Krzyacy
Rozdzia I
W Tycu, w gospodzie "Pod Lutym Turem", nalecej do opactwa, siedziao kilku 
ludzi, suchajc opowiadania wojaka bywalca, ktry z dalekich stron przybywszy, 
prawi im o przygodach, jakich na wojnie i w czasie podry dozna. Czek by 
brodaty, w sile wieku, pleczysty, prawie ogromny, ale wychudy; wosy nosi 
ujte w ptlik, czyli w siatk naszywan paciorkami; na sobie mia skrzany 
kubrak z prgami wycinitymi przez pancerz, na nim pas, cay z miedzianych 
klamr; za pasem n w rogowej pochwie, przy boku za krtki kord podrny.
Tu przy nim za stoem siedzia modzieczyk o dugich wosach i wesoym 
spojrzeniu, widocznie jego towarzysz lub moe giermek, bo przybrany take po 
podrnemu, w taki sam powyciskany od zbroicy skrzany kubrak. Reszt 
towarzystwa stanowio dwch ziemian z okolic Krakowa i trzech mieszczan w 
czerwonych skadanych czapkach, ktrych cienkie koce zwieszay si im z boku a 
na okcie.
Gospodarz Niemiec, w powym kapturze z konierzem wycinanym w zby, la im z 
konwi sytne piwo do glinianych stgiewek i nasuchiwa ciekawie przygd 
wojennych.
Jeszcze ciekawiej jednak suchali mieszczanie. W owych czasach nienawi, jaka 
dzielia za czasw okietkowych miasto od rycerskiego ziemiastwa, znacznie ju 
bya przygasa, mieszczastwo za nosio gowy grniej ni w wiekach 
pniejszych.
Jeszcze ceniono ich gotowo ad concessionem pecuniarum; dlatego te nieraz 
zdarzao si widzie w gospodach kupcw pijcych za pan brat ze szlacht. 
Widziano ich nawet chtnie, bo jako ludzie, u ktrych o gotowy grosz atwiej, 
pacili zwykle za herbowych.
Tak wic siedzieli teraz i rozmawiali, mrugajc od czasu do czasu na gospodarza, 
aby napenia stgiewki.
- Tocie, szlachetny rycerzu, zwiedzili kawa wiata? - rzek jeden z kupcw.
- Niewielu z tych, ktrzy teraz ze wszystkich stron cigaj do Krakowa, 
widziao tyle - odpowiedzia przybyy rycerz.
- A niemao Ich cignie - mwi dalej mieszczanin. - Wielkie gody i wielka 
szczliwo dla Krlestwa! Prawi te, i to pewna, e krl kaza ca onic 
krlowej zotogowem szytym perami wysa i taki baldachim nad ni uczyni. 
Zabawy bd i gonitwy w szrankach, jakich wiat dotd nie widzia.
- Kumotrze Gamroth nie przerywajcie rycerzowi - rzek drugi kupiec.
- Nie przerywam ja, kmotrze Eyertreter, tylko tak myl, e i on rad bdzie 
wiedzia, co prawi, bo pewnie sam do Krakowa jedzie. Nie wrcim i tak dzi do 
miasta, gdy bramy przedtem zamkn, a w nocy gad, ktry si w wirach rodzi, 
spa nie daje, wic mamy czas na wszystko.
- A wy na jedno sowo odpowiadacie dwadziecia. Starzejecie si, kmotrze 
Gamroth!
- Ale sztuk wilgotnego sukna pod jedn pach jeszcze dwign.
- O wa! takiego, co si przez nie wieci jak przez sito. Lecz dalsz sprzeczk 
przerwa podrny wojak, ktry rzek:
- Pewnie, e w Krakowie ostan, bom sysza o gonitwach i rad w szrankach siy 
mojej poprbuj - a i ten mj bratanek take, ktry cho mody jest i goows, 
niejeden ju pancerz widzia na ziemi.
Gocie spojrzeli na modzieca, ktry umiechn si wesoo i zaoywszy rkoma 
dugie wosy za uszy, podnis nastpnie do ust naczynie z piwem.
Stary za rycerz doda:
- Wreszcie, chobymy chcieli wraca, to nie mamy dokd.
- Jake to? - zapyta jeden ze szlachty. - Skd jestecie i jako was zowi?
- Ja zowi si Mako z Bogdaca, a ten tu wyrostek, syn mego rodzonego, woa si 
Zbyszko. Herbu jestemy Tpa Podkowa, a zawoania Grady!
- Gdziee jest wasz Bogdaniec?
- Ba! lepiej pytajcie, panie bracie, gdzie by, bo go ju nie ma. Hej, jeszcze 
za czasw wojny Grzymalitczykw z Naczami spalili nam do cna nasz Bogdaniec, 
tak e jeno dom stary osta, a co byo, pobrali, suebni zasie uciekli. Zostaa 
goa ziemia, bo i kmiecie, co byli w ssiedztwie, poszli dalej w puszcz. 
Odbudowalimy z bratem, ojcem tego oto wyrostka, ale nastpnego roku woda nam 
pobraa. Potem brat umar, a jak umar, ostaem sam z sierot. Mylaem tedy: 
nie usiedz! A prawili pod on czas o wojnie i o tym, e Jako z Olenicy, 
ktrego krl Wadysaw po Mikoaju z Moskorzowa do Wilna wysa, szuka skrztnie 
w Polsce rycerzy. Znajc ja wic godnego opata i krewniaka naszego, Janka z 
Tulczy, zastawiem mu ziemi, a za pienidze kupiem zbroiczk, konie - 
opatrzyem si jako zwykle na wojenn wypraw; chopca, co mu byo dwanacie 
lat, wsadziem na podjezdka i haj! do Jaka z Olenicy.
- Z wyrostkiem?
- Nie by ci on wwczas nawet wyrostkiem, ale krzepkie to byo od maego. 
Bywao, w dwunastym roku oprze kusz o ziemi, przycinie brzuchem i tak korb 
zakrci, e i aden z Angielczykw, ktrychemy pod Wilnem widzieli, lepiej nie 
nacignie.
- Taki by mocny?
- Hem za mn nosi, a jak mu przeszo trzynacie zim, to i paw.
- Ju to wojny wam tam nie brako.
- Za przyczyn Witoldow. Siedziao ksi u Krzyakw i co roku wyprawy na 
Litw pod Wilno czynili. Szed z nimi rny nard: Niemcy, Francuzy, 
Angielczykowie do ukw najprzedniejsi, Czechy, Szwajcary i Burgundy. Lasy 
przesiekli, zamki po drodze stawiali i w kocu okrutnie Litw ogniem i mieczem 
pognbili, tak, e cay nard, ktry t ziemi zamieszkuje, chcia ju j 
porzuci i szuka innej, choby na kraju wiata, choby midzy dziemi Beliala, 
byle od Niemcw daleko.
- Sycha byo i tu, e wszyscy Litwini chcieli pj z dziemi i onami precz, 
alemy temu nie wierzyli.
- A ja na to patrzy. Hej! Gdyby nie Mikoaj z Moskorzowa, nie Jako z Olenicy, 
a nie chwalcy si, gdyby i nie my, nie byoby ju Wilna.
- Wiemy. Zamkucie nie dali.
- A nie dalimy. Pilno tedy zwacie, co wam powiem, bom czek suay i wojny 
wiadom. Starzy jeszcze mawiali: "zajada Litwa" - i prawda! Dobrze si oni 
potykaj, ale z rycerstwem nie im si w polu mierzy. Gdy konie Niemcom w 
bagnach polgn albo gdy gsty las - to co innego.
- Niemcy dobrzy rycerze! - zawoali mieszczanie.
- Murem oni chop przy chopie w elaznych zbrojach staj tak okryci, e ledwie 
psubratu oczy przez krat wida. I aw id. Uderzy, bywao, Litwa i rozsypie 
si jako piasek, a nie rozsypie si, to j mostem poo i roztratuj. Nie sami 
te midzy nimi Niemcy, bo co jest narodw na wiecie, to u Krzyakw suy. A 
chrobre s! Nieraz pochyli si rycerz, kopi przed si wycignie i sam jeden, 
jeszcze przed bitw, w cae wojsko bije jako jastrzb w stado.
- Christ! - zawoa Gamroth - ktrzy te z nich najlepsi?
- Jak do czego. Do kuszy najlepszy Angielczyk, ktren pancerz na wylot strza 
przedzieje, a gobia na sto krokw utrafi. Czechowie okrutnie toporami siek. 
Do dwurcznego brzeszczota nie masz nad Niemca. Szwajcar rad elaznym cepem 
hemy tucze, ale najwiksi rycerze s ci, ktrzy z francuskiej ziemi pochodz.
Taki bdzie ci si bi z konia i piechot, a przy tym bdzie ci okrutnie 
waleczne sowa gada, ktrych wszelako nie wyrozumiesz, bo to jest mowa taka, 
jakoby  cynowe misy potrzsa, chocia nard jest pobony. Przymawiali nam 
przez Niemcw, e pogan i Saracenw przeciw Krzyowi bronimy, i obowizywali si 
dowie tego rycerskim pojedynkiem. Ma si te takowy sd boy odby midzy 
czterema ich i czterema naszymi rycerzami, a zrok naznaczon jest na dworze u 
Wacawa, krla rzymskiego i czeskiego.
Tu wiksza jeszcze ciekawo ogarna ziemian i kupcw, tak e a powycigali 
szyje ponad kuflami w stron Maka z Bogdaca, i nu pyta:
- A z naszych ktrzy s? Mwcie ywo!
Mako za podnis naczynie do ust, napi si i odrzek:
- Ej, nie bjcie si o nich. Jest Jan z Woszczowy, kasztelan dobrzyski, jest 
Mikoaj z Waszmuntowa, jest Jako ze Zdakowa i Jarosz z Czechowa: wszystko 
rycerze na schwa i chopy morowe. Pjd-li na kopie, na miecze albo na topory - 
nie nowina im. Bd miay oczy ludzkie na co patrze i uszy czego sucha - bo, 
jako rzekem, Francuzowi gardziel nog przyciniesz, a on ci jeszcze rycerskie 
sowo prawi. Tak mi te dopom Bg i wity Krzy, jako tamci przegadaj, a 
nasi pobij.
- Bdzie sawa, byle Bg pobogosawi - rzek jeden ze szlachty.
- I wity Stanisaw! - doda drugi.
Po czym, zwrciwszy si do Maka, j rozpytywa dalej:
-Nue, powiadajcie! Sawilicie Niemcw i innych rycerzy, e chrobre s i e 
atwo Litw amali. A z wami nie ciej e im byo? Zali rwnie ochotnie na was 
szli? Jake Bg darzy? Sawcie naszych!
Lecz Mako z Bogdaca nie by widocznie samochwa, bo odrzek skromnie:
- Ktrzy wieo z dalekich krajw przyszli, ochotnie na nas uderzali, ale 
poprbowawszy raz i drugi, ju nie z takim sercem.
- Bo jest nasz nard zatwardziay, ktr to zatwardziao czsto nam wymawiali: 
"Gardzicie mierci, prawi, ale Saracenw wspomagacie, przez co potpieni 
bdziecie!" A w nas zawzito jeszcze rosa, gdy nieprawda jest! Oboje 
krlestwo Litw ochrzcili i kaden tam Chrystusa Pana wyznawa, chocia nie 
kaden umie. Wiadomo te, e i nasz Pan Miociwy, gdy diaba w katedrze w 
Pocku na ziem zrzucono, kaza mu ogarek postawi - i dopiero ksia musieli mu 
gada, e tego si czyni nie godzi. A c pospolity czowiek! Niejeden te 
sobie mwi: "Kaza si knia ochrzci, tom si ochrzci, kaza Chrystu czoem 
bi, to bij, ale po co mam starym pogaskim diabom okruszyny twaroga aowa 
albo im pieczonej rzepy nie rzuci, albo piany z piwa nie ula. Nie uczyni 
tego, to mi konie padn albo krowy sparszej, albo mleko od nich krwi zajdzie - 
albo w niwach bdzie przeszkoda". I wielu te tak czyni, przez co si w 
podejrzenie podaj. Ale oni to robi z niewiadomoci i z bojani diabw. Byo 
onym diabom drzewiej dobrze. Mieli swoje gaje, wielkie numy i konie dojazdy i 
dziesicin brali. A ninie gaje wycite, je nie ma co - dzwony po miastach 
bij, wic si to paskudztwo w najgstsze bory pozaszywao i tam z tsknoci 
wyje. Pjdzie Litwin do lasu, to go w chojniakach jeden i drugi za kouch 
pocignie - i mwi:
"Daj!" Niektrzy te daj, ale s i miae chopy, co nie chc nic da albo ich 
jeszcze api. Nasypa jeden praonego grochu do woowej mechery, to mu 
trzynastu diabw zaraz wlazo. A on zatkn ich jarzbowym kokiem i ksiom 
franciszkanom na przeda do Wilna przynis, ktrzy dali mu z chci dwadziecia 
skojcw, aby nieprzyjaci imienia Chrystusowego zgadzi. Sam t mecher 
widziaem, od ktrej sprony smrd z daleka w nozdrzach czowiekowi wierci - bo 
tak to one bezecne duchy strach swj przed wicon wod okazyway...
- A kto rachowa, e ich byo trzynastu? - spyta roztropnie kupiec Gamroth.
- Litwin rachowa, ktry widzia, jak leli. Wida byo, e s, bo to z samego 
smrodu mona byo wymiarkowa, a koka wola nikt nie odtyka.
- Dziwy te to. dziwy! - zawoa jeden ze szlachty.
- Napatrzyem ja si wielkich dziww niemao, gdy - nie mona rzec: nard to 
jest dobry, ale wszystko u nich osobliwe. Kudaci s i ledwie ktry knia wosy 
trefi; pieczon rzep yj, nad wszelkie jado j przekadajc, bo mwi, e 
mstwo od niej ronie. W numach swych razem z dobytkiem i wami yj; w piciu i 
jedle nie znaj pomiarkowania. Za nic zamne niewiasty maj, ale panny bardzo 
szanuj i moc wielk im przyznaj: e byle dziewka natara czeku suszonym 
jaferem ywot, to kolki od tego przechodz.
- Nie al i kolek dosta, jeli niewiasty cudne! - zawoa kum Eyertreter.
- O to zapytajcie Zbyszka - odrzek Mako z Bogdaca. Zbyszko za rozemia si, 
a awa pod nim pocza drga.
- Bywaj cudne! - rzek - albo Ryngaa nie bya cudna?
- Ce to za Ryngaa? pochutnica jakowa czy co? ywo!
- Jake to? Nie syszelicie o Ryngalle? - pyta Mako
- Nie syszelimy ni sowa.
- To przecie siostra ksicia Witoldowa, a ona Henryka, ksicia mazowieckiego.
- Nie powiadajcie! Jakiego ksicia Henryka? Byo jedno ksi mazowieckie tego 
imienia elektem pockim, ale zmaro.
- Ten ci sam by. Miay mu przyj z Rzymu dyspensy; ale mier daa mu pierwej 
dyspens, gdy widocznie niezbyt postpkiem swoim Boga ucieszy. Byem wtedy 
posany z pismem od Jaka z Olenicy do ksicia Witolda, kiedy od krla 
przyjecha do Ryterswerder ksi Henryk, elekt pocki. Ju si bya Witoldowi 
wojna wtedy uprzykrzya, dlatego wanie e Wilna nie mg doby, a krlowi 
naszemu uprzykrzyli si rodzeni bracia i ich rozpusta. Widzc tedy krl wiksz 
u Witolda ni u swych rodzonych obrotno i wikszy rozum, posa do mego 
biskupa z namow, by Krzyakw porzuci i do posuszestwa si nakoni, za co 
mu rzdy Litwy miay by oddane. A Witold, chciwy zawsze odmiany, mile poselstwa 
wysucha. Byy te i uczty, i gonitwy. Rad elekt konia dosiada, cho inni 
biskupi tego nie chwal, i w szrankach si sw rycersk okazywa. A mocami s z 
rodu wszyscy ksita mazowieccy - jako jest wiadomo, e nawet i dzieweczki z 
tej krwie acnie podkowy ami. Raz przeto zbi ksi z siode trzech rycerzy, 
drugi raz piciu - a z naszych mnie zwali, i pod Zbyszkiem ko przy natarciu na 
zadzie siad. Nagrody za brat wszystkie z rk cudnej Ryngay, przed ktr w 
penej zbroi klka. I rozmiowali si tak w sobie, e na ucztach cignli go od 
niej za rkawy clerici, ktrzy z nim przyjechali, a j brat Witold hamowa. 
Dopiero ksi mwi: "Sam sobie dyspens dam, a papie mi j, jeli nie 
rzymski, to awinioski potwierdzi, a lub zaraz ma by, bo zgorzej!" Wielka 
bya obraza boska, ale nie chcia si Witold przeciwia, by posa krlewskiego 
nie zlisi - i lub by. Potem dojechali do Suraa, a potem do Sucka, z wielkim 
alem tego oto Zbyszka, ktry sobie, niemieckim obyczajem, ksin Rynga za 
pani serca obra i dozgonn wierno jej lubowa...
- Ba! - przerwa nagle Zbyszko - prawda jest! Ale potem ludzie mwili, e 
ksina Ryngaa, pomiarkowawszy, e nie przystoi jej by za elektem (bo w, 
cho si oeni, godnoci swej duchownej si wyrzec nie chcia) i e nie moe 
by nad takim stadem bogosawiestwa boskiego, otrua ma. Co ja usyszawszy, 
prosiem jednego witobliwego pustelnika pod Lublinem, by mnie od tego 
lubowania rozwiza.
- By ci on pustelnikiem - odpar, miejc si, Mako - ale czy by witobliwy, 
nie wiem, bomy go w pitek w boru zajechali, a on koci niedwiedzie toporem 
upa i pik wysysa, a mu gardziel graa.
- Ale mwi, e pik to nie miso, a oprcz tego, e uprosi sobie na to 
pozwolestwo, gdy po piku widzenia cudowne we nie miewa i nazajutrz 
prorokowa moe do poudnia.
- No! no! - odrzek Mako. - A cudna Ryngaa wdowa jest i moe ci na sub 
wezwa.
- Po prnicy by wzywaa, boja sobie inn pani obior, ktrej do mierci bd 
suy, a potem i on znajd.
- Pierwej znajd rycerski pas.
-O wa! albo to nie bdzie gonitew po poogu krlowej? A przedtem albo potem krl 
bdzie niejednego pasowa. Stan ja kademu. Ksi nie byby mnie take obali, 
eby mi ko na zadzie nie siad.
- Bd tu lepsi od ciebie.
Na to ziemianie spod Krakowa poczli woa:
- Na miy Bg! to tu przed krlow wystpi nie tacy jak ty, ale rycerze w 
wiecie najsawniejsi. Bdzie goni Zawisza z Garbowa i Farurej, i Dobko z 
Olenicy, i taki Powaa z Taczewa, i taki Paszko Zodziej z Biskupic, i taki 
Jako Naszan, i Abdank z Gry, i Andrzej z Brochocic, i Krystyn z Ostrowa, i 
Jakub z Kobylan!... Gdzie ci si z nimi mierzy, z ktrymi ni tu, ni na dworze 
czeskim, ni na wgierskim nikt mierzy si nie moe. C to prawisz; lepszy od 
nich? Ile ci rokw?
- Omnasty - odpowiedzia Zbyszko.
- Tedy ci kady midzy knykciami zgniecie.
- Obaczym. Lecz Mako rzek:
- Syszaem, e krl hojnie nagradza rycerzy, ktrzy z wojny litewskiej wracaj. 
Mwcie, ktrzy std jestecie: prawda-li to?
- Dalibg, prawda! - odrzek jeden ze szlachty. - Wiadoma po wiecie hojno 
krlewska, jeno si teraz docisn do niego nie bdzie atwo, gdy w Krakowie a 
si roi od goci, ktrzy si na pog krlowej i na chrzciny zjedaj, chcc 
przez to panu naszemu cze albo hod odda. Ma by krl wgierski, bdzie, jako 
powiadaj, i cesarz rzymski, i rnych ksit a komesw, i rycerzy jako maku, 
e to kady si spodziewa, i z prnymi rkoma nie odejdzie. Prawili nawet, ie 
sam papie Bonifacy zjedzie, ktren take aski i pomocy naszego pana przeciw 
swemu nieprzyjacielowi z Awinionu potrzebuje. Ow w takim natoku nieatwo 
bdzie o dostp, ale byle dostp znale, a pana pod nogi podj - to ju 
zasuonego hojnie opatrzy.
- To go i podejm, bom si wysuy, a jeeli wojna bdzie, to jeszcze pjd. 
Wzio si tam co upem, a co od ksicia Witolda w nagrod, i biedy nie ma, 
tylko e ju mi wieczorne lata nadchodz, a na staro, gdy sia z koci 
wyjdzie, rad by czek mia kt spokojny.
- Mile krl widzia tych, ktrzy z Litwy pod Jakiem z Olenicy wrcili - i 
wszyscy oni tusto teraz jadaj.
- Widzicie! A jam wtedy jeszcze nie wrci - i dalej wojowaem. Bo trzeba wam 
wiedzie, e si ta zgoda midzy krlem a kniaziem Witoldem na Niemcach 
skrupia. Knia chytrze zakadnikw pociga, a potem, haje na Niemcw! Zamki 
poburzy, popali, rycerzy pobi, sia ludu wycina. Chcieli si Niemcy mci 
razem ze widrygie, ktry do nich uciek. Bya znw wielka wyprawa. Sam 
mistrz Kondrat na ni poszed z mnogim ludem. Wilno obiegli, prbowali z wie 
okrutnych zamki burzy, prbowali zdrad ich dosta - nic nie wskrali! A za 
powrotem tylu ich lego, e i poowa nie wysza. Wychodzilimy jeszcze w pole 
przeciw Ulrykowi z Jungingen, bratu mistrzowemu, ktry jest wjtem sambijskim. 
Ale si wjt kniazia przelk i z paczem uciek, od ktrej to ucieczki jest 
spokj - i miasto na nowo si buduje. Jeden te wity zakonnik, ktry po 
rozpalonym elezie boso mg chodzi, prorokowa, e od tej pory, pki wiat 
wiatem, Wilno zbrojnego Niemca pod murami nie obaczy. Ale jeli tak bdzie, to 
czyje to rce uczyniy?
To rzekszy, Mako z Bogdaca wycign przed si donie - szerokie i nadmiar 
potne - inni za poczli kiwa gowami i przywiadcza:
- Tak! tak! praw w tym, co powiada! Tak!
Lecz dalsz rozmow przerwa gwar dochodzcy przez okna, z ktrych bony byy 
powyjmowane, albowiem noc zapada ciepa i pogodna. Z dala sycha byo 
brzkania, ludzkie gosy, parskania koni i piewy. Zdziwili si obecni, albowiem 
godzina bya pna i ksiyc wysoko ju wybi si na niebo. Gospodarz, Niemiec, 
wybieg na podwrzec gospody, lecz nim gocie zdoali wychyli do dna ostatnie 
kufle, wrci jeszcze popiesznie), woajc:
- Dwr jakowy wali!
W chwil za pniej we drzwiach zjawi si pachoek w bkitnym kubraku i 
skadanej czerwonej czapce na gowie. Stan, spojrza po obecnych i ujrzawszy 
gospodarza, rzek:
- Wytrze tam stoy i wiata nanieci: ksina Anna Danuta na odpoczynek si tu 
zatrzyma.
To rzekszy, zawrci. W gospodzie uczyni si ruch: gospodarz pocz woa na 
czelad, a gocie spogldali ze zdumieniem jeden na drugiego.
- Ksina Anna Danuta - mwi jeden z mieszczan - to to Kiejstutwna, ona 
Janusza Mazowieckiego. Ona ju od dwch niedziel w Krakowie, jeno e wyjedaa 
do Zatora, do ksicia Wacawa w odwiedziny, a ninie pewno wraca.
- Kmotrze Gamroth - rzek drugi mieszczanin - pjdmy na siano do stodki; za 
wysoka to dla nas kompania.
- e noc jad, to mi nie dziwno - ozwa si Mako - bo w dzie upa, ale czemu, 
majc pod bokiem klasztor, do gospody zajedaj?
Tu zwrci si do Zbyszka:
- Rodzona siostra cudnej Ryngay, rozumiesz? A Zbyszko odrzek:
- I mazowieckich panien sia musi z ni by, hej!
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia II
A wtem przez drzwi wesza ksina - pani rednich lat, ze miejc si twarz, 
przybrana w czerwony paszcz i szat zielon, obcis, z pozoconym pasem na 
biodrach, idcym wzdu pachwin i zapitym nisko wielk klamr. Za pani szy 
panny dworskie, niektre starsze, niektre jeszcze niedorose, w rowych i 
liliowych wianuszkach na gowach, po wikszej czci z lutniami w rku. Byy i 
takie, ktre niosy cae pki kwiatw wieych, widocznie uzbieranych po drodze. 
Zaroia si izba, bo za pannami ukazao si kilku dworzan i maych pacholikw. 
Weszli wszyscy rano, z wesooci w twarzach, rozmawiajc gono lub 
podpiewujc, jakoby upojeni pogodn noc i jasnym blaskiem ksiyca. Midzy 
dworzanami byo dwch rybatw, jeden z lutni, drugi z glikami u pasa. Jedna 
z dziewczt, mdka jeszcze, moe dwunastolatka, niosa te za ksin ma 
lutek, nabijan miedzianymi wiekami.
- Niech bdzie pochwalony Jezus Chrystus! - ozwaa si ksina, stajc w 
porodku wietlicy.
- Na wieki wiekw, amen! - odpowiedzieli obecni, bijc zarazem niskie pokony.
- A gdzie gospodarz?
Niemiec, usyszawszy wezwanie, wysun si naprzd i przyklkn obyczajem 
niemieckim.
- Zatrzymamy si tu dla wypoczynku i posiku - rzeka pani. - ywo si jeno 
zakrztnij, bomy godni.
Mieszczanie ju byli odeszli, teraz za dwaj miejscowi szlachcice. a wraz z nimi 
Mako z Bogdaca i mody Zbyszko, skonili si powtrnie i zamierzali opuci 
wietlic, nie chcc dworowi przeszkadza.
Lecz ksina zatrzymaa ich.
- Szlacht jestecie: nie przeszkodzicie! Zrbcie znajomo z dworzany. Skde 
Bg prowadzi?
Oni wwczas zaczli wymienia swoje imiona, herby, zawoania i wsie, z ktrych 
si pisali. Dopiero pani, usyszawszy od Maka, skd wraca, klasna w donie i 
rzeka:
- Ot si przygodzio! Prawcie nam o Wilnie, o moim bracie i o siestrze. Zali 
zjedzie tu si ksi Witold na pog krlowej i na krzciny?
- Chciaby, ale nie wie, czy bdzie mg; dlatego koleb srebrn przez ksiy i 
bojarzynw naprzd w darze krlowej przysa. Przy ktrej kolebce i mymy z 
bratacem przyjechali, strzegc jej w drodze.
- To kolebka tu jest? Chciaabym obaczy. Caa srebrna?
- Caa srebrna, ale jej tu nie ma. Powieli j do Krakowa,
- A c wy w Tycu robicie?
- My tu nawrcili do klasztornego prokuratora, naszego krewnego, by pod opiek 
zacnych zakonnikw odda, co nam wojna przysporzya i co ksi podarowa.
- To Bg poszczci. Godne upy? Ale powiadajcie, czemu to brat niepewien, czy 
przyjedzie?
- Bo wypraw na Tatarw gotuje.
- Wiem ci ja to: jeno mnie trapi, e krlowa nie prorokowaa szczliwego koca 
tej wyprawie, a co ona prorokuje, to si zawsze zici.
Mako umiechn si.
- Ej. witobliwa nasza pani, nijak przeczy, ale z ksiciem Witoldem sia 
naszego rycerstwa pjdzie, chopw dobrych, przeciw ktrym nikomu niesporo.
- A wy to nie pjdziecie?
- Bom z kolebk przy innych wysa i przez pi rokw nie zdejmowaem z siebie 
blach - odrzek Mako, pokazujc na bruzdy powyciskane na osiowym kubraku od 
pancerza - ale niech jeno wypoczn - pjd - a chobym sam nie szed, to tego 
oto bratanka, Zbyszka, panu Spytkowi z Melsztyna oddam, pod ktrego wodz 
wszyscy nasi rycerze pjd.
Ksina Danuta spojrzaa na dorodn posta Zbyszka, lecz dalsz rozmow 
przerwao przybycie zakonnika z klasztoru, ktry powitawszy ksin, pocz jej 
pokornie wymawia, e nie przysaa goca z oznajmieniem o swoim przybyciu i e 
nie zatrzymaa si w klasztorze, ale w zwyczajnej gospodzie, niegodnej jej 
majestatu. Nie brak przecie w klasztorze domw i gmachw, w ktrych nawet 
pospolity czowiek znajdzie gocin, a c dopiero majestat, zwaszcza za 
maonki ksicia, od ktrego przodkw i pokrewnych tylu dobrodziejstw opactwo 
dowiadczyo.
Lecz ksina odpowiedziaa wesoo:
- My jeno tu nogi wstpili rozprostowa, a na ranek trzeba nam do Krakowa. 
Wyspalimy si w dzie i jedziemy noc dla chodu, a e to ju kury piay, nie 
chciaam pobonych zakonnikw budzi, zwaszcza z tak kompani, ktra wicej o 
piewaniu i plsach nieli o odpocznieniu myli.
Gdy jednak zakonnik nalega cigle, dodaa:
- Nie. Tu ju ostaniem. Dobrze czas na suchaniu wieckich pieni zejdzie, ale 
na jutrzni do kocioa przyjdziemy, aby dzie z Bogiem zacz.
- Bdzie msza za pomylno miociwego ksicia i miociwej ksinej - rzek 
zakonnik.
- Ksi mj maonek dopiero za cztery albo pi dni zjedzie.
- Pan Bg potrafi i z daleka szczcie zdarzy, a tymczasem niech nam, ubogim, 
wolno bdzie cho wina z klasztoru przynie.
- Radzi odwdziczym - rzeka ksina.
Gdy za zakonnik wyszed, pocza woa:
- Hej, Danusia! Danusia! wyle no na awk i uwesel nam serce t sam pieni, 
ktr w Zatorze piewaa.
Usyszawszy to, dworzanie prdko postawili na rodku izby awk. Rybaci siedli 
po jej brzegach, midzy nimi za stana owa mdka, ktra niosa za ksin 
nabijan miedzianymi wieczkami lutni. Na gowie miaa wianeczek, wosy 
puszczone po ramionach, sukni niebiesk i czerwone trzewiczki z dugimi 
kocami. Stojc na awce, wydawaa si maym dzieckiem, ale zarazem przecudnym 
jakby jakowa figurka z kocioa albo z jaseeczek. Widocznie te nie pierwszy 
raz przychodzio jej tak sta i piewa ksinie, bo nie zna byo po niej 
najmniejszego pomieszania.
- Dalej, Danusia! dalej! - woay panny dworskie. Ona za wzia przed si 
lutni, podniosa do gry gow jak ptak, ktry chce piewa, i przymknwszy 
oczta, pocza srebrnym gosikiem:
Gdybym ci ja miaa
Skrzydeczka jak gska,
Poleciaaby ja
Za Jakiem do lska!
Rybaci zawtrowali jej zaraz, jeden na glikach, drugi na duej lutni; 
ksina, ktra miowaa nad wszystko wieckie pieni, pocza kiwa gow na 
obie strony, a dzieweczka piewaa dalej gosem cieniuchnym, dziecinnym i 
wieym jak piewanie ptakw w lesie na wiosn:
Usiadaby ci ja
Na lqskowskim plocie:
"Przypatrz si, Jasiulku,
Ubogiej sierocie ".
I znw wtrowali rybaci. Mody Zbyszko z Bogdaca, ktry przywykszy od 
dziecistwa do wojny i srogich jej widokw, nigdy nic podobnego w yciu nie 
widzia, trci w rami stojcego obok Mazura i zapyta:
- Co to za jedna?
- To jest dzieweczka z dworu ksinej. Nie brak ci u nas rybatw, ktrzy dwr 
rozweselaj, ale z niej najmilszy rybacik i ksina niczyich pieni tak chciwie 
nie sucha.
- Nie dziwno mi to. Mylaem, e zgoa anio, i odpatrzy si nie mog. Jake j 
woaj?
- A to nie syszelicie? - Danusia. A jej ojciec jest Jurand ze Spychowa, komes 
mony i mny, ktry do przedchorgiewnych naley.
- Hej! nie widziay takiej ludzkie oczy.
- Miuj j te wszyscy i za piewanie, i za urod.
- A ktren jej rycerz?
- Dy to jeszcze dziecko.
Dalsz rozmow znw przerwa piew Danusi. Zbyszko patrza z boku na jej jasne 
wosy, na podniesion gow, na zmruone oczki i na ca posta owiecon 
zarazem blaskiem wiec woskowych i blaskiem wpadajcych przez otwarte okna 
promieni miesica - i zdumiewa si coraz bardziej. Zdawao mu si, e ju j 
niegdy widzia, ale nie pamita, czy we nie, czy gdzie w Krakowie na szybie 
kocielnej.
I znw, trciwszy dworzanina, pyta przyciszonym gosem:
- To ona z waszego dworu?
- Matka jej przyjechaa z Litwy z ksin Ann Danut, ktra wydalaj za grabi 
Juranda ze Spychowa. Gadka bya i monego rodu, nad wszystkie inne panny 
ksinie mia i sama ksin miujca. Dlatego te crce daa to samo imi - 
Anna Danuta. Ale pi lat temu, gdy przy Zotoryi Niemcy napadli na nasz dwr, 
ze strachu zmara. Wtedy ksina wzia dzieweczk -i od tej pory j hoduje. 
Ojciec te czsto na dwr przyjeda i rad widzi, e mu si dziecko zdrowo, w 
mioci ksicej chowa. Jeno ilekro na ni spojrzy, tylekro zami si zalewa, 
nieboszczk swoj wspominajc, a potem wraca na Niemcach pomsty szuka za swoj 
krzywd okrutn. Miowa ci on tak t swoj on, jako nikt do tej pory swojej 
na caym Mazowszu nie miowa - i sia ju Niemcw za ni pomorzy.
A Zbyszkowi zawieciy oczy w jednej chwili i yy nabray mu na czole.
- To jej matk Niemcy zabili? - spyta.
- Zabili i nie zabili. Sama umara ze strachu. Pi rokw temu pokj by, nikt o 
wojnie nie myla i kady bezpieczno chadza. Pojecha ksi wie jedn w 
Zotoryi budowa, bez wojska, jeno z dworem, jako zwyczajnie czasu pokoju. 
Tymczasem wpadli zdrajcy Niemcy, bez wypowiedzenia wojny, bez adnej 
przyczyny... Samego ksicia, nie pomnc ni na boja bosk, ni na to, e od jego 
przodkw wszystkie dobrodziejstwa na nich spady, przywizali do konia i 
porwali, ludzi pobili. Dugo ksi w niewoli u nich siedzia i dopiero gdy krl 
Wadysaw wojn im zagrozi, ze strachu go pucili; ale przy owym napadzie 
umara matka Danusi, boj serce udusio, ktre jej pod gardo podeszo.
- A wy, panie, bylicie przy tym? Jakoe was zowi, bom zapomnia?
- Ja si zowi Mikoaj z Dugolasu, a przezywaj mnie Obuch. Przy napadzie 
byem. Widziaem, jako matk Danusin jeden Niemiec z pawimi pirami na hemie 
chcia do sioda troczy - jako w oczach mu na sznurze zbielaa. Samego te mnie 
halebard zacili, od czego znak nosz.
To rzekszy, ukaza gbok blizn w czaszce, cignc si spod wosw na gowie 
a do brwi.
Nastaa chwila milczenia. Zbyszko pocz znw patrze na Danusi. Po czym 
spyta:
- I rzeklicie, panie, e ona nie ma rycerza?
Lecz nie doczeka odpowiedzi, gdy w tej chwili piew usta. Jeden z rybatw, 
czowiek tusty i ciki, podnis si nagle, przez co awa przechylia si w 
jedn stron. Danusia zachwiaa si i rozoya rczki, lecz nim zdoaa upa 
lub zeskoczy, rzuci si Zbyszko jak bik i porwa j na rce.
Ksina, ktra w pierwszej chwili krzykna ze strachu, rozemiaa si zaraz 
wesoo i pocza woa:
- Oto rycerz Danusin! Bywaje, rycerzyku, i oddaj nam nasz mi piewaczk!
- Chwacko ci j uapi! - ozway si gosy wrd dworzan. Zbyszko za szed ku 
ksinej, trzymajc przy piersiach Danusi, ktra objwszy go jedn rk za 
szyj, drug podnosia w gr lutek z obawy, by si nie zgniota. Twarz miaa 
miejc si i uradowan, cho troch przestraszon. Tymczasem modzieczyk, 
doszedszy do ksinej, postawi przed ni Danusi, sam za klkn i 
podnisszy gow, rzek z dziwn w jego wieku miaoci:
- Nieche bdzie wedle waszych sw, miociwa pani! Pora tej wdzicznej 
panience mie swego rycerza, a pora i mnie mie swoj pani, ktrej urod i 
cnoty bd wyznawa, za czym z waszym pozwolestwem tej oto wanie chc 
lubowa i do mierci wiernym jej w kadej przygodzie osta.
Na twarzy ksinej przemkno zdziwienie, ale nie z powodu stw Zbyszkowych, 
tylko dlatego, e wszystko stao si tak nagle. Obyczaj rycerskiego lubowania 
nie by wprawdzie polski, jednake Mazowsze, lec na rubiey niemieckiej i 
widujc czsto rycerzy z dalekich nawet krajw, znao go lepiej nawet ni inne 
dzielnice i naladowao do czsto. Ksina syszaa te o nim dawniej, jeszcze 
na dworze swego wielkiego ojca, gdzie wszystkie obyczaje zachodnie byy uwaane 
za prawo i wzr dla szlachetniejszych wojownikw - z tych przeto powodw nie 
znalaza w chci Zbyszka nic takiego, co by obrazi mogo j lub Danusi. 
Owszem, uradowaa si, e mia sercu dwrka poczyna zwraca ku sobie rycerskie 
serca i oczy.
Wic z rozbawion twarz zwrcia si do dziewczyny:
- Danuka, Danuka! chceszli mie swego rycerza? A przetowosa Danusia 
podskoczya naprzd trzy razy do gry w swoich czerwonych trzewiczkach, a 
nastpnie, chwyciwszy ksin za szyj, pocza woa z tak radoci, jakby jej 
obiecywano jak zabaw, w ktr si tylko starszym bawi wolno:
- Chc! chc! chc!...
Ksinie ze miechu a zy napyny do oczu, a z ni mia si cay dwr; 
wreszcie jednak pani, uwolniwszy si z rk Danusinych, rzeka do Zbyszka:
- Aj! lubuj! lubuj! c zasi jej poprzysiesz? Lecz Zbyszko, ktry wrd 
miechu zachowa niezachwian powag, ozwa si rwnie powanie, nie wstajc z 
klczek:
- lubuj jej, ie stanwszy w Krakowie, powiesz paw na gospodzie, a na niej 
kart, ktr mi uczony w pimie kleryk foremnie napisze: jako panna Danuta 
Jurandwna najurodziwsza jest i najcnotliwsza midzy pannami, ktre we 
wszystkich krlestwach bydl. A kto by temu si przeciwi, z tym bd si 
potyka pty, pki sam nie zgin albo on nie zginie - chybaby w niewol radziej 
poszed.
- Dobrze! Wida rycerski obyczaj znasz. A co wicej?
- A potem - uznawszy od pana Mikoaja z Dugolasu, jako ma panny Jurandwny za 
przyczyn Niemca z pawim grzebieniem na hemie ostatni dech pucia, lubuj 
kilka takich pawich czubw ze bw niemieckich zedrze i pod nogi mojej pani 
pooy.
Na to spowaniaa ksina i spytaa:
- Nie dla miechu lubujesz? A Zbyszko odrzek:
- Tak mi dopom Bg i wity Krzy; ktren lub w kociele przed ksidzem 
powtrz.
- Chwalebna jest z lutym nieprzyjacielem naszego plemienia walczy, ale mi ci 
al, bo mody i atwo zgin moesz.
Wtem przysun si Mako z Bogdaca, ktry dotychczas, jako czowiek 
dawniejszych czasw, ramionami tylko wzrusza - teraz jednak uzna za stosowne 
przemwi:
- Co do tego - nie frasujcie si, miociwa pani. mier w bitwie kademu si 
moe przygodzi, a szlachcicowi, stary-li czy mody, to nawet chwalebna jest. 
Ale nie cudna temu chopcu wojna, bo chociae mu rokw nie dostaje, nieraz ju 
trafiao mu si potyka z konia i piecht, kopi i toporem, dugim albo krtkim 
mieczem, z paw꿹 albo bez. Nowotny to jest obyczaj, e rycerz dziewce, ktr 
rad widzi, lubuje, ale e Zbyszko swojej pawie czuby obieca, tego mu nie 
przygarn. Wiska ju Niemcw, niech jeszcze powiska, a e od tego wiskania par 
bw pknie - to mu jeno sawa z tego uronie.
- To, widz, nie z byle otrokiem sprawa - rzeka ksina. A potem do Danusi:
- Siadaje na moim miejscu jako pierwsza dzisiaj osoba; jeno si nie miej, bo 
nie idzie.
Danusia siada na miejscu pani; chciaa przy tym uda powag, ale modre jej 
oczka miay si do klczcego Zbyszka i nie moga si powstrzyma od 
przebierania z radoci nkami
- Daj mu rkawiczki - rzeka ksina. Danusia wycigna rkawiczki i podaa 
Zbyszkowi, ktry przyj je ze czci wielk i przycisnwszy do ust, rzek:
- Przypn je do hemu, a kto po nie signie - gorze mu! Po czym ucaowa rce 
Danusi, a po rkach nogi, i wsta. Ale wwczas opucia go dotychczasowa powaga, 
a napenia mu serce wielka rado, e odtd za dojrzaego ma wobec caego 
tego dworu bdzie uchodzi, wic potrzsajc Danusine rkawiczki, pocz woa 
na wp wesoo, na wp zapalczywie:
- Bywajcie, psubraty z pawimi czubami! bywajcie! Lecz w tej chwili wszed do 
gospody ten sam zakonnik, ktry ju by poprzednio, a wraz z nim dwch innych, 
starszych. Sudzy klasztorni nieli za nimi kosze z wikliny, a w nich agiewki z 
winem i rne zebrane naprdce przysmaki. Dwaj owi poczli wita ksin i znw 
wymawia jej, e nie zajechaa do opactwa, a ona tumaczya im powtrnie, e 
wyspawszy si w dzie, wraz z caym dworem podruje noc dla chodu, wic 
wypoczynku jej nie trzeba - i e nie chcc budzi ni znakomitego opata, ni 
zacnych zakonnikw, wolaa zatrzyma si dla wyprostowania ng w gospodzie.
Po wielu grzecznych sowach stano wreszcie na tym. e po jutrzni i mszy 
porannej ksina z dworem przyjmie niadanie i wypoczynek w klasztorze. Uprzejmi 
zakonnicy zaprosili te wraz z Mazurami ziemian krakowskich i Maka z Bogdaca. 
ktry i tak mia zamiar uda si do opactwa, aby dostatek zdobyty na wojnie albo 
darem od hojnego Witolda otrzymany, a przeznaczon na wykupno z zastawu Bogdaca, 
w klasztorze zoy. Ale mody Zbyszko nie sysza zaprosin, skoczy bowiem do 
wozw swoich i stryjowskich. stojcych pod stra suby, by si odzia i w 
przystojniejszej odziey ksinie i Danusi si przedstawi. Wziwszy wic z wozu 
uby, kaza je nie do izby czeladnej i tam pocz si przebiera. Utrefiwszy 
naprzd popiesznie wosy, wsun je w ptlik jedwabny, bursztynowymi paciorkami 
wizany, z przodu za majcy pereki prawdziwe. Nastpnie wdzia jak z biaego 
jedwabiu, naszyt w zote gryfy, u dou za szlakiem ozdobn; z wierzchu opasa 
si pasem pozocistym, podwjnym, przy ktrym wisia may kord w srebro i ko 
soniow oprawny. Wszystko to byo nowe, byszczce i wcale krwi nie 
poplamione, chocia upem na modym rycerzu fryzyjskim, sucym u Krzyakw, 
wzite. Nacign nastpnie Zbyszko przeliczne spodnie, w ktrych jedna 
nogawica bya w podune pasy zielone i czerwone, druga w fioletowe i te, 
obie za koczyy si u gry pstr szachownic. Za czym, wdziawszy jeszcze 
purpurowe z dugimi nosami trzewiki - pikny i wywieony uda si do izby 
oglnej.
Jako, gdy stan we drzwiach, widok jego mocne na wszystkich sprawi wraenie. 
Ksina, widzc teraz, jak urodziwy rycerz lubowa miej Danusi, uradowaa si 
jeszcze bardziej. Danusia za skoczya w pierwszej chwili ku niemu jak sama. 
Lecz czy to pikno modzieca, czy gosy podziwu dworzan wstrzymay j, nim 
dobiega, tak e zatrzymawszy si na krok przed nim, spucia nagle oczka i 
spltszy donie, pocza wykrca paluszki, zaponiona i zmieszana.
Lecz za ni przybliyli si inni: sama pani, dworzanie i dwrki, i rybaci. i 
zakonnicy, wszyscy bowiem chcieli mu si lepiej przypatrze. Panny mazowieckie 
patrzyy na niego jak w tcz, aujc teraz kada, ze nie j wybra - starsze 
podziwiay kosztowno ubioru, tak e naok utworzyo si koo ciekawych; 
Zbyszko za sta w rodku z chepliwym umiechem na swej modzieczej twarzy i 
okrca si nieco na miejscu, aby lepiej mogli mu si przyjrze.
- Kt to jest? - zapyta jeden z zakonnikw.
- To jest rycerzyk, bratanek tego oto lachcica - odrzeka ksina, ukazujc na 
Maka -jen dopiero co Danusi lubowa.
A zakonnicy nie okazali te zdziwienia, albowiem takie lubowanie nie 
obowizywao do niczego. lubowano czstokro niewiastom zamnym, a w rodach 
znamienitych, wrd ktrych zachodni obyczaj by znany, kada prawie miaa swego 
rycerza. Jeli za rycerz lubowa pannie, to nie stawa si przez to jej 
narzeczonym: owszem, najczciej ona braa innego ma, a on, o ile posiada 
cnot staoci, nie przestawa jej by wprawdzie wiernym, ale eni si z inn.
Troch wicej dziwi zakonnikw mody wiek Danusi, wszelako i to nie bardzo, 
gdy w owym czasie szesnastoletni wyrostkowie bywali kasztelanami. Sama wielka 
krlowa Jadwiga w chwili przybycia z Wgier liczya lat pitnacie, a 
trzynastoletnie dziewczta szy za m. Zreszt, patrzano w tej chwili wicej na 
Zbyszka ni na Danusi i suchano sw Maka, ktry, dumny z bratanka, 
opowiada, w jaki sposb modzik przyszed do szat tak zacnych.
- Rok i dziewi niedziel temu - mwi - bylimy proszeni w gocin przez 
rycerzy saksoskich. A by te u nich take w gocinie pewien rycerz z dalekiego 
narodu Fryzw, ktrzy hen a nad morzem mieszkaj, a mia z sob syna trzy roki 
od Zbyszka starszego. Raz na uczcie w syn pocz Zbyszkowi nie-przystojnie 
przymawia, ie ni wsw, ni brody nie ma. Zbyszko, jako jest wartki, nie 
sucha tego mile, ale zaraz, chwyciwszy go za gb, wszystkie wosy mu z niej 
wydar - o co pniej potykalimy si na mier lub na niewol.
- Jak to - potykalicie si? - spyta pan z Dugolasu.
- Bo si ojciec za synem uj, a ja za Zbyszkiem: wic potykalimy si 
samoczwart wobec goci na udeptanej ziemi. Taka za stana umowa, e kto 
zwyciy, ten i wozy, i konie, i sugi zwycionego zabierze. I Bg zdarzy. 
Porznlimy owych Fryzw, cho z niemaym trudem, bo im ni mstwa, ni mocy nie 
brako, a up wzilimy znamienity: byo wozw cztery, w kadym po parze 
podjezdkw - i cztery ogiery ogromne, i sug dziewiciu - i zbroic dwie 
wybornych, jakich mao by u nas znalaz. Hemymy po prawdzie w boju poupali, 
ale Pan Jezus w czym innym nas pocieszy, bo szat kosztownych bya caa skrzynia 
przednio kowana - i te, w ktre si Zbyszko teraz przybra, take w niej byy.
Na to dwaj ziemianie z Krakowskiego i wszyscy Mazurowie poczli spoglda z 
wikszym szacunkiem na stryja i na synowca, za pan z Dugolasu, zwany Obuchem, 
rzek:
- Tocie, widz, chopy nieocigliwe i srogie.
- Wierzym teraz, e w modzik czuby pawie dostanie!
A Mako mia si, przy czym w surowej jego twarzy byo istotnie co 
drapienego.
Lecz tymczasem suba klasztorna powydobywaa z wiklinowych koszw wino i 
przysmaki, a z czeladnej dziewki suebne poczy wynosi misy pene dymicej 
jajecznicy, a okolone kiebasami, od ktrych rozszed si po caej izbie mocny a 
smakowity zapach wieprzowego tuszczu. Na ten widok wezbraa we wszystkich 
ochota do jedzenia - i ruszono ku stoom.
Nikt jednak nie zajmowa miejsca przed ksin, ona za, siadszy w porodku, 
kazaa Zbyszkowi i Danusi usi naprzeciw przy sobie, a potem rzeka do 
Zbyszka:
- Suszna, abycie jedli z jednej misy z Danusi, ale nie przystpuj jej ng pod 
aw ani te trcaj j kolany, jak czyni inni rycerze, bo zbyt moda.
Na to on odrzek:
- Nie uczyni ja tego, miociwa pani. chyba za dwa albo za trzy roki, gdy mi 
Pan Jezus pozwoli lub speni i gdy ta Jagdka dorzeje: a co do ng 
przystpowania, chobym i chcia - nie mog, bo one w powietrzu wisz.
- Prawda - odpowiedziaa ksina - ale mio wiedzie, e przystojne masz 
obyczaje.
Po czym zapado milczenie, gdy wszyscy je poczli. Zbyszko odkrawa co 
njtustsze kawaki kiebasy i podawa je Danusi albo jej wprost do ust je 
wkada, ona za rada, e jej tak strojny rycerz suy, jada z wypchanymi 
policzkami, mrugajc oczkami i umiechajc si to do niego, to do ksinej.
Po wyprztniciu mis sudzy klasztorni poczli nalewa wino sodkie i pachnce - 
mom obficie, paniom po trochu, lecz rycersko Zbyszkowa okazaa si 
szczeglnie wwczas, gdy wniesiono pene garncwki przysanych z klasztoru 
orzechw. Byy tam laskowe i rzadkie podwczas, bo z daleka sprowadzane, 
woskie, na ktre te rzucili si biesiadnicy z wielk ochot, tak e po chwili 
w caej izbie sycha byo tylko trzask skorup kruszonych w szczkach. Lecz na 
prno by kto mniema, e Zbyszko myla tylko o sobie, albowiem wola on 
pokazywa i ksinie, i Danusi swoj rycersk si i wstrzemiliwo ni 
apczywoci na rzadkie przysmaki poniy si w ich oczach. Jako, nabierajc co 
chwila pen gar orzechw, czy to laskowych, czy woskich, nie wkada ich 
midzy zby, jak czynili inni, ale zaciska swe elazne palce, kruszy je, a 
potem podawa Danusi wybrane spord skorup ziarna. Wymyli nawet dla niej i 
zabaw, albowiem po wybraniu ziarn zblia do ust pi i wydmuchiwa nagle swym 
potnym tchem skorupy a pod puap. Danusia miaa si tak, e a ksina z 
obawy, e si dziewczyna udawi, musiaa mu nakaza, by tej zabawy zaniecha, 
widzc jednak uradowanie dziewczyny, spytaa:
- A co, Danuka? dobrze mie swego rycerza?
- Oj! dobrze! - odpowiedziaa dziewczyna.
A potem, wycignwszy swj rowy paluszek, dotkna nim biaej jedwabnej jaki 
Zbyszkowej i cofajc go natychmiast, zapytaa:
- A jutro te bdzie mj?
-1 jutro, i w niedziel, i a do mierci - odpar Zbyszko. Wieczerza 
przecigna si, gdy po orzechach podano sodkie placki pene rodzynkw. 
Niektrym z dworzan chciao si tacowa; inni chcieli sucha piewania 
rybatw lub Danusi; ale Danusi pod koniec poczy si oczka klei, a gwka 
chwia w obie strony; raz i drugi spojrzaa jeszcze na ksin, potem na 
Zbyszka, raz jeszcze przetara pistkami powieki - i zaraz potem, oparszy si z 
wielk ufnoci o rami rycerzyka - usna.
- pi? - zapytaa ksina. - Ot, masz swoj "dam".
- Milsza mi ona we nie nieli inna w tacu - odrzek Zbyszko, siedzc prosto i 
nieruchomie, by dziewczyny nie zbudzi.
Ale jej nie zbudzio nawet granie i piewy rybatw. Inni te przytupywali 
muzyce, inni brzkali do wtru misami, lecz im gwar by wikszy, tym ona spaa 
lepiej, z otwartymi jak rybka ustami.
Zbudzia si dopiero, gdy na odgos piania kurw i dzwonw kocielnych wszyscy 
ruszyli si z aw, woajc:
-Na jutrzni! na jutrzni!
- Pjdziem piechot, na chwa Bogu - rzeka ksina. I wziwszy za rk 
rozbudzon Danusi, wysza pierwsza z gospody, a za ni wysypa si cay dwr.
Noc ju zbielaa. Na wschodzie nieba wida byo leciuchn jasno, zielon u 
gry, row od spodu, a pod ni jakby wsk, zot wsteczk, ktra 
rozszerzaa si w oczach. Od zachodniej strony ksiyc zdawa si cofa przed t 
jasnoci. Czyni si brzask coraz rowszy, janiejszy. wiat budzi si mokry 
od obfitej rosy, radosny i wypoczty.
- Bg da pogod, ale upa bdzie okrutny - mwili dworzanie ksicy.
- Nie szkodzi - uspokaja ich pan z Dugolasu - wypimy si w opactwie, a do 
Krakowa przyjedziem pod wieczr.
- Pewnikiem znw na uczt.
- Co dzie tam teraz uczty, a po poogu i po gonitwach nastpi jeszcze wiksze.
- Obaczym, jako si pokae rycerz Danusin.
- Ej, dbowe to jakie chopy!... Syszelicie, co prawili o onej bitwie 
samoczwart?
- Moe do naszego dworu przystan, bo si jako midzy sob naradzaj.
A oni rzeczywicie si naradzali, gdy starszy. Mako, nie by zbyt rad z tego, 
co zaszo, idc wic na kocu orszaku i przystajc umylnie, by swobodniej 
pogada, mwi:
- Po prawdzie, nic ci po tym. Ja si tam jako do krla docisn, choby z tym 
oto dworem - i moe co dostaniem. Okrutnie by mnie si chciao jakowego 
zameczku alibo grdka... No, oba-czym. Bogdaniec swoj drog z zastawu wykupim, 
bo co ojce dzieryli, to i nam dziery. Ale skd chopw? Co opat osadzi, to i 
na powrt wemie - a ziemia bez chopw tyle, co nic. Tedy miarkuj, co ci rzek: 
ty sobie lubuj, nie lubuj, komu chcesz, a z panem z Melsztyna id do ksicia 
Witolda na Tatary. Jeli wypraw przed poogiem krlowej otrbi, tedy na 
zlegnicie ani na gonitwy rycerskie nie czekaj, jeno id, bo tam moe by 
korzy. Knia Witold wiesz, jako jest hojny - a ciebie ju zna. Sprawisz si, 
to obficie nagrodzi. A nade wszystko, zdarzy-li Bg - niewolnika moesz nabra 
bez miary. Tatarw jak mrowia na wiecie. W razie zwycistwa przypadnie i kopa 
na jednego.
Tu Mako, ktry by chciwy na ziemi i robocizn, pocz marzy:
- Boga mi! Przygna tak z pidziesit chopa i osadzi na Bogdacu! 
Przetrzebioby si puszczy szmat. Urolibymy oba. A ty wiedz, e nigdzie tylu 
nie nabierzesz, ilu tam mona nabra!
Lecz Zbyszko pocz gow krci.
- O wa! koniuchw natrocz, koskim padem yjcych, roli niezwyczajnych! Co po 
nich w Bogdacu?... A przy tym ja trzy niemieckie grzebienie lubowaem. Gdziee 
je znajd midzy Tatary?
- lubowae, bo gupi, ale takie to tam i luby.
- A moja rycerska cze? jake?
- A jak byo z Rynga?
- Ryngaa ksicia otrua - i pustelnik mnie rozwiza.
- To ci w Tycu opat rozwie. Lepszy opat od pustelnika, jen to wicej zbjem 
nili zakonnikiem patrzy.
- A nie chc.
Mako zatrzyma si i zapyta z widocznym gniewem:
- No, to jakoe bdzie?
- Jedcie sobie sami do Witolda, boja nie pojad.
-Ty knechcie! A kto si krlowi pokoni?... i nie al ci to moich koci?
- Na wasze koci drzewo si zwali, jeszcze ich nie poamie. a choby mi te byo 
was al - nie chc do Witolda.
- Coe bdziesz robi? Sokolnikiem czyli te rybatem przy dworze mazowieckim 
zostaniesz?
- Albo to sokolnik co zego? Skoro wolicie mrucze ni mnie sucha, to 
mruczcie.
- Gdzie pojedziesz? Za nic ci Bogdaniec? Pazurami bdziesz w nim ora? bez 
chopw?
-Nieprawda! Chwackocie wymdrowali z Tatarami. Zabaczylicie, co prawili 
Rusini, e Tatarw tyle najdziesz, ile ich pobitych na polu ley, a niewolnika 
nikt nie uapi, bo Tatara we stepie nie zgoni. Na czyme go bd goni? Na onych 
cikich ogierach, ktremy na Niemcach wzili? Widzicie no! A co za up wezm? 
Parszywe kouchy i nic wicej. O, to dopiero bogaczem do Bogdaca zjad! to 
dopiero mnie komesem nazowi!
Mako umilk, albowiem w sowach Zbyszkowych wiele byo susznoci, i dopiero po 
chwili rzek:
- Aleby ci knia Witold nagrodzi.
- Ba, wiecie: jednemu da on za duo, drugiemu nic.
- To gadaj, gdzie pojedziesz.
- Do Juranda ze Spychowa.
Mako przekrci ze zoci pas na skrzanym kaftanie i rzek:
- Bodaje olsn!
- Posuchajcie - odpowiedzia spokojnie Zbyszko. - Gadaem z Mikoajem z 
Dugolasu i ten prawi, e Jurand pomsty na Niemcach za on szuka. Pjd, pomog 
mu. Po pierwsze, samicie rzekli, e niecudnie mi ju z Niemcami si potyka, bo 
i ich, i sposoby na nich znamy. Po drugie, prdzej ja tam nad granic one pawie 
czuby dostan, a po trzecie, to wiecie, e pawi grzebie nie lada knecht na bie 
nosi, wiec jeli Pan Jezus przysporzy grzebieni, to przysporzy i upu. W kocu: 
niewolnik tamtejszy to nie Tatar. Takiego w boru osadzi - nie al si Boe.
- Ce ty. chopie, rozum straci? przecie nie ma teraz wojny i Bg wie, kiedy 
bdzie!
- O moicie wy! Zawary niedwiedzie pokj z bartnikami i barci nie psowaj ni 
miodu nie jedz! Ha! ha! A czy to nowina wam, e cho wielkie wojska nie wojuj 
i cho krl z mistrzem pod pergaminem pieczcie poo, na granicy zawsze mat 
okrutny? Zajm-li sobie bydo, trzody, to si za jeden krowi eb po kilka wsiw 
pali i zamki oblegaj. A porywanie chopw i dziewek? a kupcw na gocicach? 
Wspomnijcie czasy dawniejsze, o ktrych samicie mi rozpowiadali. le to byo 
onemu Naczowi, ktry czterdziestu rycerzy do Krzyakw jadcych chwyci, w 
podziemiu osadzi i poty nie puci, pki mu penego wo grzywien mistrz nie 
przysa? Jurand ze Spychowa te nic innego nie czyni i nad granic zawsze 
gotowa robota.
Przez chwil szli w milczeniu, tymczasem rozwidnio si zupenie i jasne 
promienie soca rozwieciy skay, na ktrych pobudowane byo opactwo.
- Bg wszdzie moe poszczci - rzek wreszcie udobruchanym gosem Mako - 
pro, eby ci bogosawi.
- Pewno, e wszystko Jego aska!
- I myl o Bogdacu, bo w tym mnie nie przekonasz, e ty dla Bogdaca, nie dla 
tego kaczego kapaka do Juranda ze Spychowa chcesz jecha.
- Nie powiadajcie tak, bo si rozgniewam. Rad j widz i tego si nie zapieram; 
inne te to ni dla Ryngay lubowanie. Spotkalicie urodziwsz?
- Co mi ta jej uroda! Wolej we j, jak doronie, jeli monego komesa crka.
A Zbyszkowi rozjania si twarz modym, dobrym umiechem.
- Moe i to by. Ni innej pani, ni innej ony! Jak wam koci sparciej, 
bdziecie wy jeszcze wnuki po mnie i po niej piastowali.
Na to umiechn si z kolei Mako i odrzek cakiem ju udobruchany:
- Grady! Grady! a nieche ich bdzie jako gradu. Na staro rado, a po mierci 
zbawienie. To nam, Jezu, daj!
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia III
Ksina Danuta, Mako i Zbyszko bywali ju poprzednio w Tycu, ale w orszaku 
byli dworzanie, ktrzy widzieli go po raz pierwszy - i ci podnoszc oczy, 
patrzyli ze zdumieniem na wspaniae opactwo, na zbate mury biegnce wzdu ska 
nad urwiskami, na gmachy stojce to na zboczach gry, to wewntrz blankw, 
spitrzone, wyniose i janiejce zotem od wschodzcego soca. Z tych 
okazaych murw i gmachw, z domw, z budowli przeznaczonych na rozliczne 
uytki, z ogrodw lecych u stp gry i ze starannie uprawnych pl, ktre wzrok 
z wysoka ogarnia, mona byo na pierwszy rzut oka pozna bogactwo odwieczne, 
nieprzebrane, do ktrego nie przywykli i ktrym zdumiewa si musieli ludzie z 
ubogiego Mazowsza. Istniay wprawdzie staroytne a mone opactwa benedyktyskie 
i w innych czciach kraju, jak na przykad w Lubuszu nad Odr, w Pocku, w 
Wielkopolsce w Mogilnie i w innych miejscach, adne wszelako nie mogo porwna 
si z tynieckim, ktrego posiadoci przewyszay niejedno ksistwo udzielne, a 
dochody mogy budzi zazdro nawet wczesnych krlw.
Midzy dworzany rs wic podziw, a niektrzy oczom prawie nie chcieli wierzy. 
Tymczasem ksina, chcc sobie drog skrci i zaciekawi panny przyboczne, 
pocza prosi jednego z zakonnikw, by opowiedzia starodawn a straszn 
powie o Walgierzu Wdaym, ktr opowiadano jej ju, chocia niezbyt dokadnie, 
w Krakowie.
Usyszawszy to, panny zbiy si ciasnym stadkiem koo pani i szy z wolna pod 
gr, we wczesnych promieniach soca do idcych kwiatw podobne.
- Niech o Walgierzu prawi brat Hidulf, ktremu on si pewnej nocy ukaza - rzek 
jeden z zakonnikw, spogldajc na drugiego, czowieka sdziwych ju lat, ktry 
w pochylonej nieco postawie szed obok Mikoaja z Dugolasu.
- Zali widzielicie go wasnymi oczyma, pobony ojcze? -spytaa ksina.
- Widziaem - odpowiedzia pospnie zakonnik - albowiem zdarzaj si takowe 
terminy, w ktrych z woli Boej wolno mu jest opuszcza piekielne podziemia i 
ukazywa si wiatu.
- Kiedy to bywa?
Zakonnik spojrza na dwch innych i zamilk, albowiem istniao podanie, e duch 
Walgierza pojawia si wwczas, gdy w zakonie psuj si obyczaje i gdy zakonnicy 
wicej, ni wypada, o wiatowych dostatkach i uciechach myl.
Tego wanie aden nie chcia gono wyzna, e jednak mwiono take, i widmo 
przepowiada rwnie wojn lub inne nieszczcia, przeto brat Hidulf po chwili 
milczenia rzek:
- Ukazanie si jego nie wry nic dobrego.
- Nie chciaabym te go widzie - rzeka, egnajc si, ksina - ale czemu to 
on jest w piekle, skoro, jako syszaam, tylko za cik wasn krzywd si 
pomci?
- Choby te i cae ycie by cnotliwy - odpar surowo zakonnik - byby i tak 
potpion, albowiem y za pogaskich czasw i chrztem witym nie zosta z 
pierworodnego grzechu obmyty.
Po tych sowach brwi ksinej cigny si bolenie, przyszo jej bowiem na 
myl, e jej wielki ojciec, ktrego miowaa ca dusz, zmar take w bdach 
pogaskich - i mia gorze przez ca wieczno.
- Suchamy - rzeka po chwili milczenia.
A brat Hidulf pocz opowiada:
- By za czasw pogaskich grabia mony, ktrego dla wielkiej urody zwano 
Walgierzem Wdaym. Cay ten kraj, jako okiem sign, nalea do niego, a na 
wyprawy prcz pieszego ludu wodzi po stu kopijnikw. wszyscy bowiem wodycy, na 
zachd a po Opole, a na wschd po Sandomierz, wasalami jego byli. Trzd jego 
nie mg nikt zliczy, a w Tycu mia wie ca nasypan pienidzmi, jako teraz 
maj w Malborgu Krzyacy.
- Wiem, maj! - przerwaa ksina Danuta.
- I by jako wielkolud - cign dalej zakonnik - i dby z korzeniami wyrywa, a 
w piknoci, w graniu na lutni i w piewaniu nikt w caym wiecie sprosta mu 
nie mg. A raz, gdy by na dworze krla francuskiego, rozmiowaa si w nim 
krlewna Helgunda, ktr ojciec na chwa Bogu do zakonu chcia odda, i ucieka 
z nim do Tyca, gdzie w sprosnoci oboje yli, gdy aden ksidz lubu 
chrzecijaskiego da im nie chcia. By za w Wilicy Wisaw Pikny z rodu 
krla Popiela. Jen podczas niebymoci Walgierza Wdaego grabstwo tynieckie 
pustoszy. Tego pokona Walgierz i do Tyca do niewoli przywid, nie baczc, ze 
ktra niewiasta ujrzaa Wisawa, gotowa bya zaraz ojca, matki i ma odstpi, 
byle swe dze nasyci. Tak stao si i z Helgunda. Zaraz ona takowe wizy na 
Walgierza wymylia, e on wielkolud, cho dby wyrywa, przerwa ich nie mg - 
i Wisawowi go oddaa, ktry do Wilicy go powiz. Lecz Rynga, siostra Wisawa, 
usyszawszy w podziemiu piewanie Walgierzowe, wnet rozmiowana, uwolnia go z 
podziemia - a w Wisawa i Helgund mieczem posiekszy, ciaa ich krukom 
zostawi, a sam z Ryng do Tyca powrci.
- Zali niesusznie uczyni? - spytaa ksina. A brat Hidulf rzek:
-Gdyby by chrzest przyj i Tyniec benedyktynom odda. moe by mu Bg grzechy 
odpuci, ale ze tego nie uczyni, przeto go ziemia poara.
- A to benedyktyni byli ju w tym Krlestwie?
- Benedyktynw w tym Krlestwie nie byo, albowiem sami tu wwczas yli poganie.
- To jake mg chrzest przyj albo Tyniec odda?
- Nie mg - i wanie dlatego skazan jest do pieka na mki wiekuiste - odrzek 
z powag zakonnik.
- Pewnie! susznie mwi! - ozwao si kilka gosw. Lecz tymczasem zbliyli si 
do gwnej bramy klasztornej, w ktrej czeka na ksin opat na czele licznego 
orszaku zakonnikw i szlachty. Ludzi wieckich: "ekonomw", "adwokatw", 
"prokuratorw" i rozmaitych urzdnikw zakonnych, zawsze bywao w klasztorze 
sporo. Wielu te ziemian, monych nawet rycerzy, trzymao nieprzeliczone ziemie 
klasztorne do wyjtkowym w Polsce prawem lennym - i ci, jako, "wasale", radzi 
przebywali na dworze "suzerena", gdzie przy wielkim otarzu atwo byo o 
darowizny, ulgi i wszelkiego rodzaju dobrodziejstwa, zalene nieraz od drobnej 
usugi, od zrcznego sowa lub od chwili dobrego humoru potnego opata. 
Przygotowujce si uroczystoci w stolicy cigny te wielu takich wasalw z 
odlegych stron, ci za, ktrym trudno byo z powodu natoku znale gospod w 
Krakowie, miecili si w Tycu. Z tych powodw abbas centum villarum mg 
powita ksin w liczniejszym jeszcze ni zwyczajnie orszaku.
By to czowiek wysokiego wzrostu, z twarz such, rozumn, z gow wygolon na 
wierzchu, niej za, nad uszami, otoczon wiecem siwiejcych wosw. Na czole 
mia blizn po ranie, widocznie za modych rycerskich czasw otrzymanej, oczy 
przenikliwe, wyniole spod czarnych brwi patrzce. Ubrany by w habit jak inni 
mnisi, ale na wierzchu mia czarny paszcz podbity purpur, na szyi za zoty 
acuch, na ktrego kocu zwiesza si rwnie zoty, drogimi kamieniami sadzony 
krzy - godo opackiej godnoci. Caa jego postawa zdradzaa czowieka dumnego, 
przywykego do rozkazywania i ufnego w siebie.
Wita jednak ksin uprzejmie, a nawet unienie, pamita bowiem, e m jej 
pochodzi z tego samego rodu ksit mazowieckich, z ktrego pochodzili krlowie 
Wadysaw i Kazimierz, a po kdzieli i obecnie panujca krlowa, wadczyni 
jednego z najwikszych pastw w wiecie. Przestpi wic prg bramy, skoni 
nisko gow, a nastpnie, przeegnawszy Ann Danut i cay dwr ma zot 
puszk, ktr trzyma w palcach prawej rki, rzek:
- Witaj, miociwa pani, w ubogich progach zakonnych. Niechaj wity Benedykt z 
Nursji, wity Maurus, wity Bonifacy i wity Benedykt z Aniane, a take i Jan 
z Tolomei - patronowie nasi w wiatoci wiekuistej yjcy, obdarz ci 
zdrowiem, szczciem i niechaj bogosawi ci po siedem razy dziennie, przez 
wszystek czas ywota twego!
- Chybaby gusi byli, gdyby nie mieli wysucha sw tak wielkiego opata - 
rzeka uprzejmie ksina - tym bardziej e my tu na msz przybyli, podczas 
ktrej ich opiece si oddamy.
To rzekszy, wycigna ku niemu rk, ktr on, przyklknwszy dwornie na jedno 
kolano, ucaowa po rycersku, a nastpnie przeszli razem bram. Ze msz czekano 
ju widocznie, gdy w tej chwili ozway si dzwony i dzwonki, trbacze zadli 
przy drzwiach kocielnych na cze ksiny w donone trby, inni uderzyli w 
ogromne koty, wykute z miedzi czerwonej i obcignite skr, dajc huczny 
rozgos. Na ksin, ktra nie urodzia si w kraju chrzecijaskim, kady 
koci silne dotychczas czyni wraenie, w za. tyniecki, sprawia tym 
wiksze, e pod wzgldem wspaniaoci mao innych mogo si z nim porwna. Mrok 
napenia gbi wityni, tylko przy wielkim otarzu drgay pasemka wiate 
rozmaitych, pomieszane z blaskiem wiec rozjaniajcych zocenia i rzeby. 
Zakonnik przybrany w ornat wyszed ze msz, skoni si ksinie - i rozpocz 
ofiar. Wnet wzniosy si dymy wonne a obfite, ktre przesoniwszy ksidza i 
otarz, szy w spokojnych kbach ku grze, powikszajc tajemnicz uroczysto 
kocioa. Anna Danuta pochylia w ty gow i rozoywszy rce na wysokoci 
twarzy, pocza si modli arliwie. Lecz gdy ozway si rzadkie jeszcze wwczas 
po kocioach organy i poczy to potrzsa ca naw grzmotem wspaniaym, to 
wypenia j anielskimi gosami, to zasypywa jakoby pieni sowicz, wwczas 
oczy ksiny wzniosy si do gry, na twarzy jej obok pobonoci i lku 
odmalowaa si rozkosz bez granic - i patrzcemu na ni zdawa si mogo, e to 
jakowa Bogosawiona, ktra w cudownym widzeniu oglda niebo otwarte.
Tak to modlia si urodzona w pogastwie crka Kiejstuta, ktra cho w yciu 
codziennym rwnie jak i wszyscy ludzie tych czasw po przyjacielsku i poufale 
wspominaa imi Boe, jednake w domu Pana z dziecinn bojani i pokor 
wznosia oczy ku tajemniczej i niezmierzonej potdze.
A tak samo pobonie, cho z mniejszym lkiem, modli si cay dwr. Zbyszko 
klcza przed stallami wrd Mazurw, bo tylko dwrki weszy z ksin za 
stalle, i poleca si opiece boskiej. Chwilami spoglda na Danusi, ktra 
siedziaa z przymknitymi oczyma koo ksiny - i myla, e warto byo 
wprawdzie zosta rycerzem takiej dzieweczki, ale e te nie lada rzecz jej 
obieca. Wic teraz, gdy piwo i wino, ktre w gospodzie wypi, wywietrzao mu z 
gowy, zatroska si niemao, jakim sposobem j wypeni. Wojny nie byo. Wrd 
nadgranicznego mtu atwo byo wprawdzie natkn si na jakiego zbrojnego Niemca 
i albo jemu koci pokoata, albo samemu gow naoy. Tak to on i mwi 
Makowi. "Jeno - myla - nie byle Niemiec nosi pawi lub strusi czub na hemie". 
Z goci krzyackich chyba jacy grafowie, a z samych Krzyakw chyba komtur - i 
to nie kady. Jeli wojny nie bdzie, to lata mog upyn, nim on swoje trzy 
grzebienie dostanie, bo i to jeszcze przyszo mu do gowy, e nie bdc dotd 
pasowany, moe tylko niepasowanych na pojedynk w bj wyzywa. Spodziewa si 
wprawdzie, e pas rycerski otrzyma z rk krlewskich w czasie gonitw, ktre 
zapowiadano na chrzciny, bo na to dawno zarobi, ale potem co? Pojedzie do 
Juranda ze Spychowa, bdzie mu pomaga, natucze knechtw, ile si da - i na tym 
koniec. Knechci krzyaccy to nie rycerze z pawimi pirami na gowach.
Wic w tym utrapieniu i niepewnoci, widzc, e bez szczeglnej aski Boej 
niewiele wskra potrafi, pocz si modli:
Daj, Jezu, wojn z Krzyaki i z Niemcami, ktrzy s nieprzyjacimi Krlestwa 
tego i wszystkich narodw w naszej mowie Imi Twoje wite wyznawajcych. l nam 
bogosaw, a ich zetrzyj, ktrzy radziej starocie piekielnemu nieli Tobie 
suc, przeciwko nam zawzito w sercu nosz, najbardziej o to gniewni, e 
krl nasz z krlow Litw ochrzciwszy, wzbraniaj im mieczem chrzecijaskich 
sug Twoich cina. Za ktren gniew ich ukarz.
A ja, grzeszny Zbyszko, kajam si przed Tob i od pici ran Twoich wspomoenia 
bagam, aby mi trzech znacznych Niemcw z pawimi czuby na hemach jako 
najprdzej zesa i w miosierdziu swoim pobi mi ich do mierci pozwoli. Ale 
to z takowej przyczyny, iem ja one czuby pannie Danucie, Juranda crce a Twojej 
suce, obieca i na moj rycersk cze poprzysig.
Co zasi wicej przy pobitych si znajdzie, z tego ja dziesicin wiernie 
kocioowi Twemu witemu oddam, aby i Ty, sodki Jezu, poytek i chwa ze 
mnie odnis i aby pozna, em Ci szczerym sercem, nie po prnicy obiecowa. A 
jako to jest prawda, tak mi dopom, amen!"
Lecz w miar jak si modli, topniao w nim coraz bardziej z pobonoci serce - 
i now obietnic przyrzuci: e po wykupieniu z zastawu Bogdaca odda take na 
koci wszystek wosk, ktry pszczoy przez cay rok w barciach zrobi. 
Spodziewa si, e stryj Mako temu si nie sprzeciwi, a Pan Jezus szczeglniej 
bdzie rad z wosku na wiece - i chcc go prdzej dosta, prdzej mu te pomoe. 
Ta myl wydaa mu si tak suszn, i rado napenia mu cakiem dusz: by 
teraz prawie pewien, e zostanie wysuchany i e wojna niebawem nastpi, a 
choby nie nastpia, to i tak on swego dokae. Poczu w rkach, w nogach moc 
tak wielk, e w tej chwili byby sam jeden na ca chorgiew uderzy. Pomyla 
nawet, e przyczyniwszy obietnic Bogu, mona by i Danusi ze dwch Niemcw 
przyrzuci! Zapalczywo modziecza popychaa go do tego, lecz tym razem 
roztropno wzia gr, albowiem ba si, by zbytnim daniem cierpliwoci 
boskiej si nie uprzykrzy.
Jednake ufno jego wzrosa jeszcze, gdy po mszy i po dugim wypoczynku, na 
ktry uda si cay dwr, wysucha rozmowy, ktr opat prowadzi przy niadaniu 
z Ann Danut.
wczesne ony ksit i krlw, zarwno przez pobono, jak i wskutek 
wspaniaych darw, ktrych nie szczdzili im mistrzowie Zakonu, wielk okazyway 
przyja Krzyakom. Nawet witobliwa Jadwiga powstrzymywaa, pki jej ycia 
stao, wzniesion nad nimi rk swego wadnego maonka. Jedna tylko Anna 
Danuta, doznawszy od nich okrutnych krzywd rodzinnych, nienawidzia ich z caej 
duszy. Tote, gdy opat zapyta j o Mazowsze i jego sprawy, pocza gorzko 
skary si na Zakon: "Jako si ma dzia w ksistwie majcym takich ssiadw? 
Niby jest pokj; mijaj si poselstwa i listy, a mimo tego nie mona by pewnym 
dnia i godziny. Kto wieczorem na pograniczu ukada si spa, nigdy nie wie, 
czyli nie rozbudzi si w ptach albo z ostrzem miecza na gardzieli, albo z 
poncym puapem nad gow. Nie ubezpiecz od zdrady przysigi, pieczcie i 
pergaminy. Nie inaczej przecie zdarzyo si pod Zotoryj, gdy w czasach 
najgbszego pokoju porwano ksicia w niewol. Prawili Krzyacy, e zamek w 
gronym dla nich sta si moe. Ale zamki naprawia si dla obrony, nie dla 
napadu - i ktry ksi nie ma prawa we wasnej ziemi ich stawia albo 
przebudowywa? Nieprzejedna Zakonu ni saby, ni mocny, bo sabym gardz, mocnego 
za do upadku przywie usiuj. Kto im dobrze uczyni, temu si zem wypac. 
Jeste na wiecie zakon, ktry by w innych krlestwach takie dobrodziejstwa 
otrzyma, jakie oni od polskich ksit otrzymali - a jake si wypacili? Oto 
nienawici, oto grabie ziem, oto wojn i zdrad. I prno wyrzeka, prno 
samej Stolicy Apostolskiej si na nich skary, gdy oni w zatwardziaoci i 
pysze yjc, nawet papiea rzymskiego nie suchaj. Przysali niby teraz 
poselstwo na pog krlowej i na spodziewane chrzciny, ale tylko dlatego, e 
chc od siebie gniew potnego krla za to, co uczynili na Litwie, odwrci. W 
sercach zawsze jednak myl o zagadzie Krlestwa i caego plemienia polskiego"
Opat sucha uwanie i potakiwa gow, a potem rzek:
- Wiem, i przyjecha do Krakowa na czele poselstwa komtur Lichtenstein, brat w 
Zakonie, dla znakomitego rodu, mstwa i rozumu wielce szanowany. Moe go tu 
niebawem, miociwa pani, ujrzycie, albowiem przysa mi wczoraj wiadomo, e 
chcc si przy naszych relikwiach pomodli, zjedzie do Tyca w odwiedziny.
Usyszawszy to, ksina pocza nowe ale rozwodzi:
- Prawi ludzie - i bogdaj susznie, e wkrtce musi wielka wojna nastpi, w 
ktrej po jednej stronie bdzie Krlestwo Polskie i wszystkie narody mwice 
podobn do polskiej mow, a z drugiej wszyscy Niemcowie i zakon. Jest podobno o 
tej wojnie proroctwo jakowej  witej...
- Brygidy - przerwa uczony opat - osiem rokw temu zostaa ona w poczet 
witych zaliczona. Pobony Piotr z Alwastra i Maciej z Linkoping spisali jej 
objawienia, w ktrych wielka wojna istotnie jest przepowiedziana.
Zbyszko a zadra z radoci na te sowa i nie mogc wytrzyma, zapyta:
- A prdko ma by?
Lecz opat, zajty ksin, nie dosysza, a moe uda, e nie dosysza pytania.
Ksina za mwia dalej:
- Ciesz si i u nas modzi rycerze na on wojn, ale starsi i rozwaniejsi tak 
mwi: "Nie Niemcw - mwi - si boim, cho wielka jest ich potga i pycha, nie 
ich kopii i mieczw, ale - prawi - relikwii krzyackich si boim, bo przeciw 
tym na nic wszelka moc ludzka".
Tu Anna Danuta spojrzaa z przestrachem na opata i dodaa cichszym gosem:
- Podobno prawdziwe drzewo Krzya witego maj: jake z nimi wojowa?
- Przysa im je krl francuski - odrzek opat. Nastaa chwila milczenia - po 
czym zabra gos Mikoaj z Dugolasu, zwany Obuchem, czowiek byway i 
dowiadczony.
- Byem w niewoli u Krzyakw - rzek - i widywaem procesje, na ktrych ow 
wielk wito noszono. Ale oprcz tego jest w klasztorze w Oliwie sia innych 
najprzedniejszych relikwii, bez ktrych nie byby Zakon do takiej potgi 
doszed.
Na to powycigali benedyktyni gowy ku mwicemu i z wielkim zaciekawieniem 
poczli pyta:
- Powiadajcie, co jest?
- Jest krajka z szaty Najwitszej Panny - odrzek dziedzic z Dugolasu - jest 
trzonowy zb Marii Magdaleny i gowienki z krza ognistego, w ktrym si sam Bg 
Ojciec Mojeszowi pokaza, jest rka witego Liberiusza, a co koci innych 
witych, tych bym na palcach u rk i ng nie zliczy...
- Jakoe z nimi wojowa? - powtrzya z westchnieniem ksina.
A opat zmarszczy swe wyniose czoo i zastanowiwszy si przez chwil, tak 
odrzek:
- Ciko z nimi wojowa choby i dlatego, e s zakonnikami i krzy na 
paszczach nosz; ale jeli przebrali miar w grzechach, tedy i tym relikwiom 
moe mieszkanie midzy nimi obrzydn, a naonczas nie tylko one mocy im nie 
dodadz, ale im j odejm, dlatego eby midzy poboniejsze rce si dosta. 
Niech Bg oszczdzi krwi chrzecijaskiej, ale jeli wielka wojna nastpi, s 
te i w naszym Krlestwie relikwie, ktre za nas bd wojowa. Gos zasi w 
objawieniu witej Brygidy mwi:
"Postanowiem ich pszczoami poytecznoci i utwierdziem na brzegu ziem 
chrzecijaskich. Ale oto powstali przeciwko mnie. Bo nie dbaj o dusze i nie 
lituj si cia tego ludu, ktry z bdu nawrci si ku wierze katolickiej i ku 
mnie. I uczynili z niego niewolnikw, i nie ucz go przykaza Boych, i 
odejmujc mu Sakramenta wite na wiksze jeszcze mki piekielne go skazuj, ni 
gdyby by w pogastwie pozosta. A wojny tocz ku rozpostarciu swej chciwoci. 
Dlatego przyjdzie czas, ie wyamane bd ich zby i bdzie im ucita rka 
prawa, a prawa noga im ochromieje, aby uznali grzechy swoje". - Tak Bg daj! - 
zawoa Zbyszko.
Inni rycerze i zakonnicy nabrali take wielkiej otuchy, syszc sowa proroctwa, 
opat za zwrci si do ksiny i rzek:
- Dlatego miejcie ufno w Bogu, miociwa pani, albowiem prdzej to ich dni ni 
wasze s policzone, a tymczasem przyjmijcie wdzicznym sercem t oto puszk, w 
ktrej palec od nogi witego Ptolomeusza, jednego z naszych patronw, si 
znajduje.
Ksina wycigna drce ze szczcia donie - i klknwszy, przyja puszk, 
ktr zaraz pocza do ust przyciska. Rado pani podzielali dworzanie i 
dworki, nikt bowiem nie wtpi, e z takiego podarku spynie bogosawiestwo i 
pomylno na wszystkich, a moe i na cae ksistwo. Zbyszko czu si take 
szczliwym, gdy zdao mu si, e wojna powinna zaraz po uroczystociach 
krakowskich nastpi.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia IV
Byo ju dobrze z poudnia, gdy ksina wraz z orszakiem wyruszya z gocinnego 
Tyca do Krakowa. Czstokro wczeni rycerze, wjedajc do wikszych miast lub 
do zamkw w odwiedziny do znakomitych osb, przywdziewali na si peny 
rynsztunek bojowy. By wprawdzie zwyczaj zdejmowa go zaraz po przebyciu bram, 
do czego w zamkach wzywa sam gospodarz uwiconymi sowy: "Zdejmcie zbroj, 
szlachetny panie, albowiem przybylicie do przyjaci" - niemniej jednak wjazd 
"wojenny" uwaa si za okazalszy i podnosi znaczenie rycerza. Gwoli tej to 
okazaoci tak Mako, jak i Zbyszko przybrali si w wyborne pancerze i w 
naramienniki zdobyte na rycerzach fryzyjskich -jasne, byszczce i po brzegach 
wpuszczon nici zot ozdobne. Mikoaj z Dugolasu, ktry duo wiata i wielu 
rycerzy w yciu widzia, a by rzeczy wojennych znawc niemaym, pozna zaraz, 
i s to zbroje kowane przez mediolaskich, najsynniejszych w wiecie 
patnerzy, takie, na jakie najbogatsi tylko rycerze wspomc si mog i z ktrych 
kada za dobr majtno starczy. Wnioskowa z tego, e owi Fryzowie musieli by 
znakomitymi ludmi w swoim narodzie, i z tym wikszym szacunkiem pocz 
spoglda na Maka i Zbyszka. Lecz hemy ich, lubo take niepolednie, nie byy 
tak bogate, natomiast olbrzymie ogiery, piknie pokryte, wzbudziy midzy 
dworzanami podziw i zazdro. I Mako, i Zbyszko, siedzc na niezmiernie 
wysokich kulbakach, spogldali z gry na cay dwr. Kady z nich dziery w rku 
dug kopi, kady mia miecz przy boku i topr u sioda. Tarcze oddali 
wprawdzie dla wygody na wozy, ale i bez nich obaj wygldali tak, jakby cignli 
na bitw, nie do miasta.
Obaj te jechali w pobliu kolaski, w ktrej na tylnym siedzeniu siedziaa 
ksina z Danusi, na przodku za stateczna dworka Ofka, wdowa po Krystynie z 
Jarzbkowa, i stary Mikoaj z Dugolasu. Danusia spogldaa z wielkim zajciem 
na elaznych rycerzy, ksina za, dobywajc od czasu do czasu z zanadrza puszk 
z relikwiami witego Ptolomeusza, podnosia j do ust.
- Ciekawam okrutnie, jak koci w rodku wygldaj - rzeka wreszcie - ale sama 
nie otworz, aby witego nie urazi. Niech otworzy biskup w Krakowie.
Na co ostrony Mikoaj z Dugolasu odrzek:
- Ej, lepiej tego z rk nie popuszcza, zbyt to akoma rzecz.
- Moe i susznie mwicie - rzeka po chwili zastanowienia ksina, po czym 
dodaa:
- Dawno mi nikt nie sprawi takiej uciechy jak w zacny opat, i tym podarkiem, i 
tym, e strach mj przed krzyackimi relikwiami uspokoi.
- Mdrze mwili i sprawiedliwie - ozwa si Mako z Bogdaca. - Mieli oni i pod 
Wilnem rozmaite relikwie, a to tym bardziej e chcieli goci przekona, i z 
poganami wojna. No i co? Obaczyli nasi, e byle w garcie splun, a od ucha 
toporem machn, to i hem puszcza, i eb puszcza. wici pomagaj - grzech by 
mwi inaczej - ale jeno sprawiedliwym, ktrzy wedle susznoci w imi Boe do 
bitwy id. Tak te i myl, miociwa pani, e przyjdzie-li do wielkiej wojny, 
to chociaby wszystkie Niemcy pomagay Krzyakom, zbijem ich na powa, bo 
wikszy jest nasz nard i Pan Jezus wiksz moc spuci nam w koci. A co do 
relikwii - albo to u nas w klasztorze witokrzyskim nie ma drzewa Krzya 
witego?
- Prawda, jak mi jest Bg miy - rzeka ksina. - Ale u nas ono w klasztorze 
zostanie, a oni swoje ze sob w potrzebie wo.
- Wszystko jedno! Dla mocy Boej nie ma dalekoci.
- Prawdae to? powiadajcie, jak jest? - pytaa ksina, zwracajc si do mdrego 
Mikoaja z Dugolasu, a on odrzek:
- Temu i kady biskup przywiadczy. Do Rzymu te daleko, a papie wiatem rzdzi 
- coe dopiero Bg!
Sowa te uspokoiy do reszty ksin, wic zwrcia rozmow na Tyniec i jego 
wspaniaoci. Dziwia Mazurw w ogle nie tylko zamono opactwa, ale i 
zamono, a take pikno caego kraju, przez ktry teraz przejedali. Naok 
byy wsie gste, dostatnie, przy nich sady pene drzew owocowych, gaje lipowe, 
bocianie gniazda na lipach, a niej ule ze somianymi nakrywkami. Wzdu 
gocica z jednej i drugiej strony cigny si any zb wszelkich. Wiatr 
chwilami pochyla zielonawe jeszcze morze kosw, wrd ktrego gsto jak 
gwiazdy na niebie migotay gowy modrych chabrw i jasnoczerwonych makw. 
Daleko, za anami czernia gdzieniegdzie br, gdzieniegdzie weseliy oczy 
dbrowy i olszyce, skpane w blasku sonecznym, gdzieniegdzie wilgotne ki, 
pene traw i czajek krcych nad mokradami, i znw wzgrza obsiade przez 
chaty, znw any; widocznie ziemi t zamieszkiwa lud rojny i pracowity, 
rozmiowany w roli - i dokd wzrok sign, kraj wydawa si nie tylko mlekiem i 
miodem pyncy, ale spokojny i szczliwy.
- Kazimierzowe to krlewskie gospodarstwo - rzeka ksina - ale te y tu i 
nie umiera.
- I Pan Jezus si do takiej ziemi mieje - odrzek Mikoaj z Dugolasu - i 
bogosawiestwo Boe jest nad ni; ale jako ma by inaczej, kiedy tu, gdy 
zaczn bi dzwony, to nie masz takowego kta, do ktrego by odgos nie doszed! 
Wiadomo przecie, e ze duchy, znie tego nie mogc, musz a na granic 
wgiersk do guchych borw ucieka.
- To mi i dziwno - ozwaa si pani Ofka, wdowa po Krystynie z Jarzbkowa - e 
Walgierz Wday, o ktrym zakonnicy prawili, moe si w Tycu pokazowa, gdzie 
siedem razy na dzie dzwony bij.
Uwaga ta zakopotaa na chwil Mikoaja, ktry te dopiero no pewnym namyle 
odrzek:
- Naprzd, wyroki boskie s niezbadane, a po wtre, to sobie zauwacie, e on 
osobne pozwolestwo za kadym razem otrzymuje.
- A nich ta bdzie, jak chce, alem rada, e w klasztorze nie nocujemy. Umarabym 
chyba ze strachu, gdyby mi si taki piekielny wielkolud pokaza.
- Hej! nie wiadomo, bo mwi, e okrutnie wday.
- Choby by i najurodziwszy, nie chc ja pocaowania od takiego, ktremu siark 
z gby bucha.
- A skd wiecie, e zaraz chciaby was caowa? Na te sowa ksina, a za ni 
pan Mikoaj i obaj rycerze z Bogdaca poczli si mia. miaa si, nie 
rozumiejc dlaczego, za przykadem innych, i Danusia - za Ofka z Jarzbkowa 
zwrcia zagniewan twarz do Mikoaja z Dugolasu i rzeka:
- Wolaabym jego ni was.
- Ej, nie wywoujcie wilka z lasu - odpowiedzia wesoo Mazur - bo jdzon czsto 
i po gocicu midzy Krakowem a Tycem si wczy, a szczeglnie pod wieczr; 
nu was usyszy i nu si wam w postaci wielkoluda ukae!
- Na psa urok! - odrzeka Ofka.
Lecz w tej chwili Mako z Bogdaca, ktry, siedzc na wyniosym ogierze, dalej 
mg widzie ni ci, ktrzy siedzieli w kolasce, cign lejce i rzek:
- O, jak mi Bg miy, a to co?
- Co takiego?
- Wielkolud jakowy zza wzgrza przed nami wyjeda.
- A sowo stao si ciaem! - zawoaa ksina. - Nie powiadajcie byle czego!
Lecz Zbyszko unis si na strzemionach i rzek:
- Jako ywo - wielkolud, Walgierz, nikt inny! Na to wonica osadzi ze strachu 
konie i nie wypuszczajc z rk lejc, pocz si egna, albowiem i on dojrza 
ju z koza na przeciwlegym wzgrzu olbrzymi posta jedca.
Ksina podniosa si - i zaraz usiada z twarz zmienion przez trwog. Danusia 
pochowaa gow w fady sukni ksinej. Dworzanie, dwrki i rybaci, ktrzy 
jechali konno za kolas, usyszawszy zowrogie imi, poczli skupia si koo 
niej. Mowie niby miali si jeszcze, ale w oczach mieli niepokj; panny 
poblady, jeno Mikoaj z Dugolasu, ktry z niejednego pieca chleb jada - 
zachowa pogodne oblicze i chcc uspokoi ksin, rzek:
- Nie bjcie si, miociwa pani. To soce jeszcze nie zaszo, a choby bya i 
noc, wity Ptolomeusz da rady Walgierzowi.
Tymczasem nieznany jedziec, wjechawszy na podugowaty grzbiet wzgrza, 
zatrzyma konia i stan nieruchomie. W promieniach zachodzcego soca wida go 
byo doskonale - i istotnie posta jego zdawaa si przechodzi ogromem zwyke 
ludzkie rozmiary. Przestrze midzy nim a orszakiem ksiny nie wynosia wicej 
nad trzysta krokw.
- Czego on stoi? - rzek jeden z rybatw
- Bo i my stoim - odpowiedzia Mako.
- Spoglda ku nam, jakby sobie kogo chcia wybra - zauway drugi rybat - 
ebym wiedzia, e czowiek, a nie ze, tobym ku niemu podjecha i lutni go 
przez eb zwali.
Kobiety przestraszyy si ju cakiem i poczy si gono
modli. Zbyszko za, chcc si popisa odwag wobec ksinej i Danusi, rzek:
- A ja i tak pojad. Co mi ta Walgierz! Na to Danusia pocza woa na wp z 
paczem: "Zbyszku! Zbyszku!", lecz on ruszy koniem i jecha coraz prdzej, 
ufny, e choby i prawdziwego Walgierza znalaz, to na wskr go kopi 
przebodzie.
A Mako, ktry mia wzrok bystry, rzek:
- Wydaje si wielkoludem, bo na wzgrzu stoi. Chopisko jakie due, ale czek 
zwyczajny - nic innego. O wa! pojad i ja, eby do zwady midzy nim a Zbyszkiem 
nie dopuci.
Zbyszko tymczasem, jadc rysi, rozmyla, czy od razu kopi nastawi, czy te 
wpierw z bliska obaczy, jak wyglda w stojcy na wzgrzu czowiek. Postanowi 
jednak wpierw zobaczy i zaraz przekona si, e bya to myl lepsza, albowiem w 
miar jak si zblia, nieznajomy pocz traci w jego oczach swoje nadzwyczajne 
rozmiary. M by ogromny i siedzia na olbrzymim koniu, rolejszym jeszcze od 
Zbyszkowego ogiera -ale miary ludzkiej nie przechodzi. By nadto bez zbroi, w 
czapce aksamitnej na gowie, majcej ksztat dzwona, i w biaej pciennej 
osaniajcej od kurzu opoczy, spod ktrej wygldaa zielona szata. Stojc na 
wzgrzu, gow mia wzniesion i modli si. Widocznie te zatrzyma konia 
dlatego, by skoczy wieczorne pacierze.
"Ej, co mi za Walgierz!" - pomyla mody chopak. Dojecha ju tak blisko, e 
mgby by dosign kopi nieznajomego; w za, widzc przed sob wspaniale 
uzbrojonego rycerza, umiechn si do niego yczliwie i rzek:
- Pochwalony Jezus Chrystus!
- Na wieki wiekw.
- Zali to nie dwr ksinej mazowieckiej tam w dole?
-Tak jest.
- To z Tyca jedziecie?
Lecz na to nie byo ju odpowiedzi, albowiem Zbyszko zdumia si tak, e nawet 
nie usysza zapytania. Przez chwil sta jak skamieniay, oczom wasnym nie 
wierzc, gdy oto na wier stai za nieznanym mem ujrza kilkunastu konnych 
onierzy, na czele ktrych, ale znacznie naprzd, jecha rycerz przybrany cay 
w wiecc zbroj, w biay sukienny paszcz z czarnym krzyem i w stalowy hem z 
przepysznym pawim czubem w grzebieniu.
- Krzyak! - szepn Zbyszko.
I na ten widok pomyla, e modlitwy jego zostay wysuchane, e Bg w 
miosierdziu swoim zsya mu takiego Niemca, o jakiego w Tycu prosi, e trzeba 
z aski boskiej korzysta, wic nie wahajc si ani chwili - zanim to wszystko 
przemkno mu przez gow, zanim mia czas ochon ze zdumienia, pochyli si w 
kulbace, zoy glewi w p koskiego ucha i wydawszy rodowy okrzyk: "Grady! 
Grady!" - ruszy co ko wyskoczy na Krzyaka.
A tamten zdumia si take, gdy wstrzyma konia i nie pochylajc kopii 
sterczcej w gr od strzemienia, patrzy przed siebie jakby niepewny, czy w 
niego godz.
- Pochyl kopi! - wrzeszcza Zbyszko, wbijajc elazne koce strzemion w boki 
koskie.
- Grady! Grady!
Przestrze dzielca ich pocza si zmniejsza. Krzyak, widzc, e napad 
wymierzony jest naprawd ku niemu, cign konia, nadstawi bro i ju, ju 
kopia Zbyszkowa miaa si roztrzaska o jego piersi, gdy naraz jaka potna 
do przyamaa j Zbyszkowi przy samym rku jak zesch trzcin, potem ta sama 
do cigna cugle jego konia z tak straszliw si, a rumak zary si 
wszystkimi czterema nogami w ziemi i stan jak wkopany.
- Szalony czecze, co czynisz? - ozwa si gboki, grony gos - w posa 
godzisz, krla zniewaasz!
Zbyszko spojrza i pozna tego samego olbrzymiego ma, ktry poczytan za 
Walgierza przestraszy przed chwil dworskie niewiasty ksiny.
- Puszczaj na Niemca! Co za jeden? - zawoa, chwytajc za rkoje topora.
- Precz z toporem! - na miy Bg! precz z toporem - mwi - bo z konia zwal! - 
zawoa groniej jeszcze nieznajomy. -Obrazie majestat krla i pod sd 
pjdziesz.
Po czym zwrci si ku ludziom, ktrzy jechali za Krzyakiem, i krzykn:
- Bywaj!
Ale tymczasem nadjecha Mako z twarz niespokojn i zowrog. Rozumia i on 
jasno, e Zbyszko postpi jak szalony i e z tej sprawy zgubne dla niego mog 
wynikn skutki, ale jednak gotw by do bitki. Cay orszak nieznanego rycerza i 
Krzyaka wynosi zaledwie pitnastu ludzi, uzbrojonych po czci w dzidy, po 
czci w kusze - dwch wic cakiem pokrytych rycerzy mogo si z nimi potyka 
nie bez nadziei zwycistwa. Myla te Mako, e jeeliby w nastpstwie mia im 
zagrozi sd, to moe i lepiej unikn go, przejechawszy przez tych ludzi, a 
potem pochowa si gdzie, pki burza nie przeminie. Wic twarz skurczya mu si 
zaraz jak paszcza wilka gotowego ksa i wsparszy konia midzy Zbyszka a 
nieznajomego ma, pocz pyta, imajc si jednoczenie miecza:
- Cocie za jedni? Skd wasze prawo?
- Prawo moje std - odpar nieznajomy - e krl mi nad przezpieczestwem okolicy 
czuwa rozkaza, a zowi mnie Powaa z Taczewa.
Na te sowa Mako i Zbyszko spojrzeli na rycerza, a nastpnie pochowali na wp 
ju wycignit bro do pochew i pospuszczali gowy. Nie strach ich oblecia, 
ale pochylili czoa przed gonym i dobrze sobie znanym nazwiskiem, albowiem 
Powaa z Taczewa, szlachcic znakomitego rodu i pan mony, posiadajcy liczne 
ziemie wedle Radomia, by zarazem jednym z najsawniejszych rycerzy w 
Krlestwie. Rybaci opiewali go w pieniach jako wzr honoru i mstwa, sawic 
jego imi na rwni z imieniem Zawiszy z Garbowa i Farureja, i Skarbka z Gry, i 
Dobka z Olenicy, i Jaka Naszana, i Mikoaja z Moskorzowa, i Zyndrama z 
Maszkowic. W tej chwili przedstawia on przy tym poniekd osob krlewsk, wic 
porwa si na niego znaczyo tyle, ile odda gow pod topr kata.
Mako te, ochonwszy, ozwa si penym poszanowania gosem:
- Cze i pokon wam, panie, waszej sawie i mstwu.
- Pokon i wam, panie - odpowiedzia Powaa - cho wolabym nie w tak cikiej 
przygodzie uczyni z wami znajomo.
- Czemu to? - spyta Mako.
A Powaa zwrci si do Zbyszka:
- Ce ty, modzieniaszku, najlepszego uczyni? Na publicznym gocicu, pod 
bokiem krlewskim porwae si na posa! Zali wiesz, co za to czeka?
- Porwa si na posa, bo mody i gupi, przeto o uczynek atwiej mu ni o 
zastanowienie - rzek Mako. - Ale nie osdzicie go surowie, gdy ca spraw 
rozpowiem.
- Nie ja go bd sdzi. Moja rzecz jeno wizy mu naoy...
- Jake to? - ozwa si Mako, obrzucajc znw ponurym wejrzeniem ca gromad 
ludzi.
- Wedle krlewskiego rozkazania. Po tych sowach zapado milczenie.
- Szlachcic jest - rzek wreszcie Mako.
- To niech zaprzysie na rycersk cze, e stawi si na wszelki sd.
- Poprzysign na cze! - zawoa Zbyszko.
- To dobrze. Jakoe was zowi? Mako wymieni nazwisko i herb.
- Jelicie z dworu ksiny Januszowej, to procie jej, by si wstawia za wami 
do krla.
- Nie z dworu jestemy. Z Litwy od ksicia Witolda jedziem. Bogdajemy byli 
nijakiego dworu nie napotkali! Z tego to spotkania przyszo na chopa 
nieszczcie.
I tu Mako pocz opowiada, co si zdarzyo w gospodzie, wic mwi o spotkaniu 
dworu ksinej i o lubowaniu Zbyszkowym, ale w kocu chwyci go nagy gniew na 
Zbyszka, przez ktrego nierozwag popadli w tak cikie pooenie, wic 
zwrciwszy si do niego, zawoa:
- A bodaje ty by leg pod Wilnem! Ce ty sobie, warchlaku, myla?
- Ba - rzek Zbyszko - po lubowaniu modliem si do Pana Jezusa, by mi Niemcw 
przysporzy - i da mu obiecaem, wic gdym pawie pira, a przy nich opocz z 
czarnym krzyem ujrza, zaraz jakowy gos zawoa we mnie: "Bij w Niemca, bo to 
cud!" No - i skoczyem - kto by by nie skoczy?
- Suchajcie - przerwa Powaa. - Nie ycz ja wam zego, bo to widz jasno, e 
w modzianek wicej przez pocho przyrodzon wiekowi nili przez zo 
zawini. Rad bym te zgoa na jego uczynek nie baczy i pojecha sobie dalej, 
jakoby si nic nie stao. Ale mgbym to tylko w takim razie uczyni, gdyby w 
komtur obieca, e si krlowi nie poskary. Procie go o to: moe i jemu al 
si uczyni wyrostka.
-Wolej pjd pod sd, nilibym si mia Krzyakowi pokoni! - zawoa Zbyszko. 
- Nie przystoi to mojej czci szlacheckiej.
Na to Powaa z Taczewa spojrza na niego surowo i rzek:
- le czynisz. Lepiej od ciebie starsi wiedz, co przystoi, a co nie przystoi 
czci rycerskiej. O mnie te ludzie syszeli, a to ci powiadam, e gdybym taki 
uczynek popeni, nie sromabym si o darowanie winy prosi.
Zbyszko zawstydzi si, ale rzuciwszy wok oczyma, odrzek:
-Tu ziemia rwna, byle j troch udepta. Nili Niemca
przeprasza, wolej bym si z nim potyka konn albo piesz, na
mier albo niewol.
- Gupi! - przerwa Mako. - Jake to z posem bdziesz si potyka? Ni tobie z 
nim, ni jemu z takim chystkiem!
Tu zwrci si do Poway:
- Wybaczcie, szlachetny panie. Do reszty rozwydrzyo mi si chopisko przez 
wojn, ale lepiej niech do Niemca nie gada, bo jeszcze by go zwymyla. Ja bd 
gada, ja bd prosi, a jeliby po skoczonym posowaniu chcia si w komtur w 
ogrodziecu samowtr potyka, to i ja mu stan.
- Wielkiego rodu to jest rycerz, ktry nie kademu stanie -
odrzek Powaa.
- Jake? Albo to ja pasa i ostrg nie nosz? Mnie choby i ksi moe stan.
- Prawda jest, ale mu o tym nie mwcie, chybaby sam wspomnia, bo si boj, eby 
si na was nie zawzi. No, niech was tam Bg wspomaga.
- Pjd za ci oczyma wieci - rzek do Zbyszka Mako - ale poczekaj!
I to rzekszy, zbliy si do Krzyaka, ktry zatrzymawszy
si o kilka krokw, siedzia nieruchomie na swym ogromnym Jak wielbd koniu, 
podobny do odlanego z elaza posgu, i sucha z najwiksz obojtnoci 
poprzedniej rozmowy. Mako podczas dugich lat wojny nauczy si nieco po 
niemiecku, wic pocz teraz tumaczy komturowi w jego rodowitym jzyku, co si 
stao, skada win na mody wiek i porywczy umys chopca, ktremu wydawao 
si, e to sam Bg zesa mu rycerza z pawim czubem, a wreszcie prosi o 
darowanie Zbyszkowi winy.
A twarz komtura ani drgna. Sztywny i wyprostowany, z podniesion gow, 
spoglda na mwicego Maka swymi stalowymi oczyma tak obojtnie, a zarazem i 
pogardliwie, jakby spoglda nie na rycerza i nawet nie na czowieka, ale na 
koek w pocie. Wodyka z Bogdaca dostrzeg to i lubo sowa jego nie przestay 
by dworne, dusza pocza si w nim widocznie burzy; mwi z coraz wikszym 
przymusem, a na ogorzaych policzkach pokazay si mu rumiece. Widocznym byo, 
e wobec tej zimnej pychy walczy ze sob, by nie zgrzyta zbami i nie 
wybuchn okropnie.
Powaa za spostrzeg to i majc dobre serce, postanowi mu przyj w pomoc. I 
on szukajc za modych lat na dworach: wgierskim, rakuskim, burgundzkim i 
czeskim, rnych rycerskich przygd, ktre szeroko rozsawiy jego imi, wyuczy 
si by po niemiecku, wic teraz ozwa si w tym jzyku do Maka gosem 
pojednawczym i umylnie artobliwym:
-Widzicie, panie, e szlachetny komtur mniema, e caa sprawa nawet i sowa 
jednego niewarta. Nie tylko w naszym Krlestwie, ale i wszdzie wyrostkowie 
bywaj niespena rozumu, ale taki rycerz z dziemi nie wojuje ni mieczem, ni 
prawem.
Na to Lichtenstein wyd swe powe wsy i nie rzekszy ani sowa, ruszy koniem 
przed siebie, pomijajc Maka i Zbyszka.
A im gniew szalony pocz podnosi wosy pod hemami, a rce dray im ku 
mieczom.
- Czekaj, krzyacka ma - mwi przez zacinite zby starszy rycerz z Bogdaca 
- teraz ja ci bd lubowa i znajd ci, bye posowa przesta.
Lecz Powaa, ktremu serce poczo rwnie zapywa krwi, rzek:
- To potem. Niech teraz ksina przemwi za wami, bo inaczej gorze chopcu.
To rzekszy, pojecha za Krzyakiem, zatrzyma go i przez czas
jaki rozmawiali z oywieniem. I Mako, i Zbyszko zauwayli, e rycerz niemiecki 
nie spoglda jednake na Powa z twarz tak dumn jak na nich - a to ich do 
wikszej jeszcze zoci przywiodo. Po chwili Powaa zawrci ku nim i 
poczekawszy chwil, by si Krzyak oddali, rzek im:
- Mwiem za wami, ale to nieuyty czek. Powiada, e tylko w takim razie si 
nie poskary, jeli uczynicie to, czego bdzie chcia...
- Czego chce?
- Powiedzia tak: "Ja zatrzymam si, by ksin mazowieck powita; niech, 
prawi, nadjad, niech zlaz z koni, niech zdejm hemy - i z ziemi, z goymi 
gowami mnie prosz, wwczas odpowiem".
Tu spojrza Powaa bystro na Zbyszka i doda:
- Ciko to ludziom szlachetnego rodu... rozumiem- ale musz ci przestrzec, e 
jeli tego nie uczynisz, kto wie, co ci czeka: moe katowski miecz.
Twarze Maka i Zbyszka uczyniy si jakby kamienne. Nastao znw milczenie.
- No i co? - spyta Powaa.
A Zbyszko odrzek spokojnie i z tak powag, jakby mu przez t jedn chwil 
dwadziecia lat przybyo:
- A c! Moc boska nad ludmi!
- Jak to?
- Tak, e chociabym mia dwie gowy i choby mi kat obydwie mia uci -jedn 
mam cze, ktrej mi pohabi nie wolno.
Na to spowania Powaa i zwrciwszy si do Maka, spyta jeszcze:
- A wy co powiadacie?
- Ja powiadam - odrzek pospnie Mako - em tego chopa od maoci 
wypiastowa... Na nim te stoi nasz rd. bom stary - ale tego on uczyni nie 
moe, choby mia sczezn.
Tu sroga twarz pocza mu drga i nagle mio do bratanka wybuchna w nim z 
tak si, e chwyci go w swoje okute elazem rce i pocz woa:
- Zbyszku! Zbyszku!
A mody rycerz a zdziwi si i oddawszy stryjcowi ucisk, rzek:
- Aj! Tom nie wiedzia, e mnie tak miujecie!...
- Widz, ecie prawi rycerze - rzek wzruszony Powaa -a skoro mody przysig 
mi na cze, e si stawi, to go nie bd wizi; takim jak wy ludziom mona 
zaufa. Bdcie te dobrej myli. Niemiec w Tycu z dzionek zabawi, wic ja 
krla prdzej obacz i tak mu spraw opowiem, eby go jak najmniej rozsierdzi. 
Szczcie, em zdy kopi przyama - wielkie szczcie!
Lecz Zbyszko rzek:
- Jeli ju koniecznie mam gow da, to niechbym mia przynajmniej t uciech, 
em Krzyakowi gnaty poama.
- Ze te to swojej czci potrafisz broni, a tego nie rozumiesz, e na cay nasz 
nard hab by cign! - odpar niecierpliwie Powaa.
- Rozumie, to ja rozumiem - rzek Zbyszko - ale dlatego mi i al...
Powaa za zwrci si do Maka:
- Wiecie, panie, jeli temu wyrostkowi uda si jakowym sposobem wykrci, 
powinnicie mu kaptur na gow zaoy, jako czyni sokoom. Inaczej nie skoczy 
on wasn mierci.
- Udaoby si mu wykrci, gdybycie wy, panie, chcieli zatai przed krlem to, 
co si przygodzio.
- A z Niemcem c uczynim? Jzyka mu przecie na wze nie zawi.
- Prawda! Prawda!...
Tak rozmawiajc, ruszyli z powrotem ku dworowi ksiny. Sudzy Poway, ktrzy 
przedtem pomieszani byli z ludmi Lichtensteina, jechali teraz za nimi. Z daleka 
wida byo wrd mazowieckich czapek chwiejce si w powiewie pawie pira 
Krzyaka i jego jasny, wieccy w socu hem.
- Dziwna to jest natura krzyacka - ozwa si jakby w zamyleniu rycerz z 
Taczewa. - Gdy z Krzyakiem le, bdzie ci wyrozumiay jak franciszkanin, 
pokorny jak jagni i sodki jak mid - tak e lepszego na wiecie nie znajdzie. 
Ale niech jeno poczuje za sob moc - nikt ci si wicej nie napuszy i u nikogo 
nie znajdziesz mniej zmiowania. Wida Pan Jezus da im krzemienie zamiast serc. 
Przypatrywaem ja si przernym narodom i nieraz widziaem, jako prawy rycerz 
oszczdzi drugiego, ktry jest sabszy, mwic sobie: "Nie przybdzie mi czci, 
skoro lecego potratuj". A Krzyak wtedy wanie najzawzitszy. Dziere go za 
eb i nie puszczaj, bo inaczej gorze ci! Oto i w pose! - zaraz chcia nie 
tylko waszego przeproszenia, ale i waszej haby. Ale rad jestem, e tego nie 
bdzie.
- Niedoczekanie jego! - zawoa Zbyszko.
- Miarkujcie te, eby frasunku po was nie pozna, bo zaraz by si ucieszy.
Po tych sowach dojechali do orszaku i poczyli si z dworem ksiny. Pose 
krzyacki, ujrzawszy ich, przybra natychmiast wyraz pychy i wzgardy, lecz oni 
zdawali si go wcale nie widzie. Zbyszko stan od strony Danusi i j wesoo 
mwi jej, e ze wzgrza wida ju dobrze Krakw, Mako za opowiada jednemu z 
rybatw o nadzwyczajnej sile pana z Taczewa, ktry przyama kopi w rku 
Zbyszka jak suchy badyl.
- A po coe j przyomi! - spyta rybat.
- Bo si chopak do Niemca zoy, ale jeno dla miechu. Rybatowi, ktry by 
szlachcic i czek obyty, nie wyda si taki art zbyt przystojnym, ale widzc, 
e Mako mwi o nim lekko, nie bra go take do serca. Tymczasem Niemca poczo 
takie zachowanie si korci. Raz i drugi spojrza na Zbyszka, potem na Maka: 
wreszcie zrozumia, e z koni nie zsid i e umylnie na niego nie zwaaj. 
Wwczas bysno mu co w oczach jakby stal - i zaraz pocz si egna...
W chwili za gdy ruszy, pan z Taczewa nie mg si powstrzyma i rzek mu na 
rozstaniu:
- Jedcie miele, mny rycerzu. Kraj to spokojny i nikt na was nie napadnie, 
chyba jakowy dzieciak krotofilny...
- Cho dziwne s obyczaje w tym kraju, nie obrony, ale towarzystwa waszego 
szukaem - odpar Lichtenstein - jako tusz, e si jeszcze spotkamy i na 
tutejszym dworze, i gdzie indziej...
W ostatnich sowach brzmiaa jakby ukryta groba, dlatego Powaa odrzek 
powanie:
-Bg to da...
To powiedziawszy, skoni si i odwrci, po czym wzruszy ramionami i rzek 
pgosem, tak jednak, aby go najblisi syszeli:
- Chuchraku! Zdjbym ci z kulbaki ostrzem kopii i przez trzy pacierze dziery 
w powietrzu!
I pocz rozmawia z ksin, ktr zna dobrze. Anna Danuta pytaa go, co robi 
na gocicu, on za oznajmi jej, e jedzi z krlewskiego rozkazania, by 
utrzyma bezpieczestwo w okolicy, w ktrej z powodu wielkiej liczby goci 
cigajcych zewszd do Krakowa atwo jakowa zwada zdarzy si moe. I na dowd 
przytoczy to, czego przed chwil sam by wiadkiem. Pomylawszy jednak, e o 
ordownictwo ksiny za Zbyszkiem do bdzie czasu prosi wwczas, gdy okae 
si tego potrzeba, nie nadawa zajciu zbyt wielkiego znaczenia, nie chcc psu 
wesooci. Jako ksina miaa si nawet ze Zbyszka, e mu tak pilno byo do 
pawich czubw - inni za, dowiedziawszy si o przyamaniu kopii, podziwiali pana 
z Taczewa, e tak atwo to jedn rk uczyni...
On za chepliwym nieco bdc, cieszy si w sercu, e go sawi, i sam wreszcie 
pocz opowiada o swoich czynach, ktre gonym uczyniy imi jego szczeglniej 
w Burgundii, na dworze Filipa miaego. Raz on tam w czasie turnieju chwyci, po 
skruszeniu kopii, pewnego rycerza ardeskiego wp, wywlk go z kulbaki i 
wyrzuci na wysoko kopii w gr, chocia Ardeczyk cay by w elazo zakuty. 
Filip miay ofiarowa mu za to zoty acuch, a ksina aksamitny trzewiczek, 
ktry on odtd na hemie nosi.
Syszc to, wszyscy wpadli w wielkie zdumienie, z wyjtkiem Mikoaja z 
Dugolasu, ktry rzek:
- Nie ma ju w dzisiejszych zniewieciaych czasach takich mw, jacy bywali za 
mojej modoci, albo takich, o jakich ojciec mj mi opowiada. Zdarzy si teraz 
szlachcicowi rozedrze pancerz, nacign kusz bez korby albo skrci midzy 
palcami tasak elazny, to si ju mocarzem powiada i nad innych si wynosi. A 
drzewiej czyniy to i dziewki.
- Nie przeciwi ja si temu, e dawniej byli ludzie tsi - odpowiedzia Powaa 
- ale znajd si i dzi chopy krzepkie. Mnie Pan Jezus siy w kociach nie 
poskpi, wszelako nie powiadam si najmocniejszym w tym Krlestwie. Widziae 
wa kiedy Zawisz z Garbowa? Ten by mnie zmg.
- Widziaem. Bary u niego tak szerokie jak wa od krakowskiego dzwonu.
- A Dobko z Olenicy? Raz on na turnieju, ktry Krzyacy w Toruniu wyprawili, 
rozcign dwunastu rycerzy z wielk chwa dla siebie i dla naszego narodu...
- Ale nasz Mazur Staszko Cioek tszy by, panie, i od was, i od Zawiszy, i od 
Dobka. Powiadali o nim, e wziwszy w gar wiey koek, sok z niego wyciska.
- Sok ja te wycisn! - zawoa Zbyszko.
I nim go kto poprosi o prb, skoczy na brzeg drogi, udar spor ga z 
drzewa, a nastpnie cisn j za koniec w oczach ksiny i Danusi tak silnie, 
e sok pocz istotnie kapa kroplami na drog.
- Aj, Jezu! - zawoaa na ten widok Ofka z Jarzbkowa - nie chadzaj e na wojn, 
bo szkoda by bya, eby taki zgin przed oenkiem...
- Szkoda by! - powtrzy, zaspiwszy si nagle, Mako. Lecz Mikoaj z Dugolasu 
pocz si mia, a z nim i ksina. Inni wszelako wychwalali w gos si 
Zbyszkow, e za w owych czasach elazn rk ceniono nad wszystkie inne 
przedmioty, wic panny woay na Danuk: "Raduj si!" - ona za rada bya, 
chocia nie rozumiaa dobrze, co jej przyj moe z tego kawaka wycinitego 
drzewa. Zbyszko, zapomniawszy cakiem o Krzyaku, spoglda tak grnie, i 
Mikoaj z Dugolasu, pragnc przywie go do pomiarkowania, rzek:
- Prno by puszy si, bo s lepsi od ciebie. Jam tego nie widzia, ale 
ojciec mj by wiadkiem czego lepszego, co przygodzio si na dworze Karola, 
cesarza rzymskiego. Pojecha do niego w odwiedziny nasz krl Kazimierz z wielu 
dworzany, midzy ktrymi by wanie i w synny z mocy Staszko Cioek, syn 
wojewody Andrzeja. Pocznie si tedy raz chepi cesarz, e ma midzy swoimi 
ludmi pewnego Czecha, ktry niedwiedzia wp obapiwszy, na miejscu go udusi. 
Dopiero wyprawili widowisko i Czech dwch niedwiedzi po kolei udusi. Bardzo 
si tym zafrasowa nasz krl, eby ze wstydem nie odjecha, i rzeknie: "Ale mj 
Cioek nie da mu si pohabi". Naznaczyli, e za trzy dni bd si zmaga. 
Nazjedao si pa i rycerzy znacznych, a po trzech dniach chycili si Czech z 
Ciokiem na zamkowym dworzyszczu; ale niedugo tego byo, bo ledwie si objli, 
przeomi Cioek Czechowi krzy, pokruszy wszystkie ebra i dopiero nieywego, 
z wielk chwa krlewsk, z rk wypuci. Tene, przezwan od tej pory 
omignatem, raz dzwon wielki na wie sam jeden zanis, ktrego dwudziestu 
mieszczan z miejsca ruszy nie mogo.
- A ile mu byo rokw? - pyta Zbyszko.
- Mody by!
Tymczasem Powaa z Taczewa, jadc po prawej stronie przy ksinie, pochyli si 
wreszcie do jej ucha i powiedzia ca prawd o wanoci przygody, a zarazem 
prosi j, by go popara, gdy si bdzie wstawia za Zbyszkiem, ktry ciko 
moe za swj postpek odpowiada. Ksina, ktrej si Zbyszko podoba, przyja 
t wiadomo ze smutkiem i zaniepokoia si bardzo.
- Biskup krakowski rad mnie widzi - rzek Powaa - to moe go uprosz i krlow 
te, ale im wicej bdzie ordownikw, tym bdzie dla modziaszka lepiej...
- Byle krlowa za nim si uja, wos mu z gowy nie spadnie - rzeka Anna 
Danuta - bo krl j i za witobliwo, i za wiano czci wielce, a szczeglniej 
teraz, gdy zdjta jest z niej haba bezpodnoci. Ale jest przecie w Krakowie 
umiowana siostra krlewska, ksina Ziemowitowa - do niej si udajcie. Ja te 
uczyni, co bd moga, ale ona mu rodzona, a ja stryjeczna.
- Kocha krl i was, miociwa pani.
- Ej, nie tak - odrzeka z pewnym smutkiem ksina - dla mnie ogniwko, dla niej 
cay acuch; dla mnie liszka, dla niej sobl. Nikogo z rodzonych nie miuje 
krl tak jak Aleksandr. Nie ma takiego dnia, eby z prnymi rkoma odesza...
Tak rozmawiajc, zbliyli si do Krakowa. Gociniec, rojny od samego Tyca, 
zaroi si jeszcze bardziej. Spotykali ziemian cigncych do miasta na czele 
pachokw, czasem w zbrojach, czasem w letnich szatach i somianych kapeluszach. 
Niektrzy jechali konno, niektrzy koleno, z onami i crkami, ktre chciay 
widzie zapowiadane z dawna gonitwy. Miejscami cay gociniec zawalony by przez 
wozy kupcw, ktrym nie wolno byo omija Krakowa, by nie pozbawi miasta 
licznych opat. Wieziono na tych wozach sl, wosk, zboa, ryby, skry bydlce, 
konopie, drzewo. Inne szy z miasta adowne suknem, beczkami piwa i przernym 
miejskim towarem. Krakw byo ju wida dobrze: ogrody krlewskie, paskie i 
mieszczaskie, otaczajce zewszd miasto, za nimi mury i wiee kociow. Im 
byo bliej, tym ruch czyni si wikszy, a przy bramach trudno byo wrd 
oglnego skrztu przejecha.
- To miasto! nie masz chyba takiego drugiego na wiecie -rzek Mako.
- Zawsze jakoby jarmark - odrzek jeden z rybatw. - Dawnocie tu byli, panie?
- Dawno. I dziwuj si, jakobym je pierwszy raz widzia, gdy z dzikich krajw 
przyjedamy.
- Mwi, e Krakw okrutnie urs od krla Jagiey. Bya to prawda: od czasu 
wstpienia na tron wielkiego ksicia Litwy niezmierzone kraje litewskie i ruskie 
otwarte zostay dla krakowskiego handlu, wskutek czego miasto z dnia na dzie 
porastao w ludno, w dostatki, w budowle - i czynio si jednym ze 
znaczniejszych w wiecie...
- Krzyackie miasta te zacne - ozwa si znw gruby rybat.
- By jeno si do nich dosta - odpowiedzia Mako. - Byby up godny!
Lecz Powaa myla o czym innym, mianowicie, e mody Zbyszko, ktry tylko przez 
gupi zapalczywo zawini, idzie jednak jak wilkowi w gardziel. Pan z Taczewa, 
srogi i zawzity w czasie wojny, mia jednak w swych potnych piersiach 
prawdziwie gobie serce - e za lepiej rozumia od innych, co winowajc czeka, 
wic zdja go nad nim lito...
- Waguj si i waguj - rzek znw do ksiny - czy mwi krlowi, co si stao, 
czy nie mwi. Jeli Krzyak si nie poskary, to i nijakiej sprawy nie bdzie, 
ale jeli si ma skary, to moe by lepiej wszystko pierwej powiedzie, by pan 
nagym gniewem nie zagorza...
- Krzyak jak moe kogo zgubi, to zgubi - odrzeka ksina - ale ja przedtem 
rzek modziecowi, eby do naszego dworu przysta. Moe te krl nie tak srodze 
dworzanina naszego ukarze.
To rzekszy, zawoaa Zbyszka, ktry dowiedziawszy si, o co idzie, zeskoczy z 
konia, podj j pod nogi i z najwiksz radoci zgodzi si by jej 
dworzaninem, nie tyle dla wikszego bezpieczestwa, ile dlatego, e w ten sposb 
mg blisko Danusi pozosta...
Powaa za spyta tymczasem Maka:
- A gdzie zamieszkacie?
- W gospodzie.
- W gospodach z dawna me masz adnego miejsca.
- To pjdziem do kupca znajomka, Amyleja, moe nas przenocuje...
- A ja wam powiem tak: pjdcie w gocin do mnie. Bratanek wasz mgby z 
dworzany ksiny na zamku zamieszka, ale lepiej mu bdzie nie by krlowi pod 
rk. Co si w pierwszym gniewie uczyni, tego si w drugim nie uczyni. Pewnie 
si przy tym rozdzielicie dostatkiem, wozami i sub, a na to potrzeba czasu. 
Wiecie! - dobrze wam u mnie bdzie i przezpiecznie.
Mako, lubo zaniepokoi si troch tym, e Powaa tak o ich bezpieczestwie 
myli, podzikowa z wielk wdzicznoci i wjechali do miasta. Lecz tu obaj ze 
Zbyszkiem zapomnieli znw na chwil o troskach na widok cudw, ktre ich 
otoczyy. Na Litwie i na pograniczu widzieli tylko pojedyncze zamki, a z miast 
znaczniejszych jedno Wilno - le pobudowane i spalone, cae w popiele i gruzach, 
tu za kamienice kupieckie czstokro okazalsze byy od tamtejszego 
wielkoksicego zamku. Wiele domw byo wprawdzie drewnianych, ale i te dziwiy 
wyniosoci cian i dachw oraz oknami ze szklanych gomek pooprawianych w 
ow, ktre odbijay tak blaski zachodzcego soca, e mona byo mniema, i w 
domu jest poar. W ulicach bliszych rynku peno byo jednak dworzyszcz z 
czerwonej cegy albo zgoa kamiennych, wysokich, ozdobionych przystawkami i 
czarnym krzyowaniem po cianach. Stay jedne obok drugich jak onierze w 
szyku, niektre szerokie, drugie wskie na dziewi okci, ale strzeliste, ze 
sklepionymi sieniami - czsto ze znakiem Boej Mki lub z obrazem Najwitszej 
Panny nad bram. Byy ulice, na ktrych wida byo dwa szeregi domw, nad nimi 
pas nieba, na dole drog cakiem wymoszczon kamieniami, a po obu bokach, jak 
okiem dojrze, skady i skady - sowite - pene najprzedniejszych, czstokro 
dziwnych albo zupenie nieznanych towarw, na ktre przywyky do cigej wojny i 
brania upu Mako spoglda jednak nieco akomym okiem. Lecz w jeszcze wikszy 
podziw wprowadziy obydwch gmachy publiczne: koci Panny Marii w Rynku, 
sukiennice, ratusz z olbrzymi piwnic, w ktrej sprzedawano piwo widnickie, 
dinghus, to inne kocioy, to skady sukna, to ogromne mercatorium 
przeznaczone dla kupcw zagranicznych, to budynek, w ktrym zamykano wag 
miejsk, to postrzygalnie, anie, topnie miedzi, topnie wosku, zota i srebra, 
browary, cae gry beczek koo tak zwanego Schrotamtu - sowem, dostatki i 
bogactwa, ktrych nie obyty z miastem czowiek, choby zamony waciciel 
"grodku", wyobrazi sobie nawet nie umia...
Powaa zaprowadzi Maka i Zbyszka do swego domostwa przy ulicy w. Anny, kaza 
im da izb obszern, poleci ich swym giermkom, sam za uda si na zamek, z 
ktrego wrci na wieczerz do pn noc. Wraz z nim przybyo kilku jego 
przyjaci - i uywajc obficie na winie i misie, ucztowali wesoo, sam tylko 
gospodarz by jaki zatroskany - a gdy wreszcie gocie porozchodzili si do 
domw, rzek do Maka:
- Gadaem z jednym kanonikiem, biegym w pimie i w prawie, ktren powiada, e 
zniewaga posa to sprawa gardowa. Procie tedy Boga, by si Krzyak nie 
skary...
Usyszawszy to, obaj rycerze, lubo przy uczcie przebrali nieco miar, jednake 
udali si na spoczynek nie z tak ju wesoym sercem. Mako nie mg nawet zasn 
i po niejakim czasie, gdy si ju pokadli, ozwa si do brataca:
- Zbyszku?
- A co?
- Bo tak pomiarkowawszy wszystko, myl wszelako, e ci gow utn.
- Mylicie? - spyta Zbyszko sennym gosem. I obrciwszy si do ciany, zasn 
smaczno, gdy by utrudzon drog...
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia V
Nastpnego dnia obaj rycerze z Bogdaca wraz z Powa udali si na rann msz do 
katedry, tak dla naboestwa, jak i dlatego, by widzie dwr i goci, ktrzy 
schodzili si na zamek. Jako po drodze ju Powaa spotka mnstwo znajomych, a 
midzy nimi wielu rycerzy sawnych w kraju i za granic, na ktrych z podziwem 
patrzy mody Zbyszko, obiecujc sobie w duszy, e jeli sprawa z Lichtensteinem 
ujdzie mu na sucho, to bdzie si stara im wyrwna w mstwie i we wszystkich 
cnotach. Jeden z tych rycerzy, Toporczyk, krewny kasztelana krakowskiego, 
powiedzia im nowin o powrocie z Rzymu Wojciecha Jastrzbca, scholastyka, ktry 
jedzi do papiea Bonifacego IX z listem krlewskim, zapraszajcym na chrzciny 
do Krakowa. Bonifacy przyj zaprosiny, a jakkolwiek wyrazi wtpliwo, czy 
bdzie mg przyby wasn osob, upowani posa, aby w jego imieniu trzyma do 
chrztu majce si narodzi dzieci, a zarazem prosi, by w dowd osobliwszej 
jego mioci dla obojga krlestwa dziecku nadano imi Bonifacy lub Bonifacja.
Mwiono take o bliskim przyjedzie krla wgierskiego Zygmunta i spodziewano 
si go na pewno. Zygmunt bowiem przyjeda i proszony, i nieproszony, zawsze 
gdy zdarzya si sposobno jakowych odwiedzin, uczt i gonitw, w ktrych z 
zamiowaniem brat udzia, pragnc zasyn po wiecie i jako wadca, i jako 
piewak, i jako jeden z pierwszych rycerzy. Powaa, Zawisza z Garbowa, Dobko z 
Olenicy, Naszan i inni podobnej miary mowie z umiechem wspominali sobie, 
jako za poprzednich bytnoci Zygmunta krl Wadysaw prosi ich po cichu, aby na 
turnieju nie nacierali zbyt ostro i oszczdzali "wgierskiego gocia", ktrego 
znana w wiecie prno bya tak wielka, e w razie niepowodzenia wyciskaa mu 
zy z oczu. Lecz najwiksze zajcie midzy rycerstwem budziy sprawy Witoldowe. 
Rozpowiadano cuda o wspaniaoci owej kolebki, ulanej ze szczerego srebra, ktr 
od Witolda i ony jego Anny przywieli w darze kniazie i bojarzyni litewscy. 
Potworzyy si, jako zwykle przed naboestwem, gromadki ludzi opowiadajce 
sobie nowiny. W jednej z nich Mako, posyszawszy o kolebce, zabra gos i 
opisywa kosztowno daru, ale wicej jeszcze opowiada o zamierzonej ogromnej 
wyprawie Witolda przeciw Tatarom, gdy zarzucano go o ni pytaniami. Wyprawa 
bya prawie gotowa, albowiem ogromne wojska ruszyy ju na wschd Rusi; gdyby 
si za udaa, rozcignaby zwierzchnictwo krla Jagiey niemal na p wiata, 
a do nieznanych gbin azjatyckich, po granice Persji i brzegi Aralu. Mako, 
ktry poprzednio by blisko osoby Witolda i mg zna jego zamiary, umia o nich 
rozpowiada dokadnie, a nawet i tak wymownie, e zanim zadzwoniono na msz, 
przed wschodami katedry utworzy si naok niego krg ciekawych. Szo - mwi - 
po prostu o wypraw krzyow. Sam Witold, chocia go pisz wielkim kniaziem, 
rzdzi przecie Litw z ramienia Jagiey i jest tylko wielkorzdc, zasuga wic 
spadnie na krla. I co za chwaa bdzie dla nowo ochrzczonej Litwy i dla potgi 
Polski, gdy poczone wojska ponios Krzy w takie strony, w ktrych, jeli 
wspominaj imi Zbawiciela, to chyba dlatego, by mu bluni, i w ktrych nie 
postaa dotd noga Polaka ni Litwina! Wypdzony Tochtamysz, gdy go polskie i 
litewskie wojska posadz na nowo na utraconym kapczackim tronie, uzna si 
"synem" krla Wadysawa i jako obieca, wraz z ca Zot Ord pokoni si 
Krzyakowi.
Suchano z nateniem tych sw, lecz wielu nie wiedziao dobrze, o co chodzi, 
komu Witold ma pomaga, przeciw komu wojowa - wic niektrzy poczli pyta:
- Powiadajcie wyranie, z kim wojna?
- Z kim? Z Tymurem Chromym - odrzek Mako. Nastaa chwila milczenia. O uszy 
rycerstwa zachodniego odbijay si wprawdzie niejednokrotnie nazwy Ord Zotych, 
Sinych, Azowskich i rozmaitych innych, ale sprawy tatarskie i wojny domowe 
midzy pojedynczymi Ordami nie byy mu dobrze wiadome. Natomiast nie znalazby 
ani jednego czowieka w wczesnej Europie, ktry by nie sysza o straszliwym 
Tymurze Chromym, czyli Tamerlanie, ktrego imi powtarzano z niemniejsz trwog 
ni niegdy imi Attyli. By to przecie "pan wiata" i "pan czasw" - wadca 
dwudziestu siedmiu zawojowanych pastw, wadca Rusi Moskiewskiej, wadca Sybiru, 
Chin po Indie, Bagdadu, Ispahanu, Aleppu, Damaszku - ktrego cie pada przez 
piaski arabskie na Egipt, a przez Bosfor na Cesarstwo Greckie - tpiciel 
ludzkiego rodzaju, potworny budowniczy piramid z czaszek ludzkich, zwycizca we 
wszystkich bitwach, niezwyciony w adnej, "pan dusz i cia".
Tochtamysz przez niego posdzon jest na tronie Zotej i Sinej Ordy - i uznan 
"synem". Lecz gdy wadztwo jego rozcigno si od Aralu do Krymu, przez wicej 
ziem, ni ich byo w reszcie Europy, "syn" chcia by wadc niepodlegym - za 
co "jednym palcem" strasznego ojca pozbawion tronu uciek do litewskiego rzdcy, 
wzywajc go o pomoc. Jego to wanie zamierzy Witold wprowadzi na powrt na 
pastwo, ale aby to uczyni, trzeba si byo wpierw zmierzy ze wiatowadnym 
Kulawcem.
Z tego te powodu imi jego silne na suchaczach sprawio wraenie - i po chwili 
milczenia jeden z najstarszych rycerzy, Wojciech z Jagowa, rzek:
- Nie z byle kim sprawa.
- A o byle co - ozwa si roztropnie Mikoaj z Dugolasu.  Bo czy tam za 
dziesit ziemi bdzie Tochtamysz. czy jakowy Kutuk panowa synom Beliala. 
c nam z tego przyjdzie?
- Tochtamysz wiar chrzecijask by przyj  odpowiedzia Mako.
- Przyjby albo nie przyj. ali mona psubratom wierzy, ktrzy Chrystusa nie 
wyznawaj?
- Lecz dla imienia Chrystusowego godzi si polec - odpar Powaa.
- I dla czci rycerskiej - doda Toporczyk, krewny kasztelana.
- S przecie midzy nami tacy, ktrzy pjd. Pan Spytko
z Melsztyna mod ma on i umiowan, a dlatego ju do kniazia Witolda 
pocign.
- Bo i nie dziwno - wtrci Jako z Naszan - choby mia najbezecniejszy grzech 
na duszy, odpust za tak wojn pewny i zbawienie pewne.
- A sawa po wieki wiekw - rzek znw Powaa z Taczewa.
- Jak wojna, to wojna, a e nie byle z kim, to lepiej. Tymur wiat zawojowa i 
ma dwadziecia siedem krlestw pod sob. To by bya chwaa dla naszego narodu, 
ebymy go starli.
- Dlaczegoby nie? - odrzek Toporczyk - choby i sto krlestw posiada, niech 
si go inni boj, ale nie my! Godnie mwicie! Skrzykn by jeno z dziesi 
tysicy kopijnikw dobrych - to i wiat przejdziem.
- A ktry nard ma Chromego pokona, jeli nie nasz?... Tak rozmawiali rycerze, 
a Zbyszko a si zdziwi, e przedtem nigdy nie przysza mu ochota pocign z 
Witoldem w dzikie stepy... Ale za czasu pobytu w Wilnie chciao mu si widzie 
Krakw, dwr, wzi udzia w gonitwach rycerskich, a teraz pomyla, e tu 
znale moe niesaw i sd, tam za w najgorszym razie znalazby mier pen 
chway...
Lecz stuletni Wojciech z Jagowa, ktremu ze staroci trzsa si ju szyja, ale 
ktry rozum mia odpowiedni wiekowi, obla zimn wod ochot rycerzy:
- Gupicie - rzek. - ali to aden z was nie sysza, e wizerunek Chrystusw 
przemwi do krlowej, a jeeli sam Zbawiciel do takiej dopuszczaj poufaoci, 
czemu by Duch wity, ktry jest trzeci Trjcy osob, mia na ni by mniej 
miociw. Przez to ona przysze rzeczy widzi, jakoby si przed ni dziay, i 
mwia tak...
Tu zatrzyma si i przez chwil trzs gow, a nastpnie rzek:
- Zapomniaem, co powiedziaa, ale zaraz sobie przypomn. I pocz si namyla, 
oni za czekali w skupieniu, albowiem powszechne byo mniemanie, e krlowa 
widzi przysze zdarzenia.
- Aha! - rzek wreszcie - juem si obaczy! Krlowa powiedziaa, e gdyby 
wszystko rycerstwo tutejsze poszo z kniaziem Witoldem na Chromego, tedy byaby 
moc pogaska skruszona. Ale to nie moe by, dla niepoczciwoci panw 
chrzecijaskich. Trzeba granic pilnowa i od Czechw, i od Wgrzynw, i od 
Zakonu, bo nikomu ufa nie mona. Gdy za gar jeno Polakw z Witoldem pjdzie, 
pokona go Tymur Kulawy albo jego wojewodowie, ktrzy mom nieprzeliczonym 
przywodz...
- Przecie teraz jest spokj - ozwa si Toporczyk - i sam Zakon daje podobno 
jakow pomoc Witoldowi. Nie mog nawet Krzyacy inaczej uczyni, choby dla 
wstydu - eby Ojcu witemu pokaza, ie z pogany walczy gotowi. Prawi te 
dworscy, e Kuno Lichtenstein nie tylko dla krzcim, ale i dla narad z krlem tu 
bawi...
- A oto i on! - zawoa ze zdziwieniem Mako.
- Prawda! - rzek, ogldajc si. Powaa. - Dalibg on! Krtko bawi u opata i 
musia chyba do dnia z Tyca wyjecha.
- Jako mu byo pilno - odrzek pospnie Mako. Tymczasem Kuno Lichtenstein 
przeszed koo nich. Mako pozna go po krzyu wyszytym na paszczu, ale on nie 
pozna ni jego, ni Zbyszka, gdy widzia ich poprzednio w hemach, z hemu za, 
nawet przy otwartej przybicy, wida byo tylko ma cz twarzy rycerza. 
Przechodzc, skin gow Powale z Taczewa i Toporczykowi. po czym wraz ze swymi 
giermkami pocz wstpowa po schodach do katedry krokiem powanym i penym 
majestatu.
Wtem ozway si dzwony, poszc stada kawek i gobi gniedcych si po 
wieach, a zarazem oznajmiajc, i msza niebawem si rozpocznie. Mako i Zbyszko 
weszli razem z innymi do kocioa, nieco zaniepokojeni szybkim powrotem 
Lichtensteina. Lecz starszy rycerz niepokoi si wicej, albowiem uwag 
modszego pochon cakowicie dwr krlewski. Zbyszko nigdy w yciu nie widzia 
nic rwnie wietnego jak ten koci i to zebranie. Na prawo i na lewo otaczali 
go najznakomitsi mowie Krlestwa, synni w radzie lub boju. Wielu, ktrych 
rozum przeprowadzi maestwo W. Ksicia Litwy z cudn i modziuchn krlow 
polsk, ju pomaro, ale niektrzy yli jeszcze, i na tych spogldano ze czci 
nadzwyczajn. Nie mg si napatrzy mody rycerz wspaniaej postaci Jaka z 
Tczyna, kasztelana krakowskiego, w ktrej czya si surowo z powag i 
prawoci; podziwia mdre i stateczne twarze innych rajcw lub potne oblicza 
rycerskie, z wosami rwno przycitymi nad brwi, a spywajcymi w dugich 
kdziorach z bokw gowy i z tyu. Niektrzy nosili siatki na gowach, niektrzy 
tylko przepaski utrzymujce w adzie wosy. Gocie zagraniczni, posowie krla 
rzymskiego, czescy, wgierscy i rakuscy, oraz ich przyboczni dziwili najwiksz 
wykwintnoci ubiorw; kniazie i bojarzynowie litewscy przy boku krla 
zostajcy, pomimo lata i gorcych dni, mieli na sobie dla okazaoci szuby 
podbite futrem kosztownym; kniazie ruscy w szatach sztywnych a szerokich 
wygldali na tle cian i zoce kocielnych jak obrazy bizantyskie. Lecz z 
najwiksz ciekawoci oczekiwa Zbyszko wejcia krla i krlowej i toczy si, 
ile mg, ku stallom, za ktrymi w pobliu otarza wida byo dwie poduszki z 
czerwonego aksamitu, krlestwo bowiem suchali mszy zawsze na klczkach. Jako 
nie czekano dugo: krl wszed pierwszy drzwiami od zakrystii i zanim doszed 
przed otarz, mona mu si byo dobrze przypatrzy. Wosy mia czarne, 
zwichrzone i rzedniejce nieco nad czoem, dugie, po bokach zaoone za uszy, 
twarz smag, cakiem ogolon, nos garbaty i do spiczasty, koo ust 
zmarszczki, oczki czarne, mae, wiecce, ktrymi rzuca na wszystkie strony, 
jakby chcia, zanim dojdzie przed otarz, porachowa wszystkich ludzi w 
kociele. Oblicze jego miao wyraz dobrotliwy, ale zarazem i czujny, czowieka, 
ktry wyniesion przez fortun nad wasne spodziewanie, musi myle ustawicznie o 
tym, czy jego postpki odpowiadaj godnoci, i ktry obawia si zoliwych 
przygan. Ale wanie dlatego bya w jego twarzy i ruchach jakby pewna 
niecierpliwo. atwo byo odgadn, e gniew jego musi by nagy, straszny i e 
jest to zawsze ten sam ksi, ktry swego czasu, zniecierpliwiony matactwami 
Krzyakw, woa do ich wysannikw: "Ty do mnie z pergaminem, a ja do ciebie z 
dzid!"
Lecz ju teraz t przyrodzon zapalczywo hamowaa wielka i szczera pobono. 
Nie tylko wieo nawrceni kniazie litewscy, ale i poboni z dziada pradziada 
wielmoe polscy budowali si widokiem krla w kociele. Czsto on, odrzuciwszy 
poduszk, klka dla wikszego umartwienia na goych kamieniach; czsto, 
wznisszy rce do gry, trzyma je wzniesione dopty, dopki mu same nie opady 
ze zmczenia. Sucha najmniej trzech mszy dziennie i sucha ich niemal z 
chciwoci. Odkrycie kielicha i odgos dzwonka na Podniesienie napeniay zawsze 
dusz jego uniesieniem, zachwytem, rozkosz i przestrachem. Po skoczonej mszy 
wychodzi z kocioa jakby zbudzon ze snu, uspokojony, agodny, i dworzanie 
wczenie zwiedzieli si, e wwczas najlepiej jest go prosi czy o przebaczenie, 
czy o dary.
Jadwiga wesza przez drzwi od zakrystii. Ujrzawszy j, rycerze blisi stallw, 
jakkolwiek msza si jeszcze nie zacza, poklkali natychmiast, mimo woli 
oddajc jej cze jak witej. Zbyszko uczyni to samo, albowiem w caym tym 
zgromadzeniu nikt nie wtpi, e ma naprawd przed sob wit, ktrej obrazy 
bd zdobiy z czasem otarze kocielne. Szczeglniej od kilku lat surowe, 
pokutnicze ycie Jadwigi sprawio, e obok czci, winnej krlowej, oddawano jej 
cze niemal religijn. Z ust do ust midzy panami i ludem chodziy gosy o 
cudach spenianych przez krlow. Mwiono, i dotknicie jej doni leczyo 
chorych: ludzie pozbawieni wadzy w rkach i nogach odzyskiwali j po woeniu 
starych szat krlowej. Wiarogodni wiadkowie zapewniali, i syszeli na wasne 
uszy. jak raz Chrystus przemwi do niej z otarza. Czcili j na klczkach 
monarchowie zagraniczni. czci i obawia si j obrazi nawet hardy Zakon 
krzyacki. Papie Bonifacy IX nazywa j witobliw i wybran crk Kocioa. 
wiat patrza na jej postpki i pamita, e to dzieci domu Andegaweskiego i 
polskich Piastw, e ta crka potnego Ludwika, wychowanka najwietniejszego 
dworu, a wreszcie najpikniejsza z dziewic na ziemi, zrzeka si szczcia, 
zrzeka si pierwszej dziewiczej mioci i polubia jako krlowa "dzikiego" 
ksicia Litwy, aby wraz z nim skoni do stp Krzya ostatni pogaski nard w 
Europie. Czego nie dokazay siy wszystkich Niemcw, potga Zakonu, wyprawy 
krzyowe, morze przelanej krwi - tego dokazao jedno jej sowo. Nigdy chwaa 
apostolstwa nie opromienia modszego i cudniejszego czoa  nigdy apostolstwo 
nie poczyo si z takim powiceniem  nigdy niewiecia pikno nie 
zawiecia tak anielsk dobroci i takim cichym smutkiem.
Opiewali j te minstrele na wszystkich dworach Europy;
zjedali si do Krakowa rycerze z najodleglejszych ziem, by widzie t polsk 
krlow, kocha j jak renic oka jej wasny nard, ktremu przez zwizek z 
Jagie przymnoya potgi i sawy. Jedna tylko wielka troska zaciya nad ni 
i nad narodem - oto tej wybrance swojej Bg odmawia przez dugie lata 
potomstwa.
Lecz gdy nareszcie i ta niedola mina, radosna wie o uproszonym 
bogosawiestwie rozbiega si jak byskawica od Batyku po Morze Czarne, po 
Karpaty i napenia weselem wszystkie ludy olbrzymiego pastwa. Z wyjtkiem 
stolicy krzyackiej przyjto j radonie nawet po dworach zagranicznych. W 
Rzymie piewano "Te Deum". W ziemiach polskich utrwalio si ostatecznie 
mniemanie, e o co "wita pani" Boga poprosi, to stanie si nieodmiennie.
Przychodzili wic do niej ludzie baga, by uprosia im zdrowie, przychodzili 
wysacy od ziem i powiatw, by w miar potrzeby modlia si to o deszcz, to o 
pogod na niwa, to o szczliw kob, to o pomylne miodobranie. to o obfito 
ryby w jeziorach, to o zwierza w lasach. Groni rycerze z nadgranicznych zamkw 
i grdkw, ktrzy przejtym od Niemcw zwyczajem trudnili si zbjnictwem lub 
wojn midzy sob, na jedno jej napomnienie wkadali miecze do pochew, puszczali 
jecw bez okupu, zwracali zagarnite stada i podawali sobie donie do zgody. 
Wszelka niedola, wszelkie ubstwo cisno si do bram krakowskiego zamku. Czysty 
duch jej przenika w serca ludzkie, agodzi los niewolnikw, dum panw, 
surowo sdziw i unosi si jak wit szczcia, jak anio sprawiedliwoci i 
spokoju nad ca krain.
Wszyscy te z bijcymi sercami oczekiwali dnia bogosawiestwa.
Rycerze pilnie spogldali na posta krlowej, aby z jej ksztatw wywnioskowa, 
jak dugo przyjdzie im czeka na przyszego dziedzica lub przysz dziedziczk 
tronu. Ksidz biskup krakowski Wysz, ktry by zarazem najbieglejszym w kraju, a 
synnym i za granic lekarzem, nie zapowiada jeszcze rychego poogu, jeli za 
czyniono przygotowania, to dlatego, e zwyczajem wieku byo rozpoczyna wszelkie 
uroczystoci jak najwczeniej, a przeciga je przez cae tygodnie. Jako posta 
pani. lubo podana nieco naprzd, zachowaa dotychczas dawn wysmuko. Odzie 
nosia a nazbyt prost. Niegdy - wychowana na wietnym dworze i pikniejsza od 
wszystkich wspczesnych ksiniczek - kochaa si w kosztownych tkaninach, w 
acuchach, perach, w zotych manelach i piercieniach, obecnie - a nawet od 
lat ju kilku - nie tylko nosia szaty mniszki, ale przysaniaa nawet i twarz z 
obawy, by myl o wasnej piknoci nie wzbudzia w niej pychy wiatowej. Prno 
Jagieo, dowiedziawszy si o odmiennym jej stanie, poleci w uniesieniu 
radoci, by onic przyozdobia zotogowiem, bisiorem i klejnotami. 
Odpowiedziaa, e wyrzekszy si z dawna okazaoci, pamita, i pora zogw 
bywa czstokro por mierci, a wic nie wrd klejnotw, ale w cichej pokorze 
powinna przyj ask, ktr j Bg nawiedza.
Zoto i klejnoty szy tymczasem na Akademi lub na wysyanie nowo ochrzczonej 
modziey litewskiej do zagranicznych uniwersytetw.
Krlowa zgodzia si tylko w tym zmieni zakonny pozr, i od czasu jak nadzieja 
macierzystwa staa si zupen pewnoci, nie przysaniaa wicej twarzy, 
susznie mniemajc, e nie przystoi jej od tej chwili strj pokutnicy...
Jako wszystkie oczy spoczy teraz z mioci na tym cudnym obliczu, ktremu ni 
zoto, ni drogie kamienie nie mogy przyda ozdoby. Krlowa sza z wolna od 
drzwi zakrystii ku otarzowi, majc oczy wzniesione do gry, w jednej rce 
ksik, w drugiej raniec. Zbyszko ujrza liliow twarz, niebieskie renice, 
rysy po prostu anielskie, pene spokoju, dobroci, miosierdzia, i serce poczo 
mu bi jak motem. Wiedzia on, e z rozkazania Boego powinien kocha i swego 
krla, i swoj krlow, i miowa ich po swojemu, ale teraz serce zawrzao mu 
nagle mioci wielk, ktra powstaje nie z nakazu, ale bucha sama przez si jak 
pomie, a jest zarazem i czci najwiksz, i pokor, i chci ofiary. Mody by 
i porywczy rycerz Zbyszko, wic chwycia go zaraz ch, by t mio i wierno 
poddanego rycerza jako okaza, co dla niej uczyni, gdzie lecie, kogo 
popata, co zdoby i samemu przy tym karkiem naoy. "Pjd chyba z kniaziem 
Witoldem - mwi sobie - bo jake witej Pani usu, skoro nie masz nigdzie 
blisko wojny?" Nie przyszo mu nawet do gowy, by mona inaczej usuy ni 
mieczem, rohatyn lub toporem, ale za to gotw by sam jeden na ca potg 
Tymura Chromego uderzy. Chciao mu si zaraz po mszy si na ko i co zacz. 
Co? sam nie wiedzia. Wiedzia tylko, e nie wytrzyma, e go pal rce i pali 
si w nim dusza caa...
Zapomnia te znw cakiem o niebezpieczestwie, ktre mu grozio. Zapomnia 
nawet chwilowo i Danusi - a gdy przysza mu ona na myl z powodu dziecinnych 
pieww, ktre nagle ozway si w kociele, mia poczucie, e "to co innego". 
Danusi przyrzek wierno, przyrzek trzech Niemcw - i tego dotrzyma, ale 
przecie krlowa jest ponad wszystkie niewiasty - i gdy pomyla, ilu by dla 
krlowej chcia zabi - ujrza przed sob cae zastpy pancerzy, hemw, pir 
strusich, pawich, i czu, e wedle chci jeszcze by tego byo za mao...
Tymczasem nie spuszcza z niej oka, rozmylajc w wezbranym sercu, jak by j 
uczci modlitw, sdzi bowiem, e za krlow byle jak modli si nie mona. 
Umia powiedzie: Pater noster, qui es in coelis, sanctificetur nomen Tuum - 
tego bowiem wyuczy go pewien franciszkanin w Wilnie, ale by moe, e zakonnik 
sam wicej nie umia, by moe, e Zbyszko reszty zapomnia, do e caego 
"Ojcze nasz" wyrecytowa nie mg. Teraz jednak pocz powtarza w kko tych 
kilka sw, ktre w jego duszy znaczyy: "Daj naszej umiowanej pani zdrowie i 
ycie, i szczcie - i wicej o ni dbaj ni o wszystko inne". e za to mwi 
czowiek, nad ktrego wasn gow wisia sd i kara - przeto w caym kociele 
nie byo szczerszej modlitwy...
Po skoczonej mszy myla Zbyszko, e gdyby mu wolno byo stan przed krlow, 
upa przed ni na twarz i obj jej stopy, to niechby potem nawet koniec wiata 
nastpi, ale po pierwszej mszy wysza druga, potem trzecia, a nastpnie pani 
odesza do swoich komnat, zwykle bowiem suszya a do poudnia i umylnie nie 
braa udziau w wesoych niadaniach, przy ktrych dla uciechy krla i goci 
wystpowali trefnisie i kuglarze. Natomiast przed Zbyszkiem pojawi si stary 
rycerz z Dugolasu i wezwa go do ksiny.
- Bdziesz posugiwa przy niadaniu mnie i Danusi jako mj dworzanin - rzeka 
ksina - a nu zdarzy ci si przypodoba krlowi jakowym krotochwilnym sowem 
albo postpkiem, ktrym serce jego sobie zjednasz. Krzyak, jeli ci pozna, nie 
bdzie moe si skary, widzc, e przy stole krlewskim mnie posugujesz.
Zbyszko ucaowa tedy rk ksiny, po czym zwrci si do Danusi i jakkolwiek 
przywyky wicej do wojny i bitek ni do dworskich obyczajw, wiedzia jednak 
widocznie, co rycerzowi czyni przystoi, gdy rankiem zobaczy dam swych myli - 
gdy cofn si i przybrawszy wyraz zdumienia, zawoa, egnajc si:
- W imi Ojca i Syna, i Ducha!... A Danusia spytaa, podnoszc na niego modre 
oczki:
- Czego si Zbyszko egna, kiedy ju po mszy?
- Bo przez t noc tyle ci, pikna panno, gadkoci przybyo, ae mi cudnie!
Lecz Mikoaj z Dugolasu nie lubi, jako czowiek stary, nowotnych zagranicznych 
zwyczajw rycerskich, wic wzruszy ramionami i rzek:
- Co tam bdziesz po prnicy czas traci i o urodzie jej prawi! Skrzat to, 
ktren ledwie od ziemi odrs.
Na to Zbyszko spojrza zaraz na niego zawzicie:
- Warujcie si nazywa j skrzatem - rzek, blednc z gniewu - i to wiedzcie, e 
gdyby wam byo mniej rokw, zaraz bym kaza ziemi za zamkiem udepta, i niechby 
przysza wasza albo moja mier!...
- Cichaj, chystku?... dabym ci rady jeszcze dzi?
- Cichaj? - powtrzya ksina. - To zamiast o wasnej gowie myle, bdzie tu 
jeszcze zwady szuka! Wolej bym bya stateczniejszego dla Danusi poszukaa 
rycerza. Ale to ci powiadam, e jeli chcesz burzy, chybaj sobie, gdzie chcesz, 
bo tu takich nie trzeba...
Zbyszko zawstydzi si sowami ksiny i pocz j przeprasza. Pomyla przy 
tym, e jeli pan Mikoaj z Dugolasu ma doletniego syna, to tam kiedy wyzwie 
go na walk piesz lub konn, byle za skrzata nie darowa. Tymczasem jednak 
postanowi zachowa si na pokojach krlewskich jak trusia i nie wyzywa nikogo, 
chybaby tego koniecznie rycerska cze wymagaa...
Odgos trb oznajmi, e niadanie gotowe, wic ksina Anna, wziwszy za rk 
Danusi, udaa si do komnat krlewskich, przed ktrymi stali, czekajc na jej 
przyjcie, wieccy dygnitarze i rycerze. Ksina Ziemowitowa wesza ju bya 
pierwej, gdy jako rodzona siostra krlewska wysze braa miejsce za stoem. 
Wnet zaroio si w komnacie od goci zagranicznych i zaproszonych miejscowych 
dygnitarzy i rycerzy. Krl siedzia u wyszego koca stou, majc przy sobie 
biskupa krakowskiego i Wojciecha Jastrzbca, ktry chocia niszy godnoci od 
infuatw, siedzia jako pose papieski po prawicy krla. Dwie ksine zajy 
miejsca nastpne. Za Ann Danut rozpar si wygodnie na szerokim krzele byy 
arcybiskup gnienieski Jan, ksi pochodzcy z Piastw lskich, syn Bolka 
III. ksicia opolskiego. Zbyszko sysza o nim na dworze Witoldowym i teraz, 
stojc za ksin i Danusi, pozna go natychmiast po niezmiernie obfitych 
wosach, ktre pozwijane w strki czyniy gow jego podobn do kocielnego 
kropida. Na dworach ksit polskich przezywano go te Kropidem, a nawet 
Krzyacy dawali mu imi "Grapidla". By to czowiek synny z wesooci i lekkich 
obyczajw. Otrzymawszy wbrew woli krla paliusz na arcybiskupstwo gnienieskie, 
chcia je zaj zbrojn rk, za co wyzuty z godnoci i wypdzon, zwiza si z 
Krzyakami, ktrzy dali mu na Pomorzu ubogie biskupstwo kamieskie. Wwczas 
dopiero, zrozumiawszy, e z potnym krlem lepiej jest by w zgodzie, 
przebaga go, wrci do kraju i czeka na oprnienie ktrej ze stolic, 
spodziewajc si. e j z rk dobrotliwego pana otrzyma. Jako nie zawid si w 
przyszoci, a tymczasem stara si krotochwilami zaskarbi sobie serce 
krlewskie. Zosta mu jednak zawsze dawny pocig do Krzyakw. Nawet i teraz, na 
dworze Jagieowym - niezbyt mile widziany przez dygnitarzy i rycerstwo - szuka 
towarzystwa Lichtensteina i rad sadowi si obok niego przy stole.
Tak byo i obecnie. Zbyszko, stojc za krzesem ksiny, znalaz si tak blisko 
Krzyaka, e mgby go by rk dosign. Jako palce poczy go zaraz swdzi 
i kurczy si, lecz to byo mimo woli, gdy pohamowa sw popdliwo zupenie i 
nie pozwoli sobie na zdron myl. Nie mg si jednak powstrzyma od rzucania 
od czasu do czasu nieco akomych spojrze na ysiejc nieco z tyu pow gow 
Lichtensteina. na szyj, plecy i ramiona, pragnc zarazem wymiarkowa, czyli te 
wiele miaby z nim do roboty, gdyby si im spotka przyszo bd w bitwie, bd 
w pojedynczej walce. Wydawao mu si, i niezbyt wiele, bo cho opatki Krzyaka 
rysoway si do potnie pod obcis, z szarego cienkiego sukna szat, by on 
jednak chuchrakiem w porwnaniu do takiego Poway, do Paszka Zodzieja z 
Biskupic, do obu przesawnych Sulimczykw, do Krzona z Kozichgw i do wielu 
innych rycerzy siedzcych przy stole krlewskim.
Na nich to z podziwem i zazdroci spoglda Zbyszko, lecz gwn uwag Jego 
zwrci sam krl, ktry rzucajc spojrzenia na wszystkie strony, zagarnia co 
chwila palcami wosy za uszy, jakby zniecierpliwiony tym, e niadanie si 
jeszcze nie rozpoczo. Wzrok jego zatrzyma si przez mgnienie oka i na 
Zbyszku, a wwczas mody rycerz dozna pewnego uczucia strachu, i na myl, e 
pewno przyjdzie mu stan przed gniewnym obliczem krlewskim, opanowa go 
okrutny niepokj. Pierwszy to raz pomyla naprawd o odpowiedzialnoci i karze, 
jaka na spa moga, dotychczas bowiem wydawao mu si to wszystko dalekie, 
niewyrane, zatem nie warte troski.
Ale Niemiec ani si domyla, e w rycerz, ktry natar na niego zuchwale na 
gocicu, znajduje si tak blisko. Rozpoczo si niadanie. Wniesiono polewk 
winn, zaprawn jajami, cynamonem, gwodzikami, imbirem i szafranem tak silnie, 
e zapach rozszed si po caej izbie. Jednoczenie trefni Ciaruszek siedzcy 
we drzwiach na zydlu pocz udawa piew sowika, co widocznie weselio krla. 
Po nim drugi obchodzi st wraz ze sub obnoszc potrawy, stawa nieznacznie 
za gomi i naladowa bliskie brzczenie pszczoy tak dokadnie, e jaki taki 
kad yk i poczyna ogania czupryn. Na ten widok inni wybuchali miechem. 
Zbyszko pilnie usugiwa ksinie i Danusi, lecz gdy z kolei i Lichtenstein 
pocz si klepa w ysiejc gow, zapomnia znw o niebezpieczestwie i 
pocz mia si a do ez, a stojcy blisko niego mody knia litewski Jamont, 
syn namiestnika smoleskiego, pomaga mu w tym tak szczerze, e a roni potrawy 
z pmiskw.
Lecz Krzyak, spostrzegszy wreszcie pomyk, sign do kalety, a jednoczenie 
zwrciwszy si do biskupa Kropidy przemwi do niego kilka sw po niemiecku, 
ktre biskup zaraz po polsku powtrzy:
- Szlachetny pan mwi ci tak: - rzek, zwracajc si do bazna
- Dostaniesz dwa skojce, ale nie brzcz za blisko, gdy pszczoy si odpdza, a 
trutniw si bije...
Na to trefni pochowa dwa skojce, ktre mu poda Krzyak, i korzystajc z 
przysugujcej baznom na wszystkich dworach wolnoci, odrzek:
- Duo miodu w ziemi dobrzyskiej, dlatego j trutnie obsiady. Bije ich, krlu 
Wadysawie!
- Naci i ode mnie grosz, bo dobrze powiedzia - rzek Kropido -jeno pamitaj, 
e gdy leziwo si urwie, to bartnik kark skrci. Maj da te malborskie 
trutnie, ktre Dobrzy obsiady, i niebezpiecznie le na ich bar.
- O wa! - zawoa Zyndram z Maszkowic, miecznik krakowski - mona ich wykurzy!
- Czym?
- Prochem!
- Albo toporem bar ci! - rzek olbrzymi Paszko Zodziej z Biskupic.
Zbyszkowi roso serce, sdzi bowiem, e takie sowa zapowiadaj wojn. Ale 
rozumia je i Kuno Lichtenstein, ktry, przebywajc dugo w Toruniu i Chemnie, 
wyuczy si polskiej mowy - i nie uywa jej tylko przez pych. Teraz jednak, 
podranion sowami Zyndrama z Maszkowic, utopi w nim swoje szare renice i 
odrzek:
- Zobaczymy.
- Widzieli ojce nasi pod Powcami, a i my widzielim pod Wilnem - odpowiedzia 
Zyndram.
- Pax vobiscum! - zawoa Kropido. - Pax!, pax! Niech jeno ksidz Mikoaj z 
Kurowa ustpi z biskupstwa kujawskiego, a krl miociwy mnie po nim naznaczy, 
powiem wam tak pikne kazanie o mioci midzy chrzecijaskimi narodami, i was 
do cna skrusz. C to jest bowiem nienawi, jeli nie ignis, a do tego ignis 
infernalis... ogie tak okrutny, e woda mu nie poradzi - i chyba winem trzeba 
go zalewa. Wina dawajcie! Pojedziemy na ops! jak mawia nieboszczyk biskup 
Zawisza z Kurozwk!
- A z opsu do pieka, jak mwi diabe! - doda trefni Ciaruszek.
- Nieche ci porwie!
- Cudniej bdzie, jeli was porwie. Nie widziano jeszcze diaba z Kropidem, ale 
tak myl, e wszyscy bdziemy mieli t uciech...
- Wpierw ciebie jeszcze pokropi. Wina dajcie i niech ywie mio midzy 
chrzecijany!
-Midzy prawdziwymi chrzecijany! - powtrzy z naciskiem Kuno Lichtenstein.
- Jake? - zawoa, podnoszc gow, biskup krakowski Wysz -ali to nie w 
odwiecznie chrzecijaskim krlestwie przebywacie? ali nie starsze tu kocioy 
ni w Malborgu?
- Nie wiem - odpowiedzia Krzyak.
Krl szczeglniej draliwy by, gdy szo o chrzecijastwo. Zdawao mu si, e 
Krzyak moe jemu wanie chce przymwi, wic wystajce policzki pokryy mu si 
zaraz czerwonymi pitnami, oczy poczy byska.
- Co to! - odezwa si grubym gosem. - Nie chrzecijaski ja krl? co?
- Krlestwo powiada si chrzecijaskim - odpar zimno Krzyak - ale obyczaje s 
w nim pogaskie...
Na to podnieli si groni rycerze: Marcin z Wrocimowic, herbu Pkoza, Florian 
z Korytnicy, Bartosz z Wodzinka, Domarat z Kobylan, Powaa z Taczewa, Paszko 
Zodziej z Biskupic, Zyndram z Maszkowic, Jaksa z Targowiska, Krzon z 
Kozich-gw, Zygmunt z Bobowy i Staszko z Charbimowic, potni, sawni, 
zwyciscy w wielu bitwach, w wielu turniejach, i to ponc z gniewu, to blednc, 
to zgrzytajc zbami, poczli woa jeden przez drugiego:
- Gorze nam! bo gociem jest i nie moe by wyzwan! A Zawisza Czarny, Sulimczyk, 
najsynniejszy midzy synnymi, "wzr rycerzy", zwrci zmarszczone czoo do 
Lichtensteina i rzek:
- Nie poznaj ci, Kunonie. Jake moesz, rycerzem bdc, habi wspaniay 
nard, gdy wiesz, e jako posowi adna ci za to kara nie grozi?
Lecz Kuno wytrzyma spokojnie grone spojrzenia i odrzek z wolna, dobitnie:
- Nasz Zakon, zanim do Prus przyby, wojowa w Palestynie, ale tam nawet i 
Saraceni postw szanowali. Wy jedni ich nie szanujecie - i dlategom obyczaj wasz 
nazwa pogaskim.
Na to gwar uczyni si jeszcze wikszy. Naok stou ozway si znw okrzyki: 
"Gorze, gorze!"
Ale uciszyy si, gdy krl, na ktrego obliczu wrza gniew, klasn obyczajem 
litewskim kilkakro w donie. Wwczas wsta stary Jako Topr z Tczyna, 
kasztelan krakowski, sdziwy, powany, postrach dostojnoci urzdu budzcy, i 
rzek:
- Szlachetny rycerzu z Lichtenstemu, jeli was jakowa obelga jako posa 
spotkaa, mwcie, a srogiej sprawiedliwoci wartko stanie si zado.
- Nie przygodzioby mi si to w adnym innym chrzecijaskim pastwie - odrzek 
Kuno. - Wczoraj na drodze do Tyca napad mnie jeden wasz rycerz, i cho z 
krzya na paszczu acnie mg pozna, ktom jest - na ycie moje godzi.
Zbyszko, usyszawszy te sowa, poblad mocno i mimo woli spojrza na krla, 
ktrego twarz bya wprost straszna. Jako z Tczyna zdumia si i rzek:
- Moe to by?
- Zapytajcie pana z Taczewa, ktren by wiadkiem przygody. Wszystkie oczy 
zwrciy si na Powa, ktry sta przez chwil mroczny ze spuszczonymi 
powiekami, po czym rzek:
-Tak jest!...
Usyszawszy to, rycerze poczli woa: "Haba! haba! Bog-daj si ziemia pod 
takim zapada!" l ze wstydu jedni uderzali si piciami w uda i piersi, drudzy 
skrcali w palcach cynowe misy na stole, nie wiedzc, gdzie oczy podzia.
- Czemu ty go nie ubi? - zagrzmia krl.
- Bo gowa jego do sdu naley - odpar Powaa.
- Uwizilicie go? - spyta kasztelan Topr z Tczyna.
- Nie, bo na cze rycersk poprzysig, e si stawi.
-I nie stawi si! - zawoa szyderczo Kuno, podnoszc gow.
Wtem jaki mody, smutny gos ozwa si niedaleko za plecami Krzyaka:
- Nie daj Bg, abych ja hab od mierci wola. Jam to uczyni: Zbyszko z 
Bogdaca.
Po tych sowach porwali si rycerze ku nieszczsnemu Zbyszkowi, lecz 
powstrzymao ich grone skinienie krla, ktry, powstawszy z zaiskrzonymi 
oczyma, pocz woa zdyszanym od gniewu gosem, podobnym do turkotu, jaki 
wydaje wz toczcy si po kamieniach:
- Uci mu szyj! Uci mu szyj! Niech Krzyak gow jego odele do Malborga 
mistrzowi!
Po czym krzykn na stojcego w pobliu modego kniazia litewskiego, syna 
namiestnika smoleskiego:
- Trzymaj go, Jamont!
Przeraony gniewem krlewskim Jamont pooy drce donie na ramionach Zbyszka, 
ktry, zwrciwszy ku niemu poblad twarz, rzek:
- Nie uciekn...
Lecz biaobrody kasztelan krakowski, Topr z Tczyna, podnis rk na znak, e 
chce mwi - i gdy si uciszyo, rzek:
- Miociwy krlu! Nieche si w komtur przekona, e nie twoja zapalczywo, 
ale nasze prawa karz mierci za porwanie si na osob posa. Inaczej susznie 
by mg mniema, e nie masz praw chrzecijaskich w tym Krlestwie. Sd nad 
winowajc sam odprawi!
Ostatnie sowa wyrzek gosem podniesionym i widocznie nie dopuszczajc nawet 
myli, aby w gos mg by nie wysuchanym, skin na Jamonta:
- Zamkn go do wiey. Wy za, panie z Taczewa, wiadczy bdziecie.
- Opowiem ca win tego wyrostka, ktrej aden rzay m midzy nami nigdy by 
si nie dopuci - odpowiedzia Powaa, spogldajc pospnie na Lichtensteina.
- Susznie prawi! - powtrzyli zaraz inni - pachol to jeszcze! za c nas 
wszystkich z jego przyczyny pohabiono?
Nastaa chwila milczenia i niechtnych spojrze na Krzyaka, a tymczasem Jamont 
wid Zbyszka, by odda go w rce ucznikw stojcych na zamkowym dziedzicu. 
Czu on w modym sercu lito dla winia, ktr potgowaa wrodzona mu 
nienawi do Niemcw. Ale jako Litwin, przywyky lepo spenia wol wielkiego 
ksicia i sam przeraony gniewem krlewskim, pocz po drodze szepta do modego 
rycerza sposobem yczliwej namowy:
- Wiesz, co ci rzek: powie si! najlepiej od razu powie si. "Korol" 
rozsierdzi si, i tak ci gow utn. Czemu by go nie mia uweseli? Powie 
si, druhu! u nas taki zwyczaj.
Zbyszko, na wp przytomny ze wstydu i strachu, zdawa si z pocztku nie 
rozumie sw kniazika, ale wreszcie zrozumia je i a zatrzyma si ze 
zdumienia:
- Coe ty prawisz?
- Powie si! Po co ci maj sdzi. Krla uweselisz! - powtrzy Jamont.
- Powiesz si sam! - zawoa mody rycerz. - To ci niby ochrzcili, a skra 
zostaa na tobie pogaska, i tego nawet nie rozumiesz, e grzech 
chrzecijaninowi tak rzecz czyni.
A knia ruszy ramionami:
- To nie po dobrej woli. I tak ci gow utn. Zbyszkowi przemkno przez myl, 
e za podobne sowa wypadaoby zaraz wyzwa bojarzynka na walk piesz lub 
konn, na miecze albo na topory, ale stumi w sobie t ch, wspomniawszy, e 
ju mu czasu na to nie stanie. Wic spuci smutnie gow i w milczeniu pozwoli 
si odda w rce przywdcy paacowych ucznikw.
A w sali tymczasem uwaga powszechna zwrcia si w inn stron. Danusia, widzc, 
co si dzieje, przelka si z pocztku tak, i dech zaparo w jej piersi. 
Twarzyczka jej poblada jak ptno, oczki stay si okrge z przeraenia - i 
patrzaa na krla bez ruchu jak woskowa figurka w kociele. Lecz gdy wreszcie 
usyszaa, e jej Zbyszkowi maj gow uci, gdy go zabrali i wyprowadzili z 
izby, wwczas chwyci j al niezmierny; usta i brwi poczy jej si trz; nie 
pomg nic ni strach przed krlem, ni przygryzanie zbkami ust - i nagle 
wybuchna paczem tak aosnym i dononym, e wszystkie twarze zwrciy si ku 
niej, a sam krl spyta:
- Co to jest?
- Krlu miociwy! - zawoaa ksina Anna. - To jest crka Juranda ze Spychowa, 
ktrej w nieszczsny rycerzyk lubowa. lubowa ci jej trzy pawie czuby z 
hemw zedrze - i ujrzawszy czub taki na hemie tego komtura, mniema, e go mu 
sam Bg zesa. Nie ze zoci on to czyni, panie, jeno przez gupstwo, przeto 
bd mu miociw i nie karz go, o co ci na kolanach prosimy.
Tak rzekszy, wstaa i chwyciwszy Danusi za rk, podbiega z ni do krla, 
ktry widzc to, pocz si cofa. Ale one obie uklky przed nim i Danusia 
objwszy rczynami nogi paskie, pocza woa:
- Daruj Zbyszkowi, krlu, daruj Zbyszkowi! I z uniesienia, a zarazem ze strachu, 
pochowaa sw jasn gwk w fady szarej szaty krlewskiej, caujc mu przy tym 
kolana i dygocc jak li. Ksina Aleksandra Ziemowitowa klka z drugiej 
strony i zoywszy rce, patrzya bagalnie na krla, w ktrego twarzy odbio 
si wielkie zakopotanie. Cofa si wprawdzie wraz z krzesem, ale nie odpycha 
przemoc Danusi, macha tylko obu rkoma, jakby opdzajc si od much.
- Dajcie mi spokj! - woa - zawini, cae Krlestwo pohabi! niech mu gow 
utn!
Lecz mae rczyny zaciskay si coraz silniej wok jego kolan, a dziecinny 
gosik woa coraz aoniej:
- Daruj Zbyszkowi, krlu, daruj Zbyszkowi! Wtem ozway si rycerskie:
- Jurand ze Spychowa, rycerz sawny, postrach na Niemcw!
- I w wyrostek wielce si ju pod Wilnem zasuy - doda Powaa.
Lecz krl broni si dalej, lubo sam widokiem Danusi wzruszony:
- Dajcie mi spokj! Nie mnie zawini i nie ja mog mu darowa. Niech mu pose 
Zakonu daruje, to i ja daruj, a nie, to niech mu gow utn.
- Daruj mu, Kunonie! - rzek Zawisza Czarny, Sulimczyk -sam mistrz ci tego nie 
przygani!
- Daruj mu, panie! - zawoay obie ksine.
- Daruj mu, daruj! - powtrzyy gosy rycerskie. Kuno przymkn powieki i 
siedzia z podniesionym czoem, jakby rozkoszujc si tym, e i obie ksine, i 
tak znamienici rycerze zanosz do niego proby. Nagle zmieni si w mgnieniu 
oka: spuci gow, skrzyowa rce na piersiach, z dumnego sta si pokorny i 
ozwa si przyciszonym, agodnym gosem:
- Chrystus, Zbawiciel nasz, przebaczy otrowi na krzyu i nieprzyjacioom 
swoim...
- Prawy to rycerz mwi! - ozwa si biskup Wysz.
- Prawy! prawy!
- ...Jakebym ja nie mia przebaczy - cign dalej Kuno - ktrym jest nie 
tylko chrzecijaninem, ale i zakonnikiem? Przeto przebaczam mu z duszy serca 
jako Chrystusowy suga i zakonnik!
- Sawa mu! - hukn Powaa z Taczewa.
- Sawa! - powtrzyli inni.
- Ale - rzek Krzyak -jestem tu posem midzy wami i nosz w sobie majestat 
caego Zakonu, ktry jest Chrystusowym Zakonem. Kto wic mnie jako posa 
ukrzywdzi, ukrzywdzi Zakon, a kto obrazi Zakon - obrazi samego Chrystusa, i 
takiej krzywdy ja wobec Boga i ludzi darowa nie mog -jeli za prawo wasze j 
daruje, niech si dowiedz o tym wszyscy panowie chrzecijascy.
Po tych sowach zapado guche milczenie. Po chwili tylko ozway si 
gdzieniegdzie zgrzytania zbw, cikie oddechy tumionej wciekoci i kanie 
Danusi.
Do wieczora wszystkie serca przechyliy si ku Zbyszkowi. Ci sami rycerze, 
ktrzy z rana byliby go gotowi na jedno skinienie krla roznie na mieczach, 
wysilali teraz umysy, jakim by sposobem przyj mu z pomoc. Ksine 
postanowiy uda si z prob do krlowej, by skonia Lichtensteina do 
zupenego odstpienia od skargi lub w razie potrzeby napisaa do mistrza Zakonu, 
proszc, by ten rozkaza Kunonowi zaniecha sprawy. Droga zdawaa si pewna, 
gdy Jadwig otaczaa cze tak nadzwyczajna, e wielki mistrz cignby na 
siebie gniew papiea i nagan wszystkich chrzecijaskich ksit, gdyby jej 
takiej rzeczy odmwi. Nie byo te to prawdopodobnym i dlatego, e Konrad von 
Jungingen by czowiekiem spokojnym i o wiele od swoich poprzednikw 
agodniejszym. Na nieszczcie, biskup krakowski Wysz, ktry by zarazem gwnym 
lekarzem krlowej, zakaza najsurowiej wspomina jej choby jednym sowem o 
caej sprawie. "Nigdy ona o miertelnych wyrokach rada nie sucha - mwi - i 
choby o prostego zbja chodzio, zaraz to do serca bierze, a c dopiero, jeli 
o szyj modzianka idzie, ktren susznie jej miosierdzia mgby wyglda. Ale 
wszelka turbacja atwo do cikiej niemocy moe j przywie, zdrowie za jej 
wicej dla caego Krlestwa znaczy nieli dziesi gw rycerskich". 
Zapowiedzia wreszcie, e gdyby kto omieli si wbrew jego sowom turbowa 
pani, na tego on cignie straszny gniew krlewski, a w dodatku kltw 
kocieln go oboy.
Zlky si tej zapowiedzi obie ksine i postanowiy milcze przed krlow, a 
natomiast pty baga krla, pki jakowej  aski nie okae. Cay dwr i wszyscy 
rycerze stali ju po stronie Zbyszka. Powaa z Taczewa zapowiada, i wyzna 
szczer prawd, ale e zoy wiadectwo dla modzieca przychylne i ca spraw 
przedstawi jako chopic zapdliwo. Z tym wszystkim kady przewidywa, a 
kasztelan Jako z Tczyna gono owiadcza, e jeli Krzyak si zatnie, to 
srogiemu prawu musi si sta zado.
Burzyy si wic tym bardziej przeciw Lichtensteinowi rycerskie serca i niejeden 
myla lub nawet mwi otwarcie: "Posem jest i w szranki powoa by nie moe, 
ale gdy do Malborga wrci, nie daj Bg, aby swoj wasn sczez mierci". I nie 
byy to prne groby, albowiem rycerzom, ktrzy nosili pas, nie wolno byo 
jednego sowa na wiatr uroni, kto za co zapowiada, musia tego dokaza lub 
zgin. Grony Powaa okaza si przy tym najzawzitszym, albowiem mia w 
Taczewie umiowan cruchn w wieku Danusi - skutkiem czego zy Danusine cakiem 
skruszyy w nim serce.
Jako jeszcze tego samego dnia odwiedzi Zbyszka w podziemiu, kaza mu by 
dobrej myli i opowiedzia o probach obu ksin i o zach Danusi... Zbyszko, 
dowiedziawszy si, i dziewczyna rzucia si dla niego do ng krlewskich, 
rozczuli si tym uczynkiem a do ez i nie wiedzc, jak swoj wdziczno i 
tsknot wyrazi, rzek, obcierajc wierzchem doni powieki:
- Hej! nieche j Bg bogosawi, a mnie jako najprdzej zezwoli jakow walk 
piesz albo konn za ni stoczy! Za mao ja jej Niemcw obieca - bo takiej 
trzeba ich byo tylu lubowa, ile ma rokw. Byle mnie Pan Jezus z tej obierzy 
wybawi, jue ja jej nie poskpi!
I podnis pene wdzicznoci oczy ku grze...
- Naprzd kocioowi jakiemu co obiecuj - odrzek pan z Taczewa - bo jeli si 
twoja obietnica Bogu spodoba, pewnikiem wnet wolny bdziesz. A po wtre, 
suchaj: poszed do Lichtensteina twj stryk, a potem pjd jeszcze i ja. Nie 
haba ci bdzie przeprosi go za win, bo zawini - i nie adnego 
Lichtensteina, ale posa bdziesz przeprasza. Gotwe jeste?
- Skoro mi taki rycerz jak wasza mio mwi, i si to godzi - uczyni! ale 
jeli bdzie chcia, ebym go tak przeprasza, jako da na drodze z Tyca, to 
nieche mi gow utn. Stryk ostanie i stryk mu odpaci, gdy si jego poselstwo 
skoczy...
- Obaczym, co powie Makowi - rzek Powaa. A Mako rzeczywicie by wieczorem u 
Niemca, ale ten przyj go wzgardliwie: wiata nawet nie kaza zapali i w 
zmroku z nim gada. Wrci wic stary rycerz od niego pospny jak noc i uda si 
do krla. Krl przyj go dobrotliwie, bo si ju by cakiem uspokoi, i gdy 
Mako klkn, kaza mu zaraz wsta, pytajc, czego by da.
- Miociwy panie - rzek Mako - bya wina, musi by kara, bo inaczej nie 
byoby nijakiego prawa na wiecie. Jeno jest i moja wina, iem przyrodzonej 
zapalczywoci tego wyrostka nie tylko nie hamowa, alem mu j jeszcze chwali. 
Takem go to hodowa, a potem od maoci hodowaa go wojna. Moja wina, miociwy 
krlu, bom mu nieraz powiada: wpierw tnij, a potem obaczysz, kogo rozci. I 
dobrze z tym byo na wojnie, le zasi przy dworze! Ale to chop jak szczere 
zoto, ostatni z rodu -i al mi go okrutny...
- Mnie pohabi, Krlestwo pohabi - rzek krl - mam-li go za to miodem 
smarowa?
A Mako umilk, gdy na wspomnienie o Zbyszku al cisn go nagle za gardo, i 
dopiero po dugiej chwili j mwi wzruszonym jeszcze i przerywanym gosem:
- Anim ja wiedzia, e go tak miuj - i dopiero teraz si pokazao, jak bieda 
przysza. Aleja stary, a on z rodu ostatni. Nie bdzie jego - nie bdzie nas. 
Krlu miociwy i panie, ulituje ty si nad rodem naszym!
Tu klkn znowu Mako i wycignwszy przed si spracowane na wojnach rce, 
mwi ze zami:
- Bronilimy Wilna: upy Bg da godne, komu ja to ostawi? Chce Krzyak kary, 
panie - niech bdzie kara, ale pozwlcie, abych ja swoj gow odda. Co mi tam 
po ywocie bez Zbyszka! Mody jest, niech ziemi wykupi i potomstwo podzi, jako 
Bg czowiekowi przykaza. Nie zapyta si nawet Krzyak, czyja gowa spada, 
byle spada. Haba te z tego nijaka na rd nie spadnie. Ciko czowiekowi i 
na mier, ale pomiarkowawszy, to lepiej, eby czek zgin, ni eby rd mia 
zgin...
I tak mwic, obj nogi krlewskie, krl za pocz mruga oczyma, co byo u 
niego oznak wzruszenia, a wreszcie rzek:
- Nie bdzie tego, eby ja opasanemu rycerzowi gow kaza niewinnie ucina! nie 
bdzie, nie bdzie!
- I nie byoby w tym sprawiedliwoci - doda kasztelan. -Prawo winnego 
przycinie, ale nie smok ci to aden, ktry nie patrzy, czyj krew chepce. A wy 
uwacie, e wanie haba by na wasz rd spada, bo jeliby bratanek wasz 
przysta na to, co mwicie, tedyby i samego, i jego potomstwo za bezecnych 
wszyscy mieli... Na to Mako:
- Nie przystaby on. Ale gdyby si to bez jego wiadomoci stao, toby mnie potem 
pomci, jako i ja jego pomszcz...
- Ha! - rzek Tczyski - wskrajcie u Krzyaka, by skargi zaniecha...
- Juem u niego by.
- I co? - spyta, wycigajc szyj, krl - co powiedzia?
- Powiedzia mi tak: "Trzeba byo na tynieckiej drodze o darowanie prosi - nie 
chcielicie, to teraz i ja nie chc".
- A wy czemu nie chcieli?
- Bo przykaza nam z koni zsi i na piechot przeprasza.
Krl zaoy wosy za uszy i chcia co odpowiedzie, gdy wtem wszed dworzanin 
z oznajmieniem, i rycerz z Lichtensteinu prosi o posuchanie.
Usyszawszy to, Jagieo spojrza na Jaka z Tczyna, potem na Maka, lecz kaza 
im pozosta, moe w nadziei, e uda mu si przy tej sposobnoci zaagodzi 
spraw swoj powag krlewsk.
Tymczasem Krzyak wszed, skoni si krlowi i rzek:
- Miociwy panie! Oto jest spisana skarga o zniewag, jaka mnie w krlestwie 
waszym spotkaa.
- Skarcie si jemu - odpowiedzia krl, ukazujc na Jaka z Tczyna.
Krzyak za rzek, patrzc wprost w twarz krla:
- Nie znam waszych praw ni waszych sdw, wiem jeno, e pose Zakonu przed samym 
tylko krlem skary si moe.
Mae oczki Jagiey zamigotay z niecierpliwoci, wycign jednak rk, wzi 
skarg i odda Tczyskiemu.
Ten za rozwin j i pocz czyta, ale w miar jak czyta, twarz stawaa mu 
si coraz wicej frasobliwa i smutna.
- Panie - rzek wreszcie - tak nastajecie na ycie tego mo-dzianka, jakby on 
caemu waszemu Zakonowi by straszny. ali wy. Krzyacy, ju si i dzieci 
boicie?
My, Krzyacy, nie boim si nikogo - odpar dumnie komtur.
A stary kasztelan doda z cicha:
- A zwaszcza Boga.
Powaa z Taczewa czyni nazajutrz przed sdem kasztelaskim wszystko, co byo w 
jego mocy, aby win Zbyszka umniejszy. Lecz prno uczynek przypisywa 
dziecistwu i niedowiadczeniu, prno mwi, e nawet i kto starszy, gdyby 
trzy pawie czuby lubowa i o zesanie ich si modli, a potem ujrza nagle taki 
czub przed sob, mgby take pomyle, e jest w tym zrzdzenie boskie. Jednej 
rzeczy nie mg zacny rycerz zaprze, to jest, e gdyby nie on, to kopia 
Zbyszkowa byaby uderzya o pier Krzyaka. Kuno za kaza przynie do sdu 
zbroj, w ktr owego dnia by przybrany, i okazao si, e bya z cienkiej 
blachy, uywana tylko do uroczystych odwiedzin i tak wiotka, e Zbyszko, 
zwaywszy jego nadzwyczajn si, byby j niechybnie grotem na wylot przebd i 
posa ycia pozbawi. Za czym pytano jeszcze Zbyszka, czy myla Krzyaka zabi; 
lecz on nie chcia si tego zapiera. "Woaem na niego z daleka - rzek - by 
kopii nadstawi, bo juci ywy nie daby sobie ze ba hemu zedrze - ale gdyby 
i on by z daleka woa, ie jest posem, tedybym go by w spokoju ostawi".
Podobay si te sowa rycerzom, ktrzy przez yczliwo dla modzianka tumnie 
si na sd zgromadzili, i zaraz podniosy si liczne gosy: "Prawda! czemu nie 
woa!" Lecz twarz kasztelana pozostaa pospna i surowa. Nakazawszy obecnym 
milczenie, sam take przez chwil milcza, po czym utkwi w Zbyszku badawcze 
renice i zapyta:
- Moesz-li na mk Pask poprzysic, e paszcza i krzya nie widzia?
- Nijak! - odpowiedzia Zbyszko - eby ja krzya nie widzia, to mylabym, e 
to nasz rycerz, a w naszego przecie bym nie godzi.
- A jako mg si inny Krzyak pod Krakowem znajdowa, jeli nie pose albo nie 
z poselskiego pocztu?
Na to nic nie rzek Zbyszko, bo nie byo co rzec. Dla wszystkich byo rzecz a 
nazbyt jasn, e gdyby nie pan z Taczewa, to w obecnej chwili leaby przed 
sdem nie pancerz posa, ale sam pose, z przebit na wieczn hab narodowi 
polskiemu piersi - wic ci nawet, ktrzy z caej duszy sprzyjali Zbyszkowi, 
rozumieli, e wyrok nie moe by dla niego askawy...
Jako po chwili kasztelan rzek:
- Ie w zapalczywoci swej nie pomyla, w kogo bijesz, i czyni bez zoci, 
przeto ci Zbawiciel nasz to policzy i daruje, ale ty si, nieboe, Najwitszej 
Pannie pole, gdy prawo nie moe ci tego darowa...
Usyszawszy to, Zbyszko, chocia spodziewa si podobnych sw, przyblad nieco, 
ale wnet potem wstrzsn w ty swe dugie wosy, przeegna si i rzek:
- Wola boska! Ano, trudno!
Nastpnie zwrci si do Maka i ukaza mu oczyma na Lichtensteina, jakby 
polecajc go jego pamici, a Mako kiwn gow na znak, e rozumie i pamita. 
Zrozumia to spojrzenie i ten ruch take i Lichtenstein, i jakkolwiek w 
piersiach bio mu zarwno mne, jak zawzite serce, jednake dreszcz przebieg 
go na chwil od stp do gw, tak straszn i zowrog twarz mia w tej chwili 
stary wojownik. Widzia Krzyak, e midzy nim a owym starym rycerzem, ktrego 
twarzy nie mg nawet dobrze pod hemem dojrze, pjdzie odtd na mier i 
ycie, e gdyby si nawet chcia przed nim skry, to si nie skryje, i e gdy 
przestanie by posem, to si musz spotka choby w Malborgu.
Tymczasem kasztelan uda si do przylegej izby, by podyktowa wyrok na Zbyszka 
biegemu w pimie sekretarzowi. Ten i w z rycerzy zblia si podczas owej 
przerwy do Krzyaka, mwic:
- Bogdaj na sdzie ostatecznym askawiej- osdzono! Rade tej krwi?
Lecz Lichtensteinowi chodzio tylko o Zawisz, gdy ten, z powodu swych czynw 
bojowych, znajomoci praw rycerskich i niezmiernej surowoci w ich 
przestrzeganiu, znany by po wiecie szeroko. W sprawach najbardziej 
zawilkanych, w ktrych chodzio o honor rycerski, udawano si do niego nieraz 
bardzo z daleka, i nikt nigdy nie mia mu przeczy, nie tylko dlatego, e 
pojedyncza walka z nim bya niepodobna, ale i dlatego, e uwaano go za 
"zwierciado czci". Jedno sowo przygany albo pochway z ust jego szybko 
rozchodzio si midzy rycerstwem Polski, Wgier, Czech, Niemiec i mogo 
stanowi o zej lub dobrej sawie rycerza.
Do niego wic zbliy si Lichtenstein i jakby chcc usprawiedliwi si ze swej 
zawzitoci, rzek:
- Sam tylko wielki mistrz wraz z kapitu mgby mu ask okaza -ja nie mog...
- Nic waszemu mistrzowi do naszych praw; ask moe tu okaza nie on, jeno krl 
nasz - odpowiedzia Zawisza.
- A ja, jako pose, musiaem da kary.
- Pierwej bye rycerzem ni posem, Lichtensteinie...
- ai mniemasz, em czci uchybi?
- Znasz nasze ksigi rycerskie i wiesz, e dwoje zwierzt kazano naladowa 
rycerzowi; lwa i baranka. Ktoregoe z nich w tej przygodzie naladowa?
- Nie ty moim sdzi...
- Pytae, czy czci nie uchybi, tom ci i odkaza, jako myl.
- le mi odkaza, bo tego nie mog przekn.
- Wasn si, nie moj zoci udawisz.
- Ale mi Chrystus policzy, em o majestat Zakonu wicej dba ni o swoj 
chwalb...
- On te nas wszystkich bdzie sdzi.
Dalsz rozmow przerwao wejcie kasztelana i sekretarza. Wiedziano ju, e 
wyrok bdzie niepomylny, jednake uczynia si gucha cisza. Kasztelan zaj 
miejsce za stoem i wziwszy w rk krucyfiks, rozkaza Zbyszkowi klkn.
Sekretarz zacz odczytywa po acinie wyrok. Ani Zbyszko, ani obecni rycerze 
nie zrozumieli go, jednake wszyscy domylili si, e jest to wyrok mierci. 
Zbyszko po skoczeniu czytania uderzy si kilkakrotnie pici w piersi, 
powtarzajc: "Boe, bd miociw mnie grzesznemu".
Po czym wsta i rzuci si w ramiona Maka, ktry pocz caowa w milczeniu 
jego gow i oczy.
Wieczorem za tego dnia herold ogasza przy odgosie trb rycerzom, gociom i 
mieszczastwu na czterech rogach rynku, i szlachetny Zbyszko z Bogdaca skazan 
jest z wyroku kasztelaskiego na ucicie gowy mieczem.
Lecz Mako wyprosi, by egzekucja nie nastpia rycho, co mu przyszo atwo, 
gdy ludziom wczesnym, zamiowanym w drobiazgowym rozporzdzaniu mieniem, 
zostawiano zwykle czas do ukadw z rodzin, jak rwnie do pojednania si z 
Bogiem. Nie chcia te nastawa na prdkie wykonanie wyroku i sam Lichtenstein, 
rozumiejc, e skoro obraonemu majestatowi Zakonu stao si zado, nie naley 
do reszty zraa potnego monarchy, do ktrego by wysan nie tylko dla wzicia 
udziau w uroczystociach chrzcin, ale i dla ukadw o ziemi dobrzysk. 
Najwaniejszym jednak wzgldem byo zdrowie krlowej. Biskup Wysz ani chcia 
sysze o egzekucji przed poogiem, susznie mniemajc, e takiej sprawy nie 
mona bdzie przed pani ukry, ta za, gdy si raz o niej dowie, wpadnie w 
turbacj mogc jej ciko zaszkodzi. W ten sposb pozostawao Zbyszkowi moe i 
kilka miesicy ycia do ostatecznych rozporzdze i poegnania si ze znajomymi.
Jako Mako odwiedza go codziennie i pociesza, jak umia. Rozmawiali aonie 
o nieuniknionej mierci Zbyszkowej, a jeszcze aoniej o tym, e rd moe 
wygin.
- Nie bdzie inaczej, jeno musicie bab bra - rzek raz Zbyszko.
- Wolej bym krewniaka jakiego cho z dalekoci odszuka -odpowiedzia stroskany 
Mako. - Gdzie mnie o babach myle, kiedy tobie maj szyj uci. A choby te 
koniecznie przyszo ktr bra. nie uczyni tego, nim Lichtensteinowi zapowiedzi 
rycerskiej nie pol i pomsty nie dokonam. Ju ty si nie bj!...
Bg wam zapa. Nieche mam cho t uciech! Alem to wiedzia, e mu nie 
darujecie. Jakoe uczynicie?
- Jak si posowanie jego skoczy, bdzie albo wojna, albo spokj - rozumiesz? 
Jeli bdzie wojna, wyl mu zapowied, eby przed bitw do pojedynczej walki ze 
mn stan.
- Na udeptanej ziemi?
- Na udeptanej ziemi, konno alibo pieszo, ale jeno na mier, nie na niewol. 
Bdzie-li za spokj, to do Malborga pojad i kopi w bram zamkow uderz, a 
trbaczowi ka otrbi, e go na mier wyzywam. Ju ci si nie pochowa.
- Pewnie, e si nie pochowa, i rady mu dacie, jakobym widzia.
- Rady?... Zawiszy bym nie da, Paszkowi bym nie da, Powale te; ale nie 
chwalcy si, takim jak on poradz dwom. Oba-czy krzyacka jego ma! ali nie 
tszy by w rycerz od Fryzw? A jakem go ci z gry bez hem, gdzie mi si 
topr zatrzyma? Na zbach si zatrzyma. Albo nie?
Odetchn na to Zbyszko z wielk ulg i rzek:
- Lej bdzie gin.
I poczli wzdycha obydwa, po czym stary szlachcic j mwi wzruszonym gosem:
- Ty si nie frasuj. Nie bd twoje koci szukay jedna drugiej na sdzie 
ostatecznym. Trumn ci kazaem sporzdzi dbow, tak, e i kanonicy od Panny 
Marii nie maj lepszych. Nie zginiesz ty jako cierciaka. Ba! i tego nawet nie 
dopuszcz, e-by mieli cina na tym samym suknie, na ktrym mieszczanw 
cinaj. Juem si z Amylejem zgodzi, e da cakiem nowe, tak zacne, e 
starczyoby i krlowi na poszycie koucha. I mszy ci nie poauj - nie bj si!
Uradowao si na to serce Zbyszka, wic pochyliwszy si do rki stryj ca, 
powtrzy:
- Bg wam zapa.
Czasem jednak, mimo wszystkich pociech, zdejmowaa go okrutna tsknota, wic 
innym razem, gdy Mako przyszed go odwiedzi, ledwie si z nim przywitawszy, 
zapyta, spogldajc przez krat w murze:
- A co tam na dworze?
- Pogoda jak zoto, a sonko przygrzewa, ae caemu wiatu mio.
Na to Zbyszko zaoy na kark obie donie i przechyliwszy
w ty gow, mwi:
- Hej, mocny Boe! Konia pod sob mie i jedzi po polach, po szerokich. al 
gin modemu! Okrutny al!
- Gin ludzie i z konia! - odpar Mako.
- Ba! Ale ilu sami przedtem nabij!...
I pocz wypytywa o rycerzy, ktrych na dworze krla widzia: o Zawisz, o 
Farureja, o Powa z Taczewa, o Lisa z Targowiska i o wszystkich innych - co 
robi, czym si zabawiaj, na jakich zacnych wiczeniach czas im schodzi? I 
sucha chciwie opowiada Maka, ktry prawi, jako rano we zbrojach przez konie 
skacz, jako powrozy targaj, jako si prbuj na miecze i na topory z 
oowianymi ostrzami, a w kocu, jak ucztuj i jakie pieni piewaj. Chciao si 
Zbyszkowi lecie do nich z caej duszy i serca, a gdy si dowiedzia, e Zawisza 
zaraz po chrzcinach wybiera si a hen gdzie w d Wgrw na Turkw, nie mg 
si wstrzyma od okrzyku:
- Puciliby mnie z nim! niechbym cho przeciw poganom zgin.
Ale nie mogo to by, a tymczasem zdarzyo si co innego. Oto obie ksine 
mazowieckie nie przestay myle o Zbyszku, ktry uj je swoj modoci i 
urod. Wreszcie ksina Aleksandra Ziemowitowa umylia wysa list do mistrza. 
Mistrz nie mg wprawdzie zmieni wyroku wydanego przez kasztelana, ale mg 
wstawi si za modziecem do krla. Jagielle nie wypadao wprawdzie okazywa 
aski, gdy szo o zamach na posa, zdawao si jednak rzecz niewtpliw, e rad 
j okae na wstawiennictwo samego mistrza. Wic nadzieja na nowo wstpia w 
serce obu pa. Ksina Aleksandra, majc sama sabo do polerowanych rycerzy 
zakonnych, bya i przez nich nadzwyczaj ceniona. Niejednokrotnie szy dla niej z 
Malborga bogate dary i listy, w ktrych mistrz nazywa j czcigodn, witobliw 
dobrodziejk i osobliwsz ordowniczk Zakonu. Sowa jej wiele mogy i byo 
rzecz wielce prawdopodobn, i nie doznaj odmowy. Chodzio tylko o znalezienie 
goca, ktry by dooy wszelkiej gorliwoci, aby jak najprdzej list odda i z 
odpowiedzi powrci. Usyszawszy o tym, stary Mako podj si tego bez 
wahania...
Uproszony kasztelan wyznaczy termin, do ktrego obieca powstrzyma wykonanie 
wyroku. Peen otuchy Mako zakrztn si tego samego dnia koo odjazdu, po czym 
uda si do Zbyszka, aby mu szczliw nowin zwiastowa.
Jako w pierwszej chwili Zbyszko wybuchn tak wielk radoci, jakby mu ju 
otworzono drzwi wiey. Nastpnie jednak zamyli si, spospnia nagle i rzek:
- Kto si tam od Niemcw czego dobrego doczeka! Lichtenstein te mg prosi 
krla o ask - i jeszcze by na tym wygra, bo pomsty byby si uchroni - a 
dlatego nie chcia nic uczyni...
- On si zawzi za to, emy go na tynieckiej drodze nie chcieli przeprosi. O 
mistrzu Kondracie nie mwi ludzie le. Wreszcie straci na tym - nie stracisz.
- Pewnie - rzek Zbyszko - ale mu si tam nisko nie kaniajcie.
- Co si mam kania? List od ksinej Aleksandry wioz -i tyla...
- Ha! kiedycie tacy dobrzy, to niech wam tam Bg dopomoe...
Nagle spojrza bystro na stryjca i rzek:
- Ale jeli mi krl daruje, to Lichtenstein bdzie mj, nie wasz. Pamitajcie...
- Jeszcze szyi niepewny, to adnych zapowiedzi nie czy. Do masz tamtych 
gupich lubw - odrzek z gniewem stary.
Po czym rzucili si sobie w objcia - i Zbyszko zosta sam. Nadzieja i 
niepewno miotay na przemian jego dusz, a gdy przysza noc, a z ni burza na 
niebie, gdy zakratowane okno poczo rozwieca si zowrogim wiatem 
byskawic, a mury trz si od grzmotw, gdy wreszcie wicher wpad ze wistem 
do wiey i zgasi mdy kaganek przy ou: pogrony w ciemnoci Zbyszko straci 
znw wszelk otuch - i ca noc ani na chwil oczu nie mg zamruy...
"Ju ja si mierci nie wywin - myla - i wszystko nic nie pomoe".
Wszelako nazajutrz przysza do niego w odwiedziny zacna ksina Anna Januszowa, 
a z ni i Danusia ze swoj lutek za pasem. Zbyszko pad im kolejno do ng, po 
czym jakkolwiek by w utrapieniu, po bezsennej nocy, w niedoli i niepewnoci, 
nie do tyla jednak zapomnia o rycerskiej powinnoci, aby nie okaza Danusi 
zdumienia nad jej urod...
Lecz ksina podniosa na niego oczy pene smutku i rzeka:
- Nie dziwuj si ty jej, bo jeli Mako dobrej odpowiedzi nie przywiezie albo 
zgoa nie wrci, bdziesz ty si wkrtce, nieboe, lepszym rzeczom w niebie 
dziwowa.
Po czym ja roni zy, rozmylajc o przyszym niepewnym losie rycerzyka, a 
Danusia zawtrowaa jej zaraz. Zbyszko pochyli si na nowo do ich ng, bo i 
jego serce zmiko wobec tych paczw jak wosk w cieple. Nie kocha on tak 
Danusi, jak m kocha niewiast, poczu jednak, e j kocha z caej duszy i e 
na jej widok dzieje mu si w piersiach co takiego, jakby w nich tkwi drugi 
czowiek, mniej srogi, mniej zapdliwy, mniej wojn dyszcy, a natomiast jakby 
sodkiego kochania spragniony. Chwyci go wreszcie al ogromny, i musi j 
porzuci i nie bdzie mg dotrzyma tego, co lubowa.
- Ju ja ci, niebogo, pawich czubw pod nogi nie podo -mwi.- Ale jeli 
przed boskim obliczem stan, tedy tak powiem: "Odpu mi. Panie, grzechy, ale co 
jest dobra wszelkiego na ziemi, to daj nie komu innemu, tylko pannie Jurandwnie 
ze Spychowa".
- Niedawnocie si poznali - rzeka ksina. - Nie da Bg, by to byo na prno.
Zbyszko zacz wspomina wszystko, co zaszo w gospodzie tynieckiej, i rozczuli 
si zupenie. W kocu j prosi Danusi, by mu zapiewaa t sam pie, ktr 
piewaa wwczas, kiedy j to chwyci z awki i przynis do ksinej.
Wic Danusia, cho byo jej nie do piewania, wzniosa zaraz gwk ku 
sklepieniu i przymknwszy jako ptaszek oczki, pocza:
Gdybym ci ja miaa
Skrzydeczka jak gska,
Poleciaabym ja
Za Jakiem do lska.
Usiadabym ci ja
Na lskowskim pocie...
"Przypatrz si, Jasiulku..."
Lecz nagle spod stulonych rzsw wypyny jej zy obfite -i nie moga duej 
piewa. A Zbyszko porwa j na rce tak samo jak niegdy w tynieckiej gospodzie 
i pocz chodzi z ni po izbie, powtarzajc w uniesieniu:
- Nie paniej jeno ja bym w tobie szuka. Niechby mnie Bg wyratowa, niechby 
dorosa - i niechby rodzic pozwolili - toby ja ci bra, dziewczyno!... Hej!
Danusia, objwszy go za szyj, skrya spakan twarz na jego ramieniu - a w nim 
al wstawa coraz wikszy, ktry pync z gbi wolnej natury sowiaskiej, 
zmienia si w tej prostej duszy niemal w pie poln:
Toby ja ci bra, dziewczyno!
Toby ja ci bra!
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia VI
Wtem zaszed wypadek, wobec ktrego inne sprawy straciy wszelkie znaczenie w 
ludzkich oczach. Pod wieczr dnia 21 czerwca rozesza si po zamku wiadomo o 
nagym zasabniciu krlowej. Wezwani medycy pozostali wraz z biskupem Wyszem 
przez ca noc w jej komnacie, a tymczasem dowiedziano si od niewiast 
suebnych, i pani zagrozia sabo przedwczesna. Kasztelan krakowski Jako 
Topr z Tczyna wysa teje nocy gocw do nieobecnego krla. Nazajutrz rano 
wie gruchna po miecie i okolicy. By dzie niedzielny, wic tumy 
napeniay wszystkie witynie, w ktrych ksia nakazali modlitwy za zdrowie 
krlowej. Wwczas ustaa wszelka wtpliwo. Po naboestwie gocie rycerscy, 
ktrzy si ju byli zjechali na spodziewane uroczystoci, szlachta oraz 
deputacje kupieckie uday si na zamek; cechy i bractwa wystpiy z chorgwiami. 
Od poudnia nieprzeliczone roje ludu otoczyy Wawel, midzy ktrymi utrzymywali 
ad ucznicy krlewscy, nakazujc spokojno i cisz. Miasto wyludnio si 
prawie zupenie i tylko przez opustoszae ulice przecigay od czasu do czasu 
gromady okolicznego chopstwa, ktre rwnie ju zwiedziao si o chorobie 
uwielbianej pani i dyo pod zamek. Wreszcie w gwnej bramie pojawili si 
biskup i kasztelan, z nimi za kanonicy katedralni, rajcy krlewscy i rycerze. 
Ci rozeszli si wzdu murw, midzy lud, z twarzami zwiastujcymi nowin, 
zaczli jednak od surowego rozkazu, aby powstrzymano si od wszelkich okrzykw, 
te bowiem mogyby chorej zaszkodzi. Za czym zwiastowali wszem wobec, i krlowa 
powia crk. Nowina napenia radoci serca, zwaszcza gdy zarazem dowiedziano 
si, i jakkolwiek pog by przedwczesny, nie masz jednak widomego 
niebezpieczestwa ni dla matki, ni dla dziecicia. Tumy poczy si rozchodzi, 
albowiem pod zamkiem nie wolno byo krzycze, kady za chcia pofolgowa 
radoci. Jako, gdy wypeniy si ulice prowadzce na rynek, ozway si wnet 
pieni i radosne nawoywania. Nie trapiono si tym, e przysza na wiat crka. 
"Albo le byo, mwiono, e krl Louis nie mia synw i e Krlestwo dostao si 
Jadwidze? Przez jej to maestwo z Jagie podwoia si moc pastwa. Tak 
bdzie i teraz. Gdzie szuka takiej dziedziczki jako bdzie nasza krlewna, gdy 
ni cesarz rzymski, ni aden z innych krlw nie posiadaj tak wielkiego pastwa, 
tak obszernych ziemi ni tak licznego rycerstwa! Bd si dobijali o jej rk 
najpotniejsi monarchowie ziemi, bd si kaniali krlowej i krlowi, bd 
zjedali do Krakowa, a nam kupcom, korzy z tego wypadnie, nie mwic o tym, 
e nowe jakie pastwo, czeskie albo wgierskie, z naszym si Krlestwem 
poczy". Tak to midzy sob mwili kupcy - i rado stawaa si z kad chwil 
powszechniejsza. Ucztowano w domach prywatnych i w gospodach. Rynek zaroi si 
od latami i pochodni. Po przedmieciach podkrakowscy kmiecie, ktrych coraz 
wicej cigao si do miasta, porozkadali si obozem przy wzkach. ydzi 
rajcowali przy synagodze na Kazimierzu. Do pna w noc, prawie do brzasku, 
wrzao na rynku, szczeglniej koo ratusza i wagi, jak w czasie wielkich 
jarmarkw. Udzielano sobie wzajem wiadomoci; posyano po nie na zamek i 
oblegano tumnie wracajcych z nowinami.
Najgorsza z nich bya ta, e ksidz biskup Piotr ochrzci dziecko tej samej 
nocy, z czego wnoszono, e musi by bardzo sabe. Dowiadczone mieszczki 
przytaczay jednak wypadki, w ktrych dzieci urodzone na wp martwe odzyskiway 
si do ycia wanie po chrzcie. Wic pokrzepiano si nadziej, ktr wzmagao 
i imi nadane dziewczynce. Mwiono, e aden Bonifacy ni adna Bonfacja nie moe 
umrze zaraz po urodzeniu, gdy przeznaczono im jest co dobrego uczyni, w 
pierwszych za leciech, tym bardziej w pierwszych miesicach ycia, dziecko nie 
moe czyni ni le, ni dobrze.
Nastpnego dnia jednak przyszy z zamku wiadomoci niepomylne i o niemowlciu, 
i o matce - i wzburzyy miasto. W kocioach przez cay dzie panowa tok jak w 
czasie odpustu. Posypay si wota za zdrowie krlowej i krlewny. Widziano ze 
wzruszeniem ubogich wieniakw ofiarujcych wiartki zboa, jagnita, kury, 
wianuszki suszonych grzybw lub krobie orzechw. Pyny znaczne ofiary od 
rycerstwa, od kupcw, od rzemielnikw. Rozesano gocw do cudownych miejsc. 
Astrologowie badali gwiazdy. W samym Krakowie nakazano uroczyste procesje. 
Wystpiy wszystkie cechy i wszystkie bractwa. Cae miasto zakwito chorgwiami. 
Odbya si i procesja dzieci, sdzono bowiem, e niewinne istoty najatwiej 
ubagaj Boga o ask. Przez bramy miejskie zjeday coraz nowe tumy z 
okolicy.
I tak pyn dzie za dniem wrd ustawicznego bicia w dzwony, wrd gwaru po 
kocioach, procesyj i naboestw. Lecz gdy upyn tydzie, a i dostojna chora, 
i dzieci yy jeszcze, pocza otucha wstpowa w serca. Zdawao si ludziom 
rzecz niepodobn, aby Bg zabra przedwczenie wadczyni pastwa, ktra tyle 
dla niego uczyniwszy, musiaaby pozostawi niedokoczone ogromne dzieo i 
apostok, ktra ofiar wasnego szczcia przywioda do chrzecijastwa ostatni 
pogaski nard w Europie. Uczeni wspominali, ile uczynia dla Akademii, duchowni 
ile dla chway Boej, statyci ile dla pokoju midzy chrzecijaskimi 
monarchami, prawoznawcy - ile dla sprawiedliwoci, biedni - ile dla ubstwa, i 
wszystkim nie miecio si w gowie, izby ycie tak potrzebne dla Krlestwa i 
wiata caego mogo by przedwczenie przecite.
Tymczasem 13 lipca dzwony aobne oznajmiy mier dziecka. Zawrzao znw miasto 
i niepokj ogarn ludzi, a tumy powtrnie obiegy Wawel, dopytujc o zdrowie 
krlowej. Lecz tym razem nikt nie wychodzi z dobr nowin. Owszem, twarze panw 
wjedajcych na zamek lub wyjedajcych przez bramy byy pospne i z kadym 
dniem pospniejsze. Mwiono, e ksidz Stanisaw ze Skarbimierza, mistrz nauk 
wyzwolonych w Krakowie, nie odstpuje ju krlowej, ktra codziennie przystpuje 
do komunii. Mwiono rwnie, e po kadym przystpieniu komnata jej napenia si 
wiatem niebieskim. Niektrzy widzieli je nawet przez okna, ale widok ten 
raczej przeraa oddane pani serca jako oznaka, e rozpoczyna si ju dla niej 
ycie zaziemskie.
Niektrzy nie wierzyli jednak, aby si moga sta rzecz tak straszna, i ci 
krzepili si nadziej, e sprawiedliwe nieba poprzestan na jednej ofierze. 
Tymczasem w pitek z rana dnia 17 lipca gruchno midzy ludem, i krlowa kona. 
Kto y, spieszy pod zamek. Miasto opustoszao tak, e zostali w nim tylko 
kalecy, albowiem nawet matki z niemowltami popieszyy do bram. Sklepy byy 
pozamykane; nie gotowano jada. Ustay wszystkie sprawy, a natomiast pod Wawelem 
czerniao jedno morze ludu - niespokojne, przeraone, ale milczce.
Wtem o godzinie trzynastej z poudnia ozwa si dzwon na katedralnej wiey. Nie 
zrozumiano od razu, co to znaczy, jednakowo niepokj pocz podnosi wosy na 
gowach. Wszystkie gowy i wszystkie oczy zwrciy si ku wieycy na koyszcy 
si z coraz wikszym rozmachem dzwon, ktrego aosny jk poczy powtarza inne 
w miecie: u Franciszkanw, u w. Trjcy, u Panny Marii - i hen dalej, jak 
miasto dugie i szerokie. Zrozumiano wreszcie, co znacz owe jki; dusze ludzkie 
napeniy si przeraeniem i takim blem, jakby one spiowe serca dzwonw 
uderzay wprost w serca wszystkich obecnych.
Nagle na wiey ukazaa si czarna chorgiew z wielk trupi gow porodku, pod 
ktr bielay dwa zoone na krzy piszczele ludzkie. Wwczas ustaa wszelka 
wtpliwo. Krlowa oddaa ducha Bogu.
Pod zamkiem rozleg si ryk i pacz stu tysicy ludzi - i pomiesza si z 
ponurymi odgosami dzwonw. Niektrzy rzucali si na ziemi, inni darli na sobie 
szaty lub rozdrapywali twarze, inni spogldali na mury w niemym osupieniu, 
niektrzy jczeli gucho, niektrzy, wycigajc rce ku kocioowi i komnacie 
krlowej, wzywali cudu i Boego miosierdzia. Lecz ozway si take gosy 
gniewne, ktre w uniesieniu i rozpaczy dochodziy do blunierstw. "Przecz nam 
zabrano nasz umiowan? Na c si zday nasze procesje, nasze modlitwy i 
bagania? To mie byy srebrne i zote wota, a za to nic? Wzi wzito, a da 
nie dano!" Inni wszelako powtarzali, zalewajc si zami i jczc: "Jezu! Jezu! 
Jezu!" Tumy chciay wej do zamku, by spojrze jeszcze raz na ukochan twarz 
Pani. Nie puszczono ich, ale im przyobiecano, e wkrtce ciao bdzie wystawione 
w kociele, a wtedy kady bdzie mg oglda je i modli si przy nim. Za czym 
pod wieczr pospne tumy zaczy wraca ku miastu, opowiadajc sobie o 
ostatnich chwilach krlowej, o przyszym pogrzebie i o cudach, ktre si bd 
dziay przy jej ciele i okoo jej grobowca, a ktrych wszyscy byli zupenie 
pewni. Rozpowiadano rwnie, e krlowa zaraz po mierci bdzie kanonizowan - 
gdy za niektrzy wtpili, czy si to moe sta, poczto si oburza i grozi 
Awinionem...
Smutek ponury pad na miasto, na cay kraj, i nie tylko ludowi pospolitemu, ale 
i wszystkim wydao si, e wraz z krlow zagasa dla Krlestwa pomylna 
gwiazda. Nawet midzy panami krakowskimi byli tacy, ktrzy czarno patrzyli w 
przyszo. Poczto zadawa sobie i innym pytania, co teraz bdzie? czyli 
Jagieo po mierci krlowej ma prawo panowa w Krlestwie, czyli te wrci na 
swoj Litw i poprzestanie na wielkoksicym tronie? Niektrzy przewidywali - i 
jak si okazao, nie bez susznoci - e sam on zechce ustpi i e w takim 
razie odpadn od Korony obszerne ziemie, rozpoczn si znw napady od strony 
Litwy i krwawe odwety zawzitych mieszkacw Krlestwa. Zakon si wzmoe, wzmoe 
si cesarz rzymski i krl wgierski a Krlestwo, do wczoraj jedno z 
najpotniejszych w wiecie, przyjdzie do upadku i pohabienia.
Kupcy, dla ktrych stany otworem obszerne kraje litewskie i ruskie, czynili w 
przewidywaniu strat luby pobone, aby Jagieo pozosta na Krlestwie, lecz w 
takim znw razie przepowiadano rych wojn z Zakonem. Wiadomo byo, e 
powstrzymywaa j tylko krlowa. Ludzie przypominali sobie teraz, jak niegdy, 
oburzona na chciwo i drapieno Krzyakw, mwia im w proroczym widzeniu: 
"Pki ja yj, pty powstrzymuj rk i suszny gniew ma mojego, lecz 
pamitajcie, i po mojej mierci spadnie na was kara za wasze grzechy!"
