i panien szyo w stoowym pokoju, przemienionym
na pracowni.
 Pan z pewnoci jest chory, ja to widz  wykrzykna Kama, bo mia ze znuenia i bezczynnoci
bardzo nieszczliw min.
 Dobrze Kama widzi, bo jestem chory rzeczywicie.
 Ja wiem, wczoraj pan u nas nie by, bo polecia pan na obuzerk.
 Gralimy cay wieczr w domu.
 A nieprawda, by pan na bibce, bo ma pan oczy podsiniae, o!  zacza paluszkiem
wodzi mu pod oczami.
 Pewnie umr, Kama, pewnie umr  mwi robic tragiczn min.
 Tak nie trzeba mwi, ciociu, no, ja nie chc!  zawoaa, bo zamkn oczy, gow przechyli na porcz krzesa i udawa trupa.
Kama uderzya go pirem po twarzy i udawaa mocno rozgniewan, bo poowa jej wichrowatych
wosw opada na czoo i zasonia oczy.
Horn po obiedzie siedzia w milczeniu i umylnie nie zwraca uwagi na jej minki, jakie
stroia do niego, udawa obojtnego, a w istocie by znudzonym i leniwie przypatrywa si szeregowi portretw familijnych, tym wielkim gowom szlachcicw z XVIII
wieku, ktre spod wygolonych czupryn zdaway si patrze surowo, gronie prawie na
setki dachw i kominw fabrycznych, roztaczajcych si za oknem, to na te znkane, blade,
wycieczone nadmiern prac bezbarwne twarze prawnuczek, zajtych prac cik
na chleb powszedni.
 Czy mam prosi, aby pan raczy przemwi do nas swko?
 Kiedy mi si nie chce mwi.
 Ale pan nie chory, prawda?  zapytaa cichutko, z niepokojem patrzc mu w oczy. 
A moe pan nie ma pienidzy?  dodaa prdko.
 Nie mam i jestem bardzo biedna sierota  artowa.
 Ja panu poycz, naprawd panu poycz! Oho, mam czterdzieci rubli.
Uja go za rk i wyprowadzia do saloniku, gdzie biay Picolo zacz szczeka na ni
i cign za sukienk.
 Naprawd panu poycz  zacza niemiao.  Mj zoty panie, mj drogi, mj
kochany  szczebiotaa wspinajc si przed nim na palce i gadzc go po twarzy  niech
pan poyczy ode mnie. To s moje wasne pienidze, ja sobie uskadaam na kostium
letni, ale to mi pan jeszcze na czas odda, no!  bagaa go prawie, z wielk serdecznoci.
 Dzikuj, Kama, bardzo dzikuj, ale pienidzy mi nie potrzeba, mam!
 Nieprawda. Prosz pokaza pugilares.
A gdy si wzbrania, wycigna mu szybko pugilares z kieszeni i zacza w nim przewraca,
ale jeszcze szybciej spostrzega w nim swoj fotografi.
Patrzya na niego dugo i sodko, rumieniec z wolna powlk jej szyj i twarz, oddaa mu
pugilares i szepna bardzo cicho:
 Ja pana kocham za to, kocham! Ale fotografi wzi pan z cioci albumu, aha!
 Kupiem u fotografa.
 Nieprawda!
 Kiedy pani nie wierzy, to wychodz.
Dopdzia go przy drzwiach i zastpia mu drog.
 Ale pan nikomu nie pokazuje tej fotografii?
 Nikomu.
 I zawsze pan j nosi przy sobie?
 Zawsze, ale nigdy na ni nie patrz, nigdy.
 A nieprawda!  wykrzykna energicznie.  Wemie pan pienidze?
 Czasem tylko patrz, ot tyle, o!
Uj jej obie rczki i obie gorco obcaowywa.
Wyrwaa si zaraz, ucieka do drzwi saloniku, rozczerwieniona i zadyszana woaa:
 Pan jest taki mocny jak niedwied! nie cierpi pana, nienawidz.
 I ja Kamy nie cierpi i nienawidz  woa wychodzc.
 Aha!
Usysza wtpicy gos za sob i chocia go nienawidzia, pobiega do salonu i lufcikiem
patrzya, jak wyszed z bramy i szed rodkiem Spacerowej, posaa mu kilka pocaunkw na
palcach i na wycigi z Picolem pobiega do przerwanej roboty.
Horn kilka godzin chodzi po znajomych, zanim zdoa poyczy potrzebnych mu pienidzy
dla Jzia Jasklskiego, a potem poszed do Borowieckiego.
Prawie ju przed sam fabryk dopdzi go Sierpiski, znajomy z kolonii.
Szlachcic by ubrany w dugie do kolan buty, w brzow czamar115, suto ozdobion czarnymi
potrzebami116, i z fantazj trzyma na siwej gowie granatow maciejwk, zamaszycie
wywijajc okutym kijem.
 O tej godzinie na ulicy, a fabryka?  zawoa zdumiony Horn.
 Fabryka nie ucieknie, panie dobrodzieju, nie zajc.
 Gdzie pan si wybrae?
 A bo, uwaasz pan, soce tak przygrzewa od rana, tak wiosn pachnie, e mnie rozebrao na amen, nie mogem ju wytrzyma w fabryce, jako si tam wykpiem od poudnia
i macham sobie, panie dobrodziejski, troch za miasteczko, w polu zobaczy, jak tam, tego
i owego, oziminki wyszy spod niegu. Uwaa pan dobrodziejski, jakie to ju diabelskie ciepe soce, to by czowiek yka z radoci, tego i owego.
 A c pana obchodz wszystkie oziminy razem!
 Jak to nie obchodz! No tak, tak, ja ju nie siej, nie orz, tak, juci, jestem fabrycznym
parobkiem, su u yda, ale widzi pan  obejrza si i po cichu szepn mu do ucha  mnie
ju ta d gardem wyazi, to wszystko razem, tego i owego, wistwo i psiakrew, panie
dobrodziejski!  Zakl raz jeszcze bardzo energicznie, poda mu rk i piesznie poszed,
stukajc lask po trotuarze.
XV
Horn prdko si rozmwi z Borowieckim, bo ten nie mia adnych nowych wieci, i wychodzc spotka si z Jasklskim, ktry szed do Borowieckiego na skutek wczorajszej rozmowy
z Wysockim.
Jasklski by dzisiaj bardziej jeszcze zalkniony i niedony.
Wyprostowywa si chwilami, gadzi wsy, chrzka, ale mimo to odwagi mu nie przybywao, czeka w maej poczekalni przy farbiarni i mia ju kilka razy szczer ch umknicia, ale
na wspomnienie ony i dzieci, na wspomnienie tylokrotnych, nadaremnych wyczekiwa po rozmaitych
kantorach i przedpokojach fabrykantw, siada z powrotem i czeka z rezygnacj.
 Pan jest Jasklski?  zapyta Karol wchodzc.
 Tak, mam zaszczyt si przedstawi panu dyrektorowi, jestem Jasklski!
Mwi wolno t sakramentaln formu, powtarzan ju wielokrotnie.
 Nie o taki zaszczyt chodzi. Pan Wysocki mwi, e pan potrzebuje miejsca.
 Tak  odrzek krtko, mnc wytarty kapelusz w rku i ze strachem czekajc, e znowu
usyszy, e miejsca nie ma.
 Co pan umie, gdzie pan pracowa?
 U siebie.
 Miae pan interes jaki?
 Miaem majtek ziemski, stracio si i teraz z powodu chwilowej potrzeby, tylko chwilowej
 upewnia z rumiecem wstydu  bo wanie jestemy w procesie, ktry musi wypa
na nasz korzy. Sprawa bardzo prosta, bo po moim stryjecznym bracie, zmarym bezpotomnie...
 Nie mam, panie, czasu na genealogi. Bye pan obywatelem ziemskim, to znaczy, e
pan nic nie umiesz. Chciabym panu pomc, a e na paskie szczcie od kilku dni jest w magazynach
miejsce, wic jeli pan chce przyj...
 Z wdzicznoci, z podzikowaniem, bo istotnie jestemy troch w kopotach, nie potrafi
nigdy si odwdziczy panu dyrektorowi. Wolno wiedzie, jakie to miejsce?
 Stra magazynowego! Dwadziecia rubli pensji, zajcie w godzinach fabrycznych.
 egnam pana!  rzek twardo Jasklski i odwrci si do wyjcia.
 Co si panu stao?  zawoa zdumiony.
 Ja jestem szlachcic, panie, a paska propozycja jest niegodna. Zdechn z godu Jasklski
moe, ale strem u Szwabw by mu nie wolno  szepn wyniole.
 A zdychaje pan ze swoim szlachectwem jak najprdzej, nie bdziesz pan przynajmniej
miejsca zajmowa drugim!  krzykn zirytowany Borowiecki wychodzc.
Jasklski w wielkim rozdranieniu wyszed na ulic, czas jaki szed wyprostowany, dumny,
z nabiegymi krwi policzkami, peen obraonej godnoci, ale gdy go owiono powietrze, gdy znowu si zobaczy na ulicy, pod goym niebem, potrcany przez szybko pdzcych
przechodniw, pod koami tych nieskoczonych platform naadowanych towarem, opad
z westchnieniem, opuci ramiona bezwiednie, stan nad trotuarem i zacz szuka w dziurawych
kieszeniach chustki.
Opar si o jaki parkan i bezsilnym, ogupiaym wzrokiem patrzy na morze domw, na
setki kominw bijcych brudnymi kbami dymw, na fabryki huczce pospieszn prac, na
ruch, jaki wrza dookoa, na t wiecznie czynn, twrcz i potn energi ludzk, uprzedmiotowan w tym miecie, a potem na te spokojne obszary bkitu, przez ktre szo soce.
Szuka znowu chustki, nie mogc ju trafi do kieszeni, bo go schwyci za serce kurcz
najstraszniejszego z blw  bezsilnoci.
Mia szalon ochot przykucn przy tym parkanie, oprze gow na kamieniu i umrze,
niechby si ju raz skoczyo to straszne mocowanie z yciem, niechby ju raz nie wraca do
tej zdychajcej z godu rodziny, niechby ju raz nie czu wasnej bezsilnoci.
Nie, ju nie szuka chustki, zakry podartym rkawem twarz i zapaka.
Borowiecki powrci do swego laboratorium przy kuchni i zastawszy Murraya, siedzcego na rogu stou, opowiedzia mu o Jasklskim.
 Pierwszy raz spotykam podobnego czowieka! Daj mu prac, a przez ni mono wegetowania,
a ten z oburzeniem powiada: Szlachcic jestem i strem u Szwaba nie bd; raczej
zdechn z godu! Dalibg, e byoby lepiej, aby tego rodzaju szlachetczyzna wyzdychaa
jak najprdzej.
 Ju kocz drukowa bambus  meldowa robotnik.
 Zaraz przyjd! Wstydz si roboty, a nie wstydz si zwykej ebraniny, tego ju zaczynam
nie rozumie. Co wam jest?  zapyta prdko, bo Murray nie sucha, tylko jakim wyblakym, przepakanym wzrokiem patrzy w okno.
 Nic, jestem jak zwykle  odpowiedzia niechtnie.
 Macie tak smutn twarz.
 Nie mam znowu specjalnego powodu do radoci! Ale moe kupicie meble ode mnie? 
wyrzuci prdko, unikajc jego wzroku.
 Meble sprzedajecie?
 Tak, tak... Chc si pozby tych gratw, tanio sprzedam, wemiecie?
 Pomwimy o tym pniej, ale jeli do tego kroku zmusza was jaka gwatowna potrzeba,
to moe bym wam co poradzi, bdcie szczerzy ze mn.
 Nie, pienidzy mi nie potrzeba, ale i meble mi na nic.
Karol popatrzy na niego i po duszym przestanku rzek ze wspczuciem:
 Znowu nic z waszego maestwa?
 A nic, a nic!  zacz szybko chodzi, aby pokry wzburzenie, jakie nim trzso.
Szczka mu drgaa spazmatycznie, przystawa chwilami, oddycha gbiej, wodzi martwym
wzrokiem po obojtnej twarzy Karola, obciga kurtk z garbu, wyciera spocone rce
i znowu biega zakrelajc wielkie koo dookoa stou.
Karol si nie odzywa, zatopiony w robocie, tylko gdy Murray pobieg do kuchni, rzuci
za nim pogardliwym spojrzeniem i mrukn:
 Mapa sentymentalna!
 Ja dopiero wczoraj zobaczyem, e maestwo to gorzka satyra na mio i godno
ludzk  zacz Murray, powrciwszy do przerwanej przechadzki.
 Jak dla kogo!
 Ja wczoraj dopiero zobaczyem, e ta jest najbardziej niemoralna instytucja! o tak, maestwo to stek kamstw brudnych, podoci, obudy najnikczemniejszej, faszu! nie zaprzeczycie
mi tego, co?  zacz si rozpala nienawici.
 Nie bd przeczy ani twierdzi, bo mnie to nie obchodzi.
 Ale ja wam mwi, e tak jest! Wczoraj byem w jednym domu na herbacie, byli tam
take ci idealni maonkowie Kaczyscy. Cigle siedzieli przy sobie i trzymali si za rce.
Wstrtny zwyczaj, eby si cigle o siebie ociera. Wci tylko szeptali ze sob i tak si patrzyli
na siebie akomie, e a to byo gupie i nieprzyzwoite. Irytowali mnie cay wieczr, bo
nie wierzyem w ich szczero, podejrzewaem ndzn blag, jako si zaraz przekonaem,
bo po herbacie wyszedem do ssiedniego pokoju i usiadem pod oknem ochodzi si nieco.
Kaczyscy przyszli wkrtce, nie spostrzegli mnie i zaczli najordynarniej si kci. Nie
wiem, o co szo, ale syszaem, jak ta idealna, boska, podobna do witej Kaczyska wymylaa mu z ekspresj ostatniej ulicznicy, a na dokoczenie uderzya go w twarz, wtedy on, ten
wzr maonkw, chwyci jej rce w jedn, trzasn j kilka razy w twarz i uderzy ca si
o piec, e a upada na ziemi. Nie zemdlaa, ale dostaa spazmw, zbieg si cay dom na
ratunek, a wtedy on klcza przed ni, caowa j po rkach i najsodszymi imionami nazywa, i niemal paka z rozpaczy, e ona cierpi! Wstrtna i poda farsa!
 Opowiadacie fakt wyjtkowy. Ale to zdumiewajce bd co bd!
 O, to nie wyjtkowy fakt, tak yje dziewi dziesitych maestw i inaczej by nie
moe, dopki ludzi bdzie czy dobr handlowy, dopki prawo skuwa bdzie ludzi nierozerwalnymi
ptami i dopki panny bd z maestwa robi przedsibiorstwo zyskownego
utrzymania.
 A ta caa nienawi wasza powstaa tylko z osobistego zawodu, co?
 Zawszem tak czu, bo dawnom ju przejrza.
 Dlaczeg si nie enicie?  zapyta Borowiecki.
Murray si zmiesza, milcza chwil, przykadajc rozpalone czoo do zimnych blach podrcznej
maszyny drukarskiej, stojcej przy stole.
 Mam za wielki garb, a za mao pienidzy. Gdybym by lepy, gupi, rakowaty, a by choby
Bucholcem, to kada z waszych Polek na kolanach przysigaaby mi mio do mierci! 
szepn nienawistnie.
 Ach, wic to Polka daa wam kosza?  mrukn zoliwie.
 A tak, Polka, to uosobienie gupoty, faszu, kaprysw, zych instynktw, to...
 Macie bogaty sownik synonimw  przerwa mu ironicznie.
 Ja pana nie prosz o uwagi  sykn, wyszczerzajc swoje ky rzadkie.
 Ja znowu nie bagam o zwierzenia.
 Pan prezes prosi pana!  zawoa robotnik wsadzajc gow do laboratorium.
Karol poszed do Bucholca.
Murrayowi zrobio si nieco przykro, wstydzi si wasnej porywczoci, ale pomimo to
gorycz zawodu przesycaa go guch nienawici do caego wiata, a w szczeglnoci do kobiet,
bo w oddziale farb suchych, ktrych tarciem zajtych byo kilka kobiet, usyszawszy
gone rozmowy i miechy, wywar na nich zo swoj; wybi jedn, a pozostae wypdzi
natychmiast z roboty, a potem azi po fabryce i szuka tylko okazji, aby krzycze, zapisywa
na kary i wyrzuca.
Bucholc siedzia w drukarni i witajc si, rzek do Karola:
 Knoll przyjeda w sobot. Niech pan przyjdzie do mnie wieczorem na gr.
 Dobrze; ale po co prezes wychodzi z domu, takie spacery mog by szkodliwe.
 Nie mog ju wysiedzie w domu. Nudzi mnie wszystko, potrzebuj ruchu.
 A. to czemu pan prezes nie pojedzie gdzie na spacer?
 Jedziem dzisiaj, nudzi mnie to wicej jeszcze. C sycha?
 Robi si jak zwykle.
 A dobrze. Dlaczeg tak dzisiaj cicho idzie fabryka?  szepn, nasuchujc ze zdziwieniem.
 Ale idzie jak zwykle!  odpowiedzia i poszed do dalszych sal.
 Bucholc chwil owi uchem oguszajcy, monotonny oskot maszyn, rozlegajcy si
potnym szumem, ale sysza niewiele, bo nie mg zupenie skupi uwagi, a e przy tym
zaczynao mu by i duszno, i gorco w drukarni, wyszed przed fabryk i usiad na wystajcej cembrowinie sadzawki, do ktrej spywaa woda skroplona z pary zuytej.
Przymyka oczy i wodzi nimi po konturach swoich fabryk, rozrzuconych dookoa olbrzymiego
dziedzica, po brzowych sznurach wagonw, adownych wglem i materiaami, ktre
wchodziy w dziedziniec, pod magazyny; po lnicych w socu dachach, po kominach wyrzucajcych kby zarowionych przez soce dymw, po nikych sylwetkach robotnikw,
snujcych si pod magazynami i pchajcych wagony.
Oddycha z trudnoci tym przesonecznionym, a penym dymw i miau wglowego powietrzem.
Zakaszla si silnie, ale nie poszed do domu, bo go opanowywaa jaka przyjemna bezwadno.
Soce wiecio ca wionian potg, a wiatr mikki zawiewa od przeszklonych wod
pl; na nagich jeszcze topolach, stojcych przy parkanie, zamykajcym z jednej strony dziedziniec
fabryczny, biy si z krzykiem stada wrbli i wierkay radonie jakby do wiosny nadchodzcej, ktra ukazywaa ju soneczn twarz spoza wielkich biaych chmur, ktre niby
kby weny najbielszej leay cicho na olbrzymiej tafli bkitu, rozpitej nad miastem zadymionym,
penym oskotu fabryk, a ciszy na pustych ulicach.
Fabryki gray nieustannym rytmem pracy.
Bucholc podnis si wreszcie i poszed do domu, ale z takim uczuciem bezsilnoci wobec
tych olbrzymich gmachw, wobec tych maszyn potnych, wobec si tego kolosalnego
ycia fabryki, e wlk si ledwie i jeszcze z parku spoglda z zawici bezwiedn na czerwone,
olbrzymie gmachy byskajce oknami.
Nie wracao mu jednak zdrowie pomimo cudownych rodkw Hamersteina, codziennie
czu si gorzej, mao sypia i noce przepdza nieraz na fotelu obawiajc si i do ka, bo
coraz czciej myla, e skoro si pooy, umrze musi, coraz czciej obawa mierci ciskaa go strasznym spazmem guchej mki, coraz czciej ba si nocy i samotnoci, ale nie
chcia si jeszcze przyzna do tego nawet przed samym sob i walczy ca potn swoj
wol z niemoc.
Apatia bezmylna i cika przenikaa go coraz silniej. Nie chcia si ju niczym zajmowa,
nudzio go wszystko i wszystko przestao nawet interesowa.
Siedzia godzinami bez ruchu w kantorze, gdzie Borowiecki zaatwia wszystkie sprawy,
i bezmylnym wzrokiem ton w drganiach drzew chwiejcych si za oknem, i zapomina,
gdzie jest, na co patrzy; to znowu budzi si, odzyskiwa wiadomo i wtedy wlk si do
fabryki, zblia si do ludzi, pragn ruchu dookoa, ludzi, ycia, ktrego si czepia bezwiednie,
z rozpacz topielca czepiajcego si olizgych a stromych brzegw.
W sobot, w dzie zapowiedzianego przyjazdu Knolla, czu si jeszcze gorzej, ale pomimo
to po poudniu poszed do fabryki.
Trawia go gorczka i taka niecierpliwo, e nie mg minuty wytrzyma w jednym miejscu,
szed z pawilonu do pawilonu, z sali do sali, z pitra na pitro i chcia i i i naprzd,
wszystko widzie, a jednoczenie od wszystkiego ucieka, bo denerwoway go maszyny, a te
niezliczone wkna transmisji i pasw, co si przewijay dookoa z jkliwym wistem, przejmoway go blem.
Poszed do tkalni i przechodzi pomidzy warsztatami, ktre drgay spazmatycznie jak
zwierzta usiujce si zerwa z acuchw.
Olbrzymie sale przepenia taki krzyk warsztatw, szczki, warczenia, huki, e przechodzi
spiesznie i przywartymi, czerwonymi oczami lizga si po robotnikach pochylonych, przykutych
oczami do warsztatw, oguchych i olepych na wszystko, co si obok nich dziao.
Kurz baweniany powleka drgajc szaraw mg czarne, roztrzsione kontury maszyn
i nieruchome prawie sylwetki ludzi i skrzy si w smugach soca pod dugim szeregiem
okien.
Nie, nie czu si tutaj dobrze: ten monotonny, cigy krzyk elaza, zmuszonego do pracy,
ten nadmiar si, poruszajcych warsztaty, trzscych cianami, wyjcych jakby w mce gwatu i oporu, rozdrania go.
Przechodzi przez niskie pawilony apretury, ale tam znowu wyziewy sody, krochmalu,
potau, szarego myda wygryzay mu oczy, a te maszyny, podobne do krokodylw wymiotujcych nieustannie nieskoczonymi wstgami rnokolorowych materiaw  przejmoway go
obrzydzeniem.
Szed dalej i w jakim korytarzu wyjrza na dziedziniec, wagony pene bel baweny podsuwano
pod magazyny, przed drugimi magazynami adowano gotowy towar, a na wprost okna
dyszaa maszyna, cignca wglarki puste.
Goni wzrokiem, a mu znikna gdzie za fabryk, pod lasem, a potem z uwag przypatrywa si obokowi czarnego pyu, w ktrym migotay sylwetki robotnikw, zrzucajcych
wgiel z wagonw na sterty czworoktne.
 Co mnie to obchodzi!  myla z niesmakiem i opar si o parapet, aby nieco odpocz,
bo czu si tak ociaym, i rusza si nie mg i brakowao mu coraz czciej oddechu,
chwilami chwiao si z nim wszystko dookoa i z takim dziwnym szumem, e oderwa si,
znalaz siy i poszed spiesznie, gnany trwog.
Dopiero widok ludzi przy pakowaniu towarw uspokoi go znacznie.
Kilkadziesit kobiet pracowao w tej wielkiej sali, ktra cay rodek a pod sufit miaa
zawalony towarem niby zwojami blach rnokolorowych.
Gwarne rozmowy, miechy i arty brzmiay wesoo w powietrzu, ale gdy Bucholc wszed,
sala ogucha prawie. Gosy wszystkie zamilky, umiechy zamary, spojrzenia spospniay,
a twarze powloky si surowoci i niepokojem.
Sycha byo tylko monotonne trzaskanie maszyn, odmierzajcych towar i nawijajcych go
na deski, guchy stk rzucanych sztuk na wzki, ktre je z dudnieniem przewoziy do ssiedniego
skadu, i ostry szelest zaamywanych przy opakowywaniu papierw.
Bucholc wolno przesuwa si obok stow, przygldajc si z uporem rzdom gw brzydkich,
bladych, anemicznych, zbezksztaconych cik codzienn prac, ale adna nie podniosa si do niego, apa tylko spojrzenia rzucane spod czoa, spojrzenia niechtne lub pene
obawy.
 Dlaczego one si mnie boj?  myla usyszawszy za sob, gdy wyszed, e sala buchna dawn wrzaw gosw.
Szed coraz wolniej i z tak trudnoci, e postanowi ju powrci do paacu, pomin
blichy i przez magazyny gotowego towaru skrca sobie drog do wyjcia.
Skady byy w specjalnym budynku jednopitrowym z kamienia i elaza, z oknami maymi
i tak zakratowanymi, e pzmrok panowa w olbrzymiej sali, zajmujcej cae pitro i zapakowanej
pod sufit stertami sztuk opakowanych, pomidzy ktrymi wiy si gbokie uliczki
niby kanay, biegnce wskro olbrzymiej masy towarw.
Pzmrok i gboka cisza panujca w skadach rozleway jaki uroczysty nastrj powagi,
czasami tylko na gwnej uliczce przesun si wzek wiozcy now parti i nikn w bocznych
przejciach bez ladu i bez echa albo jaki goniejszy huk fabryki uderzy w zasnute
pajczyn i pyem bawenianym szyby i kona rycho w gbokich, sinych uliczkach.
Bucholcowi brako ju si i, usiad bliej okna na rozrzuconych sztukach perkalu i myla, e odpoczwszy pjdzie zaraz dalej, ale gdy chcia si podnie, nogi pod nim ugiy si
i opad ciko z powrotem.
Poczu si strasznie niedobrze.
Chcia krzykn, aby zawoa kogo na pomoc, ale nie mia si, nie mg wydoby gosu,
z trudem jeszcze podnosi powieki i czerwonymi, penymi przeraenia oczami wodzi bdnie
po tych milczcych, olbrzymich czworobokach, stojcych dookoa w jakiej gronej powadze
zadumy kamiennej.
I chwyci go wtedy za gardo okropny dziki strach, e oszalay rzuci si do najbliszego
okienka, uwiesi si, chcia woa pomocy, ale tylko drga spazmatycznie i bekota, wodzc
bagalnym, rozpaczliwym wzrokiem po robotnikach, adujcych wagony na dziedzicu.
Nikt nie przychodzi na ratunek; fabryka szumiaa gucho jak morze wiecznie burzliwe,
a jemu brako si, rce si zelizgiway z krat, upad na materiay, ale raz jeszcze si zerwa
strasznym wysikiem i potykajc si o te sterty towarw, ktre ze wszystkich stron zdaway
mu si zastpowa drog, upad powtrnie i ju nie mg si podnie, czoga si tylko,
chwyta powietrze, czepia si sztywniejcymi ju palcami czworobokw, dar elazn pod-og, a jakby gnity noem w samo serce, porwa si na nogi, zachwyci powietrza, buchn
krtkim, okropnym rykiem i zwali si bezwadnie na ziemi.
Usyszano ten krzyk i wkrtce robotnicy zbiegli si i otoczyli go bezradni, wystraszeni, nie
omielajc si nawet dotkn drgajcego jeszcze trupa.
A on lea wyprony, z czerwonymi, wysadzonymi z orbit oczami w sinej i pokrzywionej
twarzy i z szeroko otworzonymi szczkami, z tym ostatnim, miertelnym krzykiem  pospny
jak te czworoboki towarw, bezwadny jak te miliony, wrd ktrych skona, tylko ten
wstrzsajcy, skamieniay na ustach krzyk istnoci zdawionej zdawa si hucze w mrocznej
sali, pod elaznym sufitem, w wskich uliczkach, wskro gr towaru, wskro murw przenika i czy si z potn fal ycia, jakim wrzao miasto i huczay fabryki.
XVI
Dwa wypadki zaalarmoway d, mier Bucholca i podskoczenie cen baweny do niebywaej przedtem ceny.
Bucholc umar! Ta wiadomo rozlaa si lotem byskawicy po odzi, wywoujc gbokie
wraenie.
Nie chciano wierzy w t mier, potrzsano gowami z niedowierzaniem.
Nie, to nie moe by.
Nieprawda, zaprzeczali niektrzy stanowczo.
Bucholc umar?
Ten Bucholc, ktry zawsze by, o ktrym od lat pidziesiciu mwiono, ktrego kadym
krokiem si zajmowano, ktry niepodzielnie panowa nad odzi; ten Bucholc, ktrego bogactwa
olnieway wszystkich, ten mocarz, ta dusza odzi i jej duma! ten przeklinany i podziwiany
 umar!
Jakie zdumienie opanowywao masy, ktre nie mogy si pogodzi z tym prostym faktem
mierci.
Po kantorach, warsztatach i fabrykach zaczo si zaraz wysnuwa tysice legend o jego
yciu, o jego milionach i o jego szczciu; ciemne masy robotnicze nie rozumiay jego woli
elaznej i bezwzgldnej, ktr nagina dowolnie wszystko i wszystkich, jego genialnoci
w swoim rodzaju; masy widziay tylko skutek  olbrzymie bogactwa, ktre wzrosy w ich
oczach, przy nich, gdy oni jak dawniej nie posiadali nic.
Niestworzone rzeczy wygadywano na niego.
Jedni twierdzili, e mia fabryk faszywych pienidzy, jeszcze ciemniejsi, niedawno przedzierzgnici
z bezrolnych chopw na robotnikw, przysigali, e diabe mu pomaga, byli i tacy,
ktrzy gotowi byli przysiga, e widziano rogi na jego gowie, i sam by diabem, ale
wszyscy jednozgodnie nie mogli uwierzy w mier zwyk, tak, jaka braa kadego z nich.
Wie jednak bya prawdziw.
Kto chcia, mg i si przekona do paacu Bucholca, do wielkiego przedsionka, zamienionego
na pogrzebow kaplic, obit czarnym suknem skropionym srebrnymi zami, gdzie
Bucholc lea na niskim katafalku wrd palm, kwiatw, wielkich wiec woskowych, ktrych
wiata chwiay si od brzmie ponurych psalmodii, ustawicznie piewanych przez liczny kler.
Oczekiwa na dzie pogrzebu, a tymczasem by pastw ciekawych, pyncych tumami, aby
zobaczy, jak wyglda ten legendowy Bucholc, ten pan ycia dziesitek tysicy ludzi, ten
milioner!
Ludzie z trwog i w cichoci smutku dziwnego stawali wobec martwego mocarza, ktry
lea spokojnie, ze skamienia sin twarz w srebrzystej trumnie, zaciskajc w rkach czarny
krzyyk.
Lea twarz wprost drzwi otwartych na rozcie i zdawa si patrze zapadnitymi oczami
przez poczerniae powieki na park, na mury fabryk, na kominy buchajce kbami dymw, na
swoje krlestwo dawne, na cay ten wiat, wycignity wasn wol z nicoci, ktry teraz y
peni si wszystkich, bo sycha byo oskot maszyn, wisty i sapania pocigw zwocych
i wywocych, ca gam olbrzymiej produkcji, splatanej z wysikw myli i materii ujarzmionej,
jaka huczaa w ogromnych gmachach fabrycznych.
Dwie potgi stay wobec siebie  czowiek umary i ywa fabryka.
Twrca i ujarzmiciel potg przyrody zosta ich niewolnikiem, a z niewolnika achmanem
wytym do ostatniej kropli krwi przez te same potgi.
Knoll, przyjechawszy w sobot, jak zapowiada Bucholc, zasta ju trupa.
Kaza zaj si pogrzebem jednemu ze swoich ludzi, a sam zanurzy si w pozostawionych
interesach.
W paacu zapanowaa atmosfera smutku.
Cae pitro zajmowane przez nieboszczyka opustoszao zupenie.
Bucholcowa siedziaa jak zwykle po dniach caych z poczoch w rku, tylko czciej ni
zwykle mylia si, gubia oczka i prua robot i czciej zapadaa w tp zadum, i czciej
patrzya przez okno, a nawet chwilami jej wyblade, zagase oczy napeniay si blaskiem ez
i wtedy cicho przesuwaa si przez puste pokoje, schodzia na d i z trwog i ze zdumieniem
przygldaa si martwej twarzy ma  powracaa jeszcze cichsza, jeszcze silniej onieprzytomniona
samotnoci i szukaa pociechy i zapomnienia w modlitwach, powtarzanych za pokojwk, ktra jej czytywa musiaa.
W godzinach niada i obiadw, przez si dugoletnich nawyknie, poprawiaa tualet
i oczekiwaa na ma  nie przychodzi jednak; wracaa do modlitw i poczochy, z trwog
nasuchujc ponurych lamentacji pyncych z dou albo gosu papugi, ktra chodzia po
mieszkaniu niespokojna, zdenerwowana i ochrypnitym gosem, czepiajc si portier i mebli
 woaa:
 Kundel, kundel!
W tydzie dopiero odby si pogrzeb; pogrzeb, jakiego d nigdy przedtem nie widziaa.
Wszystkie wielkie fabryki stany dnia tego i cay ich personel mia polecone pj za
trumn Bucholca.
Piotrkowska ulica na przestrzeni wiorst kilku literalnie bya zapchana ludmi; caa ta ludzka
czarna fala niosa na grzbiecie swoim, w obramowaniu zotych sznurw, wiec zapalonych,
wielki pogrzebowy rydwan, pod ktrego baldachimem, osnutym wiecami palm, leaa srebrna
trumna zarzucona kwiatami.
Przed karawanem, na tle szarych cian ulicy i bkitnego nieba, trzepotay si niby ptactwo
rnokolorowe, spowite mgami krepy, chorgwie bractw kocielnych, stowarzysze
wszystkich.
Dugi szereg ksiy, chry piewakw i zjednoczone orkiestry fabryczne pieway pospny
hymn mierci, pyncy przejmujcymi rytmami smutku nad rozkoysanym morzem gw,
ku balkonom i oknom zapchanym widzami, ku socu wiszcemu w bezdniach bkitu.
Orszak posuwa si noga za nog z powodu nadzwyczajnej ciby, zwikszanej ustawicznie
przypywami z ulic bocznych.
Zaraz za trumn postpowaa rodzina, a za ni gwna administracja i zarzdy licznych
majtkw ziemskich, a potem szy gbokie falangi robotnikw, ustawione oddziaami fabrycznymi i pciami, bo mczyni i kobiety szli osobno, szy tkalnie, przdzalnie, apretury,
farbiarnie, drukarnie, wykoczalnie, magazyny itd. ze swoimi dyrektorami, technikami i majstrami
na czele.
A reszt, tum kilkudziesiciotysiczny, stanowili robotnicy innych fabryk i cay prawie
komplet dzkich fabrykantw.
 To si nigdy nie skoczy!  szepta czsto Szaja Mendelsohn do syna i towarzyszy, z ktrymi
jecha w karecie za pogrzebem, i spod cignitych brwi patrzy niespokojnie na baldachim,
chwiejcy si nad gowami tumw, opuszcza na chwil gow, skuba nerwowo brod
i znowu wpija rozgorczkowane oczy w trumn, gdzie lea jego nieprzyjaciel i konkurent.
Nie cieszy si t mierci chocia tyle razy mu jej yczy ca swoj fanatyczn nienawici, nie radowa si tym, e nareszcie zosta sam w odzi panowa niepodzielnie, bo Bucholc
umar, ale zostay jego fabryki, a przy tym jaki al, wspczucie prawie popltane
z delikatnymi wknami obaw wio si w duszy.
Poczu jak dziwn pustk dookoa, bo razem z Bucholcem umary i w nim wszelkie dawne
zawici, hodowane tak dugo i podsycane cig walk konkurencyjn.
Nie mia kogo nienawidzie!
Patrzy z pewnym zdumieniem w gb siebie i nie rozumia tego stanu, nie mg zda sobie
sprawy z niego.
 To Bucholc!  myla patrzc na trumn z przykroci gbok i niepokojem.
 Mendelsohn, ty wiesz, co si dzieje z bawen?
 Co mnie to obchodzi, mw, Kipman, o tym do Stanisawa.
 Ale warto przeczyta urzdow gazet  nalega.
 Ja jestem troch niezdrowy dzisiaj, troch smutny, a ty mi gadasz o bawenie.
 Co to jest: smutny! Bucholc by starszy od ciebie, to i umar, a ty y bdziesz jeszcze dugo.
 Daj spokj, Kipman, mwisz o przykrych rzeczach  szepn niechtnie i uton oczami
w ruchomej masie gw, zalewajcych ca ulic.
 Stanisaw, gdzie jest Ra?
 Jedzie z Grnspanami, zaraz za nasz karet.
Szaja wychyli si oknem, aby zobaczy crk, umiechn si do niej i cofn spiesznie,
zapadajc w dugie milczenie, ktrego nie mieli przerywa towarzysze.
Ra jechaa z Mel, Wysockim i starym Grnspanem w otwartym landzie, zaprzonym
w dwa kare, wspaniae konie.
Panny robiy po cichu uwagi nad tumem, a Grnspan rozmawia o rynku bawenianym
z Wysockim, ktry odpowiada monosylabami, bo by zajty bardziej patrzeniem na Mel,
bardzo dobrze dzisiaj wygldajc i rozpromienion.
 To jest za wiele na raz jeden: co wysze, taryfy wysze od surowej baweny i taryfy
jeszcze wysze od gotowego towaru wywoonego do Cesarstwa. Ja panu mwi, e to jest
razem taki bal dla nas wszystkich, e moe si po nim p odzi pooy na fest. Tfy, ebym
ja w z godzin nie wymwi  splun ze zoci.
 Podobno bawena ju posza w gr?
 Co to posza! ona skacze jak lokomotywa, ona idzie jak balon, bo jej to nic nie szkodzi,
ale d moe sobie nadkrci karku.
 Nie rozumiem przyczyny tego wszystkiego  mwi Wysocki, starajc si jednoczenie
sysze rozmow panien.
 Pan nie rozumie?... To jest proste, to jest takie proste, jakby zwyczajny rabunik wzi
pana za konierz i powiedzia: Dawaj pienidze, bo mnie si robi nie chce i nie mam. To
jest ordynarny geszeft! Jak si pan ma, panie Cohn  zawoa do Leona Cohn, wycigajc do
niego z powozu rk.
Cohn odda ucisk i przeszed dalej z ca grup modziey.
 Panie Halpern, suchaj pan, co powiem. Bucholc zrobi pierwsz plajt i ta mu si nie
udaa!... ale on si jeszcze wprawi! ha, ha, ha!  mia si z wasnego dowcipu.
 Panie Cohn, mier to nie jest wesoa operacja!  odpowiedzia melancholijnie Halpern,
bo nie by dzisiaj dobrze usposobiony, szed ze wszystkimi i milcza uparcie, wzdycha i tak
si pochyla, e przydeptywa sobie przd surduta, dra z wielkiego zdenerwowania i gubi
czsto swj parasol nieodstpny, podnosi go machinalnie, obciera poy i w zamyleniu przyglda si twarzom milionerw, zebranych na pogrzebie. Dopiero kiedy orszak rozlewa si
w Nowym Rynku i skrca w Konstantynowsk, szepn do Myszkowskiego, idcego obok:
 Bucholc nie yje! pan wie?... Mia fabryki, mia miliony, by caym hrabi i nie yje!
A ja nie mam nic i jeszcze na jutro mam protestowane weksle, ale ja yj! Pan Bg jest dobry,
Pan Bg jest bardzo dobry!
Wielka, bezgraniczna wdziczno zadrgaa mu w gosie i smutna dotychczas twarz zajaniaa gbokim rozradowaniem, ca rozkosz wiadom istnienia wasnego.
 O jednego bazna mniej, o jednego za duo!  odpowiedzia Myszkowski, pozostajc
w tyle, aby si zczy z Kozowskim, ktry jak zwykle w cylindrze na czubku gowy, z gak
laski przy ustach, w majtkach zawinitych po kostki, maszerowa wzdu wolno cigncych
si powozw i robi staranny przegld wszystkich kobiet.
 Wiesz, Myszkowski, e ta ruda Mendelsohnwna ma sznyt117, ma jakiego diaba w lepiach.
 Co mnie to obchodzi, chod, pjdziemy na piwo, bo mi ju w gardle zascho od tej parady
milionerskiej.
 Pjd na cmentarz, bo, widzisz, zobaczyem tu w jednej karecie co cacanego. Spojrza-em raz  ona patrzy; spojrzaem drugi  patrzy.
 No i spojrzae trzeci raz, a ona take patrzy.
 Ba, ale jak patrzaa, ma oczy tak smolne, em si do nich przylepi.
 Bd zdrw i niech ci od nich nie odlepi kijem czasami, bo, widzisz, tutaj w odzi nie
znaj si na oczkowaniu.
Opuci go i znowu przysun si do znajomych, upatrujc ponurym wzrokiem, kto by tu
chcia z nim i na piwo.
 Pan syszae o bawenie, panie Cohn?
 Ja na tym potrzebuj troch zarobi, panie Horn.
 Czy to prawda, e Bucholc zostawi wielkie zapisy na cele publiczne?
 miej si pan z tego, Bucholc nie by gupi!
 Welt, jak si masz?  woa Kurowski spostrzegszy Moryca.
 Tak si mam, jak dzisiaj bawena.
 To znaczy, e dobrze!
 Brylantowo  akcentowa dobitnie Moryc Welt, witajc si ze znajomymi.
 Kiedy przyjecha?
 Wczoraj w nocy.
 Czytae ogoszenia o taryfach?
 Od trzech tygodni umiem je na pami, od trzech tygodni.
 Nie blaguj, bo przed dwoma dniami dopiero ogoszono.
 Zostaj przy swoim.
 Cicho?  zawoa kto z boku, bo Moryc podnosi gos zbyt mocno.
Umilkli na chwil, piew ksiy wznis si jakby zapytaniem, na ktre odpowiada chr
piewakw i orkiestry, ktrych potne gosy cinite wysokimi murami huczay gboko.
 Jak to, wiedziae i nie skorzystae?
 Nie skorzystaem? Za kog mnie masz? Spytaj si, ile mamy z Borowieckim baweny
w skadach, ile ju na stacji, a ile jeszcze przyjdzie z Hamburga w tych dniach, to ci odpowiem
grub sum pudw.
 Jeste za sprytny, Moryc, moesz si nie dochowa.
 Dochowam si, bo potrzebuj zarobi na taki pogrzeb, jak ma Bucholc.
 Ale gdzie si podzia Borowiecki?
 Nie wiem, by przy nas, jak wchodzilimy w Rynek.
Moryc Welt obejrza si dookoa, ale nie spostrzeg nigdzie, bo i Borowiecki pozosta przy
karecie Lucy, zatrzymanej wraz z innymi na Rynku, bo w wskiej uliczce tum nie mg si
pomieci od razu.
 Karl, nachyl si lepiej, bliej!  szeptaa Lucy.
 Tak dobrze?  pyta rwnie szeptem Karol, wsadzajc p gowy w okno karety.
 A czy tak dobrze?  szeptaa caujc go silnie w ucho.
 Bardzo!...
Cofn gow i sta oparty ramieniem o drzwiczki karety.
 Czemu oni nie ruszaj?  jczaa z gbi karety ciotka, towarzyszca Lucy.
 Musz ju pani poegna.
 Jeszcze chwil, prosz o rk.
Rzuci oczami na sznur powozw stojcych w jednej linii i poda j nieznacznie, zasaniajc sob ten ruch.
Podniosa j szybko do ust, ucaowaa mocno i pogaskaa sobie brod i szyj jego palcami.
 Wariatka!  szepn odsuwajc si od okna na dozwolon wzgldami towarzyskimi odlego.
 Kocham ci, Karl! Przyjd dzisiaj koniecznie, chc ci co powiedzie bardzo wanego!
 szeptaa cicho i purpurowe usta pony jej i wysuway si do pocaunkw, a oczy byszcza-y promiennie.
 Do widzenia paniom!  wyrzek gono.
 M mj przyjeda jutro, moe pan o nas nie zapomni! Przyjd!
 Przyjd!  rzuci szeptem, kaniajc si z powag.
Odnalaz przyjaci i zwrci si zaraz do Moryca.
 Moe bymy pojechali zaraz z cmentarza na kolej, co?
 Bawena przysza rano! Masz pienidze?
 Mam, chc zaraz wykupi.
 Kiedy uwalniasz si od Knolla?
 Jestem ju wolny zupenie. Jutro pjdziemy szczegowo obejrze budynki.
 Dobrze, bo na jutro zamwiem majstra, za kilka dni bdzie mona ju wzi si do
murowania.
 Gdzie Maks?
 Matka mu bardzo chora, obawiam si, e znowu bdziemy mieli pogrzeb.
 mier ma jednak swoje dobre strony  zauway Kurowski.
 Chyba tylko bezmylno, z jak zamiata mechanicznie potrzebnych i niepotrzebnych.
 Co to dzisiaj ludzi odpoczywa za darmo.
 Mylisz si, Knoll zapowiedzia, aby z list pacy wykrelono im poow dnia. Uzna, e
mog wypoczywa z wdzicznoci dla zmarego.
 Odbij sobie cz kosztw pogrzebowych. Musz to samo poleci testamentowo swoim
spadkobiercom. C, Myszkowski, tak dumacie?
 e jest gupio.
 Nie martwcie si, bo i bez was byo tak samo. Umar, c robi! Zb mierci dotkn
go palcem swoim, jak mwi Eklezjasta. mier to jest passives genie118.
 Nie o to mi chodzi, Bucholc jest ju ausgespilt!119  pocign rk po gardle  a mnie
si chce i na piwo i nie mam z kim.
 Nie pjdziecie i ze mn, bo ja zaraz jad do domu.
 Moe jeszcze kogo znajd.
Rozeszli si w rne strony, a i orszak wchodzi w dug uliczk, wysadzon topolami,
wiodc do cmentarza.
Uliczka bya nie brukowana i pokryta grub warstw czarnego bota, ktre rozbijane tysicami ng, ochlapywao wszystkich i wszystko i powstrzymao z poow ludzi, zawracajcych
przed nim do miasta.
Rzdy nagich jeszcze topoli, obamanych przez wiatry, poodzieranych z kory, pywych
od trujcych ciekw, jakie pyny gbokim rowem od fabryk, stay wycignit lini kalek
ohydnych, trzscych smutnie resztkami gazi i resztkami ycia, jakby wygraay za swoj
ndz temu wspaniaemu orszakowi, ktry od czasu do czasu wybucha ogromnym chrem
gosw, rozlewajcych si w szerokiej przestrzeni pl czarnych, przeszklonych wod, naznaczonych
grupami nagich drzew, maymi domkami, kominami cegielni i konturami kilku wiatrakw,
ktre niby potworne motyle, nadziane na szpilk, migotay si czarnymi skrzydami
na bkitnym tle przestrzeni.
Orszak z wolna wypywa z miasta, rozwczy si po botnistej drodze, wzdu pokrzywianych,
ndznych domostw i z wolna ton cik fal gw w bramach cmentarza,
i rozlewa si wrd grobw i ulic  tylko w gbi, poza murami, pomidzy gszczem
drzew bezlistnych i krzyw czarnych, zaczy byska barwy chorgwi, wiata wiec
i dugie szeregi ludzi, ponad ktrymi chwiaa si srebrna trumna Bucholca, niesiona na
ramionach.
Zapanowaa cisza, piewy pomilky, gosy przycichy, dwiki muzyk przyguchy, tylko
byo sycha ciki tupot ng i suchy chrzst drzew rozkoysanych. Dzwony biy gucho 
mocno  aobnie.
Przy trumnie zacza si ostatnia komedia mierci  jaki mwca, stanwszy na podwyszeniu, patetycznie przypomina cnoty i zasugi zmarego, drugi mwca rozbolaym,
przezawionym gosem egna zmarego i paka nad ludzkoci osierocon; trzeci mwca
zwraca si do trumny w imieniu rodziny, w imieniu przyjaci niepocieszonych;
czwarty mwi w imieniu tych rzesz wyndzniaych stojcych dookoa  w imieniu tych
pracownikw spdzonych tutaj grob  dla ktrych zmary mia by ojcem, przyjacielem,
dobroczyc.
Guchy pomruk przelecia nad tumami, tysice westchnie si zerwao, tysice spojrze
zamigotao krwawych, morze gw zakoysao si jak fala.
Wreszcie skoczya si ceremonia, trumna spocza we wspaniaym grobowcu, na podwyszeniu podobnym do tronu, z ktrego, przez zocone kraty drzwi, wida byo miasto spowinite
w mgy i dymy, huczce tysicami fabryk potny hymn ycia.
Robotnicze falangi podchodziy kolejno do tego tronu i na marmurowych stopniach skaday wiece  ostatni hod poddaczy, i rozpraszay si z wolna, a w kocu pozosta sam
jeden w srebrnej trumnie i pod stosami wiecw zmary krl dzki.
Tylko Stach Wilczek nie czeka koca i gdy usysza dzwony, szepn:
 Wesoa parada  mie tyle milionw i zdycha!  Splun ze zoci i wyszed z Jzkiem
Jasklskim, ktry szed w milczeniu i wzdycha.
 Czeg si mazgaisz!
 Smutno mi!  szepn Jzio, wzdrygn si i obtuli szczelnie w mizerny paltocik, przerobiony
z uczniowskiego szynelu.
 Jziu, pu kantor Bauma, ja potrzebuj czowieka zaufanego, wzibym ci, wyrobiby si przy mnie.
 Nie mog, musz pozosta u Bauma.
 Ale on lada dzie si pooy, nie bd gupi, dam ci pi rubli wicej miesicznie.
 Nie mog, nie wypada mi opuszcza teraz Bauma, kiedy tak le stoi i kiedy zostaem
prawie sam jeden w kantorze.
 Gupi! ebym by tak sentymentalnym, to chodzibym jak i ty bez butw i cae ycie
parobkowabym wszystkim!  Obrzuci go pogardliwym spojrzeniem i poegna na Piotrkowskiej.
 Hoota! Pognij wszyscy po fabrykach!  pomyla o towarzyszach z politowaniem.
On dzisiaj ju wiedzia, e nie zgnije na marnej posadzie, e nie bdzie tylko parobkiem
cudzym, kkiem w mechanizmie.
Szed wolno i rozkoszowa si poczuciem wasnej siy, wyszoci i rozumu, tym, co ju
zrobi, i tym, co zrobi jeszcze zamierza.
Dzisiejszy dzie liczy do najlepszych w swoim yciu i przeomowych  bo dzisiaj zrobi
pierwszy wielki interes, ktry musia go postawi na nogi.
Kupi kilka morgw gruntu, z dwch stron otaczajcego fabryk Grnspana, kupi cichaczem
i by pewnym wielkiego zarobku, gdy z pewnoci wiedzia, e Grnspan ma rozszerza
swoje fabryki i musi od niego kupi place po cenie, jak tylko naznaczy zechce.
Umiechn si z gbokiego zadowolenia!
Istotnie, interes przedstawia si wietnie, obliczenia zawie nie mogy.
Grunta byy dawno do sprzedania i Grnspan przez cae lata je targowa, dorzucajc corocznie
po kilkadziesit rubli, nie spieszc si i bdc pewnym, e go nikt podkupi nie moe.
Wilczek zwszy interes; oplta dotychczasowego posiadacza ca sieci podstpw,
uprzejmoci, poyczek gwatem wciskanych  a w kocu sta si wacicielem.
Dzisiaj rano zosta ju prawym posiadaczem ziemi.
Wyobraa sobie wcieko Grnspana i bawi si tym doskonale.
Podnosi gow coraz wyej i coraz dumniej, a coraz drapieniej spoglda na miasto, na
wypakowane towarami skady, na fabryki  jego nienasycona chopska chciwo budzia si
coraz potniej na widok bogactw.
Postanowi je zdoby i by ju pewnym, e zdobdzie.
Mniejsza o sposoby i rodki  wszystkie byy dobre, jeli prowadziy do celu, do pienidzy
Stach Wilczek liczy si tylko z kodeksem, z policj.
Na reszt umiecha si wzgardliwie i z politowaniem.
Opinia, etyka, uczciwo! Kto si z tym w odzi liczy! Komu tutaj podobne gupstwa
mogy przychodzi do gowy! Co to wreszcie jest ta uczciwo!
Czy by uczciwym Bucholc? Kt si o to pyta! Pytano si tylko, ile zostawi milionw!
Mie miliony, czu je w swoim rku, otoczy si nimi, panowa nad nimi.
Rozmyla, skrcajc ku stacji i dusz mu przepenio szalone, dochodzce do blu pragnienie
pienidzy, uycia, panowania.
Jak pies zgodniay patrzy na miso  tak on akomie patrzy na fabryki, domy, zbytek
bogaczw, pikne kobiety, paace.
Mia szalony apetyt uycia, ktry obiecywa sobie zaspokoi.
By godnym od wiekw i przez tyle pokole poniewieranym, tratowanym przez mocniejszych,
odpychanym od stou ycia, przepracowanym, akncym  teraz przysza kolej na niego,
podnosi gow, wyciga chciwie rce, chwyta zdobycz i nasyca gd odwieczny.
 Odbij sobie wszystko i za wszystko!  myla i z nienawici przypomina sobie lata
dziecistwa, pasanie krw, posugi, jakie czyni w klasztorze, kije, jakie odbiera, ndz caej
rodziny, upokorzenia, jakie znosi w gimnazjum, upokorzenia, jakie odbiera razem z pomoc
od swoich dobroczycw, upokorzenia, jakie znosia caa rodzina.
 Odbij sobie wszystko!  mrukn z szalon zawzitoci w sercu.
Ale tymczasem dopiero zdobywa rodki, handlowa, czym mg, zarabia, na czym si
tylko dao.
Zarzdza skadami Grosglika, a prcz tego handlowa wglem na wasn rk, handlowa
drzewem, handlowa resztkami bawenianymi, handlowa jajami, ktre sprowadza za porednictwem
rodziny, bra w kocu rne artykuy  prbowa wszystkiego.
Mwiono, e kupuje czerwony towar, tj. wyniesiony z podpalonych fabryk, mwiono,
e trudni si lichw, e z Grosglikiem do spki robi jakie bardzo ciemne interesa  tak
mwiono.
Wiedzia, co o nim mwi, i umiecha si pogardliwie.
 Mocno mnie to obchodzi!  szepn, mylc o tym, skrci na boczn uliczk cignc
si wrd parkanw, poza ktrymi wznosiy si szeregi skadw drzewa budulcowego, cementu,
elastwa, wapna i wgli. Ulica bya nie brukowana, bez trotuarw i stanowia jedno
gbokie morze bota, przez ktre przekopywao si setki wozw, ciko naadowanych.
Skady wgla rozcigay si po lewej stronie ulicy, u podna wysokiego nasypu kolejowego,
na ktrym toczyo si tysice towarowych wagonw, nakrytych chmur czarnego pyu,
jaki si wznosi z wyadowywanego wgla.
Wilczek mieszka przy skadzie, w ohydnej budzie zbitej z desek i obryzganej po paski
dach czarnym botem, ktra suya za kantor.
Przebra si spiesznie, wcign dugie buty i zabra si do roboty...
Ale nie mg robi spokojnie, czu si zdenerwowanym, roztrzsa mu nerwy rado dzisiejszego
kupna, to znowu przypomnienia pogrzebu lub huk guchy sztosujcych120 na nasypie
wagonw tak go drani, e odrzuci piro i zacz spacerowa po kantorze, wygldajc
raz po raz okienkiem na zapchane pryzmami wgla i wozami skady.
Wozy co chwila wjeday na wag z takim turkotem, a caa buda si trzsa; ogromny
zgiek spltanych gosw ludzkich, turkotw, kwikw koskich, gruchotu wyrzucanych z wagonw
wgli, wistw maszyn bi przez otwarte drzwi i rozlewa si po brudnej, odrapanej
izbie, po ktrej Wilczek spacerowa w zadumie.
 Tam jakie panowie czekaj przy wagonach!  zameldowa robotnik.
Na nasypie kolejowym czeka Borowiecki i Moryc.
Wilczek wyczekujco wycign rk do przywitania. Moryc mu ucisn do, a Borowiecki
uda, e nie widzi.
 Potrzebujemy natychmiast platform przewozowych.
 Ile? pod co? skd?  zapyta krtko, podraniony zachowaniem Karola.
 Jak najwicej, bawena, kolej, do mnie  odpowiedzia Moryc.
Szybko zaatwili interes i rozstali si.
 Szlachcic!  mrukn Wilczek ze zoci, bo na poegnanie Borowiecki wsadzi rce
w kieszenie i kiwn mu gow bardzo askawie.
Nie mg zapomnie tej obrazy, jego mciwe serce zanotowao sobie jeszcze to jedno upokorzenie,
tym boleniejsze, e niezasuone.
Ale nie byo czasu na rozczuwanie krzywdy, bo z powodu koczcego si dnia ruch
w skadach zapanowa szalony.
Co chwila maszyny parowe podcigay sznury adowanych wagonw, krzyoway si, wycigay puste, buchay kbami dymw i ze wistem, hukiem, szczkiem sztosowa przewijay
si wskro dymw i pyw lub odczepione od pocigw leciay z dzikim krzykiem do remiz.
A niej, ze skadw nakrytych czarn kurzaw bio tysice spltanych gorczkowych gosw,
konie kwiczay dziko, wisty batw, krzyki wonicw, turkoty ulic i guchy, potny
szum miasta, stojcego dokoa, nakrytego dymami.
Wilczek uwija si gorczkowo, biega do kantoru, do kup wgla, na nasyp, do ludzi wywocych, na stacj; przemyka si pomidzy wozami, czapa po bocie, zmczy si w kocu
miertelnie i aby odpocz, usiad na brzegu jednego z pustych wagonw.
Mrok si ju robi  pozachodnie zorze rozlay si po niebie strugami purpury i okrwawia-y cynkowe, byszczce dachy, po ktrych staczay si kby rudych dymw; noc gstniaa,
szaro ponura, zmcona zalewaa ulice, pezaa po murach, czaia si po zaukach, zacieraa
kontury, gasia barwy, wypijaa resztki dnia, ukrcaa miasto brudnymi achmanami zmroku,
z ktrego zaczy z wolna wybyskiwa wiata.
Noc zapada, miasto pokryo si unami; szumy si podniosy, oskoty stay si wyraniejsze,
turkoty si wzmogy, krzyki spotniay  a w kocu wszystkie dwiki zlay si w przeogromny
dziki chr, piewany gosami maszyn i ludzi, od ktrego drao powietrze i trzsa
si ziemia!
d pracowaa nocn, gorczkow prac.
 Resztki szlacheckie! wezm was diabli niedugo!  mrukn Wilczek, ktry jeszcze nie
mg zapomnie Borowieckiego, splun pogardliwie, podpar brod rkami i zapatrzy si
w niebo.
Zbudzi go dopiero gos leccy z opustoszaej ulicy.
A na rynku Gajera
Znalaza se frajera
ta ra ra, bumdera!
piewa jaki gos i zgin w oddaleniu i nocy.
Wilczek zeszed do kantoru, pozaatwia reszt spraw, wyprawi ostatnie wozy.
Kaza pozamyka wszystko, zjad kolacj, jak mu przygotowa robotnik, i poszed na
miasto.
Lubi wczy si bez celu, przyglda si ludziom, fabrykom, wszy po miecie, lubi
oddycha tym rozdrganym, przesyconym wglem i zapachami farb powietrzem. Olniewaa
go potga miasta, olbrzymie bogactwa nagromadzone w skadach i fabrykach zapalay mu
w oczach pomienie chciwoci, rozpalay dusz marzeniami strasznymi, przepeniay coraz
potniejsz dz panowania i uycia; ten szalony wir ycia, ta struga zota, jaka przepywaa przez miasto, upajay go swoj potg, hipnotyzoway, przejmoway dreniem dzy nieopowiedzianej,
daway siy do walki, do zwyciania, do grabiey.
Kocha t ziemi obiecan, jak kocha zwierz drapiene guche puszcze pene upw.
Uwielbia t ziemi obiecan pync zotem i krwi, poda jej, pragn, wyciga do niej
ramiona chciwe i krzycza gosem zwycistwa  gosem godu:  Moja! Moja!  I ju chwilami
czu, e j posiad na zawsze i e nie puci zdobyczy, pki nie wyssie zota wszystkiego.
XVII
 A teraz go w grzbiet, a teraz z drugiej strony, a teraz w gow. Ot i jeszcze raz, i jeszcze
jeden razik, dobrodzieju mj kochany.
 Walisz ksidz kartami jak cepem  szepn z gorycz stary Borowiecki.
 To mi przypomina jedno zajcie. Byo to u Migurskich w Sieradzkiem...
 Cepem, nie cepem  przerwa ksidz przymruajc z luboci oczy  a licznymi atucikami,
dobrodzieju mj kochany. Chowam ja jeszcze damusi, eby grzmotn twojego krlika,
Zajczkowski.
 To si pokae! Ale ksidz ma paskudny zwyczaj przerywania; ust otworzy nie mona,
bo ksidz zaraz przerywasz. Oto, jak rzekem, u Migurskich...
 U Migurskich czy nie u Migurskich, ale to ju syszelimy, dobrodzieju mj kochany, ze
sto razy, nieprawda, panie Adamie?  zwrci si do starego.
 E, co mi tu ksidz bdziesz uwagi cigle robi. A, jak Pana Boga kocham, czego za wiele,
tego i zanadto. Mylaby ksidz lepiej o naboestwie, a nie o tym, czy kto co mwi lub
nie mwi.
Rzuci karty na st i porwa si zirytowany.
 Tomek, huncwocie jeden, a zakadaj konia  hukn potnym basem przez okno na podwrze.
Szarpa mocno wyczernione wsy i sapa zapalczywie.
 No, widzicie go! Smyk jeden, ja mu po ludzku zwracam uwag, a ten zaraz na mnie jak
na swojego parobka: huru buru! Jasiek, bo mi fajeczka zgasa.
 No, ssiedzie, bo pan Baum rozdaje karty.
 Nie bd gra, jad do domu. Ju mam dosy jegomocinych kaza. Wczoraj u Zawadzkich
opowiadam o koniunkturach politycznych, a ksidz mi zaprzecza publicznie i wydrwiwa
 burcza szlachcic przemierzajc wielkimi krokami pokj.
 A bo jegomo, dobrodzieju mj kochany, gada rzetelne gupstwa. Jasiek, a ty smyku
jeden, daj no ogieka, bo mi fajeczka zgasa.
 Ja gadaem gupstwa!  wykrzykn Zajczkowski przyskakujc z pasj do ksidza.
 A gupstwa  odszepn ksidz, pykajc z dugiej fajki, ktr mu may chopak zapala,
przyklknwszy na pododze.
 A, Panie Jezu Chryste, zmiuj si nad nami  zawoa ze zgroz Zajczkowski rozkrzyowujc rce.
 Ksidz dobrodziej jest na rku  rzek Maks Baum, podsuwajc mu karty.
 Siedem pik  zawoa ksidz.  Zajczkowski, jeste na rku.
 Id na ciemno  zawoa szlachcic i siad spiesznie do stolika, ale nie zapomnia jeszcze
urazy do ksidza, bo rozejrzawszy si w kartach mwi zacz:
 I jak tu moe by co, jak tu og moe mie jasne pojcie o polityce, kiedy jego naturalni
przewodnicy s tak ciemni.
 Osiem trefli, bez atu  licytowa ksidz.
 Przejd si. Dobrze, zaraz ksidz zobaczysz, co bdzie za gra. Bo jak ksidz nie masz
odzi, to ksidza mocno zaswdzi.
 Zaswdzi, nie zaswdzi, ale jak ci pan Baum wycignie te odziki, jak ci asikiem
wytnie, to kichniesz. A co, syneczku, a co, a nie chwal si, a nie mw amen przed in saecula
saeculorum, dobrodzieju mj kochany, ha, ha, ha!  mia si na cae gardo z miny Zajczkowskiego
i tak by rad, e trzepa cybuchem po sutannie i poklepywa Maksa obok siedzcego.  Gr miasteczko d, gr fabrykanciki. A nieche ci, dobrodzieju mj kochany,
Pan Bg bliniateczki da za to, e tak Zajczka oporzdzi. Poleysz bez nki, poleysz.
Jasiek, a daj no, smyku, ogieka, bo mi fajeczka zgasa.
 Ksidz jak poganin jaki tak si z cudzych nieszcz cieszysz.
 Ju tam temu daj spokj, a co leysz, to leysz. Cay rok nas obupia ze skry, to niech
e teraz grosiki zapaci.
 Po dwadziecia groszy na tydzie wygrywaem. Po dwadziecia groszy, sowo honoru
panu daj!  szepn Zajczkowski przez st do Maksa.
 Poszy panny na rydze! na rydze! na rydze!  zacz nuci stary Borowiecki przytupujc do taktu w stopie fotelu, na ktrym siedzia i jedzi, bo by w poowie sparaliowany.
Cisza na chwil zapanowaa w pokoju.
Cztery wiece stojce po rogach stolika jasno owietlay zielone pole walki i twarze walczcych.
Zajczkowski milcza, by zy na ksidza, z ktrym od lat dwudziestu kci si przynajmniej
dwa razy na tydzie. Muska wyczernione wsy i rzuca grone spojrzenia spod ogromnych
krzaczastych brwi na Maksa, ktry go kad bez trzech, a czasami trzaska si ze
zoci w ysin, po ktrej muchy spaceroway.
Ksidz wychud, ascetyczn i dobrotliw twarz pochyla nad stoem, czasem pyka z fajki
i okrywa si dymem, a wtedy zapuszcza ostre spojrzenie czarnych, bardzo ywych oczw
w karty przeciwnika, z czego zreszt nigdy nie korzysta.
Maks ze skupion twarz gra bardzo uwanie, bo przeciwnicy byli mistrzami w preferansie,
i w przerwach lecia oczami po oknach, ktrymi ksiyc zaglda i do dalszych pokojw,
skd go dochodziy gosy Anki i Karola.
Pan Adam za cigle nuci, wybija takt, szarpa bujn, cho przerzedzon czupryn i przy
kadej nowej grze woa:
 liczny kolor, dugi kolor. Dam ja wam teraz, basayki. Krl z dam, a dwr za ni. Zaczniemy
bi do ataku.  Hej, Mazury, bijcie z gry, a kosami, oskami, ta, ra, ra, ra, ta, ta!
Szlusuj121 z prawego!  komenderowa energicznie i z rozpomienion twarz, ruchem, jakby
si rzuca do ataku, bi kartami w st.
 A to by, jegomo, gra po ludzku. A te twoje przypiewki to tylko rozpusta onierska
i nic wicej, dobrodzieju mj kochany. Jasiek, a daj no ogieka, bo mi fajeczka zgasa.
 To szlusuj  przypomina mi bardzo ciekawe zajcie, jakie miao miejsce...
 U Migurskich, w Sieradzkiem, syszelimy ju i to, syszeli, dobrodzieju mj kochany.
Zajczkowski spojrza gronie na umiechnit twarz ksidza, ale nie rzek nic, tylko odwrci si do niego bokiem i gra dalej.
Maks raz jeszcze rozda karty i po licytacji poszed do Karola.
 Jasiek, a otwrz no okienko, bo tam ptaszeczki boe tak piewaj.
Chopak otworzy okno na ogrd i pokj zalay chry sowiczych gosw i fale zapachw
bzw kwitncych pod oknami.
W pokoju, do ktrego poszed Maks, nie byo lamp, natomiast wieci ksiyc suncy po
tafli ciemnego szafiru niebios.
Okna byy otwarte i wpywa nimi czerwcowy, rozpiewany wieczr.
Siedzieli w milczeniu.
 adna kolekcja mamutw  szepn Karol do Maksa, bo w pokoju gry znowu wybucha
burza i Zajczkowski krzycza przez okno, eby mu konie zakadali natychmiast, a pan Adam
piewa na cae gardo:
 A cho chodno i godno, yje sobie swobodno!
 Czsto grywaj ze sob?
 Co tydzie i przynajmniej dwa razy na tydzie si kc i rozjedaj bez poegnania,
co im zreszt wcale nie przeszkadza y w wielkiej przyjani.
 Pani ich godzi musi nieraz?
 O nie, bo raz sprbowaam, a ksidz zaperzony krzykn na mnie: Niech jegomocianka
pilnuje udojw! Zreszt, oni nie mogliby y bez siebie, a bdc ze sob, nie mogliby si
nie kci.
 Ale co twj ojciec w odzi pocznie bez nich?  zwrci si Maks do Karola.
 A bo ja wiem, rwnie w ogle nie wiem, po co ojcu chce si do odzi?
 Pan nie wie?...  szepna Anka zdziwionym gosem i byaby co mwia wicej, ale
dzwonek zadwicza u furtki.
Wysza i powrcia z depesz dla Karola.
Karol apatycznie wzi, ale nie doczyta do koca, tylko zmi ze zoci i schowa do kieszeni.
 Moe za wiadomo?  zapytaa trwonie Anka stojc przed nim.
 Nie, tylko gupia!
Machn rk, zniecierpliwiony jej wspczujcym spojrzeniem i ciekawoci.
Poszed do pokoju grajcych i czyta po raz drugi.
Depesza bya od Lucy.
 Bardzo si pan nudzi u nas?
 Ani sowa nie odpowiem na podobn insynuacj. Wie pani, jestem zdumiony yciem
pastwa. Nie przypuszczaem, eby mogo gdzie istnie ycie dziwnie spokojne, dziwnie
proste i takie jakie wysze. Dopiero u pastwa poznaem, e ja nie znaem Polakw, dopiero
teraz rozumiem wiele waciwoci Karola. Szkoda, e si pastwo wyprowadzaj do odzi.
 Dlaczego?
 Bo nie bd mg ju tutaj nigdy przyjecha.
 A w odzi pan nie zechce nas odwiedza?  zapytaa ciszej i nie wiedziaa, dlaczego
serce jej zabio silniej, jakby obaw, e moe on nie zechce.
 Dzikuj pani bardzo, uwaam to ju za zaproszenie, mona?
 A mona, ale za to pozna mnie pan ze swoj matk.
 Kiedy pani tylko rozkae.
 Zostawi pana samego, bo musz pomaga do podania kolacji.
Pobiega do drugiego pokoju, w ktrym Jagusia ju nakrywaa.
Maks spacerowa wzdu pokoju, ale dlatego, eby przechodzc obok drzwi otwartych
spojrze na Ank.
Patrzy z podziwem na jej wysmuk, doskonale uformowan figur, gdy si pochylaa nad
stoem; na jej twarz o niezbyt regularnych rysach, ale pen dziwnego wdziku i ciepa, zakoczon szerokim czoem o gadko rozczesanych porodku wosach kasztanowatych. Szarobkitnawe oczy patrzyy spod zupenie czarnych brwi jasno, spokojnie, ale z pewn
surowoci.
Maks przypatrywa si jej z wielkim zajciem i tak mu si bardzo podobaa, e czu prawie
niech do Karola, gdy tamten przyszed.
 Jutro wieczorem jecha do odzi musz  powiedzia szorstko.
 Po co ci tak pilno. Trzy wita maj robotnicy, to i my uyjmy odpowiednio Zielonych
witek.
 Jeli czujesz si tutaj dobrze, zosta, ale ja musz wyjecha.
 Pojedziemy razem  mrukn Maks siadajc na parapecie okna.
Byo mu tutaj tak dobrze, e si zdumiewa nad sob, a ten chce go std zabiera.
Patrzy z gniewem i alem na Karola.
 Mam bardzo pilne interesa i mam dosy wsi, za wiele nawet  mwi i chodzi wzburzony,
zaglda do pokoju grajcych, zamienia po kilka obojtnych sw z Ank, ale rozdenerwowania
i niepokoju, ktry by nud zarazem, stumi nie umia.
A do tego przyby jeszcze ten telegram Lucy, o ktrej myla z trwog, bo mu zapowiadaa
w najbardziej stanowczych sowach, e jeli si we wtorek nie pokae, to ona potrafi go znale
i u narzeczonej, niechaj si co chce stanie potem.
Wiedzia, e Lucy dotrzymuje sowa swoim namitnociom, wic jecha musia.
Tak mu ciy ten stosunek, tak znienawidzi ju i jej pikno, i te wizy mioci, e mu
ycie brzydo.
A potem Anka.
Czu, e mu jest najzupeniej obojtn, e zaczyna chwilami nienawidzie, gdy spotyka
si z jej jasnym, ufajcym wzrokiem.
A musia udawa mio, musia zmikcza ton gosu wtedy, gdy mu si kl chciao, musia
by uprzejmym, umiechnitym, przewidujcym, sodkim, jak przystao na narzeczonego.
Ta rola bya mu wstrtna nad wyraz, a gra j musia dla ojca; gra j i dla niej, i dla siebie
ju, bo uyciem posagowych pienidzy Anki zwiza si na zawsze.
 Oeni si prdko i wszystko si skoczy  myla.  Przecie tyle maestw zawiera
si bez mioci!  koczy apatycznie, ale rwnoczenie jego dumna ambicja poeraa mu
dusz.
Burzyo si w nim wszystko na myl, e przez to maestwo zejdzie do roli pionkw, e
jeli zechce co mie, to musi pracowa lata cae, musi wyciska maszyny, ludzi, wszystko,
eby co wycisn dla siebie  i to teraz!
Teraz, gdy mu stary Mller dosy wyranie powiedzia, e mu odda Mad i zarzd fabryki,
od razu milionow fortun, od razu wielkie interesy i mono robienia jeszcze wikszych.
Od pewnego czasu czu wstrt do maych interesw, czu wstrt do tej wasnej fabryki,
jak od wiosny budowa, do tych oszczdnoci groszowych, ktrych rezultatem byy setki
rubli zaledwie.
Tyle lat chodzi w kieracie pracy, cigej walki i twardego zdobywania kadego rubla, tyle
lat tumi w sobie najrozmaitsze zachcianki i pragnienia, ktrych nie mg zaspokoi, tyle lat
by godnym szerokiego, niezalenego ycia  i teraz, kiedy to wszystko mg mie enic
si z Mad  musia si oeni z Ank i przez to musia wrci do jarzma miernoci...
Buntowa si przeciwko tej koniecznoci wszystkimi siami.
I gdy Anka przysza prosi na kolacj, spojrza na ni gniewnie i nic nie odpowiedziawszy
na jej zapytanie poszed przysun ojca z fotelem do jadalnego pokoju.
Kolacja bya bardzo oywiona, bo ksidz z Zajczkowskim kcili si o polityk, pomaga
im pan Adam i Karol, ktry drwi niemiosiernie z Zajczkowskiego i z jego koniunktur politycznych,
drwi z optymizmu ksidza i ze zoci zrobi uwag ojcu, e spraw dzisiejszej polityki
nie rozstrzygaj armaty, a rozum stanu.
 Ta, ta, ta!  przedrzenia stary z gniewem.  Ty mi tego nie mw, bo ja ci zawsze przekonam,
e ten mia racj, kto mia armat wicej i wojska. Rozum pastw  to wielkie armie,
gotowe do wyruszenia w pole, to ich dusza, ktra rzdzi.
 Nie, panie Adamie, dusz pastw jest sprawiedliwo, jak si rzdz.
 Pastwami kieruje odek i jego wymagania  zawoa Karol umylnie, aby sprawi
przykro ksidzu, ktry si rzuci na te sowa i zacz dowodzi, e wszystko wypywa z woli
Boej i e ta wola jest sprawiedliwoci i e na tym stoi wszystko.
Karol ju nie odpowiada, bo go znudziy te bezpodne rozumowania, ale gdy ksidz, ojciec
i Zajczkowski zaczli mu dowodzi, e wszystko si dzieje za wol Bo, nie mg ju
wytrzyma i zawoa z gniewem:
 Tumaczycie, panowie, sobie wiat przy pomocy katechizmu; nie przecz, e to atwe,
a miejscami dowcipne nawet.
 Blunisz, dobrodzieju mj kochany, blunisz i obraasz nas. Jasiek, smyku jeden, daj no
ogieka, bo mi fajeczka zgasa!  woa drcym z oburzenia gosem i fajka lataa mu w rku
ze wzruszenia.
Pyka, ale e nie mg docign si dymu, bo chopak nie mg zapali, trzasn go cybuchem
przez plecy i znowu zacz przekonywa, ale teraz ju z ca pasj.
 Nie bdzie pani al opuszcza tego raju, jaki sobie pani stworzya w Kurowie?  mwi
cicho Maks do Anki, bo oboje nie mieszali si do rozmowy oglnej.
Maksa nic nie obchodziy poruszane kwestie, a Anka bya smutna.
Karol by taki inny przez te kilka dni, tak jej prawie unika, e dziewczyn zacz trapi
guchy niepokj, przeczuwanie jakiego nieszczcia, wic teraz nie odpowiedziaa Maksowi,
tylko pochylajc si nad stoem zapytaa cicho, nie podnoszc oczw:
 Nie wie pan, czy Karola nie spotkao co zego?
 Nie. Czy pani co zauwaya?
 Tak mi si zdawao. Prawda, zapomniaam, e musi mie dosy kopotw z fabryk,
prawda...  dodaa ciszej, jakby dla siebie, jakby dla stumienia podejrze i niepokojw.
Podniosa gow i oczami penymi troski serdecznej ogarna jego twarz schmurzon i gryzce spojrzenia, jakie rzuca na ksidza.
 A co pastwo robi z ziemi?
 Dziadek chcia sprzeda, ale pan Karol opiera si temu, za co jestem mu bardzo wdziczna,
bo tak si zyam z tym domem, e nie mogabym bez przykroci pomyle, e to ju nie
nasze. Prawie wszystkie drzewa w ogrodzie, wszystkie ywopoty sadzia albo matka pana
Karola, albo ja. Wic niech pan pomyli, jak by to byo ciko rozstawa si z tym na zawsze.
 No, przecie mona gdzie indziej kupi adniejsz posiado.
 Tak, mona, ale ona nie bdzie Kurowem  odpowiedziaa dotknita, e nie rozumia
i nie odczuwa jej przywizania do tego kawaka ziemi, na ktrym si wychowaa.
Umilkli, bo ktnia zawrzaa znowu pomidzy Zajczkowskim i ksidzem, ktry zirytowany
bi cybuchem w podog i zawoa:
 Dobrodzieju mj kochany, ja ci tylko powiem, e ty jeste Zajczkowski, herbu barania
skrka. Jasiek, ognia!
 A, Panie Jezu Chryste, co ten ksidz wygaduje. Tomek, huncwocie jeden, a zakadaj
konie  rykn do kuchni, gdzie jego stangret jad kolacj, i nie egnajc si wybieg, ubra
si w ganku i polecia, ale powrci za chwil, bo zapomnia czapki, ktrej szuka po wszystkich
pokojach, a znalazszy j przybieg do stoowego pokoju, hukn pici w st i zawo-a wciekle:
 Jegomo podzikuj Bogu, e ci ochrania sukienka kapaska, bo inaczej ja bym jegomocia
nauczy, co to jest mwi: Zajczkowski herbu barania skrka, ja bym nauczy  krzycza bijc raz po raz w st.
 Nie wylewaj wa herbaty, dobrodzieju mj kochany  rzek spokojnie ksidz Szymon.
 Usidcie no, o co tu si gniewa, no, siadajcie, ssiedzie  zaprasza pan Adam.
 Nie usid! Noga moja tutaj wicej nie postoi, gdzie mnie obraaj.
 Nie wylewaj wa herbaty i jed z Bogiem  szepta ksidz unoszc swoj szklank, ktra
taczya po stole, wstrzsanym uderzeniami pici.
 Jezuita, jak Boga jedynego kocham!  wrzasn Zajczkowski, hukn raz jeszcze w st
i polecia.
Na podwrzu i na drodze jeszcze sycha byo jego gos czcy si z turkotem bryczki,
ktr odjeda.
 Rozgrzana paa, o! Syszane to rzeczy, eby si o byle sowo tak obraa!
 A bo mu te ksidz dojechae do ywego misa.
 To czego gada gupstwa.
 Kademu wolno mie swoje zdanie.
 Pod warunkiem, eby byo poparciem naszego  odezwa si ironicznie Karol.
 Dobrodzieju mj kochany, a to ten smyk naprawd odjecha. Jasiek, kanalio, daj no
ogieka  zawoa oburzony i poszed do ganku wyglda za Zajczkowskim.  No, widzicie,
co to za awanturnik. Nakrzycza, nawymyla mi i pojechaa sobie bestia.
 Wrci, przecie to nie pierwszy i nie ostatni raz  odezwaa si Anka.
 Hm, wrci? juci, e wrci, ale zawsze co sobie o nas pomyli pan Baum.
 Pomyli, e panowie dobrze picie, dobrze si odywiacie i duo macie czasu, skoro go
zuywacie na takie dziecinne ktnie  szepn ironicznie Karol.
Ksidz popatrzy na niego gronie, ale oczy mu si rycho rozjaniy, wytrzsn popi
z fajki, nabi w ni tytoniu i podstawiajc do zapalenia Jakowi, szepn:
 Drani ci ky, dobrodzieju mj kochany, to na pluch...
Poegna si wkrtce i poszed do domu.
Milczenie dugie zapanowao.
Stary drzema na swoim fotelu.
Anka ze suc sprztaa ze stou, a Karol zatopi si w gbokim fotelu i pali papierosa
spogldajc z ironi na Maksa, ktry biega byszczcymi oczami za kadym ruchem Anki.
Zaraz si te rozeszli spa.
Maks mia ko w saloniku od ogrodu.
Noc bya cudowna, sowiki rozpiewyway si coraz tskniej, a im zaczy odpowiada
z nadrzecznych gszczw kosy, i pola si wtedy nieporwnanie pikny deszcz dwikw,
ktry si rozlewa w tej cichej, czarownej nocy czerwcowej, penej ciepa bijcego z rozgrzanej
ziemi, gwiazd na niebie i zapachu bzw, ktrych byy pene klomby, stojce przed
oknami.
Maks nie mg spa.
Otworzy okno i patrzy w okrcony mgami wiat.
Myla o Ance, gdy naraz usysza przyciszony jej gos. Wychyli si oknem i zobaczy j
siedzc w oknie swojego pokoju, w oficynie przystawionej do dworu pod ktem prostym.
 Czemu mi nie chcesz powiedzie, co ci mczy?  prosi gos zwrcony do okna naprzeciw.
 Nic mnie nie mczy, jestem zdenerwowany  odpowiedzia gos drugi.
 Zosta dni kilka, to si troch uspokoisz.
Niewyrane mruknicie byo odpowiedzi. Potem gos pierwszy mwi pocz tak cicho,
e Maks nic sysze nie mg, natomiast usysza chr ab rechoczcy gdzie w kach i turkot
wozw jadcych szos. i gosy ptakw piewajcych coraz goniej.
Ksiyc wieci tak jasno, e powczy warstw srebrnaw mokre od rosy licie, a mgy
czyni podobne do zwojw srebrnej gazy.
 Jeste romantyczka  rozleg si znowu gos mski z akcentem gniewu.
 Czy dlatego, e ci kocham? Czy dlatego, e kad twoj trosk bior w serce tak mocno,
mocniej ni swoje wasne, e chciaabym, aby by zupenie szczliwym?
 Nie, nie dlatego, ale dlatego, e bez wzgldu na moliwy katar chce ci si ze mn mwi
przez okno, prawda, e to i przy ksiycu, i przy piewie sowika.
 Dobranoc.
 Dobranoc pani.
Okno trzasno i biaa firanka zasonia wntrze pokoju, rozwiecone teraz.
Karol nie odszed, bo rozleg si trzask zapaki i cienka struga sinego dymu wypyna
z pokoju i dara si o somiany okap dachu, pali papierosa.
Maks rwnie zapali, ale po cichu, eby nie zauwaono, i sucha.
By bardzo ciekawym, czy Anka wrci jeszcze i co mwi bd.
Gniew Maksa na Karola rs co chwila.
Ale okno Anki wci byo zamknite, dostrzeg tylko, e za firank cie jej si ukazywa
co chwila i przystawa przy oknie, byby moe nawet usysza szelest jej krokw, ale sowiki
przeszkadzay i wiatr, ktry wsta gdzie z k i bagnisk, przyczoga si po zboach, co stay
czarn cian, wdar si pomidzy drzewa i zacz szumie i trz bzami, i dmucha w somiane
poszycie domu, i owiewa mu twarz wilgotnym, przesyconym zapachem zb i ciepa
oddechem.
 Jutro bdzie Karczmarek, ten, co chce kupi od nas  odezwa si znowu gos.
Maks zapatrzy si tak w ogrd, e nie widzia otwierania okna.
 Przecie ojciec nie sprzeda.
 Ale tobie moe potrzebne te pienidze.
 Tak, potrzeba mi milion  zaszemra gos drwicy.
 Karczmarek chce wydzierawi chociaby, potrzebuje majtku dla zicia.
 To si jutro umwimy.
 Cugowe konie wemiesz do odzi czy sprzedasz?
 A po c bym bra stare klaki.
 Ale dziadek si do nich tak przyzwyczai  mwi smutnie sopran.
 To si odzwyczai. Dziecistwa zawsze ci si trzymaj. To moe i przeflancowa p
ogrodu do odzi, moe by chciaa zabra i krwki swoje, i kureczki, i gski, i prosiaczki 
byby cay komplet.
 Jeli sdzisz, e drwiny powstrzymaj mnie od zabrania tego, bez czego oby bym si
nie moga, to si mylisz.
 Nie zapomnije zabra i portretw rodzinnych. Senatorom Rzeczypospolitej musi by
tskno, tam na strychu, do znalezienia si w odzi  brzmia szyderczy gos.
Sopran nic nie odpowiedzia.
Sycha byo jakby bardzo ciche kanie, ale tak ciche, e wydawao si Maksowi jakby
bekotem strumienia pyncego za ogrodem.
 Anka, przebacz mi! Nie chciaem robi ci przykroci. Taki jestem zdenerwowany. Przebacz
mi, Anka, nie pacz.
Maks ujrza, e Karol wyskoczy do ogrodu, no i to rwnie zobaczy, e dwa biae ramiona
wycigny si do niego z okna i e ich gowy bardzo blisko byy siebie.
Nie patrzy i nie sucha wicej.
Zamkn okno i pooy si spa, ale sen nie przychodzi; przewraca si na wszystkie strony,
kl, pali papierosy, ale zasn nie mg, bo sowiki tak gono pieway w bzach i cigle
mu si wydawao, e syszy gosy Anki i Karola.
 Co oni mog sobie opowiada tak dugo?  myla, irytujc si coraz bardziej, i aby si
przekona, czy s jeszcze, wsta.
Karol sta pod oknem Anki, ale rozmawiali tak cicho, e nic sycha nie byo.
 Spa nawet nie mona od tych amorw  mrukn ze zoci i zatrzasn okno z hukiem.
Nie usn jednak, nie daa mu spa ta noc czerwcowa, kipica potnym yciem wiosny.
Ksiyc wisia wprost okien, napenia pokj niebieskawym pyem i rozlewa potoki agodnego
wiata na upione miasteczko, na puste uliczki i na szerokie pola, pokryte lekko falujcymi zboami, nad ktrymi rozwczyy si szkliste mgy i wisiay spokojnie; z k
i oparzelisk podnosiy si biaawe opary niby dymy z kadzielnic i biy kbami ku granatowym
przestrzeniom; a z mgie, ze zb sennie szumicych, operlonych ros, wznosi si coraz
potniej chrzst wierszczykw polnych, pyncy przytumionym i rozdrganym na
miliony dwikw rytmem bezustannie rozbrzmiewajcym w powietrzu; odpowiaday im
chry ab, ktre podnosiy z bagnisk rechot i woay ostro: Rade, rade, rade!
Milky po chwili, aby da gos innym chrom, usadowionym na dalszych botach, po stawach
zaronitych, przebyskujcych lustrami wody, przez ktre wloky si promienie ksiyca niby ostrza zote; po brzegach strumieni obronitych pochylonymi pod ciarem rosy
tatarakami, po rowach penych tych kaczecw i niebieskich niezapominajek, nad ktrymi
stay poprchniae wierzby o wielkich gowach, pokrytych niby wosem gstymi modymi
pdami.
Ze wszystkich stron zryway si hymny, piewane z upojeniem w t noc wiosenn, pen
czaru nieopowiedzianego, krzykw gbokich, pieww, drga ledwie odczutych i mioci.
Sowiki pieway w kadej kpie bzw i odpowiaday im tysiczne gosy ptactwa, klekot
bocianw zrywajcy si czasami z wielkiego modrzewiu, stojcego w szczycie dworu, krzyki
jkliwe czajek na moczarach, sodki szczebiot jaskek po gniazdach, chrzsty zb, huczenie
chrabszczw gonicych si po drzewach, ryki krw po oborach i renie dalekie koni
pozostawionych na noc po pastwiskach.
A chwilami milkn wiat i robia si cisza tak gucha a przeogromna, e sycha byo kapanie
rosy spywajcej z licia na li i bekot rzeczuki za dworem i jakby gboki oddech
ziemi.
Ale po tej chwilowej ciszy wszystkie gosy zerway si w tym mocniejszym chrze,
wszystkie drzewa, trawy i stworzenia pieway przejmujcy hymn mioci i jakby wycigay
do siebie gazie, kwiaty, ramiona i oddaway si sobie z poerajcym uniesieniem.
Caa ziemia we wszystkich gosach pieww, bekotw i szumw, we wszystkich ttnach
rolin i tworw, we wszystkich skrzeniach blaskw i promieniowa, we wszystkich zapachach
przenikajcych powietrze  skbiaa si w przeogromny, nabrzmiay dz mioci wir, ktry
jakby porwany rozszaleniem tej wiosennej nocy i poerajc tsknot wiecznoci, rzuca
si na olep w objcia bezdni, zewszd rozwartej, ciemnej, byszczcej zimn ros gwiazd
i miliardami soc i planet, guchej, tajemniczej, strasznej.
Nie, Maks usn nie mg.
Sowik, ktry piewa pod oknem, tak go rozdrani, e chcia go sposzy  ale ptak nie
sysza, siedzia na koyszcej si pod nim gazce i piewa cudowne trele, la cae potoki
dwikw, rozsypywa tony jak pery, ktre spyway na ogrd, na kwiaty, niby kaskada rozsiewajca czar niewysowiony. Samiczka gdzie z gbi drzewa odpowiadaa mu sennym
i apatycznym wierkaniem.
 Aeby ci diabli wzili z twoim piskiem!  zawoa zirytowany i rzuci kamaszem
w krzak, ptak sfrun na inny krzew, a gdy Maks zamkn okno i powrci do ka, sowik
powrci na dawne miejsce i piewa dalej, co Maksa tak rozgniewao, e odwrci si do
ciany, gow okrci w kodr i zasn dopiero nad ranem.
Prcz pana Adama nikt dobrze nie spa tej nocy we dworze kurowskim.
Szczeglniej Anka, ktrej ta duga rozmowa z Karolem nie uspokoia, a przeciwnie, zacza budzi w niej jeszcze ciemne podejrzenia, e co przed ni ukrywa  ale ani przez
mgnienie nie przypuszczaa, e ukrywa obojtno, e ju z trudem i wysikiem udawa mi-o.
Nie podejrzewaa go, bo sama kochaa ca potg namitnego, dwudziestoletniego serca.
