Wadysaw Stanisaw Reymont 


WAMPIR 
Wszystkie wiata pogasy; tylko midzy oknami w zielonawej, krysztaowej kuli my si 
rozpierzchy, ledwie dojrzany pomyk, jak gdyby witojaski robaczek, trzepoczcy si w 
ciemnociach. 

Cisza zapada nagle, cisza pena drczcego oczekiwania. 

Siedzieli z przyczajon uwag, skupieni a do martwoty, a peni szarpicego niepokoju i 
ledwie powstrzymywanych dygotw trwogi. 

Czas pyn wolno w przeraajcym milczeniu, w dawicej okropnej ciszy trwonych 
przeczuwa, e jeno niekiedy jakie stumione westchnienie wiono w ciemnociach, podoga 
zatrzeszczaa, a drgnli gwatownie, to nierozpoznany szelest, jakby lot ptaka, okra ich 
gowy, opota po pokoju, wia chodem na rozgorczkowane twarze i mar w mrokach rozkanym 
szelestem... 

...I znowu przepyway chwile dugie jak wieki, chwile milczenia drczcego i oczekiwa. 

Naraz st drgn, zakoysa si gwatownie, unis w powietrze i opad bez szelestu na 
podog. 

Lodowaty dreszcz wstrzsn sercami... kto krzykn... kto zaka nerwowo... kto zerwa 
si jakby do ucieczki... palce tchnienie trwogi przewiao w ciemnociach i zakbio si w 
duszach bolesnym, mczcym dreniem, ale wnet przygaso wszystko, zdawione przez 
straszne pragnienie zjaw... 

O cud bagay trwogi wszystkie i dusze rozpite w bolesnej tsknocie. 

Cisza staa si jeszcze gbsza, powstrzymywano oddechy, tumiono strachliwe bicie serc, 
wytano ca si woli, aby nie zadrgn, nie szepn, nie poruszy si, nie patrze nawet i 
martwie w takiej cichoci, e ruch jakiego zegarka przewierca serca bezustannym, bolesnym 
dygotem i bi w skroniach cikimi motami. 

Szum guchy, bekotliwy a rozwiany i daleki, jakby morza odpywajcego, wrza monotonnie 
za oknami, deszcz zacina bezustannie, brzcza cicho i po zapoconych, szarzejcych 
szybach spywa nieskoczonymi sznurami paciorkw i szemra sennie, szemra lkliwie; to 
wiatr obija si o szyby i ze zduszonym, aosnym krzykiem obsuwa si martwo po cianach, 
a potem jakie drzewa, podobne do strzpiastych chmur, drzewa lepe i nieme nachylay si 
cicho do okien, chwiay si cieniem ledwie uchwytnym jak sen nieprzypomniany i jak sen 
przepady w mrokach. 

A pokj wci by guchy, niemy i przepastny jak otcha, tylko ten zielonawy pomyk niby 
gwiazda odbita w czarnej topieli drga ustawicznie, rozpryskujc si wietlist larw, jakby 
spod wody skbionej, albo jakie spojrzenie zamigotao rozwianym pomieniem i wnet maro 
w ciemnociach mtnych, penych nieuchwytnych, zaledwie wyczutych falowa, niedojrzanych 
ruchw, drga niepokojcych, szeptw zmartwiaych, konajcych poyskw i przyczajonej, 
dygoccej trwogi... 

St znowu wyrwa si spod rk, roztrci siedzcych, unis si gwatownie i z hukiem 
pad na swoje miejsce... acuch rk si przerwa, zerwao si kilka okrzykw, kto skoczy w 
bok do wiata... 

 Cicho... na miejsca... cicho!  zabrzmia rozkazujcy gos. 
Rce sploty si znowu w acuch nieprzerwany, przymilkli z naga, ale ju nikt nie potrafi 
pokona nerwowego drenia, donie si trzsy, serca dygotay i dusze przelatywa wicher 
witej trwogi, pochylano si nad stoem, jak nad niepojt, tajemnicz istot, ktrej ruch 
kady by cudem widomym, cudem ywym. 

4 



Joe, przewodniczcy, zacz szepta modlitw, a za nim roztrzsionymi wargami powtarzano 
coraz prdzej, coraz mocniej, i ciemno rozbrzmiewaa szmerem lotnym, namitnym, 
wyrwanym spod serc, z gbi dusz olnionych... Sowa paday rozwiane, ponce wiar, wiotkie 
jak tchnienie, a potne dz objawie, pragnieniem cudw... 

Naraz z drugiego pokoju czy z gbi jakiej rozbrzmia przytumiony gos fisharmonii. 

Jk zamar w gardach cinitych, dusze pady w senny lk jakby przed skonem, nikt bowiem 
nie czeka tej muzyki, nie wiedzia, skd pyn te tony, nie rozumia, zali to dwiki 
ywe czy oman sodki?... 

Opadli piersiami na st, bo nikt ju si nie mia, trzymali si kurczowo za rce, bojc si 
puci, bojc si przepa w samotnoci... cisnli si do siebie ramionami i stoczeni, drcy, 
przejci witym dreszczem zachwytu zanurzali si w te dziwne dwiki przewiewajce niby 
wiatr pieciwy po strunach harfy niewidzialnej. 

I tak zapomnieli o wszystkim, e nikt ju nie wiedzia, rzeczywisto to  li sen czarowny? 

A muzyka rozpylaa si w ciemnociach kadzielnym tchnieniem modlitwy arliwej, ros 
srebrzystych dwikw, wiewem melodii tak sodkiej, e dusze chwiay si w rozmarzeniu 
upajajcym jak kwiaty w noc miesiczn. 

I piewem si podniosa uroczystym, potnym, rozlegym, jakby wiat cay piewa. 

I krzykiem duszy zagubionej we wszechwiecie kaa aonie... 

I wyej wznosia si jeszcze, a w hymny zawych zachwyce i w dal takich roztsknie, 
e bya ju jakby emanacj nowych bytw, rodzcych si z tajemnicy i marzenia. 

Jeszcze nie ochonli z wraenia, jeszcze dusze niby krze pomieniste chwiay si sennie w 
rytm konajcych dwikw, gdy drzwi od przedpokoju otwary si na rozcie, struga wiata 
runa supem na podog i w progu ukazaa si wysoka, jasna posta... 

Porwali si z miejsc, ale nim ktokolwiek zdoa krzykn, posta owa poruszya si i sza 
wolno wietlistym pasem; sza sztywno i ciko, z wycignitymi rkami, przystajc co 
mgnienie i koyszc si ca postaci... 

Drzwi si zamkny bez szmeru i noc znowu ogarna wszystko. 

 Kto jeste?  zatrzepotao zdawione pytanie. 
 Daisy...  wion szept zgoa niematerialny. 
 Dugo bdziesz z nami? 
 Nie... nie...  Gdzie twoje ciao? 
 Tam... w pokoju... pi... woae... przyszam... Guru... 
Szept si plta i tak cich, e tylko bezdwiczne, porwane drgania szemray w ciemnociach... 
Mr Joe nacisn guzik i elektryczne wiato zalao pokj. 

 Daisy!  krzykn jaki czowiek rzucajc si ku niej, ale stan naraz jak gromem raony, 
bo zwrcia lep twarz ku niemu, usiujc co mwi, poruszajc wargami... 
 Nie, nie Daisy... ta sama i obca, inna zarazem... 
Pochyli si ze zdumienia i przyczajonym, trwonym wzrokiem obiega twarz jej i posta 
ca... ta sama twarz, a rysy inne, obce... obce... 

 Daisy!... Nie... nie...  krzyczao w nim zdumienie i przypomnienia wiy mu si byskawicami 
szalestwa, strachu, lku straszliwego. 
Nic nie rozumia, nie mg poj tej zmiany dziwnej, zdao mu si, e ni ciko, e jakie 
zwierciadlane odbicie Daisy stano przed nim i rozwieje si zaraz, natychmiast, sczenie jak 
widmo... 

Zamkn oczy i otworzy je natychmiast, ale Daisy staa na dawnym miejscu, bya, widzia 
j w najdrobniejszych szczegach, e cofn si naraz, bo spojrzaa na niego pospnym, otchannym, 
obcym wzrokiem, a tak strasznym, e pad na samo dno trwogi... 

Wszyscy stali rwnie w lodowatym odrtwieniu. 

5 



Mr Joe za lkliwie podszed do niej i dotkn palcami jej powiek, zatrzepotay i opady 
mocno, a potem stopniowo dotyka jej skroni, rk, piersi, ramion, przeciga kilka pasw nad 
gow, cofn si i rozkazujco powiedzia: 

 Pjd! 
Nie poruszya si z miejsca. 
 Pjd!  zawoa silniej, cofajc si z wolna i nie spuszczajc z niej wzroku  drgna 
nagle i jakby z trudem odrywajc si od posadzki, zacza si posuwa za nim sztywnym, 
automatycznym ruchem, w gb ssiedniego pokoju, jasno owietlonego... 
Nikt si przez ten czas nie poruszy, nie westchn goniej, nie zadrgn; wszystkie oczy 
szy za ni. 
Mr Joe wzi j za rk i podprowadzi do wielkiej sofy, ustawionej na rodku pokoju; 
upada na ni bezwadnie. 

 Moesz mwi?  pyta pochylajc si nad ni. 
 Mog... 
 Czy jeste sama, Daisy?... 
 Nie pytaj... 
 Czy nikt z nas nie przeszkadza? 
 Nie... nie... c moe przeszkodzi woli A  mwia. 
Gos miaa nie swj, zupenie obcy, a chwilami jakby pyncy z fonografu, trupi jaki; wydobywa 
si martwym szmerem wprost z garda, bo nie poruszaa ustami ni adnym muskuem 
twarzy. 

 Wic wszystkim wolno pozosta w pokoju?  pyta znowu mr Joe. 
Nie odpowiedziaa, tylko poruszya si niecierpliwie, podnoszc cikie powieki, e wywrcone 
oczy bysny biakami, jaki umiech przewia po bladej jak kreda twarzy, wycigna 
rk w prni, jakby witajc kogo niewidzialnego, i zacza co pgosem szepta. 

Mr Joe sucha uwanie, ale na prno usiowa zrozumie cokolwiek, mwia w zupenie 
nie znanym jzyku. 

 Co mwisz?  spyta po chwili, kadc do na jej czole. 
 Sarwatassida! 
 Mahatma? 
 Ten, ktry jest, ktry wypenia wszystko, ktry jest A, mj duch... 
 Czy zechce mwi przez ciebie? 
 Nie mcz mnie... 
 Czy stanie si co dzisiaj? Bracia s zebrani, czekaj w trwodze, czekaj w baganiu o 
znak jaki, o cud... 
 Nikt z wcielonych nie jest godzien cudw! nikt!  zabrzmia mocny, potny, mski 
gos, a tak silny jak przez spiow tub pyncy. 
Joe cofn si przeraony, wodzc oczami dokoa, ale w pokoju nie byo nikogo; Daisy leaa 
bez ruchu, wiata pony jasno i caa grupa zebranych staa w drugim pokoju, na wprost 
niego. 

 Niechaj on gra! on!  szepna unoszc si i wskazujc rk na Zenona i zaraz pada w 
ty, wyprona, sztywna i tak ju pozostaa. 
Prno Joe usiowa zmusi j do rozmowy, leaa martwa jak trup; rce miaa zimne i 
twarz pokryt lodowat ros. 

 Zupena katalepsja! Nic nie rozumiem  szepn bojaliwie. 
 C poczniemy?  zapyta kto. 
 Mdlmy si i czekajmy. 
 Czy to naprawd Daisy?  pyta Zenon. 
 Daisy... nie wiem, moe by... ale nie wiem. 
Drzwi od okrgego pokoju, gdzie leaa, zatrzasny si z haasem. 
6 



 Siada, cicho... rozpoczynamy!... 
Zenon siad przed fisharmoni, stojc w gbokiej niszy na prawo, wprost okien, i zacz 
cicho gra. 
wiata wtedy raptem pogasy, przez chwil jeszcze arzyy si w yrandolu rozpalone 
wgle, potem, gdy sczerniay, tylko krysztaowa kula byskaa zielonawym, rozdrganym 
wiatekiem. 

Usiedli pod cian, jeden przy drugim, nie tworzc ju acucha. 

Zenon gra jaki hymn wzniosy, stumione dwiki brzmiay sodkim choraem, dalekim 
jakby z gbi niebotycznych naw pyncym i rozsypyway si w nieprzeniknionych ciemnociach. 


Joe za uklk i zacz si modli pgosem, przez chwil sycha byo odsuwanie krzese 
i trzeszczenie podogi, snad przyklkli wszyscy, bo szept modlitewnych gosw zaszemra 
rozpalon, wrzc ulew i wtrowa przejmujcym falom muzyki... 

Zenon gra coraz ciszej, dwiki zamieray z wolna, guchy i niby zakrzepe pery opaday 
ciko, e ju tylko jakie bdne akordy jak pogubione westchnienia bkay si w ciszy, 
powracay jednak i kay upornie, przejmujco. 

Po dugiej chwili martwego milczenia zerway si znowu niby krzyk na pustkowiu, krzyk 
nagy, przeszywajcy, okropny!... 

I znowu opadaa grobowa cisza, z ktrej kiedy niekiedy wyryway si bdne, rozekane, 
samotne akordy... 

Modlitwa umilka, ale ten gos monotonny zrywa si co chwila, przycicha... kona... i 
znowu powraca... znowu jcza... znowu bka si, dreszcz zatrzs wszystkimi, bo by jak 
rozpacz, jak krzyk padajcych w przepa... 

Joe nie mg ju wytrzyma i roznieci wiato. 

Zenon siedzia martwo, oczy mia przymknite, gow pochylon na porcz krzesa, prawa 
rka leaa bez ruchu na kolanie, a lew porusza machinalnie, uderzajc raz po raz w klawisze... 


 Wpad w trans!  szepn przygaszajc znowu wiata. 
W pokoju zrobio si wprost strasznie, siedzieli w grobowym milczeniu, skurczeni w bolesnym 
nabrzmieniu trwogi i oczekiwania, bdzc oczami w ciemnociach i czepiajc si tego 
jedynego wiateka jak zbawienia. 

Chd dziwny zawiewa od cian, e mimo rozgorczkowania trzli si z zimna. 

Cisza bya ju nie do wytrzymania, a ten powracajcy wci, monotonny akord przejmowa 
coraz srosz mk... 

Naraz w ciemnociach zaczo si co stawa. 

Najpierw szyfrowe tabliczki, lece na stole, jy si podnosi i opada jakby podrzucane, 
wreszcie trzasny w sufit i rozbitymi kawakami posypay si na podog... 

A po chwili zaczy si rozsypywa w ciemnociach wietliste, niezliczone drgania, ale tak 
nike, tak drobinowe, e wydaway si prchnicow fosforescencj, opaday poyskujc ros, 
osypyway si po cianach, gstniay z wolna i wieciy coraz mocniej, zalewajc pokj 
byszczcym, rozdrganym tumanem, jakby niegiem bkitnawym, opadajcym bez szelestu 
sypk i pierzast fal. 

 Om!  zadwicza w ciszy jasny, krysztaowy gos. 
I pochylili gowy, i chrem z trwon pokor i wzruszeniem, stumionymi gosami zajczeli 
bagalnie: 

 Om! Om! Om! 
wietlista ulewa jeszcze si wzmoga, ju teraz pokj by podobny do ciemnobkitnej otchani, 
przez ktr przepywa potok gwiezdnych pyw tak janiejcy, i ciany, drzwi, obrazy, 
sprzty i sine, wylke twarze wida byo dokadnie poprzez to rozdrgane, opadajce bezustannie 
przdziwo byskw. 

7 



Mgawy zarys postaci, wietlany majak, widmo utkane ze wiata, ukazao si naraz w 
drzwiach pokoju upionej. 

 Om! Om!  szeptali coraz ciszej, cofajc si pod cian i przyparci do niej, zmartwieli w 
witej zgrozie zdumienia. 
Zjawa jakby kwiatem z rozchwianych pomieni uniosa si w gr, bya jakby wytryskiem 
rozproszonego wiata, z ktrego co chwila urabia si zarys ludzkiej postaci i rozpryskiwa 
wybuchem krtkich, rozpylonych byskw. 

Ulewa zgasa, pokj pociemnia, tylko zjawa byszczcym ostro tawym obokiem unosia 
si z wolna, krya na par stp nad ziemi, stajc si chwilami tak wyran w ludzkim 
ksztacie, e wida byo twarz kobiec, okolon dugimi wosami, zarysy ramion i kontur caej 
postaci, a przez mgnienia i jaka niebieskawa, mienica si pomieniami suknia widniaa, 
ale niepodobna byo dojrze rysw, bo to chwilowe skupienie wiata, ten brzask racy, z 
jakiego si urabiaa, te poyskliwe, martwe drgania mieszay si ustawicznie, przeleway wirem 
bezustannym, e co mgnienie kontury si rozwalay w py wietlisty i wystpoway na 
nowo. 

Przez jak dusz chwil widmo stao si zupenym ksztatem ludzkim, przysuwajc si 
tak blisko, e obdny strach run w nich piorunem, chwiao si tu przed nimi, zbliajc 
swoj twarz okropn; twarz lep, bez rysw, jakby kul, z gruba obrban i przedziurawion 
czarnymi otworami, larw podobn do kba mgawicych si drobin wietlistych, larw drczcego 
snu i przeraenia. 

Suna od jednego do drugiego, zagldajc pustymi oczodoami w ich zamare i ostyge ze 
strachu oczy, i jakie rce liskie, wilgotnawe, jakby z nagrzanego kauczuku, rce okropne i 
trupie, rce zgrozy niewypowiedzianej dotykay si wszystkich twarzy. 

Kto jkn ciko, jakby przez sen drczcy, i widmo rozprysno si w tej chwili w migotliwy, 
wieccy tuman. 
Ale nim ochonli, zjawio si znowu w niszy przy Zenonie. 

 Daisy!  krzykn bezwiednie Joe. 
Wszyscy j rwnie poznali; tak, ona tam staa, wida byo dokadnie, kady rys twarzy 
wystpowa ostro w tej dziwnej jani promieniejcej z niej samej, kady szczeg postaci, 
nawet kolor wosw tak dobrze im znany. Byli najgbiej przekonani, e to ona sama stoi w 
tym agodnym brzasku promieniowa, jakby w jasnym oboku. 

Pochylia si nad picym, jakby mu co chciaa szepn do ucha, a on podnis si i z 
niewysowionym umiechem poda jej rk i naraz, niby drzewo rozupane przez piorun, rozpad 
si na dwie osoby... siedzia w dawnej postawie z gow pochylon na porcz krzesa i 
sta rwnoczenie w drugiej osobie przed ni pochylony... 

Krzyk zdumienia wyrwa si ze wszystkich ust i pad zmartwiay, bo oto drzwi od pokoju 
okrgego rozwary si i ujrzano Daisy lec na sofie. 

Dwa ciaa leay w nie gbokim, rwnoczenie dwie zjawy, dwa widma czy dwie dusze 
przyobleczone w ksztat widomy i pomieniejcy wiatem, dwa jakby zwierciadlane odbicia 
Daisy i Zenona przesuway si w ciemnociach tu przed nimi... 

Jak to dugo trwao? mgnienie czy wieki, nikt nie wiedzia, nikt nie myla i nikt nie pojmowa. 
W podziw pady dusze i klczay w witej grozie cudu... 

W tej przewitej chwili aski Izys odsonia rbek zasony przed akncymi wiata, marzenia 
staway si czym wicej nili rzeczywistoci, bo cudem niezrozumiaym, tajemniczym, 
niezgbionym, ale cudem, ywymi oczami widzianym. 

Poczuli si zawieszeni na krawdzi niepoznawalnego, jakby w samych gbiach stawa si 
i jakich bytw nawet niemylanych i rzeczy zgoa niepojtych dla lepych oczu czowieczych. 


Przepada wszystka pami ywota, wszystek py ziemski opad z ich dusz, wszystka myl 
spona, e pozostali jeno jakoby w samym rdzeniu istnoci, przed ktr odsaniaj si ta


8 



jemnice wszelkie, bo oto tam, o par krokw, w ciemnociach dryy si dwie janiejce 
postacie i trwa cud niepojty... Cienie rysoway kontury, tworzyy ram, z ktrej tym wyraniej 
promieniay zjawy wietlane, niby supy martwych poyskw, przenoszce si z miejsca 
na miejsce bez szelestu i w takim milczeniu, e syszeli przypieszone bicie serc wasnych. 

Z wolna, w jakiej niepochwytnej, niezapamitanej chwili widma poczy blednc, przygasa, 
niewidzialnie i wscza si w ciemnoci, tylko gowy pozostay nieco duej, chwiejc 
si jak kwiaty wietlane na falach cieniw, byy wci przy sobie, poruszajc si jakim wahajcym, 
rozdrganym ruchem, znikay na mgnienia w rozpryskach olepiajcych blaskw i 
wynurzay si jeszcze, ale ju bledsze, niklejsze, wiotsze, podobne do witraowych postaci w 
mrocznych nawach, jeszcze oczy janiay dawn moc i yciem, a ju rysy si rozpaday, ju 
mar ksztat ludzki, a i spojrzenia przygasy zmcone, jakby z naga zanurzone w mrokach i 
przepady, rozsypay si w pyach biaawych, z wolna gasncych. 

Skoczyo si wszystko, noc ich znowu otoczya i milczenie, nikt si jednak nie poruszy z 
miejsca, omdlae serca ledwie biy, myli dwigay si leniwie i niechtnie, podnosiy si jakby 
z letargu zachwyce i oczarowa. 

Ach, znowu ycie, znowu gupia rzeczywisto, znowu ten sam dzie powszedni, dzie 
mki nieskoczonej i tsknot  znowu!... 

Guchy, daleki szum miasta bi monotonnym szmerem w okna, deszcz brzcza po szybach, 
a wiateko, uwizione w krysztaowej kuli, trzepotao si zielonaw, tajemnicz renic, 
jak niezgbiona tsknota, jak pami rzeczy minionych i niepowrotnych... 

Dopiero po dugiej chwili Joe si przemg i roznieci wiata. 

Drzwi do okrgego pokoju byy zamknite. Zenon za siedzia upiony na dawnym miejscu, 
przed fisharmoni. 

 Trzeba go zbudzi, wyczerpie si. 
Ale nim to uczyniono, sam si przebudzi i powsta. 
 Zdaje mi si, e spaem?  szepn przecierajc oczy. 
 Zaraz usne. 
 Nie  graem przecie co, zdaje mi si, Bacha... 
 Grae take i pniej... 
 Przez sen?... 
 Bye w transie. 
 I graem! Prawda, przypomina mi si jaka melodia... zaraz... nie mog jej schwyci... 
jakie rozproszone dwiki mam w pamici, ale to dziwne, nigdy nie wpadaem w sen podobny... 
 Czy nic wicej sobie nie przypominasz prcz tej melodii?... 
 Nie... a Daisy? 
 pi jeszcze. 
Zenon otworzy drzwi do okrgego pokoju i stan zdumiony. 
 Ale to ona... nie spaem, przecie, c we mnie wmawiacie, przed chwil mwiem z 
ni... chodzilimy razem po jakim parku... tak... pamitam... drzewa bkitne... mwia... zaraz... 
gdzie to byo... 
Obejrza si naraz lkliwie. 
Wszyscy stali dokoa, zapatrzeni w niego, ciekawi a milczcy. 


 Co si ze mn stao, czego nie mog sobie przypomnie... tak mnie dziwnie boli gowa... 


Zachwia si, a Joe uj go wp i posadzi na krzele. 

Dugo siedzia nieruchomo, zapatrzony w siebie, w jak nierozpoznan dal, pen widze 

majaczcych i snw nieprzypomnianych, daremnie usiujc uoy choby obraz jeden, jedn 
myl bodaj wyoni ze strzpw rozpierzchych i wirujcych pod czaszk; zapada w coraz 
wikszy mrok niepamici; reszta bladych, nikych majacze porwaa si, gdy j chcia po


9 



chwyci, ostatnie brzaski przypomnie zgasy, zostaa tylko pusta, bolesna tsknota za tym, 
co przepado w nieznanych gbiach, e jakby si przebudzi na nowo, otworzy szeroko oczy, 
przyjrza si wszystkim i powsta. 

 Taki dziwnie jestem znuony i wyczerpany, e ledwie si trzymam na nogach...  skary 
si aonie. 
 Id, po si zaraz  szepn mu Joe. 
 Istotnie, to bdzie najlepsze. 
 Odprowadz ci do mieszkania. 
 C, znowu, nie usn przecie na schodach. 
Zamia si wesoo i wyszed do przedpokoju, ale gdy ju mia wychodzi na korytarz, zawrci 
i cicho pyta: 

 Czy Daisy pi jeszcze? 
 pi, ale zaraz j pjd zbudzi. 
 Seans si uda? 
 Nadzwyczajnie, jutro ci opowiem szczegy. 
 Ale dlaczego ja usnem? Nie daruj sobie tego... 
Schodzi po schodach wolno, automatycznie, prawie nie wiedzc o tym, dopiero na pierwszym 
pitrze przystan, rozejrza si uwanie i jakby po raz trzeci si przebudzi... 

Przypomnia sobie naraz, e by na seansie i e gra... 

Zatrzs si, zimno go przejo na wskro, czu si niesychanie zmczony i dziwnie, bolenie 
niespokojny; jaka melodia wi mu si ja w pamici, e pocz j nuci z cicha... 

Korytarz by szeroki, wysany czerwonym dywanem, cichy i pusty zupenie, a jasno 
owietlony, bo szereg opalowych kwiatw, uczepionych u sufitu, rozsiewa elektryczne wiato, 
ciany biae, poprzecinane gdzieniegdzie drzwiami, cigny si dug, jednostajn lini, 
pen nudy. 

Jaki zegar wydzwania wolno. 

 Ju sidma! Cae dwie godziny seansu  szepn zdziwiony, podnoszc oczy, by sprawdzi 
na zegarze, ale ujrzawszy jak dam idc z drugiego koca korytarza, poszed spieszniej 
naprzeciw i naraz, nie dochodzc jej jeszcze, przystan skamieniay. 
 Daisy?  krzykn, odsuwajc si pod cian. 
Miss Daisy przesza witajc go skinieniem gowy, jak zwykle uprzejmym i nieco wyniosym, 
may gnom szed za ni z wielkim pudem w rku. 
Sta chwil z przymknitymi oczami, pewny, e to przywidzenie lub halucynacja, bo i jake, 
przed chwil zostawi j tam upion w pokoju seansowym, widzia na wasne oczy, pamita... 
a ona teraz tutaj, ubrana do wyjcia, idca z przeciwnej strony... 

Nie, to halucynacja. 

Otworzy naraz oczy. Miss Daisy bya ju na kocu korytarza i skrcaa wanie na schody 
wejciowe... 

Nadludzkim skokiem by ju tam i wsparty o balustrad patrzy, jak schodzia na d szerokimi 
schodami... 

Schodzia wolno, tren sukni cign si za ni po szerokich marmurowych stopniach, rezedowordzawy 
paszcz, obramowany futrem, obtula jej posta wynios, jasne wosy wymykay 
si wzburzonymi falami spod wielkiego, czarnego kapelusza... widzia te szczegy dokadnie, 
sysza kade jej stpnicie... czu ruch jej kady... 

A na skrcie do przedsionka odwrcia gow, oczy si ich skrzyoway byskawicami, 
zderzyy i rozbiegy, e cofn si bezwiednie w cie... ale sysza jej gos... szczk drzwi... 
kroki na posadzce przedsionka... guchy tupot koni na asfalcie podjazdu... liski szmer odjedajcego 
powozu... 

 Kto tu wyjeda?  zapyta po chwili odwiernego. 
 Miss Daisy! 
10 



Ju nic nie odrzek, bo mu si zdao naraz, e go ogarna cika, niezwalczona senno. 
Powrci na pierwsze pitro i machinalnie odnalaz swoje mieszkanie; dugo kry po nim 
roztrcajc si o sprzty i meble; dugo bdzi po omacku, nie wiedzc, co pocz, co si z 
nim stao, gdzie jest! 

Pad na jakie krzeso i pozosta nieruchomy, zesztywniay z przeraenia, oto znowu ujrza 
je obiedwie razem... tamt, pic na sofie, i t schodzc po schodach... 

Jakim ostatnim odruchem wiadomoci roznieci wiato i zadzwoni. 

Wesza pokojwka. 

 Czy miss Daisy ju powrcia?  zapyta po dugim milczeniu, przytomniejc zupenie. 
 Miss dopiero przed chwil wyjechaa. 
 Ale czy dawno wrcia przed wyjazdem? 
 Nie wychodzia nigdzie, pooya si o zmroku i spaa, obudziam j niedawno sama. 
 Spaa i nie wychodzia nigdzie... nigdzie?... 
 Tak, z pewnoci... 
 Bya na drugim pitrze u mr Joe. 
 Nie, zapewniam pana, e nie wychodzia. 
 Nieprawda!  krzykn w nagej pasji. 
 Ale z pewnoci... z pewnoci...  szeptaa zdumiona, cofajc si przed jego bdnym 
wzrokiem i twarz zmienion. 
 Musz by chory i najwidoczniej mam gorczk  powiedzia gono, ogldajc si podejrzliwie 
po mieszkaniu  nie byo jednak nikogo, suca ucieka, wszystkie drzwi stay 
otwarte. 
We wszystkich pokojach pony jasno wiata, stay meble w surowych, cikich zarysach, 
byszczay zwierciada jak oczy promieniste i puste, kwiaty w wazonach barwiy si 
cicho, cikie portiery przysaniay okna, a ze cian ciemnych wyzierao kilka pospnych 
portretw. 

Wszystko to zna, poznawa, pamita, czu, e jest u siebie, w swoim mieszkaniu, a jednak... 
jednak... poprzez te sprzty i ciany, zwierciada i kwiaty wyzieray jakie zarysy przypomnie; 
kontury mgliste jakich innych rzeczy, rzeczy zgoa nieprzypomnianych, a istniejcych 
gdzie... rzeczy zmartwychwstajcych wiotkim cieniem i zjaw niechwytn... 

 Nic nie rozumiem... nic!  woa chwytajc si za gow. 
11 



2 


 Straszny dzie!  zawoa Zenon wstrzsajc si z zimna. 
 Okropny, obrzydliwy, wstrtny dzie!  powtarzaa z weso przekornoci liczna, jasnowosa 
dziewczyna wychodzc z nim spod kolosalnych kolumn portyku w. Pawa na szerokie, 
mokre i olizge schody. 
 Po trzykro obrzydliwy dzie, zimno, mokro i mglisto. Ju prawie zapomniaem, jak 
wieci soce i jak grzeje. 
 Przesada i egzaltacja, jak mwi ciotka Ellen. 
 Wic pani widziaa soce w tym roku w Londynie? 
 Ale dopiero luty. 
 Czy pani w ogle i kiedykolwiek widziaa soce w Anglii? 
 Mr Zen, by ciotka Dolly nie rzeka: strze si, Betsy, bo ten czowiek czci soce jak 
gwebr, poganinem by musi  grozia mu ze miechem, naladujc komiczny gos ciotki. 
 Przecie od listopada nie byo ani na mgnienie soca w Londynie, nic, tylko mgy, deszcze, 
boto i fogi, a ja nie mam skry z ,,waterproofw, wic ju chwilami czuj, i si przemieniam 
w galaret, w mglisto, w strugi wody. 
 W paskim kraju nie ma te cigle soca  szepna ciszej. 
 Jest, miss Betsy, jest prawie codziennie, a teraz, w tym dniu, dzisiaj, wieci na pewno, 
wieci roziskrzone w niegach, ogromne, janiejce, cudowne...  mwi zniajc gos, wpatrzony 
w dal nagych, olepiajcych przypomnie. 
 Tsknota  powiedziaa cichutko i jako dziwnie smutno... 
 Tak... Tsknota, co jak sp spada i wczepia si w dusz ostrymi pazurami boleci, co jak 
krzyk wydziera si z serca, z samego dna dawno strupieszaych dni i jak orkan ponosi... jak 
orkan... Dawno ju, lata cae, nie nawiedzaa mnie, mylaem, e tylko zmartwiae cienie nosz 
w sobie, jak to kae umare wczoraj. Ale to dzisiejsze naboestwo, koci i piewy 
wskrzesiy na nowo struchlay py czasw minionych, wskrzesiy... 
 Mr Zen...  szepna chwytajc go pieszczotliwie za rk. 
 Co, Betsy, co? 
 Kiedy zawieziesz mnie tam, pojedziemy do tych niegw, roziskrzonych w socu, na te 
soneczne dnie pojedziemy... na te dnie... 
 Szczcia, Betsy, na utsknione dnie szczcia  zawoa namitnie, obejmujc rozgorzaymi 
oczami jej jasn gow, e odwrcia si pena szczsnego lku, pena wilgotnych 
blaskw jutra owego, usta jej zadrgay i biaa, podobna patkom ry twarzyczka rozbysa, i 
staa si jak poranek rowa i radoci wonna, i jak pocaunek wymarzony kuszca. 
Umilkli spostrzegajc nagle po tym wzruszeniu radosnym, e granitowe schody s dziwnie 
liskie i strome, e jakie przedziwne piewy jeszcze sycha z katedry i e dookoa peno 
wraz z nimi schodzcych ludzi o surowych, karccych spojrzeniach. 

Zaczli piesznie schodzi na d, na plac, w szare, smutne i botniste tunele ulic, pod 
cikie, przytaczajce sklepienia, pod mgy, wiszce postrzpionymi, szarotymi achmanami, 
pod te ruchome, lepkie, zimne i ohydne mgy, ociekajce brudnym deszczem. 

Z powodu niedzielnego dnia ulice byy prawie puste i guche, czerniay niskimi tunelami, 
przywalone mg, ktra niby wata zdjta z opatrunkw, przeropiaa, unurzana w jakiej 
strasznej cieczy, ociekajca, zwalaa si gbczastymi kbami coraz niej w ulice, zalewaa 
domy, topia w brudnej fali miasto cae. 

Sklepy byy zamknite, wszystkie drzwi zawarte, trotuary prawie puste, a domy czarne, 
stay pospne i jakby skostniaa ciba ndz kamiennych, penych bolesnego dygotu i milcze


12 



nia, polepych zgoa, bo wszystkie okna zasnute byy bielmami, a jeno gdzieniegdzie, na 
wyszych pitrach, zatopionych w mgach, migotao jakie zgubione wiateko. Oczy rozpaczliwie 
bdziy w pospnej pustce mgie, bo nawet barwy niezliczonych szyldw poyskiway 
wypitymi, martwymi farbami. 

Powietrze byo duszce, cikie, przesycone wilgoci, zapachem bota i rozmikego asfaltu, 
a ze wszystkich niewidzialnych w mgle dachw, ze wszystkich balkonw, ze wszystkich 
szyldw lay si rozprynite strugi wody, kapao zewszd, rynny dudniy gucho i ustawicznie, 
jakby warkotem niezliczonych potokw. 

 Ktrdy pjdziemy?  pyta rozpinajc parasol. 
 Strandem, bo najbliej. 
 Tak pani pilno do domu? 
 Zimno mi jest, to powd. 
 Wic nie zaczekamy dzisiaj na ciotki? 
 Cho raz zrobimy im niespodziank, bd szukay nas i nie znajd. 
 Bez komentarzy, i to zgryliwych, si nie obejdzie... 
 Powiem, e to pana wina, aha!... 
 Dobrze, obroni si, ale to porzdnie nudne to coniedzielne, sakramentalne, urzdowe 
niejako chodzenie do kocioa... 
 Ach, jakie nudne, jakie nudne, tylko niechaj pan tego w domu nie powie, wszystkie ciotki 
byyby przeciwko panu!  wykrzykna wesoo, tulc si do jego ramienia. 
 Broniaby mnie pani, co? 
 Nie, nie, bo i ja jestem winna, i mnie to nudzi... 
 To czemu pani ulega niemiemu sobie i przykremu przymusowi? 
 Bo si ogromnie boj ciotek. Ile razy chciaam si buntowa przeciw nim, to jak tylko 
ciotka Dolly spojrzy na mnie spod okularw, a ciotka Ellen powie: Betsy!  ju po mnie, ju 
ani sowa powiedzie nie umiem, tylko paka mi si chce i tak mi przykro, tak przykro... 
 Miss Betsy jeszcze wielki dzieciak. 
 Ale kiedy dorosn, nieprawda?  pytaa sodko  za rok to ju z pewnoci bd dorosa 
 dodaa z umieszkiem, kryjc twarz zarumienion w mufk, za rok bowiem mia by ich 
lub. 
 O tak! tak!  podchwyci wesoo, zagldajc jej w oczy.  Tak, za rok Betsy doronie, za 
dziesi bdzie ju dam, za dwadziecia powan matron, a za czterdzieci miss Betsy bdzie 
jak miss Dolly star, siw, przygit, czytajc Bibli i nie cierpic modych, miechw, 
zabawy, nudn, pachnc kamfor mrs Betsy! 
 Nie, nie! nigdy taka nie bd, nigdy! protestowaa aonie, przeraona prawie t 
moliwoci, o jakiej nigdy jeszcze nie mylaa. 
I on posmutnia rwnie, bo rysujc tak daleki, artobliwy obraz drgn nagle, cofn si 
jakby w gb siebie przed dziwnym majakiem, jaki mu zamigota przed oczami: 
Oto Betsy sza naprzeciw niego... Betsy stara, przygarbiona, wyndzniaa i wypeza z 
urody, istny achman ludzki, sza chwiejnie, wspierajc si na kiju i patrzc w niego zapadymi, 
aoliwymi oczami niezgbionego blu. 

Cofn si z przeraenia, ale nim zdoa myl zebra, widziado rozwiao si w mgy, na 
trotuarz nie byo nikogo, a przy nim, tu, uwieszona u jego ramienia, sza Betsy, promieniejca 
jak kwiat. Betsy, samo wioniane tchnienie, modo sama, e umiechn si do niej 
tkliwie, jakby wyrwany ze snu przykrego. 

 Czego pan szuka?  pytaa, bo oglda si podejrzliwie, nie wiedzc ju, w nim si to 
zjawio czy przed nim? 
 Zdawao mi si, e kto znajomy szed przed nami. 
 Nie widziaam nikogo, a moe ma pan podwjny wzrok?  szczebiotaa wesoo, zagldajc 
mu w oczy. 
13 



 Moe  wykrztusi z trudem, blednc straszliwie w nagym poczuciu grozy tego widzenia. 
Przej go drtwiejcy chd zagadki, ale opanowa si wnet i prdko, nieznacznie spada 
jastrzbimi oczami na jej twarz i wosy; wpeza w sam gb szafirowych oczw, ocienionych 
czarnymi rzsami, obiega jej smuke, mode ciao, czyha na jej ruchy, jakby mimo woli 
stwierdzajc ich istnienie i tosamo. 
Wzdrygn si z odraz, bo tamta mara bya wprost straszna i ohydna, ale mimo to nie 
mg zaprzesta porwna ni zdusi w sobie jakiego dziwnego niepokoju i udrczenia, e 
nawet nie sysza jej zapyta; na szczcie, na rogu Fleet Street i jakiego zauka zagrodzi im 
drog tum ludzi pod ruchomym dachem parasoli, skupionych dookoa jakiego rozkrzyczanego 
czowieka. 

Przysunli si bliej a do wysokiej mwnicy przenonej, na ktrej sta pod parasolem wysoki, 
czerwony i opasy czowiek i przerzucajc ustawicznie rozpity parasol z rki do rki, 
krzycza ochrypym, a wielce namaszczonym gosem co w rodzaju kazania, gsto przeplecionego 
porwnaniami biblijnymi i cytatami... Chwilami rzuca si naprzd z namitnym 
okrzykiem groby i pozostawa jakby zawieszony w prni, z rozoonymi rkami... Wtedy 
wystpowaa jaka kobieta w czarnej sukni, z wielkim, zielonym pirem u kapelusza, blada i 
chuda, bia w olbrzymi tamtam miedziany z tak si, a tum si cofa, a czworo dzieci w 
biaych powczystych szatach, przemikych i oboconych, ze skrzydami u ramion, zaczo 
piewa hymn piskliwymi gosami i taczy dokoa mwnicy niby koo arki przymierza... 

Kaznodzieja by zaoycielem nowej sekty, sekty Trwogi. 

Przepowiada bliski koniec wiata, da powszechnej pokuty, rozdania wszelkich dbr 
ziemskich, zburzenia miast, zaprzestania pracy i wyjcia w pola i lasy na te dnie oczyszcze 
ostatnich. 

Kaza dziko, miesznie, ale z porywajc si, nie zwaajc zupenie na drwicych z niego 
suchaczy. Kto rzuci mu w twarz zapalone cygaro, kto znowu chlusn na wod, a reszta 
brutalnymi kpinami i gupim, zwierzcym miechem wtrowaa jego cytatom, ale w kocu 
pokona ich moc swego zapau, zapanowa nad nimi i okiezna ich dusze. Przycichli jako, 
zaczynali si budzi, jaki pijany pad na kolana przed trybun i chcia si gono spowiada z 
grzechw, to znowu jaka wzruszona kobieta okrya wasn okrywk przezib, sine dzieci, 
wielu ju suchao ze okupieniem, a gdy czarna kobieta z zielonym pirem zacza obchodzi 
z talerzem w rku, posypay si pensy do gsto, ona za rozdawaa w zamian sentencje z 
Apokalipsy, drukowane na czerwonym papierze, i adresy kocioa, gdzie wierni gromadz si 
na wsplne rozmylania... 

Betsy rzucia caego szylinga, co mimo ekstatycznego stanu dostrzeg byskawicznie mwca, 
bo zacz woa z caych si: 

 Nawrcona, oto jedna z sodomitek nawrcona! 
 Chodmy ju, chodmy  prosia zaenowana spojrzeniami. 
 Chodmy, bo jeszcze jeden szyling damy, a uzna pani za wit. 
Wysunli si z tumu i szli prdko pustym trotuarem. 
 Na tamtym rogu tak samo zbawiaj  zauway ironicznie. 
Jako w istocie i tam, nieco w gbi czarnej i wskiej uliczki, zatopionej prawie w mgach, 
coraz niej spadajcych, rozlega si krzykliwy a namaszczony gos ulicznego kaznodziei, i 
tam skupio si nieco przechodniw, i tam bito w tamtam, piewano hymny, wyklinano 
grzech, nawoywano do pokuty, zbawiano, zbierano pensy i rozdawano wyjtki z Pisma 
witego, drukowane na jasnozielonych kartkach, co jak mode licie paday na botny trotuar. 


 Zbyt wielu jest tych zbawcw wiata! 
 Pan myli, e to sami oszuci i obudnicy? 
 Nie wiem, wiem tylko, e do otwarcia szynkw trwa ich panowanie, bo pniej braknie 
suchaczw i pensw. 
14 



 Dawno pan widzia mojego brata?  zagadna niespodziewanie. 
 Przed trzema dniami byem u niego na seansie. 
 Wic on wci zajmuje si spirytyzmem!  wykrzykna z oburzeniem. 
 Przepraszam, nie wiedziaem, e si z tym ukrywa przed pani... 
 Nie, nie, tylko mylaam, e ju dawno zaprzesta, bo nic nam nie wspomina, nie... a i 
pan si tym zajmuje?  zapytaa lkliwie. 
 Ale nie, byem na seansie nie biorc w nim adnego bezporedniego udziau, bo graem, 
a waciwie zaczem gra i usnem przy fisharmonii, obudzili mnie, gdy ju byo po 
wszystkim. 
 Pan w te rzeczy nie wierzy, prawda?  prosia prawie. 
 Przede wszystkim nie wiem, nic nie widziaem, nic nie twierdz i niczemu nie zaprzeczam, 
bo si tym nie zajmuj  przypomnia sobie w tej chwili t dziwn podwjno Daisy, 
ale nie wspomnia o tym ani sowa, by jej nie straszy... 
 Joe ju przeszo dwa tygodnie nie by w domu, a przecie niedugo koczy mu si urlop i 
musi wraca do puku  skarya si cicho. 
 O ile mwi, nie powraca ju do suby. 
Betsy stana zdumiona. 
 Nie powrci! Boe mj, to si ojciec dopiero zmartwi!  jkna. 
Mr Zenon j z zapaem tumaczy przyjaciela, przedstawiajc ycie wojskowe w najczarniejszych 
barwach, jako niegodne czowieka tak bardzo wyjtkowego, jakim by mr Joe, ale 
Betsy tylko kiwaa smutnie gow. 

 Co ojciec na to powie, co? Ju teraz ycie w naszym domu stanie si nie do wytrzymania... 
czuj, e ojciec pogniewa si z nim na mier... nie przebaczy mu... ciotki go wydziedzicz... 
co on pocznie... co ja teraz poczn... 
Nie moga wstrzyma ez. 

 Miss Betsy, a ja si ju nie licz zupenie? 
 Chwilami strasznie si boj, e i tobie, mr Zen, obrzydnie w kocu nasz dom; znudz ci 
ciotki, pogniewasz si z ojcem, znienawidzisz mnie, a bo ja wiem zreszt, co si stanie? do, 
e pewnego wieczoru pjdziesz i ju ci nigdy nie zobacz, nigdy! 
Trwoga zakaa w jej gosie. 

 Niepotrzebne przywidzenia, bo jeli nawet znudz mnie ciotki i pogniewam si z ojcem, 
to opuszcz wasz dom, ale z tob razem, Betsy, razem i na zawsze  powiedzia mocno. 
 Razem i na zawsze!  wykrzykna radonie, caa w ogniach wzruszenia.  O mr Zen... 
 Co, dziecko moje, co?  pyta serdecznie, widzc jej wahanie. 
 Jak ja ci strasznie... strasznie... nie, nie mog teraz, nie mog... pniej powiem, wieczorem... 


Odwrcia twarz zawstydzon. 

Umiechn si dzikczynnie i nie pyta, wiedzia bowiem, jakie to sowo zapachniao na 
jej ustach rozdrganych i promieniao w rozbysych nagle oczach. 

Szli ju w milczeniu, opltani w sodki rytm tych sw nie wypowiedzianych, peni cichej 
melodii kochania i gbokiej wiary w siebie. 

Zapomnieli o poprzedniej rozmowie, nie czujc ju zimna, deszczu, mgie ni pospnoci 
tego dnia strasznego, szli jakby przez nagle rozkwite ki, pene wionianych, kwietnych 
uniesie. 

Przez zielone, wonne, rozpiewane gaje mioci szli, przez oczarowa i zachwytw niepowrotne 
chwile zupenego szczcia. 

Milczeli, bo drog i upragnion im bya ta cisza zewntrzna; kryli si w niej przed sob 
jakby w gszczu pomienistym, jakby w wietlanej mgle wstydliwego lku, by mwi spojrzeniami, 
dotkniciem rk, westchnieniem, peniejszym namitnych brzmie nili wyznania, 
umiechem penym pocaunkw, obietnic i pragnie, penym palcego waru krwi, i tym 

15 



czym zgoa niepochwytnym, witym i upajajcym, co byo jakby woni dusz rozmodlonych. 


Betsy czsto obejmowaa jego gow namitnie caujcym spojrzeniem i cho nie pochwycona, 
odwracaa oczy sposzone, cikie przezawieniem i sodycz, a on przyciskajc silnie 
jej rami, przychyla si i drapienymi, kradncymi renicami spada na jej usta ponce. 

Czasem dwik jaki, ktry nie by wyrazem, nie by mow nawet, bka si midzy nimi 
przyczajonym a tak zrozumiaym drganiem, e przyciskali si jeszcze silniej ramionami, konili 
gowy do siebie, oddychali ciko, przystajc bezwiednie na mgnienie obezsilajcej radoci 
czucia si przy sobie. 

 Dawno pragnem takiej chwili, czekaem na ni...  rzek gono. 
 A ja marzyam o niej codziennie  szepna tak cicho, e raczej oczami porwa z jej ust 
te sowa, ni sysza. 
Wchodzili na skwer Trafalgarski, gdy mgy wiszce dotd nieruchomie i jak obok zastyge 
skbiy si nagle i niby morze uderzone huraganem jy si koysa, burzy i rozpada w 
bryzgi; lay si kaskadami, pyny falami rozbitymi na miazg i spaday szarym, nieprzeniknionym 
pyem tak gsto, i w par chwil plac cay by przysonity. 

Olbrzymia kolumna pomnika Nelsona i te srogie, potworne lwy granitowe zaledwie majaczyy 
nikymi, rozpierzchymi konturami w sypkiej, rozdrganej, zielonawej szaroci. 

Przepady wnet domy, przepady ulice, zginy drzewa, cay plac uton w brudnym odmcie, 
stcha wilgo lepkim, duszcym tumanem zapeniaa wszystko. 

Czarne, wyniose kolumny portyku National Gallery, obok ktrych przechodzili, rysoway 
si sabo jak pnie przegnie w mtnej i skbionej wodzie zatopione. 

Na dwa kroki nie byo wida, czasami rozlegay si kroki tu prawie, a czowiek pozostawa 
niewidzialny lub przesuwa si cieniem ledwie dojrzanym, to powz jaki przejeda 
podobny do potwornego kraba suncego rodkiem topieli niezgbionej i gin nie wiadomo 
gdzie. 

Jakie stpione odgosy krokw, oguche sowa, jakie bdne rozmowy i martwiejce 
dwiki, nie wiadomo przez kogo wywoane i skd pynce, bdziy w mgach, trzepoczc 
si bezdwicznym i niepokojcym szelestem. 

Szli wolniej, by nie bdzi w tej pustce nie przeniknionej lub nie wpa pod konie na 
przejciach ulic, ale dziwnie posmutnieli oboje. 

Mga przenikaa ich chodem i rzucaa pospny cie na dusze, czarowne gaje uniesie 
szczsnych rozwiay si nagle w szarych i bolesnych ciemnociach, przygasy im oczy i cicha, 
tskna aoliwo owadna obojgiem. 

Daleko ju byli od siebie, daleko, dusze si rozbiegy jak ptaki sposzone i pyny samotnie 
obcymi, zadumanymi dalami, niosy si na skrzydach nagej, niewytumaczonej trwogi, 
na skrzydach tsknoty pyny. 

 Gdyby mona dosta konie, bo mi tak zimno  szepna niemiao. 
 Na Waterloo bd, tam jest stacja! 
 Ale pan wieczorem na obiad przyjdzie, prawda?  prosia sodko. 
Nie zdy odpowiedzie cofajc si naraz gwatownie, bo jakby spod ziemi, tu przed nimi, 
twarz w twarz, wychylia si z mgie miss Daisy z jakim wysokim czowiekiem, e nim 
zdy si ukoni, ju przeszli. 

Obejrza si trwonie, ale tylko niewyrany zarys majaczy i odgos krokw rozlega si 
gucho. 

 Pan j zna?  zapytaa ciszonym i nieco drcym gosem. 
Nie zaraz odpowiedzia, zapatrzy si w zapalon wanie latarni, w rozdrgane kolisko 
czerwonawego wiata, obrzeonego zielonaw obrcz i gstym, ruchomym koem mgie, e 
pomie by zaledwie punktem dla oczw. 

16 



 Znam j nieco  odrzek z trudem, przypominajc sobie jej pytanie  mwiem z ni par 
razy, pamitam, jak wyglda, to wszystko, co wiem o miss Daisy. 
 Dziwne, wymylone imi. 
 Nie znam jej nazwiska, tym imieniem wszyscy znajomi j nazywaj. 
 A ten czowiek, ktry z ni szed? 
 To Mahatma Guru, Hindus. 
 Hindus! 
 Autentyczny, mdrzec niesychanie ciekawy, przyjecha do Europy, eby si przyjrze 
ludziom i kulturze naszej. 
 Ja gdzie widziaam jej twarz... 
 Prawie nieprawdopodobna, bo zaledwie od kilkunastu dni jest w Europie. 
 Tak, przypominam j sobie dobrze, widziaam j w muzeum, cigle si przypatrywaa 
panu, to zwrcio moj uwag. 
 Mnie si przypatrywaa?  pyta zdumiony. 
 I to ze szczegln jak uwag, czsto j pan spotyka? 
 Mieszkamy przecie w jednym Boarding-House. 
 Czy i Joe j zna? 
 Waciwie to u niego na seansie widziaem j nieco bliej. 
 Suya mu za medium pewnie, bo ma twarz zmory albo wampira. 
Nie odpowiedzia, dotknity przykro twardym tonem jej gosu. 
 Ma dziwn twarz, przeraajc, cho tak pikn. 
 Dlaczego? Nie zauwayem w niej nic przeraajcego. 
 Nie chciaabym jej spotyka  wzdrygna si trwonie. 
 Betsy!  szepn tkliwie. 
Dziewczyna podniosa na niego przygase i wylke oczy, ale milczaa wzdychajc niekiedy, 
a on nie wiedzia, co mwi, nie mogc ukry bolesnego niepokoju. al mu jej byo, kocha 
j przecie szczerze i gboko, przed chwil czu si tak szczliwy i spokojny, przed 
chwil tak mu dobrze byo z ni i, dobrze mwi, dobrze koysa si w rozmarzeniu, dobrze 
spoglda na jej liczn twarzyczk i tak bogo, tak szcznie mu byo czu jej mio, a teraz! 


Teraz pilno mu byo rozsta si z ni, niecierpliwia go milczeniem, chciaby j poegna i 
zosta sam, ale nie mia. Chcia si zmusi do dawnego stanu, nie potrafi. 

Odpady go wnet wszystkie chci, chodn, zapomnia prawie o Betsy i rwa si mylami 
za tamt, za Daisy, odnajdywa j w skbionych, cikich mgach i jak cie przyczajony a 
niedostpny wlk si za ni z bolesnym skurczem serca, cignity jak si niezwalczon 
trwonego uroku, strachu nieledwie. 

Ale przemg si wreszcie i zacz mwi prdko i duo, by zaguszy wasny niepokj, 
mia si jako nienaturalnie, zaglda jej w oczy zbyt natarczywie, nawizywa usilnie porwane 
nici, rozdmuchiwa przygase ognie, ucieka wprost do niej ca moc duszy strwoonej, 
wszystk si rozbysego nagle uczucia, a rozchmurzya twarz i poczua si jak dawniej 
ufna i prawie tak samo szczliwa, prawie tak samo... 

Zatrzyma jednak skwapliwie pierwszy napotkany pusty powz i Betsy wsiada. 

 Wieczorem czekamy na pana z obiadem. 
 Przyjd, c bym robi bez tych godzin. 
 Mnie one bardziej s potrzebne, bo czyme bym ya cay dugi tydzie... 
 I ja czekam na nie z upragnieniem, i ja!  zawoa szczerze. 
 Zen! 
 Betsy! 
Skrzyoway si sowa, spojrzenia i gorce, namitne uciski rk. 
17 



Za chwil powz znikn w mgle, sycha byo tylko guchy tupot konia i miarowe, gone 
woanie: Hep! Hep! Hep!... 

Mr Zenon poszed piesznie w kierunku Green Park i wkrtce jakby zaton w zamglonych 
i pustych przestrzeniach; tylko gdzieniegdzie jak widmo bdne wychylao si z mgie drzewo 
jakie samotne nikymi zarysami, czasami klomb jaki lub grupa drzew olbrzymich majaczya 
rozwianym piropuszem jakby supami dymw, a od czasu do czasu jawi si nagle wyrosy 
czowiek i przepada wnet w odmcie niby ryba przemykajca topiel. 