Oni w pysze i zalepieniu nie lkali si wprawdzie wojny, liczc, e gdy po 
mierci krlowej urok jej witobliwoci nie bdzie powstrzymywa napywu 
ochotnikw z pastw zachodnich, nawczas przyjd im w pomoc tysice bojownikw z 
Niemiec, z Burgundii, Francji i dalszych jeszcze krajw. Lecz mier Jadwigi 
bya jednake wypadkiem tak doniosym, e pose krzyacki Lichtenstein, nie 
czekajc nawet na przyjazd nieobecnego krla, ruszy co prdzej do Malborga, by 
jak najprdzej donie wielkiemu mistrzowi i kapitule wan i poniekd gron 
nowin.
Posowie: wgierski, rakuski, cesarski, czeski, wyruszyli za nim lub te wysali 
gocw do swych monarchw. Jagieo przyjecha do Krakowa w cikiej rozpaczy. W 
pierwszej chwili owiadczy panom, e nie chce ju dalej krlowa bez krlowej i 
e odjedzie na swoje dziedzictwo do Litwy, po czym z alu wpad jakoby w 
odrtwienie, nie chcia rozstrzyga adnych spraw, nie odpowiada na pytania, 
chwilami za wpada w straszny gniew na samego siebie za to, e by odjecha, e 
nie by przy mierci krlowej, e si z ni nie poegna i nie wysucha jej 
ostatnich sw i polece. Prno Stanisaw ze Skarbimierza i biskup Wysz 
przedkadali mu, e choroba krlowej wypada niespodzianie i e wedle ludzkich 
oblicze mia wszelki czas wrci, gdyby pog odby si by w porze waciwej. 
Nie przynosio mu to adnej pociechy ani nie koio jego alu. "Nie krl ja bez 
niej - odpowiada biskupowi -jeno grzesznik pokajany, ktry nie zazna pociechy". 
Po czym wbija oczy w ziemi i nikt nie mg od niego sowa wicej wydoby.
Tymczasem wszystkie umysy zajy si pogrzebem krlowej. Z caego kraju poczy 
ciga nowe tumy panw, szlachty i ludu, zwaszcza ubstwa, ktre spodziewao 
si obfitych zyskw z jamun przy obrzdzie pogrzebowym, majcym trwa przez 
cay miesic. Ciao krlowej ustawiono w katedrze na podwyszeniu urzdzonym w 
ten sposb, ze szersza cz trumny, w ktrej spoczywaa gowa zmarej, 
znajdowaa si znacznie wyej od dolnej. Urzdzono tak umylnie, by lud mg 
lepiej widzie twarz krlowej. W katedrze odprawiao si nieustajce 
naboestwo: przy katafalku pony tysice wiec woskowych, a wrd tych 
blaskw i wrd kwiatw leaa Ona, spokojna, umiechnita, podobna do biaej 
ry mistycznej - ze zoonymi w krzy rkoma na lazurowej sukni. Lud widzia w 
niej wit, przyprowadzano do niej optanych, kaleki, chore dzieci - i raz w 
raz w rodku wityni rozlega si krzyk to jakiej matki, ktra na twarzy 
chorego dziecka spostrzega rumiece, zwiastuny zdrowia, to jakiego paralityka, 
ktry nagle odzyskiwa wadz w schorzaych czonkach. Wwczas serca ludzkie 
przejmowa dreszcz, wie o cudzie przelatywaa koci, zamek, miasto i 
cigaa coraz wiksze roje ndzy ludzkiej, ktra od cudu tylko moga spodziewa 
si poratowania.
O Zbyszku zapomniano tymczasem zupenie, kt bowiem wobec tak olbrzymiego 
nieszczcia pamita mg o zwyczajnym pacholciu szlacheckim i o jego 
uwizieniu w baszcie zamkowej! Zbyszko wiedzia jednakowo od strw 
wiziennych o chorobie krlowej, sysza gwar ludu koo zamku, a gdy usysza 
jego pacz i bicie we dzwony, rzuci si na kolana i przepomniawszy o wasnym 
losie, z caej duszy j opakiwa mier uwielbionej Pani. Zdawao mu si, e 
razem z ni zgaso co i dla niego i e wobec takiej mierci nie warto nikomu 
y na wiecie.
Echa pogrzebu, dzwony kocielne, piewy procesyj i zawodzenia tumw dochodziy 
go przez cae tygodnie. Przez ten czas spospnia, straci ochot do jada, do 
snu i chodzi po swoim podziemiu jak dziki zwierz po klatce. Ciya mu 
samotno, gdy byway dni, e nawet str wizienny nie przynosi mu wieego 
jada i wody, tak dalece wszyscy byli zajci pogrzebem krlowej. Od czasu jej 
mierci nie odwiedzi go nikt: ani ksina, ani Danusia, ani Powaa z Taczewa, 
ktry dawniej tyle okazywa mu yczliwoci, ani kupiec Amylej, znajomek Maka. 
Zbyszko z gorycz myla, e gdy Maka nie stao, zapomnieli o nim wszyscy. 
Chwilami przychodzio mu do gowy, e moe zapomni o nim i prawo - i e 
przyjdzie mu gni do mierci w tym wizieniu. Wwczas modli si o mier.
Wreszcie gdy od pogrzebu krlowej upyn miesic, a rozpocz si drugi, pocz 
wtpi i o powrocie Maka. Obieca przecie Mako jecha popiesznie, konia nie 
aowa. Malborg nie na kocu wiata. Przez dwanacie niedziel mona byo 
dojecha i wrci - zwaszcza gdy komu pilno byo. "Ale moe i jemu niepilno! - 
myla z alem Zbyszko - moe sobie gdzie po drodze bab upatrzy i rad j do 
Bogdaca powiezie, aby si wasnego potomstwa doczeka, a ja tu bd przez wieki 
zmiowania boskiego wyglda!"
Straci wreszcie rachub czasu, przesta cakiem rozmawia ze str i tylko z 
pajczyny, pokrywajcej coraz obficiej elazn krat w oknie, miarkowa, e na 
wiecie nadchodzi jesie. Siadywa teraz caymi godzinami na ou, z okciami na 
kolanach, z palcami we wosach, ktre mu ju daleko za ramiona sigay - i w 
pnie, w podrtwieniu nie podnosi gowy nawet i wwczas, gdy stranik 
zagada do niego, przynoszc spy. A pewnego dnia skrzypny wrzecidze i 
znajomy gos zawoa od progu wizienia:
- Zbyszku!
- Stryjko - krzykn Zbyszko, zerwawszy si z tapczana. Maciek chwyci go w 
ramiona, po czym obj mu jasn gow domi i pocz j caowa. al, gorycz i 
tsknota tak wezbray w sercu modzianka, e pocz paka na piersiach stryj ca 
jak mae dziecko.
- Mylaem, e ju nie wrcicie - rzek, kajc.
- Bo i niewiele brako - odrzek Maciek. Dopiero Zbyszko podnis gow i 
spojrzawszy na niego, zawoa:
- A z wami co si stao?
I patrzy ze zdumieniem na wyndznia, zapad i blad jak ptno twarz starego 
wojownika, na jego pochylon posta i na posiwiae wosy.
- Co z wami? - powtrzy.
Mako siad na tapczanie i przez chwil oddycha ciko.
- Co si stao? - rzek wreszcie. - Ledwiem granic przejecha, postrzelili mnie 
w boru Niemcy z kuszy. Zbje-rycerze! -wiesz? Ciko mi jeszcze dycha... Bg 
zesa mi pomoc - inaczej by mnie tu nie widzia.
- Kt was zratowa?
- Jurand ze Spychowa - odrzek Mako. Nastaa chwila milczenia.
- Oni napadli mnie, a w p dzionka pniej on ich. Ledwie poowa mu ich usza. 
Mnie wzi do grdka, i tam w Spychowie ze mierci-m si przez trzy niedziele 
zmaga. Bg nie da skona - i cho mi jeszcze ciko, alem wrci.
- A to nie bylicie w Malborgu?
- Z czymem mia jecha? Obdarli mnie do cna i list z innymi rzeczami zabrali. 
Wrciem prosi ksiny Ziemowitowej o drugi, alem si z ni w drodze rozmin - 
i czyj zgoni - nie wiem - bo mi si te na tamten wiat wybiera.
To rzekszy, splun na do i wycignwszy j ku Zbyszkowi, ukaza na niej 
czyst krew, mwic:
- Widzisz?
A po chwili doda:
- Wida wola boska.
Czas jaki milczeli obaj pod brzemieniem pospnych myli, po czym Zbyszko rzek:
- To tak cigle krwi plwacie?
- Jakoe nie mam plwa, kiedy mi na p pidzi grota midzy ebrami utkwio! 
Plwaby i ty - nie bj si. Ale u Juranda ze Spychowa ju mi si lepiej 
uczynio, jeno em si ninie okrutnie znw zmczy, bo droga duga, a pilnom 
jecha.
- Hej! po co wam si byo spieszy?
- Bom chcia ksin Aleksandr zdyba i bra od niej drugie pisanie. A Jurand 
ze Spychowa prawi tak: "Jedcie - powiada -i wracajcie z listem do Spychowa. Ja 
- prawi - mam kilku Niemcw pod podog, to jednego na sowo rycerskie uwolni i 
ten list do mistrza powiezie". A on ich tam zawsze kilku przez pomst za mier 
ony pod sob trzyma i rad sucha, jako mu nocami jcz a elaziwem brzkaj, 
gdy jest czek zawzity. Rozumiesz?
- Rozumiem. Jeno to mi dziwno, ecie pierwszy list stracili, bo skoro Jurand 
uapi tych, ktrzy was napadli, to list powinien by by przy nich.
- Nie uapi ci ich wszystkich. Uszo co z piciu. Taka ju dola nasza.
To rzekszy, Mako odchrzkn, splun znw krwi i stkn troch z blu w 
piersiach.
- Ciko was postrzelili - rzek Zbyszko. - Jake to? Z zasadzki?
- Z kuszczw tak gstych, e na krok nie byo nic wida. A jechaem bez zbroi, 
bo mi kupcy mwili, e kraj bezpieczny -i upa by.
- Kt zbjom przywodzi? Krzyak?
- Nie zakonnik, ale Niemiec. Chemiczyk z Lentzu, wsawion z rozbojw i 
grabiey.
- C si z nim stao?
- U Juranda na acuchu. Ale on te ma w podziemiu dwch szlachty Mazurw, 
ktrych chce za siebie odda. Znw zapado milczenie.
- Miy Jezu - rzek wreszcie Zbyszko - to Lichtenstein bdzie yw i w z Lentzu 
take, a nam trzeba gin bez pomsty. Mnie gow utn, a i wy pewnikiem ju si 
nie przezimujecie.
- Ba! i do zimy nie docign. eby cho ciebie jako zratowa...
- Widzielicie tu kogo?
- Byem u kasztelana krakowskiego, bo jakem si dowiedzia, e Lichtenstein 
wyjecha, mylaem, e ci pofolguj.
- A to Lichtenstein wyjecha?
- Zaraz po mierci krlowej, do Malborga. Byem tedy u kasztelana, ale on 
powiedzia tak: "Nie dlatego waszemu bratankowi gow utn, aby si 
Lichtensteinowi pochlebi, jeno e taki jest wyrok, a czy Lichtenstein tu jest, 
czy go nie ma, to wszystko jedno. Choby te Krzyak i umar, nic to nie zmieni, 
bo - powiada - prawo jest wedle sprawiedliwoci - nie tak jako kubrak, ktren 
moesz do gry podszewk przewrci. Krl - prawi - moe ask okaza, ale nikt 
inny".
- A gdzie krl?
- Pojecha po pogrzebie a na Ru.
- No, to i nie ma rady.
- Nijakiej. Kasztelan powiada jeszcze: "al mi go, bo i ksina Anna za nim 
prosi, ale jak nie mog, to nie mog..."
- A ksina Anna jeszcze te jest?...
- Niech jej ta Bg zapaci! To dobra pani. Jeszcze tu jest, bo Jurandwna 
zachorzaa, a ksina j miuje jak wasne dziecko.
- O, dla Boga! To i Danuk choro napada. Coe jej takiego?
- Boja wiem!... ksina powiada, e j kto urzek.
- Pewnie Lichtenstein! nikt inny, jeno Lichtenstein - sobacza ma!
- Moe i on. Ale co mu zrobisz? - nic.
- To dlatego wszyscy mnie tu zabaczyli, e i ona bya chora... To rzekszy, 
Zbyszko j chodzi wielkimi krokami po izbie, a wreszcie chwyci rk Maka, 
ucaowa j i rzek:
- Bg wam zapa za wszystko, bo z mojej przyczyny pomrzecie, ale skorocie 
jedzili a do Prus, to pki do reszty nie zesabniecie, uczycie jeszcze dla 
mnie jedn rzecz. Pjdcie do kasztelana i procie, eby mnie na sowo rycerskie 
puci cho na dwanacie niedziel. Potem wrc i niech mi szyj utn, ale to 
przecie tak nie moe by, bymy bez nijakiej pomsty poginli. Wiecie... pojad 
do Malborga i zara zapowied Lichtensteinowi pol. Ju te nie moe by 
inaczej. Jego mier albo moja!
Mako pocz trze czoo:
- Pj pjd, ale czy kasztelan pozwoli?
- Sowo rycerskie dam. Na dwanacie niedziel - wicej mi nie trza...
- Co ta gada: na dwanacie niedziel! A jak bdziesz ranny i nie wrcisz, co 
pomyl?...
- To choby na czworakach wrc. Ale nie bjcie si! I widzicie, moe przez ten 
czas zjedzie krl z Rusi; to mu si bdzie mona o zmiowanie pokoni.
- Prawda jest - rzek Mako. Lecz po chwili doda:
- Bo mnie kasztelan i to jeszcze powiada: "Przepomnielimy o waszym bratanku z 
przyczyny mierci krlowej, ale teraz nieche si to ju skoczy".
- Ej, pozwoli - odpowiedzia z otuch Zbyszko. - Juci przecie wie, e szlachcic 
mu sowo zdziery, a czy mi teraz gow utn, czy po witym Michale, to mu 
wszystko jedno.
-Ha! pjd dzi jeszcze.
- Dzi idcie do Amyleja i legnijcie troch. Niech wam jakowej driakwi na ran 
przyo, a jutro pjdcie do kasztelana.
-No, to z Bogiem!
- Z Bogiem!
Uciskali si i Mako zwrci si ku drzwiom, ale w progu zatrzyma si jeszcze 
i namarszczy czoo, jakby sobie co nagle przypomniawszy.
- Ba, to przecie ty pasa rycerskiego jeszcze nie nosisz: powie ci Lichtenstein, 
e z niepasowanym nie bdzie si potyka-i co mu zrobisz?
Zbyszko zafrasowa si, ale tylko na chwil, po czym rzek:
- A jakoe bywa na wojnie? Czy to koniecznie pasowany tylko pasowanych wybiera?
- Wojna to wojna, a walka samowtr co innego.
- Prawda... ale... poczekajcie... Trzeba poradzi... Ano, widzicie! -jest rada. 
Ksi Janusz bdzie mnie pasowa. Jak go ksina z Danuk poprosz, to bdzie 
pasowa. A ja po drodze bd si zaraz na Mazowszu z synem Mikoaja z Dugolasu 
te potyka.
- Za co?
- Bo Mikoaj - wiecie - ten, co jest przy ksinie i ktrego Obuchem zowi - 
powiedzia na Danuk: "skrzat".
Mako popatrzy na niego ze zdumieniem, a Zbyszko, chcc widocznie lepiej 
wytumaczy, o co mu chodzio, mwi dalej:
- Juci tego te darowa nie mog, a z Mikoajem przecie nie bd si potyka, 
bo mu chyba z osiemdziesit lat. Na to Mako:
- Suchaj, chopie! szkoda mi twojej gowy, ale rozumu nie szkoda, ile e gupi 
jak cap.
- A wy si czego sierdzicie?
Mako nie odrzek nic i chcia wyj, ale Zbyszko poskoczy jeszcze ku niemu:
- A jakoe Danuka? zdrowa ju? Nie gniewajcie si za byle co. Przecie was tyle 
czasu nie byo.
I pochyli si znw do rki starego, ten za wzruszy ramionami, ale odrzek 
agodniej:
- Jurandwna zdrowa, jeno jej jeszcze z komnaty nie puszczaj. Bywaj zdrw.
Zbyszko pozosta sam, ale jakby odrodzony na duszy i ciele. Mio mu byo 
pomyle, e bdzie mia jeszcze ze trzy miesice ycia przed sob, e pojedzie 
w dalekie kraje, wyszuka Lichtensteina i stoczy z nim walk mierteln. Na sam 
myl o tym rado zapenia mu piersi. Dobrze cho przez dwanacie niedziel czu 
konia pod sob, jedzi po szerokim wiecie, bi si i nie zgin bez pomsty. A 
potem - niech si dzieje, co chce - to przecie ogromny szmat czasu. Moe krl 
wrci z Rusi i darowa win, moe wybuchn ta wojna, ktr wszyscy z dawna 
zapowiadali - moe i sam kasztelan, gdy po trzech miesicach ujrzy zwycizc 
hardego Lichtensteina, powie: "Ruszaje teraz na bory, lasy!" Czu bowiem jasno 
Zbyszko, e zawzitoci nikt, prcz Krzyaka, przeciw niemu nie ywi - i e sam 
surowy pan krakowski tylko jakoby z musu skaza go na mier.
Wic nadzieja wstpowaa w niego coraz wiksza, gdy nie wtpi, e mu tych 
trzech miesicy nie odmwi. Owszem, myla, ze mu dadz nawet wicej, to 
bowiem, by szlachcic, poprzysigszy na cze rycersk, mia sowa nie 
dotrzyma, nawet nie przyjdzie staremu panu z Tczyna do gowy.
Tote gdy Mako przyszed nazajutrz o zmroku do wizienia, Zbyszko, ktry ledwie 
mg ju usiedzie, skoczy ku niemu do proga i zapyta:
- Pozwoli?
Mako siad na tapczanie, bo sta z wielkiego osabienia nie mg; przez chwil 
oddycha ciko i wreszcie rzek:
- Kasztelan powiedzia tak: "Jeli wam potrzeba podzieli grunt albo statek, to 
waszego bratanka na jedn albo na dwie niedziele na rycerskie sowo wypuszcz, 
ale na duej nie".
Zbyszko zdumia si tak, i czas jaki sowa nie mg przemwi.
- Na dwie niedziele? - zapyta po chwili- A to ja przez dwie niedziele nawet do 
granicy nie zajad! - Ce to jest?... Chybacie kasztelanowi nie powiedzieli, 
po co ja chc do Malborga?
- Nie tylko ja za tob prosiem, ale i ksina Anna.
- No i co?
- I co? Powiedzia jej stary, e mu po twojej szyi nic i e sam ci auje. 
"Niechbym, powiada, jakie prawo za nim znalaz -ba! niechby i pozr - tobym go 
cakiem puci - ale jak nie mog, to nie mog. Nie bdzie, powiada, dobrze w 
tym Krlestwie, gdy ludzie poczn na prawo oczy zamyka i po przyjani sobie 
folgowa; czego ja nie uczyni, choby o Toporczyka, mego krewniaka, albo zgoa 
brata chodzio". - Tacy to tu ludzie nieuyci. - A on jeszcze powiada tak: "My 
nie potrzebujemy si oglda na Krzyakw, ale habi si nam przed nimi nie 
wolno. Co by pomyleli i oni, i ich gocie, ktrzy z caego wiata przychodz, 
gdyby ja skazanego na mier szlachcica puci po to, by mia wol pojecha 
sobie do nich na bitk? aliby uwierzyli, e go kara dosignie i e jest jaka w 
naszym pastwie sprawiedliwo? Wol ja jedn gow uci nili krla i 
Krlestwo na miech podawa". - Powiedziaa na to ksina, e cudna jej taka 
sprawiedliwo, od ktrej nawet krewna krlewska nie moe czeka wyprosi, ale 
stary jej odrzek: "I samemu krlowi suy aska, ale nie suy bezprawie". 
Dopiero wzili si kci, bo ksin porwa gniew: "To go, powiada, nie 
gnjcie w wizieniu!" A kasztelan na to: "Dobrze! od jutra ka pomostek na 
rynku stawi". I na tym si rozeszli. Ju ciebie, nieboe, chyba sam Pan Jezus 
zratuje... Nastaa duga chwila milczenia.
- Jake? - ozwa si guchym gosem Zbyszko. - To to ju zaraz bdzie?
- Za dwa albo trzy dni. Jak nie ma rady, to nie ma. Co ta mogem, tom uczyni. 
Padem do ng kasztelanowi, prosz o zmiowanie, ale on swoje: "Wynajd prawo 
alibo pozr". A co ja wy-najd? Byem u ksidza Stanisawa ze Skarbimierza, aby 
do ciebie z Panem Bogiem przyszed. Nieche cho ta sawa bdzie, e ci ten sam 
spowiada, co i krlow. Ale go nie znalazem doma, bo by u ksiny Anny.
- Moe u Danuki?
- Bogda tam. Dziewka coraz zdrowsza. Pjd do niego jeszcze jutro do dnia. 
Powiadaj, e po jego spowiedzi to ci zbawienie tak pewne, jakoby je mia w 
torbie.
Zbyszko siad, wspar okcie na kolanach i pochyli gow tak, e wosy cakiem 
mu pokryy oblicze. Stary wpatrywa si w niego przez czas dugi, wreszcie 
pocz z cicha woa:
- Zbyszku! Zbyszku!
Chopak podnis twarz raczej rozdranion i pen chodnej zawzitoci ni 
zbola.
- A co?
- Suchaje pilnie, bom moe co i znalaz.
To rzekszy, przysun si blisko i pocz prawie szepta:
- Syszae ty o ksiciu Witoldzie, jako drzewiej, uwizion przez dzisiejszego 
naszego krla w Krewie, wyszed z wizienia w niewiecim przebraniu. Niewiasta 
tu adna za ciebie nie ostanie, ale bierz mj kubrak, bierz kaptur i wychod - 
rozumiesz. A nu si nie postrzeg. I pewno. Za drzwiami ciemno. W oczy nie bd 
ci wieci. Widzieli mnie wczoraj, jakom wychodzi, i aden ani spojrza. Cicho 
bd i suchaj: znajd mnie jutro -i co? Utn mi gow? To ci im bdzie 
pociecha, kiedy mnie i tak za dwie lub trzy niedziele mier pisana. A ty, jak 
std wyjdziesz, siadaj na konia i prosto do kniazia Witolda ruszaj. Przypomnisz 
mu si, pokonisz, to ci przyjmie i bdzie ci u niego jak u Pana Boga za 
piecem. Tu ludzie gadaj, e wojska kniaziowe zniesione przez Tatarw. Nie 
wiadomo, czy prawda, ale moe by, bo nieboszczka krlowa tak prorokowaa. Jeli 
prawda, to tym bardziej bdzie knia rycerzy potrzebowa i rad ci obaczy. Ty 
zasi trzymaj si go, bo nie masz na wiecie lepszej suby. Przegra-li inszy 
krl wojn, to ju po nim, a w kniaziu Witoldzie taka obrotno, e po 
przegranej jeszcze si czyni potniejszy. I hojny jest, a naszych miuje 
okrutnie. Powiedz mu wszystko, jako byo. Powiedz, e chcia na Tatary z nim 
i, ale nie mg, bo w wiey siedzia. Bg da, e ci obdarzy ziemi, 
chopami -i rycerzem bdzie ci pasowa, i do krla si za tob wstawi. Dobry to 
ordownik - obaczysz! - co?
Zbyszko sucha w milczeniu, Mako za jakby podniecony wasnymi sowami mwi 
dalej:
- Nie gin tobie za modu, ale do Bogdaca wraca. A jak wrcisz, zaraz masz 
on bra, eby nasz rd nie zgin. Dopiero jak dzieci napodzisz, moesz 
Lichtensteina na mier pozwa, ale przedtem waruj mi si od szukania pomsty, bo 
nuby ci postrzelili gdzie w Prusach tak jako mnie - toby ju nie byo nijakiej 
rady. Bierze teraz kubrak, bierz kaptur i ruszaj w imi Boe.
To rzekszy, Mako wsta i pocz si rozdziewa - lecz Zbyszko podnis si 
take, zatrzyma go i rzek:
- Nie uczyni ja tego, czego ode mnie chcecie, tak mi pomagaj Bg i wity 
Krzy.
- Czemu? - spyta ze zdumieniem Mako.
- Bo nie uczyni.
A Mako a poblad ze wzruszenia i gniewu.
- Bogdaje ty si by nie rodzi.
- Mwilicie ju kasztelanowi - rzek Zbyszko - ie swoj gow za moj 
oddajecie.
- Skd wiesz?
- Powiada mi pan z Taczewa.
- To i co z tego?
- Co z tego? A c wam kasztelan rzek, e haba by spada na mnie i na cay 
nasz rd. ali nie wiksza by jeszcze haba bya, gdyby ja std uciek, a was tu 
na pomst prawu zostawi?
- Na jak pomst? Co mnie prawo uczyni, kiedy ja i tak zamr? Mieje rozum, na 
miosierdzie Boe!
- A to tym bardziej. Nieche mnie Bg pokarze, jeli ja was starego i chorego 
tu opuszcz. Tfu! haba...
Nastao milczenie; sycha byo tylko ciki, rz꿹cy oddech Maka - i 
nawoywania ucznikw stojcych na stray przy bramach. Na dworze uczynia si 
ju noc gboka...
- Suchaj - ozwa si wreszcie Mako zamanym gosem -nie bya haba kniaziowi 
Witoldowi ucieka tak z Krewa - nie bdzie i tobie...
-Hej! - odrzek z pewnym smutkiem Zbyszko - wiecie! knia Witold wielki knia: 
ma ci koron z rk krlewskich, bogactwo i panowanie - a ja ubogi lachcic -jeno 
cze...
Po chwili za zawoa jakby z nagym wybuchem gniewu:
- A to nie rozumiecie, e was tako miuj i e waszej gowy za swoj nie dam?
Na to Mako podnis si na chwiejnych nogach, wycign przed si rce - i cho 
natury wczesnych ludzi twarde byy, jakby je kowano z elaza - rykn nagle 
rozdzierajcym gosem:
- Zbyszku!...
A nastpnego dnia pachocy sdowi poczli zwozi na rynek belki na rusztowanie, 
ktre miao by wzniesione naprzeciw gwnej bramy ratusza.
Ksina jednake naradzaa si jeszcze z Wojciechem Jastrzbcem, ze Stanisawem 
ze Skarbimierza i z innymi uczonymi kanonikami, biegymi zarwno w prawie 
pisanym i obyczajowym. Zachcay j do tych usiowa sowa kasztelana, ktry 
owiadczy, e gdyby mu znaleziono "prawo alibo pozr", nie omieszkaby Zbyszka 
uwolni. Radzono wic dugo i gorliwie, czyby nie mona czego znale, a chocia 
ksidz Stanisaw przygotowa Zbyszka na mier i da mu Ostatnie Sakramenta, 
jednake prosto z podziemia wrci raz jeszcze na narad, ktra trwaa niemal do 
witu.
Tymczasem nadszed dzie egzekucji. Od rana tumy cigay na rynek, gdy gowa 
szlachcica wiksz budzia ciekawo ni zwyka, a do tego pogoda uczynia si 
cudna. Midzy kobietami rozesza si te wie o modzieczym wieku i 
nadzwyczajnej piknoci skazanego, wic caa droga wiodca od zamku zakwita jak 
kwiatami od caych gromad strojnych mieszczanek; w oknach na rynku i w 
wystajcych przystawkach wida te byo czepce, zote i aksamitne czoka lub 
przetowose gowy dziewczt, zdobne tylko wiecami z r i lilij. Rajcy miejscy, 
cho sprawa waciwie do nich nie naleaa, wyszli wszyscy dla dodania sobie 
powagi i ustawili si w pobliu rusztowania tu za rycerstwem, ktre chcc 
okaza swoje wspczucie modziecowi, stano gromadnie najbliej pomostu. Za 
nimi pstrzy si tum, zoony z pomniejszych kupcw i rzemielnikw w barwach 
cechowych. aki i w ogle dzieci, wypychane w ty, kryy jak uprzykrzone muchy 
wrd tumu, wdzierajc si wszdzie, gdzie ukazao si cho troch wolnego 
miejsca. Nad ow zbit mas gw ludzkich widnia pomost pokryty nowym suknem, 
na ktrym stao trzech ludzi: jeden kat, barczysty i grony Niemiec przybrany w 
czerwony kubrak i taki kaptur, z cikim, obosiecznym mieczem w rku - i dwch 
jego pachokw z obnaonymi ramionami i powrozami u pasw. U ng ich sta pie i 
trumna obita rwnie suknem. Na wieach Panny Marii biy dzwony, napeniajc 
miasto spiowym dwikiem i poszc stada kawek i gobi. Ludzie patrzyli to na 
drog wiodc z zamku, to na pomost i sterczcego na nim kata z paajcym w 
sonecznym blasku mieczem, to wreszcie na rycerzy, na ktrych zawsze z 
chciwoci i szacunkiem spogldali mieszczanie. Tym razem byo za na co 
patrze, gdy najsawniejsi stanli w kwadrat koo rusztowania. Podziwiano wic 
szeroko ramion i powag Zawiszy Czarnego Jego kruczy wos spadajcy na ramiona 
- podziwiano krp, kwadratow posta oraz paczaste nogi Zyndrama z Maszkowic 
i olbrzymi, nadludzki niemal wzrost Paszka Zodzieja z Biskupic, i gron twarz 
Bartosza z Wodzinka - i urod Dobka z Olenicy, ktry w Toruniu pokona na 
turnieju dwunastu rycerzy niemieckich - i Zygmunta z Bobowy, ktry podobnie 
wsawi si z Wgrami w Koszycach -i Krzona z Kozichgw, i strasznego w rcznym 
spotkaniu Lisa z Targowiska, i Staszka z Charbimowic, ktry konia w biegu 
dogania. Powszechn uwag zwraca take Mako z Bogdaca swoj wyblad twarz, 
podtrzymywany przez Floriana z Korytnicy i Marcina z Wrocimowic. Sdzono 
powszechnie, i jest to ojciec skazanego.
Ale najwiksz ciekawo wzbudza Powaa z Taczewa, ktry stojc w pierwszym 
szeregu trzyma w swych potnych ramionach Danusi, przybran cakiem biao, z 
zielonym rucianym wianuszkiem na jasnych wosach. Ludzie nie rozumieli, co to 
znaczy i dlaczego ta biao ubrana dzieweczka ma patrze na egzekucj skazanego. 
Jedni mwili sobie, e to siostra, inni odgadywali w niej pani myli modego 
rycerza, ale i ci nie umieli sobie wytumaczy ani jej ubioru, ani obecnoci 
przy pomocie. Natomiast we wszystkich sercach widok jej podobnej do rumianego 
jabuszka, ale zalanej zami twarzy - budzi wspczucie i wzruszenie. W zbitych 
tumach ludu poczto szemra na nieugito kasztelana, na surowo prawa - i 
szemrania owe przechodziy stopniowo w pomruk wprost grony - a wreszcie tu i 
wdzie jy podnosi si gosy, e gdyby zburzono rusztowanie, egzekucja 
musiaaby by odoona.
Tum oywi si i rozkoysa. Podawano sobie z ust do ust, e gdyby krl by 
obecny, byby niewtpliwie uaskawi modzianka, ktry, jak zapewniano, nie 
dopuci si adnej winy.
Ale wszystko ucicho, gdy dalekie okrzyki oznajmiy zblianie si ucznikw i 
halebardnikw krlewskich, midzy ktrymi szed skazany. Jako wkrtce orszak 
pojawi si na rynku. Pochd otwierao bractwo pogrzebowe, przybrane w czarne, 
do ziemi sigajce opocze i takie zasony na twarzach z powycinanymi otworami 
na oczy. Lud ba si tych pospnych postaci i na ich widok umilk. Za nimi szed 
oddzia kusznikw, zoony z doborowych Litwinw, przybranych w osiowe 
niewyprawne kubraki. By to oddzia gwardii krlewskiej. Z tyu orszaku wida 
byo halebardy drugiego oddziau, w rodku za, midzy pisarzem sdowym, ktry 
mia czyta wyrok, a ksidzem Stanisawom ze Skarbimierza, nioscym krucyfiks, 
szed Zbyszko.
Wszystkie oczy zwrciy si teraz na niego i ze wszystkich okien i przystawek 
wychyliy si niewiecie postacie. Zbyszko szed przybrany w sw zdobyczn bia 
jak, haftowan w zote gryfy i zdobn zot frdzl u dou - i w tym wietnym 
stroju wydawa si oczom tumw jakowym ksitkiem albo pacholciem z 
wielkiego domu. Ze wzrostu, z barkw, widnych pod obcisym ubraniem, z tgich ud 
i szerokich piersi wydawa si by mem cakiem dojrzaym, ale nad t postaw 
ma wznosia si gowa dziecinna prawie i twarz moda, z pierwszym meszkiem nad 
ustami - i zarazem cudna - twarz krlewskiego pazia ze zotym wosem, ucitym 
rwno nad brwiami, a puszczonym dugo na ramiona. Szed krokiem rwnym i 
sprystym, ale z czoem pobladym. Chwilami patrzy na tum jakby nieco przez 
sen, chwilami wznosi oczy ku wieom kocielnym, ku stadom kawek i ku 
rozkoysanym dzwonom, ktre wydzwaniay mu ostatni godzin; chwilami wreszcie 
odbijao mu si na twarzy jakby zdziwienie, e te dwiki i szlochania 
niewiecie, i caa ta uroczysto, to wszystko dla niego. Na rynku ujrza 
wreszcie z daleka pomost i na nim czerwon sylwetk kata. Wwczas drgn i 
przeegna si - ksidz za w teje chwili poda mu krucyfiks do pocaowania. O 
kilka krokw dalej pad mu pod nogi pk chabrw rzucony przez mod dziewczyn z 
ludu. Zbyszko schyli si, podnis go, a nastpnie umiechn si do 
dziewczyny, ktra wybuchna gonym paczem. Lecz on pomyla widocznie, e 
wobec tych tumw i wobec niewiast powiewajcych chustkami z okien trzeba umrze 
odwanie i zostawi po sobie przynajmniej pami "dzielnego chopa", wic 
wyty ca odwag i wol, nagym ruchem odrzuci w ty wosy, podnis gow 
jeszcze wyej i szed hardo, tak prawie, jak idzie zwycizca po skoczonych 
rycerskich gonitwach, gdy go prowadz po nagrod. Posuwali si jednak z wolna, 
gdy tum by przed nimi coraz wikszy i niechtnie ustpujcy. Prno kusznicy 
litewscy, idcy w pierwszym szeregu, woali co chwila: Eyk szalin! Eyk szalin! 
(precz z drogi!). Nie chciano si domyla, co znacz te sowa - i czynio si 
coraz cianiej. Jakkolwiek wczesne mieszczastwo krakowskie skadao si w 
dwch trzecich z Niemcw - jednake naok rozlegay si grone kltwy przeciw 
Krzyakom: "Haba! haba! niechby sczezy te krzyowe wilki, jeli dzieci gwoli 
im bd tu wytraca! Wstyd dla krla i Krlestwa!" - Litwini, widzc opr, 
zdjwszy napite kusze z ramion, poczli spoglda spode bw na lud, nie mieli 
jednak szy w gstw bez rozkazu. Lecz kapitan wysa naprzd halebardnikw, 
halebardami bowiem atwiej byo torowa sobie drog i w ten sposb dotarli a do 
rycerzy stojcych w kwadrat koo rusztowania.
Ci rozstpili si bez oporu. Pierwsi weszli halebardnicy, za nimi szed Zbyszko 
z ksidzem i pisarzem. Lecz wwczas stao si to, czego si nikt nie spodziewa. 
Oto nagle spomidzy rycerzy wystpi Powaa z Danusi na rku i krzykn: 
"Stj!", tak grzmicym gosem, i cay orszak zatrzyma si jak wkopany w 
ziemi. Ni kapitan, ni nikt z onierzy nie chcia sprzeciwi si panu i 
pasowanemu rycerzowi, ktrego codziennie widywano w zamku, a nieraz w poufnych z 
krlem rozmowach. Wreszcie i inni, rwnie znamienici, poczli woa 
rozkazujcymi gosami: "Stj! stj!" - pan z Taczewa za zbliy si do Zbyszka 
i poda mu biao ubran Danusi.
w mniemajc, e to poegnanie, chwyci j, obj i przycisn do piersi - lecz 
Danusia, zamiast przytuli si do niego i zarzuci mu na szyj rczta, zerwaa 
co prdzej ze swych jasnych wosw, spod rucianego wianka, bia zason i 
owina w ni cakiem gow Zbyszka, a jednoczenie pocza woa z caej siy 
rozpakanym dziecinnym gosem:
- Mj ci jest! mj ci jest!
- Jej ci jest! - powtrzyy potne gosy rycerzy. - Do kasztelana!
Odpowiedzia im podobny do grzmotu krzyk ludu: "Do kasztelana! do kasztelana!" 
Spowiednik podnis oczy w gr, zmiesza si pisarz sdowy, kapitan i 
halebardnicy opucili bro, albowiem wszyscy zrozumieli, co si stao.
By stary, polski i sowiaski obyczaj, mocny jak prawo, znany na Podhalu, w 
Krakowskiem, a nawet i w innych krajach, e gdy na prowadzonego na mier 
chopca rzucia niewinna dziewka zason na znak, e chce za niego wyj za m, 
tym samym zbawiaa go od mierci i kary. Znali w obyczaj rycerze, znali 
kmiecie, zna polski lud miejski - a syszeli o jego mocy i Niemcy, z 
dawniejszych czasw w grodach i miastach polskich zamieszkali. Stary Mako te 
a zesab na ten widok ze wzruszenia, rycerze, odsunwszy wnet kusznikw, 
otoczyli Zbyszka i Danusi; wzruszony i rozradowany lud krzycza coraz 
potniej: "Do kasztelana! do kasztelana!" Tumy ruszyy si nagle, na ksztat 
olbrzymich wen morskich.
Kat i pomocnicy zbiegli co prdzej z pomostu. Uczynio si zamieszanie. Dla 
wszystkich stao si jasnym, e gdyby Jako z Tczyna chcia si teraz oprze 
uwiconemu obyczajowi, w miecie wszczby si grony rozruch. Jako awa 
ludzka rzucia si zaraz na rusztowanie. W mgnieniu oka cignito sukno i 
rozerwano je w kawaki, potem belki i deski, cignite silnymi rkoma lub rbane 
toporami, poczy ugina si, trzeszcze, pka - i w kilka pacierzy pniej na 
rynku nie zostao ladu z pomostu.
A Zbyszko, wci trzymajc Danusi na rku, wraca na zamek, ale tym razem jak 
prawdziwy zwycizca-tryumfator. Naok niego bowiem szli z radosnymi twarzami 
pierwsi rycerze Krlestwa, a z bokw, z przodu i z tyu toczyy si tysice 
kobiet, mczyzn i dzieci, krzyczc wniebogosy, piewajc, wycigajc rce ku 
Danusi i sawic obojga mstwo i urod. Z okien biae rce bogatych mieszczek 
biy im oklaski, wszdzie wida byo oczy zalane zami radoci. Deszcz 
wianuszkw ranych, liliowych, deszcz wstek, a nawet zocistych przepasek i 
ptlikw pada szczliwemu modziankowi pod nogi, a on, rozpromieniony jak 
soce, z sercem przepenionym wdzicznoci, podnosi co chwila w gr swoj 
bia panienk, czasem caowa jej w uniesieniu kolana, a ten widok rozczula do 
tego stopnia mieszczki, e niektre rzucay si w objcia swoim kochankom, 
owiadczajc, e byle zasuyli na mier - zostan take uwolnieni. I Zbyszko, 
i Danusia stali si jakby ukochanymi dziemi rycerzy, mieszczan i pospolitego 
tumu. Stary Mako, ktrego wiedli wci pod rce Florian z Korytnicy i Marcin z 
Wrocimowic, odchodzi niemal od zmysw z radoci i zarazem ze zdumienia, e 
taki rodek ratunku dla bratanka nawet mu do gowy nie przyszed. Powaa z 
Taczewa opowiada wrd oglnego wrzasku swym potnym gosem rycerzom, jako w 
sposb wymylili, a raczej przypomnieli na naradach z ksin Wojciech 
Jastrzbiec i Stanisaw ze Skarbimierza, biegli w prawie pisanym i obyczajowym - 
rycerze za dziwili si jego prostocie, mwic midzy sob, e chyba dlatego 
nikt inny o owym obyczaju nie pamita, i w miecie przez Niemcw zamieszkanym 
z dawna ju nie by praktykowany.
Wszystko jednak zaleao jeszcze od kasztelana. Rycerze i lud pocignli na 
zamek, w ktrym pod niebytno krla mieszka pan krakowski - i zaraz pisarz 
sdowy, ksidz Stanisaw ze Skarbimierza, Zawisza, Farurej, Zyndram z Maszkowic 
i Powaa z Taczewa udali si do niego, aby przedstawi moc obyczaju i 
przypomnie, jako sam mwi, i gdyby znalaz "prawo alibo pozr" - to wnet by 
skazanego uwolni. A czy mogo by lepsze prawo nad starodawny obyczaj, ktrego 
nie amano nigdy? Pan z Tczyna odpowiedzia wprawdzie, e wicej si do 
prostego ludu i do podhalskich zbjnikw w obyczaj stosuje ni do szlachty, ale 
zbyt on sam by biegym we wszelakim zakonie, aby mg siy jego nie uzna. 
Przykrywa przy tym srebrn brod doni i umiecha si pod palcami, bo 
widocznie by rad. Wreszcie wyszed na niski kruganek, majc przy sobie ksin 
Ann Danut, kilku duchownych i rycerzy.
Zbyszko, ujrzawszy go. podnis znw w gr Danusi - a on pooy zgrzybia 
rk na jej zotych wosach, chwil j trzyma - a potem skin powanie i 
dobrotliwie sdziw gow.
Zrozumiano ten znak i a mury zamkowe zatrzsy si od okrzykw. "Pomagaj ci 
Bg! yj dugo, sprawiedliwy panie! yj i sd nas!" - woano ze wszystkich 
stron. Potem nowe okrzyki wzniosy si dla Danusi i Zbyszka, a w chwil pniej 
oboje, wszedszy na kruganek, padli do ng dobrej ksinie Annie Danucie, 
ktrej Zbyszko zawdzicza ycie, ona to bowiem obmylia z uczonymi sposb i 
nauczya Danusi, co ma robi.
- Niech ywie moda para! - zawoa na widok klczcych Powaa z Taczewa.
- Niech ywie! - powtrzyli inni.
A sdziwy kasztelan zwrci si do ksiny i rzek:
- Ju te, miociwa ksino, zrkowiny musz by zaraz, bo w obyczaj tak kae.
- Zrkowiny uczyni zaraz - odpowiedziaa z rozpromienion twarz dobra pani - 
ale pokadzin bez ojcowej woli Juranda ze Spychowa nie dopuszcz.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia VII
U kupca Amyleja Mako i Zbyszko naradzali si nad tym, co czyni. Stary rycerz 
spodziewa si rychej mierci, a e przepowiada mu j take znajcy si na 
ranach franciszkanin o. Cybek, wic chcia wraca do Bogdaca, aby by 
pochowanym wedle ojcw na cmentarzu w Ostrowiu.
Nie wszyscy jednak ojce tam leeli. By to niegdy liczny rd. Czasu wojen 
zwoywali si okrzykiem: "Grady!", w herbie za -mienic si lepszymi od innych 
wodykw, ktrym nie zawsze przysugiwao prawo herbu - nosili Tp Podkow. W 
roku 1331, w bitwie pod Powcami, siedmdziesiciu czterech wojownikw z Bogdaca 
wystrzelali na bagnie kusznicy niemieccy, ocala tylko jeden, Wojciech, 
przezwiskiem Tur, ktremu krl Wadysaw okietek po pogromie Niemcw 
potwierdzi osobnym przywilejem herb i ziemie bogdanieckie. Tamtych koci 
bielay odtd na polach powieckich, Wojciech za wrci do domowych pieleszy, 
lecz po to tylko, by cakowit zgub rodu swego oglda.
Albowiem, podczas gdy mowie z Bogdaca ginli pod strzaami Niemcw, 
zbjnicy-rycerze z pobliskiego lska napadli na ich gniazdo, spalili do cna 
osad, ludno wysiekli lub uprowadzili w niewol po to, by j sprzeda w 
odlege kraje niemieckie. Wojciech zosta sam jeden w starym domostwie, ktre 
ocalao od ognia, jako dziedzic obszernych, ale pustych ziem, poprzednio do 
caego wodyczego rodu nalecych. W pi lat pniej oeni si i spodziwszy 
dwch synw, Jaka i Maka - od tura w lesie na owach zabit.
Synowie roli pod opiek matki, Kachny ze Spalenicy, ktra w dwch wyprawach 
pomcia na lskich Niemcach dawne krzywdy, w trzeciej za polega. Jako 
doszedszy do lat poj w maestwo Jagienk z Mocarzewa, z ktr spodzi 
Zbyszka. Mako za, pozostawszy w stanie bezennym, pilnowa majtnoci i 
synowca, o ile pozwalay mu na to wyprawy wojenne.
Lecz gdy w czasie wojny domowej Grzymalitw z Naczami spalono po raz drugi 
chaupy w Bogdacu i rozproszono kmieciw, samotny Mako prno usiowa go na 
nowo dwign. Nabiedziwszy si lat niemao, zastawi wreszcie ziemi krewnemu 
opatowi, sam za z maym jeszcze Zbyszkiem pocign na Litw przeciw Niemcom.
Nigdy on jednak nie traci z oczu Bogdaca. Na Litw pocign wanie dlatego, 
by wzbogaciwszy si upami, z czasem powrci, wykupi ziemi, zaludni j 
jecami, odbudowa grodek i osadzi na nim Zbyszka. Teraz te, po szczliwym 
ocaleniu modzianka, o tym tylko myla i nad tym naradza si z nim u kupca 
Amyleja.
Ziemi mieli za co wykupi. Z upw, z okupw, ktre skadali wzici przez nich 
do niewoli rycerze, i z darw Witolda zebrali zapasy do znaczne. Szczeglnie 
du korzy przyniosa im owa walka na mier z dwoma rycerzami fryzyjskimi. 
Same zbroje, ktre po nich wzili, stanowiy w owych czasach prawdziw 
majtno, prcz zbroi za wzili przecie wozy, konie, ludzi, szaty, pienidze i 
cay bogaty sprzt wojenny. Wiele z tych upw naby teraz kupiec Amylej, a 
midzy innymi dwie sztuki cudnego flandryjskiego sukna, ktre przezorni i moni 
Fryzyjczycy mieli z sob na wozach. Mako przeda take kosztown zdobyczn 
zbroj, mniemajc, e wobec bliskiej mierci na nic mu si ju nie przyda. 
Patnerz, ktry j naby, odprzeda j na drugi dzie Marcinowi z Wrocimowic 
herbu Pkoza z zyskiem znacznym, gdy pancerze pochodzenia mediolaskiego 
ceniono wwczas nad wszystkie w wiecie.
Zbyszkowi te al byo tej zbroi z caej duszy.
- Jeli wam Bg wrci zdrowie - mwi do stryja - gdzie tak drug znajdziecie?
- Tam. gdziem i t znalaz, na jakowym innym Niemcu - odpowiedzia Mako. - 
Aleju ja si mierci nie wywin. elece si mi midzy ebrami rozszczepio i 
szczebrzuch osta we mnie. Com go zmaca i chciaem pazurami wycign, tom go 
jeno gbiej zapycha. A teraz nijakiej rady nie ma.
- Niedwiedziego sada by wam si saganek jeden i drugi napi!
- Ba! Ojciec Cybek mwi te, e dobrze by byo, bo moe by si jako drzazga 
wylizga. Ale skd tu dostan? W Bogdacu jeno by topr wzi, a pod barci na 
noc przykucn!
- To i trza do Bogdaca. Tylko mi tam gdzie w drodze nie zamrzyjcie.
Stary Mako spojrza z pewnym rozczuleniem na bratanka.
- Wiem ja, gdzie by ci si chciao: na dwr ksicia Janusza albo do Juranda ze 
Spychowa, chemiskich Niemcw najeda.
- Tego si nie zapr. Razem z dworem ksiny rad bym do Warszawy albo do 
Ciechanowa pojecha, a to z przyczyny, by jako najduej by z Danuk. Nijak mi 
teraz bez niej, bo to nie tylko moja pani, ale i moje miowanie. Tak ci j rad 
widz, e jak o niej pomyl, to a mnie cigoty bior. Pjd ja za ni choby 
na kraj wiata, ale teraz pierwsze moje prawo to wy. Nie opucilicie mnie, to i 
ja i was nie opuszcz. Jak do Bogdaca, to do Bogdaca!
- To dobry chop - rzek Mako.
- Bg by mnie skara, gdyby ja by dla was inny. Obaczcie, e ju wozy aduj, a 
jeden kazaem sianem dla was wymoci. Amylejwna podarowaa tez pierzyn zacn, 
jeno nie wiem, czy na niej od gorca wytycie. Pojedziemy wolno razem z ksin 
i dworem, eby wam starunku nie zbrako. Potem oni nawrc na Mazowsze, a my do 
siebie - i pomagaj Bg!
Niechbvm tyle poy, by grodek na nowo wznie - rzek Mako - bo to wiem, ze po 
mojej mierci niewiele ty bdziesz o Bogdacu myla.
- Co nie miabym myle!
- Bo ci bd w gowie bitki i kochanie.
- A wam to nie bya w gowie wojna? Wanie em sobie ju cakiem wymiarkowa, 
co mam czyni - i pierwsza rzecz
grdek z dbiny mocnej zbudujem, a rowem kaemy okopa na porzdek.
- Take mylisz? - spyta zaciekawiony Mako. - No, a jak grdek stanie?... 
Gadaj!
- Jak grdek stanie, dopiero na dwr ksicy do Warszawy albo do Ciechanowa 
pojad.
- Po mojej mierci?
- Jeli prdko zamrzecie, to po waszej mierci, ale wprzd was godnie pochowam; 
a jeli Pan Jezus da wam zdrowie, to w Bogdacu ostaniecie. Mnie ksina 
obiecaa, e tam pas rycerski od ksicia dostan. Inaczej nie chciaby si ze 
mn Lichtenstein potyka.
- To potem do Malborga wyruszysz?
- Do Malborga albo choby na kraj wiata, byle tylko Lichtensteina dosta.
- Tego ci nie przygani. Twoja mier albo jego!
- Ju ja wam jego rkawic i pas do Bogdaca przywioz - nie bjcie si!
- Jeno si strze zdrady. U nich o zdrad atwo.
- Pokoni si ksiciu Januszowi, eby posa po glejt do mistrza. Teraz jest 
spokj. Pojad za glejtem do Malborga, a tam zawsze goci rycerstwa kupa. To 
wiecie? - naprzd Lichtenstein, a potem bd upatrywa, ktrzy pawie czuby na 
hemach maj - i po kolei ich wyzywa. Boga mi! zdarzy-li Pan Jezus zwycistwo, 
to zarazem i lub speni.
Tak mwic, Zbyszko umiecha si do swoich wasnych myli, przy czym twarz mia 
zupenie pacholcia, ktre zapowiada, jakich to czynw rycerskich dokona, gdy 
doronie.
- Hej! - rzek, kiwajc gow, Mako - eby ty trzech rycerzy ze znakomitych 
rodw pokona, to nie tylko by lub speni, ale jaki by sprzt po nich wzi 
- miy Boe!
- Co to trzech! - zawoa Zbyszko. - Ju ja w wizieniu powiedziaem sobie, e 
nie bd Danuce skpi. Ile palcw u rk - nie trzech!
Mako wzruszy ramionami.
- Dziwujcie si albo i nie wierzcie - rzek Zbyszko - a ja przecie z Malborga do 
Juranda ze Spychowa pojad. Jake mu si nie pokoni, kiedy to Danukowy 
ojciec? I z nim bdziem chemiskich Niemcw najedali. Samicie przecie 
mwili, e wikszego wilkoaka na Niemcw nie masz na caym Mazowszu.
- A jak ci Danuki nie da?
- Miaby nie da! On swojej pomsty szuka, ja swojej. Kog lepszego sobie 
upatrzy? Wreszcie, skoro ksina na zrkowiny pozwolia, to i on si nie 
przeciwi.
- Ju ja jedno miarkuj - rzek Mako - e ty wszystkich ludzi z Bogdaca 
zabierzesz, eby poczet mie, jako si rycerzowi patrzy, a ziemia ostanie bez 
rk. Pki bd yw, to nie dam, ale po mojej mierci, ju widz, e zabierzesz.
- Pan Bg mi poczet obmyli, a przecie i Janko z Tulczy krewniak, wic nie 
poskpi.
A wtem drzwi si otworzyy, i jakby na dowd, e Pan Bg Zbyszkowi poczet 
obmyli, weszo dwch ludzi, czarniawych, krpych, przybranych w te, podobne 
do ydowskich kaftany, w czerwone krymki i w niezmiernie szerokie hjdawery. Ci, 
stanwszy we drzwiach, poczli przykada palce do czoa, do ust, do piersi i 
zarazem bi pokony a do ziemi.
- C to za odmiecy? - zapyta Mako. - Cocie za jedni?
- Niewolnicy wasi - odpowiedzieli polskim amanym jzykiem przybysze.
- A to jak? skd? kto was tu przysa?
- Przysa nas pan Zawisza w darze modemu rycerzowi, abymy niewolnikami jego 
byli.
- O dla Boga! dwch chopw wicej! - zawoa z radoci Mako. - A z jakiego 
narodu?
- My Turki.
- Turki? - powtrzy Zbyszko. - Bd mia dwch Turkw w poczcie. Widzielicie 
kiedy Turkw?
I skoczywszy ku nim, pocz ich okrca domi i oglda jak osobliwe zamorskie 
stworzenia. Mako za rzek:
- Widzie, nie widziaem, alem sysza, e pan z Garbowa ma w subie Turkw, 
ktrych pobra, wojujc nad Dunajem u cesarza rzymskiego Zygmunta. Jake to? 
tocie, psubraty, poganie?
- Pan kaza si ochrzci - rzek jeden z jecw.
- A wykupi si nie mielicie za co?
- My z daleka, z azjatyckiego brzegu, z Brussy.
Zbyszko, ktry chciwie zawsze sucha wszelkich opowiada wojennych, a zwaszcza 
gdy chodzio o czyny przesawnego Zawiszy z Garbowa, pocz wypytywa ich, jakim 
sposobem dostali si do niewoli. Ale w opowiadaniach jecw nie byo nic 
nadzwyczajnego: Zawisza napad ich kilkudziesiciu przed trzema laty w wwozie, 
czci wytraci, czci pochwyta - i wielu potem rozdarowa. Zbyszkowi i 
Makowi serca zaleway si radoci na widok tak znakomitego daru, zwaszcza e 
o ludzi byo w owych czasach trudno i posiadanie ich stanowio prawdziwy 
majtek.
Tymczasem po chwili nadszed i sam Zawisza w towarzystwie Poway i Paszka 
Zodzieja z Biskupic. Poniewa wszyscy oni pracowali nad ocaleniem Zbyszka i 
radzi byli, e udao im si tego dokaza, przeto kady skada mu jakowy  dar 
na poegnanie i pamitk. Hojny pan z Taczewa da mu kropierz na konia, szeroki, 
bogaty, obszyty na piersiach frdzl zot. Paszko za miecz wgierski, wartoci 
kilku grzywien. Nadeszli potem Lis z Targowiska, Farurej i Krzon z Kozichgw z 
Marcinem z Wrocimowic, a na ostatku przyszed Zyndram z Maszkowic - kady z 
penymi rkoma.
Zbyszko wita ich z wezbranym sercem, podwjnie uszczliwiony - i z darw, i z 
tego, e najsawniejsi w Krlestwie rycerze okazuj mu przyja. Oni za 
wypytywali go o odjazd i o zdrowie Maka, radzc, jako ludzie dowiadczeni, cho 
modzi, rozmaite macie i driakwie cudownie rany gojce.
Lecz Mako poleca im jeno Zbyszka, sam za wybiera si na tamten wiat. Trudno 
y z elazn drzazg pod ebrami. Skary si te, e ustawicznie krwi spluwa 
i je nie moe. Kwarta wyuskanych orzechw, dwie pidzie kiebasy, misa 
jajecznicy ot i cae jego dzienne jedzenie. Ojciec Cybek puszcza mu krew 
kilkakrotnie, mylc, e w ten sposb odcignie mu gorczk spod serca i wrci 
ochot dojada ale i to nie pomogo.
By jednak tak uradowany z darw dla bratanka, e w tej chwili czu si 
zdrowszym, i gdy kupiec Amylej kaza dla uczczenia tak znakomitych goci 
przynie do izby baryk z winem - zasiad razem z nimi do kielicha. Poczto 
rozmawia o ocaleniu Zbyszka i o jego zrkowinach z Danuk. Rycerze nie 
wtpili, i Jurand ze Spychowa nie bdzie si chcia sprzeciwi woli ksiny, 
zwaszcza jeli Zbyszko pomci pami jej matki i lubowane pawie czuby 
zdobdzie.
- Jeno co do Lichtensteina - rzek Zawisza - nie wiemy, czy ci bdzie chcia 
stan, gdy jest zakonnik, a do tego i jeden ze starostw w Zakonie. Ba! 
powiadali ludzie z jego orszaku, e byle doczeka, to i wielkim mistrzem z 
czasem zostanie.
- Jeli walki odmwi, to cze utraci - ozwa si Lis z Targowiska.
- Nie - odpowiedzia Zawisza - gdy nie jest rycerz wiecki, zakonnikom za nie 
wolno do pojedynczej walki stawa.
- A przecie czsto bywa, e staj.
- Bo si prawa w Zakonie popsoway. Rne oni skadaj luby - i syn z tego, 
e ku zgorszeniu caego chrzecijaskiego wiata raz w raz je ami. Ale do 
walki na mier moe Krzyak, a zwaszcza komtur nie stan.
- Ha! to go chyba na wojnie dostaniesz.
- Kiedy powiadaj, e wojny nie bdzie - rzek Zbyszko - gdy Krzyacy boj si 
teraz naszego narodu. Na to Zyndram z Maszkowic rzek:
- Niedugo tego spokoju. Z wilkiem nie moe by zgody, bo on musi cudzym y.
- A tymczasem moe nam przyjdzie z Tymurem Kulawym za bary si wzi - ozwa si 
Powaa. - Ksi Witold klsk ponis od Edygi - to ju pewna.
- Pewna. I wojewoda Spytko nie wrci - przywtrzy Paszko Zodziej z Biskupic.
- A kniaziw litewskich sia zostaa na polu.
- Krlowa nieboszczka przepowiadaa, e tak bdzie - rzek pan z Taczewa.
- Ha! to moe i przyjdzie nam na Tymura wyruszy. Tu rozmowa zwrcia si na 
litewsk wypraw przeciw Tatarom. Nie byo ju adnej wtpliwoci, e ksi 
Witold, wdz wicej porywczy ni biegy, ponis straszliw klsk pod Workl, w 
ktrej lego mnstwo bojarw litewskich, ruskich, a z nimi razem gar 
posikowych rycerzy polskich, a nawet i krzyackich. Zebrani u Amyleja biadali 
szczeglnie nad losem modego Spytka z Melsztyna, najwikszego pana w 
Krlestwie, ktry pocign na wypraw jako ochotnik i po bitwie przepad bez 
wieci. Wynoszono te pod niebo jego prawdziwie rycerski postpek, e dostawszy 
od wodza nieprzyjaci kopak ochronny, nie chcia takowego w czasie bitwy 
wdzia, przekadajc mier sawn nad ycie z aski pogaskiego wadcy. Nie 
byo jednak jeszcze pewnoci, czy zgin, czy popad w niewol. Z niewoli mia 
zreszt czym si wykupi, gdy bogactwa jego byy niezmierne, a w dodatku krl 
Wadysaw puci mu by w lenne posiadanie cae Podole.
Lecz klska Litwinw moga by gron i dla caego Jagieowego pastwa, nikt 
bowiem dobrze nie wiedzia, czy Tatarzy zachceni zwycistwem nad Witoldem nie 
rzuc si na ziemie i grody przynalene do W. Ksistwa. W takim razie zostaoby 
wcignite do wojny i Krlestwo. Wielu te rycerzy, ktrzy jak Zawisza, Farurej, 
Dobko, a nawet i Powaa, przywykli byli szuka przygd i bitew na dworach 
zagranicznych, nie opuszczao umylnie Krakowa, nie wiedzc, co niedaleka 
przyszo przyniesie. Gdyby Tamerlan, pan dwudziestu siedmiu krlestw, poruszy 
cay wiat mongolski, wwczas niebezpieczestwo mogo by straszne. Ot byli 
ludzie, ktrzy przewidywali, e to nastpi.
- Jeeli bdzie potrzeba, to si i z samym Kulawcem zmierzymy. Nie pjdzie mu 
tak atwo z naszym narodem, jako poszo z tymi wszystkimi, ktre wytraci i 
podbi. A przecie inni ksita chrzecijascy przyjd nam w pomoc.
Na to Zyndram z Maszkowic, ktry pon szczegln nienawici przeciw Zakonowi, 
odrzek z gorycz:
- Ksita - nie wiem, ale Krzyacy gotowi z Tatarami si pokuma i na nas z 
drugiej strony uderzy.
- To i bdzie wojna! - zawoa Zbyszko -ja przeciw Krzyakom!
Lecz inni rycerze zaczli zaprzecza. Nie znaj Krzyacy bojani Boej i swego 
dobra tylko patrz, ale przecie poganom by przeciw chrzecijaskiemu narodowi 
nie pomagali. Zreszt Tymur daleko gdzie w Azji wojuje, a wdz tatarski Edyga 
tyle ludzi w bitwie utraci, e si podobno wasnego zwycistwa przelk. Ksi 
Witold zaradny jest i pewno grody dobrze opatrzy, a zreszt, chocia nie udao 
si tym razem Litwinom, jednake nie nowina im Tatarw zwycia.
- Nie z Tatarami nam, ale z Niemcami na mier i ycie - rzek Zyndram z 
Maszkowic i jeli ich nie zetrzem, od nich zguba przyjdzie.
Po czym zwrci si do Zbyszka:
- A najpierw zginie Mazowsze. Znajdziesz tam zawsze robot nie bj si!
- Hej! eby stryj by zdrw, zaraz bym tam pocign.
- Pomagaj ci Bg! rzek Powaa, wznoszc kielich.
- Na zdrowie twoje i Danuki!
- A na zatrat Niemcom! - doda Zyndram z Maszkowic. I poczli go egna. A 
tymczasem wszed dworzanin ksiny z sokoem na rku i skoniwszy si obecnym 
rycerzom, zwrci si z jakim dziwnym umiechem do Zbyszka:
- Ksina pani kazaa wam powiedzie - rzek e przenocuje jeszcze w Krakowie, a 
w drog ruszy jutro rano.
- To i dobrze - rzek Zbyszko - ale czemu to? zali kto nie zachorza?
- Nie. Jeno ksina ma gocia z Mazowsza.
- Same ksi przyjecha?
- Nie ksi, jeno Jurand ze Spychowa - odrzek dworzanin. Usyszawszy to, 
Zbyszko zmiesza si okrutnie i serce poczo mu si tak tuc w piersi jak 
wwczas, gdy mu czytano wyrok mierci.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia VIII
Ksina Anna nie zdziwia si zbytnio przyjazdem Juranda ze Spychowa, zdarzao 
si bowiem czsto, e wrd ustawicznych pocigw, napadw i walk z ssiednimi 
rycerzami niemieckimi porywaa go naga tsknota za Danusi. Wwczas zjawia si 
niespodzianie bd w Warszawie, bd w Ciechanowie lub gdziekolwiek czasowo 
bawi dwr ksicia Janusza. Na widok dziecka wybucha zawsze okropn aoci. 
Danusia bowiem z upywem lat stawaa si tak do matki podobna, e za kadym 
razem zdawao mu si, e widzi swoj nieboszczk, tak, jak niegdy pozna u 
ksiny Anny w Warszawie. Ludzie myleli nieraz, e od tej aoci skruszeje w 
nim wreszcie elazne, zemcie tylko oddane serce. Ksina namawiaa te go 
czsto, by porzuciwszy swj krwawy Spychw, zosta przy dworze i przy Danusi. 
Sam ksi, cenic jego mstwo i znaczenie, a zarazem chcc unikn kopotw, na 
jakie naraay go ustawiczne zajcia graniczne, ofiarowa mu urzd miecznika. 
Zawsze na prno. Wanie widok Danusi rozdziera w nim dawne rany. Po kilku 
dniach traci ochot do jada, do snu, do rozmowy. Serce poczynao mu si 
widocznie burzy i zalewa krwi, a wreszcie znika z dworu i wraca w swoje 
bagna spychowskie, by al i gniew we krwi zatopi. Ludzie wwczas mwili: "Gorze 
Niemcom! wcale ci oni nie owce, ale dla Juranda owce, bo on im wilkiem". - Jako 
po upywie pewnego czasu rozchodziy si wieci to o pochwytanych gociach, 
ochotnikach, ktrzy szlakiem granicznym dyli do Krzyakw, to o popalonych 
grdkach, to o zagarnitych chopach lub walkach na mier, z ktrych straszny 
Jurand zawsze wychodzi zwycisko. Przy drapienym usposobieniu Mazurw i 
rycerzy niemieckich, ktrzy z ramienia Zakonu dzieryli ziemi i grdki do 
Mazowsza przylege, nawet w czasach najwikszego pokoju midzy ksity 
mazowieckimi a Zakonem na granicy nie ustawaa nigdy wrzawa bojowa. Nawet na 
cinanie drzew w boru lub na niwa mieszkacy wybierali si z kuszami lub 
zbrojni w dzidy. Ludzie yli w niepewnoci jutra, w cigym wojennym pogotowiu, 
w zatwardziaoci serc. Nikt nie przestawa na samej obronie, ale za grabie 
paci grabie, za poog poog, za napad napadem. I zdarzao si, e gdy 
Niemcy przekradali si cicho lenymi rubieami, by ubiec jakowy grdek, porwa 
chopw lub stada, Mazury w tym samym czasie czynili to samo. Nieraz te 
spotykali si z sob i bili si do upadego, czsto wszake tylko wodzowie 
wyzywali si na mierteln walk, po ktrej zwycizca zabiera poczet pokonanego 
przeciwnika. Tote gdy na dwr warszawski przychodziy skargi na Juranda, ksi 
odpowiada skargami na napady poczynione w innych stronach przez rycerzy 
niemieckich. W ten sposb, gdy obie strony day sprawiedliwoci, a nie chciaa 
i nie moga jej uczyni adna - wszystkie grabiee, poogi, napady uchodziy 
cakiem bezkarnie.
Lecz Jurand, siedzc w swym botnym, porosym sitowiem Spychowie i ponc 
nieugaszon chci zemsty, sta si tak cikim dla swych zagranicznych 
ssiadw, i w kocu przestrach ich sta si wikszym od zawzitoci. Pola 
graniczce ze Spychowem leay odogiem, lasy zarastay dzikim chmielem i 
leszczyn, ki szuwarem. Niejeden rycerz niemiecki, przywyky do prawa pici w 
ojczynie, prbowa osiada w ssiedztwie Spychowa, lecz kady po pewnym czasie 
wola odbiec lenna, stad i chopw, ni y pod bokiem nieubaganego ma. 
Czsto te rycerze zmawiali si, aby uczyni wspln na Spychw wypraw, lecz 
kada z nich koczya si klsk. Prbowano rnych sposobw. Raz sprowadzono 
znanego z siy i srogoci rycerza znad Menu, ktry we wszystkich walkach bywa 
zwycizc, aby wyzwa Juranda na udeptan ziemi. Lecz gdy stanli w szrankach. 
upado w Niemcu jakoby przez czary serce na widok strasznego Mazura i zwrci 
konia do ucieczki. Jurand za mu niezbrojny poladek kopi przeszy i w ten 
sposb czci i wiatoci dziennej go pozbawi. Od tej pory tym wiksza trwoga 
ogarna ssiadw, i ktry Niemiec chocia z daleka dymy spychowskie spostrzeg, 
wnet egna si i do patrona swego w niebiesiech rozpoczyna modlitw, albowiem 
utrwalia si wiara, e Jurand nieczystym siom dusz dla pomsty zaprzeda.
Opowiadano te o Spychowie straszliwe rzeczy: e przez grzskie bagna, wrd 
drzemicych, zarosych rzs i wodnym rdestem topielisk, wioda do niego droga 
tak wska, i dwch mw na koniach nie mogo obok siebie po niej jecha; e po 
obu jej stronach walay si koci niemieckie, nocami za przechadzay si na 
pajczych nogach gowy potopionych, jczc, wyjc i wcigajc ludzi razem z 
komi w gbin. Powtarzano, e w samym grdku czstok przybrany by w czaszki 
ludzkie. Prawd w tym wszystkim byo tylko to, e w zakratowanych jamach, 
wykopanych pod dworzyszczem w Spychowie, jczao zawsze kilku lub kilkunastu 
jecw i e imi Juranda straszniejsze byo od owych wymysw o kociotrupach i 
topielcach.
Zbyszko, dowiedziawszy si o jego przybyciu, popieszy do niego natychmiast, 
ale jako do ojca Danusi, szed z pewnym niepokojem w sercu. e Danuk obra 
sobie na pani myli i e jej lubowa, tego mu nikt nie mg wzbroni, ale 
pniej ksina wyprawia mu z Danuk zrkowiny. Co Jurand na to powie? Zgodzi 
si czy nie zgodzi! i co bdzie, jeeli jako ojciec zakrzyknie, i nigdy tego 
nie dopuci? Pytania te przejmoway trwog dusz Zbyszka, gdy ju mu o Danusi 
chodzio wicej ni o wszystko na wiecie. Otuchy dodawaa mu tylko myl, ze 
Jurand poczyta mu za zasug, nie za ujm. napa na Lichtensteina, bo przecie 
to uczyni take przez zemst za Danusin matk - i omal wasnej szyi nie 
straci.
Tymczasem j bada dworzanina, ktry po niego przyszed do Amyleja:
- A gdzie mnie wiedziecie? - pyta - na zamek?
- Juci na zamek. Jurand razem z dworem ksiny stan.
- Powiedzcie mi te, jaki to czowiek?... ebym wiedzia, jako z nim gada...
- Co wam powiem! To jest czek zgoa od innych ludzi odmienny. Powiadaj, e 
dawniej by wes, pki mu si krew w wtrobie nie zapieka.
- A mdry jest?
- Chytry jest, bo innych upi, a sam si nie da. Hej! jedno on oko ma, gdy 
drugie mu Niemcy z kuszy wystrzelili, ale tym jednym do dna ci czowieka 
przejrzy. Nikt z nim na swoim nie postawi... Jeno ksin, nasz pani, to 
miuje, bo jej dwork za on wzi, a teraz si dziewka u nas hoduje.
Zbyszko odetchn.
- To mwicie, e on si woli ksiny nie sprzeciwi?
- Wiem ja, czego bycie si chcieli dowiedzie, i com za sysza, to powiem. 
Mwia z nim ksina o waszych zrkowinach, bo nieadnie byoby utai, ale co 
on na to rzek - nie wiadomo.
Tak rozmawiajc, doszli do bramy. Kapitan ucznikw krlewskich, ten sam, ktry 
poprzednio prowadzi Zbyszka na mier, skin mu teraz przyjanie gow, wic 
przeszedszy warty, znaleli si w dziedzicu, a potem weszli na prawo do 
oficyny, ktr zajmowaa ksina.
Dworzanin, spotkawszy przed drzwiami pachoka, spyta:
- A gdzie Jurand ze Spychowa?
- W krzywej komnacie, z crk.
- To tamj - rzek dworzanin, ukazujc drzwi. Zbyszko przeegna si i 
podnisszy zason w otwartych drzwiach, wszed z bijcym sercem. Ale nie od 
razu dostrzeg Juranda z Danusi, gdy komnata nie tylko bya krzywa, ale i 
mroczna. Po chwili dopiero ujrza jasn gwk dziewczyny siedzcej na kolanach 
ojca. Oni te nie usyszeli, gdy wszed, wic zatrzyma si przy zasonie, 
chrzkn i wreszcie ozwa si:
- Niech bdzie pochwalony.
- Na wieki wiekw - odpowiedzia, wstajc, Jurand. W tej chwili Danusia skoczya 
ku modemu rycerzowi i chwyciwszy go za rk, pocza woa:
- Zbyszku! Tatu przyjechali!
Zbyszko ucaowa jej rce, po czym wsta, zbliy si wraz z ni do Juranda i 
rzek:
- Przyszedem si wam pokoni; wiecie, ktom jest? I schyli si lekko, czynic 
rkoma ruch, jakby go chcia podj pod nogi. Lecz on chwyci jego do, obrci 
go ku wiatu i pocz mu si w milczeniu przypatrywa.
Zbyszko ju by nieco ochon, wic podnisszy zaciekawiony wzrok ku 
Jurandowi, ujrza przed sob ma postawy ogromnej, z powym wosem i rwnie 
powymi wsami, z twarz dziobat i jednym okiem barwy elaza. Zdawao mu si, 
e oko to chce go przewierci na wylot, tak e zmieszanie poczo go znw 
ogarnia, wreszcie nie wiedzc, co ma rzec, a chcc koniecznie co powiedzie, 
by przerwa kopotliwe milczenie, zapyta:
- To wycie Jurand ze Spychowa, ociec Danusin? Lecz tamten wskaza mu tylko aw 
obok dbowego krzesa, na ktrym sam zasiad, i nie odrzekszy ni sowa, 
przypatrywa mu si dalej.
Zbyszko zniecierpliwi si wreszcie.
- Bo wiecie - rzek - nieskadnie mi tak siedzie jako na sdzie.
Dopiero Jurand ozwa si:
- Ty chcia bi w Lichtensteina?
- Ano! - odrzek Zbyszko.
W oku pana ze Spychowa bysno jakie dziwne wiato i grona jego twarz 
rozjania si nieco. Po chwili spojrza na Danusi i znw spyta:
- I to dla niej?
- A dla kogo by? Musieli wam stryjko powiada, jakom jej lubowa Niemcom ze 
bw pawie czuby pozdziera. Ale nie bdzie ich trzy, jeno co najmniej tyle, ile 
palcw u obu rk. Przez to i wam do pomsty dopomog, bo to przecie za Danusin 
ma.
- Gorze im! - odrzek Jurand.
I znw zapado milczenie. Zbyszko jednak, pomiarkowawszy, i okazujc swoj 
zawzito na Niemcw, trafia do serca Jurandowego, rzek:
- Nie daruj ja za swoje, cho mao mi ju szyi nie ucili. Tu zwrci si ku 
Danusi i doda:
- Ona mnie zratowaa.
- Wiem - rzek Jurand.
- A nie krzywicie o to?
- Skoro jej lubowa, to jej su, bo jest taki rycerski obyczaj. Zbyszko 
zawaha si nieco, lecz po chwili pocz mwi z widocznyn niepokojem:
- Bo to uwacie... naczk mi gow nakrya... Wszystko rycerstwo syszao i 
franciszkanin, ktry by przy mnie z krzyem, sysza, jako rzeka: "Mj ci 
jest!" I pewno, i niczyj inny do mierci nie bd, tak mi dopom Bg.
To rzekszy, przyklkn znw i chcc pokaza, e zna rycerski obyczaj, ucaowa 
z wielk czci oba trzewiki siedzcej na porczy od krzesa Danusi, po czym 
wsta i zwrciwszy si do Juranda, zapyta:
- Widzielicie tak drug... co?
A Jurand zaoy nagle na gow swe straszne mobjcze rce - i zamknwszy 
powieki, odrzek gucho:
- Widziaem, ale Niemce ci mi j zabili.
- To suchajcie - rzek z zapaem Zbyszko - jedna nam krzywda i jedna pomsta. I 
naszych kup z Bogdaca, co im konie w mace polgny, psubraty z kusz 
wystrzelali... Ju wy nikogo lepszego ode mnie do waszej roboty nie 
znajdziecie... Nie nowina mi to! Spytajcie stryka. Na kopie alibo na topory, na 
dugie alibo na krtkie miecze, za jedno mi! A powiada wam stryk o onych 
Fryzach?... Narzn ja wam Niemcw jako baranw, a co do dziewczyny, to wam, 
klkajcy, lubuj, jako si bd o ni bodaj z samym piekielnym starost 
potyka i jako nie odstpi jej ni za ziemi, ni za stada, ni za sprzt aden, a 
choby mi i zamek o szklanych oknach bez niej dawali, to i zamek porzuc, a za 
ni na kraj wiata powdruj.
Jurand siedzia czas jaki z gow w doniach, lecz wreszcie ockn si jakoby 
ze snu i rzek z aoci i smutkiem:
- Udae ty mi si, pachoku, ale ci jej nie dam, bo nie tobie ona pisana, 
nieboe!
Zbyszko, usyszawszy to, a oniemia i pocz patrze na Juranda okrgymi 
oczyma, nie mogc sowa przemwi.
Lecz Danusia przysza mu w pomoc. Bardzo jej miy by Zbyszko i mio jej byo 
uchodzi nie za "skrzata", ale za "rza dziewk". Podobay jej si i 
zrkowiny, i sodkoci, jakie jej rycerzyk codziennie znosi, wic teraz, gdy 
zrozumiaa, e jej to wszystko chc odj, zsuna si co prdzej z porczy 
krzesa i ukrywszy gow na kolanach ojca, pocza woa:
- Tatulu! tatulu! bo bdem paka!
On za widocznie kocha j nad wszystko, gdy pooy agodnie do na jej 
gowie. W twarzy jego nie byo ni zawzitoci, ni gniewu, tylko smutek.
Zbyszko tymczasem ochon i rzek:
- Jake to? To woli boskiej chcecie si przeciwi? A na to Jurand:
- Jak bdzie wola boska, to j dostaniesz, jeno ci mojej nie mog przychyli. 
Ba, rad bym ci przychyli, ale nie la...
To powiedziawszy, podnis Danusi i wziwszy j na rce, skierowa si ku 
drzwiom, gdy za Zbyszko chcia mu zastpi drog, zatrzyma si jeszcze na 
chwil i rzek:
- Nie bd na ci krzyw o rycerskie suby, ale mnie wicej nie pytaj, gdy nie 
mog ci nic rzec. I wyszed.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia IX
Nastpnego dnia nie unika Jurand bynajmniej Zbyszka ani mu te przeszkadza w 
oddawaniu Danusi w drodze rozmaitych przysug, ktre jako rycerz powinien by 
jej oddawa. Owszem - Zbyszko, cho wielce w sercu strapiony, zauway przecie, 
i pospny pan ze Spychowa spoglda na niego yczliwie i jakby z alem, e 
musia mu da tak okrutn odpowied. Prbowa te mody wodyka niejednokrotnie 
zbliy si do niego i zacz z nim rozmow. Po wyruszeniu z Krakowa, w czasie 
podry o sposobno nie byo trudno, gdy obaj towarzyszyli ksinej konno, 
Jurand, lubo zwykle milczcy, rozmawia do chtnie, ale gdy tylko Zbyszko 
chcia dowiedzie si czego o przeszkodach dzielcych go od Danusi, rozmowa 
urywaa si nagle, a twarz Jurandowa czynia si chmurna. Myla Zbyszko, e 
ksina wie wicej - upatrzywszy zatem sposobn chwil, stara si od niej 
jakkolwiek wiadomo wydosta, ale ona niewiele take moga mu powiedzie.
- Juci jest tajemnica - rzeka. - Powiedzia mi o tym Jurand, jeno prosi 
zarazem, abym go nie wypytywaa. Pewnikiem przysig jakow zwizan, jak to 
midzy ludmi bywa. Bg wszelako da, e z czasem wszystko to wyjdzie na jaw.
- Tako by mi bez Danuki na wiecie byo jako psu na powrozie albo jak 
niedwiedziowi w dole - odrzek Zbyszko. - Ni radoci nijakiej, ni uciechy. Nic, 
jedno frasunek i wzdychanie.
Poszedby ja ju do Tawani z ksiciem Witoldem, niechby mnie tam Tatarzy zabili. 
Ale wpierw musz stryjca odwie, a potem one pawie czuby Niemcom ze bw 
pociga, jakom zaprzysig. Moe mnie przy tym zabij - co i wol ni patrze, 
jako Danuk inny zabierze.
Ksina podniosa na niego swoje dobre, niebieskie oczy i spytaa z pewnym 
zdziwieniem:
- A toby na to przyzwoli?
- Ja? Pki mi tchu w nozdrzach, nie bdzie tego! Chybaby mi rka uscha i topora 
zdziery nie moga!
- Ano, widzisz.
- Ba! Ale jakoe mi j przeciw ojcowej woli bra? Na to ksina jakby do siebie:
- Mocny Boe! albo to si i tak nie przytrafia... Potem za do Zbyszka:
- Zali wola boska nie mocniejsza od ojcowej? A coe Jurand rzek? "Jak - powiada 
- bdzie wola boska, to j dostanie".
- To samo i mnie rzek! - zawoa Zbyszko. - "Jak - powiada - bdzie wola boska, 
to j dostaniesz".
- A widzisz?
- To przy waszej asce, miociwa pani -jedyna pociecha.
- Moj ask masz, a Danuka ci dotrzyma. Wczoraj jeszcze mwi jej: Danuka, a 
dotrzymasz-li ty Zbyszkowi? A ona powiada tak: "Bdem Zbyszkowa albo niczyja". 
Zielona to jeszcze jagoda, ale jak co powie, to i dotrzyma, bo to szlacheckie 
dziecko, nie adna powsinoga. I matka jej bya taka sama.
- Daby Bg! rzek Zbyszko.
- Jeno pamitaj, by i ty dotrzyma - bo to niejeden chop bywa pochy: obiecuje 
wiernie miowa, a zaraz ci potem dba do innej, e go i na postronku nie 
utrzymasz! Sprawiedliwie mwi!
- A nieche mnie Pan Jezus wpierw skarze! - zawoa z zapaem Zbyszko.
- No, to pamitaj. A jak stryjca odwieziesz, to na nasz dwr przyjedaj. Zdarzy 
si tam sposobno, e ostrogi dostaniesz. a potem zobaczym, jako Bg da. 
Danuka przez ten czas dojrzeje i wol Bo poczuje, bo teraz miuje ci ona 
wprawdzie okrutnie - inaczej nie mog rzec - ale nie tak jeszcze, jako wyrose 
dziewki miuj. Moe te i Jurand si w duszy do ciebie nakoni, bo jako 
miarkuj, to on by rad. Pojedziesz i do Spychowa, i razem z Jurandem na Niemcw, 
moe si przytrafi, e mu si jako przysuysz i cakiem go sobie zjednasz.
- To wanie, miociwa ksino, tak samo mylaem uczyni, ale z pozwolestwem 
bdzie mi acniej.
Rozmowa ta wielce dodaa ducha Zbyszkowi. Tymczasem jednak na pierwszym popasie 
stary Mako zachorza tak, e trzeba byo przyzosta i czeka, pki cho troch 
si do dalszej podry nie odzyska. Zostawia mu dobra ksina Anna Danuta 
wszystkie leki i driakwie, jakie z sob miaa, ale sama musiaa jecha dalej, 
przyszo wic obu rycerzom z Bogdaca rozsta si z dworem mazowieckim. Pad 
Zbyszko jak dugi do ng naprzd ksinie, potem Danusi, poprzysig jej jeszcze 
raz wierne suby rycerskie, obieca przyjecha rycho do Ciechanowa albo do 
Warszawy, wreszcie porwa jaw swoje silne ramiona i podnisszy do gry, j 
powtarza wzruszonym gosem:
- Pamitaje ty o mnie, kwiatuszku najmilejszy, pamitaj, rybeko moja zota!
A Danusia, objwszy go ramionami tak wanie, jak modsza siostra obejmuje 
miego brata, przyoya swj zadarty nosek do jego policzka i pakaa wielkimi 
jak groch zami, powtarzajc:
- Nie chc do Ciechanowa bez Zbyszka, nie chc do Ciechanowa!
Widzia to Jurand, ale gniewem nie wybuchn. Owszem, poegna i sam bardzo 
yczliwie modzianka, a gdy ju siedzia na koniu, nawrci jeszcze raz ku niemu 
i rzek:
- Ostawaj z Bogiem i urazy do mnie nie chowaj.
- Jakobym mia uraz do was chowa, kiedycie Danukw ojciec! - odrzek 
szczerze Zbyszko.
I pochyli mu si do strzemion, w za cisn mu silnie rk i rzek:
- Szcz ci Boe we wszystkim!... rozumiesz?
I odjecha. Zbyszko jednake zrozumia, jak wielka yczliwo tkwia w ostatnich 
jego sowach, i wrciwszy do wozu, na ktrym lea Mako, rzek:
- Wiecie? on by te chcia, jeno mu co przeszkadza. Wycie byli w Spychowie i 
rozum macie bystry, to starajcie si wymiarkowa, co to jest.
Lecz Mako zbyt by chory. Gorczka, ktr mia od rana, powikszya si pod 
wieczr do tego stopnia, e pocz traci przytomno, wic zamiast odpowiedzie 
Zbyszkowi, spojrza na niego jakby ze zdziwieniem, potem spyta:
- A gdzie tu dzwoni?
Zbyszko zlk si, przyszo mu bowiem do gowy, e skoro chory syszy dzwony, to 
wida, e ju mier ku niemu idzie. Pomyla te, e stary moe umrze bez 
ksidza, bez spowiedzi, a tym samym dosta si, jeeli zgoa nie do pieka, to 
przynajmniej na dugie wieki do czyca - wic postanowi go jednak wie dalej, 
by jak najprdzej dojecha do jakowej parafii, w ktrej Mako mgby przyj 
Ostatnie Sakramenta.
W tym celu ruszyli na ca noc. Zbyszko siad na wz z sianem, na ktrym lea 
chory, i czuwa nad nim a do biaego dnia. Od czasu do czasu poi go winem, 
ktrym zaopatrzy ich na drog kupiec Amylej, a ktre spragniony Mako pi 
chciwie, albowiem przynosio mu ono widoczn ulg. Po drugiej kwarcie odzyska 
nawet przytomno, po trzeciej za zasn tak gboko, e Zbyszko pochyla si 
nad nim chwilami, by si przekona, e nie umar.
I na myl o tym zdejmowa go al gboki. Do czasu swego uwizienia w Krakowie 
nie zdawa sobie nawet dobrze sprawy, jak dalece miuje tego stryjca, ktry mu 
by w yciu ojcem i matk. Lecz teraz wiedzia o tym dobrze, a zarazem czu, e 
po jego mierci bdzie okrutnie sam na wiecie - bez krewnych, prcz opata, 
ktry trzyma w zastawie Bogdaniec, bez przyjaci i bez pomocy. Jednoczenie 
przychodzio mu na myl, ze Mako, jeli umrze, to te przez Niemcw, przez 
ktrych on sam mao szyi nie straci, przez ktrych zginli wszyscy jego ojce i 
Danusina matka, i wielu, wielu niewinnych ludzi, ktrych znal lub o ktrych 
sysza od znajomych - i a poczynao go zdejmowa zdziwienie. "ali - mwi 
sobie - w caym tym Krlestwie nie ma czowieka, ktry by od nich krzywdy nie 
dozna i pomsty nie pragn?" Tu przypomnia sobie Niemcw, z ktrymi wojowa 
pod Wilnem, i pomyla, e pewnie i Tatarzy sroej od nich nie wojuj i e 
takiego drugiego narodu chyba na wiecie nie ma.
wit przerwa mu te rozmylania. Dzie wstawa jasny, ale chodny. Mako 
widocznie mia si lepiej, bo oddycha rwniej i spokojniej. Zbudzi si 
dopiero, gdy soce dobrze ju przygrzao, otworzy oczy i rzek:
- Ulyo mi. A gdzie jestemy?
- Dojedamy do Olkusza. Wiecie?... gdzie srebro kopi i olbory do skarbu 
oddaj.
- eby tak mie, co jest w ziemi! Ot by mona Bogdaniec zabudowa!
- Wida, e wam lepiej - odrzek, miejc si, Zbyszko. - Hej! starczyoby i na 
murowany zamek! Ale zajedziem do fary, bo tam i gocin nam dadz, i bdziecie 
si mogli wyspowiada. Wszystko jest w boskich rku, ale rwno lepiej mie 
sumienie na porzdek.
- Ja grzeszny czowiek, rad si pokajam - odrzek Mako. -nio mi si w nocy, 
e mi diabli skrznie z ng cigaj... I po niemiecku z sob szwargotali. Bg 
askaw, e mi ulyo. A ty spae krzyn?
- Jakoem mia spa, kiedym was pilnowa?
- To przylegnij sobie troch. Jak dojedziemy, to ci zbudz.
- Gdzie mnie tam do spania!
- A co ci przeszkadza?
Zbyszko spojrza na stryjca oczyma dziecka.
- A co, jak nie kochanie? Ae mnie kolki od wzdychania w doyszku spary, ale 
sid troch na konia, to mi uly.
I zlazszy z wozu, siad na konia, ktrego mu Turczynek, podarowany przez 
Zawisz, sprawnie poda. Mako tymczasem bra si nieco z blu za bok, ale 
widocznie myla o czym innym, nie o wasnej chorobie, bo krci gow, cmoka 
ustami i wreszcie rzek:
- To dziwuj si, dziwuj i nie mog si wydziwowa, skde ty na to kochanie 
taki pazerny, bo ani twj rodzic nie by taki, ani ja te.
Lecz Zbyszko zamiast odpowiedzie wyprostowa si nagle w kulbace, wzi si w 
boki, gow zadar do gry i hukn ca si piersi:
Pakaem ci bez noc, pakaem i z rana,
Gdzie mi si podziaa, dziewucho kochana!
Nic mi nie pomoe, cho oczy wypacz,
Bo ciebie, dziewczyno, nigdy nie zobacz.
Hej!
I to "hej!" runo po lesie, odbio si o pnie przydrone, wreszcie ozwao si 
dalekim echem i ucicho w gstwinach.
A Mako pomaca si znw po boku, w ktrym ugrzzo niemieckie elece, i rzek, 
stkajc troch:
- Drzewiej ludzie byli mdrzejsi - rozumiesz? Po chwili jednak zamyli si, 
jakby sobie przypominajc jakie dawne czasy, i doda:
- Chocia poniektry bywa i drzewiej gupi. Ale tymczasem wyjechali z boru, za 
ktrym ujrzeli szopy gwarkw, a dalej zbate mury Olkusza wzniesione przez krla 
Kazimierza i wie fary zbudowanej przez Wadysawa okietka.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia X
Kanonik od fary wyspowiada Maka i zatrzyma ich gocinnie na nocleg, tak e 
wyjechali dopiero nazajutrz rano. Za Olkuszem skrcili ku lskowi, ktrego 
granic mieli wci jecha a do Wielkopolski. Droga sza po wikszej czci 
puszcz, w ktrej pod zachd soca odzyway si czsto, podobne do podziemnych 
grzmotw, ryki turw i ubrw, nocami za pobyskiway spord leszczynowej 
gstwy oczy wilcze. Wiksze jednak niebezpieczestwo ni od zwierza grozio na 
tej drodze wdrownikom i kupcom od niemieckich lub zniemczaych rycerzy ze 
lska, ktrych zameczki wznosiy si tu i wdzie nad granic. Wprawdzie wskutek 
wojny z Opolczykiem Naderspanem, ktremu pomagali przeciw krlowi Wadysawowi 
synowcowie lscy, wiksz cz tych zameczkw pokruszyy rce polskie, zawsze 
jednak trzeba si byo mie na bacznoci i zwaszcza po zachodzie soca nie 
popuszcza broni z rki.
Jechali jednak spokojnie, tak e Zbyszkowi poczynaa si ju droga przykrzy, i 
dopiero na dzie koowej jazdy od Bogdaca posyszeli za sob pewnej nocy 
parskanie i tupot koni.
- Jacy ludzie jad za nami - rzek Zbyszko. Mako, ktry nie spa, spojrza na 
gwiazdy i odpowiedzia jako czowiek dowiadczony:
- wit niedaleko. Przecieby zbje nie napadali przy schyku nocy, bo nade dniem 
czas im do domu.
Zbyszko wstrzyma jednak wz, uszykowa ludzi w poprzek drogi czoem do 
nadjedajcych, sam za wysun si naprzd i czeka.
Jako po pewnym czasie ujrza w pomroce kilkunastu konnych. Jeden z nich jecha 
na czele, na kilka krokw przed innymi, ale widocznie nie mia zamiaru si 
ukrywa, albowiem piewa gono. Zbyszko nie mg dosysze sw, ale do uszu 
jego dochodzio wesoe: "hoc! hoc!", ktrym nieznajomy koczy kad zwrotk 
pieni.
- Nasi! - rzek sobie. Po chwili jednak zawoa:
- Stj!
- A ty se siednij - odpowiedzia artobliwy gos.
- Cocie za jedni?
- Cocie za drudzy?
- A czemu nas najedacie?
- A czemu drog zagradzasz?
- Odpowiadaj, bo kusze napite.
- A u nas... wypite - strzelaj!
- Odkazuje po ludzku, bo ci bdzie bieda. Na to odpowiedziaa Zbyszkowi wesoa 
pie:
Jedna bieda z drug bied Na rozstaju w taniec id...
Hoc! hoc! hoc! Na c im si taniec przyda?
Dobry taniec, chocia bieda...
Hoc! hoc! hoc!
Zdumia si, usyszawszy tak odpowied, Zbyszko; a tymczasem pie ustaa, ale 
ten sam gos spyta:
- A jak si ta ma stary Mako? Dycha jeszcze? Mako przypodnis si na wozie i 
rzek:
- Dla Boga, to jacy swoi! Zbyszko za ruszy koniem naprzd:
- Kto o Maka pyta?
- A somsiad, Zych ze Zgorzelic. Ju z tydzie jad za wami i rozpytuj ludzi po 
drodze.
- Rety! Stryjku! Zych ze Zgorzelic tu jest! - zawoa Zbyszko. I poczli si 
wita radonie, Zych bowiem by istotnie ich ssiadem, a do tego czowiekiem 
dobrym i powszechnie lubianym dla wielkiej wesooci.
- No, jak si macie? - pyta, potrzsajc do Maka. - Hoc jeszcze, czyli ju 
nie hoc!
- Hej, ju nie hoc! - odrzek Mako. - Ale rad was widz. Miy Boe, to jakbym 
ju by w Bogdacu!
- A co wam jest, bo jak syszaem, to was Niemce postrzelili?
- Postrzelili psubraty! elece mi si midzy ebrami ostao...
- Bjcie si Boga! No i co? A prbowalicie niedwiedziego sada si napi?
- Widzicie! - rzek Zbyszko - kady niedwiedzie sado rai. Byle do Bogdaca. 
Zara pjd na noc z toporem pod barcie.
- Moe Jagienka bdzie miaa, a nie, to pol pyta.
- Jaka Jagienka? Waszej przecie byo Magochna? - spyta Mako.
- Oo! co ta Magochna! Na wity Micha bdzie trzecia jesie, jak Magochna na 
ksiej grudzi. Zadzierysta bya baba -Panie, wie nad jej dusz! - Ale 
Jagienka po niej posza, jeno e moda...
Za doami wieci grka,
Jaka ma taka i crka... Hoc! hoc!
...A Magochnie gadaem: Nie le na sosn, kiedy ci pidziesit rokw. 
Nieprawda! Wlaza. A to ga si uomia i buch! To powiadam wam, e a dziur 
w ziemi wybia, ale te we trzy dni pucia ostatni par.
- Panie, wie jej! - rzek Mako. - Pamitam, pamitam... kiedy to si w boki 
wzia, a pocza cudowa, to si parobcy w siano chowali. Ale do gospodarki 
bya sprawna! I z sosny jej si zleciao?... Widzicie ludzie!...
- Zleciaa jak szyszka na zim... Oj, by frasunek. Wiecie? po pogrzebie tom si 
tak z aoci upi. e trzy dni nie mogli mnie dobudzi. Myleli, em si te 
wykopyrtn. A com si potem napaka, to bycie cebrem nie wynieli! Ale do 
gospodarstwa i Jagienka sprawna. Wszystko to teraz na jej gowie.
- Ledwie e j pamitam. Nie wiksza bya, kiedym wyjeda, jak toporzysko. Pod 
koniem moga przej, gow o brzuch nie zawadziwszy. Ba! dawno to ju i musiaa 
wyrosn.
- Na wit Agnieszk skoczya pitnacie lat; alem jej te ju blisko rok nie 
widzia.
- A c si z wami dziao? Skd wracacie?
- Z wojny. Albo to mi niewola, majcy Jagienk, w domu siedzie?
Mako, chocia chory, na wzmiank o wojnie nadstawi ciekawie uszu i zapyta:
- Bylicie moe z kniaziem Witoldem pod Worskl?
- A byem - odrzek wesoo Zych ze Zgorzelic. - No, Pan Bg mu nie poszczci: 
ponielimy klsk od Edygi okrutn. Naprzd konie nam wystrzelali. Tatar ci nie 
uderzy wrcz jako rycerz chrzecijaski, jeno z ukw z daleka szyje. Ty na 
niego obces, to ci si umknie i znw szyje. Rbe z nim, co chcesz! Bo widzicie, 
w naszym wojsku chepili si rycerze bez pomiarkowania i gadali tak:
"Kopij nawet nie bdziemy pochyla ni mieczw dobywa Jeno na kopytach to 
robactwo rozniesiem". Tak to oni si chwalili, a tu jak wziy groty warcze, 
to a si ciemno uczynio - i po bitwie, co? Ledwie jeden na dziesiciu yw 
osta. Dacie wiar? Wicej ni poowa wojska, siedemdziesiciu kniaziw 
litewskich i ruskich zostao na polu, a co bojarzynw i rnych tam dworzan, 
czyli jako oni zowi: otrokw, tego bycie i bez dwie niedziele nie policzyli.
- Syszaem - przerwa Mako. - I naszych posikowych rycerzy tez sia lego.
- Ba, nawet i dziewiciu Krzyakw, gdy i ci musieli Witol-dowej potdze 
suy. A naszych take kupa, ze to, jako wiecie, gdzie inny si obejrzy za 
siebie, tam nasz si nie obejrzy. Dufa najbardziej wielki knia naszym rycerzom 
i nie chcia mie innej stray w bitwie koo siebie, jeno samych Polakw. Hi! 
hi! Mostem si te koo niego pooyli, a jemu nic! Leg pan Spytko z Melsztyna 
i miecznik Bemat, i czenik Mikoaj, i Prokop, i Przecaw, i Dobrogost, i Jako 
z Lazewic, i Pilik Mazur, i Warsz z Michowa, i wojewoda Socha, i Jako z 
Dbrowy, i Pietrko z Miosawia, i Szczepiecki, i Oderski, i Tomko agoda. Kto 
by ich ta wszystkich zliczy! A niektrych tom widzia tak nabitych grotami, e 
jako jee po mierci wygldali, a miech bra patrze!
Tu rozemia si istotnie, jak gdyby opowiada rzecz najweselsz - i nagle 
pocz piewa:
Oj poznae, co to Tatar,
Kiej ci dobrze skry natar!
- No, a potem co? - spyta Zbyszko.
- Potem umkn wielki knia, ale zaraz ducha nabra, jako to on zwykle. Im 
mocniej go przygniesz, tym ci lepiej odskoczy, jak leszczynowy kierz. 
Poskoczylimy tedy do Tawaskiego brodu broni przeprawy. Przysza te gar 
rycerzy nowych z Polski. No i nic! Dobrze! Na drugi dzie nadcign Edyga z m 
tatarstwa, ale ju nic nie wskra. Hej, byo wesele! Co on chce przez brd, to 
my go w pysk. Nijak nie mg. Jeszczemy ich nabili i naapali niemao. Ja sam 
piciu uowiem, ktrych z sob do Zgorzelic prowadz. Obaczycie po dniu, jakie 
maj psie mordy.
- W Krakowie powiadali, e i na Krlestwo moe przyj wojna.
- Albo to Edyga gupi. Wiedzia ci on dobrze, jakie u nas rycerstwo, a i to te, 
e najwiksi rycerze ostali doma, bo krlowa nierada bya, e Witold na swoj 
rk wojny wszczyna. Ej, chytry on jest - stary Edyga! Zaraz pomiarkowa u 
Tawani, e knia w si ronie, i poszed sobie precz, hen, za dziewit 
ziemi!...
- A wycie wrcili?
- A wrciem. Ju tam nie ma co robi. I w Krakowie dowiedziaem si o was, 
ecie mao co przede mn wyjechali.
- To dlatego wiedzielicie, e to my?
- Wiedziaem, e to wy, bom si wszdzie o was na popasach pyta.
Tu zwrci si do Zbyszka:
- Hej, mj Boe, to ja ci maego ostatni raz widzia, teraz zasi cho i po 
ciemku miarkuj, e chop jak tur. A zaraz gotw by z kuszy dzia!... Wida, 
e na wojnie bywae.
- Mnie od maoci wojna chowaa. Niech stryjko powie, czyli mi dowiadczenia 
brak.
- Nie potrzebuje mi stryjko nic mwi. Widziaem w Krakowie pana z Taczewa, 
ktry mi o tobie rozpowiada... Ale pono w Mazur nie chce ci dziewki da, a ja 
bym ta nie by taki zawzity, bo mi si uda... Zapomnisz ty o tamtej, jeno 
zobaczysz moj Jagienk. To ci rzepa!...
- A nieprawda! Nie zapomn, chobym i dziesi takich jak wasza Jagna obaczy.
- Za ni pjd Moczy doy, gdzie jest myn. Byo te na gach, jakem wyjeda, 
dziesi wierzop dobrych ze rebity... Niejeden mi si jeszcze o Jagn pokoni 
- nie bj si!
Zbyszko chcia odpowiedzie: "Ale nie ja!" - lecz Zych ze Zgorzelic pocz sobie 
znw popiewywa:
Ja wam si do kolan nagn,
A wy za to dajcie Jagn,
Bogdaj was!
- Wam zawsze wesoo i piewanie w gowie  zauway Mako.
- Ba, a c bogosawione dusze w niebie robi?
- piewaj.
- No, to widzicie! A potpione pacz. Wol ja i do piewajcych ni do 
paczcych. wity Pieter te powie tak: "Trzeba go puci do raju, bo inaczej 
bdzie jucha i w piekle piewaa, a to nie przystoi". Patrzcie - wita ju.
I rzeczywicie czyni si dzie. Po chwili wyjechali na szerok polan, na 
ktrej byo ju wcale widno. Na jeziorku zajmujcym wieksz cze polany jacy 
ludzie apali ryby, ale na widok zbrojnych mw porzucili niewd i wypadszy z 
wody, pochwycili co prdzej za oski, za drgi i stanli w gronej postawie, 
gotowi do bitki.
- Wzili nas za zbjw - rzek, miejc si, Zych. - Hej, rybitwy! a czy icie 
wy?
Tamci stali jeszcze czas jaki w milczeniu, spogldajc nieufnie, na koniec 
jednak starszy midzy nimi, rozpoznawszy rycerzy, odrzek:
- Ksidza opata z Tulczy.
- Naszego krewniaka - rzek Mako - ktry Bogdaniec w zastawie trzyma. To musz 
by jego bory, ale chyba niedawno je kupi.
- Boga kupi - odpowiedzia Zych. - Wojowa on o nie z Wilkiem z Brzozowej i 
wida wywojowa. Mieli si nawet rok temu potyka konno na kopie i na dugie 
miecze o ca t stron, ale nie wiem, jako si skoczyo, bom by wyjecha.
- No, my swojak! - rzek Mako - z nami si nie bdzie dar, a moe jeszcze co z 
zastawu odpuci.
- Moe. Z nim byle po dobrej woli, to jeszcze ze swego dooy. Rycerski to opat, 
ktremu nie nowina hemem gow nakry. A przy tym pobony i bardzo piknie 
odprawia naboestwo. Musicie przecie pamita... Jak ci huknie przy mszy, to a 
jaskki pod puapem z gniazd wylatuj. No, i chwaa Boa ronie.
- Co nie mam pamita! Przecie o dziesi krokw wiece tchem w otarzu gasi. 
Zajedae on cho raz do Bogdaca?
- A jake. Zajeda. Piciu nowych chopw z onami na karczunkach osadzi. I u 
nas, w Zgorzelicach, te bywa, bo jako wiecie, on mi krzci Jagienk, ktr 
zawsze bardzo nawidzi i cruchn  zowie.
- Daby Bg, eby chcia mi chopw ostawi - rzek Mako.
- O wa! co tam dla takiego bogacza piciu chopw! Wreszcie, jak Jagienka go 
poprosi, to ostawi.
Tu rozmowa umilka na chwil, albowiem znad ciemnego boru i znad rumianej zorzy 
podnioso si jasne soce i rozwiecio okolic. Powitali je rycerze zwykym: 
"Niech bdzie pochwalony!", a nastpnie, przeegnawszy si, poczli ranne 
pacierze.
Zych skoczy pierwszy i uderzywszy si po kilkakro w piersi, ozwa si do 
towarzyszw:
- Teraz si wam dobrze przypatrz. Hej, zmienilicie si obaj... Wy, Maku, 
musicie wpierw do zdrowia przyj... Jagienka bdzie miaa o was staranie, bo to 
w waszym dworze baby nie uwieci... Ano, zna, e wam szczebrzuch tkwi midzy 
ebrami... I dobrze nie bardzo...
Tu zwrci si do Zbyszka:
- Pokae si i ty... Oj, mocny Boe! Pamitam ci malekim, jako przez ogon 
rebakom na grzbiet azi, a teraz, wciornaci, co za rycerzyk!... Z gby czyste 
panitko, ale chop pleczysty... Takiemu si cho i z niedwiedziem bra...
- Co mu ta niedwied! - rzek na to Mako. - To modszy by ni dzi, gdy go 
w Fryzyjczyk nazwa goowsem, a on, e to nie cakiem mu si spodobao, zaraz 
mu garci wsy wydar...
- Wiem - przerwa Zych. - I potykalicie si potem, i wzilicie ich poczet. 
Wszystko mi rozpowiada pan z Taczewa:
Wyszed Niemiec z wielgim zyskiem,
Pogrzebli go z goym pyskiem,
Hoc! hoc!
I pocz spoglda na Zbyszka rozbawionymi oczyma, on za patrzy take z wielk 
ciekawoci na jego dug jak tyczka posta, na chud twarz z ogromnym nosem i 
na okrge, pene miechu oczy.
- O! - rzek - przy takim somsiedzie, byle Bg stryjkowi wrci zdrowie - to i 
nie bdzie smutku.
- Lepiej mie wesoego somsiada, bo z wesoym nie moe by zwady - odrzek Zych. 
- A teraz posuchajcie, co wam po dobremu i po krzecijasku powiem. Doma 
dawnocie nie byli i porzdkw nijakich w Bogdacu nie zastaniecie. Nie mwi: w 
gospodarstwie - bo opat dobrze gospodarzy... lasu szmat wykarczowa i chopw 
nowych osadzi... Ale e sam jeno czasem dojeda, wic w spiami bd pustki, 
ba, i w domu ledwie tam awa jaka jest - albo i wizka grochowin do spania - a 
choremu potrzeba wygody. Wic wiecie co? - jedcie ze mn do Zgorzelic. 
Zabawicie jaki miesiczek albo dwa, to mi bdzie po sercu, a bez ten czas 
Jagienka o Bogdacu pomyli. Tylko si na ni zdajcie i niech was gowa o nic 
nie boli... Zbyszko bdzie dojeda gospodarki pilnowa, a ksidza opata te 
wam do Zgorzelic sprowadz, to si z nim zaraz porachujecie... O was, Maku, 
bdzie dziewka miaa taki starunek jak o ojcu - a w chorobie babski starunek od 
innego lepszy. No! Moicie wy! uczyciee tak, jako was prosz.
- Wiadoma rzecz, ecie dobry czowiek i zawszecie tacy byli - odrzek z pewnym 
wzruszeniem Mako - ale widzicie, mam-li umrze przez t juch zadzior, co mi 
pod ziobrem siedzi, to wol na wasnych mieciach Przy tym w domu, cho ta czek 
i chory, to o niejedno si rozpyla, niejednego dopatrzy i niejedno zadzi. Jeli 
Bg kae i na tamten wiat - no, to nie ma rady! Czy przy wikszym starunku, 
czy przy mniejszym -jednako si nie wykrcisz. Do niewygd my na wojnie 
przywykli. Mia i wicha grochowin temu, co przez kilka rokw na goej ziemi 
sypia. Ale za wasze serce to wam szczerze dzikuj, i jeli nie ja si 
wywdzicz, to da Bg, Zbyszko si wywdziczy.
Zych ze Zgorzelic, ktry syn istotnie z dobroci i uczynnoci, pocz znw 
nalega i prosi, ale Mako si upar: kiedy umiera, to na wasnym podwrku! 
Cnio mu si oto bez tego Bogdaca caymi latami, wic teraz, gdy granica ju 
niedaleko, nie wyrzeknie si go za nic, choby to mia by ostatni nocleg. Bg 
askaw i tak, e mu cho pozwoli tu si przywlec.
Tu roztar piciami zy, ktre wezbray mu pod powiekami, obejrza si wkoo i 
rzek:
- Jeli tu ju bory Wilka z Brzozowej, to zaraz po poudniu dojedziem.
- Nie Wilka z Brzozowej, jeno ninie opatowe  zauway Zych.
Umiechn si na to chory Mako i po chwili odrzek:
- Jeli opatowe, to moe kiedy bd nasze.
- Ba! dopierocie mwili o mierci - zawoa wesoo Zych - a teraz chce wam si 
opata przetrzyma.
- Nie ja go przetrzymam, jeno Zbyszko.
Dalsz rozmow przerway im odgosy rogw w boru, ktre ozway si daleko przed 
nimi. Zych wstrzyma zaraz konia i pocz sucha.
- Kto ci tu chyba poluje - rzek. - Poczekajcie.
- Moe opat. Toby dobrze byo, ebymy si zaraz spotkali.
- Cichajcie no!
Tu zwrci si do orszaku:
- Stj!
Stanli. Rogi ozway si bliej, a w chwil pniej rozlego si szczekanie 
psw.
- Stj! - powtrzy Zych - Ku nam id. Zbyszko za zeskoczy z konia i pocz 
woa:
- Dawajcie kusz! moe zwierz na nas wypadnie! wartko! wartko!
I porwawszy kusz z rk pachoka, wspar j o ziemi, przycisn brzuchem, 
pochyli si, wypry grzbiet jak uk i chwyciwszy palcami obu rk ciciw, 
nacign j w mgnieniu oka na elazny zastawnik, za czym zaoy strza i 
skoczy przed siebie w br.
- Napi! bez korby ci napi! - szepn Zych, zdumiony przykadem tak 
nadzwyczajnej siy.
- Ho, to morowy chop! - odszepn z dum Mako. Tymczasem rogi i granie psw 
ozwao si jeszcze bliej, a nagle po prawej stronie boru rozleg si ciki 
tupot, trzask amanych krzw i gazi - na drog wypad z gstwiny, jak piorun, 
stary brodaty ubr z olbrzymi, nisko pochylon gow, z krwawymi oczyma i 
wywalonym ozorem, zziajany, straszny. Trafiwszy na wyrw przydron, przesadzi 
j jednym skokiem, upad z rozpdu na przednie nogi, ale podnis si i ju, ju 
mia skry si w gstwinie po drugiej stronie drogi, gdy nagle zawarczaa 
zowrogo ciciwa kuszy, rozleg si wist grotu, po czym zwierz wspi si, 
zakrci, rykn okropnie i run jak gromem raony na ziemi.
Zbyszko wychyli si zza drzewa, napi znw kusz i zbliy si gotw do 
strzau ku lecemu bykowi, ktrego zadnie nogi kopay jeszcze ziemi.
Lecz popatrzywszy chwil, zawrci spokojnie do orszaku i z daleka pocz woa:
- Tak dosta, ae gnojem popuci!
- A nieche ci! - ozwa si, podjedajc, Zych - od jednej strzay!
- Ba, blisko byo, a to przecie okrutny pd. Obaczcie: nie tylko elece, ale i 
brzechwa cakiem mu si schowaa pod opatk.
- Myliwcy musz by ju blisko; pewnikiem ci go zabior.
- Nie dam! - odpowiedzia Zbyszko - na drodze zabit, a droga niczyja.
- A jeli to opat poluje?
- A, jeli opat, to niech go bierze.
Tymczasem z lasu wychyliy si naprzd psy, ktrych byo kilkanacie. Ujrzawszy 
zwierza, rzuciy si na niego ze strasznym harmidrem, zbiy si na nim w kup i 
niebawem poczy si midzy sob gry.
- Zaraz bd i myliwi - rzek Zych. - Ot patrz! ju s, jeno dalej przed nami 
wypadli i nie widz jeszcze zwierza. Hop! hop! bywajcie tu, bywajcie!... ley! 
ley!...
Lecz nagle umilk, przysoni oczy rk, a po chwili ozwa si:
- Dla Boga! coe to jest? Czym olep, czy mi si zdaje...
- Jeden na wronym koniu na przedzie - rzek Zbyszko. Lecz Zych zawoa nagle:
- Miy Jezu! dy to chyba Jagienka! I naraz pocz krzycze:
- Jagna! Jagna!...
Po czym ruszy naprzd, ale nim zdy puci w cwa podjezdka, Zbyszko ujrza 
najdziwniejsze w wiecie widowisko:
Oto na chybkim srokaczu sadzia ku nim, siedzc po msku, dziewczyna z kusz w 
rku i z oszczepem na plecach. W rozpuszczone od pdu wosy powszczepiay jej 
si chmielowe szyszki; twarz miaa rumian jak zorza, na piersiach rozchestan 
koszulin, a na koszuli serdak wen do gry. Dopadszy, osadzia na miejscu 
konia; przez chwil na twarzy jej odbijao si niedowierzanie, zdumienie, rado 
- na koniec jednak, nie mogc wiadectwom oczu i uszu zaprzeczy, pocza 
krzycze cienkim, nieco jeszcze dziecinnym gosem:
- Tatulo! tatu najmilejsi!
I w mgnieniu oka zsuna si z konia, a gdy Zych zeskoczy take dla powitania 
jej na ziemi, rzucia mu si na szyj. Przez dugi czas Zbyszko sysza tylko 
odgos pocaunkw i dwa wyrazy: "Tatulo! Jagula! Tatulo! Jagula!" - powtarzane w 
radosnym upojeniu.
Nadjechay oba poczty, nadjecha na wozie Mako, a oni jeszcze powtarzali: 
"Tatulo! Jagula!", i jeszcze si obejmowali za szyj. A gdy wreszcie mieli ju 
do sytu powita i okrzykw, pocza go Jagienka wypytywa:
- To z wojny wracacie? Zdrowicie aby?
- Z wojny. Co nie mam by zdrw! A ty? A modsze chopaki? Myl, e zdrowe? - 
tak? Bo inaczej nie lataaby po lesie. Ale coe ty tu robisz najlepszego, 
dziewczyno?
- Przecie widzicie: poluj - odpowiedziaa, miejc si, Jagienka.
- W cudzych lasach?
- Opat da mi pozwolestwo. Jeszcze przysa pachokw do tego uczonych i psy.
Tu zwrcia si do swej czeladzi:
- A odpdzi mi ta psy, bo skr podr! Po czym do Zycha:
- Oj, te rada jestem, rada, e was widz!... U nas wszystko dobrze.
- A jam to nierad? - odpar Zych. - Daje jeszcze, dziewucho, pyska!
I poczli si znw caowa, a gdy skoczyli, Jagna rzeka:
- Do domu okrutny szmat drogi... takemy si za on besti zagnali. Chyba ze 
dwie milemy gnali, e ju i konie ustaway. Ale tgi ubr - widzielicie?... ma 
on ze trzy moje strzay w sobie, a od ostatniej musia pa.
- Pad on od ostatniej, ale nie od twojej: ten to rycerzyk go ustrzeli.
Jagienka odgarna doni wosy, ktre si jej nasuny na oczy, i spojrzaa 
bystro, lubo niezbyt yczliwie na Zbyszka.
- Wiesz, kto to jest? - spyta Zych.
- Nie wiem.
- Nie dziwota, e go nie poznaa, bo wyrs. Ale moe starego Maka z Bogdaca 
poznasz?
- Dla Boga! to Mako z Bogdaca! - zawoaa Jagienka. I zbliywszy si do woza, 
pocaowaa Maka w rk.
- Tocie wy?
- A ja. Jenom na wozie, bo mnie Niemcy postrzelili.
- Jakie Niemcy? przecie to z Tatary bya wojna? Wiem ci ja to, bom si niemao 
tatula naprosia, eby mnie z sob wzi.
- Bya wojna z Tatary, ale my na niej nie byli, bomy na Litwie przedtem 
wojowali i ja, i Zbyszko.
- A gdzie jest Zbyszko?
- To nie poznaa, e to Zbyszko? - rzek ze miechem Mako.
- To jest Zbyszko? - zawoaa dziewczyna, spogldajc znw na modego rycerza.
- A jake!
- Daje mu po znajomoci gby - zawoa wesoo Zych. Jagienka zwrcia si ywo 
ku Zbyszkowi, lecz nagle cofna si i zakrywszy rk oczy, rzeka:
- Kiedy si wstydam...
- My si przecie od maoci znamy! - ozwa si Zbyszko.
- Aha! dobrze si znamy. Pamitam ci ja, pamitam. Z om rokw temu 
przyjechalicie do nas z Makiem i nieboszczka matula przynieli nam orzechw z 
miodem. A wy, jak jeno starsi wyszli z izby, zaraz mnie pici w nos, a orzechy 
samicie zjedli!
-Nie uczyniby on teraz tego! - rzek Mako. - U kniazia Witolda bywa, w 
Krakowie na zamku bywa i obyczaj dworski zna.
Lecz Jagience przyszo co innego do gowy, zwrciwszy si bowiem do Zbyszka, 
spytaa:
- To wycie ubra zabili?
- Ja.
- Obejrzym, gdzie tkwi grot.
- Nie obaczycie, bo mu si cakiem pochowa pod opatk.
- Daj spokj, nie prawuj si - rzek Zych. - Widzielim wszyscy, jak go 
ustrzeli, i widzielim jeszcze co lepszego, bo kusz w mig bez korby nacign.
Jagienka spojrzaa po raz trzeci na Zbyszka, ale tym razem z podziwem:
- Nacignlicie kusz bez korby? - spytaa. Zbyszko odczu w jej gosie jakby 
pewne niedowierzanie, wspar wic o ziemi kusz, ktr by poprzednio spuci, 
nacign j w mgnieniu oka, a zaskrzypiaa elazna obrcz, po czym, chcc 
pokaza, e zna dworski obyczaj, przyklkn na jedno kolano i poda j 
Jagience.
Dziewczyna za, zamiast j wzi z jego rk, zaczerwienia si nagle, sama nie 
wiedzc dlaczego, i pocza zaciga pod szyj zgrzebn koszul, ktra si bya 
od szybkiej jazdy po lesie otwara.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XI
Drugiego dnia po przyjedzie do Bogdaca Mako i Zbyszko poczli rozglda si 
po swojej starej siedzibie i wkrtce dostrzegli, i Zych ze Zgorzelic mia 
suszno, mwic, e z pocztku dokuczy im bieda niemaa.
Z gospodarstwem szo jeszcze jako tako. Byo kilka anw obrabianych przez 
chopw dawnych albo wieo osadzonych przez opata. Niegdy bywao w Bogdacu 
uprawnej ziemi daleko wicej, ale od czasu gdy w bitwie pod Powcami rd Gradw 
wygin prawie do szcztu - zbrako rk roboczych, a po napadzie lskich 
Niemcw i po wojnie Grzymalitw z Naczami yzne niegdy niwy bogdaskie 
pozarastay po wikszej czci lasem. Mako nie mg sam da rady. Prno chcia 
przed kilkunastu laty przycign wolnych kmieciw z Krzeni i puci im ziemi 
za odsepy - ci bowiem woleli siedzie na swoich wasnych "lechach" nili 
uprawia cudzy zagon. Przywabi jednak nieco ludzi bezdomnych; w rnych wojnach 
wzi kilkunastu jecw, ktrych poeni, osadzi po chatach - i w ten sposb 
wie pocza si dwiga na nowo. Ale trudno mu to szo, wic gdy zdarzya si 
sposobno zastawu, zastawi Mako skwapliwie cay Bogdaniec, mniemajc naprzd, 
e monemu opatowi atwiej bdzie zagospodarowa ziemi, a po wtre, e 
tymczasem jemu i Zbyszkowi wojna przysporzy ludzi i pienidzy. Jako opat 
rzdzi sprycie. Si robocz Bogdaca powikszy o pi rodzin chopskich, 
stada byda i koni pomnoy, a przy tym zbudowa pichlerz, chrucian obor i 
tak stajni. Natomiast, nie mieszkajc stale w Bogdacu o dom nie dba - i 
Mako, ktry marzy czasami, e wrciwszy, zastanie go otoczonym rowem i 
czstokoem, zasta wszystko tak, jak by zostawi, z t chyba rnic, e wgy 
pokrzywiy si nieco, a ciany wydaway si nisze, bo osiady i zasuny si w 
ziemi.
Dwr skada si z ogromnej sieni, dwch obszernych izb z komorami i z kuchni. W 
izbach byy okna z bon, na rodku za kadej ognisko w ulepionej z gliny 
pododze, z ktrego dym wychodzi przez szpary w puapie. Puap w, czarny 
zupenie, bywa za lepszych czasw zarazem i wdlarni, na kokach bowiem 
powbijanych w belki wieszano wwczas szynki wieprzowe, dzicze, niedwiedzie i 
osie, combry jelenie i sarnie, grzbiety woowe i cae zwoje kiebas. W Bogdacu 
jednak haki byy teraz puste, jak rwnie i pki biegnce wzdu cian, na 
ktrych po innych "dworach" ustawiano misy cynowe i gliniane. Tylko ciany pod 
pkami nie wydaway si ju zbyt nagie. Zbyszko bowiem kaza ludziom 
porozwiesza na nich pancerze, hemy, miecze krtkie i dugie, a dalej oszczepy, 
widy, kusze, kopie rycerskie, wreszcie tarcze i topory, i kropierze na konie. 
Bro czerniaa od takiego rozwieszania w dymie i trzeba byo czsto j czyci, 
ale za to bya wszystka pod rk i w dodatku czerw nie toczy drzewa w kopiach, 
kuszach i toporzyskach. Szaty kosztowne kaza troskliwy Mako poprzenosi do 
komory, w ktrej sypia.
W przednich izbach byty te w pobliu boniastych okien stoy zbite z sosnowych 
desek i takie awy, na ktrych panowie zasiadali wraz z czeladzi do jada. 
Ludziom odwykym przez dugie lata wojny od wygd nie trzeba byo wiele, w 
Bogdacu jednak brako chleba, mki i rnych innych zapasw, a zwaszcza 
statkw. Chopi poznosili, co mogli, liczy gwnie Mako na to, ze jako bywa w 
takich razach, przyjd mu w pomoc ssiedzi -i rzeczywicie nie omyli si, 
przynajmniej co do Zycha ze Zgorzelic.
Drugiego dnia po przyjedzie siedzia wanie stary na kodzie przed domem, 
chcc uy piknej jesiennej pogody, gdy na dziedziniec zajechaa na tym samym 
wronym koniu Jagienka. Czeladnik, ktry drzewo rba koo pota, chcia jej do 
zsiadania pomc, lecz ona, zeskoczywszy w jednej chwili na ziemi, zbliya si 
do Maka, zdyszana nieco od prdkiej jazdy i zarumieniona jak jabuszko.
- Niech bdzie pochwalony! Przyjechaam pokoni si wam od tatula i zapyta o 
zdrowie.
- Nie gorzej ni byo w drodze - odrzek Mako - czek si przynajmniej wyspa 
na wasnych mieciach.
- Ale niewygod musicie mie wielk, a choremu potrzeba starunku.
- Twarde my chopy. Juci, z pocztku nie ma wygd, ale nie ma i godu. Kazalim 
zarn wou i dwie owce, misa jest do. Poznosiy te baby troch mki i jaj, 
ale tego mao, a ju najgorzej statkw nam brako.
- Bo ja kazaam wyadzi dwa wozy. Na jednym id dwie pociele i statki, a na 
drugim spya rna. S placki i mka, i sonina, i suszone grzyby, jest 
beczueczka piwa, a druga miodu - i co tam byo w domu, ze wszystkiego po 
trochu.
Mako, ktry rad by zawsze z kadego przybytku w domu, wycign rk, 
pogadzi Jagienk po gowie i rzek:
- Bg zapa tobie i twojemu rodzicowi. Jak si zagospodarujem, to oddamy.
- Bogdaje was! A czy to my Niemce, ebymy mieli odbiera to, co dajem!
- No, to jeszcze bardziej Bg wam zapa. Powiada o tobie rodzic, jaka 
gospodarna. To ty caymi Zgorzelicami bez rok rzdzia?
- Ano!... Jak wam bdzie czego wicej potrzeba, to kogo przylijcie, jeno 
takiego, co by wiedzia, czego trzeba - bo to czasem gupi jaki suga przyjedzie 
i nie wie, po co go przysali.
Tu Jagienka pocza si nieco oglda, a Mako, spostrzegszy to, umiechn si 
i zapyta:
- Za kime si ogldasz?
- Nie ogldam si za nikim!
- Przyl Zbyszka, niech za mnie tobie i Zychowi podzikuje. Uda ci si 
Zbyszko? co?
- A, nie patrzyam!
- To przypatrze mu si teraz, bo ci wanie nadchodzi. Jako Zbyszko nadchodzi 
rzeczywicie od wodopoju i ujrzawszy Jagienk, przypieszy kroku. Ubrany by w 
osi kubrak i okrg pilniow myck, tak, jakich uywano pod hemy, wosy 
mia bez ptlika, obcite rwno nad brwiami, a po bokach spywajce w zotych 
zwojach na ramiona - i zblia si szybko, rosy, hoy do giermka z wielkiego 
domu zupenie podobny.
Jagienka odwrcia si cakiem do Maka, aby przez to okaza, e tylko do niego 
przyjechaa, lecz Zbyszko przywita j wesoo, a nastpnie, wziwszy jej rk, 
podnis j do ust mimo oporu dziewczyny.
- Czemu mnie w rk caujesz? - spytaa - czy to ja ksidz?
- Nie brocie si! To taki zwyczaj.
- A choby ci i w drug pocaowa za to, co przywioza - wtrci Mako - nie 
byoby nadto.
- Co za przywioza? - zapyta Zbyszko, rozgldajc si po dziedzicu, nie 
widzc nic wicej prcz wronego konia, ktry sta przywizany do palika.
- Wozy jeszcze nie nadeszy, ale przyjd - odpowiedziaa Jagienka.
Mako pocz wymienia, co przywioza, niczego nie opuszczajc, gdy za 
wspomnia o dwch pocielach, Zbyszko rzek:
- Ja tam rad i na ubrowej skrze przylegam, ale dzikuj wam, ecie i o mnie 
pomyleli.
-To nie ja: tatulo... - odrzeka, czerwienic si, dziewczyna. - Jeli wolicie 
na skrze, to niewoli nie ma.
- Wol, na czym wypadnie. Bywao, nieraz w polu, po bitwie, to si sypiao i z 
zabitym Krzyakiem pod gow.
- Albocie to zabili kiedy Krzyaka? Pewno, e nie!
Zbyszko, zamiast odpowiedzie, pocz si mia. Mako za zawoa:
- Bje si Boga, dziewczyno, to ty jego nie znasz! Nic ci on innego nie czyni, 
jeno w Niemcw bi, ae grzmiao. Na kopie, na topory, do wszystkiego gotw, a 
jak Niemca z dala dopatrzy, to cho go na powrozie trzymaj, tak si do niego 
rwie. W Krakowie chcia nawet w posa Lichtensteina bi, za co mao mu gowy nie 
ucili. Taki to chop! I o Fryzach dwch ci opowiem, po ktrych wzilimy poczet 
i up tak godny, e za poow tego mona by Bogdaniec wykupi.
Tu Mako j opowiada o pojedynku z Fryzyjczykami, a nastpnie o innych 
przygodach, jakie si im przytrafiay, i czynach, jakich dokonali. Potykali si 
przecie zza murw i w otwartym polu z najwikszymi rycerzami, jacy w 
cudzoziemskich krajach yj. Bili w Niemcw, bili we Francuzw bili w 
Angielczykw i w Burgundw. Bywali w zaciekych wirach bitew, e z koni, z 
ludzi, ze zbroi, z Niemcw i pir czyni si jakoby jeden kb. A czego to oni 
przy tym nie widzieli! Widzieli krzyackie zamki z czerwonej cegy, litewskie 
grodce drewniane i kocioy, jakich koo Bogdaca nie ma, i miasta, i srogie 
puszcze, w ktrych nocami kwiliy powypdzane ze wity litewskie boeczki, i 
rne, rne cuda; wszdzie za, gdzie do bitki przyszo, Zbyszko na przedzie, 
tak e dziwowali mu si najwiksi rycerze.
Jagienka, przysiadszy na kodzie obok Maka, suchaa z otwartymi ustami tego 
opowiadania, krcc gow, jakby j miaa na rubkach, to w stron Maka, to w 
stron Zbyszka i spogldajc na modego rycerza z coraz wikszym podziwem. 
Wreszcie, gdy Mako skoczy, westchna i rzeka:
- Bogdaj si to chopakiem urodzi!
Lecz Zbyszko, ktry przez czas opowiadania przyglda si jej rwnie bacznie, 
myla w tej chwili widocznie o czym innym, gdy niespodzianie rzek:
- Ale te z was krana dziewka!
Jagienka za odrzeka, na wp z niechci, a na wp ze smutkiem:
- Widzielicie wy kraniejsze ode mnie.
Zbyszko jednak mg bez kamstwa odpowiedzie jej, e wiele takich nie widzia, 
gdy od Jagienki bi po prostu blask zdrowia, modoci i siy. Stary opat nie 
prno mawia o niej, e wyglda jak na wp kalina, wp sosenka. Wszystko w 
niej byo pikne: i wysmuka postawa, i szerokie ramiona, i piersi jak ze skay 
wykute, i czerwone usta, i modre oczki bystro patrzce. Bya te przybrana 
staranniej ni poprzednio w lesie na owach. Na szyi miaa krane paciorki, 
kouszek otwarty na przodzie, kryty zielonym suknem, spdnic z samodziau w 
prki i nowe buty. Nawet stary Mako zauway ten pikny strj i popatrzywszy 
na ni przez chwil, zapyta:
- A czemu to si tak przybraa, jako na odpust? Lecz ona, zamiast odpowiedzie, 
pocza woa:
- Id wozy, id!...
Jako, gdy wozy zajechay, skoczya ku nim, a za ni poszed Zbyszko. 
Wyadowanie trwao a do zachodu soca, ku wielkiemu zadowoleniu Maka, ktry 
kad rzecz z osobna oglda i za kad wysawia Jagienk. Mrok te ju zapada 
zupeny, gdy dziewczyna pocza si zabiera do domu. Przy wsiadaniu na ko 
Zbyszko chwyci j nagle wp i nim zdya sowo wymwi, podnis j w gr i 
posadzi na kulbak. Wwczas zarumienia si jak zorza i zwrciwszy ku niemu 
twarz, rzeka przytumionym nieco gosem:
- Mocarny z was pachoek...
On za, nie dojrzawszy jej rumiecw i zmieszania z powodu ciemnoci, rozemia 
si i zapyta:
- A nie boicie si zwierza?... ju zaraz noc!
- Jest na wozie oszczep... podajcie mi go.
Zbyszko poszed do wozu, wyj oszczep i wrczy go Jagience:
- Bdcie zdrowi!
- Bdcie zdrowi!
- Bg wam zapa! Przyjad jutro alibo pojutrze do Zgorzelic pokoni si 
Zychowi i wam za somsiedzk uczynno.
- Przyjedajcie! Radzi bdziem! Wita! I ruszywszy koniem, znika po chwili w 
przydronych krzach.
Zbyszko wrci do stryja.
- Czas wam do izby wraca.
Lecz Mako odrzek, nie ruszajc si z kody:
- Hej! co za dziewczyna! Ae podwrze od niej pojaniao!
- Bo pewnie!
Nastaa chwila milczenia. Mako zdawa si o czym rozmyla, patrzc w 
ukazujce si gwiazdy, po czym znw rzek jakby sam do siebie:
- I przyszczypne to, i gospodarne, cho nie ma wicej nad pitnacie rokw...
- A no! - rzek Zbyszko - stary Zych miuje j te jak oko w gowie.
- I mwi, e Moczydoy za ni pjd, a tam jest w gach stadko wierzop ze 
rebity.
- W borach moczydowskich pono okrutne bagna?...
- Ale eremia bobrowe w nich s. I znw nastao milczenie. Mako spoglda czas 
jaki z ukosa na Zbyszka, a wreszcie spyta.
- Ce si tak zapamita? O czym rozmylasz?
- Bo... widzicie... po Jagience tak mi si Danuka przypomniaa, ae mnie co w 
sercu zabolao.
- Chodmy do izby - rzek na to stary. - Pno ju. I wstawszy z trudem, wspar 
si na Zbyszku, ktry odprowadzi go do komory.
Zbyszko pojecha jednak zaraz nazajutrz do Zgorzelic, albowiem Mako bardzo o to 
przynagla. Wymg rwnie na bratanku, by wzi z sob dla okazaoci dwch 
pachokw i przybra si jak najpikniej, aby w ten sposb cze Zychowi 
wyrzdzi i naleyt wdziczno mu okaza. Zbyszko ustpi i pojecha 
wystrojony jak na wesele w t sam zdobyczn jak z biaego atasu, obszyt 
zot frdzl i zahartowan w zote gryfy. Zych przyj go z otwartymi 
ramionami, radoci i ze piewaniem, Jagienka za, wszedszy na prg izby, 
stana jak wryta i omal nie upucia agiewki z winem na widok modziana, 
mylaa bowiem, e krlewicz jaki przyjecha. Stracia te od razu miao i 
siedziaa w milczeniu, przecierajc tylko kiedy niekiedy oczy, jak gdyby si 
chciaa ze snu obudzi. Zbyszko, ktremu brako dowiadczenia, myla, e z 
niewiadomych mu przyczyn nierada go widzi, rozmawia wic tylko z Zychem, 
sawic jego ssiedzk hojno i podziwiajc dwr zgorzelicki, ktry 
rzeczywicie w niczym nie by do bogdanieckiego podobny.
Wszdzie zna tu byo dostatek i zasobno. W izbach byy okna z szybami z rogu, 
zestruganego cienko i tak wygadzonego, e by prawie jak szko przeroczysty. 
Nie byo ognisk na rodku izb, tylko wielkie kominy z okapami po rogach. Podoga 
bya z modrzewiowych desek czysto umytych, na cianach zbroje i mnstwo mis 
byszczcych jak soca oraz piknie wycitych ynikw, z szeregami yek, z 
ktrych dwie byy ze srebra. Gdzieniegdzie wisiay te makatki, zupione w 
wojnach lub nabyte od wdrownych kupcw. Pod stoami leay olbrzymie powe 
skry turze, a tako ubrze i dzicze. Zych z chci pokazywa swoje bogactwa, 
mwic co chwila, e to Jagienkowe gospodarowanie. Zaprowadzi take Zbyszka do 
alkierza, pachncego cakiem ywic i mit, w ktrym u puapu wisiay cae pki 
skr wilczych, lisich, kunich i bobrowych. Pokaza mu sernik, skady wosku i 
miodu, beczki z mk, skady sucharw, konopi i suszonych grzybw. Wzi go 
nastpnie do pichrzw, obr, stajen i chleww, do szop, w ktrych byy wozy, 
sprzty myliwskie, sieci, i tak olni oczy jego dostatkiem, e Zbyszko, 
wrciwszy na wieczerz, nie mg utrzyma w sobie podziwu.
- y nie umiera w waszych Zgorzelicach! - rzek.
- W Moczydoach bez maa takie same porzdki - odrzek Zych, - Pamitasz 
Moczydoy? To przecie ku Bogdacowi. - Drzewiej wadzili si nawet nasi ojce o 
granice i zapowiedzi sobie posyali na bitki, aleja ta nie bd si wadzi.
Tu trci si ze Zbyszkiem kubkiem miodu i zapyta:
- A moe by chcia sobie co zapiewa?
- Nie - rzek Zbyszko - ciekawie was sucham.
- Zgorzelice, widzisz, wezm niedwiadki. Byle si jeno kiedy o nie nie 
podarli!...
- Jakie niedwiadki?
- Ano, chopaki, Jagienkowi bracia.
- Hej! nie bd potrzebowali apy przez zim ssa.
- A nie. Ale Jagience w Moczydoach sperki w gbie nie zabraknie...
- Pewnikiem!
- A czemu nie jesz i nie pijesz? Jagienka, nalej i jemu, i mnie.
- Jem i pij, jako mog.
- Jak nie bdziesz mg, to si odpasz... Pikny pas! Wy te na Litwie 
musielicie wzi up godny?
- Nie narzekamy - odrzek Zbyszko, korzystajc ze sposobnoci, aby okaza, e i 
dziedzice Bogdaca nie byle wodyczkowie. - Cz upw przedalimy w Krakowie i 
wzilimy czterdzieci grzywien srebra...
- Bj si Boga! To za to mona kupi wie.
- Bo bya jedna zbroja mediolaska, ktr stryjko spodziewajcy si mierci 
sprzeda, a to wiecie...
-Wiem! No! to warto na Litw i. Ja swego czasu chciaem, alem si boja.
- Czego? Krzyakw?
- E, kto by si ta ich ba. Pki ci nie zabij, to czeg si ba, a jak ci 
zabij, to ju i nie czas na strach. Bojaem si onych pogaskich bokw, czyli 
diabw. Po lasach to podobno tego jak mrowia.
- A gdzie maj siedzie, kiedy im bonice popalili?... Dawniej mieli dostatek, 
a teraz jeno grzybami i mrwkami yj.
- Widziae te ich?
- Ja sam nie widziaem, ale syszaem, e ludzie widzieli... Wysunie ta 
poniektry kosmat apin i zza drzewa potrzsa ni, eby mu co da.
- Powiadali to samo Mako - ozwaa si Jagienka.
- A jake! prawi ci i mnie o tym w drodze - doda Zych. - No, nie dziwota! 
Przecie i u nas, cho kraj dawno krzecijaski, czasem si co po bajorach 
mieje, a i w domu, cho ksia o to krzycz, lepiej zawsze skrzatom misk 
zjadem na noc ostawi, bo inaczej tak ci skrobi w ciany, e i oka nie 
zmruysz... Jagienka!... postaw, cruchno, pod progiem misk!
Jagienka wzia glinian misk pen kluskw z serem i postawia j pod progiem. 
Zych za rzek:
- Ksia krzycz, pomstuj! Panu Jezusowi przecie przez troch kluskw chway 
nie ubdzie, a skrzat byle by syt i yczliwy, to i od ognia, i od zodzieja 
ustrzee.
Po czym zwrci si do Zbyszka:
- Ale moe by si odpasa i troch sobie zapiewa?
- Zapiewajcie wy, bo ju widz, e z dawna macie ochot, ale moe panna 
Jagienka zapiewa?
- Bdziem po kolei piewali - zawoa uradowany Zych. - Jest te w domu 
pachoek, ktry nam do wtru na drewnianej fujarce zapiska. Woa pachoka!
Zawoano pachoka, ktry siad na zydlu i woywszy "piszczk" w usta, a 
nastpnie, rozstawiwszy na niej palce, j spoglda po obecnych, czekajc, komu 
ma zawtrowa.
Oni za poczli si sprzecza, nikt bowiem nie chcia by pierwszy. Kaza 
wreszcie Zych da przykad Jagience, wic Jagienka, chocia bardzo jej byo 
wstyd Zbyszka, wstaa z awy, woya rce pod fartuch i pocza:
Gdybym ci ja miaa
Skrzydeczka jak gska,
Poleciaabym ja
Za Jakiem do lska!...
Zbyszko otworzy naprzd szeroko oczy, po czym zerwa si na rwne nogi i 
zawoa wielkim gosem:
- A wy skd to umiecie piewa? Jagienka spojrzaa na niego ze zdumieniem.
- Przecie to wszyscy piewaj... Co wam?
Zych za, ktry sdzi, e Zbyszko podpi, zwrci ku niemu rozradowan twarz i 
rzek:
- Odpasz si! Zaraz ci uly!
Lecz Zbyszko sta przez chwil z mienic si twarz, po czym, opanowawszy 
wzruszenie, ozwa si do Jagienki:
- Przepraszam was. Cosik mi si niespodzianie przypomniao. piewajcie dalej.
- A moe wam smutno sucha?
- Ej, gdzie tam! - odrzek drgajcym gosem.  Suchabym tego przez ca noc.
To rzekszy, siad i zakrywszy doni brwi, umilk, nie chcc adnego sowa 
uroni.
Jagienka zapiewaa drug zwrotk, lecz skoczywszy j, spostrzega wielk z 
staczajc si po palcach Zbyszkowej doni.
Wwczas przysuna si ywo ku niemu i siadszy obok, pocza go trca okciem:
- No? Co wam? Nie chc, bycie pakali. Mwcie, co wam jest?
- Nic, nic! - odrzek z westchnieniem Zbyszko. - Sia by gada... Co byo, to 
przeszo. Ju mi weselej.
- A moe bycie si wina sodkiego napili?
- Pociwa dziewka! - zawoa Zych. - Czemu to mwicie sobie: wy? Mw mu: 
Zbyszku, a ty jej: Jagienko. Znacie si przecie od maoci...
Po czym zwrci si do crki:
- e ci tam ongi spra, to nic!... Ninie tego nie uczyni.
- Nie uczyni! - rzek wesoo Zbyszko. - Nieche mnie ona za to teraz spierze, 
jeli jej wola.
Na to Jagienka, chcc go do reszty rozweseli, zoya do w pistk i miejc 
si, pocza udawa, e bije Zbyszka.
- A masz ci za mj rozbity nos! a masz! a masz!
- Wina! - zawoa rozochocony dziedzic Zgorzelic, Jagienka skoczya do komory i 
po chwili wyniosa kamionk z winem, dwa kubki pikne, wygniatane w srebrne 
kwiaty, roboty wrocawskich zotnikw, i par gomek z daleka pachncych.
Zycha, majcego ju w gowie, rozczuli ten widok zupenie, wic przygarn do 
siebie kamionk, przycisn j do ona i sdzc widocznie, e to Jagienka, 
pocz mwi:
- Oj, cruchno ty moja! oj, niebogo sieroto! Co ja, biedny chudzina, w 
Zgorzelicach poczn, jak mi ci zabior - co ja poczn!...
- A trza j bdzie niezadugo da! - zawoa Zbyszko. Zych za w mgnieniu oka z 
rozczulenia przeszed do miechu:
- Chy! chy! A dziewce pitnacie rokw i ju j do chopw cignie!.. ju jak 
ktrego cho z daleka uwidzi, to ae kolanem o kolano trze!...
- Tatusiu, bo sobie pjd - rzeka Jagienka.
- Nie chod! dobrze z tob...
Po czym j mruga tajemniczo na Zbyszka.
- Zajeda ich tu dwch: jeden mody Wilk, syn starego Wilka z Brzozowej, a 
drugi Cztan z Rogowa. eby ci tu zastali, zaraz by wzili na ci zgrzyta, jako 
i na si wzajem zgrzytaj.
- O wa! - rzek Zbyszko.
Po czym zwrci si do Jagienki i mwic jej: ty, wedle polecenia Zycha, 
zapyta:
- A ty ktrego wolisz?
- adnego.
- Wilk sierdzisty pachoek! - zauway Zych.
- Niech w inn stron wyje!
- A Cztan?
Jagienka pocza si mia.
- Cztan - mwia, zwracajc si do Zbyszka - takie ci ma kudy na gbie jak cap, 
e mu oczu nie wida - i sada tyle na nim co na niedwiedziu.
A Zbyszko uderzy si w gow, jakby co sobie nagle przypominajc, i rzek:
- Ale! kiedycie tacy dobrzy, to was jeszcze o jedn rzecz poprosz: nie ma te 
u was w domu niedwiedziego sada, bo stryjkowi na lek potrzebne, a w Bogdacu 
nie mogem dopyta?
- Byo - rzeka Jagienka - ale chopaki na dwr wynieli do smarowania ukw - i 
psi do szcztu zjedli... Bodaje to!
- Nic nie ostao?
- Do czysta wylizane!
- Ha! to nie ma innej rady, jeno trza bdzie w boru poszuka.
- Uczycie obaw, bo niedwiedzi nie brak, a jeli myliwskiego sprztu 
chcecie, to damy.
- Gdzie mi tam czeka! Pjd na noc pod barcie.
- Wecie z piciu narocznikw. S midzy nimi chopy sprawne.
- Nie bd kup chodzi, bo jeszcze mi zwierza sposz.
- To jake? Z kusz pjdziecie?
- A co bym z kusz w boru po ciemku zrobi? Miesic teraz przecie nie wieci. 
Wezm widy z zadziorami, topr dobry i pj d jutro sam.
Jagienka umilka na chwil, po czym w twarzy jej odbi si niepokj.
- Poszed od nas oskiego roku - rzeka - myliwiec Bezduch i niedwied go 
rozdar. Zawsze to jest nieprzezpieczna rzecz, bo on jak samego czowieka w nocy 
uwidzi, a tym bardziej przy barciach, to zaraz na zadnie apy staje.
- eby ucieka, toby si go nie dostao - odrzek Zbyszko. Tymczasem Zych, ktry 
si by zdrzemn, zbudzi si nagle i pocz piewa:
A ty, Kuba, od roboty,
A ja, Maciek, od ochoty!
Ide rano z soch w pole!
A ja z Kasi w ytko wol.
Hoc! hoc!
Po czym do Zbyszka:
- Wiesz? jest ich dwch: Wilk z Brzozowej i Cztan z Rogowa... a ty...
Lecz Jagienka, bojc si, eby Zych nie powiedzia czego nadto, zbliya si 
szybko do Zbyszka i ja wypytywa:
- I kiedy pjdziesz? jutro?
- Jutro, po zachodzie soca.
- A do ktrych barci?
- Do naszych, do bogdaskich, niedaleko od waszych kopcw, wedle Radzikowego 
bota. Powiadali mi, e tam o misia atwo.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XII
Zbyszko wybra si, jak zapowiedzia, gdy Mako czu si coraz gorzej. Z 
pocztku podtrzymywaa go rado i pierwsze domowe zajcia, lecz trzeciego dnia 
wrcia mu gorczka i bl w boku ozwa mu si z tak si, i musia si 
pooy. Zbyszko poszed naprzd w dzie, obejrza barci, zobaczy, e jest 
blisko ogromny lad na bocie - i rozmwi si z bartnikiem Wawrkiem, ktry 
nocami sypia w pobliu w szaasie, razem z par srogich podhalskich kundli, ale 
wanie mia si ju wynie do wsi z powodu chodw jesiennych.
Obaj rozrzucili szaas, zabrali psy, tu i wdzie rozsmarowali troch miodu po 
pniach, by zapach znci zwierza, za czym Zbyszko wrci do domu i pocz si 
gotowa na wypraw. Ubra si dla ciepa w kubrak osi, bez rkaww; na ciemi 
nawdzia elazny czepiec z drutu, aby niedwied nie mg mu obedrze skry z 
gowy, wreszcie wzi widy dobrze okute, dwuzbne, z zadziorami, i topr 
stalowy, szeroki, na dbowym toporzysku nie tak krtkim, jakich zaywaj ciele. 
O wieczornym udoju by ju u celu i wybrawszy sobie dogodne miejsce, przeegna 
si, zasiad i czeka.
Czerwone promienie zachodzcego soca wieciy midzy gaziami chojarw. Po 
wierzchokach sosen tuky si wrony, kraczc i opocc skrzydami; 
gdzieniegdzie kicay ku wodzie zajce, czynic szelest po ciejcych 
jagodziskach i po opadych liciach; czasem migna po buczku chybka kuna. W 
gszczach odzywa si jeszcze wiegot ptakw, ktry stopniowo ustawa.
O samym zachodzie nie byo w boru spokoju. Przeszo niebawem opodal Zbyszka 
stadko dzikw z wielkim haasem i fukaniem, a potem kusoway osie dugim 
rzdem, trzymajc jeden drugiemu eb na ogonie. Suche gazie trzeszczay im pod 
racicami i las a dudni, one atoli, poyskujc czerwono w socu, dyy do 
bota, gdzie im byo noc bezpiecznie i bogo. Nareszcie zorze rozpaliy si na 
niebie, od ktrych wierzchoki sosen zdaway si pon jak w ogniu, i z wolna 
jo si wszystko uspokaja. Br szed spa. Mrok wstawa od ziemi i podnosi 
si w gr ku wietlistym zorzom, ktre te w kocu poczy omdlewa, zaspia 
si, czernie i gasn.
"Teraz pki si wilki nie odezw, to bdzie cicho" - pomyla Zbyszko.
aowa jednak, e nie wzi kuszy, mgby by bowiem z atwoci pooy dzika 
lub osia. Tymczasem od strony bota dochodziy jeszcze czas jaki przytumione 
odgosy, podobne do cikiego stkania i powistywania. Zbyszko spoglda ku 
temu botu z pewn nieufnoci, albowiem chop Radzik, ktry mieszka tu niegdy 
w ziemnej chacie, znik razem z rodzin, jakby si pod ziemi zapad. Jedni 
mwili, e porwali ich zbje, byli wszelako ludzie, ktrzy widzieli pniej 
wedle chaty jakie dziwne lady ni to ludzkie, ni zwierzce - i ktrzy bardzo 
krcili nad tym gowami, a nawet namylali si, czyby nie sprowadzi ksidza z 
Krzeni, aby t chaup powici. Nie przyszo wprawdzie do tego, bo nie 
znalaz si nikt, ktry by chcia tu zamieszka, i chat, a raczej glin na 
chrucianych cianach, rozpukay z czasem dde - miejsce jednake nie uywao 
odtd dobrej sawy. Nie uwaa wprawdzie na to Wawrek, bartnik, ktry tu nocowa 
latem w szaasie, ale i o tym Wawrku rnie mwiono. Zbyszko, majc widy i 
topr, nie obawia si dzikich zwierzt -myla natomiast z pewnym niepokojem o 
siach nieczystych i rad te by, gdy owe gwary wreszcie umilky.
Ostatnie odblaski zniky i uczynia si noc zupena. Wiatr usta, nie byo nawet 
zwykego szumu w wierzchokach sosen. Kiedy niekiedy spadaa tu i wdzie 
szyszka, wydajc na tle oglnego milczenia odgos mocny i donony, ale zreszt 
byo tak cicho, e Zbyszko sysza wasny oddech.
W ten sposb przesiedzia dugi czas, rozmylajc naprzd o niedwiedziu, ktry 
mg nadej, a nastpnie o Danusi, ktra z dworem mazowieckim jechaa w dalekie 
strony. Przypomnia sobie, jak j chwyci na rce w chwili rozstania si z 
ksin i jak jej zy spyway mu po policzku, przypomnia sobie jej jasn 
twarz, jej przetowos gwk, jej chabrowe wianuszki i jej piewanie, jej 
czerwone trzewiczki z dugimi nosami, ktre caowa na odjezdnym - wreszcie 
wszystko, co zaszo od chwili, jak si poznali; i ogarn go taki al, e jej 
blisko nie ma, i taka po niej tsknota, e cakiem w niej zaton, straci 
pami, e jest w lesie, e czatuje na zwierza, a natomiast pocz sobie mwi w 
duszy:
"Pjd ja k'tobie, bo mi nie y bez ciebie".
I czu, e tak jest - i e musi jecha na Mazowsze, bo inaczej skapieje w 
Bogdacu. Przyszed mu na myl Jurand i jego dziwny opr, wic pomyla, e tym 
bardziej trzeba mu jecha, aby si dowiedzie, co to za tajemnica, co za 
przeszkody i czyby jakowy pozew do walki na mier nie zdoa ich usun. 
Wreszcie wydao mu si, e Danusia wyciga do niego rce i woa:
"Bywaj, Zbyszku, bywaj!" Jake mu do niej nie i!
I nie spa - a widzia j tak wyranie, jakby w zjawieniu albo we nie. Jedzie 
teraz oto Danuka obok ksiny, brzka jej na lutece i popiewuje, a myli o 
nim. Myli, e go ujrzy niezadugo, a moe si i obziera, czy on za nimi w skok 
nie pdzi - a on tymczasem w boru ciemnym.
Tu ockn si Zbyszko - i ockn si nie tylko dlatego, e sobie przypomnia br 
ciemny, ale i dla tej przyczyny, e z dala za nim ozwa si jaki szelest.
Wwczas cisn mocniej widy w garciach, nadstawi uszu i pocz sucha.
Szelest zblia si i po niejakim czasie sta si cakiem wyrany. Chrupay pod 
czyj ostron stop suche gazki, szuray opade licie i jagodziska... Co 
szo.
Chwilami szelest ustawa, jak gdyby zwierz zatrzymywa si przv drzewach, i 
wwczas robia si taka cisza, e Zbyszkowi poczynao a w uszach dzwoni - po 
czym znw odzyway si kroki wolne i przezorne. W ogle byo w tym zblianiu si 
co tak ostronego, e Zbyszka ogarno zdziwienie.
- Musi si "Stary" psw ba, ktre tu byy przy szaasie - rzek sobie - ale 
moe to i wilk, ktry mnie zwietrzy.
Tymczasem kroki ucichy. Zbyszko jednak sysza wyranie, e co zatrzymao si 
moe o dwadziecia albo o trzydzieci krokw za nim i jakby przysiado. Obejrza 
si raz i drugi - ale lubo pnie rysoway si w zmroku do wyranie, nie mg 
nic dojrze. Nie byo innej rady, tylko czeka.
I czeka tak dugo, e a zdziwienie ogarno go po raz wtry.
- Niedwied nie przyszedby tu przecie spa pod barci, a wilk byby mnie ju 
zawietrzy i te by nie czeka do rana.
I nagle mrowie przeszo go od stp do gowy.
A nu to co "paskudnego" wylazo z bota i zachodzi mu z tyu? Nu niespodzianie 
chwyc go jakie olizge ramiona topielca albo zajrz mu w twarz zielone oczy 
upiora, nu si co rozemieje okropnie tu za nim albo zza sosny wy lezie sina 
gowa na pajczych nogach?
I uczu, e pod elaznym czepcem wosy poczynaj mu si jey.
Lecz po chwili szelest odezwa si przed nim - i tym razem wyraniejszy jeszcze 
ni poprzednio. Zbyszko odetchn. Przypuszcza wprawdzie, e to samo "dziwo" 
obeszo go, a teraz zblia si z przodu. Ale to wola. Chwyci wygodnie widy, 
podnis si cicho i czeka.
Wtem nad gow usysza szum sosen, na twarzy uczu silny powiew, cigncy od 
strony bota, a jednoczenie do jego nozdrzy dolecia swd niedwiedzi.
Nie byo teraz najmniejszej wtpliwoci: szed mi! Zbyszko jednej chwili 
przesta si ba i pochyliwszy gow, wyty wzrok i sucha. Kroki zbliay 
si cikie, wyrane, swd czyni si ostrzejszy; wkrtce dao si sysze 
sapanie i pomruk. "Byle nie szo dwch!" - pomyla Zbyszko. Ale w tej chwili 
zobaczy przed sob wielki i ciemny ksztat zwierzcia, ktre idc z wiatrem, do 
ostatniej chwili nie mogo go zwietrzy, tym bardziej e zajmowa je zapach 
rozsmarowanego po pniach miodu.
- Bywaj, dziadku! - zawoa Zbyszko, wysuwajc si spod sosny.
Niedwied rykn krtko, jakby przeraony niespodzianym zjawiskiem, lecz by 
ju zbyt blisko, aby mg ratowa si ucieczk, wic w jednej chwili podnis 
si na zadnie apy, rozwarszy przednie jak do ucisku. Tego wanie czeka 
Zbyszko;
zebra si w sobie, skoczy jak byskawica i ca si potnych ramion oraz 
wasnego ciaru wbi widy w piersi zwierza.
Cay br zatrzs si teraz od przeraliwego ryku. Niedwied chwyci apami 
widy, pragnc je wyrwa, ale zadziory przy ostrzach wstrzymay, wic poczuwszy 
bl, zagrzmia jeszcze straszliwiej. Chcc dosign Zbyszka, wspar si na 
widach i wbi je w siebie mocniej. Zbyszko, nie wiedzc, czy ostrza weszy do 
gboko, nie puszcza rkojeci. Czowiek i zwierz poczli si szarpa i 
szamota. Br trzs si wci od ryku, w ktrym brzmiaa wcieko i rozpacz.
Zbyszko nie mg si j topora, nie wbiwszy poprzednio drugiego, zaostrzonego 
koca wide w ziemi, niedwied za, chwyciwszy za osad apami, miota ni i 
Zbyszkiem, jakby rozumiejc, o co chodzi, i - mimo blu, ktry sprawiao mu 
kade poruszenie utkwionych gboko ostrzy, nie dajc si "podeprze". W ten 
sposb straszna walka przeduaa si - i Zbyszko zrozumia, e siy jego w 
kocu wyczerpi si. Mg take upa, a wwczas byby zgin, wic zebra si w 
sobie, wyty ramiona, rozstawi nogi, wygi grzbiet jak tuk, by si nie 
przewrci na wznak, i pocz powtarza przez zacinite zby:
- Moja mier albo twoja!...
I chwyci go wreszcie taki gniew, taka zawzito, e istotnie wolaby by w tej 
chwili sam zgin ni besti puci. Wreszcie, zawadziwszy nog o korze sosny, 
zachwia si i byby pad, gdyby nie to, e w tej chwili stana przy nim jaka 
ciemna posta - i drugie widy "podpary" besti, a jednoczenie gos jaki 
zawoa mu nagle tu nad uchem:
- Toporem!...
Zbyszko w uniesieniu walki ani na jedno mgnienie oka nie zastanowi si, skd mu 
niespodziewana pomoc nadesza, natomiast chwyci topr i ci strasznie. 
Trzasny teraz widy zamane ciarem i ostatni konwulsj zwierza - w za 
zwali si jakby piorunem raony na ziemi i pocz na niej chrapa. Lecz zaraz 
usta. Nastaa cisza przerywana tylko gonym oddechem Zbyszka, ktry wspar si 
o sosn, gdy nogi chwiay si pod nim. Po chwili dopiero podnis gow, 
spojrza na stojc obok siebie posta - i przelk si mylc, e to moe nie 
czowiek.
- Kto jest? - zapyta niespokojnie.
- Jagienka! - odpowiedzia cienki niewieci gos. Zbyszko a zaniemwi ze 
zdziwienia, oczom wasnym nie
wierzc. Ale wtpliwoci jego nie trway dugo, gdy gos Jagienki ozwa si 
znowu:
- Nakrzesam ognia...
Wraz ozwa si szczk krzesiwa o krzemie, iskry poczy si sypa i przy ich 
migotliwym blasku ujrza Zbyszko biae czoo, ciemne brwi i wysunite naprzd 
usta dziewczyny, ktre dmuchay w zatlon hubk. Wwczas dopiero pomyla, e 
ona przysza do tego boru, eby mu da pomoc, e bez jej wide mogoby by z nim 
le - i poczu tak wielk wdziczno dla niej, e nie namylajc si dugo, 
chwyci j wp i ucaowa w oba policzki.
A jej hubka i krzesiwo wypady na ziemi.
- Daj spokj! Czego? - pocza powtarza stumionym gosem, ale jednoczenie nie 
usuwaa mu twarzy, owszem, ustami dotkna nawet niby wypadkiem ust Zbyszka.
On za puci j i rzek:
- Bg ci zapa. Nie wiem, co by si bez ciebie przy godzio. A Jagienka, 
kucnwszy w ciemnoci, by odnale krzesiwo i hubk, pocza si tumaczy:
- Bojaam si o ciebie, bo Bezduch poszed te z widami i z toporem - i 
niedwied go ozdar. Bro czego, Boe, Makowi byoby markotno, a on przecie i 
tak ledwie dycha... No, to i wziam widy, i poszam.
- To to ty zachodzia tam za sosny?
- Ja.
- A ja myla, e to "ze".
- Niemay i mnie strach bra, bo tu koo Radzikowego bota w nocy bez ognia 
niedobrze.
- Czemu si nie obezwaa?
- Bom si baa, e mnie odpdzisz.
I to rzekszy, znw zacza krzesa, a nastpnie pooya na hubk kaczek 
suchych konopnych padzierzy, ktre wnet strzeliy jasnym pomieniem.
- Mam dwie szczypki - rzeka - a ty nazbieraj wartko sucharzy; bdzie ogie.
Jako po chwili buchno rzeczywicie wesoe ognisko, ktrego blask rozwieci 
ogromne rude cielsko niedwiedzia lece w kauy krwi.
- Hej, sroga stwora! - ozwa si z pewn chepliwoci Zbyszko.
- Ale ci eb prawie caluki rozwalony! o Jezu! To powiedziawszy, schylia si i 
zanurzya rk w kudy niedwiedzie, aby przekona si, czy zwierz duo ma w 
sobie sada, po czym podniosa si z weso twarz:
- Bdzie sada na jakie dwa roki!
- A widy poamane, patrz!
- To i bieda, bo co ja w domu powiem?
- Albo co?
- Bo tatu nie byliby mnie wcale do boru pucili, wic musiaam czeka, pki si 
wszyscy nie pokad.
Po chwili za dodaa:
- Nie powiadaj te, em tu bya, eby nade mn nie cudowali.
- Ale ci pod dom odprowadz, bo jeszcze wilcy na ci napadn, a wide nie masz.
- No - dobrze!
I tak rozmawiali czas jaki przy wesoym brzasku ogniska, nad trupem 
niedwiedzia, podobni oboje do jakich modych lenych stworze.
Zbyszko popatrza na wdziczn twarz Jagienki owiecon blaskiem pomienia i 
rzek z mimowolnym zdziwieniem:
- Ale takiej drugiej dziewczyny jak ty to chyba na wiecie nie ma. Tobie by na 
wojn chodzi!
Ona za spojrzaa mu na chwil w oczy, po czym odrzeka prawie smutno:
- Ja wiem... ale nie miej si ze mnie.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XIII
Jagienka sama wytopia duy garnek niedwiedziego sada, ktrego pierwsz kwart 
wypi Mako z ochot, albowiem byo wiee, nie przypalone i miao zapach 
dzigielu, ktrego znajca si na lekach dziewczyna dorzucia w miar do garnka. 
Pokrzepi si te zaraz Mako na duchu i nabra nadziei, e wyzdrowieje.
- Tego mi byo trzeba - mwi. - Jak si w czeku wszystko godnie wytuci, to 
si moe i ta, psia ma, drzazga ktrdy wypsnie.
Nastpne kwarty nie smakoway mu jednak tak dobrze jak pierwsza, ale pi przez 
rozum. Jagienka dodawaa mu te otuchy, mwic:
- Bdziecie zdrowi. Biludowi z Ostroga wbili ogniwa od kolczugi gboko pod 
karkiem, a od sada mu wyszy. Jeno, jak si rana otworzy, trzeba skromem 
bobrowym zatyka.
- A skrom masz?
- Mamy. Jeli zasi wieego bdzie trzeba, to pjdziem ze Zbyszkiem do 
eremiw. O bobra nietrudno. Ale nie wadzioby take, ebycie jakiemu witemu 
co przyobiecali, takiemu, ktry jest patronem od ran.
- Mnie ju to przez gow przechodzio, tylko e nie wiem dobrze: ktremu? 
wity Jerzy jest patronem rycerzw: on ci strzee wojennika od przygody i wdy 
mstwa we wszelakiej potrzebie mu przydawa, a powiadaj, e czsto osob wasn 
po sprawiedliwej stronie staje i niemiych Bogu bi pomaga. Ale taki. co sam rad 
bije, rzadko rad sam smaruje, i od tego moe by inny, ktremu on nie bdzie 
chcia wchodzi w drog. Kady wity ma w niebie swj urzd i swoj gospodark 
- to si wie! A jeden do drugiego nigdy si nie miesza, bo z tego mogyby 
niezgody wynikn, w niebie za nie przystoi si witym wadzi alibo si 
potyka... S Kosma i Damian, te wielcy wici, do ktrych si medycy modl o 
to, by chorbska na wiecie nie wyginy, gdy inaczej nie mieliby co je. Jest 
take wita Apolonia od zbw i wity Liboriusz od kamienia -ale to wszystko 
nie to! Przyjedzie opat, to mi powie, do kogo mam si uda - bo i nie byle 
kleryk wszystkie tajemnice boskie posiad, i nie kady takie rzeczy wie, chocia 
ma gow wygolon.
- A ebycie samemu Panu Jezusowi lubowali.
- Pewnie, e On nad wszystkimi. Ale to byoby tak, jakoby mi, nie przymierzajc, 
twj ojciec chopa pobi, a ja bym do Krakowa do krla na skarg jecha. Co by 
mi ta krl powiedzia? Powiedziaby tak: "Ja nad caym Krlestwem gospodarz, a 
ty do mnie z twoim chopem przychodzisz! A to nie masz urzdw? nie moesz i 
do grodu, do mojego kasztelana i porzednika?" Pan Jezus jest gospodarzem nad 
caym wiatem - rozumiesz? -a od mniejszych spraw ma witych.
- To ja wam powiem - rzek Zbyszko, ktry nadszed na koniec rozmowy - lubujcie 
naszej nieboszczce krlowej, e jeli si za wami przyczyni, to pielgrzymk do 
Krakowa, do jej grobu odprawicie. Albo to si tam mao cudw ju w naszych 
oczach przygodzio? Po co obcych witych szuka, kiedy jest swoja Pani od 
innych lepsza.
- Ba! ebym to wiedzia, e ona od ran!
- A choby ta i nie bya od ran! Nie bdzie si mia na ni skrzywi byle 
wity, a skrzywi si, to jeszcze sam od Pana Boga oberwie, bo to przecie nie 
adna zwyczajna nawojka, ale krlowa polska...
- Ktra w ostatku pogask krain do krzecijaskiej wiary przywioda. To 
mdrze rzek - odpowiedzia Mako. - Wysoko ona tam musi siada w boskim wiecu i 
pewno, e lada pachoek przeciw niej nie wskra. Tak te uczyni, jak radzisz, 
ebym tak zdrw by!
Rada ta podobaa si i Jagience, ktra nie moga oprze si podziwieniu dla 
Zbyszkowego rozumu, a Mako uczyni uroczysty lub tego samego wieczora i odtd 
z wiksz jeszcze otuch pi niedwiedzie sado, wygldajc z dnia na dzie 
niechybnego uzdrowienia. Po tygodniu jednak pocz traci nadziej. Mwi, e 
sado "burzy" mu w ywocie, a na skrze, wedle ostatniego ebra, co mu ronie 
jakoby guz. Po dziesiciu dniach byo jeszcze gorzej: guz urs i poczerwienia, 
a sam Mako zesab bardzo, i gdy przysza gorczka, pocz znw gotowa si na 
mier.
A pewnej nocy zbudzi nagle Zbyszka:
- Zapal wartko uczywo - rzek - bo coci si dzieje ze mn, ale nie wiem, czy 
co dobrego, czy zego.
Zbyszko zerwa si na rwne nogi i nie krzeszc ognia, rozdmucha w przylegej 
do komory izbie ognisko, zapali od niego smoln szczypk i wrci.
- Co z wami?
- Co ze mn! Guz mi co przebodo, pewno zadziora! Trzymam ci j, ale wydoby 
nie mog! czuj jeno, jako mi pod pazdurami brzka i zbyrczy...
- Zadziera! nic innego. Chycie dobrze i cignijcie. Mako j si przekrca i 
sycze z blu, ale tka palce coraz gbiej, pki nie obj dobrze twardego 
przedmiotu; wreszcie szarpn i wycign.
- O Jezu!
- Jest? - spyta Zbyszko.
- Jest. A na mnie zimne poty uderzyy. Ale jest: patrzaj! To rzekszy, pokaza 
Zbyszkowi podugowat, ostr drzazg, ktra si bya od le ukutego grotu 
odupaa i od kilku miesicy tkwia w ciele.
- Chwaa Bogu i krlowej Jadwidze! Teraz bdziecie zdrowi.
- Moe, e mi ulyo, ale okrutnie boli - mwi Mako, wyciskajc guz, z ktrego 
pocza wypywa obficie krew pomieszana z rop. - Tyle bdzie tego paskudztwa w 
czeku mniej, to i musi choro popuci. Jagienka mwia, e teraz trzeba 
bdzie skromem bobrowym zatyka.
- Pjdziemy po bobra zaraz jutro.
Makowi jednake zrobio si zaraz nazajutrz znakomicie lepiej. Spa do pna, a 
zbudziwszy si, woa o jedzenie. Na niedwiedzie sado nie mg ju patrze, 
ale za to rozbito mu dwadziecia jaj do rynki, gdy na wicej nie chciaa przez 
ostrono Jagienka pozwoli. On za spoy je apczywie wraz z pbochenkiem 
chleba i popi garncem piwa, po czym j woa, by mu przywiedli Zycha, bo mu 
si uczynio wesoo.
Posa wic Zbyszko jednego ze swoich Turczynkw, darowanych przez Zawisz, po 
Zycha, ktry siad na ko i przyjecha po poudniu, wanie wtedy kiedy modzi 
wybierali si do Odstajanego jeziorka po bobry. Byo z pocztku miechu, artw 
i piewania przy miodzie bez miary, ale pniej starzy poczli rozmawia o 
dzieciach i wychwala kady swoje.
- Co to za chop Zbyszko! - mwi Mako - to takiego drugiego na wiecie nie ma. 
A mne to, a wartkie jako ry, a sprawne. Wiecie! jak go na mier w Krakowie 
prowadzili, to tak dziewki w oknach piszczay, jakby je kto z tyu stojcy 
szydem ku, i to jakie dziewki: rycerskie i kasztelaskie crki, o rnych 
cudnych mieszczkach nie wspominajc.
- A niech ta bd i kasztelaskie, i cudne, a od mojej Jagien-ki nie lepsze! - 
odrzek Zych ze Zgorzelic.
- Albo ja wam mwi, e lepsze? Milszej dziewki ku ludziom nie Jagienka chyba 
nie znale.
- Ja te na Zbyszka nic nie powiadam: kusz ci bez pokrtki naciga!...
- I niedwiedzia sam jeden podeprze. Widzielicie, jak go ci? Cay eb z jedn 
ap odwali.
- eb odwali, ale podpar nie sam. Jagienka mu pomoga.
- Pomoga?... nie mwi mi nic.
- Bo jej obieca... e to dziewce wstyd po nocy do boru chodzi. Mnie zaraz 
powiedziaa, jako byo. Inne rade zmylaj, ale ona prawdy nie ukryje. Szczerze 
rzekszy, nie byem rad, bo kto ta wie... Chciaem j skrzycze, ona zasie 
powiedziaa tak: "Jak ja sama wianka nie upilnuje, to i wy, tatulu, nie 
upilnujecie, ale nie bjcie si. Zbyszko te wie, co rycerska cze".
- Bo pewno. Przecie i dzi sami poszli.
- Ale przed wieczorem wrc. Po nocy diabe najgorszy, a wstydzi si dziewce 
nie potrzeba, bo ciemno.
Mako pomyla chwil, po czym rzek jakby do siebie:
- A wszelako radzi si oni widz...
- Ba! eby to innej nie by lubowa.
- To, jak wiecie, jest rycerski obyczaj... Ktry by z modych swojej paniej nie 
mia, tego inni za prostaka uwaaj... lubowa on pawie czuby i te musi ze bw 
pozdziera, gdy poprzysig na rycersk cze; Lichtensteina te musi dosta, 
ale od innych lubw moe go opat uwolni.
- Opat zjedzie lada dzie...
- Mylicie? - spyta Mako, po czym ozwa si znw: -Wreszcie co tam takie 
lubowanie, kiedy Jurand wrcz mu powiedzia, e dziewki nie da! Czyj innemu 
obieca, czy na sub Bo ochwiarowa, tego ja nie wiem - ale wrcz 
powiedzia, e nie da...
- Mwiem wam - zapyta Zych - e opat tak Jagienk miuje, jakby bya jego? 
Ostatni raz to jej rzek tak: "Krewnych mam jeno po kdzieli, ale z tej kdzieli 
wicej bdzie nici dla ciebie ni dla nich".
Na to Mako spojrza niespokojnie, a nawet podejrzliwie na Zycha i dopiero po 
chwili odpowiedzia:
- Naszej krzywdy przecie bycie nie chcieli...
- Za Jagienk pjd Moczydoy - rzek wymijajco Zych.
- Zaraz?
- Zaraz. Innej bym nie popuci, a jej popuszcz.
- Bogdaniec i tak w poowie Zbyszkw, a da Bg zdrowie, to mu go zagospodaruj 
jako si patrzy. Miujecie wy Zbyszka?
Na to Zych pocz mruga oczyma i rzek:
- Gorzej to, e jako Jagienka, byle kto o nim wspomnia, zaraz si do ciany 
obraca.
- A jak wspominacie innych?
- Jak innego wspomn, to jeno prychnie i powiada: "czeg?!"
- Ano widzicie. Da Bg, ze przy takiej dziewce zapomni Zbyszko o tamtej. Ja 
stary, a te bym zapomnia... Napijecie si miodu?
- Napij si.
- No, opat... juci mdry czowiek! Bywaj midzy opatami, jako wiecie, cakiem 
wieccy ludzie, ale ten, cho midzy mnichami nie siedzi - przecie jest ksidz - 
a ksidz zawsze lepiej poradzi od zwykego czeka, bo i na czytaniu si zna, i z 
Duchem witym jest w pobliskoci. A wy, e dziewczynie zaraz Moczydoy pucicie 
- to susznie. Ja te, byle Pan Jezus do zdrowia pomg, co bd mg Wilkowi z 
Brzozowej kmieciw odmwi, to odmwi. Po rebiu dobrej ziemi kademu dam, bo w 
Bogdacu ziemi nie brak. A Wilkowi niech si na Boe Narodzenie pokoni i do 
mnie przyjd. Albo to im nie wolno? Z czasem to i grodek w Bogdacu zbuduj, 
godny kasztelik z dbw i z rowem wok... Zbyszko i Jagienka niech sobie ninie 
na polowiczko razem chadzaj... Myl, e i niegu niezadugo czeka... 
Wezwyczai si jedno do drugiego - i chopak o tamtej zapomni. Niech sobie 
chadzaj. Co tam dugo gada! Dalibycie mu Jagienk czy nie dali?
- Dabym. Z dawna my to przecie uradzili, eby jedno byo dla drugiego, a 
Moczydoy i Bogdaniec dla naszych wnukw.
- Grady! - zawoa z radoci Mako. - Bg da, e posypie si ich jak gradu. - 
Opat bdzie ich nam krzci...
- Byle nady! - zawoa wesoo Zych. - Ale was to ju dawno w takiej radoci 
nie widziaem.
Bo mi pocieszno w sercu... Zadziora wysza, a co do Zbyszka, wy si o niego nie 
bjcie. Wczoraj, jak Jagienka na ko siadaa... wiecie... wiatr d... Pytam ja 
tedy Zbyszka: "Widziae?" - a jego zaraz cigoty wziy. I tom te zmiarkowa, 
e z pocztku mao ze sob gadali, a teraz, jak razem chodz, to cigle jedno ku 
drugiemu szyj obraca i tak uradzaj... uradzaj!". Napijcie si jeszcze.
- Napij si...
- Za zdrowie Zbyszka i Jagienki!
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XIV
Stary Mako nie myli si, mwic, e Zbyszko i Jagienka radzi z sob przestaj, 
a nawet e tskni do siebie. Jagienka pod pozorem odwiedzin chorego Maka 
przyjedaa czstokro do Bogdaca, z ojcem lub sama, Zbyszko przez sam 
wdziczno wpada co czas jaki do Zgorzelic, wic wraz z upywem dni wyrodzia 
si midzy nimi bliska zayo i przyja. Poczli si lubi i chtnie z sob 
"uradza", to jest rozmawia o wszystkim, co ich mogo obchodzi. Byo te 
troch wzajemnego podziwu w tej przyjani, albowiem mody i liczny Zbyszko, 
ktry i na wojnie si ju wsawi, i w gonitwach bra udzia, i na pokojach 
krlewskich bywa, wydawa si dziewczynie w porwnaniu z takim Cztanem z Rogowa 
lub z Wilkiem z Brzozowej prawdziwym dworskim rycerzem i niemal krlewiczem, 
jego za zdumiewaa chwilami uroda dziewczyny. Myla wiernie o swojej Danusi, 
nieraz jednak, gdy spojrza niespodzianie na Jagienk, czy to w lesie, czy w 
domu, mimo woli mwi sobie: "Hej! to ci ania!" - gdy za wziwszy j pod boki, 
wsadza na konia i wyczuwa pod domi jej czerstwe, jakby z kamienia wykrzesane 
ciao, to a go ogarnia niepokj i -jak powiada Mako: - "bray go cigoty", a 
zarazem co poczynao mu chodzi po kociach i morzy go niby sen.
Jagienka, z natury harda, skora do wymiewania, a nawet zaczepna, stawaa si 
stopniowo z nim coraz pokorniejsza, zupenie jak suka, ktra tylko w oczy 
patrzy, w czym by usuy i dogodzi, on za rozumia t jej wielk 
przychylno, by jej wdziczen i coraz mu milej byo z ni przestawa. W kocu, 
zwaszcza od czasu gdy Mako pocz pija niedwiedzie sado, widywali si 
prawie codziennie, a po wyjciu szczebrzucha z rany wybrali si razem na bobry 
po wiey skrom do gojenia bardzo potrzebny.
Wzili kusz, siedli na ko i pojechali naprzd do Moczydow, ktre miay by w 
przyszoci wianem Jagienkowym, potem pod las, gdzie zostawili konie pachokowi, 
i dalej poszli piechot, gdy przez gstw i mokrada trudno byo przejecha. Po 
drodze pokazaa Jagienka za rozleg, pokryt szuwarami k sin wstg lasu i 
rzeka:
- To bory Cztana z Rogowa.
- Tego, ktry by ci rad wzi? A ona pocza si mia:
- Wziby, ebym si jeno daa!
- acnie mu si obronisz, majc Wilka do pomocy, ktry, jako syszaem, na 
tamtego zby szczerzy. I dziwno mi to nawet, e si jeszcze nie pozwali na 
mier.
- Bo tatulo, jadc na wojn, powiedzieli im tak: "Jeli si pobijecie, to 
adnego na oczy nie chc widzie". To i c mieli robi? Jak s w Zgorzelicach, 
to na si sapi, ale potem pij razem w gospodzie w Krzeni, pki pod awy nie 
pozlatuj.
- Gupie chopy!
- Czemu?
- Bo jak Zycha nie byo doma, powinien by jeden alibo drugi nastpi na 
Zgorzelice i si ci bra. C by Zych uczyni, jeliby wrciwszy znalaz ci z 
dzieciakiem na rku!
A modre oczy Jagienki zaiskrzyy si od razu:
- To mylisz, ebym si bya daa? A czy to w Zgorzelicach nie ma ludzi, a ja to 
nie umiem chyci oszczepu albo kuszy? Niechby sprbowali! Pognaabym ja kadego 
do domu, jeszcze bym sama Rogw albo Brzozow najechaa. Wiedzieli tatu, e 
mog przezpiecznie na wojn i.
I tak mwic, pocza marszczy swe liczne brwi i potrzsa tak gronie kusz, 
e a Zbyszko rozemia si i rzek:
- No, tobie rycerzem by, nie dziewczyn. Ona za, uspokoiwszy si, odrzeka:
- Cztan mnie strzeg od Wilka, a Wilk od Cztana. Byam ci ja zreszt pod ppatow 
opiek, a z opatem lepiej nikomu nie zadziera...
- O wa! - odpowiedzia Zbyszko wszyscy si tu opata boj! A ja, niech mi tak 
wity Jerzy pomaga, jako ci mwi prawd, e nie bojabym si ni opata, ni 
Zycha, ni zgorzelickich osacznikw, ni ciebie, jeno bym ci bra...
Na to Jagienka zatrzymaa si na miejscu i podnisszy oczy na Zbyszka, spytaa 
jakim dziwnym, mikkim i przewlekym gosem:
- Braby?...
Po czym usta jej rozchyliy si i czekaa odpowiedzi, zarumieniona jak zorza.
Lecz on widocznie myla tylko o tym, co by uczyni na miejscu Cztana lub Wilka, 
po chwili bowiem potrzsn sw zot gow i mwi! dalej :
- Co tu dziewce z chopami wojowa, kiedy jej trzeba za m! Nie zdarzy-li si 
trzeci, to jednego z nich musisz wybra, bo jake?
- Ty mi tego nie powiadaj - odpowiedziaa smutno dziewczyna.
- Bo co? Dawnom tu nie bywa, wic nie wiem, zali tu jest kto koo Zgorzelic, 
ktry by ci si wicej uda?...
- Hej! - odrzeka Jagienka. - Daj spokj!
I szli dalej w milczeniu, przedzierajc si przez gstw tym bardziej zbit, e 
krze i drzewa pokryte byty dzikim chmielem. Zbyszko szed naprzd, rozrywajc 
zielone zwoje, amic tu i wdzie gazie. Jagienka za podaa za nim z kusz 
na plecach jak jakowa boginka myliwa.
- Bdzie - rzeka - za t gstwin gboka struga, ale wiem miejsce, gdzie jest 
brd.
- Mam skrznie za kolana, to i sucho przejdziem - odpar Zbyszko.
Jako po niejakim czasie trafili na strug. Jagienka znajca dobrze moczydolskie 
lasy odnalaza z atwoci brd, pokazao si jednak, e rzeczuka nieco 
wezbraa od deszczw i e woda jest do gboka. Wwczas Zbyszko, nie pytajc, 
chwyci dziewczyn na rce.
- Przeszabym i tak - rzeka Jagienka.
- Trzymaj si szyi! - odpowiedzia Zbyszko. I szed z wolna przez rozlan wod, 
prbujc za kadym krokiem nog, czy nie trafi na gbin, dziewczyna za 
przytulaa si wedle rozkazu do niego, wreszcie gdy ju byli niedaleko drugiego 
brzegu, rzeka:
- Zbyszku!
- Ano?
- Nie pjdem ni za Cztana, ni za Wilka... On tymczasem donis j, spuci 
uwanie na szczerk i odpowiedzia nieco wzburzony:
- A niech ci ta Bg da jak najlepszego! Nie bdzie on mia krzywdy.
Do Odstajanego jeziorka nie byo ju daleko. Jagienka, idc teraz na przedzie, 
odwracaa si niekiedy i kadc palce na usta, nakazywaa Zbyszkowi milczenie. 
Szli wrd kp ozin i szarych wierzb po gruncie mokrym i niskim. Od prawej 
strony dolatyway ich gwary ptasie, ktrym dziwi si Zbyszko, gdy bya to ju 
pora odlotu.
- Tam oparzelisko - szepna Jagienka - gdzie kaczki zimuj, ale i w jeziorku 
woda jeno z brzegu na wielkie mrozy zamarza. Obacz, jako dymi...
Zbyszko spojrza przez ozin i spostrzeg przed sob jakoby tuman mgy: byo to 
Odstajane jeziorko.
Jagienka znw przyoya palec do ust i po chwili doszli. Dziewczyna pierwsza 
wczogna si cicho na grub star wierzb, pochylon cakiem nad wod. Zbyszko 
poszed za jej przykadem i przez dugi czas leeli spokojnie, nie widzc przed 
sob nic z powodu mgy, syszc tylko aoliwy pisk czajek i rybitew nad 
gowami. Wreszcie jednak powia wiatr, zaszeleci ozin, ciejcymi limi 
wierzb, i odsoni zapad to jeziorka, zmarszczon nieco od powiewu i pust.
- Nie wida? - szepn Zbyszko.
- Nie wida. Cichaj!...
Jako po chwili wiatr opad i nastaa cisza zupena. Wwczas na powierzchni wody 
zaczerniaa jedna gowa, potem druga -a wreszcie znacznie bliej spuci si do 
wody z brzegu duy bbr ze wieo ucit gazi w pysku i pocz pyn wrd 
rzsy i kaczeca, podnoszc paszcz w gr i holujc ga przed sob. Zbyszko, 
lec na pniu poniej Jagienki, ujrza nagle, jak okcie jej poruszyy si 
cicho, a gowa pochylia si ku przodowi: widocznie mierzya do zwierza, ktry 
nie podejrzewajc adnego niebezpieczestwa, przepywa nie dalej ni na p 
strzelenia ku niezarosej toni.
Wreszcie zawarczaa ciciwa kuszy, a jednoczenie gos Jagienki zawoa:
- Jest! jest!...
Zbyszko wdrapa si w mgnieniu oka wyej i spojrza przez gazie na wod: bbr 
to zanurza si, to wypywa na powierzchni, koziokujc przy tym i ukazujc 
chwilami janiejszy od grzbietu brzuch.
- Dobrze dosta! zaraz si uspokoi! - rzeka Jagienka. I zgada, gdy ruchy 
zwierza staway si coraz sabsze, a po upywie jednej zdrowaki spyn na 
powierzchni brzuchem do gry.
- Pjd po niego - rzek Zbyszko.
- Nie chod. Tu z brzegu jest muu na kilku chopw. Kto nie wie, jak sobie 
poradzi, utopi si na pewno.
- To jake go dostaniem?
- Ju on wieczorem bdzie w Bogdacu, niech ci o to gowa nie boli; a nam czas 
do domu...
- Ale go dobrze ustrzelia!
- Ba! nie pierwszego!...
- Inne dziewki boj si i spojrze na kusz, a z tak to choby cae ycie po 
boru chodzi!...
Jagienka, syszc t pochwa, umiechna si z radoci, ale nie odrzeka nic, 
i poszli t sam drog przez ozin. Zbyszko pocz wypytywa o eremia bobrowe, 
ona za opowiadaa mu, ile jest bobrw na Moczydoach, ile na Zgorzelicach i jak 
sobie po jeziorkach i strugach bobruj.
Nagle jednak uderzya si doni po biodrze.
- Ot! - zawoaa - zabaczyam grotw na wierzbie. Czekaj! I nim zdy 
odpowiedzie, e sam po nie pjdzie, skoczya jak sama z powrotem, a po chwili 
znika mu z oczu. Zbyszko czeka i czeka, a wreszcie pocz si dziwi, 
dlaczego jej tak dugo nie ma.
- Chyba pogubia groty i szuka ich - rzek sobie - ale pjd, obacz, czyjej si 
co nie stao...
Zaledwie jednak przeszed par krokw, gdy dziewczyna zjawia si przed nim z 
kusz w rku, ze miejc si rumian twarz i z bobrem na plecach.
- Dla Boga! - zawoa Zbyszko - a ty jake go wyowia?
- Jak? wlazam do wody i tyla! mnie nie pierwszyzna, a ciebie nie chciaam 
puci, bo kto tam nie wie, jak pywa, zaraz go mu wcignie.
- A jam ci tu czeka jak kto gupi! Chytra z ciebie dziewka.
- No to i co? Miaam si przy tobie rozdziewa czy jak?
- To i grotw nie zapomniaa?
- A nie, jeno chciaam ci odwie od brzegu.
- Ba, a ebym tak za tob poszed, tobym dopiero dziwo zobaczy. Byoby si nad 
czym cudowa! Hej!...
- Cichaj!
- Jak mi Bg miy, takem ju szed.
- Cichaj!...
Po chwili za, chcc widocznie odwrci rozmow, rzeka:
- Wymij mi warkocz, bo mi okrutnie plecy moczy. Zbyszko chwyci jedn rk 
warkocz blisko gowy, drug za pocz go wykrca, mwic przy tym:
- Najlepiej go rozple, to wiatr zaraz wysuszy. Lecz ona nie chciaa tego 
uczyni z powodu gstwiny, przez ktr musieli si przedziera. Zbyszko wzi 
teraz bobra na plecy, Jagienka za, idc na przedzie, mwia:
- Prdko teraz Mako wyzdrowieje, bo na rany nie masz nad niedwiedzie sado do 
rodka, a bobrowy skrom na wierzch. Za jakie dwie niedziele na ko bdzie 
siada.
- Daje mu Boe! - odrzek Zbyszko. - Czekam te tego jak zbawienia, bo mi nijak 
od chorego odjeda, a ciko mi tu siedzie.
- Ciko ci tu siedzie? - spytaa Jagienka. - Czemu to?
- To ci nic Zych nie mwi o Danusi?
- Co mi tam mwi... Wiem... ona ci naczk nakrya... wiem!... Mwi mi 
take, e kady rycerz luby jakowe czyni, e bdzie swojej paniej suy... 
Ale powiada, e to nic - taka suba... bo poniektry, cho eniaty, a te 
jakowej pani suy. A ta Danusia, Zbyszku, to co? - powiadaj!... co ona 
Danusia?
I przysunwszy si blisko, podniosa oczy i pocza patrze z wielkim niepokojem 
w jego twarz, on za, nie zwrciwszy najmniejszej uwagi na jej trwony gos i 
spojrzenie, rzek:
- Pani ci to jest moja, ale i kochanie najmilejsze. Nie mwi ja tego nikomu, 
ale tobie powiem jakoby wanie siostrze, bo si od maego znamy. Poszedby ja 
za ni za dziewit rzek i za dziewite morze, do Niemcw i do Tatarw, gdy 
nie ma takiej drugiej w calukim wiecie. Niech stryk w Bogdacu siedzi, a ja 
za przed si ku niej powdruj... Co mi ta bez niej Bogdaniec, co statek, co 
stada, co opatowe bogactwa! Sid, ot, na ko i na zamry pojad, a tak mi 
dopom Bg, jako e to, com jej lubowa, speni, chyba e wprzdy sam legn.
- Nie wiedziaam... - odpara gucho Jagienka. Zbyszko za pocz jej opowiada, 
jako si z Danusi w Tycu poznali, jak jej zaraz lubowa, i wszystko, co 
nastpio potem, wic swoje uwizienie, ratunek, jaki mu daa Danusia, 
Ju-randow odmow, poegnanie, swoje tsknoty i wreszcie rado z tego, e po 
wyzdrowieniu Maka bdzie mg jecha do kochanej dziewczyny, by speni, co jej 
obieca. Opowiadanie przerwa mu dopiero widok pachoka z komi, ktry czeka na 
skraju lasu.
Jagienka siada zaraz na ko i pocza si egna ze Zbyszkiem.
- Niech pachoek jedzie z bobrem za tob, a ja nawrc do Zgorzelic.
- A to nie pojedziesz do Bogdaca? Zych tam jest.
- Nie. Tatulo mieli wrci i mnie kazali.
- No, to Bg ci zapa za bobra.
- Z Bogiem...
I po chwili Jagienka zostaa sama. Jadc przez wrzosy ku domowi, czas jaki 
ogldaa si za Zbyszkiem, a gdy znik wreszcie za drzewami, zakrya oczy 
doni, jakby chronic si od blasku soca.
Wkrtce jednak spod rki poczy jej spywa po policzkach zy wielkie i pada 
jedna za drug jak groch na siodo i grzyw kosk.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XV
Po rozmowie ze Zbyszkiem Jagienka przez trzy dni nie ukazywaa si w Bogdacu, 
atoli czwartego wpada z wiadomoci, e opat przyjecha do Zgorzelic. Mako 
przyj nowin z pewnym wzruszeniem. Mia on wprawdzie z czego spaci sum 
zastawn, a nawet wyliczy, e do mu zostanie na pomnoenie osadnikw, 
zaprowadzenie stad i inne potrzeby gospodarskie, niemniej jednak duo w caej 
sprawie zaleao od yczliwoci bogatego krewnego, ktry mg na przykad 
chopw, osadzonych przez si na rebiach, zabra albo zostawi, i tym samym 
zniy albo powikszy warto majtku.
Wypyta zatem Mako bardzo dokadnie Jagienk o opata, jaki przyjecha: wes 
czy chmurny, co o nich mwi i kiedy zjedzie do Bogdaca? - ona za odpowiadaa 
mu roztropnie na pytania, starajc si pokrzepi go i uspokoi we wszystkim.
Mwia, i opat przyjecha zdrw i wes, ze znacznym pocztem, w ktrym prcz 
zbrojnych pachokw byo kilku klerykw-wagantw i rybatw, e popiewuje z 
Zychem i rad podaje ucha pieniom, nie tylko duchownym, lecz i wieckim. 
Zauwaya te, e rozpytywa z wielk troskliwoci o Maka, a opowiada 
Zychowych o przeprawach Zbyszka w Krakowie chciwie sucha.
- Sami najlepiej wiecie, co wam czyni naley - rzeka w kocu mdra dziewczyna 
- ale ja tak myl, ie wypadaoby Zbyszkowi zaraz jecha, starszego krewnego 
powita, nie czekajc, a on pierwszy do Bogdaca zjedzie.
Makowi trafia ta rada do przekonania, wic kaza przywoa Zbyszka i rzek mu:
- Przybierz si piknie i pojedziesz pod nogi opata podj, cze mu wyrzdzi, 
aby i on ci umiowa. Nastpnie zwrci si do Jagienki:
- Nie dziwowabym si, choby bya gupia, bo od tego niewiasta, ale e rozum 
masz, to si dziwuj. Powiedze mi, jako mam najlepiej opata ugoci i czym go 
ucieszy, gdy tu przyjedzie?
- Co do jada, sam powie, na co ma ochot; lubi on dobrze podje, ale byle duo 
byo szafranu, to i nie przebredza. Mako, syszc to, porwa si za gow.
- Skd ja mu szafranu wezm!...
- Przywiozam - rzeka Jagienka.
- A bogdaj si takie dziewki na kamieniu rodziy! - zawoa uradowany Mako. - I 
ku oczom to mie, i gospodarne, i roztropne, i ludziom yczliwe! Hej! ebym tak 
by mody, zaraz bym ci bra!...
Na to Jagienka spojrzaa nieznacznie na Zbyszka i westchnwszy cicho, mwia 
dalej:
- Przywiozam te i koci, i kubek, i sukno, bo on po kadym jedzeniu rad si 
komi zabawia.
- Mia ten obyczaj i drzewiej, a gniewliwy przy tym bywa okrutnie.
- Gniewliwy to on ci i teraz bywa; nieraz kubkiem o ziemi pranie i precz za 
drzwi do pola wyskoczy. Ale potem miejcy si wraca i sam pierwszy nad swoim 
gniewem wydziwia... Wy go przecie znacie... Jeno mu si nie przeciwi, to nie ma 
lepszego czowieka na wiecie.
- A kto by mu si tam sprzeciwia, kiedy on i rozum ma od innych wikszy!
Tak to oni ze sob rozmawiali, gdy tymczasem Zbyszko przebiera si w alkierzu. 
Wyszed wreszcie tak pikny, e Jagienk a olnio, zupenie jak wwczas, gdy 
pierwszy raz przyjecha w swojej biaej jace do Zgorzelic. Ale tym razem zdj 
j gboki al na myl, e ta jego uroda nie dla niej i e on inn umiowa.
Mako za rad by, pomyla bowiem, e opat pewno sobie Zbyszka upodoba i przy 
ukadach nie bdzie czyni trudnoci. Ucieszy si nawet t myl tak dalece, i 
postanowi jecha razem.
- Ka mi wymoci wz - rzek do Zbyszka - mogem jecha z Krakowa ae do 
Bogdaca z elecem midzy ebrami, to mog teraz bez eleca do Zgorzelic.
- Byle was nie zamroczyo - rzeka Jagienka.
- Ej, nic mi nie bdzie, bo ju czuj w sobie moc. A choby mnie ta troch i 
zamroczyo, bdzie wiedzia opat, jakom ku niemu pieszy, i tym hojniejszym si 
okae.
- Milsze mi wasze zdrowie ni jego hojno - ozwa si Zbyszko.
Lecz Mako upar si i postawi na swoim. Po drodze stka troch, nie 
przestawa jednak dawa Zbyszkowi nauk, jak si ma zachowa w Zgorzelicach, 
szczeglniej za zaleca mu posuszestwo i pokor wobec monego krewnego, ktry 
nigdy nie znosi najmniejszego oporu.
Przyjechawszy do Zgorzelic, znaleli Zycha i opata na przyapie, spogldajcych 
przed si na pogodny wiat Boy i popijajcych wino. Za nimi, pod cian, 
siedziao rzdem na awie szeciu pocztowych, w tym dwch rybatw i jeden 
ptnik, ktrego atwo byo rozezna po zakrzywionym kiju, oboce u pasa i po 
maowinach naszytych na ciemnej opoczy. Inni wygldali na klerykw, albowiem 
gowy mieli z wierzchu pogolone, odzie jednake nosili wieck, pasy z byczej 
skry, a przy boku kordy.
Na widok Maka, ktry zajecha na wozie, ruszy si ywo Zych, opat za, 
widocznie baczc na sw duchown godno, zosta na miejscu, pocz tylko co 
mwi do swoich klerykw, ktrych jeszcze kilku wysypao si przez otwarte drzwi 
izby. Zbyszko i Zych wprowadzili pod rce sabego Maka na przyap.
- Trocha jeszcze nie mog - rzek Mako, caujc opata w rk - alem przyjecha, 
aby si wam, dobrodziejowi mojemu, pokoni, za gospodarstwo w Bogdacu 
podzikowa i o bogosawiestwo poprosi, ktre grzesznemu czowiekowi 
najpotrzebniejsze.
- Syszaem, ecie zdrowsi - rzek opat, ciskajc go za gow - i ecie si 
do grobu naszej nieboszczki krlowej ofiarowali.
- Bo nie wiedzc, do ktrego witego si uda, do niej si udaem.
- Dobrzecie uczynili! - zawoa zapalczywie opat - lepsza ona od innych i 
niechby jej ktry mia pozazdroci!
I w jednej chwili gniew wystpi mu na oblicze, policzki napyny krwi, oczy 
poczy si iskrzy.
Znali t jego zapalczywo obecni, wic Zych pocz si mia i woa:
- Bij, kto w Boga wierzy!
Opat za odsapn rozgonie, potoczy oczyma po obecnych, za czym rozemia 
si, rwnie nagle jak poprzednio wybuchn i spojrzawszy na Zbyszka, zapyta:
- A to wasz bratanek i mj krewniak? Zbyszko pochyli si i ucaowa go w rk.
- Maego widziaem; nie poznabym! - mwi opat. - Poka si jeno!
I pocz go oglda od stp do gowy bystrymi oczyma, a wreszcie rzek:
- Zbyt urodziwy! panna to, nie rycerz! Na to Mako:
- Brali t pann Niemce w taniec, ale co ci j ktry wzi, wnet si wykopyrtn 
i ju nie wsta.
- I kusz bez pokrtki napnie! - zawoaa nagle Jagienka. Opat zwrci si ku 
niej:
- A ty tu czego?
Ona za zaczerwienia si tak, e a szyja i uszy jej stay si rowe, i 
odrzeka ogromnie zmieszana:
-Bom widziaa...
- Strzee si, by ci przypadkiem nie ustrzeli; musiaaby si bez trzy 
kwartay goi...
Na to rybatowie, ptnik i klerycy-waganci wybuchnli jednym gromkim miechem, 
od ktrego Jagienka stropia si do reszty, tak e opat ulitowa si nad ni i 
podnisszy rami, ukaza jej olbrzymi rkaw swej sukni.
- Pochowaj si, dziewucho - rzek - bo ci krew z jagd trynie.
Tymczasem Zych usadzi Maka na awie i kaza przynie
wina, po ktre skoczya Jagienka. Opat zwrci oczy na Zbyszka i pocz tak 
mwi:
- Do krotochwil! Nie dla sromoty ja ci do dziewki porwna, jeno z wesooci 
dla twojej urody, ktrej i niejedna dziewka mogaby pozazdroci. Ale wiem, e 
chop na schwa! Syszaem i o twoich uczynkach pod Wilnem, i o Fryzach, i o 
Krakowie. Powiadali mi Zych o wszystkim - rozumiesz!...
Tu pocz patrze przenikliwie w oczy Zbyszka i po chwili
ozwa si znowu:
- Ie trzy pawie czuby poprzysig, to ich sobie szukaj! Chwalebny to jest i 
Bogu miy uczynek nieprzyjaci naszego plemienia ciga... Ale jeeli - i co 
innego przy tym lubowa, to wiedz, e ci tu na poczekaniu mog od onych lubw 
rozwiza,
bo takow moc mam.
- Hej! - rzek Zbyszko - jak czowiek co Panu Jezusowi w duszy obieca, to jaka 
moc moe go od tego rozwiza?
Usyszawszy to, Mako spojrza z pewn obaw na opata, lecz on widocznie by w 
wybornym humorze, gdy zamiast wybuchn gniewem pogrozi wesoo palcem 
Zbyszkowi i rzek:
- To ci mdrala! Bacz, by ci si nie przygodzio to, co Niemcowi Beyhardowi.
- A co mu si przygodzio? - spyta Zych.
- A spalili go na stosie.
- Za co?
- Bo gada, e wiecki czek potrafi tak samo tajemnice boskie wyrozumie jako i 
osoba duchowna.
- Surowie ci go pokarali!
- Ale susznie! - zagrzmia opat - gdy przeciw Duchowi
witemu pobluni. C to sobie mylicie! Moe-li czek wiecki co z tajemnic 
boskich wymiarkowa?
-Nijak nie moe! - ozwali si zgodnym chrem wdrowni klerycy.
- A wy, "szpylmany", cicho siedzie! - rzek opat - bocie te adni duchowni, 
cho gowy macie pogolone.
- Nie szpylmany my ju ni goliardowie, jeno waszej mioci dworzanie - 
odpowiedzia jeden z nich, zagldajc w tyme czasie do duej konwi, od ktrej z 
daleka bi zapach sodu i chmielu.
-Patrzcie!... mwi jakoby z beczki! - zawoa opat. - Hej, ty kudaty! A czego 
do konwi zagldasz? aciny tam na dnie nie znajdziesz.
- Ja te nie aciny szukam, jedno piwa, ktrego nie mog na-le.
Opat za zwrci si do Zbyszka, ktry ze zdziwieniem spoglda na tych dworzan, 
i rzek:
- Wszystko to clerici scholares, cho kady wola prasn ksik, a chyci 
lutni i z ni wczy si po wiecie. Przygarnem ich i ywi, bo c mam 
robi? Nicponie i powsinogi wierutne, ale umiej piewa i troch suby Boej 
liznli, wic mam z nich przy kociele poytek, a w potrzebie i obron, bo 
niektrzy sierdzite pachoki! Ten tu ptnik prawi, e by w Ziemi witej, ale 
prno by go pyta o jakowe morza alibo kraje, bo on tego nawet nie wie, jak 
cesarzowi greckiemu na imi i w ktrym miecie mieszka.
- Wiedziaem - odrzek ochrypym gosem ptnik - ale jak mnie wzia frybra na 
Dunaju trz, tak i wszystko wytrzsa.
- Najbardziej si mieczom dziwuj - rzek Zbyszko - bo takich nigdy u wdrownych 
klerykw nie widziaem.
- Im wolno - rzek opat - gdy nie maj wice, a e ja take kord przy boku 
nosz, to nie dziwota. Rok temu pozwaem Wilka z Brzozowej na udeptan ziemi o 
te bory, przez ktrecie przejedali do Bogdaca. Nie stawi si...
- Jakoe mia duchownemu stawa? - przerwa Zych.
Na to zaperzy si opat i uderzywszy pici w st, zawoa:
-Gdym we zbroi, to ja nie ksidz, jeno lachcic!... A on nie stan, bo mnie 
wola z pachokami noc w Tulczy najecha. Ot, dlaczego kord przy boku nosz!... 
Omnes leges, omniaque iura vim vi repellere cunctisque sese defensare 
permittunt! Ot, dlaczego i im daem miecze.
Umilkli, zasyszawszy acin, Zych, Mako i Zbyszko i schylili gowy przed 
mdroci opata, gdy aden ni jednego sowa nie wyrozumia: on za toczy 
jeszcze czas jaki wokoo gniewnymi oczyma, a wreszcie rzek:
- Kto go wie, czy on i tu na mnie napadnie?
- O wa! niech jeno napadnie - zawoali wdrowni klerycy, chwytajc za rkoje 
mieczw.
- A niechby napad! Cni si ju i mnie bez bitki.
- Nie uczyni on tego - rzek Zych - prdzej z pokonem i zgod przyjdzie. Borw 
si ju wyrzek, a o syna mu chodzi...Wiecie!... Ale niedoczekanie jego!...
Tymczasem opat uspokoi si i rzek:
- Modego Wilka widziaem, jako pi z Cztanem z Rogowa w gospodzie w Krzeni. 
Nie uznali nas zrazu, byo ciemno - i precz uradzali o Jagience.
Tu zwrci si do Zbyszka:
- I o tobie.
- A oni czego ode mnie chcieli?
- Oni od ciebie niczego nie chcieli, jeno nie po myli im to, i jest w pobliu 
Zgorzelic trzeci. Tak tedy mwi Cztan do Wilka:
"Jak mu skr wygarbuj, to przestanie by gadki". A Wilk mwi: "Moe si nas 
bdzie boja, a nie, to mu gnaty w mig poami!" A potem poczli si obaj 
upewnia, e si bdziesz boja.
Usyszawszy to. Mako spojrza na Zycha, Zych na niego, i oblicza obu przybray 
wyraz chytry i radosny. aden nie by pewny, czy opat sysza istotnie tak 
rozmow, czy te zmyla dlatego jedynie. by Zbyszkowi doda bodca: natomiast 
rozumieli obaj, a zwaszcza, znajc dobrze Zbyszka. Mako, e nie byo na 
wiecie lepszego sposobu, aby go popchn do Jagienki.
A opat jakby umylnie doda:
- I po prawdzie, morowe to chopy!... Zbyszko za nie pokaza po sobie nic, 
tylko pocz pyta Zycha jakim jakby nieswoim gosem:
- A to jutro niedziela?
- Niedziela.
- Na msz wit za pojedziecie?
- Ano!...
- Dokd? do Krzeni?
- Bo najbliej. Gdziebymy jechali?
- No, to dobrze!
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XVI
Zbyszko, dogoniwszy Zycha i Jagienk jadcych w towarzystwie opata i jego 
klerykw do Krzeni, przyczy si do nich i jecha razem, chodzio mu bowiem o 
to, by dowie opatowi, e si ni Wilka z Brzozowej, ni Cztana z Rogowa nie lka 
i chowa si przed nimi nie myli. Zdziwia go znw w pierwszej chwili uroda 
Jagienki, bo chocia nieraz widywa j i w Zgorzelicach, i w Bogdacu przybran 
piknie do goci, ale nigdy tak, jak teraz do kocioa. Odzie miaa z 
czerwonego sukna podbit gronostajami, czerwone rkawiczki i gronostajowy, 
naszyty zotem kapturek na gowie, spod ktrego wysuway si na ramiona dwa 
warkocze. Nie siedziaa te na koniu po msku, ale na wysokim siodle z porcz i 
z aweczk pod stopy, ktre ledwie byo wida spod dugiej i uoonej w rwne 
zagitki spdnicy. Zychowi, ktry pozwala dziewczynie ubiera si w domu w 
kouch i jaowicze buty, chodzio o to, by przed kocioem kady pozna, i 
przyjechaa nie crka byle szarego wodyczki albo cierciaki, lecz panna z 
monego rycerskiego domu. W tym celu konia jej prowadzio dwch wyrostkw, 
przybranych od dou obciso, od gry w buchaste szaty, jakie nosili zwykle 
paziowie. Czterech dworskich ludzi jechao z tyu, a z nimi opatowi klerycy, z 
kordami i lutniami przy pasach.
Zbyszko podziwia wielce cay orszak, szczeglnie za Jagienk, wygldajc jak 
obrazek, i opata, ktry w czerwieni i z olbrzymimi rkawami u sukni wydawa mu 
si jak jaki podrujcy ksi. Najskromniej ze wszystkich przybrany by sam 
Zych, ktry dba o okazao dla innych, dla siebie za tylko o wesoo i 
piewanie.
Zrwnawszy si, jechali w szeregu: opat, Jagienka, Zbyszko i Zych. Opat z 
pocztku kaza piewa nabone pieni swoim szpylmanom - pniej atoli, majc 
ich dosy, pocz rozmawia ze Zbyszkiem, ktry z umiechem spoglda na jego 
potny kord, nie mniejszy od dwurcznych niemieckich brzeszczotw.
- Widz - rzek z powag - e cudujesz si nad moim mieczem; wiedz przeto, e 
synody zezwalaj duchownym na miecze, a nawet na balisty i katapulty w podry - 
my zasie jestemy w podry. Wreszcie gdy Ojciec wity mieczw i czerwonych 
szat ksiom zabrania, to pewnikiem myla o ludziach niskiego stanu, lachcica 
bowiem Bg stworzy do broni, i kto by mu chcia j odj, ten by si odwiecznym 
Jego wyrokom przeciwia.
- Widziaem ksicia mazowieckiego Henryka, ktry si w szrankach potyka - 
odrzek Zbyszko.
- Nie to mu si te gani, e si potyka - odpowiedzia, podnoszc w gr palec, 
opat - ale to, e si oeni, i do tego nieszczliwie, albowiem fornicariam i 
bibulam wzi mulierem, ktra, jak mwi, Bacchum od modoci adorabat, a do 
tego i adultera bya, z czego te nic dobrego wypa nie mogo.
Tu a zatrzyma konia i pocz naucza z wiksz jeszcze powag:
- Kto-li bo masz si eni, czyli uxorem wybiera, masz baczy, aby bya 
bogobojna, dobrych obyczajw, gospodarna i ochdona, co wszystko, oprcz Ojcw 
Kocioa, jeszcze ci i pewien pogaski mdrzec imieniem Seneka poleca. A jako 
uznasz, ie dobrze utrafi, jeli nie znasz gniazda, z ktrego towarzyszk 
dozgonn wybierasz? Albowiem inny mdrzec Paski powiada: Pomus non cadit absque 
arbore... Jaki w, taka i skra, jaka ma, taka i cra... Z czego bierz, 
grzeszny czowiecze, t nauk, aby nie w dalekoci, ale w pobliu ony szuka, 
bo jeli z i fryjown dostaniesz, nieraz na ni zapaczesz, jako paka oto 
filozof, gdy mu swarliwa niewiasta aquam sordidam na gow w gniewie wylaa.
- In saecula saeculorum, amen! - zagrzmieli jednym gosem wdrowni klerycy, 
ktrzy, odpowiadajc tak zawsze opatowi, nie bardzo baczyli, czy odpowiadaj do 
sensu.
Wszyscy suchali w wielkim skupieniu sw opata, dziwic si jego wymowie i 
biegoci w Pimie, on za nie mwi rzekomo wprost do Zbyszka, owszem, wicej 
zwraca si do Zycha i Jagienki, jakby szczeglnie ich chcia zbudowa. Jagienka 
jednak poja widocznie, o co chodzi, gdy spogldaa pilnie spod swoich dugich 
rzs na chopaka, ktry namarszczy brew i spuci gow, niby gboko 
rozwaajc to, co sysza.
Po chwili orszak ruszy dalej, ale w milczeniu; dopiero gdy ju Krzeni byo 
wida, zmaca si opat po pasie, obrci go ku przodowi, tak aby atwo byo 
chwyci za rkoje korda, i rzek:
- A stary Wilk z Brzozowej pewnie z dobrym pocztem przyjedzie.
- Pewnie - potwierdzi Zych - ale co tam sudzy gadali, e zachorza.
- A jeden z moich klerykw sysza, e ma na nas nastpi przed gospod po 
kociele.
- Nie uczyniby on tego bez zapowiedzi i zwaszcza po mszy witej.
- Niech mu tam Bg zele upamitanie. Ja wojny z nikim nie szukam i krzywdy 
cierpliwie znosz.
Tu obejrza si na swoich szpylmanw i rzek:
- Nie wydobywa mi mieczw i pamita, ecie duchowni sudzy, a dopiero gdyby 
tamci pierwsi wydobyli, to w nich!
Zbyszko za, jadc wedle Jagienki, wypytywa j ze swej strony o sprawy, o ktre 
mu gwnie chodzio.
- Cztana i modego Wilka zastaniem niechybnie w Krzeni -mwi. - Pokaesz mi 
ich z daleka, abym wiedzia, ktrzy s.
- Dobrze, Zbyszku - odrzeka Jagienka.
- Przed kocioem i po kociele zapewne ci oni spotykaj. Coe wwczas robi?
- Su mi, jako umiej.
- Nie bd ci dzi suyli, rozumiesz? A ona odrzeka znw niemal z pokor:
- Dobrze, Zbyszku.
Dalsz rozmow przerwa im gos drewnianych koatek, gdy w Krzeni nie byo 
jeszcze dzwonw. Po chwili dojechali. Z tumw czekajcych na msz przed 
kocioem wysunli si natychmiast mody Wilk i Cztan z Rogowa, lecz Zbyszko 
uprzedzi ich, zeskoczy z konia, nim zdoali dobiec, i chwyciwszy pod boki 
Jagienk, zsadzi j z sioda, po czym wzi za rk i spogldajc na nich 
wyzywajco, prowadzi do kocioa.
W przedsionku kocielnym czeka ich nowy zawd. Obaj pospieszyli do kropielnicy 
i obaj, zanurzywszy w ni rce, wycignli je do dziewczyny. Lecz to samo 
uczyni Zbyszko, ona za dotkna jego palcw, a nastpnie przeegnaa si i z 
nim razem wesza do kocioa. Wtedy nie tylko mody Wilk, ale i Cztan z Rogowa, 
chocia mia rozum miaki, domyli si, i to wszystko byo uczynione umylnie, 
i obydwch ogarn gniew tak dziki, e a wosy poczy si im jey pod 
ptlikami. Zachowali zaledwie tyle przytomnoci, e w gniewie nie chcieli, bojc 
si kary boskiej, wchodzi do kocioa; natomiast Wilk wypad z przedsionka i 
lecia jak szalony przez cmentarz midzy drzewami, sam nie wiedzc dokd. Cztan 
lecia za nim, take nie wiedzc, w jakim to czyni celu.
Zatrzymali si a w rogu parkanu, gdzie leay wielkie kamienie przygotowane pod 
fundamenta dzwonnicy, ktr miano stawia w Krzeni. Tam Wilk, chcc spdzi 
zo, ktra burzya mu si a pod szyj w piersiach, chwyci za jeden z gazw 
i j nim potrzsa ze wszystkich si, co widzc, Cztan chwyci go take i po 
chwili poczli obaj toczy go ze wciekoci przez cay cmentarz, a ku wrotom 
kocielnym.
Ludzie patrzyli na nich ze zdziwieniem, mniemajc, e uczynili lub jakowy i e 
w ten sposb chc si do budowy dzwonnicy przyczyni. Lecz im wysiek w uly 
znacznie, tak e oprzytomnieli obaj, stali tylko bladzi z natenia, sapic i 
spogldajc na si niepewnym wzrokiem.
Milczenie przerwa pierwszy Cztan z Rogowa.
- No i co? - spyta.
- A co? - odpowiedzia Wilk.
- Zaraz-li go napadniem?
- Jakoe w kociele bdziesz napada?
- Nie w kociele, jeno po mszy.
- Z Zychem jest - i z opatem. A to zahaczy, co mwi Zych, e niech-li si 
zdarzy bitka, obydwch ze Zgorzelic wyenie. Gdyby nie to, bybym ci dawno ebra 
poomi.
- Albo ja tobie! - odpar Cztan, ciskajc swe potne pici. I oczy poczy im 
si skrzy zowrogo, lecz wnet pomiarko-wali obaj, e teraz wicej im potrzeba 
zgody ni kiedykolwiek. Nieraz ju oni bili si z sob, lecz zawsze jednali si 
po bitce, bo chocia rozdzielaa ich mio do Jagienki, jednak y bez siebie 
nie mogli i tsknili jeden do drugiego zawsze. Obecnie za mieli wsplnego wroga 
i czuli obaj, e jest to wrg okrutnie niebezpieczny.
Po chwili Cztan spyta:
- Co robi? Chyba mu zapowied posa do Bogdaca? Wilk, ktry by mdrzejszy, 
nie wiedzia jednake na razie, co robi. Na szczcie przyszy mu w pomoc 
koatki, ktre ozway si znowu na znak, i naboestwo si poczyna. Wic rzek:
- Co robi? Pj na msz, a potem bdzie, co Bg da. Ucieszy si z tej 
rozumnej odpowiedzi Cztan z Rogowa.
- Moe ta Pan Jezus nas natchnie - rzek.
- I pobogosawi - doda Wilk.
- Po sprawiedliwoci.
I poszli do kocioa, a wysuchawszy pobonie naboestwa,
nabrali otuchy. Nie stracili gw nawet wwczas, gdy Jagienka po mszy w 
przedsionku znowu przyja wod wicon z rki Zbyszka. Na cmentarzu przy 
wrotach podjli pod nogi Zycha, Jagienk, a nawet i opata, cho ten by 
nieprzyjacielem starego Wilka z Brzozowej. Na Zbyszka patrzyli wprawdzie spode 
ba, ale aden nie warkn, chocia serca skowytay im w piersiach z blu, z 
gniewu i zazdroci, gdy nigdy Jagienka nie wydawaa im si tak cudn i tak do 
krlewny podobn. Dopiero gdy wietny orszak ruszy z powrotem i gdy z dala 
dosza ich wesoa pie wdrownych klerykw, Cztan pocz ociera pot ze swych 
zarosych policzkw i parska jak ko. Wilk za ozwa si, zgrzytajc zbami:
- Do gospody! do gospody! gorze mi!...
Po czym, pamitajc, co im poprzednio ulyo, chwycili znw gaz i potoczyli go 
zapalczywie na dawne miejsce.
Zbyszko za jecha wedle Jagienki, suchajc pieni opato-wych szpylmanw, lecz 
gdy ujechali pi albo sze staja, zatrzyma nagle konia i rzek:
- Ba, miaem da na msz za stryjkowe zdrowie i zabaczyem, wrc si.
- Nie wracaj! - zawoaa Jagienka - polem ze Zgorzelic.
- Wrc, a wy nie czekajcie na mnie. Z Bogiem!
- Z Bogiem! - rzek opat. - Jed!
I twarz mu poweselaa, a gdy Zbyszko znik im z oczu, trci nieznacznie Zycha i 
rzek:
- Rozumiecie?
- Co mam rozumie?
- Pobije si w Krzeni z Wilkiem i Cztanem, jako amen w pacierzu, ale tegom 
chcia i do tegom prowadzi.
- To morowe chopy! Jeszcze go porani, i co z tego?
- Jak to co z tego? Jeli za Jagienk si pobije, to jake mu potem o tej 
Jurandwnie myle? Jagienka ci mu odtd bdzie pani - nie tamta; tego za 
chc, bo to mj krewny i uda mi si!
- Ba, a lubowanie?
- Na poczekaniu go rozgrzesz! Zalicie nie syszeli, em to ju obieca?
- Wasza gowa na wszystko poradzi - odrzek Zych. Opat uradowa si pochwa, po 
czym przysun si do Jagienki i zapyta:
- Czegoe taka frasobliwa?
Ona pochylia si w siodle i chwyciwszy rk Opatow, podniosa j  do ust:
- Ojcze krzestny, a moe bycie te podesali z paru szpylmanw do Krzeni.
- Po co? Popij mi si w gospodzie i tyla.
- Ale moe jakowej zwadzie przeszkodz.
Opat spojrza jej bystro w oczy i nagle rzek ostro:
- A choby go tam i zabili!
- To niech i mnie zabij! zawoaa Jagienka. I gorycz, ktra nagromadzia si z 
alem w jej piersiach od czasu rozmowy ze Zbyszkiem, spyna teraz nagym 
potokiem ez. Widzc to, opat obj ramieniem dziewczyn, tak e nakry j 
prawie ca swoim olbrzymim rkawem, i pocz mwi:
- Nie bj si, cruchno, o nic. Zwada moe si przygodzi, ale przecie i tamci 
s lacht, przeto go kup nie napadn, jeno na pole rycerskim obyczajem pozw, 
a ju tam on da sobie rady, choby si naraz z obydwoma mia potyka. A co do 
Jurandwny, o ktrej syszaa, to ci jeno tyle rzek, e drzewo na tamt 
onic w nijakim boru nie ronie.
- Skoro mu tamta milsza, to i ja o niego nie dbam! - odpowiedziaa przez zy 
Jagienka.
- To czego chlipiesz.
- Bo si o niego boj.
- Ot, babski rozum! - rzek, miejc si, opat.
Po czym, schyliwszy si do ucha Jagienki, pocz mwi:
- Pomiarkuj si, dziewczyno, e cho ci i wemie, to te nieraz zdarzy mu si 
potyka, bo od tego lachcic. Tu schyli si jeszcze niej i doda:
- A wemie ci - i to niezadugo, jako Bg w niebie!
- Zaby tam bra! - odpowiedziaa Jagienka.
A jednoczenie pocza si umiecha przez zy i spoglda
na opata, jakby si go chciaa zapyta, skd to wie.
A tymczasem Zbyszko, wrciwszy do Krzeni, zajecha wprost
do ksidza, chcia bowiem rzeczywicie da na msz za zdrowie Maka; po 
zaatwieniu za tej sprawy uda si wprost do gospody, w ktrej spodziewa si 
znale modego Wilka z Brzozowej i Cztana z Rogowa.
Jako zasta obydwch, a oprcz tego peno ludzi - i szlachty, i skartabellw, i 
kmieciw, i kilku "sowizdrzaw" pokazujcych rozmaite niemieckie sztuki. W 
pierwszej chwili nie mg jednake nikogo rozezna, gdy okna karczmy z bonami 
z woowych pcherzy mao przepuszczay wiata - i dopiero gdy miejscowy 
pachoek dorzuci na komin szczypek sosnowych, ujrza w kcie za agwiami piwa 
wochaty pysk Cztana i srog, zapalczyw twarz Wilka z Brzozowej.