A potem i dlatego spa nie moga, e marzya  marzya o tym dzkim yciu, o przyszoci
niedalekiej, o tym, e za miesic opuci musi Kurw, gdzie tyle lat przemieszkaa.
 Co ja w odzi bd robi?  snuo si jej uporczywie w myli, ale rano przerway jej te
majaczenia na p senne haasy podwrza, wypdzanie krw na pastwisko i krzyki gsi.
Wstaa zaraz.
Pan Adam ju jedzi na swoim wzko-fotelu, popychany przez wyrostka; jedzi po podwrzu,
zaglda do obr, krzycza na pastucha, pogwizdywa na gobie, ktre ca band
opady z gobnika na niego, siaday na ramionach, wisiay na porczach, trzepay si nad nim
rozgruchan, haaliw chmur i wydzieray sobie groch, jaki im sam codziennie rozsypywa.
 Walu, sta w szeregach! Razem do ataku! Jeden ruchu, drugi ruchu tra la la la  podpiewywa i komenderowa nienej rozgruchanej hoocie, ktra ze wszystkich stron zlatywaa si do niego.
 Miaa babuleka koza rogatego. Tych bych, tych bych, koza rogatego.
 Walu, do ogrodu!  komenderowa ostro, oganiajc si od gobi kapeluszem, bo lecia-y za nim i opaday na wzek.  A ruszaj no si, bestio!
 Ady si rucham!  odpowiada sennie wyrostek, wtaczajc wzek do ogrodu, pomidzy
szereg jaboni pokrytych kwiatem tak gstym, e na tle trawnikw stay podobne do olbrzymich
stokowych bukietw, owianych rowym pyem i chmar rozbrzczonych pszcz, co
jak rdzawe kule przelatyway z kwiatu na kwiat.
Wilgi pieway na winiach, a bocian sta w gniedzie, przewraca szyj a na grzbiet i klekota zawzicie.
 Walu, a jabuszka bd, co?
 Juci, e by bd.
 A ruszaj no wawo.
 Ady si rucham!
 A gruszeczki bd, co?
 A bd, co ni maj by.
 A oberwiesz, bestio, co?
 Ja tam nie obrywam  burkn chopak, nierad z przypomnienia.
 A przeszego roku kto to zjad panny, he?
 Franciszkw Micha, a nie ja!
 Wiem, wiem, bo dostaby tak, e niech ci rka boska broni! Miaa babuleka koza rogatego.
Kosiu, kosiu!  zawoa i zacz gwizda na kosa, siedzcego w klatce na zewntrz okna.
Kos wyj gow spod skrzyda, otrzepa si, nasuchiwa chwil to jednym, to drugim
uchem, skoczy na wyszy prcik i wesoo odgwizdywa swojemu panu, ale umilk zaraz, bo
si rozlewa w powietrzu wiergotliwy, dwiczny gos sygnaturki z klasztoru, ktrego wiee
i szereg okien wida byo z ogrodu nad paskimi dachami miasteczka.
 Walu, do klasztoru! odwiedzimy ksidza Liberata, a wawo, bestio.
 Ady si rucham, jae mi kulasy stergy.
Pojechali ciek, biegnc z ogrodu nad rzek, pomidzy kami, znad ktrych zwczy-y si resztki mgie niby poszarpane strzpy mulinw, wskro ktrych migotay fantastyczne
skrty jaskek, wiergoccych w szalonym locie.
Drugi bocian chodzi z wielk powag po kach i raz po raz zanurza ostry dzib w zielonej
trawie, wyciga ab, podnosi szyj do gry i poyka z namaszczeniem.
Rzeczka pyna bystro wskim pasem bkitu, po ktrym rozpryskiway si co chwila
srebrne uski drobnych fal i obmyway dugie linie abiecw i niezapominajek, co tymi
i bkitnymi oczami patrzyy w wod, na korowody powych kiebikw gonicych si na mieliznach,
na wskie zielonawe grzbiety i ostre gowy szczupakw, przyczajonych pod liciami
grzybieni, co jak zielone rce leay na wodzie, na tych upiecw cichej rzeczki, ktre, niby
kule, leciay wskro rybiego tumu, poykay w przelocie kiebia lub potk i nim gromada
zdya si rozbiec, znikay w gszczach brzegw, pomidzy czerwonawymi liciami pomrnikw,
pod cieniem rozkwitej czeremchy, duszonej przez ramiona dzikiego chmielu, ktre
drgay na wartkim prdzie niby rozsypane zielone warkocze.
Potem jechali tyami miasteczka, ciek biegnc przez zagony ogrodw warzywnych
i sadw, penych kwitncych drzew i zapachw cebuli, gdzie na miedzach pasy si brodate
kozy, a na krzewach zielonego agrestu, na poamanych potach wietrzya si pociel.
Przejechali ogrd, jaki si rozciga tu za murami otaczajcymi klasztor, i Walu pcha
wzek do wntrza klasztoru, na korytarz.
W klasztorze pusto byo i cicho.
Oknami wdziera si wiatr i zaglday zielone gazie krzeww, bo w porodku murw by
niewielki ogrdek.
Kilka drzew orzechowych pio si do soca i zagldao do cel pierwszego i drugiego pitra,
a reszt ogrdka zajmoway trawy i chwasty, na tle ktrych migotay biae, smutne gwki
narcyzw.
 Niech bdzie pochwalony!  zawoa pan Adam przystajc przy jednym z okien.
 Na wieki wiekw!  odpowiedzia Liberat, ktry w swoim biao-czarnym habicie dominikaskim,
chudy, zgarbiony, wlk si nad cian.
Podnis wyblade i jakby nieprzytomne oczy, patrzy dugo, nim pozna, kto do niego zagada.
 Jake zdrowie? Bo wczoraj mwi ksidz Szymon, e ojciec zdrowszy.
 Nie, nie... nie zdrowszy  szepta ksidz bladymi ustami.
Jego szara wyschnita twarz, podobna w tonie do tych otaczajcych murw, rozjania si
jakby umiechem.
 Moe ojciec bdzie askaw przyj dzisiaj do nas na obiad?
 Nie, nie! Nic ju je nie mog, yj oczekiwaniem, bo dzi lub jutro umr...
 Co te ksidz mwi  zaprotestowa energicznie pan Adam, ale ksidz Liberat
umiechn si i gaszczc si po twarzy gazk bzu kwitncego, odetchn tym zapachem
i szepn gucho :
 mier ju stoi przy mnie! mier ju jest we mnie!  powtrzy mocniej, a si pan
Adam cofn nieco, a Walu przeegna si ze strachu.
 By u mnie dzisiaj w nocy przeor  doda cicho.
 Jezus, Maria! Przywidzenie, mj ojcze, i nic wicej. Przeor, to on umar z pitnacie lat
temu.
 By. Widziaem go! Modliem si na chrze i kiedym schodzi do celi, zobaczyem, jak
szed przede mn korytarzem, do kadej celi puka i z kadej celi odpowiada mu gos jaki,
a on szed dalej, jakby zwoujc wszystkich. Znikn mi na zakrcie, a gdym si ju pooy,
usyszaem pukanie. Podniosem si i otworzyem drzwi: sta na rodku korytarza, rk podnis do gry, patrzy na mnie dugo i powiedzia:
 Pjd!
Poszedem za nim, wid mnie przez wszystkie korytarze, a ze wszystkich cel wychodzili
ojcowie i szlimy razem do refektarza, tam ju byo peno i cigle wchodzili nowi, wszyscy, jacy
byli od samego pocztku naszego klasztoru. Jaki bardzo stary ojciec odczytywa z wielkiej
ksigi nazwisko, wywoywa po kolei, po kolei podchodzili do niego, a on wtedy kart z nazwiskiem
wydziera i rzuca w powietrze, zapalaa si i kula ognista wypywaa oknami w wiat,
a kady wyczytany znika. Zostaem tylko sam, a on przeczyta moje imi: Ojciec Liberat.
 Pjd!  szepn mi przeor.
 Ostatni!  zawoa czytajcy i wolno wydziera moj kart, tak wolno, e czuem, i mi
wydziera ycie.
 Ostatni!  powiedzia przeor, popatrzy na klasztor, na mnie, pocaowa mnie w czoo
i szepn:
 Pjd!
 Id, o Panie! kiedy mnie woasz do siebie. Id!...  szepta ksidz zapatrzony w pat bkitu
wiszcy nad ogrdkiem, skrzyowa rce na piersiach i sta, podobny ze swej sinoci do
posgw.
Jaskki biegay nad nim jak szalone, wrble wierkay po drzewach, nie sysza nic i nic
nie widzia zatopiony w modlitwie i w wizji tej przeczuwanej mierci.
Cay zakon wymar i on, ostatni z szeregu niezliczonego, czu, e umiera.
Pan Adam przynagla do popiechu Walusia, bo chcia jak najprdzej znale si w domu.
Ksidz Liberat przejmowa go strachem zawsze, a dzisiaj zatrzs nim do gbi opowiadaniem
tego widzenia nocnego.
Pan Adam oddycha powietrzem pl i kwiatw, patrzy na ziele i na ludzi, prbowa gwizda
i przypiewywa, ale gos mu wiz w gardle, oglda si za siebie jakby z obaw, e ujrzy
te umare korowody zakonne, i krzycza:
 Walu, a ruszaj no si, bestio!
 Ady si rucham.
Na ganku zasta Ank; siedziaa na niskim stoeczku, otoczona chmar modziutkich kurczt, ktrym dawaa je.
Maks sta w drzwiach i z podziwem przypatrywa si sielankowej scenie.
 Gdzie ojciec by?
 U ksidza Liberata.
 Zdrowszy?
 Ale, on ju zupenie mente captus122, zupenie. Opowiada mi niestworzone rzeczy
i twierdzi, e dzisiaj lub jutro najdalej umrze.
 Czy to ten ksidz, ktry by wczoraj u pastwa?  zapyta Maks.
 Nie. Ksidz Szymon jest naszym proboszczem, a ten za, to ostatni z dominikanw, jacy
byli w naszym klasztorze. Ojciec Liberat to czowiek wielkiej nauki i pobonoci, ale... chory.
Prawie obkany. Przez cae tygodnie nieraz nie sypia, nie jada, od ludzi stroni, a tylko
modli si rozcignity na pododze dawnego chru zakonnego i nocami odwiedza puste cele
i rozmawia z dawno umarymi. A przy tym wszystkim...
Nachyli si do Maksa i co szepta, ale Anka mu przerwaa.
 Tasiuchny, ta, ta, ta!  woaa na stado kaczt, trzepicych si zapamitale w sadzawce,
nie zwaajc na rozpaczliwe krzyki i bieganin kury, ktra je wysiedziaa.
Kwoka krzyczaa jakby na ratunek, podfruwaa na wod i cofaa si z przestrachem.
 Pani codziennie i sama karmi wszystek drb?
 Codziennie.
 Przecie to dua praca!
 Skoro si samo nic nie robi, wic trzeba robi  odpowiedziaa wesoo i zwoywaa przed
ganek coraz nowe stada, ktre cigay ze wszystkich ktw podwrza, rzucay si na er
chciwie i napeniay powietrze wesoym krzykiem.
Anka siada na progu ganku i raz po raz czerpaa ze stojcych obok niej przetakw to gar
kaszy jaglanej, to jczmienia, to pszenicy i rzucaa na ruchliw, rozkrzyczan hoot ptasi,
kbic si zapamitale i bijc si pomidzy sob.
Byy kurcztka pokryte tym puchem, ktre rowymi dziobkami z nadzwyczajn zwinnoci wybieray jagy i co chwila biegy do kwoki, raz wraz nawoujcej dzieci do nowego
eru, jaki odkrywaa na ziemi; byy indyczki wysmuke, biae, na zielonych niby z brzu nkach, delikatne, kapryne, ktre biegnc podnosiy krtkie skrzydeka i krzyczay jkliwie;
byy kaczta ju w pierzach, ale tak brudne, umazane w bocie, e nie miay barwy, te szy
gromad zbit i hurmem w milczeniu rzucay si na er i poykay apczywie, trzsc dziobami
w powietrzu, nadziewajc si po prostu kasz; przysza na kocu banda gsit z gsiorem,
ktre koysay si niezgrabnie, trzsy obwisymi brzuchami i ggay niespokojnie, ale pierwsze
rzuciy si na jczmie i tratoway wasne dzieci; ta gromada robia najwicej wrzawy, bo
co chwila podnosiy dzioby, wycigay mijowate szyje i krzykliwie rozmawiay ze sob,
a gsior szczypa kwoki podskakujce niezgrabnie, goni za kaczorami, sycza na indyczki
i przybiega do gsi, gono cieszc si ze zwycistwa.
Potem zrobi si przed gankiem pisk i zamt, bo wszystko si pomieszao ze sob i zaczynao si bi.
Stare gsi syczay na indyczki, ktre z rozczapierzonymi skrzydami byskay gronie lepiami
i jeszcze groniej bulgotay, a indor w tczy rozwachlarzonego ogona, o rozczerwienionych
od gniewu koralach, skaka ostrymi pazurami na kaczorw o zielonych, pawich bach,
ktre chykiem uciekay, po drodze porywajc jedzenie.
Na domiar zego gobie, zwabione piskiem ptasim i widokiem pana Adama, kryy nad
domem i jak kule niene spaday w rodek stada, gruchay, krciy si odwanie, krady ziarna
spod dziobw, uciekay gonione przez kwoki i od sykw gsich i powracay niestrudzenie,
uwijajc si zapamitale.
Anka bawia si wesoo t walk, jaka wrzaa u jej ng, i wci sypaa nowe garcie ziarn
na gowy i skrzyda ptactwa.
 Podobna jest teraz pani do Mickiewiczowskiej Zosi.
 Z t wielk rnic, e Zosia bawia si gospodarstwem, karmia drb dla przyjemnoci.
 A pani robi to dlaczego?
 Aby dobrze wykarmione sprzeda w odzi. Mniej si to panu podoba, co?
 Wicej jeszcze, bo mog podziwia pani praktyczno.
 Praktyczno z musu.
 Nigdy prawie ta praktyczno nie powstaje dla czego innego. Ale pani dziwnie umieczy praktyczno z czym zupenie innym, z czym, czego nazwa nie umiem, bo...
Przerwa mu pan Adam, bo zacz gwizda przecigle, i natychmiast indory nastroszyy
si i zaczy bulgota, gsi krzyczay gono, a kwoki ogarniay swoje mae, rozstawiajc nogi
i skrzyda, i kwakay zestrachane jakby przed jastrzbiem, gobie wzbiy si w gr i jak
obkane uciekay do gobnika, wpaday do stod, a nawet kilka ucieko do ganku, a w ca-ej gromadzie podnis si taki krzyk, pisk, rwetes, tak wszystko uciekao, tratowao si, e
pan Adam mia si na cae gardo.
 A co, tom zrobi figla!  woa.
 C to za gsia idylla? Spa nie mogem przez ni  zawoa Karol wchodzc na ganek.
 Wypisz si w odzi.
 W odzi mam co innego do roboty  szepn niecierpliwie, zimno przywita Ank i znudzonym
wzrokiem przyglda si niebieskim dymom, bijcym wielkimi supami nad miasteczkiem.
 Koniecznie musicie panowie jecha dzisiaj?  zapytaa niemiao Anka.
 Koniecznie i chociaby zaraz.
 Wic jedmy, jestem ju gotowy  powiedzia ostro Maks, zirytowany tym koniecznie.
 Nie, nie. Pojedziecie panowie po poudniu, teraz ja nie pozwalam. Pjdziemy do kocio-a na sum, musimy odwiedzi ksidza Szymona. Potem zjemy obiad, bo umylnie prosiam
na niego pana Zajczkowskiego i ksidza, a wreszcie musi si pan, panie Karolu, rozmwi
z Karczmarkiem, ma by o trzeciej. A przed wieczorem odprowadzimy panw.
 Dobrze, dobrze!  rzuci prdko Karol i poszed do pokoju jadalnego, bo podano niadanie,
po czym narzekajc na gorco wynis si do ogrodu i siedzia pod kwitncymi jaboniami,
obsypywany co chwila niegiem patkw padajcych za najmniejszym powiewem wiatru.
Pszczoy brzczay na jaboniach jak w ulu, a po caym ogrodzie rozpywa si sodki, duszcy zapach bzw, jaboni i gosy wilg piewajcych.
Pan Adam poszed si przespa, jak zwykle to robi po niadaniu, bo wstawa o witaniu;
Anka ubieraa si do kocioa, a Maks chodzi zaronitymi traw alejkami, okra ze
wszystkich stron Karola, czasem si zapuszcza na drug stron dworu od rzeki i powraca,
a przechodzc obok niego nie mwi nic, unika nawet jego wzroku i szed w gb ogrodu, bo
mu si wydao, e tam migna jasna sukienka Anki, a przekonawszy si, e to rowieje jabo pokryta kwiatami, stan przy parkanie i patrzy na szerok roztocz zb zielonych, ko-yszcych si z jednostajnym szmerem, przez ktre cieyn biegnc od dalekiej wsi snu
si dugi acuch czerwono ubranych kobiet i chopw w biaych kapotach, dcych do kocioa; patrzy a nasuchiwa chciwie, czy si te nie odezwie gdzie gos Anki.
Nie mg zda sobie sprawy, co si w nim dziao.
 Nie wyspaem si czy co?  myla ciskajc sobie gow rozbola.  Do diaba ze wsi.
Poczu si tak raptownie zdenerwowanym, e poszed do Karola.
 Nie moglibymy wyjecha wczeniej?
 I ty masz ju dosy?
 Rzeczywicie, e wyleciaem ze wszystkich trybw, czuj si jak kalosz rozdeptany.
W nocy spa nie mogem, teraz nie wiem, co robi ze sob.
 Po si na trawie, oddychaj woni kwiatw, nasuchuj szmerw traw, rozkoszuj si
piewem ptakw, paw si w socu, a w interwalach123 myl o piwie albo o czarnej Antce 
drwi Karol.
 Daj sowo, e nie wiem, co ze sob robi. Dwadziecia razy obejrzaem ogrd; no i c?
widz e pikny, e drzewa kwitn, e trawa zielona, ale co to dla mnie za papier? Byem
na ce  przeliczna. Byem w stajni, byem wszdzie, wszystko widziaem, ale mam tego
ju dosy. Panna Anka zachwalaa mi las  zobaczyem, e drzewa wielkie, e wilgo i e
nie ma na czym usi.
 Czemu nie powiedzia, byaby ci kazaa tam zanie kanapk.
 A przy tym jestem niespokojny o matk i...  urwa i nie dokoczy, tylko ze zoci rozbija nog kretowisko wieo wytoczone na trawniku.
 Pociesz si, pojedziemy, musz tylko t ca przykr paszczyzn odby przecie przykadnie.
 Paszczyzn?  zapyta zdziwiony Maks.  Narzeczona i ojciec  to paszczyzna?
 Nie miaem ich na myli, a tylko tych bawanw, ktrzy maj by na obiedzie, i wizyty 
zaciera gorco niebacznie powiedziane sowo, ale Maks, jakby na przekr, zacz go przekonywa, e Zajczkowski jest niesychanie sympatyczny, ksidz bardzo rozumny itd., a
Karol zdziwiony podnis na niego oczy.
 C ty za kozioki wyprawiasz? Wczoraj zachwycae si wsi, dzisiaj ziewasz i chcesz
ucieka do odzi; wczoraj tych dwch nazywae ludmi z operetki, dzisiaj za bronisz ich.
 Bo mi si tak podoba!  zawoa rozczerwieniony Maks i ruszy w gb ogrodu, ale zawrci natychmiast popiesznie, bo Anka z ganku, woaa:
 Panowie, czas i do kocioa.
Zapomnia o zdenerwowaniu, o zoci, o nudzie, tylko patrzy na Ank, ktra staa na ganku
i nacigaa dugie biae rkawiczki.
Bya dzisiaj przeliczn w jasnokremowej sukni bardzo lekkiej, zarzuconej niesychanie
delikatnym deseniem bladofiokowym, pasek i konierz miaa tak samo bladofiokowe, kapelusz
wielki, paski, ubrany niezapominajkami i gaz bia.
Bya tak przeliczna, takim dziwnym urokiem modoci, siy i szlachetnoci promieniay
jej szare oczy, e Maks nie wiedzia, co mwi dalej.
Szed obok czas jaki i uspokoiwszy si nieco, obrzuci wzrokiem fabrykanta jej sukni
i szepn bardzo powanie:
 To twoja Brylantyna, Karol! Doskonaa w kolorze.
 I wietnie si pierze  dodaa Anka, rozmieszona jego sowami.
Poczu si dotknitym jej miechem, wic si odsun nieco i patrzy na szerok uliczk
miasteczka, przez ktr szli do kocioa.
Miasteczko byo ndzn osad, zamieszka przewanie przez ydw tkaczw, bo co okno
prawie sta warsztat tkacki, a po sieniach dugich, zaboconych, czarnych siedziay stare
ydwki i zwijay na koowrotkach przdz; suchy monotonny turkot warsztatw bi od kadego okna i dra w cichym, przesonecznionym powietrzu.
Ndzne sklepiki miay drzwi poprzywierane, jakby broniy si od kbw kurzawy.
Na rodku gwnej ulicy czerniay wielkie kaue nigdy nie wysychajcego bota, po ktrych
gromadami eroway kaczki.
Na wprost klasztoru, w rynku, ktry stanowia piaszczysta wydma, obstawiona szczytami
domw wspartych na drewnianych kolumnach, byo kilka domw wieo spalonych, z ktrych
tylko wrd rumowisk i cian porozdzieranych sterczay nagie kominy.
Przez porozpadane mury ogrodzenia klasztornego, zaronite chwastami i kpami popielatego
ligustru i obsadzone wielkimi brzozami o zwisych gaziach i biaej korze, wida byo
odrapany fronton kocioa i wysmuk dzwonniczk, ukryt w rogu cmentarza.
Pod samym murem, w cieniu brzz, stao kilkadziesit chopskich fur i bryczek, nieco dalej,
na rodku rynku, pod pciennymi dachami tulio si kilkanacie straganw, a poza tym
pusto byo zupenie, bo soce prayo coraz mocniej.
Zostali na cmentarzu, bo z powodu natoku nie byo moebnym dosta si do wntrza kocioa.
Anka usiada na schodach prowadzcych do zakrystii i modlia si, Maks za i Karol poszli
pod brzozy i przysiedli na jakiej starej ozieleniaej pycie grobowej, ktrych cay szereg
tuli si pod murami.
Naboestwo byo ju rozpoczte. Z wntrza kocioa przez pootwierane drzwi brzmiay
przytumione dwiki organw, a czasem wznosi si gos organisty, czasem chr gosw
dwicza uroczycie, czasem saby gos ksidza przedar si po tej ruchomej fali gw, jaka
para si od drzwi, bia o kraty prezbiterium i cofaa si ze szmerem modw, westchnie
i kaszla; a czasem przycichao wszystko i wtedy ostre i przenikliwe gosy dzwonkw pieway spiem i odpowiadao im wielkie, gbokie westchnienie, wyrwane ze wszystkich piersi,
a wszyscy znajdujcy si na cmentarzu przyklkali, bili si w piersi i powracali znw pod
brzozy i w rumowiska murw, gdzie siedzieli.
 Nasze chustki!  szepn Maks, wskazujc na kilka kobiet, ktre jak maki jaskrzyy si
na piasku i socu, siedzc z podwinitymi nogami i przesuwajc ziarna raca.
 Ju wypeze  odpowiedzia z ironi nieco Karol.
 Te wypeze to pabianickie; mwi o tych amarantowych z zielonym deseniem, te nigdy
nie wypezn, mona wygotowa w socu i nie wygryzie.
 Wierz, ale co mnie to obchodzi.
 Dzie dobry panom!  rozleg si przytumiony gos z boku.
Stach Wilczek, z cylindrem w rku, elegancki, pachncy, sta przy nich i wyciga rk jak
dobry znajomy.
 Co pan robi w Kurowie?  zapyta Maks.
 Przyjechaem na wita do rodziny. To mj rodzic w tej chwili dudli na organach  powiedzia z pogardliw pobaliwoci i bawi si przekrcaniem licznych piercionkw na palcach.
 Dugo pan tu zabawi?
 W nocy wyjedam, bo mj yd nie da mi duszego urlopu.
 A gdzie pan teraz pracuje?
 W kantorze Grosglika, ale to chwilowo tylko.
 Puci pan wgiel?
 Nie. Mam kantor na Mikoajewskiej, bo Grosglik swj czarny interes sprzeda Kopelmanowi,
a u tego parcha nie chciaem by. Czy panowie macie ju dostaw wgli do swojej
fabryki?  zapyta ciszej, pochylajc si ku Karolowi.
 Jeszcze nie  odpowiedzia Maks.
 Jakie pan daje warunki?  zapyta Karol chodno.
Stach przysiad na grobie obok niego i szybko zacz pisa w notesie i oblicza, a w kocu
podsun papier pod jego oczy.
 Za drogo! Brauman o siedm i p kopiejki daje taniej na korcu.
 Zodziej i oszust! Da panu za to na wagonie dziesi korcy mniej  zawoa cicho Stach.
 Pan mylisz, e si tego wgla nie bdzie sprawdza u mnie, czy co?
 Wyway si nawet wicej, bo przecie Brauman nie na prno zlewa wgiel wod przed
wysyk.
 By moe, ale kto mi zarczy, e pan tego samego nie bdziesz robi?
 Dobrze, dam panu po cenie takiej, jak Brauman deklarowa. Nie zarobi prawie nic, ale
idzie mi bardzo o t dostaw. Mwiem ju o tym z panem Weltem, ale mi powiedzia, e
pan Borowiecki decyduje. Wic jake?  zapyta uprzejmie, nie zwaajc na poprzednie sowa
Karola i na jego chodny, pogardliwy ton mowy.
 Przyjd pan jutro do nas, to si rozmwimy.
 W jakiej mniej wicej iloci bdziecie panowie potrzebowali wgla?  pyta Maksa.
Nie usysza odpowiedzi.
Umilkli wszyscy, bo przy odgosie dzwonw bijcych powanie i pieww caego ludu
procesja wysza z kocioa i niby dugi w o czerwonej gowie baldachimu, pod ktrym szed
ksidz, wysuwaa si z wielkich drzwi i migotaa usk czerwonych, tych i biaych ubiorw
kobiet, popstrzonych czarnymi kapotami chopw i zotymi pomykami wiec zapalonych,
pezaa pomidzy szarymi murami kocioa a zielonym waem brzezin i okrcaa dugim
ciaem koci.
Ogromny chr gosw bi w rozpalone powietrze i rwa si do biaawego nieba, a chmury
gobi zryway si z wieyc kocioa, ze zrujnowanych dachw klasztoru i kooway wysoko.
Procesja wrcia do kocioa, gosy umilky, tylko licie brzz szemray i chwiay si sennie
w rozpalonym powietrzu, od zabudowa klasztornych dochodziy ggania gsi, a wntrze
kocioa rozbrzmiewao gosami pieww, dzwonkw i organw.
Upa potgowa si coraz bardziej, soce lao ogie na gontowe dachy miasteczka i jakby
wypijao wszelk moc, taka cisza bezwadna leaa w rozdrganym powietrzu, nad obrcz pl
zielonych, ogrodw stojcych bez ruchu, k zielonych, jakby przysonitych opalon mg,
i nad lasami, co wstg ciemn opasyway miasteczko i ciy si ysinami piaskw i wydm
grzystych.
 Nie sysza pan, czy Neuman pooy si?  zapyta Maks Stacha.
 Ju.
 Zupenie?
 Nie, boczkiem tylko, na jakie trzydzieci procent. Panowie trac?
 Mamy na nim cokolwiek  i machn niecierpliwie rk.
 Moe bym znalaz kogo, co by paskie pretensje naby, ma si rozumie, jeli tanio i z
dobrym procentem dla mnie.
 C, u diaba, we wszystkim pan robi?
 I w niektrych innych rzeczach!  zawoa goniej i ze miechem Wilczek.
 Pan dobrze zna Kurw?  zagadn Maks, aby odwrci rozmow z interesw, bo Karol
niechtnie spoglda na Wilczka i milcza uparcie.
 Ja si tutaj urodziem, tutaj pasaem ojcowskie gsi i bydltka, tutaj braem po grzbiecie
postronkiem, ksidz Szymon mgby o tym obszerniej pomwi. A, pan moe nie wierzy, e
ja pasaem bydo?  zapyta ironicznie, widzc zakopotan min Maksa.
 Trudno mi w to uwierzy patrzc na pana.
 Ha, ha, ha! to mi pochlebia. Pasao si bydltka, pasao! brao si postroneczkiem po
plecach, kalikowao124 si ojcu na organach, czycio si ojcom w klasztorze buty, zamiatao
si nie tylko koci! rnie bywao. Nie wstydz si tego zupenie, bo i co to pomoe, fakt
pozostaje faktem, a zreszt, dowiadczenie to kapita umieszczony na procent skadany.
Maks nic si nie odezwa, a Karol do lekcewaco oglda go ze wszystkich stron
i umiecha si ironicznie, bo by wyelegantowany przesadnie, a nawet miesznie; jasne kratki,
lakierki, jedwabna kamizelka biaa, jasny krawat z ogromnym brylantem, wykwintna
akietka, cylinder byszczcy, dugi zoty acuszek od zegarka, zote binokle, ktrych nie
uywa, kilka kosztownych piercionkw na palcach, ktrymi bawi si ustawicznie  nie harmonizoway z jego pucuowat twarz pokryt pryszczami i maymi oczkami chytrze wieccymi ani z tym niskim, pofadowanym czoem, nad ktrym leay rozczesane na rodku duej
paskiej gowy wosy nieokrelonego koloru; dugi ostry nos i wywinite tuste wargi robiy
jego twarz podobn do pyska mopsa, ktrego ucharakteryzowano na bociana.
Nie zwaa, e mu nie odpowiadali, umiecha si chwilami patrzc na ich gowy jakim
umiechem wyszoci i politowania, a gdy po naboestwie tumy zaczy si wylewa z kocioa i przechodzi obok nich, prostowa swoj kwadratow figur, przysun si bliej do
Karola i dumnie a chodno patrzy na szeregi yczek i ykw kurowskich, na swoich rwienikw
i przyjaci z pastwiska, ktrzy spogldali na niego z podziwem i nie mieli podej
do przywitania.
Przysza i Anka, przywita si z ni unienie, a gdy go zapraszaa na obiad, rozczerwieni
si z radoci i gono, bardzo gono, eby go syszeli przechodzcy, dzikowa:
 Musz by w domu, bo wszystkie moje siostry si zjechay. Bardzo mi szczerze al, e
musz si pozbawi takiej przyjemnoci, ale to ju chyba kiedy indziej.
 Idziemy teraz do ksidza Szymona  szepna Anka.
 Odprowadz tam pastwa, bo i ja musz go odwiedzi.
Szli wolno przez zatoczony cmentarz.
Grupy chopw w cajkowych125 kapotach i w czapkach ze wieccymi daszkami i kobiet
wiejskich w jaskrawych chustkach i weniakach  kaniay si im unienie, ale przewaajca
cz tumu, zoona z robotnikw fabrycznych przybyych na wita do rodzin, staa twardo
i wyzywajco patrzya na fabrykantw, jak ich nazywano.
Ani jeden kapelusz si nie uchyli przed Karolem, chocia poznawa twarze wielu robotnikw
z dawnego swego oddziau u Bucholca.
Tylko do Anki czsto podchodziy kobiety, caoway j po rkach lub  jak niektre  podaway tylko rk i zamieniay po sw kilka.
Karol szed za ni i oczami roztrca tum, Maks ciekawie si przypatrywa, a Wilczek
szed na ostatku i gono, askawie mwi do niektrych:
 Jak si macie? Jak si macie?
ciska wycigajce si do niego rce i zapytywa to o robot, to o dzieci, to o zdrowie.
Kaniali mu si prawie wszyscy i patrzyli na niego z yczliwoci i z dum, e przecie
oni tego pana znaj jeszcze z tych czasw, gdy na tym samym miejscu bija si z nimi lub
pasa bydo, i e to ich czowiek.
 Ale oni wszyscy pana znaj  powiedzia Maks, gdy weszli do ksiego ogrodu.
 Znaj. Pana Wilczka cae miasteczko kocha, szczyc si nim  ozwaa si Anka.
 Tyle skorzystaem na tej mioci, e moje jasne rkawiczki przez t przyja brudne
i spocone na nic.
To mwic cign i ostentacyjnie rzuci je w krzaki.
 Z powrotem je zabierze  zauway pgosem Karol.
Wilczek usysza uwag i przygryz usta ze zoci.
Ksidz Szymon mieszka w klasztorze na dole, w kilku naronych pokojach, przerobionych
z cel zakonnych, ktrych okna wychodziy na wielki i doskonale utrzymany ogrd owocowy.
Duy ganek drewniany, niedawno wystawiony, bo drzewo byo jeszcze te, prowadzi
do mieszkania.
Wino zasaniao ca cian i zwieszao si zielon frdzl nad oknami, a olbrzymie krzaki
bzw stay tak blisko, e wielkie bukiety kwiatw zaglday do wntrza mieszkania.
Ksidz Szymon ledwie co wrci przez klasztor i przyjmowa ich z ca serdecznoci
w naronej salce wybielonej wapnem, spod ktrego przebijay si przymglone barwy i roztarte
kontury dawnych freskw, pokrywajcych sklepienia.
W salce panowa ton fioletowo-zielony od bzw rozkwitych i od zieleni ogrodu.
Chd, przejty wilgoci, owion ich na samym wstpie.
 Jak si masz, Stachu? A, c to, smyku, nie bye wczoraj u mnie, he?
 Nie mogem, przyjechay moje siostry i ani na krok nie ruszaem si z domu  tumaczy
si Wilczek caujc ksidza w rk.
 Mwi mi twj ojciec. Nie moge go to zastpi na chrze, he? Stary ledwie nogami
wczy. Jasiek, Jasiek! a daj no, smyku, fajeczk i papierosikw dla panw.
 Zapomniaem gra zupenie, ale jeli ksidz pozwoli, to ju umylnie naucz si jakiej
piknej mszy i wtedy przyjad j zagra.
 A dobrze, dobrze!... Anka, Anusiu! a chode do mnie, dziecko, pomaga przyj goci.
Widzisz j, mylaa, e jej pozwol prnowa  mia si ksidz, krztajc po pokoju i wysuwajc st na rodek.
 Pan dawno zna ksidza?  zapyta Wilczka Maks.
 Od dziecka. Pierwsze litery razem z pierwszymi cybuchami wziem od ksidza i nie
zaprzeczam, e byo tego dosy  mia si Stach.
 Przesadzasz, dobrodzieju mj kochany, przesadzasz, tych cybuchw nie byo wcale za
wiele.
 Przyznaj otwarcie, e byo ich znacznie mniej, ni mi si naleao.
 A widzisz! Sprawiedliwy jeste dla siebie, to bdzie jeszcze z ciebie czowiek, ho, ho,
czowieczek niezgorszy! Jasiek! Jasiek! gdzie ten smyk si podzia.
A nie mogc si go doczeka, sam przynosi z drugiego pokoju rne specjay i rozstawia
na stole.
 Moje dzieci, moi dobrodzieje kochani, panie Karolu, panie Baum, Stachu, po kieliszeczku
winiaczku. Ma sze lat, sodki jak mid, a co za kolor, to prosz patrze  czysty rubin.
Podsun kieliszek pod wiato, w ktrym istotnie winiak mieni si czysto rubinowym
fioletem.
 Zagrycie no teraz tym placuszkiem z serem, mwi wam, e rozpywa si w ustach. No,
jedzcie, bo obrazicie Ank, ona go robia sama i przysaa mi.
 Ksie Szymonie, przecie zaraz idziemy na obiad.
 Nie masz gosu, dziewczyno, bd cicho. Widzisz j, bdzie si tu rzdzi jak szara g.
Pijcie, panowie.
 Czekamy na ksidza dobrodzieja.
 Nie pij, moi dobrodzieje kochani, nie pij. Anusia, wyrcz no mnie, dziewczyno.
Wybieg i po chwili powrci z dosy duym gsiorkiem pod pach, zapinajc rwnoczenie
sutann, ktra mu si odpinaa w ustawicznie.
 A teraz na zakoczenie napijemy si winka, no, napijemy si, i basta. Patrz no, dziewczyno,
to poziomkowe, to samo, ktremy razem trzy lata temu robili. Patrzcie, jaki ma kolor.
Czyste soce o zachodzie, czyste soneczko, a jaki zapach, o, powchajcie no!
I podtyka im pod nos butelk, ktra buchaa zapachem poziomek.
 Ale, ksie! Ksidz mi tak goci uraczy, e nie bd mogli je obiadu.
 Cicho, Anka, z bo pomoc zjemy i twj obiadek, zjemy! Suchajcie no, dzieci... a gdybymy
tak sprbowali wdlinek, co? tak z majowymi grzybkami, he? No, moi dobrodzieje
kochani, moje dziecitka, zrbcie mi t przyjemno. Nie przyjm was ananasami, bo nie
mam, biedny suga Chrystusa jestem, ale co mam, to bierzcie. Anka, a proe za mn. Stachu,
bo ci cybuchem przemierz, jak bdziesz taki niemrawy, ruszaje si, chopcze.
 Ale ksidz ma takie zapasy, e nie powstydziaby si ich i najlepsza gospodyni.
 A to twoja Anka zrobia wszystko. No, nie piecz raczkw, dziewczyno, nie wstyd si.
Nic nie miaem, mj dobrodzieju kochany, ale to nic, niech Stach powie, yo si czasem na
brg, ale jak mi dziewczyna zacza dogadywa: A sad ksidz drzewa owocowe, a prowad
pszczoy, a pilnuj ogrodu, a rb to, a rb tamto  tak i wyterkotaa wszystko, bo kt si
oprze niewiastce! Ho, ho, Anka to zoto! ebym ja wam pokaza zakrysti, co tam bielizny
kocielnej, jakie kapy, jakie ornaty, jakie stuy, to i katedralny koci nie powstydziby si,
a to wszystko ona wasnymi rkami robia, ona, moje dziecitko kochane!
Rozczuli si, obj j za gow i pocaowa w zarumienione czoo.
 Tylko tego nie mogam zrobi, eby sobie ksidz now sutann kupi.
 A po co mi to! Cicho, dziewczyno! Jasiek, a daj no ogieka, bo fajeczka zgasa  zakrzycza, zarumieniony jak panna i silnie stuka cybuchem w podog.
 Siedcie sobie, panowie, a ja id do domu szykowa obiad. Nieche ksidz dugo ich
nie trzyma i jak najprdzej przyprowadzi.
Zaraz posza.
Wilczek take si poegna i polecia do domu, bo przyszed po niego modszy brat.
 To zuch chopak  szepn ksidz po jego wyjciu.
 Doskonaa dzka kanalia.
 Za ostro, panie Karolu. Musz si przecie uj za moim wychowankiem. Ja go znam
od dziecka. Twarda sztuka, nie da si zje w kaszy, dobrodzieju mj kochany. Wola jak stal,
przebiegy, sprytny, ale poczciwy, bo swoj rodzin kocha namitnie.
 Co mu wcale nie przeszkadza drwi z niej.
 To ju natura taka przekorna. Wymiewa si kiedy, jeszcze w dziecistwie z jakiej biednej
chorej kobieciny. Przekropiem go za to cybuchem i chciaem zmusi, aby j przeprosi. Gdzie
tam! Cybuchy przyj, ale z przeproszeniem ani rusz. Pniej si dowiedziaem, e chopak matce
cign kaftan i spdnic i zanis babie. Z wasnej woli zrobi wszystko, przez mus  nic. Kpi on
ze swoich, co juci e nie jest piknie, ale c mu mwi, kiedy wszystkim pomaga. Modszego
brata utrzymuje w gimnazjum, rodzicom pomaga, bdzie jeszcze z niego pociecha.
 Dla kryminau  szepn Karol, ktrego irytoway te pochway ksiowskie.
 No, to ju chodmy na obiad, bo panna Anna musi si niecierpliwi.
 Chodmy. Idcie, jegomocie, ja was dogoni, zajrz tylko do ksidza Liberata.
 Nieoceniony ten wasz ksidz Szymon, nigdym jeszcze podobnego nie spotka. Ale to
uosobienie poczciwoci, dobroci i abnegacji.
 Bo w Kurowie najlepszy interes robi mona na poczciwoci, a szczeglniej jeszcze
wtedy, gdy ta poczciwo obleczona jest w sutann. Sprbuj y tutaj ze szwindlw.
 Mwisz jak Moryc  rzek niechtnie Maks.
 Chopaki, dobrodzieje moi kochani, a zaczekajcie no. A to smyrgacie jak jelonki, goni
i goni, aem si zakasa  woa ksidz, pdzc za nimi z sutann w garci, eby mu nie przeszkadzaa.
Poszli razem, ale milczeli.
Ksidz mia twarz posmutnia, wzdycha chwilami i z melancholi spoglda w przestrze.
Widok ksidza Liberata omroczy mu dusz smutkiem.
W ganku kurowskiego dworu zastali ju Zajczkowskiego, ktry co pilno opowiada panu
Adamowi.
 A, jest ten bisurmanin  szepn ksidz.  Jak si masz, dobrodzieju mj kochany! 
a co to, do kocioa nie chodzisz, o swoim proboszczu ju zapomniae, he?
 Nie zaczynaby ksidz na nowo, bom i tak zy  mrukn szlachcic niechtnie.
 A to ugry psa w ogon. Widzisz go, bdzie mi tu zoci parska jak kot.
 A, Panie Jezu Chryste, jeelim zaczyna, bije mnie  krzykn, rozkadajc rce Zajczkowski.
 No, cicho, cicho. Daj gby, dobrodzieju mj kochany.
 I chodcie, panowie, bo obiad na stole  zapraszaa Anka.
 Nie moge, dobrodzieju, zaczyna od tego, ale z ksidza wieczna przekora.
Ucaowali si i w najwikszej zgodzie siedli przy sobie do obiadu, ktry cign si w milczeniu,
bo Anka posmutniaa i gonia oczami spojrzenia Karola milczcego uparcie, Maks
przyglda si obojgu, pan Adam nawet mwi niewiele, a ksidz z Zajczkowskim zajci byli
jedzeniem.
 Ostatni to raz jemy obiad w Kurowie w takim towarzystwie  zauway stary do
smutno.
 Ale moemy jeszcze jada w odzi w takim samym komplecie. Sdz, e ksidz proboszcz
ani pan Zajczkowski nie zapomn o nas  powiedzia Karol.
 O, nie, nie, przyjedziemy obaj. Powic ci fabryk, dobrodzieju mj kochany, bo kto
z Bogiem, z tym Bg, a potem dam wam lub, a potem przecie nie kto inny bdzie wam
dzieciteczko chrzci, tylko ja. O, Anka ucieka, wstydzi si, a rada by, eby to jak najprdzej.
Anka, Anusiu  woa rozbawiony.
 Nie wstyde mi ksidz dziewczyny.
 Mj dobrodzieju kochany, panny si takich rzeczy tyle wstydz co kozioeczek w kapucie.
Jasiek, a na no fajeczk.
 Panie Karolu, moe pan przyjdzie do ganku, bo tam czeka Socha i koniecznie chce si
z panem widzie.
 Socha? Czy to ten protegowany pani, ktrego umieciem u Bucholca?
 Tak, przyszed z on.
 Anka, czemu to tak wielkie rumiece?  zapyta idc z ni do ganku.
 Niedobry  szepna odwracajc gow, ale j obj ramieniem i zapyta szeptem:
 Bardzo niedobry? no, powiedz, Anka, bardzo niedobry?
 Bardzo niedobry, bardzo niegodziwy i bardzo...
 I co bardzo?  pyta przechylajc jej gow i caujc w przymknite oczy.
 I bardzo kochany  szepna, wysuwajc mu si z obj i wesza na ganek, przed ktrym
stali Sochowie, ale tak zmienieni, e nie pozna ich na razie.
Socha zamiast biaej kapoty mia czarny surdut, pokapany woskiem na poach, czarne za
krtkie spodnie, wycignite na cholewy, czapk z daszkiem, gumowy konierzyk, ktry mu
zjeda na kark i odsania brudn szyj.
Zapuci brod, ktra mu niby ostra szczecinowa szczotka pokrywaa szczki i czya si
przy uszach z krtko obcitymi wosami, wysmarowanymi pomad.
Z tej, pomitej i zmizerowanej twarzy patrzyy dawne niebieskie, poczciwe oczy.
Pochyli si rwnie po dawnemu do kolan Karola.
 Ledwiem was pozna, wygldacie jak fabrykant.
 I... ciaracha si ino czowiek midzy ciarachami, i tyla.
 Robicie wci u Bucholca?
 A robi, wielmony dyrektorze, robi, ino...
 Cicho, kobito, ja rzekn  przerwa jej z powag.  Powiadali w miasteczku odzi kolegi,
co wielmony dziedzic otwiera fabryk, towa z un tak wykalkulowali...
 Coby nas wielmony dyrektor, a nasz dziedzic kochany, wziun do siebie, bo zawdy...
 Cicho, uno, bo zawdy milej robi u swojaka. Jo robot znom i przy parwce, i w falbierni,
i czy w lapryturze, ale jakby dziedzic potrzebowa do kuni, to dopraszabym si aski
paskiej, bo mi do bydlt ckno.
 Z kuniami si zna, co i wielmona paninka zawiadczy moe, bo bez tyle...
 Zawrzej gembe  burkn  bo bez tyle rokw czowiek si wzwyczai do kuniskw, to
mu teraz przez nich nijak.
 I nie szpiluje mu fabrykanckie ycie, bo bez te fetory...
 Bo bez te fetory to mam bolenie w piersiach i cigiem mi odmiata i jak nieraz zamroczy,
to jakby me kto cepem zdzieli w eb. Wielmony dziedzicu nasz kochany  zawoa rozrzewniony
obejmujc go za nogi.
 Sirotymy bidne! Niechta i paninka wstawi si za bidnymi  szeptaa przez zy kobieta
i caowaa ich po rkach i obejmowaa za nogi.
 No, dobrze, przyjdcie na wity Jan, to si rozmwimy. Przyjm was do koni.
Zaczli raz jeszcze dzikowa z uniesieniem.
 Jak oni si zmienili!  szepna Anka, przygldajc si Sochowej, bo kobieta zrzucia
weniak i cay strj wiejski.
Miaa na sobie niebiesk bawenian sukni, czerwony stanik do figury, przez ktry jej
nieforemny korpus zdawa si przelewa, mosina broszka pod szyj, ta chusteczka na
gowie zawizana pod brod, i dua ruda parasolka w rku.
 Trzy czy cztery miesice i d ich przerobia na innych ludzi.
 Nie, panie Karolu. d ich tylko przebraa w inn garderob. Da im dzisiaj z dziesi
morgw gruntu, to za tydzie najdalej ani ladu w nich nie pozostanie dzkiego ycia.
Wrcili do pokoju stoowego akurat na ktni, jaka wybuchna pomidzy ksidzem Szymonem
a panem Adamem, ktry bi nog w stopie fotelu i krzycza:
 Grgy zdrajca! zdrajca od paznokcia do ysiny! ajdak, pieski syn, psubrat.
 A ja ci mwi, dobrodzieju mj kochany, e nie zdrajca, tylko czowiek dalej widzcy
ni rur swojej strzelby. On przecie uratowa Wgry.
 I sprzeda po judaszowsku.
 Te, te, te! u ciebie rozsdni zawsze s zdrajcami i Judaszami. Co mu pozostawao, jak
nie ocali reszt?
 Bi si do ostatniego tchu, do ostatniego onierza.
 Ju was nie byo, bocie przedtem uciekli! Jasiek, a daj no ogieka, smyku, bo mi fajeczka
zgasa.
 Co, co? Mymy uciekali? Na rany Chrystusowe, co ksidz mwisz! Mymy uciekali,
kiedy, my?  krzycza unoszc si w fotelu i twarz mu si rozpalia strasznym oburzeniem,
oczy ciskay pioruny, gos mu chryp, zby szczkay i gdy nieco si uspokoi, tak dra cay,
e nie mg pi kawy, bo mu si rce trzsy i kawa chlapaa na surdut i na gors.
Karol wyszed z Maksem pakowa si do wyjazdu, a oni kcili si dalej z ca pasj zawzitoci.
Zajczkowski pomaga panu Adamowi i od czasu, do czasu uderza pici w st, zrywa
si z krzesa, szuka czapki, biega po pokoju i siada znowu, ale ksidz si nie da, mwi
coraz ciszej i coraz czciej woa na Jaka o ogie, i coraz czciej uderza cybuchem w pod-og, by to znak, e si zapala.
Przerwa im rozprawy Karczmarek, ktry szurga nogami w ganku i gono nos wyciera,
a wszedszy do pokoju, bat postawi w kcie, zatar rce i wita si powanie ze wszystkimi.
 Spni si pan na obiad, to chocia kawy pan si napije z nami.
 Dzikuj dziedzicowi. Jado si ju obiad, ale co kawy, to si napi nie zawadzi.
Usiad obok pana Adama, spocon twarz wytar po surduta, a potem dopiero j si chodzi
fularow chustk.
 Gorc jest rzetelny, ale burza bdzie, bo si bydo gzi na pastwiskach. Dzikuj pani,
a gorca?
 O, bardzo, prawie wrztek  odpowiedziaa Anka podsuwajc mu kaw i cukierniczk.
 Bo kawa zimna warta grosz albo patyk zamany.
 Widz, e pan si zna na kawie.
 I... przecie si cigiem chlapie to paskudztwo! Do interesu, do pogadania, to nie ma jak
czarna kawa, a jeszcze do tego kieliszek koniaku, to ju cae wesele.
Anka przyniosa koniak.
Karczmarek nala p filianki kawy, a reszt dopeni koniakiem, zmiesza, pogryza cukrem
i popija wolno, rozgldajc si rwnoczenie po obecnych.
 Dzie dobry, nie mylaem, e pana spotkam u nas  zawoa Karol wchodzc do pokoju.
 Znasz pana Karczmarka?  zapyta pan Adam.
 Przecie pan Karczmarski dostawia nam ceg do budowy fabryki. Mwi mi ojciec
o paskich zamiarach na nasz Kurw, ale e wymieni inne nazwisko, nie domylaem si, e
to pan.
 Bo to jest tak, e na d to ja mam insze nazwisko, a na wie te insze  tumaczy
umiechajc si chytrze.  Ludzie s gupie, bo najpierwej patrz na obleczenie drugiego czowieka
i na przezwisko. Powiadaj, e jak si zwa, tak si zwa, aby si dobrze mia, ale to
nieprawda. Jak si w odzi nazywaem po staremu, to byle parch albo Szwab, albo inny ciarach
powiedzia: Karczmarek! chopie, chod no tutaj!  a jak si przezwaem po szlachecku,
to mi mwi: Panie Karczmarski, moe pan bdzie askaw! Po co maj mn pomiata
te parobki niemieckie, kiedy ja sroce spod ogona nie uciekem i jestem gospodarski syn
z dziada pradziada i kiedy moi ju gospodarzyli, to te rne Niemcy jeszcze po lasach na
czworakach chodziy i surowe kartofle jak winiaki jaday.
 Brawo, doskonale, panie Karczmarek  woa Karol miejc si.
 Prawd mwi, bo przecie te dzkie Mllery, Szulce to taka sielna szlachta, e jakby
przyszo co do czego, to mgby im by krlem Karczmarek i jeszcze by dla nich by honor.
Dola sobie kawy i koniaku i chcia dalej mwi, ale pan Adam dojrza cie niezadowolenia
na twarzy Maksa i rozmow skrci na tor inny, zapytujc:
 Cega idzie w tym roku dobrze?
 Nietgo. Ale mi si widzi, e niedugo to zrobi si taki rwetes w odzi z budowaniem,
jakiego nigdy jeszcze nie byo.
 Dlaczego? Wszystko pi, tyle bankructw jak nigdy, wiele fabryk stoi, a reszta robi po-ow ludzi. Jeszcze jeden sezon, a p odzi klapnie.
 A te ydki, co z Cesarstwa przyjechay, to ony nie potrzebuj robi geszeftu, co? Ja ju
widziaem, e ony si co krc po miecie, ogldaj place i szukaj cegielni. Zobaczy pan,
e zrobi si ruch. Dziesi lat temu byo tak samo. A c, e bez jedn zim w odzi cicho,
to i w jak si napracuje, to ley potem i odpoczywa, i ino rusza gemb, a rusza. Mwiby
kto, e zdycha, a juci, niech no odpocznie, to potem tak cignie, jae si zatyka.
 Dawno pan prowadzi cegielni?  zagadn Karol.
 Sze lat bez maa.
 A przedtem?  zapytaa z umiechem Anka, bo Karczmarek czstowa cygarami.
 Palcie, panowie, niezgorsze. Mam juch ydka, co mi przynosi szwarcowane.
Obci ostrymi zbami koniec cygara, zapali uwanie i dopiero odpowiedzia:
 Przedtem, panienko, to ja byem gupim chopem na pwczku. Miaem p piasku
i p giny szczerej. W suchy rok to mi z piasku wywiao, a na glinie spalio; a w mokry na
glinie zgnio, a na piasku ty nic nie byo. Tak gospodark prowadziem, e bydltka jady
poszycie z obory, a czek mar z godu. Gupi wtedy byem, przyznaj si, bo dlaczego mia-em by mdry? Abo mnie to uczyli, abo mi mia kto poradzi. Mj dziedzic taki by tusty
w rozum, jae go Niemcy zjady, to i chopu go nie uyczy. Wic biedowaem jak ojce
i dziadowie, jak Pan Bg chopskiemu narodowi przykaza. W odzi stawiali fabryki, niektre
komorniki i mniejsi gospodarze chodzili na robot, furmanili  ja si nie ruszaem.
d bya jeszcze daleko ode wsi. Ae tu jednego dnia sprzed chaupy zobaczyem komin
jeden, bez rok wida ich byo pi. d sza do wsi. Jak pamitam, to z pocztku d
bya o cztery wiorsty, potem zrobio si ino trzy, a teraz nie ma i wiorsty. d sza do wsi,
ale i bida miaa dusze nogi i chwycia mnie tak, e ju mylaem: sprzedam i wynios si
dalej. Baem si ino troch i jeszcze czekaem. Razu jednego spotykam kuma z Chojnw,
wiz fureczk piasku.
 A gdzie to wieziecie?
 A do miasta.
 A po co?
 Sprzeda.
 A co to warto?
 Rubla, jak trafi na pastwo, to wicej, a jak na ydw  mniej.
Poszedem z nim. Wzi ptora rubla. Jak to zobaczyem, to mi si tak rozwidnio, jakby
mi kto w eb uczon ksik wpakowa.
Miaem grk za chaup, niczego bya, miaa cztery morgi, ziemia galanta, bo j skowronki
nawoziy od wiekw i psy si na niej schodziy po ssiedzku kadej wiosny. Przylecia-em do domu, narychtowaem wz i na greczk szuka piasku. By jucha kiej zoto
i paradniej mu na paskich schodach ni pod zboem.
Pojechaem z pierwsz fur; ydy me zbiy na Starym Miecie, piaskarze nasze ty, policjant
i owszem na ulicy, alem sprzeda. Potem tom ino zrzyna t grk i fort wywoziem do
odzi bez cae dwa lata, dzie w dzie, a w trzecim jedzi i mj chopak, jedzi i parobek,
com go przynaj; wozilimy piasek, a przywozilimy co inszego... Z pocztku to ona chcia-a me spra, e ja to gront zapaskudzam i ze powietrze robi. Juci, e to nie perfumy. A e
to d fort126 caa ku naszej wsi, to coraz przyjdzie jaki pluderek, obejrzy moj gospodark
i powiada: Sprzedaj! Przychodziy te ydy i mwi: Sprzedaj, Karczmarek! Nie sprzedaem, cho w kocu daway po piset rubli za morg. Zaczem kalkulowa, e w tym co
jest, kiedy one tak drogo chc paci. Poszedem si poradzi do adwokata, co nam dziay
prowadzi. Rzetelny bardzo czowiek, bo mi wprost powiedzia:
 Gupi, Karczmarek, e tego nie wiesz, oni chc twoj glin kupi. Postaw cegielni,
a jak nie masz pienidzy, to do spki ze mn.
Postawiem sam, najem strycharza127, sam pomagaem i ona, i dzieci, robilimy jak woy
i grosz szed. Przyjecha raz adwokat, obejrza i powiada:
 Gupi, Karczmarek, zamczysz siebie i dzieci i na tym co najwyej zarobisz tysic rubli
na rok. Co trzeba robi? Postawi parow cegielni.
 Mylaem bez ca zim, potem zrobilimy spk i jako tam idzie.
 A c si stao z greczk?  zapytaa Anka ciekawie.
 Zgolona do czysta, ju j tam ludzie na podeszwach roznieli po wiecie.
 I mieszka pan jeszcze na wsi?
 Troch przy cegielni, a troch w miecie; bom sobie tam postawi chaupk, eby ona
miaa gdzie mieszka z dziemi, ktre chodz do szkoy.
 adna chaupka! trzy pitra frontu i cztery oficyny  zauway Karol.
 I... postawi sobie jeszcze jedn, bo mam plac i mieszkania bdzie mi potrza dla zicia.
 A co panu po Kurowie?
 Syna najstarszego eni, a e chopak we szkoach nie by, do handlu te si nie zda ani
na fabrykanta, to bym mu chcia kupi co niewielkiego i niedaleko, aby go mie pod bokiem.
 Ja musz zaraz jecha, ale niech si pan z ojcem umwi o wszystko, zgdcie si na cen
i przyjedzie pan do odzi, to zrobimy akt. No, Maks, czas nam w drog.
 Odprowadzimy was kawaek przez pole do szosy.
Poegnanie nie zabrao wiele czasu, wszyscy prcz Karczmarka poszli przez ogrd i szli
wsk poln drog, na ktrej spod trawy gdzieniegdzie zna byo wyobion kolej wozw.
Przodem sza Anka, Karol i Maks; za nim Zajczkowski z ksidzem, a w samym kocu
jecha pan Adam, zostawa w tyle, bo wzek si opiera na wybojach i kretowiskach, a Walu
kl co chwila.
 Aeby ci wciornocie! a to utyka kiej winia.
Przedwieczr ju by nad ziemi, rosa obfita okici pokrywaa zboa i trawy i wielka cicho
pyna nad polami, szemrzcymi dziwnie przenikajcym szelestem ytnich kici, graniem
wierszczykw i sodkim, szklanym brzczeniem komarw, co ca chmar kbiy si
nad gowami idcych, a czasem przepirki z gbi zielonych puszcz ytnich woay: Pjdcie
! Pjdcie ! Albo jaskka ze wiergotem przeleciaa w zygzakach, albo z owsw
czarniawych, nakropionych tymi ognichami, wyrwa si skowronek, bi prosto ku niebu,
trzepa skrzydekami i dzwoni pieni lub pszczoy z brzkiem wracay do roboty.
 Dobrodzieju mj kochany, ale ten Karczmarek to dziwny czowiek.
 Jest takich w odzi wicej. Wie ksidz, e on si nauczy czyta i pisa dopiero par lat
temu.
 Ale po co chamowi majtek, we bie mu si przewrci i bdzie myla, e wszystkim
jest rwny.
 Albo nie jest rwny? Mj Zajczkowski, mj dobrodzieju kochany, a czyme to lepsi
jestemy od niego?
 Ksidz niedugo kaesz nam chamw caowa po rkach.
 Jak tego bd warci, pierwszy to zrobi, dobrodzieju mj kochany. Jasiek, ognia.
Ale e Jaka nie byo, zapali mu fajk Maks, ktry do nich si przyczy i sucha nie
syszc, bo patrzy na Ank idc przodem z Karolem i owi chciwie ich rozmow, prowadzon pgosem.
 Nie zapomni pan o Wysockiej?  prosia cicho.
 Jutro pjd do niej. Czy ona naprawd jest nasz kuzynk?
 Jest moj, ale myl, e wkrtce bdzie nasz.
Szli czas jaki w milczeniu.
Ksidz sprzecza si z Zajczkowskim, a pan Adam piewa, a si rozlegao po polach:
Hej z gry, z gry, jad Mazury,
Puk, puk w okieneczko,
Otwrz, otwrz, panieneczko,
Koniom wody daj.
 Prdko pan przyjedzie?
 Nie wiem. Mam tyle roboty z fabryk, e nie wiem, co pierwej robi.
 Mao ma pan dla mnie czasu teraz, bardzo mao...  dodaa ciszej i smutniej, cignc doni po modych rdzawych kosach, co rozkoysane kaniay si jej do ng i obrzucay ros.
 Prosz si spyta Maksa, czy ja dla siebie mam choby godzin czasu dziennie. Od pitej rano na nogach do pnej nocy. Jaki z ciebie dzieciak, Anko! no, spojrzyj na mnie.
Spojrzaa, ale w oczach miaa smutek i usta dray jej nerwowo.
 Przyjad za dwa tygodnie, dobrze?  powiedzia spiesznie, aby j pocieszy.
 Dobrze, dzikuj, ale jeli ma na tym cierpie fabryka, to prosz nie przyjeda, potrafi
znie i tsknot, przecie to nie po raz pierwszy.
 Ale ostatni, Anka. Ten miesic zleci prdko, a potem...
 A potem?
 Potem bdziemy ju razem; boi si tego moje zote dziecko, co?  szepn czule.
 Nie, nie! bo przecie to z tob, z panem  poprawia si, rumienic i umiechaa si tak
sodko, e mia j ochot pocaowa.
Zamilka i rozmarzonymi, zapatrzonymi w siebie oczami bdzia po zielonej pachcie
zb, co niby wielki rozlew wody, koysany wiatrem, marszczyo si w powe koliska, w czarniawe
gurby, kado si nad ziemi, powstawao, leciao w ty do ugorw, odbijao si o nie
i znowu z chrzstem uderzao w drk, jakby chcc si przela przez t tam i rozla po dugimanie pszenicy niskiej jeszcze i tak trzepicej pirkami byszczcymi, e cay an by podobny
do wielkiego stawu, migoccego miliardami zotych uszczek.
 Walu, ruszaj si, bestio!  zakrzykn pan Adam, bo dochodzili ju do szosy.
 Ady si rucham, jae mi mokro.
 To ju?  szepna Anka spostrzegszy konie czekajce na szosie.
 Szkoda, e to ju jest tak prdko  powiedzia Maks.
 Prawda, jak tu piknie? patrz no, dobrodzieju mj kochany, jak to Pan Bg umalowa
wszystko liczniutko, o!  woa ksidz wskazujc na pola lece ku zachodowi.
Soce czerwone, ogromne zsuwao si nad lasy po perowych przestrzeniach i rozsiewao
po zboach czerwonaw mg o fioletowych obrzeach.
Wody staww lecych niej w kach paliy si jak tarcze miedziane mocno wypolerowane,
a zygzakowata linia rzeczki, cigncej si przez ki ku wschodowi, odcinaa si od traw
jak sina jedwabna wstga, poplamiona gdzieniegdzie czerwonawym zotem.
 Bardzo piknie i auj, e nie mamy czasu przyglda si duej.
 Prawda. No, jedcie z Bogiem! A dajcie no gby, chopaki. Panie Maks, panie Baum,
a tomy ci, dobrodzieju mj kochany, polubili wszyscy jak swojego.
 Bardzo mnie to cieszy, bo przyznam si szczerze, e milszego towarzystwa nie spotka-em jeszcze w yciu i serdecznie dzikuj za gocinno, i prosz, nie zapominajcie o mnie,
Maks Baum!...
 Bardzo solidna firma, daje towar z szeciomiesicznym kredytem  zawoa Karol ze
miechem, egnajc si ze wszystkimi.
Maks zamilk, by taki zy, e Ank pocaowa w obie rce z dziesi razy, pana Adama
w oba policzki, a ksidza w rk, co tego ostatniego tak rozczulio, e obj go za szyj, pocaowa w gow i przeegna go na drog.
Ruszyli z miejsca kusem.
Anka stana na kopcu i powiewaa za nimi chustk.
Pan Adam piewa marsza.
Maks dugo przypatrywa si jasnym konturom Anki i gdy znikny mu w oddaleniu, usiad
i gniewnie powiedzia:
 Ty zawsze musisz mnie omieszy.
 Aby ci otrzewi. Nie lubi, jak si upijaj moim winem, i do tego w moim wasnym
domu.
Zamilkli obaj.
XVIII
 Blumenfeld, gralicie w niedziel u Malinowskiego?
 Gralimy, zaraz powiem  szepn, wstajc do okienka zaatwi interesanta.
Stach Wilczek przecign si ociale i poszed wyjrze na ulic.
Piotrkowska huczaa zwykym codziennym ruchem, olbrzymie platformy towarowe tak
biy koami w bruk, e w kantorze szczkay ustawicznie szklane cianki przepierzenia, osonite
mosin siatk i poprzecinane okienkami, do ktrych cisnli si interesanci.
Przyglda si bezmylnie, olbrzymim rusztowaniom budujcego si domu naprzeciwko,
to gstej masie ludzi zataczajcej trotuary i powrci do swojego stolika, lizgajc si oczami
po kilkunastu gowach wcinitych pomidzy cian a szklane przepierzenie i porozgradzanych
jeszcze pomidzy sob niskimi przegrodami.
 Cocie grali?  zapyta znowu Blumenfelda, ktry przegarnia chud, nerwow rk jasnozociste wosy, a niebieskimi oczami ledzi ydka, ktry na rodku kantoru obraca si
na wszystkie strony.
 Na prawo kasa!  zawoa wychylajc si przez okienko.
 Gralimy kawaek sonaty cis-moll Beethovena. Szo nam tak dobrze jak nigdy. Malinowski
by...
 Blumenfeld, konto Eicher et Peretz?  zawoano z drugiego koca kantoru.
 Cztery, siedemnacie, pi. Zajte do szeciu tysicy  odpowiedzia szybko, przerzucajc skorowidz.
 Potem robilimy prb z tego, com skoczy niedawno.
 Co to jest? Polka, walczyk?
 Daje spokj z walczykami i polkami. Nie tworz repertuaru dla katarynek i tanckrenchenw128!
 zawoa z pewnym oburzeniem.
 Wic c? oper?  pyta si ironicznie Stach.
 Nie, nie. Co, co ma pewne formalne podobiestwo do sonaty, ale nie jest sonat. Pierwsza
cz  to wraenie miasta, ktre milknie i z wolna usypia. Rozumiesz, wielka cisza przesyconaagodnymi szmerami, ktre robi skrzypce, a na tym tle flet zaczyna przejmujc
pie, jakby jk drzew marzncych, ludzi bezdomnych, maszyn spracowanych, zwierzt, ktre
jutro bd zabite.
Zacz nuci bardzo cicho.
 Blumenfeld, do telefonu woaj.
Przerwa i pobieg natychmiast, a gdy powrci, nie mg dokoczy, bo musia zaatwi
dwch interesantw, czekajcych przed okienkiem.
Potem zapisywa w wielkiej ksidze, ale bezwiednie przebiera palcami, wystukujc melodie.
 Dugo pisa?
 Blisko rok. Przyjd w niedziel, to usyszysz wszystkie trzy czci. Dabym dwa lata
ycia, ebym mg usysze to wasne dzieo wykonane przez dobr orkiestr, dabym p
ycia  doda po chwili, opar si o st i zasuchany w siebie wid martwym, cofnitym w ty
wzrokiem po gowach kolegw, czerniejcych si w otworach okienek.
Wilczek zacz pisa, a w kantorze zaszemray rozmowy, leciay dowcipy z okienka do
okienka, czasem wybuch miechu, ktry milkn, ilekro trzasny drzwi frontowe, zadzwoni telefon albo brzczay szklanki, bo pito herbat, gotujc si w rogu kantoru nad gazem.
 Sztil129, panowie, stary przyjecha!  rozleg si ostrzegajcy gos.
Umilkli natychmiast wszyscy, spogldajc na Grosglika, ktry wysiad z powozu i sta
przed kantorem rozmawiajc z jakim ydkiem.
 Kugelman, pro dzisiaj o urlop, stary w dobrym humorze, mieje si  szepn Stach do
ssiedniego przedziau.
 Mwiem wczoraj, powiedzia, e po bilansie.
 Panie Szteiman, niech pan przypomni dzisiaj o gratyfikacji.
 eby on zdechn jak ten czarny psa!  zakl kto za krat.
Zaczli si mia dyskretnie z tego czarny psa, ale umilkli natychmiast, bo Grosglik
wszed.
Ze wszystkich okienek wychyliy si kaniajce z pokor gowy i wielka cisza, przerywana
tylko syczeniem wody na gazie, zapanowaa w kantorze.
Wony odebra kapelusz i z namaszczeniem cign palto z bankiera, ktry zatar rce
i gadzc palcem kruczoczarne bokobrody odezwa si:
 Wiecie, panowie, straszny wypadek si zrobi.
 Bro Boe, nie panu prezesowi?  ozwa si jaki gos lkliwy.
 Co si stao?!  zawoali wszyscy udajc zaniepokojenie.
 Co si stao? Stao si wielkie nieszczcie, bardzo wielkie nieszczcie  powtrzy
paczliwym gosem.
 Stracilimy co na giedzie?  zapyta ciszej prokurent firmy wychodzc zza przepierzenia.
 Spali si kto niezaasekurowany?
 Umar kto panu prezesowi?
 Ukradli moe te liczne rysaki amerykaskie?
 Nie mw pan gupich rzeczy, panie Palman  rzek z powag.
 Ale co si stao, panie prezesie? bo mnie si ju sabo robi  baga Szteiman.
 No, zlecia!...
 Kto zlecia? Skd? Gdzie? Kiedy?  leciay strwoone zapytania.
 No, zlecia z pierwszego pitra klucz i wybi sobie zbw... Ha, ha, ha!  mia si serdecznie.
 Co za witz, jaki witz!  woali, zanoszc si od miechu, chocia syszeli ten gupi dowcip
po dziesi razy na sezon.
 Bazen!  mrukn Stach Wilczek.
 Moe sobie pozwoli, sta go i na to!  odpowiedzia szeptem Blumenfeld.
Grosglik poszed do swojego gabinetu, pooonego za kantorem od podwrza.
Pokj umeblowany by z wielkim przepychem.
Czerwone obicie cian ze zotymi lamperiami harmonizowao z mahoniowymi meblami
suto ozdobionymi brzami.
Wielkie weneckie okno, przysonite cikimi draperiami, wychodzio na dugie podwrze,
otoczone olbrzymimi oficynami i zamknite czteropitrowym gmachem fabrycznym.
Grosglik patrzy chwil na transmisje przerzucone z jednej strony podwrza na drug i biegnce nieustannie i na dug lini kobiet i mczyzn toczcych si do jednych z drzwi z wielkimi
toboami wenianych chustek na plecach. Byli to tkacze, ktrzy brali przdz z fabryki
i tkali chustki u siebie, na rcznych warsztatach.
Potem otworzy wielk kas wmurowan w cian, przejrza jej zawarto, wydoby pliki
papierw na biurko pod okno, ktre przysoni tawym ekranem, usiad i zadzwoni.
Natychmiast zjawi si prokurent firmy z tek pen papierw.
 C sycha, panie Szteiman?
 Prawie nic. Pali si w nocy A. Weber.
 Znane. C wicej?  zapytywa przegldajc kolejno i bardzo uwanie papiery.
 Przepraszam pana prezesa, ale ju nie wiem nic wicej  tumaczy si pokornie.
 Mao pan wiesz  mrukn bankier odsuwajc papiery i naciskajc guzik elektryczny dwa
razy.
Zjawi si drugi urzdnik, gwny inkasent.
 C nowego, panie Szulc?
 Zabili dwch robotnikw na Bautach, jeden mia przecity cay brzuch.
 Co mi to szkodzi, tego towaru nigdy nie braknie. Co wicej?
 Mwili rano, e Pinkus Meyersohn chwia si zaczyna.
 Jemu si chce pooy na dwadziecia pi procent. Przynie pan jego conto.
Szulc spiesznie przynis.
Bankier przejrza uwanie i szepn ze miechem:
 Niech si kadzie zdrw, nam to nie zaszkodzi. Ja od p roku czuem, e on si mczy,
e on ma ochot usi.
 Prawda, sam syszaem, jak pan prezes mwi do Szteimana.
 Ja mam nos, ja zawsze mwi, e lepiej si raz dobrze wyczesa ni dwadziecia razy
podrapa. Ha, ha, ha!  rozemia si wesoo, tak mu si podoba wasny koncept.
 C wicej?
 Nic, mnie si tylko zdaje, e pan prezes troch le wyglda dzisiaj.
 Pan jeste taki gupi, e ja panu musz zmniejszy pensj!  zawoa zirytowany i zaraz
po wyjciu Szulca oglda twarz bardzo szczegowo w lustrze, obszczypywa delikatnie
pulchne policzki i dugo przyglda si jzykowi.
 Niewyrany, musz si poradzi doktora  myla dzwonic trzy razy.
Wszed Blumenfeld z paczk korespondencji i rachunkw.
 Co sycha w szerokim wiecie, panie Blumenfeld?
 Wiktor Hugo umar wczoraj  rzek niemiao muzyk i zacz odczytywa gono jakie
sprawozdanie.
 Duo zostawi?  zapyta bankier w przerwie, ogldajc sobie paznokcie.
 Sze milionw frankw.
 adny grosz. W czym?
 W trzyprocentowej rencie francuskiej i w Suezach.
 Doskonay papier. W czym robi?
 W literaturze, bo...
 Co? W literaturze?...  zapyta zdziwiony, podnoszc oczy na niego i gadzc faworyty.
 Tak, bo to by wielki pta, wielki pisarz.
 Niemiec?
 Francuz.
 Prawda, ja zapomniaem, przecie to jego ta powie Ogniem i mieczem. Mnie Mery adne
kawaki z niej czytaa.
Blumenfeld nie przeczy, przeczyta listy, wynotowa odpowiedzi, pozbiera papiery
i chcia odchodzi, ale bankier zatrzyma go skinieniem.
 Pan podobno gra na fortepianie, panie Blumenfeld?
 Skoczyem konserwatorium w Lipsku i klas fortepianow u Leszetyckiego w Wiedniu.
 Bardzo mi przyjemnie. Ja bardzo lubi muzyk, a szczeglniej te liczne kawaki, jakie
piewaa Patti w Paryu. Dobrze pamitam, o...  i zacz nuci dyskretnie jak uliczn arietk
operetkow.  Ja mam dobre ucho, nieprawda?
 Istotnie zadziwiajce  odpowiedzia Blumenfeld, przypatrujc si olbrzymim, sinawym
uszom bankiera.
 Mnie przysza myl, eby pan dawa lekcje mojej Mery. Ona dobrze gra i to nie bd
lekcje, bo pan usidzie sobie przy niej i bdzie tylko patrze, eby si nie omylia. Co pan
bierzesz za godzin?
 Daj teraz lekcje u Mllerw, paci mi trzy ruble.
 Trzy ruble! Ale pan chodzisz na koniec miasta, siedzisz pan w chaupie, no, i rozmawiasz
pan z Mllerem, a to cham; co to za przyjemno mie do czynienia z takimi ludmi.
A u mnie pan bdziesz siedzia w paacu.
 I tam w paacu take  szepn od niechcenia Blumenfeld.
 Mniejsza z tym, zgodzimy si, bo jak Bg Kubie, tak Kuba Bg  zakoczy.
 Kiedy mam przyj?
 Przyjd pan dzisiaj po poudniu.
 Dobrze, panie prezesie.
 Popro pan do mnie Szteimana.
 Dobrze, panie prezesie.
Szteiman przyszed zaraz i z niepokojem czeka rozkazw.
Grosglik wsadzi rce w kieszenie, spacerowa po pokoju, gadzi dugo bokobrody i dopiero
w kocu rzek uroczycie:
 Ja chciaem panu powiedzie, e mnie denerwuje ten cigy brzk szklanek w kantorze
i to cige syczenie gazu.
 Panie prezesie, przychodzimy tak wczenie, e wszyscy niadania jadaj w kantorze.
 Na gazie gotuj herbat. Kto gaz paci? Ja pac. Ja pac gaz na to, ebycie, panowie,
mogli cay dzie pi herbat! Gdzie tu jest sens! Od dzisiaj bdziecie, panowie, pacili.
 I pan prezes pija przecie...
 Pijam, nawet zaraz si napij. Antoni, daj mi herbaty  zawoa gono do przedpokoju,
z ktrego byo wyjcie do bramy.  Mam myl. Pijecie herbat, pijcie i pacie za gaz, na tyle
ludzi to niedrogo wyjdzie, a mnie dawajcie herbat w procencie, bo przecie urzdzenia gazowe
s moje, w moim kantorze i pijacie w godzinach zajcia.
 Dobrze, powiem kolegom.
 Ja to robi dla panw dobra, no bo teraz to oni si wstydz pi herbat, ich gryzie sumienie,
e to na moim gazie, a jak kady zapaci gaz, to on bdzie miay, on bdzie mi mg
patrze prosto w oczy. To jest bardzo moralne, panie Szteiman, bardzo.
 Miaem jeszcze prob do pana prezesa w imieniu kolegw.
 Mw pan, ale prdko, mam mao czasu.
 Pan prezes obieca da gratyfikacj przy zamkniciu procza.
 A bilans jak stoi?
 Robi go w godzinach pozabiurowych, bdzie na czas z pewnoci.
 Panie Szteiman  rzek poufale bankier, wstajc.  Usid pan troch, pan jeste zmczony.
 Dzikuj panu prezesowi, musz zaraz i, bo mam duo roboty.
 Robota nie g, ona si nie wytopi. Sid pan, ja panu co powiem. Czy oni bardzo czekaj na gratyfikacj?
 Zasuyli na ni uczciwie.
 To ja wiem, pan mi tego nie potrzebujesz powiada.
 Przepraszam pana prezesa, bardzo przepraszam  szepta uniajc si w pokorze i oniemieleniu.
 Pogadamy po przyjacielsku. Co ja mgbym im da?
 To ju pan prezes sam zadecyduje.
 Wic przypumy, e dabym im tysic rubli, wicej nie mgbym, rok zamkniemy
z grub strat, ja to czuj.
 Mamy dotychczas zdwojony obrt w porwnaniu do roku zeszego.
 Cicho pan bd, ja mwi, e ze strat, to inaczej by nie moe. Wic wemy t okrg
cyfr tysic rubli. Ile mamy ludzi w kantorze?
 Pitnastu jest nas razem.
 Ile w filii?
 Piciu.
 To razem dwadziecia osb. Co kady moe dosta z tych pienidzy? Jakie trzydzieci
do pidziesiciu rubli, bo trzeba odtrci procent na kary. Teraz ja si pana zapytam, co moe
komu przyj z takiej marnej sumy? Co ona moe komu pomc?
 Przy takich maych pacach jak u nas to i te kilkadziesit rubli bd bardzo wielk pomoc.
 Gupi pan jeste i le pan liczysz!  zawoa z gniewem i zacz prdko chodzi po pokoju.
 My pienidze rzucimy w boto, panie Szteiman, jak my je rozdamy. Ja panu zaraz powiem,
co si z nich zrobi. Pan swoje ulokuje w loterii, bo pan grasz, ja wiem o tym. Perlman
kupi sobie nowy garnitur, eby si spodoba weberkom. Blumenfeld kupi sobie rne gupie
kawaki muzyczne. Kugelman sprawi onie wiosenny kapelusz. Szulc pjdzie do szansonistek.
Wilczek, o, ten jeden nie zmarnuje, on komu poyczy na dobry procent. A reszta! Wszyscy
strac co do jednego grosza. I ja mam dawa swoje pienidze na zmarnowanie, ja tego
zrobi nie mog jako dobry obiwatel!  zawoa, uderzajc si w piersi.
Szteiman umiechn si ironicznie.
Bankier spostrzeg to, usiad przy biurku i zawoa:
 No, zreszt, co to dugo gada, nie chc da i nie dam, a za te pienidze kupi sobieadny garnitur do stoowego pokoju. Panowie bdziecie mieli t przyjemno mwi na miecie:
Pan Grosglik, nasz szef, ma stoowy garnitur za tysic rubli  to dobrze robi!  zawo-a, wybuchajc drwicym miechem.
Szteiman utkwi w nim blade, jakby wygryzione atramentem oczy o czerwonych obwdkach
i dugo patrzy, a si bankier poruszy niespokojnie, przeszed par razy gabinet i powiedzia:
 No, dam gratyfikacj, dam, niech wiedz, e ja umi oceni prac.
Zacz prdko przerzuca w kasie stosy papierw i wycign w kocu paczk pokych
weksli i bacznie je przeglda.
 Tu jest weksli na tysic piset rubli, prosz pana.
 Firmy Wasserman i Spka, to ony akurat warte s cay grosz  mwi Szteiman ogldajc weksle.
 Nic nie wiadomo. Pan wiesz, e firma jest w likwidacji, e oni mog jeszcze si podnie
i zapac sto za sto.
 eby oni chcieli zapaci pi za sto, ale nie zapac ani grosza.
 Masz pan weksle, ja panu ycz, eby pan wycisn z nich sto pidziesit za sto, sceduj
je zaraz na pana.
 Dzikuj panu prezesowi  szepn smutnie i cofn si do wyjcia.
 Zabierze pan swoje weksle.
 Papieru nie brakuje w kantorze.
Zabra jednak weksle i wyszed.
Bankier wzi si do roboty i przede wszystkim w ksice trzymanej w kasie przekreli
tytu gratyfikacja i wpisa u dou cyfr 1500 rs. jako wypacon.
Umiecha si po tej operacji dugo i z luboci gadzi faworyty.
Wsun si wkrtce do gabinetu bardzo elegancki ydek, wysoki, szczupy, w zotych binoklach
na garbatym nosie, z brdk rudaw w ostry klin przycit, z wosami krccymi si
jak wena i przedzielonymi przez ca gow; z niespokojnymi, biegajcymi ustawicznie
z przedmiotu na przedmiot oczami oliwkowymi; wywinite mocno wargi popkane i sinawe
obciera ustawicznie jzykiem i wykrzywia lekcewaco.
By to Klein, kuzyn bliski bankiera i powiernik zaufany.
Wszed tak cicho, e bankier nie usysza, obieg pokj oczami, rkawiczki rzuci na fotel,
kapelusz na krzeso, a sam usiad niedbale na otomanie.
 Jak si masz, stary?  mrukn zapalajc papierosa.
 Ja si mam dobrze, ale ty mnie, Bronek, przestraszye, kto tak wchodzi po cichu!
 Nic nie zaszkodzi!
 Co sycha?
 Duo sycha, bardzo wiele sycha. Fiszbin ju dzisiaj skoczy.
 Niech mu bdzie na zdrowie! Co to by Fiszbin! To by muzykant, co gra na dziesiciu
instrumentach  gow, okciami, kolanami, rkami i nogami! Co to za interes? jeden da
dziesitk i zarobi, a drugi wyrzuci go za drzwi!
 Mwi, e w tym tygodniu potrzebuje si spali Goldberg  szepn cicho.
 Takie nieszczcie nie zaszkodzi i najbogatszemu.
 C sycha z Motlem?
 Ty o nim nie wspominaj, to ajdak, to zodziej, plajciarz, chce paci trzydzieci procent!
 I on potrzebuje y!
 Ty gupi jeste, Bronek, ty si nie miej, kiedy ja trac ze trzy tysice rubli.
 Akurat mu tyle potrzeba, eby si oeni, ha, ha, ha!
Zacz si mia i spacerujc po gabinecie, rzuca ciekawe spojrzenia do wntrza otwartej
kasy.
Grosglik podchwyci te spojrzenia, kas zamkn i zawoa ironicznie:
 Bronek, ty si patrzysz na kas, jakby ona bya twoja narzeczona! Ja ci daj sowo, e ty
si z ni nie oenisz, ty j nawet nie pocaujesz, ha, ha, ha!
Rozemia si serdecznie z miny Kleina, ktry usiad obok niego i zacz mu po cichu co
opowiada.
Grosglik dugo sucha i w kocu rzek:
 Wiedziaem ju o tym. Musz si z Weltem rozmwi. Panie Blumenfeld, prosz zatelefonowa
do pana Moryca Welt, e ja go prosz do siebie, e jest bardzo wany interes! 
zawoa przez drzwi do kantoru.
 Bronek, o tym sza! My zjemy Borowieckiego, nim si ugotuje!
 Ja ci mwi, e wy go nie zjecie, on ma za sob...
Nie dokoczy, bo wszed do gabinetu jeden z urzdnikw. By tak pomieszany i zestraszony,
e bankier zerwa si z krzesa.
 Panie prezesie, panie prezesie, ten ajdak, co on zrobi, ten gagan Tuszyski, ten!
 Co zrobi? Mw pan ciszej, tutaj nie bnica!
 On wczoraj zainkasowa czterysta rubli i uciek. Byem w jego mieszkaniu, nie ma nic,
zabra rzeczy i w nocy pojecha! Pojecha do Ameryki.
 Aresztowa go, oku w kajdany, wsadzi do kryminau, wysa na Sybir!  krzycza bankier
groc piciami.
 Ja to chciaem zrobi, chciaem ju depeszowa, chciaem da zna policji, ale e to
wszystko bdzie kosztowa, to potrzebowaem upowanienia od pana prezesa.
 Niech kosztuje, niech ja strac cay majtek, a tego zodzieja zapa, niech on zgnije
w kryminale za moje czterysta rubli!
 To moe zaraz pan prezes kae otworzy conto na t spraw.
 Co to bdzie kosztowa?  zapyta ju spokojnie.
 Ja nie wiem, ale zawsze kilkadziesit rubli kosztowa musi!
 Co, co? Ja mam jeszcze dokada do tego zodzieja. A niech on zdechnie! Kto go wysa
za inkasem?  zapyta po chwili.
 Ja, ale pan prezes upowani mnie do tego  tumaczy si niemiao.
 Pan go wysae  to pan odpowiadasz. Ja nic sucha nie chc. Moje czterysta rubli nie
mog przepa, pan odpowiadasz.
 Panie prezesie, ja jestem biedny czowiek, ja nie jestem nic winien, ja pracuj uczciwie
u pana prezesa ju dwadziecia lat, ja mam omioro dzieci! Pan prezes mnie upowani do
wysyania tego gagana po pienidze  jcza i bagalnymi spojrzeniami wczy si u ng
bankiera.
 Pan odpowiadasz za kas, pan powiniene zna ludzi, ja raz jeszcze mwi: pienidze
musz by. Moesz pan sobie i!  zawoa gronie, odwrci si do niego plecami i dopija
herbat.
Urzdnik posta chwil, wpatrzony osupiaymi oczyma w szerokie plecy bankiera i w smug
dymu, jaki si wznosi z cygara, lecego na kancie biurka, westchn ciko i wyszed.
 On myli, e ja taki gupi, podzieli si z Tuszyskim, stare kaway.
 Pan Welt!  zameldowa wony.
 Pro, pro! Bronek, id za tym bawanem i powiedz, e jeeli pienidze nie znajd si
zaraz, to ja go wsadz do kryminau. Panie Welt, prosz do mnie!  zawoa ujrzawszy Moryca
rozmawiajcego z Wilczkiem w kantorze.
Moryc przywita si, przejrza twarz bankiera i rzuci krtko:
 Pan prezes telefonowa po mnie, a ja rwnie si tutaj wybieraem.
 Interes, co? to zaatwimy go prdko, bo ja mam z panem pogada w pewnej bardzo delikatnej
sprawie.
 Interes taki: Adler et Comp. potrzebuje wielkiej partii weny, zwrcili si do mnie o to.
Ja wen mam, ale potrzebuj na ni pienidzy.
 Dam panu pienidzy, zrobimy do spki, dobrze?
 Ano jak zwykle, zarobimy na tym pitnacie procent.
 Ile panu potrzeba?
 Trzydzieci tysicy marek, na Lipsk.
 Dobrze, wyl panu telegraficznie. Kiedy pan pojedzie?
 Dzisiaj w nocy, za tydzie bd z powrotem.
 Interes zaatwiony!  zawoa wesoo bankier, odsun si nieco od biurka, zapali cygaro i dugo
przypatrywa si Weltowi, ktry gryz gak laski, poprawia binokle i rwnie patrzy badawczo.
 Jake bawena posza?  zapyta pierwszy Grosglik.
 Sprzedalimy poow.
 Wiem, wiem, zarobilicie podobno siedmdziesit pi procent, a c z reszt?
 Reszt sami przerobimy.
 Fabryka ronie?
 Za miesic bdzie pod dachem, za trzy umontuj maszyny, a w padzierniku puszczamy
w ruch.
 Lubi taki popiech, to po dzku, licznie!  doda ciszej i umiecha si dyskretnie. 
Borowiecki to mdry czowiek, ale...
Zawaha si, umiechn ironicznie i zakry twarz kbem dymu.
 Ale?...  podchwyci Moryc ciekawie.
 Ale on lubi za bardzo romanse z matkami, to nie wypada na fabrykanta.
 To mu nic nie przeszkadza, a przy tym oeni si niedugo, bo ma ju narzeczon.
 Narzeczona to nie weksel, to zwyczajny rewers, ktry mona nie zapaci w terminie, za
to nie ogosz bankructwa. Ja bardzo lubi Borowieckiego, ja go tak lubi, e gdyby on by
nasz, to ja dabym mu moj Mery, ale...
 Ale...  podchwyci znowu Moryc, bo bankier zrobi dug przerw.
 Ale ja mu musz zrobi przykro, co mnie jest tak nieprzyjemne, tak bardzo nieprzyjemne,
e musz pana prosi, aby mnie przed nim wytumaczy.
 C takiego?  zapyta Welt niespokojnie.
 Ja mu musiaem cofn kredyt  szepn bankier z bolesn min i udawa szczerze zmartwionego,
mlaska ustami, gryz cygaro, wzdycha, a obserwowa Moryca, ktry na prno
usiowa wsadzi binokle i zapanowa nad sob.
Wiadomo ta zrobia na nim piorunujce wraenie, uspokoi si jednak szybko, pogadzi
brod i sucho zawoa:
 Znajdziemy kredyt gdzie indziej.
 Ja wiem, e znajdziecie, i dlatego mnie jest bardzo przykro, e z wami nie bd mg
robi interesw.
 Dlaczego?  zapyta prosto Moryc, bo twarz bankiera i jego sowa nie domwione zaniepokoiy go silnie.
 Nie mog, tak mam kapitay poangaowane, e nie mog, a przy tym ja si musz liczy
ze wszystkim... ja nie mog si naraa... na straty... na przykroci...  tumaczy si niejasno,
urywa, krci, a chcia, aby Moryc pierwszy zapyta go otwarcie.
Ale Moryc milcza, przeczuwa, e w tym cofniciu kredytu musi by jaki nacisk uboczny
na Grosglika, pyta si nie chcia, aby mu nie da pozna, jak bardzo go to obchodzi.