Milczenie niezgbione i szara, nieprzenikniona pustka go ogarna, krople wody sczyy 
si z mgie, szemrzc po niewidzialnych liciach i krzewach z nuc monotonnoci, a niekiedy 
jaki gos stumiony, daleki przelecia nad nim w rozpryskach dwikw i zapady po 
nim dugie chwile zupenej ciszy i pustki. Przypiesza kroku, bo zimno mu byo, mga przejmowaa 
wilgotnym, obrzydliwym chodem, a zreszt ciekaw by, czy zastanie dzisiaj przy 
niadaniu Daisy. Od tego dnia seansu nie widzia jej, nie pokazywaa si przy stole, mwiono, 
e chora. 

Te kilka dni spokojnych rozmyla i zaj zwykych uczyniy to, e ju o tym podwjnym 
widzeniu jej myla jak o halucynacji, nie mg ju nawet skupi rozproszonych szczegw, 
wic spycha pami tej sceny na samo dno wiadomoci, midzy rzeczy do zapomnienia. 

Zaprzesta docieka, zapomnia ju nawet po trosze o wszystkim, rad wielce, e pozbywa 
si lku tej ciemnej, nierozwizanej zagadki, ale natomiast wstawaa w nim uporczywa, niepokojca 
ciekawo bliszego poznania samej Daisy. 

Czsto myla o niej, a jeszcze czciej, bo ju wprost bezwiednie, szuka sposobnoci zobaczenia 
jej, nie pokazywaa si jednak wcale. 

Prbowa rozmawia o niej, ale i to mu si nie udao, nie mia z kim: Joe od samego seansu 
nie zjawia si przy stole i wci go nie mg zasta w mieszkaniu, a inni milczeli lub, co 
dziwniejsze, zbywali go nic nie znaczcymi pswkami... Widzia po ich twarzach, e jaki 
lk ich krpuje, e wszyscy podczas rozmowy nieznacznie, ukradkowo spogldaj na Mahatm 
i prdko a trwonie milkn. 

Uderzya go ta czno niespodziana, ale nie umia jej wytumaczy. 

Tak przeszy mu cae trzy dni pyta bez odpowiedzi i rozmyla bdnych, a znuyo go 
to w kocu, zaprzesta pyta, nie mogc jednak zaprzesta rozmyla. Ale w cieniu tych myli 
rozrasta si z wolna niepokj, jakby przeczuwanie przyszych, niejasnych jeszcze, dalekich 
rzeczy  nieznanych, ale ju stajcych si w gbiach nadchodzcego jutra... 

Dlatego te to spotkanie nieoczekiwane i tak dziwne rozarzyo w nim t dziwn, drczc 
tsknot. 

Nie, to nie bya tsknota podobna tej, jak uczuwa do Betsy nie widzc jej dni par, tsknota 
miosna za ukochan; to byo co stokrotnie potniejszego i zgoa niezwalczonego wol 
ludzk, co, jak tskne i nieprzeparte cienie asteroid bdzcych w nieskoczonociach za 
socami lub jak nurt rzek niepowstrzymanie pyncych do oceanw. 

Jeszcze nie wiedzia tego, a ju ulega tym prawom niemiertelnym. 

Przebiega szybko park, lecia niewidzialnymi ulicami, przez jakie place, zgubione w 
mgle, przez jakie nierozeznane, pene przytumionej wrzawy zauki, instynktem odnajdujc 
drog wrd coraz gstszej ciemnoci, bo ju teraz mgawicowo-oboczne tumany przesuway 
si jak tward, czarniaw toci, bijc strugami o ziemi, e przedziera si przez 
gszcz pierzast niezliczonych pasem i wkien, jakby wskro opadajcych wd, marzncych 
w leniwym a spienionym biegu... 

Mieszka jeszcze za Regents Park, na dugiej i cichej Avenue Road, ale tak przywalonej 
mgami, tak utopionej w pienistych falach, e z niejakim trudem odszuka swj Boarding-
House. 

Przebra si pospiesznie i poszed do jadalni. 

Wsun si cicho na swoje miejsce i trwonie powid oczami. 

18 



Miss Daisy nie byo, krzeso jej stao puste. 

Pokj by wielki, poduny, wyoony ciemnym drzewem, o potnych belkowaniach, poczerniaych 
jakby od staroci, przytaczajcych swoim ciarem pospnym, e mimo elektrycznoci, 
poncej w pku zotawych storczykw, bolenie spltanych i opadajcych od sufitu, 
mroczno byo i niewymownie ponuro; dugi st w porodku skrzy si i poyskiwa zastaw, 
a nad biaawomartwym polem obrusa pochylao si kilkanacie gw, ledwie widnych 
na ciemnym tle cian. 

W rogu pokoju, od wejcia, ogromny komin siga a do belek, kupa przepalonych gowni 
buchaa niekiedy krwawym pomieniem, rozsypujc rozdrgane, ywe brzaski na wytarty dywan, 
i arzya si dogasajc z wolna. 

A na wprost wejcia ca cian szczytow zajmowa olbrzymi witra; w gbokim mroku 
poczerniaych purpur, ze zgaszonych fioletw, ze stopionych, przycichych barw majaczyy 
jakie twarde obrzea szat, jakie wyblake zarysy postaci, zatarte ruchy, to jakby zatopione w 
cieniach oczy, to rozpostarte donie tliy si zotawo, a przez wskie drzwi z boku zaglda 
blady, chory dzie i wida byo szerok, oszklon galeri, pen wysmukych palm i zielone, 
przymione mgami gszcze krzeww, spord ktrych wytryskiwa szemrzcy piropusz 
wody. 

Jedli w gbokim milczeniu, suba przesuwaa si cicho, bez szelestu, nikt noem nie trci 
o talerz, nie poruszy si zbyt swobodnie, a jeli jakie sowo pado goniejsze, wtedy 
wszystkie oczy podnosiy si naraz i biegy trwonie pod witra, gdzie siedzia samotnie Mahatma 
Guru. 

Milczenie zapado jeszcze gbsze, tylko wodotrysk bekota monotonnie, a niekiedy jaki 
krtki, gniewliwy pomruk rozlega si z oranerii. 

Zenon jad nie patrzc, co mu podaj, i nie wiedzc prawie, co mu chwilami obok siedzca 
gospodyni mwi, przytakiwa ledzc bezwiednie ciche ruchy kotw bawicych si na jej 
kolanach i nasuchujc ze dreniem niecierpliwoci najlejszych szelestw od strony korytarza. 


Puste krzeso miss Daisy stao na wprost niego, po drugiej stronie stou, na porczy wisia 
czerwonawy szal indyjski, pocity fantastycznymi czarnymi liniami jakich zagmatwanych 
rysunkw, czsto spoglda na niego, ale jeszcze czciej wodzi oczami po pokoju, jakby 
wyupujc kad twarz z osobna ze zmroku i milczenia, nie spostrzegajc nikogo. 

 Dzie dobry, byem przed chwil u ciebie!  rzuci przez st mr Joe. 
 Spniem si nieco z powodu mgy... 
 Widziae Betsy, jake tam ciotki? 
 Betsy widziaem, ale ciotek udao mi si dzisiaj nie spotka. 
 Bye u nas w domu? 
 Nie, dopiero wieczorem pjd; tam z wielk niecierpliwoci czekaj na ciebie, Betsy 
jest pena obaw. 
 Pjd dzisiaj z tob, chocia nie bardzo mi pilno do nowej ktni. 
 Jak chcesz. 
Ucichli, bo z oranerii buchn krtki, aosny skowyt i ostry brzk acuchw, koty si 
najeyy gronie, wyginajc grzbiety, a je mrs Tracy ogarna strwoonymi ramionami. 

 Bagh!  rozleg si rozkazujcy gos Mahatmy. 
Odpowiedzia mu przecigy, jkliwy i przytumiony ryk, a w drzwiach oranerii zamajaczy 
falisty zarys czarnej pantery, przesuwajcej si niedosyszalnie; zielonawe oczy i biae 
ky zamigotay przez mosine kraty kagaca, podniosa dumnie gow, ale uderzona oczami 
Guru, pada na brzuch i przypeza do niego, nie mic podnie rozgorzaych lepiw, bijc 
si po bokach puszystym, dugim ogonem; rzuci jej jaki dwik, bo podniosa si leniwie, 
przecigajc si lubienie pod jego gaszczc rk, ziewna przecigle i ja cicho, czajco, 
bez najmniejszego szmeru, przesuwa si dokoa stou jak czarny, pezajcy cie. 

19 



Tropia jakie lady z trudem odnajdywane, wszc w wielu miejscach, a znalazszy si 
przy szalu miss Daisy zaskomlaa radonie, skaczc na krzeso, i wsparta apami o brzeg stou 
spojrzaa w twarze siedzcych, poblade nieco i zestraszone, mimo i znano jej agodno; 
zaledwie chwil to trwao, bo Bagh zniajc z wolna gow wpijaa si strasznymi oczami w 
Zenona; nie poruszy si z miejsca, nie mg, czu si jak sparaliowany, gowa mu nieco 
drgaa, ale nie odwrci renic od tych palcych rozarzonych karbunkuw, przesonitych 
szmaragdow mg, ktre zwajc si wieciy coraz potniej i weray si w niego jak 
ostre, szarpice ky. 

 Bagh!  pantera drgna na ten gos, wyprajc czarny grzbiet w kabk, wspieraa si 
przednimi apami tak potnie o st, e dygotay jej wszystkie muskuy jak napite strasznie i 
z trudem powstrzymywane spryny, st rwnie dra od naporu i szczkay o siebie naczynia. 
 Bagh!  krzykn surowo Mahatma, pantera zwina si wtedy i jednym potnym susem 
skoczya mu do ng... 
Odetchnli wszyscy, bo w martwym milczeniu oczekiwano, e stanie si co strasznego, 
wic z ogromn ulg przypatrywano si panterze, najspokojniej zjadajcej olbrzymie kaway 
chleba z rk Guru. 

 Moe si kiedy sta niebezpieczna  zauway kto. 
 Bagh nikogo nie skrzywdzi, agodniejsza jest nili koty mrs Tracy i mdrzejsza od wielu, 
wielu ludzi  objani Mahatma agodnie. 
 Miaem to dziwne uczucie, e si rzuci na mnie  powiedzia Zenon. 
 Nie jest zbyt grona, ma kaganiec przecie i spiowane pazury. 
 Tak, ale sam si skoku mogaby zabi, zreszt dosy ju mam samego jej wzroku, 
straszny...  wstrzsn si nerwowo. 
 I dlaczego wanie pana sobie wybraa? 
 By moe dlatego, e siedz naprzeciw krzesa jej pani, e byem najbliej, trudno przecie 
czym innym tumaczy. 
 A jednak musi by w tym co innego, musi  upiera si siwy, o tej i pomarszczonej 
twarzy pan, siedzcy za gospodyni. 
Zenon rozemia si gono, tak dziecinne wydao mu si to przypuszczenie i tak wprost 
zabawne. 

 Ja twierdz jednak, e w tym tkwi co  zawoa uporczywie. 
 Pewnie, jaka tajemnica bytu, jaka transcendentalna zagadka!  rzuci zoliwie i niechtnie. 
 Wszystko jest tajemnic i wszystko zagadk  wygosi surowo. 
 Czy miss Daisy bya wczeniej na niadaniu?  spyta Joe. 
 Nie, wcale nie bya, je u siebie  szeptaa mrs Tracy tulc do szerokich piersi wylke 
jeszcze i jakby pmartwe z przeraenia koty. 
 Moe saba?  pyta spostrzegajc ywszy bysk w oczach Zenona. 
 Zdrowa, tylko zajta listami, dostaa dzisiaj z Kalkuty ca pak. 
 Duo osb byo u mr Guru? 
 Caa procesja. Nikogo jednak nie przyj, kaza tylko przez sucego owiadczy, e on 
przyjecha do Europy oglda i pyta, wic niechaj czekaj na zapytanie  odpowiadaa zniajc 
gos. 
 Tak, niechaj czekaj, a zapytam!  potwierdzi niespodziewanie Guru. 
 Odpowied dumna i zarozumiaa  rzuci Zenon niechtnie. 
 Ci, ktrzy wiedz, nie rzucaj sw na prno i byle komu. 
 Nikt nie omieli si twierdzi, e wie, nikt!  zawoa porywczo, dotknity jego pobaliwym 
umiechem i podnis si z krzesa, za nim powstali wszyscy przechodzc w milczeniu 
do ssiedniego reading-room. 
20 



 Panie, mylaem o panterze i dochodz do wniosku, e... 
 Ale, panie, chocia zawsze podziwiam jego gbokie wnioski chtnie ich suchajc, ten 
wanie nic mnie nie obchodzi, nic!  odpowiedzia, z trudem powstrzymujc zniecierpliwienie, 
e ty pan spojrza zdumiony i odszed piesznie w drugi kt pokoju, a Zenon tak by 
dziwnie podniecony, e rad by by nawet jakiej sprzeczce, wic wprost wyzywajco spoglda 
na Mahatm, gdy ten, odprowadziwszy panter do klatki, wchodzi ostatni do pokoju, zasiadajc 
przy rodkowym, okrgym stole, na ktrym ju suba ustawia herbat. 
Ale Mahatma nie patrzy na nikogo, zajty piciem herbaty, cz towarzystwa zasiada 
obok niego, a reszta rozsypaa si po wielkim pokoju, urzdzonym z nadzwyczajn starannoci, 
penym stolikw do pisania, osonitych ekranami, gbokich foteli, biegunowych krzese, 
zacisznych ktw, oddzielonych parawanikami, i wykwintnych drobiazgw. Jasno byo i 
cicho, gruby dywan tumi kroki, zasonite okna cikimi kotarami nie przepuszczay odgosw 
miasta, e tylko niekiedy brzkliwe drgania kandelabrw, stojcych na kominku, mwiy, 
i gdzie niedaleko jest ulica i przejedaj powozy, a zielonawe ciany, rozjanione bukietami 
kwiatw, malowanych akwarel, dziaay dziwnie uspokajajco. 

Zenon usiad z Joem przed kominkiem, wspar nogi o krat i bdzi oczami po ognisku, 
nasuchujc jednak wci z uwag. 

 Wolabym pi herbat u ciebie w mieszkaniu. 
 Zaczekajmy jeszcze chwil, moe przyjdzie  odpar odwracajc gow, bo sucy mwi 
co cicho do Mahatmy, ktry skin gow. 
Mrs Tracy krya po pokoju, rozlewajc niekiedy herbat w nadstawione filianki, jej trzy 
biae koty nieodstpnie chodziy za ni. 
Rozmowy wloky si leniwo, rway si co chwila, nikomu si mwi nie chciao, senno 
czy znuenie owadny wszystkimi. 
Jaka wysoka, chuda pani siada do fisharmonii stojcej w rogu, ale wziwszy kilka taktw 
odesza znudzona. 
Naraz Zenon pochyli si do Joe i szepn drwico: 

 C to, nawet Mahatma dzisiaj nie naucza i nie wyklina nas i kultury naszej! 
 Boe! dabym cae ycie, dabym mk duszy najkrwawsz, eby ten czowiek si myli, 
eby jego sowa nie byy prawd, prawd trujc i gorzk jak ycie  szepta bolenie Joe. 
 Tak-e to bronisz swoich dziedzictw, Europejczyku? 
 Rozszarpabym je jak pantera, by tylko mc ze struchlaych wntrznoci wyrwa ich ducha 
trupiego i tchn w niego nowe, wite prawdziwie czowiecze ycie. 
 I to mwi ten, ktry do niedawna sam roznosi mier i nienawi... 
 Ilem mierci zada, tyle razy dusza moja umara w przeklestwie, wic niechaj po stokro 
bd przeklte dziea wojny! 
 Znam ten ton, znam; poprzez ludy i wieki pynie jak ptak aosny, bdzcy przez otchanie 
zatwardziaoci, nie dostrzeony przez nikogo i zbdny miertelnym, zbdny!  powtrzy 
z nagle wezbran gorycz. 
 Nie, nie, sysza go Zoroaster, dostrzegli prorocy, ale dopiero w hinduskiej duszy usa 
swoje gniazdo niemiertelne i tam  w dunglach, yje do dzisiaj i panuje litonie. 
 Wic id, go pokut za wczoraj i nowego jutra zmartwychwstanie  powiedzia na 
wp ironicznie, a wp bolenie Zenon. 
 Wiem o tym, e kto powinien powsta i ponie wiatu zbawcze sowo, powinien, nim 
utonie wszystek w zbrodni... 
 Widz, e si zarazi od Mahatmy wit gorczk. 
 Nie artuj, jego bowiem mdro bya mi zwierciadem, w ktrym po raz pierwszy zobaczyem 
siebie w caej istotnej nagoci, siebie i nas wszystkich, nas, panw wiata, nas, wybranych 
i jedynych, nas, wadne, gupie i oszalae z pychy bydlta, nikczemne stado dusz 
strupieszaych, hord zbrodni, zanurzon w bagnisku haby, niewolnikw Za, czcicieli 
21 



Przemocy, wyznawcw Zota!  szepta wyranie, prdko; palce, straszne sowa paday jak 
gromy, zabijay rozdzierajc dusz a do dna przeraenia. 

Zenon cofn si nieco, uderzony jego wzrokiem, penym ez zakrzepych z blu, byskawicznych 
lnie i takiej mocy alu, e poczu, jako wszystkie ndze ludzkie uderzyy w t 
dusz tkliw i ebrz ranami blw o miosierdzie, woaj wszystkimi jkami o lito, e 
wszystek wiat mieci si w jego wtej piersi, wzbiera tam, huczy i miota si orkanem 
wszechmioci i godnym wiecznie aknieniem dobra. 

Odwrci si jednak i powsta. 

Do pokoju wchodzia miss Daisy, skinieniem powitaa wszystkich siadajc tu przy Mahatmie 
i rozgldajc si po pokoju. 

Prawie upad z powrotem na krzeso nie odrywajc ju oczw od niej. Sowa Joego 
brzmiay mu jak dwiki dalekie i nierozeznane; naraz jakby si zapad w byskawic, i poraone 
olnieniem oczy nie widziay ju nic prcz wiata jej bladej, cudownej twarzy, owianej 
wzburzon wichur wosw niby z miedzi przezoconej, prcz jej oczw podobnych do 
ogromnych kul najgbszego i najywszego szafiru, uwizych w uku brwi, przecinajcych 
ciemnym ostrzem cae czoo biae i wyniose. 

 Zen!  szepn mu do ucha Joe, oprzytomniony jego nag nieruchomoci. 
Nie odpowiedzia, poszed automatycznie do stou, przysun sobie krzeso, nala herbaty i 
znowu oczy w niej utopi. 
Zelizna si po jego twarzy zimnym jak ostrze szafirowe lnieniem spojrzenia, rozmawiajc 
z mrs Tracy stojc przy niej. 
Sucha uwanie, nie mogc jednak skupi w sobie dwikw i zrozumie; by jakby w 
nie autohipnotycznym, ani wiedzc, co si z nim stao, obecny, a zgoa przepady w mgawicach 
nagej niepamici wszystkiego, e poruszy si w jakiej prni guchej i ciemnej, uczepiony 
tylko jej oczw, reszta wypeza z niego jak woda z rozbitego czerepu, bya tylko koniecznoci 
niewiadom krenia w orbicie Daisy, za jej zjaw ucielenion. 

Ale nikt nie spostrzeg jego stanu, bo zachowywa si normalnie, rozmawia i odpowiada 
nie wiedzc o tym zupenie, snad odruchami przyzwyczaje, zwykym automatyzmem organw. 


Przesiad si bliej Daisy, e owion go zapach fiokw, jakich uywaa, a kady szmer jej 
ruchw przejmowa go dziwnym dreniem. 

Rozmowy zaczy si oywia, nuda ustpowaa z wolna; suchy i ty pan spiera si bardzo 
gorco z Joe, kilka pa przenioso si spod cian, obsiadajc kominek, a kilku mczyzn 
obstpio Joe przysuchujc si sporowi, nawet Mahatma rozjani twarz, jakby ze starej koci 
soniowej uczynion, gadzi bia brod i coraz czciej bra udzia w rozmowie, tylko mrs 
Tracy spacerowaa wraz z kotami w dalszym cigu, a Daisy milczc przegldaa jakie pismo. 

 Widziaem pani na skwerze Trafalgarskim  ozwa si niespodziewanie Zenon, ale jakby 
to mwi nie on, tak obcy mia gos, porusza ustami, ale twarz nie wyraaa nic, a spojrzenie 
byo puste i rwnie obce sowom. 
 Przechodziam tamtdy, ale w takiej mgle trudno byo rozrni jakkolwiek twarz  odpowiedziaa 
nie podnoszc gowy. 
 e pani nie zbdzia, Londyn podczas mgy to otcha, atwo mona si zgubi nawet 
tym, ktrz go znaj  mwi spokojnie, cicho prawie, ale to znowu by nie on, to byy tylko te 
myli, jakie w nim powstay po jej spotkaniu, ktre wypezy z jakiej ciemni zapomnianej, 
zaczy si same wysnuwa, jako byty odrbne si stajc, wiony na wiat dwikiem zupenie 
mu obcym i treci zgoa niezrozumian. 
 Chodziam z dobrym przewodnikiem!  odpara po chwili, podnoszc z wolna gow i 
spogldajc mu prosto w oczy tak strzelistym, przenikajcym i potnym spojrzeniem, e 
cofn si jakby pod uderzeniem; ten bysk rozdar w nim ciemnoci, rozwietlajc budzc 
byskawic na wskro duszy odrtwiaej, e nagle powsta w sobie, wszystek ywego czucia i 
22 



myli peny, spajajc bezwiednie chwil obecn z tamt, przeywan przed kominkiem; ale 
to, co byo pniej runo gromem w gb nieznan, rozpado si w struchlay py zapomnienia, 
nie wiedzia wprost, e istaiao. 

Poczu si dziwnie spokojny i rzewy, i sob wadncy, przysuchiwa si chwil rozmowie 
gonej, patrzy na Mahatm, ktry powstawa wanie i szed do Joe, a zniajc gos 
mwi do Daisy: 

 Wie pani, pantera o mao si na mnie nie rzucia. 
 Prawie nie do wiary, agodna jak dziecko, chyba szukaa mnie, std mogo si wydawa, 
e chce si rzuci. 
 Siada na pani szalu i tak straszliwie patrzya pr꿹c si do skoku, e gdyby nie rozkaz 
Guru, na pewno rzuciaby si na mnie. 
 Przepraszam pana bardzo za chwil przeraenia, bardzo. 
 Ale nie naley mi si przepraszanie, poniewa zupenie si nie baem. 
 Choby i najkrtsza chwila obawy przyjemna nie jest. 
 Niestety, nie miaem i takiej chwili. Upoledzony jestem po prostu, e nie rozumiem nawet 
u innych uczucia strachu, bo go nigdy nie dowiadczaem. 
 Nigdy?  pytaa oywiajc si nieco. 
 Naturalnie, mam na myli strach przed jakimikolwiek niebezpieczestwami materialnymi, 
takich nie doznaj nigdy. 
 A inne?  usta jej drgny odsaniajc sznur zbw biaoci olniewajcej, pier jej si 
podniosa w szybkim, tumionym wzburzeniu. 
 A innych nie znam, wic i nie wiem dotd o ich istnieniu. 
 Musz by... Istniej na pewno... bywaj takie, o jakich i sny nie daj wyobraenia, najbardziej 
drczce sny. 
 Przypuszczam, e w zamtach dusz, w chorych mzgach mog bra pocztek przeraajce 
i straszliwe zjawy. 
 Nie tylko tam ich rdo, mog bowiem trwa przyczajone i obok nas, w wiecie ywym, 
tylko e istniejcym daleko poza promieniem naszego materialnego widzenia, w polu drugiego 
wzroku. 
Gos jej cich i zadrga szeptem trwonym, pochylia gow nad pismem, ale oczy bdziy 
zgaszone po pokoju. 

Nie wrcili ju do swobodnego tonu, prno si stara o to, porusza kwestie rne i 
przedmioty, usiowa nawet ironi wyrwa j z tego milczcego osupienia, odpowiadaa niechtnie, 
a czsto niecierpliwie, nie spogldajc ju na niego, nie widzc prawie, e dotknity, 
obraony niemal, powsta bez sowa. 

Przeszed si po pokoju, ale tak niezrcznie, i omal nie stratowa kotw, do chodno 
przeprosi mrs Tracy i podraniony siad do fisharmonii, bdzc palcami od niechcenia po 
klawiszach i rozmylajc o dziwnym zachowaniu si Daisy. 

W gbi, obok kominka, sta Mahatma z Joe w grupie kilku mczyzn; rozmawiali gono i 
ywo, ale Zenon posysza tylko ostatnie zdanie Hindusa: 

 S tylko jedne prawa rzdzce wiatem, prawa ducha niemiertelnego, reszta to pozr, 
oman lub zarozumiaa, uczona gupota! 
Nie sucha ju wicej, bo bezwiednie zadwiczaa mu pod palcami ta melodia, ktrej nie 
mg sobie przypomnie wychodzc z seansu i prno j chcia wyrwa z siebie przez cae 
trzy dni. Przysza mu teraz sama, spyna w caoci, bya zdumiewajca w prostocie i w 
dziwnym, nigdy nie syszanym rytmie, obca mu zupenie w formie i w swej treci muzycznej. 
Gra j uwanie, uczy si jej na pami, powtarza rozkoszujc si jej gron piknoci. 

Zbudzi si w nim artysta z tak si, e ju nie sysza otoczenia, porwany potg tej pieni 
dzikiej, ognistej, a przesyconej tsknic; ale im gbiej wsuchiwa si w te dwiki, tym sil


23 



niej wyrastay z nich przypomnienia jakie blade i odlege sw gdzie usyszanych, jakiego 
gosu, ktry te sowa piewa, jakiego krajobrazu zarazem... 

Mia to ju pod czaszk, na ustach niemal, a nie mg sobie przypomnie. 

 Potny hymn jakby zabuntowanych aniow, skd go pan zna?  posysza za sob cichy 
gos Daisy. 
 Sam dobrze nie wiem! A pani jest znany? 
 Tak, przypominam go sobie skdci... 
 To mi pani pomoe, bo jakie sowa bdz mi w pamici, jaki piew, ktry gdzie syszaem, 
a nie mog sobie przypomnie... i to gdzie niedawno chyba... zdaje mi si chwilami, 
e to byo tam, na seansie u mr Joe, pamita pani?  zapyta podstpnie, o co wprost pyta nie 
mia przedtem. 
 Nie bywam na seansach u mr Joe  gos jej zadwicza twardo. 
 Jak to? Ale widziaem tam pani, wszyscymy widzieli... 
 By moe, ale nie byam  gniewem rozbysy jej oczy. 
 Ja take nie kami  szepn porywczo i dumnie. 
 Wierz... ale  spojrzaa na Mahatm i umilka odchodzc. 
Nie gra ju, wstrznity jej sowami. Nie rozumia powodu zaprzecze, widzia j tam 
przecie, widzieli wszyscy i wypiera si tego... 
Powiedzia Joe, e czeka go w mieszkaniu, i wychodzi skoniwszy si do sztywno przed 
Daisy; nie odkonia si, jakby go nie spostrzegajc, siedziaa ze cignitymi brwiami, 
szczelinie otulona w szal indyjski, chmurna jaka, ponura i zagadkowa, odwrci gow od 
drzwi, apic w przelocie jej oczy podnoszce si za nim, oczy pene wilgotnych lnie, zadumy 
i jakiej targajcej, niemej i pokornej proby... 

24 



3 


 Nareszcie. Mylaam, e si ju was nie doczekamy, od p godziny obiad gotw, a ja 
wygldam i wygldam!  woaa radonie Betsy sama otwierajc im cikie drzwi do sieni. 
 Zupa zimna, baranina spalona, legumina opada, ciotki ze, a miss Betsy zrozpaczona  
artowa Zenon witajc j serdecznie. 

 Bo Betsy bya naprawd zrozpaczona, mylaam... 
 e nie przyjdziemy, prosz wycign rczki, to nasza kara za opnienie... 
Rozwin papier i sypa na jej rce ca wi cudnych anemonw, tak sponionych jak ona, 
i cae pki wspaniaych r purpurowych jak jej usta w tej chwili, usta rozdrgane rozkosz i 
tulce si do chodnych, woniejcych kwiatw, spoza ktrych podnosia zachwycone oczy i 
szeptaa dzikczynnie: 

 Dobry Zen, dobry, dobry! 
 Z powodu mgy wszystkie pocigi spnione ogromnie!  ozwa si Joe. 
 Czy cae dwa tygodnie nie zagldae do nas z tego samego powodu? 
 To inna przyczyna, moja droga Betsy, zgoa inna  odpar powanie, caujc j w czoo, 
a dziewczyna zniya gos i proszco, prawie bagalnie szeptaa: 
 Bd dzisiaj dla niego dobry, chory jest, rozdraniony, tak czeka na ciebie, z pewnoci 
bdzie si gniewa z czuoci. 
 Dobrze, droga, sam nie zaczn, ale...  urwa zakopotany. 
 Ciotka Dolly te bez humoru, pakaa po poudniu, podobno ma dzisiaj jak bolesn 
rocznic  uprzedzaa niemiao Betsy. 
 Pewnie pidziesit rocznic zerwania z pitnastym narzeczonym!  zauway zoliwie 
Joe wieszajc paszcz, ale gdy si odwrci, nie byo ich ju na dawnym miejscu. Betsy odprowadzaa 
Zenona nieco w gb sieni, ku schodom prowadzcym na pitro, i cichutko prosia, 
by czuwa i, o ile mona, nie dopuszcza do ktni Joe z ojcem. 
Obieca solennie, ale jaka niech w nim zadrgaa, e moe by wiadkiem nowej awantury, 
stanowczo mia ju ich dosy na dzisiaj, sam by przy tym wyjtkowo zdenerwowany, 
za jadc tutaj, myla, e znajdzie spokj i odpoczynek. 

 Duszo ofiarna, czy i ciotk Ellen bol odciski dzisiaj? 
 Cicho, Joe, nie artuj z cierpie, chodmy, bo ju czekaj. 
Jadalnia bya tu, na dole, poprzedzona duym i teraz ciemnym pokojem, przez otwarte 
drzwi bieli si st owietlony zapalonymi wiecami w wysokich kandelabrach, a za nim, na 
wprost, plecami do wchodzcych siedzia w gbokim fotelu mr Bartelet, ciotki spaceroway 
po obu stronach stou, wzdu pokoju, kada w inn stron. 

 Oto i chopcy, pocigi spnione!  woaa Betsy zwalajc kwietny snop na rg stou. 
 Nieszczsna, obrus si przemoczy!  jkna nisza z ciotek, miss Ellen. 
 Nie wrzeszcz!  sykn stary zimno, podajc rk synowi, a spogldajc ze zoci na 
wylk, gbczast twarz miss Ellen, uj pod rami Zenona i z trudem podnoszc swoj potn 
posta poszed do stou. 
 Podawa!  mrukn stukajc kijem w posadzk, bo kuchnie byy w suterenie. 
Zajli miejsca w milczeniu, tylko Betsy, rozdzielajc kwiaty po wazonach, ustawiaa je na 
stole i usiowaa roznieci weselny nastrj, ale na prno, bo jej sodki, na poy dziecinny gos 
przygasa jak kwiat w mronej atmosferze jakich uraz, gnieww i niechci.  Miss Dolly 
karccym spojrzeniem zabijaa kade jej sowo i kady jej umiech weselszy, a miss Ellen na 
swj sposb nkaa wstajc co mgnienie, by jej poprawi niesforne wosy lub przewiza 
krawatk. 

25 



Wreszcie stary sucy, podobny do figury woskowej, zacz obnosi potrawy, jak kot cicho 
i czajco przesuwa si za krzesami, e co chwila jego ta, bezwosa twarz wynurzaa 
si przy czyim ramieniu. 

Jedli w takiej ciszy, e ju po zupie Joe nie mogc wytrzyma rzek: 

 C to dzisiaj tak pospnie? 
 Jak zwykle, czy przez te dwa tygodnie ju zapomnia?  zauwaya kwano miss Dolly 
wzdychajc aonie. 
 Guziki poobrywaj ci si przy staniku od wzdycha  zawoa stary. 
Betsy wybuchna niepohamowanym miechem. 
 Przesta, prosz ci, Betsy!  zgromia j surowo. 
 Ale przeciwnie, miej si, Betsy, miej si swobodnie! 
 Nie mog je przy takim bezmylnym miechu. 
 A ja mam wanie wtedy lepszy apetyt, miej si, maa!  woa. 
 Ach, ci mczyni!  jkna po chwili grobowym gosem. 
 Ach, te ciotki!  powtrzy z takim komizmem, i Betsy znowu zacza si mia, nawet 
Joe nie mg si powstrzyma, a Dick omal pmiska nie upuci na plecy miss Dolly, chowajc 
za ni twarz tak szczeglnie wykrzywion miechem, e podobna bya do rozdeptanej 
cytryny. 
 Niedoga!  szepna uderzajc w starego piorunowymi oczami. 
 Co? jak?...  ledwie wykrztusi z nagej pasji mr Bartelet. 
Miss Dolly nie raczya odpowiedzie ni nawet spojrze na niego. 
 Betsy, powiedz ciotce, e jeli to do mnie... 
 Betsy, powiedz ojcu, e na taki ton gminny i posdzenia nie odpowiadam... 
 Betsy, powiedz jej, e adnych uwag nie przyjmuj i nie znosz... 
 Betsy, powiedz mu, e jest tyranem, e pastwi si nad nieszczliw, e... 
Skrzyoway si ostre, gniewne sowa, przestali oboje je, a zowrogie oczy uderzay w 
siebie przez st nieubaganymi ostrzami, naraz zamgliy si oczy miss Dolly i zy jak groch 
posypay si na jej pulchn, wypudrowan twarz obic j w tawe bruzdy. 

 Dick, podaj miss czyst chusteczk, lustro, puder i baranin, bo tamta leci oto w tej 
chwili wraz z talerzem na ziemi!  zawoa zacierajc rce, bo miss Dolly tak gwatownie 
porwaa si od stou, e cae nakrycie poleciao na ziemi, ale gniew go opuci, zabra si do 
jedzenia, zoliwie spogldajc za wychodzc z pokoju. 
Ta krtka burza zupenie jednak oczycia powietrze, odetchnli swobodniej, nawet miss 
Ellen, struchlaa zwykle i niema przy siostrze, odzyskaa gos, a Zenon, przezornie trzymajcy 
si na uboczu, zacz ju goniej i weselej rozmawia z Betsy. Joe jednak milcza uporczywie, 
prawie nie podnoszc twarzy znad talerza i dobrze wiedzc, jak bardzo to niecierpliwi 
ojca... 

Mr Bartelet nie mg ju wytrzyma, rzuca srogie spojrzenia na syna, marszczy brwi, 
trzaska noem o talerz, ale nie doczekawszy si ani sowa, pierwszy zacz mwi do niego 
w swj ironiczny, zwyky sposb. 

 C to za sawa zamieszkuje w waszym pensjonacie? 
Joe podnis zamylone, pospne oczy na niego. 
 Od dwch tygodni prawie wszystkie gazety o nim pisz. 
 Nie czytuj gazet  odpar krtko. 
 Ale musisz przecie wiedzie, o kim mwi!  zaczyna ju wrze na nowo. 
 Stary braman, Mahatma Guru... tak, mieszka tam. 
 Wnioskuj z artykuw, e jaki nowy, mistyczny business chce zaoy w Anglii. 
 Mog zarczy, e jest daleki od tego, co si zoliwie nazywa mistycznym businessem; 
przyjecha przyjrze si Europie. 
 No i zagarn przy sposobnoci nieco naszych funtw. 
26 



 Ma on do swoich rupii, a przy tym pienidze maj dla niego warto istotn, to jest 
adn  doda z naciskiem. 
 Wic za darmo pokazuje te jakie cuda spirytystyczne? 
 Ale nie pokazuje adnych cudw i spirytyst zupenie nie jest. 
 Wic po c pielgrzymuj do niego te tumy, o jakich pisz codziennie? 
 Bo prniaczej gawiedzi nigdy i nigdzie nie brak, a w szczeglnoci gawiedzi pseudouczonej, 
godnej sensacji, wszcej er eksperymentowania, napastliwej, takiej, ktrej si 
zdaje, e wiat stworzony jest po to, aby oni mogli pisa o nim wymylne, zawie a puste 
brednie. Przyjmuje niektrych czasami, a nawet nieraz chtnie z nimi mwi, czsto dysputuje, 
ale najczciej tylko bada i sucha... 
 Wic to jaki nie lada uczony by musi? 
 Wicej nili uczony, bo mdrzec. 
 No i czsto rzuca gromy potpienia na nas i na kultur nasz  wtrci si do rozmowy 
Zenon. 
 Jak, jak? Potpia nasz kultur?  pyta w najwyszym zdumieniu, nie mic wierzy 
wasnym uszom. 
 Niestety, potpia stanowczo i co gorzej, e musimy przyznawa racj... 
 Ma racj!... nie dranij mnie, chopcze. Ciekawe, ciekawe... Musicie mi opowiedzie o 
nim, bo widz, e pisma faszywie informuj. 
 Naturalnie, na stu reporterw zaledwie moe jeden widzia go i mwi z nim. A wszyscy 
przecie co napisa musieli, bo cay Londyn si nim zajmuje. 
 Znacie go osobicie? 
 Joe jest z nim w zupenej zayoci i przyjani. 
 Jeli tak mona nazwa stosunek czowieka do absolutu... 
 Tak bardzo go cenisz?  zapyta stary ciszej. 
 Uwielbiam go i korz si przed jego mdroci. 
 Dick, herbat na gr, przejdziemy tam, dzieci!  zakomenderowa stary usiujc powsta 
z krzesa. Joe poda mu rami, wspar si na nim i poszed wolno i ciko, pochylony 
nieco, a mimo to ogromny, podobny do starego dbu, pokrytego omsza siwizn i krzepkiego 
jeszcze; twarz mia rumian, starannie wygolon, o potnych, prawie kwadratowych szczkach, 
nos suchy i dugi, czoo wysokie pod gst szczotk siwych wosw, oczy bladoniebieskie, 
jakby wypeze, ale bystro wiecce z krzaczastych czarnych brwi. Cichszy by jaki w 
tej chwili, spokojniejszy, a co troch mocnym spojrzeniem obejmowa pochylon gow syna. 
Betsy pobiega naprzd, sycha byo dudnienie schodw pod jej stopami. 
Zenon wyprzedzi ich rwnie, pieszc za narzeczon, e szli tylko sami, czsto odpoczywajc 
bo chore nogi starego nie pozwalay na popiech. 

 Czekaem na ciebie  zacz z agodn wymwk. 
 Nie mogem prdzej, wyjedaem  mwi wymijajco. 
Stary wtpico potrzsn gow, ale si nie odezwa, odpoczywali znowu przez chwil w 
sieni pod elazn latarni staroytnego ksztatu, wiszc u sufitu, w krgu wiate kolorowych, 
mienicych si w mroku tczowymi pasami. 

 C tam sycha w twoim puku? 
By to ulubiony jego temat. 
 Przenosz go do Afryki, ma ju wyznaczony dzie wyjazdu... 
 Do Afryki, na plac boju, do Afryki!  powtarza zdumiony, wstaa w nim naga trwoga i 
chwycia elazn garci za serce, e ledwie oddycha.  Baem si tego  szepn ciszej.  
Ha, to pojedziesz, mj chopcze, suba, obowizek... tak, obowizek  doda ciszej, bo gos 
mu schryp i wizn w gardle. 
 Mamy jeszcze cay miesic urlopu, moe si jeszcze co zmieni  uspokaja. 
 Nic si zmieni nie moe, nie, wojnie daleko do koca. 
27 



 A godne armaty czekaj na swj er, na swoje miso.  Nienawi i wzgarda zadwiczaa 
mu w gosie. 
 Czekaj na swj er  powtrzy stary ponurym i smutnym echem. 
Milczeli ju obaj, Joe postanowi w tej chwili, e nic mu nie powie o wzitej dymisji, nie 
pragn ktni, chcia mu oszczdzi gniewu, tak dobry by dzisiaj i tak wyjtkowo agodny, 
e nie mia mu psu tak rzadkich chwil, a zreszt rachowa i na to, i wiadomo o przeznaczeniu 
jego puku na plac boju yczliwiej go usposobi. Nie ucieka przecie z obawy wojny, 
uywa jej bowiem ju nieraz i do syta. 

 Na niechybne kule tych parobkw!  szepta stary do siebie, gdy wchodzili do wielkiego, 
jasnego pokoju na pierwszym pitrze; by to rodzaj salonu i biblioteki zarazem. 
Na niskim stoliku przed kominkiem Betsy ju gospodarowaa przy herbacie, gdy wchodzi


li. Mr Bartelet osun si w gboki fotel, wzi filiank i popijajc z wolna zapad w gbok 
zadum. 
Ciotki te zjawiy si wkrtce, poprzedzane przez Dicka nioscego stoeczki pod nogi. 
Miss Dolly bya ju, jak zwykle wyniosa i majestatycznie pikna, bardziej tylko wzdychaa 
pijc herbat i wicej nili zwykle ukradkowymi, przyczajonymi spojrzeniami strowaa 
Betsy, a miss Ellen, drobna i nika jak suchy badyl dziewanny z ostatnim, bladym kwiatem na 
czubku, niemiao wsuna si za siostr, lkliwie spojrzaa na fotel brata i trwonie zasiada 
w zagbieniu, midzy bibliotecznymi szafami, cichutko przewracajc poke kartki Biblii, i 
z wolna zagbiaa si w kontemplacj witych tekstw. 

Joe spacerowa z filiank w rku przezierajc niekiedy grzbiety ksiek, poustawianych w 
tumnym a niemym szeregu na pkach. 

Cisza zalega pokj, ta dziwna niedzielnego dnia cisza, pena kojcego spokoju, jakby nabrzmiaa 
odgosami naw kocielnych, ju pustych i mrocznych, a penych jeszcze echowych 
brzmie pieww dawno umilkych, zapachw konajcych, bdnych, rozproszonych westchnie, 
pena nastroju modlitewnych ekstaz, nudy i sennoci zarazem. 

Wszyscy pograli si w milczc i senn zadum, tylko Dick czuwa, raz po raz przesuwajc 
si bez szelestu i roznoszc herbat. 

A Zenon i Betsy, siedzc przy sobie na wielkiej sofie sigajcej do p ciany i prawie w 
niej zgubieni, przytuleni ramionami, dalecy od otoczenia, zajci tylko sob, rozmawiali szeptem 
i gorcymi, pomiennymi spojrzeniami. 

W tej cichej i serdecznej atmosferze mioci, roziskrzonych byskach jej renic Zenon zaczyna 
czu si tak dobrze, jak zwykle si czu w tym pokoju. 

W takie same niedzielne wieczory, chocia przypominaa mu si zagadkowa, drczca 
twarz Daisy, chocia jakie niepokojce pmyli, pdwiki i pobrazy przepeniay mzg, 
pozbywa si ich si woli, chcia szczerze i gboko zapomnie o wszystkim, co nie byo t 
dobr szczsn chwil, co nie byo zwizane z Betsy i nie byo ni sam. 

Udawao mu si to niekiedy, a wwczas z cichym, niemiaym prawie z nadmiaru czucia 
szczciem wodzi po niej rozkochanym wzrokiem, bo Betsy w swojej niedzielnej sukni z 
czarnego, matowego jedwabiu, rozjanionego tylko biaym, wyoonym konierzykiem i 
mankietami koronkowymi, smuka, wysoka, zrczna, bya wprost przeliczna; jej wiea twarzyczka, 
okolona bujnymi splotami wosw popielatych, wykwitaa z tych czerni pospnych 
jak pczek jaboniowego kwiatu, dyszaa wiosn i szczciem, a nieco due i dziecinne usta 
byy tak winiowe i rozdrgane umiechem, i pene sodkich, namitnych obietnic. 

Czua si w tej chwili nadzwyczajnie szczliwa; obiad przeszed prawie spokojnie, ciotki 
milczay, Joe by w domu, ojciec cicho siedzia, a on, Zen, siedzia przy niej, naprawd siedzia 
przy niej i tak blisko, e poczua naraz straszn ochot, aby mu przysoni rkami wsy i 
pocaowa go w same usta, w te czerwone, wiecznie tak godne pocaunkw usta... Ale tylko 
westchna aonie, rumienic si na t myl nie spenion, i ju tylko caujcymi oczyma 

28 



obejmowaa jego pikn, znuon nieco twarz i te oczy jasne i sodkie, drapiene usta, ach, i 
ten jego dranicy umiech, przyczajony w ktach ust, ten dobry, rozbrajajcy umiech. 

 Miss Betsy obiecaa mi powiedzie jedno sowo  szepta. 
 Jakie? Nie pamitam w ogle, czy obiecywaam cokolwiek. 
 Tam, na Strandzie, gdymy szli rano  przypomina uparcie. 
 Nie, nie mona teraz, suchaj... nie, Zen, pniej  prosia lkliwie. 
 Czekam i ca tsknot pragn spenienia obietnicy. 
 To... to prosz si na mnie nie patrze... Prosz zamkn oczy. 
 Ju nic nie widz, sysz tylko.  Przysun gow jeszcze bliej, wtedy Betsy, sponiona 
i nieco drca, bojaliwie a namitnie szeptaa mu to niemiertelne: kocham. Szeptaa dugo, 
dotykajc niekiedy rozpalonymi ustami jego ucha, e drga gwatownie, cisnc jeszcze mocniej 
gow do jej twarzy i rwnie szepczc urywane, palce sowa, ktre takim ogniem burzliwym 
zaleway jej serce, i jakim ostatnim odruchem przytomnoci odsuna si od niego i 
dyszc ciko, z przymknitymi oczyma, siedziaa pena radoci najgbszej, a zarazem pena 
dziwnej i sodkiej trwogi. 
Nie mogli ju mwi, nie patrzyli nawet na siebie, ale to niedopowiedziane zatopio ich w 
takim szczsnym upojeniu, e tylko konili si ku sobie bezwiednie a nieprzeparcie, jak 
kwiaty nabrzmiae woni koni si w upalne noce, jak chyl si i ci꿹 drzewa senne ku potokom 
szemrzcym w ciche, wioniane noce, pene niemych byskawic i tsknych, nieukojonych 
rozmarze za dniem jeszcze dalekim, za socem. 

Nieco usypiajca i martwa cisza ogarna pokj, wszyscy siedzieli nieruchomie, nawet 
Dick znikn, tylko niekiedy, gdzie spod ziemi, jakby wprost spod domu, dobywa si lotny, 
krtki huk przemykajcych jak cie pocigw, co par minut przelatujcych, chwilami za 
rozlegay si melancholijne westchnienia miss Dolly, smtnie zapatrzonej w zapade dale lat i 
zdarze drogich; to znowu stary porusza si niecierpliwie, obejmowa trwonymi oczyma 
gow syna i znowu zapada w nieruchomo, kryjc piesznie powiekami przezawione byski 
renic. 

Wieczr wlk si wolno znuonym i sennym rytmem chwil, przesuwajcych si jak niemi, 
bezimienni przechodnie, nikomu nie znani, niepotrzebni, a nigdy ju nie przypomniani. 

 Bo z szat ml pochodzi, a z niewiasty zo wowa  rozbrzmia naraz donony i namaszczony 
gos miss Ellen. Drgnli wszyscy, jakby gwatownie przebudzeni. Betsy zerwaa 
si na nogi, stary za gruchn miechem i drwico powiedzia: 
 Sami prorocy ci budz, co...? Przez sen ci si wyrwa ten werset paradny; jak to tam 
byo? 
Ale e zegar na kominku zacz dzwoni dziesit, miss Ellen nie odpowiedziaa kryjc 
wylk twarz za Bibli, Joe natomiast, siedzcy wprost ojca, powsta i zwrci si do Zenona: 

 Czas ju na nas! 
 Co? O dziesitej do domu? Tego jeszcze nie byo!  wykrzykna Betsy. 
 Ojciec znuony i wszyscy jacy senni  prbowa si tumaczy. 
 Ale nie, czuj si dzisiaj doskonale i chtnie posiedz jeszcze z wami, a nawet zagrabym 
z tob, Joe, dawno ju nie graem w pikiet. 
 Zagrajmy, i owszem  oywi si Joe. 
Dick wnet przygotowa wszystko, wkrtce zagbili si w kombinacjach gry; naraz stary 
przyciszajc gos zapyta niespodziewanie: 

 Wic to ju pewne, e puk przenosz na plac wojny? 
 Zupenie, bo nie tylko dzie, ale i statki do przewodu przeznaczone. 
 A po wyldowaniu zaraz w ogie? 
 Prawdopodobnie... 
Mr Bartelet wybuchn gniewem, kl siarczycie i bi kijem w podog, a wystraszona 
Betsy przybiega. 

29 



 Mj ojcze, mj drogi, nie mona si gniewa, doktor zakazywa  prosia ogarniajc mu 
gow rkoma. 
 No dobrze, dobrze, cicho ju siedz; bo jak si nie gniewa, kiedy... kiedy Joe rozdaje 
karty, jakby je pierwszy raz w yciu trzyma w rku. 
Poznawszy rdo gniewu, odesza uspokojona, czua si dziwnie radonie usposobiona, 
zarzucaa Zenona nieskoczonymi pytaniami. 
Odpowiada wesoo, czsto nawet artobliwie, bo za lada powodem wybuchaa miechem. 
Szczerze si miaa, ale z trudem niemaym powstrzymujc pytanie o Daisy; to imi czynio 
si jej nienawistnym, parzyo usta i przenikao jak jeszcze ciemn obaw, a mimo to budzio 
a prawie bolesn i drczc ciekawo. 

Zenon zaczyna to odczuwa po urywanych i popltanych sowach, po lukach, jakie byy w 
rozpytywaniach o kady niemal dzie spdzony z dala od nich, o znajomych, o prace jego, a 
nawet czasem ju wyranie wiedzia po niemych, bezwiednych ruchach ust, i tam, poza nimi, 
tkwi to imi zowrogie, e ona je przeuwa niby palce ostrze, a wymwi jeszcze nie 
mie. A nie chcia dopuci do tego, nie wiedzc sam dobrze dlaczego, lka si tego pytania, 
wic sili si umylnie na humor, robi dowcipy, opowiada zabawne anegdoty, byle tylko 
odwlec t chwil na pniej lub j zagubi zupenie... Ale rozmowa si rwaa, tematy wyczerpyway 
si prdko i nastpoway coraz czstsze i dusze milczenia, niepokojce pauzy, w 
ktrych ich oczy, obcione t utajon trosk, uciekay od siebie sposzone, niepokoju pene. 

Na szczcie, miss Dolly przysiada si do nich i rozbolaym gosem i tonem oburzenia zacza 
powstawa na jak sztuk Dumasa, ktr widziaa przed kilku dniami z Sar Bernhardt 
w roli gwnej. 

Miss Dolly bya namitn nieprzyjacik mczyzn, przewodniczc nawet w Klubie 
Niezawisych Kobiet, prorokini przyszego matriarchatu i zapalczyw bojowniczk o prawa 
kobiet i ju od pierwszego sowa zajadle powstaa przeciwko synnej wwczas tezie Dumasowskiej: 
Tue la. 

 Zbrodnicze i habice gupstwo taka teoria! Zabij j? A za co? I kt ma prawo decydowa 
o yciu kobiety prcz niej samej, kto? Gdzie jej winy? e nie chce by jego wasnoci, 
e ucieka spod tyranii, e da dla siebie praw i wolnoci, e chce y swoim wasnym, samodzielnym 
yciem, wic zamorduj, okuj w kajdany, rzu j na dno nieszczcia i haby, 
podepcz jej dusz i serce, odbierz czowieczestwo, niechaj dry co chwila przed wzrokiem 
swego waciciela, niechaj na klczkach odgaduje jego zamysy, niechaj bdzie echem jego, 
cieniem, niechaj rodzi mu dzieci i suebnic mu bdzie najnisz, najuleglejsz, najcichsz... 
bo pan tak chce, pan stanowi prawa, pan ma si, wadz i pienidze, wic si tak sta musi. A 
jeli si sprzeciwi w czymkolwiek, zabij j! Tak jest w yciu, a oto przychodzi Francuz plugawy 
i omiela si potworn teori mwi nam ze sceny, a my suchamy, my serio dysputujemy 
o tym gupim i zym frazesie, o siostry-kobiety, o mczennice przemocy mskiej! 
 wite duchy! Przykute do bydlt, dalszy cig znamy z mw twoich i odezw!  ozwa si 
naraz drwico mr Bartelet. 
Miss Dolly wzdrygna si milknc na razie. 

 Deklamuj, Dolly, powinna zosta pierwsz kaznodziejk w tym feministycznym kociele 
przyszoci, masz wszystkie warunki: gos rozlegy, wiar siln, lekcewaenie prawdy, 
nienawi cudzych przekona i wielki zapas wielce patetycznych i gupich dostatecznie frazesw. 
Wszak tylko tym stoj wszyscy trybunowie! 
 Gbur i tyran!  ziona przez zacinite zby, obrzucajc go wyniole pogardliwym spojrzeniem. 
 Sprytna teoria: bra wszystkie prawa z dodatkiem pienidzy, a nam askawie pozostawia 
wszystkie obowizki i ciary!  drwi nielitociwie stary rozdajc karty. 
Nie ozwaa si ju ani sowem, dopiero gdy znowu zagbi si w gr, zniya gos i rzucajc 
bojaliwie spojrzenia na niego, mwia: 

30 



 ywot kobiety to dom wiecznej niewoli, to ywot duchw przykutych do bydlt, to nieustajca 
Kalwaria! 
Miss Ellen, ktra wanie przysuwaa si do nich lkliwie, rzeka na to swoim cichym i 
mikkim jak oliwa gosem: 

 Wdziczno ony pilnuje i cieszy ma swego, i tuczy koci jego. 
 Ndzna paplanina wielbdzich pastuchw, powtarzasz jak fonografy. 
Rzucia si ze zoci, bo Ellen czsto i bez powodu podnosia rk goszc z namaszczeniem 
pierwszy lepszy werset. 

 Chocia to nadzwyczajnie trafnie definiuje stosunek mczyzn do kobiet: cieszy go i 
tuczy koci jego. Tak, o to wam chodzi jedynie w maestwie, tylko o to!  dodaa z moc. 
Ale Zenon nie da si wyprowadzi z rwnowagi, nie rwa si na obron mczyzn, bo 
zna dawno wszystkie jej teorie i nudziy go, wic tylko rzek chodno, z grzecznoci jedynie: 

 Moe nie wszystkim chodzi tylko o to. 
 Nie miaam pana na myli, nie, znam bowiem zbyt dobrze jego wzniosy sposb mylenia 
i tak bardzo go ceni, e zupenie si nie lkam o przyszo mojej drogiej Betsy, spokojna 
jestem o jej szczcie. 
Betsy tylko si umiechna na t zgoa niespodziewan troskliwo o siebie, dobrze j 
znaa, a miss Ellen ju podnosia rk i otwieraa usta do jakiej stosownej przypowieci 
witej, gdy Dolly, powstrzymujc j energicznym gestem, chciaa go z innej strony zaatakowa 
i zmusi do dysputy. 