Wtedy pocz i z wolna ku nim, roztrcajc po drodze ludzi
i doszedszy, uderzy pici w st, a zagrzmiao w caej gospodzie.
A oni podnieli si natychmiast i jli piesznie przekrca na sobie skrzane 
pasy, nim jednake chwycili za rkojeci, Zbyszko rzuci na st rkawic i 
mwic przez nos, jak mieli zwyczaj mwi rycerze przy wyzwaniu, ozwa si w 
nastpujce, niespodziane dla nikogo sowa:
- Pakliby ktry z was dwch albo z innych ludzi rycerskich w izbie bdcych 
przeciwi si temu, ie naj cudniejsza i najcno-tliwsza dziewka na wiecie jest 
panna Danuta Jurandwna ze Spychowa, tego pozywam na walk konn albo piesz do 
pierwszego klknicia alibo do ostatniego tchu.
Zdumieli si Wilk i Cztan, rwnie jak byby zdumia si opat, gdyby co 
podobnego usysza - i przez chwil sowa nie mogli przemwi. Co to za panna? 
Im przecie o Jagienk, nie o ni chodzio?... A jeli temu bikowi nie o 
Jagienk idzie, to czego od nich chce? Czemu ich rozsierdzi przed kocioem? Po 
co tu przyszed i po co szuka z nimi zaczepki? - Od tych pyta zrobia im si w 
gowie taka kasza, e pootwierali szeroko usta, Cztan za wytrzeszczy tak oczy, 
jakby nie czowieka, ale jakby jakie dziwo niemieckie mia przed sob.
Lecz bystrzejszy Wilk, ktry zna nieco rycerskie zwyczaje i wiedzia, e nieraz 
innym niewiastom rycerze suby lubuj, a z innymi si eni, pomyla, e i w 
tym wypadku tak by moe i e gdy zdarza si taka sposobno ujcia si za 
Jagienk, to naley w lot z niej skorzysta.
Wic wysun si zza stou i zbliywszy si ze zowrog twarz do Zbyszka, 
zapyta:
- Jak to, psubracie, to nie Jagienka Zychwna najcudniejsza? Za nim wysun si 
Cztan - a ludzie poczli si wok nich kupi, bo ju wszystkim byo wiadomo, e 
si to na byle czym nie skoczy.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XVII
Jagienka, wrciwszy do domu, wysaa natychmiast parobka do Krzeni, aby 
dowiedzia si, czy w gospodzie nie zasza jakowa bitka albo czy kto kogo nie 
wyzwa. Ten jednake, dostawszy na drog skojca, pocz pi z ksiymi sugami i 
nie myla o powrocie. Drugi, wysany do Bogdaca, ktry mia zapowiedzie 
Makowi przyjazd opata, wrci, speniwszy polecenie, i zarazem oznajmi, e 
widzia Zbyszka zabawiajcego si ze starym dziedzicem w koci.
Uspokoio to w czci Jagienk, wiedzc bowiem o dowiadczeniu i sprawnoci 
Zbyszkowej, nie tyle baa si dla niego wyzwania, ile jakowej doranej cikiej 
przygody w karczmie. Miaa te ochot razem z opatem jecha do Bogdaca, ale w 
sprzeciwi si temu, pragn bowiem rozmwi si z Makiem w sprawie zastawu i w 
innej, jeszcze waniejszej, przy ktrej nie chcia mie za wiadka Jagienki.
Zreszt wybiera si na noc. Dowiedziawszy si o szczliwym powrocie Zbyszka, 
wpad w wyborny humor i kaza swoim klerykom-wagantom piewa i huka tak, e a 
si br trzs, a w samym Bogdacu a kmiecie wygldali z chaup, patrzc, czy 
si nie pali albo czy nieprzyjaciel nie nastpi. Ale jadcy naprzd ptnik z 
krzyw lag uspokaja ich, i to jedzie osoba duchowna wysokiej godnoci - wic 
kaniali mu si, a niektrzy nawet kadli na piersi znak krzya; on za, widzc, 
jak go szanuj, jecha w dumie radosnej, rad ze wiata i peen dla ludzi 
yczliwoci.
Mako i Zbyszko, zasyszawszy krzyki i piewy, wyszli a do wrt na jego 
spotkanie. Niektrzy z klerykw bywali ju z opatem w Bogdacu, ale byli i tacy, 
ktrzy przyczywszy si niedawno do kompanii, nie widzieli go dotychczas nigdy. 
Tym upady serca na widok ndznego domu, ktry nie mg i w porwnanie z 
obszernym dworzyszczem w Zgorzelicach. Skrzepi ich jednakowo widok dymu 
dobywajcego si przez somiane poszycie dachu, a zwaszcza nabrali cakiem 
otuchy, gdy wszedszy do izby, poczuli zapach szafranu i rozmaitych misiw, a 
zarazem spostrzegli dwa stoy pene cynowych mis, jeszcze wprawdzie pustych, ale 
tak ogromnych, i kade oczy musiay powesele na ich widok. Na mniejszym stole 
wiecia przygotowana dla opata misa caa srebrna i taka cudnie rzebiona 
agiewka, obie zdobyte
razem z innymi skarbami na Fryzach.
Mako i Zbyszko poczli zaraz prosi do stou, lecz opat, ktry by dobrze 
podjad na odjezdnym w Zgorzelicach, odmwi, tym bardziej e zajmowao go co 
innego. Od pierwszej chwili przybycia spoglda on bacznie, a zarazem 
niespokojnie na Zbyszka, jakby chcia ladw bitki na nim dopatrzy, widzc za 
spokojn twarz modzianka, niecierpliwi si widocznie, a wreszcie nie
mg ju duej ciekawoci swej pohamowa.
- Pjdziemy do alkierza - rzek - o zastawie uradza. Nie przeciwcie si, bo si 
zgniewam!
Tu zwrci si do klerykw i zagrzmia:
- A wy, cicho mi siedzie i pode drzwiami nie podsuchiwa! To rzekszy, 
otworzy drzwi do alkierza, w ktre zaledwie mg si pomieci, i wszed, a za 
nim weszli Zbyszko i Mako. Tam, gdy siedli na skrzyniach, opat zwrci si do 
modego rycerza. Bye z nawrotem w Krzeni? - zapyta.
- Byem. No i co?
- A daem na msz za stryjowe zdrowie, i tyla.
Opat poruszy si niecierpliwie na skrzyni. "Ha! - pomyla - nie spotka si ni 
z Cztanem, ni z Wilkiem; moe ich nie byo, a moe ich nie szuka. Omyliem 
si!"
Ale zy by, e si pomyli i e go wyrachowanie zawiodo, wic zaraz 
poczerwieniao mu oblicze i pocz sapa.
- Gadajmy o zastawie! - rzek po chwili. - Macie pienidze?... bo jak nie, to 
dziedzina moja!...
Na to Mako, ktry wiedzia, jak z nim postpowa, podnis si w milczeniu, 
otworzy skrzyni, na ktrej siedzia, wydoby z niej przygotowany ju widocznie 
worek z grzywnami i rzek:
- Ubodzymy ludzie, ale pienidze mamy, i co si naley, to pacimy, jako stoi w 
"licie" i jakom znakiem krzya witego sam powiadczy. Jeelibycie zasie 
chcieli jeszcze za porzdki i za dobytek dopaty, to te nie bdziem si 
sprzeczali, jeno za-
pacim, co kaecie, i pod nogi was, dobrodzieja naszego, podejmiem.
To rzekszy, pochyli mu si do kolan, a za nim uczyni te to samo Zbyszko. 
Opat, ktry spodziewa si sporw i targw, wielce by takim postpowaniem 
zaskoczony, a nawet i nie cakiem rad, gdy przy targach chcia stawia rne 
swoje warunki, a tymczasem sposobno omina.
Wic oddajc "list", czyli kwit zastawny, na ktrym Mako by znakiem krzya 
podpisany, rzek:
- Czego mi o dopacie prawicie?
- Bo nie chcem darmoch bra - odpowiedzia chytrze Mako,
wiedzc, e im wicej bdzie si w tym wypadku sprzecza, tym wicej zyska.
Jako opat zaperzy si w mgnieniu oka:
- Widzicie ich! Nie chc od krewnych darmoch bra! Chleb ludzi bodzie! Nie 
braem pustki i nie oddaj pustki, a jak mi si spodoba i tym tu oto workiem 
prasn, to i prasn!
- Tego nie uczynicie! - zawoa Mako.
- Nie uczyni? Ot mi wasz zastaw! ot mi wasze grzywny! Daem, bo moja aska, a 
choby mi wola bya na gocicu osta-wi, to wam do tego nic. Ot, jak nie 
uczyni!
To rzekszy, porwa worek za zwitk i grzmotn nim o podog, a z rozpkego 
ptna posypay si pienidze.
- Bg zapa! Bg wam zapa, ojcze i dobrodzieju!  pocz woa Mako, ktry 
tylko czeka na t chwil. - Od innego bym nie wzi, ale od krewniaka i 
duchownego - wezm...
Opat za spoglda czas jaki gronie to na niego, to na Zbyszka, wreszcie 
rzek:
- Wiem ci ja, cho i gniewajcy si, co robi; za czym trzymajcie, cocie 
dostali, bo to wam te zapowiadam, e wicej jednego skojca nie uwidzicie.
- Nie spodziewalimy si i tego.
- Ale wiedzcie, e co po mnie zostanie, to wemie Jagienka.
- I ziemi? spyta naiwnie Mako.
- I ziemi! - hukn opat.
Na to przeduya si Makowi twarz, ale opanowa si i rzek:
- Ej, co tam o mierci myle! Niech wam Pan Jezus da sto lat albo i wicej, a 
przedtem biskupstwo zacne.
- A choby!... albo to ja gorszy od innych! - odrzek opat.
- Nie gorszy, jeno lepszy.
Te sowa podziaay uspokajajco na opata, gdy w ogle gniew jego by 
krtkotrway.
- No - rzek - wycie moi krewni, a ona tylko krzeniaczka, ale ja miuj i j, 
i Zycha od dawnych lat. Lepszego czeka ni Zych nie ma na wiecie, i lepszej 
dziewki ni Jagienka te! Co bdzie mia kto na nich powiedzie?
l pocz toczy wyzywajcym wzrokiem, lecz Mako nie tylko nie przeczy, ale 
skwapliwie potwierdzi, e godniejszego ssiada prno by w caym Krlestwie 
szuka.
- A co do dziewki - rzek - crki rodzonej wicej bym nie miowa, nili j 
miuj. Za jej to przyczyn przyszedem do zdrowia i tego jej do mierci nie 
zapomn.
- Potpieni bdziecie i jeden, i drugi, jeli zapomnicie - rzek opat - i 
pierwszy was za to przekln. Ja krzywdy waszej nie chc, bocie moi krewni, i 
dlatego wymyliem sposb, eby to, co po mnie zostanie, byo i Jagienkowe, i 
wasze - rozumiecie?
- Daby Bg. aby si to stao! - odrzek Mako. - Miy Jezu! piecht bym poszed 
do grobu Krlowej w Krakowie i na ys Gr, aby si drzewu Krzya witego 
pokoni.
Uradowa si opat szczeroci, z jak mwi Mako, umiechn si i rzek:
- Dziewka ma prawo przebiera, bo i gadka, i wiano godne, i rd zacny! Co ta 
dla niej Cztan albo Wilk, kiedy i wojewodziski syn nie byby nadto. Ale 
niechbym tak ja, nie przymierzajc, kogo zaswata - toby za niego posza, bo 
mnie miuje i wie, e jej le nie poradz...
- Dobrze temu bdzie, kogo zaswatacie - rzek Mako. Lecz opat zwrci si do 
Zbyszka:
- A ty co?
- Ano, ja tako myl, jako i stryjko... Zacne oblicze opata rozjanio si 
jeszcze bardziej; uderzy Zbyszka doni w opatk, a si rozlego w alkierzu, 
i zapyta:
- Czemu to przy kociele ni Cztana, ni Wilka do Jagienki nie dopuci?... 
co?...
- By za nie myleli, e si ich boj, i bycie nie myleli i wy.
- Ale i wicon wod jej podae.
- A podaem.
Opat uderzy go po raz drugi:
- To... to j bierz!
- Bierz j! - zawoa jak echo Mako. Na to Zbyszko zagarn pod siatk wosy i 
odpowiedzia spokojnie:
- Jakoe j mam bra, kiedym ja przed otarzem w Tycu Danusi Jurandwnie 
lubowa?
- lubowae pawie czuby, to ich szukaj, a Jagienk zaraz bierz.
- Nie - odrzek Zbyszko - potem jak na mnie naczk rzucia, lubowaem, e j 
za on wezm.
Twarz opata pocza nabiega krwi; uszy mu posiniay, a oczy poczy wychodzi 
na wierzch: zbliy si do Zbyszka i rzek potumionym przez gniew gosem:
- Twoje luby plewa, a ja wiatr- rozumiesz! Ot! I dmuchn mu w gow tak 
potnie, e a ptlik zlecia, a wosy rozsypay si w nieadzie po ramionach i 
plecach. Wwczas Zbyszko zmarszczy brwi i patrzc opatowi wprost w oczy, rzek:
- W moim lubowaniu moja cze, a nad moj czci ja sam stra!
Usyszawszy to, nieprzywyky do oporu opat straci do tego stopnia dech, i mowa 
bya mu na czas jaki odjta. Nastao zowrogie milczenie, ktre przerwa 
wreszcie Mako:
- Zbyszku! - zawoa - upamitaj si! co jest? Opat tymczasem podnis rami i 
wskazujc modzianka, pocz krzycze:
- Co mu jest? Ja wiem, co mu jest: dusza w nim nie rycerska i nie lachecka, 
jeno zajcza. To mu jest, e si Cztana i Wilka boi!
A Zbyszko, ktry nie straci ani na chwil zimnej krwi, ruszy niedbale 
ramionami i odpowiedzia:
- O wa! porozbijaem im by w Krzeni.
- Bj si Boga! - zawoa Mako.
Opat patrza czas jaki na Zbyszka wytrzeszczonymi oczyma. Gniew walczy w nim o 
lepsz z podziwem, a jednoczenie przyrodzony bystry rozum pocz mu 
przypomina, e z tego pobicia Wilka i Cztana moe dla swych zamiarw korzy 
wycign.
Wic ochonwszy nieco, krzykn na Zbyszka:
- Czemu nie gada?
- Bo mi byo wstyd. Mylaem, e mnie pozw, jako rycerzom przystao, na walk 
konn albo piesz, ale to zbje, nie rycerze. Pierwszy Wilk udar desk ze 
stou, Cztan udar drug, i do mnie! To i cem mia robi? Chwyciem aw te, 
no... i wiecie!...
- ywi aby? - zapyta Mako.
- ywi, jeno ich zamroczyo. Ale jeszcze przy mnie poczli dycha.
Opat sucha, tar czoo, po czym zerwa si nagle ze skrzyni, na ktrej by 
poprzednio przysiad dla lepszego namysu, i zawoa:
- Poczkaj!.. Ja ci teraz co powiem!
- A co powiecie? - zapyta Zbyszko.
- To ci powiem, e jeli ty si za Jagienk bi i ludziom przez ni by 
rozwala, to ty naprawd jej rycerz, nie czyj inny, i musisz j bra.
To rzekszy, wzi si w boki i pocz spoglda tryumfalnie na Zbyszka, lecz w 
umiechn si tylko i rzek:
- Hej, dobrzem ja wiedzia, dlaczegocie chcieli mnie na nich napuci, ale to 
wam zgoa chybio.
- Czemu chybio?... gadaj!
- Bo ja im kaza przywiadczy, jako najgadsza i najcnotliwsza dziewka w 
wiecie jest Danuka Jurandwna, a oni wanie ujli si za Jagienk, i z tego 
bya bitka.
Usyszawszy to, opat sta przez chwil na miejscu jak skamieniay i tylko po 
mruganiu oczyma mona byo pozna, e yw jeszcze. Nagle zawrci si na 
miejscu, wywali nog drzwi alkierza, wpad do izby, tam chwyci krzyw lag z 
rk ptnika i pocz ni okada swoich szpylmanw, ryczc przy tym jak ranny 
tur:
- Na ko, skomorochy! na ko, psiawiary! Noga moja w tym domu nie postanie! Na 
ko, kto w Boga wierzy! Na ko!...
I znw wywaliwszy drzwi, wyszed na dziedziniec, a przeraeni klerycy-waganci za 
nim. Tak ruszywszy hurmem do szopy, poczli w mig kubaczy konie. Prno Mako 
pogoni za opatem, prno prosi, baga, boy si, e nie winien - nic nie 
pomogo! Opat kl, przeklina dom, ludzi, pola, a gdy podano mu konia, skoczy 
na niego bez strzemion i puci si w cwa z miejsca, z rozwianymi przez wiatr 
rkawami, podobny do olbrzymiego czerwonego ptaka. Klerycy lecieli za nim w 
trwodze na ksztat stada, ktre poda za przewodnikiem.
Mako spoglda czas jaki za nimi, a gdy znikli w boru, wrci z wolna do izby 
i rzek do Zbyszka, kiwajc pospnie gow:
- Ce ty najlepszego narobi!...
-Nie byoby tego, gdybym by sobie wczeniej pojecha, a em nie pojecha, to 
przez was.
- Jak to przeze mnie?
- Ba, bom nie chcia was chorych odjeda.
- A teraz jako bdzie?
- A teraz pojad.
- Dokd?
- Na Mazury, do Danuki... - i pawich czubw szuka midzy Niemcw.
Mako pomilcza chwil, po czym rzek:
- "List" odda, ale zastaw jest i w ksidze sdowej zapisany. Nie daruje nam 
tera opat ni skojca.
- To niech nie daruje. Pienidze macie, a ja na drog nie potrzebuj. Przecie 
mnie wszdzie przyjm i koniom dadz re; a byem mia pancerz na grzbiecie a 
kord w garci, to i o nic nie dbam.
Mako zamyli si i pocz rozwaa wszystko, co si stao. Nic nie poszo po 
jego myli ni wedle jego serca. Sam on yczy sobie take z caej duszy Jagienki 
dla Zbyszka; zrozumia jednak, e nie moe by chleba z tej mki i e wobec 
gniewu opata, wobec Zycha i Jagienki, wreszcie wobec bjki z Cztanem i Wilkiem 
lepiej, eby sobie Zbyszko pojecha, ni eby mia by dalszych niezgd i 
poswarkw przyczyn.
- Ha! - rzek wreszcie - bw krzyackich i tak musisz szuka, wic skoro nie ma 
innej rady, to jed. Niech si ta stanie wedle woli Pana Jezusowej... Ale mnie 
trzeba zaraz do Zgorzelic; moe jako Zycha i opata przejednam... Zycha mi 
osobliwie al.
Tu spojrza w oczy Zbyszkowi i spyta nagle:
- A tobie Jagienki nie al?
- Nieche jej Bg da zdrowie i wszystko najlepsze! - odrzek Zbyszko.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XVIII
Mako czeka cierpliwie przez kilka dni, czy nie dojdzie go jaka wie ze 
Zgorzelic lub czy opat si nie udobrucha, a wreszcie sprzykrzya mu si 
niepewno i czekanie i postanowi sam wybra si do Zycha. Wszystko, co si 
stao, stao si bez jego winy, chcia jednak wiedzie, czy Zych nie czuje do 
niego urazy, bo co do opata by pewnym, e gniew jego bdzie odtd ciy i na 
Zbyszku, i na nim.
Chcia jednak uczyni wszystko, co byo w jego mocy, by w gniew zagodzi, wic 
jadc, rozmyla i ukada sobie, co komu w Zgorzelicach powie, aby uraz 
zmniejszy i star ssiedzk przyja zachowa. Myli jednak nie kleiy mu si 
jako w gowie, rad te by, e zasta sam Jagienk, ktra przyja go po 
staremu pokonem, ucaowaniem rki - sowem: przyjanie, cho troch smutno.
- A ojciec doma? - zapyta.
- Doma, jeno si wybrali z opatem na owy. Mao patrze, jak wrc...
To rzekszy, wprowadzia go do izby, w ktrej zasiadszy, milczeli oboje przez 
dusz chwil, po czym dziewczyna spytaa pierwsza:
- Cni si wam samemu w Bogdacu?
- Cni - odpowiedzia Mako. - A to ju wiesz, e Zbyszko pojecha?
Jagienka westchna cicho:
-Wiem. Wiedziaam tego samego dnia - i mylaam... e wstpi cho dobre sowo 
rzec, a nie wstpi.
- Jake mu byo wstpowa! - rzek Mako - to opat chyba-by go rozerwa na 
dwoje, a i ojciec twj nierad by go te widzia. Ona za potrzsna gow i 
odrzeka:
- Ej! Nie daaby ja mu krzywdy uczyni nikomu. Na to Mako, cho serce mia 
hartowne, wzruszy si jednak, przycign do si dziewczyn i rzek:
- Bg z tob, dziewucho! Tobie smutek, ale i mnie smutek, bo to ci jeno rzek, 
e ni opat, ni ociec rodzony nie miuj ci barziej ode mnie. Niechbym by 
lepiej sczez od tej rany, z ktrej mnie wygoia, byle on ciebie bra, nie 
inn.
A na Jagienk przysza taka chwila alu i tsknoty, w ktrej czowiek nie 
potrafi niczego w sobie zatai - i rzeka:
- Nie obacz ju ja go nigdy, a jeli obacz, to z Jurandwn - wolaabym zasi 
wpierw oczy wypaka.
I podnisszy koce fartucha, przesonia nim oczy, ktre zaszy jej zami.
A Mako:
- Daj spokj! Pojecha ci, bo pojecha, ale za ask bosk z Jurandwn nie 
wrci.
- Co nie ma wrci! - ozwaa si spod fartucha Jagienka.
- Bo mu Jurand nie chce dziewki da. Na to Jagienka odsonia nagle twarz i 
zwrciwszy si do Maka, spytaa ywo:
- Mwi mi! - ale prawda-li to?
- Prawda, jako Bg na niebie.
- A czemu?
- Kto jego wie. lubowanie jakie czy co, a na lubowanie nie ma rady! Uda mu 
si Zbyszko, ile e mu obiecowa do pomsty pomaga, ale i to nie pomogo. Na nic 
byo i ksiny Anny swatanie. Ni proby, ni namowy, ni rozkazania nie chcia 
Jurand sucha. Powiada, e nie moe. No, i wida przyczyna takowa jest, e nie 
moe, a to czek twardy, ktry tego, co rzek, nie zmieni. Ty, dziewczyno, nie 
tra otuchy i pokrzep si. Po sprawiedliwoci musia chop jecha, bo te pawie 
grzebienie w kociele zaprzysig. Dziewka te go naczk przykrya na znak, e 
go chce za ma bra, bez co mu gowy nie ucili - za to jej powinien - nie ma 
co gada. Nie bdzie, da Bg, ona jego, ale on jest wedle prawa jej. Zych na 
niego krzyw, opat pewnikiem pomstuje, ae skra cierpnie, mnie te gniewno, a 
wszelako pomiarkowawszy, co on mia robi? Skoro tamtej powinien, to i trza mu 
byo jecha. Przecie jest lachcic. Ale ci to jeno powiadam, e jeli go tam 
gdzie Niemce godnie nie pokoacz, to jak pojecha, tak i wrci - i wrci nie 
tylko do mnie starego, nie tylko do Bogdaca, ale do ciebie, bo ci strasznie 
rad widzia.
- Gdzie on mnie ta rad widzia! - rzeka Jagienka Ale jednoczenie przysuna 
si do Maka i trciwszy go okciem, zapytaa:
- Skd wiecie? - co? Pewnie nieprawda?...
- Skd wiem? - odrzek Mako. - Bo widziaem, jak mu ciko byo odjeda. I 
jeszcze byo tak, e jak ju stano na tym, e ma jecha, tak pytam ja go: "A 
nie al ci te Jagienki?" - A on prawi: "Nieche jej Bg da zdrowie i wszystko 
najlepsze". I tak ci zaraz wzi wzdycha, jakby mia kowalski miech w 
brzuchu...
- Pewnie nieprawda!...  powtrzya ciszej Jagienka - ale powiadajcie jeszcze...
- Jak mi Bg miy, prawda!... Ju mu tamta nie bdzie tak po tobie smakowa, bo 
to i sama wiesz, e jdrniejszej a za urodziwszej dziewki na caym wiecie nie 
znale. Czu on do ciebie wol Bo - nie bj si - moe i wicej ni ty do 
niego.
- Boga tam! - zawoaa Jagienka.
I pomiarkowawszy, co w prdkoci wyrzeka, zakrya rumian jak jabko twarz 
rkawem, a Mako umiechn si, pocign rk po wsach i rzek:
- Hej, eby ja by mody! Ale ty si pokrzep, bo ju widz, jako bdzie: 
Pojedzie, ostrogi na dworze mazowieckim zyszcze, gdy tam granica blisko i o 
Krzyaka nietrudno... Juci wiem, e i midzy Niemcami bywaj tdzy rycerze, a 
elazo od jego skry nie odskoczy, ale tak myl, e byle ktry rady mu nie da, 
bo to jucha do bitki okrutnie sprawna. Patrze, jako Cztana z Rogowa i Wilka z 
Brzozowej w mig potarmosi, cho to przecie, mwi, chopy na schwa i mocarne 
jak niedwiedzie. Przywiezie on swoje czuby, jeno Jurandwny nie przywiezie, bo 
i ja gadaem z Jurandem i wiem, jako jest. No, a potem co? Potem tu wrci, bo 
gdzieby mia wraca.
- Kiedy tam wrci?
-Ba! jeli nie wytrzymasz, to ci nie bdzie krzywdy. Ale tymczasem powtrz 
opatowi i Zychowi to, co ci mwi. Niechby ta w gniewie na Zbyszka cho troch 
pofolgowali.
- Jakoe mam mwi? Tatu wicej frasobliwi ni gniewni, ale przy opacie i 
wspomnie o Zbyszku nieprzezpiecznie. Da ci on i mnie, i tatusiowi za tego 
pachoka, ktrego Zbyszkowi posaam.
- Za jakiego pachoka?
- Wiecie. By tu u nas Czech, co go tatu pojmali pod Bolesawcem, dobry 
pachoek i wiemy. Woali na niego Hlawa. Tatu mi go dali do posug, bo si 
powiada tamtejszym wodyk, a ja daam ci mu zbroiczk godn i posaam go 
Zbyszkowi, aby mu suy i strzeg go w przygodzie, a bro Boe czego, eby da 
zna... Daam ci mu i trzosik na drog, a on zaprzysig mi na zbawienie duszy, 
e do mierci bdzie Zbyszkowi wiernie suy.
- Moja ty dziewczyno! Bg ci zapa! a Zych si nie przeciwi?
- Co si mia przeciwi! Zrazu cakiem tatu nie pozwalali, dopiero jak wziam 
go pod nogi podejmowa, tak i stano na moim. Z tatusiem nijakiego kopotu nie 
masz, ale jak opat zwie-dzia si o tym od swoich skomorochw, w mig peniuk 
izb nakl i taki by sdny dzie, e tatu do stod uciekli. Dopiero 
wieczorem ulitowa si opat moich ez i jeszcze mi paciorki podarowa... Ale ja 
rada byam pocierpie, byle Zbyszko poczet mia wikszy.
- Jak mi Bg miy, tak nie wiem, czy wicej jego miuj, czy ciebie, ale on i 
tak poczet wzi zacny - i pienidzy te mu daem, cho nie chcia... No, Mazury 
przecie nie za morzem...
Dalsz rozmow przerwao im ujadanie psw, okrzyki i odgosy trb mosinych 
przed domem. Usyszawszy to, Jagienka rzeka:
- Tatu i opat wrcili z oww. Pjdziemy na przyap, bo lepiej, eby was opat 
pierwej z daleka uwidzia, nie za znienacka w izbie.
To rzekszy, wyprowadzia Maka na przyap, z ktrego ujrzeli w podwrzu na 
niegu kup ludzi, koni, psw, a zarazem pobodzone oszczepami lub postrzelone z 
kuszy osie i wilki. Opat, ujrzawszy Maka, zanim jeszcze zsiad z konia, cisn 
w jego stron oszczepem, nie dlatego wprawdzie, aby go ugodzi, ale by w ten 
sposb tym dowodniej sw zawzito przeciw bogdanieckim ludziom okaza. Lecz 
Mako skoni mu si z dala czapk, jak gdyby nic nie zauway, Jagienka za nie 
zauwaya tego istotnie, gdy przede wszystkim zdumiaa j obecno dwch jej 
zalotnikw w orszaku.
- S Cztan i Wilk! - zawoaa - musieli si w boru z tatu-siem zdyba.
A Maka a zakuo co w dawnej ranie na ich widok. W lot przez gow przebiega 
mu myl, e jeden z nich moe dosta Jagienk, a z ni Moczydoy, opatowe 
ziemie, bory i pienidze... I al wesp ze zoci chwyciy go za serce, 
zwaszcza e po chwili ujrza rzecz now. Oto Wilk z Brzozowej, cho z jego 
ojcem chcia si niedawno opat potyka, skoczy teraz do jego strzemienia, aby 
mu pomc zsi z konia, on za, zsiadajc, opar si przyjanie na ramieniu 
modego szlachcica.
"Pogodzi si opat ze starym Wilkiem takowym sposobem -pomyla Mako - e za 
dziewczyn odda bory i ziemie".
Lecz przerwa mu owe przykre myli gos Jagienki, ktra w tej samej chwili 
rzeka:
- Wygoili si ju po Zbyszkowym biciu, ale choby tu co dnia przyjedali - 
niedoczekanie ich!
Mako spojrza - twarz dziewczyny bya rumiana zarwno z gniewu, jak i z zimna, 
a modre jej oczy iskrzyy si gniewem, pomimo i wiadomo jej byo dobrze, e 
Wilk i Cztan za ni wanie ujli si w gospodzie i przez ni zostali pobici.
Wic Mako rzek:
- Ba! uczynisz, co opat kae. A ona na to z miejsca:
- Opat uczyni, co ja zechc.
"Miy Boe! - pomyla Mako - i ten gupi Zbyszko takiej dziewki odbiea!"
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XIX
A tymczasem "gupi Zbyszko" wyjecha by z Bogdaca istotnie z cikim sercem. 
Naprzd, byo mu jako obco i nieswojo bez stryj ca, z ktrym dotychczas od 
dawnych lat si nie rozcza i do ktrego tak nawyk, e sam teraz dobrze nie 
wiedzia, jak si bez niego i w podry, i na wojnie obejdzie. Po wtre, al mu 
byo i Jagienki, bo chocia mwi sobie, e jedzie do Danusi, ktr miowa z 
caej duszy, jednake bywao mu tak dobrze przy Jagience, i teraz dopiero 
uczu, jaka przy niej bya rado, a jaki bez niej moe by smutek. I a sam si 
dziwi swojemu alowi, a nawet si nim zaniepokoi, bo eby to tskni po 
Jagience, jak brat tskni po siostrze, nic by to byo. Ale on spostrzeg, e mu 
si "cni" za tym, by j przed si pod boki bra i na konia sadza albo z kulbaki 
zdejmowa, by j przez strugi przenosi, wod jej z warkocza wykrca, by z ni 
po lasach chadza i patrze na ni, i "uradza" z ni. Tak za do tego przywyk 
i takie mu to byo mie, e gdy teraz pocz o tym myle, zaraz si zapamita 
i cakiem zapomnia, e w dug drog a na Mazury jedzie, a natomiast stana 
mu w oczach ta chwila, gdy Jagienka daa mu pomoc w lesie, gdy si z 
niedwiedziem boryka. I zdao mu si, e to byo wczoraj, jak rwnie e 
wczoraj chodzili na bobry do Odstajanego jeziorka. Nie widzia jej przecie 
wwczas, gdy si wpaw po bobra pucia, a teraz zdao mu si, e j widzi - i 
zaraz poczy go bra takie same cigoty, jakie bray go par tygodni temu, gdy 
wiatr nazbyt z Ja-gienkow sukni poswawoli. Potem za przypomnia sobie, jak 
jechaa wspaniale przybrana do kocioa w Krzeni i jak si dziwi, e taka 
prosta dziewczyna naraz wydaa mu si niby dwornie jadce wysokiego rodu 
panitko. Wszystko to sprawio, e koo serca zaczo mu si czyni jako 
baamutnie, zarazem bogo i smutno, i podliwie, a gdy jeszcze pomyla, e 
byby z ni mg uczyni, co chcia, i jak j te ku niemu cigno, jak mu 
patrzya w oczy i jak si do niego garna, to ledwie e na koniu mg 
usiedzie. "Niechbym jej by gdzie dopad i cho poegna, a obj na drog - 
mwi sobie - moe by mnie byo popucio" - ale wnet uczu, e to nieprawda i 
e nie byoby go popucio, gdy na sam myl o takim poegnaniu poczy mu skry 
po skrze chodzi, chocia na wiecie by przymrozek.
A wreszcie przestraszy si owych wspomnie nazbyt do dz podobnych i 
strzsn je z duszy jak suchy nieg z opoczy. - Do Danuki jad, do mojej 
najmilejszej! - rzek sobie.
I wraz zmiarkowa, e to jest inne kochanie, jakby poboniejsze i mniej po 
kociach chodzce. Powoli te, w miar jak w strzemionach marzy mu nogi, a 
chodny wiatr studzi mu krew, wszystkie myli jego poleciay ku Danusi 
Jurandwnie. Tej - to by naprawd powinien. Gdyby nie ona, dawno by jego gowa 
bya spada na krakowskim rynku. Przecie gdy wyrzeka wobec rycerzy i mieszczan: 
"Mj ci jest" to go przez to samo katom z rk odja - i od tej pory on tak 
naley do niej jak niewolnik do pana. Nie on j bra, ale ona jego wzia; na to 
adne sprzeciwianie si Jurandowe nie poradzi. Ona jedna mogaby go odpdzi, 
jako pani moe sug odpdzi, chocia on i wwczas nie poszedby daleko, bo go 
i wasne lubowanie wie. Pomyla jednak, ze ona go nie odpdzi, ze raczej 
pjdzie za nim z mazowieckiego dworu choby na kraj wiata - i pomylawszy to, 
pocz j wysawia w duszy ze szkod Jagienki. jakby to bya wycznie jej 
wina, ze go napastoway pokusy i ze dwoio si w nim serce. Nie przyszo mu do 
gowy teraz, e Jagienka wygoia starego Maka, a prcz tego. e bez jej pomocy 
byby mu moe niedwied obdar owej nocy ze skry gow - i burzy si przeciw 
Jagience rozmylnie, sdzc, ze tym sposobem Danusi si zasuy i we wasnych 
oczach si usprawiedliwi.
A wtem nadjecha Czech Hlawa wysany przez Jagienk -prowadzc ze sob wjucznego 
konia.
- Pochwalony! - rzek, kaniajc si nisko. Zbyszko widzia go raz lub dwa razy 
w Zgorzelicach, ale go nie pozna, wic ozwa si:
- Pochwalony na wieki wiekw. A co za jeden?
- Wasz pachoek, slowutny panie.
- Jak to mj pachoek? Tamci moi pachocy - rzek, ukazujc na dwch Turczynkw, 
podarowanych mu przez Sulimczyka Zawisz, i na dwch tgich parobkw, ktrzy, 
siedzc na mie-rzynach, prowadzili rycerskie ogiery - tamci moi - a ciebie kto 
przysa?
- Panna Jagienka Zychwna ze Zgorzelic.
- Panna Jagienka?
Zbyszko dopiero co wanie burzy si by przeciw niej i serce jego pene byo 
jeszcze niechci, wic rzek:
- Wre do dom i podzikuj pannie za ask, bo ci nie chc.
Lecz Czech potrzsn gow.
- Nie wrc, panie. Mnie wam podarowali, a prcz tego ja zaprzysig do mierci 
wam suy.
- Jeli mi ci podarowali, to mj suga.
- Wasz, panie.
- Wic rozkazuj wrci.
- Ja zaprzysig, a cho ja jeniec spod Bolesawca i chudy pachoek, ale 
wodyczka... A Zbyszko rozgniewa si:
- Ruszaj precz! Jake to! Bdziesz mi za przeciw mojej woli suy czy co? 
Ruszaj, bo ka kusz napi.
Czech za odtroczy spokojnie sukienn opocz podbit wilkami, odda j 
Zbyszkowi i rzek:
- Panna Jagienka i to wam przysaa, panie.
- Chcesz, abych ci koci poomi? - zapyta Zbyszko, biorc drzewce z rk 
parobka.
- A jest i trzosik na wasze rozkazanie - odrzek Czech. Zbyszko zamierzy si 
drzewcem, lecz wspomnia, e pachoek, chocia jeniec, jest jednake z rodu 
wodyk, ktren widocznie dlatego tylko zosta u Zycha, e nie mia si za co 
wykupi - wic opuci ratyszcze.
Czech za pochyli mu si do strzemienia i rzek:
- Nie gniewajcie si, panie. Nie kaecie mi ze sob jecha, to pojad za wami o 
stajanie albo o dwa, ale pojad, bom to na zbawienie duszy mojej zaprzysig.
- A jak ci ka ubi albo zwiza?
- Jak mnie kaecie ubi, to nie bdzie mj grzech, a jak mnie kaecie zwiza, 
to ostan, pki mnie dobrzy ludzie nie rozwi alibo wilcy nie zjedz.
Zbyszko nie odpowiedzia - ruszy jeno koniem przed siebie, a za nim ruszyli 
jego ludzie. Czech z kusz za plecami i z toporem na ramieniu wlk si z tyu, 
zatulajc si w kosmat skr ubrz, albowiem pocz d ostry wiatr nioscy 
krupki niegowe.
Nawanica wzmagaa si nawet z kad chwil. Turczynko-wie, lubo w toubach, 
kostnieli od niej, parobcy Zbyszkowi poczli "zabija" rce, a on sam, bdc 
rwnie przybrany nie do ciepo, rzuci raz i drugi oczyma na wilcz opocz 
przywiezion przez H law i po chwili rzek do Turczynka, aby mu j poda.
I owinwszy si w ni szczelnie, wkrtce poczu ciepo rozchodzce si po caym 
ciele. Wygodny by szczeglnie kaptur, ktry osania mu oczy i znaczn cz 
twarzy, tak i wicher przesta mu prawie dokucza. Wwczas mimo woli pomyla, 
e Jagienka to jednak poczciwa z kociami dziewka - i wstrzyma nieco konia, 
albowiem wzia go ch wypyta Czecha o ni i o wszystko, co si w Zgorzelicach 
dziao.
Wic skinwszy na pachoka, rzek:
- Zali stary Zych wie, ze ci panna do mnie wysaa?
- Wie - odpowiedzia Hlawa.
- I nie przeciwi si?
- Przeciwi.
- Powiadaje, jako byo.
- Pan chodzi po izbie, a panna za nim. On krzycza, a panienka nic -jeno co si 
ku niej nawrci, to ona mu do kolan. I ani sowa. Powiada wreszcie panisko: 
"Czy ogucha, e nic nie mwisz na moje przyczyny? Przemw, bo wreszcie 
pozwol, a jak pozwol, to mi opat eb urwie!" Dopiero panna pomiarkowaa, e 
ju na swoim postawi, i nu z paczem dzikowa. Pan jej wymawia, e go 
pozbada, i narzeka, e we wszystkim musi by jej wola, w kocu za rzek: 
"Przyrzecz mi, e chykiem nie wyskoczysz egna si z nim, to pozwol, inaczej 
nie". Dopiero zafrasowaa si panienka, ale przyrzeka - i pan rad by, bo oni 
oba z opatem okrutnie si tego bali, by jej nie przysza ch widzie si z 
wasz mioci... No, nie na tym koniec, bo pniej panna chciaa, by byy dwa 
konie, a pan broni, panna chciaa wilczury i trzosika, pan broni. Ale co tam z 
takich zaka-zowa! eby jej si umylio dom spali, toby te panisko przysta. 
- Dlatego jest drugi ko, jest wilczura i jest trzosik...
"Pociwa dziewka!" - pomyla w duchu Zbyszko.
Po chwili za zapyta gono:
- A z opatem nie byo biedy?...
Czech umiechn si jak roztropny pachoek, ktry zdaje sobie spraw ze 
wszystkiego, co si wok niego dzieje, i odrzek:
- Oni to oboje w tajemnicy przed opatem czynili, a nie wiem, co byo, gdy si 
dowiedzia, bom wczeniej wyjecha. Opat jako opat! - huknie czasem i na 
panienk, ale potem to jeno oczyma za ni wodzi i patrzy, czyli jej zbyt nie 
pokrzywdzi. Sam widziaem, jako j raz skrzycza, a potem do skrzyni poszed, 
acuch przynis taki, e zacniejszego i w Krakowie nie dosta -i powiada jej: 
"na!" - Poradzi sobie ona i z opatem, gdy i ojciec rodzony wicej jej nie 
miuje.
- Pewnie, e tak jest.
-Jak Bg na niebie...
Tu umilkli i jechali dalej wrd wiatru i nienych krupw;
nagle jednak Zbyszko powstrzyma konia, gdy z pobocza lenego ozwa si jaki 
aosny gos, na wp przytumiony przez szum leny:
- Chrzecijanie, ratujcie Boego sug w nieszczciu! I jednoczenie na drog 
wybieg czowiek, przybrany w odzie na wp duchown, na wp wieck, i 
stanwszy przed Zbyszkiem, pocz woa:
- Ktokolwiek jeste, panie, daj pomoc czowiekowi i bliniemu w cikiej 
przygodzie!
- Co si przytrafio i co zacz? - zapyta mody rycerz.
- Sugam Boy, chocia bez wice, a przygodzio mi si, i dzisiejszego rana 
wyrwa mi si ko, skrzynie ze witociami nioscy. Zostaem sam, bez broni, a 
wieczr si zblia i rycho czeka, jako luty zwierz ozwie si w boru. Zgin, 
jeli mnie nie
poratujecie.
- Jeliby z mojej przyczyny zgin - odrzek Zbyszko - musiabym za twoje 
grzechy odpowiada, ale po czyme poznam, e prawd mwisz i e nie powsinoga 
jakowy albo nie rzezimieszek, jakich wielu po drogach si wczy?
- Po skrzyniach poznasz, panie. Niejeden oddaby trzos nabity dukatami, byle 
posi to, co si w nich znajduje, aleja tobie darmo z nich udziel, bylecie 
mnie i moje skrzynie zabrali.
- Mwisz, e suga Boy, a tego nie wiesz, e poratunek nie dla ziemskich, jeno 
dla niebieskich trzeba dawa nagrd. Ale jake to skrzynie ocali, skoro ci 
nioscy je ko uciek?
- Bo konia, nimem go odnalaz, wilcy w lesie na polance zarnli, a zasi 
skrzynie ostay, ktre ja do drogi przywlokem, aby czeka na zmiowanie i pomoc 
dobrych ludzi.
To rzekszy i chcc zarazem da dowd, e prawd mwi, wskaza na dwie ubowe 
skrzynki lece pod sosn. Zbyszko patrzy na niego do nieufnie, gdy czowiek 
nie wydawa mu si zbyt zacnym, a przy tym mowa jego, lubo czysta, zdradzaa 
pochodzenie z dalekich stron. Nie chcia jednake odmwi mu pomocy i pozwoli 
mu przysi si wraz ze skrzyniami, ktre okazay si dziwnie lekkie, na 
lunego konia, ktrego powodowa Czech.
- Niech Bg pomnoy twoje zwycistwa, mny rycerzu! - rzek nieznajomy.
Po czym, widzc modocian twarz Zbyszkow, doda pgosem:
- A rwnie twoje wosy na brodzie.
I po chwili jecha obok Czecha. Przez czas jaki nie mogli rozmawia, albowiem 
d silny wiatr i w boru szum by okrutny, lecz gdy si nieco uspokoio, Zbyszko 
usysza za sob nastpujc rozmow:
- Nie przecz ci, e w Rzymie bye, ale wygldasz na piwoopa - mwi Czech.
- Strze si wiekuistego potpienia - odrzek nieznajomy -albowiem mwisz do 
czowieka, ktry zeszej Wielkanocy jad jaja na twardo z Ojcem witym. Nie mw 
mi na takie zimno o piwie, chyba o grzanym, ale jeli masz gdzie przy sobie 
gsio-rek z winem, to daj mi dwa lub trzy yki, a ja ci miesic czyca 
odpuszcz.
- Nie masz wice, bom sysza, e sam o tym mwi, jako-e wic odpucisz mi 
miesic czyca?
- wice nie mam, ale gow mam ogolon, gdy na to pozwolestwo otrzymaem, 
prcz tego odpusty i relikwie wo.
- W tych ubach? - zapyta Czech.
- W tych ubach. A gdybycie wszystko ujrzeli, co mam, padlibycie na twarze nie 
tylko wy, ale i wszystkie sosny w boru razem z dzikimi zwierzty.
Lecz Czech, ktry by pachoek roztropny i dowiadczony, spojrza podejrzliwie 
na przekupnia odpustw i rzek:
- A wilcy konie zjedli?
- Zjedli, gdy s diabom pokrewni, ale popkali. Jednegom ci rozpuknitego na 
wasne oczy widzia. Jeli masz wino, to daj, bo cho wiatr usta, alem 
przemarz, siedzc przy drodze.
Czech wina jednak nie da i znw jechali w milczeniu, a przekupie relikwij sam 
pocz pyta:
- Dokd jedziecie?
- Daleko. Ale tymczasem do Sieradza. Pojedziesz z nami?
- Bo musz. Przepi si w stajni, a jutro moe mi ten pobony rycerz konia 
podaruje - i rusz dalej.
- Skde jeste?
- Spod pruskich panw, spod Malborga. Usyszawszy to, Zbyszko zwrci gow i 
kiwn na nieznajomego, aby si przybliy.
- Spod Malborga jeste? - rzek. Stamtd jedziesz?
- Spod Malborga.
- Ale chyba nie Niemiec, ile e nasz mow dobrze mwisz. Jako ci woaj?
- Niemiec jestem, a woaj mnie Sanderus; wasz mow mwi, gdy si w Toruniu 
urodziem, gdzie wszystek nard tak mwi. Pniej mieszkaem w Malborgu, ale i 
tam to samo! Ba! nawet i bracia zakonni wasz mow rozumiej.
- A dawno z Malborga?
- Byem, panie, w Ziemi witej, potem za w Konstantynopolu i w Rzymie, skd 
przez Francj wrciem do Malborga, a z Malborga jechaem na Mazowsze, obwoc 
relikwie wite, ktre poboni chrzecijanie radzi dla zbawienia duszy kupuj.
- Bye w Pocku czyli te w Warszawie?
- Byem i tu, i tu. Niech Bg da zdrowie obum ksinom! Nie prno ksin 
Aleksandr nawet panowie pruscy miuj, bo to witobliwa pani - chocia i 
ksina Anna Januszowa nie gorsza.
- Widziae w Warszawie dwr?
- Nie napotkaem go w Warszawie, jeno w Ciechanowie, gdzie mnie oboje ksistwo 
jako sug Boego gocinnie przyjli i hojnie na drog obdarowali. Ale i ja te 
zostawiem im relikwie, ktre bogosawiestwo boskie musz na nich cign.
Zbyszko chcia zapyta o Danusi, ale naraz zdja go jakby pewna niemiao i 
pewien wstyd, zrozumia bowiem, e byoby to samo, co zwierzy si z mioci 
przed nieznajomym, gminnego pochodzenia czekiem, ktry przy tym wyglda 
podejrzanie i mg by prostym oszustem. Wic po chwili milczenia spyta:
- Jakie to relikwie po wiecie wozisz?
- Wo i odpusty, i relikwie, ktre to odpusty s rne: s cakowite i na 
piset lat, i na trzysta, i na dwiecie, i na mniej, tasze, aby i ubodzy 
ludzie mogli je nabywa i tym sposobem czycowe mki sobie skraca. Mam odpusty 
na przesze grzechy i na przysze, ale nie mylcie, panie, abym pienidze, za 
ktre je kupuj, sobie chowa... Kawaek czarnego chleba i yk wody - ot, co dla 
mnie - a reszt, co zbieram, do Rzymu odwo, aby si z czasem na now wypraw 
krzyow zebrao. Jedzi ci wprawdzie po wiecie wielu wydrwigroszw, ktrzy 
wszystko maj faszywe: i odpusty, i relikwie, i pieczcie, i wiadectwa - i 
takich susznie Ojciec wity listami ciga, ale mnie przeor sieradzki krzywd i 
niesprawiedliwo wyrzdzi - gdy moje pieczcie s prawdziwe. Obejrzyjcie, 
panie, wosk i sami powiecie.
- A c przeor sieradzki?
- Ach, panie! Bogdajbym niesusznie mniema, e heretyck nauk Wiklefa zaraon. 
Ale jeli, jako mi wasz giermek powiedzia, jedziecie do Sieradza, tedy mu si 
wol nie pokazowa, aby go do grzechu i blunierstw przeciw witociom nie 
przywodzi.
- To si znaczy, niewiele mwic, e ci wzi za oszusta i rzezimieszka?
- eby to mnie, panie! odpucibym mu dla mioci bliniego, jak zreszt ju 
uczyniem, ale on przeciw towarom moim witym pobluni, za co, obawiam si 
wielce, e potpiony zostanie bez ratunku.
- Jakie to masz towary wite?
- Takie, e si i mwi o nich z nakryt gow nie godzi, ale tym razem, majc 
gotowe odpusty, daj wam, panie, pozwolenie nie zrzuca kaptura, gdy wiatr dmie 
znowu. Kupicie za to odpucik na popasie i grzech nie bdzie wam policzon. Czego 
ja nie mam! Mam kopyto osioka, na ktrym odbya si ucieczka do Egiptu, ktre 
znalezione byo koo piramid. Krl aragoski dawa mi za nie pidziesit 
dukatw dobrym zotem. Mam piro ze skrzyde archanioa Gabriela, ktre podczas 
Zwiastowania uroni; mam dwie gowy przepirek zesanych Izraelitom na puszczy; 
mam olej, w ktrym poganie witego Jana chcieli usmay - i szczebel z drabiny, 
o ktrej si nio Jakubowi -i zy Marii Egipcjanki, i nieco rdzy z kluczw 
witego Piotra... Ale wszystkiego wymieni nie zdoam, dlatego em przemarz, a 
twj giermek, panie, nie chcia mi da wina, a po wtre dlatego, e do wieczora 
bym nie skoczy.
- Wielkie s te relikwie, jeli prawdziwe! - rzek Zbyszko.
- Jeli prawdziwe? We, panie, dzid z rk pachoka i nadstaw, bo diabe jest w 
pobliu, ktry ci takie myli poddaje. Trzymaj go, panie, na dugo kopii. A 
nie chcesz-li nieszczcia na si sprowadzi, to kup u mnie odpust za ten grzech 
- inaczej w trzech niedzielach umrze ci kto, kogo najwicej na wiecie 
miujesz.
Zbyszko przelk si groby, gdy przysza mu na myl Danusia, i odrzek:
- To nie ja nie wierz, jeno przeor dominikanw w Sieradzu.
- Obejrzyjcie, panie, sami wosk na pieczciach; a co do przeora, Bg wie, zali 
on jeszcze yw, albowiem prdka bywa sprawiedliwo boska.
Lecz gdy przyjechali do Sieradza, pokazao si, e przeor by yw. Zbyszko uda 
si nawet do niego, aby da na dwie msze, z ktrych jedna miaa si odprawi na 
intencj Maka, druga na intencj owych pawich piropuszw, po ktre Zbyszko 
jecha. Przeor, jak wielu wwczas w Polsce, by cudzoziemcem, rodem z Cylii, ale 
przez czterdzieci lat ycia w Sieradzu wyuczy si dobrze polskiej mowy i by 
wielkim nieprzyjacielem Krzyakw. Za czym, dowiedziawszy si o Zbyszkowym 
przedsiwziciu, rzek:
- Wiksza ich jeszcze spotka kara boska, ale i ciebie od tego, co zamierzy, 
nie odwodz, naprzd z tej przyczyny, ie zaprzysig, a po wtre, e za to, co 
tu w Sieradzu uczynili, nigdy ich dosy polska rka nie przycinie.
- Coe uczynili? - zapyta Zbyszko, ktry rad by wiedzie o wszystkich 
nieprawociach krzyackich.
Na to staruszek przeor rozoy donie i naprzd pocz odmawia gono "Wieczny 
odpoczynek", potem za siad na zydlu, przez chwil oczy trzyma zamknite, 
jakby chcc zebra dawne wspomnienia, i wreszcie tak mwi pocz:
- Sprowadzi ich tu Wincenty z Szamotu. Byo mi wtedy dwanacie rokw i 
waniem przyby tu z Cylii, skd mnie wuj mj Petzoldt, kustosz, zabra. 
Krzyacy napadli w nocy na miasto i zaraz je podpalili. Widzielimy z murw, 
jako w rynku mw, dzieci i niewiasty cinali mieczami albo jako niemowlta 
rzucali w ogie... Widziaem zabijanych i ksiy, gdy w zoci swej nie 
przepuszczali nikomu. A zdarzyo si, i przeor Mikoaj, z Elblga rodem bdc, 
zna komtura Hermana, ktry wojskiem przewodzi. Wyszed on tedy ze starszymi 
brami do owego lutego rycerza i klknwszy przed nim, zaklina go po niemiecku, 
aby si chrzecijaskiej krwi ulitowa. Ktren mu rzek: "Nie rozumiem" - i 
dalej rzeza ludzi nakaza. Wtedy to wycito i zakonnikw, a z nimi wuja mego 
Petzoldta, a zasi Mikoaja koniowi do ogona przywizali... A nad ranem nie byo 
jednego ywego czowieka w miecie, prcz Krzyakw i prcz mnie, ktry si na 
belce ode dzwonu zataiem. Bg ich ju pokara za to pod Powcami, ale oni 
cigle na zgub tego chrzecijaskiego Krlestwa dybi i poty bd, pki ich 
cakiem nie zetrze rami boskie.
- Pod Powcami to - odrzek Zbyszko - wszyscy prawie mowie z rodu mego 
wyginli; ale ich nie auj, skoro Bg krla okietka tak wielkim zwycistwem 
udarowa! i dwadziecia tysicy Niemcw wygubi.
- Doczekasz ty si jeszcze wikszej wojny i wikszych zwycistw - rzek przeor.
- Amen! - odpowiedzia Zbyszko.
I poczli mwi o czym innym. Mody rycerz wypytywa troch o przekupnia 
relikwii, ktrego zdyba w drodze, i dowiedzia si, i wielu podobnych oszustw 
wczy si po drogach, durzc atwowiernych ludzi. Mwi mu take przeor, i s 
bulle papieskie nakazujce biskupom ciga podobnych przekupniw, i ktren by 
nie mia prawdziwych listw i pieczci, zaraz go sdzi. Poniewa wiadectwa 
owego wczgi wyday si przeorowi podejrzane, wic chcia go zaraz do 
jurysdykcji biskupiej odesa. Jeliby si okazao, e prawdziwym jest 
wysannikiem od odpustw, tedy by mu si krzywda nie staa. Ale on wola uciec. 
Moe jednak ba si mitrgi w podry - ale przez t ucieczk w jeszcze wiksze 
podejrzenie si poda.
Pod koniec odwiedzin zaprosi te przeor Zbyszka na odpoczynek i nocleg do 
klasztoru, lecz w nie mg si na to zgodzi, chcia bowiem wywiesi kart 
przed gospod z wyzwaniem na "walk piesz alibo konn" wszystkich rycerzy, 
ktrzy by zaprzeczyli, e panna Danuta Jurandwna jest najurodziwsz i 
najcnotliwsz dziewk w Krlestwie - nie wypadao za adn miar wywiesza 
takowego wyzwania na furcie klasztornej. Ni przeor, ni inni ksia nie chcieli 
mu nawet karty napisa, skutkiem czego mody rycerz wpad w wielki kopot i 
cakiem nie wiedzia, jak sobie poradzi. A dopiero po powrocie do gospody 
przyszo mu na myl uda si o pomoc do przekupnia odpustw.
- Przeor zgoa nie wie, czyli nie hukaj - rzek - bo powiada tak: "Czego by si 
mia ba biskupiego sdu, gdyby prawe mia wiadectwa?"
- Nie boj si te biskupa - odrzek Sanderus - jeno mnichw, ktrzy si na 
pieczciach nie znaj. Wanie chciaem do Krakowa jecha, ale e konia nie mam, 
wic musz czeka, pki mi go kto nie podaruje. Ale tymczasem pismo pol, do 
ktrego wasn piecz przyo.
- Jam te sobie pomyla, i jeli pokae si, e znasz pismo, to bdzie znak, 
e nie prostak. Ale jake list polesz?
- Przez jakiego ptnika albo wdrownego mnicha. Mao to ludzi do Krakowa do 
grobu krlowej jedzi?
- A mnie potrafisz kart napisa?
- Wypisz, panie, wszystko, co kaecie - gadko a do rzeczy, choby na desce.
- Lepiej, e na desce - rzek uradowany Zbyszko - bo to si nie zedrze i na 
pniej si przyda.
Jako, gdy po upywie pewnego czasu pacholikowie znaleli i przynieli wie 
desk, zabra si Sanderus do pisania. Co tam napisa, tego Zbyszko przeczyta 
nie umia, ale kaza zaraz przybi wyzwanie na wrotach, pod nim za zawiesi 
tarcz, ktrej Turczynkowie pilnowali na przemian. Kto by w ni kopi uderzy, 
ten by da znak, e wyzwanie przyjmuje. W Sieradzu jednak brako widocznie 
ochotnikw do takich spraw, tego bowiem dnia ani nazajutrz do poudnia nie 
zadwiczaa tarcza ani razu od uderzenia - o poudniu za wybra si strapiony 
nieco modzieczyk w dalsz drog.
Jednake przedtem jeszcze przyszed do Zbyszka Sanderus i rzek mu:
- Gdybycie, panie, wywiesili tarcz w krajach panw pruskich, pewnie by ju 
teraz giermek musia na was rzemienie od zbroi dociga.
- Jak to! przecie Krzyak, jako zakonnik, nie moe mie damy, w ktrej si 
kocha, bo mu nie wolno.
- Nie wiem, czy im wolno, jeno wiem, e je miewaj. Prawda, e Krzyak bez 
zgorszenia do pojedynczej walki stan nie moe, gdy przysiga, e tylko za 
wiar bdzie si wesp z drugimi potyka, ale tam prcz zakonnikw sia jest i 
wieckich rycerzy z dalekich stron, ktrzy panom pruskim w pomoc przychodz. Ci 
patrz jeno, z kim by si sczepi, a szczeglniej rycerze francuscy.
- O wa! widziaem ja ich pod Wilnem, a da Bg, zobacz i w Malborgu. Potrzeba mi 
pawich pir z hemw, bom to lubowa - rozumiesz?
- Kupcie, panie, ode mnie dwie albo trzy krople potu witego Jerzego, ktre 
wyla, ze smokiem walczc. adna relikwia lepiej si rycerzowi nie przygodzi. 
Dacie mi za to konia, na ktrego kazalicie mi si przysi, to wam jeszcze i 
odpust doo za t krew chrzecijask, ktr w walce przelejecie.
-Daj spokj, bo si za zgniewam. Nie bd twego towaru bra, pki nie wiem, czy 
dobry.
- Jedziecie, panie, jakocie rzekli, na dwr mazowiecki do ksicia Janusza. 
Spytajcie si tam, ile relikwiw ode mnie nabrali - i sama ksina, i rycerze, i 
panny na weselach, na ktrych byem.
- Na jakich weselach? - zapyta Zbyszko.
- Jako zwyczajnie przed adwentem. enili si rycerze jeden przez drugiego, bo 
ludzie prawi, e bdzie wojna midzy krlem polskim a pruskimi pany o ziemi 
dobrzysk... Mwi te sobie poniektry: "Bogu wiadomo, czy yw bd" - i chce 
przedtem szczliwoci z niewiast zay.
Zbyszka zaja mocno wie o wojnie, ale jeszcze mocniej to, co Sanderus mwi o 
zamciach, wic zapyta:
- Jakie tam dziewki si wyday?
- A dwrki ksiny. Nie wiem, czy jedna ostaa, bom sysza, jako ksina 
mwia, e przyjdzie jej nowych suebnych niewiast szuka.
Usyszawszy to, Zbyszko umilk na chwil, po czym spyta nieco zmienionym 
gosem:
- A panna Danuta Jurandwna, ktrej imi na desce stoi, te si wydaa?
Sanderus zawaha si z odpowiedzi, naprzd dlatego, e sam nic dobrze nie 
wiedzia, a po wtre, e pomyla, i utrzymujc rycerza w niepewnoci, nabierze 
nad nim pewnej przewagi i potrafi go lepiej wyzyska. Ju on poprzednio rozway 
to w duszy, i naley mu si trzyma tego rycerza, ktren poczet mia zacny i 
opa-trzon by dostatnio. Sanderus zna si na ludziach i na rzeczach. Wielka 
modo Zbyszka pozwalaa mu przypuszcza, e bdzie to pan hojny a nieopatrzny 
i atwo groszem rzucajcy. Zobaczy ju by take ow kosztown zbroj 
mediolask i ogromne ogiery bojowe, ktrych byle kto posiada nie mg - wic 
powiedzia sobie, e przy takim panitku bdzie si miao i gocinno po 
dworach zapewnion, i niejedn sposobno do zyskownej sprzeday odpustw, i 
bezpieczestwo w drodze - i wreszcie obfito jada i napoju, o ktr mu przede 
wszystkim chodzio.
Zatem, usyszawszy Zbyszkowe pytanie, namarszczy czoo, podnis w gr oczy, 
jakby natajc pami, i odrzek:
- Panna Danuta Jurandwna... A skd ona jest?
- Jurandwna Danuta ze Spychowa.
- Widziaem ci ja je wszystkie, ale jak tam na ktr woali -nie bardzo pomn.
- Mdka to jeszcze jest, na lutece grywajca, ktra piewaniem ksin 
rozwesela.
- Aha... mdka... na lutece grywajca... wychodziy i mdki... Nie czarna 
ona jest jako agat? Zbyszko odetchn.
- To nie ta! Tamta biaa jako nieg, jeno na jagodach rumiana - i powa.
A na to Sanderus:
- Bo jedna, czarna jak agat, przy ksinie ostaa, a inne prawie wszystkie si 
wyday.
- Przecie mwisz, e "prawie wszystkie", to si znaczy, e nie co do jednej. Na 
miy Bg, chcesz-li ode mnie co mie, to sobie przypomnij.
- Tak we trzy albo cztery dni tobym sobie przypomnia -a najmilszy byby mi ko, 
ktry by moje wite towary nosi.
- To go dostaniesz, bye prawd rzek. Wtem Czech, ktry sucha tej rozmowy od 
pocztku i umiecha si w gar, ozwa si:
- Prawda bdzie wiadoma na mazowieckim dworze. Sanderus popatrzy na niego przez 
chwil, po czym rzek:
- A to mylisz, e si dworu mazowieckiego boj.
- Ja nie mwi, e si dworu mazowieckiego boisz, jeno e zaraz ni te po trzech 
dniach z koniem nie odjedziesz, a pokae si li, e zega, to i na wasnych 
nogach nie odejdziesz, bo ci je Jego Mio kae poama.
- Jako ywo! - rzek Zbyszko.
Sanderus pomyla, e wobec takiej zapowiedzi lepiej by ostronym, i odrzek:
- Gdybym chcia zega, to bybym od razu powiedzia, e si wydaa, albo e si 
nie wydaa, a ja rzekem: nie pomn. eby mia rozum, toby zaraz cnot moj z 
tej odpowiedzi wymiarkowa.
- Nie brat mj rozum twojej cnocie, bo ona moe by psu siostra.
- Nie szczeka moja cnota, jako twj rozum; a kto za ycia szczeka, ten snadnie 
moe wy po mierci.
- I pewnie! Twoja cnota nie bdzie po mierci wya, jeno zgrzytaa, chyba e za 
ycia na usugach diabu zby straci.
I poczli si kci, gdy Czech wartki mia jzyk i na kade sowo Niemca dwa 
znajdowa. Lecz tymczasem da Zbyszko rozkaz odjazdu i niebawem ruszyli, 
wypytawszy wprzd dobrze ludzi bywaych o drog do czycy. Wkrtce za Sieradzem 
wjechali w guche bory, ktrymi wiksza cz kraju bya poronita. Lecz 
rodkiem ich szed gociniec, miejscami nawet okopany, miejscami na nizinach 
wymoszczony okrglakami, zabytek krla Kazimierzowej gospodarki. Wprawdzie po 
jego mierci wrd zawieruchy wojennej, jak wzniecili Nacze i Grzymalici, 
podupady nieco drogi, lecz za Jadwigi po uspokojeniu Krlestwa zawrzay znw w 
rkach zabiegego ludu opaty po bagnach, siekiery po lasach i pod koniec jej 
ycia wszdzie ju kupiec mg midzy znaczniejszymi grodami prowadzi swoje 
adowne wozy bez obawy, i mu si poami wrd wybojw lub pogrzzn w makach. 
Zwierz chyba dziki lub zbje mogli wstrt czyni po drogach, lecz od zwierza 
byy kaganki na noc, za kusze do obrony w dzie, a zbjw, zawalidrogw mniej 
byo ni w krajach ociennych. Zreszt, kto jecha z pocztem i zbrojny, ten mg 
si niczego nie obawia.
Zbyszko te nie obawia si zbjw ni zbrojnych rycerzy, a nawet i nie myla o 
nich, gdy opad go srogi niepokj - i dusz ca by na mazowieckim dworze. 
Zastanie-li jeszcze swoj Danuk dwrk ksiny, czyli te on jakiego 
mazowieckiego rycerza - sam nie wiedzia i od rana do nocy bi si z mylami nad 
tym pytaniem. Czasem wydawao mu si to niepodobiestwem, by ona miaa o nim 
zapomnie - lecz chwilami przychodzio mu do gowy, e moe Jurand przyby na 
dwr ze Spychowa i wyda dziewk za m za jakiego ssiada lub przyjaciela. 
Mwi on przecie jeszcze w Krakowie, e nie Zbyszkowi Danusia pisana i e mu jej 
odda nie moe - wic widocznie przyrzek j komu innemu, widocznie by zwizan 
przysig, a teraz przysigi dotrzyma. Zbyszkowi, gdy o tym myla, zdao si 
rzecz pewn, e ju nie ujrzy Danuki dziewczyn. Woa wwczas Sanderusa i 
znw go bada, znw wypytywa, ale w mci coraz bardziej. Nieraz ju, ju 
przypomina sobie dwrk Jurandwn i jej wesele - a potem nagle wsadza palec w 
usta, zamyla si i odpowiada: "Chyba nie ta!" W winie, ktre mu miao jasno 
w gowie czyni, nie odnajdowa te Niemiec pamici -i trzyma cigle modego 
rycerza midzy mierteln obaw a nadziej.
Jecha wic Zbyszko w trosce, zmartwieniu i niepewnoci. Po drodze nie myla 
ju wcale ni o Bogdacu, ni o Zgorzelicach, tylko o tym, co mu naley czyni. 
Przede wszystkim naleao jecha dowiedzie si prawdy na mazowieckim dworze, 
jecha wic spiesznie, zatrzymujc si tylko na krtkie noclegi po dworach, 
gospodach i miastach, aby koni nie zniszczy. W czycy kaza wywiesi znw 
desk z wyzwaniem przed bram, rozumujc sobie w duszy, e czy Danuka jeszcze 
trwa w panieskim stanie, czy za m wysza, zawsze jest pani jego serca i 
potyka si o ni powinien. Ale w czycy nie bardzo kto umia wyzwanie 
przeczyta, ci za z rycerzy, ktrym odczytali je biegli w pimie klerycy, 
wzruszali ramionami, nie znajc obcego obyczaju i mwic: "Gupi to jaki 
jedzie, bo jake mu kto ma przywiadczy albo si sprzeciwi, skoro onej dziewki 
na oczy nie widzia". A Zbyszko jecha dalej w coraz wikszym strapieniu i z 
coraz wikszym popiechem. Nigdy on nie ustawa kocha swojej Danuki, ale w 
Bogdacu i w Zgorzelicach "uradzajc" prawie co dzie z Jagienk i patrzc na 
jej urod, nie tak czsto o tamtej myla, a teraz dniem i noc nie schodzia mu 
ni z oczu, ni z pamici, ni z myli. We nie nawet widywa j przed sob, 
przetowos, z lutni w rku, w czerwonych trzewikach i z wianeczkiem na gowie. 
Wycigaa do niego rce, a Jurand j od niego odciga. Rankiem, gdy sny 
pierzchay, przychodzia zaraz na ich miejsce tsknota wiksza, ni bya 
przedtem - i nigdy tak Zbyszko tej dziewczyny nie kocha w Bogdacu, jak zacz 
j kocha wanie teraz, gdy nie by pewien, czy mu jej nie zabrali.
Przychodzio mu te do gowy, e pewnie j po niewoli wydali, wic jej w duszy 
nie oskara, zwaszcza e dzieckiem bdc, woli swej jeszcze mie nie moga. 
Burzy si natomiast w duszy przeciw Jurandowi i przeciw ksinie Januszowej, a 
gdy pomyla o Danusinym mu, zaraz serce podnosio mu si a po szyj w 
piersiach i gronie si na pachokw, wiozcych pod oponami zbroje, oglda. 
Ukada te sobie, e suy jej nie przestanie i e choby j cudz on 
zasta, to pawie grzebienie zoy jej u ng musi. Ale byo w tej myli wicej 
alu ni pociechy, bo cakiem nie wiedzia, co pocznie potem.
Pocieszaa go tylko myl o wielkiej wojnie. Chocia nie chciao mu si bez 
Danuki y, nie obiecywa sobie, e koniecznie zginie, natomiast czu, e tak 
mu si jako zapodzieje w czasie wojny dusza i pami, i zbdzie wszelkich 
innych trosk i frasunkw. A wielka wojna wisiaa jakby w powietrzu. Nie wiadomo 
byo, skd si bray o niej wieci, gdy midzy krlem a Zakonem panowa spokj 
- a jednake wszdy, gdzie Zbyszko zajecha, nie mwiono o niczym innym. Ludzie 
mieli jakby przeczucie, e to nastpi musi, a niektrzy mwili otwarcie: "Po 
c nam si byo z Litw czy, jeli nie przeciw onym wilkom krzyackim? Raz 
wic trzeba z nimi skoczy, aby za duej nie szarpali nam wntrznoci". Inni 
wszelako powiadali: "Szaleni mnichowie! mao im byo Powcw! mier jest nad 
nimi, a oni jeszcze ziemi dobrzysk porwali, ktr wraz z krwi wyrzyga 
musz". I gotowano si po wszystkich ziemiach Krlestwa powanie, bez 
chepliwoci, jako zwyczajnie do boju na mier i ycie, ale z guch 
zawzitoci potnego ludu, ktry zbyt dugo krzywdy znosi i wreszcie do 
wymierzenia straszliwej kary si gotowa.
Po wszystkich dworach spotyka Zbyszko ludzi przekonanych, e lada dzie trzeba 
bdzie na ko siada, i a dziwi si temu, albowiem mniemajc rwnie jak i 
inni, e do wojny przyj musi, nie sysza jednak o tym, by miaa nastpi tak 
prdko. Nie przyszo mu wszelako do gowy, e ludzka ch wyprzedza w tym razie 
wypadki. Wierzy innym, nie sobie, i radowa si w sercu na widok owej 
przedwojennej krztaniny, ktr na kadym spotyka kroku. Wszdzie wszystkie 
inne troski ustpoway trosce o konie i zbroje, wszdzie ogldano w wielkim 
skupieniu kopie, miecze, topory, rohatyny, hemy, pancerze, rzemienie przy 
napierstnikach i kropierzach. Kowale dzie i noc bili motami w elazne blachy, 
kowajc zbroje grube, cikie, ktre by ledwie dwign mogli wytworni rycerze z 
Zachodu, ale ktre z atwoci nosili krzepcy "dziedzice" z Wielkopolski i 
Maopolski. Starcy wydobywali ze skrzy w alkierzach spleniae worki z 
grzywnami na wojenn wypraw dla dzieci. Raz nocowa Zbyszko u monego 
szlachcica Bartosza z Bielaw, ktry majc dwudziestu dwch tgich synw, 
zastawi liczne ziemie klasztorowi w owiczu, aby zakupi dwadziecia dwa 
pancerze, tyle hemw i innych przyborw na wojn. Wic Zbyszko, cho o tym w 
Bogdacu nie sysza, myla take, e zaraz przyjdzie do Prus pocign, i 
dzikowa Bogu, e tak przednio jest na wypraw opatrzon. Jako zbroja jego 
budzia powszechny podziw. Brano go za wojewodziskie dziecko, a gdy powiada 
ludziom, e prostym jest tylko szlachcicem i e tak zbroj mona u Niemcw 
kupi, byle godnie toporem zapaci, wzbieray serca ochot wojenn. Lecz 
niejeden, na widok tej zbroi nie mogc podliwoci potumi, dogania Zbyszka 
na gocicu i mwi: "Nu by si o ni spotka?" Ale on, majc drog piln, nie 
chcia si potyka, a Czech kusz naciga. Przesta nawet Zbyszko wywiesza po 
gospodach desk z wyzwaniem, albowiem pomiarkowa, i im gbiej od granic w 
kraj wjeda, tym mniej si ludzie na tym rozumieli i tym bardziej poczytywali 
go za gupiego.
Na Mazowszu mniej ludzie mwili o wojnie. Wierzyli i tu, e bdzie, ale nie 
wiedzieli kiedy. W Warszawie spokj by, tym bardziej e dwr bawi w 
Ciechanowie, ktry ksi Janusz po dawnym napadzie litewskim przebudowywa, a 
raczej cakiem na nowo wznosi, gdy z dawnego zosta tylko zamek. W grodzie 
warszawskim przyj Zbyszka Jako Socha, starosta zamkowy, syn wojewody 
Abrahama, ktry pod Worskl poleg. Jako zna Zbyszka, gdy by z ksin w 
Krakowie, wic te i ugoci go z radoci - on za, nim do jada i napoju 
zasiad, zaraz pocz go wypytywa o Danusi i o to, czy si wraz z innymi 
dwrkami ksiny nie wydaa.
Lecz Socha nie umia mu na to odpowiedzie. Ksistwo bawili na zamku 
ciechanowskim od wczesnej jesieni. W Warszawie zostaa tylko gar ucznikw i 
on dla stray. Sysza, e byy w Ciechanowie rne uciechy i wesela, jak bywa 
zwyczajnie przed adwentem, ale ktra by z dwrek za m posza, a ktra si 
ostaa, o to, jako czek onaty, nie wypytywa.
- Myl wszelako - mwi - e Jurandwna si nie wydaa, gdyby si to bez 
Juranda oby nie mogo, a nie syszaem, aby przyjeda. Bawi te u ksistwa w 
gocinie dwaj bracia zakonni, komturowie, jeden z Jansborku, a drugi ze 
Szczytna, a z nimi podobno jacy gocie zagraniczni - a wtedy Jurand nigdy nie 
przyjeda, gdy jego widok biaego paszcza do szalestwa zaraz przywodzi. Nie 
byo zasi Juranda, nie byo i wesela! A chcesz, to pol ci goczego zapyta, 
ktremu pilno wraca ka, cho jako ywo tak myl, e Jurandwn w panieskim 
jeszcze stanie napotkasz.
- Sam zaraz jutro pojad, ale za pociech Bg ci zapa. Niech jeno konie 
odpoczn, to pojad, gdy nie bd mia spokoju, pki si prawdy nie dowiem, Bg 
ci wszelako zapa, bo zaraz mi ulyo.
Socha nie poprzesta jednak na tym i pocz si przepytywa midzy szlacht 
bawic przygodnie w zamku i midzy onierzami, czy kto czego o weselu 
Jurandwny nie sysza. Nie sysza jednak nikt - cho znaleli si tacy, ktrzy 
byli w Ciechanowie, a nawet i na niektrych weselach: "Chybaby kto j wzi w 
ostatnich tygodniach albo w ostatnich dniach". Jako mogo si i tak zdarzy, 
gdy w owych czasach nie tracili ludzie czasu na namys. Ale tymczasem Zbyszko 
poszed spa wielce pokrzepiony. Ju w ou bdc, namyla si, czy nie 
odpdzi nazajutrz Sanderusa, pomyla jednak, e hultaj moe mu si dla swej 
znajomoci niemieckiej mowy przyda wwczas, gdy si przeciw Lichtensteinowi 
wybierze. Pomyla take, e Sanderus nie okama go, a chocia by nabytkiem 
kosztownym, gdy jad i pi po gospodach za czterech, by jednak usuny i 
okazywa nowemu panu pewne przywizanie. Nadto posiada take sztuk pisania, 
czym growa nad giermkiem Czechem i nad samym Zbyszkiem.
To wszystko sprawio, i mody rycerz pozwoli mu jecha ze sob do Ciechanowa, 
z czego Sanderus by rad nie tylko dla wiktu, ale i dlatego, i zauway, e w 
zacnym towarzystwie wicej wzbudza ufnoci i acniej znajduje kupcw na swj 
towar. Po jeszcze jednym noclegu w Nasielsku, jadc ni zbyt wartko, ni zbyt 
wolno, ujrzeli nastpnego dnia pod wieczr mury ciechanowskiego zamku. Zbyszko 
zatrzyma si w gospodzie, aby wdzia na si zbroj i wjecha obyczajem 
rycerskim do zamku w hemie i z kopi w rku - za czym siad na olbrzymiego 
zdobycznego ogiera i uczyniwszy w powietrzu znak krzya - ruszy przed siebie.
Lecz nie ujecha i dziesiciu krokw, gdy jadcy z tyu Czech porwna si z nim 
i rzek:
- Wasza mio, rycerze jacy za nami wal. Krzyaki chyba czy co?
Zbyszko zawrci konia i nie dalej jak na p stajania za sob ujrza okazay 
poczet, na ktrego czele jechao dwch rycerzy na tgich pomorskich koniach, 
obaj w penych zbrojach, kady
w biaym paszczu z czarnym krzyem i w hemie z wysokim pawim piropuszem.
- Krzyacy, na miy Bg! - rzek Zbyszko.
I mimo woli pochyli si w siodle i zoy kopi w p ucha koskiego, co 
widzc, Czech splun w garcie, aby mu si nie lizgao w nich toporzysko.
Czeladnicy Zbyszkowi, ludzie bywali i znajcy obyczaj wojenny, stanli take w 
gotowoci - nie do walki wprawdzie, albowiem w spotkaniach rycerskich suba nie 
braa udziau, ale do odmierzenia miejsca pod bitw konn lub do udeptania 
zanieonej ziemi pod piesz. Jeden Czech tylko, szlachcicem bdc, mia si ku 
robocie, lecz i on spodziewa si, e Zbyszko przemwi, zanim uderzy, i w duszy 
mocno si nawet dziwi, i mody pan pochyli kopi przed wyzwaniem.
Lecz i Zbyszko opamita si w por. Przypomnia sobie swj szalony uczynek pod 
Krakowem, gdy nieopatrznie chcia bi w Lichtensteina - i wszystkie 
nieszczcia, jakie z tego wyniky, wic podnis kopi, odda j Czechowi i nie 
dobywajc miecza, ruszy koniem ku rycerzom zakonnym. Zbliywszy si, zauway, 
e prcz nich by jeszcze trzeci rycerz, rwnie z pirami na gowie, i czwarty, 
niezbrojny, dugowosy, ktry wydawa mu si Mazurem.
Widzc za ich, rzek sobie w duszy:
"lubowaem mojej panience w wizieniu nie trzy czuby, jeno tyle, ile palicw u 
rk, ale trzy, byle to nie byli posowie -mogoby by zaraz".
Jednake pomyla, e to wanie musz by jacy posowie do ksicia 
mazowieckiego, wic westchnwszy, ozwa si gono:
- Pochwalony Jezus Chrystus!
- Na wieki wiekw - odpowiedzia dugowosy niezbrojny jedziec.
- Szcz wam Boe.
-1 wam, panie.
- Chwaa witemu Jerzemu!
- Nasz ci to patron. Witajcie, panie, w podry. Tu poczli si sobie kania, a 
nastpnie Zbyszko wymieni, kto jest, jakiego herbu, zawoania i skd na dwr 
mazowiecki poda, dugowosy za rycerz oznajmi, i zowie si Jdrek z 
Kropiwnicy i goci ksiciu wiedzie: brata Gotfryda, brata Rotgiera oraz pana 
Fulka de Lorche z Lotaryngii, ktry u Krzyakw bawic, chce ksicia 
mazowieckiego, a zwaszcza ksin, crk sawnego "Kynstuta", na wasne oczy 
obaczy.
Przez ten czas, gdy wymieniano ich nazwiska, rycerze zagraniczni, siedzc prosto 
na koniach, pochylali raz po raz przybrane w elazne hemy gowy, sdzc bowiem 
ze wietnej zbroi Zbyszkowej, mniemali, e ksi kogo znacznego, moe krewnego 
lub syna, na spotkanie ich wysa. Jdrek za z Kropiwnicy mwi dalej:
- Komtur, jakobycie po naszemu rzekli: starosta z Jansbor-ku, bawi w gocinie u 
ksicia, ktremu rozpowiada o tych trzech rycerzach, jako maj ywn ochot 
przyby, ale nie mi, a zwaszcza w rycerz z Lotaryngii, on bowiem z daleka 
bdc, mniema, e za krzyack granic zaraz mieszkaj Saraceny, z ktrymi 
wojna nie ustaje. Ksi, jako ludzki pan, wnet mnie na granic posa, abym ich 
bezpiecznie wrd zamkw przeprowadzi.
- To bez waszej pomocy nie mogliby przejecha?
- Jest nasz nard okrutnie na Krzyakw zawzity, a to z przyczyny nie tyle ich 
napaci - bo i my do nich zagldamy, ile z przyczyny wielkiej ich zdradliwoci, 
e to, jeli ci Krzyak obapi, a z przodu w gb ci cauje, to z tyu gotw 
ci w tym samym czasie noem gn, ktren obyczaj zgoa jest wiski i nam 
Mazurom przeciwny... ba! juci!... Pod dach i Niemca kady przyjmie, i gociowi 
krzywdy nie uczyni, ale na drodze rad mu zastpi. A s i tacy, ktrzy nic innego 
nie czyni, przez pomst alibo dla chway, ktr daj Bg kademu.
- Ktrene jest midzy wami najsawniejszy?
- Jest jeden taki, e lepiej by Niemcu mier obaczy ni jego; zowie si Jurand 
ze Spychowa.
Zadrgao w modym rycerzu serce, gdy usysza to nazwisko - i wraz postanowi 
pocign Jdrka z Kropiwnicy za jzyk.
-Wiem! - rzek - syszaem: to w, ktrego crka Danuta dwrk ksiny bya, 
pki si nie wydaa.
I to rzekszy, pocz pilnie patrzy w oczy mazowieckiego rycerza, tamujc 
prawie dech w piersiach, w za odrzek z wielkim zdziwieniem:
- A wam to kto powiada? Dy to mdka. Bywa po prawdzie, e i takie wychodz za 
m, ale Jurandwna nie wysza. Sze dni temu, jak wyjechaem z Ciechanowa i 
widziaem j przy ksinie. Jakoe jej w adwencie wychodzi?
Zbyszko, syszc to, wyty ca si woli, by nie pochwyci Mazura za szyj i 
nie zakrzykn mu: "Bg ci zapa za nowin!" - pohamowa si jednak i rzek:
- Bo syszaem, e j Jurand komu odda.
- Ksina chciaa j odda, nie Jurand, jeno przeciw woli Jurandowej nie moga. 
Chciaa j odda jednemu rycerzowi w Krakowie, ktry dziewce lubowa i ktrego 
ona miuje.
- Miuje ci go? - zakrzykn Zbyszko.
Na to Jdrek spojrza na niego bystro, umiechn si i rzek:
- Wiecie, jako strasznie si o t dziewuch przepytujecie.
- Przepytuj o znajomych, ku ktrym jad.
Mao Zbyszkowi wida byo twarzy spod hemu, ledwie oczy, nos i troch 
policzkw, ale za to nos i policzki tak byy czerwone, e skory do drwin, a 
przechera, Mazur rzek:
- Pewnikiem od mrozu tak wam gba pokraniaa jako wielkanocne jaje!
A modzian zmiesza si jeszcze bardziej i odpowiedzia:
-Pewnikiem...
Ruszyli i jechali czas jaki w milczeniu, tylko konie parskay, wyrzucajc z 
nozdrzy supy pary - i obcy rycerze poczli midzy sob szwargota. Lecz po 
chwili Jdrek z Kropiwnicy zapyta:
- Jakoe was zowi, bom niedobrze dosysza?
- Zbyszko z Bogdaca.
- Moicie wy! A to tamtemu, co to Jurandwnie lubowa, podobnie byo.
- Zali mylicie, e si zapr? - odpowiedzia prdko i z dum Zbyszko.
- Bo i nie ma czego. Miy Boe, to wycie w Zbyszko, ktremu dziewucha naczk 
gow nakrya! Po powrocie z Krakowa wszystkie dwrki o niczym innym nie gaday, 
jeno o was, a niejednemu to a luzy, suchajcy, po jagodach cieky. Tocie wy! 
Hej! rado te bdzie na dworze... e to i ksina was nawidzi.
- Bg jej bogosaw i wam take za dobr nowin... Bo jak mi powiedzieli, e si 
wydaa, to aem cierp.
- Co si miaa wyda!... akoma to jest rzecz taka dziewka, bo za ni cay 
Spychw stoi, ale cho sia jest gadkich chopw na dworze, aden ci jej w 
lepia nie zaglda, bo kaden i jej uczynek, i wasze lubowanie szanowa. Nie 
byaby te dopucia do tego i ksina. Hej! bdzie rado. Po prawdzie 
przekomarzali si czasem dziewusze! Powie jej kto: "Nie wrci twj rycerz" - to 
ona jeno pitami przytupuje: "Wrci! wrci!" - chocia nieraz, gdy kto jej 
rzek, ecie inn wzili, to i do pakania przychodzio.
Rozczuliy te sowa Zbyszka, ale zarazem chwyci go gniew na ludzkie gadanie, 
wic rzek:
- Kto o mnie takie rzeczy szczeka, to go pozw! A Jdrek z Kropiwnicy pocz 
si mia:
- Baby na przekr gaday! Bdziecie pozywa baby? Mieczem przeciw kdzieli nie 
poradzisz!
Zbyszko rad, e mu Bg zesa tak wesoego i yczliwego towarzysza, pocz go 
wypytywa o Danusi, potem o obyczaje mazowieckiego dworu, i znw o Danusi, 
potem o ksicia Janusza, o ksin, i znw o Danusi - na koniec jednak, 
wspomniawszy o swych lubach, rozpowiedzia Jdrkowi, co sysza po drodze o 
wojnie - jako si ludzie do niej gotuj, jako jej z dnia na dzie czekaj - a 
wreszcie zapyta, czyli i w ksistwach mazowieckich tak samo myl.
Lecz dziedzic Kropiwnicy nie myla, aby wojna bya tak bliska. Gadaj ludzie, 
e nie moe inaczej by, ale on sysza oto, jak raz sam ksi mwi do 
Mikoaja z Dugolasu, e pochowali rogi Krzyacy i e byle krl nastawa, to i z 
ziemi dobrzyskiej, ktr porwali, odstpi, bo si potgi jego boj - albo 
przynajmniej bd spraw przewczy, pki si dobrze nie przygotuj.
-Zreszt - rzek - ksi niedawno do Malborga jedzi, gdzie pod niebytno 
mistrza wielki marszaek go podejmowa i gonitwy dla niego wyprawi, a teraz u 
ksicia komtury bawi -i ot, nowi gocie jeszcze jad...
Tu jednak zastanowi si przez chwil i doda:
- Powiadaj ludzie, e te Krzyaki nie bez przyczyny u nas i u ksicia Ziemowita 
w Pocku siedz. Chcieliby oni pono, eby w razie wojny nasi ksita nie 
wspomagali krla polskiego, jeno ich, a jeli si nie dadz do tego pocign, 
to eby cho na boku spokojnie ostali - ale tego nie bdzie...
- Bg da, e nie bdzie. Jakebycie to w domu usiedzieli? Wasi ksita przecie 
Krlestwu Polskiemu powinni. Nie usiedzicie, myl.
- Nie usiedzimy - odrzek Jdrek z Kropiwnicy.
Zbyszko spojrza znw na obcych rycerzy i na ich pawie pira:
- To i ci po to jad?
- Bracia zakonni, moe i po to. Kto ich wie?
- A w trzeci?
- Trzeci jedzie, bo ciekawy.
- Znaczny jaki musi by.
- Ba! wozw idzie za nim okutych trzy z godnym sprztem, a ludzi pocztowych jest 
dziewiciu. Bogdajby si z takim zewrze! Ae lina do gby idzie.
- Ale nie moecie?
- Jake! To mi ksi kaza ich strzec. Wos im z gowy nie spadnie do 
Ciechanowa.
- A nubym ich pozwa? Nuby si chcieli ze mn potyka?
- Tedy musielibycie si wpierw ze mn potyka, bo pkim yw, nie bdzie z tego 
nic.
Zbyszko, usyszawszy to, spojrza przyjanie na modego szlachcica i rzek:
- Rozumiecie, co rycerska cze. Z wami nie bd si potyka, bom wam 
przyjacielem, ale w Ciechanowie, da Bg, przyczyn przeciw Niemcom znajd.
- W Ciechanowie rbcie sobie, co wam si podoba. Nie obejdzie si te tam bez 
jakowych gonitw, to moe pj i na ostre, byle ksi i komturowie dali 
pozwolestwo.
- Mam ci ja tak desk, na ktrej stoi pozwanie dla kadego, kto by nie 
przyzna, e panna Danuta Jurandwna najcnotliwsza i najgadsza dziewka na 
wiecie. Ale wiecie... wszdy ludzie jeno ramionami ruszali i miali si.
- Bo te to jest obcy obyczaj, a prawd rzekszy, gupi, ktrego u nas ludzie 
nie znaj, chyba gdzie na pograniczach. To i ten tu Lotaryczyk zaczepia po 
drodze szlacht, kac jak swoj pani nad inne wysawia. Ale go nikt nie 
rozumia, a jam do bitki nie dopuszcza.
- Jak to? kaza swoj pani wysawia? Bjcie si Boga! Chyba e wstydu w oczach 
nie ma.
Tu spojrza na zagranicznego rycerza, jakby si chcc przekona, jak te wyglda 
czowiek, ktry wstydu w oczach nie ma, ale w duszy musia jednak przyzna, i 
Fulko de Lorche nie wyglda wcale na zwykego zawalidrog. Owszem, spod 
uchylonej przybicy patrzyy oczy agodne i wychylaa si twarz moda, a pena 
jakiego smutku.
- Sanderus! - zawoa nagle Zbyszko.
- Do usug - odpowiedzia, zbliajc si, Niemiec.
- Zapytaj si tego rycerza, jaka jest najcnotliwsza i najcudniejsza dziewka na 
wiecie.
- Jaka jest najcudniejsza i najcnotliwsza dziewka na wiecie? - zapyta 
Sanderus.
- Ulryka de Elner! - odpowiedzia Fulko de Lorche. I podnisszy oczy w gr, 
pocz raz po razu wzdycha, Zbyszkowi za, gdy usysza takie blunierstwo, 
oburzenie zaparo dech w piersi, a gniew chwyci go tak wielki, e zdar na 
miejscu ogiera; zanim jednak zdoa przemwi, Jdrek z Kropiwnicy przedzieli 
go koniem od cudzoziemca i rzek:
- Nie bdziecie si tu wadzi.
Lecz Zbyszko zwrci si znw do przekupnia relikwij.
- Powiedz mu ode mnie, e sow miuje.
- Pan mj mwi, szlachetny rycerzu, e miujecie sow! - powtrzy jak echo 
Sanderus.
Na to pan de Lorche puci cugle i praw rk pocz odpina, a nastpnie 
ciga elazn rkawic, po czym rzuci j w nieg przed Zbyszkiem, w za 
skin na swego Czecha, aby j podj ostrzem kopii.
Wtem Jdrek z Kropiwnicy zwrci si do Zbyszka z twarz ju gron i rzek:
- Nie spotkacie si, powiadam, pki si moje strowanie nie skoczy. Nie 
pozwol, ni jemu, ni wam.
- Przecie ja go nie pozwaem, jeno on mnie.
- Ale za sow. Do mi tego, a ktry by si przeciwi... Ej-e!.. wiem i ja, 
jako pas okrci.
- Nie chc si z wami bi.
- A musielibycie ze mn, boja tamtego poprzysig broni.
- To jake bdzie? - spyta uparty Zbyszko.
- Ciechanw niedaleko.
- Ale co Niemiec pomyli?
- Niech mu wasz czowiek powie, e tu spotkania by nie moe i e pierwej musi 
by ksice pozwolestwo dla was, a komturowe dla niego.
- Ba! a jeeli pozwolestwa nie dadz?
- To si przecie znajdziecie. Do gadania.
Zbyszko, widzc, e nie ma rady, i rozumiejc, e Jdrek z Kropiwnicy nie moe 
istotnie na bitk pozwoli, zawoa znw Sanderusa, aby wytumaczy 
lotaryskiemu rycerzowi, e bi si bd, dopiero jak stan na miejscu. De 
Lorche, wysuchawszy sw Niemca, skin gow na znak, e rozumie, a nastpnie, 
wycignwszy ku Zbyszkowi rk, potrzyma przez chwil jego do i cisn j 
mocno po trzykro, co wedle zwyczajw rycerskich oznaczao, e bi si ze sob 
gdziekolwiek i kiedykolwiek musz. Po czym w pozornej zgodzie ruszyli ku 
ciechanowskiemu zamkowi, ktrego tpe wiee wida ju byo na tle zarumienionego 
nieba.
Wjechali jeszcze za widna, lecz nim opowiedzieli si przy bramach zamkowych i 
nim spuszczono most, nastaa gboka noc. Przyj ich i ugoci znajomy 
Zbyszkowy, Mikoaj z Dugolasu, ktren przywodzi zaodze zoonej z garci 
rycerstwa i trzystu niechybnych ucznikw puszczaskich. Zaraz na wstpie 
dowiedzia si ku wielkiemu swemu strapieniu Zbyszko, e dworu nie byo. Ksi, 
chcc uczci komturw ze Szczytna i z Jansborka, wyprawi wielkie owy w 
puszczy, na ktre udaa si dla przydania okazaoci widowisku i ksina wraz z 
dworskimi pannami. Ze znajomych niewiast znalaz Zbyszko tylko Ofk, wdow po 
Krzychu z Jarzbkowa, ktra bya klucznic w zamku. Ta rada mu bya bardzo, 
albowiem od czasu powrotu z Krakowa opowiadaa kademu, kto chcia i nie chcia, 
o jego mioci do Danusi i przygodzie z Lichtensteinem. Jednay jej te 
opowiadania wielki mir wrd modszych dworzan i panien -bya wic wdziczna 
Zbyszkowi - i teraz staraa si pocieszy modzianka w smutku, jakim przeja go 
nieobecno Danusi.
- Nie poznasz jej - mwia. - Dziewczynie roki id i w szatkach ju jej szwy 
poczynaj pod szyj trzaska, bo wszystko w niej pcznieje. Nie skrzat to ju 
taki, jaki by, i inaczej ci miuje ni dawniej. Teraz niech jej kto jeno 
krzyknie do ucha:
"Zbyszko" - to jakby j kto szydem gn. Taka ju nas wszystkich niewiast 
dola, przeciw czemu nie ma rady, gdy to z rozkazania boskiego... A stryjko 
twj, powiadasz, zdrowi? Czemu za nie przyjechali?... Juci, e taka dola... 
Cni si, cni samej niewiecie na wiecie... aska boska, e dziewczyna ng nie 
poamaa, bo co dzie na wie wyazi, a na drog spoglda... Kada z nas 
potrzebuje przyjacielstwa...
- Popas jeno konie i pojad ku niej - choby i noc pojad - odpowiedzia 
Zbyszko.
- Uczy to, jeno przewodnika z zamku we, bo w puszczy zabdzisz.
Jako na wieczerzy, ktr Mikoaj z Dugolasu dla goci wyprawi, owiadczy 
Zbyszko, e zaraz za ksiciem pojedzie i o przewodnika prosi. Zdroeni bracia 
zakonni poprzysuwali si po uczcie do olbrzymich kominw, na ktrych pony 
cae pnie sosnowe, i postanowili jecha dopiero nazajutrz, po wypoczynku. Lecz 
de Lorche, wypytawszy si, o co chodzi, oznajmi ch jechania razem ze 
Zbyszkiem, mwic, e inaczej mogliby si spni na owy, ktre chcia widzie 
koniecznie.
Po czym zbliy si do Zbyszka i wycignwszy do rk, znw trzykrotnie cisn 
jego palce.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XX
Lecz nie miao i tym razem przyj midzy nimi do bitki, gdy Mikoaj z 
Dugolasu, dowiedziawszy si od Jdrka z Kropiwnicy, o co im chodzi, wzi od 
obydwch sowo, e si bez wiedzy ksicia i komturw potyka nie bd, w razie 
za oporu grozi zamkniciem bram. Zbyszkowi chciao si jak najprdzej zobaczy 
Danusi, wic nie mia si sprzeciwia, de Lorche za, ktry bi si chtnie, 
gdy byo trzeba, ale nie by czowiekiem krwioerczym, poprzysig bez trudnoci 
na sw rycersk cze, i bdzie czeka na pozwolenie ksicia, tym bardziej e 
postpujc przeciwnie, obawiaby si mu ubliy. Chodzio te Lotaryczykowi, 
ktry nasuchawszy si pieni o turniejach, lubi wietne zgromadzenia i okazae 
uroczystoci, aby potyka si wanie wobec dworu, dostojnikw i dam - gdy 
sdzi, e w ten sposb zwycistwo jego nabierze wikszego rozgosu i tym 
atwiej zote ostrogi mu wyjedna. Przy tym zaciekawia go kraj i ludzie, wic po 
myli bya mu zwoka - zwaszcza e Mikoaj z Dugolasu, ktren lata cae u 
Niemcw w niewoli przesiedzia i z cudzoziemcami mg atwo si rozmwi, dziwy 
opowiada o owach ksicych na rne bestie nie znane ju w krajach 
zachodnich. O pnocy wic ruszyli razem ze Zbyszkiem ku Przasnyszowi, majc ze 
sob swe zbrojne poczty i ludzi z kagankami dla ochrony od wilkw, ktre 
zbierajc si zim w nieprzeliczone gromady, mogy okaza si grone nawet dla 
kilkunastu jedcw, choby najlepiej uzbrojonych. Z tej strony Ciechanowa nie 
brako ju take lasw, ktre niedaleko za Przasnyszem przechodziy w olbrzymi 
puszcz kurpiesk, czc si na wschd z nieprzebytymi borami Podlasia i 
dalszej Litwy. Przed niedawnymi czasy tymi to borami spywaa zwykle na 
Mazowsze, omijajc jednak gronych miejscowych osadnikw, dzicz litewska, ktra 
w . 1337 dosza a pod Ciechanw i zburzya miasto. De Lorche z najwiksz 
ciekawoci sucha opowiada o tym starego przewodnika, Maka z Turobojw, 
albowiem paa w duszy chci zmierzenia si z Litwinami, ktrych - jak i inni 
rycerze zachodni - za Saracenw uwaa. Przyby on przecie w te strony na 
wypraw krzyow, pragnc uzyska saw i zbawienie duszy, a jadc, mniema, e 
wojna nawet i z Mazurami, jako z pogaskim przez p narodem, take zupeny 
odpust zapewnia. Oczom te prawie nie wierzy, gdy wjechawszy w Mazowsze, ujrza 
kocioy po miastach, krzye na wieach, duchownych, rycerzy ze witymi 
znamionami na zbrojach i nard bujny wprawdzie, zapalczywy, do zwady i bitki 
pochopny, ale chrzecijaski i wcale od Niemcw, wrd ktrych mody rycerz 
przejeda, nie drapieniejszy. Wic gdy mu prawiono, e od wiekw ten nard 
Chrystusa wyznaje, sam nie wiedzia, co o Krzyakach myle, a gdy si 
dowiedzia, e i Litw ju nieboszczka krlowa krakowska ochrzcia, zdumienie 
jego, a zarazem i troska nie miay granic.
Wic pocz rozpytywa Maka z Turobojw, czy w owych lasach, ku ktrym jad, 
nie ma przynajmniej smokw, ktrym ludzie musz ofiarowywa dziewice i z ktrymi 
mona by walczy. Lecz odpowied Maka i pod tym wzgldem sprawia mu zawd 
zupeny.
- W borach jest rozmaity godny zwierz, jako wilcy, tury, ubry i niedwiedzie, z 
ktrymi do jest roboty - odrzek Mazur.
- Moe te po bagnach s i duchy nieczyste, ale o smokach nie syszaem, a 
choby i byy, pewnie bymy im dziewek nie dawali, ale kup bymy na nie poszli. 
Ba, gdyby byy, ju by dawno osadnicy puszczascy pasy z ich skry nosili!
- Co to za nard i czyby nie mona z nim walczy?  spyta de Lorche.
- Walczy z nim mona, ale niezdrowo - odrzek Mako -a wreszcie rycerzowi nie 
przystoi, gdy to jest nard chopski.
- Szwajcarowie take s chopami. Zali ci Chrystusa wyznaj?
- Nie masz innych na Mazowszu, a ci s ludzie nasi i ksicy. Widzielicie 
przecie ucznikw na zamku. Sami to Kurpie, albowiem nie masz nad nich ucznikw 
w wiecie.
- Anglicy i Szkoci, ktrych na dworze burgundzkim widziaem...
- Widziaem ich i w Malborgu - przerwa Mazur. - Tgie pachoki, ale nie daj im 
Bg kiedy przeciw tym stawa! U nich dzieciak w siedmiu leciech pty je nie 
dostanie, pki jada strza z wierzchoka sosny nie zrzuci.
- O czym gadacie? - zapyta nagle Zbyszko, o ktrego uszy odbi si kilkakrotnie 
wyraz: Kurpie.
- O ucznikach kurpieskich i angielskich. Prawi ten rycerz, ie angielscy, a 
zasi szkoccy, nad wszystkimi celuj.
- Widziaem ich i ja pod Wilnem. O wa! syszaem ich groty koo uszu. Byli te 
tam i rycerze ze wszystkich krajw, ktrzy zapowiadali, e nas bez soli zjedz, 
ale poprbowawszy raz i drugi, stracili dojada ochot.
Mako rozmia si i powtrzy sowa Zbyszkowe panu de Lorche.
- Mwili o tym na rnych dworach - odrzek Lotaryczyk - chwalono tam 
zawzito waszych rycerzy, ale przyganiano im, i pogan przeciw Krzyowi 
broni.
- Bronilimy nard, ktry chcia si ochrzci, przeciw napaciom i 
niesprawiedliwoci. Niemcy to chc ich w pogastwie utrzyma, aby powd do wojny 
mieli.
- Bg to osdzi - rzek de Lorche.
- Moe i niezadugo ju - odpowiedzia Mako z Turobojw. Lecz Lotaryczyk 
zasyszawszy, i Zbyszko by pod Wilnem. pocz si go o nie wypytywa, albowiem 
wie o walkach i pojedynkach rycerskich tam stoczonych rozesza si ju szeroko 
po wiecie. Szczeglniej w pojedynek, na ktry wyzwao si czterech rycerzy 
polskich i czterech francuskich, podnieci wyobrani wojownikw zachodnich. 
Wic de Lorche pocz spoglda z wikszym szacunkiem na Zbyszka, jako na 
czowieka, ktry w tak sawnych bojach bra udzia - i radowa si w sercu, i 
nie z byle kim przyjdzie mu si potyka.
Jechali wic dalej w pozornej zgodzie, wiadczc sobie grzecznoci na postojach 
i czstujc si wzajem winem, ktrego de Lorche mia znaczne zapasy w wozach. 
Lecz gdy z rozmowy midzy nim a Makiem z Turobojw okazao si, e Ulryka de 
Elner naprawd nie jest pann, ale czterdziestoletni zamn niewiast, majc 
szecioro dzieci, wzburzya si tym bardziej dusza w Zbyszku, e w dziwny 
cudzoziemiec mie "bab" nie tylko z Danuk porwnywa, ale i pierwszestwa dla 
niej wymaga. Pomyla jednakowo, e moe to by czowiek niespena zmysw, 
ktremu ciemna izba i batogi wicej by si przyday od podry po wiecie - i 
myl ta powstrzymaa w nim wybuch natychmiastowego gniewu.
- Czy nie mylicie - rzek do Maka - e zy duch rozum mu pomiesza? Moe te 
siedzi mu diabe w gowie jako czerw w orzechu i gotw po nocy na ktrego z nas 
przeskoczy. Trzeba si nam mie na bacznoci...
Usyszawszy to, Mako z Turobojw zaprzeczy wprawdzie, ale pocz jednak 
spoglda z pewnym niepokojem na Lotaryczyka i w kocu rzek:
- Czasem bywa, e ich w optanym siedzi sto i wicej, a cia-sno-li im, to radzi 
pomieszkania w innych ludziach szukaj. Najgorszy te taki diabe, ktrego baba 
nale.
Po czym zwrci si nagle do rycerza:
- Pochwalony Jezus Chrystus!
- I ja go chwal - odpowiedzia z pewnym zdziwieniem de Lorche.
Mako z Turobojw uspokoi si zupenie.
- No, widzicie - rzek - zby w nim ze siedziao, zaraz by si zapieni alboby 
go o ziem rzucio, bom go nagle zagabn. Moem jecha.
Jako ruszyli dalej spokojnie. Z Ciechanowa do Przasnysza nie byo zbyt daleko i 
latem goniec na dobrym koniu mg we dwie godziny przebiec drog dzielc dwa 
miasta. Ale oni jechali daleko wolniej z powodu nocy, postojw i zasp nienych 
lecych w lasach, a poniewa wyjechali znacznie po pnocy, wic do 
myliwskiego dworu ksicego, ktry lea za Przasnyszem, na brzegu borw, 
przybyli dopiero o brzasku. Dwr sta prawie oparty o puszcz, duy, niski, 
drewniany, majcy jednake szyby w oknach ze szklanych gomek. Przed dworem 
wida byo urawie studzienne i dwie szopy dla koni, naok za dworu roio si 
od szaasw, skleconych naprdce z sosnowych gazi, i od namiotw ze skr. Przy 
szarzejcym dopiero dniu byszczay jasno przed namiotami ogniska, a wok nich 
stali osacznicy w kouchach wen do gry, w toubach lisich, wilczych i 
niedwiedzich. Panu de Lorche wydao si, e widzi dzikie bestie na dwch apach 
przed ogniem, albowiem wikszo tych ludzi przybrana bya w czapki uczynione ze 
bw zwierzcych. Niektrzy stali wsparci na oszczepach, inni na kuszach, 
niektrzy zajci byli zwijaniem ogromnych sieci i powrozw - inni obracali nad 
wglami potne wierci ubrze i osie, przeznaczone widocznie na ranny posiek. 
Blask pomienia pada na nieg, owiecajc zarazem te dzikie postacie 
poprzesaniane nieco dymem ognisk, mg oddechw i par podnoszc si z 
pieczonych misiw. Za nimi wida byo zarowione pnie olbrzymich sosen i nowe 
gromady ludzi, ktrych mnogo dziwia nieprzywykego do widoku takich 
owieckich zebra Lotaryczyka.
- Wasi ksita - rzek - na owy jakoby na wojenne wyprawy chodz.
- Jakbycie wiedzieli - odrzek Mako z Turobojw - ze nie brak im ni 
myliwskiego sprztu, ni tez ludzi. To s osacznicy ksicy, ale s te i inni, 
ktrzy dla targu z puszczaskich komyszy tu przychodz.
- Co bdziem czynili? - przerwa Zbyszko - we dworze pi jeszcze.
- Ano, zaczekamy, a si pobudz - odpart Mako. - Przecie nie bdziem do drzwi 
koata i ksicia, pana naszego, budzi.
To rzekszy, zaprowadzi ich do ogniska, przy ktrym osacz-nicy ponarzucali im 
skr ubrzych i niedwiedzich, a nastpnie poczli ich skwapliwie czstowa 
dymicym misem - syszc za obc mow, jli si skupia, aeby na Niemca 
popatrze. Wnet roznioso si przez ludzi Zbyszkowych, e to jest rycerz "a zza 
morza" - i wwczas stao si naok tak ciasno, e pan na Turobojach musia uy 
powagi, aby cudzoziemca od zbytniej ciekawoci uchroni. De Lorche zauway te 
w tumie niewiasty, poprzybierane przewanie rwnie w skry, ale rumiane jak 
jabka i nadzwyczaj urodziwe, wic pocz pyta, czy one take w owach bior 
udzia.
Mako Turobojski wyjani mu, e do oww one nie nale, ale e przybywaj wraz 
z osacznikami przez babsk ciekawo albo jakby na jarmark, dla kupna miejskich 
towarw i sprzeday lenych bogactw. Jako tak byo w istocie; w dworzec 
ksicy by jakby ogniskiem, naok ktrego, nawet w czasie nieobecnoci 
ksicia, kupiy si dwa ywioy: miejski i leny. Osacznicy nie lubili wychodzi 
z puszczy, gdy nieswojo im byo bez szumu drzew nad gowami, wic Przasnyszanie 
zwozili na ow len krawd synne swe piwa, mk mielon w miejskich 
wiatrakach lub na wodnych mynach na Wgierce, sl rzadk w puszczy i 
poszukiwan chciwie, elaziwo, rzemienie i tym podobny owoc ludzkiej 
przemylnoci, a brali w zamian skry, kosztowne futra, suszone grzyby, orzechy, 
zioa w chorobach przydatne lub bryki bursztynu, o ktre midzy Kurpiami nie 
byo zbyt trudno. Z tego powodu okoo ksicego dworca wrza jakby ustawiczny 
targ, ktry potgowa si jeszcze w czasie ksicych oww, gdy i obowizek, i 
ciekawo wywabiay mieszkacw z gbin lenych.
De Lorche sucha opowiada Makowych, przypatrujc si z zajciem postaciom 
osacznikw, ktrzy yjc w zdrowym, ywicznym powietrzu i karmic si, jak 
zreszt wikszo chopw wczesnych, przewanie misem - zdumiewali nieraz 
zagranicznych wdrowcw wzrostem i si, Zbyszko za, siedzc przy ogniu, 
spoglda ustawicznie na drzwi i okna dworca, zaledwie mogc wytrwa na miejscu. 
wiecio si tylko jedno okno, widocznie od kuchni, gdy dym wychodzi przez 
szpary midzy nie do szczelnie dopasowanymi szybami. Inne byy ciemne, 
poyskujce tylko od blaskw dnia, ktry biela z kad chwil i posrebrza 
coraz mocniej onieon puszcz za dworem. W maych drzwiach wybitych w bocznej 
cianie domostwa ukazywaa si czasem suba w barwie ksicej - i z wiadrami 
lub cebrami na powerkach biega po wod do studzien. Ludzie ci, zapytywani, czy 
wszyscy pi jeszcze, odpowiadali, e dwr strudzon wczorajszymi owami spoczywa 
dotd, ale e ju warzy si strawa na ranny posiek przed wyruszeniem.
Jako przez okno kuchenne pocz wydobywa si zapach tuszczw i szafranu, 
ktry rozszed si daleko midzy ogniskami. Skrzypny wreszcie i otwary si 
drzwi gwne, odkrywajc wntrze suto owieconej sieni - i na ganek wyszed 
czowiek, w ktrym Zbyszko na pierwszy rzut oka pozna jednego z rybatw, 
ktrych w swoim czasie widzia midzy sub ksiny w Krakowie. Na w widok, 
nie czekajc na Maka z Turobojw ni na de Lorche, skoczy Zbyszko z takim pdem 
ku dworowi, e a zdziwiony Lotaryczyk zapyta:
- Co si stao temu modemu rycerzowi?
- Nic si nie stao - odrzek Mako z Turobojw - jeno miuje jedn dwrk 
ksiny i rad by j jako najprdzej uwidzie.
- Ach! - odpowiedzia de Lorche, przykadajc obie donie do serca.
I podnisszy oczy w gr, pocz wzdycha raz po razu tak aonie, e a Mako 
wzruszy ramionami i w duchu rzek:
"Zaliby do swojej starki tak wzdycha? Nuby szczerze by niespena rozumu?"
Ale tymczasem wprowadzi go do dworca i obaj znaleli si w obszernej sieni, 
przybranej rogami turw, ubrw, osi i jeleni, i owieconej przez ponce na 
potnym kominie suche kody. W rodku sta nakryty kilimkiem st z 
przygotowanymi misami do jada, w sieni byo zaledwie kilku dworzan, z ktrymi 
rozmawia Zbyszko. Mako z Turobojw zapozna ich z panem de Lorche, ale e nie 
umieli po niemiecku, musia sam dalej dotrzymywa mu towarzystwa. Jednake 
dworzan przybywao co chwila, chopw po wikszej czci na schwa, surowych 
jeszcze, ale rosych, pleczystych, powowosych, poprzybieranych ju jak do 
puszczy. Ci, ktrzy znali Zbyszka i wiedzieli o jego przygodach krakowskich, 
witali si z nim jak ze starym przyjacielem - i zna byo, e ma mir midzy 
nimi. Inni patrzyli na niego z takim podziwem, z jakim zwykle patrzy si na 
czowieka, nad ktrego karkiem wisia topr katowski. Naok sycha byo gosy: 
"Juci! Jest ksina, jest Jurandwna, zaraz j tu ujrzysz, nieboe, i na owy z 
nami pojedziesz". A wtem weszli dwaj gocie krzyaccy, brat Hugo de Dan-veld, 
starosta z Ortelsburga, czyli ze Szczytna, ktrego krewny by w swoim czasie 
marszakiem, i Zygfryd de Lowe, take z zasuonej w Zakonie rodziny - wjt z 
Jansborku. Pierwszy do mody jeszcze, ale otyy, z twarz chytrego piwoopa i 
grubymi, wilgotnymi wargami, drugi wysoki o rysach surowych, ale szlachetnych. 
Zbyszkowi wydao si, e Danvelda widzia niegdy przy ksiciu Witoldzie i e go 
Henryk, biskup pocki, zwali w gonitwach z konia, lecz wspomnienia owe 
pomieszao mu wejcie ksicia Janusza, ku ktremu zwrcili si z pokonami i 
Krzyacy, i dworzanie. Zbliy si ku niemu de Lorche i komturowie, i Zbyszko, 
on za wita uprzejmie, ale z powag na swej bezwsej, wieniaczej twarzy, 
okolonej wosami obcitymi rwno nad czoem, a spadajcymi a na ramiona po obu 
bokach. Wnet zagrzmiay za oknami trby na znak, e ksi zasiada do stou: 
zagrzmiay raz, drugi, trzeci, a za trzecim razem otworzyy si due drzwi po 
prawej stronie izby i ukazaa si w nich ksina Anna, majc przy sobie cudn 
przetowos dzieweczk z lutni zawieszon na ramieniu.
Ujrzawszy je, Zbyszko wysun si naprzd i zoywszy przy ustach rce, klkn 
na oba kolana w postawie penej czci i uwielbienia.
Na ten widok szmer uczyni si w sali. gdy zdziwi Mazurw postpek Zbyszka, a 
nawet niektrych i zgorszy. "A wiera - mwili starsi - pewnikiem nauczy si 
tego obyczaju od zamorskich jakowych rycerzy, a moe zgoa od pogan, gdy nie 
masz go nawet midzy Niemcami". Modzi wszelako myleli: "Nie dziwota, to 
dziewce szyj powinien". A ksina i Jurandwna nie poznay zrazu Zbyszka, gdy 
klkn plecami do ognia i twarz mia w cieniu. Ksina mylaa w pierwszej 
chwili, i to ktry z dworzan, zawiniwszy co wzgldem ksicia, prosi jej o 
wstawiennictwo, lecz Danusia, ktra wzrok miaa bystrzejszy, postpia krok 
naprzd - i pochyliwszy sw jasn gow, krzykna nagle cienkim, przeraliwym 
gosem:
- Zbyszko!
Po czym, nie mylc o tym, e patrzy na ni cay dwr i zagraniczni gocie, 
skoczya jak sama ku modemu rycerzowi i objwszy go ramionami, pocza caowa 
jego oczy, usta, policzki, tulc si do niego i piszczc przy tym z wielkiej 
radoci pty, pki nie zagrzmieli jednym wielkim miechem Mazurowie i pki 
ksina nie pocigna j za konierz ku sobie.
Wwczas spojrzaa po ludziach i stropiwszy si okrutnie, z rwn szybkoci 
schowaa si za ksin, ukrywszy si w fadach jej spdnicy, tak e jej ledwie 
wierzch gowy byo wida.
Zbyszko obj nogi pani, ta za podniosa go i pocza wita, a zarazem 
wypytywa si o Maka: czy zmar, czy te yw, a jeli yw, czy nie przyjecha 
take na Mazowsze? Zbyszko odpowiada niezbyt przytomnie na te pytania, albowiem 
przechylajc si na obie strony, stara si dojrze za ksin Danuk, ktra to 
wychylaa si przez ten czas ze spdnicy pani, to znw dawaa nurka w jej fady. 
Mazurowie w boki si brali na owo widowisko, mia si i sam ksi, a 
wreszcie, gdy wniesiono gorce misy, zwrcia si rozradowana pani do Zbyszka i 
rzeka:
- Sue nam, miy suko, a bogdaj nie tylko przy jedle, ale i na zawsze.
Potem za do Danusi:
- A ty, mucho utrapiona, wylee raz zza spdnicy, bo mi j do reszty oberwiesz.
Wic Danusia wysza zza spdnicy, sponiona, pomieszana, podnoszca co chwila na 
Zbyszka oczy lkliwe, zawstydzone, a ciekawe - i tak cudna, e a rozpyno si 
serce nie tylko w Zbyszku, ale i w innych mach: starosta krzyacki ze Szczytna 
pocz przykada raz po razu do do swych grubych, wilgotnych warg, de Lorche 
za zdumia si; podnis obie rce w gr i zapyta:
- Na witego Jakuba z Kompostelli, kto jest ta dziewica? Na to starosta ze 
Szczytna, ktry przy otyoci by niski, podnis si na palce i rzek do ucha 
Lotaryczyka:
- Crka diaba.
De Lorche popatrzy na niego, mrugajc oczyma, nastpnie zmarszczy brwi i 
zacz mwi przez nos:
- Nie praw to rycerz, ktry przeciw piknoci szczeka.
- Nosz zote ostrogi - i jestem zakonnikiem - odpar z wyniosoci Hugo de 
Danveld.
Tak wielka bya cze dla pasowanych rycerzy, i Lotary-czyk spuci gow, 
lecz po chwili odrzek:
- A jam krewny ksit Brabantu.
- Pax! Pax! - odpowiedzia Krzyak. - Cze potnym ksitom i przyjacioom 
Zakonu, z ktrego rk wkrtce, panie, zote ostrogi otrzymacie. Nie odmawiam ja 
urody tej dziewce, ale posuchajcie, kto jest jej ojciec.
Lecz nie zdy nic opowiedzie, albowiem w tej chwili ksi Janusz zasiad do 
niadania, a dowiedziawszy si poprzednio od wjta z Jansborku o wielkich 
pokrewiestwach pana de Lorche, da mu znak, aby siad koo niego. Naprzeciw 
zaja miejsce ksina z Danusi, Zbyszko za stan, jak ongi w Krakowie, za 
ich krzesami do usugi. Danusia trzymaa gow, jak moga najniej, nad misk, 
bo wstyd jej byo ludzi, ale troch na bok, by Zbyszko mg widzie jej twarz. 
On za patrza chciwie i z zachwyceniem na jej jasn, drobn gow, na rowy 
policzek, na ramiona przybrane w obcis odzie, ktre przestaway ju by 
dziecinne, i czu, e wzbiera w nim jakby rzeka nowej mioci, ktra zalewa mu 
cae piersi. Czu take na oczach, na ustach i na twarzy wiee jej pocaunki. 
Niegdy dawaa mu je ona tak jak siostra bratu i on przyjmowa je jak od miego 
dziecka. Teraz, na wiee ich wspomnienie, dziao si z nim to, co czasem dziao 
si przy Jagience: bray go cigoty i ogarniaa go omdlao, pod ktr tai si 
ar jak w przysypanym popioem ognisku. Danusia wydawaa mu si doros zupenie 
pann - bo te i rzeczywicie wyrosa, rozkwita. A przy tym tyle i tak cigle 
mwiono przy niej o mioci, e rwnie jak pczek kwiatowy przygrzany socem 
kranieje i otwiera si coraz bardziej, tak i jej otworzyy si oczy na mio - 
i skutkiem tego byo w niej teraz co, czego nie byo poprzednio -jaka uroda, 
ju nie tylko dziecinna, i jaka ponta, mocna, upajajca, bijca od niej tak, 
jak bije ciepo od pomienia albo zapach od ry.
Zbyszko to czu, ale nie zdawa sobie z tego sprawy, gdy si zapamita. 
Zapomnia nawet o tym, e trzeba przy stole suy. Nie widzia, e dworzanie 
patrz na niego, trcaj si okciami, e pokazuj sobie ich oboje z Danusi i 
miej si. Nie zauway rwnie ani jakby skamieniaej ze zdumienia twarzy pana 
de Lorche, ani wypukych oczu krzyackiego starosty ze Szczytna, ktre 
ustawicznie utkwione byy w Danusi, i odbijajc zarazem pomie komina, 
wydaway si tak czerwone i byszczce jak wilcze. Ockn si dopiero, gdy trby 
ozway si ponownie, dajc znak, e czas do puszczy - i gdy ksina Anna Danuta, 
zwrciwszy si ku niemu, rzeka:
- Przy nas pojedziesz, aby za mia uciech i dziewce o kochaniu mg prawi, 
czego i ja rada posucham.
To powiedziawszy, wysza z Danusi, aby si na ko przybra. Zbyszko za skoczy 
na podwrzec, na ktrym trzymano ju pokryte sdzielizn i parskajce konie dla 
ksistwa, goci i dworzan. Na dziedzicu nie byo tak rojno jak przedtem, gdy 
osacznicy wyszli ju pierwej z sieciami i potonli w puszczy. Ogniska 
poprzygasay, dzie uczyni si jasny, mrony, nieg skrzypia, a z drzew 
poruszanych lekkim powiewem sypaa si sad sucha, iskrzca. Wkrtce wyszed i 
siad na ko ksi, majc za sob pachoka z kusz i z oszczepem tak dugim i 
cikim, e mao kto mg nim wada; ksi jednak wada nim z atwoci, 
albowiem, jak i inni Piastowie mazowieccy, posiada si nadzwyczajn. Byway 
nawet i takie niewiasty w tym rodzie, ktre wychodzc za obcych ksit, zwijay 
w palcach przy weselnych ucztach szerokie tasaki elazne. Blisko ksicia 
trzymao si te dwch mw gotowych w nagym razie do pomocy, a wybranych ze 
wszystkich dziedzicw ziemi warszawskiej i ciechanowskiej, strasznych na samo 
wejrzenie, o barach jak pnie lene - na ktrych patrza z podziwem przybyy z 
daleka pan de Lorche.
Tymczasem wysza i ksina z Danusi, obie przybrane w kaptury ze skr biaych 
asic. Nieodrodna crka Kiejstuta lepiej umiaa "szy" z uku ni ig, niesiono 
wic i za ni ozdobn, nieco tylko lejsz od innych kusz. Zbyszko, 
przyklknwszy na niegu, wycign do, na ktrej pani wspara, siadajc na 
ko - nog, po czym unis w gr Danusi, tak samo jak w Bogdacu unosi 
Jagienk - i ruszyli. Orszak wycign si w dugiego wa: skrci na prawo od 
dworu, mienic si i migocc na brzegu puszczy jak barwna krajka na brzegu 
ciemnego sukna, a nastpnie pocz si w ni z wolna zanurza.
Byli ju do gboko w boru, gdy ksina, zwrciwszy si do Zbyszka, rzeka:
- Przecze nie gadasz? Nue, mw do niej.
Zbyszko, lubo tak zachcony, milcza jeszcze przez chwil, albowiem opanowaa go 
jaka niemiao - i dopiero po upywie jednej lub dwch zdrowasiek ozwa si:
- Danuka!
- Co, Zbyszku?
- Miuj ci tak...
Tu zaci si, szukajc sw, o ktre byo mu trudno, bo chocia klka jak 
zagraniczny rycerz przed dziewczyn, cho wszelkimi sposobami cze jej okazywa 
i stara si unika gminnych wyrae, jednake prno si sili na dworno, 
gdy majc dusz poln, tylko po prostu umia mwi.
Wic i teraz po chwili rzek:
- Miuj ci tak, ae mi dech zapiera!
Ona za podniosa na niego spod asiczego kapturka modre oczta i twarz 
wyszczypan na rowo przez zimne lene powietrze:
- I ja, Zbyszku! - odrzeka jakby z popiechem. Po czym zaraz nakrya oczy 
rzsami, bo ju wiedziaa, co to jest mio.
- Hej, krocie ty moje! hej, dziewczyno ty moja! - zawoa Zbyszko - Hej!...
I znowu umilk ze szczcia i ze wzruszenia, lecz dobra, a zarazem ciekawa 
ksina przysza im powtrnie z pomoc:
- Powiadaje - rzeka -jako ci si cnio bez niej, a zdarzy si li gszczyk, to 
choby j tam i w gb pocaowa, nie bd krzywa, bo to najlepiej o twoim 
kochaniu zawiadczy.
Wic pocz opowiada, "jako mu si cnio" bez niej i w Bogdacu przy dogldaniu 
Maka, i midzy "somsiadami". O Jagience nic tylko nie wspomnia chytry 
wykrtnik - ale zreszt szczerze mwi, bo w tej chwili tak kocha liczn 
Danusi, e chciao mu si chwyci j, przesadzi na swego konia, wzi przed 
si i trzyma przy piersiach.
Nie mia jednak tego uczyni; natomiast gdy pierwszy gszczyk przedzieli ich 
od jadcych za nimi dworzan i goci, pochyli si ku niej, obj j i pochowa 
twarz w asiczy kaptur, wiadczc tym uczynkiem o swej mioci.
Ale e zim nie ma lici na krzach leszczynowych, dojrza go Hugo von Danveld i 
pan de Lorche, dojrzeli go rwnie dworzanie i poczli midzy sob mwi:
- Poboka ci j przy ksinie! Wier, jako wnet im pani weselisko wyprawi.
- Chwacki to jaki pachoek, ale i ona siarczysta Jurandowa krew!
- Krzemie to i krzesiwo, cho dziewka niby trusia. Pjd z nich iskry, nie bj 
si! Przywar ci do niej jak kleszcz do ywej skry!
Tak oni rozmawiali, miejc si, lecz starosta krzyacki ze Szczytna zwrci ku 
panu de Lorche sw kol, z i lubien twarz - i zapyta:
- Czy chcielibycie, panie, by jaki Merlin zmieni was czarnoksisk moc w 
tamtego oto rycerzyka?
- A wy, panie? - zapyta de Lorche.
Na to Krzyak, w ktrym widocznie zawrzaa zazdro i dza, cign 
niecierpliw rk konia i zawoa:
- Na moj dusz!...
W tej chwili jednak opamita si i pochyliwszy gow, odrzek:
- Zakonnikiem jestem, ktry lubowa czysto. I spojrza bystro na 
Lotaryczyka, w obawie, czy nie zobaczy na jego twarzy umiechu, albowiem pod 
tym wzgldem Zakon z mia saw u ludzi, a midzy zakonnikami Hugo de Danveld 
najgorsz. By on przed kilku laty pomocnikiem wjta w Sambii i tam skargi na 
niego stay si tak gone, e pomimo caej pobaliwoci, z jak patrzano na 
podobne sprawy w Malborgu, musiano go przenie na dowdc zamkowej zaogi w 
Szczytnie. Przybywszy w ostatnich dniach z tajnymi zleceniami na dwr ksicia i 
ujrzawszy cudn Jurandwn, zapaa do niej dz, dla ktrej wiek Danusi nie 
by adnym hamulcem, albowiem w tych czasach modsze od niej wychodziy za m. 
Lecz e zarazem wiedzia Danveld, jaki by rd dziewczyny, i e imi Juranda 
czyo si ze strasznym wspomnieniem w jego pamici, wic i jego dza wyrosa 
na podkadzie dzikiej nienawici. A de Lorche pocz go wanie wypytywa o te 
dzieje.
- Nazwalicie, panie, t pikn dziewic crk diaba; dlaczegocie j tak 
nazwali?
Danveld pocz na to opowiada histori Zotoryi: jako przy odbudowywaniu zamku 
porwano szczliwie ksicia wraz z dworem i jako w tym zdarzeniu zgina matka 
Jurandwny, za ktr Jurand mci si od owej pory w okropny sposb na 
wszystkich rycerzach zakonnych. I nienawi buchaa z Krzyaka przy tym 
opowiadaniu jak pomie, albowiem mia i osobiste do niej powody. Oto i on sam 
zetkn si przed dwoma laty z Jurandem, ale wwczas na widok strasznego "Dzika 
ze Spychowa" pierwszy raz w yciu upado w nim serce tak nikczemnie, e opuci 
dwch swoich krewnych, ludzi, upy i jak obkany ucieka dzie cay a do 
Szczytna, gdzie z trwogi na dugi czas zachorza. Gdy przyszed do zdrowia, 
wielki marszaek Zakonu odda go pod sd rycerski, ktrego wyrok uniewinni go 
wprawdzie, gdy Danveld poprzysig na krzy i cze, e rozhukany ko unis go 
z pola walki - ale zamkn mu drog do wyszych dostojestw w Zakonie. Krzyak 
zamilcza wprawdzie teraz o tych wypadkach przed panem de Lorche, natomiast 
wypowiedzia tyle skarg na okruciestwo Juranda i zuchwao caego polskiego 
narodu, e wszystko to zaledwie mogo pomieci si w gowie Lotaryczyka.
- My wszelako - rzek po chwili - jestemy u Mazurw, nie u Polakw?
- To osobne ksistwo, ale jeden nard - odpowiedzia starosta - jednaka ich 
bezecno i jednaka przeciw Zakonowi zawzito. Bg daj, aby niemiecki miecz 
cae to plemi wygubi!
- Susznie mwicie, panie; bo eby ten ksi, ktry na pozr zacny si wydaje, 
mia zamek przeciw wam w waszych ziemiach wznosi - o podobnym bezprawiu nawet 
i midzy poganami nie syszaem.
- Zamek on wznosi przeciw nam, ale Zotoryja ley w jego, nie w naszych 
ziemiach.
- Tedy chwaa Chrystusowi, e wam da nad nim zwycistwo. Jakoe skoczya si 
ta wojna?
- Nie byo wwczas wojny.
- A wasze zwycistwo pod Zotoryj?
- Bg nam wanie i w tym pobogosawi, e ksi by bez wojska, jeno z dworem 
i niewiastami.
 Na to de Lorche spojrza ze zdumieniem na Krzyaka.
- Jak to? Wic w czasie pokoju napadlicie na niewiasty i na ksicia, ktry we 
wasnych ziemiach zamek budowa?
- Dla chway Zakonu i chrzecijastwa nie masz bezecnych uczynkw.
- A we straszny rycerz jeno za mod maonk pomsty szuka, zabit przez was 
czasu pokoju?
- Kto przeciw Krzyakowi rk podnosi, synem ciemnoci jest.
Zaduma si, usyszawszy to, pan de Lorche, ale nie mia ju czasu Danveldowi 
odpowiedzie, gdy wyjechali na obszern, zanieonym szuwarem pokryt polank, 
na ktrej ksi zsiad z konia, a za nim poczli zsiada i inni.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXI
Biegli lenicy poczli pod wodz wielkiego owczego rozstawia myliwych dugim 
rzdem na skraju polany, tak aby bdc sami w ukryciu, mieli przed sob pust 
przestrze, uatwiajc strzay z kusz i ukw. Dwa krtsze boki polany 
obstawione byy sieciami, za ktrymi taili si borowi "nawrotnicy", ktrych 
obowizkiem byo nawraca zwierza ku strzelcom lub jeli, nie dajc si 
sposzy, zapltywa si w sieciach, dobija go oszczepami. Nieprzeliczone 
gromady Kurpiw, umiejtnie rozstawione w tak zwan otok, miay pdzi wszelkie 
ywe stworzenie z gbin lenych na polan. Za strzelcami znw znajdowaa si 
sie, rozpita w tym celu, by zwierz, ktry zdoa przedrze si przez ich 
szereg, zosta ni powstrzymany i w jej skrtach dobity.
Ksi stan w porodku szeregu w lekkim zagbieniu, ktre biego przez ca 
szeroko polany. Gwny owczy, Mrokota z Mocarzewa, wybra mu to stanowisko, 
wiedzc, e tym wanie wgbieniem bdzie pomyka przed otok najgrubszy zwierz 
z puszczy. Sam ksi mia w rku kusz, tu pod bokiem pana sta oparty o 
drzewo ciki oszczep, a nieco z tyu trzymali si dwaj "brocy" z toporami na 
ramionach, ogromni, do pni lenych podobni, ktrzy prcz toporw mieli jeszcze 
gotowe napite kusze dla podania ksiciu w razie potrzeby. Ksina i Jurandwna 
nie zsiaday z koni, albowiem nie zezwala na to nigdy ksi ze wzgldu na 
niebezpieczestwo od turw i ubrw przed ktrych wciekoci atwiej si byo 
w razie wypadku chroni konno ni pieszo. De Lorche, lubo wezwany przez ksicia, 
aby zaj miejsce po prawej jego stronie, prosi, aby mu wolno byo zosta dla 
obrony dam na koniu, i sta opodal ksiny do dugiego gwodzia podobny, z 
rycersk kopi, z ktrej podrwiwali z cicha pod wsem Mazurowie jako z broni 
mao na owach przydatnej. Natomiast Zbyszko wbi oszczep w nieg, kusz 
przekrci na plecy i stojc przy koniu Danusi, podnosi ku niej gow, chwilami 
szepta do niej, a chwilami obejmowa jej nogi i caowa kolana, albowiem wcale 
si ju przed ludmi ze swoj mioci nie kry. Uspokoi si dopiero wwczas, 
gdy Mrokota z Mocarzewa, ktry w puszczy omiela si i na samego ksicia 
burcze, nakaza mu gronie milczenie.
Tymczasem daleko, daleko w gbi puszczy ozway si rogi kurpieskie, ktrym z 
polany odpowiedzia krtko wrzaskliwy gos krzywuy - po czym nastaa cisza 
zupena. Ledwie niekiedy zaskrzeczaa sjka w wierzchokach sosen, niekiedy 
zakrakali jak kruki ludzie z otoki. Myliwi wytyli oczy na bia, pust 
przestrze, na ktrej wiatr porusza oszronionym sitowiem i bezlistny-mi krzami 
wikliny - kady czeka z niecierpliwoci, jaki te pierwszy zwierz pojawi si 
na niegu - w ogle za wrono sobie owy obfite i wspaniae, gdy puszcza 
roia si od ubrw, turw, dzikw. Kurpie wykurzyli te z barogw i kilka 
niedwiedzi, ktre zbudzone w ten sposb chodziy po gszczach, ze, godne i 
czujne, domylajc si, ze wkrtce przyjdzie im stoczy walk nie o spokojny sen 
zimowy, ale o ycie.
Trzeba byo jednak czeka dugo, gdy ludzie, ktrzy parli zwierza ku klamrom 
otoki i ku polanie, zajli ogromny szmat boru i szli z tak daleka, e do uszu 
myliwych nie dochodzio nawet szczekanie psw, ktre zaraz po odezwaniu si 
trb spuszczone zostay ze smyczy. Jeden z nich, spuszczony widocznie za 
wczenie albo te wczcy si luzem za chopami, ukaza si na polanie i 
przebiegszy j ca z nosem ku ziemi, przeszed midzy myliwcami. I znw 
uczynio si pusto i cicho, tylko nawrotnicy krakali cigle jak krucy, dajc w 
ten sposb zna, e wkrtce robota si rozpocznie. Jako po upywie kilku 
pacierzy na skraju pojawiy si wilki, ktre jako najczujniejsze pierwsze 
usioway si wynie z obierzy. Byo ich kilka. Ale wypadszy na polan i 
zawietrzywszy wok ludzi, day znw nurka w br, szukajc widocznie innego 
wyjcia. Potem dziki, wynurzywszy si z kniei, poczy biec dugim, czarnym 
acuchem przez zanieon przestrze, podobne z dala do swojskiej trzody 
chlewnej, ktra na woanie gospodarnej niewiasty zda, trzsc uszyma, ku 
chacie. Ale acuch w zatrzymywa si, sucha, wietrzy - zawraca i znw 
sucha; wyboczy ku sieciom i poczuwszy nawrotnikw, znw puci si ku 
myliwym, chrapic, zbliajc si coraz ostroniej, ale coraz bardziej, pki 
wreszcie nie rozleg si szczk elaznych zastawnikw przy kuszach, warkot 
grotw i pki pierwsza krew nie splamia biaej nieystej podcieli.
Wwczas rozleg si okrzyk i stado rozproszyo si, jakby w nie piorun uderzy; 
jedne poszy na olep przed siebie, drugie rzuciy si ku sieciom, inne poczy 
biega to w pojedynk, to po kilka, mieszajc si z innym zwierzem, od ktrego 
zaroia si tymczasem polana. Ju te dochodziy wyranie do uszu gosy rogw, 
ujadanie psw i daleki gwar ludzi idcych w gwnej awie z gbi boru. 
Mieszkacy leni, odpdzani z bokw przez rozcignite szeroko w puszczy 
skrzyda otoki, zapeniali coraz szczelniej len k. Nic podobnego nie mona 
byo zobaczy nie tylko w krajach zagranicznych, ale nawet i w innych ziemiach 
polskich, w ktrych nie byo ju takich puszcz jak na Mazowszu. Krzyacy, 
chocia bywali na Litwie, gdzie czasem zdarzao si, e ubry, uderzajc na 
wojsko, sprawiay w nim zamieszanie* - dziwili si nie-pomau tej niezmiernej 
iloci zwierza, a zwaszcza dziwi si pan de Lorche. Stojc przy ksinie i 
dworkach jak uraw na stray, a nie mogc si z adn rozmwi, pocz on ju 
by nudzi si. marzn w swej elaznej zbroi i mniema, e owy chybiy. A oto 
ujrza przed sob cae stada lekkonogich sarn, powych jeleni i osiw o bach 
cikich, ukoronowanych, pomieszane z sob, wichrzce po polanie, olepione 
trwog i szukajce na prno wyjcia. Ksina, w ktrej na ten widok zagraa 
Kiejstutowa, ojcowska krew, wypuszczaa grot za grotem w ow pstr cib, 
pokrzykujc z radoci za kadym razem, gdy ugodzony jele lub o wspina si w 
pdzie do gry, a nastpnie wali si ciko i kopa nieg nogami. Inne dwrki 
pochylay te czsto twarze ku kuszom, albowiem wszystkie ogarn zapa 
myliwski. Jeden tylko Zbyszko nie myla o owach, ale wsparszy okcie na 
kolanach Danusi, a gow na doniach, patrzy jej w oczy, ona za, na wp 
miejca si, na wp zawstydzona, prbowaa mu zamyka palcami powieki, niby 
nie mogc takiego wzroku wytrzyma.
Lecz uwag pana de Lorche zwrci ogromny, siwy na karku i opatkach niedwied, 
ktry niespodzianie wychyn z szuwarw w pobliu strzelcw. Ksi strzeli do 
niego z kuszy, a nastpnie wypad ku niemu z oszczepem i gdy zwierz podnis 
si, ryczc okropnie, na zadnie apy - sku go na oczach caego dworu tak 
sprawnie i szybko, e aden z dwu "brocw" nie potrzebowa uy topora. 
Pomyla tedy mody Lotaryczyk, e jednak niewielu panw, na dworach ktrych 
bawi po drodze, wayoby si na tak zabaw i e z takimi ksity i z takim 
ludem cik moe Zakon mie kiedy przepraw i cikie przey godziny. Lecz w 
dalszym cigu zobaczy skute w ten sam sposb przez innych myliwych srogie, 
biaokywe odyce, ogromne, daleko wiksze i zacieklejsze od tych, na ktre 
polowano w lasach Niszej Lotaryngii i w puszczach niemieckich. Tak wprawnych i 
dufnych w si doni owcw ani te takich uderze oszczepem nie widzia pan de 
Lorche nigdzie - co, jako czowiek byway, tumaczy sobie tym, e wszyscy ci 
wrd niezmiernych borw siedzcy ludzie przywykaj od dziecicych lat do kuszy 
i oszczepu - za czym i do wikszej w ich uyciu dochodz od innych biegoci.
Polana usaa si wreszcie gsto trupami wszelkiego rodzaju zwierzt, lecz owom 
daleko jeszcze byo do koca. Owszem,
najciekawsza a zarazem najbardziej niebezpieczna ich cwila miaa dopiero 
nadej, gdy otoka wpara wanie na pusta kilkanacie ubrw i turw. Chocia 
w lasach trzymay si one zwykle osobno, szy teraz pomieszane razem, ale 
bynajmniej nie olepe z trwogi, raczej grone ni przeraone. Nie szy te zbyt 
szybko, jakby pewne w poczuciu okrutnej siy, e zami wszelkie zapory i 
przejd - ziemia jednak zacza dudni pod ich ciarem. Brodate byki, idce na 
czele gromady ze bami nisko nad ziemi, zatrzymyway si chwilami, jakby 
rozwaajc, w ktr stron uderzy. Z potwornych ich puc wydobywa si guchy 
ryk do podziemnego grzmotu podobny, z nozdrzw dymio par, a kopic nieg 
przednimi nogami, zdaway si upatrywa spod grzyw krwawymi oczyma ukrytego 
nieprzyjaciela.
Tymczasem nawrotnicy podnieli ogromny krzyk, ktremu od strony gwnej awy i 
od skrzyde otoki odpowiedziay setki gromkich gosw; zawrzay rogi i 
piszczaki; zadraa puszcza a hen do najdalszych gbin, a jednoczenie 
wypady na polan ze strasznym harmidrem gonice po tropie psy kurpieskie. Widok 
ich wprawi w mgnieniu oka we wcieko samice majce przy sobie mode. Idce 
dotd z wolna stado rozproszyo si w szalonym pocigu po caej polanie. Jeden z 
turw, powy, olbrzymi, niemal potworny byk, ogromem ubry przenoszcy, puci 
si w cikich skokach ku szeregowi strzelcw, zawrci ku prawej stronie 
polany, po czym, ujrzawszy o kilkadziesit krokw midzy drzewami konie, 
zatrzyma si i huczc, pocz ora nogami ziemi, jakby podniecajc si do 
skoku i walki.
Na ten straszny widok nawrotnicy podnieli krzyk jeszcze wikszy, w szeregu za 
myliwych ozway si przeraliwe gosy: "Ksina, ksina! ratujcie pani!" 
Zbyszko porwa za utkwiony w niegu oszczep i skoczy na skraj lasu, za nim 
skoczyo kilku Litwinw gotowych zgin w obronie crki Kiejstuta - a wtem 
zgrzytna w rkach pani kusza, zawiszczal grot i przeleciawszy ponad schylonym 
bem zwierzcia utkwi w jego karku.
- Dosta! - zawoaa ksina - nie pjdzie...
Ale dalsze jej sowa zguszy ryk tak straszliwy, e a konie przysiady na 
zadach. Tur rzuci si jak burza wprost na pani, lecz nagle z nie mniejszym 
pdem wypad spomidzy drzew mny pan de Lorche i pochylony na koniu, z kopi 
wycignit jak na rycerskim turnieju, run wprost na zwierza.
Obecni ujrzeli przez jedno mgnienie oka kopi utkwion w karku byka, ktra wnet 
wygia si jak pak i prysa w drobne zamki, za czym olbrzymi rogaty eb 
znikn cakiem pod brzuchem konia pana de Lorche i zanim kto z obecnych zdoa 
wykrzykn, i rumak, i jedziec wylecieli jak z procy w powietrze.
Ko, spadszy na bok, pocz bi w przedmiertnych drgawkach nogami, opltujc 
je we wasne wyprute trzewia, pan de Lorche lea w pobliu bez ruchu, podobny 
na niegu do elaznego klina, tur za zdawa si przez chwil waha, czy nie 
pomin ich i nie uderzy na inne konie, lecz majc tu przed sob te pierwsze 
ofiary, zwrci si znw ku nim i j pastwi si nad nieszczsnym rumakiem, 
gniotc go bem i orzc z wciekoci rogami jego otwarty brzuch.
Z boru jednake sypnli si ludzie na ratunek obcego rycerza, Zbyszko, ktremu 
chodzio o ochron ksiny i Danusi, dobieg pierwszy i wbi ostrze oszczepu pod 
opatk zwierzcia. Lecz uderzy z takim rozmachem, e oszczep przy nagym 
zwrocie tura pk mu w rku, on sam za upad twarz w nieg. "Zgin! zgin!" 
- ozway si gosy biegncych z pomoc Mazurw. Tymczasem eb byka pokry 
Zbyszka i przycisn go do ziemi. Od strony ksicia ju, ju nadbiegali dwaj 
potni "brocy" - byliby jednak przybyli za pno, gdyby na szczcie nie 
uprzedzi ich darowany przez Jagienk Zbyszkowi Czech Hlawa. Ten dopad przed 
nimi i podnisszy oburcz szeroki topr, ci w pochylony kark tura tu za 
rogami.
Cicie byo tak straszne, e zwierz run jak gromem raony z przerbanymi 
krgami i bem niemal do poowy odwalonym;
lecz padajc, przygnit Zbyszka. Obaj "brocy" odcignli w mgnieniu oka 
potworne cielsko, a tymczasem ksina i Danusia, zeskoczywszy z koni, nadbiegy, 
nieme z przeraenia, do rannego modzianka.
On za blady, cay zalany krwi tura i wasn, podnis si nieco, sprbowa 
wsta, ale zachwia si, upad na kolana i wsparszy si na rku, zdoa 
przemwi jedno tylko sowo:
- Danuka...
Po czym wyrzuci krew ustami i ciemnoci objy mu gow. Danusia chwycia go 
przez plecy za ramiona, ale nie mogc go utrzyma, pocza krzycze o ratunek. 
Jako otoczono go ze wszystkich stron, tarto niegiem, wlewano wino do ust, 
wreszcie owczy Mrokota z Mocarzewa rozkaza pooy go na opoczy i tamowa 
krew za pomoc mikkich hubek borowych
- yw bdzie, jeli jeno ziobra, nie pacierze, ma poamione - rzek, zwracajc 
si do ksiny.
Wszelako inne dwrki zajy si przy pomocy myliwcw ratunkiem pana de Lorche. 
Obracano nim na wszystkie strony, szukajc na zbroi dziur lub wgi uczynionych 
przez rogi byka, ale prcz ladw niegu, ktry wbi si midzy zoenia blach, 
nie mona byo znale innych. Tur mci si gwnie na koniu, ktry lea obok 
ju martwy, majc pod brzuchem wszystkie swe wntrznoci, pan de Lorche za nie 
by ugodzon. Omdla tylko wskutek upadku - i jak si pokazao pniej, rk 
praw mia ze stawu wybit. Teraz jednak, gdy zdjto mu hem i wlano do ust 
wina, wnet otworzy oczy, oprzytomnia - i widzc pochylone nad sob zatroskane 
twarze dwch modych i hoych dwrek, rzek po niemiecku:
- Pewniem ju w raju i anioowie s nade mn? Dwrki nie zrozumiay wprawdzie 
tego, co powiedzia, ale rade, e oy i przemwi, poczy si do niego 
umiecha i przy pomocy myliwcw podniosy go z ziemi, on za jkn, poczuwszy 
bl w prawej rce, lew wspar si na ramieniu jednego z "aniow" - i przez 
chwil sta nieruchomo, bojc si kroku postpi, gdy nie czu si pewny w 
nogach. Za czym powid mtnym jeszcze wzrokiem po pobojowisku: ujrza powe 
cielsko tura, ktre z bliska wydawao si potwornie wielkie, ujrza amic rce 
nad Zbyszkiem Danusi - i samego Zbyszka na opoczy.
- Ten to rycerz przyby mi z pomoc? - zapyta. - ywy-li?
- Ciko pobit - odpowiedzia jeden z umiejcych po niemiecku dworzan.
- Nie z nim, ale za niego bd si odtd potyka! - rzek Lotaryczyk.
Lecz w tej chwili ksi, ktry poprzednio sta nad Zbyszkiem, zbliy si do 
niego i pocz go wysawia: e swoim miaym postpkiem ochroni od srogiego 
niebezpieczestwa ksin i inne niewiasty, a moe i ycie im ocali - za co, 
prcz rycerskich nagrd, otoczy go chwaa u ludzi, ktrzy teraz yj, i u 
potomnych. - W dzisiejszych zniewieciaych czasach - rzek - coraz mniej 
prawych rycerzy jedzi po wiecie, bdcie mi wic gociem jako najduej albo i 
cakiem na Mazowszu ostacie, gdzie ask moj juecie zdobyli, a mio ludzk 
rwnie atwie cnymi uczynkami zdobdziecie!
Rozpywao si od takich sw chciwe na saw serce pana de Lorche, gdy za 
pomyla, e tak przewanego czynu rycerskiego dokona i na takie pochway 
zarobi w owych dalekich ziemiach polskich, o ktrych tyle dziwnych rzeczy 
opowiadano na Zachodzie - z radoci nie czu prawie wcale blu w zwichnitym 
ramieniu. Rozumia, e rycerz, ktry na dworze brabanckim lub burgundzkim bdzie 
mg opowiedzie, i na owach ocali ycie ksinie mazowieckiej, bdzie 
chodzi w chwale jak w socu. Pod wpywem tych myli chcia nawet zaraz i do 
ksiny i na klczkach jej wierne suby lubowa, ale i sama pani, i Danusia 
zajte byy Zbyszkiem. w oprzytomnia znowu na chwil, ale tylko umiechn si 
do Danusi, podnis do do pokrytego zimnym potem czoa i zaraz powtrnie 
omdla. Dowiadczeni owcy, widzc, jak zawary si przy tym jego rce, a usta 
pozostay otwarte, mwili midzy sob, e nie wyyje, lecz dowiadczesi jeszcze 
Kurpie, z ktrych niejeden nosi na sobie lady niedwiedzich pazurw, dziczych 
kw lub ubrzych rogw, lepsz czynili nadziej, twierdzc, e rg tura obsun 
si midzy ebrami rycerza, e moe jedno z nich albo dwa s zamane, ale krzy 
cay, gdy inaczej nie mgby si mody pan ani na chwil przypodnie. 
Pokazywali te, e w miejscu, gdzie upad Zbyszko, bya jakby zaspa niena i to 
wanie go ocalio - albowiem zwierz, przycisnwszy go midzyroem, nie podoa 
zgnie mu do szcztu piersi ni krzya.
Nieszczciem lekarz ksicy, ksidz Wyszoniek z Dziewanny, nie by na owach, 
cho zwykle na nich bywa, albowiem zajty by tym razem wypiekaniem opatkw we 
dworze. Skoczy po niego, dowiedziawszy si o tym, Czech, tymczasem jednak 
ponieli Kurpie Zbyszka na opoczy do ksicego dworu. Danusia chciaa i przy 
nim piechot, lecz ksina sprzeciwia si temu, albowiem droga bya daleka i w 
parowach lenych leay ju gbokie niegi, chodzio za o popiech. Starosta 
krzyacki, Hugo de Danveld, pomg wic dziewczynie si na ko, a nastpnie, 
jadc przy niej, tu za ludmi, ktrzy nieli Zbyszka, rzek po polsku 
przyciszonym gosem, tak aby przez ni tylko mg by syszany:
- Mam w Szczytnie cudowny balsam gojcy, ktry od pewnego pustelnika w 
Hercyskim Lesie dostaem i ktry mgbym we trzech dniach sprowadzi.
- Bg wam wynagrodzi, panie! - odpowiedziaa Danusia.
- Bg zapisuje kady miosierny uczynek, ale czy mam i od was spodziewa si 
zapaty?
- Jako mog wam zapaci?
Krzyak przysun si bliej z koniem, widocznie chcia co mwi, ale si 
zawaha i dopiero po chwili rzek:
- W Zakonie, prcz braci, s i siostry... Jedna z nich przywiezie balsam gojcy, 
a wtedy powiem o zapacie.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXII
Ksidz Wyszoniek opatrzy rany Zbyszka, uzna, i tylko jedno ebro jest 
zamane, ale pierwszego dnia nie rczy za wyzdrowienie, nie wiedzia bowiem, 
"czy si w chorym nie przekrcio serce i czy si w nim wtroba nie oberwaa". 
Pana de Lorche opanowaa te pod wieczr niemoc tak wielka, i musia si 
pooy, na drugi dzie za nie mg ni rk, ni nog bez wielkiego blu we 
wszystkich kociach poruszy. Ksina i Danusia oraz inne dwrki pilnoway 
chorych i warzyy dla nich wedle przepisu ksidza Wyszoka rozliczne smarowania 
i driakwie. Zbyszko jednake ciko by pobity i od czasu do czasu oddawa krew 
ustami, co wielce niepokoio ksidza Wyszoka. By jednake przytomny i na drugi 
dzie, lubo jeszcze osabiony bardzo, dowiedziawszy si od Danusi, komu ycie 
zawdzicza, przywoa swego Czecha, aby mu podzikowa i wynagrodzi. Musia 
jednak przy tym pomyle, e mia go od Jagienki i e gdyby nie jej yczliwe 
serce, byby zgin. Myl ta bya mu nawet cika, czu bowiem, e nie wypaci 
si nigdy poczciwej dziewczynie dobrem za dobre i e bdzie dla niej tylko 
zmartwie i okrutnego smutku przyczyn. Powiedzia sobie wprawdzie zaraz: "To 
si na dwoje nie rozetn" - ale na dnie duszy zosta mu jakby wyrzut sumienia, 
Czech za zaogni jeszcze w wewntrzny niepokj.
- Przysigem mojej panience - rzek - na wodycz cze, e was bd strzeg - 
to i bd, bez nijakiej nagrody. Jej to, nie mnie, powinnicie, panie, za 
ratunek.
Zbyszko nie odpowiedzia, jeno pocz oddycha ciko -a Czech pomilcza przez 
chwil, po czym ozwa si znowu:
- Jelibycie kazali mi skoczy do Bogdaca, to skocz. Moe bycie radzi 
starego pana ujrzeli, gdy Bg to wie, co z wami bdzie.
- A co powiada ksidz Wyszoniek? - zapyta Zbyszko.
- Ksidz Wyszoniek powiada, e pokae si to na nowiu, a do nowiu jeszcze cztery 
dni.
- Hej! to nie trzeba ci do Bogdaca. Albo zamr przedtem, nim stryk nady, albo 
ozdrowiej.
- Posalibycie cho pismo do Bogdaca. Sanderus czysto wszystko wypisze. Bd 
przynajmniej o was wiedzie i bogdj na msz dadz.
-Daj mi teraz spokj, bom saby. Jeli zamr, wrcisz do Zgorzelic i powiesz, 
jak co byo - wtedy dadz na msz. A mnie tu pochowaj albo w Ciechanowie.
- Chyba e w Ciechanowie albo w Przasnyszu, bo w boru jeno Kurpie si grzebi, 
nad ktrymi wilcy wyj. Syszaem te od suby, e ksi za dwa dni razem ze 
dworem do Ciechanowa, a potem do Warszawy wraca.
- Przecie mnie tu nie ostawi - odrzek Zbyszko. Jako odgad, bo ksina tego 
dnia jeszcze udaa si do ksicia z prob, aby pozwoli jej zabawi w 
puszczaskim dworcu wraz z Danusi, z pannami suebnymi i z ksidzem 
Wyszokiem, ktry przeciwny by prdkiemu przewoeniu Zbyszka do Przasnysza. Pan 
de Lorche mia si po dwch dniach znacznie lepiej i pocz wstawa, 
dowiedziawszy si jednak, e "damy" zostaj, pozosta take, aby towarzyszy im 
w drodze powrotnej i w razie napadu Saracenw broni ich od zej przygody. Skd 
si mieli wzi owi Saraceni - tego pytania nie zadawa sobie mny Lotaryczyk. 
Nazywano tak wprawdzie na dalekim Zachodzie Litwinw- od nich jednak nie mogo 
grozi adne niebezpieczestwo crce Kiejstuta, rodzonej siostrze Witolda, a 
stryjecznej potnego "krla krakowskiego", Jagiey. Ale pan de Lorche zbyt 
dugo bawi midzy Krzyaki, aby mimo wszystkiego, co na Mazowszu sysza i o 
chrzcie Litwy, i o poczeniu dwu koron na gowie jednego wadcy, nie mia 
przypuszcza, e od Litwinw zawsze wszystkiego zego mona si spodziewa. Tak 
mwili Krzyacy, a on jeszcze nie cakiem straci wiar w ich sowa.
Ale tymczasem zaszed wypadek, ktry pad cieniem midzy goci krzyackich i 
ksicia Janusza. Na dzie przed wyjazdem dworu przybyli dwaj bracia Gotfryd i 
Rotgier, ktrzy byli zostali poprzednio w Ciechanowie, a z nimi przyjecha 
niejaki pan de Fourcy jako zwiastun niepomylnej dla Krzyakw nowiny. Oto 
zdarzyo si, e gocie zagraniczni bawicy u starosty krzyackiego w Lubawie, a 
wic on, pan de Fourcy, a dalej pan de Bergow i pan Majneger, obaj z rodzin 
poprzednio ju w Zakonie zasuonych, nasuchawszy si wieci o Jurandzie ze 
Spychowa, nie tylko si ich nie ulkli, ale postanowili wywabi w pole synnego 
wojownika, aby przekona si, czy rzeczywicie jest tak straszny, za jakiego go 
gosz. Starosta sprzeciwia si wprawdzie, powoujc si na pokj midzy 
Zakonem a ksistwami mazowieckimi, w kocu jednak, moe w nadziei, i uwolni si 
od gronego ssiada, nie tylko postanowi patrze przez szpary na wypraw, ale i 
knechtw zbrojnych na ni pozwoli. Rycerze posali wyzwanie Jurandowi, ktry je 
skwapliwie przyj pod warunkiem, e ludzi odprawi, a samotrze z nim i dwoma 
towarzyszami bd si potykali na samej granicy Prus i Spychowa. Gdy jednak nie 
chcieli ani knechtw odprawi, ani z ziem spychowskich ustpi, napad na nich, 
knechtw wytraci, pana Majnegera sam okrutnie kopi przebd, a pana de Bergow 
wzi w niewol i do piwnic spychowskich wtrci. De Fourcy jeden si ocali i 
po trzechdniowym bkaniu si po mazowieckich lasach, dowiedziawszy si od 
smolarzy, i w Ciechanowie bawi bracia zakonni, przedar si do nich, aby razem 
z nimi zanie skarg przed majestat ksicia, prosi o kar i o rozkaz 
uwolnienia pana de Bergow.
Wieci te wnet zmciy dobre stosunki midzy ksiciem i gomi, gdy nie tylko 
dwaj przybyli bracia, ale i Hugo de Danveld, i Zygfryd de Lowe poczli 
natarczywie upomina si u ksicia, aby raz przecie uczyni sprawiedliwo 
Zakonowi, uwolni granic od drapienika i ryczatem kar za wszystkie winy 
wymierzy. Szczeglniej Hugo de Danveld majcy wasne dawne rachunki z Jurandem, 
ktrych wspomnienie pieko go blem i wstydem - upomina si niemal gronie o 
zemst.
- Pjdzie skarga do wielkiego mistrza - mwi - i jeli sprawiedliwoci od 
waszej ksicej moci nie uzyskamy, on sam potrafi j uczyni, choby za owym 
zbjem cae Mazowsze stano.
Lecz ksi, lubo z natury agodny, rozgniewa si i rzek:
- Jakieje to sprawiedliwoci si domagacie? Gdyby Jurand pierwszy na was 
nastpi, wsie popali, stada zagarn i ludzi pobi, pewnie bym go na sd 
wezwa i kar mu odmierzy. Ale wasi to sami go naszli. Wasz starosta knechtw 
na wypraw pozwoli - a ce Jurand? Jeszcze wyzwanie przyj, a tego jeno 
da, by ludzie odeszli. Jakoe mam go za to kara alibo na sd pozywa? 
Zaczepilicie strasznego ma, ktrego si wszyscy boj, i dobrowolnie 
cignlicie klsk na wasze gowy - wic czeg chcecie? Zali mam mu rozkaza, 
aby si nie broni, gdy si wam spodoba go najecha?
- Nie Zakon go napastowa, jeno gocie, obcy rycerze - odpar Hugo.
- Za goci Zakon odpowiada, a do tego byli z nimi knechci z lubawskiej zaogi.
- Miae starosta goci jako na rze wyda? Na to ksi zwrci si do Zygfryda 
i rzek:
- Patrzciee, w co si sprawiedliwo w waszych uciech obraca i zali wasze 
wykrty nie obraaj Boga? Lecz surowy Zygfryd odrzek:
- Pan de Bergow musi by z niewoli wypuszczon, albowiem mowie z jego rodu 
bywali starszymi w Zakonie i wielkie Krzyowi oddali usugi.
- A mier Majnegera musi by pomszczona - doda Hugo de Danveld.
Ksi, usyszawszy to, odgarn na obie strony wosy i wstawszy z awy, pocz 
i ku Niemcom z twarz zowrog, po chwili jednak wspomnia widocznie, e byli 
jego gomi, wic pohamowa si raz jeszcze, pooy rk na ramieniu Zygfryda i 
rzek:
- Suchajcie, starosto: krzy na paszczu nosicie, wic odpowiedzcie wedle 
sumienia - na ten krzy! - praw-li by Jurand czy te nie praw?
- Pan de Bergow musi by z niewoli wypuszczon - odpowiedzia Zygfryd de Lowe.
Nastaa chwila milczenia, po czym ksi rzek:
- Bg, daj mi cierpliwo.
Zygfryd za mwi dalej gosem ostrym, do ci miecza podobnym:
- Ta krzywda, ktra nas w osobach goci naszych spotkaa -to jeno nowa 
sposobno do skargi. Jak Zakon Zakonem, nigdy, ni w Palestynie, ni w 
Siedmiogrodzie, ni midzy dotychczas pogask Litw, nie uczyni nam jeden 
zwyky m tyle zego, ile ten zbj ze Spychowa. Wasza Ksica Mo! my 
sprawiedliwoci i kary damy nie za jedn krzywd, ale za tysic, nie za jedn 
bitw, ale za pidziesit, nie za krew raz przelan, ale za cae lata takowych 
postpkw, za ktre ogie niebieski powinien by spali to bezbone gniazdo 
zoci i okruciestwa. Czyje tam jki woaj o pomst do Boga? - nasze! Czyje 
zy? - nasze! Prno zanosilimy skargi, prno woali o sd. Nigdy nie 
uczyniono nam zado!
Usyszawszy to, ksi Janusz pocz kiwa gow i odrzek:
- Hej! nieraz drzewiej Krzyacy gocili w Spychowie i nie by Jurand waszym 
wrogiem, pki mu umiowana niewiasta na waszym powrozie nie skonaa. Ale ile to 
razy zaczepialicie go sami, chcc go zgadzi, jako i ninie, za to, e pozywa 
i zwycia waszych rycerzy? Ile razy nasadzalicie na niego zbjcw albo 
bilicie do niego z kusz w boru? Nastpowa ci on na was, prawda, bo go pieka 
zemsta - ale czyli wy lub rycerze, ktrzy na ziemiach waszych siedz, nie 
nastpowali na spokojnych ludzi na Mazowszu, nie zagarniali stad, nie palili 
wsiw, nie mordowali mw, niewiast i dzieci? A gdym si skary mistrzowi, to 
mi odpowiada z Malborga: "Zwyczajna graniczna swawola!" Dajcie mi spokj! Nie 
wam przystoi si skary, ktrzycie chwycili mnie samego, bez broni, w czasie 
pokoju, na mojej wasnej ziemi - i gdyby nie strach przed gniewem krla 
krakowskiego, to moe bym dotychczas w podziemiach waszych jcza. Tak 
odpacilicie si mnie, ktry z rodu waszych dobrodziejw pochodz. Dajcie mi 
spokj, bo nie wam gada o sprawiedliwoci!
Usyszawszy to, Krzyacy spojrzeli po sobie niecierpliwie, gdy przykro i wstyd 
im byo, e ksi wspomnia o zajciu pod Zotoryj wobec pana de Fourcy, wic 
Hugo de Danveld, chcc pooy koniec dalszej o tym rozmowie, rzek:
- Z wasz ksic moci zdarzya si omyka, ktrmy nie ze strachu przed 
krlem krakowskim, ale dla sprawiedliwoci naprawili, a za graniczn swawol 
mistrz nasz nie moe odpowiada, bo ile jest krlestw na wiecie, wszdy na 
granicach niespokojne duchy swawol.
- To sam to gadasz, a sdu na Juranda woasz. Czegoe chcecie?
- Sprawiedliwoci i kary.
Ksi zacisn swe kociste pici i powtrzy:
- Bg, daj mi cierpliwo!
- Niech wasz ksicy majestat wspomni te i na to - mwi dalej Danveld - e 
nasi swywolnicy krzywdz jeno wieckich i nie nalecych do niemieckiego 
plemienia ludzi, wasi za przeciw niemieckiemu Zakonowi rk podnosz, przez co 
samego Zbawiciela obraaj. A jakiche mk i kar dosy na krzywdzicieli Krzya?
- Suchaj! - rzek ksi - Bogiem nie wojuj, bo Go nie oszukasz!
I pooywszy rce na ramionach Krzyaka, potrzsn nim silnie, on za stropi 
si zaraz i pocz agodniejszym ju gosem:
- Jeli prawda, e gocie pierwsi naszli Juranda i e nie odesali ludzi, nie 
pochwal im tego, ale czy istotnie Jurand przyj wyzwanie?
To rzekszy, pocz patrze na pana de Fourcy, mrugajc przy tym nieznacznie 
oczyma, jakby mu chcc da do zrozumienia, eby zaprzeczy - lecz w, nie mogc 
czy nie chcc tego uczyni, odrzek:
- Chcia, bymy, odesawszy ludzi, samotrze si z nim potykali.
- Pewni jestecie?
- Na moj cze! Ja i de Bergow zgodzilimy si, ale Majneger nie przysta.
Wtem ksi przerwa:
- Starosto ze Szczytna! wy lepiej od innych wiecie, e Jurand nie uchybi 
wyzwaniu.
Tu zwrci si do wszystkich i rzek:
- Ktry by z was chcia go pozwa na piesz alibo na konn walk, daj na to 
pozwolestwo. Jeliby Jurand by zabit lub poj-man, pan Bergow wyjdzie bez 
wykupu z niewoli. Wicej ode mnie nie dajcie, bo nie wskracie.
Lecz po tych sowach zapada cisza gboka. I Hugo de Danveld, i Zygfryd de 
Lowe, i brat Rortgier, i brat Gotfryd, jakkolwiek mni, zbyt dobrze znali 
strasznego dziedzica Spychowa, by ktrykolwiek z nich podj z nim walk na 
mier i ycie. Mg to uczyni chyba czowiek obcy, pochodzcy z dalekich 
stron, jak de Lorche lub Fourcy, ale de Lorche nie by obecny przy rozmowie, za 
pan de Fourcy nadto peen by jeszcze wewntrznego przeraenia.
- Raz go widziaem - mrukn z cicha - i nie chc widzie wicej.
Za Zygfryd de Lowe rzek:
- Zakonnikom nie wolno jest w pojedynczej walce si potyka, chyba za osobnym 
mistrza i wielkiego marszaka pozwoleniem, ale my tu nie pozwolestwa na walk 
damy, jeno by de Bergow by z niewoli wypuszczon, a Jurand na gardle skaran.
- Nie wy prawa w tej ziemi stanowicie.
- Bomy do tej pory cierpliwie cikie ssiedztwo znosili. Ale mistrz nasz 
potrafi wymierzy sprawiedliwo.
- Zasi mistrzowi i wam od Mazowsza!
- Za mistrzem stoj Niemcy i cesarz rzymski.
- A za mn krl polski, ktremu wicej ziem i narodw podlega.
- Czy wasza ksica mo chce wojny z Zakonem?
- Gdybym chcia wojny, nie czekabym was na Mazowszu, jeno szed ku wam, ale i 
ty mi nie gro, bo si nie boj.
- C mam donie mistrzowi?
- Wasz mistrz o nic nie pyta. Mw mu, co chcesz.
- Tedy sami wymierzym kar i pomst.
Na to ksi wycign rami i pocz kiwa gronie palcem przy samej twarzy 
Krzyaka.
- Waruj si! - rzek stumionym przez gniew gosem - waruj si! Jam ci pozwoli 
wyzwa Juranda, ale gdyby z wojskiem zakonnym wdar mi si do kraju, tedy na 
ci uderz - i winiem, nie gociem, tu osidziesz.
I widocznie cierpliwo jego bya ju wyczerpana, gdy cisn ze wszystkich si 
czapk o st i wyszed z izby, trzasnwszy drzwiami. Krzyacy pobladli ze 
wciekoci, a pan de Fourcy spoglda na nich jak bdny.
- Co tedy bdzie? - spyta pierwszy brat Rotgier.
A Hugo de Danveld przyskoczy niemal z piciami do pana de Fourcy.
- Po co powiedzia, e wycie pierwsi nali Juranda?
- Bo prawda!
- Trzeba ci byo zega.
- Jam tu przyjecha bi si, nie ga.
- Tgo si bie - ni sowa!
- A ty to nie pomyka przed Jurandem do Szczytna?
- Paxl - rzek de Lowe. - Ten rycerz jest gociem Zakonu.
- I wszystko jedno, co rzek - wtrci brat Gotfryd. - Bez sdu nie skaraliby 
Juranda, a na sdzie rzecz by musiaa wyj na wierzch.
- Co tedy bdzie - powtrzy brat Rotgier.
Nastaa chwila milczenia, po czym zabra gos surowy i zawzity Zygfryd de Lowe.
- Trzeba z tym krwawym psem raz skoczy! - rzek. - De Bergow musi by z wizw 
wydobyty. cigniem zaogi ze Szczytna, z Insburka, z Lubawy, wezwiem chemisk 
szlacht i uderzym na Juranda... Czas z nim skoczy!
Lecz przebiegy Danveld, ktry umia kad rzecz na obie strony rozway, 
zaoy rce na gow, namarszczy si i po namyle rzek:
- Bez pozwolenia mistrza nie mona.
- Jeli si uda, to mistrz pochwali! - ozwa si brat Gotfryd.
- A jeli si nie uda? Jeli ksi ruszy kopijnikw i uderzy na nas?
- Jest pokj midzy nim i Zakonem: nie uderzy!
- Ba! jest pokj, ale my go pierwsi naruszym. Zaogi nasze przeciw Mazurom nie 
wystarcz.
- To mistrz ujmie si za nami i bdzie wojna. Danveld znw si namarszczy i 
zamyli:
- Nie! nie! - rzek po chwili. - Jeli si uda, mistrz bdzie w duchu rad... 
Pjd posy do ksicia, bd ukady i ujdzie nam bezkarnie. Ale w razie klski 
Zakon nie ujmie si za nami i wojny ksiciu nie wypowie... Innego by na to 
trzeba mistrza... Za ksiciem stoi krl polski, a z nim mistrz nie zadrze...
- Wszelako wzilimy ziemi dobrzysk - to wida nie strach nam Krakowa.
- Bo byy pozory... Opolczyk... Wzilimy niby zastaw, a i to...
Tu obejrza si naok i znionym gosem doda:
- Syszaem w Malborgu, i gdyby wojn grozili, to byle nam zastaw wrcono - 
oddamy.
- Ach! - rzek brat Rotgier - gdyby tu midzy nami by Mar-kwart Salzbach albo 
Szomberg, ktry szczenita Witoldowe wydusi - ci znaleliby rad na Juranda. 
C Witold! namiestnik Jagiew! Wielki knia, a pomimo tego Szombergowi nic... 
Wydusi Witoldowi dzieci - i nic mu!... Zaprawd, brak midzy nami ludzi, ktrzy 
na wszystko potrafi znale sposb...
Usyszawszy to, Hugo de Danveld wspar okcie na stole, gow na rkach i na 
dugi czas zatopi si w rozmylaniu. Nagle rozjaniy mu si oczy, obtar wedle 
zwyczaju wierzchem doni wilgotne, grube wargi i rzek:
- Bogosawiona niech bdzie chwila, w ktrej wspomnielicie, pobony bracie, 
imi mnego brata Szomberga.
- Czemu tak? Zalicie co obmylili? - spyta Zygfryd de Lowe.
- Mwcie ywo! - zawoali bracia Rotgier i Gotfryd.
- Suchajcie - rzek Hugo. - Jurand ma tu crk, jedyne dziecko, ktr jako 
renic oka miuje.
- Ma! znamy j. Miuje j i ksina Anna Danuta.
- Tak. Ot suchajcie, gdybycie porwali t dziewk, Jurand oddaby za ni nie 
tylko Bergowa, ale wszystkich jecw, siebie samego i Spychw w dodatku!
- Na krew witego Bonifacego przelan w Dochum! - zawoa brat Gotfryd - byoby 
tak, jak mwicie!
Po czym zamilkli, jakby przestraszeni miaoci i trudnociami przedsiwzicia. 
Dopiero po chwili brat Rotgier zwrci si do Zygfryda de Lowe:
- Rozum wasz i dowiadczenie - rzek - rwne s mstwu; co tedy o tym mniemacie?
- Mniemam, e sprawa warta rozwagi.
- Bo - mwi dalej Rotgier - dziewka jest przyboczn ksi-ny - ba, wicej, gdy 
prawie crk umiowan. Pomylcie, poboni bracia, jaki powstanie haas.
A Hugo de Danveld pocz si mia.
- Samicie mwili - rzek - e Szomberg wytru czy te wydusi Witoldowe 
szczenita - i c mu za to? Haas oni z byle przyczyny podnosz, ale gdybymy 
posali mistrzowi Juranda na acuchu, czeka nas pewniej nagroda ni kara.
- Tak - ozwa si de Lwe - sposobno do najazdu jest. Ksi wyjeda, Anna 
Danuta zostaje tu jeno z dworskimi dziewki. Jednake najazd na dwr ksicy w 
czasie pokoju -nie byle sprawa. Dwr ksicy - nie Spychw. To znw jak w 
Zotoryi! Znw pjd skargi do wszystkich krlestw i do papiea na gwaty 
Zakonu; znw odezwie si z grob przeklty Jagieo, a mistrz - znacie go 
przecie: rad on uchwyci, co si da chwyci, ale wojny z Jagie nie chce... 
Tak! krzyk si podniesie we wszystkich ziemiach Mazowsza i Polski.
- A tymczasem koci Juranda zbielej na haku - odpar brat Hugo. - Kto wreszcie 
mwi wam, by j tu z dworca spod boku ksiny porywa?
- Przecie nie z Ciechanowa, gdzie prcz szlachty jest trzystu ucznikw.
- Nie. Ale zali Jurand nie moe zachorze i przysa ludzi po dziewk? Nie 
wzbroni jej wtedy ksina jecha, a jeli dziewka w drodze przepadnie, kto powie 
wam lub mnie: "Ty j porwa!"
- Ba! - odrzek zniecierpliwiony de Lowe - sprawcie, by Jurand zachorza i 
dziewk wezwa...
Na to umiechn si z tryumfem Hugo i odrzek:
- Mam ci ja u siebie zotnika, ktry z Malborga za zodziejstwo wypdzon w 
Szczytnie osiad i ktry kad piecz wyci potrafi; mam i ludzi, ktrzy, cho 
nasi poddani, z mazurskiego narodu pochodz... Zali mnie jeszcze nie 
rozumiecie?...
- Rozumiem! - zawoa z zapaem brat Gotfryd. A Rotgier podnis donie do gry 
i rzek:
- Niech ci Bg szczci, pobony bracie, bo ni Markwart Salzbach, ni Szomberg 
nie znaleliby lepszego sposobu.
Po czym przymruy oczy, jakby chcia dojrze co dalekiego.
- Widz Juranda - rzek - jako z powrozem na szyi stoi przy Gdaskiej bramie w 
Malborgu i jako kopi go nogami knechty nasze...
- A dziewka zostanie suk Zakonu - doda Hugo. Usyszawszy to, de Lwe zwrci 
oczy na Danvelda, on za uderzy si znw wierzchem doni w usta i rzek:
- A teraz do Szczytna nam jak najprdzej!
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXIII
Jednake przed wyruszeniem do Szczytna czterej bracia i de Fourcy przyszli 
jeszcze poegna si z ksiciem i ksin. Byo to poegnanie niezbyt przyjazne, 
wszelako ksi, nie chcc, wedle starego polskiego obyczaju, wypuszcza goci z 
domu z prnymi rkoma, podarowa kademu z braci pikny bam kuni i po grzywnie 
srebra, oni za przyjli z radoci, zapewniajc, e jako zakonnicy 
zaprzysieni na ubstwo nie zatrzymaj tych pienidzy dla siebie, ale rozdadz 
je ubogim, ktrym zarazem polec si modli za zdrowie, saw i przysze 
zbawienie ksicia. Umiechali si pod wsem z tych zapewnie Mazurowie, albowiem 
dobrze znana im bya chciwo zakonna, a jeszcze lepiej kamstwa Krzyakw. 
Powtarzano na Mazowszu, e "jako tchrz cuchnie, tak Krzyak e". Ksi te 
jeno machn rk na podobn podzik, a po ich wyjciu rzek, i rakiem chyba 
pojechaby do nieba za przyczyn modlitw krzyackich.
Lecz przedtem jeszcze, przy poegnaniu si z ksin, w chwili gdy Zygfryd de 
Lowe caowa jej rk, Hugo von Dan-veld zbliy si do Danusi, pooy do na 
jej gowie i gaszczc j, rzek:
- Nam przykazano dobrem za ze paci i miowa nawet nieprzyjaci naszych, 
wic przyjedzie tu siostra zakonna i przywiezie wam, panienko, gojcy balsam 
hercyski.
- Jakoe mam wam podzikowa, panie? - odpowiedziaa Danusia.
- Bdcie przyjacik Zakonu i zakonnikw. Zauway t rozmow de Fourcy, a e 
uderzya go przy tym uroda dziewczyny, wic gdy ju ruszyli ku Szczytnu, 
zapyta:
- Co to za pikna dwrka, z ktr rozmawialicie na odjezdnym?
- Crka Juranda! - odpowiedzia Krzyak. A pan de Fourcy zdziwi si.
- Ta, ktr macie pochwyci?
- Ta. A gdy j pochwycim, Jurand nasz.
- Nie wszystko wida ze, co od Juranda pochodzi. Warto by strem takiego 
jeca.
- Mylicie, e atwiej by byo wojowa z ni ni z Jurandem?
- To znaczy, e myl tak samo jak i wy. Ojciec wrg Zakonu, a do crki 
mwilicie miodem smarowane sowa i w dodatku obiecalicie jej balsam.
Hugo de Danveld uczu widocznie potrzeb uprawiedliwienia si kilkoma sowy.
- Obiecaem jej balsam - rzek - dla tego modego rycerza, ktry od tura pobit i 
z ktrym, jako wiecie, jest zmwiona. Jeli podnios krzyk po pochwyceniu 
dziewki, powiemy, emy nie tylko nie chcieli jej krzywdy, alemy jej jeszcze 
leki przez chrzecijaskie miosierdzie posyali.
- Dobrze - rzek de Lowe. - Trzeba jeno posa kogo pewnego.
- Pol jedn pobon niewiast, cakiem Zakonowi oddan. Przyka jej patrzy i 
sucha. Gdy ludzie nasi niby od Juranda przybd, znajd gotowe porozumienie...
- Takich ludzi trudno bdzie dobra.
- Nie. Nard u nas mwi tym samym jzykiem. S te w miecie, ba! nawet midzy 
knechtami w zaodze, ludzie, ktrzy prawem cigani z Mazowsza zbiegli - zbje, 
zodzieje - prawda, ale adnej trwogi nie znajcy i na wszystko gotowi. Tym 
obiecn, jeli wskraj, wielkie nagrody, jeli nie wskraj - powrz.
- Ba! a nu zdradz?
- Nie zdradz, bo na Mazowszu kady dawno na amanie koem zarobi i nad kadym 
wyrok ciy. Trzeba im tylko da ochdone szaty, aby ich za prawych Jurandowych 
pachokw poczytano - i gwna rzecz: list z pieczci od Juranda.
- Naley wszystko przewidzie - rzek brat Rotgier. - Jurand po ostatniej bitwie 
zechce moe zobaczy ksicia, aby si na nas poskary, a siebie usprawiedliwi. 
Bdc w Ciechanowie, zajedzie do crki, do lenego dworca. Moe si wtedy 
przygodzi, e nasi ludzie, przybywszy po Jurandwn, natkn si na samego 
Juranda.
- Ci ludzie, ktrych wybior, s szelmy kute na cztery nogi. Bd oni wiedzie, 
e jeli si natkn na Juranda, pjd na haki. Ich gowa w tym, eby si nie 
spotkali.
- Jednak moe si zdarzy, e ich pochwyc.
- Tedy wyprzemy si i ich, i listu. Kto nam dowiedzie, e to mymy ich wysali? 
Wreszcie: nie bdzie porwania, nie bdzie krzyku, a e kilku wisielcw Mazury 
powiertuj, nie stanie si przez to szkoda dla Zakonu.
A brat Gotfryd, najmodszy midzy zakonnikami, rzek:
- Nie rozumiem tej waszej polityki ani tej waszej bojani, aby si nie wydao, 
e dziewka z naszego nakazu porwana. Majc j raz w rku, musimy przecie posa 
kogo do Juranda i powiedzie mu: "Twoja crka jest u nas - chcesz-li, by 
odzyskaa wolno, oddaj za ni de Bergowa i siebie samego..." Jake inaczej?... 
Ale wtedy bdzie wiadomo, e to my nakazalimy dziewczyn pochwyci.
- Prawda! - rzek pan de Fourcy, ktremu niezbyt przypada do smaku caa sprawa. 
- Po co ukrywa to, co musi si wyda.
A Hugo de Danveld pocz si mia i zwrciwszy si do brata Gotfryda, zapyta:
- Jak dawno nosicie biay paszcz?
- Skoczy si sze lat na pierwsz niedziel po witej Trjcy.
- Jak go przenosicie jeszcze sze, bdziecie lepiej rozumieli sprawy Zakonu. 
Jurand zna nas lepiej ni wy. Powie mu si tak: "Twojej crki pilnuje brat 
Szomberg i jeli sowo piniesz -to wspomnij na dzieci Witolda..."
- A pniej?
- Pniej de Bergow bdzie wolny, a Zakon bdzie take uwolnion od Juranda.
- Nie! - zawoa brat Rotgier - wszystko jest tak rozumnie pomylane, e Bg 
powinien pobogosawi naszemu przedsiwziciu.
- Bg bogosawi wszelkim uczynkom majcym na celu dobro Zakonu - rzek pospny 
Zygfryd de Lowe.
I jechali dalej w milczeniu - a przed nimi na dwa lub trzy strzelania z kuszy 
szy ich poczty, aby torowa drog, ktra staa si kopna, albowiem w nocy spad 
nieg obfity. Na drzewach leaa bogata oki, dzie by chmurny, ale ciepy, 
tak e z koni podnosi si opar. Z lasw ku ludzkim siedliskom leciay stada 
wron, napeniajc powietrze pospnym krakaniem.
Pan de Fourcy pozosta nieco za Krzyakami i jecha w gbokim zamyleniu. By 
on od kilku lat gociem Zakonu, bra udzia w wyprawach na mujd, gdzie 
odznaczy si wielkim mstwem i podejmowany wszdy tak, jak tylko Krzyacy 
umieli podejmowa rycerzy z dalekich stron, przywiza si do nich mocno, a nie 
majc wasnej fortuny, zamierza wstpi w ich szeregi. Tymczasem to 
przesiadywa w Malborgu, to odwiedza znajome komandorie, szukajc w podrach 
rozrywki i przygd. Przybywszy wieo do Lubawy wraz z bogatym de Bergowem i 
zasyszawszy o Jurandzie, pocz pon dz zmierzenia si z mem, ktrego 
otaczaa groza powszechna. Przybycie Majnegera, ktry ze wszystkich walk 
wychodzi zwycizc, przyspieszyo wypraw. Komtur z Lubawy da na ni ludzi; 
naopowiada jednak tyle trzem rycerzom nie tylko o okruciestwie, ale o 
podstpach i wiaroomstwie Juranda, i gdy w zada, by odprawili onierzy, 
nie chcieli si na to zgodzi, bojc si, e gdy to uczyni, otoczy ich, wytraci 
lub wtrci do piwnic spychowskich. Wwczas Jurand, mniemajc, e chodzi im nie 
tylko o walk rycersk, ale i o grabie, uderzy na nich wstpnym bojem i zada 
im klsk okrutn.
De Fourcy widzia Bergowa obalonego wraz z koniem, widzia Majnegera z odamem 
wczni w brzuchu, widzia ludzi prno bagajcych o lito. Sam ledwo zdoa 
si przebi - i kilka dni tua si po drogach i lasach, gdzie byby zamar z 
godu lub sta si upem dzikiego zwierza, gdyby wypadkiem nie dosta si do 
Ciechanowa, w ktrym znalaz braci Gotfryda i Rotgiera. Z caej wyprawy wynis 
uczucie upokorzenia, wstydu, nienawici, zemsty i alu za Bergowem, ktry by mu 
bliskim przyjacielem. Tote z caej duszy przyczy si do skargi zakonnych 
rycerzy, gdy domagali si kary i wolnoci dla nieszczsnego towarzysza, a gdy ta 
skarga pozostaa bezowocn - w pierwszej chwili gotw by zgodzi si na 
wszystkie rodki, ktre wiody do zemsty nad Jurandem. Teraz jednak ozway si w 
nim nagle skrupuy. Przysuchujc si rozmowom zakonnikw, a zwaszcza temu, co 
mwi Hugo de Danveld, niejednokrotnie nie mg oprze si zdziwieniu. Poznawszy 
bliej w cigu kilku lat Krzyakw, widzia ju wprawdzie, e nie s oni tacy, 
za jakich przedstawiaj ich w Niemczech i na Zachodzie. W Malborgu pozna 
jednake kilku prawych i surowych rycerzy; ci sami czsto rozwodzili skargi nad 
zepsuciem braci, nad ich rozpust, brakiem karnoci - i de Fourcy czu, e maj 
suszno, ale sam bdc rozpustnym i niekarnym, nie bra zbyt za ze innym tych 
wad, zwaszcza e wszyscy rycerze zakonni nagradzali je mstwem. Widzia ich 
przecie pod Wilnem uderzajcych piersi o pier polskich rycerzy, przy 
zdobywaniu zamkw bronionych z nadludzk uporczywoci przez posikowe polskie 
zaogi; widzia ich gincych pod ciosami toporw i mieczw, w szturmach oglnych 
lub w pojedynczych walkach. Byli nieubagani i okrutni dla Litwy, ale byli 
zarazem jako lwy - i chodzili w chwale jak w socu. Teraz jednak wydao si 
panu de Fourcy, e Hugo de Danveld mwi takie rzeczy i podaje takie sposoby, na 
ktre wzdrygn si powinna dusza w kadym rycerzu - a za inni bracia nie tylko 
nie powstaj na niego z gniewem, ale przytakuj kademu jego sowu. Wic 
zdziwienie ogarniao go coraz wiksze i wreszcie zaduma si gboko, czy mu 
przystoi do takich uczynkw rk przykada.
Gdyby bowiem chodzio tylko o porwanie dziewczyny, a nastpnie o wymienienie jej 
za Bergowa, byby si moe na to zgodzi, chocia poruszya go i uja za serce 
uroda Danusi. Gdyby przyszo mu by jej strem, nie miaby take nic przeciwko 
temu, a nawet nie by pewien, czyby z rk jego wysza tak, jak w nie wpada. 
Ale Krzyakom szo widocznie o co innego. Oni przez ni chcieli dosta wraz z 
Bergowem i samego Juranda - obieca mu, e j wypuszcz, jeli si za ni odda, 
a potem zamordowa go, a z nim razem, dla ukrycia oszustwa i zbrodni - zapewne i 
dziewczyn. Wszake ju grozili jej losem dzieci Witoldowych na wypadek, gdyby 
Jurand mia si skary. "Niczego nie chc dotrzyma - oboje oszuka i oboje 
zgadzi - rzek sobie de Fourcy -a przecie krzy nosz i czci wicej od innych 
przestrzega winni". - I burzya si w nim dusza co chwila mocniej na tak 
bezczelno, ale postanowi jeszcze sprawdzi, o ile jego podejrzenia s suszne 
- wic podjecha znw do Danvelda i zapyta:
- A jeli Jurand si wam odda, czy wypucicie dziewk?
- Gdybymy j wypucili, cay wiat wnet by wiedzia, e to my chwycilimy oboje 
- odrzek Danveld.
- Ba, c z ni uczynicie?
Na to Danveld pochyli si ku mwicemu i ukaza w umiechu swe sprchniae zby 
spod grubych warg.
- O co pytacie? Czy o to, co uczynimy z ni przedtem, czy o to, co potem?
Lecz Fourcy, wiedzc ju, co chcia wiedzie, zamilk - przez chwil jeszcze 
zdawa si walczy z sob, a nastpnie podnis si nieco na strzemionach i 
rzek tak gono, aby go wszyscy czterej zakonnicy usyszeli:
- Pobony brat Ulryk von Jungingen, ktry jest wzorem i ozdob rycerstwa, rzek 
mi raz tak: "Jeszcze midzy starymi w Malborgu znajdziesz godnych Krzya 
rycerzy, ale ci, ktrzy na pogranicznych komandoriach siedz, zaka jeno 
Zakonowi przynosz".
- Wszyscymy grzeszni, ale Panu naszemu suymy - odrzek Hugo.
- Gdzie wasza rycerska cze? Nie przez haniebne uczynki Panu si suy - chyba 
e nie Zbawicielowi suycie. Kt to wasz Pan? Wiedzcie przeto, e nie tylko do 
niczego rki nie przyo, ale i wam nie pozwol...
- Na co nie pozwolicie?
- Na podstp, na zdrad, na hab.
- A jakoe moecie nam zabroni? W bitwie z Jurandem postradalicie poczet i 
wozy. y musicie tylko z aski Zakonu -i z godu zamrzecie, jeli wam kawaka 
chleba nie rzucim. A w dodatku: wycie jeden, nas czterech - jakoe nie 
pozwolicie?
- Jako nie pozwol? - powtrzy Fourcy. - Mog nawrci do dworca i ostrzec 
ksicia, mog przed caym wiatem wasze zamiary rozgosi.
Na to spojrzeli po sobie bracia zakonni i twarze zmieniy im si w okamgnieniu. 
Szczeglniej Hugo de Danveld popatrzy przez dug chwil pytajcym wzrokiem w 
oczy Zygfryda de Lowe, po czym za zwrci si do pana de Fourcy:
- Przodkowie wasi - rzek - sugiwali ju w Zakonie - i wy chcecie do niego 
wstpi, ale my zdrajcw nie przyjmujem.
- Ja za nie chc ze zdrajcami suy.
- Eje! nie spenicie waszej groby. Wiecie, e Zakon umie
kara nie tylko zakonnikw...
A de Fourcy, ktrego podnieciy te sowa, wydoby miecz, lew rk schwyci za 
ostrze, praw do pooy na rkojeci i rzek...
- Na t rkojmi majc ksztat krzya, na gow witego Dionizego, mego 
patrona, i na moj rycersk cze ostrzeg ksicia mazowieckiego i mistrza.
Hugo de Danveld znw popatrzy pytajcym wzrokiem na Zygfryda de Lowe, a w 
przymkn powieki, jakby dajc znak, e si na co zgadza.
Wwczas Danveld ozwa si jakim dziwnie guchym i zmienionym gosem:
- wity Dionizy mg nie pod pach sw ucit gow, ale gdy wasza raz 
spadnie...
- Grozicie mi? - przerwa de Fourcy.
- Nie, jeno zabijam! - odpowiedzia Danveld. I pchn go noem w bok z tak 
si, e a ostrze schowao si w ciele po krzyyk. De Fourcy zawrzasn 
strasznym gosem, przez chwil usiowa chwyci praw rk miecz, ktry 
poprzednio trzyma w lewej, ale upuci go na ziemi, w tym samym za czasie 
pozostali trzej bracia poczli go ga bez litoci noami w szyj, w plecy, w 
brzuch, dopki nie spad z konia.
Po czym nastao milczenie. De Fourcy, krwawic okropnie z kilkunastu ran, drga 
na niegu i dar go powykrzywianymi przez konwulsje palcami. Spod oowianego 
nieba dochodzio
tylko krakanie wron leccych z guchych puszcz ku ludzkim siedliskom.
A nastpnie pocza si pieszna rozmowa mordercw:
- Ludzie nic nie widzieli! - rzek zdyszanym gosem Danveld.
- Nic. Poczty s na przedzie; nie wida ich - odpar Lowe.
- Suchajcie: bdzie powd do nowej skargi. Rozgosim, e mazowieccy rycerze 
napadli na nas i zabili nam towarzysza. Podniesiem krzyk - a go w Malborgu 
usysz, e nawet na goci ksi nasadza mordercw. Suchajcie! naley mwi, 
i Janusz nie tylko nie chcia wysucha naszych skarg na Juranda, ale kaza 
zamordowa skaryciela.
De Fourcy przewrci si tymczasem w ostatniej konwulsji
na wznak i lea nieruchomy, z krwaw pian na ustach i z przeraeniem w 
martwych ju, szeroko otwartych oczach. Brat Rot-gier popatrzy na niego i 
rzek:
- Uwacie, poboni bracia, jako Bg karze sam zamiar zdrady.
- Comy uczynili, uczynilimy dla dobra Zakonu - odrzek Gotfryd. - Chwaa 
tym...
Lecz przerwa, bo w tej samej chwili z tyu za nimi, na zakrcie nienej drogi, 
ukaza si jaki jedziec, ktry pdzi co ko wyskoczy. Ujrzawszy go, Hugo de 
Danveld zawoa prdko:
- Ktokolwiek ten czowiek jest - musi zgin.
A de Lowe, ktry, lubo najstarszy midzy brami, mia wzrok nadzwyczaj bystry, 
rzek:
- Poznaj go: to w giermek, ktry tura toporem zabi. Tak jest: to on!
- Pochowajcie noe, aby si nie sposzy - mwi Danveld. - Ja znw pierwszy 
uderz, wy za mn.
Tymczasem Czech dojecha i o dziesi lub om krokw zapar konia w nieg. 
Dojrza trupa w kauy krwi, konia bez jedca i zdumienie odbio mu si na 
twarzy, ale trwao tylko przez jedno mgnienie oka. Po chwili zwrci si do 
braci, tak jakby nic nie widzia, i rzek:
- Czoem, mni rycerze!
- Poznalimy ci - odpowiedzia, zbliajc si z wolna Danveld. - Masz-li co do 
nas?
- Wysa mnie rycerz Zbyszko z Bogdaca, za ktrym kopi nosz, a ktry od tura 
na owach pobit sam nie mg ku wam.
- Czego chce od nas twj pan?
- Za to, ecie niesusznie Juranda ze Spychowa oskaryli z ujm dla jego 
rycerskiej czci, pan mj kae wam powiedzie, iecie nie jako prawi rycerze 
czynili, ale jako psi szczekali; a ktren by by krzyw o te sowa, tego pozywa 
na walk piesz alibo konn, a do ostatniego tchu, do ktrej stanie, gdzie mu 
wskaecie, gdy tylko za ask i zmiowaniem Boym dzisiejsza krzypota go 
popuci.
- Powiedz panu swemu, e rycerze zakonni obelgi cierpliwie
dla imienia Zbawiciela znosz, zasi do walki bez osobliwego pozwolestwa 
mistrza albo wielkiego marszaka stawa nie mog, o ktre to pozwolestwo 
jednake bdziem do Malborga pisali.
Czech znw spojrza na trupa pana de Fourcy, albowiem do niego to gwnie by 
posany. Zbyszko wiedzia ju przecie, e zakonnicy do pojedynkw nie staj, 
zasyszawszy jednak, e by midzy nimi rycerz wiecki, jego szczeglniej chcia 
pozwa, sdzc, e tym sobie ujmie i zjedna Juranda. Tymczasem rycerz w lea 
oto teraz zarnity jak w midzy czterema Krzyakami.
Czech nie zrozumia wprawdzie, co zaszo, ale poniewa by od dziecka ze 
wszelkimi niebezpieczestwy oswojon, wic zwietrzy jakie niebezpieczestwo. 
Zdziwio go te i to, e Danveld, mwic z nim, zblia si coraz bardziej ku 
niemu, inni za poczli zjeda na boki, jakby go chcieli nieznacznie okry. 
Z tych powodw pocz si mie na bacznoci, zwaszcza e nie mia przy sobie 
broni, bo jej w popiechu wzi nie zdy.
A Danveld tymczasem by tu i mwi dalej:
- Obiecaem twemu panu balsam gojcy, wic le mi si za uczynno wypaca. 
Zwyka to zreszt u Polakw rzecz... ale e ciko jest pobit i wkrtce przed 
Bogiem moe stan, wic powiedz mu...
Tu wspar lew do na ramieniu Czecha.
- Wic powiedz mu, e ja, ot, jak odpowiadam!... I w tej samej chwili bysn 
noem przy gardle giermka. Lecz nim zdoa pchn, Czech, ktry ju od dawna 
ledzi jego ruchy, chwyci go swymi elaznymi rkoma za prawic, wygi j, 
zakrci, a chrupny stawy i koci - i dopiero usyszawszy okropny ryk blu, 
wspi konia - i pomkn jak strzaa, zanim inni zdoali mu zastpi.
Bracia Rotgier i Gotfryd poczli go goni, ale wnet wrcili, przeraeni 
strasznym krzykiem Danvelda. De Lowe podtrzymywa go pod ramiona, on za z 
twarz blad i zarazem zsinia krzycza tak, e a pocztowi, jadcy przy wozach 
znacznie na przedzie, wstrzymali konie.
- Co wam jest? - pytali bracia.
Lecz de Lowe kaza im jecha co si, sprowadzi wz, albowiem Danveld widocznie 
nie mg si na kulbace utrzyma. Po chwili zimny pot okry mu czoo i zemdla.
Po sprowadzeniu wozu uoono go na somie i ruszono ku granicy. De Lowe pili, 
albowiem rozumia, e po tym, co zaszo, nie mona czasu traci nawet dla 
opatrunku Danvelda. Siadszy przy nim na wozie, wyciera od czasu do czasu 
niegiem jego twarz, ale nie mg przywrci mu przytomnoci.
Dopiero w pobliu granicy Danveld otworzy oczy i pocz obziera si jakby ze 
zdziwieniem dokoa.
- Jak wam jest? - spyta Lowe.
- Nie czuj blu, ale nie czuj i rki - odrzek Danveld.
- Bo wam ju zdrtwiaa - dlatego i bl min. W ciepej izbie wrci. Tymczasem 
podzikujcie Bogu i za chwil ulgi. A Rotgier i Gotfryd zbliyli si zaraz do 
wozu.
- Stao si nieszczcie - rzek pierwszy - co teraz bdzie?
- Powiemy - odpar sabym gosem Danveld - e giermek zamordowa de Fourcy'ego.
- Nowa ich zbrodnia i winowajca wiadomy! - doda Rotgier.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXIV
Czech tymczasem polecia jednym pdem wprost do lenego dworca i zastawszy 
jeszcze w nim ksicia, opowiedzia jemu pierwszemu, co si stao. Na szczcie, 
znaleli si dworzanie, ktrzy widzieli, e giermek wyjecha bez broni. Jeden z 
nich krzykn mu by nawet na drog partem, aby wzi jakie elaziwo, bo 
inaczej Niemcy go pokoacz, w jednak, bojc si, aby rycerze nie przejechali 
tymczasem granicy, skoczy na konia tak jak sta, w kouchu tylko, i pogna za 
nimi. wiadectwa te rozproszyy wszelkie wtpliwoci ksicia co do tego, kto 
mg by zabjc de Fourcy'ego, ale napeniy go niepokojem i gniewem tak 
wielkim, e w pierwszej chwili chcia wysa pocig za Krzyakami, aby ich w 
acuchach odesa wielkiemu mistrzowi na ukaranie. Po chwili jednak sam 
zmiarkowa, e pocig nie zdoaby ju dosign rycerzy przed granic, i rzek:
- Wyl wszelako pismo do mistrza, aby zasi wiedzia, co oni tu wyrabiaj. le 
si poczyna dzia w Zakonie, bo drzewiej posuch by okrutny, a teraz byle 
komtur na swoj rk poczyna. Dopust Boy, ale za dopustem idzie kara.
Po czym zamyli si, a po chwili znw pocz mwi do dworzan:
- Tego jeno nie mogem nijak wyrozumie, po co oni gocia
zabili - i eby nie to, e pachoek bez broni pojecha, miabym na niego 
posdzenie.
- Ba - rzek ksidz Wyszoniek - a po c by go pacho mia zabija, ktren go 
przedtem nigdy nie widzia, a po drugie, choby i mia bro. jake mu byo 
jednemu na piciu uderzy - i na ich poczty zbrojne.
- Juci prawda - rzek ksi. - Musia si im w go w czym przeciwi albo 
moe nie chcia tak ga, jako im byo trzeba, bom i to ju widzia, e mrugali 
na niego, aby powiedzia, e Jurand pierwszy zacz.
A Mrokota z Mocarzewa rzek:
- Chwacki to pacho, jeli on temu psu Danveldowi rk pokruszy.
- Powiada, e sysza, jak w Niemcu gnaty chrupny - odpowiedzia ksi - i 
miarkujc z tego, jako si w boru popisa -moe to by! Wida i suga, i pan 
sierdzite chopy. eby nie Zbyszko, byby si tur na konie rzuci. I 
Lotaryczyk, i on wielce si do zratowania ksinej przyczynili...
- Pewnie, e sierdzity chop - przywtrzy ksidz Wyszoniek. - Ot i teraz, 
ledwie dycha, a jednak si za Jurandem uj i tamtych pozwa... Takiego wanie 
Jurandowi trzeba zicia.
- Co ta Jurand inaczej w Krakowie gada, ale teraz myl, e si nie przeciw! - 
rzek ksi.
- Pan Jezus to sprawi - ozwaa si ksina, ktra wszedszy wanie w tej 
chwili, usyszaa koniec rozmowy. - Nie moe si Jurand teraz przeciwi, byleby 
Bg Zbyszkowi zdrowie powrci. Ale i z naszej strony musi by te nagroda.
-Najlepsza dla niego nagroda bdzie Danuka, a ja te myl, e j dostanie, a 
to przez t przyczyn, e jak si baby na co zawezm, to przeciw nim i taki 
Jurand nie poradzi.
- Albo nie po sprawiedliwoci si zawziam? - zapytaa ksina. - eby Zbyszko 
by pochy, to nie mwi, ale wierniejszego chyba na wiecie nie ma. I 
dziewczyna te. Krokiem teraz od niego nie odstpi - i po gbie go gadzi, a on 
si do niej w boleci mieje. Ae mi samej czasem luzy z oczu pociekn! 
Sprawiedliwie mwi!... Takiemu kochaniu warto pomc, bo i Matka Boska rada na 
szczliwo ludzk patrzy.
- Byle bya wola boska - rzek ksi - to i szczliwo si zdarzy. Ale co 
prawda, to mao mu przez t dziewczyn gowy nie ucili, a teraz znowu tur go 
starmosi.
- Nie powiadaj, e "przez ni"! - zawoaa ywo ksina -bo nie kto inny, Jeno 
Danuka go w Krakowie zratowaa.
- Prawda. Ale eby nie ona, nie byby w Lichtensteina bi, aby mu pira ze ba 
zedrze, a za Lorchego to by karku tak ochotnie nie nadstawi. Co zasi do 
nagrody, to rzekem ju, e im obum si naley, i w Ciechanowie j obmyl.
- Niczego by Zbyszko tak rad nie widzia jak rycerskiego pasa i zotych ostrg.
Ksi umiechn si na to dobrotliwie i odrzek:
- To nieche mu je dziewczyna poniesie, a gdy krzypota go popuci, wwczas 
dopilnujem, aby wszystko wedle zwykego
obyczaju si odbyo. Niech mu wnet poniesie, bo prdka rado najlepsza!
Ksina, usyszawszy to, uciskaa pana wobec dworzan, potem ucaowaa 
kilkakrotnie jego rce, on za umiecha si wci, a wreszcie rzek:
- Widzicie... No! dobra ci rzecz do gowy przysza! e te to Duch wity i 
niewiastom krzyny rozumu nie poskpi! Zawoaje teraz dziewczyn.
- Danuka! Danuka! - zawoaa ksina.
I po chwili we drzwiach bocznej komory ukazaa si Danusia, z zaczerwienionymi 
od bezsennoci oczyma i z dwojakami w rku, penymi dymicej kaszy, ktr ksidz 
Wyszoniek okada potuczone koci Zbyszka, a ktr stara dworka wanie przed 
chwil jej oddaa.
- Pjde tu jeno do mnie, sierotko! - rzek ksi Janusz. -Postaw dwojaki i 
chod.
I gdy zbliya si z pewn niemiaoci, "Pan" bowiem wzbudza w niej zawsze 
pewn obaw, przygarn j z dobroci do siebie i pocz gadzi po twarzy, 
mwic:
- Ano, bieda na ci, dziecko, przysza - co?
- Juci! - odpowiedziaa Danusia.
I majc smutek w sercu, a zy na pogotowiu, pocza zaraz paka, ale cichutko, 
by ksicia nie urazi; on za znw spyta:
- Czeg paczesz?
- Bo Zbyszko chory - odrzeka, wkadajc pistki w oczy.
- Nie bj si, nic mu nie bdzie. Prawda, ojcze Wyszoku?
- Hej! bliej mu ta za wol bosk do lubu ni do truchty -odpowiedzia dobry 
ksidz Wyszoniek. A ksi rzek:
- Poczekaj! tymczasem dam ci dla niego lek, ktren mu uly albo go i cakiem 
uzdrowi.
- Balsam Krzyaki przysay? - zawoaa ywo Danusia, odejmujc od oczu rce.
- Tym, co Krzyaki przyl, psa lepiej posmaruj, nie za ry-cerzyka, ktrego 
miujesz. Aleja dam ci co innego. Po czym zwrci si do dworzan i zawoa:
- Chybaj mi ta ktry do komory po ostrogi i pas!
Po chwili za, gdy mu je przyniesiono, rzek do Danusi:
- Bierz, a nie Zbyszkowi - i powiedz mu, e od tej pory jest przepasan. Jeli 
zamrze, to przed Bogiem jako miles cinctus stanie, a jeli nie - to reszty w 
Ciechanowie albo w Warszawie dopenim.
Usyszawszy to, Danusia naprzd podja pana pod nogi, po czym chwycia jedn 
rk oznaki rycerskie, drug dwojaki i skoczya do izby, w ktrej lea Zbyszko. 
Ksina, nie chcc traci widoku ich radoci, posza za ni.
Zbyszko ciko by chory, ale ujrzawszy Danusi, zwrci ku niej poblad z 
boleci twarz i zapyta:
- A Czech, jagdko, wrci?
- Co tam Czech! - odpowiedziaa dziewczyna. - Lepsz ja ci tu nowin przynosz. 
Pan ci rycerzem pasowa i ot, co ci przeze mnie posya.
To rzekszy, pooya przy nim pas i zote ostrogi. Zbyszkowi zapony radoci 
i zdumieniem blade policzki, spojrza na Danusi, potem na oznaki, a nastpnie 
przymkn oczy i pocz powtarza:
- Jake to mg mnie rycerzem pasowa?
A gdy w tej chwili wesza ksina, przypodnis si nieco na ramionach i pocz 
jej dzikowa a przeprasza miociw pani, e jej do ng nie moe pa, gdy 
wraz odgad, e to za jej wstawiennictwem spotkao go takie szczcie. Lecz ona 
kazaa mu zachowa si spokojnie i wasnymi rkoma pomoga Danusi uoy znw 
jego gow na wezgowiu. Tymczasem nadszed ksi, a z nim ksidz Wyszoniek, 
Mrokota i kilku innych dworzan. Ksi Janusz z daleka da znak rk, by Zbyszko 
si nie rusza, a nastpnie, siadszy przy ou, tak przemwi:
- Wiecie! Nie ma to ludziom by dziwno, e za mne a zacne uczynki jest 
zapata, bo jeliby cnota miaa osta bez nagrody, tedy i nieprawoci ludzkie 
chodziyby po wiecie bez kary. A e ty ywota nie szczdzi i z utrat zdrowia 
od srogiej aoby nas broni, przeto pozwalamy ci pasem rycerskim si przepasa 
i we czci a sawie odtd chadza.
- Miociwy panie - odrzek Zbyszko - ja bym i dziesiciu ywotw nie aowa...
Lecz nie mg nic wicej powiedzie i ze wzruszenia, i dlatego, i ksina 
pooya mu rk na ustach, gdy ksidz Wyszoniek nie pozwala mu mwi. Ksi 
za mwi dalej:
- Tak myl, e powinnoci rycerskie znasz i e bdziesz godnie one ozdoby 
nosi. Zbawicielowi naszemu jako si patrzy masz suy, a ze starost 
piekielnym wojowa. Pomazacowi ziemskiemu masz by wiemy, wojny niesusznej 
unika i niewinnoci w ucisku broni, w czym ci pomagaj Bg i wita Jego Mko!
- Amen - rzek ksidz Wyszoniek.
Ksi za wsta, przeegna Zbyszka i na odchodnym doda:
- A jak wyzdrowiejesz, to prosto do Ciechanowa jed, gdzie i Juranda sprowadz.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXV
W trzy dni pniej przyjechaa zapowiedziana niewiasta z hercyskim balsamem, a 
z ni razem przyby i kapitan ucznikw ze Szczytna z listem podpisanym przez 
braci i opatrzonym pieczci Danvelda, w ktrym Krzyacy niebo i ziemi brali na 
wiadkw krzywd, ktre ich na Mazowszu spotkay, i pod zagroeniem pomsty Boej 
woali o kar za zamordowanie "ukochanego towarzysza i gocia". Danveld 
podyktowa do listu i skarg od siebie, upominajc si w sowach zarazem 
pokornych i gronych o zapat za cikie kalectwo i o wyrok mierci na 
czeskiego pachoka. Ksi przedar list w oczach kapitana, rzuci mu pod nogi i 
rzek:
- Przysa tu ich, krzyackie macie, mistrz po to, aby mnie zjednali, a oni mnie 
do gniewu przywiedli. Powiedze im ode mnie, e sami gocia umiercili i 
pachoka chcieli umierci -o czym do mistrza napisz i to te dodam, aby innych 
posw wybiera, jeli chce, bym w razie wojny z krlem krakowskim po adnej 
stronie nie stan.
- Miociwy panie - odpar kapitan - czy jeno tak odpowied mam potnym i 
pobonym braciom odnie?
- Jeli nie dosy, powiedz im jeszcze, e ich za psubratw, nie za prawych 
rycerzy uwaam.
I na tym skoczyo si posuchanie. Kapitan odjecha, bo i ksi tego dnia 
odjecha do Ciechanowa. Zostaa tylko "siostra" z balsamem, ktrego nieufny 
ksidz Wyszoniek uy jednake nie chcia, tym bardziej e chory poprzedniej 
nocy zasn dobrze, a nazajutrz obudzi si wprawdzie osabiony bardzo, ale bez 
gorczki. Siostra po wyjedzie ksicia wyprawia zaraz z powrotem jednego ze 
swoich sug niby po nowe lekarstwo - po "jaje bazyliszka", ktre, jak 
twierdzia, miao moc przywracania si nawet konajcym - sama za chodzia po 
dworcu, pokorna, nie wadn-ca jedn rk, przybrana w wieck wprawdzie, ale 
podobn do zakonnej odzie - z racem i ma ptnicz tykw u pasa. Mwic 
dobrze po polsku, dopytywaa z wielk troskliwoci sub i o Zbyszka, i o 
Danusi, ktrej przy sposobnoci podarowaa r jerychosk, a na drugi dzie w 
czasie snu Zbyszka, gdy dziewczyna siedziaa w izbie jadalnej, przysuna si do 
niej i rzeka:
- Boe wam bogosaw, panienko. Dzi w nocy po pacierzu nio mi si, e przez 
nieg padajcy szo ku wam dwch rycerzy, ale jeden doszed pierwej i w 
bieluchny paszcz was obwin, a drugi za rzek: "nieg jeno widz, a jej nie 
ma" - i wrci si.
A Danusia, ktrej chciao si spa, otworzya zaraz ciekawie swe modre oczy i 
spytaa:
- A co to znaczy?
- To znaczy, e ten was dostanie, ktry was najbardziej miuje.
- To Zbyszko! - odrzeka dziewczyna.
- Nie wiem, bom mu twarzy nie widziaa, widziaam jeno biay paszcz, a potem 
obudziam si zaraz, gdy Pan Jezus zsya mi kadej nocy ble w nogach, a rk 
cakiem mi odj.
- A e to wam ten balsam nie pomg?
- Nie pomoe mi, panienko, i balsam, gdy to za ciki grzech mj, a chcecie 
wiedzie, za jaki, to opowiem.
Danusia skina gow na znak, e chce wiedzie, wic siostra mwia dalej:
- S w Zakonie i suki, i niewiasty, ktre cho lubw nie czyni, bo nawet i 
mate by mog, wszelako powinnoci wzgldem Zakonu wedle rozkazania braci 
peni s obowizane. A ktr takowa aska i cze ma spotka, ta otrzymuje 
pobone pocaowanie od brata-rycerza, na znak, e odtd uczynkami i mow 
Zakonowi ma suy. Ach, panienko! - i mnie tak wielka aska miaa spotka, 
aleja w grzesznej zatwardziaoci, zamiast j przyj wzicznie, popeniam 
ciki grzech i kar na si cignam.
- Cecie takiego uczynili?
- Brat Danveld przyszed do mnie i da mi zakonne pocaowanie, ja zasi, mylc, 
i on to przez swawol jakow czyni, podniosam na niego bezbon rk...
Tu zacza si bi w piersi i powtrzya kilkakrotnie:
- Boe, bd miociw mnie grzesznej.
- I c si stao? - zapytaa Danusia.
- I zaraz mi rk odjo i od tej pory kalek jestem. Moda byam i gupia - nie 
wiedziaam! a jednak kara na mnie spada. Bo choby niewiecie si wydao, e 
brat zakonny chce co zego uczyni, niech Bogu sd ostawi, a sama si nie 
sprzeciwia, gdy kto si Zakonowi albo krzyowemu bratu sprzeciwi, tego gniew 
Boy dosignie...
Danusia suchaa tych sw z przykroci i lkiem, siostra za pocza wzdycha 
i dalej ale rozwodzi.
- Nie staram jeszcze i dzi - mwia - ledwie mi trzydzieci rokw, ale Bg 
razem z rk odj modo i urod.
- eby nie rka - odrzeka Danusia - to bycie jeszcze nie mogli narzeka...
Po czym nastao milczenie. Nagle siostra, jakby sobie co przypomniawszy, 
rzeka:
- A nio mi si, e was jaki rycerz w biay paszcz na niegu owin. Moe to 
by Krzyak! gdy oni te biae paszcze nosz.
- Nie chc ja ni Krzyakw, ni ich paszczw - odpowiedziaa dziewczyna.
Lecz dalsz rozmow przerwa ksidz Wyszoniek, ktry wszedszy do komory, kiwn 
na Danusi i rzek:
- Chwale Boga i chod do Zbyszka! Zbudzi si i je woa. Znacznie go 
popucio.
Jako tak byo rzeczywicie. Zbyszko mia si lepiej i ksidz Wyszoniek mia ju 
prawie pewno, e bdzie zdrw, gdy nagle niespodziane zdarzenie pomieszao 
wszystkie rachuby i nadzieje. Oto od Juranda przybyli wysannicy z pismem do 
ksiny, zawierajcym same ze i straszne nowiny. W Spy chowie spalia si cz 
Jurandowego grdka, on sam za zosta przy ratunku ponc belk przytuczon. 
Ksidz Kaleb, ktry w imieniu jego list pisa, donosi wprawdzie, e wyzdrowie 
jeszcze Jurand moe, ale e skry i wgle tak przypaliy mu jedyne pozostae oko, 
i ju mu niewiele wiata w nim pozostao - i grozi mu niechybna lepota.
Z tej przyczyny wzywa Jurand crk, by spiesznie przybywaa do Spychowa, bo 
chce j widzie jeszcze, zanim ciemnoci go ogarn. Mwi te, e odtd ma ju 
pozosta przy nim, bo jeli nawet midzy lepcami, ktrzy po proszonym chlebie 
midzy ludmi chadzaj, ma kady jakowe pachol, ktre go za rk wiedzie i 
drog mu pokazuje, czemu by on tej ostatniej pociechy mia by pozbawion i 
midzy obcymi umiera? Byy te pokorne podziki dla ksiny, ktra dziewczyn 
jakby rodzona matka hodowaa - a w kocu obiecywa Jurand, e cho i lepy, raz 
jeszcze do Warszawy przyjedzie, aby upa pani do ng i o ask i opiek na 
dalsze lata dla Danusi jej prosi.
Ksina, gdy jej ojciec Wyszoniek przeczyta w list, przez jaki czas sowa 
prawie nie moga przemwi. Miaa ona nadziej, e gdy Jurand, ktry pi lub 
sze razy do roku przyjeda do dziecka, przyjedzie na bliskie wita, wwczas 
go powag wasn i ksicia Janusza przejedna dla Zbyszka i zgod jego na bliskie 
wesele uzyska. Tymczasem list w nie tylko burzy jej zamiary, ale pozbawia jej 
zarazem i Danusi, ktr kochaa na rwni z wasnymi dziemi. Przyszo jej do 
gowy, e Jurand moe i wyda zaraz dziewczyn za ktrego z ssiadw, aby reszty 
dni pomidzy swoimi doy. O Zbyszku nie byo co i myle, aby mg do Spychowa 
jecha, gdy ebra dopiero mu si zaczy zrasta, i zreszt, kt mg 
wiedzie, jak by by w Spychowie przyjty? Wiedziaa przecie pani, e Jurand 
wrcz mu swego czasu Danusi odmwi - i jej samej powiedzia, e dla tajemnych 
przyczyn nigdy na ich poczenie nie zezwoli. Wic w cikim frasunku kazaa 
wezwa do siebie starszego spomidzy przysanych ludzi, aby go o nieszczcie 
spychowskie rozpyta, a zarazem czego si o zamiarach Jurandowych dowiedzie.
I zdziwia si nawet, gdy na jej wezwanie wszed czowiek zupenie nieznany, nie 
za stary Tolima, ktry tarcz za Jurandem nosi i zwykle z nim razem 
przyjeda - w jednak odpowiedzia jej, e Tolima w bitce ostatniej z Niemcami 
okrutnie poszczerbion ze mierci w Spychowie si zmaga, za Jurand cik 
chorob zoony o prdki powrt crki prosi, gdy coraz mniej widzi, a za dni 
par moe i cakiem olepnie. Prosi nawet usilnie wysannik, by zaraz, jak 
tylko konie odetchn, wolno byo wzi dziewczyn, ale e to by wieczr, 
sprzeciwia si temu stanowczo pani - zwaszcza by i Zbyszkowi, i Danusi, i 
sobie do reszty serca przez prdkie poegnanie nie rozdziera.
A Zbyszko ju wiedzia o wszystkim i lea w izbie jakby uderzony obuchem w 
gow, a gdy pani wesza i amic rce, ozwaa si zaraz z proga: "Nie ma rady, 
bo to przecie ojciec!" - powtrzy za ni jak echo: "Nie ma rady" - i zamkn 
oczy jak czowiek, ktry si spodziewa, e zaraz mier do niego przystpi.
Lecz mier nie nadesza, cho w piersiach zbiera mu si al coraz wikszy, a 
przez gow przelatyway mu myli coraz ciemniejsze, takie wanie jak chmury, 
ktre gnane wichrem jedna za drug przysaniaj blask soneczny i gasz wszelk 
rado na wiecie. Rozumia bowiem Zbyszko rwnie jak i ksina, e gdy Danusia 
raz do Spychowa wyjedzie, bdzie dla niego tak jak stracona. Tu wszyscy byli dla 
niego yczliwi, tam Jurand moe go nawet przyj ani wysucha nie zechce, 
zwaszcza jeli go wie lub lub jaka inna nieznana przyczyna, rwnie jak 
religijny lub wana. Zreszt, gdzie mu tam jecha do Spychowa, gdy oto chory 
jest i ledwie si moe na ou poruszy. Przed kilku dniami, gdy z aski ksicia 
spady na zote ostrogi wraz z rycerskim pasem. myla, e rado przemoe w 
nim chorob, i modli si z caej duszy, aby rycho mg powsta i z Krzyakami 
si zmierzy, ale teraz straci znw wszelk nadziej, czu bowiem, e gdy mu 
zbraknie przy ou Danusi, to razem z ni zbraknie mu i ochoty do ycia, i si 
do walki ze mierci. Przyjdzie oto dzie jutrzejszy i pojutrzejszy, nadejdzie 
wreszcie Wigilia i wita, koci go bd tak samo bolay i tak samo bdzie go 
chwytao omdlenie, a nie bdzie przy nim tej jasnoci, ktra po caej izbie 
rozchodzi si od Danusi, ni tego uradowania oczu, ktre na ni patrz. Co za 
pociecha i co za osoda bya pyta kilka razy na dzie: "Miym ci?" - i widzie 
j potem, jak sobie przysania miejce si i zawstydzone oczy doni albo te 
pochyla si i odpowiada:
"A kt inny?" Obecnie za tylko choroba zostanie i bl zostanie, i tsknota, a 
szczcie odejdzie - i nie wrci.
zy zabysy w oczach Zbyszkowych i stoczyy mu si z wolna po policzkach, po 
czym zwrci si do ksiny i rzek:
- Miociwa pani, ju ja tak myl, e Danuki wicej w yciu nie obacz.