Grosglik zacz spacerowa po gabinecie i mwi nieco przyciszonym, przyjacielskim gosem:
 Bo tak mwic pomidzy nami, po przyjacielsku, panie Maurycy, po co panu spki
z Borowieckim? Czy pan nie moesz sam otworzy fabryki?
 Nie mam pienidzy!  rzuci krtko i sucha uwanie.
 To nie przyczyna, bo pienidze maj ludzie, a pan masz wielkie zaufanie i wielkie zdolnoci.
Dlaczego ja z panem robi interesy? Dlaczego na jedno sowo daj panu teraz trzydzieci
tysicy marek? bo ja pana znam dobrze i wiem, e na tej ufnoci zarobi z dziesi
procent.
 Siedem i p!  poprawi Moryc skwapliwie.
 Mwi tylko dla przykadu. Kady z panem zechce robi interes i pan moesz prdko
stan na mur, wic po co panu ryzykowa z Borowieckim? On jest mdry, bardzo mdry
kolorysta, ale on nie jest macher. Po co on gada po odzi, e trzeba uszlachetni i podnie
produkcj dzk! To jest bardzo niemdre gadanie! Co to jest uszlachetni produkcj? Co to
jest czas koczy z tandet dzk!  to jego wasne sowa, bardzo gupie sowa!  zawoa
mocniej ze zoci.  eby on myla, jak taniej produkowa, gdzie nowe rynki otworzy dla
zbytu, jak podnie stop procentow, to byoby mdre, ale jemu si chce reformowa przemys dzki! On go nie zreformuje, a moe atwo kark skrci. eby to nie szkodzio nikomu,
nikt by i sowa nie powiedzia. Chcesz ryzykowa  ryzykuj! Wazisz na dach  zam
sobie zb. Po co jemu fabryka!
 Knoll chcia mu da dwadziecia tysicy, a to liczny grosz, ja tyle moe nie zarabiam.
Nie chcia, jemu si chce fabryki, jemu si chce uszlachetnia produkcj, jemu si chce
psu interesy Szai, Zukerowi, Knollowi, caej bawenie dzkiej. A wiesz pan dlaczego? eby
Polacy mogli powiedzie: Wy robicie tandet, szachrujecie, wyzyskujecie robotnikw, a Borowiecki,
a my prowadzimy interes porzdnie, uczciwie, solidnie!
 Prezes daleko widzi!  szepn Moryc ironicznie.
 Pan si nie miej, ale ja bardzo daleko widz. Jak Kurowski zakada fabryk, przeczuem,
co z tego bdzie, i mwiem Glancmanowi: Za tak sam, za zaraz, bo on ci zje  nie
sucha mnie i dzisiaj co? Straci wszystko i jest w kantorze Szai, bo Kurowski bierze tylko
swoich i tak stan, e z nim nie moe by konkurencji, a za rok, ile zechce bra, tyle bdzie
bra za swoje farby. Ale to nie o to idzie, idzie o to, e jak si jednemu Polakowi uda, to zaraz
ca kup przychodz inni. Pan mylisz, e Trawiski nie robi konkurencji Blachmanowi i Kesslerowi, co? On im psuje interesy. Sam nie zarabia nic, dokada co rok, ale psuje wszystkim, bo
znia cen za towar i podnosi pace majstrw i robotnikw! On si bawi w filantropi, za ktr
inni drogo pac; wczoraj u Kesslerw caa przdzalnia stana. Dlaczego? Dlatego, e majstrowie
i robotnicy powiedzieli, e robi dotd nie bd, dopki im nie zapac tak, jak w fabryce
Trawiskiego pac! adne pooenie dla fabryki, ktra jest tak skrpowana terminowymi obstalunkami,
e na wszystko zgodzi si musiaa! Jak Kessler bdzie mia w tym roku o dziesi
procent mniej, to musi podzikowa za to Trawiskiemu! Tfy, to jest ju nie tylko wistwo,
ale to jest sto razy gupie! A teraz powstaje Borowiecki i take obiecuje uszlachetni produkcj,
ha, ha, ha! mnie si bardzo chce mia. Jak Borowieckiemu pjdzie, to za dwa lata zaoy
znowu jaki Sosnowski interes do uszlachetnienia, za cztery lata bdzie ich omiu uszlachetniao i psuo ceny, a za dziesi to caa d bdzie ich!
Moryc zacz si mia z przeraenia bankiera.
 To nie jest miech, moje przypuszczenia to nie jest ten wiatr, ja ich znam dobrze, ja
wiem, e z nimi nie wytrzymamy konkurencji, bo oni bd mieli za sob cay kraj. Dlatego
trzeba Borowieckiego zje, trzeba wszystkim zrozumie to pooenie i i rka w rk, solidarnie!
 A Niemcy?  zapyta krtko Moryc poprawiajc binokli.
 Z tym si nie ma co liczy, ich i tak prdzej czy pniej diabli std wezm, ale my zostajemy!
o nas tu idzie! Pan mnie rozumie, panie Moryc?
 Rozumiem, ale jeli mj kapita da mi wicej procentw u Borowieckiego, to ja id
z nim  szepn cicho, gryzc lask.
 To jest po kupiecku powiedziane, ale ja panu z gry rcz, e ten kapita nie da nic i e
pan moe straci wszystko.
 Zobaczymy!
 Ja panu dobrze ycz, powiedziaem to, co myl, co myli caa nasza d. Pan sam
powiedz, po co im fabryki! Nie mog oni siedzie na wsi, trzyma wycigowe konie, jedzi
za granic, polowa, romansowa z cudzymi onami, robi polityk i wielki szyk po wiecie!
Im si zachciao fabryk i uszlachetniania produkcji, im si zdaje, e to angielski ko, co
jemu mona da prost chamsk koby za on, a ona zaraz urodzi samego lorda!  woa
z politowaniem i zgroz.
 eby oni mogli siedzie na wsi i bawi si, to by z pewnoci nie byo w odzi ani jednego
Polaka.
 Niech przychodz! jest tyle miejsc... strw, wonych, stangretw, oni takie rzeczy dobrze
robi, oni s do tego specjalici, ale po co im si bra do nie swoich rzeczy, dlaczego
oni nam maj psu interesy?
 Do widzenia, dzikuj prezesowi za zwrcenie uwagi.
 Ja myl panie Maurycy, bo te wszystkie nasze to bido, parchy, oni tylko patrz, eby
dzisiaj zrobi geszeft, a w sobot zje dobr kolacj i wyspa si pod pierzyn! Co pan zrobisz?
 Zobacz. Wic Borowiecki nie ma ani grosza kredytu u pana?
 Ja nie mogem straci wszystkich naszych fabrykantw dla niego!
 Zmowa!  szepn bezwiednie Moryc.
 Jaka zmowa? co pan gadasz, to tylko obrona! eby to by i kto inny, nie Borowiecki, to
by si jego przydeptao nieznacznie i zdechby prdko, ale pan wiesz, jak on podpar Bucholca, pan wiesz, co to jest za kolorysta! no i to pan wiesz, e w niego wierz, e on ma stosunki,
e on jest znany na rynkach.
 To wszystko prawda, ale jemu moe pj!  zakoczy Moryc i wyszed.
W kantorze poszed za przepierzenie do Stacha.
 Panie Wilczek, stary Grnspan chce z panem pomwi choby zaraz.
 Mgbym panu powiedzie, o czym chce mwi ze mn. Moe mu pan powiedzie, e
mnie si nie spieszy ze sprzedaniem placu, bo zakadam gospodarstwo.
 Jak pan chce!  rzuci mu Moryc wychodzc.
 Zmowa!  myla idc Piotrkowsk.
By tak zamylony, e nie spostrzeg Zygmunta Grnspana, ktry kiwa na niego z powozu
i przyzywa do siebie.
 Moryc, czy ty ju nie poznajesz znajomych!  zawoa Zygmunt przystpujc do niego.
 Jak si masz i do widzenia, bo czasu nie mam.
 Chciaem ci tylko powiedzie, eby przyszed w niedziel, bo Mela przyjeda.
 Czy ona jeszcze siedzi we Florencji?
 Z R, to dwie wariatki. Rzie si nie chciao pisa do Szai, to ona cay list telegrafowaa, cay list, ze dwiecie wierszy!
 Musz si tam dobrze bawi?
 Ra si nudzi, a w Meli zakocha si jaki woski ksi i ma za ni przyjecha do
odzi.
 Po co?
 Chce si z ni eni. Tak pisaa Ra.
 Gupstwo.
 Autentyczny ksi!  wykrzykn Zygmunt rozpinajc mundur.
 Tak firm moesz sobie kupi w kadym hotelu woskim.
Rozstali si, Morycowi spieszyo si bardzo.
Szed do fabryki, jak to robi codziennie, bo lubi patrzy, jak mu w oczach wzrastay mury,
ale dzisiaj szed wolno, sowa Grosglika obciyy go, rozmyla nad nimi, pomimo e horoskopy
bankiera wyday mu si przesadzonymi, niemoebnymi prawie do urzeczywistnienia.
Spoglda na miasto, na dugie sznury domw, na setki kominw, co niby pnie sosen czerwieniy si w rozsonecznionym upalnym powietrzu i wielkimi supami dymw biy w gr,
wsuchiwa si w gwar miasta, w przyguszony a nieustanny szum fabryk pracujcych, w turkot
cikich platform penych towarw, krzyujcych si we wszystkich kierunkach.
Rzuca badawcze spojrzenia na szyldy sklepw niezliczonych, na tablice domw, na tysice nazwisk powypisywanych na balkonach, cianach i oknach domw.
Motel Lipa, Chaskiel Cokolwiek, Ita Aronsohn, Jzef Reinberg itd., itd., same nazwiska
ydowskie, poprzetykane gdzieniegdzie nazwiskami niemieckimi.
 Sami nasi!  szepn jakby z pewn ulg i lekcewacy umiech przewija mu si po
ustach i bi z oczw, gdy spostrzeg polskie nazwisko na szyldziku jakiego szewca lub
lusarza.
 Grosglik ma bzika!  myla ogarniajc spojrzeniem to morze domw, sklepw i fabryk
ydowskich.  On ma adny kawaek choroby  doda wesoo prawie i ju nie myla o jego
obawach spolszczenia odzi, bo czu w tej chwili, patrzc na ydowsk potg miasta, e jej
nic i nikt zama nie potrafi.  A szczeglniej Polacy!  myla oddajc ukon Kozowskiemu, ktry w jasnych jedwabiach, w tych lakierkach i z gak laski przy lnicym cylindrze,
ktry spycha na ty gowy, spacerowa po drugiej stronie ulicy i zaglda w oczy przechodzcym kobietom.
Nie, ju nie myla o obawach bankiera, ale ta zmowa na Borowieckiego skopotaa go
mocno.
By zaangaowany w tym interesie, tylko z tej strony go obchodzia ich fabryka, bo czy
Karol straci, nic go to nie obchodzio, ale sam nie lubi nawet ryzykowa, a teraz czu, e
jeli si zmwili na niego, to go ogryz do ostatniej kosteczki.
 To jest kein geszeft!  myla i teraz dopiero zobaczy jasno przyczyny najrozmaitszych
przeszkd, jakie ich spotykay.
Zrozumia, dlaczego przedsibiorca, ktry mia im prowadzi roboty mularskie  cofn
si. Oni mu zabronili robi!
Kwestionowano im plany i zwlekano z ich zatwierdzeniem. Ich robota!
Komisja budowlana przerywaa im robot i zmusia do zgrubienia cian. Ich denuncjacje!
Niemieckie nadreskie firmy odmwiy im kredytu na maszyny. To rwnie oni zrobili!
A te wieci faszywe, ze, gupie, jakie kryy o Borowieckim po odzi, a ktre le musiay oddziaywa na ich przyszy kredyt. Kt je rozpuszcza? Ludzie Grosglika, Szai i Zukera.
 To jest sto razy kein geszeft! Oni go zjedz!  myla coraz pospniej, ale wchodzc
w ulic, na ktrej bya ich fabryka, zaczyna ju pracowa nad sposobami wycofania si z tego
interesu.
Szuka przyzwoitych pozorw, bo zrywa zupenie z Borowieckim nie chcia.
XIX
Budynki po fabryce Meisnera, ktre Borowiecki kupi i przerabia dla swojej fabryki, stay
z boku Konstantynowskiej, na jednej z maych uliczek; bya to dzielnica maych fabryczek
i samodzielnych warsztatw, teraz ju obumara  zabita przez wielki przemys.
Uliczki byy krzywe, obstawione parterowymi domami o wielkich facjatach, nie brukowane,
ndzne i brudne.
Domy powykrzywiay si ze staroci i powoli zapaday w grzsk ziemi, jakby przygniatane
wielkoci gmachw fabryki Mllera i olbrzymimi kominami innych fabryk, ktre gstym,
kamiennym lasem chwiay si dookoa.
Resztki trotuarw cigny si obok obszarpanych domw, zaglday w niektrych gbiej
zapadnitych do okien i tworzyy szereg dow i wybojw, zasypanych mieciami.
Na rodku ulicy leay miejscami wielkie kaue nigdy nie wysychajcego bota, nad ktrymi
snuy si gromady dzieci, podobnych przez wyndznienie i brud do wielkich stong
wylgych w tych ruderach; gdzie za nie byo bota, tam leaa gruba warstwa wglowego
miau, ktry rozbijany koami wozw, podnosi si i czarnym tumanem wisia nad uliczkami,
oblepia domostwa i ar ndzn zielono drzew anemicznych, pokrzywionych, ktre poskrcane
i narose guzami gazie wychylay zza parkanw lub cigny si przed domkami szeregiem
poamanych szkieletw.
Monotonny, suchy stukot warsztatw tkackich, trzscych si szarymi szkieletami za przepalonymi
szybami okien, przepenia powietrze i czy si z potnym szumem fabryki
Mllera.
Moryc Welt przeszed szybko umierajc dzielnic, bo go przejmowaa wstrtem ndza
rozpadajcych si domw i denerwowa go ten suchotniczy stukot warsztatw i to ycie ttnice tak sabo, jakby ostatkami si.
Lubi gwar potnych maszyn; huk potwornych organizmw fabrycznych przenika go
sodkim uczuciem siy i zdrowia, a sam widok wielkich fabryk usposabia wesoo.
Umiechn si bezwiednie do gmachw Mllera huczcych robot, spojrza yczliwie na
przdzalni Trawiskiego stojc obok i dugo lizga si oczami po czerwonych, cichych
pawilonach fabryki starego Bauma, stojcej naprzeciwko, ktrej okna, zasnute kurzem i pajczyn, patrzyy tak martwo jak umierajce oczy.
Za Trawiskim, przedzielony tylko kilkoma pustymi placami, budowa Borowiecki, a raczej
przebudowywa star meisnerowsk fabryk, ktr kupi za bezcen, bo kilkanacie lat
staa bezczynn.
Cay front obstawiony by rusztowaniami, bo nadbudowywano pitro, rusztowania zakrelay rwnie wielki czworobok dziedzica, a spoza nich czerwieniy si wznoszone pawilony
i migotay sylwetki robotnikw.
 Dzie dobry, panie Dawidzie  zawoa Moryc spostrzegszy Halperna, ktry z parasolem
pod pach, z zadart do gry gow sta na rodku podwrza i przypatrywa si robocie.
 Dzie dobry! adny kawaek fabryki nam przybdzie! A jak si to prdko robi, to a
przyjemno patrze. Ja jestem chory, mnie doktr powiedzia: Panie Halpern, pan si lecz,
pan nic nie rb. To ja si lecz, ja nic nie robi, tylko sobie chodz po odzi i patrz, jak
ona mi ronie, to jest najlepsze lekarstwo na moj chorob.
 Jest Borowiecki?
 W przdzalni widziaem go przed chwil.
Moryc wszed do niskiego budynku o powyginanych w dugie pryzmy dachach oszklonych,
przeznaczonego na przdzalni. Bardzo widne sale byy literalnie zapchane czciami maszyn,
ceg do podmurwki fundamentw, zwojami papy do krycia dachw, ludmi i haasem
montowanych maszyn, ktrych dugie szkielety, podobne do szkieletw
przedpotopowych jaszczurw, cigny si w poprzek sal, pokryte kurzem; zapach wieego
wapna i ostry, gryzcy zapach asfaltu gotowanego i wylewanego w jednej z sal przesyca powietrze.
 Moryc, przylij mi Jasklskiego!  krzykn Maks Baum.
W niebieskiej bluzie, z fajk w zbach, zasmolony, sta wpord robotnikw ustawiajcych
maszyny i robi razem z nimi.
Jasklski, ktrego od pocztku budowy przyj Borowiecki do rozmaitych zaj, nadbieg
z popiechem.
 Hej, szlachcic, przysa czterech tgich ludzi do windy, a prdko!  krzykn Baum i dalej
skada z monterami maszyn, ktra miaa by podniesiona przez wind i ustawiona na
podmurowaniu, i gdy mu co Moryc krzycza ze rodka sali, nie mogc si bliej dosta, odkrzykn mu krtko:
 Nie zawracaj mi gowy, powiesz w niedziel. Karol jest w podwrzu!
Karol by w podwrzu przy olbrzymich doach, w ktre zsypywano wapno zwoone i lasowano
zaraz; tumany biaego wapiennego kurzu przysaniay biae sylwetki robotnikw
i kontury wozw i ludzi.
Borowiecki by prawie biay od pyu, zjawi si na chwil, przywita z Morycem i szepn
mu do ucha:
 Wiesz, nie przysali farbiarek, wykrcaj si brakiem gotowych.
 Nie chc da na kredyt, c teraz zrobimy?
 Pisaem ju do Anglii, bdzie troch pniej, troch droej, ale bdzie! Psiakrew, te
Szwaby!  zakl ze zoci.
Moryc Welt nic si nie odezwa, przyglda mu si uwanie, patrzy rwnie uwanie na
ca fabryk, na robotnikw, na cz maszyn stojcych pod grubymi oponami130 na dziedzicu,
pokrci si po wszystkich ktach, zajrza raz jeszcze do Maksa, do skadu cementu, gdzie
Jasklski rezydowa, przypatrywa si wszystkiemu ze zdwojon uwag i coraz mniej mu si
podobao.
 To ciasto, a nie wapno!  powiedzia przypatrujc si murowaniu.
 Niech sobie inni muruj na piasek, ja nie chc, eby mi si na eb wszystko zwalio 
odpowiedzia Borowiecki.
 Wczoraj obliczaem, e te sklepienia Moniera bd nas kosztoway o dwa tysice rubli
wicej ni zwyczajne.
 Ale warte s co do wytrzymaoci o cztery tysice wicej. W razie wypadku ogie ich
nie przepali:
 Dlatego tylko je zaprowadzasz?  zapyta Moryc cicho, wsadzajc binokle.
 I dlatego, e jeli si spali, to przynajmniej jedno pitro, a nie wszystko.
 Pi... czasem to nie jest takie... straszne.
Karol mu nic nie odpowiedzia, bo odszed spiesznie, a Moryc pochodzi jeszcze po fabryce
i z irytacj spostrzega wszdzie, e buduje si porzdnie, e buduje si bardzo drogo.
Przeglda w kantorze list pac robotnikw i zwrci uwag prowadzcemu roboty na niesychan, wedug niego, wysoko pac, przyczepia si do wielu rzeczy i wszystko znajdowa za dobrym i za drogim.
 Wiem, co robi  odpowiedzia mu Karol na uwagi.
 To bdzie paac, nie fabryka, dla nas zreszt taki komfort za drogi!
 To nie jest komfort, to jest trwao, ktra taniej kosztuje ni tandeta. Zobacz u Blohmanw,
postawili tanio i corocznie musz poprawia, bo chce im si wszystko zwali; nie cierpi
ydowszczyzny w niczym, wiesz o tym dobrze.
 Zobaczymy, co to da to polnische Wirtschaft131  szepn Moryc z ironi.
 Przekonasz si, a tymczasem bd zdrw, Moryc, nie wyspae si i nudzisz.
 Trzeba si zabezpieczy!  pomyla Welt wychodzc z fabryki.
Karol poszed na rusztowania oglda robot, biega na boczny plac, gdzie skadano ceg, uwija si wrd kup ziemi, pomidzy doami z wapnem, pomidzy stertami cegy, drzewa
budulcowego, wrd dziesitek wozw wjedajcych i wyjedajcych; wydawa
polecenia Jasklskiemu, ktry zadyszany, z wiecznie przestraszon twarz, biega je wypenia, zajrza kilka razy do Maksa i kry ustawicznie po obrbie fabryki, ktra podbudzana
jego energi niestrudzon, jego obecnoci cig, rosa nadzwyczaj szybko.
Nie zwaa na kurz, na soce, ktre zalewao wszystkich coraz mocniejszym arem, na
zmczenie nawet, tylko od witu razem z robotnikami by ju na robocie i razem z nimi schodzi o zmroku.
Podbudza go jeszcze do tej pracy Maks, ktry z wielk przyjemnoci pracowa przy ustawianiu
maszyn z robotnikami i razem z nimi szed wieczorem do knajpy, wypija niezliczone
iloci piwa, sypia tylko par godzin i rzuci w kt wszystkie swoje leniwe przyzwyczajenia.
Od przyjazdu ze wsi stosunki pomidzy nimi ochody nieco z powodu fabryki, ktra ich
absorbowaa zupenie, i z powodu tego odezwania si Borowieckiego, gdy wyjedali z Kurowa.
Maks nie mg tego zapomnie, tym bardziej e o Ance myla coraz czciej i e coraz
wicej irytowa go Borowiecki cigymi wizytami u Mllerw.
Widzia w tym podwjn gr, ktra jego prost natur oburzaa do gbi.
Oddalali si od siebie coraz bardziej, moc coraz silniej ujawniajcych si wewntrznych
przeciwiestw, cech rasowych i intelektualnych; Karol myla chwilami o tym i umiecha si
z rezygnacj troch sztuczn; Maks za odczuwa gboko, zwala win na niego i oburza
si bardzo szczerze.
Dwunasta ju dochodzia, gdy Borowiecki opuci fabryk i poszed przez dugi ogrd,
cigncy si z tyu, do drugiej ulicy, gdzie sta wielki parterowy dom, rwnie przebudowany
do gruntu z wielkim popiechem, bo za kilka tygodni miaa si sprowadzi Anka z panem
Adamem.
Mieszka tymczasowo na facjatce, w jednym pokoju, eby by bliej fabryki, przebra si
ju, gdy fabryki zaczy gwizda na poudnie.
Przeczyta raz jeszcze list Lucy, ktra naznaczaa mu spotkanie w parku Helenowskim przy
grocie, na czwart godzin po poudniu.
 Mam ju tego dosy  myla drc list na strzpy.
I rzeczywicie mia ju tego dosy; ju mu si sprzykrzyy i te schadzki tajemnicze, codziennie
gdzie indziej, i wybuchy zazdroci, i nawet jej wielka mio nudzia go, bo bya mu
zupenie obojtn i zabieraa wiele czasu tak potrzebnego dla fabryki.
Nieraz, wrd pozornego rozszalenia w jej ramionach, wrd pocaunkw i uciskw namitnych
w takich momentach, w ktrych widzia, e nie tylko go ubstwia, nie tylko kocha,
ale e wprost przepadaa w tej mioci, szuka sposobw zerwania i to go irytowao coraz silniej,
e ona nie nastrczaa mu powodw.
Stoowa si u Baumw, poniewa byo blisko od fabryki, ale nie poszed teraz przez ogrd
i swoje place, tylko wyszed na ulic, na ktrej sta paac Mllerw, a przechodzc obok domku,
w ktrym mieszkali, zwolni kroku i wlk oczami po oknach.
Nie zawid si, bo jasna twarz Mady bysna w jednym oknie, potem wychylia si
w drugim i ona sama ukazaa si w ganku, jaki tworzyo czworoktne wgbienie w domu.
 Pan ju na obiad?  zawoaa wesoo, podnoszc na niego swoje porcelanowe niebieskie oczy.
 Ju. A pani jeszcze nie po obiedzie?
Wycign do niej rk.
 Jeszcze. Zaraz panu podam rk, musz j wytrze, bo gotowaam obiad sama  woaa
ze miechem, wycierajc rce o dugi niebieski fartuch.
 W saloniku jest teraz kuchnia?  zauway zoliwie.
 Bo, bo... ja sprztaam!  powiedziaa cicho, oblewajc si krwawym rumiecem obawy,
e mg zauway jej oczekiwanie i na niego przy oknie.
 Gdzie si pan tak poczerni?  zawoaa gono, aby odzyska rwnowag.
 Ja poczerniony? gdzie?
 Pod oczami, o tu! Ja wytr, dobrze  prosia niemiao.
 Czekam.
Polinia rg chusteczki i bardzo starannie wytara poczernienie.
 Jeszcze tutaj musz by poczerniony!  woa, nieco rozbawiony scen, wskazujc na
skro.
 Nie, sowo daj, e nie!
Obejrzaa mu starannie twarz.
Pocaowa j w rk, chcia to samo zrobi z drug, ale cofna si gwatownie w ty, przysonia zotymi rzsami pociemniae ze wzruszenia oczy i staa chwil, bezradnie szarpic
palcami fartuch.
Karol umiechn si z jej pomieszania.
 Pan si ze mnie mieje, to ja pjd sobie  szepna z przykroci.
 Dobrze, to i ja pjd.
 Niech pan wieczorem przyjdzie z panem Maksem, to panom upiek ciastek z jabkami.
 Maks sam przyj nie moe?  pyta podstpnie.
 Nie, nie, to wol, eby pan sam przyszed  zawoaa prdko i czujc, e j oblewa rumieniec,
ucieka w gb domu.
Karol z umiechem popatrzy za ni i poszed na obiad.
U Baumw od zimy zmienio si wiele.
Byo jeszcze smutniej i pospniej.
Wielkie pawilony fabryczne stay w dziwnej ciszy obumierania, bo zaledwie czwarta cz
ludzi pracowaa.
Po pustym dziedzicu, zarastajcym traw, aziy kury i stare psy, ktrych nikt ju na dzie
nie wiza, i monotonny, saby stukot warsztatw la si sennym szmerem od zasnutych pajczyn i kurzem okien, poza ktrymi nie trzsy si warsztaty, nie migotay sylwetki robotnikw,
nie wrza ruch, a leaa jaka grobowa cisza i obumieranie.
Nawet ogrd, otaczajcy dom, mia wygld pustki; wiele drzew poschnitych wycigao
nagie konary ku niebu, a reszta staa zaniedbana wrd bujnych chwastw, jakie pokryy nie
uprawione i nie obsiane zagoniki.
Dom mieszkalny rwnie robi smutne wraenie, bo z jednej strony poodpaday tynki,
schody prowadzce na werend pokrzywiy si i weszy w ziemi, a wino pnce si po werendzie
uscho nie wiadomo dlaczego zaraz po ozielenieniu i wisiao niby te, zabrudzoneachmany.
Kwatery kwiatowe przed oknami zarastay bujn traw i chwastami, z ktrych tylko gdzieniegdzie
patrzyy biae oczy narcyzw i ciy si ostromlecze.
wirowane uliczki zarastay traw i pokryway si kretowiskami i mieciem, jakie wiatr
nanosi.
W domu byo rwnie niewesoo; pokoje stay w ciszy, pene stchlizny i opuszczenia.
Kantor by prawie pusty, bo Baum poodprawia pracujcych zostawiajc tylko Jzia Jasklskiego
i kilka kobiet w podrcznym skadzie towarw.
Fabryka pachniaa bankructwem, a cay dom przesiknity by zapachem lekarstw, bo Baumowa
chorowaa od kilku miesicy.
Berta z dziemi odjechaa do ma, pozostaa tylko frau Augusta ze swoimi kotami chodzcymi za ni i z wieczn fluksj132 w twarzy obwizanej i stary Baum, ktry cae dnie przesiadywa samotnie w swoim kantorku na pierwszym pitrze fabryki, i Jzio jeszcze bardziej
oniemielony ni dawniej.
Borowiecki poszed prosto do pokoju, w ktrym leaa Baumowa, aby z ni zamieni sw kilka.
Siedziaa na ku otoczona stosem poduszek, bezmylnie wpatrzona martwymi, wypowiaymi oczami w okno, za ktrym chwiay si drzewa.
Poczoch trzymaa w rku, chocia jej nie robia i umiechaa si jakim smutnym, rozdzierajcym umiechem.
 Dzie dobry  odpowiedziaa cicho na przywitanie.  Maks przyszed?  dodaa.
 Jeszcze nie, ale przyjdzie zaraz.
Zacz si wypytywa o zdrowie, jak spaa tej nocy, jak si czuje itd., bo jej stan przejmowa go jak dziwn czuoci i rozrzewnieniem.
 Dobrze, dobrze!  odpowiadaa po niemiecku i jakby si budzc z dugiego upienia
wloka oczami po pokoju, patrzya dugo na fotografie wnukw i dzieci wiszce na cianach,
gonia wzrokiem wahado zegara, potem prbowaa robi poczoch, ktra si wysuna zaraz
z jej rk wychudych i bezwadnych.
 Dobrze, dobrze!  powtrzya bezmylnie i znowu zapatrzya si w dugie licie akacji,
chwiejce si za oknem.
Nie zwrcia nawet uwagi na frau August, ktra kilkakrotnie przechodzia przez pokj,
poprawiaa poduszki i sza dalej, ani na ma, ktry stan przy ku i dugo patrzy przekrwionymi
oczami na jej twarz wychud, szarot.
 Maks!  szepna i jej trupia twarz oywia si na chwil na odgos zbliajcych si krokw
syna.
Maks wszed i pocaowa j w rk.
Przycisna mu gow do piersi i pogaskaa, ale gdy poszed na obiad, patrzya znowu
w okno.
Obiady byway krtkie i milczce, bo wszystkim ciya ta atmosfera smutku.
Stary Baum zmieni si do niepoznania, wychud jeszcze bardziej i zgarbi si, twarz mu
szczerniaa i pocia si w dugie fady koo nosa i ust, ktre wyglday jakby wycite
w drzewie.
Usiowa rozmawia, zaczyna pyta, jak im id roboty przy fabryce, ale zwykle nie koczy, urywa i wpada w stan zamylenia, przestawa je i patrzy przez okno na mury Mllera
albo si lizga oczami po szklanych, byszczcych w socu dachach przdzalni
Trawiskiego.
I zaraz po obiedzie wychodzi do fabryki i obchodzi puste sale, przypatrywa si nieczynnym
warsztatom, a potem zamknity w kantorze patrzy na miasto, na tysice domw, fabryk,
kominw i nasuchiwa z gorycz nieopowiedzian ech potnie wrzcego ycia.
Nie bywa ju teraz nigdzie, zamkn si w obrbie fabryki i razem z ni umiera.
Bo fabryka bya na skonaniu, jak okrela Maks.
Pomimo najwikszych wysikw nic jej nie mogo uratowa.
Musiaa pa w walce z parowymi olbrzymami, ale Baum jeszcze tego nie widzia, a raczej
widzie nie chcia i walczy dalej, i postanowi walczy do koca.
Nie pomogy perswazje Maksa ani ziciw, ani tej reszty znajomych starych, ktrzy mu
radzili przerobi fabryk rczn na parow, a nawet, jak niektrzy, chcieli mu pomc kredytem
lub gotwk.
Nie chcia sucha o tym.
Prawie nic nie sprzedawa, bo sezon wiosenny by straszny dla caej odzi, odprawia robotnikw,
ogranicza produkcj, ogranicza wasne potrzeby, a w uporze trwa nieugicie.
Robia si te dookoa niego pustka gucha, a po odzi mwiono gono, e stary Baum
ma bzika, i drwiono z niego, i zapominano z wolna.
Borowiecki zaraz po obiedzie wyszed i po wraeniach tego grobowo nastrojonego domu
odetchn dopiero na Piotrkowskiej.
Do spotkania z Lucy mia czas jeszcze, wic wstpi do Wysockiego.
Wysocki by bardzo zajty, bo w poczekalni siedziao kilku chorych; przywita si z roztargnieniem.
 Przepraszam pana na chwil, skocz z pacjentem i pjdziemy razem do mamy.
Borowiecki usiad pod oknem i rozglda si po maym gabinecie, zapchanym sprztami
i przepenionym zapachem karbolu i jodoformu.
 Pjdmy!  zawoa wreszcie Wysocki, wyprawiwszy starego yda, ktremu dugo tumaczy, co ma robi.
 Panie doktorze, panie doktorze!  zawoa bagalnie yd, wracajc od drzwi.
 Sucham, czego pan jeszcze chcesz?
 Panie doktorze, czy ja si mam ba?  pyta cichym, roztrzsionym gosem i gowa trzsa mu si ze wzruszenia.
 Powiedziaem panu, e nie ma nic gronego, potrzeba tylko wszystko robi, co poleciem.
 Dzikuj bardzo, wszystko bd robi, ja chc by zdrowy, bo ja mam interes i on
mam, i dzieci mam, i wnuki mam. Ale ja si boj i dlatego bardzo prosz pana doktora, czy
ja si mam ba?
 Powiedziaem ju raz panu!
 Ja pamitam, ale mnie si co przypomniao. Ja mam crk, ona te chorowaa, ja nie
wiem, co jej byo, nie wiedzieli tego i doktorzy w odzi. Ona bya bardzo delikatna, bardzo
blada jak te ciane, co to ciane, jak czyste wapno; j bolao w kociach i w skrze, i w rcach
te. Zawiozem j do Warszawy. Doktor powiada: Ciechocinek! Dobrze, co bdzie
kosztowa ten Ciechocinek? Dwiecie rubli. Skd ja mog wzi tyli majtek! Poszedem
do drugiego doktora. On powiedzia, e jej trzeba robi takie wygniatanie. Kaza mi wyj
z pokoju. Wyszedem i troch sobie sucham, a moje Rojze krzyczy. Nu, ja ojciec jestem, to
mnie to przestraszyo, to ja grzecznie mwi przez drzwi: Panie konsyliarzu, tak nie mona! On mi powiedzia, e jestem gupi! Sza, dobrze! Ale jak una znowu zacza wykrzykiwa
na cay gos, to ja si troch rozgniewaem i powiadam gono: Panie doktorze, tak nie
mona, ja zawoam policji, to jest porzdna dziewczyna! To on mnie kaza bardzo grzecznie
wyj za drzwi, co ja przeszkadzam tej gniecionej medycynie. Zaczekaem na schodach, a jak
Rojze wysza, to bya czerwona jak barchan i mwia, co ma wielk przyjemnoszcz w kociach.
Przez miesic to i una bya zdrowa jak g, jej tak dobrze robia ta gnieciona medycyna,
jak si to nazywa, ja nie wiem.
 Masa, kocz pan prdzej, bo nie mam czasu.
 Panie doktorze, moe i mnie potrzeba takiej gniecionej medycyny? Ja zapac, ja panu
doktorowi zaraz dam rubla, niech pan powie. Do widzenia, ja przepraszam, ju id, ju mnie
nie ma  woa spiesznie wychodzc, bo Wysocki szed ku niemu tak gronie, jakby go mia
zamiar wyrzuci za drzwi.
Ale zaraz wsuna si otya ydwka i ju od drzwi jczaa przecigle:
 Panie konsyliarzu, ja mam zatkanie, ja mam wielkie zatkanie w piersiach.
 Zaraz! Moe pan przejdzie do mamy, do salonu, jak tylko zaatwi si z chorymi, przyjd.
 Ale to ciekawa kolekcja.
 Bardzo ciekawa, ten, co wyszed, mordowa mnie przez godzin, a w kocu, korzystajc
z paskiego wejcia, zapomnia mi zapaci.
 No, to niewesoe, ale przypuszczam, e takie wypadki zapomnie bywaj nieczste.
 ydzi zawsze s gotowi zapomnie, trzeba im przypomina, co nie jest przyjemnym 
mwi dosy smutnie Wysocki, przeprowadzajc go do matki.
Wysock zna Borowiecki od czasu przyjazdu ze wsi, bo mia do niej list od Anki i przychodzi kilka razy w interesach narzeczonej.
Zasta j teraz siedzc w fotelu pod oknem, w jaskrawej smudze wiata, jakie wpywao
do zaciemnionego pokoju, bo pozostae oka byy przysonite roletami i portierami.
 Bardzo czekaam, bardzo  powiedziaa wycigajc do niego dug, wykwintn rk
o cienkich stokowych palcach.
 Spniem si i pani mi daruje to opnienie, bo istotnie wczoraj przyj nie mogem.
Przywieli maszyny i musiaem by przy ich wypakowywaniu cae popoudnie.
 No, trudno, ale pan mi daruje prob o odwiedziny i zabieranie sobie czasu.
 Jestem na pani rozkazy.
Usiad przy niej na niskim taborecie, ale cofn si w cie, bo soce zalewao arem ten
pas wietlisty i jej wysmuk posta i kado rudawe tony na jej czarne wosy i twarz w oliwkowym
odcieniu, jeszcze bardzo pikn, iskrzyo si zotym pyem w jej wielkich orzechowych
oczach.
 Pani si nie obawia soca  zauway mimo woli.
 Kocham soce i lubi si w nim pawi. Czy u Miecia duo chorych?
 Widziaem kilka osb oczekujcych w przedpokoju.
 ydzi i robotnicy?
 Zdaje mi si.
 Niestety, on innych pacjentw nie ma, i co gorsza, e mie nie chce.
 Przedkada widocznie ilo nad jako. Pracy wicej, ale rezultat materialny podobny.
 Nie o to mi idzie, zupenie mi nie chodzi, czy Miecio zarabia wiele, bo w rezultacie, czy
jest tak lub owak  yjemy z resztek osobistego majtku. Idzie mi tylko o to, eby si tak
wiele nie zajmowa moe nieszczliwym, ale straszliwie brudnym tumem tych ydw i rozmaitych
ndzarzy, jacy si cisn i do niego. Juci, e powinno si co robi dla ulenia cierpie
i niedoli nieszczliwych, ale czemu tego nie robi inni doktorzy, z odpowiedniej sfery,
z mniejsz wraliwoci, przyzwyczajeni od dziecistwa do tych achmanw i brudw.
Wstrzsna si nerwowo i po jej piknej twarzy przelecia bysk wstrtu i obrzydzenia;
podniosa koronkow chusteczk do nosa, jakby w obronie przed jakim wstrtnym zapachem,
ktry si jej przypomnia.
 Na to nie ma rady, tym bardziej e pan Mieczysaw kocha swoich pacjentw, to jego
utopia  odpowiedzia z lekk ironi.
 Na utopi zgoda. Przypuszczam nawet, e kady wyszy umys powinien mie jak
utopi, jak pikn chimer, ktra by mu czynia znoniejszym to dzisiejsze obrzydliwe ycie
 rozumiem nawet, e dla takiej chimery mona powici ycie, ale nie rozumiem, jak mona kocha chimer chodzc w achmanach i brudzie!
Zamilka na chwil, rozsuna seledynowy ekran jedwabny, malowany w zote ptaki
i krzewy, bo soce odbite od cynkowych dachw rzuca poczynao zbyt jaskrawe i ostre
promienie.
Siedziaa jeszcze chwil w milczeniu i pochylajc gow ku niemu, caa teraz w dziwnych
refleksach zielonawego zota, jakie si przesczao przez ekran, zapytaa cicho:
 Zna pan Melani Grnspan?
Nazwisko wymwia z subtelnym obrzydzeniem.
 Znam, ale tylko z widzenia, z towarzystw, a osobicie bardzo niewiele.
 Szkoda!  szepna wstajc.
Przesza kilka razy z majestatyczn powag pokj.
Posuchaa chwil u drzwi gabinetu synowskiego, skd dochodzi przytumiony gwar rozmowy.
Patrzya chwil na ulic huczc olbrzymim ruchem i zalan upaln poog.
Karol z ciekawoci ledzi jej krlewskie ruchy i cho w mroku, jaki zalega pokj, nie
mg dobrze dojrze wyrazu jej twarzy, czu, e jest wzruszon.
 Pan wie, e ta panna Mela kocha si w Mieciu?  zapytaa prosto.
 Pogoski podobne syszaem na miecie, ale nie zwracaem na to uwagi.
 To ju o tym mwi! Ale to kompromitujce!  dodaa silniej.
 Przepraszam, wyjani. Mwi na miecie, e kochaj si oboje. Przewiduj maestwo.
 Nigdy! Daj panu sowo, e dopki ja yj, to si nie stanie!  zawoaa przyciszonym,
namitnym gosem.  Mj syn miaby si oeni z Grnspanwn!
Orzechowe oczy nabray poysku miedzi, a dumna, pikna twarz rozpalia si oburzeniem.
 Panna Mela cieszy si w odzi opini bardzo zacnej i rozumnej, a e przy tym jest bardzo
bogata i zupenie przystojna, wic...
 Wic nic z tego, bo to tylko ydwka!  szepna z mocn, prawie nienawistn pogard.
 Prawda, to tylko ydwka, ale jeliby ta ydwka kochaa i bya nawzajem kochan
przez syna pani, to kwestia jasna i przeciwiestwa wyrwnane  mwi dosy twardo, bo go
irytowa ten protest i wydawa mu si miesznym.
 Mj syn moe si kocha nawet i w ydwce, ale nie moe myle o poczeniu naszej
krwi z krwi obc, z ras wstrtn i wrog.
 Pozwol sobie widzie wielk przesad w tym, co pani mwi.
 A dlaczeg pan si eni z Ank? Czemu pan sobie nie wybra ony spord dzkich
ydwek lub Niemek, co?
 Bo mi si adna z ydwek i Niemek nie podobaa a do stopnia maestwa, ale gdyby
si tak stao, nie wahabym si ani chwili. Nie mam adnych kastowych ani rasowych przesdw i uwaam je za przeytki  powiedzia zupenie serio.
 Jacy wy lepi jestecie, jak wy tylko patrzycie oczami zmysw, jak wy nie dbacie o jutro,
o wasne przysze dzieci, o przysze cae pokolenia  zawoaa zaamujc rce w grozie,
oburzeniu i politowaniu.
 Dlaczego?  zapyta krtko, patrzc na zegarek.
 Dlatego, e moecie wybiera ydwki na matki waszych dzieci, dlatego, e nie czujecie
wstrtu do nich, e nie widzicie, i te kobiety s nam obce zupenie, e nie maj religii,
nie maj etyki, nie maj tradycji obywatelskiego ycia, nie maj zwykej kobiecoci, s puste,
pyszne, bezduszne handlarki wasnych wdzikw, lalki poruszane sprynami najpierwotniejszych
potrzeb, kobiety bez przeszoci i bez ideau.
Borowiecki podnis si do wyjcia, bo go mieszya i oburzaa zarazem ta rozmowa.
 Panie Karolu, chciaam si z panem widzie, aby prosi go o pomoc, o wytumaczenie
Mieciowi tego maestwa. Wiem, e pana powaa, a jako naszego kuzyna prdzej moe
posucha, pan mnie rozumie i odczuje, e ja nie mog pomyle nawet o tym bez blu, e
jaka pachciarka, crka ndznego aferzysty mogaby panowa tutaj, wrd pamitek i wspomnie
ywych czterowiekowej przeszoci rodu naszego. C by oni na to powiedzieli! 
wykrzykna bolenie, szerokim ruchem wskazujc szereg portretw, szereg gw rycerskich
i senatorskich, majaczcych tymi plamami w zmroku.
Borowiecki umiechn si zjadliwie i trcajc palcem w star zbroj zardzewia, stojc
pomidzy oknami, rzek prdko i dobitnie:
 Trupy. Archeologia ma swoje miejsce w muzeach; w yciu dzisiejszym nie ma czasu na
zajmowanie si upiorami.
 Pan si mieje! Wy wszyscy si miejecie z przeszoci, zaprzedalicie dusz zotemu
cielcowi. Tradycje nazywacie trupami, szlachectwo przesdem, a cnot zabobonem miesznym
i godnym politowania.
 Nie, tylko rzecz zbyteczna, jak na dzisiaj. C mi pomoe cze tradycji do zbytu perkalikw!
C mi pomog moi kasztelascy przodkowie, gdy stawiam fabryk i musz szuka
kredytu! Daj mi go ydzi, a nie wojewodowie. A cay ten balast rupieci, jak tradycja, jest
jak cier w nodze, przeszkadza do szybkiego chodzenia. Czowiek dnia dzisiejszego, ktry
nie chce zosta cudzym parobkiem, musi by wolnym od wizw, przeszoci, szlachectwa
i tym podobnych przesdw, to krpuje wol i obezsila w walce z przeciwnikiem bez skrupu-w  bo bez tradycji; z przeciwnikiem dlatego strasznym, e jest sam sobie przeszoci,
teraniejszoci i przyszoci, rodkiem i celem.
 Nie, nie! ale dajmy temu spokj. Moe pan ma racj, ale ja swojej nie ustpi nigdy.
Poka panu list panny Grnspan do Miecia, pisany z Woch. Nie jest to niedyskrecja, bo jest
tam kilka wierszy do mnie.
List by bardzo dugi, pisany rwnym, kupieckim charakterem i peen nieco przesadnych
zachwytw nad Wochami.
Ale miejscami, gdy mwia o sobie, o domu i o przyszym widzeniu si z Wysockim, pe-en by tkliwoci, tumionego uczucia i tsknoty.
 Bardzo adny list.
 mieszny przez przesad i banalny. Zachwyty brane s z Baedeckera, to jest tylko poza,
aby si wyda bardziej interesujc.
Wpad Wysocki zmczony, blady, z przekrconym krawatem i z wosami w nieadzie.
Usprawiedliwia si, e przyj nie mg, ale zaraz pobieg, bo go wzywano telefonem do
fabryki do robotnika, ktremu maszyna zgniota rk.
Borowiecki, korzystajc z tego, rwnie chcia wyj.
 Zrobi pan to, o co prosiam  zacza, ciskajc mu silnie rk.
 Musz si pierwej rozpatrzy w sytuacji, bo moe nie ma takiego niebezpieczestwa,
jakie pani przewiduje.
 Daby Bg, eby to byy tylko przywidzenia. Kiedy pana zobacz?
 Anka przyjeda za dwa tygodnie, to natychmiast j przyprowadz pani.
 A moe w niedziel bdzie pan u Trawiskich? To jej imieniny.
 Bd z pewnoci.
Sza przed nim, aby go wyprowadzi, ale otworzywszy drzwi do poczekalni syna, cofna
si spiesznie i zadzwonia gwatownie na suc.
 Marysiu, pootwieraj okna, niech troch wywietrzeje. Wyprowadz pana innym wyjciem.
I przeprowadzia go przez kilka pokoi przyciemnionych opuszczonymi storami i zapenionych
meblami o starowieckich ksztatach, obwieszonych portretami i obrazami historycznej
treci, penych wypowiaych i podartych makat na cianach, melancholii i klasztornego prawie
nastroju.
 Wariatka!  pomyla znalazszy si na Piotrkowskiej, ale pomimo to wspczu z ni
i zaczyna przyznawa racj w wielu punktach.
Upa jeszcze si potgowa, nad odzi wisiay dymy na ksztat szarych baldachimw,
przez ktre soce przesczao war i zalewao miasto ukropem nie do wytrzymania.
Ludzie wlekli si ociale trotuarami, konie stay z pospuszczanymi bami, wozy toczyy
si wolniej, w sklepach ruch by mniejszy, tylko fabryki huczay z nieustann potg, dyszc
setkami kominw i rozlewajc po rynsztokach strugi kolorowych odpyww niby strugi potu
ciekajcego z przepracowanych organizmw.
Borowieckiemu tak dokuczyo gorco, e wstpi na mazagran, aby si nieco ochodzi.
W cukierni byo chodno i pusto, tylko pod werend pcienn siedzia Myszkowski i zaspane,
ociae spojrzenie podnis na Borowieckiego.
 Gorco, co?  rzek wysuwajc do przywitania spocon rk.
 Ba! czekalimy, zdaje si, tego.
 Moe by pan pojecha ze mn na piwo gdzie za miasto. Samemu si nie chce, a tak we
dwch byoby raniej.
 Nie mam czasu, chyba w niedziel.
 Mam pech. Siedz tutaj od szeciu godzin i nikogo namwi nie mog. By Moryc, wykrci si interesami, by ten fio Kozowski, nie chciaa kanalia. Co ja poczn sam i w taki
upa?  jcza tak komicznie, e Karol si rozemia.
 Pan si miej, a ja si ju roztapiam z gorca i umieram z nudy.
 Czemu nie pjdziesz pan spa?
 Ba! spaem cae trzydzieci godzin i w kocu znudzio mnie to. Nie mam si nawet z kim
kci! Idziesz pan ju? Przyszlij mi pan kogo, dzisiaj nawet na Leona Cohna si zgodz,
a nawet czym wikszy parch, tym lepiej, bo moe mnie prdzej zirytowa.
 Do fabryki pan nie idziesz?
 Po co? Pienidzy mi jeszcze nie potrzeba ani kredyt jeszcze nie wyczerpany zupenie,
mog poczeka. Chopiec, daj no te szste lody!  zawoa i gdy Karol wyszed, opad w krzeso i sennym wzrokiem przyglda si przez bluszczowe cianki werendy koniom dorokarskim,
oganiajcym si energicznie przed muchami.
Borowiecki poszed spiesznie do Helenowa.
W parku byo bardzo cicho i chodno.
Mode drzewka piy wszystkimi liciami soce i okryway ruchomymi cieniami biae sto-y przy pawilonie restauracyjnym.
Trawniki lniy si mod zieleni jak dywanem poplamionym klombami czerwonych i tych tulipanw i obramowanym tym szlakiem cieek i uliczek wywirowanych, nad ktrymi
przelatyway jaskki.
Wzdu klatek menaerii, w ktrych drzemay zmczone upaem zwierzta, biegaa gromada
dzieci i wybuchami wielkiego zadowolenia drania mapy w naronej klatce, ktre
wrzeszczay i rzucay si po klatkach jak szalone.
Wskie alejki, oplecione dzikim winem, tryskay mod, jasn zieleni i odbijay si w dugiej
sadzawce, ktrej gadk, atasow to perow dary w ciemne prgi grzbiety ryb i kaleczyy ostre skrzyda jaskek.
A w gbi wody pod perow powierzchni snuy si niby zote plamy karpie caymi gromadami.
Karol wszed w alejk, aby obej wod i cieniem przej do grnego parku, i zobaczy
Horna z Kam, siedzcych nad brzegiem wody i osonitych winem.
Karmili karpie.
Kama bya bez kapelusza, z rozsypanymi po twarzy wosami, zarumieniona i wesoa jak szczygie, rzucaa kawaki buek i miaa si gono radosnym, dziecinnym miechem, krzyczaa na ryby
wysuwajce z arocznoci na powierzchni okrgawe pyszczki, straszya je dug wierzbow
rzg i co chwila zwracaa rozradowan twarzyczk do Horna, ktry siedzia troch w gbi oparty
plecami o kraty podtrzymujce wino i rwnie wesoo i serdecznie bawi si rybami.
 Cacy, dziateczki, cacy?  zawoa Karol, przystajc za nimi.
 Ciociu, no!  zakrzyczaa bezwiednie i zamilka chowajc w donie rozrumienion twarz.
 C, karpie jedz?
 Bardzo! Za cae dziesi kopiejek zjady buek!  zawoaa ywo i jeszcze ywiej zacz-a opowiada rne sceny z nimi. Opowiadaa bezadnie, bo nie moga ukry i stumi pomieszania,
jakim j przej.
 Opowie mi to wszystko Kama przy cioci, dobrze? Bawcie si dalej, bo ja musz i 
powiedzia zoliwie, widzc, jak Kama na wspomnienie cioci poblada i nagym ruchem gowy
odrzucia wosy z twarzy.
 Tak, pan myli, e nie opowiem, ot opowiem przy cioci, wszystko, wszystko...
 Panie Horn, id pan chociaby jutro do Szai, bo przyjecha i miejsce pan dostanie u niego.
Mwi mi ju o tym Mller.
 Dzikuj panu serdecznie, bardzo si ciesz...
Ale si nie ucieszy, bo by zakopotany, e Borowiecki zapa go na takim dziecistwie
jak karmienie ryb.
 Snujcie dalej t sielank, nie przeszkadzam.
Poszed, ale dopdzia go Kama, zastpia mu drog i zdyszanym, niespokojnym gosem
zacza prosi, poprawiajc rwnoczenie pomit sukienk.
 Panie Karolu... mj zoty panie Karolu... niech pan nic cioci nie mwi...
 A c miabym powiedzie, przecie ciocia pozwolia i Kamie na spacer.
 Tak, tak, bo, widzi pan, Horn taki nieszczliwy... taki biedny... pogniewa si z ojcem,
nie ma pienidzy... wic ja chciaam, eby si rozerwa troch... Ciocia mi pozwoli-a... ale...
 Nie wiem, czego Kama chce?  udawa zoliwie.
 Bo ja nie chc, eby si ze mnie pniej miali, a jak pan powie, to wszystkie bd mnie
przeladowa i ja bd bardzo, ogromnie... strasznie... nieszczliwa, tak jak Horn... bo on
nie ma miejsca, nie ma pienidzy i pogniewa si z ojcem.
Mwia prdko, bezadnie i ju zy nabiegay jej do oczw, a usteczka coraz boleniej si
krzywiy i drgay.
Karol czu, e jeszcze chwil, a Kama wybuchnie paczem.
 A jak powiem, to co?  zapyta artobliwie, odgarniajc jej czarn czupryn za uszy.
 To i ja powiem, e pan by w Helenowie na schadzce, aha!  zawoaa radonie i zy
obeschy natychmiast, a czupryna spada na czoo.
Zacza porusza rowymi chrapkami jak rebiec, gdy ma wierzgn, oczy rozbysy,
a caa twarz zajaniaa figlarn przekornoci.
 Z kime to ja byem na schadzce?  zapyta z umiechem.
 Nie wiem. Ale jeli pan o takiej godzinie jest w Helenowie, to przecie nie dla wieego
powietrza.
Zamiaa si wesoo.
 Kama jest dzieciak wesoy, to ju nic cioci nie powiem, e przychodzi do Helenowa
pociesza bardzo nieszczliwego Horna.
 Dzikuj. Ja pana kocham, ja pana bardzo kocham!  wykrzykna rozradowana.
 Wicej ni Horna, co?
Ale ju nic nie odpowiedziaa i pobiega do ryb.
Z drugiej strony stawu, z grnego parku widzia jeszcze ich gowy pochylone nad wod,
a czasami dwiczny miech wydziera si z zielonej ciany wina i dra nad jasn powierzchni wd.
Lucy jeszcze nie byo.
Zacz spacerowa po wskich alejach, osonitych gszczem drzew i krzeww, cienistych
i pustych zupenie.
Ptaki sennie wierkay w gstwinach, sennie szemray licie i senne gosy leciay od miasta.
Paty czystego nieba widzia nad sob wiszce lub patrzy na wody byskajce pomidzy
drzewami albo na czerwone sukienki dziewczynek migajce wrd drzew, albo na chrabszczeace z opuszczonymi skrzydami po liciach.
Usiad w gwnej alei przy zejciu do staww i przypatrywa si dzieciom, ktre dziwnie
cicho bawiy si pod okiem bon drzemicych na awkach.
Drzewa chwiay si nad nimi sennie i rozsypyway krople wiata migotliwego i barwiy
w coraz inne desenie trawniki.
Guche echa miasta dopyway czasami i niky, rozlewajc si w ciszy parku, czasem ryk
zwierzt z menaerii rozdar powietrze na chwil, czasem jakie gosy rozbit gam wpaday
w zalane upaem aleje.
Ale rycho ucichao wszystko.
Tylko jaskki niestrudzenie przelatyway nad parkiem, przecinay aleje wowymi skrtami,
obiegay dzieci, wymijay ludzi i drzewa i wci przewijay si w kko.
Karol ockn si nagle z sennego rozmarzenia, bo suchy i ostry szelest sukni obudzi jego
uwag; podnis oczy i bezwiednie postpi naprzd kilka krokw.
Na prost niego sza Likiertowa.
Biao-fioletowa parasolka chwiaa si nad ni i obrzucaa ciepym refleksem jej twarz
smutn i szeroko otworzone oczy. Spostrzegli si prawie rwnoczenie i bezwiednie wycignli ku sobie rce.
Jej blada twarz buchna radoci, oczy strzeliy pomieniem szczcia, usta zaszy krwi,
rzucia si naprzd, jakby chcc mu pa w ramiona, ale nagle jaka chmura przysonia soce
i jej cie rzuci na park szaro i pokry ich dusze jakby brudnym achmanem; drgna
nerwowo, wycignita do ucisku rka opada martwo, twarz jej zagasa, usta poblady i zaciy si w blu, oczy cofny si w gb i rzuciy ponury ton, spojrzaa na niego zimno i przesza szybko, schodzc powoli ze schodkw ku stawom.
Postpi za ni automatycznie kilka krokw z jakim uczuciem, ktre go przenikno dziwnym
wzruszeniem.
Odwrcia si na mgnienie i obrzucia go surowym jeszcze, a penym ju zawych blaskw
spojrzeniem i posza dalej.
Usiad i bezmylnie patrzy w to miejsce, skd przed chwil wieciy jej oczy, przesun
palcami po powiekach ociaych nagle i piekcych, wstrzsn si cay, bo te oczy przejy
go strasznym zimnem, i nie wiedzc dlaczego, stan znowu przy schodach i dugo patrzy na
jej wysmuk figur opynit powietrzem, od ktrej dugi cie wlk si po szybie stawu.
Usiad znowu i siedzia bez ruchu i bez myli, patrzy w gb wasnego serca i coraz boleniejszy
blask wydobywa mu si spod przymknitych powiek.
Cie zsun si ze soca niby paszcz nie przytrzymywany i wiato znowu zalao park,
w gstwinach ptaki zawrzay kipicym gwarem, dzieci zaczy z krzykiem goni si po alejach, a drzewa szemray sennie i jakby dla igraszki rzucay licie, ktre falist, mikk lini
leciay na trawniki i kady si cicho na puszystych trawach, a czasem potne echa miasta
wpaday niby kanonada daleka.
Karol patrzy w smug soca drc na tym wirze, pen drga i skrze.
 To si nazywa  pogarda!  myla, widzc jeszcze oczy Emmy i przypominajc sobie
jej opadnicie rki i ten gwatowny ruch oprzytomnienia.
Chcia si rozemia, ale ten umiech nie wydoby si na zewntrz i rozla si w nim gorycz i jakim nagym, cikim znueniem.
Podnis si i ociale poszed do groty.
Lucy ju tam czekaa i zobaczywszy go przy sobie, rzucia mu si na szyj, na nic nie
zwaajc.
 Ostronie! peno ludzi! moe kto zobaczy!  sykn ze zoci, ogldajc si na wszystkie
strony.
 Przepraszam! bardzo przepraszam. Czy dawno czekasz?  zapytaa bardzo pokornie.
 Od godziny i miaem ju i, bo nie mam czasu.
 Chodmy za oraneri, pod jabonie, tam nigdy nie ma nikogo!  prosia bardzo cicho.
Da si prowadzi.
Ujli si gboko pod ramiona i szli tak przycinici do siebie, e obcierali si biodrami.
Lucy co chwila zagldaa mu w oczy, przyciskaa si jeszcze mocniej i umiechaa si sodko
nasikymi pragnieniem pocaunkw ustami, dyszaa arem poudniowego soca i namitnoci spragnionej rozkoszy.
Bya dzisiaj kuszco pikn; jaki lekki, denerwujcy mikkoci fadw i chrzstem jedwab
bordo obciga figur i uwydatnia wspaniae ramiona, mocno rozwinite piersi i biodra cudowne.
Z wielkiego konierza a la Medicis, obrzeonego koronkami, wychylaa si twarz o gorcym tonie oliwkowym, janiejca piknoci, zdrowiem i modoci, a fiokowe cudowne
oczy z ta czarnych rzs i brwi paliy si takim blaskiem i si, e Karol czu lady tych spojrze
namitnych na twarzy, przejmoway go arem i zmikczay te silne postanowienia zerwania;
al mu byo straci nabrzmiae rozkosz usta, ktre tak paliy pocaunkami, al mu
byo spojrze i oddechw gorcych, ktre mu paliy twarz, i tych szeptw namitnych, i uciskw,
tej rozkoszy, nie wyczerpanej jeszcze do dna.
W nagym porywie namitnoci, pod wpywem jeszcze tej goryczy, jak mu wlao w dusz
spotkanie z Likiertow, zacz j caowa z uniesieniem.
Oddawaa mu pocaunki tak dugo, mocno i namitnie, e zblada miertelnie i na p
omdlaa obsuna mu si w ramiona.
 Karl, umieram, umieram!  wyszeptaa posiniaymi wargami, na ktrych jeszcze jania
cay ogrom uniesienia miosnego.
Oplota go sob i po duszej chwili odpoczynku szepna, rozchylajc oczy i oddychajc
chciwie:
 Kocham ci! Nie cauj mnie, jest mi tak niedobrze, tak niedobrze!  skarya si cicho.
I gdy si znaleli za oraneri, osonici od oczw ciekawych nisko zwieszajcymi si
gaziami drzew, usiada na taczkach stojcych pod murem, opara gow o jego rami, bo
siad przy niej, i dugo milczaa.
Trzyma j wp i gadzi jej twarz poblad i kad lekkie pocaunki na cikie, przymknite
powieki, spod ktrych zaczy si wydobywa zy.
 Co ci jest? dlaczego paczesz?
 Nie wiem, nie wiem  odpowiedziaa i te zy coraz obficiej sypay si po twarzy i coraz
gbsze kanie wstrzsao jej piersiami.
Obciera jej oczy, caowa, uspokaja, ale nic nie pomagao, pakaa jak dziecko rozalone
i nie moga si uspokoi.
Chwilami ju si umiechaa, ale nowa fala ez przyciemniaa jej fiokowe oczy i zalewaa
umiech.
Karol zacz si niepokoi, a pniej niecierpliwi.
Jego namitne wzruszenie zgino bez ladu pod tymi zami, siedzia ju zimny i zakopotany
do najwyszego stopnia tym atakiem histerii czy zdenerwowania zwykego.
Na prno si wypytywa, co jej jest.
Nic nie odpowiadaa, tylko ukrya twarz na jego piersiach, obja go ramionami i pakaa
spazmatycznie.
Wiatr przelizgiwa si pomidzy jaboniami i otrzsa z nich reszt powidych, sczerniaych kwiatw, ktre rdzawymi patkami leciay na gowy siedzcych i na trawniki, chwia
gaziami nad ich gow, szemra co tajemniczo w gstwinie i polecia dalej, zostawiajc
za sob wielk cisz i pustk, wrd drzew, ktrych czuby koysay si ostatnimi ruchami
w socu.
Wrble zaczy krzycze na dachu oranerii, a od miasta zerwa si chr ostrych i wrzaskliwych
wistw fabrycznych, goszcych podwieczorek, i zala park dzik kanonad.
Lucy przestaa paka, obtara twarz z ez, przejrzaa si w malekim kieszonkowym zwierciadeku, poprawia kapelusz i ozwaa si cicho, patrzc na jego twarz schmurzon:
 Gniewasz si na mnie, Karl?
 Nie, c znowu, tylko mnie zaniepokoi twj pacz.
 Daruj mi, widzisz, nie mogam wytrzyma, nie mogam... Tyle dni czekaam na ciebie,
tyle dni mylaam o tej chwili spotkania si z tob, tak si cieszyam... bo mnie jest le, Karl,
mnie jest bardzo le w domu... Zabierz mnie stamtd, zabij mnie, jeli chcesz, a nie pozwl
mi wraca do nich!  wykrzykna silnie, chwytajc go za rce ruchem rozpaczy, i wpia si
oczami w jego oczy, ebrzc zmiowania i ratunku.
 Uspokj si, Lucy, jeste rozdraniona, zdenerwowana i nawet nie wiesz, czego dasz.
 Wiem, Karl, wiem, ja chc ciebie. Ja tam z nimi nie wytrzymam duej, nie wytrzymam!
 zawoaa namitnie.
 C ja na to poradz?  rzek dosy niecierpliwie i twardy cie gniewu zamigota w jego
szarych oczach.
Porwaa si na te sowa z miejsca i jakby przepa ujrzaa przed sob, patrzya dugo na
niego jakim wzrokiem osupienia i trwogi.
 Karl, ty mnie nie kochasz! ty mnie nigdy nie kocha  wykrztusia cicho trzscymi si
ustami i czekaa z zamarym sercem jego sw.
Ale on, pomimo e ju mia na ustach straszn dla niej odpowied, powstrzyma si jakby
pod wpywem litoci i umiechajc si, obj j wp i zacz caowa te przeraone, peneez oczy, ktre biy powiekami niby skrzyda motyla konajcego, i usta drgajce w strachu.
 Jeste dzisiaj bardzo zdenerwowana, bardzo rozdraniona. Trzeba si uspokoi, Lucy,
i nie trzeba takich rzeczy mwi ani myle o nich, bo mnie one bardzo bol, dobrze, Lucy?
 szepta silc si na pieszczotliwo gosu.
 Dobrze, Karl, dobrze! Przebacz mi! Ja ci tak strasznie kocham i tak si boj o ciebie,
e nie mogam wytrzyma, chciaam si przekona.
 A teraz wierzysz mi ju i jeste spokojn, nieprawda?
 Wierz ci, Karl, bo komu ja bd wierzy, jeli nie tobie!  zawoaa szczerze i gboko.
 Czy w domu spotkaa ci jaka przykro?
 Czy jedna! Mam ich tysic codziennie, ale dzisiaj przyjechaa ciotka z Czstochowy i ca-y czas tylko wyrzekaa, e nie mamy dzieci! Syszysz, Karl? Caa rodzina si tym martwi
i cigle mi wymawiaj, cigle... On powiedzia, e si ze mn rozwiedzie, bo mu wstyd przed
swoimi za mnie. Dzisiaj uradzili, e ciotka ma mnie zawie do Brodw, do jakiego cadyka,
ktry ma na to poradzi...
 Zgodzia si?
 Oni mog mnie zmusi!... Nie mog si przecie opiera, bo si nikt za mn nie ujmie...
Musz...  szeptaa cicho, zaciskajc zby w odczuwanej silnie bezbronnoci, i patrzya w niego
bagalnymi oczami, jakby dajc ratunku, ale Karol poruszy si niespokojnie i oglda zegarek.
 Wiesz, zagrozili mi, e jeli si nie zgodz, to dadz mi rozwd i wywioz do maego
miasteczka! Syszysz, wywioz daleko od ciebie i ju bym ci nigdy... nigdy nie zobaczya.
I jakby w strachu nagym, olepiajcym, e moe go straci na zawsze, rzucia mu si w ramiona,
opltywaa go sob, przyciskaa si silnie i pena jakiego lku i mioci pochwycia
jego rce i okrywaa pocaunkami.
 Musimy ju i, bo muzyka w parku gra zaczyna, ludzi bdzie wicej i mogliby nas
zobaczy.
 Niech zobacz, ja ci kocham, Karl, i przed caym wiatem mog miao woa, e kocham.
Co mi tam ludzie, gdy ty jeste przy mnie!
 Musimy jednak zachowywa pozory.
 A co by zrobi, gdybym tak pewnego dnia przysza do ciebie i zostaa na zawsze? 
zapytaa ywo, przyciskajc si do niego mionie, i twarz jej rozjani potny pomie
szczcia.  I bylibymy razem zawsze, zawsze... zawsze...  powtarzaa pieszczotliwie, przeplatajc sowa gorcymi pocaunkami.
 Dzieciak jeste, nie zdajesz sobie sprawy z tego, co mwisz... a to s szalone myli...
 A czy mio nie jest take szalestwem, Karl?
 Jest, jest, ale musimy si ju rozej  mwi prdko, nasuchujc dalekich odgosw
muzyki, przesczajcej si przez gstwin i mrok opadajcy.
 Ty mnie nie kochasz, Karl?  zagadna artobliwie, a rwnoczenie wysuna usta, aby
zaprzeczy pocaunkami.
Ale on spojrza na ni zimno i ostro i takim ostrym gosem odpowiedzia, e zadraa,
pucia jego rami i sza obok zmieszana, zaniepokojona i smutnym wzrokiem wodzia po
gszczach, w ktrych czaiy si smugi mroku, podarte przez ostre, miedziane poyski zachodzcego soca.
I chocia zapewnia j o swojej mioci gosem, jak mg, najagodniejszym, chocia caowa na poegnanie bardzo serdecznie, odesza strwoona i smutne spojrzenia rzucaa z oddali
na stojcego pod drzewami.
Muzyka graa jakiego melancholijnego walca, ktry po wielkim obszarze parku rozlewa
si sodkim szmerem i porusza obwise w przedzachodniej chwili drzewa i zamykajce si
kielichy kwiatw.
Alejami snuy si tumy ludzi, gwar rozmw, miechy, chrzst wiru pod nogami, jasne
stroje kobiet. Sznury drzew, stojcych w wielkiej ciszy, owieway opalowe mroki pene drga
melodyjnych i smug krwawo zachodzcego soca, ktre zsuwao si za lasy i pryskao strumieniami
miedzianego wiata na d pen dymw i czarnych sylwetek kominw, na puste
pola roztaczajce si za parkiem, pene drzew samotnych, cegiel, domkw niskich, drek
piaszczystych i zielonych zb, co jak fale koysay si i biy w miasto z bezsilnym uporem.
Karol poszed grn alej poza menaeri, aby si nie spotka ze znajomymi, ale zwolni
kroku, bo zobaczy przed sob Horna z Kam; szli, trzymajc si za rce i cicho nucili jak
piosenk koyszc w takt gowami, Kama kapelusz trzymaa w rku, wosy wichrzyy si jej
na gowie i przewiecay promieniami soca niby zotymi szpilkami, bo szli pod zachd i stanwszy na szczycie wzgrza przypatrywali si miastu.
Karol wymin ich boczn uliczk i spiesznie pojecha do miasta.
XX
 Niech pan wstpi na herbat, bo ciocia bdzie si gniewa, e puciam pana  prosia
Kama, gdy j odprowadzi na Spacerow.
 Nie mam czasu, musz teraz i szuka Malinowskiego, trzy dni ju nie by w domu,
jestem o niego bardzo niespokojny.
 No, dobrze, a jak go pan znajdzie, to przyjdcie obaj na herbat.
 Dobrze!
Ucisnli sobie rce po przyjacielsku i rozeszli si.
 Panie Horn!  zawoaa za nim Kama z bramy.
Odwrci si i czeka, co powie.
 Ale si pan teraz lepiej czuje, co? Nie jest pan ju nieszczliwy, co?
 Lepiej, znacznie lepiej i dzikuj za ten spacer caym sercem.
 Trzeba by zdrowym, trzeba nie by nieszczliwym i trzeba i jutro do Szai, dobrze? 
mwia cicho i jakim matczynym ruchem pogaskaa go po twarzy.
Pocaowa j w koce palcw i poszed do domu, ale szed wolno i apatycznie, pomimo
e szczerze niepokoia go duga nieobecno Malinowskiego, z ktrym mieszka i z ktrym
zy si mocno przez te kilka miesicy oczekiwania na posad.
Malinowskiego w domu nie byo, mieszkanie wiono pustk i zna byo na kadym kroku,
e tdy przesza bieda, a przesza niemaa, bo Horn pogniewa si z ojcem, ktry mu
wstrzyma pensj, chcc tym sposobem zmusi upartego do powrotu.
Ale nie zmusi, bo Horn si zaci i postanowi i dalej o wasnych siach, a tymczasem
y poyczkami, kredytem i sprzeda stopniow mebli i sprztw oraz mioci, jak czu
do Kamy, mioci, ktra owiewaa ca jego przyrod sodkim tumanem jak ten wieczr
czerwcowy, zapadajcy na miasto, peny ciszy gbokiej i gwiazd skrzcych si w gbiach
strasznych, niby marze-byskw, drcych na fali powietrznej, jak ona wiecznej i jak ona
nigdy nieuchwytnej.
Przesta myle o sobie, bo postanowi i na miasto i odszuka przyjaciela.
Malinowski urzdza nieraz takie tajemnicze zniknicia, po ktrych wraca blady i zdenerwowany,
nie mwic, gdzie by, ale nigdy nie bawi tak dugo jak obecnie.
Horn obszed znajomych, gdzie spodziewa si czego dowiedzie, ale nikt Malinowskiego
nie widzia od dni kilku; u jego rodzicw si nie dowiadywa, bo nie chcia ich niepokoi,
a zreszt pozostawia to na ostatek.
Przyszo mu na myl dowiedzie si u Jasklskich, do ktrych Malinowski bardzo czsto
zaglda. Jasklscy mieszkali teraz na jednej z nowo powstajcych uliczek, pomidzy lini
drogi elaznej, lasem i fabrykami Scheiblera.
Uliczka bya jeszcze na wp polem, p mietnikiem, a p miastem, bo cigna si porwan lini wrd zb zielonych, wzgrz usypanych z wywoonych z miasta rumowisk i olbrzymich
dow, z ktrych czerpano piasek.
Czteropitrowe domy, z nie tynkowanej cegy, ordynarne, ledwie sklejone, czerwieniy si
obok maych domkw drewnianych i prostych bud skleconych z desek na skady.
U stp lekkiego wzniesienia, na ktrym cigna si uliczka, wlk si kolorowy strumie,
zanieczyszczony odpywami z fabryk i zaraajcy dookoa powietrze strasznymi wyziewami.
Stanowi on granic pomidzy waciwym miastem a polami i obmywa krtymi liniami dugie
parkany i kupy wywoonych z miasta mieci.
Jasklscy mieszkali pod samym lasem, w drewnianej ruderze o kilkunastu oknach frontu
i penej przystawek i facjat na skrzywionym pitrze. Teraz mieli si znacznie lepiej, bo on
zarabia pi rubli tygodniowo przy budowie fabryki Borowieckiego, ona za prowadzia sklepik
z wiktuaami na rachunek piekarza, za co miaa mieszkanie i dziesi rubli miesicznie.
Przed sklepikiem Jasklskich siedzia poobwijany w kodry Anto i rozmarzonym, tsknym
wzrokiem przypatrywa si sierpowi ksiyca, ktry wyania si zza chmur i osrebrza blaszane,
wilgotne od rosy dachy i kominy miasta.
 Jzio jest w domu?  zapyta Horn, ciskajc mu wyschnit, suchotnicz rk.
 Jest... jest...  szepta z trudem chory nie puszczajc jego rki.
 Lepiej ci teraz ni zim?
 Czy tam si nikt nie dostanie?  zapyta, wskazujc rozszerzonymi oczami ksiyc.
 Chyba po mierci...  rzuci Horn, prdko wchodzc do sklepiku.
 Ja czuj... jak tam jest strasznie cicho...  szepta chory wzdrygajc si caym ciaem
i umiech okrutnej, nieprzepartej, bolesnej tsknoty rozjani jego twarz wychud.
Zamilk, opuci rce bezwadnie jak achmany, opar gow o drzwi, przy ktrych siedzia,
i uton ca dusz w tych przeraajcych gbiach, po ktrych lizga si srebrny sierp ksiyca.
Jzio siedzia za sklepem, w maej, ciasnej izdebce, penej ek i gratw i tak dusznej, e
otworzone drzwi i okna niewiele odwieay rozpalone powietrze.
 Dawno widziae Malinowskiego?
 Ze dwa tygodnie nie by u nas, a nie widziaem go od niedzieli.
 A Zoka dawno bya u was?
 Zoka ju do nas nie przychodzi. Mama si na ni pogniewaa... Maryka, bo wybijesz
szyby!  krzykn przez okno do maego ogrdka, w ktrym majaczya si jaka posta kobieca.
 Co ona tam robi?  zapyta, patrzc na ciemn cian lasu stojcego o kilkadziesit krokw
od domu, tak e blask lampy, padajcy przez okno dugim zotym pasem, poyskiwa na
pniach sosen.
 Kopie ziemi, to Maryka, weberka, pochodzi z naszych stron. Mama odstpia jej nasz
ogrdek i ona zawsze po fabryce przychodzi tutaj gospodarowa. Taka gupia, zdaje si jej
przez to, e jest na wsi.
Horn nie sucha, myla, gdzie znale Adama, oblecia bezwiednie oczami pokj i sklepik
peen byszczcych blaszanek od mleka, odetchn kilka razy dusznym, przesyconym kurzem,
dymem i zapachem chleba powietrzem i egnajc si zapyta artobliwie:
 C, nie dostae znowu jakiego miosnego listu?
 Dostaem... tak...
Zaczerwieni si gwatownie.
 Bd zdrw...
 To i ja pjd.
 Moe na schadzk, co?  zapyta artobliwie.
 Tak, tak... Ale niech pan tak gono nie mwi, jeszcze mama usyszy.
Ubra si spiesznie i wyszli na ciemn ulic.
Ciepy wieczr czerwcowy wycign ludzi z domw i z nor mieszkalnych, siedzieli
w czarnych sieniach, na progach, przed domami, w piasku drogi lub w otwartych oknach,
przez ktre wida byo niskie, ciasne izby pene tapczanw i ek, huczce rojem ludzkim
jak ule.
Uliczka nie miaa latar, owietla j ksiyc i smugi wiate bijcych od okien i od pootwieranych
szynkw i sklepikw.
Na rodku drogi tarzay si z krzykiem gromady dzieci, a od jednego z dalszych szynkw
bucha chr pijackiej piosenki i czy si z dwikami harmonijki, rozlewajcej z jakiego
poddasza skoczne tony krakowiaka, i z hukiem pocigw, przelatujcych niedaleko.
 Gdzie masz to rendez-vous133?  zapyta Horn, gdy wyszli na uliczk i szli ciek biegnc w poprzek szerokiego pola kartofli do miasta.
 Niedaleko, przy kociele.
 ycz ci powodzenia!
Horn poszed do rodzicw Adama, eby si dowiedzie o niego, i trafi na wielk burz.
Matka staa na rodku pokoju i krzyczaa na cay gos. Zoka pakaa spazmatycznie pod
piecem, a Adam siedzia przy stole z twarz ukryt w doniach; stojca na komodzie lampa
owietlaa ca scen.
Horn wszed, ale natychmiast si cofn zmieszany.
Adam wybieg za nim.
 Mj drogi, poczekaj na mnie kilka minut w bramie, prosz ci o to bardzo!  szepn
gorczkowo i wrci do mieszkania.
Matka krzyczaa ostrym, podniesionym gosem:
 Ja raz jeszcze pytam, gdzie bya przez te trzy dni?
 Mwiam ju mamie, byam na wsi pod Piotrkowem u znajomej.
 Zoka, nie kam!  rzuci krtko Adam i jego zielone, sodkie oczy zapaliy si gniewem.
 Ja wiem, gdzie bya!  doda ciszej.
 No gdzie?  zawoaa dziewczyna z niepokojem, podnoszc na zapakane oczy.
 U Kesslera!  szepn cicho, ale z tak moc blu, e matka rozkrzyowaa rce, a Zoka
zerwaa si z krzesa, staa czas jaki na rodku pokoju, wodzc hardym, buntowniczym
wzrokiem dokoa.
 A wic tak, byam u Kesslera! jestem jego kochank, a wic tak!  zawoaa ostro i z tak
determinacj w gosie, e matka cofna si pod okno, a Adam zerwa si z krzesa, a ona staa
chwil w milczeniu, patrzc na nich hardym wzrokiem, ale po chwili fala zdenerwowania
zatrzsa ni tak silnie, e nogi si pod ni ugiy, upada na dawne miejsce i wybuchna
wstrzsajcym paczem.
Matka oprzytomniaa, skoczya do niej, pochwycia za rce i przycigajc do lampy zacza prdko, gorczkowo mwi:
 Ty jeste kochank Kesslera? Ty, moja crka?
Chwycia si za gow i zacza biega po pokoju z rykiem strasznego blu.
 Jezus, Maria!  woaa, zaamujc rce w rozpaczy.
Przypada znowu i trzsc ni z caych si, szeptaa ochrypym, zduszonym przez wzruszenie
gosem:
 Wic te wyjazdy do ciotki, te spacery, te chodzenia z przyjacikami do teatru, te stroje
 to wszystko. A, rozumiem teraz, rozumiem! I ja na wszystko pozwalaam, byam tak lepa!
Jezus, Maria! A nie karz mnie, Boe przedwieczny, za lepot, a nie karz mnie, Panie miosierny,
za dzieci moich winy, bom ich niewinna!  bagaa nieprzytomnym gosem, padajc
w wielkiej skrusze przed obrazem Matki Boskiej owieconym oliwn lampk.
Cisza zapada na chwil.
Adam ponuro patrzy w lamp, a Zoka staa pod cian skulona, zamana, nieszczliwa,zy wielkimi perami sypay si z jej oczw i zaleway twarz ca, drgaa ustawicznie, wstrzsana kaniem, wosy si jej rozsypay na ramiona i na czoo, odgarniaa je automatycznym
ruchem i nie widziaa nic ju, co si dziao dokoa.
Matka podniosa si z kolan, twarz jej blada i obrzka pena bya surowoci nieubaganej
i grozy.
 Zdejm zaraz te aksamity!  zawoaa.
A gdy Zoka zawahaa si nie rozumiejc, matka zacza zrywa z niej aksamitny stanik
i dara go w kaway.
 To twoja haba, ty ulicznico!  krzyczaa i wpada w sza niszczycielki, zerwaa z niej
ca garderob i porwaa j w strzpy, podeptaa z nienawici i rzucia si do komody, i wyrzucaa z niej, i dara wszystko, co naleao do Zoki, ktra ogupiaym wzrokiem przypatrywaa si zniszczeniu i szeptaa urywanymi sowami:
 On mnie kocha... on obieca si ze mn oeni... ja nie mogam ju wytrzyma w fabryce
 ja nie chc umiera w przdzalni... ja nie chc by weberk cae ycie... Mamusiu droga,
matuchno moja jedyna, przebacz mi, mamusiu, miej lito nade mn!  krzykna gwatownie,
rzucajc si do ng matki. Zerwaa si w niej resztka wiadomoci i mocy panowania nad sob.
 Moesz i sobie teraz do Kesslera, ja ju crki nie mam  szepna matka sucho, otwierajc drzwi szeroko i wyrywajc si z jej obj.
Zoka zalana nagym, olepiajcym strachem, jaki wion ze sw matczynych i tej czarnej
gardzieli korytarza, jaki ujrzaa przed sob, cofna si w ty i runa do ng matki z nieludzkim
okrzykiem trwogi strasznej; czepiaa si jej rk, jej sukni, jej kolan, czogaa si za
ni na kolanach i ebraa nieprzytomnym, przezawionym gosem litoci i przebaczenia.
 Zabij mnie, a nie wypdzaj! Zabijcie mnie, ludzie, bo ju nie wytrzymam! Adam, bracie
mj. Ojcze mj, miejcie lito nade mn.
 Wyno si natychmiast i nie pokazuj si nigdy tutaj, bo ci jak psa wypdz i oddam
policji!  syczaa matka nieubaganie, skamieniaa w gniewie, bo wszystko w niej nagle
z wielkiego blu zamaro, nawet lito.
Adam rwnie nieporuszony sucha i patrza, tylko jego zielone oczy straciy ostry poysk
gniewu i mroczyy si zami.
 Precz mi!  krzykna ostro raz jeszcze matka.
Wtedy Zoka przystana na mgnienie na rodku pokoju i rzucia si z obkanym krzykiem
w korytarz, a ssiedzi zaczli drzwi otwiera i wychyla gowy, przebiega cay dom
familijny, zbiega na d, na podwrze, wcisna si w ciemny kt pod akacje kwitnce, i zemdlaa z dzikiego, zwierzcego strachu.
Adam wybieg za ni, a przywrciwszy do przytomnoci szepn mikkim, braterskim
gosem:
 Zoka, chod do mnie! Ja ci nie opuszcz.
Nic nie odpowiedziaa, tylko chciaa mu si wyrwa z rk i ucieka w wiat.
Z trudem j uspokoi, okrci w jak chustk, ktr przynis z domu, bo dziewczyna caa
bya w strzpach, uj mocno pod rk i poprowadzi do doroki.
Horn, ktry czeka w bramie, przyczy si do nich.
 Tak si stao, e Zoka chwilowo bdzie mieszka u mnie, nie moglibycie sobie poszuka
mieszkania na kilka dni?
 Dobrze. Pjd do Wilczka, on ma due mieszkanie.
Jechali w milczeniu, tylko przejedajc obok paacu Kesslera Zoka przycisna si silniej
do brata i zacza cicho paka.
 Nie pacz, to si wszystko da zaagodzi! Nie pacz, matka da si przeprosi, z ojcem
sam si rozmwi!  pociesza j i caowa po zapakanych oczach, i gadzi jej wosy roztargane.
Tak odczua te pocieszenia i jego mio, e obja go ramionami, ukrya mu twarz na piersiach
i jak dziecko skarya si cichym, urywanym szeptem na swoj dol nieszczliw, nie
zwaajc na obecno Horna.
Urzdzili jej zaraz mieszkanie z pokoju brata, ktry si przenis do pokoju Horna, zamkna si w nim, nie chciaa wyj na herbat, jak zagotowa Horn.
Adam sam jej zanis.
Wypia troch; rzucia si na ko i zasna natychmiast.
Adam zaglda do niej co chwila, pookrywa j, czym mg, wytar chusteczk jej twarz,
bo zy pomimo snu pyny spod zamknitych powiek, potem powrci i szepn cichym
gosem:
 Domylacie si, co si stao?
 Nie, nie, i prosz was bardzo, nie mwcie mi, bo widz, jak was to boli. Ja zaraz wychodz.
 Zostacie jeszcze chwil. Syszelicie, musielicie sysze, co mwili o Zoce?
 Na plotki nigdy nie zwracam uwagi, nigdy ich sucha nie chc  rzek Horn wymijajco.
 To nie plotki, to prawda!  rzek ostro, wstajc z miejsca.
 Wic c poczniecie?  zapyta z wielkim wspczuciem.
 Id w tej chwili do Kesslerw!  szepn twardo i zielone oczy bysny mu takim tonem
jak szmelcowana lufa rewolweru, ktry schowa do kieszeni.
 To na nic si nie przyda, z bydlciem nie mona spraw ludzkich zaatwia.
 Sprbuj, a jak mi si nie uda, to...
 To co  podchwyci spiesznie Horn, przestraszony akcentem groby, jaki brzmia w jego
gosie.
 To pomwimy inaczej... to si pokae...
Horn chcia mu tumaczy, ale Adam nie chcia sucha, tylko gdy si rozstawali przed
bram, ucisn mu silnie rk i pobieg do paacu Kesslera.
Nie zasta i nikt nie umia go objani, gdzie w tej chwili moe by mody Kessler.
Popatrzy z ca nienawici na wspaniae mury paacu, na byszczce przy ksiycu jego
wieyczki i zocone balkony, na zasonite biaymi storami okna i poszed do fabryki do ojca.
Stary Malinowski, jak zwykle, niby uraw niestrudzony obchodzi to olbrzymie koo rozpdowe,
ktre jak ptak potworny rzucao si w mrocznej, roztrzsionej ruchem wiey, zapadao
si w ziemi, wybiegao z cieniw, poyskiwao roziskrzonym, zimnym tumanem stali i okrca-o si dookoa z tak szalon szybkoci, e adnego konturu nie mona byo pochwyci.
Taki szalony krzyk maszyny hucza w wiey, e stary szeptem zapyta syna:
 Znalaze Zok?
 Przywiozem j dzisiaj wieczorem.
Stary popatrzy na dugo i poszed znowu obej maszyn, naoliwi niektre czci, przyglda si manometrowi, wytar toki, ktre z sykiem pracoway ociekajc oliw, krzykn
przez tub do maszynistw pracujcych niej i powrciwszy do syna powiedzia zacinitym
gardem.
 Kessler!
Zby mu si wyszczerzyy jakby do ksania.
 Tak, ale on mj! Niech mu ojciec da spokj  zacz gorco Adam.
 Gupi! Mam z nim wane sprawy, ani mi si wa go tkn, syszysz?
 Sysz, ale swojego nie odstpi.
 Ani mi si wa!  zawarcza stary, podnoszc czarne, olbrzymie picie jakby do uderzenia.
 Gdzie ona teraz?
 Matka j wypdzia z domu.
Sykn przez zacinite zby i bure oczy zapady mu gboko pod brwi krzaczaste i rzuca-y tylko cie grony na twarz szar i such.
Zgarbi si i obchodzi powoli to koo, ktre piewao rykiem szalony hymn siy uwizionej,
targajcej si z wciekoci pomidzy trzscymi si murami.
Przez mae zakurzone okienka budynku la si srebrny, ksiycowy kurz, w ktrym niby
sine widmo taczyo z krzykiem bydl olbrzymie.
Adam, nie mogc si doczeka wicej sw od ojca, powsta i zmierza do wyjcia.
Stary wysun si za nim i ju za progiem szepn:
 Zajmij si t... przecie to nasza krew...
 Wziem j do siebie.
Pochwyci go i elaznymi ramionami przycisn do serca.
Zielone, sodkie oczy syna wpiy si z wielk mioci w bure, rozzawione oczy ojca, patrzyli
w siebie do gbi, na wskro i rozeszli si bez sowa.
Stary spiesznie obchodzi maszyn i zaoliwionymi palcami wyciera oczy.
XXI
 Interes prosty, czyste zoto, powiadam wam. Kupiem plac, ktry musi, uwaacie, musi
odkupi ode mnie Grnspan za tak cen, jak wzi zechc  tumaczy nazajutrz rano Stach
Wilczek Hornowi, ktry spa u niego.
 Dlaczego musi?  zapyta zaspanym gosem Horn.
 Bo mj plac otacza fabryk jego z dwch stron; z boku i z tyu, z drugiego boku le
place Szai Mendelsohna, a od frontu ulica. Grnspan chce powikszy fabryk, a nie ma u siebie
miejsca. Ma by dzisiaj u mnie, zobaczycie, jak ma min. On ten plac targowa przez
trzy lata i przez trzy lata postpowa dotychczasowemu wacicielowi po sto rubli na rok,
chcia kupi tanio, czeka, nie spieszyo mu si. Cudem si dowiedziaem, postpiem chopu
grubo i po cichutku kupiem, teraz ja bd czeka, teraz mnie si nie spieszy... ha, ha, ha! 
mia si wesoo, zacierajc rce, oblizywa wywinite wargi i mruga oczami.
 Ile macie tego placu?
 Cae cztery morgi! Pidziesit tysicy rubli jakbym ju mia w kieszeni.
 Jeli si udzi, to ju mocno!  zamia si Horn, nieco dotknity t cyfr.
 Ja si nigdy w interesach nie myl. Grnspan ma stawia dwa pawilony, razem okoo
dwch tysicy ludzi i pomyle, e gdyby je musia stawia w innym miejscu, choby o kilkaset
krokw dalej, to koszty budowy, urzdze i administracji podnios mu si w dwjnasb.
Pijecie jeszcze herbat?
 A prosz, jeli jest gorca, ale jak na przyszego milionera macie diablo wygryzione filianki!  zwrci uwag, dzwonic yeczk w wyszczerbione fajansowe filianki.