 Jake si panu podobaa Odeta? 
 Nie znam tej sztuki, w teatrze bowiem nie bywam. 
 Jak to, nie chodzi pan do teatru? 
 Tak, od piciu lat nie byem ani razu. 
 Wic pan chyba tylko na koncerty i opery chodzi? 
 Poniewa sam si nieco zajmuj muzyk, wic nie bywam i na operach, w ogle nie 
chodz na widowiska z zasady na adne! 
 I to z zasady! Musi pan mie nadzwyczajne powody? 
 Bardzo proste i bardzo zwyczajne  odpar z umiechem. 
 Bdzie start grzechu pospou z grzesznikiem  rzeka uroczycie miss Ellen. 
Zenon si unis, a e rzadko mu si to zdarzao, wic tym gwatowniej. 
 Oto po prostu obmierzo mi ju plugawe kamstwo zwane teatrem i przeto znienawidziem 
do rdzenia gupstwo, blag i kramarstwo bezczelnie udajce sztuk. Mam ju dosy udawa, 
dosy takich gupich gestw w prni, tych bazeskich symulacji ycia, tych mapich 
naladowa, tych pz na czowieka i tej caej oszalaej z pychy menaerii autorw, aktorw i 
oklaskujcego, pijanego gupot posplstwa. 
 Czeg wic chcesz?  pyta ywo Joe przestajc gra. 
 Prawdziwego i szczerego kultu pikna. 
 A Szekspir, a Grecy, a tylu, tylu innych, nie s- sztuk prawdziw? 
 Te wszystkie sawne i ze czci powtarzane nazwiska to puste dwiki, dawno ju umara 
ich tre prawdziwa, tak dawno, e te nazwiska mwi nam tyle, co nazwy planet i soc, 
zarwno nam obce, dalekie i nieznane. 
Wytarte liczmany krce w odruchowym obiegu, prawdy mwione w niezrozumiaym jzyku, 
a przy tym trupy dwigane przez nas dobrowolnie, trupy cice jak ow na duszach 
naszych, e z wolna giniemy pod ich zowrogim panowaniem, nie miejc nawet pomyle, 
e mona je z siebie zrzuci do muzealnego rowu. 

 Tak, rozumiem ci, przejrzaem i widz, e wszystko, co nam dzisiaj panuje i co rzdzi 
nami, jest kamne i trupie, wic i teatr nie moe by czym lepszym  zauway ponuro Joe. 
 Jest nawet gorszym, bo udaje wityni sztuki, a jest siewc moralnego analfabetyzmu, 
jest fabryk faszywych wartoci, szko za i gupoty. Od kapanw bowiem przeszed w rce 
31 



parobkw i ladacznic, sta si nie ducha potrzeb, lecz zmysw, wic i przemawia do oczw i 
naskrka wielkiego duchowego lokajstwa  wyrcza ich w myleniu, bawi, pochlebia i jest 
dla nich codziennym rodkiem przeczyszczajcym na nud i intelektualn impotencj. 

 Ostre pugi musz przej po zachwaszczonych ugorach ycia! 
 I dynamitowe nie porusz bezwadu i cienia w kierunku najmniejszego oporu. Przestaem 
ju wierzy w reformy zewntrzne. 
 Wic c pozostaje robi?  pyta rozciekawiony mr Bartelet. 
 Nie reformowa tego, co si ju nie da przerobi, zo naley pozostawi wasnemu losowi, 
niechaj samo si zere i zgnije do reszty! Mam w tej chwili tylko teatr na myli, niechaj 
taki pozostanie, jaki jest, dla tych, ktrym jest potrzebny! A dla innych potrzeba stworzy 
nowy teatr, teatr-wityni, powicon piknu. Byy niegdy, w dawnych czasach, u ludw 
pierwotnych wita wiosny i podnej jesieni, na ktre zbierano si spoem, by je spdzi weselnie; 
naleaoby wskrzesi takie wita... Wyobraam sobie jaki br prawieczny lub puste, 
dzikie brzegi morza, z dala od wszelkiej powszednioci, z dala od ciby i zgiekliwej farsy 
ycia, i tam, wprost pod niebem, w wionianym powietrzu, w zielonych, rozpiewanych gbiach 
lasw, na tle odradzajcej si przyrody albo w jesieni dni, przesnute pajczyn, zadumane, 
blade i wite jak hostie, roztsknione, w alne dni opadu rdzawych lici, nad brzegami 
szafirowego morza, przepasanego tcz zotego wschodu i krwawego zachodu, tam, na ubitym 
toku rodnej, witej ziemi, witynia sztuk wszystkich, Apollinowy otarz uniesie, hymn 
niebosiny barw i marzenia, dwikw i ksztatw, modlitw i wizyj, hymn upojenia piknem 
niemiertelnym, oczyszczajcy dusz z grzechw za i brzydoty. Nowy Eleusis dla spragnionych 
wzrusze i kontemplacji, nowa, odradzajca si ludzko, Jeruzalem! Oto moje marzenia! 
 Cudowne, nadzwyczajne, ale niemoebne, by si day urzeczywistni!  woaa entuzjastycznie 
miss Dolly. 
 Wszystko jest moebne dla tych, ktrzy chc!  szepn Joe. 
 Boe, jakie to pikne i dziwne! dziwne!  mylaa Betsy nie miejc gosem poszy tej 
wizji czarownej, porwana jego sowami i zapaem, z jakim mwi; wic tylko z mioci i 
podziwem patrzya na jego pikn i blad twarz, jakby opromienion natchnieniem, rozmarzon 
i tskn zarazem. 
 Widz ju te pielgrzymki, te niezliczone tumy, te wita, pene tajemniczych i wzniosych 
uroczystoci!  entuzjazmowaa si miss Dolly. 
 Dom Cooka et . mgby si nimi zaj, mona by nawet zawiza towarzystwo akcyjne 
do urzdzania takich wit, interes niezy, a gdyby si zaoyo specjalne pismo i ajentury po 
caym wiecie, zniono taksy, to interes poszedby na pewno  drwi stary, ale obie ciotki, 
Betsy, a nawet i Joe rzucili si na niego w obronie projektu, e zawizaa si nieco bezadna i 
gorca rozmowa, bo stary rzuca co chwila zoliwe uwagi. Zenon milcza, dopiero gdy nieco 
przycichli, niespodzianie oznajmi: 
 Moje marzenie musi pozosta czas jaki tylko marzeniem, ale tymczasem otwieramy teatr 
marionetek! 
 Teatr marionetek? Ale jest ich kilka! 
 Nasz teatr nie bdzie dla dzieci. 
 Wic dla kog, u Boga, moe by teatr marionetek? 
 Ten bdzie dla dorosych, dla artystw i przez artystw. 
 Dziecistwo, dekadencja, francuskie wymysy!  krzycza mr Bartelet. 
 By moe, ale te dziecistwa s blisze prawdziwej sztuki, szczersze i gbsze daj wraenia 
nili dzisiejszy teatr. 
Nie, nie chciao ju mu si mwi, poczu si ogromnie znuony, wic prawie od niechcenia 
opowiada blisze szczegy o tym teatrze, zwracajc si tylko do Betsy, bo stary zaczyna 

32 



go ju niecierpliwi brutalnymi uwagami, gdy naraz, nie koczc zdania, porwa si na nogi, 
z okrzykiem: 

 Kto wszed tutaj! 
Najwyraniej zobaczy ruch portiery, odsaniajcy drzwi, usysza szmer krokw i szelest 
wlokcej si po dywanie sukni... 
Zamilkli, strwoeni jego gosem i postaw, bo pochylony, blady, z rozbysymi oczyma nasuchiwa, 
jak ten szmer, ledwie pochwytny, przesuwa si przez pokj ku oknom... sysza 
wyranie, rozrnia... by najgbiej pewny, i kto przechodzi... e kto wszed ze schodw i 
teraz przemyka si mimo nich... e skoczy na rodek, jakby chcc uj niewidzialn... 

Nie byo jednak nikogo, szmer zgas jak pomie zdmuchnity, wszyscy siedzieli w trwonej 
ciszy, wpatrzeni w niego; obejrza cay pokj, otwiera szafy, zajrza nawet za spuszczone 
story. 

 Byem pewien, e kto wszed i wolno przechodzi przez pokj! 
 Dick, przejrzyj jutro ksiki, musiay si znowu zagniedzi szczury!  woa wesoo stary, 
ale ukradkowym spojrzeniem wodzi po pokoju. 
 Dabym gow, e to nie by szmer szczurw, nie, widziaem odsaniajc si portier, 
syszaem wyranie szelest sukni  zapewnia. 
 Po prostu zdawao ci si, co w rodzaju suchowej halucynacji! Ja sam ulegaem temu 
do czsto, w pierwszym roku mojego pobytu w Indiach, to zwyky wynik upaw, ale wyleczyem 
si prdko i zupenie  objania spokojnie Joe chcc usilnie zatrze niemie wraenie. 
 Istotnie, jest tutaj wyjtkowo ciepo, gorco nawet  zauway Zenon. 
 Dick, zakr gaz w kominku!  rozkaza stary odsuwajc si od ognia. 
 Jeli gowa boli, to zrobiabym panu jaki kompres  proponowaa Ellen. 
 Ale doskonale si czuj, dzikuj bardzo. 
Lecz rozmowa nie moga si ju nawiza, mwili monosylabami, jedynie po to, by zguszy 
jaki cichy niepokj wlizgujcy si do serc; kopotliwe milczenie coraz czciej zalegao 
i coraz trwoniej biegay podejrzliwe oczy po jasno owietlonym pokoju. Stary przedrwiwa 
wszystkich, e tak atwo ulegaj sugestii, ale i to nie pomogo, nie przywrcio dawnego 
nastroju, nie rozwiao jakiej pospnej mgy... a e ju byo po jedenastej, zaczli si 
zbiera do rozejcia. 

Ciotki najpierw poszy do swoich pokojw na drugim pitrze, zabierajc Betsy, stary za 
odwid syna na stron i o co go tam prosi cicho, ale tak dugo, e Zenon wyszed nie chcc 
im przeszkadza. 

 Mr Zen!  rozleg si za nim na schodach przyciszony gos Betsy. 
 Mj drogi, mj zoty, niech si pan poradzi doktora!  prosia serdecznie, gdy podszed 
do niej nieco bliej. 
 Dobrze, pjd do lekarza, bd si leczy, pokn ca gr lekarstw, uczyni wszystko, 
czego da tyraska miss Betsy. Do widzenia!  woa gono. 
 Do widzenia za tydzie, za strasznie dugi tydzie  szepna aonie, schodzc po 
ciemnych schodach nieco niej. 
 O tak, czasem jeden tydzie zawiera w sobie par tysicy lat tsknoty... 
 I ca nieskoczono trwg i niepokojw  powtrzya echowo. 
 I... do widzenia!  Posysza cichy skrzyp drzwi. 
 Prosz tylko o dugie i dobre listy. 
 Jak zwykle may tomik in 16-o  odpowiedzia artobliwie. 
 To jest mj kalendarz, na ktrym obliczam pozostae do niedzieli dni, bo ja nimi tylko 
yj  ozwaa si jeszcze ciszej i bliej, ju o par stopni od niego. 
 O Betsy!  drgno mu naraz serce mioci, skoczy ku niej, pochwyci rce i zacz je 
gorco caowa. 
 Bo ja tak tskni za tob, tak kocham, tak czekam  szeptaa wzruszona. 
33 



 O Betsy moja, duszo moja serdeczna, jedyna! Gdyby moga wiedzie, co si...  nie 
skoczy, bo dziewczyna wyrwaa rce, dotkna palcami ust jego i ucieka, gdy w tej chwili 
u szczytu schodw rozleg si surowy gos miss Dolly. 
I Joe rwnie zaraz wyszed z jak wzruszon i tajemnicz twarz, a Dick oczekujcy na 
nich z paltami w sieni jeszcze co szepta do niego, gdy wychodzili na wiat. 

Na dworze ciemno byo i zimno, mgy opady, ale natomiast prosto w twarze zacina skonie 
drobny gsty i przykry deszcz, miotany przelewajcym si w ciemnociach wiatrem. 

Ogarna ich nieprzenikniona ma, gdy wychodzili na tak zwane ole ki, jakich jest peno 
na kracach Londynu, zgoa utonli w nocy, e tylko w dali, przez szklane przdziwo deszczw, 
wietli si nikym krgiem rzd latar. 

Boto mimo wirowych drg chlupao pod nogami, ale przypieszali krokw, by si jak 
najrychlej dosta do ulic, ju widnych na tle ciemnoci niby szyby olbrzymie, sabo przewietlone, 
bo te milczce, ponure pustki, guche i rozlege, wzbudzay mimowoln trwog. 

Ulice jednak tak samo byy pospne; leaa w nich upiona cisza niedzielnego wieczora i 
smtek cikiego, niewolniczego jutra; domy stay martwym szeregiem, ociekajce wod, 
olepe i pene rozpaczliwej nudy, wiatr hurkota po niedojrzanych dachach, a czsto zwala 
si na ulice rozmiatajc do dna czarne, poyskliwe kaue, rynny za gray bezustannie bekotliwym 
ostrym rytmem spadajcej wody; rzadkie, przygaszone nieco latarnie stay jak szyldwachy 
martwe ze znuenia, rozkrajc tawe koliska po czarnych, przemikych asfaltach. 

Nigdzie czowieka ani doroki, ani ruchu najmniejszego wrd tego morza kamieni, w tej 
ciszy upionego miasta, tylko sypki i bolenie nucy szmer bezustannego deszczu i to 
wstrtne, przegnie powietrze, ktre niby oddechem pokrywao im twarze lisk i lepk ros. 

Dostali si wreszcie do stacji, wsiadajc do pierwszego pocigu, jaki dy w ich stron. 

W przedziale byo pusto i prawie ciemno, bo Joe przymi wiata, siedzieli naprzeciw siebie 
w gbokim milczeniu, zapatrzeni w szyby, a dalecy od tych jaw wyzierajcych z nocy. 

Pocig lecia jak piorun, z hukiem i w byskawicach, przelatyway jakie parki, jak wizje 
majaczyy drzewa bezlistne i przepaday jakie puste i czarne rwnie, migocce tablicami 
ogosze, to jakim domem, jawicym si tak nagle, e nim si go spostrzego, zapada w nocy; 
z krzykiem przelatywa tunele i wypeza jak w na wysokie nasypy, zadyszany, spieniony, 
w kbach biaej pary skpany. I jak smok zioncy strugami krwawych skier. Przystawa 
na jakich stacjach polepych i picych, wyrzuca ludzi na pustych placach i zabiera ich z 
nierozpoznanych w ciemnociach miejsc i znowu bieg, w gromach cay i byskach, a pocz 
wolnie wdzierajc si na olbrzymie wiadukty, rozpite nad domami tak wysoko, e spodem, 
w gbi nierozpltanej masy domw, zalanych ciemnoci, tylko linie ulic janiay nieskoczonymi 
pasami, a dokoa, jak okiem sign, buchay przemglone, czerwonawe uny miastapotwora. 


 Powiedz mi, kto jest miss Daisy?  zapyta wreszcie Zenon po dugim, wahajcym milczeniu, 
nie patrzc jednak na niego. 
 Nie wiem, a raczej wiem tyle co i wszyscy, e przyjechaa z Kalkuty, oto wszystkie prawie 
moje wiadomoci o niej. 
Dziwna kobieta, nie umiem zda sobie sprawy z wraenia, jakie wywiera na mnie, i to 
mnie czsto przejmuje niepokojem. 

 O tak, roztacza magiczn pospno i lk, dziwna kobieta, jaki tajemniczy awatar nieznanego!... 
 szepn trwonie. 
 Sdziem, e j znasz bliej, uczestniczya przecie w seansie?... 
 Ale mimo woli, przypuszczam nawet, i o tym zupenie nie wie. 
 Bya i nie wie, nic nie rozumiem. 
 Mahatma, gdymy rozmawiali o spirytystycznych seansach mr Smitha, zauway, i podejrzewa 
Daisy o wielkie siy mediumiczne; poradzi nawet, by jej sugestionowa nakaz 
przyjcia na seans, dlatego wanie zgodziem si na urzdzenie go u siebie. 
34 



 No i przysza? 
 Ba, tego nie wiem do dzisiaj, czy bya to ona, cielesna Daisy, czy te jej druga, astralna 
istota! 
 Przecie j dobrze pamitam, a przypominam sobie, e j bra za rk, e dotyka jej 
oczw i twarzy, wic musiaa by materialna! 
 Pamitam, ale i to pamitam, co mi opowiada, gdymy jechali na obiad, o jej spotkaniu 
na schodach, w par sekund po wyjciu z seansu... w chwili, w ktrej wszyscy zebrani widzieli 
j upion... 
 Musiae j przecie budzi i widzie wychodzc? 
 Przysza do nas w kilka chwil po twoim wyjciu, widzielimy j dokadnie w penym 
wietle yrandola, mwiem z ni... 
 A potem?  pyta z nag i bolesn trwog. 
 Pniej zabronia rusza si z miejsc, wiata same pogasy i wysza. 
 Nie, tysic razy niemoebne! Bajka czy obd! Jake, spotkaem j na korytarzu, idc z 
przeciwnej strony, a ona rwnoczenie miaaby by pomidzy wami, bya tu i tam w tym samym 
czasie! A przecie daj gow, e j spotkaem, szedem za ni, schodziem a na d do 
odwiernego; wic to wasze widzenie jej byo tylko halucynacj, omamem!  woa. 
 Byo takim samym rzeczywistym faktem jak i twoje spotkanie si z ni, i ty j widziae, 
i pomidzy nami bya. 
 Wic si rozdwoia na dwie bliniaczo podobne tosamoci? Nie artuj ze mnie, nie 
przekonywaj nawet, bo to by przeczyo wszystkiemu, co wiemy, i blunio przeciw rozumowi! 
 woa rozdraniony. 
 Czemu przeczy? Naszej wiedzy i rozumowi? A c wiemy? Nic. Utonlimy w gupich, 
nic nie tumaczcych faktach, ktrych si trzymamy jak porczy nad przepaciami, nie miejc 
poruszy si z miejsca, ba, pomyle nawet, e mona si rzuci w otcha i nie zgin... 
nie przepa... a wanie tam znale t jedyn prawd, dusz wasn! 
 Nie mw, bo nie mog dzisiaj z tob dysputowa, tak jestem dziwnie znuony i wyczerpany, 
e padbym jak kamie przez egzotyczne mgawice twoich hipotez. Jestem tylko czowiekiem, 
jedynie ufajcym rzeczywistoci dostpnej dla moich zmysw. 
 Jest jedna tylko rzeczywisto: Dusza; wszystko poza tym to tylko cie, jaki od niej pada 
w nieskoczono, majaki i zudzenia. 
 Echa nauk Mahatmy Guru!  szepn niechtnie. 
 Wszak uczniem jego i czcicielem jestem... 
 Boe, e to nigdy czowiek si nie obejdzie bez przewodnikw... 
 Bo zbawcw mie musi, jeli nie jest tylko Tschandal, mierzw ludzk, na ktrej dopiero 
kiedy moe zakiekuj wite kwiaty ducha. Guru mnie zbawi, urodziem si na nowo z 
jego mdroci; lepy byem  przejrzaem; jeno trupem ludzkim byem  wywid mnie z 
martwych na rozwonione lotosem brzegi prawdy wiecznej, jedynej, wic do niego wszystek 
nale i z pokor i szczliwoci, i dum mwi ci o tym. 
 Pjdziesz za nim?  zapyta, ze dreniem czekajc odpowiedzi. 
 Tak, nie opuszcz go ju a do dnia, w ktrym si stan i bd. 
 Wic mgby wyrzec si ojczyzny i swoich? 
 Ojczyzn duszy jest On, a jej pragnieniem i celem spocz w Nim. 
Zenon si nie odezwa, z podziwem i lkiem spogldajc na niego. 
Wysiedli z pocigu i przeszli kilka pustych ulic w zupenym milczeniu; dopiero na schodach 
hotelu Joe, podajc rk na poegnanie, przytrzyma mu do i nachylajc si szepn z 
naciskiem: 

 Radz ci: strze si miss Daisy!  I odszed piesznie. 
 Dlaczego?  zawoa, wstrznity do gbi zowrogim jego gosem, ale Joe bez odpowiedzi 
znikn w ciemnych ju i dugich korytarzach. 
35 



4 


...Zostali sami w reading-roomie. 

Zenon czeka tej chwili z upragnieniem, nie wiedzc zupenie dlaczego, a gdy przysza, 
kiedy si drzwi zawary za ostatnim wychodzcym, lk go ogarn i niepokj; podnis si i 
zacz gorczkowo chodzi. Czu si niesychanie zdenerwowany, nie by zdolny wyrzec ani 
jednego sowa i nie mia w tej drczcej chwili nic do powiedzenia, poczu tylko i mia nawet 
t bolesn pewno, e oto stoi przed czym, co si mogo za mgnienie wyoni z milczenia, a 
przecie na nic okrelonego nie czeka! 

Zaledwie przed pgodzin, wrd gwarnej i dosy banalnej rozmowy, gdy si podnosi do 
wyjcia, ujrza w jej renicach wyrany nakaz pozostania, wic mimo natarczywych nalega 
Joe pozosta, oczekujc i drc w sobie tym bolesnym dygotem trwoliwej niepewnoci, co 
jak w zimnymi skrtami owija serce, dusi z wolna i krew wszystk, i myl kad wypija. 

Miss Daisy graa jak ciszon i zagmatwan w rysunku piosenk, jakby nie zwracajc na 
niego uwagi, a on chodzi wci, koujc bdnie wrd porozstawianych mebli, czasem spoglda 
w szyby na szary i smutny dzie, ale patrzy nie spostrzegajc niczego, daleki od 
wszystkiego, zasuchany jedynie w ten rosisty opad dwikw coraz cichszych, to wyrywajc 
si spod ich dziwnego czaru, patrzy na jej wosy rude, jakby z miedzi wykute, i na jej biae, 
dugie rce, ktre si snuy po klawiaturze jak sodki sen. 

Graa bez przerwy, odwracajc niekiedy blad, zaduman twarz i wtedy oczy si ich spotykay 
na chwil, na pochliwe i nieugite mgnienie; z twardego i zimnego szafiru kute groty 
spojrze przebijay mu dusz na wskro, e zatrzymywa si ze dreniem, bo mu si wydawao, 
i oto nadchodzi ta chwila, w ktrej si to co oczekiwane zici, e tajemnica przemwi... 
ale ona graa dalej. 

Czu si coraz bardziej rozdraniony i zaniepokojony, okra znowu pokj, czyhajc na 
kade poruszenie jej gowy i na spojrzenie kade, ale byo tak samo zimne, przeszywajce i 
nieme. 

Ju kilka razy powstawa w nim nagy bunt, e zblia si do drzwi stanowczym krokiem, 
lecz odej nie potrafi. 

I tak pyny dugie, dugie chwile milczcych oczekiwa. 

Z wolna, niepostrzeenie, mrok zacz przesypywa wiatoci dzienne swoim pyem popielnym, 
osnuwa wszystko we mg sennego zadumania, przygasza barwy i lnienia i zalega 
puszyst, drgajc, cik mg. 

Zenon, zmczony i wyczerpany, upad w fotel i siedzia nieruchomo, ta niepokojca cisza i 
milczenie rozdzwonione zaledwie dosyszanymi dwikami biy w niego jak motem, ubezwadniay 
smutkiem niepojtym. 

Nie, odej nie mg; siedzia jakby przykuty niewidzialnymi a potnymi wizami do tej 
postaci, ledwie ju dojrzanej w coraz gstszym mroku, sam z wolna zapadajc w senn martwot 
milczenia, pen smutku i dziwnych majacze rozpadajcych si w mroku ksztatw. 

Pokj stawa si jakby dnem, gdzie przez pospnozielonawe i wzburzone zway morza zaledwie 
si przelizguj widma nierozpoznanych rzeczy, nike poyski barw struchlaych, 
wiotkie wrzenia ksztatw, zastygajce i guche wiry cieniw i zmartwiae a rozchwiane 
ciemnice w otokach pynnych, szarych fal wieczoru, a skd, niby z powierzchni dalekiej i 
zgiekliwej, rozscza si smuga dwikw przygasych i spada cikimi kroplami na jego 
dusz znuon, spada kropla po kropli, bije z wolna i nieubaganie, a kada jest grotem 
ostrym i warem, a kada zalewa go smutkiem i ka w nim nieukojon, rc tsknot. 

36 



Ockn si po pewnym czasie i spojrza dokoa: mrok si ju stawa noc, pokj by prawie 
niewidzialny, tylko zwierciada patrzyy na niego jak puste, zasypiajce oczy, a wielka palma, 
stojca na rodkowym stole, majaczya nikym, tlejcym zarysem na sinym brzasku okien, 
zasnuwajcych si z wolna martwymi rzsami cieni. 

Miss Daisy ju nie byo wida w ciemnoci, graa jednak wci, ale jako sennie i apatycznie. 
Podnis si nagle z niezachwianym zamiarem przemwienia do niej, ale nim si odezwa, 
przysza mu naraz brutalna myl, trzewica jak smagnicie biczem, e moe jej spojrzenie 
nakazujce mwio tylko to, czego pragn w skrytoci, moe to si nie miao sta dzisiaj 
ani nigdy, a on jak gupiec czeka z dreniem ciekawoci i lku... 

Bardzo czsto bowiem przychodzia gra do reading-roomu i grywaa po par godzin z 
rzdu, wic i dzisiaj robia to samo, nie zwaajc na niego, nawet moe gniewna, e jej przeszkadza 
swoj obecnoci. 

Poczu gorzki smak rozczarowania i gbokie niezadowolenie z samego siebie, wic jak 
mg najciszej, z pewn wstydliwoci wysun si z pokoju. 

Mieszka na tym samym korytarzu pierwszego pitra i wanie otwiera drzwi, gdy rozlego 
si stumione i przecige wycie Bagh, a po chwili miss Daisy przesza obok niego, ale 
jakby go nie spostrzegajc zgoa, chocia sta w penym wietle, twarz zwrcony do niej. 

To niewidzce spojrzenie dotkno go tak niemile i tak zabolao, e wszed do mieszkania, 
zatrzaskujc drzwi ze zoci, roznieci zaraz wiato, bo nie cierpia w mieszkaniu ciemnoci 
i zacz drcymi rkoma rozrywa kopert jakiego listu, ktry na ju od niadania czeka 
na biurku. 

List by od Betsy, ale mimo to nic z niego nie rozumia, nie mg powiza sw ni wydoby 
jakiej bd treci, e zdenerwowany jeszcze bardziej, rzuci go z niechci i poszed wyjrze 
na korytarz, pusty ju i cichy. 

By ju teraz zupenie pewny swojej omyki, a to sprawiao mu tak gbok przykro, e 
dugo nie mg si uspokoi. 

 Bo i c moga mi powiedzie? Dlaczeg miaaby chcie, abym z ni pozosta sam na 
sam? Zudzenie i nic wicej! W tym domu wariackim i ja ju zaczynam halucynowa!  rozmyla 
spostrzegajc znowu list Betsy, ale zupenie si nie wzruszy tym serdecznym, tkliwym 
szczebiotem narzeczonej, czytajc jeno oczyma kartk po kartce, bo ca dusz mia 
wypenion wspomnieniami tamtej; skoczy czyta i chcia w pierwszym, poczciwym odruchu 
odpisa, nagwek ju nakreli, ale zabrako mu wprost treci, nie mia w tej chwili nic 
do powiedzenia i poczu naraz nieprzepart ch wyjcia na miasto, powczenia si po ulicach 
zatoczonych i szumicych wrzaw, zagubienia siebie, lecz nim zdy wyj, sucy 
zameldowa mr Smitha. 
Wszed chudy i ty pan z oczyma ryby ugotowanej, pochylony nieco, ostrony, uprzejmy 
niezmiernie i przesadnie skromny. 
Zenon do niechtnie wskaza mu krzeso. 

 Przychodz a z dwiema probami do pana, ale jeli przeszkadzam, to wyjd, chocia 
mwic szczerze, sprawioby mi to przykro niewymown, gdybym nie mg wyuszczy 
ich zaraz, wic... 
 O, prosz pana, sucham z przyjemnoci  zdziwi si jednak tym wstpem, bo zna go 
jedynie z sali jadalnej. 
 Przepraszam  powsta naraz przygitym, cichym ruchem i zbliywszy si do brzowej 
Psychy, stojcej obok biurka, naoy binokle i j gadzi pieszczotliwie jej cudnie wysmuk 
ldwi. 
 Przepikna, najwyszy wyraz uduchowienia!  szepta prowadzc z luboci do po jej 
przeczystych, dziewczcych ksztatach. 
 Sprawa pierwsza: prosz mr Zenona o uczestniczenie w naszym jutrzejszym seansie  
przeczyta w notesie, siadajc na dawnym miejscu. 

37 



 Niezmiernie jestem ciekawy i sprawy drugiej!  sili si na uprzejmo. 
 Przepraszam.  Znowu si przesun przyczajonym, kocim ruchem do miedzianego posku 
Antinousa, stojcego w rogu na tle jedwabnej, jasnofiokowej draperii. Pogadzi go 
rwnie po biodrach, pstrykn paznokciem w kolano, a mied zadzwonia, i siadszy z powrotem 
przeczyta:  Prosz mr Zenona, aby skoni mr Joe do wzicia udziau w tyme seansie 
 skoni gow wlepiajc swoje rybie, w czerwonych obwdkach oczy w porcelanowe 
figurki, stojce na kominku. 
 auj bardzo, ale musz panu zrobi zawd, bardzo przepraszam, ale na seansach nie 
bywam i spirytyzmem si nie zajmuj; byem wtedy jedynie na prob Joe. 
 Bdzie i miss Daisy  wtrci niby od niechcenia, uciekajc z oczyma. 
 Bdzie!  zawaha si przez chwil  co za do Joe, to zupenie nie obiecuj wpywa na 
niego w tym kierunku, sdz nawet, e i tak ju jest za bardzo pochonity spirytyzmem. 
 Niestety, ale to dawniej, bo od przyjazdu Mahatmy porzuci dawne wite zasady i bra-
ci... O, z mr Joem jest obecnie bardzo le, bardzo... pan wie?... 
 O niczym i zupenie! 
 Nie jest to tajemnica, mwi o tym, cho z boleci, mog, ale jeliby pan sucha nie 
chcia, jeliby...  i jka si lkliwie. 
 Przeciwnie, Joe obchodzi mnie bardzo  zaniepokoi si jego trwonym gosem. 
 Oto wda si w fakirskie eksperymenty, sposobi si po prostu pod przewodnictwem Mahatmy 
na joga. Dawno si pan z nim widzia? 
 Trzy dni temu. Mylaem, e wyjecha, bo w domu go nie ma. 
 Z pewnoci jest! Od dwch dni siedzi zamknity, siedzi na jednym miejscu bez ruchu, 
bez wody, bez poywienia i siedzie ma dotd, dopki samego siebie nie zobaczy, dopki si 
nie rozdwoi... Eksperyment niebezpieczny. 
 Z przeraeniem to sysz, nic mi nie wspomina o takich praktykach. 
 Mymy si dowiedzieli o tym dopiero wczoraj na seansie. Miss Daisy nam zakomunikowaa. 
 Ale, choby mi przyszo drzwi wyama, a dostan si do niego, musz go wyrwa z 
obdu. Bardzo dzikuj panu za wiadomo. 
 Strwoeni jestemy o niego, nikogo z braci nie przyjmuje, zerwa ju z nami wszystkie 
wizy, a przy tym, jeli wpadnie w moc miss Daisy... 
 To co?  porwa si nagle strwoony. 
 To moe by zgubiony na wieki!  szepn pospnie mr Smith ogldajc figurki porcelanowe 
na kominku. 
 Wic kime jest, na Boga, miss Daisy? 
 Tajemnica... nikt o tym nie wie... i nie naley pyta...  prawie zakrzycza zatykajc sobie 
uszy, by nie sucha pyta. 
 Dlaczeg tajemnica? Mnie si ju po prostu jakim szalbierstwem zaczyna wydawa taka 
sztucznie robiona tajemnica! 
 Strze si jej odkrywa! S pewne rzeczy, ktrych si nie mona dotyka zwyk ciekawoci, 
bo mszcz si! Jeste niewierny, wic jak dziecko bawisz si pomieniem, nie wiedzc, 
e moe ci pochon w kadej chwili... O, bardzo ostrzegam: trzymaj si z dala miss 
Daisy! To ogie zowrogi. My sami si jej obawiamy... zjawia si na seansach i robi cuda, o 
jakich nikt nie marzy, odkrywa rzeczy wstrzsajce i gosi takie prawdy, e... e mamy powody 
do obaw... mamy powody lka si jej mocy i podejrzewa, e nie jest to wysanniczka 
Pana, a Jego... moe nawet wcielenie... 
 Kogo?  zapyta cicho, wstrzsajc si bezwiednie. 
 Bafometa!...  szepn trwonie i wyjwszy z kieszonki w kamizelce szczypt soli, sia 
ni dokoa zabobonnie. 
 Bafometa?  powtrzy Zenon nic nie rozumiejc. 
38 



 Cicho, nie wymawiajmy tego imienia wicej! Boe!  krzykn naraz gono, padajc na 
krzeso, bo rozleg si bliski, wstrzsajcy ryk pantery. 
Zenon wybieg na korytarz, bo wydawao mu si, e to tu pod jego drzwiami zawya Bagh, 
ale korytarz by zupenie pusty. 

 Musi rycze w klatce, moe godna!  tumaczy usiujc zachowa spokj. 
 Nie, nie, w tym by musi jaki znak porozumienia, bo zreszt ja nie wiem, czy Bagh jest 
tylko zwierzciem, nie wiem... 
 A czyme jest? chyba nie samym Bafometem?  zawoa urgliwie. 
 Cicho... cicho... nieszczsny, ani wiesz, e tak wymwione imi moe w tej chwili stao 
si dla kogo mierci, nieszczciem lub chorob. 
 C to? Porywa na rogi i ponosi na Blankenberg?  drwi zoliwie. 
 Wszystko jest straszn zagadk. Dokoa nas ley mrok, w ktrym czyha lk i mier 
wieczna! S sowa zabijajce, s imiona, od ktrych dwiku rozpadaj si wiaty, s yczenia, 
ktre si staj bez naszej woli, s takie myli, od ktrych ruch gwiazd zaley! Bdzimy 
po omacku w wiecznym mroku, jak lepi od urodzenia, a po dzie wyzwalajcej mierci, jak 
lepi, czepiajcy si z rozpaczn wiar kurzawy gupich faktw i woajcy wielkim gosem: 
nie ma nic poza nasz lep gupot! Ale wiat przejrzy, bolenie przejrzy! Niech kamienuje 
prorokw, niech si pastwi nad wasn dusz; i tak zbawion by musi ca si naszej wiary i 
pragnie, bo my go wyprowadzim z odmtw, wywiedziem z niewoli grzechw... nasza 
prawda zbawi wiat! Ale tymczasem jeszcze Tamten panuje i rzdzi wiatem, jest we wszystkich 
sercach, czyha i toczy miertelny bj z Bogiem  szepta gorco, powstajc z miejsca. 
 Stare, rozwiane podania, pomare dawno mumie symbolw, zmartwychwstajce w najtrzewiejszym 
wieku i wrd najtrzewiejszego z narodw, odwieczna tsknota dusz za istnieniem, 
odwieczny strach przed mierci... 
 Czyta pan Izys odsonion?  zapyta niespodzianie mr Smith. 
 Czytaem, a raczej Joe mi j wykada i doszedem do wniosku, e Bawatska jest najzwyklejsz, 
ordynarn nawet szalbierk, a ta jej ksika stekiem bredni i kamstw wiadomych, 
spekulujcych na dobrej wierze i naiwnoci ludzkiej! 
 Najwiksza kobieta, jak rd ludziki wyda, pierwsza wita naszego kocioa, a pan j 
sdzi niby jak uliczn szarlatank  jkn. 
 Bardzo przepraszam. Takie wraenie wyniosem z opowiadania o niej. 
 Rcz, e wielbiby pan j jak i my wszyscy. Przyjechaa par dni temu do Londynu. Jutro 
przyjdzie do loy wraz z pukownikiem Olcottem. Chtnie pana wprowadz, seans bdzie 
nadzwyczajny, maj by aporty od samego Dalaj Lamy z Tybetu... ona jest najwikszym medium 
na wiecie! 
 Dzikuj, jestem ju syty cudw. 
 Boe, co za blunierstwo. 
 Tak, bo c, e ujrz cud, kiedy nie wiem, c mi cud tumaczy? 
 Tak, pan bardzo nie wie, bardzo. Przepraszam, pomimy t kwesti. Musz i, ale moe 
pan zechce powiedzie Joe, e Ona pragnie go ujrze jak najprdzej. 
 Nie wiedziaem, e znaj si osobicie. 
 O, dawny kult Joe, jeszcze z Bengalu  szepn mr Smith, powlk lubienymi oczami po 
Antinousie i wyszed. 
Zenon za pobieg piesznie na drugie pitro do mieszkania Joe, wielce zaniepokojony o 
niego sowami mr Smitha; ale dugo si dobija, nim w kocu otworzy mu drzwi wysoki, 
cynamonowy Malajczyk, pikny jak Antinous, z wosami po kobiecemu zaplecionymi w warkocze 
i upitymi na gowie, w ktrych byszcza wysoki, zoty grzebie, wysadzany szmaragdami. 


 Mr Joe nie ma w domu  twierdzi stanowczo, nie wpuszczajc go do rodka. 
39 



 Musi by, poniewa dzisiaj mielimy si zej tutaj, a od dwch dni przecie nie wychodzi 
z domu.  Uywa podstpu, by si tylko dosta do mieszkania. 
 Nie wiem, ale tutaj pana nie ma wypisanego, a s wszyscy, jakich miaem wpuci.  
Pokaza kartk, poznaczon hieroglifami. 

 Widocznie zapomnia wpisa, wszak znasz mnie i wiesz, e zawsze przychodz bez meldowania. 
 Kiedy ofiara ju si rozpocza... 
 Spniem si...  zupenie nie rozumia znaczenia jego sw. 
 Nie mona... nie...  broni si coraz sabiej, nie wiedzc, co pocz, bo dobrze wiedzia 
o jego przyjani z Joe, ale mr Zenon, nie zwaajc ju na jego opr, prawie si wszed do 
przedpokoju. 
Malajczyk podrapa si frasobliwie za uchem, zamkn drzwi na cay system zatrzaskw i 
wprowadzi go do bocznego pokoju, gdzie na niskim stole, w siedmioramiennym, miedzianym 
wieczniku, palio si siedem wysokich, woskowych i tych wiec, dokoa pod cianami 
stay szerokie sofy, pokryte tym jedwabiem, ciany rwnie zociy si gorcym tonem 
chiskich jedwabiw, zahaftowanych zotymi smokami. 

Malajczyk poda mu dugi, cienki jak pajczyna, przejrzysty jak woda woal barwy fiokowej 
i otworzy drzwi do ssiedniego pokoju. 

Zenon mi w doniach szeleszczc przedziwnie mikk materi, nie miejc zapyta o 
nic, aby si nie zdradzi, e do wtajemniczonych nie naley, dopiero gdy sucy wyszed, 
poruszy si z miejsca. 

 Co to wszystko znaczy? Co za ofiara rozpoczta?  myla rozgldajc si ze zdumieniem, 
nigdy bowiem nie by w tej czci mieszkania, nawet si nie domyla jej istnienia... 
Zajrza przez uchylone drzwi do ssiedniego pokoju, ale si cofn, ciemno tam byo zupenie, 
cay by jakby poprzegradzany parawanikami. Wzi wiec i poszed w gb mieszkania, 
przechodzi pokj za pokojem; wszdzie panowaa ciemno, pustka i cisza, nigdzie ani ladu 
ludzi, dopiero w pokoju, w ktrym odbywa si seans, dosysza jakie przyduszone, niewyrane 
szmery, jakie jki, jakby spod ziemi wychodzce... czasem co jak krzyk mdlejcym 
echem si rozlega i gucho zapadao wszystko. Zatrzyma si strwoony, nie mogc poj, 
skd te gosy si dobywaj, w pokoju bowiem pusto byo jak wszdzie, tylko przez szyby 
zaglday cienie drzew i brzaski dalekich wiate zotymi pajczynami pezay po szkle. 
Po chwili te niewytumaczone gosy znowu zadrgay i jako bliej, wyraniej, prawie tu 
przy nim, e odskoczy przeraony, wieca mu zgasa, otoczya go ciemno, ale dopiero wtedy 
rozpozna, e to od okrgego pokoju pynie ta stumiona, dziwna wrzawa; odszuka drzwi 
i otworzy je bez szmeru, ale jeszcze za nimi wisiaa gruba i cika zasona, gosy spltane z 
dwikami muzyki, zabrzmiay tak blisko, e odchyli nieco zasony, popatrzy nagle osupiaymi 
oczyma  i cofn si przeraony... 

Prawie uciek z powrotem do seansowego pokoju, zapali papierosa i przytknwszy czoo 
do szyby, trzewi si jej chodem i rozrnianiem drzew w ogrodzie. 

 Dobrze widz, to tu ja... czuj chd... wiem, gdzie jestem... musz by przytomny...  
myla wolno, bo to, co tam ujrza, runo na niego obdnym strachem. 

 Widziaem, ale to niemoebne... musiao mi si zdawa... jakie uderzenie na mzg...  
rozmyla trwonie, z trudem wydobywajc si jakby z szaleczego snu. Dopiero po duszej 
chwili, zupenie uspokojony, utwierdziwszy si, e jest przytomny, poszed tam znowu i zajrza 
trwonie. 

Okrgy, wielki pokj ton cay w agodnej, bkitnawej wiatoci, bkitny dywan zaciela 
posadzk i bkitne byy guche, bez okien, ciany, pokryte gdzieniegdzie witymi 
zgoskami, malowanymi zotem; z brzowej, greckiej lampy, zwieszajcej si od sufitu, rozleway 
si przyciszone, mgawe brzaski, a w tym sennym nieco pwietle, w tym ksiycowym 
lnieniu, jakby gdzie w nieskoczonociach, przewietlonych drganiem gwiazd, wrd 

40 



upajajcej woni orchidei, zwieszajcych si ze zotych koszw, stojcych pod cianami, 
wrd sodkich dwikw jakich nieznanych instrumentw poruszay si jakie widmowe 
postacie bose i prawie nagie, bo zaledwie owiane barwnymi mulinami, jak woda przejrzystymi; 
tylko twarze i gowy mili osonione szczelnie, jaki potpieczy korowd mar taczcych 
rozchwianym, bezadnym i dzikim krgiem i smagajcych si dugimi wiciami zielonych 
bambusw. 

Joe siedzia w porodku na dywanie, nagi cay, zgity we czworo, nieruchomy, zapatrzony 
tpym, jakby zamarzym wzrokiem, by jak trup guchy na wszystko; lepy zgoa i nieczuy 
na ten wir wzburzony, toczcy si dokoa coraz szybciej tcz barw rozwianych i gosw 
schrypnitych, i wistw bolesnych, i tcz cia biaych, falujcych spod oson tak nikych, e 
zday si tylko pajczynami, oroszonymi wiatem. 

Siedem kobiet i mczyzn kryo dokoa w obdnym, mistycznym tacu, smagajc si 
zaciekle wrd nieprzytomnych krzykw i paczw spazmatycznych; biczowali si z upojeniem 
mki, ze wit dz ran i blw, z ofiarnym szaem mczestwa, biczowali si nawzajem, 
gdzie kto kogo dosign, zwarci w cib wrzc, w szalecze koa, taczajce si z 
krzykiem, olepe, pijane szaem, miotajce si konwulsyjnie, bezprzytomnie... Rzgi wistay 
coraz szybciej, ruchy staway si ju niepochwytne, czerwone prgi jak we wiy si 
coraz gciej po biaych ciaach, krew tryskaa... a chwilami kto pada ze strasznym krzykiem 
i peza do ng Joe, caowa jego nagie stopy nie baczc, e cay ten wir przewala si po 
nim, tratuje, rozgniata i leci dalej; to znowu kto wyrywa si z szaleczego koa, bi gow o 
cian, krzycza nieludzko, okropnie, obkanie i pada jak martwy na ziemi. 

Naraz wszyscy padli na twarze i zerwa si wstrzsajcy chr miertelnie zmczonych gosw, 
chr modlitewnych baga i aosnych, zawych jkw: 

 Za grzechy wiata we mk nasz! 
 Za grzechy wiata we krew nasz! 
A potem rzucili si do biczowa w jeszcze sroszym, bardziej ekstatycznym szale; groza 
przepenia pokj, sta si tylko bezprzytomny chaos krzykw, zapachw, dwikw niewidzialnej 
muzyki, bolesnych smaga, spltany wir cia, ociekajcych krwi, lepa furia, straszny 
sabat dusz optanych, wstrzsanych dreszczem obdu i mierci. 

Zenon sta przy zasonie, jakby wgrony w drczcy i nieprawdopodobny sen, bdzi 
oczyma, sucha, a uwierzy jeszcze nie mg... przymyka oczy, szczypa si w rce, sprawdza 
swj stan, ale ta krwawa, szalecza wizja nie znika. 

Dopiero po tym hymnie, zrywajcym si kilkakrotnie, zrozumia, e to, co si dziao przed 
jego oczyma, byo najrealniejsz rzeczywistoci. 

Prbowa rozpozna kogo, ale adnej twarzy nie mona byo wyrwa spod zasony, tylko 
po wysmukych ksztatach, po stromych piersiach i dugiej, abdziej szyi, i po rudych kosmykach 
na olniewajco biaym karku domyla si miss Daisy. 

Nie wierzy, ale przeczuwa, e to ona, chwilami nawet zdawao mu si, e gos jej rozrnia, 
wtedy zamiera w sobie w jakim dzikim, wprost nieludzkim blu i owadao nim takie 
szalestwo, e chcia si rzuci do niej, wyrwa j spord szalecw, unie daleko, caowa 
jej rany i zbiera gorcymi ustami strugi krwi spywajce po nogach. 

Opanowa si jeszcze w por, ale czu, e go ogarnia gorczka i krwawy sza biczowania i 
ran, e dzika i lubiena dza krwi rozpra si w nim do skoku jak godna pantera, e chwila 
jeszcze, a nie powstrzyma si od rzucenia... wic ca nadludzk si woli wyrwa si i ucieka, 
gnany furiami zgrozy i strachu. 

Ani wiedzia, jak i kiedy si znalaz w rodku miasta, na jakiej szerokiej ulicy, wrd rozkrzyczanych 
tumw i gorczkowego zamtu. 
Olepiajce wiata soc elektrycznych, transparenty na balkonach, wstrzsajce krzyki 
tumw, szalony ruch i zgiek, bezadne piewy tworzyy z ulicy jakby rzek potn i wzbu


41 



rzon, w ktr wpad ca si bezwadu, na samo dno, nie rozumiejc zgoa, co si dzieje 
dokoa i gdzie go niesie ta rozkoysana fala ludzka... 

A tumy wci si zwikszay, pyny zewszd jak lawina, pary si zgiekliwymi potokami 
z bocznych ulic, zalewajc ca Oxford Street nieprzeliczon cib falujc i rozkrzyczan; 
tysice gazet powieway nad gowami, setki cabw i omnibusw wstrzymanych 
chwiay si nad gszczem gw, a prawie z kadego jaki czowiek krzycza usiujc zapanowa 
nad nieustannym wrzaskiem, tysice kapeluszy podnosiy si w gr i tysice gardzieli 
ryczay z caej mocy, bez przestanku, a chaos jeszcze si wzmaga, bo huczce potne gosy 
trb zbliay si z gry ulicy; ale Zenon nie sysza tego wszystkiego, bo mu przed oczyma 
wci taczyy nagie, okrwawione ciaa i sysza wist bambusw nad sob, e kurczy si 
bezwiednie, jakby chcc unikn ciosw, i wci przyczajonymi trwonie oczyma ledzi jej 
dug szyj i wymykajce si spod zasony kdziory rudych wosw... 

 A moe to nie ona?  pomyla naraz, odrywajc si z trudem od wizji  przecie nie 
mam adnej pewnoci, zdawao mi si tylko, przeczuwaem j po wosach rudych i po figurze... 
gupstwo, tysice musi by podobnych do niej w tym tumie... Wic i tam moga by 
podobna... ale moga by i ona sama?... 
Zacz si w nim guchy bj, bj srogi, zy i podstpny, bo ca moc serca broni si od 
przypuszcze, ale ju sama myl, e ona moga by wrd tej optanej, biczujcej si gromady, 
napawaa go dzik mk, nieopowiedzianym udrczeniem... a gos podejrze, gos zawistny 
i zy, wzmaga si w nim i sycza jak we. 

 Kt wie, kto ona? Kt wie?  rzuci sam sobie urgliwie i z pogard. 
 Awanturnica, medium uywane do rnych eksperymentw  dodawa smagajc si coraz 
okrutniejszymi przypuszczeniami.  A zreszt, c mnie to obchodzi, moe si biczowa, 
kiedy chce, moe si nawet zatuc. Mam tego dosy...  i naraz zapomnia o wszystkim, bo o 
par krokw wychylia si z tumu gowa tak podobna do Daisy, e rzuci si do niej, ale 
przepada w toku; bo wanie w tej chwili tum si zakoysa gwatownie, orkiestra bowiem 
nadchodzia, trby zabrzmiay przeraliwie i hymn krlowej run z wszystkich piersi i hucza 
jak orkan. 
Oprzytomnia zupenie, przyparty do ciany, e omal mu ebra nie popkay, dowiadujc 
si rwnoczenie, i to zwycistwo nad Arabim-basz tak entuzjazmowao tumy, e cay 
Londyn jakby si upi radoci. 

 A niech was diabli z waszymi zwycistwami!  zakl z wciekoci, ledwie trzymajc 
si na nogach, popychany zewszd, gnieciony i wakowany po cianach jak kloc, bo tum 
pcha si bezmylnym pdem za orkiestr. 
Wreszcie udao mu si przedosta do uliczki poprzecznej, gdzie mg odetchn i zebra 
nieco myli, ale nie wiedzc, co zrobi z sob, miertelnie znuony powlk si jakimi pustymi 
zaukami; szed, aby i, aby dalej, aby gbiej zanurzy si w miasto i uciec od tych 
strasznych przypomnie, od samego siebie i od ludzi; ale dugo jeszcze jak odgosy burzy szy 
za nim rozhukane gosy tumw i wrzaskliwe dwiki trb... 

I nie zapomnia o niczym, przyszo mu na myl, e jako niedawno mwiono mu w klubie 

o istnieniu sekty spirytystycznych biczownikw. mia si wtedy i nie wierzy. A teraz! 
Sprawdzi wasnymi oczyma. 
Wszak Joe by tam wrd nich i ona! Wzdrygn si i znowu go ujrza przed sob, nagim, 
skulonym, znowu ujrza okrwawione ciao Daisy i te jej cudne strome piersi, pocite krwawymi 
prgami... Ach, kada z tych ran gos miaa swj, krzyczaa mu w sercu boleci i alem, 
czu je w sobie, paliy go i zaleway yw, ciep krwi, smagay szalestwem. 

Z wciekoci roztrca przechodniw i zacz biec jak wariat, a ludzie przystawali, a jaki 
policjant popdzi za nim; ale on bieg coraz prdzej, gnany tym wistem bambusw i jaw 
jej okrwawionego ciaa, e tylko wycign rce i schwyta. 

42 



Dopiero Tamiza zagrodzia mu drog, a ubezwadnia ciemno i cisza panujce na wybrzeu, 
siad bezwiednie na jakich schodkach wiodcych do rzeki, pod nim pluskaa woda 
obryzgujc mu twarz zgorczkowan, a niekiedy w ciemnoci powstaway z sykiem fale, 
chwiejne i dugie jak we, i szy cicho obejmowa mu stopy; nie czu tego, zapatrzony w 
ciemnoci. 

Czarne, ruchome masy wd przewalay si w nieprzeniknionych mrokach, z pospnym 
szumem, bekotay gucho i trwonie i pyny wci, bezustannie, jakby w wiecznej pogoni i 
w skardze wiecznej na trud nieustanny, na trud niemiertelny. 

Nie byo nieba ni gwiazd, tylko przyblake uny tliy si rdzawym, wilgotnawym pyem 
nad miastem; woda pusta bya i cicha, po zgubionych, niedojrzanych wybrzeach byskay 
latarnie chwiejc si jak kwiaty czerwone i zote, a dalekie mosty huczay sennie i poyskiway 
ukami kolorowych wiate na rozdrganej, zaspionej rzece. 

Czasem statek jaki przesun si wskro ciemnoci, zamajaczy rozgorzaymi oknami i 
przepada jak to, czego nigdy nie byo. 

A niekiedy z miasta napyway osabe echa zgiekw i wiony drganiami sypkimi i martwe 
paday na wod; to wiatr jaki hukliwy, niesforny, przejty zgnilizn i botem, wydziera 
si z ulic, zatoczy jak pijany i peza po wybrzeu do nagich drzew stulonych w ciemno... i 
potem dugo, dugo sycha byo ich dygot bolesny i cichy, kajcy pacz... 

Zenon siedzia jak martwy z wyczerpania i tak zagubiony w sobie, a daleki od rzeczy zewntrznych, 
e cho do czsto rozlegay si jakie kroki po granitowych wybrzeach, nie 
sucha ich zupenie, nie wiedzia i o tym, e ju par razy wyaniaa si za nim jaka posta i 
przyczajone, zbjeckie oczy byskay w ciemnociach... 

W tej chwili nie wiedzia o niczym i nie pamita, dusza mu omdlaa i pada w mrok, bya 
jak ta d koyszca si na fali pod jego stopami, martwa i pusta... Sysza tylko ciche i 
trwone szmery wd, jakby senne szepty wasnego serca, czu w sobie rozpocieranie si nocy 
nieprzeniknionej, nocy kojcej i penej cichego paczu drzew zzibnitych, bolesnych szamota 
wody i dziwnej, nieopowiedzianej tsknoty. 

Zdao mu si, e ley wpord fal i pynie w nieskoczono zatraty i zapomnienia, e jest 
ju tylko tym nieutulonym, aosnym paczem, a noc obejmuje mu rozpalon i cik gow 
chodnymi, matczynymi rkoma i koysze pieciwie, koysze upajajcym, sodkim ruchem i 
piewa jak pie zapomnian, pie dziecistwa i umarej tajemnicy... 

Byby tak moe przesiedzia noc ca w tej radosnej zagubie siebie, gdyby si nie rozleg 
nad nim surowy i grzmicy gos. 

 Radz std i, zimno tutaj i niebezpiecznie. 
 Ale cicho i dobrze!  odrzek niechtnie, powstajc, bo policjant wzi go pod rk i 
uprowadza daleko od rzeki. 
 Czy i utopi si nie pozwalacie nikomu?  zapyta ironicznie. 
Ale policjant doprowadzi go do owietlonych ulic, obejrza i oddali si bez sowa. 
 Gdyby mnie aresztowa, nie potrzebowabym wraca do domu  myla wahajc si 
przez chwil, czy nie i za nim i nie prosi go o to jak o ask najwiksz, ale policjant ju 
znikn. Pozosta sam, bezradnie rozgldajc si po pustej uliczce, nie chciao mu si i do 
domu, nie chciao mu si i nigdzie; ot, chtnie siadby pod pierwsz lepsz cian i tak pozosta, 
i gdyby nie pisk szczurw, przebiegajcych rynsztokami, ktry go przej obrzydzeniem, 
byby to zrobi z pewnoci. 
Powlk si dalej, poczuwszy naraz, e jest mu niezmiernie zimno i e mu si chce je. 