A pani, sama stroskana, odpowiedziaa:
- Bo i nie dziwno by byo, eby zamar od aoci. Ale Pan Jezus jest 
miosierny.
Po chwili za, chcc go jednak cho troch pokrzepi, dodaa:
- Chocia eby, nie przymierzajc, Jurand umar przed tob,
to opiekustwo przeszoby na ksicia i na mnie, a my bymy ci dziewczyn zaraz 
oddali.
- Kiedy on tam umrze! - odrzek Zbyszko.
Lecz nagle widocznie jaka nowa myl bysna mu w gowie, gdy przypodnis 
si, siad na ou i rzek zmienionym gosem:
- Miociwa pani...
Wtem przerwaa mu Danusia, ktra wbiegszy z paczem, pocza od progu woa:
-To ju wiesz, Zbyszku! Oj, al mi tatusia, ale al i ciebie, nieboe!
Zbyszko za, gdy zbliya si ku niemu, ogarn zdrowym ramieniem swoje kochanie 
i pocz mwi:
- Jake mi y bez ciebie, dziewczyno? Nie po tom tu przez rzeki i bory jecha, 
nie po tom ci lubowa i suy, abym ci za mia utraci. Hej, nie pomoe al, 
nie pomoe pakanie, ba! i mier sama, bo choby i murawa na mnie porosa, 
dusza o tobie nie zapomni, by i na Pana Jezusowym dworze, by i u samego Boga 
Ojca na pokojach... I rzek, rady nie ma, a rada musi by, bo bez niej nijak! 
Krzypot w kociach czuj i bole srog, ale cho ty padnij pani do ng, bo ja 
nie mog - i pro o zmiowanie nad nami.
Danusia, posyszawszy to, prdko skoczya do ng ksinej i objwszy je 
ramionami, pochowaa sw jasn twarz w zagiciach jej cikiej sukni, pani za 
zwrcia pene litoci, ale zarazem zdziwione oczy na Zbyszka.
- W czyme ja wam mog okaza zmiowanie? - zapytaa. -Nie puszcz dziecka do 
chorego rodzica, to i gniew Boy cign.
Zbyszko, ktry poprzednio przypodnis si by na ou, zesun si znw na 
wezgowie i przez jaki czas nie odpowiada, gdy mu tchu brako. Powoli jednak 
pocz posuwa na piersiach jedn rk ku drugiej, a wreszcie zoy je jak do 
modlitwy.
- Odpocznij - rzeka ksina - potem zasi powiadaj, o co ci idzie, a ty, 
Danuka, wsta mi od kolan.
- Pofolguj, ale nie wstawaj i pro wraz ze mn - ozwa si Zbyszko.
Po czym j mwi sabym i przerywanym gosem:
- Miociwa pani... By ci mi Jurand przeciwny w Krakowie... bdzie i tu, ale 
gdyby ojciec Wyszoniek da mi lub z Da-nuk, to - niechby potem i jechaa do 
Spychowa, bo mi jej adna moc ludzka nie odejmie...
Sowa te byy dla ksiny Anny czym tak niespodzianym, e a zerwaa si z 
awy, po czym znw siada i jakby nie rozumiejc dobrze, o co chodzi, rzeka:
- Rany boskie!... ksidz Wyszoniek?...
- Miociwa pani!... Miociwa pani! - prosi Zbyszko.
- Miociwa pani - powtarzaa za nim Danusia, obejmujc znw kolana ksiny.
- Jakoe to by moe bez pozwolestwa rodzicielskiego...
- Zakon Boy mocniejszy! - odpowiedzia Zbyszko.
- Bjciee si Boga!
- Kto ojciec, jeli nie ksi?... kto matka, jeli nie wy, miociwa pani!
A Danusia na to:
- Miociwa matuchno!
- Prawda, e to ja byam jej i jestem jako matka - rzeka ksina - i z mojej 
te rki Jurand dosta on. Prawda! A jakby raz lub by - to i przepado. Moe 
by si Jurand i posierdzi, ale przecie i on ksiciu jako panu swojemu powinien. 
Wreszcie mona by mu zrazu nie mwi, dopiero gdyby dziewczyn chcia innemu da 
albo mniszk uczyni... Jeli za luby jakowe uczyni - to i nie bdzie jego 
winy. Przeciw woli boskiej nikt nie poradzi... Dla Boga ywego, moe to i wola 
boska!
- Inaczej nie moe by! - zawoa Zbyszko. Lecz ksina, caa jeszcze wzruszona, 
rzeka:
- Poczekajcie, niech si opamitam! eby tu ksi by, zaraz bym do niego 
posza i zapytaabym: mam-li Danuk da, czyli te nie?... Ale bez niego si 
boj... A mi dech zaparo, a tu i czasu na nic nie ma, bo i dziewczyna musi 
jutro jecha!... O miy Jezu! niechby eniata jechaa - byby ju spokj. Jeno 
nie mog si opamita - i czego mi strach. A tobie nie strach, Danuka? - 
gadaje!
- Ju ja bez tego zamr! - przerwa Zbyszko. A Danuka podniosa si od kolan 
ksiny i poniewa istotnie bya przez dobr pani nie tylko do poufaoci 
dopuszczana, ale i pieszczona, wic chwycia j za szyj i pocza ciska z 
caej siy.
Lecz ksina rzeka:
- Bez ojca Wyszoka nic wam nie powiem. Skocze po niego co prdzej!
Danusia skoczya po ojca Wyszoka, Zbyszko za zwrci sw wyblad twarz do 
ksiny i rzek:
- Co mi Pan Jezus przeznaczy, to bdzie, ale za t pociech niech wam Bg, 
miociwa pani, nagrodzi.
- Jeszcze mnie nie bogosaw - odrzeka ksina - bo nie wiadomo, co si stanie. 
I musisz mi te na cze poprzysic, e jeli lub bdzie, nie wzbronisz 
dziewczynie do rodziciela zaraz jecha, aby bro Boe, przeklestwa jego na 
siebie i na ni nie cign.
- Na moj cze! - rzek Zbyszko.
- To i pamitaj! A Jurandowi niech dziewczyna zrazu nic nie mwi. Lepiej, aby go 
nowina nie oparzya jak ogie. Polemy po niego z Ciechanowa, by z Danuka 
przyjeda, i wtedy sama mu powiem albo tez ksicia uprosz. Jak zobaczy, e 
nie ma rady, to si i zgodzi. Nie byt ci on przecie krzyw?
- Nie - rzek Zbyszko - nie by mi krzyw, wic moe i rad bdzie w duszy, e 
Danuka bdzie moja. Bo jeli lubowa, to ju nie bdzie jego winy, jeli nie 
dotrzyma.
Wejcie ksidza Wyszoka z Danusi przerwao dalsz rozmow. Ksina wezwaa go 
w tej chwili do narady i z wielkim zapaem pocza mu opowiada o Zbyszkowych 
zamiarach, lecz on zaledwie usyszawszy, o co idzie, przeegna si ze zdumienia 
i rzek:
- W imi Ojca i Syna, i Ducha!... jake ja to mog uczyni! To przecie adwent!
- Dla Boga! prawda! - zawoaa ksina. I nastao milczenie; tylko strapione 
twarze okazyway, jakim ciosem byy dla wszystkich sowa ojca Wyszoka. On za 
po chwili rzek:
- Gdyby dyspensa bya, tobym si i nie przeciwi, bo mi was al. O Jurandowe 
pozwolestwo niekoniecznie bym pyta, bo skoro pani miociwa pozwala i za zgod 
ksicia pana naszego zarcza - no! - to oni ojciec i matka dla caego Mazowsza. 
Ale bez dyspensy biskupiej - nie mog. Ba! eby to ksidz biskup Jakub z 
Kurdwanowa byt midzy nami, moe by dyspensy nie odmwi - cho to surowy jest 
ksidz, nie taki, jak by jego poprzednik, biskup Mamphiolus, ktren na wszystko 
powiada: be-ne! bene!
- Biskup Jakub z Kurdwanowa miuje wielce i ksicia, i mnie - wtrcia pani.
- Tote dlatego mwi, e dyspensy by nie odmwi, ile e s do tego 
przyczyny... Dziewczyna musi jecha, a w modzianek chorzeje i moe zamrze... 
Hm! in articulo mortis... Ale bez dyspensy nijak...
- Ju ja bym tam i pniej biskupa Jakuba o dyspens uprosia - i choby te nie 
wiem jak by surowy, nie odmwi on mi tej aski... Ej, urczam, e nie odmwi.
Na to ksidz Wyszoniek, ktry by czek dobry i mikki, rzek:
- Sowo pomazanki boskiej - wielkie sowo... Strach mi ksidza biskupa, ale to 
wielkie sowo!... Mgby te modzianek co do katedry w Pocku przyobieca... 
Nie wiem... Zawsze to, pki dyspensa nie nadejdzie, bdzie grzech - i to nie 
kogo innego, jeno mj... Hm! Pan Jezus po prawdzie jest miosierny i jeli kto 
zgrzeszy nie dla wasnego zysku, jeno z politowania nad ludzk bied, to tym 
atwiej przebacza!... Ale grzech bdzie i nuby si biskup zaci, kto mi da 
odpust?
- Biskup si nie zatnie! - zawoaa ksina Anna. A Zbyszko rzek:
- Ten Sanderus, ktren ze mn przyjecha, ma gotowe na wszystko odpusty.
Ksidz Wyszoniek moe i niezupenie wierzy w odpusty Sanderusa, ale rad by 
chwyci si choby pozoru, byle tylko Zbyszkowi i Danusi przyj z pomoc, gdy 
dziewczyn, ktr zna od maego, kocha bardzo. Wreszcie pomyla, e w 
najgorszym razie spotka go moe pokuta kocielna, wic zwrci si do ksiny i 
rzek:
- Ksidz ci ja jestem, ale i ksicy suga. Jakoe, miociwa pani, rozkaecie?
- Nie chc ja rozkazywa, wol prosi - odpowiedziaa pani. - Ale jeli ten 
Sanderus ma odpusty...
- Sanderus ma. Jeno o biskupa chodzi. Srogie on tam w Pocku z kanonikami synody 
odprawuje.
- Biskupa si nie bjcie. Zabroni on, jako syszaem, ksiom mieczw, kusz i 
rnej swawoli, ale dobrze czyni nie zabroni.
Ksidz Wyszoniek podnis oczy i rce w gr:
- To nieche si stanie wedle waszej woli.
Na te sowa rado opanowaa serca. Zbyszko znw osiad na wezgowiu, a ksina, 
Danusia i ojciec Wyszoniek siedli koo oa i poczli "uradza", jak rzecz 
naley uczyni. Wic postanowili zachowa tajemnic, tak aby w domu ywa dusza o 
tym nie wiedziaa; postanowili te, e i Jurand nie powinien nic wiedzie, pki 
mu sama pani w Ciechanowie o wszystkim nie oznajmi. Natomiast mia ksidz 
Wyszoniek napisa list od ksiny do Juranda, by zaraz przyjeda do 
Ciechanowa, gdzie i lepsze leki na jego kalectwo mog si znale, i samotno 
mniej mu bdzie dokucza. Uradzili na koniec, e i Zbyszko, i Danusia przystpi 
do spowiedzi, lub za odbdzie si noc, gdy ju wszyscy spa si pokad.
Przyszo Zbyszkowi na myl, eby wzi giermka Czecha na wiadka lubu, ale 
porzuci ten zamiar, przypomniawszy sobie, e ma go od Jagienki. Przez chwil 
stana mu w pamici jakby ywa, tak i zdao mu si, e widzi jej rumian 
twarz, jej zapakane oczy i syszy gos proszcy: "Nie czy mi tego! nie pa mi 
zem za dobre i niedol za kochanie!" A nagle chwycia go wielka lito nad 
ni, gdy czu, e jej si stanie cika krzywda, po ktrej nie znajdzie 
pociechy ni pod zgorzelickim dachem, ni w gbi boru, ni w polu, ni w darach 
opata, ni w zalotach Cztana i Wilka. Wic rzek jej w duchu: "Daj ci Bg 
wszystko najlepsze, dziewczyno, ale chobym ci rad i nieba przychyli - nie 
poradz". I rzeczywicie przekonanie, e nie byo to w jego mocy, przynioso mu 
nawet ulg i wrcio spokojno, tak e zaraz pocz myle tylko o Danusi i o 
lubie.
Nie mg si jednak obej bez pomocy Czecha, wic lubo postanowi zamilcze 
przed nim o tym, co si miao sta, kaza go do siebie przywoa i rzek mu:
- Przystpi dzi do spowiedzi i do Stou Paskiego, przybierz mnie przeto jak 
najochdoniej, jakobym na krlewskie pokoje mia i.
Czech przelk si nieco i pocz patrze mu w twarz, co zrozumiawszy, Zbyszko 
rzek:
- Nie bj si, nie tylko na mier ludzie si spowiadaj, a tym bardziej e id 
wita, na ktre ojciec Wyszoniek z ksin do Ciechanowa wyjedzie i nie bdzie 
ksidza bliej ni w Przasnyszu.
- A wasza mio nie pojedzie? - spyta giermek.
- Jeli wyzdrowiej, to pojad, ale to w boskim rku. Wic Czech si uspokoi i 
skoczywszy do ubw, przynis ow bia jak zdobyczn, zotem szyt, w ktr 
rycerz ubiera si zwykle na wielkie uroczystoci, a te i pikny kobierczyk dla 
okrycia ng i oa, za czym podnisszy Zbyszka przy pomocy dwch Turczynkw, 
umy go, uczesa jego dugie wosy, na ktre naoy szkaratn przepask, 
wreszcie wspar tak przybranego o czerwone poduszki i rad z wasnego dziea, 
rzek:
- eby jeno wasza mio plsa moga, to choby i wesele wyprawi!
- Musiaoby si oby bez plsw - odrzek z umiechem Zbyszko.
A tymczasem ksina rozmylaa rwnie w swojej izbie, jak przybra Danusi, 
gdy dla jej niewieciej natury bya to sprawa wielkiej wagi i za nic nie 
chciaaby przyzwoli, by mia jej wychowanka stana w codziennej szacie do 
lubu. Suki, ktrym powiedziano, e dziewczyna te do spowiedzi w barw 
niewinnoci si przybiera, atwo znalazy w skrzyni bia sukienk, ale bieda 
bya z przybraniem gowy. Na myl o tym opanowa pani jaki dziwny smutek, tak 
i pocza wyrzeka.
- Gdzie ja dla ciebie, sierotko - mwia - wianek ruciany w tym boru wynajd! Ni 
tu kwiatuszka jakowego, ni licia, chyba si mchy gdzie pod niegiem zieleni.
A Danusia, stojc z rozpuszczonymi ju wosami, zatroskaa si take, bo i jej 
chodzio o wianek; po chwili jednak ukazaa na rwnianki z niemiertelnikw 
wiszce na cianach izby i rzeka:
- Choby i z tego co uwi, bo nic innego nie znajdziem, a Zbyszko wemie mnie i 
w takim wianku.
Ksina nie chciaa si z pocztku na to zgodzi, bojc si zej wrby, ale e 
w dworcu, do ktrego tylko na owy przyjedano, nie byo adnych kwiatw, wic 
skoczyo si na niemiertelnikach. Tymczasem nadszed ojciec Wyszoniek, ktry 
poprzednio wyspowiada ju Zbyszka, i zabra dziewczyn do spowiedzi, a potem 
zapada gucha noc. Suba po wieczerzy posza z rozkazu ksiny spa. Wysacy 
Jurandowi pokadli si jedni w cze-ladniej, inni przy koniach w stajniach. 
Wkrtce ognie w suebnych izbach zasuy si popioem na trzonach i pogasy, a 
wreszcie uczynio si cakiem cicho w lenym dworze i tylko psy szczekay od 
czasu do czasu na wilki w stron boru.
Jednake u ksiny, u ojca Wyszoka i u Zbyszka okna nie przestaway wieci, 
rzucajc czerwone blaski na nieg pokrywajcy dziedziniec. Oni za czuwali w 
ciszy, suchajc bicia wasnych serc - niespokojni i przejci uroczystoci 
chwili, ktra zaraz nadej miaa. Jako po pnocy ksina wzia za rk 
Danusi i poprowadzia j do izby Zbyszkowej, gdzie ojciec Wyszoniek czeka ju 
na nich z Panem Bogiem. W izbie pali si wielki ogie w grabie i przy jego 
obfitym, ale nierwnym wietle ujrza Zbyszko Danusi, blad nieco od 
bezsennoci, bia, z wiankiem niemiertelnikw na skroni, przybran w sztywn, 
spadajc a do ziemi sukienk. Powieki miaa ze wzruszenia przymknite, rczy 
-ny opuszczone wzdu sukni - i przypominaa tak jakie malowania na szybach, 
byo w niej co tak kocielnego, e Zbyszka zdjo zdziwienie na jej widok, 
pomyla bowiem, e nie dziewczyn ziemsk, ale jak duszyczk niebiesk ma 
wzi za on. A pomyla to jeszcze bardziej, gdy klka ze zoonymi domi do 
komunii i przechyliwszy w ty gow, zamkna cakiem oczy. Wydaa mu si nawet 
wwczas jak umara i a lk chwyci go za serce. Nie trwao to jednak dugo, 
gdy posyszawszy gos ksidza:
Ecce Agnus Dei - sam skupi si w duchu i myli jego wziy lot w stron Bo. W 
izbie sycha byo teraz tylko uroczysty gos ksidza Wyszoka: Domine, non sum 
dignus - a wraz z nim trzaskania skier w ognisku i wierszcze grajce zawzicie, 
a jako aonie w szparach komina. Za oknami wsta wiatr, zaszumia w 
onieonym lesie, lecz zaraz cich.
Zbyszko i Danusia pozostali jaki czas w milczeniu, ksidz Wyszoniek za wzi 
kielich i odnis go do kapliczki dworskiej.
Po chwili wrci, ale nie sam, tylko z panem de Lorche, i widzc zdziwienie na 
twarzach obecnych, pooy naprzd palec na ustach, jakby chcc jakiemu 
niespodzianemu okrzykowi zapobiec, po czym za rzek:
- Rozumiaem, e bdzie lepiej, aby byo dwch wiadkw lubu, i dlatego wpierw 
jeszcze ostrzegem tego rycerza, ktren mi na cze i na relikwie akwizgraskie 
poprzysig, e tajemnicy, pki bdzie trzeba, dochowa.
A pan de Lorche przyklk naprzd przed ksin, potem przed Danusi, nastpnie 
za podnis si i sta w milczeniu, przybrany w uroczyst zbroj, po ktrej 
zagiciach pegay czerwone wiateka od ognia, dugi, nieruchomy, pogron 
jakby w zachwycie, gdy i jemu ta biaa dziewczyna z wiankiem niemiertelnikw 
na skroni wydaa si jakby anioem widzianym na szybie w gotyckim tumie.
Lecz ksidz postawi j przy ou Zbyszka i narzuciwszy im stu na rce, 
rozpocz zwyky obrzdek. Ksinie spyway zy jedna za drug po poczciwej 
twarzy, lecz w duszy nie czua w tej chwili niepokoju, sdzia bowiem, e dobrze 
czyni, czc tych dwoje cudnych i niewinnych dzieci. Pan de Lorche klkn po 
raz wtry i wsparty obiema rkoma na rkojeci miecza, wyglda zupenie jak 
rycerz, ktry ma widzenie - tych za dwoje powtarzao kolejno sowa ksidza: 
"Ja... bior... ciebie sobie..." - a do wtru tym sowom cichym i sodkim gray 
znw wierszcze w szparach komina i trzaska ogie w grabie. Po skoczonym 
obrzdku Danusia pada do ng ksinie, ktra bogosawia oboje, a gdy wreszcie 
oddaa ich w opiek mocom niebieskim, rzeka:
- Radujcie si teraz, bo ju ona twoja, a ty jej. Wwczas Zbyszko wycign swe 
zdrowe rami do Danusi, ona za obja go rcztami za szyj i przez chwil 
sycha byo, jak powtarzali sobie z ustami przy ustach:
- Moja ty, Danuko.
- Mj ty, Zbyszku.
Lecz zaraz potem Zbyszko zesab, gdy za duo byo na jego siy wzrusze - i 
zesunwszy si na poduszki, pocz oddycha ciko. Nie przyszo jednak na 
omdlenie i nie przesta si umiecha do Danusi, ktra obcieraa mu twarz 
zroszon zimnym potem, a nawet nie przesta powtarza jeszcze: "Moja ty, 
Danuka" - na co ona pochylaa za kadym razem sw przetowos gow. Widok ten 
wzruszy do reszty pana de Lorche, ktry owiadczy, e gdy w adnym kraju nie 
przygodzio mu si widzie serc tak czuych, przeto poprzysiga uroczycie, jako 
gotw jest potyka si pieszo lub konno z kadym rycerzem, czarnoksinikiem lub 
smokiem, ktry by ich szczliwoci mia stan na zawadzie. I rzeczywicie 
poprzysig ow zapowied natychmiast na majcej ksztat krzyyka rkojeci od 
mizerykordii, to jest maego miecza, ktry suy rycerzom do dobijania rannych. 
Ksina i ojciec Wyszoniek wezwani byli na wiadkw tej przysigi.
Lecz pani, nie rozumiejc lubu bez jakowego wesela, przyniosa wina - wic 
pili nastpnie wino. Godziny nocy pyny jedna za drug. Zbyszko, 
przezwyciywszy sabo, przygarn znw Danusi i rzek:
- Skoro mi ci Pan Jezus odda, nikt mi ci nie odbierze, ale mi al, e 
wyjedasz, jagdko moja najmilsza.
- Do Ciechanowa z tatulem przyjedziem - odpowiedziaa Danusia.
- Byle ci choro jaka nie napada - albo co... Boe ci strze od zej 
przygody... Musisz do Spychowa - wiem!... Hej!... Bogu najwyszemu i miociwej 
pani dzikowa, e ju moja-bo juci co lub, to tego moc ludzka nie odrobi.
e jednak lub ten odby si w nocy i tajemniczo, i e zaraz po nim miao 
nastpi rozstanie, wic chwilami jaki dziwny smutek ogarnia nie tylko 
Zbyszka, ale i wszystkich. Rozmowa rwaa si. Od czasu do czasu przygasa te 
ogie w grabie -i gowy pogray si w mroku. Ksidz Wyszoniek dorzuca wwczas 
na wgle nowe bierwiona, a gdy zapiszczao co aonie w szczapie, jako czsto 
bywa przy wieym drzewie, mwi:
- Duszo pokutujca, czego dasz?
Odpowiaday mu wierszcze, a potem wzmagajcy si pomie, ktry wydobywa z 
cienia bezsenne twarze, odbija si w zbroi pana de Lorche, rozwietlajc 
zarazem bia sukienk i niemiertelniki na gowie Danusi.
Psy na dworze poczy znw poszczekiwa w stron boru takim szczekaniem jak na 
wilki.
I w miar jak pyny godziny nocy, coraz czciej zapadao milczenie, a 
wreszcie ksina rzeka:
- Miy Jezu! ma-li tak by po lubie, lepiej by pj spa, ale skoro mamy 
czuwa do rania, to i zagraje nam jeszcze, kwiatuszku, ostatni raz przed 
odjazdem na lutece - mnie i Zbyszkowi.
Danusia, ktra czua zmczenie i senno, rada bya czym-kowiek si orzewi, 
wic skoczya po lutni i wrciwszy z ni po chwili, siada przy ku Zbyszka.
- Co mam gra? - zapytaa.
- Co? - rzeka ksina - a c by jak nie on pie, ktr w Tycu piewaa, 
kiedy to ci pierwszy raz Zbyszko ujrza!
- Hej! pamitam - i do mierci nie zabacz - rzek Zbyszko. - Jakem, bywao, to 
gdzie usysza, to ae mi luzy z oczu pyny.
- To i zapiewam! - rzeka Danusia. I zaraz pocza brzka na lutece, 
nastpnie za, zadarszy jak zwykle gwk do gry, zapiewaa:
Gdybym to ja miaa
Skrzydeczka jak gska,
Poleciaabym ja
Za Jakiem do lska,
Usiadabym ci ja
Na lskowskim pocie:
"Przypatrz si, Jasieku,
Ubogiej sierocie!... "
Lecz nagle gos si jej zaama, usta poczy si trz, a spod zamknitych 
rzs zy wydostaway si przemoc na policzki. Przez chwil staraa si ich nie 
puci spod powiek, ale nie moga - i w kocu rozpakaa si serdecznie, 
zupenie jak wwczas, gdy ostatni raz piewaa t pie Zbyszkowi w krakowskim 
wizieniu, gdy mylaa, e mu nazajutrz szyj utn.
- Danuka! co ci, Danuka? - pyta Zbyszko.
- Czego paczesz? Jakiee to wesele! - zawoaa ksina. -Czego?
- Nie wiem - odpowiedziaa, kajc, Danuka - tak ci mi smutno!.. taki al!... 
Zbyszka i pani...
Wic zatroskali si wszyscy i nu j pociesza, nu tumaczy jej, e to nie na 
dugo tego odjazdu i e pewnie jeszcze na wita zjad z Jurandem do Ciechanowa. 
Zbyszko znw obj j ramieniem, przytula do piersi i wycaowywa zy z oczu - 
ucisk jednak pozosta we wszystkich sercach - i w tym ucisku zbiegay im godziny 
nocy.
A wreszcie na dziedzicu rozleg si odgos tak nagy i przeraliwy, e a 
wzdrygnli si wszyscy. Ksina, zerwawszy si z awy, zawoaa:
- O dlaboga! urawie studzienne! Konie poj! A ksidz Wyszoniek spojrza w okno, 
w ktrym szklane gomki przybieray barw szaraw, i ozwa si:
- Noc ju bieleje i dzie si czyni. Ave Maria, gratia plena...
Po czym wyszed z izby i wrciwszy po niejakim czasie, rzek:
- Dnieje, chocia bdzie ciemny dzie. To Jurandowi ludzie konie poj. Czas ci 
do drogi, niebogo!...
Na te sowa i ksina, i Danusia uderzyy w gony pacz i obie wraz ze 
Zbyszkiem poczy wyrzeka, tak jak wyrzekaj ludzie proci, gdy im przychodzi 
si rozsta, to jest, e byo w tym wyrzekaniu co obrzdkowego i zarazem jakby 
p zawodzenie, p piewanie, ktre wylewa si z dusz polnych tak przyrodzon 
drog, jak lej si zy z oczu.
Hej! nie pomoe ju nic pakanie,
Ju ci egnamy, mie kochanie,
Ju pakanie nie pomoe,
Ju egnamy ci, nieboe,
egnamy ci - hej!...
Lecz Zbyszko przytuli po raz ostatni Danusi do piersi i trzyma j dugo, 
dopty, dopki mu tchu starczyo i dopki ksina nie oderwaa jej od niego, aby 
j przebra na drog.
Tymczasem rozedniao zupenie. We dworcu rozbudzili si wszyscy i poczli si 
krzta. Do Zbyszka wszed Czech, giermek, dowiedzie si o zdrowie i pyta o 
rozkazy.
- Przycignij oe do okna - rzek mu rycerz.
Czech przycign z atwoci oe do okna, ale zdziwi si, gdy Zbyszko kaza 
mu je otworzy - usucha jednak i tego rozkazu, nakry tylko pana wasnym 
kouchem, gdy na dworze chodno byo, cho chmurno - i pada nieg mikki a 
obfity.
Zbyszko pocz patrze: na dziedzicu przez lecce z chmur patki niegowe wida 
byo sanki, wok nich siedzieli na zszerszeniaych i dymicych koniach ludzie 
Jurandowi. Wszyscy byli zbrojni, a niektrzy mieli blachy na kouchach, w 
ktrych przeglday si blade i pospne promienie dnia. Las zasuo cakiem 
niegiem; potw i koowrota prawie nie mona byo dojrze.
Danusia wpada jeszcze do izby Zbyszka caa ju zakutana w kouszek i lisi 
szub; jeszcze raz obja za szyj i jeszcze raz rzeka mu na poegnanie:
- Chocia i odjedam, tom twoja. A on caowa jej rce, policzki i oczy, ktre 
ledwie byo wida spod lisiego puchu, i mwi:
- Boe ci strze! Boe ci prowad! Moja ty ju, moja do mierci!
I gdy znw oderwano j od niego, podnis si, ile mg, wspar gow na oknie i 
patrza; wic poprzez patki niegowe jakby przez jakow zason widzia, jak 
Danusia siadaa do sanek, jak ksina trzymaa j dugo w objciach, jak 
caoway j dworki i jak ksidz Wyszoniek egna j znakiem krzya na drog. 
Obrcia si jeszcze przed samym odjazdem ku niemu i wycigna rce:
- Ostawaj z Bogiem, Zbyszku!
- Boe, daj w Ciechanowie ci obaczy...
Ale nieg pada tak obfity, jakby chcia wszystko zguszy i wszystko 
przesoni, wic te ostatnie sowa doszy ich tak przytumione, e obojgu wydao 
si, i woaj na siebie -ju z daleka.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXVI
Po obfitych niegach nastay cikie mrozy i dni pogodne, suche. Dniem bory 
iskrzyy si w promieniach soca, ld popta rzeki i ustali bagna. Przyszy 
jasne noce, wrd ktrych mrz wzmaga si do tego stopnia, e drzewa pkay z 
hukiem w lesie; ptactwo zbliao si do domostw; drogi stay si niebezpieczne z 
powodu wilkw, ktre jy si zbiera w stada i napada nie tylko na 
pojedynczych ludzi, lecz i na wsie. Lud jednak radowa si w dymnych chatach 
przy ogniskach, przepowiadajc po mronej zimie rok urodzajny, i wesoo czeka 
wit, ktre miay niebawem nadej. Leny dworzec ksicy opustosza. Ksina 
wraz z dworem i ksidzem Wyszokiem wyjechaa do Ciechanowa. Zbyszko, znacznie 
ju zdrowszy, ale nie do jeszcze mocny, by na ko si, zosta w dworcu razem 
ze swymi ludmi, z Sanderusem, z giermkiem Czechem i z miejscow sub, nad 
ktr miaa dozr stateczna szlachcianka penica obowizki gospodyni.
Lecz dusza w rycerzu rwaa si do modej ony. Bya mu wprawdzie niezmiern 
osod myl, e Danusia ju jest jego i adna moc ludzka nie zdoa mu jej odj, 
ale z drugiej strony ta sama myl potgowaa jego tsknot. Po caych dniach 
wzdycha do tej chwili, w ktrej bdzie mg dworzec opuci, i rozwaa, co 
wwczas ma uczyni, gdzie jecha i jak Juranda przejedna. Miewa te chwile 
cikiego niepokoju, ale w ogle przyszo przedstawiaa mu si radonie. 
Kocha Danuk i uska hemy z pawimi pirami - oto miao by jego ycie. 
Czstokro braa go ochota porozmawia o tym z Czechem, ktrego polubi, ale 
zauway, e Czech, oddany dusz ca Jagience, nierad rozmawia o Danusi, on 
za zwizany tajemnic nie mg mu powiedzie wszystkiego, co si stao.
Zdrowie jego polepszao si jednak z kadym dniem. Na tydzie przed Wigili 
dosiad po raz pierwszy konia i cho czu, e nie mgby jeszcze tego uczyni w 
zbroi, jednake nabra otuchy. Nie spodziewa si zreszt, by miaa go zaskoczy 
potrzeba prdkiego przywdziania pancerza i hemu, a w najgorszym razie tuszy, 
i wkrtce bdzie mia i na to do si. W izbie prbowa dla zabicia czasu 
podnosi miecz i szo mu niele; topr okaza si tylko dla niego za ciki, 
mniema wszelako, e chwyciwszy toporzysko w obie donie, zdoaby ju 
skutecznie machn.
Na koniec, na dwa dni przed Wigili, kaza wymoci wozy, pokulbaczy konie i 
oznajmi Czechowi, e pojad do Ciechanowa. Wiemy giermek zatroska si nieco, 
zwaszcza e na dworze by mrz trzaskajcy, ale Zbyszko rzek mu:
- Nie twoja gowa, Gowaczu (tak go bowiem z polska nazywa). Nic tu po nas w 
tym dworcu, a chobym mia zachorze, to starunku w Ciechanowie nie zabraknie. 
Wreszcie pojad nie konno, ale w saniach, po szyj w sianie i pod skrami, a 
dopiero pod samym Ciechanowem na ko si przesid.
I tak si stao. Czech ju przezna swego modego pana i wiedzia, e niedobrze 
mu si przeciwia, a jeszcze gorzej nie speni w lot rozkazu; wic w godzin 
pniej ruszono. W chwili odjazdu Zbyszko, widzc Sanderusa adujcego si na 
sanie wraz ze swoj skrzyni, rzek mu:
- A ty czego si do mnie przyczepi jak rzep do owczej weny?... Mwie, e 
chcesz do Prus.
- Mwiem, e chc do Prus - rzek Sanderus - ale jake mi tam samemu i w 
takie niegi? Wilcy mnie zjedz, nim pierwsza gwiazda zejdzie, a tu te nie mam 
po co ostawa. Wolej mi w miecie ludzi pobonoci budowa, witym towarem ich 
darzy i z diabelskich obierzy ratowa, jakom Ojcu wszystkiego chrzecijastwa w 
Rzymie zaprzysig. A prcz tego okrut-niem wasz mio pokocha, wic jej nie 
opuszcz przed odejciem do Rzymu, bo moe si zdarzy i jakow przysug odda.
- Zawsze on za was, panie, gotw zje i wypi - rzek na to Czech - i tak 
przysug najbardziej rad by odda. Ale jeli nas za wielka chmara wilkw w 
przasnyskim boru opadnie, to im go rzucim na odpraw, bo na nic lepszego si nie 
przy godzi.
- A wy patrzcie, by wam grzeszne sowo do wsw nie przy-marzo - odpar 
Sanderus - gdy takowe sople tylko w piekielnym ogniu topniej.
- O wa! - rzek Gowacz, sigajc rkawic do wsw, ktre ledwie poczynay mu 
si sypa - pierwej sprbuj zagrza piwa na popasie, ale tobie go nie dam.
- A przykazanie jest: spragnionego napoi. Nowy grzech!
- To ci dam wiadro wody, a tymczasem naci, co mam pod rk.
I tak mwic, nabra niegu, ile mg dwiema rkawicami obj, i rzuci nim w 
brod Sanderusa, ale w uchyli si i rzek:
- Nic po was w Ciechanowie, bo tam ju jest chowany niedwiadek, co niegiem 
praska.
Tak to oni przekomarzali si ze sob, dosy si lubic wzajemnie. Zbyszko 
jednake nie zabroni Sanderusowi jecha ze sob, albowiem cudaczny w czowiek 
bawi go, a zarazem zdawa si by istotnie do niego przywizany. Ruszyli wic z 
dworca lenego jasnym rankiem w mrz tak wielki, e trzeba byo konie okrywa. 
Caa kraina leaa pod obfitym niegiem. Dachy chat ledwie byo spod niego 
wida, a miejscami dymy zdaway si wychodzi wprost z biaych zasp i szy w 
gr strzeliste, rowe od poranku, rozszerzone u szczytu w kicie, podobne do 
rycerskich piropuszw.
Zbyszko jecha na wozie, raz, dla zaoszczdzenia si, a po wtre, dla wielkiego 
zimna, przed ktrym atwiej si byo uchroni w wymoszczonych sianem i skrami 
wozach. Kaza te Gowaczowi przysi si do siebie i mie kusz na podordziu 
od wilkw, tymczasem za gawdzi z nim wesoo.
- W Przasnyszu - rzek - jeno konie popasiem, rozgrzejem si i zaraz ruszymy 
dalej.
- Do Ciechanowa?
- Naprzd do Ciechanowa pastwu si pokoni i naboestwa zay.
- A potem? - pyta Gowacz. Zbyszko umiechn si i odrzek:
- Potem, kto wie, czy nie do Bogdaca.
Czech spojrza na niego ze zdziwieniem. W gowie bysna mu myl, e moe mody 
pan wyrzek si Jurandwny, i wydao mu si to tym podobniejszym do prawdy, 
poniewa Juran-dwna wyjechaa, o uszy za Czecha odbia si w lenym dworcu 
wiadomo, e pan na Spychowie przeciwny by modemu rycerzowi. Wic ucieszy 
si poczciwy giermek, bo chocia miowa Jagienk, ale patrza na ni tak jak na 
gwiazd na niebie i rad by by okupi jej szczcie choby krwi wasn. Zbyszka 
te pokocha i z caej duszy pragn obojgu do mierci suy.
- To ju wasza mio osidzie na dziedzinie! - rzek z radoci.
- Jake mi na dziedzinie siedzie - odpowiedzia Zbyszko - kiedym owych rycerzy 
krzyowych pozwa, a przedtem jeszcze Lichtensteina? Mwi de Lorche, e pono 
mistrz ma krla w gocin do Torunia zaprosi, to si do krlewskich pocztw 
przyczepi - i tak myl, e w Toruniu pan Zawisza z Garbowa alibo pan Powaa z 
Taczewa wyprosi mi u pana naszego pozwolestwo, abym si mg na ostre z tymi 
mnichami potyka. Pewnikiem wystpi oni z giermkami, wic i tobie przyjdzie si 
spotka.
- Ju bym te chyba sam mnichem osta, gdyby miao by inaczej - rzek Czech.
Zbyszko spojrza na niego z zadowoleniem.
- No i nie bdzie temu dobrze, ktry ci si pod elaziwo nawinie. Pan Jezus da 
ci si okrutn, ale le by uczyni, gdyby ni zbytnio puszy, albowiem 
prawemu giermkowi pokora przystoi.
Czech pocz kiwa gow na znak, e si nie bdzie puszy, ale jej te i na 
Niemcw nie poskpi - a Zbyszko umiecha si w dalszym cigu, ale ju nie do 
giermka, tylko do wasnych myli.
- Stary pan bdzie rad, gdy wrcim - rzek po chwili Gowacz - i w Zgorzelicach 
te bd radzi.
Zbyszkowi stana Jagienka tak w oczach, jakby przy nim siedziaa na saniach. 
Bywao to zawsze, e gdy wypadkiem o niej pomyla, to widzia j ogromnie 
wyranie...
"Nie! - rzek sobie - nie bdzie ona rada, bo jeli wrc do Bogdaca, to z 
Danuk, a ona niech bierze innego..." Tu mignli mu przed oczyma: Wilk z 
Brzozowej i mody Cztan z Rogowa - i nagle uczynio mu si przykro na myl, e 
dziewczyna moe pj w rce jednego z tych dwch. "Wolej by lepszego jakiego 
znalaza - mwi sobie w duszy - bo to piwoopy i koste-ry, a dziewka uczciwa 
jest". Pomyla te i o tym, e stryjowi, gdy si dowie o tym, co zaszo, bdzie 
okrutnie markotno, ale pocieszy si wraz myl, e Makowi chodzio zawsze w 
pierwszym rzdzie o rd i o dostatki, ktre mogy znaczenie rodu podnie. 
Jagienka bya wprawdzie bliej, bo o miedz, ale za to Jurand wikszy by 
dziedzic od Zycha ze Zgorzelic, wic atwo byo przewidzie, e Mako nie bdzie 
dugo krzyw o taki zwizek, tym bardziej e wiedzia przecie o mioci bratanka 
i o tym, ile w Danusi zawdzicza... Pomruczy, a potem bdzie rad i pocznie 
Danuk miowa jak wasne dziecko!
I nagle serce w Zbyszku poruszyo si przywizaniem i tsknot do tego stryjca, 
ktry by czowiek twardy, a przecie tak go kocha jak renic oka; w bitwach 
jego wicej strzeg nili siebie, dla niego up bra, dla niego zabiega o 
majtno. Dwch ich byo oto samotnikw na wiecie! - krewnych nawet nie mieli, 
chyba dalekich jak opat - wic gdy, bywao, przyszo im si czasem rozczy, to 
jeden bez drugiego nie wiedzia, co pocz, a zwaszcza stary, ktry niczego ju 
dla siebie nie poda.
- Hej! bdzie rad, bdzie rad! - powtarza sobie Zbyszko - i tego bym jeno 
chcia, eby mnie i Jurand tak przyj, jako on mnie przyjmie.
I prbowa sobie wyobrazi, co te powie i pocznie Jurand, gdy si o lubie 
dowie. Byo w tej myli troch niepokoju, ale niezbyt wiele, wanie dlatego e 
ju klamka zapada. Na bitk nie wypadao przecie Jurandowi go wyzywa, gdyby 
za zbytnio si sprzeciwia, to mg mu Zbyszko odpowiedzie tak: "Przystacie, 
pki prosz, bo wasze prawo do Danuki ludzkie, a moje boskie - i nie wasza 
teraz ona, jeno moja". Co tam zasysza w swoim czasie od pewnego kleryka 
biegego w Pimie, e niewiasta powinna porzuci ojca i matk, a pj za mem 
- wic czu, e przy nim wiksza moc. Nie spodziewa si jednak, by midzy nim a 
Jurandem miao doj a do zawzitej niezgody i zoci, liczy bowiem, e duo 
wskraj proby Danusi, a rwnie wiele, jeli nie wicej, wstawiennictwo 
ksicia, ktrego Jurand by podwadnym, i ksiny, ktr umiowa jako opiekunk 
swego dziecka.
W Przasnyszu radzono im zosta na nocleg, ostrzegajc ich przed wilkami, ktre z 
powodu mrozw pozbijay si w stada tak wielkie, e napaday nawet gromadnie 
jadcych ludzi. Zbyszko jednak nie chcia na to zwaa, albowiem zdarzyo si, 
i w gospodzie spotkali kilku rycerzy mazowieckich z pocztami, ktrzy te 
jechali do ksicia do Ciechanowa, i kilku zbrojnych kupcw z samego Ciechanowa, 
prowadzcych adowne wozy z Prus. W tak wielkiej kupie nie byo 
niebezpieczestwa, wic ruszyli na noc, cho pod wieczr zerwa si nagle wiatr, 
nagna chmur i pocza si zadymka. Jechali, trzymajc si blisko jedni drugich, 
ale tak wolno, i Zbyszko pocz myle, i nie zd na Wili. W niektrych 
miejscach trzeba byo rozkopywa zaspy, gdy konie wcale nie mogy przej. 
Szczciem, droga lena nie bya bdna. Jednake zmierzch ju by na wiecie, 
gdy dojrzeli Ciechanw.
Moe nawet byliby jedzili wok miasta wrd nienych tumanw i powistu 
wichrw, nie domylajc si, e s tu, gdyby nie ognie ponce na wzniesieniu, 
na ktrym budowano nowy zamek. Nikt ju dobrze nie wiedzia, czy w Wigili 
Boego Narodzenia palono te ognie dla goci, czy dla jakiego staroytnego 
zwyczaju, ale te i nikt ze Zbyszkowych towarzyszw teraz o tym nie myla - 
wszyscy bowiem chcieli znale jak najprdzej ochron w miecie.
Tymczasem zamie zwikszaa si coraz bardziej. Ostry i mrony wiatr nis 
niezmierne tumany niene, targa drzewami, hucza, szala, podrywa cae zaspy, 
podnosi je w gr, skrca, rozpyla, przykrywa nimi wozy, konie, ci po 
twarzach podrnikw jakby ostrym piaskiem - tumi im oddech w piersiach i 
mow. Gosu koatek przytwierdzonych do dyszlw nie byo wcale sycha, 
natomiast w wyciu i powicie wichru odzyway si jakie gosy aosne jakby 
wycie wilcze, jakby odlege renie koni, a czasem jakby pene trwogi ludzkie 
woanie o ratunek. Wyczerpane konie poczy si spiera bokami o siebie i i 
coraz wolniej.
- Hej, kurniawa te to, kurniawa! - rzek zdyszanym gosem Czech - szczcie, 
panie, emy pod miastem i e owe ognie si pal, bo inaczej le by byo z nami.
- Kto w polu, temu mier - odrzek Zbyszko - ale owo i ognia ju nie widz.
- Bo tuman taki, e i ogie nie przewieci. A moe rozmioto drwa i wgle.
Na innych wozach rozmawiali take kupcy i rycerze, e kogo zamie z dala od 
siedzib ludzkich uapi, ten ju dzwonw jutro nie usyszy. Lecz Zbyszko 
zaniepokoi si nagle i rzek:
- Nie daj Bg, aby tam Jurand by gdzie w drodze. Czech, lubo cakiem zajty 
wpatrywaniem si w stron ognisk, usyszawszy sowa Zbyszka, odwrci jednak 
gow i zapyta:
- To pan ze Spychowa mia zjecha?
- Mia.
- Z pann?
- A ogie to ci naprawd przesonio - odpowiedzia Zbyszko. I rzeczywicie 
pomie przygas, ale natomiast na drodze tu przy koniach i saniach zjawio si 
kilku jedcw.
- A czego nastpujesz? - zawoa czujny Czech, chwytajc kusz. - Kto wy?
- Ludzie ksicy, wysani w pomoc podrnym.
- Niech bdzie pochwalony Jezus Chrystus!
- Na wieki wiekw.
- Prowadcie do miasta! - ozwa si Zbyszko.
- Czy nikt z was nie osta?
- Nikt.
- Skd jedziecie?
- Od Przasnysza.
- A wicej podrnych nie widzielicie po drodze?
- Nie widzielimy. Ale moe znajd si na innych gocicach.
- Na wszystkich ludzie szukaj. Jedcie za nami. Zjechalicie z drogi! W prawo!
I zawrcili konie. Przez czas jaki sycha byo tylko szum wichru.
- Sia goci w starym zamku? - spyta po chwili Zbyszko. Najbliszy jedziec, 
nie dosyszawszy, pochyli si ku niemu:
- Jako za mwicie, panie?
- Pytam, czy sia goci u ksistwa?
- Po staremu: jest do!
- A dziedzica ze Spychowa nie ma?
- Nie ma, ale go czekaj. Pojechali te ludzie naprzeciw.
- Z kagankami?
- Zaby tam wiatr pozwoli!
Lecz dalej nie mogli rozmawia, bo szum zamieci wzmg si jeszcze.
- Czyste diabelskie wesele! - ozwa si Czech. Zbyszko jednak kaza mu milcze i 
paskudnego imienia nie wywoywa.
- Nie wiesz to - rzek - e w takie wita diabelska moc truchleje i e diaby w 
przerble si chowaj? Jednego raz pod Sandomierzem rybacy przed Wili w 
niewodzie znaleli: trzyma szczupaka w pysku, ale jak go gos dzwonw doszed, 
zaraz omdla, oni zasi kijami go tukli a do wieczerzy. Juci wichura tga 
jest, ale to z Pana Jezusowego pozwolestwa, ktren wida chce, eby jutrzejszy 
dzie by tym radoniejszy.
- Ba! Bylimy tu pod miastem, a wszelako gdyby nie ci ludzie, jedzilibymy 
moe i do pnocka, gdy juemy z drogi zjechali - odpowiedzia Gowacz.
- Bo ogie przygas.
Tymczasem wjechali jednak rzeczywicie do miasta. Zaspy niegowe leay tam na 
ulicach jeszcze wiksze, tak wielkie, e w wielu miejscach zakryway niemal 
okna, z ktrego to powodu, bdzc za miastem, nie mogli dojrze wiate. Ale 
natomiast wicher mniej tu dawa si we znaki. Na ulicach byy pustki, 
mieszczanie siedzieli ju przy wilii. Przed niektrymi domami chopcy z 
jaseczkami i z koz piewali, mimo zamieci, koldy. Na rynku te byo wida 
ludzi poowijanych w grochowiny i udajcych niedwiedzi, ale w ogle byo pusto. 
Kupcy, ktrzy towarzyszyli Zbyszkowi i innej szlachcie w drodze, zostali w 
miecie, owi za jechali dalej do starego zamku, w ktrym mieszka ksi i 
ktry majc ju szyby szklane, zajania przed nimi wesoo mimo zawiei, gdy 
podjechali bliej.
Zwodzony most na rowie by spuszczony, gdy dawne czasy litewskich napadw 
miny, a Krzyacy, przewidujc wojn z krlem polskim, sami szukali przyjani 
ksicia mazowieckiego. Jeden z ludzi ksicych zad w rg i wnet otworzono 
bram. Byo przy niej kilkunastu ucznikw, ale na murach i blankach ani ywej 
duszy, gdy ksi pozwoli straom zej. Naprzeciw goci wyszed stary 
Mrokota, ktry ju by przyjecha przed dwoma dniami, i powitawszy ich w imieniu 
ksicia, zaprowadzi do izb, w ktrych mogli si przybra godniej do stou.
Zbyszko pocz go zaraz wypytywa o Juranda ze Spychowa, w za odrzek, e go 
nie ma, ale si go spodziewaj, gdy obieca przecie przyjecha, a gdyby by 
zachorza mocniej, to daby zna. Wysali jednak naprzeciw kilkunastu jedcw, 
bo takiej zawiei najstarsi ludzie nie pamitaj.
- To moe niezadugo tu bd.
- Wiera, e niezadugo. Ksina kazaa postawi dla nich miski przy wsplnym 
stole.
Wic Zbyszko, cho zawsze strach mu byo troch Juranda, uradowa si w sercu i 
mwi sobie: "Choby te nie wiem, co czyni, tego nie odrobi, e to ona moja 
przyjeda, moja niewiasta, moja Danuka najmilsza!" I gdy sobie to powtarza, 
ledwie wasnemu szczciu mg uwierzy. Po czym pomyla, e moe mu tam ju 
wszystko wyznaa, moe go przejednaa i uprosia, eby j zaraz odda. "Po 
prawdzie, to i c ma lepszego do zrobienia? Jurand jest chop mdry i wie, e 
choby mi jej broni, to j i tak wezm, bo moje prawo mocniejsze".
Tymczasem, przebierajc si, rozmawia z Mrokota, wypytujc o zdrowie ksicia, a 
szczeglnie ksiny, ktr jeszcze od bytnoci w Krakowie pokocha jak matk. 
Rad te by, dowiedziawszy si, e w zamku wszyscy zdrowi i weseli, chocia 
ksina wielce po swojej miej piewaczce tsknia. Grywa jej teraz na lutece 
Jagienka, ktr ksina do lubi, ale ju nie tak.
- Jaka Jagienka? - zapyta ze zdziwieniem Zbyszko.
- Jagienka z Dugolasu, wnuczka starego pana z Dugolasu. Gadka dziewka, w 
ktrej si w Lotaryczyk rozkocha.
- To pan de Lorche tu jest?
- Gdzie by mia by? Przecie z lenego dworca tu przyjecha i siedzi, bo mu 
dobrze. Nie brak naszemu ksiciu nigdy goci.
- Rad go obacz, bo to rycerz, ktremu w niczym nie przygani.
- I on te was miuje. Ale ju chodmy, gdy ksistwo wraz do stou zasid.
I poszli. W sali stoowej w dwch kominach paliy si wielkie ognie, nad ktrymi 
czuwali pachokowie, i roio si ju od goci i dworzan. Ksi wszed pierwszy 
w towarzystwie wojewody i kilku przybocznych. Zbyszko pochyli mu si do kolan, 
a nastpnie ucaowa jego rk.
On za cisn go za gow, nastpnie, odwidszy go nieco na stron, rzek:
- Juci o wszystkim wiem. Mruczno mi byo z pocztku, ecie to bez mego 
pozwolestwa uczynili, ale po prawdzie nie byo czasu, bom ja w on por by w 
Warszawie, gdzie i wita chciaem przepdzi- . Wiadoma wreszcie rzecz, i jak 
si niewiasta czego chyci, to si i nie przeciw, bo nic nie wskrasz.
Ksina pani wam yczy jak matka, a ja zawdy wol jej dogodzi ni si 
przeciwi, z takowej przyczyny, aby za smutku i pakania jej oszczdzi.
Zbyszko pochyli si po raz wtry do kolan ksicych.
- Daj Bg waszej ksicej mioci odsuy.
- Chwali Jego imi, e ju zdrw. Powiedze ksinie, jakom ci yczliwie 
przyj, to si niewiasta ucieszy! Boga mi! Jej uciecha - moja uciecha! 
Jurandowi za tob dobre sowo te rzekn i tak myl, e pozwolestwo da, bo on 
te ksin miuje.
- Choby i nie chcia da, to moje prawo pierwsze.
- Twoje prawo pierwsze i musi si zgodzi, ale bogosawiestwa moe wam umkn. 
Przemoc mu tego nikt nie wydrze, a bez rodzicielskiego bogosawiestwa nie 
masz i boskiego.
Zatroska si Zbyszko, usyszawszy te sowa, gdy dotd o tym nie pomyla. W 
tej chwili jednak wesza ksina z Jagienk z Dugolasu i z innymi dworkami, 
wic skoczy pokoni si pani, ona za powitaa go jeszcze askawiej od ksicia 
i zaraz pocza mu mwi o spodziewanym przyjedzie Juranda. Oto misy dla nich 
zastawione, a ludzie wysani, by ich przeprowadzi wrd zamieci. Z wieczerz 
wigilijn czeka ju duej nie podobna, bo pan tego nie lubi, ale oni pewnie 
zjad, nim wieczerza si skoczy.
- Co do Juranda - mwia ksina - bdzie wedle natchnienia Boego. Albo mu 
powiem dzi wszystko, albo jutro po pasterce, a ksi te przyobieca, e swoje 
sowo dooy. Zawzity bywa
Jurand, ale nie dla tych, ktrych miuje, i nie dla tych, ktrym powinien.
Tu pocza mwi Zbyszkowi, jak si ma z teciem zachowa, by go, bro Boe, nie 
urazi i do zawzitoci nie przywie. Bya w ogle dobrej myli, ale kto by 
lepiej zna wiat i patrzy bystrzej od Zbyszka, ten zauwayby w sowach jej 
pewien niepokj. Moe byo tak dlatego, e pan ze Spychowa nie by w ogle 
czowiek atwy, a moe te pocza si ksina trwoy nieco tym, e ich tak 
dugo nie byo wida. Wieja stawaa si na dworze coraz okrutniejsza i wszyscy 
mwili, e kogo w szczerym polu zapie, ten moe i zosta; ksinie jednake 
przychodzio do gowy i inne przypuszczenie: mianowicie, e Danuka wyznaa 
ojcu, i jest ju lubem ze Zbyszkiem poczona, a w, obraziwszy si, 
postanowi wcale do Ciechanowa nie przyjeda. Nie chciaa jednak pani zwierzy 
si Zbyszkowi z tych myli, a nawet nie byo na to i czasu, gdy pachocy 
poczli wnosi jado i zastawia je na stole. Zdy wszelako Zbyszko podj j 
jeszcze pod nogi i zapyta:
- A jeli przyjad, to jakoe bdzie, miociwa pani? Mwi mi Mrokota, e dla 
Juranda jest osobna izba, gdzie te i dla giermkw znajdzie si siano na 
posanie. Ale jakoe bdzie?...
A ksina pocza si mia i uderzywszy go z lekka rkawic po twarzy, rzeka:
- Cichaj! Czeg? Widzicie go!
l odesza ku ksiciu, przed ktrym rkodajni wysunli ju krzeso, aby mg na 
nim zasi. Przedtem jednak jeden z nich poda mu pask mis, pen cienko 
pokrajanego placka i opatkw, ktrymi ksi mia si dzieli z gomi, 
dworzany i sub. Drug podobn trzyma dla ksiny pikny wyrostek, syn 
kasztelana sochaczewskiego. Po przeciwnej stronie stou sta ksidz Wyszoniek, 
ktry mia bogosawi ustawion na pachncym sianie wieczerz. A wtem we 
drzwiach ukaza si czowiek pokryty niegiem i pocz woa gono:
- Miociwy panie!
- Czego? - rzek ksi, nierad, i mu przerywaj obrzdek.
- Na Radzanowskim gocicu cakiem przysypao jakich podrnych. Ludzi nam 
trzeba wicej, by ich odgrze.
Zlkli si, usyszawszy to, wszyscy, zatrwoy si ksi i zwrciwszy si do 
kasztelana sochaczewskiego, zakrzykn:
- Konnych z opatami ywo. Po czym do zwiastuna nowiny:
- Wiela przysypanych?
- Nie moglim zmiarkowa. Dmie okrutnie. S konie i wozy. Znaczny poczet.
- Nie wiecie, czyj za?
- Ludzie mwi: dziedzica ze Spychowa.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXVII
Zbyszko, usyszawszy nieszczsn nowin, nie pytajc nawet o pozwolenie ksicia, 
skoczy do stajen i kaza konie sioda. Czech, ktry jako szlachetnie urodzony 
giermek znajdowa si z nim na sali, zaledwie zdoa wrci do izby i przynie 
ciep lisiur; nie prbowa jednake modego pana wstrzymywa, gdy majc z 
przyrodzenia rozum tgi, wiedzia, e wstrzymywanie na nic si nie przyda, a 
mitrga moe okaza si zgubn. Siadszy na drugiego konia, pochwyci jeszcze w 
bramie od odwiernego kilka pochodni i wnet ruszyli razem z ksicymi ludmi, 
ktrych wartko sprawi stary kasztelan. Za bram ogarny ich nieprzebite 
ciemnoci, ale wichura wydawaa si im mniejsza. Byliby moe zaraz za miastem 
zbdzili, gdyby nie w czowiek, ktry pierwszy da zna o wypadku, a ktry 
teraz prowadzi ich tym szybciej i pewniej, e mia przy sobie psa ju 
poprzednio z drog obeznanego. Na otwartym polu wicher pocz znowu siec ich 
ostro po twarzach, gwnie jednak dlatego, e jechali w cwa. Gociniec by 
kopny, miejscami za tak zawiany, e trzeba byo zwalnia, gdy konie zapaday 
po brzuchy. Ludzie ksicy pozapalali pochodnie, kaganki i jechali wrd dymu i 
pomieni, w ktre wiatr d z tak si, jakby je chcia oderwa od smolnych 
szczap i ponie na pola i bory. Droga bya daleka - minli osady blisze 
Ciechanowa, a nastpnie Niedzborz, po czym skierowali si w stron Radzanowa. Za 
Niedzborzem burza pocza jednak ucisza si rzeczywicie. Uderzenia wichru 
stay si sabsze i nie niosy ju w sobie caych tumanw nienych. Niebo 
pojaniao. Z gry sypa jeszcze czas jaki nieg, ale wkrtce usta. Potem tu i 
owdzie w szczelinach chmur bysna gwiazda. Konie poczy parska -jedcy 
odetchnli swobodniej. Gwiazd przybywao z kad chwil i bra mrz. Po upywie 
kilku pacierzy uciszyo si zupenie.
Pan de Lorche, ktry jecha obok Zbyszka, j go pociesza, mwic, e 
niezawodnie Jurand w chwili niebezpieczestwa myla przede wszystkim o ocaleniu 
crki i e choby wszystkich odkopali zmarzych, j znajd niezawodnie yw, a 
moe i pic pod skrami. Ale Zbyszko mao go rozumia, a wreszcie nie mia i 
czasu go sucha, gdy po niejakiej chwili przewodnik jadcy na przedzie skrci 
z gocica.
Mody rycerz wysun si naprzd i pocz pyta:
- Czemu zbaczamy?
- Bo ich nie na gocicu zasypao, jeno tam, hen! Widzicie, panie, ten olszniak?
To rzekszy, ukaza rk ciemniejce w dali zarola, ktre mona byo dojrze na 
biaej paszczynie niegowej, gdy chmury odsoniy tarcz ksiyca i noc staa 
si widna.
- Wida zjechali z gocica.
- Zjechali z gocica i jedzili w kko wedle rzeki. W czasie wiei i zadymki 
atwo si taka rzecz przygodzi. Jedzili i jedzili, pki konie nie ustay.
- Jakoecie ich znaleli?
- Pies doprowadzi.
- W pobliu nie ma jakich chat?
- S, ale po tamtej stronie rzeki. Tu zaraz Wkra.
- W konie! - zawoa Zbyszko.
Ale rozkaza byo atwiej ni rozkaz wykona, bo jakkolwiek bra ostry mrz. na 
ce jednak lea nieg niezamarzy jeszcze, sypki, wieo nawiany i gboki, w 
ktrym konie zapaday wyej kolan; musieli wic posuwa si z wolna. Nagle 
doszo ich szczekanie psa, wprost za przed nimi zamajaczy gruby i garbaty pie 
wierzby, nad ktrym poyskiwaa w wietle ksiyca korona bezlistnych prtw.
- Tamci s dalej - rzek przewodnik - w pobliu olszniaka; ale i tu co musi 
by.
- Jest zaspa pod wierzb. Powiecie! Kilku ludzi ksicych zsiado z koni i 
poczo wieci pochodniami, po czym zaraz jeden zawoa:
- Czowiek pod niegiem! Wida gow, ot tu!
- Jest i ko - zawoa zaraz drugi
- Odkopa!
opaty poczy zanurza si w nieg i odrzuca go na obie strony.
Po chwili ujrzano siedzc pod drzewem posta ludzk ze schylon na piersi gow 
i czapk gboko zasunit na twarz. Jedna rka trzymaa lejce konia, ktry 
lea obok z nozdrzami zarytymi w nieg. Widocznie czowiek odjecha od orszaku, 
moe dlatego, by dosta si prdzej do mieszka ludzkich i sprowadzi pomoc, a 
gdy ko mu pad, wwczas schroni si pod wierzb po stronie przeciwnej od 
wiatru - i tam skrzep.
- Powie! - zawoa Zbyszko.
Pachoek przysun pochodni do twarzy zmarzego, ale rysw trudno byo zrazu 
rozezna. Dopiero gdy drugi pacho unis pochylon gow do gry, ze wszystkich 
piersi wyrwa si j eden okrzyk:
- Pan ze Spychowa!
Zbyszko kaza go porwa dwom ludziom i ratowa w najbliszej chacie, sam za, 
nie tracc chwili, skoczy wraz z pozosta sub i przewodnikiem na ratunek 
reszty orszaku. Po drodze myla, e tam znajdzie Danuk, on swoj, moe 
nieyw - i wypiera ostatni dech z konia, ktry bucha si w niegu po piersi. 
Szczciem nie byo ju daleko - najwyej kilka staja. Z ciemnoci ozway si 
gosy: "Bywaj!" - ludzi, ktrzy poprzednio zostali przy zasypanych. Zbyszko 
dopad i zeskoczy z konia:
- Do opat!
Dwoje sani byo ju odkopanych przez tych, ktrzy pozostali na stray. Konie i 
ludzie w nich zmarzli bez ratunku. Gdzie s inne zaprzgi, mona byo pozna po 
pagrkach nienych, chocia nie wszystkie sanie byy cakiem pokryte. Przy 
niektrych wida byo konie, brzuchami wsparte o zaspy, rwce si jakby do 
biegu, zakrzepe w ostatnim wysileniu. Przed jedn par sta czowiek z dzid w 
rku, zanurzony po pas w niegu, nieruchomy jak sup; w dalszych pachokowie 
pomarli przy koniach, trzymajc je przy pysku. mier ich zaskoczya widocznie w 
chwili, gdy chcieli wydobywa konie ze nienych zawaw. Jeden zaprzg na samym 
kocu orszaku cakiem by nie przysypany. Wonica siedzia skulony na przedzie z 
rkoma przy uszach, za w tyle leao dwch ludzi; dugie rzuty niegowe nawiane 
w poprzek ich piersi czyy si z zasp lec obok i przykryway ich jak 
pociel, a oni zdawali si spa cicho i spokojnie. Lecz inni poginli, walczc 
do ostatka z zawiej, albowiem skrzepli w postawach penych wysilenia. Kilka sa 
byo wywrconych; u niektrych poamane dyszle. opaty odkryway co chwila 
grzbiety koskie wyprone jak uki lub by wbite zbami w nieg, ludzi w 
saniach i obok sa -lecz na adnych nie znaleziono niewiast. Zbyszko chwilami 
pracowa opat, a pot zlewa mu czoo; chwilami wieci w oczy trupom z 
bijcym sercem, czy nie ujrzy midzy nimi kochanej twarzy - wszystko na prno! 
Pomie owieca tylko grone wsate twarze spychowskich zabijakw - ni Danusi, 
ni adnej innej niewiasty nie byo nigdzie.
- Co to jest? - pyta siebie ze zdumieniem mody rycerz. I woa na ludzi 
pracujcych opodal, pytajc, czy czego nie odkryli; lecz ci odkrywali samych 
mw. Wreszcie robota bya skoczona. Pachokowie pozaprzgali do sani wasne 
konie i siadszy na kozy, ruszyli z trupami ku Niedzborzu, by tam w ciepym 
dworze prbowa jeszcze, czyli ktrego ze zmarych nie bdzie mona przywrci 
do ycia. Zbyszko z Czechem i dwoma ludmi pozosta. Na myl mu przyszo, e 
moe sanie z Danusi odczyy si od orszaku; moe Jurand, jeli, jak naleao 
si spodziewa, zaprzone byy w konie najlepsze, kaza im jecha naprzd; a 
moe zostawi je gdzie przy chacie po drodze. Zbyszko sam nie wiedzia, co ma 
pocz; w kadym razie chcia przepatrzy pobliskie zaspy, olszniak, a potem 
nawrci i szuka po gocicu.
Ale w zaspach nie znaleziono nic. W olszniaku bysny im jeno kilkakro 
wieczki wilcze, nigdzie jednak nie trafili na lady ludzi i koni. ka midzy 
olszniakiem a gocicem lnia si teraz w blasku ksiyca i na biaej, smutnej 
jej powierzchni wida byo wprawdzie z dala tu i wdzie kilka ciemniejszych 
plam, ale byy to take wilki, ktre za zblieniem si ludzi poczynay szybko 
umyka.
- Wasza mio! - rzek wreszcie Czech - prno tu jedzim i szukamy, bo panny 
ze Spychowa nie byo w orszaku.
- Na gociniec! - odpowiedzia Zbyszko.
- Nie znajdziem i na gocicu. Patrzaem ja dobrze, czy na ktrych saniach nie 
byo jakowych ubw, a w nich biaogowskich przyodziewkw. Nie byo nic. Panna 
ostaa w Spychowie.
Zbyszka uderzya trafno tej uwagi, wic odrzek:
- Daj Bg, aby tak byo, jako mwisz.
A Czech poszed jeszcze gbiej po rozum do gowy:
- Gdyby bya gdzie w saniach, starszy pan nie byby od niej odjecha albo 
odjedajc, wziby j przed siebie na ko i bylibymy j przy nim znaleli.
- Jedmy tam jeszcze raz - rzek Zbyszko zaniepokojonym gosem.
Na myl bowiem przyszo mu, e moe tak i byo, jak mwi Czech. Nu nie szukali 
do starannie! Nu Jurand wzi przed siebie na konia Danusi, a potem, gdy ko 
pad, Danusia odesza od ojca, chcc znale dla niego jakow pomoc. W takim 
razie moga znajdowa si gdzie pod niegiem w pobliu
Ale Gowacz, jakby odgadszy te myli, powtrzy:
- W takim razie znalazby si na saniach przyodziewek, bo nie jechaaby na dwr 
jeno w tych szatach, ktre na sobie miaa.
Mimo tej susznej uwagi pojechali jednake pod wierzb - ale ni pod ni, ni na 
staje wokoo nie znaleli nic. Juranda ju byli zabrali ludzie ksicy do 
Niedzborza i wok byo pusto zupenie. Czech zauway jeszcze, e pies, ktry 
bieg przy przewodniku i ktry znalaz Juranda, byby znalaz i panienk. 
Wwczas Zbyszko odetchn, nabra bowiem niemal pewnoci, e Danusia zostaa w 
domu. Umia nawet zda sobie spraw, dlaczego si tak stao: oto Danusia 
widocznie wyznaa wszystko ojcu, w za, nie zgodziwszy si na maestwo, 
umylnie ostawi j w domu, sam za przyjecha wytoczy spraw przed ksicia i 
szuka jego wstawiennictwa do biskupa. Na t myl Zbyszko nie mg oprze si 
uczuciu pewnej ulgi, a nawet i radoci, gdy zrozumia, e wraz ze mierci 
Juranda zniky wszelkie przeszkody. "Jurand nie chcia, ale Pan Jezus chcia - 
rzek sobie mody rycerz - i wola boska zawsze mocniejsza". Teraz jecha mu 
tylko do Spychowa i bra Danuk jak swoj, a potem jeno lub speni, ktry te 
na samym pograniczu atwiejszy by do spenienia ni w dalekim Bogdacu. "Wola 
boska! wola boska!" - powtarza sobie w duszy. Nagle jednak zawstydzi si tej 
prdkiej radoci i zwrciwszy si do Czecha, rzek:
- Juci mi go al i gono to przywiadczam.
- Ludzie mwili, e Niemcy bay si go jak mierci  odrzek giermek.
Po chwili za zapyta:
- Wrcim teraz do zamku?
- Przez Niedzbrz - odpowiedzia Zbyszko. Jako wstpili do Niedzborza i 
zajechali przede dwr, w ktrym przyj ich stary dziedzic elech. Juranda ju 
nie znaleli, lecz elech powiedzia im dobr nowin:
- Tarli go tu niegiem, ledwie nie do koci - rzek - i wino mu wlewali w gb, 
a potem parzyli go w ani, gdzie te pocz i dycha.
- yje? - zapyta z radoci Zbyszko, ktry na t wie zapomnia o swoich 
wasnych sprawach.
- yje, ale czy wyyje. Bg wie, bo dusza nierada z p drogi wraca.
- Czemu za go powieli?
- Bo przysali od ksicia. Co byo pierzyn w domu, to go nimi przykryli i 
powieli.
- A nie powiada o crce nic?
- Ledwie e zacz dycha; mowy nie odzyska.
- A inni?
- A inni u Boga ju za piecem. Nie bd niebota na pasterce, chyba na tej, 
ktr sam pan Jezus w niebie odprawi.
- aden nie oy?
- aden. Chodcie do izby, miast w sieni rozmawia. A jeli chcecie ich widzie, 
to le wedle ognia w czeladnej. Chodcie do izby.
Lecz oni spieszyli si i nie chcieli wej, cho stary elech cign ich, bo 
rad apa ludzi, aby z nimi "ugwarzy". Mieli jeszcze z Niedzborza do Ciechanowa 
szmat drogi i Zbyszka palio jak ogniem, by co prdzej zobaczy Juranda i czego 
si od niego dowiedzie.
Jechali wic, jak mogli, spiesznie po zawianym gocicu. Gdy przyjechali, byo 
ju po pnocy i pasterka koczya si wanie w zamkowej kaplicy. Do uszu 
Zbyszka doszed ryk wotw i beczenie kz, ktre to gosy udawali wedle starego 
zwyczaju poboni, na pamitk tego, e Pan urodzi si w stajence. Po mszy 
przysza do Zbyszka ksina z twarz stroskan, pen przestrachu i pocza 
wypytywa:
- A Danuka?
- Nie masz jej. Zali Jurand nie przemwi, bo jako syszaem, yje?
- Jezusie miosierny!... Kara to boska i grze nam! Nie przemwi ci Jurand i 
ley jak drewno.
- Nie bjcie si, miociwa pani. Danuka ostaa w Spychowie.
- Skd wiesz?
- Bo w adnych saniach ni ladu przyodziewku. Nie byby ci jej przecie wiz w 
jednej kouszynie.
- Prawda, jak mi Bg miy!
I wnet oczy poczy jej byska radoci, a po chwili zawoaa:
- Hej! Jezusiczku, co si dzi narodzi, nie gniew wida Twj, jeno 
bogosawiestwo jest nad nami.
Zastanowio j jednak przybycie Juranda bez dziewczyny, wic pytaa dalej:
- Czemu by za mia j ostawia? Zbyszko wy uszczy jej swoje domysy. Wyday 
si jej one suszne, ale nie przejmoway jej zbytni obaw.
- Bdzie nam teraz Jurand ycie zawdzicza - rzeka - a po prawdzie, to i 
tobie, bo i ty jedzi go odgrzebywa. Ju by te kamie chyba w piersi mia, 
eby si duej upiera! Jest te w tym dla niego i przestroga boska, by z 
Sakramentem witym nie wojowa. Jak tylko si obaczy a przemwi, zaraz mu to 
powiem.
- Trzeba, eby si pierwej obaczy, gdy jeszcze nie wiadomo, dlaczego Danuki 
nie wzi. A nu chora?
- Nie powiadaj byle czego! I tak mi markotno, e jej nie ma. eby bya chora, 
toby jej nie odjecha!
- Prawda! - rzek Zbyszko.
I poszli do Juranda. W izbie gorco byo jak w ani i widno zupenie, gdy na 
kominie paliy si ogromne kody sosnowe. Ksidz Wyszoniek czuwa nad chorym, 
ktry lea na ou pod niedwiedzimi skrami, z twarz blad, z polepionymi od 
potu wosami i z zamknitymi oczyma. Usta mia otwarte i robi piersiami jakby z 
trudem, ale tak silnie, e a skry, ktrymi by nakryty, podnosiy si i 
opaday od oddechu.
- Jakoe jest? - spytaa ksina.
- Wlaem mu dzbaniec grzanego wina w gb - odrzek ksidz Wyszoniek - i poty na 
niego przyszy.
- pi czy nie pi?
- Moe i nie pi, bo bokami okrutnie robi.
- A prbowalicie do niego gada?
- Prbowaem, ale nie odpowiada nic i tak myl, e przed witaniem nie 
przemwi.
- Bdziem czeka witania - rzeka ksina. Ksidz Wyszoniek j nalega, by 
udaa si na spoczynek, ale ona nie chciaa go sucha. Chodzio jej zawsze i we 
wszystkim o to, by dorwna w cnotach chrzecijaskich, a zatem i w dogldaniu 
chorych, zmarej krlowej Jadwidze, i odkupi swymi zasugami dusz ojca; nie 
pomijaa wic adnej sposobnoci, by w chrzecijaskim od wiekw kraju okaza 
si gorliwsz od innych i tym zatrze pami, e urodzia si w pogastwie.
A oprcz tego palia j ch, by dowiedzie si czego z ust Juranda o Danusi, 
nie bya bowiem zupenie o ni spokojna. Siadszy wic przy jego ou, pocza 
odmawia raniec, a nastpnie drzema. Zbyszko, ktry nie by jeszcze zupenie 
zdrw, a w dodatku strudzi si nad miar jazd nocn, poszed wkrtce za jej 
przykadem i po upywie godziny posnli oboje tak mocno, e byliby moe dospali 
do biaego dnia, gdyby nie to, e o witaniu obudzi ich gos dzwonka z zamkowej 
kaplicy.
Ale gos w rozbudzi i Juranda, ktry otworzy oczy, siad nagle na ou i j 
rozglda si wok, mrugajc przy tym oczyma.
- Pochwalony Jezus Chrystus!... Jakoe wam? - rzeka ksina. Lecz on widocznie 
nie oprzytomnia jeszcze, gdy patrza na ni, jakby jej nie poznawa, i po 
chwili zawoa:
- Bywaj! bywaj! rozkopa zasp!
- W imi Boe: juecie w Ciechanowie! - ozwaa si znw pani.
Jurand za zmarszczy czoo jak czowiek, ktry z trudem zbiera myli, i 
odrzek:
- W Ciechanowie?... Dziecko czeka i... ksistwo... Danuka! DanukaL.
I nagle, zamknwszy oczy, upad znw na wezgowie. Zbyszko i ksina zlkli si, 
czy nie umar, lecz w tej samej chwili piersi jego poczy si porusza gbokim 
oddechem jak u czowieka, ktrego pochwyci twardy sen.
Ojciec Wyszoniek przyoy palec do ust i da znak rk, by go nie budzi, po 
czym szepn:
- Moe tak przepi cay dzie.
- Tak, ale co on mwi? - zapytaa ksina.
- Mwi, e dziecko czeka w Ciechanowie - odpowiedzia Zbyszko.
- Bo si nie opamita - objani ksidz.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXVIII
Ojciec Wyszoniek obawia si nawet, czy i po powtrnym rozbudzeniu nie chwyci 
Juranda dur i nie odejmie mu na dugo przytomnoci. Tymczasem obieca ksinie i 
Zbyszkowi, e im da zna, gdy stary rycerz przemwi, a po ich odejciu sam uda 
si na spoczynek. Jako Jurand rozbudzi si dopiero w drugie wito przed samym 
poudniem, ale za to zupenie przytomny. Ksina i Zbyszko byli przy tym obecni, 
wic on, siadszy na ou, spojrza na ni, pozna i rzek:
- Miociwa pani... Dlaboga, tom ja w Ciechanowie?
- I przespalicie wito - odrzeka pani.
- niegi mnie przysypay. Kto mnie zratowa?
- Ten rycerz: Zbyszko z Bogdaca. Pamitacie, w Krakowie...
A Jurand popatrzy chwil swoim zdrowym okiem na modzieca i rzek:
- Pamitam... A gdzie Danuka?
- Nie jechaa przecie z wami? - spytaa z niepokojem ksina.
- Jake miaa ze mn jecha, kiedy to ja do niej jecha? Zbyszko i ksina 
spojrzeli po sobie w mniemaniu, e to jeszcze gorczka mwi przez usta 
Jurandowe, po czym pani rzeka:
- Ocknijcie si, na miy Bg! Nie byo-li z wami dziewczyny?
- Dziewczyny? Ze mn? - spyta ze zdumieniem Jurand.
- Bo wasi ludzie poginli, ale jej midzy nimi nie znaleli. Czemuciej 
ostawili w Spychowie?
w za powtrzy jeszcze raz, ale ju z trwog w gosie:
- W Spychowie? To ona przy was, miociwa pani, nie przy mnie!
- Przecie przysalicie po ni do lenego dworca ludzi i pismo!
- W imi Ojca i Syna! - odpowiedzia Jurand. - Zgoa po ni nie posyaem.
Wwczas ksina przyblada nagle.
- Co to jest? - rzeka - zali wycie pewni, e przytomnie mwicie?
- Na miosierdzie boskie, gdzie dziecko? - zawoa, zrywajc si, Jurand.
Ojciec Wyszoniek, usyszawszy to, wyszed pospiesznie z izby, a ksina mwia 
dalej:
- Suchajcie: przyby poczet zbrojny i pisanie od was do lenego dworca po 
Danuk. W pimie byo, e was belki w poarze przytuky... ecie na wp 
olepli i e chcecie dziecko widzie... Wzili Danuk i pojechali...
- Gorze! - zawoa Jurand. - Jako Bg na niebie, tak ni ognia nijakiego w 
Spychowie nie byo, ni ja po ni nie posyaem!
A wtem wrci ksidz Wyszoniek z listem, ktry poda Jurandowi, i zapyta:
- Nie waszego to ksidza pisanie?
- Nie wiem.
- A piecz.
- Piecz moja. Co w pimie stoi? Ojciec Wyszoniek odczyta pismo, Jurand 
sucha, chwytajc si za wosy, po czym rzek:
- Pismo zmylone!... piecz udana! Gorze duszy mojej! Chwycili mi dziecko i 
zatrac!
- Kto?
- Krzyaki!
- Rany boskie! Ksiciu trzeba oznajmi! Niech posw le do mistrza! - zawoaa 
pani. - Jezu miosierny, ratuje j i wspomagaj!...
I to rzekszy, wybiega z krzykiem z izby. Jurand wyskoczy z oa i pocz 
gorczkowo wciga szaty na swj olbrzymi grzbiet. Zbyszko siedzia jak 
skamieniay, ale po chwili zacinite zby jego poczy zgrzyta zowrogo.
- Skd wiecie, e Krzyaki j porway? - zapyta ksidz Wyszoniek.
- Na mk Bo przysign!
- Czekajcie!... Moe by. Przyjedali skary si na was do lenego dworca... 
Chcieli pomsty na was...
- I oni j porwali! - zawoa nagle Zbyszko.
To rzekszy, wybieg z izby i poskoczywszy do stajen, kaza zaprzga wozy i 
konie sioda, sam nie wiedzc dobrze, dlaczego to czyni. Rozumia tylko, e 
trzeba i na ratunek Danusi - i to zaraz - i a do Prus - i tam wyrwa j z 
wrogich rk albo zgin.
Po czym wrci do komnaty, by powiedzie Jurandowi, e or i konie zaraz bd 
gotowe. By pewien, e Jurand z nim pojedzie. W sercu wrza mu gniew, bl i al 
- ale jednoczenie nie traci nadziei, zdawao mu si bowiem, e we dwch z 
gronym rycerzem ze Spychowa potrafi wszystkiego dokaza - i e mog si porwa 
choby na ca potg krzyack.
W izbie, prcz Juranda, ojca Wyszoka i pani, zasta take ksicia i pana de 
Lorche oraz starego pana z Dugolasu, ktrego ksi, dowiedziawszy si o 
sprawie, wezwa take na narad, a to dla jego rozumu i doskonaej znajomoci 
Krzyakw, u ktrych przesiedzia dugie lata w niewoli.
- Potrzeba poczyna roztropnie, by za zapalczywoci nie zgrzeszy i dziewki 
nie zgubi - mwi pan z Dugolasu. - Mistrzowi naley si zaraz poskary i 
jeli W. Ks. Mo da do
niego pisanie, to ja pojad.
- Pisanie dam i wy z nim pojedziecie - rzek ksi. - Nie damy dziecku zgin, 
tak mi dopom Bg i wity Krzy. Mistrz boi si wojny z krlem polskim i 
chodzi mu o to, by sobie i Semka, brata mego, i mnie zjedna... Juci nie z jego 
rozkazania j porwano - i nakae j odda
- A jeli z jego rozkazania? - spyta ksidz Wyszoniek.
- Chocia to Krzyak, wicej w nim uczciwoci ni w innych - odrzek ksi - i 
jakom wam rzek, prdzej by on mi teraz chcia wygodzi ni mnie rozgniewa. 
Potga Jagieowa nie miech... Hej! zalewali oni nam sada za skr, pki 
mogli, ale ninie obaczyli si, e jak jeszcze i my Mazury pomoem Jagie, to 
bdzie le...
Lecz pan z Dugolasu pocz mwi:
- Prawda jest. Krzyaki po prnicy niczego nie czyni; tote tak miarkuj, e 
jeli dziewk porwali, to jeno dlatego, by Jurandowi miecz z rk wytrci i 
alibo wykup wzi, alibo j wymieni.
Tu zwrci si do pana ze Spychowa:
- Kogo macie teraz z jecw?
- De Bergowa - odpowiedzia Jurand.
- Znaczny to kto?
- Widzi si, e znaczny.
Pan de Lorche, usyszawszy nazwisko de Bergowa, pocz o niego wypytywa i 
dowiedziawszy si, o co idzie, rzek:
- To krewny hrabiego Geldrii, wielkiego dobrodzieja Zakonu i z rodu Zakonowi 
zasuonego.
- Tak jest - rzek pan z Dugolasu, przetumaczywszy obecnym jego sowa. - De 
Bergowowie wielkie piastowali dostojestwa w Zakonie.
- A przecie Danveld i de Lowe okrutnie si o niego upominali - rzek ksi. - 
Co ktry gb otworzy, to mwi, e de Bergow musi by wolny. Jako Bg w 
niebie, tak niechybnie po to oni dziewk porwali, by de Bergowa wydosta.
- Za czym j i oddadz - rzek ksidz.
- Ale lepiej by wiedzie, gdzie jest - rzek pan z Dugolasu. - Bo dajmy, e 
mistrz spyta: komu mam rozkaza, by j odda? C mu powiemy?
- Gdzie jest? - rzek gucho Jurand. - Nie trzymaj oni jej pewnie na 
pograniczu, ze strachu, bym jej nie odbi, jeno gdzie j na dalekie mierzeje 
wilane albo morskie wywieli.
A Zbyszko rzek:
- Znajdziem j i odbijem.
Lecz ksi wybuchn nagle tumionym gniewem:
- Z dworca mojego psubraty j porway, przeto i mnie pohabiy, a tego im nie 
daruj, pkim yw. Do mi ich zdrad! do napastliwoci! Wolej kademu 
wilkoakw mie za ssiadw! Ale teraz musi mistrz tych komturw pokara i 
dziewk wrci, a do mnie posw z przeprosinami sa. Inaczej - wici rozel!
Tu uderzy pici w st i doda:
- O wa! Brat z Pocka pjdzie za mn, i Witold, i krla Jagieowa potga. Do 
folgi! wity by cierpliwo przez nozdrza wyparskn. Jue mi do!
Umilkli wszyscy, czekajc z narad, pki si w nim gniew nie uspokoi. Anna 
Danuta za ucieszya si, e ksi bierze tak do serca spraw Danusi, albowiem 
wiedziaa, i by cierpliwy, ale i zawzity, i e gdy raz co przedsiwemie, to 
ju nie zaniecha, pki na swoim nie postawi.
Po czym zabra gos ksidz Wyszoniek.
- By niegdy w Zakonie posuch - rzek - i aden komtur nie mia bez 
pozwolestwa kapituy i mistrzowego nic na swoj rk poczyna. Dlatego Bg 
poda w ich rce kraje tak znaczne, e prawie ich nad wszelk inn ziemsk 
potg wywyszy. Ale teraz nie masz midzy nimi ni posuchu, ni prawdy, ni 
uczciwoci, ni wiary. Nic, jeno chciwo a zoba taka, jakoby wilkami, nie 
ludmi byli. Jake im sucha przykaza mistrza albo kapituy, skoro i boskich 
nie suchaj? Kady na swoim zamku jako ksi udzielny siedzi - i jeden 
drugiemu w zem pomaga. Poskarym si mistrzowi - a oni si zapr. Mistrz kae 
im dziewk odda, a oni nie oddadz - albo te rzekn: "Nie masz jej u nas, 
bomy jej nie porywali". Kae im przysic, to i przysign. Co tedy nam robi?
- Co robi? - rzek pan z Dugolasu. - Niech Jurand jedzie do Spychowa. Jeli j 
porwali dla okupu albo by j na de Bergowa wymieni, to musz da zna i dadz 
zna nie komu innemu, jeno Jurandowi.
- Porwali j ci, ktrzy do lenego dworca przyjedali - rzek ksidz.
- To ich mistrz pod sd odda albo kae im pole Jurandowi da.
- Pole - zawoa Zbyszko - mnie musz da, bom ja ich wpierw pozwa!
A Jurand odj rce od twarzy i zapyta:
- Ktrzy to byli w lenym dworcu?
- By Danveld i stary de Lowe, i dwch braci: Gotfryd i Rot-gier - odpowiedzia 
ksidz. - Skaryli si i chcieli, by ksi wam rozkaza de Bergowa z niewoli 
wypuci. Ale ksi, dowiedziawszy si od Fourcy'ego, e Niemcy to pierwsi was 
napadli, zgromi ich i z niczym odprawi.
- Jedcie do Spychowa - rzek ksi - bo oni tam si zgosz. Nie uczynili tego 
dotd dlatego, e Danveldowi giermek tego oto modego rycerza rami pokruszy, 
gdy im pozwanie wozi. Jedcie do Spychowa, a jak si zgosz, to mnie dawajcie 
zna. Oni wam dziecko za de Bergowa odel, aleja przeto pomsty nie poniecham, 
bo i mnie pohabili, z dworca j mojego biorc.
Tu gniew pocz go chwyta na nowo, gdy istotnie Krzyacy wyczerpali wszelk 
jego cierpliwo - i po chwili doda:
- Hej! dmuchali i dmuchali w ogie, ale w kocu pyski poparz.
- Zapr si! - powtrzy ksidz Wyszoniek.
- Jak raz Jurandowi oznajmi, e dziewka u nich, to si nie bd mogli zaprze - 
odpowiedzia nieco niecierpliwie Mikoaj z Dugolasu. - Wierz, e jej na 
pograniczu nie trzymaj - i e, jako susznie wymiarkowa Jurand, do dalszych 
zamkw albo na morskie mierzeje j wywieli, ale gdy bdzie dowd, e to oni - 
to si przed mistrzem nie zapr.
A Jurand pocz powtarza jakim dziwnym i zarazem strasznym gosem:
- Danveld, Lowe, Gotfryd i Rotgier...
Mikoaj z Dugolasu poleci jeszcze wysa bywaych a przebiegych ludzi do 
Prus, aby si w Szczytnie i Insborku wywiedzieli, czy Jurandwna tam jest, a 
jeli nie, to dokd zostaa wywieziona; po czym ksi wzi kostur w rk i 
wyszed, by wyda odpowiednie rozkazy, ksina za zwrcia si do Juranda, 
chcc go dobrym sowem pokrzepi:
- Jakoe wam jest? - spytaa
w za przez chwil nic nie odpowiedzia, jakby nie sysza
pytania, a potem nagle rzek:
- Jakoby mnie kto w dawn ran ugodzi.
- Ale ufajcie w miosierdzie boskie; wrci Danuka, jeno im de Bergowa oddajcie.
- Nie poaowabym im i krwi.
Ksina zawahaa si, czyby mu zaraz o lubie nie wspomnie, ale pomylawszy 
nieco, nie chciaa przyrzuca nowego zmartwienia do cikich ju i tak 
nieszcz Juranda i przy tym ogarn j jaki strach. "Bd jej szukali ze 
Zbyszkiem, niech mu Zbyszko przy sposobnoci powie - rzeka sobie - a ninie w 
gowie by si mu mogo do reszty pomiesza". Wic wolaa
mwi o czym innym.
- Wy nas nie winujcie - rzeka. - Przyjechali ludzie w waszych barwach, z pismem 
z wasz pieczci oznajmujcym, ja-kocie chorzy, jako oczy wam gasn i jako na 
dziecko raz jeszcze spojrze chcecie. Jake si byo przeciwi i ojcowego 
przykazania nie speni?
Jurand za podj j pod nogi.
- Ja nikogo nie winuj, miociwa pani.
- I to wiedzcie, e Bg j wam odda, bo oko Jego jest nad ni. Zele on jej 
poratowanie, jako na ostatnich owach zesa, gdy srogi tur na nas uderzy - a 
Pan Jezus natchn Zbyszka, eby nas broni. Sam ci o mao nie strada ywota i 
dugo potem chorza, ale Danuk i mnie obroni, za co mu ksi da pas i 
ostrogi. Widzicie!... Rka boska jest nad ni. Pewnie, e dziecka al. Mylaam, 
e z wami przyjedzie, e j obacz, najmilsz, a tymczasem...
I gos jej zadra, i zy puciy si z oczu, a w Jurandzie tumiona dotychczas 
rozpacz zerwaa si na chwil, naga i straszna jak wicher. Chwyci rkoma swe 
dugie wosy, a gow pocz bi w belki ciany, jczc i powtarzajc chrapliwym 
gosem:
-Jezu! Jezu! Jezu!...
Lecz Zbyszko skoczy ku niemu i potrzsnwszy go z ca si za ramiona, 
zawoa:
- W drog nam! Do Spychowa!
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXIX
- Czyj to poczet? - zapyta nagle Jurand, ocknwszy si za Radzanowem z 
zamylenia jakby ze snu.
- Mj - odpowiedzia Zbyszko.
- A ludzie moi wszyscy poginli?
- Widziaem ich nieywych w Niedzborzu.
- Nie masz starych towarzyszw!
Zbyszko nie odrzek nic i jechali dalej w milczeniu a szybko, gdy chcieli jak 
najprdzej by w Spychowie, spodziewajc si, e moe zastan tam jakich 
wysannikw krzyackich. Na szczcie ich przyszy znw mrozy i drogi byy 
przetarte, wic mogli popiesza. Pod wieczr Jurand znw przemwi i pocz 
wypytywa o owych braci zakonnych, ktrzy byli w lenym dworcu, a Zbyszko 
opowiada mu wszystko - i o ich skargach, i o odjedzie, i o mierci pana de 
Fourcy, i o postpku swego giermka, ktry w tak straszny sposb pokruszy rami 
Danvelda, a podczas tego opowiadania przypomniaa mu si i uderzya go jedna 
okoliczno, to jest bytno owej niewiasty w lenym dworcu, ktra przywioza od 
Danvelda balsamy gojce. Na popasie pocz wic wypytywa o ni i Czecha, i 
Sanderusa - ale obaj nie wiedzieli dokadnie, co si z ni stao. Zdawao im 
si, e odjechaa albo razem z tymi ludmi, ktrzy przybyli po Danusi, albo 
wnet po nich. Zbyszkowi przyszo teraz do gowy, e to mg by kto nasany w 
tym celu, aby tych ludzi przestrzec na wypadek, gdyby Jurand znajdowa si 
wasn osob we dworcu. W takim razie nie podawaliby si za ludzi ze Spychowa, 
mogli za mie przygotowane jakie inne pismo, ktre by byli oddali ksinie 
zamiast zmylonego Jurandowego listu. Wszystko to byo uoone z piekieln 
zrcznoci i mody rycerz, ktry dotychczas zna Krzyakw tylko z pola, po raz 
pierwszy pomyla, e pici na nich nie do, ale e trzeba umie zmc ich i 
gow. Myl ta bya mu przykra, albowiem jego ogromny al i bl zmieniy si w 
nim przede wszystkim w dz walki i krwi. Nawet ratunek dla Danusi przedstawia 
mu si jako szereg bitew kup lub w pojedynk; tymczasem teraz pozna, e trzeba 
moe bdzie ch pomsty i upania bw wzi jak niedwiedzia na acuch i 
szuka cakiem nowych drg ocalenia i odzyskania Danusi. Mylc o tym, aowa, 
e nie ma przy nim Maka. Macko bowiem rwnie by przebiegy, jak mny. 
Postanowi jednak i sam wysa ze Spychowa Sanderusa do Szczytna, aby ow 
niewiast odszuka i stara si od niej wywiedzie, co si z Danusi stao. 
Mwi sobie, e choby Sanderus chcia go zdradzi, to niewiele sprawie 
zaszkodzi, a w razie przeciwnym moe znaczne mu usugi odda, albowiem rzemioso 
jego otwierao mu wszdzie dostp.
Chcia jednak naradzi si przedtem z Jurandem, odoy wszelako t rzecz do 
Spychowa, tym bardziej e zapada noc i zdawao mu si, e Jurand, siedzc na 
wysokim siodle rycerskim, usn z trudw, zmczenia i cikiej troski. Ale 
Jurand dlatego tylko jecha z gow spuszczon, e mu j pochylio nieszczcie. 
I wida, e cigle o nim rozmyla, e serce jego pene byo okrutnych obaw, 
gdy wreszcie rzek:
- Wolejbym by zamarz pod Niedzborzem! Ty to mnie odgrzebywa?
- Ja, z innymi.
- A na onych owach ty mi dziecko ratowa!
- Jakoem mia czyni?
- I teraz mi pomoesz?
A w Zbyszku wybuchna zarazem mio do Danuki i nienawi do 
Krzyakw-krzywdzicieli tak wielka, e a wsta na siodle i j mwi przez 
zacinite zby, jakby z trudem:
- Suchajcie, co rzek: choby mi przyszo zbami pruskie zamki gry, to je 
zgryz, a j dostan.
I nastaa chwila milczenia. Mciwa i niepohamowana natura Juranda ozwaa si te 
widocznie z ca si pod wpywem Zbyszkowych sw, gdy pocz zgrzyta w 
ciemnoci, a po chwili powtarza znw nazwiska:
- Danveld, Lowe, Rotgier i Gotfryd!
I w duszy myla, e jeli zechc, by im Bergowa odda, to go odda, jeli ka 
mu dopaci, to dopaci, choby mia cay Spychw do ceny przyrzuci, ale 
pniej biada tym, ktrzy na to jedyne dziecko jego rk podnieli!
Przez ca noc sen nie zamkn im ani na chwil powiek. Nad ranem ledwie si 
poznali, tak twarze ich byy zmienione przez t jedn noc. Juranda uderzy 
wreszcie ten bl i ta zawzito
Zbyszka, wic rzek:
- Naczk ci ona przykrya i mierci wydara - wiem. Ale te j miujesz?
Zbyszko spojrza mu prosto w oczy z twarz niemal zuchwa i odpowiedzia:
- To ona moja.
Na to Jurand powstrzyma konia i patrzy na Zbyszka, mrugajc ze zdumienia.
- Jako powiadasz? - zapyta.
- Mwi, e ona niewiasta moja, a ja jej m.
Rycerz ze Spychowa przykry rkawic oczy, jak gdyby olsn od nagego uderzenia 
pioruna, po czym nie odrzek nic, po chwili ruszy koniem i wysunwszy si na 
czoo orszaku, jecha w milczeniu.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXX
Ale Zbyszko, jadc za nim, nie mg dugo wytrzyma i rzek sobie w duszy: 
"Wol, eby gniewem wybuchn, ni eby si zaci". Wic podjecha ku niemu i 
trciwszy strzemieniem w jego strzemi, pocz mwi:
-Posuchajcie, jako to byo. Co Danuka dla mnie uczynia w Krakowie, to wiecie, 
ale tego nie wiecie, e w Bogdacu swatali mi Jagienk, Zychow crk, ze 
Zgorzelic. Stryj mj. Mako, chcia; rodzic jej, Zych, chcia; a i krewny opat, 
bogacz, take... Co wam tam dugo prawi? - uczciwa dziewka i jak ania, a wiano 
te godne. Ale nie mogo to by. Byo mi Jagienki al, ale jeszcze wikszy al 
Danuki - i zabraem si ku niej na Mazowsze, bo szczerze wam rzek: nie mogem 
duej y. Wspomnijcie, jakocie sami miowali - wspomnijcie! - a nie bdzie 
wam dziwota.
Tu przerwa Zbyszko, czekajc na jakie sowo z ust Juranda, lecz gdy w 
milcza, j mwi dalej:
- W lenym dworcu Bg mi da, em i pani, i Danuk od tura na owach zratowa. 
I zaraz pani mwia: "Teraz ju Jurand nie bdzie przeciwny, bo jakoe mu si 
nie wypaci za taki uczynek?" Ale ja i wtedy bez waszego rodzicielskiego 
pozwo-lestwa nie mylaem jej bra. Ba! i nijak mi byo, bo mnie zwierz luty 
tak starmosi, e ledwie duszy ze mnie nie wyen. Ale potem - wiecie - 
przyszli ci ludzie po Danuk, by j niby do Spychowa powie, a jam jeszcze z 
oa nie wstawa. Mylaem, e ju jej nigdy nie ujrz. Mylaem, e j do 
Spychowa wemiecie i komu innemu oddacie. W Krakowie bylicie mi przecie 
przeciwni... Juem myla, e zamr. Hej, mocny Boe, co to bya za noc! Nic, 
jeno strapienie; nic, jeno ao! Mylaem, e jak mi ona odjedzie, to ju i 
soce nie wzejdzie. Wyrozumcie wy ludzkie kochanie i ludzk bole...
I a zy zadrgay na chwil w gosie Zbyszka, ale e serce mia mne, wic si 
opanowa i rzek:
- Ludzie przyjechali po ni w wieczr i chcieli j zaraz bra, ale ksina 
kazaa im czeka do rana. A tu Pan Jezus zesa mi myl, aby si ksinie 
pokoni i o Danuk j prosi. Mylaem, e jeli zamr, to cho t jedn bd 
mia pociech. Wspomnijcie, e dziewczyna miaa jecha, a ja ostawaem chory i 
mierci bliski. Nie byo te czasu prosi was o pozwolestwo. Ksicia nie byo 
ju w lenym dworcu, wic wagowaa si Pani na obie strony, bo nie miaa si 
kogo poradzia. Ale zlitowali si wreszcie oboje z ksidzem Wyszokiem nade mn 
- ksidz Wyszoniek da nam lub... Moc boska, prawo boskie...
A Jurand przerwa gucho:
- I kara boska.
- Czemu za ma by kara? - zapyta Zbyszko. - Pomiarkujcie jeno, e przysali po 
ni przed lubem i czyby by, czyby go nie byo, tak samo by j powieli.
Lecz Jurand znw nie odrzek nic i jecha zamknity w sobie, mroczny i z twarz 
tak skamienia, e Zbyszko, lubo zrazu uczu ulg, jak sprawia zawsze wyznanie 
rzeczy dugo tajonej, zlk si wreszcie i pocz mwi sobie w duszy z coraz 
wikszym niepokojem, e stary rycerz zaci si w gniewie i e odtd bd dla 
siebie jak obcy i nieprzyjani ludzie.
I przysza na chwila wielkiego pognbienia. Nigdy, od czasu jak wyjecha z 
Bogdaca, nie byo mu tak le. Zdawao mu si teraz, e nie ma adnej nadziei ni 
przejednania Juranda, ni, co gorsza, uratowania Danusi, e wszystko na nic i e 
w przyszoci spadn na niego tylko coraz wiksze nieszczcia i coraz wiksza 
niedola. Ale pognbienie to trwao krtko, a raczej zgodnie z jego natur wnet 
zmienio si w gniew, ch sporu i walki. "Nie chce zgody - mwi sobie, mylc 
o Jurandzie - niech bdzie niezgoda, niech bdzie co chce!" I gotw by skoczy 
do oczu samemu Jurandowi. Chwycia go te dza bitki z kimkolwiek o cokolwiek, 
byle co robi, byle da ujcie alom, goryczy i gniewowi, byle znale jakow 
ulg.
A tymczasem zajechali do karczmy na rozdrou, zwanej wietlik, gdzie Jurand w 
czasie powrotu z dworu ksicego do Spychowa dawa zwykle wypoczynek ludziom i 
koniom. Mimo woli uczyni to i teraz. Po chwili obaj ze Zbyszkiem znaleli si w 
osobnej izbie. Nagle Jurand zatrzyma si przed modym rycerzem i utkwiwszy w 
nim wzrok, zapyta:
- To ty dla niej tu przywdrowa? w za odpowiedzia prawie szorstko:
- Mylicie, e si zapr?
I pocz patrze wprost w oczy Juranda, gotw na gniew gniewem wybuchn. Lecz 
na twarzy starego wojownika nie byo zawzitoci, by tylko smutek prawie bez 
granic.
- I dziecko mi ratowa? - spyta po chwili. - I mnie odgrzeb?...
A Zbyszko spojrza na niego ze zdziwieniem i obaw, czy mu si w gowie nie 
miesza, gdy Jurand powtarza zupenie te same pytania, ktre ju poprzednio by 
zada.
- Sidcie sobie - rzek - bo widzi mi si, ecie jeszcze sabi. Lecz Jurand 
podnis rce, pooy je na ramionach Zbyszka - i nagle przygarn go z ca 
si do piersi; w za, ochonwszy z chwilowego zdumienia, chwyci go wp i 
trzymali si tak dugo, gdy przykuway ich do siebie wsplne strapienia i 
wsplna niedola.
Gdy za si pucili, Zbyszko cisn jeszcze za kolana starszego rycerza, a 
nastpnie pocz caowa go ze zami w oczach po rku.
- Nie bdziecie mi przeciwni? - pyta. A na to Jurand odrzek:
- Byem ci przeciwny, bom j w duszy Bogu ofiarowa.
- Wycie ofiarowali j Bogu, a Bg mnie. Wola Jego!
- Wola Jego! - powtrzy Jurand - jeno trzeba nam teraz i miosierdzia.
- Komu Bg pomoe, jeli nie ojcu, ktry szuka dziecka, jeli nie mowi, ktry 
szuka ony? Zbjom nie bdzie ci pomaga.
- A przecie j porwali - odpowiedzia Jurand.
- To im de Bergowa oddacie.
- Oddam wszystko, co chc.
Lecz na myl o Krzyakach zbudzia si w nim wnet stara nienawi i obja go 
jak pomie, gdy po chwili doda przez zacinite zby:
- I doo, czego nie chc.
- Jam im te poprzysig - odpowiedzia Zbyszko - ale teraz trzeba nam do 
Spychowa.
I pocz pili, by siodano konie. Jako, gdy zjady obroki, a ludzie rozgrzali 
si troch w izbach, ruszono dalej, chocia na dworze czyni si ju mrok. 
Poniewa droga bya jeszcze daleka, a na noc bra mrz okrutny, przeto Jurand i 
Zbyszko, ktrzy nie odzyskali jeszcze wszystkich si, jechali w saniach. Zbyszko 
opowiada o stryjcu Maku, do ktrego w duszy tskni, i aowa, e go nie ma, 
gdy zarwno mogo si przyda jego mstwo, jak chytro, ktra przeciw takim 
nieprzyjacioom wicej jeszcze od mstwa jest potrzebna. W kocu zwrci si do 
Juranda i zapyta:
- A wycie chytrzy?... Bo ja - to nijak nie potrafi.
- I ja nie - odpowiedzia Jurand. - Nie chytroci ja z nimi wojowa, jeno t 
rk i t boleci, ktra we mnie ostaa.
- Juci ja to rozumiem - rzek mody rycerz. - Przez to rozumiem, e Danuk 
miuj i e j porwali. Gdyby, uchowaj Bg...
I nie dokoczy, bo na sam myl o tym poczu w piersi nie ludzkie, ale wilcze 
serce. Przez czas jaki jechali w milczeniu bia, zalan wiatem miesicznym 
drog, po czym Jurand pocz mwi jakby sam do siebie:
- Bo gdyby mieli przyczyn do pomsty nade mn - nie mwi! Ale na miy Bg! nie 
mieli... Wojowaem z nimi w polu, gdym w poselstwie od naszego ksicia do 
Witolda chadza, ale tu byem jako ssiad ssiadom... Bartosz Nacz 
czterdziestu rycerzy, ktrzy ku nim li, chwyci, skowa i w podziemiach w 
Kominie zamkn. Musieli mu Krzyacy p wo pienidzy za nich nasypa. A ja, 
trafi si li go Niemiec, ktry do Krzyakw cign, tom go jeszcze jako 
rycerz rycerza podejmowa i obdarza. Nieraz te i Krzyacy do mnie przez bagna 
przyjedali. Nie byem im wtedy ciki, a oni mi to uczynili, czego bym ja i 
dzi jeszcze najwikszemu nieprzyjacielowi nie uczyni...
I straszne wspomnienia poczy go targa z coraz wiksz si, gos zamar mu na 
chwil w piersi, po czym mwi na wp z jkiem:
- Jedn ci miaem jako owieczk, jako jedno serce w piersiach, a oni j na 
powrz jak psa chwycili i zbielaa im na powrozie... Teraz znw dziecko... Jezu! 
Jezu!
I znw zapado milczenie. Zbyszko podnis ku ksiycowi sw mod twarz, w 
ktrej malowao si zdziwienie, nastpnie spojrza na Juranda i zapyta:
- Ojcze!... Toby im lepiej byo na mio ludzk ni na pomst zarabia. Po co 
oni tyle krzywd wszystkim narodom i wszystkim ludziom czyni?
A Jurand rozoy jakby z rozpacz rce i odrzek guchym gosem:
- Nie wiem...
Zbyszko rozmyla czas jaki nad wasnym pytaniem, po chwili jednak myl jego 
wrcia do Juranda.
- Ludzie mwi, ecie godn pomst wywarli - rzek. Jurand tymczasem zdusi w 
sobie bl, opamita si i pocz mwi:
- Bom im poprzysig... I Bogum poprzysig, e jeli mi pomst da speni, to 
Mu to dziecko, ktre mi ostao, oddam. Dla-tegom ci by przeciwny. A teraz nie 
wiem: wola to Jego bya, czyli te gniew Jego rozbudzilicie waszym uczynkiem.
- Nie - rzek Zbyszko. - Toem wam ju mwi, e choby lubu nie byo, i tak 
byyby j psubraty chwyciy. Bg przyj wasz ch, a Danuk mnie podarowa, 
bo bez takowej Jego woli nic bymy nie wskrali.
- Kady grzech jest przeciw woli Boej.
- Grzech jest, ale nie sakrament. Sakrament przecie boska rzecz.
- To i dlatego nie ma rady.
- A chwaa Bogu, nie ma! Nie narzekajcie te na to, bo nikt by wam tak nie 
pomg przeciw tym zbjom, jako ja pomog. Obaczycie! Za Danuk swoj drog in 
zapacim, ale jeli ywi jeszcze cho jeden z tych, ktrzy wasz nieboszczk 
porywali, zdajcie go mnie, a obaczycie!
Lecz Jurand pocz trz gow.
- Nie - odpowiedzia pospnie - z tych aden nie ywie... Przez czas jaki 
sycha byo tylko parskanie koni i przytumiony odgos kopyt uderzajcych o 
wyjedon drog.
- Raz w nocy - mwi dalej Jurand - usyszaem jaki gos jakoby ze ciany 
wychodzcy, ktry mi rzek: "Do pomsty!" -aleja nie usuchaem, bo to nie by 
gos nieboszczki.
- A co to mg by za gos - zapyta z niepokojem Zbyszko.
- Nie wieu. Czsto w Spychowie co w cianach gada, a cza-sem jczy, bo duo ich 
na acuchach w podziemiu pomaro.
- A wam ksidz co nowi?
- Ksidz wici grdek i mwi te, eby zemsty poniecha, ale nie mogo to 
by. Staem si im zbyt ciki i pniej sami chcieli si uci. Czynili 
zasadzki i pozywali w pole... Tak byo i teraz. Majneger i de Bergow pierwsi 
mnie pozwali.
- Bralicie kiedy wykup?
- Nigdy. Z tych, ktrych chwyciem, pierwszy de Bergow yw wyjdzie.
Rozmowa ustaa, gdy skrcili z szerszego gocica na wsz drog, ktr 
jechali dugo, gdy sza krto, a miejscami zmieniaa si jakby we wpadlin 
len, pen zasp nienych, trudnych do przebycia. Wiosn albo latem, podczas 
ddw droga ta musiaa by prawie nieprzystpna.
- Czy to ju ku Spychowowi jedziem? - zapyta Zbyszko.
- Tak - odrzek Jurand. - Bom jeszcze szmat znaczny, a potem zaczn si 
oparzeliska, wrd ktrych grdek... Za oparzeliskami s gi i suche pola, za 
do grdka mona dojecha tylko grobl. Nieraz chcieli mnie Niemcy dosta, ale 
nie mogli i sia ich koci prchnieje po lenych brzekach.
- I trafi nieatwo - rzek Zbyszko. - Jeli Krzyaki ludzi z listami wysza, 
jakoe trafi?
- Nieraz ju wysyali i maj takich, ktrzy drog wiedz.
- Bogdajemy ich zastali w Spychowie! - rzek Zbyszko. Tymczasem yczenie to 
miao si urzeczywistni wczeniej, ni mody rycerz myla, albowiem 
wyjechawszy z boru na odkryt paszczyzn, na ktrej lea wrd bagien Spychw, 
ujrzeli przed sob dwch konnych i niskie sanie, w ktrych siedziay trzy ciemne 
postacie.
Noc bya bardzo jasna, wic na biaym podcielisku niegw wida byo ca 
gromad doskonale. Jurandowi i Zbyszkowi uderzyy ywiej serca na ten widok, kto 
bowiem mg jecha do Spychowa wrd nocy, jeli nie wysacy krzyaccy?
Zbyszko kaza wonicy jecha ywiej, wic wkrtce zbliyli si tak znacznie, e 
usyszano ich, i dwaj konni, ktrzy czuwali widocznie nad bezpieczestwem sani, 
zwrcili si ku nim i pozdejmowawszy kusze z ramion, poczli woa:
- Wer da?
- Niemcy! - szepn Zbyszkowi Jurand. Po czym podnis gos i rzek:
- Moje prawo pyta, twoje odpowiada! Kto wy?
- Podrni.
- Jacy podrni?
- Pielgrzymi.
- Skd?
- Ze Szczytna.
- Oni! - szepn znw Jurand.
Tymczasem sanki porwnay si ze sob, a jednoczenie na przodzie przed nimi 
ukazao si szeciu konnych. Bya to spychowska stra, ktra dniem i noc 
czuwaa nad grobl wiodc do grdka. Przy koniach biegy psy straszne i 
ogromne, cakiem do wilkw podobne.
Stranicy, poznawszy Juranda, poczli wykrzykiwa na jego cze, lecz w 
okrzykach tych brzmiao i zdziwienie, e dziedzic wraca tak wczenie i 
niespodzianie, lecz on cakiem zajty by wysacami, wic znw zwrci si ku 
nim:
- Dokd jedziecie? - zapyta.
- Do Spychowa.
- Czego tam chcecie?
- To moemy jeno samemu panu powiedzie. Jurand mia ju na ustach: "Jam jest 
pan ze Spychowa" - ale si powstrzyma, rozumiejc, e rozmowa nie moe si 
odbywa przy ludziach. Natomiast spytawszy jeszcze, czy maj jakowe listy, i 
otrzymawszy odpowied, e polecono im ustnie si rozmwi, kaza jecha 
nieledwie co ko wyskoczy. Zbyszkowi byo rwnie tak pilno do wiadomoci o 
Danusi, e nie umia na nic innego zwrci uwagi. Niecierpliwi si tylko, gdy 
jeszcze dwukrotnie strae zastpoway im drog na grobli; niecierpliwi si, gdy 
spuszczano most na fosie, za ktr stercza na waach olbrzymi ostrok, a 
chocia poprzednio nieraz braa go ciekawo obaczy, jak wyglda ten zowrogiej 
sawy grdek, na ktrego wspomnienie Niemcy egnali si znakiem krzya - teraz 
nie widzia nic prcz krzyackich wysacw, od ktrych mg usysze, gdzie 
jest Danusia i kiedy bdzie wrcona jej wolno. Nie przewidzia za, e za 
chwil czeka go ciki zawd.
Prcz konnych, dodanych dla obrony, i wonicy, poselstwo ze Szczytna skadao 
si z dwch osb: jedn z nich bya ta sama niewiasta, ktra swego czasu 
przywozia balsam gojcy do lenego dworca, drug mody ptnik. Niewiasty 
Zbyszko nie pozna, albowiem jej w lenym dworcu nie widzia, ptnik za od razu 
wyda mu si jakim przebranym giermkiem. Jurand wnet wprowadzi oboje do 
naronej izby - i stan przed nimi ogromny i prawie straszny w blasku 
pomienia, ktry pada na niego od poncego w kominie ognia.
- Gdzie dziecko? - zapyta.
Oni jednake zlkli si, stanwszy oko w oko z gronym mem. Ptnik, cho twarz 
mia zuchwa, trzs si po prostu jak li, a i pod niewiast dray nogi. 
Wzrok jej przeszed z oblicza Juranda na Zbyszka, nastpnie na byszczc, ys 
gow ksidza Kaleba i znw wrci do Juranda, jakby z zapytaniem, co tamci dwaj 
tu robi.
- Panie - odrzeka wreszcie - nie wiemy, o co pytacie, ale przysano nas ku wam 
w sprawach wanych. Wszelako ten, ktry nas wysa, rozkaza nam wyranie, aby 
rozmowa z wami odbya si bez wiadkw.
- Nie mam dla nich tajemnic! - rzek Jurand.
- Ale my je mamy, szlachetny panie - odrzeka niewiasta -i jeli kaecie im 
zosta, to o nic innego prosi was nie bdziemy, tylko abycie nam pozwolili 
jutro odjecha.
Na twarzy nieprzywykego do oporu Juranda odbi si gniew. Przez chwil powe 
jego wsy poczy si porusza zowrogo, lecz pomyla, e idzie o Danusi, i 
pohamowa si. Zbyszko zreszt, ktremu chodzio przede wszystkim o to, by 
rozmowa odbya si jak najprdzej, i ktry by pewien, e Jurand mu j powtrzy, 
rzek:
- Skoro tak ma by, ostacie sami.
I wyszed wraz z ksidzem Kalebem, zaledwie jednak znalaz si w gwnej izbie 
obwieszonej tarczami i broni zdobyt przez Juranda, gdy Gowacz zbliy si ku 
niemu.
- Panie - rzek - to ta sama niewiasta.
- Jaka niewiasta?
- Od Krzyakw, ktra przywozia balsam hercyski. Poznaem j od razu i 
Sanderus pozna j take. Przyjedaa wida na przeszpiegi, a teraz wie ona 
pewnie, gdzie jest panienka.
- I my bdziem wiedzie - rzek Zbyszko. - Zali znacie take i tego ptnika?
- Nie - odpowiedzia Sanderus. - Ale nie kupujcie, panie, od niego odpustw, bo 
to faszywy ptnik. Gdyby go na mki pooy, sia mona by si od niego 
dowiedzie.
- Czeka! - rzek Zbyszko.
Tymczasem w izbie naronej, zaledwie drzwi si zamkny za Zbyszkiem i ksidzem 
Kalebem, siostra zakonna przysuna si szybko do Juranda i pocza szepta:
- Wasz crk zbje porwali.
- Z krzyem na paszczach?
- Nie. Ale Bg pobogosawi pobonym braciom, e j odbili i teraz ona jest u 
nich.
- Gdzie jest? - pytam.
- Pod opiek pobonego brata Szomberga - odrzeka, krzyujc rce na piersiach i 
schylajc si pokornie.
A Jurand, usyszawszy straszne nazwisko kata Witoldowych dzieci, zblad jak 
ptno; po chwili siad na awie, przymkn oczy i pocz doni rozciera zimny 
pot, ktry uperli mu czoo.
Co widzc, ptnik, jakkolwiek nie umia przedtem pohamowa strachu, wspar si 
teraz w boki, rozwali si na awie, wycign nogi i spojrza na Juranda oczyma 
penymi pychy i pogardy.
Nastao dugie milczenie.
- I brat Markwart pomaga bratu Szombergowi w czuwaniu nad ni - rzeka znw 
niewiasta. - Pilna to opieka i nie stanie si panience krzywda.
- Co mam czyni, by mi j oddali? - zapyta Jurand.
- Upokorzy si przed Zakonem! - rzek z dum ptnik. Usyszawszy to, Jurand 
wsta, podszed ku niemu i pochyliwszy si nad nim, rzek stumionym, strasznym 
gosem:
- Milcze!...
A ptnik przerazi si znowu. Wiedzia, e moe grozi i moe rzec co takiego, 
co powstrzyma i zamie Juranda, ale zlk si, e wpierw, nim sowo przemwi, 
stanie si z nim co okropnego; wic zamilk, oczy okrge, jakby skamieniae ze 
strachu, utkwi w gronej twarzy spychowskiego pana i siedzia bez ruchu - tylko 
broda pocza mu si trz silnie.
Jurand za zwrci si do siostry zakonnej:
- List macie?
- Nie, panie. Nie mamy listu. Co mamy do powiedzenia, kazano nam ustnie 
powiedzie.
- Za czym mwcie!
A ona powtrzya jeszcze raz, jakby pragnc, by Jurand wbi sobie to dobrze w 
pami:
- Brat Szomberg i brat Markwart czuwaj nad panienk, przeto wy, panie, hamujcie 
swj gniew... Ale nie stanie si jej nic zego, bo cho przez wiele lat 
krzywdzilicie ciko Zakon, jednake bracia chc wam dobrem za ze wypaci, 
jeli uczynicie zado sprawiedliwym ich daniom.
- Czego chc?
- Chc, abycie uwolnili pana de Bergowa. Jurand odetchn gboko.
- Oddam im de Bergowa rzek.
- I innych bracw, ktrych w Spychowie macie.
- Jest dwch giermkw Majnegera i de Bergowa, prcz ich pachokw.
- Macie ich uwolni, panie, i wynagrodzi za uwizienie.
- Nie daj Bg, abym si o dziecko mia targowa.
- Tego te po was spodziewali si poboni zakonnicy - rzeka niewiasta - ale to 
jeszcze nie wszystko, co mi kazano powiedzie. Wasz crk, panie, porwali jacy 
ludzie, zapewne zbje i zapewne dlatego, aby wzi od was okup bogaty... Bg 
pozwoli braciom, e j odbili - i teraz niczego wicej nie daj, tylko 
abycie im towarzysza i gocia oddali. Ale bracia wiedz i wy wiecie, panie, 
jaka w tym kraju jest ku nim nienawi i jak niesprawiedliwie sdz wszystkie 
ich, choby najpoboniejsze uczynki. Z tego powodu bracia s pewni, i gdyby tu 
ludzie dowiedzieli si, e crka wasza jest u nich, zaraz by poczli ich 
posdza, e to oni j porwali, i w ten sposb za sw cnot zebraliby jeno 
oszczerstwa i skargi... O tak! li i zoliwi ludzie tutejsi nieraz im si ju 
tak wypacali, na czym sawa pobonego Zakonu cierpiaa bardzo - o ktr bracia 
dba musz, i przeto kad ten jeszcze tylko warunek, abycie sami i ksiciu tej 
krainy, i wszystkiemu srogiemu rycerstwu owiadczyli -jako i jest prawda - e 
nie bracia krzyowi, jeno zbje wasz crk porwali i e od zbjw musielicie 
j wykupywa.
- Prawda jest - rzek Jurand - e zbje mi dziecko porwali i od zbjw musz je 
wykupywa...
Nikomu te nie macie inaczej mwi, bo gdyby cho jeden czowiek dowiedzia si, 
ecie ukadali si z brami, gdyby cho jedna ywa dusza albo gdyby cho jedna 
skarga posza czy to do mistrza, czy do kapituy - tedyby cikie zrodziy si 
trudnoci...
Na twarzy Juranda odbi si niepokj. W pierwszej chwili wydawao mu si do 
naturalnym, e komturowie daj tajemnicy z obawy przed odpowiedzialnoci i 
niesaw, ale teraz zrodzio si w nim podejrzenie, e moe by i jaka inna 
przyczyna, e za nie umia sobie zda z niej sprawy, wic chwyci go lk taki, 
jaki chwyta najodwaniejszych ludzi, gdy niebezpieczestwo zagraa nie im samym, 
lecz ich bliskim i kochanym.
Postanowi jednake dowiedzie si czego wicej od zakonnej suki.
- Komturowie chc tajemnicy - rzek - ale jako tajemnica ma si zachowa, gdy 
de Bergowa i tamtych innych za dziecko wypuszcz?
- Powiecie, ecie wzili okup za pana de Bergowa, aby mie czym zbjom 
zapaci.
- Ludzie nie uwierz, bom nigdy okupu nie bra - odrzek
pospnie Jurand.
- Bo nigdy nie chodzio o wasze dziecko - odrzeka syczcym gosem suka.
I znw nastao milczenie, po czym ptnik, ktry przez ten czas nabra ducha i 
osdzi, e Jurand musi si ju teraz wicej hamowa, rzek:
- Taka jest wola braci Szomberga i Markwarta. Suka za mwia dalej:
- Oto powiecie, e ten ptnik, ktry przyjecha ze mn, przywiz wam okup, my 
za odjedziem std ze szlachetnym panem de Bergow i z jecami.
- Jak to? - rzek Jurand, marszczc brwi - zali mylicie, e wam oddam jecw, 
nim mi dziecko wrcicie?
- Uczycie, panie, jeszcze inaczej. Moecie sami jecha po crk do Szczytna, 
dokd wam j bracia przywioz.
- Ja? do Szczytna?
- Bo gdyby j znw zbjcy w drodze porwali, znw posd wasz i tutejszych ludzi 
padby na pobonych rycerzy, i dlatego ci woaj wam do rk wasnych odda.
- A kto za zarczy mi, e wrc, gdy sam wlez wilkowi w gardziel?
- Cnota braci, sprawiedliwo ich i pobono. Jurand pocz chodzi po izbie. 
Pocz ju przewidywa zdrad i obawia si jej, ale czu jednoczenie, e 
Krzyacy mog mu naoy warunki, jakie im si podoba - i e jest wobec nich 
bezsilny.
Jednake przyszed mu widocznie do gowy jaki sposb, gdy zatrzymawszy si 
nagle przed ptnikiem, pocz mu si bystro przypatrywa, po czym zwrci si do 
suki i rzek:
- Dobrze. Pojad do Szczytna. Wy i ten czowiek, ktry ma na sobie szaty 
ptnicze, ostaniecie tu do mego powrotu, po ktrym odjedziecie z de Bergowem i z 
jecami.
- Nie chcecie, panie, zawierzy zakonnikom - rzek ptnik -jake wic oni maj 
wam zawierzy, e wrciwszy, wypucicie nas i de Bergowa?
Twarz Juranda poblada ze wzburzenia i nastaa grona chwila, w ktrej ju, ju 
zdawao si, e chwyci ptnika za pier i wemie go pod kolano - lecz zdusi w 
sobie gniew, odetchn gboko i pocz mwi z wolna i dobitnie:
- Ktokolwiek jest, nie naginaj zbyt mojej cierpliwoci, aby za nie pka.
A ptnik zwrci si do siostry:
- Mwcie! co wam kazano.
- Panie - rzeka - waszej przysidze na miecz i na rycersk cze nie 
omielilibymy si nie wierzy, ale i wam nie przystoi skada przed ludmi 
prostego stanu przysigi, i nas nie po wasz przysig przysano.
- Po c was przysano?
- Powiedzieli nam bracia, i macie, nie mwic nic nikomu, stawi si w 
Szczytnie z panem de Bergow i z jecami.
Na to ramiona Juranda poczy si cofa w ty, a palce rozszerza si na ksztat 
szponw drapienego ptaka; na koniec, stanwszy przed niewiast, pochyli si 
tak, jakby chcia jej mwi do ucha, i rzek:
- Azali nie powiedziano wam, e ka was i Bergowa koem poama w Spychowie?
- Wasza crka jest w mocy braci, a pod opiek Szomberga i Markwarta - odrzeka z 
naciskiem siostra.
- Zbjcw, trucicieli, katw! - wybuchn Jurand.
- Ktrzy potrafi nas pomci, a ktrzy rzekli nam na odjezd-nym tak: "Jeliby 
nie mia speni wszystkich naszych rozkazw, lepiej by byo, by ta dziewka 
umara, jako i Witoldowe dzieci pomary". Wybierajcie!
- I zrozumiejcie, ecie w mocy komturw - ozwa si ptnik. - Nie chc oni 
uczyni wam krzywdy, i starosta ze Szczytna przysya wam przez nas sowo, e 
wolni wyjedziecie z jego zamku - ale chc, bycie za te, ktrecie im 
wyrzdzili, przyszli pokoni si przed krzyackim paszczem i baga o ask 
zwycizcw. Chc wam przebaczy, ale wpierw chc zgi wasz hardy kark. 
Gosilicie ich za zdrajcw i krzywoprzysizcw - wic chc, bycie si zdali na 
ich wiar. Wrc wolno i wam, i crce - ale musicie o ni baga. Deptalicie 
ich - musicie przysic, i rka wasza nigdy si na biay paszcz nie wzniesie.
- Tak chc komturowie - dodaa niewiasta - a z nimi Markwart i Szomberg.
Nastaa chwila miertelnej ciszy. Zdawao si tylko, e gdzie midzy belkami 
puapu jakie przytumione echo powtarza jakby z przeraeniem: "Markwart... 
Szomberg". Zza okien dochodziy te nawoywania Jurandowych ucznikw 
czuwajcych na waach przy ostrokole grdka.
Ptnik i suka zakonna przez dugi czas spogldali to na siebie, to na Juranda, 
ktry siedzia oparty o cian, nieruchomy i z twarz pogron w cieniu 
padajcym na ni od pku skr, zawieszonego przy oknie. W gowie pozostaa mu 
jedna tylko myl, e jeli nie uczyni tego, czego Krzyacy chc - udusz mu 
dziecko; jeli za uczyni, to i tak moe nie uratowa ani Danusi, ani siebie. I 
nie widzia adnej rady, adnego wyjcia. Czu nad sob niemiosiern przemoc, 
ktra go zgniota. W duszy widzia ju elazne rce Krzyaka na szyi Danusi - 
znajc ich bowiem, nie wtpi ani chwili, e j zamorduj, zakopi w wale 
zamkowym, a potem si wypr, wyprzysign - i wwczas kt zdoa im dowie, e 
to oni j porwali? Mia wprawdzie Jurand w rku wysacw, mg ich zawie 
ksiciu, mkami wydoby z nich zeznania - ale Krzyacy mieli Danusi - i mogli 
take nie poaowa dla niej mk. I przez chwil zdawao mu si, e dziecko 
wyciga do niego rce z dalekoci, proszc o ratunek. Gdyby cho wiedzia na 
pewno, e ona jest w Szczytnie, mgby ruszy tej samej nocy ku granicy, napa 
na nie spodziewajcych si napadu Niemcw, wzi zamek, wyci zaog i uwolni 
dziecko - ale jej mogo nie by i pewnie nie byo w Szczytnie. Jeszcze migno 
mu byskawic przez gow, e gdyby chwyci niewiast i ptnika, a zawiz ich 
wprost do wielkiego mistrza, moe mistrz wydobyby z nich zeznania i kaza mu 
odda crk, ale byskawica ta jak zapalia si, tak i wnet zgasa... Przecie ci 
ludzie mogli powiedzie mistrzowi, e przyjechali wykupi Bergowa i e nic o 
adnej dziewczynie nie wiedz. Nie! ta droga nie wioda do niczego - ale ktra 
wioda? Pomyla bowiem, e jeli pojedzie do Szczytna, to go skuj i wtrc do 
podziemia, a Danusi i tak nie puszcz, choby dlatego, by si nie wydao, e j 
porwali. A tymczasem mier jest nad jedynym dzieckiem, mier nad ostatni 
drog gow!... I wreszcie myli poczy mu si plta, a bole staa si tak 
wielka, e przesilia si i przesza w odrtwienie. Siedzia nieruchomie 
dlatego, e ciao jego stao si martwe, jakby wykute z kamienia. Gdyby chcia 
podnie si w tej chwili, nie byby zdoa tego dokaza.
Tymczasem tamtym sprzykrzyo si dugie czekanie, wic suka zakonna podniosa 
si i rzeka:
- Ju i wit niezadugo - wic pozwlcie nam odej, panie, albowiem 
potrzebujemy spoczynku.
- I posiku po dugiej drodze - doda ptnik. Po czym oboje skonili si 
Jurandowi i - wyszli. On za siedzia dalej bez ruchu, jakby ujty snem lub 
martw Ale po chwili drzwi uchyliy si i ukaza si w nich Zbyszko, a za nim 
ksidz Kaleb.
- C wysacy? czego chc? - zapyta mody rycerz, zbliajc si do Juranda.
Jurand drgn, ale zrazu nie odrzek nic, pocz tylko mruga mocno jak czowiek 
zbudzony z twardego snu.
- Panie, czycie nie chorzy? - ozwa si ksidz Kaleb, ktry znajc lepiej 
Juranda, spostrzeg, i dzieje si z nim co dziwnego
- Nie - odrzek Jurand.
- A Danuka - dopytywa dalej Zbyszko. - Gdzie jest i co wam rzekli? Z czym 
przyjechali?
- Z wy-ku-pem - odpowiedzia z wolna Jurand.
- Z wykupem za Bergowa?
- Za Bergowa...
- Jak to za Bergowa? co wam jest?
- Nic...
Lecz w gosie jego byo co tak niezwykego i jakby zniedoniaego, e tamtych 
obu chwycia naga trwoga, zwaszcza e przy tym Jurand mwi o wykupie, nie o 
zamianie Bergowa na Danusi.
- Na miy Bg! - zawoa Zbyszko - gdzie Danuka?
- Nie masz jej u Krzya-kw, nie! - odpowiedzia sennym gosem Jurand.
I nagle zwali si jak martwy z awy na podog.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXXI
Nazajutrz o poudniu wysacy widzieli si z Jurandem, a w jaki czas pniej 
wyjechali, zabrawszy z sob de Bergowa, dwch giermkw i kilkunastu innych 
jecw. Jurand wezwa nastpnie ojca Kaleba, ktremu podyktowa list do ksicia 
z oznajmieniem, e Danusi nie porwali rycerze zakonni, ale e zdoa odkry jej 
schronienie i ma nadziej, i w cigu kilku dni j odzyszcze. To samo powtrzy 
i Zbyszkowi, ktry od wczorajszej nocy szala ze zdumienia i trwogi. Stary 
rycerz nie chcia jednak odpowiada na adne jego pytania, owiadczy mu 
natomiast, by czeka cierpliwie i tymczasem nic nie przedsibra dla uwolnienia 
Danusi, gdy to jest rzecz zbyteczna. Pod wieczr zamkn si znw z ksidzem 
Kalebem, ktremu naprzd rozkaza spisa sw ostatni wol, potem za spowiada 
si, a po przyjciu komunii wezwa przed siebie Zbyszka i starego, wiecznie 
milczcego Tolim, ktry bywa mu towarzyszem we wszystkich wyprawach i walkach, 
a w czasie spokoju gospodarzy w Spychowie.
- Oto jest - rzek, zwracajc si do starego wojownika i podnoszc gos, jakby 
mwi do czowieka, ktry nie dosyszy -m mojej crki, ktr na ksicym 
dworze zalubi, na co i moj zgod uzyska. Ten ci ma tu przeto by po mojej 
mierci panem i za dziedzicem grdka, ziem, borw, ugw, ludzi i wszelakiego 
statku, ktry si w Spychowie znajduje...
Usyszawszy to, Tolima zdumia si bardzo i pocz zwraca sw kwadratow gow 
w stron Zbyszka, to w stron Juranda; nie rzek jednak nic, gdy prawie nigdy 
nic nie mwi, tylko pochyli si przed Zbyszkiem i obj z lekka domi jego 
kolana.
A Jurand mwi dalej:
- Ktr to wol moj spisa ksidz Kaleb, a pod pismem piecz si moja na wosku 
znajduje; ty za masz wiadczy, e to ode mnie sysza i em rozkaza, aby tu 
dla tego modego rycerza taki sam posuch by jako i dla mnie. Za co jest w 
skarbcu upw i pienidzy, to mu pokaesz - i bdziesz mu wiernie w pokoju i na 
wojnie do mierci suy. Syszae?
Tolima podnis rce do uszu i skin gow, po czym na dany znak przez Juranda 
skoni si i odszed, rycerz za zwrci si do Zbyszka i rzek z naciskiem:
- Tym, co jest w skarbcu, mona choby najwiksz chciwo pokusi - i 
niejednego, ale stu bracw wykupi. Pamitaj
Lecz Zbyszko spyta:
- A czemu to ju zdajecie mi Spychw?
- Wicej ci ja ni Spychw zdaj, bo dziecko.
- I mierci godzina niewiadoma - rzek ksidz Kaleb.
- Juci niewiadoma - powtrzy jakby ze smutkiem Jurand. -To niedawno niegi 
mnie przysypay, a chocia Bg mnie zratowa, nie ma ju we mnie dawnej siy...
- Na miy Bg! - zawoa Zbyszko - co si w was odmienio od wczoraj i o 
mierci ni o Danusi radziej mwicie. Na miy Bg!
- Wrci Danuka, wrci - odpowiedzia Jurand - nad ni jest opieka boska. Ale 
jak wrci... suchaj... Bierz ty j do Bogdaca, a Spychw na Tolim zdaj... To 
czek wiemy, a tu cikie ssiedztwo... Tam ci jej na powrz nie wezm... Tam 
przezpieczniej...
- Hej! - zakrzykn Zbyszko - a wy ju jakby z tamtego wiata gadacie. C to 
jest?
- Bom ju przez p by na tamtym wiecie, a teraz tak mi si widzi, e jakowa 
choro mnie ima. I chodzi mi o dziecko... to ja j jedn mam. A i ty, cho 
wiem, e j miujesz...
Tu przerwa i wydobywszy z pochwy krtki mieczyk, zwany mizerykordi, zwrci go 
rkojeci ku Zbyszkowi:
- Przysignije mi jeszcze na ten krzyyk, jako jej nigdy nie pokrzywdzisz i 
bdziesz statecznie miowa...
A Zbyszkowi a zy stany nagle w oczach; w jednej chwili rzuci si na kolana 
i pooywszy palec na rkojeci, zawoa:
- Na wit Mk, tak jej nie pokrzywdz i bd statecznie miowa!
- Amen - rzek ksidz Kaleb.
Jurand za pochowa w pochw mizerykordi i otworzy mu ramiona:
- To mi i ty dziecko!...
Po czym rozeszli si, bo noc ju zapada gboka, a od kilku ju dni nie zaznali 
dobrego wywczasu. Zbyszko jednake wsta nazajutrz witaniem, albowiem wczoraj 
zlk si istotnie, czy nie idzie na Juranda jakowa choroba, i chcia teraz 
dowiedzie si, jak starszy rycerz spdzi noc.
Przed drzwiami Jurandowej izby natkn si na Tolim, ktry z niej wanie 
wychodzi.
- A jakoe pan? - zdrowi? - zapyta.
w za skoni si, a nastpnie otoczy ucho doni i rzek:
- Wasza mio co ka?
- Pytam: jak si ma pan? - powtrzy goniej Zbyszko.
- Pan pojecha.
- Dokd?
- Nie wiem. We zbroi.
Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXXII
wit pocz wanie bieli drzewa, krze i bryy wapienne rozrzucone tu i wdzie 
po polach, gdy najty przewodnik idcy przy koniu Juranda zatrzyma si i rzek:
- Pozwlcie mi odetchn, panie rycerzu, bom si zasapa. Odwil jest i mga, 
ale to ju niedaleko...
- Doprowadzisz mnie do gocica, a potem wrcisz - odrzek Jurand.
- Gociniec bdzie w prawo za borkiem, a z pagrka zaraz zamek ujrzycie.
To rzekszy, chop pocz "zabija" rce, to jest uderza domi pod pachy, gdy 
by zzib od rannej wilgoci, po czym przysiad na kamieniu, bo si przy tej 
robocie jeszcze bardziej zasapa.
- A nie wiesz, jest-li komtur w zamku? - zapyta Jurand.
- Gdzie by za mia by, kiedy chory?
- Coe mu?
- Ludzie mwi, e go rycerze polscy sprali - odrzek stary chop.
I w gosie jego czu byo jakby pewne zadowolenie. By poddanym krzyackim, ale 
jego mazurskie serce radowao si przewag polskich rycerzy.
Jako po chwili doda:
- Hej! mocni nasi panowie, ale im z nimi ciko.
Lecz zaraz potem spojrza bystro na rycerza i jakby chcc si upewni, e nie 
spotka go nic zego za sowa, ktre mu si niebacznie wymkny, rzek:
- Wy, panie, po naszemu mwicie, wycie nie Niemiec?
- Nie - odrzek Jurand - ale prowad dalej.
Chop wsta i pocz znw i przy koniu. Po drodze zasuwa niekiedy do w 
kalet, wydostawa z niej gar niemielonego yta i wsypywa j sobie do ust, 
gdy za zaspokoi w ten sposb pierwszy gd, pocz tumaczy, dlaczego je 
surowe ziarno, chocia Jurand, zbyt zajty wasnym nieszczciem i wasnymi 
mylami, nawet tego nie dostrzeg.
- Chwaa Bogu i za to - mwi. - Cikie ycie pod naszymi niemieckimi panami. 
Ponakadali podatki i od miewa takie, e ubogi czek musi z plew ziarno gry 
jak bydl. A gdzie arna w chaupie znajd, tam chopa skatuj, dobytek zagarn, 
ba! dzieciom i babom nie przepuszcz... Nie boj si oni ni Boga, ni ksiy, 
jako i wielborskiego proboszcza, ktry im to przygania, na acuch wzili. Oj, 
ciko pod Niemcem! Co tam czek ziarna midzy dwoma kamieniami ugniecie, to t 
przygar mki na wit niedziel chowa, a w pitek tak je musi jako ptacy. 
Ale chwaa Bogu i za to, bo przyjdzie-li przednwek, to i tego nie stanie... 
Ryby owi nie wolno... zwierza bi te... Nie tak jak na Mazowszu.
W ten sposb wyrzeka krzyacki chop, mwic przez p do siebie, przez p do 
Juranda, a tymczasem minli pusta pokryt utulonymi pod niegiem bryami 
wapienia i weszli w las, ktry w zarannym wietle wydawa si siwy i od ktrego 
bi surowy, wilgotny chd. Rozedniao ju zupenie; inaczej trudno byoby 
Jurandowi przejecha len droyn idc nieco w gr i tak ciasn, e miejscami 
olbrzymi jego bojowy ko zaledwie mg si przecisn wrd pni. Lecz borek 
skoczy si wkrtce i po upywie kilku pacierzy znaleli si na szczycie 
biaego pagrka, ktrego rodkiem bieg wyjedony gociniec.
- To i droga - rzek chop - traficie teraz, panie, sami.
- Trafi - odrzek Jurand. - Wracaj, czeku, do domu.
I signwszy rk do skrzanej torby przymocowanej na przedzie sioda, wydoby z 
niej srebrny pienidz i poda go przewodnikowi. Chop, przyzwyczajony wicej do 
razw ni do datkw z rk miejscowych krzyackich rycerzy, oczom prawie nie 
chcia wierzy i porwawszy pienidz, przypad gow do strzemienia Juranda i 
obj je rkoma.
- O Jezusie, Maryjo! - zawoa. - Bg zapa waszej wielmonoci!
- Ostawaj z Bogiem.
- Niech was boska moc prowadzi. Szczytno przed wami. To rzekszy, raz jeszcze 
pochyli si do strzemienia i znikn. Jurand zosta na wzgrzu sam i spoglda 
we wskazanym mu przez wieniaka kierunku na szar, wilgotn opon mgy, ktra 
zasaniaa przed nim wiat. Za t mg kry si w zowrogi zamek, ku ktremu 
popychaa go przemoc i niedola. Blisko, ju blisko! a potem co si ma sta i 
speni, to si stanie i speni... Na t myl w sercu Juranda, obok trwogi i 
niepokoju o Danusi, obok gotowoci wykupienia jej z wrogich rk choby krwi 
wasn, zrodzio si nowe, niesychanie gorzkie a nie znane mu dotychczas nigdy 
uczucie upokorzenia. Oto on, Jurand, na ktrego wspomnienie dreli pograniczni 
komturowie, jecha teraz na ich rozkaz z powinn gow. On, ktry tylu ich 
zwyciy i podepta, czu si teraz zwycionym i podeptanym. Nie zwyciyli go 
wprawdzie w polu, nie odwag i rycersk si, niemniej jednak czu si 
zwycionym. I byo to dla niego czym tak niesychanym, i zdawao mu si, e 
cay porzdek wiata zosta na nice wywrcony. On jecha ukorzy si Krzyakom, 
on, ktry gdyby nie chodzio o Danusi, wolaby sam jeden potyka si ze 
wszystkimi siami Zakonu. Albo nie trafiao si, e pojedynczy rycerz, majc 
wybr midzy sromot a mierci, uderza na cae wojska? A on czu, e moe mu 
si przy godzi i sromota, i na myl o tym wyo w nim serce z blu, jak wyje 
wilk, uczuwszy w sobie grot.
Lecz by to czowiek majcy nie tylko ciao, lecz i dusz z elaza. Umia ama 
innych, umia i siebie.
- Nie rusz si - rzek sobie - pki nie sptam tego gniewu, ktrym mgbym 
zgubi, nie za wybawi dziecko.
I wraz schwyci si Jakby za bary ze swoim hardym sercem, ze swoj zawzitoci 
i dz boju. Kto by go widzia na onym wzgrzu, we zbroi, bez ruchu, na 
ogromnym koniu, rzekby, e to jaki olbrzym ulany z elaza, i nie poznaby, e 
w nieruchomy rycerz toczy w tej chwili najcisz ze wszystkich walk, jakie 
kiedykolwiek w yciu stoczy. Lecz on zmaga si z sob poty, pki si nie zmg 
i pki nie poczu, e wola go nie zawiedzie.
Tymczasem mgy rzedy i jakkolwiek nie rozproszyy si do cna, jednake 
zamajaczao w kocu w nich co ciemniejszego. Jurand odgad, e to s mury 
szczytnieskiego zamku. Na ten widok nie ruszy si jeszcze z miejsca, ale 
pocz si modli tak gorco i gorliwie, jak modli si czowiek, ktremu na 
wiecie pozostao ju tylko boskie miosierdzie.
I gdy wreszcie ruszy koniem, poczu, e w serce poczyna mu wstpowa jakowa 
otucha. Gotw by teraz znie wszystko, co go mogo spotka. Przypomnia mu si 
wity Jerzy, potomek najwikszego rodu Kapadocji, ktry znosi rne habice 
katusze, a jednake nie tylko czci nie strada, lecz na prawicy Boej jest 
posadzon i patronem wszystkiego rycerstwa mianowany. Jurand sysza nieraz 
opowiadania o jego przygodach od ptnikw przybyych z dalekich krain i 
wspomnieniem ich ukrzepi w sobie teraz serce.
Z wolna pocza si w nim budzi nawet i nadzieja. Krzyacy synli wprawdzie z 
mciwoci, przeto nie wtpi, e wywr nad nim pomst za wszystkie klski, jakie 
im zada, za hab, ktra spadaa na nich po kadym spotkaniu, i za strach, w 
jakim przez tyle lat yli.
Ale to wanie dodawao mu ducha. Myla, e Danusi porwali po to tylko, by go 
dosta, wic gdy go dostan, to co im po niej? Tak! Jego skuj niechybnie i nie 
chcc trzyma w pobliu Mazowsza, wyl do jakich odlegych zamkw, gdzie moe 
do koca ycia przyjdzie mu jcze w podziemiu, ale Danusi bd woleli puci. 
Choby te wyszo na jaw, e go podstpem dostali i gnbi, nie wemie im tego 
zbyt za ze ni wielki mistrz, ni kapitua, bo przecie on, Jurand, bywa istotnie 
cikim Krzyakom i wytoczy z nich wicej krwi ni jakikolwiek inny rycerz w 
wiecie. Natomiast ten sam wielki mistrz moe by ich i pokara za uwizienie 
niewinnej dziewczyny, a do tego wychowanki ksicia, o ktrego przychylno 
stara si wobec grocej wojny z krlem polskim usilnie.
I nadzieja ogarniaa go coraz potniej. Chwilami wydawao mu si rzecz niemal 
pewn, e Danusia wrci do Spychowa, pod Zbyszkow mon opiek... "A chop tgi 
jest - myla -i nie da ci jej nikomu ukrzywdzi". I pocz przypomina sobie z 
pewnym rozrzewnieniem wszystko, co o Zbyszku wiedzia:
"Bi w Niemcw pod Wilnem, na pojedynk z nimi chadza, Fryzw, ktrych ze 
stryjcem pozwali, powiertowa, w Lichtensteina te bi, od tura dziecko broni 
i tamtych czterech pozwa, ktrym pewnikiem nie daruje". Tu podnis Jurand oczy 
ku grze i rzek:
- Ja j Tobie, Boe, a Ty Zbyszkowi!
I uczynio mu si jeszcze raniej, sdzi bowiem, e skoro j Bg modziankowi 
podarowa, to przecie nie pozwoli Niemcom z siebie zadrwi, z rk ich j wyrwie, 
choby caa potga krzyacka nie puszczaa. Lecz potem znw j myle o 
Zbyszku: "Ba! nie tylko chop tgi, ale i szczery jak zoto. Bdzie jej strzeg, 
bdzie j miowa i daj, Jezu, dziecku jako moesz najlepiej, ale widzi mi si, 
e przy nim nie poauje ni ksicego dworca, ni ojcowego kochania..." Na t 
myl powieki Juranda zwilgotniay nagle i w sercu zerwaa mu si ogromna 
tsknota. Chciaby przecie jeszcze dziecko w yciu widzie i kiedy, kiedy 
umrze w Spychowie przy tych dwojgu, nie za w ciemnych piwnicach krzyackich. 
Ale wola boska!... Szczytno byo ju wida. Mury rysoway si we mgle coraz 
wyraniej, bliska ju bya godzina ofiary, wic zacz si jeszcze pokrzepia i 
tak do siebie mwi:
- Juci, e wola boska! Ale wieczr ywota bliski. Kilka rokw wicej, kilka 
mniej, wyjdzie na jedno. Hej? chciaoby si jeszcze na oboje dzieci pojrze, ale 
po sprawiedliwoci, to czek si nay. Czego mia dozna, dozna, kogo mia 
pomci, pomci. A teraz co? Radziej do Boga ni do wiata, a skoro trzeba 
przycierpie, to trzeba. Danuka ze Zbyszkiem, choby im byo najlepiej, nie 
zapomn. Pewnie, e nieraz bd wspomina a uradza: gdzie te jest? yw-li czy 
te ju u Boga w wiecu?... Bd przepytywa i moe si dowiedz. apczywi s na 
pomst Krzyacy, ale i na wykup apczywi. Zbyszko by nie poaowa, aby cho 
koci wykupi. A na msz to z pewnoci nieraz dadz.
Uczciwe u obojga serca i kochajce, za co ich. Boe, i Ty, Matko Najwitsza, 
bogosaw.
Gociniec stawa si nie tylko coraz szerszy, ale si i zaludnia. Cigny ku 
miastu wozy z drzewem i som... Skotarze pdzili bydo. Od jezior wieziono na 
saniach zmarz ryb. W jednym miejscu czterech ucznikw wiodo na acuchu 
chopa, wida za jakie przewinienie, na sd, gdy rce mia z tyu zwizane, a 
na nogach kajdany, ktre zawadzajc o nieg, ledwie pozwoliy mu si porusza. 
Ze zdyszanych jego nozdrzy i ust wychodzi oddech w ksztacie kbw pary, a 
oni, popdzajc go, piewali. Ujrzawszy Juranda, poczli spoglda na niego 
ciekawie, dziwic si widocznie ogromowi jedca i konia, ale na widok zotych 
ostrg i rycerskiego pasa pospuszczali kusze ku ziemi na znak powitania i czci. 
W miasteczku byo jeszcze ludniej i gwarniej, ustpowano jednak z popiechem 
zbrojnemu mowi z drogi, w za przejecha gwn ulic i skrci ku zamkowi, 
ktry otulony w tumany podnoszce si z fosy zdawa si jeszcze spa.
Lecz nie wszystko naok spao, a przynajmniej nie spay wrony i kruki, ktrych 
cae stada wichrzyy si na podniesieniu stanowicym dojazd do zamku, opocc 
skrzydami i kraczc. Jurand, podjechawszy bliej, zrozumia powd tego ptasiego 
wiecu. Oto obok drogi wiodcej do bramy zamkowej staa obszerna szubienica, na 
niej za wisiay ciaa czterech mazurskich chopw krzyackich. Nie byo 
najmniejszego powiewu, wic trupy, ktre zdaway si spoglda na wasne stopy, 
nie koysay si, chyba wwczas gdy czarne ptactwo siadao im na ramiona i na 
gowy, przepychajc si wzajem, trcajc w powrozy i dziobic o pospuszczane 
gowy. Niektrzy wisielcy musieli wisie ju od dawna, gdy czaszki ich byy 
cakiem nagie, a nogi niezmiernie wyduone. Za zblieniem si Juranda stado 
zerwao si z wielkim szumem, ale wnet zawrcio w powietrzu i poczo si 
sadowi na poprzecznej belce szubienicy. Jurand przejecha mimo, czynic znak 
krzya, zbliy si do przekopu i stanwszy w miejscu, w ktrym nad bram 
wznosi si most zwodzony, uderzy w rg.
Po czym zatrbi raz, drugi, trzeci i czeka. Na murach nie byo ywej duszy i 
zza bramy nie dochodzi aden gos. Po chwili jednak cika, widoczna za krat 
klapa, wmurowana w pobliu zamku bramy, podniosa si ze zgrzytem i w otworze 
ukazaa si brodata gowa niemieckiego knechta.
- Wer da? - spyta szorstki gos.
- Jurand ze Spychowa! - odpowiedzia rycerz.
Po tych sowach klapa zamkna si na nowo i nastao guche milczenie.
Czas pocz pyn. Za bram nie sycha byo adnego ruchu, tylko od strony 
szubienicy dochodzio krakanie ptactwa.
Jurand sta jeszcze dugo, zanim podnis rg i uderzy we powtrnie.
Ale odpowiedziaa mu znw cisza.
Wwczas zrozumia, e trzymaj go przed bram przez krzyack pych, ktra wobec 
zwycionego nie ma granic, dlatego by go upokorzy jak ebraka. Odgad te, e 
przyjdzie mu tak czeka moe a do wieczora albo i duej. Wic w pierwszej 
chwili zawrzaa w nim krew; chwycia go naga ch zsi z konia, podnie 
jeden z gazw, ktre leay przed przekopem, i rzuci nim w krat. Tak byby w 
innym razie uczyni i on, i kady inny mazowiecki albo polski rycerz, i niechby 
potem wypadli zza bramy bi si z nim. Ale wspomniawszy, po co tu przyby, 
opamita si i powstrzyma.
"Zalim si nie ofiarowa za dziecko?" - rzek sobie w duszy.
I czeka.
Tymczasem w wyzbieniach murw poczo co czernie. Ukazyway si futrzane 
nakrycia gw, ciemne kapice i nawet elazne blachy, spod ktrych spoglday na 
rycerza ciekawe oczy. Przybywao ich z kad chwil, bo ju te ten grony 
Jurand wyczekujcy samotnie pod krzyack bram by dla zaogi nie byle 
widowiskiem. Kto go dawniej ujrza przed sob, ujrza mier, a teraz mona byo 
patrze na niego bezpiecznie. Gowy podnosiy si coraz wyej, a wreszcie 
wszystkie wyzbienia blisze bramy pokryy si knechtami. Jurand pomyla, e 
zapewne i starsi musz na niego spoglda przez kraty okien w przybramnej wiey, 
i podnis wzrok ku grze, ale tam okna powycinane byy w gbokich murach i 
patrze przez nie byo niepodobna, chyba w dal. Za to na blankach czereda, ktra 
z pocztku spozieraa na niego w milczeniu, pocza si odzywa. Ten i w 
powtrzy jego imi, tu i wdzie ozway si miechy, ochrype gosy pokrzykiway 
jak na wilka coraz goniej, coraz zuchwaej, a gdy widocznie nikt nie 
przeszkadza ze rodka, poczto wreszcie miota na stojcego rycerza niegiem.
w, jakby mimo woli, ruszy przed siebie koniem, wwczas na jedn chwil bryy 
niegu przestay lecie, gosy ucichy, a nawet i niektre gowy poznikay za 
murami. Grone musiao by istotnie Jurandowe imi. Wnet jednak najtchrzliwsi 
opamitali si, e dzieli ich od straszego Mazura rw i mur, wic znw grube 
odactwo poczo miota nie tylko brykami niegu, ale lodu i nawet gruzu i 
kamykw, ktre z brzkiem odbijay si od zbroi i kropierza pokrywajcego konia.
- Ofiarowaem si za dziecko - powtarza sobie Jurand.
I czeka. Przyszo poudnie, mury opustoszay, gdy knechtw odwoano na obiad. 
Nieliczni ci, ktrym przypado strowa, jedli jednak na murach, a po spoyciu 
strawy zabawiali si znowu ciskaniem na godnego rycerza ogryzionych gnatw. 
Poczli te przekomarza si z sob i zapytywa si wzajem, ktry podejmie si 
zej i da mu po karku pici albo drgiem oszczepu. Inni, wrciwszy z obiadu, 
woali na niego, e jeli zmierzio mu si czeka, to si moe powiesi, gdy na 
szubienicy jest jeden wolny hak z gotowym powrozem. I wrd takich szyderstw, 
wrd nawoywa, wybuchw miechu i przeklestw zbiegay popoudniowe godziny. 
Krtki zimowy dzie chyli si stopniowo ku wieczorowi, a most wisia wci w 
powietrzu i brama pozostawaa zamknita.
Lecz pod wieczr wsta wiatr, rozwia mgy, oczyci niebo i odsoni zorze. 
niegi uczyniy si modre, a pniej fioletowe. Nie byo mrozu, ale noc 
zapowiadaa si pogodna. Z murw zeszli znw ludzie, prcz stray, kruki i wrony 
odleciay od szubienicy ku lasom. Wreszcie poczerniao niebo i cisza nastaa 
zupena.
"Nie otworz przed noc bramy" - pomyla Jurand.
I na chwil przeszo mu przez gow, by nawrci ku miastu, ale zaraz porzuci 
t myl. "Chc tego, bym tu sta - mwi sobie w duszy. - Jeli nawrc, juci 
nie puszcz mnie do dom, jeno otocz, pojmaj, a potem rzekn, e mi nic nie 
powinni, bo mnie si wzili, a chobym za po nich przejecha, to i tak musz 
wrci..."
Niezmierna, podziwiana przez obcych kronikarzy wytrzymao polskich rycerzy na 
chd, gd i trudy nieraz pozwalaa im dokonywa czynw, na ktre nie mogli si 
zdoby bardziej znie-wieciali ludzie z Zachodu. Jurand za posiada t 
wytrzymao w wikszej jeszcze od innych mierze, wic cho gd pocz mu ju 
od dawna skrca wntrznoci, a zamrz wieczorny przenikn przez pokryty 
blachami kouch, postanowi czeka, choby mia skona pod t bram.
Nagle jednak, nim jeszcze zapanowaa zupena noc, usysza za sob chrzst 
krokw na niegu.
Obejrza si: szo ku niemu od strony miasta szeciu zbrojnych we wcznie i 
halabardy, w rodku za midzy nimi szed sidmy, podpierajc si mieczem.
"Moe im bram otworz i z nimi wjad - pomyla Jurand. - Si nie bd mnie 
przecie chcieli bra ni zabi, bo ich za mao; gdyby wszelako uderzyli na mnie, 
to znak, e nie chc niczego dotrzyma, i wtedy - gorze im!"
Tak pomylawszy, podnis stalowy topr wiszcy mu przy siodle, tak ciki, e 
za ciki nawet na dwie rce zwykego ma - i ruszy ku nim koniem.
Lecz oni nie myleli na niego uderza. Owszem, knechtowie wbili zaraz w nieg 
tylca wczni i halabard - e za noc nie bya jeszcze cakiem ciemna, wic 
Jurand spostrzeg, e osady dr im jednak nieco w rku.
w za sidmy, ktry wydawa si starszym, wycign spiesznie przed siebie lewe 
rami i zwrciwszy do do gry palcami ozwa si:
- Wycie, rycerzu, Jurand ze Spychowa?
- Jam jest...
- Chcecie-li sucha, z czym mnie przysano?
- Sucham.
- Silny i pobony komtur von Danveld kae wam powiedzie, panie e pki nie 
zsidziecie z konia, brama nie bdzie wam otworzona.
Jurand pozosta chwil bez ruchu, nastpnie zsiad z konia, po ktrego w tej 
chwili poskoczy jeden z wcznikw.
- I bro ma nam by oddana - ozwa si znw czowiek z mieczem.
Pan ze Spychowa zawaha si. Nu potem uderz na bezbronnego i zadgaj go jak 
zwierz, nu chwyc i wtrc do podziemia? Lecz po chwili pomyla, e gdyby tak 
miao by, toby ich jednak przysano wicej. Bo gdyby si na niego mieli rzuci, 
zbroi od razu na nim nie przebod, a wwczas on mgby wydrze bro pierwszemu z 
brzega i wytraci wszystkich, nimby nadbiega pomoc. Znali go przecie.
- I choby te - rzek sobie - chcieli wytoczy ze mnie krew, toem ja nie po 
co innego tu przyby.
Tak pomylawszy, rzuci naprzd topr, nastpnie miecz, nastpnie mizerykordi - 
i czeka. Oni za chwycili to wszystko, po czym w czowiek, ktry do niego 
przemawia, oddaliwszy si na kilkanacie krokw, zatrzyma si i pocz mwi 
zuchwaym, podniesionym gosem:
- Za wszystkie krzywdy, ktre Zakonowi wyrzdzi, masz z rozkazu komtura 
przywdzia na si w zgrzebny wr, ktry ci zostawiam, przywiza u szyi na 
powrozie pochw od miecza i czeka w pokorze u bramy, pki ci aska komtura nie 
rozkae jej otworzy.
I po chwili Jurand pozosta sam w ciemnoci i ciszy. Na niegu czernia przed 
nim pokutniczy wr i powrz, on za sta dugo, czujc, e mu si w duszy co 
rozprzga, co amie, co kona i mrze i e oto po chwili nie bdzie ju 
rycerzem, nie bdzie ju Jurandem ze Spychowa, lecz ndzarzem, niewolnikiem bez 
imienia, bez sawy, bez czci.
Wic upyny jeszcze dugie chwile, nim zbliy si do pokutniczego woru i 
pocz mwi:
- Jako mog inaczej postpi? Ty, Chryste, wiesz: dziecko niewinne udusz, 
jeli nie uczyni wszystkiego, co mi ka. l to te wiesz, e dla wasnego 
ywota tego bym nie uczyni! Gorzka rzecz haba!... gorzka! - Ale i Ciebie przed 
mierci habili. Ano, w Imi Ojca i Syna...
Po czym pochyli si, wdzia na si wr, w ktrym byy poprzecinane otwory na 
gow i rce, nastpnie u szyi zawiesi na powrozie pochw od miecza - i powlk 
si przed bram.
Nie zasta jej otwartej, ale teraz byo mu ju wszystko jedno, czy mu j 
prdzej, czy pniej otworz. Zamek pogry si w milczeniu nocy, strae tylko 
obwoyway si kiedy niekiedy po naronikach. W wiey przybramnej wiecio 
wysoko jedno okienko, inne byy ciemne.
Godziny nocy pyny jedna za drug, na niebo wzbi si sierp ksiyca i 
rozwieci pospne mury zamku. Cisza uczynia si taka, e Jurand mgby sysze 
bicie wasnego serca. Ale on zdrtwia i skamienia cakiem, jakby z niego 
wyjto dusz, i nie zdawa ju sobie sprawy z niczego. Zostaa mu tylko jedna 
myl, e przesta by rycerzem, Jurandem ze Spychowa, ale czym jest-nie 
wiedzia... Chwilami take majaczyo mu si co, e wrd nocy od tych 
wisielcw, ktrych z rana widzia, idzie ku niemu cicho po niegu mier... 
Nagle drgn i rozbudzi si zupenie:
- O Chryste miociwy! co to jest?!
Z wysokiego okienka w przybramnej wiey ozway si jakie zaledwie z pocztku 
dosyszalne dwiki lutni. Jurand, jadc do Szczytna, by pewien, e nie ma 
Danusi w zamku, a jednak ten gos lutni po nocy wzburzy w nim w jednej chwili 
serce. Wydao mu si, e on te dwiki zna i e to nie kto inny gra, tylko ona 
-jego dziecko! jego kochanie... Wic pad na kolana, zoy rce jak do modlitwy 
i dygocc jak w gorczce, sucha.
A wtem na wp dziecinny i jakby niezmiernie stskniony gos pocz piewa:
Gdybym ci ja miaa
Skrzydeczka jak gska,
Poleciaabym ja
Za Jakiem do lska.
Jurand chcia odezwa si, wykrzykn kochane imi, ale sowa uwizy mu w 
gardle, jakby je cisna elazna obrcz. Naga fala blu, ez, tsknoty, 
niedoli wezbraa mu w piersiach, wic rzuci si twarz w nieg i j w 
uniesieniu woa ku niebu w duszy jakby w dzikczynnej modlitwie:
- O Jezu! dy sysz jeszcze dziecko! O Jezu!!... I szlochanie poczo targa 
jego olbrzymim ciaem. W grze tskny gos piewa dalej wrd niezmconej 
nocnej ciszy:
Usiadabym ci ja
Na lqskowskim plocie:
"Przypatrz si, Jasieku,
Ubogiej sierocie... "
Rankiem gruby, brodaty knecht niemiecki pocz kopa w biodro lecego przy 
bramie rycerza.
- Na nogi, psie!... Brama otwarta i komtur kae ci stan przed sob.
Jurand zbudzi si jakby ze snu. Nie chwyci knechta za gardo, nie skruszy go 
w elaznych rkach, twarz mia cich i niemal pokorn; podnis si i nie mwic 
ni sowa, poszed za odakiem przez bram.
Zaledwie jednak j przeszed, gdy ozwa si za nim zgrzyt acuchw i most 
zwodzony pocz podnosi si do gry, w samej za bramie spada cika elazna 
krata...
 KONIEC TOMU PIERWSZEGOHenryk Sienkiewicz: Krzyacy
TOM II
Rozdzia I
Jurand, znalazszy si na podwrzu zamkowym, nie wiedzia zrazu, dokd i, gdy 
knecht, ktry go przeprowadzi przez bram, opuci go i uda si ku stajniom. 
Przy blankach stali wprawdzie odacy, to pojedynczo, to po kilku razem, ale 
twarze ich byy tak zuchwae, a spojrzenia tak szydercze, i atwo byo 
rycerzowi odgadn, e mu drogi nie wska, a jeeli na pytanie odpowiedz, to 
chyba grubiastwem lub zniewag.
Niektrzy mieli si, pokazujc go sobie palcami; inni poczli na znw miota 
niegiem, tak samo jak dnia wczorajszego. Lecz on, spostrzegszy drzwi wiksze 
od innych, nad ktrymi wykuty by w kamieniu Chrystus na krzyu, uda si ku nim 
w mniemaniu, e jeli komtur i starszyzna znajduj si w innej czci zamku lub 
w innych izbach, to go kto przecie musi z bdnej drogi nawrci.
I tak si stao. W chwili gdy Jurand zbliy si do owych drzwi, obie ich potowy 
otworzyy si nagle i stan przed nimi modzianek z wygolon gow jak klerycy, 
ale przybrany w sukni wieck, i zapyta:
- Wycie, panie, Jurand ze Spychowa?
- Jam jest.
- Pobony komtur rozkaza mi prowadzi was. Pjdcie za mn.
I pocz go wie przez sklepion wielk sie ku schodom. Przy schodach jednak 
zatrzyma si i obrzuciwszy Juranda oczyma, znw spyta:
- Broni za nie macie przy sobie adnej? Kazano mi was obszuka.
Jurand podnis do gry oba ramiona, tak aby przewodnik mg dobrze obejrze 
ca jego posta, i odpowiedzia:
- Wczoraj oddaem wszystko.
Wwczas przewodnik zniy gos i rzek prawie szeptem:
- Tedy strzecie si gniewem wybuchn, bocie pod moc i przemoc.
- Ale i pod wol bosk - odpowiedzia Jurand. I to rzekszy, spojrza uwanie 
na przewodnika, a spostrzegszy w jego twarzy co w rodzaju politowania i 
wspczucia, rzek:
- Uczciwo patrzy ci z oczu, pachoku. Odpowiesze mi szczerze na to, o co 
spytam?
- Spieszcie si, panie - rzek przewodnik.
- Oddadz dziecko za mnie?
A modzieniec podnis brwi ze zdziwieniem:
- To wasze dziecko tu jest?
- Crka.
- Owa panna w wiey przy bramie?
- Tak jest. Przyrzekli j odesa, jeli im si sam oddam. Przewodnik poruszy 
rk na znak, e nic nie wie, ale twarz jego wyraaa niepokj i zwtpienie. A 
Jurand spyta jeszcze:
- Prawda-li, e strzeg jej Szomberg i Markwart?
- Nie ma tych braci w zamku. Odbierzcie j jednak, panie, nim starosta Danveld 
ozdrowieje.
Usyszawszy to, Jurand zadra, ale nie byo ju czasu pyta o nic wicej, gdy 
doszli do sali na pitrze, w ktrej Jurand mia stan przed obliczem starosty 
szczytnieskiego. Pachoek, otworzywszy drzwi, cofn si na powrt ku schodom.
Rycerz ze Spychowa wszed i znalaz si w obszernej komnacie, bardzo ciemnej, 
gdy szklane, oprawne w ow gomki przepuszczay niewiele wiata, a przy tym 
dzie by zimowy, chmurny. W drugim kocu komnaty pali si wprawdzie na wielkim 
kominie ogie, ale le wysuszone kody mao daway pomienia. Dopiero po 
niejakim czasie, gdy oczy Juranda oswoiy si ze zmrokiem, dostrzeg w gbi 
st i siedzcych za nim rycerzy, a dalej za ich plecami ca gromad zbrojnych 
giermkw i rwnie zbrojnych knechtw, midzy ktrymi bazen zamkowy trzyma na 
acuchu oswojonego niedwiedzia.
Jurand potyka si niegdy z Danveldem, po czym widzia go dwukrotnie na dworze 
ksicia mazowieckiego jako posa, ale od tych terminw upyno kilka lat; 
pozna go jednak pomimo mroku natychmiast i po otyoci, i po twarzy, a wreszcie 
po tym, e siedzia za stoem w porodku, w porczastym krzele, majc rk 
ujt w drewniane upki, opart na porczy. Po prawej jego stronie siedzia 
stary Zygfryd de Lowe z Insburka, nieubagany wrg polskiego plemienia w ogle, 
a Juranda ze Spychowa w szczeglnoci; po lewej modsi bracia Gotfryd i Rotgier. 
Danveld zaprosi ich umylnie, aby patrzyli na jego tryumf nad gronym wrogiem, 
a zarazem nacieszyli si owocami zdrady, ktr na wspk uknuli i do ktrej 
wykonania dopomogli. Siedzieli wic teraz wygodnie, przybrani w mikkie, z 
ciemnego sukna szaty, z lekkimi mieczami przy boku - radoni, pewni siebie, 
spogldajc na Juranda z pych i z tak niezmiern pogard, ktr mieli zawsze w 
sercach dla sabszych i zwycionych.
Dugi czas trwao milczenie, albowiem pragnli si nasyci widokiem ma, 
ktrego przedtem po prostu si bali, a ktry teraz sta przed nimi ze spuszczon 
na piersi gow, przybrany w zgrzebny wr pokutniczy, z powrozem u szyi, na 
ktrym wisiaa pochwa miecza.
Chcieli te widocznie, by jak najwiksza liczba ludzi widziaa jego upokorzenie, 
gdy przez boczne drzwi, prowadzce do innych izb, wchodzi, kto chcia, i sala 
zapenia si niemal do poowy zbrojnymi mami. Wszyscy patrzyli z niezmiern 
ciekawoci na Juranda, rozmawiajc gono i czynic nad nim uwagi. On za, 
widzc ich, nabra wanie otuchy, albowiem myla w duszy: "Gdyby Danveld nie 
chcia dotrzyma tego, co obiecywa, nie wzywaby tylu wiadkw".
Tymczasem Danveld skin rk i uciszy rozmowy, po czym da znak jednemu z 
giermkw, w za zbliy si do Juranda i chwyciwszy doni za powrz otaczajcy 
jego szyj, przycign go o kilka krokw bliej do stou.
A Danveld spojrza z tryumfem po obecnych i rzek:
- Patrzcie, jako moc Zakonu zwycia zo i pych.
- Daj tak Bg zawsze! - odpowiedzieli obecni. Nastaa znw chwila milczenia, po 
ktrej Danveld zwrci si do jeca:
- Ksae Zakon jako pies zapieniony, przeto Bg sprawi, e jako pies stoisz 
przed nami, z powrozem na szyi, wygldajc aski i zmiowania.
- Nie rwnaj mnie z psem, komturze - odrzek Jurand - bo czci ujmujesz tym, 
ktrzy potykali si ze mn i z mojej rki polegli.
Na te sowa szmer powsta midzy zbrojnymi Niemcami: nie wiadomo byo, czy 
rozgniewaa ich miao odpowiedzi, czy uderzya j ej suszno.
Lecz komtur nie by rad z takiego obrotu rozmowy, wic rzek:
- Patrzcie, oto tu jeszcze pluje nam w oczy hardoci i pych! A Jurand 
wycign w gr donie jak czowiek, ktry niebiosa wzywa na wiadki, i 
odrzek, kiwajc gow:
- Bg widzi, e moja hardo zostaa za bram tutejsz. Bg widzi i bdzie 
sdzi, czy habic mj stan rycerski, nie pohabilicie si i sami. Jedna jest 
cze rycerska, ktr kady, kto opasan, szanowa winien.
Danveld zmarszczy brwi, ale w tej chwili bazen zamkowy pocz brzka 
acuchem, na ktrym trzyma niedwiadka, i woa:
- Kazanie! kazanie! przyjecha kaznodzieja z Mazowsza! Suchajcie! Kazanie!
Po czym zwrci si do Danvelda:
- Panie! - rzek - graf Rosenheim, gdy go dzwonnik za wczenie na kazanie 
dzwonieniem rozbudzi, kaza mu zje sznur dzwonniczy od wza do wza; ma i 
w kaznodzieja powrz na szyi - kacie mu go zje, nim kazania dokoczy.
I to rzekszy, pocz patrze na komtura nieco niespokojnie, nie by bowiem 
pewien, czy w rozemieje si, czy kae go za niewczesne odezwanie si wysmaga. 
Lecz bracia zakonni, gadcy, ukadni, a nawet i pokorni, gdy nie poczuwali si w 
sile, nie znali natomiast adnej miary wobec zwycionych: wic Danveld nie 
tylko skin gow skomorochowi na znak, e na urgowisko pozwala, lecz i sam 
wybuchn grubiastwem tak niesychanym, ze na twarzach kilku modszych giermkw 
odbio si zdumienie.
- Nie narzekaj, e pohabiono - rzek - bo chobym ci psiarczykiem uczyni, 
lepszy psiarczyk zakonny ni wasz rycerz! A omielony bazen pocz krzycze:
- Przynie zgrzebo, wyczesz mi niedwiedzia, a on ci wzajem kudy ap 
wyczesze!
Na to tu i owdzie ozway si miechy, jaki gos zawoa spoza plecw braci 
zakonnych:
- Latem bdziesz trzcin na jeziorze kosi!
- I raki na cierwo owi! - zawoa inny. Trzeci za doda:
- A teraz pocznij wrony od wisielcw odgania! Nie zbraknie tu roboty.
Tak to oni szydzili ze strasznego im niegdy Juranda. Powoli wesoo ogarna 
zgromadzenie. Niektrzy, wyszedszy zza stou, poczli zblia si do jeca, 
opatrywa go z bliska i mwi: "To jest w dzik ze Spychowa, ktremu nasz 
komtur ky powybija; pian pewnie ma w pysku; rad by kogo ci, ale nie moe!" 
Danveld i inni bracia zakonni, ktrzy chcieli z pocztku da posuchaniu jaki 
uroczysty pozr sdu, widzc, e rzecz obrcia si inaczej, popodnosili si 
take z aw i pomieszali si z tymi, ktrzy zbliyli si ku Jurandowi.
Nie by wprawdzie z tego rad stary Zygfryd z Insburka, ale sam komtur mu rzek: 
"Rozmarszczcie si, bdzie jeszcze wiksza uciecha!" I poczli take oglda 
Juranda, gdy to bya sposobno rzadka, albowiem ktry z rycerzy lub knechtw 
widzia go przedtem tak blisko, ten zwykle zamyka oczy potem na wieki. Wic 
niektrzy mwili take: "Pleczysty jest, chocia ma kouch pod worem; mona by 
go grochowinami owin i po jarmarkach prowadza..." Inni za jli woa o piwo, 
aby dzie sta im si jeszcze weselszy.
Jako po chwili zadzwoniy kopiaste dzbace, a ciemna sala wypenia si 
zapachem spadajcej spod pokryw piany. Rozweselony komtur rzek: "Tak wanie 
dobrze, niech nie myli, e jego pohabienie wielka rzecz!" Wic znowu zbliali 
si do niego i trcajc go pod brod konwiami, mwili: "Rad by pi, mazurski 
ryju!" - a niektrzy, ulewajc na donie, chlustali mu w oczy, on za sta 
midzy nimi, zahukany, zelony, a wreszcie ruszy ku staremu Zygfrydowi i 
widocznie czujc, e nie wytrzyma ju dugo, pocz krzycze tak gono, aby 
zaguszy gwar panujcy w sali:
- Na mk Zbawiciela i duszne zbawienie, oddajcie mi dziecko, jakocie obiecali!
I chcia chwyci praw do starego komtura, lecz w odsun si szybko i rzek:
- Z dala niewolniku! czego chcesz?
- Wypuciem z jestwa Bergowa i przyszedem sam, bocie obiecali, e za to 
oddacie mi dziecko, ktre si tu znajduje.
- Kto ci obiecywa? - spyta Danveld.
- W sumieniu i wierze ty, komturze!
- wiadkw nie znajdziesz, ale za nic wiadkowie, gdy chodzi o cze i sowo.
- Na twoj cze! Na cze Zakonu! - zawoa Jurand.
- Tedy crka bdzie ci oddana! - odpowiedzia Danveld. Po czym zwrci si do 
obecnych i rzek:
- Wszystko, co go tu spotkao - niewinna to igraszka, nie w miar jego wystpkw 
i zbrodni. Ale emy przyrzekli wrci mu crk, jeli si stawi i upokorzy 
przed nami, tedy wiedzcie, e sowo Krzyaka ma by jako sowo Boe 
niewzruszonym i e ow dziewk, ktrmy rozbjnikom odjli, darujem teraz 
wolnoci, a po przykadnej pokucie za grzechy przeciw Zakonowi i jemu do domu 
wrci dozwolimy.
Zdziwia niektrych taka mowa, gdy znajc Danvelda i jego dawne do Juranda 
urazy, nie spodziewali si po nim tej uczciwoci. Wic stary Zygfryd, a z nim 
razem Rotgier i brat Gotfryd spogldali na niego, podnoszc ze zdumienia brwi i 
marszczc czoa, w jednake uda, e tych pytajcych spojrze nie widzi, i 
rzek:
- Crk ci pod stra odelem, ty za tu ostaniesz, pki stra nasza bezpiecznie 
nie wrci i pki okupu nie zapacisz.
Jurand sam by nieco zdumiony, albowiem ju by straci nadziej, by nawet dla 
Danusi ofiara jego moga si na co przyda, wic spojrza na Danvelda prawie z 
wdzicznoci i odpowiedzia:
- Bg ci zapa, komturze!
- Poznaj rycerzy Chrystusa - rzek Danveld. A na to Jurand:
- Juci z niego wszelkie miosierdzie! Ale em te dziecka ks czasu nie 
oglda, pozwle mi dziewk obaczy i pobogosawi.
- Ba, i nie inaczej jak wobec nas wszystkich, aby za byli wiadkowie naszej 
wiary i aski.
To rzekszy, kaza przybocznemu giermkowi sprowadzi Danusi, sam za zbliy 
si do von Lowego, Rotgiera i Gotfryda, ktrzy otoczywszy go, poczli szybk i 
yw rozmow.
- Nie przeciwi si, lubo nie taki mia zamiar - mwi stary Zygfryd.
A gorcy, synny z mstwa i okruciestwa Rotgier mwi:
- Jak to? nie tylko dziewk, ale i tego diabelskiego psa wypucisz, aby znw 
ksa?
- Nie tak ci jeszcze bdzie ksa! - zawoa Gotfryd.
- Ba!... zapaci okup! - odpar niedbale Danveld.
- Choby wszystko odda, w rok dwa razy tyle zupi.
- Nie przeciwi si co do dziewki - powtrzy Zygfryd - ale na tego wilka nieraz 
jeszcze owieczki zakonne zapacz.
- A nasze sowo? - spyta, umiechajc si, Danveld.
- Inaczej mwie...
Danveld wzruszy ramionami.
- Mao wam byo uciechy? - spyta. - Chcecie wicej? Inni za otoczyli znw 
Juranda i w poczuciu chway, ktra z uczciwego postpku Danvelda spada na 
wszystkich ludzi zakonnych, poczli mu si chepi do oczu:
- A co, amignacie! - mwi kapitan zamkowych ucznikw - nie tak by postpili 
twoi pogascy bracia z chrzecijaskim naszym rycerzem!
- Krew za nasz to pija?
- A my ci za kamie chlebem...
Ale Jurand nie uwaa ju ni na pych, ni na pogard, ktra bya w ich sowach: 
serce mia wezbrane a rzsy wilgotne. Myla, e oto za chwil zobaczy Danusi i 
e zobaczy j istotnie z ich aski, wic spoglda na mwicych prawie ze 
skruch i wreszcie odrzek:
- Prawda! prawda! bywaem wam ciki, ale... nie zdradliwy.
Wtem w drugim kocu sali jaki gos krzykn nagle: "Wiod dziewk!" - i naraz w 
caej sali uczynio si milczenie. onierze rozstpili si na obie strony, gdy 
jakkolwiek aden z nich nie widzia dotd Jurandwny, a wiksza ich cz z 
powodu tajemniczoci, ktr Danveld otacza swe uczynki nie wiedziaa nawet nic 
ojej pobycie w zamku, jednake ci, ktrzy wiedzieli, zdyli ju teraz szepn 
innym o przecudnej jej urodzie. Wszystkie wic oczy skieroway si z 
nadzwyczajn ciekawoci na drzwi, przez ktre miaa si ukaza.
Tymczasem naprzd ukaza si giermek, za nim znana wszystkim suka zakonna, ta 
sama, ktra jedzia do lenego dworca, za ni za wesza przybrana biao 
dziewczyna, z rozpuszczonymi wosami przewizanymi wstk na czole.
I nagle w caej sali rozleg si na ksztat grzmotu jeden ogromny wybuch 
miechu. Jurand, ktry w pierwszej chwili skoczy by ku crce, cofn si nagle 
i sta blady jak ptno, spogldajc ze zdumieniem na spiczast gow, na sine 
usta i na nieprzytomne oczy niedojdy, ktr mu oddawano jako Danusi.
- To nie moja crka! - rzek trwonym gosem.
- Nie twoja crka? - zawoa Danveld. - Na witego Liboriusza z Padebornu! To 
albomy nie twoj zbjom odbili, albo ci j jaki czarownik zmieni, bo innej 
nie masz w Szczytnie.
Stary Zygfryd. Rotgier i Gotfryd zamienili z sob szybkie spojrzenia, pene 
najwikszego podziwu nad przebiegoci danvelda, ale aden z nich nie mia 
czasu odezwa si, gdy Juran pocz woa okropnym gosem:
- Jest! jest w Szczytnie! Syszaem, jako piewaa, syszaem gos mojego 
dziecka!
Na to Danveld obrci si do zebranych i rzek spokojnie a dobitnie:
- Bior was tu obecnych na wiadkw, a szczeglnie ciebie Zygfrydzie z Insburka, 
i was, poboni bracia, Rotgierze i Gotfrydzie, e wedle sowa i uczynionej 
obietnicy oddaj t dziewk o ktrej pobici przez nas zbjcy powiadali, jako 
jest crk Juranda ze Spychowa. Jeli za ni nie jest - nie nasza w tym wina, 
ale raczej wola Pana naszego, ktry w ten sposb chcia wyda Juranda w nasze 
rce.
Zygfryd i dwaj modsi bracia skonili gowy na znak, e sysz i bd w 
potrzebie wiadczyli. Potem znw zamienili szybkie spojrzenia - gdy byo to 
wicej, ni sami mogli si spodziewa: schwyta Juranda, nie odda mu crki, a 
jednak pozornie dotrzyma obietnicy, kt inny by to potrafi!
Lecz Jurand rzuci si na kolana i pocz zaklina Danvelda na wszystkie 
relikwie w Malborgu, a potem na prochy i gowy rodzicw, by odda mu prawdziwe 
jego dziecko i nie postpowa jako oszust i zdrajca amicy przysigi i 
obietnice. W gosie jego tyle byo rozpaczy i prawdy, e niektrzy poczli si 
domyla podstpu, innym za przychodzio na myl, e moe naprawd jaki 
czarownik odmieni posta dziewczyny.
- Bg patrzy na twoj zdrad! - woa Jurand. - Na rany Zbawiciela! na godzin 
mierci twojej, oddaj mi dziecko!
I wstawszy z klczek, szed zgity we dwoje ku Danveldowi, jakby chcia mu obj 
kolana, i oczy byszczay mu prawie szalestwem, a gos ama mu si na przemian 
blem, trwog, rozpacz i grob. Danveld za, syszc wobec wszystkich zarzuty 
zdrady i oszustwa, pocz parska nozdrzami, wreszcie gniew buchn mu na twarz 
jak pomie, wic chcc do reszty zdepta nieszcznika, posun si rwnie ku 
niemu i pochyliwszy si do jego ucha, szepn przez zacinite zby:
- Jeli j oddam - to z moim bkartem...
Lecz w tej samej chwili Jurand rykn jak buhaj: obie jego donie chwyciy 
Danvelda i podniosy go w gr. W sali rozleg si przeraliwy krzyk: 
"Oszczd!!" - po czym ciao komtura uderzyo z tak straszn si o kamienn 
podog, e mzg z roztrzaskanej czaszki obryzga bliej stojcych Zygfryda i 
Rotgiera.
Jurand skoczy ku bocznej cianie, przy ktrej stay zbroje, i porwawszy wielki 
dwurczny miecz run jak burza na skamieniaych z przeraenia Niemcw.
Byli to ludzie przywykli do bitew, rzezi i krwi, a jednak upady w nich serca 
tak dalece, e nawet gdy odrtwienie mino, poczli si cofa i pierzcha, jak 
stado owiec pierzcha przed wilkiem, ktry jednym uderzeniem kw zabija. Sala 
zabrzmiaa okrzykami przeraenia, tupotem ng ludzkich, brzkiem przewracanych 
naczy, wyciem pachokw, rykiem niedwiedzia, ktry wyrwawszy si z rk 
skomorocha, pocz wdrapywa si na wysokie okno - i rozpaczliwym woaniem o 
zbroje, o tarcze, o miecze i kusze. Zabysa wreszcie bro i kilkadziesit 
ostrzy skierowao si ku Jurandowi, lecz on niebaczny na nic, na wp obkany, 
sam skoczy ku nim i rozpocza si walka dzika, niesychana, podobniejsza do 
rzezi ni do ornej rozprawy. Mody i zapalczywy brat Gotfryd pierwszy zastpi 
drog Jurandowi, lecz w odwali mu byskawic miecza gow wraz z rk i 
opatk; za czym pad z jego rki kapitan ucznikw i ekonom zamkowy von Bracht 
i Anglik Hugues, ktry cho nie bardzo rozumia, o co chodzi, litowa si jednak 
nad Jurandem i jego mk, a wydoby or dopiero po zabiciu Danvelda. Inni, 
widzc straszliw si i rozptanie ma, zbili si w kup, by razem stawi 
opr, ale sposb ten gorsz jeszcze sprowadzi klsk, gdy on z wosem zjeonym 
na gowie, z obkanymi oczyma, cay oblany krwi i krwi dyszcy, rozhukany, 
zapamitay, ama, rozrywa i rozcina strasznymi ciciami miecza t zbit 
cib, walc ludzi na podog spluskan posok, jak burza wali krze i drzewa. I 
przysza znw chwila okropnej trwogi, w ktrej zdawao si, e ten straszliwy 
Mazur sam jeden wytnie i wymorduje tych wszystkich ludzi i e rwnie jak 
wrzaskliwa psiarnia nie moe bez pomocy strzelcw pokona srogiego odyca, tak i 
ci zbrojni Niemcy do tego stopnia nie mog si zrwna z jego potg i 
wciekoci, e walka z nim jest tylko dla nich mierci i zagub.
- Rozproszy si! otoczy go! z tyu razi! - krzykn stary Zygfryd de Lowe.
Wic rozbiegli si po sali, jak rozprasza si stado szpakw na polu, na ktre 
runie z gry jastrzb krzywodzioby, lecz nie mogli go otoczy, albowiem w szale 
bojowym zamiast szuka miejsca do obrony, pocz ich goni wok cian i kogo 
dogna - ten mar jakby raony gromem. Upokorzenia, rozpacz, zawiedziona 
nadzieja, zmienione w jedn dz krwi, zdaway si mnoy w dziesicioro jego 
okrutn przyrodzon si. Mieczem, do ktrego najtsi midzy Krzyaki mocarze 
potrzebowali obu rk, wada jak pirem jedn. Nie szuka ycia, nie szuka 
ocalenia, nie szuka nawet zwycistwa, szuka pomsty, i jako ogie albo jako 
rzeka, ktra zerwawszy tamy, niszczy lepo wszystko, co jej prdowi opr stawi, 
tak i on, straszliwy, zalepiony niszczyciel - porywa, ama, depta, mordowa 
i gasi ywoty ludzkie.
Nie mogli go razi przez plecy, gdy z pocztku nie mogli go dogna, a przy tym 
pospolici odacy bali si zblia nawet z tyu, rozumiejc, e gdyby si 
obrci, adna moc ludzka nie wyrwie ich mierci. Innych chwycio zupene 
przeraenie na myl, e zwyky m nie mgby sprawi tylu klsk i e maj do 
czynienia z czowiekiem, ktremu jakie nadludzkie siy w pomoc przychodz.
Lecz stary Zygfryd, a z nim brat Rotgier wpadli na galeri, ktra biega ponad 
wielkimi oknami sali, i poczli nawoywa innych, aby chronili si za nimi, ci 
za czynili to skwapliwie, tak e na wskich schodkach przepychali si wzajem, 
pragnc jak najprdzej dosta si na gr i stamtd razi mocarza, z ktrym 
wszelka walka wrcz okazywaa si niepodobn. Wreszcie ostatni zatrzasn drzwi 
prowadzce na chr i Jurand pozosta sam na dole. Z galerii ozway si krzyki 
radoci, tryumfu i wnet poczy lecie na rycerza dbowe cikie zydle, awy i 
elazne kuny od pochodni. Jeden z pociskw trafi go w czoo nad brwiami i zala 
mu krwi twarz. Jednoczenie rozwary si wielkie drzwi wchodowe i przywoani 
przez grne okna knechci wpadli hurmem do sali, zbrojni w dzidy, halabardy, 
topory, kusze, w ostrokoy, drgi, powrozy i we wszelk bro Jak kady mg 
naprdce pochwyci.
A szalony Jurand obtar lew rk krew z twarzy, aby nie mia mu wzroku, zebra 
si w sobie - i rzuci si na cay tum. W sali rozlegy si znw jki, szczk 
elaza, zgrzyt zbw i przeraliwe gosy mordowanych mw.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia II
W tej samej sali wieczorem siedzia za stoem stary Zygfryd de Lowe, ktrzy po 
wjcie Danveldzie obj tymczasem zarzd Szczytna, a obok niego brat Rotgier, 
rycerz de Bergow, dawny jeniec Juranda, i dwaj szlachetni modziecy, 
nowicjusze, ktrzy wkrtce przywdzia mieli biae paszcze. Wicher zimowy wy za 
oknami, wstrzsa oowiane osady okien, chwia pomieniem pochodni palcych si 
w elaznych kunach, a kiedy niekiedy wypycha z komina kby dymu na sal. 
Midzy brami, chocia zebrali si na narad, panowaa cisza, albowiem czekali 
na sowo Zygfryda, w za, wsparszy okcie na stole i spltszy donie na siwej 
pochylonej gowie, siedzia pospny, z twarz w cieniu i z ponurymi mylami w 
duszy.
- Nad czym mamy radzi? - spyta wreszcie brat Rotgier. Zygfryd podnis gow, 
popatrzy na mwicego i zbudziwszy si z zamylenia, rzek:
- Nad klsk, nad tym, co powie mistrz i kapitua, i nad tym, by z naszych 
uczynkw nie wynika szkoda dla Zakonu.
Po czym umilk znw, lecz po chwili rozejrza si naok i poruszy nozdrzami:
- Tu czu jeszcze krew.
- Nie, komturze - odpowiedzia Rotgier - kazaem zmy podog i wykadzi siark. 
Tu czu siark.
A Zygfryd spojrza dziwnym wzrokiem po obecnych i rzek:
- Zmiuj si, Duchu wiatoci, nad dusz brata Danvelda i brata Gotfryda!
Oni za zrozumieli, e wzywa miosierdzia boskiego nad tymi duszami i e wzywa 
dlatego, i po wzmiance o siarce przyszo mu na myl pieko, wic dreszcz 
przebieg im przez koci i odrzekli wszyscy naraz:
- Amen! amen! amen!
Przez chwil znw byo sycha wycie wiatru i drganie osad okiennych.
- Gdzie ciao komtura i brata Gotfryda? - spyta starzec.
- W kaplicy; ksia piewaj nad nimi litanie.
- W trumnach ju?
- W trumnach, jeno komtur gow ma zakryt, bo i czaszka, i twarz zmiadone.
- Gdzie inne trupy? i ranni?
- Trupy na niegu, aby zesztywniay, zanim porobi trumny, a ranni opatrzeni ju 
w szpitalu.
Zygfryd splt powtrnie donie nad gow:
- I to jeden czowiek uczyni!... Duchu wiatoci, miej w swojej pieczy Zakon, 
gdy przyjdzie do wielkiej wojny z tym wilczym plemieniem!
Na to Rotgier podnis wzrok w gr, jakby co sobie przypominajc, i rzek:
- Syszaem pod Wilnem, jako wjt sambijski mwi bratu swemu, mistrzowi: "Jeli 
nie uczynisz wielkiej wojny i nie wytracisz ich tak, aby i imi nie zostao - 
tedy biada nam i naszemu narodowi".
- Daj Bg takow wojn i spotkanie z nimi! - rzek jeden ze szlachetnych 
nowicjuszw.
Zygfryd spojrza na niego przecigle, jak gdyby mia ochot powiedzie: "Moge 
dzi spotka si z jednym z nich" - lecz widzc drobn i mod posta 
nowicjusza, a moe wspomniawszy, e i sam, cho sawion z odwagi, nie chcia i 
na pewn zgub, zaniecha wymwki i zapyta:
- Ktry z was widzia Juranda?
- Ja - odrzek de Bergow.
- yje?
- yje, ley w tej samej sieci, w ktrmy go zapltali. Gdy si ockn, chcieli 
go knechci dobi, ale kapelan nie pozwoli.
- Dobi nie mona. Czek to znaczny midzy swymi i byby krzyk okrutny - odpar 
Zygfryd. - Niepodobna te bdzie ukry tego, co zaszo, gdy zbyt wielu byo 
wiadkw.
- Jako wic mamy mwi i co czyni? - spyta Rotgier. Zygfryd zamyli si i 
wreszcie tak rzek:
- Wy, szlachetny grafie de Bergow, jedcie do Malborga do mistrza. Jczelicie w 
niewoli u Juranda i jestecie gociem Zakonu, wic jako gociowi, ktry 
niekoniecznie potrzebuje mwi na stron zakonnikw, tym snadniej wam uwierz. 
Mwcie przeto, cocie widzieli, e Danveld, odbiwszy pogranicznym otrzykom 
jakow dziewczyn i mylc, e to dziewka Jurandowa, da zna o tym Jurandowi, 
ktren te przyby do Szczytna, i... co si dalej stao - sami wiecie...
- Wybaczcie, pobony komturze - rzek de Bergow. - Cik niewol znosiem w 
Spychowie i jako go wasz rad bym zawsze wiadczy za wami, ale dla pokoju 
sumienia mego powiedzcie mi: zali nie byo prawdziwej Jurandwny w Szczytnie i 
zali nie zdrada Danvelda doprowadzia do szau strasznego jej rodzica?
Zygfryd de Lowe zawaha si przez chwil z odpowiedzi;
w naturze jego leaa gboka nienawi do polskiego plemienia, leao 
okruciestwo, ktrym nawet Danvelda przewysza, i drapieno, gdy chodzio o 
Zakon, i pycha, i chciwo, ale nie byo w nim zamiowania do niskich wykrtw. 
Najwiksz te gorycz i zgryzot ycia jego byo. e w ostatnich czasach sprawy 
zakonne przez niekarno i swawol uoyy si w ten sposb, e wykrty stay 
si jednym z najwalniejszych i nieodzownych ju rodkw zakonnego ycia. Przeto 
pytanie de Bergowa poruszyo w nim t najboleniejsz stron duszy i dopiero po 
dugiej chwili milczenia rzek:
- Danveld stoi przed Bogiem i Bg go sdzi, a wy, grafie, jeli was zapytaj o 
domysy, tedy mwcie, co chcecie: jeli zasie o to, co widziay oczy wasze, tedy 
powiedzcie, i nim spltalimy sieci wciekego ma, widzielicie dziewiciu 
trupw, prcz rannych na tej pododze, a midzy nimi trup Danvelda, brata 
Gotfryda, von Brachta i Huga, i dwch szlachetnych modzianw... Boe, daj im 
wieczny odpoczynek. Amen!
- Amen! amen! - powtrzyli znw nowicjusze.
-1 mwcie take - doda Zygfryd - e jakkolwiek Danveld chcia przycisn 
nieprzyjaciela Zakonu, nikt tu jednak pierwszy miecza na Juranda nie wydoby.
- Bd mwi jeno to, co widziay oczy moje - odrzek de Bergow.
- Przed pnoc za bdcie w kaplicy, gdzie i my przyjdziemy modli si za 
dusze zmarych - odpowiedzia Zygfryd.
I wycign do niego rk, zarazem na znak podziki i poegnania, albowiem 
pragn do dalszej narady pozosta tylko z bratem Rotgierem, ktrego miowa jak 
renic oka i jak tylko ojciec mg miowa jedynego syna. W Zakonie czyniono 
nawet z powodu tej niezmiernej mioci rne przypuszczenia, ale nikt nic dobrze 
nie wiedzia, zwaszcza e rycerz, ktrego Rotgier uwaa za ojca, y jeszcze 
na swym zameczku w Niemczech i nie wypiera si tego syna nigdy.
Jako po odejciu Bergowa Zygfryd wyprawi rwnie i dwch nowicjuszw pod 
pozorem, aby dopilnowali roboty trumien dla pobitych przez Juranda prostych 
knechtw, a gdy drzwi zamkny si za nimi, zwrci si ywo do Rotgiera i 
rzek:
- Suchaj, co powiem: jedna jest tylko rada, aby adna ywa dusza nie 
dowiedziaa si nigdy, e prawdziwa Jurandwna bya u nas.
- Nie bdzie to trudno - odrzek Rotgier - gdy o tym, e ona tu jest, nie 
wiedzia nikt prcz Danvelda, Gotfryda, nas dwch i tej suki zakonnej, ktra 
jej dozoruje. Ludzi, ktrzy j przywieli z lenego dworca, kaza Danveld popoi 
i powiesi. Byli tacy w zaodze, ktrzy si czego domylali, ale tym pomieszaa 
w gowie owa niedojda i sami nie wiedz teraz, czy staa si pomyka z naszej 
strony, czy te jaki czarownik naprawd przemieni Jurandwn.
- To dobrze - rzek Zygfryd.
- Ja za mylaem, szlachetny komturze, czyby, poniewa Danveld nie yje, nie 
zwali na niego caej winy...
- I przyzna si przed caym wiatem, emy w czasie pokoju i ukadw z ksiciem 
mazowieckim porwali z jego dworu wychowank ksiny i ulubion jej dwrk? Nie, 
to nie moe by!... Na dworze widziano nas razem z Danveldem i wielki 
szpitalnik, jego krewny, wie, iemy przedsibrali zawsze wszystko razem... Gdy 
oskarym Danvelda, zechce si mci za jego pami...
- Radmy nad tym - rzek Rotgier.
- Radmy i znajdmy dobr rad, bo inaczej biada nam! Gdyby Jurandwn odda, to 
ona sama powie, emy nie od zbjw j odebrali, jeno e ludzie, ktrzy j 
pochwycili, zawiedli j wprost do Szczytna.
- Tak jest.
- I nie tylko o odpowiedzialno mi chodzi. Bdzie si ksi skary krlowi 
polskiemu i wysacy ich nie omieszkaj krzycze na wszystkich dworach na nasze 
gwaty, na nasz zdrad, na nasz zbrodni. Ile moe by z tego szkody dla 
Zakonu! Sam mistrz, gdyby wiedzia prawd, powinien rozkaza nam ukry t 
dziewk.
- A czy i tak, gdy ona przepadnie, nie bd oskarali nas? - zapyta Rotgier.
- Nie! Brat Danveld by czowiekiem przebiegym. Czy pamitasz, e postawi 
warunek Jurandowi, aby nie tylko sam stawi si w Szczytnie, ale by przedtem 
ogosi i do ksicia napisa, i jedzie crk od zbjw wykupywa i wie, e nie 
ma jej u nas.
- Prawda, ale jake uspawiedliwim w takim razie to, co stao si w Szczytnie?
- Powiemy, i wiedzc, e Jurand szuka dziecka, a odjwszy zbjom jakow 
dziewk, ktra nie umiaa powiedzie, kto jest, dalimy zna o tym Jurandowi, 
mylc, e to by moe jego crka, w za, przybywszy, wpad na widok tej 
dziewki w szalestwo i optan przez zego ducha rozla tyle krwi niewinnej, e i 
niejedna potyczka wicej nie kosztuje.
- Zaprawd - odrzek Rotgier - mwi przez was rozum i dowiadczenie wieku. Ze 
uczynki Danvelda, chobymy na niego tylko win zwalili, zawsze by poszy na 
karb Zakonu. Zatem na karb nas wszystkich, kapituy i samego mistrza; tak za 
wykae si nasza niewinno, wszystko za spadnie na Juranda, na zo polsk i 
zwizki ich z piekielnymi mocami...
- I niech nas sdzi wwczas, kto chce: papie czy cesarz rzymski!
- Tak.
Nastaa chwila milczenia, po czym brat Rotgier spyta:
- Wic co uczynim z Jurandwn?
- Radmy.
- Dajcie j mnie.
A Zygfryd popatrza na niego i odpowiedzia:
- Nie! Suchaj, mody bracie! Gdy chodzi o Zakon, nie folgujcie mowi ni 
niewiecie, ale nie folgujcie i sobie. Danvelda dosiga rka Boa, bo nie tylko 
chcia pomci krzywdy Zakonu, ale i wasnym chuciom dogodzi.
- le mnie sdzicie! - rzek Rotgier.
- Nie folgujcie sobie - przerwa mu Zygfryd - bo zniewieciej w was ciaa i 
dusze, i kolano tamtego twardego plemienia przycinie kiedy pier wasz tak, i 
nie powstaniecie wicej.
I po raz trzeci wspar pospn gow na rku, ale widocznie rozmawia tylko z 
wasnym sumieniem i o sobie tylko myla, gdy po chwili rzek:
- I na mnie duo ciy krwi ludzkiej, duo blu, duo ez... I ja, gdy chodzio 
o Zakon i gdym widzia, e sam si nie wskram, nie wahaem si szuka innych 
drg; ale gdy stan przed tym Panem, ktrego czcz i miuj, rzekn mu: "To 
uczyniem dla Zakonu, a dla siebie - wybraem jeno cierpienie".
Po czym chwyci rkoma skronie, a gow i oczy podnis w gr i zawoa:
- Wyrzeczcie si rozkoszy i rozpusty, zatwardzijcie wasze ciaa i serca, gdy 
oto widz biao orowych pir na powietrzu i szpony ora, czerwone od krwi 
krzyackiej...
Dalsze sowa przerwao mu uderzenie wichru tak straszne e jedno okno w grze 
nad galeri otworzyo si z trzaskiem a caa sala napenia si wyciem i 
powistem zawiei oraz patkami niegu.
- W imi Ducha wiatoci! Za to noc - rzek stary Krzyak.
- Noc mocy nieczystych - odrzek Rotgier. - Ale dlaczego, panie, zamiast: w imi 
Boga, mwicie: "w imi Ducha wiatoci"?
- Duch wiatoci to Bg - odpar starzec, po czym jakby
chcc odwrci rozmow, spyta:
- A przy ciele Danvelda s ksia?
- S...
- Boe, bd mu miociw!
I umilkli obaj, po czym Rotgier przywoa pachokw, ktrym rozkaza zamkn 
okno i objani pochodnie, a gdy poszli precz, znw zapyta:
- Co uczynicie z Jurandwn? Wemiecie j std do Insburka?
- Wezm j do Insburka i uczyni z ni to, czego dobro Zakonu wymaga bdzie.
- Ja zasi co mam czyni?
- Masz-li w duszy odwag?
- Cem takiego uczyni, abycie mieli o tym wtpi?
- Nie wtpi, bo ci znam, a za twoje mstwo miuj ci wicej ni kogokolwiek w 
wiecie. Tedy jed na dwr ksicia mazowieckiego i opowiedz mu wszystko, co si 
tu stao, tak jakemy midzy sob uoyli.
- Mog si na pewn zgub naraa?
- Jeli twa zguba wyjdzie na chwa Krzya i Zakonu, to powiniene. Ale nie! Nie 
czeka ci zguba. Oni gociowi krzywdy
nie czyni: chybaby ci kto chcia pozwa, jako uczyni w mody rycerz, ktry 
nas wszystkich pozwa... On lub kto inny, lec to przecie nie straszne...
- Daj to Bg! mog mnie jednak chwyci i do podziemi wtrci.
- Nie uczyni tego. Pamitaj, e jest list Jurandowy do ksicia, a ty pojedziesz 
prcz tego skary na Juranda. Opowiesz wiernie, co uczyni w Szczytnie, i musz 
ci uwierzy... Oto pierwsi dalimy mu zna, e jest jaka dziewka, pierwsi 
zaprosilimy go, by przyby i obaczy j, a on przyjecha, oszala, kom-tura 
zabi, ludzi nam powytraca. Tak bdziesz mwi, a oni c ci na to powiedz? 
Juci mier Danvelda rozgosi si po caym Mazowszu. Wobec tego zaniechaj 
skarg. Jurandwny bd oczywicie szukali, ale skoro sam Jurand pisa, e nie u 
nas jest, wic nie na nas padnie posd. Trzeba nadrobi odwag i pozamyka im 
paszczki, bo i to take pomyl, e gdybymy byli winni, nikt z nas nie 
odwayby si przyjecha.
- Prawda. Po pogrzebie Danvelda wyrusz zaraz w drog.
- Niech ci Bg bogosawi, synaczku! Gdy wszystko uczy-nim jak naley, tedy nie 
tylko nie zatrzymaj ci, ale si musz wyprze Juranda, abymy za nie mogli 
rzec: Oto jak oni z nami postpuj!
- I tak trzeba si bdzie skary na wszystkich dworach.
- Wielki szpitalnik dopilnuje tego i dla dobra Zakonu, i jako krewny Danvelda.
- Ba, ale gdyby ten diabe spychowski wyy i odzyska wolno...
A Zygfryd pocz patrze pospnie przed siebie, nastpnie za odpowiedzia z 
wolna i dobitnie:
- Choby odzyska wolno, nigdy on nie wypowie jednego sowa skargi na Zakon.
Po czym j jeszcze naucza Rotgiera, co ma mwi i czego da na mazowieckim 
dworze.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia III
Wie o zajciu w Szczytnie przybya jednak do Warszawy przed bratem Rotgierem i 
wzbudzia tam zdumienie i niepokj. Ani sam ksie, ani nikt z dworu nie mg 
zrozumie, co zaszo. Przed niedawnym czasem, wanie gdy Mikoaj z Dugolasu 
mia jecha do Malborga z listem ksicia, w ktrym tene skary si gorzko na 
porwanie przez niesfornych pogranicznych komturw Danusi i niemal gronie 
upomina si o niezwoczne jej oddanie, przyszed list od dziedzica ze Spychowa 
oznajmiajcy, e crka jego pochwycona zostaa nie przez Krzyakw, ale przez 
zwyczajnych zbjw nadgranicznych, i e wkrtce bdzie za okup uwolniona. 
Wskutek tego pose nie pojecha, nikomu bowiem ani przez gow nie przeszo, 
eby Krzyacy wymogli takie pismo na Jurandzie pod grob mierci dziecka. 
Trudno byo i tak zrozumie, co zaszo, gdy warchoowie pograniczni, tak 
poddani ksicia jak i Zakonu, czynili wzajemne na si napady latem, nie za 
zim, gdy niegi zdradzay ich lady. Napadali te zwykle kupcw albo 
dopuszczali si grabiey po wioskach, chwytajc ludzi i zagarniajc ich stada, 
by jednak omielili si zahaczy samego ksicia i porwa jego wychowank, a przy 
tym crk potnego i wzbudzajcego powszechn obaw rycerza, to zdawao si 
przechodzi wprost wiar ludzk. Na to jednak, jak rwnie na inne wtpliwoci, 
by odpowiedzi list Juranda z jego wasn pieczci i przywieziony tym razem 
przez czowieka, o ktrym wiedziano, e pochodzi ze Spychowa; wobec czego 
wszelkie podejrzenia stay si niemoliwe, ksi tylko wpad w gniew, w ktrym 
go dawno nie widziano, i nakaza pocig opryszkw na caej granicy swego 
ksistwa, wezwawszy zarazem ksicia pockiego, aby uczyni rwnie to samo i 
rwnie nie szczdzi kar na zuchwalcw.
A wwczas wanie przysza wie o tym, co zdarzyo si w Szczytnie.
I przechodzc z ust do ust, przysza powikszona dziesiciokrotnie. Opowiadano, 
i Jurand przybywszy samosze do zamku wpad przez otwarte bramy i uczyni w 
nim rze tak, i z zaogi mao kto pozosta, e musiano posya po ratunek do 
pobliskich zamkw, zwoywa rycerstwo i zbrojne zastpy ludu pieszego, ktre 
dopiero po dwch dniach oblenia zdoay wedrze si na powrt do zamku i tam 
zgadzi Juranda zarwno jak jego towarzyszw. Mwiono te, e wojska owe wejd 
prawdopodobnie teraz w granice i e wielka wojna niechybnie si rozpocznie. 
Ksi, ktry wiedzia, jak wiele zaley wielkiemu mistrzowi na tym, by na 
wypadek wojny z krlem polskim siy obu ksistw mazowieckich pozostay na 
stronie, nie wierzy tym wieciom, albowiem nietajnym mu byo, e gdyby Krzyacy 
rozpoczli wojn z nim lub z Ziemowitem pockim, adna sia ludzka nie 
powstrzyma Polakw z Krlestwa, mistrz za obawia si tej wojny. Wiedzia, e 
musi przyj, ale pragn j odwlec, raz dlatego, e by pokojowego ducha, a po 
wtre dlatego, e aby zmierzy si z potg Jagiey, trzeba byo przygotowa 
si, jakiej nigdy dotychczas Zakon nie wystawi i zarazem zapewni sobie pomoc 
ksit i rycerstwa nie tylko w Niemczech, ale na caym Zachodzie.
Nie obawia si wic ksi wojny, chcia jednak wiedzie, co si stao, co ma 
naprawd myle o zajciu w Szczytnie, o znikniciu Danusi i o tych wszystkich 
wieciach, ktre przychodziy znad granicy, wic te, jakkolwiek nie cierpia 
Krzyakw, rad by, gdy pewnego wieczora kapitan ucznikw donis mu, e 
przyjecha rycerz zakonny i prosi o posuchanie.
Przyj go jednak wyniole i jakkolwiek natychmiast pozna, e to jest jeden z 
braci, ktrzy byli w lenym dworcu, uda, e go sobie nie przypomina, i zapyta, 
kto jest, skd przybywa i co go do Warszawy sprowadza.
- Jestem brat Rotgier - odpowiedzia Krzyak - i przed niedawnym czasem miaem 
zaszczyt pochyli si do kolan waszej ksicej mioci.
- Czemu za bratem bdc, nie masz na sobie zakonnych znamion?
Rycerz pocz tumaczy si, e biaego paszcza z krzyem nie przywdzia tylko 
dlatego, i gdyby to by uczyni, niechybnie byby pojman lub zabit przez 
mazowieckie rycerstwo: wszdzie na caym wiecie, we wszystkich krlestwach i 
ksistwach, znak krzya na paszczu ochrania, zjednywa yczliwo i gocinno 
ludzk, i tylko w jednym ksistwie mazowieckim krzy na pewn zgub naraa 
czowieka, ktry go nosi.
Lecz ksi przerwa mu gniewnie:
- Nie krzy - rzek - bo krzy i my caujem, jeno wasza niecnota... A jeli was 
gdzie indziej lepiej przyjmuj, to dlatego, e was mniej znaj.
Po czym, widzc, e rycerz stropi si bardzo tymi sowy, zapyta:
- Bye w Szczytnie, albo-li wiesz, co si tam stao?
- Byem w Szczytnie i wiem, co si tam stao? - odrzek Rotgier - a przybywam tu 
nie jako czyj wysannik, ale z tej jeno przyczyny, e dowiadczony i 
witobliwy komtur z Insburka rzek mi: Nasz mistrz miuje pobonego ksicia i 
ufa w jego sprawiedliwo, wic gdy ja popiesz do Malborga, ty jed na 
Mazowsze i przedstaw nasz krzywd, nasze pohabienie, nasz niedol. Juci nie 
pochwali sprawiedliwy pan gwaciciela pokoju i srogiego napastnika, ktry rozla 
tyle krwi chrzecijaskiej, jakby nie Chrystusa, ale szatana by sug.
I tu pocz opowiada wszystko, co stao si w Szczytnie: jako Jurand przez nich 
samych wezwany, aby zobaczy, czy dziewczyna, ktr zbjom odjli, nie jest jego 
crk, zamiast wdzicznoci si wypaci wpad w sza; jak zabi Danvelda, 
brata Gotfryda, Anglika Huga, von Brachta i dwch szlachetnych giermkw, nie 
liczc knechtw; jak oni, pomni na przykazania boskie, nie chcc zabija, 
musieli w kocu splta sieci strasznego ma, ktry wwczas przeciw sobie 
samemu podnis bro i porani si okrutnie; jak wreszcie nie tylko w zamku, ale 
i w miecie byli ludzie, ktrzy wrd wichury zimowej syszeli podczas nocy po 
walce straszliwe jakie miechy i gosy woajce w powietrzu: "Nasz Jurand! 
krzywdziciel Krzya! rozlewca krwi niewinnej! Nasz Jurand!"
I cae opowiadanie, a zwaszcza ostatnie sowa Krzyaka wielkie uczyniy 
wraenie na wszystkich obecnych. Zdj ich po prostu strach, czy istotnie Jurand 
nie wezwa w pomoc si nieczystych - i zapado guche milczenie. Lecz ksina, 
ktra bya obecna przy posuchaniu i ktra kochajc Danusi, nosia w sercu 
nieutulony al po niej, zwrcia si z niespodzianym pytaniem do Rotgiera:
- Mwicie, rycerzu - rzeka - e odbiwszy dziewczyn-niedojd, mylelicie, i 
to Jurandowa crka, i dlatego wezwalicie go do Szczytna?
- Tak, miociwa pani - odrzek Rotgier.
- A jakoecie mogli to myle, skorocie w lenym dworze widzieli przy mnie 
prawdziw Jurandwn?
Na to brat Rotgier zmiesza si, gdy nie by przygotowany na podobne pytanie. 
Ksi powsta i utkwi surowy wzrok w Krzyaku, za Mikoaj z Dugolasu, 
Mrokota z Mocarzewa, Jako z Jagielnicy i inni rycerze mazowieccy przyskoczyli 
zaraz do mnicha, pytajc na przemian gronymi gosami:
- Jakoecie mogli to myle? Mw, Niemcze! Jako to by mogo?
A brat Rotgier ochon i rzek:
- My, zakonnicy, nie podnosim oczu na niewiasty. Byo w lenym dworze przy 
miociwej ksinie dwrek niemao, ale ktra bya midzy nimi Jurandwna, nikt 
z nas nie wiedzia.
- Danveld wiedzia - ozwa si Mikoaj z Dugolasu. - Gada ci z ni nawet na 
owach.
- Danveld stoi przed Bogiem - odpar Rotgier - i powiem o nim jeno to, e 
nazajutrz znaleziono rozkwite re na jego trumnie, ktrych, jako w czasie 
zimowym, nie moga pooy rka ludzka.
Znw nastao milczenie.
- Skd wiedzielicie o porwaniu Jurandwny? - zapyta ksi.
- Sama bezbono i zuchwalstwo uczynku zrobiy go rozgonym tu i u nas. Wic 
dowiedziawszy si o tym, dalimy na msze dzikczynne, e jeno zwyka dwrka, a 
nie ktre z rodzonych dzieci waszych mioci byo porwane z lenego dworca.
- Ale to mi zawsze dziwno, ecie mogli niedojd poczyta za crk Juranda.
Na to brat Rotgier:
- Danveld mwi tak: "Czsto szatan zdradza swych sug, wic moe odmieni 
Jurandwn".
- Zbje wszelako nie mogli, jako prostacy, podrobi pisma Ka-lebowego i pieczci 
Juranda. Kt mg to uczyni?
- Zy duch.
I znw nikt nie umia znale odpowiedzi.
Rotgier za pocz patrzy pilnie w oczy ksiciu i rzek:
- Zaiste, s mi jako miecze w piersi te pytania, albowiem posd w nich tkwi i 
podejrzenie. Ale ja, ufny w sprawiedliwo Bo i w moc prawdy, pytam wasz 
ksic mo: zali sam Jurand posdza nas o ten uczynek, a jeli posdza, to 
czemu, nim wezwalimy go do Szczytna, szuka na caym pograniczu zbjw, aby od 
nich crk wykupi?
- Juci... prawda! - rzek ksi. - Choby co ukry przed ludmi, nie ukryjesz 
przed Bogiem. Posdza was w pierwszej chwili, ale potem... potem myla co 
innego.
- Oto jak blask prawdy zwycia ciemnoci! - rzek Rotgier. I potoczy 
zwyciskim wzrokiem po sali, pomyla bowiem, e w gowach krzyackich wicej 
jest obrotnoci i rozumu ni w polskich i e to plemi zawsze bdzie upem i 
karmi Zakonu, rwnie jak mucha bywa upem i karmi pajka.
Wic porzuciwszy poprzedni ukadno, przystpi ku ksiciu i pocz mwi 
gosem podniesionym i natarczywym:
- Nagrd nam, panie, nasze straty, nasze krzywdy, nasze zy i nasz krew! Twoim 
by ten piekielnik poddanym, wic w imi Boga, z ktrego wadza krlw i ksit 
wypywa, w imi sprawiedliwoci i Krzya, nagrd nam nasze krzywdy i krew! A 
ksi popatrzy na niego w zdumieniu:
- Na miy Bg! - rzek - czeg ty chcesz? Jeli Jurand wytoczy w szalestwie 
wasz krew, zali ja mam za jego szalestwa odpowiada?
- Twoim by, panie, poddanym - rzek Krzyak - w twoim ksistwie le jego 
ziemie, jego wsie i jego grd, w ktrym wizi sug Zakonu; niechaj wic chocia 
ta majtno, niech chocia te ziemie i w bezbony kasztel stan si odtd 
wasnoci Zakonu. Zaprawd nie bdzie to godna zapata za t szlachetn krew 
przelan! Zaprawd nie wskrzesi ona zmarych, ale moe cho w czci uspokoi 
gniew Boy i zetrze niesaw, ktra inaczej na cae to ksistwo spadnie. O, 
panie! Wszdzie posiada Zakon ziemie i zamki, ktre aska i pobono 
chrzecijaskich ksit mu nadaa, jeno tu nie masz ni pidzi ziemi w jego 
wadaniu. Nieche nasza krzywda, ktra o pomst do Boga woa, cho tak nam si 
nagrodzi, abymy mogli powiedzie, e i tu ywi ludzie majcy w sercach boja 
Bo.
Usyszawszy to, ksi zdumia si jeszcze wicej i dopiero po dugiej chwili 
milczenia odrzek:
- Rany boskie!... A wdy, jeli ten wasz Zakon tutaj siedzi, z czyj ej e aski, 
jeli nie z aski przodkw moich? Mao wam jeszcze tych krajw, ziem i miast, 
ktre do nas i do naszego kraju niegdy naleay, a ktre dzisiaj s wasze? yje 
przecie jeszcze dziewka Jurandowa, gdy nikt nam ojej mierci nie donis, wy 
za ju chcecie sierocie wiano zagarn i sierocym chlebem wasze krzywdy sobie 
nagrodzi?
- Panie, przyznajesz krzywd - rzek Rotgier - wic tak j nagrd, jako ci 
twoje ksice sumienie i twoja sprawiedliwa dusza nakae.
I znowu rad by w sercu, gdy myla sobie: "Teraz nie tylko nie bd skaryli, 
ale bd jeszcze uradza, jakby samym rce umy i z tej sprawy si wykrci. 
Nikt ju nic nam nie zarzuci i sawa nasza bdzie jako biay paszcz zakonny - 
bez skazy".
A wtem ozwa si niespodzianie gos starego Mikoaja z Dugolasu:
- Pomawiaj was o chciwo i Bg wie, czy-li nie susznie, bo oto i w tej 
sprawie wicej wam o zysk ni o cze Zakonu chodzi.
- Prawda! - odrzekli chrem rycerze mazowieccy. A Krzyak postpi kilka krokw, 
podnis dumnie gow i mierzc ich wyniosym wzrokiem, rzek:
- Nie przybywam tu jako pose, jeno jako wiadek sprawy i rycerz zakonny gotw 
czci Zakonu krwi wasn do ostatniego tchnienia broni!... Kto by tedy, wbrew 
temu, co mwi sam Jurand, mia Zakon o uczestnictwo w porwaniu onego crki 
posdza -niechaj podniesie ten rycerski zakad i niechaj zda si na sd Boy!
To rzekszy, rzuci przed nich rycersk rkawic, ktra upada na podog, oni 
za stali w guchym milczeniu, bo cho niejeden z nich rad by by wyszczerbi 
miecz na krzyackim karku, jednake bali si sdu Boego. Nikomu nie byo tajno, 
e Jurand wyranie owiadczy, i nie rycerze zakonni porwali mu dziecko, kady 
przeto w duszy myla, e jest suszno, a zatem bdzie i zwycistwo po stronie 
Rotgiera.
w za uzuchwali si tym bardziej i wsparszy si w boki, zapyta:
- Jest-li taki, ktren by podnis t rkawic? A wtem jaki rycerz, ktrego 
wejcia poprzednio nikt nie zauway i ktry od niejakiego czasu sucha przy 
drzwiach rozmowy, wystpi na rodek, podnis rkawic i rzek:
- Jam ci jest!
I powiedziawszy to, rzuci swoj prosto w twarz Rotgiera, po czym j mwi 
gosem, ktry wrd powszechnego milczenia rozlega si jak grzmot po sali:
- Wobec Boga, wobec dostojnego ksicia i wszystkiego zacnego rycerstwa tej ziemi 
mwi ci, Krzyaku, e szczekasz jako pies przeciw sprawiedliwoci a prawdzie - 
i pozywam ci w szranki na walk piesz alibo konn, na kopie, na topory, na 
krtkie alibo dugie miecze - i nie na niewol, jeno do ostatniego tchnienia, na 
mier!
W sali mona by byo usysze przelatujc much. Wszystkie oczy zwrciy si na 
Rotgiera i na wyzywajcego rycerza, ktrego nikt nie pozna, albowiem na gowie 
mia hem, wprawdzie bez przybicy, ale z kolistym okapem schodzcym niej uszu, 
ktry zakrywa zupenie grn cz twarzy, na doln za rzuca cie gboki. 