 To gupstwo, bdzie si jeszcze pijao na sewrskich  odpowiedzia lekcewaco.  Zastawi
was samych na par minut  rzek, patrzc przez okno i wyszed do sieni, bo kilka
kobiet starych, wyndzniaych, z koszykami na rku, ukazao si pomidzy winiami na p
uschymi, jakie stay przed domem.
Horn tymczasem obejrza si po pokoju, stanowicym mieszkanie przyszego milionera.
Bya to prosta chopska izba o wykrzywionych cianach, wybielonych wapnem; gliniany
ubity tok134, stanowicy podog, pokryway kaway dywanu barchanowego w jaskrawe czerwone
kwiaty; krzywe, mae okienko, przysonite brudn firank, wpuszczao tak mao wiata, e caa izba i ndzne, zbierane jakby ze mietnikw graty tony w mroku, w ktrym tylko
byszcza jaskrawo wielki samowar, stojcy na zwykym chopskim kominie, pod wielkim
okapem.
Kilkanacie ksiek leao na stole wrd kawakw starego elastwa, rzemieni i cewek
z prbkami rnokolorowej przdzy bawenianej.
Horn zacz przeglda ksiki, ale e doszed go przez szyby rozpakany gos kobiecy,
odoy i sucha.
 Pan mi poyczy dziesi rubli! Pan wie, e Ruchla Wassermanowa jest uczciwa, jest
biedna kobieta. Jak ja dzisiaj nie bd miaa pienidzy, to nie zrobi interesu i nie bd miaa
z czego y cay tydzie.
 Pienidzy bez fantu nie dam.
 Panie Wilczek! ja oddam, ja panu przysign na wszystkie witoci, e oddam... My
je nie mamy; moje mae dzieci, mj m, moja matka... uny czekaj, eby ja im przyniosa
kawaek chleba! A jak pan mi nie poyczy, to skd ja im wezm...
 Niech zdechn, co mi to szkodzi!
 Takie sowo, takie niedobre sowo pan powiedzia  jczaa ydwka.
Wilczek usiad na awce pod oknem i zacz przelicza pienidze, jakie mu drugie kobiety
oddaway.
Po rublu, po dwa, najwyej po pi, kady przed nim miedziakami, po dziesitce, wyciganej z wzw i skrytek.
Liczy uwanie i co chwila wyrzuca jak sztuk.
 Gitla, ta dziesitka na nic, dawa inn!
 Na moje sumienie, to dobry pienidz. Ja j mam od jednej obywatelki, co una zawsze
kupuje ode mnie pomaracz! Nu, dlaczego ma by niedobry! un sie wieci  woaa, linic
dziesitk i wycierajc j fartuchem.
 Dawa prdko inn, bo nie mam czasu!
 Panie Wilczek, pan jest szlachetna osoba, pan mi poyczy...  prosia Wassermanowa.
 Pani Sztein, brakuje 15 kop.!  zawoa zwracajc si do maej, starej ydwki z trzsc si gow, ubran w zatuszczony czepek.
 Brakuje! to nie moe by! tam jest cae pi rubli, ja dobrze liczyam.
 Dooy, i basta! Szteinowa zawsze tak mwi i zawsze brakuje, znamy si dobrze.
Szteinowa zacza dowodzi, e nie brakuje, co tak zirytowao Wilczka, e zgarn pienidze i rzuci je w piasek pod jej nogi.
Szteinowa z wielkim lamentem zbieraa je z piasku i ukadaa z powrotem na awce.
Wassermanowa przysuna si znowu do Wilczka i dotykajc jego okcia kocami palcw
prosia cichym, rozpakanym gosem:
 Ja czekam!... ja wiem, co paska osoba bdzie litociwa...
 Bez zastawu nie dam ani rubla  rzek.  Niech Wassermanowa poyczy sobie od
zicia!...
 Co pan wspomina tego ajdaka! Pan wie, ja jemu daam za crk na st, ywych pienidzy
cae czterdzieci rubli, to ten gagan w niecae p roku wszystko wyda! Pan syszy,
wszystko wyda! Na co un wyda taki kapita!
Wilczek nie sucha narzeka, odbiera nalenoci z procentami za tydzie ubiegy i poycza na nastpny, wpisujc nazwiska i cyfry z wielk dokadnoci w notes.
Obojtnie sucha narzeka i z nieukrywan wcale pogard traktowa ten tum kobiet wyndzniaych.
Nie wzruszay go ich oczy zaczerwienione, wypalone przez soce i mrozy; te postacie
w achmanach; te twarze o wyrazie wiecznej troski i godu, wychylajce si spod peruk i brudnych
chustek, ani ten cay chr ndzy, ktry lamentowa w ostrym socu, wpord drzew
schncych, zmurszaych, gdzieniegdzie tylko zieleniejcych, na trawnikach porosych chwastem,
z ktrego dziewanny wysmuke i wielkie opiany wysuway bladozielone licie.
Zaraz za drog miasto rozlewao si morzem czerwonych domw, kominw i dachw, po
ktrych grao soce blaskami; huki, turkoty, wisty napeniay ogrdek cig wrzaw i trzsy drewnianymi, pokrzywionymi cianami domu Wilczkowego.
Horn ze zdumieniem ywego wspczucia przypatrywa si szeregom tej ndzy, stojcej
przed domem i ze wzrastajcym oburzeniem sucha i wtajemnicza si w interesy Wilczka.
Nie mg ju dalej wytrzyma i gdy Wilczek zaatwiwszy ostatni spraw powrci do izby,
Horn w milczeniu wzi kapelusz i skierowa si do wyjcia.
 Nie chodcie jeszcze.
 Musz i do Szai, a przy tym powiem prawd, e to, co syszaem i widziaem tutaj
przed chwil, przejo mnie gbok odraz do pana, panie Wilczek... Zechce mnie pan uwaa, a ze mn i cae nasze towarzystwo, za zupenie sobie obce i nieznajome  powiedzia
ostrym gosem i obrzucajc go pogardliwym spojrzeniem chcia wyj.
 Nie wypuszcz pana, musi pan wysucha tego, co powiem!  zawoa Wilczek spiesznie
zagradzajc mu sob drzwi, spsowia od gniewu, ale mwi spokojnie.
Horn popatrzy mu prosto w oczy i nie zdejmujc kapelusza usiad i rzek sucho:
 Sucham pana!
 Chc pana tylko objani. Nie jestem lichwiarzem, o co mnie pan prawdopodobnie posdzi, a nie jestem dlatego, e ja pracuj u Grosglika i operuj na jego korzy i na jego odpowiedzialno.
Mwi to panu pierwszemu, bo nigdy przedtem nie potrzebowaem si
usprawiedliwia ani tumaczy z moich czynnoci.
 Czemu to pan robi teraz? nic pana przecie nie zmusza! nie jestem sdzi ledczym!
 Dlatego to robi, aby nie by sdzonym faszywie. Moecie mnie liczy do swoich znajomych
lub nie liczy  to kwestia uboczna, ale nie chciabym, aby mnie miano za lichwiarza.
 Moesz pan by pewnym, e si nim zajmowa nie bdziemy.
 Jak ja w tej chwili pogard pana, ktr sysz w gosie.
 Wic po c mnie pan zatrzymuje?
 Zatrzymywaem!  rzek z naciskiem.  Powiedziaem na usprawiedliwienie, e jestem
tylko czowiekiem Grosglika i operuj jego pienidzmi i na jego korzy! Juci, e nie robi
tego za darmo.
 aden za najwiksz pensj nie przyjby funkcji obdzierania ndzarzy.
 To si tak powiada w salonikach i przy pannach, bo taki frazes brzmi adnie i do niczego
nie obowizuje.
 To jest zwyka ludzka uczciwo, a nie frazes, panie Wilczek.
 Mona to i tak nazwa, nie bd si sprzecza o dwiki. Pan uwaa mnie za ajdaka, e
pomagam Grosglikowi do obdzierania ndzarzw, tak? Ot ja pana przekonam, e ten ajdak
robi wicej dla tej ndzy sam ni wy wszyscy razem, inteligenci i rne resztki szlacheckie.
Prosz, spojrzyj pan w t ksik, jest to caoroczny rachunek sum wypoyczanych
i procentw, jakie przyniosy za rok ubiegy. Ksik prowadzi mj poprzednik, a tutaj jest
moja ksika, prowadzona od Nowego Roku. Porwnaj pan cyfry poyczek i dochodw.
Horn bezwiednie prawie rzuci okiem i zobaczy, e suma dochodw w drugiej ksice
bya o poow mniejsz ni w pierwszej.
 C to znaczy, dlaczego?
 Znaczy to, e o sto pidziesit procent bior mniej ni mj poprzednik. Znaczy to, e
jak rachunki mwi, daj z wasnej kieszeni ndzarzom od stu do dwustu rubli miesicznie,
bo wanie te sto pidziesit procent stanowiy moje wynagrodzenie dodatkowe. Zrzekem
si go i nie szukam w tym chluby.
 Darowuje pan im ich pienidze, wielka aska, istotnie.
 Mwisz pan jak czowiek nie majcy pojcia o interesach.
 Nie, tylko jak czowiek, ktry nie uwaa za bohaterstwo branie zamiast trzystu procent
 sto pidziesit.
 Dobrze, nie mwmy o tym!  zawoa Wilczek i zniechconym ruchem rzuci ksiki
w gb kasy ogniotrwaej stojcej w kcie i zacz bbni w st, i patrzy na winie koyszce si za oknem.
By bardzo ponury, bo si obawia, e przez niego ta wie o operacjach lichwiarskich rozleje
si po odzi i zamknie mu drzwi w kolonii i w kilku innych znajomych domach.
Horn przypatrywa si uwanie i zapomnia o odejciu, oburzenie ustpio miejsca ciekawoci,
z jak sucha Wilczka, przedstawia mu si teraz zupenie inaczej, bia od niego jaka
sia potna, ktrej dotychczas nie zauway, gdy co prawda nigdy na niego nie zwraca
szczeglniejszej uwagi.
 Ach, oglda mnie pan jak czowieka pierwszy raz widzianego.
 Przyznaj si, e pierwszy raz przygldam si panu uwanie.
 Zadziwiajcy okaz, co? Cham o brudnych instynktach, zwyky parobek ydowski do
wszystkiego; brzydki, marny i niegodziwy! C robi, panie, nie urodziem si w paacu,
a tylko w zwykej chaupie; nie jestem pikny, nie jestem przyjemny, nie jestem wasz i dlatego
nawet moje cnoty, jeli je mam, s wystpkami, no, ale i dlatego poyczacie pienidzy ode
mnie  doda ze miechem i jego mae oczki zamigotay ironi.
 Panie, a to Wassermanowa przysza!  zawoa chopak przez drzwi.
 Wojtek, niech ju wyjedaj na kolej, daj ten fracht Antkowi, za p godziny bd na
stacji. Ka Wassermanowej przyj.
Wassermanowa przyniosa wieczniki szabasowe i wielki bursztynowy garnitur na zastaw
dziesiciu rubli, jakie jej natychmiast wypaci Wilczek, odliczajc z gry rubla procentu za
tydzie.
 Pan powie, e to lichwa, co? A gdybym nie da jej tych pienidzy, umaraby z godu.
A takich kobiet, yjcych z wypoyczonych od nas pienidzy, jest kilkadziesit w odzi, kada z nich ma dzieci, matki, mw, ktrzy si modl lub s niedogami.
 Czyli e spoeczestwo powinno wam by wdziczne za tak niestrudzon dobroczynno.
 Mogoby da nam spokj, kiedy je uszczliwiamy bezinteresownie.
Rozemia si serdecznie i bardzo cynicznie.
 Panie, ten yd Grnspan id!  zawoa chopak przez drzwi.
 Moe pan zostanie jeszcze na chwil, aby by wiadkiem bardzo wesoej sceny.
Horn nie mia czasu protestowa, bo w tej chwili wszed Grnspan.
 Dzie dobry, panie Wilczek, pan ma goci, ja moe przeszkadzam!  woa ju od progu,
nie wyjmujc cygara z ust i wycigajc rk do powitania.
 Bardzo prosz, mj przyjaciel, pan Horn  przedstawia.
Grnspan szybko wyj cygaro z ust i przenikliwym spojrzeniem obrzuci Horna.
 Pan pracowa u Bucholca?  zapyta dosy wyniole.  Pan syn Horn et Weber w Warszawie?
 zapyta po raz drugi, nie otrzymawszy odpowiedzi na pierwsze.
 Tak.
 Bardzo mi przyjemnie. My z ojcem paskim robimy interesy.
Wycign rk i bardzo askawie dotkn si kocami palcw rki Horna.
 A ja do pana, panie Wilczek, przyszedem na spacer, po ssiedzku.
 Bardzo przyjemne powietrze dzisiaj. Nieche pan siada  zaprasza gorco Wilczek, nie
mogc ukry radoci, jak mu sprawia wizyta Grnspana.
Grnspan odgarn delikatnie poy dugiego chaata i usiad, wycign na izb nogi obute
w dugie do kolan buty i podnis chytr, wypasion twarz, wiecc tuszczem.
Malekie czarne oczki biegay mu ustawicznie po izbie i wybiegay za okno w ogrdek,
czepiay si czerwonych murw fabryki stojcych tu z boku i powracay, badajc twarze
Horna pobienie i Wilczka bardzo niespokojnie.
Okrywa si gstymi kbami dymu, chrzka, poprawia si na krzele i nie wiedzia, od
czego zacz.
Wilczek rwnie milcza, spacerowa po izbie, umiecha si, oblizywa akomie wywinite
wargi i rzuca porozumiewajce spojrzenia na Horna, ktry siedzia nachmurzony i rozwaa sowa i postpowanie Wilczka.
 Przyjemny chd jest w paskim domu  zacz fabrykant wycierajc kraciast chustk
spocon twarz.
 Okna przysonite przez ogrd nie puszczaj soca. Pan widzia mj ogrd, panie
Grnspan?
 Nie miaem czasu. Kiedy ja miaem oglda? Czowiek przy tylu interesach jest uwizany
jak ten ku do woza.
 A jeli panowie zechc, to moe bymy wyszli na powietrze. Pokazabym panom swoje
pole i ogrd, dobrze?
 Dobrze, bardzo dobrze!  zawoa ywo Grnspan i poszed przodem.
Obeszli ciasne podwrze, pene dow zapenionych gnojwk, kup nawozu, starych bali
i desek, i stosw starego elastwa, blach i starych garnkw, ktre dwch ludzi adowao na
wielkie wozy.
Z jednej strony podwrza byy ndzne szopy kryte som i zbite ze zmurszaych desek,
w ktrych stay beczki z cementem, a z drugiej rwnie ndzne stajnie cigny si pod murem
fabryki Grnspana.
 Nie wycigowe!  zawoa ze miechem Wilczek, widzc, e Horn z przykroci patrzy
do stajni na ndzne okaleczae wywoki koskie, stojce ze zwieszonymi bami przy obach.
 Tu nie jest przyjemny zapach  zauway fabrykant, pocigajc delikatnym nosem powietrze.
Ogldali nastpnie kawa pustego pola, szczerego piasku, z ktrego wiatry wywiay
wszystk rolinn ziemi, e ci si jak posypany ochr.
Wielkie sterty mieci wywoonych z miasta, po ktrych grzebay wyndzniae psy, rozwalay si wzdu fabrycznego muru, jaki si cign do poowy dugoci pola.
 Zoto, nie ziemia! Cebula ronie tutaj jak by kocie!  zauway Wilczek, ironicznie si
umiechajc.
 No, i bardzo adny krajobraz std wida  powiedzia Horn, wskazujc na lini lasw
miejskich, ca w niebieskawo-opalowych mgach soca, i na powe fale przeganiajce si
po ytach, spord ktrych wychylay si czerwone szyje kominw fabrycznych.
 Co pan mwi, jaki krajobraz! To s place do sprzedania!  zawoa Grnspan ywo, zirytowany
ironi Wilczka.
 Ma pan racj, ale mj plac jest jeszcze fajniejszy, bo ley tu przy paskiej fabryce i prawie
w miecie, mona by zaoy na nim liczny park...
 Za pan, to moi robotnicy bd mieli gdzie odpoczywa w wito...
Powrcili przed dom i usiedli na awce.
Horn poegna ich i poszed, a oni siedzieli jaki czas w milczeniu i udawali przed sob,
e si rozkoszuj powietrzem przesyconym zapachem dymw i wyziewami gbokich roww,
penych gryzcych odpyww fabrycznych.
Drog cigny nieprzerwanym acuchem wozy z ceg i podnosiy duszcy czerwonawy
kurz, ktry osiada na liciach wini i na trawach, a od fabryki Grnspana biy ustawicznie
kby czarnych dymw i tuky si pomidzy drzewami ogrdka, i rozpocieray nad nim
brudny, szary baldachim, przez ktry z trudem przesczao si soce.
 Miaem do pana interes  zacz pierwszy Grnspan.
 Wiem nawet jaki, wspomina mi o tym mj przyjaciel, Moryc Welt.
 Kiedy pan wiesz, to mwmy krtko i prdko  zawoa fabrykant z lekcewaeniem.
 Dobrze. Ile pan dajesz za ten plac, ktry jest panu tak bardzo potrzebny.
 On mi nie jest potrzebny! Ja bym go kupi tylko dlatego, eby t brzydk chaup zwali
i te drzewa wyci, mnie to przeszkadza, bo ja przez nie z mojego mieszkania nie widz lasu.
Ja bardzo lubi las.
 Ha, ha, ha!
 Pan si bardzo przyjemnie mieje, dobry miech to adny kawaek zdrowia  zauway
Grnspan, hamujc niecierpliwo.  Ale ja nie mam czasu, panie Wilczek  doda powstajc
z awki.
 I ja rwnie czasu nie mam, bo musz i na kolej.
 Wic nasz interes?
 No  ile pan dajesz?
 Ja lubi prdko zaatwia sprawy, dam panu dwa razy tyle za ten mietnik, co pan chopu
zapaci  zawoa prdko, wycigajc rk do zgody.
 Ja nie mam czasu, panie Grnspan, a pan artuje sobie ze mnie.
 Dam panu pi tysicy rubli, no, gotowe?
 Bardzo panu dzikuj za ssiedzkie odwiedziny, ale naprawd jest mi pilno, bo moje
wozy pojechay ju dosy dawno na stacj i czekaj na mnie.
 Ja panu powiem ostatnie sowo: dziesi tysicy rubli, zaraz, na st, no, jake, bdzie
zgoda?
Pochwyci jego rk i uderzy w ni na zgod.
 Nie bdzie zgody, bo nie mam czasu na zabaw.
 Panie Wilczek, to jest zodziejstwo!  wykrzykn namitnie, odskakujc par krokw.
 Panie Grnspan, pan nie jeste zupenie zdrowy!
 Bd pan zdrw.
 Do widzenia!  rzuci Wilczek i z umiechem zadowolenia patrzy na fabrykanta, ktry
rozwcieklony rzuci cygaro o ziemi i spiesznie szed przez ogrd, a mu poy chaata fruway jak skrzyda i biy o drzewa, i zaczepiay si o krzewy agrestu, rosnce przy ciece.
 Wrcisz ty jeszcze!  szepn za nim ironicznie i zatar z radoci rce.
Wypi herbat, pochowa stosy drobnej monety do kasy, przebra si w elegancki garnitur,
uperfumowa, wycisn sobie przed odrapanym lusterkiem kilka wgrw z twarzy i elegancki,
janiejcy radoci poszed na kolej.
XXII
Wysoki, ujty w kamienne supy parkan elazny, naladujcy gstw rolinn, pen popltanych odyg, lici i kwiatw o zoconych patkach, oddziela fabryk Szai Mendelsohna
od ulicy. Poza t doskonale stylizowan rolinnoci cign si pas trawnikw o czarniawej
zieleni, na ktrej pstrzyo si jaskrawo kilka klombw rozkwitych, amarantowych peonii.
Gwny korpus fabryki wznosi si w gbi nieco olbrzymi mas czteropitrowego budynku
z nie tynkowanej cegy, zakoczonego w rogach rodzajem redniowiecznych bastionw,
gsto ublankowanych.
Wielka brama wjazdowa, prawie arcydzieo lusarszczyzny, umieszczona w parkanie z boku
gwnego korpusu, prowadzia na wielkie wewntrzne dziedzice, pocite czteropitrowymi
pawilonami w olbrzymi krat czworoktw, z ktrych rodka niby smuke topole
wznosiy si czerwone gardziele kominw, rozwczcych nad t potn twierdz fabryczn
szar opon dymw.
Przy bramie, z frontem od ulicy, sta gwny kantor fabryki.
Horn z pewn niemiaoci wszed do poczekalni i zapisawszy nazwisko i rodzaj interesu,
jaki mia do Szai, na specjalnym szemacie podanym przez wonego, usiad oczekujc
kolei, bo poczekalnia zapchana bya interesantami.
Pmrok panowa w pokoju pomimo bardzo sonecznego dnia, bo jedyne okno wychodzi-o na park i byo przysonite krzewami akacji, zagldajcej w szyby rowymi oczami kwiatw
za kadym poruszeniem wiatru.
Przez otwarte drzwi, prowadzce do kantoru, w mtnym tawym wietle gazu, wida
byo kilkadziesit gw pochylonych, a za nimi szereg wskich okien, wychodzcych na pospne
czerwone mury fabryki.
Na tle cian ciemnych, obcignitych drzewem, stay szeregi czarnych szaf, podobnych do
sarkofagw.
Ostry zapach surowej przdzy i chloru przesyca duszne, rozpalone powietrze.
Cisza panowaa gucha.
Wszyscy poruszali si automatycznie, chodzili na palcach, szeptali pgosem, tylko pot
ny, oddalony szum fabryk pracujcych wstrzsa murami i chwia wiatami gazu.
Grupa obywateli staa na rodku poczekalni, szwargocc po cichu i nie zwracajc uwagi
na tum szary, siedzcy na awach, kryjcy si w cieniu szaf, w gbokiej framudze okna, na
cay tum ludzi ze sfer najrozmaitszych, szukajcy roboty, ktrzy, ilekro razy otworzyy si
drzwi prowadzce do gabinetu Szai, zrywali si z siedze bezwiednie i rozpalonymi gorczk
oczekiwania oczami rzucali w gb gabinetu, gdzie krloway miliony.
Drzwi zamykay si szybko i bez szelestu, a oni znowu opadali na dawne miejsca, bezmylnie
patrzc w okno, na rowe kwiaty akacji, przez ktre wida byo kontury paacu
Mendelsohna, byszczce w czerwcowym socu zoceniami balustrad, balkonw i weneckimi
oknami.
Co chwila wony otwiera z gabinetu drzwi i wywoywa jakie nazwisko, ktre zrywao
si i biego na wezwanie z gorczk nadziei lub odrywao si z grupy stojcych i szo wolno,
nie spieszc si.
I co chwila z gabinetu wychodzi jaki interesant powany, jaki kupiec wielki, ktrych
odprowadzano do drzwi z caym uszanowaniem, nalenym pienidzom  i co chwila take
wysuwali si z gabinetu ndzarze, ktrzy nie patrzc na nikogo, bladzi, chwiejnym krokiem
uciekali popiesznie.
Co chwila rwnie przesuwali si przez poczekalni rni urzdnicy i oficjalici fabryczni
i niknli w kantorze.
Przez drzwi gabinetu sycha byo niewyrane szmery rozmw, czasem dzwonki telefonu,
a czasem tu za drzwiami rozleg si chrapliwy gos samego Szai  i wszystko wtedy w kantorze
i w poczekalni tak milko i kamieniao, e sycha byo syczenie gazowych wiate i turkot
wozw, wjedajcych w obrb fabryki.
Drzwi gabinetu otworzyy si nagle i wybieg stamtd wysoki, o wielkim brzuchu, maej
gowie i cienkich, pakowatych nogach Stanisaw Mendelsohn, najstarszy syn Szai i gwny
dyrektor fabryki; pobieg do kantoru i napad jakiego chudego oficjalist.
 Ja pana si pytam, co to ma znaczy!  krzycza na cay gos, podsuwajc pod zalknion, jakby zamszem obcignit twarz urzdnika ksieczk paszportow.
 Taki paszport wyda mi urzd dla pana dyrektora i taki przywiozem.
 Pan nie masz rozumu! Pan nie masz delikatnoci! Pan mi umylnie robisz szykany przywoc podobne niedorzecznoci! Co! nie czytae pan?
 Czytaem; ale jeeli napisali: Szmul Szajewicz Mendelsohn, z on Ruchl, ona e Regina,
to przecie nie w mojej mocy zabroni im tego...
 Pan jeste skoczone bydl, ja panu to mwi! Jed pan natychmiast do Piotrkowa
i przywie mi pan paszport napisany po ludzku. Ja si nie pytam, co to bdzie kosztowa,
mwi tylko, ebym go mia jutro w poudnie, bo jutro kurierem wyjedam. Ruszaj pan natychmiast!
No, moi panowie, czy nie uwaacie tego faktu za oburzajcy, za mieszny, wprost
za nikczemny: abym ja, doktr filozofii i chemii, ja, Stanisaw Mendelsohn  by przemianowany
na Szmula, a moja ona Regina na Ruchl!  woa wzburzony do urzdnikw.  Szmul
Szajewicz Mendelsohn z on Ruchl, ona e Regina!  powtrzy bezwiednie i wielkimi
krokami, koyszc si jak so na cienkich nogach, przebiega kantor i skary si namitnie
przed wszystkimi i kadym z osobna.
Najstarsi potakiwali mu pswkami, modsi  tpym, bezmylnym wzrokiem wpatrywali
si w niego.
Byby duej rozwodzi ale na niesprawiedliwo i krzywd sobie wyrzdzon, ale zadwicza
ostro dzwonek elektryczny i z gabinetu rozleg si gos Szai, przyguszony nieco krzykiem czyim:
 Woni!
 Niech mnie rusz tylko palcem, to im tak by porozbijam jak i tobie, stary zodzieju! Nie
rusz si std, dopki mi nie zapacicie wszystkiego!  krzycza penym gosem jaki niski,
kwadratowy czowiek, wywijajc metalow lini, schwycon z biurka.
Drzwi sob zasoni i nie da ani ich zamkn, ani si wyrzuci wonym, ktrzy w pewnym
oddaleniu stanli, nie wiedzc, co pocz.
 Zawoa policji!  rozkaza chodno Szaja cofajc si, bo przez otwarte drzwi kilkanacie
par oczw przygldao si tej scenie.
 Panie Piotrowski  mwi prdko Stanisaw, wpadajc do gabinetu.  Pan nie krzycz, bo
my si tego nie zlkniemy. Dostae pan, co si naley, za fuszerki wicej nie pacimy, a jak
pan bdziesz krzycza, to mamy rodki uspokajajce.
 Oddaj mi pan moje pitnacie rubli.
 Jak ci si nie podoba, to zabierz z powrotem rynny i ruszaj, pki cay.
 C ty mnie bdziesz tyka, parchu jeden, ja z tob ludzi nie okradam, ja jestem uczciwy
rzemielnik. Zgodzilicie si czterdzieci rubli, a pacicie dwadziecia pi, a jak nie, to mi
kaecie zabra robot. Zodzieje, pijawki.
 Za drzwi z nim i do cyrkuu!  krzykn Stanisaw.
Woni rzucili si nagle na niego i obezwadnili.
Rzuca si i szamota jak zwierz opltane, ale uleg przewaajcej sile i ju przez poczekalni
szed spokojnie, tylko na cay gos wymyla bardzo dobitnie i barwnie.
W gabinecie zapanowao milczenie.
Szaja patrzy przez okno na park zalany socem i na trawniki skrzce si, jak krwawnikami,
kwiatami tulipanw.
Stanisaw z rkami w kieszeni chodzi i pogwizdywa.
 To byo wszystko do ciebie, Stanisaw  rzek stary, siadajc przy biurku, stojcym na
rodku pokoju.
 By moe; ale to go kosztuje pitnacie rubli i ze dwa miesice kozy.
Umiechn si ironicznie i woy binokle, bo wony meldowa Horna, na ktrego nareszcie
przysza kolej.
Horn ukoni si i w milczeniu wytrzyma przenikliwe spojrzenie Szai.
 Od dzisiaj bdziesz pan u nas. Mller dawa mi dobre referencje, dajemy panu miejsce.
Pan umie po angielsku?
 Prowadziem w tym jzyku korespondencj w firmie Bucholc.
 Bdziesz pan to samo robi z pocztku u nas, pniej uyjemy pana do czego innego.
Pierwszy miesic na prb... co?
 Ale i owszem, zgadzam si  powiedzia szybko, dotknity t zapowiedzi caomiesicznej
pracy za darmo.
 Pozosta pan, porozmawiamy troch, ja znam firm paskiego ojca.
Ale rozmow przerwa im Wysocki, ktry od kilku miesicy by u Szai fabrycznym doktorem,
wpad jak zwykle pospiesznie i od razu przystpi do interesu.
 Niech doktr siada, bardzo prosz  zacz stary.
Ale Stanisaw uprzedzi go i usiad sam, a wicej krzese nie byo w gabinecie.
 Ja wezwaem doktora w maej sprawie, ale co prawda bardzo powanej  mwi Stanisaw, kadc gboko rce w kieszenie spodni i wycigajc z nich pk pomitych recept i dugi
rachunek.  Przysali mi dzisiaj rachunek i recepty za ostatni kwarta. A e ja lubi
przeglda wszystko, wic po przejrzeniu rachunkw doszedem do pewnych wnioskw, stanowicych wanie spraw, dla ktrej pana wezwaem.
 Bardzo jestem ciekawy.
 Rachunek jest pokany. Cay tysic rubli za kwarta! to mi si wydaje mocno za wiele.
 Jak to mam rozumie?  zawoa ywo Wysocki, pokrcajc wsw.
 Niech si pan uspokoi, niech pan moje sowa bierze tak, jak powiedziane byy, to jest,
e rachunek jest za wielki, e wydano za wiele...
 C ja na to poradz! Robotnicy choruj, wypadki s czste, wic trzeba ich leczy.
 Na to zgoda; ale kwestia w tym, jak leczy?
 No, jak, to kwestia moja.
 Bezsprzecznie, e to paska rzecz, dlatego pana trzymamy, ale mnie idzie o sposoby leczenia,
o metod, jakiej si pan trzyma  mwi podniesionym nieco gosem Stanisaw nie
patrzc na Wysockiego, tylko obwija na palcu sznurek od binokli.  Wreszcie idzie o to, jakimi
rodkami pan ich leczy.
 Takimi, jakie s w rozporzdzeniu medycyny  odpowiedzia dosy ostro Wysocki.
 Na przykad, recepta pierwsza z brzegu, zobaczmy, kosztuje rubel dwadziecia kopiejek,
to bardzo drogo, to stanowczo za drogo na robotnika, ktry zarabia pi rubli tygodniowo,
my tyle za niego paci nie moemy.
 Gdybym mia rodki rwnie skuteczne a tasze, to bym uy.
 Wic skoro za drogie, nie trzeba ich uywa wcale.
 To lepiej zupenie nie leczy!
 Spokojnie, panie Wysocki, prosz, moe pan usidzie. Porozmawiajmy, jako ludzie dobrze
wychowani, po dentelmesku. Tu znowu zapisa pan oryginaln wod emsk. Robotnik
wypi jej dwadziecia butelek, to znaczy dziesi rubli. Czy uwaa pan, e mu pomoga
ta woda?  zapyta ironicznie nieco, spacerujc po pokoju i bawic si binoklami.
 Wyzdrowia i od miesica ju chodzi do fabryki.
 Bardzo pocieszajce, bardzo, ale czy pan nie przypuszcza, e wyzdrowiaby tak samo
bez opijania si wod emsk, co?
 Wyzdrowiaby, ale na to potrzebowaby dwa razy tyle czasu i wyjazdu na wie.
 Trzeba mu byo gorco poleci wyjazd na wie, nie kosztowaby nas dziesi rubli wicej
i rwnie byby zdrowym.
 Wic o co panu chodzi?  zapyta ywo Wysocki otrzepujc klapy i pokrcajc wsikw.
 Przede wszystkim o to, e sam osobicie nie wierz w te rozmaite rodki apteczne, nie
wierz w medykamenty, nie wierz w to pchanie w organizmy ludzkie obcych cia, bo to nas
kosztuje za drogo, to wana rzecz, ale e nikomu nie pomaga, to waniejsza! Chorego zostawia
naturze, bo natura to mistrzyni, tak zasad radzibym si panu kierowa w przyszoci
przy leczeniu naszych ludzi. Mam na myli wicej ich dobro ni nasze.
 To wszystko mg pan powiedzie bez omwie a tak dalekich!  szepn zirytowany doktr.
 A wic panu powtrz, e my nie moemy si bawi w filantropi.
 Ja za, e nie mog chorych pozostawi tylko zbawczej naturze, e uwaam za konieczne
pomaga tej naturze, chociaby rodkami kosztownymi, e sumienie nie pozwala mi pdzi do
roboty nie wyleczonych jeszcze zupenie, to mog od tej chwili opuci miejsce u panw.
 Ale, doktorze! No, jaki z pana jest czowiek niewyrozumiay. Przecie mona o wszystkim
pomwi otwarcie i po przyjacielsku. Pan masz takie zdanie, ja mam drugie. Nieche
pan siada, prosz, zapal pan papierosa  mwi Stanisaw i odebra mu kapelusz, posadzi
prawie na krzele, wetkn w rk papierosa i podawa zapaki.
 Panie Wysocki, moja crka z pann Grnspan wracaj dzisiaj. Przed chwil otrzymaem
depesz z Aleksandrowa, chc, eby pan na nich czeka na stacji  mwi radosnym gosem
Szaja czytajc depesz.
 Popieszyy si panie, bo, o ile wiem, miay powrci w niedziel dopiero.
 Wariatki  szepn Stanisaw.
 To jest niespodzianka, bo Mela chce by na imieninach u pani Trawiskiej.
 No, bdziesz pan na stacji?
 Z ca przyjemnoci.
 To moe pan razem ze mn pojedzie na pocig o pitej.
 Dobrze. Teraz pjd do ambulatorium i powrc zaraz.
Stanisaw odprowadzi go do drzwi i cisn mu bardzo mocno rk na poegnanie.
 Ty mu daj spokj, Stanisaw, to jest protegowany Ry, ona ma do niego sabo.
 Niech ona ma do niego sabo, niech go przyjmuje, niech z nim jedzi na spacer, jeli
to j bawi, ale po co my mamy jeszcze dokada gotwk do tego.
 No, sza! sza! Zatelefonuj do domu, niech mi przywioz dzieci, wezm je na kolej, przejad si troch i dam im zabawki.
Wony zameldowa uroczycie jakiego pana Star Starzewskiego, ktry wszed bardzo
cicho i przyciskajc kapelusz do piersi, kania si bardzo wykwintnie.
Przyjemny umiech wi si po jego dugiej i suchej twarzy pozbawionej wsw, a ozdobionej
powymi faworytami a la ksi Jzef, powe, jakby wygotowane oczy podnosi z wyrazem
gbokiego zdumienia, powe i przerzedzone mocno wosy oblepiay mu such,
spiczast gow mchem ledwie widocznym; nawet gos mia powy, bo tak rozlazy i bezdwiczny,
e z trudem mona go byo sysze.
 Jestem Stara Starzewski! Hrabia Henryk pisa ju panu prezesowi o mnie...
 Nieche pan siada. A prawda! nie ma na czym, no to i stojco zaatwimy interes. Mj
ssiad, hrabia Henryk, pisa i mwi o panu... Co pan rozkae?
 Pan prezes wie, e Henryk jest moim bliskim kuzynem, jest bowiem ciotecznym bratem
mojej matki...  Zawiesi gos, przycisn odruchowo kapelusz do piersi obu rkami i spojrza powymi oczami na Szaj.
 Bardzo mnie cieszy...
 Mj Starw ley obok majtkw kuzyna; jest to zote jabko, ale... e przyszed cay
szereg lat cikich bardzo dla rolnictwa... Pan wie, jak konkurencj robi nam Ameryka?...
Musz wtrci, e Starw by w posiadaniu naszym lat czterysta.
 Dugi zastaw!  mrukn Szaja, ogryzajc paznokcie, bo go niecierpliwio to powolne
gadanie, klejone z trudem.
Stara opowiada dalej o nieszczciach, o koniecznoci przebywania na poudniu przez
lat kilka, wtrca mimo woli szczegy o domowym yciu i o zdrowiu swoim, przestpowa
z nogi na nog, przyciska kapelusz, mruga powiekami pozbawionymi rzs, przytakujc sam
sobie.
 Wic... jak pan ma specjalno i jakiego miejsca pan szuka?  przerwa mu Stanisaw.
 Nie przeszkadzaj panu! Mj syn  przedstawi Szaja Stary, ktry na ten ostry sposb
mwienia podnis zdumione oczy i wodzi nimi po twarzach Stanisawa i Horna, stojcych
pod oknem, ale po przedstawieniu umiechn si anemicznie i z uznaniem skoni gow.
 Ksztaciem si w Chyrowie w Galicji...
 U jezuitw!  szepn Stanisaw ojcu pochylajc si nad biurkiem, aby wzi papierosa.
 I aczkolwiek program tych szk jest obszerny, ale tylko oglny... Potem uczszczaem
na kilka fakultetw, ale e jako nie mogem dobra sobie specjalnoci, ktra by mnie moga
porwa, wic tak jako mi zeszo...  tumaczy umiechajc si dobrodusznie i znowu przeszed do opowiada o gospodarstwie, o koniecznoci, dla ktrej majtek sprzeda, o poszukiwaniu
odpowiedniego zajcia, o hodowli krlikw itd.
 Bardzo auj, e nie mog nic zrobi mojemu kochanemu ssiadowi, hrabiemu Henrykowi,
bo nie mamy adnych odpowiednich dla paskich zdolnoci, urodzenia miejsc w naszej
firmie. Wakuje wprawdzie posada buchaltera, jest miejsce technika, ale to wszystko nie
dla pana: pensje mae i specjalnoci, ktre trzeba zna. A moe by si pan zgosi za rok, bo
bdziemy na przysz wiosn powikszali fabryk, to moe by si jakie miejsce znalazo...
 Doprawdy, al mi... e... e... A moe by to miejsce buchaltera... Widzi szanowny prezes,
ja bardzo potrzebuj... obznajmienia si z buchalteri...
Rozczerwieni si i umilk.
 Szeset rubli rocznie i dwanacie godzin dziennie zajcia. Nie, nigdy bym nie pozwoli
na takie zapracowywanie si kuzyna mojego kochanego ssiada, hrabiego Henryka!  mwi
prdko Szaja i aby si pozby prdzej szlachcica, ktry przyciska kurczowo kapelusz do piersi,
bekota bez zwizku i ugotowanymi, przeraonymi oczami wodzi po twarzach obecnych,
wsta i odprowadzi go bardzo uprzejmie do drzwi.
 A moe by pan sprbowa szczcia u pana Borowieckiego; on buduje fabryk i musi
potrzebowa ludzi...  radzi mu yczliwie na poegnanie, kania si za nim ironicznie i wybuchn drwicym miechem siadajc na dawnym miejscu.
 Czemu on nie pjdzie do swoich wychowawcw?... Mogliby mu da jakie miejsce w dyplomacji
 drwi Stanisaw.
 Pan wiesz, panie Horn, dlaczego my nie dajemy miejsc panom Starom Starzewskim,
a dajemy je panu, bo my jestemy demokraci. Taki hrabski kuzyn to jest wielki arystokratyczny
kapcan, to jest adny kawaek czowieka do obwoenia w powozie, do parady. A w
fabryce trzeba robi i jest rnie, a jakby takiemu panu si co stao, niechby on sobie zama
paznogie, z wasnej winy, ale przy naszej robocie, to zaraz za nim gotowe reklamowa
wszystkie dwory europejskie. Po co nam taka dyplomatyczna afera! My lubimy ludzi skromnych,
ludzi, ktrzy nie maj hrabiw kuzynw...
Weszy znowu damy, naprzeciw ktrym postpi kilka krokw Stanisaw, a Szaja podnis
si z krzesa.
Bya to Endelmanowa z Trawisk, przychodziy z prob o wsparcie na kolonie letnie dla
dzieci robotnikw.
Endelmanowa bya szczytna w obrazowaniu ndzy tych tysicy dzieci gnijcych w suterynach
bez soca i bez powietrza.
Wachlowaa mocno upudrowan twarz, poprawiaa zote bransoletki i wosy misternie nastroszone,
a jej usta sine, podobne do stopni wydeptanych, nie zamykay si ani na chwil nawet.
Trawiska, nadzwyczajnie dzisiaj pikna, wysmuka, jasna, w milczeniu przypatrywaa si
czerwonym, jastrzbim oczom Szai i jego pakowatym palcom przebierajcym z niecierpliwoci po biurku, albo rzucaa spojrzenia na Horna.
 Rojza, a twj Berek duo daje na biednych?  przerwa Szaja nie mogc si doczeka
koca.
Imiona wymwi ze zoliwym naciskiem.
 Daje duo, daje cigle, tylko on si nie lubi chwali!  wykrzykna zirytowana jego
brutalnoci.
 Ja znowu lubi, eby ludzie wiedzieli, co ja daj. Dobrze, ja dam na te kolonie sto rubli.
Za sto rubli to duo wieego powietrza mog mie te dzieci! Panie Horn, moe pan przyniesie
z kasy, ma pan not.
 A gdyby pan zechcia da jakie niepotrzebne resztki baweniane na bielizn dla dzieci,
byybymy bardzo wdziczne  zacza Trawiska niskim, niesychanie melodyjnym gosem.
 Po co im na wie bielizna? Ja widziaem w moich dobrach chopskie dzieci, to one chodziy prawie bez ubrania i byo im bardzo zdrowo.
 Pan Knoll da nam pi sztuk kolorowego towaru.
 Knoll moe da pidziesit, jak mu si tak spodoba! a ja nie mog da wicej nad...
sze... no, nad pi sztuk biaego! Stanisaw, napisz not do magazyniera, eby wyda cztery
sztuki...  zawoa prdko i ze zoci.
 Dzikujemy panu serdecznie w imi tych biednych dzieci.
 Nie ma co gada! Daj sto rubli i cztery sztuki biaego towaru, ale prosz pa, niech
wyranie stoi w pismach, e Szaja Mendelsohn da na kolonie letnie sto rubli i cztery sztuki
towaru. Ja si nie chwal, ale niech ludzie wiedz, e ja mam dobre serce...
Endelmanowa znowu zacza deklamowa patetyczne podzikowanie, a Nina zwrcia si
do Horna, ktry zjawi si z pienidzmi.
 Posaam dzisiaj do pana zaproszenie, ale raz jeszcze prosz na jutrzejsze popoudnie do
nas. Nie zapomni pan?
 Nie, i stawi si z ca przyjemnoci.
Damy wyszy, a po chwili Stanisaw powiedzia do Horna:
 Pan ma liczne znajomoci! Ta pani Trawiska to cae pudeko cukierkw.
 A ta Rojza to wyglda jak krowa upudrowana; eby on mia tyle rozumu co ona gadania,
to by mieli dwa razy tyle w majtku  zadecydowa Szaja, zwracajc si do jakiego grubego
kupca w marszczonej dokoa stanu kapocie i o przebiegych, skonych oczkach Tatara.
Szaja tak by uprzedzajco grzecznym dla niego, e odstpi mu swj fotel, a Stanisaw
podsun mu cygaro i sam podawa ogie.
Po kupcu przesuna si caa galeria figur.
Horn ledwie doczeka si koca i zaraz po wyjciu ostatniego interesanta, otrzymawszy
pozwolenie od Szai na wejcie w obrb fabryki, poszed zobaczy si z Malinowskim, aby
dowiedzie si o Zoce.
Znalaz go w olbrzymiej przdzalni, przy maszynie naprawianej popiesznie, podczas gdy
caa sala trzsa si od pracy.
Delikatny kurz przysania kontury maszyn i zapenia sale szarawym obokiem, w ktrym
widmowo majaczyy ludzie i rzeczy.
Soce zalewao sal przez szklane dachy takim ukropem, e pot strugami spywa z twarzy
robotnikw, gorco byo duszce i przesycone zapachem rozgrzanych smarw i oliwy.
 Od dzisiaj jestem w waszej fabryce  powiedzia Horn.
 Tak, a to dobrze!  odpowiedzia cicho Adam pochylajc si nad jak czci maszyny, ktr
przykrca rubami lusarz, i ju si nie odezwa, bo maszyn szybko zaczli zestawia, naoliwia
i prbowa, a po chwili, zczona z gwn transmisj, zacza pracowa razem z innymi.
Malinowski jaki czas przypatrywa si jej ruchom, wstrzymywa na chwil, oglda przdz,
jaka si na niej wycigaa, i dopiero po takim sprawdzeniu odszed dug ulic pomidzy
maszynami, pocigajc za sob Horna.
 C siostra? widzielicie j w poudnie?  zapyta po chwili Horn do ucha, bo syk przdzalni,
drgania, wisty transmisyj i ciki omot k zalewa sale strasznym wrzaskiem, w ktrym
nie sycha byo oddzielnych gosw.
 Nie, nie... nie...  szepta bolenie.
Weszli do maego pokoiku oszklonego, z ktrego wida byo ca sal poprzecinan u gry
zwojami transmisyj, a u dou ruchomymi konturami maszyn, przysonitych kurzem bawenianym.
 Co wam jest?  zapyta zobaczywszy, e Adam zaci usta i ponuro patrzy na sal.
 Nic... c mi ma by?
Pochyli gow, opar twarz na szybie i bezmylnie patrzy na jakie koo, rozszalae w ruchu
i migocce w socu niby tarcz rozpylonego srebra.
 Do widzenia. Czy prosto idziecie do domu z fabryki?
 Wiecie, jej ju nie ma!  szepn podnoszc twarz na niego.
By spokojny, ale usta mu drgay w powstrzymywanym kaniu i zielone sodkie oczy pociemniay.
 Nie ma?  zawoa odruchowo.
 Tak. Przychodz z obiadu, strka oddaje mi klucz i mwi, e ta panienka, co bya u mnie,
kazaa mi powiedzie, eby mnie nie szuka, bo nie znajdzie, syszycie! Ucieka do Kesslera,
ucieka do kochanka! Niech idzie, niech sobie robi, co si jej podoba, nic mnie ju nie obchodzi,
tylko mi troch al...  przerwa nagle i wyszed, bo znowu jaka maszyna stana.
Pobieg spiesznie do niej, aby ukry ni t troch alu, ale niepokonany bl, co mu gryz
dusz i wi si po niej jak ostrze.
Horn wyszed za nim, ale musia si cofn pod cian, bo woln drog pchano szereg
wzkw, napchanych rozpakowanymi z elaznych obrczy belami baweny, ktre jak gry
niegu brudnego zwalali przed drapaczami.
Malinowski nie przychodzi, a e upa by straszny i ten denerwujcy wist transmisji rozlega mu si ze wszystkich stron nad uszami, wic ju nie czeka, tylko wyszed.
Dogoni go przy wyjciu Adam i szepn proszco, ze zami w gosie:
 Nie mwcie o tym nikomu.
Ucisn mu do rozpalonymi rkami i odszed w gszcz maszyn, transmisji i pasw, aby
pomidzy nimi ukry bl wstydu i aoci.
Horn chcia mu powiedzie jakie sowo pociechy, ale nie znalaz nic w mzgu, poczu, e
na takie rany czas i milczenie jest najlepszym lekarstwem, e podobne ble wasn boleci
i zami si ywi i przez nie umieraj jedynie.
Na dziedzicu spotka Wysockiego, wychodzcego z ambulatorium fabrycznego.
 Bdzie doktr w niedziel u Trawiskich?
 Obowizkowo bd. Jedyne miejsce w odzi, gdzie nie tylko plotki si uprawiaj.
 No i jedyny salon, gdzie prcz fabrykantw przychodz i ludzie.
Rozstali si popiesznie, bo ju powz Szai sta na ulicy przed kantorem.
Szaja siedzia jeszcze w kantorze i bawi si z wnuczkami, crkami Stanisawa, ktry co
pisa pilnie i tylko od czasu do czasu podnosi gow i umiecha si do dziewczynek, ktrych
rudawe gwki i rowe twarzyczki tuliy si do szerokiej piersi dziadka.
Szaja bawi si znakomicie, podnosi dzieci do gry, caowa je i wybucha co chwila wesoym miechem. Jego czerwone, jastrzbie oczy pene byy czuoci i wesela.
 No, widzi doktr, co to za umczenie by dziadkiem!  zawoa wesoo do Wysockiego.
 liczne dzieci!
 Prawda? Ja to zawsze mwi.
 Podobne s nieco do panny Ry!
 Z wosw tylko, bo zreszt s znacznie pikniejsze.
 Jedmy zaraz, pocig przychodzi za osiem minut.
Bona, dyskretnie stojca pod oknem, zabraa dziewczynki i zaraz pojechali.
Przyjechali jeszcze na czas, bo amerykaskie kusaki Szai rway jak wiatr, ale pocig rwnoczenie
wchodzi na stacj zapchan ludmi.
Przed Szaj jednak rozstpowali si wszyscy, czapki i kapelusze zryway si z gw, gosy
milky, a wszystkich spojrzenia obejmoway z ciekawoci wynios posta, opit w dugi,
szary surdut. Gadzi brod, kiwa gow znajomym i szed pomidzy szpalerem, jaki si
utworzy, z min krla, ktry raczy askawie patrze na gstw biedn, rozstpujc si przed
nim z popiechem.
Dziewczynki szy przed nim, podobne ze strojw do rowych motylw.
Z okien wagonw pierwszej klasy Wysocki ju z daleka zobaczy wychylajce si gowy
Ry i Meli i natychmiast rzuci si do drzwiczek wagonu.
Pierwsza wysiada Ra cignc na acuszku popielat, malek mapk, ktra niezgrabnie
podrygiwaa i siadaa co chwila na peronie.
 Jak si masz, Ra! jak si masz!  woa Szaja i gdy go Ra ucaowaa, uj j pod
brod dwoma palcami, pogadzi drug rk po twarzy i szepn wzruszonym gosem:
 Dobrze wygldasz!... Dobrze, e ju przyjechaa.
 Koko do pani! Koko!  woaa Ra na mapk, ktra przestraszona tumem i haasem
zacza si gwatownie rzuca i wyrywa, a j musiaa wzi na rce.
 Czeka pan na nas?...  pytaa cicho Mela, gdy ju szli wolno przez zatoczone wyjcie
do powozu.
 Czekaem na pani...  nie mia jej mwi po imieniu.  Czekaem na pani cae dugie
dwa miesice...  szepta niezmiernie poruszony jej przyjazdem.
 I ja czekaam dwa miesice, dugie... dugie...
Szli obok siebie, wic rce ich atwo si spotkay w toku, nie mwili ju wicej, bo trzeba
byo wsiada do powozu.
Wysocki chcia ich poegna i uciec, bo widok Meli przyprowadza go o dziwne zawrotne
drenie.
Poczu si bardzo szczliwym, patrzy na ni przymglonymi radoci oczami, serce mu
drao ze wzruszenia, chcia uciec, aby si nie zdradzi, ale panny go nie puciy.
Usiad na przednim siedzeniu, wprost Meli, i patrzy na jej popielate wosy wymykajce
si skrtami spod wielkiego jasnego kapelusza i na twarz nieco opalon na kolor zotawego
wina, patrzy tak uporczywie i pomiennie, e Mela si mieszaa, odwracaa gow, poprawiaa kapelusz i tak bardzo czua si szczliwa przez to pomieszanie radosne, e wybucha
wesoym miechem z grymasw mapy, przyczepionej do ramion Ry i nie pozwalajcej si
stamtd sprowadzi; czasami tylko jej szare, wielkie oczy przelizgiway si bardzo szybko
po twarzy Wysockiego i uciekay zalknione a rozradowane.
Ra na przemian caowaa dziewczynki, piecia si z mapk i opowiadaa rne przygody
z podry, nie spostrzegajc Meli i jej promieniejcej twarzy.
 Nie ma ciotki! Zgubiymy ciotk!  wykrzykna Ra, zatrzymujc powz, bo w tej
chwili dopiero spostrzega brak ciotki Meli, ktra im towarzyszya w podry.
 Trzeba wrci na stacj. Zawracaj!  zawoa Szaja.
 To ja wysid i pjd poszuka ciotk pani  podchwyci ywo Wysocki i rad z tej okazji
pozostania, wyskoczy natychmiast z powozu.
 Dobrze, ale musi nam pan cioci przywie do domu.
 Przyjd w niedziel, panie potrzebuj odpoczynku... mgbym przeszkadza...  tumaczy si spogldajc na Mel proszco.
 A wic dobrze, kiedy si pan tak gorco broni, ale w niedziel o zwykej godzinie czekamy
pana w czarnym gabinecie. Zawiadom pan Bernarda i przyjdcie razem.
 Bernard wyjecha do Parya.
 No, mniejsza z nim; w ostatnich czasach by ju mniej zabawnym.
 Kiedy pani podobny wyrok wyda na mnie?
 Co do pana, to Mela decyduje...
 Tym gorzej dla mnie...
Nie usysza ju odpowiedzi, bo konie poderway z miejsca, ale schwyci takie spojrzenie
Meli, ktre mwio co innego i przepenio mu dusz dziwnie przejmujcym niepokojem.
Odnalaz ciotk oczekujc wpord stosw waliz i pudeek na sub, odbierajc
grubsze bagae; pomg jej, w czym mg, a nawet, wsadzajc do doroki, pocaowa j
w rk przez roztargnienie, potem dugo sta na schodach przed stacj, zatrzymany gbokim
wrzeniem duszy olnionej widzeniem Meli, uciskiem jej rk ciepych i przenikliwym
spojrzeniem.
A potem, nie zdoawszy jeszcze przerobi w sobie adnego z uczu na myl jasn, pchany
bezwiednym pragnieniem samotnoci poszed za miasto jak ulic wieo wytknit w poprzek
nie zniwelowanych jeszcze zagonw zb, wpord ktrych budowano domy i fabryki.
 Kocham j! Tak, kocham j!  myla, stajc i wpatrujc si w szeregi wiatrakw stojcych na wzgrkach i w to powolne okrcanie si mig, ktre jak spracowane ramiona wznosiy si i opaday ciko na tle nieba jasnego.
Skrci w pole zasiane owsem, po ktrym przeganiay si czarniawopoyskliwe fale i biy
w pow cian yta, ktre z chrzstem kaniao mu si do ng i sypao rdzawe igieki kwiatw
pachncych chlebem, a za ytem leay wielkie tafle zieleni, na ktrych wznosiy si szare
domki o byszczcych w socu oknach; skowronki zryway si spod ng i dzwoniy ku
bezchmurnemu niebu.
Patrzy na ich trzepoczce skrzyda, a zginy mu w przestrzeni, i szed peen ogromnej
radoci ycia, oddychania, ruchu; z piersi pen tej samej niemiertelnej potgi, jaka bia
z modych traw, jaka promieniowaa w modrych oczach chabrw patrzcych z puszcz ytnich,
w szelecie zb, w sykaniu konikw, w pieszczcym powiewie wiatru.
Rozrzewnienie nim owadno tak silne, e czu w oczach zy czuoci nieokrelonej, rwa
pene garcie kosw, chodzi nimi usta spieczone i szed nie wiedzc, gdzie idzie, a mu
zastpia drog niska, na p rozwalona chaupa, przed ktr w cieniu wielkiej brzozy lea
jaki czowiek na garci somy; gow mia nisko na kraciastej poduszce, oczy utkwi w delikatne
obwise gazki, podobne do strug lejcej si zieleni, i piewa sabym gosem podobnym
do brzczenia komarw:
Zacznijcie, wargi nasze, chwali Pann wit,
Zacznijcie opowiada cze Jej niepojt.
Wysocki stan.
Gos piewaka rozchodzi si jak szmer wody po kamieniach, rwa si co chwila, wznosi
silniej przez mgnienie i znowu znia si do szeptu i gin w cikim rz꿹cym westchnieniu,
po ktrym czowiek przesuwa w palcach ziarna ogromnego raca, caowa metalowy
krzyyk i patrzy w cian yta, co z szmerem pochylaa si ku niemu kosami, trzsa si
przez chwil i uciekaa w ty, a za ni pochylay si wysokie dziewanny rosnce przed domem
i patrzyy bladotymi oczami za pow fal, owian mg pyw kwiatowych.
 Co wam jest?  zapyta Wysocki siadajc obok lecego.
 Nic mi nie jest, panie... nic... ino sobie umieram po dziebku  odpowiada chory wolno
nie zdziwiony jego obecnoci, i podnis na niego szare smutne oczy, podobne do nieba
wiszcego nad nim.
 Na co chorujecie?  zagadn poruszony abnegacj odpowiedzi.
 A na mier, panie, i na to  odgarn przykrywajcy go achman i ukaza obie nogi obcite
poza kolanami, okrcone w brudne szmaty.  Ugryza mi nogi fabryka do kostek, potem
doktorzy ucili do kolan, ale mier i tak sza, to mi ucili do pasa, ale mier i tak idzie,
panie... i przydzie, o co miosiernego Pana Jezusa prosz i tej Matki Najwitszej...
Podnis do ust krzyyk od raca.
 I nic was ju nie boli?
 A nic, panie, a co ma me bole? Nogw ni mam, misa ni mam, rcw ty zabraknie, o!
 i pokaza dwie koci obleczone popielat skr i zakoczone tak wychudzonymi domi,
e byy podobne do pokrzywionych, suchych gazi liw, stojcych pod domem  troch dechu
si tu tucze po mnie, ale jak tego, da Pan Jezus, zabraknie, to se czowiek odpocznie po
chrzecijasku...
Szepta ciko, z odpoczynkami, a umiech, podobny do byskw dnia konajcego, przewija si po jego chudej twarzy, tak szarej jak ziemia, na ktrej spoczywa.
 Kt was tu pilnuje, kto doglda?  pyta, coraz bardziej zdumiony.
 Pan Jezus me pilnuje, a ona doglda... Nie ma jej bez cay dzie, bo chodzi na fabryk,
do mularzw... Przydzie wieczorem, to me zwlecze do chaupy, ugotuje je.
 Dzieci nie macie?
 Byy...  szepn ciszej i oczy mu pokrya mga wilgotna.  Czworo... juci, e czworo.
Antkowi maszyna urwaa gow... Marysia, Jagna i Wojtek pomary na zimnice...
Milcza dugo, szklanymi oczami patrza na rozkoysane zboe, co zewszd otaczao jego
chaup, a w twarzy szarej, kamiennej chopsk obojtnoci zadrga bl, co jak gwodziem
gn go w serce.
 cierwa...  szepn mocno i podnis pi ku miastu majaczcemu szczytami kominw
i dachw nad zboami.
 Zobacz te wasze nogi  powiedzia prdko Wysocki i zacz mu odwija z ng achmany,
pomimo protestacji energicznej, bo chop si przestraszy, ale widzc, e to nic nie pomoe, zamilk i patrzy dziwnym wzrokiem na niego.
Gangrena bya w rozkwicie, ale z powodu strasznego wycieczenia organizmu sza bardzo
wolno.
Wysocki, porwany litoci, przynis wody z maej studzienki, obmy rany, przepuka roztworem
karbolu, jaki nosi zawsze przy sobie, i chcia je okrca z powrotem, ale szmaty byy
brudne, przejte zapiek krwi i rop.
 Nie macie jakich czystych szmat?
Chop poruszy gow przeczco, nie mg mwi ze wzruszenia.
Wtedy Wysocki, nie namylajc si, zdj z siebie wszystk bielizn, podar j na pasy
i obandaowa nimi nogi chorego.
Chop milcza wci, tylko piersi podnosiy mu si coraz wyej, tylko wielkie kanie zapychao mu gardo i trzso caym kadubem.
Wysocki skoczy opatrunek, ubra si piesznie, postawi konierz od palta i wsuwajc
pienidze, jakie mia przy sobie, w rk chorego, pochyli si nad nim i szepn:
 Bdcie zdrowi, przyjd do was jutro.
 Jezus mj kochany, Jezus, Jezus!  wybuchn chop i rzuci si caym kadubem z posania do ng jego, obj je sob i przywar do nich ca wdziczn, chopsk dusz.
 O, mj panie dobry, o, mj janiele przenajwitszy...  szepta przez zy, przez ca
wdziczno niedoli.
Wysocki uoy go na posaniu, zabroni si porusza, obtar mu twarz z ez, przygadzi
rk jego spocone, rozwichrzone wosy i odszed spiesznie, jakby zawstydzony.
Chop patrzy za nim dotd, a mu znikn wrd zb, obejrza si potem na wszystkie
strony, przeegna si, nie mogc zda sobie sprawy z tego, co si stao, i dugo ogupiaym
wzrokiem patrzy na rozkoysane yta, na trzsce si nad nim gazki brzeziny, na wrble
lecce w caej bandzie, na soce, ktre ju nisko wisiao nad polami; unis nieco gow
i rozpakanym gosem zapiewa:
Zacznijcie, wargi nasze, chwali Pann wit...
 Ju ja teraz jcza nie bd... jue si zmiowa nade mn, Jezu... ju ja teraz zamr...
zamr...  powtarza cicho, ciszej i jak przez mg widzia fale zb, co si nad nim pochyla-y z chrzstem, szarobkitne niebo, co si zdawao obtula go, i to zote, dobre, kochane soce,
co go caowao ostatnimi promieniami.
XXIII
Borowiecki, Horn i Maks Baum wchodzili do Trawiskich, ktrzy po raz pierwszy urzdzali uroczyste imieninowe przyjcie.
Nina wysza naprzeciw, caa w bieli lekkich jedwabiw, przy ktrych jej przeroczysta,
delikatna cera wydawaa si jakby uformowan z bladorowych patkw kamelii; zielonawe,
poctkowane zotymi punktami oczy skrzyy si jak brylanty wiszce w jej malekich
rowych uszach, a wielkie kasztanowate wosy, zaczesane w grecki wze, tworzyy niby
kask zotawy na tej cudnej gowie, ktra z profilu przypominaa subteln kame, rnit na
bladym sycylijskim koralu.
 Mam dla pana bardzo przyjemn niespodziank  ozwaa si do Karola.
 Tym dla mnie ciekawsza, e pani mwi: przyjemna  odpowiedzia z ironi, starajc
si zajrze przez jej rami za portier, oddzielajc salon.
 Prosz odgadn, a nie patrze.
Zasonia mu sob drzwi.
Ale w tej chwili znad jej ramienia, z winiowej kotary wychylia si umiechnita twarz
Anki, a potem i ona caa.
 A teraz, skoro mi si nie udao, pozostawiam pastwa samych. Zabieram tylko panw 
zwrcia si do Horna i Maksa i odesza z nimi.
 Kiedy pani przyjechaa?
 Dzisiaj rano, przyszam do Niny z pani Wysock.
 C tam sycha w domu, u ojca?  pyta dosy obojtnie.
 Ojciec nie bardzo zdrw, straci humor. A wie pan, ksidz Liberat umar.
 Czas mu byo ju od dawna. Stary wariat!  powiedzia z niechci.
 Co pan mwi, jak mona!  zawoaa porywczo.
Ale on, eby zaagodzi ostro sw poprzednich, uj j za rk i podprowadzi do okna.
 Widzi pani tamte mury, to moja... to nasza fabryka!  rzek wskazujc na szklane
dachy przdzalni Trawiskiego, zza ktrych wznosiy si mury obstawione wysokimi
rusztowaniami.
 Widziaam ju, bo jak tylko przyszam, Nina zaprowadzia mnie w koniec podwrza
i pokazaa przez parkan fabryk pask i mwia, e pan tak strasznie pracuje dnie cae... Nie
trzeba si przecie zapracowywa... nie trzeba...
 Niestety, ale trzeba, bo choby dzisiaj we trzech mielimy robot od witu z wypat
robotnikw.
 Ojciec przysya panu dwa tysice rubli, zaraz je panu dam.
Odwrcia si nieco, aby wycign zza gorsu paczk banknotw, i oddaa je Karolowi.
 Skde ojciec wzi pienidze?  pyta chowajc banknoty.
 Mia, tylko nic nie mwi, ale skoro pan napisa o swoich kopotach i o tym, e ju musicie
uywa kredytu, da mi pienidze i kaza je panu przywie. Daj panu sowo, e tylko
dla tego przyjechaam  mwia cicho, pomieszana bardzo i zarumieniona, bo pienidze wydobya na zastaw wszystkich swoich kosztownoci i z rnych sprzeday, o czym wiedzia
tylko ojciec Karola, ale jego bya pewna, e nie zdradzi.
 Nie wiem, jak mam ci, Anka, dzikowa, bo nigdy bardziej w porze nie przyszy.
 Ach, jak to dobrze, jak to dobrze...  szeptaa radonie.
 Ale jaka ty dobra, e chciaa sama przyjecha.
 Bo poczt szyby duej...  powiedziaa otwarcie.  A ja nie mogam znie tej myli,
e pan si tutaj mczy i kopocze, przecie to takie proste.
 Proste! by moe dla ciebie, bo nikt inny by tego nie zrobi.
 Bo nikt inny pana tak bardzo nie kocha, jak ojciec... i ja...  dokoczya miao, patrzc
na niego spod swoich czarnych sobolowych brwi takim jasnym, prostym i penym mioci
wzrokiem, e porwa jej rce i bardzo gorco i szczerze caowa, usiujc j przycign do
siebie.
 Karol... nie mona... wejdzie kto...  bronia si, odchylajc twarz zarumienion i stulajc usta drce ze wzruszenia.
I gdy wchodzili do salonu, penego gwaru i ludzi, Nina umiechna si do nich yczliwie,
widzc szarobkitne oczy Anki rozpromienione szczciem i jej twarz pen radoci.
Anka dzisiaj bya porywajc; ten fakt, e moga pomc ukochanemu i e ten jej chopak
kochany by dzisiaj dla niej taki dobry i serdeczny, czyni j szczliw, pen radoci i tak
pikn, e zwracaa na siebie ogln uwag.
A ona nie moga wytrzyma na jednym miejscu, chciao si jej i do ogrodu lub w pole,
aby tam piewa penym gosem pie szczcia, i pod wpywem tego pragnienia i przyzwyczaje
wysza przed dom i dopiero ujrzawszy brukowany dziedziniec, obstawiony czerwonymi
gmachami, i morze domw, stojce ze wszystkich stron, powrcia do salonu, odszukaa
Nin i przycinita do niej ramieniem, spacerowaa po salonie.
 Dzieciak z ciebie, Anka, ogromny dzieciak!...
 Bom szczliwa dzisiaj... kocham  odpowiedziaa porywczo, szukajc oczami Karola,
rozmawiajcego z Mad Mllerwn i z Mel Grnspan, przy ktrych sta Wysocki.
 Ciszej, dzieciaku... usysze mog... Kt si tak przyznaje gono do mioci...
 Nie lubi i nie umiem nic ukrywa. Mioci nie potrzeba si wstydzi.
 Wstydzi  nie, ale naley j przed ludzkimi oczami chowa na samo dno duszy.
 Dlaczego?
 Dlatego, eby jej nie dotkny spojrzenia obojtne, ze lub zazdrosne. Ja nie pokazuj
ludziom obcym nawet swoich brzw i obrazw najlepszych, bo si obawiam, e nie odczuj
caego ich pikna i e mi co z tego pikna mog zbrudzi i zabra ich spojrzenia. A tym bardziej
nie pozwoliabym im zajrze do duszy wasnej.
 Dlaczego?  zapytaa Anka nie rozumiejc tej mimozowej icie wraliwoci.
 Bo przecie to nie s ludzie, choby ta znaczna cz moich goci dzisiejszych; to s
fabrykanci, kapitalici, specjalici rnych dziaw fabrycznych; ludzie od robienia interesw
i pienidzy  tylko interesw... tylko pienidzy. Dla nich pojcia: mio, dusza... pikno...
dobro... i tam dalej to aden papier, to weksel bez yranta, wystawiony przez mieszkaca
Marsa, jak powiedzia dzisiaj pan Kurowski.
 A Karol?
 O nim nic ci nie powiem, bo znasz go lepiej. A, mecenasowa sztuk piknych a tanich ze
swoim dworem, musz i do niej...
Nina podesza do Endelmanowej, wkraczajcej do salonu z takim uroczystym majestatem,
e wszystkich oczy zwrcia na siebie.
Za ni w pewnym oddaleniu szy dwie mode, przystojne panienki, ubrane jednakowo, stanowice jej dwr przyboczny.
Jedna z nich trzymaa chustk, a druga wachlarz, obie za kaniay si zebranym sztywnoautomatycznym
ruchem, baczc pilnie na kady gest pani, ktra nawet nie raczya ich przedstawi
gospodyni domu, tylko upada na fotelik i gono, wrzaskliwie, przykadajc do oczw
pince-nez135 na dugiej szylkretowej136 rczce, zachwycaa si piknoci Niny, tumem osb
i salonem, od czasu do czasu zwracajc si ruchem monarchini do siedzcego nieco w gbi
dworu po wachlarz lub chusteczk.
 Ona wyglda jak krlowa, jak sama Maria... Maria Magdalena.
 Maria Teresa, chcia pan powiedzie  szepn Kurowski cicho Grasglikowi.
 To wszystko jedno. Jak si masz, Endelman, co ci kosztuje taka parada?  pyta bankier
Endelmana, ktry cicho wsun si za on do salonu i rwnie cicho i skromnie wita
si ze znajomymi.
 Zdrw jestem, dzikuj ci, Grosglik, co?  odpowiedzia przykadajc do ucha zwinit
w trbk do.
 Panie Borowiecki, pan nie wie, kiedy przyjedzie Moryc Welt?
 Ani mwi mi o tym, ani pisa.
 Ja jestem troch niespokojny, czy si jemu co zego nie stao?
 Nie zginie...  mwi obojtnie Karol.
 Ja wiem, ale ja jemu posaem przekaz na trzydzieci tysicy marek, ju tydzie min
a jego nie ma. Co pan chce, teraz tyle ajdactwa na wiecie...
 Do czego to pan zmierza?  zapyta Karol, dotknity jego tonem.
 Do czego? e mogli go gdzie okra, zabi. Trudniej jest o rubla ni o nieszczcie 
zakoczy sentencjonalnie, westchnwszy bolenie, bo go niepokj o te trzydzieci tysicy
pozbawia rwnowagi, a zna za dobrze Moryca, aby si mia niepokoi bez przyczyny.
 Mery, ty si nie daj prosi pani Trawiskiej; ty zagraj adnie, przecie moesz zagraadnie  tumaczy bankier crce, ktr Nina prosia o zagranie.
Mery, chuda dziewczyna, o kocistych biodrach, garbatym nosie i niewidocznych prawie
ustach, siada do fortepianu i apatycznie uderzya w klawisze; z t sinaw cer, popstrzon
krostami, z zaczerwienionym nosem i chudymi, dugimi rkami, robia wraenie oskubanej,
zamroonej gsi, okrconej w jasne jedwabie.
 Gdzie tu s te synne zote jawki dzkie?  pyta cicho Horn Karola.
 Masz je pan, tam siedzi Mada Mller, Mela Grnspan i Mery Grosglik.
 A z Polek nie ma ani jednej?  zapyta ciszej, aby nie mci brzdkania Mery.
 Niestety, panie Horn, my zaczynamy ju produkowa sukna i perkaliki, ale na milionowe
crki musimy poczeka z lat dwadziecia. Zachwycaj si pan tymczasem piknoci Polek 
odpowiedzia Karol drwico i odszed, przywoywany przez Ank, siedzc obok Wysockiej.
Mery graa jak sonat, nieskoczenie nudn i dug, ktra tak podziaaa, e po chwilowej
ciszy wszyscy w salonie naraz mwi zaczli, a najgoniej sam Grosglik, ktry dowiedziawszy si od starego Endelmana o przejciu Bernarda na protestantyzm, wybuchn oburzeniem.
 Ja mwiem, e on le skoczy. On symulowa filozofa i czowieka z fin de sieclu137,
a skoczy jak prosty szajgec138. Czemu na protestantyzm? Ja mylaem, e on jest subtelniejszy.
Mnie nie o to idzie, e przeszed na inn wiar, bo czy on bdzie katolik, protestant czy
mahometanin, to i tak ydem nie przestanie by i dla nas nie jest stracony.
 Pan nie lubi protestantyzmu?  zapyta Kurowski gonic orzechowymi oczami za Ank,
chodzc po salonie z Nin.
 Nie lubi i nigdy bym na to wyznanie nie przeszed. Ja jestem czowiek, ktry kocha i potrzebuje
piknych rzeczy. Jak ja si narobi cay tydzie, to potem w szabas czy w niedziel potrzebuj
odpocz, potrzebuj i do adnej sali, gdzie bym mia adne obrazy, adne rzeby, adn architektur,adne ceremonie i adny kawaek koncertu. Ja bardzo lubi te ceremonie wasze, w nich jest i pikny
kolor, i adny zapach, i dzwonienie, i wiata, i piewy. A przy tym jak ja ju musz sucha
kazania, to niech ono bdzie nienudne, niech ja sucham delikatnego mwienia o wyszych rzeczach,
to jest bardzo nobl139 i to dodaje czowiekowi humoru i ochoty do ycia! A w kirche140 co ja mam?...
Cztery goe ciany i tak pusto, jakby cay interes mia si troch zlikwidowa. A do tego przychodzi
pastor i mwi. Co pan mylisz, o czym on gada?... Gada o piekle i innych nieprzyjemnych rzeczach.
Bd pan zdrw. Czy ja po to id do kocioa, eby si zdenerwowa? Ja mam nerwy, ja nie jestem
cham, ja nie lubi si gnbi nudnym gadaniem. A przy tym ja lubi wiedzie, z kim mam do czynienia
 c to za firma protestantyzm?! Papie to firma.
Kurowski nic mu nie odpowiedzia, bo odszed i przysiadszy przy grupie pa, patrzy jakim
dziwnym wzrokiem na Nin i Ank, ktre wziwszy si pod rce szy wolno przez szereg
salonw, zatrzymujc si przed kadym bukietem konwalii i fiokw, jakie stay wzdu
sal przed oknami, pochylay si nad kwiatami wdychajc ich cudn wo i szy dalej, same
podobne do jasnych, wionianych kwiatw.
Czasem tylko Nina dotykaa ustami chodnych lici konwalii i ocieraa przymknitymi
powiekami o niene dzwonki lub przesuwaa palcami po wygitych ciaach nimf brzowych,
zagldajcych do wntrza amfor, w ktrych stay kwiaty, i znowu szy zatopione w cichej rozmowie,
nie zwaajc, e Endelananowa z dworem swoim sza za nimi i z pewn zawici
przygldaa si tym prostym, a bardzo wykwintnym salonom i zobaczywszy na cianie
w wielkich ramach mozaik, ktr Nina sprowadzia jeszcze zim, stana olniona.
 To jest liczne! Jaki to ma kolor! jaki to ma glanc!  wykrzykiwaa zachwycona mruc
oczy, bo soce owiecao mozaik i odbijao jaskrawe promienie.
I nagadawszy jeszcze wiele podobnych rzeczy, wysza krokiem bohaterki prowincjonalnej,
w otoczeniu swojego dworu.
 mieszna bo mieszna, ale w gruncie to dobra kobieta. Jest prezesk kilku zakadw
dobroczynnych i robi wiele dobrego biednym.
 Bo lubi, eby j podziwiali  powiedzia Maks Baum, usyszawszy ostatnie sowa, podchodzc z Kurowskim.
 Bardzo si, panowie, nudzicie?  zapytaa Nina.
 My nie, bo mamy na co patrze  szepn Kurowski ogarniajc obie wzrokiem.
 To znaczy, e s inni, ktrzy si nudz, bo nie maj na co patrze...
 S tacy! Niech pani spojrzy prosto przed siebie: tam siedzi panna Mller i panna
Grnspan, dwie zote jawki dzkie. Mada Mller dusi si w swoich zbyt sztywnych jedwabiach, a e przy tym z trwog myli, e suca moe przegotowa knedle, wic cigle si
poci ze strachu; przez pi minut, liczyem uwanie, wypia cztery szklanki lemoniady! Panna
Mela Grnspan wyglda na nadzian entuzjazmem; umylnie, trzy razy, pytaem j o Neapol
 i trzy razy, z jednakim westchnieniem, z jednakim wywrceniem oczw i jednakowymi
superlatywami, wybuchaa zachwytem... Jest jak fonograf, w ktry wstawiono nowy walec,
wic za kadym dotkniciem opowiada to samo.
 Ale przy tym jest jaka smutna dzisiaj, chodmy do nich  powiedziaa Nina.
 Bo pani Wysocka uwzia si dzisiaj na ydwki i co ktrego z modziey zapie, natychmiast
zaczyna przestrzega przed nimi, a mwi tak gono, eby panna Mela usysze...
musiaa...  tumaczy Maks, ktry szed przy Ance i niespokojnie wybiega naprzd oczami,
szukajc Karola.
 Duo osb ju wyszo!  zauwaya Nina, nie spostrzegajc w gwnym salonie Grosglika
z crk i kilku innych rodzin ydowskich.
 Mczyni nudzili si, a kobietom byo pilno i zdawa relacje z przyjcia pastwa.
 Czyby si naprawd nudzili?  zapytaa z przykroci Nina.
 Ma si rozumie, c to dla nich za zabawa! Surdutw zdj nie mona, szampaskiego
nie podali, a przy tym naspraszaa pani tej polskiej roboczej hooty, tych rnych inynierw,
doktorw, adwokatw i innych specjalistw  i chce pani, aby miliony czuy si dobrze tutaj.
Ubliao im takie towarzystwo, wic si wynieli, i stawiam gow, e wicej ju nie poka
si u pani.
 Nie miaam zamiaru prosi ich wicej, bo dzi dopiero spostrzegam, e nawet taka salonowa
asymilacja jest niemoliw, przynajmniej w odzi.
 Na caym wiecie, na caym wiecie. Pan Robert Kessler! ktry chcia by pani, panno
Anko, przedstawionym od godziny...  powiedzia ironicznie Kurowski, przedstawiajc niskiego,
krpego czowieka, z gow wcinit w ramiona i ozdobion wielkimi uszami, co
przy spiczastej, omszonej tym wosem czaszce robio j podobn do gowy wielkiego nietoperza;
twarz mia jakby ze skry koskiej, le wyprawionej i le nacignitej; usta podobne
do szpary podunej i mocno wystajce szczki obronite byy czerwonym, krtko przycitym
wosem.
Przywita si z wielk swobod i gdy usiedli w salonie, usiad przy Ance, pooy na kolanach
swoje rce wzowate, obronite czerwonym wosem, i wpi si tymi, bystrymi oczami
w twarz Anki z tak natarczywoci, e ta, nie mogc znie tego spojrzenia, ktre j
denerwowao i przenikao dziwnym strachem, odesza piesznie nie zamieniwszy z nim ani
jednego sowa.
 Ona jest pikna, ona jest zadziwiajco pikna!  szepn po duszym milczeniu do
Horna, ktry siedzia obok niego.
 Pan si znasz przecie na piknociach. W odzi co wiedz o tym!  odpowiedzia z naciskiem
Horn, przysza mu bowiem na myl Zoka Malinowska i te cae szeregi ofiar spord
robotnic, ktre zmusza do powolnoci tyrani i grob wydalenia z fabryki.
Kessler nie odpowiedzia, spojrza zimno i odwrci si pogardliwie od niego do Maksa
Bauma, ktry zdenerwowany, niespokojny, ju od godziny chcia uciec z tego salonu  i nie
mg, trzymany na uwizi obecnoci Anki.
W salonie tymczasem zrobio si bardzo luno; cae fale przepyny, zoyy powinszowania,
obejrzay salony i odpyny. Zostao tylko kilkanacie osb, samo polskie towarzystwo, czoo miejscowej inteligencji, ktre w miar odpywu milionw  wysuwao si na rodek
salonu i zajmowao opustoszone miejsca.
Mllerowie tylko pozostali z obcych, bo yli do blisko z Trawiskimi, Mela Grnspan
i ciotka, ktra na prno kilkakrotnie gono pytaa:
 Mela! czy ty nie potrzebujesz ju wyj?
Ale Mela wyj nie moga, chocia podobnie jak Maks dawno std uciec pragna, smagana
nielitociwymi docinkami Wysockiej. Siedziaa cay czas na jednym miejscu tak zdenerwowana,
e rozmawiaa z Mad, czasem si miaa, opowiadaa o swojej podry, ale
zupenie nie wiedziaa, co si z ni dzieje.
Trawia j gorczka dziwnie bolesna jakiego rezygnowania z dotychczasowych marze
i nadziei.
Wysocki rozmawia z ni kilkakrotnie, widziaa cigle jego oczy pene mioci, syszaa
jego gos, ktry jej cicho opowiada takie rzeczy, ktre wczoraj jeszcze przepeniyby jej dusz
szczciem, ale syszane dzisiaj, teraz, budziy w niej tym gbszy smutek i bl; bo dzisiaj
dopiero, w tym jasnym salonie, przeczua gbokim instynktem kochania, e ona nigdy
nie wyjdzie za m za Wysockiego, e wyj nie powinna...
I w chwilach uwiadamia, w chwilach tego bolesnego jasnowidzenia rnic, jakie ich
dzieliy, martwiaa z przeraenia i szklanym wzrokiem wodzia bezprzytomnie po twarzach
ludzkich, szukaa umiechnitych, rozpromienionych spojrze Wysockiego, jakby chcc
w nich dopatrze zaprzeczenia tych wszystkich myli, jakie j przenikay rojem palcych wkien,
ale Wysocki za bardzo by w niej rozkochany, za bardzo w dobrym humorze i w dobrym,
swoim towarzystwie, aby mg dzisiaj odczu jej stan wewntrzny.
Rozprawia wanie z Trawiskim i Kurowskim, i kilku modymi ludmi rozsnuwajc
przed nimi gorce szerokie altruistyczne pogldy na spoeczestwo i jego potrzeby; otrzepywa odruchowo klapy, pokrca wsiki, wyciga czasami mankiety i rad, e ma inteligentnych
suchaczw, e mg si na chwil oderwa od spraw fabrycznych i codziennych, buja
z rozkosz po niebie hipotez i wnioskw.
 Dlaczego?  mylaa ciko Mela i nie wiedziaa jeszcze wyranie, dlaczego te straszne myli
j obsiady i zalewaj jej serce gorycz nieopowiedzian. Czua tylko jedno wyranie, e ten wiat
jej ukochanego, ci wszyscy Kurowscy, Trawiscy, Borowieccy, te wszystkie nawet sprawy, o ktrych
mwili, idee jakie ich poryway, ten cay polski wiat tak ukochany  jest zupenie inny, obcy
zupenie jej wiatu; obcy przez jak szeroko uczuciow, nie zamknit tylko w kole egoistycznych
spraw, w ciasnym obrbie robienia pienidzy i uywania ordynarnego.
 Nie takimi s nasi, moi!  mylaa, patrzc na delikatn, uduchowion twarz Trawiskiego,
ktry taki energiczny protest zakada przeciw wywodom Wysockiego, e twarz mu
poblada i sie delikatnych, niebieskich yek wystpia na skronie, a potem patrzya na Wysock, na Nin i Ank siedzce w kole kobiet bardzo wykwintnych, penych dziwnego wdziku,
rozmawiajcych pgosem, i rwnoczenie widziaa oczami duszy swj wasny dom,
ojca, siostry, szwagra i odczuwaa teraz dopiero, przez mimowolne zestawienie, cay obmierzy ton, ca pasko ycia wasnej sfery.
I teraz dopiero poczua, e pomidzy nimi czuaby si obc zawsze, intruzem z innego
wiata, zaledwie znoszonym i moe tylko dla posagu, jaki by wniosa mowi.
 Nigdy, nigdy!  powtarzaa sobie dumnie i chciaa si podnie, aby wyj, bo ciotka
znowu przysuna si do niej i swoim przecigym, chrapliwym akcentem pytaa:
 Mela, ty nie potrzebujesz ju i do domu?
Podniosa si nawet z krzesa, zbierajc w sobie ca moc duszy, aby wyj std, z tego
wiata i nie powrci do niego nigdy ju wicej.
Czua to dobrze, e to wyjcie bdzie rwnoczenie poegnaniem marze snutych przez
lata cae, bdzie poegnaniem roje wiosennych i mioci, ale wyj postanowia.
Kochaa ca dusz Wysockiego, ale przeczuwaa ju, e musi wyrzec si go i nie widzie
wicej.
 Nigdy, nigdy!  powtarzaa zacinitymi ustami. Za dobrze pamitaa dol tych ze swoich
znajomych, ktre wyszy za Polakw, ich upokorzenia nawet wobec wasnych dzieci,
wyrzucajcych matkom ich pochodzenie, to koo pogardy wykwintnej lub lekcewaenia, jakie
ich zawsze otaczao, t ich obco we wasnych domach, wobec najbliszej rodziny.
 Pani ju wychodzi, czemu tak prdko?  pyta Wysocki zastpujc jej drog.
 Czuj si niedobrze, jestem zmczona jeszcze po podry  tumaczya si nie patrzc
na niego i ca si tumic kanie, jakie wzbierao w jej sercu, i ch pozostania, jaka j
owadna po jego sowach.
 Mylaem, e pani pozostanie do wieczora i potem razem pjdziemy do Ry, e pani
mi powici cay dzisiejszy wieczr. Ja pani nie widziaem przecie cae dwa miesice  szepta cicho, zduszonym przez uczucie gosem.
 Pamitam... pamitam... dwa miesice...  odpowiadaa i nagle taki ar rozla si po jej
sercu, ar mioci i cierpienia, e zy bysny w jej szarych oczach i serce zaczo bi mocno,
mocno...
 Bdzie teraz nam lepiej, bo pozostali sami swoi...
 Tym bardziej i musz, abym nie tworzya sob dysonansu  szepna z gorycz.
 Mela!  powiedzia z wyrzutem i tak mikko, tak serdecznie, e opady j siy, e wszystkie
postanowienia poprzednie rozwiay si bez ladu, a natomiast serce napenio si uczuciem
szczcia wielkiego, wielk cisz mioci.
 Zostaniesz, prawda?  prosi j gorco, bagalnie, a gdy mu nie odpowiadaa ogldajc
si bezradnie w stron Wysockiej, ktrej ostry wzrok poczua na sobie, odezwa si do Niny
z prob:
 Moe pani zdoa namwi do pozostania pann Melani.
Nina wiedziaa wszystko od starej i dosy wrogo bya usposobiona dla Meli, ale teraz,
spojrzawszy na jej twarz smutn, odczua jej cierpienia i wielkie wspczucie zadrgao w jej
sercu, zacza j gorco prosi.
Opieraa si chwil, walczc z wasnym sercem i wol, ale pozostaa.
 Po raz ostatni!  przypominaa sobie w duszy, ale ogarnita mioci, rozkoysana sawami
Wysockiego, ktry na zo matce nie odstpowa jej ani na chwil, oczarowana dobroci Anki i Niny, ktre wziy j pomidzy siebie i z wielk serdecznoci traktoway,
zapominaa, e to raz ostatni, przeciwnie, zaczynaa myle, e to raz pierwszy i e tak bdzie
zawsze... zawsze...
Przyjcie dla tego kka wybranych przecigno si dosy dugo, bo o zmroku podano
obiad w wielkiej jadalni, wyoonej jasnym dbem, ktra za jedyn ozdob miaa szeroki pas
inkrustacyj biegncy dookoa, w poowie wysokoci cian, po ktrym rozpinay si pdy wina,
obcione purpurowymi gronami, uwieszone u uszw larw komicznych, wycitych ze zoconego
bukszpanu.
Wielki st lni krysztaami zastawy, srebrami, ywymi kwiatami, ktre tworzyy przez
ca dugo jeden wielki kwietnik peen woni i barw; wielkie wieczniki w formie wieloramiennych
kaktusw rozleway agodne wiato wiec na twarze siedzcych.
Nastrj panowa serdeczny, wznoszono liczne toasty, przyjmowane oklaskami, bawiono si
tak wymienicie, e nawet Mller wznis zdrowie Trawiskich i chcia co mwi, ale e
by nieco pijanym, a Mada, siedzca obok Maksa Bauma, nie moga mu podpowiada, wic
wybekota sw kilka i usiad obcierajc rkawem czerwon, zatuszczon twarz.
 Ja bym go wzi do swojej menaerii, to ciekawy okaz  mrukn Kessler, pochylajc
si do Meli, przy ktrej siedzia.
Ale Mela nie syszaa, zajta rozmow z Wysockim, a zreszt czua nieprzezwyciony
wstrt do tej nietoperzej gowy i tych tych oczw, ktre ustawicznie wierciy Ank, siedzc pomidzy nim a Borowieckim.
Mada Mller, moe jedyna w caym towarzystwie, nie miaa dzisiaj humoru.
Nie zwracaa uwagi na Maksa, usiujcego j bawi, tylko ledzia Karola i Ank i widzc,
jak im jest dobrze ze sob, zapytaa cicho Maksa:
 Czy ta panna, co siedzi przy panu Borowieckim, to jego siostra? bo tak s bardzo podobni
do siebie.
 Kuzynka dosy daleka, ale i narzeczona zarazem  odpar z naciskiem.
 Narzeczona! Nie wiedziaam, e pan Karol ma narzeczon... nie wiedziaam...
 Ju od roku i bardzo si kochaj  mwi umylnie, bo go zirytowaa jej niedomylno
i ten zachwyt nie ukrywany, z jakim patrzya i mwia o Karolu.
Zote rzsy dziewczyny zatrzepay nagle jak skrzyda i opady ciko na bkitne oczy,
a bardzo rozrumieniona twarz pokrya si bladoci i blade usta zaczy dziwnie drga.
Maks ze zdumieniem przypatrywa si tej nagej zmianie, ale nie mia ju czasu obserwowa,
bo lokaj szepn mu do ucha po cichu, e kto czeka na niego.
 Matka umiera!  powiedzia mu prosto Jzio Jasklski, gdy si znalaz w przedpokoju.
 Co? co? co?  powtrzy Maks, nie wierzc sobie, okrci si dookoa kilka razy bezprzytomnie,
zrobi kilkanacie ruchw bezcelowych i znowu spojrza na Jzia, ktry zapakany,
oniemielony, drcy, powtrzy mu raz jeszcze wiadomo i pobieg spiesznie
z powrotem.
XXIV
W jadalni nikt prcz Niny nie zauway wyjcia Maksa.
 Co si stao z panem Baumannem?  zapytaa Mada Mller.
 Azali jestem strem swego splnika, jeli ten kasjerem nie jest!  odpowiedzia artobliwie
Borowiecki, ale by rad, e oczy tego splnika nie ledziy za Ank i nie kontroloway
jego rozmowy z Mad, ktra stracia humor dowiedziawszy si o narzeczestwie i bardzo
namawiaa ojca do wyjcia, ale Mller by dzisiaj w doskonaym humorze, uj wp Borowieckiego,
posadzi przy crce i zawoa rubasznie:
 Gupia Mada, masz kawalera i niech ci si nie pieszy do domu.