Na Strandzie byo ju prawie pusto, tylko niekiedy z szynkw lub bocznych ulic wytaczay 
si gromady pijanych i zaczynay piewa chrapliwie, wikszo sklepw bya zamknita, ju 
byo do pno; stay tylko otworem niezliczone bary, a po trotuarach spacerowao peno 
wymalowanych kobiet, zaczepiay go ustawicznie spojrzeniami, a mielsze bray wprost pod 

43 



rami, odcigajc w ciemne uliczki; odsuwa je bez sowa, ale agodnie, szukajc, gdzie by 
wej, aby si nieco posili. 

Zaglda do wielu szynkw, ale straszyy go te wntrza buchajce alkoholem i pijack 
wrzaw, e cofa si i znowu szuka. 

Ulic snuo si do podejrzanych i dziwnych postaci, latay jakie sowa, rzucane z cieniw, 
to zbieray si w bocznych, ciemnych zaukach tajemnicze gromadki, a pomidzy nimi 
uwija si jaki stary, siwy czowiek i roznosi czerwone i zielone kartki ze witymi sentencjami, 
goszcymi o habie kalania ciaa rozpust, umiecha si smutnie i piesznie znika, 
by jaka pi nie spada na jego garb. 

Przeszed na drug stron ulicy, bo tam w ciemnych zagbieniach domw, pod licznymi 
teatrami, przed owietlonymi jeszcze kantorami pism, gdzie si tylko gromadzio wicej ludzi, 
skd tylko wyzieray czatujce sylwetki dziewczyn i rozlegay si wabice psykania, ukazywaa 
si wysoka, czarno ubrana kobieta, odwanie rozdajca wszystkim wite sentencje, a 
nieraz czaia si wprost w jakim cieniu i nagle zastpowaa drog parom, chwilowo skojarzonym, 
nie baczc na obelgi, szturchace i plugawe, okropne wymylania, jakimi j co 
chwila obrzucay rozwcieklone dziewczyny; przyjmowaa je z pokor, pochylaa gow i sza 
dalej niestrudzenie, czynic wite dzieo miosierdzia i litoci. 

Zenon zatrzyma si przed ni, wycigajc rk, podniosa na niego blad, pikn twarz, 
podajc mu ca gar kartek. Przemwi niemiao: 

 Sieje pani niestrudzenie dobre sowo. 
 Grzeszna byam. Pan mnie owieci i podnis z dna haby, przeto ywotem swoim pokut 
czyni...  odpara z surowym namaszczeniem. 
 Naley pani do Armii Zbawienia? 
 Jestem z kocioa Pogromcw Grzechu. 
 Z kocioa, chccego zwycia zo sentencjami!...  ironia zadwiczaa mu w gosie. 
 Jeli one nie nakarmi duszy, i chleb podany stanie si im kamieniem. 
 A kt je wybawi z ndzy!... 
 My, panie, nasz koci, niszczcy zo a do dna i walczcy dobrem... Oto szczegy i 
wykazy naszej dziaalnoci.  Podaa mu wsk broszurk. 
 Nie obawia si pani obelg ni niebezpieczestwa? 
 A ze mn jest Pan!... 
 By moe, ale jest pani tak moda, pikna i bezbronna  szepn mimo woli. 
Zmierzya go pospnie czarnymi, ogromnymi oczyma. 
 ,,Pikno twoja to pozr, ktrym szatan przywodzi ci do grzechu, to maska kryjca 
cuchncego trupa, wic j znienawid i daj w pogard samemu sobie  powiedziaa fanatycznie 
i odesza. 
Wzruszy ramionami i nie wahajc si ju, wszed do pierwszego z brzegu szynku. 

Przed bufetem, okutym byszczc miedzi, stay dwie dziewczyny, wystrojone jaskrawo; 
nie zwracajc uwagi na ich zaczepne sowa, poszed na wielk, nisk sal, poprzegradzan 
niskimi przepierzeniami, e tworzya szereg l odosobnionych, przecitych wskim korytarzem, 
i kaza da sobie je. 

Wkrtce w ssiedniej przegrodzie zasiady dziewczyny, czsto zagldajc do niego przez 
wierzch, ale nie zauway tego, jedzc popiesznie i gsto zapijajc. 

Prawie nigdy nie pija, wic teraz odczuwa dziwnie bolesn i dranic rozkosz wyprniajc 
kieliszek po kieliszku; uspokajaa go wdka, znuenie ustpowao, bezwadna myl 
rozjaniaa si z wolna jak zarzewie, a caego przejmowao kojce ciepo. 

Upija si prdko, dolewajc sobie bez pamici, ogarniaa go cicha rzewliwo i boga, 
rozkoszna ociao, umiecha si sam do siebie gupim, pijanym miechem... 
A szynk porykiwa chwilami pijackim gwarem, przez cienkie przegrody rway si szczki 
butelek, pijane mamroty, schrypnite krzyki dziewczyn i buchay niekiedy brutalne, ohydne 

44 



wrzaski, dymy z fajek i cygar przysaniay wiata gryzcym tumanem, a obrzydy zapach 
dymu rozwczy si po sali; ale Zenon nic ju z tego nie czu, nie sysza, objo go bowiem 
takie pijackie rozrzewnienie, e chciao mu si paka nad samym sob, poczu nagle niezmierny 
ciar samotnoci i opuszczenia, niezmierne oddalenie od jakiego ycia, ktrego nie 
mg sobie teraz przypomnie, a przy tym by ju tak pijany, e si nie mg porusza, pooy 
gow na stole i usiujc sobie co przypomnie zapada w gorczkow drzemk, budzi 
si z niej niekiedy, prbowa wsta i znowu spa. 

 Panie, pjdziemy razem!  szeptaa jedna z dziewczyn wchodzc do zagrody. 
 Czego, co?  wybekota po polsku, nie rozumiejc, skd si wzia. 
 Pan Polak? Rzia! Chod tutaj, mr jest Polak!  nawoywaa zdumiona. 
 Tak, czego chcecie? Prdko... prdko... 
 No, nic... niczego... mymy ju sze lat nie syszay po naszemu... my tu zaraz... Na 
Dorham Street... tam bymy pogadali po naszemu... niech pan pjdzie... 
Obsiady go, ale umilky, oniemielone jego wynios, dumn twarz i milczeniem, a moe 
i jakim utajonym w gbi serca wzruszeniem, dziwnie radosnym, jakie owadno nimi na 
dwik prawie zapomnianego jzyka, na dwik sw, co wskrzeszay nagle dawno pomare 
wspomnienia... 

Otrzewia nieco, wstrznity tym spotkaniem nieoczekiwanym, kaza dla nich poda je 
i pi, zmuszajc je prawie do jedzenia, bo si usilnie wymawiay nie miejc si przyzna do 
godu i wzruszone niezmiernie jego dobroci, lecz wreszcie day si namwi zabierajc si 
do apczywie do krwawej baraniny, ale co chwila przestaway podnoszc trwoliwe, badajce 
a wdziczne oczy, bo troskliwie podsuwa im talerze i nalewa kieliszki rozmylajc na 
p przytomnie, o czym by mwi z nimi. Dziewczyny za odzyway si niekiedy zawstydzonym, 
pokornym gosem, mieszajc bezwiednie sowa angielskie z polskimi, o przykrym akcencie 
argonowym. 

Obie byy jeszcze do mode i przystojne, ale tak wymalowane, wyrowane, obwieszone 
faszywymi kosztownociami, zautomatyzowane w bezczelnych ruchach i pozach, zmartwiae 
w rysach, e sprawiay wraenie figur woskowych jakiego podwrzowego panopticum, wyszarzaych 
poniewierk i miertelnie znuonych pod mask bielida, bo w oczach podczernionych 
i wyzywajcych tai si wyraz wiecznego lku i dugich lat godu i haby. Zrzuciy 
okrywki, prezentujc z pewn bezwiedn dum swoje mieszne stroje, pene wiecide; jedna 
z nich, wysza, bya do gboko dekoltowana. 

Drgn naraz, dojrzawszy na jej plecach czerwon prg jakby od bata. 

 Skd jestecie?  zapyta przypatrujc si nieznacznie. 
 Mr jest sam dziedzic? Prawda? 
 Znam, znam!  odpowiada mylc o tej dziwnej prdze. 
 Pan zna Kutno? Rzia! Mr zna nasze miasto!  wykrzykna zdumiona. 
 Cicho, Salcia, bo moe mr jest sam dziedzic?  uspokajaa j przezornie. 
 Mr jest sam dziedzic! Prawda? 
Skin potakujco nie rozumiejc pytania, nie mogc oderwa oczw od tej czerwonej prgi, 
przeniesiony rozbysym nagle przypomnieniem tam, w szalecze koo biczownikw, a 
one, rozradowane, wzruszone do gbi, omielone ju, zaczy opowiada na przemian o tym 
miecie rodzinnym, wyryway sobie z ust przerne szczegy, rozbudzay wspomnienia, 
stajc w olnieniu szczliwoci wobec jakich dni nagle wyonionych z pamici, wobec lat 
przepadych w kurzu poniewierki, a zmartwychwstajcych teraz radoci sam i szczciem. 
Przestay je, wrzeszczay coraz goniej, miay si jak dzieci, upijajc si wspomnieniami i 
wdk, ktrej ju sobie nie aoway, zryway si z miejsc i zmczone, rozgorzae, nabrzmiae 
zami, zapominajc o nim, o sobie, o caym wiecie, oszalae zgoa, przycichy naraz, wybuchajc 
dugim, aosnym paczem, ale i wtedy nie przestajc snu wspomnie przezawionych. 


45 



 Ty, Salcia, pamitasz dziedzica? Pamitasz: on mia cztery konie czarne jak smoki, karet 
jedzi, co si wiecia jak lustro? Pamitasz? 
 A ty pamitasz, Rziu, dom pana burmistrza?... 
 Ja bym nie pamitaa! To nie dom, to paac! Poka mi taki paac w Londynie! Na caym 
wiecie nie ma takiego drugiego! 
 A ty pamitasz t gr za miastem, a za ni wie? 
Nic z tego nie rozumia ani sysza, ale naraz, budzc si z zapatrzenia, dotkn tej prgi 
palcem i zapyta cicho: 

 Od czego masz ten znak? 
 To... zadrapaam si, to mj narzeczony  dodaa spiesznie pod jego rozkazujcym 
wzrokiem, przyginajc si z trwogi. 
 Nieprawda... .musiaa by tam  sykn nachylajc si do niej. 
 Gdzie? Gdzie ja miaam by?  woaa, przestraszona jego nieprzytomnymi oczyma. 
 Bya... caa ociekasz krwi... caa jeste w ranach... caa w prgach... poka...  szepta 
urywanie, wycigajc chciwe rozdrgane rce; a gdy dziewczyna chciaa ucieka, pochwyci j 
jak w szpony i z byskawiczn szybkoci podar jej stanik i wyupa z niego jej nagie, sinawe 
plecy... 
Opady mu naraz rce bezwadnie i zatoczy si na cian. 

Dziewczyny za, zaskoczone byskawicznoci tego, co si stao, wpady w osupienie, nie 
miejc si ruszy ni podnie gosu, patrzyy zamarym wzrokiem, obkane prawie ze strachu 
i grozy. 

 Nie bjcie si, nie, ja krzywdy wam nie chciaem zrobi, darujcie, nie  szepta, sam 
przeraony tym, co si stao, i oddawszy im, co tylko mia pienidzy, uciek z szynku... 
W hotelu ju wszyscy spali, wiata byy pogaszone, dom obja ciemno i cisza, ledwie 
rozwidnione korytarze cigny si ponurymi tunelami, w ktrych jak przyczajone oczy pantery 
migay si gdzieniegdzie przymione wiateka. 

Pooy si zaraz, ale nie zasn, lea z otwartymi oczyma, daleki od snu, daleki od 
wszystkiego, jakby na dnie ostatecznego zamtu duszy; a na krawdziach lkliwej i rozchwianej 
wiadomoci czaiy si pospne, zowrogie zjawy nadchodzcego jutra-mary, lku 
pene, przepyway mu przez mzg, zatapiajc w nim ostre, drapiene szpony majacze bolesnych. 


 Co si strasznego dzieje ze mn!  to jedno teraz czu tylko i wiedzia. 
Drzwi wchodowe trzasny tak silnie, e si wyrwa z odrtwienia, jakby kto szed przez 
pokj, zatrzeszczaa posadzka i meble zadrgay do gono. 

 Kto tam?  pyta dononie. 
Nie byo odpowiedzi, kroki przycichy, ale jakie rce przebiegy po klawiszach, ciche, 
przebudzone dwiki zadrgay na mgnienie; wyskoczy z ka i chwyci rewolwer. 

 Kto tam?  zawoa znowu i znowu adnej odpowiedzi, usysza natomiast ostry i szybki 
skrzyp pira po papierze i szelest przewracanych kartek... 
Roznieci wiato i rzuci si do pierwszego pokoju, skd szy te odgosy, ale tam nie byo 
nikogo, przeszuka wszystkie kty, zaglda nawet do szaf i pod ko, ani ladu. Prbowa 
drzwi: byy zamknite, klucz tkwi w zamku... Powrci do biurka, nie wiedzc ju, co myle 

o tym, gdy wpad mu w oczy arkusz nutowego papieru, porzucony na rozoon ksik, a na 
nim czerniay jakie sowa, napisane jeszcze nie zaschym atramentem: 
,,Szukaj... id za spotkanym... o nic nie pytaj... milcz... bd bez trwogi... -O-F otwiera 
tajemnice... 
Przeczyta kilkakrotnie, pismo byo wyrane, sztrychy energiczne i widocznie jakby dla 
zwrcenia uwagi szo w poprzek papieru; piro jeszcze mokre leao obok. 

46 



 C u diaba za arty rebusowe, kto mi to nabazgra!  wybuchn, ani na chwil nie 
przypuszczajc czego innego; rzuci papier na biurko i poszed z powrotem do ka, by 
pewny, e uleg zudzeniu, zgasi wiato, okrci si w kodr i prbowa zasn... 
Znowu cichy, ledwie dosyszany dwik fortepianu wion z drugiego pokoju, ta tajemnicza, 
dziwna melodia, ktr sysza wtedy na seansie. 

 Kto?...  ale zamilk, zdawiony miertelnym przeraeniem. 
47 



5 


Mr Zenon ju od trzech dni cay prawie czas przepdza na ulicach. 

Nazajutrz po niewytumaczonym zjawieniu si pisma obudzi si rano, przeczyta znowu te 
sowa zagadkowe, ubra si popiesznie i wyszed. 

I odtd chodzi wci, chodzi bezustannie, nawet spa nie przychodzi do swojego mieszkania, 
jada rwnie, gdzie mu wypado i o ile gd go zmusza. Ba si wraca do hotelu, 
zaglda do niego codziennie, ale tylko po to, aby od odwiernego odebra listy Betsy, ktrych 
zreszt nie czyta. 

Bdzi wci po miecie, ucieka szukajc, unika nie mogc si wyrwa z tumw i przepatrujc 
z najwysz uwag kad twarz spotykan, zagldajc trwoenie w kade oczy i 
drc wiecznym czekaniem, e posyszy jakie sowo, dojrzy jaki znak, zrozumie jakie spojrzenie, 
a wraz stanie si to, co mu byo zapowiedziane. 

Nie zwraca uwagi na zimno, mgy, deszcze ni por; wczy si bezustannie z miejsca na 
miejsce, czsto caymi godzinami wystajc na rogach ulic, to czajc si, pod wystawami obserwowa 
przechodniw, odgadywa w mrokach ich twarze, biegnc na olep za kad postaci 
i za kadym spojrzeniem szczeglniejszym; czasami zachodzi do kawiarni i szynkw 
zatoczonych, aby wypocz, ale skoro przejrza twarze, zrywa si od niedopitej szklanki, bo 
czu, e musi i dalej, musi szuka, musi czeka... 

Szukaj  id za spotkanym, o nic nie pytaj  bd bez trwogi  -O-F otwiera tajemnice 

 brzmiay w nim cigle te sowa bezwzgldnym, mocnym nakazem. 
Najsabsza ch oporu w nim nie powstaa, by jak cios rzucony rk nieubaganego, biegncy 
po swojej linii niepojtej do niewiadomego celu, lepo posuszny i zamary na wszystko, 
co nie byo t ciemn, nieznan koniecznoci. 

A przecie by zupenie przytomny i wiadomy tego, co si dokoa niego dziao, tylko e 
przerwa si w nim wszelki zwizek z przeszym yciem; myla o nim, jak si czasem myli 

o dziwnych opowieciach zasyszanych gdzie bardzo dawno i ju toncych w strupieszaych 
dalach zapomnie. 
 Co si stanie?  myla w rzadkich chwilach wewntrznego przebudzenia i wtedy ca 
moc chcia wyrwa z niewiadomego t jaw jutra. Ale nie rozwiay si mgy, w ktrych bdzi, 
i nie rozerwao si bdne koo lepego biegu za nieznanym, e znowu szuka, znowu 
czeka... 
Kry po City i tam nieraz cae godziny przewala si wraz z cib, porwany przez fale 
tumw, ale obcy im i daleki, i wci czatujcy napronym, godnym spojrzeniem; zaglda 
do muzew, zagbia si w puste, przemike i przemglone parki, bdzi po wybrzeach, 
jedzi wszystkimi napotkanymi omnibusami przesiadajc si bezustannie, zwiedza zatoczone 
teatry i banki, okra Londyn podziemnymi kolejami, by wszdzie, niestrudzenie i bezustannie, 
gorczkowo gonicy za niepochwytnym cieniem, cigle czyhajcy i ufny niezmiernie, 
spokojny i pewny, e znajdzie to, czego szuka... 

Nawet ju policjanci zaczli zwraca uwag na jego twarz blad i oczy bdne, a wci 
szukajce wrd tumw, oczy przenikliwe i puste zarazem, i na jego nieobliczone ruchy, bo 
ju wiele razy rzuca si w pocigu w najwiksz cib powozw i omnibusw, wprost pod 
konie, ale zawsze jakim cudownym trafem wychodzi bez szwanku, nawet nie wiedzc, i 
by w niebezpieczestwie. 

I z wolna, nie spostrzegajc tego, w tej obkanej pogoni za nieznanym, a moe i nie istniejcym, 
zacz traci poczucie nawet tej zewntrznej rzeczywistoci, bo czatujc wci wypron 
do ostatnich granic uwag, przesta spostrzega ludzi i wyodrbnia, wydawali mu 

48 



si jakim potwornym pazem o tysicach gw i ng, wijcym si bezustannie z guchym i 
przeraajcym szmerem... 

A potem i Londyn stawa mu si jak puszcz fantastyczn, guch i martw, a pen 
dziwnych zjaw, pen stawa si rzeczy tajemniczych i strasznych, ktrych nie mg zrozumie, 
czu tylko, e si staj dokoa niego, e s... wic chodzi w ciszy podziwu i niewytumaczonej, 
niejasnej zgryzoty, bo oto zacz spostrzega ukryt przed zwykym wzrokiem 
jakby dusz rzeczy wszelkiej... 

Chodzi po miecie niby po kamiennej, czarodziejskiej bajce, przepenionej wieccymi, 
nigdy nie widzianymi drzewami, a co chwila spostrzega jakie cierpice chore domy, pochylone 
z mki wiekowego trwania, pene ran, jkw i znuenia... czu bolesny dygot drzew, 
potopionych w mgach i konajcych z tsknoty do soca, do rzewicych, wionianych powieww, 
sysza ich jki nie milknce nigdy... nigdy, i zy, spywajce cicho po chorych gaziach. 


Zaduma si przed wie Towru, staa pospnie zamylona, tragicznie ostatnia z dni dawno 
pomarych, ale wyniosa w osamotnieniu i dumnie pogardliwa wobec nowych spraw i dni 
nowych, dni plugawie pezajcych u jej stp niemiertelnego majestatu. 

Ucieka trwonie od paskich, wielmonych a gupich paacw West Endu, ktre miay si 
z niego urgliwie tustymi, bezczelnymi goskami rozsdku, ucieka od skadw olbrzymich i 
sklepw, gdzie zrabowane ziemie wiata caego jczay mczesko. 

Gubi si, zasuchany w leniw gdb parkw omglonych, w niewolniczy, strachliwie 
pody szept ywopotw, wypronych i strujcych, sucha ptakw, przelatujcych w niedojrzanych 
wysokociach i rozkrzyczanych aosn skarg, rozmawia z bezdomnymi psami, 
gnijcymi wrd mietnisk, e wloky si za nim gromadami, a wszdzie i we wszystkim czu 
dusz bolesn, tragiczny przymus trwania, gwat wiecznie ywy, brutaln przemoc losu; nawet 
te kamienie pomnikw w Hyde Parku skaryy mu si na tych, ktrzy je wydobywali z 
praona ciszy na jaw dni nieszczsnych; nawet wody Tamizy, wiecznie gonicej, szumiay 
aonie, a te jakie elazne machiny, porzucone na brzegu, spracowane, ordzewiae, omotane 
i skute przez myl czowiecz, szamotay si bezsilnie, podnoszc ciche skargi na wieczny 
trud trwania. 

A w kocu ju chodzi jak we nie ledwie przypomnianym, rozchwiany w sobie i leccy w 
jak gb jak padajca przez nieskoczono gwiazda. 

Znalaz si bez wiedzy i chci w Westminsterskim Opactwie i dugo, prawie martwy ze 
znuenia, siedzia pod jakim posgiem, nic nie wiedzc o sobie ni o caym wiecie. 

Pusto byo w tych mrocznych, pospnych obszarach katedry; niekiedy kto przeszed nie 
dojrzany i gin, a odgos krokw rozlega si echem pod wyniosymi nawami w przygasym 
wietle witraw, w smutnym brzasku stopionych i konajcych w mroku barw; jakby na wiec 
zebrane majaczyy niezliczon cib marmurw i brzw wszystkie wielkie duchy Anglii, sl 
tej ziemi odwiecznej, cae wieki historii, strupieszae i zapomniane epoki obok dnia wczorajszego, 
nieustraszeni rycerze, zdobywcy, poeci, biskupi, prawodawcy, dusze szczytne i wywoki, 
bohaterowie i kanalie, wieszcze i synni szczekacze parlamentarni, tyrani wiata i bani 
krlw, wici i zbrodniarze, wyklinani przez wieki, cnoty, powicenia i zdrady, cmentarzysko 
wiekw w proch rozwianych, a wiecznie ywe i zapadniajce myl ludzk, kamienne 
przypomnienia wiekw, zebrane w tej prastarej katedrze na niemy sejm, radzcy milczeniem 

o wczoraj, a czekajcy na nowe przysze dni i przysze dusze swoich nastpcw, przeszoci 
rdze i przyszoci. 
Zenon oprzytomnia nieco w tej witej ciszy grobw; posgi zdaway si patrze na niego 
szeroko otwartymi oczyma, pochyla i mwi co cisz gbok, a zadra z trwogi i zacz 
si z wolna przedziera przez te tumy kamienne, wrd coraz grubszych mrokw, do wyjcia. 


49 



Ale w poprzecznej, wyjciowej nawie cofn si prdko midzy tum biaych posgw, ledwie 
widnych w mrokach, bo jaka znana, wysmuka i czarna posta wychodzia z drzwi 
gwnych i przesza, skrcajc na lewo, w wysok, wsk naw, obiegajc prezbiterium; z 
lewej strony, jedna za drug, podobnie cigny si kaplice krlewskie. 

Poszed za ni w mrok; tylko gr, w poczerniaym gszczu gotyckich ebrowa, tliy si 
jeszcze trwonie resztki dnia, ale doem zalegaa ju zupena noc, z gotyckich kaplic, oddzielonych 
kratami, sczyy si ostyge brzaski fioletw, zota i purpur witraowych, w ktrych 
ledwie majaczyy krlewskie oa sarkofagw w ciszy niezgbionej, marzyy nieprzespany 
sen mierci krlewskie pary, w kamienny spokj wgrone smugi wiata tczowym, martwym 
i przygasajcym pyem owieway kamienne profile, zoone sztywnie rce, ciko 
przymknite powieki i twarde, dumne gowy; bera i korony poyskiway pospn barw odwiecznych 
zoce, a na wszystkim lea ciki majestat mierci i kamienny spokj obojtnoci. 


Daisy stana przed jedn z kaplic i wsparta o krat zapatrzya si w sarkofag. 

 Wiedziaem, e musz spotka pani  szepn przystajc obok niej. 
Spojrzaa na niego surowo, jakby okazujc cisz. 
Nie czu ju znuenia, zsun si z jego duszy obdny nastrj jak achman; by znowu 
zwykym, normalnym czowiekiem. 

 A jednak im jest lepiej w krlestwie wiecznej ciszy  szepn znowu. 
 Kt wie? A jeli dusze s przykute do ich wyobrae cielesnych, to musz si bka na 
uwizi materii, musz by tutaj, musz zaludnia te nawy nie dosyszanym przez miertelnych 
jkiem i tsknot oczekiwa, pki trwania tych brzw i marmurw, pki czas nie rozsypie 
wszystkiego w gruzy i nie uwolni ich, nie wrci przeznaczeniu. 
 Byoby to zbyt okropne!  wzdrygn si mimo woli na te obrazy. 
 Kt wie, od czego zaley mier jego lub ycie, co go wie i zbawia? 
 -O-F  wyrzek wolno, prawie mimo woli, jak si mwi nieraz sowa tkwice uparcie w 
mzgu i same pynce z ust. 

Czu, e si zachwiaa i wspara na mgnienie o jego rami, ale nie rozumia powodu. 

Poszli ju w milczeniu dalej, przystajc kolejno przed kaplicami, ktre mrok coraz gstsz 

zasnuwa przyson, e widniay w cichych brzaskach witray, jak przez gszcz len wida 
ostatnie zorze zachodw. 

 Dawno nie widziaam pana  ozwaa si dziwnie mikko, jakby z wyrzutem. 
 Dawno?  zdziwi si przypominajc sobie naraz scen biczowa i wszystkie podejrzenia, 
ktre w tej chwili usilnie odpdza. 
 Ze trzy dni chyba nie byo pana. Mrs Tracy ju si niepokoia. 
 Trzy dni!... nie... wczoraj czy nawet dzisiaj wyszedem... nie... doprawdy pierwszy raz 
mi si to zdarza, e dobrze nie pamitam... 
 Zgubi pan pami tych dni?  pytanie dyskretne zadwiczao w jej gosie. 
 Nie... Skde... wiem ju, e dzisiaj po niadaniu graa pani na fisharmonii w reading-
roomie  mwi szybko, z trudem wic wspomnienia. 
 Myli si pan; od trzech dni nie tknam nawet klawiszw. 
 Wic... c si ze mn dziao? Przez trzy dni... przez...  wyszepta trwonie. 
Zamajaczyy w nim nagle porwane i senne przypomnienia czego, czego nie mg skupi i 
wydoby na jaw zrozumienia i wiadomoci. 

 A jednak... jednak czekaem na pani... 
Nie odpowiedziaa, klucznik zacz dzwoni, a po katedrze bdziy wiata obszukujce 
przed zamkniciem kty; wyszli na skwer. 

 Czasem zapominamy wasnego istnienia lub patrzymy na nie jak na obce nam, poza nami 
bdce... A czasami dusza, porwana jakim tajemniczym wirem, gubi ciao ani spostrzegajc 
tego  mwia w zamyleniu. 
50 



 Wic i ja musiaem si zagubi w czasie, musiaem... 
Wycigna do niego rk, gdy doszli do rogu Victoria Street. 
 Pani nie do domu?  pyta wyrywajc si przez si z tych sennych omota. 
 Musz jeszcze przed obiadem odwiedzi moich kalkuckich przyjaci  mwia wesoo, 
a w wietle latarni i wystaw dojrza na jej cudnej twarzy wyraz dziwnie sodki, dziwnie przyjazny, 
jak nigdy dotychczas. 
Patrzya mu prosto w oczy cichym i prawie tkliwym spojrzeniem, wyjrzaa nawet za nim z 
caba, e przej go dreszcz radosnego wzruszenia i dugo, dugo patrzy za ni. 

I natychmiast pojecha do domu, przynaglajc wonic do popiechu. 

Odwierny powita go radonie i oddajc ca pak gazet i listw opowiada dyskretnie, e 

jakie dwie panie dowiadyway si o niego ju dwa razy dzisiaj; po pewnych szczegach 
domyli si, e to musiaa by Betsy z ktr z ciotek. Sprawio mu to odkrycie niewymown 
przykro. 

 Cecie paniom powiedzieli? 
 e pan wyjecha na par dni z Londynu. 
 Przecie... Mr Joe u siebie?  zakoczy piesznie. 
 Przyszed niedawno na gr. 
Pobieg do mieszkania, pozapala wiata i stan zdumiony przed zwierciadem, prawie 
przeraony wasnym widokiem, by bowiem brudny, zarosy, obszarpany i tak ubrany, jakby 
sypia w parkach lub pod mostami. 

 Gdzie ja si tak urzdziem? 
A gdy si po przebraniu zabra do czytania listw, pierwsz rzecz, ktr spostrzeg, by 
ten papier z tajemniczym nakazem; przypomnia go sobie natychmiast, nic ju nie wiedzc, 
jak bardzo by mu posuszny. 

 Musz si dowiedzie, kto to napisa  pomyla chowajc go do kieszeni. 
Zmartwi si szczerze listami Betsy, nie rozumia zgoa, dlaczego byo ich a tyle. 
Sprawdza daty i cofa si przed rozwizaniem zagadki, bo ile razy jakie sabo tlejce 
przypomnienie tych dni zamajaczyo w nim, czu zamt w gowie jakby nad przepaci, ucieka 
prdko i zatapia si w tych dobrych, sodkich woaniach Betsy, skarcej si na brak wieci 
i zapomnienie. 

Odpisa obszernie, starajc si j uspokoi z caego serca i obiecujc przyj jeszcze przed 
niedziel. 

Sucy zameldowa o podaniu obiadu przynoszc jak depesz. 

To Betsy, nie mogc si doczeka listu, telegrafowaa dug, pen niepokojw skarg, 
bagajc o par sw odpowiedzi, co si z nim i Joe dzieje. 

A w przypisku donosia lakonicznie o chorobie ojca. 

Napisa kilka uspokajajcych sw, wysa depesz i poszed na obiad. 

Mrs Tracy, przyciskajc czule koty do obszernego ona, ja go tkliwie wypytywa o 

zdrowie i co si z nim dziao. 

 Wyjedaem  odpar krtko, spostrzegajc miss Daisy siedzc ju na swoim miejscu, 
ze bem Bagh na kolanach; zielone oczy pantery wpijay si w niego z tak si, e usiad 
zmieszany i niespokojny. 
 Co si z tob dziao?  pyta Joe siadajc obok. 
Nim odpowiedzia, poda mu depesz Betsy. 
 Pojad tam zaraz po obiedzie... niepotrzebnie si niepokoi. Pojedziesz ze mn? 
 Nie wiem... c to za wita przy Mahatmie? 
 Profesorowie z Eton i rni uczeni  szepn wskazujc nieznacznie kilku starych panw, 
siedzcych dokoa Guru przy kocu stou. 
 Odbdzie si prawdziwie platoska biesiada!  doda z naciskiem. 
 Tak, olica Balaama przemwi mow wyroczn  rzuci ironicznie. 
51 



 Nie odpowiedziae mi na pierwsze pytanie. 
 Ale i ciebie nawzajem nie pytam o nic... o nic... 
Rozdrania go ten wytony wzrok pantery, e nie mg si powstrzyma od zoliwoci. 
 Pytaj, nic nie ukrywam przed tob  powiedzia agodnie, zdziwiony jego tonem opryskliwym. 
 Czy i miss Daisy bya z wami? 
 Gdzie, nic nie rozumiem, powiedz otwarcie... 
 No, wtedy, na tej krwawej ceremonii biczowania... nie zaprzeczysz przecie... nie powiesz 
take, i zapomniaem  szepta twardo, ale dojrzawszy w jego oczach szeroko rozwartych 
najszczersze i gbokie zdumienie, przerwa. 
 e mwisz rzeczy zgoa niewiadome mi, na to daj ci sowo honoru. 
 Opowiem ci je szczegowo, jak powrcisz z Bartelet Court... a tymczasem powiedz, czy 
nie znasz tego pisma?  Poda mu w nakaz tajemniczy. 
Joe przeczyta i dugo rozmyla, nieznacznym, cichym a badajcym spojrzeniem ogarniajc 
Daisy wyjtkowo dzisiaj rozmown, prawie weso. 

 Nie znam tego pisma... pomyl jeszcze o tym  odpowiedzia wreszcie, nie podnoszc 
na niego oczu i skoro si obiad skoczy, wysun si cichaczem, nie zauwaony, bo uwaga 
bya zwrcona na spr, jaki coraz goniej prowadzili uczeni z Mahatm. 
 Przejdmy do reading-roomu; oni krzycz jak karnakowie na nieposuszne sonie  zaproponowaa 
Daisy Zenonowi. 
Pantera cicho, z przygitym do ziemi bem, wszca, ostrona, pobiega przodem, skoczya 
na fotel i zwinwszy si w kbek, zdawaa si drzema. 

 Obrzydliwy czas w Londynie!  zacza mrs Tracy, patrzc przez zadeszczone okno. 
 Luty, wszdzie tak samo zimno, deszcze i mgy. 
 Nie wszdzie, mistress Barney. Rok temu byem na dalekim poudniu i pamitam, jak 
tam byo sonecznie i ciepo  zaprotestowa Zenon. 
 We Woszech?  zapytaa Daisy siadajc obok niego. 
 Tak, w Amalfi, za Neapolem.  Zacz z zapaem opisywa cuda dni sonecznych, cuda 
mrz lazurowych, posianych sonecznymi skrami, gaje cytryn dojrzewajcych w amfiteatrach 
gr, opynitych bkitem i zapatrzonych w nieskoczono; dale pene sodyczy, gdzie 
wskr topieli nieba pogodnego i morza przemykaj czerwone agle jak skrzyda ptakw nieznanych; 
wysepki podobne do przejrzystych szmaragdw; zatoki wrd ska zielonych, opleniaych, 
opitych w bluszcze, jakby drone w jednej sztuce olbrzymich turkusw; stare, 
umare wiee, pene zielonych jaszczurek i mew biaych jak nieg; ciche i sodkie ycie tych 
zapomnianych wybrzey, gdzie nawet mier nie jest straszna nikomu, bo przychodzi jak 
zmierzch wieczorny i klei do snu sodkiego olnione blaskami oczy; gdzie nie ma fabryk, nie 
ma miast zgiekliwych, nie ma chaosu sfory ludzkiej, zaerajcej si nawzajem o byle ochap, 
gdzie si odczuwa sam rozkosz istnienia!... gdzie panuj jeszcze w sercach dobre bstwa 
Grecji wesp z Madonn zawsze czuwajc nad dol czowieka. 
Mwi dugo, rozpomienia si, unosi zapaem, nagle poczut tsknot porwany, e rozrzewnienie 
dzwonio mu w gosie, a zy byskay w oczach. 

Nie przerywali pograjc si w sodk wizj, a Daisy gadzc czarny eb pantery patrzaa 
w niego i jakby przez niego na te dalekie; czarodziejskie widnokrgi, umiech dziwnie tskny 
wykwit na jej ustach gorcych, a szafiry oczu, jak te morza dalekie, zasnute byy soneczn 
pajczyn melancholii, a przez jej blad, cudn twarz przepyway wiotkie cienie tsknot nagle 
rozkwitych, rozmarzone pragnienia i namitne, nieme woania  bya jak to przejrzysta, 
spokojna, a w gbiach rozchwiana, e przez gadzie powierzchni majaczyy zarysy tajemniczego 
dna. 

 Tak pan opowiada kuszco, e zatskniam do poznania tych cudw. 
 Pani, ktra zna ba wiata, Indie?... 
52 



 Nieznane jest zawsze bardziej upragnione. 
 Ale rwnie zawie moe i rozczarowa. 
 O nie, bo widziaabym to wszystko oczyma pana, oczyma poety, a pod takim ktem patrzc, 
wszystko jest cudem i bani czarodziejsk. 
Te sowa, wymwione szczeglnym, hipnotyzujcym dwikiem, uderzyy w niego ciosem 
rozkoszy niewypowiedzianej, podnis na ni dzikczynne, olnione oczy, spojrzenia ich 
si zbiegy i zatony w sobie jak dwie rozgorzae przepacie; naraz pantera ziewna, skoczya 
na ziemi i szczerzc straszliwe ky czogaa si do jego ng. 

 Niech si pan nie obawia, rcz za ni. 
Bagh pooya ciki eb na jego kolanach, dotkn si go do lkliwe, bo bya bez kagaca 
i te czerwono-zielone migoty jej oczu przejmoway niepokojem. 
Daisy, szepczc do niej jakie pieszczotliwe sowa, zacza j gadzi po grzbiecie, pochylia 
si w tym ruchu tak nisko przed nim, e prawie dotyka ustami jej wosw miedzianych, 
muskay go dranico po twarzy, mia tu przed oczyma jej biay kark wychylajcy si z konierzyka, 
e ogarn go spojrzeniem i chcia dojrze lady biczowania, ale pantera warkna 
gronie, a Daisy, cofnwszy si prdko, pochwycia jeszcze kierunek jego spojrze... 

 Cicho, Bagh! Ona wszystko wie... wszystko przeczuwa i za kad moj krzywd gotowa 
si zemci...  powiedziaa z lodowatym umiechem, zatapiajc w nim dzikie, przeszywajce 
jak n oczy. 
Nie zrozumia sw, ale poczu, e si stosuj do niego i gronie ostrzegaj. 
Podnis si machinalnie, gboko dotknity. 


 Ja pani nie obraziem ani jednym sowem, miss Daisy!  szepn pokornie. 
 S spojrzenia bardziej obraajce nili najbrutalniejsze sowa... 
 Chyba gdy obnaaj starannie ukrywan tajemnic  doda jeszcze ciszej. 
 Albo pod tym pozorem, jeli jak we obwijaj si plugawym dotkniciem. 
 To si nie do mnie stosuje  rzek surowo i szczerze. 
 Ma pan w oczach pioruny!  zwrcia si do niego z dawnym umiechem. 
 Niesprawiedliwo rani najboleniej i gniewa! 
 Bezwiedna tylko, wic si zamienia w prob o przebaczenie  mwia cichutko i proszco. 


Burza przesza, ale nie powrci ju dawny nastrj swobody i wesela. 

Siedzieli niemi, nawet mrs Tracy nie wiedziaa, co mwi. 

Zenon za wyszed korzystajc z tego, e profesorowie z Mahatm na czele przenosili si 
do reading-roomu krzyczc i kcc si ju na dobre. 

Ale Joe nie powrci jeszcze z Bartelet Court; byo do wczenie, zaledwie dochodzia 
dziesita, lecz dziwnie nie chciao mu si tam jecha, czu si niesychanie znuony, a ta 
ostatnia scena z Daisy rozstrajaa go do reszty. 

Rozwaajc jej dziwny, nierwny stosunek do siebie, t chwilami lodowat obojtno i te 
prawie wyzywajce spojrzenia, a moe i co wicej, gubi si w niepewnociach, w jakiej 
tajemniczej, niepokojcej mgle, penej zarysw ledwie dojrzanych i mczcych zagadkowoci. 


Nie zapala w mieszkaniu wiata, nie mia si na aden ruch wiadomy, upad w jaki fotel 
i zapatrzony w mtn, czarniaw noc, z ktrej sczyy si zotawe brzaski latarni ulicznych, 
rozmyla chwiejc si oczyma wraz z cieniem drzew koyszcych si sennie czarnym zarysem 
po szybach. 

 A jednak ona tam bya!  myla spostrzegajc j znowu przed sob, ca w prgach opasujcych 
jej ciao niby rojowiskiem krwawych ww. 
 Bya tam, bya!  powtarza sycc oczy jej piknoci i sromem tego obnaenia, i t bolesn 
rozkosz stwierdze, jakby si mci nad ni, czujc si zarazem jej bliszy o t wydart 
tajemnic. 
53 



 Medium do biczowa!  szepn z pogardliw gorycz i porwa si nagle: drzwi wchodowe 
trzasny i wszystkie wiata zajaniay w yrandolach. 
Rozglda si ze zdumieniem, bo drzwi stay zamknite i w pokoju nie byo nikogo, tylko 
na biurku leaa rozoona mapa kolejowa z podkrelonymi punktami grubym, czerwonym 
owkiem, a obok lea przewodnik po Woszech, otwarty na Amalfi, rwnie opatrzony licznymi 
podkreleniami... 

Przyglda si temu ze skupion ciekawoci, nie mogc zrozumie, kto to mg zrobi i 
kiedy, bo musia kto by przed chwil... moe nawet by jeszcze... gdy cikie portiery u 
drzwi drgay w ostatnim, konajcym ruchu, jakby kto tylko co przeszed... posadzka zaskrzypiaa 
w drugim pokoju... odsuno si jakie krzeso... kto tam by z pewnoci... kto 
przechodzi z pokoju do pokoju... drgay sprzty... szelest cichych krokw rozlega si wyranie... 


 Annie!  zawoa mylc, e to pokojwka. 
Nie byo odpowiedzi, szelesty ucichy, ale natomiast, jakby z ostatniego pokoju, rozleg si 
przyciszony, daleki piew... 

Rzuci si tam gorczkowo. 

Rwnie nie byo nikogo, lecz piew spotnia i brzmia dononie w ciszy mieszkania, e 
pozna gos Daisy i t dziwn, tajemnicz piosenk... 

Sta osupiay w cichej trwodze, wodzc przyczajonymi oczyma po mieszkaniu... 

Nie, z pewnoci nie byo nikogo, a dwiki pyny wci, tylko ju nie wiadomo skd, 
brzmiay tu przy nim, to pyny gr, to okrcay si fal leniw, przygasajc i znowu rozbrzmieway 
peniej i silniej, gdzie dalej, jakby w pierwszym pokoju... Pobieg za nimi bezwiednie, 
ale ju rozlegay si w jakiej dali, jakby za oknem, w gszczach drzew potopionych 
w mroku, a moe i w nim samym... 

By zupenie przytomny i absolutnie zdawa sobie spraw ze wszystkiego, co si z nim 
dziao w tej chwili, wic nie baczc na adne wzgldy, zapragn dowiedzie si, skd ten 
piew pynie, przypuszcza bowiem, e Daisy musi by u siebie, w przylegym mieszkaniu. 

Zapuka energicznie do drzwi, odpowiedziao mu krtkie i ze warknicie pantery, a potem 
dopiero, nie otwierajc, upewnia go pokojwka, e miss Daisy wyjechaa na miasto. 
Nie uwierzy temu i poszed do reading-roomu. 

 Z pewnoci wyjechaa na miasto, samam j odprowadzaa do schodw!  tumaczya 
mu mrs Tracy, zdziwiona jego natarczywymi pytaniami, odwodzc go nieco na bok, bo profesorowie 
rozprawiali namitnie, Mahatma siedzia porodku i jego przenikliwe, czarne oczy 
spoczy na nim przez chwil jakim zym spojrzeniem. Odwrci si i mwi wzgardliwym 
tonem: 
 Wasza kultura materialistyczna, wasze wynalazki, wasze odkrycia prowadz do jednego: 
do uwielbienia brutalnej siy i zota, su Zu, Zo siej... Jestecie jak spy krce w przestworzach, 
lepe na blaski cudw, a chciwie wypatrujce w nizinach padliny... Przepadniecie 
w niepamici czasw rychlej i bardziej bez ladw nili... 
Zenon nie sucha wicej, podraniony jego ostrym tonem, wyszed prdko, ale na korytarzu, 
jak sabe, dalekie echo, usysza znowu ten piew dziwny. 

 Woa mnie! Tak, wyranie mnie woa!  pomyla naraz, przypominajc sobie to, za 
czym goni dni tyle na prno. 
 Id za spotkanym... id za spotkanym  powtarza zbielaymi wargami i ju nie rozmylajc, 
bez wahania ni najmniejszej chci oporu, spokojny, zimny prawie, zupenie wiadomy, 
powsta w sobie posuszny, by i za tym nakazem nieubaganym, jaki znowu nim owadn. 
Poszed w jakimi niewiadomym kierunku za t piosenk, co si niekiedy odzywaa cichym 
kwileniem z cieniw i bya mu drogowskazem do Nieznanego. 

 Id... id...  szepta niekiedy, przypieszajc kroku. 
54 



Dopiero na Piccadilly rozwiay si zupenie te dwiki tonc w tumie ulicznym i zgieku. 
Stan wtedy bezradnie, rozgldajc si po ulicy. 

Po drugiej stronie, w wietle wystawy sklepowej wyranie zobaczy idc Daisy, pobieg 
natychmiast za ni, nie mogc si jednak zbliy z powodu gstwy ludzkiej, nad ktr widzia 
jej gow. 

 Niechaj si stanie, co si ma sta  pomyla, zupenie niezdziwiony tym spotkaniem, 
pewny ju, e po to tutaj przyszed, e tak by miao... 
Szed za ni o par krokw zaledwie, nie zbliajc si nawet wtedy, gdy tum cay gdzie 
si podzia, gdy szli jakimi prawie pustymi ulicami, e tylko ich kroki rozlegay si gucho, 
szed za ni jak cie nieodstpny i nigdy nie zgubiony, jak konieczno... 

Jakie ulice przeszli, jakie puste place, jakie parki upione i pene cichych szmerw, i po 
szerokich schodach wchodzili na jaki dworzec kolejowy. 

Kupi bilet do tej samej stacji, ktrej nazw ona przedtem rzucia kasjerowi. 

Nie kry si przed ni zupenie, weszli do poczekalni prawie razem, ale ona patrzc na 
jakby go nie spostrzegaa, bdzia oczyma po jego twarzy niby po rzeczy obcej, jak si bdzi 
po kamieniach przydronych i przedmiotach niepostrzeonych; nie czu si tym dotknity, 
rozumia, i tak by musi, a nawet chwilami wydawao mu si, e ona jest nim samym, tak 
dziwnie zgodn tosamo rytmu czu z jej dusz... Snuli si obok siebie jak dwa cienie przenikajce 
si nawzajem albo jak dwa wiata patrzali na jednakie rzeczy i z pewnoci z jednakim 
uczuciem niepostrzegania niczego byli jak te drzewa obumare w czas zimowy i wynurzajce 
si z mgie pierwszej budzcej si wiosny; ktre z nich wie, ktrym jest i gdzie... 

Bezwiednie chcia wsi do jednego z ni przedziau, ale nim doszed, zamkna drzwi, 
wic siad do ssiedniego i sta w oknie ca drog, przesuwajc si pustymi oczyma po widmowych 
zarysach krajobrazw, wynurzajcych si z nocy chmurnej, po tych sennych wizjach 
natoczonych obokw, przez ktre ksiyc przepywa wolno, zapadajc co chwila w przepacie 
postrzpione i sine, a jeli co spostrzeg, to tylko jej cie, czarn sylwetk jej gowy, lec 
na krgu wiata padajcego z okien i biegncego po ziemi obok pocigu, snad cay 
czas staa tak samo w oknie. 

Wysiedli na jakiej guchej, upionej stacji, przeszli milczce i puste sale, mroczny i rwnie 
pusty podjazd i zanurzyli si w czarn alej drzew ogromnych. 

Wiatr zahucza, drzewa zakoysay si ciko, powia senny trzepot i szum gazi, jk si 
rozleg pospny, trwony i cichy szept przelecia nad ziemi, zatrzsy si przydrone ywopoty, 
zakay smutnie twarde licie laurw, trwoga jak puchacz zaopotaa skrzydami i przyczaia 
si w ciemnociach. 

Weszli w jaki park picy, w nieprzeniknione i czarne gszcze; tylko pasy nieba janiay 
nieco nad gowami, wloky si jak dugie i krte drogi, zawalone postrzpionymi chmurami, a 
obrzeone rozchwianymi konturami drzew, ksiyc wychyla si niekiedy, a wwczas cienie 
drzew waliy si na drog martw ciemnic i przerzynay j jak trupy czarnymi progami. 

Zenon szed bez trwogi, zapatrzony w nik, ginc co chwila w mrokach sylwetk Daisy i 
zasuchany w ponur gdb drzew rozkoysanych... 

Nie myla w tej chwili o niczym; cienie pene tajemniczych janie zalay mu dusz rozkoysanymi, 
nieujtymi jawami tego, co si sta miao, te przysze chwile rodziy si w niewiadomych 
gbiach i osuway go w mroczny, nieuchwytny lk tajemnicy... 

Wyszli na jak pust przestrze; w gbi wynurza si z cieniw ogromny czarny dom, 
ksiyc znowu ukaza si na chwil, e spostrzeg wyrane, twarde zarysy wie porozwalanych 
i cian przewitujcych powybijanymi oknami, i stare bluszcze opinajce rozpadajce 
si mury. 

Ale nim zdy si rozejrze, skdci, jakby z piwnic, wyrwaa si smuga olepiajcego 
wiata i rozleg si huk zatrzanitych drzwi. 
Daisy znikna na jakich porujnowanych olbrzymich schodach. 

55 



Pozosta sam, rozgldajc si bezradnie. Dokoa staa ciemna, postrzpiona w grze ciana 
drzew rozchwianych, wiatr uderza w ni raz po raz, e przyginaa si z jkiem jak tum smagany 
batami, a nad ni, w gbiach nieba, tliy si uny Londynu niby przygasajcy, daleki a 
olbrzymi, poar. 

A nigdzie nawet ladu czowieka, nigdzie wiata ni ywych gosw, ponure milczenie 
strupieszaych murw, w ktrych tuky si wiszczce gosy wiatrw i cikie jki drzew, a 
wszdzie peno krzeww przyczajonych w ciemnociach i jakby chwytajcych niespodzianie 
gaziami, pene gazw i rumowisk zastpujcych drog, a gdzieniegdzie, w jakich jamach, 
migotay polepe oczy wd zmartwiaych. 

Obszed z wolna cay dom, ale wszystkie wejcia byy zabite na gucho, i powrci na te 
schody olbrzymie, na ktrych czerniay potrzaskane zomy kolumn i balustrad, do jakich 
drzwi wielkich i stan przed nimi, nie wiedzc, co pocz. 

Wiatr si wzmaga stopniowo i hucza coraz pospniej w ruinach, a chwilami jaki zom 
muru spada na ziemi, drzewa z krzykiem rzucay si na siebie, szumic i wiszczc w zmconych, 
lepych ciemnociach, bo ksiyc uton ju w zwaach chmur podobnych do spitrzonych, 
rozsroonych fal, a jakie gosy przyduszone, dalekie, jakby gosy grobw, przeraajcym 
brzmieniem przeciekay z ruin czy spod ziemi, z przestrzeni pyny nieznanych czy 
te z dna nocy powstaway  nie wiedzia. 

 Bd bez trwogi... milcz... -O-F otwiera tajemnice  powtrzy naraz, przypominajc 
sobie tajemnicz formu i ju miao, bez wahania, uj za motek wiszcy na acuchu i uderzy 
w drzwi. 
Milczenie... tylko brz jkn i echa zagray dugie i guche... 
Powtrzy i wyrzek akcentujc kad liter: 


 -O-F. 
Drzwi si otwary cicho i skoro wszed, zatrzasny si z hukiem. 
Znalaz si w ogromnej, prawie ciemnej hali, na rodku niski trjng podtrzymywa miedzian 
olbrzymi kadzielnic, wypenion rozarzonymi wglami, z ktrych buchay upajajce 
cikie wonie, a za ni majaczy jaki kolosalny posg, przysoniony fiokow draperi  i 
nic poza tym, nagie ciany, gadkie, lnice kamienie, z ktrych gdzieniegdzie wyryway si 
zgaszone w nocy malowida, jakie goski zote, tajemnicze symbole ognia, wody i powietrza, 
halucynacyjne skrty jakich potworw i zwierzt, larwy krzyczce w trwodze, wszystko ledwie 
dojrzane przez pasma krwawych dymw, przez roztlae purpur ciemnoci. 

Rozglda si, nie mogc dojrze nikogo, przeraony t martw cisz, co jak grobowa pyta 
przywalia mu dusz, gdy poczu, e kamienna tafla, na ktrej sta, drgna i z wolna zacza z 
nim pyn, z jakimi ledwie odczutym spadkiem. Nie poruszy si, nawet nie drgn, tylko 
przymkn oczy, bo strach go zdawi i zatrzs lodowatym dreszczem, ale wnet oprzytomnia 
uderzajc sob o cian, zupena noc go oprzda w nieprzeniknione mroki, nie mia pojcia, 
gdzie jest, przez to mgnienie obawy straci poczucie, co si z nim stao, to zrozumia tylko, e 
jest w jakim niskim i wskim korytarzu. Trzymajc si cian, przychylony, zacz i naprzd 
nieustraszenie. 

Chr gosw odlegych, stumionych i gbokich, podobnych do szmerw fal konajcych u 
dalekich wybrzey rozbrzmiewa gdzie przed nim... ka jakby w guchej prni... drga coraz 
ciszej i bliej, bliej... bieg ku tym brzmieniom sennym i niewytumaczonym, peen lku i 
ciekawoci zarazem. 

Korytarz urwa si nagle przy jakiej cianie zimnej i liskiej, dwiki rozwiay si w ciszy, 
zacz po omacku, gorczkowo odszukiwa drzwi, gdy znowu podoga si pod nim 
ugia... poczu, e si zapada... e leci w przepa z byskawiczn szybkoci... ubezwadni 
go lk i to przeraajce czucie zapadania bez monoci ratunku. 

Kiedy ochon, siedzia na jakiej awie kamiennej, ostronie j suwa rkoma po cianach: 
zimne byy i gadkie jakby z porfiru, pokj by may, kwadratowy i bardzo wysoki, bo 

56 



stanwszy na awie nie mg dosign sufitu, tylko jedna ze cian wydaa mu si zimniejsza, 
jakby ze szka, i pena dziwnych wypukoci i twardych, poskrcanych linii, a nigdzie ani 
ladu drzwi ni okien. 

Upad miertelnie znuony i jakby zabity niezgbion, straszn cisz; przywalia go kamienna 
noc i cisza pustki absolutnej; nieopowiedziana groza martwego milczenia. 

Siedzia odrtwiay, bez ruchu i zgoa bez myli, jakby na samym dnie umarego od milionw 
lat wiata, w wiekuistych przepaciach ciszy, zdao mu si niejasno, e marzy mu si 
kamienny sen, e ni wieczyst martwot, z ktrej si nigdy nie powstaje, e jest jak dbo 
ywe, porwane nagle w sam gb wiecznego milczenia i nocy wiekuistej. 

I tak mu w bezpamici i w bezczuciu przepyway chwile niewiadome, jak musi upywa 
czas bazaltom na dnach oceanw albo duszom bkajcym si w nieskoczonociach, albo 
gwiazdom pomarym i spadajcym wiecznie, wiecznie.... 