Krzyak nie mniej by zdumiony od wszystkich. Pomieszanie, blado i wcieky 
gniew migny mu tak po twarzy, jak byskawica miga po nocnym niebie. Schwyci 
doni osiow rkawic, ktra obsunwszy mu si z oblicza, zahaczya na kocu 
naramiennika, i zapyta:
- Kto jest, ktry wyzywasz sprawiedliwo bosk? A w odpi sprzczk pod 
brod, zdj hem, spod ktrego ukazaa si jasna, moda gowa, i rzek:
- Zbyszko z Bogdaca, m Jurandowej crki. Zdziwili si wszyscy i Rotgier wraz 
z innymi, gdy nikt z nich prcz obojga ksistwa, ojca Wyszoka i de Lorchego 
nie wiedzia o lubie Danusi, Krzyacy za byli pewni, e prcz ojca nie ma 
Jurandwna innego przyrodzonego obrocy, lecz w tej chwili wystpi pan de 
Lorche i rzek:
- Na moj rycersk cze powiadczam prawd sw jego; kto by za mia wtpi, 
oto moja rkojmia.
Rotgier, ktry nie zna, co to trwoga, i w ktrym serce burzyo si w tej chwili 
gniewem, byby moe podnis i t rkawic, ale wspomniawszy, e ten, ktry j 
rzuci, by sam przez si monym panem, a w dodatku krewnym hrabiego Geldrii, 
powstrzyma si, uczyni za tak tym bardziej, e sam ksi wsta i 
zmarszczywszy brwi, rzek:
- Nie wolno tej rkojmi podnosi, albowiem i ja powiadczam, jako prawd 
powiedzia w rycerz.
Krzyak, usyszawszy to, skoni si, po czym rzek do Zbyszka:
- Jeli wola, to pieszo, w zamknitych szrankach na topory.
- Jam ci ju i tak wprzd pozwa - odpowiedzia Zbyszko.
- Boe, daj zwycistwo sprawiedliwoci - zawoali mazowieccy rycerze.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia IV
O Zbyszka niepokj by na caym dworze tak midzy rycerstwem, jak midzy 
niewiastami, gdy lubiono go powszechnie, wobec za listu Juranda nikt nie 
wtpi, e suszno jest po stronie Krzyaka. Z drugiej strony wiedziano, e 
Rotgier jest jednym ze sawniejszych braci w Zakonie. Giermek van Krist 
rozpowiada, moe umylnie, midzy mazowieck szlacht, e pan jego, nim zosta 
zbrojnym mnichem, zasiada raz u stou honorowego Krzyakw, do ktrego to stou 
dopuszczano tylko synnych w wiecie rycerzy, takich, ktrzy odbyli wypraw do 
Ziemi witej albo te walczyli zwycisko przeciw olbrzymom-smokom lub monym 
czarnoksinikom. Syszc takie opowiadania van Krista, a zarazem i chepliwe 
zapewnienia, e pan jego nieraz potyka si z mizerykordi w jednej, a toporem 
lub mieczem w drugiej rce z piciu naraz przeciwnikami, niepokoili si 
Mazurowie, i poniektry mwi: "Hej, gdyby tu by Jurand, ten daby i takim dwm 
rady, jemu nigdy si aden Niemiec nie odj, ale modziankowi gorze! gdy 
tamten si, laty i wiczeniem gruje". Wic inni aowali, e nie podnieli 
rkawicy, twierdzc, e gdyby nie owa wiadomo od Juranda, niechybnie byliby to 
uczynili... "Ale wyroku boskiego strach..." Wymieniano te przy sposobnoci i 
dla wzajemnej pociechy nazwiska mazowieckich i w ogle polskich rycerzy, ktrzy 
bd na dworskich igrzyskach, bd gonic na ostre, liczne nad zachodnimi 
rycerzami odnosili zwycistwa, przede wszystkim za Zawisz z Garbowa, z ktrym 
aden rycerz w chrzecijastwie mierzy si nie mg. Lecz byli i tacy, ktrzy 
co do Zbyszka mieli take dobr nadziej: "Nie uomek ci to jest - mwili - i 
jakowa syszeli, godnie ju raz Niemcom porozwalal by na udeptanej ziemi". 
Lecz szczeglnie skrzepiy si serca z powodu uczynku giermka Zbyszkowego, 
Czecha Hiawy, ktry w wigili spotkania, syszc van Krista opowiadajcego o 
niesychanych zwycistwach Rotgiera, a bdc modzianem porywczym, chwyci tego 
van Krista za brod, zadar mu gow i rzek: "Jeli nie wstyd ga wobec 
ludzi, spjrz w gr, e to i Bg ci syszy!" I trzyma go tak przez tyle 
czasu, ile trzeba na zmwienie "Ojcze nasz", za w, wreszcie uwolnion, zaraz 
j go wypytywa o rd i dowiedziawszy si, e pochodzi z wtodykw, pozwa go 
take na topory.
Ucieszyli si tedy tym postpkiem Mazurowie i znw niejeden mwi: "Jue tacy 
nie bd chrama na boisku i byle po ich stronie bya prawda a Bg, nie wynios 
zdrowych gnatw te krzyackie macie". Lecz wanie Rotgier tak potrafi zasypa 
piaskiem oczy wszystkim, e wielu niepokoio si o to, po ktrej stronie prawda 
- i sam ksi podziela ten niepokj.
Wic wieczorem przed bitk wezwa Zbyszka na rozmow, przy ktrej obecn bya 
tylko ksina i zapyta:
- Pewnye, e Bg bdzie z tob? Skd wiesz, e oni chycili Danuk? Zali 
Jurand mwi ci co? Bo, ot widzisz - tu jest list Jurandowy - pismo ksidza 
Kaleba, a jego piecz, i w tym licie Jurand powiada, i wie, e to nie 
Krzyacy. Co on ci mwi?
- Mwi, e to nie Krzyacy.
- Jakoe tedy moesz ycie way i na sd boski stawa? A Zbyszko umilk, tylko 
przez czas jaki drgay mu szczki i zy zbieray si w oczach.
- Ja nic nie wiem, miociwy panie - rzek: - Wyjechalimy std razem z Jurandem 
i po drodze przyznaem mu si do lubu. Pocz wwczas narzeka, ie to moe by 
krzywda Boa, ale gdym mu rzek, e to wola Boa, uspokoi si - i przebaczy. 
Przez ca drog mwi, e nikt inny nie porwa Danusi, jeno Krzyacy, a potem 
ju ja sam nie wiem, co si stao!... Do Spychowa przyjechaa ta sama niewiasta, 
ktra przywioza dla mnie jakowe leki do lenego dworu, a z ni jeszcze jeden 
wysannik. Zamknli si z Jurandem i uradzali. Co mwili, te nie wiem, jeno po 
onej rozmowie wani sudzy nie mogli pozna Juranda, bo taki by, jakby go z 
truchy wyjto. Powiedzia nam: "Nie Krzyacy", ale Ber-gowa i co mia jecw z 
podziemia puci. Bg wie dlaczego, sam za pojecha bez adnego giermka ni 
sugi... Mwi, e jedzie do zbjw Danuk wykupi, a mnie przykaza czeka. 
Ano! - czekaem. A tu przychodzi wiadomo ze Szczytna, e Jurand namordowa 
Niemcw i sam leg! O, miociwy panie! Ju mnie parzya spychowska ziemia i 
maom nie oszala. Ludzi wsadziem na ko, by pomci mier Jurandow, a tu 
ksidz Kaleb powiada:
"Kasztelu nie wemiesz, a wojny nie wszczynaj. Jed do ksicia, moe tam co o 
Danuce wiedz". Tom i przyjecha, i wanie trafiem, jako w pies szczeka o 
krzyackiej krzywdzie i Jurandowym szalestwie... Jam, panie, podnis jego 
rkawic, bom go ju przedtem pozwa, a chocia nie wiem nic, to jedno wiem 
tylko, e to garze s piekielni - bez wstydu, bez czci i wiary! Patrzcie, 
miociwi pastwo! To oni zadgali Fourcy'ego, a na mojego giermka chcieli 
zwali ten uczynek. Na Boga! zadgali go jako wou, a potem do ci, panie, 
przyszli po pomst i po zapat! Kto tedy przysignie, e nie nagali i przedtem 
przed Jurandem, i teraz przed tob, panie?... Nie wiem, nie wiem, gdzie Danuka! 
alem go pozwa, bo choby mi te i ywota strada przyszo, wolej mi mier ni 
ywot bez mojego kochania, bez mojej najmilszej na wiecie caym.
To rzekszy, zerwa w uniesieniu ptlik z gowy, a wosy rozsypay mu si po 
ramionach, i chwyciwszy je, pocz szlocha ciko. Ksina Anna Danuta, sama do 
gbi strapiona strat Danusi i litujc si nad jego blem, pooya mu rce na 
gowie i rzeka:
- Boe ci wspomagaj, pociesz i bogosaw!
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia V
Ksi nie sprzeciwi si pojedynkowi, gdy wedle wczesnych obyczajw nie by w 
monoci tego uczyni. Wymg tylko, by Rotgier napisa list do mistrza i do 
Zygfryda de Lowe, e sam pierwszy rzuci rkawic rycerzom mazowieckim, wskutek 
czego staje do walki z mem Jurandwny, ktry zreszt ju pierwej go by 
pozwa. Tumaczy si te Krzyak wielkiemu mistrzowi, e jeli staje bez 
pozwolenia, to dlatego, e chodzi o cze Zakonu i odwrcenie szpetnych 
podejrze, ktre by hab przynie mogy, a ktre on, Rotgier, gotw jest 
zawsze wasn krwi okupi. List ten wysany by natychmiast do granicy przez 
jednego z pachokw rycerza, dalej za mia i do Malborga poczt, ktr 
Krzyacy na wiele lat przed innymi wynaleli i zaprowadzili w swoich ziemiach.
Tymczasem na podwrcu zamkowym ubito nieg i posypano go popioem, aby nogi 
walczcych nie grzzy lub nie lizgay si po gadkiej powierzchni. W caym 
zamku panowa ruch nadzwyczajny. Wzruszenie tak opanowao rycerzy i dwrki, e w 
nocy poprzedzajcej bitw nikt nie spa. Mwiono sobie, e walka konna na kopie, 
a nawet na miecze, czsto koczy si na ranach, natomiast piesza, a zwaszcza na 
straszliwe topory, zawsze bywa miertelna. Wszystkie serca byy po stronie 
Zbyszka, ale wanie im kto wicej mia przyjani dla niego lub dla Danusi, z 
tym wikszym niepokojem przypomina sobie, co rozpowiadano o sawie i sprawnoci 
Krzyaka. Wiele niewiast spdzio noc w kociele, gdzie te po odbytej przed 
ksidzem Wyszokiem spowiedzi kaja si i Zbyszko. Mwiy wic jedna do drugiej, 
patrzc na jego prawie chopic twarz: "To to jeszcze dzieciuch!... jake mu 
mod gow pod niemiecki topr oddawa?" I tym gorliwiej modliy si dla niego 
o wspomoenie. Ale gdy witaniem podnis si i szed przez kaplic, aby 
przywdzia zbroj w izbie zamkowej, znowu przybyo im nieco serca, gdy gowa i 
twarz Zbyszka byy wprawdzie chopice, natomiast ciao nad miar rose i silne, 
tak i wydawa im si chopem na schwa, ktry poradzi sobie, choby z 
najtszym mem. Bitka miaa si odby na podwrzu zamkowym, ktre wokoo 
otacza kruganek.
Gdy dzie uczyni si ju zupeny, przybyli ksi i ksina razem z dziemi i 
zasiedli w rodku midzy supami, skd najlepiej wida byo cay podwrzec. Obok 
nich zajli miejsca co przedniejsi dworzanie, szlachetne niewiasty i rycerstwo. 
Zapeniy si wszystkie kty kruganku; czelad usadowia si za waem, ktry 
utworzon by z wymiecionego niegu, niektrzy poprzyczepiali si na wykuszach, a 
nawet na dachu. Tam prostactwo gwarzyo midzy sob: "Daj Bg, aby si nasz nie 
da!"
Dzie by zimny, wilgotny, ale jasny; powietrze roio si od kawek, ktre 
zamieszkiway dachy i szczyty baszt, a ktre sposzone niezwykym ruchem, 
kooway z wielkim opotaniem skrzyde nad zamkiem. Mimo chodu ludzie potnieli 
ze wzruszenia, a gdy ozwaa si pierwsza trba oznajmujca wejcie zapanikw, 
wszystkie serca poczy bi jak moty.
Oni za weszli z przeciwnych stron szrankw i zatrzymali si na kracach, kady 
z patrzcych utai wwczas dech w piersiach,
kady pomyla, e oto niezadugo dwie dusze ulec ku sdowym progom boskim a 
dwa trupy zostan na niegu - i usta coraz jagody niewiast poblady i posiniay 
na t myl, oczy za mw wpatrzone byy jak w tcz w przeciwnikw, kady 
bowiem pragn z samej postawy i z uzbrojenia ich wywry sobie, na czyj 
stron padnie zwycistwo.
Krzyak przybrany by w szmelcowany bkitny pancerz, w takie nabiodrza i w 
taki hem z podniesion przybic i ze wspaniaym pawim piropuszem na 
grzebieniu. Zbyszkowi piersi, boki i grzbiet opinaa pyszna mediolaska zbroja, 
ktr by swego czasu zdoby na Fryzach. Na gowie mia hem z okapem, nie 
zamknity i bez pir, na nogach bycze skrznie. Na lewych ramionach dwigali 
tarcze z herbami: na krzyackiej bya u gry szachownica, u dou trzy lwy 
stojce na zadnich apach, na Zbyszkowej - tpa podkowa. W prawicach dwigali 
szerokie, straszne topory, osadzone na dbowych poczerniaych toporzyskach, 
duszych ni rami rosego ma. Towarzyszyli im giermkowie: Hlawa, zwany przez 
Zbyszka Gowaczem - i van Krist, obaj przybrani w ciemne elazne blachy, obaj 
rwnie z toporami i tarczami: van Krist mia w herbie krzak janowca, herb 
Czecha podobny by do Pomiana, z t rnic, e zamiast topora tkwi w byczej 
gowie krtki miecz do poowy w oku pogron.
Trba ozwaa si po raz drugi, a za trzecim mieli przeciwnicy wedle umowy na si 
nastpi. Dzielia ich ju teraz tylko niewielka, posypana szarym popioem 
przestrze, nad t za przestrzeni unosia si jako zowrogi ptak - mier. 
Zanim jednak dano trzeci znak, Rotgier zbliy si ku supom, midzy ktrymi 
siedzieli ksistwo, podnis sw zakut w stal gow i ozwa si gosem tak 
dononym, e syszano go we wszystkich zaktkach kruganku:
- Bior na wiadka Boga, ciebie, dostojny panie, i cae rycerstwo tej ziemi, 
jakom nie winien tej krwi, ktra bdzie przelana.
Na te sowa cisny si znw serca, e Krzyak tak by pewien siebie i swego 
zwycistwa. Lecz Zbyszko, majc dusz prost, zwrci si do swego Czecha i 
rzek:
- mierdzi mi ta krzyacka chwalba, gdy byaby do rzeczy po mojej mierci, nie 
za pkim yw. Ma te w samochwa pawi czub na hemie, a ja nasamprzd takich 
trzy lubowa, a potem ile palicw u rk. Bg zdarzy!
- Panie... - zapyta Hlawa, pochylajc si i nabierajc w rce nieco popiou ze 
niegiem, aby toporzysko nie lizgao mu si w doniach - moe da Chrystus, e 
prdko uwin si z tym pruskim chmyzem, zali mi wolno bdzie wwczas jeli nie 
sign Krzyaka, to przynajmniej wsadzi mu toporzysko midzy kolana i zwali 
go na ziemi?
- Boe ci uchowaj! - zawoa ywo Zbyszko - hab by okry mnie i siebie.
A wtem zabrzmia po raz trzeci gos trby. Usyszawszy to, giermkowie skoczyli 
jeden ku drugiemu ywo i zapalczywie, rycerze za posunli si ku sobie wolniej 
i rozwaniej, jako a do pierwszego starcia nakazywaa ich dostojno i powaga.
Mao kto zwaa na giermkw, ale ci z dowiadczonych mw i z czeladzi, ktrzy 
na nich patrzyli, zrozumieli od razu, jak okrutna przewaga jest po stronie 
Hlawy. Topr chodzi ciej w rku Niemca, a rwnie i ruchy jego tarczy byy 
wolniejsze. Spod puklerza wida byo jego nogi dusze, ale wte i mniej 
spryste od potnych, pokrytych obcisym ubraniem ng Czecha. Hlawa natar te 
tak zapalczywie, e van Krist prawie od pierwszej chwili musia si cofa. 
Zrozumiano od razu, e jeden z tych przeciwnikw zwali si na drugiego jak 
burza, e prze, naciska, razi jak piorun, drugi za w poczuciu, e mier nad 
nim, broni si tylko, aby jak najbardziej opni okropn chwil. Jako tak byo 
istotnie. w samochwa, ktry w ogle stawa do bitki tylko wwczas, gdy inaczej 
nie mg uczyni, pozna, e zuchwae a niebaczne sowa przywiody go do walki 
ze strasznym osikiem, ktrego powinien by jak zguby unika; wic gdy poczu 
teraz, e kade z tych uderze mogoby zwali wou, upado w nim zupenie serce. 
Zapomnia prawie, e nie do chwyta ciosy tarcz, ale e trzeba je take 
zadawa. Widzia nad sob byski topom i myla, e kady z nich jest ostatni. 
Nadstawiajc puklerz, mruy mimo woli oczy z poczuciem trwogi i zwtpienia, czy 
je jeszcze otworzy. Z rzadka sam zada cios, bez nadziei, e przeciwnika 
dosie, puklerz tylko podnosi coraz wyej nad gow, aby j jeszcze i jeszcze 
uchroni.
Wreszcie pocz si mczy, a Czech bi w niego coraz potniej. Rwnie jak z 
rosego chojara odszczepij si pod toporem chopa wiry ogromne, tak i pod 
razami Czecha poczy kruszy si i odpada blachy ze zbroi niemieckiego 
giermka. Grny brzeg tarczy wygi si i spka, naramiennik z prawego barku 
stoczy si wraz z przecitym i pokrwawionym ju rzemieniem na ziemi. Van 
Kristowi wosy stany dbem na gowie -i chwycia go trwoga miertelna. Uderzy 
jeszcze raz i drugi ca si ramienia w puklerz Czecha, wreszcie widzc, e 
wobec okrutnej siy przeciwnika nie ma dla niego ratunku i e ocali go tylko 
moe jaki nadzwyczajny wysiek, rzuci si nagle caym ciarem zbroi i ciaa 
pod nogi Hlawy.
Padli obaj na ziemi i zmagali si wzajem, toczc i przewracajc si po niegu. 
Lecz Czech wnet wydosta si na wierzch, przez chwil tumi jeszcze rozpaczliwe 
ruchy przeciwnika, wreszcie przycisn kolanem elazn siatk pokrywajc jego 
brzuch i wydoby zza pasa krtk, trjgrann mizerykordi.
- Oszczd! - wyszepta cicho van Krist, wznoszc oczy ku oczom Czecha.
Lecz w zamiast odpowiedzie rozcign si na nim, by atwiej rkoma dosta 
jego szyi, i przeciwszy rzemienn zapink hemu pod brod, pchn nieszcznika 
dwukrotnie w gardo, kierujc ostrze w d, ku rodkowi piersi.
Wwczas renice van Krista ucieky w gb czaszki, rce i nogi poczy trzepa 
nieg, jakby chciay go oczyci z popiou, po chwili jednak wypry si - i 
pozosta nieruchomy, wydymajc tylko jeszcze pokryte czerwon pian wargi i 
krwawic nadzwyczaj obficie.
A Czech wsta, obtar o sukni Niemca mizerykordi, nastpnie podnis topr i 
wsparszy si na nim, pocz spoglda na cisz i upartsz bitk swego rycerza 
z bratem Rotgierem.
Rycerze zachodni przywykli ju byli do wygd i zbytkw, podczas gdy "dziedzice" 
w Maopolsce i Wielkopolsce oraz na Mazowszu wiedli jeszcze ycie surowe i 
twarde, wskutek czego nawet w obcych i niechtnych budzili podziw krzepkoci 
ciaa i wytrzymaoci na wszelki trud bd cigy, bd dorany. Pokazao si 
te i teraz, e Zbyszko gruje nad Krzyakiem si rk i ng nie mniej, ni jego 
giermek growa nad van Kristem, ale pokazao si take, e jako mody ustpuje 
mu w wiczeniu rycerskim.
Byo to dla Zbyszka rzecz poniekd pomyln, i wybra walk na topory, 
albowiem fechtunek tego rodzaju broni by niemoliwy. Na krtkie lub dugie 
miecze, przy ktrych trzeba byo zna cicia, sztychy i umie ciosy odbija, 
miaby Niemiec znaczn przewag. Lecz i tak zarwno sam Zbyszko, jak i widzowie 
po mchach i wadaniu tarcz poznali, i maj przed sob ma dowiadczonego i 
gronego, ktry widocznie nie pierwszy raz staje do tego rodzaju walki. Za 
kadym ciosem Zbyszka Rotgier podstawia tarcz i w chwili uderzenia cofa j 
nieco, przez co rozmach, choby najwikszy, traci na sile i nie mg przeci 
ani te pokruszy gadkiej powierzchni. Chwilami cofa si, chwilami naciera, 
czynic to spokojnie, lubo tak szybko, e ledwie mona byo pochwyci oczyma 
jego ruchy. Zlk si ksi o Zbyszka, a twarze mw zaspiy si, wydao im 
si bowiem, e Niemiec igra jakby umylnie z przeciwnikiem. Nieraz nie 
podstawia nawet tarczy, ale w chwili gdy Zbyszko uderza, czyni p obrotu w 
bok w ten sposb, e ostrze topora przecinao puste powietrze. Byo to 
najstraszniejsze, gdy Zbyszko mg przy tym straci rwnowag i upa, a 
wwczas zguba jego staaby si nieuchronna. Widzc to, Czech stojcy nad 
zarnitym Kristem trwoy si take i mwi sobie w duszy: "Boga mi, jeli pan 
padnie, hukn Niemca obuchem midzy opatki, aby si te wykopyrtn".
Zbyszko jednak nie pada, gdy majc w nogach si ogromn i rozstawiajc je 
szeroko, mg utrzyma na kadej cay ciar ciaa i rozmachu.
Rotgier zauway to natychmiast i widzowie mylili si, przypuszczajc, e 
lekceway przeciwnika. Owszem, po pierwszych uderzeniach, gdy pomimo caej 
umiejtnoci cofania tarczy rka prawie zdrtwiaa mu pod ni, zrozumia, e 
czeka go z tym modziankiem ciki trud i e jeli go nie zwali dobrym pomysem, 
to walka moe by dug i niebezpieczn. Liczy, e po ciciu w prni Zbyszko 
mnie na nieg, a gdy to si nie stao, pocz si wprost niepokoi. Spod 
stalowego okapu widzia zacinite nozdrza i usta przeciwnika, a chwilami 
byszczce oczy, i mwi sobie, e zapalczywo powinna go unie, e si 
zapamita, straci gow i w zalepieniu wicej bdzie myla o zadawaniu razw 
ni obronie. Ale pomyli si i w tym. Zbyszko nie umia uchyla si od ciosw 
pobrotem, ale nie zapomnia o tarczy i wznoszc topr, nie odsania si 
wicej, ni naleao. Widocznie uwaga jego zdwoia si, a poznawszy 
dowiadczenie i sprawno przeciwnika, nie tylko si nie zapamita, ale skupi 
si w sobie, sta si ostroniejszym i w uderzeniach jego coraz straszniejszych 
by jaki rozmys, na ktry nie gorca, ale tylko zimna zawzito zdoby si 
moe.
Rotgier, ktry niemao wojen odby i niemao stacza bitew bd kup, bd w 
pojedynk, wiedzia z dowiadczenia, e bywaj ludzie jako ptaki drapiene 
stworzeni do walki i szczeglnie obdarowani przez natur, ktrzy jakby odgaduj 
to wszystko, do czego inni dochodz przez cae lata wicze, i wraz pomiarkowa, 
e ma z jednym z takich do czynienia. Od pierwszych uderze zrozumia, e w tym 
modziku jest co takiego, co jest w jastrzbiu, ktry w przeciwniku widzi 
jedynie up swj i nie myli o niczym wicej, tylko aby go dosign szponami. 
Pomimo swej siy spostrzeg si rwnie, e nie dorwnywa w niej Zbyszkowi i e 
jeli wyczerpie si przedtem, ni zdoa zada cios stanowczy, to walka z tym 
strasznym, cho mniej dowiadczonym wyrostkiem moe si sta dla niego zgubn. 
Pomylawszy to, postanowi walczy z najmniejszym moliwie wysikiem, 
przycign ku sobie tarcz, ni zbyt nastpowa, ni zbyt si cofa, ograniczy 
ruchy, zebra ca moc duszy i ramienia na jeden cios stanowczy i czeka pory.
Okrutna walka przecigaa si duej nad zwyk miar. Na krugankach zalega 
cisza miertelna. Sycha byo tylko czasem dwikliwe, a czasem guche 
uderzenie ostrzy i obuchw o tarcze. I ksistwu, i rycerzom, i dwrkom nieobce 
byy podobne widowiska, a jednake jakie uczucie podobne do przeraenia 
cisno jakby kleszczami wszystkie serca. Rozumiano, e tu nie chodzi o 
wykazanie siy, sprawnoci, mstwa i e wiksza jest w tej walce zacieko, 
wiksza rozpacz, wiksza i bardziej nieubagana zawzito, gbsza zemsta. Z 
jednej strony: straszne krzywdy, mio i al bez dna, z drugiej: cze caego 
Zakonu i gboka nienawi szy na tym pobojowisku na sd Boy.
Tymczasem pojania nieco zimowy, blady ranek, przetara si szara opona mgy i 
promie soca rozwieci bkitny pancerz Krzyaka i srebrnaw mediolask 
zbroj Zbyszka. W kaplicy zadzwoniono na tercj, a razem z odgosem dzwonu cae 
stada kawek zerway si z dachw zamkowych, opocc skrzydami i kraczc 
zgiekliwie jakby z radoci na widok krwi i tego trupa, ktry lea ju 
nieruchomo na niegu. Rotgier rzuci na niego w czasie walki raz i drugi oczyma 
i nagle uczu si ogromnie samotnym. Wszystkie oczy, ktre na niego patrzyy, 
byy to oczy wrogw. Wszystkie mody, yczenia i ciche wota, ktre czyniy 
niewiasty, byy po stronie Zbyszka. Prcz tego, jakkolwiek Krzyak by zupenie 
pewien, e giermek Zbyszkw nie rzuci si na niego z tyu i nie signie go 
zdradliwie, jednake obecno i blisko tej gronej postaci przejmowaa go 
takim mimowolnym niepokojem, jakim przejmuje ludzi widok wilka, niedwiedzia lub 
bawou, od ktrego nie przedziela ich krata. I nie mg si temu uczuciu 
obroni, tym bardziej e Czech, chcc ledzi przebieg walki, porusza si i 
zmienia miejsce, zachodzc walczcym to z boku, to z tyu, to od czoa - 
pochylajc przy tym gow i przypatrujc si mu zowrogo przez szpary w elaznej 
przybicy hemu, a czasem podnoszc nieco, jakby mimo woli, zakrwawione ostrze.
Zmczenie poczo wreszcie Krzyaka ogarnia. Raz po razu zada dwa ciosy 
krtkie, ale straszne, kierujc je na prawe rami Zbyszka, ten jednake 
odepchn je tarcz z tak si, e toporzysko zachwiao si w doni Rotgiera, 
sam za musia si cofn nagle, aby nie upa. I od tej pory cofa si cigle. 
Wyczerpyway si zreszt nie tylko jego siy, ale zimna krew i cierpliwo. Z 
piersi widzw na widok jego cofania si wyrwao si kilka okrzykw jakby 
tryumfu, ktre wzbudziy w nim zo i rozpacz. Uderzenia toporw stay si 
coraz gstsze. Pot zlewa czoa obu walczcych, a przez zwarte zby dobywa im 
si z piersi chrapliwy oddech. Patrzcy przestali zachowywa si spokojnie i co 
chwila teraz odzyway si woania to mskie, to niewiecie: "Bij! W niego!... 
Sd Boy! Kara Boa! Bg ci pomagaj!" Ksi skin kilka razy doni, by je 
uciszy, ale nie mg ich powstrzyma. Czynio si coraz goniej, gdy dzieci 
poczy tu i wdzie paka na krugankach, a wreszcie przy samym boku ksiny 
jaki mody, kajcy gos niewieci zawoa:
- Za Danuk, Zbyszku! za Danuk!
Zbyszko wiedzia przecie, e idzie o Danusi. By pewny, e ten Krzyak 
przyoy rki do jej porwania, i walczc z nim - walczy za jej krzywdy. Ale 
jako mody i chciwy bitew, w chwili walki myla o samej walce. Nagle w krzyk 
uprzytomni mu jej strat i jej niedol. Mio, al i zemsta nalay mu ognia do 
y. Serce zaskowyczao w nim z rozbudzonego blu i chwyci go po prostu sza 
bojowy. Strasznych, podobnych do uderze burzy jego ciosw nie mg ju Krzyak 
pochwyci ni im wydy. Zbyszko uderzy tarcz w jego tarcz z tak nadludzk 
si, e rami Niemca zdrtwiao nagle i opado bezwadnie. w za cofn si w 
trwodze i przeraeniu i przechyli si w ty, a wtem w oczach mign mu bysk 
topora i ostrze spado mu jak piorun na prawy bark.
Do uszu widzw doszed tylko rozdzierajcy krzyk: "Jesus!..." - po czym Rotgier 
odstpi jeszcze krok i run na wznak na ziemi.
Wnet zagrzmiao i zaroio si na krugankach jak w pasiece, w ktrej pszczoy 
przygrzane socem poczynaj rusza si i szumie. Rycerze zbiegali caymi 
tumami po schodach, czelad przeskakiwaa wa nieny, by si trupom 
przypatrzy. Wszdy rozlegay si okrzyki: "Ot, sd Boy!... Ma Jurand 
dziedzica. Chwaa mu i podzika! To ci chop do topora!" Inni za woali: 
"Patrzcie, a dziwujcie si! Ju by sam Jurand godniej nie ci!" Jako utworzya 
si caa gromada ciekawych naok trupa Rotgiera, a on lea na grzbiecie, z 
twarz bia jak nieg, z szeroko otwartymi ustami i z krwawym ramieniem, 
odwalonym tak strasznie od szyi a do pachy, e ledwie si na kilku wknach 
trzymao. Wic mwili znw niektrzy. "Ot, yw by i w hardoci po ziemi 
chodzi, a teraz i palcem ci nie ruszy!" A tak mwic, jedni podziwiali jego 
wzrost, gdy wielk przestrze na pobojowisku zajmowa i po mierci wydawa si 
jeszcze ogromniejszy, drudzy za pawi piropusz mienicy si cudnie na niegu, a 
trzeci zbroj, ktr na dobr wie oceniano. Lecz Czech Hlawa zbliy si 
wanie z dwoma Zbyszkowymi pachokami, by j zdj z nieboszczyka, wic ciekawi 
otoczyli Zbyszka, wychwalajc go i wynoszc pod niebiosa, bo im si susznie 
zdawao, e sawa jego spadnie na cae mazowieckie i polskie rycerstwo. 
Tymczasem odjto mu tarcz i topr, by mu uly, a Mrokota z Mocarzewa odpi mu 
i hem, spotniae za wosy przykry czapk ze szkaratnego sukna. Zbyszko sta 
jakby w osupieniu, oddychajc ciko, z ogniem jeszcze nie-zgasym w oczach, z 
twarz poblad z wysiku i zawzit, drc nieco ze wzruszenia i trudu. Ale 
chwycono go pod rce i poprowadzono do ksistwa, ktrzy czekali na w ogrzanej 
komnacie przy kominie. Tam Zbyszko klkn przed nimi, a gdy ojciec Wyszoniek 
przeegna go i zarazem odmwi wieczny odpoczynek za dusze zmare, ksi 
ucisn za gow modego rycerzyka i rzek:
- Bg najwyszy rozsdzi midzy wami i prowadzi rk twoj, za co niech bdzie 
bogosawione imi Jego - amen!
Po czym, zwrciwszy si do rycerza de Lorche i do innych, doda:
- Ciebie, obcy rycerzu, i was wszystkich obecnych bior na wiadkw w tym, o 
czym i sam wiadcz, jako si potykali wedle prawa i obyczaju, a jako si sdy 
Boe wszdy odprawuj, tak si te i ten odprawi po rycersku i po boemu.
Okrzyknli si na to zgodnym chrem miejscowi wojownicy, gdy za panu de Lorche 
przetumaczono sowa ksice, wsta i oznajmi, e nie tylko wiadczy, jako 
wszystko odbyo si po rycersku i po boemu, ale gdyby nawet ktokolwiek w 
Malborgu lub na jakim innym dworze ksicym mia o tym wtpi - on, de Lorche, 
pozwie go natychmiast w szranki na walk piesz lub konn, choby to by nie 
tylko zwyczajny rycerz, ale olbrzym lub czarnoksinik, samego Merlina magiczn 
si przewyszajcy.
A tymczasem ksina Anna Danuta, w chwili gdy Zbyszko z kolei obj jej nogi, 
mwia, pochylajc si ku niemu:
- Czemu si za nie radujesz? Raduj si i dzikuj Bogu, bo jeli ci Bg w 
miosierdziu swym wyzu z tej obierzy, to ci i dalej nie opuci i do 
szczliwoci doprowadzi.
A Zbyszko odrzek:
- Jakoe mam si radowa, miociwa pani? Da ci mi Bg zwycistwo i pomst nad 
onym Krzyakiem, ale Danukijako nie byo, tak i nie ma - i nie bliej mi do 
niej teraz ni przedtem.
- Najzawzitsi nieprzyjaciele, Danveld, Gotfryd i Rotgier, nie yj - 
odpowiedziaa ksina - a o Zygfrydzie mwi, i sprawiedliwszy od nich, cho 
okrutny. Chwale miosierdzie boskie i za to. A mwi take pan de Lorche, e 
jeli Krzyak legnie, to on ciao jego odwiezie, a potem wraz do Malborga 
pojedzie i u samego wielkiego mistrza o Danuk si upomni. Ju-ci nie omiel 
si wielkiego mistrza nie posucha.
- Bg daj zdrowie panu de Lorche - rzek Zbyszko - i ja z nim pojad do 
Malborga.
A ksina przestraszya si tych sw, jak gdyby Zbyszko rzek, e bezbronny 
pjdzie midzy wilki, ktre zbieray si zim w stada w gbokich borach 
Mazowsza.
- Po co? - zawoaa. - Na zgub pewn? Zaraz po spotkaniu nie pomoe ci ni de 
Lorche, ni te listy, ktre Rotgier pisa przed walk. Nie zratujesz nikogo, a 
zgubisz siebie.
Lecz on wsta, zoy w krzy donie i rzek:
- Tak mi dopom Bg, e pojad do Malborga i choby za morza. Tak mi bogosaw, 
Chryste, jako jej bd szuka do ostatniego tchu w nozdrzach i jako nie ustan, 
pki nie zgin. acniej mi bi Niemcw i potyka si we zbroi ni sierocie 
jcze w podziemiu. Oj, acniej! acniej!
I mwi to, jak zreszt zawsze, gdy wspomina Danusi, w takim uniesieniu, w 
takim blu, e a chwilami sowa uryway mu si, tak jakby go kto chwyta za 
gardo. Ksina poznaa, e prno by go odwodzi, e kto by go chcia 
powstrzyma, ten musiaby go chyba sku i wtrci do podziemia.
Zbyszko nie mg jednak wyjecha natychmiast. Wolno byo wczesnemu rycerzowi 
nie zwaa na adne przeszkody, ale nie wolno byo zama obyczaju rycerskiego, 
ktry nakazywa, by zwycizca w pojedynku spdzi na miejscu walki cay dzie a 
do nastpnej pnocy, a to dla okazania, e zosta panem pobojowiska, jak i dla 
okazania gotowoci do nowej walki, gdyby ktokolwiek z krewnych lub przyjaci 
zwycionego chcia go ponownie do niej wyzwa. Obyczaj ten zachowyway nawet 
cae wojska, tracc nieraz korzyci, jakie by popiech po zwycistwie mg 
przynie. Zbyszko nie prbowa nawet wyama si spod nieubaganego prawa i 
posiliwszy si nieco, a nastpnie przywdziawszy zbroj, tkwi a do pnocy na 
dziedzicu zamkowym pod zaspionym niebem zimowym, czekajc na nieprzyjaciela, 
ktry znikd przyby nie mg.
O pnocy dopiero, gdy heroldowie obwiecili ostatecznie przy dwiku trb jego 
zwycistwo, Mikoaj z Dugolasu zawezwa go na wieczerz, a zarazem na narad do 
ksicia.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia VI
Ksi pierwszy zabra gos na naradzie i tak mwi:
- To bieda, e nie mamy nijakiego pisma ani wiadectwa przeciw komturom. Bo cho 
posd nasz zdaje si suszny i ja sam myl, e Jurandwn oni chwycili, nie kto 
inny, ale co z tego? Wypr si. A jak wielki mistrz spyta o jakowy dowd, co mu 
pokaem? Ba! jeszcze list Jurandowy wiadczy za nimi. Tu zwrci si do Zbyszka:
- Powiadasz, e ten list grob na nim wymusili. Moe by i pewnie tak jest, bo 
gdyby po ich stronie bya sprawiedliwo, toby ci by Bg przeciw Rotgierowi nie 
pomg. Ale skoro wymusili jeden, to mogli wymusi i dwa. Moe i oni maj od 
Juranda wiadectwo, e nie winni porwania nieszczsnej dziewki. A w takim razie 
poka je mistrzowi - i co bdzie?
- Sami przecie przyznali, miociwy panie, e Danuk niby zbjom odbili i e j 
maj.
- To wiem. Ale teraz powiadaj, e si omylili i e to inna dziewka, a najlepszy 
dowd, e sam Jurand jej si zapar.
- Zapar si, bo mu pokazali inn, przez co go wanie rozjuszyli.
- Pewnie tak byo, ale mog powiedzie, e to jeno nasze domysy.
- Ich garstwa - rzek Mikoaj z Dugolasu - s jakoby br. Z brzega jeszcze co 
wida, ale im gbiej, tym wiksza gstwa, e si czek zabka i cakiem drog 
straci.
Po czym powtrzy swoje sowa po niemiecku panu de Lorche, ktry rzek:
- Sam wielki mistrz lepszy od nich, a i brat jego, cho dusz ma zuchwa, ale 
na cze rycersk czu.
- Tak jest - odpowiedzia Mikoaj. - Mistrz czowiek ludzki. Nie umie ci on 
hamowa komturw ni kapituy i nie poradzi na to, e wszystko w Zakonie na 
ludzkich krzywdach stoi, ale im nierad. Jedcie, jedcie, rycerzu de Lorche, i 
opowiedzcie mu, co tu si dziao. Obcych wicej si oni wstydz ni nas, by za 
nie opowiadali na obcych dworach o ich zdradach i nieuczciwych postpkach. A gdy 
mistrz spyta was o dowody, tedy rzeknijcie mu tak: "Zna prawd boska rzecz, a 
ludzka jej szuka, wic jeli chcesz, panie, dowodw, to ich poszukaj: ka 
przetrz zamki, wybadaj ludzi, pozwl nam szuka, bo to gupstwo i bajka, e 
on sierot chwycili zbje leni".
- Gupstwo i bajka - powtrzy de Lorche.
- Bo zbje nie podnieliby rki na ksicy dworzec ni na Jurandowe dziecko. A 
gdyby wreszcie nawet j chwycili, to dla okupu, i sami by dali zna, e j maj.
- Wszystko to powiem - rzek Lotaryczyk - i de Bergowa te odszukam. My z 
jednego kraju, a cho go nie znam, mwi, e i on jakowy krewniak hrabiego 
Geldrii. By w Szczytnie, niech mistrzowi opowie, co widzia.
Zbyszko zrozumia cokolwiek z tych sw, a czego nie zrozumia, to wytumaczy 
mu Mikoaj, wic chwyci przez p pana de Lorche i przycisn go do piersi tak, 
e a rycerz jkn.
Ksi za rzek do Zbyszka:
- A ty koniecznie chcesz te jecha?
- Koniecznie, miociwy panie. C mam innego czyni? Chciaem Szczytna dobywa, 
choby zbami przyszo mur gry, ale jakoe mi bez pozwolestwa wojn 
wszczyna?
- Kto by wojn bez pozwolestwa wszcz, pod katowskim by si mieczem kaja - 
rzek ksi.
- Juci prawo prawem - odpowiedzia Zbyszko. - Ba! chciaem potem pozywa 
wszystkich, ktrzy byli w Szczytnie, ale powiadali ludzie, e Jurand narzn ich 
tam jak wow, i nie wiedziaem, ktry yw, a ktry zabit... Bo, tak mi dopom 
Bg i wity Krzy, jako ja Juranda do ostatniego tchu nie opuszcz!
- To zacnie mwisz i udae mi si - rzek Mikoaj z Dugo-lasu. - A e do 
Szczytna sam nie lecia, to te wida, e rozum masz, bo i gupi by si 
domyli, e oni tam ni Juranda, ni jego crki nie trzymaj, jeno musieli ich do 
innych zamkw wywie. Bg ci Rotgierem nagrodzi za to, e tu przyjecha.
- Ano! - rzek ksi - jako si od Rotgiera syszao, to z tych czterech jeden 
tylko stary Zygfryd ywie, a innych Bg ju pokara albo twoj, albo Jurandow 
rk. Co do Zygfryda, mniejszy od tamtych szelma, ale okrutnik moe najwikszy. 
le, e Jurand i Danuka w jego rku, i trzeba ich prdko ratowa. Aby za i 
ciebie za przygoda nie spotkaa, dam ci do mistrza list. Suchaj jeno dobrze i 
rozumiej, e nie jedziesz jako pose, jeno jako wysannik, a ja mistrzowi pisz 
tak: Skoro si swego czasu na nasz osob, potomka ich dobrodziejw, targnli, 
to rzecz podobna jest, e Jurandwn chwycili, zwaszcza majc zo do Juranda. 
Prosz tedy mistrza, aby pilnie jej szuka nakaza i jeli chce przyjani mojej, 
zaraz ci j w rce odda.
Zbyszko, usyszawszy to, rzuci si do ng ksicia i objwszy jego kolana, 
pocz mwi:
- A Jurand, miociwy panie! A Jurand? Wstawcie si te za nim! Jeli miertelne 
ma rany, niech cho u siebie na dziedzinie i przy dzieciach zamrze.
- Jest i o Jurandzie - rzek askawie ksi. - Ma wysa mistrz dwch sdziw i 
ja te dwch, ktrzy uczynki komturw i Jurandowe wedle praw czci rycerskiej 
rozpatrz. A ci za wybior jeszcze jednego, by za by im gow, i jako wszyscy 
uradz, tak bdzie.
Na tym skoczya si narada, po ktrej Zbyszko poegna ksicia, gdy wnet mieli 
wyruszy w drog. Lecz przed rozejciem si dowiadczony i znajcy Krzyakw 
Mikoaj z Dugo-lasu wzi Zbyszka na bok i zapyta:
- A onego pachoka Czecha wemiesz z sob do Niemcw?
- Pewnie, e mnie nie odstpi. Albo co?
- Bo mi go al. Chop ci jest na schwa, a za miarkuj, co ci rzek: ty z 
Malborga zdrow gow wyniesiesz, chyba e potykajc si tam, trafisz na 
lepszego, ale jego zguba pewna.
- A dlaczego?
- Bo go psubraty oskarali, e on de Fourcy'ego zadga. Musieli te do mistrza 
o jego mierci pisa i te pewnikiem napisali, i Czech on krew rozla. Tego mu 
w Malborgu nie daruj. Czeka go sd i pomsta, bo jake o jego niewinnoci 
mistrza przekonasz? A przecie on take i Danveldowi rami pokruszy, ktry 
wielkiego szpitalnika by krewny. Szkoda mi go, a powtarzam ci, e jeli 
pojedzie, to po mier.
- Nie pojedzie po mier, bo go w Spychowie ostawi. Lecz stao si inaczej, 
gdy zaszy powody, dla ktrych Czech nie zosta w Spychowie. Zbyszko i de 
Lorche ruszyli wraz ze swymi pocztami nazajutrz. De Lorche, ktrego ksidz 
Wyszoniek rozwiza ze lubw wzgldem Ulryki de Elner, jecha szczliwy i cay 
oddany rozpamitywaniu urody Jagienki z Dugolasu, wic milczcy; Zbyszko za, 
nie mogc z nim rozmawia o Danuce take i z tej przyczyny, e nie bardzo si z 
sob rozumieli, rozmawia z Hlaw, ktry dotd nic o zamierzonej w dzierawy 
krzyackie wyprawie nie wiedzia.
- Jedziem do Malborga - rzek - a kiedy ja wrc, to w mocy boskiej... Moe 
prdko, moe na wiosn, moe za rok, a moe i wcale, rozumiesz?
- Rozumiem. Wasza mio jedzie te take pewnie i dlatego, aby tamtejszych 
rycerzy pozywa. I chwaa Bogu, bo przy kadym rycerzu jest przecie giermek.
- Nie - odrzek Zbyszko. - Nie po to ja tam jad, by ich pozywa, chybaby si 
samo zdarzyo, a ty wcale nie pojedziesz, jeno w domu, w Spychowie, zostaniesz.
Usyszawszy to, Czech naprzd zmartwi si okrutnie i pocz aonie narzeka, 
a potem nu prosi modego pana, by go nie ostawia.
- Ja poprzysig, e waszej mioci nie opuszcz: poprzysig na Krzy i na 
cze. A gdyby wasz mio jakowa przygoda spotkaa, jakoe pokazabym si na 
oczy mojej pani w Zgorzelicach! Ja jej przysiga, panie! wic zmiujcie wy si 
nade mn, bym si nie pohabi przed ni.
- A nie przysigae jej, e mi bdziesz posuszny? - zapyta Zbyszko.
- Jake nie! We wszystkim, jeno nie w tym, bym poszed precz. Jeli mnie wasza 
mio odpdzi, pojad opodal, abym w razie potrzeby by pod rk.
- Ja ci nie odpdzam i nie odpdz - odpowiedzia Zbyszko - ale niewola by mi 
to bya, gdybym ci nie mg nigdzie wysa, choby w najdalsz drog, ni te 
odczepi si od ciebie bogdaj na jeden dzie. Nie bdziesze sta bez przestanku 
nade mn jak kat nad dobr dusz! A co do bitwy, jake mi pomoesz? Nie mwi na 
wojnie, bo na wojnie ludzie si kup bij, a w spotkaniu samowtr juci si nie 
bdziesz za mnie bi. Gdyby Rotgier by tszy ode mnie, nie na naszym wozie 
byaby jego zbroja, jeno moja na jego. A przy tym wiedz, e mi tam z tob bdzie 
gorzej i e mnie na niebezpieczestwo poda moesz.
- Jak to, wasza mio?
Wic Zbyszko pocz mu opowiada to, co sysza od Mikoaja z Dugolasu, e 
komturowie, nie mogc si przyzna do zamordowania de Fourcy'ego, jego oskaryli 
i bd go zemst cigali.
- A jeli ci schwyc - rzek w kocu - przecie ci im jako psom w gardle nie 
ostawi, przez co i sam mog gow naoy.
Zaspi si, usyszawszy te sowa, Czech, albowiem czu w nich prawd; jednake 
usiowa jeszcze rzecz wedle swojej chci wykrci.
- To ju nie ma na wiecie tych, ktrzy mi widzieli, bo jednych, jako mwi, 
stary pan ze Spy chowa pobi, a Rotgiera wasza mio.
- Widzieli ci pachocy, ktrzy si opodal za nimi wlekli, i ywie w stary 
Krzyak, ktry pewnie w Malborgu teraz siedzi, a jeli nie siedzi, to 
przyjedzie, gdy go, da Bg, mistrz wezwie.
Na to nie byo ju co odpowiedzie, wic jechali w milczeniu a do Spychowa. 
Zastali tam zupen gotowo wojenn, gdy stary Tolima spodziewa si, e albo 
Krzyacy na grdek uderz, albo Zbyszko, wrciwszy, poprowadzi ich na ratunek 
staremu panu. Strae czuway wszdy, na przejciach przez bagniska i w samym 
grdku. Chopi byli zbrojni, e za nie nowina im bya wojna, wic czekali na 
Niemcw z ochot, obiecujc sobie up znamienity. W kasztelu przyj Zbyszka i 
de Lorchego ksidz Kaleb i zaraz po wieczerzy pokaza im pergamin z pieczci 
Juranda, w ktrym wasnorcznie spisa ostatni wol rycerza ze Spychowa.
- Dyktowa ci mi j - rzek - tej nocy, ktrej do Szczytna ruszy. No - i nie 
spodziewa si wrci.
- A czemucie nie mwili nic?
- Nie mwiem nic, bo mi pod tajemnic spowiedzi wyzna, co chce czyni. Wieczny 
odpoczynek racz mu da. Panie, a wiato wiekuista niech mu wieci...
- Nie mwcie za niego pacierza. yw jeszcze. Wiem to ze sw Krzyaka Rotgiera, 
z ktrym potykaem si na dworze ksicia. By midzy nami sd Boy i zabiem go.
- Tym bardziej Jurand nie wrci... Chybaby moc Boa!...
- Jad z tym oto rycerzem, aby go z ich rk wyrwa.
- To nie znasz wida krzyackich rk; ja je znam, gdy nim mnie Jurand w 
Spychowie przygarn, byem pitnacie rokw ksidzem w ich kraju. Jeden Bg 
moe Juranda ratowa.
- I moe te nam pomc.
- Amen.
Po czym rozwin dokument i j go czyta. Jurand zapisywa wszystkie swe ziemie 
i ca majtno Danusi i jej potomstwu, w razie za bezpotomnej mierci teje, 
jej mowi, Zbyszkowi z Bogdaca. W kocu poleca t swoj wol opiece 
ksicej:
"by za jeliby co nie byo wedle prawa, aska ksica w prawo zmienia". 
Koniec w dodany by dlatego, e ksidz Kaleb zna si tylko na prawie 
kanonicznym, a sam Jurand, zajty wycznie wojn, tylko na rycerskim. Po 
odczytaniu dokumentu Zbyszkowi ksidz odczyta go starszym ludziom zaogi 
spychowskiej, ktrzy uznali zaraz modego rycerza jako dziedzica i przyrzekli mu 
posuszestwo.
Myleli te, e Zbyszko wnet ich poprowadzi na ratunek staremu panu, i radowali 
si, albowiem w piersiach ich biy serca srogie i akome na wojn, a do Juranda 
przywizane. Tote smutek ogarn ich wielki, gdy dowiedzieli si, e zostan w 
domu i e pan z maym jeno pocztem uda si do Malborga, i nie na wojn, lecz na 
skarg. Dzieli ten ich smutek Czech Gowacz, cho z drugiej strony rad by z 
tak znacznego pomnoenia Zbyszkowego dobra.
- Hej! komu by bya uciecha - rzek - to staremu panu z Bogdaca! I umiaby te 
on tu rzdzi! Co tam Bogdaniec w porwnaniu z tak dziedzin!
A Zbyszka zdja w tej chwili naga tsknota do stryjca, taka, jaka zdejmowaa 
go czsto, zwaszcza za w trudnych i cikich wypadkach ycia, wic zwrciwszy 
si do giermka, rzek bez namysu:
- Co masz tu po prnicy siedzie! Jed do Bogdaca, list powieziesz.
- Jeli nie mam z wasz mioci i, to ju wolabym tam jecha! - odrzek 
uradowany pacholik.
- Woaj mi ksidza Kaleba, niech wypisze jako si patrzy wszystko, co tu byo, a 
stryjcowi odczyta list proboszcz z Krzeni alboli te opat, jeli jest w 
Zgorzelicach.
Lecz powiedziawszy to, uderzy si doni po modych wsitach i doda, mwic 
jakby sam do siebie:
- Ba! opat!...
I zaraz przed oczyma przesuna mu si Jagienka - modrooka, ciemnowosa, hoa 
jak ania, a ze zami na rzsach! Uczynio mu si kopotliwie i przez czas jaki 
tar rk czoo, lecz wreszcie rzek:
- Juci, bdzie ci smutno, dziewczyno, ale nie gorzej nili mnie.
Tymczasem nadszed ksidz Kaleb i zaraz zasiad do pisania. Zbyszko dyktowa mu 
obszernie wszystko, co si zdarzyo od chwili gdy przyby do lenego dworca. Nic 
nie zatai, gdy wiedzia ze stary Mako, gdy si dobrze w tych sprawach 
rozpatrzy, to w kocu bdzie rad. Bogdaca istotnie ani porwna ze Spychowem, 
ktry by woci obszern i bogat, a Zbyszko wiedzia e Makowi okrutnie 
zawsze o takie rzeczy chodzio.
Lecz gdy po dugich mozoach list by napisany i pieczci zamknity, zawoa 
znw Zbyszko giermka i wrczy mu go, mwic:
- A moe ze stryjcem tu wrcisz, z czego wielce bym by rad.
Lecz Czech mia twarz take jakby zakopotan; marudzi, z nogi na nog 
przestpowa i nie odchodzi, pki mody rycerz
nie ozwa si:
- Masz-li co jeszcze powiedzie, to mw.
- Chciabym, wasza mio... - odrzek Czech - chciabym ot! jeszcze zapyta, 
jako tam mam ludziom rozpowiada?
- Jakim ludziom?
- Niby, nie w Bogdacu, ale w okolicy... Bo si te z pewnoci bd chcieli 
dowiedzie.
Na to Zbyszko, ktry postanowi ju nic nie ukrywa, spojrza na niego bystro i 
rzek:
- Tobie nie o ludzi chodzi, jeno o Jagienk ze Zgorzelic. A Czech spon, potem 
przyblad nieco i odpowiedzia:
- O ni, panie.
- A skd wiesz, czy si tam nie wydaa za Cztana z Rogowa albo za Wilka z 
Brzozowej?
- Panienka nie wydaa si za nikogo - odrzek stanowczo giermek.
- Mg jej opat rozkaza.
- Opat panienki sucha, nie ona jego.
- To czeg chcesz? Powiadaj prawd tak jej, jak wszystkim. Czech skoni si i 
odszed nieco zy.
- Daj Bg - mwi sobie, mylc o Zbyszku - by ci zapomniaa. Daj jej Bg 
jeszcze lepszego ni ty. Ale jeli nie zapomniaa, to te jej rzek, e 
eniaty, ale bez niewiasty i e bogdaj owdowiejesz, nim do onicy wstpisz.
Giermek przywiza si by jednak do Zbyszka, litowa si i nad Danusi, ale 
Jagienk miowa nad wszystko w wiecie i od czasu, jak si przed ostatni bitk 
w Ciechanowie dowiedzia o maestwie Zbyszkowym, nosi bl i gorycz w sercu.
- Bogdaj, e wprzd owdowiejesz! - powtrzy. Lecz nastpnie inne, widocznie 
sodsze myli poczy mu przychodzi do gowy, gdy schodzc ku koniom, mwi:
- Chwaa Bogu, e jej cho nogi obejm.
Tymczasem Zbyszko rwa si do drogi, gdy trawia go gorczka - i o ile z 
koniecznoci nie musia zajmowa si innymi sprawami, o tyle znosi po prostu 
mki, mylc bez ustanku o Danusi i Jurandzie. Trzeba byo jednak zosta w 
Spychowie chocia na jeden nocleg, choby dla pana de Lorche i dla przygotowa, 
ktrych tak duga podr wymagaa. Sam by wreszcie utrudzon nad wszelk miar 
walk, czuwaniem, drog, bezsennoci, zmartwieniem. Gdy wic noc uczynia si 
bardzo pna, rzuci si na twarde Jurandowe oe w nadziei, e cho krtki sen 
go nawiedzi. Lecz nim zasn, zapuka do niego Sanderus i skoniwszy si, rzek:
- Panie, ocalilicie mnie od mierci i dobrze mi byo przy was, jako dawno 
przedtem nie bywao. Bg wam da teraz wo wielk, ecie jeszcze bogatsi ni 
wprzdy, a i skarbiec spychowski nie pusty. Dajcie mi, panie, trzos jaki taki, a 
ja pjd do Prus od zamku do zamku i cho mi tam nie bardzo bezpieczno, moe wam 
usu.
Zbyszko, ktry chcia go w pierwszej chwili wyrzuci z izby, zastanowi si nad 
tymi sowami i po chwili, wydobywszy ze stojcej wedle oa podrnej kalety 
spory worek, rzuci mu go i rzek:
- Masz, id! Jeli szelma - odrwisz, jeli uczciwy - usuysz.
- Odrwi jako szelma, panie - rzek Sanderus - ale nie was, a usu poczciwie - 
wam.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia VII
Zygfryd de Lowe mia wanie wyjeda do Malborga, gdy niespodzianie pocztowy 
pachoek przynis mu list od Rotgiera z wiadomociami z mazowieckiego dworu.
Wiadomoci te poruszyy do ywego starego Krzyaka. Przede wszystkim wida byo 
z listu, i Rotgier wybornie przedstawi i poprowadzi wobec ksicia Janusza 
spraw Juranda. Zygfryd umiechn si, czytajc, e Rotgier zada jeszcze, by 
ksi za krzywdy Zakonu odda jeszcze Spychw w mastwo Krzyakom. Natomiast 
druga cz listu zawieraa nowiny niespodziane i mniej korzystne. Oto donosi 
take Rotgier, e dla tym lepszego okazania niewinnoci Zakonu w porwaniu 
Jurandwny rzuci by rkawic rycerzom mazowieckim, pozywajc kadego, kto by o 
tym wtpi, na sd Boy, to jest na walk wobec caego dworu... "aden jej nie 
podnosi - pisa dalej Rotgier - wszyscy bowiem wiedzieli, i wiadczy za nami 
list samego Juranda, wic bali si sprawiedliwoci Boej, gdy wtem znalaz si 
modzik, ktregomy w lenym dworcu widzieli - i w zakad podj. Z ktrej 
przyczyny nie dziwujcie si, pobony i mdry bracie, e si z powrotem o dwa 
albo trzy dni opni, gdy - sam pozwawszy, stan musz. A iem to dla chway 
Zakonu uczyni, mam nadziej, e nie poczyta mi tego za ze ani wielki mistrz, 
ani te wy, ktrego czcz i synowskim sercem miuj. Przeciwnik - prawy 
dzieciuch, a mnie walka, jako wiecie nie nowina, wic atwie t krew na chwa 
Zakonu rozlej, a zwaszcza przy pomocy Pana Chrystusowej, ktremu pewnie wicej 
chodzi o tych, ktrzy krzy Jego nosz, ni o jakowego Juranda albo o krzywdy 
jednej mizernej dziewki z mazurskiego narodu!"
Zygfryda zdziwia przede wszystkim wiadomo, e Jurandwna bya zamna. Na 
myl, e w Spychowie osi moe nowy grony i mciwy nieprzyjaciel, obj nawet 
starego komtura pewien niepokj: "Oczywicie - mwi sobie - zemsty nie 
poniecha, a tym bardziej gdyby niewiast odzyska i gdyby mu powiedziaa, e to 
mymy j porwali z lenego dworca! Ba, wydaoby si te zaraz, emy Juranda 
sprowadzili jeno dlatego, by go zgubi, i e crki nikt nie myla mu oddawa". 
Tu przyszo Zygfrydowi na myl, e jednak na skutek listw ksicia wielki mistrz 
prawdopodobnie kae czyni poszukiwania w Szczytnie, choby dlatego, by si 
przed tyme ksiciem oczyci. Przecie mistrzowi i kapitule tak chodzio o to, 
by na wypadek wojny z potnym krlem polskim ksita mazowieccy pozostali na 
stronie. Pominwszy siy ksit wobec rojnoci mazowieckiej szlachty 
niepolednie, a wobec jej bitnoci - godne, by ich nie lekceway, pokj z nimi 
zabezpiecza granic krzyack na ogromnej, rozcigej przestrzeni i pozwala im 
skupi lepiej swe siy. Nieraz mwiono o tym przy Zygfrydzie w Malborgu, nieraz 
cieszono si nadziej, e po zwycistwie nad krlem znajdzie si pniej byle 
pozr przeciw Mazowszu, a wwczas adna sia nie wyrwie tej krainy z rk 
krzyackich. By to rachunek i wielki, i pewny, dlatego byo rzecz rwnie 
pewn, e mistrz uczyni tymczasem wszystko, by nie rozdrania ksicia Janusza, 
albowiem pan w, onaty z crk Kiejstuta, trudniejszym by do zjednania ni 
Ziemowit Pocki, ktrego maonka bya nie wiadomo dlaczego cakiem Zakonowi 
oddana.
I wobec tych myli stary Zygfryd, ktry przy caej swej gotowoci do wszelkich 
zbrodni, zdrad i okruciestw miowa jednak nad wszystko Zakon i chwa jego, 
pocz si rachowa z sumieniem: "Zali nie lepiej bdzie wypuci Juranda i jego 
crk? Zdrada i ohyda wyda si wprawdzie wwczas w caej peni, ale obciy imi 
Danvelda, ten za nie yje. A choby te - myla - mistrz pokara srodze mnie i 
Rotgiera, ktrzymy byli jednak wsplnikami Danveldowych uczynkw, to czy nie 
lepiej tak bdzie dla Zakonu?" Lecz tu jego mciwe i okrutne serce poczo 
burzy si na myl o Jurandzie.
Wypuci go, tego ciemizc i kata zakonnych ludzi, zwycizc w tylu 
spotkaniach, przyczyn tylu klsk i haby, pogromc, a potem zabjc Danvelda, 
pogromc de Bergowa, zabjc Majnegera, zabjc Gotftyda i Huga, tego, ktry w 
samym Szczytnie wytoczy wicej krwi niemieckiej, ni jej wytacza niejedna dobra 
utarczka czasu wojny: "Nie mog! nie mog! - powtarza w duszy Zygfryd i na sam 
t myl drapiene palce zaciskay mu si kurczowo, a stara, wyscha pier z 
trudnoci owia oddech. - A jednak, gdyby to byo z wikszym poytkiem i 
chwa Zakonu? Gdyby kara, ktra by spada w takim razie na jeszcze yjcych 
sprawcw zbrodni, miaa przejedna wrogiego dotychczas ksicia Janusza i uatwi 
z nim ukad albo nawet i przymierze?... Zapalczywi s oni - myla dalej stary 
komtur - lecz byle im troch dobroci okaza, atwo krzywd zapominaj. Ot i 
ksi sam by we wasnym kraju pochwycon, a przecie czynnie si nie mci..." 
Tu pocz chodzi po sali w wielkiej rozterce wewntrznej, gdy nagle wydao mu 
si, e mu co z gry rzeko: "Wsta i czekaj na powrt Rotgiera". Tak! naleao 
czeka. Rotgier zabije niechybnie onego modzianka, a i potem albo trzeba bdzie 
ukry Juranda i jego crk, albo ich odda. W pierwszym razie ksi wprawdzie o 
nich nie zapomni, ale nie majc pewnoci, kto porwa dziewk, bdzie jej szuka, 
bdzie sa listy do mistrza nie z oskareniem, ale rozpytujce - i rzecz 
pjdzie w niezmiern odwlok. W drugim razie rado z powrotu Jurandwny wiksz 
bdzie ni ch zemsty za jej porwanie. "A wszak ci zawsze moemy powiedzie, 
emy j znaleli ju po Jurandowej napaci!" Ta ostatnia myl uspokoia cakiem 
Zygfryda. Co do samego Juranda, dawno ju na wspk z Rotgierem wymylili 
sposb, zby Jeli go przyjdzie wypuci, nie mg ni mci si, ni skary. 
Zygfryd radowa si w srogiej duszy, mylc teraz o tym sposobie. Radowa si 
rwnie na myl o sdzie Boym, ktry mia odby si w ciechanowskim zamku. Co 
do wyniku miertelnej walki nie nurtowa go aden niepokj. Przypomnia sobie 
pewien turniej w Krlewcu, gdy Rotgier pokona dwch synnych rycerzy, ktrzy w 
ojczystej swej andegaweskiej kramie uchodzili za niezwalczonych zapanikw. 
Wspomnia i walk pod Wilnem z pewnym polskim rycerzem, dworzaninem Spytka z 
Melsztyna, ktrego Rotgier zabi. I rozjania mu si twarz, a serce wezbrao 
dum, gdy Rotgiera, jakkolwiek ju synnego rycerza, on pierwszy na wyprawy do 
Litwy wodzi i najlepszych sposobw wojny z tym plemieniem go uczy. A teraz w 
synaczek rozleje raz jeszcze znienawidzon krew polsk i wrci okryty chwa. 
Wszak ci to sd Boy, wic i Zakon bdzie zarazem z podejrze oczyszczon... "Sd 
Boy!..." Na jedno mgnienie oka stare serce cisno si uczuciem podobnym do 
trwogi. Oto Rotgier stan ma do walki miertelnej w obronie niewinnoci 
krzyackiej, a przecie oni winni, bdzie zatem walczy za kamstwo... Nu-by 
stao si nieszczcie. Lecz po chwili Zygfrydowi wydao si to znw 
niemoliwym. Rotgier nie moe by zwyciony.
Uspokoiwszy si w ten sposb, stary Krzyak zamyli si jeszcze nad tym, czyby 
nie lepiej wysa tymczasem Danusi do ktrego odleglejszego zamku, ktry by w 
adnym razie nie mg ulec zamachowi Mazurw. Lecz po chwili zastanowienia 
zaniecha i tej myli. Obmyli zamach i stan na czele mgby jeno m 
Jurandwny, a on przecie zginie pod rk Rotgiera... Potem bd tylko ze strony 
ksicia i ksiny dochodzenia, przepytywania, pisania, skargi, ale przez to 
wanie sprawa zatrze si i zaciemni, nie mwic o odwoce niemal bez koca. 
"Wpierw, nim do czego dojd - rzek sobie Zygfryd -ja umr, a moe Jurandwna 
postarzeje si w krzyackim zamkniciu". Kaza jednake, by wszystko byo gotowe 
w zamku do obrony, a rwnie i do drogi, nie wiedzia bowiem dokadnie, co moe 
z narady z Rotgierem wypa, i czeka.
Tymczasem upyny od terminu, na ktry obiecywa pierwotnie Rotgier wrci, dni 
dwa, po czym trzy i cztery, a aden orszak nie ukazywa si przed szczytniesk 
bram. Dopiero pitego, prawie ju zmroku, rozleg si odgos rogu przed baszt 
odwiernego. Zygfryd, ktry ukoczy by wanie przedwieczorne czynnoci, 
wysa natychmiast pachoka, aby si dowiedzia, kto przyby.
Pachoek wrci po chwili z twarz zmieszan, ale zmiany tej nie mg Zygfryd 
dostrzec, gdy w izbie ogie pali si w gbokim kominie i mao rozwieca 
mrok.
- Przyjechali? - spyta stary rycerz.
- Tak! - odpowiedziao pachol.
Lecz w gosie jego byo co takiego, co nagle zaniepokoio Krzyaka, wic rzek:
- A brat Rotgier?
- Przywieli brata Rotgiera.
Na to Zygfryd podnis si z krzesa. Przez dug chwil trzyma doni za 
porcz, jakby obawia si upa, po czym ozwa si przytumionym gosem:
- Daj mi paszcz.
Pachoek zarzuci mu paszcz na ramiona, on za widocznie odzyska ju siy, 
gdy sam nasun kaptur na gow i wyszed z izby.
Po chwili znalaz si na dziedzicu zamkowym, na ktrym mrok uczyni si ju 
zupeny, i szed przez skrzypicy nieg powolnym krokiem ku orszakowi, ktry 
przejechawszy bram, zatrzyma si w jej pobliu. Staa tam ju gsta gromada 
ludzi i wiecio kilka pochodni, ktre onierze z zaogi zdyli przynie. Na 
widok starego rycerza knechtowie rozstpili si. Przy blasku pochodni wida byo 
jednak trwone oblicza i ciche gosy szeptay w pomroce:
- Brat Rotgier...
- Brat Rotgier zabit...
Zygfryd przysun si do sani, na ktrych leao na somie pokryte paszczem 
ciao, i podnis koniec paszcza.
- Zblicie wiato - rzek, odchylajc kaptur. Jeden z knechtw pochyli 
pochodni, przy ktrej blasku stary Krzyak dojrza gow Rotgiera i twarz bia 
jak nieg, zmarznit, otoczon ciemn chust, ktr zawizano mu pod brod 
widocznie w tym celu, aby usta nie pozostay otwarte. Jako caa twarz bya 
jakby cignita, a przez to zmieniona tak, e mona by rzec, i to kto inny. 
Oczy byy zakryte powiekami, naokoo oczu i przy skroniach plamy bkitne. Na 
policzkach szkli si zamrz.
Komtur patrzy przez dug chwil wrd oglnego milczenia. Inni patrzyli na 
niego, wiedziano bowiem, e by jako ojciec dla zmarego i e go miowa. Lecz 
jemu ani jedna za nie wypyna z oczu, oblicze tylko mia jeszcze surowsze ni 
zwykle, a w nim jaki skrzepy spokj.
- Tak go odesali! - rzek wreszcie.
Lecz zaraz potem zwrci si do ekonoma zamku:
- Niech do pnocy zbij trumn i ustawi ciao w kaplicy.
- Zostaa jedna trumna z tych, ktre robiono dla pobitych przez Juranda - 
odrzek ekonom. - Ka j tylko suknem obi.
- I przykry go paszczem - rzek Zygfryd, zakrywajc twarz Rotgiera - nie takim 
jak ten, jeno zakonnym. Po chwili za doda:
- A wieka nie przymyka.
Ludzie zbliyli si do wozu. Zygfryd nasun znw kaptur na gow, lecz 
widocznie przypomnia sobie jeszcze co przed odejciem, gdy spyta:
- Gdzie jest van Krist?
- Zabit take - odpowiedzia jeden z pachokw - ale musieli go pochowa w 
Ciechanowie, bo pocz gni;
- To dobrze.
I to rzekszy, odszed powolnym krokiem, a wrciwszy do izby, siad na tym samym 
krzele, na ktrym go wiadomo zastaa - i siedzia z twarz kamienn, 
nieruchomy, tak dugo, e may pacholik pocz si niepokoi i wsuwa coraz 
czciej gow przeze drzwi. Godzina pyna za godzin, w zamku ustawa zwyky 
ruch, tylko od strony kaplicy dochodzio guche, niewyrane stukanie motka, a 
potem nic nie mcio ciszy prcz nawoywa wartownikw.
Bya te ju blisko pnoc, gdy stary rycerz rozbudzi si jakby ze snu i 
zawoa pachoka.
- Gdzie jest brat Rotgier? - zapyta.
Lecz chopak, rozstrojony cisz, wypadkami i bezsennoci, widocznie nie 
zrozumia go, gdy spojrza na z trwog i odrzek ze dreniem w gosie:
- Nie wiem, panie!...
A starzec umiechn si rozdzierajcym umiechem i rzek agodnie:
- Ja, dziecko, pytam: zali ju w kaplicy?
- Tak jest, panie.
- To dobrze. Powiedze Diederichowi, by tu przyszed z kluczami i latarni i by 
czeka, pki nie wrc. Niech ma take i kocieek z wglami. Czy w kaplicy ju 
jest wiato?
- Gorej wiece wedle trumny.
Zygfryd zawdzia paszcz i wyszed.
Przyszedszy do kaplicy, rozejrza si od drzwi, czy nie ma nikogo, potem 
zamkn je starannie, zbliy si do trumny, odstawi dwie wiece z szeciu, 
ktre przy niej gorzay w wielkich miedzianych lichtarzach, i klk przy niej.
Wargi nie poruszay mu si wcale, wic si nie modli. Przez czas jaki patrzy 
tylko w skrzep, ale pikn jeszcze twarz Rotgiera, jakby chcia ladw ycia w 
niej dopatrzy.
Po czym wrd ciszy kaplicznej pocz woa przyciszonym gosem:
- Synaczku! Synaczku!
I umilk. Zdawao si, e czeka odpowiedzi.
Nastpnie, wycignwszy rce, wsun wychude, podobne do szponw palce pod 
paszcz okrywajcy piersi Rotgiera i pocz ich nimi dotyka: szuka wszdzie, w 
porodku i z bokw, poniej eber i wedle obojczykw, zmaca na koniec przez 
sukno szczelin cignc si od wierzchu prawego barku a pod pach, zagbi 
palce, przesun je przez ca dugo rany i znw j mwi gosem, w ktrym 
drgaa jakby skarga:
- Oo... jaki to niemiosierny cios!... A mwie, e tamten-prawy dzieciuch!... 
Cae rami! cae rami! Tyle razy wznosie je na pogan w obronie Zakonu. A 
teraz odrba ci je polski topr... I ot ci koniec! Ot ci kres! Nie bogosawi 
ci On, bo mu moe nie chodzi o nasz Zakon. Opuci i mnie, chociaem mu suy 
od dugich lat.
Sowa urway mu si na ustach, wargi poczy dre i w kaplicy znw uczynio si 
guche milczenie.
- Synaczku! Synaczku!
W gosie Zygfryda bya teraz proba, a zarazem woa jeszcze ciszej, jak ludzie, 
ktrzy dopytuj si o jak wan i straszn tajemnic:
- Jeli jest, jeli mnie syszysz, daj znak: porusz rk albo otwrz na jedno 
mgnienie oczy - bo mi skowycze serce w starych piersiach... daj znak, jam ci 
miowa - przemw!...
I wsparszy donie na krawdziach trumny, utkwi swe spie oczy w zamknitych 
powiekach Rotgiera i czeka.
- Ba! jakoe masz przemwi - rzek wreszcie - bije od ciebie mrz i zaduch. Ale 
skoro ty milczysz, to ja ci co powiem, a dusza twoja niech tu przyleci midzy 
gorejce wiece i sucha.
To rzekszy, pochyli si do twarzy trupa.
- Pamitasz, jako kapelan nie da dobi Juranda i jakomy mu przysigli. I 
dobrze: dotrzymam przysigi, ale ciebie uraduj, gdziekolwiek jest.
To rzekszy, cofn si od trumny, przystawi na powrt lichtarze, ktre by 
poprzednio odsun, nakry trupa paszczem wraz z twarz i wyszed z kaplicy.
Przy drzwiach komnaty spa zmorzony gbokim snem pachoek, wewntrz za czeka 
wedle rozkazu na Zygfryda Diederich.
By to niski, krpy czowiek, o kabczastych nogach i z kwadratow, zwierzc 
twarz, ktr w czci zasania ciemny zbko-wany kaptur spadajcy na ramiona. 
Na sobie mia bawoli niewyprawny kaftan, na biodrach rwnie bawoli pas, za 
ktry zatknity by pk kluczy i krtki n. W prawej rce trzyma elazn, 
pozasanian bonami latarni, w drugiej miedziany kotlik i pochodni.
- Gotw jeste? - zapyta Zygfryd. Diderich skoni si w milczeniu.
- Kazaem, by mia wgle w kotliku.
Krpy czowiek znw nic nie odpowiedzia, wskaza tylko ponce w kominie 
bierwiona, wzi stojc wedle komina elazn opatk i pocz wygarnia spod 
nich wgle do kocioka, po czym zapali latarni i czeka.
- A teraz suchaj, psie - rzek Zygfryd. - Niegdy wygadae, co kaza ci czyni 
komtur Danveld, i komtur kaza ci wyci jzyk. Ale e moesz kapelanowi pokaza 
wszystko, co chcesz, na palcach, wic ci zapowiadam, i jeli jednym ruchem 
pokaesz mu to, co z mego rozkazu uczynisz - ka ci powiesi.
Diederich znw skoni si w milczeniu, tylko twarz cign-a mu si zowrogo 
strasznym wspomnieniem, albowiem wy-rwano mu jzyk z zupenie innego powodu, ni 
mwi Zygfryd.
- Ruszaj teraz naprzd i prowad do Jurandowego podziemia. Kat chwyci sw 
olbrzymi doni pak kotlika, podnis atarnie i wyszli. Za drzwiami minli 
upionego pachoka i zszedszy ze schodw, udali si nie ku drzwiom gwnym, 
lecz w ty schodw, za ktrymi cign si wski korytarz idcy przez ca 
szeroko gmachu, a zakoczony cik furt ukryt we framudze muru. Diederich 
otworzy j i znaleli si znw pod goym niebem, na maym podwrku, otoczonym z 
czterech stron murowanymi spichrzami, w ktrych chowano zapasy zboa na wypadek 
oblenia zamku. Pod jednym z tych spichrzw, od prawej strony, byy pod-ziemia 
dla winiw. Nie staa tam adna stra, albowiem wiezie, choby zdoa wyama 
si z podziemia, znalazby si w dziedzicu, ktrego jedyne wyjcie byo wanie 
przez ow furt.
- Czekaj! - rzek Zygfryd.
I wsparszy si rk o mur, zatrzyma si, albowiem uczu, e dzieje si z nim 
co niedobrego i e brak mu tchu Jak gdyby piersi jego byy zakute w zbyt ciasny 
pancerz. Po prostu to, przez co przeszed, byo nad jego stare siy. Uczu te, 
e czoo pokrywa mu si pod kapturem kroplami zimnego potu, i postanowi chwil 
odetchn.
Noc po pospnym dniu uczynia si nadzwyczaj pogodna. Na niebie wieci ksiyc 
i cay dziedziczyk zalany by jasnym wiatem, przy ktrym nieg poyskiwa 
zielono. Zygfryd z chciwoci wciga w puca rzewe i nieco mrone powietrze. 
Ale przypomniao mu si zarazem, e w tak sam wietlist noc wyjeda Rotgier 
do Ciechanowa, skd wrci trupem.
- A teraz leysz w kaplicy - mrukn z cicha. Diederich za, sdzc, e komtur 
do niego mwi, podnis latarni i owieci jego twarz, blad strasznie, niemal 
trupi, ale zarazem podobn do gowy starego spa.
- Prowad! - rzek Zygfryd.
te koo wiata od latami zachybotao znw na niegu i poszli dalej. W grubym 
murze spichlerza byo wgbienie, przy ktrym kilka schodw wiodo do niskich 
elaznych drzwi. Diederich otworzy je i znw pocz schodzi po schodach w gb 
czarnej czeluci, podnoszc mocno latarni, by owieci komturowi drog. Na 
kocu schodw by korytarz, a w nim na prawo i na lewo nadzwyczaj niskie furty 
od cel wiziennych.
- Do Juranda - rzek Zygfryd.
Po chwili zaskrzypiay rygle i weszli. Ale w jamie byo zupenie ciemno, wic 
Zygfryd, nie widzc dobrze przy mdym wietle latami, rozkaza zapali pochodni 
i wkrtce w mocnym blasku jej pomienia ujrza lecego na somie Juranda. 
Jeniec mia kajdany na nogach, na rku za acuch nieco duszy, taki, by mu 
pozwala podawa sobie pokarm do ust. Ubrany by w ten sam wr zgrzebny, w 
ktrym stan przed komturami, lecz pokryty teraz ciemnymi ladami krwi, 
albowiem w dniu owym, w ktrym pooono kres walce dopiero wwczas, gdy 
oszalaego z blu i wciekoci rycerza spltano sieci, knechtowie chcieli go 
dobi i halabardami zadali mu kilkanacie ran. Dobiciu przeszkodzi miejscowy, 
szczytnieski kapelan, ciosy za nie okazay si miertelne, natomiast uszo z 
Juranda tyle krwi, e go odniesiono do wizienia na wp ywego. W zamku 
mniemano powszechnie, e lada godzina skoczy, lecz jego ogromna sia zmoga 
mier i y, chocia nie opatrzono mu ran, a wtrcono go do strasznego 
podziemia, w ktrym w dniach odwily kapao ze sklepie, w czasie za mrozw 
ciany pokryway si grub sadzi nien i krysztakami lodu.
Lea wic na somie, w acuchach, niemocen, ale ogromny, tak i zwaszcza 
lec, czyni wraenie jakiego odamu skay, ktry wykuto w ksztat czowieczy. 
Zygfryd kaza mu wieci prosto w twarz i przez czas jaki wpatrywa si w ni w 
milczeniu, po czym zwrci si do Diedericha i rzek:
- Widzisz, ie ma tylko jedn renic, wykap mu j. W gosie jego bya jaka 
niemoc i zgrzybiao, ale wanie dlatego straszny rozkaz wydawa si jeszcze 
straszniejszy. Tote pochodnia zadraa nieco w rku kata, jednake pochyli j 
i wkrtce na oko Juranda poczy spada wielkie, ponce krople smoy, a 
wreszcie pokryy je zupenie od brwi a do wystajcej koci policzka.
Twarz Juranda skurczya si, powe wsy jego podniosy si ku grze i odkryy 
zacinite zby, ale nie wyrzek ani sowa i czy to z wyczerpania, czy przez 
zawzito przyrodzon strasznej jego naturze, nie wyda nawet jku.
A Zygfryd rzek:
- Przyrzeczono ci, i wyjdziesz wolny, i wyjdziesz, ale nie bdziesz mg 
oskara Zakonu, gdy jzyk, ktrym przeciw niemu blunie, bdzie ci odjty.
I znw da znak Diederichowi, lecz w wyda dziwny, gardlany gos i pokaza 
zarazem na migi, e potrzebuje obu rk, a nadto, e chce, by komtur mu 
powieci.
Wwczas starzec wzi pochodni i trzyma j wycignit drc rk; jednake 
gdy Diederich przycisn kolanami piersi Juranda, odwrci gow i patrza na 
pokryt szronem cian.
Na chwil rozleg si dwik acuchw, po czym day si sysze zdyszane 
oddechy piersi ludzkich, co jakby jedno guche, gbokie stknicie i nastpia 
cisza.
Wreszcie ozwa si znw gos Zygfryda.
- Jurandzie, kara, ktr poniose, i tak ci spotka miaa, ale prcz tego 
bratu Rotgierowi, ktrego m twej crki zabi, obiecaem woy praw twoj 
do do trumny.
Diederich, ktry ju by podnis si, usyszawszy te sowa, Przychyli si znw 
nad Jurandem.
Po niejakim czasie stary komtur i Diederich znaleli si znw na owym 
dziedzicu, zalanym wiatem miesicznym. Przeszedszy korytarz, Zygfryd wzi z 
rk kata latarni i jaki ciemny przedmiot owinity w szmat i rzek do siebie 
gono:
- Teraz do kaplicy z powrotem, a potem do wiey. Diederich spojrza na niego 
bystro, lecz komtur kaza mu i spa, sam za powlk si, koyszc latarni w 
stron owieconych kaplicznych okien. Po drodze rozmyla o tym, co si stao. 
Czu jak pewno, e i na niego przychodzi ju kres i e to s jego ostatnie 
uczynki na ziemi; a jednak jego dusza krzyacka, chocia z natury wicej okrutna 
ni kamliwa, tak ju pod wpywem nieubaganej koniecznoci wzwyczaia si do 
wykrtw, matactw i osaniania krwawych zakonnych postpkw, e i teraz mimo 
woli myla, i mgby zrzuci hab i odpowiedzialno za Jurandow mk 
zarwno z siebie, jak i z Zakonu. Diederich przecie niemowa, nic nie wyzna, a 
chocia umie porozumie si z kapelanem, nie porozumie si z samego strachu. 
Wic co? Wic kt dowiedzie, e Jurand nie otrzyma tych wszystkich ran w 
bitwie? atwo mg straci jzyk od pchnicia wczni midzy zby, atwo miecz 
albo topr mg mu odrba prawic, a oko mia tylko jedno, wic c dziwnego, 
e mu je wybito, gdy sam jeden rzuci si w szalestwie na ca zaog 
szczytniesk? Ach, Jurand! Ostatnia w yciu rado wstrzsna na chwil sercem 
starego Krzyaka. Tak, Jurand, jeli wyyje, powinien by wypuszczon wolno! Tu 
Zygfryd przypomnia sobie, jak niegdy radzili o tym z Rotgierem i jak mody 
brat, miejc si, mwi: "Niech wwczas pjdzie, gdzie go oczy ponios, a jeli 
nie bdzie mg trafi do Spychowa, to niech si rozpyta o drog". Bo to, co si 
stao, byo ju w czci postanowione midzy nimi. A teraz, gdy Zygfryd znw 
wszed do kaplicy i klknwszy przy trumnie, zoy u ng Rotgiera krwaw do 
Jurandow, ta ostatnia rado, ktra przed chwil w nim zadrgaa, odbia si 
rwnie po raz ostatni na jego twarzy.
- Widzisz - rzek - uczyniem wicej, niemy uradzili: bo krl Jan 
Luksemburski, chocia by lepy, stan jeszcze do walki i zgin z chwa, a 
Jurand nie stanie ju i zginie jak pies pod potem.
Tu znw uczu brak oddechu, taki jak poprzednio, gdy szed do Juranda, a na 
gowie ciar jakby elaznego hemu, lecz trwao to jedno mgnienie oka. 
Odetchn gboko i rzek:
- Hej, czas i na mnie. Miaem ci jednego, a teraz nie mam nikogo. Ale jeli mi 
przeznaczono y jeszcze, to ci lubuj, synaczku, e ci i tamt rk, ktra ci 
zabia, na grobie poo albo sam zgin. yw jeszcze twj zabjca...
Tu zby cisny mu si, chwyci go kurcz tak silny, i sowa urway mu si w 
ustach, i dopiero po niejakim czasie pocz znw mwi przerywanym gosem:
- Tak... yw jeszcze twj zabjca, ale ja go dosign... a nim dosign, inn, 
gorsz od samej mierci mk mu zadam.
I umilk.
Po chwili wsta i zbliywszy si do trumny, j mwi spokojnym gosem:
- Ot, poegnam ci... Spojrz ci w twarz raz ostatni, moe poznam, czy rad z 
obietnicy. Ostatni raz!
I odkry oblicze Rotgiera, lecz nagle cofn si.
- miejesz si... - rzek - ale si strasznie miejesz... Jako ciao odtajao 
pod paszczem, a moe od ciepa wiec, skutkiem czego poczo si rozkada z 
nadzwyczajn szybkoci - i twarz modego komtura staa si rzeczywicie 
straszn. Spuche ogromnie i poczerniae uszy miay w sobie co potwornego, sine 
za, wzdte wargi wykrzywione byy jakby umiechem. Zygfryd zakry co prdzej t 
okropn mask ludzk. Po czym wzi latarni i wyszed. W drodze po raz trzeci 
zbrako mu oddechu, wrciwszy wic do izby, rzuci si na swe twarde oe 
zakonne i przez pewien czas lea bez ruchu. Myla, e zanie, gdy nagle 
ogarno go dziwne uczucie. Oto wydao mu si, e sen nie przyjdzie do niego ju 
nigdy, a natomiast jeli zostanie w tej izbie, to przyjdzie zaraz mier.
Zygfryd nie ba si jej. W niezmiernym zmczeniu i bez nadziei snu widzia w 
niej jaki ogromny wypoczynek, ale nie chcia si jej podda jeszcze tej nocy, 
wic siadszy na ou, pocz mwi:
- Daj mi czas do jutra.
A wtem usysza wyranie jaki gos szepccy mu do ucha:
- Wychod z tej izby. Jutro bdzie za pno i nie spenisz tego, co przyrzek; 
wychod z tej izby!
Komtur, podnisszy si z trudem, wyszed. Na blankach obwoyway si z 
naronikw strae. Przy kaplicy pada na nieg ty blask z okien. W porodku, 
przy kamiennej studni dwa czarne psy bawiy si, cigajc jak szmat; zreszt 
na dziedzicu byo pusto i cicho.
- Wic koniecznie jeszcze tej nocy? - mwi Zygfryd. - Otom utrudzon bez miary, 
ale id... Wszyscy pi. Jurand zmoon mk moe take pi, tylko ja nie zasn. 
Id, id, bo w izbie mier, a jam ci przyrzek... Ale potem nieche ju 
przyjdzie mier, skoro nie ma przyj sen. Ty si tam miejesz, a mnie si 
brak. miejesz si, to wida rad. Jeno widzisz, palce mi podrtwiay, moc 
opucia donie i sam ju tego nie dokonam... Dokona suka, ktra z ni pi...
Tak mwic, szed ociaym krokiem ku wiey lecej przy bramie. Tymczasem psy, 
ktre bawiy si przy kamiennej studni, przybiegy ku niemu i poczy si asi. 
W jednym z nich Zygfryd rozpozna brytana, ktry by tak nieodstpnym 
towarzyszem Diedericha, i w zamku mwiono, e suy mu w nocy za poduszk.
Pies, powitawszy komtura, zaszczeka z cicha raz i drugi, po czym zwrci si ku 
bramie i pocz i ku niej, jak gdyby odgadywa myl czowieka.
Zygfryd znalaz si po chwili przed wskimi drzwiczkami wiey, ktre na noc 
zaryglowywano z zewntrz. Odsunwszy rygle, zmaca porcz schodw, ktre 
zaczynay si tu za drzwiami, i pocz i na gr. Zapomniawszy, z powodu 
rozbicia myli, latami, szed omackiem, stpajc ostronie i szukajc nogami 
stopni.
Nagle po kilku krokach zatrzyma si, gdy wyej, ale tu nad sob, usysza co 
jakby sapanie czowieka albo zwierzcia.
- Kto tam?
Nie byo odpowiedzi, tylko sapanie stao si szybsze.
Zygfryd by czowiekiem nieustraszonym; nie ba si mierci, ale i jego odwaga i 
panowanie nad sob wyczerpay si ju do dna tej strasznej nocy. Przez gow 
przeleciaa mu myl, e drog zastpuje mu Rotgier, i wosy zjeyy mu si na 
gowie, a czoo okryo si zimnym potem.
I cofn si prawie do samego wyjcia.
- Kto tam? - zapyta zdawionym gosem. Lecz w tej chwili co pchno go w 
piersi z si tak straszliw, e starzec pad zemdlony na wznak przez otworzone 
drzwi, nie
wydawszy ani jku.
Uczynia si cisza. Potem z wiey wysuna si jaka ciemna posta i chykiem 
pocza umyka ku stajniom lecym obok cekhauzu po lewej stronie dziedzica. 
Wielki brytan Diedericha popdzi za ni w milczeniu. Drugi pies skoczy za nimi 
rwnie i znikn w cieniu muru, ale wkrtce zjawi si znowu ze bem 
spuszczonym ku ziemi, biegnc z wolna z powrotem i jakby wietrzc pod lad 
tamtych. W ten sposb zbliy si do lecego bez ruchu Zygfryda, obwcha go 
uwanie i wreszcie, siadszy przy jego gowie, podnis paszcz w gr i pocz 
wy.
Wycie rozlegao si przez dugi czas, napeniajc jakby now aoci i zgroz 
t pospn noc. Na koniec zaskrzypiay drzwi ukryte we wnku wielkiej bramy i na 
dziedzicu zjawi si odwierny z halebard.
- Mr na tego psa! - rzek. - Naucz ja ci wy po nocy. I nastawiwszy ostrze, 
chcia pchn nim zwierz, lecz w tej samej chwili ujrza, i kto ley w 
pobliu otwartych drzwiczek baszty.
- Herr Jesus! co to jest?...
Pochyliwszy gow, spojrza w twarz lecego czowieka i pocz krzycze:
- Bywaj! bywaj! ratunku!
Po czym skoczy do bramy i j targa z caych si za sznur dzwonu.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia VIII
Jakkolwiek Gowaczowi pilno byo do Zgorzelic, nie mg jednake jecha tak 
prdko, jakby chcia, albowiem drogi stay si niezmiernie trudne. Po zimie 
ostrej, po mrozach tgich i po niegach tak obfitych, e choway si pod nimi 
cae wsie, przyszy wielkie odwile. Luty, wbrew swojej nazwie, nie okaza si 
bynajmniej lutym. Naprzd powstay mgy gste i nieprzeniknione, potem dde 
prawie ulewne, od ktrych w oczach tajay biae zaspy, w przerwach za midzy 
ulewami d wicher, taki, jaki zwyk d w marcu, wic przerywany, nagy, ktren 
zgania i rozgania nabrzmiae chmury po niebie, a na ziemi wy po zarolach, 
hucza po lasach i poera niegi, pod ktrymi niedawno jeszcze drzemay konary 
i gazie w zimowym cichym nie. Poczerniay te wnet bory. Na kach marszczya 
si szeroko rozlana woda, wezbray rzeki i strumienie. Radzi byli z takiej 
obfitoci mokrego ywiou tylko rybitwowie, natomiast inna wszelka ludno, 
trzymana jakby na uwizi, przykrzya sobie po domach i chatach. W wielu 
miejscach od wsi do wsi mona si byo dosta tylko odzi. Nie brako wprawdzie 
nigdzie grobel ani gocicw przez bagna i bory poczynionych z pni i okrglakw, 
ale teraz groble rozmiky, a pnie na nizinnych miejscach pogrzzy w rozmokych 
makach i przejazd przez nie uczyni si niebezpieczny albo i wcale niepodobny. 
Szczeglniej trudno byo posuwa si Czechowi w jezierzystej Wielkopolsce, gdzie 
kadej wiosny roztopy byway wiksze ni w innych stronach kraju, a przeto i 
droga, zwaszcza dla konnych, cisza.
Musia te czsto zatrzymywa si i czeka po caych tygodniach bd to po 
miasteczkach, bd po wsiach u dziedzicw, ktrzy zreszt przyjmowali go wraz z 
jego ludmi, wedle obyczaju, gocinnie, radzi suchajc opowiada o Krzyakach i 
pacc chlebem i sol za nowiny. Za czym wiosna dobrze ju zapowiadaa si na 
wiecie i zbiega wiksza cz marca, zanim znalaz si w pobliu Zgorzelic i 
Bogdaca.
Bio mu serce na myl, i niebawem ujrzy swoj pani, bo cho
wiedzia, e nie dostanie jej nigdy, tak jak nie dostanie i gwiazdy z nieba, 
jednake wielbi j i kocha z caej duszy. Postanowi jednak zajecha naprzd 
do Maka, raz dlatego, e do niego by wysany, a po wtre, e prowadzi ludzi, 
ktrzy mieli zosta w Bogdacu, Zbyszko po zabiciu Rotgiera zabra by jego 
orszak wynoszcy wedle przepisw zakonnych dziesi koni i tylu ludzi. Dwaj 
spomidzy nich odwieli ciao zabitego do Szczytna, pozostaych za, wiedzc, 
jak chciwie stary Mako poszukuje osadnikw, odesa Zbyszko z Gowaczem w darze 
stryjcowi.
Czech, zajechawszy do Bogdaca, nie zasta Maka w domu; powiedziano mu, i 
poszed z psami i kusz do boru, lecz wrci jeszcze za dnia i dowiedziawszy 
si, i znaczny jakowy  poczet bawi u niego, przypieszy kroku, aby 
przyjezdnych powita i ofiarowa im gocinno. Nie pozna te zrazu Gowacza, a 
gdy w pokoni mu si i nazwa, w pierwszej chwili przerazi si okrutnie i 
rzuciwszy kusz i czapk o ziem, zawoa:
- Dla Boga! zabili mi go! gadaj, co wiesz!
- Nie zabit - odpar Czech. - W dobrym zdrowiu! Usyszawszy to. Mako zawstydzi 
si nieco i pocz sapa,
wreszcie odetchn gboko.
- Chwaa Chrystusowi Panu! - rzek. - Gdzie za jest?
- Do Malborga pojecha, a mnie z nowinami tu przysa.
- A on po co do Malborga?
- Po on.
- Bj si, chopie, ran boskich! Po jak on?
- Po Jurandow crk. Bdzie o czym prawi choby ca noc, ale pozwlcie, 
poczesny panie, abym te odsapn, bom si zdroy okrutnie, a od pnocka 
cigiem jechaem.
Wic Mako przesta na chwil pyta, gwnie jednak z tej przyczyny, e 
zdumienie odjo mu mow. Ochonwszy nieco, zakrzykn na pachoka, by dorzuci 
drew do ogniska i przynis Czechowi je, po czym j chodzi po izbie, 
wymachiwa rkoma i mwi sam do siebie:
- Uszom nie wierzy... Jurandowa crka... Zbyszko onaty...
- I onaty, i nieonaty - rzek Czech.
Dopieroj z wolna opowiada, co i jak byo, a tamten sucha chciwie, 
przerywajc kiedy niekiedy pytaniami, bo nie wszystko byo jasne w opowiadaniu 
Czecha. Nie wiedzia na przykad dokadnie Gowacz, kiedy si Zbyszko oeni, bo 
nie byo adnego wesela, twierdzi jednak na pewno, e lub by i e si to 
stao za przyczyn samej ksiny Anny Danuty, a wydao si przed ludmi dopiero 
po przyjedzie Krzyaka Rotgiera, z ktrym Zbyszko, pozwawszy go na sd Boy, 
potyka si wobec caego mazowieckiego dworu.
- Aa! Potyka ci si? - zawoa, bysnwszy oczyma, z okrutnym zaciekawieniem 
Mako. - No i co?
- Na dwie poowie Niemca rozwali, a i mnie te Bg z giermkiem poszczci.
Mako znw pocz sapa, tym razem z zadowolenia.
- No! - rzek - chop to on jest nie na miech. Ostatni z Gradw, ale, tak mi 
dopom Bg, nie poledni. Juci, a wwczas z Fryzami?... Prawy wyrostek by...
Tu spojrza uwaniej raz i drugi na Czecha, po czym znw:
- Ale i ty mi si uda. I wida nie esz. Ja ci garza i przez desk poczuj. 
Nic jeszcze ten giermek, bo sam mwisz, e nie mia wiele roboty, ale e 
tamtemu psubratu rami skruszy, a przedtem tura zwali, to godne uczynki.
Po czym spyta nagle:
- A up? czy take godny?
- Wzilimy zbroje, konie i chopa dziesiciu, a omiu wam mody pan przysya.
- Ce z dwoma uczyni?
- Odesa z ciaem.
-Nie mg to ksi swoich pachokw wyprawi? Tamci ju nie wrc.
Czech umiechn si na t chciwo, z ktr zreszt Mako czsto si zdradza.
- Mody pan nie potrzebuje na to teraz ju zwaa - rzek. -
Spychw wielka dziedzina.
- Wielka! ba, i co? Ale jeszcze nie jego.
- Jeno czyja? Mako a wsta.
- Powiadaj! A przecie Jurand!
- Jurand u Krzyakw w podziemiu i mier nad nim. Bg wie, czy wyyje, a jeli 
wyyje, czy wrci; choby za wyy i wrci, przecie czyta ksidz Kaleb jego 
testament i zapowiedzia wszystkim, e dziedzicem ma by mody pan.
Na Maku nowiny te uczyniy widocznie ogromne wraenie, tak dalece bowiem byy 
zarazem pomylne i niepomylne, e nie mg si w nich poapa ani przyprowadzi 
do adu uczu, ktre na przemian nim wstrzsay. Wiadomo, e Zbyszko si 
oeni, ukua go w pierwszej chwili bolenie, kocha bowiem jak rodzony ojciec 
Jagienk i ze wszystkich si pragn Zbyszka z ni skojarzy. Ale z drugiej 
strony ju si by przyzwyczai uwaa t rzecz za przepad, a znw Jurandwna 
przynosia to, czego nie moga przynie Jagienka, bo i ask ksic, i wiano, 
jako jedynaczka, wielekro razy wiksze. Widzia ju Mako w duszy Zbyszka 
ksicym komesem, panem na Bogdacu i Spychowie, ba, w przyszoci i 
kasztelanem. Rzecz nie bya niepodobna, bo mwio si przecie w onych czasach o 
szlachcicu chudopachoku: "Mia ci synw dwunastu: szeciu w bitwach lego, 
szeciu zostao kasztelanami". I nard, i rody byy na dorobku do wielkoci. 
Znaczne mienie mogo tylko pomc Zbyszkowi na tej drodze, wic chciwo i pycha 
rodowa Maka miay si z czego cieszy. Nie brako jednake staremu powodw i do 
niepokoju. Sam jedzi niegdy dla uratowania Zbyszka do Krzyakw i przywiz z 
tej podry elazny szczebrzuch pod ebrem, a oto teraz pojecha Zbyszko do 
Malborga jakoby wilkowi w gardziel. Zali doczeka si tam ony czy mierci? "Nie 
bd tam na niego mile patrzyli - pomyla Mako - dopiero co zatuk im przecie 
znacznego rycerza, a przedtem bi w Lichtensteina, one za, psiajuchy, miuj 
zemst". Na t myl zatroska si stary rycerz wielce. Przyszo mu te do gowy, 
e nie bdzie take bez tego, aby Zbyszko, jako .Jest chop prdki", nie potyka 
si tam z jakim Niemcem. Ale o to mniejsza bya trwoga. Najgorzej si obawia 
Mako, e go chwyc. "Chwycili starego Juranda i crk, nie wzdragali si 
chwyci swego czasu samego ksicia przy Zotoryi, czemu by za mieli Zbyszkowi 
pofolgowa?"
Tu przyszo mu do gowy pytanie: co bdzie, jeli modzik, choby sam uszed z 
rk krzyackich, wcale ony nie odnajdzie? Na razie pocieszy si Mako myl, 
e mu zostanie po niej Spy-chw, ale bya to krtka pociecha. Chodzio staremu 
mocno o mienie, ale chodzio niemniej o rd, o Zbyszkowe dzieci. "Jeli Danuka 
wpadnie jako kamie w wod i nikt nie bdzie wiedzia, ywa-li czy umara, nie 
bdzie si mg Zbyszko z drug eni - i wwczas nie stanie Gradw z Bogdaca 
na wiecie. Hej! Z Jagienk byoby inaczej!... Moczy dow te kwoka skrzydami 
ani pies ogonem nie przykryje, a taka dziewka co rok by rodzia bez pochybyjako 
ona jabo w sadzie". Wic al Maka sta si wikszy od radoci z nowego 
dziedzictwa - i z tego alu, z niepokoju j znowu wypytywa Czecha, jako to 
byo z tym lubem i kiedy byo.
A Czech na to:
- Mwiem ju wam, poczesny panie, e kiedy byo, nie wiem, a czego si 
domylam, na to nie przysign.
- Czego si za domylasz?
- Przeciem ja modego pana nie odstpowa w krzypocie i w izbie z nim razem 
spaem. Raz tylko wieczr kazali mi pj precz, a potem widziaem, jak do pana 
poszli: sama miociwa, a z ni panna Jurandwna, pan de Lorche i ksidz 
Wyszoniek. Dziwowaem si nawet, bo panna miaa wianuszek na gowie, alem 
myla, e Sakramenta bd panu dawa... Moe to byo wtedy... Pamitam, e pan 
kaza, abym go przybra piknie jak na wesele, ale mylaem te, e to dla 
przyjcia Ciaa Chrystusowego.
- A potem jakoe? ostali sami?
- I! - nie ostali sami, a choby i ostali, pan wonczas i je nie mg o swej 
mocy. A ju byli po panienk ludzie, niby od Juranda, i nad raniem pojechaa...
- Nie widziae jej Zbyszko od tego czasu?
- Oko ludzkie jej nie widziao. Nastaa chwila milczenia.
- C mylisz - zapyta po chwili Mako - oddadz j Krzyacy czy nie oddadz?
Czech pocz trz gow, po czym kiwn rk ze zniechceniem.
- Wedle mojej gowy - rzek z wolna - to ona ju przepada na wieki.
- Dlaczego? - zapyta prawie ze strachem Mako.
- Bo gdyby mwili, e j maj, to byaby nadzieja. Mona by si byo skary 
alibo okup zapaci, alibo si j odbi. Ale oni mwi tak: Mielimy jakow 
odbit dziewk i dalimy Jurandowi zna, on za jej nie przyzna, a za nasze 
serce ludzi nam tylu nabi, e i dobra potyczka wicej nie kosztuje.
- To Jurandowi pokazywali j akow dziewk?
- Mwi, e pokazywali. Bg raczy wiedzie. Moe nieprawda, a moe pokazali mu 
inn. To jeno prawda, e ludzi pobi i e oni gotowi przysic, e panny 
Jurandwny nigdy nie porywali. I to jest okrutnie cika sprawa. Choby mistrz 
da rozkaz, to rnu te odpowiedz, e jej nie maj. I kto im dowiedzie? Tym 
bardziej e dworscy w Ciechanowie mwili o Jurandowym licie, w ktrym stoi, e 
ona nie u Krzyakw.
- A moe nie u Krzyakw?
- Prosim wasz mio!... Ju jeliby j zbje porwali, to przecie nie dla czego 
innego, jeno dla okupu. A przy tym zbje nie potrafiliby ni listu napisa, ni 
pieczci pana ze Spychowa uczyni, ni zacnego pocztu przysa.
- Prawda jest. Ale co Krzyakom po niej?
- A pomsta nad Jurandow krwi? Wol oni pomst ni mid i wino, a e przyczyny 
maj, to maj. Straszny im by pan ze Spychowa, a co w ostatku si uczyni, to 
do reszty ich rozjado... Mj pan te, syszaem, na Lichtensteina rk 
podnosi, Rotgiera zabi... Mnie Bg pomg, em psubratu rami skruszy. 
Hej!... prosim piknie: czterech byo, zatracona ich ma, a teraz ledwie jeden 
ywie, i to stary. My te zby mamy, wasza mio.
Nastaa znw chwila milczenia.
- Roztropny z ciebie giermek - rzek wreszcie Mako. - A ja-koe mylisz, co z 
ni uczyni?
- Knia Witold - potny knia; mwi, e i cesarz niemiecki w pas mu si kania 
- a co uczynili z jego dziemi? Mao tu u nich zamkw? mao podziemi? mao 
studzien? mao powrozw i ptli na szyj?
- Dla Boga ywego! - zawoa Mako.
- Daj Bg, eby modego pana nie pochowali, cho z ksicym listem i panem de 
Lorche pojecha, ktren jest pan mony i ksitom pokrewny. Hej, nie chciaem 
ja tu jecha, bo tam atwiej by si potyka zdarzyo. Ale mi kaza. Syszaem, 
jako raz mwi do starego pana ze Spychowa: "Zalicie wy chytrzy? -powiada - bo 
ja chytroci nie wskram nic, a z nimi tego trzeba! Oj! powiada, stryk Mako, 
ten by si tu przyda". I z tej przyczyny mnie wysa. Ale Jurandwny to i wy, 
panie, nie najdziecie, bo ona moe ju na tamtym wiecie - a przeciwko mierci 
by i najwiksza chytro nie pomoe...
Mako zamyli si i dopiero po dugim milczeniu rzek:
- Ha! to nie ma i rady! Przeciwko mierci chytro nie pomoe. Ale gdybym tam 
pojecha, a dowiedzia si cho tego, e tamt zgadzili, to Spychw zostaby i 
tak Zbyszkowi, a sam mgby tu wrci i inn dziewk bra...
Tu odetchn Mako, jakby jaki ciar zrzuci z serca, a Go-wacz spyta 
niemiaym, cichym gosem:
- Panienk ze Zgorzelic?...
- Ano! - odpowiedzia Mako - tym bardziej e sierota, a Cztan z Rogowa i Wilk z 
Brzozowej coraz gorzej na ni nastaj. Lecz Czech zerwa si na rwne nogi:
- Panienka sierota? Rycerz Zych?...
- To nie wiesz o niczym?
- Na miy Bg! c si stao?
- Ba, prawda, jakoe masz wiedzie, kiedy tu prosto zajecha, a gadalimy jeno 
o Zbyszku! Sierota jest! Zych zgorzelicki po prawdzie nigdy w domu miejsca nie 
przy grza, chyba e mia goci. Inaczej zaraz mu si w Zgorzelicach cnio. 
Pisa ci tedy do niego opat, e jedzie w goci do ksicia Przemka 
owicimskiego, i jego z sob prosi. A Zychowi w to graj, ile e z ksiciem si 
zna i nieraz si z nim weseli. Przybywa zatem Zych do mnie i powiada tak: 
"Jad do Owicimia, a potem do Glewic, a wy tu miejcie oko na Zgorzelice". Mnie 
za zaraz co tkno i powiadam tak:
"Nie jedcie! pilnujcie dziedziny i Jagienki, bo wiem, e Cztan z Wilkiem co ci 
zego zamylaj". A trzeba ci wiedzie, e opat ze zoci na Zbyszka chcia dla 
dziewki Wilka albo Cztana, ale pniej, poznawszy ich obyczaj, spra kiedy obu 
lag i ze Zgorzelic wyrzuci. I dobrze, ale nie bardzo, bo si okrutnie 
zawzili. Teraz jest troch spokoju, gdy si wzajem poszczerbili i le, ale 
przedtem nie byo i chwili pewnej. Wszystko na mojej gowie: obrona i opieka. A 
teraz Zbyszko znw chce, abym jecha... Jako tu bdzie z Jagienk - nie wiem, 
ale tymczasem dopowiem ci o Zychu. Nie zwaa na moje gadanie - pojecha. No i 
ucztowali, weselili si! Z Glewic jechali do ojca ksicia Przemka, do starego 
Nosaka, ktren w Cieszynie wada. A tu Jako, ksi raciborski, z nienawici 
ku ksiciu Przemkowi zbjw pod przewodem Czecha Chrzana na nich nasadzi. I 
ksi Przemko leg, a z nim razem i Zych zgorzelicki, strza w tchawic 
ugodzon. Opata ce-pem elaznym oguszyli, tak e dotychczas gow trzsie, o 
wiecie nie wie i mow bodaj na zawsze utraci. No, Chrzana stary ksi Nosak 
od pana na Zampachu kupi i tak go udrczy, e najstarsi ludzie o podobnej mce 
nie syszeli - ale ni sobie mk alu po synu nie zmniejszy, ni Zycha nie 
wskrzesi, ni Jagience ez nie otar. Ot im zabawa... Sze niedziel temu 
przywieli tu Zycha i pochowali.
- Taki tgi pan!... - mwi z alem Czech. - Nie byem ci ja ju pod Bolesawcem 
uomek, a on i jednego pacierza ze mn si nie zabawi i w niewol mi wzi. 
Ale taka to bya niewola, ebym jej by i za wol nie pomienia... Dobry, zacny 
pan! Daje mu. Boe, wiato wiekuist. Hej, al, al! ale najwikszy 
panienki, niebogi.
- Bo i szczera nieboga. Poniektra i matki tak nie miuje, jako ona ojca 
miowaa. I do tego nieprzezpieczno jej siedzie w Zgorzelicach. Po pogrzebie - 
jeszcze niegiem nie zasypao Zychowej mogiy, ju Cztan i Wilk na zgorzelicki 
dwr nastpili. Szczciem dowiedzieli si moi ludzie przedtem, wicem z 
parobkami w pomoc skoczy, i Bg da, emy ich godnie sprali. Dopiero po bitce 
dziewka, kiedy to nie uapi mnie za kolana:
"Nie mogem by Zbyszkowa, prawi, nie bdem niczyja, jeno mnie od tych odmiecw 
ratujcie, bo, prawi, wolaabym mier ni ich..." To ci mwi, nie poznaby 
teraz Zgorzelic, bom z nich kasztel prawy uczyni. Nastpowali jeszcze dwa razy 
potem, ale wiera, nie mogli da rady. Teraz na czas jaki jest spokj, bo jakom 
ci rzek, poszczerbili si wzajem, tak e aden ni rk, ni nog ruszy nie 
moe.
Gowacz nie odrzek na to nic, tylko, suchajc o Cztanie i Wilku, zgrzyta 
pocz tak, jakoby kto skrzypice drzwi otwiera i zamyka, a potem j wyciera 
o uda swe potne donie, w ktrych widocznie uczu swdzenie. Wreszcie z ust 
wyszo mu z trudem jedno tylko sowo:
- Zatraceny...
Lecz w tej chwili gosy jakie ozway si w sieni, drzwi otworzyy si nagle i 
do izby wbiega pdem Jagienka, a z ni najstarszy z jej braci, czternastoletni 
Jako, podobny tak do niej jak bliniak.
Ona, dowiedziawszy si od zgorzelickich chopw, ktrzy po drodze widzieli 
poczet, e jakowi ludzie pod wodz Czecha Hlawy jechali do Bogdaca, przerazia 
si rwnie jak Mako, a gdy powiedzieli jej jeszcze, e Zbyszka midzy nimi nie 
widziano, bya niemal pewna, e stao si nieszczcie, wic przy-leciaa jednym 
tchem do Bogdaca, by si prawdy dopyta.
- Co si stao?... na miy Bg! - pocza woa od proga.
- Co si miao sta? - odpowiedzia Mako. - yw Zbyszko i zdrowy.
Czech skoczy ku pani i klknwszy na jedno kolano, pocz caowa kraj jej 
sukni, lecz ona wcale tego nie zauwaya, gdy usyszawszy odpowied starego 
rycerza, odwrcia gow od ognia w cie i dopiero po chwili, jakby 
przypomniawszy sobie, e trzeba si przywita, rzeka:
- Niech bdzie pochwalony Jezus Chrystus!
- Na wieki wiekw - odpowiedzia Mako.
A ona, spostrzegszy teraz Czecha u swych kolan, pochylia si ku niemu.
- Radam ci, Hlawo, z duszy, ale czemu to pana ostawi?
- Wysa mnie, panienko miociwa.
- Co przykaza?
- Przykaza jecha do Bogdaca.
- Do Bogdaca?... -1 co jeszcze?
- Wysa po rad... i z pokonem, z pozdrowieniem.
- Do Bogdaca, i tyla? No - dobrze. A sam gdzie?
- Midzy Krzyaki pojecha do Malborga. Na twarzy Jagienki odbi si znw 
niepokj.
- Zali mu ycie niemie? Czeg?
- Szuka, miociwa panienko, tego, czego nie odnajdzie.
- Wiera, nie odnajdzie! - wtrci Mako. - Jako wieka nie utwierdzisz bez 
mota, tako i woli ludzkiej bez boskiej.
- Ce prawicie? - zapytaa Jagienka.
Lecz Mako na pytanie odpowiedzia takim pytaniem:
- Gadae ci co Zbyszko o Jurandwnie, bo jako syszaem, to gada?
Jagienka zrazu nie odpowiedziaa nic i dopiero po chwili, przytumiwszy 
westchnienie, odrzeka:
- Ej! gada! A co mu wadzio gada!
- To i dobrze, bo przez to acniej mi prawi - odrzek stary. I pocz jej 
opowiada, co od Czecha sysza, sam dziwic si, e chwilami opowiadanie 
przychodzi mu jako nieskadnie i trudno. e jednak istotnie by czek chytry, a 
szo mu o to, by na wszelki wypadek nie "zlisi" Jagienki, wic mocno nastawa 
na to, w co zreszt sam wierzy, e Zbyszko w rzeczy nigdy nie by mem Danusi 
i e ona przepada ju na wieki.
Czech przywiadcza mu kiedy niekiedy, to kiwajc gow, to powtarzajc: "Przez 
Bg, jako ywo" lub: "Tak ono, nie inak" - dziewczyna za suchaa ze 
spuszczonymi rzsami na jagody, o nic ju nie dopytujca i tak cicha, e a jej 
milczenie zaniepokoio Maka.
- No i c ty? - pyta, skoczywszy opowiadanie. A ona nie odrzeka nic, tylko 
dwie zy zabysy jej pod spuszczonymi rzsami i stoczyy si po policzkach.
Po chwili za zbliya si do Maka i pocaowawszy go w rk, rzeka:
- Niech bdzie pochwalony.
- Na wieki wiekw - odrzek stary. - Tak ci to pilno do domu? Ostae z nami.
Lecz ona nie chciaa zosta, tumaczc si, e w domu nie wydaa na wieczerz. 
Mako za, cho wiedzia, e w Zgorzelicach jest stara szlachcianka Sieciechowa, 
ktra mogaby j zastpi, nie zatrzymywa jej zbyt natarczywie, rozumiejc, e 
smutek nierad wieci ludziom zami i e czowiek jest jako ryba, ktra, 
poczuwszy w sobie grot oci, chowa si jak moe najgbiej na dno.
Wic pogadzi tylko dziewczyn po gowie, a nastpnie odprowadzi j wraz z 
Czechem na dziedziniec. Ale Czech wywid konia ze stajni, dosiad go i pojecha 
za panienk.
Mako za, wrciwszy, westchn i kiwajc gow, pocz mrucze:
- Gupi ten Zbyszko to ci jest!... Ae pachnie po onej dziewce w izbie!
I rozali si stary w sobie. Pomyla, e gdyby tak Zbyszko zaraz po powrocie 
by j bra, to moe by ju do tego czasu bya rado i uciecha! Za teraz co? 
Byle go wspomnie, to wnet jej za z oka kapnie, a chopisko wiatami chodzi i 
bdzie tam gdzie o tyny malborskie bem bi, pki go nie rozbije, a w chaupie 
pusto, jeno zbroiska ze cian si szczerz. Nijaki poytek z gospodarki, na nic 
zabiegliwo, na nic Spychw i Bogdaniec, skoro nie bdzie ich komu zostawi.
Tu gniew pocz burzy w duszy Maka.
- Poczekaj, powsinogo - rzek gono - nie pojad ja za tob, a ty rb, co 
chcesz!
Lecz w tej samej chwili zdja go jak na zo okrutna tsknota za Zbyszkiem. 
"Ba, nie pojad - pomyla - a w domu to za usiedz? Nie usiedz! Skaranie 
boskie! Bo eby tego juchy cho raz w yciu nie obaczy - nijak nie moe by! 
Znowu tam jednego psubrata rozszczepi - i up pobra... Inny posiwieje, nim pas 
zyszcze, a jego ju tam ksi opasa... I susznie, bo sia jest chwackich 
pachokw midzy szlacht, ale takiego drugiego chyba nie ma".
I rozczuliwszy si cakiem, pocz naprzd spoglda po zbrojach, po mieczach i 
po toporach, ktre czerniay w dymie, jakby rozwaajc, co z sob bra, a co 
zostawi, po czym wyszed z izby, raz dlatego, e nie mg w niej wytrzyma, a 
po wtre, by kaza wysmarowa wozy i da koniom podwjny obrok.
Na podwrcu, na ktrym si ju mroczyo, przypomnia sobie Jagienk, ktra tu 
przed chwil na ko siadaa, i nagle zatroska si znowu.
- Jecha, to jecha - rzek sobie - ale kto tu bdzie dziewczyny przed Cztanem i 
Wilkiem broni! Bogdaj w nich piorun trzas!...
Jagienka za jechaa tymczasem wraz z maym Jakiem drog len ku Zgorzelicom, 
a Czech wlk si w milczeniu za nimi, z sercem przepenionym mioci i 
alem... Widzia przedtem zy dziewczyny, patrza teraz na jej ciemn posta, 
zaledwie widn w mroku lenym, i odgadywa jej smutek i bl. Zdawao mu si te, 
e lada chwila wycign si po ni z pomroki i gstwiny drapiene rce Wilka lub 
Cztana - i na t myl porywaa go dzika dza bitki. dza ta stawaa si 
chwilami tak nieprzeparta, e braa go ochota chwyci za topr lub miecz i razi 
bodaj sosny przy drodze. Czu, e gdyby si dobrze zmacha, to by mu ulyo. Rad 
by by wreszcie cho konia cwaem puci, ale oni tam w przedzie jechali wanie 
wolno, noga za nog, nic prawie nie rozmawiajc, gdy i may Jako, cho zwykle 
mowny, widzc po kilku prbach, e siostra nie chce rozmawia, pogry si 
take w milczeniu.
Lecz gdy ju byli blisko Zgorzelic, al w sercu Czecha przeway nad gniewem na 
Cztana i Wilka. "Nie poaowabym ci ja i krwi - mwi sobie - byle ci 
pocieszy, ale c, nieszczsny, uczyni? Co ci powiem? Powiem chyba, e on ci 
si pokoni kaza, i daje Boe, aby ci to za pociech starczyo".
Tak pomylawszy, przysun konia do konia Jagienki:
- Panienko miociwa...
- To jedziesz z nami? - zapytaa dziewczyna, ocknwszy si jak ze snu. - A co 
powiesz?
- Bom zapomnia, co mi pan kaza wam powiedzie. Na od-jezdnym w Spychowie 
zawoa mnie i powiedzia tak: "Podejmij pod nogi panienk ze Zgorzelic, bo czy 
w zej, czy w dobrej doli nigdy jej nie zabacz, a za to, powiada, co dla 
stryjca i dla mnie uczynia, niech jej Bg zapaci i w zdrowiu j zachowa".
- Bg zapa i jemu za dobre sowo - odrzeka Jagienka. Po czym dodaa takim 
jakim dziwnym gosem, e w Czechu stopniao serce do reszty:
- I tobie, Hlawo.
Rozmowa urwaa si na czas, lecz giermek rad by z siebie i z tego, co panience 
powiedzia, w duszy bowiem mwi sobie:
"Przynajmniej tego nie pomyli, e j niewdzicznoci nakarmiono". Zacz te 
zaraz wyszukiwa w swej poczciwej gowie, co by jej jeszcze znw takiego 
powiedzie, i po chwili znw pocz:
- Panienko...
- Co?
-To... niby... chciaem rzec, jakom i staremu panu z Bog-
daca mwi, e tamta ju przepada na wieki i e on jej nigdy nie odnajdzie, 
choby mu sam mistrz pomaga.
- To ona jego - odrzeka Jagienka. A Czech j krci gow:
- Taka ona i ona...
Jagienka nie odpowiedziaa ju na to nic, lecz w domu po wieczerzy, gdy Jako i 
modsi bracia spa poszli, kazaa przynie dzban miodu i zwrciwszy si do 
Czecha.spytaa:
- A moe wolaby spa, bom chciaa krzyn ugwarzy. Czech, cho by zdroon, 
gotw by gwarzy choby do rana, wic poczli rozmawia, a raczej on opowiada 
znw szczegowo wszystkie przygody Zbyszka, Juranda, Danusi i swoje.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia IX
Mako gotowa si do drogi, a Jagienka nie pokazywaa si w Bogdacu przez dwa 
dni, spdzia je bowiem na naradach z Czechem. Spotka j stary rycerz dopiero 
dnia trzeciego, w niedziel, w drodze do kocioa. Jechaa do Krze-ni z bratem 
Jakiem i ze znacznym pocztem zbrojnych pachokw, albowiem nie bya pewna, czy 
Cztan i Wilk le jeszcze i czy nie uczyni na ni jakowej napaci.
- Chciaam i tak wstpi po mszy do Bogdaca - rzeka, powitawszy Maka - bo 
piln mam do was spraw, ale moemy i zaraz o niej gada.
To rzekszy, wysuna si na przodek orszaku, nie chcc widocznie, by 
pachokowie syszeli rozmow, a gdy Mako znalaz si przy niej, zapytaa:
- To ju pewno jedziecie?
- Da Bg, jutro, nie pniej.
- I do Malborga?
- Do Malborga albo i nie. Gdzie wypadnie.
- To posuchajcie teraz i mnie. Dugo mylaam, co mi trzeba uczyni, a teraz 
chc si i was o rad spyta. Drzewiej, wiecie, pki tatulo by yw, a opat mia 
moc w sobie, byo co innego. Cztan i Wilk myleli te, e jednego z nich 
wybior, i hamowali si wzajem. A teraz ostan bez nijakiej obrony i albo bd w 
Zgorzelicach za ostrokoem jako w wizieniu siedzie, albo niechybnie stanie mi 
si tu od nich krzywda. Sami powiedzcie, czy nie tak?
- Ba - rzek Mako - mylaem o tym i ja.
- I cocie wymylili?
- Nie wymyliem nic, ale to jeno ci musz powiedzie, e u nas przecie polski 
kraj i e za przemoc nad dziewk okrutne s kary w statucie.
- To dobrze, ale granic nietrudno przeskoczy. Juci wiem, e i lsk polski 
kraj, a wdy tam ksita sami si z sob wadz i na si wzajem nastpuj. eby 
nie to, yby mj tatulo kochany. Nalazo tam ju Niemcw i burz a krzywdy 
czyni, wic kto si chce midzy nimi skry, to si i skryje. Pewnie, e atwo 
bym si ni Cztanowi, ni Wilkowi nie daa, ale chodzi mi te i o braci. Nie 
bdzie tu mnie, bdzie spokj, a jeli w Zgorzelicach ostan, Bg wie, co si 
przygodzi. Zdarz si napaci, bitki, a Jakowi ju czternacie rokw i adna, a 
nie dopiero moja, moc go nie utrzyma. Ostatni raz, kiedycie to nam w pomoc 
przyszli, ju on si rwa ku przodowi i jak Cztan prasn w kup buaw, mao mu 
o gow nie zawadzi. Hej! gada ju Jako czeladzi, e obu tamtych pozwie na 
udeptan ziemi. Nie bdzie, mwi wam, ni dnia spokoju, bo i modszych moe co 
zego spotka.
- Wiera! psubraty oni s, i Cztan, i Wilk - rzek ywo Mako - wszelako na 
dzieci rki nie podnios. Tfu! Tak rzecz chyba Krzyak uczyni.
- Na dzieci rki nie podnios, ale w zgieku albo, czego Boe bro, w razie 
ognia o przygod nietrudno. Co tu gada! Miuje braci stara Sieciechowa jak 
rodzonych i opieki a za starunku im nie zabraknie, jeno beze mnie byoby 
przezpieczniej ni ze mn.
- Moe by - odrzek Mako.
Po czym spojrza bystro na dziewczyn:
- Czego ty chcesz?
A ona odrzeka przyciszonym gosem:
- Wecie mnie z sob.
Na to Mako, cho nietrudno mu ju byo domyli si zakoczenia rozmowy, 
zdumia si jednak mocno, zatrzyma konia i zawoa:
- Bj si Boga, Jagienka!
Ona za spucia gow i odrzeka jakby z niemiaoci i zarazem smutkiem:
- Moicie wy! Jako co do mnie, wol szczerze mwi ni tai. I Hlawa, i wy 
powiadacie, e Zbyszko ju tamtej nigdy nie odnajdzie, a Czech gorzej si 
jeszcze spodziewa. Bg mi wiadek, nie ycz jej nijakiego za. Niech mu j tam, 
niebog, Matka Boska strzee i uchroni. Milsza ona bya ode mnie Zbyszkowi, no i 
nie ma rady! taka moja dola. Ale widzicie, pki jej Zbyszko nie odnajdzie albo 
jeli, jako wierzycie, nigdy nie odnajdzie, to, to...
- To co? - spyta Mako, widzc, e dziewka coraz si wicej miesza i zacina.
- To ja nie chc by ni Cztanowa, ni Wilkowa, ni niczyja. Mako odetchn z 
zadowoleniem.
- Mylaem, e go ju zabaczya - rzek. A ona odpowiedziaa jeszcze smutniej:
- Hej!...
- To i czeg chcesz? Jakoe mi midzy Krzyaki ci bra?
- Niekoniecznie midzy Krzyaki. Chciaabym teraz cho do opata, ktry w 
Sieradzu choroci zoon. Nie ma on tam jednej yczliwej duszy przy sobie, bo 
szpylmany pewnikiem dzbana wicej pilnuj ni jego, a to przecie mj krzestny i 
dobrodziej. A choby zdrw by, to te bym szukaa jego opieki, bo ludzie si go 
boj.
- Nie bd ja si tam sprzecza - rzek Mako, ktry w gruncie rzeczy rad by z 
postanowienia Jagienki, znajc bowiem Krzyakw, wierzy gboko, e Danuka nie 
wyjdzie ywa z ich rk. - Ale to ci jeno rzek, e w drodze z dziewk okrutny 
kopot.
- Moe z inn, ale nie ze mn. Nie potykaam ja si dotychczas nigdy, ale nie 
nowina mi z kuszy dzia i trudy na owach znosi. Jak trzeba, to trzeba, nie 
bjcie si. Wezm szatki Jako-we, ptlik nawosy, kordzik przypasz i pojad. 
Jako, cho modszy, ni na wos nie mniejszy, a z gby taki ci do mnie podobny, 
e jak bywao, przebieralimy si na zapusty, to i tatuo nieboszczyk nie umia 
rzec, ktre on, a ktre Ja... Obaczycie, ze nie pozna mnie ni opat, ni - kto 
inny.
- Ni Zbyszko?
- Jeli go obacz...
Mako zamyli si przez chwil, po czym umiechn si nagle i rzek
- A Wilk z Brzozowej i Cztan z Rogowa to chyba si powciekaj!
- A niech si powciekaj. Gorzej, e moe za nami pojad.
- No! nie boj si. Stary ja, ale lepiej mi pod pi nie wazi. I wszystkim 
Gradom te!... Zbyszka ju przecie sprbowali.
Tak rozmawiajc, dojechali do Krzeni. W kociele by i stary Wilk z Brzozowej, 
ktry kiedy niekiedy rzuca pospne spojrzenia na Maka, ale w o to nie dba. I 
z lekkim sercem powraca po mszy wraz z Jagienk do domu. Lecz gdy na rozstaju 
poegnali si z sob i gdy znalaz si sam w Bogdacu, poczy mu przychodzi do 
gowy mniej wesoe myli. Rozumia, e ni Zgorzelicom, ni rodzestwu Jagienki na 
wypadek jej wyjazdu istotnie nic nie grozi. "Po dziewk by sigali - mwi sobie 
- bo to jest inna rzecz, ale na sieroty albo na ich mienie rki nie podnios, 
gdy okryliby si hab okrutn i kto yw, ruszyby przeciw nim jakoby przeciw 
prawdziwym wilkom. Ale Bogdaniec zostanie na asce Boej!... Kopce poprzesypuj, 
stada zagarn, kmieciw odmwi!... Da Bg, jak wrc, to odbij, zapowied 
pol i do sdu pozw, bo nie sama pi, ale i prawo u nas rzdzi... Jeno czy 
wrc i kiedy wrc?... Strasznie si oni na mnie zawzili, e im do dziewki 
przeszkadzam, a gdy ona pojedzie za mn, to bd jeszcze zawzitsi".
I chwyci go al, bo ju zagospodarowa si by w Bogdacu jako si patrzy, a 
teraz by pewien, e gdy powrci, zastanie znw pustk i zniszczenie.
"Ano! trzeba radzi" - pomyla.
Jako po obiedzie kaza okulbaczy konia, siad na niego i pojecha wprost do 
Brzozowej.
Przyjecha ju mrokiem. Stary Wilk siedzia w przodowej izbie za dzbanem miodu, 
mody za, poszczerbion przez Cztana, lea na pokrytej skrami awie i pi 
take. Mako wszed niespodzianie do izby i stan w progu z twarz surow, 
wysoki, kocisty, bez zbroi, ale z tgim kordem przy boku, oni za poznali go 
natychmiast, bo na oblicze pada mu jasny blask pomienia, i w pierwszej chwili 
zarwno ojciec, jak i syn zerwali si piorunem na rwne nogi i skoczywszy ku 
cianom, chwycili za or, jaki im wpad pod rk.
Lecz stary bywalec znajcy na wylot ludzi i obyczaje nie zmiesza si 
bynajmniej, doni nie sign do korda, tylko wspar si pod bok i rzek 
spokojnym gosem, w ktrym drgao nieco szyderstwa:
- Jakoe? Taka lachecka gocina w Brzozowej? Na te sowa tamtym opady zaraz 
rce, a po chwili stary wypuci z brzkiem na ziemi miecz, mody - dzid, i 
stali z powyciganymi ku Makowi szyjami, majc twarze jeszcze zowrogie, ale 
ju zdumione i zawstydzone. w za umiechn si i rzek:
- Pochwalony Jezus Chrystus!
- Na wieki wiekw.
- I wity Jerzy.
- Suym mu.
- Po somsiedzkum przyjecha - z dobr wol.
- Z dobr wol witamy. wita osoba go.
Dopiero stary Wilk skoczy ku Makowi, a za starym mody i obaj poczli ciska 
mu prawic, a nastpnie usadzili na poczesnym miejscu za stoem. W mig dooono 
szczap do komina, nakryto kilimkiem st, postawiono misy pene jada, agwie 
piwa, dzbace miodu i poczli je i pi. Mody Wilk rzuca od czasu do czasu na 
Maka szczeglnym wzrokiem, w ktrym cze dla gocia usiowaa przezwyciy 
nienawi do czowieka ale suy mu jednak tak pilnie, e a poblad ze 
zmczenia, gdy by ranny i pozbawion zwykej siy. I ojca, i syna palia 
ciekawo, z czym Mako przyjecha, aden jednak nie zapyta go o nic, czekajc, 
pki sam mwi nie zacznie.
w za, jako czowiek znajcy obyczaj, chwali jado, napitek i gocinno i 
dopiero gdy si dobrze nasyci, spojrza przed si z powag i rzek:
- Zdarzy si nieraz ludziom wadzi, ba! i potyka, ale somsiedzki mir nade 
wszystko!
- Nie masz nad mir godniejszej rzeczy - odpowiedzia z rwn powag stary Wilk.
- Bywa te - rzek znw Mako - e gdy czeku w dalek drog jecha trzeba, to 
chocia z kim w nieprzyjani y, przecie mu go al i bez poegnania nie chce 
odjecha.
- Bg zapa za szczere sowo.
- Nie sowo, jeno i uczynek, bom przyjecha.
- Z duszy radzimy wam. Przyjedajcie choby i co dzie.
- Bogdajem mg i was w Bogdacu uczci, jako si naley ludziom znajcym 
rycersk cze, ale mi rycho w drog czas.
- Na wojn za alibo do jakowego witego miejsca?
- Wolej by to lub tamto, ale gorzej, bo midzy Krzyaki.
- Midzy Krzyaki? - zakrzyknli jednoczenie ojciec i syn.
- Tak jest! - odpar Mako. - A kto midzy nich, nie bdc im przyjacielem, 
jedzie, temu si lepiej i z Bogiem, i z ludmi pojedna, aby za nie tylko 
ywota, ale i wiekuistego zbawienia nie strada.
- To a dziw - rzek stary Wilk. - Jeszczem te takiego czeka nie widzia, 
ktry by si z nimi zetkn, a krzywdy i uciemienia nie dozna.
- Tak jak i cae nasze krlestwo! - doda Mako. - Ni Litwa przed krztem 
witym, ni Tatarzy nie byli mu cisi od tych diabelskich mnichw.
- Rzetelna prawda, ale bo te wiecie: zbierao si i zbierao, pki si nie 
nazbierao, a teraz czas by skoczy, ot jak!
To rzekszy, stary splun z lekka w obie donie, mody za doda:
- Nie moe ju inaczej by.
- I pewnie bdzie, ale kiedy? - nie nasza w tym gowa, jeno krlewska. Moe 
prdko, moe nieprdko... Bg to wie, a tymczasem trzeba mi do nich jecha.
- A czy nie z wykupem za Zbyszka?
Na wzmiank uczynion przez ojca o Zbyszku twarz modego
Wilka poblada w jednej chwili z nienawici i uczynia si zowroga.
Lecz Mako odpowiedzia spokojnie:
- Moe i z wykupem, ale nie za Zbyszka. Sowa te wzmogy jeszcze ciekawo obu 
dziedzicw Brzozowej, wic stary, nie mogc ju duej wytrzyma, rzek:
- Wola wasza mwi albo nie mwi, po co tam jedziecie.
- Powiem! powiem! - rzek, kiwajc gow, Mako. - Ale pierwej powiem wam co 
innego. Oto, uwacie, po moim wyjedzie Bogdaniec zostanie na opiece Boej... 
Drzewiej, kiedymy to oba ze Zbyszkiem wojowali pod ksiciem Witoldem, mia oko 
na nasz chudob opat, ba, troch i Zych ze Zgorzelic, a teraz nie bdzie i 
tego. Strasznie markotno pomyle czowiekowi, e po prnicy zabiega i 
pracowa... A przecie rozumiecie, jako to bywa: ludzi mi odmwi, granic 
zaorz, ze stad te urwie kady, co bdzie mg, i choby Pan Jezus pozwoli 
szczliwie wrci, to wrcim znw do pustki... Jeden na to sposb i jedno 
poratowanie: dobry ssiad. Przeto tum przyjecha prosi was po ssiedzku, 
abycie Bogdaniec w opiek wzili i krzywdy nie dali uczyni.
Usyszawszy t prob, spojrza stary Wilk na modego, a mody na starego i obaj 
zdumieli si niepomiernie. Nastaa chwila milczenia, gdy na razie aden nie 
zdoby si na odpowied. Mako za podnis do ust czar miodu, wypi j, po 
czym mwi dalej tak spokojnie i poufnie, jakby ci obaj byli mu od lat 
najbliszymi przyjacimi.
- To ju powiem wam szczerze, od kogo si tu najwicej szkd boj. Juci nie od 
kogo innego, jeno od Cztana z Rogowa. Od was, chobymy i w nieprzyjani si 
rozstali, nie babym si, a to z takiej przyczyny, ecie ludzie rycerscy, 
ktrzy do oczu nieprzyjacielowi stan, wszelako niegodnej pomsty za jego oczyma 
nie wywr. Hej! z wami cakiem co innego... Co rycerz, to rycerz! Ale Cztan jest 
prostak, a od prostaka wszystkiego si mona spodziewa, tym bardziej e jako 
wiecie, okrutnie on na mnie zawzity za to, e mu do Jagienki Zychwny 
przeszkadzam.
- Ktr dla bratanka chowacie! - wybuchn mody Wilk. A Mako spojrza na niego 
i przez chwil trzyma go pod zimnym wzrokiem, nastpnie zwrci si do starego 
i rzek spokojnie:
- Wiecie, mj bratanek z jedn mazursk dziedziczk si oeni i wiano zacne 
wzi.
Nastao ponowne, gbsze jeszcze milczenie; ojciec i syn patrzyli przez jaki 
czas na Maka z otwartymi ustami, na koniec starszy ozwa si:
- H! jake to? Bo gadali... Powiedzcie?...
A Mako, niby nie zwaajc na pytanie, mwi dalej:
- Dlatego wanie trzeba mi jecha i dlatego prosz was: wejrzyjcie te od czasu 
do czasu na Bogdaniec i nie dajcie mi nikomu krzywdy uczyni, a zwaszcza od 
najcia Cztanowego mnie ustrzecie, jako godni i uczciwi somsiedzi!...
Przez ten czas mody Wilk, ktry mia rozum do bystry, prdko pomiarkowa, e 
skoro Zbyszko si oeni, to Maka lepiej jest mie przyjacielem, albowiem i 
Jagienka miaa do niego ufno i we wszystkim gotowa bya i za jego rad. 
Nagle cakiem nowe widoki otworzyy si przed oczyma modego paliwody. "Nie do 
si Makowi nie sprzeciwi, trzeba go jeszcze zjedna!" - rzek sobie. Wic cho 
by troch napity, wycign wartko pod stoem rk, uapi ojca za kolano, 
cisn mocno na znak, eby czego niepotrzebnego nie powiedzia, sam za rzek:
- Wy si Cztana nie bjcie! Oho! niechby jeno sprbowa! Poszczerbi mnie on 
krzyn - prawda! - alem te mu za to tak ten wochaty pysk pochlasta, e go 
rodzona ma nie poznaa. Nie bjcie si niczego! Jedcie spokojnie. Nie zginie 
wam i jedna wrona z Bogdaca!
- To, widz, zacni z was ludzie. Przyrzekacie?
- Przyrzekamy! - zawoali obaj.
- Na rycersk cze?
- Na rycersk cze.
- I na klejnot?
- I na klejnot! ba! i na krzy! Tak nam dopom Bg! Mako umiechn si z 
zadowoleniem, po czym rzek:
- No, tegom si po was i spodziewa. A kiedy tak, to wam jeszcze co rzek... 
Zych, jako wiecie, mnie zda opiek nad dziemi. Dlategom to Cztanowi i tobie, 
modziaku, przeszkadza, kiedycie to si chcieli wtargn do Zgorzelic. A 
teraz, jak bd w Malborgu albo Bg wie gdzie, taka to bdzie i opieka... 
Prawda, e nad sierotami jest Bg i e takiemu, ktry by je chcia pokrzywdzi, 
nie tylko by szyj toporem ucito, aleby go i za bezecnego ogoszono. Wszelako 
markotno mi, e jad. Okrutnie markotno. Obiecajciee mi, jako i sierot 
Zychowych nie tylko sami nie pokrzywdzicie, ale i nikomu ich pokrzywdzi nie 
dacie.
- Przysigamy! przysigamy!
- Na rycersk cze i na klejnot?
- Na rycersk cze i na klejnot!
- I na krzy take?
- I na krzy!
- Bg sysza. Amen! - zakoczy Mako.
I odetchn gboko, bo wiedzia, e takiej przysigi dotrzymaj, choby kaden 
mia sobie pici z gniewu i zoci poobgryza.
I pocz si zaraz egna, ale oni zatrzymali go prawie przemoc. Musia pi i 
pokuma si ze starym Wilkiem, mody za, cho zwykle po pijanemu zwady szuka, 
tym razem odgraa si tylko na Cztana, a koo Maka zabiega tak gorliwie, 
jakby zaraz jutro mia dosta od niego Jagienk. Przed pnoc jednak omdla z 
wysiku, a gdy go docucono, zasn kamieniem. Stary poszed wkrtce za 
przykadem syna, tak e Mako zostawi ich obu jak nieywych przy stole.
Sam jednak, majc gow nad miar wytrzyma, nie by pijany, tylko nieco 
rozochocon, wic wracajc do domu, rozmyla prawie z radoci o tym, czego 
dokaza.
- No! - mwi sobie. - Bogdaniec bezpieczny i Zgorzelice bezpieczne. Powciekaj 
si z przyczyny Jagienkowej jazdy, a strzec i mojego, i jej dobra bd, bo 
musz. Pan Jezus da czeku obrotno... Jak gdzie nie mona pici, to trzeba 
rozumem... Jeli wrc, nie bez tego bdzie, eby mnie stary w pole nie pozwa, 
ale mniejsza o to... Bg by da, eby tak i Krzyakw usidli... Ale z nimi 
trudniej... Nasz, cho trafi si i psubrat, wszelako gdy na rycersk cze i 
klejnot przysie, to i zdziery, a dla nich przysiga tyle, co plucie na wod. 
Ale moe mnie Matka Pana Chrystusowa wesprze, e przydam si na co Zbyszkowi, 
jakom si teraz Zychowym dzieciom i Bogdacowi przyda...
Tu przyszo mu do gowy, e po prawdzie mogaby dziewczyna nie jecha, bo dwaj 
Wilkowie bd jej strzegli jak renicy oka. Po chwili jednak porzuci t myl: 
"Wilkowie bd j strzegli, ale za to Cztan bdzie tym bardziej nastawa. Bg 
wie, kto kogo zmoe, a rzecz pewna, e zdarz si bitki i napaci, w ktrych 
ucierpie mog Zgorzelice, Zychowe sieroty i sama nawet dziewczyna. Wilkom 
pilnowa samego Bogdaca bdzie atwiej, a dla dziewki lepiej w kadym razie, by 
bya z dala od tych dwch zabijakw i zarazem blisko bogatego opata". Mako nie 
wierzy w to, by Danusia moga wyj ywa z rk krzyackich, wic nie wyzby si 
jeszcze nadziei, e gdy czasem Zbyszko wrci wdowcem, wwczas niechybnie poczuje 
ku Jagience wol Bo.
- Hej, mocny Boe! - mwi sobie - eby tak, majc Spy-chw, jeszcze potem 
Jagienk wzi z Moczydoami i z tym, co jej opat ostawi, nie poaowabym i 
kamienia wosku na wiece!
Na podobnych rozmylaniach prdko zesza mu droga z Brzozowej, jednake przyby 
pn ju noc i zdziwi si, ujrzawszy mocno owiecone bony okien. Parobcy te 
nie spali, bo zaledwie wjecha na obor, wybieg ku niemu stajenny.
- Gocie jakowi czy co? - zapyta Mako, zsiadajc z konia.
- Jest panicz ze Zgorzelic z Czechem - odrzek stajenny. Maka zdziwiy te 
odwiedziny. Jagienka obiecaa przyjecha nazajutrz do dnia i mieli zaraz rusza. 
Czemu wic przyjecha Jako, i to tak pno. Stary rycerz pomyla, e mogo si 
co przytrafi w Zgorzelicach, i z pewnym niepokojem w duszy wszed do domu.
Ale w izbie, w wielkim glinianym kominie, ktry zastpi we dworze zwykle 
uoone na rodku izby ognisko, paliy si jasno i wesoo ywiczne szczypki, a 
nad stoem pony w elaznych kunach dwie pochodnie, przy ktrych blasku ujrza 
Mako Jaka, Czecha Hlaw i jeszcze jednego modego pachoka, z twarz rumian 
jak jabuszko.
- Jakoe si miewasz, Jaku, a co tam z Jagienk? - zapyta stary szlachcic.
- Jagienka kazaa wam powiedzie - rzek, caujc go w rk, chopak - e si 
rozmylia i woli zosta w doma.
- Bjciee si Boga! a to co? jak? C jej tam do gowy strzelio?
A chopak podnis na niego modre oczta i pocz si mia.
- Czego si rzechoczesz?
Lecz w tej chwili Czech i drugi pachoek wybuchnli take wesoym miechem.
- Widzicie! - zawoa mniemany chopak - kt mnie pozna, skorocie wy nie 
poznali?
Dopiero Mako przypatrzy si wdzicznej figurce uwaniej i zawoa:
- W imi Ojca i Syna! Czyste zapusty! A ty tu skrzacie czego?
- Ba! czego?... Komu w drog, temu czas!
- Miaa przecie jutro witaniem przyjecha?
- Juci! Jutro witaniem, eby wszyscy widzieli! Jutro pomyl w Zgorzelicach, 
em u was w gocinie, i nie opatrz si a pojutrze. Sieciechowa i Jako wiedz, 
ale Jako obieca na rycersk cze, e powie dopiero wtedy, gdy poczn si 
niepokoi. Ale nie poznalicie mnie - co?
Wic z kolei pocz si Mako mia.
- A nieche ci si jeszcze ta przyjrz... Hej! okrutnie warny z ciebie 
pacholik!... i osobliwy, bo z takiego mona si i przychowku doczeka... 
Sprawiedliwie mwi. ebym to nie by stary - no! Ale i tak ci powiadam: waruj 
si, dziewko, wazi mi
w oczy! waruj si!...
I pocz jej przygraa palcem, miejc si, ale patrzy na ni z wielkim 
upodobaniem, albowiem takiego pachoka nigdy w yciu nie widzia. Na gowie 
miaa ptliczek jedwabny czerwony, na sobie zielony sukienny kubrak, a za 
spodeki buchaste przy biodrach, a dalej obcise, w ktrych jedna nogawiczka 
bya barwy ptlika, druga w podune pasy. I z bogatym kordzikiem przy boku, z 
umiechnit i jasn jak zorza twarz wygldaa tak licznie, e oczu nie mona 
byo od niej oderwa.
- Boga mi! - mwi rozweselony Mako. - Alibo cudne ja-kowe panitko, alibo 
kwiatuszek czy co?
Po czym zwrci si do drugiego pachoka i zapyta:
- A ten tu?... pewnikiem te jaki odmieniec?
- A wdy to Sieciechwna - odrzeka Jagienka. - Nieskadnie by mi byo samej 
midzy wami, bo jake? To dlatego wziam z sob Anulk, e we dwie raniej, i 
pomoc jest, i suga. Jej te nikt nie pozna.
- Masz ci, babo, wesele! Mao byo jednej, bdzie dwie.
- Nie przekomarzajcie si.
- Nie przekomarzam si ja, ale przecie w dzie kady pozna i j, i ciebie.
- Ba! a po czym?
- Bo ci kolana k'sobie id - i jej te.
- Dajcie spokj!...
- Juci dam, bo mi nie pora, ale czy i Cztan z Wilkiem dadz, Bg wie. Wiesz ty, 
bku, skd wracam? Z Brzozowej.
- Na miy Bg! Co te mwicie?
-Prawd, jako i to prawda, e Wilkowie bd bronili od Cztana i Bogdaca, i 
Zgorzelic. No! pozwa nieprzyjaci i pobi si z nimi atwo, ale z 
nieprzyjaci strw wasnego dobra uczyni to nie byle cap potrafi.
Tu Mako pocz opowiada o swoich odwiedzinach u Wilkw, jak ich sobie zjedna 
i na hak przywid, a ona suchaa z wielkim zdumieniem, a gdy wreszcie 
skoczy, rzeka:
- Chytroci to Pan Jezus wam nie poskpi, i miarkuj, e wszystko tak zawsze 
bdzie, jak chcecie.
Lecz Mako pocz na to kiwa gow jakby ze smutkiem.
- Ej, dziewczyno, kiedy by tak wszystko byo, jako ja chc, to ty by dawno ju 
bya gospodyni w Bogdacu!
Na to Jagienka popatrzya na niego czas jaki swymi modrymi oczyma, po czym, 
zbliywszy si, pocaowaa go w rk.
- Czeg mnie bokasz? - zapyta stary.
- Nic!... Mwi jeno dobranoc, bo pno, a jutro trzeba nam do dnia ruszy.
I zabrawszy Sieciechwn, odesza, a Mako zaprowadzi Czecha do alkierza, gdzie 
legszy na ubrzych skrach zasnli obaj snem mocnym i krzepicym.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia X
Jakkolwiek po zniszczeniu, poodze i rzezi, ktr w 1331 . wyprawili w Sieradzu 
Krzyacy, Kazimierz Wielki odbudowa zrwnane z ziemi miasto - nie byo ono 
jednak zbyt wietne i nie mogo i w porwnanie z innymi grodami Krlestwa. Ale 
Jagienka, ktrej ycie pyno dotychczas midzy Zgorzelicami a Krzeni, nie 
posiadaa si ze zdumienia i podziwu na widok murw, wie, ratusza, a zwaszcza 
kociow, o ktrych drewniany krzenieski nie dawa najmniejszego pojcia. W 
pierwszej chwili stracia tak dalece zwyk rezolut-no, e nie miaa mwi 
gono i tylko szeptem wypytywaa Maka o te wszystkie cuda, od ktrych 
olnieway jej oczy, gdy za stary rycerz upewnia j, e Sieradzowi tak do 
Krakowa, jako zwyczajnej gowni do soca, uszom nie chciaa wierzy, albowiem 
wydawao si jej prostym niepodobiestwem, aby mg istnie drugi rwnie 
wspaniay grd na wiecie.
W klasztorze przyj ich ten sam zgrzybiay przeor, ktry pamita jeszcze z 
dziecinnych lat rze krzyack i ktry poprzednio przyjmowa Zbyszka. Wiadomoci 
o opacie sprawiy im smutek i kopot. Mieszka on dugo w klasztorze, ale przed 
dwoma tygodniami wyjecha do swego przyjaciela, biskupa pockiego. Chorza 
cigle. Za dnia, z rana bywa przytomny, ale wieczorami traci gow, zrywa 
si, kaza sobie nakada pancerz i pozywa na bitw ksicia Jana z Raciborza. 
Klerykowie waganci musieli go si trzyma w ou, co nie przychodzio bez 
wielkich trudnoci, a nawet i niebezpieczestwa. Przed dwoma dopiero tygodniami 
oprzytomnia cakiem i pomimo e osab jeszcze bardziej, kaza si zaraz wie 
do Pocka.
- Mwi, e nikomu tak nie ufa jako biskupowi pockiemu - koczy przeor - i e 
z jego rk chce przyj Sakramenta, a przy tym i testament u niego zostawi. 
Przeciwialimy si tej podry, jakemy mogli, bo by mdy bardzo, i balimy 
si, e i mili yw nie ujedzie. Ale przeciwi mu si nieatwo, wic szpylmany 
wymocili wz i powieli go, daj Boe, szczliwie.
- Gdyby by zamar gdzie blisko Sieradza, to bylibycie przecie syszeli - 
rzek na to Mako.
- Bylibymy syszeli - odpar staruszek - tote tak mylim, e nie zamar i e 
przynajmniej do czycy ostatniej pary nie puci, ale co si dalej mogo 
przygodzi, nie wiemy. Jeli pojedziecie za nim, to si po drodze dowiecie.
Mako zatroska si tymi wiadomociami i uda si na narad do Jagienki, ktra 
ju przez Czecha dowiedziaa si, dokd opat wyjecha.
- Co robi? - spyta jej - i co z sob uczynisz?
- Pojedziecie do Pocka, a ja z wami - odrzeka krtko.
- Do Pocka! - zawtrowaa jej cienkim gosikiem Siecie-chwna.
- Patrzcie, jako to si rzdz! tak ci od razu do Pocka jak sierpem rzuci?
- A jakoe mi samej z Sieciechwn wraca? Miaabym z wami dalej nie jecha, to 
lepiej byo wcale nie wyjeda. Zali nie mylicie, e tamci si gorzej jeszcze 
rozsierdzili i zawzili?
- Wilkowie ci przed Cztanem obroni.
- Boj ja si tak samo Wilkowej obrony jak Cztanowej napaci, a to te widz, e 
wy si przeciwicie, byle si przeciwi, ale nieszczerze.
Mako rzeczywicie nie sprzeciwia si szczerze. Owszem, wola, by Jagienka z 
nim jechaa, ni eby miaa wraca, wic usyszawszy jej sowa, umiechn si i 
rzek:
- Spdnicy si wyzbya, to jej si rozumu zachciewa.
- Rozum nie gdzie indziej, jeno w gowie.
- Ale mnie z drogi przez Pock.
- Mwi Czech, e nie z drogi, a do Malborga to i bliej.
-To juecie z Czechem uradzali?
- A pewnie, i powiedzia jeszcze tak: jeli, powiada, mody pan popad w jakowe 
ze terminy w Malborgu, to przez ksin Aleksandr pock sia mona by 
wskra, bo ona rodzona krlewska i prcz tego, bdc osobliwsz przyjacik 
Krzyakom, wielkie ma midzy nimi zachowanie.
- Prawda, jak mi Bg miy! - zawoa Mako.  Wszyscy o tym wiedz i gdyby 
chciaa da list do mistrza, przezpiecznie bymy jedzili po wszystkich ziemiach 
krzyackich. Miuj ci oni j, bo i ona ich miuje... Dobra to rada i niegupi 
chop  ten Czech!
- Jeszcze i jak! - zawoaa z zapaem Sieciechwna, wznoszc ku grze niebieskie 
oczki.
Mako za zwrci si nagle ku niej:
- A ty tu czego?
Wic dziewczyna zmieszaa si okrutnie i opuciwszy dugie rzsy, zaponia si 
jak ra.
Jednake widzia Mako, e nie ma innej rady, tylko trzeba obie dziewczyny dalej 
z sob bra, e za i w duszy mia na to ochot, wic nazajutrz, poegnawszy 
staruszka przeora, ruszyli w dalsz podr. Z przyczyny tajania niegw i 
wezbranych wd jechali z wikszym trudem ni poprzednio. Po drodze dopytywali o 
opata i trafili na wiele dworw, plebanij, a gdzie ich nie byo, to nawet i 
karczem, w ktrych zatrzymywa si na noclegi. atwo byo i w jego tropy, gdy 
rozdziela hojne jamuny, zakupowa msze, dawa na dzwony, wspomaga podupade 
kocioy, wic niejeden dziadyga chodzcy "po pytaniu", niejeden klecha, ba. 
nawet i niejeden pleban wspominali go z wdzicznoci. Mwiono oglnie, ze 
"jecha jakoby anio" - i modlono si za jego zdrowie, chocia tu i wdzie 
daway si sysze obawy, e bliej mu ju do wiekuistego zbawienia ni do 
doczesnego zdrowia. W niektrych miejscach popasa dla zbytniej saboci po dwa 
i trzy dni. Makowi wydawao si te prawdopodobnym, e go dogoni.
Jednake pomyli si w rachubie, gdy zatrzymay ich wezbrane wody Neru i Bzury. 
Nie dojechawszy do czycy, przez dni cztery zmuszeni byli zamieszka w pustej 
karczmie, z ktrej gospodarz wynis si, widocznie z obawy powodzi. Droga 
wiodca od karczmy ku miastu, jakkolwiek wymoszczona pniami drzew, pogrya si 
i zaklsa na znacznej przestrzeni w botnist topiel. Pachoek Makw Wit, 
rodem z tych stron, sysza co wprawdzie o przejciu lasami, ale nie chcia 
podj si przewodnictwa, albowiem wiedzia rwnie, e w botach czyckich 
miay swoje pielesze siy nieczyste, a mianowicie mony Boruta, ktry rad 
naprowadza ludzi na bezdenne mokrada, a nastpnie tylko za cen duszy ratowa. 
Sama karczma miaa take z saw i jakkolwiek w owych czasach podrni wozili 
z sob ywno, za czym nie obawiali si i godu, przecie pobyt w takim miejscu 
nabawia nawet starego Maka niepokoju.
Nocami syszano harce na dachu gospody, a czasem pukao co i we drzwi. Jagienka 
i Sieciechwna pice w alkierzu, tu koo wielkiej izby, syszay te w 
ciemnociach jakoby szelest drobnych stp po polepie, a nawet i po cianach. Nie 
przeraao ich to zbytnio, albowiem obie przywyky byy w Zgorzelicach do 
skrzatw, ktre stary Zych nakazywa swego czasu karmi i ktre wedle 
powszechnego w tych czasach mniemania, byle im kto nie aowa okruszyn, nie 
byway zoliwe. Lecz pewnej nocy rozleg si w pobliskich gszczach guchy i 
zowrogi ryk, a nazajutrz odkryto lady ogromnych racic na bocie. Mg to by 
ubr albo tur, lecz Wit utrzymywa, e i Boruta, cho nosi posta ludzk, a 
nawet szlacheck, ma zamiast stp racice, buty za, w ktrych si pokazuje 
midzy ludzi, zdejmuje dla oszczdnoci na botach. Mako, zasyszawszy, e 
mona go sobie przejedna napitkiem, namyla si przez cay dzie, czyby nie 
byo grzechem uczyni sobie zego ducha przyjacielem, i radzi si nawet w tym 
wzgldzie Jagienki.
- Powiesibym na noc na pocie woow mecher pen wina albo miodu - rzek - i 
jeliby go w nocy co wypio, to bymy przynajmniej wiedzieli, e kry.
- Byle mocy niebieskich przez to nie obrazi  odrzeka dziewczyna - bo nam 
bogosawiestwo potrzebne, abymy Zbyszkowi szczliwie poratowanie da mogli.
- To i ja tego si boj, ale tak myl, e co mid, to przecie nie dusza. Duszy 
nie dam, a co tam dla mocy niebieskich jedna mechera miodu znaczy!
Po czym zniy gos i doda:
- e lachcic lachcica, choby najwikszego zawalidrog, poczstuje, to zwyka 
rzecz, a ludzie gadaj, e on ci lachcic.
- Kto? - zapytaa Jagienka.
-Nie chc nieczystego imienia wspomina. Jednake tego wieczora zawiesi Mako 
na pocie wasnymi rkoma duy woowy pcherz, w jakich pospolicie woono 
napitki - i nazajutrz okazao si, e pcherz zosta do dna wypity.
Wprawdzie Czech, gdy o tym opowiadano, umiecha si jako dziwnie, ale nikt na 
to nie zwaa, Mako za rad by w duszy, albowiem spodziewa si, e gdy 
przyjdzie przeprawia si przez bota, nie zajd przy tym jakie niespodziane 
przeszkody i wypadki.
- Chybaby nieprawd powiadali, e zna jakow cze - mwi sobie.
Przede wszystkim naleao jednak zbada, czy nie ma jakowego przejcia przez 
lasy. Mogo to by, albowiem tam, gdzie grunt utrwalon byt przez korzenie drzew 
i zaroli, ziemia nie rozmikaa atwo od ddw. Wszelako Wit, ktry jako 
miejscowy mg najlepiej speni t czynno, na sam o niej wzmiank pocz 
krzycze: "Zabijcie, panie! nie pjd!" Prno mu tumaczono, e w dzie siy 
nieczyste nie maj wadzy. Mako chcia sam i, ale skoczyo si na tym, e 
Hiawa, ktren by pachoek zuchway i rad wobec ludzi, a zwaszcza wobec 
dziewczt, puszy odwag, wzi za pas topr, w rk kosztur i poszed.
Poszed do dnia i spodziewano si, e koo poudnia wrci, a gdy go nie byo 
wida, poczto si niepokoi. Prno czelad nasuchiwaa od strony lasu i po 
poudniu. Wit macha tylko rk: "Nie wrci albo jeli wrci, to gorze nam, to 
Bg wie, czy nie z wilcz mord, na wikoaka przemienion!" Syszc to, bali si 
wszyscy; sam Mako by nieswj, Jagienka czynia, zwracajc si ku borowi, znaki 
krzya. Anulka za Sieciechwna prno szukaa co chwila na swych ubranych w 
spodeki kolanach fartucha i nie znajdujc nic, czym by moga oczy przysoni, 
przysaniaa je palcami, ktre wnet staway si mokre od ez, jedna za drug 
kapicych.
Jednake w porze wieczornego udoju, wanie gdy soce miao zachodzi^ Czech 
wrci - i nie sam, jeno z jak ludzk postaci, ktr pdzi przed sob na 
powrozie. Wypadli zaraz wszyscy ku niemu z okrzykami i radoci, ale umilkli na 
widok owej postaci, ktra bya maa, kosoapa, zarosa, czarna i przybrana w 
skry wilcze.
- W imi Ojca i Syna, coe to za bezer sprowadzi? - zawoa, ochonwszy, 
Mako.
- A co mi tam - odrzek giermek - powiada, e czowiek i smolarz, ale czy prawda 
- nie wiem.
- Oj, nie czowiek to, nie czowiek! - ozwa si Wit. Lecz Mako nakaza mu 
milczenie, za czym j bacznie przypatrywa si schwytanemu i nagle rzek:
- Przeegnaj si! duchem mi si tu przeegnaj!...
- Pochwalony Jezus Chrystus! - zawoa jeniec i przeegnawszy si co prdzej, 
odetchn gboko, spojrza z wiksz ufnoci na zgromadzonych i powtrzy:
- Pochwalony Jezus Chrystus! - bom ja te nie wiedzia, czy-lim w 
krzecijaskich, czy w diabelskich rkach. O Jezu!...
-Nie bj si. Midzy krzecijany jeste, ktrzy radzi mszy witej suchaj. 
Ce zacz?
- Smolarz, panie, budnik. Jest nas siedmiu w budach z babami i dziemi.
- Jako daleko std?
- O dziesi staja niespena.
- Ktrdy do miasta chadzacie?
- Mamy swoj drog za Czarcim Wdoem.
- Za czarcim? Przeegnaj no si jeszcze raz!
- W imi Ojca i Syna, i Ducha witego, amen.
- To dobrze. A wz t drog przejdzie?
- Teraz grzsko wszdy, chocia tam nie tak jak na gocicu, bo wdoem wiater 
dmie i boto suszy. Jeno do Bud bieda, ale i do Bud znajcy br pomau 
przeprowadzi.
- Za skojca przeprowadzisz? ba! niechby za dwa! Smolarz podj si chtnie, 
wyprosiwszy jeszcze p bochenka chleba, bo w lesie, chocia godem nie 
przymierali, ale chleba z dawna nie widzieli. Uoono, e wyjad nazajutrz rano, 
gdy pod wieczr byo "niedobrze". O Borucie mwi Smolarz, e okrutnie czasem 
"burzy" w boru, ale prostactwu krzywdy nie czyni i zazdrosnym bdc o ksistwo 
czyckie, innych diabw po chrustach gania. le tylko spotka si z nim w 
nocy, zwaszcza gdy czek napity. W dzie i po trzewemu nie ma przyczyny ba 
si.
- A wszelako si ba? - rzek Mako.
- Bo mnie ten rycerz niespodzianie chycili z moc tak, e mylaem, ie nie 
czowiek.
Wic Jagienka pocza si mia, e to oni wszyscy smolarza poczytali za co 
"paskudnego", a smolarz ich. miaa si z ni razem i Anula Sieciechwna, a 
Mako rzek:
- Jeszcze ci lepia nie obeschy po pakaniu za Hlaw, a teraz si ju 
szczerzysz?
Wic Czech spojrza na jej ran twarz i widzc, e rzsy ma jeszcze mokre, 
zapyta:
- Po mniecie pakali?
- Ej, nie! - odrzeka dziewczyna -jeno si baam, i tya.
- Przeciecie szlachcianka, a szlachciance wstyd. Pani wasza nie taka bojca. 
C si wam mogo zego przygodzi w dzie i midzy ludmi?
- Mnie nic, ale wam.
- A powiadacie przecie, e nie po mniecie pakali?
- Bo nie po was.
- A za czemu.
- Ze strachu.
- A teraz si nie boicie?
- Nie.
- A za czemu.
- Bocie wrcili.
Na to Czech spojrza na ni z wdzicznoci, umiechn si i rzek:
- Ba, takim sposobem monaby do jutra gada. Okrutniecie chytrzy.
Alej byo prdzej o wszystko inne ni o chytro posdzi i Hlawa, ktry sam 
by pachoek przebiegy, rozumia to dobrze. Rozumia rwnie, e dziewczyna 
lgnie do niego z kadym dniem wicej. Sam on miowa Jagienk, ale tak jako 
poddany miuje crk krla, wic z pokor i czci najwiksz, a bez adnej 
nadziei. Tymczasem podr zbliaa go z Sieciechwn.
W czasie pochodw stary Mako jecha zwykle w pierwsz par z Jagienk, a on z 
Anul, e za chop by jak tur, a krew mia jak ukrop, wic gdy w czasie drogi 
spoglda w jej jasne oczki, na powe kosmyki wosw, ktre nie chciay trzyma 
si pod ptlikiem, na ca posta smuk a urodziw, a zwaszcza na cudne, jakby 
utoczone nogi, obejmujce wronego podjezdka, to ciarki przechodziy go od stp 
do gw. Nie mg te si wstrzyma od coraz czstszego i coraz bardziej 
akomego spogldania na te wszystkie doskonaoci i mimo woli myla, e gdyby 
diabe zmieni si w takiego pachoka, to atwo zdoaby go przywie na 
pokuszenie. A by to przy tym sodki jak mid pacholiczek, zarazem tak 
posuszny, e tylko w oczy patrzy, i wesoy jak wrbel na dachu. Czasem dziwne 
myli przychodziy Czechowi do gowy, i raz, gdy przyzostali z Anul nieco w 
tyle, przy jucznych koniach, zwrci si nagle do niej i rzek:
- Wiecie? tak tu wedle was jad jako wilk wedle jagnicia.
A jej a biae zbki rozbysy wraz od szczerego miechu.
- Chcielibycie mnie zje? - zapytaa.
- Ba! z kosteczkami!
I spojrza na ni takim wzrokiem, e spona pod nim, po czym zapado midzy 
nimi milczenie i tylko serca biy im mocno, jemu z dzy, jej z jakiej 
sodkiej, odurzajcej bojani.
Lecz pocztkowo dza przemagaa w Czechu cakiem nad tkliwoci i mwic, i 
patrzy na Anulk jak wilk na jagni, mwi prawd. Dopiero tego wieczora, w 
ktrym ujrza jej mokre od ez policzki i rzsy, zmiko w nim serce. Wydaa mu 
si dobra i jaka bliska, i jaka swoja, e za i sam mia natur uczciw, a 
zarazem rycersk, nie tylko wic nie wzbi si w pych i nie zhardzia na widok 
tych sodkich ez, ale sta si niemielszy i wicej na ni uwaajcy. Opucia 
go dawna niefrasobliwo w mowie i cho jeszcze troch dworowa przy wieczerzy z 
bojaliwoci dziewczyny, ale ju inaczej, i przy tym suy jej tak, jak 
rycerski giermek obowizany by suy szlachciance. Stary Mako, pomimo i 
gwnie myla o jutrzejszej przeprawie i dalszej podry, spostrzeg to jednak, 
ale pochwali go tylko za grne obyczaje, ktrych jak mwi, musia przy Zbyszku 
na dworze mazowieckim nabra.
Po czym, zwrciwszy si do Jagienki, doda:
- Hej! Zbyszko!... Ten ci si cho i u krla znajdzie! Ale po owej subie przy 
wieczerzy, gdy przyszo rozchodzi si na noc, Hiawa po ucaowaniu rki Jagienki 
podnis z kolei do ust i do Sieciechwny, przy czym rzek:
- Wy si nie tylko o mnie nie bjcie, ale i przy mnie niczego si nie bjcie, 
boja was nikomu nie dam.
Po czym mczyni pokadli si w przodowej izbie, za Ja-gienka z Anul w 
alkierzu na jednym, ale szerokim i dobrze wymoszczonym tapczanie. Obie nie mogy 
jako prdko zasn, a zwaszcza Sieciechwna krcia si co chwila na 
drelichowym giele, wic po niejakim czasie Jagienka, przysuna do niej gow i 
pocza szepta:
- Anula?
- A co?
- Bo... mi si tak zdaje, e ty okrutnie nawidzisz tego Czecha... Jakoe?
Ale pytanie pozostao bez odpowiedzi, wic Jagienka znw pocza szepta:
- Przecie ja to rozumiem... Powiadaj... Sieciechwna nie odpowiedziaa i teraz, 
tylko przywarta ustami do policzka swej pani i pocza j raz po razu caowa.
A biednej Jagience rwnie raz po razu westchnienia jy podnosi pier 
dziewczc.
- Oj, rozumiem, rozumiem! - szepna tak cicho, e Anula zaledwie moga uowi 
uchem jej sowa.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XI
Nazajutrz po nocy mglistej, mikkiej przyszed dzie wietrzny, chwilami jasny, 
chwilami z powodu chmur, ktre gnane wiatrem cwaoway stadami po niebie - 
pospny. Mako kaza porusza tabor rwno z brzaskiem. Smolarz, ktry podj si 
przewodniczy do Bud, twierdzi, e konie wszdy przejd, ale wozy miejscami 
trzeba bdzie rozbiera i przenosi je czciowo, rwnie jak i uby z odzie i 
zapasami ywnoci. Nie mogo to przyj bez wysiku i mitrgi, ale hartowni i 
przywykli do trudu ludzie woleli trud najwikszy ni gnuny wypoczynek w pustej 
karczmie, z ochot wic ruszyli w drog. Nawet i bojaliwy Wit, omielony sowy 
i obecnoci smolarza, nie okazywa przestrachu.
Zaraz za karczm weszli w wysokopienny, niepodszyty br, w ktrym przy zrcznym 
prowadzeniu koni mona si byo, nawet nie rozbierajc wozw, midzy chojarami 
wykrci. Wicher chwilami ustawa, chwilami zrywa si z moc niesychan, 
uderza jakby olbrzymimi skrzydami w konary gonnych sosen, przegina je, 
wykrca, wywija nimi niby migami wiatraka, ama; br gi si pod tym 
rozptanym tchnieniem i nawet w przerwach midzy jednym a drugim uderzeniem nie 
przestawa hucze i grzmie jakby z gniewu na ow napa i przemoc. Kiedy 
niekiedy chmury przesaniay cakiem blask dzienny; sieko ddem pomieszanym ze 
nienymi krupami i czynio si tak ciemno, jakby nastawaa wieczorna pomroka. 
Wit traci wwczas znowu ducha i woa, i to "ze zawzio si i przeszkadza", 
ale nikt go nie sucha, nawet trwoliwa Anula nie braa do serca jego sw, 
zwaszcza e Czech by tak blisko, i moga strzemieniem trci o jego strzemi, 
patrza za przed si tak zuchwale, jakby samego diaba chcia wyzwa na rk.
Za borem wysokopiennym zaczyna si podszyty, a potem gszcz, przez ktry nie 
mona byo przejecha. Tu musieli rozebra wozy, ale uczynili to sprawnie i w 
mgnieniu oka. Koa, dyszle i przodki przenieli krzepcy pachokowie na barkach, 
a take toboy i zapasy ywnoci. Byo takiej zej drogi trzy stajania, jednake 
zaledwie pod wieczr stanli w Budach, gdzie smolarze przyjli ich gocinnie i 
zapewnili, e Czarcim Wdoem, a cilej biorc, wzdu niego, mona byo dosta 
si do miasta. Ludzie ci, zyci z puszcz, rzadko widywali chleb i mk, ale nie 
przymierali godem, gdy wszelkich wdlin, a zwaszcza wdzonych piskorzw, od 
ktrych roiy si wszystkie bota, mieli w brd. Czstowali te nimi hojnie, 
wycigajc w zamian akome rce po placki. Byy midzy nimi niewiasty i dzieci, 
wszystko czarne od smolistego dymu, a by take i jeden stary chop, przeszo 
stuletni, ktry pamita rze czycy dokonan w 1331 roku i zupene zburzenie 
miasta przez Krzyakw. Mako, Czech i dwie dziewczyny, jakkolwiek syszeli 
takie samo niemal opowiadanie przeora w Sieradzu, suchali ciekawie i tego 
dziada, ktry siedzc przy ognisku i grzebic w nim, zdawa si odgrzebywa 
zarazem straszne wspomnienia swej modoci. Tak! w czycy, rwnie jak w 
Sieradzu, nie oszczdzono nawet kociow i ksiy, a krew starcw, niewiast i 
dzieci spyna po noach zdobywcw. Krzyacy, wiecznie Krzyacy! Myli Maka i 
Jagienki ulatyway ustawicznie ku Zbyszkowi, ktry przebywa wanie jakoby w 
paszczy wilczej, wrd wraego plemienia nie znajcego ni litoci, ni praw 
gocinnych. Sieciechwnie mdlao take serce, nie bya bowiem pewna, czy w 
gonitwie za opatem nie przyjdzie im a midzy tych okrutnych ludzi zajecha...
Lecz stary pocz nastpnie opowiada o bitwie pod Powcami ktra zakoczya 
najazd krzyacki, a w ktrej on bra udzia z cepem elaznym w rku jako 
pacholik w piechocie wystawionej przez gmin kmiec. W tej to bitwie wygin 
przecie cay niemal rd Gradw, wic Mako zna dobrze wszelkie jej szczegy, a 
jednak sucha i teraz jak nowiny opowiadania o strasznym pogromie Niemcw, gdy 
jak an pod wichrem pooyli si pod mieczami rycerstwa polskiego i krla 
okietka potg...
- Ha! Juci pamitam - mwi dziad. - Naszli t ziemi, popalili grody i zamki, 
ba! dzieci w kolebkach rzezali, ale im przyszo na czarny koniec. Hej! godna ci 
bya bitwa. Ano! co przymkn oczy, to ono pole widz...
I przymkn oczy, i umilk, z lekka tylko wgle we watrze porusza, pki 
Jagienka, nie mogc si dalszego opowiadania doczeka, nie spytaa:
- Jako to byo?
- Jako to byo? - powtrzy dziad. - Pole pamitam, jakobym tera patrzy: byy 
chruniaki i w prawo maka, i szmat ryska jakoby poletko niewielgie. Ale po 
bitwie me byo wida ni chruniakw, ni maki, ni ryska, jeno elaziwo wszdy, 
miecze, topory, dzidy i zbroje pikne, jedna na drugiej, jakoby kto ca wit 
ziemi nimi przykry... Nigdy ja tya pobitego narodu na kupie nie widzia i 
tyla krwi ludzkiej pyncej...
Pokrzepio si znowu tym wspomnieniem Makowe serce, wic rzek:
- Prawda! Pan Jezus miosierny! Ogarnli oni wwczas to Krlestwo jako pooga 
alibo zaraza. Nie tylko Sieradz i czyc, ale i wiele innych miast napsowali. l 
co? Jest nasz nard okrutnie ywicy i moc w sobie te ma niepoyt. Cho ta i 
chycisz go, krzyacki psubracie, za grzdyk, zdawi go nie podolisz, jeszcze ci 
zby wybije... Bo jeno patrzcie: krl Kazimierz i Sieradz, i czyc tak zacnie 
odbudowa, e lepsze s, ni byy, i zjazdy si w nich po staremu odprawuj, a 
Krzyakw, jak ci sprali pod Powcami, tak tam lez i gnij. Daj Bg zawdy taki 
koniec!
Stary chop, syszc te sowa, pocz z pocztku kiwa gow na znak 
przytakiwania, lecz w kocu rzek;
- Pono nie le i nie gnij. Kaza krl nam piechocie po bitwie rowy kopa, i 
chopy te przyszli z okolicy pomaga w robocie, ae opaty warczay. 
Poukadalimy potem Miemcw w rowach i przysypali na porzdek, by si z nich 
jakowe chorbska nie wylgy, ale oni tam nie ostali.
- Jak to nie ostali? C im si przygodzio?
- Ja tam tego nie widzia, jeno rzek, jako ludzie potem prawili. Nastaa po 
bitwie wieja sroga, ktra trwaa bez dwanacie niedziel, ale tylko nocami. W 
dzie sonko wiecio jako si patrzy, a w nocy wiater bez maa wosw ze ba 
nie zdziera. To ci diaby caymi chmarami kotoway si we wichurze, kaden z 
widami, i co ktry nadlecia, to siup widami w ziemi i Krzyaka se wydoby, a 
potem do pieka ponis. Syszeli we Powcach ludziska harmider taki, jakby psi 
stadami wyli, ale tego nie mogli wyrozumie, czy to Miemcy wyli ze strachu a za 
aoci, czyli te diaby z wesela. Byo tego, pki ksia roww nie powicili 
i pki ziem na Nowy Rok nie zamarza tak, e i widy nie bray.
Tu umilk i po chwili doda:
- Ale daj Bg, panie rycerzu, taki koniec, jakocie mwili, bo chocia ja tego 
nie doyjem, ale tacy pachoeckowie, jako ci dwaj, doyj i nie bd tego 
widzieli, na co oczy moje patrzyy.
To rzekszy, pocz przyglda si to Jagience, to Sieciechwnie i dziwi si 
ich cudnym twarzom, i gow krci.
- Nikiej mak we zbou - rzek. - Takich ja jeszcze nie widzia. W podobny sposb 
przegwarzyli cz nocy, potem pokadli si spa w budach na mchach mikkich jak 
puch, ciepymi skrami pokrytych, a gdy sen mocny pokrzepi ich czonki, ruszyli 
nazajutrz dobrze ju za widna dalej. Droga wzdu wdou nie bya wprawdzie zbyt 
atwa, ale te i nietrudna, tak e jeszcze przed zachodem soca ujrzeli zamek 
czycki. Miasto byo na nowo z popiow wzniesione, w czci z czerwonej cegy, 
a nawet i z kamienia. Mury miao wysokie, wieami bronne, kocioy jeszcze od 
sieradzkich wspanialsze. U dominikanw atwo zasignli wieci o opacie. By, 
mwi, e mu lepiej, radowa si nadziej, e cakiem ozdrowieje, i przed kilku 
dniami wyruszy w dalsz drog. Makowi nie chodzio ju zbytnio o docignicie 
go w drodze, gdy postanowi ju wie obie dziewki a do Pocka, gdzie i tak 
byby je opat zawiz, ale e mu pilno byo do Zbyszka, wic zakopota si 
srodze inn nowin: e ju po opatowym wyjedzie rzeki tak wezbray, i cakiem 
nie mona byo jecha dalej. Dominikanie, widzc rycerza ze znacznym pocztem, 
ktren, jak mwi, do ksicia Ziemowita jecha, przyjli i podejmowali ich 
gocinnie, a nawet opatrzyli Maka na drog drewnian, oliwn tabliczk, na 
ktrej wypisana bya po acinie modlitwa do anioa Rafaa, patrona podrnych.
Przez dwa tygodnie trwa przymusowy pobyt w czycy, przy czym jeden z giermkw 
zamkowego starosty odkry, e pachokowie przejezdnego rycerza byli 
dziewczynami, i z miejsca zakocha si na umr w Jagience. Czech chcia go zaraz 
pozywa za to na udeptan ziemi, ale e stao si to wigili wyjazdu, wic 
Mako odradza mu ten postpek.
Gdy wyruszyli w dalsz ku Pockowi drog, wiatr osuszy nieco gocice, bo 
jakkolwiek przychodziy dde czste, ale jak zwykle wiosn trway krtko. Byy 
te ciepe i due, albowiem wiosna nastpia zupena. Na polach wieciy w 
bruzdach jasne pasy wody, od zagonw dolatywa z powiewem mocny zapach mokrej 
ziemi. Bagna pokryy si kaczecem, w lasach zakwity przylaszczki - i piege 
podnosiy midzy gaziami wiergot radosny. W serca podrnych wstpia te 
nowa ochota i nadzieja, zwaszcza e jechao im si dobrze i e po szesnastu 
dniach podry stanli u bram Pocka.
Ale przyjechali w nocy, gdy bramy grodu byy ju zamknite, wic musieli nocowa 
u tkacza za murami. Dziewczyny, poszedszy spa pno, pospay si po trudach i 
niewygodach dugiej podry kamiennym snem. Mako, ktrego aden trud nie mg 
obali, nie chcia ich budzi, ale sam rwno z otwarciem bram poszed do miasta, 
atwo odnalaz katedr i dom biskupi, w ktrym pierwsz nowin, ktr usysza, 
bya wiadomo, e opat zmar przed tygodniem.
Zmar przed tygodniem, ale wedle wczesnego zwyczaju odprawiano msze przy 
trumnie i stypy aobne od dni szeciu, pogrzeb za mia nastpi dzi dopiero, 
a po nim wspominki i stypa ostatnia dla uczczenia pamici zmarego.
Mako od wielkiego frasunku nawet si nie rozglda po miecie, ktre zreszt 
zna nieco z tych czasw, gdy jedzi z listem ksiny Aleksandry do mistrza - 
tylko wraca co prdzej do domu tkacza za murami i po drodze mwi sobie:
- Ha, zmaro mu si i wieczny odpoczynek! Nie masz na to rady we wiecie, ale co 
ja teraz z tymi dziewkami zrobi?
I pocz si nad tym zastanawia, czyby je lepiej u ksiny Aleksandry zostawi, 
czy u ksiny Anny Danuty, czy moe do Spychowa wie. Bo nieraz przychodzio mu 
do gowy w czasie tej drogi, e gdyby si pokazao, i Danuka nie yje, to nie 
wadzioby, by Jagienka bya blisko Zbyszka. Nie wtpi, e Zbyszko dugo bdzie 
tamtej, nad wszystkie inne umiowanej, aowa i dugo po niej paka, ale nie 
wtpi te, e taka dziewczyna, tu pod bokiem, zrobi swoje. Pamita, jak 
chopaka, chocia serce rwao mu si hen za bory i lasy na Mazowsze, cigoty 
jednak bray przy Jagience. Z tych powodw i wierzc przy tym gboko, e 
Danuka przepada, myla nieraz, by na wypadek mierci opata nie odsya 
nigdzie Jagienki. Ale e by nieco apczywy na ziemskie dobro, wic chodzio mu 
i o majtno po opacie. Opat gniewa si wprawdzie na nich i zapowiada, e nic 
im nie zostawi, ale nu ogarna go skrucha przed mierci? e zapisa co 
Jagience, to byo pewne, bo nieraz odzywa si z tym w Zgorzelicach, wic przez 
Jagienk mogoby to i tak nie min Zbyszka. Chwilami braa te Maka ochota 
zosta w Pocku, dowiedzie si jak i co, i zaj si t spraw, ale wnet 
pokonywa w sobie takie myli. "Ja tu bd - myla - o majtno zabiega, a 
mj chopaczysko moe tam do mnie z jakowego krzyackiego podziemia rce wyciga 
i ratunku ode mnie czeka". Bya wprawdzie jedna rada: zostawi Jagienk pod 
opiek ksiny i biskupa z prob, by jej nie dali skrzywdzi, jeli jej opat co 
zostawi. Ale rada ta nie cakiem podobaa si Makowi. "Dziewczyna ma i tak - 
mwi sobie - wiano zacne, jeli za i po opacie odziedziczy, wemie j ktry 
Mazur, jak Bg na niebie, a ona te dugo nie wytrzyma, bo to jeszcze i 
nieboszczyk Zych powiada, e ju wtedy jako po wglach chodzia". I zlk si 
tej myli stary rycerz, gdy pomyla, e w takim razie i Danusia, i Jagienka 
mogyby Zbyszka omin, tego za nie chcia za nic na wiecie.
- Ktr mu Bg przeznaczy, t niech ma, ale jedn musi mie. Postanowi te w 
kocu przede wszystkim ratowa Zbyszka, a Jagienk, jeli trzeba bdzie si z 
ni rozsta, zostawi albo w Spychowie, albo u ksiny Danuty, nie za tu w 
Pocku, gdzie dwr by nierwnie wietniejszy i piknych rycerzy na nim niemao.
Obarczon tymi mylami, szed wartkim krokiem ku domowi tkacza, aby Jagience 
opatow mier oznajmi, w duchu za obiecywa sobie, e jej tego od razu nie 
powie, gdy niespodziana a za wie atwo dech by w dziewce zaprze i niepodn 
j potem uczyni moga. Przybywszy do domu, zasta ju obie ubrane, nawet 
przystrojone i wesoe jak gajwki, wic siadszy na zydlu, zawoa na tkackich 
czeladnikw, by mu mis grzanego piwa przynieli, po czym nachmurzywszy surowe i 
bez tego oblicze, rzek:
- Syszysz, jako w miecie dzwoni? Zgadnije, dlaczego dzwoni, bo przecie nie 
niedziela, a jutrzni przespaa. Chciaaby widzie opata?
- Pewnie, ebym chciaa - rzeka Jagienka.
-No, to tak go zobaczysz jak krla wieka.
- Zaby pojecha gdzie dalej?
- Juci, e pojecha. A to nie syszysz, e dzwoni?
- Pomer? - zawoaa Jagienka.
- Zmw wieczny odpoczynek.
Wic natychmiast uklky obie z Sieciechwn i poczy mwi wieczny odpoczynek 
dwicznymi jak dzwonki gosami. Po czym zy ciurkiem jy pyn po twarzy 
Jagienki, bo bardzo kochaa opata, ktry cho zapalczywy z ludmi, krzywdy nie 
wyrzdzi nikomu, a dobro obu rkoma czyni, j za, ktra bya jego 
chrzeniaczk, miowa jak crk rodzon. Mako, wspomniawszy, e to by jego i 
Zbyszkw krewny, wzruszy si take i nieco zapaka, a dopiero gdy im cz 
boleci zami spyna, zabra Czecha i obie dziewczyny na pogrzeb do kocioa.
Pogrzeb by wspaniay. Prowadzi kondukt sam biskup Jakub z Kurdwanowa, byli 
wszyscy ksia i wszyscy mnisi w Pocku konwenty majcy, bito we wszystkie 
dzwony, mwiono mowy, ktrych nikt prcz duchownych nie rozumia, boje mwiono 
po acinie, po czym wrcili duchowni i wieccy na uczt obfit do biskupa.
Poszed na ni Mako, wziwszy ze sob dwch pacholikw, gdy jako krewny 
zmarego i znajomek biskupa mia wszelkie prawo. Biskup te przyj go jako 
krewnego nieboszczyka ch-tliwie i z odznaczeniem, lecz zaraz przy przywitaniu 
rzek mu:
- S tu jakowe bory dla was Gradw z Bogdaca zapisane, ale co ostaje, a na 
klasztory i na opactwo nie idzie, to ma by krzeniaczki jego, niejakiej 
Jagienki ze Zgorzelic.
Mako, ktry si niewiele spodziewa, rad by i z borw, biskup za nie 
zauway, e jeden z pacholikw starego rycerza podnis na wzmiank o Jagience 
ze Zgorzelic zroszone i modre jak chabry oczy w gr i rzek:
- Bg mu zapa, ale wolaabym, by y. Wic Mako zwrci si i rzek gniewnie:
- Cichaj, bo wstydu sobie narobisz.
Lecz nagle urwa, w oczach bysno mu zdumienie, po czym twarz uczynia mu si 
sroga i wilcza, gdy opodal od siebie, obok drzwi, przez ktre wchodzia wanie 
ksina Aleksandra, ujrza zgitego w dworskiej, ukadnej postawie Kunona 
Lich-tensteina, tego samego, przez ktrego omal nie zgin Zbyszko w Krakowie.
Jagienka w yciu nie widziaa takiego Maka: oblicze mia skurczone jak paszcza 
zego psa, spod wsw bysny mu zby, w jednej chwili okrci na sobie pas i 
ruszy ku znienawidzonemu Krzyakowi.
Lecz w p drogi zatrzyma si i pocz wodzi szerok doni no wosach. 
Przypomnia sobie w por, e Lichtenstein moe by na dworze pockim tylko albo 
gociem, albo co prawdopodobniej, posem i e gdyby chcia, nie pytajc o nic, 
bi w niego, postpiby wanie tak samo jak Zbyszko na drodze z Tyca.
Wic majc wicej rozumu i dowiadczenia od Zbyszka, pohamowa si, odkrci na 
powrt pas, wypogodzi oblicze, poczeka, a nastpnie gdy ksina po przywitaniu 
si z Lichtensteinem pocza rozmawia z ksidzem Jakubem z Kurdwanowa, zbliy 
si do niej i skoniwszy si gboko, przypomnia jej, co zacz jest i e za sw 
dobrodziejk j poczytuje z przyczyny owego listu, ktrym go swego czasu 
opatrzya.
Ksina zaledwie pamitaa jego twarz, ale przypomniaa sobie z atwoci i 
list, i ca spraw. Byo jej take wiadomym to, co stao si na ssiednim 
dworze mazowieckim; syszaa o Jurandzie, o uwizieniu jego crki, o maestwie 
Zbyszka i o miertelnym jego pojedynku z Rotgierem. Wszystko to zaciekawiao j 
niezmiernie, tak jak jaka opowie rycerska lub jedna z takich pieni, jakie 
wygaszali u Niemcw minstrele, a na Mazowszu gdkowie. Krzyacy nie byli jej 
wprawdzie tak nienawistni jak onie Janusza, Annie Danucie, zwaszcza e chcc 
j sobie zjedna, przesadzali si dla niej w hodach, pochlebstwach i obsypywali 
j hojnie darami; lecz w tym razie serce jej byo po stronie kochankw. Gotowa 
im bya pomc - i przy tym cieszyo j, i ma przed sob czowieka, ktry mg 
jej najdokadniej przebieg zdarze opowiedzie.
Mako za, ktry przedtem ju postanowi uzyska jakimkolwiek sposobem opiek i 
protekcj wpywowej ksiny, widzc, z jakim sucha zajciem, chtnie prawi jej 
o nieszczsnych losach Zbyszka i Danuki i prawie do ez j wzruszy, a to tym 
bardziej e sam niedol bratanka lepiej ni ktokolwiek odczuwa i z caej duszy 
nad ni ubolewa.
- Nic rzewliwszego w yciu nie syszaam - rzeka wreszcie ksina. - A 
najwiksza ao chwyta mnie wskr tej przyczyny, e on ju t dzieweczk 
zalubi, ju ci bya jego, a adnej szczliwoci nie zazna. Wszelako - 
wiecie-li na pewno, e nie zazna?
- Hej, mocny Boe! - odpar Mako - eby cho by zazna, ale on j zalubi, 
obonie chorym bdc, wieczorem, a o witaniu ju j wzili!
- I mylicie, e Krzyacy? Bo u nas powiadali o zbjach, ktrzy Krzyakw 
zwiedli, inn dziewk im oddajc. Mwili te o Jurandowym pisaniu.
- To ju nie ludzkie sdy rozstrzygny, jeno boski. Wielki to by, prawi, 
rycerz ten Rotgier, ktry najtszych zwycia, a przecie z rki dzieciucha 
poleg.
- No, taki to i dzieciuch - rzeka, umiechajc si, ksina -co mu 
przezpieczniej w drog nie wazi. Krzywda jest - prawda! I susznie si 
krzywdujecie, a jednako z tamtych czterech trzech ju nie ywie, a ten stary, 
ktry osta, ledwie take, jako syszaam, wydar si mierci.
- A Danuka? a Jurand? - odrzek Mako - gdzie oni s? Bg te wie, czy i ze 
Zbyszkiem co zego si nie stao, ktren do Malborga pojecha.
- Wiem, ale Krzyacy nie cakiem tacy psubraci, jako mylicie. W Malborgu przy 
boku mistrza i jego brata Ulryka, ktry jest czowiek rycerski, nic si zego 
bratankowi waszemu sta nie mogo, ktry przecie mia pewnikiem i listy od 
ksicia Janusza. Chyba e tam jakiego rycerza pozwa i poleg, bo w Malborgu 
sia zawsze najsawniejszych rycerzy ze wszystkich stron wiata przebywa.
- Ej, nie bardzo ju si tam tego boj - rzek stary rycerz. -Byle go do 
podziemia nie zamknli, byle zdrad nie ubili i byle jakowe elaziwo mia w 
garci - to nie bardzo si boj. Raz tylko znalaz si od niego tszy, ktren 
go w szrankach rozcign, a to wanie ksi mazowiecki Henryk, ten, co by tu 
biskupem i co si w gadkiej Ryngalle rozmiowa. Ale Zbyszko zgoa by wwczas 
pacholciem. Przy tym jednego byby on tylko jako amen w pacierzu pozwa, tego, 
ktremu i ja lubowaem, a ktren tu jest.
To rzekszy, pokaza oczyma na Lichtensteina, ktry z wojewod pockim 
rozmawia.
Lecz ksina zmarszczya brwi i rzeka surowym, oschym gosem, ktrym zawsze 
mwia, gdy gniew poczyna j chwyta:
- lubowalicie mu czy nie lubowali, a to pamitajcie, e on u nas w gocinie; 
kto naszym gociem chce by, powinien obyczajnoci przestrzega.
- Wiem, miociwa pani - odrzek Mako. - Toem ju okrci pas i do niegom 
szed, alem si pohamowa, pomylawszy, e moe posuje.
- Bo i posuje. A czek jest midzy swymi znaczny, na ktrego radach sam mistrz 
sia polega i nie byle czego mu odmwi. Bg to moe zdarzy, e go w Malborgu 
podczas bytnoci waszego bratanka nie byo, ile e Lichtensteina, cho z zacnego 
rodu idzie, powiadaj zawzitym i mciwym. Poznae was?
- Nie bardzo mg pozna, bo mi mao widzia. Na drodze tynieckiej bylimy w 
hemach, a potem raz tylko byem u niego w Zbyszkowej sprawie, ale wieczorem, 
gdy byo pilno, i raz widzielimy si w sdzie. Zmieniem si na gbie od tego 
czasu i broda znacznie mi posdzielaa. Uwaaem te teraz, e patrzy na mnie, 
ale wida jeno dlatego, e przyduej z miociw pani rozmawiam, gdy potem 
oczy cakiem spokojnie w inn stron obrci. Zbyszka toby by pozna - ale mnie 
zabaczy, a o moim lubowaniu moe i nie sysza, majc o lepszych do mylenia.
- Jak to o lepszych?
- Bo jemu pono lubowali i Zawisza z Garbowa, i Powaa z Taczewa, i Marcin z 
Wrocimowic, i Paszko Zodziej, i Lis z Targowiska. Kady z nich, miociwa pani, 
i dziesiciu takim by poradzi, a c dopiero, e ich kupa! Lepiej jemu si byo 
nie rodzi, nieli jeden takowy miecz mie nad gow. A ja nie tylko mu o 
lubowaniu nie wspomn, ale jeszcze w pouchwao si wej z nim postaram.
- Czemu za tak?
A twarz Maka staa si naraz chytra, do gowy starego lisa podobna.
- eby mi jakowe pismo da, za ktrym mgbym przezpiecznie po krajach 
krzyackich jedzi i Zbyszkowi w razie potrzeby da poratowanie.
- Zali to godne czci rycerskiej? - zapytaa z umiechem ksina.
- Godne - odrzek stanowczym gosem Mako. - Gdybym na ten przykad w bitwie z 
tyu na niego natar, a nie zawoa, by si obrci, juci bym hab na si 
cign, ale czasu pokoju rozumem na hak nieprzyjaciela przywie - tego si 
aden prawy rycerz nie zasroma.
- To was poznajomi - odrzeka ksina. I skinwszy na Lichtensteina, 
poznajomia z nim Maka, pomylawszy, e choby go Lichtenstein pozna, to i tak 
nie staoby si nic wielkiego.
Lecz Lichtenstein nie pozna go, albowiem istotnie na drodze tynieckiej widzia 
go w hemie, a potem raz tylko jeden z nim rozmawia, i to wieczorem, gdy Mako 
przychodzi do niego prosi go o odpuszczenie Zbyszkowej winy.
Skoni si jednak do dumnie, dopiero ujrzawszy za rycerzem dwch cudnych, 
bogato ubranych pachokw, pomyla, e nie byle kto takich mie moe, i twarz 
rozjania mu si nieco, jakkolwiek nie przesta wydyma dumnie ust, co czyni 
zawsze, jeli nie z panujcym mia do czynienia.
A ksina rzeka, ukazujc Maka:
- Jedzie ten rycerz do Malborga i ja sama polecam go asce wielkiego mistrza, 
ale on posyszawszy o zachowaniu, jakie w Zakonie macie, pragnby i od was mie 
pismo.
To rzekszy, odesza do biskupa, Lichtenstein za utkwi
w Maku swe zimne, stalowe oczy i zapyta:
- Jaki powd skania was, panie, do odwiedzenia naszej pobonej i skromnej 
stolicy?
- Uczciwy powd i pobony powd - odrzek, wznoszc renice, Mako. - Gdyby 
byo inaczej, nie urczaaby za mn miociwa ksina. Ale prcz lubw 
pobonych, chciabym te i mistrza waszego pozna, ktren pokj na ziemi czyni, 
a jest najsawniejszym na wiecie rycerzem.
- Za kogo ksina miociwa, pani nasza i dobrodziejka urcza, ten nie bdzie 
narzeka na nasz ubog gocinno; wszelako co do mistrza trudno bdziecie go 
mogli obaczy, bo przed miesicem ju do Gdaska wyjecha, a stamtd mia do 
Krlewca i dalej ku granicy ruszy, gdy cho mionik pokoju, musi przecie od 
zdradzieckich Witoldowych zapdw dziedziny zakonnej broni.
Usyszawszy to, Mako zafrasowa si tak widocznie, e Lichtenstein, przed 
ktrego oczyma nic nie mogo si ukry, rzek:
- Widz, e rwn mielicie ch pozna wielkiego mistrza, jak dopeni lubw 
zakonnych.
- Miaem ci j, miaem! - odrzek prdko Mako. - Wic to ju wojna z Witoldem o 
mujd, pewna?
- Sam j rozpocz, podajc wbrew przysigom pomoc buntownikom.
Nastaa chwila milczenia.
- Ha! niech ta Bg szczci Zakonowi, jak na to zasuguje! - rzek wreszcie 
Mako. - Nie mog mistrza pozna, to cho lubw dopeni.
Lecz wbrew tym sowom sam nie wiedzia, co ma na razie pocz, i z uczuciem 
ogromnego strapienia zadawa sobie w duszy pytanie:
"Gdzie ja mam teraz Zbyszka szuka i gdzie go odnajd?"
atwo byo przewidzie, e jeli mistrz opuci Malborg i uda si na wojn, to 
nie ma co szuka w Malborgu i Zbyszka -a w kadym razie trzeba o nim 
dokadniejszych wiadomoci zasign. Stary Mako zatroska si wielce, ale e 
by czek prdki do rady, postanowi czasu nie traci i zaraz nazajutrz ruszy w 
dalsz drog. Uzyskanie listu od Lichtensteina przy poparciu ksiny Aleksandry, 
w ktrej komtur mia nieograniczone zaufanie, przyszo mu atwo. Otrzyma tedy 
polecenie do starosty w Brodnicy i do wielkiego szpitalnika w Malborgu, za ktre 
darowa jednak Lichtensteinowi spory srebrny pucharek, ozdobnie wykuty we 
Wrocawiu, taki, jaki rycerze mieli zwyczaj stawia napeniony winem na noc przy 
ou, aby w razie bezsennoci mie pod rk i lekarstwo na sen, i uciech. 
Hojno ta Makowa zdziwia nieco Czecha, ktry wiedzia, i stary rycerz nie 
by zbyt pochopny do obsypywania darami nikogo, a zwaszcza Niemcw - lecz w 
rzek:
- Uczyniem tak, bom mu lubowa i potyka si z nim musz, a nijak by mi byo 
nastawa na gardo czeka, ktry mi usug odda. Nie nasz to obyczaj bi w 
dobrodzieja...
- Ale zacnego pucharka szkoda! - odpowiedzia troch przekornie Czech.
Na to za Mako:
- Nie czyni ja nic przez rozmysu, nie bj si! Bo jeli mi Pan Jezus 
miosierny pozwoli Niemca powali, to juci i pucharek odzyszcz, i sia innych 
godnych rzeczy wraz z nim zdobd.
Po czym jli naradza si obaj, a z nimi i Jagienka, co czyni dalej. Makowi 
przechodzio przez rozum, aby i j, i Sieciechwn zostawi w Pocku pod opiek 
ksiny Aleksandry, a to z powodu opatowego testamentu, ktry by zoony u 
biskupa. Lecz dziewczyna sprzeciwia si temu ca si swej niezomnej woli. 
Prawda, e sporzej by byo jecha bez nich, bo nie trzeba by na noclegach 
osobnych izb wyszukiwa ani te oglda si na obyczajno, na bezpieczestwo i 
rne inne tego rodzaju przyczyny. Ale przecie nie po to wyjechay ze Zgorzelic, 
by siedzie w Pocku. Testament, skoro jest u biskupa, to nie przepadnie, a co 
do nich, gdyby si pokazao, e musz gdzie po drodze osta, to lepiej by im 
byo osta si na opiece u ksiny Anny, nie u Aleksandry, bo na tamtym dworze 
mniej nawidz Krzyakw, a wicej miuj Zbyszka. Rzek wprawdzie na to Mako, 
e rozum nie niewiecia rzecz i e nie przystoi dziewce "dowodzi", tak jakby 
naprawd ten rozum miaa - nie sprzeciwi si jednak stanowczo, a wkrtce 
ustpi cakiem, gdy Jagienka, odcignwszy go na bok, pocza mwi ze zami w 
oczach:
- Wiecie!... Bg patrzy na moje serce, e co rania i co wieczora prosz go za 
on Danuk, ba i o Zbyszkow szczliwo! Bg to w niebiesiech wie najlepiej! 
Ale i Hlawa, i wy powiadacie, e ju ona zgina i e ywa z krzyackich rk nie 
wyjdzie - co jeli tak ma by, to ja...
Tu zawahaa si nieco, wezbrane zy stoczyy si jej z wolna po jagodach i 
skoczya po cichu:
- To ja chc by Zbyszka blisko...
Maka wzruszyy te zy i sowa, jednak odrzek:
- Jeli tamta zginie, Zbyszko z aoci ani na ci spojrzy.
- Ja te nie chc, by na mnie spoglda, jeno chc by przy nim.
- Wiesz przecie, e ja tego samego bym chcia, co i ty; ale on w pierwszym alu 
gotw ci jeszcze zwymyla...
- Niech tam i zwymyla - odpowiedziaa ze smutnym umiechem. - Ale tego nie 
uczyni, bo nie bdzie wiedzia, e to ja.
- Pozna ci.
- Nie pozna. Wycie take nie poznali. Powiecie mu, e to nie ja, jeno Jako, a 
Jako przecie cakiem z gby do mnie podobny. Powiecie mu, e urs i tyla, a 
jemu nawet przez gow nie przejdzie, by za to nie by Jako...
Na to stary rycerz wspomnia co jeszcze o kolanach k" sobie, ale e kolana 
k'sobie miewali czasem i chopaki, wic nie mogo to by przeszkod, zwaszcza 
e Jako mia istotnie twarz prawie tak sam, a wosy po ostatnich 
postrzyynach wyrosy mu znw dugie - i nosi je w ptliku, tak jak inne 
szlachetne pacholta i sami rycerze. Z tych przyczyn ustpi Mako i poczli 
mwi ju o drodze. Mieli wyruszy nazajutrz. Postanowi Mako puci si w 
krzyackie kraje, dotrze do Brodnicy, tam zasign jzyka i gdyby mistrz by 
wbrew przewidywaniom Lichtensteina jeszcze w Malborgu, to jecha do Malborga, w 
razie za przeciwnym pocign krzyack granic w stron Spychowa, przepytujc 
po drodze o modego polskiego rycerza i jego poczet. Stary rycerz spodziewa si 
nawet, e acniej si czego dowie o Zbyszku w Spychowie lub na dworze ksicia 
Janusza warszawskiego ni gdzie indziej.
Jako nazajutrz wyruszyli. Wiosna ju uczynia si zupena, wic rozlewy wd, a 
mianowicie Skrwy i Drwcy, tamoway drog, tak e dopiero dziesitego dnia po 
opuszczeniu Pocka przejechali granic i znaleli si w Brodnicy. Miasteczko 
czyste byo i porzdne, ale zaraz na wstpie mona byo pozna twarde rzdy 
niemieckie, albowiem ogromna murowana szubienica, wzniesiona za miastem przy 
drodze do Gorczenicy, ubrana bya ciaami wisielcw, z ktrych jedno byo 
kobiece. Na straniczej wiey i na zamku powiewaa chorgiew z czerwon rk w 
biaym polu. Samego komtura nie zastali jednak podrni na miejscu, albowiem 
pocign by z czci zaogi i na czele okolicznej szlachty do Malborga. 
Objanienia te da Makowi stary Krzyak, lepy na oba oczy, ktry by niegdy 
komturem Brodnicy, pniej za, przywizawszy si do miejsca i zamku, przeywa 
w nim ostatki ywota. w, gdy kapelan miejscowy przeczyta mu list 
Lichtensteina, przyj Maka gocinnie, e za mieszkajc wrd polskiej 
ludnoci, umia wybornie po polsku, przeto atwo byo si z nim rozmwi. 
Zdarzyo si te, i przed szeciu tygodniami jedzi do Malborga, dokd wzywano 
go jako dowiadczonego rycerza na rad wojenn, wiedzia wic, co si w stolicy 
dziao. Zapytywany o modego polskiego rycerza, mwi, e nazwiska nie pomni, 
ale e sysza o jakowym, ktry naprzd budzi podziw tym, e pomimo modych 
lat przyby jako rycerz ju pasowany, a po wtre potyka si szczliwie na 
turnieju, ktry wielki mistrz urzdzi wedle zwyczaju dla cudzoziemskich goci 
przed wyruszeniem na wojenn wypraw. Powoli przypomnia sobie nawet, i owego 
rycerza polubi i wzi w szczegln opiek mny i szlachetny brat mistrzw, 
Ulryk von Jungingen, i e da mu elazne listy, z ktrymi modzian pniej 
odjecha podobno w stron wschodni. Mako ucieszy si z tych wiadomoci 
ogromnie, nie mia bowiem najmniejszej wtpliwoci, e tym modym rycerzem by 
Zbyszko. Wobec tego nie byo chwilowo po co jecha do Malborga, bo jakkolwiek 
wielki szpitalnik lub inni pozostali tam urzdnicy zakonni i rycerze mogliby 
moe jeszcze dokadniejszych udzieli wskazwek, jednakowo adn miar nie 
mogli powiedzie, gdzie na razie bawi Zbyszko. Zreszt sam Mako wiedzia 
najlepiej, gdzie go znale, nietrudno bowiem byo domyli si, e kry koo 
Szczytna albo jeeli tam Danusi nie znalaz, czyni poszukiwania po dalszych 
wschodnich zamkach i komturiach.
Nie tracc wic czasu, ruszyli i oni krzyackim krajem ku wschodowi i Szczytnu. 
Droga sza im sporo, gdy gste miasta i miasteczka poczone byy gocicami, 
ktre Krzyacy, a raczej kupcy w miastach osiedli, w dobrym utrzymywali stanie, 
prawie nie gorszym ni polskie, ktre powstay pod opiek gospodarnej i 
sprystej krla Kazimierzowej rki. Przy tym pogoda nastaa cudna. Noce byy 
gwiadziste, dni jasne, a w porze poudniowego udoju powiewa ciepy, suchy 
wiaterek, ktry napenia czerstwoci i zdrowiem piersi ludzkie. Zazieleniy 
si zboa na polach, ki pokryy si hojnie kwieciem, a lasy sosnowe poczy 
roni wo ywiczn. Przez ca drog do Lidzbarku, a stamtd do Dziadowa i 
dalej do Niedzborza podrni nie widzieli ani chmurki na niebie. W Niedzborzu 
dopiero w nocy przysza ulewa z grzmotami, ktre pierwszy raz tej wiosny 
syszano, ale trwaa krtko i nazajutrz rozbysn znw poranek przejasny, 
rowy, zoty i tak wietlisty, e jak okiem sign wszystko lnio jednym 
bisiorem brylantw i pere, caa za kraina zdawaa si umiecha niebu i 
radowa si z bujnego ycia.
W taki to ranek wykrcili z Niedzborza ku Szczytnu. Granica mazowiecka nie bya 
daleko i atwo by im przyszo nawrci do Spychowa. Bya chwila nawet, e Mako 
chcia to uczyni, ale rozwaywszy wszystko, wola dotrze wprzd do strasznego 
krzyackiego gniazda, w ktrym tak ponuro rozstrzygna si cz Zbyszkowych 
losw. Wziwszy wic chopa przewodnika, kaza mu prowadzi poczet ku Szczytnu, 
cho i przewodnik nie by konieczny, albowiem z Niedzborza szed prosty 
gociniec, na ktrym niemieckie mile byy biaymi kamieniami znaczone.
Przewodnik jecha kilkadziesit krokw naprzd, za nim konno Mako z Jagienk, 
nastpnie do daleko za nimi Czech ze liczn Sieciechwn, a dalej szy wozy 
otoczone przez zbrojnych pachokw. Ranek by wczesny. Rana barwa nie zesza 
jeszcze ze wschodniej strony nieba, cho soce wiecio ju, zmieniajc na 
opale krople rosy na drzewach i trawach.
- Nie boisz si jecha do Szczytna? - zapyta Mako.
- Nie boj si - odrzeka Jagienka. - Pan Bg nade mn, bom sierota.
- Bo tam nijakiej wiary nie dotrzymuj. Najgorszy pies by ci wprawdzie w 
Danveld, ktrego Jurand razem z Gotfrydem zgadzi... Tak powiada Czech. Drugi 
po Danveldzie by Rot-gier, ktry leg od Zbyszkowego topora, ale i ten stary 
jest okrutnik, diabu zaprzedan... Ludzie nic dobrze nie wiedz, wszelako ja tak 
myl, e jeli Danuka zgina, to z jego rki. Gadaj, e spotkaa go te 
jakowa przygoda - ale ksina powiedziaa mi w Pocku, e si wykrci. Z nim 
to bdziemy mieli w Szczytnie spraw. Dobrze, e mamy pismo od Lichtensteina, bo 
jego si podobno gorzej psubraty boj ni samego mistrza... e to, prawi, 
powag ma okrutn i zachowanie wielkie, a przy tym mciwy jest. Najmniejszej 
krzywdy nie daruje... Bez tego pisma nie jechaby ja tak spokojnie do Szczytna.
- A we stary jako si zowie?
- Zygfryd de Lowe.
- Bg da, e damy sobie i z nim rady.
- Bg da!
Tu Mako rozemia si i po chwili pocz mwi:
- Powiada do mnie ksina w Pocku: "Krzywdujecie si, krzywdujecie jako baranki 
na wilkw, a tu, powiada, z tych wilkw trzech ju nie ywie, bo ich niewinne 
baranki zdusiy". I prawd rzekszy, tak to i jest...
- A Danuka? a jej rodzic?
- To samo powiedziaem ksinie. Ale w duszy rad jestem, ie si pokazuje, jako 
i nas krzywdzi jest nieprzezpieczna rzecz. Juci wiemy, jak toporzysko chyci w 
gar i godnie nim machn! A co do Danuki i Juranda, to prawda. Ja myl tak 
samo jak i Czech, e ich ju na wiecie nie ma, ale w rzeczy to nikt dobrze nie 
wie... Tego Juranda te mi al, bo i za ycia si boleci o dziewczyn najad, i 
jeeli zgin, to cik mierci.
- Co go kto przy mnie wspomni, to zaraz o tatusiu myl, ktrego te na wiecie 
nie ma - odpowiedziaa Jagienka.
I tak mwic, podniosa zwilone, liczne oczy ku grze. Mako za pokiwa gow 
i rzek:
- W Boym on wiecu i w wiatoci wiekuistej na pewno, bo lepszego od niego 
czowieka chyba w caym naszym krlestwie
nie byo...
- Oj, nie byo ci, nie byo! - westchna Jagienka. Lecz dalsz rozmow przerwa 
im chop przewodnik, ktry powstrzyma nagle rebca, a nastpnie zawrci go, 
przylecia pdem do Maka i zawoa jakim dziwnym, wylknionym gosem:
- O dla Boga! Patrzcie no, panie rycerzu, kto to ku nam z pagrka idzie.
- Kto, gdzie? - zawoa Mako.
- A owdzie! Chyba wielgolud czy co...
Mako z Jagienka wstrzymali stpaki, spojrzeli we wskazanym przez przewodnika 
kierunku i istotnie oczy ich ujrzay na wyniosoci pagrka, na p albo i 
wicej stajania jakow posta, ktrej wymiary zdaway si znacznie przenosi 
zwyke ludzkie ksztaty.
- Sprawiedliwie mwi, e chop jest duy - mrukn Mako. Potem zmarszczy si, 
splun nagle w bok i rzek:
- Na psa urok!
- Czemu za zaklinacie? - spytaa Jagienka.
- Bom wspomnia, jako w taki sam ranek obaczylimy ze Zbyszkiem na drodze z 
Tyca do Krakowa takiego samego niby wielkoluda. Powiadali wwczas, e to 
Walgierz Wday. Ba! pokazao si, e to by pan z Taczewa, ale te nic dobrego z 
tego nie wypado. Na psa urok.
- To nie rycerz, bo piecht idzie - rzeka, wytajc wzrok, Jagienka. - I widz 
nawet, e nijakiej broni nie ma, jeno kostur w lewej rce dziery...
- I maca nim przed sob, jakby bya noc - doda Mako.
- I ledwie si rusza. Pewnie! lepy chyba czy co?
- lepy jest, lepy! jako ywo!
Ruszyli komi i po niejakim czasie zatrzymali si naprzeciw dziada, ktry 
schodzc z pagrka niezmiernie powoli, szuka przed sob kosturem drogi.
By to starzec rzeczywicie ogromny, chocia widziany z bliska przesta im si 
wydawa wielkoludem. Sprawdzili te, e by zupenie lepy. Zamiast oczu mia 
dwie czerwone jamy. Brako mu rwnie prawej doni, na miejscu ktrej nosi 
wze uczyniony z brudnej szmaty. Biae wosy spaday mu a na ramiona, a broda 
sigaa pasa.
- Nie ma chudzina ni pacholcia, ni psa i sam omackiem drogi szuka - ozwaa si 
Jagienka. - Dla Boga, nie moem go przecie bez pomocy ostawi. Nie wiem, czy 
mnie bdzie rozumia, ale przemwi do niego po naszemu.
To rzekszy, zeskoczya ywo ze stpaka i zatrzymawszy si tu przed dziadem, 
pocza szuka pienidzy w skrzanej kalecie wiszcej u jej pasa.
Dziad te, usyszawszy przed sob tupot koski i gwar, wycign przed siebie 
kostur i podnis do gry gow, jak czyni ludzie lepi.
- Pochwalony Jezus Chrystus! - rzeka dziewczyna. - Rozumiecie, dziadku, po 
krzecijasku?
w za, usyszawszy jej sodki, mody gos, drgn, przez twarz przelecia mu 
jaki dziwny bysk, jakby wzruszenia i rozrzewnienia, nakry powiekami swe puste 
jamy oczne i nagle, rzuciwszy kostur, pad przed ni na kolana z wycignitymi w 
gr ramionami.
- Wstacie, i tak was wspomog. Co wam jest? - spytaa ze zdziwieniem Jagienka.
Lecz on nie odpowiedzia nic, tylko dwie zy spyny mu po policzkach a z ust 
wyszed podobny do jku gos:
- Aa! a!
- Na miosierdzie boskie! niemowacie czy jak?
- Aa! a!
To wygosiwszy, podnis do: naprzd uczyni ni znak krzya, potem j wodzi 
lew doni wzdu ust.
Jagienka, nie zrozumiawszy, spojrzaa na Maka, ktry rzek:
- Chyba co ci takiego pokazuje, jakby mu jzyk urnli.
- Urnli wam jzyk? - spytaa dziewczyna.
-A! a! a! a! - powtrzy kilkakrotnie dziad, kiwajc przy tym gow.
Po czym wskaza palcami na oczy, nastpnie wysun prawe rami bez doni, a lew 
wykona ruch do cicia podobny.
Teraz zrozumieli go oboje.
- Kto wam to uczyni? - spytaa Jagienka.
Dziad zrobi znw kilkakrotnie znak krzya w powietrzu.
- Krzyacy! - zakrzykn Mako. Starzec opuci na znak potwierdzenia gow na 
piersi. Nastaa chwila milczenia, tylko Mako i Jagienka spogldali na si z 
niepokojem, mieli bowiem przed sob jawny dowd tego braku miosierdzia i braku 
miary w karaniu, jakimi odznaczali si rycerze zakonni.
- Srogie rzdy! - rzek wreszcie Mako - i ciko go pokarali, a Bg wie, czy 
susznie. Nie dopytamy si o to. eby cho wiedzie, gdzie go odwie, bo to 
musi by czek z tych okolic. Po naszemu rozumie, gdy tu prosty nard taki jest 
jako i na Mazowszu.
- Rozumiecie przecie, co mwimy? - spytaa Jagienka. Dziad potwierdzi gow.
- A tutejsicie?
- Nie - odpowiedzia na migi starzec.
- Za moe z Mazowsza?
-Tak.
- Spod ksicia Janusza?
-Tak.
- A cecie u Krzyakw robili?
Starzec nie umia odpowiedzie, lecz twarz jego przybraa w jednej chwili wyraz 
tak niezmiernego blu, e litociwe serce Jagienki zadrgao tym wikszym 
wspczuciem, a nawet Mako, chocia nie byle co wzruszy go mogo, rzek:
- Pewnikiem skrzywdzili go, psubraty, moe i bez jego winy. Jagienka za 
wetkna w do ndzarza kilka drobnych pienikw.
- Suchajcie -rzeka. - Nie opucim was. Pojedziecie z nami
na Mazowsze i w kadej wsi bdziemy was pyta, czy nie wasza. Moe si jako 
dogadamy. Wstacie jeno teraz, bo my przecie nie wici.
Lecz on nie wsta, owszem pochyli si i obj jej nogi, jakby w opiek si 
oddajc i dzikujc, przy czym jednak pewne zdziwienie, a nawet jakby zawd 
migny mu na obliczu. By moe, i miarkujc z gosu, sdzi, i stoi przed 
dziewczyn, tymczasem do jego trafia na jaowicze skrznie, jakie w podry 
nosili rycerze i giermkowie.
Ona za rzeka:
- Tak i bdzie. Przyjd wnet nasze wozy, to sobie odpoczniecie i poywicie si. 
Ale na Mazowsze nie od razu pojedziecie, bo przedtem trzeba nam do Szczytna.
Na to sowo starzec zerwa si na rwne nogi. Zgroza i zdumienie odbiy mu si 
na twarzy. Roztworzy ramiona, jakby chcc zagrodzi drog, a z ust poczy mu 
si wydobywa dzikie i jak gdyby pene przeraenia dwiki.
- Co wam? - zawoaa przelkniona Jagienka. Lecz Czech, ktry ju przedtem by z 
Sieciechwn nadjecha i od pewnego czasu wpatrywa si uporczywie w dziada, 
zwrci si nagle do Maka ze zmienion twarz i dziwnym jakim gosem rzek:
- Na rany boskie! pozwlcie, panie, bym do niego przemwi, bo ani wiecie, kto 
on moe by!
Po czym, nie pytajc o pozwolenie, poskoczy do dziada, pooy mu rce na 
barkach i j pyta:
- Ze Szczytna idziecie?
Starzec jakby uderzony dwikiem jego gosu uspokoi si i skin gow.
- A nie szukalicie tam dziecka?...
Guchy jk by jedyn odpowiedzi na to pytanie.
Wwczas Hlawa przyblad nieco, chwil jeszcze wpatrywa si swym rysim wzrokiem 
w rysy starca, po czym rzek z wolna i dobitnie:
- To wycie Jurand ze Spychowa!
- Jurand! - zakrzykn Mako.
Lecz Jurand zachwia si w tej chwili i omdla. Przebyte mki, brak poywienia, 
trudy podry obaliy go z ng. Oto dziesity ju dzie upywa, jak szed tak 
omackiem, bdzc i szukajc przed sob kijem drogi, o godzie, w utrudzeniu i 
niepewnoci, dokd idzie. Nie mogc pyta o drog, w dzie kierowa si tylko 
ciepem promieni sonecznych, noce spdza w rowach przy gocicu. Gdy zdarzyo 
mu si przechodzi przez wie, osad lub gdy spotyka ludzi naprzeciw idcych, 
doni i gosem ebra jamuny, lecz rzadko kiedy wspomoga go litociwa rka, 
powszechnie bowiem brano go za zbrodniarza, ktrego dosiga pomsta prawa i 
sprawiedliwoci. Od dwch dni ywi si kor drzewn i limi i ju by zwtpi, 
czy trafi kiedykolwiek na Mazowsze - a tu nagle otoczyy go litociwe swojackie 
serca i swojskie gosy, z ktrych jeden przypomnia mu sodki gos crki - a gdy 
w kocu wymieniono jeszcze i jego imi, przebraa si wreszcie miara wzrusze, 
serce cisno mu si w piersi, myli zakrciy si wichrem w gowie i byby 
zwali si twarz w proch gocica, gdyby nie podtrzymay go krzepkie ramiona 
Czecha.
Mako zeskoczy z konia, po czym obaj wzili go, ponieli ku taborkowi, a 
nastpnie uoyli na wymoszczonym sianem wozie. Tam Jagienka z Sieciechwn, 
ocuciwszy go, nakarmiy i napoiy winem, przy czym Jagienka, widzc, e nie moe 
utrzyma kubka, sama podawaa mu napj. Zaraz potem chwyci go nieprzeparty 
kamienny sen, z ktrego dopiero na trzeci dzie mia si rozbudzi.