I pozostawi ich przy sobie; siedzieli zakopotani.
Mada spucia gow na piersi i z wielkim zajciem wcigaa rkawiczki, suchajc brzmienia
jego niskiego gosu, ktry zawsze przejmowa j rozkosznym dreniem, a dzisiaj rozbrzmiewa w jej duszy tak smutnie, tak smutnie, e baa si, i nie wytrzyma i wybuchnie paczem.
Mller przysiad si do Niny i co chwila klepa j po plecach z ukontentowania; nie widzc dookoa rozmieszonych twarzy ani zakopotania Trawiskiej, gada gono.
 Bardzo mi dobrze u pastwa! Ja mam adny paac, ale mnie tam siedzie niedobrze.
Chciabym mie tak crk jak pani.
 A c pan ma do zarzucenia pannie Madzie? licznie dzisiaj wyglda.
 Ja, Mada liczna, ale Mada jest gupia. Ja j chc wyda za Polaka, eby oni mieli takie
salony jak pastwo i tak samo przyjmowali goci, to bym u nich zawsze siedzia. Mnie si to
bardzo podoba.
 Bdzie to panu trudno w odzi, bo tutaj nie ma takich bogatych, za ktrych zgodziby
si pan wyda crk  szepn Kurowski siedzcy obok Niny.
 Aha, pan Kurowski! Ja bym za pana da Mad albo i za Borowieckiego, wy jestecie
porzdne fabrykanty.
 Dzikuj, dzikuj!  szepn drwico Kurowski ciskajc mu rk.  Ale s lepsi od
nas, a nawet ju co syszaem o zamiarach Kesslera.
 Kessler! Niech on si eni ze swoj map w menaerii, a nie z moj crk. Pan wie, on
jest cham i ajdak!  wybuchn, ale potem zacz si mia bardzo serdecznie, chcia poca-owa w szyj Nin... By zupenie pijanym.
 Co pani tak humor popsuo?  zapyta Karol cicho.
Mada nic nie odpowiedziaa, tylko przysaniajc chustk drgajce od wstrzymywanego
paczu usta i twarz zgorczkowan, podniosa na niego oczy i dugo patrzya, a si poruszy
niecierpliwie i ponowi zapytanie.
 O, paska narzeczona szuka pana  szepna, wskazujc oczami Ank, rozgldajc si
po pokoju.
Podszed do niej niechtnie.
 Panie Karolu, pani Wysocka ju chce i, moe nas pan odprowadzi.
egnaa si z Mad bardzo ceremonialnie, ktra ich przeprowadzia oczami przez szereg
pokoi.
 Panno Melo, to i my pjdziemy  ozwa si Wysocki i poszed szuka ciotki, drzemicej
w ciszy salonu, a powracajc spotka si z matk.
 Wychodzimy, idziesz z nami?
 Nie, musz odprowadzi pann Grnspan.
 Czy panny Grnspan nie moe kto inny odprowadzi?
 Nie, panny Grnspan nie moe kto inny odprowadzi  odpowiedzia z naciskiem.
Spojrzeli na siebie dosy niechtnie.
Matki oczy zawieciy ostro, a w oczach doktora jania wielki spokj i stanowczo.
 Prdko wrcisz? Anka jest u nas, bdzie i Borowiecki, moe zaczeka z herbat?
 Nie zd, bo musz jeszcze by u Mendelsohnw.
 Jak chcesz... jak chcesz...  odpowiedziaa z trudem, panujc nad sob, ale nie podaa
mu rki do pocaowania i wysza.
Nie zwrci na to uwagi, tylko pomaga si Meli ubiera.
Zaraz pojechali, bo powz Meli czeka przed domem.
 Jedziemy do Ry?
 Jedziemy do Ry, jedziemy, gdzie tylko pani zechce, jedziemy choby na koniec wiata
 zawoa gorco.
 Sowa lec dalej ni chci, a chci ni moliwo  szepna cicho, bo j ogarn spokj
niedzielnego wieczoru, powrci do rzeczywistoci i przypomnia niedawne postanowienia.
 O nie, nie cofam swoich sw, niech mnie pani wemie i poprowadzi a do kracw
moliwoci.
Uj jej rk ze dreniem.
 Wic tymczasem zawioz pana tylko do Ry  odpowiedziaa i oddaa ucisk rki, nie
puszczajc jej.
 A pniej?  zapyta cicho, zagldajc jej w oczy.
 Jutro dam odpowied  szepna, patrzc na konie biegnce kusem.
Ciotka drzemaa na przednim siedzeniu, kiwajc si zawzicie.
Siedzieli w milczeniu, z przyjemnoci nadstawiajc rozgrzane twarze na mocny powiew
powietrza, bo powz toczy si szybko i skaka po wybojach brukw gumowymi koami jak
pika.
Czuli oboje, e jaka stanowcza, przeomowa chwila ju idzie ku nim, e za mgnienie zaraz
padnie im na dusz jedno sowo, tak dawno w sercach dwiczce, tak dawno tumione
i oczekiwane.
Spogldali na siebie jasnym wzrokiem, przenikali si do gbi uczu i po kadym spojrzeniu
byli sobie blisi, byli sobie bardziej oddani.
Mela nie zapomniaa postanowie, czua je w caej grozie koniecznoci i w caej grozie
goryczy i alu, ale rwnoczenie oddawaa si z rozkosz temu czarownemu prdowi, jaki
przepywa przez serca ich i rozlewa w mzgach, w krwi obezwadniajce, rozkoszne ciepo.
Ze dreniem szczcia czekaa jego wyznania i wiedziaa rwnie, e wypowie mu wszystko,
ca mio swoj.
Czua niezmoon niczym potrzeb wypicia tej szczliwoci do dna, do samego dna.
Chciaa by porwana szalestwem, bez wzgldu, co jutro bdzie, a moe dlatego wanie,
e wiedziaa, jakim bdzie to jutro.
I chocia to widmo kryo dookoa niej, majaczyo w pamici i ostrym konturem rzeczywistoci
jutrzejszej przysaniao obecne szczcie, uciekaa od niego, chciaa zapomnie na
jeden wieczr, na chwil.
Trzymaa jego do i co chwila przyciskaa j do mocno bijcego serca, to gadzia ni
swoj rozpalon twarz, przyciskaa si do niego ramieniem i patrzya w dal rozpromienionymi
oczami.
Nachyli si i szepn cicho i tak blisko, e poczua jego usta na twarzy.
 Mela...
Ten cichy, przejmujcy dwik przelecia po niej jak ostrze rozpalone.
Przymkna oczy, serce zerwao si w niej jak ptak oszalay i zaczo tuc si w piersiach
mocno i gwatownie, taka ogromna fala rozkoszy zalaa jej dusz, e sowa przemwi nie
moga, umiechna si tylko ktami ust.
 Mela!... Mela!...  powtrzy ciszej, bardzo zmienionym gosem; wsun rk pod peleryn
i obj j wp, i przygarn do siebie bardzo silnie.
Poddaa si temu uciskowi tak biernie, e uderzya piersiami o jego piersi, ale cofna si
zaraz caym korpusem, opara si o poduszki powozu i gosem bez si, bez dwiku prawie
szepna:
 Cicho!... cicho!...
Twarz jej poblada miertelnie, z trudem oddychaa.
 Mela, ty prosto do domu potrzebujesz jecha?  zapytaa nagle rozbudzona ciotka i po
kilka razy powtarzaa to zapytanie, nim Mela zrozumiaa.
 Nie, niech ciocia jedzie. Wstpi do Ry.
 A Walenty po ciebie potrzebuje przyjecha?
 Jeli nie bd spaa u Ry, to kae mnie odesa swoimi komi.
Wysiedli przed paacem Mendelsohna.
Ra wysza naprzeciwko nim do przedpokoju, bardzo ciekawie patrzya i bardzo ironicznie
przyjmowaa grad pocaunkw, jakimi j zasypywaa przyjacika.
 Jeste sama?  zapyta Wysocki, na prno usiujc drcymi rkami zapi surdut i powiesi
kapelusz na gadkiej cianie.
 Nie sama, jest Koko, herbata i nuda!  odpowiedziaa i utykajc nieco, i koyszc szerokimi
biodrami, prowadzia ich do czarnego gabinetu.
 Skd ten piew si rozchodzi?  zapyta nasuchujc, bo z gry od mieszkania Szai pyn
szmer dwikw monotonnych i rozpryskiwa si po dolnym mieszkaniu.
 Od ojca. Tak codziennie ju teraz bywa. Boj si o to, bo ju od paru miesicy, zaraz po
mierci Bucholca, papa cigle si modli, codziennie przychodz piewacy z synagogi i piewaj pobone pieni. To co nienaturalnego, a przy tym powiedzia ktrego dnia do Stanisawa, e chciaby przed mierci zaoy wielki przytuek dla starych kalek i robotnikw
z naszych fabryk. To jest tak zy symptomat, e Stanisaw zatelegrafowa do Wiednia po specjalist
doktora.
 Tak, to ciekawe  szepn, ale nic nie sysza, o czym mwia, dra ze wzruszenia i lecia oczami za Mel, wychodzc do przylegego buduaru.
 C tak pomieszani oboje jestecie. Czycie sobie wyznali mio?
 Prawie e tak, prawie. Ale pani mi pomoe, nieprawda?
Zacz caowa jej rce.
 Pani nie pomoe.
 Ale Ra, nasza droga, dobra, kochana Ra pomoe, nieprawda?
 A bardzo j kochasz, powiedz?  pytaa, obcierajc mu spocone czoo chustk.
Zacz wybucha przed ni tak gwatownie, tak namitnie obrazowa swoj mio, e ze
zdumieniem patrzya. Nie podejrzewaa go o takie pomienne uczucia, ale suchaa z ciekawoci, ze wspczuciem, a w kocu al jaki nieokrelony zacz budzi si w jej sercu i gdy
Mela przysza i siada obok niego, Ra podniosa si, zabraa mapk i wysza.
 Syszaam, co opowiada Ry  szepna, patrzc na niego sodko i nie pozwalajc mu
przemwi obja go ramionami i rozpalonymi, spragnionymi ustami wpia si w jego usta
w dugim, mocnym, namitnym pocaunku.
 Kocham ci!  szeptaa odrywajc si na chwil.
 Kocham ci! kocham!  odpowiada cicho. Gosy im si zerway i zmilky, a ramiona si
zwary, spltay, objy w szalonym, namitnym ucisku, usta utony w ustach, serca przestay bi, a oczy widzie.
A potem, caujc jej oczy, wosy, szyj, usta, opowiada niskim, urywanym, nabrzmiaym
wzruszeniem gosem dzieje swego uczucia.
Opara si plecami o kanapk, pooya nogi na taburecie, na wp lec suchaa jego gosu,
z rozkosz przymykaa oczy pod jego pocaunkami, wysuwaa do nich chciwie usta, prya si caa, gdy pali ustami jej szyj, pozwalaa si koysa fali szczcia, jaka pyna
z jego sw, z jego wyzna mioci, z jego pieszczot.
A gdy powiedzia, e zaraz jutro pjdzie do ojca prosi o jej rk, gdy wreszcie wyczerpany
nieco z si usiad na poduszkach u ng jej i pooywszy gow na jej kolanach wpatrzy si w jej
przysonite mg oczy i zacz snu dug, cudn przdz przyszoci, nie przerywaa mu, pia
pen piersi upojenie, patrzya w niego oczami penymi ez szczcia bezmiernego, pier si
jej podnosia nadmiarem uczucia, a usta kwity jakim dziwnym, smtnym umiechem, ale mu
nie przeczya, tylko chwilami braa jego gow w rce, caowaa jego oczy i cicho szeptaa:
 Kocham ci! Mw, najdroszy, niech si upij dzisiaj, niech oszalej!
Wic on mwi znowu i wypiewywa ca symfoni mioci, nie spostrzegszy przyjcia
Ry, ktra cichutko usiada na kanapce, obja Mel ramieniem, pooya swoj czerwon
gow na jej piersiach i penymi zielonawych skrze oczami wpatrzya si w niego i suchaa.
A oni snuli dalej przdz szczcia i mioci.
Nie istnia ju dla nich wiat, ludzie, rzeczywisto, wszystko zapado w gb niepamici,
przysonite tumanem czaru, jaki ich otoczy i przenika.
Sowa, spojrzenia, myli krzyoway si pomidzy nimi jak byskawice, dray rozsadzane
nadmiarem uczucia i paday na dusz sodycz niewypowiedzian.
Mwili coraz mniej i coraz ciszej, jakby bojc si goniejszym dwikiem sposzy czar
tej chwili cudownej.
Cisza dookoa panowaa, z ulicy nie dochodzi szmer najmniejszy, pokj, sabo rozwietlony
elektrycznoci, ton w mrokach czarnych cian, senno rozwczya si sodka, pena denerwujcych zapachw r psowych, ktrych cay snop pali si barwami pod jedn ze
cian, w brzowym wazonie.
Oni ju prawie nie mwili, tylko Ra, siedzca bez ruchu, zacza dre gwatownie,
powstrzymywa kanie, dusi w sobie zy, ale nie moga wytrzyma, rzucia si na dywan
i wybuchna ostrym paczem.
 Dlaczego mnie nikt nie kocha? Dlaczego mnie nikt nie kocha? Przecie i mnie naley
si szczcie, i ja potrafi kocha, i ja pragn mioci!  woaa aosnym gosem i taki mocny
spazm alu skrca jej serce, e Mela nie moga jej uspokoi niczym, a przy tym i nie
umiaa, bo ten pacz zadrga w niej ostrym, przykrym dysonansem, przypomnia okropn rzeczywisto.
Wysocki ju si podnis, chcia wyj i raz jeszcze przypomnia, e jutro bdzie u ojca.
 Musz ci jedno przypomnie, ja jestem ydwka!  powiedziaa cicho.
 Pamitaem o tym, ale to dla mnie nie stanowi adnej przeszkody, jeli mnie kochasz
i zechcesz przyj chrzecijastwo.
 Gotowam nawet mczestwo przyj dla ciebie!  zawoaa mocno.  Nie, nie mwmy
o tym. Jutro rano powiem ojcu i zaraz ci napisz. Czekaj na mj list, nie przychod przedtem!
Szeptaa prdko, chwycia si tego rodka, bo nie miaa si i odwagi powiedzie mu teraz,
e jego on by nie moe. Nie, za nic w wiecie nie powiedziaaby teraz...
To jutro... jutro, a teraz jeszcze pocaunkw, jeszcze pieszczot... jeszcze zakl... jeszcze
tej mioci tak silnej, tak sodkiej, tak upajajcej, jeszcze... jeszcze...
 Jeszcze chwil, mj najdroszy, jeszcze chwil!  bagaa, idc z nim przez szereg
mrocznych pokojw ku wyjciu.  Czy nie czujesz, jak mi ciko oderwa si od ciebie?
Strach j ogarnia, strach tak silny, e on wyjdzie i ju go nigdy moe nie zobaczy, i przyciskaa si do niego z rozpacz, rzucaa mu si w ramiona i zwarci uciskiem, z ustami zawieszonymi
na ustach, przystawali na chwil, nie mogc si oderwa od siebie.
Ale pomimo tego przeduania byli coraz bliej wyjcia, Mela zacza si trz w strasznym
zdenerwowaniu, przyciskaa si do jego ramienia coraz silniej i coraz boleniej i ciszej
szeptaa:
 Jeszcze chwil, jeszcze chwil.
 Jutro si zobaczymy, Mela, i bdziemy si widywa codziennie.
 Tak... codziennie... codziennie  powtarzaa jak echo, gryza wargi do krwi, eby nie
krzykn, nie wybuchn rozpacz, nie rzuci mu si do ng i ebra, aby nie odchodzi, aby
pozosta lub zabra j natychmiast, i wywiz daleko, daleko.
 Kocham ci!  powiedzia jej na dobranoc i ucaowa jej rce i usta.
Nie oddaa pocaunku, nie poruszya si, oparta o cian, patrzya tpym wzrokiem, jak
si ubiera, jak otwiera drzwi, jak znika za szybami, nie miaa si, kanie zapchao jej gardo, serce jej pkao.
 Mieciu!  szepna za nim.
Nie usysza i nie powrci.
Wolno powracaa przez puste, mroczne pokoje, podobne do wielkich wspaniaych grobw,
zamieszkaych przez nud, przepych i pustk, sza coraz ciej, przystawaa na tych samych
miejscach, gdzie przed chwil jeszcze czua jego pocaunki, ogldaa si nieprzytomnie, czasem
jaki dwik wydar si z ust sinych, i sza dalej, do Ry, paczcej z alu, e j nikt nie
kocha.
 Wszystko skoczone  mylaa Mela, zy zerway tamy woli i panowania nad sob i jak
potok rzuciy si z jej oczw.
XXV
Wysocki lecia na skrzydach szczcia do domu. Zasta jeszcze wszystkich przy herbacie,
bya i Trawiska, ktra przysza na minutk, bo si jej w domu nudzio samej, gdy m pojecha z Kurowskim.
Siedzieli dookoa okrgego stou owietlonego wiszc lamp, zajci robieniem uwag
o dzisiejszych gociach Niny.
Wysocki trafi na gorc mow Anki, bronicej Meli przed zjadliwymi uwagami matki,
ktra podraniona obecnoci syna, podniosa jeszcze ton gosu i ziona ca rasow pogard
dla ydw.
Wysocki sucha w milczeniu, pi herbat i rozmyla o Meli. By jeszcze pod wpywem
pocaunkw, czu je jeszcze na twarzy palcymi pitnami, usta go pieky, wstrzsa si
w dreszczu przypomnie jej uciskw, czu j przy sobie, oddycha z rozkosz woni jej perfum,
jaka pozostaa w jego ubraniu, na doniach, we wosach.
By tak szczliwy, e na niesprawiedliwe, fanatyczne sowa matki umiechn si pobaliwie i spoglda porozumiewajco na Borowieckiego, ktry, oparty okciami o st, okrywa
si dymem papierosa i spoza niego patrzy na Nin i Ank siedzce przy sobie, z gow opart
o gow.
Wosy Niny w wietle lampy skrzyy si zotem, a jasna, przeroczysta cera podobna bya
do zrowionej porcelany, owietlonej z wewntrz; zielonawymi oczami, poplamionymi rdzawymi
pitnami, patrzya na Wysock, a Anka, w koronie ciemnych wosw zwichrzonych,
puszystych, mienia si coraz innym wyrazem, nie mogc powstrzyma niecierpliwoci; zbijaa zdania Wysockiej z namitnoci, czasem rzucaa si gow naprzd, cigaa wielkie
czarne brwi, e tworzyy jakby uk napity. Jej ruchliwa twarz odbijaa jak zwierciado
wszystkie wraenia przesuwajce si przez dusz, ale bronia ydw sercem, dobroci i tym
zbijaa logiczne wywody Wysockiej, ktra, zagbiona w fotelu po drugiej stronie stou, mwia dobitnym gosem, a w chwilach mocniejszych pochylaa si nad st, ukazujc pikn
jeszcze twarz w kole wiata, jakie lampa rozkraa.
 Panie Mieczysawie, nieche mi pan pomoe broni ydw, a panny Grnspan w szczeglnoci,
bo pan Karol nie chce, powiedzia, e ona nie potrzebuje tego.
 Nic wicej nad to samo nie powiem. Mela... panna Grnspan nie potrzebuje obrony.
Byoby to samo, gdybym chcia broni soca od zarzutw, e zbytnio wieci i grzeje.
Zaczli potem wszyscy ywiej rozmawia, ale im przerwa Jzio Jasklski.
Chopak, zapakany, zacz jka, e Baumowa bardzo chora, e Maks go wysa do Wysockiego
i e on go szuka po caym miecie.
 Id w tej chwili! Dobranoc pastwu.
 I na mnie czas  powiedziaa Nina.
 Jest tak piknie na wiecie, e pani odprowadz. Pan Karol z nami pjdzie?
Karol skoni si na zgod, ale nie by zadowolony z projektu Anki, bo mu si spa chciao.
 A propos panny Grnspan  zawoa doktor ze swego gabinetu, bo ju by w palcie. 
Miejcie pastwo dla niej nieco wyrozumienia, choby dlatego, e to moja przysza ona.
Matka zerwaa si gwatownie, ale doktor nie czeka, wybieg piesznie do Baumw.
* * *
Kiedy Maks na wezwanie Jzia wybieg od Trawiskich i przylecia do domu, matka ju
co chwila tracia przytomno.
Wielki pokj napenia brzask zrz zachodnich i obtula wszystko w mrok czerwonawy,
w ktrym twarz konajcej, wpatrzonej w dalekie pustynie nieba, styga i pokrywaa si sinoci.
Jedna tylko gromnica, ciskana kurczowo, chwiaa mtne, zotawe byski po jej spokojnej,
operlonej ros konania twarzy.
Frau Augusta klczaa u wezgowia i rozpakana modlia si pgosem.
Stary Baum siedzia w nogach ka z kamienn, zimn twarz i rozpalonymi od ez wewntrznych
oczami patrzy w on; ani jeden musku mu nie drga, ani jedna za nie stoczya
si spod czerwonych powiek. Siedzia na pozr spokojny, opiera si o porcz krzesa i tak
silnie ciska je, e w twardym drzewie pozostawi gbokie lady paznogci, a gdy spostrzeg
wchodzcego Maksa, podnis oczy i szed nimi za jego ruchem, jakim tamten rzuci si do
matki, klkajc przy ku.
 Mamo! mamo!  zawoa trwonie Maks, dotykajc si jej rki zacinitej przy gromnicy.
Baumowa oddychaa wolno, dugo, bardzo dugo. Szklane, wypuke oczy barwiy si refleksami
zrz jak to wodna, praw rk odruchowo suwaa po kodrze, jakby za poczoch,
ktra stoczya si do ciany i nadzianymi drutami niby je stalowy poyskiwaa.
Kucharki i suba klczca w mroku pokoju wybuchnli gonym paczem.
 Mamo!  jkn raz jeszcze Maks i dusz tak mu skrcia ao, e wybuchn paczem.
Chora jakby oprzytomniaa, odwrcia gow i utkwia szklany wzrok w jego twarzy, gromnica
wypada jej z rki, a ona stygnc doni uja rk syna i trzymaa, umiech jakby radoci
ostatniej przewin si po sinych wargach, poruszya nimi, ale aden dwik si nie
wydoby prcz chrapliwego, rz꿹cego oddechu.
Umiech stygn jej na ustach, odwrcia twarz do okna i zostaa tak zapatrzon martwiejcymi oczami w mroki wieczoru, w ostatnie odpryski zrz, co jak kaway miedzi pyway po
szaroci nieba i gasy z wolna.
Wiatr powia po ogrodzie i nagina niskie krzewy bzw do okien; uderzay kiciami kwiatw
i niby fioletowymi oczami patrzyy na sta, nieruchom twarz konajcej, ktrej dolna
szczka opadaa coraz niej.
Maks, chocia wiedzia, e to ju koniec, posa zaraz z pocztku po Wysockiego i czeka
go z najwysz niecierpliwoci, i co chwila wsuchiwa z trwog, czy yje jeszcze; ya, ale
ju yciem odruchw tylko, czasem cichy jk wydar si z jej piersi, poruszya ustami, zrobi-a jaki bezcelowy ruch sztywnymi palcami i leaa znowu godziny cae nieruchoma, martwa,
z szeroko otwartymi oczami, zatopionymi w nocy mierci i w nocy panujcej nad ziemi.
Wreszcie przyszed Wysocki, a za nim wkrtce i Borowiecki, ale po to, aby stwierdzi, e
Baumowa skonaa przed chwil. Maks ukry twarz w kodrze i paka jak dziecko, a stary
Baum wsta sztywno, pochyli si nad umar, dotkn skroni i rk zimnych, zajrza gboko
po raz ostatni w jej oczy otwarte, jakby ze zdumieniem zapatrzone w gb wiecznoci, przymkn drcymi palcami powieki i wyszed bardzo wolno, ogldajc si co krok i przystajc.
Dopiero w kantorze pustym i ciemnym usiad na stosie chustek i dugo siedzia bez ruchu
i bez myli.
Noc ju bya gboka, gdy si ockn, gwiazdy drgay w przestrzeniach ros wietlist,
miasto spao w wielkiej ciszy, tylko gdzie od domw stojcych za miastem brzmia gos
harmonijki.
Podnis si i wolno przeszed cae mieszkanie, pogrone w ciszy i ciemnoci.
W skadzie, rozwieconymi pomieniem gazu zobaczy Jzia picego na towarze. Nie
budzi go i poszed przez szereg pokojw pustych, cichych t cichoci mierci, jaka si rozpostara nad domem; w stoowym zobaczy znowu Maksa picego na sofie, tak jak przyszed
od Trawiskich, we fraku i w biaym krawacie.
Zawaha si chwil przed pokojem ony, ale wszed.
ko byo wysunite na rodek pokoju, zmara leaa przykryta przecieradem, przez
ktre sabo rysoway si linie twarzy.
Kilka wiec woskowych palio si na stole i kilka robotnic modlio si i piewao pieni za
umarych.
Frau Augusta, z kotami na kolanach, opuchnita od paczu, drzemaa na kanapce.
W otwartych oknach opuszczone rolety wypina wiatr i koysa firankami.
Baum patrzy dugo na ten obraz, jakby go chcia zapamita na zawsze albo jakby go nie
mg zrozumie, bo cofn si do swojego pokoju, wzi zapalon benzynow lampk i jak
to robi czsto w ostatnich czasach, gdy spa nie mg, poszed do fabryki.
Pawilony stay olbrzymimi czworobokami kamieni ciche i czarne, ksiyc ju zaszed, tylko
gwiazdy wieciy blado przysaniane mgawicami przedwitu jakby zmcone walk nocy
z dniem, ktry si ju zacz w gbokich przestrzeniach wschodu.
Dziedziniec, podobny do studni czarnej, rozlega si echem wycia i skowytu psw, ktrych
zapomniano spuci z acuchw.
Nic nie sysza i wszed w czarne, dugie korytarze, podobne do tunelw, zionce ostrym,
przegniym powietrzem; echa jego krokw rozbrzmieway gucho w pustce i ciszy.
Przechodzi wolno sal po sali krokiem automatu.
Sale zalegaa cika, grabowa cisza, rzdy warsztatw z obu stron przejcia stay niby szkielety
pogite w bezsilnoci; niby wyprute wkna i yy wisiay pasy poopadane z k, pokryte
dugimi wosami pajczyn, a wstgi deseni zwieszay si luno jak martwa, obwinita skra.
 Umara!  szepn, patrzc na dugi szereg sal, nasuchujc w tej miertelnej ciszy. 
Umara!  powtarza od czasu do czasu, ale nie wiadomo, co mia na myli, on czy fabryk,
i wlk si coraz wolniej z sali do sali, z pitra na pitro, z pawilonu do pawilonu.
* * *
Wysocki z Borowieckim wyszli od Baumw w bardzo smutnym nastroju.
 Szkoda mi Maksa, ta mier matki, ktr kocha szalenie, wytrci go z rwnowagi na
duszy czas. I to w takim czasie, kiedy jest przy montowaniu maszyn prawie niezbdnym.
Mam pech! Wszystko mi tak idzie!  szepn Karol ze zoci.
 Prdko panna Anna sprowadza si do odzi?
 Za tydzie.
 A lub?
 Akurat to mi w gowie! Musz wpierw to swoje bydl oywi i puci w ruch. Jak fabryka
zacznie i, co nie moe si sta przed padziernikiem, dopiero pomyl.
Szli dalej w milczeniu, ale na Piotrkowskiej najniespodziewaniej spotkali Welta.
 Kiedy przyjecha, Moryc? Pjdziemy gdzie na kaw.
 Przyjechaem w tej chwili i szedem do domu, ale jeli idziecie na kaw, pjd z wami.
 Maksowi umara matka przed chwil, idziemy stamtd.
 Umara! Nie lubi takich rzeczy.
Wstrzsn si.
 Co nowego w miecie?
 Prawie nic, a zreszt nie wiem, siedz cae dnie przy fabryce. Grosglik si ucieszy, jak
ci zobaczy. Pyta mnie dzisiaj o ciebie.
 Nie bardzo si ucieszy!  szepn Moryc, wciskajc binokle na nos nieco drcymi rkami
i bystro obejrza twarz Karola.
W hotelu, dokd poszli na kaw, z powodu pnej godziny byy zupene pustki, w ogrodzie
tylko, urzdzonym w rodku podwrza, siedzia Myszkowski z Murrayem.
Przysiedli si do nich.
 Od godziny czekam na jak yw dusz, bo mi si ju sprzykrzyo pi samemu.
 Nie masz pan Anglika?
 On tylko po czwartej narzeczonej czuje si dobrze, ale po czwartym kuflu jest do niczego.
 Dawno, panowie, tutaj jestecie?
 Murray przed p godzin przyszed z tokowania, a ja troch dawniej siedz. Przyszedem na niadanie, ale tak jako zeszo do obiadu, a po obiedzie przyszo troch znajomych
i nie warto byo wychodzi, poczekaem na kolacj, a po kolacji c bym robi na miecie?
Teatru nie lubi, znajomych nie mam, gdzie si, biedna sierota, podziej, jeli nie w knajpie.
A potem Murray bardzo ciekawe rzeczy opowiada o swoich narzeczonych. Jake fabryka?
 Ronie.
 Daj jej Boe, zdrowie, dobry odek i trawienie. Zmizerniae pan.
 Ba, robi za dziesiciu i jeszcze nie wystarcza.
 Bdcie zdrowi! Co ktry przyjdzie, opowiada zaraz, co robi wczoraj, co dzisiaj i co
robi bdzie jutro, e si spracowa i tam dalej. C, u diaba? gdzie ja jestem? Pomidzy
ludmi czy wrd maszyn? Tfu, psiakrew, takie ogupienie, takie sprowadzenie si do mechanicznych
funkcyj! Ja chciabym wiedzie, co myl, co czuj, jak widz, a oni mi gadaj,
e pracuj. Daj no piwa dla wszystkich!  zawoa na garsona.
 My kaw bdziemy pili.
 Pijcie.
 Kto ma czas myle o niebieskich migdaach, kogo sta na to?  szepn drwico Moryc.
 Wou tylko nie sta na to, bo go pdz do roboty.
 Bo to grunt, panie Myszkowski, a reszta dodatek.
 Nie powiadaj pan tego, bo e pan jeste dodatkiem do wasnego pugilaresu, to mnie nie
dziwi, tumaczy pana wasza ajdacka i gupia rasa, ale e tak samo twierdzi Borowiecki i doktor,
to mnie irytuje.
 Ja niczemu nie przecz i nic nie potwierdzam, stawiam teraz fabryk, a jak j skocz,
zaczn dopiero bawi si w filozofowanie.
 A ja id do domu, jestem szalenie zmordowany  powiedzia Wysocki i zaraz wyszed.
Karol spiesznie wypi herbat i wyszed z Morycem.
 Zostacie ze mn  prosi Myszkowski Murraya.  Pomwimy o mioci.
 Nie mog, jutro poniedziaek, musz wsta o pitej do fabryki.
 Czy macie ju miejsce po Borowieckim?
 Robot po nim wziem ca, ale pensji tylko poow  rzek wychodzc.
Myszkowski pozosta sam i zaduma si smutnie, e trzeba bdzie wraca do domu, i tak
go ta myl zgnbia, e zacz si kiwa nad stoem.
 Janie panie, zamykamy!  meldowa uprzejmie kelner.
Spojrza sennie dookoa, byo pusto, mroczno, ciemno, suba sprztaa nakrycia i zestawiaa na kup stoy.
Myszkowski woy kapelusz, zapaci i doszed tylko do drzwi, bo taka niech go przeja do wracania do domu, tak si ba samotnoci, e powrci do stolika i zawoa:
 Kelner, butelk piwa i dwie szklanki, musisz si ze mn napi. Powiedz numerowemu,
eby mi naszykowa jakie spanie. Psiakrew, z takim yciem.
Splun ze zoci.
XXVI
 Dwa dni jestemy, a jeszcze nie mog uwierzy, e naprawd mieszkamy w odzi 
ozwaa si Anka z werendy.
 A jednak to ju d naprawd!  odpowiedzia pan Adam siedzcy na swoim wzku
w ogrodzie pod werend i przysoni doni oczy od blaskw soca, i rozglda si dookoa
po czerwonych murach fabryk i kominw stojcych gst cib, zatrzyma wzrok duej na
rusztowaniach fabryki Karola wznoszcej si w kocu ogrodu, i westchn cicho.
 Tak, to d!  szepna Anka ciszej i wrcia do mieszkania pomidzy paki pootwierane,
meble w nieadzie, sprzty okrcone w som, pomidzy chaos rzeczy pospiesznie rozpakowywanych
i ustawianych przez kilku robotnikw z Mateuszem na czele.
Pomagaa porzdkowa, sama zawieszaa firanki, czasem ywo rozmawiaa z Mateuszem,
ale najczciej siadaa na jakiej pace lub na parapecie okna i smutnym wzrokiem wodzia po
mieszkaniu.
Byo jej smutno i takim dziwnym smutkiem ogarnia j ten dom obcy, te szeregi pokojw
wieo odnowionych, pachncych jeszcze farbami zaciganych podg, e uciekaa na wielk
werend, cignc si przez p domu i osonit zielonymi festonami wina dzikiego, ale
i tam si nie uspakajaa, bo oczy, przywyke do bezmiaru pl zielonych, do lasw siniejcych
na kracach, do rozkoszy olbrzymiej nieba nie zasanianego niczym, uderzay si o domy,
o fabryki, o lnice w socu dachy, o t d wanie, ktra j niby kamiennym piercieniem
ciskaa ze stron wszystkich, o t d, o ktrej marzya, ktra miaa da jej ziszczenie
wszystkich pragnie, a ktra j teraz przejmowaa gbokim, nieuzasadnionym smutkiem
przeczu lkliwych i ciemnych.
Wracaa do mieszkania jakby wstydzc si wasnej saboci i z trudem tumic te dziwnezy nieokrelonej tsknoty, napeniajce jej oczy.
 Moe ojcu czego potrzeba?  pytaa od czasu do czasu, wychylajc si przez okno.
 Niczego, Anka, niczego, przecie ju jestemy w odzi i za godzin Karol przyjdzie na
obiad  odpowiada gono, krzykliwie nawet, bo nie chcia, aby dziewczyna widziaa, e i on
si mazgai wewntrznie, wic dla pokrycia smutku zacz podpiewywa:
Miaa babuleka koza rogatego,
Tych bych, tych bych.
 A pchnij no, Walu!
Ale Walusia nie byo, pozosta w Kurowie, a zastpowa go Mateusz tymczasowo.
Westchn pan Adam i zamilk; zapatrzy si w brudne kby dymw, bijce z kominw
fabryk Mllerowskich.
Odetchn gboko i zakaszla si gwatownie, bo powietrze byo przesycone zapachem
wapna rozrabianego i gotujcego si asfaltu, ktrym wylewano sale w fabryce Karola.
Przysoni usta chusteczk i zapatrzy si w dug uliczk ogrdka, biegnc do fabryki,
osadzon przepyszn ram krzeww centyfolii, obsypanych kwiatami biaych i rowych r.
Czas by bardzo pikny, cichy i ciepy; ogrd chwia si lekko i poyskiwa czerniawymi
liciami czereni, przysypanymi pyem wglowym i sadzami.
Kilkadziesit drzew owocowych wznosio korony o przykej ju nieco zieleni i patrzy-o akomie w soce i ku czystym przestrzeniom pl, zaczynajcych si niedaleko.
Ockn si wreszcie i zagwizda na kosa, wiszcego na werendzie, ale kos nie odezwa si
na znane haso, siedzia na spodzie klatki osowiay, z opuszczonymi skrzydami, senny, podnis gow, popatrzy tpo na swego pana i znowu drzema.
 Nie idzie Karol?  zapytaa Anka z mieszkania.
 Nie, dopiero za p godziny bd gwizda na obiad. Anka! chod no, dziewczyno!
Przysza i usiada na porczy wzka i patrzya w starego.
 Co ci to, Anka, co? Odwanie, dziewczyno, tylko si nie daj, tylko si nie mazgaj. Widzisz
j, to mi zuch dopiero!... Ho, ho! jeszcze zapomnisz, e jaki Kurw istnieje na wiecie.
Co tam, gowa do gry i marsz!  mwi prdko, pocaowa j, pogaska po gowie
i zacz gwizda zapamitale i wybija takt nog.
Potem kaza si Mateuszowi zawie do mieszkania i tam krzycza, dyrygowa robotnikami
i podpiewywa, zwaajc pilnie, by ten piew syszaa Anka.
Pniej za przekomarza si z Kam, ktra przysza z Wysock w odwiedziny i troch do
pomocy przy urzdzaniu mieszkania, ale tymczasem robia wicej zamieszania ni wszyscy
razem, bo stare podwrzowe i myliwskie psy, przywiezione z Kurowa i wczce si po
mieszkaniu i ogrodzie z pospuszczanymi bami, zwizaa w sfor i harcowaa z nimi po werendzie.
 Kama, co ty wyrabiasz? Cioci powiem, no i pan Horn bdzie wiedzia, e bawisz si
w psiarczyka!  strofowaa j Wysocka, zatykajc uszy od wycia i szczucia psw.
 Co mi tam! Ja si nikogo nie boj. Panna Anna mnie obroni  woaa rozgrzana ruchem
i zabaw, rzucaa si na Ank, wycaowaa j ognicie i uciekaa, bo psy j cigny
do ogrodu.
 Zagraj! apa! Kruczek! kot!... kot!... kot!...  woaa z caych si, puszczajc psy na bia-ego kota i razem z nimi gonia go zajadle po ogrodzie.
Przewrcia si par razy, ale nie zwaaa na to, podnosia si i gonia z krzykiem, psy
odpowiaday jej krtkim szczekaniem wrd daremnej pogoni, bo kot skoczy na drzewo
i parska gronie.
Kama wlaza za nim i ju, ju go miaa uchwyci za grzbiet, ale kot si napry i skoczy
na ssiednie drzewo, a stamtd na parkan, gdzie si przyczai i najspokojniej patrzy zielonymi
oczami na psy, drapice si po murze i skomlce z wciekoci, i na Kam, tak zmczon,
e ledwie oddychaa.
 Zuch dziewczyna, zuch Kama. A chod no ty, smyku, niech ci ucauj  woa pan
Adam miejc si z radoci.
 Zmachaam si na nic. Jezus! ledwie mog zipa. Psy do niczego... ju w kcie ogrodu
pod agrestem miay go w zbach, tylko futro mu si zasypao, ale si wyrwa i chlusn na
drzewo, my za nim, strzsam go, zlecia, psy do niego, a on mi parskn w oczy i znowu
chlust na t du wini. Wlazam za nim... a on prawie przeze mnie skoczy dalej. U... zmachaam si...  woaa rozpromieniona, trc kolano o kolano, bo przy waeniu na drzewo
poobcieraa sobie nogi i paliy j teraz nieco.
Pan Adam ucaowa j w gow i odgarn z twarzy rozsypan, spocon czupryn.
 Chciaabym, eby pan by moim wujaszkiem!  zawoaa obejmujc go za szyj.
 Oho! pan Karol idzie z Morycem. Wie pan, ja panu bd mwia wuju, dobrze?
 Dobrze, dobrze, bo ja nawet przez twoj ciotk jestem jakim twoim krewnym.
 Panno Anno! pan Karol z czarnym Morycem id na obiad!  krzykna z werandy i posza naprzeciw idcych, bo bardzo lubia Karola; psy poszy zgodnie za ni i zaczy wedle
starego kurowskiego obyczaju naszczekiwa na goci.
 Cicho, Kurta, cicho, pieski, to wasz pan, a tamtego yda nie mona gry, bo nie pachciarz!
 uspakajaa, gaszczc po bach.
 Ja si z panami nie witam, pan Karol nie by u nas dwa tygodnie, a pan Moryc z tysic lat.
 Za to ja pannie Kamie przywiozem co z Berlina, tylko nie mam przy sobie, ale przynios
do domu.
 My takie obietnice dobrze znamy na Spacerowej, tak samo i pani Stefania nie wierzy
panu Karolowi, bo obiecuje przychodzi, a nie by dwa tygodnie  woaa Kama wprowadzajc ich na werend, gdzie podano obiad.
Moryc by bardzo blady dzisiaj, dziwnie nerwowy i dziwnie niespokojny.
Usiowa by rozmownym i zabawnym, bo ustawicznie artowa z Kamy, ktra si zniecierpliwia w kocu i ze zwyk porywczoci chlusna mu szklank wody w oczy, za co
usyszaa tak bur od Wysockiej, e ze zami przepraszaa.
 Moryc! niech si pan nie gniewa, bo jak si pan bdzie gniewa i powie pan cioci, to ja
tyle nagadam w domu na pana, tyle nagadam, e i ciocia, i panna Stefa, i Wanda, i pan Sierpiski,
i wszyscy, wszyscy pogniewaj si na pana.
 A Horn ci wyzwie i zastrzeli z nowej armaty!  doda w jej tonie Karol.
 A zastrzeli! Co? nie? Pan myli, e Horn nie umie strzela? W niedziel w strzelnicy trafia z pistoletu w asa pitnacie razy na dwadziecia, sama widziaam.
 A to Kama chodzi do strzelnicy! dobrze wiedzie.
 Ja nie mwiam... ja...
Rozczerwienia si gwatownie, zagwizdaa na psy i ucieka do ogrodu.
 Cudna dziewczyna! Szkoda, e si tak marnuje w odzi  szepn pan Adam.
 Pewnie, e byoby jej lepiej na pastwisku z pastuchami, ale c, jej mama tak wiele tego
uywaa dla siebie, e ju dla crki nie starczyo  ironizowa Karol.
 Najlepsze dziecko pod socem  powiedziaa Wysocka, patrzc za ni w ogrd.
 Mogaby by troch mdrzejsz.
 Zmdrzeje jeszcze, ma czas.
 Nie tak wiele, ma przecie z pitnacie lat, a zupenie surowa dziczka.
Obiad skoczy si szybko, szybko rwnie wypili kaw i powrcili do fabryki, bo gardziele
gwizdawek ryczay ze wszystkich stron swoj zwyk pobudk poobiedni.
Gdy wyszli, a pan Adam kaza si zawie w cie ogrodu na drzemk, Wysocka przysun-a si do Anki i bardzo radosnym gosem mwia:
 Musz ci powiedzie, e ju jestem spokojna o Miecia. Nie byo go dwa dni w domu,
wyjeda do Warszawy, przyjecha wczoraj i przy obiedzie powiada mi, ebym bya spokojn, bo si z t... Grnspanwn nie oeni, e ona nie chciaa wyj za niego... Syszysz,
Anka, Grnspanwna nie chciaa wyj za m za Wysockiego, za mojego syna! To przechodzi
pojcie, taka bezczelno ydowska!
 Pachciarka jaka... nie chciaa wyj za mojego syna!... Dobrze si stao, daam na msz
wit z radoci, ale swoj drog nie mog jej darowa... Jak ona miaa odmwi mojemu
synowi... i to kto, prosta ydwka!... Pokaza mi list jej, w ktrym ona najbezwstydniej powiada,
e go kocha, ale za niego wyj nie moe, bo na zmian religii jej rodzina si nigdy
nie zgodzi. Poegnaa go tak czule, e doprawdy, gdybym nie bya wiedziaa, e to pisaa
ydwka, i gdyby to nie chodzio o mojego syna, to pakaabym z alu nad ni. Chcesz, to
przeczytaj ten list, tylko nikomu, Anka, ani sowa.
Anka czytaa dugo, bo list by na czterech stronach, drobnym pismem i taki przepenionyzami, mioci, alem, zaparciem si siebie, e nie moga doczyta do koca i rozpakaa si
nad jej cierpieniem.
 Ale ona umiera z blu... Pan Mieczysaw, jeli j kocha, nie powinien na nic zwaa...
 Pan Bg jej wynagrodzi te cierpienia. Nie bj si, nie umrze z mioci, wyjdzie za m
za jakiego milionera i pocieszy si prdko. Nie znasz ydwek.
 Cierpienie w kadym sercu jest cierpieniem  odpowiedziaa Anka smutnie.
 To si tak mwi, a w rzeczywistoci jest zupenie inaczej.
 Nie... nie...
Zerwaa si gwatownie, bo od fabryki rozleg si trzask, potem huk i jaki nieludzki ryk
z kilkunastu piersi rozleg si po ogrodzie.
Po chwili na ciece od fabryki ukazaa si Kama, biegnc co tchu.
 Rusztowanie!... Jezus... wszyscy zabici... O Jezus, o Jezus!...  woaa nieprzytomnie,
trzsc si ze strachu i przeraenia.
Anka w najwyszej trwodze pobiega, ale przy furtce wiodcej z ogrodu na dziedziniec
fabryczny sta czowiek i nie chcia puci tumaczc, e nic strasznego si nie stao, e to
tylko rusztowanie szczytowe si zwalio i przygnioto kilku ludzi, e wanie pobieg tam pan
Borowiecki, a jemu kazali nikogo nie wpuszcza.
Anka wrcia do mieszkania, ale gdy Wysocka z Kam odeszy, nie moga wytrzyma duej, zdawao si jej, e syszy jki rannych...
Posaa Mateusza, eby si dowiedzia szczegw, a nie mogc si go doczeka, zabraa
swoj podrczn apteczk, wyprbowan tylokrotnie w Kurowie, i posza.
Ze zdumieniem zobaczya, e w fabryce idzie robota w dalszym cigu.
Murarze, pogwizdujc, stali na rusztowaniach przy gwnym korpusie, blacharze rozwijali
na dachach wielkie arkusze blachy cynkowej, podwrze byo zapchane wozami, ceg i wapnem,
a w przyszej przdzalni najspokojniej ustawiano maszyny.
Karola nigdzie nie zobaczya, wyszed na miasto, jak j objaniono, wskazujc jednoczenie
sal, w ktrej pracowa Maks Baum.
Wyszed do niej spiesznie, by w niebieskiej bluzie, z twarz poczernion, z pozlepianymi
od potu wosami, z fajk w zbach i z rkami w kieszeniach.
 Co si stao?  zapytaa.
 I... nic. Zwalio si rusztowanie, ktre i tak rozbiera miano.
 Nie byo adnego wypadku z ludmi?
 Karol nie zgin, wyszed z Morycem przed chwil  odpowiedzia sucho.
 Wiem o tym, ale czy robotnicy nie ucierpieli, bo syszaam krzyk...
 Podobno jest kto potuczony, bo rwnie syszaem ryczenie.
 Gdzie oni s?  zapytaa troch rozkazujco, bo ju j niecierpliwia niedbao jego
odpowiedzi i jakby wyzywajcy nieco wyraz twarzy.
 Za trzeci sal w korytarzu. Po co pani ten widok?
 Doktr jest?
 Posyano, ale nie byo go w domu. Jasklski opatruje ich tymczasem, on si zna na medycynie,
bo przecie kiedy na swoim w folwarku puszcza krew bydu. Nie, ja pani tam nie
puszcz, po co si denerwowa, to widok nie dla pani, nic im wreszcie pani nie pomoe 
powiedzia stanowczo, zastpujc jej drog.
Obrazia si i spojrzaa na niego tak z gry i dumnie, e cofn si bezwiednie, odsaniajc
drzwi i wskazujc ruchem drog.
Powrci do przerwanej roboty, ale od czasu do czasu zaglda ukradkiem na korytarz,
gdzie leeli ranni.
Szeroki, owietlony od podwrza szklan cian korytarz suy za tymczasowe
schronienie.
Leao ich piciu w jednym rzdzie pod cian, na wieych heblowinach i somie.
Jasklski przy pomocy robotnika opatrywa im rany.
Jki przepeniay korytarz, a od porozbijanych i lecych niby kody ludzi sczyy si po
biaej pododze strugi krwi i krzepy w duszcym cieple, jakie bio od sal ssiednich i przez
cian wystawion na race upaem soce.
Anka a krzykna, zobaczywszy te okrwawione postacie i bez namysu zacza pomaga
Jasklskiemu w opatrunkach.
Trzsa si na widok poamanych, obrzmiaych ju ng, strachem j przejmoway te sine,
uwalane w ziemi i krwi twarze, a ich jki przejmoway j takim blem, e miaa pene ez
oczy i po kilka razy robio jej si tak niedobrze, e musiaa wychodzi na powietrze, ale powracaa, przemoga zgroz, przemoga obrzydzenie i pena wspczucia i litoci obmywaa im
rany i, jak moga, tamowaa szarpiami krew pync.
Uja wszystko w swoje rce, bo Jasklski wicej wzdycha, ni robi, posaa Mateusza,
aby natychmiast sprowadzi pierwszego lepszego doktora i felczera.
Po fabryce pomidzy robotnikami rozniosa si zaraz wie, e sama panienka opatruje
chorych, bo coraz kto zaglda przez szyby i znika z potwierdzeniem jej dobroci.
Przyjecha w jakie p godziny Wysocki, ktry by urzdowym doktorem przy budowie
fabryki, i ze zdumieniem przypatrywa si jej promieniejcej i przezawionej twarzy, jej sukni
i rkom pokrwawionym i tym na p trupom, ktrzy stygncymi rkami chwytali kraj jej
szaty do ucaowania.
Zabra si ywo do roboty i zaraz stwierdzi, e dwch ma poamane nogi, jeden zgruchotane
rami i obojczyk, czwarty rozbit gow, a pity, kilkunastoletni chopak, ktry mdla
cigle, jakie wewntrzne obraenie.
Trzech ciej rannych odstawiono na noszach do szpitala, po czwartego zgosia si ona
i wrd krzykw i paczw zabraa go do domu, pozosta tylko chopak, ktrego wreszcie
otrzewi doktr i kaza ka na nosze, ale chopak rykn paczem i uchwyci si sukni Anki.
 Nie dajta mnie, pani, do szpitala, nie dajta me, pani... loboga, nie dajta!  krzycza.
Zacza mu tumaczy i uspakaja, ale nic nie pomogo.
Chopak dra ze strachu i obkanym wzrokiem ledzi ruchy ludzi stojcych przy noszach.
 No, dobrze, ale powiedz, gdzie masz matk, to ci tam odnios, a ja bd pamita o tobie.
 Nie mam matki.
 A gdzie, u kogo mieszkasz?
 Ja ta nikaj nie mieszkam.
 Musisz przecie gdzie sypia?
 A sypiam... w cegielni Karczmarkowej i zawdy rano przyjedam z ceglarzami.
 C z nim zrobi?
 Do szpitala pjdzie  zawyrokowa doktr, co chopaka tak przestraszyo, e uczepi si
znowu Anki i zemdla.
 Panie Jasklski, niech go zanios do nas, do tego pustego pokoju na grze  zawoaa
ywo Anka.  Nie bj si, bdziesz si leczy w domu, u nas!  powiedziaa do niego, gdy
oprzytomnia.
Chopak nic nie odpowiedzia, tylko gdy go pooyli na nosze i nieli, patrza w ni
z uwielbieniem penym zdumienia. Umiecili go na grze, Wysocki go opatrzy odkrywajc,
e chopak ma trzy ebra zamane.
Dzie potoczy si dalej zwyk kolej.
Wieczorem przy kolacji, na ktrej by i Moryc, Anka wysza odwiedzi chorego, bo dosta
gorczki i majaczy nieco, dosy dugo tam siedziaa i powrcia bardzo wzruszona, tak e
rce si jej trzsy przy nalewaniu herbaty. Miaa wanie powiedzie o chopaku Karolowi,
gdy on odbierajc herbat powiedzia cicho z naciskiem:
 Masz szczeglne zachcianki, eby chorych sprowadza do domu.
 Szpitala ba si, rodziny adnej nie ma, sypia po cegielniach, c miaam zrobi?
 W kadym razie nie zamienia naszego domu na szpital dla wczgw.
 Przecie... przecie spotkao go nieszczcie przy twojej fabryce... wic...
 Nie robi za darmo  powiedzia Karol gniewnie.
Anka spojrzaa na niego ze zdumieniem.
 Pan to serio mwi! Wic miaam go zostawi na ulicy lub odda do szpitala, eby umar
ze strachu, bo ju mdla dowiedziawszy si, e go tam odwioz.
 Lubi pani sentymentalizowa, bardzo zwyke rzeczy. adne to, ale zupenie niepotrzebne.
 To zaley, jak kto odczuwa ludzkie cierpienia.
 Niech mi pani wierzy, e i ja odczuwam, ale nie moe pani ode mnie wymaga, abym
si roztkliwia nad kadym niedog, nad kadym psem kulawym, kwiatkiem zwidnitym
lub motylkiem zdeptanym.
Ostra, zoliwa ironia zamigotaa mu w oczach.
 On ma trzy ebra zamane, rozbit gow i krwotok pucny, wic nie jest z kategorii
kwiatkw zwidnitych ani motylkw zdeptanych. Cierpi...
 A niech sobie zdycha z Bogiem  rzuci ostro, dotknity jej wyniosoci tonu.
 Pan nie ma litoci...  szepna ciszej z wyrzutem.
 Mam lito, tylko mnie nie sta na filantropi. Szkoda, e pani wszystkich nie kazaa
znie do mieszkania naszego.
 Nie byo potrzeby, ale gdyby byo, pewnie, e nie namylaabym si...
 Szkoda, e si tak nie stao, byby adny widok. Mieszkanie zamienione w szpital, a pani
w siostr miosierdzia.
 Byby widok pikniejszy, bo pan z pewnoci kazaby ich wyrzuci na ulic  powiedziaa z gniewem i ju si nie odzywaa, nozdrza si jej poruszay, a oczy rzucay ostre, mocne
byskawice; zagryzaa usta, aby pokry drenie zdenerwowania.
Nie tyle bya gniewna na niego, ile rozalona na jego niespodziewane okruciestwo, nie
moga uwierzy, eby to on mia dusz tak tward i zamknit na niedol ludzk.
To j gboko zabolao, spogldaa na niego z niedowierzaniem i obaw, ale Karol unika
jej spojrze, rozmawia z Morycem i z ojcem i wreszcie podnis si do wyjcia.
Gdy j caowa w rk na poegnanie, szepna cicho:
 Pan si gniewa na mnie?  i patrzya mu proszco w oczy.
 Dobranoc pani. Chode, Moryc. Czy Mateusz poszed?
 Zaraz z wieczora wysaem go do twojego mieszkania  powiedzia pan Adam, bo Anka
rozgniewana wysza z jadalni na werend.
 Walcz i zwyciaj w odzi, jeli ci w domu podstawia nog mazgajowaty sentymentalizm
 odezwa si na ulicy Karol.
Moryc szed w milczeniu i bez humoru.
 To jest logika kobiet, e dzisiaj porwie j dola wrony zdychajcej, a jutro bez wahania
powici rodzin dla kaprysu chwilowego  mwi po chwili, mocno rozdraniony.
Moryc znowu si nie odezwa.
 Kobiety lubi uszczliwia ludzko kosztem swoich obowizkw najbliszych.
 Nic mnie to nie obchodzi, czy one s takie, czy inne, niech tylko bd adne, jeli s
kochankami, a bogate  jeli maj by onami.
 Gadasz gupstwa.
 A ty... ty nie masz pienidzy, czuj to po twoim humorze.
Karol umiechn si melancholijnie i nie zaprzeczy.
Mieszkanie byo owietlone i Mateusz czeka z szumicym samowarem.
Karol po przyjedzie Anki sprowadzi si z powrotem do dawnego mieszkania, chocia
mu byo bardzo niewygodnie z powodu oddalenia.
 By z wieczora zaraz pan Horn i zostawi na biurku kartk do pana dyrektora  meldowa Mateusz.
Horn donosi, e po poudniu aresztowano Grosmana, zicia Grnspana, silnie podejrzanego
o podpalenie.
Horn dlatego donosi o tym, bo wiedzia, e Grosman jest w interesach z Morycem.
 Moryc, masz tutaj wiadomo dla siebie  zawoa Karol idc do jego pokoju.
 Nic wielkiego, mona spa przy takim kopocie, kto mu dowiedzie?  szepn Moryc
przeczytawszy.
 A ty jak mylisz?
 Ja wiem, e on jest czysty jak sztuka perkalu prosto z blichu.
 Z apretury  poprawi go Karol i wrci do swego pokoju.
Cisza zapanowaa w mieszkaniu.
Karol pisa i oblicza u siebie. Moryc rwnie pisa i oblicza w swoim pokoju, a Maks,
ktry od mierci matki nie wychodzi na miasto wieczorami, tylko prosto z kolacji od ojca
powraca do domu, kad si do ka i czytywa Bibli albo sprowadza swego kuzyna, suchacza teologii, i wid z nim zacite rozprawy teologiczne, kci si godzinami z najbahszego
powodu.
Mateusz co czas jaki roznosi herbat po pokojach i wraca pod piec w jadalnym, drzemic i czekajc rozkazw.
 Psiakrew!  zakl Karol, rzuci piro i zacz chodzi po pokoju.
Jady go ju od kilku dni nieustanne kopoty pienine, zawody dostawcw, opniajcych
jakby umylnie terminy rnych dostaw. Maszyn popsuli mu robotnicy, naraajc na wielkie
straty.
Na domiar zego w fundamentach zakadanych pod skad pokazaa si woda tak obficie,
e musiano zaprzesta robt, a tu znowu ten wypadek dzisiejszy i ktnia z Ank rozstroiy
go zupenie; rozstrajao go to ostatnie tym silniej, e czu si wobec i niej winnym i e mia
coraz wikszy al do niej.
Przeszkadzaa mu.
 Moryc!  zawoa przez pokj.  Sprzedaj reszt baweny, bo ju nie wytrzymam, a od
lichwiarzy nie chc poycza.
 Masz wielkie wypaty?
 C, u diaba, pokazywaem ci dzisiaj rachunki.
 Rachunki widziaem, sdzc, e masz na ich pokrycie.
 Nic prawie nie mam i w dodatku zawodzi mnie wszystko... Sprzysigli si na nas czy
co? Gdzie utkn o kredyt  odmowa. Nawet Karczmarek chcia weksli z trzymiesicznym
terminem. Co w tym jest. Kto nam moe szkodzi? Bo e to jaka konkurencyjna sprawa, to
zaczynam widzie... Jak to! czterdzieci tysicy rubli gotwki woy i nie mc dokoczy
fabryki? nie znale na drugie tyle kredytu, i to w odzi, gdzie taki ajdak, plajciarz jak
Szmerling buduje ogromn fabryk nie majc ani grosza, gdzie byle parch robi wielkie interesy
kredytem, ja musz si udawa do prywatnych poyczek?
 We splnika z gotwk albo z kredytem duym, znajdziesz atwo.
 Dzikuj ci za rad, sam zaczem, to i sam skocz albo padn. Wzi splnika z pienidzmi,
to znaczy i do suby, i znowu w zaleno dlatego, eby si mczy dalej
i stworzy jeszcze jedn tandeciarni. Chc fabryki i chc pienidzy, ale tandety wyrabia nie
bd.
 le obliczasz, tandeta daje najwiksze zyski.
 A ty liczysz jak kramarz, jak Zuker, Grnspan i wszyscy wasi fabrykanci. Chcesz zarobi
rubla na rublu, i to zarobi zaraz, dzisiaj, nie liczc si z tym, e odbiorca moe si tylko
raz zapa, a na drugi raz pjdzie kupi do kogo innego, a ty bdziesz czeka na sucho nowego
gupca.
 Nigdy ich nie braknie.
 W handlu braknie ich prdzej, ni przypuszczasz, bo z podniesieniem oglnego dobrobytu
wzmagaj si wymagania. Chop na wsi kupi chustk Zukera dla kobiety, ale ten sam
chop przeniesiony do miasta wemie na drugi raz ju Grnspanowsk, a jego dzieci, chociaby byy wyrobnikami, sign po Meyerowskie. Ju og kupujcych zaczyna rozumie,
e tanio towaru ley w jego dobroci, a nie w niskiej cenie. Bucholc, Meyer, Kessler dobrze
to rozumiej i robi interesy na towarach solidnych.
 Robi, prawda, ale znacznie prdzej robi miliony Szaja, Grnspan i stu innych, i dla
dwustu nowych jest jeszcze wielkie miejsce i czas do zrobienia majtku.
 Ot wtpi, czy starczy czasu tym stu nowym tandeciarzom do zrobienia pienidzy.
 Aha, wic tylko dlatego chcesz uszlachetnia dzk produkcj?
 Musz si przecie liczy z zapotrzebowaniami rynkw, z przyszoci... Dobry, wysoki
gatunek moe i lepiej, wic go robi bd.
 Rozumiem ci dobrze, ale wielkiego zaufania nie mam do tego jutra, wolabym dzisiaj
robi interesy. To, co powiedzia o wyrabianiu si wyszych zapotrzebowa u kupujcych,
o ich zwikszaniu, to moe by prawd, o tym mona by nawet obszerniej pomwi i napisa
pikny ekonomiczny artyku, ale na tym trudno opiera fabryk, z tego nie wycigniesz
milionw.
Zamilkli obaj na dugo i rozmylali.
 Ile ci potrzeba?
 Musz w sobot mie dziesi tysicy rubli.
 Hm... zapomniae o Mllerze! Przecie sam ci si ofiarowa z poyczk...
 Pamitam, wiem, e na jedno sowo otworzyby mi kas na rozcie... ale... tego sowa
powiedzie nie mog... niestety, nie mog...
 Jeli idzie o fabryk, o ca przyszo, to ja bym si dugo nie namyla... ja bym wszystko
puci... a powiedzia to sowo...  szepn znaczco Moryc.
 Nie mog... chobym chcia... nie mog.
 A jeli bdziesz musia?...
 Tymczasem tego musu jeszcze nie ma. Nie mwmy o tym!
Wstrzsn si.
 Ty, Karol, jeste przesdny, a to nie pomaga w interesach. Ty o wielu rzeczach ju myle
umiesz, ale boisz si jeszcze je wprowadza w ycie. To ci moe drogo kosztowa, bo
na przesdy trzeba mie duy grosz...
 Mylisz, e to, co nazywasz przesdami, to garderoba, ktr w kadej chwili zmieni
mona? To wgryzo si w krew i dlatego taka cika z nim walka, a cika i dlatego, e jeszcze
niezupenie jestem przekonany o bezuytecznoci tych przesdw, a czasami myl... ale
mniejsza z tym.
 To le. Z takimi gupstwami mona by najlepszym koloryst w wiecie, ale trudno by
rednim nawet fabrykantem w odzi. Moe si wahasz? Moe masz ochot powrci do
Knolla, przyjmie ci...  drwi Moryc, skubic brod nerwowo.
 Daj pokj. Nie powraca si do dziecistwa.
 Nie, ale mona z niego nigdy nie wyrasta.
Karol si nie odezwa, tylko uwaniej spojrza w jego oczy.
 Mog ci dostarczy pienidzy.
 Poyczysz?
 Nie, powiksz swj wkad spkowy. Nie opaci mi si poycza, a i tobie bdzie wygodniej,
nie bdzie ci ciy termin spaty, a przy tym w stosunku do wysokoci wkadu mog
si zaj czci interesw fabryki, po c si masz zapracowywa!  mwi wolno, niedbale
prawie, z uwag ogldajc sobie paznogcie.
 Mgbym ci wystawi weksle z szeciomiesicznym terminem.
 Stanowczo poyczka mi si nie opaci, bo wolabym te pienidze puci w ruch, obrcibym w tym samym czasie kilka razy. Przyjmujesz?
 Dobrze, jutro pomwimy obszerniej. Dobranoc.
 Dobranoc!  szepn Moryc nie odrywajc oczw od paznogci, aby si nie zdradzi z radoci, jak mu sprawi ten interes, a gdy Karol wyszed, zamkn za nim drzwi na klucz,
zasoni okno, otworzy ma, wmurowan w cian kas ogniotrwa, z ktrej wyj ceratow
kopert, pen notat i rachunkw, i owinit w papier du paczk banknotw.
Pienidze przeliczy i schowa je zaraz z powrotem.
 Gruba operacja! a jeli si nie uda?  skrzywi si nerwowo z obrzydzeniem i spojrza
na drzwi. Wydao mu si, e usysza kroki wielu osb i szczk broni.
Umiechn si z przywidzenia i z zapaem zabra si do studiowania bilansu fabryki Borowieckiego.
Cay stan czynny i bierny jego interesw mia w notach i rachunkach, ktre mu skopiowa
jego czowiek, pracujcy w kantorze budowy.
Karol za, chocia przysta pozornie na powikszenie jego udziau w spce, obiecywa
sobie solennie, e musi si z tego wykrci, e znajdzie jaki sposb wyeliminowania go zupenie ze spki.
Zbyt dobrze zna Moryca, aby mg mu ufa.
A zreszt ta bezinteresowno dziwna u czowieka, dla ktrego rubel by bogiem jedynym,
a z jak Moryc narzuca mu si od pewnego czasu, zastanawiaa i czynia go jeszcze ostroniejszym.
Maksa si nie obawia, bo zna jego uczciwo i wiedzia, e Maksowi potrzeba tylko do
szczcia wielkiej pracy i pozorw pewnej samodzielnoci.
Maks pragn robi u siebie, ale byo mu to dotychczas obojtnym, czy jego dziesi tysicy
rubli wkadu da mu dziesi tysicy procentu, czy te bdzie y tylko z pensji, jak
mia pobiera za prowadzenie przdzalni i tkalni.
Moryca za si obawia.
W tej walce podjtej w imi: Kto kogo prdzej okpi, musia by nadzwyczaj ostronym.
Wzmianka o Mllerze wzburzya nieco Borowieckiego.
Anka mieszkaa ju w odzi, w miecie wiedziano o jego narzeczestwie, oeni si z ni
musia...
Przypomina to sobie dobrze i dosy czsto, bo przecie jej pienidzmi w poowie prowadzi budow.
Ale w gbi nie wierzy, e si z ni oeni, i dlatego nie zrywa zupenie z Mad, nie zaniedbywa krtkich, przypadkowych niby odwiedzin ssiadw i mwienia dziewczynie wiele
znaczcych grzecznoci.
Prowadzi podwjn gr zupenie wiadomie, ale jeszcze nie wiedzia, na czym si ona
skoczy, dokd j doprowadzi, bo chcia przede wszystkim skoczy fabryk.
Przesdy, o ktrych Morycowi wspomina, walki, jakie z nimi niby stacza, byy to tylko
pewne mylowe pozostaoci, przeytki, rozpryski dawno lecej w gruzach etyki, sumaryczne
zestawienia z automatycznych wyrazw, nic wicej, bo te przesdy, ich tre, zupenie nie
kieroway jego wol, jego postpowaniem i nie wpyway na postanowienia.
Nie przesdy mu przeszkadzay do ujawnienia swoich de, do otwartego robienia tego, co
po cichu uwaa za konieczne, a tylko pewna wstydliwo, wzgld na ojca i gruba warstwa towarzyskiego
savoir-vivreu141, zabraniajca czynienia le w formach jaskrawych i brutalnych.
By za dobrze wychowanym na to, aby robi ajdactwa, no i nie by organicznie zdolnym
do czynw, jakie by z zimn krwi i spokojnie popeni Moryc.
Nie umiaby przecie podpali wasnej fabryki wysoko zaasekurowanej ani zarwa czyjego
zaufania, ani wyzyskiwa robotnikw. To byoby dla niego zbyt ordynarnym, takimi rodkami
brzydzi si i czu do nich pogard czowieka kultury.
Tyle innych sposobw jest do zrobienia pienidzy...
Zo miao dla niego warto wtedy, jeli byo koniecznym i opacio si, cnot kocha, bo
bya pikniejsz, a uwielbia, jeli dawaa zyski wiksze.
Myla wanie o tych i tym podobnych rzeczach, umiecha si nieco cynicznie i czu duo
goryczy i smutku rozmylajc nad sob.
 A w kocu wszystkiego  mier!  szepn i zabra si do czytania listw.
Przeczyta tylko list od Lucy, w ktrym go bagaa, aby jutro si z ni zobaczy koniecznie,
reszt zostawi na pniej i poszed do pokoju Maksa, bo nie mwi z nim prawie od
pogrzebu matki.
 C u ojca sycha? Nie miaem jeszcze czasu go odwiedzi. Trawiski weksle wykupi?
 Wykupi; ale to wszystko nie pomoe.
 Dlaczego?
 Stary ju na nic. Dwadziecia warsztatw jest czynnych z piciuset! Trzy miesice, p
roku najwyej, a fabryka zdechnie z nim razem.
 Czy si co nowego stao?
 Nie, tylko z wikszym rozpdem idzie do koca. Szwagierkowie go dogryz, bo wystpili urzdownie o uregulowanie dziaw po matce.
 Bardzo naturalne danie.
 I jemu te wszystko jedno, kaza im robi, co chc tylko, kaza im sprzeda place, byle
mu pozostawili fabryk sam. Cae dnie siedzi w kantorze z Jziem, chodzi na cmentarz, a w
nocy azi po fabryce. Pocztki melancholii. No, ale mniejsza, chciaem ci powiedzie, eby
zwrci uwag na Moryca.
 Dlaczego? Wiesz co?  zapyta ywo Karol.
 Jeszcze nic nie wiem, ale ju z jego pyska widz, e przeuwa jakie ajdactwo. Za duo
plajciarzy przychodzi do niego.
XXVII
 C tak ujesz?  zagadn Karol rano przy herbacie.
 Interesy, grube interesy  odpar Moryc, odrywajc oczy od szklanki z herbat, ktr trzyma w obu rkach, ale nie pi, gboko zamylony.
 To znaczy pienidze?
 Due pienidze. Id wanie zrobi dwie operacje, ktre jeli si udadz, postawi mnie
na nogi. Ale pienidze moesz mie przed wieczorem. A co z bawen zrobi?
 Nie sprzedawaj jeszcze, mam pewn ide.
 Dlaczego Maks spojrza na mnie jak zbj, nie przywita si i poszed?
 Nie wiem, wczoraj mi tylko wspomina, e nosisz w twarzy jakie nowe ajdactwo, e
co zamierzasz...
 On jest gupi, co ja za ajdactwo mog nosi w twarzy, przecie ja mam twarz zwyk,
porzdnego czowieka twarz, nieprawda, Karol?
Oglda si w lustrze starannie i swoim ostrym, jakby przyczajonym do skoku rysom nadawa dobroduszny wyraz.
 Nie dziw mu si, jest zgnbiony sprawami ojca.
 Radziem mu dobrze; wzi starego pod kuratel, obezwasnowolni; w fabryce zaprowadzi
swoj administracj. Nie zgodzi si, chocia crki i szwagrowie chcieli. W ten tylko
sposb mogli co uratowa.
 Maks powiada, e majtek ojca, wic stary moe go nawet zmarnowa, jeli mu si tak
podoba.
 On jest za mdry, eby tak myla szczerze, tam co innego by musi.
 Moe i nie by, bo bd co bd, to dosy nieprzyjemne ogasza wariatem wasnego
ojca.
 Ja te nie mwi, e przyjemna taka afera. Ojciec... dua rzecz, ale fabryka, interesy take s warte, aby dla nich co powici... Ty jak by zrobi?
 Nie potrzebuj o tym myle, bo mj ojciec nie ma prawie nic...
Moryc si rozemia wesoo i zamilk, ubiera si do wyjcia, ale zwleka, wymyla Mateuszowi,
przebiera si kilka razy, przymierza cae stosy krawatw.
 Ubierasz si jakby do owiadczyn...
 Moe bd i owiadczyny... moe...  odpowiedzia, umiechajc si blado.
Ubra si wreszcie i wyszed razem z Karolem, ale by tak roztargnionym, e dwa razy
powraca do domu po zapomniane przedmioty, a gdy wciska binokle na nos, rce mu dray,
a upa, jaki si ju podnosi, zdenerwowa go jeszcze bardziej.
Dra cay w sobie i nie mg utrzyma laski, wylatywaa mu kilka razy z rk.
 Wygldasz, jakby si czego ba.
 Zdenerwowany jestem, musiaem si przepracowa  szepn cicho.
Wstpili razem do kwiaciarni, gdzie Karol kupi ogromny pk r i godzikw i kaza go
natychmiast zanie Ance. Chcia kwiatami zaagodzi wczorajsz swoj brutalno.
Moryc poszed do swojego kantoru na Piotrkowsk, ale nic robi nie mg; zajrza do skadw
baweny, wyda polecenia Rubinrothowi, wypali kilka papierosw, nie przestajc ani na
chwil myle o Grosgliku i o interesie, z jakim mia i do niego.
Wstrzsa si od czasu do czasu febrycznie i wtedy bezwiednie dotyka ceratowej koperty
z pienidzmi, jak mia w kieszeni, i uspakaja si, na chwil wraca mu swobodny wyraz
twarzy i odwaga, przenikaa go energia i ch natychmiastowego dziaania.
W jednej z takich chwil odwanie poszed do Grosglika, ale cofn si ju sprzed kantoru,
spacerowa czas jaki po Piotrkowskiej i suchajc myli, jaka mu przysza w tej chwili, kupi
bukiet najpikniejszych i najdroszych, jakie byy, kwiatw, kaza je zwiza bardzo kosztown wstk i wypisawszy na swoim bilecie adres Meli Grnspan, wysa, polecajc zostawi
bilet razem z kwiatami.
Wpisa wydatek w notes pod tytu: nieprzewidzianych  osobistych, ale osobistych wykreli i napisa firmowych, i chocia byo dosy wczenie, poszed do kolonii na obiad.
 Trzeba jeszcze obmyle  usprawiedliwia si przed sob.
W jadalnym sprztano porozkadane roboty i nakrywano do obiadu, w drugim pokoju turkotay maszyny i sycha byo gosy rozmw.
Stoownicy schodzili si z wolna.
Najpierw przyszed Malinowski i cicho usiad pod cian, by taki zbiedzony i smutny, e
pani Stefania przysiada si do niego.
 Co panu jest?
 Chory jestem... chory!
Przesuwa palcami po czole, westchn i wpatrzy si w ni zielonymi oczami tak bolenie,
e nie wiedzc, co mwi  odesza.
Nic si nie odzywa, gdy ju zebrali si wszyscy i je zaczli, dopiero gdy przyszed Horn
i usiad przy nim, powiedzia mu cicho:
 Wiem, gdzie ona mieszka.
 Kto?
 Zoka, w Stokach, w paacu Kesslera...
 Zajmujesz si ni jeszcze?
 Nie, nie... ale byem ciekawy, gdzie mieszka.
Zamilk.
 Wiecie, pastwo, e Grosman, zi Grnspana, aresztowany?  zapyta Horn.
 Wiemy, wiemy. Odpocznie sobie ptaszek, ochodzi si od fajerw142...
 Grosman to szwagier piknej panny Meli?  zagadna pani Stefania.
 Tak. Niedawno stao mu si nieszczcie, spalia mu si fabryka, biedny czowiek, byby
si pocieszy asekuracj, a tu go cap za konierz i do kozy.
 Pomyka. Grosman jeszcze dzisiaj bdzie wolny!  odezwa si Moryc.
 Oni s zawsze niewinni, oni si zawsze myl, biedny nard ci ydzi...  drwi Sierpiski
i zacz wymyla i dowodzi Morycowi, e jego rasa jest najpodlejsz na wiecie.
 Gadaj pan zdrw, to panu dobrze zrobi na trawienie, ale czemu to pan tego nie powie
swojemu pryncypaowi Baruchowi, pan mylisz moe, e on szlachcic?  odpowiada pobaliwie Moryc, bawic si zacietrzewieniem Sierpiskiego, ktrego zaczli popiera inni tak
gorco, e a si zawizaa ktnia.
 Panie Horn, niech pan tutaj sidzie przy nas  woaa Kama, robic mu miejsce.
 Ja chc si pana o co spyta  dopowiedziaa, gdy usiad przy niej.
 Sucham z uwag.
 Czy pan ma metres?  zawoaa gono.
Umilkli wszyscy ze zdumienia, a potem wielki wybuch miechu rozleg si w caym pokoju.
 Co ty wygadujesz, dziewczyno!  krzykna rozczerwieniona ciotka.
 No, c w tym zego! Przecie w kadym francuskim romansie modzi ludzie maj swoje
przyjaciki  tumaczya si nie zmieszana.
 Papuga jeste, powtarzasz sowa, ktrych znaczenia nie rozumiesz po polsku.
 Jezus! nic nie rozumiem, za co ciocia krzyczy na mnie!
Wzruszya ramionami i posza do saloniku, ale gdy przyszed za ni Horn, zawoaa porywczo:
 Ja jestem papuga i z panem wcale nie mwi.
 Ciocia tak Kam nazwaa, a nie ja. Chciaem si dowiedzie, dlaczego si Kama ze mn
nie przywitaa? Dlaczego Kama mnie tyranizuje? Dlaczego Kama robi miny? Co?
 Kama min nie robi, Kama nie tyranizuje, ale niech Horn idzie sobie do szansonistek, naobuzerk... Ja wiem wszystko, wszystko...
 C to Kama wie?  zapyta powanie, tumic wesoo.
 Wszystko, wszystko, e pan niegodziwy, niedobry, obrzydliwy, obuz... Pan Fiszbin powiedzia mi, dlaczego to pan w niedziel u nas nie by... By pan w Arkadii!... Upi si pan,
piewa pan... i... i... caowa pan te... Ja pana nienawidz, ja si panem brzydz...
 A ja Kam kocham jeszcze wicej.
Chcia j uj za rce, ale si wyrwaa i ucieka za st.
 To tak, jak pan by nieszczliwy, to pan do nas przychodzi, ebymy pana pocieszay,
ebymy kompresy przykaday panu na gow, ebymy pakay nad panem.
 Kiedy ja to byem taki nieszczliwy?  zapyta Horn.
 Kiedy? a zanim pan dosta miejsce u Szai.
 Nigdy nie czuem si nieszczliwym, a wtedy wanie bawiem si najlepiej, bo mia-em czas.
 Jak to! nie by pan nieszczliwym?  zawoaa, przyskakujc do niego.
 Nigdy.
 I nie jest pan nieszczliwym?  pytaa gorczkowo, gosem penym ez, alu i oburzenia.
 Ani mi si nio. Kama, co tobie?
 Pan nie by nieszczliwym!... A ja si modliam za pana, a ja daam na msz na pask
intencj, nie kupiam kapelusza, bo nie miaam stroi si; pakaam, mylaam cigle o panu,
nie sypiaam, byam taka nieszczliwa, a pan nie by nieszczliwy! O mj Boe... mj
Boe, jaka ja jestem nieszczliwa!  szeptaa urywanym, gorczkowym, penym gbokiego
alu gosem i zy jak groch zaczy si toczy coraz gciej po jej twarzy.
 Kama moja! Dziecko drogie, Kama! dzieciaku cudny!  szepta porwany i rozrzewniony,
caujc j po rkach.
Kama wyrwaa je, zasonia sobie twarz i przez kanie woaa:
 Ja pana ju nie kocham! eby pan by nieszczliwym... to bym... to bym... za panem
posza w ogie... na mier... ale... pan jest obrzydliwy... zy czowiek. Pan nie jest nieszczliwy...
pan mnie oszukiwa...
Pakaa spazmatycznie, Horn ju nie wiedzia, co robi, prbowa si tumaczy, ale Kama
nie chciaa sucha, a jemu pomimo rozrzewnienia mia si chciao z jej dziecistwa, wic
usiad przy niej. Odsuna si gwatownie, pochwycia pieska z kanapy i zastawiajc si nim
woaa:
 Gry go, Picolo, gry, bo to niedobry czowiek, oszuka Kam, bo go ju nie kocham.
Umiechn si i zwrci si ku wyjciu, bo i fabryki zaczy ju rycze swoj pie poobiedni.
 Pan si nawet ze mn nie egna? To pan mnie nawet nie przeprasza?  zawoaa prdko,
ocierajc zy.  Dobrze. Od dzisiaj si nie znamy. Dobrze. Od dzisiaj bd chodzia na spacer
z Malinowskim albo z Krzeczkowskim, albo z Blumenfeldem, albo z tymi, z ktrymi bdzie
mi si podobao. Tak, tak, zrobi to, jak cioci kocham, eby pan nie myla, e idzie mi
o paskie towarzystwo...
 I mnie wszystko jedno, bo si bd lepiej i weselej bawi w Arkadii ni z Kam.
 Wszystko mi jedno, niech je pan cauje, niech si pan upija jak Bum-Bum.
 A wic egnam Kam na zawsze  zawoa patetycznie i wyszed.
Patrzya srogo za nim, z kamienn obojtnoci suchaa zamykania drzwi, ale gdy usyszaa, e ju schodzi po schodach, zrobio si jej strasznie al, e moe ju naprawd nie
przyjdzie.
Wyjrzaa oknem, widziaa, jak przechodzi na drug stron Spacerowej i znika w bocznej
uliczce, wtedy ciko upada na kanapk, przycisna Picola do piersi i wybuchna:
 Picolo mj jedyny, jaka ja jestem nieszczliwa!
Ale nie moga paka, przejrzaa si w lustrze, poprawia rozwichrzon czupryn, krokiem
powanym posza do ciotki, wzia j za rk i z tajemnicz twarz przyprowadzia do saloniku,
a rzucajc si jej na szyj, zawoaa tragicznie:
 Ju si stao! Ju si nigdy nie zobaczymy z Hornem! Ciociu, jaka ja strasznie jestem
nieszczliwa!
Ale zobaczywszy, e ciotka nie okazuje zbytniego zainteresowania, odsuna si i zapytaa
bolenie, z wyrzutem:
 I ciocia nawet nie pacze?
 C to znowu za bziki?
 Panno Kamo, czy dzisiaj dostan buzi na do widzenia  woa Moryc, uchylajc drzwi
z przedpokoju.
 Picolo pana pocauje!  zawoaa rzucajc si z psem do niego, ale Moryc nie czeka
i wyszed.
Na ulicy znowu zacz si ociga i zwleka z pjciem do Grosglika; zacz przypomina
sobie, czy nie ma gdzie indziej pilniejszego interesu do zaatwienia, potem, e musi si
w pewnej sprawie widzie z Kesslerem, e powinien zajrze do domu.
Przemg si wreszcie i wszed do kantoru bankiera.
 Szef u siebie?  zapyta witajc si ze Stachem Wilczkiem.
 Jest. Od paru dni cigle posya po pana.
 Skoczye pan z Grnspanem?
 Dopieromy zaczli, jestemy w pitnastym tysicu...
 I jeszcze nie koniec?  zapyta ze zdumieniem.
 Nie jestemy nawet w poowie.
 Nie przerachuj si, Wilczek! Ja panu dobrze ycz.
 Radzie mi pan sam przecie trzyma si mocno.
 Radziem? ja radziem? By moe, ale wszystko ma swoje maximum  mwi niezadowolony,
bo radzi mu przyciska Grnspana wtedy, gdy nie mia zdecydowanych zamiarw
na Mel, ale teraz gniewao go to serdecznie.
 Ale, przyjd pan do kantoru Borowieckiego podpisa kontrakt na dostaw wgla.
 Dzikuj panu bardzo... bardzo  szepta uradowany Wilczek, ciskajc mu rce.
 Tylko mam z panem co do pogadania.
 Powiedz pan otwarcie, co mam da za to?
 Okrelimy pniej. Mam na pana wiksze zamiary. Za p godziny wyjd, odprowad
mnie pan, wtedy to pomwimy.
Moryc wolno cign palto, zatar rce i raz jeszcze spojrza na zaciemnion gwatownie
ulic, bo deszcz zacz pada i brzcze po szybach.
 Co bdzie, to bdzie, dobrze bdzie  myla i wszed do gabinetu bankiera, ktry na
jego widok zerwa si z krzesa.
 Jak si pan ma, jak si kochany pan ma!  woa caujc go.  Ja byem tak niespokojny
o paskie zdrowie! To bardzo niepoczciwie zostawia swoich przyjaci w takiej
dugiej niepewnoci. Mymy si wszyscy kopotali o pana! Nawet Borowiecki bardzo si
pyta o pana.
Moryc si umiechn nieznacznie z tej troskliwoci.
 C wena? A jednak ja si grubo stskniem za panem.
 Dzikuj. Pan jeste bardzo dobry czowiek.
 Kto moe mwi inaczej o mnie! Ja wczoraj daem dwadziecia pi rubli na kolonie
letnie. Patrz pan, tu stoi to wydrukowane!
Podsun mu gazet.
 C nasza wena?  zapyta do niecierpliwie.
 Pan wiesz, jak place id w gr, jak cega podskoczya, co?
 Wiem, bo my troch robimy w placach. Zacznie si w odzi duy ruch. Syszae pan co
na miecie o Grosmanie?  zapyta nieco ciszej.
 Policja... tak...
Umiechn si.
 Sza... sza...  sykn, obejrza si na wszystkie strony, zajrza do kantoru, czy kto nie
podsuchuje, i mwi mu do ucha:  Jego wczoraj prawie aresztowali.
 Ju wczoraj wieczorem o tym syszaem, zaraz po przyjedzie, e go zupenie
aresztowali.
 d to jest bardzo plotkarskie miasto. Oni si zaraz potrzebuj interesowa wszystkim.
Co to komu do tego, co drugi robi! Grosmana denuncjowali, ale jemu nic nie zrobi, bo on
jest czysty jak ja.
Moryc znowu si umiechn dwuznacznie.
 Ale czy to potrzebne, eby policja si mieszaa do prywatnych interesw?
 Pan wysoko angaowany w tym interesie?
 Na cae trzydzieci tysicy! On byby si wyliza troch! No, c, nieszczcia chodz
i po fabrykach, i po ludziach, i po towarach, a asekuracja droga i paci potrzeba za darmo!
Jak kto ma pech, to mu i ogie zdech...
 Nic mu si nie stanie, Grosman uczciwy czowiek.
 Mwi to samo, ja bym nawet za niego zarczy, ale c pan poradzisz, jest tyle ajdakw
w odzi, co gotowi przysiga, e widzieli, jak on... bo ja ju wiem, czego oni nie powiedz. C z nasz wen?
 Kupiem i zaraz sprzedaem za gotwk.
 To dobrze, bo mnie dzisiaj duo potrzeba gotwki.
 Komu nie potrzeba duo gotwki!  powiedzia melancholijnie Moryc.
 Pan j bdziesz mia, bo pan masz gow. Masz pan przy sobie pienidze?
 Nie mam  odpar wolno i spokojnie, chocia serce uderzyo mu mocniej.
 Przylij mi pan przed czwart koniecznie, mam wekslowe wypaty. Duo zarabiamy? 
zapyta czstujc go cygarem.
 Ja zarabiam dosy, ale pan...
 No, przecie do spki, mj kapita...  zacz prdko.
 Kapita mj, bo jest u mnie  rzuci Moryc zapalajc cygaro.
Bankier nie usysza dobrze czy nie mg uwierzy lub zrozumie, bo odbierajc od niego
zapak, zapala swoje cygaro i mwi:
 Umwilimy si na dziesi procent po odtrceniu kosztw.
 Zapac panu dziesi procent rocznie, ale kapitau nie zwrc  cign spokojnie Moryc.
 Co? Co pan gadasz? Pan masz mae rybki w gowie!  krzykn.
 Mwi panu otwarcie, e pienidze ulokowaem w swj interes.
 Moje pienidze!
 Paskie pienidze. Poyczyem od pana na dugi termin.
Bankier odskoczy, sta chwil zdumiony, nie wierzc uszom wasnym.
 Panie Moryc Welt, wypa mi pan natychmiast moje trzydzieci tysicy marek!
 Panie Grosglik, pienidzy panu nie oddam, wziem je dla siebie, potrzebne mi s do
poprowadzenia wikszego interesu, zapac od nich dziesi procent rocznie, a oddam, jak
si dorobi  mwi zimno Moryc i ju odzyska zupeny spokj i rwnowag.
 Pan zwariowae! Pan jeste chory, zmczony drog i interesami, odpocznij pan troch.
 Antoni! przynie wody szklank! Antoni! przynie wody sodowej! Antoni! przynie butelk
szampaskiego  zmienia gorczkowo rozkazy, podbiegajc za kadym razem do sucego stojcego w progu.  To te upay uderzaj do gowy, ja wiem, mnie samego o mao
ju ktrego dnia szlak nie trafi... Kochany pan Moryc, prawda, pan jeste bardzo blady, pana
pewnie serce boli, moe zawoa doktora?
Moryc umiechn si drwico z jego wystraszonej miny.
 Uspokj si pan troch. Zaraz, ja tu mam kolosk wad, wytr panu gow.
Zmacza chustk i chcia j pooy na skroniach Moryca.
 Daj pan pokj, jestem zupenie zdrw i przytomny.
 To mnie bardzo cieszy. Aj, aj! jak mnie pan przestraszy, to si na moim zdrowiu odbije.
Ale pan jeste dowcipny, ha, ha, ha! eby mi takiego figla urzdzi, a ja si szczerze przyznam,
e uwierzyem, ha, ha, ha! to mi si podoba. No, daj no pan pienidze, bo w kasie czekaj na nie. Bardzo dowcipne, bardzo...
 Nie mam. Powiedziaem ju panu, e poyczyem je sobie.
 Co to jest? To gwat, to zodziejstwo! to rozbj w biay dzie!  krzycza rzucajc si ku
niemu.
Ale Moryc ciska silniej kij w rku i spojrza zimno.
 Panie Blumenfeld, ka pan telefon poczy z policj!  krzykn do kantoru.  Ja z panem
pogadam inaczej! Ty zodzieju! Ja ci ka zgnoi w kryminale, wyszl na Sybir, okuj
w kajdany!
 Cicho pan bd, bo pana wsadz do kozy za obelgi, a policj pan nie strasz... Gdzie s
dowody, e te pienidze, ktre mi pan da w czeku na Lipsk, s paskie, a nie moje, co? 
zapyta zimno.
Bankier oprzytomnia, usiad i dugo patrzy na niego, patrzy z nieopowiedzianym uczuciem
bezsilnej wciekoci i alu, a mu zy zaszkliy si w oczach.
 Id, Antoni, ju niczego nie potrzeba. On si ocuci w wizieniu!  doda ciszej, zamanym
gosem.
 Nie gadaj pan gupich sw na prno, bo mi si to przestaje podoba. Mwmy ze sob
jak ludzie.
 A ja panu tak wierzyem, ja pana tak uwaaem jak syna, co to jak syna, jak syna i crk
razem, a pan zrobi takie ajdactwo, takie ajdactwo, co pana Pan Bg moe skara za to, bo
tego si nie robi przyjacielowi, ktry zaufa na cae trzydzieci tysicy...
 Nie zawracaj pan gowy. Poyczyem od pana trzydzieci tysicy marek na termin nieograniczony,
bo musz zacz duy interes. Wystawi panu zobowizanie, nawet kiedy je
spac, a tymczasem pienidze ju poszy w ruch.
 W Berlinie, ja wiem gdzie... w Amor Saale... ja wiem...  szepta zgnbiony.