By ju tylko milczeniem skamieniaej trwogi, nic bezprzytomny sen o sobie i jak przez 
sen majaczy, e oczy jego zaczynaj co spostrzega, e staje si co w nim widmowymi 
zarysami... ciana naprzeciw wyaniaa si z wolna z nocy, czynia si przejrzyst, stajc si 
jak to zielonawa, przez ktr chwiej si blade kontury dna... dziwaczne groty... fantastyczna 
rolinno i cicho przemykajce larwy jakiego potwornego ycia... blaski rozpierzche zjaw 
nierozpoznanych. 

By ju pewny, e tylko ni; nie poruszy si z miejsca, aby nie pierzchy widzenia, cikimi 
oczyma patrzy w jeden punkt, w dno tych wyaniajcych si z wolna przestrzeni... w 
jak ska sterczc porodku, a spowit w krwawe pomienie i podobn do ognistego wytrysku, 
do rozpalonej pochodni, targanej wichur, tak rway si pomienie wzburzonym rojowiskiem 
krwawych ww, a dokoa w zielonym mroku jakby dna morskiego leay krgiem 
bezadnym gazy ogromne... chwiay si jakie drzewa o gaziach podobnych do pazurw... 
drgay jakie ruchy rzeczy niewiadomych... 

Tak, snem tylko musiaa by ta grota olbrzymia, zasnuta stalaktytami, co jak sople potworne 
zwieszay si cikimi spywami, zalana zielonym mrokiem, w ktrym zaczy si porusza 
nike, zote menia jak rj motyli wietlistych, a spoza nich wynurzay si cikie, nierozpoznane 
postacie, wypezay jakby spod gazw z tych jam zielonych, z gszczw zielonych 
cieniw, i procesj cich, ledwie dojrzan, poruszay si w szmaragdowej toni niby w 
wodzie rozedrganej... jakby pyny okrajc krwaw wizj pomieni... dwiki jakie zadrgay, 
jakby tysice harf naraz zajky i skonay... rozsypali si po gazach niby rdzawe ropuchy... 
a zaraz potem wysun si znowu dugi orszak biao ubranych postaci o bosych nogach 
i obnaonych piersiach kobiecych... gowy ww... gowy ptakw... gowy zwierzt... 
cay piekielny orszak zowrbnego Seta, szli wolno, rytmicznie, dwigajc na ramionach 
dugie, czarne mary nakryte, okryli pomie i ustawiwszy mary tu przed nim, rozwinli si 
po jego bokach jak dwa skrzyda biae... 

Nagle rozleg si przeraajcy huk, byskawica zot prg przewina si wskr groty, 
wszyscy padli na twarze, krwawe pomienie trysny w gr jak wulkan i opady cicho, a natomiast 
jy bi kby zotawych dymw kadzielnych, z ktrych z wolna, w miertelnej ciszy 
stawania si... wyaniaa si posta Bafometa... wynurza si z tych wylkych, rozchwianych, 
z pobladych pomieni... wyrasta jak grona chmura z dogasajcej otchani... a si zjawi 
cay, jak noc pospny i jak mier straszny... przykucn na kolich nogach... 

Zote rogi pksiyca rozbysy na wskiej, obnaonej czaszce... nagi by cay, wysmuky, 
modzieczy... siedzia z szeroko rozwartymi kolanami, midzy ktrymi jak w jadowity 
wia si krwawa byskawica... opuszczone, dugie rce dotykay zakrzywionymi pazurami 
caunu mar stojcych mu u kopyt zotych... czerwone, jakby z rozarzonych karbunkuw, 
oczy bysny wiatem i zday si bdzi po gowach lecych przed nim w prochu wylkej 
pokory... by okropny w piknoci zimnej jak ostrze i zatrutej czarem miertelnym... pospny 
jak nieubaganie... dzika sodycz lnia si w bolenie zacitych ustach... brwi, cignite i 

57 



grone, byy jak uki napite pomst i gniewem... a w twarzy chudej i wyniosym, dumnym 
czole leaa utajona mka wiecznego buntu, nocy nieskoczonej, krzywd niepomszczonych i 
wiekuistych bka, ciao mia przygite i naprone w przyczajonym skoku, e wydawao 
si, i jawi si na mgnienie i zaraz rzuci si znowu w przepacie, przebiega lodowate pustynie 
milczenia i biec zawsze, nieskoczenie, wiecznie. 

Zenon oprzytomnia wobec tego widziada, czu, e nie pi, a nie mg uwierzy... broni 
si przed szalestwem... chcia ucieka... otaczay go zimne, nieubagane, nieustpliwe mary, 
chcia krzycze z nagej, obkanej trwogi, nie wydoby gosu, dwiki pomary mu w krtani 
jak poduszone w gniedzie pisklta, zacz bi i omota w t cian przejrzyst, jakby szklan, 
nawet nie zadwiczaa pod razami, porani tylko bolenie rce i kolana i pad wyczerpany. 


Dopiero po jakim czasie unis gow, ciana jeszcze janiaa, jaki piew przecigy 
brzmia monotonnie, sowa dziwne, cikie jak kwiaty spaday cicho, splatajc si w modlitewny, 
uroczysty wieniec pomiennych szeptw: 

 Panie nocy i milczenia 
 Bd z nami  odbrzmieway echa. 
 Panie trwonych i ucinionych. 
kay coraz namitniej gosy; podnis si, przytkn twarz do poczerniaej nieco ciany: 
grota bya prawie niewidzialna, noc j zapenia, tylko porodku posg Bafometa jania niby 
skamieniaa w biegu byskawica, a czarne mary stay wci pod nim, w krgi wiate z gbin 
cieniw rwaa si wolno uroczysta, przejmujca psalmodia. 

 Ktry zbawiasz wyklte. 
 Jedyny  odpowiaday konajce echa. 
 Ktry utulasz pobite przemoc. 
 Zemsto niemiertelna. 
 Ktry rwien potg. 
 Cieniu bolesny. 
 wiatoci, mciwie zepchnita w otchanie. 
 Mocy sptana! 
 Mocy litosna! 
 Mocy wita! 
Zrozumia naraz t dziwn litani, pamita j, to bya ta sama melodia, jak usysza wtedy 
na seansie, to byy te same sowa, ktrych nie mg sobie przypomnie dotychczas... gdzie 
on je sysza i kiedy... 

piewy si rozwijay, w stoczonych i mtnych ciemnociach zaczynao si co dzia... nie 
mg rozrni chwiejnych zarysw... mgliste, biaawe cienie wiody si korowodem... opyway 
posg... snuy si jak drgajce wiata... a jaki cie nachyli si nad marami... wyranie 
rozrnia stpanie niewidzialnych ng po ostrym wirze.. szepty jakie... syczenie pomieni... 
ruchy niedojrzane!... 

Naraz rozleg si przecigy, aosny ryk. 

 To Bagh! Bagh!  szepn spostrzegajc zarys pantery rzucajcej si na mary... opada z 
nich pachta cieniw i naga, wysoka posta podniosa si wolno... Zadra do gbi, daby w 
tej chwili cae ycie za mono dojrzenia jej twarzy... widzia tylko jak przez gst mg 
wysmuke nagie ciao, owiane paszczem rdzawych w oddali wosw, stojce midzy kolanami 
Bafometa! 
Gos mocny spiowym dwikiem rozleg si dononie. 

 Czego chcesz? 
 Umrze dla niego!  odpowiedzia miao drugi. 
 Chcesz polubi mier? 
 Polubiam zemst i tajemnic. 
58 



 Przeklinasz A? 
 Przeklinam. 
 Przeklinasz O? 
 Przeklinam. 
 Przeklinasz M? 
 Przeklinam!  paday dwiczne, nieustraszone sowa odpowiedzi. 
Nie rozumia ju dalszej litanii przysig straszliwych i zakl mrocych krew, bo zasucha 
si ca dusz w oddwikach przysigajcego gosu, czu po dreszczu, jaki w nim budzi, 
e ju go gdzie sysza... owi go wic w sobie jak motyla, nie zwracajc uwagi na 
przeraajcy rytua, cigncy si bez przerwy, a w kocu zrozumia jasno, e to bya Daisy, 
e to j powicono Bafometowi w tych tajemniczych obrzdach, ale nie zdziwi si temu, 
jakby ju wyzbyty zdolnoci zdumiewania si czymkolwiek. 

Ciemnoci poblady i grota zacza si nieco rozjania. 

Daisy siedziaa midzy kolanami Bafometa w takiej samej jak i on pozycji, opuszczone rce 
dotykay pantery siedzcej u jej ng, a nad jej gow, opynit w zoty dym kadzielny, 
pochylaa si zielonawokrwawa, smutna twarz Diaba, a jego rce dugie zdaway si obejmowa 
j wp i przytula do siebie, to jedno tylko widzia dobrze, a reszta majaczya przed 
olnionymi oczyma jak korowd sennych, ledwie przypomnianych mar i zjaw. 

Nie wiedzia, skd pyn, i nie wiedzia, czy s poza jego dusz. 

 Oto na poy zwierzcy, zowrogi orszak Seta przywid biaego baranka, ktrego jaki 
czowiek z gow psa zabija cikim, krzemiennym noem i wrd ponurych pieww i 
przeklestw rzucono go na poarcie panterze... 
 Oto palono siedem zi czarnoksiskich, skropionych krwi niewinitka, i popioy rozsiewano 
w siedem stron wiata. 
 Oto zamajaczy korowd pazw i ropuch olbrzymich, wlokc za sob na somianych 
sznurach rozpite drzewo krzyowe i wrd urgowisk i plwa, wrd piekielnego chru chichotw 
i naigrawa podarto je w drzazgi, rozdeptano i rzucono pod kopyta posgu. 
 Oto gromada potworw nieopowiedzianych, rozwyte stado strachw, wampirw, mar, 
zjawia si jakby wylga z obkanego mzgu, niosc na wiekach sprchniaych trumien 
symboliczn bia Hosti i wrd przeraajcych wrzaskw, zniewaa i wycia zwialono j 
przed Bafometem. 
 Oto zaczy si wychyla na wiato jakby wszystkie potwory katedr redniowiecznych, 
wszystkie larwy pokusze i lkw, tajce si w duszach witych, zjawiay si milczce, pospne, 
niosc ksigi wite, symbole, znamiona, wizerunki, szaty rytualne, zwalajc wszystko 
na jeden stos ogromny; siedem krwawych byskawic trysno z oczu Bafometa, siedem gromw 
runo w stos, buchny pomienie, a wszystkie zjawy piekielne zawiody dziki, rozchwiany, 
okrajcy tan. 
Gryzce czarne dymy przysoniy posta Daisy i wzbijay si wysoko rozwichrzonymi supami, 
zaciemniajc grot ponurym, nieprzeniknionym tumanem. 

A Zenon pochyli si w sobie, jakby nad krawdzi wiata nieznanego, spoglda w tajemnice 
i jego oczy duszy pierwszy raz wybiegy poza siebie, poza gupi i leniw myl, poza 
fakty i rzeczy widome; pierwszy raz leciay przez jakie nieprzejrzane obszary, przez jakie 
dale czarowne, przez jakie wye i przepacie nieskoczone, i cofn si olniony, peen 
witej cichoci przeczuwa i widze, jaki wiew niemiertelnej mocy przewia mu przez 
dusz. 

 Nie trw si! Jestem przy tobie!  zadwicza tu przy nim gos Daisy. 
Ukorzy si nagle w sobie, pad na twarz jakby u stp niewidzialnej i gosem pokory najwyszej 
i oddania szepn: 

 Nic nie wiem, nic nie rozumiem, ale czuj, e jeste przy mnie. 
 Myl, a znajdziesz mnie zawsze i wszdzie! 
59 



Dusza mu si zawara na wszystko i pada w dugie odrtwienie. 

Kiedy powsta z ziemi, grota bya w bladych, bkitnawych jasnociach skpana. Bafomet 
sta jak krzew purpurowych ogni, a u jego stp na rozkrzyowane, biae ciao Daisy wpeza 
czogajcy si cie, jakby pantery, biorcej j w ucisk. 

Grota bya pusta; nadludzki strach o ni tak spry mu siy zwtlae, e krzykn z caej 
mocy trwogi, i szalestwa, rzucajc si na przejrzyst cian, jakby chcc biec na ratunek. 

Wszystko naraz przepado, brzowe drzwi zatrzasny si z hukiem, znalaz si znowu 
przed t ponur ruin, niepewny, wahajcy i bezradny jak przedtem, jakby tam nigdy nie 
wchodzi. 

 Gdzie ona moga znikn?  rozmyla jak przedtem, niepamitny niczego zgoa, wodzc 
zdumionymi oczami po rozwalinach, obszed znowu dom i znalazszy jak poprzednio wszystkie 
wejcia zabite na gucho, stan zniechcony, nie wiedzc, co z sob pocz. 
wit si ju stawa, uny Londynu zaledwie si tliy przygasymi zorzami na wzburzonym i 
pobladym niebie, przesianym martw jeszcze i szaraw jasnoci, gwiazdy zamieray jak 
oczy przysaniane martwiejcymi powiekami, chmury, ogromne, postrzpione, sinawe, leciay 
nisko z jakim niemym krzykiem, wichura targaa drzewami, ktre ze snu cikiego podnosiy 
przemoczone, czarne i rozbolae gazie, dzie wstawa wolno i ciko, bolenie przemoky 
i odrtwiay z zimna; wszdzie lniy sinawe kaue wody, twarde zarysy ruin potniay 
w brzaskach, guche i lepe jeszcze pola dwigay si z ciemnoci, wit stawa si w chaosie 
mrokw bledncych... 

I Zenon jakby si podnis z nocy niepamici o sobie, zbudzio go zimno i wicher, wic nie 
namylajc si ju, oderwa si od ruin i poszed piesznie do stacji. 

Pod drzewami noc si jeszcze tuka strwoona. Szed alej drzew ogromnych, szarpanych 
wichur i wyjcych dzik pie zimowego poranku... jaki paw zabkany krzycza w ywopotach... 
stado wron zerwao si z gazi, ginc w mrocznej kurzawie witw, posypay si 
na poamane gazie i przysiad bezwiednie w jakim gszczu, aby przeczeka huragan szalejcy 
coraz potniej. 

I pozosta ju tam, jakby uwizy w wichurze i oczarowany rozwiej ywiow, zespala 
si z nimi, czy w ponurych wyciach huraganu, piewajc razem dzik, bezadn i przepotn 
pie bez sw, pie upoje, pie lepych a niemiertelnych si przyrody. 

Zapomnia o powrocie, poszed w park, bdzi midzy drzewami, uton w rozmytych 
ciemnociach, by przytomny, a nie wiedzcy, co si z nim dzieje, dojrza jaki kwiatek roztlay 
w zwidych trawach i przycisn go do ust rozpalonych; naga, niezmoona tsknota 
rozpara mu dusz tak mioci i tak godn dz stopienia si ze wszystkim, e podnis 
si, zbratany z noc i wichur, podobien w czuciu drzewom i niebu, spotniay moc tkliwoci 
niezmiernej, e przytula si do drzew, klka przed krzakami, obejmowa gazie, caowa 
trawy zesche, oblewajc serdecznymi zami szczcia te istoty najdrosze i najwitsze, zagubione 
dawno i odnalezione niespodziewanie. 

60 



6 


Pokj by szary i smutny od dnia rozdeszczonego i mgie, co jak pasma dymw wciskay 
si do mieszkania, osnuwajc ciany i sprzty w popieln, lepk i zimn przeson, deszcz 
brzcza po zapoconych szybach i by jedynym gosem szemrzcym nieustannie w zmartwiaej 
ciszy. 

Joe siedzia przy ku Zenona razem z doktorem, ktry co chwila bada puls picego i 
niecierpliwie spoglda na zegarek. 

Milczenie stawao si ju nieopowiedzianie nudne i senne. 

 Ciekawym, jak jeszcze dugo potrwa ten sen?  szepn doktor. 
 Najduej z p godziny. 
 Trzy dni i trzy noce to sen wprost niepojty! 
 Dla medycyny! 
 Dla nikogo!  odpar z naciskiem, podnoszc dumnie gow. 
Joe umiechn si ze sodk, lecz zabijajc pobaliwoci. 
I znowu zapada cisza i przydawione zniecierpliwienie; doktor patrza w okno na szklane, 
skone wkna deszczu, trzepicego w czarne, pochylone drzewa. Joe siedzia nieruchomie, z 
przymknitymi powiekami, a chodzcy w drugim pokoju mr Smith zaglda co chwila przez 
rozchylone portiery, a wreszcie wsun si cicho i rzek lkliwie: 

 Trzeba, aby zapomnia; to go najpewniej uleczy... 
 O czym mam zapomnie?  ozwa si naraz Zenon otwierajc oczy. 
 O... wasnej chorobie!  popieszy z odpowiedzi Joe biorc go za rk. 
 Jak to, ja jestem chory?  Zdumienie go ogarno. 
 Ju przeszo wszystko, nie sil si na przypomnienie, nic strasznego. 
 Ale niczego sobie nie przypominam. 
 Omdla pan widocznie z przepracowania!  szepn mr Smith. 
 Nie, nie, mr Smith artuje  zaprzecza energicznie Joe. 
 Omdlaem, kiedy?  usiowa nawiza porwane przypomnienie snujce si po mzgu, 
ale znalaz si nagle w ciemni, nike byski wymkny mu si ze wiadomoci jak ratunkowe 
sznury z rk toncego, spojrza na Joe i zadra... usiowa powsta z pocieli... chcia krzykn... 
pragn co powiedzie i pozosta zesztywniay, z wycignit rk... z pustym dwikiem 
na zbielaych wargach... z przewrconymi oczami... poraony do rdzenia jego stalowym, 
hipnotyzujcym wzrokiem, rozpry si naraz i pad upiony. 
 Bdziesz spa do rana mocno i spokojnie, obudzisz si zdrowy, nic ju nie pamitasz o 
niczym, o niczym!  sugerowa mu z si, czynic nad nim dugie, usypiajce ruchy rk. 
Doktor chcia protestowa, ale byo ju za pno. Zenon zapad w kamienny sen, guchy 
na woania i prby budze. 

 Tylko mnie syszysz i mnie rozumiesz, i mnie odpowiadasz!  szepta mu Joe naciskajc 
mu palcami skronie i oczy. 
 Chciaem, aby wypocz nieco i poywi si; jest straszliwie wyczerpany tumaczy si 
doktor. 
 Czekaem na jego przebudzenie, aby go upi zaraz, zanim zdoa si w nim rozbudzi 
wiadomo, potem byoby za pno, ju by nikt nie spta rozbudzonej myli. 
 A czy mona j tak upi, e przebudzony nie bdzie pamita o niczym? 
 Ale mona j wyrwa i zatraci w niepamici. 
 Ciekawy, ale wtpliwie skuteczny eksperyment! 
 Konieczny dla jego ocalenia i najpewniejszy!  rzek twardo. 
61 



Przeszli do drugiego pokoju. Doktor jeszcze obmaca puls, zmierzy temperatur, zajrza 
picemu w przewrcone biakami oczy i wyszed, a mr Smith zamknwszy za nim drzwi 
szepn trwonie: 

 Co mu si stao? Czy to wpyw Daisy? 
 Nie wiem... boj si, e tak... sprawa zupenie zagadkowa... sam nic nie wiem i niczego 
nie rozumiem... ale bd nad nim czuwa ze wszystkich si... posiedz przy nim do rana. 
Mr Smith zakrci si po pokoju, obejrza swoim taksatorskim, godnym wzrokiem 
wszystkie obrazy, popieci lubienymi palcami brzy i przysunwszy si krtym, kocim ruchem, 
zapyta pokornie: 

 Czy naprawd wystpujesz z naszego kocioa? 
 Wszak napisaem wam o tym wyranie i stanowczo. 
 Zrywasz z nami na zawsze? 
 Nie zrywam, tylko odtd id swoj wasn drog. 
 Prosz ci w imieniu caej braci, aby szed z nami. 
 Po co, gdzie, dokd?  odrzek niecierpliwie, prawie z gniewem. 
 Ty wiesz, ktry razem z nami wznosi wityni... 
 Tak, ale przejrzaem i wychodz na wiato. 
 Runie, jeli j przestaniesz podtrzymywa. 
 Niechaj runie wszystko, co samo nie stoi, czego nie wspiera potga wasnej treci. Bylicie 
mi etapem w cikim pochodzie ku prawdzie, jestem wam za to wdziczny, ale musz i 
dalej kolej swego przeznaczenia. 
 Pogard czuj w tobie  szepn ze smutkiem. 
 Nie, mam tylko dosy wirujcych stow, puka, zagrobowych bekotw i tego krcenia 
si wrd kurzawy gupich faktw! Wasz spirytyzm jest tylko wulgarnym i dzikim fetyszyzmem 
si przypadkowych i zjaw halucynacyjnych, jest wiar lepych i sabych. Stworzylicie 
koci, w ktrym krluje medium mniej lub wicej oszukujce; koci, ktry nie wiedzie do 
niczego, nic nie rozjania i nikogo nie zbawia! 
 Zali nie bye jego apostoem?  jkn mr Smith. 
 Wczoraj jest tylko cieniem na jani d z i  i a j, marzcego o j u   z e... 
 Zali nie pracujemy dla jutra? 
 Nie, wiat gnije w zbrodni i habie, a wy ebrzecie o zmiowanie u mar struchlaych i 
pragniecie cudw jedynie na karm rozgorczkowanych wyobrani. Jutro wytsknione przez 
miliony nie wstanie z tego, bo to tylko poniajcy strach przed nieznanym. Nie zbawia si 
jkiem ni zami... 
Zy wiat naley zdruzgota i rozwali do fundamentw, aby nowy mg powsta z ruin, a 
trzeba go stworzy czynem, czynem woli spotnionej  a  k . Kto jej nie osignie, nawozem 
jest tylko dla przyszych pokole... Kto chce by, musi zabi wasnego trupa; aby si 
mg sta, musi zwalczy ycie i samego siebie. Niemiertelno pynie przez wszystko nieskoczon 
rzek, ale niemiertelna jest tylko wola, przewietlona  a  k  i powracajc tskni 
do Niego. Mwi za wiele i za mao rwnoczenie, daruj, streszcz si: oto rozeszy si 
nasze drogi na krzyowym rozstaju, przy rozpitym drzewie niechaj pozostan trwoni i sabi, 
niechaj oczekuj zmiowania, my pjdziemy w otchanie! 

 Pycha jest wiar twoj!  rzek drco i wyszed. 
 Nie... nie...  szepta Joe pograjc si w zadumie. 
Zmierzch zacz z wolna zapada, turkoty ulic milky, oddalay si, wiata jy byska w 
mgach przez nieruchome, oprzdzone w szaro drzewa. 
Zenon spa snem rwnym i mocnym, przygaszone, lkliwe wiateko przy jego ku arzyo 
si zotym brzaskiem w ciemnociach, a reszta mieszkania zanurzaa si w gruby, nieprzenikniony 
mrok. 

62 



Joe pozamyka drzwi, pospuszcza story u okien i dugo sta w najgbszym skupieniu, w 
niemej modlitwie, jak odprawia zawsze przed seansem, a wreszcie poszed do pierwszego 
pokoju i usiad na pododze obok kominka, wspierajc si grzbietem o cian  w gbi, przez 
pootwierane drzwi i rozchylone portiery, widnia saby zarys picego. 

Przysiad na podwinitych nogach, by si zapa w siebie i rozdwoi, by si wyoni na 
zewntrz sobowtrem i ujrze siebie poza sob, nie zrywajc jedni rozszczepi si i by tej 
jedni dwiema tosamociami, podwoi si w rozdwojeniu nie przestajc by sob; byy to 
wstpne praktyki Joe, prowadzone z elazn konsekwencj pod wpywem i kierunkiem Mahatmy. 


Wnet znieruchomia i jakby zastyga; mimo mki tej pozycji skurczowej nie poruszy si 
jednak ni razu, nie zadrga z blu, przemaga z wolna ciao, zabija wraliwo i krzepic si 
cierpieniem znoszonym bez drenia ciga rozproszone myli w jeden punkt, w jedno przeraajce 
moc pragnienie je zamyka: ujrzenia samego siebie. 

Daremnie rozedrgane yciem przypomnienia jakie budziy si w gbi mzgu; daremnie 
tumny szereg obrazw, zdarze, zarysy twarzy, dwiki gosw wydzieray si zgiekiem na 
pole wiadomoci, obsiadajc mu dusz zjawami prawie widzialnymi, zabija je spychajc na 
samo dno zapomnienia, ogarnia siebie coraz potniej, krzepn zapadajc w wiadomie wywoywan 
katalepsj. 

Otwarte szeroko oczy patrzyy nieruchomo, szklisto a czujnie, napite strasznym oczekiwaniem 
widzenia. 

Par si z wolna z siebie, wydziera z wizw ciaa, smaga z nieubagalnoci wasnego 
trupa, szponami woli wyupywa z siebie wasn dusz, stwarzajc z niej drugi, swj wasny i 
tylko przez siebie widziany i czuty byt. 

Godziny pyny wolno, cicho, niepostrzeenie, przesuway si jak sen nocy po olepym 
zwierciadle, staway si nie bdc, przychodziy z nieznanych gbin i mary niezapamitane, 
wydzwania je zegar, gdy ju ich nie byo i jeszcze nie nadchodziy, stwarzay wszystko same, 
nie stajc si niczym, znaczyy swj lad bdny tsknot i rozmarzeniem, a czasem zami, a 
niekiedy mierci... 

Miasto spao cikim snem spracowanych kamieni, spowitych w niepokojce marzenia, 
gucha noc patrzaa lep twarz w ostygy wiat. 

Zenon spa bez przerwy, w mieszkaniu leao odrtwiae, senne milczenie, tylko niekiedy 
ciemno i cisza przemawiay nikym cieniem nieopowiedzianego, szemray dawno pomare 
dwiki i barwy... jakie utajone trwonie ycie poczynao si zjawia... martwe zdawao si 
y... ciany szeptay... brzy pieway aonie, jakby jkiem dusz bdzcych koo swoich 
cielesnych, awatarw... twarde mahonie podnosiy tskny glos... a z muszli lecych na kominku 
promienioway roztsknione szumy mrz dalekich, obszarw pawicych si w socu, 
emanacje rozkoysanych gbin, ycie inne, ycie rzeczy wszelkiej drgao w ciemnociach. 

...W cieniach zawsze si kryj straszne zjawy, noc ma wieczn swoj tajemnic. 

Samotno i cisza odkrywa niekiedy nieznane ono, stare zwierciada zaczynaj przemawia, 
pokazujc to wszystko, co si w nich niegdy jawio. 

Wszystko, co jest, ma swoj dusz, polubion milczeniu i tajemnicy... 

Joe siedzia wci w najwyszym, prawie skamieniaym napiciu woli, by ju tylko snem 
poczynajcym samego siebie poza sob... 

Obtulaa go cisza mrcych z wolna godzin, nie wiedzia o niczym, zapatrzony w gb 
strasznego podania, jego zgita i we czworo zoona posta zaczynaa si wyania z nocy 
fosforencyjnym obrazem, jania jakby obsypany bkitnawym brzaskiem, oczy mu gorzay 
zastyg strug sinego wiata... a z palcw zacinitych, z wosw, ze wszystkich staww 
wydziela si py wietlany, promieniowa cay! 

Naraz drgn w sobie i jakby jeszcze naty marzenie... oto zamajaczy przed nim cie jaki... 
w czarnej otchani zawirowa mgawy i rozprynity zarys... chwia si pomieniem... 

63 



stawa si z wolna... przyjmowa ksztat ludzki i nieruchomia... zacz widzie kogo siedzcego 
naprzeciw i zapatrzonego przed si... 

Zrozumia, e sta si ten cud upragniony, widzia si ju bowiem siedzcym na pdwinitych 
nogach, skupionym i nieruchomym, takim samym i tym samym, we wasne oczy patrza 
i we wasn twarz, jakby zwierciadlane odbicie oderwao si i siado naprzeciw niego... 

Zachwia si naraz, jaka mga przysonia mu wiadomo na mgnienie... e gdy si znowu 
podnis w sobie, nie mg zrozumie, gdzie jest, ktrym jest z tych dwch rozszczepie... 

Podnis si nagle z ziemi pod wpywem witej radoci cudu, ten drugi on podnis si 
rwnie, stali naprzeciw siebie z tym samym cichym, szczsnym umiechem, z tym samym 
czuciem siebie. 

Kady ruch duszy, kada myl i kade drgnienie czucia byo w nim podwjne i tosame, 
rozdzielone a jedne. 

 To ja tam jestem, ja!  myla, czu raczej, pochylajc si naprzd  sobowtr uczyni to 
samo i z tym samym uczuciem zdumienia. 
Posun si do siebie o krok jeden i przystan, tamten rwnie, zajrzeli sobie w oczy i 
dugo, mocno, do najtajniejszych gbin patrzyli z tym uczuciem trwonego podziwu, z jakim 
czowiek spoglda w siebie niekiedy, bo nie ma nic bardziej przeraajcego nad usuwanie si 
wiadome w przepacie wasnego ja. 

 I gdzie ja jestem  Spostrzeg nagle wiecznie czuwajc myl, e cay pokj widzi rwnoczenie 
z dwch przeciwlegych sobie punktw, e rozpatruje siebie z dwch przeciwnych 
stron... czujc si w obu zjawach z jednak moc i zupenoci. 
Przymkn oczy, aby ciszej i radoniej ni ten cudowny sen o sobie, pogra si w marzenie 
niewyraalne zgoa, w marzenie o marzeniach. 

Niekiedy powraca z niemiertelnych krain tsknoty, jak ptak znuony samotnym lotem w 
bezmiarach, kry nad yciem i odlatywa strwoony w nowe otchanie snw o snach. 

Niekiedy otwiera oczy, przyglda si sobie z umiechem niewysowionej tkliwoci, z 
umiechem nadludzkiego szczcia i znowu ni niemiertelno. 

Niekiedy za ca pamici ciaa powraca na ziemi, przypomina sobie ycie i wszystko 
ogarnia, a wtedy to drugie jego ja unosio si przed nim, kryo z wolna i nieustannie po 
mieszkaniu, zajmowao si czymci nie bardzo rozumianym przez niego, czymci bahym, 
pewnie yciowym, bo on spostrzegajc ten swj awatar yciowy szepta prawie rozkazujco: 

 Id, myli moja... stawaj si yciem... wypeniaj konieczno i przeznaczenie... id... ja 
wracam do Niego... 
I pochyla si roztskniony w ramiona nieskoczonoci, pada w tajemnicze, samotnie 
krlujce M i l  z e  i e. 
Noc ju dochodzia swego kresu, pokj napenia si z wolna szarym witem, jakby popielnym 
brzaskiem rozwianych w py, pomarych godzin ciszy... z mrokw poczynay si 
leniwe zarysy sprztw... 

Jeszcze senny ruch budzi si w odrtwiaym domu... ycie codziennie przytomniao po 
cikim nie odpoczywania... zjawiay si pierwsze, niemiae gosy dnia... jaki poranny 
wiatr z szumem otrzsa zimn ros z drzew pokurczonych... ulice poczynay bekota gucho... 
dzie spada na budzcych si jak godny wilk i porywa w drapiene pazury trudu 
krwawego. 

Tylko Zenon spa wci, a Joe siedzia pod cian na podwinitych nogach, zesztywniay, 
z szeroko otwartymi oczyma, ale w zupenej katalepsji. 
Dopiero ostre i gwatowne dzwonienie u drzwi wchodowych wyrwao go nagle z odrtwienia; 
porwa si na nogi. 
Malajczyk sta w progu, zakopotany wielce. 

 Czego chcesz?  mwiem ci, aby czeka na mnie w domu! 
64 



 Miss Daisy kazaa mi obudzi pana i powiedzie, e mr Zenon ma ju dosy snu i e 
trzeba go zostawi samego. 
 Spotkae j na schodach?  zdumiony by tym szczeglnym nakazem... 
 Przychodzia na gr... kazaa mi i  tumaczy si lkliwie. 
 Dobrze, naszykuj kpiel, zaraz przyjd. 
Zdumia si jeszcze wicej ujrzawszy Zenona siedzcego na ku i zgarniajcego palcami 
rozsypane na kodrze fioki. 

 Dawno nie pisz? 
 Przed chwil si przebudziem. Kto to przynis i rozsypa? 
 Wanie o to samo chciaem ci zapyta. 
 nio mi si, e Daisy rzucia na mnie pkiem kwiatw, nio mi si przed chwil, e 
przebudziwszy si mylaem, i to sen te kwiaty. 
 Nie, to s rzeczywiste kwiaty, jaki tajemniczy aport!  szepn pomagajc mu zbiera 
fioki, bo peno ich byo na ku, wieych, wonnych, jeszcze ros byszczcych, i zapeniy 
mieszkanie wionianym aromatem. 
 Jak si czujesz? 
 Zupenie dobrze, ale co mi si stao waciwie, bo nic nie pamitam? 
 Ale prawie nic, omdlae na ulicy... to wszystko... 
 Omdlaem?... dziwnie nic nie mog sobie przypomnie... mam jakie przypomnienia w 
sobie, ale tak zamglone, e nic dojrze nie mog, czuj tylko ich ruch zgiekliwy i niepokj... 
otacza mnie mrok... a teraz te fioki... 
 S od niej! 
 Bya tutaj, bya u mnie?  wykrzykn zdumiony. 
 Zwyky aport. Nie potrzebowaa przychodzi a tutaj, aby ci je rzuci na piersi. 
 By moe, ale nie bardzo wierz w te cudowne aporty. 
 Cuda si z tob dziej, cuda staj si dokoa ciebie, ty za nic nie spostrzegasz, jeste lepy 
na wiato  mwi z pewn gorycz. 
 Prawda, e ze mn dziej si rzeczy nadzwyczajne, niewytumaczone... 
Przypomnia sobie naraz jakie rozproszone strzpy zdarze i uczu. 
 Czuwae dzisiaj w nocy nade mn? Bo co sobie przypominam. 
 Byem przy tobie, byem...  drgn nagle i rzuci si gwatownie w ty, bo oto znowu ujrza 
samego siebie stojcego naprzeciw. 
 Co ci si stao? 
 Nic... nic... Powiedz mi, gdzie ja jestem?  wyszepta trwonie, ledzc to drugie swoje 
ja, rwnie pochylone nad Zenonem i szepczce mu do ucha. 
 No, tutaj, przy mnie... Nic nie rozumiem...  zaniepokoi si jego wzburzeniem. 
 We mnie za rk... mocno trzymaj... silniej...  Jkn aonie, padajc na krzeso; z 
zamknitymi oczyma, na p przytomny, dugo siedzia bez ruchu, w najstraszniejszej trwodze, 
e skoro otworzy oczy, znowu siebie ujrzy. 
 Czy sami jestemy?  .zapyta ledwie dosyszalnie. 
 Ale najzupeniej, nikt nie wszed... 
 Przejrzyj mieszkanie, prosz ci...  strach dygota mu w gosie. 
 Zapewniam ci, e prcz nas nie ma nikogo wicej. 
Otworzy wtedy oczy i ze strachem przyczajonym rozglda si dokoa. 
 Strasznie czuj si zmczony i senny  rzek po chwili. 
 Co ci si stao? 
 Zdawao mi si przez chwil, e kto wszed tutaj  wstrzsn si nerwowo, rozgldajc 
si po pokoju  ale, jeli bdziesz mg, jed dzisiaj do Bartelet Court, tam czekaj na ciebie z 
upragnieniem. 
 Z pewnoci pojad; wczoraj nie mogem przyjecha za tob, pno, byo i... 
65 



 Wczoraj! trzy dni temu byem... przypomnij sobie... przypomnij...  powtrzy mocno, 
uderzajc w niego stalowymi oczyma. 
 Trzy dni... wic ja cay ten czas byem bezprzytomny... Nie mogem wtedy pojecha do 
Betsy, bo... tak, wiem ju... pamitam... 
Zerwa si, olniony przypomnieniami, mrok si w nim rozdar, e nagle ujrza to wszystko, 
co przey i widzia. 

 Pamitasz teraz?  pyta cicho, chcc mu wydrze tajemnice. 
 Wszystko, wszystko... 
 Opowiedz kolejno, mniej si zmczysz...  podsun mu podstpnie, nie zdejmujc z niego 
oczu hipnotyzujcych. 
 Nie, nie mog, nie...  broni si zajadle, bo naraz zabrzmiao mu, jakby tu nad uszami: 
Bd bez trwogi, milcz. 
 Jeli to tajemnica, nie dam jej... ale jeszcze ci raz powiem, e si strze Daisy, ona stanie 
si twoim nieszczciem  szepn gronie. 
 To bdzie, co przyjdzie... Niechaj si stanie, co si sta ma... Nie w mojej mocy odwrci 
przeznaczone  odpar z nieoczekiwan stanowczoci. 
 Daruj, ale musiaem speni swj przyjacielski obowizek... 
 Nie al, ale wdziczno mam tylko dla twoich ostrzee... 
 I niczego si nie lkasz?  zapyta jeszcze. 
 Nie wiem; zadaje mi si, e zamara we mnie sama mono obawy. 
Joe ucisn mu rk i odszed w milczeniu. 
 Niechaj si stanie, co ma si sta  szepn sam do siebie z jak cich i zupen determinacj. 
Nie broni si ju i nie wydziera przeznaczeniu, poczu nagle w gbiach swej istnoci, 
jakby w rdzeniu duszy, e musi by posuszny, wic pochyli si kornie przed  i e z  a 
 y m i czeka na wyrok bez drenia. 
Pamita teraz wszystko i w najdrobniejszych szczegach, lecz si nie dziwi niczemu ni 
przeraa, ni chcia zrozumie otaczajce go tajemnice... 

Nawet mu na myl nie przychodzio pytanie: dlaczego? kto? 

Zdawa si trwa jak czowiek zabity w bitwie, cinity w szeregi i porwany wichur y


wych, ktry idzie razem ze wszystkimi, patrzy, spostrzega, co czyni bezwiednie, co nawet 
myli automatycznie, a gdy si rozerw szeregi, pada martwy. 
Czu si tylko dziwnie saby fizycznie i tak roztkliwiony, e odczytujc listy Betsy, rozpaka 
si nad jej troskliwoci. 

 Biedne dziecko  rozmyla o niej ze wspczuciem bardzo silnym, nie wiedzc sam, 
dlaczego si nad ni lituje. 
Niedugo to jednak trwao, ustpujc miejsca niewytumaczonemu niepokojowi i zdenerwowaniu; 
nie potrafi myle o niczym i nie by wstanie zaj si czymkolwiek; zrywa si co 
chwila z miejsca, bo zdawao mu si, e go kto woa w przestrzeni, e musi gdzie biec... co 
robi... z kim si spotka... Przypomnia sobie jakie pilne sprawy i zapomnia o wszystkim, 
bo ten nawoujcy gos brzmia w nim coraz wyraniej. Ale kto woa i gdzie, nie mg zrozumie. 


Stawa bezradnie, nasuchujc w skupieniu najgbszym. 
Tak, by ju zupenie pewny, e woa go jaki gos przytumiony, daleki, e kto na niego 
czeka i myli o nim. 
Tysic razy rzuca si wyton, szukajc myl w prni odgadywa i tysic razy opada, 
zniechcony daremnym wysikiem. 

 Kto mnie woa?  pyta gono w najwyszym zniecierpliwieniu... 
Odpowiedzi nie byo, ale i to woanie guche nie ustawao ani na mgnienie, drgao mu w 
sercu jak daleki, daleki krzyk tsknoty. 

66 



A chwilami sysza tak wyranie, jakby kto woa za oknem, przez cian lub na korytarzu, 
ale pod oknami drzewa szumiay rozkoysane i szczebiotay tylko zzibe ptaki, a na korytarzach 
byo prawie pusto. 

Wraca do mieszkania rozdraniony coraz wicej i tak znuony wysikami daremnych odgadywa, 
e pooy si w kocu na otomanie i zasn. 

Przeszo poudnie i zmrok ju zapada, gdy si przebudzi. 

 Pjd!  zabrzmia mu gos jaki nad uchem. 
piesznie si podnis i rozglda nieprzytomnymi oczyma po pokoju. Nie byo nikogo, 
mrok si ju rozpociera gsty, szare, smutne tumany przysaniay wszystko, meble zaledwie 
widoczne byy zarysami, a zwierciada szarzay jak mtne tafle lodowe. 

Jeszcze sucha tych mrcych w ciszy dwikw, gdy nagle zwierciado zamigotao byskawic; 
w lustrzanej gbi poczo si co stawa, gszcze drzew i kwiatw wyamay si 
jakby z przesonecznionych mgie. 

Obejrza si trwonie, pokj ciemnia z wolna i zapada w nocy, ale tam, za zwierciadlan 
powierzchni, w dziwnej rozbyskujcej jani, wychylaa si jakby wizja podzwrotnikowego 
lasu, wyniosy tum palm pierzastych osania nieskoczon drog jakby tunel zielony. Przysun 
si bliej, nie mogc oderwa oczu, bo z tych gbin, wprost ku niemu, nadchodzia 
Daisy. 

 Pjd! 
Widzia poruszenie jej ust i przyzywajce, rozgorzae oczy. 
Zadra do gbi, rozpozna gos i poszed jakby wprost przed siebie do niej, poszed jakby 
w t gb zwierciadlan, straciwszy wiadomo, co si z nim dzieje, ale z tym radosnym 
dreniem, e odnalaz wreszcie poszukiwan. 

Przeszed jadalni ciemn, niby przez zway nierozpoznanych rzeczy, wpatrzony wci w 
Daisy zbliajc si ku niemu. 

Oprzytomnia naraz, znalazszy si w oranerii. 

Tak. Daisy tam czekaa na niego przy fontannie z kwiatem magnolii w rce; Bagh tulia si 

mionie do jej kolan, zagldajc w oczy. 

 Jestem!  szepn stajc przed ni. 
 Ma pan oporn dusz. 
Spojrza na ni nie rozumiejc. 
 Dawno pragnam pana ujrze, dawno ju przyzywaam. 
 Syszaem nie wiedzc, kto mnie woa! 
Fontanna szemraa cicho, rozpryskujc rosisty py na kwiaty migdaw, ktre jak rowy 
obok wznosiy si z zielonych gbin gszczw; mocne, przenikajce zapachy kwiatw przepeniay 
oraneri. 

 Pamita pan?  zapytaa dotykajc jego rki. 
 Wszystko... 
 Kto tam by ze mn, jest Jego! 
 Jestem twj, pani, twj!  powtrzy chylc przed ni gow. 
Umiech jak radosna byskawica rozjani jej twarz blad, oczy strzeliy potnym pomieniem, 
a purpurowe usta zaszemray: 

 Wic niechaj si stanie, czy tak? 
 Co si ma sta! Tak, tak, mylaem, tego pragn. 
 I jeste gotw? 
 Choby na mier!  zawoa namitnie, zapominajc o caym wiecie. Utopi w niej ca 
dusz. 
Patrza w ni pokornie niewolniczymi oczyma oddania i zalenoci, czujc, i jest zwizany 
z jej dusz na zawsze, e jeli ona powie: Umrzyj!  to speni ten nakaz z rozkosz. 

67 



Uja go za rk, wiodc w zaciemnion gb, pod bambusowe krzewy. Tam usiedli: pantera 
patrzaa na nich zielonymi, strujcymi oczyma. 

 Mam kilka sw do powiedzenia, kilka wanych sw. 
 Czekaem na nie z utsknieniem... 
 Jeeli chcesz, moemy pojecha na ten soneczny brzeg, o ktrym niegdy opowiadae... 
Par tygodni... przepadniemy dla ludzi... bdziemy nili nadludzkie szczcie... 
 To droga wykrelona wtedy na mapie tam wioda? 
 Do wykradzionego od ycia szczcia wioda!...  szepna. 
 Nie mog si przebudzi!  ozwa si ciskajc sobie gow. 
 Zginiemy na kilka tygodni, ale potem pami tego czasu musi w nas umrze... Bdziemy 
dla ciebie tak obcy i dalecy jak dotychczas. 
 Jake pami szczcia moe w nas umrze! 
 Chcesz?...  zapytaa znowu, zagldajc mu z bliska w twarz. 
Pochwyci jej rce i przycisn do ust. 
 Mw do mnie, obud mnie, niech uwierz, i to nie sen, bagam ci...  szepta nieprzytomnie 
i gorczkowo. 
Wpatrzya si w niego rozgorzaymi jak pomienne otchanie oczyma, staa si jak kwiat 
cudny, rozkwity nagle przepychem barw i dyszcy upajajcymi aromatami, usta jej drgay, a 
nachylajc je prawie do jego ust, szepna: 

 Tylko sen moemy ni razem; ycia nam nie wolno. 
 I kiedy si ma to sta?  pyta z lkiem, e wnet si rozwieje wszystko. 
 Moe dzisiaj jeszcze... moe jutro... Nie wiem, ale kiedy nadejdzie ta chwila, zjawi si 
przed tob, i ty... 
 A ja pjd za tob! O Daisy! O Daisy! ja ni rzeczy nieopowiedziane... 
 Bdziemy nili o sobie... przenimy nasze dawne istnienia i awatary. 
 Sowa twoje mnie budz, zmartwychwstaj w tobie... 
 Bom jest tob, jak kwiatem jest jego aromat! 
 Musiaem ci ju dawniej kocha, dawniej i zawsze... 
 Bo zawsze byam przy tobie i zawsze byam twoj dusz... 
 Wiem... przed czasami... przed istnieniem... musiaem by socem i zgasem, utonem 
w bezmiarach twojej renicy witej. 
 Pjdziesz ze mn?  wspara oczy swoje ma jego oczach nieruchomych. 
 Choby w mier! Kochasz mnie?  zamiera z nadludzkich wzrusze. 
Ale Daisy porwaa si z miejsca, bo pantera podniosa si nagle i wsparszy si apami o 
basen fontanny, zacza ponuro wy... a jemu si wydao, e spoza strug wody wychyla si 
smutna i grona twarz Bafometa, rozbysa krwawymi oczami... 

 Id w wieczny sen o tobie!  majaczy padajc na awk. 
68 



7 


 A potem ju chyba mier!  myla po dugim milczeniu, podnoszc rozgorzae oczy. 
Daisy ju nie byo, tylko Bagh, czogajc si po wrbie basenu, skomlaa tskliwie, a rozmotany 
piropusz fontanny dzwoni trwoliwym, rozekanym szmerem; chwiay si licie palm i 
z zielonych gszczw przebyskiway jakie kwiaty, podobne oczom zaczajonym tak niemo a 
drapienie, e zatrzs si i piesznie wyszed z oranerii. 
Ale gos Daisy wci w nim piewa; wci sysza jej sowa spadajce mu na dusz ros 
wonn i palc; wci widzia jej oczy, przenikay go niby ostrza drczce bolesn rozkosz... 
Przepala go straszliwy ar ekstazy, miota nim wicher szczsnego szalestwa, unosi w nieba 
i rzuca w odmty niepojtej zgrozy, na jakie guche, umare dna wyczerpania. A wrd tego 
chaosu i strzpw myli wio si przez niego tylko to jedno mocne i wiadome uczucie, e 
musi by posuszny jej woli, musi, i e ta konieczno ofiary z siebie i zatracenia si ma niewypowiedzian 
sodycz zamierania. 

 A moe ja ni? A moe wszystko jest tylko halucynacj?  Zachwia si w nagym 
przypywie wtpliwoci. Za oknami sania si smutny, zadeszczony dzie, chaos miasta, zatopionego 
w strugach wody spywajcej nieustannie i mgach. 
Naraz obejrza si na zwierciado, poyskiwao martw, sinaw tafl, odbijajc w sobie 
cay pokj i jego twarz dziwnie poblad i zmienion. 

 Ale czy to ja jestem?  Wyda si sobie tak niepojcie inny, tak strasznie obcy i nieznany, 
e a si cofn w bezradnej trwodze. 
 Przecie jestem! Widz, czuj, stwierdzam!  myla dotykajc rnych przedmiotw; 
czu chd brzw, mikko jedwabnych obi, rozrnia barwy i ksztaty, spostrzega rnice 
i nieco tym uspokojony, usiad do fortepianu, ale nie potrafi nad nim zapanowa, gdy 
spod palcw rway si jakie bekotliwe, spltane krzyki. Uderzy klawisze z moc, wadczo, 
a fortepian zajcza i popyna dzika melodia, podobna do jkw i chichotw szamoccych 
si szalecw. 
 Radosny jestem i szczliwy, a co we mnie pacze, co si trwoy, ale co? Co?  pyta z 
uporem i nie znalazszy odpowiedzi rzuci si na otoman i ukrywszy twarz w poduszkach, 
usiowa zapomnie o wszystkim. Nim jednak pogry si w niepamici, odezwa si jakby 
tu nad nim gos Daisy. Zerwa si gwatownie, gos brzmia ju w pewnej odlegoci, cicha. 
 Gdzie jeste? Gdzie?  woa przeszukujc cae mieszkanie, a musiaa gdzie by, poczu 
bowiem zapach jej perfum, sysza jej kroki, szelest sukien roznosi si wyranie. 
 Daisy! O Daisy!  wybuchn naraz, wycigajc rce do zwierciada, w ktrym zamajaczy 
jej zarys, niby utkany z perlistej mgy, bysny jej fiokowe oczy, umiech rozkwitn 
wskro bielm i nim dobieg, wszystko si rozwiao i przepado. 
Dugo czeka zapatrzony w pust tafl, jakby w zamarz to, zazdronie kryjc przed 
okiem miertelnych swoje cuda i dziwy niepojte. A potem spada na jaka cicha i szara zaduma, 
e jakby uton w bezwadzie i trwa, pren ju wszelkich szamota, radoci i blw, 
zapomniany i zapominajcy, daleki nawet siebie i tyle o sobie wiedzcy, co mog wiedzie 
gwiazdy lecce przez nieskoczono. 

Zbudzi go dopiero bekot ycia, szturmujcy dzik, brutaln wrzaw do okien, lk cisn 
mu serce i oczy napeni zami niewytumaczonego smutku. Wczy po mieszkaniu trwonymi 
oczami, gdy mu si wydao, e ze wszystkich stron wycigaj si ku niemu drapiene 
szpony ycia i e jego wasny gos woa srogo i nakazujco: 

 Nie, ju nie wrc do ciebie, nie wrc  odpowiada, zapatrzony w jaki brzeg majaczcy 
coraz sabiej i dalej. 
69 



 Pjd swoj drog! Pjd w sen o yciu nowym  duma. 
Wszed sucy meldujc jakiego nieznajomego pana. 
 Nie ma mnie!  zawoa niecierpliwie i drugimi drzwiami poszed na gr do Joe. Malajczyk 
bardzo stanowczo zastpi mu drog. 
 Nie mona! 
 Czy tam jest kto? 
 Nie mona. 
 A moe ju zaczli seans?  pyta podstpnie. 
 Nie mona  powtarza uparcie, zasaniajc sob drzwi. 
 Jakie spirytystyczne praktyki  pomyla Zenon wzgardliwie i poszed na miasto. 
 A moe znowu biczowania? A moe i ona?  byskawica wspomnie wstg ohydnych 
obrazw przewina mu si przez mzg. 
 Samo podejrzenie ju jest szalestwem. 
Bka si dugo we wrzaskliwym odmcie miasta, przypatrujc si murom i twarzom z jakiego 
niezmiernego oddalenia i jakby po raz ostatni, jakby oczami poegna na zawsze. Daleki 
si ju poczu od wszelkich zabiegw i spraw, dla ktrych yy i umieray te niezliczone 
rzesze, tak bardzo daleki, i tylko majaczeniem wydawa mu si wszystek ich ywot, majaczeniem 
zgoa niezrozumiaym i zupenie obcym. 

 Kto z nas halucynuje? Ja czy oni?  zapytywa si niekiedy, usiujc poj swj stosunek 
do nich, ale wtedy wypezay przypomnienia Daisy i te trzewiejce myli rway si w strzpy, 
e znowu zapada w tuman nieokrelonych marze i drczcej tsknoty. I znowu przechodzi 
wrd cib i wrzaskw niby zahipnotyzowany, poruszajc si automatycznie, odruchami 
nawykw i przyzwyczaje, bdzi jak ywy trup w niepojtych pustkach i milczeniu. Dopiero 
w jakim pospnym zauku oczy jego, lizgajc si martwo po wszystkim, zatrzymay si 
machinalnie na biaym, jaskrawo wieccym si szyldzie: Tu sprzedaj rosyjskie papierosy. 
Przeczyta par razy i pchnity jakim ciemnym odruchem, wszed do sklepu. 
Stara ydwka w peruce drzemaa za bufetem, gromada dzieci w achmanach kbia si z 
piskiem po pododze, w bocznej izbie, niskiej i straszliwie brudnej, klekotay maszyny i kilkunastu 
ludzi, kiwajc si nad robot, cigno jak przesmutn pie. 

Ale skoro wszed, owiono go takie przegnie i jakby zropiae powietrze, e ledwie zdoa 
wykrztusi jakie sowo, na ktre ydwka porwaa si z miejsca, maszyny przycichy i 
wszystkie oczy podniosy si na niego. 

 Pan moe ze samej Warszawy?  spytaa niemiao i jej wyndzniaa twarz rozjaniaa 
si cichym rozradowaniem. 
 Tak, tak!  odpowiada, zmieszany cib, jak go zaraz otoczyli, i natarczywymi spojrzeniami. 
Naraz wszyscy zaczli mwi i pyta si jeden przez drugiego, podnis si niesychany 
gwar; kto mu podsun stoek, kto trzyma jego kapelusz, kto podawa wod, a ze 
wszystkich stron dotykay go delikatnie jakie palce i zaczerwieniane oczy wpijay si w niego 
z arocznoci. 
Odpowiada machinalnie, gdy gwatowna fala przypomnie zalaa mu dusz, woay w 
nim jakich dawnych lat majaki, jakie dnie przebrzmiae zamigotay i jakie bolesne widma 
chwil pomarych, i echa dalekiej ojczyzny... 

 Gdzie ja jestem? Co robi tutaj ci ludzie? Dlaczego?  myla rozgldajc si trwonie 
dokoa, bo ndza wyzierajca z kadego kta, z kadej twarzy i z oczw kadych odpowiadaa 
mu wielkim gosem, dlaczego i po co! Taka gboka lito wtedy nim zatargaa, e przemgszy 
obrzydzenie i wstrt do ich brudu i achmanw, zawiza z nimi dusz rozmow. 
Nie skaryli si, nie narzekali, nie zorzeczyli, ale kady z nich w paru cichych i niezdarnie 
wypowiedzianych zdaniach rozsnuwa straszn litani blw, krzywd, ponienia i niesprawiedliwoci, 
ca gehenn wydziedziczonych. Sucha jakby fantastycznej opowieci z tysica 
i jednej nocy, od ktrej powstaway mu wosy i dusza kurczya si z gorzkiego, palcego 
70 



wstydu. Po wiele razy chcia ju ucieka, ale nie mg si poruszy z miejsca, ubezwadniony 
zdumieniem i zgroz. Pierwszy raz w yciu zajrza na samo dno rzeczywistoci, na samo dno 
czowieczej ndzy. 