Oni za zoyli tymczasem prdk doran narad.
- Krtko rzek - ozwaa si Jagienka. - Nie do Szczytna teraz jecha, ale do 
Spychowa, by go w przezpiecznym miejscu midzy swoimi we wszelakim starunku 
zostawi.
- Obacz, jak si to rzdzisz! - odpowiedzia Mako. - Do Spychowa trzeba go 
odesa, ale niekoniecznie mamy wszyscy jecha, bo z nim moe jeden wz pj.
- Nie rzdz ja si, jeno tak mniemam, e sia moemy si od niego i o Zbyszku, 
i o Danuce dowiedzie.
- A po jakiemu bdziesz z nim gada, kiedy jzyka nie ma?
- A kt jak nie on pokaza wam, e nie ma? Widzicie, e i bez gadania 
dowiedzielimy si wszystkiego, czego nam byo trzeba, a c dopiero, gdy si do 
jego pokazywania gow i rkoma wezwyczaim! Spytacie go na ten przykad, czy 
wraca Zbyszko z Malborga do Szczytna, to juci albo skinie gow, albo 
zaprzeczy. I to samo o innych rzeczach.
- Prawda jest! - zawoa Czech.
- Nie sprzeczam si i ja te, e prawda - rzek Mako - i sam takow myl 
miaem, jeno u mnie pierwsza rozwaga, a gba potem.
To rzekszy, kaza zawrci taborkowi ku mazowieckiej granicy. W czasie drogi 
Jagienka raz po raz podjedaa do wozu, na ktrym lea Jurand, bojc si, aby 
nie zamar we nie.
- Nie poznaem go - mwi Mako - ale i nie dziwota. Chop by jak tur! 
Powiadali o nim Mazurowie, e on jeden midzy nimi mgby si by z samym 
Zawisz potyka  a teraz icie kociotrup.
- Chodziy suchy - rzek Czech - e go mkami zmoyli, ale poniektry i wierzy 
nie chcia, by za chrzecijanie tak mieli postpi z pasowanym rycerzem, ktry 
te witego Jerzego ma za patrona.
- Bg da, e go Zbyszko cho w czci pomci. No, ale patrzcie, jakowa jest 
midzy nami a nimi rnica. Prawda! Z czterech psubratw trzech ju lego - ale 
w bitwie legli i nikt adnemu jzyka w niewoli nie obrzeza ani te oczu nie 
wyuskiwa.
- Bg ich pokarze - rzeka Jagienka. Lecz Mako zwrci si do Czecha:
- A ty jak go uzna?
- Zrazum go te nie uzna, chociaem go pniej, panie, od was widzia. Ale mi 
co tam chodzio po gowie i im wicej mu si przypatrywaem, tym wicej 
chodzio... Ba! brody nie mia ni biaych wosw, mony by pan a potny; 
jakoe go byo w takim dziadzie uzna! Ale gdy panienka rzeka, e jedziem do 
Szczytna, a on wy pocz, zaraz mi si oczy otwary.
Mako zamyli si.
- Ze Spy chowa trzeba by go ksiciu zawie, ktry przecie takiej krzywdy 
znacznemu czowiekowi wyrzdzonej pazem puci nie moe.
- Wypr si, panie; porwali mu zdrad dziecko i wyparli si, a o panu ze Spy 
chowa powiedz, e w bitwie i jzyk, i rk, i oczy utraci.
- Susznie - rzek Mako. - Toe oni i samego ksicia swego czasu porwali. Nie 
moe on z nimi wojowa, bo nie podoa, chybaby mu nasz krl pomg. Gadaj 
ludzie i gadaj o wielkiej wojnie, a tu ani maej nie ma.
- Jest z ksiciem Witoldem.
- Chwali Boga, e cho ten ich za nic ma... Hej! Knia Witold to mi knia! A 
chytroci go te nie zmog, bo on jeden chytrzejszy ni oni wszyscy razem. 
Bywao, przycisn go, psia-juchy, tak, e zguba nad nim jako miecz nad gow, a 
on si jako w wylinie i zaraz ich uksi... Strze go si, gdy ci bije, ale 
bardziej si strze, gdy ci gaszcze.
- Taki on jest ze wszystkimi?
- Nie ze wszystkimi, jeno z Krzyaki. Z innymi dobry i hojny knia!
Tu zamyli si Mako, jakby chcc lepiej sobie Witolda przypomnie.
- Cakiem to inny czowiek ni tutejsi ksita - rzek wreszcie. - Powinien by 
Zbyszko do niego si uda, bo i pod nim, i przez niego najwicej mona przeciw 
Krzyakom wskra.
Po chwili za doda:
- Kto wie, czy si tam jeszcze obaj nie znajdziem, gdy tam i pomst mona mie 
najsuszniejsz.
Potem znw mwili o Jurandzie, o jego nieszczsnym losie i niewypowiedzianych 
krzywdach, jakich od Krzyakw dozna, ktrzy naprzd bez adnej przyczyny 
zamordowali mu umiowan on, a potem, zemst pacc za zemst, porwali dziecko 
-i samego umczyli tak okrutnymi mkami, e i Tatarzy nie umieliby lepszych 
obmyli. Mako i Czech zgrzytali zbami na myl, e nawet i w wypuszczeniu go 
na wolno byo nowe wyrachowane okruciestwo. Stary rycerz obiecywa te sobie 
w duszy, e postara si wywiedzie dobrze, jako to wszystko byo, a potem 
zapaci z nawizk.
Na takich rozmowach i mylach schodzia im droga do Spychowa. Po dniu pogodnym 
nastaa noc cicha, gwiedzista, wic nie zatrzymywali si nigdzie na nocleg, 
trzykrotnie tylko popa-li obficie konie, po ciemku jeszcze przejechali granic 
i nad ranem stanli pod wodz najtego przewodnika na ziemi spychowskiej. Stary 
Tolima trzyma widocznie tam wszystko elazn rk, gdy zaledwie zapucili si 
w las, wyjechao naprzeciw dwch zbrojnych pachokw, ktrzy jednak widzc nie 
adne wojsko, lecz niewielki poczet, nie tylko przepucili ich bez pytania, ale 
przeprowadzili przez niedostpne dla nie znajcych miejscowoci rozlewiska i 
moczary.
W grdku przyjli goci Tolima i ksidz Kaleb. Wie, e pan przyby, przez 
zbonych ludzi odwiezion, byskawic rozleciaa si midzy zaog. Dopiero gdy 
zobaczyli, jakim wyszed z rk krzyackich - wybucha taka burza grb i 
wciekoci, e gdyby w podziemiach spychowskich znajdowa si jeszcze jaki 
Krzyak, adna moc ludzka nie zdoaaby go wybawi od strasznej mierci.
Konni "parobje" chcieli i tak zaraz siada na ko, skoczy ku granicy, zapa, 
co si da, Niemcw i gowy ich rzuci pod nogi panu, ale okiezna t ich ch 
Mako, ktry wiedzia, e Niemcy siedz po miasteczkach i grdkach, a wieniacza 
ludno tej samej jest krwi, jeno e pod obc przemoc yje. Ale ani w rozgwar, 
ani okrzyki, ani skrzypienie urawi studziennych nie zdoay rozbudzi Juranda, 
ktrego z wozu przeniesiono na skrze niedwiedziej do jego izby na oe. Zosta 
przy nim ksidz Kaleb, przyjaciel od dawnych lat, a tak jak rodzony kochajcy, 
ktry pocz bagaln modlitw, aby Zbawiciel wiata wrci nieszczsnemu 
Jurandowi i oczy, i jzyk, i rk.
Znueni drog podrni poszli te po spoyciu rannego posiku na spoczynek. 
Mako zbudzi si dobrze ju z poudnia i kaza pachokowi przywoa do siebie 
Tolim.
I wiedzc poprzednio od Czecha, e Jurand przed wyjazdem nakaza wszystkim 
posuch dla Zbyszka i e mu dziedzin na Spychowie przez usta ksidza przekaza, 
rzek do starego gosem zwierzchnika:
- Jam jest stryj waszego modego pana i pki nie wrci, moje tu bd rzdy.
Tolima schyli sw siw gow, nieco do gowy wilczej podobn, i otoczywszy 
doni ucho, zapyta:
- To wycie, panie, szlachetny rycerz z Bogdaca?
- Tak jest - odrzek Mako.- Skd o mnie wiecie?
- Bo si tu was spodziewa i pyta o was mody pan, Zbyszko. Usyszawszy to, 
Mako zerwa si na rwne nogi i zapominajc o swej powadze, zakrzykn:
- Zbyszko w Spychowie?
- By, panie; dwa dni temu wyjecha.
- Na miy Bg! skd przyby i dokd pojecha?
- Przyby z Malborga, a po drodze by w Szczytnie, dokd za wyjecha, nie 
powiada.
- Nie powiada?
- Moe ksidzu Kalebowi powiada.
- Hej, mocny Boe! tomy si zminli! - mwi, uderzajc si domi po udach, 
Mako.
Tolima za otoczy doni i drugie ucho:
- Jako powiadacie, panie?
- Gdzie jest ksidz Kaleb?
- U pana starszego, przy ou.
- Przyzwijcie go! Albo nie... Sam do niego pjd.
- Przyzw go! - rzek stary.
I wyszed. Lecz nim przyprowadzi ksidza, wesza Jagienka.
- Chod tu! Wiesz, co jest! Dwa dni temu by tu Zbyszko.
A ona zmienia si w jednej chwili na twarzy i nogi przybrane w obcise pasiaste 
nogawiczki zadray pod ni widocznie.
- By i pojecha? - pytaa z bijcym sercem. - Dokd?
- Dwa dni temu, a dokd, moe ksidz wie.
- Trzeba nam za nim! - rzeka stanowczym gosem. Po chwili wszed ksidz Kaleb, 
ktry sdzc, e Mako wzywa go po to, aby zapyta o Juranda, rzek, uprzedzajc 
pytanie:
- pi jeszcze.
- Syszaem, e Zbyszko tu by? - zawoa Mako.
- By. Dwa dni temu wyjecha.
- Dokd?
- Sam nie wiedzia... Szuka... Pojecha ku granicy mujdz-kiej, gdzie teraz 
wojna.
- Na miy Bg, powiadajcie, ojcze, co o nim wiecie!
- Wiem tyle, iem od niego sysza. By w Malborgu i mon tam opiek pozyska, 
bo brata mistrzowego, ktry jest pierwszym midzy nimi rycerzem. Z jego 
rozkazania wolno byo szuka Zbyszkowi po wszystkich zamkach.
- Juranda i Danuki?
- Tak, ale Juranda nie szuka, bo mu powiedzieli, e nie yje.
- Mwcie od pocztku.
- Zaraz, jeno odetchn i oprzytomniej, bo z innego wiata powracam.
- Jak to z innego wiata?
- Z tego wiata, do ktrego na koniu nie zajedzie, ale na modlitwie zajedzie... 
i od ng Pana Chrystusowych, u ktrych prosiem o zmiowanie nad Jurandem.
- Cuducie prosili? Macie t moc? - zapyta z wielk ciekawoci Mako.
- Mocy nijakiej nie mam, ale j Zbawiciel ma, ktren jeli zechce, powrci 
Jurandowi i oczy, i jzyk, i rk...
- Byle chcia, to juci e i potrafi - odrzek Mako - wszelako nie o byle 
cocie prosili.
Ksidz Kaleb nie odpowiedzia nic, moe nie dosysza, gdy oczy mia jeszcze 
jakby nieprzytomne i istotnie wida byo, i si poprzednio cakiem w modlitwie 
zapamita.
Wic zakry teraz twarz rkoma i czas jaki siedzia w milczeniu. Wreszcie 
wstrzsn si, przetar domi oczy i renice, po czym rzek:
- Teraz pytajcie.
- Jakim sposobem pozyska sobie Zbyszko wjta sambiskiego?
- Ju on nie jest wjtem sambiskim...
- Mniejsza z tym... Wy miarkujcie, o co pytam, i prawcie, co wiecie.
- Pozyska go sobie na turnieju. Ulryk rad si w szrankach potyka, potyka ci 
si i ze Zbyszkiem, bo byo sia goci rycerskich w Malborgu i mistrz gonitwy 
wyprawi. Pk Ulrykowi poprg w siodle i acno go mg Zbyszko z konia zbi, 
ale on, to ujrzawszy, prasn glewi o ziem i jeszcze chwiejcego si 
podtrzyma.
- Hej! Ano widzisz! - zawoa Mako, zwracajc si do Jagienki. - Za to go Ulryk 
pokocha?
- Za to go pokocha. Nie chcia ju z nim goni na ostre ani na tpe kopie i 
pokocha go. Zbyszko te powiedzia mu swoje utrapienia, a w, e to o cze 
rycersk jest dbajcy, okrutnym gniewem zapon i do brata swego, mistrza, 
Zbyszka na skarg zaprowadzi. Bg da mu za to zbawienie, bo niewielu jest 
midzy nimi, ktrzy miuj sprawiedliwo. Mwi mi te Zbyszko, e pan de 
Lorche wielce mu dopomg przez to, i go tam dla wielkiego rodu i bogactw 
szanuj, a on zasie we wszystkim za Zbyszkiem wiadczy.
- A co ze skargi i z onego wiadectwa przyszo?
- Przyszo to, i wielki mistrz surowie komturowi szczyt-nieskiemu przykaza, 
aby wszystkich jecw i winiw, jacy s w Szczytnie, duchem do Malborga 
odesa, samego Juranda nie wyjmujc. Komtur co do Juranda odpisa, i z ran 
umar i tame przy kociele jest pogrzebion. Innych jecw odesa, midzy 
ktrymi bya dziewka niedojda, ale naszej Danusi nie byo.
- Wiem od giermka Hlawy - rzek Mako - i Rotgier, ten, ktry od Zbyszka zabit, 
te na dworze ksicia Januszowym o takiej dziewce-matoce wspomina. Mwi, e 
j mieli za Juran-dwn, a gdy mu ksina odpowiedziaa, e przecie praw 
Jurandwn znali i widzieli, jako nie bya matoka, rzek: "Icie prawda, ale 
mylelim, e j ze przemienio".
- To samo napisa komtur mistrzowi - ie ow dziewk nie w wizieniu, jeno na 
opiece mieli, wpoprzd j zbjcom odjwszy, ktrzy przysigali, e to 
przemieniona Jurandwna.
- I mistrz uwierzy?
- Sam nie wiedzia, czyli ma wierzy, czy nie wierzy, ale Ulryk jeszcze 
wikszym gniewem zapon i wymg na bracie, aby urzdnika zakonnego ze 
Zbyszkiem do Szczytna posa, co te si stao. Przyjechawszy do Szczytna, 
starego komtura ju nie zastali, bo na wojn z Witoldem ku wschodnim zamkom 
wyruszy, jeno podwjciego, ktremu urzdnik kaza wszystkie sklepy i podziemia 
otworzy. Za czym szukali i szukali, i nic nie znaleli. Brali te ludzi na 
spytki. Jeden sam powiedzia Zbyszkowi, e od kapelana mona si sia 
dowiedzie, gdy kapelan umie kata niemow wyrozumie. Ale kata zabra z sob 
stary komtur, a kapelan do Krlewca na jakowy  duchowny congressus by 
wyjecha... Oni si tam czsto zjedaj i skargi na Krzyakw do papiea l, 
bo i ksiom chudzitom pod nimi ciko...
- To mi jeno dziwno, e Juranda nie znaleli! - zauway Mako.
- Bo go wida wprzd stary komtur wypuci. Wiksza bya zo w tym 
wypuszczeniu, ni eby mu byli po prostu gardo wzili. Chciao im si, eby 
pocierpia przed mierci tyle, ba! i wicej, ni czowiek jego stanu wytrzyma 
moe. lepy, niemowa i bez prawicy - bjcie e si Boga!... Ni do domu trafi, 
ni o drog alboli o chleb poprosi... Myleli, e zamrze gdzie pod potem z 
godu albo si w jakowej wodzie utopi... Co mu ostawili? Nic, tylko pami, kim 
by, i rozeznanie ndzy. A to przecie mka nad mki... Moe tam gdzie pod 
kocioem albo przy drodze siedzia, a Zbyszko przejeda i nie pozna go. Moe 
i on sysza gos Zbyszkowy, ale zawoa na niego nie mg... Hej!... Nie mog 
od luz!... Cud Bg uczyni, iecie go spotkali i dlatego mniemam, e i jeszcze 
wikszy uczyni, cho Go o niego niegodne i grzeszne wargi moje prosz.
- A c Zbyszko wicej powiada? Dokd jecha? - pyta Mako.
- Powiada tak: "Wiem, ie bya Danuka w Szczytnie, ale oni j porwali i albo 
zamorzyli, albo wywieli. Stary de Lowe, powiada, to uczyni, i tak mi dopom 
Bg, jako wprzd nie spoczn, nim go dostan".
- Take powiada? To pewno ku wschodnim komturiom wyjecha, ale tam teraz wojna.
- Wiedzia, e wojna, i dlatego do kniazia Witolda pocign. Powiada, i 
prdzej przez niego co przeciw Krzyakom wskra ni przez samego krla.
- Do kniazia Witolda! - zawoa, zrywajc si. Mako, po czym zwrci si do 
Jagienki:
-Widzisz, co to rozum! Nie gadaem tego samego? Przepowiadaem jako ywo, e 
przyjdzie nam i do Witolda...
- Zbyszko mia nadziej - ozwa si ksidz Kaleb - ie Witold do Prus wtargnie i 
tamtejszych zamkw bdzie dobywa.
- Jeli mu dadz czas, to i nie omieszka - odpar Mako. -No! chwali Boga, 
wiemy przynajmniej, gdzie Zbyszka szuka.
- To i trzeba nam zaraz ruszy! - rzeka Jagienka.
- Cichaj! - zawoa Mako. - Nie przystoi pachokom z radami si odzywa.
To rzekszy, spojrza na ni znaczco, jakby przypominajc jej, e jest 
pachokiem, a ona upamitaa si i umilka.
Za Mako pomyla chwil i rzek:
- Juci, Zbyszka teraz najdziem, bo pewnie nie gdzie indziej, tylko przy boku 
kniazia Witoldowym bdzie, ale trzeba by raz wiedzie, czy on ma jeszcze czego 
po wiecie szuka prcz tych bw krzyackich, ktre lubowa?
- A jakoe to przezna? - spyta ksidz Kaleb.
- ebym wiedzia, e ten ksidz szczytnieski wrci ju z synodu, tobym go 
chcia widzie - odpowiedzia Mako. - Mam listy Lichtensteina i do Szczytna 
mog przezpiecznie jecha.
- Nie by to ci aden synod, jeno congressus - odpar ksidz Kaleb - i kapelan 
dawno ju musia wrci.
- To dobrze. Zdajciee reszt na moj gow... Wezm z sob Hlaw, dwch 
pachokw z bojowymi komi od wypadku -i pojad.
- A potem ku Zbyszkowi? - zapytaa Jagienka.
- A potem ku Zbyszkowi, ale tymczasem ty tu ostaniesz i bdziesz czeka, dopki 
ze Szczytna nie wrc. Tak te myl, e wicej nad trzy albo cztery dni nie 
zabawi. Twarde we mnie gnaty i trud mi nie nowina. Przedtem jeno, was, ojcze 
Kalebie, o pismo do szczytnieskiego kapelana poprosz. acniej mi zawierzy, 
jeli mu list wasz poka... e to zawsze jest wiksza midzy ksimi 
podufao.
- Ludzie dobrze o tamtym ksidzu mwi - rzek ojciec Kaleb. -1 jeeli kto co 
wie, to on.
I pod wieczr wygotowa list, a nazajutrz, nim soce weszo, nie byo ju 
starego Maka w Spychowie.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XII
Jurand rozbudzi si z dugiego snu w obecnoci ksidza Kaleba i zapomniawszy we 
nie, co si z nim dziao, a nie wiedzc, gdzie jest, pocz maca oe i 
cian, przy ktrej oe stao. Lecz ksidz Kaleb chwyci go w ramiona i paczc 
z rozrzewnienia, pocz mwi:
- To ja! Jeste w Spychowie! Bracie Jurandzie! Bg ci dowiadczy... ale 
midzy swymi... zboni ludzie odwieli ci... Bracie Jurandzie! Bracie!!...
I przycisnwszy go do piersi, j caowa jego czoo, jego puste oczy, i znw 
cisn do piersi, i znw caowa, a w z pocztku by jakby odurzony i zdawa 
si nic nie rozumie, wreszcie jednak j wodzi lew doni po czole i gowie, 
jakby chcc odgarn i rozproszy cikie chmury snu i odurzenia.
- Syszysze ty mnie i rozumiesz? - spyta ksidz Kaleb. Jurand da znak gow, 
e syszy, po czym doni sign po srebrny krucyfiks, ktry swego czasu zdoby 
by na jednym monym rycerzu niemieckim, zdj go ze ciany, przycisn do ust, 
do piersi i odda ksidzu Kalebowi. w za rzek:
- Rozumiem ci, bracie! On ci zostaje i jako ci wywid z ziemi niewoli, tak ci 
i wszystko, co straci, wrci moe.
Jurand wskaza rk ku grze na znak, e wszystko dopiero tam wrconym mu 
bdzie, przy czym zazawiy si znw jego wykapane oczy i bl niezmierny odbi 
si na jego umczonej twarzy.
A ksidz Kaleb, ujrzawszy w ruch i ow bole, zrozumia, e Danukaju nie 
yje, wic klkn przy ou i rzek:
- Wieczny odpoczynek racz jej da, Panie, a wiato wiekuista niechaj jej 
wieci, niech odpoczywa w spokoju wiecznym, amen.
Na to lepy podnis si i siadszy na ou, pocz krci gow i macha 
doni, jakby chcc zaprzeczy i powstrzyma ksidza Kaleba, lecz nie mogli si 
porozumie, gdy w tej chwili wszed stary Tolima, a za nim zaoga grdka, 
karbowi, przedniejsi i starsi kmiecie spychowscy, lenicy i rybacy, albowiem 
wie o powrocie pana rozbiega si ju po caym Spychowie. Ci obejmowali mu 
kolana, caowali rce i wybuchali paczem rzewnym na widok tego kaleki i starca, 
ktry w niczym nie przypomina dawnego gronego Juranda, pogromiciela Krzyakw 
i zwycizcy we wszystkich spotkaniach. Lecz niektrych - tych mianowicie, co 
chadzali z nim na wyprawy, porywa wicher gniewu, wic oblicza im blady i 
staway si zawzite. Po chwili poczli si zbija w kupy, szepta, trca 
okciami, popycha, a wreszcie wysun si naprzd jeden z zaogi grdkowej, a 
zarazem kowal spychowski, niejaki Sucharz; przystpi do Juranda, podj go pod 
nogi i rzek:
- Jak was tu przywieli, panie, zaraz chcielimy na Szczytno ruszy, ale w 
rycerz, ktry was przywiz, wzbroni. Wy, panie, teraz pozwlcie, bo za przez 
pomsty nie moem osta. Niech tak bdzie, jako drzewiej bywao. Darmo nas nie 
habili i nie bd... Chodzilimy do nich za waszych rzdw, pjdziem i teraz, 
pod Tolim alibo i bez niego. Ju my Szczytno musimy doby i t sobacz krew z 
nich wytoczy - tak nam dopom Bg!
- Tak nam dopom Bg! - powtrzyo kilkanacie gosw.
- Do Szczytna!
- Krwi nam trzeba!
I wraz pomie ogarn zapalczywe serca mazurskie. by poczy si marszczy, 
oczy byska, tu i wdzie ozwao si zgrzytanie zbw. Lecz po chwili gosy i 
zgrzytania umilky, a oczy wszystkich wpatrzyy si w Juranda.
Owemu za zrazu zakwity policzki, jakby zagraa w nim dawna zawzito i dawna 
bojowa ochota. Podnis si i znw pocz szuka doni po cianie. Ludziom 
wydao si, e szuka miecza, ale tymczasem palce jego trafiy na krzy, ktry 
ksidz Kaleb zawiesi by na dawnym miejscu.
Wic zdj go po raz wtry ze ciany, po czym twarz mu poblada; zwrci si ku 
ludziom, podnis ku grze puste jamy oczu i wycign przed si krucyfiks.
Nastao milczenie. Na dworze czyni si ju wieczr. Przez otwarte okna 
dochodzi wiergot ptactwa, ktre ukadao si do snu na poddaszach grdka i w 
lipach rosncych na dziedzicu. Ostatnie czerwone promienie soca paday, 
przenikajc do izby, na wzniesiony w gr krzy i na biae wosy Juranda.
Kowal Sucharz popatrza na Juranda, obejrza si na towarzyszw, popatrza raz, 
drugi, wreszcie przeegna si i wyszed na palcach z izby. Za nim wyszli rwnie 
cicho inni i dopiero zatrzymawszy si na dziedzicu, poczli midzy sob 
szepta:
- No i c?
- Nie pjdziem czy jak?
- Nie pozwoli!
- Zostawuje zemst Bogu. Wida, e si i dusza w nim zmienia.
I tak byo rzeczywicie.
Ale tymczasem w izbie Juranda zosta tylko ksidz Kaleb, stary Tolima, a z nimi 
Jagienka z Sieciechwn, ktre ujrzawszy poprzednio ca kup zbrojnych ludzi, 
idc przez dziedziniec, przyszy take zobaczy, co si dzieje.
Jagienka, mielsza i pewniejsza siebie od Sieciechwny, przystpia teraz do 
Juranda.
- Bg wam dopom, rycerzu Jurandzie! - rzeka. - To my - my, comy was tu z 
Prus przywieli.
A jemu na dwik jej modego gosu pojaniaa twarz. Widocznie te przypomnia 
sobie jeszcze dokadniej wszystko, co zaszo na szczycieskim gocicu, bo 
pocz dzikowa, kiwajc gow i kadc kilkakrotnie do na sercu. Ona za 
ja mu opowiada, jak go spotkali i jak pozna go Czech Hlawa, ktry jest 
giermkiem rycerza Zbyszka, i jak wreszcie przywieli go do Spychowa. Powiedziaa 
te i o sobie, e nosi wraz z towarzyszem miecz i hem z tarcz za rycerzem 
Makiem z Bogdaca, Zbyszkowym stryjcem, ktry z Bogdaca na poszukiwanie 
bratanka wyruszy, a teraz do Szczytna pojecha i za trzy albo cztery dni 
powrci znw do Spychowa.
Na wzmiank o Szczytnie Jurand nie wpad wprawdzie w takie uniesienie jak 
pierwszym razem na gocicu, ale wielki niepokj odbi si na jego twarzy. 
Jagienka jednak zapewnia go, e rycerz Mako by rwnie chytry jak mny i e 
nikomu nie da si na hak przywie, a prcz tego posiada listy od Lichtensteina, 
z ktrymi wszdy bezpiecznie moe jecha. Sowa te uspokoiy go znacznie; zna 
te byo, e chcia i o wiele innych rzeczy zapyta, nie mogc za tego uczyni, 
cierpia w duszy, co wnet spostrzegszy, bystra dziewczyna rzeka:
- Jak czciej bdziem ze sob gwarzy, to si wszystkiego dogadamy.
Na to on znw umiechn si, wycign ku niej do i zoywszy j omackiem na 
jej gowie, trzyma przez dug chwil, jakby j bogosawic. Wiele jej te 
istotnie zawdzicza, ale prcz tego przypada mu widocznie do serca ta modo 
i to jej szczebiotanie przypominajce wiegot ptasi.
Jako od tej pory, gdy si nie modli - co prawie po caych dniach czyni - lub 
gdy nie pogron by we nie, szuka jej koo siebie, a gdy jej nie byo, 
tskni do jej gosu i wszelkimi sposobami stara si da pozna ksidzu 
Kalebowi i Tolimie, e tego wdzicznego pachoka chce mie przy sobie blisko.
Ona za przychodzia, gdy poczciwe jej serce litowao si nad nim szczerze, a 
prcz tego prdzej jej schodzi przy nim czas oczekiwania na Maka, ktrego 
pobyt w Szczytnie przedua si jako dziwnie.
Mia wrci za trzy dni, tymczasem upyn czwarty i pity. Szstego pod wieczr 
zaniepokojona dziewczyna miaa ju prosi Tolimy, by wysa ludzi na zwiady, gdy 
nagle ze straniczego dbu dano zna, e jacy jedcy zbliaj si do Spychowa.
Po chwili zadudniy rzeczywicie kopyta na zwodzonym mocie i na dziedziniec 
wjecha giermek Hlawa z drugim pocztowym pachokiem. Jagienka, ktra ju 
poprzednio zesza z grnej izby i czekaa na podwrzu, podskoczya ku niemu, nim 
zdoa zsi z konia.
- Gdzie Mako? - zapytaa z bijcym trwog sercem.
- Pojecha do kniazia Witolda, a wam kaza tu osta - odpowiedzia giermek.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XIII
Jagienka, dowiedziawszy si, i ma pozosta z rozkazu Maka w Spychowie, przez 
chwil ze zdumienia, alu i gniewu sowa nie moga przemwi, patrzaa tylko na 
Czecha szeroko otwartymi oczyma, ktry rozumiejc dobrze, jak niemi jej 
przynosi wiadomo, rzek:
- Chciabym te wam spraw zda z tego, comy w Szczytnie syszeli, bo sia jest 
nowin i wanych.
- A o Zbyszku s?
- Nie, jeno s szczytnieskie - wiecie...
- Rozumiem! Konie niech pacholik rozkulbaczy, a wy pjdziecie za mn.
I dawszy rozkaz pacholikowi, poprowadzia Czecha z sob na gr.
- Czemu to nas Mako opuci? Dlaczego mamy w Spychowie ostawa i dlaczegocie 
wy wrcili? - zapytaa jednym tchem.
- Ja wrciem - odrzek Hlawa - bo mi rycerz Mako kazali. Chciao mi si na 
wojn, ale jak rozkaz, to rozkaz. Powiedzieli mi rycerz Mako tak: "Wrcisz, 
bdziesz panny zgorzelickiej pilnowa i ode mnie na nowiny czeka. By moe, 
powiada, e ci przyjdzie j do Zgorzelic odprowadzi, bo juci sama nie wrci".
- Na miy Bg! c si stao? Znalaza si crka Jurandowa? Zali Mako nie do 
Zbyszka, tylko po Zbyszka pojecha? Widziae j? Gadae z ni? Czemue jej 
nie przywiz i gdzie ona teraz?
Usyszawszy Czech ten nawa pyta, skoni si do kolan dziewczyny i rzek;
- Nieche to nie bdzie gniewno waszej mioci, ie na wszystko razem nie 
odpowiem, bo nie sposb; jeno bd kolejno na jedno po drugim odpowiada, jeli 
przeszkody nie znajd.
- Dobrze! Znalaza si czy nie?
- Nie, ale wdy jest wiadomo pewna, e bya w Szczytnie i e j pono gdzie ku 
wschodnim zamkom wywieli.
- A my dlaczego mamy siedzie w Spychowie?
- Ba, a jeli si odnajdzie?... To jako widzi wasza mio... Bo i prawda, e 
nie byoby po co...
Jagienka zamilka, tylko policzki jej zapony.
Czech za rzek:
- Mylaem i jeszcze myl, e z tych psubrackich pazurw nie wyrwiemy jej 
ywej, ale wszystko w boskich rkach. Trzeba mi gada od pocztku. 
Przyjechalimy do Szczytna - i dobrze. Rycerz Mako pokaza podwjciemu pismo 
Lichtensteina, a podwjci, e to za modu miecz za Kunonem nosi, pocaowa 
piecz w naszych oczach, przyj nas gocinnie i w niczym nie podejrzewa. eby 
si tak miao co chopa w pobliu, mona by i zamek wzi, tak nam dufa... W 
widzeniu si z ksidzem nie byo te przeszkd i gadalimy przez dwie noce - i 
dowiedzielimy si dziwnych rzeczy, ktre ksidz od kata wiedzia.
- Kat niemowa.
- Niemowa, ale ksidzu umie wszystko na migi powiedzie, a w go tak rozumie, 
jakby ywym sowem do niego gada. Dziwne to rzeczy i by w tym chyba palec 
Boy. w kat obcina rk Jurandowi, wyrywa mu jzyk i wykapywa oczy. On jest 
taki, ze gdy o ma chodzi, przed adn mk si nie wzdrygnie, a choby mu 
czeka kazali zbami rwa - i to uczyni. Ale na adn dziewk nie cakiem rza 
rki nie podniesie i na to znw adne mki nie pomog. A taki ci jest wskr tej 
przyczyny, e sam niegdy mia dziewk jedyn, ktr okrutnie miowa i ktr mu 
Krzyacy...
Tu zaci si Hlawa i nie wiedzia, jak dalej mwi, co widzc, Jagienka rzeka:
- Co mi tam o katwce prawicie!
- Bo to jest do rzeczy - odpowiedzia Czech. - Gdy nasz mody pan powiartowa 
rycerza Rotgiera, tak stary komtur Zygfryd mao si nie wciek. W Szczytnie 
gadali, e Rotgier to by jego syn, i ksidz to potwierdzi, e nigdy ojciec 
syna wicej nie miowa. I przez pomst diabu dusz zaprzeda, co kat widzia! 
Z zabitym tak gada jako ja z wami, a tamten to mu si z trumny mia, to 
zgrzyta, to si czarnym ozorem oblizywa z radoci, e mu stary komtur pana 
Zbyszkow gow przyobieca. Ale e pana Zbyszka nie mg wwczas dosta, wic 
tymczasem kaza umczy Juranda, a potem jzyk jego i rk do trumny Rotgiero-wi 
woy, ktry je na surowo re pocz...
- Straszno sucha. W imi Ojca i Syna, i Ducha witego, amen! - rzeka 
Jagienka.
I podnisszy si, dorzucia szczepek na komin, albowiem wieczr uczyni si ju 
zupeny.
- A jake! - mwi dalej lawa. - Nie wiem, jako to bdzie na sdzie ostatecznym, 
bo juci co Jurandowe, to musi do Juranda wrci. Ale to nie ludzki rozum. Kat 
tedy wszystko to widzia. Wic napchawszy strzyg ludzkim misem, poszed stary 
komtur Jurandowe dziecko mu przynie, bo mu tamten wida szepn, e chciaby 
krwi niewinn straw popi... Ale kat, ktry, jako mwiem, wszystko uczyni, 
jeno krzywdy wyrzdzonej dziewce przenie nie moe, ju przedtem si na 
schodach zasadzi... Mwi ksidz, e on niespena rozumu i w rzeczy bydl, ale 
to jedno rozumie - i jak trzeba, to w chytroci nikt mu nie wyrwna. Siad ci 
tedy na schodach i czeka, a tu nadchodzi komtur. Usysza katowe dychanie, 
ujrza wiecce lepia i zlk si, bo rozumia, e upir. A on komtura pici 
w kark! Myla, e mu pik przetrci, tak e i znaku nie bdzie, wszelako
nie zabi. Ale komtur omdla i ze strachu zachorza, a gdy za ozdrowia, ba 
si ju na Jurandwn porywa.
- Ale j wywiz.
- Wywiz j, a z ni zabra i kata. Nie wiedzia, e to on
Jurandwny broni, myla, e jakowa sia niepojta, za albo dobra. A w 
Szczytnie wola kata nie ostawia. Ba si jego wiadectwa czy co... Niemowa ci 
on jest, ale jeeliby by sd, to przez ksidza mg powiedzie, co wiedzia... 
Wic ksidz mwi w kocu rycerzowi Makowi tak: "Stary Zygfryd nie zgadzi ju 
Jurandwny, bo si boi, a choby komu innemu kaza, to pki Diederich yw, nie 
da jej; tym bardziej e ju raz obroni".
- Wiedzia za ksidz, dokd j powieli?
- Dobrze nie wiedzia, ale sysza, e co tam gadali o Ragnecie, ktry zamek 
niedaleko od litewskiej, czyli te mujdzkiej granicy ley.
- A c na to Mako?
- Rycerz Mako, wysuchawszy tego, powiedzia mi nazajutrz dzie: "Jeli tak, to 
j moe i znajdziem, a mnie co ducha trzeba do Zbyszka, aby go przez Jurandwn 
na hak nie przywiedli, tak jak Juranda przywiedli. Niech rzekn mu, e j 
oddadz, byle sam po ni przyjecha, to i przyjedzie, a wwczas dopiero stary 
Zygfryd pomst za Rotgiera na nim wywrze, jakiej oko ludzkie nie widziao".
- Prawda jest! prawda! - zawoaa z niepokojem Jagienka. - Skoro dlatego tak si 
pieszy, to i dobrze. Po chwili za, zwracajc si do Hlawy:
- W tym jeno pobdzi, e was tu odesa. Po co nas tu w Spychowie strzec? 
Ustrzee i stary Tolima, a tam Zbyszkowi bycie si przydali, bocie i mocni, i 
roztropni.
- A kto was, panienko, w razie czego do Zgorzelic odwiezie?
- W razie czego przyjedziecie tu przed nimi. Maj przez kogo innego nowin 
przysa, to przel przez was - i odwieziecie nas do Zgorzelic.
Czech pocaowa j w rk i zapyta wzruszonym gosem:
- Za przez ten czas tu ostaniecie?
- Bg nad sierot! Tu ostaniem.
- I nie bdzie si wam cnio? C tu bdziecie czyni?
- Pana Jezusa prosi, by wrci Zbyszkowi szczcie, a wszystkich was w zdrowiu 
uchowa.
I to rzekszy, rozpakaa si serdecznie. A giermek pochyli si znw do jej 
kolan:
- Tacycie wanie - rzek - jako anieli w niebiesiech.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XIV
Ale ona obtara zy i zabrawszy giermka, posza z nim do Juranda, aby mu nowiny 
oznajmi. Zastaa go w wielkiej wietlicy z oswojon wilczyc u ng, siedzcego 
z ksidzem Kalebem, z Sieciechwn i ze starym Tolim. Miejscowy klecha, ktry 
by zarazem rybatem, piewa im przy lutni pie o jakim dawnym boju 
Jurandowym ze "spronymi Krzyaki", a oni, podparszy rkoma gowy, suchali w 
zadumie i smutku. W wietlicy widno byo od ksiyca. Po dniu prawie ju znojnym 
nasta wieczr cichy, ogromnie ciepy. Okna byy otwarte i w blasku miesicznym 
wida byo krce po izbie chrabszcze, ktre roiy si w rosncych na 
dziedzicu lipach. Na kominie tlio si jednake kilka gowni, przy ktrych 
pacholik przygrzewa mid, pomieszany z winem krzepicym i pachncymi zioami.
Rybat, a raczej klecha i sugus ksidza Kaleba, zaczyna wanie now pie "O 
szczliwym potkaniu":
Jadzie Jurand, jadzie, ko pod nim cisowy...
gdy wesza Jagienka i rzeka:
- Niech bdzie pochwalony Jezus Chrystus!
- Na wieki wiekw - odpowiedzia ksidz Kaleb. Jurand siedzia na porczastej 
awie z okciami opartymi na porczach, usyszawszy jednak jej gos, zwrci si 
zaraz ku niej i j wita sw bia jak mleko gow.
- Przyjecha Zbyszkowy giermek ze Szczytna - ozwaa si dziewczyna - i nowiny 
przywiz od ksidza. Mako ju tu nie wrci, bo do kniazia Witolda pocign.
- Jak to nie wrci? - zapyta ojciec Kaleb.
Wic ona pocza opowiada wszystko, co od Czecha wiedziaa, o Zygfrydzie Jak 
mci si za mier Rotgiera, o Danuce, jak j stary komtur chcia Rotgierowi 
zanie, aby jej niewinn krew wypi, i o tym Jak j niespodzianie kat obroni. 
Nie zataia i tego, e Mako mia teraz nadziej, i we dwch ze Zbyszkiem 
Danusi znajd, odbij j i przywioz do Spychowa, z ktrej to wanie przyczyny 
sam prosto do Zbyszka pojecha, a im tu zosta rozkaza.
I gos zadra jej w kocu jakby smutkiem albo alem, a gdy skoczya, w 
wietlicy nastaa chwila ciszy. Tylko w lipach rosncych na dziedzicu rozlegay 
si klskania sowikw, ktre zdaway si zalewa przez otwarte okna ca izb. 
Oczy wszystkich zwrciy si na Juranda, ktry z zamknitymi oczyma i 
przechylon w ty gow nie dawa najmniejszego znaku ycia.
- Syszycie? - spyta go wreszcie ksidz Kaleb.
A on przechyli jeszcze bardziej gow, podnis lewe rami i palcem wskaza na 
niebo.
Blask ksiyca pada mu wprost na twarz, na biae wosy, na wykapane oczy, i 
byo w tej twarzy takie mczestwo, a zarazem takie jakie niezmierne zdanie si 
na wol Bo, e wszystkim zdao si, i widz tylko dusz z cielesnych pt 
wyzwolon, ktra rozbratana raz na zawsze z ziemskim yciem niczego ju w nim 
nie czeka i nie wyglda.
Wic znw nastao milczenie i znw sycha byo tylko fale gosw sowiczych 
zalewajcych dziedziniec i izb.
Ale Jagienk ogarna nagle lito ogromna i jakby dziecica mio do tego 
nieszczsnego starca, za czym idc za pierwszym popdem, skoczya ku niemu i 
chwyciwszy jego do, pocza j caowa, a zarazem polewa zami.
- I ja sierota! - zawoaa z gbi wezbranego serca -ja nie pachoek aden, jeno 
Jagienka ze Zgorzelic. Mako mnie wzi, by mnie od zych ludzi uchroni, ale 
teraz ostan z wami, pki wam Bg Danusi nie wrci.
Jurand nie okaza nawet zdziwienia, jakby ju wiedzia poprzednio, e bya 
dziewczyn, tylko przygarn i przytuli j do piersi, a ona caujc wci jego 
do, mwia dalej gosem przerywanym i kajcym:
- Ostan z wami, a Danuka wrci... To potem do Zgorzelic pojad... Bg nad 
sierotami! Niemcy i mnie tatusia zabiy, ale wasze kochanie ywie i wrci. Daje 
to, Boe miociwy, daje, Matko Najwitsza, litociwa...
A ksidz Kaleb uklk nagle i ozwa si uroczystym gosem:
- Kyrie elejson!
- Chryste elejson! - odpowiedzia zaraz Czech i Tolima. Wszyscy poklkali, bo 
zrozumieli, e to jest litania, jak odmawiano nie tylko w chwili mierci, lecz 
i dla wybawienia ze miertelnego niebezpieczestwa osb bliskich i drogich. 
Klka Jagienka, Jurand obsun si z awy na kolana i chrem poczto mwi:
- Kyrie elejson! Chryste elejson!...
- Ojcze z nieba, Boe - zmiuj si nad nami!...
- Synu Odkupicielu wiata, Boe - zmiuj si nad nami...
Gosy ludzkie i woania bagalne: "Zmiuj si nad nami!..." mieszay si z 
klskaniem sowikw.
Lecz nagle chowana wilczyca podniosa si z niedwiedziej skry lecej przy 
awie Juranda, zbliya si do otwartego okna, wspia si na ram i zadarszy 
ku ksiycowi sw trjktn paszcz, pocza wy z cicha i aonie.
Jakkolwiek Czech wielbi Jagienk, a serce lgno mu coraz bardziej do licznej 
Sieciechwny, jednake moda a chrobra dusza rwaa mu si przede wszystkim do 
wojny. Wrci wprawdzie do Spychowa z rozkazu Maka, gdy by subisty, a przy 
tym znajdowa pewn osod w myli, i bdzie obu pannom stra i opiekunem, 
lecz gdy sama Jagienka rzeka mu to, co zreszt byo prawd, e im w Spychowie 
nic nie grozi i ze jego powinno przy Zbyszku, z radoci na to przysta. Mako 
nie by jego bezporednim zwierzchnikiem, wic atwo mg usprawiedliwi si 
przed nim, e nie zosta w Spychowie z rozkazu prawej swojej pani, ktra kazaa 
mu i do pana Zbyszka.
Jagienka za uczynia to w myli, i giermek tej siy i sprawnoci zawsze moe 
si przyda Zbyszkowi i z niejednej toni go wybawi. Da ju przecie tego dowody 
podczas owych oww ksicych, w ktrych Zbyszko omal ycia od tura nie 
strada. Tym bardziej mg by poyteczny na wojnie, zwaszcza takiej, jaka 
toczya si na mujdzkiej granicy. Gowaczowi byo tak pilno w pole, e gdy 
razem z Jagienk wrcili od Juranda, podj j pod nogi i rzek:
- To wol waszej mioci zaraz si pokoni i o dobre sowo na drog poprosi...
- Jake - zapytaa Jagienka - dzi jeszcze chcesz jecha?
- Jutro do dnia, by konie przez noc wypoczy. Okrutnie daleka na Zmujd 
wyprawa!
- To i jed, bo acniej rycerza Maka dogonisz.
- Ciko bdzie. Stary pan twardy na wszelakie trudy i o kilka dni mnie 
wyprzedzi. Przy tym pojedzie przez Prusy, by sobie drog skrci, ja za 
puszczami musz. Pan ma listy od Lichtensteina, ktre po drodze moe pokazywa, 
ja za musiabym pokazywa chyba ot co! - i tym sobie wolny przejazd czyni.
To rzekszy, pooy rk na gowni korda, ktry mia przy boku, co widzc, 
Jagienka zawoaa:
- A ostronie! Skoro jedziesz, to trzeba, by dojecha, a nie w jakowym 
podziemiu krzyackim osta. Ale i w puszczach dawaj na si baczenie, bo tam 
teraz rne ze boki mieszkaj, ktre tamtejszy nard czci, nim do 
krzecijastwa nie przysta. Pamitam, jako to i rycerz Mako, i Zbyszko 
opowiadali w Zgorzelicach.
- Pamitam, ale jako nie boj si, bo chudziny to, nie boeczkowie, i siy 
nijakiej nie maj. Dam ja sobie z nimi rady i z Niemcami, ktrych napotkam te, 
byle wojna chciaa dobrze rozgorze.
- A to nie rozgorzaa? Powiadaj, cocie o niej midzy Niemcami syszeli.
Na to roztropny pachoek namarszczy brew, zastanowi si przez chwil, po czym 
rzek:
- I rozgorzaa, i nie rozgorzaa. Pilnie my o wszystko dopytywali, a szczeglnie 
rycerz Mako, ktren jest chytry i objecha kadego Niemca umie. Niby to o co 
innego pyta, niby yczliwo udaje, z niczym si sam nie wyda, a w sedno utrafi 
i z kadego nowin jakoby ryb hakiem wycignie. Zechce-li wasza mio 
cierpliwie sucha, to powiem. Knia Witold lat temu kilka, majc zamysy 
przeciw Tatarom i chcc od niemieckiej ciany spokoju, ustpi Niemcom mujd. 
Bya wielka przyja i zgoda. Zamki im wznosi pozwoli, ba, sam pomaga. 
Zjedali si te z mistrzem na jednej wyspie, pili, jedli i wiadczyli sobie 
mio. owy nawet w tamecznych puszczach nie byy Krzyakom wzbronione, a jak 
niebota mujdzini podnosili si przeciw zakonnemu panowaniu, to knia Witold 
Niemcom pomaga i wojska im swoje w pomoc wysya, o co szemrano nawet na caej 
Litwie, e na wasn krew nastaje. Wszystko to nam podwjci w Szczytnie 
rozpowiada i chwali krzyackie rzdy na mujdzi, e posyali mujdzinom 
ksiy, ktrzy ich mieli chrzci, i zboe w czasie godu. Jako podobno 
posyali, bo wielki mistrz, ktren wicej od innych ma bojani boskiej, kaza, 
ale za to zabierali im dzieci do Prus, a niewiasty sromocili w oczach mw i 
braci, kto si za przeciwi, to go wieszali - i std, panienko, jest wojna.
- A knia Witold?
- Knia dugo na mujdzkie krzywdy oczy zamyka i Krzyakw kocha. Niedawne 
czasy, jak ksina, jego ona, jedzia do Prus, do samego Malborga w 
odwiedziny. To tam j przyjmowali jakoby sam krlow polsk. A to niedawno, 
niedawno! Obsypywali ci j darami, a co byo turniejw, uczt i rnych 
wszelakich dziww w kadym miecie, tego by nikt nie zliczy. Myleli ludzie, e 
to ju na wieki mio midzy Krzyaki a ksiciem Witoldem nastanie, a tu 
niespodzianie odmienio si w nim serce...
- Miarkujc z tego, co nieraz i nieboszczyk tatu, i Mako gadali, to czsto si 
w nim serce odmienia.
- Przeciw cnotliwym nie, ale przeciw Krzyakom czsto, skro tej przyczyny, e 
oni sami w niczym wiary nie dotrzymuj. Chcieli teraz od niego, by im zbiegw 
wyda, a on im powiedzia, e ludzi podego stanu wyda, a za wolnego nie myli, 
gdy ci, jako wolni, maj prawo y, gdzie chc. Dopiero si na siebie kwasi a 
listy ze skargami pisa, a wzajem si odgraa. Zasyszawszy o tym, mujdzini 
nu w Niemcw! Zaogi wycili, zameczki po-burzyli, a teraz ci i do samych Prus 
wpadaj, za knia Witold nie tylko ju ich nie hamuje, ale jeszcze si z 
frasunku niemieckiego mieje i mujdzinom pomoc po cichu posya.
- Rozumiem - rzeka Jagienka. - Ale jeli po cichu ich wspomaga, to jeszcze 
wojny nie ma.
- Jest ze mujdzinami, a i z Witoldem w rzeczy ju jest. Id zewszd Niemce 
broni pogranicznych zamkw, a radzi by i wielk wypraw na mujd uczyni, jeno 
z tym dugo musz czeka, a do zimy, bo to jest kraj rozmoky i rycerzom nijak 
w nim wojowa. Gdzie mujdzin przejdzie, tam Niemiec ulgnie, przeto zima Niemcom 
przyjacika. Ale z nastaniem mrozw ruszy si caa potga krzyacka, a za 
knia Witold pjdzie w pomoc mujdzinom - i pjdzie z pozwolestwem krla 
polskiego, bo to przecie zwierzchni pan i nad wielkim kniaziem, i nad ca 
Litw.
- To moe i z krlem bdzie wojna?
- Mwi ludzie i tam u Niemcw, i tu u nas, e bdzie. ebrz ju pono Krzyacy 
pomocy po wszystkich dworach i kaptury im na bach gr jako zwyczajnie na 
zodziejach, bo to przecie potga krlewska nie art, a pono rycerstwo 
polskie, byle kto Krzyaka wspomnia, zaraz w garcie popluwa.
Westchna na to Jagienka i rzeka:
- Zawsze to chopu weselej na wiecie ni dziewce, bo na ten przykad ty sobie 
pojedziesz na wojn, rwnie jak pojechali Zbyszko i Mako, a my tu ostaniem w 
Spychowie.
- Jako inaczej, panienko, ma by? Ostaniecie, ale we wszelkiej przezpiecznoci. 
Straszne jeszcze i teraz Niemcom Juran-dowe imi, com sam widzia w Szczytnie, 
e gdy si dowiedzieli, i jest w Spychowie, zaraz strach ich zdj.
- To wiemy, e tu nie przyjd, bo i bagno broni, i stary Tolima, jeno ciko tu 
bdzie siedzie bez wieci.
- Jak si co przygodzi, dam zna. Wiem, e jeszcze przed naszym wyjazdem do 
Szczytna wybierao si std na wojn z wasnej woli dwch dobrych pachokw, 
ktrym Tolima wzbroni tego nie moe, bo s lacht z kawicy. Teraz pojad 
razem ze mn i w razie czego zaraz ktrego tu pchn z nowin.
- Bg zapa. Wiedziaam zawsze, i rozum masz w kadej przygodzie, ale za twoje 
serce i za chtliwo ku mnie to ju ci do mierci bd wdziczna.
Na to Czech przyklk na jedno kolano i rzek:
- Nie krzywd ja, jeno dobrodziejstw u was zaznaem. Wzi ci mnie chopiciem w 
jestwo rycerz Zych pod Bolesawiem. i bez okupu wolnoci obdarowa, ale mi 
milsza ju bya suba u was od wolnoci. Daje mi, Boe, dla was krew rozla, 
panienko moja!
- Boe ci prowad i przyprowad - odpowiedziaa Jagienka, wycigajc ku niemu 
rk.
Lecz on wola pochyli si do jej ng i caowa stopy, aby jej cze odda tym 
wiksz, a potem podnis gow i nie wstajc z klczek, pocz mwi niemiao 
i pokornie:
- Prosty ja pachoek, alem szlachcic i suga wasz wiemy... dajciee mi jakowy 
wspominek na drog. Nie odmawiajcie mi tego! Juci nadchodzi czas koby 
wojennej, a wity Jerzy mi wiadkiem, e tam w poprzdku, nie za w ocigu si 
znajd.
- O jaki wspominek mnie prosisz? - zapytaa nieco zdziwiona Jagienka.
- Przepaszcie mnie byle tam krajk na drog, by jeli polec mi przyjdzie, lej 
mi byo pod wasz przewizk umiera.
I znw pochyli si do jej stp, a potem rce zoy i tak baga j, patrzc w 
jej oczy, ale na twarzy Jagienki odbi si ciki frasunek - i po chwili 
odrzeka jakby z wybuchem mimowolnej goryczy:
- A mj miy! nie proe mnie o to, bo ci nic z mojej przewizki nie przyjdzie. 
Kto sam szczliwy, ten niech ci przepasze, bo ten ci szczcie przyniesie. A 
we mnie po prawdzie co jest? - Nic, jeno smutek! A za przede mn - nic, jeno 
niedola! Oj! nie napytam ja szczcia ni tobie, ni komu, bo czego nie mam, tego 
i da nie zdol. Tak ci mi, Hlawo, le teraz na wiecie, e, e...
Tu umilka nagle, czujc, e jeli sowo jeszcze powie, to paczem wybuchnie, a 
i tak zaszy jej jakby chmur oczy. Czech za wzruszy si ogromnie, albowiem 
zrozumia, e i wraca jej byo le do Zgorzelic w poblie drapienych komyszy: 
Cztana i Wilka, i rwnie le zostawa w Spychowie, dokd prdzej lub pniej 
zjecha mg Zbyszko z Danusi. Zdawa sobie Hlawa doskonale spraw ze 
wszystkiego, co dzieje si w sercu dziewczyny, e za nie widzia adnej rady na 
jej nieszczcie, wic tylko znw obj jej stopy, powtarzajc:
- Hej! polec dla was! polec! A ona rzeka:
- Wsta. A na wojn niech ci Sieciechwna przepasze albo ci jaki inny da 
wspominek, gdy rada ci ona widzi od dawna.
I pocza j woa, ta za wysza niebawem z przylegej izby, albowiem 
podsuchujc poprzednio pode drzwiami, nie pokazywaa si tylko przez 
niemiao, chocia kipiaa w niej ch poegnania si z piknym giermkiem. 
Wysza tedy zmieszana, sposzona, z bijcym sercem, z oczyma wieccymi zarazem 
od ez i od sennoci, i spuciwszy powieki, staa tak przed nim podobna do 
kwiatu jaboni, nie mogc ni sowa przemwi.
Hlawa mia dla Jagienki obok najgbszego przywizania cze i naboestwo, ale 
nie mia ani myl posign na ni, posiga za czsto na Sieciechwn, 
czujc bowiem wartk krew w yach, nie mg obroni si przed jej urokiem. 
Teraz chwycia go tym bardziej za serce sw urod, a zwaszcza swym zmieszaniem 
i zami, przez ktre przegldao kochanie, jak przez jasn wod strumienia 
przeglda zote dno.
Wic zwrci si ku niej i rzek:
- Wiecie! Na wojn jad, moe i legn. Nie al wam mnie?
- al ci mi! - odpowiedziaa cienkim gosikiem dziewczyna.
I zaraz pocza sypa zami, gdy zawsze miaa je na pogotowiu. Czech wzruszy 
si do ostatka i j caowa jej rce, tumic w sobie wobec Jagienki ochot do 
poufalszych jeszcze pocaunkw.
- Przepasz go alibo daj mu wspominek na drog, aby si pod twoim znakiem potyka 
- rzeka Jagienka.
Lecz Sieciechwnie nieatwo byo mu co da, gdy miaa na sobie mski ubir 
wyrostka. Pocza szuka: ni wstki, ni jakiejkolwiek przewizki! e za 
niewiecie ubrania byy jeszcze w ubach, nie ruszone od czasu wyjazdu ze 
Zgorzelic, wpada przeto w kopot niemay, z ktrego znw wyratowaa j 
Jagienka, radzc, by mu oddaa ptliczek, ktry nosia na gowie.
- Boga mi! niech bdzie ptliczek! - zawoa nieco rozweselony Hlawa. - Powiesz 
go na hemie - i nieszczsna ma tego Niemca, ktren po niego signie!
Wic Sieciechwna podniosa obie rce do gowy i po chwili jasne promienie 
wosw rozsypay si jej po plecach i po ramionach. Hlawa za, widzc j tak 
przetowos i cudn, a zmieni si na twarzy. Policzki zapony mu, a potem 
zaraz poblady; wzi ptlik, ucaowa go, schowa w zanadrze, raz jeszcze obj 
kolana Jagienki, a nastpnie mocniej, ni byo trzeba, Sieciechwny i po 
sowach: "Nieche tak bdzie!" - wyszed, nie mwic nic wicej, z izby.
A chocia by zdroon i niewypoczty, nie pooy si spa. Pi na umr przez 
ca noc z dwoma modymi szlachcicami z kawicy, ktrzy mieli z nim jecha na 
mujd. Nie upi si jednak - i o pierwszym brzasku by ju na dziedzicu w 
fortalicji, gdzie czekay gotowe do drogi konie.
W cianie nad wozowni rozchylio si zaraz boniaste okno i przez szparutk 
wyjrzay na dziedziniec modre oczy. Czech, ktry je dostrzeg, chcia i ku 
nim, by pokaza ptlik przypity na hemie i poegna si raz jeszcze, ale 
przeszkodzi mu w tym ksidz Kaleb i stary Tolima, ktrzy zeszli umylnie, aby 
mu udzieli rad na drog.
- Jed na dwr ksicia Januszowy - rzek ksidz Kaleb. - Moe i rycerz Mako tam 
wstpi. W kadym jednak razie wieci pewnych zasigniesz, bo tam znajomkw ci 
nie brak. Drogi te stamtd na Litw znajome i o przewodnika przez puszcz 
atwo. Chcesz-li na pewno do pana Zbyszka dojecha, to wprost na mujd nie 
jed, bo tam jest przegroda pruska, jeno jed przez Litw. Bacz, e i mujdzini 
mog ci zabi, nim zakrzykniesz, kto jest, a inna sprawa bdzie, jeli od 
strony kniazia Witolda przyjedziesz. Zreszt Boe bogosaw tobie i obudwom 
tamtym rycerzom, obycie w zdrowiu wrcili i dziecko przywieli, na ktr to 
intencj bd kadego dnia po nieszporach a do pierwszej gwiazdy krzyem lea.
- Dzikuj wam, ojcze, za bogosawiestwo - odrzek Hlawa. - Nieatwo to 
ochwiar z tamtych diabelskich rk yw wydoby, ale przecie wszystko w rku 
Pana Jezusowych i lepsza nadzieja ni smutek.
- Juci lepsza, przeto jej nie trac. Tak... ywie nadzieja, chocia serce i 
trwogi nieprne... Najgorzej, e sam Jurand, byle jej imi wspomnie, zaraz ku 
niebiosom palce prostuje, jakby j tam ju widzia.
- Jakoe j moe widzie, oczu stradawszy? A ksidz pocz mwi na wp do 
Czecha, na wp do siebie:
- Bywa tak, e gdy komu ziemskie oczy zagasn, ten wanie widzi to, czego inni 
dojrze nie potrafi. Bywa tak, bywa! Ale i to si rzecz niepodobna widzi, by 
Bg dopuci krzywdy takiego jagnitka. Bo i c ona choby Krzyakom 
przewinia? Nic! A niewinne to ci byo jak lelija Boa, a mie ku ludziom, a 
jako ta ptaszyna polna piewajce! Bg dzieci miuje i nad mk ludzk ma 
lito... Ba! jeli j zabili, to j moe i wskrzesi jako Piotrowina, ktren 
wstawszy z grobu, dugie potem roki gospodarzy... Jed w zdrowiu i niech rka 
boska was wszystkich i j piastuj e!
To rzekszy, wrci do kaplicy, by msz rann odprawi, a Czech siad na ko, 
skoni si raz jeszcze przed przytwartym boniastym oknem - i pojecha, bo ju 
te rozedniao zupenie.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XV
Ksi Janusz i ksina wyjechali razem z czci dworu na wiosenny potw ryb do 
Czerska, gdy lubili niezmiernie to widowisko i mieli je sobie za 
najprzedniejsz zabaw. Dowiedzia si jednak Czech od Mikoaja z Dugolasu 
wielu rzeczy wanych, tyczcych si zarwno spraw prywatnych, jak i wojny. 
Dowiedzia si wic naprzd, e rycerz Mako widocznie poniecha zamiaru 
jechania na mujd prosto przez "prusk przegrod", gdy przed kilku dniami by 
w Warszawie, gdzie zasta jeszcze obojga ksistwa. O wojnie potwierdzi stary 
Mikoaj te wszystkie wieci, ktre Hlawa sysza w Szczytnie. Caa mujd 
podniosa si przeciw Niemcom jak jeden m, a knia Witold nie tylko e ju 
Zakonowi przeciw nieszczsnym mujdzinom nie pomaga, ale nie wypowiadajc 
jeszcze mu wojny i udzc go ukadami, zasila wszelako mujd pienidzmi, 
ludmi, komi, zboem. Tymczasem tak on, jak Krzyacy sali postw do papiea, 
do cesarza i do innych panw chrzecijaskich, zarzucajc sobie wzajem 
wiaroomstwo, niewierno i zdrad. Ze strony wielkiego kniazia pojecha z tymi 
listami mdry Mikoaj ze Rniewa, ktry umia rozpltywa nici namotane przez 
przebiego krzyack, dowodnie wykazujc niezmierne krzywdy krain litewskich i 
mujdzkich. Tymczasem, gdy na sejmie wileskim wzmocniy si jeszcze zwizki 
midzy Litw a Polsk, potruchlay serca krzyackie, atwo byo bowiem 
przewidzie, e Jagieo, jako zwierzchni pan wszystkich ziem bdcych pod 
wadz kniazia Witolda, stanie w razie wojny po jego stronie. Hrabia Jan Sayn, 
komtur grudzidzki, i hrabia Schwartzburg, gdaski, wyjechali z rozkazu mistrza 
do krla z zapytaniem, czego si maj od niego spodziewa. Nic im krl nie 
rzek, chocia mu dary przywieli: cige krzeczoty i drogie naczynia. Wic 
zagrozili wojn, ale nieszczerze, gdy dobrze wiedzieli, e mistrz i kapitua 
boj si w duszach strasznej Jagieowej potgi i pragn odwlec dzie gniewu i 
klski.
I rway si jak ni pajcza wszelkie ukady, a rway si zwaszcza z Witoldem. 
Wieczorem po przyjedzie Hiawy przyszy znw na warszawski zamek wiee nowiny. 
Przyjecha Bronisz z Ciasnoci, dworzanin ksicia Janusza, ktrego on wysa by 
poprzednio po wieci na Litw, a z nim dwch znacznych litewskich kniaziw z 
listami od Witolda i od mujdzinw. Nowiny byy grone. Zakon gotowa si do 
wojny. Wzmacniano zamki, mielono prochy, krzesano kule kamienne, cigano ku 
pograniczu knechtw i rycerstwo, a lejsze oddziay jazdy i piechoty wpaday ju 
w granice Litwy i mujdzi od strony Ragnety, od Gotteswerder i innych zamkw 
brzegowych. Ju po gstwach lenych, ju w polach, ju po wsiach rozlegay si 
okrzyki wojenne, a wieczorami ponad ciemnym morzem lasw wieciy uny poaru. 
Witold przyj wreszcie mujd w jawn opiek, wysa swych rzdcw, a wodzem 
zbrojnemu ludowi ustanowi synnego z mstwa Skirwoi. w wpada do Prus, 
pali, niszczy, pustoszy. Sam ksi przymkn wojsko ku mujdzi, niektre 
zamki opatrzy, inne, jak na przykad Kowno, zniszczy, aby nie stay si 
oparciem Krzyakom, i nie byo ju tajno nikomu, e gdy nadejdzie zima, a mrz 
popta mokrada i bota, albo nawet wczeniej, jeli lato bdzie suche, pocznie 
si wojna wielka, ktra ogarnie wszystkie litewskie, mujdzkie i pruskie krainy, 
gdyby za krl w pomoc Witoldowi przybiea, tedy musi nastpi dzie, w ktrym 
fala niemiecka albo drugie p wiata zaleje, alboli te, odbita, cofnie si na 
dugie wieki w dawniej zajte oysko.
Lecz to nie zaraz jeszcze miao nastpi. Tymczasem po wiecie rozlega si jk 
i woanie o sprawiedliwo. Czytano list nieszczsnego narodu w Krakowie i w 
Pradze, i na dworze papieskim, i w innych krlestwach zachodnich. Do ksicia 
Janusza przywieli to otwarte pismo owi bojarzynkowie, ktrzy z Broniszem z 
Ciasnoci przybyli. Niejeden wic z Mazurw mimo woli maca korda przy boku i 
rozwaa w duszy, czyby z wasnej ochoty pod znak Witoldowy si nie zacign. 
Wiedziano, ze rad by wielki knia hartownej lechickiej szlachcie, rwnie 
zaartej w boju jak litewscy i mujdzcy bojarzynowie, a wicej wiczonej i 
lepiej zbrojnej. Niektrych popychaa te i nienawi do starych wrogw 
lechickiego plemienia, a innych lito. "Suchajcie, suchajcie! - woali do 
krlw, ksit i wszystkich narodw mujdzini. - Wolnym ci my byli i 
szlachetnej krwi ludem, a Zakon chce nas w niewolnikw przemieni! Nie dusz on 
naszych szuka, lecz ziemi i dostatkw. Ju ndza nasza taka, e nam chyba ebra 
lub rozbija! Jakoe im wod chrztu nas obmywa, gdy sami nie maj rk czystych! 
My chcemy chrztu, ale nie krwi i mieczem. i chcemy wiary, ale jeno takiej, 
jakiej zacni monarchowie, Jagieo i Witold, nauczaj. Suchajcie i ratujcie 
nas, bo giniemy! Nie chce nas Zakon chrzci, by nas uciemia atwiej; nie 
ksiy, lecz zasie katw nam posya. Ju ule nasze, ju stada, ju wszystkie 
pody ziemi nam zabrali; ju nam ni ryby owi, ni zwierza bi w puszczach nie 
wolno! Bagamy! suchajcie, bo oto zgili nam wolne drzewiej karki do robt 
nocnych przy zamkach, dzieci nam jako zakadnikw uwieli, a ony i crki w 
oczach mw i ojcw bezczeszcz. Nam suszniej naleaoby jcze ni mwi! 
Rodziny nasze ogniem popalili, panw do Prus uwieli, wielkich ludzi:
Korkucia, Wassygina, Swolka i Sgaj, potracili - i jako wilcy krew nasz 
opi. O, suchajcie! Przecie my ludzie, nie zwierzta, przeto woamy do Ojca 
witego, by nas przez polskich biskupw chrzci kaza, gdy ca dusz chrztu 
pragniemy, ale chrztu wod aski, nie yw krwi zniszczenia".
Tak i tym podobnie skaryli si mujdzini. wic gdy ich skargi i na mazowieckim 
dworze usyszano, zaraz kilku rycerzy i dworzan postanowio i im w pomoc, 
rozumiejc, e ksicia Janusza nawet i pyta o pozwolenie nie trzeba, choby z 
tego powodu, e ksina jest rodzon siostr Witolda. Zawrzay te powszechnym 
gniewem serca, gdy dowiedziano si od Bronisza i bojarzynkw, e wielu 
szlachetnych modziankw mujdzkich bdcych zakadnikami w Prusiech, nie mogc 
znie pohabienia i okruciestw, jakich dopuszczali si nad nimi Krzyacy, 
poodbierao sobie ycie.
Hlawa cieszy si za z tej ochoty mazowieckiego rycerstwa, myla bowiem, e im 
wicej ludzi z Polski pocignie do ksicia Witolda, tym wojna rozgorzeje wiksza 
i tym pewniej mona bdzie czego przeciw Krzyakom dokaza. Cieszyo go take i 
to, e zobaczy Zbyszka, do ktrego si przywiza, i starego rycerza Maka, o 
ktrym mniema, e godzien widzenia przy robocie, a razem z nim nowe dzikie 
kraje, nieznane miasta, nie widziane dotychczas rycerstwo i wojska, wreszcie 
samego ksicia Witolda, ktrego sawa szeroko wwczas rozbrzmiewaa po wiecie.
I w tej myli postanowi jecha "wielkimi i pilnymi drogami", nie zatrzymujc 
si nigdzie duej, ni byo dla wypoczynku koniom potrzeba. Owi bojarzynkowie, 
ktrzy z Broniszem z Ciasnoci przybyli, i inni Litwini znajdujcy si na dworcu 
ksiny, wiadomi drg i przej wszelkich, mieli prowadzi jego i ochotniczych 
rycerzy mazowieckich od osady do osady, od grodu do grodu i przez guche, 
niezmierne puszcze, ktrymi wiksza cz Mazowsza i Litwy, i mujdzi bya 
pokryta.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XVI
W lasach o mil na wschd za Kownem, ktre sam Witold zniszczy, stay gwne 
siy Skirwoiy, przerzucajc si w razie potrzeby byskawic z miejsca na 
miejsce, czynic szybkie wyprawy bd to w granice pruskie, bd na zamki i 
zameczki bdce jeszcze w rku krzyackim i podsycajc pomie wojny w caej 
kramie. Tam to znalaz wiemy giermek Zbyszka, a przy nim i Maka, ktry by 
dopiero przed dwoma dniami przyjecha. Po przywitaniu si ze Zbyszkiem przespa 
Czech ca noc jak zabity i dopiero na drugi dzie wieczorem poszed powita 
starego rycerza, ktry bdc strudzon i zy, przyj go gniewliwie, pytajc, 
dlaczego wedle rozkazania w Spychowie nie zosta - i udobrucha si nieco 
dopiero wwczas, gdy w, znalazszy sposobn chwil, w ktrej Zbyszka nie byo w 
namiocie, usprawiedliwi si przed nim wyranym rozkazem Jagienki.
Powiedzia te, e prcz rozkazu i prcz przyrodzonej ochoty do wojny przywioda 
go take w t stron ch, by w razie czego pchn zaraz goca z wiadomoci do 
Spychowa. "Panienka - mwi - ktra ma dusz jak anio, sama przeciw wasnemu 
dobru modli si za Jurandwn. Ale wszystkiemu musi by koniec. Jeli Jurandwna 
nie yje, to niech Bg da jej wiato wiekuist, bo bya jako jagni 
niewinne, ale jeli si odnajdzie, to trzeba panienk jako najprdzej 
zawiadomi, aby wraz jechaa precz ze Spychowa, nie za dopiero po powrocie 
Jurandwny, jakoby wypdzona, ze sromot a wstydem".
Mako sucha tego z niechci, powtarzajc od czasu do czasu: "Nic ci do tego". 
Ale Hlawa, postanowiwszy mwi otwarcie, wcale si tym nie tropi i w kocu 
rzek:
- Lepiej byo pannie w Zgorzelicach ostawa i na nic bya ta podr. Wmawialimy 
w niebog, e Jurandwna ju nie ywie, a moe si pokaza inaczej.
- A kto opowiada, e nie ywie, jeeli nie ty? - zapyta z gniewem Mako. - 
Trzeba byo trzyma jzyk za zbami. Ja za zabraem j, bo si baa Cztana i 
Wilka.
- Pozr to tylko by - odpowiedzia giermek. - Moga siedzie w Zgorzelicach 
bezpiecznie, bo oni by tam sobie wzajem przeszkadzali. Ale balicie si, panie, 
eby w razie mierci Jurandwny nie omina pana Zbyszka i panienka, i 
dlategocie j zabrali.
- Ce tak zhardzia? Zali to ju rycerz pasowany, nie suga?
- Sugam ci jest, ale suga panny, przeto dbam, aby jej haba nie spotkaa.
A Mako zamyli si pospnie, gdy nie by z siebie rad. Nieraz on ju sobie 
wyrzuca, e zabra Jagienk ze Zgorzelic, czu bowiem, e w kadym razie w 
takim podwoeniu Jagienki Zbyszkowi bya jakowa dla niej ujma, a na wypadek, 
gdyby Danusia si odnalaza - wicej ni ujma. Czu rwnie, e w hardych 
sowach Czecha tkwi prawda, bo cho Jagienk zabra dlatego, by j do opata 
odwie, mg jednak, dowiedziawszy si o jego mierci, w Pocku j zostawi, a 
tymczasem on j a do Spychowa przywiz, by w razie czego blisko przy Zbyszku 
bya.
- Dy mnie to do ba nie przyszo - rzek jednak, chcc siebie i Czecha stumani 
-jeno sama si jecha napara.
- Juci si napara, bomy w ni wmwili, e tamtej nie ma na wiecie, a e 
braciom bezpieczniej byo bez niej ni z ni -wic i pojechaa.
- Ty wmwi! - zakrzykn Mako.
- Ja - i moja wina. Ale teraz musi si pokaza, jako jest. Trzeba, panie, co 
wskra. Inaczej - lepiej pogimy.
- Co tu wskrasz - rzek z niecierpliwoci Mako - z takim wojskiem, w takiej 
wojnie!... Bdzie-li co lepszego, to dopiero w lipcu, bo dla Niemcw dwie s 
pory wojenne: zim i suchym latem, a teraz to si jeno tli, nie pali. Knia 
Witold podobno do Krakowa pojecha krlowi si opowiedzie i pozwolestwo a 
pomoc jego sobie zjedna.
- S przecie w pobliu zamki krzyackie. Gdyby cho ze dwa zdoby, znalelibymy 
moe Jurandwn albo wiadomo ojej mierci.
- Albo i nic.
- W t stron j przecie Zygfryd wywiz. Powiadali to nam i w Szczytnie, i 
wszdy, i samimy tak myleli.
- A widziae to wojsko? Wyjde za namiot i spjrz. Niektrzy paki jeno maj, 
a niektrzy miedziane miecze po pradziadach.
- Ba! Jako syszaem, chopy do bitki dobre!
- Ale nie im z goymi brzuchami zamkw dobywa, zwaszcza krzyackich.
Dalsz rozmow przerwao im przybycie Zbyszka i Skirwoiy, ktry by wodzem 
mujdzinw. By to m maego wzrostu, ale krzepki w sobie i barczysty. Pier 
posiada tak wypuk, e prawie wygldaa na garb, i niezmiernie dugie, 
sigajce prawie do kolan rce. W ogle przypomina Zyndrama z Maszkowic, 
synnego rycerza, ktrego Mako i Zbyszko poznali swego czasu w Krakowie, mia 
bowiem rwnie ogromn gow i takie same pakowate nogi. Mwiono o nim take, 
e dobrze rozumia si na wojnie. Wiek ycia zbieg mu w polu przeciw Tatarom, z 
ktrymi dugie lata walczy na Rusi, i przeciw Niemcom, ktrych nienawidzi jak 
zarazy. W tych wojnach nauczy si po rusisku, a potem na dworze Witoldowym 
nieco po polsku; po niemiecku umia, a przynajmniej powtarza tylko trzy wyrazy:
ogie, krew i mier. W swojej ogromnej gowie mia zawsze peno pomysw i 
podstpw wojennych, ktrych Krzyacy nie umieli ani przewidzie, ani im 
zapobiega - dlatego bano si go w pogranicznych komturiach.
- Mwilimy o wyprawie - rzek z niezwykym oywieniem do Maka Zbyszko - i 
dlategomy tu przyszli, bycie te swoje dowiadczone zdanie rzekli.
Mako usadzi Skirwoi na sosnowym pniaku pokrytym niedwiedzi skr, 
nastpnie kaza przynie czeladzi stgiewk miodu, z ktrej poczli czerpa 
rycerze blaszankami i pi, gdy za pokrzepili si godnie, dopiero Mako 
zapyta:
- Chcecie wypraw uczyni albo co?
- Zamki Niemcom okurzy...
- Ktren?
- Ragnet albo Nowe Kowno.
- Ragnet - rzek Zbyszko. - Cztery dni temu bylimy pod Nowym Kownem i pobili 
nas.
- To wanie - rzek Skirwoio.
- Jake to?
- Dobrze.
- Poczekajcie - rzek Mako - bo ja tutejszej krainy nie znam. Gdzie jest Nowe 
Kowno, a gdzie Ragneta?
- Std do Starego Kowna niespena mila - odpowiedzia Zbyszko - a od Starego do 
Nowego te mila. Zamek jest na wyspie. Onegdaj chcielimy si przeprawi, ale 
pobili nas u przeprawy. cigali ci nas p dnia, a utailimy si w tych lasach, 
a wojsko tak si rozproszyo, e niektrzy dopiero dzi nad ranem si znaleli.
- A Ragneta?
Skirwoio wycign swe dugie jak ga rami na pnoc i rzek:
- Daleko! daleko...
- Wanie dlatego, e daleko! - odpar Zbyszko. - Spokj tam wokoo, bo co byo 
zbrojnych ludzi z tej strony granicy, to cigno ku nam. Nie spodziewaj si 
tam teraz Niemcy adnej napaci, wic na ubezpieczonych uderzym.
- Susznie prawi - rzek Skirwoio. Mako za spyta:
- Zali mylicie, e bdzie mona i zamku doby?
Na to Skirwoio potrzsn gow na znak przeczenia, a Zbyszko odpowiedzia:
- Zamek mocny, wic chybaby wypadkiem. Ale krain spustoszym, wsie i miasta 
popalim, spy poniszczym, a co nade wszystko jecw nabierzemy, midzy ktrymi 
mog by ludzie znaczni, a takich chtnie Krzyacy wykupuj alboli te 
wymieniaj...
Tu zwrci si do Skirwoiy:
- Samicie, kniaziu, przyznali, e susznie prawi, a teraz rozwacie jeno: Nowe 
Kowno na wyspie. Ni tam wsi nie poburzym, ni stad nie zagarniem, ni jecw nie 
nabierzem. I przecie dopiero co nas tam pobili. Ej! pjdmy lepiej tam, gdzie 
si nas teraz nie spodziewaj.
- Kto pobije, ten si napaci najmniej spodziewa - mrukn Skirwoio.
Lecz tu zabra gos Mako - i pocz popiera zdanie Zbysz-kowe, zrozumia 
bowiem, e modzianek ma wiksz nadziej dowiedzie si czego pod Ragnet ni 
pod Nowym Kownem -i e pod Ragnet atwiej bdzie przede wszystkim schwyta 
jakiego znacznego jeca, ktry by mg posuy na wymian. Mniema take, e w 
kadym razie lepiej jest i dalej i wychyn niespodzianie w kraj mniej 
strzeony ni porywa si na wysp od przyrodzenia obronn, a strzeon prcz 
tego przez silny zamek i zwycisk zaog.
Jako za czek dowiadczony w wojnie, mwi jasno i przytacza tak walne powody, 
e kadego mg przekona. Tamci suchali go te uwanie. Skirwoio porusza 
kiedy niekiedy wzniesionymi brwiami jakby na znak przytakiwania, chwilami 
pomrukiwa: "Susznie prawi!" - wreszcie wsun sw ogromn gow midzy 
szerokie ramiona, tak e wyglda cakiem jak garbaty, i zamyli si gboko.
Lecz po pewnym czasie wsta - i nic nie mwic, pocz si egna.
- A jakoe, kniaziu, bdzie? - spyta go Mako - dokd ruszym?
 w za rzek krtko:
- Pod Nowe Kowno.
I wyszed z namiotu.
Mako i Czech spogldali czas jaki ze zdziwieniem na Zbyszka, po czym stary 
rycerz uderzy si domi po udach i zawoa:
- Tfu! c to za pie!... To niby sucha, sucha, a potem swoje. al gby 
drze!...
- Syszaem ci ja o nim, e taki jest - odrzek Zbyszko - a po prawdzie, to i 
cay tu nard uporczywy jako mao ktry. Cudzego zdania wysucha, a potem jakoby 
kto na wiatr dmucha.
- To czego pyta?
- Bomy pasowani rycerze i dlatego eby kad rzecz na dwie strony rozway. Ale 
gupi on nie jest.
- Pod Nowym Kownem te moe najmniej si nas spodziewaj - zauway Czech - 
wanie dlatego, e dopiero co was pobili. W tym mia ci on suszno.
- Pjdmy obaczy tych ludzi, ktrym ja przywodz - rzek Zbyszko, ktremu 
duszno byo w namiocie - trzeba im zapowiedzie, aby za byli gotowi.
I wyszli. Na dworze noc ju zapada zupena, chmurna i ciemna, rozwiecona tylko 
przez ogniska, przy ktrych siedzieli mujdzini.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XVII
Dla Maka i dla Zbyszka, ktrzy suc poprzednio u Witolda, napatrzyli si do 
syta litewskim i mujdzkim wojownikom, widok obozowiska nie przedstawia nic 
nowego; ale Czech patrza na nich z ciekawoci, rozwaajc sobie zarazem w 
umyle, czego od takich ludzi mona w bitwie oczekiwa, i porwnywajc ich z 
polskim i z niemieckim rycerstwem. Obz sta w nizinie otoczonej borem i 
bagnami, zatem ubezpieczon zupenie od napadu, albowiem adne inne wojsko nie 
zdoaoby przebrn przez owe zdradliwe mokrada. Sama nizina, na ktrej stay 
szaasy, bya take grzska i botnista, lecz oni, nakrzesawszy jodowych i 
sosnowych gazek, przyrzucili j nimi tak grubo, e spoczywali jakby na 
najsuchszym miejscu. Kniaziowi Skirwoille sklecono naprdce co w rodzaju 
"numy", czyli chaty litewskiej z ziemi i drewnianych nie ociosanych bierwion, 
dla znaczniejszych ludzi uwito z gazi kilkadziesit szaasw, pospolici za 
wojownicy siedzieli koo ognisk, pod goym niebem, majc ochron przeciw zmianom 
pogody i ddom tylko w kouchach i skrach, ktre na nagim ciele nosili. W 
obozie nikt nie spa jeszcze, albowiem ludzie, nie majc po ostatniej porace 
nic do roboty, sypiali we dnie. Niektrzy siedzieli lub leeli wok jasnych 
ognisk podsycanych suszem i gami jaowca, inni grzebali w przygasych ju i 
zasutych popioem watrzyskach, od ktrych rozchodzi si zapach pieczonej rzepy, 
zwykego pokarmu Litwinw, i swd przypalonych misiw. Midzy ogniskami widniay 
stosy broni poskadane blisko, tak aby w danym razie atwo byo kademu za swj 
or pochwyci. Hlawa przypatrywa si z ciekawoci oszczepom o grotach wskich 
i dugich, wykutych z hartownego elaza, kicieniom uczynionym z modych 
dbczakw, w ktre ponabijano krzemieni lub gwodzi, okszom o trzonkach 
krtkich, podobnym do polskich toporw, ktrymi posugiwali si jezdni, i okszom 
o trzonkach tak niemal dugich jak u berdyszw, ktrymi walczyli piesi. Trafiay 
si midzy nimi i miedziane, pochodzce z dawnych czasw, kiedy elazo w maym 
jeszcze byo uyciu w tych zapadych stronach. Niektre miecze byy rwnie z 
miedzi, ale wikszo z dobrej, dostarczanej z Nowogrodu, stali. Czech bra w 
rk oszczepy, miecze, oksze, smoliste, praone w ogniu uki i przy blasku 
pomienia bada ich doskonao. Koni niewiele byo przy ogniskach, gdy stada 
pasy si opodal w lasach i na kach pod stra czujnych koniuchw, ale e 
znaczniejsi bojarowie chcieli mie swoje rumaki na zawoanie, przeto byo ich w 
obozie kilkadziesit, ktre niewolnicy pascy karmili z rki u toku. Hlaw 
zdumieway kudate ciaa tych rumakw, nadzwyczaj drobnych, o potnych karkach 
i w ogle tak dziwnych, e zachodni rycerze poczytywali je za jakie cakiem 
odmienne zwierzta lene, wicej do jednorocw ni do prawdziwych koni podobne.
-Na nic tu wielkie, bojowe ogiery - mwi dowiadczony Mako, wspominajc swoje 
dawne suby u Witolda - bo wielki zaraz w makach ugrznie, a tutejszy chmyz 
przejdzie wszdy, tak prawie jako i czowiek.
- Ale w polu - odrzek Czech - tutejsze wielkim niemieckim nie dostoj.
- Juci nie dostoj. Za to nie ucieknie Niemiec przed mujdzinem ani te go nie 
zgoni, bo te s tak wanie cige albo i ciglejsze ni tatarskie.
- A wszelako dziwno mi to jest, bo com widzia jecw Tatarw, ktrych rycerz 
Zych do Zgorzelic przyprowadzi, to chopy byy niedue i takiego byle ko 
udwignie, a to lud rosy.
Lud za istotnie by dorodny. Przy blasku ognia wida byo spod skr i kouchw 
szerokie piersi i tgie ramiona. Chop w chopa suchy by, ale kocisty i dugi, 
w ogle za wzrostem ludzie ci przewyszali mieszkacw innych krain litewskich, 
albowiem siedzieli na ziemiach lepszych i obfitszych, w ktrych gody, trapice 
kiedy niekiedy Litw, rzadziej daway si we znaki. Natomiast dzikoci 
przewyszali jeszcze Litwinw. W Wilnie by dwr wielkoksicy, do Wilna 
cigali ksia ze Wschodu i Zachodu, przychodziy poselstwa, napywa kupiec 
zagraniczny, przez co mieszkaniec miasta i okolicy oswaja si nieco z obczyzn; 
tu cudzoziemiec zjawia si tylko pod postaci Krzyaka lub Mieczowego Kawalera, 
nioscych w guche lene osady ogie, niewol i chrzest z krwi, wic wszystko tu 
byo grubsze, surowsze i bardziej do dawnych czasw zblione, bardziej przeciw 
nowociom zawzite; starszy obyczaj, starszy tryb wojowania, a i pogastwo 
uporczywsze, dlatego e czci Krzya naucza nie agodny zwiastun Dobrej Nowiny z 
mioci apostoa, lecz zbrojny niemiecki mnich z dusz kata.
Skirwoio i znaczniejsi kniazie a bojarzyny byli ju chrzecijanami, albowiem 
poszli za przykadem Jagiey i Witolda. Inni, nawet najprostsi i najdziksi 
wojownicy, nosili w piersiach guche poczucie, e nadchodzi mier i skon 
dawnemu wiatu, dawnej ich wierze. I gotowi byli pochyli gowy przed Krzyem, 
byle tego Krzya nie wznosiy niemieckie nienawistne rce. "My prosimy chrztu - 
woali do wszystkich ksit i narodw - lecz wspomnijcie, e ludzie jestemy, 
nie zwierzta, ktre mona darowa, kupi i przeda". Tymczasem, gdy dawna wiara 
gasa, jak ganie ognisko, do ktrego nikt drew nie przyrzuca, a od nowej 
odwracay si serca wanie dlatego, e wmuszaa j niemiecka przemoc, rodzia 
si w ich duszach pustka, niepokj i al po przeszoci, i gboki smutek. 
Czech, ktry od dziecka zrs si z wesoym gwarem onierskim, z pieniami i 
szumn muzyk, widzia po raz pierwszy w yciu obz tak cichy i pospny. Ledwie 
gdzieniegdzie, przy dalszych od Skirwoiowej numy ogniskach, sycha byo 
odgos fujarki lub piszczaki, albo sowa przyciszonej pieni, ktr piewa 
"burtini-kas". Wojownicy suchali z pochylonymi gowami i oczyma utkwionymi w 
zarzewie. Niektrzy siedzieli w kucki wedle ognia, majc okcie wsparte na 
kolanach, a twarze ukryte w doniach, okryci skrami, podobni do drapienych 
zwierzt lenych. Lecz gdy podnosili ku przechodzcym rycerzom gowy, blask 
pomienia owieca twarze agodne i niebieskie renice, wcale nie srogie ni 
drapiene, ale tak raczej patrzce, jak patrz smutne i pokrzywdzone dzieci. Na 
kracach obozowiska leeli na mchach ranni, ktrych zdoano unie z ostatniej 
bitwy. Wrbici, tak zwani "abdarysy" i "sejtonowie", mruczeli nad nimi 
zaklcia lub opatrywali ich rany, przykadajc na nie znane sobie zioa gojce, 
a oni leeli w milczeniu, znoszc cierpliwie bl i mki. Z gbin lenych, od 
strony polan i ugw, dochodzio powistywanie koniuchw, kiedy niekiedy 
podnosi si wiatr, przysaniajc dymami obozowisko i napeniajc szumem br 
ciemny. Ale noc czynia si coraz pniejsza, wic ogniska poczy mdle i 
gasn i cisza zapada jeszcze wiksza, potgujc owe wraenie smutku i jakby 
pognbienia.
Zbyszko wyda rozkazy gotowoci ludziom, ktrym przywodzi i z ktrymi atwo 
mg si rozmwi, albowiem bya midzy nimi gar Poocczan, po czym zwrci 
si do swego giermka i rzek:
- Napatrzye si do woli, a teraz czas wrci pod namiot.
- Juci si napatrzyem - odpowiedzia giermek - alem nie bardzo rad z tego, com 
widzia, bo zaraz zna, e to pobici ludzie.
- Dwa razy: cztery dni temu przy zamku i onegdaj u przeprawy. A teraz chce si 
Skirwoille trzeci raz tam i, by trzeciej poraki dozna.
- Jake, to on nie rozumie, e z takim wojskiem przeciw Niemcom nie wskra? 
Powiada mi to ju rycerz Mako, a teraz i sam miarkuj, e liche to musz by i 
do bitki pachoki.
- |I w tym si mylisz, bo to lud chrobry jak mao ktry w wiecie. Jeno si kup 
bezadn bij, a Niemcy w szyku. Jeli si uda szyk rozerwa, to czciej 
mujdzin Niemca ni Niemiec mujdzina pooy. Ba, ale tamci to wiedz i tak si 
zwieraj, e jako ciana stoj.
- A ju o zamkw dobywaniu to pewnie nie ma co i myle - rzek Czech.
- Bo nijakiego sprztu do tego nie ma - odpowiedzia Zbyszko. - Sprzt ma knia 
Witold i pki ku nam nie nadcignie, nie ugryzem adnego zamku, chybaby 
trafunkiem albo zdrad.
Tak rozmawiajc, doszli do namiotu, przed ktrym pon duy, podsycany przez 
czelad ogie, a w nim kopciy si przygotowane przez czelad misiwa. W 
namiocie chodno byo i wilgotno, wic rycerze, a z nimi i Hlawa, pokadli si 
przed ogniem na skrach.
Za czym, posiliwszy si, prbowali zasn, lecz nie mogli, Mako przewraca si 
z boku na bok, a nastpnie ujrzawszy, e Zbyszko siedzi przed pomieniem, 
otoczywszy ramionami kolana, zapyta:
- Suchaj! Dlaczego ty radzi i daleko pod Ragnet, nie tu blisko pod ten 
Gotteswerder? Co masz w tym?
- Bo tak mi co do duszy gada, e Danuka jest w Ragnecie - i tam si mniej 
strzeg ni tu.
- Nie byo czasu si rozgada, bom i sam by utrudzon, i ty ludzi po boru po 
klsce zbiera. Ale teraz mwe, jako jest: chcesz-li ty zawsze tej dziewki 
szuka?
- Dy to nie adna dziewka, jeno moja niewiasta - odpowiedzia Zbyszko.
Nastao milczenie, albowiem Mako rozumia dobrze, e nie masz na to odpowiedzi. 
Gdyby Danuka bya dotychczas pann Jurandwn, byby niechybnie stary rycerz 
namawia bratanka, by jej poniecha, ale wobec witoci sakramentu poszukiwanie 
stawao si prost powinnoci i Mako nie byby nawet zadawa takiego pytania, 
gdyby nie to, e nie bdc obecny ni na lubie, ni na weselu, mimowiednie uwaa 
Jurandwn zawsze za dziewk.
- Juci! - rzek po chwili. - Ale o com przez te dwa dni mia czas si spyta, 
tom si spyta, i rzeke mi, e nic nie wiesz.
- Bo nic nie wiem, jeno to, e chyba gniew boski jest nade mn.
Wtem Hlawa przypodnis si z niedwiedziej skry, siad i nastawiwszy uszu, 
pocz sucha pilnie a ciekawie. A Mako rzek:
- Pki sen nie zmorzy, gadaj: co widzia, co robi i co wskra w Malborgu ?
Zbyszko odgarn wosy, ktre dawno nie podcinane z przodu, spaday mu a na 
brwi, chwil posiedzia w milczeniu, po czym j mwi:
- Daby Bg, abym ja tyle mg wiedzie o mojej Danuce, ile wiem o Malborgu. 
Pytacie, com tam widzia? Widziaem potg krzyack niezmiern, przez 
wszystkich krlw i przez wszystkie narody wspomagan, z ktr nie wiem, czyli 
kto w wiecie mierzy si zdoa. Widziaem zamek, jakiego chyba i sam cesarz 
rzymski nie ma. Widziaem skarby nieprzebrane, widziaem zbroje, widziaem 
mrowie ornych mnichw, rycerzy i knechtw - i relikwie jakby u Ojca witego w 
Rzymie, i mwi wam, e ae dusza zdrtwiaa we mnie, bom sobie pomyla: gdzie 
si tam komu na nich porywa? kto ich zmoe? kto si im oprze? kogo ich sia nie 
przeamie?
- Nas! zatracona ich ma! - zawoa, nie mogc wytrzyma, Hlawa.
Makowi dziwne wyday si take sowa Zbyszka, wic cho chciao mu si pozna 
wszystkie przygody modzianka, jednake przerwa mu i rzek:
- A to zapomnia o Wilnie? A mao to razy zderzalimy si z nimi tarcz o tarcz 
i bem o eb! A to zabaczy, jako im niesporo bywao ku nam - i jak na 
zatwardziao nasz narzekali: e to nie do byo konia zapoci i kopi 
pokruszy, jeno trza byo cudze gardo wzi albo swoje da! Byli tam przecie i 
gocie, ktrzy nas pozywali - a wszyscy z hab odeszli. Ce to tak zmik?
- Nie zmikem ja, bom si i w Malborgu potyka, gdzie te i na ostre gonili. 
Ale wy ich wszystkiej potgi nie znacie. Lecz stary rozgniewa si.
- A ty znasz-li ca moc polsk? Widziae wszystkie chorgwie w kupie? Nie 
widziae. A ich potga na krzywdzie ludzkiej i na zdradzie stoi, bo tam i 
pidzi ziemi nie ma, ktra by bya ich. Przyjli ci ich ksita nasi, jak si 
ubogiego w dom przyjmuje -i obdarowali, a oni, porsszy w moc, poksali t 
rk, co ich ywia, jako psi bezecni i wciekli. Ziemi zagarnli, miasta 
zdrad pobrali i ot ich moc! Ale choby wszyscy krlowie wiata szli im w pomoc 
- nadejdzie dzie sdu i pomsty.
- Skorocie mi kazali gada, com widzia, a teraz si gniewacie, to wolej 
zaniecham - rzek Zbyszko.
Mako za sapa przez jaki czas gniewnie, po chwili jednak uspokoi si i 
rzek:
- Albo to raz tak bywa! Stoi ci w lesie chojar jako wiea sroga, mylaby, e 
wiek wiekw postoi, a stukniesz w niego godnie obuchem, to ci si pustk 
obezwie. I prchno si w nim sypie. Taka to i krzyacka moc! Ale jam ci kaza 
gada, co robi i co wskra. Gonie tam na ostre - powiadasz?
- Goniem. Hardo i niewdzicznie ci mnie tam z pocztku przyjli, bo byo im ju 
wiadomo, em si z Rotgierem potyka. Moe i przygodzioby mi si co zego, jeno 
em z listem od ksicia przyjecha i pan Lorche, ktrego oni szanuj, od ich 
zoci mnie broni. Ale potem przyszy uczty i gonitwy, w ktrych Pan Jezus mi 
pobogosawi. Tocie syszeli, e mnie brat mistrzw Ulryk pokocha - i da mi 
rozkaz od samego mistrza na pimie, aby mi Danuk wydali?
- Powiadali nam ludzie - rzek Mako - ie poprg mu pk przy siedle, co ty, 
widzcy, nie chciae na niego uderza.
- Juci, podniosem kopi w gr, a on mnie od tej pory pokocha. Hej, miy 
Boe! srogie mi pisma dali, z ktrymi mogem od zamku do zamku jedzi i szuka. 
Ju mylaem, e koniec mojej biedy i mego frasunku - a teraz ot, tu siedz, w 
dzikiej stronie, bez rady nijakiej, w strapieniu i smutku, a co dzie ci mi 
gorzej i tskniej...
Tu umilk na chwil, po czym rzuci z caej mocy wirem w ogie, a iskry 
posypay si z poncych gowni, i rzek:
- Bo jeli ta nieboga jczy tu gdzie w jakim zamku, a myli, em jej zahaczy, 
to niechby mnie naga mier nie mina!
I tyle w nim si widocznie zapieko zniecierpliwienia i blu, e j znw rzuca 
wirami w ogie jak gdyby nagym, lepym blem uniesion, a oni zdumieli si 
bardzo, nie przypuszczali bowiem, eby tak kocha Danuk.
-Pohamuj si? - zawoa Mako. - Jakoe byo z onym glejtem? Zali komturowie nie 
chcieli rozkazw mistrza sucha?
- Pohamujcie si, panie - rzek Czech - Bg was pocieszy - moe wkrtce.
Zbyszkowi za zy bysy w renicach, ale uspokoi si nieco i rzek:
- Otwierali odmiece zamki i wizienia. Byem wszdy, szukaem! A wybucha ta 
wojna - i w Gierdawach powiedzia mi wjt von Heideck, e wojenne prawo inne i 
e glejty wydane w czasie pokoju nic nie znacz. Pozwaem go zaraz, ale nie 
stan i z zamku mnie wyen kaza.
- A w innych? - spyta Mako.
- Wszdy to samo. W Krlewcu komtur, ktry jest zwierzchnikiem gierdawskiego 
wjta, nie chcia nawet czyta mistrzowego pisma, mwic, e wojna, wojn - i 
gow, pki caa, kaza mi precz unosi. Pytaem i gdzie indziej - wszdy to 
samo.
- To teraz rozumiem - rzek stary rycerz. - Widzc, e nic nie wskrasz, wolae 
tu przyj, gdzie chocia pomsta moe si zdarzy.
- Tak jest - odpowiedzia Zbyszko. - Mylaem take, e jecw nabierzem i moe 
zamkw kilka ogarniem; ale oni nie umiej zamkw zdobywa.
- Hej, przyjdzie sam knia Witold, to bdzie inaczej.
- Daj go Bg.
- Przyjdzie. Syszaem na mazowieckim dworze, e przyjdzie, a moe i krl z nim 
razem z ca potg polsk.
Lecz dalsz rozmow przerwao im przyjcie Skirwoiy, ktry wychyli si 
niespodzianie z cienia i rzek:
- W pochd ruszamy.
Usyszawszy to, rycerze powstali ywo na nogi, Skirwoio za zbliy ku ich 
twarzom swoj ogromn gow i rzek przyciszonym gosem:
- S nowiny: id do Nowego Kowna posiki. Dwch rycerzy prowadzi knechtw, bydo 
i spy. Zaskoczym im.
- To przejdziem Niemen? - zapyta Zbyszko.
- Tak. Wiem brd.
- A w zamku wiedz o posikach.
- Wiedz i wyjd im na spotkanie, ale na tych uderzycie wy. I pocz im 
objania, gdzie maj si zasadzi, tak aby niespodzianie uderzy na tych, 
ktrzy pokwapi si z zamku. Chodzio mu o to, by jednoczenie stoczy dwie 
bitwy i pomci ostatnie poraki, co mogo si uda tym atwiej, e po wieym 
zwycistwie nieprzyjaciel czu si zupenie bezpieczny. Wic wskaza im miejsce 
i czas, w ktrym mieli tam zdy, a reszt zda na ich mstwo i przemylno. 
Oni za uradowali si w sercach, gdy zaraz poznali, e mwi do nich wojownik 
dowiadczony i sprawny. Skoczywszy, kaza im i za sob i wrci do swej numy, 
w ktrej czekali ju na niego kniaziowie i bojarzyni setnicy. Tam powtrzy 
rozkazy, wyda nowe, a wreszcie podnisszy do ust piszczak, wyrzebion z 
wilczej koci, wyda donony i przeraliwy wist, ktry usyszano od jednego do 
drugiego koca obozu.
Na w odgos zakotowao si co wedle przygasych ognisk;
tu i wdzie poczy strzela iskry, potem bysny pomyki, ktre rosy i 
wzmagay si z kad chwil, a przy ich blasku wida byo dzikie postacie 
wojownikw zbierajce si koo stosw z broni. Br zadrga i zbudzi si. Po 
chwili z gbin poczy dochodzi woania koniuchw pdzcych stada ku obozowi.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XVIII
Doszli rankiem do Niewiay i przeprawili si: kto konno, kto przy ogonie 
koskim, kto na pku z. Poszo to tak prdko, ze a Mako, Zbyszko, Hlawa i ci 
z Mazurw, ktrzy przyszli na ochotnika, dziwili si sprawnoci tego ludu i 
teraz dopiero zrozumieli, dlaczego ni bory, ni bagna, ni rzeki nie mogy 
powstrzyma wypraw litewskich. Wyszedszy z wody, aden nie zewlk odziey, nie 
zrzuci koucha ni wilczury, jeno suszyli si, nadstawiajc grzbiety socu, a 
dymio si z nich jak ze smolarni - i po maym wypoczynku ruszyli piesznym 
pochodem na pnoc. Ciemnym wieczorem dotarli do Niemna. I tu przeprawa, jako 
przez rzek wielk a do tego nabrzmia wiosennymi wodami, nie bya atw. Brd, 
o ktrym wiedzia Skirwoio, zmieni si miejscami w topiel, tak e konie 
musiay pywa wicej ni na wier stajania. Dwch ludzi unis prd tu przy 
boku Zbyszka i Czecha, ktrzy na prno chcieli ich ratowa, albowiem z powodu 
ciemnoci i wzburzonej wody rycho stracili ich z oczu, oni za nie mieli woa 
o ratunek, poniewa poprzednio wdz wyda rozkaz, aby przeprawa odbya si w jak 
najgbszym milczeniu. Jednake wszyscy inni dotarli szczliwie do drugiego 
brzegu, na ktrym przesiedzieli bez ognia do rana.
O pierwszym brzasku cae wojsko rozdzielio si na dwa oddziay. Z jednym 
Skirwoio poszed w gb kraju na spotkanie owych rycerzy prowadzcych posiki 
do Gotteswerder, drugi powid Zbyszko wstecz ku wyspie, aby zaskoczy ludziom 
zamkowym, ktrzy naprzeciw tamtym wyj chcieli. Dzie czyni si w grze jasny 
i pogodny, ale na dole br, gi i krze przysonione byy gstym, biaawym 
oparem, ktry cakiem zakrywa dal. Bya to dla Zbyszka i jego ludzi okoliczno 
pomylna, albowiem Niemcy cigncy od zamku nie mogli ich z dala dojrze i w 
por cofn si przed bitw. Mody rycerz rad by z tego niezmiernie i tak mwi 
do jadcego obok Maka:
- Pierwej uderzym si o siebie, ni si w takim tumanie zobaczym, daj Bg tylko, 
aby nie zrzednia cho do poudnia.
To rzekszy, poskoczy naprzd, by wyda setnikom jadcym na przodzie rozkazy, 
niebawem jednak wrci i rzek:
- Niezadugo trafim na gociniec idcy od przewozu przed wysp do rodka kraju. 
Tam si w gstwinie pooym i bdziem na nich czeka.
- Skd wiesz o gocicu? - zapyta Mako.
- Od chopw tutejszych, ktrych mam midzy ludmi kilkunastu. Oni to wszdy nas 
prowadz.
A jak daleko od zamku i od wyspy przypadniesz?
- W mili.
- To dobrze, bo gdyby byo bliej, mogliby z zamku knechtw w pomoc pchn, a 
tak - nie tylko nie nad, ale i krzyku nie usysz.
- Juci, e o tym pomylaem.
- Pomylae o jednym, pomyle i o drugim: jeli to wierne chopy, wylij ich 
dwch albo trzech naprzd, aby ktry pierwszy obaczy Niemcw, zaraz dawa nam 
zna, e id.
- Ba, ju i to zrobione!
- Tedy jeszcze ci co powiem. Ka stu albo dwustu ludziom, zaraz jak tylko bitka 
si zacznie, nie miesza si do niej, jeno skoczy i przeci drog od wyspy.
- Pierwsza rzecz! - odpowiedzia Zbyszko - ale ju i takie rozkazy wydane. 
Wpadn Niemce jakoby w potrzask albo jako w oklepce!
Usyszawszy to, Mako spojrza na bratanka yczliwym okiem, rad by bowiem, e 
Zbyszko mimo wczesnych lat ycia tak dobrze wojn rozumia, wic umiechn si 
i mrukn:
- Nasza prawa krew!
Lecz giermek Hlawa uradowany by w duszy jeszcze bardziej od Maka, gdy nie 
byo dla niego wikszej nad bitw rozkoszy.
- Nie wiem - rzek -jak ci nasi ludzie bd si potykali, ale id cicho, 
sprawnie i ochot zna po nich okrutn. Jeeli w Skirwoio dobrze wszystko 
wymdrowa, to ywa noga nie powinna wyj ze skrztu.
- Da Bg, mao si ich wymknie - odpowiedzia Zbyszko. - Ale kazaem jak 
najwicej jecw bra, a gdyby trafi si midzy nimi rycerz albo brat zakonny, 
to ju koniecznie nie zabija.
- A czemu to, panie? - spyta Czech. Zbyszko za odrzek:
- Pilnujcie i wy, aby tak byo. Rycerz, jeli z goci, to wczy si po 
miastach, po zamkach, sia ludzi widuje i sia nowin syszy, a jeli zakonny, to 
jeszcze wicej. To Bogiem a prawd po to ja tu przyjechaem, eby kogo 
znaczniejszego pochwyci i zamian uczyni. Jedna mi ta droga ostaa... jeeli 
jeszcze ostaa.
To rzekszy, da ostrogi koniowi i znw wysun si na czoo oddziau, aby wyda 
ostatnie rozporzdzenia i uciec razem od smutnych myli, na ktre brako i 
czasu, albowiem miejsce na zasadzk wybrane nie byo ju zbyt odlege.
- Czemu to mody pan tuszy, e jego niewiastka jeszcze yje i e si w tych 
stronach znajduje? - spyta Czech.
- Bo jeli jej Zygfryd od razu w Szczytnie w pierwszym zapdzie nie zamordowa - 
odpar Mako - to sprawiedliwie mona si spodziewa, e jeszcze ywa. A jeliby 
j by zamordowa, toby szczytnieski ksidz nie by nam takich rzeczy 
rozpowiada, ktre przecie i Zbyszko sysza. Cika to rzecz nawet dla 
najwikszego okrutnika podnie rk na niewiast bezbronn, ba! na dziecko 
niewinne.
- Cika, ale nie dla Krzyaka. A ksicia Witoldowe dzieci?
- Prawda jest, e wilcze oni serca maj, wszelako i to prawda, e w Szczytnie 
jej nie zgadzi, a e sam w t stron pocign, wic moe i j w ktrym zamku 
ukry.
- Hej! eby si to tak udao t wysp i ten zamek ubiec!
- Spojrzyj jeno na tych ludzi - rzek Mako.
- Pewnie! pewnie! ale mam ci ja jedn myl, ktr modemu panu powiem.
- Choby mia i dziesi, dzidami murw nie rozwalisz. To powiedziawszy, ukaza 
Mako na szeregi dzid, w ktre wiksza cz wojownikw bya uzbrojona, po czym 
zapyta:
- Widziae kiedy takie wojsko?
A Czech rzeczywicie nic podobnego nie widzia. Przed nim jecha gsty zastp 
wojownikw i jecha bezadnie, bo w boru i wrd krzw trudno si byo trzyma 
szeregw. Zreszt piesi pomieszani byli z konnymi i by nady krokom koskim, 
trzymali si grzyw, kulbak i ogonw. Barki wojownikw pokryte byy skrami 
wilkw, rysiw i niedwiedzi, z gw sterczay to ky dzicze, to rogi jelenie, 
to kosmate uszy, tak e gdyby nie bro sterczca w gr i nie smoliste uki i 
kobiaki ze strzaami na plecach, patrzcym z tyu mogoby si wyda, zwaszcza 
we mgle, e to cae gromady dzikich lenych bestii wyruszyy z gbi lenych 
matecznikw - i cign gdzie na wyraj gnane dz krwi lub godem. Byo w tym 
co strasznego, a zarazem tak niezwyczajnego, jak gdyby si patrzao na w dziw 
zwany gomon, w czasie ktrego, jak wierzy prostactwo, zrywaj si i id przed 
si zwierzta, a nawet kamienie i krzaki.
Tote na w widok jeden z owych wodyczkw z kawicy, ktrzy przybyli z 
Czechem, zbliy si do niego, przeegna si i rzek:
-W imi Ojca i Syna! Dy ze stadem prawych wilkw idziem, nie z ludmi.
Hlawa za, cho sam pierwszy raz podobne wojsko oglda, odrzek jako 
dowiadczony czowiek, ktry wszystko przezna i niczemu si nie dziwi:
- Wilcy stadem w zimie chadzaj, ale krzyacka jucha smakuje i na wiosn.
A rzeczywicie bya ju wiosna - maj! Leszczyna, ktr br by podszyty, pokrya 
si jasn zieleni. Z mchw puszystych a mikkich, po ktrych stpay bez 
szelestu nogi wojownikw, wydobyway si biae i sinawe sasanki oraz mode 
jagodzisko i zbkowana papro. Zmoczone obfitymi ddami drzewa pachniay 
wilgotn kor, a z lenego podoa bia surowa wo opadego igliwia i prchna. 
Soce grao tcz na zwieszonych wrd lici kroplach i ptactwo gosio si w 
grze radonie.
Oni szli coraz prdzej, bo Zbyszko przynagla. Po chwili przyjecha znw na tyy 
oddziau, gdzie by Mako z Czechem i mazurskimi ochotnikami. Nadzieja dobrej 
bitki widocznie oywia go znacznie, bo w twarzy nie mia zwykej troski i oczy 
wieciy mu po dawnemu.
- Nue! - zawoa. - W przodku nam teraz i, nie w ocigu! I powid ich na 
czoo oddziau.
- Syszycie - rzek jeszcze - moe zaskoczym Niemcw niespodzianie; ale jeli co 
wymiarkuj i w szyku zdoaj stan, to juci pierwsi uderzym, bo zbroja na nas 
godniejsza i miecze lepsze!
- Tak ono i bdzie! - rzek Mako.
Inni za osadzili si mocniej w kulbakach, jakby ju zaraz mieli uderzy. Ten i 
w nabra w piersi powietrza i zmaca, czy kord atwo z pochew wychodzi.
Zbyszko powtrzy im jeszcze raz, aby jeli wrd pieszych knechtw znajd si 
rycerze lub bracia w biaych paszczach na zbroi, nie zabija ich, jeno w 
niewol bra, po czym skoczy znw do przewodnikw i po chwili zatrzyma 
oddzia.
Przyszli do gocica, ktry od przystani lecej naprzeciw wyspy bieg w gb 
kraju. Waciwie nie by to jeszcze prawdziwy gociniec, ale raczej szlak 
niedawno przez lasy przetarty i wyrwnany tylko o tyle, aby wojska i wozy od 
biedy mogy przej po nim. Z obu stron wznosi si wysokopienny br, a po obu 
brzegach pitrzyy si pocinane dla otwarcia drogi pnie starych sosen. 
Leszczynowe podszycie byo miejscami tak gste, e przesaniao cakiem gb 
len. Wybra przy tym Zbyszko miejsce na zakrcie, aby nadchodzcy, nie mogc 
nic dojrze z dala, nie mieli czasu albo cofn si w por, albo ustawi w 
bojowym szyku. Tam zaj oba boki szlaku i kaza czeka nieprzyjaciela.
Zyci z borem i z len wojn mujdzini przypadli tak sprawnie za kody, za 
wykroty, za leszczynowe krze i kpy modej jedliny - jakby ich ziemia 
pochona. Czowiek si nie ozwa, ko nie parskn. Od czasu do czasu koo 
zaczajonych ludzi przeciga to drobny, to gruby zwierz leny i dopiero niemal 
otarszy si o nich, rzuca si z przeraeniem i fukiem w bok. Chwilami zrywa 
si powiew i napenia br szumem uroczystym i powanym, chwilami cichn, a 
wwczas sycha byo tylko odlege kukanie kukuek i bliskie kucie dziciow.
mujdzini suchali z radoci tych odgosw, albowiem szczeglnie dzicio by 
dla nich zwiastunem dobrej wrby. Byo za owych ptakw peno w tym boru i 
kowanie dochodzio ze wszystkich stron, usilne, szybkie, podobne jakby do pracy 
ludzkiej. Rzekby, wszystkie tam miay swe kunie i od wczesnego rana zabray 
si do gorliwej roboty. Makowi i Mazurom zdawao si, e sysz cielw 
pobijajcych krokwie na nowym domu, i przypomniay im si strony rodzinne.
Lecz czas upywa i duy si, a tymczasem nic nie byo sycha prcz szumu 
lenego i gosw ptactwa. Mga leca na dole zrzeda, soce podnioso si 
znacznie i jo przygrzewa, a oni leeli cigle. Wreszcie Hlawa, ktremu 
znudzio si oczekiwanie i milczenie, pochyli si do ucha Zbyszka i pocz 
szepta:
- Panie... Jeli, da Bg, aden z psubratw nie ujdzie, czybymy nie mogli noc 
pocign pod zamek, przeprawi si i zdoby go niespodzianie?
- A to mylisz, e tam odzi nie strzeg i hasa nie maj?
- Strzeg i maj - odszepn Czech - ale jecy pod noem haso powiedz, ba! 
sami si po niemiecku do nich obezw. Byle na wysp si dosta, to sam zamek...
Tu przerwa, gdy Zbyszko pooy mu nagle do na ustach, albowiem z gocica 
doszo krakanie kruka.
- Cichaj! - rzek - to znak!
Jako we dwa pacierze pniej na szlaku zjawi si mujdzin na maym kudatym 
koniu, ktrego kopyta obwinite byy w skr barani, tak aby nie wydaway 
ttentu i nie zostawiay ladw na bocie.
Jadc, rozglda si bystro na obie strony i nagle usyszawszy z gszczy 
odpowied na krakanie, nurkn w las, a po chwili by ju przy Zbyszku.
-Id!...- rzek.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XIX
Zbyszko pocz wypytywa piesznie, jak id, ile jest jazdy, ilu knechtw 
pieszych, a przede wszystkim, jak daleko si jeszcze znajduj. Z odpowiedzi 
mujdzina dowiedzia si, e oddzia nie przenosi stu pidziesiciu wojownikw, 
z tych pidziesiciu konnych, pod wodz nie Krzyaka, lecz jakiego wieckiego 
rycerza, e id w szyku, prowadzc za sob puste wozy, a na nich zapas k, e 
przed oddziaem idzie w odlegoci dwch strzele z uku "straa" zoona z 
omiu ludzi, ktra zjeda czsto gsto z gocica i bada br i gszcza, a na 
koniec, e znajduj si o wier mili.
Zbyszko nie bardzo by rad, e id w szyku. Wiedzia z dowiadczenia, jak trudno 
jest w takim razie rozerwa sfornych Niemcw i jak taka "kupia" umie broni si, 
cofajc, i ci na ksztat osaczonego przez psy odyca. Natomiast ucieszya go 
wiadomo, i s nie dalej ni o wier mili, wymiarkowa bowiem z tego, e w 
zastp ludzi, ktrych poprzednio wysa, zaj ju byt tyy Niemcom, i e w 
razie ich klski nie przepuci adnej ywej duszy. Co do czaty idcej w przodzie 
oddziau, niewiele z niej sobie robi, gdy spodziewajc si z gry, e tak 
bdzie, rozkaza ju poprzednio swym mujdzinom albo przepuci ow stra 
spokojnie, albo te, gdyby ludzie z niej chcieli bada wntrze bom, wyowi ich 
po cichu co do jednego.
Lecz to ostatnie polecenie okazao si zbytecznym. Podjazd nadcign niebawem. 
Ukryci pod wykrotami bliej gocica mujdzini widzieli doskonale tych knechtw, 
jak stanwszy na skrcie, poczli z sob rozmawia. Naczelnik, tgi, rudobrody 
Niemiec, nakazawszy im znakiem milczenie, pocz nastpnie nasuchiwa. Przez 
chwil wida byo, e waha si, czyby nie zjecha w br, wreszcie, syszc tylko 
kowanie dziciow, widocznie pomyla, i ptactwo nie pracowaoby tak 
swobodnie, gdyby w lesie by kto ukryty, wic machn rk i powid oddzia 
dalej.
Zbyszko przeczeka, pki nie znikli za nastpnym skrtem, po czym zbliy si 
cicho do samego gocica na czele ciej zbrojnych mw. By midzy nimi Mako, 
Czech, dwch wo-dykw z kawicy, trzech modych rycerzy spod Ciechanowa i 
kilkunastu znaczniejszych, lepiej zbrojnych bojarw mujdzkich. Dalsze ukrywanie 
si nie byo ju zbyt potrzebne, mia wic Zbyszko zamiar, zaraz gdy zjawi si 
Niemcy, wysun si na rodek szlaku, skoczy, uderzy w nich i rozerwa. Gdyby 
to si udao i gdyby walka oglna zamienia si na szereg pojedynczych, mg ju 
by pewien, e mujdzini poradz sobie z Niemcami.
I znw nastaa chwila ciszy, ktr mci tylko zwyky gwar leny. Ale wkrtce do 
uszu wojownikw doszy od wschodniej strony gocica i gosy ludzkie. Zrazu 
pomieszane i do odlege, stopniowo staway si coraz blisze i wyraniejsze.
Zbyszko w tej samej chwili wyprowadzi swj oddzia na rodek gocica i ustawi 
go w klin. Sam sta na czele, majc za sob bezporednio Maka i Czecha. W 
nastpnym szeregu stao trzech ludzi, w nastpnym czterech. Zbrojni byli wszyscy 
dobrze: brako im wprawdzie potnych "drzew", czyli kopii rycerskich, gdy te 
staway si w lenych pochodach wielk zawad;
natomiast mieli w rku krtkie i lejsze dzidy mujdzkie do pierwszego natarcia, 
a miecze i topory przy siodach do walki w cisku.
Hlawa nastawi pilnie uszy, posucha, a nastpnie szepn do Maka:
- piewaj, zatracona ich ma!
- Ale mi to dziwno, e tam br zamyka si przed nami i e ich nie wida dotd - 
odpowiedzia Mako.
Na to Zbyszko, ktry ju dalsze skrywanie si, a nawet ciche mwienie uwaa za 
zbyteczne, odwrci si i rzek:
- Bo gociniec idzie wedle strumienia i przez to czsto si zakrca. Obaczym si 
niespodzianie, ale to lepiej.
- A wesoo ci jako piewaj! - powtrzy Czech. Istotnie za Niemcy piewali 
wcale niepobon pie, co atwo byo z samej nuty wymiarkowa. Wsuchawszy si, 
mona rwnie byo odrni, e piewa nie wicej ni kilkunastu ludzi, a tylko 
jeden wyraz powtarzaj wszyscy, ktry te wyraz rozlega si jak grzmot po 
lesie.
I tak sobie szli ku mierci, weseli i peni ochoty.
- Wnet ju ich ujrzym - rzek Mako.
Przy czym twarz zmierzcha mu nagle i nabraa jakiego wilczego wyrazu, gdy 
dusza w nim bya nieuyta i zawzita, a prcz tego nie odpaci dotychczas za w 
postrza z kuszy, ktry otrzyma wtedy, gdy dla ratowania Zbyszka wyprawi si z 
listem siostry Witoldowej do mistrza.
Wic teraz poczo si w nim burzy serce, a za dza pomsty oblaa go jak 
ukrop.
"Nie bdzie temu dobrze, ktren si z nim pierwszy sczepi" - pomyla Hlawa, 
rzuciwszy okiem na starego rycerza.
Tymczasem powiew przynis wyranie okrzyk, ktry powtarzali wszyscy chrem: 
"Tandaradei! tandaradei!" - i wraz Czech usysza sowa znajomej sobie pieni:
Bi den rosen er wol mac
tandaradei!
merken wa mir 'z houbet lac...
Wtem pie urwaa si, albowiem po obu stronach szlaku rozlego si krakanie tak 
gwarne i rozgone, jakby w tym zakcie lasu odbywa si sejm krukw. Niemcw 
zadziwio jednak
to, skd si mogo wzi ich tyle i dlaczego wszystkie gosy odzywaj si z 
ziemi, nie za z wierzchokw drzew. Pierwszy szereg knechtw ukaza si wanie 
na skrcie i stan jak wryty na widok nieznanych, stojcych naprzeciw jedcw.
A Zbyszko w tej samej chwili pochyli si w siodle, uderzy konia ostrogami i 
skoczy:
- W nich!
Za nim skoczyli inni. Z obu stron boru podnis si straszliwy okrzyk mujdzkich 
wojownikw. Okoo dwustu krokw dzielio Zbyszkowych ludzi od Niemcw, ktrzy w 
mgnieniu oka pochylili las dzid ku jedcom, podczas gdy dalsze szeregi zwrciy 
si z rwn szybkoci czoem ku obu stronom lasu, aby broni si od napaci z 
bokw. Byliby podziwiali ow sprawno polscy rycerze, gdyby znaleli czas na 
podziw i gdyby konie nie niosy ich w najwikszym pdzie ku byszczcym, 
nastawionym grotom.
Pomylnym dla Zbyszka wypadkiem jazda niemiecka znajdowaa si z tyu oddziau 
przy wozach. Ruszya ona wprawdzie zaraz ku swojej piechocie, ale ani przejecha 
przez ni, ani jej omin, a tym samym i zasoni od pierwszego uderzenia nie 
moga. Otoczyo przy tym j sam mrowie mujdzinw, ktrzy poczli si wysypywa 
z gszczw jak jadowity rj os, ktrych gniazdo niebaczny podrny nog potrci. 
Zbyszko uderzy si tymczasem razem ze swoimi ludmi o piechot.
I uderzy bez skutku. Niemcy, powbijawszy tylne koce cikich wczni i 
berdyszw w ziemi, trzymali je tak rwno i krzepko, e lekkie mierzyny 
mujdzkie przeama tego muru nie mogy. Makw ko, city berdyszem w gole, 
wspi si na tylne nogi, a nastpnie zary nozdrzami w ziemi. Przez chwil 
mier zawisa nad starym rycerzem, lecz on, wiadom wszelkiej bitwy i 
dowiadczony w przygodach, wypuci nogi ze strzemion, chwyci potn doni za 
ostrze niemieckiej dzidy, ktra zamiast pogry si w jego piersiach posuya 
mu tym samym jako oparcie, za czym zerwa si, uskoczy midzy konie i dobywszy 
miecza, pocz naciera nim na dzidy i berdysze, rwnie jak drapieny krzeczot 
naciera zajadle na stado dugodziobych urawi.
Zbyszko, gdy ko jego powstrzymany w zapdzie siad prawie cakiem na zadzie, 
podpar si dzirytem - i zama go, wic j si take miecza. Czech, ktry 
wierzy nade wszystko w topr, rzuci nim w kup Niemcw - i chwilowo pozosta 
bezbronny. Jeden z wodykw z kawicy zgin, drugiego ogarn na ten widok 
sza wciekoci, tak i pocz wy jak wilk i wspinajc skrwawionego konia, 
par na olep w rodek zastpu. Bojarowie mujdzcy siekli brzeszczotami po 
grotach i drzewcach, spoza ktrych spoglday twarze knechtw jakby przejte 
zdziwieniem i zarazem jakby pokurczone przez upr i zawzito. Lecz stao si, 
e szyk nie zosta rozerwany. mujdzini te, ktrzy uderzyli z bokw, odskoczyli 
zrazu od Niemcw jak od jea. Wrcili wprawdzie niebawem z wiksz jeszcze 
natarczywoci, ale wskra nie mogli.
Niektrzy powdrapywali si w mgnieniu oka na przydrone chojary i poczli szy z 
ukw w rodek knechtw, ktrych dowdca, spostrzegszy to, wyda rozkaz cofania 
si ku swojej jedzie. Kusznicy niemieccy jli si te odstrzeliwa, wic od 
czasu do czasu niejeden ukryty midzy gaziami sosny mujdzin spada jak 
dojrzaa szyszka na ziemi i konajc, dar rkoma mchy lene lub rzuca si na 
ksztat wyjtej z wody ryby. Otoczeni ze wszystkich stron Niemcy nie mogli 
wprawdzie liczy na zwycistwo, widzc jednak skuteczno obrony, mniemali, e 
moe cho gar ich zdoa si wycofa z pogromu i dosta si na powrt do rzeki.
adnemu nie przyszo na myl podda si, gdy sami, nie oszczdzajc jecw, 
wiedzieli, e nie mog rachowa na lito przywiedzionego do rozpaczy i 
zbuntowanego ludu. Cofali si wic w milczeniu chop przy chopie, rami przy 
ramieniu, to podnoszc, to zniajc wcznie i berdysze, tnc, bodc, rac z 
kusz, o ile zamt bitwy na to pozwala, i zbliajc si cigle ku swojej 
jedzie, ktra walczya na mier i ycie z innymi zastpami nieprzyjaci.
Wtem stao si co niespodzianego, co rozstrzygno losy uporczywej bitwy. Oto 
w wodyka z kawicy, ktrego pochwyci sza po mierci brata, pochyli si, 
nie zsiadajc z konia, i podnis ciao z ziemi, pragnc widocznie zabezpieczy 
od stratowania i zoy gdzie tymczasem w spokojnym miejscu, aby atwiej 
odnale je po bitwie. Ale w tej samej chwili nowa fala wciekoci napyna mu 
do gowy i odja zupenie przytomno, albowiem zamiast zjecha z drogi uderzy 
na knechtw i rzuci trupa na ostrza wczni, ktre utkwiwszy w jego piersiach, 
brzuchu i biodrach, pochyliy si pod ciarem, nim za knechci zdoali je 
wydoby, szaleniec run przerw w szeregi, przewracajc ludzi jak burza.
W mgnieniu oka dziesitki rk wycigny si ku niemu, dziesitki wczni 
przebiy bok konia, ale tymczasem szeregi zwichrzyy si i zanim przyszy do 
sprawy, wpad naprzd jeden z bojarw mujdzkich, ktry najbliej si znajdowa, 
po nim Zbyszko, po nim Czech, i straszliwy zamt powiksza si z kad chwil. 
Inni bojarowie chwycili rwnie za ciaa polegych i poczli je rzuca na 
ostrza: z bokw natarli znw mujdzini. Cay sforny dotychczas zastp zakoleba 
si, zatrzs jak dom, w ktrym pkaj ciany, rozszczepi si jak drzewo pod 
klinem i wreszcie prysn.
Bitwa zmienia si w jednej chwili w rze. Dugie dzidy niemieckie i berdysze 
stay si w cisku nieuyteczne. Natomiast brzeszczoty konnych zgrzytay po 
czaszkach i karkach. Konie wpieray si w gstw ludzk, przewracajc i tratujc 
nieszczsnych knechtw. Jedcom atwo byo ci z gry, cili wic bez 
odetchnienia i spoczynku. Z bokw drogi wysypyway si coraz nowe gromady 
dzikich wojownikw w wilczych skrach i z wilcz dz krwi w piersiach. Wycie 
ich guszyo bagalne gosy o lito i jki konajcych. Zwycieni rzucali bro; 
niektrzy usiowali wymkn si do lasu; niektrzy, udajc zabitych, padali na 
ziemi; niektrzy stali prosto, majc twarze blade jak nieg i zmruone oczy; 
inni modlili si; jeden, ktremu umys pomiesza si widocznie z przeraenia, 
pocz gra na piszczace, przy czym umiecha si, podnoszc w gr oczy, pki 
maczuga mujdzka nie strzaskaa mu gowy. Br przesta szumie, jakby si 
przelk mierci.
Stopniaa wreszcie gar krzyacka. Czasem tylko w gszczach zabrzmia odgos 
krtkiej walki lub przeraliwy krzyk rozpaczy. Zbyszko i Mako, a za nimi 
wszyscy konni, skoczyli teraz ku jedzie.
Ta za bronia si jeszcze, ustawiona krgiem, tak zawsze bowiem bronili si 
Niemcy, gdy nieprzyjaciel zdoa ich przewan si otoczy. Jedcy, siedzc na 
dobrych koniach i w zbrojach lepszych od piechurw, walczyli mnie i z godnym 
podziwu uporem. Nie byo midzy nimi adnego biaego paszcza, jeno przewanie 
rednia i drobniejsza szlachta pruska, ktra miaa obowizek stawa do wojny na 
rozkaz Zakonu. Konie ich po wikszej czci byy take zbrojne, niektre w 
kropierze, a wszystkie w elazne naczki z osadzonym we rodku stalowym rogiem. 
Dowdztwo nad nimi dziery wysoki, smuky rycerz w ciemnobkitnym pancerzu i w 
takime hemie z zapuszczon przybic.
Z gbin lenych padaa na nich ulewa strza, ale groty odbijay si 
bezskutecznie od naczkw, od pancerzy i hartownych naramiennikw. Wa pieszych 
i jezdnych mujdzinw otacza ich z bliska, lecz oni bronili si, tnc i bodc 
dugimi mieczami tak zaarcie, i przed kopytami koskimi lea wieniec trupw. 
Pierwsze szeregi napastnikw chciay si cofa i - parte z tyu - nie mogy. Na 
og uczyni si cisk i zamt. Oczy olnieway od migotania wczni, od byskw 
mieczw. Konie poczy kwicze, ksa i wierzga. Przypadli bojarzyni mujdzcy, 
przypad Zbyszko i Czech, i Mazurowie. Pod ich potnymi ciosami pocza si 
"kupia" chwia i koysa jak br pod wichrem, oni za, na podobiestwo drwali 
rbicych gstwin len, posuwali si z wolna naprzd w trudzie i znoju.
Lecz Mako kaza zbiera na pobojowisku dugie berdysze niemieckie i uzbroiwszy 
nimi blisko trzydziestu dzikich wojownikw, pocz przeciska si przez skrzt 
ku Niemcom. Dotarszy, krzykn: "Konie po nogach!" - i wnet okaza si skutek 
straszliwy. Rycerze niemieccy nie mogli dosign mieczami jego ludzi, a tym 
czasem berdysze poczy kruszy okrutnie golenie koskie. Pozna wwczas 
bkitny rycerz, e nadchodzi koniec bitwy i e pozostaje tylko albo przebi si 
przez ten zastp, ktry odcina drog powrotn, albo zgin.
Wybra to pierwsze - i w mgnieniu oka z jego rozkazu awa rycerzy zwrcia si 
czoem w stron, z ktrej nadesza. mujdzini wnet wsiedli im na karki, atoli 
Niemcy, zarzuciwszy na plecy tarcze i tnc od przodu i na boki, rozerwali 
otaczajcy ich piercie, rozpucili konie i poczli gna na ksztat huraganu ku 
wschodowi. Skoczy im na spotkanie w oddzia, ktry wanie nadjeda do 
bitwy, lecz zgniecion przez przewag zbroi i koni pad w jednej chwili pokotem 
jak an zboa pod wichrem. Droga do zamku bya wolna, ale ocalenie dalekie i 
niepewne, albowiem konie mujdzkie ciglejsze byy od niemieckich. Bkitny 
rycerz zrozumia to doskonale.
"Biada! - rzek sobie w duszy - nie uratuje si z nich nikt, chyba e wasn 
krwi okupi ich ratunek".
I pomylawszy to, pocz krzycze na najbliszych, aby wstrzymali konie, sam za 
zatoczy koo - i nie baczc, czy ktokolwiek posucha jego wezwania, zwrci 
si czoem ku nieprzyjacielowi.
Zbyszko bieg pierwszy, wic uderzy go Niemiec w zakrywajcy oblicze okap od 
hemu, ale go nie strzaska i twarzy nie uszkodzi. Wwczas Zbyszko zamiast 
odpowiedzie ciciem na cicie chwyci rycerza wp, zwiza si z nim i pragnc 
koniecznie wzi go ywcem, usiowa wycign z sioda. Ale strzemi pko mu 
od zbytniego parcia i spadli obaj na ziemi. Przez chwil tarzali si, walczc 
rkoma i nogami, wnet jednak niezwykle krzepki modzian pokona przeciwnika i 
przygnitszy mu brzuch kolanami, trzyma pod sob, jak wilk trzyma psa, ktry 
omieli si stawi mu w gstwinie czoo.
I trzyma niepotrzebnie, gdy Niemiec zemdla. Tymczasem nadbiegli Mako i 
Czech, ktrych dostrzegszy, Zbyszko pocz woa:
- Bywaj i wi! Znaczny to jaki rycerz - i pasowany! Czech zeskoczy z konia, 
ale widzc bezwadno rycerza, nie wiza go, natomiast rozbroi, odpi 
naramienniki, odj pas z wiszc przy nim mizerykordi, poprzecina rzemienie 
podtrzymujce hem i - wreszcie zabra si do rub zamykajcych przybic.
Lecz zaledwie spojrza w twarz rycerza, zerwa si i zawoa:
- Panie! panie! patrzcie tu jeno!
- De Lorche! - zakrzykn Zbyszko. A de Lorche lea z blad, spotnia twarz i 
z zamknitymi oczyma, bez ruchu, do trupa podobny.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XX
Zbyszko kaza go woy na jeden ze zdobycznych wozw, naadowanych nowymi 
koami i osiami dla owej wyprawy, ktra cigna zamkowi w pomoc. Sam przesiad 
si na innego konia i ruszyli razem z Makiem w dalsz pogo za pierzchajcymi 
Niemcami. Nie bya to pogo zbyt trudna, albowiem konie niemieckie ze byy do 
ucieczki, zwaszcza na znacznie rozmikym od wiosennych deszczw szlaku. 
Szczeglnie Mako, majc pod sob cig a lekk klacz po zabitym wodyce z 
kawicy, min po kilku stajach wszystkich niemal mujdzinw i wnet potem 
dojecha pierwszego rajtara. Wezwa go wprawdzie, wedle rycerskiego zwyczaju, 
eby albo si odda w niewol, albo zawrci do walki, ale gdy w, udajc 
guchego, cisn nawet tarcz dla ulenia koniowi i pochyliwszy si, bd mu 
ostrogami boki, ci go okrutnie stary rycerz szerokim toporem midzy opatki - 
i zwali z konia.
I tak mci si na uciekajcych za w zdradziecki postrza, ktry niegdy 
otrzyma, a oni za biegli przed nim na ksztat stada jeleni, majc w sercu 
trwog nieznon, a w duszy ch nie do walki ni do obrony, jeno do ucieczki 
przed strasznym mem. Kilku wpado w br, ale jeden ulgn przy ruczaju i tego 
zdusili powrozem mujdzini. Za pozostaymi cae gromady rzuciy si w gszcza, w 
ktrych wnet rozpoczy si dzikie owy, pene wrzaskw, okrzykw i nawoywa. 
Brzmiay nimi dugo gbiny kniei, dopki wszystkich nie pochwytano. Za czym 
stary rycerz z Bogdaca, a z nim Zbyszko i Czech wrcili na pierwsze 
pobojowisko, na ktrym leeli wycici piesi knechtowie. Trupy ich byy ju 
poobdzierane do naga, a niektre poszpecone okrutnie rkoma mciwych mujdzinw. 
Zwycistwo byo znaczne i lud upojon radoci. Po ostatniej klsce Skirwoiy 
pod samym Gotteswerder ju zniechcenie poczo byo ogarnia mujdzkie serca, 
zwaszcza e przyobiecane przez Witolda posiki nie przychodziy tak prdko, jak 
si ich spodziewano; teraz jednake odya nadzieja i zapa rozgorza na nowo, 
wanie jak pomie, gdy nowych na wgle drew dorzucisz.
Zbyt wielu byo polegych i mujdzinw, i Niemcw, by ich grze, lecz Zbyszko 
kaza wykopa dzidami doy dla dwch wodykw z kawicy, ktrzy gwnie 
przyczynili si do zwycistwa, i pochowa ich pod sosnami, na ktrych korze 
wyciosa mieczem krzye. Po czym, przykazawszy Czechowi pilnowa pana de Lorche, 
ktry wci by nieprzytomny, ruszy ludzi i szed piesznie tym samym szlakiem 
ku Skirwoille, aby na wszelki wypadek poda mu pomoc skuteczn.
Lecz po dugim pochodzie trafi na puste ju pobojowisko, zasypane jak i 
poprzednie trupami mujdzinw i Niemcw. atwo zrozumia Zbyszko, e grony 
Skirwoio musia te odnie znaczne zwycistwo, gdyby bowiem zosta rozbity, 
spotkaliby cigncych ku zamkowi Niemcw. Lecz zwycistwo musiao by krwawe, 
gdy dalej poza waciwym polem bitwy leay jeszcze gsto ciaa polegych. 
Dowiadczony Mako wywnioskowa z tego, e cz Niemcw zdoaa si nawet 
wycofa z pogromu.
Czy Skirwoio ciga ich, czy nie, trudno byo odgadn, gdy lady byy bdne 
i zatarte jedne przez drugie. Wywnioskowa jednake rwnie Mako, e bitwa 
odbya si do dawno, wczeniej moe od Zbyszkowej, albowiem trupy byy 
poczerniae i wzdte, a niektre nadarte ju przez wilki, ktre pierzchay w 
gszcz za zblieniem si zbrojnych mw..
Wobec tego postanowi Zbyszko nie czeka na Skirwoi i wrci na dawne 
bezpieczne obozowisko. Przybywszy pn noc, znalaz ju tam mujdzkiego wodza, 
ktry przycign nieco wczeniej. Ponur zwykle twarz jego rozwiecaa tym 
razem zowroga rado. Zaraz pocz rozpytywa o bitw, a dowiedziawszy si o 
zwycistwie, rzek gosem do krakania kruka podobnym:
- Z ciebiem rad i z siebiem rad. Nieprdko przyjd posiki, a jeli knia wielki 
nadejdzie, bdzie te rad, bo zamek bdzie nasz.
- Kogo wzi z jecw? - spyta Zbyszko.
- Po jeno, adnej szczuki. Bya jedna, byo dwie, ale uszy. Zbate szczuki! 
Ludzi naciy i uszy!
- Mnie Bg zdarzy jednego - odrzek modzian. - Mony to rycerz i znamienity, 
chocia wiecki - go!
A straszny mujdzin obj si za szyj rkoma, po czym prawic uczyni gest, 
jakby pokazujc idcy w gr od szyi powrz.
- Bdzie mu tak! - rzek. - Tak jako i innym... tak. Na to Zbyszko zmarszczy 
brwi.
- Nie bdzie mu ani tak, ani inak, gdy to mj jeniec i przyjaciel. Razem nas 
ksi Janusz pasowa i jednym palcem tkn ci go nie dam.
- Nie dasz?
- Nie dam.
I poczli patrze sobie w oczy, marszczc brwi. Zdawao si, e obaj wybuchn, 
lecz Zbyszko, nie chcc ktni ze starym wodzem, ktrego ceni i szanowa, a 
majc przy tym serce rozkoysane wypadkami dnia, chwyci go nagle za szyj, 
przycisn do piersi i zawoa:
- Zali chciaby mi go wydrze, a z nim i nadziej ostatni? Za co mnie 
krzywdzisz?
Skirwoio nie broni si uciskom, a wreszcie, wysunwszy gow z ramion 
Zbyszka, pocz spoglda na niego spode ba i sapa.
- No - rzek po chwili milczenia -jutro ka moich jecw powiesi, ale jeliby 
ci ktry by potrzebny, to ci go te daruj.
Po czym uciskali si po raz wtry i rozeszli w dobrej zgodzie ku wielkiemu 
zadowoleniu Maka, ktry rzek:
- Zoci wida z nim nic nie wskrasz, ale dobroci moesz go jako wosk 
ugnie.
- Taki to ju nard - odpowiedzia Zbyszko - jeno Niemce o tym nie wiedz.
I to rzekszy, kaza przywie przed ognisko pana de Lorche, ktry wypoczywa w 
szaasie; jako po chwili przyprowadzi go Czech, rozbrojonego, bez hemu, jeno 
w skrzanym kaftanie, na ktrym wycinite byy prgi od pancerza, i w czerwonej 
mikkiej mycce na gowie. De Lorche wiedzia ju przez giermka, czyim jest 
jecem, ale wanie dlatego przyszed chodny, dumny, z twarz, na ktrej przy 
blasku pomienia mona byo czyta upr i wzgard.
- Dzikuj Bogu - rzek mu Zbyszko - ie ci poda w moje rce, bo nic ci ode 
mnie nie grozi.
I wycign ku niemu przyjanie do, lecz de Lorche ani si poruszy.
- Nie podaj rki rycerzom, ktrzy cze rycersk pohabili, z Saracenami 
przeciw chrzecijanom walczc.
Jeden z obecnych Mazurw przeoy jego sowa, ktrych znaczenia Zbyszko i tak 
si zreszt domyli. Wic w pierwszej chwili zagotowaa si w nim krew jak 
ukrop.
- Gupcze! - krzykn, chwytajc mimo woli za rkoje mi-zerykordii.
A de Lorche podnis gow.
- Zabij mnie - rzek - wiem, i wy nie szczdzicie jecw.
- A wy ich szczdzicie? - zawoa, nie mogc znie spokojnie takich stw, 
Mazur. - A to nie powiesilicie na brzegu wyspy wszystkich, ktrych ujlicie w 
poprzedniej bitwie? Dlatego i Skirwoio wiesza waszych.
- Tak uczyniono - odrzek de Lorche - ale to byli poganie. Jednake wida byo 
jakby pewien wstyd w jego odpowiedzi i nietrudno byo odgadn, e w duszy 
takiego uczynku nie pochwala.
Tymczasem Zbyszko ochon i ze spokojn powag rzek:
- De Lorche! Z jednych rk dostalimy pasy i ostrogi; znasz mnie te i wiesz, e 
cze rycerska nad ycie i szczcie mi milsza - przeto suchaj, co ci pod 
przysig na witego Jerzego powiem: wielu z tych ludzi nie od wczoraj przyjo 
chrzest, a ci, ktrzy nie s jeszcze chrzecijanami, jak do zbawienia wycigaj 
rce do Krzya, ale zali wiesz, kto im przeszkody czyni, do zbawienia nie 
dopuszcza i chrztu broni?
Mazur przetumaczy w lot Zbyszkowe sowa, wic de Lorche spojrza pytajcym 
wzrokiem w twarz modzianka.
A w za rzek:
- Niemce!
- Nie moe by! - zakrzykn geldryjski rycerz.
- Na wczni i na ostrogi witego Jerzego, Niemce! Bo gdyby tu Krzy 
zapanowa, utraciliby pozr do najazdw, do panowania nad t ziemi i do 
gnbienia tego nieszczsnego ludu. Ty ich przecie pozna, de Lorche, i wiesz 
najlepiej, zali sprawiedliwe s ich uczynki.
- Alem mniema, e grzechy gadz, z pogany walczc i do chrztu ich nakaniajc.
- Chrzcz ci oni ich mieczem i krwi, nie wod zbawienia. Czytaj jeno t kart, 
a wraz poznasz, czy nie ty to wanie krzywdzicielom, drapienikom i starocicom 
piekielnym przeciw wierze i mioci chrzecijaskiej suysz.
To rzekszy, poda mu list mujdzinw do krlw i ksit, ktry bardzo by 
wszdy upowszechnion, a de Lorche wzi go i zacz przebiega oczyma przy 
blasku ognia.
I przebieg prdko, albowiem nie bya mu obc trudna sztuka czytania, za czym 
zdumia si niepomiernie i rzek:
- Zali to wszystko prawda?
- Tak mnie i tobie dopom Bg, ktren najlepiej widzi, e nie wasnej ja tu 
tylko sprawie, ale i sprawiedliwoci su.
De Lorche zamilk na chwil, po czym rzek:
- Jecem twoim jestem.
- Daj rk - odpowiedzia Zbyszko. - Bratem moim jeste, nie jecem.
Wic podali sobie prawice i zasiedli do wsplnej wieczerzy, ktr Czech kaza 
przygotowa pachokom. Podczas posiku de Lorche dowiedzia si z nie mniejszym 
zdumieniem, e Zbyszko mimo listw nie odzyska Danusi i e komturowie 
zaprzeczyli wanoci glejtom z powodu wybuchu wojny.
- To teraz rozumiem, dlaczego tu jest - rzek do Zbyszka -i dzikuj Bogu, e 
ci mnie jecem odda, bo tak myl, e za mnie oddadz ci zakonni rycerze, kogo 
zechcesz, gdy inaczej wielki byby krzyk na Zachodzie, albowiem z monego rodu 
pochodz...
Tu uderzy si nagle doni w myck i zawoa:
- Na wszystkie relikwie z Akwizgranu! To na czele posikw, ktre nadcigay do 
Gotteswerder, stali Arnold von Baden i stary Zygfryd von Lowe. Wiemy to z 
listw, ktre do zamku przyszy. Zali ich nie wzito w niewol?
- Nie! - rzek, zrywajc si, Zbyszko. - Nikogo ze znaczniejszych! ale prze Bg! 
wielk mi nowin powiadasz. Prze Bg! s inni jece, od ktrych dowiem si, nim 
ich powiesz, czyli nie byo jakiej niewiasty przy Zygfrydzie.
I pocz woa na pachokw, aby wiecili mu uczywem, i bieg w stron, gdzie 
byli pobrani przez Skirwoi jece. De Lorche, Mako i Czech biegli z nim 
razem.
- Suchaj! - mwi mu po drodze Geldryjczyk. - Pucisz mnie na sowo i sam w 
caych Prusiech bd jej szuka, a gdy j znajd, wrc do ciebie i wwczas mnie 
na ni wymienisz.
- Jeeli ywa! jeeli ywa! - odrzek Zbyszko. Ale tymczasem pobiegli do awy 
Skirwoiowych jecw. Jedni z nich leeli na wznak, drudzy stali przy pniach, 
okrutnie przykrpowani do nich ykiem. uczywo jasno owiecao gow Zbyszka, 
wic wszystkie oczy nieszcznikw zwrciy si ku niemu.
Wtem z gbi zawoa jaki donony, peen przeraenia gos:
- Panie mj i obroco, ratuj mnie!
Zbyszko porwa z rk pachoka par poncych szczepek, skoczy z nimi do drzewa, 
spod ktrego dochodzi gos, i podnisszy je w gr, zawoa:
- Sanderus!
- Sanderus! - powtrzy ze zdumieniem Czech.
A w, nie mogc poruszy skrpowanymi rkoma, wycign szyj i j znowu woa:
- Miosierdzia!... wiem, gdzie jest crka Juranda!... ratujcie mnie!
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXI
Pachokowie rozwizali go zaraz, lecz on, majc czonki zdrtwiae, upad na 
ziemi, a gdy go podniesiono, pocz mdle raz po razu, gdy by i srodze 
poturbowan. Prno z rozkazu Zbyszka zawiedziono go przed ognisko, dano je i 
pi, natarto sadem, a nastpnie okryto ciepo skrami;
Sanderus nie mg przyj do siebie, a nastpnie zapad w sen tak gboki, e 
zaledwie na drugi dzie w poudnie zdoa go Czech rozbudzi.
Zbyszko, ktrego niecierpliwo palia jak ogie, przyszed do niego 
natychmiast. Z pocztku nie mg si jednak niczego dowiedzie, albowiem czy to 
ze strachu po strasznych przejciach, czy z folgi, jaka ogarnia zwykle sabe 
dusze, gdy groce im niebezpieczestwo przeminie, porwa Sanderusa pacz tak 
niepohamowany, i prno usiowa odpowiada na zadawane mu pytania. kanie 
ciskao mu gardo, wargi si trzsy, a z oczu pyny zy tak obfite, jakby 
ycie miao razem z nimi wypyn.
Wreszcie, przemgszy si nieco i pokrzepion kobylim mlekiem, ktrym Litwa 
nauczya krzepi si od Tatarw, pocz biada, e go "synowie Beliala" zbili na 
lene jabko dzidami, e mu zabrali konia, na ktrym wiz relikwie wyjtkowej 
mocy i ceny, a na koniec, e gdy go przykrpowano do drzewa, mrwki pogryzy mu 
tak nogi i cae ciao, i czeka go na pewno mier, nie dzi, to jutro.
Lecz Zbyszka chwyci w kocu gniew, wic porwa si i rzek:
- Odpowiadaj, powsinogo, na to, o co pytam, i bacz, aby ci co gorszego nie 
spotkao!
- Jest tu opodal mrowisko czerwonych mrwek - ozwa si Czech. - Kacie go, 
panie, na nim pooy, a wnet jzyk w gbie odnajdzie.
Hlawa nie mwi tego szczerze i umiecha si nawet, albowiem w sercu mia dla 
Sanderusa yczliwo, lecz w przerazi si i j woa:
- Miosierdzia! miosierdzia! Dajcie mi jeszcze tego pogaskiego napitku, a 
opowiem wszystko, com widzia i czegom nie widzia!
- Jeli cho sowo zeesz, wbij ci klin midzy zby! - odrzek Czech.
Lecz zbliy mu powtrnie do ust bukak z kobylim mlekiem, w za chwyci go, 
przywar do niego chciwie ustami jak dziecko do piersi matki i pocz yka, 
otwierajc i zamykajc na przemian oczy. A gdy wycign ze dwie kwarty lub 
wicej, otrzsn si, pooy sobie na kolanach bukak i rzek, jakby si 
poddajc koniecznoci:
- Paskudztwo!...
Po czym do Zbyszka:
- Ale teraz pytaj, zbawco!
- Bya-li moja niewiasta w tym oddziele, z ktrym szede? Na twarzy Sanderusa 
odbio si pewne zdziwienie. Sysza on by wprawdzie, e Danusia bya on 
Zbyszka, ale e lub by tajny i e zaraz j porwano, wic w duszy zawsze myla 
o niej tylko jako o Jurandowej crce. Jednake odpowiedzia z popiechem:
- Tak, wojewodo! bya! ale Zygfryd de Lowe i Arnold von Baden przebili si przez 
nieprzyjaci.
- Widziae j? - pyta z bijcym sercem modzian.
- Oblicza jej nie widziaem, panie, ale widziaem midzy dwoma komi kolebk z 
wikliny, cakiem zamknit, w ktrej kogo wieli, i strzega jej ta sama 
jaszczurka, ta sama suka zakonna, ktra przyjedaa od Danvelda do lenego 
dworu. A i piewanie syszaem te aosne z kolebki dochodzce...
Zbyszko a poblad ze wzruszenia, siad na pniu i przez chwil nie wiedzia, o 
co pyta wicej. Mako i Czech byli te wzruszeni niepomiernie, gdy wan i 
wielk usyszeli nowin. Czech pomyla moe przy tym o tej swojej kochanej 
pani, ktra zostaa w Spychowie, a dla ktrej wiadomo ta bya jakby wyrokiem 
na niedol.
Nastaa chwila milczenia.
Wreszcie chytry Mako, ktry Sanderusa nie zna - i zaledwie co o nim 
poprzednio zasysza, spojrza na niego podejrzliwie i spyta:
- Co ty za jeden? i co robi midzy Krzyaki?
- Com za jeden, wielmony rycerzu - odpowiedzia wczga - niech i na to 
odpowiedz: ten waleczny ksi - tu wskaza Zbyszka - i ten mny czeski 
hrabia, ktrzy mnie znaj od dawna.
Tu widocznie kumys pocz na niego dziaa, bo si oywi i zwrciwszy si do 
Zbyszka, pocz mwi dononym gosem, w ktrym nie byo ju ani ladu 
poprzedniego osabienia:
- Panie, ocalilicie mi podwjnie ycie. Bez was byliby mnie wilcy zjedli albo 
dosiga kara biskupw, ktrzy wprowadzeni w bd przez moich nieprzyjaci (o, 
jak ten wiat jest niegodziwy!), wydali rozkaz cigania mnie za sprzeda 
relikwii, ktrych podejrzewali prawdziwo. Ale ty, panie, przygarne mnie;
dziki tobie i wilcy mnie nie strawili, i pocig nie mg mnie dosign, 
albowiem brano mnie za jednego z twoich ludzi. Nigdy te nie zbrako mi przy 
tobie ni jada, ni napoju - lepszego ni to tu kobyle mleko, ktrym si brzydz, 
ale ktrego napij si jeszcze, aby okaza, e ubogi, pobony pielgrzym nie cofa 
si przed adnym umartwieniem.
- Gadaj, skomorochu, ywo, co wiesz, i nie baznuj! - zawoa Mako.
Lecz w podnis powtrnie bukak do ust, oprni go cakowicie i jakby nie 
syszc sw Makowych, zwrci si znw do Zbyszka:
- Za to te pokochaem ci, panie. wici, jak mwi Pismo, dziewi razy na 
godzin grzeszyli, wic i Sanderusowi czasem zdarzy si zgrzeszy, ale Sanderus 
nie by i nie bdzie niewdzicznikiem. Przeto gdy przyszo na ci nieszczcie, 
pamitasz, panie, com ci rzek: oto pjd od zamku do zamku i nauczajc ludzi po 
drodze, bd szuka twojej straty. Kogom nie pyta! gdziem nie by! - dugo by 
mwi; do, em znalaz, i od tej chwili nie tak rzep przyczepi si do opoczy, 
jako ja przyczepiem si do starego Zygfryda. Uczyniem si sug jego i od 
zamku do zamku, od komturii do komturii, od miasta do miasta chodziem za nim 
bez przestanku a do tej ostatniej bitwy.
Zbyszko tymczasem opanowa wzruszenie i rzek:
- Wdzicznym ci jest i nie ominie ci nagroda. Ale teraz opowiadaj, o coc 
zapytam: zali przysigniesz mi na zbawienie duszy, e ona yje?
- Przysigam na zbawienie duszy! - odrzek powanie Sanderus.
- Czemu Zygfryd opuci Szczytno?
- Nie wiem, panie, jeno si domylam: nie by ci on nigdy starost w Szczytnie, 
a opuci je, moe bojc si rozkazw mistrza, ktry jako mwiono, pisa do 
niego, aby brank odda ksinie mazowieckiej. Moe przed owym pismem ucieka, 
gdy dusza zapieka si w nim od boleci i pomsty za Rotgiera. Powiadaj teraz, 
e to by jego syn. l nie wiem, jako tam byo, jeno wiem, e a mu si co w 
gowie pomieszao z zaciekoci i e pki yw, pty crki Jurandowej - chciaem 
rzec: modej pani - z rk nie popuci.
- Dziwne mi si to wszystko zdawa - przerwa nagle Mako - bo gdyby w stary 
pies taki by na ca Jurandow krew zawzity, toby by Danuk zabi.
- I chcia to uczyni - odpar Sanderus - ale co ci go takiego potkao, e a 
potem ciko zachorza i o mao ostatniej pary nie puci. Sia o tym szepc 
sobie jego ludzie. Niektrzy prawi, jako idc noc na wie, aby mod pani 
zamordowa, napotka zego ducha - inni, e wanie anioa. Do, e go 
znaleziono na niegu przed wie cakiem bez duszy. Teraz jeszcze gdy o tym 
wspomni, to mu wosy dbem staj na gowie, a przez to i sam nie mie podnie 
na ni rki, i boi si innym rozkaza. Wozi z sob niemow, dawnego kata 
szczytnieskiego, ale nie wiadomo dlaczego, bo w si te boi jako i wszyscy.
Sowa te uczyniy wielkie wraenie. Zbyszko, Mako i Czech zbliyli si do 
Sanderusa, ktry przeegna si i tak dalej mwi:
- Niedobrze tam by midzy nimi. Nieraz syszaem i widziaem rzeczy, od ktrych 
ciarki po skrze chodz. Waszym miociom mwiem ju, e staremu komturowi 
popsowao si co w gowie. Ba, jako e inaczej miao by, kiedy go duchy z 
tamtego wiata nawiedzaj! Byle sam zosta, poczyna co koo niego sapa tak 
wanie, jakby komu tchu nie stawao. A to jest w Dan-veld, ktrego zabi 
straszny pan ze Spychowa. To Zygfryd mwi mu: "Czego? Msze ci na nic, po c 
przychodzisz?" A tamten tylko zgrzytnie i potem znw sapie. Ale czciej jeszcze 
przychodzi Rotgier, po ktrym te siark w izbie czu, i z nim jeszcze wicej 
komtur rozmawia: "Nie mog, mwi mu, nie mog! Jak sam przyjd, to wwczas, ale 
teraz nie mog!" Syszaem take, jak si go pyta: "Zali ci to uly, synku?" l 
tak cigle. A i to bywa, e przez dwa albo i trzy dni do nikogo sowem si nie 
odezwie, na twarzy za wida mu bole okrutn. Kolebki onej pilnie strzee i 
on, i ta suka zakonna, tak e modej pani nikt nigdy dojrze nie moe.
- Nie zncaj si nad ni? - spyta gucho Zbyszko.
- Szczer prawd waszej mioci powiem, em bicia i krzykw nie sysza, ale 
piewanie aosne tom sysza, a czasem jakoby ptak kwili...
- Gorze! - ozwa si przez zacinite zby Zbyszko. Lecz Mako przerwa dalsze 
pytania.
- Do tego - rzek. - Praw teraz o bitwie. Widziae? Jako-e uszli i co si z 
nimi stao?
- Widziaem - odpowiedzia Sanderus - i wiernie opowiem. Bili si z pocztku 
okrutnie, ale gdy poznali, e ich oskoczono ze wszystkich stron, dopiero 
poczli myle, jakoby si wyrwa. I rycerz Arnold, ktry jest prawy olbrzym, 
pierwszy rozerwa koo i tak drog otworzy, e przedosta si przez ni i 
stary komtur razem z kilkoma ludmi i z kolebk, ktra bya midzy dwoma komi 
przywizana.
- A to pogoni nie byo? Jake si stao, e ich nie docigli?
- Pogo bya, ale nie moga nic poradzi, bo jak dotara zbyt blisko, to rycerz 
Arnold zwraca si ku niej i potyka si ze wszystkimi. Boe bro kadego od 
spotkania si z nim, gdy to jest czek tak strasznej siy, e nic mu to - i ze 
stoma si potyka. Trzy razy si tak zwraca, trzy razy pocig wstrzyma. 
Ludzie, co byli przy nim, poginli - wszyscy. Sam on by, widzi mi si, e ranny 
i konia mia rannego, ale ocala, a przy tym da czas staremu komturowi do 
przezpiecznej ucieczki.
Mako, suchajc tego opowiadania, pomyla jednak, e Sanderus prawd mwi, 
przypomnia sobie bowiem, i poczwszy od miejsca, w ktrym Skirwoio stoczy 
bitw, droga na dugiej przestrzeni w stron odwrotn pokryta bya trupami 
Zmujdzinw, pocitych tak strasznie, jakby ich pobia rka olbrzyma.
- Wszelako jake ty to wszystko mg widzie? - zapyta Sanderusa.
- Widziaem to - odpar wczga - bom si chyci za ogon jednego z tych koni, 
ktre niosy kolebk, i uciekaem razem, pkim nie dosta kopytem w brzuch. 
Naonczas mnie zemdlio i dlategom si dosta w rce waszmociw.
- Juci, mogo si tak przygodzi - rzek Hlawa - ale ty bacz, aby czego nie 
zega, gdy le by na tym wyszed!
- Znak jeszcze jest - odpowiedzia Sanderus - kto chce, moe go zobaczy; 
wszelako lepiej jest na sowo uwierzy ni by potpionym za niedowiarstwo.
- Choby i prawd czasem niechccy rzek, bdziesz wy za witokupstwo.
I poczli si przekomarza, jak to mieli zwyczaj czyni dawniej, lecz dalsz 
rozmow przerwa Zbyszko:
- Szede tamtym krajem, wic go znasz. Jakie tam s w pobliu zamki i gdzie, 
jak mniemasz, mogli si schroni Zygfryd i Arnold?
- Zamkw tam w pobliu nijakich nie masz, gdy wszystko tam jedna puszcza, przez 
ktr niedawno przerbany jest w gociniec. Wsi i osad te nie ma, bo co byo, 
to sami Niemcy popalili wskr tej przyczyny, e jak si zacza ta wojna, to 
tamtejszy lud, ktry z tego samego plemienia co i tutejszy pochodzi, podnis 
si take przeciw krzyackiemu panowaniu. Ja myl, panie, e Zygfryd i Arnold 
tuaj si teraz po boru i albo bd chcieli wrci, skd przyli, albo 
przedosta si ukradkiem do onej fortecy, do ktrej cignlimy przed on 
nieszczsn bitw.
- Pewnikiem tak i jest! - rzek Zbyszko.
I zamyli si gboko. Ze zmarszczonych jego brwi i skupionego oblicza atwo 
byo wymiarkowa, z jakim rozmyla wysikiem, ale nie trwao to dugo. Po chwili 
podnis gow i rzek:
- Hlawa! niech konie i pachocy bd gotowi, bo wraz ruszamy w drog.
Giermek, ktry nie mia nigdy zwyczaju zapytywa si o powody rozkazw, podnis 
si i nie rzekszy ni sowa, skoczy ku koniom; natomiast Mako wytrzeszczy na 
bratanka oczy i zapyta ze zdumieniem:
- A... Zbyszko? Hej! A ty dokd? Co?... Jakoe?... Lecz w odpowiedzia rwnie 
pytaniem:
- A wy co mylicie? Zalim nie powinien?
Na to zamilk stary rycerz. Zdumienie gaso stopniowo na jego twarzy; ruszy 
gow raz i drugi, a wreszcie odetchn z gbi piersi i rzek, jakby 
odpowiadajc sobie samemu:
- No! juci... Nie ma rady!
I poszed te ku koniom. Zbyszko za zwrci si do pana de Lorche i za 
porednictwem umiejcego po niemiecku Mazura rzek mu:
- Tego od ciebie nie mog chcie, aby mi przeciw tym ludziom pomaga, z ktrymi 
pod jedn chorgwi suye, przeto jeste wolny i jed, gdzie chcesz.
- Nie mog ci teraz mieczem przeciw czci mojej rycerskiej pomaga - odpar de 
Lorche - ale co do wolnoci, to te nie. Zostaj twoim jecem na sowo i stawi 
si na wezwanie, dokd kaesz. A ty w razie jakowej przygody pamitaj, e za 
mnie kadego jeca Zakon wymieni, gdy nie tylko z monego, lecz i zasuonego 
Krzyakom rodu pochodz.
I poczli si egna, pooywszy sobie wedle zwyczaju donie na ramionach i 
caujc si w policzki, przy czym de Lorche rzek:
- Pojad do Malborga albo na dwr mazowiecki, aby wiedzia, e jeli nie tu, to 
tam mnie znajdziesz. Pose twj niech mi jeno powie dwa sowa: 
Lotaryngia-Geldria!
- Dobrze - odpowiedzia Zbyszko. - Pjd jeszcze do Skirwoiy, by ci da znak, 
ktren mujdzini szanuj.
Po czym uda si do Skirwoiy. Stary wdz da znak i nie czyni adnych 
trudnoci co do odjazdu, wiedzia bowiem, o co chodzi, lubi Zbyszka, by mu 
wdziczny za ostatni bitw i przy tym nie mia adnego prawa zatrzymywa 
rycerza, ktry nalea do innego kraju, a przyszed tylko z wasnej ochoty. Wic 
dzikujc za znaczn usug, jak odda, opatrzy go ywnoci, ktra w 
opustoszaym kraju przyda si moga, i poegna yczeniem, aby kiedy w yciu 
mogli si jeszcze napotka w jakiej wielkiej i ostatecznej z Krzyakami 
rozprawie.
Temu za pieszno byo, albowiem trawia go jakby gorczka. Ale przyszedszy do 
pocztu, zasta wszystko gotowe, a midzy ludmi i stryja Maka ju na koniu, 
uzbrojonego w kolczug i w hemie na gowie. Wic zbliywszy si do niego, 
rzek:
- To i wy ruszacie ze mn?
- A za co mam robi? - spyta nieco opryskliwie Mako. Na to Zbyszko nie 
odrzek nic, pocaowa tylko zbrojn prawic stryja, po czym siad na ko i 
ruszyli.
Sanderus jecha z nimi. Drog a do pobojowiska wiedzieli dobrze, ale dalej on 
mia by przewodnikiem. Liczyli te i na to, e jeli napotkaj gdzie w lasach 
chopw miejscowych, to ci, jako nienawidzcy swych panw krzyackich, pomog im 
w tropieniu starego komtura i owego Arnolda von Baden, o ktrego nadludzkiej 
mocy i mstwie tyle Sanderus opowiada.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXII
Do pobojowiska, na ktrym Skrwoio wyci Niemcw, droga bya atwa, bo 
znajoma. Dotarli te do niego rycho, ale przejechali je popiesznie z przyczyny 
nieznonego zaduchu, jaki wydaway nie pogrzebione ciaa. Przejedajc, 
spdzili prcz wilkw ogromne stada wron, krukw i kawek, po czym jli szuka na 
szlaku ladw. Jakkolwiek przeszed t drog poprzednio cay oddzia, jednake 
dowiadczony Macko znalaz bez trudu na stratowanej ziemi wyciski olbrzymich 
kopyt idce w kierunku powrotnym i tak pocz mniej biegej w wojennych sprawach 
modziey rzecz objania:
- Szczcie, i od bitwy nie byo deszczu. Baczcie jeno: ko Arnoldw jako 
nioscy ma nad miar wielkiego, musia te by ogromny, a i to acno 
wymiarkowa, e cwaujc w ucieczce, mocniej nogami bi w ziemi, ni idc 
powoli w tamt stron, a przeto i wiksze powybija doy. Patrz, ktren masz 
oczy, jako na wilgotnych miejscach zna podkowy! Da Bg, wylakujemy psubratw 
godnie, byle przedtem gdzie za murami ochrony nie znaleli.
- Sanderus mwi - odpowiedzia Zbyszko - e nie masz tu w pobliu zamkw, i tak 
to jest, gdy kraj ten wieo Krzyacy zajli i nie zdyli si w nim pobudowa. 
Gdzie im si schroni? Chopi, ktrzy tu mieszkali, s w obozie u Skirwoiy, bo 
to ten sam lud, co i mujdzini... Wsie, jako mwi Sanderus, sami Niemcy 
popalili, a baby z dziemi w gbiach borowych zatajone. Byle koni nie aowa, 
to ich dognamy.
- Koni trzeba aowa, bo choby si nam i udao, to potem w nich zbawienie 
nasze - rzek Macko.
- Rycerz Arnold - wtrci Sanderus by w bitwie kicieniem po plecach uderzon. 
Nie zwaa na to, z pocztku bi si i zabija, ale pniej musiao go rozebra, 
bo tak zawsze bywa, e zrazu nic, a potem boli. Z tej przyczyny nie la im zbyt 
prdko umyka, a moe trzeba bdzie i wypoczywa.
- A ludzi, mwie, nie ma przy nich nijakich? - zapyta Macko.
- Jest dwch, ktrzy midzy siodami kolebk wioz, a prcz nich rycerz Arnold i 
stary komtur. Bya spora gar i innych, ale tych mujdzini, dognawszy, 
pozabijali.
- Tak ma by - rzek Zbyszko - e tych ludzi, co przy kolebce, nasi pachokowie 
powi, wy, stryjku, chycicie starego Zygfryda, a ja na Arnolda uderz.
- No! - odpowiedzia Macko - juci, Zygfrydowi poradz, bo za ask Pana 
Jezusow moc w kociach ywie! Ale ty sobie zbyt nie dufaj, bo tamten ma by 
wielkolud!
- O wa! obaczym! - odpar Zbyszko.
- Krzepki jest, tego nie przecz, ale przecie s tsi od ciebie. Zali to 
zabaczy o tych naszych rycerzach, ktrychemy w Krakowie widzieli? A panu 
Powale z Taczewa daby rady? a panu Paszkowi Zodziejowi z Biskupic, a tym 
bardziej Zawiszy Czarnemu? co? Nie pusz zbytnio i bacz, co chodzi.
- Rotgier by te nie uomek - mrukn Zbyszko.
- A dla mnie znajdzie si robota? - spyta Czech. Lecz nie otrzyma odpowiedzi, 
gdy myl Maka bya zajta czym innym.
- Jeli nam Bg pobogosawi - rzek - to byle si potem do puszcz mazowieckich 
dosta! Tam ju bdziemy przezpieczni i raz si wszystko skoczy.
Lecz po chwili westchn, pomylawszy zapewne, e i wwczas jeszcze nie wszystko 
si skoczy, trzeba bowiem bdzie co zrobi z nieszczsn Jagienk.
- Hej! - mrukn - dziwne s wyroki boskie. Nieraz ja o tym myl, czemu te to 
nie przypado na ci spokojnie si oeni, a mnie spokojnie przy was siedzie... 
Bo przecie najczciej tak bywa - i rd wszystkiej lachty w naszym krlestwie 
my jedni tylko wczym si ot po rnych krajach i wertepach, miast do-ma 
gospodarzy po boemu.
- Ano! prawda jest, ale wola boska! - odpowiedzia Zbyszko. I czas jaki jechali 
w milczeniu, po czym znw stary rycerz zwrci si do synowca:
- Ufasz ty temu powsinodze? Co to za jeden?
- Czek jest lekki i moe nicpo, ale dla mnie okrutnie yczliwy i zdrady si od 
niego nie boj.
- Jeli tak, nieche jedzie naprzd, bo jeli ich zgoni, tedy si nie sposz. 
Powie im, e z niewoli uciek, czemu acno uwierz. Lepiej tak bdzie, bo gdyby 
nas z dala ujrzeli, to alboby zdoali si gdzie zatai, albo obron przygotowa.
- W nocy on sam naprzd nie pojedzie, bo jest strachliwy -odrzek Zbyszko - ale 
w dzie pewnie, e tak bdzie lepiej. Powiem mu, eby trzy razy w dzie 
zatrzymywa si i czeka na nas; jeli za nie znajdziem go na postoju, to 
bdzie znak, e ju jest z nimi, i wtedy pojechawszy jego ladem, uderzym na 
nich niespodzianie.
- A nie ostrzee ich?
- Nie. Lepiej on mnie yczy ni im. Powiem mu te, e napadszy na nich, zwiem 
i jego, by si za ich pomsty pniej nie potrzebowa ba. Niech si do nas 
wcale nie przyznaje...
- To ty mylisz tamtych ywych ostawi?
- Ajakoe ma by? - odpowiedzia nieco frasobliwie Zbyszko. - Widzicie... eby 
to byo na Mazowszu albo gdzie u nas, tobymy ich pozwali, jako Rotgiera 
pozwaem, i potykali si na mier, ale tu w ich kraju nie moe to by... Tu 
chodzi o Danu-k i o popiech. Trzeba si duchem i cicho sprawi, aby biedy na 
si nie napyta, a potem, jakocie rzekli, co pary w koniach wali do puszcz 
mazowieckich. Uderzywszy za niespodzianie, moe zaskoczym ich bez zbroi, ba i 
bez mieczw! To jakoe ich zabija? Haby mi strach! Obamy teraz pasowani, a i 
oni take...
- Juci - rzek Macko. - Ale moe i do potkania si przyj. Lecz Zbyszko 
zmarszczy brwi i w twarzy odbia mu si gboka zawzito, wrodzona widocznie 
wszystkim mom z Bogdaca, albowiem w tej chwili sta si, zwaszcza ze 
spojrzenia, tak do Maka podobny, jakby by jego rodzonym synem.
- Czego bym te chcia - rzek gucho - to cisn tego krwawego psa, Zygfryda, 
pod nogi Jurandowi! Daje to Bg!
- A daje, daj - powtrzy zaraz Macko.
Tak rozmawiajc, ujechali spory szmat drogi, gdy zapada noc pogodna wprawdzie, 
ale bez miesica. Trzeba si byo zatrzyma, da wytchn koniom i ludzi 
pokrzepi jadem i snem. Przed spoczynkiem zapowiedzia jednake Zbyszko 
Sanderusowi, e nazajutrz ma sam jecha naprzd, na co ten zgodzi si chtnie, 
wymwiwszy sobie tylko, by w razie niebezpieczestwa od zwierza lub miejscowego 
ludu mia prawo ku nim ucieka. Prosi te, by nie trzy, ale cztery razy wolno 
byo czyni postoje, gdy w samotnoci ogarnia go zawsze jakowy niepokj, nawet 
w zbonych krainach, a c dopiero w boru tak dzikim i szkaradnym jak w, w 
ktrym znajduj si obecnie.
Rozoyli si tedy na nocleg i pokrzepiwszy siy jadem, pokadli si na skrach 
przy maym ognisku, nanieconym pod wykrotem o p stajania od drogi. Pacholicy 
pilnowali kolejno koni, ktre wytarzawszy si, drzemay po zjedzeniu obrokw, 
zakadajc sobie wzajem gowy na karki. Lecz zaledwie pierwszy brzask osrebrzy 
drzewa, zerwa si pierwszy Zbyszko, pobudzi innych i o wicie ruszyli w dalszy 
pochd. lady olbrzymich kopyt Arnoldowego ogiera odnalazy si znw bez 
trudnoci, albowiem zaschy w niskim botnistym zwykle gruncie i utrwaliy si 
od posuchy. Sanderus wyjecha naprzd i znik im z oczu, wszelako na poowie 
czasu midzy wschodem soca a poudniem znaleli go na postoju. Powiedzia im, 
e nie widzia ywej duszy prcz wielkiego tura, przed ktrym jednake nie 
umyka, poniewa zwierz pierwszy zeszed mu z drogi. Natomiast o poudniu, przy 
pierwszym posiku, owiadczy, i ujrza chopa, bartodzieja z leziwem, i nie 
zatrzyma go tylko z obawy, e w gbi boru mogo si ich znajdowa wicej. 
Prbowa go o to i owo wypytywa, ale nie mogli si rozmwi.
W czasie nastpnego pochodu Zbyszko pocz si niepokoi. Co bdzie, jeli 
przyjad w okolice wysze i suchsze, gdzie na twardym szlaku znikn widoczne 
dotd lady? Rwnie gdyby pocig trwa zbyt dugo i doprowadzi ich do kraju 
ludniejszego, w ktrym mieszkace przyzwyczaili si ju z dawna do posuszestwa 
Krzyakom, napad i odebranie Danusi staoby si prawie niepodobnym, albowiem 
choby Zygfryda i Arnolda nie
ubezpieczyy mury jakiego zamku lub grdka, ludno miejscowa wziaby z 
pewnoci ich stron.
Lecz na szczcie obawy te okazay si ponne, gdy na nastpnym postoju nie 
znaleli o umwionej porze Sanderusa, a natomiast odkryli na sonie, stojcej 
tu przy drodze, wielki zacios w ksztacie krzya, wieo widocznie uczyniony. 
Wwczas spojrzeli na si i spowaniay im twarze, a serca poczy bi ywiej. 
Macko i Zbyszko zeskoczyli natychmiast z siode,
by zbada lady na ziemi, i szukali pilnie, ale niedugo, gdy same rzucay si 
w oczy.
Sanderus widocznie zjecha z drogi w br, idc za wyciskami wielkich kopyt, nie 
tak gbokimi jak na gocicu, ale do wyranymi, grunt bowiem by tu torfiasty 
i ciki ko wtacza za
kadym krokiem igliwie hacelami, po ktrych zostaway czarniawe po brzegach 
doki.
Przed bystrymi Zbyszkowymi oczyma nie ukryy si i inne wyciski, wic siad na 
ko, a Maciek za nim i poczli si naradza z sob i Czechem cichymi gosami, 
jakby nieprzyjaciel by tu.
Czech radzi, by zaraz pj piechot, ale oni nie chcieli tego czyni, nie 
wiedzieli bowiem, jak daleko przyjdzie im jecha borem. Piesi pachokowie mieli 
ich jednak poprzedza i w razie dostrzeenia czego da im zna, aby byli w 
pogotowiu.
Jako niebawem ruszyli w br. Drugi zacios na sonie upewni ich, i nie 
stracili ladu Sanderusa. Wkrtce te dostrzegli, e s na drce, a 
przynajmniej na perci lenej, ktr nieraz ludzie musieli przechodzi. Wwczas 
byli ju pewni, e znajd jak osad len, a w niej tych, ktrych szukaj.
Soce zniyo si ju nieco i wiecio zotem midzy drzewami. Wieczr 
zapowiada si pogodny. Br by cichy, albowiem zwierz i ptactwo miao si ku 
spoczynkowi. Gdzieniegdzie tylko wrd wieccych w socu gazi migay 
wiewirki, cakiem od wieczornych promieni czerwone. Zbyszko, Macko, Czech i 
pachocy jechali jeden za drugim, gsiego. Wiedzc, e piesi pachocy znacznie 
s na przedzie i e w por ostrzeg, stary rycerz mwi tymczasem do bratanka, 
nie tumic zbytnio gosu:
- Porachujmy si ze sonkiem - mwi. - Od ostatniego postoju do miejsca, w 
ktrym by zacios, ujechalimy okrutny szmat drogi. Na krakowskim zegarze byoby 
godzin ze trzy... To tedy Sanderus dawno jest midzy nimi i mia czas 
opowiedzie im swoje przygody. Byle jeno nie zdradzi.
- Nie zdradzi - odrzek Zbyszko.
- I byle mu uwierzyli - koczy Macko - bo jeli nie uwierz, to bdzie z nim 
le.
- A czemu by za nie mieli uwierzy. Albo to o nas wiedz? A przecie jego znaj. 
Nieraz zdarzy si bracowi z niewoli uciec.
- Bo mnie o to chodzi, e jeli powiedzia im, i z niewoli ucieka, to moe 
pocigu si za nim bali i zaraz ruszyli.
- Nie. Potrafi on klimkiem rzuci. A to rozumiej, e pocig tak daleko by nie 
poszed.
Na czas umilkli, lecz po chwili Makowi zdao si, e Zbyszko co szepce do 
niego, wic si odwrci i zapyta:
- Jako powiadasz?
Ale Zbyszko oczy mia wzniesione w gr i nie do Maka szepta, tylko poleca 
Bogu Danuk i swoje miae przedsiwzicie.
Macko pocz si te egna, ale zaledwie uczyni pierwszy znak krzya, gdy 
jeden z posanych naprzd pacholikw wysun si ku nim nagle z leszczynowych 
gszczw:
- Smolarnia! - rzek. - S!
- Stj! - szepn Zbyszko i w tej samej chwili zeskoczy z konia.
Za nim zeskoczy Macko, Czech i pacholikowie, z ktrych trzej dostali rozkaz, 
aby zatrzymali si z komi, majc je w pogotowiu i baczc, aby bro Boe ktry z 
rumakw nie zara. Piciu pozostaym rzek Macko:
- Bdzie tam dwch masztalerzy i Sanderus, ktrych w mig mi powiecie, a gdyby 
ktren zbrojny by i chcia si broni, to go w eb.
I ruszyli zaraz naprzd. Po drodze szepn jeszcze Zbyszko stryjcowi:
- Bierzcie starego Zygfryda, a ja Arnolda.
- Pilnuj si jeno! - odpowiedzia stary.
I mrugn na Czecha, dajc mu do zrozumienia, aby w kadej chwili gotw by 
nie pomoc modemu panu.
w za skin gow, e tak i bdzie, przy czym nabra tchu w piersi i zmaca, 
czy miecz atwo mu wychodzi z pochew.
Lecz Zbyszko spostrzeg to i rzek:
- Nie! Tobie rozkazuj ku kolebce zaraz skoczy i nie odstpowa jej ni pidzi 
podczas bitki.
Szli szybko i cicho, cigle wrd leszczynowej gstwy, ale nie szli ju daleko, 
gdy najwyej po dwch stajaniach zarola uryway si nagle, okalajc ma 
polank, na ktrej wida byo wygase kopce smolarskie i dwie ziemne chaty, 
czyli numy, w ktrych zapewne mieszkali smolarze, dopki nie wygnaa ich std 
wojna. Zachodzce soce owiecao ogromnym blaskiem k, kopiec i obie stojce 
do daleko od siebie numy. Przed jedn z nich siedziao na kodzie dwch 
rycerzy, przed drug - barczysty, czerwonowosy prostak i Sanderus. Ci obaj 
zajci byli wycieraniem szmatami pancerzy, a u ng Sanderusa leay prcz tego 
dwa miecze, ktre widocznie mia zamiar oczyci pniej.
- Patrz - rzek Macko, cisnc z caej siy rami Zbyszka, aby go jeszcze przez 
chwil powstrzyma. - Umylnie im wzi miecze i pancerze. Dobrze! Ten z siw 
gow musi by...
- Naprzd! - krzykn nagle Zbyszko.
I wichrem skoczyli na polan. Tamci zerwali si take, lecz nim zdoali dobiec 
do Sanderusa, chwyci grony Macko starego Zygfryda za pier, przegi go w ty 
i w jednej chwili wzi go pod siebie. Zbyszko i Arnold sczepili si z sob jak 
dwa jastrzbie, opletli si ramionami i poczli si zmaga straszliwie. 
Barczysty Niemiec, ktry siedzia przedtem koo Sanderusa, porwa wprawdzie za 
miecz, ale nim zdoa nim machn, uderzy go pachoek Makw, Wit, obuchem w 
rud gow i rozcign na miejscu. Rzucili si potem wedle rozkazu starego pana 
wiza Sanderusa, ten za, cho wiedzia, i to rzecz bya umwiona, j tak 
rycze ze strachu jak ciel, ktremu podrzynaj gardo.
Lecz Zbyszko, chocia tak krzepki, i cisnwszy ga drzewa sok z niej 
wyciska, poczu, e dosta si jakby nie w ludzkie, ale niedwiedzie apy. 
Poczu nawet i to, e gdyby nie pancerz, ktry mia na sobie, nie wiedzc, czy 
nie przyjdzie mu potyka si na ostre, olbrzymi Niemiec byby mu pokruszy ebra 
albo moe i ko pacierzow poama. Unis go wprawdzie nieco modzian w gr, 
ale w podnis go jeszcze wyej i zebrawszy wszystkie siy chcia grzmotn nim 
o ziemi, tak aby wicej nie powsta.
Lecz Zbyszko cisn go rwnie z tak okrutnym wysikiem, e a oczy Niemca 
krwi zaszy, po czym wsun mu nog midzy kolana, uderzy w zgicie i zwali 
na ziemi.
Zwalili si raczej oba, modzian jednake pad pod spd, ale w tej chwili baczny 
na wszystko Macko rzuci na wp zgniecionego Zygfryda w rce pachokom, sam za 
ruszy ku lecym, w mgnieniu oka skrpowa pasem nogi Arnolda, po czym skoczy, 
siad na nim jak na zabitym dziku i przyoy mu ostrze mizerykordii do karku.
w za krzykn przeraliwie i rce osuny mu si bezwadnie ze Zbyszkowych 
bokw, a potem pocz jcze, nie tyle od ukucia, ile dlatego, e nagle uczul 
okrutny i niewypowiedziany bl w plecach, w ktre otrzyma by uderzenie maczug 
jeszcze podczas bitwy ze Skirwoi.
Macko chwyci go obu rkoma za konierz i cign ze Zbyszka, a Zbyszko 
przypodnis si z ziemi i siad, po czym chcia wsta i nie mg, wic siad 
znowu i przez dusz chwil siedzia bez ruchu. Twarz mia blad i spotnia, 
oczy krwi nabiege i posiniae usta - i spoglda przed si jakby nie cakiem 
przytomnie.
- Co jest? - zapyta z niepokojem Macko.
- Nic, jenom utrudzon bardzo. Pomcie mi stan na nogach. Macko zasun mu 
rce pod pachy i podnis go od razu.
- Moesz sta?
- Mog.
- Boli ci co?
- Nic. Jeno mi brak tchu.
Tymczasem Czech, ujrzawszy widocznie, e na majdanie wszystko ju ukoczone, 
zjawi si przed num, dzierc za kark suk zakonn. Na ten widok zapomnia 
Zbyszko o trudzie, siy wrciy mu od razu i jak gdyby nigdy nie zmaga si ze 
strasznym Arnoldem, skoczy do numy.
- Danuka! Danuka!
Ale na to woanie nie odpowiedzia aden gos.
- Danuka! Danuka! - powtrzy Zbyszko.
I umilk. W izbie byo ciemno, zatem w pierwszej chwili nie mg nic dojrze. 
Natomiast spoza kamieni przyadowanych pod ognisko doszed go szybki i gony 
oddech jakby przyczajonego zwierztka.
- Danuka! prze Bg! to ja! Zbyszko!
A wtem ujrza w mroku i jej oczy, szeroko otwarte, przeraone, nieprzytomne. 
Wic skoczy ku niej i chwyci j w ramiona, lecz ona nie poznaa go zupenie i 
wyrywajc mu si z rk, pocza powtarza zdyszanym szeptem:
- Boj si! boj si! boj si!...
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXIII
Nie pomogy agodne sowa ni pieszczoty, ni zaklcia - Danusia nie poznawaa 
nikogo i nie odzyskaa przytomnoci. Jedynym uczuciem, ktre opanowao ca jej 
istot, by przestrach podobny do takiego pochliwego przestrachu, jaki okazuj 
schwytane ptaki. Gdy przyniesiono jej posiek, nie chciaa przy ludziach je, 
jakkolwiek z chciwych jej spojrze rzucanych najado zna byo gd, moe nawet 
zadawniony. Zostawszy sama, rzucaa si na spy z akomstwem dzikiego 
zwierztka, ale gdy Zbyszko wszed do izby, w tej chwili skoczya w kt i skrya 
si za wizk suchego chmielu. Prno Zbyszko otwiera ramiona, prno wyciga 
rce, prno baga, duszc w sobie zy. Nie chciaa z tego ukrycia wyj nawet 
wwczas, gdy naniecono ognia w wietlicy i gdy przy jego blasku moga dobrze 
rozezna rysy Zbyszka. Zdawao si, e pami opucia j razem ze zmysami. On 
za to patrza na ni i na jej wychud twarz z zastygym wyrazem przeraenia, na 
zapade oczy, na potargane strzpy odziey, w ktre bya przybrana, i serce 
skowyczao w nim z blu i wciekoci na myl, w jakich bya rkach i jak si z 
ni obchodzono. Porwa go wreszcie sza gniewu tak straszny, e chwyciwszy za 
miecz, skoczy z nim ku Zygfrydowi i byby go umierci niechybnie, gdyby Mako 
nie by go schwyta za rami.
Poczli si wwczas pasowa z sob prawie po nieprzyjacielsku, ale modzian tak 
by osabion poprzedni walk z olbrzymim Arnoldem, e stary rycerz przemg go 
i wykrciwszy mu rk, zawoa:
- Wcieke si czy co?
- Pucie! - odpowiedzia, zgrzytajc, Zbyszko - bo si dusza podrze we mnie.
- Niech si podrze! Nie puszcz! Wolej eb rozbij o drzewo, niby mia pohabi 
siebie i cay rd.
I ciskajc jakoby w elaznych cgach do Zbyszkow, pocz mwi gronie:
- Obacz si! Pomsta ci nie ucieknie, a pasowany jest rycerz. Jake to? 
Zwizanego jeca bdziesz dga? Danuce nie pomoesz, a co ci zostanie? Nic, 
jeno haba. Rzekniesz, ie krlom i ksitom nieraz przy godzio si jecw 
mordowa? Ba! nie u nas! I co im uchodzi, tobie nie ujdzie. Maj ci oni 
krlestwa, miasta, zamki, a ty co masz? Rycersk cze. Kto im nie przygani, 
tobie w oczy plunie. Opamitaj si, prze Bg!
Nastaa chwila milczenia.
- Pucie - powtrzy ponuro Zbyszko - nie zadgam go.
- Pjd do ognia, naradzim si.
I powid go za rk do ogniska, ktre pachokowie naniecili wedle smolistych 
kopcw. Tam siadszy, Mako zamyli si nieco, po czym rzek:
- Wspomnij te i to, e tego starego psa Jurandowi obieca. Ten ci si dopiero 
pomci nad nim i za swoj, i za Danusin mk! Ten ci mu zapaci, nie bj si! I 
powiniene w tym Jurandowi wygodzi. Naley mu si to. A czego tobie nie wolno, 
to Jurandowi bdzie wolno, bo nie on jeca wzi, jeno go w podarunku od ciebie 
dostanie. Bez haby i bez przygany moe go cho i ze skry obupi - rozumiesz 
mnie?
- Rozumiem - odpowiedzia Zbyszko. - Susznie mwicie.
- To ci wida rozum wraca. Jeliby ci diabe jeszcze kusi, pamitaj take i na 
to, e ty przecie i Lichtensteinowi, i innym Krzyakom lubowa, a gdyby 
bezbronnego jeca zarn i gdyby si to przez pachokw rozgosio, aden 
rycerz nie chciaby ci stan i byby praw. Boe uchowaj! Nieszczliwoci i tak 
nie brak, nieche cho haby nie bdzie. Lepiej ot gadajmy o tym, co teraz 
naley czyni i jako nam si obrci.
- Radcie! - rzek modzian.
- Poradz tak: t mij, ktra bya przy Danusi, mona by zgadzi, ale e nie 
przystoi rycerzom niewieci krwi si babra, przeto j ksiciu Januszowi 
oddamy. Knua ona zdrady jeszcze w lenym dworcu przy ksiciu i ksinie, 
nieche j mazowieckie sdy sdz, a jeli jej koem za to nie pokrusz, to 
chyba sprawiedliwo bosk chc obrazi. Pki innej jakiej niewiasty nie 
spotkamy, ktra by si przy Danusi starunku podja, pty ona potrzebna, potem 
si j koniowi do ogona przywie. Ninie trzeba nam do puszcz mazowieckich jako 
najprdzej wykrci.
- Juci nie zaraz, bo noc. Moe te Bg da jutro Danuce wiksze opamitanie.
- Niech i konie dobrze wypoczn. Na witaniu ruszym. Dalsz rozmow przerwa im 
gos Arnolda von Baden, ktry lec opodal na plecach, zwizany w kij do 
wasnego miecza, pocz co woa po niemiecku. Stary Mako podnis si i 
poszed ku niemu, ale nie mogc dobrze wyrozumie jego mowy, pocz si oglda 
za Czechem.
Ale Hlawa nie mg zaraz przyj, albowiem zajty by czym innym. Podczas ich 
rozmowy przy ognisku poszed wanie do suki zakonnej i pooywszy jej do na 
karku i potrzsnwszy ni jak gruszk, rzek:
- Suchaj, suko! Pjdziesz do chaty i wymocisz dla pani posanie ze skr, ale 
przedtem wdziejesz na ni swoje porzdne szaty, a sama ubierzesz si w te 
achmany, w ktrych kazalicie jej chodzi... zatracona wasza ma!
I nie mogc take pohamowa nagego gniewu, trzs ni tak silnie, e a oczy 
wylazy jej na wierzch. Byby jej moe skrci kark, ale e widziaa mu si 
jeszcze potrzebna, wic puci j wreszcie, rzekszy:
- A potem wybierzem dla ci ga.
Ona chwycia go w przeraeniu za kolana, ale gdy w odpowiedzi kopn j, 
skoczya do chaty i rzuciwszy si do ng Danusi, pocza skrzecze:
- Obro mnie! nie daj!
Ale Danusia przymkna tylko oczy, a z ust jej wyszed zwyky, zdyszany szept:
- Boj si, boj si, boj si!
I nastpnie zdrtwiaa cakiem, albowiem kade zblienie si do niej suki 
zakonnej wywoywao zawsze ten skutek. Pozwolia si te rozebra i oblec w nowe 
szaty. Suka, wymociwszy posanie, pooya j na nim jak figurk drewnian 
lub woskow, sama za siada koo ogniska, bojc si wyj z izby.
Ale Czech wszed po chwili i zwrciwszy si naprzd do Danusi, rzek:
- Midzy przyjacioy jestecie, pani, wic w imi Ojca i Syna, i Ducha, pijcie 
spokojnie!
I przeegna j rk, a nastpnie, nie podnoszc gosu, aby jej nie przelkn, 
rzek do suki:
- Ty poleysz zwizana za progiem, ale jeli narobisz krzyku i przestraszysz, to 
ci zaraz szyj pokrusz. Wsta i chod.
I wywidszy j z izby, skrpowa tak, jako rzek, mocno, po czym uda si do 
Zbyszka.
- Kazaem oblec pani w te szaty, ktre miaa na sobie ta jaszczurka - rzek. - 
Posanie wymoszczone i pani pi. Najlepiej nie chodcie tam ju, panie, by si 
za nie przelka. Da Bg, jutro po spoczynku oprzytomnieje, a wy teraz 
pomylcie te o jadle i spoczynku.
- Poo si przy progu izby - odrzek Zbyszko.
- To odcign suk na stron do tego trupa z ryymi kudami, ale teraz musicie 
je, bo droga i trud niemay przed wami.
To rzekszy, poszed wydoby z biesagw wdzone misiwo i wdzon rzep, w ktr 
zaopatrzyli si na drog w obozie mujdzkim, ale zaledwie zoy zapas przed 
Zbyszkiem, Mako odwoa go do Arnolda.
- Wymiarkuj no rzetelnie - rzek - czego chce ten waligra, bo cho niektre 
sowa wiem, nijak nie mog go wyrozumie.
- Ponios go, panie, do ogniska, to si tam rozmwicie - odrzek Czech.
I odpasawszy si, przecign pas pod ramionami Arnolda, po czym zada go sobie 
na plecy. Zgi si pod ciarem olbrzyma mocno, ale chopem bdc krzepkim, 
donis go do ogniska i rzuci jak wr grochu obok Zbyszka.
- Zdejmijcie ze mnie pta - rzek Krzyak.
- Mogoby to by - odpowiedzia przez Czecha stary Mako - gdyby na cze 
rycersk poprzysig, e si za jeca bdziesz uwaa. Jednake i bez tego ka 
ci wycign miecz spod kolan i rozwiza rce, aby mg si przy nas, za 
powrozw na nogach nie popuszcz, pki si nie rozmwim.
I skin na Czecha, ten za przeci Niemcowi pta na rku, a nastpnie pomg 
mu usi. Arnold spojrza hardo na Maka, na Zbyszka i zapyta:
- Co wycie za jedni?
- A ty jak miesz pyta? Co ci do tego?! Wywied si sam.
- To mi do tego, e na cze rycersk mgbym tylko rycerzom przysiga.
- To patrz!
I Mako, uchyliwszy opoczy, pokaza pas rycerski na biodrach.
Na to Krzyak zdumia si wielce i dopiero po chwili rzek:
- Jake to? I otrzykujecie dla upu po puszczy? i pogan przeciw chrzecijanom 
wspomagacie.
- esz! - zawoa Mako.
I w ten sposb pocza si rozmowa, nieprzyjazna, harda, czsto do ktni 
podobna. Gdy jednak Mako zakrzykn w uniesieniu, e wanie Zakon nie 
dopuszcza do chrztu Litwy, i gdy przytoczy wszystkie dowody, zdumia si znw i 
zamilk Arnold, gdy prawda ta bya tak oczywista, e niepodobna byo jej nie 
widzie lub jej zaprzeczy. Uderzyy szczeglniej Niemca te sowa, ktre Mako 
wyrzek, czynic przy nich zarazem znak krzya: "Kto wie, komu wy w rzeczy 
suycie, jeli nie wszyscy, to poniektrzy!" - a uderzyy go dlatego, e i w 
samym Zakonie by posd na kilku komturw, e oddaj cze szatanowi. Nie 
czyniono im z tego sprawy ni adnych procesw, aby haby na wszystkich nie 
ciga, ale Arnold wiedzia dobrze, e szeptano sobie takie rzeczy midzy 
brami i e podobne suchy chodziy. Przy tym Mako, wiedzc z opowiada 
Sanderusa o niepojtym zachowywaniu si Zygfryda, zaniepokoi do reszty 
prostodusznego olbrzyma.
- A we Zygfryd, z ktrym szede w pochd na wojn -rzek - zali Bogu i 
Chrystusowi suy? Zali to nigdy nie sysza, jak ze zymi duchami gada, jako 
z nimi szepta i mia si alibo zgrzyta?
- Prawda jest! - mrukn Arnold.
Ale Zbyszko, ktremu al i gniew napyny do serca now fal, zakrzykn nagle:
- I ty o czci rycerskiej prawisz? Haba ci, bo katu i piekielnikowi pomaga! 
Haba ci, bo na mk bezbronnej niewiasty i rycerskiej crki spokojnie patrzy, 
bo moe i sam j drczy. Haba ci!
A Arnold wytrzeszczy oczy i czynic w zdumieniu znak krzya, rzek:
- W imi Ojca i Syna, i Ducha!... Jak to?... ta optana dziewka, w ktrej gowie 
dwudziestu siedmiu diabw mieszka?... ja?...
- Gorze! gorze! - przerwa chrapliwym gosem Zbyszko. I chwyciwszy za rkoje 
mizerykordii, pocz znw spoglda dzikim wzrokiem w stron lecego opodal w 
mroku Zygfryda.
Mako pooy mu spokojnie do na ramieniu i przycisn z caej mocy, aby mu 
przytomno powrci, sam za, zwrciwszy si do Arnolda, rzek:
- Ta niewiasta - to crka Juranda ze Spychowa, a ona tego modego rycerza. 
Rozumiesze teraz, dlaczego lakowalimy was i dlaczego jecem naszym zostae!
- Prze Bg! - rzek Arnold. - Skd? Jak? Ona ma rozum pomieszany...
- Bo j Krzyacy jako jagni niewinne porwali i mk do tego j przywiedli.
Zbyszko przy wyrazach "jagni niewinne" przybliy pi do ust i cisn zbami 
knykie, a z oczu poczy mu kapa jedna za drug wielkie zy niepohamowanej 
boleci. Arnold siedzia w zamyleniu. Czech za w kilku sowach opowiedzia mu 
zdrad Danvelda, porwanie Danusi, mk Juranda i pojedynek z Rotgierem. Gdy 
skoczy, nastaa cisza, ktr mci tylko szum lasu i trzaskanie skier w 
ognisku.
I siedzieli tak przez chwil kilka; wreszcie Arnold podnis gow i rzek:
- Nie tylko na rycersk cze, lecz na krzy Chrystusw przysigam wam, em tej 
niewiasty prawie nie widzia, em nie wiedzia, kto ona, i em do jej mki w 
niczym i nigdy rki nie przyoy.
- To przysie jeszcze, e dobrowolnie pjdziesz za nami i e ucieczki nie 
bdziesz prbowa, a ka ci cakiem rozwiza - rzek Mako.
- Niech i tak bdzie, jak mwisz - przysigam! Dokd mnie powiedziecie?
- Na Mazowsze, do Juranda ze Spychowa.
To mwic, Mako rozci mu sam powrz na nogach, po czym wskaza misiwo i 
rzep. Zbyszko po niejakim czasie podnis si i poszed spocz u progu chaty, 
przy ktrym nie znalaz ju suki zakonnej, albowiem poprzednio zabrali j 
pachokowie midzy konie. Tam, pooywszy si na skrze, ktr mu przynis 
Hlawa, postanowi czeka bezsennie, czy wit jakiej szczliwej zmiany w Danusi 
nie przyniesie.
Czech za wrci do ogniska, gdy ciyo mu na duszy co takiego, o czym chcia 
pogada ze starym rycerzem z Bogdaca. Zasta go pogronego te w zadumie i nie 
zwaajcego na chrapanie Arnolda, ktry po spoyciu niezmiernej iloci wdzonej 
rzepy i misiwa zasn z utrudzenia snem kamiennym.
- A wy nie spoczniecie, panie? - spyta giermek.
- Sen ucieka mi z powiek - odrzek Mako. - Daj Bg dobre jutro...
I to powiedziawszy, spojrza ku gwiazdom.
- Wz wida ju na niebie, a ja wci rozmylam, jako to ono wszystko bdzie.
- I mnie nie do spania, bo mi panienka ze Zgorzelic w gowie.
- Hej, prawda, nowa bieda! To przecie ona w Spychowie.
- A w Spychowie. Wywielimy j ze Zgorzelic nie wiadomo po co.
- Sama chciaa do opata, a gdy opata nie stao, cem mia czyni? - odrzek 
niecierpliwie Mako, ktry nie lubi o tym mwi, bo w duszy poczuwa si do 
winy.
- Tak, ale co teraz?
- Ha! c? Odwioz j na powrt do domu i dziej si wola boska!...
Po chwili jednak doda:
- Juci, dziej si wola boska, ale eby chocia ta Danuka bya zdrowa i taka 
jako inni ludzie, byoby przynajmniej wiadomo, co robi. A tak, licho wie! Nu 
nie ozdrowieje... i nie zamrze. Niechby Pan Jezus da ju na t alibo na tamt 
stron.
Ale Czech myla w tej chwili tylko o Jagience.
- Widzicie, wasza mio - rzek. - Panienka, gdym wyjeda ze Spychowa i 
egna si z ni, powiedziaa mi tak: "W razie czego przyjedziecie tu przed 
Zbyszkiem i przed Makiem, bo, powiada, maj przez kogo innego nowin przysa, 
to przyl przez was i odwieziecie mnie do Zgorzelic".
- Hej! - odpowiedzia Mako. - Pewnie, e jako nieskadne by jej byo zostawa 
w Spychowie, gdy Danuka przyjedzie. Pewnie, e trzeba jej teraz do Zgorzelic. 
al mi sieroteki, szczerze al, ale skoro nie byo woli boskiej, to i trudno! 
Jeno jakoe to urzdzi? Poczekaj... Powiadasz, e kazaa ci wraca przed nami z 
nowin, a potem odwie si do Zgorzelic?
- Kazaa, jakom wam wiernie powtrzy.
- Ano! to moe by i ruszy przed nami. Staremu Jurandowi te by trza oznajmi, 
e si crka nalaza, aby go za naga rado nie zabia. Jak mi Bg miy, nie 
ma nic lepszego do zrobienia. Wracaj! powiedz, emy Danuk odbili i e 
niebawem z ni przyjedziem, a sam zabierz tamt niebog i wie j doma.
Tu westchn stary rycerz, bo al mu istotnie byo i Jagienki,
i tych zamiarw, ktre w duszy piastowa. Po chwili znw spyta:
- Wiem, e chop i roztropny, i mocny, ale potrafisze ty ustrzec jej od jakiej 
krzywdy albo przygody? Bo to w drodze atwie si moe to i owo zdarzy.
- Potrafi, choby te przyszo i bem naoy! Wezm kilku dobrych pachokw, 
ktrych mi pan spychowski nie poauje, i doprowadz j przezpiecznie choby na 
koniec wiata.
- No! zbytnio sobie nie dufaj. Pamitaj te, e na miejscu, w samych 
Zgorzelicach, trzeba znw mie oko na Wilkw z Brzozowej i na Cztana z Rogowa... 
Ale prawda! Nie do rzeczy gadam, bo ich trzeba byo strzec, pki si miao co 
innego na myli. A teraz nie ywie ju nadzieja i bdzie, co ma by.
- Wszelako ustrzeg ja panienki i od tamtych rycerzy, bo ta, pana Zbyszkowa 
nieboga, ledwie chudzitko zipie... nuby zmara!
- Susznie, jak mi Bg miy: ledwie chudzitko zipie - nuby zmara...
- Trzeba to na Pana Boga zda, a teraz mylmy jeno o panience zgorzelickiej.
- Po sprawiedliwoci - rzek Mako - godzioby si, abym sam j do ojcowizny 
odprowadzi. Ale trudna rada. Nie mog ja teraz Zbyszka odstpi, a to z rnych 
wielkich przyczyn. Widziae, jako zgrzyta i jako si do tego starego komtura 
rwa, by go zadga niby warchlaka. Nieche, jako powiadasz, ta dziewka skapieje 
w drodze, to nie wiem, czy i ja go pohamuj. Ale jeli mnie nie bdzie, to nic 
go nie strzyma i haba wiekuista spadnie na niego i na cay rd, czego nie daj 
Bg, amen!
Na to za Czech:
- Ba! jest przecie prosty sposb. Dajcie mi jego katowsk ma, a ju ja go nie 
uroni i dopiero w Spychowie panu Jurandowi z worka go wytrzsn.
- A nieche ci Bg da zdrowie! O, to masz rozum! - zawoa z radoci Mako. - 
Prosta rzecz! prosta rzecz! Zabieraj go razem i bye go ywicym do Spychowa 
dowiz, rb z nim, co chcesz.
- To dajcie mi i on suk szczytniesk! Jeli mi nie bdzie po drodze wadzi, 
to dowioz j te; a jeli bdzie, to na ga!
- Prdzej te moe Danuk strach opuci i prdzej si opamita, gdy nie obaczy 
tych dwojga. Ale jeli suk zabierzesz, jakoe bez pomocy niewieciej si 
obejdzie?
- Nie bez tego, bycie w puszczach nie spotkali jakich miejscowych albo 
zbiegych chopw z babami. Wemiecie pierwsz lepsz, a ju kada bdzie lepsza 
od tej. Tymczasem pana Zbyszkowa opieka wystarczy.
- Dzi jako roztropniej mwisz ni zwyczajnie. Prawda i to. Moe si prdzej 
obaczy, widzc Zbyszka wci przy sobie. Potrafi ci on by dla niej jako ojciec 
i matka. Dobrze. A kiedy ruszysz?
- Nie bd witania czeka, ale teraz przy legn troch. Nie ma jeszcze chyba 
pnocka.
- Wz, jako mwiem, ju wieci, ale Kurki jeszcze nie wzeszy.
- Chwaa Bogu, emy cokolwiek uradzili, bo okrutnie byo mi markotno.
I to rzekszy, Czech wycign si przy dogasajcym ognisku, nakry si kudat 
skr i w mig zasn. Niebo jednak nie pobielao jeszcze ani troch i noc bya 
gboka, gdy zbudzi si, wylaz spod skry, spojrza ku gwiazdom i 
przecignwszy ze-sztywniae nieco czonki, zbudzi Maka.
- Czas mi si zbiera! - rzek.
- A dokd? - zapyta na wp przytomnie Mako, przecierajc piciami oczy.
- Do Spychowa.
- A prawda! Kto tu tak chrapie obok? Umarego by rozbudzi.
- Rycerz Arnold. Dorzuc gazi na gownie i id do pachokw.
Jako odszed, po chwili wrci jednak popiesznym krokiem i pocz woa z 
daleka cichym gosem:
- Panie, jest nowina - i to za!
- Co si stao? - zawoa, zrywajc si, Mako.
- Suka ucieka. Wzili j pachocy midzy konie i rozwizali jej nogi, eby 
ich pioruny zatrzasy! a gdy si pospali, wyczogaa si jako w spomidzy nich 
i ucieka. Pjdcie, panie.
Zaniepokojony Mako ruszy spiesznie z Hlaw do koni, ale zastali przy nich 
jednego tylko pachoka. Inni rozbiegli si szuka zbiegej. Gupie to jednak 
byo szukanie w ciemnociach i w gstwinie; jako popowracali wkrtce z po 
spuszczanymi gowami. Mako pocz ich okada w milczeniu pici, po czym 
wrci do ogniska, gdy nie byo nic innego do zrobienia.
Po chwili nadszed Zbyszko, ktry straowa przed chat i nie mg spa, a 
usyszawszy stpania, chcia wiedzie, co to jest. Mako opowiedzia mu, co 
uradzili razem z Czechem, potem za oznajmi o ucieczce suki zakonnej.
-Nieszczcie wielkie nie jest - rzek - bo albo zdechnie z godu w lesie, albo 
znajd j chopi, ktrzy dadz jej upnia, jeli wpierw nie znajd jej wilcy. 
al jeno, e j kara w Spychowie mina.
Zbyszko aowa take, e j kara mina, ale zreszt przyj wiadomo 
spokojnie. Nie sprzeciwi si rwnie odjazdowi Czecha z Zygfrydem, gdy 
wszystko, co nie dotykao wprost Danusi, byo mu obojtne. Zaraz te zacz o 
niej mwi:
- Wezm j jutro przed si na ko i tak pojedziem - rzek.
- A jakoe tam? pi? - zapyta Mako.
- Czasem kwili troch, ale nie wiem, przez sen-li czy na jawie, a nie chc 
wchodzi, aby si nie przelka.
Dalsz rozmow przerwa im Czech, ktry ujrzawszy Zbyszka, zawoa:
- O, to i wasza mio na nogach? No, czas mi! Konie gotowe i stary diabe 
przywizan do sioda. Wkrtce zawita, bo teraz noc krtka. Ostawajcie z Bogiem, 
wasze miocie!
- Jed z Bogiem, a zdrowo!
Ale Hlawa odcign jeszcze Maka na bok i rzek:
- Chciaem te piknie prosi, w razie gdyby co zaszo... wiecie, panie..... 
niby jakowe nieszczcie albo co... aby pchn zaraz pachoka na eb do 
Spychowa. Jelibymy za ju wyjechali, niech nas goni!
- Dobrze - rzek Mako. - Zahaczyem ci te powiedzie, by Jagienk do Pocka 
wiz, rozumiesz! Id tam do biskupa i powiedz mu, kto ona jest, e Opatowa 
chrzeniaczka, dla ktrej jest u biskupa testament, a dalej pro dla niej o 
opiekustwo, bo to te stoi w testamencie.
- Jeli za biskup kae nam osta w Pocku?
- Suchaj go we wszystkim i uczy, jako poradzi.
- Tak i bdzie, panie. Z Bogiem!
- Z Bogiem.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXIV
Rycerz Arnold, dowiedziawszy si nazajutrz o ucieczce suki zakonnej, 
umiechn si pod wsem, ale rzek to samo, co Mako: e albo j wilcy zjedz, 
albo Litwini zabij. Jako byo to prawdopodobne, albowiem ludno miejscowa, 
litewskiego pochodzenia, nienawidzia Zakonu i wszystkiego, co miao z nim 
styczno. Chopi czci pouciekali do Skirwoiy, czci poburzyli si i 
pomordowawszy tu i wdzie Niemcw, pokryli si razem z rodzinami i dobytkiem w 
niedostpnych gbiach lenych. Szukano jednake na drugi dzie suki, ale bez 
skutku, bo niezbyt gorliwie, a to z tej przyczyny, e Mako i Zbyszko, majc 
gowy zajte czym innym, nie wydali do surowych rozkazw. Pilno im byo jecha 
ku Mazowszu i chcieli zaraz o wschodzie soca wyruszy, ale nie mogli tego 
uczyni, gdy Danuka usna nade dniem gboko i Zbyszko nie da jej budzi. 
Sysza j, jak "kwilia" w nocy, domyla si, e nie spaa, wic teraz wiele 
sobie dobrego z tego snu obiecywa. Dwukrotnie zakrada si do chaty i 
dwukrotnie widzia przy wietle wpadajcym przez szpary midzy bierwionami jej 
zamknite oczy, otworzone usta i mocne rumiece na twarzy, takie, jakie maj 
gboko upione dzieci. Topniao w nim wwczas z rozrzewnienia serce i mwi do 
niej: "Daj ci Bg wypoczynek i zdrowie, kwiatuszku najmilszy!" A potem mwi 
jeszcze:
"Skoczona twoja niedola, skoczone pakanie, a da Pan Jezus miosierny, to 
szczliwo bdzie jako te wody rzeczne nieprzepynione". Przy tym, majc 
prost i dobrotliw dusz, wznosi j ku Bogu i zapytywa sam siebie: czym by 
si wywdziczy, czym by si wypaci, co by jakiemu kocioowi ofiarowa z 
dostatkw, z ziarna, ze stad, z wosku albo z innych podobnych, miych boskiej 
potdze rzeczy? Byby nawet zaraz lubowa i wymieni dokadnie, co ofiaruje, 
ale wola zaczeka, nie wiedzc bowiem, w jakim zdrowiu Danuka si rozbudzi i 
czy si rozbudzi przytomna, nie mia jeszcze pewnoci, czy bdzie za co 
dzikowa.
Mako, chocia rozumia, e bd zupenie bezpieczni dopiero w krajach ksicia 
Janusza, by jednak take zdania, e nie naley Danusi mci tego spoczynku, 
ktry mg by dla niej zbawieniem, wic trzyma wprawdzie w pogotowiu parobkw 
i juczne konie, ale czeka.
Wszelako gdy mino poudnie, a ona wci spaa jeszcze, poczli si niepokoi. 
Zbyszko, ktry ustawicznie zaglda przez szpary i przez drzwi, wszed wreszcie 
po raz trzeci do chaty i siad na pieku, ktry wczorajszego wieczoru suka 
przycigna do posania i na ktrym przebieraa Danusi.
Siad i wpatrzy si w ni, ona nie otworzya wcale oczu, ale po upywie takiego 
czasu, jakiego potrzeba by na odmwienie bez popiechu "Ojcze nasz" i "Zdrowa", 
drgny nieco jej usta i wyszeptaa, jakby widzc przez zamknite powieki:
- Zbyszko...
On za rzuci si w jednej chwili przed ni na kolana, chwyci jej wychudzone 
rce i caujc je z uniesieniem, j mwi przerywanym gosem:
- Bogu dziki! Danuka! poznaa mnie! Gos jego rozbudzi j zupenie, wic 
siada na posaniu i z otwartymi ju oczyma powtrzya:
- Zbyszko...
I pocza mruga, a nastpnie rozglda si naokoo jakoby ze zdziwieniem.
- Ju ty nie w niewoli! - mwi Zbyszko. - Wydarem ci im i do Spychowa 
jedziem!
Ale ona wysuna donie z jego rk i rzeka:
- To wszystko przez to, e tatusiowego pozwolestwa nie byo. Gdzie pani?
- Przebude ty si, jagdko. Ksina daleko, a my ci Niemcom odjli.
Na to ona, jakby nie syszc tych sw i jakby sobie co przypominajc:
- Zabrali mi te lutek i o mur rozbili - hej!
- Na miy Bg! - zawoa Zbyszko.
I dopiero spostrzeg, e oczy jej s nieprzytomne i byszczce, a policzki 
paaj. W teje chwili migna mu przez gow myl, e ona moe by ciko chora 
i e wymwia dwukrotnie jego imi tylko dlatego, e si jej majaczy w 
gorczce.
Wic zadrao w nim serce z przeraenia i pot zimny pokry mu czoo.
- Danuka! - rzek - widzisze ty mnie i rozumiesz? A ona odrzeka gosem 
pokornej proby:
- Pi...Wody!
- Jezu miosierny.
I wyskoczy z izby. Przed drzwiami potrci starego Maka, ktry szed wanie 
zobaczy, jak tam jest - i rzuciwszy mu jedno sowo: "Wody!" - przebieg pdem 
ku strumieniowi, pyncemu w pobliu wrd gstwy i mchw lenych.
Po chwili wrci z napenionym naczyniem i poda je Danusi, ktra pocza pi 
chciwie. Przedtem jeszcze wszed do izby Mako i popatrzywszy na chor, 
spochmumia widocznie.
- W gortwie jest? - rzek.
- Tak! - jkn Zbyszko.
- Rozumie, co mwisz?
- Nie.
Stary zmarszczy brwi, po czym podnis rk i pocz doni
trze po karku i potylicy.
- Co robi?
- Nie wiem.
- Jedna jest tylko rzecz - zacz Mako.
Ale Danusia przerwaa mu w tej chwili. Skoczywszy pi, utkwia w nim swe 
rozszerzone przez gorczk renice, po czym rzeka:
- I wam te nie zawiniam. Miejcie zmiowanie!
- Mam ci ja zmiowanie nad tob, dziecko, i tylko dobra chc twojego - 
odpowiedzia z pewnym wzruszeniem stary rycerz. A potem do Zbyszka:
- Suchaj! Na nic jej tu ostawa. Jak j wiatr obwieje, a sonko ogrzeje - to 
moe si jej lepiej zrobi. Nie trae ty, chopie, gowy, jeno j bierz do tej 
samej koyski, w ktrej j wieli, albo te na kulbak i w drog! Rozumiesz?
To rzekszy, wyszed z izby, aby wyda ostatnie rozporzdzenia, ale zaledwie 
spojrza przed siebie, gdy nagle stan jak wryty.
Oto silny zastp pieszego ludu, zbrojnego w dzidy i w berdysze, otacza z 
czterech stron jak murem chat, kopce i polank.
"Niemce!" - pomyla Mako.
Wic zgroza napenia mu dusz, ale w mgnieniu oka chwyci za gowni miecza, 
zacisn zby i sta tak podobny do dzikiego zwierza, ktry niespodzianie przez 
psy osaczon gotuje si do rozpaczliwej obrony.
A wtem od kopca pocz i ku niemu olbrzymi Arnold z jakim drugim rycerzem i 
zbliywszy si, rzek:
- Wartkie koo fortuny. Byem waszym jecem, a teraz wycie moimi.
To rzekszy, spojrza z dum na starego rycerza jakby na lich-sz od siebie 
istot. Nie by to czowiek cakiem zy ani zbyt okrutny, ale mia przywar 
wspln wszystkim Krzyakom, ktrzy ludzcy, a nawet ukadni w nieszczciu, nie 
umieli nigdy pohamowa ani pogardy dla zwycionych, ani bezgranicznej pychy, 
gdy czuli za sob wiksz si.
- Jestecie jecami! - powtrzy wyniole.
A stary rycerz spojrza ponuro naok. W piersi jego bio nie tylko nie 
pochliwe, lecz a nazbyt zuchwae serce. Gdyby by we zbroi na bojowym koniu, 
gdyby mia przy sobie Zbyszka i gdyby obaj mieli w rku miecze, topory albo owe 
straszne drzewa, ktrymi tak sprawnie wadaa wczesna lechicka szlachta, byby 
moe prbowa przeama w otaczajcy go mur dzid i berdyszw. Ale Mako sta 
oto przed Arnoldem pieszo, sam jeden, bez pancerza, wic spostrzegszy, e 
pachokowie porzucali ju or, i pomylawszy, e Zbyszko jest w chacie przy 
Danusi cakiem bez broni, zrozumia, jako czek dowiadczony i z wojn wielce 
obyty, e nie ma adnej rady.
Wic wycign z wolna kord z pochwy, a nastpnie rzuci go pod nogi owego 
rycerza, ktry sta przy Arnoldzie. w za z nie mniejsz od Arnoldowej dum, 
ale zarazem z askawoci ozwa si w dobrej polskiej mowie:
- Wasze nazwisko, panie? Nie ka was wiza na sowo, bocie, widz, pasowany 
rycerz i obeszlicie si po ludzku z bratem moim.
- Sowo! - odpowiedzia Mako.
I oznajmiwszy, kto jest, zapyta, czy wolno mu bdzie wej do chaty i ostrzec 
bratanka, "by za czego szalonego nie uczyni" - za czym uzyskawszy pozwolenie, 
znikn we drzwiach, a po niejakim czasie zjawi si znw z mizerykordi w rku.
- Bratanek mj nie ma nawet miecza przy sobie - rzek -i prosi, aby pki w drog 
nie ruszycie, mg zosta przy swojej niewiecie.
- Niech zostanie - rzek brat Arnoldw - przyl mu jado i napitek, bo w drog 
nie ruszym zaraz, gdy lud utrudzon, a i nam samym poywi si i spocz 
potrzeba. Prosim te was, panie, do kompanii.
To rzekszy, zawrcili i poszli ku temu samemu ognisku, przy ktrym Mako noc 
spdzi, ale bd to przez pych, bd przez prostactwo do midzy nimi 
powszechne, poszli przodem, dozwalajc mu i z tyu. Ale on, jako wielki 
bywalec, rozumiejcy, jaki ma by w kadym zdarzeniu zachowany obyczaj, zapyta:
- Prosicie, panie, jako gocia czy jako jeca? Dopiero zawstydzi si brat 
Arnoldw, bo zatrzyma si i rzek:
- Przejdcie, panie.
Stary rycerz przeszed, nie chcc jednak rani mioci wasnej czowieka, na 
ktrym mogo mu duo zalee, rzek:
- Wida, panie, e nie tylko znacie rne mowy, lecz i obyczaje macie dworne.
Na to Arnold, rozumiejc zaledwie niektre sowa, ozwa si:
- Wolfgang, o co chodzi i co on mwi?
- Do rzeczy mwi! - odpowiedzia Wolfgang, ktremu widocznie pochlebiy Makowe 
sowa.
Po czym zasiedli przy ognisku i przyniesiono je i pi. Nauka dana Niemcom 
przez Maka nie posza jednake w las, gdy Wolfgang od niego zaczyna 
poczstunek. Z rozmowy dowiedzia si przy tym stary rycerz, jakim sposobem 
wpadli w puapk. Oto Wolfgang, modszy brat Arnolda, prowadzi czuchowsk 
piechot take przeciw zbuntowanym mujdzinom do Gotteswerder, ta jednake, jako 
pochodzca z dalekiej komturii, nie moga nady jedzie. Arnold za nie 
potrzebowa na ni czeka, wiedzc, e po drodze napotka inne piesze oddziay z 
miast i zamkw bliszych litewskiej granicy. Z tej przyczyny modszy cign o 
kilka dni drogi pniej - i wanie znajdowa si na szlaku w pobliu smoami, 
gdy suka zakonna, zbiegszy noc, daa mu zna o przygodzie, jaka spotkaa 
starszego brata. Arnold, suchajc tego opowiadania, ktre powtrzono mu po 
niemiecku, umiechn si z zadowoleniem, a wreszcie owiadczy, e spodziewa 
si, e tak si moe zdarzy.
Ale przebiegy Mako, ktry w kadym pooeniu stara si znale jakow rad, 
pomyla, e z poytkiem bdzie zjedna sobie tych Niemcw - wic po chwili 
rzek:
- Cika to zawsze rzecz popa w niewol, wszelako Bogu dzikuj, e mnie nie w 
inne, jeno w wasze odda rce, bo, wiera, ecie prawi rycerze i czci 
przestrzegajcy.