 Pomwmy nareszcie po przyjacielsku  zawoa zniecierpliwiony Moryc.
 Pan jeste zodziej, nie przyjaciel! Oddaj pan pienidze!  krzykn porwany znowu
alem i rzuci si do rewolweru, lecego w potwartej szufladzie biurka, ale szuflad zatrzasn, zamkn, klucz schowa do kieszeni i zacz si rzuca po pokoju, kl, wymyla,
przyskakiwa z piciami do Moryca, ale ten siedzia z kijem w rku, umiecha si drwico,
a gdy bankier uspokoi si nieco, zacz opowiada mu swoje plany:
 Ja mam trzydzieci lat... czas mi zacz... Mam dobry plan, a nie miaem pienidzy. C
pan chcesz, z agentury mona y, ale kapitaw nie bdzie, a i tak yo si kredytem; gdyby
zlikwidowa przyszo, miabym par tysicy dugw na czysto... Teraz dam sobie rad. Pan
mi poyczye pienidzy, to musz panu opowiedzie, na co byy mi potrzebne. Borowiecki
jest osaczony, gotwki ju nie ma, cignie lichwiarskim kredytem, ja mu dam pienidze...
a przy sposobnoci wejd do zupenej spki i ju tak dalej pokieruj, e on bdzie tylko dyrektorem
w swojej fabryce... Mam dobry plan. On ma w fabryce swojej gotwki czterdzieci
tysicy, to mona od niego zainkasowa w rok... dwa, wyjdzie na czysto. Wszystko obmyla-em i rcz panu, e si powiedzie!  mwi spokojnie Moryc, popierajc swoje wywody szeregiem
cyfr i rozmaitych podstpw, ajdactw, oszustw, ktrymi chcia zabi Borowieckiego.
Mwi dugo, wyczerpujco, otwarcie.
Bankier si uspakaja, gadzi ju palcem bokobrody, pociga nosem, jakby wyczuwajc
padlin, przy ktrej i on mgby si poywi, byska oczami, umiecha si, bo zaczyna go
porywa ten projekt ajdacki, zapomnia nawet, e to jego pienidzmi bdzie prowadzona ta
kampania, przytakiwa caym sercem, czasem rzuci jakie sowo, jaki plan uboczny, ktry
zaraz Moryc chwyta w lot i uzupenia, wciela do swojego projektu i budowa dalej, mwic
coraz ciszej i poufniej.
Grosglik napi si wody, otworzy lufcik i krzykn do ludzi, wywocych ze skadw platformy
naadowane watuchami weny:
 Zaczeka na podwrzu!
 Deszcz, wena zamoknie.
 Zaczeka, mwi ci, chamie!
Zatrzasn lufcik, spoglda czasami w zadeszczone niebo i szybko co pisa zacz.
Moryc umilk i zapatrzy si na szereg wozw mokncych na coraz gstszym deszczu, a w
kocu rzek spokojnie:
 Wenie niewiele przybdzie wagi, bo widz, e watuchy nowe.
 Pan jeste za... sprytny!  odezwa si bankier i kaza pokry wen oponami.
 Ja znaem dobrze paskiego ojca  zacz znowu, uprzejmie podajc mu cygaro.
 Mdry czowiek, tylko gupi plajt zrobi.
 Jak si komu nieszczci, to i z pici zachrzci!  rzek sentencjonalnie.
 C pan powiesz na mj plan?
 A paska matka bya moj kuzynk, pan wiesz?
 Sprzedawaa resztki na Piotrkowskiej i troch na fanty dawaa...
 Pan jeste do niej podobny, ona bya liczna kobieta, obszerna, dua kobieta. Ja panu
co powiem. Pan masz gow, pan mi si podobasz... A e ja lubi, jak modzi maj rozum,
e ja lubi mdrym pomaga, to ja panu pomog. Mnie si podoba paski projekt.
 A ja wiedziaem, e pan jeste mdry czowiek.
 Zrobimy spk.
 Dasz pan pienidzy?
 Dam panu.
 Duego kredytu?
 Wyrobi panu.
 Dobrze, to moemy si pocaowa na pocztek spki.
 licznie! Lepiej si sto razy pocaowa, jak raz straci trzydzieci tysicy.
Obszernie przedyskutowali punkty przyszej spki i uoyli program dziaania.
 To jeden interes, id zrobi drugi, owiadczy si.
 Jaki posag?
 Mela Grnspan.
 Poczekaj pan, niech oni t spraw z Grosmanem wpierw skocz.
 Wanie teraz zgodz si prdzej, bo moe im co pomog.
 Bardzo mi si podobasz, Moryc, tak mi si podobasz, e gdyby moja Mery bya dorosa,
dabym j panu, a ona ma sto tysicy.
 Za mao.
 Dabym sto dwadziecia, poczekaj pan rok.
 Nie mog. Za rok dwiecie, nie opaci mi si taniej czeka.
 Mniejsza z tym, a przyjd pan do mnie w niedziel na obiad, bdzie troch goci z Warszawy,
a potem ja panu powiem jeden may plan, od ktrego pachnie milionem.
Ucaowali si raz jeszcze najbardziej po przyjacielsku, co nie przeszkadzao, e bankier
mu przypomnia, aby napisa rewers na te trzydzieci tysicy.
 Pan mi si tak podobasz, e ja si ju w panu zakochaem  woa bankier rozpromieniony,
chowajc rewers do kasy.
Moryc zabra z kantoru Wilczka i wyszed, ale w bramie domu sta jaki czowiek z min
zodzieja i zastpi Stachowi drog.
 Przepraszam, przyjd do pana jutro, bo musz z tym obywatelem si rozmwi  tumaczy si Stach, skin mu gow, rzuci jaki znak czowiekowi i poszed przez Dzieln ku
kolei.
XXVIII
 Chcie, a wszystko si stanie!  myla Moryc, idc ulic.
Chcia, i ma teraz w kieszeni trzydzieci tysicy marek.
Dotyka rk ceratowej koperty z przyjemnoci.
Chce zje Borowieckiego, ma apetyt na jego pienidze i na prac jego  i zje.
Chce si oeni z Mel: oeni si, z pewnoci si oeni.
Nie rozumia w tej chwili niepodobiestw.
Pierwsza wielka wygrana rozpieraa go dum i szalon pewnoci si wasnych.
 Trzeba mie tylko odwag chcie  myla i umiecha si do soca, ktre wychylio si
nad miasto i wesoo rozbyskiwao w lnicych od deszczu trotuarach i dachach.
 Musz sobie co zafundowa za to  szepn, przygldajc si wystawie jubilerskiej.
Wszed do sklepu; podoba mu si bardzo piercionek z wielkim brylantem, ale usyszawszy
cen ochon i wyszed nie kupiwszy.
Poszed natomiast do sklepu galanteryjnego i kupi rkawiczki i krawat.
 Piercionek i tak musz mi kupi na zarczyny  myla i szed ju, aby zaraz z miejsca
zaatwi ten drugi interes, z Mel.
Od swatki, ktra po cichu obrabiaa jego spraw w rodzinie Grnspanw, wiedzia o zerwaniu
z Wysockim i o tym, e Bernard Endelman owiadczy si listownie i dosta odkosza,
i dlatego podobno przeszed na protestantyzm i mia si eni z jak map francusk.
Wiedzia rwnie, e kilku synw dobrych firm reflektowao na Mel, ale na prno.
 Dlaczego ona moe mnie nie zechcie?
Bezwiednie przejrza si w jakiej wystawowej szybie i umiechn si do wasnego odbicia.
By bardzo przystojnym. Pogadzi krucz brod, nasadzi gbiej binokle i szed dalej
rozwaajc swoje szanse.
Pienidzy mia troch, kredyt przez Grosglika wielki, skrupuw adnych, wic najwietniejsz przyszo widzia przed sob.
Mela bya bardzo pikn parti i od dawna czu do niej wielk sympati. Ma ona wprawdzie
swoje polskie fanaberie, lubi szlachetno, wspomaganie i rozmowy o wzniosych rzeczach,
ale to kosztuje niewiele i dobrze robi w salonie. On sam kiedy za studenckich czasw
w Rydze ile razy podnosi podobne tematy, ile piknych rzeczy mwi, jak piorunowa na
wspczesny ustrj, by nawet socjalist przez dwa semestry, a przecie dzisiaj to mu nic nie
przeszkadza w robieniu interesw, dobrych interesw.
Rozmyla, umiechajc si, bo mu si przypomniaa przestraszona twarz Grosglika.
 Moryc, zaczekaj.
Odwrci si szybko.
 Szukam ci po caym miecie  mwi Kessler, ciskajc mu rk.
 Interes?
 Chciaem ci prosi do siebie na dzisiejszy wieczr, bdzie par osb.
 Maa domowa knajpa? jak w przeszym roku, co?
 Nie, przyjacielska herbata, pogawdka i kilka niespodzianek...
 Niespodzianki tutejsze?
 Import, ale bd i miejscowe dla amatorw. Przyjdziesz?
 Dobrze. Kurowskiego prosie?
 Mam ju dosy polskiego byda w fabryce, nieche bd wolny od niego chocia w domu.
On mnie drani min wielkiego pana, ktremu si zdaje, e ask robi podajc komu rk.
Verfluchter!  zakl cicho.
 Gdzie idziesz? Mog ci podwie, bo powz na mnie czeka.
 A na Drewnowsk.
 Widziaem w tej chwili Grosmana, pucili go za kaucj.
 O, to nowina, bo ja wanie id do Grnspana.
 Podwioz ci, musz tylko wstpi do fabryki na chwil...
 Czy te niespodzianki... bd i z twojej fabryki?
 Wanie chc wybra co z przdzalni.
 I tak od razu na apel bd gotowe?
 Wytresowane s, a zreszt jest sposb: Nie  to precz z fabryki.
Moryc si zamia, wsiedli do powozu i w kilka minut stanli przed gmachami fabryki
Endelman et Kessler.
 Zaczekaj chwil.
 Wiesz, pjd z tob, mog ci by pomocnym w ocenie...
Przeszli wielkie podwrze i weszli do niskich budynkw, owietlonych z gry, mieszczcych w sobie pralni weny, sortowni, grplarni i przdzalni.
Przy dugich pralnicach, chlapicych dookoa wod, pracowali tylko mczyni, ale przy
grplach rozlegay si kobiece gosy, ktre umilky natychmiast po wejciu Kesslera.
Robotnice oniemiay, z wlepionymi oczami w maszyny stay jak szeregi automatw, otoczone
waami weny niby brudn pian tego szumicego morza maszyn, zwojami pasw i k
warczcych dziko, bezustannie.
Kessler szed naprzd, gow wcisn w ramiona, przygarbi si i szed wolno, ruszajc
szczkami obronitymi czerwonym wosem: ze spiczastej gowy i z dugich, ostro zakoczonych
uszw podobny by do nietoperza czatujcego na zdobycz.
Maymi oczkami uwanie oglda najmodsze i najprzystojniejsze robotnice, ktre z wolna
pod tym taksujcym spojrzeniem czerwieniy si, ale nie podnosiy oczw.
Przy niektrych przystawa, pyta si o robot, oglda wen i zapytywa Moryca po niemiecku:
 C na to powiesz?
 Resztka dla parobkw  odpowiada z pogard, ale przy jednej rzek:
 Ta ma pyszny fason, szkoda, e piegowata...
 adna, musi mie bia skr! Milner!  krzykn na majstra, prowadzcego sal.
Gdy tamten stan przed nim, cicho pyta si o nazwisko dziewczyny i zapisa je w notesie.
Poszli dalej, przechodzc dwa razy sal w rnych kierunkach, nie mogc nic wicej wybra
odpowiedniego, bo robotnice byy przewanie brzydkie, wyndzniae i zniszczone przez
prac.
 Chodmy do przdzalni, tutaj ju nic si nie wyowi, same resztki.
W przdzalni biaej, jakby zasypanej niegiem weny, zalanej wiatem padajcym z gry
przez szklane dachy, panowaa dziwna, oguszajca cisza.
Wszystkie maszyny byy w szalonym ruchu, pracoway jakby w skupieniu wielkim, z zapartym
oddechem, bez haasu, czasami tylko rozleg si ostry, krtki skowyt k rozpdowych
i milkn zalany oliw, porwany przez miliardy drga, co jak ledwie wyczute pomruki burzy
szalay nad maszynami.
Czarne, rozstrzsione pasy i transmisje podobne do zwojw ww z sykiem goniy si
wci, rzucay si do sufitu, opaday na byszczce koa, ktre obracay, przewijay si wzdu
cian, leciay wskro sufitw, powracay i otaczay z obu stron dugie przejcia przez sale jakby
pasami czarnej, szalejcej w ruchu przdzy, przez ktr niewyranie si rysoway ruchy
salfaktorw, podobnych do szkieletw potwornych ryb przedhistorycznych, ktre skonym
ruchem biegy naprzd, chwytay biaymi zbami szpulk weny i cofay si ze zdobycz,
snujc za sob setki biaych nici.
Robotnicy, jakby przykuci do maszyny, zapatrzeni w przdz, poruszali si automatycznie,
biegli za salfaktorami, cofali si przed nimi, byskawicznie sczepiali pknite nici i gusi,
i lepi na wszystko, co byo za nimi, pilnowali ruchw bestyj.
 Tamta czarna, przy przdzy zwijanej, co?  szepn Kussler wskazujc w drug poow
sali, gdzie zwijano i motano przdz, na siln brunetk o pysznie rozwinitych ksztatach,
dobrze si rysujcych przez lekk sukienk i koszul z rkawami, zapit pod szyj, bo z powodu
strasznego gorca wszystkie pracoway rozebrane do moliwoci.
 Wspaniaa, wspaniaa. Nie znacie si jeszcze?
 Dopiero miesic robi u nas. Chodzi ju koo niej Hausner, wiesz, nasz chemik, ale mu
szczerze odradziem.
 Wejdmy tam  szepn Moryc z iskrzcymi oczami.
 Pilnuj si, eby ci jaka maszyna na przywitanie nie wzia w tryby.
Przechodzili ostronie wskimi przejciami, z obu stron ktrych pracoway maszyny, zwijajce przdz na wielkie wrzeciona i krcce j w podwjne nici.
Rozpylacze wody dziaay nieustannie; drcy py wodny, podobny do rozpryskw tczy,
sia si i opada na maszyny, ludzi, stosy przdzy nienej, na te dziesitki tysicy wrzecion
okrcajcych si dookoa siebie z przejmujcym szmerem, podobnych w jaskrawym wietle
soca, padajcych z gry, do tysicw biaych wirw, szalejcych w rowawych wietlistych
nimbach.
Kessler wynotowa jeszcze dwie dziewczyny i wyszli przeprowadzani nienawistnymi spojrzeniami.
Przechodzili obok maszyn gwnych; na progu wiey, w ktrej szalao bezustannie to potworne
rozpdowe koo, sta stary Malinowski, z fajk w zbach i z rkami w kieszeniach, nie
zdj czapki przed Kesslerem ani mu nawet gow nie kiwn, sta w wyzywajcej postawie
i patrzy ponurym, arocznym wzrokiem.
Kessler drgn nieco spotkawszy si z jego oczami, zrobi ruch jakby chcc si cofn, ale zmi
w sobie obaw i umylnie wszed do wiey, obejrza oa, w ktrych jak dwie rce poruszay si
toki i obracay to koo-potwr, wiszczce dziko w swoim szalonym bezustannym locie.
 Nic nowego?  zapyta pgosem Malinowskiego, przygldajc si skrzeniom i byskom
powietrza, otaczajcego rozbiegane koo wietlistym nimbem.
 Miaem may interes do pana...  powiedzia jako cicho stary posuwajc si ku niemu.
 W kantorze proby, nie mam czasu  rzuci nerwowo i piesznie wyszed, bo bardzo mu
si nie podoba gos Malinowskiego i jego ruch.
 Ten smolipysk nie jest przyjemnym  zauway Moryc.
 Tak... tak... troch ky szczerzy, musz mu da nog w zby  szepn Kessler.
W kantorze da zaufanemu notatk tyczc si wybranych dziewczyn, ktry wiedzia, jak
dalej postpi, i natychmiast odwiz Moryca na Drewnowsk.
 Po szstej konie bd czekay przed twoim kantorem  powiedzia Kessler na rozstanie
i odjecha znikajc zaraz w kurzawie drogi, jaka si podniosa za powozem.
 Gruby ajdak!  pomyla o nim Moryc wchodzc do Grnspanw.
XXIX
U Grnspanw trafi na familijn narad.
Grnspan biega po pokoju, krzycza i bi pici w st, Regina siedziaa pod oknem
i rwnie krzyczaa, paczc ze zoci na przemian, stary Landau siedzia przy stole w wielkiej
jedwabnej czapce zsunitej na ty gowy i odwinwszy cerat, pisa kred dugie kolumny
cyfr, Grosman jaki blady i zmczony lea na kanapce i puszcza melancholijnie kby
dymu, a czasami z ironi spoglda na on.
 To jest zodziej, to jest najwikszy dzki zodziej! Mnie przez niego szlag trafi... on
mnie zabija!  krzycza stary.
 Kiedy wyszed stamtd?  zapyta Moryc Grosmana.
 Przed godzin.
 C, bardzo tam przyjemnie?  szepta drwico.
 Przekonasz si sam, nie minie ci to przecie, z t tylko odmian, e bdziesz siedzia
za wasne grzechy, a nie za grzechy tecia i ony, jak ja.
 Ty, Albert, nie bd gupi i nie gadaj takich rzeczy. Moryc jest nasz, Moryc wie, jak sprawy
stoj, ale jak mwisz, to on moe uwierzy, e co w odzi mwi o nas, jest prawd 
zawoa z gniewem stary, przystajc przed nim.
 Co ja wiem o tej sprawie, to druga rzecz, w kadym razie przyszedem do was jak do
swoich, jak do porzdnych ludzi  powiedzia z naciskiem.
Grnspan spojrza na niego niespokojnie, popatrzyli sobie w oczy dug chwil, mierzc
si i sondujc, pierwszy stary odwrci gow i zacz znowu kl.
 Ja do niego przychodz jak do czowieka, jak do kupca mwi: Sprzedaj mi swj plac.
A ten pastuch... ten... tfu! eby jemu si tak wiodo, jak ja mu ycz z caego serca, mieje
si i kae mi oglda swj mietnik i powiada, e to jest zota ziemia, e to jest rajska ziemia,
ktrej nie sprzeda taniej ni za czterdzieci tysicy rubli... eby ciebie... eby ciebie
prdka choroba wzia za taki paskudny pysk! Mela, daj, dziecko, jakich kropli, bo mnie jest
bardzo niedobrze, bo ja si boj, eby mnie nie byo jeszcze gorzej!  mwi do drugiego
pokoju.
 Z kim i o co sprawa?  pyta Moryc cicho, nie rozumiejc dobrze, o co idzie.
 Z Wilczkiem. Mdry chopak. Chce za cztery morgi czterdzieci tysicy.
 A warte?
 Warte s dzisiaj pidziesit.
 Place podskoczyy o trzydzieci procent.
 Wanie, i nie wiadomo, na czym si to skoczy, a stary musi kupi, bo musi fabryk
rozszerzy.
 No wic czemu zwleka i robi pieko? Za par miesicy moe zapaci podwjnie.
 Bo ojciec jest kramarz, on nie moe zapomnie swojego sklepiku na Starym Miecie
i targowania si o kopiejki  szepta pogardliwie Grosman.
 Dzie dobry, Mela!  zerwa si do niej i podszed.
 Dzie dobry, Moryc. Dzikuj ci bardzo za kwiaty, sprawiy mi wielk przyjemno.
 Nie byo ju pikniejszych u ogrodnika, bo bybym ci je przysa.
Mela umiechna si nieco. Bya dzisiaj bardzo blada; smutek wia od jej umiechu i od
jej oczw pociemniaych, rozszerzonych nieco przez lekkie wpadnicie, podkronych sinawymi
pitnami. Poruszaa si dziwnie mikko a ociale, jak ludzie wyczerpani cierpieniem.
Podaa ojcu cukier nasycony kroplami, spojrzaa zimno na siostr i nie zauwaywszy umylnie
wycignitej do siebie rki Grosmana, wysza do drugiego pokoju.
Przez otwarte drzwi Moryc widzia jej twarz pochylon nad babk, wiecznie siedzc w fotelu
pod oknem. Goni oczami jej powolne ruchy i szlachetn lini gowy i czu, e mu serce
bije szybciej, e jakie dobre wzruszenie ogarnia go poczyna. Wic ju niewiele sysza skarg
starego ani paczliwych alw Reginy, narzekajcej, i Grosman le si tumaczy przed sdzi ledczym, e przez swoj gupot gotw ich zgubi.
 Sza... sza... dzieci, dosy! Wszystko bdzie dobrze... Troch si straci, ale zawsze cay
geszeft da siedemdziesit pi procent. Ja zaraz pojad do Grosglika, niech zaatwi si z denuncjantami
przez swojego czowieka, my nie moemy si w to miesza.
 On musi si tym zaj szczerze, jeli za swoje trzydzieci tysicy nie chce wzi 
piciu!
 Tak, bo jak dobrze pjdzie, dostanie pitnacie, dwadziecia najwyej!  szepn cynicznie
Grosman, patrzc na tecia.
 Mdre sowo powiedziae, Albert! Damy mu cae dwadziecia! No, dosy z t spraw.
Musimy mwi o odbudowaniu. Ty ju, Albert, nie wrcisz do tej budy. Ja zrobiem wielki
plan. Kupi si plac od Wilczka i w poczeniu z moj fabryk wybudujemy sobie wielki akcyjny
interes pod firm Grnspan, Grosman i -ka. Mj adwokat ju si zajmuje stron
prawn, a mj budowniczy ma za tydzie zoy szczegowe plany. Ja dugo mylaem o tym
interesie, teraz jest dobra pora. Kilkunastu kapcanw diabli wzili, to jest miejsce po nich.
Po co mamy posya do apretury? eby inni zarabiali na nas! My bdziemy mieli swoj apretur.
Po co mamy kupowa przdzy? Wybudujemy przdzalnie, bdzie na tym dwadziecia
pi procent. Zrobimy sobie fabryk kompletn, ze wszystkimi wykoczalniami. Sprbujemy
si troch z Meyerem. Ja mylaem o tym jeszcze przed twoim nieszczciem, Albert, ale kiedy
si ono stao, to nam pomoe troch.
Opowiada szczegowo plany przyszego akcyjnego towarzystwa.
Regina wzruszona i porwana rzucia si ojcu na szyj.
Moryc rwnie by olniony projektem i w myli prawie ju dodawa do dwch nazwisk
firmy swoje trzecie.
 Ale o tym jeszcze ani sowa. Niech si sprawa Alberta wpierw skoczy. Moryc, ty nie
powiesz przecie, bo ty nasz.
 Chciabym by bliszym jeszcze  odpowiedzia powanie.
Grnspan patrzy na niego dugo, obliczajco, Regina rwnie, tylko Grosman umiechn
si z powtpiewaniem.
 Dlaczego nie, interes jest do zrobienia  powiedzia stary zimno.
 Przyszedem wanie w tym celu.
 Moesz i do Meli i rozmwi si.
 Potrzebuj wpierw z panem pomwi.
 Mnie ju co Bernsztajnowa o tym mwia. Wiesz, co ci Mela powie?
 Jeszcze nie wiem, ale chc wpierw sysze, co pan mi powie...
 Zaraz... zaraz...
Poegna Regin, ucisn rk Grosmanowi, odprowadzi ich do sieni i powrci.
 Landau moe sysze...
Usiad na krzele, zaoy nog na nog i bawi si dugim zotym acuszkiem od zegarka.
Moryc skupia myli, gryz gak laski, gadzi brod, wciska binokle i namyla si, w jaki
sposb kwesti posagu postawi, ale w kocu rzek otwarcie i prosto:
 Co pan dajesz Meli?
 Co pan masz?
 Mog panu jutro przedstawi pasywa i aktywa swojego interesu i akt spki, jak zawarlimy
dzisiaj z Grosglikiem. Ja nie potrzebuj pana oszukiwa. Moje interesy s murowane,
moja gotwka nie jest z asekuracji troch zakwestionowanej przez sdziego ledczego  powiedzia umylnie z silnym naciskiem.  Niech pan powie swoje sowo...
 Co pan masz? Powiedz pan cyfr, jutro moemy sprawdzi...
 Trzydzieci tysicy rubli gotwki! Do tego mj kredyt dwa razy tyle, ja jestem skromny.
Moje wyksztacenie, moje przyjazne stosunki ze wszystkimi milionerami dzkimi, moja
uczciwo, ani razu nie zbankrutowaem, to wane...
 Bo si to panu nie opacio pewnie...  wtrci spokojnie Landau.
 Wic tak liczc sumarycznie, plus minus, jestem wart najmniej dwiecie tysicy rubli, ja
jestem skromny czowiek, ja si nie chwal. A co pan dajesz Meli?
 Ona cae dziesi lat uczya si na bardzo drogiej pensji. Jedzia za granic; miaa specjalnych
metrw od rnych jzykw. Ona mnie duo gotwki kosztuje.
 To jej osobisty, nieruchomy majtek, z ktrego ja nie bd mia ani jednego procentu.
 Pan z niej nie bdziesz mia ani jednego procentu! A jej wyksztacenie? Ona w salonie
wyglda jak krlowa! a jak ona gra na fortepianie, a jakie ona ma maniery! To jest liczna
dziewczyna, to jest moje najdrosze dziecko, to jest czysty brylant  wykrzykiwa z zapaem.
 Wic w jak sum pan go oprawisz?...  zapyta Moryc.
 Landau et Companie decydowali si na pidziesit tysicy  rzek wymijajco.
 Mao! Panna Mela jest brylant, jest liczna kobieta, jest mdra, jest anio, cay anio, ale
pidziesit tysicy za mao.
 Mao! Pidziesit tysicy to gruby grosz. Pan mnie w rk za ni pocaowa powiniene.
Albo ona brzydka, kulawa, lepa, ebym ja mia dawa wicej.
 Zupenie zdrowa nie jest, czsto choruje, ale ja z tego kwestii nie robi.
 Co pan gadasz, Mela nie jest zdrowa? Pan zwariowa. Mela jest samo zdrowie, pan zobaczysz,
jaka ona zdrowa, ona bdzie miaa co rok dziecko. Pan mi poka w odzi drug tak
pann. Z ni si chcia eni woski ksi, pan wiesz.
 Szkoda, e za niego nie wysza, byby pan temu ksiciu sprawia spodnie i buty.
 A pan co za firma? Co to za firma interes komisowy Moryc Welt? Co to za papier?...
 Pan zapominasz o mojej spce z Borowieckim.
 Jeste tam pan na dziesi tysicy rubli; oj, oj, gruby kapitalista!
Zamia si.
 Dzisiaj jestem na dwadziecia tysicy, a za rok fabryka bdzie moj, ja panu rcz...
 To moe wtedy pogadamy  rzek obojtnie Grnspan, ale w rzeczywistoci kontent by
z oferty Moryca, bo go uwaa za dobrego grndera.
 Wtedy pogadasz pan z kim innym. Mnie dzisiaj Grosglik dawa sto tysicy i Mery swoj.
 Ona jest taka, e Grosglik jak da dwiecie, to jeszcze bdzie zicia szuka.
 Ale ona nie ma ojca i szwagra zapltanych w ogniowe sprawy.
 Ciszej pan mw!  zawoa stary zagldajc do ssiedniego pokoju.
 Pan mylisz, e to przyjemnie, e to dodaje kredytu by ziciem firmy Grnspan et
Landsberger, to si pan grubo mylisz.
 W odzi wiedz, co jestem wart  odpar spokojnie.
 Gdzie wiedz? kto wie? policja?  szepn zjadliwie.
 Nie powtarzaj pan plotek  rzuci ze zoci.
Zamilkli na dugo.
Stary chodzi po pokoju, wyglda przez okno na ogrd, Landau skulony siedzia przy stole,
a Moryc, zdenerwowany ju nieco, z niecierpliwoci czeka koca targu. W duszy ju si
godzi na pidziesit tysicy, ale chcia jeszcze prbowa, czy mu si nie uda co wicej
wycisn.
 Czy Mela chce wyj za pana?
 Zaraz bd wiedzia, ale ja chc naprzd wiedzie, co pan jej dajesz?
 Powiedziaem, moje sowo nie wiatr.
 Nie mog. Potrzebuj do interesu wicej. Mnie si nie opaci sprzedawa za pidziesit
tysicy. Moje wyksztacenie, moje stosunki, moja uczciwo, moja firma jest znacznie wicej
warta. Pan si namyl, panie Grnspan. Ja nie jestem Landau ani Fiszbin, ani aden kantorowicz.
Ja jestem Moryc Welt-firma! Pan ulokujesz swoj crk na sto procent. Mnie
potrzeba pienidzy nie na hulanki. Dasz pan pidziesit tysicy gotwk, a drugie tyle w terminie
dwuletnim?  zapyta stanowczo.
 W zasadzie zgoda, ale po odtrceniu kosztw wesela, wyprawy i co wydaem na jej wyksztacenie.
 To jest wistwo, panie Grnspan, tak krzywdzi wasn crk!  wykrzykn.
 No, pomwimy jeszcze o tym, niech si sprawa Alberta wpierw skoczy.
 Pan dla tej sprawy powiniene dooy z dziesi procent crce, bo ona jest zniesawiona.
My musimy broni was przed ludmi. No, ostatnie sowo?
 Powiedziaem, masz pan moje sowo.
 Sowo mona zlikwidowa bez zysku. Ja potrzebuj gwarancji.
 Jak mi Mela powie, e wyjdzie za pana, to wszystko si zrobi porzdnie.
 Zgoda. Id zaraz do niej.
 Ja panu ycz, eby si ona zgodzia, bo pan mi si podobasz, Moryc.
 Grnspan, ty jeste stary macher, ale ja ciebie szanuj.
 Bdziemy yli w zgodzie.
Podali sobie rce.
Moryc znalaz Mel w maym buduarku, leaa na otomance z ksik w rku, ktrej nie
czytaa trzymajc oczy utkwione w oknie.
 Przepraszam ci, e si nie podnios, troch niezdrowa jestem. Siadaj! masz tak uroczyst min?...
 Rozmawiaem wanie z ojcem o tobie.
 A!  szepna przecigle, przypatrujc mu si uwanie.
 Waciwie ja rozmawiaem, ja zaczem...
 Aha! kwiaty... rozmowa z ojcem... rozumiem... Wic?...
 Stary mi powiedzia, e to od ciebie zaley, tylko od ciebie, Mela  powtrzy ciszej
i tak mikko, i tak serdecznie, e spojrzaa znowu na niego.
Zacz opowiada jej o sobie i o tym, jak ona mu si bardzo i dawno podoba.
Podpara gow na rku i znkan, smutn twarz zwrcia na niego. Smutek dziwnie bolesny,
smutek ez niewypakanych, smutek niepocieszonych nigdy, jaki ogarnia ludzi po stracie
najdroszych, cisn jej sercem. Zrozumiaa od pierwszego sowa, e przyszed si owiadczy.
Patrzya na niego bez gniewu i oburzenia, patrzya i suchaa z pocztku obojtnie, ale
w miar jak on mwi coraz duej i coraz obszerniej, niepokj ni owadn i al zacz
przejmowa jej sercem.
 Czemu to on przyszed i mwi jej o maestwie?... Czemu to on, Moryc, a nie tamten,
ukochany nad wszystko, nie Wysocki?...
Ukrya twarz w poduszce, aby ukry zy, aby nie widzie mwicego, i suchaa jego wywodw
z zapartym oddechem, ze zmcon wiadomoci, kto mwi do niej! Nie chciaa wiedzie
o tym, ca moc nie chciaa. zy zaleway jej dusz. Ca moc serca kochajcego,
wszystkimi siami wyobrani, tsknot, poda i mioci woaa do tamtego, aby przyszed
i wyrwa j z mki, i siad tam, w miejsce Moryca, i przemieni si w niego, i mwi do niej...
Tak silnie tego pragna, e chwilami miaa zudzenie, i si to ju stao! e to Wysocki siedzi
teraz przy niej i mwi o swojej mioci.
Wstrzsaa si, przenikana jego sodkim gosem, nie syszaa Moryca, a suchaa tych
dwikw, ktre w tamten wieczr u Ry zapady jej na dno mzgu i teraz niby z kliszy fonografu
dwiczay i owieway j czarem, rozkosz, szczciem...
Suchaa dugo, niektre sowa powtarzaa bezwiednie z luboci i ju miaa ochot powiedzie:
kocham  i przenikno j szalone pragnienie rzucenia mu si na szyj, caowania.
Otworzya oczy i dugo patrzya z przeraeniem.
To Moryc siedzia z kapeluszem w rku... pikny Moryc... Moryc...
I nie o mioci mwi, nie o szczciu ycia we dwoje, nie o uniesieniach serca spragnionego
kochania, nie o wzruszeniach mioci.
Moryc mwi spokojnie, e bdzie im razem dobrze, e zaoy fabryk; mwi o kapitaach,
o posagu, o interesach, jakie robi zamierza; mwi, e jej nigdy niczego nie bdzie brakowa-o, e moe bd mogli trzyma konie i powz.
To Moryc, Moryc, przypomina sobie usilnie i na p przytomnie pyta:
 Kochasz mnie, Miec... Moryc?
Poprawia si szybko i chciaaby cofn to zapytanie, ale Moryc odpowiada ze wzruszeniem:
 Nie umiem ci tego powiedzie, Mela! Ty wiesz, e ja jestem kupiec, ja nie potrafi okreliadnie tego, co czuj, ale jak ci widz, Mela, to mi tak dobrze, e ju niczego nie pragn,
e nawet zapominam o interesach. A przy tym ty jeste taka pikna i taka niepodobna do
naszych kobiet, e ja cigle mylaem o tobie. Wic powiedz, chcesz wyj za mnie?
Patrzya znowu na niego, ale znowu widziaa inn twarz, inne oczy; syszaa gorcy, namitny,
przyciszony szept wyznania miosnego. Przymkna powieki, bo j zapieky tamtego pocaunki. Wstrzsna si w rozkosznym dreszczu przypomnie, wyprya si, przyciskajc plecami
do otomany, bo si jej zdawao, e j tamten obejmuje ramionami i przytula do siebie.
 Mela, czy chcesz zosta moj on?  powtrzy znowu, zmieszany jej milczeniem.
Oprzytomniaa zupenie, stana i powiedziaa szybko, bez namysu:
 Dobrze. Pjd za ciebie. Umw si z ojcem o wszystko. Dobrze, Moryc, zostan twoj
on...
Chcia pocaowa j w rk, ale cofna si agodnie.
 Id ju, jestem taka niezdrowa, id... przyjd jutro, po poudniu...
Nie chciaa wicej mwi, a on tak by uradowany zrobieniem interesu, e nie zauway
nawet jej dziwnego zachowania si i pobieg do papy Grnspana, aby jak najprdzej ustali
cyfr posagow.
Grnspana nie byo, bo go wezwano do kantoru.
Moryc powrci, aby prosi Meli o powiedzenie ojcu wszystkiego.
Zasta j stojc na tym samym miejscu. gdzie pozostawi, patrzya w okno wzrokiem, ktry
nigdzie nie patrzy i nic nie widzia, bya blada jak ptno, poruszaa ustami, jakby co
mwia z dusz wasn lub ze wspomnieniami.
 Dobrze, Moryc, powiem ojcu, bd twoj on, dobrze!  powtarzaa monotonnie.
Nie wyrwaa mu rki, gdy j caowa, nie syszaa nawet, e ju wyszed; pooya si na
otomanie, wzia ksik do rki i leaa bezmylnie, zapatrzona w re koyszce si za
oknem i w zot szklan kul, byszczc nad klombami.
Moryc by tak uradowany, e Franciszkowi, ktry palto podawa, da cae dziesi kopiejek
i dorok pojecha do Borowieckiego fabryki.
 Powinszuj mi, eni si z Mel Grnspan  zawoa wpadajc do kantoru.
 I to pienidz niezy  rzek Karol, podnoszc gow znad papierw.
 To pienidz gruby  poprawi Moryc.
 Tak, jeli towarzystwo asekuracyjne wszystko wypaci zechce  powiedzia Karol z naciskiem,
bo go zirytowaa ta wiadomo, e Moryc za jednym zamachem zdobywa pikn
pann i duy posag, a on, on musi si wiecznie mczy...
 Przyniosem ci pienidze.
 Wanie si obliczaem, e moe nie bd potrzebowa bra od ciebie. Znalazem kogo,
ktry chce mi da na weksel z terminem procznym i na osiem procent tylko  powiedzia
umylnie, bo pienidzy nie mia, ale chcia mu zrobi przykro.
 Bierz! Ja umylnie dla ciebie pienidze wydobyem i zapaciem procent z gry.
 Zatrzymaj pienidze dni kilka, gdybym nie wzi, zwrc ci koszty.
 Nie lubi takich warunkowych interesw  mwi niezadowolony.
 Wic panna Mela ci przyja? Dziwi mnie to troch...
 Dlaczego? C mi masz do zarzucenia?  pyta prdko, gniewnie.
 Wygldasz na kantorowicza, ale to nie przeszkadza, tylko , e...
 Powiedz, prosz ci...
 Tak si podobno kochaa w Wysockim  powiedzia tonem zdziwienia, penego zoliwoci.
 To jest taka prawda, jakby kto mwi o bankructwie Szai.
 Dlaczeg nie miaaby si w nim kocha? Ona pikna, on przystojny. Oboje maj pewne
wsplne spoeczne bziki, oboje namitni, widziaem u Trawiskich, jak si zjadali oczami. Mwili tam o ich maestwie...  cign nieubaganie, bawic si cierpieniem, jakie
zna byo na twarzy przyjaciela.
 Moe i tak byo, nic mnie to nie obchodzi.
 Mnie by obchodzia przeszo narzeczonej. Nie oenibym si z kobiet ze wspomnieniami.
Umiechn si tak zoliwie, e Moryc zerwa si gwatownie.
 Po co mi to mwisz?
 Nie ublia to ani tobie, ani pannie Meli, mwi, co mi na myl przyszo. Bardzo si ciesz
nawet, e si enisz tak wietnie.
Umiechn si znowu zjadliwie.
Moryc trzasn drzwiami i wybieg wzburzony i wcieky na Karola.
Taki by zaperzony, e zacz krzycze na robotnikw, ktrzy pompowali wod z fundamentw.
 Rusza si, chamy! Robicie jak z aski, od wczoraj nic wody nie ubyo.
 A to czego?  zapyta jeden z robotnikw dosy gono.
 Co ty pyskujesz, do kogo ty tak pyskujesz? Ja ci zaraz, ajdaku, wyrzuc z roboty.
 Wyno si, parchu, pki cay, bo ci mord przekrc, eby widzia, gdzie ucieka 
szepn jaki mularz, przykadajc mu pi do nosa.
Moryc cofn si piesznie i podnis taki wrzask, e Karol ukaza si przy robotnikach
i Maks wybieg z przdzalni.
Moryc wrzeszcza, eby robotnika oddali natychmiast, bo mu ubliy.
 Daj pokj, Moryc, nie wtrcaj si do nie swoich rzeczy.
 Jak to nie do swoich rzeczy! mam takie same prawo jak i ty  krzycza.
 Na chwil przypumy, e takie samo prawo, ale ci to jeszcze nie daje prawa wymylania
robotnikom, wymylania wcale niesusznie.
 Co to jest: przypumy! Moje dziesi tysicy rubli tyle warte co i twoje.
 Nie krzycz tak, chcesz si przed robotnikami pochwali, e masz dziesi tysicy rubli?
 Ty nie potrzebujesz mnie uczy, co ja mam mwi.
 A ty nie potrzebujesz tego krzycze, mogc po ludzku powiedzie.
 Ja to robi, co mnie si podoba.
 Krzycze sobie, kiedy ci si to podoba  zawoa Karol pogardliwie i wrci do kantoru.
Moryc wykrzycza si jeszcze przed Maksem i wybieg, odgraajc si gono, e musi zaprowadzi
tutaj inne porzdki, e tak dalej i nie moe, e Karol buduje paac, nie fabryk.
 Pewny posagu Grnspanwny i dlatego taki gony  powiedzia Karol Maksowi, ale
aowa swego uniesienia, bo liczy na jego pienidze, potrzebne mu byy koniecznie.
 Ile razy dam si porwa pierwszemu popdowi  robi gupstwa.
Moryc pomimo przykroci, jak mu Karol zrobi wspominajc o mioci Meli, myla
i czu tak samo, a nawet wicej jeszcze aowa swego uniesienia, bo czu swoj mieszno.
Byby wrci do Borowieckiego, ale nie mia na razie, zostawi to do wieczora, bo tymczasem
byo ju po szstej.
Konie Kesslera ju czekay przed kantorem, pojecha do siebie, przebra si i natychmiast
kaza rusza wycignitym kusem przez miasto.
Z przyjemnoci wyciga si na mikkich siedzeniach powozu i niedbale kiwa gow
spotykanym znajomym.
XXX
Kessler mieszka o kilka wiorst za miastem przy wielkiej farbiarni, ktrej by wacicielem,
bdc zarazem gwnym akcjonariuszem i dyrektorem firmy: Kessler et Endelman.
Paac, a raczej zameczek w stylu gotycko-dzkim, wznosi si na szczycie wzgrza na tle
wysokiego sosnowego lasu, a przed nim, na stokach dosy stromych, zieleni si wielki angielski
park, zbiegajcy do bystrej, ujtej w drewniane cembrowiny rzeczki, pyncej w gbokim
jarze, obronitym wierzbin i olszynami.
Z prawej strony parku spoza drzew wychylay si czerwone kominy i mury farbiarni, a z
lewej, daleko, szarzay somiane dachy wsi rozrzuconej po obu stronach rzeczki, na dnie jaru,
wrd kp sadw i zaroli.
 Mieszkasz jak prawdziwy ksi dzki  zawoa Moryc na przywitanie, wyskakujc
z powozu przed paacem.
 Robiem, co mogem, eby si jako tako urzdzi w tym barbarzyskim kraju  mwi
Kessler, prowadzc go w gb domu.
 Trafiem na uroczysto?  zawoa, bo Kessler by we fraku i w biaym krawacie.
 Gdzie tam, nie zdyem si jeszcze przebra, jedziem z urzdow wizyt...
 Jest ju kto?
 Jest Wilhelm Mller, przyjecha umylnie z Berlina, po cichu przed ojcem. Jest Oskar
baron Meyer, jest Martin, znasz go? wesoe francuskie bydl. Jest kilku jeszcze naszych z odzi
i Berlina. No, i jest cz niespodzianek...
 Ciekawym. Masz kogo, co by robi honory domu?
 Zobaczysz...
Na wielkiej tarasie, od strony rzeki, zamienionej w letni salon, siedziao cae towarzystwo.
Indyjskie przepyszne maty z traw kolorowych zacieay podog; meble byy ze zoconego
bambusu, pokryte jedwabnymi poduszkami.
ciany werendy tworzyy chiskie maty ze somy, nanizanej rnokolorowymi paciorkami,
nie wizanej, a tylko jednym kocem, u gry, ujtej w szeroki zoty fryz, spod ktrego
spywaa ku pododze niby falami wosw skrzcych si rnokolorowym szkem i cicho
dwiczcych za najlejszym dotkniciem powietrza.
Moryc przywita si z wszystkimi i usiad w milczeniu.
 Co pijesz? My chodzimy si szampaskim.
 Dobrze, zgoda na szampaskie.
Za chwil wnis sucy wino, a za nim wesza Zoka Malinowska, ktra robia honory
domu, wasnorcznie nalaa i usiada przy nim na biegunowym krzele.
Milczenie zalegao werend, bo wszystkich oczy wpiy si z chciwoci w jej twarz pikn,
w odsonite ramiona i w ca posta doskonale rozwinit.
Zmieszay j nieco te spojrzenia ciekawe, ale to dodao jeszcze ywoci jej bardzo ruchliwej
twarzy i powleko j lekkim, delikatnym karminem.
 Koysz mnie pan  powiedziaa nakazujco do Moryca.
 Czy pani myli, e to bdzie dla mnie kara?  szepn, wciskajc binokle, bo mu si
bardzo podobaa.
 Nic nie myl, czym to dla pana bdzie, bo chc si tylko buja  odpowiedziaa dosy
twardo i zapatrzya si przez nieosonity kawaek werendy w park staczajcy si po rwni
pochyej a do byszczcego srebrem i bkitem strumienia, za ktrym leay paty k ciemnozielonych,
a potem pola podnosiy si w gr; pola pocite w pasy dugie rozmaitymi odcieniami
zieleni zb.
 Moe si przejdziemy, poka wam park i menaeri  powiedzia Kessler.
Poszli wszyscy prcz Mllera.
 Nie chce mi si chodzi... zmczony jestem drog...  powiedzia na usprawiedliwienie.
 Wierz mi pan, e to na prno  szepn Kessler, rzucajc okiem na Zok.
 Co takiego? ani mylaem...  rzuci prdko, zy, e odgadnito jego intencj, ale nie
zmieni zamiaru, a gdy Kessler wyszed, przysun si do Zoki.
 Ten Mller jest jeszcze zupenie jugend143  odezwa si Kessler do Moryca, idc za ca-ym towarzystwem, na przeaj wspaniaych trawnikw.
 Warum?
 Umylnie zosta dla mojej dziewczyny, myli, e ona pomienia mnie na niego.
 Kobiety maj nieraz niespodziewane gusta.
 Ale stale lubi tych, co maj duo pienidzy.
 Nie zawsze, nie zawsze  rzuci ciszej, bo mu przysza na myl Mela i Wysocki.  Skd
wydobye tak dziewczyn? Wspaniaa samica.
 Co? podoba ci si?
 Przystojna i czu, e ma temperament, e...
 Za duo go ma i strasznie przy tym gupia, mam ju jej dosy.
Skrzywi si i zacz lask cina czubki krzeww, a po chwili odezwa si ciszej:
 Mog ci j odstpi, chcesz?
 Oferta wspaniaa, ale do tej licytacji nie stan, za mao mam pienidzy...
 Ty si mylisz zupenie. To jest Polka, ona chce, eby j kocha rano, w poudnie i wieczorem,
eby by jej wiernym i w kocu, eby si z ni oeni. Mwi ci, e to gupia dziewczyna.
Pacze mi po caych dniach i cigle wyrzeka, a na odmian robi mi awantury, e musz
j nieraz uspokaja po swojemu.
Bysn oczami i silniej wisn lask po krzewach.
 Chcesz j, to ci uatwi... Musz si jej i tak pozby w jaki sposb, bo si pewnie oeni.
 Syszaem co o tym na miecie... z Mllerwn?
 Interes dopiero w robocie, nic jeszcze pewnego. W kadym razie bybym bardzo
wdziczny temu, kto by mnie oswobodzi od tej dziewczyny. Moe chcesz?...
 O, dzikuj ci, ma brata i ojca, ktrzy podobno nie s zbyt dobrze wychowani... mogliby
nie uszanowa mojej skry... A przy tym i ja si eni.
Przyczyli si do towarzystwa.
Kessler zaprowadzi wszystkich do wielkich elaznych klatek, w ktrych ya gromada
map. Dugim kijem, przez kraty, zacz je drani; mapy na sam jego widok zaczy si
cofa w gb, a przestraszone kijem rzucay si na sufit, czepiay si bocznych krat i przeraliwymi
gosami wciekoci i rozpaczy pobudziy Kesslera do wesoego miechu i do zacitszego
ich podranienia.
Zwierzt byo dosy w innych klatkach, ale prawie wszystkie na widok swego pana gupiay ze strachu lub szczerzyy ky.
Para tonkiskich niedwiedzi, zupenie czarnych, ze wspaniaymi tymi napiernikami,
rozwcieklona biciem, rzucia si na kraty z takim rykiem, e wszyscy odskoczyli z przeraenia,
tylko Kessler si nie poruszy, przysun bliej twarz do wyszczerzonych kw, bi prtem
po rozwartych potnych szczkach i rozkoszowa si ich bezsiln wciekoci.
 To pod moim adresem tak mrucz sodko  zauway z umiechem.
Prowadzi dalej, do jeleni spacerujcych w ogrodzeniu, z ktrymi y przyjanie, do klatek
psw, tak zdziczaych, e rzucay si drapienie ku patrzcym; z psami by w dobrych stosunkach,
bo wszed do rodka i pozwala si im liza po rkach i twarzy.
Na zakoczenie pokaza gociom swoim stado biaych pawi o cudownych tczowych ogonach.
Kessler zakrzycza i pawie, roztoczywszy wachlarze ogonw, biegy ca gromad po zielonych
trawnikach, ale zatrzymay si z dala patrzcych i zaczy krzycze blaszanymi, rozdzierajcymi gosami.
Wracali wolno do paacu.
Wieczr si ju rozlewa nad ziemi, wzgrza jeszcze wieciy zotawymi blaskami zachodu,
ale nad ca dolin wznosiy si lekkie mgy, ktre si poruszay i rozsnuway jak
zwoje przdzy sinej, rozdzieranej co chwila przez czuby drzew i grzbiety ostre dachw.
Od rzeki, od drzew i traw podnosi si cichy monotonny szmer, pokrywany co chwila rojnym
huczeniem chrabszczw, ktre z brzkiem przelatyway nad gowami.
aby od chopskich roww i sadzawek rechotay chralnie.
Wilgotny a ciepy wiatr powiewa z zamglonej dali i nis gos dzwonw bijcych dugo
a aonie, jakby na mier czyj: przyduszone cikie echa drgay w powietrzu jak paty stygncego metalu i konay pod konarami lasu, w gszczu czerwonych pni, stojcych gst
cian tu za paacem.
Na werandzie Zoki ju nie byo, tylko Wilhelm Mller koysa si na fotelu.
 C, adna, prawda?  zapyta go Kessler drwico.
 Nie tyle adna, ile... ordynarna.
 Nie moge si pan porozumie z ni?...  zapyta Kessler.
 Nie prbowaem nawet  odpowiedzia ze zoci i wykrca wsiki, aby ukry pomieszanie
i twarz z prawej strony zarumienion nieco.
Kessler umiechn si i zaprasza na kolacj, bo wanie lokaje otwierali drzwi na ocie,
ukazujc w amfiladzie szereg salonw umeblowanych z przepychem nadzwyczajnym.
Kolacj podali w wielkiej okrgej jadalni, zamienionej na ogrd podzwrotnikowy, peen
palm i kwiatw; w rodku ustawiono okrgy st, tak zapeniony srebrami i krysztaami, e
robi wraenie wystawy jubilerskiej, wrd ktrej niby drogie kamienie barwiy si kwiaty
r i storczykw ubierajcych obrus i zastaw.
Przy jednym z okien siedziay dwie z wynotowanych w fabryce robotnic, bo drugie dwie
nie przyszy; siedziay bogato wystrojone, sztywne, oniemielone i z trwog patrzyy na wchodzcych mczyzn.
Po jadalni chodziy wolno i swobodnie si miay tancerki.
Bya to wanie ta niespodzianka importowana, jak Kessler zapowiada Morycowi, a ktr
Mller przywiz z Berlina na dzisiejszy wieczr. Byo ich trzy tylko, ale haasoway za dziesi
i ordynarn, tingeltanglow144 wrzaw zapeniay pokj.
Postrojone byy krzykliwie, obwieszone sztucznymi kamieniami, wydekoltowane do p
piersi, wymalowane, ale pomimo to zupenie przystojne, o wysmukych i doskonaych w rysunku
figurach.
Kolacja wleka si dosy dugo i nudnie.
Nikt nie mia humoru, byli zbyt przytomni, tylko tancerki rzucay cyniczne uwagi i okrzyki
i kpiy z robotnic, ktre pomieszane, zdenerwowane, nieprzytomne prawie, nie wiedziay,
jak je, co robi ze sob, gdzie patrze.
Zaja si nimi Zoka a za ni i Moryc, obok niej siedzcy, zacz si do nich odzywa po
polsku, aby je omieli.
Kessler nic prawie nie mwi, z namarszczon brwi, z gow w ramiona wcinit, siedzia chmurny i nienawistnie spoglda na Zok, ywo rozmawiajc z Morycem, to na lokajw,
ktrzy czujc jego wzrok na sobie, uwijali si z popiechem penym trwogi.
Zazdro nim szarpaa. Chcia j odstpi, a teraz widzc jej twarz weso, umiechnit,
dziwnie jasn a pikn, pochylon do tamtego, widzc, jak chciwie suchaa jego sw, jak si
czsto rumienia i z kokieteri bardzo wdziczn nalewaa mu wino  zazdro nim owadna.
Byby kaza jej przyj i siedzie przy sobie, ale wstydzi si okazywa zazdro przy
wszystkich, wic siedzia ponury, zdenerwowany tym gwatownym uczuciem i koniecznoci
panowania nad sob.
Po kolacji przeszli do salonu, umeblowanego na sposb wschodni: wielkie sofy jedwabne
zarzucone poduszkami stay pod cianami, ciany byy obcignite zielon jedwabn materi
w te pomienie, jaki rwnie zielono-ty dywan zaciela ca podog.
Lokaje poustawiali przed sofami niskie kwadratowe stoliki, zapenili je ca bateri butelek
i odsonili co w rodzaju estrady, na ktrej znalaz si zaraz skrzypcowy kwartet i gra
zacz.
Porozwalali si na sofach, gdzie komu byo wygodniej, i zaczli pi; zaraz z miejsca poszy dosy gsto likiery i koniaki do kawy, ktr lokaje obnosili co chwila, a po kawie poszy
wina w takiej iloci, w tylu gatunkach, e wkrtce si popili.
Muzyka wci graa, tancerki znikny, aby si przebra odpowiednio, a tymczasem na
rodku salonu rozcignito gruby dywan z linoleum, odpowiednio wykredowany.
Gwar si zacz zrywa, miechy, dowcipy, arty obiegay sal razem z robotnicami, ktre
popychane od jednego do drugiego, podawane z rk do rk, caowane, szczypane, obejmowane,
pojone winem, traciy przytomno do reszty i zaczynay szale, pobudzone jeszcze
dwikami muzyki, ktra ar wlewaa do y i szalestwo.
 Taczy  krzykn Kessler, trzymajcy wp Zok pijan zupenie i tak rozbawion, e
co chwila tarzaa si po sofie i krzyczaa.
Tancerki ukazay si z maymi tamburynami w rkach, wzniesionymi do gry, prawie nagie,
bo prcz zwojw gazy, nic nie osaniajcych, wicej nie miay na sobie.
Stany na rodku i zgodnie uderzyy w tamburyny, wtedy muzyka przesza w najdelikatniejsze
pianissima, ledwie dosyszalne, a melodi taca poprowadzi flet namitnym gosem,
podobnym do miosnego piewu ptakw.
Tancerki zaczy danse du ventre145 dosy wolno i ospale, ale pod wpywem win, jakie
w przerwach taca literalnie w nie lano, i pod wpywem fletu rozogniy si i taczyy namitnie
ten dziwny, ohydny taniec Wschodu, peen epileptycznych drgawek, kurczw, wyrzuca
caym ciaem, lubienych pragnie, taniec rozszalaych rozpust.
Flet la niestrudzenie swj sodki, namitny piew i przenika coraz bardziej wszystkich
niepowstrzyman dz zatopienia si w szalestwie.
Oczy pony, piersi podnosiy si szybko, krtkie okrzyki zryway si z piersi, ramiona
wycigay si do taczcych, odgosy mocnych pocaunkw tony w tej dzikiej wrzawie rozpasania,
jaka zapanowaa w salonie.
miechy, sowa, szczk kieliszkw, okrzyki zleway si w wielki, odurzajcy gwar, nad
ktrym tylko gos fletu panowa, a one taczyy coraz lubieniej, coraz jaskrawiej, coraz namitniej;
na zielonym tle cian, w oboku gaz przejrzystych szalone ruchy ich cia nagich
tworzyy obraz bachanckiej wizji.
Ryk miechu i zadowolenia rozlega si wci po sali, tylko Zoka podniosa gow i pijanymi
oczami patrzya dugo na tanecznice.
 To wistwo, to ostatnie wistwo!  zawoaa z jak bezwiedn groz oburzenia i wybuchna strasznym, pijackim paczem, a j Kessler kaza lokajowi zanie do jej pokoju.
Ale wesoa zabawa dzkich krlewit trwaa dalej, do koca...
XXXI
 Moe jeszcze herbaty pan pozwoli, panie Jzefie?
 Dzikuj pani  odpar Jzio, wsta, ukoni si i rozczerwieniony czyta dalej gazet
panu Adamowi...
Anka siada w gbokim fotelu na biegunach, koysaa si, suchaa czytania, ale czciej
spogldaa na drzwi od werandy i nasuchiwaa, czy nie usyszy krokw Karola.
 Mateusz, niech samowar nie zganie, bo pan pewnie zaraz przyjdzie!  zawoaa do
kuchni, obesza pokj, wyjrzaa na wiat ciemny przez wszystkie okna, chwil staa
z czoem opartym o szyb i znowu powrcia na fotel i z wzrastajc niecierpliwoci
oczekiwaa.
Nie byo to po raz pierwszy od czasu, jak w odzi mieszkaa, to jest od dwch miesicy.
Dla Borowieckiego czas ten pyn bardzo szybko, ale dla niej i dla ojca wlk si ze
straszn powolnoci.
Zamknici w domu i w tym chorym kawaku ogrdka, ktry im musia zastpowa Kurw,
cierpieli straszn nostalgi za wsi, za wielkimi przestrzeniami i z trudem zmuszali si
do nowego ycia i otoczenia.
Anka zmizerniaa nie tyle z nudw, ile ze zmartwie rnych, jakie wci na ni spaday,
i ze zgryzot tajonych, a ktrych rdem by Karol.
Urzdzia sobie ycie, jak tylko moga, najczynniejsze, najbardziej wyczerpujce, ale pomimo
to jaki nieokrelony smutek przegryza z wolna dusz.
Nie wiedziaa, co myle o Karolu.
Wierzya, bya przekonana, e j kocha, ale od czasu przyjazdu do odzi zaczynaa wtpi
w to chwilami.
Jeszcze nie miaa adnej pewnoci, jeszcze nawet podejrze swoich si wstydzia, a pomimo
to sercem odgadywaa t bolesn dla siebie prawd.
A przy tym codziennie ze zdumieniem penym boleci przekonywaa si, e on, ten, ktry
by dla niej ideaem czowieka, ktrego sobie ubraa we wszystkie blaski wasnej szlachetnej
duszy, o ktrym mylaa z dum i radoci, ktrego kochaa pierwszym czuciem, ktry mia
by jej mem  ten jej chopak kochany, jak go nazywaa w duszy, jest taki inny i niepodobny
w rzeczywistoci do tamtego, ktrego ubstwiaa.
Przekonywaa si o tym codziennie i cierpiaa coraz boleniej.
Bywa czasami dla niej dobry, kochajcy, serdeczny, uprzedzajcy jej yczenia wszystkie,
ale bywa i zimny, szorstki, nieubagany w ironizowaniu jej wiejskich zwyczajw, a wtedy
wymiewa z ostroci bolesn jej dobre serce, jej opiekowanie si biednymi, jej pojcia nawet,
jak nazywa, parafiaskie, wtedy jego stalowe oczy paliy j niesychanym blem, a surowa
twarz pena bya wyrazu zimnej obojtnoci.
Tumaczya jego postpowanie, jak i on to robi w chwilach lepszych, zdenerwowaniem
i kopotami, jakich mia wiele przy budowie fabryki.
Wierzya temu z pocztku i znosia cierpliwie zmienno jego humoru, a nawet robia sobie
wyrzuty, e nie umiaa mu by uspokojeniem, e nie umiaa tak go przywiza do siebie,
aby przy niej zapomnia o wszystkich kopotach i zmartwieniach.
Prbowaa to robi nawet, ale przestawaa, spostrzegszy raz jego drwico-dzikczynne
spojrzenie, jakie jej rzuci.
A potem ona tego nie umiaa, ona go kochaa prosto i szczerze, umiaaby dla niego powici
wszystko, ale nie umiaa pokazywa swojej mioci, nie umiaa zadzierzga tych tysicznych
nici spojrze, frazesw, dotkni, niedomwie; tego sztucznego czaru, ktry tak
lubi mczyni i bior zwykle za mio najgbsz, a ktry jest tylko flirtem i wstrtn minoderi panien chccych si dobrze sprzeda.
Brzydzia si tym, jej prosta i szlachetna dusza oburzaa si do gbi na myl takiego podniecania
mczyzn i tym trzymania ich przy sobie.
Miaa silnie rozwinite poczucie wasnej godnoci, bya dumn, czua si czowiekiem.
 Dlaczego nie przychodzi?  mylaa z gbok przykroci.
Jzio czyta cichym, monotonnym gosem i od czasu do czasu podnosi spocon twarz,
spoglda lkliwie na Ank, wtedy pan Adam stuka kijem i woa:
 Czytaj, czytaj! a to, dobrodzieju mj kochany, ciekawe, ciekawe! Ten Bismarck to sztuka,
oho! Szkoda, e nie ma ksidza tutaj, szkoda... Suchasz, Anka?
 Sucham  szepna, nasuchujc szumu drzew w ogrodzie i guchego oskotu Mllerowskich
fabryk, czynnych i w nocy.
Czas si wlk strasznie wolno.
Zegar bi godziny za godzinami, cisza potem rozlewaa si tym guchsza, w ktrej tylko gos
Jzia coraz senniejszy rozlega si sabo, a i on skoczy gazety i zabiera si do wyjcia.
 A ty, Jziu, gdzie sypiasz?  zagadn pan Adam.
 W kantorze starego pana Bauma.
 C, nie lepiej mu?
 Pan Baum powiada, e nic mu nie jest, e jest zupenie zdrowy. Pan Wysocki by dzisiaj,
chcia go obejrze, to si tak rozgniewa, e go prawie za drzwi wyrzuci.
 Fabryka idzie jeszcze?
 Dziesi tylko warsztatw czynnych. Dobranoc pastwu.
Ukoni si i wyszed.
 Pan Maks opowiada wczoraj, e od padziernika zamykaj zupenie fabryk. Stary
Baum podobno zupenie obkany, cae noce przesiaduje w fabryce i porusza warsztaty. Onegdaj
znalaz go Maks w gwnej sali, jak chodzi od warsztatu do warsztatu i robi na nich. O,
Karol idzie!  zawoaa radonie, podnoszc si z fotelu.
Karol wszed, przywita si w milczeniu i rzuci si na krzeso.
 Z miasta idziesz?  zapyta stary.
 Jak zwykle  odpowiedzia opryskliwie, zirytowany, e musi si tumaczy, ale spostrzegszy niespokojny wzrok Anki, rozjani twarz i mikkim gosem zapyta:
 C tu nowego sycha? Nie mogem by na obiedzie, bo jedziem do Piotrkowa, przepraszam,
e nie zawiadomiem, nie byo ju czasu, bo wyjechaem niespodziewanie. Bya tu
pani Trawiska?
 Bya, ale po poudniu odwiedzia nas pani Mllerowa z Mad.
 Mllerowa z Mad?  zapyta ze zdumieniem.
 Przyszy po ssiedzku. Bardzo przyjemne kobiety i tak obie zgodnie wychwalay pana.
Narzekay, e pan o nich zapomina.
 Take pretensje, byem u nich par razy zaledwie.  Wzruszy ramionami.
Anka spojrzaa zdziwiona, bo Mada mwia wyranie, e Karol na wiosn bywa u nich
prawie codziennie na herbacie.
 Prawda, jaka z tej panny Mady typowa g?
 Mnie wydaa si bardzo rozsdn i bardzo prost i szczer, nawet za szczer... Dziwi
si, czemu pan Maks odzywa si o niej zawsze z tak niechci.
 Maks atwo si uprzedza.
Wiedzia, dlaczego Maks jej nie lubi.
Pi herbat spiesznie, zmuszajc si do tego, aby Ance odmow nie robi przykroci, i rozmyla nad t dziwn wizyt.
Po co one przyszy?
A moe Anka umylnie szukaa zblienia.
Wypytywa si o szczegy wizyty, Anka opisywaa mu wszystko z drobiazgowoci
i szczerze wyraaa swoje zdumienie z ich przyjcia.
 To Mady robota, sprytna dziewczyna!  myla, ale nie by zadowolony.
Jeszcze si przecie nie wyrzek zupenie myli zostania ziciem Mllera, wic wolaby,
eby yy z daleka od siebie, mniej trudn miaby pozycj wobec obu panien.
 Trzeba bdzie ich rewizytowa  zauway niedbale.
 Nie bardzo chciaabym zabiera146 nowe znajomoci.
 Wierz, a tym bardziej znajomoci mocno nieodpowiednie.
 Pjd do nich ktrego dnia z ojcem i na tym si skoczy.
Zacz z pewnym politowaniem opowiada o ich grubych obyczajach i dorobkiewiczowskich fantazjach
Mady i starego Mllera, omiesza ich z przesad umyln, eby Ance odebra ch zabierania
z nimi bliszej znajomoci, jeli j miaa, a w kocu zeszed na wasne sprawy i kopoty.
Anka suchaa z uwag i ze wspczuciem przypatrywaa si jego podkronym oczom
i zmczonej twarzy, a gdy Karol skoczy, zapytaa:
 Daleko jeszcze do koca?
 Za dwa miesice musz w ruch puci fabryk, a choby tylko jeden oddzia, ale tyle
jest jeszcze roboty, e boj si myle o tym.
 Powinien pan pniej odpocz czas duszy.
 Odpocz! Ale pniej bdzie jeszcze wicej roboty, caych lat potrzeba pracy wytonej,
zabiegw, szczliwych warunkw, dobrych odbiorcw, kapitaw, eby stan jako tako,
wtedy dopiero bdzie mona myle o odpoczynku.
 I to gorczkowe, wyczerpujce ycie cigle, cigle?...
 Cigle, i w dodatku z trosk, eby si to wszystko zdao na co.
 W Kurowie nie potrzebowaby si pan tak mczy.
 Serio pani to mwi?
 I ja to samo powtarzam  odezwa si pan Adam, ukadajcy sobie pasjansa.
 Mylaam o tym dugo  szepna, przysuna si do niego bliej i oparta o jego rami
zacza z zapaem i tsknot malowa spokojne, dobre ycie na wsi.
Umiecha si pobaliwie... Niech fantazjuje, kiedy jej to sprawia przyjemno.
Wzi w rk koniec jej ogromnego warkocza i oddycha przedziwnym zapachem jej
wosw.
 Byoby tam zupenie dobrze, nie psuliby nam ludzie spokojnego i trwaego szczcia 
cigna Anka zapalajc si.
Karol porwnywa jej sowa z zupenie podobnymi sowami tylu kobiet, ktre tak samo,
poruszone mioci, marzyy o szczciu z nim; to samo mwia mu Lucy przed godzin, bo
od niej wraca.
Umiechn si i dotyka kocami palcw chodnych rk narzeczonej i stwierdzi, e nie
elektryzuj tak silnie jak tamtej, e nawet s znacznie brzydsze.
Anka mwia dalej, snujc barwn ni swoich marze i tsknot z wielk szczeroci.
 Gdzie ja to samo syszaem, kto mi to przedtem mwi? Aha!  myla i przypomina
sobie dugie wieczory spdzane z Likiertow, przypomina sobie tyle innych kobiet jeszcze,
tyle twarzy, ramion, uciskw, pocaunkw, przysig mioci.
By bardzo znuony po dzisiejszej schadzce i tak jeszcze penym tamtej, e wstrzsa si
nerwowo i zapada w jak gbok cisz z wyczerpania nerwowego, sucha gosu Anki,
a zdawao mu si, e to mwi kto inny, e to te wszystkie dawne jego mioci, zmartwychwstae we wspomnieniu tylko, s obok, mwi, snuj si, dotykaj go, sysza prawie szelesty
ich sukien, zdawao mu si, e widzi blade profile, e umiechy i sowa pene dziwnego
czaru otaczaj go dookoa, e je spostrzega...
Wzdrygn si i ogarn Ank ramieniem, i przycisn rozpalone jeszcze tamtej pocaunkami
usta do jej skroni... Podniosa twarz ku niemu, zdziwiona tym nieoczekiwanym poca-unkiem, a on zobaczy wtedy po raz pierwszy, przez bezwiedne prawie skojarzenie, e ona
nie jest pikn, jest niesychanie mi, wdziczn, szlachetn, dobr, ale pikn nie jest...
Ank ten wzrok badawczy i zimny dziwnie dotkn i zarumieni, wycigna mu z kieszeni
na piersiach jedwabn chusteczk i zacza si ni chodzi.
 Co to za perfumy?  zapytaa, aby co powiedzie, bo to spojrzenie zmrozio jej zapa
dawny.
 Fioki, o ile pamitam.
 Te fioki s heliotropem, pomieszanym z rami!  odezwaa si z umiechem i bezwiednie
obejrzaa chusteczk. Bya to wykwintna chusteczka jedwabna, obszyta koronkami, z monogramem
na rodku, zabra j Lucy i zapomnia schowa gbiej.
 Prawda, to heliotrop!  zawoa, ywo odbierajc chusteczk i chowajc j zbyt spiesznie
 Mateusz pomimo zakazu perfumuje mnie cigle zamiast pilnowa, aby w pralni nie
zamieniali drobiazgw  mwi niedbale, ale czu, e Anka nie uwierzya w to niezrczne tumaczenie.
Posiedzia jeszcze chwil, prbowa nawet szerokiej, serdecznej rozmowy, ale spotyka si
cigle z niedowierzajcym wzrokiem dziewczyny, wic wsta do wyjcia.
Anka wyprowadzia go jak zwykle na werand, gdzie ju Mateusz czeka z latarni.
 Mateusz, nie perfumujcie panu chusteczek tak silnie  powiedziaa cicho.
 Ja ta nie perfumuje, u nas ta nijakich perfumw nie ma  odpar zaspanym gosem.
Anka drgna nieco, patrzc na zakopotan twarz Karola.
 Moe pan z nami jutro pojedzie do kocioa?
 Jeli bd mg, to dam zna rano.
Z tym si rozstali.
Anka wolno powrcia do mieszkania, kazaa pogasi wiata, wydaa polecenia na jutro,
powiedziaa ojcu dobranoc i znalazszy si w swoim pokoju, stana przy oknie i dugo patrzya w ciemne przepacie nieba, dugo rozczuwaa wszystko.
 A wreszcie, to mnie ju nic nie obchodzi  szepna do siebie.
Ale to bya nieprawda, obchodzio j to wicej nawet, ni pragna, tylko nie chciaa podda
si tym bolesnym, upokarzajcym jej dum spostrzeeniom, tym brutalnym faktom, jakie
przed ni staway.
 Nie stan mu pewnie na drodze do szczcia  powiedziaa sobie rano po nie przespanej
nocy, zacia si w sobie i w takiej dumie, ktra nie pozwalaa si skary i paka.
Zamkna wszystko w sobie.
Przy niadaniu bya jak zwykle spokojna. Suca daa zna, e gromada robotnikw przysza i koniecznie j chce widzie.
Anka wysza na werand nie wiedzc, o co im chodzi.
Pana Adama te za ni wtoczyli.
Na werandzie byo kilku mczyzn i kobiet, ubranych witecznie, z bardzo uroczystymi
twarzami.
Na jej wejcie wysun si zaraz Socha, ktry teraz by furmanem u Borowieckiego, poca-owa j w rk, schyli si do ng wedle odwiecznego zwyczaju, cofn si nieco, chrzkn,
obtar nos rkawem surduta, obejrza si na on stojc z boku i rzek mocno:
 A to mywa si zmwili i przyszli podzikowa naszej dziedziczce kochanej za tego chopaka,
co go to poamao, a u panienki si likowa, za te kobite, co to una wdow ostaa, po tym
Michale, co go te rusztowanie zabio, i za te dziecioki, co ostay, niby po tym Michale, co go rusztowanie
zabio, i za te dobro, jak im panienka robi  wypowiedzia jednym tchem i obejrza si
na on i na kolegw, ktrzy potakiwali gowami i poruszali ustami, jakby mwic z nim razem.
Odetchn i mwi dalej.
 My jestewa biedne sieroty, a panienka chocia ani nam warzona, ani pieczona, a dobra
kiej matka rodzona. Nard si zmwi, coby za to wszystko podzikowa z serca. Przez podaronkw
mywa przyszli, ale podaronki... ale... podaronki... caujta, cierwy, panienke po
rczkach, obapta za nki!  zawoa, nie mogc dokoczy mowy.
Jako po tym energicznym przemwieniu otoczyli Ank koem i caowali j po rkach,
a mniej mieli po okciach.
Ank zalaa ogromna rado i rozrzewnienie, mwi nie moga ze wzruszenia, wic pan
Adam przemwi sw kilka od siebie i kaza im da wdki.
Na sam koniec sceny nadszed Karol i dowiedziawszy si, o co im chodzi, kaza da po
raz drugi wdki i co w rodzaju niadania i ucisn bardzo serdecznie rce robotnikw, ale
umiecha si ironicznie i gdy ludzie odeszli, powiedzia drwico:
 Wzruszajca scena. Mylaem, e to doynki, brakowao tylko pieni i wieca ze zb,
by natomiast spleciony z wdzicznoci i z dobrych uczynkw.
 Widz, e to jest atwa zabawa, ironizowanie wszystkiego, bo zbyt czsto pan si w to
bawi  powiedziaa spokojnie na pozr, ale w gbi draa gniewem.
 Nie moja zasuga, a... sposobnoci tak czstych.
 Dzikuj panu za szczero. Wiem teraz ju dobrze, e wszystko, co robi, jest miesznym,
maostkowym, parafialnym i niemdrym, e to wszystko godne jest ironii, tylko ironii,
a pan j swobodnie wypowiada, bo to mnie tylko bole moe, a pana cieszy, nieprawda? 
mwia rozdraniona.
 Co sowo to oskarenie, i to bardzo cikie  rzek Karol.
 I prawda.
 Nie, zupena nieprawda, przywidzenie dla mnie bardzo bolesne.
 Bolesne!  zawoaa ironicznie.
 Panno Anno, Anka! dlaczego si pani gniewa na mnie? Po co mamy sobie zatruwa ycie
takimi drobiazgami, czy pani na serio znajduje w moim ironizowaniu niewinnym obraz
i krytyk siebie? Ale daj pani sowo, e nigdy, nigdy tego nie pragnem i pragn nie mogem  tumaczy si gorco, szczerze zmartwiony i dotknity jej sowami.
Anka nie suchaa, wysza z pokoju nie spojrzawszy na niego.
Karol poszed do ojca na werand i skary si przed nim.
 Ja jestem trup, ja ju nie yj, ale ci powiem szczerze, krzywdzisz Ank i zniechcasz,
aby tego nie aowa pniej  powiedzia stary ze smutkiem i zacz mu robi delikatne
wymwki za zaniedbywanie narzeczonej i za te tysice drobiazgw w codziennym yciu, ktrymi
Ank rani i obraa jej mio wasn.
 Antonina niech si spyta panienki, czy prdko pojedziemy do kocioa, bo konie ju czekaj  powiedzia Karol do sucej i wzburzony wymwkami ojca chodzi po werandzie
oczekujc odpowiedzi.
Suca przysza zaraz.
 Panienka posza do pani Trawiskiej i powiedziaa, e dzisiaj nie pojedzie do kocioa.
Borowiecki rozczerwieni si ze zoci i wybieg.
 Pije sobie piwo, jakie nawarzy...  mrucza za nim pan Adam.
Anka rozgniewana posza do Niny.
Nina bya sama, siedziaa w naronym pokoju przed maymi stalugami i malowaa pastelami
bukiet zotawych r, rozsypanych przed ni na pysznej zielonawej materii.
 Dobrze, e przysza, miaam pisa po ciebie.
 Sama jeste?
 Kazio pojecha do Warszawy, wrci dopiero wieczorem, malowanie mi si ju sprzykrzyo, czyta mi si nie chce, wic chciaam ci zaproponowa wycieczk za miasto, na wiee powietrze. Bdziesz miaa czas?
 Ile tylko zechcesz.
 A Karol?
 Przecie jestem dorosa i wolno mi ju rozporzdza sob i czasem swoim.
 A!  wyrwao si Ninie mimo woli, ale nie pytaa wicej, bo sucy zameldowa Kurowskiego,
ktry dowiedziawszy si, e nie ma Trawiskiego, chcia wyj.
 Zosta pan, zjemy razem obiad, a potem we trjk urzdzimy wycieczk za miasto, bdziesz
pan naszym opiekunem i pocieszycielem, dobrze?
 Na opiekuna zgoda.
 Ba, kiedy nam koniecznie potrzebny jest pocieszyciel.
 Dobrze, niechaj panie cierpi, a zaczn pociesza, tylko uprzedzam, e zom nie uwierz
i pozwol im pyn swobodnie, choby strumieniami.
 zom pan nie wierzy?
 Przepraszam, kobiecym zom.
 Zawiody pana jedne, a teraz zemsta na wszystkie.
 Tak, zawiody, a teraz zemsta!  powiedzia wesoo.
 Nie bdzie pan mia do niej sposobnoci, bo my naleymy do kobiet, ktre nie pacz,
nieprawda, Anka?
 A przynajmniej nikt ez ani cierpie naszych nigdy nie zobaczy  odpowiedziaa cicho
Anka.
 Uwielbiam tak dum, a gdybym by prawodawc, nakazywabym j wszystkim.
 Nikt by nie sucha, bo ludzie s szczliwsi przez to samo, e mog uchodzi przed
drugimi za nieszczliwych.
 Duy paradoks, ale i dua prawda; czowiek to przede wszystkim zwierz liryczne, jeli
nie sentymentalne. Nowy Linneusz powinien je zaklasyfikowa pod rubryk: Gatunek mazgajowatych.
Pomijajc to, czy Karol tutaj bdzie dzisiaj?
 Nie wiem, nie wiem, czy pana Borowieckiego dzisiaj widzie bd.
Kurowski bystro popatrzy na Ank, ale twarz jej nic nie zdradzaa, prcz spokojnej obojtnoci.
Przy skoczeniu obiadu, ktry przeszed nadzwyczaj wesoo, bo i Anka rozchmurzya si
nieco po usilnych staraniach Kurowskiego, przysza na st kwestia, gdzie jecha?
 Byle nie do Helenowa, tam za wiele ludzi dzisiaj.
 Pojedziemy za miasto. Szkoda, e nie ma Trawiskiego, bo zaproponowabym pastwu
podwieczorek u siebie. Mam przy chaupie troch wody i ogrodu, byoby nam chodno.
 Daleko od odzi?  spytaa Anka.
 Boczn drog bdzie z pi wiorst.
 Prowadzi pan podobno gospodarstwo?
 Jestem wielki pan, bo mam czterdzieci morgw ornego gruntu, ale... ale gospodarstwo
prowadz tylko w fabryce, bo rolnego nie znam i nie cierpi.
 Pan Karol opowiada mi na wiosn, e pana zasta przy wasnorcznej siejbie jczmienia,
a nie w laboratorium, wic?
 Wic... Karol artowa tylko, upewniam pani, e artowa  powiedzia prdko, bo si
ukrywa ze swoimi zamiowaniami gospodarczymi, ktre pogardliwie wobec ludzi nazywa
parobczymi.
 Poka paniom, jak si w odzi bawi w niedziel szerokie masy  mwi wsadzajc je
do powozu i kaza jecha da lasku Milscha.
Miasto byo jak wymare, sklepy pozamykane, okna poprzysaniane, szynki ciche, ulice
puste, zalane rozdrganym powietrzem i olepiajcymi blaskami soca, ktre prayo niemi-osiernie.
Drzewa na trotuarach stay bez ruchu, z omdlaymi liciami, bezsilne wobec potgi ognia
lejcego si z biaawego nieba, ktre niby cika weniana opona obtulao miasto tak szczelnie,
e ani jeden przewiew wiatru nie przedar si z pl i nie ochadza rozpraonych brukw,
trotuarw i murw.
 Lubi pani ciepo  zauway, bo Anka przysaniaa parasolk twarz tylko, odsaniajc
ramiona i plecy na soce.
 Ale tylko soneczne.
 Tamci si sma jak na patelni  wskaza ruchem brody na niskie domy, przed ktrymi
w wskim jeszcze pasku cieniw rozkaday si cae rodziny, zupenie roznegliowane.
 Dziwne, ale ja zupenie nie czuj tego upau, jaki widz  odezwaa si Nina.
Nikt jej nie odpowiedzia, bo Kurowski bardzo pilnie obserwowa Ank. Jego orzechowe
wielkie oczy, podobne do oczw tygrysa, lizgay si po jej twarzy badawczo.
Anka nie zauwaya tego, rozmylaa o Karolu i tumia w sobie cichy al, ktry j poczu
nurtowa; al, e moe le zrobia sprawiajc mu przykro.
 Czy tutaj zostaniemy?  zapytaa Nina, gdy powz zatrzyma si przed restauracyjnym
ogrdkiem, z ktrego pyna ogromna wrzawa gosw i muzyki wojskowej.
 Przejdziemy tylko do lasu.
Przepychali si przez zatoczony ogrdek, peen wrzawy i haasw.
Kilkaset drzew i drzewek o liciach pokych i spieczonych rzucao mizerny cie na
wydeptane trawniki i na piaszczyste drki i alejki, dymice tumanami kurzu, ktry rozwczy si po ogrdku i opada na drzewa i na setki biaych stow, i na tumy przy nich rozsiade, rozkoszujce si piwem, jakie zabrudzeni garsoni roznosili ustawicznie.
Wojskowa orkiestra na estradzie graa sentymentalnego walca, a w gwnym budynku restauracyjnym,
otoczonym werandami, taczono z zapaem pomimo tropikalnego gorca; tancerze
byli bez surdutw, a niektrzy i bez kamizelek, ale tym siarczyciej bili obcasami
w podog i mocno pokrzykiwali.
Pomagali im z zapaem liczni widzowie, cisncy si do drzwi i okien pootwieranych, przez
ktre podawano zmczonym piwo, a wielu niecierpliwszych taczyo na werandzie i na trawnikach,
w obokach kurzawy i przy akompaniamencie strzaw w strzelnicy i guchym, warczcym turkocie wyrzucanych w krgielni kul i gosw trbek dziecinnych, brzczcych po
caym ogrodzie.
Na maej sadzawce, o martwej, zaropiaej wodzie koysao si kilka dek; kilka tkliwych
par smayo si na socu i pracujc wiosami, piewao bardzo czuymi gosami niemieck
piosenk o gaju, piwie i mioci.
 Wyjdmy, ju nie mog wytrzyma  szepna Nina wstajc od stolika, przy ktrym siedli.
 Ma pani ju dosy ludowej zabawy i demokratycznego otoczenia?  pyta ironicznie
Kurowski pacc za piwo, ktrego nie dotknli.
 Mam tylko dosy kurzu i brzydoty. Chodmy do lasu, moe tam bdzie wiesze powietrze
 szeptaa przysaniajc usta, bo kurz podnosi si coraz gstszy.
Ale i w lesie nie byo wieego powietrza.
 Wic to jest las?  zawoaa Anka przystajc ze zdumienia pod drzewami.
 Tak si to w odzi nazywa.
Zapucili si w gb.
Las sta cichy i jakby obumary, tysice czarnych smutnych pni rozbiegao si we wszystkie
strony, poke, suchotnicze gazie obwisay z bezwadnoci konania i tak przysaniay
wiato, e byo mroczno i smutnie: drzewa stay bez ruchu, a jeli chwilami powia po nich
wiatr, to trzsy si jak w febrze i gucho, aonie szumiay, a potem znowu stay martwe,
czarne, smutne, jakby gboko zamylone i pochylay si nad strug odpyww fabrycznych,
ktra kolorow wstk wia si wskro czarnych pni i mrokw, rozsiewaa duszce straszne
wyziewy i tworzya w wielu miejscach grzskie, zaropiae bagienka, rozsczaa si w organizmy
potne drzew, ktre niby palcami olbrzymw chwyciy si korzeniami ziemi i ssay
z niej z wolna mier i zatrat.
Ale wrd tych drzew konajcych rozkaday si gwarne obozowiska ludzkie.
Katarynki i setki harmonijek gray w rnych miejscach lasu, samowary dymiy, dzieci jak
kolorowe motyle biegay w mroku pospnym, taczono w wielu miejscach, wrzawa skbionych
gosw ludzkich i muzyki huczaa gucho.
 Smutna zabawa  zauwaya Anka.  Czemu z nich tak mao si bawi istotnie, czemu
wszyscy nie krzycz, nie piewaj, nie pij pen piersi swobody, wypoczynku, ycia?
 Czemu? bo nie umiej i nie maj si. Odpoczywaj po wczoraj; nie zapomnieli go jeszcze,
a ju smutek jutra mroczy im dusze  mwia Nina wskazujc cae rodziny rozoone
pod drzewami, ktre siedziay apatyczne, zmczone i jakby ze zdumieniem rozgldajc si
po lesie i po tych, ktrzy taczyli i miali si.
 Chodmy za las, chc chocia kawaek poa  zawoaa Anka.
Poszli, ale i tam dugo nie byli, bo Anka nie znalaza pola, jakiego szukaa, zobaczya natomiast
wielkie, puste ju ziemie, na ktrych wznosiy si cegielnie i czerwone kominy jakich
fabryk, pitrowe domy i kilku cyklistw, cigncych swoje maszyny po wysypanej
miaem wglowym drodze.
Wrcili rycho do miasta, Anka spiesznie posza do domu sdzc, e zastanie Karola; nie
by nawet na obiedzie.
Pan Adam spa w swoim wzku w ogrodzie pod drzewami, cisza pena dziwnej nudy owiewaa dom cay, na pustej werandzie wierkay i goniy si wrble, wcale nie zestraszone wejciem
Anki, ktra, obszedszy ogrd, zajrzawszy do wszystkich pokoi, nie wiedziaa, co robi
ze sob.
Wzia jak ksik i siada na werandzie, ale czyta nie moga; patrzya bezmylnie
w biae chmury, jakie od wschodu zaczy nadciga, i suchaa godzinek, ktre w kuchni penym gosem piewaa suca. To jej tak ywo przypomniao wie i takim roztsknieniem guchym
i bolesnym przepenio serce, e rozpakaa si, sama nie wiedzc dlaczego.
Czua si dziwnie samotn, opuszczon i jakby gdzie z dala poza caym wiatem...
Pan Adam zacz nawoywa, wic posza i przywioza go na werand.
 Karola nie byo?
 Nie wiem, przyszam niedawno.
Milczeli dugo, unikajc spotkania si oczami, a w kocu pan Adam rzek niemiao:
 A moe bymy razem odmwili nieszpory, co?
 Dobrze, o dobrze!  zawoaa radonie i zaraz przyniosa ksik do naboestwa.
 Bo... widzisz... przypomni to nam Kurw...  szepn, zdj kapelusz, przeegna si
i zacz powtarza za ni, gosem penym wiary i uczucia, aciskie sowa hymnw.
Cisza przedwieczorna zrobia si jaka gbsza i rozpocieraa si razem ze zmrokiem, ktry
ju rozsnuwa swoje pajcze posnowy na niskie domy i ogrody, tylko cynkowe dachy i szyby
paliy si jaskrawymi blaskami zachodu, a dymy idcych i w niedziel fabryk podobne byy
do rowych piercieni, ktre nieskoczonym, spiralnym acuchem biy prosto w niebo.
Anka czytaa do samego zmroku, jej czysty gos o gbokich akcentach lirycznych rozlewa si koliskami po werandzie, porusza lekko obwise licie wina i chwia delikatnymi
kwiatami powojw i groszkw pncych si po balustradzie, a potem, gdy skoczya, uklka
przy starym i dawnym kurowskim obyczajem zapiewaa stumionym nieco gosem:
Wszystkie nasze dzienne sprawy...
Pan Adam wtrowa swoim basem, a suca z kuchni dyszkantem.
Daleko, jakby o tysice mil, miasto zaczo hucze powracajc fal spacerowiczw, turkotami
doroek, guchym oskotem fabryk i paczliwymi gosami katarynek po szynkach.
Podano wkrtce herbat, ale Karol nie przyszed.
Anka czekaa na niego coraz niecierpliwiej, ba po tej modlitwie uspokoia si bardzo i postanowia opowiedzie mu wszystkie swoje udrczenia i wtpliwoci.
Miaa nawet postanowienie przeprosi go za swoje wyjcie dzisiejsze, byle si ju raz
skoczyy te cige nieporozumienia.
Karol jednak nie nadchodzi, przysza natomiast Wysocka, jaka bardzo tajemnicza i surowa,
dugo opowiadaa o synu i o mczyznach w oglnoci, dugo dzierzgaa jakie to, na
ktrym chciaa uwypukli tym lepiej spraw, z jak przysza.
Anka suchaa jej ze wzrastajcym niepokojem, a w kocu powiedziaa:
 Dlaczego ciocia nie powie otwarcie, po co te pswka i koowania.
 Dobrze, wol nawet otwarcie, bo mi niezrcznie i nie umiem inaczej. Chodmy do twojego
pokoju. Zamknij dobrze drzwi!  zawoaa, gdy si ju tam znalazy.
 Sucham cioci  szepna siadajc w niskim foteliku przy stole, na ktrym palia si lampa
w zotawej osonie.
 Ot, moje dziecko, przyszam ci zapyta, jako twoja krewna, czy wiesz, co mwi w odzi
o tobie i o Karolu?
 Nie mylaam nawet, e mwi mog  odpowiedziaa cicho, podnoszc oczy.
 I nie domylasz si?
 Zupenie, nie mam pojcia nawet, co by mogli mwi  odpowiedziaa tak spokojnie, e
Wysocka zatrzymaa w sobie jakie sowa, przesza si kilka razy po pokoju, popatrzya na
ni i zawoaa przyciszonym gosem:
 Mwi, e... e Karol chtnie oeniby si z Mad Mllerwn, gdyby... gdyby...
 Gdybym ja mu nie staa na przeszkodzie  podchwycia mocno.
 Wic wiesz?
 Nie, ciocia mi to powiedziaa przecie w tej chwili  szepna ciszej i zamilka.
Przechylia gow w ty, na wysok porcz fotelu, i patrzya przed siebie tpym, przygaszonym
wzrokiem; wiadomo nie wstrzsna ni do gbi i od razu, a rozlewaa si po jej
sercu gorcymi koliskami; przeuwaa j jeszcze spokojnie, tylko jakie bolesne drenie przebiegao po niej, ale go tumia ca si woli.
 Moja Anko, nie gniewaj si na mnie za z wie, ktra najprawdopodobniej jest tylko
zoliw plotk. Musiaam ci j powiedzie... Rozmw si z Karolem otwarcie, bo takie plotki
potrafi najmocniejsz mio zabi i... i... Pobierzcie si jak najprdzej, to tym najlepiej
zamknie si usta niechtnym, przestan si wami zajmowa. I nie gniewaj si na mnie, moim
obowizkiem byo ci uprzedzi.