 Straszne! Straszne!  szepta i odwracajc twarz od ich zaczerwienionych oczw, spostrzeg 
jak ma dziewczyn, skulon pod stoem, ktra co chwila bia pistkami lalk uwit 
z gagankw i co do niej gronie szeptaa. 
 Co ona tam robi? 
 Pan wie, ona ma troch sabo w gowie!  wyjkaa stara. 
 To wasza crka? 
 Nie! nie!  obejrzaa si podejrzliwie i zacza szepta jakby w tajemnicy:  Pan wie, jak 
by pogrom w Kiszyniewie, to zabili jej tat, zabili jej mam, zabili jej famili, jej twarz rozcili, 
zrabowali cay towar i jeszcze dom podpalili! Co to byo, to nawet nie mona opowiada. 
Znaleli j pod trupami ledwie yw! Taka sierota zostaa, emy j wzili ze sob! Ale 
od tego czasu cigle si boi, a jak zobaczy sodata, to zaraz pacze, krzyczy i ucieka! Bardzo 
si boi! Rziu, chod do nas, Rziu! Nie bj si, ten pan nic ci zego nie zrobi! 
I mimo oporu wycigna j spod stou i przyprowadzia. Dziewczyna wystraszona trzsa 
si i pakaa, wielkie zy spyway po jej bladej twarzy, przecitej krwaw prg, w niebieskich 
oczach o zotych rzsach tai si obd i przeraenie. Chcia j pogaska po rudych, 
podkrcanych w piercionki wosach, ale ona zakrzyczaa strachliwie i ucieka w gb mieszkania. 


I Zenon mia rwnie dosy tego. 

 A mimo wszystkiego chce im si jeszcze y  myla powrciwszy do mieszkania i dosy 
dugo nie mg si otrzsn z przykrego wraenia, dugo pamita t dziecinn twarzyczk 
z krwaw prg, jej bdne, zdziczae oczy i te mczeskie, wyndzniae gowy ndzarzy. 
 Co si tam dzieje?  Buchny mu znowu do mzgu przypomnienia ojczyzny. Spycha je 
na samo dno niepamici, lecz nie day si zatraci, podnosiy si pieni tsknoty i w coraz 
boleniejszej tonacji powracay. Stan przed bibliotek, czytajc machinalnie polskie tytuy, 
ju nawet wycign rk po jaki tom, ale cofn si piesznie. 
 Nie, po co wskrzesza pogrzebane? Umarem dla nich, nikt ju tam nie pamita, e byem 
kiedy pomidzy nimi! Nikt!  powtarza smutnie i z pewn gorycz. 
 I ja nie pamitam nic i nikogo!  wmawia w siebie bardzo usilnie, gdy wanie w tej 
chwili pamita wszystko! 
 Straszny kraj i straszni ludzie!  broni si przed tsknot, sczc mu si przez serce 
ostrym spazmem blu. 
 Wszystko przez tych ydw!  szarpa si gniewnie.  Po licha waziem do nich! Gupi 
sentymentalizm!  wyrzuca sobie niecierpliwie, ale dopiero wieczorem, przy obiedzie, w 
ognistych spojrzeniach Daisy zapomnia doszcztnie i o wszystkim. Daisy bya milczca i 
jakby owiana melancholi, tylko Bagh co chwila czogaa si do niego, kada mu gow na 
kolanach i jako mionie patrzaa zielonymi renicami. 
 Mam dzisiaj u Bagh jakie nadzwyczajne aski! 
 Ona wie, kogo ma nimi darzy!  odpowiedziaa Daisy ogarniajc go jakim dugim, a 
nie widzcym spojrzeniem. 
 Chyba dlatego, e suymy jednej pani  wyrzek cicho. 
 Nie, ale dlatego, e my troje suymy Jedynemu... 
Nie mia czasu prosi o wytumaczenie, gdy wstawano od stou i Daisy zaraz wysza. 
I ycie znowu potoczyo si jak zwykle, jak co dzie. 
Jak zwykle, dnie wloky si wolno i nudnie; poranki wstaway senne i mgliste, poudnia 
przychodziy blade, wyczerpane i smutne, wieczory byy rozdygotane gorczk i znerwowane, 
a noce cigny si bez koca, zasuchane w pluski nieustannych deszczw i w krzyki 
szamoczcych si drzew, nieskoczony korowd chwil niepamitanych, tysice twarzy i rze


71 



czy niezauwaonych, tysice rozprynitych myli przesuwao si jakby gbi zwierciada 
przez jego mzg niezdolny do adnego skupienia i przez jego oczy lepe na wszystko zewntrzne, 
a wytone wci w jak tajemnicz, czarown dal oczekiwania. 

Czeka na znak Daisy. 

Na to obiecane j u   o, tam, nad bkitami mrz dalekich. Czeka spokojnie, ufny, e zjawi 
si i powie: Chod! 

I codziennie wstawa z pomienn nadziej, e to zaraz si speni, e to dzisiaj otworz si 
wrota wymarzonego raju, ale po kilku dniach ekstatycznych wyczekiwa Daisy wyjechaa z 
Mahatm do Dublina na pewien czas. Zaniepokoi si nieco, lecz odprowadzi ich na kolej 
wraz z Joe i wielu wyznawcami. Ju w ostatniej chwili odjazdu Daisy zatopia w nim rozgorzae 
potnie oczy i szepna: 

 Wkrtce... pamitasz?... 
 Czekam! Czekam!  odpowiedzia niemymi ustami. 
I tak dugo a uporczywie patrzy za pocigiem gincym w oddali, a Joe, zrozumiawszy 
jego stan, cisn mu rk w kostce i lekko dmuchn w oczy. 

 Chodmy ju, zimno  zawoa rozkazujco. 
Zenon wstrzsn si febrycznie i jakby si budzc pytajco patrzy dokoa. 
 St. Pancrace-Station! Nie poznajesz? 
Zenon zamia si dziwnie nerwowo. 
 To dziwne, ale przez jakie mgnienie nie wiedziaem, gdzie jestem, miaem wraenie, i 
jad pocigiem i rozmawiam. Nie rozumiem, co mi si stao!  przeciera czoo usiujc skupi 
rozpierzche strzpy jakich przypomnie. 
 To resztki jakiej choroby albo jej pocztek... 
 By moe, istotnie, ale od paru dni czuem si tak niesychanie podniecony! Byem pewien, 
e mnie co nadzwyczajnego spotka. Prawda, przecie ja czekam...  nie skoczy. 
 Powiniene wyjecha! Nawet nasz doktor mwi do mnie, abym ci poradzi zmieni klimat 
i otoczenie, a zwaszcza otoczenie. 
 To prawda, e nasz pensjonat jest nieco wariacki. 
 A niektre osoby maj na ciebie wpyw bardzo niebezpieczny. 
 Mylisz si...  powstrzyma na ustach jej imi. 
 Tak mniemam. Ty nie znasz caej potgi jej woli, nie wiesz, kto ona jest, nawet nie przypuszczasz! 
 Mwmy otwarcie. Przypuszczasz, i Daisy mnie zaczarowywuje i urzeka?  zamia si 
drwico. 
 Jestem tego pewien!  odpowiedzia z tward stanowczoci. 
 Kiedy wiesz, to moe mgby mi z tak sam pewnoci wyuszczy, dlaczego to robi? 
 Betsy mwi, e ona si w tobie kocha!  zacz wymijajco. 
 Betsy? Skde Betsy moe wiedzie? 
 Przeczua to intuicyjnie. 
 Jeszcze tego brakowao, eby ona si tym zajmowaa. 
 Ale ja myl, i mio jest tylko przynt, e to tylko pozr, bo Daisy idzie o co innego... 
Zenon przystan z zapytaniem w oczach. 

 O twoj dusz!  dokoczy Joe powanie. 
 Czy wskrzeszamy czasy cyrografw i zaprzedawania si diabom? 
 Nie wskrzesza si tego, co nigdy nie umierao. Zo jest rwnie niemiertelne jak i O . 
 Przebacz mi, co teraz powiem, ale widz, e istotnie powinienem zmieni na czas jaki 
otoczenie. Dawno ju spostrzegam, e yj wpord obkanych. Daruj mi t szczero, ale 
suchajc ciebie i drugich, a przy tym wiedzc o waszych czarodziejskich praktykach, mona 
72 



by wkrtce i samemu dosta bzika. Jestem wprawdzie dosy trzewy i oporny, czuj jednak, 
i ta mistyczna gorczka moe by zaraliwa. 

 Ulegniesz jej z pewnoci... Nie pomoe twoja oporno, skruszy j wola Daisy... ulegniesz... 
Dlatego wanie radz ci wyjazd. Czasem w ucieczce ley najwiksze zwycistwo! 
Wiesz, ojciec z Betsy planuj podr na kontynent, jed z nimi! Uciekaj z tego domu, pki 
jeszcze czas! Ratuj si!  prosi arliwie, patrzc bagalnie mu w oczy. 
 Wic zagraa mi takie straszne niebezpieczestwo? 
 artujesz, nie wierzysz, a ja ci mwi, e ju si chwiejesz nad przepaci i lada chwila 
moesz w ni run. 
 Lubi aforyzmy i symboliczne przenonie, ale sucham tylko siebie i wasnego rozumu  
odpowiedzia dosy cierpko. 

 Tak ci si wydaje, a pjdziesz za nakazem potniejszej woli... 
 Na szczcie, nie tak atwo poddaj si sugestii, a ju waciwoci mediumicznych zgoa 
nie posiadam. 
 Jeste najwiksz si mediumiczn, jak znam! 
Zenon musia tego nie dosysze, gdy wchodzc do Boarding-House by zajty odbieraniem 
jakiej depeszy od portiera. 

 Nie odpowiedziae mi nic na projekt wyjazdu z ojcem! 
 Bd u nich jutro. 
Rozeszli si dosy chodno. 
Zenon niecierpliwie otworzy depesz. 
Czekamy na ciebie od dwch dni. Przyjd lub odpowiedz. Henryk 
Depesza bya po polsku i mimo srogich przekrce zrozumia jej tre, nie mogc tylko 
poj, od kogo pochodzi? 

 Widocznie jaki rodak! A skoczy si na probie o par funtw!  pomyla zoliwie, 
wchodzc do mieszkania. 
 Czekamy od dwch dni. S jakie listy? 
 Wszystkie le na biurku!  objani sucy. 
 To dzisiejsze? 
 Od czterech dni skadam... 
 Tak... od czterech dni... prawda, zapomniaem przejrze... 
Na samym wierzchu bkitniaa jaka koperta, adresowana nieangielskim charakterem pisma. 
Way j w rku, oglda na wszystkie strony, wreszcie rozerwa, list przeczyta jednym 
tchem i osupia. 

Pisa do niego brat stryjeczny, ktry przyjecha przed paru dniami do Londynu i usilnie 
chcia si z nim widzie. U spodu listu czernia krtki dopisek: 
,,PS. Bardzo prosz i bardzo czekam. Ada 

 Ada! Ada!  Wpatrzy si w sznur drobnych, wykwintnych liter, od ktrych podnis si 
zapach jakich przywidych wspomnie. 
 Czekaj na mnie! Ada! Musz i, trzeba, koniecznie... 
Chwia si przez chwil, nie wiedzc, co pocz, ale tak go co cigno do nich, e ani 
wiedzia, kiedy si znalaz w cabie i poleci si zawie do Cecil Hotel. 

 Dziesi lat! Upiory mnie goni! Umare powstaj!  myla przypominajc sobie jak 
twarz dawno zapomnian. 
 A jednak tamto umaro ju we mnie! Umaro!  powtarza, jakby bronic si przed 
wspomnieniami. Na prno, rozdary si nagle mroki, a spod caych lat niepamici, spod 
burzliwych zwaw nowego ycia wydzieray si echa dawnych czasw i coraz tumniej, i 
potniej, i zgiekliwiej. 
 Zaledwie pamitam o tej mioci, zaledwie pamitam!  rzuci wyzywajco wasnemu 
sercu, oczekujc z niepokojem jego odpowiedzi, lecz serce ani drgno, nie zabio ywiej, nie 
73 



szarpno si tsknot, tylko zjawia si pami jakich strasznych chwil. Ostatni dzie przed 
ucieczk z kraju wpezn mu do mzgu i ar kolczastymi kami przypomnie. 

Cab toczy si wolno, cinity w nieskoczony acuch powozw, omnibusw i automobilw. 
Ulice szumiay wrzaw i ruchem. Miasto majaczyo w szarych i zimnych mgach. W 
gbiach sklepw poyskiway wiata. Czarne mrowie ludzkie pyno jakby rzekami bez 
koca i liczby. 

 Jak ona wyglda! Jak mnie przyjmie! duma zopatrzony w larwy tamtych dni, wynoszcych 
si coraz wyraziciej. Wszystkie sowa pomare znowu zadwiczay w mzgu, 
wszystkie jej spojrzenia kbem byskawic przewiny si budzc strupieszae przypomnienia 
cierpie. Godziny cikich walk, godziny zwtpie i rozpaczy, chwile nadludzkiej mki, caa 
kalwaria tamtego ycia przepywaa przez niego gorzk, trujc fal. I chocia przechodziy 
korowodem mar, do snw tylko drczcych podobne, w wyblak groz przyodziane i w 
proch si rozsypujce, ale syciy mu dusz jakim smutkiem daremnego alu. 
 Kade dzisiaj jest grobem dla wczoraj! To bardzo mdra konieczno!  westchn jednak 
smutnie i wchodzc do hotelu, postanawia niezomnie, e si nie pozwoli wytrci z 
rwnowagi i nie da si urokom przeszoci. 
 Jestem im obcy i obcym pozostan. Dziesi lat czasu ley midzy nami! Ale czego chce 
ode mnie ta marmurowa pani? Czy jeszcze mao zapaciem?  pyta wrzc guchym, buntowniczym 
gniewem i niechci, ale kiedy wszed do przedpokoju i sucy poszed go 
oznajmi, poczu szalon ch ucieczki. 
Byo ju jednak za pno, kto bieg popiesznie, drzwi si otwary i Ada stana przed 
nim. 

Wycigna rce gwatownym ruchem radoci. 

Nie potrafi rwnie wykrztusi ani sowa, tylko rce si ich zwary, oczy zatony w sobie 

i stanli nieprzytomni prawie z dziwnego wzruszenia. 

 Chodcie!  ozwa si jaki gos z gbi mieszkania. 
Pocigna go do rodka, naprzeciw szed o kiju kto, kogo nie pozna na razie, i rzuci mu 
si w ramiona. 

 Henryk!  zawoa z przykrym zdumieniem. 
Tamten obj go jeszcze raz i szepn bardzo serdecznie: 
 Nareszcie! Takemy czekali! 
 Od dwch dni liczylimy kad godzin  odezwaa si cichym, przedawionym gosem. 
Zacz si usprawiedliwia, lecz Henryk, nie puszczajc jego rki, pocign go na fotel i 
zawoa radonie: 

 Nie tumacz si, wszystko ju jedno. Jeste z nami, a reszt wyrzucimy za burt. Ile to 
lat nie widzielimy si? 
 Prawie dziesi!  szepna cichutko, przymykajc oczy. 
 Straszny kawa czasu. Nie przypuszczaem jednak, e spotkamy si w Londynie. 
 Ja byam pewna, e pan wrci do kraju... 
 C, kiedy jeszcze nie zatskniem do drogiej ojczyzny!  odezwa si ironicznie, by ju 
spokojny, panowa nad sob. 
 Jak to, nigdy nie zatsknie do kraju? Nigdy? 
 Nigdy, bo tutaj znalazem to wszystko, czego na prno podaem w ojczynie. 
 I spokj?  spytaa podnoszc na niego oczy. 
 Tak, i spokj  dorzuci z naciskiem. 
 I nigdy pan nie aowa niczego? 
Zawaha si przez mgnienie i rzek cierpko: 
 Nie. Przebraem si zupenie z przeszoci, a reszt zamordowaem w sobie. Zreszt, 
czego mgbym aowa? Polskiej doli? Nawet szatan nam jej nie zazdroci, chocia to jego 
pomys! Przepraszam, niepotrzebnie poruszam tego rodzaju kwesti. 
74 



 I popeniasz gbok niesprawiedliwo wzgldem swoich przyjaci. 
 Nie mam w kraju adnych przyjaci i nigdy nie miaem. 
 Wic i my si nie liczymy? 
 Nie miaem na myli rodziny. 
 Niech Ada powie, jak bolenie odczulimy twj wyjazd. 
 Naturalnie, uby partner do winta. 
Henryk achn si, bolenie dotknity. 
 I nie zdobylicie si ani na jedno sowo do mnie! 
 A czy pan da nam jaki znak ycia?  Gboko skryta skarga brzmiaa w jej gosie. 
 Wic to moja wina?  wyzywajco patrzy na ni. 
Ada pochylia gow i wysza do drugiego pokoju. 
 Dajmy spokj wyrzutom. Nie trujmy si i przekrelmy wsplne winy! Na usprawiedliwienie 
powiem ci to, e dopiero przed paru laty dowiedziaem si, i jeszcze yjesz. Ada nigdy 
o tym nie wtpia, za dopiero od roku zdobyem twj adres. 
 Musia go zdradzi mj dzierawca! 
 Nie, mordowalimy go nieraz i nie zdradzi. Twj za adwokat nieustannie nas przekonywa 
o twojej mierci, a jako najwaniejszy dowd przytacza to, e cay majtek, obciony 
tylko jakim doywociem, zapisae na cele publiczne. Musielimy w kocu uwierzy, tylko 
Ada nie daa sobie wmwi. Ona jedna przeczuwaa prawd. Przed paru laty w Kairze poznalimy 
pana W. P. Greya. 
 Poeta! Mj przyjaciel. I on wam powiedzia? 
 Zrobi to mimowolnie i potem bardzo aowa zaklinajc nas, abymy o tym nie mwili. 
 Wic w kraju wiedz ju o mnie? 
 Nie, nikt nie wie, kto si kryje pod angielskim pseudonimem Waltera Browna. Ada 
twierdzia, e nie mamy prawa zdradza twojej tajemnicy. 
 Jestem wam nieskoczenie wdziczny! 
 Ale zrobia jeszcze wicej, bo kilka twoich ksiek przetumaczya, i jeste w kraju znany, 
panie Walterze Brownie. 
 Nawet mam te tumaczenia, wspaniae, ale nawet nie przyszo mi do gowy podejrzewa 
Ad! To niespodzianka! 
 Umylnie nauczya si po angielsku i od czasu, jak wiemy, kto to jest Walter Brown, 
wiemy wszystko o tobie. Nie uwierzysz, jak cieszylimy si twoim powodzeniem, jak dumni 
bylimy. 
Zenon milcza, miotany najsprzeczniejszymi uczuciami. 

 I czekalimy wci twojego powrotu, ale lata szy i moja choroba czynia takie postpy, 
e przestaem ju liczy na twj powrt do kraju. Bybym si pewnie ciebie nie doczeka? 
 Nigdy nie mylaem o powrocie  szepn pospnie. 
 Przeczuwaem to w kocu! Pamitasz, i zawsze byem chorowity, lecz od paru lat nerki 
i serce zaczy mnie zjada coraz popieszniej. Na prno szukaem zdrowia po wiecie i 
wreszcie daem spokj, ale tym bardziej chciaem si z tob zobaczy. 
 Przyjechalimy do Londynu umylnie. 
 Dla mnie? 
 Tak, a czy wiesz, e umierajcemu niczego si nie odmawia? 
 Nie rozumiem, co to ma za zwizek z tob! 
 Taki, e mam do ciebie wielk, ostatni prob. 
 Chyba artujesz ze mnie. Przesadzasz swj stan. 
 Niestety, znam go lepiej nili doktorzy i wiem, e mog umrze w kadej chwili. Dlatego 
wanie tu jestem i prosz ci, jak prosi umierajcy, zaopiekuj si moj on i crk! 
 Ja? Twoj on i crk!  zerwa si ze zdumienia. 
75 



 Po mojej mierci zaopiekuj si nimi!  powtrzy z moc i patrza w niego serdecznym, 
przezawionym spojrzeniem.  Pomyl, po mojej mierci nie bd miay nikogo prcz ciebie. 
Pomyl! 
 Chyba nie wiesz, co mwisz!  wykrzykn nie mogc jeszcze uwierzy wasnym 
uszom. 
 Mylaem o tym dugo! C w tym widzisz nadzwyczajnego? 
 Tak, istotnie, ale spado na mnie tak nieoczekiwanie... 
 Usid przy mnie, pomwimy obszerniej. Nie obawiaj si kopotw opieki, wszystkie 
sprawy uregulowaem. Daj mi rk na zgod, tak, wiedziaem, e mi nie odmwisz, dzikuj 
ci z caego serca. Nie mog zwleka i odkada na pniej. Ucaowa go serdecznie i cicho, 
przemczonym gosem zacz si zwierza ze swoich trosk o przyszo Ady i dziecka. 
A Zenon sucha patrzc na niego z pewnym przeraeniem. 

Jak to, Ad oddaje mu w opiek? Ad? Wasny jej m! Co za zbieno! Teraz, po tylu 
latach, kiedy ju w nim wszystko umaro? Ohydna zemsta czy naigrawanie si losu! Leciay 
byskawicami olepiajcymi myli i uczucia, skbione i tak mtne, e chwilami by pewien, 
e ulega drczcej halucynacji! Ale nie, Henryk siedzia tu przy nim, sysza jego gos, patrzy 
mu w twarz, czu na swojej doni jego rk zimn i spocon. Wzdrygn si gwatownie. 
Zgadza si ju na wszystko i wszystkiemu potakiwa nie miejc niczego odmawia. Tylko 
pod spywem jego sw bezgranicznej ufnoci zacz nim wadn jaki palcy wstyd i bolesne 
upokorzenie przeerao mu serce. 

 Nie wiedziaem, e macie crk! przerwa mu w nadziei skierowania rozmowy na inne 
tory. 
 Zaraz j zawoam! Wandziu! 
 Ile ma lat?  cign dalej w tym samym celu. 
 Zacza dziesity! Urodzia si w par miesicy po twoim wyjedzie!  ogarn go dziwnie 
zagadkowym spojrzeniem. 
Zenon cign brwi, jakby olepiony nag byskawic, i zacz prdko zapala papierosa, 
gdy wesza Ada ze smuk dziewczynk, ca w lokach jasnych jak len, przeliczn. 

 Wandziu, to twj wujaszek! 
Dziewczyna zatopia w nim ogromne, bkitne oczy. 
 Przywitajcie si!  komenderowa Henryk. 
Dziewczynka przemgszy niemiao rzucia mu si w ramiona. Caowa j z wymuszon 
czuoci i zbyt nieco ostentacyjnie, eby pokry jakie niewytumaczone wzruszenie. 

 Bardzo adna; typowe polskie dziecko! 
 Nadzwyczajnie do ciebie podobna. 
 Zupenie odmienny typ!  poczu si niemile dotknity. 
 Wanie e zupenie ten sam typ familijny! przecie dawniej, przed chorob, Henryk by 
bardzo podobny do pana  mwia Ada przytulajc gow dziecka, lecz w jej oczach tlio si 
co zagadkowego, a usta opyla nieodgadniony umiech, Henryk te mia w twarzy jaki 
smutny wyraz rezygnacji, tylko Wandzia, przytulona do matki, rzucaa na Zenona wesoe, 
rozbawione spojrzenia. 
Rozmowa utykaa, wloka si ciko, skaczc ustawicznie z przedmiotu na przedmiot, nie 
mogc si zaczepi o nic staego. Leaa bowiem pomidzy nimi tyloletnia rozka, a czyy 
tylko dawne, zatarte nieco wspomnienia, ktrych dotykano niejednokrotnie, lecz jakby z 
obaw. Oboje byli dla niego niezmiennie serdeczni, ale on wci trzyma si odpornie, zbywajc 
krtkimi, chodnymi odpowiedziami. Czu si tak daleki i obcy wszystkich spraw poruszanych 
i nawet ich samych, e znuony spojrza na zegarek, ale jej oczy strzeliy tak niem 
i rozpalon prob, i pozosta jeszcze, prbujc zainteresowa si nimi i pokry nud, jaka 
go ogarniaa coraz uporczywiej. 

Naraz Henryk ze szlacheck otwartoci zapyta: 

76 



 Powiedz nam szczersze, dlaczego wyjechae z kraju? 
By na to przygotowany, bo odpar z umiechem: 
 Miaem ju dosy Polski, chciaem si poczu Europejczykiem! 
 U nas mwiono o tym inaczej, zupenie inaczej... 
Rozdrani si jego gupim, domylnikowym umiechem. 
 Jake mwiono? To moe by ciekawe. 
 Przede wszystkim podejrzewano ci o nieszczliw mio! Wielu znowu dowodzio, e 
wypdzi ci z kraju jaki pojedynek amerykaski. Ale byli i tacy, ktrzy przypuszczali bardziej 
skandaliczne powody... 
 Morderstwo lub kradzie! Poznaj w tym lotno moich kochanych kolegw literackich. 
 Co w tym rodzaju, gwnie jednak mwiono o samobjstwie z powodu zawodu w mioci. 
 Najgupszy powd, ale za to romantyczny. U nas bardzo chtnie tumacz sobie podobne 
sprawy mioci lub ajdactwem. 
 Bo tak przewanie bywa. 
 Bywa, nie przecz, ale bywa i wiele innych przyczyn. Mog by powody tysic razy 
gbsze i waniejsze. 
Ada odwrcia si nieco, rumieniec krwaw un obla jej twarz. 

 Ludzie wol sobie tumaczy tym, co najatwiej rozumiej. 
 Susznie. Gdybym by powiedzia: wyjedam, bo mi si znudzio ycie midzy wami, 
nikt by mi nie uwierzy. Za proste. 
 I miaby racj! 
 A jelibym ci upewnia, e tylko taki powd by mojego wyjazdu? 
 Uwierzybym, oczywicie, musiabym uwierzy, ale... 
 C znaczy powd wobec samego faktu?  odezwaa si Ada. 
 Fakt by wany, nie przecz, ale tylko dla mnie jednego!  rzuci niechtnie, lecz widzc 
jej twarz nagle schmurzon zacz artobliwie:  Musicie mi kiedy opowiedzie wszystkie 
plotki, jakie kryy po moim znikniciu! No, i jak mnie tam aowano? Smutek musia by 
powszechny, nieutulony al i gboka aoba! 
 artujesz, a corocznie twoi wielbiciele zamawiaj aobne naboestwo za twoj dusz. 
 A tak, to pewnie moi wydawcy w obawie, abym nie oy i nie upomnia si o swoje 
prawa, chc mi zapewni niebo. 
 Nie umia pan dawnej artowa ze wszystkiego... 
 Czowiek si wci uczy czego nowego, wci... 
Podniosa si i zacza chodzi po pokoju wyzierajc co chwila przez okno. Nie mg oderwa 
od niej oczw. Bya wyniosa, pikna i dumna jak niegdy. Niekiedy zbiegay si ich 
oczy i rozlatyway niby sposzone ptaki. Czasem stawaa pod oknem, cudowne jej brwi napinay 
si jak we gniewne, a usta, dziwnie wygite w ktach, nabrzmiae purpur, zacinay si 
jako aoliwie. Zdawaa si nie sysze rozmowy, jak wiedli, a tylko chwilami podnosia 
na Zenona mdre, badajce oczy i wtedy jakim gbokim westchnieniem podnosiy si jej 
piersi. 

Pozosta u nich na obiedzie, gdy po przeamaniu pierwszych lodw nastrj stawa si coraz 
swobodniejszy i milszy. Oywili si wszyscy i obiad przechodzi bardzo wesoo. 

Mia jej twarz przed sob, puszyste, czarne wosy ocieniay j niby chmur, spod ktrej 
byskay ogromne, przepaciste oczy, a niski, przecudowny gos budzi w nim cae pokady 
wspomnie wskrzeszajc przeszo z niesychan moc. 

 Chwilami mam wraenie, jakbym siedzia u was na wsi... przed laty. Nawet ten garson 
podobny jest do Walentego... 
 Wrcisz i wszystko znowu bdzie po dawnemu! U nas w domu nic si nie zmienio. Nie 
poznasz, e tak dugo nie by. 
77 



 Nie wrcibym ju do dawnego! 
 Nie lubi pan przeszoci...  umiechna si melancholijnie. 
 Bo nie miaem nigdy ani jednej chwili, do ktrej pragnbym powrci. 
 Ani jedynej chwili?  zapytaa prdko. 
 Jeli nawet i bya, to zalao j cae morze goryczy. 
Rozdrani si nagle, gorycz osiada mu na ustach i zaostrzya spojrzenie, a stary al tak 
zaszarpa sercem, e skoro tylko wstali od stou, chcia natychmiast odej. 

 Mamy lo na oper i pragnlimy ten wieczr spdzi razem z panem! Czy pan moe 
nam odmwi? 
Znowu ten dziwnie sodki, przejmujcy gos, znowu te oczy nakazujce w probie i ten 
obezwadniajcy umiech, nie, nie potrafi si wymwi i pojecha z nimi do teatru. 

Widowisko byo ju rozpoczte. 

Siedzia w przymionej gbi loy, patrzc tylko na ni chodnymi, badajcymi oczami, na 

jej cudown gow o suchym, orlim profilu. Miaa twarz muzy i zarazem grzechu. W pmroku 
i tak blisko, tak kuszco blisko, krwawiy si jej usta, te niepokojce, jakby wiecznie spragnione 
usta. Patrzy na ni niby na dzieo sztuki, syci oczy jego piknem, radowa si najczystsz 
radoci artysty i dlatego z pewnym niepokojem zauway, i nieco przytya i jej 
wspaniay biust nabiera penoci gron dojrzewajcych. Zdawaa si nie widzie przedstawienia 
ni jego oczw, gdy spojrzenia jej niosy si gdzie bdnie, daleko, jakby do wspomnie 
minionych leciay. 

 Czy pamita? Czy zawsze z t sam obojtnoci pozwala si uwielbia? Czy i innym w 
nagrod rzucaa okruch aski krlewskiej? Czy zawsze tak samo zimna i obojtna?  rozmyla. 
Na scenie piewano Romea i Juli. 

Teatr by przepeniony. W loach bieliy si obnaone ramiona, poyskiway rozgorczkowane 
oczy, skrzyy si brylanty i ustawicznie szemray wachlarze. Zapach perfum i kwiatw 
przesyca powietrze. 

Na sali panowa mrok, tylko na jasnej scenie udani kochankowie piewali udawan mio. 
Sodkie kantyleny sczyy jad podranie budzc szalone tsknoty pocaunkw i dreszcze 
namitnych pragnie. dza piewaa bezwstydn i nigdy nie nasycon pie rozkoszy. 

A w jakiej chwili, gdy kochankowie na scenie rzucali si sobie w objcia, Ada upucia 
wachlarz i kiedy go podawa, szepna ledwie dosyszalnie: 

 Pamitasz! 
Wanie by wskrzesza wspomnienia tej jedynej i nigdy niepojtej chwili, wic na jej sowo 
zadra i spojrza zdumiony. Siedziaa spokojna, zimna, jakby z marmuru wykuta. 

Jake teraz pamita tamten wieczr grozy i szau! 

By u nich na wsi. 

Wiosenna burza szalaa na wiecie, niekiedy deszcz la strumieniami, niekiedy wicher omota 
o ciany, park jcza, biy pioruny i migotay byskawice. 

Cae towarzystwo grao w karty w przylegym pokoju, a on w wielkiej, mrocznej sali gra 
na fisharmonii Bacha; gra dla niej, jak zawsze, i jak zawsze piewa o swojej beznadziejnej 
mioci. 

Przysza, przycignita dwikami, i snua si po sali niby biaa, cicha byskawica. Noc 
stawaa si coraz straszniejsza i grzmoty huczay zowrogo, jakby si wali cay wiat. Patrzya 
w burz i olepiajce migoty bez trwogi, jednako spokojna, wyniosa, milczca i tak 
martwo obojtna, e jak zawsze pomary mu na ustach sowa wyzna, a dusz zalay zy beznadziejnej 
rozpaczy. 

Tego wieczora nie zamienili ze sob ani sowa. 
Zosta u nich na noc, gdy z powodu szalejcej burzy niepodobna byo wraca do domu. 


78 



I kiedy si znalaz w swoim pokoju i zgasiwszy wiec zacz rozmyla, e trzeba i 
precz z tego domu, i zaraz i na zawsze... Otworzyy si drzwi... Kto wszed bosymi nogami... 
i nim si zdoa unie i zapyta, kto pad mu na piersi... kto go obj... czyje usta poeray 
go chciwymi, godnymi pocaunkami... czyj gos zduszony... gos objawienia... gos 
upoje i szau... 

Nie mg teraz myle o tym spokojnie, zerwa si bezwiednie z miejsca, brakowao mu 
tchu i jakie szalone pragnienie rozpryo mu ramiona... 

Na szczcie, akt si skoczy, kurtyna zapada i grzmice brawa oprzytomniy go natychmiast. 


Wyszli oboje na foyer, gdy Henryk wola pozosta w loy. 

 Wiem, o czym pan myla!  zacza nie parzc na niego. 
 Mgebym myle o czym innym? 
Przenikliwy, nieodgadniony umiech przewia po jej ustach. 
 Gdyby nie to spotkanie, bybym zapomnia  szepn jakby z wyrzutem.  Bybym zapomnia 
na zawsze. 
Fala ludzi rozdzielia ich na chwil. 

 Musimy si jutro spotka. Przyjd do British Museum o jedenastej. Bdzie pan na mnie 
czeka! 
 Rozkazuje pani, wic bd. 
 Ale ja prosz, ja prosz  powtrzya z tkliwoci. 
 Dugo bdziecie w Londynie?  spyta ju spokojniej. 
 To zaley od tego, co mi pan jutro powie  zajrzaa mu w twarz lkliwie, wyczekujco. 
 Ja mam decydowa! Nigdy nie chciaa mnie pani nawet sucha, a teraz... Jak now 
krzywd szykuje pani dla mnie?  umiechn si z bolesnym szyderstwem. 
Przyblada, oczy si jej zatrzepotay, jkna prawie. 

 Nienawidzi mnie pan! 
 Tylko si broni, bo zbyt dobrze jeszcze pamitam dawn. 
 A wic do jutra. Wszystko panu powiem i wyjawi... 
 Dziesi lat na to czekaem  szepn wracajc do loy. 
Nowy akt si rozpoczyna; na scenie dziay si przerne rzeczy, ale on nie spostrzega niczego, 
nawet jej pomiennych spojrze, jakimi go ogarniaa. Siedzia skulony, przeuwajc te 
dawne krzywdy; pas si mk przypomnie tamtych czasw i tamtej niepojtej nocy... 

Przysza i oddaa mu si sama. 
Jak straszn zgryzot byy brzemienne te chwile szau! 


 I dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? 
Ach, prawda, jutro si nareszcie dowie wszystkiego... 
Ale kt mu i czym zapaci mk lat caych, kto? Czy ta pikna, marmurowa pani, ktrej 
nie kocha i nie poda? O tamtej przecie marzy, o tamtej, umarej i pogrzebanej w sercu na 
wieki! Nie wskrzenie, co si ju w proch rozsypao! 

Jake pamita w tej chwili ten wit, gdy go opuszczaa i na wszystkie jego zaklcia i pytania 
nie wyrzeka ani jednego sowa. Odesza jak sen, e chocia wkrtce dzie zajrza mu w 
oczy, soce zawiecio, zapieway ptaki, a jemu si wci zdawao, e to wszystko byo marzeniem. 
A w radoci, jaka go chwilami przejmowaa, byo tyle niepokojw i lku, i niewiary 
we wasne szczcie, e z odurzeniem oczekiwa niadania. Nie przysza do stou. 

On tylko jeden rozumia, dlaczego nie przysza, i mia ochot ogarn cay wiat ramionami 
bezbrzenego szczcia. Rozwd i ycie z ukochan! Wszystko mu si rozwizywao jasno, 
prosto i szczerze. Nie byby w stanie oszukiwa nikogo, czu wzgard do uwodzicieli. 
Upi si marzeniami przyszoci, czeka na ni z niewypowiedzianym utsknieniem. 

Ale nie pokazaa si nikomu przez cae dwa dni. 
Henryk opowiada, e chora i ley w ku. 


79 



Nie mg ju duej czeka i napisa list, w ktrym zamkn wszystk mio i wszystk 
wiar, i wszystk nadziej w ich wspln przyszo. 

Zwrcia mu nie rozpiecztowany! 

I trzeciego dnia, kiedy si ukazaa, bya jak zawsze zimna, obojtna i prawie wzgardliwa. 

Obka si w boleci i nie mogc zrozumie, co si z ni stao, i doprowadzony do rozpaczy, 
zada kategorycznych wyjanie, odesza wtedy bez sowa. 

Zacz przypuszcza, i staa si jaka straszna omyka. Ale w jakiej litosnej chwili powiedziaa 
mu otwarcie: 

 Prosz si nie pyta. Wszystko musi by po dawnemu, kiedy panu wyjani. 
A e nie potrafi y po dawnemu, udzc si jak mglist nadziej, e upyway tygodnie, 
a ona wci bya jednako zimna, nieprzystpna i daleka, wic rozpaczliwym wysikiem pozrywa 
wszystkie wizy czce go z krajem i uciek we wiat, stworzy sobie nowe ycie i 
prawie zapomnia. 

A teraz, po tylu latach, to widmo przeszoci staje przed nim. 

 I czeg ona chce ode mnie?  duma pospnie, wgbiajc si z niepokojem w jej dumne, 
krlewskie oczy.  Nie dam si w dawne jarzmo, nie dam!  buntowa si coraz zapalczywiej. 
Po wyjciu z teatru Henryk bardzo serdecznie przypomina, e musi z nimi spdza cay 
czas. 

 Ja ju prosiam pana Zenona na jutro do British Museum. 
 Przyjd, o ile mnie narzeczona nie wezwie na sub... 
Adzie zamigotay oczy, ale powiedziaa swobodnie: 
 O tak, narzeczona ma pierwszestwo, nawet przed nami... 
Henryk z ciekawoci j si o ni rozpytywa. 
 Jutro opowiem szczegowiej! Musicie j pozna. Dobrze si nawet zoyo, e pozna 
kogo z moich! Do widzenia! 
Z tym si rozstali. Zenon wraca znerwowany i zy na siebie, na nich i na cay wiat, postanawiajc 
najsolenniej nie pj jutro do British Museum. 

 Bo i po co? Rozgrzebywa stare rany! Czeg si dowiem? e to si stao pod wpywem 
burzy i chwilowej saboci? 
 Dlaczego jednak tak ze mn postpia?  buchno w nim rwnoczenie to stare, drczce 
pytanie, e si ju nie mg na nic stanowczego zdecydowa. 
W domu zasta list Betsy, proszcej, aby przyszed do nich jak najprdzej dla zdecydowania 
sprawy ich wyjazdu na kontynent. List by pisany z tak gbok tkliwoci, e pod jego 
wpywem zapomnia chwilowo o swoich udrczeniach, odpisujc bardzo serdecznie i obszernie. 
Podnis si wanie, aby list zanie do portiera, gdy kto zapuka do drzwi. 

 Prosz!  zdziwi si, gdy cay hotel spa ju od dawna. Malajczyk stan w progu, bekocc 
co bez zwizku. 
 Co si stao? Mwe wyranie, nie rozumiem. 
 Niech pan idzie prdko... ju od zmroku siedzi... ja nie... 
Nie suchajc wicej polecia na gr. 
W okrgym pokoju, tam gdzie kiedy odbywaa si scena biczowa, Joe siedzia na rodku 
podogi z podwinitymi nogami, skulony i zapatrzony przed siebie szklistymi oczami. 
Krysztaowa kula u sufitu mya bladym, zielonawym wiatem. 

 Joe! Joe!  ani drgn na gos przyjaciela, tylko bezprzytomny umiech zamigota przez 
jego sine wargi, poruszy nimi bez dwiku i pochyli si nieco naprzd. Zenon poszed 
oczami za kierunkiem jego spojrzenia i stan jak sparaliowany. Naprzeciw pod cian siedzia 
kto tak zupenie podobny do Joe, jakby jego zwierciadlane odbicie, tak samo skulony i 
patrzcy przed siebie szklanymi oczami, z tym samym bezprzytomnym umiechem na posiniaych 
wargach. 
80 



Zenon obejrza si trwonie po pokoju, Malajczyka ju nie byo, ale ci dwaj wci siedzieli, 
jakby zastygli w natonym, martwym wpatrywaniu si w siebie samych. 

Pot mu orosi czoo i serce bi przestao. 

 ni czy co? Co to znaczy?  myla przecierajc oczy. 
Nie ni jednak, a to, co mia przed sob, byo jak zgoa niepojt rzeczywistoci i 
trwao niezmiennie. Bada ich najszczegowiej i z najgbsz uwag, nie mogc jednak rozezna, 
ktry z nich jest tylko odbiciem drugiego, kady bowiem by Joe, kady by tym samym, 
identycznym, a w dwch postaciach. 

 Wic to moebne! To prawda!  szepta zbielaymi ustami, cofajc si w gb przypomnie 
tych wszystkich rzeczy, jakie by widzia i sysza, a z ktrych zawsze artowa biorc 
je za obd i blag. A teraz zwalay si na niego chwile tak straszliwego zamtu, e niby o 
granity rozbija si o t niepojt rzeczywisto, walczy z ni, szamota si z wasnym mzgiem, 
z wasn dusz szed w krwawe zawody, eby si tylko nie da zepchn na dno szalestwa. 
Bo czy to podobna, aby fizyczna niemoliwo stawaa si faktem? Aby czowiek mg 
si rozdziela na dwie tosamoci? Jaki cud speni si w jego oczach, cud, na ktry patrzy i 
sprawdza ca swoj wiadomoci. Przecie widzia, a nie mg tego poj, e w kocu 
zgroza nim zatrzsa i rzucia w proch ukorze przed jak nieznan potg. Jakby naraz 
przejrza i zatopiwszy olnione oczy w niezmierzonych dalach, chwia si na krawdziach 
tajemnicy, a byby moe run w gb nage rozwart, gdyby nie to straszliwe gorzkie poczucie 
caej swojej ludzkiej nicoci. 

 Boe mj! Boe!  westchn aonie i modlitewna tkliwo przeja mu wylknione 
serce. Pierwszy raz w yciu zaciyo nad nim Nieznane; pierwszy raz w yciu spojrza w 
lepe oczy nieznanej zagadki i pad struchlay w witym przeraeniu, a z serca wyrway si 
sowa jakiej zapomnianej modlitwy i popyny strug uwielbie. Nie wiedzia, przed kim 
otwiera dusz nabrzmia trwog, do kogo le te pomdlae z aru westchnienia, kogo wielbi ni 
przed czym si korzy, ale wiedzia, e musi tak czyni ca swoj istot i ca gbi rozpomienionego 
uczucia. 
A potem wyszed i zapaliwszy wszystkie wiata w caym mieszkaniu, zacz spacerowa 
po pokojach w stanie trudnym do pojcia. 

Malajczyk klcza w chiskim gabinecie przed zotym posgiem Buddy arliwie przesuwajc 
ziarna raca. 

Godziny wloky si ciche, a tak zarazem nabrzmiae niepokojem i trwog, e kady dwik 
zegara odzywa si w sercu Zenona przeszywajcym hukiem. Niekiedy deszcz zabrzcza po 
szybach, a niekiedy szarpny si drzewa i pogite, nagie gazie migotay za oknami widmowymi 
zarysami. 

Dosy czsto zaglda do pokoju okrgego, lecz zawsze zastawa to samo: siedzieli zapatrzeni 
w siebie w jednako znieruchomiaej pozycji. Jak dwa posgi o ywych, a nieprzytomnych 
spojrzeniach majaczyli w tym zielonawym wietle, niby pod wod rozdrgan i mtn. 
Zblia si do nich, przemawia, dotyka ich rk lodowatych, prbowa unosi, ale byli jakby 
zronici z podog, e mimo wysikw nie potrafi ich nawet poruszy z miejsca. 

 Ktry z nich Joe?  myla z niezmiern udrk i nie mogc tego rozstrzygn znowu 
spacerowa po mieszkaniu. Czeka coraz niecierpliwiej na rozwizanie tej oszaamiajcej zagadki. 
Bia ju szsta rano, gdy przecigy jk przedar si z okrgego pokoju. Rzuci si tam 
gorczkowo, Joe lea omdlay na rodku i by tylko sam jeden. Przenieli go na ko, trzewic 
tak energicznie, e wkrtce otworzy oczy, rozejrza si przenikliwie i zupenie przytomnie 
szepn: 
 Czy on jest jeszcze?  co jakby trwoga zadrgaa mu w gosie. 
 Nie ma nikogo. Jak si czujesz? 
81 



 Jestem strasznie znuony, strasznie... strasznie...  powtarza coraz wolniej i senniej. Zenon 
posiedzia przy nim, dopki na dobre nie zasn, i wrci do swego mieszkania, i natychmiast 
pooy si do ka. 
Ale o jedenastej ju by w British Museum, pod kolumnad. Czu si dzisiaj dziwnie smutny 
i ociay i mimo usiowa nie potrafi na niczym skupi uwagi. Wszystkie myli przeciekay 
przez niego jak woda przez sito, nawet wspomnienia nocy nie wywoyway adnych 
ywszych uczu, byy rwnie obojtne jak wszystko. By jak ten dzie, znuony, mglisty i 
nudny. 

Wreszcie ukazaa si Ada, pikna, strojna i czarujca, e spogldano na ni z podziwem. 

Przywitali si w milczeniu; on bowiem nie mia nic do powiedzenia, za ona tak wiele, e 
tylko jej oczy zapieway hymn radoci, a na usta buchny umiechy, jakby odblaski poarw 
wewntrznych. 

 Wyglda pani nadzwyczajnie  szepn zdawkowo. 
 Bo jestem w tej chwili szczliwa!  przycisna si do niego ramieniem, czu, jak si 
rozdygotaa.  Mw do mnie! Jestem godna twojego gosu, tyle lat czekaam  prosia z tkliwoci. 
 Pozwl mi t pierwsz chwil uczci w milczeniu  powiedzia wyszukanie z jakim 
anemicznym umiechem na wargach. 
Weszli do egipskiej sali. Sfinksy, potne sarkofagi, bogowie i posgi witych zwierzt, 
zomy kolumn i prawieczne szcztki umarego przed wiekami ycia stay niezmiern cib w 
olbrzymiej i nieco mrocznej galerii. Lnicia porfirw, przeblade barwy malowide, tajemnicze 
napisy i nieodgadnione umiechy bstw zapatrzonych pustymi oczami w dal niepojt 
rozsieway dokoa pospn i trwon cicho. Groza tajemnicy przemawiaa milczeniem. 
Wieczno taia si w guchym i obojtnym trwaniu. Ze renic bstw pyno nieubaganie i 
konieczno, a ich kamienny spokj drani, niepokoi i przesyca dusz czowiecz tragiczn 
trwog... 

 Dlaczego wyjechae z kraju?  spytaa nage. 
 Wypdzia mnie twoja obojtno! Nie pamitasz? 
 Moja obojtno!  powtrzya echowo. 
Zbudzi si w nim stary, drczcy al, a si od niej odsun. 
 Przyszedem prosi ci o wyjanienia. 
 Tylko po to?  krzyk przeraenia zadrga w jej gosie i oczach. 
 Miaem je wczoraj obiecane  usprawiedliwia si bardzo zimno, bowiem wydaa mu si 
wroga i postanowi si broni. 
Usiedli pod olbrzymim zomem, pokrytym hieroglifami. 

 Tak, masz prawo da... powiem ci wszystko... pytaj...  Jej gos si przezawi i twarz 
omroczaa bolesnym smutkiem. Nie zwaajc na to, zatopi w niej drapiene, nielitociwe 
renice. 
 Dlaczego wtedy... tej nocy?...  nie potrafi skoczy pytania. 
 To twoja crka!  odpowiedziaa nieulkle i szczerze. 
Odsun si gwatownie i w najgbszym zdumieniu, prawie z przestrachem, nie mogc 
przez dug chwil przemwi. 

 Wandzia... moja crka... Wandzia... 
 Twoja. Masz wyjanienie... 
 To wyjania jeden fakt, ale nie wszystko! Bdz w ciemnociach i nie mog nic zrozumie! 
Wandzia moja crka! Ale dlaczego pniej bya taka obojtna? Dlaczego pozwolia 
na moj mk? Dlaczego zmusia mnie do ucieczki? Dlaczego?  rzuca pytania niby kamienie 
miadce, a tak zapamitale i mciwe, a spojrzaa w niego bagalnie. 
 Powiem ci wszystko... szczerze, niczego nie ukrywajc... Niech si stanie, co si ma 
sta... Zbieraam odwag na t chwil, a teraz, Boe, jake mi ciko! Ty nie masz pojcia, 
82 



jak moe pragn dziecka kobieta samotna, taka panna matka, jak ja byam... A ty bye 
moim ideaem czowieka, wiedziaam, e mnie kochasz, i czuam, e na kade moje skinienie... 
Ale czy mogam powiedzie, czego pragn od ciebie?... Z ca szczeroci mwi ci 
w tej chwili, e wtedy nie ciebie, nie twoich uniesie ni nawet wasnego szczcia byo mi 
potrzeba... Pragnam ca si nieprzepartego instynktu  macierzystwa i nie mogam si 
odway... Musiaam przezwyciy w sobie wszystkie wstydliwoci kobiece, wkorzenione 
od wiekw, ca moj natur... Cae miesice trwaa ta mka... Nie domylae si nawet, co 
si we mnie dzieje... Czekaam jakiego cudu, a e cud nie nastawa... odwayam si wreszcie 
tej nocy... Masz ca prawd. Nie wstydz si tego, bo jestem matk... twojego dziecka... 

Umilka rozpomieniona jakim gbokim, witym wraeniem i bya tak pikna i porywajca 
w szczeroci swoich wyzna! Obnaya si przed nim do rdzenia swojej istoty i stana 
jak samo ycie, wiecznie dne zapadnia i wiecznie zapadniajce, jak soce niepokalana, 
jak kwiat przeczysta i jak Ewa dumna witoci swoich przeznacze... 

Ale Zenon tego nie odczuwa, gdy wyssawszy z jej wyzna straszne upokorzenie, sykn 
z tumion wciekoci: 

 A potem przestaem ci by potrzebny! Pajczyco! 
 Nie mw tak do mnie, to potworne! 
 A nie jeste jeszcze potworniejsze, co mi powiedziaa? Wic nie mio rzucia ci w 
moje ramiona, nie sza jakiej witej chwili uniesienia, lecz tylko dziki, rozrodczy instynkt! 
Nie podaem ci przecie jak samicy, nie, kochaem twoj dusz, twoj wznioso, twoj 
czowiecz dostojno kochaem! A ty szukaa we mnie tylko samca! Czemu na mnie wypad 
ten wybr! Byem tylko uyty za narzdzie... to wprost straszne! 
Dawia go bezsilna wcieko, upokorzenie i niewysowiony al. 
Ada suchaa mnie, chocia chwilami blada jak trup, pochylajc gow coraz niej. 


 I po co mi to wszystko powiedziaa?  jkn. 
 Bo ci kocham! 
 Czy znowu, aby...  bluzn szyderczo. 
Ju z trudem zniosa t zniewag, pochwycia jego rce i caujc je z jak arliw pobonoci, 
zaszeptaa zawo: 

 Zlituj si nade mn! Kochaam ci zawsze. Dopiero po twoim wyjedzie zrozumiaam, 
co trac. Dopiero przez te dugie, dugie lata samotnoci zmierzyam ca otcha cierpienia!  
zacza roztacza taki przebolesny obraz mki, tsknoty i daremnego oczekiwania, e dusza 
mu spokorniaa i ju ze wspczuciem wsuchiwa si w te echa przesiknite zami! Ale gdy 
potem ja snu przdz przyszoci, schmurzy si nagle i wtrci z rozmysem: 
 A Henryk? 
 Po c go mamy wspomina w tej chwili! 
Obejrza si zdziwiony, jakby to wyrzek kto inny. 
 Przecie rozwaamy tylko nasze sprawy!  dodaa z moc. 
Umiechn si nie mogc powstrzyma zoliwoci. 
 Prawda, m musi by zawsze okamywany... 
 Nigdy go nie okamywaam!  dumnie podniosa gow. 
 Nigdy?... A Wandzia...  pchn jakby sztyletem. 
 Byam mu zawsze tylko siostr i on wie, e to twoja crka! Sam tego pragn... zwierzy 
si z tym przede mn otwarcie... 
 On wie i sam tego pragn... 
 Czemu si tak zdumiewasz? 
 Bo to wprost nie do uwierzenia! 
 e przemg wasny egoizm dla mojego szczcia? Bo to nawet nie powicenie, jakie? 
Ma za to we mnie wiernego do mierci przyjaciela. 
83 



 Nie mog tego zrozumie, nie potrafi. Pierwszy raz w yciu spotykam si z tak nieprawdopodobn 
sytuacj. Zaiste wity! 
 Tylko dobry i rozumny czowiek. 
 I to mu wystarcza? 
 Musi! Wmyl si tylko w jego pooenie! C by pocz teraz beze mnie sam jeden, chory 
i zdany na ask sucych. 
 Ale i twoje ycie nie jest do pozazdroszczenia... 
 Dlatego przyjechaam wzi swj dzia szczcia. 
Umiechn si bardzo smutnie i rzek z cichym wyrzutem: 
 Gdyby bya przeczytaa mj list... 
 Przeczuwaam, e mi proponowa: rozwd i maestwo! 
 I wrcia mi go nie rozpiecztowany!... 
 Bo nie mogam zosta twoj on. 
 Pomimo wszystkiego, co zaszo! 
 Nawet pomimo Wandzi! Nawet pomimo wszystkiego. 
 Prawda, przecie tobie chodzio tylko... 
 Kochaam ci i wanie dlatego nie zostaabym nigdy twoj on, nigdy! 
A przystan zdziwiony naciskiem, z jakim to mwia. 
 Nigdy, pragnam bowiem i pragn, aby szed swobodnie swoj grn drog. Ory musz 
bra swj lot wysoko, ponad ziemi, z dala od spraw codziennych. ona dla prawdziwego 
artysty jest zem, niszczcym demonem, jest jego wampirem. 
 Wic z rozmysem skazaa mnie na cierpienia? 
 Tak, ale powiciam take swoje ycie i z mojej to mki wyrosy ci orle skrzyda, z 
moich pragnie powstae i z moich ez... 
 Kt ty jeste, kto?  przeja go nagle jaka zabobonna trwoga. 
 Kocham ci!  szepna ogarniajc go cichymi oczami. 
Milczeli dosy dugo, przechodzc niezliczone sale, zapenione cudami wszystkich czasw 
i ludw. Ada miaa na ustach jakby gorzkawy wyraz rezygnacji, a on przypatrywa si jej z 
coraz gortsz i serdeczniejsz uwag, a w kocu powiedzia smutnie: 

 C ja ci mog dzisiaj da za tak mio! 
 Wrcisz do kraju, niczego wicej nie pragn. Bd tym szczliwa, e ci wrciam ojczynie 
i literaturze, albo to mao? 
 Czy ja potrafi y tam jak dawniej? 
 Przecie umaro, co byo dla ciebie zem, a nowe, twrcze ycie czeka na ciebie z 
otwartymi ramionami. Twoje miejsce nie zajte. Staniesz znowu na czele i poprowadzisz ludzi 
swoim wielkim, bohaterskim szlakiem! A tylko czasem przyjedziesz do swojej crki i do 
swojej siostrzanej kochanki! Nic wicej dla siebie nie dam, nic!  dodaa ciszej i nieco 
smutnie. 
 Kuszenia w. Antoniego, czarowne kuszenia! Majaki, do ktrych nieraz wycigaem ramiona. 
Ale czy potrafi si std oderwa! Tak wrosem w t gleb i tyle mnie z ni czy... 
 A przede wszystkim narzeczona!  dawio j to tak dawno, e si ju nie poradzia 
wstrzyma. 
 Nie tylko! Mam waniejsze przyczyny!  obejrza si niespokojnie, jakby w obawie 
przed widmem Daisy!  Bywaj niekiedy przeszkody lece poza nasz indywidualn wol... 
 Wykradn ci i uwioz ze sob! Stocz walk z tob o ciebie. Przemog wszystko, przekonasz 
si, zwalcz niemoliwoci, a nie dam ci ju nikomu i niczemu!  wybuchna z moc. 
 Jeli tylko nie zwizany sercem lub honorem!  dodaa ciszej, smutniej i lkliwiej. 
 Nie, nie!  broni si sabo, gdy Betsy ufna i kochajca zamigotaa mu w pamici niby 
krzak rany. 
84 



 Wracaj do kraju z on, prdko j spolszczymy!  wyrzeka odgadujc jego tajon trosk. 
 To nawet bdzie lepiej dla nas wszystkich!  oczy si jej zaszkliy i cikie westchnienie 
rozrywao piersi, ale nie dojrza tego ni odczu, gdy powiedzia: 
 Mylaem ju i o tym! 
Wyszli z muzeum i pojechali do domu. 
Obrzydliwa, tawa i zimna mga ju zalewaa cae miasto jakby brudn, wzburzon wod, 
spod ktrej ledwie majaczyy poczerniae zarysy domw i ludzi. Na wszych ulicach, 
pomimo poudnia, zapalano latarnie, a wiecznie nie ustajcy krzyk miasta sczy si wskr 
mgie guchym dygotem. 