Na to Wolfgang przymkn oczy i skin gow, wprawdzie do sztywnie, ale z 
widocznym zadowoleniem.
A stary rycerz mwi dalej:
- I e to mow nasz tak znacie! Da wam, widz, Bg rozum do wszystkiego!
- Mow wasz znam, bo w Czuchowej nard po polsku mwi, a my z bratem od 
siedmiu lat pod tamtejszym komturem suym.
- A z por i z czasem wemiecie po nim i urzd! Nie moe inaczej by... Wdy 
wasz brat nie mwi tak po naszemu.
- Rozumie troch, ale nie mwi. Brat ma si wiksz, chocia i ja nie uomek, a 
za to dowcip tpszy.
- Hej! nie widzi mi si i on gupi! - rzek Mako.
- Wolfgang! co on powiada? - zapyta znw Arnold.
- Chwali ci - odpowiedzia Wolfgang.
- Juci, chwal - doda Mako - bo prawy jest rycerz, a to grunt! Szczerze wam 
te powiem, e chciaem go dzi cakiem na sowo puci, niechby by jecha, 
gdzie chcia, byle si chociaby i za rok stawi. Take to przecie midzy 
pasowanymi rycerzami przystoi.
I pocz pilnie patrze w twarz Wolfganga, ale w zmarszczy si i rzek:
- Pucibym moe i ja was na stawiennictwo, gdyby nie to, ecie psom pogaskim 
przeciwko nam pomagali.
- Nieprawda jest - odpar Mako.
I pocz si znw taki sam ostry spr jak wczorajszego dnia z Arnoldem. Staremu 
rycerzowi jednak, chocia mia suszno, trudniej szo, gdy Wolfgang 
bystrzejszy by istotnie od starszego brata. Wynika wszelako z owego sporu ta 
korzy, e i modszy dowiedzia si o wszystkich szczytnieskich zbrodniach, 
krzywoprzysistwach i zdradach, a zarazem o losach nieszczsnej Danusi. Na to, 
na owe niegodziwoci, ktrymi rzuca mu w oczy Mako, nie umia nic 
odpowiedzie. Musia przyzna, e pomsta bya sprawiedliw i e polscy rycerze 
mieli prawo tak czyni, jak czynili, a wreszcie rzek:
- Na bogosawione koci Liboriusza! nie ja bd Danvelda aowa. Mwili o nim, 
e si czarn magi para, ale moc i sprawiedliwo boska od czarnej magii 
mocniejsze! Co do Zygfryda. nie wiem, czyli tako diabu suy, ale za nim nie 
pogoni, bo naprzd konnicy nie mam, a po wtre, jeli, jako powiadacie, ow 
dziewic udrczy, to niechby te z pieka nie wyjrza!
Tu przeegna si i doda:
- Boe, bd mi ku pomocy i przy skonaniu!
-A ow nieszczsn mczennic jakoe bdzie? - zapyta Mako. - Zali nie 
pozwolicie jej odwie do domu? Zali ma w waszych podziemiach kona? Wspomnijcie 
na gniew Boy!...
- Mnie do niewiasty nic - odpowiedzia szorstko Wolfgang. - Niech jeden z was 
odwiezie j ojcu, byle si potem stawi; ale drugiego nie puszcz.
- Ba, a gdybym na cze i na wczni witego Jerzego zaprzysig?
Wolfgang zawaha si nieco, gdy wielkie to byo zaklcie, ale w tej chwili 
Arnold spyta po raz trzeci:
- Co on powiada?
I dowiedziawszy si, o co chodzi, pocz przeciwi si zapalczywie i po 
grubiasku wypuszczeniu obu na sowo. Mia on w tym swoje wyrachowanie: oto by 
zwycion w wikszej bitwie przez Skirwoi, a w pojedynczej przez tych 
polskich rycerzy. Jako onierz wiedzia take, e ta piechota brata musi teraz 
wraca do Malborga, bo chcc i dalej do Gotteswerder, szaby po zniszczeniu 
poprzednich oddziaw jako na rze. Wiedzia wic, e trzeba mu bdzie stan 
przed mistrzem i marszakiem, i rozumia, e mniejszy mu bdzie wstyd, gdy 
bdzie mia do pokazania cho jednego znaczniejszego jeca. ywy rycerz, ktrego 
si przedstawia do oczu, wicej znaczy ni opowiadanie, e si takich dwch 
wzio w niewol.
Jako Mako, suchajc chrapliwego wrzasku i kltew Arnolda, poj od razu, e 
naley przyj, co daj, gdy wicej nic nie wskra, i rzek, zwracajc si do 
Wolfganga:
- To prosz was, panie, jeszcze o jedno: pewien ci jestem, i mj bratanek sam 
bdzie rozumia, e jemu wypada zosta przy onie, a mnie z wami. Ale na wszelki 
wypadek pozwlcie oznajmi mu, e nie ma o tym co gada, bo taka wasza wola.
- Dobrze, wszystko mi to jedno - odpowiedzia Wolfgang. - Pomwmy jeno o okupie, 
ktry wasz bratanek za siebie i za was ma przywie, bo od tego wszystko zaley.
- O okupie? - zapyta Mako, ktry wolaby by odoy t rozmow na pniej. - 
Albo to mao mamy czasu przed sob? Gdy z pasowanym rycerzem sprawa, to sowo 
tyle znaczy, co gotowe pienidze, a i wedle ceny mona si na sumienie zda. My 
oto pod Gotteswerder wzilimy w niewol znacznego waszego rycerza, niejakiego 
pana de Lorche, i bratanek mj (on to bowiem go pojma) puci go na sowo, 
wcale si o cen nie umawiajc.
- Wzilicie pana de Lorche? - zapyta ywo Wolfgang. - Ja go znam. Mony to 
rycerz. Ale czemu to nie spotkalimy go w drodze?
- Bo wida tdy nie pojecha, jeno do Gotteswerder albo ku Ragnecie - odpar 
Mako.
- Mony i znamienitego rodu to rycerz - powtrzy Wolfgang. - Suto si 
obowicie! Ale dobrze, ecie o tym wspomnieli, bo teraz i was za byle co nie 
puszcz.
Mako przygryz wsa, jednake podnis dumnie gow:
- My i bez tego wiemy, ilemy warci.
- Tym lepiej - rzek modszy von Baden. Ale zaraz potem doda:
- Tym lepiej, nie dla nas, bomy pokorni mnisi, ktrzy ubstwo lubowali, lecz 
dla Zakonu, ktry waszych pienidzy uyje na chwa Bo.
Mako nie odrzek na to nic, spojrza tylko na Wolfganga tak, jakby mu chcia 
powiedzie: "Powiedz to komu innemu" - i po chwili poczli si ukada. Bya to 
dla starego rycerza cika i draliwa rzecz, bo z jednej strony czuy by wielce 
na wszelk strat, z drugiej za rozumia, e nie wypada mu siebie i Zbyszka 
zbyt mao ceni. Wi si tedy jak piskorz, tym bardziej e Wolfgang, lubo niby 
ludzki i gadki w mowie, okaza si niepomiernie chciwym i twardym jako kamie. 
Jedyn pociech bya Makowi myl, e zapaci za to wszystko de Lorche, ale i 
tak aowa straconej nadziei zysku, na przybytek za z wykupu Zygfryda nie 
liczy, myla bowiem, e Jurand, a nawet i Zbyszko za adn cen nie wyrzekn 
si jego gowy.
Po dugich ukadach zgodzi si wreszcie na ilo grzywien i na termin, i 
zawarowawszy wyranie, ilu pachokw i ile koni ma wzi Zbyszko, poszed mu to 
oznajmi, przy czym widocznie w obawie, aby Niemcom nie strzelia jaka inna myl 
do gowy, radzi mu, aby wyjeda natychmiast.
- Tak to w rycerskim stanie - mwi, wzdychajc - wczora ty za eb trzyma, 
dzisiaj ciebie trzymaj! Ano, trudno! Da Bg, przyjdzie znw nasza kolej! Ale 
teraz czasu nie tra. Wartko jadcy, zgonisz Hlaw i przezpieczniej wam bdzie 
razem, a byle raz z puszczy si wydosta i w ludzkim kraju na Mazowszu stan, 
to przecie u kadego szlachcica alibo wodyki znajdziecie gocin i pomoc, i 
starunek. Obcym ci tego u nas nie odmwi, a c dopiero swoim! Dla tej niebogi 
moe te by w tym zbawienie.
Tak mwic, spoglda na Danusi, ktra pogrona w pnie, oddychaa szybko i 
rozgonie. Przezroczyste jej rce lece na ciemnej niedwiadkowej skrze 
drgay gorczkowo.
Mako przeegna j i rzek:
- Hej, bierz j i jed! Nieche to Bg odmieni, bo widzi mi si, e cienko ona 
przdzie!
- Nie mwcie! - zawoa z rozpaczliwym przyciskiem Zbyszko.
- Moc boska! Ka ci tu konia podprowadzi, a ty jed! I wyszedszy z izby, 
zarzdzi wszystko do odjazdu. Turczynkowie, podarowani od Zawiszy, 
podprowadzili konie z koysk wymoszczon mchem i skrami, a pachoek Wit 
Zbyszkowego wierzchowca - i po chwili Zbyszko wyszed z izby, trzymajc na rku 
Danusi. Byo w tym co tak wzruszajcego, e obaj bracia von Baden, ktrych 
ciekawo przywioda przed chat, ujrzawszy na wp dziecinn jeszcze posta 
Danuki, jej twarz podobn istotnie do twarzy witych panienek z kocielnych 
obrazw i jej sabo tak wielk, e nie mogc dwign gowy, trzymaa j 
wspart ciko na ramieniu modego rycerza, poczli spoglda po sobie ze 
zdziwieniem i burzy si w sercach przeciw sprawcom jej niedoli. "Juci, 
katowskie, nie rycerskie serce mia Zygfryd - szepn do brata Wolfgang - ow 
mij, chociae za jej przyczyn uwolnion, ka rzgami osmaga". Wzruszyo ich 
i to take, e Zbyszko niesie Danusi na rku jak matka dziecko - i zrozumieli 
jego kochanie, gdy obaj mieli jeszcze mod krew w yach.
On za zawaha si przez chwil, czy chor przed si wzi na siodo i trzyma w 
drodze przy piersi, czy te zoy w koysce. Namyli si wreszcie na to 
ostatnie, mniemajc, e wygodniej jej bdzie jecha lecy. Zatem zbliywszy si 
do stryjca, pochyli si do jego rki, aby ucaowa j na poegnanie, ale Mako, 
ktren w rzeczy miowa go jak renic oka, jakkolwiek nie chcia okazywa przy 
Niemcach wzruszenia, nie mg si jednak powstrzyma i objwszy go mocno, 
przycisn usta do jego bujnych zotawych wosw.
- Boe ci prowad! - rzek. - A o starym przecie pamitaj, bo niewola zawsze to 
cika rzecz.
- Nie zapomn - odpowiedzia Zbyszko.
- Daj ci Matko Najwitsza pociech!
- Bg wam zapa i za to... i za wszystko.
Po chwili Zbyszko siedzia ju na koniu, ale Mako przypomnia sobie jeszcze 
co, gdy skoczy ku niemu i pooywszy mu do na kolanie, rzek:
- Suchaj! A jeli Hlaw dogonisz, to co do Zygfryda, bacz, by haby i na si, 
i na mj siwy wos nie cign. Jurand - dobrze, ale nie ty! Na miecz mi to 
przysignij i na cze!
- Pki nie wrcicie, to i Juranda pohamuj, aby si na was za Zygfryda nie 
pomcili - odpowiedzia Zbyszko.
- Tak-e ci o mnie chodzi?
A modzianek umiechn si smutno:
- Przecie wiecie.
- W drog! Jed w zdrowiu!
Konie ruszyy i wkrtce przesonia je jasna leszczynowa gstwina. Makowi stao 
si nagle okrutnie markotno i samotnie, a dusza rwaa mu si ze wszystkich si 
za tym umiowanym chopakiem, w ktrym bya caa nadzieja rodu. Ale wraz 
otrzsn si z alu, gdy by czowiekiem twardym i moc nad sob majcym.
"Dzikowa Bogu - rzek sobie - e nie on w niewoli jest Jeno ja..."
I zwrci si ku Niemcom:
- A wy, panie, kiedy ruszycie i dokd?
- Kiedy nam si spodoba - odpowiedzia Wolfgang - a ruszymy do Malborga, gdzie 
przed mistrzem naprzd musicie, panie, stan.
"Hej, jeszcze mi tam szyj gotowi za pomaganie mujdzinom uci!" - rzek sobie 
Mako.
Jednake uspokajaa go myl, e jest w odwodzie pan de Lorche i e sami von 
Badenowie bd bronili jego gowy choby dlatego, aby ich okup nie min.
"Bo juci - mwi sobie - e w takowym zdarzeniu Zbyszko nie potrzebowaby ni 
sam stawa, ni chudoby pomniejsza". I myl ta przyniosa mu pewn ulg.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXV
Zbyszko nie mg zgoni swego giermka, albowiem w jecha dniem i noc tyle 
tylko wypoczywajc, ile byo koniecznie trzeba, aby konie nie popaday, ktre 
jako ywione sam traw mde byy i nie mogy czyni tak wielkich pochodw jak w 
krajach, w ktrych atwiej byo o owies. Sam siebie Hlawa nie szczdzi, a na 
pny wiek i osabienie Zygfryda nie zwaa. Cierpia te stary Krzyak 
okrutnie, tym bardziej e ylasty Mako nadwery mu poprzednio koci. Ale 
najcisze byy dla niego komary rojce si w wilgotnej puszczy, od ktrych, 
majc zwizane rce, a przykrpowane do brzucha koskiego nogi, opdza si nie 
mg. Giermek nie zadawa mu wprawdzie adnych osobnych mk, ale i litoci nad 
nim nie mia i uwalnia mu prawic z wizw tylko na postojach przy jedle: 
"Jedz, wilcza mordo, abym ci ywicego panu na Spy-chowie mg dowie!" Takie 
byy sowa, ktrymi go do posiku zachca. Zygfrydowi przysza wprawdzie z 
pocztku podry myl, by si godem zamorzy, ale gdy usysza zapowied, e 
bd mu zby noem podwaa i przemoc w gardo la, wola ustpi, aby do 
poniewierania swej godnoci zakonnej i czci rycerskiej nie dopuci.
A Czech chcia koniecznie znacznie przed "panami" przyby do Spychowa, aby swoj 
uwielbian panienk od wstydu uchroni. Prostym, ale roztropnym i nie 
pozbawionym uczu rycerskich szlachetk bdc, rozumia to jednak doskonale, e 
byoby w tym co upokarzajcego dla Jagienki, gdyby znalaza si w Spychowie 
razem z Danusi. "Mona bdzie w Pocku biskupowi powiedzie - myla - e 
staremu panu z Bogdaca z opiekustwa tak wypado, e j z sob musia bra, a 
potem niech si jeno rozgosi, e ona pod biskupi opiek i e prcz Zgorzelic 
jeszcze i po opacie dziedzictwo na ni idzie - to choby i woje-wodziski syn 
nie bdzie dla niej za duo". I ta myl osadzaa mu trudy pochodw, bo zreszt 
trapi si myl, e ta szczsna nowina, ktr do Spychowa wiezie, bdzie jednak 
dla panienki wyrokiem niedoli.
Czsto te stawaa mu przed oczyma rumiana jak jabuszko Sieciechwna. Nawczas, 
o ile drogi pozwalay, echta boki konia ostrogami, albowiem tak pilno byo mu 
do Spychowa.
Jechali bdnymi drogami, a raczej bezdroem przez br, wprost przed siebie jak 
sierpem rzuci. Wiedzia tylko Czech, e jadc nieco ku zachodowi, a wci na 
poudnie, musi dojecha na Mazowsze, a wwczas wszystko ju bdzie dobrze. W 
dzie kierowa si socem, a gdy pochd w noc si przecign, gwiazdami. 
Puszcza przed nimi zdawaa si nie mie granic ni koca. Pyny im wrd mrokw 
nocnych dni i noce. Nieraz myla Hlawa, e nie przewiezie mody rycerz ywej 
niewiasty przez to okropne bezludzie, gdzie znikd pomocy, znikd ywnoci, 
gdzie nocami koni trzeba byo strzec od wilkw i niedwiedzi, w dzie ustpowa 
z drogi stadom ubrw i turw, gdzie straszne odyce ostrzyy krzywe ky o 
korzenie sosen i gdzie czsto, kto nie przedzia z kuszy albo nie przebd dzid 
ctko-
wanych bokw jelonka lub warchlaka, ten caymi dniami je co nie mia.
"Jake tu bdzie - myla Hlawa - jecha z tak niedomczon dziewk, ktra 
ostatnim tchem goni!"
Przychodzio im raz po raz objeda rozlege grzzawy lub gbokie parowy, na 
ktrych dnie szumiay wzdte wiosennymi ddami potoki. Nie brako w puszczy i 
jezior, w ktrych widywali przy zachodzie soca pawice si w rumianych, 
wygadzonych wodach cae stada osiw lub jeleni. Czasem spostrzegali te dymy 
zwiastujce obecno ludzi. Kilkakrotnie Hlawa zblia si ku takim borowym 
osadom, ale wysypywa si z nich na spotkanie lud dziki, przybrany w skry na 
goym ciele, zbrojny w kicienie i uki, a patrzcy tak zowrogo spod 
poskrcanych przez kotun czupryn, e trzeba byo korzysta co duchu z 
pierwszego zdumienia, w jaki ich wprawia widok rycerzy, i odjeda jak 
najspieszniej.
Dwa razy jednak wistay za Czechem groty i goni go okrzyk:
"Wokili!" (Niemcy!), on za wola umyka ni wywodzi si, kto jest. Nareszcie 
po kilku jeszcze dniach zacz przypuszcza, e moe ju i przejecha granic, 
ale na razie nie byo si kogo spyta. Dopiero od osacznikw mwicych polsk 
mow dowiedzia si, e na koniec stan na ziemiach mazowieckich.
Tam szo ju atwiej, chocia cae wschodnie Mazowsze szumiao rwnie jedn 
puszcz. Nie skoczyo si take bezludzie, ale tam, gdzie zdarzya si osada, 
mieszkaniec mniej by nieuyty, moe dlatego, e nie karmi si wci 
nienawici, a moe i z tej przyczyny, e Czech odzywa si zrozumiaym dla 
niego jzykiem. Bieda bywaa tylko z niezmiern ciekawoci tych ludzi, ktrzy 
otaczali gromadnie jedcw i zarzucali ich pytaniami, a dowiedziawszy si, e 
jeca-Krzyaka wiod, mwili:
- Podarujcie go nam, panie; ju my go sprawim! I prosili tak natarczywie, e 
Czech czsto musia si gniewa albo tumaczy im, e jeniec jest ksicy. To 
wwczas ustpowali. Pniej, w kraju ju osiadym, ze szlacht i wodykami nie 
szo te atwo. Wrzaa tam nienawi przeciw Krzyakom, pamitano bowiem ywo 
wszdzie zdrad i krzywd wyrzdzon ksiciu wwczas, gdy w czasie najwikszego 
spokoju porwali go Krzyacy pod Zotoryj i zatrzymali jako winia. Nie chciano 
tam ju wprawdzie "sprawia" Zygfryda, ale ten lub w twardy szlachcic mwi: 
"Rozwicie go, to mu dam or i za miedz pozw go na mier". Takim wkada 
jako opat w gow Czech, e pierwsze prawo do pomsty ma nieszczsny pan 
spychowski i e nie wolno go jej pozbawia.
Ale w osiadych stronach atwo ju sza podr, bo byy jakie takie drogi i 
konie wszdy karmiono owsem lub jczmieniem. Jecha te Czech ywo, nie 
zatrzymujc si nigdzie, i na dziesi dni przed Boym Ciaem stan w 
Spychowie.
Przyjecha wieczorem, jak wwczas, gdy go by Mako ze Szczytna z wiadomoci o 
swoim odjedzie na mujd przysa, i tak samo jak wwczas zbiega do niego, 
ujrzawszy go z okna, Jagienka, a on jej do ng pad, sowa przez chwil nie 
mogc przemwi. Ale ona podniosa go i pocigna co rychlej na gr, nie chcc 
przy ludziach wypytywa.
- Co za nowiny? - spytaa, drc z niecierpliwoci i ledwie mogc dech zapa. - 
ywi s? Zdrowi?
- ywi! Zdrowi!
- A ona znalaza si?
- Jest. Odbili j.
- Pochwalony Jezus Chrystus!
Ale mimo tych sw twarz jej staa si jakby skrzepa, bo od razu wszystkie jej 
nadzieje rozsypay si w proch.
Siy wszake nie opuciy jej i nie stracia przytomnoci, a po chwili opanowaa 
si zupenie i pocza znw pyta:
- Kiedy za tu stan?
- Za kilka dni! Cika to droga - z chor.
- Chora ci jest?
- Skatowana. Umys si jej od mki pomiesza.
- Jezu miosierny!
Nastao krtkie milczenie, tylko przyblade nieco usta Jagien-ki poruszay si 
jakby w modlitwie.
- Nie obaczyae si przy Zbyszku? - spytaa znowu.
- Moe si i obaczya, ale nie wiem, bom wraz wyjecha, aby wam, pani, oznajmi 
nowin, nim tu stan.
- Bg ci zapa. Powiadaj, jako byo?
Czech pocz opowiada w krtkich sowach, jak odbili Danusi i wzili olbrzyma 
Arnolda razem z Zygfrydem. Oznajmi te, e Zygfryda przywiz z sob, albowiem 
mody rycerz chcia go da w podarunku i dla pomsty Jurandowi.
- Trzeba mi teraz do Juranda! - rzeka, gdy skoczy, Jagienka. I wysza, ale 
Hlawa niedugo pozosta sam, gdy z alkierza wybiega ku niemu Sieciechwna, a 
on, czy to dlatego, e nie cakiem by przytomny ze zmczenia i trudw 
niezmiernych, czy e tskni do niej i zapamita si na razie na jej widok, 
do e chwyci j wp, przycisn do piersi i pocz caowa jej oczy, 
policzki, usta, tak jakby dawno ju przedtem powiedzia jej wszystko, co przed 
takim uczynkiem powiedzie dziewczynie wypada.
I moe, e istotnie wypowiedzia jej to ju w duchu w czasie podry, bo caowa 
i caowa bez koca, a tuli j do si z tak si, e a w niej oddech 
zapierao, ona za nie bronia si, z pocztku ze zdumienia, a potem z 
omdlaoci tak wielkiej, e byaby osuna si na ziemi, gdyby trzymay j 
mniej krzepkie rce. Na szczcie, nie trwao to wszystko zbyt dugo, gdy na 
schodach day si sysze kroki i po chwili wpad do izby ojciec Kaleb.
Odskoczyli wic od siebie, a ksidz Kaleb pocz znw zarzuca Hlaw pytaniami, 
na ktre w, nie mogc tchu zapa, z trudnoci odpowiada. Ksidz myla, e 
to z trudu. Usyszawszy jednak potwierdzenie nowiny, e Danusia odbita i 
znaleziona, a kat jej przywiezion do Spychowa, rzuci si na kolana, aby Bogu 
dziki uczyni. Przez ten czas uspokoia si nieco krew w yach Hlawy i gdy 
ksidz wsta, mg mu ju spokojnie powtrzy, jakim sposobem znaleli i odbili 
Danusi.
- Nie po to j Bg wybawi - rzek, wysuchawszy wszystkiego, ksidz - aby rozum 
jej i dusz w ciemnociach i we wadaniu mocy nieczystych mia pozostawi! 
Pooy Jurand na niej swoje wite rce i jedn modlitw przywrci jej rozum i 
zdrowie.
- Rycerz Jurand? - zapyta ze zdziwieniem Czech. - Tak on ma moc? witym ci 
moe ju za ycia zosta?
- Przed Bogiem jest ju za ycia, a gdy zemrze, bd mieli ludzie w niebiesiech 
jednego wicej patrona-mczennika.
- Powiedzielicie wszelako, wielebny ojcze, e pooy rce na gowie crki. 
Zaliby mu prawica odrosa? bo wiem, ecie o to Pana Jezusa prosili.
- Powiedziaem: "rce", jako si zwyczajnie mwi - odrzek ksidz - ale przy 
asce boskiej i jedna wystarczy.
- Pewnie - odpowiedzia Hlawa.
Ale w gosie jego byo nieco zniechcenia, gdy myla, e widomy cud zobaczy. 
Dalsz rozmow przerwao wejcie Jagienki.
- Oznajmiam mu - rzeka - nowin ostronie, aby go naga rado nie zabia, a 
on zaraz pad krzyem i modli si.
- On i bez tego caymi nocami tak ley, a dzi tym bardziej pewnie do rana nie 
wstanie - powiedzia ksidz Kaleb.
Jako tak si stao. Kilka razy zagldali do niego i za kadym razem znajdowali 
go lecego, nie w upieniu, lecz w modlitwie tak gorliwej, e do zupenego 
zapamitania si dochodzcej.
Dopiero nazajutrz, znacznie po jutrzni, gdy Jagienka zajrzaa znw do niego, da 
zna, e chce widzie Hlaw i jeca. Wyprowadzono wwczas z podziemia Zygfryda 
ze skrpowanymi w krzy na piersiach rkoma i wszyscy razem z Tolim udali si 
do starca.
W pierwszej chwili Czech nie mg mu si dobrze przyjrze, gdy boniaste okna 
mao przepuszczay wiata, a dzie by ciemny z powodu chmur, ktre zawaliy 
cakiem niebo i zapowiaday gron nawanic. Ale gdy bystre jego oczy przywyky 
do mroku, zaledwie go pozna, tak jeszcze wychud i wyndznia. Olbrzymi m 
zmieni si w olbrzymiego kocieja. Twarz mia tak bia, e nie rnia si 
wiele od mlecznej barwy wosw i brody, a gdy przechyliwszy si na porcz 
krzesa, przymkn powieki, wyda si Hlawie po prostu trupem. Przy krzele sta 
st, a na nim krucyfiks, dzban z wod i bochen czarnego chleba z utkwion w nim 
mizerykordi, czyli gronym noem, ktrego rycerze uywali do dobijania rannych. 
Innego pokarmu prcz chleba i wody od dawna ju Jurand nie uywa. Za odzie 
suya mu gruba wosiennica, przepasana powrsem, ktr nosi na goym ciele. 
Tak to od czasu powrotu ze szczcieskiej niewoli y mony i straszny niegdy 
rycerz ze Spychowa.
Posyszawszy wchodzcych, odsun nog oswojon wilczyc, ktra ogrzewaa mu 
bose stopy, i poda si w ty. Wtedy to wanie wyda si Czechowi jak umary. 
Nastaa chwila oczekiwania, spodziewano si bowiem, e uczyni jaki znak, aby kto 
zacz mwi, ale on siedzia nieruchomy, biay, spokojny, z otwartymi nieco 
ustami, jakoby istotnie pogron w wieczystym upieniu mierci.
- Jest tu Hlawa - ozwaa si wreszcie sodkim gosem Jagienka - chcecie-li go 
wysucha?
Skin gow na znak zgody, wic Czech rozpocz po raz
trzeci opowiadanie. Wspomnia pokrtce o bitwach stoczonych z Niemcami pod 
Gotteswerder, opowiedzia walk z Arnoldem von Baden i odbicie Danusi, ale nie 
chcc przydawa staremu mczennikowi boleci do dobrej nowiny i budzi w nim 
nowego niepokoju, zatai, e umys Danusi pomiesza si przez dugie dni 
okrutnej niedoli.
Natomiast majc serce zawzite przeciw Krzyakom i pragnc, aby Zygfryd jak 
najniemiosiemiej by pokaran, nie zatai umylnie, e znaleli j przelknion, 
wyndznia, chor, e zna byo, e obchodzono si z ni po katowsku, i e 
gdyby bya duej pozostaa w tych strasznych rkach, byaby uwida i zgasa 
tak wanie, jako widnie i ginie podeptane nogami kwiecie. Ponurej tej 
opowieci towarzyszy niemniej pospny pomruk zapowiadajcej si burzy. 
Miedziane zway chmur kbiy si coraz potniej nad Spychowem.
Jurand sucha opowiadania bez jednego drgnienia i ruchu, tak e obecnym zdawa 
si mogo, i pogrony jest we nie. Sysza jednak i rozumia wszystko, bo gdy 
Hlawa zacz mwi o niedoli Danusi, wwczas w pustych jamach oczu zebray mu 
si dwie wielkie zy i spyny mu po policzkach. Ze wszystkich ziemskich uczu 
pozostao mu jeszcze jedno tylko: mio do dziecka.
Potem sinawe jego usta poczy si porusza modlitw. Na dworze rozlegy si 
pierwsze, dalekie jeszcze grzmoty i byskawice jy kiedy niekiedy rozwieca 
okna. On modli si dugo i znw zy kapay mu na bia brod. A wreszcie 
przesta i zapado dugie milczenie, ktre przeduajc si nad miar, stao si 
na koniec uciliwe dla obecnych, bo nie wiedzieli, co maj z sob robi.
Na koniec stary Tolima, prawa Jurandowa przez cae ycie rka, towarzysz we 
wszystkich bitwach i gwny str Spychowa, rzek:
- Stoi przed wami, panie, ten piekielnik, ten wilkoak krzyacki, ktry katowa 
was i dziecko wasze; dajcie znak, co mam z nim uczyni i jako go pokara?
Na te sowa przez oblicze Juranda przebiegy nagle promienie - i skin, aby mu 
przywiedziono tu winia.
Dwaj pachokowie chwycili go w mgnieniu oka za barki i przywiedli przed starca, 
a w wycign rk, przesun naprzd do po twarzy Zygfryda, jakby chcia 
sobie przypomnie lub wrazi w pami po raz ostatni jego rysy, nastpnie 
opuci j na piersi Krzyaka, zmaca skrzyowane na nich ramiona, dotkn 
powrozw - i przymknwszy znw oczy, przechyli gow.
Obecni mniemali, e si namyla. Ale cokolwiek bd czyni, nie trwao to 
dugo, gdy po chwili ockn si - i skierowa do w stron bochenka chleba, w 
ktrym utkwiona bya zowroga mizerykordia.
Wwczas Jagienka, Czech, nawet stary Tolima i wszyscy pachokowie zatrzymali 
dech w piersiach. Kara bya stokro zasuona, pomsta suszna, jednake na myl, 
e w na wp ywy starzec bdzie rzeza omackiem skrpowanego jeca, wzdrygny 
si w nich serca.
Ale on, ujwszy w poowie n, wycign wskazujcy palec do koca ostrza, tak 
aby mg wiedzie, czego dotyka, i pocz przecina sznury na ramionach 
Krzyaka.
Zdumienie ogarno wszystkich, zrozumieli bowiem jego ch - i oczom nie chcieli 
wierzy. Tego jednak byo im zanadto. Hlawa j pierwszy szemra, za nim Tolima, 
za tymi pachokowie. Tylko ksidz Kaleb pocz pyta przerywanym przez 
niepohamowany pacz gosem:
- Bracie Jurandzie, czego chcecie? Czy chcecie darowa jeca wolnoci?
- Tak! - odpowiedzia skinieniem gowy Jurand.
- Chcecie, by odszed bez pomsty i kary?
- Tak!
Pomruk gniewu i oburzenia zwikszy si jeszcze, ale ksidz
Kaleb, nie chcc, by zmarnia tak niesychany uczynek miosierdzia, zwrci si 
ku szemrzcym i zawoa:
- Kto si witemu mie sprzeciwi? Na kolana! I klknwszy sam, pocz mwi:
- Ojcze nasz, ktry jest w niebie, wi si imi Twoje, przyjd krlestwo 
Twoje...
I odmwi "Ojcze nasz" do koca. Przy sowach: "i odpu nam nasze winy jako i 
my odpuszczamy naszym winowajcom", oczy jego zwrciy si mimo woli na Juranda, 
ktrego oblicze zajaniao istotnie jakim nadziemskim wiatem.
A widok w w poczeniu ze sowami modlitwy skruszy serca wszystkich obecnych, 
gdy stary Tolima o zatwardziaej w ustawicznych bitwach duszy, przeegnawszy 
si krzyem witym, obj nastpnie Jurandowe kolano i rzek:
- Panie, jeli wasza wola ma si speni, to trzeba jeca do granicy 
odprowadzi.
- Tak! - skin Jurand.
Coraz czstsze byskawice rozwiecay okna; burza bya bliej i bliej.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXVI
Dwaj jedcy zdali wrd wichru i nawalnego ju chwilami ddu ku spychowskiej 
granicy: Zygfryd i Tolima. Ten ostatni odprowadza Niemca z obawy, aby po drodze 
nie zabili go chopi czatownicy lub czelad spychowska, ponca ku niemu 
straszn nienawici i zemst. Zygfryd jecha bez broni, ale i bez pt. Burza, 
ktr gna wicher, bya ju nad nimi. Kiedy niekiedy, gdy hukn niespodziany 
grzmot, konie przysiaday na zadach. Oni jechali w gbokim milczeniu zapadym 
wdoem, nieraz z powodu ciasnoty drogi tak blisko siebie, e strzemi trcao o 
strzemi. Tolima, przywyky od caych lat do strowania jecw, spoglda i 
teraz chwilami na Zygfryda bacznym okiem, jak gdyby mu chodzio o to, aby 
niespodzianie nie umkn - i dreszcz mimowolny przejmowa go za kadym razem, 
albowiem wydawao mu si, e oczy Krzyaka wiec w pomroce jak oczy zego ducha 
albo upiora. Przychodzio mu nawet do gowy, aby go przeegna, ale na myl, e 
pod znakiem krzya moe mu zawyje nieludzkim gosem i zmieniwszy si w szkaradny 
ksztat pocznie kapa zbami, zdejmowa go strach jeszcze wikszy. Stary 
wojownik, ktry umia bi w pojedynk w cae kupy Niemcw, jak jastrzb bije w 
stado kuropatw - ba si jednake si nieczystych i nie chcia mie z nimi do 
czynienia. Wolaby te by pokaza Niemcowi po prostu dalsz drog i zawrci, 
ale wstyd mu byo samego siebie, wic odprowadzi go a do granicy.
Tam, gdy dotarli do kraca spychowskiego lasu, nastaa przerwa w ddu i chmury 
zajaniay jakim dziwnym tym wiatem. Uczynio si widniej i oczy Zygfryda 
utraciy w poprzedni niesamowity blask. Ale wwczas napada na Tolim inna 
pokusa:
"Kazali mi - mwi sobie - odprowadzi tego wciekego psa przezpiecznie a do 
granicy, tom go i odprowadzi; ale zali ma on odjecha bez pomsty i kary, w 
kat pana mojego i jego dziecka, i czy nie byby to godny a miy Bogu uczynek 
zgadzi go? Ej! nubym go pozwa na mier? Nie ma ci on wprawdzie broni, ale o 
mil zaraz, w pana Warcimowym dworzyszczu, dadz mu przecie jaki miecz albo 
oksz - i bd si z nim potyka. Da Bg, obal go, a potem dorn jako przystoi 
i gow w gnoju zakopi!" Tak mwi do siebie Tolima i spogldajc akomie na 
Niemca, j porusza nozdrzami, jakby ju zwietrzy zapach wieej krwi. I 
ciko musia walczy z t dz, ciko ama si z sob, a dopiero gdy 
pomyla, e Jurand nie do granicy tylko darowa ycie i wolno jecowi i e w 
takim razie na nic by si nie przyda paski wity uczynek i zmniejszyaby si 
za niego nagroda niebieska, przezwyciy si wreszcie i powstrzymawszy konia, 
rzek:
- Oto granica nasza, a i do waszej niedaleko. Jede wolny, a jeli ci zgryzota 
nie zdawi i piorun boski nie docignie, to od ludzi nic ci nie grozi.
I to rzekszy, zawrci, a tamten pojecha przed siebie z jak dzik 
skamieniaoci w twarzy, nie odezwawszy si ani jednym sowem i jakby nie 
syszc, e kto do niego przemwi.
I jecha dalej szerszym ju gocicem, rzekby, pogron we nie.
Krtka bya przerwa w burzy i krtko trwao rozjanienie. ciemnio si znw 
tak, i rzekby, na wiat pad mrok wieczorny i chmury zstpiy nisko, prawie 
nad sam br. Z gry dochodzi zowrogi pomruk i jakby niecierpliwy syk i 
warczenie piorunw, ktre hamowa jeszcze anio burzy. Ale byskawice 
rozwiecay ju co chwila olepiajcym blaskiem grone niebo i przeraon ziemi 
i wwczas wida byo szerok drog idc wrd dwch czarnych cian boru, na 
niej za w porodku samotnego jedca na koniu. Zygfryd jecha na wp 
przytomny, trawiony przez gorczk. Rozpacz rca mu dusz od czasu mierci 
Rotgiera, zbrodnie popenione przez zemst, zgryzoty, przeraajce widzenia, 
duszne targaniny zmciy jego umys ju od dawna do tego stopnia, e z 
najwikszym tylko wysikiem broni si szalestwu, a chwilami nawet mu si 
poddawa. wieo za - i trudy podry pod tward rk Czecha, i noc spdzona w 
spychowskim wizieniu, i niepewno losu, a nade wszystko w niesychany, 
nadludzki niemal czyn aski i miosierdzia, ktry po prostu go przerazi, 
wszystko to potargao go do ostatka. Chwilami taa i krzepa w nim myl, tak 
e zupenie traci rozpoznanie, co si z nim dzieje, ale potem znw gorczka 
budzia go i zarazem budzia w nim jakie guche poczucie rozpaczy, zatraty, 
zguby - poczucie, e wszystko ju mino, zgaso, skoczyo si, e nadszed 
jaki kres, e naok jeno noc i noc, i nico, i jakby jaka otcha okropna 
wypeniona przeraeniem, ku ktrej musi jednak i.
- Id! id! - szepn mu nagle nad uchem jaki gos. A on obejrza si - i 
ujrza mier. Sama ksztatu kociotrupa, siedzc na kociotrupie koskim, 
suna tu obok, biaa i klekocca kociami.
- Jeste? - zapyta Krzyak.
- Jestem. Id! id!
Ale w tej chwili spostrzeg, e z drugiej strony ma take towarzysza: strzemi w 
strzemi jecha jaki twr ciaem podobny do czowieka, ale z nieludzk twarz, 
gow mia bowiem zwierzc, ze stojcymi uszami, dug, spiczast i pokryt 
czarn sierci.
- Kto ty? - zawoa Zygfryd.
w za, zamiast odpowiedzie, pokaza mu zby i pocz gucho warcze.
Zygfryd zamkn oczy, ale natychmiast usysza potniejszy chrzst koci i gos 
mwicy mu w samo ucho:
- Czas! czas! piesz si! id!
I odpowiedzia:
- Id!
Ale odpowied ta wysza z jego piersi tak, jakby j da kto inny. Potem, 
rzekby, popychany jak nieprzepart zewntrzn si, zsiad z konia i zdj z 
niego wysokie rycerskie siodo, a nastpnie uzd. Towarzysze, zsiadszy take, 
nie odstpili go ani na mgnienie oka - i zawiedli ze rodka drogi na skraj boru. 
Tam czarny upir pochyli mu ga i pomg przywiza do niej rzemie uzdy.
- piesz si! - szepna mier.
- piesz si! - zaszumiay jakie gosy w wierzchokach drzew.
Zygfryd, pogrony jakby we nie, przewlk drugi lejc przez sprzczk, uczyni 
ptl - i wstpiwszy na siodo, ktre zoy poprzednio pod drzewem, zaoy j 
sobie na szyj.
- Odepchnij siodo!... ju! Aa!
Trcone nog siodo potoczyo si o kilka krokw i ciao nieszczsnego Krzyaka 
zwiso ciko.
Przez jedno mgnienie oka wydao mu si, e syszy jaki chrapliwy, stumiony ryk 
i e w ohydny upir rzuci si na niego, zakoysa nim i pocz zbami szarpa 
mu piersi, aby uksi go w serce. Ale potem gasnce jego renice ujrzay jeszcze 
co innego: oto mier rozpyna si w jaki biaawy obok, ktry z wolna 
posun si ku niemu, obj go, ogarn, otoczy i zakry wreszcie wszystko 
okropn, nieprzenikliw zason.
W tej chwili burza rozszalaa si z niezmiern wciekoci. Piorun hukn w 
rodek drogi z tak straszliwym oskotem, jakby ziemia zapadaa si w posadach. 
Cay br ugi si pod wichrem. Szum, wist, wycie, skrzypienie pni i trzask 
amanych gazi wypeniy gbie lene. Fale ddu gnane wichrem przesoniy 
wiat - i tylko w czasie krtkich krwawych byskawic mona byo dojrze 
rozhutany dziko nad drog trup Zygfryda.
Nazajutrz t sam drog posuwa si do liczny orszak. Na przedzie jechaa 
Jagienka z Sieciechwn i Czechem, za nimi szy wozy, otoczone przez czterech 
zbrojnych w kusze i miecze pachokw. Z wonicw kady mia te obok siebie 
oszczep i siekier, nie liczc okutych wide i innych narzdzi w drodze 
przydatnych. Potrzebne to byo tak dla obrony od dzikiego zwierza, jak od kup 
rozbjniczych, ktre wiecznie grasoway na krzyackiej granicy, a na ktre 
gorzko si skary wielkiemu mistrzowi Jagieo i w listach, i osobicie na 
zjazdach w Raciu.
Ale majc ludzi sprawnych i dobry sprzt obronny, mona si byo ich nie lka, 
poczet wic jecha ufny w siebie i wolny od obaw. Po wczorajszej burzy nasta 
dzie przecudny, rzewy, cichy i tak jasny, e tam, gdzie nie byo cienia, oczy 
podrnych mruyy si od zbytniego blasku. aden li nie porusza si na 
drzewach, a z kadego zwieszay si wielkie krople ddu, mienice si tcz w 
socu. Wrd sosnowych igie byszczay jakby wielkie diamenty. Ulewa 
potworzya na gocicu mae strumyki, ktre spyway z wesoym szelestem ku 
niszym miejscom, tworzc we wgbieniach pytkie jeziorka. Caa okolica bya 
zroszona, mokra, ale miejca si w porannej jasnoci. W takie poranki rado 
ogarnia i serce ludzkie, wic wonice i parobcy podpiewywali sobie z cicha, 
dziwic si milczeniu, ktre panowao midzy jadcymi na przedzie.
Oni za milczeli, bo na duszy Jagienki osiada cika troska. W yciu jej co 
si skoczyo, co zamao i dziewczyna, chocia nie bardzo biega w rozmylaniu 
i nie umiejca wypowiedzie sobie wyranie, co si w niej dzieje i co si jej 
wydaje, czua jednak, e wszystko, czym dotychczas ya, zawiodo i poszo na 
marne, e rozwiaa si w niej wszelka nadzieja, jako poranna mga rozwiewa si 
nad polami, e wszystkiego trzeba si bdzie wyrzec, wszystkiego zaniecha, o 
wszystkim zapomnie i zacz ycie jakby cakiem nowe. Mylaa te, e choby z 
woli Boej nie byo ono cakiem ze, jednake nie moe by inne, jeno smutne, a 
w adnym razie nie tak dobre, jak mogoby by to, ktre si wanie skoczyo.
I al niezmierny ciska jej serce po owej zamknitej raz na zawsze przeszoci 
i podnosi si strumieniem ez do oczu. Ale nie chciaa paka, bo i bez tego 
czua jakby w dodatku do caego brzemienia, ktre jej gnioto dusz, jeszcze i 
wstyd. Wolaaby bya nigdy nie wyjeda ze Zgorzelic, byle tak nie wraca teraz 
ze Spychowa. Bo e tu przyjechaa nie tylko dlatego, e nie wiedziaa, co czyni 
po mierci opata, i nie tylko dlatego, by Cztanowi i Wilkowi odj przyczyn do 
napaci na Zgorzelice, tego nie moga przed sob zaprze! Nie! Wiedzia o tym i 
Mako, ktry te nie z tego powoduj bra, a dowie si niechybnie i Zbyszko. Na 
t myl zapaay jej policzki i gorycz zalaa serce. "Nie byam ci do harda - 
mwia sobie w duszy - a teraz mam, czegom chciaa", l do troski, do niepewnoci 
jutra, do zgryliwego smutku i do niezgbionego alu po przeszoci doczyo 
si upokorzenie.
Ale dalszy przebieg cikich myli przerwa jej jaki czowiek nadchodzcy z 
przeciwka. Czech, majcy na wszystko baczne oko, ruszy te koniem ku niemu i z 
kuszy na ramieniu, z torby borsuczej i z pir sjki na czapce pozna w nim 
borowego.
- Hej, a kto jest? stj! - zawoa jednak dla pewnoci. w zbliy si 
popiesznie i z obliczem poruszonym, jakie miewaj zwykle ludzie, ktrzy chc 
co niezwykego oznajmi, zawoa:
- Czowiek przed wami wisi nade drog! Czech wic zaniepokoi si, czy to nie 
jaka sprawa zbjecka, i pocz pyta ywo:
- Daleko std?
- Na strzelenie z kuszy. Nad sam drog.
- Nikogo przy nim?
- Nikogo. Sposzyem jeno wilka, ktry go obwchiwa. Wzmianka o wilku uspokoia 
Hlaw, dowodzia bowiem, e w pobliu nie byo ludzi ni adnej zasadzki. 
Tymczasem Jagienka rzeka:
- Obacz, co to jest.
Hlawa skoczy przed siebie, a po chwili powrci jeszcze szybciej.
- Zygfryd wisi! - zawoa, osadzajc przed Jagienk konia.
- W imi Ojca i Syna, i Ducha! Zygfryd? Krzyak?
- Krzyak! Na udzienicy si powiesi!
- Sam?
- Sam, wida, bo siodo ley wedle niego. Gdyby to zbje uczynili, byliby go po 
prostu zabili - i siodo byliby zabrali, bo zacne.
- Jakoe przejedziem?
- Nie jedmy tam, nie jedmy! - pocza woa bojaliwa Anula Sieciechwna. - 
Jeszcze si co do nas przyczepi!
Jagienka przelka si nieco take, gdy wierzya, e koo trupa samobjcy 
zbieraj si caymi gromadami duchy paskudne, ale Hlawa, ktry by zuchway i 
niczego si nie bojcy, rzek:
- O wa! Byem blisko niego, a nawet trciem go oszczepem - i jako nie czuj 
diaba na karku.
- Nie blunij! - zawoaa Jagienka.
- Nie bluni - odpowiedzia Czech - jeno ufam w moc Bo. Wszelako, jeli si 
boicie, to mona borem objecha.
Sieciechwna pocza prosi, by objecha, ale Jagienka, namyliwszy si przez 
chwil, rzeka:
- Ej! nie godzi si umarego nie pogrze! Krzecijaski to uczynek, od Pana 
Jezusa nakazany, a to przecie czowiek.
- Ba, ale Krzyak, wisielec i kat! Kruki i wilcy si nim zajm.
- Nie powiedaj byle czego! Za winy Bg go bdzie sdzi, my za uczymy swoje. 
Nie przyczepi si te do nas nijakie zo, jeli pobone przykazanie spenimy.
- Ha! to niech si i stanie wedle waszej woli - odrzek Czech. I wyda 
odpowiedni rozkaz parobkom, ktrego posuchali z ociganiem si i ze wstrtem. 
Bojc si jednake Hlawy, pobrali, w niedostatku opat, widy i topory dla 
wybrania dou w ziemi i poszli. Czech uda si te z nimi dla przykadu i 
przeegnawszy si, przeci wasnorcznie rzemie, na ktrym trup wisia.
Zygfryda twarz zbkitniaa ju na powietrzu i wyglda do okropnie, albowiem 
oczy mia nie zamknite i przeraone, usta za otwarte jakby dla zapania 
ostatniego tchu. Prdko wic wykopali tu obok d i zepchnli do niego ciao 
rkojeciami wide, twarz do ziemi, po czym przysypawszy je, poczli szuka 
kamieni, by bowiem obyczaj odwieczny, e pokrywano nimi samobjcw, inaczej 
bowiem wstawali nocami i przeszkadzali podrnym.
Kamieni byo dosy i na drodze, i midzy mchami lenymi, wkrtce wic urosa nad 
Krzyakiem kopiasta mogia, a potem Hlawa wyci siekier na pniu sosny krzy, 
co uczyni nie dla Zygfryda, lecz aby ze duchy nie zbieray si w tym miejscu, 
i wrci do orszaku.
- Dusza w piekle, a ciao ju w ziemi - rzek do Jagienki. - Moem teraz jecha.
I ruszyli. Jednake Jagienka, przejedajc, udara gazk soniny i cisna j 
na kamienie, a za przykadem pani uczynili tak samo wszyscy inni, bo i to 
nakazywa take obyczaj.
Dugi czas jechali w zadumie, rozmylajc o tym zowrogim mnichu-rycerzu, o 
karze, jaka go dosiga, a wreszcie Jagienka rzeka:
- Sprawiedliwo boska nie folguje. I nie godzi si nawet "Wieczny odpoczynek" 
za niego odmwi, bo dla niego nie masz zmiowania.
- Litociw macie i tak dusz, ecie kazali go pogrze - odpowiedzia Czech.
A nastpnie zacz mwi z pewnym wahaniem:
- Ludzie prawi, ba! moe i nie ludzie, jeno czarownice i czarownik!, e niby 
powrz albo te rzemie z wisielca daje jakowe szczcie we wszystkim, ale nie 
wziem rzemienia z Zygfryda, bo ja dla was nie od czamoksistwa, tylko od Pana 
Jezusowej mocy szczcia wygldam.
Jagienka nie odrzeka na razie nic i po chwili dopiero, westchnwszy kilkakro, 
rzeka jakby sama do siebie:
- Hej! Moje szczcie za mn, nie przede mn!
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXVII
Dopiero w dni dziewi po wyjedzie Jagienki stan Zbyszko na granicy Spychowa, 
ale Danusia bya Ju tak bliska mierci, e zupenie straci nadziej, czyj 
yw ojcu dowiezie. Zaraz nastpnego dnia, gdy pocza nie do rzeczy odpowiada, 
spostrzeg, i nie tylko umys jej jest zwichnity, ale e przy tym i ciao 
ogarnia jaka choroba, przeciw ktrej nie ma ju si w tym wycieczonym przez 
niewol, wizienie, mk, i ustawiczny strach dziecku. Moe by, e odgosy 
zaciekej walki, jak Zbyszko i Mako stoczyli z Niemcami, przepeniy ten 
kielich przeraenia i e wanie w tej chwili napada j owa choroba, do e 
gorczka nie opuszczaa jej odtd prawie a do koca drogi. Bya to nawet 
poniekd okoliczno pomylna, albowiem przez straszn puszcz, wrd 
niezmiernych trudw, wiz j Zbyszko jak martw, nieprzytomn i o niczym nie 
wiedzc. Po przebyciu puszcz, gdy weszli do "zbonego" kraju, midzy osady 
kmiece i szlacheckie, skoczyy si niebezpieczestwa i trudy. Ludzie, 
dowiadujc si, e to wioz swojackie dziecko, odbite Krzyakom, a do tego crk 
sawnego Juranda, o ktrym "gdkowie" tyle piewali ju pieni po grdkach, 
dwo-rzyszczach i chatach, przecigali si w usugach i pomocy. Dostarczano 
zapasw i koni. Wszystkie drzwi staway otworem. Nie potrzebowa ju Zbyszko 
wie Danusi w kolebce midzy komi, gdy silni modziankowie przenosili j w 
noszach ode wsi do wsi tak troskliwie i ostronie, jakby jak wito nieli. 
Niewiasty otaczay j najtkliwsz opiek. Mowie, suchajc opowieci ojej 
krzywdach, zgrzytali zbami i niejeden nakada zaraz elazne blachy, chwyta za 
miecz, za topr albo za kopi i jecha dalej za Zbyszkiem, by pomci si "z 
nawizk", bo nie do wydawao si zawzitemu pokoleniu rwno krzywd za 
krzywd zapaci.
Ale Zbyszko nie myla w tej chwili o zemcie, tylko jedynie o Danusi. y 
midzy przebyskami nadziei, gdy chwilowo czynio si chorej lepiej, a guch 
rozpacz, gdy stan jej pogarsza si widomie. A co do tego nie mg si ju 
udzi. Nieraz z pocztku podry przelatywaa mu przez gow zabobonna myl, e 
moe tam gdzie po bezdroach, ktre przebywali, jedzie za nimi lad w lad 
mier i czyha tylko na sposobn chwil, by si rzuci na Danusi i wyssa z 
niej ostatek ycia. Widzenie to, a raczej poczucie, bywao zwaszcza wrd 
ciemnych nocy tak wyrane, e nieraz porywaa go rozpaczliwa ch zawrci, 
wyzwa martwic, jak si wyzywa rycerza, i potyka si z ni do ostatniego tchu. 
Ale przy kocu drogi byo jeszcze gorzej, czu bowiem mier nie za orszakiem, 
ale wrd samego orszaku, niewidzialn wprawdzie, ale tak blisk, i obwiewao 
ich jej mrone tchnienie. I rozumia ju, e przeciw temu nieprzyjacielowi na 
nic mstwo, na nic krzepka do, na nic or, e trzeba bdzie odda bezradnie 
najdrosz gow na up bez walki.
I to byo uczucie najstraszniejsze, albowiem czy si z nim al, niepohamowany 
jak wicher, bezdenny jak morze. Jake nie miaa jcze, jake nie miaa si rwa 
z boleci w Zbyszku dusza, gdy spogldajc na swoj kochan, mwi jej jakby z 
mimowoln wymwk: "Na to em ci miowa, na tom ci odszuka i odbi, aby ci 
Jutro ziemi przysypa i nie widzie ci ju nigdy?" A tak mwic, spoglda na 
jej kwitnce gorczk policzki, na jej mtne, nieprzytomne oczy i znw j pyta: 
"Ostawisz mnie? Nie al ci? Wolisz ode mnie ni ze mn?" l wwczas myla, e 
chyba i jemu samemu w gowie si pomiesza, piersi za rozpiera mu jakby pacz 
przeogromny, ale zapieky i nie mogcy wybuchn, albowiem tamowaa mu ujcie i 
jaka zo, i jaki gniew na t bezlitosn si, ktra wywara si na niewinne 
dziecko, lepa i zimna. Gdyby zowrogi Krzyak znajdowa si wwczas w orszaku, 
byby go poszarpa jak dziki zwierz.
Dobiwszy si do lenego dworca, chcia si zatrzyma, ale tam na wiosn byo 
pusto. Od strw dowiedzia si przy tym, e oboje ksistwo wybrali si do 
brata Ziemowita do Pocka, poniecha wic zamiaru jechania do Warszawy, gdzie by 
dworski medyk mg da chorej ratunek. Trzeba mu byo cign do Spychowa, co 
byo straszne, albowiem zdawao mu si, i wszystko ju si koczy i e trupa 
tylko dowiezie Jurandowi.
Ale wanie na kilka godzin drogi przed Spychowem pad znw na jego serce 
janiejszy promyk nadziei. Policzki Danusi poczy bledn, oczy staway si 
mniej mtne, oddech nie tak gony i mniej popieszny. Zbyszko spostrzeg to 
natychmiast i po niejakim czasie nakaza ostatni postj, aby moga spokojnie 
oddycha. Byli o mil moe od Spychowa, z dala od mieszka ludzkich, na wskiej 
drodze midzy polem a k, Ale stojca w pobliu dzika grusza dawaa ochron od 
soca, zatrzymali si wic pod jej gaziami. Pachokowie, pozaziwszy z koni, 
rozkieznali je, aby acniej im byo szczypa traw. Dwie niewiasty najte do 
posug przy Danusi i modziankowie, ktrzy j nieli, znueni drog i upaem 
pokadli si w cieniu i usnli; tylko Zbyszko czuwa przy noszach i siadszy tu 
na korzeniach gruszy, nie spuszcza z chorej oczu.
A ona leaa wrd popoudniowej ciszy, spokojnie, z przymknitymi powiekami. 
Zbyszkowi wydawao si jednake, e nie pi. Jako gdy na drugim kocu rozlegej 
ki koszcy siano chop stan i pocz brzka w kos osek, drgna lekko i 
otworzya na chwil powieki, po czym przymkna je zaraz; pier jej podniosa 
si jakby gbszym oddechem, a z ust wyszed ledwie dosyszalny szept:
- Kwiecie pachnie...
Byy to pierwsze niegorczkowe i niebdne sowa, jakie od pocztku podry 
wymwia, albowiem z przygrzanej socem ki powiew przynosi istotnie mocn 
wo, w ktrej czu byo i siano, i mid, i przerne pachnce zioa. Wic w 
Zbyszku na myl, e przytomno wraca chorej, zadrao z radoci serce. W 
pierwszym uniesieniu chcia rzuci si do je j ng, ale z obawy, by jej nie 
przestraszy, pohamowa si, klkn tylko przy noszach i pochyliwszy si nad 
ni, j woa z cicha:
- Danusiu! Danusiu!
A ona otworzya znw oczy; czas jaki patrzya na niego, po czym umiech 
rozjani jej twarz i tak samo jako poprzednio w chacie smolarzy, ale daleko 
przytomniej, wymwia jego imi:
- Zbyszko!...
I prbowaa wycign ku niemu rce, ale dla zbytniej saboci nie moga tego 
uczyni; on natomiast obj j ramionami, z sercem tak wezbranym, jakby jej 
dzikowa za jak niezmiern ask.
- Przebudzia si! - mwi. - O, Bogu chwaa... Bogu... Po czym zbrako mu 
gosu - i przez czas jaki patrzyli na siebie w milczeniu. Cisz poln mci 
tylko wonny powiew od strony ki, ktren szemra w liciach gruszy, ksykanie 
konikw w trawach i dalekie, niewyrane piewanie kosiarza.
Danusia spogldaa coraz przytomniej i nie przestawaa si umiecha, zupenie 
jak dziecko, ktre we nie widzi anioa. Powoli jednak w oczach jej poczo si 
odbija jakby pewne zdziwienie:
- Gdziem jest?... rzeka.
Wwczas z ust jego wyrwa si cay rj krtkich, przerywanych przez rado 
odpowiedzi.
- Przy mnie jest! Pod Spychowem! Do tatusia jedziemy. Skoczona twoja niedola! 
Oj! Danuko moja! Oj, Danuko! Szukaem ci i odbiem. Nie w niemieckiej ty ju 
mocy. Nie bj si! Zaraz bdzie Spychw. Chorzaa, ale Pan Jezus si zmiowa! 
Ile byo boleci, ile pakania! Danuko!... Teraz ju dobrze!... Nic, jeno 
szczliwo przed tob. Ej, com si naszuka!... com si nawdrowa!... Ej, 
mocny Boe!... Ej!
I odetchn gboko a prawie z jkiem, jakby ostatek ciaru boleci zrzuca z 
piersi.
Danusia leaa spokojnie, co sobie przypominajc, co rozwaajc, a na koniec 
spytaa:
- To ty nie zabaczy mnie?
I dwie zy, wezbrawszy jej w oczach, stoczyy si z wolna po twarzy na 
wezgowie.
- Ja miabym ciebie zabaczy! - zawoa Zbyszko. Byo za w tym stumionym 
okrzyku wicej mocy ni w najwikszych zaklciach i przysigach, albowiem 
miowa j zawsze ca dusz, a od czasu gdy j odzyska, staa mu si drosz 
ni cay wiat.
Ale tymczasem zapada ponownie cisza; w dali jeno chop przesta piewa i j 
raz drugi klepa osek kos.
Usta Danusi poczy si znw porusza, ale szeptem tak cichym, e Zbyszko nie 
mg jej dosysze, wic pochyliwszy si, zapyta:
- Co za, jagdko, mwisz? A ona powtrzya:
- Kwiecie pachnie...
- Bomy przy ce - odrzek - ale wnet pojedziem dalej. Do tatusia, ktren te z 
niewoli wybawion. I bdziesz moja do mierci. Syszysze ty mnie dobrze? i 
rozumiesz?
Wtem targn nim nagy niepokj, spostrzeg bowiem, e twarz jej czyni si blada 
i coraz bledsza, a na twarzy osiadaj gsto drobne krople potu.
- Co ci jest? - spyta z okropnym przestrachem. I uczu, jak wosy zjeaj mu 
si na gowie, a mrz przechodzi przez koci.
- Co ci jest? powiedz! - powtrzy.
- Ciemno! - szepna.
- Ciemno? Sonko wieci, a tobie ciemno? - zapyta zdyszanym gosem. - Dopiero 
co mwia przytomnie! Na imi Boskie, rzeknij cho sowo!
Poruszya jeszcze ustami, ale nie moga ju nawet szepta. Zbyszko odgad tylko, 
e wymawia jego imi i e go woa. Wnet potem wychudzone jej donie jy drga i 
trzepota si po kilim-ku, ktrym bya okryta. Trwao to chwil. Nie byo ju 
si co udzi - konaa!
A on w przeraeniu i rozpaczy pocz j baga, jakby proba moga co wskra:
- Danuka! O Jezu miosierny!... Poczekaj cho do Spycho-wa! poczekaj! poczekaj! 
O Jezu! Jezu! Jezu!
Podczas tego bagania rozbudziy si niewiasty i nadbiegli pachokowie, ktrzy 
byli opodal przy koniach na ce. Ale zrozumiawszy od pierwszego rzutu oka, co 
si dzieje, poklkali i poczli odmawia w gos litani.
Powiew usta, przestay szemra licie na gruszy i tylko sowa modlitwy 
rozlegay si wrd wielkiej, polnej ciszy.
Danusia przed samym kocem litanii otworzya jeszcze oczy, jakby chcc spojrze 
po raz ostatni na Zbyszka i na wiat soneczny, po czym zaraz zasna snem 
wiekuistym. *
Niewiasty zamkny jej powieki, a nastpnie poszy po kwiaty na k. Pachocy 
udali si ich ladem - i tak chodzili w socu wrd bujnych traw, podobni do 
duchw polnych, pochylajc si co chwila i paczc, albowiem w sercach mieli 
lito i al. Zbyszko klcza w cieniu, przy noszach, z gow na kolanach 
Danusi, bez ruchu i sowa, sam jak martwy, a oni kryli to bliej, to dalej, 
rwc zoty kaczeniec i dzwonki, i obficie rosnce rowe smki, i bia, 
pachnc miodem drobniczk. W wilgotnych dokach znaleli te lilie polne, a na 
miedzy przy ugorze janowiec. A gdy ju mieli pene narcza, otoczyli smutnym 
korowodem nosze i poczli je mai. Pokryli wic prawie cakiem kwieciem i zimi 
zwoki zmarej, nie zasaniajc tylko twarzy, ktra wrd dzwonkw i lilij 
bielaa, cicha, ukojona snem nieprzespanym, pogodna i po prostu anielska.
Do Spychowa nie byo nawet i mili, wic po niejakim czasie, gdy im smutek i 
bole zami spyny, podnieli nosze i ruszyli ku borom, od ktrych zaczynay 
si ju Jurandowe ziemie.
Pachocy wiedli za orszakiem konie. Sam Zbyszko nis w gowach nosze, a 
niewiasty, obarczone zbywajcymi pkami zi i kwiatw, pieway na przedzie 
pieni pobone - i tak z wolna szli i szli midzy zielon k a rwnym, szarym 
ugorem, jakby jaka procesja aosna.
Na modrym niebie nie byo adnej chmurki i wiat cay wygrzewa si w zotym 
blasku sonecznym.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXVIII
Przyszli na koniec ze zwokami dziewczyny do borw spychowskich, na ktrych 
granicy strowali dniem i noc zbrojni pachokowie Jurandowi. Jeden z nich 
skoczy z wieci do starego Tolimy i do ksidza Kaleba, inni poprowadzili 
orszak z pocztku krt i zapad, a potem szerok len drog a do miejsca, 
gdzie br si koczy, a poczynay si rozlege wilgotne grudzie i grzskie, 
rojne od botnego ptactwa trzsawy, za ktrymi na suchej wyni lea spychowski 
grdek. Poznali te wraz, e ju aobna wie o nich dosza do Spychowa, gdy 
zaledwie wychylili si z lenego cienia na jasne bonie, dolecia do ich uszu 
odgos dzwonu z grdkowej kaplicy. Wkrtce potem ujrzeli idc z dali naprzeciw 
liczn druyn ludzi, w ktrej byli mowie i niewiasty. Gdy gromada owa 
zbliya si na trzy lub dwa strzelenia z uku, mona ju byo rozrni osoby. 
Na czele szed sam Jurand, podtrzymywany przez Tolim i macajcy przed sob 
koszturem. atwo go byo pozna po ogromnym wzrocie, po czerwonych jamach w 
miejsce oczu i po biaych, opadajcych a na ramiona wosach. Obok postpowa z 
krzyem i w biaej komy ksidz Kaleb. Za nimi niesiono chorgiew z Jurandowym 
znakiem, przy ktrej szli zbrojni "woje" spychowscy, a za nimi niewiasty zamne 
w naczkach na gowach i przetowose panny. Na kocu gromady cign wz, na 
ktrym miano zoy zwoki.
Zbyszko, ujrzawszy Juranda, kaza postawi nosze na ziemi, ktre sam nis do 
tej chwili od strony wezgowia, za czym, posunwszy si ku niemu, j woa 
takim okropnym gosem, jakim woa niezmierna bole i rozpacz:
- Szukaem ci jej, pkim nie znalaz, i odbiem, ale ona wolaa do Boga ni do 
Spychowa!
I bole zamaa go zupenie, albowiem padszy na piersi Juranda, obj go za 
szyj i pocz jcze:
- O Jezu, o Jezu! o Jezu!...
Na w widok wzburzyy si serca zbrojnej czeladzi spychow-skiej i poczli bi 
wczniami o tarcze, nie wiedzc, jak inaczej swj bl i swoj ch pomsty 
wyrazi. Niewiasty uczyniy lament i zawodzc jedna przez drug, podnosiy 
zapaski do oczu albo te cakiem pokryway nimi gowy, woajc wniebogosy:
"Hej! Dola! Dola! Tobie wesele, a nam pakanie. mier ci skosia, Kociej ci 
zabra - oj! oj!"
A niektre, przechylajc w ty gowy i zamykajc oczy, woay znw:
"le ci tu byo, kwiatuszku, z nami - le? Osta si rodzic w wielkiej aobie, 
a ty ju chodzisz po boskich pokojach - oj! oj!"
Inne na koniec wymawiay zmarej, e si nie ulitowaa tatkowego i mowego 
sieroctwa i ez. A by ten lament i ten al na wp piewem, bo nie umia w lud 
inaczej swojego blu wypowiada.
Atoli Jurand, wysunwszy si z ramion Zbyszka, wycign kosztur przed siebie na 
znak, e chce i do Danusi. Wwczas Tolima ze Zbyszkiem chwycili go pod ramiona 
i przywiedli do noszw, a on klkn przy zwokach, powid po nich doni od 
czoa a do zoonych w krzy rk zmarej i pochyli kilkakrotnie gow, jakby 
chcia rzec, e ona to jest, jego Danusia, nie kto inny -i e poznaje dziecko. 
Potem obj j jednym ramieniem, a drugie, pozbawione doni, wznis w gr, za 
obecni odgadli take i t niem skarg przed Bogiem, wymowniejsz od wszelkich 
sw boleci. Zbyszko, ktremu po chwilowym wybuchu odrtwiaa znw twarz 
zupenie, klcza z drugiej strony milczcy, do kamiennego posgu podobny i 
naok uczynio si tak cicho, e sycha byo ksykanie konikw polnych i 
brzczenie kadej przelatujcej muchy. Wreszcie ksidz Kaleb pokropi wicon 
wod Danusi, Zbyszka, Juranda i rozpocz Requiem aeternam. A po ukoczeniu 
pieni dugi czas modli si gono, przy czym ludziom zdawao si, e sysz 
proroczy gos, gdy baga, aby ta mka niewinnego dziecka bya on kropl, ktra 
przepenia naczynie nieprawoci, i aby nasta dzie sdu, kary, gniewu i klski.
Nastpnie ruszyli do Spychowa; ale nie pooyli Danusi na wz, tylko nieli j 
na przedzie orszaku na umajonych noszach. Dzwon, nie przestajc bi, zdawa si 
ich wzywa i zaprasza ku sobie, a oni szli piewajcy szerokim boniem, pod 
ogromn zot zorz wieczorn, jakby ich ta zmara prowadzia naprawd do 
odwiecznych blaskw i jasnoci. Wieczr ju by i trzody wracay z pl, gdy 
doszli. Kaplica, w ktrej zoono zwoki, janiaa od pochodni i wiec 
jarzcych. Z rozkazu ksidza Kaleba siedem panien odmawiao kolejno litani nad 
ciaem a do witu. Do witu rwnie Zbyszko nie odstpowa Danusi i sam o 
jutrzni wkada j w trumn, ktr biegli rzemielnicy uciosali przez noc z pnia 
dbowego, wprawiwszy w wieku nad gow szyb zotego bursztynu.
Juranda nie byo przy tym, albowiem dziay si z nim rzeczy dziwne. Zaraz po 
powrocie do domu utraci wadz w nogach, a gdy pooono go na ou, utraci 
ruch i wiadomo, gdzie jest i co si z nim dzieje. Prno ksidz Kaleb 
przemawia do niego, prno zapytywa, co mu jest; nie sysza, nie rozumia, 
tylko lec na wznak, podnosi do gry powieki pustych oczu i umiecha si z 
twarz rozjanion i szczliw, a czasem porusza ustami, jak gdyby z kim 
rozmawia. Ksidz i Tolima rozumieli, e ze zbawion crk rozmawia i do niej 
si mieje. Rozumieli rwnie, e ju kona i wasn wieczn szczliwo 
renicami duszy oglda, ale w tym si pomylili, gdy on, nieczuy i guchy na 
wszystko, umiecha si tak cae tygodnie, i Zbyszko, wyjechawszy wreszcie z 
okupem za Maka, zostawi go jeszcze przy yciu.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXIX
Po pogrzebie Danusi Zbyszko nie chorza obonie, ale y w odrtwieniu. Z 
pocztku, przez pierwsze dni, nie byo z nim tak le: chodzi, rozmawia o 
swojej zmarej niewiecie, odwiedza Juranda i siadywa przy nim. Opowiedzia 
te ksidzu o niewoli Makowej i uradzili obaj wysa do Prus i Malborga Tolim, 
aby wywiedzia si, gdzie Mako jest, i eby go wykupi, zapaciwszy zarazem i 
za Zbyszka tyle grzywien, na ile zgodzili si z Arnoldem von Baden i jego 
bratem. W spychowskich podziemiach nie brako srebra, ktre Jurand bd swego 
czasu wygospodarzy, bd zdoby, przypuszcza wic ksidz, e Krzyacy, byle 
otrzymali pienidze, atwo i starego rycerza wypuszcz, i nie bd dali, aby 
mody stawi si osobicie.
- Jed do Pocka - rzek na drog Tolimie ksidz - i we od tamtejszego ksicia 
glejt. Inaczej pierwszy lepszy komtur zupi ci i samego uwizi.
- Ba! przecie ich znam - odrzek stary Tolima. - Wzdy umiej oni upi nawet i 
tych, ktrzy z glejtami przyjedaj.
I pojecha. Ale niebawem poaowa ksidz Kaleb, e samego Zbyszka nie wyprawi. 
Ba si on wprawdzie, e w pierwszych chwilach boleci nie potrafi si modzian 
sprawi jak naley lub moe przeciw Krzyakom wybuchnie i na niebezpieczestwo 
si poda; wiedzia rwnie, e trudno mu bdzie zaraz odjecha od kochanej 
trumny, w wieym alu, w wieym osieroceniu i wnet po takiej strasznej a 
bolesnej podry, ktr gdzie od Gotteswerder do Spychowa odby. Potem jednak 
aowa, i wzi to wszystko w rachub, gdy Zbyszkowi z kadym dniem czynio 
si ciej. y on a do mierci Danusi w okrutnym wysiku, w okrutnym nateniu 
wszystkich si: jedzi na kraje wiata, potyka si, odbija swoj niewiast, 
przeprawia si przez dzikie puszcze, i nagle to wszystko skoczyo si, jakby 
kto mieczem uci, a zostaa tylko pami, e to wszystko poszo na marne, e 
trudy byy daremne - i e wprawdzie przeszy, ale razem z nimi przesza cz 
ycia, przesza nadzieja, przeszo dobro, zgino kochanie, a nie pozostao nic. 
Kady yje jutrem, kady co zamierza i co ukada sobie na przyszo, a 
Zbyszkowi jutro stao si obojtne, co za do przyszoci, to mia takie 
poczucie, jakie miaa Jagienka, gdy wyjedajc ze Spychowa, mwia: "Moje 
szczcie za mn, nie przede mn". Ale na domiar w jego duszy to poczucie 
bezradnoci, pustki i niedoli wyrastao na gruncie ogromnej boleci i coraz 
wikszego alu po Danusi. w al przejmowa go, opanowywa i zarazem ta w nim 
coraz bardziej, tak e w kocu nie byo w Zbyszkowym sercu miejsca na nic 
innego. Wic o nim tylko myla i hodowa go w sobie, i y z nim jednym, 
nieczuy na wszystko inne, zamknity w sobie, pogron jakby w pnie, 
niewiadom tego, co si naok dzieje. Wszystkie wadze jego duszy i ciaa, jego 
dawna wartko i dzielno przeszy w stan folgi. W spojrzeniu i w ruchach mia 
teraz jak ociao starca. Caymi dniami i nocami przesiadywa albo w 
podziemiu przy trumnie Danusi, albo na przyzbie, grzejc si w poudniowych 
godzinach w blasku sonecznym. Chwilami zapamitywa si tak, e nie odpowiada 
na pytania. Ksidz Kaleb, ktry go miowa, pocz obawia si, aby w bl nie 
przear go tak, jak rdza przeera elazo - i ze smutkiem myla, e moe lepiej 
byo wyprawi Zbyszka, choby do Krzyakw z okupem. "Trzeba mwi do 
miejscowego klechy, z ktrym w braku kogo innego o swoich frasunkach rozmawia - 
aby jakowa przygoda targna nim jako wicher drzewem, bo inaczej gotw skapie 
do szcztu". A klecha przywiadcza roztropnie, mwic dla porwnania, e gdy 
si czek koci udawi, to take najlepiej da mu dobrze pici po karku.
Przygoda adna nie przytrafia si jednak, ale natomiast kilka tygodni pniej 
przyjecha niespodzianie pan de Lorche. Widok jego wstrzsn Zbyszka, albowiem 
przypomnia mu wypraw na mujd i odbicie Danusi. Sam de Lorche bynajmniej nie 
waha si potrca tych bolesnych wspomnie. Owszem, dowiedziawszy si o 
nieszczciu Zbyszka, poszed zaraz modli si z nim razem nad trumn Danusi, 
mwi te o niej bez ustanku, a nastpnie, bdc przez p minstrelem, uoy o 
niej pie, ktr piewa przy lutniach w nocy u kraty podziemia tak rzewliwie i 
aonie, e Zbyszka, chocia sw nie rozumia, od samej nuty chwyci ogromny 
pacz do samego witania trwajcy.
A potem zmorzon tym paczem i alem, i niewywczasem, zapad w dugi sen, lecz 
gdy si zbudzi, znacznie wida mu bole zami spyna, gdy by rzewiejszy 
ni dni poprzednich i raniej przed si spoglda. Ucieszy si te wielce do 
pana de Lorche i pocz mu za przybycie dzikowa, a nastpnie wypytywa, skd 
by si o jego nieszczciu dowiedzia.
A w odpowiedzia mu przez usta ksidza Kaleba, e o mierci Danusi dowiedzia 
si dopiero w Lubawie od starego Tolimy, ktrego widzia w wizach u tamtejszego 
komtura, ale e do Spychowa i tak jecha, by odda si Zbyszkowi w niewol.
Wie o uwizieniu Tolimy wielkie i na Zbyszku, i na ksidzu uczynia wraenie. 
Zrozumieli, e okup przepad, albowiem nie byo trudniejszej rzeczy w wiecie 
ni wydrze z garda Krzyakom raz zagrabione pienidze. Wobec tego naleao 
jecha z drugim okupem.
- Gorze! - zawoa Zbyszko. - To biedny stryjko czeka tam i myli, em go 
przepomnia! Trzeba mi teraz co duchu do niego pieszy.
Potem zwrci si do pana de Lorche:
- Wiesz, jako si zdarzyo? Wiesz, e on w rkach krzyackich?
- Wiem - odpowiedzia de Lorche - bom go widzia w Mal-borgu i dlatego sam tu 
przyjechaem.
Tymczasem ksidz Kaleb pocz narzeka.
- lemy postpili - mwi - ale nikt gowy nie mia... Wicej si te po 
rozumie Tolimy spodziewaem. Czemu za nie jecha do Pocka i bez nijakiego 
glejtu midzy tych rozbjnikw si puci!
A na to pan de Lorche ruszy ramionami:
- Co im tam glejty! Albo to sam ksi pocki, rwnie jak i wasz tutejszy, mao 
od nich krzywd cierpi? Nad granic wieczne bitwy i napaci - bo i wasi swego 
nie daruj. Kady te komtur, ba! kady wjt robi, co chce, a w drapienoci to 
ju
chyba jeden drugiego przeciga...
- Tym bardziej powinien by Tolima do Pocka jecha.
- Tak i chcia uczyni, ale go w drodze nad granic z noclegu porwali. Byliby go 
zabili, gdyby im nie by rzek, i dla komtura do Lubawy pienidze wiezie. Tym 
si ocali, ale te komtur postawi teraz wiadkw, jako Tolima sam to mwi.
- A stryj Mako jakoe si ma? zdrw? Nie nastaj tam na jego szyj? - pyta 
Zbyszko.
- Zdrw jest - odrzek de Lorche. - Zawzito tam jest na "krla" Witolda i na 
tych, ktrzy pomagaj mujdzinom, wielka - i pewnie by starego rycerza cili, 
gdyby nie to, e im al okupu. Bracia von Baden take go z tej samej przyczyny 
broni, a wreszcie chodzi kapitule o moj gow, ktr gdyby powicili, 
zawrzaoby przeciw nim rycerstwo i we Flandrii, i w Geldrii, i w Burgundii... 
Wiecie, jakoemjest krewny grafa geldryjskiego.
- A przecze o twoj gow ma chodzi? - przerwa ze zdziwieniem Zbyszko.
- Bom jest przez ciebie pojman. Powiedziaem w Malborgu tak: "Wemiecie gardo 
staremu rycerzowi z Bogdaca, to mody wemie moje..."
- Nie wezm! tak mi dopom Bg!
- Wiem, e nie wemiesz, ale oni si tego boj i przez to Mako ostanie miedzy 
nimi bezpieczny. Mwili mi, e i ty jest take w niewoli, bo ci tylko na 
rycerskie sowo Badenowie pucili, e zatem nie potrzebuj ci si stawia. Ale 
ja odrzekem im, e gdy mnie w jestwo bra, bye wolny, l ot mnie masz! A 
pkim w twoich rkach, nic oni ani tobie, ani Makowi nie uczyni. Ty okup von 
Badenom spa, za za mnie zadaj we dwoje alibo we troje tyle. Musz zapaci. 
Nie dlatego tak mwi, abym mniema, em wicej od was wart, ale aby ich 
chciwo pokara, ktr pogardzam. Cakiem inne miaem o nich niegdy pojcie, 
ale teraz zbrzydli mi i oni, i ich gocina. Pjd do Ziemi witej, tam szuka 
przygd, bo im duej suy nie chc.
- Albo te u nas, panie, ostacie - rzek ksidz Kaleb. - A myl, e tak i 
bdzie, bo co do tego, eby oni mieli okup za was dawa, to mi si nie wydaje.
- Jeli nie zapac, to sam zapac - odrzek de Lorche. - Przyjechaem tu z 
pocztem znacznym i wozy mam adowne, a tego, co na nich jest, wystarczy...
Ksidz Kaleb powtrzy Zbyszkowi te sowa, na ktre Mako pewnie nie byby 
pozosta nieczuy, ale Zbyszko, jako mody i mao o majtno dbajcy, odrzek:
- Na moj cze! nie bdzie tak, jako mwisz. Bye mi jako brat i przyjaciel i 
okupu nijakiego od ciebie nie wezm.
Po czym uciskali si, czujc, e nowy wze zosta midzy nimi zawizany. Ale 
de Lorche umiechn si i rzek:
- Dobrze. Niech jeno Niemce o tym nie wiedz, bo si o Maka bd droczy. A 
widzicie, musz zapaci, gdy bd si bali, e inaczej rozgosz po dworach i 
midzy rycerstwem, e radzi niby zapraszaj i widz rycerskich goci, ale gdy 
ktry w niewol popadnie, to o nim zapominaj. A Zakonowi o goci okrutnie teraz 
chodzi, bo mu Witolda strach, a jeszcze bardziej Polakw i ich krla.
- To niech tedy tak bdzie - rzek Zbyszko - e ty tu ostaniesz alibo gdzie 
chcesz na Mazowszu, a ja do Malborga po stryj ca pojad i bd okrutn przeciw 
tobie udawa zawzito.
- Na witego Jerzego! uczy tak! - odpowiedzia de Lorche. - Ale wpierw 
wysuchaj, co ci powiem. W Malborgu mwi, e ma zjecha do Pocka krl polski i 
spotka si z mistrzem w samym Pocku albo gdzie na granicy. Krzyacy wielce 
tego pragn, albowiem chc wymiarkowa, czy krl bdzie pomaga Witoldowi, jeli 
w otwart im wojn o mujd wypowie. Ha! chytrzy oni s jako we, ale przecie 
w tym Witoldzie mistrza znaleli. Zakon si go te boi, poniewa nigdy nie 
wiadomo, co on zamyla i co uczyni. "Odda nam mujd - mwi w kapitule - ale 
przez ni trzyma cigle jakoby miecz nad naszymi karkami". "Sowo - mwi - 
rzeknie i bunt gotw!" Jako tak jest. Musz si kiedy wybra na jego dwr. Moe 
przygodzi si w szrankach u niego potyka, a prcz tego syszaem, e i 
niewiasty tamtejsze anielskiej czasem bywaj urody.
- Mwilicie, panie, o przyjedzie krla polskiego do Pocka? - przerwa ksidz 
Kaleb.
- Tak jest. Niech Zbyszko przyczy si do krlewskiego dworu. Mistrz chce sobie 
krla uj i niczego mu nie odmwi. Wiecie, e w potrzebie nikt nie umie by 
pokorniejszy od Krzyakw. Niech si Zbyszko do orszaku przyczy i niech si o 
swoje upomina, niech jak najgoniej na bezprawie krzyczy. Inaczej go bd 
suchali wobec krla i wobec krakowskich rycerzy, ktrzy sawni s w wiecie i 
ktrych wyroki szeroko rozchodz si midzy rycerstwem.
- Przednia rada! na Paski Krzy! przednia! - zawoa ksidz.
- Tak - potwierdzi de Lorche. - I sposobnoci te nie braknie. Syszaem w 
Malborgu, e bd uczty, bd turnieje, bo si gocie zagraniczni koniecznie 
chc z krlewskimi rycerzami potyka. Na Boga! to ma przyjecha i rycerz Jan z 
Aragonii, najwikszy ze wszystkich w chrzecijastwie. Nie wiecie? Przecie on 
podobno a z Aragonii rkawic waszemu Zawiszy przysa, aby za nie mwiono po 
dworach, e jest drugi rwny jemu na wiecie.
Przyjazd pana de Lorche, jego widok i caa rozmowa tak jednak rozbudzia Zbyszka 
z owej bolesnej martwoty, w ktrej by przedtem pogron, e z ciekawoci 
sucha jego nowin. O Janie z Aragonii wiedzia, gdy powinnoci byo wwczas 
kadego rycerza zna i pamita nazwiska wszystkich najsynniejszych wojownikw, 
sawa za szlachty aragoskiej, a szczeglnie owego Jana, obiega wiat cay. 
aden rycerz nie sprosta mu nigdy w szrankach, a Maurowie pierzchali na sam 
widok jego zbroi i powszechne byo mniemanie, e on jest pierwszy w caym 
chrzecijastwie.
Wic na wie o nim ozwaa si w Zbyszku bojowa rycerska dusza i pocz 
wypytywa si z wielkim zajciem:
- Pozwa ci Zawisz Czarnego?
- Rok ju podobno, jak przysza rkawica i jak Zawisza odesa swoj.
- To Jan z Aragonii na pewno ju przyjedzie.
- Czy na pewno, nie wiedz, ale s takowe posuchy. Krzyacy dawno posali mu 
zaproszenie.
- Daj Bg takie rzeczy widzie!
- Daj Bg! - rzek de Lorche. - I choby Zawisza by pokonan, co atwo si moe 
zdarzy, wielka to chwaa dla niego, e go taki Jan z Aragonii pozwa, ba! i dla 
caego waszego narodu.
- A obaczym! - rzek Zbyszko - mwi tylko: daj Bg widzie.
- A ja przywtarzam.
Jednake yczenie ich nie miao si tym razem speni, gdy stare kroniki 
wspominaj, e pojedynek Zawiszy z przesawnym Janem z Aragonii odby si 
dopiero w kilkanacie lat pniej w Perpignano, gdzie w obecnoci cesarza 
Zygmunta, papiea Benedykta XIII, a dalej krla aragoskiego i wielu ksit i 
kardynaw Zawisza Czarny z Garbowa zwali z konia pierwszym uderzeniem kopii 
swego przeciwnika i wietne nad nim odnis zwycistwo. Tymczasem wszelako i 
Zbyszko, i de Lorche cieszyli si w sercach, myleli bowiem, e gdyby nawet Jan 
z Aragonii nie mg si na w termin stawi, to i tak ujrz znamienite czyny 
rycerskie, bo w Polsce nie brako zapanikw mao co Zawiszy ustpujcych, a 
midzy gomi krzyackimi mona byo zawsze znale najprzedniejszych szermierzy 
francuskich, angielskich, burgundzkich i woskich, gotowych z kadym i o 
lepsz.
- Suchaj - rzek do pana de Lorche Zbyszko. - Cni mi si bez stryja Maka i 
pilno mi go wykupi, przeto jutro zaraz do dnia do Pocka rusz. Ale po co ty 
masz tu ostawa? Niby to u mnie w niewoli, wic jed ze mn, a obaczysz krla i 
dwr.
- Chciaem ci wanie o to prosi - odrzek de Lorche - bom z dawna chcia 
widzie waszych rycerzy, a przy tym syszaem, e damy z dworu krlewskiego 
wicej do aniow ni do mieszkanek ziemskiego padou s podobne.
- Dopiero co to powiedzia o Witoldowym dworze - zauway Zbyszko.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXX
Zbyszko wyrzuca sobie w duszy, i w swej boleci o stryjcu przepomnia, a e i 
bez tego prdko zwyk by wykonywa, co zamierzy, wic nazajutrz do dnia 
wyruszyli razem z panem de Lorche do Pocka. Nadgraniczne drogi nawet w czasach 
najwikszego spokoju nie byway bezpieczne z przyczyny otrw, ktrych liczne 
kupy wspierali i otaczali opiek Krzyacy, co ostro wymawia im krl Jagieo. 
Mimo skarg, ktre a o Rzym si opieray, mimo pogrek i srogiego wymiaru 
sprawiedliwoci, komturowie ssiedni pozwalali czsto zacinym knechtom 
zakonnym czy si ze zbjami, wypierajc si wprawdzie tych, ktrzy mieli 
nieszczcie wpa w rce polskie, ale dajc schronienie powracajcym ze 
zdobycz i jecami nie tylko we wsiach zakonnych, lecz i w zamkach.
W takie to wanie zbjeckie rce dostawali si niejednokrotnie podrni i 
mieszkacy nadgraniczni, a zwaszcza dzieci bogatych ludzi, ktre porywano dla 
okupu. Ale dwaj modzi rycerze, majc znaczne poczty, zoone kady, prcz 
wonicw, z kilkunastu ornych pieszych i konnych pachokw, nie obawiali si 
napadu i bez przygd dotarli do Pocka, gdzie zaraz na wstpie mia czekaa ich 
niespodzianka.
Oto w gospodzie znaleli Tolim, ktry przyby na dzie przed nimi. Stao si to 
takim sposobem, i starosta krzyacki z Lubawy, zasyszawszy, e wysannik, w 
chwili gdy go napadnito niedaleko Brodnicy, zdoa ukry cz okupu, odesa 
go do tego zamku z poleceniem do komtura, aby go zmusi do wskazania, gdzie 
pienidze zostay schowane. Tolima skorzysta ze sposobnoci i uciek, gdy za 
rycerze dziwili si, i udao mu si to tak atwo, objani im rzecz, jak 
nastpuje:
- Wszystko przez ich akomstwo. Nie chcia komtur brodnicki przydawa mi 
znacznej stray, bo nie chcia, by si o pienidzach rozgosio. Moe uoyli 
si z lubawskim, e si podziel, a bali si, i gdy si rozgosi, to trzeba 
bdzie znaczn cz do Malborga odesa albo i wszystko owym Badenom odda. 
Doda ci mi tedy jeno dwch ludzi: jednego zaufanego knechta, ktry musia po 
Drwcy razem ze mn wiosowa, i jakowego pisarza... A za chodzio im, by nikt 
nas nie widzia, wic byo to pod noc, i wiecie, e granica tu. Dali mi te 
wioso dbowe... no - i aska boska... bom jest oto w Pocku.
- Wiem, a tamci nie wrcili! - zawoa Zbyszko. Na to umiech rozjani srog 
twarz Tolimy.
- Wdy Drwca do Wisy pynie - rzek. - Jakoe im byo pod wod wraca? Znajd 
ich Krzyaki chyba w Toruniu. Po chwili za, zwrciwszy si do Zbyszka, doda:
- Pienidzy cz mi komtur lubawski zagrabi, ale te, ktrem przy napaci 
ukry, tom odnalaz i teraz daem je, panie, waszemu giermkowi do schowania, bo 
on w zamku u ksicia mieszka, a tam im przezpieczniej ni u mnie w gospodzie.
- To mj giermek jest tu w Pocku? a co on tu robi? - zapyta ze zdziwieniem 
Zbyszko.
- On przecie po przywiezieniu Zygfryda odjecha z t pann, ktra w Spychowie 
bya, a teraz jest dwrk tutejszej ksiny. Tak ci mi wczoraj gada.
Ale Zbyszko, ktry przyguszon boleci po mierci Danusi o nic w Spychowie nie 
pyta i o niczym nie wiedzia, teraz dopiero przypomnia sobie, e Czech by 
naprzd z Zygfrydem wyprawiony - i na to wspomnienie serce cisno mu si alem 
i pomst.
- Prawda! - rzek. - A gdzie za w kat? Co si z nim stao?
- Nie powiada wam ksidz Kaleb? Zygfryd powiesi si i przejedalicie, panie, 
wedle jego mogiy. Nastaa chwila milczenia.
- Mwi giermek - rzek wreszcie Tolima - ie si do was wybiera, a byby to ju 
dawno uczyni, jeno e panny musia pilnowa, ktra tu po powrocie ze Spychowa 
chorzaa.
A Zbyszko spyta znw, otrzsnwszy si z aosnych wspomnie jakby ze snu:
- Jakiej panny?
- No, tej - odrzek stary - waszej siostry albo krewniaczki, ktra tu z rycerzem 
Makiem do Spychowa w pacholikowych szatkach przyjechaa, a po drodze pana 
naszego omackiem idcego znalaza. eby nie ona, nie byliby rycerz Mako ani 
wasz giermek pana poznali. Miowa ci te j potem nasz pan wielce, bo w takim 
go miaa starunku jak crka i prcz ksidza Kaleba - ona jedna moga go 
wyrozumie.
Wic mody rycerz otworzy ze zdumienia szeroko oczy.
- Nie powiada mi ksidz Kaleb o adnej pannie i ja nijakiej krewniaczki nie 
mam...
- Nie powiada, bocie, panie, w zapamitaniu od boleci yli i o boym wiecie 
nie wiedzieli.
- A jakoe na ow pann woali?
- Woali na ni: Jagienka.
Zbyszkowi wydawao si, e ni. Myl, e Jagienka z odlegych Zgorzelic moga 
przyjecha a do Spychowa, nie chciaa mu si w gowie pomieci. I po co? 
Dlaczego? Nie byo mu wprawdzie tajnym, e dziewczyna rada go widziaa i lgna 
do niego w Zgorzelicach, ale on jej przecie wyzna, e by onaty -wic wobec 
tego nie mg adn miar przypuci, aby stary Mako zabra j do Spychowa w 
tym celu. aby j za niego wyda. Zreszt i Mako, i Czech nawet mu o niej nie 
wspomnieli... Wszystko to wydao mu si ogromnie dziwne i zupenie 
niezrozumiae, wic zacz znw zarzuca pytaniami Tolim, jak czowiek, ktry 
wasnym uszom nie wierzy i chce, by mu powtrzono nieprawdopodobn nowin.
Tolima jednak nie umia mu nic wicej powiedzie nad to, co poprzednio 
powiedzia, ale natomiast poszed na zamek szuka giermka i niebawem, jeszcze 
przed zachodem soca, z nim powrci. Czech wita modego pana z radoci, ale 
i ze smutkiem, bo si ju by poprzednio o wszystkim, co zaszo w Spychowie, 
dowiedzia. A Zbyszko rwnie rad mu by z caej duszy, czujc, i to jest serce 
przyjazne i wierne, jedno z takich, jakich czowiek w nieszczciu najbardziej 
potrzebuje. Rozrzewni si te i roztkliwi, opowiadajc mu o mierci Danusi, i 
podzieli si z nim blem, alem, zami tak wanie, jak brat dzieli si z 
bratem. Dugo to wszystko trwao, zwaszcza e w kocu na prob Zbyszkow 
powtrzy im pan de Lorche ow pie aosn, ktr by o zmarej uoy, i 
piewa j przy cytrze w otwartym oknie, podnoszc oczy i twarz ku gwiazdom.
A gdy ju im wreszcie znacznie ulyo, poczli mwi o sprawach, ktre czekay 
ich w Pocku.
- Wstpiem tu po drodze do Malborga - rzek Zbyszko - bo to wiesz, e stryj 
Mako w niewoli i e po niego z okupem jad.
- Wiem - odpar Czech. - Dobrzecie zrobili, panie. Chciaem sam do Spychowa 
jecha, aby wam drog na Pock doradzi; krl w Raciu ma ukady z wielkim 
mistrzem prowadzi, przy krlu za atwiej si upomnie, ile e wobec majestatu 
nie tacy Krzyacy hardzi i udaj poczciwo chrzecijask.
- A mwi Tolima, e miae do mnie jecha, ale ci niezdrowie Jagienki Zychwny 
wstrzymao. Syszaem, e j stryj Mako w te strony przywiz i e w Spychowie 
te bya? Okrutniem si dziwowa! Ale gadaj, skro jakieje przyczyny stryj 
Mako j ze Zgorzelic zabiera?
- Sia byo przyczyn. Ba si rycerz Mako, e gdy j bez nijakiej opieki 
zostawi, to rycerze Wilk i Cztan bd na Zgorzelice najedali, przy czym moga 
si sta i modszym dzieciom krzywda. A bez niej juci przezpieczniej, bo w 
Polsce, jako wiecie: zdarzy si, i szlachcic - nie mogc inaczej - si dziewk 
bierze, ale na mae sieroty nikt rki nie podniesie, gdy za to i miecz 
katowski, i gorsza od miecza haba! Bya wszelako i druga takowa przyczyna, e 
opat umar i pann dziedziczk swych woci uczyni, nad ktrymi opiek mia 
tutejszy biskup. Przeto rycerz Mako pann do Pocka przywiz.
- Ale j i do Spychowa bra?
- Bra, na czas wyjazdu biskupa i ksistwa, gdy nie byo jej przy kim ostawi. 
I szczcie, e j wzi. Gdyby nie panienka, bylibymy ze starszym panem 
przejechali wedle rycerza Juranda jak koo obcego dziada. Dopiero jak si 
pocza nad nim litowa, uznalimy, kto w dziad. Pan Bg to wszystko zrzdzi 
przez jej miosierne serce.
I pocz opowiada, jak nastpnie Jurand nie mg si bez niej oby, jak j 
miowa i bogosawi, a Zbyszko, cho to ju wiedzia od Tolimy, sucha tego 
opowiadania ze wzruszeniem i wdzicznoci dla Jagienki.
- Niech jej Bg da zdrowie! - rzek wreszcie. - Dziwno mi jeno, ecie mi nic o 
niej nie mwili.
A Czech zakopota si nieco i chcc zyska czas do namysu nad odpowiedzi, 
zapyta:
- Gdzie, panie?
- A u Skirwoiy, tam, na mujdzi.
- Nie mwilimy? Jako ywo! Mnie si wydaje, emy mwili, ale wam w gowie byo 
co innego.
- Mwilicie, e Jurand wrci, ale o Jagience nic.
- Ej! czycie nie zabaczyli? A wreszcie, Bg raczy wiedzie! Moe rycerz Mako 
myla, e ja powiedziaem, a ja, e on. Na nic to byo, panie, cokolwiek wam 
wtedy powiada. I nie dziwota! Ale teraz rzek co innego: Szczcie, e panienka 
tu jest, bo ona i rycerzowi Makowi si przyda.
- C za moe wskra?
- Niech jeno sowo tutejszej ksinie powie, ktra okrutnie j miuje! A znw 
Krzyacy niczego ksinie nie odmawiaj, bo raz, e krlewska rodzona, a po 
wtre, wielka Zakonu przyjacika. Teraz, jakocie moe syszeli, knia 
Skirgie, tez rodzony brat krlewski, podnis si przeciw kniaziowi Witoldowi 
i do Krzyakw uciek, ktrzy chc go wspomc i na Witoldowym stolcu posadzi. 
Krl bardzo ksin nawidzi i rad, jako mwi, ucha jej podaje, wic Krzyacy 
chc, by na stron Skirgiea przeciw Witoldowi krla skonia. Rozumiej to - 
ma ich zatracona! - e byle si Witolda pozbyli, bd mieli spokj. Wic posy 
krzyackie od rana do wieczora ksinie pokony bij i kad jej ch zgaduj.
- Jagienka miuje wielce stryja Maka i pewnie za nim si wstawi - rzek 
Zbyszko.
- Juci, e nie bdzie inaczej! Ale chodcie, panie, na zamek i powiedzcie jej, 
jak i co ma mwi.
- Mielimy i tak na zamek z panem de Lorche i - odrzek Zbyszko - i po tom tu 
przyjecha. Trzeba nam tylko wosy utrefi i przyodzia si przystojnie.
Po chwili za doda:
- Chciaem z aoci wosy obci, alem przepomnia.
- To i lepiej! - rzek Czech.
I wyszed woa suebnych pachokw, wrciwszy za z nimi, podczas gdy dwaj 
modzi rycerze przyozdabiali si godnie na wieczorn uczt do zamku, powiada 
dalej, co si na krlewskim i ksicym dworze dzieje.
- Krzyacy - mwi -jako mog, pod kniaziem Witoldem kopi, bo pki on yw i z 
ramienia krlewskiego potn krain wadnie, pty nie zazna im spokoju! 
Naprawd jego jednego oni si boj! Hej! kopi te, kopi jako krety! Podburzyli 
ju na niego tutejszych ksistwa oboje, a pono dokazali take, e nawet i 
ksi Janusz teraz na niego krzyw z przyczyny Wizny...
- A ksi Janusz i ksina Anna te tu s? - zapyta Zbyszko. - Sia znajomych 
si znajdzie, bom przecie i w Pocku nie pierwszy raz.
- Jake - odrzek giermek - s oboje, maj oni niemao spraw z Krzyakami, ktre 
to krzywdy chc mistrzowi przy krlu do oczu wymwi.
- A krl co? za kim jest? Zali mu nie gniewne na Krzyakw i mieczem nad nimi 
nie potrzsa?
- Krl Krzyakw nie kocha i mwi, e z dawna ju wojn grozi... A co do 
kniazia Witolda, to woli go krl od rodzonego Skirgiea, ktren jest wicher i 
opj... l dlatego rycerze, ktrzy s przy majestacie, powiadaj, e krl si 
przeciw Witoldowi nie opowie i nie obiecnie Krzyakom, e go nie bdzie 
wspomaga. I to moe by, bo od kilku dni ksina tutejsza, Aleksandra, bardzo 
wedle krla zabiega i jaka frasobliwa chodzi.
- Zawisza Czarny tu jest?
- Nie masz go, ale i tym, ktrzy s, napatrzy si nie mona, i gdyby co do 
czego przyszo, hej, mocny Boe! polec te wiry i padzierze z Niemcw, 
polec!...
- Nie ja ich bd aowa.
W kilka pacierzy pniej, przybrawszy si piknie, wyszli na zamek. Uczta 
wieczorna miaa si odby tego dnia nie u samego ksicia, lecz u starosty 
grodowego Andrzeja z Jasieca, ktrego obszerne domostwo leao w obrbie murw 
zamkowych przy Baszcie Wikszej. Z powodu przecudnej, a nazbyt ciepej nocy, 
starosta, bojc si, aby gociom nie byo duszno w izbach, rozkaza zastawi 
stoy na podworcu, na ktrym spomidzy kamiennych pyt wyrastay jarzby i cisy. 
Ponce beczki smolne owiecay je jasnym tym pomieniem, ale jeszcze janiej 
owieca ksiyc, ktry byszcza na bezchmurnym niebie wrd rojw gwiazd jak 
srebrna tarcza rycerska. Koronowani gocie jeszcze nie nadeszli, ale roio si 
ju od miejscowego rycerstwa, od duchownych, od dworzan zarwno krlewskich, jak 
i ksicych. Zbyszko zna ich wielu, zwaszcza z dworu ksicia Janusza, a z 
dawnych znajomych krakowskich ujrza Krzona z Kozichgw. Lisa z Targowiska, 
Marcina z Wrocimowic, Domarata z Kobylan i Staszka z Charbimowic, a wreszcie i 
Powa z Taczewa, ktrego widok szczeglniej go ucieszy, pamita bowiem, jak 
yczliwo okaza mu swego czasu w sawny rycerz w Krakowie.
Nie mg jednake do adnego z nich od razu dostpi, albowiem miejscowi rycerze 
mazowieccy otaczali kadego z nich ciasnym koem, wypytujc si o Krakw, o 
dwr, o zabawy,
o rne przewagi bojowe, a zarazem przypatrujc si ich wietnym szatom, ich 
trefieniu wosw, ktrych cudne zwoje polepione byy biakiem dla mocy, i biorc 
z nich we wszystkim wzr dwornoci i obyczajw.
Wszelako Powaa z Taczewa dojrza Zbyszka i rozsunwszy Mazurw, zbliy si ku 
niemu.
- Poznaem ci, modzianku - rzek, ciskajc jego do. -Jako si miewasz i 
skd si tu znalaze? Dla Boga! widz, e ju pas i ostrogi nosisz. Inni do 
siwych wosw na to czekaj, ale ty wida godnie witemu Jerzemu suysz.
- Szcz wam Boe, szlachetny panie - odrzek Zbyszko. -Gdybym 
najprzedniejszego Niemca z konia zwali, nie tak bym si ucieszy jak z tego, e 
was we zdrowiu ogldam.
- Jam te rad. A rodzic twj gdzie?
- Nie rodzic, jeno stryj. W niewoli ci on u Krzyakw i z wykupem za niego jad.
- A owa dzieweczka, ktra ci naczk przykrya? Zbyszko nie odrzek nic, 
tylko podnis w gr oczy, ktre za-zawiy mu si w jednej chwili, co widzc, 
pan z Taczewa rzek:
- Pad to jest ez... nic, jeno prawy pad! Ale chodmy na aw podjarzba, to 
mi opowiesz swoje rzewliwe przygody.
I pocign go w kt dziedzica. Tam Zbyszko, siadszy obok niego, pocz mu 
opowiada o niedoli Juranda, o pochwyceniu Danusi i o tym, jako jej szuka i 
jako mu zmara po odbiciu. A Powaa sucha uwanie i na przemian to zdumienie, 
to gniew, to zgroza, to lito odbijay mu si na obliczu. Wreszcie, gdy Zbyszko 
skoczy, rzek:
- Opowiem to krlowi, panu naszemu! Ma on i tak upomnie si u mistrza o maego 
Jaka z Kretkowa i srogiej domaga si kary na tych, ktrzy go porwali. A 
porwali dlatego, e bogaty i chc wykupu. Nic to u nich na dziecko rk 
podnie.
Tu zamyli si nieco, po czym mwi dalej jakby do siebie samego:
- Nienasycone to plemi, gorsze od Turkw i Tatarw. Bo oni w duszy i krla, i 
nas si boj, a jednak od grabiey i mordw nie mog si powstrzyma. Napadaj 
wsie, rzezaj kmieciw, topi rybakw, chwytaj dzieci jako wilcy. C by to 
byo, gdyby si nie bali!... Mistrz na krla listy do obcych dworw wysya, a w 
oczy mu si asi, bo lepiej od innych nasz potg rozumie. Ale przebierze si w 
kocu miara!
I znw na chwil ucich, a potem pooy do na ramieniu Zbyszka.
- Powiem krlowi - powtrzy - a w nim wre ju z dawna gniew jak ukrop w garnku 
i tego bd pewien, e kara okrutna nie minie sprawcw twojej niedoli.
- Z tych, panie, ju aden nie ywie - odpar Zbyszko. A Powaa spojrza na 
niego z wielk przyjacielsk yczliwoci:
- Bogdaje ci! To wida swego nie darujesz. Jednemu Lichtensteinowi jeszcze 
nie odpaci, bo wiem, e nie mg. Mymy mu take w Krakowie lubowali, ale z 
tym trzeba chyba wojny -ktr daj Bg - czeka, gdy on bez pozwolestwa 
mistrzowego stan nie moe, a mistrzowi jego rozum potrzebny, dla ktrego 
cigle go na rne dwory posya, wic mu i nieatwo pozwoli.
- Pierwej musz stryjca wykupi.
- Tak... i wreszcie pytaem si o Lichtensteina. Nie ma go tu i nie bdzie w 
Raciku, gdy wysan jest do krla angielskiego po ucznikw. A o stryja niech 
ci gowa nie boli. Gdy krl albo tutejsza ksina sowo rzekn, to z okupem nie 
pozwoli mistrz krci.
- Tym bardziej e mam jeca znacznego, rycerza de Lorche, ktren jest pan mony 
i midzy nimi sawny. Rad by on si pewnie wam, panie, pokoni i znajomo z 
wami uczyni, bo nikt wicej nad niego nie wielbi sawnych rycerzy.
To rzekszy, skin na pana de Lorche, ktren sta w pobliu, a w rozpytawszy 
si ju poprzednio, z kim Zbyszko rozmawia, zbliy si skwapliwie, bo istotnie 
zapon chci poznania tak sawnego jak Powaa rycerza.
Wic gdy ich Zbyszko zaznajomi, skoni si wytworny Gel-dryjczyk jak 
najukadniej i rzek:
- Jeden tylko byby wikszy zaszczyt, panie, od ucinicia waszej doni, a to 
potyka si z wami w szrankach albo w bitwie.
Na to umiechn si potny rycerz z Taczewa, gdy przy drobnym i szczupym 
panu de Lorche wyglda jak gra, i rzek:
- A ja tam rad, e si spotkamy jeno przy penych konwiach i da Bg, nigdy 
inaczej.
De Lorche za zawaha si nieco, a potem ozwa si jakby z pewn niemiaoci:
- Gdybycie jednak, szlachetny panie, chcieli twierdzi, e panna Agnieszka z 
Dugolasu nie jest najpikniejsz i najcno-tliwsz dam w wiecie... Wielki 
byby dla mnie honor... zaprzeczy i...
Tu przerwa i pocz patrze w oczy Powale z szacunkiem, ba! nawet z 
uwielbieniem, ale bystro i uwanie.
Ale w, czy dlatego e wiedzia, i zgnitby go w dwch palcach jak orzech, czy 
dlatego e dusz mia niezmiernie dobrotliw i weso, rozemia si gono i 
rzek:
- Ba, ja swego czasu lubowaem ksinie burgundzkiej, ale ona wwczas miaa z 
dziesi rokw wicej ode mnie; jeelibycie wic, panie, chcieli twierdzi, e 
moja ksina nie jest starsza od waszej panny Agnieszki, to trzeba nam bdzie 
zaraz na ko...
Usyszawszy to, de Lorche popatrza przez chwil w zdumieniu na pana z Taczewa, 
po czym twarz pocza mu drga i wreszcie wybuchn i on szczerym miechem.
A Powaa pochyli si, otoczy mu biodra ramieniem, nagle podnis go z ziemi i 
pocz koysa go z tak atwoci, jakby pan de Lorche by niemowlciem.
- Pax! pax! - rzek -jak mwi biskup Kropido... Udalicie mi si, rycerzu, i 
prze Bg, nie bdziemy si potykali o adne damy.
Za czym, uciskawszy go, postawi na ziemi, gdy wanie przy wejciu na 
dziedziniec hukny nagle trby - i wszed ksi Ziemowit pocki z maonk.
- Tutejsi ksistwo przed krlem i przed ksiciem Januszem przybywaj - rzek do 
Zbyszka Powaa - bo cho to uczta u starosty, ale zawsze Pocku - oni 
gospodarze. Pjd ze mn do pani bo j znasz jeszcze z Krakowa, gdzie si do 
krla za tob przyczyniaa.
I wziwszy go za rk, powid przez dziedziniec. Za ksiciem i za ksin szli 
dworzanie i dwrki, wszyscy z powodu obecnoci krla bardzo strojni i wietni, 
e a cay dziedziniec zajania od nich jak od kwiatw. Zbyszko, zbliajc si 
z Powa, przepatrywa z dala twarze, czyli nie dojrzy midzy nimi znajomych, i 
nagle a przystan ze zdumienia.
Bo oto tu za ksin ujrza rzeczywicie znajom posta i znajom twarz, ale 
tak powan, tak pikn i tak pask, i pomyla, e go chyba oczy myl.
- Jagienka-li to czyli moe crka ksistwa na Pocku?
Ale to bya Jagienka Zychwna ze Zgorzelic, gdy w chwili gdy oczy ich spotkay 
si, umiechna si do niego zarazem przyjanie i litociwie, a potem 
przyblada nieco i nakrywszy oczy powiekami, staa w zotej przepasce na 
ciemnych wosach i w niezmiernym blasku swej piknoci, wysoka, smutna i cudna, 
nie tylko do ksiniczki, ale do prawdziwej krlewny podobna.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXXI
Zbyszko podj pani na Pocku pod nogi i suby jej swoje ofiarowa, ale ona 
nie poznaa go w pierwszej chwili, gdy nie widziaa go od dawnego czasu. A 
dopiero, gdy jej powiedzia, jako go woaj - rzeka:
- Prawdziwie! A ja mylaam, e kto z dworu krlewskiego. Zbyszko z Bogdaca! 
Jake! goci tu u nas wasz stryjko, stary rycerz z Bogdaca, i pamitam, jako i 
mnie, i moim dwrkom luzy ciurkiem leciay, gdy nam o was prawi. A 
odnalelicie wasz niewiast? gdzie ona teraz?
- Zmara mi, miociwa pani...
- O miy Jezu! Nie mwcie, bo pakania nie strzymam. Jedno to pociecha, e 
pewnie w niebie, a wycie modzi. Mocny Boe! mde to stworzenie - kada 
niewiasta. Ale w niebie za wszystko nagroda i tam j znajdziecie. Za stary 
rycerz z Bogdaca jest tu z wami?
- Nie masz go, bo w niewoli u Krzyakw, z ktrej jad go wykupi.
- To i jemu si nie poszczcio. A zdawa si czek bystry i wszelaki obyczaj 
znajcy. Ale jak go wykupicie, zajedcie te do nas. Radzi was ugocim, bo 
szczerze powiadam, e jemu na rozumie, a wam na gadkoci nie zbywa.
- Uczynim tak, miociwa pani, tym bardziej em i teraz umylnie tu przyjecha, 
aby wasz mio o dobre sowo za nim prosi.
- Dobrze. Przyjdcie jutro przed wyjazdem na owy, to bd miaa czas...
Dalsze jej sowa przerwa znowu huk trb i kotw oznajmujcych przybycie 
ksistwa Januszw Mazowieckich. Poniewa Zbyszko z pani na Pocku sta tu przy 
wejciu, wic ksina Anna Danuta spostrzega go od razu i natychmiast zbliya 
si do niego, nie zwaajc na pokony gospodarza starosty.
A w modzianku rozdaro si na nowo serce na jej widok, wic klkn przed ni i 
objwszy rkoma jej kolana, klcza w milczeniu, ona za pochylia si nad nim i 
cisnwszy mu domi skronie, ronia z po zie na jego jasn gow, zupenie 
jak matka, ktra pacze nad nieszczciem syna.
I ku wielkiemu zdziwieniu dworzan i goci pakaa tak dugo, powtarzajc: "O 
Jezu, o Jezu miosierny!" - po czym podniosa Zbyszka z klczek i rzeka:
- Pacz po niej, po mojej Danuce, i pacz nad tob. Bg tak wszelako 
zrzdzi, e na nic byy twoje trudy i na nic teraz nasze zy. Ale ty mi praw o 
niej i jej mierci, bo chobym do pnocka suchaa, nigdy nie bdzie mi tego 
dosy.
I wzia go na stron, tak jak poprzednio bra go pan z Taczewa. Ci z goci, 
ktrzy nie znali Zbyszka, poczli dopytywa si o jego przygody i w ten sposb 
przez jaki czas wszyscy rozmawiali tylko o nim, o Danusi i o Jurandzie. 
Dopytywali si take posowie krzyaccy, Frydrych von Wenden, komtur toruski, 
wysany na spotkanie krla, i Jan von Schonfeld, komtur z Osterody. Ten ostatni, 
Niemiec, ale rodem ze lska, umiejc dobrze po polsku, z atwoci dopyta, o 
co chodzi, i wysuchawszy opowieci z ust Jaka z Zabierza, dworzanina ksicia 
Janusza, rzek:
- Danveld i de Lowe byli samemu mistrzowi podejrzani - e zajmowali si czarn 
magi.
Po czym pomiarkowa wnet, e jednak opowiadanie podobnych rzeczy mogo rzuci na 
cay Zakon cie taki. jaki pad swego czasu na Templariuszw, i doda prdko:
- Tak przynajmniej bajczarze prawili, ale to nie bya prawda, bo takich nie masz 
midzy nami.
Lecz stojcy w pobliu pan z Taczewa odpowiedzia:
- Komu wadzi chrzest Litwy, tego moe mierzi i krzy.
- My krzy na paszczach nosim - odpowiedzia z dum Schonfeld.
Na to za Powaa:
- A trzeba go nosi w sercach.
Tymczasem zagray trby jeszcze rozgoniej i nadszed krl, a z nim razem 
arcybiskup gnienieski, biskup krakowski, biskup pocki, kasztelan krakowski i 
kilku innych dygnitarzy i dworzan, midzy ktrymi by i Zyndram z Maszkowic, 
herbu Soce, i mody knia Jamont, przyboczny paski. Krl mao si zmieni od 
czasu, jak go Zbyszko nie widzia. Na jagodach mia takie same mocne rumiece, 
takie same dugie wosy, ktre co chwila zakada za uszy, i tak samo 
niespokojnie strzelajce oczy. Zdawao si tylko Zbyszkowi, e wicej ma w sobie 
powagi i wicej majestatu, jak gdyby si ju czu pewniejszy na tym tronie, 
ktry po mierci krlowej chcia by zrazu opuci, nie wiedzc, czy si na nim 
osiedzi, i jak gdyby wiadomszy teraz by swej niezmiernej potgi i siy. Obaj 
ksita mazowieccy ustawili si zaraz przy bokach pana, od przodu bili 
powitalne pokony Niemcy-posowie, a naok stanli dygnitarze i przedniejsi 
dworscy. Mury okalajce dziedziniec dray od nieustajcych okrzykw, od odgosu 
trb i grzmienia kotw.
Gdy wreszcie nastaa cisza, pose krzyacki von Wenden pocz co mwi o 
sprawach Zakonu, ale krl, gdy po kilku sowach zmiarkowa, do czego zmierza 
przedmowa, machn niecierpliwie rk i ozwa si swym grubym, dononym gosem:
- Milczaby! Na uciech my tu przyszli - i jado a napitek, nie twoje 
pergaminy, radzi obaczym.
Lecz umiechn si przy tym dobrotliwie, nie chcc, aby Krzyak myla, e mu 
gniewnie odpowiada, i doda:
- O sprawach bdzie czas gada z mistrzem w Raciku. Potem do ksicia 
Ziemowita:
- A jutro do puszczy na w - co?
Pytanie to byo zarazem oznajmieniem, e tego wieczoru nie chce o czym innym 
mwi, jeno o owach, w ktrych z caej duszy si kocha i dla ktrych rad na 
Mazowsze przyjeda, gdy Mao- i Wielkopolska mniej byy lesiste, a w 
niektrych ziemiach tak ju zaludnione, e im zgoa brako lasw.
Wic poweselay oblicza, bo wiedziano, e krl przy rozmowie o owach bywa take 
i wes, i niezmiernie askaw. Ksi Ziemowit pocz te zaraz opowiada, dokd 
pojad i na jakiego zwierza bd polowali, a ksi Janusz posa jednego z 
dworzan, aby sprowadzi z miasta jego dwch "brocw", ktrzy ubry wywodzili z 
ostpw za rogi i amali koci niedwiedziom, pragn ich bowiem krlowi 
pokaza.
Zbyszko chcia bardzo pj pokoni si panu, ale nie mg do niego dostpi. Z 
dala tylko knia Jamont, zapomniawszy widocznie o ostrej odpowiedzi, jak swego 
czasu mody rycerz da mu w Krakowie, kiwn mu przyjanie gow, dajc zarazem 
zna na migi, aby si do niego przy sposobnoci zbliy. Ale w tej chwili jaka 
rka dotkna ramienia modego rycerza i sodki, smutny gos ozwa si tu przy 
nim:
- Zbyszku...
Modzian odwrci si i ujrza przed sob Jagienk. Zajty poprzednio powitaniem 
ksiny Ziemowitowej, a nastpnie rozmow z ksin Januszow, nie mg 
dotychczas zbliy si do dziewczyny, wic ona sama, korzystajc z zamieszania, 
jakie wywoao przybycie krla, przysza ku niemu.
- Zbyszku - powtrzya - niech ci pocieszy Bg i Najwitsza Panna.
- Bg wam zapa - odpowiedzia rycerz.
I spojrza z wdzicznoci w jej modre oczy, ktre w tej chwili przesoniy si 
jakby ros. Po czym stali przed sob w milczeniu, bo cho ona przysza do niego 
jak dobra i smutna siostra, wydaa mu si jednak w swej krlewskiej postawie i w 
wietnych dworskich szatach tak inn od dawnej Jagienki, e w pierwszej chwili 
nie mia nawet mwi jej: ty, jak ongi w Zgorzelicach i w Bogdacu. Ona za 
mylaa, e po tych sowach, ktre wyrzeka, nie ma mu nic wicej do 
powiedzenia.
I a zakopotanie odbio si na ich twarzach. Ale w tej chwili rum uczyni si 
na dziedzicu, albowiem krl zasiad do wieczerzy. Do Zbyszka zbliya si znw 
ksina Januszowa i rzeka:
- aoliwa to bdzie dla nas obojga uczta, ale mi su, jako dawniej sugiwa.
Wic mody rycerz musia odej od Jagienki i gdy gocie zasiedli, stan przy 
awce za plecami ksiny, aby zmienia miski i nalewa jej wody i wina. Suc, 
mimo woli spoglda kiedy niekiedy na Jagienk, ktra bdc dwrk ksiny na 
Pocku, siedziaa tu obok niej i - rwnie mimo woli musia podziwia jej 
urod. Jagienka od tych kilku lat urosa znacznie, ale zmieni j jednak nie 
tyle wzrost, ile powaga, ktrej nie miaa przedtem ani ladu. Dawniej, gdy w 
kouszku i z limi w roztarganych wosach ganiaa na koniu po borach i lasach, 
mona j byo poczyta bogdaj za urodziw chopiank, teraz na pierwszy rzut oka 
wida w niej byo dziewk znacznego rodu i wielkiej krwi - taki rozlewa si w 
jej twarzy spokj. Zbyszko zauway te, e znika jej dawna wesoo, ale temu 
mniej si dziwi, wiedzia bowiem o mierci Zycha. Dziwia go natomiast 
najwicej ta jakowa jej godno, i z pocztku zdawao mu si, e to strj daje 
jej takie pozory. Wic spoglda kolejno to na zot przepask, ktra obejmowaa 
jej biae jak nieg czoo i ciemne wosy spadajce w dwch warkoczach na plecy, 
to na niebiesk, obcis, a bramowan purpurowym szlakiem szat, pod ktr 
rysowaa si wyranie jej strzelista posta i dziewicza pier i - mwi sobie: 
"Icie prawa ksiniczka!" Ale potem uzna, e to nie tylko ubir jest przyczyn 
odmiany i e choby teraz wzia na siebie prosty kouch, to ju by nie potrafi 
jej tak lekko bra i tak by z ni miaym jak dawniej.
Zauway nastpnie, e rozmaici modzi, a nawet starsi rycerze wpatruj si w 
ni pilnie i akomie, a raz, gdy zmienia przed ksin mis, spostrzeg 
zapatrzon i jakby wniebowzit twarz pana de Lorche i na ten widok uczu na 
niego gniew w duszy. Nie uszed geldryjski rycerz bacznoci i ksiny 
Januszowej, ktra poznawszy go nagle, rzeka:
- Widzisz: de Lorche! Pewnikiem znw si w kim kocha, bo cakiem oln.
Za czym pochylia si nieco nad stoem i spojrzawszy w bok ku Jagience, rzeka:
- Wiera, e gasn inne wieczki przy tej pochodni. Zbyszka cigno jednak do 
Jagienki, gdy wydaa mu si jakby kochajca i kochana krewna, i czu, e 
lepszej splniczki do smutku i wikszej litoci w niczyim sercu nie znajdzie, 
ale tego wieczora nie mg do niej wicej przemwi, a to dlatego, e by zajty 
sub, a po wtre, e przez cay czas uczty gdkowie piewali pieni albo trby 
czyniy tak haaliw muzyk, e ci nawet, ktrzy koo siebie siedzieli, 
zaledwie mogli si dosysze. Obie te ksine, a z nimi niewiasty, wstay 
wczeniej od stow, od krla, ksit i rycerzy, ktrzy mieli zwyczaj do pna 
w noc zabawia si kielichami. Jagience, ktra niosa poduszk do siedzenia dla 
ksiny, nijako si byo zatrzyma, wic odesza take, tylko na odchodnym 
umiechna si znw Zbyszkowi i skina mu gow.
Pno dopiero przede dniem mody rycerz, pan de Lorche i dwaj ich giermkowie 
wracali do gospody. Czas jaki szli pogreni w mylach, ale gdy ju byli 
niedaleko domu, de Lorche pocz co mwi do swego giermka, Pomorzanina, 
umiejcego dobrze po polsku, a ten zwrci si nastpnie do Zbyszka:
- Pan mj chciaby o co wasz mio zapyta.
- Dobrze - odpowiedzia Zbyszko. Wwczas tamci znw pogadali chwil z sob, po 
czym Pomorzanin, umiechajc si nieco pod wsem, rzek:
- Pan mj chciaby spyta: czy to jest pewna, e ta panna, z ktr wasza mio 
rozmawiaa przed uczt, jest miertelna, czyli te to jest wanie anio albo 
wita?
- Powiedz twemu panu - odpowiedzia z pewn niecierpliwoci Zbyszko - e ju 
mnie drzewiej tak samo pyta i e a mi cudnie tego sucha. Bo jake: w 
Spychowie mwi mi, e si na dwr ksicia Witoldowy dla urody Litwinek wybiera, 
potem skro teje przyczyny chcia jecha do Pocka, w Pocku dzi chcia 
rycerza z Taczewa dla Agnieszki z Dugolasu pozywa, a teraz znw w inn godzi. 
Zali taka to u niego stateczno i taka rycerska wiara?
Pan de Lorche wysucha tej odpowiedzi z ust swego Pomorczyka, westchn 
gboko, popatrzy chwil w blednce nocne niebo i tak na zarzuty Zbyszkowe 
odpowiedzia:
- Susznie mwisz. Ni statku, ni wiary! bom jest czek grzeszny i niegodny 
ostrg rycerskich nosi. Co do panny Agnieszki z Dugolasu prawda - lubowaem 
jej i Bg da, e wytrwam, ale uwa, jak ci wzrusz, gdy ci opowiem, jak 
okrutnie ze mn w czerskim zamku postpia.
Tu znw westchn, znw spojrza w niebo, na ktrego wschodzie czynia si coraz 
janiejsza smuga, i poczekawszy, dopki Pomorzanin nie przetumaczy jego sw, 
tak dalej po chwili mwi:
- Powiedziaa mi, e wrogiem jej jest pewien czarnoksinik w wiey wrd lasw 
mieszkajcy, ktry corocznie smoka przeciw niej wysya, a w podchodzi kadej 
wiosny pod mury czerskie i patrzy, czyby jej pochwyci nie zdoa. Co gdy 
rzeka, wraz owiadczyem, e bd walczy ze smokiem. Ach! uwa, co dalej 
opowiem: gdym stan na wskazanym miejscu, ujrzaem okropn potwor czekajc 
mnie nieruchomie i rado zalaa mi dusz, bom myla, e albo polegn, albo 
dziewic z plugawej paszczy ocal i niemierteln saw pozyskam. Ale gdym 
natar z bliska kopi na poczwar, cem, jak mniemasz, ujrza? Oto wielki wr 
somy na drewnianych kokach, z ogonem z powrse! I miech ludzki, nie saw, 
zyskaem, i a dwch mazowieckich rycerzy musiaem potem pozwa, od ktrych obu 
ciki szwank w szrankach poniosem. Tak postpia ze mn ta, ktrm nad 
wszystkie uwielbi i jedn jedyn kocha chciaem...
Pomorzanin, tumaczc sowa rycerza, wypycha jzykiem od rodka policzki i 
chwilami przygryza go, aby nie parskn, a i Zbyszko w innych czasach byby si 
rozemia z pewnoci, ale e bole i niedola wyszlamoway w nim do cna 
wesoo, wic odrzek powanie:
- Moe z pustoty to jeno uczynia, nie ze zoci.
- Tote jej przebaczyem odpowiedzia de Lorche - a najlepszy dowd masz w tym, 
em si z rycerzem z Taczewa chcia ojej pikno i cnot potyka.
- Nie czy tego - rzek jeszcze powaniej Zbyszko.
- Ja wiem, e to mier, ale wolej mi polec ni w cigym smutku i strapieniu...
- Panu Powale ju takie rzeczy nie w gowie. Pjd lepiej jutro ze mn do niego 
i zawrzyj z nim przyja.
- Tak i postpi, bo mnie do serca przycisn, ale on jutro na owy z krlem 
jedzie.
- To pjdziem z rana. Krl miuje owy, atoli i wywczasem nie gardzi, a dzi do 
pna biesiadowa.
I tak uczynili, ale na prno, gdy Czech, ktry jeszcze przed nimi na zamek 
popieszy, aby si widzie z Jagienk, oznajmi im, e Powaa spa nie u siebie 
tej nocy, jeno na pokojach krlewskich. Opaci im si wszelako zawd, bo 
spotka ich ksi Janusz i kaza im si do swego orszaku przyczy, przez co 
mogli wzi udzia w owach. Jadc ku puszczy, znalaz te Zbyszko sposobno 
rozmwienia si z kniaziem Jamontem, ktry powiedzia mu dobr nowin.
- Rozbierajc krla do oa - rzek - przypomniaem mu ciebie i twoj krakowsk 
przygod. A e by przy tym rycerz Powaa, wic zaraz przyda, e ci stryj ca 
Krzyaki chyciy, i prosi krla, aby si o niego upomnia. Krl, ktry okrutnie 
jest na nich za porwanie maego Jaka z Kretkowa i za inne napaci zagniewan, 
rozsierdzi si jeszcze wicej: "Nie z dobrym sowem - powiada - by do nich, ale 
z dzid! z dzid! z dzid!" A Powaa umylnie drew na w ogie dorzuca. Rano 
te, gdy posowie krzyaccy czekali przy bramie, ani ci na nich krl spojrza, 
chocia si do ziemi kaniali. Hej, nie wydobd oni z niego teraz obietnicy, 
ie nie bdzie kniazia Witolda wspomaga - i nie bd wiedzieli, co pocz. Ale 
ty bd pewien, e o twego stryjca nie zaniecha krl samego mistrza przycisn.
I tak pocieszy jego dusz kniazik Jamont, a jeszcze bardziej pocieszya j 
Jagienka, ktra towarzyszc ksinie Ziemowitowej do puszczy, postaraa si o 
to, aby z powrotem jecha obok Zbyszka. Podczas oww bywaa wielka swoboda, 
wracano przeto zwykle parami, a e nie chodzio o to adnej parze, by by zbyt 
blisko drugiej, wic mona si byo rozmwi swobodnie. Jagienka dowiedziaa si 
ju poprzednio o Makowej niewoli od Czecha i nie stracia czasu. Na jej prob 
daa ksina list do mistrza, a prcz tego wymoga, e nadmieni o tym i kom-tur 
toruski von Wenden w pimie, w ktrym zdawa spraw z tego, co w Pocku si 
dzieje. Chwali si on sam przed ksin, i dopisa, e: "chcc krla 
udobrucha, nie mona mu w tej sprawie czyni trudnoci". A mistrzowi chodzio 
wielce w tej chwili o to, aby jak najbardziej potnego wadc udobrucha i z 
cakowitym bezpieczestwem obrci wszystkie siy na Witolda, z ktrym Zakon 
istotnie nie umia sobie dotychczas da rady.
- I tak, com moga, tom wskraa, baczc, aby za nie byo mitrgi - koczya 
Jagienka - a e krl, nie chcc siostrze w wielkich sprawach ustpi, bdzie si 
pewnie stara wygodzi jej cho w mniejszych, przeto mam jako najlepsz 
nadziej.
- eby nie z tak zdradliwymi ludmi sprawa - odpowiedzia Zbyszko - tobym po 
prostu odwiz okup i na tym by si skoczyo, z nimi wszelako moe si 
przygodzi, jako si Tolimie przygodzio, e i pienidze zagrabi, i temu, co je 
przywiz, nie przepuszcz, jeli za nim jakowa potga nie stoi.
- Rozumiem - odrzeka Jagienka.
- Wy teraz wszystko rozumiecie - zauway Zbyszko - i pkim yw, wdziczen wam 
bd.
A ona, podnisszy na niego swe smutne i dobre oczy, zapytaa:
- Czemu za nie mwisz mi: ty, jako znajomce od maego.
- Nie wiem - odpowiedzia szczerze. - Co mi nieacno... i wycie ju nie ten 
dawny skrzat, jakoci e bywali, jeno... niby... co cakiem...
I nie umia znale porwnania, ale ona przerwaa mu wysiek i rzeka:
- Bo mi kilka rokw przybyo... A Niemce i mnie rodzica na lsku zabiy.
- Prawda! - odrzek Zbyszko. - Daj mu Boe wiato wiekuist.
Czas jaki jechali cicho obok siebie, zamyleni i jakby zasuchani w nieszporny 
szum sosen, po czym ona spytaa znowu:
- A po wykupie Maka ostaniecie w tych stronach? Zbyszko spojrza na ni jakby 
ze zdziwieniem, gdy dotd oddany by tak wycznie alowi i smutkom, e ani do 
gowy nie przyszo mu pomyle o tym, co bdzie pniej. Wic podnis oczy w 
gr, jakby si namylajc, a po chwili odrzek:
- Nie wiem! Chryste miosierny! skde mam wiedzie? To jeno wiem, e gdzie 
powdruj, tam i dola moja pjdzie za mn. Hej! cika dola!... Stryja wykupi, 
a potem chyba do Witolda pjd, lubw przeciw Krzyakom dopeni - i moe 
zgin.
A na to zamgliy si oczy dziewczyny i pochyliwszy si nieco ku modziankowi, 
zacza mwi z cicha, jakby z prob:
- Nie gi, nie gi!
I znw przestali rozmawia, a dopiero pod samymi murami miasta Zbyszko 
otrzsn si z myli, ktre go gryzy, i rzek:
- A wy... a ty - ostaniesz tu przy dworze?
- Nie - odpowiedziaa. - Cni mi si bez braci i bez Zgorzelic. Cztan i Wilk 
musieli si tam ju poeni, a chociaby i nie, to si ju ich nie boj.
- Da Bg, e ci stryj Mako do Zgorzelic odwiezie. Taki on ci przyjaciel, e we 
wszystkim moesz si na niego zda. Ale i ty o nim pamitaj...
- wicie ci to przyrzekam, e mu bd jako rodzone dziecko...
I po tych sowach rozpakaa si na dobre, bo w sercu uczynio si jej ogromnie 
smutno.
Nazajutrz dzie Powaa z Taczewa przyszed do gospody Zbyszka i rzek mu:
- Po Boym Ciele krl zaraz do Racia wyjeda na spotkanie z wielkim mistrzem, 
a ty jest do rycerzy krlewskich zaliczon i razem z nami ruszysz.
A Zbyszko a si sponi z uciechy po tych sowach - nie tylko bowiem 
ubezpieczao go to zaliczenie do rycerzy krlewskich od zdrad i podstpw 
krzyackich, ale okrywao go chwa niezmiern. Nalea przecie do tych rycerzy 
i Zawisza Czarny, i bracia jego: Farurej i Kruczek, i sam Powaa, i Krzon z 
Kozichgw, i Stach z Charbimowic, i Paszko Zodziej z Biskupic, i Lis z 
Targowiska - i wielu innych strasznych, najsawniejszych, o ktrych wiedziano w 
kraju i za granic. Niewielki ich zastp wzi krl Jagieo z sob, bo 
niektrzy w domu zostali, a inni szukali przygd w zamorskich, odlegych 
krajach, ale to wiedzia, e i z tymi mg, nie lkajc si zdrady krzyackiej, 
choby do Malborga jecha, gdy w razie czego mury pokruszyliby potnymi 
ramiony i wy siekli mu drog wrd Niemcw. Mogo te zapon dum mode 
Zbyszkowe serce na myl, e takich bdzie miao towarzyszw.
Wic Zbyszko w pierwszej chwili zapomnia nawet o swoim alu - i ciskajc rce 
Poway z Taczewa, mwi do niego z radoci:
- Wam to, nie komu, winienem, panie, wam! wam!
- Mnie w czci - odrzek Powaa - w czci tutejszej ksi-nie, ale najbardziej 
panu naszemu miociwemu, ktrego id zaraz podj pod nogi, by ci za o 
niewdziczno nie posdzi.
- Jakom dla niego zgin gotw, tak mi dopom Bg! - zawoa Zbyszko.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXXII
Zjazd na wyspie wilanej w Raciu, na ktry krl uda si koo Boego Ciaa, 
odbywa si pod z wrb i nie doprowadzi do takiej zgody i zaatwienia 
rnych spraw jak te, ktre w tym samym miejscu odbyy si we dwa lata pniej i 
na ktrych odzyska krl zastawion zdradliwie przez Opolczyka Krzyakom ziemi 
dobrzysk wraz z Dobrzyniem i Bobrownikami. Jagieo przyby rozdranion wielce 
obmow, jakiej dopuszczali si wzgldem niego Krzyacy po dworach zachodnich i w 
samym Rzymie, a zarazem zgniewany nieuczciwoci Zakonu. Mistrz nie chcia 
ukadw o Dobrzy prowadzi, czyni za to umylnie - i zarwno on sam, jak i 
inni dygnitarze zakonni powtarzali codziennie Polakom: "Wojny ni z wami, ni z 
Litw nie chcemy, ale mujd nasza, bo sam Witold nam j odda. Obiecnijcie, ie 
nie bdziecie mu pomagali, to wojna z nim prdzej si skoczy, a wwczas pora 
bdzie gada o Dobrzyniu, i sia wam ustpstw poczynimy". Ale rajcy krlewscy, 
majc bystry, dowiadczony rozum i znajc kamstwo krzyackie, nie dawali si 
zdurzy: "Gdy w potg wzroniecie, zuchwaoci wam jeszcze przybdzie - 
odpowiadali mistrzowi. - Mwicie, e nic wam do Litwy, a Skirgie chcecie na 
stolcu w Wilnie posadzi. Ale na miy Bg! wdy to Jagieowe dziedzictwo, 
ktry jeden, kogo chce, ksiciem na Litwie stanowi - przeto si hamujcie, aby 
was nie pokara nasz wielki krl!" Na co mistrz mwi, e jeli krl jest 
prawdziwym panem Litwy, nieche nakae Witoldowi, by wojny zaniecha i Zakonowi 
mujd wrci - gdy inaczej Zakon musi uderzy w Witolda tam, gdzie go 
dosign i zrani moe. I w ten sposb spory wloky si od rana do wieczora 
jakoby bdn drog idc w kko. Krl, nie chcc si do niczego zobowiza, 
niecierpliwi si coraz bardziej i mwi mistrzowi, ze gdyby mujd bya pod 
krzyack rk szczliwa, nie poruszyby si Witold i jednym palcem, bo nie 
znalazby ni pozoru, ni przyczyny. Mistrz, ktry by czowiekiem spokojnym i 
lepiej od innych braci zdawa sobie spraw z potgi Jagieowej, stara si 
krla uagodzi i nie zwaajc na szemranie niektrych zapalczywych i dumnych 
kom-turw, nie szczdzi pochlebnych sw, a chwilami uderza i w pokor. Ale e 
nawet w tej pokorze nieraz odzyway si ukryte pogrki, przeto nie wiodo to do 
niczego. Ukady o rzeczy wane rozchwiay si prdko i drugiego ju dnia poczto 
mwi tylko o sprawach pomniejszych. Natar krl ostro na Zakon o utrzymywanie 
kup otrw, o napaci i grabiee nad granic, o porwanie Jurandwny i maego 
Jaka z Kretkowa, o mordowanie kmieciw i rybakw. Mistrz wypiera si, 
wykrca, przysiga, e to byo bez jego wiedzy, i wzajem wyrzuty czyni, e 
nie tylko Witold, ale i rycerze polscy pomagali pogaskim mujdzinom przeciw 
Krzyakowi - na dowd czego przytoczy Maka z Bogdaca. Szczciem, wiedzia 
ju krl przez Powa, czego rycerze z Bogdaca szukali na mujdzi - i umia na 
zarzut odpowiedzie, tym atwiej, e w orszaku jego by Zbyszko, a w mistrzowym 
obaj von Badenowie, ktrzy przybyli w tej nadziei, e zdarzy im si moe z 
Polakami w szrankach potyka.
Ale nie byo i tego. Chcieli Krzyacy, w razie gdyby im gadko poszo, zaprosi 
wielkiego krla do Torunia i tam przez kilka dni wyprawia na jego cze uczty i 
igrzyska, ale wobec nieuda-ych ukadw, ktre zrodziy zobopln niech i 
gniew, brako do zabaw ochoty. Na boku tylko w porannych godzinach midzy sob 
popisywali si nieco wzajem rycerze si i zrcznoci, lecz jak mwi wesoy 
knia Jamont, poszo i to pod wos Krzyakom, gdy Powaa z Taczewa okaza si 
tszym na rk od Arnolda von Baden, Dobek z Olenicy kopi, a Lis z Targowiska 
skakaniem przez konie wszystkich przewyszy. Przy tej sposobnoci porozumiewa 
si Zbyszko z Arnoldem von Baden o okup. De Lorche, ktry jako grabia i pan 
wielkiego znaczenia patrzy na Arnolda z gry. sprzeciwia si temu. twierdzc, 
i sam wszystko na siebie bierze. Zbyszko jednak mniema, e cze rycerska 
nakazuje mu zapaci t ilo grzywien, do ktrej si zobowiza, i dlatego 
chocia sam Arnold chcia spuci z ceny, nie przyj ani tego ustpstwa, ani 
porednictwa pana de Lorche.
Arnold von Baden by czowiekiem do prostym, ktrego najwiksz zalet 
stanowia olbrzymia sia ramienia, do gupowa-tym, nieco na pienidze akomym, 
ale prawie uczciwym. Nie byo w nim chytroci krzyackiej i dlatego nie ukrywa 
przed Zbyszkiem. z jakiej przyczyny nie chce spuci z umwionej ceny: "Do 
ukadw - mwi - midzy wielkim krlem a mistrzem nie przyjdzie, ale przyjdzie 
do wymiany jecw - a w takim razie bdziesz mg stryja darmo odebra. Ja wol 
wzi co ni nic, gdy mieszek u mnie zawsze prny i nieraz ledwie na trzy 
garnce piwa dziennie wstrzyma, za bez piciu lub szeciu krzywda mi!" Lecz 
Zbyszko gniewa si na niego za takie sowa: "Pac, bom da rycerskie sowo, a 
taniej nie chc, aby wiedzia, emy tyle warci". Na to ciska go Arnold, a 
rycerze i polscy, i krzyaccy chwalili go, mwic: "Suszna, ie w tak modych 
latach pas i ostrogi nosi, bo si do czci i godnoci poczuwa".
Tymczasem krl z mistrzem uoyli si istotnie o wymian jecw, przy czym 
ukazay si dziwne rzeczy, o ktrych biskupi i dygnitarze Krlestwa pisali 
pniej listy do papiea i rnych dworw: oto w rkach polskich sporo byo 
wprawdzie jecw. ale byli to mowie doroli, w sile wieku, wzici zbrojn rk 
w nadgranicznych bitwach i potyczkach. Tymczasem w rkach krzyackich znajdowaa 
si wikszo niewiast i dzieci, pojmanych wrd nocnych napadw dla okupu. Sam 
papie w Rzymie zwrci na to swoj uwag i pomimo caej przebiegoci Jana von 
Felde, prokuratora krzyackiego w stolicy apostolskiej, gono wyraa swj 
gniew i oburzenie na Zakon.
Co do Maka, byy trudnoci. Nie czyni ich mistrz naprawd, ale tylko pozornie, 
aby kademu ustpstwu przyda wagi. Twierdzi wic, e rycerz chrzecijanin, 
ktry wojowa razem ze mujdzinami przeciw Zakonowi, powinien by po 
sprawiedliwoci skazan na mier. Prno rajcy krlewscy przytaczali na nowo 
wszystko, co im byo wiadomym o Jurandzie i jego crce, oraz o straszliwych 
krzywdach, jakich si wzgldem tych dwojga i wzgldem rycerzy z Bogdaca 
dopucili sudzy Zakonu. Mistrz w odpowiedzi przytoczy dziwnym trafem te same 
prawie sowa, ktre powiedziaa w swoim czasie ksina Aleksandra Ziemowitowa do 
starego rycerza z Bogdaca:
- Za barankw si podajecie, a naszych za wilkw. Tymczasem z tych czterech 
wilkw, ktrzy w porwaniu Jurandwny wzili udzia, ani jeden nie ywie, a 
barankowie chodz przezpiecznie po wiecie.
I bya to prawda, wszelako na t prawd odpowiedzia obecny przy obradach pan z 
Taczewa nastpujcym pytaniem:
- Tak, ale czy zabito ktrego zdrad? I zali ci, ktrzy polegli, nie polegli 
wszyscy z mieczami w rku?
Mistrz nie mia co na to odrzec, a gdy spostrzeg przy tym, e krl poczyna 
marszczy si i byska oczyma, ustpi, nie chcc doprowadza gronego wadcy 
do wybuchu. Uradzono potem, e kada strona wyle postw po odbir jecw. Ze 
strony polskiej mianowani zostali w tym celu Zyndram z Maszkowic, ktry pragn 
si potdze krzyackiej z bliska przypatrze, i rycerz Powaa, a z nimi razem 
Zbyszko z Bogdaca.
Zbyszkowi usug t odda knia Jamont. Przyczyni si za nim do krla w tej 
myli, e modzian i zobaczy prdzej stryjca, i tym pewniej go odwiezie, gdy 
pojedzie po niego jako pose krlewski. A krl nie odmwi probie kniazika, 
ktry z powodu swej wesooci, dobroci i cudnego oblicza by i jego, i caego 
dworu ulubiecem, a przy tym nigdy o nic dla siebie nie prosi. Zbyszko 
dzikowa mu te z caej duszy, gdy teraz by ju zupenie pewien, e Maka z 
rk krzyackich wydostanie.
- Tobie niejeden zajrzy - mwi mu - e przy majestacie zostajesz, ale to 
sprawiedliwie tak jest, bo jeno na dobro ludzkie swojej podufaoci z krlem 
uywasz i lepszego nad ci serca nikt chyba nie ma.
- Przy majestacie dobrze - odrzek bojarzynek - ale ja bym jeszcze wola w pole 
ku Krzyakom i tego tobie zajrz, e w nich ju bija.
Po chwili za doda:
- Komtur toruski von Wenden przyjecha wczoraj, a dzi wieczr pojedziecie do 
niego na noc z mistrzem i z mistrzowym orszakiem.
- A potem do Malborga.
- A potem do Malborga.
Tu knia Jamont pocz si mia:
- Niedaleka to bdzie droga, ale kwana, bo nic od krla nie potrafili Niemce 
uzyska, a z Witoldem nie bd mieli te uciechy. Zebra ci on pono ca potg 
litewsk i na mujd idzie.
- Jeli go krl wspomoe, to bdzie wielka wojna.
- Prosz o to Pana Boga wszyscy nasi rycerze. Ale choby krl z alu nad krwi 
krzecijask wielkiej wojny nie uczyni, wspomoe Witolda zboem i pienidzmi, 
a nie bez tego take, aby co polskich rycerzy na ochotnika do niego nie poszo.
- Jako ywo - odpowiedzia Zbyszko. - A moe za to sam Zakon wypowie krlowi 
wojn?
- Ej, nie! - odpowiedzia knia - pki dzisiaj mistrz ywie, nie bdzie tego.
I mia suszno. Zbyszko zna ju mistrza dawniej, ale teraz, po drodze do 
Malborga, bdc razem z Zyndramem z Maszkowic i z Powa prawie cigle przy jego 
boku, mg mu si lepiej przypatrzy i lepiej go przezna. Ow ta podr 
utwierdzia go tylko w przekonaniu, e wielki mistrz Konrad von Jungingen nie 
by zym i zepsutym czowiekiem. Musia on czsto postpowa w sposb nieprawy, 
gdy cay Zakon krzyacki sta na nieprawoci. Musia czyni krzywdy, bo cay 
Zakon zbudowany by na ludzkiej krzywdzie. Musia kama, bo kamstwo 
odziedziczy razem z oznakami mistrzostwa, a od wczesnych lat przywyk uwaa je 
tylko za polityczn przebiego. Ale nie by okrutni-kiem, ba si sdu Boego 
i ile mg, hamowa pych i zuchwao tych dygnitarzy zakonnych, ktrzy pchali 
umylnie do wojny z potg Jagieow. By jednake czowiekiem sabym. Zakon 
tak dalece przywyk od caych wiekw czyha na cudze, grabi, zabiera si lub 
podstpem przylege ziemie, e Konrad nie tylko nie umia powcign tego 
drapienego godu, ale mimo woli, si nabytego pdu sam poddawa mu si i 
usiowa go zaspokoi. Dalekie te byy ju czasy Winrycha von Kniprode, czasy 
elaznej karnoci, ktr Zakon wprawia w podziwienie wiat cay. Ju za 
poprzedniego przed Jungingenem mistrza, Konrada Wallenroda, Zakon upoi si 
wasn coraz wzrastajc potg, ktrej nie zdoay osabi chwilowe klski, 
odurzy si saw, powodzeniem, krwi ludzk, tak e rozluniy si karby, ktre 
trzymay go w sile i jednoci. Mistrz przestrzega, ile mg, prawa i 
sprawiedliwoci, ile mg, agodzi osobicie elazn rk Zakonu cic na 
chopach, mieszczanach, a nawet na duchowiestwie i szlachcie siedzcej na 
prawie lennym w ziemiach krzyackich, wic w pobliu Malborga ten i w kmie 
albo mieszczanin mg si pochwali nie tylko dostatkiem, lecz i bogactwem. Ale 
w dalszych ziemiach samowola, srogo i rozpasanie komturw deptay prawa, 
szerzyy ucisk i zdzierstwa, wyciskay z pomoc nakadanych na wasn rk 
podatkw albo i bez wszelkiego pozoru ostatni grosz, wyciskay zy, czsto krew, 
tak e w caych obszernych krainach jeden by jk, jedna ndza i jedna skarga. 
Jeli nawet dobro Zakonu nakazywao, jak chwilami na mujdzi, wiksz agodno 
- i takie nakazy szy wniwecz wobec niesfornoci komturw i przyrodzonego im 
okruciestwa. Czu si wic Konrad von Jungingen niby wonic, ktry rozhukanymi 
powodujc komi, wypuci lejce z rk i zda wz na wol losu. Czsto te 
opanowyway jego dusz ze przeczucia, czsto przychodziy mu na myl prorocze 
sowa:
"Postanowiem ich pszczoami poytecznoci i utwierdziem na progu ziem 
chrzecijaskich, ale oto powstali przeciw mnie. Bo nie dbaj o dusz i nie 
lituj si cia tego ludu, ktry z bdu nawrci si ku wierze katolickiej i ku 
mnie. I uczynili z niego niewolnikw i nie nauczajc go przykaza Boych, i 
odejmujc mu Sakramenta wite, na wiksze jeszcze piekielne mki go skazuj, 
ni gdyby by w pogastwie pozosta. A wojny tocz ku rozpostarciu swej 
chciwoci. Przeto przyjdzie czas, ie wyamane im bd zby i bdzie ucita im 
rka prawa, a prawa noga im ochromieje, aby uznali grzechy swoje".
Mistrz wiedzia, e owe wyrzuty, ktre tajemniczy Gos uczyni Krzyakom w 
objawieniu witej Brygidy, byy suszne. Rozumia, e gmach zbudowany na cudzej 
ziemi i cudzej krzywdzie, wsparty na kamstwie, podstpie, srogoci, nie moe 
si dugo osta. Ba si, e podmywany od lat caych krwi i zami, runie od 
jednego uderzenia potnej rki polskiej; przeczuwa, e wz, ktry cign 
rozhukane konie, musi skoczy w przepaci, wic stara si, aby przynajmniej 
godzina sdu, gniewu, klski i ndzy przysza jak najpniej. Z tej przyczyny, 
pomimo swej saboci, w jednym tylko stawia niezomny opr swym dumnym i 
zuchwaym racjom: oto nie dopuszcza do walki z Polsk. Prno zarzucano mu 
boja i niedostwo, prno pograniczni komturowie parli wszelkimi siami do 
wojny. On, gdy ogie mia ju, ju wybuchn, cofa si zawsze w ostatniej 
chwili, a potem Bogu czyni dziki w Malborgu, e mu si udao miecz podniesiony 
nad gow Zakonu zatrzyma.
Ale wiedzia, e do tego przyj musi. Wic owo przewiadczenie, e Zakon stoi 
nie na prawie Boym, ale na nieprawoci i kamstwie, i owo przeczucie bliskiego 
dnia zaguby czynio go jednym z najbardziej nieszczsnych ludzi w wiecie. Byby 
niechybnie da ycie i krew, gdyby mogo by inaczej i gdyby czas by jeszcze 
zawrci na praw drog, ale sam czu, e ju nie czas! Zawrci - to by 
znaczyo odda prawym posiadaczom cae ziemie yzne, bogate i pochwycone przez 
Zakon od Bg wie jak dawna, a z nimi razem mnstwo miast tak bogatych jak 
Gdask. I nie do! To znaczyo wyrzec si mujdzi, wyrzec si zamachw na 
Litw, woy miecze do pochew, wreszcie cakiem wynie si z tych krain, w 
ktrych Zakon nie mia ju kogo nawraca - i osi chyba znw w Palestynie lub 
na ktrej z wysp greckich, aby tam Krzya od prawdziwych broni Saracenw. Ale 
byo to niepodobiestwem, gdy rwnaoby si wyrokowi zagady na Zakon. Kto by 
si na to zgodzi? i jaki mistrz mg czego podobnego zada? Konradowi von 
Jungingen zawczya si cieniem dusza i ycie, ale czowieka, ktry by z 
podobn rad wystpi, on pierwszy skazaby, jako pozbawionego zmysw, na 
ciemn izb. Trzeba byo i dalej i dalej, a do dnia, w ktrym sam Bg kres 
naznaczy. Wic szed, ale w dusznej trosce i smutku. Wos na brodzie i skroniach 
ju mu si posrebrzy, a bystre niegdy oczy pokryy si do poowy ociaymi 
powiekami. Zbyszko ani razu nie dostrzeg na jego twarzy umiechu. Oblicze 
mistrzowe nie byo grone ani nawet chmurne, byo tylko jakby zmczone jakim 
cichym cierpieniem. W zbroi, z krzyem na piersiach, w rodku ktrego by w 
czworokcie czarny orze - w biaym wielkim paszczu, rwnie przyozdobionym 
krzyem, czyni wraenie powagi, majestatu i smutku. Konrad niegdy wesoy by i 
kocha si w krotofilach, a i teraz nawet nie usuwa si od wspaniaych uczt, 
widowisk i turniejw - owszem, sam je wyprawia, ale ani w natoku wietnego 
rycerstwa, ktre przybywao w goci do Malborga, ani w zgieku radosnym, wrd 
huku trb i szczku ora, ani przy pucharach przepenionych mamazj - nie 
rozwesela si nigdy. Wwczas, gdy wszystko wok niego zdawao si dysze 
potg, wietnoci, nieprzebranym bogactwem, niezomn moc, gdy posowie 
cesarza i innych krlw zachodnich wykrzykiwali w uniesieniu, e Zakon sam 
starczy za wszystkie krlestwa i za potg caego wiata - on jeden si nie 
udzi - i on jeden pamita zowrogie sowa objawione witej Brygidzie: 
"Przyjdzie czas, ie wyamane bd ich zby i bdzie im ucita rka prawa, a 
prawa noga im ochromieje, aby uznali grzechy swoje".
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXXIII
Jechali such drog na Chem do Grudzidza, gdzie zatrzymali si na noc i 
dzie, gdy wielki mistrz mia tam do osdzenia spraw o rybowstwo midzy 
zamkowym staro-st krzyackim a okoliczn szlacht, ktrej ziemie przylegay do 
Wisy. Stamtd pynli na szkutach krzyackich rzek a do Malborga. Zyndram z 
Maszkowic, Powaa z Taczewa i Zbyszko znajdowali si przez cay czas przy boku 
mistrza, ktry ciekawy by, jakie wraenie uczyni, zwaszcza na Zyndramie, 
widziana z bliska potga krzyacka. Chodzio za mistrzowi o to dlatego, e 
Zyndram z Maszkowic by nie tylko mnym i strasznym w pojedynk rycerzem, ale 
nadzwyczaj biegym wojownikiem. W caym Krlestwie nikt tak jak on nie zna si 
na prowadzeniu wielkich wojsk, na szykowaniu hufcw do bitwy, na budowie i 
burzeniu zamkw, na rzucaniu mostw przez szerokie rzeki, na "armacie", to jest 
na uzbrojeniu u rozmaitych narodw, i na wszelkich wojennych sposobach. Mistrz, 
wiedzc, e na radzie krlewskiej duo zaleao od zdania tego ma, mniema, e 
jeli zdoa go przerazi wielko zakonnych bogactw i wojsk, to wojna odwlecze 
si jeszcze na dugo. A przede wszystkim sam widok Malborga mg przej trwog 
serce kadego Polaka, albowiem z twierdz ow, liczc Wysoki Zamek, redni i 
Przedzamcze, adna inna w caym wiecie nie moga si nawet w przyblieniu 
porwna. Ju z dala, pync Nogatem, ujrzeli rycerze potne baszty rysujce 
si na niebie. Dzie by jasny i przeroczy, wic wida je byo doskonale, a po 
niejakim czasie, gdy szkuty zbliyy si, jeszcze bardziej rozbysy szczyty 
kocioa na Wysokim Zamku i olbrzymie mury pitrzce si jedne nad drugimi - w 
czci barwy ceglanej, przewanie jednak pokryte ow synn szarobia zapraw, 
ktr przyrzdza umieli tylko mularze krzyaccy. Ogrom ich przewysza 
wszystko, co w yciu widzieli polscy rycerze. Zdawa si mogo, e tam gmachy 
wyrastaj na gmachach, tworzc w nizinnym z natury miejscu jakby gr, ktrej 
szczytem by Stary Zamek, a stokami - redni i rozoyste Przedzamcze. Bia od 
tego olbrzymiego gniazda zbrojnych mnichw moc i potga tak nadzwyczajna, e 
nawet duga i zwykle pospna twarz mistrza wypogodzia si nieco na w widok.
- Ex luto Marienburg - z bota Marienburg - rzek, zwracajc si do Zyndrama - 
ale tego bota moc ludzka nie pokruszy.
Zyndram nie odpowiedzia - i w milczeniu obejmowa oczyma wszystkie baszty i 
ogrom murw wzmocnionych potwornymi skarpami.
A Konrad von Jungingen doda po chwili milczenia:
- Wy, panie, ktrzy si na twierdzach znacie, c nam o tej powiecie?
- Twierdza widzi mi si nie do zdobycia - odrzek jakby w zamyleniu polski 
rycerz - ale...
- Ale co? Co w niej moecie przygani?
- Ale kada twierdza moe zmieni panw. Na to mistrz zmarszczy brwi.
- W jakieje to myli mwicie?
- W tej, e zakryte s przed oczyma ludzkimi sdy i wyroki Boe.
I znw patrza w zamyleniu na mury, a Zbyszko, ktremu Powaa przetumaczy 
naleycie odpowied, spoglda na niego z podziwem i wdzicznoci. Uderzyo go 
przy tym w tej chwili podobiestwo midzy Zyndramem a mujdzkim wodzem 
Skirwoi. Obaj mieli takie same ogromne gowy, jak gdyby wbite midzy szerokie 
ramiona, obaj rwnie potne piersi i takie same pakowate nogi.
Tymczasem mistrz, nie chcc, by ostatnie sowo zostao przy polskim rycerzu, 
znw zacz:
- Mwi - rzek - e nasz Marienburg sze razy wikszy od Wawelu.
- Tam na skale nie masz tyle miejsca, ile tu w rwni - odpar pan z Maszkowic - 
ale serce, widz, u nas na Wawelu wiksze. Konrad podnis ze zdziwieniem brwi:
- Nie rozumiem.
- Bo c ci jest sercem w kadym zamku, jeli nie koci? A nasza katedra za 
trzy takie jak oto w obstanie.
I to rzekszy, wskaza na istotnie niewielki koci zamkowy, na ktrego 
prezbiterium byszczaa na zotym tle olbrzymia mozaikowa figura Najwitszej 
Panny.
A mistrz znowu by nierad z takiego obrotu rozmowy.
- Prdkie, ale dziwne macie, panie, odpowiedzi - rzek. W tyme czasie 
dojechali. Wyborna policja krzyacka uprzedzia widocznie miasto i zamek o 
przyjedzie wielkiego mistrza, gdy u przeprawy czekali ju, prcz kilku braci, 
trbacze miejscy, ktrzy przygrywali zwykle wielkiemu mistrzowi w czasie 
przewozu. Z drugiej strony czekay gotowe konie, na ktre siadszy, przeby 
orszak miasto i przez Szewck bram, wedle Wrblej baszty wjecha do 
Przedzamcza. W bramie witali mistrza: wielki komtur Wilhelm von Helfenstein, 
ktry zreszt tytu ju tylko nosi, albowiem od kilku miesicy obowizki jego 
sprawowa naprawd Kuno Lichtenstein, wysany podwczas do Anglii; a dalej: 
wielki szpitalnik, krewny Kunona. Konrad Lichtenstein. wielki szatny Rumpenheim 
i wielki podskarbi Burghard von Wobecke, i wreszcie may komtur, przeoony nad 
warsztatami i nad zarzdem zamku. Prcz tych dostojnikw stao tam kilkunastu 
braci wywiconych, ktrzy zawiadowali rzeczami dotyczcymi Kocioa w Prusiech, 
i ciko gnbili inne klasztory oraz wieckie duchowiestwo, zmuszajc je nawet 
do robt przy drogach i przy amaniu lodw - a z nimi gromada braci wieckich, 
to jest rycerzy nie obowizanych do godzin kanonicznych. Rose i silne ich 
postawy (sabych nie chcieli Krzyacy przyjmowa), szerokie ramiona, krte brody 
i srogie spojrzenia czyniy ich podobniejszymi do drapienych zbjw-rycerzy 
niemieckich ni do mnichw. Z oczu patrzaa im odwaga, hardo i pycha 
niezmierna. Nie lubili oni Konrada za jego obaw wojny z potg Jagieow; 
nieraz na kapituach otwarcie wyrzucali mu bojaliwo, rysowali go na murach i 
podmawiali baznw do wymiewania go w oczy. Jednake na jego widok pochylili 
teraz gowy z pozorn pokor, zwaszcza e mistrz wjeda w towarzystwie obcych 
rycerzy, i poskoczyli hurmem, aby potrzyma mu konia za uzd i strzemi.
Mistrz za, zsiadszy, zwrci si zaraz do Helfensteina i zapyta :
- S-li jakie nowiny od Wernera von Tettingen? Wemer von Tettingen, jako wielki 
marszaek, czyli przywdca zbrojnych si krzyackich, by w tej chwili na 
wyprawie przeciw mujdzinom i Witoldowi.
- Wanych nowin nie ma - odpowiedzia Helfenstein - ale s szkody. Dzicz 
popalia osady pod Ragnet i miasteczka przy innych zamkach.
- W Bogu nadzieja, e jedna wielka bitwa zamie ich zo i zatwardziao - 
odpar mistrz.
I to rzekszy, podnis oczy w gr, a usta jego poruszay si przez chwil 
modlitw, ktr odmawia za powodzenie wojsk zakonnych.
Po czym ukaza na polskich rycerzy i rzek:
- To s wysannicy krla polskiego: rycerz z Maszkowic, rycerz z Taczewa i 
rycerz z Bogdaca, ktrzy z nami dla wymiany jecw przybyli. Niechaj komtur 
zamkowy wskae im gocinne komnaty i podejmie ich, i ugoci, jako przystao.
Na te sowa bracia-rycerze poczli spoglda z ciekawoci na wysannikw, a 
zwaszcza na Powa z Taczewa, ktrego imi, jako synnego zapanika, byo 
niektrym znane. Tych za, ktrzy nie syszeli o jego czynach na dworze 
burgundzkim, czeskim i krakowskim, przejmowaa podziwem jego ogromna postawa i 
jego ogier bojowy tak nadzwyczajnej wielkoci, e bywalcom, ktrzy za modych 
lat zwiedzili Ziemi wit i Egipt, przypomnia wielbdy i sonie.
Kilku poznao te Zbyszka, ktry swego czasu potyka si w szrankach w Malborgu, 
i ci witali go do uprzejmie, pamitajc, e potny i majcy wielk wzito w 
Zakonie brat mistrzw, Ulryk von Jungingen, okazywa mu szczer przyja i 
przychylno. Najmniej zwraca uwagi i podziwu ten, ktry w niedalekiej ju 
przyszoci mia by najstraszliwszym pogromc Zakonu, to jest Zyndram z 
Maszkowic, albowiem gdy zsiad z konia, wydawa si z powodu swej niezwykej 
krpoci i wysokich ramion prawie garbatym. Nazbyt dugie jego rce i pakowate 
nogi budziy umiech w twarzach modszych braci. Jeden z nich, znany 
krotofilnik, przystpi nawet do niego, chcc mu przymwi, ale spojrzawszy w 
oczy pana z Maszkowic, straci jako ochot i odszed w milczeniu.
Tymczasem komtur zamkowy zabra goci i powid ich z sob. Weszli naprzd na 
niewielki dziedziniec, na ktrym prcz szkoy, starego lamusa i warsztatu 
siodlarskiego, znajdowaa si kaplica w. Mikoaja, po czym przez most 
Mikoajski wkroczyli na waciwe Przedzamcze. Komtur prowadzi ich przez niejaki 
czas wrd potnych murw, bronionych tu i wdzie mniejszymi i wikszymi 
basztami. Zyndram z Maszkowic pilnie przypatrywa si wszystkiemu, przewodnik 
za, nawet nie zapytywany, chtnie pokazywa rozmaite budynki, jakby mu zaleao 
wanie na tym, aby gocie przypatrzyli si wszystkiemu jak najdokadniej.
- Ten okrutny gmach, ktry wasze miocie widzicie przed sob po lewej rce - 
mwi - to nasze stajnie. Ubodzymy mnisi, a przecie ludzie mwi, e gdzie 
indziej i rycerze tak nie mieszkaj jak u nas konie.
- Nie pomawiaj was ludzie o ubstwo - odrzek Powaa - ale co tu musi by 
wicej prcz stajni, bo gmach okrutnie wysoki, a koni przecie po schodach nie 
sprowadzacie.
- Nad stajni, ktra jest w dole i w ktrej czterysta koni si mieci - odrzek 
komtur zamkowy - s pichrze, a w nich zboa choby na dziesi lat, nie 
przyjdzie tu nigdy do oblenia, ale gdyby przyszo, to godem nas nie wezm.
To rzekszy, zawrci w prawo i znw przez most midzy baszt w. Wawrzyca a 
baszt Pancern wwid ich na inny dziedziniec, olbrzymi, lecy w samym rodku 
Podzamcza.
- Zwacie, wasze mocie - rzek Niemiec - e to wszystko, co ku pnocy 
widzicie, jakkolwiek za ask Bo nie do zdobycia, jest tylko Vorburg - i 
utwierdzeniem nie moe si porwna ani ze rednim Zamkiem, do ktrego was 
prowadz, ani tym bardziej z Wysokim.
Jako oddzielna fosa i oddzielny zwodzony most dzieliy redni Zamek od 
dziedzica i dopiero w bramie zamkowej, ktra leaa znacznie wyej, rycerze, 
obrciwszy si za porad komtura, jeszcze raz mogli obj oczyma cay w 
olbrzymi kwadrat zwany Podzamczem. Gmach tam wznosi si przy gmachu, tak i 
wydawao si Zyndramowi, i widzi przed sob cae miasto. Byy tam nieprzebrane 
zapasy drzewa uoone w szychty tak wielkie jak domy, skady kul kamiennych 
sterczce na ksztat piramid, cmentarze, lazarety, magazyny. Nieco z boku, wedle 
lecego w rodku stawu, czerwieniay potne mury "templu", to jest wielkiego 
magazynu z jadalni dla najemnikw i czeladzi. Pod pnocnym waem wida byo 
inne stajnie dla koni rycerskich i dla wyborowych mistrzowskich. Wzdu mynwki 
wznosiy si koszary dla giermkw i wojsk najemnych, a po przeciwlegej stronie 
czworoboku mieszkania dla przernych zawiadowcw i urzdnikw zakonnych - znw 
skady, pichrze, piekarnie, szatnie, ludwisarnie, niezmierny arsena, czyli 
karwan, wizienia, stara puszkarnia, kady gmach tak niezomny i obronny, e w 
kadym mona si byo tak jak w osobnej twierdzy broni, a wszystko otoczone 
murem i gromad gronych baszt, za murem fos, za fos wiecem olbrzymich 
palisad, za ktrymi dopiero na zachd toczy te fale Nogat, na pnoc i 
wschd byszczaa to ogromnego stawu, a od poudnia sterczay silniej jeszcze 
umocnione zamki: redni i Wysoki.
Gniazdo straszne, od ktrego bia nieubagana potga i w ktrym skupiy si dwie 
najwiksze znane wwczas w wiecie siy: sia duchowna i sia miecza. Kto opar 
si jednej, tego pokruszya druga. Kto podnis przeciw nim rami, na tego krzyk 
powstawa we wszystkich krajach chrzecijaskich, e przeciw Krzyowi je 
podnosi.
I wnet rycerstwo zbiegao si ze wszystkich stron na pomoc. Gniazdo te roio 
si wiecznie rzemielniczym i zbrojnym ludem i wrzao w nim cigle jak w ulu. 
Przed gmachami, w przejciach, przy bramach, w warsztatach - wszdzie panowa 
ruch jak na jarmarku. Echo roznosio odgos motw i dut krzesajcych kamienne 
kule, huczenie mynw i deptakw, renie koni, szczk zbroi i ora, dwik trb 
i piszczaek, nawoywania i rozkazy. Na owych dziedzicach syszae wszystkie 
mowy wiata i moge napotka onierzy ze wszystkich narodw: wic niechybnych 
ucznikw angielskich, ktrzy o sto krokw przeszywali gobia uwizanego na 
maszcie, a ktrych groty przebijay pancerze tak atwo jak sukno, i strasznych 
szwajcarskich piechurw walczcych dwurcznymi mieczami, i mnych, cho 
niepomiarkowanych w jedle i napoju Duczykw, i skonnych zarwno do miechu, 
jak zwady rycerzy francuskich, i maomwn a dumn szlacht hiszpask, i 
wietnych rycerzy woskich, najbieglej szych fechtmistrzw przybranych w 
jedwabie, aksamity, a na wojn w niezomne zbroje, kowane w Wenecji, Mediolanie 
i Florencji -i rycerzy burgundzkich, i Fryzw, i wreszcie Niemcw ze wszystkich 
ziem niemieckich. Krciy si midzy nimi "biae paszcze", jako gospodarze i 
zwierzchnicy. "Wiea pena zota", a cilej: osobna izba zbudowana na Wysokim 
Zamku obok mieszkania mistrza, napeniona od dou do gry pienidzmi i sztabami 
z drogocennego metalu, pozwalaa Zakonowi na godne podejmowanie "goci", rwnie 
jak na zacigi najemnego odactwa, ktre wysyano std na wyprawy i do 
wszystkich zamkw, do rozporzdzenia wjtw, starostw i komturw. Tak to z si 
miecza i z si duchown kojarzyo si tu niezmierne bogactwo, a zarazem elazny 
ad, ktry lubo rozlunion ju po prowincjach przez zbytni ufno i upojenie 
si wasn potg, trzyma si jeszcze w samym Malborgu moc dawnego 
wezwyczajenia. Monarchowie przybywali tu nie tylko walczy z pogany lub poycza 
pienidzy, lecz i uczy si sztuki rzdzenia, rycerze - uczy si sztuki 
wojennej. W caym bowiem wiecie nikt nie umia tak rzdzi i wojowa jak Zakon. 
Gdy niegdy przyby w te strony, prcz szczupej okolicy i kilku zamkw 
podarowanych przez niebacznego ksicia polskiego, nie naleaa do niego ani 
pid ziemi, teraz za wada obszern, wiksz od wielu krlestw krain, pen 
ziem yznych, potnych miast i niezdobytych zamkw. Wada i czuwa, jak wada 
pajk rozpit sieci, ktrej wszystkie nici dziery pod sob. Std, z tego 
Wysokiego Zamku, od mistrza i od biaych paszczw rozbiegay si przez 
pocztowych pachokw rozkazy na wszystkie strony: do lennej szlachty, do rad 
miejskich, do burmistrzw, do wjtw, podwjcich i kapitanw najemnych wojsk, a 
co tu zrodzia i postanowia myl i wola, tam wnet wykonyway setki i tysice 
elaznych doni. Tu spywa pienidz z caego kraju, tu zboe, tu wszelkiego 
rodzaju spya, tu daniny od jczcego pod srogim jarzmem wieckiego 
duchowiestwa i od innych klasztorw, na ktre patrza niechtnym okiem Zakon; 
std wreszcie wycigay si drapiene ramiona ku wszystkim okolicznym krajom i 
ludom.
Liczne pruskie mwice litewsk mow narody starte ju byy z oblicza ziemi. 
Litwa czua do niedawna elazn stop krzyack cic jej na piersiach tak 
straszliwie, e za kadym tchnieniem oddawaa zarazem krew spod serca; Polska, 
lubo zwyciska w straszliwej bitwie pod Powcami, stracia jednak za 
okietkowych czasw swe dzierawy na lewym brzegu Wisy razem z Gdaskiem, 
Tczewem, Gniewem i wieciem. Rycerski Zakon Inflancki siga po ziemie ruskie, i 
szy oba te zakony jak pierwsza olbrzymia fala niemieckiego morza, ktre 
zalewao coraz szerzej i szerzej sowiaskie ziemie.
A nagle zaszo chmur soce krzyacko-niemieckiej pomylnoci. Litwa przyja 
chrzest z rk polskich, a tron krakowski razem z rk cudnej krlewny odziery 
Jagieo. Nie utraci wprawdzie Zakon przez to ani jednej ziemi, ani jednego 
zamku, ale uczu, e przeciw sile stana sia, i straci przyczyn, dla ktrej 
istnia w Prusiech. Po chrzcie Litwy wrci im byo chyba do Palestyny i strzec 
ptnikw dcych do witego miejsca. Ale wrci
- to znaczyo wyrzec si bogactw, wadzy, potgi, panowania, miast, ziem i 
caych krlestw. Wic pocz miota si Zakon w przeraeniu i wciekoci jak 
potworny smok, w ktrego boku utkwio elece. Mistrz Konrad ba si stawi 
wszystkiego na jeden rzut koci i dra na myl o wojnie z wielkim krlem, 
wadc ziem polskich, litewskich i obszernych dzieraw ruskich, ktre Olgierd 
wydar z garda Tatarom, ale wikszo rycerzy krzyackich para do niej, 
czujc, e trzeba stoczy bj na mier i ycie, pki siy s nienaruszone, pki 
urok Zakonu nie zblednie, pki wiat cay pieszy mu na pomoc i pki gromy 
papieskie nie spadn na to ich gniazdo, dla ktrego rzecz ycia i mierci byo 
teraz - nie rozszerzanie chrzecijastwa, lecz wanie utrzymanie pogastwa.
A tymczasem midzy narodami i po dworach oskarano Jagie i Litw o chrzest 
pozorny i faszywy, przedstawiajc jako rzecz niepodobn, aby sta si mogo w 
cigu roku to, czego miecz zakonny nie mg przez wieki dokona. Burzono przeciw 
Polsce i przeciw jej wadcy krlw i rycerzy, jako przeciw opiekunom i obrocom 
pogastwa - a gosy te, ktrym jedynie w Rzymie nie dowierzano, rozchodziy si 
szerok fal po wiecie i cigay ku Malborgowi ksit, grafw i rycerzy z 
Poudnia i Zachodu. Zakon nabiera ufnoci i poczuwa si w mocy. Marienburg ze 
swymi gronymi zamkami i Przedzamczem olniewa ludzi potg wicej ni 
kiedykolwiek i olniewao bogactwo, olniewa pozorny ad - i cay Zakon wydawa 
si by wadniejszy i bardziej na wiek wiekw niepoyty ni dawniej. I nikt z 
ksit, nikt z owych rycerskich goci - nikt - prcz mistrza - nawet spomidzy 
Krzyakw nie rozumia, e od czasu chrztu Litwy stao si co takiego, jak 
gdyby te fale Nogatu, ktre osaniay z jednej strony straszn twierdz - 
zaczy podmywa cicho i nieubaganie jej mury. Nikt nie rozumia, e w owym 
olbrzymim ciele zostaa jeszcze sia - ale uleciaa z niego dusza; kto wieo 
przyby i spojrza na w wzniesiony ex luto Marienburg, na owe mury, baszty, na 
czarne krzye w bramach, na budynkach i na szatach, temu przede wszystkim 
przychodzio na myl, e i bramy piekielne nie przemog tej pnocnej Krzya 
stolicy.
Z podobn te myl patrzyli na ni nie tylko Powaa z Taczewa i Zbyszko, ktry 
tu ju bywa poprzednio, lecz i wiele bystrzejszy od nich Zyndram z Maszkowic. I 
jemu, gdy w tej chwili spoglda na to zbrojne rojowisko onierskie objte w 
ram baszt i olbrzymich tynw, zmierzcha twarz, a na pami nasuny si mimo 
woli dumne sowa, ktrymi niegdy Krzyacy grozili krlowi Kazimierzowi:
"Wiksza nasza moc i jeli nie ustpisz, do samego Krakowa mieczami naszymi 
ciga ci bdziem".
Ale tymczasem komtur zamkowy powid rycerzy dalej, do redniego Zamku, w 
ktrego wschodniej poaci leay gocinne komnaty.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXXIV
Mako i Zbyszko dugi czas trzymali si w ramionach, gdy miowali si wzajem 
zawsze, a w ostatnich latach wsplne przygody i nieszczcia uczyniy t mio 
jeszcze silniejsz. Stary rycerz od pierwszego wejrzenia na bratanka odgad, e 
Danusi nie ma ju na wiecie, wic nie pyta o nic, jeno tuli do siebie 
modzianka, chcc przez moc tego ucisku pokaza mu, e nie zosta zupenym 
sierot i e ma jeszcze blisk yw dusz, gotow podzieli si z nim niedol.
A dopiero, gdy im smutek i bole znacznie zami spyny, zapyta po dugim 
milczeniu Mako:
- Zali wydarli ci j znw, czyli te ci na rku skonaa?
- Na rku mi skonaa pod samym Spychowem - odrzek modzian.
I pocz opowiada, jak i co byo, paczem i wzdychaniami przerywajc sobie 
opowiadanie, a Mako sucha uwanie, wzdycha take i w kocu znw j 
wypytywa:
- A Jurand ywie jeszcze?
- Juranda ywicegom odjecha, ale niedugo mu na wiecie i pewnie go ju nie 
obacz.
-To moe lepiej byo nie odjeda.
- Jakoe mi byo was tu ostawia?
- Par niedziel wczeniej alibo pniej, wszystko jedno!
Ale Zbyszko popatrzy na niego bacznie i rzek:
- I tak musielicie tu chorze?! Jako Piotrowin wygldacie.
- Bo cho sonko na ziemi przygrzewa, w podziemiu zawsze zimno i wilgo tam jest 
okrutna z takowej przyczyny, e tu naok zamku wody. Mylaem, e do szcztu 
spleniej. Dycha te nie ma czym i od tego wszystkiego rana mi si odnowia - 
ta, wiesz... co to mi w Bogdacu dopiero po bobrowym sadle szczebrzuch wylaz.
- Pamitam - rzek Zbyszko - bomy po bobra z Jagienk chodzili. A to was tu 
psubraty w podziemiu trzymali? Mako poruszy gow i odpowiedzia:
- eby ci tak szczerze rzec, to nieradzi oni mnie widzieli i ju byo ze mn 
le. Wielka tu jest zawzito na Witolda i mujdzinw, ale jeszcze wiksza na 
tych spomidzy nas, ktrzy im pomagaj. Prnom gada, dlaczegomy midzy 
mujdzinw poszli. Byliby mi gow ucili i jeli tak nie uczynili, to jeno 
dlatego, e im wykupu byo al, bo jako wiesz, pienidz im nawet i od pomsty 
wdziczniejszy, a po wtre chcieli mie w rku dowd, e krl Polakw poganom w 
pomoc posya. Bo e mujdzini, niebota prosz si o krzest, byle nie z ich 
rk, to wiemy, ktrzymy tam byli, ale Krzyaki udaj, e nie wiedz, i skar 
ich po wszystkich dworach, a z nimi razem i naszego krla.
Tu porwaa Maka zadyszka, tak e musia na chwil umilkn, i dopiero 
odsapnwszy, mwi dalej:
- I bybym moe skapia w podziemiu. Wstawia ci si za mn po prawdzie Arnold 
von Baden, ktremu te o okup chodzio. Ale on nie ma midzy nimi nijakiej 
powagi i nazywaj go niedwiedziem. Szczciem de Lorche dowiedzia si o mnie 
od Arnolda i okrutnego zaraz narobi warchou. Nie wiem, czy ci o tym powiada, 
bo on rad kryje swoje dobre uczynki... Jego oni tu to za co maj, bo ju jeden 
de Lorche wielkie niegdy w Zakonie piastowa godnoci, a ten jest znamienitego 
rodu i bogacz. Mwi im tedy, e sam jest naszym jecem i e gdyby mi tu gardo 
wzili albo gdybym skapia z godu i wilgotnoci, to ty jemu szyj utniesz. 
Grozi ci kapitule, e rozpowie po zachodnich dworach, jak Krzyacy z pasowanymi 
rycerzami postpuj. A zlkli si i wzili mnie do lazaretu, gdzie i powietrze, 
i strawa lepsza.
- Od Lorchego jednej grzywny nie wezm, tak mi dopom Bg!
- Mio od nieprzyjaciela bra, ale przyjacielowi suszna rzecz przepuci - 
rzek Mako - a skoro jako sysz, ugoda z krlem o wymian jecw stana, to i 
za mnie nie potrzebujesz paci.
- Ba! a nasze sowo rycerskie? - zapyta Zbyszko. - Ugoda ugod, a Arnold 
bezecno mgby nam zada.
Usyszawszy to, zatroska si Mako, pomyla nieco i rzek:
- Ale mona by co odtargowa?
- Samimy si cenili. Zalimy to teraz mniej warci? Mako zatroska si jeszcze 
bardziej, ale w oczach odbi si podziw i jakby jeszcze wiksza mio dla 
Zbyszka.
- A czci potrafi strzec!... Taki ci si ju urodzi - mrukn sam do siebie.
I pocz wzdycha. Zbyszko myla, e z alu o te grzywny, ktre mieli von 
Badenowi zapaci, wic rzek:
- Wiecie! Pienidzy i tak jest do, byle ona dola nie bya taka cika.
- Bg ci j odmieni! - rzek ze wzruszeniem stary rycerz. -Mnie tam niedugo ju 
na wiecie.
- Nie powiadajcie! Bdziecie zdrowi, niech jeno was wiater przewieje.
- Wiater? Wiater mode drzewo przygnie, a stare zamie.
- Owa! nie prchniej w was jeszcze gnaty i do staroci wam daleko. Nie smucie 
si!
- eby tobie byo wesoo, to i ja bym si mia. Wszelako mam ci ja i inn do 
smutku przyczyn, a prawd rzekszy, nie tylko ja, ale i my wszyscy.
- Co za? - zapyta Zbyszko.
- A pamitasz, jakom ci w obozie u Skirwoiy zgromi za to, e moc krzyack 
sawi? W polu juci twardy jest nasz nard, ale tak z bliska, to ja si 
tutejszym psubratom dopiero teraz przypatrzy!...
Tu Mako jakby w obawie, aby go kto nie dosysza, zniy gos:
- I teraz widz, e ty by praw, nie ja. Niech rka boska broni, co to za moc, 
co to za potga! Swdz naszych rycerzy rce i chce im si jak najprdzej 
k'Niemcom, a nie wiedz, e Krzyakw wszystkie narody i wszyscy krlowie 
wspomagaj, e pienidzy u nich wicej, e wiczenie lepsze, e zamki 
warowniejsze i sprzt wojenny godniejszy. Niech rka boska broni!... I u nas, i 
tu mwi, e do wielkiej wojny przyj musi i przyjdzie, ale gdy przyjdzie, to 
nieche Bg zmiuje si nad naszym Krlestwem i naszym narodem!
Tu obj domi sw szpakowat gow, okcie wspar na kolanach i zamilk.
Zbyszko za rzek:
- A widzicie. W pojedynk niejeden z naszych od nich t-szy, ale co do wielkiej 
wojny, pomiarkowalicie sami.
- Oj, pomiarkowaem! a da Bg, i ci posowie krlewscy po-miarkuj take, a 
zwaszcza rycerz z Maszkowic.
- Widziaem, jako spochmumia. Wielki z niego sprawca wojenny i powiadaj, e 
nikt na wiecie nie rozumie si tak na wojnie.
- Jeli prawda, to chyba jej nie bdzie.
- Jeli Krzyacy obacz, e mocniejsi, to wanie bdzie. I powiem wam szczerze: 
bogdaj ju przyszed wz alibo przewz, gdy duej nie la nam tak y...
I z kolei Zbyszko, jakby przygniecion niedol wasn i powszechn, opuci 
gow, a Mako rzek:
- Szkoda zacnego Krlestwa, a boj si, by nas Bg za zbytni zuchwao nie 
pokara. Pamitasz, jak to rycerstwo przed katedr na Wawelu przede msz, wtedy 
kiedy ci to mieli gow uci i nie ucili - samego Tymura Kuternog wyzywao, 
ktren czterdziestu krlestw jest panem i ktren gry z gw ludzkich uczyni... 
Nie do im Krzyakw! wszystkich naraz chcieliby wyzwa - i w tym moe by 
obraza boska.
A Zbyszko na owo wspomnienie chwyci si za powe wosy, bo go niespodzianie 
ogarn al okrutny - i zakrzykn:
- A kt mnie wwczas od kata zratowa, jeli nie ona! O Jezu! Danuka moja!... 
O Jezu!...
I pocz drze wosy, a nastpnie gry pici, ktrymi kanie chcia potumi, 
tak rozskowyczao si w nim serce z nagego blu.
- Chopie! miej Boga w sercu!... cichaj! - woa Mako. - Co wskrasz? Hamuj 
si! cichaj!...
Ale Zbyszko dugi czas nie mg si uspokoi i upamita si dopiero, gdy Mako, 
ktry by istotnie jeszcze chory, zesab tak bardzo, e zachwia si na nogach 
i pad na aw w zupenym zmysw zamroczeniu. Wwczas modzian pooy go na 
tapczanie, pokrzepi winem, ktre przysa komtur zamkowy, i czuwa nad nim, 
pki stary rycerz nie zasn.
Nazajutrz zbudzili si pno, rzewiejsi i wypoczci.
No - rzek Mako - chyba jeszcze na mnie nie czas, i tak myl, e byle mnie 
wiater polny przewia, to i na koniu dosiedz.
- Posowie ostan jeszcze kilka dni - odpowiedzia Zbyszko -bo coraz to do nich 
ludzie przychodz z prob o jecw, ktrzy na Mazowszu albo w Wielkopolsce na 
rozboju schwytani, ale my moem jecha, kiedy chcecie i kiedy poczujecie si w 
siach.
W tej chwili wszed Hlawa.
- Nie wiesz za, co tam czyni posowie? - spyta go stary rycerz.
- Zwiedzaj Wysoki Zamek i koci - odrzek Czech. -Komtur zamkowy sam ich 
oprowadza, a potem pjd do wielkiego refektarza na obiad, na ktry i wasze 
mioci ma mistrz zaprosi.
- A ty co od rana czyni?
- A ja przypatrywaem si niemieckiej najemnej piechocie, ktr kapitanowie 
wiczyli, i przyrwnywaem j z nasz czesk.
- A ty czesk pamitasz?
- Wyrostkiem mnie pojma rycerz Zych ze Zgorzelic, ale pamitam dobrze, bom od 
maego by do takich rzeczy ciekawy.
- No i c?
- A nic! Juci tga jest krzyacka piechota i wiczona godnie, ale to s woy, a 
nasi Czesi wilcy. Gdyby tak przyszo co do czego, to przecie wasze miocie 
wiedz: woy wilkw nie jadaj, a wilki okrutnie na woowin akome.
- Prawda jest - rzek Mako, ktry widocznie co o tym wiedzia - kto si o 
waszych otrze, to jako od jea odskoczy.
- W bitwie konny rycerz za dziesiciu piechoty stanie - rzek Zbyszko.
- Ale Marienburga jeno piechota moe doby - odpowiedzia giermek.
I na tym skoczya si rozmowa o piechocie, gdy Mako, idc za biegiem swych 
myli, rzek:
- Sysz, Hlawa, dzi, jak podjem i poczuj si w mocy - to pojedziemy.
- A dokd? - spyta Czech.
- Wiadomo, e na Mazowsze. Do Spychowa - rzek Zbyszko.
- I tam ju ostaniem?...
Na to spojrza Mako na Zbyszka pytajcym wzrokiem, gdy dotychczas nie byo 
midzy nimi mowy o tym, co dalej uczyni. Modzian moe mia gotowe 
postanowienie, ale nie chcia nim widocznie stryjca zasmuci, wic rzek 
wymijajco:
- Wpierw musicie wy dobrze.
- A potem co?
- Potem? Wrcicie do Bogdaca. Wiem, jako Bogdaniec miujecie.
- A ty?
- I ja go miuj.
- Nie mwi, eby do Juranda nie jecha - rzek powoli Mako - bo jeli zamrze, 
to pogrze go przystojnie naley, ale ty bacz, co powiem, gdy, jako mody, 
rozumem mi nie dorwnasz. Nieszczliwa to jakowa ziemia ten Spychw. Co ci 
spotkao dobrego - to gdzie indziej, a tam nic, jeno strapienia cikie i 
frasunki.
- Prawd mwicie - rzek Zbyszko - ale tam Danusina trucheka...
- Cichaj! - zawoa Mako w obawie, e Zbyszka chwyci taki sam niespodziany bl 
jak wczoraj.
Ale na twarzy modzianka odbio si tylko rozrzewnienie i smutek.
- Bdzie czas uradza - rzek po chwili. - W Pocku i tak musicie odpocz.
- Starunku waszej mioci tam nie zbraknie - wtrci Hiawa.
- Prawda! - rzek Zbyszko - wiecie, e tam jest Jagienka? Jest dwrk przy 
ksinie Ziemowitowej. Ba - ale przecie wiecie, bociej sami tam przywieli. 
Bya i w Spychowie. A mi to dziwno, ecie mi nic o niej u Skirwoiy nie 
wspomnieli.
- Nie tylko bya w Spychowie, ale bez niej Jurand alboby dotychczas maca 
koszturem drogi, alboby zamar gdzie przy drodze. Przywiozem j do Pocka wedle 
opatowego dziedzictwa, a nie wspomniaem ci o niej, bo chobym by wspomnia, 
byoby to samo. Na nic ty, niebo, wwczas nie baczy.
- Wielce ona was kocha - rzek Zbyszko. - Chwali Boga, e nijakie listy nie 
byy potrzebne, ale ona od ksiny dostaa listy za wami i przez ksin od 
posw krzyackich.
- Niech Bg za to dziewce bogosawi, bo lepszej na wiecie nie ma! - rzek 
Mako.
Dalsz rozmow przerwao im wejcie Zyndrama z Maszkowic i Poway z Taczewa, 
ktrzy zasyszawszy o wczorajszym omdleniu Maka, przyszli go dzi odwiedzi.
- Pochwalony Jezus Chrystus! - rzek, przestpiwszy prg, Zyndram. - Jakoe wam 
dzi?
- Bg zapa! Pomau! Zbyszko prawi, e byle mi wiater obwia, to bdzie 
cakiem dobrze.
- Co nie ma by?... bdzie! Wszystko bdzie dobrze - wtrci Powaa.
- Wywczasowaem si te na porzdek! - odrzek Mako. -Nie tak jak wasze 
miocie, ktrzy, jako sysz, ranocie wstali.
- Naprzd przychodzili do nas ludzie tutejsi mianowa jecw - rzek Zyndram - a 
potem ogldalimy gospodarstwo krzyackie: Przedzamcze i oba zamki.
- Tgie gospodarstwo i tgie zamki! - mrukn pospnie Mako.
- Pewnie, e tgie. Na kociele s arabskie ozdobnoci, o ktrych powiadali 
Krzyacy, e si takiego murowania od Saracenw w Sycylii nauczyli, a w zamkach 
komnaty ci osobliwe, na Supcach w pojedynk alibo gromadami stojcych. 
Obaczycie sami wielki refektarz. Utwierdzenie te wszdy okrutne, jakiego 
nigdzie nie masz. Takich murw i kula kamienna, chociaby najwiksza, nie 
ugryzie. Wiera, i mio patrze...
Zyndram mwi to tak wesoo, e Mako spojrza na niego zdziwiony i zapyta:
- A bogactwo ich, a porzdki, a wojsko i goci - widzielicie?
- Wszystko nam pokazywali niby z gocinoci, a w rzeczy dlatego, aby serce w nas 
upado.
- No i c?
- Ano, da Bg, e jak przyjdzie wojna, wyeniem ich het, za gry i morza - tam, 
skd przyszli.
A Mako, przepomniawszy w tej chwili o chorobie, a zerwa si na rwne nogi ze 
zdziwienia.
- Jak to, panie - rzek. - Mwi, e rozum macie bystry... Bo mnie a zemdlio, 
gdym si ich potgi napatrzy... Dla Boga! z czego to miarkujecie?
Tu zwrci si do bratanka:
- Zbyszku, ka za to wino, ktre nam przysali, postawi. Siadajcie, wasze 
mocie, i mwcie, bo lepszej driakwi aden medyk na moje chorbsko nie wymyli.
Zbyszko, zaciekawion te bardzo, sam postawi dzbaniec z winem, a przy nim 
kubki, po czym siedli naok stou i pan z Maszkowic tak mwi pocz:
- Utwierdzenie to jest nic, bo co rk ludzk stawiane, to rka ludzka zburzy 
zdoa. Wiecie, co trzyma w kupie cegy? -wapno! - A wiecie, co ludzi? - mio.
- Rany boskie! mid wam, panie, z gby pynie - zawoa Mako.
A Zyndram uradowa si w sercu t pochwa i tak dalej rzecz prowadzi:
- Z tutejszych ludzi - ten ci ma u nas w ptach brata, ten syna, ten krewniaka, 
inny zicia alibo kogo. Komturowie graniczni ka im na rozbj do nas chodzi - 
wic niejeden polegnie i niejednego nasi uapi. Ale e tu ju si zwiedzieli 
ludzie o ugodzie midzy krlem a mistrzem - przychodzili tedy do nas od samego 
rana podawa nazwiska jecw, ktre nasz pisarz spisywa. By naprzd bednarz 
tutejszy, mony mieszczanin, Niemiec, majcy dom w Malborgu, ktry w kocu 
rzek: "Bym mg waszemu krlowi i Krlestwu w czym si przysuy, nie tylko 
bym majtno, ale i gow odda". Odprawiem go, mylc, e Judasz. Ale potem 
przychodzi ksidz wiecki spod Oliwy, prosi o brata i tak powiada: "Prawda-li 
to, panie, e na naszych pruskich panw wojn nastpicie? bo wiedzcie, e tu ju 
cay nard, gdy mwi: "Przyjd Krlestwo Twoje", to o waszym krlu myli". Byo 
potem o synw dwch szlachty, co na lennych ziemiach wedle Sztumu siedz; byli 
kupcy z Gdaska, byli rzemielnicy, by, ktry dzwony w Kwidzyniu leje, bya 
rnych ludzi kupa - i wszyscy gadali to samo.
Tu przerwa pan z Maszkowic, wsta, obaczy, czy za drzwiami nikt nie 
podsuchuje, i wrciwszy, koczy przyciszonym nieco gosem:
- Dugom ja o wszystko wypytywa. Nienawidz w caych Prusiech Krzyakw i 
ksia, i szlachta, i mieszczanie, i kmiecie. I nienawidzi ich nie tylko ten 
nard, ktren nasz alibo prusk mow mwi, ale nawet i Niemcy. Kto musi suy, 
suy - ale zaraza kademu milsza ni Krzyak. Ot, co jest...
- Ba, ale co si to ma do krzyackiej mocy - rzek niespokojnie Mako.
A Zyndram pogadzi doni swoje potne czoo, pomyla chwil, jakby szuka 
porwnania, a wreszcie umiechn si i zapyta:
- Potykalicie si kiedy w szrankach?
- Juci i nieraz - odrzek Mako.
- To jake mylicie? Nie zwali ci si z konia przy pierwszym starciu rycerz, 
choby najmocniejszy, ale taki, ktren ma podernity poprg u sioda i 
strzemiona?
- Jako ywo!
- No, widzicie: Zakon to taki rycerz.
- Prze Bg! - zawoa Zbyszko. - Pewnie i w ksice nic lepszego nie wyczytasz!
A Mako a wzruszy si i rzek nieco drcym gosem:
- Bg wam zapa. Na wasz gow, panie, chyba umylnie patnerz musi hem 
robi, bo gotowego na ni nigdzie nie masz.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXXV
Obiecywali sobie Mako i Zbyszko wyjecha zaraz z Malborga, ale tego dnia, w 
ktrym tak bardzo pokrzepi ich dusze Zyndram z Maszkowic, nie wyjechali, gdy 
by na Wysokim Zamku obiad, a potem wieczerza na cze posw i goci, na ktr 
Zbyszko by zaproszon jako krlewski rycerz, a dla Zbyszka i Mako. Obiad 
odbywa si w mniejszym gronie, we wspaniaym wielkim refektarzu, ktry 
owiecao dziesi okien, a ktrego palczaste sklepienie wspierao si, rzadko 
widzianym kunsztem budowniczym, tylko na jednym supie. Prcz krlewskich 
rycerzy zasiad do stou z obcych tylko jeden graf szwabski i jeden burgundzki, 
ktry, lubo bogatych wadcw poddany, przyjecha w ich imieniu poyczy 
pienidzy od Zakonu. Z miejscowych, obok mistrza, wzio udzia w obiedzie 
czterech dostojnikw zwanych filarami Zakonu, to jest wielki komtur, jamunik, 
szatny i podskarbi. Pity filar, to jest marszaek, by w tym czasie na wyprawie 
przeciw Witoldowi.
Jakkolwiek Zakon lubowa ubstwo, jedzono na zocie i srebrze, a popijano 
mamazj, albowiem mistrz chcia olni oczy posw polskich. Lecz pomimo 
mnstwa potraw i obfitego poczstunku przykrzya si nieco gociom ta uczta z 
powodu trudnoci rozmowy i powagi, jak wszyscy musieli zachowywa. Natomiast 
wieczerza w olbrzymim refektarzu zakonnym (Convents Remter) wiele bya weselsza, 
albowiem zgromadzi si na ni cay konwent i wszyscy ci gocie, ktrzy nie 
zdyli jeszcze pocign przeciw Witoldowi z wojskiem marszaka. Wesooci tej 
nie zmci aden spr ni adna ktnia. Wprawdzie rycerze zagraniczni, 
przewidujc, e przyjdzie im si kiedy spotka z Polakami, patrzali na nich 
niechtnym okiem, ale Krzyacy z gry zapowiedzieli im, e musz si zachowa 
spokojnie, i prosili ich o to bardzo usilnie, bojc si w osobach posw obrazi 
krla i cae Krlestwo. Ale nawet i w tym wypadku okazaa si nieyczliwo 
Zakonu, przestrzegali bowiem goci przed zapalczywoci Polakw: "e gdy ma w 
gowie, za kade ostrzejsze sowo wraz brod ci wyszarpie albo ci noem 
pchnie". Wic gocie zadziwieni byli potem dobrodusznoci i Poway z Taczewa, i 
Zyndrama z Maszkowic, a bystrzejsi pomiarkowali, e nie obyczaje polskie s 
grube, lecz jzyki krzyackie zoliwe i jadowite.
Niektrzy, przywykli do wykwintnych zabaw na polerownych dworach zachodnich, 
nieszczeglne nawet wynieli pojcie o obyczajach samyche Krzyakw, gdy bya 
na tej uczcie wrzaskliwa nad miar kapela, grubiaskie pieni szpylmanw, grube 
arty trefnisiw, plsy niedwiedzie i plsy bosych dziewek. A gdy dziwiono si 
obecnoci niewiast na Wysokim Zamku, wydao si, e zakaz amano ju od dawna, i 
e sam wielki Winrych Kniprode tacowa tu swego czasu z pikn Mari von 
Alfleben. Bracia tumaczyli, e na Zamku niewiasty nie mog tylko mieszka, ale 
mog przychodzi do refektarza na uczty i e zeszego roku ksina Witoldowa, 
ktra mieszkaa w urzdzonej po krlewsku starej Puszkami na Przedzamczu, 
przychodzia jednak tu codziennie grywa w zote arcaby, ktre jej kadego 
wieczora darowywano.
Grano i tego wieczora nie tylko w arcaby i w szachy, lecz i w koci; wicej tego 
nawet byo ni rozmowy, ktr guszyy pieni i owa zbyt wrzaskliwa kapela. 
Jednake wrd powszechnego gwaru zdarzay si chwile ciszy i raz, korzystajc z 
takiej chwili, Zyndram z Maszkowic, niby to nie wiedzc o niczym, zapyta 
wielkiego mistrza, czyli poddani we wszystkich ziemiach bardzo miuj Zakon.
Na co Konrad von Jungingen rzek:
- Kto miuje Krzy, ten i Zakon powinien miowa. Odpowied ta podobaa si i 
zakonnikom, i gociom, wic poczli go za ni chwali, w za, ucieszywszy si, 
tak mwi dalej:
- Kto nam przyjaciel, temu pod nami dobrze, a kto nieprzyjaciel, na tego mamy 
dwa sposoby,
- Jakie to? - pyta polski rycerz.
- Wasza cze moe nie wiesz, e ja tu z moich komnat schodz do tego refektarza 
maymi schodami w murze, a przy tych schodach jest pewna sklepiona izba, do 
ktrej gdybym wasz cze zaprowadzi, poznaby pierwszy sposb.
- Jako ywo! - zawoali bracia.
A pan z Maszkowic domyli si, e mistrz mwi o owej "wiey" penej zota, 
ktr si chlubili Krzyacy, wic zastanowi si nieco i odpowiedzia:
- Niegdy - hej! okrutnie ju temu dawno, pokaza pewien cesarz niemiecki 
naszemu posowi, ktry zwa si Skarbek, tak komor i rzek: "Mam ja twojego 
pana czym pobi!" A Skarbek dorzuci ci mu piercie kosztowny i powiada: "Id 
zoto do zota, my Polacy barziej w elezie si kochamy..." I wiecie, wasze 
czecie, co potem byo? - potem byo Hundsfeld...
- Co to takiego Hundsfeld? - zapytao kilkunastu naraz rycerzy.
- To - odpowiedzia spokojnie Zyndram - takie pole, na ktrym nikt nie mg 
nady grze Niemcw i grzebli ich w kocu psi.
Wic stropili si bardzo i rycerze, i bracia zakonni, usyszawszy tak 
odpowied, i nie wiedzieli, co maj mwi, a Zyndram z Maszkowic rzek jakby na 
zakoczenie:
- Zotem przeciw elazu nie wskrasz.
- Ba! - zawoa mistrz - wdy to nasz drugi sposb - elazo. Widziae wasza 
cze na Przedzamczu patnerskie majsternie. Kuj tam moty noc i dzie, i 
takich pancerzy, rwnie jak mieczw, na wiecie nie masz.
Lecz na to znw Powaa z Taczewa wycign rk ku rodkowi stou, wzi dugi 
na okie i szeroki wicej ni na p pidzi tasak sucy do rbania misa, 
zwin go lekko w trbk jak pergamin, podnis w gr, tak aby wszyscy mogli go 
widzie, a potem poda mistrzowi.
- Jeli takie i w mieczach elazo - rzek - to niewiela nimi dokaecie.
I umiechn si, rad z siebie, a duchowni i wieccy a popod-nosili si ze 
swych miejsc i hurmem zbiegli si do wielkiego mistrza, po czym jeden drugiemu 
podawa zwinity w trbk tasak, ale milczeli wszyscy, majc na widok takiej 
mocy struchlae w piersiach serca.
- Na gow witego Liboriusza! - zawoa w kocu mistrz -elazne, panie, macie 
rce. A grafburgundzki doda:
- I z lepszego ni to elaza. Tak ci zwin ten tasak, jakby by z wosku.
- Nawet si nie sponi i yy mu nie nabray! - zawoa jeden z braci.
- Bo - odpowiedzia Powaa - prosty jest nasz nard, nie znajcy takich 
dostatkw i wygd, jakie tu widz, ale czerstwy.
A tu zbliyli si ku niemu rycerze woscy i francuscy i poczli odzywa si do 
niego swym dwikliwym jzykiem, o ktrym stary Mako mwi, e jest taki, jakby 
kto cynowe misy potrzsa. Podziwiali tedy jego si, on za trca si z nimi 
kielichem i odpowiada:
- Czsto u nas przy biesiadach takie rzeczy czyni, a zdarzy si, e mniejszy 
tasak to ci i poniektra dziewka zwinie.
Ale Niemcom, ktrzy lubili si chepi midzy obcymi wzrostem i moc, wstyd byo 
- i braa ich zo, wic stary Helfenstein j woa przez cay st:
- Haba to dla nas! Bracie Arnoldzie von Baden, poka, e i nasze koci nie ze 
wiec kocielnych uczynione! Dajcie mu tasak!
Suba przyniosa wnet tasak i pooya go przed Arnoldem, ale on, czy to e 
zmiesza go widok tylu wiadkw, czy e si w palcach mia istotnie mniejsz od 
Poway, zgi wprawdzie tasak przez poow, ale nie zdoa go skrci.
Wic niejeden z goci zagranicznych, ktremu nieraz poprzednio szeptali 
Krzyacy, jako w zimie nastpi wojna z krlem Jagie, zamyli si mocno i 
przypomnia sobie w tej chwili, e zima w tym kraju okrutnie bywa cika i e 
lepiej by moe wrci pki czas pod agodniejsze niebo, do rodzinnego zamku.
A byo w tym to dziwnego, e podobne myli poczy im przychodzi do gowy w 
lipcu, czasu piknej pogody i upaw.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXXVI
W Pocku Zbyszko i Mako nie zastali nikogo z dworu, albowiem oboje ksistwo 
razem z omiorgiem dzieci pojechali w odwiedziny do Czerska, dokd ich zaprosia 
ksina Anna Danuta. O Jagience dowiedzieli si od biskupa, e miaa zosta w 
Spychowie przy Jurandzie a do jego mierci. Wiadomoci te byy im na rk, bo i 
sami chcieli jecha do Spychowa. Mako wysawia przy tym bardzo poczciwo 
Jagienki, e wolaa uda si do umierajcego czowieka, ktry nie by nawet jej 
krewny, ni na zabawy czerskie, na ktrych plsw i wszelakiej ochoty nie mogo 
zabrakn.
- Moe te uczynia to i dlatego, aby si z nami nie zmin - mwi stary 
rycerz. - Nie widziaem jej ju dawno i rad j oba-cz, gdy wiem, e i ona dla 
mnie yczliwa. Musiaa mi dziewka wyrosn - i pewno jeszcze gadsza, ni bya.
A Zbyszko rzek:
- Odmienia si okrutnie. Gadka bya zawsze, ale pamitaem j prost dziewk, 
a teraz to jej... choby na pokoje krlewskie.
- Tak e ci si odmienia? Ba! ale to i stary rd tych Jastrzbcw ze Zgorzelic, 
ktrzy si "Na gody!" czasu wojen woaj.
Nastaa chwila milczenia, po czym znw ozwa si stary rycerz:
- Pewnie tak bdzie, jakom ci mwi, e jej si zechce do Zgorzelic.
- Mnie i to dziwno byo, e z nich wyjedaa.
- Bo chorego opata chciaa doglda, ktren naleytego starunku nie mia. Baa 
si przy tym Cztana i Wilka, a ja sam jej rzekem, e przezpieczniej bdzie 
braciom bez niej nieli przy niej.
- Wiera, e nijak im byo sieroty najeda. A Mako zamyli si.
- Ale czy si tam na mnie nie pomcili za to, em j wywiz, i czy z Bogdaca 
cho jedno drewno zostao, Bg raczy wiedzie! Nie wiem te, czy wrciwszy, 
podoam im si obroni. Chopy mode i krzepkie, a ja stary.
- Ej! to, to ju chyba mwcie temu, kto was nie zna - odpowiedzia Zbyszko.
Jako Mako nie mwi tego zupenie szczerze, chodzio mu bowiem o co innego, 
ale na razie machn tylko rk:
- ebym by nie chorza w Malborgu, no, to jeszcze! - rzek. - Ale o tym w 
Spychowie pogadamy.
I nazajutrz po noclegu w Pocku ruszyli do Spychowa. Dni byy jasne, droga 
sucha, atwa, a przy tym bezpieczna, gdy z powodu ostatnich ukadw wstrzymali 
Krzyacy rozboje na granicy. Zreszt dwaj rycerze naleeli do takich podrnych, 
ktrym i dla zbja lepiej si z dala pokoni ni z bliska ich zaczepi, wic 
podr sza wartko i pitego dnia po wyjedzie z Pocka stanli rankiem bez 
trudu w Spychowie. Jagienka, ktra bya przywizana do Maka jak do najlepszego 
w wiecie przyjaciela, witaa go niemal tak, jakby witaa ojca, a on, cho nie 
byle co mogo go poruszy, rozrzewni si jednak t yczliwoci kochanej 
dziewczyny - i gdy w chwil pniej Zbyszko, wypytawszy si o Juranda, poszed 
do niego i do swojej "trucheki" - odetchn stary rycerz gboko i rzek:
- Ano, kogo Bg chcia wzi, to wzi, a kogo chcia ostawi, to ostawi, ale 
tak myl, e przecie skoczone ju te nasze mitrgi i te nasze wdrowania po 
rnych mierzejach i wertepach.
Po chwili za doda:
- Hej! gdzie to nas Pan Jezus przez te ostatnie lata nie nosi!
- Ale was rka boska piastowaa - odrzeka Jagienka.
- Prawda, e piastowaa, wszelako szczerze rzekszy, czas ju do dom.
- Trzeba nam tu zosta, pki Jurand ywie - rzeka dziewczyna.
- Ajakoe z nim?
- Patrzy do gry i mieje si; wida ju raj oglda, a w nim Danuk.
- Pilnujesz go?
- Pilnuj, ale ksidz Kaleb powiada, e i anieli go pilnuj. Wczoraj gospodyni 
tutejsza dwch widziaa.
- Powiadaj - rzek na to Mako - e szlachcicowi najprzy-stojniej w polu 
umiera, ale tak jak Jurand kona, to i na ou dobrze.
- Nie je nic, nie pije, jeno si cigiem mieje - rzeka Jagienka.
- Pjdmy do niego. Zbyszko te tam musi by. Ale Zbyszko krtko zabawi przy 
Jurandzie, ktry nikogo nie poznawa - i poszed nastpnie do Danusinej trumny, 
do podziemia. Tam zabawi dopty, dopki stary Tolima nie przyszed szuka go na 
posiek. Wychodzc, zauway przy blasku pochodni, e na trumnie peno byo 
wianuszkw z chabru i z nagietkw, a naok wymieciona czysto polepa 
przytrznita bya tatarakiem, kaczecem i kwiatem lipowym, ktry roznosi wo 
miodow. Wic wezbrao w modzianku na ten widok serce i zapyta:
- Kt to tak zdobi t truchek?
- Panna ze Zgorzelic - odpowiedzia Tolima. Mody rycerz nie rzek na to nic, 
ale w chwil pniej, ujrzawszy Jagienk, pochyli si nagle do jej kolan i 
objwszy je, zawoa:
- Bge ci zapa za twoj poczciwo i za one kwiecie dla Danuki.
I to rzekszy, rozpaka si rzewnie, a ona obja mu rkoma gow jak siostra, 
ktra pragnie kwilcego brata utuli, i rzeka:
- Oj, mj Zbyszku, rada by ja ci bardziej pocieszy! Po czym zy obfite puciy 
si i jej z oczu.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXXVII
Jurand umar w kilka dni pniej. Przez cay tydzie odprawia ksidz Kaleb 
naboestwo nad jego ciaem, ktre nie psuo si wcale - w czym wszyscy cud Boy 
widzieli - i przez cay tydzie roio si od goci w Spychowie. Potem przyszed 
czas ciszy, jaki zwykle bywa po pogrzebach. Zbyszko chadza do podziemia, a 
czasem te z kusz do boru, z ktrej zreszt nie strzela do zwierza, jeno 
chodzi w zapamitaniu, a wreszcie pewnego wieczora przyszed do izby, w ktrej 
dziewczyny siedziay z Makiem i Hlaw - i niespodzianie rzek:
- Posuchajcie, co powiem! Nie puy smutek nikomu, a przez to lepiej wam do 
Bogdaca i do Zgorzelic wraca nieli tu w smutku siedzie.
Nastao milczenie, wszyscy bowiem odgadli, e to bdzie wielkiej wagi rozmowa - 
i dopiero po chwili ozwa si Macko:
- Lepiej nam, ale i tobie lepiej.
Lecz Zbyszko potrzsn swymi jasnymi wosami.
- Nie! - rzek - wrc, da Bg, i ja do Bogdaca, ale teraz w inn mi trzeba 
drog.
- Hej! - zawoa Macko. - Mwiem, e koniec, a tu nie koniec! Bje ty si 
Boga, Zbyszku!
- Przecie wiecie, iem lubowa.
- To to jest przyczyna? Nie masz Danuki, nie masz i lubowania. mier ci od 
przysigi zwolnia.
- Moja by mnie zwolnia, ale nie jej. Na rycersk cze ja Bogu przysiga! 
Jakoe chcecie? Na rycersk cze!
Kade sowo o rycerskiej czci wywierao na Maku jakby czarodziejski wpyw. W 
yciu, prcz przykaza boskich i kocielnych, niewielu si innymi kierowa, ale 
natomiast tymi kilkoma kierowa si niezachwianie.
- Ja ci nie mwi, eby przysigi nie dotrzyma - rzek.
- Jeno co?
- Jeno to, e mody i e na wszystko masz czas. Jed teraz z nami; wypoczniesz 
- z alu i boleci si otrzniesz - a potem ruszysz, dokd zechcesz.
- To ju wam tak szczerze jak na spowiedzi powiem - odrzek Zbyszko. - Jed, 
widzicie, gdzie trzeba, gadam z wami, jem i pij jak kady czowiek, a 
sprawiedliwie mwi, e we wntrzu i w duszy rady sobie nijakiej da nie mog. 
Nic, jedno smutek we mnie, nic, jedno bole, nic jedno te gorzkie luzy -same 
mi z oczu pyn!
- To ci wanie midzy obcymi bdzie najgorzej.
- Nie? - mwi Zbyszko. - Bg widzi, e do reszty bym ska-pia w Bogdacu. Kiedy 
wam mwi, e nie mog, to nie mog! Wojny mi trza, bo w polu acniej 
przepomnie. Czuj, e jak lubu dokonam, jak onej zbawionej duszy bd mg 
rzec: wszyst-kom ci speni, com przyobieca - dopiero mnie popuci. A pierwej - 
nie! Nie utrzymalibycie mnie i na powrozie w Bogdacu...
Po tych sowach stao si w izbie cicho, tak e sycha byo muchy latajce pod 
puapem.
- Ma-li skapie w Bogdacu, to niech lepiej jedzie - ozwaa si wreszcie 
Jagienka.
Macko zaoy obie rce na kark, jak mia zwyczaj czyni w chwilach wielkiego 
frasunku, po czym westchn ciko i rzek:
- Ej, mocny Boe!... Jagienka za mwia dalej:
- Zbyszku, ale ty przysignij, e jeeli ci Bg zachowa, to nie ostaniesz 
tutaj, jeno powrcisz do nas.
- Co bym nie mia wrci! Juci nie omin Spychowa, ale tu nie ostan.
- Bo - cigna dalej cichszym nieco gosem dziewczyna - jeli ci o t truchek 
chodzi, to my ci j zawiezieni do Krzeni...
- Jagu! - zawoa z wybuchem Zbyszko.
I w pierwszej chwili uniesienia i wdzicznoci pad jej do ng.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXXVIII
Stary rycerz pragn koniecznie towarzyszy Zbyszkowi do wojsk ksicia 
Witoldowych, ale w nie da sobie nawet o tym mwi. Upar si jecha sam, bez 
pocztu, bez wozw, z trzema tylko konnymi pachokami, z ktrych jeden mia wie 
spy, drugi zbroj i ubiory, trzeci niedwiedzie skry do spania. Prno 
Jagienka i Mako bagali go, by wzi z sob chocia Hla-w, jako giermka 
wyprbowanej siy i wiernoci. Upar si i nie chcia, mwic, e trzeba mu o 
tej boleci, ktra go toczy, zapomnie, a obecno giermka przypominaaby mu 
wanie wszystko, co byo i przeszo.
Ale jeszcze przed jego wyjazdem toczyy si wane narady nad tym, co uczyni ze 
Spychowem. Mako radzi t majtno sprzeda. Mwi, i to jest ziemia 
nieszczsna, ktra nikomu nie przyniosa nic prcz klsk i niedoli. W Spychowie 
duo byo wszelakiego bogactwa, poczwszy od pienidzy a do zbroi, koni, szat, 
kouchw, drogich skr, kosztownych sprztw i stad, wic Makowi chodzio w 
duszy o to, aby owym bogactwem wspomc Bogdaniec, ktry milszy by mu od 
wszystkich innych ziem. Radzili tedy nad tym dugo, ale Zbyszko adn miar nie 
chcia si zgodzi na sprzeda.
- Jakoe mi - mwi - Jurandowe koci przedawa? Tak ci to mu si mam wypaci 
za one dobrodziejstwa, ktrymi mi obsypa?
- Obiecalimy ci wzi Danusin trucheczk - odrzek Mako - moemy i Juranda 
ciao zabra.
- Ba, on tu z ojcami, a bez ojcw bdzie mu si cnio w Krzeni. Wemiecie 
Danuk, to on tu ostanie z dala od dziecka, wemiecie i jego, to tu ojce sami 
ostan.
- Bo ty nie baczysz, e Jurand w raju wszystkich co dzie oglda, a ojciec Kaleb 
powiada, e on w raju - odpowiedzia stary rycerz.
Ale ksidz Kaleb, ktry by po stronie Zbyszka, rzek:
- Dusza w raju, ale ciao na ziemi a do dnia sdu. Mako za zastanowi si 
nieco i idc dalej za wasn myl, doda:
- Juci, takiego chyba Jurand nie widzi, ktren nie zosta zbawion, na to 
wszelako nie ma rady.
- Co tu wyrokw boskich dochodzi! - odrzek Zbyszko. - Ale i tego nie daj Bg, 
aby tu obcy czek nad tymi witymi prochami mieszka. Lepiej tu wszystkich 
ostawi, a Spychowa nie przedam, choby mi za niego ksistwo dawali.
Po tych sowach wiedzia ju Mako, e nie ma rady, bo zna uporczywo bratanka 
i wielbi j w gbi duszy na rwni ze wszystkim, co tylko w modzianku byo.
Wic po chwili rzek:
- Prawda jest, e pod wos mi chop mwi, ale w tym, co mwi, to praw.
I zafrasowa si, bo jednake nie wiedzia, co czyni. Ale Jagienka, ktra 
milczaa dotychczas, wystpia z now rad:
- eby tak znale poczciwego czeka, co by tu rzdzi alibo dzieraw Spychw 
wzi, toby bya wyborna rzecz. Najsuszniej by wydzierawi, bo nijakich nie 
mielibycie kopotw, jeno gotowy grosz. Moe by Tolima?... Stary on jest i 
wicej si na wojnie ni na gospodarstwie rozumie, ale jeli nie on, to moe 
ojciec Kaleb?...
- Mia panno! - odpowiedzia na to ksidz Kaleb - obu nam z Tolim ziemia si 
patrzy, ale ta, ktra nas pokryje, nie ta, po ktrej chodzim.
I to rzekszy, zwrci si do Tolimy:
- Prawda, stary?
Wic Tolima ogarn doni spiczaste ucho i zapyta:
- O co chodzi? - a gdy mu powtrzono goniej, rzek:
- wita to prawda. Nie do gospodarstwa ja! Topr gbiej orze od puga... Pana 
i dziecko to bym rad jeszcze pomci...
I wycign chude, lecz ylaste donie z zakrzywionymi na ksztat szponw 
drapienego ptaka palcami, po czym, zwracajc sw siw, podobn do wilczej gow 
w stron Maka i Zbyszka, doda:
- Na Niemcw, wasze mocie, mnie wecie - to moja suba!
I mia suszno. Przysporzy on niemao bogactwa Jurandowi, ale tylko drog 
wojny i upw - nie gospodarstwem.
Wic Jagienka, ktra przez czas tej rozmowy namylaa si, co ma powiedzie, 
rzeka znw:
- Tu by si patrzy czek mody, a nie bojcy, bo za ciana krzyacka obok; 
taki, powiadam, co by si przed Niemcami nie tylko nie chowa, ale jeszcze ich 
szuka, wic tak myl, e nie przymierzajc Hlawa - w sam raz by si do tego 
nadawa...
- Obaczcie, jak to uradza! - rzek Mako, ktremu, pomimo caej mioci do 
Jagienki, nie chciao si w gowie pomieci, by w takiej sprawie zabieraa gos 
niewiasta, a do tego dziewka przetowosa.
Ale Czech podnis si z awy, na ktrej siedzia, i rzek:
- Bg na mnie patrzy, e rad bym z panem Zbyszkiem na wojn i, bomy ju razem 
trocha Niemcw wyuskali - i jeszcze by si zdarzyo... Ale jeli mam zostawa, 
tobym tu zosta... Tolima mi przyjaciel i on mnie zna... ciana krzyacka obok, 
to  co? To wanie! A obaczym, komu si somsiedztwo wpierw uprzykrzy! Miabym 
si ja ich ba, to niech oni si mnie boj. Nie daj te. Panie Jezu, abym ja 
waszym mociom krzywd w gospodarstwie czyni i k'sobie wszystko garn. W tym 
panienka za mn powiadczy, bo wie, iebym wola sczezn sto razy nili jej 
nierzetelne oczy pokaza... Na gospodarstwie tyle si znam, ilem si go w 
Zgorzelicach napatrzy, ale tak miarkuj, e wicej tu trzeba toporem i mieczem 
ni pugiem gospodarzy. I to wszystko wielce mi jest po myli, jeno, e 
przecie, tak... niby tu zosta...
- To i co? - zapyta Zbyszko. ~ Czego si ocigasz? A Hlawa zmiesza si wielce 
i tak dalej, zajkajc si, mwi:
- Niby, e jak panienka odjedzie, to z ni i wszyscy odjad. Wojowa - dobrze i 
gospodarzy te, ale tak samemu... bez nijakiej pomocy... Okrutnie by mi si tu 
cnio bez panienki i bez... tego, jako wanie chciaem rzec... i jako e 
panienka nie sama jedzia po wiecie... to jakby mi tu nikt nie pomg... to 
nie wiem!
- O czym ten chop gada? - spyta Mako.
- Rozum macie bystry, a nicecie nie pomiarkowali - odrzeka Jagienka.