 Jestem cioci bardzo wdziczna, bardzo...
Uja jej rk i przycisna do ust.
 I nie martw si, to nic, tylko plotki. Karol ma wielu nieprzyjaci, duo kobiet liczyo na
niego, duo si w nim kochao, wic nic dziwnego, e si mszcz teraz, a zreszt ludzie nigdy
znosi nie mog spokojnie cudzego szczcia. Dobranoc.
 Dobranoc cioci.
Anka odprowadzia Wysock do drzwi.
 A jeli chcesz, to ja sama powiem o tym Karolowi.
 Nie, dzikuj, ja musz mu powiedzie o tym. Moe ciocia si zatrzyma, wezm tylko
okrycie i pjd z cioci do Trawiskiej.
Wyszy w milczeniu, bo chocia Wysocka usiowaa zawiza rozmow, Anka prawie nie
syszaa jej sw i nie odpowiadaa, zatopiona w coraz ywszym odczuwaniu tej wieci niespodziewanej.
eby dosta si do domu Trawiskich, byo najkrcej przej przez ogrd i fabryk Borowieckiego,
ale e fabryka z powodu niedzieli bya zamknita, wic trzeba byo i ulic, obok
paacu i domu Mllerw.
Okna domu Mllerw byy otwarte i owietlone, a e byy sabo przysonite i tu nad trotuarem,
wic z ulicy doskonale byo wida wntrze.
Anka przechodzia koo nich nie patrzc, ale Wysocka spojrzaa i zatrzymaa si chwil,
pocigajc za rk dziewczyn.
W saloniku siedziaa caa rodzina Mllerw z Karolem w porodku.
Mada, przechylona do niego opowiadaa co ze miechem i radoci, a czego Karol sucha z wielkim skupieniem.
Anka, spostrzegszy t scen, cofna si i nie powiedziawszy ani sowa Wysockiej, powrcia do domu.
Nie rozpaczaa ani pakaa, bo czua si tylko obraon miertelnie, dotknit w swej mi-oci wasnej.
Na drugi dzie po obiedzie Karol zacz si usprawiedliwia przed ni, dlaczego nie by
wieczorem, ale mu przerwaa zimno i dosy wyniole:
 Dlaczego pan si usiuje usprawiedliwia, robi pan to, co jest przyjemniejszym, byo
panu milej u Mllerw, wic tam pan przepdzi wieczr.
 Zaczynam pani nie rozumie  zawoa dotknity.
 Nie wiem, czy si pan stara o to kiedykolwiek.
 Dlaczego pani mwi w taki sposb do mnie?
 Czy pragnie pan, abym nie mwia zupenie?
 To raczej pani zmusza mnie do tego.
 O tak, zmuszam pana, oczekujc cae dnie nieraz na jedno sowo, oczekujc na prno...
 powiedziaa Anka z gorycz, ale poaowaa zaraz tych sw, ktre si jej bezwiednie wydary, bo Karol siedzia nieporuszony i zy.
Zniechcenie i nuda wyzieray z jego oczw i sw, nie potrafi si ju maskowa nawet,
podnis si i biorc kapelusz powiedzia zimno:
 Jad do Kurowa, moe pani ma jaki interes?
 Mam kilka nawet.
 Mog je zaatwi.
 Dzikuj, zaatwi sama, bo i tak z ojcem za dni kilka tam pojedziemy.
Ukoni si i wyszed, ale powrci ju z ogrodu, tknity mocno potrzeb zgody i jakby
w poczuciu win swoich wzgldem niej popenionych; zasta j tak, jak opuci.
Anka siedziaa wpatrzona w okno, podniosa na niego pytajce spojrzenie.
 Panno Anko, dlaczego si pani gniewa na mnie? Czemu nie jeste pani szczer ze mn
jak dawniej, jak w Kurowie? Co si z pani dzieje? Jeli pani zmartwiem, jeli zrobiem
jakkolwiek przykro, to przepraszam caym sercem...
Mwi cichym, penym uczucia gosem, a porwany wasnymi akcentami szczeroci, szepta dalej z serdecznoci:
 Ja mam tyle kopotw, tyle zmartwie cigych, e by moe nieraz uraziem pani swoj
szorstkoci, ale powinna pani wiedzie przecie, e to mogo si sta tylko mimo woli, nie
posdzisz mnie przecie, e mgbym wiadomie ci udrcza, Anka, prosz ci, przemw
i przebacz mi. Czy ju tak mao ci obchodz, co?
Pochyli si nad ni i zajrza w jej oczy, ktre piesznie przymkna, bo byy pene ez. Ten
gos serdeczny, cichy przenika j ciepem, otwiera wszystkie rany, budzi wszystkie przemilke skargi i wszystkie pragnienia kochania, przepenia jej oczy zami, a dusz tak
dziwn, tak wielk aoci  a nie moga si odezwa, nie moga, bo czua, e razem z tym
sowem rzuci mu si w ramiona, e wybuchnie paczem, wic nic nie powiedziaa, siedziaa
sztywno, mocujc si z dum wasn, zabraniajc pokazywania, co czua w tej chwili, i z
szalonym pragnieniem mioci i wiary w niego.
Borowiecki, nie doczekawszy si odpowiedzi i gboko tym zmartwiony, wyszed.
Anka dugo aowaa tej chwili straconej dla odzyskania szczcia i dugo pakaa po niej.
Pyny potem dnie i tygodnie w zgodzie i pozornym spokoju.
Witali si, egnali z jednakow uprzejmoci, rozmawiali nieraz nawet poufnie, ale bez
dawnej serdecznoci, bez dawnej wiary w siebie i bez dawnej troski o siebie.
Anka usiowaa by inn, dawn, dobr i kochajc narzeczon, ale z przeraeniem spostrzega, e ju tak by nie moga i e mio do Karola jakby umieraa w niej.
Ostrzeenie Wysockiej miaa cigle w pamici i potwierdzay go rnymi czasy wyrzeczone
sowa Karola, ktre teraz dopiero nizaa na ni uwiadomienia i rozpatrywaa uwanie.
A przy tym i inni ludzie nie aowali jej pswkowych ostrzee. Czasem si z tym wyrywa Maks, a najczciej Moryc, z wielk przyjemnoci i bardzo delikatnie przysonite
opowiada szczegy o Karolu i jego zamysach i potrzebach.
Dawniej zupenie nie zwracaa uwagi na to, ale teraz nauczya si wyawia prawd z tych
pswek, prawd tak gorzk dla siebie, tak ranic jej dum, e gdyby nie wzgld na pana
Adama, byaby natychmiast wyjechaa z odzi.
A czasami znowu wzbiera w jej sercu wielki, stumiony krzyk tej mioci umierajcej,
krzyk serca, ktre jeszcze pomimo wszystko kochao i z losem swoim zgodzi si nie mogo.
Na zewntrz pomidzy nimi nic jeszcze nie zaszo, ale oddalali si od siebie coraz bardziej.
Borowiecki, zajty wykoczaniem fabryki, mao mg powica i czasu, i uwagi narzeczonej,
czu tylko bezwiednie, e Anka jest coraz smutniejsza i e porusza si jakby w oboku
chodu i obojtnoci.
Postanowi t spraw ostatecznie rozstrzygn po skoczeniu fabryki, a tymczasem, poniewa byo mu le w domu, bywa bardzo czsto u Mllerw i czciej ni dawniej widywa
si z Lucy.
XXXII
Z dniem 1 padziernika puszczona zostaa w ruch Manufaktura wyrobw bawenianych
pod firm K. Borowiecki i -ka. Zobowizania podpisywa bdzie K. Borowiecki lub p. p.
M. Welt.
Borowiecki odczyta pgosem oklnik handlowy i zwrci si z nim do Jasklskiego.
 Trzeba zaraz wysa go do pism, a jutro do rnych firm, pan Moryc dostarczy adresw.
Wyszed na wielki dziedziniec fabryczny, jeszcze zastawiony rumowiskami i rozmaitymi
czciami maszyn, bo chocia urzdownie fabryka bya ju skoczona, ale faktycznie sza
tylko przdzalnia, a reszt oddziaw wykoczano gwatownie.
Karol nie chcia i nie mg ju z rnych powodw czeka zupenego wykoczenia, wic
puci tylko przdzalni, i na dzisiaj wanie naznaczy dzie powicenia fabryki i puszczenia
w ruch maszyn.
Chodzi dziwnie zgorczkowany i niespokojny, w przdzalni dugo przyglda si prbnej
robocie, prowadzonej przez Maksa, ktry, spocony z wysiku, ochrypy od krzyku, zmczony
i brudny, biega po sali, sam zatrzymywa maszyny, poprawia je i puszcza znowu, troskliwym
okiem przygldajc si warczcym wrzecionom i wycignitym na prb niciom.
 Maks, zostaw wszystko, bo si ju zbieraj w domu.
 Ksidz Szymon przyjecha?
 Przyjecha z Zajczkowskim i ju si dopytywa o ciebie.
 Za godzin tam przyjd.
Karol z pewn przyjemnoci przypatrywa si zielonym girlandom z jedliny, jakimi robotnicy
pod wodz starego Jasklskiego ubierali gwnie drzwi i okna.
Druga partia robotnikw uprztaa przejcia w dziedzicu i ustawiaa dugie stoy, obite
perkalem, w magazynie, ktry nie by jeszcze zupenie skoczonym; stoy byy dla robotnikw
i pracujcych przy budowie, ktrym miano wyprawi co w rodzaju niadania.
W domu za z popiechem szykowano wystawne przyjcie dla kolegw, przyjaci i znajomych
fabrykantw, zaproszonych na dzisiejsz uroczysto.
Karol wczy si po salach i dziedzicu z dziwnym uczuciem niemocy i jakby alu, e to
ju skoczone, e to ju trzeba zaczyna now, jeszcze cisz prac; przyglda si murom
i maszynom z uczuciem wielkiej yczliwoci i jakby gbokiego powinowactwa.
Tyle miesicy czasu, tyle wysikw mzgu i nerww, nie dospanych nocy im powici,
tak rosy i rozwijay si w jego oczach, si jego woli, moc jego wasnych si i krwi, e dobrze
to czu teraz, i wielka cz jego istoty zamknita jest w tych czerwonych murach,
uwiziona w tych dziwacznych, poskrcanych jak potwory maszynach, ktre na podogach
leay jeszcze nieruchome, ciche, ale gotowe do ruchu na jego skinienie, martwe niby, a pene utajonego skupionego ycia.
Nie zwraca uwagi na Dawida Halperna, ktry, chocia chory i nieproszony, przywlk si,
yczy mu szczcia i radosnym wzrokiem obejmowa now fabryk, oglda sale, interesowa si wszystkim i powtarza Maksowi:
 Ja si ciesz, ja si bardzo ciesz, panie Baum, bo jak postawilicie fabryk  to odzi
znowu przyroso.
 Nie zawracaj pan gowy!  mrukn Maks. Dawid Halpern si nie obrazi, poszed dalej
oglda, a pniej, podczas ceremonii powicenia, sta z boku z odkryt gow i z zachwytem
przyglda si fabrykantom i cibie ludzkiej, i nowemu warsztatowi pienidzy.
 Czego szukasz?  zapyta Moryc Karola, wchodzc za nim do pustej sali.
 Niczego, patrz tylko  odpar melancholijnie.
 Czy to przyjcie dla robotnikw nie mogoby si odby skromniej?
 To znaczy, nie da im nic, bo i tak jest dosy skromne.
 A kosztuje czterysta rubli, ju mi podali rachunki.
 Odbijemy to jako na nich. Nie sprzeczaj si chocia dzisiaj. Patrz, to jednak nasze dawne
marzenie stao si  szepn wskazujc fabryk.
 Ale czy dugo trwa bdzie?  odpowiedzia Moryc, umiechajc si jako dziwnie.
 Rcz ci, e dopki ja yj, trwa bdzie  zawoa z moc.
 Mwisz jak pta, a nie jak fabrykant. Kto moe zarczy, e za tydzie nie bdzie to
tylko kupa gruzw! Kto wie, czy za rok sam nie bdziesz chcia si jej pozby. Fabryka taki
dobry towar jak i perkal i tak samo si sprzedaje, jeli na niej dobrze zarobi mona.
 Mgby odwiey swoje teorie, bo mi ju bardzo spowszedniay  odpowiedzia mu
Karol i poszli razem do domu, gdzie ju kilkanacie osb, zebranych na uroczysto, siedzia-o na werandzie.
Jako wkrtce ukaza si ksidz Szymon w komy i wszyscy ruszyli za nim.
Chwila bya bardzo uroczysta, tumy robotnikw, z odkrytymi gowami, witecznie ubranych,
zapeniay dziedziniec i sale fabryczne.
Ksidz szed z oddziau do oddziau, odmawia modlitwy i pokrapia mury, maszyny i ludzi
wod wicon.
W przdzalni, gdzie przy kadej maszynie stali ludzie i wszystkie transmisje, koa i pasy
byy napite si, po powiceniu Borowiecki da znak i wszystkie maszyny ruszyy zgodnym
rytmem, a po kilkuset obrotach stany; bo robotnicy poszli na niadanie do magazynu.
Fabryka bya puszczona w ruch.
Cae towarzystwo powrcio do domu i zasiado do niadania.
Pierwszy toast za pomylno i rozwj fabryki wnis Knoll, ktry w dugiej mowie bardzo
yczliwie wspomina prace Borowieckiego w firmie Bucholc i -ka; drugi toast za to
samo, z dodatkiem zdrowia dla dzielnych splnikw i przyjaci, podnis Grosglik i w kocu
ucaowa Karola, a jeszcze serdeczniej Moryca.
A gdy Zajczkowski wnis toast Kochajmy si, przyjty dosy chodno, powsta Karczmarek,
ktry z pocztku siedzia cicho, oniemielony obecnoci milionerw i tym niezwyczajnym
dla siebie zebraniem, ale teraz, po tylu toastach uczciwie spenionych, nabra
animuszu i swady  nala pen szklank koniaku, trci si z Myszkowskim i Polakami
i mocnym, ale ochrypnitym gosem zawoa:
 Rzekn swoje! eby si ludzie kochay, w to nie wierz  bo wszyscy bierzemy z jednej
miski, a kaden chce dla siebie najwicej. Pies z wilkiem si kochaj, ale ino wtedy, kiedy do
spki cielaka sporzdzaj abo i barana. Jak komu potrza abo i na rk, to niech se ta wszystkich
kocha, ale nam nie potrza, ebymy si kochali, ino ebymy si nie dali... Czy rozumem...
czy kalkulacj... czy pici na ten przykad, a nie dajmy si... Moc mamy i rozum
ty... to chciaem rzec i tym przepijam do pana Borowieckiego!...
Przepi i chcia mwi dalej, ale zaguszyy go brawa, bite umylnie, bo Niemcy i ydzi
poczli si krzywi, wic przesta i pi dalej z Myszkowskim.
Potem ju szy toasty bez koca i gwar si podnis ogromny, bo wszyscy naraz mwi
zaczli.
Karol tylko by milczcy i co chwila wychodzi do robotnikw ucztujcych w magazynie,
bo tam gospodarzya Anka, otoczona rojem caujcych j po rkach robotnikw, a e i tam
wznoszono zdrowie Karola, wic musia przyj i wypi z nimi i podzikowa, ale wychodzc zabra ze sob Ank, tak by nadzwyczajnie wes i zadowolony, e wzi j za rk
i wskazujc fabryk zawoa radonie:
 To moja fabryka! Mam j i nie wypuszcz.
 I mnie to raduje niewymownie  odpowiedziaa cicho.
 Nie tyle jednak co mnie, nie tyle  mwi z wyrzutem.
 Jake, paskie szczcie jest moim szczciem  powiedziaa i odesza, bo Nina Trawiska
woaa j do altany w ogrodzie.
 Gniewa si jeszcze, musz si ni troch zaj na nowo  myla wchodzc na werand,
gdzie wystawiono stoy z jadalni, bo tam byo zbyt ciasno i duszno.
Gospodarzy bardzo uroczycie Moryc i zajmowa si wszystkim, odchodzc co chwil
z Grosglikiem na jakie tajemnicze szepty.
Maks Baum tylko nie bra prawie udziau w oglnej wesooci, siedzia przy swoim ojcu,
ktry zaproszenie przyj i przyszed, ale straszy wszystkich swoj ponur, wyschnit twarz,
jakby pokryt pleni grobu, nie rozmawia z nikim, czasem pi, przyglda si zebranym, a zapytany
odpowiada zupenie przytomnie i patrzy na nowe, czerwone kominy fabryki.
W maym pokoiku od ulicy siedzia ksidz Szymon, Zajczkowski, pan Adam, a na czwartego
Kurowski; grali w preferansa i kcili si wszyscy z dawn przyjemnoci; wszyscy
prcz Kurowskiego, ktry zawsze po rozdaniu kart znika dyskretnie, odszukiwa Ank, zamienia z ni kilka sw i powraca, kpic po drodze z pijanego Kesslera, ale gra le, cigle
si myli, psu gr innym, za co sucha musia wymwek pana Adama i krzykw Zajczkowskiego,
tylko ksidz Szymon mia si z zadowolenia, bi cybuchem po sutannie i woa:
 Dobrze, dobrze, moje dzieciteczko kochane. A to jegomo, dobrodzieju mj kochany,
zada takiego bobu Zajczkowi, e popamita. Ha, ha, ha! pooy si bez trzech, to na to
ju trzeba si nazywa Barankowskim, a nie Zajczkowskim, ha, ha, ha!
 To moja wina?  krzykn szlachcic, walc w st pici  jak mi, panie dobrodzieju,
ka gra z fuszerami, ktrzy kart nie umiej trzyma w rku! Siedem trefli, rka!
Przelicytowali si i grali ju cicho, tylko pan Adam dawnym zwyczajem, poniewa mu
karta sza dobrze, bi nog w stopie fotelu i przypiewywa pgosem:
Poszy panny na rydze, na rydze, na rydze, tam!
Ksidz Szymon od czasu do czasu pociga wygasy cybuch i woa:
 Jasiek, a daj no, smyku, ogieka!
Jaka nie byo, tylko Mateusz sta gotowy na skinienie, bo go specjalnie do usug ksidza
zarezerwowaa Anka.
Kurowski w milczeniu i z umiechem przyjmowa wymylania Zajczkowskiego, bo mu
bardzo zabawnym wydawa si ten szlachecki przeytek.
 Moe panom potrzeba wina albo piwa?  odezwaa si Anka wchodzc.
 Niczego, moje dziecitko kochane, niczego. Ale wiesz, Anula, Zajczek pooy si bez
trzech  woa ksidz Szymon zaczynajc si mia.
 Jak Pana Boga kocham, ale to nawet nie przystoi ksidzu cieszy si z nieszczcia blinich,
to si moe skoczy tak, jak si skoczyo w Sandomierskiem u Kiniorskich, byo to...
 Dobrodzieju mj kochany, nic nam do tego, gdzie byo, a ty pilnuj gry i dawaj do koloru,
atucika ostatniego, a nie mydlij nam oczu.
 Komu to ja mydl oczy!  wrzasn strasznie Zajczkowski.
Zawizaa si znowu ktnia, a cay dom i ogrd zapeni si potnym gosem Zajczkowskiego,
e zebrani na werandzie z niepokojem zwrcili oczy na Borowieckiego.
 Panie Wysocki, moe mnie doktr zastpi!  zawoa Kurowski do przechodzcego przez
ssiedni pokj, odda mu karty i wyszed za Ank, ktra spacerowaa po ogrodzie z Nin,
przyczy si do nich i poszli do maej altanki, opitej winem o czerwonych ju liciach i obsadzonej
rzdami dokwitajcych astrw i lewkonii.
 Cudowny dzie  zauway siadajc wprost Anki.
 Chyba dlatego taki pikny, e ju ostatni dzie jesieni.
Milczeli dugo, oddychajc tym dziwnie sodkim, pieszczotliwym powietrzem, przesyconym
ostatnimi zapachami umierajcych kwiatw i lici widncych.
Soce bladawe rozsypywao na ogrd zocisty py, ktry przesania lekko kontury wszystkiego
i oprawia barwy gasncego ogrodu w przecudny i przesubtelny ton wyblakego zota.
Po trawnikach skrzyy si pajcze siatki i migotay opalami, a w powietrzu cichym i ciepym leciay, niby pasma szklane, dugie nici pajczyn, czepiay si tych lici akacji stojcych pod murem, przedzieray si o pnagie ju, trzepoczce resztkami czerwonych lici
czerenie albo uczepione pni chwiay si dugo, a je cichy wiatr unis, i leciay wysoko, ku
dachom miasta i ku tej zbitej masie kominw, ktre zdaway si koysa nad morzem domw.
 Na wsi taki dzie jest tysic razy pikniejszy  szepna Anka.
 O, z pewnoci. Ale pomijajc to, przepraszam z gry za uwag, jak zrobi, dzisiejsza
uroczysto niezbyt raduje pani, panno Anno.
 Przeciwnie, raduje mnie bardzo, jak mnie raduje zawsze niewymownie kade ludzkie
pragnienie spenione.
 Stawia pani spraw zbyt oglnie, w to zreszt wierz, tylko nie widz, aby dzisiejszy
dzie by dla pani radosnym.
 C zrobi, e pan tego nie widzi, a jednak ciesz si nim naprawd.
 Dwik pani gosu mwi co innego!
 Czy jest moebnym, aby by w niezgodzie z tym, co ja czuj?
 A jednak jest w tej chwili, bo kae si domyla pani obojtnoci  powiedzia miao
Kurowski.
 le pan sucha i jeszcze gorsze wnioski pan wyciga.
 By moe, jeli pani chce tego.
 Niech no pan Ance nie sugestionuje rzeczy, o ktrych nie mylaa.
 Moemy o czym nie myle, ale pomimo to to co w nas by moe, choby jeszcze pod
lini wiadomoci. Widz, e miaem suszno.
 Najmniejszej. Potwierdza pan tylko samego siebie  zawoaa Nina.
 Prawda, e my miewamy suszno tylko wtedy, jeli panie racz nam j przyzna.
 Zawsze przyznajecie j sobie sami, nie pytajc nas o zdanie.
 Czasami pytamy...
Umiechn si.
 eby stwierdzi tylko lepiej jeszcze wasn racj.
 Nie, eby si okaza uprzejmiejszymi, ni jestemy.
 Kessler do nas idzie.
 To ja odchodz, bo mam ochot tego Niemca pore.
 I zastawia nas pan bez opieki przed jego nudzeniem  zawoaa Anka.
 On jest dziwnie pikny, t jak jesienn piknoci, ostatni  zauwaya Nina patrzc
za odchodzcym.
 Kurowski, chod do nas, napijemy si  woa z werandy Myszkowski, siedzcy za sto-em w otoczeniu caej baterii butelek.
 Dobrze, napijmy si raz jeszcze za rozwj i pomylno przemysu  zawoa Kurowski,
biorc kieliszek i zwracajc si do Maksa, siedzcego przy balustradzie i rozmawiajcego
z Karczmarkiem.
 Nie pij za tak pomylno. Niech przemys zdechnie, a z nim wszyscy jego pachokowie
 zawoa Myszkowski, ju dobrze pijany.
 Nie bred, dzisiaj wito prawdziwej pracy, pracy wytrwaej i celowej.
 Cicho, Kurowski, wito, prawdziwa praca, praca wytrwaa i celowa? Sze sw, a sto
gupstw. Cicho, Kurowski, bo i ty sparszywia pomidzy tymi parobkami, yjesz i pracujesz
jak bydl i zbierasz grosze. Pij na twoje upamitanie.
 Bd zdrw, Myszkowski, przyjd do mnie w sobot, to pogadamy. Wychodz ju.
 Dobrze, tylko si napij ze mn. Karol pi nie chce. Maks pi nie moe, Kessler woli
szczerzy zby do kobiet. Trawiski ma ju dosy, szlachcice graj w karty, i c ja, biedna
sierota, poczn, przecie z Morycem ani z fabrykantami pi nie bd.
Kurowski zatrzyma si jeszcze i pi z nim, a przyglda si Kesslerowi, ktry chodzi z paniami,
bekota co niewyranie, porusza szczkami i w wietle soca podobnym by jeszcze
bardziej do rudego nietoperza.
Towarzystwo szybko si zmniejszao, pozostawali tylko najblisi i Mller, ktry wci
trzyma Borowieckiego przy sobie i rozmawia z nim bardzo serdecznie, a Murray, ktry zjawi si ju na kocu przyjcia, przysiad do Maksa i grupy kolegw i zdumionym, oczarowanym
wzrokiem patrzy na kobiety, ktre z powodu przedwieczornego chodu powrciy
z ogrodu i siedziay otoczone mczyznami na werandzie.
 Jake wasze sprawy, enicie si?  zapyta go po cichu Maks.
Anglik nic nie odpowiedzia, a dopiero nasyciwszy swoj dusz wiecznie godn widokiem
kobiet, rzek cicho:
 Ja bym si zaraz oeni.
 Z ktr?
 Wszystko jedno, jeli nie mona z dwoma.
 Za pno wybralicie si, bo jedna jest on, a druga ni bdzie wkrtce.
 Zawsze za pno, zawsze za pno!  szepn z gorycz i drcymi rkami obciga surdut
z garbu, a potem przysun si do Myszkowskiego i pi z nim, jakby z rozpaczy.
Wszed stary Jasklski i odnalazszy Karola szepn mu do ucha, e kto czeka na niego
w kantorze i chce si koniecznie z nim widzie jak najprdzej.
 Kto? nie znasz pan?
 Nie znam go, ale zdaje mi si, e to pan Zuker...  jka szlachcic.
 Zuker, Zuker!  powtrzy jako trwonie i dziwnym uczuciem zabio mu serce.  Zaraz
przyjd, niech zaczeka chwil.
Poszed do pokoju ojca i wzi rewolwer do kieszeni.
 Zuker! chce si widzie ze mn? Czego on chce? A moe?...
Ba si dokoczy myli...
Powlk niespokojnie oczami po zebranych i wymkn si cicho.
Zuker siedzia w kantorze, pod oknem, opar si na lasce i patrzy w ziemi, a gdy Borowiecki
wszed, nie przyj podanej mu rki, nie rzek zwykych sw przywitania, tylko patrzy dugo rozpalonymi oczami w jego twarz.
Karola owadn niepokj, czu si jakby zapanym w potrzask, ten wzrok pali, miesza
i budzi w nim strach. Mia szalon ochot uciec, ale zapanowa nad sob, zapanowa nawet
nad dreniem serca, zamkn okno, bo wrzawa pijcych robotnikw bya zbyt blisk, podsun mu krzeso i rzek wolno:
 Bardzo... mi przyjemnie widzie pana u siebie... auj tylko, e nie bd mg powici
mu tyle czasu, ile bym chcia, bo jak pan wie, dzisiaj u mnie wito otwarcia fabryki.
Usiad ciko, czujc, e w tej chwili nie potrafiby powiedzie ju ani jednego sowa wicej,
te frazesy wypyny same.
Zuker wyj z kieszeni pomity list i rzuci na biurko.
 Niech pan przeczyta  powiedzia gucho i patrzy w niego z uporem.
Bya to szorstka i ordynarna w formie denuncjacja stosunku Borowieckiego do Lucy.
Borowiecki dugo czyta, chcia zyska na czasie  bo czytajc musia zuywa ca si
woli, aby si nie zdradzi; aby zachowa obojtn, zimn twarz pod ognistym ledczym spojrzeniem
Zukera, ktre mu przewiercao wntrznoci.
List przeczyta i zwrci nie wiedzc, co mwi.
Zapanowaa znowu duga chwila mczcej ciszy. Zuker patrzy, zerodkowywa wszystkie wadze
w tym drapienym, chciwym spojrzeniu, pragn wyrwa tajemnic z szarych renic Karola,
ktry co chwila przysania powiekami oczy i bezwiednie porusza rne przedmioty na biurku,
ale czu, e jeszcze chwil kilka takiej nieopowiedzianej mki, niepewnoci, a zdradzi si.
Ale Zuker podnis si z krzesa i cicho zapyta:
 Co ja mam myle o tym, panie Borowiecki?
 To paska sprawa  rzek niepewnie, bo przyszo mu na myl, e moe Lucy wyznaa
wszystko.
Nogi zaczy dre pod nim, poczu miliony drobnych uku po gowie i skroniach.
 Ja to mam mie za odpowied pask?
 No, c pan chcesz, abym odpowiada na tak pod potwarz.
 Co ja mam z tym zrobi, co ja mam o tym myle?
 Poszuka autora listu; wsadzi go do wizienia za fasz i nikomu o tym nie mwi ani
sowa. Mog panu pomc w poszukiwaniach, bo przecie i mnie ta sprawa zahacza.
Odzyskiwa spokj i rwnowag, by pewnym ju, e Lucy nic nie powiedziaa, wic podnosi gow wyej i miao, bezczelnie patrzy na Zukera, ktry zrobi kilka bezcelowych krokw,
usiad, opar gow o cian i oddycha dugo, a zacz mwi z trudem.
 Panie Borowiecki, ja jestem taki sam czowiek, ja tak samo czuj i tak samo mam swj
kawaek honoru. Ja teraz przychodz do pana i na wszystko, na wielkiego Pana Boga zaklinam
pana, pytam: czy prawd mwi ten list? Czy to wszystko jest prawda?
 Nieprawda!  odpar mocno i stanowczo Borowiecki.
 Ja jestem yd, prosty yd, przecie ja pana nie zastrzel, nie wyzw na pojedynek, co ja
panu mog zrobi? Nic nie mog zrobi! Ja jestem prosty czowiek, ja moj on kocham
bardzo, pracuj, jak mog, eby jej nic nie brakowao, ja j trzymam jak krlow. Pan wie, ja
j za wasne pienidze kazaem wyksztaci, ona jest dla mnie wszystkim, a tu mnie list przysyaj, e ona jest pask kochank! Ja mylaem, e si cay wiat zawali na moj gow...
Ona ma mie za par miesicy dziecko, pan wie, co to jest dziecko? Ja cztery lata czekam na
to, cztery lata! A tu teraz takie wiadomoci! Co ja teraz wiem? czyje to dziecko? Pan mi powiesz
prawd, pan mi musisz powiedzie prawd!  krzykn nagle, zrywajc si z miejsca,
i rzuci si ku Borowieckiemu jak obkany, z zacinitymi piciami.
 Powiedziaem panu, e list jest podym faszem  odpar spokojnie Karol.
Zuker sta chwil z wycignitymi rkami i opad ciko na krzeso.
 Wy lubicie si bawi z cudzymi onami, was nic nie obchodzi, co si stanie z t kobiet,
nic was nie obchodzi ani wstyd, ani haba caej rodziny, wy jestecie... was Pan Bg ciko
pokarze...  szepta z trudem, urywanie, gos mu si trzs, ama, rwa, przepaja zami, a
w kocu i zy zaczy z wolna wycieka z zaczerwienionych oczw i pada na twarz sin, na
brod, jak pene ziarna goryczy nieopowiedzianej.
Mwi jeszcze dugo i coraz spokojniej, bo zachowanie si Borowieckiego, jego twarz,
jego szczere spojrzenia i wielkie wspczucie, jakie w nim dojrza, wlewao w niego wiar,
e to wszystko istotnie jest kamstwem.
Borowiecki podpar rk gow i sucha, i trzyma jego oczy w swoim spojrzeniu, a jednoczenie
nieznacznymi ruchami kreli owkiem na kartce papieru, lecej w wysunitej
nieco szufladzie biurka, sowa:
Nie zdrad si, zaprzecz wszystkiemu, on jest u mnie, podejrzewa, kartk spal. Wieczorem
tam, gdzie ostatni raz.
Zdy papier wsun w kopert i wtedy podszed do telefonu, ktry czy fabryk
z mieszkaniem.
 Niech Mateusz przyniesie wina i wody sodowej do kantoru. Kazaem przynie wina,
bo widz, e pan bardzo zmczony i zdenerwowany. Prosz mi wierzy, e bardzo wspczuj
z panem. No, ale skoro to nieprawda, to nie ma si pan czym martwi wicej.
Zuker drgn, bo w jego gosie i twarzy co byo w tej chwili faszywego, ale nie mg patrze
duej, bo wszed Mateusz z winem, ktre zaraz Karol nala w szklank i poda Zukerowi.
 Niech si pan napije, wzmocni pana troch. Mateusz!  zawoa przez okno i wybieg za nim,
a spotkawszy, wsun mu list w rk i zapowiedzia, eby natychmiast z nim bieg, nie zdradzi
si od kogo, osobicie odda i rwnie natychmiast powrci, jeli mona, z odpowiedzi.
Stao si to tak szybko, e Zuker niczego nie podejrzewa, pi wino, a Karol spacerowa
po kantorze i szeroko zacz mwi o fabryce swojej; chcia go przetrzyma do powrotu
Mateusza.
Ale Zuker sucha, nie syszc nic, bo po duszym milczeniu znowu zapyta:
 Panie Borowiecki, ja pana zaklinam na wszystkie witoci paskie, czy to jest prawda,
czy nie, co tu napisane w tym licie?
 Ale, panie, mwiem, e nieprawda, daj panu sowo, e ani cienia prawdy.
 Przysignij pan. Jak pan przysignie, to bdzie prawda. Przysiga wielka rzecz, ale tu
chodzi o ycie moje, mojej ony, dziecka i ycie pana. Ja panu mwi prawd  i o ycie
pana. Pan przysignie na ten obrazek, to jest obrazek Matki Boskiej, ja wiem, co to jest wielka
wito u Polakw. Pan mi przysignij, e to jest nieprawda!  zawoa mocno, wycigajc rce do obrazka, ktry Anka kazaa zawiesi nad drzwiami kantoru.
 Daj panu przecie sowo. Ja pask on widziaem zaledwie kilka razy w yciu, a nawet
nie wiem, czy ona mnie zna.
 Przysignij pan!  powtrzy tak mocno, z takim naciskiem, e Karol zadra.
Zuker by siny, trzs si cay i schrypnitym, dzikim gosem wci powtarza to wezwanie.
 A wic dobrze, przysigam panu na ten obrazek wity, e nie mam i nie miaem adnych
stosunkw z on pask, e list jest oszczerstwem od pocztku do koca  powiedzia
uroczycie, podnoszc rk do gry.
Gos mu zadra takim akcentem prawdy, bo chcia bd co bd ocali Lucy, e Zuker
list rzuci na ziemi i podepta.
 Wierz panu. Pan mi ocali ycie... Ja panu wierz teraz jak samemu sobie, jak Lucy...
Niech pan liczy na mnie, ja si mog przyda na co... Ja panu tego nigdy nie zapomn  woa
uradowany, upojony szczciem.
Mateusz wszed zziajany i odda list, w ktrym byy tylko te sowa:
Bd. Kocham ci... kocham ci...
 Ja musz ju i, musz prdko i do ony, ona nic nie wie, ale zrobiem jej wielk
przykro. Jestem teraz bardzo zdrw, bardzo mi dobrze, taki jestem dobry, e ja panu co
powiem na ucho, pod sekretem, niech si pan pilnuje Moryca i Grosglika, oni chc pana zje.
Do widzenia, kochany panie Borowiecki.
 Dzikuj panu za wiadomo, ale niewiele jej rozumiem.
 Nie mog wicej powiedzie. Bd pan zdrw, niech bdzie zdrw paski ojciec, paska
narzeczona, paskie dzieci.
 Dzikuj, dzikuj. A jeli jeszcze kto napisze do pana podobnie, to mnie pan zawiadom.
Zostaw pan list, musz zacz poszukiwania autora.
 Ja tego ajdaka wsadz do kryminau, on pjdzie na sto lat na Sybir. Kochany pan Borowiecki,
ja bd paskim przyjacielem do mierci!
Rzuci mu si na szyj, wycaowa go serdecznie i wybieg zupenie szczliwy.
 Moryc i Grosglik! Chc mnie zje! Wana wiadomo!  myla i dugo o tym rozmyla pniej tak silnie, e zapomnia o licie anonimowym, o przysidze i caej scenie z Zukerem,
ktra go jednak ogromnie zdenerwowaa.
W domu prcz czwrki grajcej i Trawiskich nie zasta nikogo, a e ju zmrok zapada,
siad w dorok, kaza podnie bud i pojecha na umwione miejsce oczekiwa Lucy.
Po przeszo godzinnym oczekiwaniu, ktre go zdenerwowao do reszty, Lucy ukazaa si
na trotuarze, wychyli si nieco, zobaczya go i wsiada, rzucajc mu si na szyj i zasypujc
pocaunkami.
 Co to byo, Karl?
Opowiedzia jej wszystko.
 Nie wiedziaam, dlaczego przyszed taki uradowany, przynis mi ten garnitur szafirw,
w ktry musiaam si zaraz ubra. Jedziemy dzisiaj do teatru, on chce koniecznie.
 Widzisz z tego, e musimy na pewien czas przesta si widywa, dla upienia wszelkich
podejrze  mwi przygarniajc j do siebie.
 On mi powiedzia, e zawiezie mnie do krewnych, do Berlina, na cay ten czas... wiesz...
Przytulia si do niego jak dziecko.
 To bardzo dobrze, nie bdzie nawet pozorw.
 Ale ty bdziesz przyjeda do mnie? Karl, ja bym umara, na pewno bym umara, gdyby
nie przyjecha. Przyjedziesz?  prosia gorco.
 Przyjad, Lucy.
 Kochasz mnie jeszcze?
 Czy tego nie czujesz?
 Nie gniewaj si, ale... ty teraz taki inny, taki jaki nie mj, taki... zimny...
 Czy mylisz, e takie wielkie wczucie trwa moe cae ycie?
 Tak, bo ja kocham ci coraz silniej  odpowiedziaa szczerze.
 To dobrze, Lucy, dobrze, ale widzisz, trzeba si zastanowi nad naszym pooeniem, nie
moe ono trwa cigle.
 Karl, Karl!  wykrzykna, odsuwajc si od niego, jakby pchnita noem.
 Ciszej mw, po co dorokarz ma sysze! I nie przeraaj si tym, co powiem. Ja ci kocham,
ale my si nie moemy widywa tak czsto, sama to rozumiesz, nie mog naraa twojego
spokoju, nie mog ci naraa na zemst ma, musimy by rozsdni.
 Karl, ja rzuc wszystko i pjd za tob, nie wrc do domu, ju nie mog duej si tak
mczy strasznie, nie mog, zabierz mnie, Karl!  szeptaa namitnie, okrcajc go sob,
pokrywajc mu twarz pocaunkami. Tak bardzo go kochaa, e istotnie, gdyby zechcia, zdeptaaby wszystko i posza za nim.
Trwoya go ta wielka, dzika mio, mia ochot od razu i stanowczo powiedzie, e ma ju
tego dosy, ale al mu si jej zrobio, bo doskonale odczuwa, e dla niej poza t mioci ju nic
nie istnieje, a przy tym obawia si jakiego jej wybuchu, ktry mgby go skompromitowa.
Uspokaja j, ale nie mg zatrze atwo wraenia, jakie zrobiy pierwsze jego sowa.
 Kiedy odjedasz?
 Pojutrze, on mnie odwozi. Przyjed, Karl, przyjed... Musisz by i potem... aby zobaczy
to nasze dziecko...  szeptaa mu do ucha.  Karl  zawoaa nagle  pocauj mnie jak
dawniej. Mocno.. mocniej!...
Gdy j pocaowa, odsuna si w kt doroki i paka zacza spazmatycznie, i narzeka,
e jej nie kocha.
Uspokaja i zapewnia, ale nic nie pomogo, dostaa histerycznego ataku, a musia zatrzyma
dorok i biec do apteki po lekarstwo.
Z trudem si uspokoia.
 Nie gniewaj si na mnie, ale mi tak al, tak al... bo zdaje mi si, e ja ci ju nigdy nie
zobacz, Karl  mwia przez zy i nim zdoa przeszkodzi, zsuna si z siedzenia, uklka
przed nim, obja jego kolana i najywszymi, wyrywanymi z serca wyrazami, penymi mioci
i rozpaczy, ebraa, aby j kocha, eby j nie skazywa na samotno i na cierpienia.
Tak si czua nieszczliw tym odjazdem i myl, e moe go nigdy ju nie zobaczy, i
tracia przytomno.
Rzucia mu si na piersi, obejmowaa sob, caowaa, oblewaa zami i pomimo e on,
poruszony jej cierpieniem, mwi namitnymi sowami mioci, ten srogi strach, strach konajcych przytomnie, trzs i rozrywa jej serce bolesnym spazmem.
A potem zmczona, wyczerpana paczem i boleci, pooya mu gow na piersiach i trzymajc go za rce, milczaa dugo, tylko zy sznurami pere cicho spyway po jej twarzy, a kanie
od czasu do czasu rozrywao jej piersi.
Rozstali si wreszcie, musia przyrzec tylko, e choby z daleka bdzie przy jej odjedzie
do Berlina i e co tydzie napisze.
Borowiecki czu si winnym, ale i zupenie bezradnym wobec jej pooenia.
Jecha do domu zmczony miertelnie, smutny, przesycony jej boleci, pen ez, rozdrgany
akcentami jej sw, rozbolay rwnie.
 Niech pioruny zatrzasn romanse z cudzymi onami!  zakl, wchodzc do domu.
XXXIII
Fabryka sza, a raczej tylko jeden oddzia, przdzalnia, ktr zajmowa si Maks tak gorliwie,
e po caych dniach nie wychodzi z niej, bo jak zwykle na pocztku czsto si psuy
maszyny, wic si zamieni w lusarza, mechanika, robotnika i dyrektora, ktry wszdzie by
i wszystko sam prawie robi, ale pierwsze partie przdzy ju gotowej do sprzeday, upakowane,
opatrzone ich firm, sprawiy mu tak rado, e czu si zupenie zapaconym za swoje
trudy.
Borowiecki zajmowa si wykoczaniem pozostaych oddziaw rwnie gorliwie i gorczkowo, bo chcia je puci w ruch jeszcze przed zim.
Moryc za zajmowa si ca stron handlow fabryki i czci administracji.
Pracowa rwnie z zapaem, bo myla, e pracuje dla siebie, i coraz mocniejszymi nogami
stawa na wasno fabryki, ktra wci potrzebowaa pienidzy, a Karol nie mia gotwki,
wic Moryc i osobicie, i przez podstawionych ludzi, a najczciej przez Stacha Wilczka,
dostarcza pienidzy na wypaty i wydatki biece; po cichu i rwnie przez drugich wykupywa weksle i zobowizania Borowieckiego.
I spostrzeg teraz, e istotnie Grosglik mia racj przewidujc, i po otwarciu fabryki Borowieckiego
Polacy podnios gow.
Jako ju mwiono w odzi o kilku planach na fabryki, przez Polakw zamierzone, a co
gorsza, e prasa trbia o tym gono, a przez ni budzi si pewien opozycyjny ruch wrd
pewnych warstw odbiorcw, ktrym day si ju we znaki tandetne fabrykaty ydowskie.
Wielu agentw, majcych do czynienia z domami pierwszorzdnymi, o klienteli bogatej
i wykwintnej, zaczo si informowa o rodzaju wyrobw fabryki Borowiecki i -ka.
Ale to byy obawy nieuzasadnione, zdradzi si z nimi mimo woli Moryc przed Karolem,
ktry rozemia si wesoo i powiedzia:
 Przesada i raz jeszcze przesada. Pomyl tylko, czy nasza fabryka moe zrobi komu konkurencj?
Tam, gdzie Bucholc robi rocznie sto milionw metrw, gdzie Szaja Mendelsohn
prawie tyle puszcza na rynek, c moich kilkanacie moe zaway? Komu moe popsu
interesy? A tym bardziej jeszcze, e chc robi gatunki nie wyrabiane u nas, a sprowadzane
z zagranicy. Gdyby szo dobrze, gdyby byy pienidze i mona by prdko rozszerza fabryk,
a wtedy to, by moe, zrobioby si konkurencj tandeciarzom, o czym zreszt marz bardzo
czsto i do czego doj musz.
Moryc odszed nic nie mwic.
Karol ju i tak zwraca na niego baczniejsz uwag po ostrzeeniu Zukera i widzia
z obaw, e Moryc za bardzo stara si o pienidze i za wiele ich woy do interesu i przez to
stawa si coraz pewniejszym, coraz czciej przeciwstawia swoj wol i swoje zapatrywania
na prowadzenie interesu woli Borowieckiego.
Stawa si czsto nieznonym, aroganckim, brutalnym, ale Borowiecki musia zaciska
zby i milcze, bo czu si bezsilnym wobec zalenoci od niego.
 Pienidzy! pienidzy!  woa wtedy w duszy, a patrzc na swoj fabryczk porwnywa
j z kolosami obok stojcych fabryk Mllera i wtedy chwytaa go ostra, dokuczliwa zazdro
i zo na samego siebie.
Nie pamita, e Mllerowskie gmachy rosy przez lat trzydzieci, e pawilon wznosi si
po pawilonie , e lata cae skaday si na te potne, huczce prac mury; nie, on pragn
mie od razu podobn fabryk.
Przy tym obliczy, e gdyby mu nawet szo najlepiej, to jeszcze nie bdzie mia czystego
dochodu tyle, ile bra pensji u Bucholca.
To go wstydzio wobec samego siebie.
Chcia stan prdko i mocno, chcia obraca milionami, czu si otoczonym setkami
maszyn, tysicami robotnikw, szalonym ruchem, powodzi milionw, hukiem i si wielkiego
przemysu, do ktrego si przyzwyczai u Bucholca, a tu, u siebie, mia fabryczk, gdzie
wszystkie oddziay miay 300 ludzi!
Zamiast buja  musia peza!
Upokarzaa go ta wasna mao, jego szeroka natura dusia si w atmosferze drobnych
produkcyj, targw o kopiejki, wstrtnych, bo groszowych oszczdnoci.
Bolaa go wprost ta konieczno szukania taszych smarw, taszych farb, taszych wgli
i taszych robotnikw i ta ciga, nieustanna troska o pienidze.
 Zejdziemy do tandety, jak tak pjdzie dalej  powiedzia raz do Moryca.
 Ale i do wikszych zarobkw.
Upyno znowu kilka tygodni pracowitych i gorczkowych dla niego.
Fabryka sza, ale dopki bya tylko sama przdza, t sprzedawali, bo po zimowym krachu
bawenianym i przy wzmoonym ruchu jesiennym bawena bya bardzo droga i poszukiwana,
sprzedawali wic prawie natychmiast po wyprodukowaniu, ale teraz, gdy i inne oddziay
byy w ruchu, trzeba byo robi, skada i czeka z towarem sezonu sprzedanego, ktry zaczyna si dopiero w poowie zimy, a tymczasem wci byo potrzeba nakadw nowych i nieustannych,
a kredyt si nie rozszerza, przeciwnie, znikn prawie zupenie.
Zmowa, jak zainicjowa Grosglik, dziaaa solidarnie i ciasn obrcz dusia fabryk podrywaniem
zaufania, odmow kredytw i szkodliwymi plotkami o bliskim bankructwie firmy.
Borowiecki niecierpliwi si tym coraz bardziej i coraz czciej spoglda na starego
Mllera i rozmyla, czyby nie zada tyle razy ofiarowywanej pomocy.
Ale si powstrzymywa jeszcze, nie tyle ze wzgldu na Ank, bo wiedzia ju dobrze, pod
jakimi warunkami Mller daby pienidzy, ale przez dum, przez zacito, ktra w nim rosa w miar napotykanych przeszkd.
W chwilach bardzo szczerych rozmyla nad sob i pooeniem swoim drwi ze swoich
gupich przesdw, przeklina prawie romantyczno, jak nazywa skrupuy, ktre go powstrzymyway jeszcze od zerwania z Ank i oenienia si z Mad, ale im ulega.
Moe nawet dlatego, e Ank widywa codziennie, e zaczyna rozumie jej stan, e to nie
bya ta dawna, wesoa, szczera, ufajca dziewczyna, ale jaka ju zupenie inna kobieta, pena smutku i cichej rezygnacji.
al mu jej byo.
A Anka?
Anka bya cieniem samej siebie. Pomizerniaa, umiech znikn z jej twarzy i ustpi miejsca
gbokiemu, jak si jej wydawao nieuleczalnemu, smutkowi.
Przesiadywaa cae dnie przy panu Adamie, ktry jako w pierwszych dniach listopada
dosta ataku paralitycznego; ledwie go uratowano, ale lea bezwadny, zaledwie mogc porusza
rkami i mwi co nieco.
Musiaa si nim zajmowa i znosi wszystkie jego dziecinne nieraz kaprysy. Czytywaa
mu ksiki i musiaa wymyla rne rozrywki, bo nudzi si, przyzwyczajony pomimo kalectwa
do ycia ruchliwego.
Robia to wszystko jeli nie z przyjemnoci, to przez wielkie przywizanie.
A1e przez t chorob dam jeszcze bardziej opustosza i stawa si dla niej czym w rodzaju
grobu, w ktrym y musiaa.
Dnie przesuway si ze straszliw jednostajnoci, nic nie zmieniajc ani w chorobie
pana Adama, ani w stosunku jej do Karola, ktry teraz, z powodu ojca, czciej
przesiadywa wieczorami w domu, opowiada o swoich sprawach i czciej zwraca si
do niej.
Nie cieszyo j to, a byo coraz obojtniejszym.
Nie chciaa si przyzna przed sob, e czua si swobodniejsz wtedy, gdy Karola nie byo
w domu.
Bo jego twarz zmczona prac, skopotana, jego smutne spojrzenia, jakimi czasami ogarnia jej gow, rozdraniay j i bolay.
Wyrzucaa sobie wtedy, e on cierpi przez ni, e to ona winna jest wszystkiemu.
Niedugo jednak trway wyrzuty podobne, ustpoway miejsca obraonej dumie i coraz
gbszemu rozpoznawaniu jego zimnej, egoistycznej duszy.
Ale wtedy znowu serce si jej rwao z alu nad nim.
A byway chwile, w ktrych jak echo odbite powracaa  nie jej mio dawna, lecz pragnienie
mioci, pragnienie zatopienia si w uczuciu, powierzenia caego ycia takiej mocnej
fali, byle tylko poniosa, byle skoczya si mka pustki, wyczekiwania, bezcelowych szamota,
tego stania o wasnej sile.
Raz, wrd dugiej i poufnej pogawdki, Nina wydara jej t tajemnic serca strzeon
zazdronie i zawoaa ze zdumieniem:
 Po c si mczysz? Czemu si nie rozejdziecie natychmiast?
 Nie mog. Jake si rozstan z ojcem, a przy tym sama wiadomo o naszym rozejciu
si mogaby go zabi.
 Przecie za m nie wyjdziesz nie kochajc.
 Nie mwmy o tym. Nie mog wyj za niego, bo popsuj mu jego karier, on musi si
oeni bogato, aby mc przeprowadzi swoje plany, aby mg tam, dokd pragnie  doj.
A przecie nie mog mu by zawad i... nie bd.
 Ty go kochasz jeszcze?
 Nie wiem. Wiem, e czasem go kocham, czasem nienawidz, a zawsze jest mi go strasznie
al, bo on nie jest szczliwym. Ja przeczuwam, e on nigdy szczliwym nie bdzie.
 Tak jednak trwa nie moe.
 Cikie jest ycie, cikie! A przed rokiem jeszcze, nawet na wiosn byam tak szczliwa.
Gdzie jest to szczcie, gdzie?  skarya si bolenie i nie syszc pociesze Niny, zapatrzya si w okno, w wiat zanieony i brudny od dymw fabrycznych.
Nagie szkielety drzew, koysane wiatrem, wyginay si i ze smutnym, aobnym jkiem
zaglday do okien, jakby wyjc ratunku i zmiowania.
 C to jest mio? Ta mio, co trwa ma wiecznie, co czy ma dwie dusze na zawsze,
co je topi w sobie? Zudzeniem, mgami, ktre rozprasza lada jaki wiatr... Przecie ja
kochaam! Zdawao mi si, e kochaam naprawd, ca gbi serca, e ca dusz oddaam
uczuciu  gdzie jest to moje wielkie uczucie teraz?
 Jest jeszcze w tej skardze  szepna Nina.
 C si stao z t mioci? Zabia j pewno, e nie jestem kochan. A przecie mio
wielka ywi si i ronie podobno zdrad, krwi zawodw, cierpieniami. Nie, to, co braam za
mio, nie mogo ni by, musz nie by zdoln do wielkiego uczucia, do mioci prawdziwej
 skarya si na siebie i w sobie tylko szukaa rda za, i siebie tylko obwiniaa.
 Tak, s mioci-cieplarniane, ktre w zwykej atmosferze zamieraj. S mioci-ameby,
ktre musz obwin si dookoa ukochania i trwaj dotd, dopki stamtd czerpi ycie. S
mioci-dwiki, trzeba je wywoywa, aby byy, bo same w sobie nie istniej. Ale ty si nie
obwiniaj, bo nie jeste winn.
Nie skoczya, bo wszed Trawiski i stan nie chcc im przerywa.
 Bdziesz w domu wieczorem?
 Przyszedem ci powiedzie, e wkrtce wychodz. Dzisiaj sobota, zebranie u Kurowskiego.
 Syszaam wielkie legendy o tych wieczorach. Co wy tam robicie?
 Pije si i rozmawia, a rozmawia si o wszystkim. S to wieczory powicone mwieniu
sobie prawdy bezwzgldnej. Batut trzyma Kurowski.
 Dziwne, e chcecie j sysze o sobie, bo mwi to bardzo atwo; czowiek sam sobie,
gdyby si nawet najbezwzgldniej sdzi, krzywdy nie zrobi.
 Rzeczywicie, jest dziwne, e i mwi sobie prawd, i suchaj.
 Dowodzi to tylko, e jako tako ukulturowanemu czowiekowi nie wystarczaj fabryki,
interes i pienidze, musi od czasu do czasu wzi zimn kpiel uwiadomienia, a choby tylko
marzenia.
 Masz racj, bo nawet Kessler tam przychodzi, aby mc pokaza swoj z dusz i aby
nam wymyla bezkarnie. Jedyna sposobno, wic jej nie traci.
 Czowiek z rwn przyjemnoci popisuje si zem jak i dobrem  byle mia uznanie.
XXXIV
U Kurowskiego w hotelu byli ju zebrani prawie wszyscy, ktrzy stanowili to cise kko; siedzieli dookoa wielkiego okrgego stou, zastawionego butelkami i owietlonego srebrnymi
kandelabrami o kilkunastu wiecach.
Trawiski przyszed z Borowieckim, ktrego zabra po drodze.
Przyszli wanie na zajad filipik147 Kesslera, ktry schrypnitym, syczcym nienawici
gosem mwi:
 Ani jedna, ani dziesi waszych fabryk nie stworzy przemysu waszym. Musicie si pierwej
ucywilizowa, musicie stworzy sobie pewn kultur przemysow, zanim wasze usiowania
przestan budzi miech. Ja was znam dobrze! Wy jestecie bardzo zdolni, bo przecie
poowa rnych gonych grajkw i piewakw w Europie  to Polacy. Wy jestecie zdolni,
liczni wielcy panowie, czemu nie jedziecie do Monaco? Czemu zaniedbujecie sezony w Nizzy,
w Paryu, we Woszech? Tam budzilibycie podziw, a wy tak lubicie, eby was podziwiano!
Przecie wy wszystko robicie dla podziwu, dla pokazania si przed wiatem, dla piknego
frazesu! Wasza praca, szlachetno, sztuka, literatura, ycie  jest tylko frazesem, mniej wicej
dobrze deklamowanym dla galerii, a jeli tej brak  dla samego siebie. Wy jestecie bankruci
przedtem, zanim zaczlicie cokolwiek mie. Wy jestecie krlami flirtu ze wszystkim.
Mwi bez uprzedze, mwi to, co zauwayem, szereg spostrzee czysto anatomicznych,
zasadniczych. Jestecie dziemi udajcymi dorosych.
Zamilk i pi wino, ktre mu Kurowski nalewa skwapliwie.
 Masz pan racj i nie masz pan racji. winia, gdyby rozumowaa o orle, dajmy na to,
rozumowaaby podobnie; gdyby porwnaa swoje niechlujstwo, swj brudny chlew, swoj
ordynarno barbarzysk, swoj si gupi i brutaln, swj wstrtny, rechoczcy gos, swj
rozum sprowadzony tylko do najobfitszego naerania si, gdyby to wszystko porwnaa
z piknociami ora, z jego dz swobody, z jego chci do podsonecznych wzlotw, z jego
dum, mioci obszarw  znienawidziaby go i pogardzaa nim.
 To, co pan mwi, nie jest syntez, a tylko gniewnym warczeniem osobnika niszego
gatunku  odpowiedzia Kurowski, znowu dolewajc mu wina.
 Wszystko mi jedno, czym jest, bo nienawidz i pogardzam wami.
 Za drzwi z nim!  krzykn Myszkowski, zrywajc si z krzesa.
 Daj pokj! Jego nienawi jest sprawdzianem naszej siy.
Kessler ju nic nie odpowiedzia, wycign si w fotelu i odczytywa jaki list brudny
i pomity i umiecha si zowrogo.
 Prdko wyczerpalicie temat  zauway Karol.
 Kessler pluje  pozwalamy, bo odsania przy tym swoje dziecinne zbki. A przy tym
omiesza si zupenie tym przekonaniem, e skoro nam nawymyla, obrzuci rasow pogard
i nienawici, to my z rozpaczy przepadniemy lub ze strachu ustpimy miejsca tym mdrym,
pracowitym, cywilizowanym, szlachetnym Niemcom. Gupi! nie wie, e nard, aby mg y,
rozwija si i zwycia, musi by smagany batami nienawici, musi by otoczony koem
szakalw gotowych go rozszarpa, a nie anioami nuccymi hymny pokoju i mioci.
 wiat jest liczb, powiedzia Pitagoras, ale ty, Kessler, jeste tylko zerem, przeraliwym
zerem, odosobnionym zerem  zawoa ze zoci Myszkowski.
 Napijmy si  zaproponowa Moryc, ktry zwykle sucha tylko.
Napili si raz i drugi, zapalili cygara i milczeli czas jaki.
Trawiski, ktry lubi rzuca lune myli i spostrzeenia, nie zwizane z tokiem rozmowy,
przerwa cisz i zacz mwi jasnym, bardzo melodyjnym gosem:
 Czowiek yjcy wyrachowaniem, czowiek, dobrze funkcjonujce kko wielkiej maszyny
oglnej, tworzy tylko szare to spoeczne, to zero w postpie, a wielko w utrzymaniu
status quo148, to w najlepszym razie konserwator cywilizacji, ale nie jej twrca.
 Czego pan chcesz, do czego zmierzasz, do kultu jednostek  rzuci ywo Wysocki.
 Stwierdzam tylko, e jednostki wybitne prowadz wiat naprzd, e bez nich byaby noc,
panowanie chaosu i lepych ywiow.
 A skde si bior te jednostki? Spadaj z ksiyca z gotowymi ju tablicami praw, postpu,
odkry, wynalazkw, co? Czy te s produktem tej szarej masy konserwatorw, tego
ta spoecznego. Tak? A jeli tak, to skoczyem  zawoa zaciekle, podkrci wsy, otrzepa
klapy, wycign mankiety i gotw ju by do zajadej dysputy.
 Skocz pan ostatecznym wnioskiem  powiedzia wolno Trawiski.
 Jednostki wybitne, ktre jak pan mwi, prowadz wiat, te geniusze sztuki, wiedzy, czynu,
uczucia itd., to tylko bezwiedne instrumenty, przez ktre wypowiada si ich rasa, nard
czy pastwo, ktre ich z siebie wyonio. Ich wielko jest w zupenej proporcji do wielkoci
rodowiska. Oni s wklsym zwierciadem po to, eby w nim odbija i ogniskowa wszystkie
marzenia, pragnienia i potrzeby swego narodu. Dlatego trudno przypuszcza, eby wrd
Papuasw urodzi si Kopernik lub Hne-Wroski.
 Podobnymi faktami przekonam pana, e jest inaczej, e geniusze nie s wytworem swoich
ras, a czym zupenie innym, ale pierwej opowiem star legend o genezie geniuszw:
Kiedy, dawno, byo le pomidzy ludmi, le pomidzy zwierztami, le wrd caej przyrody,
le wrd jaski, le wrd puszcz, le w gbiach wd i le w nieskoczonociach.
Panowa zy bg Chaos i jego dzieci: Zazdro, Nienawi, Przemoc, Gd i Mord. Wszyscy
walczyli przeciw wszystkim, wic jkami i paczem rozbrzmieway dugo przestrzenie, a
zbudziy z zadumy Indr, spoczywajcego w gbiach wszechwiata. Sucha dugo, spojrza
na ziemi i patrzy, a serce wezbrao mu wspczuciem i zdrj boskich ez, jak deszcz pere,
popyn w przestrzenie i kilka z nich rozprynitych pado na ziemi; z nich powstali i powstaj geniusze prowadzcy zbkan, biedn ludzko do wiata, na powrt w ono Indry.
Zrodzeni z litoci boskiej, s litoci, wiatem, mioci i zbawieniem dla ludzkoci.
 Bajka jak bajki, gdyby nie bya cudown, nie miaaby sensu  zawoa Wysocki i zaczli
gwatownie przekonywa si nawzajem, nie przerywajc nawet przy kolacji, ktr podano
wkrtce, ale mwili ciszej, bo Kurowski si oywi i wplta do rozmowy, ktra z wolna sta-a si oglna.
Borowiecki tylko nie mg si rozrusza, mwi mao i nie sucha, pi natomiast wiele
i spoglda niecierpliwie na towarzystwo, bo pragn pozosta sam z Kurowskim, ale nikt nie
myla o odejciu, zwaszcza teraz, przy czarnej kawie, gdy Kurowski podniecony nieco, gadzi swoj posrebrzon ju krucz brod i byszczc orzechowymi oczami, ktre w miar
ekscytacji staway si podobne do tygrysich, rzuca w rozmowie snopami paradoksalnych aforyzmw.
Oto niektre z nich:
Uczciwo miewa chwile nudy, a wtedy si jej strzecie.
Mona by nawet i cnotliwym, ale pod warunkiem, aby od czasu do czasu wystpek zaprosi
na obiad.
Kto pragnie sprawiedliwoci, moe j mie  kupiwszy.
Czym si rni deista od ateusza? Tylko odwrotnym biegunem gupoty.
Nie ma takiego ajdaka, ktry by chwilami nie maca si po bokach, czy mu nie wyrastaj skrzyda anioa.
d wyznaje wszystkie przykazania prcz jednego  nie kradnij.
Prawda najdroej kosztuje spoeczestwa cywilizowane, wic nie obawiajmy si, nie zapanuje
nigdy.
Suchamy praw i cenimy je  jeli s poparte bagnetami.
Nasza cywilizacja jest za dua dla naszych dusz, jeszcze barbarzyskich, dla naszych instynktw,
jeszcze dzikich. Ubieramy si w ni niby kary w strj olbrzymw.
To, co wiemy, mona porwna do zapaki poncej w mrokach wiecznoci.
Kto si mg cay odda jednej idei  niech si tym nie chwali, bo musia mie niewiele
do oddania.
Nie ma ludzi zych i dobrych  s tylko gupi i mdrzy.
Kessler nie mg ju duej sucha spokojnie, wzruszy pogardliwie ramionami i zawoa:
 Bawicie si jak dzieci pustymi bakami sw, a ja pjd do domu.
 Jestem tego samego zdania  powiedzia dwuznacznie Kurowski.
Kessler pozosta.
Rozmowa przesza na literatur, ktr prowadzi Myszkowski, bo powiedzia Borowieckiemu,
drwicemu z entuzjastw literackich:
 Na pocztku bya pie i na kocu bdzie pie, a nie podrcznik do przdzenia weny
czesankowej. Ale z tym mniejsza!
Podnis si, popatrzy jako dziwnie, jakby z pewnym alem na zebranych i powiedzia:
 Napijcie si ze mn na poegnanie, jutro wyjedam do Australii.
Zaczli si mia i pili, ale on powtrzy powanie:
 Nie miejcie si, daj wam sowo honoru, e jutro w nocy opuszczam d na zawsze.
 Gdzie? po co? dlaczego?  posypay si pytania.
 W wiat, prosto przed siebie, a po co? Aby by z daleka od Europy i cywilizacji fabrycznej,
mam tego bagna ju dosy, dusz si w nim, ton, umieram. Jeszcze par lat, a zgnibym
tutaj ze szcztem, a ja chc y i dlatego wyjedam. Zaczynam ycie na nowo, po ludzku.
 Ale dlaczego?  woali zdumieni i poruszeni tym niezwykym postanowieniem.
 Dlaczego? bo si nudz, bo mi zbrzyda tyrania praw, obyczajw, stosunkw, instytucyj,
bo mi zbrzyda ta stara ajdaczka Europa, obmierzy fasze, obmierzy wszelkie przepisy, ktre
mn rzdziy i nie pozwalay nigdy by sob  wszystko mi obmierzo i wszystko mnie za
mocno boli, abym dalej mg znosi.
 A czy gdzie indziej bdzie wam lepiej?
 Przekonam si dopiero. Bywajcie mi zdrowi.
egnali si z nim, ale wszyscy namawiali do pozostania, bo go lubili i pomimo dziwactw
cenili bardzo.
Kurowski tylko nic nie mwi, ledzi go oczami, a potem caujc na poegnanie, szepta:
 Dobrze robicie. Gdybym nie czu obowizku warowania tutaj do koca, do ostatniego
tchu, poszedbym z wami. Jeli wam bdzie potrzeba pienidzy, napiszcie.
 C, u diaba, przecie zabieram ze sob najwiksze kapitay, bo zdrowe rce i gow.
Nie jad przecie, aby uwodzi kobiety lub bawi si, jad y wolno i swobodnie. Wspomnijcie
mnie czasem, jeli chcecie, i pamitajcie, nie marnujcie ycia na robienie pienidzy,
nie rbcie z siebie bydlt pocigowych, nie stawajcie si maszynami, nie znikczemniajcie si
prac nadmiern.
Ucaowa wszystkich, a najmocniej Kurowskiego i podrwiwajc, aby ukry wzruszenie,
wyszed.
 Wariat!  mrukn pogardliwie Kessler i rwnie zaraz wyszed z Morycem i Wysockim.
Pozosta tylko Kurowski i Borowiecki.
Kurowski zamglonymi oczami patrzy w jak dal i nie mg stumi alu, jaki go przepeni za odjedajcym.
 Chwil ci tylko zajm  zacz Borowiecki.
 Siadaj, mamy dosy jeszcze czasu do rana  powiedzia, wskazujc na okno, na wit
przeciekajcy przez zapocone szyby.
Karol dugo opowiada o swojej fabryce i stanie interesw, o potrzebie pozbycia si splnikw,
przytacza zmow, jak zrobiono na niego, a w kocu zaproponowa wejcie do spki.
Kurowski dugo myla, wypytywa o szczegy, a rzek:
 Zgoda, ale pod jednym warunkiem. Z gry uprzedzam, e warunek wany i... moe troch
dziwny.
 Postaw go.
 Moe ci si nie podoba, ale... ale przyjmij spokojnie, po kupiecku.
 Czekam z ciekawoci.
 Nie oenisz si z Ank!
Borowiecki porwa si z krzesa, rumieniec obla mu twarz, ale rumieniec nagej, olepiajcej radoci. Mia ochot rzuci mu si na szyj, ale rycho si powstrzyma, oblk twarz
w surowo i szuka kapelusza.
 Mwiem, przyjmij spokojnie, po kupiecku. A zreszt, mwmy szczerze, nie oszukujmy
samych siebie, bo znamy si obaj zbyt dobrze.
 Dobrze, mwmy szczerze.
 Wejd do cichej spki z tob, eby mg pozbywa si dugw i wyrzuci dotychczasowych
splnikw, ale za to ty zwrcisz sowo pannie Annie i oenisz si, z kim zechcesz,
choby z Mad Mllerwn.
 A ty z Ank?
 To moja rzecz, co potem bdzie, zwr jej tylko sowo i nie mcz duej. Dziewczyn
zabija to pooenie, sama nie powie przecie.
 Zrobibym to dawno sam, mylaem i myl o tym czsto, ale si boj, bo przy jej uczuciowoci,
a przy tym, przy tym...
 Przy tym, o ile mnie si zdaje, ona was nie kocha, wic zrobicie jej ask.
 Co wiem o tym  powiedzia dotknity najboleniej jego sowami.
 No i wy jej nie kochacie.
 Tu powiem, e to znowu moja rzecz. Tyle wam powiem, e dokd ona nie zerwie ze
mn, bd jej narzeczonym i oeni si wkrtce. Dziwi si, e moglicie mi zaproponowa
podobn afer  zakoczy najniespodziewaniej bardzo wzburzony.
 Macie racj, byem wida nie do trzewym i niedobrze argumentowaem.
 Dobranoc.
Kurowski poda mu rk i patrzy za nim z gbokim alem, a potem zadzwoni i kaza
natychmiast zaprzga do wyjazdu.
 Biedna Anka!  szepn.
XXXV
 Wstpi na chwil do fabryki, a potem pjd z wami, nie chce mi si wraca do domu 
mwi Kessler do Moryca, gdy rozstali si z Wysockim.
 A moe do mnie na herbat?
 Dobrze. Co mi jest i nie wiem co!  szepn wstrzsnwszy si nerwowo.
Szli wolno pustymi, jakby wymarymi ulicami. nieg pobieli dachy i lea na ulicach
i trotuarach cienk, przymarznit warstw. Szaro mda, przesycona mtnym, zimowym
witem, powleka miasto ponurym nastrojem. Gaszono ju latarnie i wszystko
zlewao si ze sob i zacierao, gdzieniegdzie tylko byso jakie wiateko i zgaso
natychmiast.
 Musicie by w fabryce?
 Musz, nocna robota we wszystkich oddziaach.
 Darujcie mi uwag, ale gdybym by wami, nie zagldabym do Malinowskiego, on ma
min wciekego psa na acuchu.
 Gupi, jego crka kosztuje mnie z pi tysicy rubli rocznie, a on na mnie warczy.
 On ju by na Syberii  szepn Moryc.
 To cichy czowiek. Musz do niego wstpi, napisa list do mnie, wic chc mu da odpowied
osobicie.
Umiechn si zowrogo.
 O Zok?
 Tak.
 Macie przynajmniej rewolwer?
 Mam nog na tego polskiego psa, jeli warknie, to go rozgniot. Daj wam sowo, e nie
warknie, on chce tylko dobrego odszkodowania za crk. Nie pierwszy raz zaatwiam podobne
sprawy  mwi drwico, ale w gbi czu jakie dziwne drenie, nie strachu, bo to uczucie
nie istniao dla niego, ale drenie nieokrelonej tsknoty i znuenia.
Patrzy na szare niebo, na te ponure okopy domw, jakby umarych, i wsuchiwa si w t
dziwn, denerwujc cisz miasta upionego.
Ale ju w dziedzicu fabryki, ktra huczaa wszystkimi maszynami, w dziedzicu zalanym
falami elektrycznego wiata i penym ruchu, czu si znowu dobrze.
 Zaczekajcie chwil, rozmwi si i zaraz wyjd.
Wszed do wiey prawie ciemnej, bo tylko jedna lampka, przyczepiona do ciany okopconej,
rozpryskiwaa nieco mtnego wiata na pracujce toki i na doln cz koa, ktre jak
zwykle obracao si szalonymi rzutami, wyjc dzik pie siy i poyskujc gronie olbrzymimi
stalowymi szprychami.
 Malinowski!  krzykn od drzwi, ale gos porway elazne szczki maszyny.
Malinowski, zgarbiony, w dugiej bluzie, z oliwiark w rku i wycierem, azi dookoa
maszyny i czuwa nad tym potwornym bydlciem; zatopiony zupenie w chaosie krzykw
i szumw, jakby w gbi rozszalaego morza, ledzi tylko oczami ruchy potworu, ktry jakby
szalestwem pijany tacza si z rykiem wciekoci, trzs murami i napenia wie groz.
 Malinowski!  zakrzycza mu ju nad uchem Kessler.
Malinowski usysza, podszed bliej, oliwiark i lampk postawi i patrzc na niego spokojnie,
wyciera rce o bluz.
 Pisae list do mnie?  zapyta gronie Kessler.
Skin gow potakujco.
 Czego chcesz?  rzuci brutalnie, bo spokj Malinowskiego rozdrania go.
 Co zrobi z Zok?  szepn nachylajc si do niego.
 Aha! wic co chcesz?  zapyta po raz drugi i bezwiednie chcia si cofn do drzwi.
Malinowski zastpi mu drog i szepn cicho, bardzo spokojnie:
 Nic... Zapac ci tylko za ni...
Oczy mu strzeliy mocnym stalowym byskiem, a potne rce, podobne do tokw, wysuny si gronie zacinite.
 Z drogi, bo ci eb rozbij!
Strach nim zatrzs, zobaczy w oczach Malinowskiego wyrok mierci.
 Sprbuj, sprbuj!...  mrukn ponuro Malinowski.
Posunli si ku sobie, patrzyli przez chwil jak dwa tygrysy, napinajce si do strasznego
skoku.
Oczy zaczy im poyskiwa jak te stalowe szprychy koa, ktre niby ky migotay z cieniw.
Potwr, jak gad spltany w sie zmrokw, skrze, byskw, z wyciem rzuca si zapamitale,
jakby szukajc ucieczki z tych roztrzsionych, potnych murw.
 Z drogi!  rykn Kessler i rwnoczenie uzbrojon w kastet rk wymierzy taki straszny
cios, e Malinowski zatoczy si na cian, ale nie upad, jak byskawica rozwin si w ca-ej dugoci i run na Kesslera, chwytajc go stalowymi rkami za gardo i rzucajc ze
straszn si na przeciwleg cian.
 Ty... cierwo...  warcza i coraz silniej go dusi, a Kessler rzygn krwi i ledwie wycharcza:
 Pu... pu...
 Ju ci teraz dokocz, ty mj, mj... mj...  szepta wolno i bezwiednie jako zwolni
ucisk palcw. Wtedy Kessler oprzytomnia i szalonym ruchem rozpaczy rzuci si naprzd
z tak si, e obaj upadli.
Malinowski go nie puci, sczepili si wp jak dwa niedwiedzie i tarzali si z guchym
krzykiem, bili gowami o asfalt, rozbijali si o ciany i obmurowania maszyny, gnietli si
kolanami, ksali sobie twarze i ramiona, ryczeli z blu i wciekoci.
Nienawi i pragnienie mordu odebray im przytomno, przewracali si potwornym kbem,
ktry co chwila si przewala, unosi, pada znowu, zwija, pry, rycza dziko i ociekajcy krwi, rozszalay, toczy dalej ten bj miertelny obok maszyny huczcej gucho, pod
tym koem, ktre co chwila ju chwytao ich stalowymi kami.
Szamotali si krtko. Malinowski bra gr i tak ciska potnie, e ama tamtemu ebra
i klatk piersiow, wtedy Kessler ostatnim ruchem uchwyci go zbami za gardo.
Zerwali si rwnoczenie z ziemi, okrcili si dookoa siebie i runli ze strasznym krzykiem
na toki i pomidzy przebiegajce byskawicznie szprychy koa, ktre ich poderwao,
wchono, podnioso pod sufit i w mgnieniu oka rozmiadyo na strzpy.
Jeszcze ostatni ich krzyk brzmia wrd rozdrganych murw, a oni ju nie yli, tylko achmany
podarte cia wiroway w orbicie koa-potworu, leciay po cianach, zsuway si po tokach
okrwawionych i wieway poczepiane na kole, ktre okrwawione, potworne swoj
wielkoci, biegao wci w szalonym ruchu, z wciekym rykiem siy sptanej.
***
Za pogrzebem Malinowskiego posza tylko garstka znajomych i przyjaci Adama, bo
dzie by straszny, co chwila pada deszcz ze niegiem i wiatr przenikliwy, lodowaty powiewa od szarych, cikich chmur, nisko wiszcych nad ziemi.
Adam prowadzi matk opuch od paczu i na p przytomn, a za nimi szli Jasklscy
z gromad starszych dzieci i kilka ssiadek z domw familijnych.
Szli rodkiem ulicy za jednokonnym karawanem, ktry skaka na wybojach i rozbija ko-ami rzadkie czarne boto, chlustajc dookoa strumieniami.
Orszak posuwa si wolno Piotrkowsk ulic, zapchan wozami penymi towarw i prywatnymi
ekwipaami; tumy czarne, obocone, snuy si trotuarami, z dachw spywaa woda
strumieniami i rozpryskiwaa si o chodniki i o chwiejce si na wietrze parasole, a nieg
mokrymi patami bieli coraz bardziej bok karawanu i trumny.
Trotuarem szed Blumenfeld, Szulc i caa ich muzyczna banda, w kocu ktrej Stach Wilczek
z jakim modym czowiekiem, ktremu wci opowiada o swoich interesach.
Horn szed rwnie za orszakiem i smutnym wzrokiem przeglda wszystkich idcych;
szuka Zoki, ale jej nie byo i nikt nie wiedzia, co si z ni stao od mierci Kesslera.
Zaraz za miastem przyczyo si do orszaku kilkanacie robotnic i te zaintonoway jak
przesmutn pie i pieway j same, bo ksidza nie byo. Chowali Malinowskiego jako samobjc
i morderc, we wzgardzie, wic te moe i dlatego twarze wszystkich napitnowaa
gboka gorycz i smutek.
Ale w miar odsuwania si od miasta przybywao coraz wicej ludzi z rnych przej i zaukw; ludzi zdyszanych jeszcze prac, zabrudzonych, sinych z zimna, ktrzy zwartym zastpem
otoczyli zmarego towarzysza i szli niby grony zastp.
Pie brzmiaa smutnie, targa j wiatr, chosta nieg i deszcz, mrozio przejmujce zimno.
W alei, prowadzcej do cmentarza, nagie drzewa jczay pod parciem wichru, a pie rozlegaa si jak kanie pene skargi i bezbrzenego alu.
Przez cmentarz, peen rozgniych lici, bota zmieszanego ze niegiem, wspaniaych grobowcw
i dzikiego szumu nagich drzew, przesunli si spiesznie i skrcili w kt zapomnianych,
gdzie kilkanacie mogi wznosio si wrd uschych ostw i dziewanny.
D by gotowy, wic rycho zadudnia ta przemarza ziemia sypana na trumn, pacze
i krzyki zerway si jak burza i wtroway gonym modlitwom robotnikw, klczcych dookoa grobu.
Wiatr usta nagle, drzewa stany w ciszy, ciemnio si jeszcze bardziej i nieg miliardami
biaych cikich motyli zacz spywa z pospnych chmur, pobieli groby i ludzi, pokry
wszystko zimn, jednostajn powok.
Od odzi, wskro niegw, dolatyway przytumione gwizdawki fabryczne, wiszczce na
podwieczorek.
 Co si dzieje z Zok?  pyta Blumenfeld Wilczka, gdy ju wracali do miasta.
 Pjdzie na ulic. Kiedy si dowiedziaa o mierci Kesslera, wpada w zo i zacza
wymyla na ojca, e przez niego bdzie musiaa szuka nowego kochanka. Ale podobno ju
Wilhelm Mller zaj si ni.
 C wy teraz, Wilczek, robicie?  zapyta Horn, przystpujc do nich.
 Szukam jakiego interesu. Puciem Grosglika, a wgle ju mnie nudz.
 Podobno sprzedalicie plac Grnspanowi?
 Sprzedaem  mrukn i zaci zby, jakby go dotknito w bardzo bolesn ran.
 Co, okpi was?
 Okpi, okpi!  powtrzy przez zby z jak bolesn luboci.  Sprzedaem za czterdzieci
tysicy, zarobiem na tym trzydzieci osiem i p, ale mnie okpi! Nie daruj mu tego
do mierci!  postawi konierz od futra, eby ukry rozgorza wzburzeniem twarz i osoni
si nieco od niegu, ktry zacina im w oczy i pada coraz gstszy.
 Nie rozumiem, zarobilicie a tyle, wic gdzie tu miejsce na okpienie?
 A, tak. Wiecie, kiedymy ju umow podpisali, kiedy pienidze miaem w kieszeni, ten
parch, psiakrew, wyciga do mnie rk, dzikuje mi za dobre serce i powiada, e jestem bardzo
mdry, ale tylko do wysokoci czterdziestu tysicy rubli!... Zacz si mia i powiada,
e on by ju zdecydowany da pidziesit tysicy, bo plac jest mu koniecznie potrzebny!
Pomylcie tylko, jak si daem gupio zapa, a teraz miej si ze mnie!
Zamilk i pozosta troch w tyle, aby przyciszy t szalon, bezsiln wcieko, jaka go
dawia.
Ju mu nie chodzio o pienidze, ale nie mg strawi tego, e zosta oszukany, e taki
Grnspan kpi sobie z niego, e on, Wilczek, da si zapa. Cierpiaa jego ambicja mki niewysowione.
Poegna towarzyszw zimno, bo nie mg w tej chwili patrzy na nikogo, siad w dorok i pojecha do domu. Mieszka jeszcze w swojej dawnej chaupie, bo sobie wymwi lokal
do wiosny.
W izbie byo zimno, wilgotno i bardzo pusto, e ledwie wysiedzia do wieczora, a potem
powlk si do kolonii, gdzie teraz stoowa si stale, bo potrzebowa zawizywa blisze
stosunki z tzw. towarzystwem.
Ale w kolonii, tak zawsze wesoej, dzisiaj panowa smutek na wszystkich twarzach,
a Kama pakaa co chwila i uciekaa do saloniku, bo j wzrusza do gbi widok Adama Malinowskiego,
ktry odprowadzi matk do domu, pozostawiajc j wrd bliskiej rodziny,
a sam uciek i bdzi kilka godzin po odzi, wreszcie zmordowany przyszed do kolonii
na zwyk, codzienn herbat; myla, e wpord yczliwych bdzie mu lepiej.
Siedzia wanie przy stole i patrzy gdzie daleko. Jego zielone oczy pociemniay i jakby
odbijay t wewntrzn, zamknit pod czaszk wizj ostatnich chwil ojca, jaka cigle przed
nim stawaa.
Nic nie mwi, ale, czujc tyle serc mocno wspczujcych, tyle spojrze serdecznych, te
przyciszone szepty dookoa i ten dziwny nastrj zebranych, i cige wybuchy paczu Kamy,
nie mg wytrzyma. Nie egnajc si z nikim, wybieg i w sieni wybuchn spazmatycznym
paczem.
Wybieg Horn i Wilczek, zaopiekowali si nim i odwieli do domu, gdzie te wkrtce zebrali
si wszyscy przyjaciele. Siedzieli wszyscy w milczeniu czas dugi, a Blumenfeld zacz
pianissimo gra na skrzypcach Szopenowskie nocturny i gra dugo, gra tak caym sercem,
a Adam wsuchany w muzyk uspokoi si nieco.
Potem przyszed do nich Dawid Halpern i zacz go pociesza najtroskliwiej i opowiada
z gbok wiar o Bogu sprawiedliwym i dobrym.
Wszyscy suchali do chtnie prcz Wilczka, ktry si wynis, bo tego nic i nikt zaj
nie potrafi, gdy od dwch tygodni ara go ta szalona nienawi do Grnspana.
Wczy si po odzi dniami caymi, zatopiony tylko w kombinacjach zmierzajcych do
szkodzenia fabrykantowi.
Przysig mu zemst i szuka sposobnoci. Nie pomyla nawet o zemcie osobistej, o zbiciu
go lub zabiciu; nie, to byo gupstwem, on chcia go zrani w kiesze.
Wic cae tygodnie trawi teraz na wertowaniu i przepatrywaniu szczegw poaru fabryki
Grosmana, bo poczu, e z tej strony zdoa ugry Grnspana w samo serce.
By ju na dobrej drodze odkry, ale tymczasem, dla nasycenia chwilowego, postanowi
odkry przed Borowieckim zmow Grosglika i machinacje Moryca dce do zawadnicia
fabryk.
Ubra si pewnego dnia bardzo starannie i poszed odwiedzi pana Adama i Ank przypuszczajc, e tam spotka Karola.
Anka przyja go bardzo serdecznie, bo jej przypomnia Kurw, i zaraz zaprowadzia do
pana Adama.
 Stachu! jak si masz, co? Dobrze, e przyszed, dobrze...  szepta pan Adam wycigajc do niego rk, ktr Wilczek jako bezwiednie, dawnym zwyczajem, ucaowa, a e zacz
opowiada o Kurowie, gdzie by niedawno, wic i Anka przysuna si bliej i suchaa
z uwag.
 No, ale tobie jake idzie, co?  pyta w kocu pan Adam.
 Dosy dobrze, dosy, jak na pocztek  odpar niedbale i z lekcewaeniem opowiada
o swoich czterdziestu tysicach rubli, bo chcia im zaimponowa.
 No, no! szcz ci, Boe, mj Stachu, zosta sobie milionerem, byle bez krzywdy ludzkiej.
Wilczek umiechn si pobaliwie i zacz szeroko opisywa swoje plany i zamiary, rzuca tysicami na lewo i na prawo, opowiada od niechcenia o swoich stosunkach z milionerami,
szkicowa swoj przyszo wielkimi sztrychami, ale przy tym by miesznym bardzo, bo
zbytnio si wszystkim popisywa.
Anka umiechna si ironicznie, a pan Adam zawoa ze szczerym podziwem:
 Jak si to dziwnie ukada na tym wiecie! A pamitasz to jeszcze, mj Stachu, jak pasa-e nasze cielta, co? A te cybuchy ksidza Szymona, he?...
 Trudno zapomnie...  mrukn czerwienic si, bo Anka tak dziwnie patrzya na niego.
Popsuo mu humor to przypomnienie, wic powsta zaraz i pyta o Karola.
 Nie ma pana Borowieckiego, wczoraj wyjecha do Berlina i powrci dopiero za kilka
dni  mwia Anka nalewajc mu herbaty.
 A powiedz no mi, jak to tam byo z t star ydwk, zjade jej strucle czy nie? 
cign nieubaganie pan Adam wpadszy na przypomnienia.
Ale Wilczek tak by temu nierad, e nic nie odpowiedzia, wypi szybko herbat i wynis
si, wcieky na starego i na wiat cay.
 To moje dziecistwo bdzie mi kul u ng!  mrucza.
Pan Adam dugo rozmawia o nim z Ank, dugo nie mg dobrze poj, jak si to teraz
dzieje na wiecie, e taki Wilczek na przykad, ktry u nich pasa bydo, ktrego nieraz dobrze
obija, jest teraz ju zamonym czowiekiem i moe najspokojniej przychodzi do nich
i by jak z rwnymi.
Pan Adam by demokrat, ale tego nie mg poj, a raczej na tak rwno nie mg si
zgodzi, wic zakoczy:
 Oni za prdko rosn! Ze szlachty to mia pociech i Pan Bg, ale tymi to, zdaje mi si,
e tylko diabe bdzie si cieszy, co, jak ci si zdaje, Anka?...
XXXVI
Borowiecki by w Berlinie.
Przyjecha do Lucy, bo go zasypywaa depeszami i grozia samobjstwem, jeli nie przyjedzie
chociaby na kilka godzin.
Pojecha nawet dosy chtnie, bo myla, e dni kilka odpocznie z dala od fabryki, ktra
ju pracowaa wszystkimi oddziaami.
Czu si nadzwyczaj zmczonym i wyczerpanym prac i cigymi kopotami.
Z Lucy widywa si po dwa razy dziennie. Spotkania te byy dla niego mczarni,
tym wiksz, e Lucy bardzo zbrzyda; nie mg patrze bez gbokiej urazy na jej
zdeformowan figur, a prawie ze wstrtem caowa jej twarz obrzk, pokryt tymi
plamami.
Ona szybko odczua wraenie, jakie wywieraa, wic kada schadzka koczya si gorzkimi
wyrzutami i paczem.
Mczyli si oboje strasznie.
Ona kochaa z dawn si, tylko znikna w niej dawna wytworna, namitna kochanka;
ta pena niewiadomej dyskrecji, szczerej naiwnoci i wzruszajcej niemia-oci Lucy, ta pikna Lucy, podziw odzi, a budzia si w niej prosta, ordynarna, bez
wychowania i kultury ydwka z maego miasteczka. Robia si krzykliw, aroganck
i gupi.
To przysze macierzystwo tak j przeistaczao zupenie i budzio wszystkie waciwoci
rasy, do jakiej naleaa.
Karol z przeraeniem pewnym spostrzega te zmiany, ale e czu si winnym wobec niej,
wic przycisza, jak mg, wstrt i nienawi, jaka si w nim rozrastaa, i dosy spokojnie
znosi wybryki jej i kaprysy.
Wymawiaa mu przy kadym spotkaniu, e uczyni j nieszczliw, przypominaa cigle
z przyjemnoci udrczania jego i siebie, e to dziecko, ktre miao si narodzi  to jego
dziecko, torturowaa go cig obaw mierci, a koczya rzucaniem mu si w ramiona i namitnymi
wybuchami zmysowoci.
Po kilku dniach poegna j, chocia jeszcze nie wyjeda, bo mu ju brakowa zaczyna-o si i cierpliwoci.
Pozosta w Berlinie i odpoczywa dopiero naprawd, przepdzajc dnie cae i noce na pustej,
bezmylnej zabawie.
Pewnego dnia wrci rano i byo ju dobrze po poudniu, a on spa jeszcze, gdy zbudzi go
wony z telegrafu z depesz.
Sennymi, nieprzytomnymi oczyma przeczyta:
Przyjedaj! Fabryka si pali. Moryc.
Wyskoczy z ka, ubra si spiesznie i zacz pi wolno wystyg dawno herbat, i patrzy przez okno na drug stron ulicy, po chwili dugiej dopiero spostrzeg, e trzyma w zacinitej
doni jaki papier, rozwin i znowu przeczyta.
 Fabryka si pali!  wykrzykn zdumionym i przestraszonym gosem i rzuci si na korytarz,
jakby biegnc na ratunek, dopiero przy windzie oprzytomnia i zapanowa nad sob.
Zamwi specjalny pocig i peen nieopisanej trwogi czeka w jakiej maej restauracji przy
banhofie149.
Co pi, co robi, co mwi, nic o tym nie wiedzia, bo by ca swoj istot tam, przy palcej si fabryce.
Gdy zawiadomili, e pocig czeka, zrozumia dobrze, bo wsiad; gdy si go o co pytali, rwnie rozumia, tylko odpowiedzie nie umia, bo cigle bezwiednie dwiczao mu w mzgu:
 Fabryka si pali!
Zaraz ze stacji pocig skadajcy si tylko z wagonu osobowego, brankardu150 i maszyny,
rzuci si jak rumak spity ostrogami i pogna ca si pary w przestrze zanieon.
Z jakiej stacji, gdzie si zatrzymano na chwil, telegrafowa do Moryca i prosi, aby go
depeszami zawiadamiano o postpie poaru.
Polecieli dalej.