Ada spod przymknitych powiek obserwowaa jego twarz zaduman. Czua, e by od niej 
gdzie bardzo daleko i to j przepeniao bezgranicznym smutkiem. Przecie na wszystk jej 
mio nie odpowiedzia ani jednym gortszym sowem. Stumia jednak bl i rozpacz rozrywajc 
jej serce i spytaa agodnie, dotykajc jego rki: 

 O czym mylisz? 
 Trudno nawet okreli, o wszystkim i o niczym zarazem. 
Pogrya si znowu w bolesnym milczeniu. 
Dopiero przy rozstaniu oywi si nagle i przemwi gorco: 
 Wskrzesia mi dusz! Przyjd do was wieczorem, nie mgbym si ju obej bez ciebie... 
Ucauj Wandzi ode mnie! Otworzya przede mn jakie nowe, ncce horyzonty! Boj 
si jeszcze mwi o tym! Chwilami zdaje mi si, e to wszystko, co dzisiaj przeyem, to tytko 
moje marzenie o przeszoci! Moe to tylko halucynacja! Nie wiem jeszcze! Nie wiem; 
bkam si jeszcze... 
 Kocham ci, to szczera prawda! 
85 



8 


Nie mg ju odpowiedzie, gdy pozosta sam w przedsionku. Ada wchodzia na biae, 
marmurowe schody, pochwyci tylko jej ostatnie spojrzenia, co jak upajajcy okwiat spyny 
na niego, nim uton w gwarze ulicy i mgach. By zgorczkowany tym wszystkim, a ostatnie 
jej sowa nasypay mu w serce takiego aru, e rozpomienia si przedziwnie szczsn radoci. 


 A wszystko razem jest nie do uwierzenia!  myla  jakby rozdzia nie napisanego jeszcze 
romansu! Przeyty, a zgoa nieprawdopodobny!  szepta trzewiejc nieco na jakim 
zbiegu ulic, tak zatoczonym wezbran i spitrzon rzek pojazdw, e zdao si niepodobiestwem 
przej na drug stron. Przeszed jednak pod bia paeczk polismena, na ktrej skinienie 
cay ten potok, straszliwie rwcy, skamienia w miejscu i rozstpi si. 
 Jak samo ycie!  snu dalej, przystajc tu i owdzie przed wystawami sklepw i nie wiedzc, 
na co patrzy, tak by peen rozpamitywa i radosnego wzruszenia. Pyn z tumami 
machinalnie jak kawa drzewa porwany prdem, nie mylc nawet, gdzie pynie i po co. 
 Jakie to dziwne!  zdumiewa si, dopiero teraz pojmujc ca niezwyko wszystkiego, 
co tak niedawno przey. 
Znalaz si w Hyde Parku i dugo bdzi po pustych drogach, zagubionych w bladym, 
przemglonym powietrzu. Dzie bowiem roztacza si szary i pospny, wszystko dokoa 
tchno cisz i smutn martwot, obumare drzewa dygotay bezsilnie, wody lniy zmatowanymi 
lepot oczami, a gdzie wysoko nad parkiem kooway stada jakich ptakw i chwilami 
spywa wrzask krukw. 

Smutek tego pospnego dnia przescza mu si z wolna do serca, a jego siostrzyca, melancholia, 
ja przysania rozgorzae oczy swoimi przegniymi trupimi rkami. Owadno nim 
jakie niewytumaczone zniechcenie, przygasy ary i nuda zasypywaa je szarym obokiem 
bezwadu. Stawa si w sobie beznadziejnie smutny, e nawet te czarowne wizje, ktrymi 
jeszcze przed chwil poi wyobrani i przed ktrymi klka w zachwyceniu, zaczynay si 
przeobraa w zwyk rzeczywisto, byy czym przypadkowym i codziennym. Nawet ostatnie 
sowa Ady zday mu si teraz jakim echem, przebrzmiaym od dawna i pustym. Z pewnym 
lkiem poczu, jak te niedawne uniesienia i to przedziwne szczcie, zmartwychwstajce 
wraz ze zjawieniem si Ady, pezn w nim na achman i wyciekaj z duszy niby woda z pknitego 
naczynia, pozostawiajc tylko po sobie gryzcy al do wasnej niemocy. 

 Cud trwa przez mgnienie, wskrzeszony, umiera mierci wieczn!  rozmyla z gryzcym 
smutkiem, bo w tej chwili poczu t prawd gorzk serca, e Ady ju nie kocha i Wandzia 
jest mu obca i rwnie obojtna. Ale nie chcia si jeszcze przyzna do tego, broni si 
przed samym sob spychajc to na chwilowe znuenie. Ale naraz tak mu si zrobio przykro i 
wstyd wasnego stanu, e usiujc wicej o tym nie myle piesznie pobieg do domu. 
W jadalni nie zasta ju nikogo, e zaraz po niadaniu wynis si na kaw do readingroomu. 


Mrs Tracy jak zwykle spacerowaa po pokoju z kotem na rku, a dwa biae jak nieg chodziy 
za ni nieodstpnie. Mr Smith przypieka przed kominkiem pomaraczow, such 
twarz, za kilka pensjonatowych pa, otulonych w szale, obsiado wielk kanap w rogu i 
szeptao pgosem. 

 I znowu pada deszcz!  jkna mrs Tracy patrzc w okna. 
 Jak codziennie! Straszny klimat, prawie zapomniaem, jak wyglda soce! Jeszcze par 
tygodni takiej pogody a...  zamilk, bo gdzie z gbi mieszkania przedar si aosny skowyt 
Bagh. 
86 



 To bydl doprowadza mnie ju do rozpaczy! 
 Bagh pana?  zdziwia si niezmiernie jedna z pa. 
 Prawie nie spaem ca noc, tak skomlaa! 
 To dziwne, mam pokj tu przy oranerii, a nie syszaam  szepna mrs Tracy spogldajc 
na panie; jakie domylne, przytajone umiechy przewiny si po wszystkich ustach. 
 Zazdroszcz pani wspaniaego snu, mnie budzi kady skowyt. 
 Ona tskni za swoj pani. 
 A moe rozmawia z  i m  powiedzia tajemniczo mr Smith strzepujc popiesznie 
palcami. 
Znowu buchn krtki ryk Bagh i tak gdzie blisko, e koty, pogite w paki, ze zjeon 
sierci skoczyy w objcia mrs Tracy, ktra stana bezradnie, wodzc dokoa zalknionymi 
oczami. 

 Czy pan nie wie, kiedy powraca miss Daisy?  przerwaa wreszcie przykre milczenie, jakie 
zapanowao, wylke damy odetchny, a mr Smith uderzy z gniewem w gowni, a 
iskry posypay si na pokj. 
 Nie wiem!  zdziwi si pytaniem, lecz mimo tego wszystkie spojrzenia skrzyoway si 
jako porozumiewawczo. 
 Mrs Bawatskaja dowiaduje si o ni kilka razy dziennie, a ja nie umiem jej poinformowa! 
 Musz o tym wiedzie przyjaciele miss Daisy! 
 Mylaam te, e pan mnie objani...  napieraa. 
 Ja? C za przypuszczenie! Znam miss Daisy mniej nili ktokolwiek w pensjonacie!  
lecz spostrzegszy w twarzach niedowierzanie i jaki nieprzyjemny wyraz ciekawoci, arliwiej, 
anieli tego pragn, przekonywa, jako nic nie wie o miss Daisy. 

 W takim razie wie tylko Bagh!  mrukn mr Smith powanie. 
 Niepodobna si tylko od niej dowiedzie! A szkoda!  wyrzek ironicznie powstajc do 
wyjcia. 
 My nie moemy, ale pan, gdyby tylko chcia... 
Zamia si, rozbawiony jego uroczystym gosem i twarz. 
 Przyprowadz j, niechaj sama powie... 
Mr Smith rzuci si jak tygrys na drzwi, damy pozryway si z krzykiem, a mrs Tracy, 
miertelnie poblada, jkna mdlejcym gosem. 

 Litoci! Pomrzemy z przeraenia!  i egnay si gorczkowo. 
 Wic istotnie pastwo przypuszczali, e mog sprowadzi Bagh?  pyta zmieszany ich 
przeraeniem, ale damy milczay nie mogc si jeszcze uspokoi, tylko mr Smith wybekota 
proszco: 
 Bagam o niewymawianie nawet jej imienia. 
 Czyby si w niej inkarnowa Bafomet?... 
Mr Smith a si zatoczy na cian i byskawicznie signwszy do kieszonki po sl, obsypywa 
si skwapliwie. 
Zenon stumi w sobie miech i przeprosiwszy go za art zmierza do wyjcia. 

 Mam wielk prob do pana!  wstrzyma go piskliwy gos. 
Stan przy drzwiach, pokrywajc uprzejmoci znudzenie, jakie go raptem ogarno. 
 W sobot urzdzamy w naszej loy wielkie zebranie  mwi z powag mr Smith biorc 
go za guzik.  Mrs Bawatskaja bdzie skadaa relacj o swojej podry do Tybetu i stosunkach 
z Dalaj Lam! Niesychane wprost rzeczy! Przywioza ze sob jednego z tybetaskich 
braci, potne medium. Po relacji, w cilejszym gronie, odbdzie si seans, zobaczy pan 
prawdziwe cuda! Sama Bawatskaja pragnie pana pozna i prosi o przyjcie na zebranie! Bd 
sami tylko inicjowani! Odmwilimy nawet Stetckowi, ale bardzo nam zaley, aby pan przyszed, 
zobaczy i przekona si o prawdzie naszej nauki... 
87 



 Bdzie mr Joe? 
 Niestety, mr Joe opuci koo braci, zdradzi nas dla miss Daisy i  a m  e g o.  Obejrza 
si trwonie, strzepujc palcami. 
 Wiem, e by dla niej bardzo niechtnie usposobiony! 
Mr Smith zaszepta mu tajemniczo do samego ucha: 
 A teraz jest jej zaprzedanym niewolnikiem. Zapewniali nas, e ju wstpi do Palladyskiej 
Loy, w ktrej ona ma by podobno Mistrzyni Doskonaego Trjkta. Ja za wiem z 
pewnoci, e ona tam jest Barankiem Biaej Mszy! Straszne, co? 
 By moe, ale dla tych, ktrzy rozumiej, co to znaczy... 
 Powicona samemu... Oblubienica  a m  e g o... 
 Musi mi pan kiedy objani t ca nomenklatur tajemnicz. 
 Gotw jestem choby zaraz, aby pan zrozumia ca okropno miss Daisy i cae niebezpieczestwo, 
w jakim si znajduje mr Joe. 
 W tej chwili nie mam czasu, lecz poprosz pana o to w sobot po zebraniu!  ucisn 
mu rk i piesznie poszed do mieszkania. Ale opowiadanie mr Smitha i jego trwone szepty, 
i ten nastrj jaki panowa w reading-roomie, poruszy w nim jakie zapomniane pokady pa-
mici, nie mg sobie tylko przypomnie nic wyranego, gdy postrzpione zarysy jakich 
scen, osb, dwikw i barw przepyway przez mzg z chyoci byskawic. 
 Loa Palladyska! Baranek! Biaa Msza! Bafomet! Co to wszystko znaczy naprawd? 
Chcia si otrzsn z niepokojcego koszmaru. 
 Pamitasz?  zdao mu si, e kto mu szepn do ucha, a rozglda si podejrzliwie po 
pustym mieszkaniu. Sta bezradnie, znowu zapatrzony w jakie nierozwite sploty przypomnie, 
wirujce mu pod czaszk huraganem obdnych prawie majacze. 
 Czy to ja kiedy niem? A moe o tym gdzie czytaem i teraz nie mog sobie tego 
przypomnie!  mczy si na prno, usiujc skupi choby na mgnienie skbiony wir 
przypomnie. 
Naraz wszystko si w nim zawalio przepadajc rne teksty wite woaa rozogniona i 
nietem na szar i smutn jani dnia, jakby spod fal wzburzonych, nie mogc na razie poj, 
dlaczego stoi na rodku pokoju? gdzie to mia i? i co robi? Trwao to jednak chwil, gdy 
zbudzia si w nim caa wiadomo rzeczywistoci, e odtd rozpocz nowy okres zwykego 
i normalnego ycia. Wrci do tej nieco monotonnej codziennoci, patrzc na ni jak dawniej 
obojtnie i z wysoka. Traktowa bowiem ycie z wynios pobaliwoci. Nawet towarzystwo, 
zbierajce si przy pensjonatowym stole, nie razio go ju swoim spirytystycznym zacietrzewieniem 
i wiecznymi ktniami. Spoglda na nich jak na zabawnych maniakw, przysuchujc 
si ich nieskoczonym sporom z dyskretn ironi. A Daisy i wszystko, co miao z 
ni zwizek, wydawao mu si teraz odlege i tak spowiae, jakby rzecz dawno przeczytana w 
jakiej fantastycznej ksice. A przecie tak niedawno wyjechaa! I Joe straci w jego oczach 
swoje dawne kontury, przesta go interesowa i spotykajc si z nim w Bartelet Court traktowa 
go jakby dopiero co poznanego czowieka. Czu si tak trzewy, e spostrzega tylko sam 
powierzchni ycia i jego najgrubsze zarysy, jakby straci zdolno gbszego pojmowania 
i odczuwania wiata i ludzi. Nie obchodzio go nic prcz spraw najbardziej osobistych, 
drwi poza tym przy kadej sposobnoci ze wszelkich idealniejszych poryww. Byo to jakie 
niewytumaczone stpienie wraliwoci, jakby zanik subtelniejszych uczu i wyobrae. Ta 
dziwna przemiana zaznaczaa si w nim tak jaskrawo, e spostrzeono j nawet w Bartelet 
Court. 

Ktrego bowiem dnia po niadaniu miss Dolly wytoczya na st kwesti upadku etyki w 
masach ludowych, a przy tej sposobnoci rzucia si namitnie na mczyzn za ich rozpust i 
egoizm! 

Mr Bartelet podbudza j z rozmysem, bawic si przy tym wybornie. 

88 



Rozmowa stawaa si coraz ywsza, gdy i milczcy zazwyczaj Joe j dowodzi, dosy 
zreszt ostronie ze wzgldu na ojca, e rda moralnego upadku le w kapitalistycznym 
ustroju, w zgnilinie warstw panujcych i w oglnym zmaterializowaniu ludzkoci. A w kocu 
napad na chrzecijastwo jako na szerzyciela bdw i kamstwa spoecznego, przeciwstawiajc 
mu czyst nauk Chrystusa, zawart w Ewangeliach. Miss Ellen zawtrowaa arliwie 
i przytaczajc rne teksty wite woaa rozogniona i nieulka, e tylko Ewangelia moe 
zbawi wiat. 

Zenon cay czas rozmawia z Betsy o swojej rodzinie, ktr obieca przywie do nich w 
najblisz sobot na herbat, ale podraniony dowodzeniami Joe i paczliwym gosem miss 
Ellen, odezwa si apodyktycznie: 

 Nie Ewangelia rzdzi ludzkoci, ale tylko kij, przemoc i strach! Kodeks grocy wizieniem 
lub szubienic ma wicej moralnego wpywu na stado ludzkie nili wszystkie religie 
razem. I nie Mesjasza-Zbawcy potrzebuje i czeka dzisiejsza ludzko, ale tylko Pana, ktry 
potrafi by dla niej nieubaganym wadc i katem zarazem. 
Zdumieli si jego nielitociwymi pogldami i zimnym sarkazmem, z jakim przemawia, e 
rozmowa wnet si przerwaa. Wszyscy si czuli dotknici i zakopotani, nie pojmujc, co mu 
si stao. A Betsy bya wprost rozalona na niego, lecz przy poegnaniu cisna mu rk go-
rcej ni zwyke. 

 Wic w sobot czekamy na pastwa. 
 Przywioz ich z pewnoci. Musi pani ich pokocha! 
Dziewczyna po krtkim wahaniu spytaa niemiao: 
 Czy pani Ada jest bardzo pikna? 
 Bardzo! Ale znam pewn ma miss stokro pikniejsz, milsz i kochasz! Stokro!  
szepta caujc j po rkach. Wyrwaa si rozpromieniona i szczliwa, zapomniawszy wszelkich 
przykroci. 

 Bdziesz na tym wicie zbratania si narodw?  odezwa si Joe, kiedy wyszli przed 
dom. 
 Z radoci poznam twoj rodzin!  powiedzia serdecznie. 
Pocig ju ich nis ponad miastem, zatopionym w brudnych kbach dymw i mgie, gdy 
Joe znowu si odezwa: 

 Mwie dzisiaj, jakby ci kto przemieni dusz. 
Zenon rozemia si sucho i drwico. 
 Wytrzewiaem! Czuj si zdrowy, pi wybornie, mam apetyt, pracuj doskonale i nie 
trapi si niczym, oto tajemnica mojego stanu. Wiesz, do tego stopnia czuj si dobrze, e 
nareszcie zdecydowaem si na opuszczenie naszego pensjonatu! 
 Ju o tym syszaem. Podobno mrs Tracy wydelegowaa mr Smitha, aby ci prosi o pozostanie. 
 Zabawny czowiek! Ani si spodziewasz, co mi powiedzia o tobie! 
 Chyba si skary na moje wystpienie z loy! 
 Byo i o tym, ale powiedzia mi z gbokim ubolewaniem i trwog, e zostae czcicielem 
miss Daisy i oboje suycie Bafometowi! Aha, i e wstpie do jakiej Palladyskiej Loy! 
Nieprawda, daj ci na to sowo honoru!  zawoa gwatownie.  Ja miabym i z nimi? Ja 
w subie Bafometa i tego piekielnego Wampira? Co za ohydny pomys!  wzdrygn si jakby 
z obrzydzenia czy trwogi. 

 Przepraszam ci za mimowoln przykro! Mwi mi o tym bez adnych zastrzee, 
wic ci powtarzam otwarcie. 
 Lubieny kretyn moe mie tylko takie asocjacje nikczemne. 
 Co to jest ta Palladyska Loa? 
89 



 witynia powicona kultowi szatana! Tam si zbieraj jego wierni, tam miss Daisy 
prawdopodobnie jest jego kapank! 
 Jest Mistrzyni Doskonaego Trjkta! Tak mwi mr Smith. 
 Jeeli nie samym Barankiem  doda Joe pgosem rozgldajc si podejrzliwie w tumach 
wychodzcych wraz z nimi ze stacji. 
 Gdzie jest ta loa? 
 Podobno w okolicach Londynu w jakim starym kociele. 
 Przecie ja tam byem!  zawoa przypominajc sobie na jakie mgnienie fantastyczn 
scen w podziemiach. 
 Bye tam? Widziae?  pyta Joe w najgbszym zdumieniu, odcigajc go z tumw 
pod jak wystaw i wpi si w niego oczami. 
 Tak, ale wiesz, nic ju nie pamitam... Co mi si musiao zdawa, a teraz, w tej chwili... 
dalibg nic nie pamitam... 
 Przypomnij sobie! Podziemia kocioa... stare grobowce... noc... jaki wspaniay ceremonia... 
Bafomet... Daisy...  poddawa z naciskiem. 
 Niestety, nie mog... Co mi bysno przez mzg i przepado niby kamie w oceanie, 
doszcztnie przepado... Zaczekaj no... Podziemia? Zaraz... nie, nie, przysza mi na pami 
piwnica klubu ekscentrykw! Gupstwo! Jaki chwilowy koszmar! O czym to mwilimy? 
 O Loy Palladyskiej, Bafomecie i Daisy... 
 Czyli razem tak jakby o niczym!  szepn ironicznie i pojecha do Henryka, i jak codziennie 
rozmawia ze wszystkimi, cierpliwie sucha wyrzeka chorego, zabawia si z Wandzi, 
ktra si szalenie do niego przywizaa, i jak codziennie pojecha z Ad pokazywa jej 
osobliwoci miasta i okolic. Jakby jaka niema umowa stana pomidzy nimi, e nigdy nie 
poruszali przeszoci. Dotrzymywali jej sobie wicie. Nigdy te ani jednym sowem nie 
zdradzia Ada, co si w jej sercu dzieje, jakie burze ni miotaj i jakie szarpi rozpacze, nie 
domyla si nawet tego widzc zawsze jej twarz pogodn i wierne przyjani spojrzenia. 
Zdobywaa go jednak z ca wiadomoci celw ostatecznych cierpliwoci, e ani spostrzeg, 
jak bardzo si od niej uzaleni. Omotaa go bowiem tak czujn przyjani, niby serdecznym 
oplotem kochajcych ramion, z ktrych nie prbowa si nawet wyrwa. A jednak 
jej nie kocha, zacz j tylko wielbi, jakby przecudowny poemat ycia, jak wielkie dzieo 
sztuki, przed ktrym mg kontemplowa w radosnej ciszy estetyczne wzruszenia wasnej 
duszy. Staa si bowiem spowiednikiem jego marze i pomysw literackich. Nieraz dugie 
godziny spdzali w muzeach, zatopieni w artystycznych rozwaaniach. Rozsnuwa przed ni 
nieskoczone pomysy przyszych prac, bo spostrzeg, i opowiadajc widzi je lepiej i realniej, 
a jej mdre i dyskretne uwagi tak je uzupeniaj, e nawet jeszcze mgawicowe projekty 
krzepn w ksztat doskonay, nabieraj ycia i prawie si staj... 
A przy tym wszystkim Ada wsczaa w niego ide powrotu do kraju niespostrzeenie, a z 
takim uporem, e ju sam zacz tego pragn. Zrobili nawet projekt edycji jego pism po pol-
sku w jej tumaczeniu. Bya niestrudzona w tej cichej walce z nim o niego i coraz pewniejsza 
zwycistwa. Z niepokojem jednak przyja wiadomo o uoonej ju wizycie w Bartelet Court. 


 Jestem ciekawa tego domu!  odpowiedziaa chodno. 
 A Betsy ciebie. Pytaa mnie, czy jeste pikna? 
Krlewskie oczy Ady spoczy na nim, niespokojnie rozchwiane. 
 Powiedziaem najszczersz prawd! 
 Na c mi ta uroda!  szepna odwracajc twarz poblad i oczy przymglone aoci. 
Nie spostrzeg tego, jak nie domyla si wielu rzeczy w tym przytpieniu wszystkich wadz, 
w jakim si znajdowa od pewnego czasu. 
 Jestem pewien, e polubisz Betsy  odezwa si po chwili. 
 Bardzo tego pragn. 
90 



Nie zastanowi go nawet jej gos dziwnie oschy. 

 A musisz mi szczerze powiedzie, jak ci si wyda! 
Obiecaa solennie, zwracajc rozmow na inne przedmioty. 
I na tym si skoczyo, ni tego dnia, ni nastpnych ju wicej nie poruszali tej kwestii, zajci 
jedynce planami wielkiego misterium o Chrystusie, jakie zamierza napisa. A tak by 
porwany t ide, e na wszystko, co si dziao dokoa, spoglda jakby na kinematograficzne, 
bezsensowne majaczenia. 

 Wiesz, czuj si jakby brzemienny!  powiedzia ktrego dnia do Ady na przywitanie.  
Ze dwiecie osb mam w sobie, ktre prosz si na wiat! Nie masz pojcia, jak mi czasami 
straszno w tej cibie. Dzisiaj nad ranem oblegli mnie chopi... Chc i na Rzym... 
Ada rozumiejc ten jzyk spytaa rozciekawiona: 

 I pucisz ich? 
 Musz! Niech zdruzgoc t pod dzisiejszo! On ich poprowadzi zdobywa wiat i 
utrwala swoje krlestwo niebieskie! Decydujca walka stoczy si w zamku Anioa w Rzymie, 
oblegn tam wszystkich krlw i panw ziemi! Straszna walka o panowanie nad wiatem 
i nad yciem, walka o jutro... 
 I zwyci꿹? Musz przecie zwyciy!  szeptaa gorco. 
 Niestety, musi zwyciy najpierwotniejszy instynkt ycia... Strasznie mi al Chrystusa i 
moich chopw, ale nie ma ju dla nich miejsca na wiecie, jest tylko miejsce na handle i fabryki. 
Mwi z takim gbokim alem, a jej oczy napeniy si zami serdecznego wspczucia. 

 I ju nic nie moe ich ocali, zgin, bo na wiecie jest tylko miejsce na handle i fabryki. 
Czowiek wspczesny wyrobi sobie niewzruszony idea: uywa! Nie rozumie poza tym nic 
i niczego wicej nie potrzebuje. Dlatego Chrystus musi przegra ostatni walk. Odstpi go 
wszyscy i zdradz najwierniejsi! Jestem nawet pewien, e go znowu ukrzyuj na wszystkich 
rozstajach i we wszystkich mzgach, a imi jego podadz na hab i pomiewisko! Ludzko 
pragnie tylko podzi, re i zdycha! A Chrystus im przeszkadza w radosnym pograniu si 
w bydlctwie! Wskazuje jakie inne jeszcze cele, przeszkadza w uywaniu i bka si jak wyrzut 
spodlonego sumienia! Wic precz z nim! Precz z wszelkim zagadnieniem, wytrcajcym 
z rwnowagi! Nie jestem chrzecijaninem, ale kocham t cudn posta Nazarejczyka, kocham 
go jako przesmutny krzyk duszy pyncy wskr czasw i ludw. Biedny marzyciel, wita 
wizja serc tsknicych do niemiertelnoci! I prawd rzek uczniom swoim: Krlestwo moje 
nie z tego wiata.  Zaiste, nie byo ani jednej chwili, w ktrej by panowa na ziemi. Wyznaway 
go usta i Kocioy, a serca czowiecze zapieray si go w kadej chwili ywota! 
Chwa jego gosiy Kocioy, a on ju lea martwy, zabit zdrad i zaprzastwem! Nie jego 
to wina, to Pawe z Tarsu, chciwy panowania ydowin, zbezczeci jego marzenia i ze snu o 
szczliwoci czowieczej uczyni zimny racjonalistyczny system pastwowy! W plugawych 
jego rkach mistyczny kwiat marzenia przerodzi si w bera i pastoray, ktrymi zapdzi 
trzod ludzk do lochw bez wyjcia. Opta j strachem i zapanowa nad ni przemoc. 
Chrzecijastwo zatriumfowao, ale Chrystusa nigdy w nim nie byo, nigdy! 
 Straszne jest ycie!  szepna, przejta zawym wzruszeniem. 
 Tylko ludzie s straszni! ycie jest jedynym dobrem, a mymy sami zrobili z niego ka 
dla siebie i ohyd! I w tym ley wieczna tragedia! 
Rozeszli si smutni, lecz jeszcze silniej zwizani wsplnot odczuwa. Ale w sobot, gdy 
wracali z Bartelet Court, Zenon zapyta: 

 Pamita pani obietnic? 
Spojrzaa pytajco nie mogc sobie przypomnie. 
 Obiecaa mi pani powiedzie, jakie wraenie zrobia miss Betsy! 
 Czarujca panna!  zawoaa bez wahania, lecz z takim akcentem, e Henryk poruszy si 
niespokojnie. 
91 



 Bya dzisiaj nieszczeglnie usposobiona!  tumaczy przypomniajc sobie jej niemiao 
i jakie trwone zaciekawienie, z jakim wci przygldaa si Adzie i jemu. 
 Oryginalny dom, jakby ywcem wyjci z angielskiego romansu. 
 A zwaszcza ciotki! Miss Ellen daa mi ca pak broszur... 
 O przeznaczeniu kobiety! Umiem na pami te staropanieskie brednie! Ona naley do 
etycznej sekty ewangelistek. 
 Mnie za opowiada mr Joe takie nadzwyczajnoci ze swoich wypraw do Birmy, e wyday 
mi si nieco fantastyczne... 
 Z pewnoci nie fantazjowa! Cay ten dom to wysoka klasa ludzi pod kadym wzgldem. 
 Ale przyjli nas bardzo po angielsku! Mona byo dosta kataru w tej wynioso-chodnej 
atmosferze... 
 Wolisz nasze zwyczaje, gdzie to na wstpie buzi z dubeltwki, przy kolacji kochajmy 
si, nad ranem ju bruderschaft, a na drugi dzie jeden drugiego bardzo starannie nie poznaje. 
 A nawet, jest mi to bowiem milsze nili takie nudne cermonialnoci!  upiera si, zirytowany 
jego wzgardliwym tonem. 
Ada zaagodzia sprzeczk i poszli do Green Parku, albowiem dzie by wyjtkowo pogodny, 
ciepy i suchy. Po drogach snuy si tumy i tumy zalegay niezmierzone trawniki. 
Pierwszy zmierzch ju opada niebieskawymi mgami, krzyk miasta wrza w powietrzu i 
wiata jy wykwita w szarych groblach domw. Stanli przed gromadk dziewczyn w biaych 
swetrach i beretach, zajadle grajcych w pik non, gdy naraz Wandzia zaszeptaa 
trwonie: 

 Mamusiu! Ta pani znowu na mnie patrzy! 
Ada osonia sob dziewczynk szukajc zarazem tej zowrogiej damy, staa o par krokw, 
caa w czerni jak zwykle, wosy miaa miedziane, twarz dziwnie blad, krwawe usta i 
szafirowe, okrutne oczy. 

 Panie Zenonie!  chciaa mu zwrci na ni uwag. 
Zenon jednak nie dosysza, jakby zahipnotyzowany niespodziewanym zjawieniem si 
Daisy, umiechna si do niego i przepada w tumach, e na prno rozglda si dokoa. 

 Widzi pan t rud dam... o tam, przy klombie... 
Spojrza niechtnie we wskazanym kierunku. 
 Ju gdzie znikna! Spotkaam j dzisiaj po raz trzeci, tak natarczywie przygldaa si 
Wandzi, a to zwrcio moj uwag. Nadzwyczajnie pikna, ma tylko w sobie co straszliwego... 
 Demon i zarazem Madonna!  szepn mimo woli. 
 Moe j pan zna? 
 Zauwayem tylko w przelocie i porwnanie samo si nasuno. 
Pragna rozmawia o tej dziwnej nieznajomej, ale wymwi si jak nagle przypomnian 
spraw i pojecha do domu. 
Nie zawid si w obliczeniach, gdy dopdzi Daisy jeszcze w przedsionku. 

 Byem pewien, e to pani!  zacz radonie i zmroony niedbaym uciskiem jej doni, 
wstpowa na schody w milczeniu. Nie mia si odezwa ni zbliy, tak mu przegradzay 
drog jej wyniose, a przeszywajce spojrzenia. Przygldaa mu si niepokojco, a te migotliwe, 
fascynujce byski przesyciy go niewytumaczonym pomieszaniem. 
 Dawno pani przyjechaa?  Odway si wreszcie na zapytanie. 
Jej wargi poruszyy si leniwym ruchem wy i jaki szept wion mu w twarz. Nie zrozumia 
sw, ale przenika go czar nieuchwytny samego dwiku. 
Odprowadzi j do drzwi mieszkania i chcia odej. 

 Bdzie pan dzisiaj na seansie Bawatskiej? 
 Wprawdzie obiecaem, ale, ale... 
92 



 Ale pan przyjdzie, prosz o to!  szepna nakazujco przy rozstaniu. 
Naturalnie przyobieca i znalazszy si w mieszkaniu, zupenie machinalnie zapali wiata, 
usiad przy biurku i zastyg nad rozpoczt scen z misterium. Przeywa bowiem to niespodziane 
spotkanie z Daisy i kady szczeg z osobna, kade jej spojrzenie i sowo kade 
wskrzesza w sobie i rozpatrywa z gbok uwag. I wydao mu si to wszystko tak niepojcie 
dziwne, e jeszcze wrzaskliwsza fala niepokojw zatopia mu serce wytrcajc z resztek 
rwnowagi... Sprbowa si wyrwa z bdnego koa wspomina, lecz czar z nich promieniujcy 
oplata go w coraz cisze okowy. 

 Urzeka mnie najwidoczniej!  Przypomnia sobie ludowe okrelenie i teraz nie wydao 
mu si ju miesznie dziecinne jak niegdy, poczu bowiem swoj wprost fizyczn zaleno 
od Daisy i t jej nieprzepart i niewytumaczon wadz nad sob. 
 Jaka w tym diabelska sprawa!  pomyla na wp ironicznie i naraz rzuci si w ty i 
zmartwia z przeraenia, jakby na skraju jakiej bezdennej prni, jaka si przed nim rozwara... 
Tumne wizje scen, widzianych kiedy w podziemiach, wdary si do mzgu i przepyway 
dugim i niesychanie ywym korowodem. Widzia wyranie przesmutn, wadcz twarz Bafometa, 
siedzcego na tronie, a u stp jego wrd dymw kadzielnych gow Daisy. 

 Tak, to ona, teraz widz dokadnie!  rozmyla sprajc ca uwag, aby nie straci 
adnego szczegu. Pochyli si naprzd, wpatrzony wytonym wzrokiem, jakby to wszystko 
dziao si tu przed nim, przed jego oczami... Nawet ten piew, ktry kiedy przewiewa tylko 
dalekim poszumem, usysza teraz sowo po sowie, powtarzajc bezwiednie z patetycznym 
akcentem: 
Salute, o Satana, 
O ribellione, 
O forza vindice 
Della ragione! 


Sacri a te salgano 
Glincensi e i voti! 
Hai vinto il Geova 
De sacerdoti. 


 Salute, o Satana!  szepta, przejty witym wzruszeniem grozy, bijcej od Majestatu, 
od tej smutnej twarzy Wadcy, pochylonej litonie nad rzesz czcicieli, kbic si kornie u 
jego ng. I nawet nie zadrga, gdy z mar podniosa si naga Daisy, opynita w miedzian 
chmur wosw, i splota si z Bafometem w miosnym ucisku. Krwawy brzask przysoni 
misterium szau i jakby unis gdzie w przestrzenie, a w podziemiach wybuchn stos, niby 
krzew pomienisty, na ktry rzucano poamane krzye, liturgiczne szaty i blade, ogromne hostie 
niby pomare soca! 
Bagh zawya przecigle i ponuro. 

 Salute, o Satana! Salute! Saute!  grzmia hymn coraz potniej i rozlegej, piewany 
jakby przez wszystek wiat i caym uniesieniem mioci, wiary i nadziei... 
Bia ju sma, gdy si rozwiay ostatnie wizje i ostatnie dwiki przepady w guszy wieczora, 
i Zenon podnis ocia gow znad nie dokoczonej sceny misterium, odoy piro, 
machinalnie ciskane w rku, i po chwili rozmyla szepn z determinacj: 

 To bdzie, co by musi. 
I wierny obietnicy danej Daisy poszed na seans. 
93 



Olbrzymia hala Towarzystwa Teozoficznego bya ju wypeniona po brzegi, nad czerni 
gw, wprost wejcia, wznosi si wielki otarz, na ktrym siedzia zoty, ogromny Budda, 
tpo zapatrzony okrgymi oczami. Ze zotych kadzielnic, podtrzymywanych przez kamienne 
biae sonie, biy kby wonnych dymw, spowijajce bstwo i ca sal w bkitnawe oboki. 
Na stopniach otarza, wrd wiecw i girland, splecionych z biaych r, hiacyntw i narcyzw, 
drgay wiateka niezliczonych lampek niby zotawe motyle. Kilku Hindusw, siedzcych 
na niszych stopniach, grao na olbrzymich instrumentach tak przedziwnie cicho, e 
tylko jakby szmer zamierajcej fali przewiewa nad zasuchanymi gowami, niekiedy jakby 
wiergot ptasi przelecia lub zabrzczay roje pszcz. A jeszcze niej, u stp Buddy, na podium 
nieco wzniesionym, staa jaka kobieta w biaej, greckiej szacie. Bya jakby zatopiona w 
modlitewnej ekstazie i kocem palcw lewej rki dotykaa gowy jakiej skurczonej, nagiej 
postaci, klczcej przed ni... Zenon zosta przy drzwiach, gdy wszyscy trwali w znieruchomiaym 
milczeniu, zapatrzeni i zasuchani. Dopiero gdy cicha muzyka i ywiej rozbysy 
wiata z krysztaowych lotosw, podszed do niego mr Smith. 

 Bd dzisiaj nadzwyczajne rzeczy  szepn biorc go pod rami.  Miss Daisy prosia, 
bym pana do niej przyprowadzi! Medium dzisiaj jest w doskonaej kondycji. Wanie Bawatskaja 
wprowadza je w trans. Pozna j pan osobicie na agapie. Medium przywiezione z 
Tybetu. Prawda, jakie tumy. A to tylko wybrani z wybranych! Inaczej, a mylibymy p 
Londynu! I wszystkie sfery, od lordw a do robotnikw. Pisaem do mr Joe, nie przyszed  
poskary si w kocu. 
Zenon usiad przy Daisy, skinieniem gowy pozbywajc si gadatliwego staruszka, ktry 
przez cay seans nie spuszcza z nich oczw. 

 Niech si pan nie pozwoli owadn nastrojowi! 
 Za trzewy jestem, aby na mnie podziaa  odpar z przekonaniem. 
Jaki umiech przelizn si po jej wargach i zamigotay powieki, ale si nie odezwaa, bo 
Bawatskaja odja rk od gowy klczcego i medium zahipnotyzowane jakby zawiso w 
postawie pochylonej. Gos niski, mocny i bardzo melodyjny rozleg si w ciszy, wszystkie 
oczy opady na ni migotliwym, niespokojnym rojem. Opowiadaa zwile i obrazowo o 
swojej podry ostatniej do Tybetu i stosunkach z Dalaj Lam. Cisza stawaa si ju rozdrgana 
przypieszonymi oddechami, oczy zaczynay wieci fosforycznie, fantastyczne bowiem 
przejcia, niebezpieczestwa, groza mierci wiszca nad ni w kadej chwili, niesychane 
przygody, niene zaspy, gd, napady zgodniaych dzikich zwierzt, mrone orkany, walki 
ze zymi potgami, a w kocu wydarcie tych niemiertelnych tajemnic bytu, ktrych tylko 
czstk moga ukaza w Izys Odsonitej, takim dreszczem ekstazy i uniesienia przejy suchaczw, 
e po skoczeniu grzmot oklaskw spad na ni rzsisty dugo nie milknc ulew. 

Zasiada w gbi na czym w rodzaju tronu i siedziaa nieruchomie, pena majestatu i wyniosoci, 
a na estrad wystpi stary Hindus w powczystej szacie zotozielonej i w ogromnym 
turbanie na gowie, zapowiadajc cz eksperymentaln przy pomocy medium, jakoby 
wykradzionego z lamaickiego klasztoru, pooonego na niedostpnych zgoa szczytach Himalajw. 


 Chwila cudw nadchodzi!  szepna ironicznie Daisy.  Jake si panu wydaa prorokini? 
 dodaa ciszej. 
 Twarz pospolita, oczy przebiege, wola potna, a cao: generalna  wytumaczy znaczenie 
tego okrelenia i zakoczy: 
 Ale mwi wspaniale! 
 O tak! Znakomicie tumani wiernych, a w najlepszym razie i siebie! Ale nie, ona na to za 
mdra! Wie, i ludzie przede wszystkim akn cudw! 
 Kady kult chtnie si tym podpiera i uzasadnia. 
94 



Nie odpowiedziaa, gdy wiata nieco przymiono, e tylko w bkitnawych dymach kadzielnic 
poyskiwa tajemniczo zoty posg Buddy, a ze cian, pokrytych symbolicznymi malowidami, 
wynurzay si tu i wdzie jakie ekstatyczne twarze, wite zgoski lub znaki. 

Biaa posta Bawatskiej majaczya w gbi niby posg marmurowy. Dwiki muzyki rozsypay 
si przesodkim, sypkim pyem i przewiay, a ca sal zalega grobowa cisza. 

Rozpoczy si spirytystyczne cuda. Podnosiy si stoy, latay nad gowami krzesa, sypay 
si spod sufitu wiee kwiaty i zielone gazie jakich drzew podzwrotnikowych! Niekiedy 
straszny brzk tam-tam run w cisz, a wszyscy kurczyli si z przeraenia. 

A potem wystpoway biaawe zarysy jakich larw czowieczych, wietlane rce bdziy 
nad niektrymi gowami, gray niewidzialne instrumenty, zawieszone gdzie wysoko, toczyy 
si w powietrzu przewietlone kule mgawic i roje skrze jakby fosforencyjn ros pokryway 
ciany i wiroway w przestrzeniach. 

Nastrj stawa si coraz trwoniejszy i gorczkowe podniecenie dosigo szczytu, gdy naraz 
wszystkie yrandole rozbysy i w penym wietle medium zaczo si unosi w gr i w 
postawie klczcej, nieruchome, z zamknitymi oczami, z rkami skrzyowanymi na piersiach, 
pozostao zawieszone w powietrzu. 

wity lk ogarn wszystkich, wybuchny histeryczne pacze i spazmy, kilkanacie kobiet 
pado na kolana piewajc przezawionymi gosami jaki hymn dzikczynny. Wiele osb 
siedziao niby sparaliowanych, nie mogc oczw oderwa od tego cudu, ktry wci trwa. 
Wielu podeszo do samej estrady nie wierzc wasnym oczom. Par aparatw fotograficznych 
utrwalao to niesychane zjawisko. Wreszcie zdumienie zdawio wszystkie gosy i skamienio 
wszystkie ruchy, e pozostali w ekstatycznym oniemieniu podziwu i trwogi zarazem. Ale w 
jakie niespodziane mgnienie mrok pokry sal i rozpocza si nowa seria zjaw; nowy drczcy 
sen, peen niepokojcych widziade i fascynujcych halucynacji, ogarn wszystkie 
dusze. Tylko Daisy siedziaa spokojnie, czuwajc nad Zenonem, ktry w tej hipnotyzujcej 
atmosferze jakby zupenie straci panowanie nad sob. Ogarniaa go nieprzeparta senno, 
chwilami ju halucynowa, rwa si gdzie, co przy tym szepczc niezrozumiale i gorczkowo, 
e przytrzymywaa go za rce, trzewic wadczymi spojrzeniami, ale kiedy zacz 
sztywnie wpadajc w zupeny trans, cisna mu silnie wielkie palce u rk i szepna nakazujco: 


 Chod za mn! 
Poszed automatycznie, nie rozumiejc, co si z nim dzieje. 
Oprzytomnia dopiero w jej mieszkaniu przed kominkiem, na ktrym pali si syty ogie. 
Bagh leaa na dywanie, wpatrzona w pomie, a za ni siedziaa Daisy z papierosem w rku. 

 Jest pan u mnie!  odpowiedziaa na jego zdumione spojrzenia. 
 Ale jakim sposobem? Bylimy przecie w Towarzystwie Teozoficznym! 
 Byo tam ciasno, gorco, zrobio si panu sabo i caa historia! 
 Dzikuj!  pochyli si, aby j pocaowa w rk, ale Bagh tak zowrogo warkna pr꿹c 
przy tym grzbiet, e cofn si mimo woli. 
 Chciaem tylko wyrazi moj wdziczno, i Bagh nie pozwala. 
Umiechna si wspierajc stopy na grzbiecie pantery. 
 Nie przyzwyczajony pan do spirytystycznych seansw. 
 Byem na kilkunastu, lecz na tym miaem cige wraenie fantastycznego snu, z ktrego 
nie mogem si wyzwoli! Zadziwiajce medium! A jeeli to wszystko byo z gry przygotowane, 
to musz przyzna wprost genialno aranerowi... 
 To bya najszczersza prawda, rcz panu! Ale c, kiedy to tylko fakty i nic wicej!  
mwia jakby ze wzgard, podajc mu herbat, jak niosa stara, zgarbiona Hinduska.  Niema 
rzeczywisto. Prawdy zupenie zbyteczne. Ohydny bekot skazanych na wieczn zagad. 
A przy tym nie cierpi tych jarmarcznych cudownoci, sprawiaj mi bowiem wstrt i obrzydzenie. 
W niszych krgach ziemskiej atmosfery roi si od takich larw, jest to wielka trupiar


95 



nia ludzkich majakw, ktrym, nim si rozsypi w py sferyczny, marzy si o dawnym bycie 
na ziemi. To s tylko elementale, emanacje dusz, zwierciadlane egzystencje i wampiry, czyhajce 
dokoa, aby naszym kosztem przeduy swoje ndzne istnienie cieniw, to s tylko 
zarodzie zbrodni, za i podoci, powstae w ciemnicach ziemi, wiecznie unoszce si nad ni 
i niezdolne do niemiertelnych, sonecznych bytowa. Jak psy w mron noc, godne i bezdomne, 
cisn si do izb ogrzanych, tak i one kr w wietlanych orbitach dusz twrczych, 
wadczych i niemiertelnych! 

 Przeraajcy obraz, prawdziwe pieko!  westchn ze wspczuciem. 
 Stworzone przez ich boga! 
Poruszy si niespokojnie, wpierajc w ni rozciekawione oczy. 
 Tak, prawdziwe i jedyne pieko! Wieczny pacz i zgrzytanie zbw. A On istnieje ich 
zami, On tuczy si ich mk. On z ich cierpie i ndzy uczyni sobie tron, na ktrym spoczywa 
niesyty nigdy chway ni przemocy! Gdzie tylko jk, choroby, nieszczcia, zbrodnie i 
wieczny mrok, tam bije rdo Jego mocy, tam jest On, Wadca ciemnoci, strachw i mierci! 
 woaa z piorunami w oczach, groc zacinit pici. 
A Zenon, przejty jej uniesieniem, zaszepta bezwiednie: 

Salute, o Satana, 
O ribellione, 
O forza vindice 
Della ragione! 


Zwara donie i pochyliwszy gow pogrya si w jakiej ekstatycznej kontemplacji. Tylko 
niekiedy poruszay si jej wargi, zakwitn umiech, pier wzniosa si tumionym westchnieniem, 
a przez blad, wniebowzit twarz przelatyway odblaski jakby modlitewnych 
arw... 

Nie miejc jej przerywa zosta bez ruchu, zapatrzony w koron jej miedzianych wosw 
niby w glori wietlan, i oczarowan dusz piewa niem pie uwielbienia. 

Ale po duszym czasie, zaniepokojony jej kataleptyczn nieruchomoci, przywoa Hindusk 
i wyszed. 

Bagh, aszc si pokornie, odprowadzia go do progu. 

96 



9 


Wieczr by wprost ohydny; pada drobny, gsty, a tak dokuczliwy deszcz, e Zenon 
wstrzsa si z zimna. Przegnie powietrze zapierao mu piersi obapiajc twarz lepk, obrzydliw 
powok. Byo ju dosy pno, okna czerniay niby gnijce oczodoy, pozamykano 
wszystkie sklepy i tylko omglone latarnie rozkray brudnote koliska wiate na poczerniae, 
ociekajce wod domy i na zabocone trotuary. Szaruga stawaa si coraz przykrzejsza, 
e ju zaledwie kiedy niekiedy kto zgity pod parasolem przemyka si pustymi prawie ulicami. 
Nieustanny bekot rynien, szmer deszczu i guche, bolesne szamotanie si drzew przemikych 
rozdraniay Zenona a do blu. By wezwany przez Ad w jakiej pilnej i wanej 
sprawie, wic szed, a raczej wlk si, czsto przystajc na rogach domw, zapatrzony z lkiem 
w puste place i oguche ulice. Niezliczone oczy latar wieciy ze wszystkich stron 
przymglonymi tajemniczo renicami, a tu i owdzie stali niewzruszenie polismeni w dugich 
paszczach, niby czarne stoki, po ktrych spyway strugi wody. 

Nie widzia Ady ju par dni, gdy od seansu prawie nie wychodzi z domu. Czu si bowiem 
le; opanoway go jakie niewytumaczone niepokoje, bezprzedmiotowe marzenia, lenistwo 
i taki gwatowny opad woli, e godzinami siedzia w reading-roomie, zapatrzony bezmylnie 
w ogie, guchy i lepy na wszystko. Od tego dnia rwnie nie widzia Daisy, powiedziano 
mu, e saba i nie wychodzi z mieszkania; poprzesta na tym. Jaka zgnia apatia skrpowaa 
go bezwadn obojtnoci na wszystko i tak obmierzia ycie, e nawet wasne sprawy 
budziy w nim nud i wstrt. Tote szarpa si i burzy na konieczno, ktra go wloka w 
ten straszny wieczr po zadeszczonym, opustoszaym miecie. 

Medytowa wanie o tym, gdy powz zaturkota przy nim i jaki gos zawoa na niego po 
imieniu. 

Daisy wyzieraa przez opuszczon szyb. 

 Gdzie pana zawie?  pytaa robic mu miejsce przy sobie. 
Rzuci stangretowi nazw hotelu i wsiad popiesznie. 
 Wezwali mnie do rodziny, jaka sprawa nie cierpica zwoki. 
 Czy to ta liczna dziewczyna i wspaniaa pani, z ktrymi widziaam pana w Grean Parku? 
 Tak. Ale co si z pani dziao od soboty? 
 Byam w stanie, w ktrym si nie wie nawet o sobie! To moja czsta niemoc, na ktr 
nie ma lekarstwa  szeptaa smutnie. 
 A i mnie przez ten czas ara nuda i apatia. Nie wychodziem, nie widywaem si z nikim 
i nie pracowaem. Trwaem w bezwadzie, a draem wci z niepokojw, oczekujc w kadej 
chwili jakiego nieszczcia. Tak si musz czu drzewa przed uderzeniem piorunu! Ohydny 
stan! 
 A teraz lepiej panu?  cisna mu rk i zajrzaa w oczy tak gboko a z bliska, e cofn 
si mimo woli. 
 Nie, nie!  zaprzecza ywo.  A moe temu winien klimat? Przecie wci deszcz, zimno, 
mgy i tak wokoo a do rozpaczy! A moe soce zgaso i ju nigdy nie doczekam si 
ciepa i jasnoci, nigdy... 
 Nostalgia za socem... 
 Pojad na kontynent, musz, bo duej w takim stanie nie wytrzymam. Uciekn, gdzie 
mnie oczy ponios  przerwa nagle, zaenowany wybuchem wasnego rozdranienia. 
 Na poudniu wiosna ju w caej peni... 
97 



 C nam z tego!  zawoa szorstko nie odczuwajc jej akcentu penego dziwnej sodyczy 
i tsknoty. 
 I tak mi zapachniay pomaraczowe gaje i zalniy si bkity mrz... 
Pochyli si gwatownie do niej, oczy miay stay blask zapatrzenia i jakby lnienie tych 
mrz wytsknionych, a na ustach pyli si blady, rozmarzajcy umiech. Naraz zrozumia 
wszystko. 

 Czekam! Czekam! Czekam!  zaszepta coraz ciszej zdawionym gosem oszaamiajcej 
radoci, nadziei i szczcia. 
 Pamitasz!  poruszyy si usta i wion dwik sodycz duszcy. 
 Gotw jestem! Choby w tej chwili... 
Powz zatrzyma si przed hotelem. 
 Jutro!  rzucia mu na poegnanie wraz z umiechem penym obietnic. 
Dugo nasuchiwa turkotu oddalajcego si powozu. 
 Jutro!  powtrzy czujc, jak opada mu z duszy apatia niby achman pospny, a w sercu 
rozkrzewia si przedziwny ar siy i uniesienia. Nie chcia windy, a tylko lecia po schodach 
jak wicher radosny! Przystawa niekiedy na zakrtach, rzucajc triumfalnie jakby caemu 
wiatu: 
 To jutro! Jutro! 
Ada przywitaa go blad i wielce zmizerowan twarz. 
 Wandzia chora! 
 Wandzia?  zamroczya go ta niespodziana wiadomo. 
 Zasaba w sobot, zaraz po powrocie z parku. Doktorzy nie mog jeszcze rozpozna 
choroby. Nic j nie boli, skary si tylko, e skoro zasypia, zjawia si przy niej ta ruda pani, 
ktr wtedy spotkalimy, i patrzy na ni tak strasznie, a dziewczyna z krzykiem zrywa si z 
ka i chce ucieka! A na samo jej wspomnienie trzsie si z trwogi. 
 Gorczkowe majaczenia!  powiedzia piesznie. 
 To wanie dziwne, e temperatur ma normaln! Ale ja znam rdo jej choroby!  
szepna z moc gbokiego przekonania. 
Z lkliw bezradnoci spojrza na jej twarz zatroskan. 

 To ona j urzeka! 
 Kto?  bezwiednie obejrza si dokoa. 
 Ten rudy wampir! Ta straszna nieznajoma! 
 Daisy!  i cofn si, uderzony jak przeraajc myl.  Niemoebne, obawa mci 
zdolno jasnego widzenia! Nie da si to wprost pomyle!  mwi gorczkowo, aby zaguszy 
dwik imienia wymwionego niebacznie. 
 Jestem o tym najgbiej przekonana! Nie wiem tylko, dlaczego i za co? Ale niech bdzie 
przeklta ta za i niegodziwa moc! Niech bdzie przeklta!  powiedziaa gronie i oczy jej 
wystrzeliy byskawicami potnej nienawici.  Ja swoje dziecko obroni, chobym sama 
pa miaa! Ale co ono komu zawinio? To mnie tak mczy, e nie mam ani chwili spokoju. 
Na domiar zego i ciebie tyle dni nie widziaam  poskarya si ocierajc zazawione oczy. 
 Byem rwnie chory! Pierwszy raz od soboty wyszedem na ulic. 
 Prawda, jeste blady i zmizerowany! To musi mie jaki tajemny zwizek z chorob 
Wandzi! Nie miej si z moich podejrze. Trwoga czsto miewa jasnowidzce oczy! A moe 
ona i ciebie urzeka?... 
Wstrzsn nim lodowaty dreszcz i mzg jy przeszywa coraz dziwniejsze asocjacje. 

 Chodmy! Jest i Betsy. Przychodzi codziennie czuwa nad Wandzi. Zota, serdeczna 
dziewczyna! 
Milcza mocujc si z guchym niepokojem, jaki spyn na niego z jej przypuszcze. 