- Bo co?
A ona zamiast odpowiedzi zwrcia si do giermka:
- A jakby tak Anula Sieciechwna z tob ostaa - wytrzymaby?
Na to Czech grzmotn si do jej ng, a kurz powsta z polepy.
- I w piekle bym z ni wytrzyma! - zawoa, obejmujc jej stopy.
Zbyszko, usyszawszy ten okrzyk, patrza ze zdumieniem na giermka, gdy 
poprzednio o niczym nie wiedzia i niczego si nie domyla, a Mako dziwi si 
take temu w duszy, ile to niewiasta znaczy we wszystkich ludzkich sprawach i 
jak przez ni kada rzecz moe si uda albo te zgoa chybi.
- Bg askaw - mrukn - e ju ja do nich nie ciekaw. Jednake Jagienka, 
zwrciwszy si znw do Hlawy, rzeka:
- To teraz trzeba nam jeno wiedzie, czy i Anula z tob wytrzyma.
I zawoaa Sieciechwn, a ta wesza, wiedzc lub domylajc si widocznie, o co 
chodzi, gdy wesza z zasonionymi ramieniem oczyma i z gowa spuszczon tak, e 
wida byo tylko rozbir jej jasnych wosw, ktre rozjania jeszcze bardziej 
padajcy na nie promie soca. Naprzd zatrzymaa si przy odrzwiach, potem, 
skoczywszy ku Jagience, pada przed ni na kolana i ukrya twarz w fadach jej 
spdnicy.
A Czech klkn koo niej i rzek do Jagienki:
- Pobogosawcie nas, panienko.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XXXIX
Nazajutrz nadesza chwila odjazdu Zbyszka. On sam siedzia wysoko na rosym 
koniu bojowym, a swoi otaczali go dokoa. Jagienka, stojc wedle strzemienia, 
wznosia ku modziankowi w milczeniu swe smutne niebieskie oczy, jakby chcc 
przed rozstaniem napatrzy si na niego dowoli. Mako razem z ksidzem Kalebem 
przy drugim strzemieniu, a tu obok giermek z Sieciechwn. On zwraca gow to 
w jedn, to w drug stron, zamieniajc z nimi takie krtkie sowa, jakie zwykle 
wypowiada si przed dug podr: "Ostacie zdrowi!" - "Niech ci Bg 
prowadzi!" - "Czas ju!" - "Hej, czas! czas!" Poprzednio ju by poegna si ze 
wszystkimi i z Jagienk, ktr pod nogi podj, dzikujc jej za yczliwo. A 
teraz, gdy spoglda na ni z wysokiego rycerskiego sioda, mia ochot 
powiedzie jej jeszcze jakie dobre sowo, gdy jej wzniesione oczy i twarz 
mwiy mu tak wyranie: "Wr!" - e serce wzbierao mu rzeteln wdzicznoci.
I jak gdyby odpowiadajc na t jej niem wymow, rzek:
- Jagu, ku tobie jako ku siestrze rodzonej... Wiesz!... Nic wicej nie rzek!
- Wiem. Bg ci zapa.
- I o stryjcu pamitaj.
- I ty pamitaj.
- Juci, wrc, jeli nie zgin.
- Nie gi.
Raz ju, w Pocku, gdy wspomnia o wyprawie, powiedziaa mu tak samo: "Nie gi", 
ale teraz sowa te wyszy z jeszcze wikszej gbi jej duszy i moe dla ukrycia 
ez pochylia si przy tym tak, e czoo jej dotkno na chwil kolana Zbyszka.
A tymczasem pachokowie konni przy bramie trzymajcy juczne konie, gotowi ju do 
drogi, poczli piewa:
Nie zginie piercie, zocisty piercie
Nie zginie. Kruk go odniesie, z pola odniesie
Dziewczynie.
- W drog! - zawoa Zbyszko.
- W drog.
- Boe ci prowad! Matko Najwitsza!
Zattniy kopyta na drewnianym zwodzonym mocie, jeden z koni zara przecigle, 
inne poczy parska i orszak ruszy.
Ale Jagienka, Mako, ksidz, Tolima oraz Czech ze sw niewiast i ci sudzy, 
ktrzy zostawali w Spychowie, wyszli na most i patrzyli na odjedajcych. 
Ksidz Kaleb egna ich krzyem czas dugi, a gdy wreszcie znikli za wysokimi 
krzami olszyny, rzek:
- Pod tym znakiem nie dosignie ich za przygoda. A Mako doda:
- Pewnie, ale i to te dobrze, e konie czyniy parskanie okrutne.
*
Lecz i oni nie zostali ju dugo w Spychowie. Po dwch tygodniach zaatwi stary 
rycerz sprawy z Czechem, ktry osiad dzieraw na majtnoci, sam za na czele 
dugiego szeregu wozw otoczonych zbrojn czeladzi ruszy z Jagienk w stron 
Bogdaca. Niezupenie radzi patrzyli na owe wozy ksidz Kaleb i stary Tolima, 
bo, prawd rzekszy, Mako zupi troch Spy-chw - ale poniewa Zbyszko cakiem 
zda na niego rzdy -nikt nie mia mu si sprzeciwi. Zreszt byby zabra 
jeszcze wicej, gdyby go nie bya hamowaa Jagienka, z ktr sprzecza si 
wprawdzie, wydziwiajc na "babskie rozumy" - ale ktrej sucha jednak prawie we 
wszystkim.
Trumny Danusinej nie wieli jednak, gdy skoro Spychw nie zosta sprzedany, 
Zbyszko wola, aby zostaa z ojcami.
Wieli natomiast moc pienidzy i rnych bogactw, w znacznej czci zupionych 
swego czasu na Niemcach w rozlicznych bitwach, ktre stoczy z nimi Jurand. 
Tote Mako, spogldajc teraz na adowne, pokryte rogoami wozy, radowa si w 
duszy na myl, jak wspomoe i urzdzi Bogdaniec. Zatruwaa mu jednak t rado 
obawa, e Zbyszko moe polec, ale znajc sprawno rycersk modzianka, nie 
traci jednak nadziei, e wrci szczliwie, i z rozkosz o tej chwili 
rozmyla.
- Moe to Bg tak chcia - mwi sobie - eby wpierw dosta Zbyszko Spychw. a 
potem Moczydoy i wszystko, co po opacie zostao? Niech jeno wrci szczliwie, 
to mu kasztel godny w Bogdacu wystawi; a wtedy obaczym!...
Tu przypomniao mu si, e Cztan z Rogowa i Wilk z Brzozowej pewnie niezbyt mile 
go przyjm i e moe trzeba si bdzie z nimi potyka, ale o to nie dba, rwnie 
jak stary ko bojowy nie dba, gdy mu do bitwy i przyjdzie. Zdrowie mu wrcio, 
czu si w kociach i wiedzia, e tym zabijakom, gronym wprawdzie, ale nie 
majcym nijakiego wiczenia rycerskiego, atwo da rady. Wprawdzie co innego 
mwi przed niedawnym czasem Zbyszkowi - mwi to jednak tylko dlatego, by go do 
powrotu skoni.
"Hej! szczuka ja, a oni kiebie - myla - niech mi lepiej od gowy nie 
zachodz!"
Natomiast zaniepokoio go co innego: Zbyszko Bg wie kiedy oto wrci, a przy tym 
Jagienk uwaa cakiem tylko za siostr. Nu dziewka patrzy na niego te jak na 
brata i nu nie zechce czeka na jego niepewny powrt?
Wic zwrci si do niej i rzek:
- Suchaj, Jagna, nie mwi ja o Cztanie i Wilku, bo to grube chopiska i nie 
dla ciebie. Ty teraz dworka!... Ale wedle tego, e to roki ci s!... Ju 
nieboszczyk Zych powiada, e czujesz Bo wol, a to temu kilka lat... Boja tam 
wiem! Mwi, e jak dziewce za ciasno we wianuszku, to ci sama gotowa szuka 
takiego, co by jej go z gowy zdj... Ma si rozumie, e ni Cztan, ni Wilk... 
Ale jakoe miarkujesz?
- O co wy si pytacie?
- Nie wydasz-li ty si za kogo bd?
- Ja?... Ja mniszk ostan.
-Nie powiadaj byle czego! A jak Zbyszko wrci? Ale ona potrzsna gow:
- Mniszk ostan.
- No, a jakby ci pokocha? Jakby ci prosi okrutnie? Na to dziewczyna 
odwrcia zarumienion twarz do pola, ale wiatr, ktry wanie od pola wia, 
przynis Makowi cich odpowied:
- To nie ostan.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XL
Zabawili czas jaki w Pocku, aby si z dziedzictwem i z testamentem opatowym 
uadzi, a potem, zaopatrzeni w naleyte dokumenta, ruszyli dalej, niewiele 
wypoczywajc w drodze, ktra bya atwa i bezpieczna, gdy upa osuszy bota, 
pozwa rzeki, a gocice szy krajem spokojnym, zamieszkaym przez lud 
swojacki i gocinny. Z Sieradza pchn jednak ostrony Mako pachoka do 
Zgorzelic, aeby o przybyciu swoim i Jagienkowym oznajmi, skutkiem czego Jako, 
brat Jagienki, wyskoczy ku nim na p drogi i na czele dwudziestu zbrojnych 
parobkw odprowadzi ich do domu.
Byo przy tym spotkaniu niemao radoci, powita i okrzykw. Jako podobny by 
zawsze do Jagienki jak dwie krople wody, ale ju j przers. Chopak by na 
schwa: dziarski, wesoy jak nieboszczyk Zych, po ktrym ochot do cigego 
piewania odziedziczy, a ywy jak skra. Poczu si te ju w latach, w sile i 
za dojrzaego ma si uwaa, bo rzdzi swymi pachokami jak prawy wdz, a oni 
w mig kady jego rozkaz speniali, bojc si widocznie jego powagi i wadzy.
Dziwili si wic temu Mako i Jagienka, a on dziwi si take z wielk uciech 
urodzie i dwomoci siostry, ktrej od dawna nie widzia. Mwi przy tym, e ju 
si ku niej wybiera i e maluczko, a byliby go w domu nie zastali, gdy i tak 
trzeba mu wiat obaczy, o ludzi si otrze, wiczenia rycerskiego nabra i 
sposobno tu i owdzie znale do potykania si z wdrownymi rycerzami.
- wiat i obyczaje ludzkie pozna - rzek mu na to Mako -dobra jest to rzecz, 
gdy uczy to, jak si w kadej przygodzie znale, co powiedzie, i wzmaga 
przyrodzony rozum. Ale co do potykania si, lepiej, e ja ci powiem, ie na to 
jeszcze za mody, ni eby ci to mia jaki obcy rycerz powiedzie, ktren by ci 
przy tym wymia nie omieszka.
- Toby po tym miechu zapaka - odrzek na to Jako - a jeli nie on, to jego 
ona i dzieci.
I spojrza z okrutn zuchwaoci przed siebie, jakby chcia rzec wszystkim 
wdrownym rycerzom na wiecie: "Gotujcie si na mier!" Lecz stary rycerz z 
Bogdaca zapyta:
- A Cztan i Wilk ostawili tu was w spokoju? Bo to oni radzi na Jagienk 
patrzyli.
- Ba! Wilk zabit na lsku. Chcia tam jednego kasztelu niemieckiego doby i 
doby, ale e go kod z murw przywalili, wic po dwch dniach ostatni par 
puci.
- To go szkoda. Chadza i jego ojciec na Niemcw do lska, ktrzy tam nasz 
nard cisn - i upy z nich bra... Najgorsze to dobywanie zamkw, bo przy nim 
ni zbroja, ni wiczenie rycerskie nie pomoe. Da Bg, e tam ksi Witold nie 
bdzie zamkw dobywa, jeno w polu Krzyakw gnbi... A Cztan? Co z nim 
sycha?
Jako pocz si mia:
- Cztan si oeni! Wzi crk kmiecia z Wysokiego Brzegu, sawn z urody. Hej! 
nie tylko gadka dziewka, ale i zaradna, bo Cztanowi niejeden woli z drogi 
ustpi, a ona go po wochatym pysku bije i za nozdrza ci go wodzi jako 
niedwiedzia na acuchu.
Rozweseli si, usyszawszy to, stary rycerz.
- Widzisz j! wszystkie baby jednakie! Jagienka, i ty taka bdziesz! Chwaa 
Bogu, e nie byo z tymi dwoma zabijakami kopotu, bo szczerze mwic, ae mi to 
dziwno, e na Bogdacu zoci nie wywarli.
- Cztan chcia, ale Wilk, ktry by mdrzejszy, nie da mu. Przyjecha do nas do 
Zgorzelic pyta, co si z Jagienk stao? Rzekem, i pojechaa po opatowe 
dziedzictwo. A on powiada: "Czemu za mi Mako o tym nie mwili?" Wic ja znw 
na to: "A c to, Jagienka twoja, eby ci si mieli opowiada?!" On te, 
pomylawszy chwil: "Prawda, mwi, e nie moja". I jako to rozum mia bystry, 
zaraz wida pomiarkowa, e was i nas sobie zjedna, jeli Bogdaca bdzie przed 
Cztanem broni. Potykali si te na awicy wedle Piaskw i poszczerbili si 
wzajem, a potem pili na umr, jak to im si zawdy przytrafiao.
- Panie wie nad Wilkow dusz - rzek Mako. I odetchn gboko, rad, e w 
Bogdacu nie znajdzie innych szkd nad te, ktrych duga jego nieobecno moga 
by przyczyn.
Jako i nie znalaz; owszem, pomnoy si nawet dobytek w stadach, a z 
niewielkiego stadka wierzop byy ju rebaki dwulatki, niektre - po bojowych 
fryzyjskich ogierach nad zwyk miar rose i silne. Szkoda znalaza si tylko w 
tym, e kilku bracw ucieko, ale niewielu, bo mogli ucieka wycznie do 
lska, a tam niemieccy lub zniemczeni rabusie-rycerze gorzej obchodzili si z 
jecami ni szlachta polska. Stare, ogromne domisko pochylio si jednake 
znacznie do upadku. Popkay polepy, skrzywiy si ciany i puapy, a 
modrzewiowe belki zrbione przed dwustu albo i wicej laty poczy prchnie. We 
wszystkich izbach, ktre zamieszkiwa ongi liczny rd Gradw Bogdanieckich, 
zaciekao w czasie obfitych ddw letnich. Dach zdziurawia i pokry si caymi 
kpami zielonych i rudych mchw. Caa budowa przysiada i wygldaa jak grzyb 
rozoysty, ale zmurszay.
- eby by starunek. toby jeszcze trwao, bo od niedawna zaczo si psowa - 
mwi Mako do starego karbowego Kondra-ta, ktry pod nieobecno panw 
zawiadowa majtnoci.
A po chwili:
- Ja bym i tak do mierci domieszka, ale Zbyszkowi kasztel si patrzy.
- O dla Boga! Kasztel?
- He! Albo co?
Bya to ulubiona myl starego postawi Zbyszkowi i przyszym jego dzieciakom 
kasztel. Wiedzia, e szlachcica, ktry nie w zwykym dworcu, ale za rowem i 
czstokoem siedzi, a przy tym czatowni ma, z ktrej stra spoglda na okolic, 
zaraz i ssiedzi "za co uwaaj" - i o urzd mu atwiej. Dla siebie niewiele 
ju da Mako, ale dla Zbyszka i jego synw nie chcia na maym poprzesta, 
tym bardziej teraz, gdy majtno wzrosa tak znacznie.
"Niechby jeszcze Jagienk wzi - myla - a z ni Moczydoy i opatowe 
dziedzictwo: nikt by w okolicy nie by z nami na rwni - co daj Boe!"
Ale to wszystko zaleao od tego, czy Zbyszko wrci - a to bya rzecz niepewna i 
zalena od aski boskiej. Mwi sobie tedy Mako, e trzeba mu by teraz z Panem 
Bogiem jak najlepiej i nie tylko w niczym mu si nie narazi, ale czym mona, to 
go zjedna. W tej chci nie aowa dla kocioa w Krzeni ni wosku, ni odsepw, 
ni zwierzyny, a pewnego wieczora, przyjechawszy do Zgorzelic, tak rzek do 
Jagienki:
- Do Krakowa ci jutro jad, do grobu witej naszej krlowej Jadwigi.
A ona a zerwaa si z awy ze strachu.
- Zalicie dostali jak z nowin?
- Nijakiej nowiny nie byo, bo i nie mogo jeszcze by. Ale ty pamitasz, jako 
wtedy, gdym chorza od tego zadziora w boku -co tocie, wiesz, po bobry ze 
Zbyszkiem chodzili - lubowaem, e jeli Bg mi wrci zdrowie, to do tego grobu 
pjd. Bardzo mi wonczas wszyscy t ch chwalili. I pewnie! Ma tam Pan Bg do 
witej czeladzi, ale przecie byle wity nie znaczy i tam tyle, co nasza Pani, 
ktrej urazi nie chc i wskro tej przyczyny, e mi i o Zbyszka chodzi.
- Prawda! jako ywo! - rzeka Jagienka. - Ale ecie dopiero z takiej okrutnej 
wdrwki wrcili...
- To i co! Wol ju wszystko naraz odby, a potem siedzie spokojnie doma a do 
Zbyszkowego powrotu. Niech jeno krlowa nasza wstawi si za nim do Pana Jezusa, 
to mu przy dobrej zbroi i dziesiciu Niemcw nie poradzi... Bd potem z lepsz 
nadziej kasztel budowa.
- Ale te koci macie niepoyte!
- Pewnie, em jeszcze jary. Powiem ci te i co innego. Niech Jako, ktren si w 
drog rwie, jedzie ze mn. Jam czek dowiadczony i pohamowa go potrafi. A 
gdyby przygoda si jaka trafia - bo to chopaka rce swdz - to wiesz przecie, 
e i potyka mi si nie nowina, zarwno pieszo, jak konno - na miecze alibo na 
topory...
- Wiem! Nikt go lepiej od was nie ustrzee.
- Ale tak myl, e nie przygodzi si potyka, bo pki krlowa ya, to peno 
bywao w Krakowie obcych rycerzy, ktrzy jej urod chcieli oglda - ale teraz 
wol do Malborga cign, bo tam beczki z mamazj pkatsze.
- Ba! przecie jest nowa krlowa.
A Mako skrzywi si i machn rk:
- Widziaem! - i nic wicej nie rzek - rozumiesz. Po chwili za doda:
- Za trzy albo cztery niedziele bdziemy z powrotem. Jako tak si stao. Kaza 
tylko stary rycerz poprzysic Jakowi na rycersk cze i na gow witego 
Jerzego, e si w adn dalsz drog nie bdzie napiera - i wyjechali.
W Krakowie stanli bez przygody, bo kraj by spokojny, a od wszelkich napadw ze 
strony zniemczonych ksitek granicznych i zbjw-rycerzy niemieckich 
ubezpiecza go strach przed potg Krlestwa i mstwem mieszkacw. Po 
odprawieniu lubw dostali si przez Powa z Taczewa i kniazika Jamonta na dwr 
krlewski. Myla Mako, e i na dworze, i po urzdach bd go skwapliwie 
wypytywali o Krzyakw, jako czeka, ktry ich przezna dobrze i ktry im si z 
bliska przypatrywa. Ale po rozmowie z kanclerzem i z miecznikiem krakowskim 
przekona si ze zdziwieniem, e wiedz oni o Krzyakach nie tylko nie mniej, 
ale wicej od niego. Wiedziano wszystko a do najdrobniejszych szczegw, co 
si dziao i w samym Malborgu, i w innych, choby najodleglejszych zamkach. 
Wiedziano, jakie s komendy, jaka gdzie liczba onierza, jaka ilo dzia, ile 
czasu potrzeba na zebranie wojsk, jakie s zamiary Krzyakw na wypadek wojny. 
Wiedziano nawet o kadym komturze, czy jest czowiek porywczy i zapalczywy, czy 
rozwany, a zapisywano wszystko tak troskliwie, jakby wojna miaa jutro 
wybuchn.
Stary rycerz uradowa si tym w sercu wielce, zrozumia bowiem, e do owej wojny 
gotuj si daleko rozwaniej, rozumniej i potniej w Krakowie ni w Malborgu. 
"Pan Jezus da nam takie albo i wiksze mstwo - mwi sobie Mako - a wida 
wikszy rozum i wiksz zapobiegliwo". I tak wwczas byo. Dowiedzia si te 
niebawem, skd pochodz owe wiadomoci: oto dostarczali ich sami mieszkacy 
Prus, ludzie wszystkich stanw, zarwno Polacy jak i Niemcy. Zakon potrafi tak 
wzbudzi przeciw sobie nienawi, e wszyscy w Prusiech wygldali jak zbawienia 
przyjcia wojsk Jagieowych.
Makowi przypomniao si wwczas, co swego czasu mwi w Malborgu Zyndram z 
Maszkowic - i j powtarza sobie w duchu:
- Ten ci ma gow! czysty ceber!
I rozpamitywa kade jego sowo, a raz zapoyczy nawet od niego mdroci, bo 
gdy trafio si, e mody Jako pocz wypytywa o Krzyakw, rzek:
- Mocni oni, juchy, s, ale jakoe mylisz? zali nie wyleci z sioda rycerz 
najmocniejszy, jeli ma podernity poprg i strzemiona?
- Wyleci, jako to prawda, e tu stoj! - odrzek modzianek.
- Ha! widzisz! - zawoa grzmicym gosem Mako. - Do te-gom ci chcia 
przywie!
- Bo co?
- Bo Zakon to taki rycerz! A po chwili doda:
- Z lada gby tego nie usyszysz - nie bj si! I - gdy mody rycerzyk nie mg 
jeszcze wymiarkowa dobrze, o co chodzi, pocz mu rzecz wyjania, zapomnia 
jednak doda, e porwnanie to nie sam wymyli, ale e wyszo ono co do sowa z 
potnej gowy Zyndrama z Maszkowic.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XLI
W Krakowie niedugo zabawili a byliby zabawili jeszcze krcej, gdyby nie proby 
Jaka, ktry chcia si ludziom i miastu napatrzy, albowiem wszystko wydawao 
mu si snem cudownym. Jednake staremu rycerzowi pieszyo si okrutnie do 
domowych pieleszy i do niw, wic niewiele pomogy i proby, tak e na 
Wniebowzicie Najwitszej Panny byli ju z powrotem - jeden w Bogdacu, drugi w 
Zgorzelicach przy siostrze.
l od tej pory zaczo im si ycie wlec do jednostajnie, zapenione prac 
gospodarcz i zwykymi wiejskimi zabiegami. niwa w pooonych nizinnie 
Zgorzelicach, a zwaszcza w Jagienkowych Moczydoach, wypady wymienicie, ale w 
Bogdacu z powodu suchego roku plon okaza si chudy i nie trzeba byo duo 
trudu, by go zebra. W ogle skpo tam mieli ziemi uprawnej, bo majtno bya 
pod borem, a wskutek dugiej niebytnoci panw te nawet lechy, ktre ju by 
karczunkiem przysposobi pod ork opat, zapuszczono z braku rk na nowo. Stary 
rycerz, jakkolwiek czuy na kad strat, nie bra tego zbytnio do serca, 
wiedzia bowiem, i przy pienidzach atwo bdzie wprowadzi we wszystkim ad i 
porzdek - byle tylko byo dla kogo trudzi si i pracowa. Ale wanie ta 
wtpliwo zatruwaa mu prac i dni. Rk wprawdzie nie opuszcza, wstawa do 
dnia, jedzi do stad, doglda robt polnych i lenych, wybra nawet miejsce na 
kasztel i przysposabia budulec, ale gdy po dniu znojnym soce roztapiao si w 
zotych i czerwonych blaskach zrz, nieraz chwytaa go tsknota okrutna, a obok 
niej i niepokj, jakiego przedtem nigdy nie doznawa. "Ja tu zabiegam, ja si tu 
mozol - mwi sobie - a tam chopisko mj ley moe gdzie w polu wczni 
przebodzion i wilcy mu zbami pozgonne dzwoni". Na t myl ciskao mu si 
serce i wielk mioci, i wielkim blem. Nasuchiwa te wwczas pilnie, czy 
ttentu nie usyszy, ktry zwiastowa codzienne przybycie Jagienki, udajc 
bowiem przy niej, e ma dobr otuch, nabiera jej sam i krzepi si nieco w 
strapionej duszy.
Ona za przyjedaa codziennie, zwykle pod wieczr, z kusz przy siodle i z 
oszczepem, od wypadku w drodze powrotnej. Nie bya to rzecz wcale moliwa, aby 
moga kiedy niespodzianie zasta Zbyszka ju w domu, gdy Mako nie mia si go 
przed jakim rokiem albo i ptora spodziewa - ale widocznie i ta nadzieja 
taia si w dziewczynie, gdy przybywaa nie tak jak niegdy za dawnych czasw, 
w zacignitej tasiemk koszuli-nie, w kouszku wen do gry i z limi w 
powichrzonych wosach, ale z piknie splecionym warkoczem i z piersi opit w 
barwne sieradzkie sukno. Mako wychodzi ku niej - i pierwsze jej pytanie byo 
zawsze, jakby kto zapisa: "A co?" -a pierwsza jego odpowied: "A nic!" - potem 
wprowadza j do izby i gwarzyli przy ogniu o Zbyszku, o Litwie, o Krzyakach i 
o wojnie - cigle w kko, cigle o tym samym - a nigdy adnemu z nich nie tylko 
nie naprzykrzyy si te rozmowy, ale nigdy nie mieli ich dosy.
I tak byo przez cae miesice. Bywao, e i on jedzi do Zgorzelic, ale 
czciej ona do Bogdaca. Czasem jednak, gdy w okolicy zdarzay si jakie 
niepokoje albo w porze rui niedwiedzich, gdy stare samce, idc rozwcieczone za 
samic, skonne byway do zaczepki, Mako odprowadza dziewczyn do dom. Zbrojny 
dobrze, nie obawia si stary adnych dzikich zwierzt, by bowiem 
niebezpieczniejszy dla nich ni one dla niego. Jedzili tedy wwczas strzemi w 
strzemi - i czsto br odzywa im si z gbin gronie, lecz oni, zapominajc o 
wszystkim, co im si mogo przygodzi, rozmawiali tylko o Zbyszku: gdzie jest? 
co robi? zali ju nabi albo czy prdko nabije tylu Krzyakw, ilu nieboszczce 
Danusi i jej nieboszczce matce lubowa - i czyli rycho powrci? Jegienka 
zadawaa przy tym Makowi pytania, ktre ju ze sto razy zadawaa poprzednio, a 
on odpowiada na nie z tak uwag i rozmysem, jakby je pierwszy raz sysza.
- To mwicie - pytaa - e bitwa w polu nie tak dla rycerza straszna jak zamkw 
dobywanie?
- A obacz, co si Wilkowi przygodzio? Przed kod, ktr z waw stocz, adna 
zbroja nie uchroni, a w polu, byle rycerz wiczenie naleyte mia, moe si i 
dziesiciu nie da.
- A Zbyszko? Zali zacn ma zbroj?
- Ma ich kilka zacnych, a najlepsz t zdobyczn po Fryzie, bo w Mediolanie 
kuta. Jeszcze przed rokiem bya cokolwiek na Zbyszka za luna, ale ninie w sam 
raz.
- To ju przeciw takiej adna bro nie poradzi, prawda?
- Co rka ludzka zrobia, przeciw temu rka ludzka poradzi. Na mediolask 
zbroj - mediolaski miecz albo te strzay Angielczykw.
- Strzay Angielczykw? - pytaa z niepokojem Jagienka.
- A tom ci nie mwi? Nie masz nad nich w wiecie ucznikw... chyba Mazurowie 
puszczascy, ale i ci tak godnego sprztu nie maj. Angielska kusza przeszyje na 
sto krokw najlepsz zbroj. Widziaem pod Wilnem. I aden z nich nie chybi, a 
znajdzie si poniektry, co i jastrzbia w lot ustrzeli.
- O pogascy synowie! Jakoecie sobie z nimi radzili?
- Nie byo innej rady, jeno zaraz w nich! Dobrze psiajuchy i berdyszami 
obracaj, ale z bliska to ju nasz sobie poradzi.
- Piastowaa was przecie rka boska, to i teraz Zbyszka ustrzee.
- Czsto ja te tak mwi: "Panie Boe, skoro nas stworzy i w Bogdacu 
osadzi, to teraz pilnuj, abymy za nie sczezli!" Ha! boska to ju sprawa. Po 
prawdzie, niemaa to rzecz na cay wiat dawa baczenie i o niczym nie 
przepomnie, ale po pierwsze, czek si tam, czym moe, przypomina, Kocioowi 
witemu nie skpic, a po wtre, co boska gowa, to nie ludzka.
Tak to oni nieraz z sob gwarzyli, dodajc sobie wzajem otuchy i nadziei. 
Tymczasem jednak pyny dni, tygodnie i miesice. W jesieni zdarzya si 
Makowi sprawa ze starym Wilkiem z Brzozowej. By z dawna spr graniczny midzy 
Wilkami a opatem o lene nowocie, ktre opat, trzymajc zastawem Bogdaniec, 
wykarczowa i zagarn. W swoim czasie pozywa on nawet obu naraz Wilkw w pole, 
na kopie albo na dugie miecze, ci wszelako nie chcieli stawa z duchownym, w 
sdzie za nie mogli nic wskra. Teraz stary Wilk upomnia si o owe grunta, 
Mako za, ktry na nic w wiecie nie by tak chciwy jak na ziemi, idc zrazu 
za popdem swej natury, a zarazem podniecon myl, e jczmiona udaj si 
doskonale na nowinach, ani chcia sysze o ich ustpieniu. Byliby te 
niechybnie poszli do grodu, gdyby nie to, e wypadkiem zjechali si u proboszcza 
w Krzeni. Tam gdy nagle stary Wilk rzek w kocu srogiej ktni: "Zanim ludzie 
rozsdz, na Boga si zdaj, ktry na waszym rodzie za moj krzywd si pomci" 
- zmik nagle zawzity Mako, poblad, na chwil umilk, a potem tak ozwa si 
do ktliwego ssiada:
- Suchajcie, nie ja poczem spraw, jeno opat. Bg wie, czyja sprawa suszna, 
ale macie-li zorzeczy Zbyszkowi, to bierzcie nowiny, a Zbyszkowi niech tak Bg 
da zdrowie i szczcie, jako je wam z serca odstpuj.
I wycign ku niemu do, a w, znajc go z dawnych czasw, zdumia si 
niezmiernie, ani bowiem domyla si, jaka w tym twardym pozornie sercu tkwia 
mio dla bratanka i jaki panowa niepokj o jego losy. Przez dugi te czas 
nie mg i sowa przemwi, a dopiero gdy ucieszony takim obrotem sprawy 
proboszcz krzenieski przeegna ich znakiem krzya - odrzek:
- A kiedy tak, to co innego! Nie o zysk mi chodzio, bom stary i majtnoci nie 
mam komu ostawi - jeno o suszno. Kto ze mn po dobroci - temu jeszcze i 
swego ustpi. A waszemu bratankowi niech tam Bg bogosawi - abycie na 
staro nie pakali po nim, jako ja po moim jedynym chopie...
I rzucili si sobie wzajem w ramiona, a potem dugi czas spierali si o to, kto 
wemie nowiny. Mako da si wszelako w kocu przekona - ile e Wilk sam by na 
wiecie - i majtnoci nie mia istotnie komu zostawi.
Po czym zaprosi starego do Bogdaca, gdzie uczci go obficie jadem i napojem - 
albowiem i sam mia w duszy rado wielk. Cieszya go i nadzieja, e jczmie 
na nowinach tgo zejdzie, i zarazem myl, e odwrci od Zbyszka nieask Bo.
"Byle wrci, to mu ta ziemi i dobytku nie zbraknie!" - myla.
Jagienka nie mniej bya z tej zgody zadowolona.
- Juci teraz - mwia, wysuchawszy, jak si wszystko odbyo -jeli Pan Jezus 
miosierny zechce okaza, e mu zgoda od swarw milsza, to musi wam Zbyszka 
szczliwie powrci.
Na to twarz Maka pojaniaa, jakby pad na ni promie soca.
- Tak i ja myl! - rzek. - Pan Bg wszechmocny, bo wszechmocny, ale i na moce 
niebieskie s sposoby, trzeba jeno rozum mie...
- Wam chytroci nigdy nie brako - odpowiedziaa dziewczyna, podnoszc w gr 
oczy.
I po chwili, jakby si nad czym namyliwszy, ozwaa si znowu:
- Ale te wy tego waszego Zbyszka miujecie! miujecie! hej!
- Kto by jego nie miowa! - odpar stary rycerz. - A ty? Niby to go 
nienawidzisz?
Jagienka nie odpowiedziaa nic wprost, tylko jak siedziaa na awie w podle 
Maka, tak przysuna si do niego jeszcze bliej i odwrciwszy gow, pocza 
go trca z lekka okciem:
- Dajcie spokj! com wam winna!
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XLII
Jednake wojna o mujd midzy Krzyakami a Witoldem zbyt zajmowaa ludzi w 
Krlestwie, aby nie mieli dopytywa si o jej przebieg. Niektrzy pewni byli, e 
Jagieo przyjdzie w pomoc stryjecznemu bratu i e walnej wyprawy przeciw 
Zakonowi rycho patrze. Rycerstwo rwao si do niej, a po wszystkich siedzibach 
szlacheckich powtarzano sobie, e i znaczna liczba panw krakowskich 
zasiadajcych w krlewskiej radzie przechyla si na stron wojny, mniemajc, e 
raz trzeba skoczy z tym nieprzyjacielem, ktry nigdy nie chcia poprzesta na 
swoim, a o zagrabieniu cudzego myla nawet wwczas, gdy ogarniaa go boja 
przed potg ssiedzk. Lecz Mako, ktry by czowiekiem rozumnym, a jako 
bywalec widzia i przezna wiele, nie wierzy w blisk wojn i tak nieraz o tym 
mwi do modego Jaka ze Zgorzelic i do innych ssiadw, ktrych w Krzeni 
spotyka:
- Pki mistrz Konrad ywie, nie bdzie z tego nic, bo on mdrzejszy od innych i 
wie, e nie byaby to zwyczajna wojna, ale jakoby rzec: "twoja albo moja 
mier!" I do tego on, znajc moc krlewsk, nie dopuci.
- Ba! a jeli krl pierwszy wojn wypowie? - pytali ssiedzi. Lecz Mako krci 
gow;
- Widzicie... z bliska ja si wszystkiemu przypatrowa i niejednom potrafi 
wymiarkowa. eby to by krl z naszego dawnego rodu krlw od wiek wiekw 
krzecijaskich, toby moe i pierwszy na Niemcw uderzy. Ale nasz Wadysaw 
Jagieo (nie chc ja mu czci umkn, bo zacny to pan, ktrego niech Bg w 
zdrowiu zachowa), nimemy go krlem sobie obrali, by wielkim ksiciem litewskim 
i poganinem; krzecijastwo dopiero co przyj, a Niemce szczekaj po wiecie, 
e dusza jeszcze w nim pogaska. Przeto okrutnie mu nie przystoi pierwszemu 
wojn wypowiada i krzecijask krew rozlewa. Dla ktrej przyczyny i Witoldowi 
w pomoc nie rusza, chocia go rce swdz, bo i to wiem, e nienawidzi on jak 
trdu Krzyakw.
Takimi mowami jedna sobie Mako saw bystrego czowieka, ktren kad rzecz 
potrafi jako na stole pooy. W Krzeni te otaczano go co niedziela po mszy 
koem, a potem weszo w zwyczaj, e ten lub w ssiad, zasyszawszy jak nowin, 
zajeda do Bogdaca, aby mu stary rycerz wytumaczy to, czego zwyka 
szlachecka gowa nie moga wyrozumie. On za przyjmowa wszystkich gocinnie i 
rozmawia z kadym ochotnie, a gdy wreszcie go, nagawdziwszy si, odjeda, 
nie zapomina nigdy poegna go takimi sowy:
- Dziwujecie si mojemu dowcipowi, ale gdy Zbyszko, da Bg, wrci, to si 
dopiero bdziecie dziwowali! Jemu choby w radzie krlewskiej zasiada, taka 
jucha ebska i przemylna.
I wmawiajc to gociom, wmwi na kocu sobie, a zarazem i Jagience. Zbyszko 
wydawa si im obojgu z dala jak krlewicz w bajce. Gdy nadesza wiosna, 
zaledwie ju mogli usiedzie w domu. Wrciy jaskki, wrciy bociany; 
chruciele poczy gra po kach, przepirki odzywa si w zielonej runi zb; 
przyleciay przedtem jeszcze klucze urawi i cyranek - Zbyszko jeden nie wraca. 
Ale gdy ptactwo cigno z poudnia, natomiast z pnocy wicher skrzydlaty 
przynosi wieci o wojnie. Mwiono o bitwach i licznych potyczkach, w ktrych 
obrotny Witold to zwycia, to bywa pobity; mwiono o wielkich klskach, ktre 
poczynia midzy Niemcami zima i choroby. A wreszcie rozgrzmiaa po caym kraju 
radosna wie, e dzielny Kiejstutowicz wzi Nowe Kowno, czyli Gotteswerder, 
zburzy je, kamienia na kamieniu i belki na belce nie zostawi. Mako, gdy 
dosza go ta wiadomo, siad na ko i w te pdy polecia do Zgorzelic.
- Ha! - mwi - znane mi to strony, bomy tam ze Zbyszkiem i ze Skirwoi tgo 
Krzyakw potukli. Tam wzit by przez nas i ten pociwy de Lorche. Oto Bg 
da, e si Niemiaszkom noga powina, bo to kasztel by do zdobycia trudny.
Jagienka jednak syszaa ju bya przed przybyciem Maka o zburzeniu Nowego 
Kowna, a nawet syszaa i co wicej, a mianowicie, e Witold rozpocz ukady o 
pokj. Ta ostatnia nowina wicej j nawet obesza od poprzedniej, albowiem gdyby 
pokj stan, Zbyszko, jeli zosta yw - musiaby powrci do domu.
Wic zacza wypytywa starego rycerza, czy to jest rzecz podobna do wiary, a 
w, zastanowiwszy si, tak jej odrzek;
- Z Witoldem wszystko jest do wiary podobne, gdy to czek cakiem od innych 
rny i pewnie ze wszystkich panw krzecijaskich najchytrzejszy. Gdy mu trzeba 
ku Rusi swe panowanie rozszerzy, to pokj z Niemcami czyni, a jak tam dokae 
tego, co przed si zamierzy, znw Niemcw za eb! Nie mog sobie oni da rady 
ani z nim, ani z t nieszczsn mujdzi. Raz on j im odbiera, drugi raz oddaje 
- i nie tylko oddaje, ale sam im j pomaga pognbi. S tacy midzy nami, ba i 
na Litwie, ktrzy mu to za ze maj, e on ze krwi tego nieszczsnego plemienia 
tak igra... I ja bym, szczerze mwic, za hab mu to mia, eby to nie by 
Witold... Bo wdy tak sobie czasem myl: a nue on ode mnie mdrzejszy i wie, 
co robi? Jako syszaem od samego Skirwoiy, e on z tej krainy wrzd wiecznie 
ciekcy w krzyackim ciele uczyni, aby za nigdy do zdrowia nie przyszo... 
Matki na mujdzi zawdy bd rodziy, a krwi nie szkoda, byle nie sza na marne.
- Mnie tam jeno o to chodzi, czy Zbyszko wrci.
- Jak Bg pozwoli, ale bogdaje to, dziewczyno, w szczliw godzin 
powiedziaa!
Jednake upyno jeszcze kilka miesicy. Doszy wieci, e pokj istotnie 
stan; zboa stay si powe, ciarne kosami, poletki zasiane gryk dobrze 
ju zrudziay, a o Zbyszku nie byo i sychu.
Na koniec po pierwszych sprztach nie mg ju wytrzyma Mako i zapowiedzia, 
e wyruszy do Spychowa, wieci tam, jako w bliszych stronach Litwy, zasign i 
zarazem gospodarstwo Czecha obejrze.
Jagienka napara si z nim jecha, ale on jej nie chcia bra, wic poczy si 
midzy nimi o to spory, ktre trway przez cay tydzie. A gdy pewnego wieczoru 
sprzeczali si tak z sob w Zgorzelicach, wpad jak wicher na dworski podwrzec 
chopak z Bogdaca boso, oklep, bez kapelusza na powej czuprynie i zakrzykn 
im przed przyapem, na ktrym wanie siedzieli:
- Mody pan wrci!
Zbyszko wrci istotnie, ale jaki dziwny: nie tylko wychudy, spalony wichrem 
polnym, wyndzniay, lecz zarazem obojtny i maomwny. Czech, ktry przyjecha 
wraz z on z nim razem - gada za niego i za siebie. Mwi tedy, e wyprawa 
widocznie si jednak udaa modemu rycerzowi, gdy w Spychowie zoy na 
trumnach Danusi i jej matki cay pk rycerskich pawich i strusich piropuszw. 
Wrci te ze zdobycznymi komi i zbrojami, z ktrych dwie byy nadzwyczaj 
cenne, cho okrutnie razami miecza i topom pocite. Mako pon z ciekawoci, 
aby si o wszystkim dokadnie z ust bratanka wywiedzie, ale w macha tylko 
rk i odpowiada pswkami - a trzeciego dnia zachorza i musia si pooy. 
Pokazao si, e mia zbity lewy bok i zamane dwa ebra, ktre le zoone 
"przeszkadzay" mu w chodzeniu i oddychaniu. Odezway si take i te 
dolegliwoci, na ktre swego czasu cierpia po wypadku z turem - a do zupenego 
poderwania jego si przyczynia si i droga ze Spychowa. Nie byo to wszystko 
samo w sobie grone, bo chop by mody i niepoyty jak db - ale na razie 
ogarno go jakie niezmierne znuenie, jak gdyby wszystkie trudy, ktre 
ponis, teraz dopiero zaczynay mu chodzi po kociach. Z pocztku myla 
Mako, e po dwch albo trzech dniach odpoczynku w ou wszystko minie, a 
tymczasem stao si przeciwnie. Nie pomogy adne smarowania ni okadzania 
zimi, ktre owczarz miejscowy zaleci, ni odwary przysyane przez Jagienk i 
ksidza z Krzeni: Zbyszko coraz by sabszy, coraz bardziej znuon i - coraz 
smutniejszy.
- Co ci jest? moe by czego chcia? - wypytywa go stary rycerz.
- Niczego nie chc - i wszystko mi za jedno - odpowiada Zbyszko.
I w ten sposb upywa dzie za dniem. Jagienka, wpadszy na myl, e to moe 
jest co wicej nieli zwyczajna krzypota - i e modzian ma chyba jak 
tajemnic, ktra go gnbi, pocza namawia Maka, aby raz jeszcze poprbowa 
wypyta, co by to mogo by.
Mako zgodzi si bez wahania, jednak pomylawszy chwil, rzek:
- A nuby tobie chtniej powiedzia ni mnie? Bo - lubi - to on ci przecie 
lubi, a to te widziaem, e jak si tam krcisz po izbie, to za tob oczyma 
wodzi.
- Widzielicie? - zapytaa Jagienka.
- Kiedy powiedziaem, e wodzi, to wodzi. A jak ci dugo nie ma, to raz po raz 
na drzwi spoglda. Pytaj go ty.
I na razie na tym stano. Jednake pokazao si, e Jagienka nie umie i nie 
mie. Dopiero gdy przyszo co do czego, zrozumiaa, e trzeba by jej mwi o 
Danusi i o mioci Zbyszka do nieboszczki - a te rzeczy nie chciay si jej 
przez usta przecisn.
- Wycie chytrzejsi - rzeka do Maka - i rozum a dowiadczenie macie lepsze; wy 
mwcie, ja nie mog.
Wic Mako rad nierad zabra si do rzeczy - i pewnego ranka, gdy Zbyszko zdawa 
si by nieco rzewiejszy ni zwykle, tak rozpocz z nim rozmow:
- Powiada mi Hlawa, e godn wizk czubw pawich w Spychowie w podziemiu 
pooy.
A w, nie odejmujc oczu od puapu, na ktry, lec na wznak, patrza - skin 
tylko gow na znak potwierdzenia.
- No! Pan Jezus ci poszczci, bo przecie i na wojnie atwiej o ciurw ni o 
rycerzy... Knechtw moesz nabi, ilu chcesz - ale za rycerzem trzeba si nieraz 
dobrze oglda... Tak-e ci to sami leli pod miecz?
- Pozywaem rnych kilkakro na udeptan ziemi, a raz otoczyli mnie w bitwie - 
odrzek leniwie modzian.
- I zdobycznego dobra do przywioze...
- W czci knia Witold obdarzy.
- Zawsze taki hojny?
Zbyszko skin znw gow, widocznie nie majc ochoty do dalszej rozmowy.
Ale Mako nie da za wygran i postanowi przystpi do rzeczy.
- Powiedz mi tak szczerze - rzek. - Jake ju tam owymi czubami truchek 
nakry - musiao ci okrutnie uly?... Czek zawsze rad, gdy lub speni... 
Rade by? co?
Zbyszko oderwa swe smutne oczy od puapu, zwrci je na Maka - i odpowiedzia 
jakby z pewnym zdziwieniem:
- Nie.
- Nie? Bje si Boga! Bo ja mylaem, e jak tam te dusze w niebie ucieszysz, 
to ju bdzie i koniec.
A modzian zamkn na chwil oczy jakby w zamyleniu i wreszcie odrzek:
- Na nic wida zbawionym duszom krew ludzka. Nastaa chwila milczenia.
- To po ce na t wojn chodzi? - zapyta wreszcie Mako.
- Po co? - odpowiedzia z pewnym oywieniem Zbyszko - ja sam mylaem, e mi 
uly! sam mylaem, e i Danuk, i siebie uciesz... A potem ae mi si dziwno 
uczynio. Wyszedem z podziemia od tych truche i tak samo mi ciko byo jako i 
przedtem. Tak ci to wida jest, e na nic zbawionym duszom krew ludzka.
- Musia ci to kto powiedzie, bo sam by tego nie wymyli.
- Samem wymiarkowa z tego wanie, e mi si wiat nie wyda weselszy potem ni 
przedtem. Ksidz Kaleb tylko mi przytwierdzi.
- Zabi nieprzyjaciela na wojnie nie grzech to aden, ba ! nawet chwalebna 
rzecz, a to przecie nieprzyjaciele naszego plemienia.
- Ja te za grzech sobie tego nie mam i nie auj ich.
- Jeno cigle Danuki?
- Juci: jako j sobie wspomn, to mi al. Ale wola boska! Lepiej jej na dworcu 
niebieskim i - ju ja do tego przywyk.
- To czemu si ze smutkw nie otrzchniesz? Czego ci trzeba?
- Bo ja wiem...
- Wypocznienia ci nie brak, a krzypota ci rycho popuci. Id do ani, wykp 
si, wypij agiewk miodu na poty - i hoc!
- No i co?
- I wnet wesooci nabierzesz.
- A skd jej wezm? W sobie ci jej nie znajd, a poyczy mi jej - nikt nie 
poyczy.
- Bo ty co skrywasz! Zbyszko ruszy ramionami.
- Nie mam wesooci, ale nie mam te nic do skrywania. I powiedzia to tak 
szczerze, e Mako od razu przesta posdza go o tajemnic, a natomiast pocz 
si gadzi szerok doni po siwej czuprynie, jak mia zwyczaj czyni zawsze, 
gdy si nad czym mocno namyla, i w kocu rzek:
- To ja ci powiem, czego ci brak: tobie si jedno skoczyo, a drugie si 
jeszcze nie zaczo - rozumiesz?
- Nie bardzo, ale moe by! - odpowiedzia modzianek. I przecign si jak 
czowiek, ktrego ogarnia sen. Mako jednak by pewien, e odgad prawdziw 
przyczyn, i rad by ogromnie, albowiem przesta si zupenie niepokoi. Nabra 
te jeszcze wikszej ni przedtem ufnoci do wasnego rozumu i mwi sobie w 
duchu: "Nie dziwowa si ludziom, e si mnie radz!"
A gdy po owej rozmowie wieczorem tego samego dnia przyjechaa Jagienka -jeszcze 
nim zdya zsi z konia, powiedzia jej, e wie, czego Zbyszkowi brakuje.
Wic dziewczyna zsuna si w jednej chwili z sioda i nu dopytywa:
- No co? czego? mwcie!
- Ty wanie masz dla niego lekarstwo.
- Ja? jakie?
A on obj j wp i pocz szepta jej co do ucha, ale niedugo, gdy po 
chwili odskoczya od niego jak oparzona i ukrywszy midzy czaprakiem a wysokim 
siodem sponion twarz, zawoaa:
- Idcie sobie! Nie cierpi was!
- Jak mi Bg miy, tak prawd mwi - rzek, miejc si, Mako.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
ROZDZIA XLIII
Stary Mako odgad dobrze, ale tylko w poowie. Zbyszkowi istotnie jedna cz 
ycia skoczya si cakowicie. Za kadym wspomnieniem byo mu Danusi al, ale 
sam przecie powiada, e lepiej jej musi by na dworcu niebieskim, ni byo na 
ksicym. Zy si ju z myl, e jej na wiecie nie ma, przywyk do niej i 
uwaa, e wcale nie mogo by inaczej. Swego czasu w Krakowie podziwia bardzo 
na szybach kocielnych wycite ze szka i pooprawiane w ow postacie rnych 
witych panienek - barwne, przewiecajce w socu, a teraz wyobraa sobie tak 
samo Danusi. Widzia j niebiesk, przeroczyst, odwrcon bokiem, ze 
zoonymi rczkami, ze wzniesionymi oczyma i grajc na lutece, wrd rnych 
zbawionych Boych skrzypaczkw, ktrzy w niebie grywaj Matce Boskiej i 
Dziecitku. Nic ju w niej nie byo ziemskiego, a staa mu si duchem tak 
czystym i bezcielesnym, e gdy czasem wspomnia sobie, jak w lenym dworcu 
posugiwaa ksinie, miaa si, rozmawiaa, siadaa z innymi do stou - 
przejmowao go jakby zdziwienie, e to by mogo. Ju w czasie wyprawy, przy 
Witoldzie, gdy sprawy wojenne i bitwy pochaniay jego uwag, przesta tskni 
do swojej nieboszczki, tak jak tskni m do niewiasty, a myla tylko tak, jak 
myli pobony czowiek o swej patronce. W ten sposb mio jego, tracc 
stopniowo ziemskie pierwiastki, zmieniaa si coraz bardziej tylko w sodkie, 
tak bkitne jak wanie samo niebo, wspomnienie - i po prostu w cze nabon.
Gdyby by czekiem wtego ciaa i gbszej myli, byby zosta mnichem - i w 
cichym yciu klasztornym byby przechowa jak wito owo niebieskie 
wspomnienie a do chwili, w ktrej duch z wizw cielesnych ulata w nieskoczone 
przestworza jak ptak z klatki. Ale jemu ledwie si zaczyna trzeci dziesitek 
lat - i sok z surowego wira w pici wyciska, i konia, cisnwszy udami, mg 
tchu pozbawi. By taki, jakimi byli wwczas powszechnie szlachta i wodykowie - 
ktrzy jeli nie marli w dziecistwie lub nie zostawali ksimi - to nie znajc 
granic ni miary w zapdach cielesnych i sile, albo puszczali si na zbj, 
rozpust i pijactwo - albo te, enic si modo, stawali, gdy wici wyszy na 
wojn, z dwudziestu czterema albo i wicej synami do dzikw si podobnymi.
Ale on nie wiedzia, e by taki - tym bardziej e z pocztku chorza. Powoli 
jednak le ustawione ebra zrosy mu si, tworzc nieznaczn zaledwie z boku 
wynioso, ktra nie przeszkadzaa mu w niczym i ktr nie tylko pancerz, ale i 
zwyka szata moga cakowicie pokry. Znuenie mijao. Bujne, powe wosy 
obcite na znak aoby po Danusi odrosy mu znw do wp plecw. Wracaa mu 
dawna nadzwyczajna uroda. Gdy kilka lat temu w Krakowie szed na mier z rki 
kata, wyglda jak pachol z wielkiego rodu - a teraz sta si jeszcze 
pikniejszy, istny krlewicz, podobien z barkw, z piersi, z ldwi i ramion do 
olbrzyma, z twarzy za do dziewicy. Moc i ycie kipiao w nim jak war w garnku - 
a spotnione czystoci i dugim wypoczynkiem chodzio mu po kociach jak 
pomi. On nie wiedzc, co to jest, myla, e wci chorzeje, i wylegiwa si w 
ou, rad, e Mako i Jagienka strzeg go, pilnuj i dogadzaj mu we wszystkim. 
Chwilami wydawao mu si, e mu jest tak dobrze jak w niebie, chwilami - 
zwaszcza gdy nie byo przy nim Jagienki - e le, smutno, nieznonie. Brao go 
wwczas ziewanie, cigoty, gorczka, i zapowiada Makowi, e wrciwszy do 
zdrowia, pjdzie znw na koniec wiata, na Niemcw, na Tatarw - albo na inn 
podobn dzicz - byle zby ycia, ktre mu ciy okrutnie. A Mako, zamiast 
sprzeciwia si, kiwa gow, przywiadcza - ale tymczasem posya po Jagienk, 
za ktrej przyjazdem topniay zaraz w Zbyszku myli o nowych wyprawach 
wojennych, tak jak topniej niegi, gdy je wiosenne soce przygrzeje.
Ona za przyjedaa skwapliwie i na wezwanie, i z wasnej woli - gdy pokochaa 
Zbyszka ze wszystkich si duszy i serca. Za czasw swego pobytu na dworze 
biskupim i ksicym w Pocku widywaa rycerzy rwnie piknych, rwnie sawnych 
z siy i mstwa, ktrzy nieraz klkali przed ni, lubujc jej wierno do 
zgonu, ale ten by jej wybrany, tego ukochaa w zaraniu lat pierwsz mioci, a 
nieszczcia, przez jakie przeszed, wzmogy tylko jej kochanie do tego stopnia, 
e by jej milszym i stokro droszym nie tylko od wszystkich rycerzy, ale i od 
wszystkich ksit ziemi. Teraz, gdy przychodzc do zdrowia, stawa si z dnia 
na dzie cudniejszy, mio jej zmienia si niemal w zapamitanie i przesonia 
jej cay wiat.
Nie przyznawaa si jednak do niej nawet sama przed sob, a przed Zbyszkiem 
taia j jak najstaranniej z obawy, aby ni znowu nie wzgardzi. Nawet z 
Makiem, o ile dawniej skora bya do zwierze, o tyle teraz staa si ostrona i 
milczca. Moga j tylko zdradzi troskliwo, jak okazywaa w pielgnowaniu 
Zbyszka, ale i tej troskliwoci staraa si inne nada pozory - i w tym celu tak 
pewnego razu ozwaa si przebiegle do Zbyszka:
- Bo, e ci tam troch dogldam, to jeno z przychylnoci dla Maka, a ty zara 
co pomyla? powiadaj!
I niby poprawiajc wosy na czole, przysonia twarz doni i pocza pilnie 
patrze na niego przez palce, on za, zaskoczony niespodzianym pytaniem, 
zaczerwieni si jak panna i dopiero po niejakim czasie odrzek:
- Nicem nie pomyla. Ty teraz inna. Nastaa znw chwila milczenia.
- Inna? - zapytaa wreszcie dziewczyna jakim cichym i mikkim gosem. - No! 
pewnie, e inna. Ale ebym ci ju tak cakiem miaa nie cierpie, to tego te 
Boe nie daj!
- Bg ci zapa i za to - odrzek Zbyszko.
I odtd bywao im z sob dobrze, tylko jako niezrcznie i niesporo. Nieraz 
mogo si zdawa, e oboje o czym innym mwi, a o czym innym myl. Zapadao 
midzy nimi czste milczenie. Zbyszko, wylegujc si wci w ou, wodzi wedle 
sw Maka za ni oczyma, gdziekolwiek si ruszya, albowiem, chwilami 
zwaszcza, wydawaa mu si tak cudna, e si jej napatrzy nie mg. Bywao 
take, e spojrzenia ich spotykay si nagle, a wwczas poniy im si twarze i 
wypuka pier dziewczyny poruszaa si piesznym oddechem, i serce jej bio 
jakby w oczekiwaniu, czy czego nie usyszy, od czego stopnieje i rozpynie si 
w niej dusza. Ale Zbyszko milcza, albowiem straci do niej dawn miao i ba 
si j sposzy niebacznym sowem, i wbrew temu, co widziay jego oczy, sam w 
siebie wmawia, e ona mu tylko siostrzan przychylno gwoli Makowej przyjani 
okazuje.
I raz pocz mwi o tym z Makiem. Stara si mwi niby spokojnie, a nawet 
obojtnie, i ani si spostrzeg, jak sowa jego staway si coraz podobniejsze 
do skargi przez p gorzkiej, przez p smutnej. Mako za wysucha cierpliwie 
wszystkiego, a w kocu rzek tylko jedno jedyne sowo:
- Gupi!
I wyszed z izby.
Ale na oborze pocz zaciera rce i klepa si z wielkiej radoci po udach.
"Ha! - mwi sobie - wtedy, kiedy ci tanio moga przyj, to i patrze na ni 
nie chcia, najedze si teraz strachu, kiedy gupi. Ja bd kasztel stawia, a 
ty si przez ten czas oblizuj. Nic ci nie rzek i bielma z oczu nie zdejm, 
choby ra goniej od wszystkich koni w Bogdacu. Gdzie wiry na zarzewiu 
le, tam i tak prdzej czy pniej pomi buchnie, aleja ci nie bd na 
zarzewie dmucha, bo tak myl, e i nie trzeba".
I nie tylko nie dmucha, ale si nawet Zbyszkowi sprzeciwia i drani go jako 
stary przechera, ktry rad igra z niedowiadczonym modziecem. Wic razu 
pewnego, gdy Zbyszko znw mu powtrzy, e chyba na jak dalek wypraw pjdzie, 
aby si nieznonego ywota pozby, rzek mu:
- Pki goo mia pod nosem, tom tob rzdzi, ale teraz -twoja wola. Chcesz-li 
koniecznie swojemu jeno rozumowi dufa i i - to id.
A Zbyszko a zerwa si ze zdziwienia i siad na ou.
- Jak to? To ju si nawet i temu nie przeciwicie?
- Co mam si przeciwia? al mi tylko okrutnie rodu, ktry by razem z tob 
zagin, ale i na to moe znajdzie si rada.
- Jaka rada? - pyta niespokojnie Zbyszko.
- Jaka? No! nie ma co gada, e roki mi godne s - ale te i mocy w kociach nie 
brak. Juci, Jagience patrzyby si modszy jakowy chop - ale em to jej 
nieboszczykowi ojcu by przyjacielem - to kto wie...
- Bylicie jej ojcu przyjacielem - odrzek Zbyszko - ale dla mnie nigdycie nie 
mieli yczliwoci - nigdy, nigdy!... I przerwa, bo si mu pocza broda trz, 
a Mako rzek:
- Ba! skoro koniecznie chcesz gin - to c mam robi?
- Dobrze! rbcie, co chcecie -ja jeszcze dzi w wiat pojad!
- Gupi! - powtrzy Mako.
I znw wyszed z izby doglda chopw i bogdanieckich, i tych, ktrych 
poyczya ze Zgorzelic i z Moczy dow Jagien-ka, aby pomagali w kopaniu rowu 
majcego otacza kasztel.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XLIV
Zbyszko nie speni wprawdzie swej groby i nie wyjecha, ale za to po upywie 
jeszcze tygodnia zdrowie wrcio mu zupenie i nie mg ju duej wylegiwa si 
w ou. Mako powiedzia, e wypada im teraz pojecha do Zgorzelic i podzikowa 
Jagience za starunek, wic pewnego dnia, wypraywszy si dobrze w ani, 
postanowi jecha, nie zwczc. W tym celu kaza wydoby ze skrzyni pikne 
szaty, aby nimi zastpi zwyk odzie, ktr mia na sobie - a nastpnie zaj 
si trefieniem wosw. Bya to jednak czynno nieatwa i niemaa, a to nie 
tylko z powodu bujnoci Zbyszkowej czupryny, ktra z tyu spadaa mu jak grzywa 
a za opatki. Rycerze w yciu codziennym nosili wosy w ptlikach ksztatu 
grzyba, co miao i t dobr stron, e w czasie wypraw hem daleko mniej ich 
uwiera, natomiast na rozmaite uroczystoci, wesela lub jadc w odwiedziny do 
domw, w ktrych byy panny, ukadali je w piknie poskrcane zwoje, ktre 
czsto smarowano biakiem dla poysku i mocy. Tak to wanie chcia utrefi si 
Zbyszko. Ale dwie niewiasty wezwane z czeladnej, nieprzywyke do takiej roboty, 
nie umiay sobie da rady. Wysche i wzburzone po ani wosy nie chciay si 
ukada i jeyy si jako le poszyta strzecha na chaupie. Nie pomogy ani 
zdobyczne na Fryzach grzebienie ozdobnie z bawolego rogu wyrobione, ani nawet 
zgrzebo, po ktre jedna z niewiast posza do stajni. Zbyszko pocz si w kocu 
niecierpliwi i gniewa - gdy wtem do izby wszed Mako w towarzystwie Jagienki, 
ktra przez ten czas niespodzianie nadjechaa.
- Pochwalony Jezus Chrystus! - rzeka dziewczyna.
- Na wieki wiekw! - odpowiedzia z rozpromienion twarz Zbyszko. - O, to 
dziwne! Bo mymy wanie chcieli do Zgorzelic jecha, a ty  tu!
I oczy rozbysy mu radoci, bo ju tak byo, i ilekro j zobaczy, tylekro 
czynio mu si w duszy tak jasno, jakby na wschd soca patrza.
A Jagienka, ujrzawszy zakopotane baby z grzebieniami w rku, zgrzebo lece na 
awie wpodle Zbyszka i jego zwichrzon czupryn, pocza si mia.
- Ej, wiecha te to, wiecha! - zawoaa, ukazujc spod koralowych ust cudne 
biae zby. - W konopiach by ci albo w sadzie winiowym na strach ptactwu 
postawi!
On za zaspi si i rzek:
- Chcielimy do Zgorzelic jecha, ale w Zgorzelicach nijak by ci byo gociowi 
uchybia, a tu moesz sobie ze mnie dworowa, ile chcesz, co, wiera, zawsze rada 
czynisz.
- Ja rada to czyni? - zapytaa dziewczyna. - Ej, mocny Boe! To przyjechaam 
prosi was na wieczerz, a miej si nie
z ciebie, jeno z tych bab, bo eby tak na mnie, wnet bym tu sobie daa rady.
- Nie wskraaby i ty!
- A Jakowi to niby kto to robi?
- Jasiek ci brat - odpar Zbyszko.
- Juci!...
Lecz tu stary i dowiadczony Mako postanowi im przyj z pomoc.
- Po domach - rzek - gdy po postrzyynach rycerskiemu pacholciu wosy odrosn, 
trefi mu je siostra, a w raym wieku ona mowi; ale obyczaj te jest, e gdy 
rycerz siostry albo ony nie ma, to mu dziewki szlacheckie su, nawet i 
cakiem obce.
- Zali istotnie jest taki obyczaj? - pytaa, spuszczajc oczy, Jagienka.
- Nie tylko po dworach, lecz i po zamkach, ba! nawet na krlewskim dworze - 
odrzek Mako. Po czym zwrci si do niewiast:
- Kiedycie do niczego, ruszajcie do czeladnej!
- To niech mi te grzanej wody przynios - dodaa dziewczyna.
Mako wyszed razem z niewiastami, niby dla pilnowania, aby w posudze nie byo 
marudztwa - i po chwili wysa grzan wod, ktr gdy zostawiono w izbie, modzi 
zostali sami. Jagienka, zamoczywszy naprzd naczk, pocza ni zwila silnie 
wosy Zbyszkowe, gdy za przestay si wichrzy i opady ciarem wilgoci, 
wzia grzebie i siada na awie obok modzianka, aby zabra si do dalszej 
roboty.
I tak siedzieli tu koo siebie, oboje nad miar liczni i nad miar w sobie 
rozkochani, ale stropieni i milczcy. Jagienka pocza wreszcie ukada jego 
zote wosy, a on czu blisko jej wzniesionych ramion, jej doni i dra od 
stp do gowy, hamujc si ca si woli, aby nie porwa jej wp i nie 
przycisn ze wszystkich si do piersi.
W ciszy sycha byo przyspieszone ich oddechy.
- Moe ty chory? - spytaa po chwili dziewczyna. - Co ci jest?
- Nic! - odpowiedzia mody rycerz.
- Bo jako tak dychasz.
- I ty dychasz...
Znw zapada cisza. Policzki Jagienki zakwity jak re, czua bowiem, e 
Zbyszko oczu nie odrywa ani na chwil od jej twarzy, wic chcc zagada wasne 
zakopotanie, znw zapytaa:
- Czego si tak patrzysz?
- Wadzi ci?
- Nie wadzi mi, jeno si pytam.
- Jagienka?
- Co...
Zbyszko nabra w piersi powietrza, westchn, poruszy ustami, jakby zabierajc 
si do duszej rozmowy, ale wida nie starczyo mu jeszcze odwagi, bo tylko 
powtrzy znw:
- Jagienka?...
- Co?
- Kiedy si boj co rzec...
- Nie bj si. Prosta ja dziewczyna, nie aden smok.
- Juci, nie smok! Ale e stryj Mako powiada, e ci chce bra!...
- Bo chce, jeno nie dla siebie.
I zamilka, jakby przestraszona wasnymi sowy.
- Przemiy Bg! Jagu moja... A ty co na to, Jagu? - zawoa Zbyszko.
Lecz jej niespodzianie oczy wezbray zami, liczne usta poczy drga, a gos 
sta si tak cichy, e Zbyszko ledwo mg dosysze, gdy rzeka:
- Tatu i opat chcieli... a ja - to... ty wiesz!... Na te sowa rado buchna 
mu w sercu jak nagy pomie - wic porwa dziewczyn na rce, podnis j w 
gr jak pirko i pocz krzycze w zapamitaniu:
- Jagu! Jagu! zoto ty moje! sonko ty moje - hej! hej!... I krzycza tak, e 
stary Mako, mylc, e stao si co niezwykego, wpad do izby. Dopiero, 
ujrzawszy Jagienk na rku
Zbyszka, zdumia si, e wszystko poszo tak niespodziewanie prdko, i zawoa:
- W imi Ojca i Syna! Miarkuj si, chopie! A Zbyszko przypad do niego, 
postawi Jagienk na ziemi i oboje chcieli przyklkn, lecz nim zdoali to 
uczyni, chwyci
ich stary w kociste ramiona i przycisn ze wszystkich si do piersi.
- Pochwalony! - rzek. - Wiedziaem ci ja, e tak si skoczy, ale mi przecie 
rado! Boe wam bogosaw! Lej bdzie umiera... Dziewucha jako zoto 
najszczersze... Ku Bogu i ku ludziom! Prawdziwie! A niech ta ju bdzie, co 
chce, kiedym si takiej pociechy doczeka... Bg dowiadczy, ale i Bg 
pocieszy. Trzeba jecha do Zgorzelic, Jakowi oznajmi. Hej, eby stary Zych 
y!... i opat... Aleja wam za obu strzymam, bo eby tak prawd rzec, to was tak 
oboje miuj, e i wstyd gada.
I chocia mia w piersi serce hartowne, wzruszy si tak, e a cisno go co 
w gardle, wic ucaowa jeszcze Zbyszka, a potem w oba policzki Jagienk i 
wykrztusiwszy na wp przez zy:
"Mid, nie dziewczyna!" - poszed do stajen, aby kaza konie
kulbaczy.
Wyszedszy, zatoczy si z radoci na dziewanny, ktre rosy przed domem, i 
pocz spoglda na ich ciemne krgi otoczone tymi limi, zupenie jak 
czowiek pijany.
- Ano! Kupa was - rzek - ale da Bg, Gradw Bogdanieckich bdzie wicej.
Po czym, idc ku stajni, j znw mrucze i wylicza:
- Bogdaniec, opatowe majtki, Spychw, Moczydoy... Bg zawsze wie, do czego 
prowadzi, a przyjdzie czas na starego Wilka, toby i Brzozow warto kupi... ki 
godne!...
Tymczasem Jagienka i Zbyszko wyszli take przed dom, radoni, szczliwi 
Janiejcy jak soce.
- Stryjku! - ozwa si z dala Zbyszko.
A on zwrci si ku nim, otworzy rce i pocz woa jak w lesie:
- Hop! hop! By-waj-cie!!
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XLV
Oni mieszkali w Moczydoach, a stary Mako wznosi dla nich kasztel w Bogdacu. 
Wznosi mozolnie, gdy chcia, eby odsady byy z kamienia na wapno, a czatownia 
z cegy, o ktr trudno byo w okolicy. W pierwszym roku wykopa rowy, co 
przyszo do atwo, albowiem wzgrze, na ktrym mia stan kasztel, byo 
niegdy okopane, moe za czasw jeszcze pogaskich, naleao wic tylko oczyci 
owe wdoy z drzew i z gogowych gszczw, ktrymi zarosy, a nastpnie umocni 
je i pogbi naleycie. Przy pogbianiu dokopano si te obfitego rda, 
ktre w niedugim czasie napenio fos tak, e musia Mako obmyla ujcie dla 
zbytku wody. Potem na wale wznis czstok i pocz zgromadza budulec na 
ciany zameczku, bale dbowe tak grube, e trzech chopw jednego obj nie 
mogo, i modrzewiowe, nie gnijce ni pod glinian polep, ni pod przykryciem z 
darniny. Do wznoszenia tych cian zabra si pomimo staej pomocy chopw ze 
Zgorzelic i Moczydow dopiero po roku, ale zabra si tym gorliwiej dlatego, e 
przedtem jeszcze Ja-gienka powia blinita. Niebo otworzyo si wwczas przed 
starym rycerzem, mia ju bowiem dla kogo pracowa, zabiega i wiedzia, e rd 
Gradw nie zaginie, a Tpa Podkowa nieraz jeszcze ubroczy si we krwi 
nieprzyjacielskiej.
Bliniakom dano imiona: Mako i Jako. "Chopy - mwi stary - na schwa, tak e 
w caym Krlestwie nie masz podobnych, a przecie jeszcze nie wieczr". I ukocha 
ich od razu wielk mioci, a za Jagienk wiata nie widzia. Kto mu j w oczy 
sawi, ten wszystko mg u niego uzyska. Zazdroszczono jej jednak Zbyszkowi 
szczerze i sawiono j nie tylko dla korzyci, gdy istotnie janiaa ona w 
okolicy niby kwiat najpikniejszy ze wszystkich na ce. Przyniosa mowi 
wielkie wiano, ale i wicej ni wiano, bo wielkie kochanie i urod olniewajc 
oczy ludzkie, i dworno, i dzielno tak, e niejeden rycerz mgby si ni 
pochlubi. Nic to dla niej byo w kilka dni po poogu do gospodarstwa wsta, a 
potem z mem na owy jecha albo konno z Moczydow do Bogdaca rano skoczy i 
przed poudniem do Jaka i Maka wrci. Kocha j tedy jak renic oka m, 
kocha stary Mako, kochaa czelad, dla ktrej ludzkie miaa serce, a w 
Krzeni, gdy w niedziel wchodzia do kocioa, wita j szmer podziwu i 
uwielbienia. Dawniejszy jej zalotnik, grony Cztan z Rogowa, eniaty z crk 
kmiec, ktry po mszy pija w karczmie ze starym Wilkiem z Brzozowej, mawia, 
podpiwszy, do niego:
"Szczerbilimy si o ni nieraz z waszym synem i chcielimy j bra, ale to tak 
wanie byo, jakby po miesic na niebie siga".
Inni za gono wyznawali, e takiej chybaby na dworze krlewskim w Krakowie 
szuka. Bo obok bogactwa, urody i dwornoci czczono take niezmiernie jej 
czerstwo i si. I by o tym jeden gos, e "to dopiero niewiasta, co 
niedwiedzia oszczepem w boru podeprze, a orzechw nie potrzebuje gry, jeno je 
na awie uoy i z naga przysidzie, to ci si wszystkie tak pokrusz, jakoby 
je myskim kamieniem przycisn". Tak to j sawiono i w parafialnej Krzeni, i 
po ssiednich wsiach, a nawet w wojewdzkim Sieradzu. Jednake, zazdroszczc 
Zbyszkowi z Bogdaca, nie dziwiono si zbytecznie, e j dosta, albowiem 
opromienia i jego taka chwaa wojenna, jakiej nikt w okolicy nie mia.
Modzi wodykowie i szlachta prawili sobie wzajem cae opowieci o Niemcach, 
ktrych "nauszczy" w bitwach pod wodz Witolda i w pojedynk, na udeptanej 
ziemi. Mwiono, e aden mu si nigdy nie odj, e w Malborgu dwunastu ich zbi 
z koni, midzy nimi brata mistrzowego Ulryka, wreszcie, e nawet z krakowskimi 
rycerzami mg si potyka i e sam niezwyciony Zawisza Czarny by mu 
yczliwym przyjacielem.
Niektrzy nie chcieli tak nadzwyczajnym klechdaniom wierzy, ale i ci jednak, 
gdy bya mowa o tym, kogo by okolica wybraa, gdyby polskim rycerzom przyszo z 
obcymi i w zawd, mwili: "Juci, Zbyszka" - a potem dopiero wochatego Cztana 
z Rogowa i innych miejscowych osikw, ktrym pod wzgldem wiczenia rycerskiego 
daleko byo do modego dziedzica z Bogdaca.
Wielka zamono jednaa mu na rwni ze saw szacunek ludzki. Bo e za Jagienk 
wzi Moczy doy i wielk majtno opatow, to nie bya jego zasuga, ale on 
ju przedtem mia Spy-chw wraz z ogromnymi skarbami zgromadzonymi przez 
Juranda, a prcz tego szeptali sobie ludzie, e samych upw zdobytych i 
wzitych przez rycerzy z Bogdaca w zbrojach, koniach, szatach, klejnotach 
wstrzymaoby na trzy albo i cztery dobre wsie.
Widziano wic w tym jak szczegln ask Bo nad rodem Gradw herbu Tpa 
Podkowa, ktry do niedawna podupady, tak e prcz pustego Bogdaca nic nie 
mia, wyrasta teraz nad wszystkie inne w okolicy. "Przecie w Bogdacu ostao po 
pogorzeli jeno garbate domisko - mwili starzy ludzie - i sam majtno z braku 
rk roboczych musieli krewnemu zastawi, a teraz kasztel wznosz". I podziw by 
wielki, ale e towarzyszyo mu oglne, instynktowne poczucie, e cay nard 
idzie take niepowstrzymanym pdem do jakiego niezmiernego dorobku i e z woli 
Boej taki ma by wanie porzdek rzeczy, wic nie byo w tym podziwie zej 
zawici. Owszem, chepia si okolica i bya dumna z tych rycerzy z Bogdaca. 
Byli oni jakby oczywistym dowodem, do czego moe doprowadzi szlachcica krzepkie 
rami w poczeniu z mnym sercem i rycersk podliwoci przygd. Niejeden 
te na ich widok uczuwa, e mu za ciasno w domowych pieleszach, w rodzimych 
granicach, i e o cian s we wraej mocy wielkie bogactwa i obszerne ziemie, 
ktre mona zdoby z niezmiern dla siebie i dla Krlestwa korzyci. A w 
nadmiar si, ktry odczuway rody, rozpiera ca spoeczno, tak i bya jakby 
war, ktry musi z naczynia wykipie. Mogli mdrzy panowie krakowscy i miujcy 
pokj krl hamowa te siy do czasu i odkada wojn z odwiecznym wrogiem na 
dugie lata, ale adna moc ludzka me moga przytumi ich cakowicie ani te 
powstrzyma tego pdu, ktrym idzie ku wielkoci dusza powszechna.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XLVI
Doy Mako szczliwych dni ywota. Nieraz mawia te ssiadom, e wicej 
dosta, nili sam si spodziewa. Nawet staro ubielia mu tylko wos na gowie 
i brodzie, ale nie odja mu dotychczas ni si, ni zdrowia. Serce mia pene tak 
wielkiej wesooci, jakiej dotychczas nie zazna. Surowa niegdy jego twarz 
stawaa si coraz wicej dobroduszn, a oczy miay si do ludzi dobrym 
umiechem. W duszy mia przekonanie, e wszystko zo skoczyo si na zawsze i 
e adna troska, adna niedola nie zmci ju pyncych tak spokojnie jak jasny 
strumie dni ycia. Do staroci wojowa, na staro gospodarzy i majtno dla 
"wnkw" powiksza - to byo przecie jego najwiksze pragnienie we wszystkich 
czasach, a oto wanie wszystko spenio mu si doskonale. Gospodarka sza jak z 
patka. Bory byy znacznie wycite; wykarczowane i obsiane nowocie zieleniy si 
co wiosna runi zb rozmaitych; mnoy si dobytek; na kach byo czterdzieci 
wierzop ze rebity, ktre stary szlachcic codziennie oglda; stada baranw i 
byda pasy si po ugorach i zagaj ach;
Bogdaniec zmieni si cakowicie: z opustoszaej osady czyni si wsi ludn i 
zamon, a kto si do niego zblia, tego oczy olniewaa widna z dala czatownia 
i nie poczerniae jeszcze ciany kasztelu, byszczce zotem w socu, a purpur 
zorzy wieczorem.
Wic radowa si stary Mako w sercu dobytkiem, gospodarstwem, pomyln dol - i 
nie przeczy, gdy ludzie mwili, e ma szczsn rk. W rok po blinitach 
przyszed znowu na wiat chopak, ktrego Jagienka, na cze i dla pamici swego 
rodzica, nazwaa Zychem. Mako przyj go z radoci i nie zatroszczy si tym 
bynajmniej, e gdyby tak miao pj dalej, majtno z takim trudem i 
zabiegliwoci zebrana musiaaby si rozdrobni: "Bo co my mieli? - mwi o tym 
pewnego razu do Zbyszka. - Nic! a przecie Bg przysporzy. Stary Pakosz z 
Sulisawic - mwi -ma jedn wie, synw za dwudziestu dwch, a przecie godem 
nie przymieraj. Mao to jest ziem w Krlestwie i na Litwie? Mao to wsi i 
zamkw w psubrackich rkach Krzyakw? Hej! nu-by tak Pan Jezus zdarzy! Byoby 
godne pomieszczenie, bo tam zamki cae z cegy czerwonej, z ktrych by 
kasztelanie nasz miociwy krl poczyni". I bya to rzecz godna uwagi, e Zakon 
sta przecie na szczycie potgi, e bogactwy, si, mnogoci wiczonych wojsk 
wszystkie zachodnie krlestwa przewysza, a jednak ten stary rycerz myla o 
zamkach krzyackich jako o przyszych siedzibach dla swoich wnukw. I wielu 
zapewne tak samo mylao w Krlestwie Jagieowym, nie tylko dlatego, e to byy 
stare polskie ziemie, na ktrych Zakon siedzia, ale i w poczuciu tej siy 
potnej, ktra burzc si w piersiach narodu, szukaa na wszystkie strony 
ujcia.
W czwartym dopiero roku, liczc od maestwa Zbyszka, stan kasztel, a i to z 
pomoc rk roboczych nie tylko miejscowych, zgorzelickich, moczydowskich, lecz 
i ssiedzkich, a szczeglnie starego Wilka z Brzozowej, ktry zostawszy sam po 
mierci syna na wiecie, zaprzyjani si bardzo z Makiem, a potem zwrci 
serce ku Zbyszkowi i Jagience. Mako przyozdobi komnaty upami z wojen, ktre 
albo sami ze Zbyszkiem wzili, albo po Jurandzie ze Spychowa odziedziczyli, 
przyda do tego dostatki po opacie i to, co Jagienka z domu wywioza, okna 
szklane sprowadzi z Sieradza - i wspania urzdzi siedzib. Zbyszko z on i 
dziemi przenis si jednak do kasztelu w pitym dopiero roku, gdy ju i inne 
budowy, jak oto; stajnie, obory, kuchnie i anie, byy ukoczone, a z nimi 
razem i sklepy podziemne, ktre stawi stary na kamie i wapno, aby za trwao 
miay niepoyt. Sam si jednak do zamku nie przenis; wola zosta w starym 
domostwie, a na wszelkie proby Zbyszka i Jagienki odpowiada odmownie, w taki 
sposb myl swoj wyuszczajc:
- Tu ju zamr, gdziem si urodzi. Widzicie, za czasw wojny Grzymalitw z 
Naczami spalon by do cna Bogdaniec - wszystkie budynki, wszystkie chaupy - 
ba! poty nawet, jeno to domo-sko ostao. Ludzie gadali, e dla zbytku mchw na 
dachu nie chciao gorze - ale ja myl, e bya w tym i aska Boa - i wola, 
abymy tu wrcili i std znowu wyroli. Za czasw naszej wojaczki biadaem ja 
nieraz, e nie mamy do czego wraca, alem nie cakiem susznie tak mwi, bo, 
wiera, nie byo na czym gospodarzy i co do gby woy, ale byo si gdzie 
schroni. Wy modzi to co innego, aleja tak ju myl, e skoro nas w stary dom 
nie poniecha - to i mnie nie godzi si go poniecha.
I zosta. Lubi jednake przychodzi do zameczku, aby oglda jego wielko i 
wspaniao w porwnaniu z dawn siedzib, a zarazem patrze na Zbyszka, na 
Jagienk i na "wnkw". Wszystko, co tam widzia, byo w znacznej czci jego 
dzieem, a jednak przejmowao go ono dum i podziwem. Przyjeda czasem do 
niego stary Wilk, aby z nim "ugwarzy" przy ognisku, albo te on sam odwiedza 
go w tyme zamiarze w Brzozowej, wic raz tak mu swoje myli o tych "nowych 
porzdkach" wypowiedzia:
- Wiecie! Ae mi czasem cudnie. Bo przecie wiadomo, e Zbyszko i w Krakowie na 
zamku u krla bywa (ba! mao mu tam gowy nie ucili!), i na Mazowszu, i w 
Malborgu, i u ksicia Janusza, a Jagienka te si w dostatku chowaa, ale 
przecie wasnego kasztelu nie mieli... Ale teraz to tak, jakby nigdy inaczej nie 
ywili... Chodz, mwi wam, po komnatach, chodz, chodz - i subie rozkazania 
daj, a jak si zmcz, to sobie siedn. Prawy kasztelan i kasztelanowa! Maj ci 
te komnat, w ktrej z sotysami, z karbowymi i czeladzi obiaduj, a w niej 
awy, dla niego i dla niej wysze - inni za poniej siedz i czekaj, pki 
pastwo godnie mis nie nao. Taki to dworski obyczaj, ae czek musi sobie 
przypomina, e to nie adne wielkie pastwo, jeno bratanek i bratankowa, ktrzy 
po rku starego boka-j, na pierwszym miejscu sadz i dobrodziejem swoim zowi.
-Dlatego im te Pan Jezus bogosawi - zauway stary Wilk.
Za czym, pokiwawszy smutnie gow, popi miodu, poruszy elaznym pogrzebaczem 
gownie w ognisku i rzek:
- A mojemu chopu si sczezo!
- Wola boska.
- Ano! Starsi, ktrych byo piciu, przedtem dawno polegli. Przecie wiecie. 
Juci, wola boska. Ale ten by ze wszystkich najtszy. Prawy Wilk i gdyby nie 
by leg, toby dzi te moe na wasnym zamku siedzia.
- Wolej by by Cztan poleg.
- Co ta Cztan! Niby to kamienie myskie na plecy bierze, a ile to razy mj go 
poszczerbi! Mj mia wiczenie rycerskie, a Cztana teraz ona po pysku pierze, 
bo cho jest chop mocarny, ale gupi.
- Hej! jako podogonie! - przywiadczy Mako. I przy sposobnoci wynosi pod 
niebo nie tylko wiczenie rycerskie, ale i rozum Zbyszka, e to w Malborgu z 
najprzedniejszymi rycerzami goni na ostre, "a z ksity to ci wam tak bdzie 
gada, jakoby orzechy gryz". Chwali te jego porzdek w gowie i zabiegliwo 
w gospodarce, bez ktrej prdko by kasztel majtno zjad. Nie chcc jednak, by 
stary Wilk myla, e co podobnego im moe grozi, koczy przyciszonym gosem:
- No z aski Boga jest ta wszelkiego dobra dosy, wicej ni ludzie wiedz, ale 
nie mwcie o tym nikomu.
Ludzie jednak domylali si, wiedzieli i opowiadali sobie a do przesady 
zwaszcza o bogactwach, ktre Bogdanieccy mieli wywie ze Spychowa. Mwiono, e 
pienidze solwkami wozili z Mazowsza. Wygodzi te raz Mako poyczk 
kilkunastu grzywien monym dziedzicom na Koniecpolu, co do ostatka utwierdzio 
okolic w mniemaniu o jego "skarbach". Z tego powodu roso znaczenie 
Bogdanieckich, rs szacunek ludzki i goci nigdy nie brako w kasztelu, na co 
Mako, cho oszczdny, nie patrza niechtnym okiem, gdy wiedzia, e i to 
sawy rodowi przymnaa.
Szczeglnie chrzciny byway sute, a raz na rok, po Matce Boskiej Zielnej, 
wyprawia Zbyszko wielk uczt dla ssiedztwa, na ktr i szlachcianki 
przyjeday patrze na wiczenia rycerskie, sucha gdkw i plsa z modymi 
rycerzami przy smolnych pochodniach a do rana. Wtedy to pas oczy i radowa si 
w sercu stary Mako widokiem Zbyszka i Jagienki, tak wygldali dwornie i pasko. 
Zbyszko zmnia, rozrs si, a cho przy potnej i wyniosej postawie twarz 
jego wydawaa si zawsze zbyt moda, jednake gdy bujny wos opi przepask z 
purpury, przybra si w wietn, naszyt srebrnymi i zotymi nimi szat, to nie 
tylko Mako, ale i niejeden szlachcic mwi sobie w duszy: "Boga mi! icie 
ksi jakowe na zamku swoim siedzce". A przed Jagienk przyklkali nieraz 
rycerze znajcy zachodni obyczaj, proszc, by chciaa im by dam ich myli - 
taki bi od niej blask zdrowia, modoci, siy i urody. Sam stary dziedzic na 
Koniecpolu, ktry by wojewod sieradzkim, zdumiewa si jej widokiem i z zorz 
porann, a nawet i z sonkiem j porwnywa, "ktre wiatu jasno daje, a nawet 
i stare koci ywsz gorcoci napenia".
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XLVII
Jednake w pitym roku, gdy ad by wprowadze we wszystkich wsiach 
nadzwyczajny, gdy nad skoczon czatowni powiewaa ju od kilku miesicy 
chorgiew z Tp Podkow, a Jagienka powia szczliwie czwartego syna, ktrego 
nazwano Jurandem - tak rzek raz stary Mako do Zbyszka:
- Wszystko si darzy i gdyby Pan Jezus jeszcze jedno zdarzy szczliwie - tobym 
ju umar spokojny.
A Zbyszko popatrza na pytajcym wzrokiem i po chwili zapyta:
- Chyba o wojnie z Krzyaki mwicie, bo czeg by wam wicej trzeba?
- To ci rzek, com drzewiej mwi - odpowiedzia Mako -e pki mistrz Konrad 
ywie, wojny nie bdzie.
- Albo to mu wiecznie y?
- Ale i mnie niewiecznie i dlatego o czym innym myl.
- A za o czym?
- Ii! lepiej nie zapowiada. Tymczasem si do Spychowa wybieram, a moe zdarzy 
si i ksit na Pocku i na Czersku odwiedzi.
Zbyszka nie zdziwia zbytnio ta zapowied, albowiem w cigu ostatnich lat 
kilkakrotnie stary Mako wyjeda do Spychowa, wic tylko zapyta:
- Dugo zabawicie?
- Duej ni zwykle, bo si w Pocku zatrzymam.
Jako w tydzie pniej wyjecha Mako, wziwszy ze sob kilka wozw i zbroj 
dobr, "na wypadek, jeli si przyjdzie w szrankach potyka". Na odjezdnym 
zapowiedzia, e moe zabawi duej ni zwykle, i istotnie zabawi duej, gdy 
przez p roku nie byo o nim adnej wieci. Zbyszko pocz si niepokoi i w 
kocu wyprawi umylnego do Spychowa, ale w spotka Maka za Sieradzem i wrci 
z nim razem.
Stary rycerz wrci jaki chmurny, ale wypytawszy dokadnie Zbyszka o wszystko, 
co si podczas jego niebytnoci dziao - i za-spokojon, e wszystko szo dobrze, 
rozpogodzi si nieco - i pierwszy zacz mwi o swej wyprawie.
- Wiesz, e byem w Malborgu - rzek.
- W Malborgu?
- A gdzie by indziej?
Zbyszko popatrza na niego przez chwil zdumionymi oczyma, po czym uderzy si 
nagle doni po udzie i rzek:
- O prze Bg! A ja na mier zapomniaem.
- Wolno byo tobie zapomnie, bo lubw dopeni - odrzek Mako - ale nie daj 
Bg, abym ja przysidze i czci wasnej umkn. Nie nasz to obyczaj, aby czego 
zaniecha - i tak mi dopom wity Krzy, jako pki mi tchu w nozdrzach, pty 
ja go nie zaniecham.
Tu zmierzcha twarz Maka i staa si tak gron i zawzit, jako j Zbyszko 
widywa tylko za dawnych lat u Witolda i Skirwoiy, gdy miao przyj do bitwy 
z Krzyaki.
- No i co? - zapyta. - Odj si wam?
- Nie odejmowa si, bo mi nie stan.
- Czemu za?
- Komturem wielkim zosta.
- Kuno Lichtenstein komturem ci wielkim zosta?
- Ba! Moe go i wielkim mistrzem obior. Kto go wie! Ale on ju i teraz z 
ksity si rwnym by mniema. Mwi, e wszystkim rzdzi i e wszystkie sprawy 
Zakonu na jego gowie, a mistrz nic bez niego nie poczyna. Gdzie ci tam taki 
stanie na udeptan ziemi! Na miech ludzki jeno zarobisz.
- Wymieli was? - zapyta Zbyszko, ktremu oczy zaiskrzyy si nagle gniewem.
- miaa si ksina Aleksandra w Pocku: "Jede, powiada, i cesarza rzymskiego 
pozwdj! Jemu, powiada (niby Lichtensteinowi), jako wiemy, przysali take pozwy 
i Zawisza Czarny, i Powaa, i Paszko z Biskupic, a te nawet takim mom nie 
odkaza nic, bo nie moe. Przecie nie serca mu brak, jeno e jest zakonnik i e, 
prawi, urzd ma tak znaczny i godny, e mu te rzeczy nie w gowie - i e wicej 
by czci uchybi, przyjmujc nili na pozwy nie zwaajc". Tak ci to pani mwia.
- A wy co na to?
- Zafrasowaem si okrutnie, ale rzekem, e i tak do Malborga musz jecha, 
abym mg powiedzie Bogu i ludziom: "Co byo w mojej mocy - tom uczyni". 
Prosiem tedy pani, eby mi obmylia jakowe poselstwo i daa pisanie do 
Malborga, bom wiedzia, e inaczej gowy z tego wilczego gniazda nie wywioz. W 
duszy za mylaem tak: "Juci nie chcia wyznaczy zroku ni Zawiszy, ni Powale, 
ni Paszkowi, ale jeli go wobec samego mistrza, wszystkich komturw i goci za 
gb porw, a wsy i brod mu wyszarpn - to przecie stanie".
- Bogdaje was! - zawoa z zapaem Zbyszko.
- Co? - rzek stary rycerz, - Na wszystko jest rada, byle gow na karku mie. 
Ale tu Pan Jezus aski umkn, bom go w Malborgu nie zasta. Powiedzieli, e do 
Witolda w posy pojecha. Nie wiedziaem wtedy, co czyni: czeka czy za nim 
jecha. Baem si rozmin. Ale em to z mistrzem i wielkim szatnym mia z 
dawnych czasw znajomo - spuciem im si z tajemnicy, dlacze-gom przyjecha, 
oni za zakrzyknli, e to nie moe by.
- Czemu?
- Skro tej samej przyczyny, ktr ksina na Pocku wyuszczya. I mistrz przy 
tym rzek: "Co by o mnie myla, gdybym ja kademu rycerzowi z Mazowsza albo z 
Polski stawa?" No - i praw by, bo dawno by go ju na wiecie nie byo. 
Cudowali si tedy obaj z szatnym - i opowiedzieli to przy stole na wieczerzy. To 
ci mwi. jakoby w ul dmuchn! A szczeglnie midzy gomi podniosa si ich 
zaraz kupa: "Kuno - krzyczeli - nie moe, ale my moem!" Wybraem sobie tedy 
trzech, chcc si z nimi po kolei potyka, ale mistrz po wielkich probach 
pozwoli jeno z jednym, ktremu na przezwisko byo te Lichtenstein i ktry by 
Kuna krewny.
- No i co? - zakrzykn Zbyszko.
- Ano, juci przywiozem jego blachy, ale tak cakiem popkane, e i jednej 
grzywny nikt za nie nie da.
- Bjcie si Boga, tocie przysig spenili!
- Zrazu byem rad, bom i sam tak mniema, ale potem pomylaem: "Nie! - to nie 
to samo!" I teraz spokoju nijakiego nie mam, bo nu to nie to samo!
Lecz Zbyszko pocz go pociesza.
- Mnie te znacie, e w takich rzeczach ni sobie, ni komu nie folguj, ale gdyby 
mi si tak przygodzio, to miabym dosy. I to wam mwi, e najwiksi rycerze w 
Krakowie mi w tym przywiadcz. Sam Zawisza, ktry na czci rycerskiej najlepiej 
si zna, pewnie nie co innego powie.
- Tak mwisz? - zapyta Mako.
- Pomylcie jeno: oni sawni w caym wiecie - i pozwali go te, a aden nie 
sprawi nawet i tyle, ile wycie sprawili. lubowalicie mier Lichtensteinowi 
- i przecie Lichtensteinacie zarnli.
- Moe - rzek stary rycerz.
A Zbyszko, ktry by ciekaw spraw rycerskich, zapyta:
- Nue! mwcie: mody by czy stary? i jake byo: z konia czy piecht?
- Byo mu ze trzydzieci pi rokw i brod mia do pasa, a byo z konia. Bg mi 
pomg, e go kopi zmacaem, ale potem przyszo do mieczw. To tak, mwi ci, 
krew mu z gby buchaa, e caa broda bya jakoby jeden sopel.
- A narzekalicie nieraz, e si starzejecie?
- Bo jak na ko sid alboli si na ziemi rozkracz, to si trzymam krzepko, ale 
ju na siodo we zbroi caej nie skocz.
- Ale i Kuno nie byby si wam odj. Stary machn pogardliwie rk na znak, e 
z Kunonem byoby mu poszo znacznie atwiej - po czym poszli oglda zdobyczne 
"blachy", ktre Mako zabra tylko na znak zwycistwa, bo zreszt byy zbyt 
potrzaskane i dlatego bez wartoci. Tylko nabiodrza i nagolenniki byy 
nietknite i roboty bardzo przedniej.
- Wolabym wszelako, eby to byy Kunona - mwi pospnie Mako.
Na co Zbyszko:
- Wie Pan Bg, co lepiej. Kunona, jeli mistrzem zostanie, to ju nie 
dostaniecie, chybaby w jakowej wielkiej bitwie.
- Nastawiaem ci ja ucha, co ludzie mwi - odrzek Mako. -Jedni tedy gadaj, 
e po Kondracie bdzie Kuno, a drudzy, e brat Kondratowy, Ulryk.
- Wolabym, eby by Ulryk - rzek Zbyszko.
- I ja, a wiesz dlaczego? Kuno rozum ma wikszy i chytrzejszy, a Ulryk 
zapalczywszy. Prawy to jest rycerz, ktren czci dochowuje, ale do wojny z nami 
a dry. Powiadaj te, e byle mistrzem osta, to przyjdzie wnet taka 
nawanica, jakiej na wiecie nie bywao. A na Kondrata omdlaoci pono ju 
czsto przychodz. Raz go zamroczyo i przy mnie. Hej! moe doczekamy.
- Daj to Bg! A s jakie nowe niezgody z Krlestwem?
- S stare i nowe. Krzyak zawsze Krzyakiem. Chocia wie, e mocniejszy i e z 
tob le zadrze, bdzie ci na twoje dyba, bo inaczej nie moe.
- Przecie oni myl, e Zakon od wszystkich krlestw mocniejszy.
- Nie wszyscy, ale wielu, a midzy nimi i Ulryk. Bo w rzeczy, potga to jest 
okrutna.
- A pamitacie, co mwi Zyndram z Maszkowic?
- Pamitam i tam z kadym rokiem gorzej. Brat brata tak nie przyjmie jako mnie 
tam przyjmowali, gdy aden Krzyak nie poglda. Maj ich tam wszyscy dosy.
- To i niedugo czeka!
- Niedugo albo i dugo - rzek Mako. I po chwili zastanowienia doda:
- A tymczasem trza harowa - i majtnoci przysparza, aby godnie w pole 
wystpi.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XLVIII
Mistrz Konrad zmar jednak dopiero w rok pniej. Jako ze Zgorzelic, brat 
Jagienki, ktry pierwszy usysza w Sieradzu nowin i o jego mierci, i o 
obiorze Ulryka von Jungingen, pierwszy te przywiz j do Bogdaca, w ktrym 
zarwno jak i we wszystkich szlacheckich siedzibach wstrzsna ona do gbi 
dusze i serca. "Nastaj czasy, jakich dotychczas nie byo" -rzek uroczycie 
stary Mako, a Jagienka przyprowadzia w pierwszej chwili wszystkie dzieci przed 
Zbyszka i sama pocza si z nim egna, jakby ju nazajutrz mia wyruszy. 
Mako i Zbyszko wiedzieli wprawdzie, e wojna nie rozpala si tak od razu jak 
ogie w kominie, niemniej jednak wierzyli, e do niej przyjdzie -i poczli si 
gotowa. Wybierali konie, zbroje, wiczyli w wojennym rzemiole giermkw, 
czelad, sotysw ze wsi, siedzcych na niemieckim prawie, ktrzy obowizani 
byli konno stawa na wypraw - i ubosz szlacht - wodykw - ci bowiem radzi 
garnli si do moniejszych. A to samo czyniono i po wszystkich innych dworach, 
wszdy biy moty w kuniach, wszdy czyszczono stare pancerze, nacierano 
stopionym w sahanach sadem uki i rzemienie, kowano wozy, czyniono zapasy 
spyy w krupach i wdzonym misiwie. Przy kocioach w niedziele i wita 
wypytywano o nowiny i smucono si, gdy przychodziy pokojowe, albowiem kady 
nosi w duszy gbokie poczucie, e raz trzeba skoczy z tym strasznym wrogiem 
caego plemienia i e nie zakwitnie w potdze, w spokoju i pracy Krlestwo, pki 
wedle sw witej Brygidy, nie bd wyamane Krzyakom zby i nie bdzie 
odcita im prawa rka.
W Krzeni za szczeglnie otaczano Maka i Zbyszka, jako ludzi znajcych Zakon i 
wiadomych wojny z Niemcami. Wypytywano si ich nie tylko o nowiny, ale i 
sposoby na Niemcw: jak najlepiej w nich bi, jak maj zwyczaj si potyka, w 
czym od Polakw wysi, a w czym nisi i czy po skruszeniu kopii atwiej na nich 
zbroje ama toporem czyli te mieczem. Oni za byli istotnie tych rzeczy 
wiadomi, wic suchano ich z wielk uwag, tym bardziej e byo przekonanie 
powszechne, e wojna to nie bdzie atwa, e przyjdzie si mierzy z 
najprzedniejszym rycerstwem wszelkich krajw i nie poprzestawa na tym, e tu i 
owdzie pokoacze si nieprzyjaciela, jeno uczyni to rzetelnie do "cna" albo te 
zgin z kretesem. Mwili tedy midzy sob wodykowie:
"Skoro trzeba, to trzeba - ich mier albo nasza". I pokoleniu, ktre w duszach 
nosio poczucie przyszej wielkoci, nie odbierao to ochoty, owszem! rosa ona 
z kad godzin i dniem, ale przystpowano do dziea bez prnej chwalby i 
chepliwoci, a raczej z pewnym zawzitym skupieniem i z gotow na mier 
powag. - Nam alibo im mier pisana.
Ale tymczasem czas upywa i duy si, a wojny nie byo. Mwiono wprawdzie o 
niezgodach midzy krlem Wadysawem a Zakonem - i jeszcze o ziemi dobrzyskiej, 
cho bya ju przed laty wykupiona, i o sporach nadgranicznych, o jakowym 
Drezdenku, o ktrym wielu po raz pierwszy w yciu syszao, a o ktre spieray 
si jakoby obie strony, ale wojny nie byo. Niektrzy poczli nawet ju wtpi, 
czy bdzie, bo przecie spory byway zawsze, ale koczyo si zwykle na zjazdach, 
ukadach i wysyaniu poselstw. Ow rozesza si wie, e i teraz przyjechali 
jacy posowie krzyaccy do Krakowa, a polscy udali si do Malborga. Poczto 
mwi o porednictwie krlw czeskiego i wgierskiego, a nawet samego papiea. Z 
dala od Krakowa nie wiedziano niczego dokadnie, wic rozmaite, a czsto 
dziwaczne i niepodobne chodziy midzy ludmi suchy, ale wojny nie byo.
W kocu i sam Mako, za ktrego pamici niemao przeszo grb wojennych i 
ukadw - nie wiedzia, co o wszystkim myle, i wybra si do Krakowa, aby 
jakiej pewniejszej wieci zasign. Zabawi tam niedugo, bo szstego tygodnia 
by ju z powrotem - i wrci z twarz wielce wyjanion. Gdy za w Krzeni 
otoczya go jak zwykle ciekawa nowin szlachta, na liczne pytania odpowiedzia im 
pytaniem:
- A groty u kopij i topory macie wyostrzone?
- Albo co? Nue! Na rany boskie! Jakie nowiny? Kogocie widzieli? - woano ze 
wszystkich stron.
- Kogo widziaem? Zyndrama z Maszkowic! A jakie nowiny? Takie, e pono wraz 
konie sioda przyjdzie.
- Prze Bg! Jake to? Powiadajcie!
- A syszelicie o Drezdenku?
- Juci, emy syszeli. Ale zameczek to, jakich wiele, i ziemi bogdaj tam nie 
wicej nili u was w Bogdacu.
- Mama to wojny przyczyna, co?
- Pewnie, e mama; byway i wiksze, a przecie nic potem nie nastpio.
- A wiecie, jak mi przypowie Zyndram z Maszkowic z przyczyny Drezdenka 
powiedzia?
- Prdzej mwcie, bo nam czapki na bach zgorzej!
- Powiedzia mi tedy tak: "Szed lepy gocicem i przewali si przez kamie. 
Przewali si, bo by lepy, ale przecie kamie przyczyn". Ot Drezdenko to 
taki kamie.
- Jake to? co? Jeszcze ci Zakon stoi.
- Nie rozumiecie? Tedy wam inaczej tak powiem: gdy naczynie zbyt pene, to jedna 
kropla je przeleje.
Wic zapa ogarnia rycerstwo tak wielki, i Mako musia go hamowa, bo chcieli 
zaraz na ko siada i do Sieradza cign.
- Bdcie gotowi - mwi im - ale czekajcie cierpliwie. Ju te i o nas nie 
zapomn
Wic trwali w gotowoci, ale czekali dugo, tak nawet dugo, e niektrzy 
poczli znw wtpi. Lecz Mako nie wtpi, bo jako z przylotu ptactwa poznaje 
si nadejcie wiosny, tak on, jako czek dowiadczony, umia z rozmaitych oznak 
wywnioskowa, e zblia si wojna - i to wielka.
Wic naprzd nakazano owy we wszystkich borach i puszczach krlewskich, tak 
ogromne, jakich najstarsi ludzie nie pamitali. Zbierano tedy tysicami 
osacznikw na obawy, na ktrych paday cae stada ubrw, turw, jeleni, dzikw 
i rnej pomniejszej zwierzyny. Lasy dymiy przez cae tygodnie i miesice, w 
dymach za wdzono solone misiwo, a nastpnie odsyano je do miast 
wojewdzkich, a stamtd na skad do Pocka. Oczywistym byo, e szo o zapasy 
dla wielkich wojsk. Mako wiedzia dobrze, co o tym myle, bo takie same owy 
nakazywa przed kad wiksz wypraw na Litwie Witold. Lecz byy i inne oznaki. 
Oto chopi poczli caymi gromadami ucieka "spod Niemca" do Krlestwa i na 
Mazowsze. W okolic Bogdaca przybywali gwnie poddani niemieckich rycerzy ze 
lska, ale wiedziano, e wszdzie dzieje si to samo, a zwaszcza na Mazowszu. 
Czech gospodarzcy w Spychowie na Mazowszu przysa stamtd kilkunastu Mazurw, 
ktrzy schronili si do niego z Prus. Ludzie ci prosili, by im pozwolono wzi 
udzia w wojnie "na piecht" - albowiem chcieli pomci si swych krzywd na 
Krzyakach, ktrych nienawidzili dusz ca. Powiadali te, e niektre 
nadgraniczne wsie w Prusiech prawie zupenie opustoszay, albowiem kmiecie 
przenieli si z onami i dziemi do ksistw mazowieckich. Krzyacy wieszali 
wprawdzie schwytanych zbiegw, ale nieszczsnego ludu nic ju nie mogo 
powstrzyma i niejeden wola mier od ycia pod straszliwym jarzmem niemieckim. 
Nastpnie poczli si roi w caym kraju "dziadowie" z Prus. Cignli oni 
wszyscy do Krakowa. Napywali z Gdaska, z Malborga, z Torunia, z dalekiego 
nawet Krlewca, ze wszystkich pruskich miast i ze wszystkich komandorii. Byli 
midzy nimi nie tylko dziady, ale klechowie, organici, rni sudzy klasztorni, 
a nawet klerycy i ksia. Domylano si, e znosz wiadomoci o wszystkim, co 
si dzieje w Prusiech: o przygotowaniach wojennych, o utwierdzaniu zamkw, o 
zaogach, o wojskach najemnych i gociach. Jako szeptano sobie, e wojewodowie 
po miastach wojewdzkich, a w Krakowie rajcy krlewscy zamykali si z nimi 
caymi godzinami, suchajc ich i spisujc ich wiadomoci. Niektrzy wracali 
chykiem do Prus, a potem znowu zjawiali si w Krlestwie. Dochodziy wieci z 
Krakowa, e krl i panowie rada wiedz przez nich o kadym kroku Krzyakw.
Przeciwnie dziao si w Malborgu. Pewien duchowny, zbiegy z tej stolicy, 
zatrzyma si u dziedzicw Koniecpola i opowiada im, e mistrz Ulryk i inni 
Krzyacy nie troszcz si o wieci z Polski i e pewni s, i jednym zamachem 
zawojuj i obal na wieki wiekw cae Krlestwo, "tak, aby lad po nim nie 
zosta". Powtarza przy tym sowa mistrza wypowiedziane na uczcie w Malborgu: 
"Im ich wicej bdzie, tym bardziej kouchy w Prusiech potaniej". Gotowali si 
wic do wojny w radoci i upojeniu, durni we wasn si i pomoc, ktr im 
wszystkie najdalsze nawet krlestwa nadel.
Lecz mimo tych wszystkich wojennych oznak, przygotowa i zabiegw, wojna nie 
przychodzia tak prdko, jak sobie ludzie yczyli. Modemu dziedzicowi z 
Bogdaca "cnio si" ju take w domu. Wszystko byo od dawna gotowe, dusza 
rwaa si w nim do sawy i do boju, przeto ciki mu by kady dzie zwoki - i 
czsto czyni o to wymwki stryjcowi, tak jakby wojna lub pokj od niego 
zaleay.
- Bocie obiecywali na pewno, e bdzie - mwi - a tu nic i nic!
Na to za Mako:
- Mdry, ale nie bardzo! A to nie widzisz, co si dzieje?
- A jak si krl w ostatniej godzinie zgodzi? Mwi, e nie chce wojny.
- Bo nie chce, ale kt jak nie on zakrzykn: "Chybabym nie by krlem, gdybym 
Drezdenko zabra pozwoli", a Drezdenko Niemce jak wzili, tak i dotychczas 
dzier. Ba! krl nie chce rozlewu krwi chrzecijaskiej, ale panowie rada, 
ktrzy rozum maj bystry, czujc wiksz moc polsk, przypieraj Niemcw do 
ciany - i to ci jeno rzek, e gdyby nie byo Drezdenka, toby si znalazo co 
innego.
- Bo jako syszaem, to jeszcze mistrz Kondrat zabra Drezdenko, a on si 
przecie krla ba.
- Ba si, gdy lepiej od innych przezna potg polsk, ale chciwoci zakonnej 
i on nie umia pohamowa. W Krakowie mwili mi tak: stary von Ost, dziedzic 
Drezdenka, w czasie gdy Krzyaki zabieray Now Marchi, pokoni si jako 
hodownik krlowi, gdy to ziemia bya od wiekw polska, wic chcia do 
Krlestwa nalee. Ale zaprosili ci go Krzyacy do Malborga, spoili winem i 
uzyskali od niego zapis. Wtedy to zbrako ju do ostatka krlowi cierpliwoci.
- Wiera, e mogo mu zbrakn - zawoa Zbyszko.
Lecz Mako rzek:
- Ale to tak jest, jako Zyndram z Maszkowic powiada: Drezdenko to jeno kamie, 
przez ktry si lepy przewali.
- Gdyby za Niemce oddali Drezdenko, to co bdzie?
- To znajdzie si inny kamie. Ale nie odda ci Krzyak tego, co raz pokn, 
chyba mu brzuch rozpatasz, co daj Bg, abymy prdko uczynili.
- Nie! - zawoa pokrzepiony na duchu Zbyszko. - Kondrat moe by odda, Ulryk 
nie odda. Prawy to rycerz, na ktrym skazy nijakiej nie masz, ale okrutnie 
zapalczywy.
Tak to oni ze sob rozmawiali, a tymczasem zdarzenia staczay si, jakby 
kamienie potrcone na stromych ciekach grskich nog przechodnia, z coraz 
wikszym pdem ku przepaci.
Nagle rozgrzmiaa po caym kraju wiadomo, e Krzyacy napadli i zagrabili 
staropolski, zastawiony johannitom Santok. Nowy mistrz Uiryk, ktry gdy posowie 
polscy przybyli, aby mu zoy yczenia z powodu jego wyboru, wyjecha umylnie 
z Malborga i ktry od pierwszej chwili swych rzdw nakaza, by w stosunkach z 
krlem i Polsk miasto aciny uywa jzyka niemieckiego - pokaza wreszcie, kim 
jest. Krakowscy panowie, ktrzy po cichu pchali do wojny, zrozumieli, e on do 
niej pcha gono i nie tylko gono, ale na olep i z takim zuchwalstwem, 
jakiego wzgldem polskiego narodu nie dopuszczali si nigdy mistrzowie nawet 
wwczas, gdy ich potga bya w istocie wiksz, a Krlestwa mniejsz ni ninie.
Jednake mniej zapalczywi a przebieglejsi od Ulryka dostojnicy Zakonu, ktrzy 
znali Witolda, starali si go sobie zjedna darami i pochlebstwy tak 
przechodzcymi wszelk miar, i podobnych trzeba byo chyba szuka w tych 
czasach, gdy cezarom rzymskim wznoszono za ycia witynie i otarze. "Dwch 
jest dobrodziejw Zakonu - mwili posowie krzyaccy, bijc czoem temu 
namiestnikowi Jagiey - pierwszy Bg, a drugi Witold;
przeto jest wite kade yczenie i kade sowo Witolda dla Krzyakw". I 
bagali go o rozjemstwo w sprawie o Drezdenko w tej myli, e gdy jako podlegy 
krlowi podejmie si sdzi swego zwierzchnika, tym samym go obrazi - i dobre 
ich stosunki przerw si, jeli nie na zawsze, to przynajmniej na czas duszy. 
Lecz e panowie rada wiedzieli o wszystkim, co si w Malborgu dzieje i zamierza, 
przeto krl wybra take Witolda na rozjemc.
I poaowa Zakon wyboru. Dostojnicy krzyaccy, ktrym zdawao si, e znaj 
wielkiego ksicia, znali go nie do jeszcze, albowiem Witold nie tylko 
przysdzi Drezdenko Polakom, lecz wiedzc zarazem i odgadujc, na czym si 
sprawa skoczy musi - podnis znw mujd i coraz groniejsze ukazujc 
Zakonowi oblicze, j wspomaga ludmi, orem i zboem z yznych ziem polskich 
nadsyanym.
Co gdy si stao, wszyscy po wszystkich ziemiach olbrzymiego pastwa zrozumieli, 
e wybia stanowcza godzina. Jako wybia.
Raz w Bogdacu, gdy stary Mako, Zbyszko i Jagienka siedzieli przed bram 
kasztelu, zaywajc cudnej pogody i ciepa -zjawi si nagle na spienionym koniu 
nieznany czowiek, osadzi go przed bram, cisn co na ksztat wieca 
splecionego z ozy i wierzbiny pod nogi rycerzy - i krzyknwszy: "Wici! wici!" 
-pomkn dalej.
A oni zerwali si na rwne nogi w wielkim wzruszeniu. Twarz Maka staa si 
grona i uroczysta. Zbyszko skoczy, aby pchn giermka z wici dalej, po czym 
wrci z ogniem w renicach i zawoa:
- Wojna! Wreszcie Bg da! Wojna!
- I taka jakiejmy przedtem nie widzieli! - dorzuci powanie Mako.
Nastpnie krzykn na czelad, ktra w mig zebraa si wok pastwa:
- D w rogi z czatowni na cztery strony wiata! a inni niech skocz na wsie po 
sotysw. Konie ze stajen wywie i wozy zaprzga! Duchem!
I gos jego jeszcze nie przegrzmia, gdy czelad kopna si w rne strony, aby 
speni rozkazy, ktre nie byy trudne, gdy wszystko z dawna byo gotowe: 
ludzie, wozy, konie, bro, zbroje, zapasy - tylko siada i jecha!
Lecz przedtem Zbyszko jeszcze zapyta Maka:
- A wy nie ostaniecie w domu?
- Ja? Co ci w gowie?
- Bo wedle prawa moecie, e to czowiek z was w leciech podeszy, a byaby 
jakowa opieka nad Jagienk i dziemi.
- No, to suchaj: ja do biaego wosa czeka na t godzin.
I dosy byo spojrze na jego zimne, zawzite oblicze, aby pozna, e na nic 
wszelka namowa. Zreszt, mimo sidmego krzyyka, chop by jeszcze czerstwy jak 
db i rce atwo chodziy mu w stawach, a topr w nich a warcza. Nie mg ju 
wprawdzie skoczy w penej zbroi bez strzemion na konia, ale i wielu modych, 
zwaszcza midzy zachodnimi rycerzami, tego uczyni nie mogo. Natomiast 
wiczenie rycerskie posiada ogromne i bardziej dowiadczonego wojownika nie 
byo w caej okolicy.
Jagienka te widocznie nie obawiaa si sama zosta, gdy usyszawszy sowa 
ma, wstaa i ucaowawszy go w rk, rzeka:
- Nie frasuj si ty o mnie, miy Zbyszku, bo kasztel jest godny, a i to wiesz, 
e ja tam niezbyt pochliwa, i e ni kusza, ni sulica mi nie nowina. Nie czas o 
nas myle, gdy trza Krlestwo ratowa, a nad nami tu Bg bdzie opiekunem.
I nagle oczy jej wezbray zami, ktre stoczyy si w wielkich kroplach po 
cudnej liliowej twarzy. Wic ukazawszy gromadk dzieci, tak dalej mwia 
wzruszonym, drgajcym gosem:
- Hej! eby nie one pdraki, poty by ja ci u ng leaa, pki by mnie nie wzi 
na t wojn!
- Jagu! - zawoa Zbyszko, chwytajc j w ramiona. A ona obja mu te szyj i 
ja powtarza, tulc si do niego z caej siy:
-Jeno mi ty wr, mj zoty, mj jedyny, mj najmilejszy!
- A za co dzie dzikuj Bogu, e ci da tak niewiast! - doda grubym gosem 
Mako.
I w godzin pniej cignito z czatowni chorgiew na znak nieobecnoci panw. 
Zbyszko i Mako zezwolili, aby Jagienka razem z dziemi odprowadzia ich do 
Sieradza, wic po obfitym posiku ruszyli wszyscy razem z ludmi i caym taborem 
wozw.
Dzie by jasny, bez wiatru. Bory stay w ciszy nieruchome. Stada na polach i 
ugorach zayway take poudniowego spoczynku, przeuwajc pasz powolnie i 
jakby w zamyleniu. Jeno z powodu suchoci powietrza wznosiy si tu i wdzie po 
drogach kby zotego kurzu, a nad owymi kbami pony jakby ogniki 
niezmiernie w socu byszczce. Zbyszko ukazywa je onie i dzieciom, mwic:
- Wiecie, co to si tam tak yska nad kurzaw? To groty ko-pij i sulic. Wszdy 
ju wida wici doszy i zewszd cignie nard na Niemca.
Jako tak byo. Niedaleko za granic Bogdaca spotkali brata Jagienki, modego 
Jaka ze Zgorzelic, ktry jako dziedzic do mony szed w trzy kopie, a luda 
prowadzi z sob dwudziestu.
Wkrtce potem na rozstaju wychylio si ku nim z tumanw zarose oblicze Cztana 
z Rogowa, ktry nie by wprawdzie przyjacielem Bogdanieckich, ale teraz krzykn 
z dala: "Bywaj na psubraty!" - i skoniwszy si im yczliwie, pocwaowa w siwym 
oboku dalej. Spotkali take i starego Wilka z Brzozowej. Gowa ju mu si 
trzsa nieco ze staroci, ale cign i on, by pomci mier syna, ktrego mu 
na lsku Niemcy zabili.
I w miar jak zbliali si do Sieradza, coraz czstsze byy po drogach oboki 
kurzawy, a gdy z dala ukazay si ju wiee miejskie, cay gociniec roi si od 
rycerstwa, od sotysw i od zbrojnych miejskich pachokw, ktrzy wszyscy 
cignli na miejsce zbioru. Widzc tedy w lud rojny a czerstwy i tgi, w boju 
upo-my, a na niewygody, soty, chody i wszelkie trudy nad wszystkie inne 
wytrzymay, krzepi si w sercu stary Mako i pewne wry sobie zwycistwo.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia XLIX
I wojna wybucha wreszcie, nieobfita z pocztku w bitwy, ale w pierwszych 
chwilach niezbyt dla Polakw pomylna. Nim nadcigny siy polskie, zdobyli 
Krzyacy Bobrowniki, zrwnali z ziemi Zotoryj - i znw zajli nieszczsn, a 
z takim trudem niedawno odzyskan ziemi dobrzysk. Lecz porednictwo czeskie i 
wgierskie przygasio na czas burz wojenn. Nastpi rozejm, w czasie ktrego 
Wacaw, krl czeski, mia sdzi spory midzy Polsk a Zakonem.
Nie przestano jednak gromadzi wojsk i posuwa ich ku sobie w czasie zimowych i 
wiosennych miesicy, gdy za przekupiony krl czeski wyda wyrok na korzy 
Zakonu, wojna musiaa wybuchn na nowo.
A tymczasem nadeszo lato, a z nim razem nadcigny "narody" pod Witoldem. Po 
przeprawie pod Czerwieskiem poczyy si oba wojska i chorgwie ksit 
mazowieckich. Z drugiej strony w obozie pod wieciem stano sto tysicy 
zakutych w elazo Niemcw. Chcia krl przeprawi si przez Drwc i pj 
krtk drog ku Malborgowi, lecz gdy przeprawa okazaa si niepodobn, zawrci 
od Kurztnika ku Dziadowu i po skruszeniu zamku krzyackiego Dbrowna, czyli 
Gilgenburga, pooy si tame obozem.
Zarwno on, jak i dostojnicy polscy i litewscy wiedzieli, e walna rozprawa musi 
wkrtce nastpi, nikt jednak nie sdzi, eby miao przyj do niej prdzej ni 
za kilka dni. Przypuszczano, e mistrz, zabieawszy drog krlowi, zechce da 
wypoczynek swym zastpom, aby do miertelnej walki stany nieutrudzone i 
wiee. Tymczasem wojska krlewskie zatrzymay si na noc w Dbrownie. Wzicie 
tej fortecy, lubo bez rozkazw, a nawet wbrew woli rady wojennej, napenio 
otuch serce krla i Witolda, zamek to bowiem by potny, oblany jeziorem, o 
grubych murach i licznej zaodze. A jednak rycerstwo polskie wzio go niemal w 
mgnieniu oka, z zapaem tak niepohamowanym, e nim cay obz nadcign, ju z 
miasta i zamku pozostay tylko gruzy i zgliszcza, wrd ktrych dzicy wojownicy 
Witolda i Tatarzy pod Saladynem wycinali ostatki bronicych si z rozpacz 
niemieckich knechtw.
Poar jednake nie trwa dugo, gdy zgasia go krtko wprawdzie trwajca, ale 
ogromna ulewa. Caa noc z czternastego na pitnasty lipca bya dziwnie zmienna i 
nawanista. Wicher przypdza burz za burz. Chwilami niebo zdao si cae 
pon od byskawic i grzmoty roztaczay si ze straszliwym oskotem midzy 
wschodem a zachodem. Czste gromy napeniay zapachem siarki powietrze, to znw 
szum ddu zagusza wszystkie inne odgosy. A potem wiatr rozpdza chmury i 
wpord ich strzpw wida byo gwiazdy i jasny, wielki miesic. Po pnocy 
dopiero uciszyo si nieco, tak e mona byo przynajmniej ognie rozpali. Jako 
w tej chwili zabysy ich tysice i tysice w niezmiernym polsko-litewskim 
obozie. Wojownicy suszyli przy nich przemoke szaty i piewali pieni bojowe.
Krl czuwa rwnie, albowiem w domu pooonym na samym skraju obozw, do 
ktrego schroni si przed burz, zasiadaa rada wojskowa, przed ktr zdawano 
spraw ze zdobycia Gilgenburga. Poniewa w szturmie braa udzia chorgiew 
sieradzka, wic przywdca jej. Jakub z Koniecpola, wezwany by wraz z innymi do 
usprawiedliwienia si. dlaczego bez rozkazw dobywali miasta i nie zaniechali 
szturmu, chocia krl wysa dla powstrzymania ich swego podwojskiego i kilku 
podrcznych pachokw.
Z tej przyczyny wojewoda, nie bdc pewien, czy nie spotka go nagana albo nawet 
i kara, zabra z sob kilkunastu przedniej -szych rycerzy, a midzy nimi starego 
Maka i Zbyszka, jako wiadkw, e podwojski dotar do nich dopiero wwczas, gdy 
byli ju na murach zamku i w chwili najzawzitszej bitwy z zaog. A co do tego, 
e uderzy na zamek: "Trudno, mwi, pyta o wszystko, gdy wojska na kilka mil 
si rozcigaj". Wysany bdc w przodku, rozumia, i ma powinno kruszy 
przeszkody przed wojskiem i bi nieprzyjaciela, gdzie go napotka. Wic 
wysuchawszy tych sw, krl, ksi Witold i panowie, ktrzy w duszy radzi byli 
temu, co si stao, nie tylko nie przyganili wojewodzie i Sieradzanom ich 
postpku, ale sawili jeszcze ich mstwo, e "tak wartko poyli zamek i mn 
zaog". Mogli wwczas Mako i Zbyszko napatrzy si najwikszym gowom w 
Krlestwie, bo prcz krla i ksit mazowieckich znajdowali si tam dwaj 
przywdcy wszystkich zastpw: Witold, ktry Litwinom, mujdzi, Rusinom, 
Besarabom, Woochom i Tatarom przywodzi - i Zyndram z Maszkowic, herbu "tego 
samego co soce", miecznik krakowski, gwny sprawca wojsk polskich, 
przewyszajcy wszystkich znajomoci spraw wojennych. Oprcz nich byli w tej 
radzie wielcy wojownicy i statyci: kasztelan krakowski Krystyn z Ostrowa i 
wojewoda krakowski Jako z Tamowa, i poznaski Sdziwj z Ostroroga, i 
sdomier-ski Mikoaj z Michaowie, i proboszcz od w. Floriana, a zarazem 
podkanclerzy Mikoaj Trba, i marszaek Krlestwa Zbigniew z Brzezia, i Piotr 
Szafraniec, podkomorzy krakowski, i wreszcie Ziemowit, syn Ziemowita, ksicia na 
Pocku, jeden midzy nimi mody, ale dziwnie "do wojny przemylny", ktrego 
zdanie wysoce sobie sam wielki krl ceni.
A w przylegej obszernej izbie czekali, aby by pod rk i w razie zapytania 
rad si przysuy, najwiksi rycerze, ktrych sawa grzmiaa szeroko w Polsce 
i za granic: wic ujrzeli tam Mako i Zbyszko Zawisz Czarnego Sulimczyka i 
jego brata Farureja, i Skarbka Abdanka z Gr, i Dobka z Olenicy, ktry swego 
czasu dwunastu niemieckich rycerzy w Toruniu na turnieju z sioda wysadzi, i 
olbrzymiego Paszka Zodzieja z Biskupic, i Powa z Taczewa, ktry yczliwym im 
by przyjacielem, i Krzona z Kozichgw, i Marcina z Wrocimowic, ktry wielk 
chorgiew caego Krlestwa nosi, i Floriana Jelitczyka z Korytnicy, i 
strasznego w rcznym spotkaniu Lisa z Targowiska, i Staszka z Charbimowic, ktry 
w penej zbroi przez dwa rose konie mg przeskoczy.
Byo i wielu innych synnych rycerzy przedchorgiewnych z rozmaitych ziem z 
Mazowsza, ktrych przedchorgiewnymi zwano dlatego, e w pierwszym szeregu 
stawali do bitwy. Lecz znajomkowie, a szczeglnie Powaa, radzi witali Maka i 
Zbyszka i zaraz poczli z nimi o dawnych czasach i przygodach rozmawia.
- Hej! - mwi do Zbyszka pan z Taczewa. - Juci cikie ty masz z Krzyaki 
rachunki, ale tak tusz, e im teraz za wszystkie czasy zapacisz.
- Zapac choby krwi, jako i wszyscy zapacim!  odrzek Zbyszko.
- A wiesz, e twj Kuno Lichtenstein jest ninie wielkim kom-turem? - ozwa si 
Paszko Zodziej z Biskupic.
- Wiem i stryj wiedz te.
- Daj mi go Bg spotka - przerwa Mako - bo ja osobn mam z nim spraw.
- Ba! Przecie pozywalimy go i my - odpowiedzia Powaa - ale odrzek, e urzd 
nie pozwala mu si potyka. No, teraz chyba pozwoli.
Na to za Zawisza, ktry zawsze mwi z powag wielk, rzek:
- Tego on bdzie, komu go Bg przeznaczy. Lecz Zbyszko z samej ciekawoci 
wytoczy zaraz przed sd Zawiszy spraw stryjka i zapyta, czy nie zado si 
stao lubowaniu przez to, e Mako potyka si z krewnym Lichtensteina, ktry 
si ofiarowa w zastpstwo, i takowego zabi. I wszyscy zakrzyknli, e zado. 
Sam tylko zawzity Mako, chocia ucieszy si z wyroku, rzek:
- Ba, przecie pewniejszy bybym zbawienia, gdybym samego Kunona spotka!
I nastpnie poczli mwi o wziciu Gilgenburga i o przyszej wielkiej bitwie, 
ktrej spodziewali si wkrtce, bo przecie nie mia mistrz nic innego do 
zrobienia, jeno krlowi drog zabiec.
Ale gdy wanie amali gowy nad tym, za ile dni spotkanie moe nastpi, 
zbliy si ku nim chudy i dugi rycerz, przybrany w czerwone sukno, z tak 
myck na gowie i rozoywszy rce, rzek mikkim, prawie niewiecim gosem:
- Pozdrowienie ci, rycerzu Zbyszku z Bogdaca!
- De Lorche! - zakrzykn Zbyszko - ty tu? I chwyci go w objcia, gdy 
wdziczne pozostao mu o nim wspomnienie, a gdy ucaowali si jakby najblisi 
przyjaciele, pocz wypytywa z radoci:
- Ty tu? po naszej stronie?
-Wielu moe geldryjskich rycerzy znajduje si po tamtej stronie - odrzek de 
Lorche - ale jam panu memu, ksiciu Januszowi, suby z Dugolasu powinien.
- To ty dziedzicem po starym Mikoaju na Dugolesie?
- Tak. Bo po mierci Mikoaja i syna jego, ktren pod Bo-brownikami zabit, 
Dugolas przypad na cudn Jagienk, a od lat piciu moj niewiast i pani.
- Dla Boga! - zawoa Zbyszko - powiadaj, jako ci to przyszo? Lecz de Lorche, 
powitawszy starego Maka, rzek:
- Dawny wasz giermek, Gowacz, powiedzia mi, e was tu znajd, a teraz czeka u 
mnie w namiocie i nad wieczerz czuwa. Daleko to wprawdzie, bo na drugim kocu 
obozu, ale komi prdko si przejedzie - wic jedcie ze mn.
Po czym, zwrciwszy si do Poway, ktrego pozna w dawniejszych czasach w 
Pocku, doda:
- I wy, szlachetny panie. Bdzie to dla mnie szczcie i honor.
- Dobrze - odpar Powaa. - Mio ze znajomymi ugwarzy, a po drodze jeszcze si 
obozowi przypatrzym.
Wic wyszli, by si na ko i jecha. Przedtem jednak suga de Lorchego 
ponarzuca im na ramiona opocze, ktre widocznie przywiz umylnie. w, 
zbliywszy si do Zbyszka, pocaowa go w rk i rzek:
- Pokon i cze wam, panie. Jam dawny suga wasz, ale w ciemnoci nie moecie 
mnie rozezna. Czy pamitacie Sanderusa?
- Prze Bg! - zawoa Zbyszko.
I na chwil odyy w nim wspomnienia przeytych smutkw, blw i dawnej niedoli, 
tak samo jak par tygodni temu, gdy po poczeniu si wojsk krlewskich z 
chorgwiami ksit mazowieckich spotka po dugim niewidzeniu dawnego swego 
giermka Hlaw.
Wic rzek:
- Sanderus! Hej! Pamitam i te dawne czasy, i ciebie! Ce od onej pory 
porabia i gdzie si obraca? Zali ju nie nosisz relikwij?
- Nie, panie. A do ostatniej wiosny byem klech przy kociele w Dugolesie, 
ale e nieboszczyk ojciec mj wojennym rzemiosem si zajmowa, przeto gdy wojna 
wybucha, zaraz mi zbrzyda mied na kocielnych dzwonach, a zbudzia si chtka 
do elaza i stali.
- Co sysz! - zawoa Zbyszko, ktry jako nie mg wyobrazi sobie Sanderusa 
stawajcego z mieczem, rohatyn albo toporem do boju.
w za rzek, podajc mu strzemi:
- Rok temu z rozkazu biskupa pockiego chodziem do pruskich krajw, przez co 
znaczn posug oddaem, ale to pniej opowiem, a teraz siadajcie, wasza 
wielko, na ko, gdy w grabia czeski, ktrego woacie Hlawa, czeka na was z 
wieczerz w namiotach pana mego.
Wic Zbyszko siad na ko i zbliywszy si do pana de Lorche, jecha w pobok, 
aby swobodnie z nim rozmawia, albowiem ciekawy by jego dziejw.
- Okrutniem rad - rzek - ie po naszej stronie, ale mi to dziwne, bo przecie 
u Krzyakw suy.
- Su ci, ktrzy od bior - odpar de Lorche - a jam go nie bra. Nie. Jam 
midzy Krzyakw przyjecha w tym jeno celu, aby przygd szuka i pas rycerski 
pozyska, ktry, jak ci wiadomo, z rk polskiego ksicia pozyskaem. I bawic 
dugie lata w tych krajach, poznaem, po czyjej stronie suszno, a gdym si 
przy tym tu oeni i osiedli, jake mi byo przeciw wam stawa? Jam ju 
tutejszy i patrz, jakom si mowy waszej wyuczy. Ba! swojej ju nieco 
zapomniaem.
- A twoja majtno w Geldrii? Bo jakom sysza, to tamtejszemu wadcy pokrewny 
i dziedzic wielu zamkw i woci.
- Dziedzictwo moje krewnemu, Fulkonowi de Lorche, ustpiem, ktry mi je 
spaci. Pi rokw temu byem w Geldrii i dostatki wielkie stamtd przywiozem, 
za ktrem si na Mazowszu okupi.
- A jake si to stao, e si z Jagienk z Dugolasu oeni?
- Ach! - odpowiedzia de Lorche - kto zdoa odgadn niewiast? Dworowaa ci ona 
ze mnie zawsze, a gdym, majc tego dosy, owiadczy jej, e do Azji na wojn z 
alu pojad i ju nigdy nie wrc, rozpakaa si niespodzianie i rzeka: "To ja 
mniszk ostan". Padem jej do ng za te sowa, a we dwie niedziele pniej 
biskup pocki pobogosawi nam w kociele.
- Dzieci za macie? - zapyta Zbyszko.
- Po wojnie Jagienka wybiera si do grobu waszej krlowej Jadwigi, aby j o 
bogosawiestwo uprosi - odrzek, wzdychajc, de Lorche.
- Dobrze. Powiadaj, e to pewny sposb i e w tych rzeczach nie masz lepszej 
nad nasz wit krlow ordowniczki. Walne spotkanie nastpi za kilka dni, a 
potem bdzie spokj.
-Tak.
- Ale Krzyacy pewnie ci za zdrajc poczytuj.
- Nie! - rzek de Lorche. - Wiesz, jako czci rycerskiej przestrzegam. Jedzi 
Sanderus ze zleceniami biskupa pockiego do Malborga, wic posaem przez niego 
pismo do mistrza Ulryka, w ktrym wypowiedziaem mu sub i wyuszczyem mu 
przyczyny, dla ktrych po waszej stronie staj.
- Ha! Sanderus! - zawoa Zbyszko. - Mwi mi, e mu spi na dzwonach zbrzyd i 
e do elaza zbudzia si w nim chtka, co mi i dziwne, bo zajcze zawsze mia 
on serce. A pan de Lorche pocz si mia:
- Sanderus tyle ma ze stal albo z elazem do czynienia, e mnie i moich 
giermkw goli.
- Tak to? - zapyta rozweselony Zbyszko. Czas jaki jechali w milczeniu, po czym 
de Lorche podnis oczy ku niebu i rzek:
- Prosiem was na wieczerz, ale nim zajedziem, to chyba bdzie niadanie.
- Miesic jeszcze wieci - odpar Zbyszko. - Jedmy. Wic zrwnawszy si z 
Makiem i Powa, jechali dalej razem we czwrk szerok obozow ulic, ktr 
wytykano zawsze z rozkazu dowdcw midzy namiotami i ogniskami, aby przejazd 
by wolny. Chcc dosta si do stojcych na drugim kocu obozu chorgwi 
mazowieckich, musieli go cay wzdu przejecha.
- Jak Polska Polsk - ozwa si Mako -jeszcze takich wojsk nie widziaa, bo 
spyny narody ze wszystkich krain ziemi.
- aden te inny krl takich nie postawi - odpowiedzia de Lorche - bo aden tak 
potnym pastwem nie wadnie. A stary rycerz zwrci si do Poway z Taczewa:
- Ile, mwicie, panie, przyszo chorgwi z kniaziem Witoldem?
- Czterdziecie - odrzek Powaa. - Naszych polskich wraz z Mazurami jest 
pidziesit, ale nie tak okryte jak Witoldowe, bo u niego czasem i kilka 
tysicy ludzi pod jednym znakiem suy. Ha! Syszelimy, i mistrz rzek, i to 
hoota lepsza do yek ni do miecza, ale bogdaje w z godzin to wymwi, bo 
tak myl, e litewskie sulice okrutnie si od krzyackiej juchy zaczerwieni.
- A ci, wedle ktrych teraz przejedamy, ktrzy s? - zapyta de Lorche.
- To Tatary; przywid ich Witoldowy hodownik, Saladyn.
- Dobrzy do bitwy?
- Litwa umie z nimi wojowa i znaczn ich cz podbia, z ktrej przyczyny 
musieli na t wojn przycign. Ale zachodniemu rycerstwu ciko z nimi, gdy 
oni w ucieczce straszniejsi ni w spotkaniu.
- Przypatrzmy si im bliej - rzek de Lorche.
I pojechali ku ogniskom, ktre otaczali ludzie z nagimi cakiem ramionami, 
odziani mimo pory letniej w owcze tuuby, wen do gry. Wiksza cz ich spaa 
wprost na goej ziemi albo na mokrej i parujcej od aru somie, lecz wielu 
siedziao w kuczki przy poncych stosach; niektrzy skracali sobie godziny 
nocne, podpiewujc przez nos dzikie pieni i uderzajc do wtru jednym 
piszczelem koskim o drugi, co czynio dziwny i nieprzyjemny oskot; inni mieli 
mae bbenki lub brzdkali na nacignitych ciciwach ukw. Inni arli wieo 
wyjte z ognia, dymice, a zarazem krwawe kaway misiwa, na ktre dmuchali 
wzdtymi, sinymi wargami. W ogle wygldali tak dziko i zowrogo, e atwiej ich 
byo wzi za jakie okropne stwory lene ni za ludzi. Dymy ognisk byy gryzce 
od koskiego i baraniego tuszczu, ktry w nich topnia, a prcz tego rozchodzi 
si naok nieznony swd przypalonej sierci, przygrzanych tuubw i ckliwa wo 
wieo zdartych skr i krwi. Z drugiej ciemnej strony ulicy, gdzie stay konie, 
zawiewao ich potem. Szkapy owe, ktrych kilkaset trzymano dla rozjazdw w 
pobliu, wygryzszy traw spod ng, gryzy si midzy sob, kwiczc przeraliwie 
i chrapic. Koniu-chowie umierzali walk gosem i batami z surowca.
Niebezpiecznie byo zapuszcza si w pojedynk midzy nich, gdy dzicz to bya 
niesychanie drapiena. Tu za nimi stay niewiele mniej dzikie watahy 
Besarabw, z rogami na gowach, dugowosych Woochw, noszcych miast pancerzy 
drewniane, malowane deski na piersiach i plecach, z niezgrabnymi wizerunkami 
upiorw, kociotrupw lub zwierzt; dalej Ser-by, ktrych upiony teraz obz 
rozbrzmiewa we dnie w czasie postojw jakby jedna wielka lutnia, tyle w nim 
byo fletni, baa-bajek, multankw i rnych innych narzdzi muzycznych.
wieciy ognie, a z nieba wrd chmur, ktre mocny wiatr rozwiewa, wieci 
jasny wielki miesic i przy owych blaskach przypatrywali si nasi rycerze 
obozom. Za Serbami staa nieszczsna mujd. Niemcy wytoczyli z niej potoki 
krwi, a jednak na kade wezwanie Witolda zrywaa si do nowych bojw. I teraz 
jakby w przeczuciu, e niedola jej skoczy si wkrtce raz na zawsze, 
przycigna tu przejta duchem tego Skirwoiy, ktrego samo imi przejmowao 
Niemcw wciekoci i trwog. Ogniska mujdzkie stykay si wprost z 
litewskimi, gdy ten sam by to nard, ten sam obyczaj i mowa.
Lecz przy wjedzie do litewskich obozw pospny obraz uderzy oczy rycerzy. Oto 
na zbitej z okrglakw szubienicy zwieszay si dwa trupy ludzkie, ktre wiatr 
koysa, huta, okrca i podrzuca z tak si, e a bale szubienicy 
skrzypiay aonie. Chrapny na widok trupw i przysiady nieco na zadach 
konie, wic rycerze poczli si egna pobonie, a gdy przejechali, Powaa 
rzek:
- Knia Witold by razem z krlem, a ja byem przy krlu, gdy przywiedziono tych 
winowajcw. Ju poprzednio skaryli si nasi biskupi i panowie, e Litwa zbyt 
okrutnie wojuje i kociow nawet nie oszczdza. Wic gdy ich przywiedziono (a 
byli to znaczni ludzie, ale Najwitszy Sakrament nieszcznicy pono 
zniewayli), napcznia knia tak gniewem, e strach byo na spojrze - i 
powiesi im si kaza. To niebota sami szubienic utwierdzi musieli i sami ci 
si powiesili, a jeszcze jeden drugiego nagania: "Nue, prdzej, bo knia si 
gorzej rozgniewa!" I strach pad na wszystkich Tatarw i Litwinw, bo oni nie 
mierci, ale ksicego gniewu si boj.
- Ba, pomn - rzek Zbyszko - e gdy onego czasu w Krakowie krl rozgniewa si 
na mnie o Lichtensteina, to mody knia Jamont, ktry by rkodajnym krlewskim, 
te zaraz radzi mi si powiesi. I z dobrego serca dawa t rad, chocia 
bybym go za ni pozwa na udeptan ziemi, gdyby nie to, e i tak mieli mi, 
jako wiecie, szyj uci.
- Knia Jamont nauczy si ju rycerskich obyczajw - odrzek Powaa.
Tak rozmawiajc, minli wielki obz litewski i trzy wietne puki ruskie, z 
ktrych najliczniejszy by smoleski, a wjechali do polskiego obozu. Stao tam 
pidziesit chorgwi - jdro i zarazem czoo wszystkich wojsk. Zbroje tu byy 
lepsze, konie ogromniejsze, rycerstwo bardziej wiczone, w niczym zachodniemu 
nie ustpujce. Si czonkw ciaa, wytrwaoci na gd, zimno i trudy 
przewyszali nawet ci dziedzice z Wielko- i Maopolski bardziej dbaych o wygody 
wojownikw z Zachodu. Obyczaj ich by prostszy, pancerze grubiej kowane, ale 
hart wikszy, a ich pogard mierci i niezmiern w boju uporczywo podziwiali 
ju swego czasu nieraz przybyli z daleka francuscy i angielscy rycerze.
De Lorche, ktry zna polskie rycerstwo od dawna, tak te mwi:
- Tu caa sia i caa nadzieja. Pamitam, jako w Malborgu nieraz narzekano, e w 
bitwie z wami kad pid ziemi trzeba rzek krwi okupi.
- Rzek te i teraz krew popynie - odpowiedzia Mako. -Bo i Zakon nigdy 
dotychczas takiej potgi nie zebra. Na to za Powaa:
- Powiada rycerz Korzbg, ktry od krla do mistrza z listami jedzi, i 
Krzyacy mwi, e ni cesarz rzymski, ni aden krl nie ma takiej potgi i e 
Zakon mgby wszystkie krlestwa zawojowa.
- Ba, przecie nas wicej! - rzek Zbyszko.
- Tak, ale oni lekko sobie Witoldowe wojsko wa, e to lud byle jako zbrojny i 
e si od pierwszego uderzenia skruszy jako gliniany garnek pod motem. A 
prawda-li to czy te nieprawda, nie wiem.
- I prawda, i nieprawda! - ozwa si roztropny Mako. - My ze Zbyszkiem znamy 
ich, bomy razem z nimi wojowali. Juci, zbroja u nich gorsza i chmyzowate 
konie, przeto, czsto bywa, e si pod naporem rycerstwa ugn, ale serca maj 
tak chrobre albo i mniejsze ni Niemce.
- Niezadugo si to pokae - rzek Powaa. - Krlowi cigle luzy do oczu pyn 
na myl, e tyle si krwie chrzecijaskiej rozleje, i do ostatniej chwili rad 
by sprawiedliwy pokj zawrze, ale pycha krzyacka do tego nie dopuci.
- Jako ywo! Znam ja Krzyakw i wszyscy ich znamy -przytwierdzi Mako. - Bg 
ju tam wagi przyadowa, na ktrych pooy krew nasz i nieprzyjaci naszego 
plemienia.
Ju byli niedaleko chorgwi mazowieckich, midzy ktrymi tkwiy namioty pana de 
Lorche, gdy wtem na rodku "ulicy" spostrzegli spor gromad ludzi zbitych w 
kup i patrzcych na niebo.
- Stjcie tam! stjcie! - zawoa jaki gos na rodku gromady.
- A kto mwi i co tu robicie? - zapyta Powaa.
- Proboszcz kobucki. A wy kto?
- Powaa z Taczewa, rycerze z Bogdaca i de Lorche.
- Ach, to wy, panie - rzek tajemniczym gosem ksidz proboszcz, zbliajc si 
do konia Poway. - Spojrzyjcie jeno na miesic i patrzcie, co si na nim 
wyrabia. Wrebna to i cudowna noc!
Wic rycerze podnieli gowy i poczli patrze na ksiyc, ktry ju zblad i 
bliski by zachodu.
- Nie mog nic rozezna! - rzek Powaa. - A wy co widzicie?
- Mnich w kapturze potyka si z krlem w koronie! Patrzcie! o tam! W imi Ojca i 
Syna, i Ducha! O, jake si okrutnie zmagaj... Boe, bd miociw nam 
grzesznym!
Naok zapada cisza, bo wszyscy wstrzymali oddech w piersiach.
- Patrzcie, patrzcie! - woa ksidz.
- Prawda! co ci takiego jest! - rzek Mako.
- Prawda! prawda! - potwierdzili inni.
- Ha! krl obali mnicha - zakrzykn nagle proboszcz kobucki - nog na nim 
postawi! Pochwalony Jezus Chrystus.
- Na wieki wiekw!
W tej chwili dua, czarna chmura przykrya ksiyc - i noc staa si ciemna - 
tylko blask ognisk drga krwawymi pasmami w poprzek drogi.
Rycerze ruszyli dalej, a gdy ju odjechali od gromady, Powaa spyta:
- Widzielicie co?
- Z pocztku nic - odpowiedzia Mako - ale potem widziaem wyranie i krla, i 
mnicha.
- I ja.
- I ja.
- Znak Boy - ozwa si Powaa. - Ha! to ju mimo ez naszego krla nic wida z 
pokoju nie bdzie.
- A bitwa bdzie taka, jakiej wiat nie pamita - rzek Mako.
I jechali dalej w milczeniu, majc serca wezbrane i uroczyste. Lecz gdy ju byli 
niedaleko namiotu pana de Lorche, zerwa si znw wicher z tak si, e w 
mgnieniu oka porozrzuca ogniska Mazurw. Powietrze zaroio si tysicami 
gowni, poncych szczypek, skier, a zarazem przesonio si kbami dymu.
- Hej, dmie okrutnie! - mwi Zbyszko, ocigajc opocz, ktr mu wiatr na 
gow zarzuci.
- A w wichurze jakoby jki i pacz ludzki sycha.
- wit ju niezadugo, ale nikt nie wie, co mu dzie przyniesie - doda de 
Lorche.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia L
Nad ranem wichura nie tylko nie ustaa, ale wzmoga si do tego stopnia, e 
niepodobna byo rozpi namiotu, w ktrym krl zwyk by od pocztku wyprawy 
sucha codziennie trzech mszy witych. Przybieg wreszcie Witold z probami i 
baganiem, aby naboestwo do stosowniejszej pory w zaciszach lenych odoy i 
nie wstrzymywa pochodu. Jako stao si zado jego yczeniu, bo i nie mogo 
by inaczej.
O wschodzie soca ruszyy wojska aw, a za nimi nieprzejrzany tabor wozw. Po 
godzinie pochodu wiatr uciszy si nieco, tak e mona byo rozwin chorgwie. 
I wwczas pola, jak okiem sign, pokryy si niby kwieciem stubarwnym. adne 
oko nie mogo obj zastpw i tego lasu rozmaitych znakw, pod ktrymi puki 
posuway si naprzd. Sza wic ziemia krakowska pod czerwon chorgwi z biaym 
orem w koronie, bya za to chorgiew naczelna caego Krlestwa, wielki znak 
dla wszystkich wojsk. Nis j Marcin z Wrocimowic, herbu P-kozy, rycerz 
potny i w wiecie sawny. Za nim szy hufce nadworne, jeden majc nad sob 
podwjny krzy litewski, drugi pod Pogoni. Za pod znakiem witego Jerzego 
cign potny zastp najemnikw i ochotnikw zagranicznych, przewanie z 
Czechw i Morawcw zoony. Tych wielu stano na t wojn, bo i caa 
czterdziesta dziewita chorgiew bya wycznie z nich zoona. Lud to by 
zwaszcza w piechocie, ktra cigna za kopijnikami, dziki, niesforny, ale do 
bitwy tak zaprawny, a w spotkaniu tak zacieky, i wszelkie inne piechoty, gdy 
si o nich otary, odskakiway co prdzej jako pies od jea. Berdysze, kosy, 
topory, a szczeglnie elazne cepy stanowiy ich bro, ktr wadali wprost 
strasznie. Najmowali si oni kademu, kto ich paci, albowiem ywioem ich 
jedynym bya wojna, grabie i rze.
W pobok Morawcw i Czechw szo pod swymi znakami szesnacie chorgwi ziem 
polskich, w tym jedna przemyska, jedna lwowska i jedna halicka, i trzy 
podolskie, a za nimi piechoty tyche ziem, przewanie zbrojne w rohatyny i w 
kosy. Ksita mazowieccy Janusz i Ziemowit wiedli chorgwie dwudziest 
pierwsz, drug i trzeci. Tu szy biskupie, a potem paskie w liczbie 
dwudziestu dwch. Wic Jaka z Tamowa, Jdrka z Tczyna, Spytka Leliwy i Krzona 
z Ostrowa, i Mikoaja z Michaowa, i Zbigniewa z Brzezia, i Krzona z Kozichgw, 
i Kuby na Koniecpolu, i Jaka Ligzy, i Kmity, i Zakliki, a oprcz nich rodowa 
Gryfitw, i Bobowskich, i Kolich Rogw, i rnych innych, ktrzy w bitwach 
zbierali si pod wsplnym herbowym godem i wsplne wykrzykiwali "zawoanie".
I tak rozkwita pod nimi ziemia, jak rozkwitaj ki na wiosn. Sza fala koni, 
fala ludzi, nad nimi las kopij i z barwnymi "pachetkami" na ksztat 
drobniejszych kwiatw, a z tyu, w obokach kurzawy, miejskie i kmiece piechoty. 
Wiedzieli, e ku bitwie straszliwej id, ale wiedzieli, e "trzeba", wic szli z 
ochotnym sercem.
Na prawym za skrzydle pyny Witoldowe watahy, pod chorgwiami rnej barwy, 
ale z jednakim wyobraeniem litewskiej Pogoni. aden wzrok nie mg obj 
wszystkich zastpw, cigny si one bowiem wrd pl i lasw na szeroko 
przeszo mili niemieckiej.
Przed poudniem przyszedszy wojska w poblie wsi Logdau i Tannenberga, 
zatrzymay si na krawdzi lasu. Miejsce zdao si dobre na spoczynek i 
zabezpieczone od wszelkiej niespodzianej napaci, gdy z lewej strony oblewaa 
je acha Jeziora Dbrowskiego, z prawej za jezioro Lube, przed wojskami za 
otwieraa si szeroka na mil przestrze polna. W rodku owej przestrzeni, 
wznoszcej si ku zachodowi agodnie w gr, zieleniy si gi Grunwaldu, a 
nieco w dali szarzay somiane dachy i puste, smutne ugory Tannenberga. 
Nieprzyjaciela, ktry by spuszcza si ku lasom z wyniosoci, atwo byo 
dostrzec, ale nie spodziewano si, aby mg prdzej ni nazajutrz nastpi. 
Zatrzymay si te tu wojska tylko na postj, e jednak biegy w rzeczach wojny 
Zyndram z Maszkowic nawet w pochodzie przestrzega bojowego porzdku, wic 
stany tak, aby w kadej chwili mogy by do sprawy gotowe. Z rozkazu wodza 
wysano wnet na lekkich a ci-gych koniach gocw hen, przed si, w stron 
Grunwaldu i Tannenberga, i dalej, aby zbadali okolic, a tymczasem dla akncego 
naboestwa krla ustawiono na wysokim brzegu jeziora Lube namiot kapliczny, 
aby mg zwykych mszy wysucha.
Jagieo, Witold, ksita mazowieccy i rada wojenna udali si do namiotu. Przed 
nim za zgromadzio si przedniejsze rycerstwo, ju to dlatego, aby poleci si 
Bogu przed dniem stanowczym, ju, aby na krla popatrze. I widziano go, jak 
szed w szarej obozowej szacie, z twarz powan, na ktrej osiada wyranie 
cika troska. Lata mao zmieniy jego posta i nie pokryy mu zmarszczkami 
oblicza ani nie ubieliy mu wosw, ktre i teraz zakada tak samo prdkim 
ruchem za uszy, jak wwczas gdy Zbyszko widzia go po raz pierwszy w Krakowie. 
Ale szed jakby pochylony pod brzemieniem strasznej odpowiedzialnoci, ktra 
ciya na jego ramionach, jak gdyby pogron w wielkim smutku. W wojsku mwiono 
sobie, e krl pacze ustawicznie nad t krwi chrzecijask, ktra ma by 
przelana, i tak byo istotnie. Jagieo wzdryga si przed wojn, zwaszcza z 
ludmi, ktrzy na paszczach i chorgwiach krzy nosili, i z caej duszy pragn 
pokoju. Prno mu panowie polscy, a nawet porednicy wgierscy, cibor i Gara, 
wystawiali pych i dufno krzyack, ktr przepenion mistrz Ulryk gotw by 
cay wiat wyzwa do boju; prno mu jego wasny wysannik Piotr Korzbg 
przysiga na Krzy Paski i na swoje ryby herbowe, e Zakon ani chce sysze o 
pokoju i e jedynego komtura gniewskiego, hrabiego von Wende, ktry do pokoju 
nakania, inni obrzucili szyderstwy i obelgami - on jeszcze mia nadziej, e 
nieprzyjaciel uzna suszno jego da, poauje krwi ludzkiej i sprawiedliwym 
ukadem straszliw wa zakoczy.
Wic i teraz poszed si modli o to do kaplicy, gdy prost a dobrotliw dusz 
jego drczy ogromny niepokj. Nawiedza ju ongi Jagieo ogniem i elazem 
ziemie krzyackie, ale czyni to jako pogaski ksi litewski, lecz teraz, gdy 
jako krl polski i chrzecijanin ujrza ponce sioa, zgliszcza, krew i zy, 
ogarna go boja gniewu Boego, zwaszcza e to by dopiero pocztek wojny. 
Gdyby cho na tym poprzesta! Ale oto dzi, jutro zetr si narody i ziemia 
rozmiknie od krwi. Juci, nieprawy jest ten nieprzyjaciel, ale jednak krzye na 
paszczach nosi i broni go tak wielkie i wite relikwie, e myl cofa si 
przed nimi przeraona. W caym wojsku mylano przecie o nich z obaw i nie 
grotw, nie mieczw, nie toporw, ale tych witych szcztkw obawiali si 
gwnie Polacy. "Jakoe nam bdzie na mistrza rami podnosi - mwili nie 
znajcy trwogi rycerze - gdy na pancerzu u niego relikwiarz, a w nim i koci 
wite, i drzewo Krzya Zbawiciela!" Witold gorza wprawdzie wojn, pcha do 
niej i spieszy si do bitwy, lecz pobone serce krla truchlao po prostu na 
wspomnienie tych mocy niebieskich, ktrymi Zakon osania sw nieprawo.
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia LI
Ju wanie ksidz Bartosz z Kobucka skoczy jedn msz, a Jarosz, proboszcz 
kaliski, mia wkrtce wyj z drug i krl wyszed przed namiot, aby 
rozprostowa nieco zmczone klczeniem kolana, gdy na spienionym koniu wpad jak 
burza szlachcic Hanko Ostojczyk i nim z sioda zeskoczy, zakrzykn:
- Niemce, miociwy panie, id!
Porwali si na te sowa rycerze, krl zmieni si na twarzy, zamilk przez 
mgnienie oka, po czym zawoa:
- Pochwalony Jezus Chrystus! Gdzie ich widzia i ile chorgwi?
- Widziaem jedn chorgiew przy Grunwaldzie - odpowiedzia zdyszanym gosem 
Hanko - ale zza wzgrza kurzawa sza, jakby ich wicej cigno!
- Pochwalony Jezus Chrystus! - powtrzy krl. A wtem Witold, ktremu za 
pierwszym sowem Hanki krew uderzya do twarzy i oczy poczy si arzy jak 
wgle - zwrci si do dworzan i zawoa:
- Odwoa drug msz i konia mi!
Krl za pooy mu rk na ramieniu i rzek:
- Jed ty, bracie, a ja ostan i drugiej mszy wysucham. Wic Witold i Zyndram z 
Maszkowic wskoczyli na konie, lecz wanie w chwili gdy zawrcili ku obozom, 
przylecia drugi goniec, szlachcic Piotr Oksza z Wostowa, i z dala ju pocz 
krzycze:
- Niemce! Niemce! Widziaem dwie chorgwie!
- Na ko!! - ozway si gosy midzy dworzany i rycerstwem. A jeszcze Piotr 
mwi nie przesta, gdy znw rozleg si ttent i przypad trzeci goniec, a za 
nim czwarty, pity i szsty:
wszyscy widzieli chorgwie niemieckie, nadcigajce w coraz wikszej liczbie. 
Nie byo ju wcale wtpliwoci, e caa armia krzyacka zastpuje drog wojskom 
krlewskim.
Rycerze porozjedali si w mgnieniu oka do swoich chorgwi. Z krlem przy 
namiocie kaplicznym pozostaa tylko garstka dworzan, ksiy i pachokw. Ale w 
tej chwili rozleg si dzwonek na znak, e proboszcz kaliski wychodzi z drug 
msz, wic Jagieo wycign ramiona, zoy pobonie donie i wznisszy oczy 
ku niebu, wolnym krokiem uda si do namiotu.
*
Lecz gdy po skoczonej mszy wyszed znowu przed namiot, mg ju wasnymi oczyma 
przekona si, e prawd mwili goce, gdy na kracach wznoszcej si coraz 
bardziej ku grze, rozlegej rwniny zaczerniao co, jak gdyby br wyrs nagle 
na pustych polach, a nad tym borem graa i mienia si w socu tcza 
chorgwiana. Jeszcze dalej, hen! za Grunwaldem i Tannenbergiem, wznosi si ku 
niebu olbrzymi obok kurzawy. Krl obj wzrokiem cay ten grony widnokrg, po 
czym zwrciwszy si do ksidza podkanclerzego Mikoaja, zapyta:
- Jakiego dzi patrona?
- Dzie Rozesania Apostow - odrzek ksidz podkanclerzy.
A krl westchn:
- Wic dzie Apostow bdzie ostatnim ycia dla wielu chrzecijan, ktrzy si 
dzi na tym polu zetr.
I wskaza rk na szerok, pust rwnin, na ktrej w porodku tylko, w poowie 
drogi do Tannenberga, wznosio si kilka odwiecznych dbw.
Tymczasem jednak przyprowadzono mu konia, a w oddali ukazao si szedziesit 
kopii, ktre Zyndram z Maszkowic przysa jako stra osoby krlewskiej.
*
Stray krlewskiej przywodzi Aleksander, modszy syn ksicia na Pocku, a brat 
tego Ziemowita. ktry, szczegln "przemylnoci" do wojny obdarzon, zasiada w 
radzie wojskowej. Drugie po nim miejsce trzyma litewski synowiec monarchy 
Zygmunt Korybut, modzian wielkich nadziei i wielkich przeznacze, ale 
niespokojnego ducha. Midzy rycerstwem najsynniejsi byli:
Jako Myk z Dbrowy, prawdziwy olbrzym, postaw niemal Paszkowi z Biskupic 
rwny, a si niewiele samemu Zawiszy Czarnemu ustpujcy, awa, baron czeski, 
drobny i chudy, ale sprawnoci niezmiernej, synny na dworze czeskim i 
wgierskim z pojedynkw, w ktrych kilkunastu rycerzy rakuskich rozcign, i 
drugi Czech, Sok, ucznik nad uczniki, i Wielkopolanin Bieniasz Wierusz, i 
Piotr Mediolaski, i bojarzyn litewski Sieko z Pohosta, ktrego ojciec Piotr, 
jednej chorgwi smoleskiej przywodzi, i krewny krla, knia Fieduszko, i knia 
Jamont, a zreszt sami polscy rycerze, "wybrani z tysicw", ktrzy wszyscy 
zaprzysigli do ostatniej krwi krla broni i od wszelkiej wojennej przygody go 
osania. Za bezporednio przy osobie krlewskiej znajdowa si ksidz 
podkanclerzy Mikoaj i sekretarz Zbyszko z Olenicy, modzieczyk uczony, biegy 
w sztuce czytania i w pimie, ale zarazem si do dzika podobny. Nad zbroj pana 
czuwali trzej giermkowie: Czajka z Nowego Dworu, Mikoaj z Morawicy i Daniko 
Rusin, ktry dziery uk i sajdak krlewski. Dopeniao orszaku kilkunastu 
dworskich, ktrzy na cigych biegunach mieli z rozkazami do wojska lata.
Giermkowie przybrali pana w wietn byszczc zbroj, po czym przywiedli mu 
rwnie "wybranego z tysicw" cisawego rumaka, ktry parska nozdrzami na dobr 
wrb spod stalowego naczka i napeniajc reniem powietrze, przysiada nieco 
jak ptak, ktry si chce zerwa do lotu. Krl, gdy uczu pod sob konia, a w 
rku kopi, zmieni si nagle. Smutek znik mu z oblicza, mae czarne oczy 
poczy byska, a na twarzy zjawiy si rumiece; lecz bya to chwila tylko, bo 
gdy ksidz podkanclerzy pocz go egna krzyem, spowania znw i pochyli z 
pokor przybran w srebrzysty hem gow.
*
Tymczasem armia niemiecka, zstpujc z wolna z wyniosej rwniny, mina 
Grunwald, mina Tannenberg i zatrzymaa si w zupenym bojowym szyku w poowie 
pola. Z dou, z polskiego obozu, wida byo doskonale gron aw olbrzymich, 
zakutych w elazne zbroje koni i rycerzy. Bystrzejsze oczy odrniay nawet 
dokadnie, o ile wiatr targajcy chorgwie na to pozwala, rozmaite znaki na 
nich wyszyte, jako: krzye, ory, gryfy, miecze, hemy, baranki, gowy ubrw i 
niedwiedzi.
Stary Mako i Zbyszko, ktrzy wojujc poprzednio z Krzyakami, znali ich wojska 
i herby, pokazywali swoim Sieradzanom dwie chorgwie mistrza, w ktrych suy 
sam kwiat i dobr rycerstwa, i waln chorgiew caego Zakonu, ktrej przewodzi 
Fryderyk von Wallenrod, i potn witego Jerzego, z krzyem czerwonym w polu 
biaym, i wiele innych zakonnych. Nie znane im byy jeno znaki rnych goci 
zagranicznych, ktrych tysice nadcigay ze wszystkich stron wiata: z Rakuz, z 
Bawarii, ze Szwabii, ze Szwajcarii, ze synnej z rycerstwa Burgundii, z bogatej 
Flandrii, ze sonecznej Francji, o ktrej rycerzach opowiada ongi Mako, e 
nawet lec ju na ziemi, jeszcze waleczne sowa mwi, z zamorskiej Anglii, 
ojczyzny celnych ucznikw, i nawet z dalekiej Hiszpanii, gdzie wrd 
ustawicznych walk z Saracena-mi rozkwito nad wszystkie inne kraje mstwo i 
honor.
A za onej twardej szlachcie spod Sieradza, z Koniecpola, z Krzeni, z Bogdaca, 
z Rogowa i Brzozowej jak rwnie z innych ziem polskich pocza burzy si krew 
w yach na myl, e za chwil przyjdzie im si zwiza z Niemcami i caym tym 
wietnym rycerstwem. Twarze starszych stay si powane i surowe, ci bowiem 
wiedzieli, jak cika i okrutna bdzie to praca. Atoli serca modych poczy 
skowyta tak wanie, jak skowycz trzymane na uwizi psy myliwe, gdy z daleka 
dzikiego zwierza ujrz. Wic niektrzy, ciskajc silniej w garciach kopie, 
rkojecie mieczw i toporzyska, osadzali na zadach konie jakby do skoku, inni 
ponili si na twarzach, inni poczli oddycha szybko, jakby stao im si nagle 
za ciasno w pancerzach. Dowiadczesi jednak wojownicy uspokajali ich, mwic: 
"Nie minie was, a starczy dla kadego, daj Bg, by nie byo nadto".
Lecz Krzyacy, spogldajc z gry na lesist nizin, widzieli na krawdzi boru 
tylko kilkanacie polskich chorgwi i wcale nie byli pewni, czy to jest caa 
armia krlewska. Wprawdzie na lewo, koo jeziora, wida byo take szare gromady 
wojownikw, a w kuszczach byszczao co na ksztat grotw sulic, to jest 
lekkich dzid, ktrych uywali Litwini. Mg to by jednak tylko znaczny podjazd 
polski. Dopiero zbiegowie ze zburzonego Gilgenburga, ktrych kilkunastu 
sprowadzono przed mistrza, zawiadczyli, i naprzeciw nich stoj wszystkie 
wojska polsko-litewskie.
Lecz prno mwili o ich potdze. Mistrz Ulryk nie chcia im wierzy, gdy od 
pocztku tej wojny wierzy tylko w to, co byo mu na rk i wryo niechybne 
zwycistwo. Zwiadw i gocw nie rozsya, rozumiejc, e i bez tego wszystkiego 
musi przyj do walnej bitwy, a bitwa owa nie moe zakoczy si inaczej, jeno 
straszliw klsk nieprzyjaciela. Dumy w si, jakiej aden z mistrzw nie 
wyprowadzi dotd w pole, lekceway te przeciwnika, a gdy komtur gniewski, 
ktry na swoj rk czyni wywiady, przedstawi mu, e jednak wojska Jagiey s 
liczniejsze - odpowiada:
- Jakie tam wojska! Jeno z Polaki przyjdzie si nieco wysili, a reszta, choby 
ich byo i najwicej, poledni to lud, lepszy do yki ni do ora.
I dc wszelkimi siami do bitwy, zapon teraz wielk radoci, gdy nagle 
znalaz si przed nieprzyjacielem i gdy widok walnej chorgwi caego Krlestwa, 
ktorej czerwie spostrzeono na ciemnym tle boru, nie pozwala ju duej 
wtpi, e tkwi przed nim gwna armia.
Ale na stojcych pod lasem i w lesie Polakw nijak byo Niemcom uderza, gdy 
rycerstwo straszne tylko byo w czystym polu, nie lubio za i nie umiao 
walczy w gstwinie drzewnej.
Zebrano si wic na krtk narad przy boku mistrza, jakim sposobem wywabi z 
zaroli nieprzyjaciela.
- Na witego Jerzego! - zawoa mistrz. - Dwie mile ujechalimy, nie 
spoczywajc, i upa doskwiera, a ciaa oblewaj si nam potem pod zbroj. Nie 
bdzieme tu czekali, pki nieprzyjacielowi nie spodoba si wystpi w pole.
A na to hrabia Wende, m powany wiekiem i rozumem, rzek:
- Zaiste, ju wymiewano tutaj moje sowa - i wymiewali je tacy, ktrzy bogdaj 
e umkn z tego pola, na ktrym ja polegn (i tu spojrza na Wernera von 
Tettingen) - ale wdy powiem, co mi sumienie i mio do Zakonu nakazuje. Nie 
serca brak Polakom, jeno, jako wiem, krl do ostatka spodziewa si wysannikw 
pokoju.
Werner von Tettingen nie odrzek nic, tylko parskn wzgardliwym miechem, ale i 
mistrzowi niemie byy sowa Wendego, wic ozwa si:
- Zali czas myle teraz o pokoju! Nad inn spraw mamy radzi.
- Czas zawsze na dzieo Boe - odrzek von Wende. Lecz okrutny komtur 
czuchowski Henryk, ktry zaprzysig, e kae nosi przed sob dwa nagie 
miecze, dopki ich w polskiej krwi nie ubroczy - zwrci do mistrza swe tuste, 
spotniae oblicze i zakrzykn z gniewem okrutnym:
- Milsza mi mier od haby! i choby sam jeden, tymi mieczami na cae wojsko 
polskie uderz! Ulryk zmarszczy nieco brwi.
- Przeciw posuszestwu mwisz - rzek. A potem do komturw:
- Radcie jeno o tym, jak nieprzyjaciela z boru wycign. Wic rni rnie 
radzili, a wreszcie podobao si i komtu-rom, i przedniejszym gociom rycerskim 
zdanie Gersdorfa, aby wysa dwch heroldw do krla z oznajmieniem, e mistrz 
przysya mu dwa miecze i wyzywa Polakw na bj miertelny, jeli za mao im 
pola, to ustpi nieco z wojskiem, aby im go przyczyni.
*
Krl zjecha wanie z nadbrzea jeziora i uda si na lewe skrzydo do polskich 
chorgwi, gdzie mia pasowa ca gromad rycerzy, gdy nagle dano mu zna, i 
dwch heroldw zjeda od krzyackiego wojska.
Serce Wadysawa zabio nadziej.
- Nue ze sprawiedliwym pokojem jad!
- Daj Bg! - odrzekli duchowni.
Krl posa po Witolda, ale w zajty ju szykowaniem swych wojsk nie mg 
przyby, a tymczasem heroldowie, nie spieszc si, zbliali si do obozu.
W jasnym wietle soca widziano ich doskonale, podjedajcych na ogromnych, 
pokrytych kropierzami koniach bojowych; jeden mia na tarczy cesarskiego 
czarnego ora na zotym polu, drugi, ktry by heroldem ksicia szczeciskiego, 
gryfa na biaym polu. Szeregi rozstpiy si przed nimi, oni za, zsiadszy z 
koni, stanli po chwili przed wielkim krlem i skoniwszy nieco gowy dla 
okazania mu czci, tak odprawili swoje poselstwo:
- Mistrz Ulryk - rzek pierwszy herold - wzywa twj majestat, panie, i ksicia 
Witolda na bitw mierteln i aby mstwo wasze, ktrego wam wida brakuje, 
podnieci, le wam te dwa nagie miecze.
To rzekszy, zoy miecze u stp krlewskich. Jako Myk z Dbrowy wytumaczy 
jego sowa krlowi, ale ledwie skoczy, wysun si drugi herold z gryfem na 
tarczy i tak przemwi:
- Mistrz Ulryk kaza wam te oznajmi, panie, i jeli skpo wam pola do bitwy, 
to si z wojskami wam ustpi, abycie nie gnunieli w zarolach.
Jako Myk znw przeoy jego sowa i nastaa cisza, tylko w orszaku 
krlewskim rycerze poczli zgrzyta z cicha zbami na takie zuchwalstwo i 
zniewag.
Ostatnie nadzieje Jagiey rozwiay si jak dym. Spodziewa si poselstwa zgody 
i pokoju, a tymczasem byo to poselstwo pychy i wojny.
Wic wznisszy zazawione oczy do gry, tak odrzek:
- Mieczw ci u nas dostatek, ale i te przyjmuj jako wrb zwycistwa, ktr mi 
sam Bg przez wasze rce zsya. A pole bitwy On take wyznaczy. Do ktrego 
sprawiedliwoci ninie si odwouj, skarg na moj krzywd i wasz nieprawo a 
pych zanoszc - amen.
I dwie wielkie zy spyny mu po ogorzaych policzkach. Tymczasem gosy 
rycerskie w orszaku poczy woa:
- Cofaj si Niemce. Daj pole!
Heroldowie odeszli i po chwili widziano ich znowu jadcych pod gr na swych 
ogromnych koniach i byszczcych w wietle sonecznym od jedwabiw, ktre po 
wierzchu zbroi nosili.
Wojska polskie wysuny si z lasu i zaroli w skadnym szyku bojowym. W przodku 
sta hufiec tak zwany "czelny", zoony z najstarszych rycerzy, za nim walny - a 
za walnym piechoty i lud najemny. Utworzyy si przez to midzy hufcami dwie 
dugie ulice, po ktrych przelatywa Zyndram z Maszko-wic i Witold. Ten ostatni 
bez hemu na gowie, w wietnej zbroi, podobny do zowrogiej gwiazdy lub do 
gnanego wichrem pomienia.
Rycerze nabierali tchu w piersi i osadzali si mocniej w siodach.
Bitwa miaa tu, tu nastpi.
*
Mistrz spoglda tymczasem na wojska krlewskie, ktre wysuway si z boru.
Patrza dugo na ich ogrom, na rozpostarte jakby u olbrzymiego ptaka skrzyda, 
na poruszan wiatrem tcz chorgwi i nagle serce mu si cisno jakim 
nieznanym, strasznym uczuciem. Moe ujrza oczyma duszy stosy trupw i rzeki 
krwi. Nie lkajc si ludzi, moe zlk si Boga trzymajcego ju tam na 
wysokociach niebios szale zwycistwa...
Po raz pierwszy przyszo mu na myl, jaki to okropny nasta dzie, i po raz 
pierwszy uczu, jak niezmiern odpowiedzialno wzi na swoje ramiona.
Wic twarz mu poblada, wargi poczy dre, a z oczu puciy si obfite zy. 
Komturowie ze zdziwieniem spogldali na swego wodza.
- Co wam jest, panie? - zapyta hrabia Wende.
- Zaiste stosowna to do ez pora! - ozwa si okrutny Henryk, komtur 
czuchowski.
A wielki komtur Kuno Lichtenstein wyd wargi i rzek:
- Otwarcie naganiam ci to, mistrzu, bo ci teraz podnosi serca rycerzy, nie za 
osabia przystoi. Zaprawd, nie takiegomy ci przedtem widywali.
Lecz mistrzowi wbrew wszelkim wysikom spyway tak cigle zy na czarn brod, 
jakby w nim paka kto inny.
Wreszcie pohamowa si nieco i zwrciwszy surowe oczy na komturw, zawoa:
- Do chorgwi!
Wic skoczyli kady do swojej, bo bardzo potnie przemwi, a on wycign rk 
do giermka i rzek:
- Daj mi hem.
*
Ju serca w obu wojskach biy jak moty, ale trby nie daway jeszcze znaku do 
boju.
Nastaa cisza moe od samej bitwy chwila oczekiwania. Na polu midzy Niemcami 
a armi krlewsk wznosio si od strony Tannenberga kilka odwiecznych dbw, na 
ktre powazili chopi miejscowi, aby patrze na zapasy tych wojsk tak 
olbrzymich, jakich od niepamitnych czasw wiat nie widzia. Lecz prcz tej 
jednej kpy cae to pole byo puste, szare, przeraliwe, do obumarego stepu 
podobne. Chodzi tylko po nim wiatr, a nad nim unosia si cicho mier. Oczy 
rycerzy zwracay si mimo woli na t zowrog, milczc rwnin. Przelatujce po 
niebie chmury przesaniay od czasu do czasu soce, a wwczas pada na ni mrok 
miertelny.
Wtem wsta wicher. Zaszumia w lesie, oberwa tysice lici, wpad na pole, 
chwyci suche dba traw, wzbi tumany kurzawy i ponis je w oczy wojsk 
krzyackich. W tej rwnie chwili wstrzsn powietrzem przeraliwy gos rogw, 
krzywu, piszczaek, i cae skrzydo litewskie zerwao si na ksztat 
niezmiernego stada ptactwa do lotu. Poszli od razu wedle zwyczaju w skok. Konie, 
wycignwszy szyje i potuliwszy uszy, rway ze wszystkich si przed siebie; 
jedcy, wymachujc mieczami i sulicami, lecieli z krzykiem okropnym przeciw 
lewemu skrzydu Krzyakw.
Mistrz wanie znajdowa si przy nim. Wzruszenie jego ju przeszo, a z oczu 
szy mu, zamiast ez, skry. Ujrzawszy wic rozpdzon m litewsk, zwrci si 
do Frydrycha Wallenroda, ktry na tej stronie dowodzi, i rzek:
- Witold pierwszy wystpi. Poczynajciee i wy w imi Boe! I skinieniem prawicy 
ruszy czternacie chorgwi elaznego rycerstwa.
- Gott mit uns! - zakrzykn Wallenrod.
Chorgwie, zniywszy kopie, poczy z pocztku i krokiem. Lecz rwnie jak 
skaa stoczona z gry, spadajc, coraz wikszego pdu nabiera, tak i one: z 
kroku przeszy w rysi, potem w cwa, i szy straszne, niepohamowane, jako 
lawina, ktra musi zetrze i zdruzgota wszystko przed sob.
Ziemia jczaa i gia si pod nimi.
*
Bitwa miaa lada chwila rozcign si i rozpali na caej linii, wic polskie 
chorgwie poczy piewa star bojow pie witego Wojciecha. Sto tysicy 
pokrytych elazem gw i sto tysicy par oczu podnioso si ku niebu, a ze stu 
tysicy piersi wyszed jeden olbrzymi gos do grzmotu niebieskiego podobny:
 Bogurodzica, dziewica, Bogiem sawiona Maryja!
 Twego syna gospodzina, Matko zwolena, Maryja,
 Zyszczy nam, spuci nam... Kiryjelejzon!...
I wraz moc zstpia w ich koci, a serca stay si na mier gotowe. Bya za 
taka niezmierna zwyciska sia w tych gosach i w tej pieni, jakby naprawd 
grzmoty poczy si roztacza po niebie. Zadray kopie w rkach rycerzy, 
zadray chorgwie i chorgiewki, zadrao powietrze, zakolebay si gazie w 
boru, a zbudzone echa lene jy odzywa si w gbinach i woa, i jakby 
powtarza jeziorom i gom, i caej ziemi jak duga i szeroka:
 Zyszczy nam, spuci nam. Kiryjelejzon!...
A oni piewali dalej:
 Twego dziel krzciciela, boycze,
 Usysz gosy, nape myli czowiecze,
 Sysz modlitw, j nosimy,
 A da raczy, jego prosimy,
 A na wiecie zbony pobyt,
 Po ywocie rajski przebyt.
 Kiryjelejzon!
Echo powtrzyo w odpowiedzi: "Kiryjelejzooon!" - a tymczasem na prawym skrzydle 
wrzaa ju bitwa zacita i zbliaa si ku rodkowi coraz bardziej.
oskot, kwik koni, krzyki okropne mw mieszay si z pieni. Ale chwilami 
krzyki cichy, jakby tym tam ludziom zbrako tchu, i w jednej z takich przerw 
raz jeszcze mona byo dosysze grzmice gosy:
 Adamie, ty Boy kmieciu,
 Ty siedzisz u Boga w wiecu,
 Domieci twe dzieci,
 Gdzie krluj anieli!
 Tam rado,
 Tam mio,
 Tam widzenie Twrca, anielskie, bez koca...
 Kiryjelejzon!
I znw runo echo po boru: "Kiryjelejzooon!" Krzyki na prawym skrzydle wzmogy 
si jeszcze, lecz nikt nie mg ni widzie, ni rozezna, co si tam dzieje, 
albowiem mistrz Ulryk, ktry patrzy z gry na bitw, stoczy w tej chwili pod 
wodz Lichtensteina dwadziecia chorgwi na Polakw.
A za do polskiego hufca "czelnego", w ktrym stali najprzedniejsi rycerze, 
przypad jak grom Zyndram z Maszkowic i ukazawszy ostrzem zbliajc si chmur 
Niemcw, zakrzykn tak dononie, e a konie poprzysiaday w pierwszym szeregu 
na zadach:
- W nich! Bij!
Wic rycerze, pochyliwszy si na karki koskie i wycignwszy przed si 
wcznie, ruszyli.
*
Lecz Litwa ugia si pod straszliw nawa Niemcw. Pierwsze szeregi, najlepiej 
zbrojne, zoone z moniejszych bojarw, pady mostem na ziemi. Nastpne zwary 
si z wciekoci z krzyactwem, lecz adne mstwo, adna wytrwao, adna moc 
ludzka nie moga ich od zguby i klski uchroni. I jake mogo by inaczej, gdy 
z jednej strony walczyo rycerstwo cakiem zakute w stalowe zbroje i na koniach 
stal osonionych, z drugiej lud, rosy wprawdzie i silny, ale na drobnych 
konikach i skrami jeno okryty?... Prno te szuka uporny Litwin, jak do skry 
niemieckiej si dobra. Sulice, szable, ostrza oszczepw, paki nasadzane 
krzemieniem lub gwodziami odbijay si tak o elazne blachy jak o ska lub jak 
o mury zamkowe. Ciar ludzi i koni gnit nieszczsne Witoldowe zastpy, ciy 
ich miecze i topory, body i kruszyy koci berdysze, tratoway kopyta koskie. 
Knia Witold daremnie ciska w t paszcz mierci coraz nowe watahy, daremny by 
upr, na nic zacieko, na nic pogarda mierci i na nic rzeki krwi! Pierzcho 
naprzd tatarstwo, Besaraby, Woochy, a wkrtce pka ciana litewska i dziki 
popoch ogarn wszystkich wojownikw.
Wiksza cz wojsk pierzcha w stron jeziora Lube i za ni pognay gwne 
siy niemieckie, czynic kob tak straszn, e cae pobrzee pokryo si 
trupami.
Druga atoli cz wojsk Witoldowych, mniejsza, w ktrej byo trzy puki 
smoleskie, cofaa si ku skrzydu polskiemu, parta przez sze chorgwi 
Niemcw, a nastpnie i przez te, ktre wracay z pogoni. Lecz lepiej zbrojni 
Smoleszczanie skuteczniejszy stawili te opr. Bitwa zmienia si tu w rze. 
Potoki krwi okupoway kady krok, kad niemal pid ziemi. Jeden z pukw 
smoleskich wycito niemal co do nogi. Dwa inne broniy si z rozpacz i 
wciekoci. Lecz zwyciskich Niemcw nic ju nie mogo powstrzyma. Niektre 
ich chorgwie ogarn jakby sza bojowy. Pojedynczy rycerze, bodc ostrogami i 
wspinajc rumaki, rzucali si na olep ze wzniesionym toporem lub mieczem w 
najwiksz gstwin nieprzyjaci. Cicia ich mieczw i berdyszw stay si 
niemal nadludzkie, caa za awa, prc i miadc konie i rycerzy smoleskich, 
przysza na koniec w bok czelnemu i walnemu hufcowi polskiemu, albowiem oba od 
godziny ju przeszo zmagay si z Niemcami, ktrym Kuno Lichtenstein 
przywodzi.
*
Nie poszo tu tak atwo Kunonowi, gdy wiksza bya rwno broni i koni, a 
jednakie wiczenia rycerskie. Wspary nawet Niemcw "drzewa" polskie i odrzuciy 
ich w ty, zwaszcza e pierwsze uderzyy w nich trzy straszne chorgwie: 
krakowska, gocza pod Jdrkiem z Brochocic i nadworna, ktrej Powaa z Taczewa 
przewodzi. Jednake bitwa rozgorzaa najprzeraliwsza dopiero wwczas, gdy po 
strzaskaniu kopij chwycono za miecze i topory. Tarcza uderzaa wwczas o tarcz, 
m zwiera si z mem, paday konie, przewracay si znaki, pkay pod 
uderzeniem brzeszczotw i obuchw hemy, naramienniki, pancerze, oblewao si 
krwi elazo, walili si z siode na ksztat podcitych sosen witezie. Ci z 
rycerzy krzyackich, ktrzy ju pod Wilnem zaznali bitew z Polakami, wiedzieli 
Jaki to "nieuyty" i "natarczywy" jest ten lud, lecz nowakw i goci 
zagranicznych ogarno zrazu podobne do strachu zdumienie. Niejeden te 
wstrzymywa mimo woli koma, spoglda przed si niepewnie i nim si namyli, co 
czyni, gin pod ciosem polskiej prawicy. I rwnie jak grad sypie si 
niemiosiernie z miedzianej chmury na an yta, tak gsto sypay si ciosy 
okrutne i biy miecze, biy oksze, biy topory, biy bez tchu i miosierdzia, 
dwiczay jak w kuniach elazne blachy, mier gasia niby wicher ywoty, jki 
rway si z piersi, gasy oczy, a zbielae modziecze gowy pogray si w noc 
wiekuist.
Leciay w gr skry skrzesane elazem, zamki drzewcw, proporce, pira strusie 
i pawie. Kopyta rumakw obsuway si po krwawych lecych na ziemi pancerzach i 
trupach koskich. Kto pad ranny, tego miadyy podkowy.
Lecz aden jeszcze nie pad z przedniej szych rycerzy polskich i szli przed si 
w zgieku i ciasnocie, wykrzykujc imiona swych patronw lub zawoania rodowe, 
jak idzie ogie po suchym stepie, ktry poera krze i trawy. Pierwszy tam Lis z 
Targowiska porwa mnego komtura z Osterody, Gamrata, ktren straciwszy tarcz, 
zwin w kb swj biay paszcz koo ramienia i paszczem si od ciosw 
zasania.
Ostrzem miecza przeci Lis paszcz i naramiennik, odwali od pachy rami, 
drugim za pchniciem przebi brzuch, a ostrze w ko pacierzow zgrzytno. 
Krzyknli z trwogi na widok mierci wodza ludzie z Osterody, lecz Lis rzuci si 
midzy nich jak orze midzy urawie, a gdy Staszko z Charbimowic i Domarat z 
Kobylan skoczyli mu na pomoc, poczli ich we trzech uska okropnie, tak jak 
niedwiedzie uszcz strki, gdy si na pole zasiane modym grochem dostan.
Tame Paszko Zodziej z Biskupic zabi sawnego brata Kun-ca Adelsbacha. Kunc, 
gdy ujrza przed sob wielkoluda z krwawym toporem w doni, na ktrym wraz z 
krwi przylepy kudy ludzkie, zlk si w sercu i chcia si odda w niewol. 
Ale Paszko, nie dosyszawszy go wrd wrzawy, podnis si w strzemionach i 
rozci mu gow wraz ze stalowym hemem, jakby kto rozci jabko na dwoje. 
Wraz potem zgasi Locha z Meklemburgii i Klingensteina, i Szwaba Helmsdorfa z 
monego hrabiowskiego rodu, i Limpacha spod Moguncji, i Nachterwitza te z 
Moguncji, a wreszcie poczli si cofa przed nim przeraeni Niemcy, w lewo i w 
prawo, on za bi w nich jak w walc si cian i co chwila widziano go, jak 
wznosi si do cicia na siodle, po czym widziano bysk topora i hem niemiecki 
zapadajcy si w d midzy konie.
Tame potny Jdrzej z Brochocic, zamawszy miecz na gowie rycerza, ktry mia 
sow na tarczy i przybic w ksztat sowiej gowy wykut, chwyci go za rami, 
skruszy je i wydarszy mu brzeszczot, zaraz go nim ycia pozbawi. On rwnie 
modego rycerza Dynheima wzi w niewol, ktrego widzc bez hemu, poaowa 
zabija, gdy w prawie by dzieckiem jeszcze i dziecinnymi na spoglda 
oczyma. Rzuci go tedy Andrzej giermkom swoim, nie odgadujc, e zicia sobie 
bierze, albowiem rycerzyk ten crk jego wzi pniej za on i na zawsze w 
Polsce pozosta.
Natarli atoli teraz ze wciekoci Niemcy, chcc odbi modego Dynheima, ktry 
z monego rodu grafw nadreskich pochodzi, lecz przedchorgiewni rycerze: 
Sumik z Nadbroa i dwaj bracia z Pomykowa, i Dobko z Ochwia, i Zych Pikna, 
osadzili ich na miejscu, jak lew osadza byka, i odepchnli ku chorgwi witego 
Jerzego, szerzc wrd nich zgub i zniszczenie.
Za z rycerskimi gomi stara si chorgiew krlewska nadworna, ktrej Cioek z 
elechowa przywodzi. Tam Powaa z Ta-czewa si nadludzk majcy obala ludzi i 
konie, kruszy elazne hemy jak skorupy jaj, bi sam jeden w cae gromady, a 
obok niego szli Leszko z Goraja, drugi Powaa z Wyhucza i Mci saw ze Skrzynna, 
i dwch Czechw: Sok i Zbysawek. Dugo toczya si tu walka, gdy na t jedn 
chorgiew uderzyy trzy niemieckie, lecz gdy dwudziesta sidma Jaka z Tarnowa 
przysza w pomoc, siy zrwnay si mniej wicej i odrzucono Niemcw prawie na 
p strzelania z kuszy od miejsca, w ktrym nastpio pierwsze spotkanie.
Lecz jeszcze dalej odrzucia ich wielka krakowska chorgiew, ktrej sam Zyndram 
przywodzi, a na czele midzy przedchorgiewnymi szed najstraszniejszy ze 
wszystkich Polakw Zawisza Czarny herbu Sulima. W pobok walczyli: brat jego 
Farurej i Florian Jelitczyk z Korytnicy, i Skarbek z Gr, i wanie w sawny 
Lis z Targowiska, i Paszko Zodziej, i Jan Nacz, i Stach z Charbimowic. Pod 
okropn rk Zawiszy ginli bitni mowie, jakby w tej czarnej zbroi sama mier 
sza im naprzeciw, on za walczy z namarszczon brwi i cinitymi nozdrzami, 
spokojny, uwany, jakby zwyk odbywa robot; czasem rwno porusza tarcz, 
odbija cios, lecz kademu byskowi jego miecza odpowiada krzyk straszny 
poraonego ma, a on nie oglda si nawet i szed, pracujc, naprzd jak 
czarna chmura, z ktrej co chwila piorun wypada.
Poznaska chorgiew, majca w znaku ora bez korony, walczya te na mier i 
ycie, a arcybiskupia i trzy mazowieckie szy z ni w zawody. Ale i wszystkie 
inne przesadzay si wzajem w zawzitoci i natarczywym mstwie. W sieradzkiej 
mody Zbyszko z Bogdaca rzuca si jak dzik w najgstsze tumy, za przy boku 
jego szed stary, straszny Mako, walczc rozwanie, jak walczy wilk, ktry 
inaczej ni na mier nie uksi.
Szuka on wszdy oczyma Kunona Lichtensteina, ale nie mogc go w toku dostrzec, 
upatrywa tymczasem innych, takich, ktrzy wietniejsze mieli na sobie stroje, i 
nieszczsny by kady rycerz, ktremu si z nim potka przyszo. Niedaleko od 
obu rycerzy bogdanieckich ciska si nieznonie zowrogi Cztan z Rogowa. Po 
pierwszym spotkaniu rozbito mu hem, wic walczy teraz z go gow, straszc 
sw zakrwawion wochat twarz Niemcw, ktrym si zdao, e nie czowieka, ale 
jak poczwar len maj przed sob.
Jednake setki, a potem tysice rycerzy zalegy z obu stron ziemi, a wreszcie 
pod razami zaciekych Polakw pocza si chwia niemiecka nawaa, gdy wtem 
zaszo co takiego, co losy caej bitwy mogo w jednej chwili przeway.
Oto wracajc z pogoni za Litw, rozgorzae i upojone zwycistwem chorgwie 
niemieckie uderzyy w bok polskiego skrzyda.
Sdzc, e wszystkie wojska krlewskie ju rozbite i bitwa stanowczo wygrana, 
wracay one w wielkich, bezadnych gromadach z krzykiem i piewaniem, gdy nagle 
ujrzay przed sob srog rze i Polakw prawie ju zwyciskich, ogarniajcych 
zastpy niemieckie.
Wic Krzyacy, zniajc gowy, spogldali ze zdumieniem przez kraty przybic na 
to, co si dzieje, a potem, jak ktry sta, wbija koniowi ostrogi w boki i 
puszcza si w zamt bojowy.
I tak gromada uderzaa po gromadzie, a wkrtce tysice ich zwaliy si na 
znuone walk chorgwie polskie. Krzyknli Niemcy radonie, widzc przybywajc 
pomoc, i z nowym zapaem poczli bi Polakw. Okropna bitwa zawrzaa na caej 
linii, ziemia spyna potokami krwi, zachmurzyo si niebo i odezway si 
guche grzmoty, jakby sam Bg chcia miesza si midzy walczcych.
Lecz zwycistwo poczo chyli si ku Niemcom... Ju, ju zaczynaa si 
zamieszka w awie polskiej, ju rozszalae w boju zastpy krzyackie poczy 
jednym gosem piewa pie tryumfu:
 Christ ist erstanden!...
 .......................................................................................................
A wtem stao si co jeszcze okropniejszego. Oto jeden lecy na ziemi Krzyak 
rozpru noem brzuch konia, na ktrym siedzia Marcin z Wrocimowic trzymajcy 
wielk, wit dla wszystkich wojsk chorgiew krakowsk z orem w koronie. Rumak 
i jedziec zwalili si nagle, a wraz z nimi zachwiaa si i pada chorgiew.
W jednej chwili setki elaznych ramion wycigno si po ni, a ze wszystkich 
piersi niemieckich wyrwa si ryk radoci. Zdao im si, e to koniec, e strach 
i popoch ogarn teraz Polakw, e przychodzi czas klski, mordu i rzezi, e ju 
uciekajcych tylko przyjdzie im ciga i wycina.
Ale oto wanie czeka ich straszny i krwawy zawd. Krzykny wprawdzie z 
rozpacz jak jeden m wojska polskie na widok upadajcej chorgwi, lecz w tym 
krzyku i w tej rozpaczy by nie strach, ale wcieko. Rzekby, ywy ogie 
spad na pancerze. Rzucili si jak lwy rozarte ku miejscu najstraszniejsi 
mowie z obu armii i rzekby, burza rozptaa si koo chorgwi. Ludzie i 
konie zbili si w jeden wir potworny, a w tym wirze migay ramiona, szczkay 
miecze, warczay topory, zgrzytaa stal o elazo, omot, jki, dziki wrzask 
wyrzynanych mw zlay si w jeden przeokropny gos, taki, jakby potpiecy 
odezwali si nagle z gbi pieka. Wstaa kurzawa, a z niej wypady tylko 
olepe z przeraenia konie bez jedcw, z krwawymi oczyma i rozwian dziko 
grzyw.
Lecz trwao to krtko. Ni jeden Niemiec nie wyszed ywy z tej burzy i po chwili 
powiaa znw nad polskimi zastpami odbita chorgiew. Wiatr poruszy j, 
rozwin i rozkwita wspaniale jak olbrzymi kwiat, jako znak nadziei i jako znak 
gniewu Boego dla Niemcw, a zwycistwa dla polskich rycerzy.
Cae wojsko powitao j okrzykiem tryumfu i uderzyo z tak zapamitaoci w 
Niemcw, jakby kadej chorgwi przybyo w dwjnasb si i onierzy.
A Niemcy, bici bez miosierdzia, bez wytchnienia, bez takiej nawet przerwy, 
jakiej piersiom trzeba dla zapania oddechu, parci ze wszystkich stron, 
naciskani, raeni nieubaganie ciosami mieczw, siekier, toporw, maczug, 
poczli znw chwia si i ustpowa. Tu i owdzie ozway si gosy o lito. Tu i 
owdzie wypada ze skrztu jaki zagraniczny rycerz z twarz zbiela ze strachu 
i zdumienia i ucieka w zapamitaniu, gdzie go nis niemniej przeraony rumak. 
Wikszo biaych paszczw, ktre na zbrojach nosili bracia zakonni, leaa ju 
na ziemi.
Wic ciki niepokj ogarn serca przywdcw krzyackich, gdy zrozumieli, e 
cay ich ratunek tylko w mistrzu, ktry dotychczas w pogotowiu sta na czele 
szesnastu odwodowych chorgwi.
On za, patrzc z gry na bitw, zrozumia take, e chwila nadesza, i ruszy 
swe elazne hufce, tak jak wicher porusza cik, niosc klsk chmur gradow.
Lecz wczeniej jeszcze, przed trzeci lini polsk, ktra dotd nie braa 
udziau w boju, zjawi si na rozhukanym rumaku, czuwajcy nad wszystkim i 
baczny na przebieg bitwy, Zyndram z Maszkowic.
Stao tam wrd polskiej piechoty kilka rot zacinych Czechw. Jedna z nich 
zachwiaa si jeszcze przed spotkaniem, ale zawstydzona w por, zostaa na 
miejscu i rzuciwszy swego dowdc, pona teraz dz bitwy, aby wynagrodzi 
mstwem chwilow sabo. Lecz gwne siy skaday puki polskie, zoone z 
konnych, ale nie pancernych, ubogich wodykw, z piechot miejskich i 
najliczniejszych kmiecych, zbrojnych w rohatyny, w cikie oszczepy i w kosy, 
osadzone sztorcem na drgach.
- Gotuj si! gotuj! - woa ogromnym gosem Zyndram z Maszkowic, przelatujc jak 
byskawica wzdu szeregw.
- Gotuj si! - powtrzyli mniejsi przywdcy. Wic kmiecie, zrozumiawszy, e 
przychodzi na nich czas, po-opierali drgi od dzid, cepw i kos o ziemi i 
przeegnawszy si krzyem witym, poczli popluwa w pracowite, ogromne donie.
I dao si sysze przez ca lini to zowrogie popluwanie, po czym chwyci 
kady bro i nabra tchu. W tej chwili przylecia do Zyndrama pachoek z 
rozkazem od krla i szepn mu co zdyszanym gosem do ucha, a on, zwrciwszy 
si do piechurw, machn mieczem i zakrzykn:
- Naprzd!
- Naprzd! aw! rwno! -rozlegy si woania przywdcw.
- Bywaj! Na psubraty! W nich!
Ruszyli. By za i krokiem rwnym i nie ama szeregw, poczli wszyscy razem 
powtarza:
- Zdro - wa - Ma - ry -ja - as - ki - pe - na - Pan - z To - b!...
I szli jak powd. Szy puki najemne i pachokowie miejscy, kmiecie z 
Maopolski i Wielkopolski i lzacy, ktrzy przed wojn schronili si do 
Krlestwa, i Mazury spod Eku, ktrzy od Krzyakw uciekli. Zajaniao i 
rozbyso od grotw na oszczepach i od kos cae pole.
A doszli.
- Bij! - zakrzyknli dowdcy
- Uch!
I stkn kady jako krzepki drwal, gdy si pierwszy raz toporem zamachnie, a 
potem j wali, ile mu si i pary w piersiach starczyo.
Wrzask i krzyki wzbiy si a ku niebiosom.
*
Krl, ktry z wyniosego miejsca zawiadowa ca bitw, rozsya pachokw i a 
ochryp od dawania rozkazw, gdy ujrza wreszcie, e ju wszystkie wojska 
pracuj, pocz i sam rwa si do boju.
Nie puszczali go dworzanie, bojc si o wit osob pask. awa chwyci za 
cugle konia i cho krl uderzy go wczni po rku, nie puci. Inni zastpili 
te drog, proszc, bagajc i przedstawiajc, e i tak losw bitwy nie 
przewa.
A tyczasem najwiksze niebezpieczestwo zawiso nagle nad krlem i nad caym 
jego orszakiem.
Oto mistrz, idc za przykadem tych, ktrzy wrcili po rozgromie Litwy, i chcc 
take zajecha z boku Polakom, zatoczy koo, skutkiem czego jego szesnacie 
wyborowych chorgwi musiao przechodzi wanie nie opodal wzgrza, na ktrym 
sta Wadysaw Jagieo.
Spostrzeono wraz niebezpieczestwo, ale nie byo czasu si cofa. Zwinito 
tylko znak krlewski, a jednoczenie pisarz krlewski Zbigniew z Olenicy 
skoczy co siy w koniu do najbliszej chorgwi, ktra gotowaa si wanie na 
przyjcie nieprzyjaciela, a ktrej rycerz Mikoaj Kiebasa przywodzi.
- Krl w obierzy. Na pomoc! - zawoa Zbigniew. Lecz Kiebasa, straciwszy 
poprzednio hem, zerwa ca mokr od potu i pokrwawion myck z gowy i 
pokazujc j gocowi, zakrzykn z gniewem okrutnym:
- Patrz, jeli tu prnujem! Szalony! Zali nie widzisz, e na nas idzie ta 
chmura i e wanie naprowadzilibymy j na krla; za czym ruszaj precz, bo ci 
tu mieczem przebod.
I niepomny, z kim mwi, zziajany, uniesion gniewem, zmierzy si istotnie na 
goca, w za, widzc z kim sprawa, a co wiksza, e stary wojownik ma 
suszno, skoczy na powrt do krla i powtrzy mu, co usysza.
Wic stra krlewska murem wysuna si naprzd, aby pana piersiami zasoni. 
Tym razem jednak krl nie da si powstrzyma i stan w pierwszym szeregu. Lecz 
ledwie si ustawili, chorgwie niemieckie byy ju tak blisko, e herby na 
tarczach mona byo doskonale odrni. Widok ich dreszczem mg przej 
najodwaniejsze serca, by to bowiem sam kwiat i wybr rycerstwa. Przybrani w 
wietne zbroje, na ogromnych jak tury koniach, nie uznojeni w boju, w ktrym 
dotychczas nie brali udziau, wypoczci, szli jak huragan z ttentem, z hukiem, 
z szumem chorgwi i chorgiewek, a sam wielki mistrz lecia przed nimi w biaym 
szerokim paszczu, ktry rozpuszczony na wiatr wyglda jak olbrzymie skrzyda 
ora.
Mistrz min ju orszak krlewski i bieg ku gwnej bitwie, bo co mu tam 
znaczya jaka garstka rycerzy stojcych na uboczu, midzy ktr nie domyla 
si i nie rozpozna krla! Ale spod jednej chorgwi oderwa si olbrzymi Niemiec 
i czy to poznawszy Jagie, czy te zncony srebrzyst zbroj krlewsk, czy 
wreszcie chcc popisa si odwag rycersk, schyli gow, wycign kopi i 
skoczy wprost na krla.
Krl za spi ostrogami konia i nim go zdoano zatrzyma, skoczy take ku 
niemu. I byliby si niechybnie starli miertelnie, gdyby nie ten sam Zbigniew z 
Olenicy, mody sekretarz krlewski, zarwno biegy w acinie, jak i w rycerskim 
rzemiole. Ten, majc ziomek kopii w rku, zajecha Niemca z boku i grzmotnwszy 
go w eb, skruszy mu hem i zwali na ziemi. "W tej chwili sam krl uderzy go 
ostrzem w odkryte czoo i wasn rk zabi go raczy".
Tak zgin sawny rycerz niemiecki, Dypold Kikieritz von Dieber. Konia jego 
pochwyci knia Jamont, a on sam lea miertelnie poraon, w swej biaej jace 
na stalowej zbroi i w pozocistym pasie. Oczy zaszy mu bielmem, lecz nogi 
kopay jeszcze czas jaki ziemi, pki najwiksza ludzka uspokoicielka, mier, 
nie pokrya mu noc gowy i nie uspokoia go na zawsze.
Skoczyli rycerze spod chemiskiej chorgwi, chcc pomci mier towarzysza, 
lecz sam mistrz zabieg im drog i krzyczc:
Herum! herum! - zagania ich tam, gdzie miay rozstrzygn si losy tego 
krwawego dnia, to jest do gwnej bitwy.
I znw zdarzya si rzecz dziwna. Oto najbliej od pola stojcy Mikoaj Kiebasa 
pozna wprawdzie nieprzyjaci, ale w kurzawie nie poznay ich inne polskie 
chorgwie i mylc, e to Litwa wraca do boju, nie popieszyy na ich przyjcie.
Dopiero wyskoczy Dobko z Olenicy naprzeciw pdzcego w przedzie wielkiego 
mistrza i pozna go po paszczu, po tarczy i po zotym wielkim relikwiarzu, 
ktry on nosi na piersiach, na pancerzu. Ale nie mia uderzy kopi polski 
rycerz w relikwiarz, cho niezmiernie si mistrza przewysza, wic w podbi 
mu ostrze do gry, zrani nieco konia, po czym, minwszy si, zatoczyli koo i 
rozbiegli si, kady ku swoim. - Niemce! Sam mistrz! - zakrzykn Dobko. 
Usyszawszy to, kopny si z miejsca najwikszym pdem ku wrogom chorgwie 
polskie. Pierwszy uderzy ze swymi Mikoaj Kiebasa i znw rozgorzaa bitwa.
Lecz czy to, e rycerstwo ziemi chemiskiej, midzy ktrymi wielu byo ludzi 
polskiej krwi, nie uderzyo szczerze, czy te, e zaciekoci Polakw nic ju 
nie mogo powstrzyma, do e ten nowy napad nie wywar takiego skutku, jakiego 
si mistrz spodziewa. Zdawao mu si bowiem, e to bdzie ostatni cios zadany 
potdze krlewskiej, a tymczasem spostrzeg wkrtce, e to Polacy pr, id 
naprzd, bij, ra, bior jakoby w elazne cgi te hufce, a jego rycerstwo 
raczej si broni, ni naciera.
Prno zachca gosem, prno zapdza mieczem w bj. Bronili si wprawdzie i 
bronili mocno, ale nie byo w nich ni tego rozmachu, ni tego zapau, ktry 
porywa wojska zwyciskie i ktrym rozgorzay serca polskie. W zbrojach 
potuczonych, we krwi, w ranach, z poszczerbion broni, bez gosu w piersi, 
rwali si jednak w zapamitaniu polscy rycerze ku najgstszym kupom Niemcw, a 
ci poczli to zdziera konie, to oglda si za siebie, jakby chcc wiedzie, 
czy nie zamkny si jeszcze te elazne cgi, ktre obejmoway ich coraz 
okropniej, i ustpowali z wolna, ale cigle, jakby pragnc wydosta si 
nieznacznie z morderczego skrtu. A wtem od strony lasu zagrzmiay naraz nowe 
okrzyki. To wanie Zyndram wprowadzi i puci kmieciw do boju. Zazgrzytay 
wnet po elazie kosy, zagrzmiay pod cepami pancerze, trup j pada coraz 
gstszy, krew laa si strumieniem na zdeptan ziemi i bitwa staa si jak 
jeden pomie niezmierny, gdy Niemcy, poznawszy, e tylko w mieczu ratunek, 
poczli si broni rozpaczliwie.
*
I zmagali si tak jeszcze w niepewnoci zwycistwa, dopki olbrzymie kby 
kurzawy nie wzbiy si niespodzianie po prawej stronie bitwy.
- Litwa wraca! - hukny radonie gosy polskie. I odgadli. Litwa, ktr atwiej 
byo rozbi ni zwyciy, wracaa teraz i z wrzaw nieludzk pdzia jak wicher 
na swych cigych koniach do boju.
Wwczas kilku komturw, a na ich czele Wemer von Tettingen, przyskoczyo do 
mistrza.
- Ratuj si, panie! - woa pobladymi usty komtur Elblga. -Ratuj siebie i 
Zakon, pki si koo nie zawrze.
Ale rycerski Ulryk spojrza na niego ponuro i wznisszy rk ku niebu, zawoa:
- Nie daj Bg, abym ja opuci to pole, na ktrym tylu mnych polego! Nie daj 
Bg!
I krzyknwszy na ludzi, aby szli za nim, rzuci si w war bitwy. Nadbiega 
tymczasem Litwa i sta si taki zamt, taki wir i kotowanie, e oko ludzkie nic 
ju w nich rozrni nie mogo.
Mistrz, uderzon ostrzem litewskiej sulicy w usta i dwukrotnie raniony w twarz, 
odbija przez jaki czas mdlejc prawic ciosy; wreszcie, pchnity rohatyn w 
szyj, zwali si jak db na ziemi.
Mrowie przybranych w skry wojownikw pokryo go zupenie.
*
Wemer Tettingen z kilku chorgwiami pierzch, lecz naok wszystkich pozostaych 
chorgwi zamkno si elazne koo wojsk krlewskich. Bitwa zmienia si w rze 
i w klsk krzyack tak niesychan, e w caych dziejach ludzkich mao 
zdarzyo si podobnych. Nigdy te w czasach chrzecijaskich, od walki Rzymian i 
Gotw z Attyl i Kara Mota z Arabami, nie walczyy z sob wojska tak potne. 
Ale teraz jedno z nich leao ju po wikszej czci jak zty an zboa. 
Podday si te chorgwie, ktre ostatnie wprowadzi do boju mistrz. Chemiczycy 
pozatykali w ziemi proporce. Inni niemieccy rycerze pozeskakiwali z koni na 
znak, e chc i w niewol, i poklkali na obluzganej krwi ziemi. Caa 
chorgiew witego Jerzego, pod ktr suyli gocie zagraniczni, uczynia razem 
ze swym dowdc to samo.
*
Lecz bitwa trwaa jeszcze, albowiem wiele chorgwi krzyackich wolao umiera 
ni baga o lito i o niewol. Zbili si teraz Niemcy wedle swego wojennego 
zwyczaju w ogromne kolisko i bronili si tak, jak broni si stado dzikw, gdy je 
gromady wilkw otocz. Piercie polsko-litewski opasa owo kolisko, jak w 
opasuje ciao byka, i zacienia si coraz bardziej. I znw migay ramiona, 
grzmiay cepy, zgrzytay kosy, ciy miecze, body oszczepy, chlastay topory i 
oksze. Wycinano Niemcw jak br, a oni marli w milczeniu, pospni, ogromni, 
nieustraszeni.
Niektrzy, popodnosiwszy przybice, egnali si z sob, dajc sobie ostatni 
przed mierci pocaunek; niektrzy rzucali si na olep w ukrop bojowy jakby 
zdjci szalestwem, inni walczyli jak przez sen, inni na koniec mordowali si 
sami, wbijajc sobie w gardo mizerykordi lub porzuciwszy naszyjniki, zwracali 
si do towarzyszw z prob: "Pchnij!"
Zacieko polska rozbia wkrtce wielkie kolisko na kilkanacie mniejszych kup 
i wtedy znw atwiej byo wymyka si pojedynczym rycerzom. Ale w ogle i te 
rozbite gromady biy si ze wciekoci i rozpacz.
Mao kto klka, proszc o lito, a gdy straszny zapd Polakw rozposzy 
wreszcie i mniejsze kupy, nawet pojedynczy rycerze nie chcieli oddawa si 
ywcem w rce zwycizcw. Dzie by dla Zakonu i dla wszystkiego zachodniego 
rycerstwa najwikszej klski, ale i chway najwikszej. Pod olbrzymim Arnoldem 
von Baden otoczonym przez piechot kmiec utworzy si wa polskich trupw, on 
za, potny i niezwalczony, sta nad nim, jak stoi sup graniczny wkopany na 
wzgrzu, i kto zbliy si do niego na dugo miecza, mar jakby piorunem 
raony.
Najecha go wreszcie sam Zawisza Czarny Sulimczyk, lecz widzc rycerza bez konia 
i nie chcc przeciw rycerskiemu prawu z tyu na uderza, zeskoczy take z 
rumaka i pocz na woa z daleka:
- Zwr, Niemcze, gow i poddaj si alibo spotkaj ze mn!
A Arnold zwrci si i poznawszy Zawisz po czarnej zbroi i po Sulimie na 
tarczy, rzek sobie w duszy:
"mier idzie i moja godzina wybia, albowiem jemu nikt nie odejmie si ywy. 
Gdybym jednake go zwyciy, zyskabym chwa niemierteln, a moe i ycie 
ocali".
To rzekszy, skoczy ku niemu i starli si jak dwie burze na ziemi trupami 
zasanej. Lecz Zawisza tak okrutnie si nad wszystkimi growa, e nieszczni 
to byli rodzice, ktrych dzieciom wypado si z nim spotka w boju. Jako pod 
ciciem jego miecza pka kuta w Malborgu tarcza, pk jak gliniany garnek 
stalowy hem i mny Arnold pad z rozcit na dwoje gow...
*
Henryk, komtur czuchowski, ten sam najzawzitszy wrg polskiego plemienia, 
ktry zaprzysig, e pty dwa miecze kae przed sob nosi, pki obu w krwi 
polskiej nie ubroczy, wymyka si teraz chykiem z pola, jako lis wymyka si z 
otoczonego przez myliwcw ostpu, gdy wtem zajecha mu drog Zbyszko z 
Bogdaca. Krzykn komtur, widzc nad sob wzniesiony brzeszczot:
Erbarme dich meiner! (oszczd mnie) - i zoy z przestrachu rce, co 
usyszawszy, mody rycerz nie zdoa ju wprawdzie wstrzyma rki i rozmachu, 
ale zdoa jeszcze przekrci miecz i pazem tylko w spasy, spotniay pysk 
komtura uderzy. I rzuci go potem swemu giermkowi, ktry zaoywszy mu powrz 
na szyj, powlk go jak wou tam, dokd spdzano wszystkich jecw krzyackich.
A stary Mako szuka wci na krwawym pobojowisku Kunona Lichtensteina - i 
szczsny we wszystkim dnia tego los dla Polakw wyda go wreszcie w jego rce w 
zarolach, w ktrych przytaia si gar uchodzcych ze strasznego pogromu 
rycerzy. Blask soca, ktry odbi si w zbrojach, zdradzi ich obecno przed 
pocigiem. Padli wraz wszyscy na kolana i poddali si natychmiast, lecz Mako, 
dowiedziawszy si, i wielki komtur Zakonu znajduje si midzy jecami, kaza go 
stawi przed sob i zdjwszy hem z gowy, zapyta:
- Kunonie Lichtensteinie, zali poznajesz mnie? A on zmarszczy brwi i utkwiwszy 
oczy w oblicze Maka, rzek po chwili:
- Widziaem ci na dworze w Pocku.
- Nie - odpowiedzia Mako - widziae mnie przedtem. Widziae mnie w Krakowie, 
gdym ci baga o ycie mego bratanka, ktry za nierozwany napad na ciebie na 
utrat garda by skazan. Wwczas to lubowaem Bogu i zaprzysigem na rycersk 
cze, i ci odnajd i spotkam si z tob miertelnie.
- Wiem - odpar Lichtenstein i wyd dumnie usta, chocia zarazem poblad mocno 
- ale jecem twoim teraz jestem i zhabiby si, gdyby miecz na mnie podnis.
Na to twarz Maka cigna si zowrogo i staa si zupenie do paszczy wilczej 
podobna.
- Kunonie Lichtenstein - rzek - miecza na bezbronnego nie wznios, ale to ci 
powiadam, e jeli mi walki odmwisz, tedy ci ka jak psa na powrozie 
powiesi.
- Nie mam wyboru, stawaj! - zawoa wielki komtur.
- Na mier, nie na niewol - zastrzeg raz jeszcze Mako.
- Na mier.
I po chwili starli si z sob wobec niemieckich i polskich rycerzy. Modszy i 
zrczniejszy by Kunon, lecz Mako tak dalece si rk i ng przeciwnika 
przewysza, e w mgnieniu oka obali go na ziemi i kolanem brzuch mu 
przycisn.
Oczy komtura wyszy z przeraenia na wierzch.
- Daruj! -jkn, wyrzucajc lin i pian ustami.
- Nie! - odpowiedzia nieubagany Mako.
I przyoywszy mizerykordi do szyi przeciwnika, pchn dwukrotnie, a tamten 
zacharcza okropnie; fala krwi buchna mu ustami, drgawki miertelne 
wstrzsny jego ciaem, po czym wypry si i wielka uspokoicielka rycerzy 
uspokoia go na zawsze.
*
Bitwa zmienia si w rze i pocig. Kto nie chcia si podda, zgin. Wiele 
bywao w owych czasach na wiecie bitew i spotka, ale nikt z ywych ludzi nie 
pamita tak straszliwego pogromu. Pad pod stopami wielkiego krla nie tylko 
Zakon krzyacki, ale i cae Niemcy, ktre najwietniejszym rycerstwem wspomagay 
on "przedni stra" teutosk, werajc si coraz gbiej w ciao sowiaskie.
Z siedmiuset "biaych paszczw" przodujcych, jako wodzowie tej germaskiej 
powodzi, zostao ledwie pitnastu. Czterdzieci przeszo tysicy cia leao w 
wiekuistym nie na onym krwawym boisku.
Rozliczne chorgwie, ktre w poudnie jeszcze powieway nad niezmiernym wojskiem 
krzyackim, wpady wszystkie w krwawe i zwyciskie rce Polakw. Nie ostaa, nie 
ocalia si ani jedna i oto rzucali je teraz polscy i litewscy rycerze pod nogi 
Jagiey, ktry wznoszc pobonie oczy ku niebu, powtarza wzruszonym gosem: 
"Bg tak chcia!" Stawiano te przed majestatem pana przedniej szych jecw. 
Abdank Skarbek z Gr przywid szczeciskiego ksicia Kazimierza, Trocnowski, 
rycerz czeski, ksicia na Olenicy Konrada, a Przedpeko Kopidowski, herbu 
Dryja, mdlejcego z ran Jerzego Gersdorfa, ktry pod chorgwi witego Jerzego 
wszystkim gociom rycerskim przywodzi.
Dwadziecia dwa narody uczestniczyy w tej walce Zakonu przeciw Polakom, a teraz 
pisarze krlewscy spisywali jecw, ktrzy klkajc przed majestatem, bagali o 
miosierdzie i o powrt za okupem do domu.
Caa armia krzyacka przestaa istnie. Pogo polska zdobya te ogromny obz 
krzyacki, a w nim, prcz niedobitkw, nieprzeliczon ilo wozw wyadowanych 
ptami na Polakw i winem przygotowanym na wielk uczt po zwycistwie.
*
Soce chylio si ku zachodowi. Spad krtki, obfity deszcz i potumi kurzaw. 
Krl, Witold i Zyndram z Maszkowic gotowali si wanie zjecha na pobojowisko, 
gdy poczto zwozi przed nich ciaa polegych wodzw. Litwini przynieli skute 
sulicami, pokryte kurzem i posok ciao wielkiego mistrza Ulryka von Jungingen i 
pooyli je przed krlem, a w westchn aonie i spogldajc na ogromne 
zwoki lece na wznak na ziemi, rzek:
- Oto jest ten, ktry jeszcze dzi rano mniema si by wyszym nad wszystkie 
mocarze wiata.
Za czym zy poczy mu spywa jak pery po policzkach i po chwili ozwa si 
znowu:
- Ale e mierci walecznych poleg, przeto sawi bdziem jego mstwo i godnym 
chrzecijaskim uczcimy go pogrzebem.
Jako zaraz wyda rozkaz, by ciao obmyto starannie w jeziorze, by przybrano je 
w pikne szaty i przysoniono, nim trumna bdzie gotowa, zakonnym paszczem.
Tymczasem przynoszono coraz nowe zwoki, ktre rozpoznawali jecy. Przyniesiono 
wielkiego komtura Kunona Lichtensteina, z gardem okropnie mizerykordi 
rozcitym, i marszaka Zakonu Fryderyka Wallenroda, i wielkiego szatnego, grafa 
Alberta Szwarc-berga, i wielkiego skarbnika Tomasza Mercheima, i grafa Wendego, 
ktry leg z rki Poway z Taczewa, i przeszo szeset cia znakomitych 
komturw i braci. Czelad kada ich jednego przy drugim, a oni leeli na 
ksztat zrbanych pni, ze zwrconymi ku niebu i biaymi jak ich paszcze 
twarzami, z otwartymi szklanymi oczyma, w ktrych zastyg gniew, duma, 
wcieko bojowa i przeraenie.
Nad ich gowami pozatykano zdobyte chorgwie - wszystkie!! Wieczorny powiew to 
zwija, to rozwija barwne ptna, one za szumiay jakby do snu polegym. Z 
dala pod zorz wida byo oddziay litewskie cignce zdobyte armaty, ktrych po 
raz pierwszy uyli Krzyacy w bitwie polnej, ale ktre nie przyczyniy adnej 
szkody zwycizcom.
Na wzgrzu koo krla skupili si najwiksi rycerze i dyszc utrudzonymi 
piersiami, spogldali na te chorgwie i na te trupy lece u ich stp, jak 
spogldaj uznojeni ecy na zte i powizane snopy. Ciki by dzie i 
straszny plon tego niwa, ale oto nadchodzi wielki, Boy, radosny wieczr.
Wic niezmierne szczcie rozjanio twarze zwycizcw, bo rozumieli wszyscy, e 
to by wieczr kadcy koniec ndzy i trudom nie tylko dnia tego, ale caych 
stuleci.
A krl, chocia zdawa sobie spraw z ogromu klski, jednake patrzy jakby w 
zdumieniu przed siebie i w kocu spyta:
- Zali cay Zakon tu ley?
Na to podkanclerzy Mikoaj, ktry zna przepowiednie witej Brygidy, rzek:
- Nadszed czas, i wyamane s ich zby i odcita jest ich rka prawa!!...
Po czym podnis do i pocz egna nie tylko tych, ktrzy leeli najbliej, 
ale i cae pole midzy Grunwaldem a Tannenbergiem. W jaskrawym od blasku zorzy i 
oczyszczonym przez deszcz powietrzu wida byo doskonale olbrzymie, dymice, 
krwawe pobojowisko, zjeone uamkami wczni, rohatyn, kos, stosami trupw 
koskich i ludzkich. Wrd ktrych sterczay do gry martwe rce, nogi, kopyta - 
i cigno si owo aosne pole mierci z dziesitkami tysicy cia dalej, ni 
wzrok mg sign.
Czelad uwijaa si na tym niezmiernym cmentarzu, zbierajc bro i zdejmujc 
zbroje z polegych.
A w grze, na rumianym niebie, wichrzyy si ju i zataczay koa stada wron, 
krukw i orw, kraczc i radujc si rozgonie na widok eru.
I nie tylko przeniewierczy Zakon krzyacki lea oto pokotem u stp krla, ale 
caa potga niemiecka zalewajca dotychczas jak fala nieszczsne krainy 
sowiaskie rozbia si w tym dniu odkupienia o piersi polskie.
*
Wic tobie, wielka, wita przeszoci, i tobie, krwi ofiarna, niech bdzie 
chwaa i cze po wszystkie czasy!
 Henryk Sienkiewicz: Krzyacy
Rozdzia LII
Mako i Zbyszko wrcili do Bogdaca. Stary rycerz y jeszcze dugo, a Zbyszko 
doczeka si w zdrowiu i sile tej szczsnej chwili, w ktrej jedn bram 
wyjeda z Malborga ze zami w oczach mistrz krzyacki, drug wjeda na czele 
wojsk polski wojewoda, aby w imieniu krla i Krlestwa obj w posiadanie miasto 
i ca krain a po siwe fale Batyku.