Stacje, miasta, wielkie wzgrza, rzeki, lasy migotay tylko jak w kalejdoskopie, przesuwa-y si jak cienie, jak wizje i giny w ciemnociach nocy.
Nie zatrzymywali si prawie nigdzie, pocig jak zwierz oszalae rzuca si z krwawymi lepiami
naprzd, poera przestrzenie, dysza obokami skier zotych i przy potnym piewie tokw
i huku k bijcych z wciekoci o szyny, pru ciemnoci, bieg coraz dalej i dalej...
Borowiecki z twarz rozpaszczon na szybie wagonu sta wci i patrzy w noc ciemn,
w drgajce majaki rzeczy przesuwajcych si, w zanieone paszczyzny, uciekajce w ty.
Nic nie widzia, spoglda tylko cigle na zegarek.
W Aleksandrowie czekaa ju depesza.
Pali si!
Przesiad si do oczekujcego ju ekstra-pocigu i jecha dalej.
Noc ju bya pna.
Pozasania wiata i pooy si, ale zasn nie mg, bo pod czaszk, w nim caym, przewalay si tumany trwogi pene rozprynitych obrazw, tym boleniejszych, e nie potrafi
schwyta ich konturw i zapamita, rozleway si niepochwytnie i przepeniay go drczcym, nieustannym dreniem.
Zerwa si na nogi, wiato odsoni i zbierajc wszystkie siy woli zacz w notesie oblicza
swoje aktywa i pasywa. Ale nie skoczy, cofn si z trwog przed uwiadomieniem
dokadnym stanu swoich interesw.
Asekuracja moga tylko pokry dugi, wsplnikw i pienidze Anki. Ani jego wasnych
kapitaw, ani pracy osobistej, ani warsztatu do pracy przyszej  nie zobaczy w cyfrach.
Nie chcia myle o tym, ale czym usilniej pragn zapomnie, tym ywiej te zowrogie
cyfry wyaziy mu z gbin mzgu i migotay na rozpalonych gorczk siatkwkach.
 Co tu robi  myla chwilami tylko, bo nie mg ju myle, nie mg splta jednej
caej myli, wszystko si w nim zapadao, zalewane straszn niecierpliwoci.
Patrzy znowu w noc i przeklina powolno, z jak pocig lecia, bo on rozgorczkowan
wyobrani ju z tysic razy bieg naprzd, ju by w odzi, ju widzia uny, widzia pomienie rce mu jego prac, sysza wrzaski i huki zapadajcych si budynkw, dusz mia
pen poaru, ktry go tak pali.
Zrywa si z miejsca, chodzi po wagonie, rozbija si o ciany, czu si jakby pijanym, to
lea dugo i wpatrzony w wiato tak si jednoczy wewntrznie z pocigiem, tak z nim bieg
i pracowa razem, e czu w sobie obroty k, dyszenie maszyny, cay wysiek pracy, wielk,
dzik rozkosz lecenia bez pamici wskro pustych zimowych pl i nocy.
Godziny pyny wolno, strasznie wolno.
Otworzy okno i wysun gow na mrony chd nocy.
Zimny, przejmujcy wiatr, leccy od pl nienych, bi go po twarzy rozpalonej, a ciemne,
poyskujce niegiem przestrzenie, okrcay mu dusz szaroci i smutkiem.
Pocig bieg wci jak byskawica pena grzmotw. Upione stacyjki, zasypane niegiem
wioski, gnce si pod okici nien lasy i dugi acuch latar straniczych, podobnych do
wietlistych baniek pywajcych po morzu ciemnoci, uciekay z szalonym popiechem w ty,
jakby z trwog przed potworem.
Jeszcze si pali!
Mwia trzecia depesza, jak zasta w Skierniewicach.
Podar j i rzuci na ziemi.
Wypi ca butelk koniaku, ale nie uspokoi si ani zapomnia.
Jecha znowu dalej i modli si prawie do maszyny, byle prdzej leciaa.
Czu si chorym i tak zdenerwowanym, e nie mg si utrzyma na nogach, bolao go
serce, bolay go wszystkie minie, a kada myl przenikaa mzg jakby ostrzem rozpalonym;
chodzi niezmordowanie od okna do okna, siada po wszystkich miejscach i zrywa si natychmiast,
i znowu bieg patrze w mron, zimow noc, w ponure przestrzenie, ktre na
prno chcia przenikn wzrokiem.
Z bijcym sercem przyglda si stacjom mijanym w szalonym pdzie, aby zobaczy ich
nazwy, ktre przeczuciem prawie wyrywa z ciemnoci.
Ale mka niepokoju trwaa wci, bez przerwy, zapuszczaa swoje cienkie pazury we
wszystkie nerwy, we wszystkie centra i rwaa coraz boleniej.
Zapada ze znuenia jakby w drzemk, z ktrej si budzi oblany potem strachu i jeszcze
silniejszym poczuciem wasnej bezsilnoci.
Zmczenie zaczynao bra gr, coraz niewyraniej wiedzia, gdzie jest i co si z nim dzieje,
jak przez sen spostrzega blady, zimowy wit, ktry zaglda do okien zielonaw twarz
i wlk si senny po niegach, i zgarnia mroki z pl, odsania zarysy lasw, byska ju wiatami budzcych si wiosek i obwija si w masy brudnych chmur napywajcych z popiechem
ze wschodu, a potem okry si pacht olbrzymi szaroci i zacz z niej wytrzsa
nieg, ktry pada gstymi patami i przysoni wszystko.
W Koluszkach ju depeszy nie byo.
Ale ju zmg zmczenie, umy si i zacz przyprowadza do rwnowagi rozstrojone nerwy.
Opanowa si niejako fizycznie, zmusi do zewntrznego spokoju i do logicznego mylenia,
ale nie mg stumi niecierpliwoci i niepokoju, ktry w miar zbliania si do odzi
wzrasta niepomiernie.
Bolesne refleksje rozgoryczay go coraz wicej.
Tyle lat pracy, wszystkie nadzieje, tyle wysikw, tyle pragnie, caa przyszo  wszystko
to widzia ulatujce z dymem.
Bl go targa tym sroszy, im bardziej czu si bezsilnym, im bardziej protestowa przeciwko
zym, nienawistnym losom.
nieg pada coraz gstszy, tak e pomimo dobrego ju dnia nic nie byo wida.
Pocig bieg z szalon szybkoci i jakby przedziera si przez te biae strzpy, zasypujce
wiat, a Borowiecki wychylony przez okno chwyta spieczonymi ustami ostre powietrze
i wskro nienych zason wypatrywa konturw fabryk i dra tak niecierpliwoci, e gryz
sobie palce, aby nie krzycze z blu.
Maszyna jakby podzielaa jego niepokj, bo gnaa jakby pdzona szalestwem; biega zadyszana,
rzucaa si jak w konwulsjach, charczaa z wysiku, zgrzytaa tokami, oddychaa
obokami dymu i podobna do olbrzymiego uka huczcego wskro nienych paszczyzn leciaa zapamitale, naprzd, bez tchu, jakby w nieskoczono.
XXXVII
Poprzedniego popoudnia Anka jak zwykle o tej godzinie siedziaa przy panu Adamie, ktry
dzisiaj by wicej rozdranionym i niespokojnym. Cigle pyta si o Karola i co chwila
narzeka na duszno i ostry bl serca.
Dzie by pospny, nieg po kilkakro polatywa, ale przed wieczorem usta, tylko wiatr
si wzmg i bi w okna niegiem, i targa drzewami ogrdka, i przewala si z powistem po
werandzie, na ktr wychodziy okna chorego.
O zmroku i wiatr umilk, zrobia si gboka cisza, w ktrej tylko huczay goniej fabryki.
 Kiedy Karol przyjedzie?  zapyta znowu sabym szeptem.
 Nie wiem  odpowiedziaa chodzc po pokoju i spogldajc przez okna.
Czua si dziwnie zmczon, a do tego przyczya si jaka nuda niewypowiedziana
i smutek pyncy jakby razem z t szar, brudn noc, co d pokrywaa.
Cae tygodnie nie wychodzia z domu przesiadujc przy panu Adamie i niecierpliwic si
coraz boleniej wyczekiwaniem jakiego koca.
Teraz, chodzc po tym w poowie ciemnym pokoju, przesyconym zapachami lekarstw,
wydao si jej, e jest skazana na zawsze, e ta mka oczekiwania nigdy si ju nie skoczy.
Nawet si ju nie buntowaa przeciwko koniecznoci, poddawaa si biernie losom i opadaa w siebie, w najgbszy ze smutkw, w smutek rezygnacji.
Pan Adam zacz pgosem mwi swoje wieczorne pacierze; nie odmawiaa z nim dzisiaj,
bo nawet nie syszaa, zatopiona w odrtwieniu, z jakim patrzya w okno, na zasypany
niegiem ogrdek i na mury fabryki.
Jaki czowiek wybieg z furtki fabrycznej i bieg z najwikszym popiechem do werandy
krzyczc co gono.
Anka porwaa si i wybiega naprzeciw.
 Pali si!  bekota Socha.
 Gdzie?
Zamkna drzwi do przedpokoju, aby chory nie usysza.
 W fabryce. Zapalio si w suszarni na trzecim pitrze!...
Nie pytaa wicej, pchnita pierwszym odruchem pobiega do fabryki i zaraz za furtk zobaczya pomienie, wychylajce czerwone by z okien trzeciego pitra.
Na dziedzicu by zamt nie do opisania, ludzie z krzykiem obkanych wybiegali z pawilonw,
szyby pkay w oknach i czarne gryzce dymy, pene ognistych jzykw, lizay okienne
ramy i sigay dachw.
 Ojciec!  krzykna przestraszona nagym przypomnieniem i wrcia do domu.
Ale teraz i na werandzie sycha ju byo krzyki, a pomienie zaczy ukazywa si na
dachach, wprost okien domu.
 Co si tam dzieje, Anka?  zapyta stary niespokojnie.
 Nic... nic... podobno u Trawiskiego sta si jaki wypadek  odpowiedziaa prdko,
sama zapalia lamp i drcymi rkami zapucia rolety.
 Panienko... laboga... ady...  wrzasna suca, wbiegajc.
 Cicho...  krzykna gwatownie.  Zapal lamp, bo tu za ciemno...
 Ady si ju pali...
 Prawda... dobrze... id... zawoam ci...
Gucha, spltana wrzawa poaru podnosia si coraz bardziej, potniaa i zacza si ju
wdziera przez okna i drzwi.
 Boe! Boe!  szeptaa bezradnie, nie wiedzc co robi, jak przytumi te szumy, aby
ich nie usysza pan Adam.
 Anka, popro pana Maksa na herbat.
 A dobrze. Zaraz napisz do niego.
Rzucia si do biurka, odsuwaa krzesa, trzaskaa szufladami, rzucia na ziemi jaki wazon,
potem cik tek z papierami, przy podnoszeniu ktrej przewrcia kilka krzese, to
szukaa atramentu, stpaa gono, haaliwie uderzaa drzwiami.
 Co ty wyrabiasz dzisiaj!  mrukn chory, ktry jako niespokojnie nastawia uszw i chwyta pomimo pewnej guchoty te dziwne drgania krzykw, napeniajcych coraz wicej pokj.
 Niezgrabna jestem... bardzo niezgrabna... to nawet ju Karol zauway!...  tumaczya
si i wybuchna dugim, bezprzyczynowym miechem.
Zajrzaa do drugiego pokoju, aby spojrze na fabryk.
Krzyk wydar si jej z piersi, krzyk bezwiedny, bo ujrzaa fal ognia pitrzc si nad fabryk coraz wyej, coraz szerzej, coraz straszniej.
 Co ci si stao?  zapyta chory, usysza bowiem.
 Nic... nic... uderzyam si o drzwi...  szeptaa chwytajc si za gow, aby ukry pomieszanie,
aby si choby na chwil opanowa.
Trzsa si jak w febrze, wszystko w niej tak dygotao, e sta nie moga.
Stra ogniowa, poprzedzana chrapliwymi gosami trbek, w najwikszym galopie przeleciaa ulic.
 Anka, co to?
 Wozy jakie przejechay tak prdko...  odpowiedziaa.
 Zdaje mi si, e jak muzyk byo sycha?
 To dzwonki od sanek!... dzwonki!... Moe ojcu przeczyta co, dobrze?
Skin gow potakujco.
Przyciszya w sobie burz, nadludzkim wysikiem zapanowaa nad sob i zacza czyta.
Czytaa bardzo gono.
 Sysz... sysz...  szepn niecierpliwie pan Adam.
Nie zwaaa na to, czytaa dalej. Nie wiedziaa, co czyta, nie rozumiaa ani jednego sowa,
nie widziaa ani jednej litery, rozgorczkowany mzg snu jak improwizacj, a ca dusz,
resztkami wiadomoci chwiaa si na fali krzykw, trzaskw i odgosw, jakie si rway od
poncej fabryki.
Krwawe odblaski poaru, pomimo wiata wewntrz pokoju, zaczy ju zabarwia rolety.
Czytaa jednak dalej. Serce przestawao bi, trwoga niewypowiedziana rozsadzaa jej
mzg, pot wysiku okry twarz poblad, jakby nagle zastyg w masce strachu, cignite
brwi pokryway rozgorczkowane oczy, gos si rwa co chwila, zmienia brzmienia i taki
ostry, taki okropny bl gryz jej serce, tak j ama, tak dusi, e bya blisk szalestwa.
Jeszcze panowaa nad sob.
Krzyki ju bardzo wyranie dolatyway do pokoju; a oskot padajcych murw i walcych
si sufitw co chwila wstrzsa caym domem...
 Ciszej... ciszej... ciszej... Jezus! litoci!...  mylaa bagalnie i padaa przed tym Imieniem,
i wszystkimi potgami ebraa zmiowania.
Pan Adam przerywa czytanie i sucha coraz niespokojniej.
 Krzycz! jakby w fabryce Karola... Zobacz, Anka.
Zobaczya...
Zobaczya z drugiego pokoju, e ju caa fabryka w ogniu, e poar jak burza sroy si
nad wszystkimi pawilonami i rzyga ognistymi falami ku niebu...
 Nic... nic... ojcze... Wiatr tak szumi... ogromny wiatr...  wyszeptaa z najwikszym wysikiem.
Brakowao jej powietrza... dusia j rozpacz... bezradno... obawa... Czua dobrze, e ten
poar zabiby ojca...
 Co robi?... Czemu nie ma Karola?... a jeli i dom zacznie si pali?...
Jak byskawice palce przebiegay te myli, hipnotyzoway j strachem bezbrzenym i obezsilay do reszty.
Nie, nie moga wicej czyta.
Chodzia po pokoju, zataczaa si prawie, ustawiaa haaliwie stolik do herbaty.
 To wiatr... Pamita ojciec ten wiatr w Kurowie?... A ta nasza aleja topolowa, ktr wicher
wtedy wyrwa i poama?... Boe!... tak si baam wtedy... Jeszcze... dzisiaj... teraz... sysz
ten straszny szum... ten trzask... te jki drzew amanych... to okropne wycie... Boe...
Boe... jakie to jest straszne...
Nic ju mwi nie moga, gos si jej zerwa, staa przez mgnienie nieruchoma, zasuchana
w potniejcy krzyk poaru, zmartwiaa groz.
 Tam si co dzieje  zauway chory usiujc si podnie.
Zbudzia si, zapewniaa go, e nie, posza do saloniku i si nadzwyczajn przysuna
fortepian pod drzwi otwarte i zacza gra jak szalon, dzik galopad.
Dwiki pene szau i wesooci zalay mieszkanie, drgay takim potnym rytmem, tak
si skrzyy i chichotay w szalonym wirze, e istotnie przytumiy odgosy ognia i powrciy
na twarz pana Adama spokj, a nawet pewn wesoo.
Anka graa coraz gwatowniej, struny pkay co chwila z bolesnym brzkiem, nic nie syszaa; zy pyny strumieniami po jej twarzy, nie wiedziaa, e pacze, nie widziaa nic, nie
rozumiaa nic, graa bezprzytomnie, trzymana jedynie myl uratowania ojca.
Naraz dom zadra, obrazy pozlatyway ze cian, rozleg si taki huk, jakby p wiata runo.
Pan Adam rzuci si do okna, zerwa rolety i una poaru niby krwawa rzeka uderzya
w niego i zalaa cay pokj.
 Fabryka! Karol! Karol!...  wyszepta i upad na wznak chwytajc si za gardo, drga konwulsyjnie,
wyrzuca nogami, szarpa kodr sztywniejcymi palcami i charcza jak duszony.
Anka rzucia si do niego, woaa na sub, dzwonia, ale nikogo nie byo, prbowaa go
cuci, ratowa, wszystko byo na prno, nie dawa znaku ycia, a ona, oszalaa, wybiega
przed dom i zacza krzycze o pomoc.
Wkrtce zjawili si ludzie z Wysockim, ktry zajty by ratowaniem poparzonych robotnikw,
ale byo ju za pno, pan Adam nie y, a Anka leaa przy nim na pododze bezprzytomna.
Fabryka palia si dalej.
Huk, ktry odkry panu Adamowi poar i zabi go, by to wybuch kota, ktry wylecia
w powietrze, wyrwa ze sob p pawilonu i niby meteor ognisty zatoczy wielk elips i spad
na frontowy pawilon fabryki starego Bauma, przebi dach, rozbi sufit, zdruzgota drugie
i pierwsze pitro i zary si w dolnej sali, zasypany gruzami budynku, ktry rwnie zacz
si pali.
Po wybuchu poar fabryki Borowieckiego rozszerza si coraz gwatowniej.
Przez rozerwane wybuchem mury, niby przez straszn ran, buchny potoki ognia i dymw
i z dzik wrzaw szau ogarny wszystko krwawymi objciami.
Pomimo wysilonej pracy stray ogniowej pawilony zapalay si od pawilonw, ogie jak
ywa istota peza po murach, dar si po dachach, przesuwa si krwawymi prgami nad dziedzicem,
a si poczy i zwichrzonymi falami przewala si po fabryce.
Groz potgowaa noc bardzo ciemna i wiatr silny, ktry podsyca pomienie i targa je jak
wosy ogniste na wszystkie strony.
Dachy si zapaday, a wtedy supy krwawej kurzawy, olepiajcy deszcz ognia wytryskiwa w gr i lecia na domy ssiednie, na miasto, w noc czarn.
Kby gryzcego dymu napeniay dziedziniec i okryway mury jakby mg czarn, wskro
ktrej wiy si z rykiem ogniste we, goniy si potwory krwawe, wychylay rozwichrzoneby pomienie.
Pitra si waliy, wypalone wntrza z hukiem wstrzsajcym paday w morze ognia, mury
pkay i sypay si w gruzy.
Ogie tryumfowa, ludzie ju odstpowali, bo musieli broni ssiedniej fabryki Trawiskiego
i gasi poar w fabryce Bauma.
Moryc, ochrypnity, spocony, rozgorczkowany, jeszcze biega i krzycza, ale nikt go nie
sysza w tym chaosie dzikich krzykw, a przy tym w podwrzu, penym jeszcze rumowisk
niedawnego budowania, gorco byo nie do wytrzymania, ogie by ze wszystkich stron i niby
morze wzburzone hucza, opada na chwil, podnosi znowu straszn gow, potrzsa ni
z wyciem radosnym, a wtedy agwie ogniste, ponce kby przdzy, przepalone szmaty materiaw wylatyway z gbin i jak zowrogie ptactwo ogniste leciay z szumem w powietrze.
Taka bya moc poaru, e ludzie milkli i stali w osupieniu, bezradni, ogupiali, i z trwog
niewytumaczon cofali si, i coraz to zrywa si ze wszystkich piersi okrzyk zgrozy, ale gin
w chaosie szumw i trzaskw, w bolesnym jku maszyn zapadajcych si razem z salami,
w huku murw pkajcych i w tej dzikiej, rozszalaej, syczcej muzyce ognia.
Poar wy tryumfalny hymn zwycistwa, powiewa czerwonymi pachtami w ciemnoci
nocy i tarza si oszalay po budynkach, rycza, wista, hucza i gryz krwawymi kami mury,
rozrywa maszyny, liza elaza, przepala, targa, depta jeszcze szcztki.
Nad ranem, gdy nieg zacz pada, ogie wyczerpa si z si, stay ju tylko goe mury,
bez dachw, bez piter, bez okien, nagie szkielety o czarnych, rozsypujcych si cianach,
wielkie kwadraty podobne do skrzy podziurawionych, dymicych wszystkimi otworami, na
dnie ktrych czogay si jeszcze resztki ognia i niby polipy ssay krwawymi jzykami ostatki
si z trupa fabryki.
O szarym, smutnym poranku, zasypywanym coraz gstszym niegiem, przyjecha Borowiecki.
Wyskoczy z doroki i pobieg prosto na dziedziniec.
Stan na rodku wrd rumowisk i dymicych si gowni, ktre zalewano wod, ogarn
wolno oczami te mury podarte, podobne do achmanw przepalonych, prawdziwe cmentarzysko
pracy jego i marze, kupy zgliszcz rozpalonych i patrzy dugo i spokojnie.
Ani jeden nerw nie drgn mu alem; zdenerwowanie, wszystkie obawy i niepokoje, ktrymi
szala w pocigu, pierzchny wobec rzeczywistoci, na ktr patrzy teraz oko w oko,
patrzy coraz zimniej, twarz mu si powlekaa surowoci, a serce napenia zaczo uczucie
zoci, nienawici i uporu.
Moryc przyszed do niego z gromad rnych ludzi, wita ich obojtnie i spokojnie, sucha opowiada o pocztku i przebiegu poaru.
Nie pyta si o nic i poszed do kantoru, ktry ocala razem ze skadami gotowego towaru,
prawie pustymi.
Dach by tylko zerwany na tych niskich parterowych budynkach.
W kantorze jcza stary Jasklski, poparzony przy ogniu, opatrywa go Wysocki.
Borowiecki przez wybite okno patrzy jeszcze na dymice gruzy, a potem powiedzia przyciszonym,
ale mocnym gosem do Moryca:
 No i c! trzeba zacz na nowo.
 Tak, tak! Aeby ty wiedzia, co ja przeszedem! Jestem zupenie chory, boj si o siebie...
Co za nieszczcie, co za nieszczcie... Byem w miecie, patrz, jedzie stra, no, niech
jedzie zdrowo, niech si spni, a tu kto mwi: Borowiecki si pali.... Przyjechaem, ju
caa przdzalnia bya w ogniu! Co ja przeyem, co ja przeyem!
Narzeka dalej paczliwym gosem, symulowa rozpacz i wielk bole, a bystrymi oczami
nieznacznie obserwowa twarz Karola.
Borowiecki sucha dugo, a w kocu, znudzony tym opowiadaniem w kko, nachyli si
i szepn mu bardzo cicho do ucha:
 Nie blaguj, to twoja robota!
Moryc odskoczy gwatownie i zacz krzycze:
 Ty jeste wariat! Ty masz bzika, ty!...
 Powiedziaem.
Odwrci si do Mateusza, ktry zapakany, ubrudzony, caowa go po rkach i bekota
co niewyranie.
Karol tyle zrozumia, e kto umar.
 Kto umar, gadaj po ludzku!  krzykn zniecierpliwiony.
 Starszy pan! O, mj Boe, przylatujemy, a tu pan nieywy, a panienka na ziemi...
 Suchaj, banie, nie bred, bo ci eb rozbij o drzwi!  zawoa Karol, przyskakujc do niego.
 Pan Adam umar na anewryzm serca, spowodowany prawdopodobnie nagym przestrachem,
byem tam... Id pan do panny Anki, bo i ona na p ywa!  powiedzia mu Wysocki.
Borowiecki, ktry ojca kocha bardzo, by przeraony t wiadomoci i jakby nie wierzc
zapewnieniom doktora pobieg do domu.
W progu ju spotka Ank, ktr przenoszono do Trawiskich.
 Panie Karolu! panie Karolu!  wyszeptaa dziewczyna, chwycia jego rk i strumie ez
popyn po jej mizernej twarzy.
 Cicho! nie pacz!... Fabryk odbuduj na nowo... Wszystko bdzie dobrze...
 Ojciec... ojciec...
Nie moga mwi wicej, tylko pakaa spazmatycznie.
 Przyjd po poudniu do pani!  powiedzia prdko i skin na robotnikw, eby j ponieli,
bo przypomnienie ojca cisno mu serce jakby obrcz.
Poszed do niego i dugo patrzy w dobr, szlachetn twarz starca, tak zmienion strasznie
przez mier i tak zastyg w jakim nie dokoczonym krzyku, w jakiej mce, ktra pokrzywia mu rysy, e zadra z przeraenia.
Przy zwokach ojca przey najboleniejsze chwile ycia.
Dugie godziny siedzia w najwikszym skupieniu i rozsnuwa wszystkie pasma swojego
ycia, obnaa si przed samym sob, przyglda si nagiej duszy swojej. To go uspokoio
zupenie, ale i przenikno mu serce dziwnym smutkiem, ktry ju w nim pozosta.
Poszed spa i spa bardzo dugo; obudzi si zupenie rzewy i zdecydowany do schwytania
si za bary z losem, do walki, ale zaraz na wstpie uderzy si o pierwsz zapor.
Moryc owiadczy wrd najczulszych zapewnie przyjani, e cofa swj wkad i kapita-y, e ju zrobi zastrzeenie w towarzystwie asekuracyjnym.
 Rozumiem ci, urzdzie si sprytnie, aby mnie zgubi, ale czy mylisz, e ci si uda,
e ja nie powstan?
 Ty jeste rozalony, nie wiesz, co mwisz, krzywdzisz mnie posdzeniami. Ja si cofam,
bo nie mog trzyma pienidzy w martwym interesie, ty dasz sobie rad i beze mnie, a ja
musz y, robi interes z teciem, mnie zaraz potrzeba gotwki!
Zacz mu z wielk skwapliwoci opowiada swoje interesy, ktre go zmuszaj do tego
wycofania si ze spki, tumaczy si gorco, rzuci mu si w kocu na szyj.
 Karol, ty nie patrz tak na mnie, ja ci kocham jak brata, mnie a serce boli, kiedy myl
nad twoimi stratami, mnie ci tak al, tak chciabym pomc ci czymkolwiek, e chocia mi
to na nic, kupibym od ciebie te place po fabryce i te resztki, jakie zostay. Ty wiesz, jakie ja
mam serce dla przyjaci. Zapacibym gotwk, poyczybym, a zapaci zaraz, miaby
z czym zaczyna.
Karol, oburzony tym projektem, otworzy mu drzwi.
 Masz moj odpowied! Interesy zaatwiam w kantorze...
 Co! co! mnie?... Za moj przyja, za moj yczliwo  wrzeszcza Moryc.
 Wyno si, bo ci ka wyrzuci  zawoa porywczo i zadzwoni na Mateusza.
Moryc wynis si, a on usiad do oblicza, ktre dugo trway.
Wsta od nich blady i zdenerwowany, bo asekuracja pokrywaa tylko dugi najwiksze,
a mia jeszcze do pokrycia mas drobnych, ktre mogy zje warto placw, jakie mia, tak
e w rezultacie nie pozostawao mu nic.
Pjdzie znowu do suby, znowu bdzie musia sucha, znowu zostanie maszyn w jakim
wielkim organizmie, znowu bdzie si wi dugie lata w mce bezsilnoci, w marzeniach
bezpodnych o swobodzie, bdzie si targa na acuchu zalenoci i przez kraty, z nizin, bdzie
znowu patrze na tych, ktrzy buduj fabryki, tworz ruch, zgarniaj miliony i yj ca
peni wadz swoich, pragnie, namitnoci!...
 Nie... nie... nie...  sycza przez zacinite zby i odpycha te obrazy przeszoci z pogard i z nienawici.
Dosy si ju najad dotychczasowego ycia i eby nie wiem co, nie powrci do niego.
Mzg zacz gorczkowo pracowa nad sposobami wydobycia si z tej matni, ani na
mgnienie nie myla o poddaniu si.
Na drugi dzie przyszed Maks, by bardzo blady i mia zapuchnite od paczu oczy, ledwie
si trzyma na nogach, ale zaraz prosto mu owiadczy, e i on wycofuje swj wkad, e
rwnie kaza zrobi zastrzeenie.
Wtedy Borowiecki nie mg ju wytrzyma.
 I ty mnie opuszczasz, Maks?  szepn z gorycz i zy, pierwsze zy w yciu, zapeniy
jego oczy i zalay mu dusz straszn gorycz.
Ale zapanowa nad sob i zacz przed nim rozwija nowy plan fabryki, rozgrzewa si
powoli, zwycia trudnoci, nie widzia ju niepodobiestw, tylko do tej nowej, zacitej
walki z losem potrzebowa nie jego kapitaw, a jego samego, jego uczciwoci i zdolnoci,
zaklina go na wszystko, aby z nim zosta.
 Nie mog. Nie gniewaj si na mnie, nie miej do mnie alu, ale nie mog. Widzisz, ja
w t fabryk woyem ca swoj dusz, ja si ni cieszyem jak dzieckiem, yem jej yciem,
wszystko poszo z dymem. Ju bym nie mia ani si, ani wiary do drugiej takiej roboty. Zrozum
mj stan, a przebaczysz mi. Bd zdrw, Karol, bd zawsze twoim przyjacielem, zawsze
licz na mnie, ale interesy musz prowadzi osobno. Sam jeszcze nie wiem, co bd
robi. Bd zdrw, Karol.
 Bd zdrw, Maks!
Ucaowali si serdecznie na rozstanie.
Borowiecki nie mia do niego alu, bo odczuwa jego stan, ju mu zreszt opowiedzieli
robotnicy, e gdy ju fabryce adna pomoc nie moga poradzi, Maks zamkn si w kantorze
i paka jak dziecko nad ruinami pracy swojej.
 Jestem zupenie na czysto! Dobrze, dobrze!  odpowiedzia, jakby wyzywajc wiat cay
do walki.
Kaza zaj si pogrzebem ojca, a sam poszed do fabryki, bo ju tam prowadzili roboty
urzdnicy towarzystwa asekuracyjnego.
Ale wkrtce przylecia Mateusz z wiadomoci, e stary Mller czeka na niego.
Jako ju od progu fabrykant zacz go ciska i mwi pospiesznie:
 Byem w Sosnowcu, dali mi depesz zna dzisiaj dopiero, dlatego si spniem. Bardzo
si zmartwiem, mnie al, bo widziaem, jak pan pracowa, ale co pan bdzie robi dalej?
 Jeszcze nie wiem.
 Wszystko pan straci?  zapyta ywo.
 Wszystko  odpowiedzia szczerze.
 Gupstwo, ja panu pomog, pan mi zapaci procent zwyky, a wybuduje fabryk jeszcze
wiksz, ja pana kocham, pan mi si bardzo podoba, no, co?
Karol zacz przedstawia z dziwnym uporem, e nie bdzie mia zabezpieczenia jego
kapita: rysowa mu swoje pooenie materialne w nadzwyczaj ponurych barwach, ale fabrykant
rozemia si na te dowodzenia.
 Keine gadanie! Masz pan rozum, to jest najwikszy kapita. Straci pan dzisiaj, za par
lat wszystko si odbije. Ja byem majstrem tkackim, ja nie umiem dobrze czyta, a mam fabryk,
mam miliony. Pan si oe z moj Mad i bierz sobie wszystko, dawno ju chciaem
panu o tym powiedzie. To jest dobra dziewczyna! A nie chce pan si z ni eni, to i tak
poycz panu pienidzy. Mj Will nie na fabrykanta, jemu musz kupi na wsi majtek, bo
on ma w gowie wielkie pastwo, a mnie potrzeba zicia takiego jak pan. No, c?  mwi
prdko, obciera rkawem spocon, zatuszczon twarz i ledzi z niepokojem Karola.
 Powiedz prdko, bo ja si piesz...
 Dobrze!  odpowiedzia Karol zimno  dawno przecie myla, e na tym si skoczy.
Mller, uradowany, uciska go, wyklepa po opatkach i pobieg do domu.
XXXVIII
Upyno kilka tygodni od poaru i pogrzebu pana Adama, na ktrym Anka nie bya; lea-a chora w domu Trawiskich, dokd si przeprowadzia.
Teraz czua si ju znacznie lepiej, ale na ulic jeszcze nie wychodzia, bo nadeszy straszne
dni marcowe, pene deszczw, bota i zimna.
Czua si prawie zdrow, ale do rwnowagi nerwowej przychodzia bardzo wolno.
Ta straszna noc, zakoczona nag mierci pana Adama, pozostawia w niej gbokie
lady.
Cae dnie nieraz siedziaa zapatrzona w jak gb, z ktrej nadlatyway do niej gucho
szumy pene krwawych un, pene krzykw nieludzkich i pene strachu tak mocnego, e mdla-a z przeraenia lub jak obkana rzucaa si do ucieczki.
Musia zawsze kto czuwa przy niej, rozrywa jej uwag i nie pozwoli zapada w przypomnienia.
Najczciej robia to Nina, ktra z powiceniem matki czuwaa nad ni, codziennie take
przychodzia Wysocka, a cae wieczory przesiadywaa Kama.
Przesiadywaa caymi dniami w wielkim naronym pokoju, zamienionym na rodzaj oranerii, w ktrej byo peno ptasiego wiergotu, szmerw maej fontanny i kwiatw, bo kilkanacie
wielkich drzew kameliowych pokrywao si ju biaymi i czerwonymi kwiatami.
Anka siedziaa w niskim gbokim fotelu i mwia z rozrzewnieniem:
 Wiesz, e mn nikt si tak nie zajmowa serdecznie jak wy.
 Bo nie potrzebowaa. A e ja si zajmuj tob, ley to w moim interesie, musz dba
o swj model  odpowiedziaa wesoo Nina.
Malowaa jej portret, wanie w tej pozie wyczerpania, na p lecej w fotelu pokrytym
skr tygrysi, na tle rozkwitych drzew kameliowych.
Cicho byo tutaj i ciepo, fontanna szemraa sennie i tryskaa niby strumie brylantowych
opikw, ktry opada pyem na marmurowy biay basen, peen wygrzewajcych si maych
zielonych jaszczurek.
 By dzisiaj Karol?  zapytaa znowu Nina.
 By...
 Czy ju?...
 Nie jeszcze, nie miaam odwagi, ale w tych dniach zwrc mu piercionek i sowo. To
tak ciko, tak ciko...
Zamilka i wilgotne blaski rozpromieniy jej oczy.
Nie mwiy ju o tym. Dni znowu powleky si jednostajnie, t tylko przynoszc zmian,
e raz przed wieczorem przyszed j odwiedzi Stach Wilczek.
Przyja go w oranerii i nic nie mwic patrzya na niego dugo.
Wilczek, wywieony, pachncy, pewny siebie, opowiada, e zawar spk z Maksem
Baumem, i na wiosn na placach starego Bauma zaczn stawia wielk fabryk chustek pwenianych, e zrobi konkurencj Grnspanowi.
 A c si dzieje z ojcem pana Maksa?  zapytaa.
 Trudno to okreli inaczej, jak tylko, e zupenie zwariowa. Jak pani wie, kocio i pniej
poar zrujnowa mu zupenie pust ju wprawdzie fabryk; ot stary odstpi wszystkie
place Maksowi, odda wszystek gotowy towar, jaki by jeszcze na skadzie, sprzeda
nawet warsztaty, ktre ocalay, rozdzieli wszystko pomidzy dzieci, zastrzegajc sobie tylko,
e do jego mierci nikt nie ruszy murw fabryki, e pozostan jego wyczn wasnoci. Zamkn si w nich i tam yje. Zupeny wariat. Radziem Maksowi, aby starego
chociaby si przewie do jakiego zakadu leczniczego, bo te mury bardzo by si nam
przyday, ale nie chce.
 Ma racj. Moe pan powie panu Maksowi, eby mnie odwiedzi, dobrze?
 Z przyjemnoci, wiem nawet, e si wybiera dawno i czeka tylko zupenego wyzdrowienia
pani.
Posiedzia jeszcze chwil, popisywa si, jak mg, i wyszed bardzo chodno poegnany,
bo Anka nabieraa do niego wstrtu; wytara piesznie rce, bo jego wielkie donie zimne byy
i wilgotne.
 On robi na mnie wraenie pazu  powiedziaa do Niny.
 Jest to kombinacja pazu i dzikiego zwierzcia. Tacy w yciu dochodz do wszystkiego,
o ile zbyt prdko nie skocz w wizieniu  dorzuci Trawiski i zacz Ance opowiada o jego
interesie z Grnspanem i jego sposobach robienia majtku.
 I wy, pomimo wszystkiego, przyjmujecie go u siebie?  zawoaa oburzona.
 Przyszed do pani, a potem, ja si z nim zna musz, bo tutaj nie wolno ludzi rozdziela
na uczciwych lub zodziei, moe by kady potrzebnym.
 Ale ja go nie chc nigdy ju widzie.
 Dobrze, zapowiem sucemu. A moimi sowami niechaj si pani nie gorszy, idziemy
zawsze w kierunku musu, a nie w kierunku chci i woli  umiechn si smutnie i spojrza
na Nin, ktra odstawia stalugi i aby nie sysze tych sw, ktre j zawsze bolay niewymownie,
staa pod kameliami, rozdmuchujc delikatnie rowe pczki.
 Straszne jest ycie!  szepna Anka.
 Nie, straszne s tylko nasze wymagania od niego, straszne s tylko nasze marzenia
o piknie, straszne s tylko nasze podania dobra i sprawiedliwoci, bo nigdy si nie urzeczywistniaj i nie pozwalaj bra ycia takim, jakim ono jest. W tym ley rdo wszelkich
cierpie.
 I nadziei!  dorzucia Nina, postawia na stoliczku obok Anki wazon z krzakiem chiskiej
ry, pokrytej tymi, cudownymi kwiatami o bardzo subtelnym zapachu.
 Patrz, Kaziu, i nie mw przykrych rzeczy.
Wieczorem przyszed Jzio Jasklski, ktry od czasu pewnego przychodzi stale czytywa
Ance ksiki. Od niego dowiadywaa si rnych szczegw o Karolu i jego sprawach, bo
chocia Borowiecki bywa codziennie, nigdy nie wspomina o interesach.
 Ojciec ju zdrowy?  zapytaa.
 Ju od tygodnia dozoruje ludzi, ktrzy uprztaj rumowiska.
 A ty co robisz?
 A ja jestem te u pana Borowieckiego w kantorze, bo ju starszy pan Baum zlikwidowa
swoje interesy  odpowiada bardziej jeszcze niemiay i rozczerwieniony, bo biedak zakocha si na mier w Ance i cae noce pisywa do niej sniste listy miosne, ktrych jej nie
przysya wprawdzie, ale na ktre sam sobie odpowiada rwnie pomiennie i w wielkiej tajemnicy,
a nie wyjawiajc imienia ideau, odczytywa je przed kolegami lub na zebraniach
muzycznych u Malinowskiego.
 Pan Maks prosi przeze mnie, czy moe jutro odwiedzi pani.
 Dobrze, czekam po poudniu  powiedziaa dosy ywo.
Czekaa tej wizyty bardzo niecierpliwie, a gdy go nazajutrz zameldowa sucy, serce jej
zabio radonie i bardzo poruszona wycigna do niego rk.
Maks, bardzo zmieszany i oniemielony, usiad na przeciwnej stronie i cicho, troch niepewnym
gosem zacz pyta o zdrowie.
 Ale zdrowa jestem, czekam tylko pogody, eby wyj na powietrze, a raczej, eby wyjecha
z odzi.
 Na dugo pani wyjeda?  zapyta prdko Maks.
 Moe zupenie, nic jeszcze nie wiem, co zrobi ze sob...
 Niedobrze pani w odzi?...
 Tak, bardzo niedobrze, ojciec umar i...
Nie dokoczya.
Maks przerywa nie mia.
Milczeli spogldajc na siebie bardzo yczliwie.
Anka umiechaa si do niego takim szczerym, radosnym umiechem, e Maks topnia jak
wosk i dawno ukrywana mio przejmowaa mu serce tak radoci i rozczuleniem, e byby z radoci caowa jej krzeso, ale pomimo to siedzia sztywno, powiedzia jeszcze kilka
zdawkowych grzecznoci i wsta do wyjcia.
 Ju pan idzie?  zawoaa z przykroci.
 Musz, bo std prosto jad na lub Moryca z pann Mel Grnspan.
 Panna Mela wychodzi za Moryca?
 Bardzo dobrana para. Ona ma wielki posag i jest bardzo pikn, i ma ojca, ktry ju kilka
plajt zrobi z powodzeniem, a Morycowi sprytu wystarczy nawet do zjedzenia wasnego
tecia.
 Ale mnie pan jeszcze odwiedzi?  prosia Anka.
 Kiedy tylko pani pozwoli.
 A wic choby codziennie, jeli pan bdzie mie czas.
Maks ucaowa jej rk i wyszed bardzo uradowany.
Potem o zmroku, gdy przez okna zaczy byska wiata fabryk, przyszed Borowiecki,
usiad cicho, bo w drugim pokoju graa na fortepianie Nina i dwiki dziwnie sodkie rozleway si jak szemranie strumienia.
Dugo milczeli oboje, czasami tylko w pmroku krzyoway si ich spojrzenia i cofay
natychmiast lkliwie, dopiero gdy zapalono wiata, zaczli rozmawia przyciszonym gosem,
aby nie guszy muzyki.
Anka machinalnie okrcaa na palcu zarczynowy piercionek.
Oboje mieli na ustach jakie sowa, ale obojgu brakowao odwagi.
Nina wci graa.
Muzyka jakim szeptem miosnym, namitnym, penym niespodziewanych wybuchw, pyna od fortepianu i budzia w nich dawne, zapomniane echa.
Ance oczy napeniy si zami, niewysowiony al cisn jej serce, zdja machinalnie piercionek
i podaa go w milczeniu.
Odebra i rwnie bez sowa zwrci swj.
Spojrzeli sobie w oczy gboko.
Karol nie mg znie jej zawego spojrzenia, ktre go przenikno na wskro i jakby palce
zarzewie pozostawio w duszy, pochyli gow nisko i szepn cicho, ledwie dosyszalnie:
 To moja wina, moja wina...
 Nie, to moja wina, e nie umiem kocha a do przebaczenia, a do zapomnienia o sobie
 odpowiedziaa wolno.
Wsta pomieszany, tak bardzo go zabolay jej sowa, tak si poczu winnym wobec tej bladej,
chorej dziewczyny.
Gboki, upokarzajcy wstyd pali mu serce.
Nie mg znie jej szlachetnego spojrzenia.
Ukoni si z daleka i szed.
 Panie Karolu!  zawoaa piesznie.
Odwrci si i przystan.
 Niech mi pan poda rk, nie na poegnanie, ale na do widzenia  mwia prdko, wycigajc do niego rk.
Porwa j i ucaowa bardzo mocno.
 ycz panu z caej duszy szczcia, zupenego szczcia.
 Dzikuj, dzikuj...  wyszepta z trudem, chcia rwnie yczy jej szczcia  nie mia
ju si, zlk si szalonego pragnienia, jakie w nim pozostao, aby si rzuci przed ni na
kolana i caowa te usta blade, aby j przycisn do serca, wic raz jeszcze ucaowa jej rce
i wybieg.
Anka opada w fotel bez si, wszystkie rany jej duszy si otwary i ta umierajca mio,
zmartwychwstaa na chwil, przepenia jej serce i oczy gorzkimi zami alu.
Pakaa dugo i bardzo bolenie, jakby w odpowiedzi coraz cichszym, coraz smtniejszym,
przezawionym tonom muzyki, ktra w pasaach, podobnych do krzykw przyduszonych,
sczya si w cisz pokoju.
XXXIX
Pn jesieni tego roku odby si lub Borowieckiego z Mad Mllerwn.
Wracali wanie od otarza szerok ulic, wysan dywanami i obsadzon rzdami palm
i wiate, poza ktrymi toczy si tum.
Koci literalnie by zapchany ludmi.
Borowiecki spokojnie, z podniesion gow szed, wlekc spojrzeniem po znajomych twarzach,
umiechajcych si do niego, ale nie spostrzega nikogo, bo by gboko znudzony dugoci ceremonii i t wystawn, dorobkiewiczowsk pomp lubu.
Przed kocioem nikt nie przystpi z yczeniami z tych znajomych, ktrzy nie byli zaproszeni
na lub, nikt nie mia przerywa tego sznura milionw, jakie go otaczay, tej jasnej,
wystrojonej, obsypanej brylantami girlandy kobiet, ktrym ju w kruchcie suba ugalonowana
podawaa okrycia.
Wsiad z Mad do karety i pierwszy ruszy sprzed kocioa.
Mada bya zapakana z radoci i szczcia i niemiaa, ponca, zdenerwowana, tulia si
do jego boku.
Nie zwraca i na to uwagi, spoglda oknem karety po gowach rojcych si tumw, bieg
po dachach, lizga si po kominach buchajcych dymami i po fabrykach z hukiem pracujcych i powraca myl w gb samego siebie, i myla, e oto jedzie od lubu, e nareszcie
jest ju panem miliona  e jest u progu tego wymarzonego szczcia  bogactwa.
Przeuwa wolno te byskawice myli i obrazw i ze zdumieniem czu, i nie ma w nim
adnej radoci, e jest zupenie spokojny, zimny, obojtny, znudzony tylko porzdnie.
 Karol!  szepna Mada cichutko, podnoszc zarumienion twarz i porcelanowe, bardziej
jeszcze niebieskie oczy.
Spojrza na ni pytajco.
 Taka szczliwa jestem! taka szczliwa!  szeptaa i niemiao jak dziecko przysuna
gow do jego ramienia i wycigna usta chciwe jego pocaunkw, ale odsuna si szybko,
bo spostrzega, e z ulicy wszystko wida.
cisn mocno jej rk i jecha dalej w milczeniu.
Caa ulica, prowadzca do fabryki Mllera, zapchana bya robotnikami, ktrzy ustawieni
w szpaler, ubrani odwitnie, wznosili gromkie okrzyki na cze zalubionych, a w kocu
szpaleru, przed wjazdem do dziedzica fabrycznego, wznosia si olbrzymia brama tryumfalna,
obcignita kolorowymi draperiami, przetykana godami pracy, a na szczycie na wielkim
transparencie jania wypisany elektrycznymi lampkami napis:
Willkommen.Za bram cign si znowu sznur ludzi, przez wszystkie dziedzice, przez wielki ogrd,
a do podjazdu paacowego.
Przejazd ten trwa tak dugo, e gdy weszli do paacu, wszyscy gocie ju tam byli zebrani.
Towarzystwo byo przewanie niemieckie, maa garstka Polakw tona niepostrzeenie.
Mller wystpi, jak przystao na dzkiego milionera. Taki by przepych dywanw, mebli,
sreber, kwiatw i dekoracyj, bo berliscy tapicerzy dekorowali cay paac, e zdumiewa
wszystkich.
Mller mia dzisiaj wito rzetelne, wydawa jedynaczk i zdobywa pomocnika w ziciu,
wic tak by zadowolony, e janiaa radoci jego okrga, czerwona, zatuszczona twarz.
Czstowa wszystkich najlepszymi cygarami, klepa Karola po opatkach, bra go wp,
poklepywa po kolanach, sypa rubasznymi dowcipami i zaprasza najusilniej do przeksek,
zastawionych w sali bufetowej.
Gdy mia czas, bra ktrego z goci pod rami i pokazywa mu z dum salony.
 Panie Kurowski, patrz pan, to jest paac moich dzieci, oni bd sobie tutaj mieszkali, co,adnie?
Kurowski potakiwa i umiecha si pobaliwie na objanienia, pene cyfr kosztu, a potem
przysun si do Meli Grnspan obecnie Morycowej Welt, ktra otoczona modzie krlowaa w jednym z salonw.
Dosy dugo sucha jej rozmowy byskotliwej, jej miechw sztucznych i niesmacznego
szastania si po salonie. Odszed zdumiony, bo nie poznawa dawnej Meli, o ktrej sam kiedy
powiedzia, e jest jedyn kobiet wrd ydwek dzkich.
 Moryc, co pan zrobi ze swojej ony?  zagadn Welta.
 Znajdujesz pan zmian?
 Wprost nie poznaj.
 To moje dzieo, ale prawda, e pikna kobieta?  pyta, wciskajc binokle.
Kurowski nic nie odrzek, ledzi Karola, ktremu ta rola zicia nie bardzo smakowaa, bo
chodzi znudzony, apatyczny i pogardliwie traktowa rodzin ony i fabrykantw, a jak tylko
mg, ucieka do Maksa Bauma, nawet do Welta, z ktrym si pogodzi, byle nie by z tamtymi.
 No, c, zdobylimy ju wszyscy t ziemi obiecan  zagadn Kurowski.
 Jeli t ziemi stanowi miliony, to tak. Wy idziecie do nich, Moryc bdzie je mia z pewnoci, a Maks je sobie zrobi, jeli mu ich Wilczek nie wydrze.
 O mnie mowa!  zawoa podchodzc Stach Wilczek, ktry jako splnik Maksa mia ju
wstp do towarzystwa, wic porzuci dotychczasowe stosunki i pcha si si pienidzy i bezczelnoci
cigle naprzd.
 Mwimy wanie, e Maks moe zrobi majtek, jeli mu pan nie zabierze go sprzed nosa
 powiedzia artobliwie Kurowski.
 Jeli tylko bdzie mona!  szepn, obliza si jak pies przed pen misk i poszed emablowabrzydk, ordynarn pann Knaabe, ktra moga mie ze dwiecie tysicy posagu.
Siedzia przy niej Murray i tak si komicznie wdziczy i takie zabawne prawi komplementy,
e panna miaa si na cay gos.
Muzyka, usadowiona w gwnym salonie, na estradzie wspaniale udekorowanej czerwonym
barchanem naladujcym aksamit, zacza gra walca.
Wtedy nike sylwetki urzdnikw fabrycznych, zaproszonych jedynie do oywienia zabawy,
zaczy si wysuwa z bufetu, z bocznych pokojw, z przysonitych draperiami nisz
i rozpoczy si tace.
Karol samotnie przechodzi salony zalane wiatem, zapchane bogactwem. Kilkadziesit
zebranych osb gino zupenie w ogromie mieszkania, z ktrego ktw, spod kwiatowych
festonw i barchanowych draperyj, szczerzya te zby nuda i pustka.
Mia wielk ochot uciec, zamkn si w mieszkaniu lub jak dawniej i z Maksem, z Morycem,
z Kurowskim do knajpy jakiej i przy piwie, pogawdce zapomnie o wszystkim.
Byo to ciche pragnienie, a tymczasem musia robi honory domu i pilnowa, eby kochany
te, o ile mona, najmniej si omiesza; musia rozmawia, umiecha si, prawi komplementy
damom, rozmawia czasem z Mad, czuwa nawet nad sub, bo nikt si tym zaj nie umia.
Matka krya si po ktach, nie miejc chodzi w swojej wspaniaej jedwabnej sukni, nie
wiedzc, co mwi, oniemielona tym przepychem i mas pierwszy raz widzianych ludzi,
przesuwaa si jak cie przez salony, nie zauwaona przez nikogo.
Wilhelm siedzia tylko w bufecie, pi z przyjacimi i caowa si co chwila z Karolem,
w ktrym od pewnego czasu by rozkochany.
A Mada?
Mada bya tak szczliw i zatopion w radoci, e nic nie widziaa dookoa siebie prcz
ma, ktrego cigle szukaa, a odnalazszy, nudzia czuostkami.
O pnocy Borowiecki tak si ju czu zmczonym, e zwrci si do Jasklskiego, ktry
odwitnie wystrojony, by czym w rodzaju marszaka domu na dzie dzisiejszy.
 Moe pan poleci, aby przyspieszyli podanie kolacji, wszyscy si nudz.
 Nie moe by wczeniej, ni naznaczono  odpar powanie szlachcic, ktry by ju
mocno pijany, ale trzyma si sztywno, pokrca wsw i z gry traktowa milionerw.
 Pludraki!  mrucza usugujc rwnoczenie ze skwapliwoci.
Wreszcie podano kolacj w wielkiej wspaniaej jadalni.
Stoy uginay si pod srebrem, krysztaami i kwiatami.
Karol siedzia przy onie rozczerwienionej jak piwonia, cierpliwie sucha toastw, przemwie
i tustych dowcipw, wysyanych pod swoim adresem.
Przy kocu wieczerzy, gdy ochota wzrosa i humory byy szampaskie, musia si caowa i ciska
z tymi grubasami, kapicymi tuszczem, ktrzy jedli jak wilki i pili jak smoki, a potem, gdy
pann mod czepili, wziy go pomidzy siebie rne kuzynki, ciotki itp. inwentarz familijny.
Mki prawdziwe cierpia, bolaa go gowa, wic skoro tylko mg, wyrwa si z czuych,
kochajcych szpon i uciek do oranerii, aby troch ochodn i wytrze twarz olinion sodkimi
pocaunkami rodziny.
Ale trafi nieszczliwie, bo zaledwie usiad na jakiej kanapce, osonitej zielonymi krzewami,
zaczli si wsuwa cichaczem rni ludzie i fabrykanci i rozpraszali si bardzo dyskretnie
po gszczach.
W kocu przybieg popiesznie stary Mller i melancholijnie zwraca zbyt obfit libacj
na cudny klomb rozkwitych cynerarii wieccych barwami drogich kamieni.
Borowiecki piesznie wyszed.
Ale w jadalni, zapenionej ju tylko sub, wpad na inn scen; Mateusz zupenie pijany
kci si z Mllerow, ktra dosy niemiao, wobec jego gronej miny, polecaa resztki kolacji
i nie dopite butelki pochowa do kredensw.
 Takie gadanie, psze... pani... to je... insza para mankietw... Nasze wesele dzisiaj... to
nasza uciecha... Oenilimy si, to dojada ani dopija resztek po Szwabach nie bdziemy,
psze... pani!
Hukn pici w st i pokaza jej drzwi.
 Niech... psze... pani... spa idzie... my tu sobie rad z winem damy... i ja si napij...
i chopcy si napij... bo nasze wesele... to nasza frajda... Suba, nala wina... sucha pana
Mateusza, bo jak nie, to pici w pysk, i bdzie fertig, na glanc... cholera z buraczkami... za
zdrowie mojego pana... a reszt o piec i za drzwi...
Mllerowa ucieka ze strachem szuka Karola, a Mateusz rozsiad si w fotelu i nieprzytomnym
gosem gada bijc w st pici:
 Oenilimy si, psze... pana dyrektora... mamy fabryki... mamy ony... mamy paace...
a Szwaby won... a jak nie, to pici w pysk... nogi do okapu... i fora ze dwora... i wszystko
bdzie fertig, na glanc... cholera z buraczkami...
***
A potem?
Potem szy tygodnie, miesice, lata i kady si w grobie zapomnienia  odchodziy tak
cicho, jak cicho a nieubaganie szy nowe wiosny, nowe mierci i nowe istnienia, jak cicho
snuje si przdza ycia spltana z wkien wczoraj, dzi i jutro.
W odzi i wpord naszych znajomych te kilka lat, jakie upyny od lubu Borowieckiego,
zmieniy wiele.
d ya teraz szalonym yciem, ttniaa gorczk rozrostu, budowaa si z popiechem,
zdumiewaa nieustajc potg, nagromadzeniem si, wylewajcych si niepowstrzymanym
potokiem a w pola, bo tam, gdzie przed kilku laty jeszcze rosy zboa i pasy si krowy 
zaczynay wyrasta cae ulice nowych domw, fabryk, interesw, nowych szachrajstw i wyzyskw.
Miasto byo podobne do potnego wiru, w ktrym kotowali ludzie, fabryki, materiay
i namitnoci, miliony i ndza, rozpusta i gd wieczny, a wszystko to wirowao z szalonym
popiechem, z rykiem maszyn, poda, godu, nienawici; z rykiem walki wszystkich przeciwko
wszystkim i wszystkiemu.
Wszystko pchao si z si rozptanego ywiou naprzd, po trupach fabryk i ludzi  byle
zdy prdzej do milionw, ktrych rda zdaway si wytryskiwa z kadego cala tej ziemi
obiecanej.
Kurowski szed pen par do majtku; Maks Baum et Stach Wilczek byli ju firm mocn
i jeszcze mocniej podrywajc swoimi tandetnymi chustkami firm Grnspan, Welt et Grosman.
Moryc Welt, jeden z firmowych, jedzi tylko powozem i ju nie poznawa na ulicy ludzi
majcych mniej ni p miliona.
Firma Bucholc, prowadzona ongi przez Karola, sza wci na czele wszystkich.
Nie przecign jej Szaja Mendelsohn, ktry znowu si spali i po poarze powikszy fabryk
o dwa tysice robotnikw, ale rwnoczenie stawa si coraz filantropijniejszym, bo
wyciska do ostatnich granic pracujcych i za to budowa dla nich wspaniay szpital i przytu-ek dla okaleczonych i niezdatnych ju do pracy.
Grosglik szachrowa w dalszym cigu, a nawet ze zdwojon energi, bo wyda swoj Mery
za jakie nadgryzione mocno rozpust hrabitko, ktre musia wci leczy i utrzymywa.
Trawiski, ktry zmg wytrwaniem i cierpliwoci dawne niepowodzenia, od dwch lat
ju sta znakomicie, by firm bardzo powaan.
Mller usun si zupenie z odzi, odda fabryk Borowieckiemu, a sam z on wypoczywa przy synu, ktremu kupi wielki majtek na Kujawach. Wilhelm chorowa na szlachcica,
mia si eni z jak hrabiank, pisa si de Meller, do odzi przyjeda ze sub uliberionowan, na karetach uywa poczonych herbw przyszej ony i Borowieckiego; do fabryki
nie wtrca si zupenie, dzielc si tylko sumiennie jej ogromnymi dochodami.
Borowiecki by zupenym panem olbrzymiej fabryki.
Przez te cztery lata rozwin j olbrzymio; zreformowa fabrykacj barchanw, podnis
swoje wyroby do stopnia doskonaoci, dobudowa nowe oddziay, rozszerzy rynki zbytu
i wci szed naprzd.
Te cztery lata, jakie upyny od jego lubu z Mad Mllerwn i od objcia fabryki, to
cztery lata pracy wprost nadludzkiej. Wstawa o szstej rano, kad si o pnocy, nie wyjeda nigdzie, nie bawi si, nie uywa ycia ani milionw, nie y prawie  pracowa tylko,
pochonity wirem interesw i t rzek pienidzy, jaka przepywaa przez jego rce 
fabryka oplota go jak polip tysicami ramion i ssaa bezustannie wszystkie myli  wszystek
czas  wszystkie siy.
Mia ju te upragnione miliony, dotyka si ich codziennie, oddycha nimi, y z nimi, widzia je dokoa siebie.
Ale ta praca nad siy, trwajca ju lata cae, wyczerpywaa go fizycznie, a miliony nie radoway zupenie  przeciwnie, czu si coraz gbiej znuonym, obojtnym i smutnym.
Coraz czciej nuda zagldaa do jego duszy, coraz czciej zaczyna uczuwa, e jest mu
le i e jest bardzo, bardzo osamotnionym.
Mada bya dobr on, jeszcze lepsz mamk i piastunk jego syna, doskonale go obsugiwaa  ale niczym wicej by nie moga i nie umiaa. czyo ich tylko dziecko i wsplne
mieszkanie, nic wicej;  ona czcia go jak fetysza nie miejc zbliy si, jeli j do tego nie
zachci, nie miejc mwi, jeli on nie by dobrze usposobiony  a on pozwala si czci
i uwielbia, rzucajc jej czasem w nagrod jakie sowo dobre lub umiech yczliwy, a rzadziej
ju czuo jak lub jaki okruch serca.
Przyjaci nie mia nigdy, ale zawsze mia wielu znajomych i yczliwych wpord kolegw
dawnych  ale teraz, w miar wzrostu jego potgi, wszyscy si odsuwali i ginli w szarym
tle ludzkim, odgrodzeni nieprzebytym waem milionw, jakie go otaczay; z milionerami
rwnie nie y, brako mu przede wszystkim czasu, a potem zbyt nimi pogardza i zbyt wiele
byo pomidzy nimi konkurencyjnych antagonizmw.
Pozostao mu tylko kilku najbliszych.
Ale Kurowskiego unika, bo tamten nie mg mu darowa Anki i przy kadej sposobnoci
rani go bardzo bolenie.
Z Morycem Weltem y nie mg, bo mu obrzyd zupenie.
Z Maksem Baumem y nie umia; spotykali si bardzo czsto, Maks by nawet chrzestnym
ojcem jego syna, ale pomimo to byli ze sob na chodno, na stopie dawnego koleestwa,
a nie przyjani... Maks mia do niego stary al, rwnie jak i Kurowski, za Ank i nie
mg mu tego zapomnie.
Ale Borowiecki coraz czciej czu swoj samotno i t przeraliw pustk, jak by otoczony
 pustk, ktrej nie mogy zapeni miliony ani zabijajca praca.
A teraz w ostatnich czasach zaczyna uczuwa coraz czciej szalony, nieopowiedziany
gd duszy.
I nie wiedzia jeszcze dobrze, co mu jest!
Wiedzia tylko, e nudzi go fabryka, interesy, ludzie, pienidze  e nudzi go wszystko.
Rozmyla wanie o tym wchodzc do fabryki.
Olbrzymie czworoboki murw trzsy si i huczay prac.
Borowiecki przechodzi mroczny przez sale, nie wita si z nikim, nie rozmawia, nie oglda nic, nie patrzy nawet na nikogo  szed jak automat i bdzi zgaszonym wzrokiem po maszynach
w ruchu, po robotnikach pracujcych w skupieniu, po oknach, przez ktre wlewao si
wiosenne soce; podnis si wind do suszarni gotowego towaru, gdzie na dugich stoach, na
ziemi, na wzkach leay miliony metrw, przechodzi po nich, depta je z jak bezwiedn
a zimn wzgard i stan przy oknie, z ktrego wida byo smug pl zakoczonych lasami,
zapatrzy si w jasny, soneczny dzie kwietniowy, peen wielkiej radoci, soca, ciepa, modej
zieleni traw  na przeczyste stada chmur lecych w gbiach seledynowego nieba...
Ale odszed rycho, targnity jak guch, nieokrelon tsknot.
I znowu szed z pawilonu do pawilonu i z sali do sali  przez to pieko turkotw, hukw,
warcze, pracy, zapachw straszliwych i gorca piekielnego, ale szed wolniej i uwiadamia
sobie, e to wszystko, co go otacza  to jego wasno, jego krlestwo wymarzone.
Przypomina sobie dawne marzenia  o takiej potdze, jak wada.
Mia to wszystko i umiechn si gorzko na wspomnienie przeszoci, na wspomnienie
zudze dawnych  zudze, bo wierzy kiedy, nic nie majc, e miliony dadz mu nadzwyczajne,
ekstatyczne jakie szczcie.
 C mi day?  myla teraz.
Tak, c mu dao to krlestwo?
Znuenie i nud.
I ten dziwny gd duszy, i t nieokrelon, a tak mocn, a tak szarpic, a tak bezcelow
tsknot, ktra coraz silniej ciskaa mu dusz.
Ach! a tam, za oknami farbiarni, w ktrej teraz siedzia, taka wiosna sza nad polami, tak
si lnio wszystko, takie radosne krzyki dzieci leciay, tak wesoo krzyczay wrble, tak lekko
biy w gr kby rowych dymw; tak tam byo jasno, rzewo, modo  taka potna
rado zmartwychwstajcej przyrody drgaa w przestrzeniach, przenikaa wszystko  e chcia-o si i, piewa, krzycze, tarza po murawach, pyn z chmurami, lecie z wiatrem,
chwia z drzewami w rozsonecznionym powietrzu i y ca piersi, wszystkimi wadzami,
wszystkimi uniesieniami, y, y!...
 A c dalej?  myla pospnie, wsuchujc si w szum fabryki.
Nie znalaz w sobie odpowiedzi.
 Chciaem tego, podaem i mam, mam!  pomyla z nienawici niezgbion niewolnika,
spogldajc na czerwone mury fabryk swoich, na tego potwornego tyrana, ktry radonie
spoglda tysicami okien i pracowa tak zawzicie, a si wszystko w nim trzso,
i piewa tysicami maszyn gboki hymn nasycania si.
Poszed do kantoru, mia ju dosy fabryki.
Interesanci, kupcy, komisjonerzy, urzdnicy, robotnicy szukajcy pracy, tysice spraw czekao w jego przedpokoju i wrzao niecierpliwoci, ale on bocznymi drzwiami wyszed i powlk si wolno do miasta.
Nie widzia nikogo, bo nis w sobie straszn, poerajc nud i ten niezaspokojony gd
duszy.
Miasto zalane byo potokami soca i wrzaw szalonego ruchu. Tysice fabryk, podobnych
do twierdz warownych, huczao prac. Ze wszystkich ulic, ze wszystkich domw, ze wszystkich
zaukw, z pl nawet uderzay w niego twarde echa pracy, krzyki maszyn, gwar tej walki,
toczonej z ca namitnoci  dyszenia wysikw, tryumfujce wykrzyki zwycizcw.
Jak jego strasznie nudzio to wszystko!
Z nieopowiedzian ironi przyglda si baronowi Meyerowi, ktry w pysznym powozie
rozparty, dumny, janiejcy potg, przejeda ulic i by podobny do czerwonego spasionego
wieprza, nadzianego bogactwem.
 Bydl, dla ktrego jest szczciem najwyszym legowisko z tytuw wasnoci. Czemu
ja nie mog w ten sam sposb uywa bogactwa? Oni s jednak tak szczliwi!  myla.
Niestety, nie umia uywa ycia na sposb dzkich milionerw.
Bo i c go miao bawi?
Kobiety! Ach, kocha ich tyle i by tak kochanym, i tak mia ju tego dosy!
Zabawy! Jakie? Gdzie s takie, aby byy warte wysiku, aby po nich nuda nie bya tym
przykrzejsz?
Wino! Od dwch lat z powodu przepracowania by na surowej diecie i y prawie samym
mlekiem.
I otaczania si przepychem nie lubi, a popisywa si przed drugimi nie chcia ani czu
potrzeby.
Robienie milionw! Po co? nie wydawa, nawet dochodw. Po co?
Nie doe ju by ich niewolnikiem, nie doe ju zabray mu si, ycia; nie doe mu
ju ci꿹 te zote kajdany!
 A jednak Myszkowski mia wiele racji!  pomyla przypominajc sobie jego przeklinania
nadmiernej pracy i gromadzenia bezmylnego pienidzy.
I myla coraz smutniej o swoim pooeniu, o tych dugich, dugich latach nudy i mki,
jakie stay jeszcze przed nim.
Szed tak dugo, a znalaz si w helenowskim parku, nie wiedzc prawie o tym.
Chodzi po rozmikych jeszcze alejach i z ciekawoci patrzy na mode trawy, na bladozielone
listki trzepoczce cicho w dosy ostrym, przesonecznionym powietrzu.
Cisza gboka leaa w alejach pustych, po ktrych tylko wrony spaceroway lub wrble
wiergotay.
Chodzi do zmczenia, chodzi uparcie i bezwiednie prawie wci wraca do miejsc, w ktrych
spotyka si kiedy z Lucy...
 Lucy... Emma!...  powiedzia pgosem i jakby z alem powlk oczami po parku  po
pustym parku. Z wielk gorycz myla, e przecie nie czeka na nikogo, e nikt nie przyjdzie,
e jest sam...
 Jak to niedawno, a jak to daleko!
Tak, kiedy y naprawd, kocha, umia szale.
A teraz?...
A teraz za modo ca ze wszystkimi jej burzami mia miliony i  nud  nud.
Skrzywi usta do pogardliwego umiechu nad sob, nad wasnym stanem duszy i poszed
dalej.
Obszed park, a wracajc spotka przy bramie dugi szereg dziewczynek, za ktrymi szy
jakie dwie panie, usun si na bok i spojrza.
 Anka!  wyrwao mu si z piersi i bezwiednie zdj kapelusz.
Tak, to bya Anka.
Przystpia natychmiast do niego z wycignit rk.
 Dawno pana nie widziaam, dawno!  powiedziaa z radoci.
Pocaowa j w rk i nie mg si na ni napatrze.
Tak, to bya Anka, ta jego dawna Anka z Kurowa, moda, pikna, pena si i pena czarujcego wdziku, prostoty i szlachetnoci.
 Pjdmy za dziemi, jeli ma pan chwil czasu.
 C to za gromada?  odezwa si cicho.
 Z mojej ochrony.
 Pani ochrony?
 Musiaam co robi, a przy tym ta praca daje mi tak wiele zadowolenia, e staram si
o pozwolenie na otwarcie drugiej.
 Zajmowanie si tymi dziemi daje pani zadowolenie?
 A nawet zupene szczcie, szczcie spenianego obowizku i czynienia dobrze, chocia w tak maym zakresie. A pan... zadowolony?  spytaa ciszej.
Gos jej zadrga i oczy szybko si przesuny po jego zkej, bardzo mizernej twarzy.
 Tak... tak... bardzo...  odpowiedzia prdko i szorstko; tak mu serce bio gwatownie, e
nie mg oddycha.
Szli przy sobie w milczeniu, dziewczynki skrcay nad stawy i zaczy pisklcymi gosami
piewa jak dziecinn piosenk, ktra dwiczaa zotem i jakby szmerem modych listkw
i traw.
 Pan taki bardzo mizerny... taki...  szepna przymykajc oczy, aby ukry zy gbokiego
wspczucia, i z wielk, jakby siostrzan mioci i blem spostrzega jego wpadnite oczy,
wystajce koci policzkowe, gbokie zmarszczki i siwizn na skroniach.
 Niech mnie pani nie auje... Mam to, czego chciaem... Chciaem milionw  mam, a e
mi do ycia nie wystarczaj  to moja wina. Tak, to moja wina, e zdobyem w tej ziemi
obiecanej wszystko  prcz szczcia. To moja wina, e cierpi gd.
Powstrzyma nagle gwatowny potok goryczy, jaki mu si wyrwa z serca, bo spostrzeg,
e po jej twarzy scz si zy, a usta drgaj z trudem powstrzymywan boleci.
I nie mg mwi widzc te zy, bo taki al  taki dziki al uwiesi mu si ostrymi
kami u serca, e ucisn jej rk i odszed piesznie, aby si nie zdradzi z tym, co si
w nim dziao.
 Za miasto, prdko!  krzykn szorstko, siadajc w dorok.
Dra ze wzruszenia, dusz mu obsiady mary przypomnie, wypeze gdzie z ciemni
mzgu, z najbujniejszych gbin serca, i przesuny mu si przez mzg w obrazach tak piknych,
tak opromienionych radoci, uniesieniem, e ca si potnej woli chcia je powstrzyma,
chcia nasyci zgodnia dusz, chcia w nich utopi pami dnia dzisiejszego, pami
swojej obecnej ndzy  ale nie powstrzyma, bo na ekranie wiadomoci z byskawiczn szybkoci rysoway si ju i inne obrazy, inne przypomnienia  przypomnienia wszystkich
krzywd, jakie zrobi Ance, wszystkie swoje winy wobec niej popenione. Siedzia odurzony
z przymknitymi oczyma, martwy prawie i wyta wszystkie siy, aby zdusi w sobie jaki
gony krzyk, ktrym mia zapchane serce; aby zmc i to serce, przebudzone jej widokiem;
te wszystkie pragnienia szczcia, jakie si w nim nagle ockny z si niepowstrzyman.
 Dobrze mi tak, dobrze! dobrze!  myla chwilami z jak dzik rozkosz, tarzajc si
we wasnym blu, w poznaniu wasnego stanu i win wasnych. Zmg si wreszcie, pokona
sam siebie, ale to zwycistwo gorzkie kosztowao go tyle si, e nie poszed nawet do ony
i syna, tylko zamkn si w swoim gabinecie, odprawi czekajcego Mateusza i pozosta sam.
Dugo lea bez ruchu i bez myli, bo tylko jaka mgawica, jakie zaczyny myli wirowa-y mu pod czaszk i zatapiay go w stan pwiadomoci.
 Zmarnowaem ycie  powiedzia naraz, bezwiednie zrywajc si z otomany, ta myl
wyonia mu si z ciemnej pracy mzgu i szarpna go jak hakiem, i olnia strasznie bolesnym
wiatem.
Rozglda si po ciemnym pokoju, jakby nagle oprzytomnia i wszystko ujrza w nowym
wietle.
 Dlaczego?  rzuci zapytanie wasnej duszy. Otworzy okno i zacz rozmyla.
Gwar coraz cichszy dobiega sabymi echami, miasto milko pogrone w odpocznieniu
i w tej sodkiej kwietniowej nocy wiosennej.
Zielonawa ciemno, rozdzierana rozdrganymi byskami gwiazd, otulia miasto jakby w caun.
Z okien gabinetu wida byo ogromny, ciemny rozlew miasta usypiajcego, gdzieniegdzie
tylko wznosiy si wietliste wyspy fabryk pracujcych, ktrych guchy huk, podobny do dalekiego
szumu lasw, przynosi wiatr.
 Dlaczego?  myla znowu skupiajc si cay jakby do walki, zwaszcza z dusz, ktra
mu zaczynaa odpowiada przypomnieniami caego ycia, rozsnuwaniem wszystkich zwojw
dawno zapadych w niepami  a zmartwychwstajcych teraz, w tej chwili. Nie chcia, ucieka, rwa si, ale w kocu musia ulec, musia patrze, musia sucha tych wszystkich gosw,
jakie si w nim podnosiy, wic pochyli si i z bolesn, okropn ciekawoci 
przyglda si samemu sobie. Przeglda cae istnienie swoje, cae czterdzieci lat  ktre niby
przdza nawinita na wrzeciono czasu odwijaa si przed nim, e mg rozpatrywa szczeg-owo, i rozpatrywa.
Miasto ju spao, przyczaio si w cieniach i przywaro do ziemi jak polip wszystkimi
mackami fabryk, a dalekie, porozrzucane elektryczne soca bkitnawymi renicami patrzy-y w noc, stroway picego molocha, jak stado urawi o gowach ognistych.
 No i c, jestem, jaki jestem, jaki by musiaem  szepn hardo i wyzywajco, ale nie
pozby si tym rozbudzonego sumienia, nie stumi tym gosw podeptanych wierze, zdradzonych
ideaw, splugawionego egoizmem ycia  ktre krzyczay w nim, e y tylko dla
siebie, e wszystko depta, aby zadowolni prno, aby napa wasn pych, aby doj do
milionw.
 Tak, jestem egoista, tak, powicaem wszystko dla kariery...  powtarza te sowa tak
dobitnie, jakby si nimi sam policzkowa, i fala okropnej goryczy, wstydu, ponienia zalaa
mu serce.
Powici wszystko i c ma teraz? Gar pienidzy bezuytecznych i ani przyjaci, ani
spokoju, ani zadowolenia, ani szczcia, ani chci do ycia  nic... nic...
 Czowiek nie moe y tylko dla siebie  nie wolno mu tego pod groz wasnego nieszczcia.
On o tej prawdzie wiedzia, ale teraz dopiero j odczu i poj w caej gbokoci.
 Dlatego ja przegraem wasne szczcie  myla wspominajc Ank i pod wpywem tego
przypomnienia napisa do niej dugi list proszc o wskazwki, potrzebne mu do zaoenia
ochrony dla dzieci swoich robotnikw.
Pocz znowu rozmyla, ale ju szuka drg wyjcia z dzisiejszego stanu do celu jakiego
na to dugie jutro  o ktrego nudzie myla z przeraeniem. Godziny pyny
wolno, miasto spao, ale spao niespokojnie, gorczkowo  bo przez pohaftowany wiatami nocny tuman, jaki je obla, przebiega czasem dreszcz jaki, to znowu rozlega si
jk gboki, przecigy, bolesny jakby jk maszyn spracowanych, ludzi mordowanych lub
drzew skazanych na zagad; to jaki krzyk zrywa si z gbi pustych ulic, drga chwil
i roztapia si w milczeniu  to jakie nieodgadnione drganie, pene byskw tajemniczych,
gosw, paczw, szlocha, miechw  caa gama przeszego czy jutrzejszego
ycia rozlewaa si po miecie i bya niby marzeniem sennym tych murw, drzew spowitych
w mroki, ziemi zmordowanej...
To chwilami panowaa tak gboka, przeraajca cisza, e mona byo wyczu pulsacj
tego upionego olbrzyma, ktry przywar do ziemi i spa tak ufnie jak dzieci na piersiach
matki.
Tylko daleko, poza murami, hen w polach, dookoa tej ziemi obiecanej, w gbiach nieodgadnionych
nocy wrza ruch jaki, rozlegay si szmery gosw, turkoty, szumy, echa miechw,ka, przeklestw.
Wszystkimi drogami, poyskujcymi kauami wd wiosennych, ktre biegy ze wszystkich
kracw wiata do tej ziemi obiecanej, wszystkimi ciekami, co si wiy wskr pl
zieleniejcych i sadw kwitncych, wskr lasw penych zapachw brzz modych i wiosny,
wskr wiosek zapadych, moczarw nieprzebytych  cigny tumy ludzi, setki wozw
skrzypiao, tysice wagonw leciao jak byskawice, tysice westchnie wznosio si i tysice rozpalonych spojrze rzucao si w ciemno z upragnieniem i gorczk szukajc konturw
tej ziemi obiecanej.
Z rwnin odlegych, z gr, z zapadych wiosek, ze stolic i z miasteczek, spod strzech i z
paacw, z wyyn i z rynsztokw cignli ludzie nieskoczon procesj do tej ziemi obiecanej.
Przychodzili uynia j krwi swoj, przynosili jej siy, modo, zdrowie, wolno
swoj, nadzieje i ndze, mzgi i prac, wiar i marzenia.
Dla tej ziemi obiecanej, dla tego polipa pustoszay wsie, giny lasy, wycieczaa si
ziemia ze swoich skarbw, wysychay rzeki, rodzili si ludzie, a on wszystko ssa w siebie
i w swoich potnych szczkach miady i przeuwa ludzi i rzeczy, niebo i ziemi, i dawa
w zamian nielicznej garstce miliony bezuyteczne, a caej rzeszy gd i wysiek.
Karol rozmylajc chodzi i czsto, i dugo patrzy na miasto i w noc, ktra ju na wschodzie
poczynaa bledn. Zorze rozsczay si z wolna w zielonawym zmroku, jaskki zacz-y wiergota pod dachem oranerii, a chodny, wiey powiew poranku porusza z wolna
drzewami. Stawao si coraz janiej, ju najblisze dachy poyskiway zamatowan blach
spod zwojw mgie, a ruiny fabryki Bauma starego staway si coraz widoczniejsze, porwane
ciany, wybite okna, zrujnowane kominy wyaniay si jakby z ziemi i czerniay smutno poamanym
szkieletem.
Borowiecki si uspokoi, ju znalaz drog na jutro, ju widzia jasno cel dalszego ycia 
zerwa z samym sob, podepta ca swoj przeszo, czu si teraz jakby nowym czowiekiem,
smutnym, ale silnym i gotowym do walki.
By bardzo blady, postarza si znacznie przez t noc jedn, gboka zmarszczka rya mu
si przez czoo, a na twarzy osiad i jakby zastyg wyraz determinacji wykutej dutem bolesnego
poznania.
 Przegraem wasne szczcie!... Trzeba je stwarza dla drugich  szepn wolno i mocnym,
mskim spojrzeniem, jakby ramionami niezomnych postanowie, ogarn miasto upione
i te obszary nieobjte, wyaniajce si z mrokw nocy.
Ouarville  Pary 1897/8
PRZYPISY
1 fein (niem.)  fajnie, wietnie.
2 Morgen  skrt od niem. guten Morgen: dzie dobry.
3 grple  urzdzenie suce do rozczesywania i czyszczenia baweny, weny, lnu itp.
4 geszeft (z niem.)  interes, zwaszcza korzystny.
5 fisz (niem. Fisch)  ryba.
6 prokura  penomocnictwo.
7 Lodzermensch (z niem.)  dos.: czowiek z odzi; tu: bezwzgldny czowiek interesu.
8 oficjalista  urzdnik.
9 Punch  ilustrowany tygodnik satyryczno-humorystyczny, wyd. od 1814 . w Londynie.
10 bojka  rodzaj tkaniny bawenianej lub wenianej.
11 kort  cika, zwarta tkanina weniana.
12 watson  urzdzenie suce do farbowania tkanin.
13 centryfuga (przestarz.)  wirwka.
14 blichownia  dzia fabryki wkienniczej, zajmujcy si bieleniem tkanin.
15 butersznicik  (niem. Butterschnitte)  kromka chleba lub buka z masem; kanapka.
16 koszerny  rytualnie czysty zgodnie z ydowskimi przepisami religijnymi.
17 Weber (niem.)  tkacz.
18 bitte, zahlen! (niem.)  prosz paci!
19 Bier (niem.)  piwo.
20 garon (fr. garson)  kelner w restauracji lub kawiarni.
21 Warum? (niem.)  dlaczego?
22 pachciarz (przestarz.)  dzierawca.
23 tabetycznie (z ac.)  jak tabetyk, tj. czowiek chory na tabes (wid rdzenia krgowego).
24 baagan  dawniej: stragan, buda jarmarczna.
25 Reisender (niem.)  agent handlowy.
26 bares Geld (niem.)  gotwka.
27 nachname (niem. Nachname)  patne przy odbiorze.
28 Witz (niem.)  art, kawa.
29 keine (niem.)  adne.
30 pokuti niemnoeczko (ros.)  pohulaem troszeczk.
31 ganz-pommade (niem. ganz Pomade)  wszystko jedno.
32 ardinierka (z fr.)  ozdobna stojca pka lub rodzaj stoliczka do kwiatw doniczkowych.
33 brusz (niem. Bursche)  tu: mody czowiek beztrosko uywajcy ycia.
34 en gros (fr.)  w caoci, hurtem; tu: na wielk skal.
35 rotunda  dugi paszcz damski, skrojony w ksztacie koa, modny w XIX w.
36 handees (przestarz.)  uliczny ydowski handlarz starzyzn; tu: starzyzna.
37 Pociejw  warszawskie targowisko, ulokowane wok paacu rodziny Pociejw, na ktrym handlowano tandet; tu: symbol tandety i nieadu.
38 siabas (z jidysz szabas)  witeczny dzie odpoczynku, obchodzony przez ydw, trwajcy od zachodu soca
w pitek do zachodu soca w sobot.
39 fertig (niem)  gotowy.
40 folusznik  robotnik w fabryce wkienniczej, zajmujcy si spilnianiem tkanin.
41 orzydle (gwar.)  przednia cz konierza.
42 echt (niem.)  prawdziwie.
43 Zeit is Geld (niem.)  czas to pienidz.
44 majufes (z hebr.)  ydowska pie, piewana podczas niektrych obrzdw religijnych i zwyczajowych.
45 chartez (z fr.)  likier francuski.
46 osdzielina (daw.)  szron.
47 ewikcja  porczenie, zabezpieczenie.
48 fracht (niem.)  przewz towarw, towary przewoone.
49 stergn (gwar.)  przepa; umrze.
50 bejcz (z niem.)  bejca, roztwr barwnika sucy do barwienia materiaw, skry i drewna.
51 facjata (daw.)  cz frontowej ciany budynku zasaniajca dach.
52 croisa (z fr.)  kroaza: tkanina baweniana, weniana lub jedwabna o skonym splocie.
53 majolika  rodzaj fajansu w specjalny sposb barwionego i wypalanego.
54 langsam (niem.)  powoli.
55 similia similibus curantur (ac.)  podobne rzeczy leczy si podobnym  zasada homeopatii i medycyny ludowej.
56 sznelowy (z fr.)  wykonany z tkaniny jedwabnej, stosowanej take do wyrobu kotar, chust itp.
57 rysaki  konie przyuczone do bardzo szybkiego kusa.
58 melan (z fr.)  pomieszanie rnych rzeczy, mieszanina; tu: kawa z mlekiem.
59 Grnder (niem.)  spekulant.
60 zal (z niem.)  paci.
61 hawelok  paszcz mski bez rkaww, z peleryn noszony w drugiej poowie XIX i na pocztku XX w.
62 Bier-Hall (niem. Bierhalle)  piwiarnia.
63 Fest (niem.)  uroczysto, wito.
64 Gross-familien-Pleitenfest (niem. Gro-Familien-Pleiten-Fest)  swieto bankructwa wielkich rodzin.
65 panopticum (niem. Panoptikum)  wystawa, muzeum zawierajce zbir osobliwoci.
66 mecher (niem. Macher)  potocznie: specjalista; w znaczeniu negatywnym: spekulant, oszust.
67 szemat (daw.)  schemat, uoglnienie.
68 en dtaile (fr. en dtail) - szczegowo.
69 intercyza (z ac.)  przedlubna umowa majtkowa.
70 Bums (niem.)  tani lokal nocny.
71 bengalina  lekka tkanina jedwabna lub baweniana.
72 miazmaty (daw.)  zaduch, niezdrowe powietrze.
73 Schwam-drber (niem. Schwamm drber)  nie mwmy o tym wicej.
74 Verflucht! (niem.)  do diaba!
75 Aluzja do groby zesania na Syberi.
76 famulus (ac.)  zaufany suga.
77 fil de cosy (fr. fil dEcosse)  fildekosy: wyroby dziewiarskie, zwaszcza poczochy, wykonane z przdzy bawenianej przypominajcej jedwab.
78 glasa  licha tkanina baweniana uywana na podszewki.
79 majtki  tu: spodnie.
80 pocha  w warsztacie tkackim: rodzaj grzebienia o szerokoci tkaniny.
81 patarafka (z fr.)  podkadka pod lamp lub lichtarz.
82 knot  rolina wodna; trzsido pospolite.
83 in saecula saeculorum (ac.)  na wieki wiekw.
84 litkup  poczstunek z okazji kupna lub sprzeday.
85 facjendowa (z ac.)  prowadzi operacje handlowe.
86 delirium tremens (ac.)  majaczenie alkoholowe, ostra choroba psychiczna wystpujca u naogowych alkoholikw.
87 fiks (z fr.)  stay dzie przyj towarzyskich.
88 ganz fiksatuar  art sowny, nawizujcy do niemieckiego ganz Pomade.
89 kurantny  gotwkowy.
90 forminga (z gr.)  kitara: starogrecki instrument strunowy.
91 cicerone (w.)  czowiek zajmujcy si oprowadzaniem turystw po miejscach zabytkowych.
92 Mnchenbier (niem.) - piwo monachijskie.
93 Mdaille dor (fr.)  zoty medal.
94 landszaft (niem. Landschaft)  obraz majcy ma warto artystyczn; dawniej zwaszcza obraz przedstawiajcy pejza.
95 Ah, mon Dieu, mon Dieu! Tres joli, tres joli! (fr.)  Ach, mj Boe, mj Boe! bardzo zabawne, bardzo zabawne!
96 Tres joli, mon cher Bernard! (fr.)  Bardzo zabawne, mj drogi Bernardzie!
97 Immer langsam voran, langsam! (niem.)  Zawsze powoli przed siebie, powoli!
98 polnische Misch-Masch (niem. polnischer Misch-Masch)  polski baagan.
99 Voila! (fr.)  Oto patrz!
100 Libert, fraternit, galit (fr.)  wolno, braterstwo, rwno  haso Wielkiej Rewolucji Francuskiej w 1793 .
101 katzenjamer (niem. Katzenjammer)  potocznie: kac, ze samopoczucie po wypiciu wikszej iloci alkoholu.
102 ataman koszowy  dowdca Kozakw na Siczy Zaporoskiej.
103 frytura (z fr.)  tuszcz jadalny, odporny na dziaanie wysokiej temperatury.
104 kraszuarka  spluwaczka.
105 Glck (niem.)  szczcie.
106 watuch (z niem.)  wr z grubego ptna konopnego.
107 coup (fr.)  przedzia w wagonie kolejowym.
108 wojok  niskogatunkowy filc, uywany do wyrobu obuwia tekstylnego, jako materia izolacyjny itp.
109 pud  dawna rosyjska jednostka masy rwna 16,38 kg.
110 herein! (niem.)  prosz wej.
111 buchalter (z niem.)  ksigowy.
112 kufa  tu: nos.
113 Oberkellner (niem.)  szef kelnerw.
114 Vaterland (niem.)  ojczyzna.
115 czamara  wierzchni ubir mski, dopasowany do figury, z ozdobnymi guzikami.
116 potrzeby  tu: dodatki krawieckie do ubioru (guziki, sprzczki itp.).
117 sznyt (z niem.)  wytworno, szyk.
118 passives Genie  bierny duch, geniusz.
119 jest ju ausgespilt (z niem.)  jest ju skoczony.
120 sztosowa (z niem.)  zderza si, przesuwa.
121 szlusowa (z niem.)  wyrwnywa, zwiera szeregi
122 mente captus (ac.)  niespena rozumu.
123 interwal (z ac.)  przerwa.
124 kalikowa  pompowa powietrze do miechw organw dawnego typu za pomoc dwigni nonej.
125 cajk (cajg, z niem.)  mocna tkanina baweniana, uywana zwykle na ubrania robocze.
126 fort (niem.)  cigle.
127 strycharz (z niem.)  robotnik ceglarski.
128 tanckrenchen (z niem.)  kko taneczne.
129 sztil (niem. stil)  cicho.
130 opona  tu: pokrowiec.
131 polnische Wirtschaft (niem.)  polska gospodarka.
132 fluksja (z .)  obrzk twarzy powstay w powodu procesw zapalnych.
133 rendes-vous (fr.)  schadzka, randka.
134 tok  podoga ubita z gliny.
135 pince-nez (fr.)  rodzaj binokli, podtrzymywanych rk za may uchwyt.
136 szylkret (z niem.)  masa rogowa, otrzymywana z pytek okrywajcych pancerz wi morskich.
137 fin de siecleu (fr.)  dos.: koniec wieku, dekadenckie tendencje w yciu spoecznym i kulturze koca XIX w.
138 szajgec (z jidysz)  obuz
139 nobl (z fr.)  szlachetnie, w dobrym tonie.
140 Kirche (niem)  koci.
141 savoir-vivre (fr.)  zasady dobrego wychowania.
142 fajer (niem. Feuer)  ogie.
143 Jugend (niem.)  modzie.
144 Tingeltangel (niem.)  podrzdna kawiarnia lub restauracja, w ktrej odbyway si wystpy piosenkarzy, tancerzy
itp.
145 danse du ventre (fr.)  taniec brzucha.
146 zabiera znajomo  zawrze znajomo.
147 filipika  ostre wystpienie sowne przeciwko komu lub czemu, gwatowna mowa oskarycielska.
148 status quo (ac.)  stan istniejcy w danej chwili.
149 banhof (niem. Bahnhof)  dworzec.
150 brankard (z fr.)  tu: wagon towarowy.
151 Wilkommen (niem.)  witamy.
152 emablowa (z fr.)  otacza szczeglnymi wzgldami, bawi, zabawia, zwaszcza kobiety.