 Bardzo cierpiae?  spojrzaa z niezmiern tkliwoci. 
98 



 Pochwyci mnie przykry paroksyzm takiej apatii, e przez par dni targaem si w bezsilnej 
mce. Nie miaem si nawet na ucieczk do ciebie... 
 Czemu nie mog by zawsze przy tobie... 
 Mylaem o tym! Wiem, e ty by mnie obronia od moich wasnych udrcze. Tylko ty 
jedna  wybuchn i stumi zaraz cisnce mu si na usta zwierzenia, bo jakby zamajaczya 
przed nim grona twarz Daisy. 
 Co ci dolega? Ty wiesz, e gotowam dla ciebie na wszystko. 
 Powiem ci kiedy! Powiem, uciekn do ciebie, a ty mnie osonisz i rozgrzeszysz! Musz 
si na co stanowczego zdecydowa!... 
 Przeraasz mnie!  zaniepokoia si jego pospnymi oczami. 
 Ada, czekamy!  rozleg si gos Henryka z drugiego pokoju. 
Weszli do salonu, Henryk siedzia przed kominkiem, a Betsy sza ku nim. 
 Wandzia upomina si o pana!  witaa si chodno i powcigliwie. 
Dziewczynka leaa na pocieli niby kwiat omdlay, z wysikiem wycigajc do niego 
drobne, wychudzone rczki. 

 To i mamusia czeka, i tatu czeka, i miss Betsy czeka, i my wszyscy czekamy, a wujcio 
nie przychodzi  szepna z wyrzutem. 
Sodki, rozalony gosik i mizerna twarzyczka przejy go takim rozczuleniem, e ledwie 
powstrzyma zy. Przygadzi jej rozwichrzone, jasne wosy i zacz wesoo rozpowiada powody, 
dla ktrych nie przychodzi. 

Wysuchaa powanie i odezwaa si bardzo stanowczo: 

 Dobrze, wujciu, ale teraz trzeba ju z nami by na zawsze! Mamusia powiedziaa, e jak 
ja wyzdrowiej, to wracamy, i wujcio z nami. 
 Pojad z wami, pojad!  potakiwa, rozrzewniony jej szczebiotem. 
 I ju prosto do domu! Ale, musz co wujciowi powiedzie pod sekretem. Tylko nikomu 
ani mru-mru! 
Przyobieca solennie, obja go za szyj i zaszeptaa uroczycie: 

 A jak wujcio nie przychodzi, to mamusia pacze. Nieraz ju widziaam. 
Opada z powrotem na poduszk i biorc go za rk mwia powanie: 
 Mamusia jest zupenie sama! Tatu wci chory, a ja przecie te nie mog nic pomc! 
Mamusi bardzo ciko! Rozumie wujcio!  dodaa. 
Jake w tej chwili staa mu si droga ta zota gwka i te niebieskie, mdre oczy. Drgna 
w nim przebudzona nagle mio ojcowska i na usta przyszy sowa pene przedziwnej czuoci, 
kochania i troski serdecznej. Ogarn j ramieniem i caowa z najgbsz tkliwoci, a 
dziewczynka wzruszona t niespodzian pieszczot gadzia go rczk po twarzy i szeptaa 
oczarowana i szczliwa: 

 Wujcio taki dobry, taki kochany i taki strasznie mj... jak tatu. 
 Jak tatu...  powtrzy echowo, siadajc na krzele. 
 Naprawd, wujciu! Naprawd!  szczebiotaa nie puszczajc jego rki. 
Sucha radonie tych wynurze, ale rwnoczenie ja go nka pospna myl, e nigdy 
nie bdzie mu wolno nazwa jej wasnym dzieckiem. 
ciszya naraz gos i zacza tajemniczo: 

 Wie wujcio, Szwips przychodni do mnie co noc! 
Spojrza pytajco nie wiedzc, kto taki. 
 To mj szpic! Mamusia powiada, e on mi si tylko ni... Ale, wujciu, on naprawd 
przychodzi; wskakuje na ko i tak mnie lie po rkach, a go musz pogaska, i wtedy 
zwija si jak biay kbuszek i zasypia. A czasem bawi si ze mn; porywa buciki, skacze 
przez krzesa, chowa si i suy na dwch apkach! Tylko mi to dziwne, e nigdy nie szczeka i 
nie zaskomli. No i nie wiem, gdzie on si na dzie podziewa. Szukaam go wszdzie. A moe 
mamusia umylnie kae go chowa? Dzisiaj w nocy... jak przysza ta ruda, to j poszczuam... 
99 



Nie przyznaam si mamie, bo wiem, e ludzi nie mona szczu psami... ale ja si tak strasznie 
jej boj, e ju nie mogam wytrzyma... Pokazaam j Szwipsowi oczami i mwi cichutko: 
We j!  Skoczy do niej i tak j goni po pokoju, tak goni, tak gryz, a mi pogrozia 
i ucieka!... 

 Moe ju wicej nie przyjdzie!  wyjka przeraony opowiadaniem, gdy Wandzia 
zdaa si by zupenie przytomna. 
 Bd j teraz zawsze szczua, kiedy taka niegodziwa!  zawoaa gniewnie.  Bo, mj 
wujciu, przychodzi, siada tu, gdzie teraz wujcio, i tak si strasznie patrzy na mnie, i chocia 
zamykam oczy i gow kryj w poduszki, wci widz, jak mi si przyglda, e taki mnie 
strach ogarnia i tak si ze mn co okropnego robi, a tego nie umiem wujciowi opowiedzie... 
Ani si wtedy mog ruszy, ani mamy zawoa, ani nic...  Rozoya bezradnie rczki. 
 I dlaczego ona mnie straszy?  jkna aonie, przytulajc si do niego jakby pod 
wpywem obawy. 
 Nie bj si, ona ju wicej nie przyjdzie... I nie trzeba o tym myle!... 
Wesza Ada zapraszajc go na herbat. 
 Mamusiu, wujcio bdzie teraz przychodzi codziennie! 
Gdy caowa j na poegnanie, szepna mu do ucha: 
 Bobym wujcia nie kochaa! 
Wyszed z trosk w duszy i dugo wodzi pustymi oczami dokoa. 
 Miss Betsy wrcia ju do domu. Nie chciaa panu przeszkadza poegnaniem i przy tym 
bardzo si pieszya, gdy mr Bartelet dosta dzisiaj nowego ataku, a Joe gdzie wyjecha. 
Nie zauway nawet jej nieobecnoci, pochonity rozwaaniem stanu Wandzi. Nastrj zapanowa 
drczcy, niepokj mgli wszystkie spojrzenia. Ada co pewien czas zagldaa do 
chorej, a Henryk, bolenie zgryziony i osaby, wzdycha tylko, wodzc wystraszonymi oczami 
po obojgu. 

 Wandzia opowiedziaa mi wszystko, nawet i o szpicu! Nie mog si w tym poapa! Jest 
przytomna, mdra, wiadoma swego stanu i z najgbsz wiar opowiada rzeczy niemoebne. 
Jakby halucynowaa na jawie... A moe to jaka autosugestia! Nic z tego nie rozumiem! 
 Dla mnie zupenie jasne. Mwiam panu. 
 Tak, ale ruda nieznajoma i jej ze, urokliwe oczy to nie fakt, ale tylko pani przypuszczenia! 
 By moe! A jednak co tajemniczego zaciyo nad nami... czuj jej zy wpyw... Ale 
skd nadchodzi nieszczcie? Komu przeszkadzaj nasze ciche egzystencje? To mnie strasznie 
mczy. 
 Jeli tak jest, jak pani myli, to musi pozosta nieodgadnionym... 
 Przede wszystkim musi by przezwyciona ta za i nikczemna moc. 
 Sprowadz jutro doktora zajmujcego si hipnotyzmem. 
 Najlepiej by Wandzi zrobi powrt do domu  wtrci niemiao Henryk. 
 I ja czuj si tutaj znacznie gorzej. Nie suy nam Londyn... 
 Doktor radzi wyjazd na poudnie. Pisaa mi wczoraj znajoma z Sorrento, e tam ju zupena 
wiosna i ciepo. Co pan sdzi o tym? 
Zenon zupenie mimo woli powtrzy sowa Daisy niedawno zasyszane. 

 ,,I tak mi zapachniay pomaraczowe gaje, i zalniy si morza bkitne. 
Ada zdziwia si obcym i tsknym akcentem jego gosu. 
 Przypomnia mi si jaki dawny wiersz!  powiedzia piesznie, widzc jej skupione w 
podejrzliwoci oczy, a przerzucajc si w inny ton zacz ich gorco namawia do wyjazdu na 
poudnie. 
 Ale i pan pojedzie z nami!  przypara go do muru. 
Obieca bez wahania, gdy w tej chwili pragn tego ca moc. 
100 



 Betsy mwia dzisiaj, e oni rezygnuj zupenie z wyjazdu na kontynent! Tumaczya 
zmian projektw chorob ojca, ale tam co u nich si stao! Jest co dzie smutniejsza! Bardzo 
mi jej al. 
 Ma cikie ycie! Ciotki s wprost nie do zniesienia. 
 Trapi si teraz stanem brata. Domylam si z jej niedomwie, i obawiaj si, aby nie 
zwariowa. Czy to moliwe? Pan go dobrze zna... 
 Trudno przewidywa, ale zajmuje si zagadnieniami, ktre dosy czsto wiod na drogi 
szalestwa... 
 Betsy wspomniaa, e i pan bywa na spirytystycznych seansach. 
 Zaciekawia mnie ta forma obdu! Byem na paru posiedzeniach i widziaem tam nadzwyczajne 
objawy, na ktre mj rozum i moja wiedza zgodzi si nie mog, lecz mimo to s 
one faktem i prawd. Nie zaciekam si zreszt w badaniach, a te fantastyczne zjawy gromadz 
jako materia, ktry moe mi si kiedy przyda. 
 Ja bym si baa seansw i tych cudw, jakie si tam staj. Jestem przekonana, e w gbi 
tych spraw nieczystych tai si szatan i kusi dusz czowiecz cudownociami, hipnotyzuje 
obietnic przekroczenia  i e z b a d a  e g o i cignie w przepa... 
 Co pani przez to rozumie? 
 Chociaby tylko obd! Boj si tych ciemnych potg! A moe pieko nie jest tylko produktem 
zabobonw i strachu? Mnie si zdaje, e poza krgiem naszej wiadomoci rozciga 
si straszliwa przepa, w ktrej kbi si jakie przeraajce potwory, jakie tajemnicze 
byty i larwy zgoa niepojte! A kto, raz uwiedziony ciekawoci, zajrzy na to dno, musi by 
zgubiony! Ja gboko wierz w Boga, kocham soce i jasny dzie, kocham ycie i bardzo si 
lkam wszystkiego, co nie jest z tego wiata! 
 I ma pani suszno!  potwierdzi nie pragnc dalszych docieka. 
 Moi drodzy, ale to bardzo pno!  zauway Henryk. 
 Druga godzina! Przepraszam i w tej chwili uciekam! 
 Wic ju nie bdziemy oczekiwali pana nadaremno? 
 Z pewnoci! A doktora przywioz po poudniu!  zawoa z progu. 
Przystan przed hotelem, rozgldajc si po pustej i zadeszczonej ulicy, gdy jaki powz 
zajecha i z brzkiem opada szyba. 

 Prosz prdzej, zimno!  Gos wyda mu si bardzo zmajomy. 
 Pani tutaj!  krzykn naraz, dojrzawszy sylwetk Daisy. 
 Czekaam na pana! 
 Na mnie! Na mnie!  Nie mg uwierzy i jego zdumienie przerodzio si w nagy lk, 
cofn si jakby przed halucynacj, lecz jaka biaa rka pocigna go do wntrza, drzwiczki 
si zatrzasny i powz potoczy si tak cicho, jakby lecia powietrzem. 
 Miss Daisy?  spyta ochonwszy nieco ze zdumienia. 
 Jutro jest ju dniem dzisiejszym!  posysza jej cichy gos. 
 I pani na mnie czekaa? 
Bya obtulona w futro tak szczelnie, e tylko chwilami, gdy mijali latarnie, spostrzega jej 
ponce, ogromne oczy. 

 Wic to dzisiaj!  Wasny gos wyda mu si dziwnie obcy. 
Pochyli si ku niej, bi od niej strumie takiego aru, e wzdrygn si i zuchwale szuka 
jej rk, przysuwa si coraz bliej, prbowa nawet j obj i jako nie mg tego dokona, 
jakby niezmierna przestrze wci ich rozdzielaa! A moe tylko w marzeniu tego dokonywa? 
Co mwi? Czy pyta o co? I co ona mwi? Migoc byskawice i hucz pioruny, jakby 
przemawia sam Bg. Jaka to tajemnica wie ich na zawsze? Nie, nigdy sobie tego nie 
przypomni, nigdy. 

101 



Czy to niebo nagle si rozwaro, e taka radosna cisza obtulia mu serce? Opady z nich 
wszelkie achmany bytu i oto jawi si wrd ogromw niby kierz gorejcy, a wir soca porywa 
ich dusze na szlaki wiecznoci! 

Czy to jej usta day mu si napi szalestwa? 

Czy to jej nagie ramiona opasyway go pomienistymi wizami? 

Jakby mier zakoysaa nim tskliwymi rkami zapomnienia. 

Jaka bosko w samym trwaniu! By, nie czujc wizw istnienia! Czu, nie wiedzc nawet 
o sobie! Wci zapada si w odmty i wypywa fal szczliwoci! 

Jeszcze jeden pocaunek! Jeszcze jeden ucisk! Jeszcze jedno spojrzenie! 

Pi rozkosz caym jestestwem i stawa si samym szczciem! Niemy hymn zwyciskiej 
radoci piewa! Kt potniejszy, ty krlu strachu i mierci? 

Czy to jest mio? 

To weselny wybuch soc, topicych si w sobie w tajemniczej chwili zalubin. Stawanie 
si gwiazd w nieskoczonociach. 

Daisy! Daisy! 

Nie ma ju nic prcz jedynie doskonaego szczcia. 

Ona! Ja! I Ty, Mcicielu! O Trjco przenajwitsza! O Jednoci niemiertelna! 

lepe od arw miosnych spojrzenia siej pomienie i z nich powstaj drogi mleczne, pyy 
kosmosu, i z ich bytw acuchy nieskoczone! 

Ze renic Bafometa rodzi si dusza i jak piorun leci wskro czasw, by znowu kiedy w 
Nim uton! Powstaa z Niego i staje si Nim. 

Zakrela tajemniczy krg i powraca do wiekuistego rda. 

O Daisy! O Daisy! 

Mymy szukali si od pierwszych dni stworzenia! Mymy tsknili do siebie jeszcze na pocztku, 
jeszcze w Nim. 

Zali to tylko sen? To niechaj trwa, nieche si ni wiecznie, wiecznie... 

Wichry jakich przypomnie zaczynaj przelatywa mzg, poznaje, rozumie i wzgard 
wzbiera mu dusza. 

To byem ja! Ten plugawy achman czowieczy to byem ja? 

Jak migi zatrzepotay si w mgawicach jakie byty, jaka rzeczywisto i jakie ndzne, 
smutne rojowiska ludzkie! Pacz od nich pynie, aosny pacz i skarga! Rosa tych ez opada 
mu na oczy i sczy si do serca gryzcym cierpieniem... 

Daisy! Daisy! 

Zamkn piesznie oczy, uderzony przykrym wiatem poranku. 

Myl wstaje jakby z gbokiej otchani, pracuje ciko, szuka w ciemnociach, trzepoce si 
w mce, rozbija o mgawe zapory zud, przedziera si wskro mamide i staje zalknion, 
smutn jani... Serce poczyna si znowu trwoy, a wiadomo podnosi beznadziejnie 
smutne oczy i pyta: 

 Co to waciwie byo? 
Oprzytomni go dwik wasnego gosu i znowu otwar oczy. Szary, przemglony poranek 
zalewa pokj, a ulice ju szumi zwyk melodi ruchu! Taki sam dzie jak wczoraj! Deszcz, 
zimno i nuda! 

 A tamto?  Snuy mu si w pamici jakie mgawe, poszarpane strzpy, ale co chwila 
bledsze, niklejsze i coraz bardziej nieuchwytne. 
Zerwa si z ka, usiujc sobie tylko przypomnie, kiedy powrci do domu i jakim sposobem. 


 Jechaem z Daisy!  Skupia rozchwian pami.  Ale co potem? Co si pniej ze mn 
dziao?  Nieprzenikniony mur, peen mglistych, niepochwytnych majakw, zakbi mu si 
w mzgu. Pamita rozmow z Ad, pamita opowiadanie Wandzi, wszystko a do chwili 
102 



siadania do powozu, ale potem nieprzebita ciemnica, noc i niepokj przesiany olepiajcymi 
byskawicami trwogi. 

Wszed sucy niosc wraz z herbat i not firmy I. Cook, w ktrej bya oznaczona godzina 
pocigu odchodzcego do Dovru, nazwa statku i nr kabiny. 

 Czy miss Daisy u siebie?  zapyta odzyskujc rwnowag. 
 W tej chwili posza tam mrs Bawatskaja i mr Smith. 
 A czy mr Joe nie wyszed jeszcze? 
 O, mr Joe bardzo chory! Mwia mrs Tracy, e... 
 Moesz odej!  wybuchn gwatownie, spostrzegszy naraz wzrok jego skierowany z 
gupio domylnym umieszkiem na jaki szal porzucony na kanap! Szal by indyjski, mienicy 
si barwami, przesycony zapachem fiokw, a obok niego leay biae, zmite nieco 
rkawiczki. 
 Daisy! Tak, to jej!  z rozkosz syci si cudownym aromatem.  Jaka pomyka!  Zawin 
go w papier i wraz z kilku sowami objanienia odesa przez pokojwk. Zatelefonowa 
jeszcze w sprawie Wandzi do znajomego doktora hipnotyzera i mia ju wychodzi, gdy 
znowu wpada mu pod oczy nota Cooka. 
Pocig odchodzi o dziesitej. Dover. Kaliban. Czyta wolno jakby wbijajc sobie w 
oporn pami, ale nie mogc na razie zrozumie, gdzie to mia jecha i po co, rzuci niechtnie 
papier i wyszed. 

Na korytarzu zabiega mu drog pokojwka z listem Daisy. 

 Czy pani ju wysza? 
 Pani saba i od paru dni zupenie nie wychodzi. 
Umiechn si pobaliwie z jej kamstwa. 
Daisy zapraszaa go do siebie na herbat. A w przypisku dzikowaa za odesanie szala. 
 O pitej u Daisy, sidma u Wandzi z doktorem, a o dziesitej pocig odchodzi!  przemkna 
mu chyo myl i poszed do Joego. 
 ,,Kaliban! Dziwna nazwa jak dla statku!  pomyla nagle. 
Malajczyk otworzy mu drzwi, ypn biakami i gdzie zgin. 
Mieszkanie byo prawie ciemne, portiery pozapuszczane, a w szarym, pospnym mroku 
jak widmo bka si Joe. Chodzi zgarbiony i z trudem, czasem przystawa wpatrujc si w 
jeden punkt z niezmiern uwag, co szepta niezrozumiale i znowu szed z pokoju do pokoju. 

 Joe! Joe! 
Jakby nie usysza nie przerywajc ani na chwil wdrwki. 
Zenon cisn go mocno za rk i zawoa prosto w ucho: 
 Joe! Obud si, na Boga! 
Przysun si do niego blisko i spyta jako automatycznie: 
 Powiedz mi, gdzie ja waciwie jestem? - wpar si w niego oczami. 
Zenon a si cofn przed tym obdnym wzrokiem. 
 Gdzie jestem?  powtrzy ciszej i trwoliwiej. 
 Przy mnie! Stoimy obok siebie! Nie czujesz mojej rki? 
 Tak... ale... Stoimy na rodku pokoju czy tam, naprzeciw, pod cian?... 
 Na rodku pokoju... 
 I pod cian nic nie widzisz? 
 Daj ci sowo, e w pokoju prcz nas dwch nie ma nikogo wicej! 
 Dziwne... Pusto teraz... A przed chwil... I ty wiesz, e ze mn mwisz? 
Zenon piesznie odsoni portiery i dzie chlusn na pokj szerok smug wiata, Joe 
odwrci gow przed brzaskiem, lecz po chwili j si rozglda podejrzliwie, a niekiedy, 
jakby dojrzawszy co straszliwego, kurczy si cay, zastyga na mgnienie, oczy cofay mu si 
w gb czaszki, poyskujc zowrogim blaskiem szalestwa. 

 Joe!  gbokie wspczucie zadrgao mu w gosie. 
103 



 To ty, Zen. Wiem!  przemwi jakby budzc si z letargu. 
 Co ci si stao? Chory jeste? 
 I tylko nas dwch jest tutaj?  podnis na niego bdne oczy. 
 Odsoni wszystkie okna i pootwieram, to si sam przekonasz! 
Po chwili cae mieszkanie byo zalane wiatem i chodnym, wilgotnym powietrzem, bekot 
rynien i szmer deszczu gray monotonnie. 
Joe obtuli si w pled, wyjrza oknami, wystawia nawet gow na deszcz i uspokojony nieco 
usiad przy Zenonie, ktry rzek: 

 Jeste strasznie zdenerwowany! 
 By moe! Nie wychodziem par dni z mieszkania i to kaloryferowe ciepo zawsze le 
na mnie dziaa. 
 Przypuszczano, e zachorowa. 
 Byem bardzo zajty. 
 A w domu niepokoj si o ciebie...  podsun ostronie. 
 Kto?  rzuci krtko i ostro. 
 Ojciec, Betsy, ciotki, wreszcie i przyjaciele. 
W miar wyliczania Joe podnosi si z miejsca, chmurnia, twarz pospniaa gniewem, a 
wreszcie wybuchn z zaciekoci: 

 Nie pamitam i nie znam nikogo! 
 Mwiem o twojej rodzinie!  doda sdzc si le zrozumianym. 
 Nie mam rodziny! Pozbyem si ju tego wampira! Zerwaem wszystkie pta. Nic mnie 
ju nie czy z yciem! W tych dniach opuszczam Europ na zawsze! Jestem wolny, nie potrzeba 
mi ojczyzny ni rodziny, ni przyjaci. Obmyj ciao w witych wodach Gangesu, a 
dusz utopi w kontemplacji! Ju tam plugawy kwik trzody ludzkiej mnie nie dojdzie! Tak 
strasznie tutaj cierpiaem! Przezwyciyem pody instynkt ycia i przezwyci samo ycie! 
Cierpiaem za wasze grzechy, modliem si, biczowaem! Ale teraz ju wiem, e nic was ju 
nie zbawi! Jestecie przeklci! Bogobjcy, czciciele za! Przeklci! Przeklci! Przeklci!  
krzycza w obdnej ekstazie blu, zgrozy i nienawici. 
 Przyszede mnie trwoy?  zwrci si do Zenona.  Przyszede mnie kusi?  Precz, 
wysanniku lucyfera! Precz!  woa nastpujc na niego z piorunami w oczach, e Zenon, 
zrozpaczony jego stanem, cofa si bezwiednie, nie wiedzc, co pocz, ale naraz Joe zatrzyma 
si i poblady miertelnie jakby skamienia na miejscu. 
Zenon rzuci si do niego, lecz mimo nadludzkich wysikw nawet nim nie poruszy, sta 
zupenie i jakby przyrs do posadzki. Sta przygity niby drzewo zabite w skurczu walki, 
guchy i lepy na wszystko, rozgorzae nadmiernie oczy jy z wolna przygasa wiecc 
prchnicowym, martwym blaskiem, a twarz powczya si nieopowiedzianym wyrazem 
ekstatycznej bogoci. 

 Nie wolno mu przerywa!  powiedzia przywoany Malajczyk, spiesznie zamykajc 
okna i przysaniajc je cikimi kotarami. 
Zenon tak by przeraony, e nie rozumia jego sw. 

 Sam si ocknie, moe dopiero za par godzin, a moe jutro! On teraz mwi z bogami! A 
gdyby mu si przerwao, mgby zabi spojrzeniem... Czasem unosi si w powietrzu i sycha 
wtedy muzyk i piewy!...  szepta pobonie, postawi przed nim kadzielnic i zapali, biaawy 
sup dymu podnis si w gr i z wolna napeni pokj wonnym obokiem. Malajczyk 
wyprowadzi Zenona do tego pokoju i rzek wskazujc na stosy sprztw porozrzucanych i 
kufry otwarte: 
 Pan kaza odesa ojcu wszystkie rzeczy i pienidze. 
 Wic wyjedacie?  odezwa si wreszcie, odzyskujc nieco rwnowagi. 
 Mamy ju kupione miejsca midzypokadowe do Bombaju, a stamtd Budda zaprowadzi 
nas na Wielk Drog! 
104 



 Gdzie jedziecie? Gdzie!  nie mg si jeszcze poapa ni uwierzy. 
 Ja jestem tylko jego cieniem, id, gdzie on idzie!  mwi tak powanie, e musia uwierzy 
w jego sowa i tym wikszy niepokj nim owadn. 
 Trzeba go ratowa!  postanowi dzwonic energicznie na lokaja. 
Wysa dug depesz do Bartelet Court i kaza poprosi mr Smitha, ktry na szczcie by 
jeszcze w domu i natychmiast si zjawi. Wysucha opowiadania z najgbszym wspczuciem, 
nie mogc si jednak powstrzyma od sekciarskiego triumfu. 

 Opuci nas, a to smutne rezultaty! Po owocach ich poznacie je. Oto dokd prowadzi 
swoich wielbicieli ta diablica!... 
 Kog ma pan na myli! 
 Miss Daisy! Byem u niej z Bawatsk, otwarcie si przyznaa do suenia Jemu!  
strzepn zabobonnie palcami. 

 Waniejszy dla mnie oto stan chorego!  odezwa si wielce znkany. 
 Chciabym go zobaczy, moe si ju przebudzi... 
Poszli do niego, sta na dawnym miejscu nieporuszenie, ledwie dojrzany w kadzielnych 
dymach i cay pokryty wietlist ros. 
Mr Smith zadygota z trwogi. 

 ,,Ale nas zbaw ode Zego  zaszepta cofajc si piesznie do tego pokoju. 
 Jest w zupenej katalepsji! Trzeba czeka, a si sam przebudzi. Myl, e nie mona go 
pniej zostawi samego. 
 Czekam wanie na jego rodzin. A moe odwie go do lecznicy? 
 To co gorszego nili choroba! 
Zenon pad na krzeso, miotany coraz boleniejszymi przewidywaniami, a mr Smith zamyli 
si gboko i spacerujc, mimowolnie lata po rzeczach taksujcymi oczami. Jego wysche, 
kociane palce z luboci przesuway si po jedwabiach obi i dotykay brzw. 

 Na wszystkich drogach ycia czyha szalestwo!  odezwa si pgosem Zenon jakby 
odpowiadajc wasnym rozmylaniom. 
 Ale na tej, ktr poszed Joe, chwyta kadego! Ju byem kiedy na niej i uratowa mnie 
cud, cofnem si znad przepaci... 
 Wic wystpi pan ze zgromadzenia? 
 Mwiem o drogach, jakimi poszed Joe! To s drogi zaprzecza i szataskiej pychy! 
Drogi Zbuntowanych! Diametralnie si rozchodzimy! My wierzymy w Boga, on Mu przeczy! 
My kochamy ludzko i pracujemy nad jej zbawieniem, a oni maj do czowieka wzgard i 
nienawi! Przeklinaj ycie i chc jego zagady! Swoje wzniose ja przeciwstawiaj caemu 
wiatu! A musz przede wszystkim powiedzie, e spirytyzm jest wiar ugruntowan na 
wiedzy o niemiertelnoci wszelkiego stworzenia. wiat jest marzeniem Boga o samym sobie! 
 prawi z zapaem, wykadajc zawie teorie siedmiu krgw poznania, siedmiu sfer i 
ca apokalips teozofii. 
Zenon milcza przeuwajc rne strapienia. 

 Ale powrmy do Joe  przerzuci si nage, widzc znudzon twarz Zenona.  Twierdz, 
e zgubia go miss Daisy! 
 A w kocu zacznie pan dowodzi, e ona jest reinkarnacj Bafometa. 
 Dowodz tego od pocztku!  strzepn palcami, a przysunwszy si do niego szepta mu 
prawie do ucha:  Przecie przybiera takie postacie, jakie chce! Pan myli, e Bagh to tylko 
pantera? Albo to jej rozdwajanie si na par postaci? Sam widziaem, jak przysza na seans do 
Joe, rozmawiaem z ni, tworzya z nami acuch, a wyszedszy wczeniej, zastaem j siedzc 
z mrs Tracy, z ktr bez przerwy przepdzaa cay czas seansu! 
Czy to nie potwierdza mojego dowodzenia? Faktw podobnych mgbym przytoczy bardzo 
wiele. Na przykad, w ostatnich dniach bya niby saba i wiemy z pewnoci, jako nie 

105 



opuszczaa mieszkania, rwnoczenie jednak widziano j w rnych stronach miasta. Mwi 
panu rzecz absolutnie pewn, bo stwierdzon. 

Zenon wpi si naraz w niego oczami, suchajc z uwag. 

 To wampir!  wyrzek mr Smith z uroczyst tajemniczoci.  Przybiera bowiem jakie 
chce ksztaty, aby swobodnie erowa wrd dusz... A moe jej jako czowieka nie ma zupenie? 
Moe to tylko chwilowa inkarnacja Jego woli?... Tak, panie, to moe by tylko Jego cie, 
niemiertelny cie Za i Grzechu!... Samotny w nieskoczonociach, zepchnity na dno wieczystych 
ciemnoci, nieukorzony a nienawidzcy Najwyszego wiata, wyciga spie pazury 
po wadz nad wiatem i zagarnia obkane i buntownicze dusze, aby kiedy na czele tych 
potpiecw stoczy jeszcze jedn i ostatni walk z Bogiem! Wierz, jako nadejdzie ten 
czas, zatrzsie si wtedy w posadach cay wiat, pogasn gwiazdy, rozsypi si w pyy soca 
i planety i zawrze nieubagany bj od kraca do kraca! Ale i w to wierz, jako bdzie start na 
proch Szatan i pycha jego! Bg wywiedzie nowe wiaty z chaosu! Now, weseln Hierusalem 
stanie si ziemia i oswobodzona od grzechu ludzko zapiewa: Hosanna! Czyste, niemiertelne 
duchy zapeni wszechwiat i wszystko niebo rozebrzmi szczciem wiekuistego trwania 
w Bogu! Tak w to gorco wierz, jak wiem, e Daisy jest Jego wysannic! I jestem pewien, 
e tu kto umrze, kto oszaleje i kto zatraci si na wieki przez Ni i dla Niego!... 
Zenon jakby nie zrozumia ostrzeenia, pochonity wycznie tym, co sysza o rozdwojeniach 
Daisy. Nudziy go bowiem spirytystyczne teorie mr Smitha, lecz to niespodziane potwierdzenie 
przypuszcze, gboko tajonych nawet przed samym sob, wstrzsno nim 
gwatownie. 

 I rwnoczenie widziano j w rnych miejscach?  pragn potwierdze. 
 Ale z pewnoci!  mr Smith j skwapliwie przytacza nowe fakty. 
Ju nie sucha, zapatrzony w nagle rozwarte wierzeje przypomnie. Pamita w tej chwili 
kady analogiczny fakt: a to pierwsze wstrzsajce zdumienie, gdy zostawiwszy Daisy na 
seansie, spotka j w korytarzu idc naprzeciw! A scena biczowa? A wiele tych niepojtych 
zgoa rzeczy! A przede wszystkim to wczorajsze spotkanie! Przecie dwa razy widzia j, 
rozmawia, siedzia obok niej, czu j przy sobie i ona w tym samym czasie moga by w 
mieszkaniu? 

 Co to znaczy? Jak to pogodzi? Czy to moebne?  Cofn si jednak trwonie przed 
stwierdzeniem wicym si w nierozerwalny acuch pewnoci. Zapali papierosa, popatrzy 
na Joego, zamieni kilka sw ze Smithem i usiujc rozmyla spokojnie, znowu zagbi si 
we wspomnienia... 
Poznanie Daisy i wszystko, co o niej sysza, na co patrzy, co sam z jej powodu przey, 
nawet to, co zaledwie si przelizno przez mzg i tylko majakiem pado niewiadomym, 
jawio si teraz w nim jakby z wolna po raz drugi przeywane. Rodzaj jasnowidzenia owadn 
nim z tak si, e pamita z nieubagan dokadnoci prawie kad chwil. Przyglda 
si jakby nieskoczonej wstdze kinematografu. 

 Widz, pamitam i tak samo nic nie rozumiem!  pomyla chwiejc si niby li na rozhukanych 
falach.  Przecie ja widz tylko fakty, powierzchnie jakich przypadkowych realizacji, 
czego niewiadomego lepice majaki! Ale co jest tam w gbi? Kto jest reyserem tych 
kukie czowieczych? I kim jest waciwie Daisy! Jak rol gram w tym wszystkim?  szarpa 
si w nierozerwanych sieciach tajemnicy, ktre go wloky przez gbi mki, udrcze i 
daremnych pyta. 
 Wie pan!  zwrci si po jakim czasie do mr Smitha.  Nawet bym si ju nie zdziwi, 
gdyby naraz te drzewa za oknami przemwiy, a ci redniowieczni rycerze z obrazw zasiedli 
midzy nami... 
Mr Smith odrzek uroczystym tonem kaznodziei: 

 Wszystko ley w granicach moliwoci! Z nas bowiem bierze pocztek wszelka rzeczywisto! 
Myl jest rwnie realizacj, ktra trwa nawet poza nami. Jestemy marzeniem Bo106 



ga, wiat za jest naszym marzeniem. Nie ma dualizmu, jest tylko doskonaa jedno, wiecznie 
falujca midzy biegunami: mier  ycie, czyli midzy: wiem  jestem! Nie ma w naturze... 


 By moe, i to wszystko prawda!  przerwa mu niecierpliwie Zenon, ogarnity nieprzepart 
dz ucieczki od tego wszystkiego. Nie czekajc ju przyjazdu Betsy wybieg na 
ulic i z radoci zanurzy si w ciby tumu. 
 Wic jeszcze jestem!  stwierdza si fizycznie, prc si wskr zatoczonych trotuarw. 
 Przecie nie mog ju tak y duej, nie mog! I nie chc zwariowa!  krzycza w nim 
przebudzony nagle instynkt samozachowawczy.  Wrc z Ad do kraju i zapomn o wszystkim! 
 marzy pozwalajc si nie tumom, gdzie im si podoba. I czu si coraz spokojniejszy 
gubic z wolna wszelkie obawy i pami tamtych spraw strasznych. 
Ale rwnoczenie spostrzega w ludziach jakie niezrozumiae zmiany, ktre go zaniepokoiy. 
Twarze zday mu si by tylko maskami, przez ktre przewiecay jakie obce, zagadkowe 
oblicza. I spojrzenia mieli tak promienne i strzeliste, e nad gowami wiy si ustawiczne 
kby migotw i byskawic. I poruszali si inaczej, jako pynniej, jakby unoszc si nad 
ziemi. Za gwar miasta przeistacza si w rozfalowan i nieskoczon melodi... Kady gos 
brzmia z osobna i razem tworzyy chr niebiaskich dwikw. Nawet mury wziy barw 
lazuru i wynosiy si a gdzie ku niebu. Wszystko, na co spojrza, miao ten sam zagadkowy 
wyraz, wszdzie kryo si jakie ycie inne, obce, nieodgadnione i zewszd wyzieraa niepokojca 
tajemnica... 

Nie dziwi si ju niczemu, tylko myla lkliwie: 

 A moe i tak jest, jak mi si wydaje! 
Gdy przechodzi park, zaszumiay drzewa, przystan. 
 Co one mwi?  ogarn braterskim spojrzeniem zwichrzone gszcze. 
Park chwia si, koysa i szumia cich, tajemnicz pieni zmierzchu. 
 Co? Co?  spyta wzruszony, gdy zdao mu si, jako id ku niemu te czarne olbrzymy i 
podaj mu swoje rosochate gazie. 
 Nigdy, nigdy si nie porozumiemy!  westchn aonie. 
Stado ptakw zataczao nad parkiem krgi coraz nisze, a poczu na twarzy miot skrzyde 
i dojrza rozchylone dzioby i okrge, wiecce oczy. Opady przy nim, a kilka uczepio si 
jego ramion, kraczc dugo i nieustraszenie. Wsuchiwa si w te gosy, gadzi czarne, lnice 
pira i szepn smutnie: 

 Znowu ta nieprzebyta granica! Obcymi pozostaniemy na zawsze! 
Zerway si naraz i uderzywszy skrzydami, biy potnym lotem w gr, nad drzewa, ponad 
miasto, coraz wyej, a on goni za nimi roztsknionymi oczami, pki nie przepady w 
szarych rojowiskach mgie. 

Powolny a mocny dwik godzin zbudzi go do rzeczywistoci. 

 Pita!  przypomnia sobie natychmiast zaproszenie Daisy. 
Ale szed jako ociale i otrzsajc si z resztek rozmarze, spostrzega z przykroci, e 
wszystko znowu miao ten sam zwyky i pospolity wyraz. Rozwiay si bkitne mgy i wartki 
nurt ycia burzy si dokoa, pieni i bryzga brudnymi falami. Wzdrygn si z obrzydzenia. 

 A moe tak jest, jak mi si teraz zdaje!  duma zapatrzony w zatroskane gowy, przygite 
do ziemi pod brzemieniem niedoli. I wszdzie widzia tylko zorane namitnociami twarze, 
niespokojne i zdziczae spojrzenia, usta zacite cierpieniem, a we wszystkich wyraz drapienego 
nieubagania, chciwoci i egoizmu. A ten ruch olbrzymi! Te tysice tysicy krccych 
si w kko, jakby w szale i zapamitaniu! Ta dzika walka wszystkich ze wszystkimi! Te 
niezliczone hordy wci wszce za upem! Ndze, zbrodnie i rozpasania! Jake to wydao 
mu si naraz potworne w swojej gupocie i bezcelowoci! A wszystko byo godne siebie: i te 
ndze niewypowiedziane, i te bogactwa niezmierne! Nawet te domy brudne, niby przegnie 
107 



trumny, rojce si ludzkim robactwem, nawet to niebo obwise i jakby przesycone rop i kaem! 
Ohydne i przeklte takie ycie i taka dola! 

 Ucieka jak najprdzej i jak najdalej!  prosia go radosna i wyzwolecza myl. Poczu 
si znowu silny, bezwzgldny i ju na wszystko zdeterminowany. 
Powrci piesznie do mieszkania dowiadujc si zaraz na wstpie, e z gry przysyay po 
niego jakie panie. 
Poszed tam dosy niechtnie, przewidujc nowe i przykre powikania. 
Joe jeszcze si nie przebudzi, ale Malajczyk zaszepta zapewniajco: 

 Ju zupenie zimny, tak zawsze bywa przed obudzeniem. I fosforescencja znika! Lada 
chwila oprzytomnieje. 
W tym pokoju rozmawiaa miss Dolly z ich domowym lekarzem. 

 A czy nie mwiam, e to musi si le skoczy!  zawoaa na powitanie. 
 Ale to go nie uleczy!  odpar niecierpliwie, zazierajc do ssiedniego pokoju. 
 Mr Smith poszed pana szuka u jakiej miss... nie pamitam nazwiska. 
Zirytowa go ten docinek, ale do uprzejmie pyta o Betsy. 
 Siedzi przy nim. Upara si i nie opuszcza go ani na chwil. 
Jako znalaz j w mrocznym pokoju, przysonitym kadzielnymi dymami, siedziaa spakana, 
nieprzytomnie wpatrujc si w brata, ktry sta tak samo pochylony i z tym samym zakrzepym 
umiechem na ustach. 

 To okropne! Patrzy, a nie widzi! Mwiam do niego, nie usysza. Dotykaam si jego 
rk, zimne i sztywne jak u trupa! Boe mj! Boe!  zajczaa cicho. 
Wyprowadzi j do okrgego pokoju, silnie owietlonego. 

 Co jemu si stao?  zabagaa chwytajc go za rce. 
 Nie wiem! Czy mr Smith nic pani nie mwi?  Obawia si tego. 
 Mwi wprost straszne, straszne rzeczy! 
 Spirytystyczne brednie, nie trzeba im wierzy! Betsy! Betsy! 
 A jeeli to prawda? A jeeli to ona temu winna? 
Zrozumia, kogo ma na myli, lecz nie prbujc broni spyta wykrtnie: 
 C powiedzia doktor? 
 A jeeli ona i Wandzi zaczarowaa?  cigna coraz lkliwiej. 
 Widz, e Ada nie oszczdzia pani swoich zabobonnych przywidze. 
 Bo jeeli to prawda? Jeeli to wszystko prawda, co mwi mr Smith!  wybuchna przeraeniem. 
 Tak si teraz obawiam kadej nowej chwili, e wolaabym zaraz umrze. Nigdy, 
nigdy nie przypuszczaam... i czuj si tak bezbronna wobec nieszczcia...  zapakaa, zy 
polay si rzsistym strumieniem po zbladych, zmizerowanych policzkach. 
Byo mu jej strasznie al, a nie mg si zdoby ani na jedno cieplejsze sowo. Sta sztywny, 
wodzc szklistymi oczami po cianach. 

 I tak mi byo dobrze... tak sobie marzyam... taka byam szczliwa... a teraz! A teraz!  
zakaa znowu, wiszc jeszcze na rbku nadziei, e moe on przemwi jak dawniej, e moe 
j podeprze kochajcym ramieniem i nie da nieszczciu... Nie poruszy si jednak, miotany 
dziwn rozterk, jej zy rozryway mu serce i wiedzia, co by powinien zrobi w tej chwili, 
wiedzia, e to bezbronne piskl przyszo do niego po ratunek, a nie potrafi przeama jakiego 
ciemnego nakazu, ktry mu wzbrania najlejszego objawu wspczucia! Ju wprost fizycznie 
nie umia si zdoby na aden odruch. Czu, e popenia podo i zdrad, e pastwi 
si i zabija to najszlachetniejsze i najgbiej oddane mu serce, a nie przezwyciy siebie. I na 
darmo szamota si w jakich nieubaganych pazurach, i na darmo stara si zrozumie stan 
wasnej duszy... 

Za z Betsy jakby wyciekao ycie wraz ze zami, bo czua, e ta straszna chwila way o 
jej szczciu. Bezmierne znkanie j ogarno i smutek. Nie miaa ju si na pacze ni skargi, a 
tylko jej oczy, przepalone mk, mwiy niemym gosem boleci. 

108 



A Zenon w jakiej chwili zaartej walki ze sob zerwa si nagle z miejsca. 

 Co si ze mn dzieje! Betsy!  zakrzycza odpychajc co sprzed siebie. 
W oczach mia strach i obkanie. 
Przypada do niego i chocia miertelnie strwoona, ja go uspokaja najsodszymi zaklciami. 
Spojrza na ni z bezbrzen wzgard i odtrci. 

 Zen!  jkna cofajc si przed tym dzikim, obkaczym spojrzeniem. 
Ale na szczcie uspokoi si prawie natychmiast i siad przy niej. 
 Co si panu stao?  nie moga powstrzyma pytania. 
 Jaki koszmar mnie napad... Co, czego nie mona opowiedzie... 
 Czy jak wtedy u nas? 
 Nie, nie... Jestem okropnie zdenerwowany!  obejrza si trwoliwie i zacz mwi 
prdko, jakby chcc si zaguszy. Chcia by swobodny, sili si nawet na serdeczno, ale 
jej obaw nie rozproszy ni zbudzi umierajc nadziej, bo jego sowa byy lodowate, przypadkowe 
i kryy na olep niby ptaki bdzce w ciemnociach. Bya to dziwna rozmowa, 
oboje bowiem z najwikszym wysikiem kryli przed sob tragiczne rozdarcie dusz i lk o siebie. 
Betsy trzsa si niby ptaszka miertelnie wystraszona i w gosie jej polnieway zy i 
stumiane co mgnienie szlochy rozpaczy. Stumia jednak wasny bl i troskaa si ju tylko 
jego dziwnym stanem. 
 Bo powinien pan na jaki czas wyjecha!  radzia jak siostra. 
 Wyjad, wypoczn i powrc z nowymi siami  odpowiada potakujco. 
Umiechna si bladym umiechem aoci egnajcej go na zawsze. Krtki spazm targn 
jej sercem, a w mzgu zahuczao zowrogie: Nigdy, nigdy ci ju nie zobacz. 

Przerwa im rozmow Malajczyk wzywajc do Joego. 

Lea bezwadnie na ku, doktor czyni koo niego jakie specjalne zabiegi, po ktrych 

otworzy oczy, nie poznajc jednak nikogo. Na prno przemawiali do niego, nie odpowiedzia 
nikomu i umiechajc si do siebie, patrzy przez wszystkich gdzie daleko, daleko. 
Uradzono, e doktor bdzie przy nim czuwa wraz z pielgniark i rano, zalenie od jego 
stanu, zawiezie go do szpitala lub do Bartelet Court. 
Betsy odjedaa tak zrozpaczona, i przy rozstaniu po kilka razy bagaa Zenona, eby go 
nie opuszcza i czuwa nad nim. 

 Nie odstpi go do rana  upewnia szczerze i prawie natychmiast zapomnia o przyrzeczeniu, 
gdy zaraz po ich odjedzie poszed do Daisy pomimo do spnionej godziny, ale 
cofn si od samych drzwi. 
 Nie! nie!  uderza jakby pici, zamknwszy si w mieszkaniu. Zacz przeglda papiery 
nagromadzone na biurku i utkn oczami w nocie od Cooka: ,,Pocig odchodzi o dziesitej. 
Dover. Kaliban. 
Czyta po wiele razy i, nie mogc poj, co znacz te sowa, ubra si machinalnie i zupenie 
odruchowo kaza si zawie do Ady. Ju mia dzwoni, gdy posyszawszy przez drzwi 
miech Wandzi wstrzsn si gwatownie i uciek popiesznie na ulic. By ju jak pika toczca 
si w mgle i podrzucana niewidzialnymi rkami. Czu, e musi gdzie i, i szed za 
pierwszym odruchem, i cofa si, rwnie nie wiedzc dlaczego. Zaglda do rnych klubw, 
wita si ze znajomymi, ale wszdzie jakby tylko kogo szuka i nie znajdujc, zaraz odchodzi. 
Wreszcie wstpi do jakiego music-hallu. Przedstawienie byo rozpoczte; muzyka 
wrzeszczaa ca si rozstrojonych instrumentw i na scenie koysay si baletowe stada, 
klowni bili si po twarzach, kto skaka spod kopuy do wody, dzielcej sal od widowni, a 
publiczno wybuchaa miechem i brawami. Przypatrywa si z niezmiernym zajciem, nie 
mogc tylko dociec, gdzie si to wszystko odbywa: w nim czy gdzie na zewntrz jego oczu? 
Ale nim zdoa stwierdzi, powsta i zacz si gwatownie przeciska do wyjcia nie zwaajc 
na kltwy tratowanych. Usysza bowiem jaki kategoryczny nakaz, eby wyszed z teatru. 

109 



Sta jaki czas na trotuarze rozgldajc si niespokojnie, zaglda nawet do bram i sklepw, a 
w kocu nie wiedzc ju, co pocz ze sob, kaza si piesznie zawie do domu. 

Mr Smith wyszed naprzeciw niego i odezwa si dziwnie ponuro: 

 Mylaem, e si ju pana nie doczekam. 
 To pan mnie woa, nieprawda? 
 Nie woaem, ale bardzo pragnem, aby pan przyszed jak najprdzej... 
 Wic to nie pan! Zaglda pan do Joego? Ju si przebudzi? 
 Wracam od niego! Przed paru minutami odwieziono go do szpitala wariatw! Daj panu 
sowo honoru!  doda widzc jego zdumienie. 
 Joe? Nie, nie, nie!  zakrzycza przyskakujc do niego z gniewem. 
 Dosta ataku furii i musielimy go odwie!  potwierdzi smutnie. 
 Po przyjedzie pa poszedem pana szuka. Byem nawet i u miss Daisy, zastaem j 
szykujc si do drogi. Wraca do Indyj... 
 Wspominaa mi o tym! 
 Szukaem pana i w naszym klubie, a kiedy powrciem, ju u Joe nie byo nikogo prcz 
doktora i pielgniarki. Wanie zasiedlimy do herbaty rozmawiajc o chorym, gdy naraz 
gruchn krzyk i omoty rozbijanych o ciany mebli. Wbiegamy do sypialni, a Joe stoi na 
rodku pokoju z krzesem w rku i broni si przed jakim niewidzialnym wrogiem. Krzycza 
co bez zwizku i rzuca si coraz zapalczywiej, kopa i bi, czym tylko mg. Dopiero przy 
pomocy caej suby pensjonatowej zdoalimy go ubezwadni. I broni si tak rozpaczliwie, 
a musiano mu naoy kaftan. 
 Straszne! Straszne!  jkn, zaledwie wierzc uszom. 
 Przeszedem najcisz chwil w moim yciu! Jeszcze nie mog uwierzy... Przepraszam 
 wyjrza podejrzliwie na korytarz.  Zdawao mi si, e kto puka do drzwi. ...e Joe stracony! 
Doktor nie robi nawet nadziei! Taki dzielny czowiek! Taki potny umys i taka wzniosa 
dusza w szpitalu obkanych... 
 Dziki waszemu spirytyzmowi!  nie mg ju pohamowa gniewu. 
 Moe jest w tym nieco i naszej winy!  szepn pokornie i ze szczerym alem  ale 
gwnie zawiniy te potworne praktyki fakirskie, jakim si ju od dawna powica. Chcia 
koniecznie zosta jog, witym cudotwrc i czystym duchem... Pragn pozna Niepoznawalne... 
Jego szalestwo utwierdzio mnie w przekonaniu, e takie eksperymenty s zgubne 
dla Europejczykw! Kto tylko tkn si tych praktyk, umiera lub wariowa. Mgbym wymieni 
wiele gonych nazwisk! 
 A mimo tego nie przestaje pan apostoowa tych prawd!  szepn z gorycz. 
 Od chwili, w ktrej ujrzaem szalestwo Joe, przysigem sobie nie zajmowa si wicej 
spirytyzmem. Przejrzaem bowiem i poczuem w uciech posmak gorzkiej prawdy, e my, to 
znaczy Europejczycy, jestemy ras nisz, jestemy tylko psychiczn Tschandal!... Tylko 
Hindus moe przekroczy granice materii i spojrze w niemiertelne oblicze wiatoci! To 
wybrani z wybranych! To ju dusze w ostatnim awatarze! Panie, caa wiara i tsknota mojego 
istnienia umara dzisiaj gwatown mierci. Teraz wiem, e Europejczyk moe posidzie 
nasz system planetarny, moe nawet zaprze soca do poruszania swoich fabryk i wzleci na 
gwiazdy, ale przenigdy nie przekroczy granic materii, nigdy jego rce grzeszne nie podnios 
zasony, a jego lepe oczy nie ujrz Izys odsonitej! Teraz wiem, e jestemy tylko ndznym 
plemieniem pariasw, uzuchwalonym przez gupot, liszajem wiata, skazanym na plugawe, 
przyziemne bytowanie i wieczne przerabianie ziemi, niby te glisty rojce si pod powierzchni! 
I zaprawd, nie godnimy lepszej doli, bowiem suma naszych nieprawoci jest wiksza 
nawet od miosierdzia Boego! Wic biada miakowi, ktry witokradcz myl signie za 
kres naznaczony, po tysickro biada! Szalestwo i mier tam stoj na stray! 
110 



Tyle grozy bio z jego sw i tak bezgraniczna rozpacz wyzieraa mu z oczu, e Zenonem 
wstrzsn dreszcz zabobonnej trwogi. Patrzy bezradnie, jak stary dowlk si do drzwi, a 
odwracajc si jeszcze raz, rzek: 

 Szalestwo i mier! 
Ledwie ucichy jego kroki na korytarzu i Zenon sta na rodku pokoju nie ochonwszy 
jeszcze z zamtu, gdy sucy zameldowa: 

 Walizy zniesione i konie czekaj! Ju czas na pocig... 
Nie zdziwi si wiedzc ju w tej chwali, gdzie ma wyjeda i czyj to gos przywouje go 
nieustannie. Zakrci si po mieszkaniu, chcia co pakowa, czego szuka bardzo usilnie w 
szufladach, prbowa zbiera kartki rkopisw i wszystko mu z rk leciao, i o wszystkim 
zapomina, trawiony radosn gorczk i sodkim udrczeniem oczekiwa. 

 To dzisiaj! Zaraz! Natychmiast!  zdumiewa si coraz nieprzytomniej. 
Czasowa wizja szczcia przeja mu dusz niewysowionym zachwytem. Spon cay niby 
soce i moc szalonych pragnie rwa si na jakie niebosine szczyty, a tam, skd pyn 
ten wadczy nakaz... 

 Daisy! Daisy!  woa ekstatycznie, niepomny ju siebie i ycia, jakby rzucajc si w 
nieskoczono.  Czekam wyzwolenia! Czekam w tsknocie i miowaniu!  modli si arem 
czciciela i niewolnika. 
Naraz zamajaczya przed nim z tak wyrazistoci Ada, e ochon nieco i niemiaa, 
drca myl przewina si byskawic. 

 Co si ze mn dzieje! 
aosny szloch Betsy zakwili. Obejrza si mimowoli, a nawet przez jakie mgnienie prbowa 
si nad sob zastanawia. Mia wir pod czaszk i chaos postrzpionych obrazw i myli. 


,,Wujcio taki dobry, taki kochany, taki strasznie mj, jak tatu... 

Kt to szczebiocze? Czyje to rczki okrcaj mu szyj? Czyje to kwietne oczy patrz w 
niego z tak bezgraniczn mioci?... 

Zachwia si strwoony, olbrzymi ciar przywali mu dusz i ciga w jakie zgiekliwe i 
plugawe niziny... 

Z powrotem? W kajdany kadego dnia i kadego przypadku? W niewol troski wieczystej? 
W ohydne jarzmo motochu i obowizkw? I ju na zawsze?... Nie, nie, nie!  wybuchn w 
nim potny krzyk protestu.  Raczej mier nili takie ycie, nili to niewolnicze, pezajce 
bytowanie robakw wrd cierpie, strachw i ciemnoci... 

 Szalestwo lub mier!  rozsypa si gos Smitha aobnym korowodem i niby dzwon 
pogrzebowy zahucza w mzgu. 
Co robi? Co robi? Wszystkie zmory ycia zatargay mu sercem, sycc go trujcymi jadami 
niepokojw, obaw i niepewnoci. 

Obkana trwoga zawya mu w duszy. 

Ale tamten wadczy gos podnis si znowu dwikiem mocniejszym ponad wszystko, 
mocniejszym nad ycie i mier... 

Spry si w ostatniej, rozpaczliwej walce ze sob. 

Jeszcze chwila odruchowych waha! Jeszcze chwila zmagania ostatnich alw i pamita 

ostatnich, mgnienie chwiania si niby drzewo podcite, i run tam, gdzie go woao przeznaczenie... 


 A choby nawet Szalestwo i mier! A choby!  rzuci wyzywajco wasnej woli. 
111 



...a przed witem Kaliban wypyn z portu w nieznanym kierunku. 

